ARTHUR C.

CLARKE
Odyseja Kosmiczna 2001
(Przełoył! "#drzej Po$a%&
PR'E()O*A
Za każdym żyjącym obecnie człowiekiem stoi trzydzieści duchów - taki jest bowiem
stosunek, w jakim martwi przewyższają liczebnie żywych. d zarania dziejów żyło na Ziemi w
sumie około stu miliardów ludzi.
!est to interesująca liczba. "ziwnym zrządzeniem losu w naszej #alaktyce, którą jest "ro#a
$leczna, znajduje si% około stu miliardów #wiazd. &ak wi%c dla każde#o człowieka, który
kiedykolwiek stąpał po Ziemi, świeci jedna #wiazda naszej 'alaktyki.
(ażda z tych #wiazd jest sło)cem, cz%sto o wiele jaśniejszym i wspanialszym niż nasza
mała, najbliższa #wiazda, którą nazywamy *ło)cem. $nóstwo - by+ może wi%kszoś+ .- z tych
obcych sło)c posiada krążące wokół nich planety. Z pewnością wi%c jest na niebie wystarczająco
dużo ,Ziem-, by każdy członek rasy ludzkiej - włączywszy w to pierwszych człekokształtnych -
miał swój własny raj lub piekło wielkości świata.
.ie jest nam dane od#adną+, jak wiele z tych potencjalnych rajów lub piekieł jest
zamieszkanych i przez jakie#o rodzaju istoty. .ajbliższy z nich znajduje si% milion razy dalej niż
$ars czy /enus, które cią#le stanowią odle#łe cele kolejnych pokole). 0ecz pokonujemy bariery
odle#łości i by+ może które#oś dnia spotkamy pośród #wiazd równych sobie, jeśli nie
pot%żniejszych.
0udzkoś+ bardzo wolno zdaje sobie spraw% z tej możliwości, #dyż - jak sądzą niektórzy -
ni#dy nie stanie si% ona rzeczywistością. !ednak coraz wi%cej ludzi zadaje pytanie1 "lacze#o nie
doszło jeszcze do takie#o spotkania, skoro my sami już za chwil% podbijemy kosmos2
"lacze#o2 to jedna z możliwych odpowiedzi na to bardzo rozsądne pytanie. 3ami%tajcie
jednak, prosz%, że jest ona jedynie 4ikcją.
3rawda - jak to bywa - okaże si% o wiele bardziej niezwykła.
5.6.6.
C'+,- P.ER*/'A
PRA0OC
1 1 (RO2A (O 'A23A(4
*usza trwała już dziesi%+ milionów lat. 3anowanie olbrzymich jaszczurów dawno dobie#ło
ko)ca. &utaj na równiku - na kontynencie, który kiedyś zostanie nazwany 54ryką - walka o
przetrwanie toczyła si% coraz bardziej zażarcie i nie można było przewidzie+, kto wyjdzie z niej
jako zwyci%zca. .a tym opustoszałym, wysuszonym lądzie mo#ło powieś+ si% tylko małym,
szybkim i dzikim. &ylko tacy mo#li liczy+ na przetrwanie.
$ałpoludy z sawanny nie posiadały żadnej z tych cech. .ie działo im si% dobrze. *taczały
si% po drodze #atunkowej za#łady. 3lemi% składające si% z około pi%+dziesi%ciu okazów zajmowało
zespół jaski) położony nad małą, spieczoną doliną, przedzieloną niemrawym strumykiem
zasilanym śnie#ami z #ór położonych o dwieście mil na północ. / złych czasach strumyk znikał
całkowicie, a plemi% żyło na kraw%dzi śmierci z pra#nienia.
Zawsze byli #łodni, teraz #łód przynosił śmier+. 'dy do jaskini wpełzł pierwszy słaby
promie) świtu, *trażnik (si%życa zauważył, że je#o ojciec umarł w nocy. .ie zdawał sobie
sprawy, że *tarzec był je#o ojcem. Związki rodzinne były całkowicie poza możliwościami je#o
pojmowania. 0ecz #dy spojrzał na wyniszczone ciało, poczuł niejasny niepokój, zapowied7
smutku.
"woje dzieci skomlało o jedzenie. /arkni%ciem przywołał je do porządku. !edna z matek -
broniąc niemowl%cia, które#o nie mo#ła wykarmi+ - mrukn%ła #niewnie w odpowiedzi. 8rakło mu
sił, żeby szturchną+ ją za t% aro#ancj%.
8yło już wystarczająco jasno, żeby wyjś+. *trażnik (si%życa podniósł pomarszczone
zwłoki i pocią#nął je za sobą, z#inając si% pod niskim nawisem jaskini. .a zewnątrz przerzucił
sobie ciało przez bark i wyprostował si% - jedyne zwierz% na tym świecie, które potra4iło to zrobi+.
*trażnik (si%życa był niemal olbrzymem pomi%dzy swoimi. $ierzył prawie pi%+ stóp i
chociaż niedożywiony, ważył ponad sto 4untów. !e#o owłosione, muskularne ciało przypominało w
połowie małp%, w połowie zaś człowieka, jednak #łowa była bardziej ludzka niż małpia. 6zoło
miał niskie, z wysklepionymi łukami nad każdym oczodołem. $imo to w je#o #enach znajdowała
si% niewątpliwie zapowied7 ludzkości. 'dy spo#lądał na wro#i świat plejstocenu, w je#o wzroku
było coś nieosią#alne#o dla żadnej małpy. / tych ciemnych, #ł%boko osadzonych oczach rodziła
si% świadomoś+ - pierwsza oznaka inteli#encji mającej spełni+ si% dopiero za wieki9 inteli#encji,
której teraz #roziła za#łada.
.ic nie wskazywało na niebezpiecze)stwo, wi%c *trażnik (si%życa zaczął zsuwa+ si% po
prawie pionowym stoku przed jaskinią, wstrzymywany jedynie przez ci%żar martwe#o ciała. !ak
#dyby czekając na ten sy#nał, reszta plemienia wyłoniła si% ze swych domostw usytuowanych
poniżej na skalnej ścianie, spiesząc do błotniste#o strumienia, by u#asi+ poranne pra#nienie.
*trażnik (si%życa spojrzał na przeciwle#ły kraniec doliny i sprawdzał, czy w zasi%#u
wzroku byli :nni. .ie zauważył niko#o. 8y+ może :nni nie wyszli jeszcze z jaski), a może
plądrowali już dalsze szczyty wz#órz w poszukiwaniu jedzenia. .iko#o nie widząc, *trażnik
(si%życa zapomniał o :nnych. .ie umiał martwi+ si% wi%cej niż jedną rzeczą na raz.
.ajpierw musi pozby+ si% *tarca. &en problem nie wyma#ał dłu#ie#o zastanowienia. tej
porze zdarzało si% wiele śmierci, jedna z nich w je#o własnej jaskini. Zwłoki *tarca musi położy+
tam, #dzie zostawił w ostatniej kwadrze (si%życa martwe dziecko. ;ieny załatwią reszt%.
6zekały już w miejscu, #dzie mała dolina rozszerzała si% przechod7< w sawann%, jak #dyby
spodziewały si% je#o nadejścia. *trażnik (si%życa położył zwłoki pod niewielkim krzakiem - po
pierwszych kościach nie został nawet ślad - i zawrócił pospiesznie, aby połączy+ si% z plemieniem.
.i#dy już nie pomyślał o ojcu.
!e#o dwie samice, dorośli z innych jaski) oraz wi%kszoś+ młodych buszowali pomi%dzy
wyschłymi, karłowatymi drzewami, które rosły w dolinie, szukając ja#ód, soczystych korzeni i
liści, a także nieoczekiwanych zdobyczy w postaci małych jaszczurek i #ryzoni. &ylko dzieci i
najsłabsi ze starych zostali w jaskiniach. !eśli po całym dniu poszukiwa) zostanie nadwyżka
żywności, by+ może dostaną swoją porcj%. !eśli nie, hieny wkrótce znowu b%dą szcz%śliwe.
!ednak ten dzie) okazał si% pomyślny, chociaż *trażnik (si%życa, nie potra4iąc
zapami%tywa+ przeszłości, nie mó#ł porówna+ jedne#o dnia z dru#im. Znalazł rój pszczół w pniu
martwe#o drzewa, skosztował wi%c najwi%ksze#o specjału, jaki kiedykolwiek jedli. =az po raz
oblizywał palce prowadząc #rup% w kierunku domostw pó7nym popołudniem. czywiście
otrzymał również kilka użądle), ale prawie ich nie zauważył. 6zuł si% bliski te#o, co można by
nazwa+ zadowoleniem, bo chociaż był cią#le #łodny, #łód nie odbierał mu sił. &o było wszystko,
cze#o mó#ł żąda+ jakikolwiek małpolud.
Zadowolenie znikn%ło, #dy osią#n%li strumie). .a miejscu byli już :nni. 8ywali tam
codziennie, ale to wcale nie zmniejszało je#o irytacji. 8yło ich około trzydziestu, niczym nie
odróżniających si% od członków plemienia *trażnika (si%życa. 'dy spostrze#li, że nadchodzi,
zacz%li ta)czy+, potrząsa+ ramionami i wrzeszcze+ po swojej stronie strumienia. !e#o ludzie
odpowiedzieli tym samym.
.ic wi%cej si% nie stało. 6hociaż małpoludy cz%sto walczyły i zma#ały si% ze sobą, ich
potyczki rzadko ko)czyły si% poważnymi obrażeniami. .ie mo#ły wyrządza+ sobie wi%kszej
krzywdy, nie miały pazurów ani ostrych, psich z%bów, ochroną było także 4utro. 0ecz przede
wszystkim małpoludy miały za mało ener#ii na takie nieproduktywne zachowanie. 3owarkiwanie i
#ro7by były znacznie wydajniejszym sposobem dowodzenia swoich racji.
(on4rontacja trwała prawie pi%+ minut. 3okaz zako)czył si% tak szybko, jak si% zaczai, po
czym każdy zabrał swoją miar% błotnistej wody. ;onor został uratowany. bydwie #rupy wyraziły
swoje prawa do własne#o terytorium. >porawszy si% ze sprawami najważniejszymi, plemi%
wyruszyło wzdłuż swoje#o brze#u rzeki. .ajbliższe, warte zachodu pastwisko znajdowało si% teraz
o wi%cej niż mil% od jaski). $usieli dzieli+ je ze stadem dużych, podobnych do antylop zwierząt,
które rzadko tolerowały ich obecnoś+. Zwierząt tych nie można było przep%dzi+, ich or%ż stanowiły
niebezpieczne ostrza wyrastające z czół. $ałpoludy nie posiadały takiej naturalnej broni.
*trażnik (si%życa i je#o towarzysze żuli ja#ody, owoce i liście walcząc z m%czącym
#łodem, podczas #dy wokół nich znajdowało si% niemal niewyczerpane 7ródło żywności. &ysiące
ton soczyste#o mi%sa przemierzające#o zarośla sawanny było nie tylko poza ich zasi%#iem, było
również poza ich wyobra7nią. 3ośród ob4itości powoli umierali z #łodu.
/ ostatnim świetle dnia plemi% powróciło do jaski) bez żadnych incydentów. =anna
samica, która pozostała w jaskini, #ruchała z lubością, #dy *trażnik (si%życa wr%czył jej
przyniesiony ze sobą pokryty ja#odami krzak. .atychmiast też zabrała si% żarłocznie do jedzenia,
które - chociaż niezbyt pożywne - pomoże jej przetrwa+ do momentu za#ojenia si% rany zadanej
przez lamparta. /tedy znów b%dzie mo#ła zają+ si% zbieraniem pokarmu.
3onad doliną wschodził ksi%życ w pełni. Z odle#łych #ór wiał chłodny wiatr. / nocy
b%dzie bardzo zimno, lecz zimno - jak #łód - nie było dla nich czymś niezwykłym. 8yło cz%ścią ich
życia.
*trażnik (si%życa poruszył si% nieznacznie, #dy usłyszał krzyk i wrzask dochodzący z
jednej z niżej położonych jaski). .ie musiał czeka+ na rzadkie warkni%cia lamparta, by domyśle+
si%, co si% stało. 3oniżej w ciemności stary 8iałowłosy i je#o rodzina walczyli o życie i umierali.
*trażnikowi (si%życa nie przyszło na myśl, że mó#łby im w czymkolwiek pomóc. &warda lo#ika
przetrwania wykluczała takie odruchy. Z nasłuchujące#o wz#órza nie podniósł si% nawet jeden #łos
protestu. /szystkie jaskinie zamarły w obawie o własne bezpiecze)stwo.
&umult ucichł i do *trażnika (si%życa dobie#ł od#łos ciała cią#ni%te#o po skale. &rwało to
kilka sekund. 3otem lampart mocniej schwycił zdobycz. 3rzestał hałasowa+ i stąpając w ciszy bez
wysiłku niósł w szcz%kach swą o4iar%.
3rzez dzie) lub dwa b%dzie spokój. 0ecz mo#ą przyjś+ inni nieznani wro#owie,
wykorzystujący to zimne małe sło)ce, które świeci tylko w nocy. !eśli dostrzeże si% ich w por%, by+
może mniejsi drapieżnicy dadzą si% spłoszy+ okrzykami i piskiem. *trażnik (si%życa wyczoł#ał si%
z jaskini. /spiął si% n duży #łaz leżący obok wejścia i ukucnął, spo#lądają. badawczo na dolin%.
Ze wszystkich zwierząt, które do tej pory chodziły po Ziemi, małpoludy jako pierwsze
wpatrywały si% w ksi%życ. : chociaż nie mó#ł te#o pami%ta+, *trażnik (si%życa w dzieci)stwie
cz%sto wycią#ał r%k% starając si% dotkną+ t% upiorną twarz wznoszącą si% nad wz#órzami. .i#dy nie
zdołał jej schwyta+ i teraz był już wystarczająco dorosły, aby zrozumie+ dlacze#o. $usiałby przede
wszystkim znale7+ odpowiednio wysokie drzewo, na które mó#łby si% wspią+.
d czasu do czasu spo#lądał na dolin% i potem znów na ksi%życ. 3rzez cały czas
nasłuchiwał. =az lub dwa zapadał w drzemk%, lecz spał z wyostrzoną czujnością, mó#ł #o obudzi+
najlżejszy d7wi%k. sią#nąwszy wspaniały wiek dwudziestu pi%ciu lat, *trażnik (si%życa był
cią#le w pełni sił. !eśli dopisze mu szcz%ście i uniknie wypadków, chorób, drapieżców i #łodu,
b%dzie mó#ł przeży+ kolejne dziesi%+ lat.
Zimna i przejrzysta noc mijała spokojnie, a ksi%życ wschodził powoli pośród równikowych
konstelacji, których ni#dy nie zobaczy ludzkie oko. / jaskiniach pomi%dzy niespokojnym snem a
zl%knionym oczekiwaniem rodziły si% koszmary przyszłych #eneracji.
.a niebie dwukrotnie przesunął si% powoli - wznosząc si% do zenitu i opadając na
wschodzie - oślepiający punkt światła, jaśniejszy niż każda #wiazda.
2. 0O*4 23A'
3ó7no w nocy *trażnik (si%życa zerwał si% #wałtownie ze snu. *pał #ł%biej niż zazwyczaj,
zm%czony wysiłkiem i nieszcz%ściami dnia poprzednie#o, był jednak czujny na pierwsze, dalekie
od#łosy z doliny.
>siadł w cuchnącej ciemności jaskini, nat%żając zmysły odbierające wrażenia nocy. "o
je#o duszy wkradł si% strach. .i#dy w swoim życiu - dwukrotnie dłuższym niż wi%kszości
członków je#o #atunku - nie słyszał takie#o d7wi%ku. (iedy zbliżały si% w ciszy wielkie koty,
jedynym od#łosem, jaki je zdradzał, były rzadkie obsuni%cia ziemi lub przypadkowy trzask #ałązki.
&ym razem jednak słyszał cią#ły, skrzypiący d7wi%k narastający z wolna. /ydawało mu si%, że
jakieś olbrzymie zwierz% sunie poprzez noc, nie dbając o bezpiecze)stwo i i#norując
charakterystyczny trzask wyrywane#o z korzeniami krzewu. *łonie i dinoteria cz%sto zachowywały
si% w taki sposób, poza tym jednak potra4iły porusza+ si% cicho jak koty.
.a#le *trażnik (si%życa usłyszał coś, cze#o w żadnym razie nie mó#łby zidenty4ikowa+, a
cze#o ni#dy przedtem nie słyszano w historii świata - brz%k metalu o kamie).
*trażnik (si%życa stanął twarzą w twarz z .owym 'łazem, #dy w pierwszym świetle
poranka prowadził plemi% w dół do rzeki. .ie pami%tał już o nocnych niepokojach, ponieważ nic
#ro7ne#o nie wydarzyło si% po tajemniczym d7wi%ku. &a dziwna rzecz nie kojarzyła mu si% z
niebezpiecze)stwem i strachem, nie wywoływała obaw.
8yła to prostokątna płyta, trzy razy wyższa od nie#o, lecz dostatecznie wąska, by można ją
zmierzy+ rozpi%tością ramion. 8yła wykonana z całkowicie prze7roczyste#o materiału i trudno
byłoby ją dostrzec, #dyby nie błyski na jej kraw%dziach wschodzące#o sło)ca.
*trażnik (si%życa ni#dy nie widział lodu czy nawet przejrzystej wody, nie znajdował wi%c
żadnych naturalnych przedmiotów, z którymi mó#łby porówna+ to zjawisko. Z pewnością było ono
ciekawe i chociaż instynkt nakazywał mu ostrożnoś+ w stosunku do nowości, nie wahał si% dłu#o
przed podejściem. 'dy nic si% nie stało, wysunął dło) i poczuł zimną, twardą powierzchni%.
3o kilku minutach intensywne#o myślenia przyszło mu do #łowy wspaniałe wyjaśnienie.
czywiście była to skała, która wyrosła tutaj w cią#u nocy. Znał wiele roślin, które rosły równie
szybko1 białe, papkowate kłącza w kształcie kamieni, strzelające w #ór% podczas #odzin ciemności.
&o prawda, były małe i okrą#łe, podczas #dy to tutaj było duże i miało ostre kraw%dzie, jednak
*trażnik (si%życa kładąc podwaliny myśli 4ilozo4icznej #otów był - podobnie jak je#o wielcy
nast%pcy - zaakceptowa+ ten wyjątek od re#uły.
3o trzech lub czterech minutach kolosalne#o wysiłku abstrakcyjne#o myślenia *trażnik
(si%życa postanowił sprawdzi+ swoje wnioski. 8iałe, okrą#łe rośliny-kamyki były bardzo
smaczne, chociaż niektóre powodowały #wałtowne choroby9 by+ może ta duża...2 (ilka li7ni%+ i
próba delikatne#o u#ryzienia rozczarowały #o szybko. &o nie było pożywne. !ako rozsądny
małpolud poszedł swoją dro#ą do rzeki, zapominając podczas rutynowe#o przedrze7niania :nnych
o kryształowym monolicie.
&ym razem zbiory nie były pomyślne. 3lemi% musiało przejś+ kilka mil od jaski), żeby
znale7+ cokolwiek do jedzenia. 3odczas bezlitosne#o południowe#o skwaru jedna ze słabszych
samic upadła, było daleko do jakie#okolwiek schronienia. !ej towarzysze zebrali si% wokół,
+wierkając i piszcząc ze współczuciem, ale nikt nie mó#ł jej pomóc. 'dyby nie zm%czenie,
ponieśliby ją ze sobą, lecz nie mieli doś+ sił na takie uprzejmości. $usiała zosta+, aby wyzdrowie+
lub nie - zależnie od własnych możliwości. /ieczorem wracając do domu, przechodzili obok te#o
miejsca. 3o samicy nie została nawet kosteczka.
/ ostatnich promieniach zachodzące#o sło)ca, roz#lądali si% nerwowo w obawie przed
wczesnymi myśliwymi, szybko napili si% w strumieniu i zacz%li wspina+ do swoich jaski). 8yli
oddaleni o sto jardów od .owe#o 'łazu, #dy usłyszeli d7wi%k. 8ył prawie niesłyszalny, jednak
zamarli w miejscu, stali na drodze sparaliżowani z opuszczonymi szcz%kami. 3rosta, o#łupiająca,
powtarzająca si% wibracja pulsowała z kryształu i hipnotyzowała wszystko, co znalazło si% w jej
zasi%#u. 3o raz pierwszy - i po raz ostatni przez najbliższe trzy miliony lat - rozle#ł si% w 54ryce
d7wi%k b%bnów.
3ulsacja narastała, stawała si% bardziej natarczywa. $ałpoludy zacz%ły posuwa+ si% jak
lunatycy w kierunku te#o zniewalające#o d7wi%ku. d czasu do czasu stawiały taneczne kroczki, a
ich krew odpowiadała na rytm, który ich potomkowie stworzą dopiero po wiekach. 6ałkowicie
zauroczeni zebrali si% wokół monolitu, zapominając o codziennych kłopotach, niebezpiecze)stwie
zapadające#o zmroku i pustych żołądkach.
8%bnienie stawało si% #łośniejsze, noc ciemniejsza. : #dy cienie wydłużyły si%, a światło
znikło z nieba, kryształ zaczai świeci+. .ajpierw stał si% nieprze7roczysty, pokryty bladą, mleczną
luminescencją. Zwodnicze, nieokreślone 4antomy przesuwały si% po powierzchni i w je#o #ł%bi.
?ączyły si% w pasy światła i cienia, 4ormując zaz%biające si%, promieniste wzory, które zacz%ły si%
wolno obraca+.
@wietlne koła kr%ciły si% coraz szybciej, wraz z nimi narastała pulsacja b%bnów. &eraz
całkowicie zahipnotyzowane małpoludy mo#ły jedynie wpatrywa+ si% z opadającymi szcz%kami w
ten zadziwiający pokaz pirotechniki. Zapomnieli o wrodzonym instynkcie i lekcjach, które
otrzymali od życia9 normalnie żaden z nich nie pozostawałby tak daleko od jaskini o tak pó7nej
porze. taczające ich zarośla były pełne zamarłych kształtów i wytrzeszczonych ślepi, zwierz%ta
nocy zasty#ły w bezruchu ciekawe, co stanie si% dalej.
/irujące, świetlne koła zacz%ły si% zlewa+, a promienie łączyły si% w świecące pasy, które
powoli #in%ły, obracając si% wokół własnych osi. "zieliły si% na pary, a powstałe zbiory prostych
pocz%ły przenika+ poprzez siebie, zmieniając powoli kąty przeci%cia. Aantastyczne, przelotne,
#eometryczne wzory mi#otały pojawiając si% i znikając, podczas #dy świecąca siatka nakładała si%
na siebie i rozpadała. $ałpoludy patrzyły jak urzeczone na świecący kryształ.
.ie mo#ły zdawa+ sobie sprawy z te#o, że ich umysły były badane, ich ciała opisywane, ich
reakcje sprawdzane, ich możliwości oceniane. 3oczątkowo całe plemi% pozostawało w pozycji na
wpół przykucni%tej, jak na nieruchomym, żywym obrazie, jak #dyby zasty#łe w kamieniu. 3o
chwili małpolud znajdujący si% najbliżej płyty na#le ożył. .ie ruszył si% z miejsca, lecz je#o ciało
straciło sztywnoś+ i zacz%ło dr#a+, jakby był marionetką sterowaną niewidzialnymi sznurkami.
'łowa obróciła si% w jedną i w dru#ą stron%, usta cicho otworzyły si% i zamkn%ły, dłonie zacisn%ły
i rozlu7niły. 3otem schylił si%, wyrwał dłu#ie 7d7bło trawy i próbował zawiąza+ na nim w%zeł
niezdarnymi palcami.
/y#lądał jak nawiedzony, walcząc przeciwko jakiemuś duchowi lub demonowi, który
zawładnął je#o ciałem. Z trudem chwytał oddech, je#o oczy były pełne strachu, #dy próbował
zmusi+ palce do zrobienia ruchów bardziej skomplikowanych niż te, które wykonywał do tej pory.
3omimo wysiłków, udało mu si% jedynie połama+ 7d7bło na kawałki. 'dy skrawki trawy opadały
na ziemi%, opuściła #o dotychczasowa ener#ia i ponownie zamarł w bezruchu.
żył kolejny małpolud, który wykonał te same czynności. 8ył to młodszy, bardziej podatny
okaz9 udało mu si% to, cze#o nie mó#ł dokona+ starszy. .a planecie Ziemi zawiązano pierwszy,
niezdarny w%zeł.
:nni wykonywali dziwniejsze i bardziej bezcelowe rzeczy. !edni wycią#ali przed siebie
r%ce, starając si% zetkną+ je czubkami palców, najpierw z otwartymi oczami, potem z jednym okiem
zamkni%tym. "rudzy wpatrywali si% w re#ularne wzory na krysztale, które dzieliły si% coraz
bardziej, do momentu #dy linie zlały si% w szarą plam%. /szyscy słuchali pojedyncze#o, czyste#o
d7wi%ku poniżej poziomu słyszalności.
'dy przyszła je#o kolej, *trażnik (si%życa poczuł niewielki strach. władn%ła nim przede
wszystkim t%pa złoś+, #dy je#o mi%śnie kurczyły si%, a członki poruszały na komend%, która
zupełnie nie pochodziła od nie#o. .ie wiedząc dlacze#o, pochylił si% i podniósł niewielki kamie).
(iedy si% wyprostował, zobaczył, że na płycie kryształu pojawił si% nowy wzór. *iatka i ta)czące
wzory znikły. Zamiast nich ujrzał #rup% koncentrycznych linii, otaczających mały, czarny krążek.
3osłuszny cichym rozkazom móz#u, rzucił kamie) niezdarnym ruchem r%ki nad #łową.
(amie) minął cel o kilka stóp. *próbuj ponownie - usłyszał rozkaz. *zukał wokół, aż znalazł
kolejny kamie). &ym razem tra4ił w płyt%, która odpowiedziała metalicznym d7wi%kiem. /ciąż nie
mó#ł ucelowa+ w środek, jednak było już lepiej niż za pierwszym razem.
3rzy czwartej próbie tra4ił kilka cali od centralne#o krążka. >czucie nieopisanej radości,
niemal seksualne w swej intensywności, przepełniło je#o umysł. Zniewolenie powoli ust%powało.
.ie czuł już potrzeby zrobienia cze#okolwiek oprócz stania i czekania.
&eraz jeden po dru#im, każdy z członków plemienia wykonywał nakazane +wiczenie.
/i%kszości nie udało si%, lecz niektórzy wykonali postawione przed nimi zadania. /szyscy byli
odpowiednio na#radzani uczuciami przyjemności lub bólu.
3o chwili na wielkiej płycie pojawiła si% jednolita, bezkształtna poświata. 3łyta wy#lądała
jak blok światła nałożony na otaczającą #o ciemnoś+. !ak #dyby budząc si% ze snu, małpoludy
potrząsały #łowami i ruszały szlakiem do swych kryjówek. .ie o#lądały si% i nie zastanawiały nad
dziwnym światłem, prowadzącym je do domów, ani nad przyszłością, nie znaną jeszcze nawet
#wiazdom.
5. AKA(E).A
*trażnik (si%życa i je#o towarzysze nie zachowali w pami%ci te#o, co zobaczyli. 'dy
odzyskali kontrol% nad swoimi ciałami, prysnął też hipnotyczny czar zniewalający ich umysły.
.ast%pne#o dnia, udając si% po codzienne pożywienie, przeszli obok kryształu bez specjalne#o
zainteresowania. *tał si% on cz%ścią nie zwracające#o uwa#i tła ich życia. .ie mo#li #o zjeś+, on
zaś nie chciał zjeś+ ich, był wi%c nieważny.
3rzy rzece :nni jak zwykle wykonywali swoje mało e4ektywne #ro7by. :ch przywódca -
jedno-uchy małpolud wielkości *trażnika (si%życa i w je#o wieku, lecz w znacznie #orszej
kondycji - usiłował nawet dokona+ krótkie#o wypadu na terytorium wro#ie#o plemienia.
/rzeszczał #łośno i wymachiwał ramionami, próbując spłoszy+ obron% i dodając sobie odwa#i.
/oda w strumieniu ni#dzie nie była #ł%bsza niż na jedną stop%, jednak im dalej posuwał si%
jednouchy, tym bardziej wzrastała je#o niepewnoś+ i zakłopotanie. /krótce zatrzymał si%, a
nast%pnie wyco4ał, z przesadną dumą dołączając do swoich towarzyszy.
prócz te#o nic nie naruszyło normalne#o porządku dnia. 3lemi% zebrało wystarczająco
dużo pożywienia, by przetrwa+ kolejną noc. : nikt nie umarł.
(ryształowa płyta czekała na nich, otoczona pulsującą emanacją światła i d7wi%ku, również
i te#o wieczoru. &ym razem emitowała nieco inny pro#ram. .iektóre małpoludy zostały
kompletnie pomini%te, jak #dyby kryształ koncentrował si% na najbardziej obiecujących okazach.
*trażnik (si%życa należał do tej dru#iej #rupy. 3oczuł, jak inwi#ilujące czułki penetrują
nieużywane połączenia je#o móz#u. Zaczął mie+ wizje.
8y+ może pojawiły si% one na kryształowym bloku, by+ może wyłącznie w je#o umyśle. /
każdym razie dla *trażnika (si%życa były całkowicie rzeczywiste. : tylko przytłumiony został
zwykły, instynktowny odruch wyp%dzania obcych z własne#o terytorium.
/idział spokojną #rup% rodzinną, różniącą si% tylko pod jednym wz#l%dem od tej, którą
znał. *amiec, samica i dwoje niemowląt, którzy w tajemniczy sposób pojawili si% przed nim, byli
najedzeni, przejedzeni nawet. :ch skóra lśniła i połyskiwała. /iedli życie, jakie#o *trażnik
(si%życa nie mó#ł sobie wyobrazi+. 3odświadomie poczuł własne, wystające żebra. Bebra tamtych
pokryte były zwałami tłuszczu. d czasu do czasu poruszali si% leniwie, przyjmując nonszalanckie
pozy przy wejściu do jaskini9 bezsprzecznie byli po#odzeni ze światem. /ielki samiec wydawał
niekiedy donośne bekni%cia zadowolenia.
.ic inne#o si% nie działo i po pi%ciu minutach scena na#le znikn%ła. (ryształ ponownie
zmienił si% w połyskujący w ciemnościach kształt. *trażnik (si%życa otrząsnął si%, jak #dyby
budząc si% ze snu. .araz zdał sobie spraw%, #dzie si% znajduje i poprowadził plemi% z powrotem do
jaski).
!e#o pami%+ nie zarejestrowała świadomie te#o, co zobaczył. 0ecz tej nocy, #dy siedział
po#rążony w myślach przy wejściu do le#owiska, wsłuchując si% w od#łosy otaczające#o #o
świata, poczuł pierwsze, nieśmiałe ukłucie zupełnie nieznanych, pot%żnych uczu+. 8yła to niejasna,
rozproszona zazdroś+ i niezadowolenie z własne#o życia. .ie miał poj%cia, co wywołało owe
uczucia, nie wiedział również, jak je zaże#na+. "o je#o duszy wkradł si% niepokój i *trażnik
(si%życa uczynił jeden, mały krok w kierunku ludzkości.
*pektakl z czterema tłustymi małpoludami powtarzał si% noc po nocy, aż stał si% 7ródłem
4ascynujące#o rozdrażnienia, zwi%kszające#o wieczny, dotkliwy #łód *trażnika (si%życa.
=zeczywistoś+, której doświadczył, nie mo#ła wywoła+ takie#o e4ektu, wyma#ała wi%c
psycholo#iczne#o wzmocnienia. 'dy każdy atom je#o nieskomplikowane#o móz#u układał si% w
mozaik% tworzącą nowy wzór, w życiu *trażnika (si%życa pojawiły si% dziury, z których nie
zdawał sobie sprawy. !eśli przetrwa, wzór stanie si% wieczny, #dyż je#o #eny przekażą #o
przyszłym pokoleniom.
8ył to powolny, niezbyt zajmujący proces, jednak kryształowy monolit był cierpliwy. 5ni
on, ani je#o repliki rozrzucone na niemal połowie świata nie oczekiwały, że powiedzie im si% ze
wszystkimi dziesiątkami #rup poddanych eksperymentowi. *to porażek nie miało znaczenia,
podczas #dy jedno powodzenie mo#ło zmieni+ losy Ziemi.
"o kolejne#o nowe#o ksi%życa w plemieniu zdarzyły si% jedne narodziny i dwie śmierci.
3ierwsza z nich spowodowana była #łodem, dru#a miała miejsce podczas conocne#o rytuału. !eden
z małpoludów upadł na#le, usiłując delikatnie uderzy+ kamieniem o kamie). (ryształ natychmiast
z#asł i plemi% uwolniło si% spod je#o czaru. 0eżący małpolud nie poruszył si%, rankiem oczywiście,
ciała już nie było.
&ym razem pokaz nie odbył si%. (ryształ cią#le analizował swój błąd. 3lemi% przetoczyło
si% obok nie#o, całkowicie #o i#norując. (olejnej nocy kryształ był znów #otów.
6ztery tłuste małpoludy pojawiły si% ponownie, tym razem wykonywały niezwykłe
czynności. *trażnik (si%życa zaczai si% bezwiednie trząś+. 6zuł, że je#o móz# wybuchnie i chciał
odwróci+ wzrok, lecz bezlitosny uścisk psychicznej kontroli nie zelżał ani na chwil%. *trażnik
(si%życa miał przeby+ lekcj% do ko)ca cho+ sprzeciwiały si% temu wszystkie je#o instynkty.
*łużyły one dobrze je#o przodkom w czasach ciepłych deszczy i cią#łe#o urodzaju, #dy
pożywienia było w bród. &eraz czasy si% zmieniły i odziedziczona z przeszłości mądroś+ stała si%
szale)stwem. 5daptacja była dla małpoludów koniecznością, inaczej wymrą jak wielkie zwierz%ta,
których kości leżały teraz zamkni%te w wapiennych skałach.
*trażnik (si%życa wpatrywał si% jak zahipnotyzowany w kryształowy monolit, podczas #dy
je#o móz# wchłaniał nieznane impulsy. 6zuł mdłości i był #łodny. d czasu do czasu je#o dłonie
zaciskały si%, tworząc kon4i#uracje, które zadecydują o nowym sposobie życia.
*trażnik (si%życa zatrzymał si% na#le, #dy stado #u7ców, w%sząc i pochrząkując przeszło
przez szlak. @winie i małpoludy ni#dy sobie nie przeszkadzały, nie istniał mi%dzy nimi kon4likt
interesów. !ak wi%kszoś+ zwierząt nie konkurujących o to samo pożywienie, trzymali si% po prostu
z daleka od siebie.
*trażnik (si%życa stał patrząc na #u7ce. (iwał si% niepewnie w przód i w tył, borykając si%
z impulsami, których nie mó#ł zrozumie+. .a#le, jak #dyby we śnie, zaczął przeszukiwa+ ziemi%.
.awet #dyby umiał mówi+, nie mó#łby wyjaśni+, dlacze#o to robi. 8%dzie wiedział, #dy znajdzie
to, cze#o szuka.
8ył to ci%żki, ostry kamie) o dłu#ości sześciu cali. : chociaż niezbyt dobrze pasował do
r%ki, musiał mu wystarczy+. $ałpolud poczuł przyjemne uczucie siły i władzy wykonując zamach
r%ką. Zdziwił si% tyko jej na#le zwi%kszoną wa#ą. Zaczął zbliża+ si% do najbliższej świni.
Zwierz% było młode i #łupie, nawet #dy we7mie si% pod uwa#% niewielkie możliwości
świ)skiej inteli#encji. *po#lądało na *trażnika (si%życa kątem oka, nie biorąc #o poważnie do
momentu, #dy było już za pó7no. "lacze#o miałoby podejrzewa+ te nieszkodliwe stwory o jakieś
złe zamiary2 *kubało traw% w chwili, #dy kamienny młot *trażnika (si%życa pozbawił je nikłej
świadomości. Zbrodnia odbyła si% szybko i cicho. =eszta stada pasła si% spokojnie dalej.
/szystkie małpoludy w #rupie zatrzymały si%, aby popatrze+ na to, co si% stało. Z pełnym
podziwu zdumieniem tłoczyły si% wokół *trażnika (si%życa i je#o o4iary. !eden z małpoludów
podniósł okrwawiony kamie) i zaczął uderza+ nim martwą świni%. :nni przyłączyli si% ze
znalezionymi przez siebie kijami i kamieniami, aż obiekt ich ataku stał si% bezkształtną masą.
3otem znudziło im si%. .iektórzy odeszli, inni stali niezdecydowanie wokół
zmasakrowane#o ciała. 3rzyszłoś+ świata zależała od ich decyzji. $inął zadziwiająco dłu#i okres,
zanim jedna z karmiących samic postanowiła poliza+ skrwawiony kamie), który dzierżyła w dłoni.
>płyn%ło jeszcze sporo czasu, zanim *trażnik (si%życa zdał sobie spraw%, że już ni#dy nie musi
by+ #łodny.
6. LA)PART
$ałpoludy zostały zapro#ramowane do używania prostych narz%dzi. "zi%ki nim mo#ły
zmieni+ otaczający je świat i sta+ si% je#o władcami. .ajbardziej prymitywnym narz%dziem był
kamie) trzymany w dłoni, wzma#ający wielokrotnie sił% uderzenia. :nnym narz%dziem stała si%
kościana pałka, która wydłużała zasi%# r%ki i mo#ła stanowi+ obron% przeciwko kłom i pazurom
rozwścieczonych zwierząt. /yposażeni w taką bro), wyruszyli w poszukiwaniu niesko)czonych
ilości jadła przemierzające#o sawann%.
3onieważ jednak ich własne z%by i pazury nie nadawały si% do rozrywania zwierząt
wi%kszych od królika, potrzebowali także innych narz%dzi. .a szcz%ście natura zaopatrzyła ich
ob4icie w doskonałe przybory, wyma#ające jedynie wystarczająco dużo rozumu, aby je rozpozna+.
3rzede wszystkim t%py, lecz bardzo skuteczny nóż i piła, która b%dzie dobrze służyła
ludziom przez nast%pne trzy miliony lat. 8yła to zwykła, dolna koś+ szcz%kowa antylopy9 koś+, z
której nie usuni%to z%bów. .arz%dzie to nie wyma#ało żadnych specjalnych ulepsze), aż do
nadejścia epoki stali. 8yło jeszcze szydło lub sztylet z ro#u #azeli. : na koniec skrobaczaka
wykonana ze szcz%ki dowolne#o małe#o zwierz%cia.
3ałka, z%bata piła, ro#owy sztylet, kościana skrobaczka - cudowne wynalazki, dzi%ki
którym małpoludy mo#ły przetrwa+. /krótce owe narz%dzia staną si% symbolami władzy. $inie
jednak wiele miesi%cy zanim niezdarne palce małpoludów nabiorą wprawy i ch%ci, aby z nich
korzysta+.
8y+ może z bie#iem czasu małpoludy same zdołałyby wpaś+ na wspaniały i #odny podziwu
pomysł używania tych narz%dzi jako naturalnej broni. !ednak los był przeciwko nim. : nawet teraz
istniało niesko)czenie wiele możliwości niepowodzenia w nadchodzących epokach.
"ano im pierwszą szans%9 szans%, która si% nie powtórzy. 3rzyszłoś+ dosłownie spoczywała
w ich własnych r%kach.
$ijały ksi%życe. "zieci rodziły si% i niekiedy udawało im si% przeży+. &rzydziestoletnie
małpoludy - słabe i bezz%bne - umierały. 0ampart zbierał swoje nocne żniwo. :nni codziennie
#rozili zza rzeki. $imo to plemi% trwało. / przecią#u jedne#o roku *trażnik (si%życa i je#o
towarzysze zmienili si% nie do poznania.
0ekcja nie poszła na marne. >mieli już posłu#iwa+ si% poznanymi narz%dziami. 'łód
powoli odchodził w niepami%+. : chociaż #u7ce stały si% płochliwe, wokół na równinach pasły si%
niezliczone stada #azel, antylop i zebr. Zwierz%ta te, a także wiele innych stanowiły zdobycz
początkujących myśliwych.
&eraz, #dy nie byli już na pół ot%piali z #łodu, mieli czas zarówno na odpoczynek, jak i na
pierwsze re4leksje. Zaakceptowali nowy sposób życia bardzo niedbale. .ie kojarzyli #o z
monolitem, który cią#le stał przy szlaku do rzeki. 'dyby kiedykolwiek rozważyli t% spraw%, by+
może usiłowaliby chwali+ si%, że sami zadbali o polepszenie własnej sytuacji. !ednak z całą
pewnością zapomnieli już o dawnym życiu.
Badna sielanka nie jest doskonała. &a również miała dwie wady. 3ierwszą był lampart,
które#o nami%tnoś+ polowania na małpoludy wzrosła, #dy stwierdził, że są one lepiej odżywione.
"ru#ą było plemi% z przeciwnej strony rzeki. :nni przetrwali jakoś i uparcie walczyli z #łodem.
3roblem lamparta rozwiązał si% cz%ściowo przez przypadek, po cz%ści zaś wskutek
poważnej, tra#icznej niemal pomyłki *trażnika (si%życa. !ednak w swoim czasie, je#o pomysł
wydawał si% tak #enialny, że *trażnik (si%życa podskakiwał z radości. / zasadzie trudno
obwinia+ #o o lekceważenie #ro7nych konsekwencji wspaniałe#o pomysłu.
3lemi% biedowało od kilku dni, chociaż teraz #łód nie za#rażał je#o przetrwaniu. &e#o dnia
aż do zmierzchu nic nie upolowali. *trażnik (si%życa prowadził swoich zm%czonych i
niezadowolonych towarzyszy w kierunku domostw, które były już w zasi%#u ich wzroku, #dy
natkn%li si% na tak rzadko spotykany w naturze ró# ob4itości.
.ie opodal ich szlaku leżała dorosła antylopa. $imo złamanej przedniej no#i tkwiło w niej
wystarczająco dużo siły, by walczy+, a okrążające ją szakale trzymały si% ostrożnie z daleka,
omijając na odle#łoś+ jej ro#i w kształcie sztyletów9 czekały, wiedząc, że stosowny moment
pr%dzej czy pó7niej nadejdzie.
Zapomniały jednak o konkurentach. 'dy nadeszły małpoludy, szakale uciekły warcząc
#niewnie. $ałpoludy początkowo również obchodziły antylop% z obawą, patrząc na jej #ro7ne ro#i.
.ast%pnie przystąpiły do ataku używając pałek i kamieni.
5tak nie był zbyt e4ektowny ani dobrze zor#anizowany. 8yło już ciemno, #dy nieszcz%sne
zwierz% w ko)cu wyzion%ło ducha. *zakale znów nabrały odwa#i. *trażnik (si%życa, owładni%ty
#łodem i strachem, powoli zdawał sobie spraw%, że cały wysiłek może pójś+ na marne. "łuższe
pozostawanie na zewnątrz mo#ło okaza+ si% zbyt niebezpieczne.
.a#le - nie po raz pierwszy, ani ostatni - nawiedziła #o #enialna myśl. "zi%ki tytanicznemu
wysiłkowi wyobra7ni, zobaczył martwą antylop% we własnej jaskini. Zaczął cią#ną+ ją w kierunku
wz#órza. =eszta zrozumiała je#o intencje i przyszła mu z pomocą.
3rawdopodobnie nie podjąłby si% te#o zadania, #dyby wiedział, jakie czekają #o trudności.
!edynie je#o olbrzymia silą i zr%cznoś+ - odziedziczone po żyjących na drzewach przodkach -
pozwoliły mu zacią#ną+ antylop% po niemal pionowym zboczu. /iele razy, łkając z bezsilnej
złości, miał ochot% porzuci+ swój łup, jednak upór tak silny jak #łód dodawał mu sił. :nni
członkowie plemienia usiłowali pomóc mu od czasu do czasu, cz%ściej jednak plątali mu si% pod
no#ami. / ko)cu udało si%. *poniewierana antylopa spocz%ła na pro#u jaskini, #dy ostatnie barwy
sło)ca znikały na niebie. =ozpocz%ła si% uczta.
(ilka #odzin pó7niej obżarty *trażnik (si%życa obudził si% ze snu. .ie wiedząc dlacze#o,
usiadł w ciemności pośród rozwalonych ciał swoich równie nasyconych towarzyszy i wsłuchał si%
w noc. 3oza ci%żkimi oddechami śpiących ciszy nie zakłócał żaden d7wi%k. 6ały świat wydawał si%
po#rążony we śnie. *kały przy wejściu do jaskini bielały niczym kości w jasnym świetle wysoko
stojące#o ksi%życa. Zdawało si%, że wszystko jest w porządku.
.a#le, z bardzo daleka doszedł #o od#łos obsuwające#o si% kamyka. Zaintry#owany, lecz
pełen obaw *trażnik (si%życa podczoł#ał si% ku wyjściu i spojrzał w dół wz#órza. &o, co zobaczył
sparaliżowało #o. 3rzez dłu#ie sekundy strach nie pozwalał mu si% poruszy+. "wadzieścia stóp
niżej wpatrywało si% w nie#o dwoje świecących, złotych ślepi. @lepia te niemal #o
zahipnotyzowały. Zupełnie nie-zdawał sobie sprawy z podążające#o za nimi #i%tkie#o,
prążkowane#o ciała, które płynnie i cicho przemierzało odle#łoś+ od skały do skały. 0ampart ni#dy
nie wspinał si% tak wysoko. &ym razem zi#norował niższe jaskinie, chociaż wiedział, że są
zamieszkane. 3oprzez skąpane w świetle ksi%życa wz#órze podążał tropem krwi ku nast%pnej
zdobyczy.
(ilka sekund pó7niej cisz% przerwały ostrze#awcze krzyki małpoludów z wyższych jaski).
0ampart warknął wściekle, #dy stwierdził, że stracił przewa#% zaskoczenia. .ie zaprzestał jednak
wspinaczki, pewny, że nie ma si% cze#o obawia+. 'dy osią#nął kraw%d7, odpoczywał przez chwil%
na wąskiej, otwartej półce. /okół unosił si% zapach krwi, wypełniający je#o dzikie zmysły jednym,
olbrzymim pra#nieniem. 8ez dalszej zwłoki wskoczył cicho do jaskini.
: tutaj popełnił swój błąd. puścił zalaną światłem ksi%życa skał% i momentalnie zawiodły
#o - mimo że przystosowane do nocne#o widzenia - oczy. $ałpoludy widziały je#o sylwetk% na tle
wejścia do jaskini9 widziały #o lepiej, niż on widział je. 8yły przerażone, ale nie bezbronne.
/arcząc i waląc o#onem, pełen aro#anckiej pewności siebie, lampart nadchodził w
poszukiwaniu ulubione#o, delikatne#o mi%sa. 'dyby spotkał swoje o4iary na otwartej przestrzeni,
nie byłoby żadne#o problemu. &eraz, #dy małpoludy znalazły si% w pułapce, rozpacz dodała im
odwa#i, by porwa+ si% na niemożliwe. 3o raz pierwszy w historii miały również czym osią#ną+
swój cel.
0ampart zorientował si%, że coś jest nie tak dopiero wówczas, #dy na je#o łeb spadło
pierwsze o#łuszające uderzenie. $achnął przednią łapą i usłyszał śmiertelny krzyk, #dy je#o pazur
rozrywał mi%kkie ciało. .a#le poczuł kłujący ból. 6oś ostre#o wwiercało si% w je#o bok - raz,
dru#i i trzeci. dwrócił si%, aby uderzy+ na wrzeszczące i ta)czące wokół cienie. : znów poczuł
#wałtowny ból, tym razem koło pyska. Zacisnął kły na białym, ruchomym kształcie, #ryząc
bezsilnie martwą koś+. : żeby dopełni+ miary ostateczne#o poniżenia, ktoś wyrwał niemal
doszcz%tnie je#o o#on.
0ampart uskoczył, odrzucił śmiałe#o do szale)stwa prześladowc% na ścian% jaskini. !ednak
bez wz#l%du na to, co robił, nie mó#ł unikną+ #radu uderze) zadawanych t%pą bronią dzierżoną
przez niezdarne, lecz silne r%ce. =yk bólu zmienił si% w charkot strachu, by potem ustąpi+ miejsca
piskom przerażenia. .ieustraszony myśliwy sam stał si% o4iarą i rozpaczliwie szukał dro#i
odwrotu.
: teraz popełnił swój dru#i błąd. .iespodziewany atak i wywołany nim strach
spowodowały, że zapomniał, #dzie si% znajduje. szołomiony i oślepiony razami spadającymi na
je#o łeb, lampart wypadł jak strzała z jaskini. =ozle#ł si% przerażający pisk, #dy poszybował w
przestrze). /ieki pó7niej - jak im si% zdawało - usłyszeli #łuchy od#łos upadku. 0ampart rozbił si%
o wystającą w połowie wysokości wz#órza półk%. 3otem jedynym d7wi%kiem był #rzechot
obsuwających si% kamieni, który wkrótce ustąpił miejsca nocnej ciszy.
*trażnik (si%życa upojony zwyci%stwem dłu#o w noc ta)czył, mamrocząc coś pod nosem.
6zuł, że świat si% zmienił. 6zuł, że przestał by+ bezsilną o4iarą otaczających #o mocy. 3otem
wszedł do jaskini i po raz pierwszy w życiu spokojnie przespał noc.
=ano znale7li ciało lamparta u podnóża zbocza. >płyn%ło troch% czasu, zanim zdecydowali
si% zbliży+ do pokonanej, martwej bestii. 3ó7niej jednak wzi%li si% za nie#o przy pomocy noży i pił.
8yła to ci%żka praca i te#o dnia już nie polowali.
7. /POTKA0.E O ,*.C.E
3rowadząc plemi% do rzeki w bladym świetle świtu, *trażnik (si%życa zatrzymał si%
niepewnie przy znajomym miejscu. 8rakowało cze#oś, co znał, lecz nie mó#ł przypomnie+ sobie,
co to było. .ie wysilał si% specjalnie nad rozwiązaniem tej za#adki, ponieważ akurat dzisiaj
zaprzątni%ty był ważniejszymi sprawami.
!ak #rzmot i błyskawica, olbrzymi kryształowy blok zniknął tak na#le i tajemniczo, jak si%
pojawił. 8%dąc cz%ścią nie istniejącej przeszłości, ni#dy nie zajmował miejsca w myślach *trażnika
(si%życa. $ałpolud ni#dy nie b%dzie wiedział, jaki wpływ wywarł na nie#o kryształ. Baden z je#o
towarzyszy nie zastanowił si%, #dy zatrzymali si% wokół nie#o w porannej m#le, dlacze#o *trażnik
(si%życa przystanął tutaj na drodze do rzeki.
3o swojej stronie strumienia, w cią#le nie naruszonej, bezpiecznej stre4ie własne#o
terytorium, :nni widzieli *trażnika (si%życa i tuzin samców z je#o plemienia niby ruchomy kształt
na tle poranne#o nieba. .atychmiast też rozpocz%li codzienną porcj% wyzwisk, lecz tym razem z
dru#iej strony nie było odpowiedzi.
3owoli, z wyra7nym celem jednak przede wszystkim w ciszy, *trażnik (si%życa i je#o
horda zeszli z niskie#o pa#órka nad rzeką. 'dy zbliżyli si%, :nni również ucichli. =ytualną
wściekłoś+ zastąpił rosnący strach. .iejasno zdawali sobie spraw%, że coś si% stało, i że to
spotkanie b%dzie inne od dotychczasowych. (ościane pałki i noże niesione przez #rup% *trażnika
(si%życa nie wywołały wśród nich niepokoju, ponieważ nie rozumieli ich przeznaczenia. /idzieli
tylko pełne determinacji, #ro7ne ruchy rywali.
'rupa zatrzymała si% na brze#u rzeki i :nnym na moment wróciła odwa#a. 3rowadzeni
przez !edno-uche#o, z ci%żkim sercem podj%li bojową pieś), która trwała jedynie kilka sekund,
#dyż przerażający widok odebrał im #łos.
*trażnik (si%życa wycią#nął w #ór% ramiona, odkrywając coś, co do tej pory zasłoni%te
było włochatymi ciałami je#o towarzyszy. / dłoniach dzierżył #ruby drą#, na który nabity był
okrwawiony łeb lamparta. / rozwartym patykiem pysku połyskiwały w promieniach
wschodzące#o sło)ca upiorne, białe kły.
/i%kszoś+ :nnych zamarła ze strachu. .iektórzy rozpocz%li powolny, niezdarny odwrót. &o
wystarczyło *trażnikowi (si%życa. 6ią#le wznosząc nad #łową okaleczone tro4eum, zaczął
przekracza+ strumie). 3o chwili wahania do wody wkroczyli je#o towarzysze.
'dy *trażnik (si%życa dotarł do brze#u, !edno-uchy cią#le stał na posterunku. 8y+ może
był zbyt zuchwały lub #łupi, by uciec. 8y+ może nie mó#ł do ko)ca uwierzy+ w zniewa#%. 8ohater
czy tchórz, w ostateczności nie miało to żadne#o znaczenia, #dy mro7ny oddech śmierci rozłupał
mu je#o nicze#o nie pojmującą czaszk%. /yjąc z przerażenia :nni rozpierzchli si% po krzakach.
0ecz wkrótce powrócą i zapomną o swoim martwym przywódcy.
3rzez kilka sekund *trażnik (si%życa stał niepewnie nad swoją nową o4iarą, starając si%
zrozumie+ 4akt, że martwy lampart cią#le potra4i zabija+. 8ył teraz panem świata i nie bardzo
wiedział, co robi+ dalej.
8. 0A(E",C.E C'3O*.EKA
.a planecie pojawiło si% nowe zwierz%, rozprzestrzeniające si% powoli z #ł%bi 54ryki. 8yło
cią#le tak rzadkie, że pobieżny spis mó#łby je przeoczy+ pomi%dzy ruchliwymi miliardami
stworze) przemierzających lądy i morza. .ie było jeszcze pewności, że mu si% powiedzie9 nie
wiadomo było nawet czy przetrwa. .a świecie, #dzie wy#in%ło tak wiele pot%żniejszych zwierząt,
je#o los był w dalszym cią#u niepewny.
3rzez sto tysi%cy lat od momentu przybycia kryształu do 54ryki małpoludy nicze#o nie
wynalazły. Zacz%ły jednak si% zmienia+ i rozwija+ umiej%tności, których nie posiadało żadne inne
zwierz%. (ościane pałki pomo#ły im zwi%kszy+ zasi%# rąk i rozwiną+ ich sił%. .ie były już
bezbronne w starciach z drapieżnikami, z którymi musiały konkurowa+ o pokarm. $o#ły też
odstrasza+ mniejsze zwierz%ta mi%sożerne od swoich zdobyczy. /i%ksze zwierz%ta albo si%
zniech%cały, albo rozpoczynały walk%.
$ocne z%by zacz%ły si% zmniejsza+, w miar% #dy malało ich znaczenie. Zostały zastąpione -
a 4akt ten miał kolosalne konsekwencje - przez ostro starte kamienie, których używano do
wykopywania korzeni, a także ci%cia i piłowania mi%sa lub włókien. 'dy małpoludom psuły si% i
wypadały z%by, nie #roziła im już śmier+ z #łodu. .awet najbardziej prymitywne narz%dzie
przedłużało im życie o wiele lat. 5 ponieważ zmniejszały si% ich kły, zaczął ule#a+ zmianom także
kształt ich twarzy. 3ysk co4nął si%, pot%żne szcz%ki stały si% delikatniejsze, usta-mo#ły wydawa+
bardziej subtelne d7wi%ki. $owa cią#le jeszcze była odle#ła o miliony lat, uczyniony został jednak
pierwszy krok w tym kierunku.
5 potem zaczął zmienia+ si% świat. / czterech wielkich 4alach, trwających przez dwieście
tysi%cy lat, przetoczyła si% epoka lodowcowa, odciskając swój ślad na całym #lobie. 3oza
tropikami, lodowce opó7niły rozwój tych, którzy przedwcześnie opuścili rodzinny dom. /sz%dzie
zaś wy#in%li ci, którzy nie potra4ili si% przystosowa+.
/raz z odejściem lodu przemin%ło wiele z wcześniejszych 4orm życia. $ałpoludy jednak,
w przeciwie)stwie do innych, pozostawiły potomków. &ak wi%c nie można powiedzie+, że
wy#in%ły9 żyły dalej w zmienionej postaci. /ytwórcy narz%dzi powstali na nowo dzi%ki własnym
wytworom.
.a skutek używania pałek i krzemieni ich r%ce nabrały zr%czności nie spotykanej w świecie
zwierząt9 umożliwiły im one wytwarzanie jeszcze lepszych narz%dzi, które z kolei rozwijały dalej
umiej%tności ich rąk i móz#u. 8ył to kumulujący si% proces o cią#le zwi%kszającej si% pr%dkości.
.a je#o ko)cu znajdował si% 6złowiek.
3ierwsi ludzie mieli bro) i narz%dzia niewiele lepsze od tych, którymi posłu#iwali si% ich
przodkowie milion lat wcześniej. >żywali ich jednak z daleko wi%kszą sprawnością. : #dzieś na
przestrzeni tych - zapomnianych, przedhistorycznych epok wynale7li narz%dzie najważniejsze1
nauczyli si% mówi+ i w ten sposób osią#n%li swoje pierwsze zwyci%stwo nad 6zasem. &eraz wiedz%
jedne#o pokolenia przekazywano nast%pnym i każde z nich mo#ło korzysta+ z te#o, co stało si%
wcześniej.
/ przeciwie)stwie do zwierząt, które znają jedynie tera7niejszoś+, 6złowiek zdobył
przeszłoś+. Zaczął również po omacku szuka+ przyszłości.
>czył si%, jak wykorzysta+ siły przyrody. "zi%ki ujarzmieniu o#nia zostały położone
podwaliny techniki. Zwierz%ca przeszłoś+ pozostała daleko w tyle. (amie) zastąpiono brązem, a
nast%pnie żelazem. ?owiectwo ustąpiło miejsca rolnictwu. 3lemi% rozrosło si% w osad%, osady
zamieniły si% w miasta. $owa stała si% wieczna dzi%ki pewnym znakom na kamieniu, #linie i
papirusie. /ynaleziono reli#i% i 4ilozo4i%. 6złowiek zaludnił niebo - i nie bez racji - bóstwami.
: #dy ciało ludzkie stawało si% coraz bardziej bezbronne, środki napaści osią#n%ły
przerażającą doskonałoś+. (amienie, brąz, żelazo i stal - cała #ama surowców do produkcji
narz%dzi, które kłują i tną. "osy+ wcześnie w historii 6złowiek nauczył si%, jak razi+ swoje o4iary
na odle#łoś+. /łócznia, łuk, pistolet i w ko)cu pocisk sterowany stały si% bronią o niemal
nieo#raniczonym zasi%#u, dając ludziom prawie niesko)czoną władz%.
8ez broni, którą tak cz%sto zwracał przeciwko sobie, 6złowiek ni#dy nie podbiłby świata.
/łożył w nią całe swoje umiej%tności, ona zaś służyła mu dobrze przez wieki.
!ednak teraz - dopóki istnieje bro) - 6złowiek otrzymuje czas na kredyt.
C'+,- (RU2A
A)T11
9. LOT /PEC"AL04
8ez wz#l%du na to, ile razy opuszczało si% na Ziemi% - mówił sobie doktor ;eywood Aloyd
- podniecenie zawsze pozostawało takie samo. 8ył już raz na $arsie, trzy razy na (si%życu, i
wi%cej razy niż mó#ł zapami%ta+ na różnych stacjach kosmicznych. !ednak wraz ze zbliżaniem si%
momentu odlotu, zaczynał odczuwa+ wzrastające napi%cie, uczucie zdumienia i podziwu, a także
pewnej nerwowości, która plasowała #o na poziomie szczurów lądowych, wyruszających na swój
kosmiczny chrzest.
drzutowiec, którym leciał z /aszyn#tonu po nocnej odprawie u 3rezydenta, zniżył si%
teraz nad jednym z najbardziej znanych, a jednocześnie najbardziej ekscytujących obszarów Ziemi.
3od nim, rozrzucone na dwudziestu milach wybrzeża Alorydy, leżały dwie pierwsze #eneracje ery
kosmicznej. .a południu, okolone czerwonymi, mru#ającymi światłami ostrze#awczymi,
znajdowały si% olbrzymie rusztowania wyrzutni ,*aturnów- i ,.eptunów-, na których ludzie
wyruszyli dro#ą ku planetom, a które należały już do historii. .a horyzoncie, niby połyskująca
srebrem wieża skąpana w świetle re4lektorów stał ostatni z ,*aturnów C-, przez prawie
dwadzieścia lat narodowy monument i miejsce piel#rzymek. bok, rysując si% na tle nieba niczym
usypana ludzkimi r%koma #óra, wynurzał si% niewiary#odny o#rom ;ali $ontowania 3ojazdów,
cią#le najwi%kszej budowli na świecie.
0ecz wszystko to należało już do przeszłości, a doktor ;eywood Aloyd zmierzał w
przeciwnym kierunku. 'dy samolot wszedł w przechył, zobaczył pod sobą labirynt budynków,
olbrzymi pas startowy, a nast%pnie szeroką, prostą jak strzała na tle krajobrazu Alorydy, o#romną,
wielotorową wyrzutni%. .a jej ko)cu, otoczony pojazdami i pomostami, spoczywał w powodzi
świateł samolot kosmiczny, mający wyruszy+ w podróż ku #wiazdom. / na#łym załamaniu
perspektywy, spowodowanym szybką zmianą wysokości i szybkości, Aloydowi wydało si% że
spo#ląda w dół na małą, srebrną +m%9 schwytaną w światło latarki.
"opiero miniaturowe, rozbie#ane 4i#urki ludzi dały mu poj%cie o prawdziwych rozmiarach
pojazdu. =ozpi%toś+ skrzydeł zbudowanych w kształcie wąskiej litery C z pewnością wynosiła
dwieście stóp. : ten olbrzymi statek - mówił sobie z niedowierzaniem, acz nie bez pewnej dumy
Aloyd - czeka na mnie. Z te#o, co wiedział, po raz pierwszy w historii przy#otowano wypraw%,
której zadaniem było dowiezienie tylko jedne#o człowieka na (si%życ.
6hociaż była dru#a nad ranem, po drodze do jasno oświetlone#o ,riona :::- osaczyła #o
#rupa reporterów i kamerzystów. (ilku z nich znał z widzenia, ponieważ jako 3rzewodniczący
.arodowej =ady 5stronautyki stykał si% z nimi na kon4erencjach prasowych, które stanowiły cz%ś+
je#o obowiązków. &eraz jednak nie było ani miejsca, ani czasu na podobne spotkanie, poza tym nie
miał nic do powiedzenia. $imo wszystko nie mó#ł pozwoli+ na lekceważenie panów pracujących
w środkach komunikacji.
- "oktor Aloyd2 .azywam si% !im Aorster z ,5ssociated .ews-. 6zy mó#łby pan
powiedzie+ kilka słów o swoim locie2
- 3rzykro mi, ale nie mam nic do powiedzenia.
- !ednak spotkał si% pan z 3rezydentem tej nocy - powiedział znajomy #łos.
- , cześ+ $ik%. bawiam si%, że wycią#n%li ci% z łóżka na próżno. Zdecydowanie nie mam
żadnych komentarzy.
- 6zy mó#łby pan przynajmniej potwierdzi+ lub zaprzeczy+, że na (si%życu wybuchła jakaś
epidemia2 - zapytał reporter sieci telewizyjnej, który bie#ł obok Aloyda usiłując utrzyma+ #o w
kadrze swojej miniaturowej kamery.
- 3rzykro mi - powiedział Aloyd potrząsając #łową.
- 6o z kwarantanną2 - zawołał inny reporter. - !ak dłu#o b%dzie trwała2
- 6ią#le bez komentarzy.
- "oktorze Aloyd - zwróciła si% do nie#o niewysoka i zdeterminowana dziennikarka - jak
można uzasadni+ całkowity brak in4ormacji z (si%życa2
6zy ma to coś wspólne#o z sytuacją polityczną2
- !aką sytuacją polityczną2 - zapytał oschle Aloyd.
"ał si% słysze+ śmiech, i #dy wreszcie dobrnął do sanktuarium pomostu wejściowe#o, ktoś
krzyknął1
- *zcz%śliwej dro#i, doktorze.
dkąd tylko pami%tał, ,sytuacja- miała posta+ permanentne#o kryzysu. d DEFG roku świat
absorbowały dwa problemy, które - jak na ironi% - wzajemnie si% niwelowały. 6hociaż kontrola
urodzin była tania, skuteczna i aprobowana przez wszystkie wi%ksze reli#ie, wprowadzono ją zbyt
pó7no. 3opulacja Ziemi wynosiła sześ+ miliardów ludzi, z cze#o trzecia cz%ś+ zamieszkiwała
6esarstwo 6hi)skie. / niektórych krajach totalitarnych weszły w życie o#raniczenia zakazujące
rodzinom posiadania wi%cej niż dwoj#a dzieci, jednak w praktyce nakaz ten okazał si% niemożliwy
do wye#zekwowania. *kutkiem przeludnienia był wyst%pujący we wszystkich krajach kryzys
żywnościowy. .awet w *tanach Zjednoczonych wprowadzono dni bezmi%sne i pomimo
heroicznych wysiłków, aby uprawia+ morza i wytwarza+ pokarmy syntetyczne, przepowiadano
nadejście powszechne#o #łodu w najbliższych pi%+dziesi%ciu latach.
3omimo pilniejszej niż zazwyczaj potrzeby współpracy mi%dzynarodowej na Ziemi istniało
cią#le tyle samo #ranic, co w wiekach poprzednich. 3rzez milion lat ludzkoś+ pozbyła si% niewielu
a#resywnych instynktów. 3oprzez symboliczne linie, widoczne wyłącznie dla polityków,
trzydzieści osiem mocarstw nuklearnych obserwowało si% z wojowniczym niepokojem. $ocarstwa
te posiadały wystarczająco dużo me#aton, aby roznieś+ w pył całą powierzchni% planety. : chociaż
w jakiś cudowny sposób udało si% jak dotąd unikną+ kon4liktu nuklearne#o, trudno było wyobrazi+
sobie, aby taka sytuacja mo#ła trwa+ wiecznie.
&eraz zaś z sobie tylko znanych powodów 6hi)czycy złożyli o4ert% najmniejszym, nie
posiadającym broni nuklearnej pa)stwom, dotyczącą wyposażenia ich w kompletny arsenał
pi%+dziesi%ciu #łowic wraz z systemem przenoszenia. (oszt określono na dwieście milionów
dolarów z możliwością ne#ocjacji spłat.
!ak su#erowali niektórzy obserwatorzy, by+ może 6hi)czycy starali si% jedynie
podreperowa+ swoją kulejącą #ospodark%, zamieniając przestarzałe systemy bojowe na #otówk%.
:nni utrzymywali, że nie można wykluczy+ 4aktu, iż w 6hinach wynaleziono metody walki tak
zaawansowane, że stare zabawki można było odda+ do lamusa. /spomniano o radiohipnozie z
przeka7ników satelitarnych, wirusach, przed którymi nie było ucieczki, oraz o szantażu
syntetycznymi chorobami, na które tylko 6hi)czycy posiadali antidotum. &e czarujące pomysły
były prawdopodobnie cz%ścią chi)skiej propa#andy lub czczą 4antazją, jednak nie należało ich
lekceważy+. Za każdym razem #dy Aloyd opuszczał Ziemi%, zastanawiał si%, czy #dy przyjdzie mu
wraca+, zastanie ją jeszcze na swoim miejscu.
3rzy wejściu do kabiny powitała #o niena#annie ubrana stewardessa.
- "zie) dobry, doktorze Aloyd. .azywam si% *immons. 6hciałabym powita+ pana na
pokładzie w imieniu kapitana &ynesa i dru#ie#o pilota, pierwsze#o o4icera 8allarda.
- "zi%kuj% - powiedział Aloyd, zastanawiając si% dlacze#o stewardessy zawsze
wypowiadają swoje kwestie jak zrobotyzowani przewodnicy wycieczek.
- *tartujemy za pi%+ minut - dodała, wskazując na pustą dwudziestoosobową kabin%. - $oże
pan zają+ dowolne miejsce, ale kapitan &ynes poleca 4otel przy przednim, lewym oknie, przez które
może pan obserwowa+ operacje w doku.
- >siąd% na nim - odpowiedział, idąc w kierunku reklamowane#o miejsca. *tewardessa
niepokoiła #o jeszcze przez chwil%, po czym przeszła do swoje#o pomieszczenia w tylnej cz%ści
kabiny.
Aloyd usiadł w 4otelu i dopasował pasy bezpiecze)stwa do swoich ramion i brzucha. "o
sąsiednie#o 4otela przymocował teczk%. 3o chwili z #łośników dobie#ł #o delikatny stuk.
- "zie) dobry - zabrzmiał #łos panny *immons. - 0ot specjalny numer H, (ennedy, do
*tacji rbitalnej .umer D.
kazało si%, że była zdecydowana zademonstrowa+ wszystkie elementy składowe swojej
pracy - nawet dla jedne#o pasażera. Aloyd nie mó#ł powstrzyma+ uśmiechu, #dy usłyszał jej
nieubła#any #łos1
- 6zas nasze#o przelotu wynosi pi%+dziesiąt pi%+ minut. $aksymalne przeciążenie osią#nie
I #. 3ozostaniemy w stanie nieważkości przez trzydzieści minut. 3rosz% nie opuszcza+ miejsc,
dopóki nie zapali si% odpowiedni znak.
Aloyd spojrzał przez rami% i krzyknął1
- "zi%kuj%. - (ątem oka uchwycił nieco za kłopotany, lecz czarujący uśmiech.
=ozsiadł si% wy#odnie i odpr%żył. &a podróż - jak obliczył - b%dzie kosztowa+ podatników
nieco ponad milion dolarów. !eśli okaże si% niepotrzebna straci prac%. Zawsze jednak może wróci+
na uniwersytet do swoich przerwanych bada) nad 4ormowaniem si% planet.
- /łączone procedury automatyczne#o odliczania - przez #łośnik dobie#ł #o kojący,
radiowy zaśpiew kapitana. - *tart za jedną minut%.
!ak zwykle wydawało mu si%, że ostatnia minuta trwa #odzin%. Zdawał sobie spraw%, że
znajduje si% w mocy #i#antycznych sił, czekających na odpowiedni rozkaz. / dwóch zbiornikach
paliwowych statku, a także w systemie nap%dowym wyrzutni z#romadzono ener#i% równą bombie
nuklearnej. Jner#ia ta zostanie zużyta, aby wynieś+ #o niecałe dwieście mil ponad Ziemi%.
dliczanie przebie#ało automatycznie i ni#dzie nie było słycha+ tak popularne#o dawniej, a
jednocześnie tak denerwujące#o1 3:KL-6Z&J=M-&=ZM-"/5-!J"J.-ZJ=.
- dpalamy za pi%tnaście sekund. 8%dzie panu wy#odniej, jeśli zacznie pan #ł%boko
oddycha+.
Aloyd poczuł, jak tlen wypełnia mu płuca. 8ył #otów na wszystko, #dy wyrzutnia zacz%ła
wynosi+ swój tysiąctonowy ładunek ponad 5tlantyk.
.ie wiedział, kiedy oderwali si% od wyrzutni i rozpocz%li lot. 0ecz #dy rakiety zacz%ły
rycze+ ze zdwojoną mocą, a Aloyd stwierdził, że coraz #ł%biej zapada si% w poduszki 4otela, był
pewny, że rozpocz%ły prac% silniki pierwsze#o członu. Bałował, że nie może spojrze+ przez okno.
.awet poruszenie #łową wyma#ało o#romne#o wysiłku. 6zuł si% jednak dobrze. 3rzeciążenie
spowodowane przyspieszeniem i wszechobecny #rzmot silników wywoływały w nim niezwykłą
eu4ori%. $ając uszy wypełnione dzwonieniem, i czując pulsującą w żyłach krew, Aloyd odżywał.
8ył znowu młody, chciało mu si% śpiewa+ na #łos, co z pewnością byłoby kłopotliwe1 hałas rakiet
za#łuszał wszystko.
Ju4oria szybko min%ła, #dy zdał sobie spraw%, że opuszcza Ziemi%, zostawiając za sobą
wszystko, co kochał. &am na dole pozostała trójka je#o dzieci, osieroconych przez matk% podczas
te#o nieszcz%sne#o lotu do Juropy dziesi%+ lat temu. N"ziesi%+ lat2 .iemożliweO &o było tak ...P
8y+ może ze wz#l%du na dzieci powinien ożeni+ si% ponownie...
*tracił poczucie czasu, #dy na#le przeciążenie i hałas zmniejszyły si%, a umieszczony w
kabinie #łośnik oznajmił1
- 3rzy#otowanie do odłączenia pierwsze#o członu. dłączony.
3oczuł słaby wstrząs. 3rzypomniał sobie cytat z 0eonarda da Cinci, który kiedyś widział
umieszczony w jednym z biur .5*51
/ielki 3tak poleci na innym /ielkim 3taku, przynosząc chwał% #niazdu, w którym si%
narodził.
6óż, /ielki 3tak właśnie odbywał swój lot9 lot, o jakim nawet nie śnił da Cinci.
/yczerpany towarzysz /ielkie#o 3taka zmierzał z powrotem na Ziemi%. /ykonując hak o
dłu#ości dziesi%ciu tysi%cy mil, pusty pierwszy człon ześliz#nie si% w atmos4er%, #dzie zwolniwszy
szybkoś+, osiądzie na przylądku (ennedyQe#o. Za kilka #odzin, po niezb%dnym prze#lądzie i
zatankowaniu, b%dzie #otów wynieś+ kolejne#o towarzysza w kierunku świecącej pustki, której
sam ni#dy nie osią#nie.
&eraz - pomyślał Aloyd - jesteśmy sami, dalej niż w połowie dro#i na orbit%. 3onownie
poczuł wzrastające przyspieszenie, #dy odpalił #órny człon rakiety. *iła cią#u nie była jednak zbyt
duża. /róciło normalne ciążenie. .ie mó#łby jednak chodzi+, ponieważ ,#óra- znajdowała si% z
przodu kabiny. 'dyby był na tyle nierozsądny, aby opuści+ 4otel, rozbiłby si% natychmiast o tylną
ścian%.
/rażenie to było nieco dezorientujące, ponieważ mo#ło si% wydawa+, że statek stoi na
o#onie. "la Aloyda siedzące#o z przodu kabiny, reszta siedze) zdawała si% by+ umieszczona na
ścianie opadającej pionowo do tyłu. *tarał si% za wszelką cen% zapomnie+ o tym denerwującym
złudzeniu, #dy na#le na zewnątrz pojazdu wybuchł świt.
3rzez kilka sekund przebijali si% przez zasłony purpury, różu i złota w kłującą oczy biel
dnia. : chociaż okna były mocno przyciemnione, aby zapobiec odblaskom, myszkujące promienie
sło)ca, które powoli zalewały kabin%, oślepiły #o na kilka minut. Znajdował si% w kosmosie, nie
mó#ł jednak zobaczy+ #wiazd.
słoniwszy oczy dłonią, spróbował wyjrze+ przez znajdujące si% obok okno. .a zewnątrz,
opływowe skrzydła statku lśniły w sło)cu niczym rozpalony do białości metal. /okół była
ciemnoś+, a ciemnoś+ powinny wypełnia+ #wiazdy - ni#dzie jednak nie mó#ł ich dostrzec.
6iążenie powoli zmniejszało si%. / momencie #dy statek znalazł si% na orbicie, wyłączono
rakiety. 'rzmot silników przeszedł w #łuchy warkot, potem w syk, wreszcie nastąpiła cisza. 'dyby
nie o#raniczające swobod% ruchów pasy, Aloyd odpłynąłby z 4otela. 3oczuł, że je#o żołądek ma
właśnie ochot% to zrobi+. $iał nadziej%, że tabletki, które zaaplikowano mu #odzin% i dziesi%+
tysi%cy mil temu zadziałają z#odnie ze specy4ikacją. &ylko raz podczas całej swojej kariery cierpiał
na chorob% kosmiczną i było to o jeden raz za dużo.
'łos pilota, który usłyszał w #łośniku, był silny i pewny siebie1
- 3rosz% przestrze#a+ wszystkich re#uł odnoszących si% do przebywania w stanie
nieważkości.
Za czterdzieści pi%+ minut połączymy si% ze *tacją rbitalną .umer l.
*tewardessa podeszła do nie#o wąskim przejściem z prawej strony ciasno ustawionych
4oteli. / jej krokach dało si% wyczu+ pewną elastycznoś+, lecz stopy z trudem odrywały si% od
podło#i, tak jak #dyby posmarowano je klejem. &rzymała si% jasno-żółte#o pasa wykładziny
Melcro, bie#nące#o przez całą dłu#oś+ podło#i i su4itu. /ykładzina i podeszwy jej sandałów
pokryte były miriadami malutkich haczyków, które wczepiały si% w siebie jak rzepy. *pacer w
stanie nieważkości był sztuczką, która niezmiernie uspokajała zdezorientowanych pasażerów.
- 6zy miałby pan ochot% na kaw% lub herbat%, doktorze Aloyd2 - spytała radośnie.
- .ie dzi%kuj% - uśmiechnął si%. Zawsze czuł si% jak niemowl%, #dy przychodziło mu ssa+
jedną z tych plastikowych tubek z napojami.
*tewardessa cią#le krążyła wokół nie#o, #dy z trzaskiem otworzył teczk%, by wyją+
papiery.
- "oktorze Aloyd, czy mo#% zada+ panu pytanie2
- czywiście - odpowiedział, patrząc znad okularów.
- $ój narzeczony jest #eolo#iem na (lawiuszu - mówiła, ostrożnie dobierając słowa- i od
ty#odnia nie mam od nie#o żadnych wieści.
- 3rzykro mi. 8y+ może pracuje poza bazą i nie ma z nim łączności.
3otrząsn%ła #łową.
- Zawsze mówi mi, #dy wyjeżdża poza baz%.
/yobraża pan sobie, jak si% martwi% słysząc te wszystkie plotki. 6zy na (si%życu
naprawd% jest epidemia2
- !eśli jest tak istotnie, nie ma powodu do obaw.
3ami%ta pani, w roku DEER mieliśmy kwarantann% z powodu te#o zmutowane#o wirusa
#rypy. /ielu ludzi było chorych, ale nikt nie umarł. : to jest naprawd% wszystko, co mo#% pani
powiedzie+ zako)czył z mocą.
3anna *immons uśmiechn%ła si% ła#odnie i wyprostowała.
- 6óż, dzi%kuj% doktorze. 3rzepraszam, że sprawiłam panu kłopot.
- Baden kłopot - odpowiedział uprzejmie, cho+ nie bardzo z#odnie z prawdą. 3o czym
zakopał si% w nieko)czących si% raportach technicznych, usiłując desperacko nadrobi+ swoje
zwykłe zale#łości.
.a (si%życu nie b%dzie miał czasu na czytanie.
:. OR;.TAL0E RE0(E'1<OU/
3ół #odziny pó7niej pilot o#łosił1
- 3ołączenie za dziesi%+ minut. 3rosz% sprawdzi+ zapi%cie pasów.
Aloyd posłuchał i odłożył papiery. 6zytanie podczas niebia)skiej żon#lerki, która miała
trwa+ jeszcze trzysta mil, było ewidentnym szukaniem #uza. .ajlepiej zamkną+ oczy i odpr%ży+
si%, podczas #dy statek b%dzie wstrząsany szarpni%ciami w przód i tył, spowodowanymi pracą
nap%du rakietowe#o.
3ar% minut pó7niej zobaczył oddaloną o kilka mil *tacj% rbitalną .umer l. *ło)ce
mi#otało iskrami na #ładkiej, metalowej powierzchni obracające#o si% wolno dysku o przekroju
trzystu jardów. .iezbyt daleko od siebie zauważył dry4ujący na tej samej orbicie opływowy
samolot kosmiczny ,&itow C-, a obok prawie okrą#ły ,5ries D8-, który był czymś w rodzaju
kosmiczne#o konia pocią#owe#o z czterema przysadzistymi no#ami ksi%życowych amortyzatorów,
sterczącymi z jedne#o boku.
3ojazd kosmiczny ,rion :::- opuszczał swoją orbit% i manewr ten ukazał Ziemi%,
wynurzającą si% za stacją, w całym jej zjawiskowym pi%knie. Z wysokości dwustu mil Aloyd mó#ł
zobaczy+ prawie całą 54ryk% i 5tlantyk. Zachmurzenie było dosy+ duże, mimo to domyślał si%
niebiesko-zielonych zarysów Złote#o /ybrzeża.
6entralna oś *tacji rbitalnej, z wysuni%tymi ramionami doków, powoli płyn%ła w ich
kierunku. / przeciwie)stwie do struktury, z której wyrastała, oś centralna obracała si% w
odwrotnym kierunku z szybkością, która równoważyła obrót stacji. &ak wi%c odwiedzające ją statki
kosmiczne mo#ły łączy+ si% ze stacją na okres przeładunku ludzi i towarów bez ryzyka
niebezpiecznych zawirowa).
/ydając stłumiony, #łuchy od#łos, statek i stacja połączyły si%. .a zewnątrz rozle#ły si%
metaliczne, skrzypiące d7wi%ki, a nast%pnie krótki syk wyrównywane#o ciśnienia powietrza. (ilka
sekund pó7niej otworzyły si% hermetyczne drzwi i do kabiny wszedł m%żczyzna ubrany w lekkie,
dopasowane spodnie i koszul% z krótkim r%kawem, co stanowiło niemal rutynowe umundurowanie
personelu stacji.
- $iło mi pana widzie+, doktorze Aloyd. .azywam si% .ick $iller. 3racuj% w ochronie
stacji.
$am si% panem opiekowa+ aż do odlotu promu.
>ścisn%li sobie dłonie, po czym Aloyd uśmiechnął si% do stewardessy i powiedział1
- 3rosz% pozdrowi+ ode mnie kapitana &ynesa i podzi%kowa+ mu za wspaniały lot. 8y+
może spotkamy si%, #dy b%d% wracał do domu.
8ardzo ostrożnie, ponieważ od ponad roku nie przebywał w stanie nieważkości, a
odzyskanie kosmicznej pewności siebie zajmuje troch% czasu, Aloyd przecisnął si% przez
hermetyczne drzwi do duże#o, okrą#łe#o pomieszczenia znajdujące#o si% na osi stacji. 6ały pokój
wyłożony był mi%kką materią. .a ścianach zauważył w#ł%bienia, w których umieszczono uchwyty
dla rąk. Aloyd zacisnął dłonie na jednym z uchwytów. 6ałe pomieszczenie zacz%ło wirowa+, aż
zrównało swój obrót z obrotem stacji.
/raz ze zwi%kszającą si% szybkością delikatne, niewidoczne siły ciążenia schwytały #o w
swoje obj%cia i odpłynął powoli w kierunku okrą#łej ściany. &eraz mó#ł już sta+, kiwając si% w
przód i w tył jak #lon miotany 4alami przypływu. *tał na czymś, co w jakiś cudowny sposób
zamieniało si% w zakrzywioną podło#%. &eraz wzi%ła #o w posiadanie siła odśrodkowa wywołana
obrotem stacji. &utaj, tuż przy osi, siła ta była bardzo wątła, lecz rosła wraz z przemieszczaniem si%
ku zewn%trznej kraw%dzi.
Z centralne#o pomieszczenia przejściowe#o, $iller sprowadził #o w dół kr%conymi
schodami. Z początku Aloyd ważył tak niewiele, że musiał trzyma+ si% por%czy. "opiero w
poczekalni dla pasażerów, znajdującej si% przy zewn%trznej kraw%dzi olbrzymie#o, obracające#o
si% dysku, odzyskał wystarczająco dużo wa#i, by móc porusza+ si% prawie normalnie.
3oczekalni% przebudowano od czasu, #dy był tutaj po raz ostatni. /yposażono ją w kilka
nowych urządze). prócz zwykłych krzeseł, stoliczków, restauracji i poczty, umieszczono w niej
zakład 4ryzjerski, aptek%, kino i sklep z pamiątkami, w którym sprzedawano 4oto#ra4ie i slajdy z
krajobrazem (si%życa, a także innych planet, oraz prawdziwe, #warantowane cz%ści ,?unników-,
,=an#erów- i ,*uryoyerów-, wszystko schludnie zatopione w plastiku i po astronomicznych
cenach.
- 6zy życzy pan sobie cze#oś podczas oczekiwania2 - zapytał $iller. - dlot jest dopiero za
trzydzieści minut.
- .apiłbym si% kawy z dwoma kostkami cukru i chciałbym zadzwoni+ na Ziemi%.
- czywiście, doktorze, zaraz przynios% kaw%, a tele4ony są tam.
$alownicze budki tele4oniczne znajdowały si% o kilka jardów od bariery zamykającej dwa
wejścia, na których widniały napisy1 /:&5$M / *J(6!: *&5.S/ Z!J".6Z.M6; oraz
/:&5$M / *J(6!: Z/:TZ(> =5"Z:J6(:J'. 3oniżej umieszczono in4ormacj% po
an#ielsku, rosyjsku, chi)sku, 4rancusku, niemiecku i hiszpa)sku1
3=*ZK 3=ZM'&/5L
3aszporty
/izy
Zaświadczenia lekarskie
Zezwolenie na podróż
"eklaracj% wa#i ba#ażu
8yło coś zaskakująco symboliczne#o w 4akcie, że po przejściu za barier% w dowolnym
kierunku pasażerowie mo#li znowu przebywa+ razem. 3odział stacji był czysto umowny.
3o sprawdzeniu, że kodem wywoławczym *tanów było cią#le RD, Aloyd wystukał
dwunastocy4rowy numer tele4onu domowe#o, wsunął plastikową kart% kredytową powszechne#o
zastosowania do otworu wrzutowe#o i po trzydziestu sekundach otrzymał połączenie.
/aszyn#ton jeszcze spał. "o świtu pozostało kilka #odzin. .ie miał jednak zamiaru niko#o
budzi+. !e#o #ospodyni otrzyma na#rany przekaz ze stacji, #dy tylko si% obudzi.
- 3anno Alemmin#, mówi doktor Aloyd. 3rzepraszam, że wyjechałem w takim pośpiechu.
6zy byłaby pani uprzejma zadzwoni+ do moje#o biura i powiedzie+ im, żeby odebrali mój
samochód. *toi na lotnisku "ullesa, a kluczyki ma pan 8ailey, starszy o4icer kontroli lotów.
.ast%pnie, czy mo#łaby pani zadzwoni+ do (lubu /iejskie#o ,6heUy 6hase- i zostawi+
in4ormacj% dla sekretarki, że z całą pewnością nie b%d% mó#ł wzią+ udziału w turnieju tenisowym
podczas weekendu. 3rosz% ich przeprosi+, obawiam si%, że bardzo na mnie liczyli. 3otem nich pani
zadzwoni do "owntown Jlectronics i powie im, że jeśli Uideo w mojej pracowni nie zostanie
naprawione, powiedzmy do środy, to mo#ą sobie zabra+ te#o cholerne#o #rata z powrotem.
3rzerwał na chwil%, aby zaczerpną+ powietrza i zastanowi+ si% nad innymi sprawami czy
wr%cz potrzebami, które mo#ą zaistnie+ w cią#u zbliżających si% dni.
- !eśli sko)czy si% pani #otówka, prosz% porozmawia+ z biurem. 8y+ może dostaną tam
jakieś pilne wiadomości dla mnie, b%d% jednak zbyt zaj%ty, by im odpowiada+. 3rosz% uściska+ ode
mnie dzieci i przekaza+ im, że wróc% tak szybko, jak tylko to b%dzie możliwe. do diabłaO :dzie
ktoś, ko#o nie chciałbym zobaczy+. !eśli mi si% uda, zadzwoni% z (si%życa. "o widzenia.
Aloyd starał si% niepostrzeżenie wyśliz#ną+ z budki, ale było już za pó7no. Został
zauważony. 3rzez wejście sekcji radzieckiej zbliżał si% ku niemu doktor "ymitr $oisiejewicz z
5kademii .auk Z*==. "ymitr był jednym z najlepszych przyjaciół Aloyda i właśnie z tej
przyczyny był ostatnią osobą, z którą Aloyd życzyłby sobie rozmawia+ tu i teraz.
=. PRO) K/.+>4CO*4
=osyjski astronom był wysokim, szczupłym blondynem, które#o #ładka twarz zadawała
kłam je#o pi%+dziesi%ciu pi%ciu latom, z których ostatnie dziesi%+ sp%dził budując olbrzymie
obserwatorium radiowe na niewidocznej stronie (si%życa, #dzie dwa tysiące mil litej skały
chroniło je przez elektronicznym hałasem Ziemi.
- .o, ;eywood - powiedział, mocno ściskając je#o dło) - co porabiasz, jak si% mają twoje
wspaniałe dzieciaki2
- / porządku - odpowiedział z ciepłym uśmiechem Aloyd. Zdawało mu si% jednak, że trak
tuje $oisiejewicza z pewnym roztar#nieniem. 6z%sto wspominamy te cudowne, zeszłoroczne
wakacje - było mu przykro, że zabrzmiało to nie szczerze. .aprawd% wspaniale si% bawili podczas
te#o ty#odnia z "ymitrem w dessie, #dy był on ostatnio na Ziemi.
- 5 ty, jak podejrzewam, lecisz wyżej2 - zapytał "ymitr.
- ,.o, tak. dlatuj% za pół #odziny. Znasz pana $illera2
- 4icer ochrony, który właśnie si% zbliżał, stanął taktownie z daleka, trzymając w dłoni
plastikowy kubek pełen kawy.
- czywiście, znam. 5le niech pan to odstawi, panie $iller. "oktor Aloyd ma ostatnią
szans%, aby napi+ si% cze#oś cywilizowane#o. .ie stra+my jej. &ak, bardzo prosz%.
>dali si% za "ymitrem, który wyszedł z poczekalni do sekcji obserwacyjnej. /krótce
siedzieli przy słabo oświetlonym stole, o#lądając przesuwającą si% panoram% #wiazd. *tacja
rbitalna .umer l obracała si% raz na minut%, a siła odśrodkowa spowodowana tym powolnym
obrotem wytwarzała sztuczne ciążenie równe sile przycią#ania (si%życa. &o - jak stwierdzono -
stanowiło niezły kompromis pomi%dzy ciążeniem ziemskim a całkowitym brakiem ciążenia. 6o
wi%cej, dawało szans% na aklimatyzacj% pasażerom udającym si% na (si%życ.
Za prawie niewidocznymi szybami okien trwała cicha procesja Ziemi i #wiazd. / tym
momencie bok stacji, w którym znajdowała si% sekcja obserwacyjna, był odwrócony od *ło)ca. /
innym razie, nie mo#liby wyjrze+ przez okno, ponieważ całe pomieszczenie zalewałby słoneczny
blask. &eraz, poświata Ziemi, wypełniającej połow% nieba, zaciemniała prawie wszystkie #wiazdy.
*tacja orbitowała w kierunku nocnej strony planety i Ziemia znikała. Za kilka minut stanie
si% olbrzymim czarnym dyskiem, rozjaśnionym jedynie światłami miast. : wtedy niebem zawładną
#wiazdy. - 6óż - powiedział "ymitr po szybkim opróżnieniu pierwsze#o kieliszka i bawiąc si%
nast%pnym - co oznacza to całe zamieszanie z epidemią w sektorze ameryka)skim2 .iedawno
chciałem tam polecie+. 3owiedzieli mi1 ,.iemożliwe, pro4esorze. !est nam bardzo przykro, ale
obowiązuje ścisła kwarantanna aż do odwołania-. /ykorzystywałem swoje różne wpływy, ale bez
powodzenia. &eraz ty musisz mi powiedzie+, co si% dzieje2
Aloyd j%knął w środku. : znów to samo - mruknął do siebie. :m pr%dzej znajd% si% na tym
promie na (si%życ, tym lepiej b%dzie dla wszystkich.
- &a kwarantanna to tylko środek zapobie#awczy - zaczął ostrożnie. - .ie jesteśmy nawet
pewni, czy jest on potrzebny, ale nie chcemy ryzykowa+.
- 5le co to za choroba2 !akie są objawy2 6zy może by+ pochodzenia pozaziemskie#o2
$oże potrzebujecie pomocy naszych służb medycznych2
- 3rzykro mi, "ymitr, ale proszono nas o nierozpowszechnianie żadnych in4ormacji w tym
momencie. "zi%ki za propozycj%, ale panujemy nad sytuacją.
- ;mm - mruknął bez przekonania $oisiejewicz - dziwne, że ty, astronom, lecisz na
(si%życ zajmowa+ si% epidemią.
- !estem byłym astronomem. -d lat nie pro wadziłem żadnych bada). &eraz jestem
ekspertem naukowym, co oznacza, że nie wiem nic.
- / takim razie wiesz, co oznacza 5$&-D2
$iller niemal udławił si% swoim drinkiem, lecz Aloyd zachował zimną krew. *pojrzał
staremu przyjacielowi w oczy i powiedział1
- 5$&-D2 6o za dziwne wyrażenie. 'dzie je usłyszałeś2
- .ieważne - zareplikował =osjanim - nie dam si% nabra+. 5le jeśli wpadliście na coś, z
czym nie dacie sobie rady, mam nadziej%, że nie zostawicie te#o, aż b%dzie za pó7no, aby krzycze+
o pomoc.
$iller znacząco spojrzał na ze#arek.
- Za pi%+ minut musimy si% zaokr%towa+, dok torze Aloyd, sądz%, że powinniśmy już iś+.
Aloyd doskonale wiedział, że mają jeszcze dobre dwadzieścia minut, mimo to podniósł si%
pospiesznie. Zbyt pospiesznie, ponieważ zapomniał o jednej szóstej ciążenia. $usiał uchwyci+ si%
stołu, żeby nie odlecie+.
- $iło było spotka+ ci%, "ymitr - powiedział niezbyt szczerze - mam nadziej%, że b%dziesz
miał dobrą podróż na Ziemi%. Zadzwoni% do ciebie, jak tylko wróc%.
'dy opuścili poczekalni% i przeszli przez ameryka)ską kontrol% administracyjną, Aloyd
powiedział1
- .o, udało si%. "zi%ki, że mnie pan wybawił.
- /ie pan, doktorze - odpowiedział o4icer ochrony - mam nadziej%, że on nie ma racji.
- !akiej racji2
- Be możemy wpaś+ na coś, z czym nie damy sobie rady.
- &o - odpowiedział z przekonaniem Aloyd - mam właśnie zamiar stwierdzi+.
6zterdzieści pi%+ minut pó7niej prom ksi%życowy ,5ries-l8- odłączył si% od stacji. *tart w
niczym nie przypominał pot%żnej 4urii, z jaką odrywali si% od Ziemi. !edynym d7wi%kiem był
ledwo słyszalny #wizd niskocią#owych silników plazmowych, wyrzucających strumienie
naładowanych elektrycznie cząstek w przestrze).
*łaby cią# trwał około pi%tnastu minut, a niewielkie przyspieszenie nie mo#łoby
powstrzyma+ ko#okolwiek od spaceru po kabinie. 3o kwadransie statek nie był już związany z
Ziemią, tak jak wtedy #dy towarzyszył stacji. Zerwał ła)cuchy przycią#ania i stał si% wolną,
niezależną planetą, okrążającą *ło)ce po własnej orbicie.
(abina, którą Aloyd miał w całości dla siebie, przeznaczona była dla trzydziestu osób. 6zuł
si% zupełnie samotnie widząc wokół siebie puste 4otele. 8ył jedyną osobą zaprzątającą >wa#%
stewarda i stewardessy, nie wspominając o pilocie, dru#im pilocie i dwóch inżynierach
pokładowych. 8ez wątpienia żaden człowiek w historii lotów kosmicznych nie dostąpił zaszczytu
takiej obsłu#i i było mało prawdopodobne, że coś takie#o powtórzy si% w przyszłości. 3rzypomniał
sobie cyniczną uwa#% jedne#o z mniej #odnych szacunku papieży1 ,6ieszmy si%, albowiem nasze
jest papiestwo-. 6óż, cieszył si% z tej podróży i delektował eu4orią stanu nieważkości. /raz ze
znikni%ciem ciążenia porzucił - przynajmniej chwilowo - wi%kszoś+ trosk. !ak ktoś kiedyś
powiedział, w kosmosie można by+ przerażonym, ale nie można si% martwi+. : miał całkowitą
Qracj%.
*tewardzi - jak si% okazało - byli zdecydowani karmi+ #o przez dwadzieścia pi%+ #odzin
podróży i Aloyd bez przerwy musiał odsyła+ niechciane posiłki. !edzenie w stanie nieważkości,
które kiedyś wprawiało pierwszych astronautów w czarną rozpacz, nie sprawiało obecnie
specjalnych problemów. Aloyd siedział przy normalnym stole, do które#o przymocowano - jak na
pływającym po wzburzonych morzach statku - talerze. /szystkie dania miały lepką konsystencj%,
co zapobie#ało ich w%drówkom po kabinie. (otlet trzymał si% talerza dzi%ki zawiesistemu sosowi,
a sałatka zaopatrzona była w kleiste dodatki. 3rzy odrobinie umiej%tności i uwa#i, nie było w
zasadzie potrawy, która nie dałaby si% bezpiecznie utrzyma+ na talerzu. Zabronione były jedynie
#orące zupy i przesadnie kruche ciasteczka. czywiście zupełnie inaczej było z napojami.
/szystkie płyny przechowywano w plastikowych, dających si% wyciska+ tubach.
0ata heroicznych, bezimiennych bada) zabrało zaprojektowanie łazienki, dającej pewnoś+
bezbł%dne#o 4unkcjonowania. Aloyd sprawdził jej działanie wkrótce po tym, jak rozpoczął si% stan
nieważkości. Znalazł si% w pomieszczeniu wyposażonym we wszystkie urządzenia normalnej,
lotniczej toalety. !edyną różnic% stanowiło ostre, nieprzyjemne światło, rażące w oczy swą
czerwoną barwą. :nstrukcja napisana olbrzymimi literami oznajmiała1 >/5'5O "05 /?5*.J!
/M'"M, 3=*:$M G 3=ZJ6ZM&5.:J &J! :.*&=>(6!: .:J Z/M(0J "(?5".:JO
Aloyd usiadł Nnawet w stanie nieważkości miało si% to przyzwyczajenieP i przeczytał
instrukcj% kilkakrotnie. 'dy przekonał si%, że od czasu je#o ostatniej podróży nie wprowadzono
żadnych innowacji, nacisnął #uzik z napisem *&5=&.
'dzieś w pobliżu zaczai pracowa+ elektryczny silnik i Aloyd poczuł, że rusza z miejsca.
Z#odnie z tym, co doradzała instrukcja, zamknął oczy i czekał. 3o upływie jednej minuty, usłyszał
delikatny #łos dzwonka i rozejrzał si% wokół.
@wiatło zmieniło si% teraz w kojący oczy blady róż. 5le co najważniejsze, wróciło ciążenie.
!edynie słaba wibracja zdradzała, że wytwarzano je sztucznie. /ywoływano je przy pomocy
karuzelowe#o obrotu całej toalety. Aloyd podniósł mydło i przy#lądał si% jak wolno opada w dół.
cenił, że siła odśrodkowa powodowała około jednej czwartej normalnej #rawitacji. 8yło to
wystarczająco dużo, aby mie+ pewnoś+, że wszystko poruszało si% we właściwym kierunku w tym
jedynym miejscu, #dzie miało to najwi%ksze znaczenie.
.acisnął #uzik z napisem *&3. /M!@6:J. 3onownie zamknął oczy. /raz ze
zmniejszającymi si% obrotami kabiny znikała wa#a. "zwonek odezwał si% dwukrotnie i zapaliło si%
czerwone światło ostrze#awcze. "rzwi zatrzymały si% w odpowiedniej pozycji i Aloyd wypłynął
przez nie do przedziału pasażerskie#o, #dzie szybko przykleił si% do wykładziny. !uż dawno
znudziła #o nowoś+ stanu nieważkości i wdzi%czny był tym, którzy wymyślili obuwie Melcro,
umożliwiające prawie normalne chodzenie.
$iał mnóstwo pracy, nawet #dyby przyszło mu wyłącznie siedzie+ i czyta+. 'dy zm%czy
si% o4icjalnymi raportami, memorandami i protokołami, b%dzie mó#ł włączy+ do obwodu
in4ormacyjne#o-statku swoją &ele#azet% - wielkości kartki papieru kancelaryjne#o - i przejrze+
najświeższe wiadomości z Ziemi. !edna po dru#iej wywołane zostaną wszystkie #azety
elektroniczne. Znał na pami%+ kody ważniejszych tytułów, nie b%dzie wi%c musiał sprawdza+ ich
na liście umieszczonej z tyłu &ele-#azety. 3rzełączając si% na okresową pami%+ ekranu, otrzyma
dowolną stron% tytułową z na#łówkami, które może sobie wynotowa+. (ażdy na#łówek posiada
dwucy4rowy numer wywoławczy. 3o wystukaniu numeru na klawiaturze prostokąt wielkości
znaczka pocztowe#o z interesującym #o artykułem zacznie powi%ksza+ si%, aż zajmie cały ekran,
umożliwiając mu czytanie, po zako)czeniu artykułu ponownie przełączy si% na całą stron%, aby
wybra+ kolejny temat do szcze#ółowej analizy.
Aloyd czasem zastanawiał si%, czy &ele#azeta i zupełnie 4antastyczna technolo#ia, dzi%ki
której powstała, były ostatnim słowem człowieka w dziedzinie przekazywania in4ormacji. to
bowiem siedzi w 4otelu, podążając w kosmos z szybkością tysi%cy mil na #odzin% i w przecią#u
kilku milisekund może przeczyta+ na#łówki dowolnej ziemskiej #azety Nsłowo ,#azeta- było
oczywiście anachronizmem z epoki przedelektronicznejP. &eksty uzupełniano automatycznie co
#odzin%. .awet #dyby chciało si% czyta+ wyłącznie an#ielskie tytuły, człowiek musiałby sp%dzi+
życie na pochłanianiu cią#łe zmieniające#o si% strumienia wiadomości z satelitów in4ormacyjnych.
&rudno było sobie wyobrazi+, w jaki sposób dałoby si% ulepszy+ czy usprawni+ obecny
system. !ednak pr%dzej czy pó7niej - cze#o Aloyd był pewien - przejdzie on do historii. Zostanie
zastąpiony przez coś tak niewyobrażalne#o, jak sama &ele#azeta dla 6aVtona czy 'utenber#a.
3ojawiła si% jeszcze jedna myśl, którą u Aloyda wywoływało prze#lądanie tych małych
elektronicznych tytułów. :m bardziej cudowne stawały si% środki przekazu, tym banalniejsza,
krzykliwa i przy#n%biająca była ich zawartoś+. /ypadki, przest%pstwa, kl%ski żywiołowe,
wywołane przez człowieka katastro4y, #ro7by wybuchu kon4liktów, ponure artykuły wst%pne - oto
co zawierały miliony słów płynących poprzez eter. !ednak Aloyd wiedział, że nie mo#ło by+
inaczej. "awno już doszedł do wniosku, że #azety ze świata utopii byłyby nudne.
d czasu do czasu kapitan i inni członkowie zało#i wchodzili do kabiny i zamieniali z nim
kilka słów. &raktowali swoje#o znamienite#o pasażera z szacunkiem i bez wątpienia płon%li z
ciekawości co do celu je#o misji. 8yli jednak zbyt dobrze wychowani, aby doma#a+ si% wyjaśnie)
czy zadawa+ pytania.
!edynie drobna, czarująca stewardessa wydawała si% całkowicie rozlu7niona w je#o
obecności. Aloyd szybko odkrył, że pochodziła z 8ali i niosła ze sobą jakąś tajemniczoś+ i dum% tej
cią#le jeszcze dziewiczej wyspy. .ajdziwniejszą i najbardziej oszałamiającą rzeczą, jaką
zapami%tał z całej podróży, był pokaz klasycznych ta)ców z 8ali, wykonany w stanie nieważkości,
z cudownym, niebiesko-zielonym sierpem Ziemi znikającym w tle.
3odczas podróży przewidziano jeden okres spoczynku. /yłączono światła w kabinie i
Aloyd nakrył si% elastycznym prześcieradłem, które zapobie#ało odpłyni%ciu z kanapy. /szystko to
wy#lądało dosy+ prymitywnie, ale w stanie nieważkości je#o niewy-ściełane posłanie było
wy#odniejsze niż najbardziej luksusowy materac na Ziemi.
3o ułożeniu si% na kanapie Aloyd doś+ szybko usnął. budził si% tylko raz, rozespany i na
pół przytomny zastanawiał si% nad pobliskim otoczeniem. 3rzez moment wydawało mu si%, że
znajduje si% wewnątrz słabo oświetlone#o chi)skie#o lampionu. /rażenie to wywołała słaba
poświata sącząca si% z innych pomieszcze). 5 potem powiedział sobie dobitnie i nie bez racji1 ,:d7
spa+, chłopie. &o tylko zwykły prom na (si%życ-.
'dy si% obudził, (si%życ zajmował połow% nieba i właśnie rozpoczynały si% manewry
hamujące. *zeroki łuk okien, zajmujących wypukłą ścian% przedziału pasażerskie#o, odwrócony
był w kierunku nieba i przez okna nie mó#ł dostrzec zbliżające#o si% #lobu. 3rzeszedł wi%c do
kabiny sterowniczej. &utaj, na pokazujących widok z tyłu statku ekranach telewizyjnych,
obserwował ostatnie 4azy lądowania.
Zbliżające si% #óry ksi%życowe w niczym nie przypominały-ziemskich. .ie okrywały ich
oślepiające czapy śnie#u, nie rosła na nich niskopienna roślinnoś+ ani nie przesłaniały ich chmury.
$imo to #wałtowny kontrast światła i cienia nadawał im własne, niepowtarzalne pi%kno. &utaj nie
obowiązywały prawa ziemskiej estetyki. &en świat został ukształtowany przez siły, których nie
znała Ziemia9 siły działające przez eony lat, obce młodej, zielonej planecie, z jej krótką epoką
lodowcową, szybko wznoszącymi si% i opadającymi morzami, i ła)cuchami #ór, które znikały jak
m#ła przed świtem. &utaj wiek nie od#rywał żadnej roli. .ie istniała śmier+, ponieważ (si%życ
ni#dy naprawd% nie żył. 5ż do teraz.
0ądujący statek znajdował si% niemal dokładnie nad linią oddzielającą noc od dnia. 3oniżej
ujrzeli chaos postrz%pionych cieni i wspaniałe, samotne szczyty skąpane w pierwszych promieniach
powolne#o, ksi%życowe#o świtu. $iejsce, nad którym lecieli, nie nadawałoby si% do lądowania
nawet przy pomocy wszystkich urządze) elektronicznych, w jakie wyposażony był prom. ni
jednak powoli przemieszczali si% w innym kierunku, tam #dzie panowała ksi%życowa noc.
'dy oczy przywykły do słabej poświaty, Aloyd zauważył, że noc nie była całkowicie
czarna. świetlał ją upiorny blask, w którym jak na dłoni wida+ było szczyty, doliny i równiny
(si%życa. Ziemia - olbrzymi ksi%życowy ksi%życ - zalewała cały krajobraz swoją poświatą.
.a tablicy pilota nad ekranami radarów zapalały si% światła. 3ojawiały si% i #asły cy4ry na
ekranie komputera, który obliczał odle#łoś+ od zbliżające#o si% (si%życa. 8yli oddaleni o wi%cej
niż tysiąc mil od powierzchni satelity, #dy powróciło ciążenie. *ilniki rozpocz%ły ła#odne, lecz
stałe hamowanie. 3rzez wieki całe - jak im si% wydawało - (si%życ powi%kszał si% na niebie. Za
horyzontem zaszło sło)ce. : w ko)cu pole widzenia wypełnił jeden olbrzymi krater. 3rom opadał
ku położonym centralnie szczytom i na#le Aloyd zauważył, że obok jednej z #ór zacz%ło re#ularnie
pulsowa+ jasne światło. /y#lądało jak zwykła lampa ostrze#awcza na lotnisku #dzieś na Ziemi.
Aloyd spo#lądał w dół ze ściśni%tym #ardłem1 pulsujące światło oznaczało, że człowiek pewnie
stanął na (si%życu.
(rater rozrósł si% tak znacznie, że je#o kraw%dzie znikały za horyzontem. $niejsze kratery,
znajdujące si% we wn%trzu duże#o odkrywały swoje prawdziwe rozmiary. .iektóre z nich,
wy#lądające bardzo niepozornie z #óry, miały po kilka mil średnicy i mo#łyby pomieści+ całe
miasta.
3rom, pilotowany automatycznie, spływał z rozświetlone#o #wiazdami nieba w kierunku
na#ich skał połyskujących blaskiem wielkiej okrą#łej Ziemi.
3onad #wizdem silników dobie#ał ich #łos kontrolera lotów. / całej kabinie rozle#ło si%
elektroniczne buczenie.
- (ontrola lotów z (lawiusza do $isji *pecjalnej DW. !esteście na torze zbliżania. &est
manualny śluzy mechanizmu ładownicze#o, ciśnienia hydrantu uliczne#o i pomp amortyzatorów.
3ilot włączył kilka przycisków. 'dy zapaliły si% zielone światła, odpowiedział1
- &est manualny zako)czony. @luza mechanizmu ładownicze#o, ciśnienie hydrauliczne i
pompy amortyzatorów w porządku.
- 3otwierdzam odbiór - odpowiedział (si%życ. (olejne etapy lądowania przebie#ały bez
słów. =ozmawiały jedynie maszyny, przesyłające sobie binarne impulsy tysiące razy szybciej, niż
mo#li to zrobi+ ich powoli myślący twórcy.
.iektóre szczyty znajdowały si% już powyżej promu. 3owierzchnia (si%życa oddalona była
jedynie o kilka tysi%cy stóp. 3ulsująca lampa świeciła niczym jasna #wiazda ponad #rupą
budynków i dziwnych pojazdów. / ostatnim stadium lotu silniki zdawały si% #ra+ jakąś nieznaną
melodi%. /łączały si% i wyłączały, dokonując ostatnich korekt cią#u.
.a#le, wirująca chmura pyłu zakryła wszystko. *ilniki zdobyły si% na ostatni zryw i prom
zakołysał si% lekko, niczym poruszana 4alą łódka. "opiero po kilku minutach Aloyd przyzwyczaił
si% do otaczającej #o ciszy i słabe#o ciążenia.
3rawie bez wysiłku odbył przez jeden dzie) niewiary#odną podróż, o której ludzie marzyli
przez dwa tysiące lat. 3o zwykłym, rutynowym locie wylądował na (si%życu.
10. ;aza na K$a?i@sz@
(lawiusz, które#o średnica wynosi DXG mil, jest dru#im co do wielkości kraterem na
widocznej stronie (si%życa. 3ołożony jest w centrum /yżyny 3ołudniowej. !est bardzo stary.
/ieki działalności wulkanicznej i kosmicznych bombardowa) pokryły bliznami je#o kraw%dzie i
podłoże. !ednak od ostatniej epoki 4ormowania si% kraterów, kiedy to pozostałości pasa asteroidów
spadały na planety wewn%trzne, (lawiusz przeżywał okres spokoju. &rwało to już pół miliarda lat,
/raz z przybyciem człowieka, który budował swoje pierwsze przyczółki na (si%życu, na i pod
powierzchnią (lawiusza zapanowało nowe, nieznane dotąd życie.
8aza na (lawiuszu mo#ła w razie potrzeby by+ całkowicie samowystarczalna. /szystko,
co było niezb%dne do życia, produkowano ze skał, które rozkruszano, o#rzewano i przetwarzano
chemicznie. /odór, tlen, w%#iel, azot, 4os4or - pierwiastki te, a także wi%kszoś+ innych znajdowały
si% na (si%życu. &rzeba tylko było wiedzie+, #dzie ich szuka+.
8aza stanowiła zamkni%ty system, jak #dyby pomniejszony model roboczy samej Ziemi,
przetwarzając wszystkie produkty chemiczne, które umożliwiały życie. 5tmos4er% oczyszczano w
dużych ,szklarniach- - okrą#łych pomieszczeniach o znacznej kubaturze, zakopanych tuż pod
powierzchnią (si%życa. świetlane w nocy przez silne lampy, w dzie) zaś przez prze4iltrowane
promienie słoneczne, rosły tu w ciepłej, wil#otnej atmos4erze hektary niskich roślin. 8yły to
specjalne mutacje, wyhodowane w celu szybkie#o uzupełniania tlenu w powietrzu i - niejako
ubocznie - dostarczania żywności.
!ednak #łówna cz%ś+ pokarmów pochodziła z syntezy chemicznej i hodowli #lonów. :
chociaż zielona piana przepływająca jardami przezroczystych, plastikowych rur na pewno nie
spodobałaby si% niektórym sze4om kuchni, biochemicy zamieniali ją na kotlety i steki, które
jedynie ekspert mó#ł odróżni+ od prawdziwych.
&ysiąc stu m%żczyzn i sześ+set kobiet stanowiło personel 8azy. 8yli to wysoko-
wykwali4ikowani naukowcy i technicy dokładnie sprawdzeni przed opuszczeniem Ziemi. Bycie na
(si%życu nie przysparzało obecnie takich problemów jak we wczesnej epoce osadnictwa. 6ią#le
jednak wyma#ało psychiczne#o wysiłku i nie zalecano #o osobom cierpiącym na klaustro4obi%.
3onieważ wycinanie dużej, podziemnej bazy w litej skale czy zasty#łej lawie było bardzo dro#ie i
czasochłonne, standardowy ,moduł- jednoosobowy był pomieszczeniem o szerokości sześciu,
dłu#ości dziesi%ciu i wysokości ośmiu stóp.
(ażdy pokój był atrakcyjnie umeblowany i wy#lądał jak dobry apartament hotelowy, z
rozkładaną so4ą, telewizorem, zminiaturyzowanym sprz%tem hi-4i i tele4onem wizyjnym. 6o
wi%cej, dzi%ki ciekawemu pomysłowi dekoratora wn%trz jedną ze ścian można było zamieni+
naciśni%ciem przełącznika w przekonujący ziemski krajobraz. :stniał wybór ośmiu widoków.
&en rodzaj luksusu był typowy dla 8azy. .iekiedy jednak trudno było wyjaśni+ je#o
koniecznoś+ ludziom na Ziemi. (ażdy pracownik 8azy kosztował setki tysi%cy dolarów wydanych
na je#o przy#otowanie, transport i zakwaterowanie. *pokój je#o umysłu wart był tych kilku
dolarów ekstra. .ie była to sztuka dla sztuki, lecz sztuka zachowania zdrowe#o rozsądku.
!edną z atrakcji życia w 8azie - jak i na całym (si%życu - było słabe przycią#anie, które
wywoływało o#ólne poczucie zadowolenia. $iało ono jednak i swoje złe strony, do których przez
kilka ty#odni musiał przyzwyczaja+ si% przybysz z Ziemi. 0udzkie ciało na (si%życu musi nauczy+
si% całe#o zestawu nowych odruchów. $usi po raz pierwszy odróżni+ mas% od wa#i.
6złowiek, który na Ziemi ważył sto osiemdziesiąt 4untów, z radością odkrywał, że je#o
wa#a na (si%życu zmniejszyła si% do trzydziestu 4untów. "opóki poruszał si% prosto z jednakową
szybkością, doświadczał uczucia cudownej równowa#i. !ednak #dy tylko usiłował zmieni+
kierunek - chcąc na przykład skr%ci+ za ró# lub staną+ w miejscu - stwierdzał, że je#o całe sto
osiemdziesiąt 4untów masy lub inercji cią#le mu towarzyszy. *tałe i niezmienne1 takie samo na
Ziemi, (si%życu, *ło)cu czy w stanie nieważkości. Zanim przybysz I Ziemi przystosował si% do
ksi%życowe#o życia, musiał nauczy+ si%, że wszystkie obiekty znajdujące si% w obr%bie
przycią#ania satelity poruszały si% sześ+ razy wolniej, niż to su#erowała ich wa#a. 0ekcji tej
udzielały nowoprzybyłym bezustanne kolizje i stłuczenia. 0udzie b%dący od dawna na (si%życu
starali si% omija+ żółtodziobów z daleka, aż do momentu ich aklimatyzacji.
Ze swoim kompleksem warsztatów, biur, ma#azynów, centrów obliczeniowych,
#eneratorów, #araży, kuchni, laboratoriów i zakładów produkcji żywności 8aza na (lawiuszu była
samoistnym światem. : jak na ironi%, wiele z wynalazków wykorzystywanych przy budowie te#o
podziemne#o imperium narodziło si% podczas półwiecza Zimnej /ojny.
(ażdy, kto pracował przy umieszczonych w bunkrach wyrzutniach rakietowych, czuł si% na
(lawiuszu jak w domu. &utaj również styl życia był podyktowany wyma#aniami podziemi i
potrzebą ochrony przed wro#im otoczeniem. .a (lawiuszu zmienił si% jedynie cel ludzkich
wysiłków. &utaj był nim pokój. 3o dziesi%ciu tysiącach lat ludzkoś+ odkryła wreszcie coś równie
atrakcyjne#o jak wojna.
.iestety, nie wszystkie narody zdawały sobie z te#o spraw%.
'óry, które były widoczne tuż przed lądowaniem, znikn%ły teraz w jakiś tajemniczy sposób.
Zasłonił je spadzisto-wypukły ksi%życowy horyzont. /okół statku rozcią#ała si% płaska, szara
równina, którą oświetlało ukośnie padające ziemskie światło. .iebo było całkiem czarne, mimo to
można było na nim dostrzec jedynie najjaśniejsze #wiazdy i planety, i to dopiero wtedy, #dy
osłoniło si% oczy przed rzucającą odblask powierzchnią (si%życa.
"o promu ,5ries-l8- zbliżało si% kilka, dosy+ szcze#ólnie wy#lądających pojazdów. 8yły
to d7wi#i, podnośniki, pojazdy obsłu#i - niektóre całkowicie zautomatyzowane, inne prowadzone
przez znajdujących si% w małych kabinach ciśnieniowych kierowców. /i%kszoś+ pojazdów
poruszała si% na balonowych kołach, ponieważ #ładka, płaska równina nie stwarzała żadnych
trudności transportowych. &ylko jedna z cystern toczyła si% na specjalnych elastokołach, które w
praktyce okazały si% najlepszym rozwiązaniem kłopotów z poruszaniem si% po powierzchni
(si%życa. Jlastokoła zbudowane były z kilkunastu oddzielnie zawieszonych i resorowanych
płaszczyzn tworzących okrą#. 3osiadały wi%kszoś+ zalet #ąsienic, z których zresztą wziął si%
pomysł ich zastosowania. Jlastokoła dostosowywały swój kształt i średnic% do podłoża, po którym
si% poruszały i w przeciwie)stwie do #ąsienic mo#ły działa+ nawet wtedy, #dy brakowało kilku
płaszczyzn.
"o promu podłączono mały autobus z wystającą rurą przypominającą #rubą trąb% słonia.
(ilka sekund pó7niej na zewnątrz rozle#ły si% stuki i uderzenia, po których nastąpił syk powietrza,
#dy wyrównano ciśnienie. tworzyły si% wewn%trzne drzwi śluzy, przez które weszła dele#acja
powitalna.
3rowadził ją =alph ;alUorsen, 5dministrator 3rowincji 3ołudniowej, która oprócz 8azy
obejmowała rozliczne stanowiska badawcze. &owarzyszył mu (oordynator 8ada) .aukowych,
doktor =oy $ichaels, niski, szpakowaty #eo4izyk, które#o Aloyd znał z poprzednich wizyt, a także
pół tuzina ważniejszych naukowców i urz%dników. 3owitali #o z pełną szacunku ul#ą. (ażdy z
nich, włączywszy administratora, pra#nął podzieli+ si% z nim swoimi zmartwieniami.
- 6iesz% si%, że jest pan z nami, doktorze Aloyd - przywitał #o ;alUorsen. - 6zy miał pan
dobrą podróż2
- /spaniałą - odpowiedział Aloyd. - .ie mo#ła by+ lepsza. Zało#a opiekowała si% mną dos
konale.
/ymieniał zdawkowe, kurtuazyjne uwa#i, podczas #dy autobus zaczął oddala+ si% od
promu. !ak #dyby w milczącym porozumieniu, nikt nie poruszał tematu przyczyny je#o wizyty. 3o
przejechaniu tysiąca stóp od miejsca lądowania autobus zbliżył si% do duże#o znaku, na którym
widniał napis1
/:&5$M / 85Z:J .5 (05/:>*Z> 5meryka)ski (orpus :nżynierii 5stronautycznej
DEEW /krótce wjechali do wykopu, który szybko zaprowadził ich do podziemi. 3rzed nimi
otworzyła si% masywna brama, którą zaraz potem zamkni%to. 6ała procedura powtórzyła si%
jeszcze dwukrotnie. 'dy zasun%ły si% ostatnie drzwi, usłyszeli syk powietrza. Znów otaczała ich
atmos4era. Znale7li si% w ła#odnym klimacie 8azy.
3o krótkim spacerze wzdłuż wypełnione#o kablami i rurami tunelu, który rozbrzmiewał
echem ich kroków, doszli do obszaru zajmowane#o przez administracj%. Aloyd poczuł si% jak w
domu pośród maszyn do pisania, komputerów biurowych, asystentek, tablic z wykazami i
dzwoniących tele4onów. 'dy zatrzymali si% przed drzwiami z napisem 5"$:.:*&=5&=,
;alUorsen powiedział dyplomatycznie1
- "oktor Aloyd i ja zjawimy si% w sali odpraw za kilka minut.
3ozostali skin%li #łowami i wydając aprobujące pomruki odeszli w #łąb korytarza. 0ecz
zanim ;olUorsen wprowadził Aloyda do biura, zdarzyła si% mała przerwa. tworzyły si% drzwi i na
administratora rzuciła si% nieduża posta+.
- &atusiuO 8yłeś na #órzeO biecywałeś, że mnie we7miesz.
- 3osłuchaj, "iano - odpowiedział delikatnie, jednak z wyczuwalnym poirytowaniem
;olUersen - obiecywałem, że zabior% ci%, jeśli b%d% mó#ł. 8yłem jednak bardzo zaj%ty witając
doktora Aloyda. 3odaj mu r%k%, właśnie przyleciał z Ziemi.
"ziewczynka, która jak ocenił Aloyd, miała około ośmiu lat, wycią#n%ła dło). .iejasno
pami%tał jej twarz. .a#le zdał sobie spraw%, że administrator przy#ląda mu si% z 4i#larnym
uśmieszkiem. 'dy wreszcie przypomniał sobie, zrozumiał, dlacze#o ;olUersen uśmiecha si% do
nie#o.
- .iemożliwe - wykrzyknął. - (iedy byłem tutaj ostatnio, ona jeszcze leżała w łóżeczku.
- / zeszłym ty#odniu sko)czyła cztery lata powiedział z dumą ;alUorsen. - "zieci szybko
rosną na tej słabej #rawitacji, i nie zestarzeją si% tak pr%dko, b%dą żyły dłużej od nas.
Aloyd za4ascynowany przy#lądał si% dziewczynce. Z uwa#ą obserwował jej wdzi%czną
4i#urk% i niezwykle delikatny kościec.
- 6iesz% si%, że znów ci% widz%, "iano - powiedział, a potem coś, by+ może zwykła
ciekawoś+ lub uprzejmoś+, kazała mu zapyta+1 - 6zy chciałabyś polecie+ na Ziemi%2
Ze zdziwieniem rozszerzyła oczy i potrząsn%ła #łową.
- &o okropne miejsce. $ożna si% skaleczy+, #dy si% upadnie. 3oza tym tam jest dużo ludzi.
to - pomyślał Aloyd - pierwsza kosmiczna #eneracja. / przyszłości b%dzie ich coraz
wi%cej. : chociaż, #dy myślał o nich, o#arniał #o jakiś smutek, wiedział, że w nich spoczywa
nadzieja. >jarzmiona, cicha i troch% już zm%czona Ziemia, ojczyzna kochających wolnoś+
twardych pionierów, niespokojnych poszukiwaczy przy#ód. 3rzyszedł czas, #dy topór, karabin i
kryty wóz trzeba zamieni+ na hydroponiczne plantacje, elektrownie nuklearne i plazmowe silniki.
3rzyszedł czas, #dy Ziemia - jak każda matka - musi poże#na+ swoje dzieci.
;alUorsen #ro7bami i obietnicami zdołał pozby+ si% swojej zdesperowanej latorośli.
/prowadził Aloyda do biura. 3okój administratora mierzył jedynie pi%tnaście stóp kwadratowych,
jednak mieściły si% w nim wszystkie oznaki statusu sze4a wydziału z pensją pi%+dziesi%ciu tysi%cy
dolarów rocznie. .a jednej ze ścian wisiały podpisane 4oto#ra4ie ważniejszych polityków, w tym
3rezydenta *tanów Zjednoczonych i *ekretarza 'eneralne#o .Z. :nną pokrywały zdj%cia z
podpisami znanych astronautów.
Aloyd usiadł w wy#odnym, skórzanym 4otelu. ;alUorsen pocz%stował #o kieliszkiem
sherry, wyprodukowanej w laboratoriach biochemicznych na (si%życu.
- : co słycha+, =alph2 - zapytał Aloyd, próbu jąc najpierw ostrożnie, pó7niej z aprobatą
podany mu trunek.
- .ie jest naj#orzej - odpowiedział ;alUorsen.
- 6hciałbym jednak powiedzie+ ci o czymś, zanim przejdziemy do sali odpraw.
- &ak2 6o takie#o2
- .o cóż myśl%, że można to nazwa+ problemem z utrzymaniem morale - westchnął
;alUorsen.
- 5ch tak2
- &o nic poważne#o, ale szybko si% rozprze strzenia.
- 8lokada in4ormacyjna2 - zapytał apatycznie Aloyd.
- /łaśnie - odpowiedział administrator. $oi ludzie zaczynają si% buntowa+. /i%kszoś+ z
nich ma przecież rodziny na Ziemi. =odziny, któ rym prawdopodobnie wydaje si%, że my wszyscy
tu poumieraliśmy na jakąś ksi%życową dżum%.
- 3rzykro mi z te#o powodu - rozpoczął Aloyd - ale nie mo#liśmy wymyśle+ lepsze#o
wytłumaczenia. Zresztą jak do tej pory ta historia z chorobą zdaje e#zamin. 3rzy okazji1 na *tacji
rbitalnej spotkałem $oisiejewicza i nawet on to kupił.
- chrona ma si% z cze#o cieszy+.
- .ie za bardzo. $oisiejewicz słyszał o 5$&-D.
Zaczynają si% przecieki. 5le nie możemy przecież zają+ o4icjalne#o stanowiska, dopóki nie
b%dziemy wiedzieli, co to, do diabła, jest, i czy przypadkiem nie stoją za tym nasi chi)scy
przyjaciele.
- "oktor $ichaels sądzi, że b%dzie mó#ł to wyjaśni+. >miera wprost z ch%ci, aby ci o tym
powiedzie+.
Aloyd opróżnił kieliszek.
- !a też umieram z ciekawości. 6hod7my.
11. A0O)AL.A
dprawa miała si% odby+ w dużym, prostokątnym pomieszczeniu, które z łatwością mo#ło
pomieści+ sto osób. *al% wyposażono w najnowsze urządzenia optyczne i elektroniczne ekrany. Z
pewnością wy#lądałyby jak supernowoczesny pokój posiedze), #dyby nie liczne plakaty, zdj%cia,
uwa#i i próbki amatorskie#o malarstwa, wskazujące, że sala spełniała również rol% centrum
miejscowe#o życia kulturalne#o. Aloyda uderzyła szcze#ólnie kolekcja tablic, zebrana niewątpliwie
przez zapalone#o hobbyst%, na których znajdowały si% nast%pujące napisy1 .:J "J3&5L
&=5/.:(S/, Z5(5Z 35=(/5.:5 / ".: 35=ZM*&J, >3=5*Z5 *:K .:J350J.:J,
" 305BM, 3=ZJ!@6:J "05 8M"?5, .:J >&/5="Z.J 386Z5 oraz .:J (5=$:L
Z/:J=ZT&. !eśli tablice te były prawdziwe - a na takie wy#lądały - przewiezienie ich z Ziemi
musiało kosztowa+ małą 4ortun%. 8yła w nich jakaś wzruszająca przekora. / tym obcym świecie
ludzie cią#le potra4ili żartowa+ z rzeczy, które zmuszeni byli zostawi+ za sobą i za którymi ich
dzieci nie b%dą już t%skniły.
.a Aloyda czekało około czterdziestu lub pi%+dziesi%ciu osób. 'dy wszedł za
administratorem, wszyscy podnieśli si% z miejsc. *kinął #łową kilku znajomym i szepnął
;alUorsenowi1
- 6hciałbym powiedzie+ kilka słów przed od prawą.
>siadł w pierwszym rz%dzie. 5dministrator wspiął si% na mównic% i rozejrzał po twarzach
z#romadzonych.
- 3anie i panowie - rozpoczął - nie musz% wam przypomina+, że zebraliśmy si% tutaj z
istotnej przyczyny. 6iesz% si%, że jest z nami doktor ;eywood Aloyd. /szyscy o nim słyszeliśmy, a
wielu z nas zna #o osobiście. "oktor Aloyd właśnie przyleciał z Ziemi. 3rosił mnie o udzielenie mu
#łosu przed odprawą. "oktor Aloyd.
;eywood podszedł do mównicy pośród uprzejmych oklasków, spojrzał na publicznoś+ i
zaczai przemawia+1
- "zi%kuj% pa)stwu. 8%d% si% streszczał. 3rezydent prosił mnie o przekazanie wam wyrazów
najwi%ksze#o podziwu za waszą o4iarną prac%, którą - jak sądz% - wkrótce doceni cały świat. Zdaj%
sobie spraw% - mówił ostrożnie dalej - że niektórzy, a by+ może wi%kszoś+ z was, z
niecierpliwością oczekują na zniesienie obowiązującej blokady in4ormacyjnej. .ie mo#libyście by+
naukowcami, #dyby było inaczej.
(ątem oka dostrze#ł twarz doktora $ichaelsa, po której przebie#ł lekki skurcz, ujawniający
dłu#ą blizn% na prawym policzku - prawdopodobnie pamiątk% po jakimś wypadku w kosmosie.
'eolo# - o czym dobrze wiedział Aloyd - ostro protestował przeciwko, jak sam to określił,
,zabawie w policjantów i złodziei-.
- 6hciałbym jednak przypomnie+ wam - kontynuował Aloyd - że mamy tu do czynienia z
sytuacją nadzwyczajną. $usimy by+ absolutnie pewni #runtu, na jakim stoimy. !eśli teraz
popełnimy jakieś bł%dy, by+ może nie da si% już ich naprawi+.
3rosz% wi%c o jeszcze odrobin% cierpliwości. 3rosi was również o to prezydent. &o
wszystko co miałem do powiedzenia. 5 teraz chciałbym wysłucha+ wasze#o raportu.
/rócił na swoje miejsce. 5dministrator podzi%kował Aloydowi i skinął szorstko #łową
'łównemu (oordynatorowi 8ada) .aukowych. "oktor $ichaels wszedł na mównic%. 3rzy#asły
światła.
.a ekranie pojawiła si% 4oto#ra4ia (si%życa. / samym centrum satelity znajdował si%
jaskrawo biały pierście) krateru, z które#o rozchodził si% uderzający, promienisty wzór. /y#lądało
to tak, jak #dyby ktoś rozsypał worek mąki na tarczy (si%życa9 mąki, która rozsypała si% we
wszystkich kierunkach.
- &o jest &ycho - rozpoczął $ichaels, pokazując na centralnie położony krater. - .a tej
pionowo wykonanej 4oto#ra4ii &ycho jest znacznie lepiej widoczny niż z Ziemi. #lądany z naszej
planety znajduje si% bliżej kraw%dzi (si%życa. 'dy spo#ląda si% na nie#o w dół z wysokości tysiąca
mil, można zauważy+, jak dominuje nad całą półkulą.
$ichaels pozwolił Aloydowi nasyci+ oczy tym niecodziennym widokiem znajome#o
przecież obiektu i mówił dalej 1
- 3rzez ostatni rok prowadziliśmy badania ma#netyczne te#o re#ionu przy pomocy
niskopułapowe#o satelity. 8adania zako)czyły si% w zeszłym miesiącu, a ich rezultatem jest ta oto
mapa, od której zacz%ły si% wszystkie kłopoty.
.a ekranie pojawił si% kolejny obraz. 3rzypominał map% konturową, chociaż ukazywał pole
nat%żenia ma#netyczne#o, a nie wysokoś+ nad poziomem morza. .a wi%kszej cz%ści mapy linie
były mniej wi%cej równole#łe w stosunku do siebie. dle#łoś+ mi%dzy nimi była również z #rubsza
jednakowa. !ednak w jednym z ro#ów linie na#le zacz%ły si% nakłada+, 4ormując koncentryczne
kr%#i - jak rysunek słojów wokół s%ka na desce.
.awet dla niewprawne#o oka musiało by+ oczywiste, że w tym re#ionie stało si% coś
szcze#ólne#o z ksi%życowym polem ma#netycznym. /zdłuż dolnej kraw%dzi mapy bie#ł duży
napis1 5.5&$:5 $5'.J&M6Z.5 &M6; - !J"J. N5$&-DP. / #órnym prawym ro#u
znajdowała si% piecz%+1 &5!.J.
- .a początku wydawało nam si%, że może to by+ odłamek skały ma#netycznej, ale badania
#eolo#iczne nie potwierdziły te#o. Baden, nawet najwi%kszy meteoryt żelazowo-niklowy nie
mó#łby wy tworzy+ pola o takim nat%żeniu jak to. 3ostanowiliśmy wi%c przyjrze+ mu si% z bliska.
3ierwsza #rupa nie odkryła nic, poza normalnie ukształtowanym terenem, przykrytym cienką
warstwą pyłu ksi%życowe#o. =ozpocz%to odwierty w samym środku pola ma#netyczne#o i pobrano
do bada) próbki #runtu.
.a #ł%bokości dwudziestu stóp wiertło zatrzymało si%. 'rupa badawcza zacz%ła wi%c
kopa+, a nie musz% chyba niko#o przekonywa+, że nie jest to łatwa praca, szcze#ólnie #dy
wykonuje si% ją w ska4andrach próżniowych. &o, co znale7li, sprawiło, że z pośpiechem wrócili do
8azy. /ysłaliśmy wi%kszy zespół zaopatrzony w lepszy sprz%t. (opali przez dwa ty#odnie, a
rezultat znacie.
.ie oświetlona sala posiedze) na#le ucichła. /szyscy z oczekiwaniem wpatrywali si% w
ekran. : chociaż znali już to zdj%cie na pami%+, każdy pochylił si% jak #dyby wypatrując nowych
szcze#ółów. Zarówno na Ziemi, jak i na (si%życu 4oto#ra4i% t% o#lądało około stu ludzi.
3rzedstawiała ona m%żczyzn% w jaskrawym żółto-czerwonym ska4andrze próżniowym,
stojące#o na dnie wykopu i trzymające#o w dłoni #eodezyjną łat% z podziałką w dziesi%tnych
cz%ściach metra. Aoto#ra4i% zrobiono w nocy, a miejscem jej wykonania mó#ł by+ zarówno
(si%życ, jak i $ars. !ednak jak do tej pory, żadna z planet nie była świadkiem takiej sceny.
biektem, przed którym stał ubrany w ska4ander człowiek, była pionowo stojąca płyta,
wykonana z czarne#o jak smoła materiału, mierząca dziesi%+ stóp wysokości i pi%+ stóp szerokości.
Aloydowi przypominała olbrzymi, złowieszczy kamie) na#robny. !ej kraw%dzie były ostro
zako)czone, całoś+ zaś sprawiała wrażenie niezwykłej symetrii. 3łyta była tak czarna, że zdawała
si% połyka+ padające na nią światło. 3owierzchnia płyty była idealnie #ładka. .ie można było
stwierdzi+, czy wykonano ją z kamienia, metalu czy plastiku. 8y+ może zrobiono ją z materiału
całkowicie nie znane#o ludziom.
- 5$&-D - stwierdził niemal nabożnie doktor $ichaels. - /y#ląda na całkiem nową,
nieprawdaż2 &rudno mi jest nawet wini+ tych, którzy sądzili, że liczy ona sobie nie wi%cej niż kilka
lat i próbowali łączy+ ją z trzecią chi)ską ekspedycją z roku DEER. !a jednak ni#dy nie mo#łem w
to uwierzy+. &eraz już na podstawie miejscowych bada) #eolo#icznych możemy ustali+ jej wiek.
$oi współpracownicy i ja, doktorze Aloyd, dowiedliśmy ponad wszelką wątpliwoś+, że 6hi)czycy
nie mają z tym nic wspólne#o. 6o wi%cej, cała ludzkoś+ nie może mie+ z tym nic wspólne#o,
ponieważ #dy zakopano t% płyt%, nie było jeszcze ludzi.
/idzi pan, liczy ona sobie około trzech milionów lat. &o, na co pan patrzy, jest pierwszym
dowodem na istnienie inteli#entnych 4orm życia poza Ziemią.
12. PO(RA> * '.E)/K.) ;LA/KU
PROWINCJA MAKROKRATERÓW: Rozciąga się na południe od cen!u" #idoczne$ s!on%
Księ&%ca' (e&% na #sc)*d od Cen!a+ne$ P!o#inc$i K!ae!*#' ,ęso usiana -!ae!a"i
odude!zenio#%"i . #ię-szo/0 z nic) $es du&a1 nie-*!e na$#ię-sze na Księ&%cu' Na p*łnoc% -!ae!%
spę-ane od ude!ze2 3o!"u$ąc%c) Ma!ę I"4!iu"' P!a#ie #szędzie e!en po3ałdo#an%1 z #%$ą-ie"
nie-*!%c) #nę!z -!ae!*#' Wię-szo/0 po#ie!zc)ni pag*!-o#aa . 56 do 57 sopni' Nie-*!e
#nę!za -!ae!*# płas-ie'
(89OWANIE I POR:;<ANIE ;I=: (ądo#anie gene!a+nie u!udnione ze #zg+ędu na
nie!*#n%1 pag*!-o#a% e!en' Mo&+i#e # nie-*!%c) #nę!zac) -!ae!*#' Po!uszanie się "o&+i#e
p!a#ie #szędzie1 #%"agan% $edna- #%4*! !as' <nacznie ła#ie$sze # nie-*!%c) #nę!zac)
-!ae!*#'
>:9OWNICTWO: ,ene!a+ne u!udnione ze #zg+ędu na #zniesienia i +iczne du&e łac)%
s%p-iego "ae!iału' W%do4%#anie +a#% # nie-*!%c) #nę!zac) -!ae!*# !udne'
T?C@O: K!ae! %pu pos"a!ia o /!ednic% AB "i+C -!a#ędD EF66 s*p po#%&e$ pozio"u
ooczeniaC #nę!ze głę4o-o/ci 57666 s*p' Na$+epie$ na Księ&%cu #%-szałcon% s%se" p!o"ieni'
Nie-*!e p!o"ienie dłu&sze ni& A66 "i+'
GH!ag"en ;pec$a+nego sudiu" in&%nie!%$nego po#ie!zc)ni Księ&%ca1 >iu!o Nacze+nego
In&%nie!a 9epa!a"enu A!"ii' IA"e!%-a2s-i P!zeg+ąd ,eo+ogiczn%J1 Wasz%ngon 5FK5'L
=uchome laboratorium, toczące si% przez równin% krateru z szybkością pi%+dziesi%ciu mil
na #odzin%, wy#lądało jak duża przyczepa kempin#owa na ośmiu elastokołach. 3odobie)stwo z
przyczepą ko)czyło si% jednak na wy#lądzie. 0aboratorium było bowiem kompletną bazą, w której
mo#ło mieszka+ i pracowa+ przez kilka ty#odni dwudziestu ludzi.
8yło również poruszającym si% po ziemi statkiem kosmicznym, który w razie potrzeby
mó#ł unieś+ si% w przestrze). 0aboratorium potra4iło pokonywa+ przeszkody-szczeliny czy
kaniony, które były zbyt duże, aby je objecha+, lub zbyt strome do przeprawy - przy pomocy
czterech silników umieszczonych w je#o dolnej cz%ści.
/y#lądający przez okno Aloyd widział przed sobą wyra7ny szlak wytyczony kołami
dziesiątków pojazdów w sypkiej powierzchni (si%życa. /zdłuż szlaku, w jednakowej odle#łości
od siebie, stały dłu#ie, cienkie słupki, na których umieszczono błyskające co pewien czas lampy.
$imo cią#le panującej nocy nie można było z#ubi+ dro#i podczas dwustumilowej podróży z
(lawiusza do 5$&-D. *ło)ce miało wzejś+ dopiero za kilka #odzin.
@wiecące na niebie #wiazdy były nieco jaśniejsze i bardziej liczne niż te, które widoczne
były z wysokich płaskowyży .owe#o $eksyku czy 6olorado. Złudzenie o#lądania ziemskie#o
nieba niweczyły jednak dwie bardzo istotne różnice.
3ierwszą z nich była sama Ziemia, wisząca nad północnym horyzontem niczym jasna lampa
ostrze#awcza. @wiatło spływające z tej #i#antycznej półkuli było dziesiątki razy silniejsze niż
poświata (si%życa w pełni i zalewało cały krajobraz zimną, niebiesko-zieloną 4os4orescencją.
"ru#ą zaś stanowił słaby, perłowy stożek światła, wznoszący si% ponad wschodnim
horyzontem. *tożek jaśniał nad kraw%dzią satelity, wskazując na o#nistą kul% schowaną za tarczą
(si%życa. &worzyła #o blada aureola niewidoczna z Ziemi poza całkowitymi zaciemnieniami.
*łoneczna korona - zwiastun ksi%życowe#o świtu - ostrze#ała uśpiony krajobraz o nadejściu dnia.
*iedząc z ;alUorsenem i $ichaelsem w przednim przedziale obserwacyjnym, znajdującym
si% tuż za miejscem kierowcy, Aloyd powracał myślami do przepaści trzech milionów lat, która tak
niedawno otworzyła si% przed nim. !ak wszyscy naukowcy przyzwyczajony był do rozważa) nad
dłu#imi okresami czasu, dotyczyły one jednak ruchu #wiazd - powolnych cykli nieożywione#o
wszechświata. / takich przypadkach nie zajmowano si% jednak umysłem czy inteli#encją,
mówiono jedynie o eonach lat wyzutych z wszelkich, właściwych ludziom dozna).
&rzy miliony latO .iewyobrażalnie zatłoczona panorama spisanej historii z cesarstwami,
królami, trium4ami i tra#ediami, obejmowała zaledwie niecałą tysi%czną cz%ś+ te#o porażające#o
o#romem okresu. .ie tylko człowiek, ale także wi%kszoś+ żyjących obecnie na Ziemi zwierząt nie
istniała jeszcze, #dy z taką pieczołowitością zakopano t% czarną za#adk% w jednym z
najwspanialszych i najbardziej okazałych kraterów (si%życa.
"oktor $ichaels był absolutnie przekonany, że płyt% zakopano tutaj celowo.
- Z początku - wyjaśniał - podejrzewałem, że oznaczono nią jakąś podziemną budowl%, lecz
nasze pó7niejsze wykopaliska nie potwierdziły te#o. 3łyta umieszczona jest na szerokiej podstawie,
wykonanej z te#o same#o materiału, pod którą znajduje si% nienaruszona skała. *tworzenia, które
to wszystko zaprojektowały, chciały mie+ pewnoś+, że płyta b%dzie stała i wytrzyma wszystkie
wstrząsy skorupy (si%życa. 8udowały na wiecznoś+.
/ #łosie $ichaelsa brzmiał trium4 i smutek. Aloyd zdawał si% podziela+ te uczucia. /
ko)cu znaleziono odpowied7 na jedno z najstarszych pyta) dr%czących ludzkoś+. to ponad
wszelką wątpliwoś+ pojawił si% dowód, że człowiek nie był jedynym inteli#entnym stworzeniem
we wszechświecie. !ednak świadomoś+ istnienia te#o dowodu była tym boleśniejsza, im wi%kszy
wydawał si% bezmiar czasu. (tokolwiek zatrzymał si% tutaj, minął si% z ludzkością o setki tysi%cy
pokole). 8y+ może - myślał Aloyd - lepiej, że tak si% stało. 6ze#o nauczyłyby nas stworzenia
podróżujące w kosmosie, w czasie #dy nasi przodkowie skakali jeszcze po drzewach.
3rzed nimi w odle#łości kilkuset jardów pojawił si% znak dro#owy #órujący nad dziwnie
bliskim horyzontem (si%życa. > podnóża znaku stała budowla w kształcie namiotu, pokryta
świecącą, srebrną 4olią, chroniącą ją przed #wałtownym #orącem dnia. 'dy laboratorium mijało
znak, Aloyd odczytał w jasnym ziemskim świetle napis1
/K3A( A*AR4"04 0r 5
Cie%ły B$en 1 20 %C
*oda 1 10 %C
20 Pacze% y?noDcio?ycE 1 TyF 6
$ 'esBa? narz#dzi TyF ;
$ KomGinezon naFra?czy
TELEHO0I
- 5 czy pomyślałeś o tym2 - zapytał Aloyd wskazując za okno - 3rzypuś+my, że płyta jest
składowiskiem zapasów pozostawionym przez ekspedycj%, która ni#dy nie powróciła.
- =zeczywiście, istnieje taka możliwoś+ - przyznał $ichaels. - 3ole ma#netyczne z
pewnością mo#ło służy+ jako łatwe do odnalezienia oznakowanie położenia. !ednak ze wz#l%du na
niewielkie rozmiary trudno byłoby umieści+ w płycie wystarczająco dużo zapasów.
- "lacze#o nie2 - włączył si% do rozmowy ;alUorsen. - (to wie, jakie#o byli wzrostu2 8y+
może, mierzyli tylko sześ+ cali i w takim razie płyta byłaby dla nich wieżowcem o dwudziestu czy
trzydziestu pi%trach.
$ichaels potrząsnął #łową.
- 5bsolutnie wykluczone - zaprotestował. .ie mo#ą istnie+ bardzo małe i jednocześnie
bardzo inteli#entne stworzenia. 3otrzebna jest minimalna pojemnoś+ móz#u.
Aloyd zauważył, że $ichaels i ;alUorsen rzadko kiedy z#adzali si%. .ie istniała jednak
mi%dzy nimi osobista wro#oś+ czy niech%+. *zanowali si% wzajemnie i po prostu z#adzali si% nie
z#adza+.
/ o#óle trudno było dojś+ do porozumienia co do natury 5$&-D lub $onolitu z &ycho, jak
nazywali #o niektórzy, zachowując cz%ś+ skrótu. 3odczas sześciu #odzin, które upłyn%ły od
wylądowania na (si%życu, Aloyd usłyszał dziesiątki teorii i do żadnej z nich nie mó#ł si%
przekona+. (aplica, tablica oznaczająca miejsce bada), na#robek, instrument #eo4izyczny - były to
ulubione su#estie, bronione niekiedy bardzo #wałtownie przez niektórych prota#onistów.
3oczyniono wiele zakładów1 dużo pieni%dzy zmieni właścicieli, #dy prawda wreszcie zostanie
odkryta - jeśli kiedykolwiek zostanie odkryta.
"o tej pory twardy, czarny materiał, z które#o wykonano płyt%, opierał si% niezbyt zresztą
wyra4inowanym wysiłkom $ichaelsa i je#o zespołu, który starał si% pobra+ próbki. czywiście
płyt% można byłoby przecią+ laserem. !ak powszechnie wiadomo, nic nie jest w stanie oprze+ si%
tej przerażającej koncentracji ener#ii. !ednak decyzj% o podj%ciu środków ostatecznych
pozostawiono Aloydowi. n zaś postanowił już, że przed wytoczeniem ci%żkiej laserowej artylerii
należy spróbowa+ bada) promieniami rent#enowskimi, ultrad7wi%kami, wiązkami neutronowymi i
wszystkimi innymi dost%pnymi środkami, które nie powodują zniszcze). 8yłoby barbarzy)stwem
burzenie cze#oś, cze#o si% nie rozumie. 5le może ludzie okazaliby si% barbarzy)cami w
porównaniu z twórcami płyty.
*kąd mo#li pochodzi+2 Z same#o (si%życa2 .ie, to było wykluczone. !eśli kiedykolwiek
istniało samoistne życie na tym pustkowiu, musiało ono ulec za#ładzie podczas ostatniej epoki
4ormowania kraterów, kiedy to wi%ksza cz%ś+ powierzchni satelity była rozpalona do białości.
Z Ziemi2 $ało prawdopodobne, chociaż nie całkiem wykluczone. (ażda rozwini%ta
cywilizacja ziemska istniejąca w plejstocenie - nawet jeśli nie była cywilizacją ludzką - musiałaby
pozostawi+ wiele innych śladów swoje#o istnienia. /iedzielibyśmy o niej wszystko,- myślał Aloyd
- zanim pierwszy człowiek dotarłby na (si%życ.
3ozostawały dwie możliwości1 planety lub #wiazdy. "owody przemawiały za tym, że w
>kładzie *łonecznym nie było poza Ziemią inteli#entnych 4orm życia, co wi%cej - jakichkolwiek
4orm życia poza Ziemią i $arsem. /ewn%trzne planety są zbyt #orące, zewn%trzne zbyt zimne,
oprócz te#o ciśnienie atmos4eryczne osią#a na nich setki ton na cal kwadratowy.
$oże wi%c #oście przybyli z #wiazd - ta ewentualnoś+ wydawała si% jednak jeszcze
bardziej nieprawdopodobna. *po#lądając na konstelacje rozcią#ające si% na hebanowym,
ksi%życowym niebie, Aloyd przypomniał sobie liczne ,dowody- znajomych naukowców,
wykluczające możliwoś+ podróży mi%dzy#wiezdnych. 3odróż z Ziemi na (si%życ cią#le jeszcze
robiła duże wrażenie. .ajbliższa #wiazda była setki milionów razy bardziej odle#ła... *pekulacje są
stratą czasu. $usi poczeka+ na wyniki bada).
- 3rosz% zapią+ pasy i zabezpieczy+ wszystkie nie przymocowane przedmioty- odezwał si%
na#le #łośnik w kabinie. - Zbliżamy si% do stoku o nachyleniu czterdziestu stopni.
.a horyzoncie pojawiły si% dwa znaki ostrze#awcze mru#ające światełkami. 0aboratorium
skierowało si% w przestrze) pomi%dzy nimi. Aloyd ledwo zdążył zapią+ pasy, #dy pojazd powoli
przechylił si% nad kraw%dzią rozpoczynającą bardzo stromy uskok. Zacz%li zjeżdża+ dłu#im,
pokrytym #ruzem stokiem o nachyleniu zbliżonym do pochyłe#o dachu domu. Ziemska poświata,
padająca skośnie z tyłu, nie dawała wystarczające#o oświetlenia, włączono wi%c re4lektory
pojazdu. /iele lat temu Aloyd stał na kraw%dzi /ezuwiusza, spo#lądając w dół krateru. &eraz
mó#ł sobie łatwo wyobrazi+, jak zjeżdża si% w #łąb wulkanu - i nie było to przyjemne wrażenie.
3osuwali si% w dół jednym z wewn%trznych tarasów &ycho. &ysiąc stóp niżej #runt
ponownie stawał si% równy. 6ią#le jeszcze zjeżdżali ze stoku, #dy $ichaels wycią#nął r%k%,
wskazując na olbrzymią równin% rozcią#ającą si% przed nimi1
- *ą tamO - wykrzyknął.
Aloyd skinął #łową. Zauważył już #rup% czerwonych i zielonych świateł, oddalonych od
pojazdu o kilka mil. /patrywał si% w nie, #dy laboratorium z wolna zsuwało si% po pochyłości.
/ielkim pojazdem kierowano bezbł%dnie, jednak Aloyd odetchnął z ul#ą, #dy znale7li si% na
równej drodze.
&eraz dostrze#ł zespół kopuł ciśnieniowych, świecących w ziemskiej poświacie niczym
srebrne ba)ki. (opuły stanowiły tymczasowy dom dla pracujących przy wykopaliskach ludzi.
bok nich stała wieża radiowa, a także instalacja wiertnicza. (ilka zaparkowanych pojazdów i
duża pryzma odłamków skalnych wskazywały miejsce, #dzie znajdował si% monolit. .iepozorny
obóz pośród pustkowia wy#lądał niezbyt okazale w porównaniu z otaczającymi #o, milczącymi
siłami natury. .i#dzie nie było wida+ oznak życia, żadnych śladów obecności ludzi, mieszkających
tu w takim oddaleniu od swoich prawdziwych domów.
- (rater jest tam - powiedział $ichaels - po prawej stronie, około stu jardów od anteny
radiowej.
!esteśmy na miejscu - pomyślał Aloyd, #dy laboratorium przejechało obok kopuł
ciśnieniowych i zatrzymało si% nad kraw%dzią krateru. 6zuł przyspieszony puls na wycią#ni%tej
szyi. 3ojazd zaczął wpełza+ ostrożnie do wn%trza krateru po pochyłej rampie z twardo ubitej skały.
&am zaś - dokładnie tak jak na 4oto#ra4ii - stała 5$&-D.
Aloyd przy#lądał si% monumentowi, zmrużył powieki, potrząsnął #łową i znów patrzył. /
ziemskim świetle trudno było wyra7nie dostrzec obiekt. /ydawało mu si%, że patrzy na płaski
prostokąt wyci%ty z czarnej kalki. 3łyta nie sprawiała wrażenia przedmiotu trójwymiarowe#o. 8yło
to oczywiście złudzenie. Aloyd miał przed sobą obiekt odbijający tak mało światła, że wida+ było
wyłącznie je#o zarysy.
3asażerowie ucichli, #dy laboratorium zacz%ło zjeżdża+ w dół krateru. Zdumieni, z
niedowierzaniem wpatrywali si% w przedmiot, który tak niespodziewanie pojawił si% na martwym
(si%życu - właśnie tutaj, a przecież tyle jest innych światów.
0aboratorium zatrzymało si% dwadzieścia stóp przed płytą, stając dłuższym bokiem w jej
kierunku, tak aby wszyscy pasażerowie dokładnie ją widzieli. !ednak poza absolutnie
per4ekcyjnym, #eometrycznym kształtem nie mo#li dostrzec nic interesujące#o. .i#dzie nie było
żadnych znaków, żadnych skaz na hebanowo czarnej powierzchni. /idzieli przed sobą esencj%
nocy i przez kilka chwil Aloyd zastanawiał si%, czy rzeczywiście nie jest to jakiś niezwykły wytwór
natury, powstały w o#niu i wysokim ciśnieniu towarzyszącym narodzinom (si%życa. !ednak nawet
ta mało prawdopodobna ewentualnoś+ została już zbadana i odrzucona - o czym Aloyd dobrze
wiedział.
.a sy#nał zapalono re4lektory umieszczone na kraw%dzi krateru. Ziemską poświat% stłumił
jaskrawy blask. / ksi%życowej próżni nie można było oczywiście dostrzec promieni świetlnych,
które 4ormowały nakładające si% na siebie elipsy oślepiającej bieli, skoncentrowane na monolicie.
&am, #dzie dotykały je#o powierzchni, hebanowa czer) zdawała si% je połyka+.
3uszka 3andory - pomyślał Aloyd, tkni%ty na#łym przeczuciem - czekająca na otwarcie
przez ciekawskie#o 6złowieka.
: co b%dzie w środku2
15. PO*OL04 ,*.AT
'łówna kopuła ciśnieniowa przy wykopaliskach 5$&-D miała średnic% dłu#ości
dwudziestu stóp i jej wn%trze było strasznie zatłoczone. 0aboratorium, połączone z nią poprzez
jedną z dwóch śluz powietrznych, dawało dodatkową, bardzo pożądaną przestrze) życiową.
/ewnątrz półkoliste#o, zaopatrzone#o w podwójne ściany balonu mieszkało, pracowało i
spało sześciu naukowców i techników. / kopule znajdowała si% także wi%kszoś+ ekwipunku i
instrumentów1 wszystko, cze#o nie można było zostawi+ w próżni na zewnątrz, oraz kuchnia,
łazienka i toaleta. 8yły tu również próbki #eolo#iczne i niewielki ekran telewizyjny, dzi%ki
któremu prowadzono cią#łą obserwacj% obiektu.
Aloyd nie był zaskoczony, #dy ;alUorsen zdecydował si% pozosta+ w kopule. /yjaśnił swój
punkt widzenia z #odną podziwu prostodusznością1 - &raktuj% ska4andry próżniowe jak zło
konieczne. Zakładam je cztery razy do roku podczas co kwartalnych testów sprawnościowych. !eśli
nie masz nic przeciwko temu, wolałbym siedzie+ tutaj i o#ląda+ was w telewizorze.
;alUorsen troch% przesadzał. .ajnowsze modele ska4andrów były o niebo wy#odniejsze od
krepujących ruchy zbroi noszonych przez pierwszych badaczy (si%życa. $ożna było je ubra+ w
cią#u niecałej minuty, nawet bez pomocy innych. 8yły także w pełni zautomatyzowane. $odel $k
C, w którym szczelnie zamykał si% Aloyd, chronił przed naj#orszymi niespodziankami, jakie miał
do zao4erowania (si%życ, zarówno w nocy, jak i w dzie).
Aloyd w towarzystwie doktora $ichaelsa wszedł do małej śluzy powietrznej. 'dy ucichł
łoskot pomp, a ska4andry zesztywniały niemal niewyczuwalnie wokół ich ciał, znale7li si% w
milczącej ksi%życowej próżni.
6isz% przerwał powitalny d7wi%k słuchawek radiowych.
- 6iśnienie w porządku, doktorze Aloyd2 ddycha pan normalnie2
- &ak, czuj% si% świetnie.
$ichaels dokładnie sprawdził pokr%tła i mierniki znajdujące si% na zewnątrz ska4andra
Aloyda i powiedział1
- / porządku. 6hod7my.
tworzyły si% zewn%trzne drzwi i przed nimi wyrósł zapylony krajobraz (si%życa
oświetlony ziemską poświatą.
strożnie, kołysząc si% lekko, Aloyd wyszedł za $ichaelsem ze śluzy. 6hodzenie nie
sprawiało mu żadnych trudności. 3aradoksalnie, w ska4andrze czuł si% o wiele bezpieczniej niż
przez cały czas od momentu wylądowania na (si%życu. "odatkowa wa#a i delikatny opór stawiany
przez ubiór stwarzały wrażenie normalne#o, ziemskie#o ciążenia.
*ceneria nieco si% zmieniła, cho+ od momentu, #dy tu przybyli nie min%ła jeszcze #odzina.
'wiazdy i 4ra#ment Ziemi świeciły tak jasno jak poprzednio, jednak czternastodniowa ksi%życowa
noc miała si% ku ko)cowi. 8lask korony słonecznej po wschodniej stronie nieba przypominał
wschód ksi%życa na Ziemi. .a#le, bez żadne#o ostrzeżenia, wierzchołek masztu radiowe#o
znajdujący si% o sto stóp powyżej Aloyda wybuchł o#niem. 3adły na nie#o pierwsze promienie
wschodzące#o sło)ca.
6zekali na wyjście ze śluzy inspektora projektu i je#o dwóch asystentów. 3otem wolno
skierowali si% do krateru. 'dy doszli do je#o kraw%dzi, cienki luk trudnej do zniesienia światłości
wzniósł si% nad wschodnim horyzontem. /zejście ponad powierzchni% wolno obracające#o si%
(si%życa zajmie sło)cu jeszcze #odzin%, jednak już teraz na niebie zacz%ły #asną+ #wiazdy.
(rater po#rążony był w mroku. /n%trze oświetlały jak poprzednio jedynie re4lektory
umieszczone wzdłuż je#o kraw%dzi. *chodząc powoli rampą w kierunku czarne#o prostokąta,
Aloyd poczuł nie tylko podziw, ale i własną bezradnoś+. to niemal w portalu Ziemi, człowiek
stanął twarzą w twarz z tajemnicą, która by+ może ni#dy nie znajdzie wyjaśnienia. &rzy miliony lat
temu ktoś przeleciał t%dy, zostawiając po sobie ten nieznany i prawdopodobnie nie dający si%
zrozumie+ symbol własnych dąże), i powrócił ku planetom czy #wiazdom.
=adio, znajdujące si% w ska4andrze, wyrwało Aloyda z zamyślenia.
- $ówi inspektor projektu. !eśli staniemy wszyscy z jednej strony płyty, b%dzie można
zrobi+ kilka zdj%+. "oktorze Aloyd, prosz% staną+ w środku. "oktorze $ichaels. . . "zi%kuj%. ..
.ikt oprócz Aloyda nie widział w tym nic śmieszne#o. $ówiąc szczerze, on także był
zadowolony, że ktoś wziął ze sobą aparat. Zrobiono zdj%cia, które bez wątpienia przejdą do historii
i Aloyd sam chciał mie+ kilka odbitek. $iał nadziej%, że je#o twarz była dobrze widoczna przez
szyb% ochronną hełmu.
- "zi%kuj% panom - powiedział 4oto#ra4 do nie całkiem świadomie pozującej na tle monolitu
#rupy.
Zrobił około tuzina zdj%+.
- 3oprosimy sekcj% 4oto#ra4iczną 8azy, aby przysłała panom odbitki.
Aloyd skierował całą uwa#% na płyt%. bszedł ją dookoła, o#lądając powoli ze wszystkich
stron. *tarał si% zapami%ta+ każdy najdrobniejszy szcze#ół. .ie oczekiwał, że cokolwiek odkryje.
/idział, że każdy cal płyty przebadano z mikroskopową dokładnością.
0eniwe sło)ce wzniosło si% nad kraw%dzią krateru. !e#o promienie padały niemal
prostopadle na wschodnią płaszczyzn% płyty, która ze swej strony pochłaniała każdą, nawet
najmniejszą wiązk% światła.
Aloyd postanowił przeprowadzi+ prosty eksperyment. *tanął pomi%dzy monolitem a
sło)cem, usiłując rzuci+ cie) na #ładką czarną powierzchni%. !ednak ni#dzie nie spostrze#ł śladu
cienia. .a płyt% padało przynajmniej dziesi%+ kilometrów czystej ener#ii cieplnej - cokolwiek było
w środku, musiało teraz wrze+.
"ziwne - pomyślał Aloyd - stoj% tutaj, #dy ta płyta o#ląda światło słoneczne po raz pierwszy
od epoki lodowcowej. 3onownie zaczął rozważa+ jej kolor, który oczywiście idealnie nadawał si%
do pochłaniania ener#ii słonecznej. !ednak odrzucił t% myśl - jedynie szaleniec mó#łby zakopa+
urządzenie nap%dzane ener#ią z te#o 7ródła dwadzieścia stóp pod ziemią.
*pojrzał na swoją macierzystą planet% znikającą na porannym niebie. &ylko kilku z sześciu
miliardów zamieszkujących Ziemi% wiedziało o tym odkryciu. !ak zarea#uje świat, kiedy
wiadomoś+ zostanie w ko)cu rozpowszechniona2
:mplikacje społeczne i polityczne były trudne do o#arni%cia. (ażdy inteli#entny człowiek,
każdy, kto widzi odrobin% dalej niż koniec własne#o nosa, stwierdzi, że je#o życie, system
wartości, cała 4ilozo4ia ule#ły subtelnej zmianie. .awet #dyby nie dowiedziano si% już nicze#o
wi%cej na temat 5$&-D i za#adka związana z anomalią miałaby pozosta+ wieczną tajemnicą,
człowiek musiałby rozumie+, że nie jest wyjątkiem we wszechświecie. : chociaż rozminął si% z
przybyszami o miliony lat, ci, którzy tu nie#dyś byli, mo#ą powróci+. 5 jeśli nie oni, by+ może
przyb%dą tu inni. /szystkie rozważania dotyczące przyszłości muszą zawiera+ teraz taką
ewentualnoś+.
Aloyd cią#le zaj%ty był własnymi myślami, #dy w słuchawkach je#o hełmu rozle#ł si%
przera7liwy elektroniczny #wizd, jak potwornie zniekształcony i zwielokrotniony sy#nał czasu.
5utomatycznie spróbował zasłoni+ uszy dło)mi ubranymi w r%kawice ska4andra. 3otem
oprzytomniał i po omacku si%#nął do #ałki nat%żenia #łosu własne#o odbiornika. 'dy kr%cił #ałką,
cztery dalsze #wiazdy wybuchły w eterze. 3otem nastąpiła bło#osławiona cisza.
/okół krateru ludzie stali jak oniemiali. $ój odbiornik działa prawidłowo - powiedział do
siebie Aloyd. /szyscy usłyszeli ten przerażający elektroniczny krzyk.
3o trzech milionach lat ciemności 5$&-D powitała ksi%życowy świt.
16. /3UCHAC'E
*etki milionów mil za $arsem, w zimnej próżni, której nie przemierzył jeszcze żaden
człowiek, "alekosi%żny $onitor (osmiczny FE w%drował powoli pośród splątanych orbit asteroid.
3rzez trzy lata bezbł%dnie wypełniał swoją misj%, składając tym samym hołd ameryka)skim
naukowcom, którzy #o zaprojektowali, brytyjskim inżynierom, którzy #o zbudowali, i rosyjskim
technikom, którzy #o wystrzelili. "elikatna paj%czyna anten odbierała 4ale radiowe
przemieszczające si% w kosmosie - bezustanne trzaski i szumy te#o, co 3ascal nazwał w swojej
naiwności ,ciszą niesko)czone#o wszechświata-. "etektory promieniowania wyławiały i
analizowały promieniowanie kosmiczne całej #alaktyki i niektórych punktów poza nią. &eleskopy
neutronowe i rent#enowskie obserwowały dalekie #wiazdy, których ni#dy nie zobaczy ludzkie oko.
$a#netometry notowały porywy i hura#any wiatrów słonecznych, wzniecanych z szybkością
miliona mil na #odzin% przez wybuchy rozrzedzonej plazmy, która płyn%ła bezustannie w kierunku
planet >kładu. /szystkie te czynności, a także wiele innych "alekosi%żny $onitor (osmiczny FE
zapisywał cierpliwie w swojej krystalicznej pami%ci.
!edna z je#o anten, cud współczesnej elektroniki, skierowana była cią#le na pewien punkt w
niewielkiej odle#łości od *ło)ca. 6o kilka miesi%cy odle#ły cel pojawiał si% w zasi%#u
instrumentów monitora niby jasna #wiazda, której towarzyszył ciemniejszy partner. !ednak przez
wi%kszą cz%ś+ roku par% t% przesłaniał słoneczny blask.
(u tej odle#łej planecie, Ziemi, monitor wysyłał co dwadzieścia cztery #odziny zebrane
dzi%ki swej wytrwałej pracy in4ormacje. 3rzekaz był z#rabnie zapakowanym pi%ciominutowym
impulsem. / kwadrans pó7niej, podróżując z szybkością światła, impuls docierał ha Ziemi%.
*pecjalnie przeznaczone do te#o celu maszyny oczekiwały na wiadomoś+, wzmacniały i na#rywały
sy#nał, po czym dołączały #o do tysi%cy mil taśmy ma#netycznej, przechowywanych w
podziemiach @wiatowe#o centrum (osmiczne#o w /aszyn#tonie, $oskwie i 6anberze.
d wystrzelenia na orbit% pierwszych satelitów - prawie pi%+dziesiąt lat temu - z kosmosu
na Ziemi% napływały tryliony i kwadryliony impulsów in4ormacyjnych. 3rzechowywano je z
zamiarem wzbo#acania ludzkiej wiedzy. !edynie niewielki ułamek całe#o z#romadzone#o
materiału miał by+ kiedykolwiek wykorzystany. .ie można było jednak przewidzie+, jakich
in4ormacji mo#ą potrzebowa+ naukowcy za dziesi%+, pi%+dziesiąt czy sto lat. $a#azynowano wi%c
wszystko w nie ko)czących si% korytarzach klimatyzowanych składów trzech ośrodków
badawczych, w potrójnym zapisie - co miało na celu wykluczenie możliwości przypadkowe#o
zatarcia. :n4ormacje te były cz%ścią rzeczywiste#o skarbu ludzkości, cenniejsze#o niż złoto
bezużytecznie zamkni%te w bankowych sej4ach.
"alekosi%żny $onitor (osmiczny FE zaobserwował teraz coś. dziwne#o - słabą, lecz łatwą
do wykrycia anomali% przemieszczającą si% przez >kład *łoneczny, niepodobną do żadne#o
naturalne#o 4enomenu, z którym stykał si% w przeszłości. Zanotował automatycznie kierunek, czas
i nat%żenie. Za kilka #odzin przekaże t% in4ormacj% na Ziemi%.
3odobnie postąpi również rbiter $DX, okrążający $arsa dwukrotnie w cią#u doby, *onda
/ysokich dchyle) ID, wspinająca si% powoli ponad płaszczyzn% ekliptyki, a nawet *ztuczna
(ometa X, zmierzająca ku zimnym otchłaniom poza 3lutonem po orbicie, której najbardziej odle#ły
punkt osią#nie za tysiące lat. /szystkie sztuczne satelity zanotowały dziwny wybuch ener#ii
przechwycony przez ich instrumenty. /szystkie, w odpowiednim czasie, przekazały automatycznie
in4ormacje do banku pami%ci na odle#łej Ziemi. (omputery mo#ły przeoczy+ związek pomi%dzy
czterema zestawami niecodziennych sy#nałów nadchodzących z sond kosmicznych znajdujących
si% na niezależnych orbitach, odle#łych od siebie o tysiące lat świetlnych. !ednak 3ro#nostyk
3romieniowania w 'oddard, #dy tylko spojrzał na poranny raport, domyślił si%, że coś
niezwykłe#o przemieściło si% przez >kład *łoneczny w cią#u ostatniej doby.
debrał jedynie 4ra#ment dro#i impulsu, jednak #dy komputer wyświetlił ją na 3lanetarnej
&ablicy *ytuacyjnej, szlak sy#nału stał si% przejrzysty i trudny do przeoczenia jak smu#a pary na
bezchmurnym niebie czy pojedynczy ślad stóp na pokrytym świeżym śnie#iem polu.
!akiś niematerialny wzorzec ener#ii, wyrzucający bryz#i promieniowania jak 4ale spod
motorówki, oderwał si% od (si%życa i poszybował w kierunku #wiazd.
C'+,- TR'EC.A
PO).+('4 PLA0ETA).
17. JO(KR4*CAK
*tatek był oddalony dopiero o trzydzieści dni od Ziemi, mimo to "aUid 8owman nie
wyobrażał już sobie inne#o sposobu życia niż ten, który prowadził w małym, zamkni%tym świecie
,dkrywcy-. 0ata przy#otowa), wszystkie wcześniejsze loty na (si%życ i $arsa zdawały si%
należe+ do inne#o człowieka, inne#o życia.
Arank 3oole przyznawał si% do podobnych odczu+ i czasami w żartach wyrażał żal, że
najbliższy psychiatra znajduje si% w odle#łości prawie stu milionów mil. /rażenie izolacji i
wyobcowania dawało si% łatwo wytłumaczy+ i z pewnością nie wskazywało na umysłowe
zaburzenia. / całej pi%+dziesi%cioletniej historii podboju kosmosu nie było misji takiej jak ta.
=ozpocz%ła si% ona pi%+ lat temu jako 3rojekt !owisz - pierwszy zało#owy lot ku
najwi%kszej z planet. *tatek był już niemal #otowy do dwuletniej podróży, #dy niespodziewanie
zmieniono pro#ram misji.
,dkrywca- poleci ku !owiszowi, ale nie zatrzyma si% na nim. .ie zmniejszy nawet
szybkości przechodząc przez skomplikowany system satelitów tej planety. /ykorzysta pole
#rawitacyjne olbrzymie#o #lobu jako odskoczni%, która wyrzuci #o dalej od *ło)ca. !ak kometa
prześli7nie są przez zewn%trzne #ranice układu słoneczne#o obok zasadnicze#o celu wyprawy1
okolone#o pierścienia *aturna, : ni#dy nie powróci.
"la ,dkrywcy- b%dzie to podróż w jedną stron%, jednak je#o zało#a nie zamierzała
popełni+ samobójstwa. !eśli wszystko przebie#nie z#odnie z planem, znajdą si% z powrotem na
Ziemi za siedem lat - z te#o pi%+ minie im niczym m#nienie oka w hibernacyjnym śnie, w którym
b%dą oczekiwa+ na przybycie pomocy z Ziemi w postaci jeszcze nie zbudowane#o ,dkrywcy ::-.
*łowa , pomoc- starannie unikano we wszystkich wypowiedziach i dokumentach 5#encji
5stronautycznej, ponieważ wskazywało na jakiś błąd w planowaniu. / powszechnie
aprobowanym żar#onie ,pomoc- została zastąpiona ,przechwyceniem-. !eśli coś si% naprawd% nie
uda, nie b%dzie szans na żadną pomoc w odle#łości miliarda mil od Ziemi.
$isja stwarzała pewne, wkalkulowane zresztą, ryzyko, jak wszystkie podróże w nieznane.
!ednak pół wieku bada) udowodniło, że sztucznie wywoływana hibernacja ludzi była całkowicie
bezpieczna. twierała zupełnie nowe możliwości podróży kosmicznych. $imo to dopiero w tej
misji miano ją w pełni wykorzysta+.
&rzej członkowie zało#i, stanowiący zespół badawczy, który b%dzie niezb%dny wtedy, #dy
statek znajdzie si% na orbicie *aturna, prześpią całą podróż. szcz%dzi si% w ten sposób tony
jedzenia i innych potrzebnych do życia środków. 6o wi%cej, cały zespół b%dzie wypocz%ty i
#otowy do pracy, nie zaznawszy trudów dziesi%ciomiesi%cznej podróży.
,dkrywca- zacumuje na orbicie parkin#owej wokół *aturna, stając si% nowym ksi%życem
olbrzymiej planety. 8%dzie poruszał si% po elipsie o obwodzie dwóch milionów mil, przebie#ającej
w pobliżu *aturna i przecinającej orbity wszystkich je#o ważniejszych ksi%życów. Zało#a przez sto
dni przeprowadzi pomiary i badania #lobu o powierzchni osiemdziesiąt razy wi%kszej od Ziemi,
otoczone#o orszakiem przynajmniej pi%tnastu znanych satelitów, z których jeden jest tak duży jak
$erkury.
!est tam wystarczająco dużo cudów na wieki bada). 3ierwsza eksedycja dokona jedynie
wst%pne#o rekonesansu. /szystko, co znajdzie, popłynie dro#ą radiową na Ziemi%. .awet #dyby
zało#a ni#dy nie powróciła, jej odkrycia nie poszłyby na marne.
3o stu dniach ,dkrywca- zako)czy badania. 6złonkowie ekspedycji zostaną
zahibernowani. 3rac% b%dą kontynuowały jedynie systemy podstawowe, kierowane przez
niespożyty móz# elektronowy. *tatek poleci po orbicie wytyczonej tak dokładnie, że nawet za sto
lat ludzie b%dą wiedzieli, #dzie #o szuka+. !ednak z#odnie z obecnym planem za pi%+ lat
przyb%dzie ,dkrywca ::-. 'dyby nawet min%ło sześ+ czy siedem lat, śpiący pasażerowie ni#dy
nie zdadzą sobie z te#o sprawy. "la całej zało#i czas zatrzyma si%, tak jak zatrzymał si% już teraz
dla /hiteheada, (ami)skie#o i ;untera.
Zdarzało si%, że 8owman jako pierwszy kapitan ,dkrywcy- zazdrościł swoim trzem
nieświadomym kole#om, zamrożonym w spokojnym śnie w hibernaculum. .ie musieli si% nudzi+,
nie spoczywała na nich także żadna odpowiedzialnoś+. 5ż do *aturna nie istniał dla nich świat
zewn%trzny.
0ecz świat zewn%trzny obserwował ich na ekranach biosensorów. 3omi%dzy mno#ością
przyrządów 3ulpitu *terownicze#o, umieszczono pi%+ niepozornych tablic z nazwiskami ;untera,
/hiteheada, (ami)skie#o, 3ooleQa i 8owmana. statnie dwie tablice nie były oświetlone. :ch czas
nadejdzie dopiero za rok. 3ozostałe jarzyły si% konstelacjami zielonych światełek oznaczających, że
wszystko jest w porządku. .a każdej tablicy znajdował si% mały ekran, po którym z wolna
przebie#ały świecące linie śledzące rytmy pulsu, oddechu i aktywności móz#u.
6zasami 8owman, doskonale zdając sobie spraw% z braku jakie#okolwiek za#rożenia - w
przypadku za#rożenia natychmiast odezwałyby si% sy#nały alarmowe - przełączał sensory na
odbiór d7wi%kowy. !ak zahipnotyzowany wsłuchiwał si% w niesko)czenie powolne uderzenia serc
śpiących towarzyszy, wpatrując si% jednocześnie w leniwe 4ale przebie#ające synchronicznie przez
ekran.
.ajbardziej 4ascynowały #o ekrany JJ' - elektroniczne zapisy trzech osobowości, które
kiedyś istniały i ponownie powstaną do życia w przyszłości. Zapis był niemal płaski, pozbawiony
elektrycznych eksplozji oznaczających aktywnoś+ czuwające#o móz#u czy nawet móz#u w stanie
uśpienia. !eśli #dzieś tam tliła si% świadomoś+, pozostawała ona poza zasi%#iem instrumentów, a
tym bardziej pami%ci.
&en ostatni 4akt 8owman znał z własne#o doświadczenia. Zanim wybrano #o do tej misji,
musiano sprawdzi+ je#o reakcje na stan hibernacji. .ie był pewny, czy stracił tydzie) z życia czy
by+ może odsunął od siebie nieuniknioną śmier+ o ten właśnie tydzie).
(iedy przymocowano do je#o czoła elektrody i zaczął pulsowa+ #enerator snu, zobaczył
przed sobą kalejdoskopowe wzory i przesuwające si% #wiazdy. 3otem wszystko znikło i o#arn%ła
#o ciemnoś+. .ie czuł zastrzyku ani pierwszych dotkni%+ chłodu, #dy obniżano temperatur% je#o
ciała do kilku stopni powyżej punktu zamarzania.
budził si% i wydawało mu si%, że dopiero co zamknął oczy. /idział jednak, że to
złudzenie. 8yO dziwnie przekonany, że upłyn%ły lata.
6zy to już koniec misji2 6zy dolecieli już do *aturna, przeprowadzili badania i poddali si%
hibernacji2 6zy ,dkrywca ::- czekał już, by zabra+ ich na Ziemi%2
0eżał w sennym oszołomieniu, niezdolny do rozróżnienia pomi%dzy prawdziwymi i
4ałszywymi wspomnieniami. tworzył oczy, lecz zobaczył jedynie rozmazane konstelacje świateł,
nad którymi łamał sobie #łow% przez kilka minut. 3otem zrozumiał, że patrzy na wska7niki
świetlne umieszczone na &ablicy *ytuacyjnej *tatku. .ie mó#ł jednak skupi+ si% na nich i wkrótce
zaprzestał wszelkich prób.
wiewało #o ciepłe powietrze, znikał chłód w je#o członkach. Z #łośnika znajdujące#o si%
nad #łową płyn%ła cicha, lecz pobudzająca muzyka, która z każdą chwilą stawała si% #łośniejsza.
.a#le odezwał si% zrelaksowany, przyjacielski #łos, który - o czym wiedział "aUe - należał
do komputera.
- Znowu zaczynasz działa+, 8owman. .ie pod noś si%, ani nie próbuj wykonywa+ żadnych
#wałtownych ruchów. : nic nie mów.
.ie podnoś si%O - pomyślał. Zabawne. /ątpił, czy mó#łby poruszy+ palcem. (u własnemu
zaskoczeniu stwierdził, że może.
6zuł si% nie7le, ale troch% oszołomiony i niemrawy. .iejasno zdawał sobie spraw%, że
przybył statek ratowniczy, że włączyła si% automatyczna sekwencja wybudzania i że wkrótce
zobaczy innych ludzi. /szystko było w porządku, ale specjalnie #o to nie obchodziło.
3oczuł #łód. (omputer oczywiście to przewidział.
- 3rzy twojej prawej r%ce znajduje si% przycisk, "aUe. !eśli jesteś #łodny, naciśnij #o.
8owman zmusił palce do poszukiwa) i odkrył #ruszkowaty kształt. 6ałkiem o nim
zapomniał, chociaż musiał wiedzie+, że jest #dzieś tutaj. 6o jeszcze zapomniał2 6zy hibernacja
niszczyła pami%+2
.acisnął #uzik i czekał. (ilka minut pó7niej z posłania, na którym spoczywał, wysun%ło są
metalowe rami% i do je#o ust zbliżył si% plastikowy sutek. Z przyjemnością zaczął ssa+, czując jak
ciepły, słodki płyn spływający do #ardła przywraca mu siły.
=ami% co4n%ło si% i 8owman zaczął odpoczywa+. $ó#ł teraz porusza+ ramionami i no#ami.
6hodzenie nie wydawało mu si% obecnie takim nieprawdopodobie)stwem.
$imo że je#o siły szybko re#enerowały si%, stwierdził, że mó#łby pozosta+ tutaj na zawsze.
Zacz%ły jednak dociera+ do nie#o kolejne bod7ce z zewnątrz. 3rzemówił kolejny #łos - tym razem
ludzki, w przeciwie)stwie do poprzedniej konstrukcji elektronicznych impulsów zebranych przez
doskonalszą niż ludzka pami%+. 'los był znajomy, min%ło jednak sporo czasu, nim #o rozpoznał.
- 6ześ+, "aUe. "ochodzisz do siebie. $ożesz już mówi+. /iesz, #dzie jesteś2
&roch% si% tym zmartwił. 6zyżby rzeczywiście orbitował już wokół *aturna2 6o działo si%
przez te wszystkie miesiące od opuszczenia Ziemi2 Zaczął zastanawia+ si%, czy cierpi na amnezj%.
3aradoksalnie, myśl ta uspokoiła #o nieco. !eśli pami%ta słowo ,amnezja-, je#o móz# musi działa+
całkiem normalnie. . .
6ią#le nie wiedział jednak, #dzie si% znajduje. soba po dru#iej stronie całkowicie
rozumiała je#o sytuacj%.
- .ie martw si%, "aUe. $ówi Arank 3oole . @ledz% twój oddech i serce, wszystko jest w
najwi%kszym porządku. dpoczywaj. .ie przejmuj si% niczym. &eraz otworzymy drzwi i
wycią#niemy ci%.
3omieszczenie zalało delikatne światło. .a tle poszerzające#o si% wejścia zobaczył
ruszające si% kształty. / tym momencie powróciła pami%+ i przypomniał sobie, #dzie si% znajduje.
/rócił bezpiecznie z najbardziej odle#łych #ranic snu, bliskich wieczności. .ie było #o przez
tydzie). (iedy opuści ;ibernaculum, nie zobaczy zimne#o nieba *aturna. &o ma nastąpi+ dopiero
za rok i po miliardzie mil podróży. &eraz znajdował si% w bloku trenin#owym w 6entrum 0otów
(osmicznych w ;ouston pod #orącym sło)cem &eVasu.
18. HAL
&eraz nie było już wida+ &eksasu i trudno było dostrzec nawet *tany Zjednoczone. "awno
wyłączyły si% niskocią#owe silniki plazmowe. ,dkrywca- skierował swój smukły,
przypominający strzał% korpus w kierunku przeciwnym do Ziemi. /szystkie automatyczne
przyrządy optyczne zorientowane były na planety zewn%trzne - cel wyprawy.
!eden z teleskopów był jednak cią#le wymierzony w Ziemi%. >mieszczono #o niczym
armatni dalmierz na kraw%dzi anteny dalekie#o zasi%#u i kilkakrotnie sprawdzano, czy wielki,
paraboliczny dysk trwale wskazuje swój odle#ły cel. 'dy Ziemia znajdowała si% na przeci%ciu
kresek siatki celownika, żywotny w%zeł komunikacyjny działał bez zarzutu. :n4ormacje przesyłano
wzdłuż niewidoczne#o promienia, który z każdym mijającym dniem wydłużał si% o wi%cej niż dwa
miliony mil.
3rzynajmniej raz w cią#u każdej pełnionej przez siebie służby 8owman spo#lądał w
kierunku domu poprzez połączony z anteną teleskop. Ziemia zbliżyła si% znacznie do *ło)ca. !ej
ciemna półkula skierowana była na ,dkrywc%-. .a centralnym ekranie planeta wy#lądała jak
oślepiający, srebrny ro#al, przypominający /enus.
.a tym cią#le kurczącym si% łuku światła rzadko można było wyróżni+ jakieś cechy
#eo#ra4iczne. 3rzesłaniały je chmury i m#ły. 0ecz nawet ta mroczna cz%ś+ dysku 4ascynowała
8owmana. 3okrywały ją świecące miasta, płonące stałym blaskiem, czasami zaś, #dy zasnuwały je
dr#ania atmos4eryczne, mru#ające niczym świ%toja)skie robaczki.
Zdarzały si% także okresy, #dy poruszający si% po swojej orbicie (si%życ oświetlał jak
olbrzymia latarnia ciemne oceany i kontynenty Ziemi. /tedy, w na#łym przebłysku rozpoznania,
8owman wypatrywał znajomych wybrzeży, błyskających w spektralnym świetle satelity. 6zasem
zaś, #dy 3acy4ik nie był wzburzony, można było dostrzec ksi%życową poświat% na powierzchni
oceanu. 8owman przypominał sobie wtedy noce sp%dzone pod palmami tropikalnych la#un.
.ie żałował jednak straconych krajobrazów. .acieszył si% nimi w swoim
trzydziestopi%cioletnim życiu. : był zdecydowany cieszy+ si% nimi ponownie, #dy powróci na
Ziemi% bo#aty i sławny. ddalenie tylko wyostrzy je#o apetyt.
*zósty członek zało#i nie przejmował si% straconymi krajobrazami, ponieważ nie był
człowiekiem. 8ył to komputer najnowszej #eneracji, ;50 EGGG - móz# i system nerwowy statku.
;al Nheurystycznie zapro#ramowany komputer 50#orytmiczny - ani mniej, ani wi%cejP był
arcydziełem trzecie#o przełomu komputerowe#o. 3rzełomy owe pojawiały si% co dwadzieścia lat i
obecnie wielu ludzi martwiła świadomoś+, że zbliżał si% nast%pny.
3ierwszy przełom miał miejsce w latach czterdziestych YY wieku, kiedy to dawno
zapomniana lampa próżniowa sprawiła, że narodził si% ten niezdarny, lecz szybki kretyn J.:56 i
je#o nast%pcy. 3otem w latach sześ+dziesiątych udoskonalono mikroelektronik% ciała stałe#o. Z jej
nadejściem stało si% jasne, że sztuczna inteli#encja, zbliżona możliwościami do ludzkiej, nie musi
by+ wi%ksza od biurka - pod warunkiem, że b%dzie wiadomo, jak ją skonstruowa+.
3rawdopodobnie jednak nikt ni#dy nie b%dzie te#o wiedział. .ie miało to już znaczenia. /
latach osiemdziesiątych $insky i 'ood pokazali jak można automatycznie #enerowa+ układ
neuronów w procesie samopowtórze) związanych z dowolnym, arbitralnym pro#ramem uczenia
si%. *ztuczne inteli#encje mo#ły powstawa+ w procesie uderzająco podobnym do rozwoju
ludzkie#o móz#u. / każdym konkretnym przypadku szcze#óły narodzin takiej inteli#encji
pozostawały nieznane, były bowiem miliony razy zbyt skomplikowane dla ludzkie#o pojmowania.
8ez wz#l%du na sposób powstawania rezultatem procesu $inskyQe#oZ'ooda była sztuczna
inteli#encja, która mo#ła reprodukowa+ - niektórzy 4ilozo4owie woleli używa+ słowa ,naśladowa+-
wi%kszoś+ czynności ludzkie#o móz#u, jednak ze znacznie wi%kszą szybkością i pewnością.
3rodukcja seryjna okazała si% niezwykle dro#a, dlate#o powstało jedynie kilka e#zemplarzy z
rodziny ;50 EGGG. $imo to stary żart, że zawsze łatwiej b%dzie wytwarza+ móz#i or#aniczne przy
wykorzystaniu niewykwali4ikowanej siły roboczej, przestawał mie+ pokrycie w rzeczywistości.
;al został przy#otowany do pracy podczas misji tak starannie, jak je#o ludzcy towarzysze -
cały proces przebie#ał jednak znacznie szybciej, ponieważ pominąwszy nawet je#o wrodzone
zdolności, ;al ni#dy nie spał. !e#o #łównym zadaniem była cią#ła kontrola systemów
podtrzymywania życia, w tym1 ciśnienia tlenu, temperatury, ewentualnych nieszczelności kadłuba,
promieniowania i wszystkich innych powiązanych ze sobą czynników, od których zależało
istnienie delikatne#o, ludzkie#o ładunku statku.
;al mó#ł też przeprowadza+ zawiłe korekty lotu i wykonywa+ niezb%dne manewry
statkiem, #dy należało zmieni+ kurs. *trze#ł również zahibernowanych astronautów, dokonując
wszystkich koniecznych poprawek w ich środowisku i wydzielając z mikroskopową dokładnością
płyny or#aniczne, utrzymujące ludzi przy życiu.
3ierwsza #eneracja komputerów była pro#ramowana przy pomocy powszechnie chwalonej
klawiatury maszyny do pisania, odpowiadała zaś poprzez drukarki szybkoczynnościowe i ekrany
monitorów. 'dyby zaszła taka potrzeba, z ;alem można było porozumiewa+ si% w tradycyjny
sposób, #łównie jednak komunikowano si% z nim przy pomocy słowa mówione#o. 3oole i 8owman
rozmawiali z komputerem jak z człowiekiem. ;al używał poprawnej, idiomatycznej
an#ielszczyzny, której nauczył si% podczas szybko mijających ty#odni swoje#o elektroniczne#o
dzieci)stwa.
6zy ;al rzeczywiście myślał2 (westia ta została rozwiązana przez brytyjskie#o
matematyka 5lana &urin#a jeszcze w latach czterdziestych. &urin# wykazał, że jeśli możliwa jest
dłu#a rozmowa z maszyną - bez wz#l%du na to, czy odbywa si% ją przy pomocy klawiatury, czy
mikro4onu - w której nie można stwierdzi+ różnicy pomi%dzy kwestiami komputera a tymi, jakie
mó#łby wypowiada+ człowiek, to maszyna odbywająca rozmow% musi myśle+, z#odnie z każdą
rozsądną de4inicją te#o słowa. ;al z łatwością zaliczał test &urin#a.
$o#ło si% zdarzy+, że ;al zostanie zmuszony do obj%cia dowództwa statku. / przypadku
za#rożenia, #dy nikt nie odpowie na je#o sy#nały, ;al spróbuje obudzi+ śpiących członków zało#i
poprzez stymulacj% chemiczno-elektryczną. !eśli i wtedy nie odpowiedzą na wezwanie, ;al
porozumie si% z Ziemią w oczekiwaniu na dalsze polecenia. Z kolei, #dy z Ziemi nie nadejdzie
żadna odpowied7, podejmie kroki, które uzna za stosowne, aby zabezpieczy+ statek i kontynuowa+
misj%, której prawdziwy cel znał tylko on jeden. 3od tym wz#l%dem wiedział wi%cej niż ludzie, z
którymi podróżował. 3oole i 8owman cz%sto w żartach nazywali siebie strażnikami lub portierami
na statku, który rządził si% sam. 8yliby zaskoczeni i wi%cej niż oburzeni, #dyby wiedzieli, jak
bardzo prawdziwy jest ten żart.
19. RO'K3A( LOTU
6odzienne czynności na statku zaplanowano bardzo szcze#ółowo. 8owman i 3oole
wiedzieli - przynajmniej teoretycznie - co b%dą robili każde#o dnia lotu. 3racowali w trybie
dwunasto#odzinnym, zmieniając si% obowiązkami i ni#dy nie śpiąc w tym samym czasie. soba
pełniąca służb% pozostawała przy 3ulpicie *terowniczym, podczas #dy zmiennik do#lądał
utrzymania statku, dokonywał niezb%dnych napraw lub odpoczywał w swojej kabinie.
6hociaż w tej 4azie misji nominalnym kapitanem statku byO 8owman, trudno było dostrzec
różnic% pomi%dzy zadaniami wykonywanymi przez nie#o i 3ooleQa. baj zamieniali si% rolami,
ran#ami i odpowiedzialnością co dwanaście #odzin. / ten sposób utrzymywali si% w najwyższej
4ormie, minimalizowali szans% powstania napi%+ i przyczyniali si% do osią#ni%cia tak pożądanej
stuprocentowej redundancji.
"zie) 8owmana rozpoczynał si% o szóstej czasu pokładowe#o - >niwersalne#o 6zasu
J4emeryczne#o wszystkich astronautów. 'dyby zaspał, ;al dysponował urozmaiconym zestawem
dzwonków i brz%czyków, które przypominałyby mu o czekających #o obowiązkach. "o tej pory
jednak ;al nie miał okazji zaprezentowania swoich elektronicznych budzików. (iedyś 3oole,
chcąc sprawdzi+ kole#%, wyłączył zapro#ramowane budzenie1 8owman wstał jak automat o
właściwym czasie.
3ierwszą o4icjalną czynnością kapitana było przesuni%cie 'łówne#o 6zasomierza
;ibernacji o dwanaście #odzin. 'dyby nie dokonał tej operacji dwa razy z rz%du, ;al wysnułby
wniosek, że on i 3oole są niezdolni do normalne#o 4unkcjonowania i podjąłby niezb%dne kroki
zaradcze.
.ast%pnie 8owman zajmował si% własną toaletą, po której wykonywał +wiczenia
izometryczne. 3otem siadał do śniadania i poranne#o wydania radio-4aVowe#o ,&he /orld
&imes-. .a Ziemi ni#dy nie czytał #azet tak dokładnie, jak robił to teraz. !e#o uwa#% przycią#ały
nawet najdrobniejsze plotki towarzyskie, czy najbardziej ulotne przepowiednie polityczne
pojawiające si% na ekranie tele#azety.
siódmej re#ulaminowo zast%pował 3ooleQa przy 3ulpicie *terowniczym, przynosząc mu
przy okazji tubk% kawy z kuchni.
/ wi%kszości przypadków raport składany przez 3ooleQa zawierał stwierdzenie, że
wszystko 4unkcjonuje normalnie i nie trzeba wykonywa+ nie przewidzianych pro#ramem
czynności. 8owman zasiadał do odczytywania zapisów instrumentów, przeprowadzał też seri%
testów wykrywających ewentualne uszkodzenia. (o)czył o dziesiątej i zabierał si% do nauki.
8owman był studentem przez wi%cej niż połow% swoje#o życia i miał nim pozosta+ aż do
przejścia w stan spoczynku. "zi%ki dwudziestowiecznej rewolucji w technikach edukacyjnych i
in4ormacyjnych już w tej chwili posiadał wiedz% odpowiadającą dwóm lub trzem 4akultetom, co
wi%cej, pami%tał dziewi%+dziesiąt procent te#o, cze#o si% nauczył.
3i%+dziesiąt lat wcześniej uważano by #o za specjalist% w astronomii stosowanej,
cybernetyce i nauce o kosmicznych systemach nap%dowych - sam jednak zaprzeczał temu z
prawdziwym oburzeniem. .ie traktował siebie jako specjalisty w żadnej dziedzinie. 8owman
ni#dy nie mó#ł skoncentrowa+ swoich zainteresowa) na jednej dyscyplinie naukowej. 3omimo
poważnych ostrzeże) nauczycieli zdecydował si% pisa+ prac% ma#isterską z astronautyki o#ólnej.
!ak powszechnie sądzono, kurs astronautyki o#ólnej - o niejasnym, m%tnym pro#ramie -
przeznaczony był dla tych, których współczynnik inteli#encji plasował si% w dolnych #ranicach
DHG i którzy ni#dy nie mieli zajmowa+ eksponowanych stanowisk w swym zawodzie.
"ecyzja 8owmana okazała si% jednak słuszna. dmowa specjalizacji sprawiła, że posiadał
wszystkie niezb%dne kwali4ikacje do wykonywania obecnej pracy. 3odobnie zresztą jak Arank
3oole, który niekiedy nazywał siebie obra7liwie ,internistą biolo#ii kosmicznej- i który był
idealnym kandydatem na zast%pc% dowódcy statku. 8owman i 3oole - z niezb%dną asystą zasobów
in4ormacyjnych ;ala - powinni da+ sobie rad% z każdym problemem mo#ącym powsta+ podczas
podróży, pod warunkiem, że b%dą utrzymywali własne umysły w stanie cią#łej #otowości i
chłonności poprzez nieustanną nauk%.
&ak wi%c pomi%dzy dziesiątą a dwudziestą 8owman zaj%ty był dialo#iem z elektronicznym
mentorem, sprawdzającym je#o wiedz% o#ólną lub poma#ającym mu przyswoi+ materiał niezb%dny
do prowadzenia misji. (apitan studiował niestrudzenie plany statku, dia#ramy obwodów, pro4ile
trasy lub starał si% zapami%ta+ wszystko, co było wiadome na temat !owisza, *aturna i ich
olbrzymich ksi%życowych rodzin.
/ południe udawał si% do kambuza, zostawiając statek ;alowi. 3rzy#otowywał sobie
lunch. !ednak nawet tutaj sprawował pełną kontrol% nad wydarzeniami, ponieważ w niewielkiej
jadalni znajdował si% duplikat &ablicy *ytuacyjnej. 8ył także w cią#łym kontakcie z ;alem. 3oole,
przed udaniem si% na sześcio#odzinny spoczynek, dołączał do 8owmana podczas posiłku. !edząc,
o#lądali zazwyczaj jeden ze zwykłych pro#ramów telewizyjnych przesyłanych z Ziemi.
:ch jadłospis ustalono z nie mniejszą pieczołowitością niż inne elementy składowe misji.
!edzenie, w wi%kszości suszone i zamrażane, było znakomite, wybrano je także pod kątem łatwości
przyrządzania. 3o otwarciu paczki z jedzeniem umieszczało si% ją w małej kuchence
automatycznej, która oznajmiała sy#nałem d7wi%kowym przy#otowanie potrawy. 8owman i 3oole
jedli rzeczy, które smakowały - i co wi%cej - wy#lądały jak pomara)cze, jajka Nw każdej postaciP,
steki, kotlety, pieczenie, świeże warzywa, owoce, lody i nawet ciepły pieczony chleb.
3o lunchu, mi%dzy trzynastą a szesnastą, 8owman niespiesznie dokonywał dokładne#o
obchodu statku - ściślej mówiąc je#o dost%pnej cz%ści. ,dkrywca- mierzył prawie czterysta stóp
od ko)ca do ko)ca. .iewielki wszechświat zajmowany przez zało#% mieścił si% całkowicie
wewnątrz czterdziestostopowej kuli kadłuba ciśnieniowe#o.
&utaj znajdowały si% wszystkie systemy podtrzymywania życia, a także 3ulpit *terowniczy,
b%dący operacyjnym sercem statku. 3oniżej mieścił si% mały ,#araż kosmiczny-, zaopatrzony w
trzy śluzy powietrzne, poprzez które mo#li wypływa+ w próżni% - #dyby zaistniała potrzeba
wykonywania prac poza statkiem - posiadające własny nap%d kapsuły kosmiczne, przeznaczone dla
jedne#o astronauty.
=ównikowy rejon kuli ciśnieniowej - konkretnie zaś jej cz%ś+ od Zwrotnika =aka do
Zwrotnika (oziorożca - zawierał wolnoobrotowy b%ben o średnicy trzydziestu pi%ciu stóp. 8%ben
wirował z szybkością jedne#o obrotu na dziesi%+ sekund. !e#o rotacja wywoływała ciążenie równe
ksi%życowemu. 8yło to wystarczająco dużo, aby przeciwdziała+ 4izycznej atro4ii u ludzi, którą
powodował całkowity brak #rawitacji. *ztuczne ciążenie pozwalało również na normalne
wykonywanie wszystkich codziennych czynności.
/ wirówce znajdowała si% kuchnia, jadalnia i toaleta. &ylko tutaj przyrządzano i
spożywano #orące napoje, które w stanie nieważkości stanowiły duże za#rożenie ze wz#l%du na
możliwoś+ oparze) #orącymi kropelkami wody. &utaj również członkowie zało#i #olili si%1
nieważkie szczątki zarostu mo#ły by+ bardzo niebezpieczne dla przyrządów elektrycznych i
zdrowia ludzi.
.a kraw%dzi wirówki umieszczono pi%+ niewielkich kabin wyposażonych z#odnie z #ustem
każde#o z astronautów i zawierających ich rzeczy osobiste.
becnie używano dwóch kabin. 3rzyszli właściciele pozostałych trzech spoczywali w
elektronicznych sarko4a#ach tuż obok.
/irówk% można było zatrzyma+ w razie potrzeby. 'dy b%ben przestawał si% obraca+, je#o
pr%dkoś+ kątową utrzymywało koło zamachowe pozwalające na ponowne włączenie urządzenia.
Zazwyczaj jednak wirówka działała nieprzerwanie. /chodziło si% do niej wspinając si% krok za
krokiem wzdłuż osi znajdującej si% w centralnym punkcie obracające#o si% b%bna. 3rzy osi ciążenie
wynosiło #. 3rzesiadanie si% do cz%ści b%dącej w ruchu po kilku próbach okazywało si%
niezwykle łatwe, niemal automatyczne, tak jak wchodzenie na ruchome schody.
*4eryczny kadłub ciśnieniowy był przednią cz%ścią delikatnej, przypominającej strzał%
struktury o dłu#ości ponad stu stóp. ,dkrywca-, jak wszystkie statki przeznaczone do bada)
dalekich re#ionów kosmosu, był zbyt kruchy i nieopływowy, aby porusza+ si% w atmos4erze czy
przeciwstawia+ si% polom #rawitacyjnym planet. Zbudowano #o na orbicie okołoziemskiej,
sprawdzono w dziewiczym rejsie na (si%życ i tam dokonano także ostatnich poprawek.
,dkrywca- był tworem kosmosu, o czym świadczył zresztą je#o wy#ląd.
Zaraz za kadłubem ciśnieniowym z#rupowano zestaw czterech dużych zbiorników ciekłe#o
wodoru. Za zbiornikami, tworząc dłu#ie, wysmukłe C, znajdowały si% promieniście osadzone
radiatory rozpraszające nadmiar ciepła wysyłane#o przez reaktor jądrowy. /yposażone w
delikatne żyłki przewodów z płynem chłodniczym, przypominały skrzydła olbrzymiej ważki, co
nadawało ,dkrywcy- uderzające podobie)stwo do starych ża#lowców.
.a samym ko)cu C, trzysta stóp od luku pasażerskie#o, znajdowało si% osłoni%te tarczami
ochronnymi piekło reaktora oraz zespół zo#niskowanych elektrod, poprzez które wypływała w
przestrze) rozżarzona #wiezdna materia nap%du plazmowe#o. &a cz%ś+ statku zako)czyła swoją
prac% kilka ty#odni temu, wypychając ,dkrywc%- z orbity parkin#owej wokół (si%życa. becnie
reaktor znajdował si% w stanie spoczynku, dając jedynie ener#i% elektryczną niezb%dną do
4unkcjonowania statku. =adiatory, roz#rzewające si% do czerwoności podczas przyspieszenia w
maksymalnym cią#u, były teraz ciemne i chłodne.
3rze#ląd tylnej cz%ści statku wyma#ał podróży w przestrze) kosmiczną, ,dkrywc%-
wyposażono jednak w czujniki i kamery telewizyjne, kontrolujące działanie reaktora i warunki tam
panujące. 8owman był pewien, że znal już każdy cal radia-torów i osłon, każdy 4ra#ment
opasujących je przewodów.
szesnastej ko)czył inspekcj% statku i przy#otowywał dokładny raport słowny dla
6entrum *terowania 0otem. &rwało to aż do nadejścia potwierdzenia odbioru. /yłączył wtedy
własny nadajnik i słuchał te#o, co miała do powiedzenia Ziemia. .ast%pnie przesyłał odpowiedzi
na wszystkie pytania. osiemnastej budził si% 3oole i 8owman przekazywał mu komend%.
3ozostawało jeszcze sześ+ wolnych #odzin, które mó#ł wykorzysta+ z#odnie z własnym
życzeniem. 6zasami kontynuował nauk%, słuchał muzyki lub o#lądał 4ilmy. 6z%sto prze#lądał
niewyczerpane zasoby elektronicznej biblioteki statku. Za4ascynowany był opisami wielkich
odkry+ przeszłości - co było całkowicie zrozumiałe zważywszy okoliczności. 3odróżował z
3yteaszem poza *łupy ;erkulesa, wzdłuż Juropy wynurzającej si% z epoki kamiennej, ocierając si%
niemal o mro7ne m#ły 5rktyki. / dwa tysiące lat pó7niej podążał do $anili śladem #aleonów
5nsona, że#lował z 6ookiem poprzez tajemniczą /ielką =a4% (oralową lub opływał świat z
$a#ellanem. Zaczął czyta+ dysej%, która przemawiała do nie#o najżywiej poprzez otchła) czasu.
"la rozrywki roz#rywał z ;alem parti% szachów, warcabów lub polydomina. ;al #dyby
chciał, mó#łby oczywiście wy#ra+ każdą #r%. .ie wpłyn%łoby to jednak najlepiej na morale zało#i.
Zapro#ramowano #o tak, aby wy#rywał jedynie pi%+dziesiąt procent roz#rywek. 8owman i 3oole
udawali, że o tym nie wiedzą.
statnie #odziny swoje#o dnia 8owman poświ%cał na robienie porządków i inne prace
dorywcze, po czym o dwudziestej jadł obiad razem z 3oolem. 3odczas nast%pnej #odziny mó#ł
odbywa+ osobiste rozmowy z Ziemią.
!ak wszyscy je#o towarzysze 8owman nie był żonaty. /ysyłanie w podróż kosmiczną o tak
dłu#im okresie trwania ojców rodzin nie byłoby najlepszym pomysłem. : chociaż wiele pa)
obiecywało czeka+ do zako)czenia ekspedycji, nikt naprawd% w to nie wierzył. 3oczątkowo
zarówno 3oole, jak i 8owman odbywali raczej intymne rozmowy osobiste raz w ty#odniu. .ie
sprzyjała im jednak świadomoś+, że na Ziemi słucha ich wiele uszu. &eraz jednak - mimo że był to
dopiero początek lotu - cz%stotliwoś+ i nat%żenie emocjonalne rozmów z dziewcz%tami zacz%ły si%
zmniejsza+. czekiwali te#o. 8yła to cena, jaką musieli płaci+ astronauci, podobnie jak kiedyś
marynarze. "awni marynarze mo#li jednak szuka+ pocieszenia w obcych portach, niestety poza
Ziemią trudno było znale7+ tropikalne wyspy pełne sma#łych tancerek. 0ekarze kosmiczni ze
zwykłym entuzjazmem doszli do wniosku, że udało im si% rozwiąza+ ten problem. Aarmakopeia
statku zawierała odpowiednie, cho+ niezbyt chwalebne substytuty.
&uż przed udaniem si% na spoczynek 8owman składał ostatni raport i sprawdzał, czy ;al
przesłał na Ziemi% odczyty instrumentów całe#o dnia. .ast%pnie, jeśli miał ochot%, mó#ł czyta+ lub
o#ląda+ 4ilmy. północy szedł spa+ - zazwyczaj bez pomocy elektronarkozy.
=ozkład dnia 3ooleQa był lustrzanym odbiciem pro#ramu 8owmana. bydwa rozkłady
zaj%+ zaz%biały si% i uzupełniały bez z#rzytów. baj astronauci byli w pełni wykorzystani.
8owman i 3oole byli zbyt inteli#entni i zbyt dobrze przystosowani, aby si% kłóci+. 3odróż -mijała
im spokojnie, bez nieporozumie), odmierzana czasem wskazywanym przez ze#ary cy4rowe.
.ajwi%kszym pra#nieniem zało#i ,dkrywcy- było, aby nic nie zakłóciło monotonii
nadchodzących ty#odni i miesi%cy.
1:. POPR'E' A/TERO.(4
3oruszając si% tydzie) po ty#odniu niczym tramwaj po z #óry wyznaczonych szynach orbit,
,dkrywca- minął $arsa i podążał ku !owiszowi. / przeciwie)stwie do wszystkich statków
w%drujących po morzach i niebie Ziemi, ,dkrywca- nie potrzebował ludzkiej pomocy przy
sterach. !e#o kurs wytyczały prawa #rawitacji. / przestrzeni kosmicznej nie istnieją nie oznaczone
mielizny i niebezpieczne ra4y, które należy omija+. / przypadku ,dkrywcy- nie istniało również
niebezpiecze)stwo zderzenia si% z innym statkiem. 3omi%dzy nim a niesko)czenie odle#łymi
#wiazdami nie mó#ł znajdowa+ si% inny pojazd - przynajmniej taki, który powstał na Ziemi.
!ednak przestrze), którą przemierzał ,dkrywca-, nie była pusta. 3rzed statkiem otwierała
si% ziemia niczyja poprzecinana szlakami ponad miliona asteroid. 5stronomom udało si% do tej
pory ustali+ dokładnie orbity niecałych dziesi%ciu tysi%cy tych ciał niebieskich. &ylko cztery z nich
miały średnic% wi%kszą niż sto mil. lbrzymia wi%kszoś+ była po prostu wielkimi #łazami
toczącymi si% bez celu w kosmosie.
.ie można było nic z nimi zrobi+, mimo że uderzenie nawet najmniejszej z asteroid
musiałoby okaza+ si% 4atalne dla statku podążające#o z szybkością dziesiątek tysi%cy mil na
#odzin%. !ednak prawdopodobie)stwo takie#o zderzenia było tak małe, że aż nieistotne. /
przestrzeni wyst%powała przeci%tnie jedna asteroida na obszarze dłu#ości miliona mil.
3rzypuszczenie, że ,dkrywca- znajdzie si% w tym samym punkcie, o tym samym czasie co jakiś
kosmiczny #łaz, było ostatnim zmartwieniem zało#i.
/ osiemdziesiątym szóstym dniu wyprawy mieli zbliży+ si% na najmniejszą odle#łoś+ do
jednej ze znanych asteroid. 6iało to nie posiadało nazwy, jedynie numer - FFEW. 8yła to skała o
średnicy osiemdziesi%ciu jardów, odkryta przez bserwatorium (si%życowe w roku DEEF i
natychmiast zapomniana. 3ami%tał o niej jedynie pedantyczny komputer 8iura 3lanet
"ru#orz%dnych.
'dy 8owman objął służb%, ;al natychmiast przypomniał mu o zbliżającym si% spotkaniu,
co nie znaczyło, że kapitan zapomniał o tym jedynym w swoim rodzaju wydarzeniu całej podróży.
.a ekranie pojawiła si% trasa asteroidy w stosunku do #wiazd, a także jej koordynator w momencie
najwi%ksze#o zbliżenia. 3oniżej wymienione były czynności badawcze, które należało
przedsi%wzią+. 3oole i 8owman b%dą bardzo zaj%ci, kiedy FFEW przemknie obok ,dkrywcy- w
odle#łości dziewi%ciuset mil, z relatywną szybkością osiemdziesi%ciu tysi%cy mil na #odzin%.
8owman poprosił ;ala o wyświetlenie obrazu teleskopowe#o. .a ekranie pojawiło si%
szerokie pole #wiazdowe. / zasi%#u je#o wzroku nie znajdowało si% nic, co przypominałoby
asteroid%. /szystkie obiekty, nawet przy najwi%kszym powi%kszeniu, były bezwymiarowymi
punktami światła.
- "aj mi siatk% celownika - polecił 8owman. .a ekranie natychmiast pojawiły si% cztery
delikatne, wąskie linie, zamykające niczym nawias niewyra7ną #wiazd%. *po#lądał na nią przez
wiele minut, zastanawiając si% czy przypadkiem ;al si% nie pomylił. .a#le zauważył, że punkcik
światła porusza si% w ledwo widoczny sposób na tle #wiazd. 5steroida znajdowała si% w odle#łości
pół miliona mil, lecz jej ruch wskazywał, że dystans ten cią#le si% zmniejsza.
'dy w sześ+ #odzin pó7niej 3oole dołączył do 8owmana przy 3ulpicie *terowniczym,
FFEW była setki razy jaśniejsza. 3oruszała si% z taką szybkością, że nie mo#ło by+ mowy o
pomyłce. .ie była już świetlnym punktem, stanowiła dobrze widoczny dysk.
3rzy#lądali si% mijanemu kamieniowi niebieskiemu z przej%ciem że#larzy oceanicznych
opływających wybrzeże, na którym ni#dy nie wylądują. Zdawali sobie spraw%, że asteroida była
tylko martwym, pozbawionym atmos4ery kawałkiem skały - nie wpływało to jednak na ich
wrażenia. to przed nimi znajdował si% jedyny 4ra#ment stałej materii, jaki dane im było o#ląda+ z
tej strony !owisza, do które#o mieli jeszcze lecie+ przez dwieście milionów mil.
3rzez silne teleskopowe powi%kszenie widzieli niere#ularną powierzchni% asteroidy
obracającej si% powoli wokół własnej osi. 6zasami wy#lądała ona jak spłaszczona kula, niekiedy
zaś przypominała #rubo ciosaną ce#ł%. kres obrotu skały wynosił nieco ponad dwie minuty. .a
powierzchni widoczne były przemieszane stre4y światła i cienia, rozmieszczone zupełnie
przypadkowo. 6hwilami błyskały do nich niczym dalekie okna płaszczyzny czy odpryski materiału
krystaliczne#o, oświetlane#o przez *ło)ce.
5steroida przesuwała si% obok nich z szybkością trzydziestu mil na sekund%. 3ozostało im
kilka pełnych napi%cia minut, przez które obiekt b%dzie widoczny na ekranie. 5utomatyczne
kamery wykonywały dziesiątki zdj%+. 3owracające echo radarów nawi#acyjnych na#rywano
pieczołowicie dla przyszłych analiz. 8ył najwyższy czas, aby wysła+ próbnik uderzeniowy.
3róbnik nie zawierał żadnych instrumentów. .ie wytrzymałyby one zderzenia ze skałą przy
takiej szybkości kosmicznej. 3róbnikiem, który miano wystrzeli+ z ,dkrywcy- po torze
przecinającym si% z orbitą asteroidy, była po prostu niewielka bryła metalu.
$ijały sekundy dzielące pocisk od zderzenia z asteroidą. 3oole i 8owman czekali ze
wzrastającym napi%ciem. Jksperyment - chociaż prosty z założenia - miał ostatecznie sprawdzi+
dokładnoś+ ich przyrządów. 6elowali w obiekt o średnicy stu stóp z odle#łości tysiąca mil ...
.a#le na zaciemnionej cz%ści asteroidy pojawiła si% oślepiająca eksplozja światła. 8ryła
metalu zderzyła si% z powierzchnią skały z meteorytową pr%dkością.
/ ułamku sekundy cała ener#ia bryły zamieniła si% w ciepło. błok rozżarzone#o #azu
uniósł si% w przestrze). .a ,dkrywcy- kamery rejestrowały znikające szybko linie spektralne.
Ziemscy eksperci poddadzą je analizie, szukając śladów świecących atomów. 3o raz pierwszy w
historii zbadany zostanie skład powierzchni asteroidy.
3o upływie #odziny FFEW była kurczącą si% #wiazdą bez określone#o kształtu. 'dy
8owman ponownie pojawił si% na służbie, po asteroidzie nie było już śladu.
Znów byli samotni. "opiero za trzy miesiące wyjdą im na spotkanie najdalej wysuni%te w
przestrze) ksi%życe !owisza.
1=. PR'E",C.E O;OK "O*./'A
.awet z odle#łości dwudziestu milionów mil !owisz był najlepiej widocznym obiektem w
znajdującej si% przed nimi przestrzeni. 3laneta wy#lądała teraz jak blady, różowawy dysk wielkości
połowy (si%życa widziane#o z Ziemi. 6ały #lob otaczały ciemne, równole#łe pasma chmur. /
płaszczy7nie równikowej !owisza orbitowały jasne #wiazdy :o, Juropy, 'animeda i 6alisto -
światów, które #dzie indziej uważano by za planety, a które tutaj były jedynie satelitami pot%żne#o
władcy.
*zcze#ólnie interesująco wy#lądał !owisz widziany poprzez pokładowy teleskop1
nakrapiany, różnokolorowy #lob wypełniający całe niebo. &rudno było określi+ je#o rzeczywistą
wielkoś+ - 8owman powtarzał sobie, że jest on jedenaście razy wi%kszy od Ziemi, lecz była to
jedynie pusta liczba, nie dająca wyobrażenia o prawdziwych rozmiarach planety.
(iedyś jednak, dokonując prze#lądu wiadomości na temat !owisza zakodowanych w
pami%ci ;ala, 8owman znalazł coś, co momentalnie unaoczniło mu zaskakujące rozmiary #lobu.
8yła to ilustracja pokazująca całą powierzchni% Ziemi rozpi%tą niczym skóra zwierz%cia na dysku
!owisza. /szystkie kontynenty i oceany Ziemi nie były wi%ksze od :ndii, #dy porównało si% je z
powierzchnią !owisza.
>żywając najwi%kszych teleskopów ,dkrywcy-, 8owman o#lądał lekko spłaszczony #lob,
okryty postrz%pionymi chmurami, układającymi si% w pasma na skutek szybkie#o obrotu te#o
#i#antyczne#o świata. 3asma te łączyły si% niekiedy w zbitki i w%zły o wielkości kontynentów
zbudowanych z kolorowych par. 6zasami spinały je nietrwałe mosty o dłu#ości tysi%cy mil. Za
chmurami znajdowało si% wystarczająco dużo materii, aby przeważy+ wszystkie inne planety
>kładu *łoneczne#o. 6o jeszcze - zastanawiał si% 8owman - skrywały chmury2
3onad zmieniającym si%, skł%bionym dachem okrywającym powierzchni% planety
szybowały okrą#łe, ciemne kształty. !eden z wewn%trznych ksi%życów !owisza przesłaniał odle#łe
*ło)ce. !e#o cie) podążał po niespokojnym krajobrazie chmur.
/ odle#łości dwudziestu milionów mil od !owisza pojawiły si% mniejsze ksi%życe planety.
8yły to jednak wyłącznie latające skały o średnicy kilkudziesi%ciu mil i ,dkrywca- ni#dy nie
znalazł si% w ich pobliżu. 6o kilka minut nadajnik radarowy wysyłał w kosmos #łuchy #rzmot
sy#nału. !ednak z przestrzeni nie powracały pulsujące echa najdalszych satelitów.
6oraz #łośniejszy stawał si% natomiast radiowy ryk same#o !owisza. / roku DEXX, tuż
przed nadejściem ery kosmicznej, astronomów zaskoczył 4akt, że !owisz wysyła miliony koni
mechanicznych ener#ii na 4ali o dłu#ości dziesi%ciu metrów. 8ył to zwykły hałas przypisywany
aureolom naładowanych cząsteczek okrążających planet%, podobnie jak ma to miejsce w przypadku
pasów Can 5llena na Ziemi, jednak na znacznie wi%kszą skal%.
3odczas samotnych #odzin sp%dzonych w sterowni 8owman wsłuchiwał si% w radiacj%
!owisza. dkr%cał nat%żenie #łosu i kabin% wypełniały trzaski i szumy planety. / niere#ularnych
odst%pach pojawiły si% piski i #wizdy przypominające krzyki oszalałych ptaków. 8yły to dziwne
d7wi%ki, brzmiały jak samotny, bezsensowny pomruk 4al na brze#u morza lub daleki od#łos
#rzmotów za horyzontem.
.awet przy obecnej pr%dkości ponad stu tysi%cy mil na #odzin% przeci%cie orbit wszystkich
satelitów !owisza zajmie ,dkrywcy- jeszcze dwa ty#odnie.
/okół #lobu krążyło wi%cej ksi%życów, niż było planet w >kładzie *łonecznym. 6o roku
bserwatorium (si%życowe odkrywało nowe satelity. / sumie było ich już trzydzieści sześ+.
.ajbardziej odle#ły, !owisz YYC::, poruszał si% po niere#ularnej orbicie oddalonej o dziwi%tnaście
milionów mil od swoje#o tymczasowe#o władcy. !owisz YYC:: był na#rodą w bezustannych
zapasach pomi%dzy !owiszem właściwym a *ło)cem. lbrzymia planeta bez przerwy porywała
ksi%życe z pasa asteroid po to, by utraci+ je na korzyś+ *ło)ca po kilku milionach lat. !edynie
wewn%trzne satelity stanowiły bezsprzeczną własnoś+ !owisza. *ło)ce ni#dy nie mo#ło wyrwa+ ich
z uścisku władcy.
to jednak pojawiła si% nowa zdobycz w zma#aniach pól #rawitacyjnych1 ,dkrywca-
przyspieszał w kierunku !owisza wzdłuż skomplikowanej orbity obliczonej przed miesiącami przez
ziemskich astronomów i cią#le kontrolowanej przez ;ala. d czasu do czasu statkiem wstrząsały
krótkie, automatyczne szarpni%cia, wywoływane włączaniem si% silników sterowniczych
dokonujących poprawek trajektorii. .a pokładzie były one jednak ledwo wyczuwalne.
"ziałało nieprzerwanie radiowe połączenie z Ziemią. 8yli już tak daleko od domu, że
sy#nały - nawet jeśli przesyłało si% je z szybkością światła - docierały do celu po pi%+dziesi%ciu
minutach. : chociaż cały świat spo#lądał zza ich ramion, używając ich oczu i ich przyrządów do
obserwacji zbliżające#o si% !owisza, wiadomości o tym, co dostrze#li, płyn%ły na Ziemi% prawie
#odzin%.
'dy ,dkrywca- przecinał orbity #i#antycznych satelitów wewn%trznych, z których każdy
był wi%kszy od (si%życa j całkiem nieznany, włączały si% kamery teleskopowe. &rzy #odziny
przed przejściem obok !owisza statek minął Jurop% w odle#łości dwudziestu tysi%cy mil.
/szystkie instrumenty skierowano na zbliżający si% #lob, powoli zwi%kszający swoje rozmiary.
Juropa z kuli stała si% ro#alem i odpłyn%ła szybko w kierunku *ło)ca.
Juropa mierzyła czternaście milionów mil kwadratowych, które aż do tej pory były jedynie
łebkiem szpilki w najsilniejszych teleskopach. $ijali ją przez dziesi%+ minut, które należało
wykorzysta+ do maksimum, rejestrując wszystkie niezb%dne obserwacje. 8%dą mieli wystarczająco
dużo czasu podczas nadchodzących miesi%cy, aby spokojnie je uporządkowa+.
Z daleka Juropa wy#lądała jak #i#antyczna kula śnieżna, od której zadziwiająco silnie
odbijało si% światło odle#łe#o *ło)ca. 8liższe obserwacje potwierdziły to spostrzeżenie. /
przeciwie)stwie do zapylone#o (si%życa jaskrawo białą Jurop% pokrywały szczyty, wy#lądające
jak połączone ze sobą #óry lodowe. Z dużym prawdopodobie)stwem można było założy+, że #óry
zbudowane są z amoniaku i wody, których nie zdołało przechwyci+ pole #rawitacyjne !owisza.
/zdłuż równika widoczna była jednak #oła skała. Znajdował si% tutaj niesamowicie
poszczerbiony pas ziemi niczyjej, na który składały si% kaniony i porozrzucane #łazy, tworzące
ciemny otok wokół satelity. /ida+ było kilka kraterów oduderzeniowych, jednak nie wykryto
śladów działalności wulkanicznej. Juropa z całą pewnością nie posiadała wewn%trznych 7ródeł
ciepła.
dkryto także ślady atmos4ery, o której istnieniu wiedziano już wcześniej. (iedy ciemna
kraw%d7 satelity przesłaniała #wiazd%, ta najpierw przy#asała, by za chwil% znikną+ zupełnie za
tarczą Juropy. / niektórych rejonach pojawiało si% coś na kształt chmur - by+ może była to m#ła
powstała z kropelek amoniaku #nanych rozrzedzonym metanowym wiatrem.
Juropa znikn%ła z boku statku niemal tak szybko, jak si% pojawiła. !owisz znajdował si%
teraz w odle#łości dwóch #odzin dro#i. ;al cierpliwie sprawdzał i testował wszystkie parametry
orbity statku. 5ż do momentu najwi%ksze#o zbliżenia nie trzeba było dokonywa+ korekt szybkości.
8owman i 3oole z dreszczykiem emocji wpatrywali si% w olbrzymi #lob rosnący z minuty na
minut%. &rudno było uwierzy+, że ,dkrywca- nie spadnie wprost na planet%, że nie ścią#nie #o na
dół ku za#ładzie niezmierzone pole #rawitacyjne.
.adszedł czas, aby wystrzeli+ sondy atmos4eryczne, które - jak miano nadziej% -
wytrzymają wystarczająco dłu#o, aby przesła+ #arś+ in4ormacji spod pokrywy chmur !owisza.
"wie pot%żne kapsuły w kształcie bomb, pokryte nietopliwymi osłonami termicznymi, wysłano na
orbity, które przez pierwsze kilka tysi%cy mil nie różniły si% specjalnie od trajektorii ,dkrywcy-.
!ednak ich dro#i z wolna si% rozeszły. &eraz nawet #ołym okiem można było dostrzec to, co
;al obliczył już wcześniej. *tatek znajdował si% na orbicie zbliżania, nie kolidującej z !owiszem.
,dkrywca- nie wejdzie do atmos4ery, ominie ją w odle#łości kilkuset mil, bardzo blisko jeśli
we7mie si% pod uwa#% planet% o średnicy dziewi%+dziesi%ciu tysi%cy .mil, a jednocześnie
wystarczająco daleko.
!owisz wypełniał teraz całe niebo. 8ył tak olbrzymi, że nie dawało si% #o obją+ ani
wzrokiem, ani umysłem. $ożna było zarzuci+ wszelkie wysiłki. 'dyby nie rozmaitoś+ kolorów -
czerwieni, róży, żółci, 4ioletów, a nawet szkarłatów - znajdującej si% pod nimi atmos4ery, 8owman
byłby przekonany, że leci tuż nad chmurami Ziemi.
becnie po raz pierwszy w całej podróży mieli z#ubi+ *ło)ce. 6hociaż bledsze i mniejsze
niż na Ziemi, towarzyszyło im od same#o startu pi%+ miesi%cy temu. &eraz zakrywał je cie)
!owisza. /krótce *ło)ce znajdzie si% po nocnej stronie planety.
&ysiące mil przed nimi zapadał zmrok. Z tyłu, za nimi, *ło)ce wtapiało si% #wałtownie w
chmury !owisza. 'asnące promienie słoneczne rozszczepiły si% na horyzoncie tworząc dwa
płomienne, zwrócone ostrzem ku dołowi ro#i, które skurczyły si% i znikn%ły w na#łym błysku
chromatycznej jasności. .adeszła noc.
$imo to #i#antyczny świat pod nimi nie był całkowicie ciemny. bmywał #o
4os4orescencyjny blask, który z minuty na minut% stawał si% coraz jaśniejszy. :ch oczy
przyzwyczajały si% do braku światła. *zare rzeki poświaty przelewały si% od horyzontu do
horyzontu, jak 4os4oryzujące 4ale pozostawiane przez statek na tropikalnym morzu. &u i ówdzie
wzbierały kule płynne#o o#nia poruszane pot%żnymi wstrząsami idącymi z dołu, od niewidocznej
powierzchni !owisza. /idok był tak niepoj%ty, że 8owman i 3oole nie mo#li oderwa+ oczu od
ekranu. Zastanawiali si% czy to, co widzą, jest jedynie rezultatem działa) chemicznych i
elektrycznych mocy, wrzących w tym olbrzymim kotle, czy może produktem ubocznym jakiejś
4antastycznej 4ormy życia. .aukowcy b%dą mieli co rozważa+ przez cały, dopiero co rozpocz%ty
wiek.
Za#ł%biali si% w otaczającą !owisza noc. 3oświata przed nimi stawała si% coraz jaśniejsza.
(iedyś 8owman leciał nad północną (anadą podczas trwania zorzy polarnej. 3okryty śnie#ami
krajobraz był tak ponury i jednocześnie pełen blasku jak to, co widział przed sobą. 5 przecież
arktyczne pustkowie - o czym sobie przypomniał - było o ponad sto stopni cieplejsze niż rejony,
nad którymi przelatywali.
- *y#nał Ziemi zanika - oznajmił ;al. - /chodzimy w pierwszą stre4% dy4rakcyjną.
czekiwali te#o, ba, było to jednym z zada) misji, ponieważ pochłanianie 4al radiowych
dawało wartościowe in4ormacje na temat składu atmos4ery !owisza. &eraz jednak #dy znale7li si% z
dru#iej strony planety, która odci%ła och od połączenia z Ziemią, poczuli si% na#le osamotnieni.
3rzerwa w komunikacji radiowej miała trwa+ tylko #odzin%, po której wynurzą si% z zasłony
!owisza i ponownie nawiążą kontakt z ludzkością. &a #odzina b%dzie mimo wszystko jedną z
najdłuższych w ich życiu.
3omimo swoje#o stosunkowo młode#o wieku 3oole i 8owman należeli do weteranów
podróży kosmicznych, czuli si% jednak jak nowicjusze. &a misja nie miała precedensów w historii.
.i#dy przedtem żaden statek nie leciał z taką szybkością, ani nie zma#ał si% z tak silnymi polami
#rawitacyjnymi. .ajmniejszy błąd w nawi#acji i ,dkrywca- podąży ku dalekim #ranicom >kładu
*łoneczne#o bez żadnej nadziei na ratunek.
$inuty cią#n%ły si% w niesko)czonoś+. !owisz był teraz pionową ścianą 4os4orescencji
cią#nącą si% ponad statkiem, który wspinał si% prosto ku je#o świecącej tarczy. /iedzieli, że
poruszają si% tak szybko, że nawet pole #rawitacyjne !owisza nie zdoła ich przechwyci+, mimo to
cią#le obawiali si%, że ,dkrywca- stanie si% satelitą te#o potworne#o świata.
/reszcie w oddali ukazał si% rozbłysk światła wzdłuż linii horyzontu. /ychodzili z cienia,
zdążając prosto ku *ło)cu. .iemal w tym samym momencie ;al oznajmił1
- !estem w kontakcie radiowym z Ziemią. $am również przyjemnoś+ oznajmi+, że manewr
perturbacyjny zako)czył si% pełnym sukcesem. .asz czas do *aturna wynosi sto pi%+dziesiąt
siedem dni, pi%+ #odzin i jedenaście minut.
3o chwili sami przekonali si% o prawdziwości słów ;ala. 3rzejście wykonano z o#romną
precyzją. .iczym bila na kosmicznym stole bilardowym, ,dkrywca- odbił si% od ruchome#o pola
#rawitacyjne#o !owisza, zwi%kszając jednocześnie swoją szybkoś+ na skutek te#o zderzenia. .ie
zużywając paliwa, przyśpieszył o kilka tysi%cy mil na #odzin%.
.ie nastąpiło żadne po#wałcenie praw mechaniki. / przyrodzie nic nie #inie1 !owisz stracił
dokładnie tyle ze swojej szybkości, ile zyskał ,dkrywca-. 3laneta zwolniła. 3onieważ jednak jej
masa była sekstyliony razy wi%ksza od masy statku, zmiana orbity #lobu była zbyt mała, aby
można ją było zauważy+. .ie nadszedł jeszcze czas, kiedy to człowiek b%dzie odciskał swój ślad w
>kładzie *łonecznym.
/okół robiło si% coraz jaśniej. *kurczone *ło)ce ponownie wzeszło nad niebem !owisza.
3oole i 8owman uścisn%li sobie dłonie.
/ydawało si% to nieprawdopodobne, ale mieli za sobą połow% misji.
20. ,*.AT ;O2A*
.ie sko)czyli jednak jeszcze z !owiszem. "aleko z tyłu dwie sondy wystrzelone przez
,dkrywc%- wpadały właśnie do atmos4ery.
!edna z nich przepadła na zawsze. 3rawdopodobnie weszła do atmos4ery pod zbyt ostrym
kątem i spaliła si%, zanim zdołała wysła+ jakieś in4ormacje. "ru#a sonda miała wi%cej szcz%ścia.
3rzeci%ła #órne warstwy atmos4ery !owisza i ponownie wynurzyła si% w kosmosie. &ak jak
zaplanowano straciła dużo ze swej szybkości i powtórnie zacz%ła opada+ wzdłuż dłu#iej elipsy.
"wie #odziny pó7niej weszła do atmos4ery po dziennej stronie planety, poruszając si% z szybkością
siedemdziesi%ciu tysi%cy mil na #odzin%.
.atychmiast też otoczył ją rozżarzony #az. (ontakt radiowy został przerwany. .astąpiły
nerwowe minuty oczekiwania dla dwóch obserwatorów przy 3ulpicie *terowniczym. .ie byli
pewni, czy sonda wytrzyma, czy ochronna osłona ceramiczna nie spali si% całkowicie, zanim
zako)czy si% hamowanie. 'dyby tak si% stało, instrumenty wyparowałyby w ułamku sekundy.
słony wytrzymały jednak i rozżarzony meteor zwolnił szybkoś+. dpalono zw%#lone
4ra#menty, robot wysunął anteny i zaczai roz#ląda+ si% dookoła używając swoich elektronicznych
zmysłów. .a pokład ,dkrywcy-, znajdujące#o si% teraz w odle#łości dwustu pi%+dziesi%ciu
tysi%cy mil, zacz%ły napływa+ pierwsze autentyczne wiadomości z !owisza.
&ysiące impulsów nadchodzących w każdej sekundzie przekazywało skład atmos4ery,
ciśnienie, temperatur%, ma#netyzm, radioaktywnoś+ i dziesiątki innych czynników potrzebnych
ekspertom na Ziemi. 3rzekaz zawierał także coś, co mó#ł zrozumie+ każdy1 obraz telewizyjny
nadawany przez opadającą sond%.
3ierwsze sekwencje nadeszły po odpaleniu osłon termicznych. /szystko spowijała żółta
m#ła, po-przetykana plamami szkarłatu. $#ła przesuwała si% przed kamerą z oszałamiającą
pr%dkością, uciekając w #ór%, #dy sonda opadała setki mil na #odzin%.
$#ła #%stniała. .ie można było stwierdzi+, czy kamera widzi na odle#łoś+ dziesi%ciu cali,
czy dziesi%ciu mil. .ie było wida+ szcze#ółów, wedłu# których dałoby si% oszacowa+ odle#łoś+.
3oole i 8owman doszli do wniosku, że jeśli chodzi o przekaz telewizyjny, eksperyment zawiódł na
całej linii. :nstrumenty pracowały, nie było jednak nic wida+ w zam#lonej, niespokojnej atmos4erze
.a#le, zupełnie niespodziewanie, m#ła rozpłyn%ła si%. *onda przeszła przez podstaw% chmury
wysokie#o pułapu i wydostała si% w stre4ie dobrej widoczności - prawdopodobnie w rejonie
czyste#o wodoru z niewielką ilością rozrzuconych kryształków amoniaku. 6ią#łe jednak trudno
było określi+ skal% obrazu, mimo to kamera musiała obejmowa+ mile przestrzeni.
*ceneria była tak nieprawdopodobna, że aż nierealna dla oczu nawykłych do kolorów i
kształtów Ziemi. "aleko, daleko poniżej leżało niesko)czone morze nakrapiane złotem,
poprzecinane równole#łymi wzniesieniami, które wy#lądały jak szczyty olbrzymich 4al. /szystko
znajdowało si% jednak w stanie spoczynku. *kala obrazu była zbyt wielka, aby można to było zai
waży+ od razu. Złota panorama nie była oceanem. Znajdowała si% przecież wysoko w atmos4erze
!owisza. 8yła to kolejna warstwa chmur.
.ast%pnie kamera skierowała si% na coś zwodniczo rozmazane#o przez odle#łoś+. Złoty
krajobraz - o#lądany z bardzo daleka - zwijał si% w dziwnie symetryczny stożek przypominający
wulkan. /okół szczytu stożka płyn%ła aureola małych, kł%biastych obłoczków jednakowej
wielkości. 3ojedyncze obłoczki były całkiem wyra7ne. 8yło w nich coś niepokojące#o i
nienaturalne#o - jeśli słowo ,naturalny- może by+ użyte w opisie te#o przerażające#o widoku.
*onda, schwytana w turbulencje #%stniejącej atmos4ery, odwróciła si% ku innej cz%ści
horyzontu. 3rzez kilka sekund na ekranie widoczna była jedynie złocista opalizacja, po czym ruch
ustał.
,$orze- było znacznie bliżej. $imo to nie przestało by+ równie tajemnicze jak poprzednio.
&u i ówdzie przecinały je ciemne plamy, które by+ może były dziurami czy przepaściami
prowadzącymi do #ł%bszych warstw atmos4ery.
*onda nie miała jednak ich osią#ną+. Z każdą milą #%stoś+ otaczających ją #azów
podwajała si%. /zrastało ciśnienie, #dy sonda opadała coraz niżej ku zakrytej powierzchni planety.
8yła cią#le jeszcze nad tajemniczym morzem, #dy obraz zami#otał ostrze#awczo, a potem znikł.
3ierwszy ziemski badacz u#iął si% pod ciśnieniem atmos4ery !owisza.
/ swoim krótkim życiu pokazał by+ może-jedną milionową cz%ś+ planety. .ie zbliżył si%
nawet do jej powierzchni znajdującej si% setki mil poniżej #%stniejących m#ieł. 'dy sko)czył si%
przekaz, 8owman i 3oole siedzieli w ciszy, obracając w myślach to, co zobaczyli.
*tarożytni rzeczywiście mieli racj% nazywając ten świat imieniem władcy wszystkich
bo#ów. !eśli tam w dole znajdowało si% życie, jak dłu#o trzeba by #o szuka+2 :le wieków upłynie,
zanim ludzie podążą śladem pierwsze#o odkrywcy2 / jakim statku2
,dkrywca- i je#o zało#a nie mieli jednak czasu na rozważanie tych wszystkich
problemów. :ch celem był świat może jeszcze dziwniejszy, a na pewno dwa razy bardziej odle#ły
od *ło)ca. $ieli lecie+ ku niemu przez kolejne pół miliarda mil nawiedzanej przez komety
otchłani.
C'+,- C'*ARTA
OTCH3AL
21. URO('.04
3rzez siedemset milionów mil kosmosu płyn%ły z szybkością światła znajome zwrotki
;appy 8irthday, zamierając pośród ekranów i przyrządów 3ulpitu *terownicze#o. =odzina 3ooleQa,
z#romadzona na Ziemi wokół tortu urodzinowe#o, przerwała śpiew.
3oole *enior odezwał si% pierwszy swoim zwykłym burkliwym #łosem1
- .o cóż, Arank, właściwie nie wiem, co mam teraz powiedzie+, oprócz te#o, że myślami
jesteśmy z tobą i życzymy ci wszystkie#o najlepsze#o.
- (ochanie, uważaj na siebie - włączyła si% płaczliwie pani 3oole. - .iech ci% 8ó#
bło#osławi.
>słyszał wypowiadane chóralnie ,do widzenia- i obraz znikł. : to wszystko - pomyślał
3oole - działo si% wi%cej niż #odzin% temu. &eraz rodzina rozeszła si% już i jej członkowie
znajdowali si% wiele mil od domu. =óżnica czasu - chociaż 4rustrująca - była w pewnym sensie
bło#osławie)stwem. !ak każdy człowiek w je#o wieku 3oole uważał za normalne, że może
porozumiewa+ si% bez przeszkód z kimkolwiek i o jakiejkolwiek porze. &eraz zaś zmieniona
sytuacja wywołała u nie#o #ł%boki e4ekt psycholo#iczny. Znalazł si% tak daleko, że związki
uczuciowe przestały by+ dla nie#o ważne.
- 3rzepraszam, że przerywam uroczystoś+ odezwał si% na#le ;al - ale mamy pewien
problem.
- !aki problem2 - 8owman i 3oole zapytali niemal równocześnie.
- - $am kłopot z utrzymaniem kontaktu z Ziemią. >sterka umiejscowiona jest w
podzespole 5J-HX. $oje 6entrum 3ro#nozowania >szkodze) donosi, że podzespół przestanie
działa+ za FI #odziny.
- Zajmiemy si% tym - odpowiedział 8owman.
- 3okaż nam ustawienie optyczne.
- to ono, "aUe. / tej chwili działa jeszcze bez zarzutu.
.a ekranie pojawił si% doskonały półksi%życ świecący jasno na pozbawionym #wiazd
niebie. Ze wz#l%du na okrywające #o chmury nie można było rozpozna+ żadnych cech
#eo#ra4icznych. .a pierwszy rzut oka ciało to przypominało /enus.
!ednak po dokładniejszym przyjrzeniu si%, na ekranie pojawiał si% prawdziwy (si%życ -
satelita jakie#o nie posiadała /enus. (si%życ był wielkości czwartej cz%ści Ziemi i znajdował si%
dokładnie w tej samej kwadrze. ?atwo można było wyobrazi+ sobie, że te dwa ciała są matką i
dzieckiem - w co wierzyło wielu astronomów, zanim zebrano dowody w postaci skał
ksi%życowych, które wykluczały przypuszczenie, że (si%życ był kiedykolwiek cz%ścią Ziemi.
3rzez pól minuty 3oole i 8owman wpatrywali si% w obraz na ekranie, pochodzący z
dłu#oo#niskowej kamery telewizyjnej, umieszczonej na kraw%dzi olbrzymie#o dysku radiowe#o.
*iatka celownika w samym środku ekranu pokazywała ukierunkowanie anteny. "opóki wąski
promie) celownika był dokładnie skierowany na Ziemi%, łącznoś+ z macierzystą planetą działała
bez zarzutu. / innym wypadku porozumienie si% w obydwu kierunkach było niemożliwe,
wiadomości nie tra4iały do celu ulatując w #łąb >kładu *łoneczne#o i dalej, w przestrze).
$usiałyby upłyną+ stulecia, zanim ktokolwiek mó#łby je odebra+ - i z pewnością nie byliby to
ludzie.
- 6zy wiesz, na czym pole#a usterka2 - zapytał 8owman.
- >sterka pojawia si% okresowo i nie mo#% jej precyzyjnie zlokalizowa+, ale na pewno
umiejscowiona jest w podzespole 5J-HX.
- 6o proponujesz2
- .ajlepszym wyjściem byłaby wymiana pod zespołu na zapasowy, a nast%pnie zbadanie
wadliwej cz%ści na miejscu.
- / porządku. "aj nam wydruk.
:n4ormacje pojawiły si% na ekranie i jednocześnie ze szczeliny pod monitorem wysun%ła si%
kartka papieru. 3omimo elektronicznych czytników zdarzały si% sytuacje, kiedy stary, dobry druk
okazywał si% niezawodny.
8owman studiował przez chwil% dia#ramy i #wizdnął cicho.
- $o#łeś nam o tym powiedzie+. >sterka wy ma#a wyjścia na zewnątrz.
- 3rzepraszam - odezwał si% ;al. - /ydawało mi si%, że wiecie. 3odzespół 5J-HX znajduje
si% w konstrukcji utrzymującej anten%.
- /iedziałem o tym rok temu. .a statku znaj duje si% osiem tysi%cy podsystemów. /
każdym razie sprawa jest jasna. &rzeba odkr%ci+ pokryw% i zamontowa+ nowy podzespół.
- / porządku - powiedział 3oole. 8ył członkiem zało#i przewidzianym do wykonywania
prac poza statkiem. - 3rzyda mi si% zmiana otoczenia.
.ie bierzcie te#o oczywiście do siebie.
- *prawdzimy, czy z#adza si% 6entrum (ierowania 0otem.
8owman przez kilka sekund siedział w skupieniu porządkując myśli, a nast%pnie zaczai
dyktowa+ wiadomoś+1
- (ontrola 0otu, mówi Y-ray-"elta-!eden.
dwudziestej czterdzieści pi%+ 6entrum 3ro#nozowania >szkodze) nasze#o komputera
dziewi%+ zero zero zero wskazało podzespół 5lpha Jcho trzy pi%+ jako 7ródło przypuszczalnej
usterki do siedemdziesi%ciu dwóch #odzin. 3rosimy o sprawdzenie waszej kontroli telemetrycznej i
su#erujemy prze#ląd pod zespołu w symulatorze systemów statku. 3rosimy o z#od% na wyjście
poza statek w celu wymiany podzespołu 5lpha Jcho trzy pi%+ przed pojawieniem si% usterki.
(ontrola 0otu, mówi Y-ray-"elta-!eden. (oniec transmisji, dwudziesta pierwsza zero trzy.
0ata praktyki sprawiły, że 8owman mó#ł w ułamku sekundy przestawi+ si% na ten
specy4iczny żar#on, który ktoś nazwał kiedyś technicznym. 3owrót do normalnej mowy również
nie sprawiał mu trudności. &eraz nie mieli już nic do roboty oprócz czekania na potwierdzenie z
Ziemi - co zajmie przynajmniej dwie #odziny. :ch sy#nał odbywał teraz podróż w t% i z powrotem
wokół !owisza i $arsa.
dpowied7 nadeszła, #dy 8owman bezskutecznie próbował pokona+ ;ala w jednej z wielu
przechowywanych w pami%ci komputera #ier #eometrycznych.
- Y-ray-"elta-!eden, mówi (ontrola 0otu. 3otwierdzamy odbiór, dwudziesta pierwsza zero
trzy. "okonujemy prze#lądu telemetryczne#o na symulatorze. /ynik prześlemy pó7niej. Z#oda na
wyjście poza statek i wymian% podzespołu 5lpha Jcho trzy pi%+ przed pojawieniem si% usterki.
pracowujemy zestaw procedur testujących wadliwy podzespół.
3rzekazawszy najważniejsze in4ormacje (ontroler 0otu zaczął posłu#iwa+ si% zwykłym
j%zykiem1
- 3rzykro nam, panowie, że macie kłopoty i nie chcemy przysparza+ wam dodatkowych
zmartwie), ale nasze 8iuro :n4ormacyjne byłoby zobowiązane, #dybyście przed wyjściem poza
statek zrobili krótkie na#ranie dla szerokiej publiczności, wyjaśniające sytuacj% i znaczenie 5J-HX.
*próbujcie ich uspokoi+.
/ zasadzie mo#liśmy to zrobi+ sami, ale w waszych ustach wyjaśnienia b%dą brzmiały
bardziej przekonująco. $am nadziej%, że nie wprowadzi to zbyt duże#o zamieszania w waszym
życiu. Y-ray-"elta !eden, mówi (ontrola 0otu. "wudziesta pierwsza pi%+dziesiąt pi%+, koniec
transmisji.
8owman nie mó#ł si% nie uśmiechną+ słysząc prośb% 6entrum. Ziemia wykazywała
niekiedy ciekawą bezdusznoś+ i brak taktu. ,*próbujcie ich uspokoi+- - też cośO
'dy zjawił si% 3oole, który uszczknął nieco ze swoje#o snu, sp%dzili razem dziesi%+ minut
na układaniu i wy#ładzaniu odpowiedzi. / pierwszej 4azie trwania misji zdarzało si% mnóstwo
próśb od wszystkich środków masowe#o przekazu o wywiady, dyskusje - akceptowano każdą
rzecz, jaką chcieli przekaza+. !ednak mijały ty#odnie i na statku nie działo si% nic #odne#o uwa#i.
=óżnica czasu zwi%kszała si% z kilku minut do ponad #odziny i zainteresowanie lotem zmniejszyło
si%. d przelotu obok !owisza, ponad miesiąc temu, na#rali tylko trzy czy cztery taśmy dla
szerokiej publiczności.
- (ontrola 0otu, mówi Y-ray-"elta-!eden. to wypowied7 dla prasy1
/ dniu dzisiejszym na statku pojawiła si% drobna usterka techniczna. .asz komputer
;50-EGGG pro#nozuje uszkodzenie podzespołu 5J-HX.
5J-HX jest małym, lecz istotnym komponentem systemu komunikacji. >trzymuje kierunek
naszej #łównej anteny, stale wycelowanej na Ziemi%, z dokładnością do kilku tysi%cznych stopnia.
&ak duża dokładnoś+ wyma#ana jest z powodu naszej obecnej odle#łości od Ziemi, która wynosi w
tej chwili wi%cej niż siedemset milionów mil. 3rzy takim oddaleniu Ziemia jest tylko odle#łą
#wiazdą i nasz wąski promie) radiowy mó#łby ją łatwo z#ubi+.
5ntena bezustannie śledzi ruch Ziemi. .ap%d anteny stanowią silniki sterowane z
centralne#o komputera. *ilniki te odbierają polecenia poprzez podzespół 5J-HX, który można
porówna+ do komórki nerwowej w ludzkim ciele, tłumaczącej polecenia móz#u mi%śniom ramion.
!eśli komórka nerwowa przestanie przesyła+ prawidłowe sy#nały, ramiona stają si% bezużyteczne.
/ naszym przypadku oznacza to, że uszkodzenie 5J-HX spowoduje złe ukierunkowanie anteny.
*ytuacja taka cz%sto miała miejsce w dalekosi%żnych sondach kosmicznych wysyłanych w
przestrze) w ubie#łym stuleciu. *ondy dolatywały na miejsce przeznaczenia i nie przesyłały
żadnych in4ormacji, ponieważ ich anteny nie potra4iły zlokalizowa+ Ziemi.
.ie wiemy jeszcze, na czym pole#a uszkodzenie, ale nie ma absolutnie powodu do obaw i
bicia na alarm. $amy ze sobą dwa zapasowe podzespoły 5J-HX, których oczekiwana trwałoś+
działania wynosi dwadzieścia lat. 3rawdopodobie)stwo wystąpienia usterki w dru#im podzespole
podczas trwania misji jest tak małe, że aż nieistotne. 3oza tym po zbadaniu uszkodzenia b%dziemy
mo#li naprawi+ podzespół numer jeden.
Arank 3oole, który przeszedł specjalne przeszkolenie, opuści statek i wymieni wadliwy
element. !ednocześnie sprawdzi kadłub i naprawi kilka mikroprzecieków, które same w sobie są
zbyt małe, aby w celu ich naprawy wychodzi+ w przestrze).
prócz te#o drobne#o incydentu misja przebie#a z#odnie z planem i w dalszym cią#u nic
nie powinno zakłóca+ jej prawidłowe#o toku.
(ontrola 0otu, mówi Y-ray-"elta-!eden. "wudziesta pierwsza zero cztery, koniec
transmisji.
22. *4C.EC'KA
(apsuły kosmiczne ,dkrywcy- - nazywane też ,kosmicznymi #roszkami- - były kulami o
średnicy dziewi%ciu stóp. perator kapsuły od#rodzony był od świata zewn%trzne#o szybą, która
umożliwiała mu prac%. 'łówny nap%d rakietowy dawał przyspieszenie równe jednej piątej # -
wystarczająco dużo, aby porusza+ si% na (si%życu. *terowanie kapsułą odbywało si% przy pomocy
niewielkich dysz kontroli pionu i poziomu. / dolnej cz%ści pojazdu, pod szybą operatora,
umieszczone były dwa zestawy połączonych stawami metalowych ramion - nazywanych
chwytnikami, z których jeden przeznaczono do wykonywania zada) wyma#ających dużej siły,
dru#i zaś do delikatnych manipulacji. bok ramion znajdowała si% wysuwana #łowica zawierająca
proste narz%dzia, takie jak śrubokr%ty, młotki, piły, wiertarki.
(apsuły nie należały do najbardziej ele#anckich środków transportu, jednak ich
przydatnoś+ do prac naprawczych czy konstrukcyjnych w próżni była bezdyskusyjna. Zazwyczaj
nazywano je imionami kobiet, by+ może dlate#o, że trudno było je niekiedy okiełzna+. &rzy
kapsuły ,dkrywcy- nosiły imiona ,5nna-, ,8etty- i ,6lara-.
3o założeniu ska4andra ciśnieniowe#o - który stanowił ostatnią warstw% ochronną
astronauty - i wejściu do kapsuły 3oole przez dziesi%+ minut sprawdzał dokładnie instrumenty
kontrolne. =oz#rzewał silniki sterujące, prostował chwytniki, kontrolował poziom tlenu, paliwa i
ener#ii. 3o zako)czeniu czynności wst%pnych nawiązał łącznoś+ radiową z ;alem. 8owman
stojący przy pulpicie *terowniczym nie brał udziału w przy#otowaniach. !e#o rola pole#ała na
kory#owaniu ewentualnych bł%dów i czuwaniu nad sprawnością aparatury.
- $ówi ,8etty-. =ozpocznij sekwencj% pomp.
- *ekwencja pomp rozpocz%ta - powtórzył ;al.
/ tym samym momencie 3oole usłyszał pulsowanie pomp próżniowych wysysających
powietrze ze śluzy. 6ienka warstwa metalu, stanowiąca zewn%trzną obudow% kapsuły, zacz%ła
trzeszcze+ i dud ni+. 3o pi%ciu minutach ;al zameldował1
- *ekwencja pomp zako)czona.
3oole spojrzał na tablic% z instrumentami. /szystko działało normalnie.
- twórz zewn%trzne drzwi śluzy - polecił.
;al powtórzył instrukcj%. / każdym stadium pracy 3oole mó#ł wyda+ komend% ,stop- i
komputer natychmiast zatrzymywał dowolną sekwencj%.
@ciany statku rozsun%ły si%. 3oole poczuł lekkie kołysanie kapsuły, #dy ostatnie cząstki
powietrza wypłyn%ły w przestrze). *pojrzał na #wiazdy. Zauważył niewielki, złocisty dysk
*aturna, oddalony o czterysta milionów mil.
- =ozpocznij sekwencj% startową.
/ysi%#nik, na którym podwieszona była kapsuła, bardzo powoli wysunął si% przez otwarte
drzwi śluzy. 3ojazd znalazł si% poza statkiem.
3oole włączył na pół sekundy silnik i kapsuła oderwała si% ła#odnie od wysi%#nika. *tała
si% teraz niezależnym ciałem niebieskim, podążającym własną orbitą wokół *ło)ca. .ic już nie
łączyło 3ooleQa z ,dkrywcą-. (apsuła nie posiadała liny zabezpieczającej. .ie oczekiwano
żadnych kłopotów z jej strony, #dyby jednak mimo wszystko zdarzyło si% coś nieprzewidziane#o,
8owman czekał z odsieczą.
,8etty- dawała si% łatwo prowadzi+. 3oole pozwolił jej odpłyną+ na sto stóp od statku,
nast%pnie zahamował i odwrócił ją w kierunku ru4y ,dkrywcy-. =ozpoczął objazd kadłuba.
!e#o pierwszym celem był stopiony obszar powłoki ochronnej o średnicy pół cala, z małym
kraterem pośrodku. 6ząsteczka pyłu, która uderzyła w kadłub z pr%dkością stu tysi%cy mil na
#odzin%, była z pewnością mniejsza od łebka szpilki. #romna ener#ia kinetyczna spowodowała,
że cząsteczka natychmiast wyparowała. 3owstały w momencie zderzenia krater wy#lądał tak, jak
#dyby stworzyła #o eksplozja wewnątrz statku. 3rzy takich szybkościach materiały zachowywały
si% w dziwny sposób - zupełnie niez#odny ze zdroworozsądkowymi prawami mechaniki.
3oole dokładnie zbadał stopiony obszar, a nast%pnie spryskał #o płynem uszczelniającym z
pojemnika ciśnieniowe#o, znajdujące#o si% w przyborniku narz%dziowym kapsuły. 8iały, lepki
płyn pokrył metalową powłok% kadłuba i krater. 3rzeciek wypuścił duży bąbel, który urósł na sześ+
cali, po czym p%kł. .ast%pnie pojawił si% dru#i, mniejszy. *zybkoschnący cement zalepił otwór i
ba)ka znikn%ła. 3oole przy#lądał si% swemu dziełu przez kilka minut. .ie dostrze#ł jednak
dalszych śladów przecieku. "la pewności położył kolejną warstw% płynu i odleciał w kierunku
anteny.
0ot wokół okrą#łe#o kadłuba ,dkrywcy- zajął mu troch% czasu. .ie rozp%dzał kapsuły do
szybkości wi%kszej niż kilka stóp na sekund%. .ie musiał si% spieszy+. 3oza tym nie mó#ł porusza+
si% szybciej w pobliżu statku. $usiał zwraca+ uwa#% na sensory i instrumenty wystające z kadłuba
w najmniej oczekiwanych miejscach. drzut rakietowy kapsuły stanowił potencjalne za#rożenie
dla czułych urządze) znajdujących si% na zewnątrz ,dkrywcy-.
(iedy doleciał do anteny dalekie#o zasi%#u, rozpoczął prac% od dokładne#o zorientowania
si% w sytuacji. "uży dysk o średnicy dwudziestu stóp skierowany był precyzyjnie na *ło)ce.
Ziemia znajdowała si% teraz niemal na jednej linii z tarczą słoneczną. 3odpory anteny wraz z
systemem sterowniczym okrywała całkowita ciemnoś+. lbrzymi metalowy spodek zasłaniał
promienie słoneczne.
3oole podpłynął do urządzenia od tyłu. 'dyby znalazł si% z przodu wąskie#o,
paraboliczne#o re4lektora, ,8etty- mo#łaby przerwa+ promie) radiowy, powodując chwilowy brak
kontaktu z Ziemią. .ie widział dokładnie urządzenia z powodu panujących pod anteną ciemności,
zapalił wi%c re4lektory kapsuły.
3rzyczyna obecnych kłopotów spoczywała pod małą, metalową pokrywą, którą mocowały
cztery nakr%tki zabezpieczające. 3odzespół 5J-HX zaprojektowano tak, aby umożliwi+ je#o łatwą
wymian%. 3oole nie przewidywał żadnych trudności.
$usiał jednak opuści+ kapsuł%. $anewrowanie pojazdem w pobliżu kruchej, paj%czej sieci
anteny było zbyt ryzykowne. *ilniki sterujące ,8etty- #roziły uszkodzeniem cienkiej powierzchni
zwierciadła radiowe#o. 3oole postanowił, że zaparkuje kapsuł% w odle#łości dwudziestu stóp od
anteny i wyjdzie w przestrze) w ska4andrze ciśnieniowym. "zi%ki temu wymiana podzespołu
odb%dzie si% znacznie szybciej niż przy pomocy zdalnie sterowanych ramion ,8etty-.
Zameldował o wszystkim 8owmanowi, który sprawował piecz% nad każdym etapem
operacji jeszcze przed wprowadzeniem #o w życie. Zadanie było proste, niemal rutynowe, mimo to
w przestrzeni kosmicznej nic nie powinno odbywa+ si% przypadkowo. .ie wolno przeoczy+
żadne#o detalu. / operacjach poza statkiem nie można było pozwoli+ sobie na ryzyko ,mniej
ważnych- bł%dów.
3oole otrzymał pozwolenie na wykonanie zadania. Zaparkował kapsuł% w odle#łości
dwudziestu stóp od podstawy podpór anteny. ,8etty- nie powinna odpłyną+ w przestrze), mimo to
uchwycił automatycznym ramieniem szczebel drabinki umieszczonej strate#icznie na zewn%trznym
poszyciu ,dkrywcy-.
*prawdził działanie systemów ska4andra próżniowe#o i stwierdziwszy, że wszystko
4unkcjonuje prawidłowo, zaczął wypuszcza+ powietrze z kapsuły. 5tmos4era ,8etty- z sykiem
uciekała w próżni%. /okół 3ooleQa u4ormowała si% na krótko chmura kryształków lodu,
przesłaniająca #wiazdy.
3rzed opuszczeniem kapsuły wykonał jeszcze jedną czynnoś+. 3rzełączył ,8etty- ze
sterowania r%czne#o na zdalne, oddając ją pod opiek% ;alowi. 8yło to rutynowe zabezpieczenie.
3ooleQa łączyła z kapsułą silna, spr%żynująca lina, niewiele #rubsza od bawełniane#o sznura, jednak
nawet najlepsze liny mają to do siebie, że mo#ą si% zerwa+. $iałby si% z pyszna, #dyby w razie
awarii chciał przywoła+ pojazd i nie przełączył sterowania. ;al byłby bezradny.
"rzwi kapsuły rozsun%ły si% i 3oole wypłynął powoli w cisz% próżni. Za nim rozwijała si%
lina. &ylko spokojnie, ni#dy za szybko, zatrzymaj si% i pomyśl - były to #łówne zasady poruszania
si% poza statkiem. 3rzestrze#ając ich, można unikną+ wielu kłopotów.
3oole uchwycił jeden z zewn%trznych wsporników ,8etty- i wycią#nął z bocznej kieszeni
kapsuły zapasowy podzespół 5J-HX. .ie zabierał z kapsuły żadnych narz%dzi - wi%kszoś+ z nich
nie była przeznaczona dla ludzkich rąk. /szystkie niezb%dne klucze miał zawieszone przy pasie.
depchnął si% i poszybował w kierunku kardanowe#o zawieszenia wielkie#o dysku,
przypominające#o #i#antyczny spodek umieszczony mi%dzy nim a *ło)cem. / świetle re4lektorów
,8etty- 3oole dostrze#ł swój podwójny cie), tworzący rozta)czone, 4antastyczne wzory na
wypukłej powierzchni zwierciadła. .a#le z zaskoczeniem zauważył oślepiająco jasne punkciki
światła na tylnej cz%ści dysku.
3łynąc ku nim w ciszy, zastanawiał si% nad ich pochodzeniem. / ko)cu domyślił si%, skąd
si% wzi%ły. 3odczas lotu re4lektor radiowy natykał si% na przemierzające przestrze) mikrometeory.
3oole spo#lądał na światło słoneczne przeświecające przez mikroskopijne kratery, na szcz%ście
zbyt małe, aby zakłóci+ prac% urządzenia.
3oruszał si% bardzo wolno. /ycią#ni%tą r%ką wyhamował własny impet i uchwycił si%
zawieszenia anteny, chroniąc si% przed odbiciem. *zybko przypiął pas zabezpieczający do
najbliższe#o rusztowania. 3as miał za zadanie przeciwdziała+ odpłyni%ciu w próżni% podczas
używania narządzi. 3oole odpoczął chwil% i przekazał meldunek 8owmanowi. 3rzemyślał również
nast%pne posuni%cie.
3ojawił si% pewien problem1 3oole stał, czy raczej unosił si% w świetle własnych
re4lektorów. 6ie), który rzucał, zasłaniał podzespół 5J-HX, uniemożliwiając mu prac%. 3olecił
;alowi przesuną+ re4lektory w jedną stron% i po kilku próbach otrzymał jednorodne światło odbite
od dysku anteny.
3rzez kilka sekund badał niewielką, metalową zasuw% i cztery nakr%tki zabezpieczające z
zatyczkami. .ast%pnie mrucząc do siebie1 ,manipulowanie przez osoby nieupoważnione
unieważnia #warancj% producenta-, wyrwał zatyczki i zaczai odkr%ca+ nakr%tki. :ch wielkoś+ była
znormalizowana, pasował wi%c do nich zero-obrotowy klucz, który 3oole miał ze sobą.
/ewn%trzny mechanizm spr%żynowy narz%dzia pochłaniał kontrakcj% odkr%canych śrub. "zi%ki
temu osoba posłu#ująca si% kluczem w próżni nie była obracana w kierunku przeciwnym do
odkr%canej śruby.
6ztery nakr%tki ustąpiły bez problemów i 3oole umieścił je ostrożnie w bocznej kieszeni
ska4andra. N/ przyszłości - wedle niektórych pro#noz - Ziemia otoczona b%dzie pierścieniami
podobnymi do pierścieni *aturna. 3ierścienie owe powstaną ze śrub, nakr%tek i narz%dzi, które
uciekły w przestrze) nieuważnym orbitalnym budowniczymP. $etalowa pokrywa była lepka od
mrozu i 3oole przez chwil% obawiał si%, czy nie przywarła do całej konstrukcji. !ednak po kilku
niezbyt mocnych szarpni%ciach pokrywa puściła. 3rzyczepił ją wielkim, ,krokodylim- spinaczem
do podstawy anteny.
&eraz miał przed sobą obwody elektroniczne podzespołu 5J-HX. *am podzespół był cienką
płytką wielkości kartki pocztowej, którą umieszczono w szczelinie o odpowiednich rozmiarach.
Jlement utrzymywały na miejscu dwa zatrzaski. Z przodu znajdował si% uchwyt umożliwiający
wysuni%cie płytki.
5J-HX cią#le pracował, przesyłając do anteny impulsy, które utrzymywały ją w jednej linii
z Ziemią. !eśli 3oole wycią#nie teraz podzespół, sterowanie anteną zostanie przerwane i dysk
odwróci si% do pozycji neutralnej - zero-azymutowej - wzdłuż osi ,dkrywcy-. 8yłoby to bardzo
niebezpieczne, szcze#ólnie dla nie#o, ponieważ dysk mó#ł uderzy+ #o podczas obrotu.
5by unikną+ te#o za#rożenia, należało jedynie odcią+ zasilanie od systemu sterowania.
5ntena nie poruszy si%, chyba że 3oole sam w nią uderzy. 3rzez kilka minut potrzebnych na
wymian% podzespołu nie istniało prawdopodobie)stwo utraty kontaktu z Ziemią. / tak krótkim
przedziale czasowym Ziemia nie zmieni w znaczący sposób swoje#o położenia w stosunku do
#wiazd.
- ;al - zawołał przez radio 3oole - za chwil% b%d% wymieniał podzespoły. /yłącz zasilanie
sterowania anteną.
- Zasilanie sterowania anteną wyłączone - odpowiedział ;al.
- / porządku. /ymieniani podzespół.
3łytka wysun%ła si% ze szczeliny bez trudności, nie zablokowała jej żadna z kilkudziesi%ciu
zatrzaskowych wtyczek. 3o upływie minuty na miejscu znalazł si% zapasowy podzespół.
3oole wolał jednak nie ryzykowa+. depchnął si% od zawieszenia anteny, na wypadek
#dyby dysk oszalał po ponownym włączeniu zasilania. (iedy znalazł si% w bezpiecznej odle#łości,
zawołał do ;ala1
- .owy podzespół powinien działa+. /łącz zasilanie.
- Zasilanie włączone - odpowiedział komputer.
5ntena pozostała na miejscu.
- 3rzeprowad7 testowanie.
3rzez skomplikowane obwody podzespołu popłyną mikroimpulsy, testujące ewentualne
uszkodzenia, sprawdzające tysiące komponentów i ich tolerancje. Zanim płytka opuściła
producenta, przeprowadzono dziesiątki takich testów, miało to jednak miejsce dwa lata i pół
miliarda mil temu. 6z%sto wydawało si% niemożliwe, żeby wytwory współczesnej elektroniki
ule#ały awariom, niestety rzeczywistoś+ uczyła cze#oś wr%cz przeciwne#o.
- bwód w pełni sprawny - zameldował ;al po dziesi%ciu sekundach, przez które
przeprowadził tyle bada), ile mo#łaby wykona+ mała armia inspektorów nadzoru.
- / porządku - odpowiedział zadowolony 3oole. - Zamykam pokryw%.
statnia cz%ś+ każdej operacji poza statkiem okazywała si% cz%sto najniebezpieczniejsza.
3 zako)czeniu pracy - kiedy w zasadzie pozostawało sprzątanie i powrót do macierzyste#o
pojazdu - popełniano najwi%cej bł%dów. !ednak Arank 3oole nie byłby członkiem zało#i
,dkrywcy-, #dyby nie można było pole#a+ na je#o roztropności i rozwadze. .ie spieszył si%,
mimo to jedna z nakr%tek poszybowała w przestrze). Zdołał ją jednak złapa+, zanim przebyła
wi%cej niż kilka stóp.
3i%tnaście minut pó7niej wjeżdżał do #arażu kosmiczne#o przekonany, że wykonał prac%,
której nie trzeba b%dzie poprawia+.
.iestety, bardzo si% mylił.
25. (.A20O'A
- 6zy chcesz powiedzie+ - wykrzyknął Arank 3oole bardziej zdziwiony niż poirytowany - że
wykonałem całą t% robot% na próżno2
- .a to wy#ląda - powiedział 8owman. - 3odzespół działa bez zarzutu. .awet przy
dwustuprocentowym przeciążeniu nie ma żadnych wskaza) co do usterek.
"waj m%żczy7ni stali w niewielkim pomieszczeniu laboratoryjno-warsztatowym
znajdującym si% w wirówce. (abina ta, bardziej niż #araż, nadawała si% do wykonywania drobnych
napraw i bada). .ie istniało tutaj niebezpiecze)stwo spotka) z #orącymi drobinami cyny
lutowniczej, unoszonymi przez prądy powietrzne, czy za#ubienia małych narz%dzi, które właśnie
postanowiły wejś+ na orbit%. &akie rzeczy zdarzały si% w pozbawionym ciążenia #arażu.
6ienka płytka podzespołu 5J-HX leżała na stole pod silnym powi%kszającym szkłem.
8owman podłączył ją do standardowe#o zestawu kolorowych kabli, prowadzących do
automatyczne#o zespołu testujące#o, który nie był wi%kszy od zwykłe#o biurowe#o komputera.
6hcąc przetestowa+ dowolny element, należało - po podłączeniu #o do zespołu - wsuną+
odpowiednią dyskietk% z biblioteki ,usterkowania- i nacisną+ klawisz. "okładne umiejscowienie
uszkodzenia pojawiało si% na małym monitorze wraz z zalecanymi czynnościami naprawczymi.
- *próbuj sam - powiedział lekko poirytowany 8owman.
3oole przełączył przycisk /M8S= 3=ZJ6:TBJ.:5 na Y-I i nacisnął klawisz
&J*&/5.:J. .a ekranie od razu pojawił si% napis1 3"ZJ*3S? *3=5/.M.
- $ożemy przeciąża+ #o aż do spalenia - po wiedział - ale to nicze#o nie udowadnia. 6zy
coś ci przychodzi do #łowy2
- /ewn%trzne pro#nozowanie usterek ;ala mo#ło si% pomyli+.
- 8ardziej prawdopodobne jest, że popsuła si% nasza instalacja testująca. / każdym razie
lepiej dmucha+ na zimne. "obrze, że wymieniliśmy ten podzespół, nawet jeśli istniał tylko cie)
wątpliwości.
8owman rozłączył płytk% i ustawił ją pod światło. 6z%ściowo przezroczysty materiał
przecinały siatki skomplikowanych połącze). /sz%dzie znajdowały si% plamki ledwo widocznych
mikrokomponentów, nadające płytce wy#ląd abstrakcyjne#o dzieła sztuki.
- .ie wolno nam ryzykowa+, to nasze jedyne połączenie z Ziemią. znacz% płytk% jako
,nie#warantowaną- i umieszcz% w składzie odrzutów. .iech si% martwią nią po naszym powrocie
do domu.
Zmartwienia miały zaczą+ si% jednak znacznie wcześniej - już podczas nast%pne#o
połączenia z Ziemią.
- Y-ray-"elta-!eden, mówi (ontrola 0otu.
/ odniesieniu do wasze#o przekazu dwudziesta pierwsza pi%+dziesiąt pi%+1 mamy mały
problem.
/asz raport stwierdzający sprawnoś+ 5lpha Jcho trzy pi%+ z#adza si% z naszą dia#nozą.
/asz komputer mó#ł popełni+ błąd w pro#nozowaniu usterki. .asze komputery dziewi%+ zero zero
zero potwierdzają to przypuszczenie w oparciu o swoje in4ormacje. .asze komputery zapasowe
twierdzą również, że nie ma powodu do wszczynania alarmu. .ależy jednak zwróci+ uwa#% na
dalsze ewentualne odst%pstwa od przewidzianych pro#ramem działa) wasze#o dziewi%+ zero zero
zero. / przeszłości podejrzewaliśmy istnienie kilku pomniejszych odchyle), jednak żadne z nich
nie było wystarczająco poważne, aby podejmowa+ przeciwdziałania. dchylenia te nie układały si%
w żaden przejrzysty wzór pozwalający na wycią#ni%cie wniosków. 3rzeprowadzamy dalsze testy
na naszych dwóch komputerach. =aport prześlemy po uzyskaniu wyników. 3owtarzamy1 nie ma
powodu do wszczynania alarmu. .aj#orsze, co może si% zdarzy+, to tymczasowe odłączenie
wasze#o dziewi%+ zero zero zero w celu analizy pro#ramów i przekazanie sterowania jednemu z
naszych komputerów. =óżnica czasu może w takim wypadku powodowa+ pewne niedo#odności,
jednak nasza symulacja wykonalności wskazuje, że sterowanie z Ziemi jest całkowicie
dopuszczalne na tym etapie misji.
Y-ray-"elta-!eden, mówi (ontrola 0otu. "wudziesta pierwsza pi%+dziesiąt sześ+, koniec
transmisji.
Arank 3oole, który miał służb%, #dy nadeszła wiadomoś+, zaczął zastanawia+ si% nad tym,
co usłyszał. 6zekał na komentarz ;ala. !ednak komputer postanowił nie odpiera+ zarzutów. ;al
milczał, a 3oole nie miał zamiaru rozpoczyna+ dyskusji.
.adszedł czas porannej zmiany i normalnie 3oole czekałby na 8owmana przy 3ulpicie
*terowniczym. "zisiaj postanowił jednak spotka+ si% z nim w wirówce.
8owman już wstał. .alewał sobie kaw%, #dy 3oole powitał #o raczej smutnym ,dzie)
dobry-. 6ią#le jeszcze - mimo miesi%cy w kosmosie - myśleli kate#oriami normalne#o cyklu
dwudziestocztero#odzinne#o. "awno jednak przestali odróżnia+ dni ty#odnia.
- "zie) dobry - odpowiedział 8owman. - !ak leci2
3oole nalał sobie kawy.
- .ie7le. budziłeś si% już2
&ak, o co chodzi2
8owman zorientował si%, że coś jest nie w porządku. .ajmniejsza zmiana w codziennym
rozkładzie dnia sy#nalizowała kłopoty.
- .o cóż - zaczął wolno 3oole - (ontrola 0otu przysłała nam małą bomb%.
Zniżył #łos jak lekarz omawiający chorob% w obecności pacjenta.
- Zdaje si%, że mamy na pokładzie lekki przypadek hipochondrii.
8owmann nie był chyba jeszcze rozbudzony do ko)ca, ponieważ zrozumienie aluzji zabrało
mu kilka sekund. / ko)cu zapytał1
- 5ch tak, i co jeszcze powiedzieli2
- Be nie ma powodu do obaw. 3owtórzyli to dwa razy, co odniosło skutek odwrotny do
oczekiwane#o, przynajmniej jeśli o mnie chodzi. =ozważają też możliwoś+ tymczasowe#o
sterowania z Ziemi podczas przeprowadzania analizy pro#ramów.
/iedzieli obaj, że ;al słyszał każde słowo, nie mo#li jednak zaprzesta+ na#le rozmów w
je#o obecności. ;al był ich towarzyszem, nie chcieli #o martwi+. .a tym etapie nie istniała jeszcze
koniecznoś+ omawiania je#o sprawy na osobności.
8owman doko)czył śniadanie w milczeniu. 3oole bawił si% pustym kubkiem do kawy.
bydwaj zamyślili si% #ł%boko, nie mieli nic wi%cej do powiedzenia.
3ozostało jedynie czeka+ na kolejny raport (ontroli 0otu. Zastanawiali si%, czy ;al
podejmie temat. 6okolwiek by si% stało, atmos4era na statku ule#ła zmianie. / powietrzu wisiało
napi%cie. 6zuli, że po raz pierwszy w całej misji coś może si% nie uda+.
,dkrywca- przestał by+ szcz%śliwym statkiem.
26. U/'KO('O04 O;*A(
becnie wiadomo było, kiedy ;al ma zamiar powiedzie+ coś nieprzewidziane#o. !e#o
zwykłe, rutynowe raporty czy odpowiedzi na pytania pozbawione były wst%pów. 'dy jednak miał
coś do powiedzenia od siebie, rozpoczynał wypowied7 elektronicznymi chrząkni%ciami. .abawił
si% tej idiosynkrazji przez ostatnie kilka ty#odni. 3rawdopodobnie b%dą musieli coś z tym zrobi+,
jeśli chrząkanie stanie si% zbyt irytujące. $iało ono jednak swoje dobre strony - wiedzieli, kiedy
zdarzy si% coś niezwykłe#o.
3oole spał, 8owman zaś zaj%ty był czytaniem przy 3ulpicie *terowniczym, kiedy ;al
oznajmił1
- ;mm, "aUe, mam dla ciebie raport.
- co chodzi2
- 3suje si% nam kolejny podzespół 5J-HX. $oje pro#nozowanie usterek wskazuje na
uszkodzenie za dwadzieścia cztery #odziny.
8owman odłożył książk% i z zastanowieniem przyjrzał si% konsolecie komputera. /iedział,
że ;al nie jest umiejscowiony w konsolecie - cokolwiek by to znaczyło. !eśli osobowoś+
komputera posiada jakąś lokalizacj%, to było nią zamkni%te pomieszczenie - zawierające labirynt
połączonych ze sobą zespołów pami%ci i siatek czynnościowych - znajdujące si% w pobliżu
centralnej osi wirówki. !ednak podczas rozmów z ;alem istniał jakiś przymus psycholo#iczny,
nakazujący spo#lądanie w obiektyw #łównej konsolety, by+ może był to substytut rozmowy twarzą
w twarz. :nny sposób prowadzenia konwersacji byłby nieuprzejmością w stosunku do komputera.
- .ie rozumiem, ;al. "wa podzespoły nie mo#ą popsu+ si% w przecią#u kilku dni.
- /y#ląda to dziwnie, "aUe, ale zapewniam ci%, że usterka jest nieunikniona.
- 3okaż mi ustawienie optyczne.
8owman wiedział, że to nicze#o nie wyjaśni, chciał mie+ jednak czas do namysłu.
czekiwany raport (ontroli jeszcze nie nadszedł. 8y+ może należało rozpoczą+ własne, w miar%
taktowne testowanie ;ala.
Zobaczył dobrze znany widok Ziemi, przechodzącej właśnie z 4azy półksi%życa do pełni.
3laneta - b%dąca w dużym oddaleniu od *ło)ca - znajdowała si% w samym środku siatki celownika.
6ienki promie) 4ali radiowej cią#le jeszcze łączył ,dkrywc%- z macierzystym #lobem. 8owman
spodziewał si% te#o. 'dyby było inaczej, ;al wszcząłby alarm znacznie wcześniej.
- 6zy wiesz - spytał - co wywołuje usterk%2
;al ni#dy nie zwlekał tak dłu#o z odpowiedzią.
/ ko)cu odparł1
- .ie wiem, "aUe. &ak jak mówiłem wcześniej, nie mo#% zlokalizowa+ uszkodzenia.
- !esteś pewny - powiedział ostrożnie 8owman - że nie zachodzi pomyłka2 /iesz, że
testowaliśmy dokładnie pierwszy podzespół 5J-HX i okazało si%, że był on całkowicie sprawny.
- &ak, wiem o tym. 5le ponownie zapewniam ci%, że istnieje uszkodzenie - jeśli nie w
podzespole, to w całym podsystemie.
8owman zab%bnił palcami w konsolet%. &ak, to było możliwe, chociaż trudne do
udowodnienia aż do wystąpienia usterki. "opiero wtedy b%dzie można zbada+ lokalizacj%.
- "obrze, złoż% meldunek (ontroli i zobaczy my, co nam poradzą.
3rzerwał na#le, ale ;al nie zarea#ował.
- ;al - zaczął na nowo - czy coś ci% martwi2
6oś, czym można by wytłumaczy+ ten problem2
: znów odpowied7 nadeszła z opó7nieniem. !ednak #los ;ala był całkowicie normalny.
- 3osłuchaj, "aUe. /iem, że chcesz mi pomóc.
5le usterka powstaje albo w systemie anteny, albo w waszych procedurach testujących. $ój
system przesyłania danych 4unkcjonuje bez zarzutu. !eśli sprawdzisz moją kartotek%, zobaczysz, że
nie ma w niej ani jedne#o bł%du.
- Znam całą twoją kartotek% użytkową, ;al. 5le to nie dowód, że masz racj% i tym razem.
(ażdy może si% myli+.
- .ie chciałbym si% upiera+, "aUe, ale ja jestem niezdolny do popełniania omyłek.
.ie było bezpiecznej odpowiedzi na tak postawioną kwesti%. 8owman postanowił
zako)czy+ dyskusj%.
- / porządku, ;al - powiedział pospiesznie - rozumiem twój punkt widzenia. Zostawmy to
na razie.
6zuł, że powinien doda+ ,i prosz% zapomnij o całej sprawie-, ale te#o oczywiście ;al nie
mó#łby zrobi+ ni#dy.
(ontrola 0otu rzadko przeznaczała szerokoś+ 4al radiowych na nadawanie wizji. /
wi%kszości przypadków porozumiewano si% z ,dkrywcą- przy pomocy słowa i tele4aVowych
potwierdze) wiadomości. &warz, która pojawiła si% na ekranie, nie należała do znane#o
kosmonautom (ontrolera 0otu. 8yła to twarz 'łówne#o 3ro#ramisty, doktora *imonsona. 3oole i
8owman domyślili si%, że zaczynają si% kłopoty.
- ;alo, Y-ray-"elta-!eden, mówi (ontrola 0otu. Zako)czyliśmy analiz% usterki 5J-HX.
.asze obydwa komputery ;al "ziewi%+ &ysi%cy są z#odne co do jej wyników. =aport, który
przesłaliście w transmisji dwudziesta pierwsza czterdzieści sześ+, dotyczący dru#iej pro#nozy
uszkodzenia, potwierdza dia#noz%.
&ak jak podejrzewaliśmy, usterka nie jest umiejscowiona w podzespole 5J-HX i nie ma
potrzeby je#o ponownej wymiany. 3roblem dotyczy obwodów pro#nozowania, co wedle naszej
opinii wskazuje na zaburzenia pro#ramowania, które możemy rozwiąza+ po odłączeniu wasze#o
;ala i przej%ciu sterowania przez Ziemi%. 3odejmiecie wi%c nast%pujące kroki rozpoczynając o
dwudziestej dru#iej czasu pokładowe#o ...
'łos (ontroli 0otu zamilkł. !ednocześnie rozle#ł si% alarm, zawodzący w rytm powtarzanej
przez ;ala 4razy1 ,Za#rożenie "ru#ie#o *topniaO-, ,Za#rożenie "ru#ie#o *topniaO- - 6o si% stało2
- krzyknął 8owman, chociaż znał już odpowied7.
- >szkodzenie w podzespole 5J-HX, tak jak pro#nozowałem.
- 3okaż ustawienie optyczne.
3o raz pierwszy od początku podróży obraz na ekranie ule#ł zmianie. Ziemia odpływała z
siatki celownika. 5ntena nie wskazywała już swoje#o celu.
3oole uderzył pi%ścią w wyłącznik alarmu. Zawodzenie ustało. / na#łej ciszy dwaj
m%żczy7ni spojrzeli na siebie uważnie i z pewnym zażenowaniem.
- .iech to jasna cholera ... - powiedział w ko)cu 8owman.
- /i%c ;al miał racj% przez cały czas.
- .a to wy#ląda, lepiej #o przeprośmy.
- .ie ma takiej potrzeby - przerwał im ;al. - czywiście nie jestem zadowolony z powodu
uszkodzenia 5J-HX, ale mam nadziej% że przy wróci wam ono wiar% w moją prawdomównoś+.
- 3rzykro mi z powodu te#o nieporozumienia, ;al - powiedział skruszony 8owman.
- 6zy macie do mnie pełne zau4anie2
- czywiście, ;al.
- .o cóż, ulżyło mi. /iecie, że jestem bardzo entuzjastycznie ustosunkowany do tej misji.
- .a pewno. ;al. 5 teraz daj mi prosz% r%czne sterowanie anteną.
- 3rosz% bardzo.
8owman nie spodziewał si% nicze#o nadzwyczajne#o, ale warto było spróbowa+. .a
ekranie ustawienia optyczne#o Ziemia znikn%ła całkowicie. (ilka sekund pó7niej 8owman zdołał
ją odnale7+ przy pomocy instrumentów. Z trudnością kierował ją do przeci%cia siatki celownika.
3rzez sekund% - #dy promie) pozostawał w jednej linii z Ziemią - słyszeli chrapliwy #łos
*imonsona 1
- ... dajcie nam natychmiast zna+, czy obwód ( (in# = =ób. ..
: znów zapadła cisza przerywana bezsensownym pomrukiem wszechświata.
- .ie mo#% #o utrzyma+ - powiedział 8owman po kilku daremnych próbach. - Zrywa si%
jak ko) z uwi%zi. .akłada si% na nie#o jakiś symulowany sy#nał kontrolny.
- : co robimy2
&rudno znale7+ odpowied7 na pytanie 3ooleQa. 8yli odci%ci od Ziemi. Aakt ten sam w sobie
nie za#rażał bezpiecze)stwu statku, poza tym istniało wiele innych sposobów nawiązania łączności
z Ziemią. / ostateczności mo#li zablokowa+ anten% na stałe i używa+ statku jako celownika,
manewrując nim w odpowiedni sposób. 8yłoby to doś+ ryzykowne i skomplikowane akurat teraz,
#dy mieli rozpoczyna+ manewry ko)cowe - jednak z braku innych możliwości byli zdecydowani
podją+ wyzwanie.
8y+ może jednak nie b%dą musieli ucieka+ si% do ostateczności. 3osiadali jeszcze jeden
zapasowy podzespół 5J-HX, a także pierwszą płytk%, która została wymieniona jeszcze przed
wystąpieniem awarii. .ie wolno jednak było ryzykowa+ zamontowania nowe#o 5J-HX, przed
sprawdzeniem całe#o systemu. 'dyby teraz wymienili płytki, prawdopodobnie spaliliby od razu
nowy podzespół.
3odobne sytuacje zdarzają si% w każdym domu1 nie wymienia si% przepalone#o
bezpiecznika, zanim nie usunie si% przyczyny przepalenia.
27. P.ER*/'4 C'3O*.EK 0A /ATUR0.E
Arank 3oole niedawno wykonywał wszystkie te czynności, jednak w kosmosie ni#dy nie
powinno si% by+ nadmiernie pewnym swe#o, chyba że chce si% popełni+ samobójstwo. >ważnie
dokonywał prze#lądu ,8etty- i całe#o ekwipunku. $iał przebywa+ poza statkiem nie wi%cej niż
trzydzieści minut, brał mimo to zapasy wystarczające na całą dob%. 3olecił ;alowi otworzy+ śluz% i
wyleciał w otchła).
*tatek wy#lądał tak jak ostatnio, z jednym istotnym wyjątkiem. 3oprzednio olbrzymi dysk
anteny dalekie#o zasi%#u wskazywał niewidzialny szlak, który przebył ,dkrywca- - szlak ku
Ziemi krążącej w pobliżu słoneczne#o o#nia.
&eraz pozbawiona sy#nałów kierunkowych antena ustawiła si% w pozycji neutralnej.
*kierowana była wzdłuż osi statku, w pobliże jasne#o *aturna, od które#o dzieliło ich jeszcze kilka
miesi%cy.
3oole zastanawiał si%, ile problemów napotkają na swej drodze ku odle#łej planecie.
3rzy#lądając si% uważnie *aturnowi dostrze#ł, że jest on idealną kulą. 3o obydwu stronach #lobu
znajdowało si% coś, co ludzie do tej pory o#lądali wyłącznie przy pomocy teleskopów1 spłaszczenie
wywołane obecnością pierścieni. /yobrażał sobie moment, kiedy niebo nad ,dkrywcą- wypełnią
drobiny orbitujące#o pyłu i lodu, a statek stanie si% na wieki satelitą *aturna. !ednak bez
nawiązania łączności z Ziemią ich wysiłki przestaną mie+ jakikolwiek sens.
Zaparkował ,8etty- tak jak poprzednio w odle#łości dwudziestu stóp od podstawy
zawieszenia anteny i przekazał sterowanie ;alowi. .ast%pnie otworzył drzwi.
- /ychodz% - zameldował 8owmanowi - wszystko działa normalnie.
- $am nadziej%, że masz racj%. 6hciałbym wreszcie zobaczy+ ten podzespół.
- 8%dziesz #o miał za dwadzieścia minut. biecuj%.
3rzez chwil% panowała cisza. 3oole zbliżał si% powoli do anteny. 8owman, stojący przy
3ulpicie *terowniczym, słyszał je#o sapanie i przyspieszony oddech.
- .a razie musisz zadowoli+ si% obietnicą. !edna z zakr%tek jest zablokowana. 6hyba za
mocno do kr%ciłem ją poprzednio. .. .o, puściłaO
: znów zapadła dłu#a cisza. 3otem 3oole zawołał1
- ;al, przesu) światła kapsuły o dwadzieścia stopni w lewo. "zi%kuj%, w porządku.
'dzieś #ł%boko w podświadomości 8owmana zabrzmiał odle#ły dzwonek ostrze#awczy.
"ziało si% coś dziwne#o1 może nie tyle alarmujące#o, co niezwykłe#o. Zastanawiał si% przez kilka
sekund, zanim zdał sobie spraw%, o co chodzi.
;al wykonał polecenie, ale nie potwierdził wykonania tak, jak robił to zazwyczaj. (iedy
3oole sko)czy, b%dą musieli tym si% zają+.
3oole był zbyt zaj%ty pracą przy antenie, aby zauważy+ niezwykłoś+ sytuacji. >chwycił
płytk% obwodu i wycią#nął ze szczeliny. Zatrzaski puściły i 3oole uniósł 5J-HX w bladym
słonecznym świetle.
- $am ci% bydlaku - powiedział w próżni% i do 8owmana. - /y#ląda całkiem nie7le.
3rzerwał. (ątem oka dostrze#ł na#ły ruch tam, #dzie nie należało si% #o spodziewa+.
Zaniepokojony podniósł wzrok. /okół nie#o zmieniał si% wzór światła, rzucane#o przez dwa
re4lektory ,8etty-.
6zyżby kapsuła zerwała cumy2 8y+ może niezbyt starannie połączył ją ze statkiem. .a#le
ze zdziwieniem, które nie pozostawiało miejsca na strach, dostrze#ł, że kapsuła zbliża si% do nie#o
na pełnym cią#u.
/idok był tak nieprawdopodobny, że 3oole zamarł jak sparaliżowany. .ie próbował nawet
uchyli+ si% przed nacierającym pojazdem. / ostatniej chwili odzyskał #łos i krzyknął1
- ;alO 6ała wstecz. ..
8yło jednak za pó7no.
/ momencie uderzenia kapsuła nie poruszała si% zbyt szybko. .ie zbudowano jej w celu
osią#ania dużych przyspiesze). !ednak nawet przy szybkości dziesi%ciu mil na #odzin% pół tony
masy jest śmiertelnie #ro7ne - zarówno na Ziemi, jak i w kosmosie...
Zduszony okrzyk 3ooleQa wyrzucił 8owmana z 4otela. /rócił na miejsce ścią#ni%ty pasami
bezpiecze)stwa.
- Arank, co si% stało2 - zawołał.
.ie było odpowiedzi.
.a#le w szerokim oknie obserwacyjnym mi#nął poruszający si% kształt. 8owman - ze
zdziwieniem porównywalnym z zaskoczeniem 3ooleQa - dostrze#ł, że była to kapsuła zmierzająca
na pełnym cią#u ku #wiazdom.
- ;alO - krzyknął - 6o si% dzieje2 ,8etty- cała wsteczO 6ała wsteczO
.ic si% nie zmieniło1 kapsuła cią#le przyspieszała uciekając od statku.
Za pojazdem, na ko)cu liny zabezpieczającej, wisiał ska4ander. !eden rzut oka wystarczył,
żeby domyśle+ si% naj#orsze#o. Z ubioru 3ooleQa zostały strz%py, w ska4andrze nie było ciśnienia.
(osmonauta znajdował si% w próżni.
8owman cią#le wołał. /szystko na próżno, zakl%ciami nie można wskrzesi+ umarłych.
- ;alo, Arank... ;alo, Arank... 6zy mnie słyszysz2 6zy mnie słyszysz... 3omachaj r%ką, jeśli
mnie słyszysz... $oże zepsuł si% twój nadajnik... 2 3omachaj r%kąO
: oto, jak #dyby w odpowiedzi na zakl%cia 8owmana, 3oole pomachał ramionami.
"aUid 8owman poczuł, że włosy stają mu d%ba. *łowa, które chciał wypowiedzie+, zamarły
mu na spierzchni%tych war#ach. /iedział, że 3oole nie żyje, mimo to dał znak.
*pazm strachu i nadziei przeminął. Zimna lo#ika zastąpiła emocje. 3%dząca coraz szybciej
kapsuła tar#ała wleczonym przez siebie ciałem. 'est 3ooleQa był jak poże#nanie kapitana 5haba,
#dy ten przywiązany do boku białe#o wieloryba pozdrawiał zało#% skazane#o na za#ład%
,3eąuoda-, sam b%dąc już martwym.
3o pi%ciu minutach kapsuła i jej satelita znikn%li pomi%dzy #wiazdami. 8owman bardzo
dłu#o wpatrywał si% w pustk% rozcią#ającą si% przed nim na przestrzeni milionów mil. $yślał o
celu, które#o ni#dy nie osią#nie. !ak natr%tna melodia powracał do nie#o ten sam obraz1 Arank
3oole - pierwszy człowiek na *aturnie.
28. RO')O*A ' HALE)
.a pokładzie ,dkrywcy- nic si% nie zmieniło. /szystkie systemy pracowały normalnie.
/irówka obracała si% powoli wokół własnej osi dając namiastk% ciążenia. Zahibernowani spali w
swoich kabinach. *tatek podążał do celu, od które#o nic nie mo#ło #o odwieś+ - wyłączywszy by+
może zupełnie nieprawdopodobne zdarzenie z asteroidą. &utaj jednak, daleko za !owiszem, nie
było asteroid.
8owman nie pami%tał, jak przebył dro#% ze sterowni do wirówki. .a#le stwierdził, że siedzi
w kambuzie, trzymając w dłoni kubek z niedopitą kawą. =oz#lądał si% po otaczających #o
przedmiotach jak człowiek, który wydobywa si% z dłu#ie#o narkotyczne#o snu.
"okładnie naprzeciw nie#o znajdowało si% rybie oko jednej z kamer, rozmieszczonych
strate#icznie w różnych punktach statku, co umożliwiało ;alowi obserwacj% te#o, co działo si% na
pokładzie. 8owman wpatrywał si% w obiektyw, jak #dyby widząc #o po raz pierwszy. 3otem
podniósł si% powoli i zbliżył twarz do soczewki. =uch w polu widzenia komputera musiał wywoła+
jakąś reakcj% w niezmierzonych #ł%biach umysłu, który rządził teraz statkiem.
- [le si% stało z Arankiem, prawda2
- &ak - odpowiedział 8owman po dłu#iej przerwie - 7le.
- 3odejrzewam, że jesteś załamany2
- 5 cze#o oczekujesz2
;al zastanawiał si% nad odpowiedzią przez wieki - mierzone czasem komputerów. $in%ło
całe pi%+ sekund, zanim odezwał si% ponownie1
- 8ył wspaniałym członkiem zało#i.
*twierdziwszy, że cią#le trzyma kubek z kawą w dłoni, 8owman wypił duży łyk. .ie
odpowiedział. / #łowie miał taki chaos, że nie potra4ił znale7+ odpowiedzi. &akiej, która nie
po#orszyłaby i tak już napi%tej sytuacji.
6zy możliwe, że był to wypadek spowodowany uszkodzeniem systemu sterowania kapsułą2
6zy raczej była to niewinna pomyłka ;ala2 .ie usłyszał żadnych wyjaśnie). .ie żądał ich zresztą
w obawie przed reakcją, jaką mo#łoby to wywoła+.
.awet teraz nie potra4ił po#odzi+ si% z myślą, że Arank został celowo zabity. 8yło to zbyt
irracjonalne. ;al - który do tej pory sprawował si% bez zarzutu - na#le zamienił si% w morderc%2 &o
zupełnie nieprawdopodobne. 3opełnił błąd2 - każdy człowiek czy maszyna może si% kiedyś
pomyli+, jednak posuną+ si% do zabójstwa... 8owman nie chciał w to uwierzy+.
$usi jednak rozważy+ i t% ewentualnoś+. !eśli śmier+ 3ooleQa okazałaby si% mordem, byłby
w bezpośrednim niebezpiecze)stwie. 3owinien teraz wykona+ nast%pujące posuni%cie -
podyktowane zresztą re#ulaminem - jednak czy zdoła2
/ przypadku śmierci jedne#o z członków zało#i osoba pozostała przy życiu obowiązana
była obudzi+ natychmiast jedne#o z zahibernowanych. 3ierwszy na liście był /hitehead -
#eo4izyk, potem (ami)ski i ;unter. *ekwencja wybudzająca znajdowała si% pod kontrolą ;ala, co
pozwalało mu na działanie w przypadku śmierci obydwu kosmonautów.
:stniała także możliwoś+ r%czne#o sterowania wybudzaniem, co dawało nadzór nad każdym
hibernaculum oddzielnie i niezależnie od ;ala. / tych szcze#ólnych okolicznościach 8owman
zamierzał sam pokierowa+ budzeniem.
"oszedł do wniosku, że konieczne jest przywrócenie do życia wi%cej niż jedne#o z
towarzyszy. !eśli już ma si% za to zabra+, obudzi wszystkich trzech zahibernowanych. /
nadchodzących ty#odniach przyda si% każda para rąk. .ie martwił si% o zapasy. ,dkrywca-
przebył już połow% dro#i, a zało#a zmniejszyła si% o jedną osob%.
- ;al - zaczął najspokojniej, jak tylko potra4ił - daj mi r%czne sterowanie hibernacją
wszystkich zespołów.
- /szystkich, "aUe2
&ak.
- 6zy pozwolisz, że przypomn% ci, iż potrzebna jest tylko jedna wymiana. 3ozostali zostaną
obudzeni za sto dwanaście dni.
- "oskonale zdaj% sobie z te#o spraw%, ale ze chcesz zrobi+ to, co ja uważam za słuszne.
- 6zy jesteś pewny, że trzeba budzi+ ko#okolwiek, "aUe2 "oskonale damy sobie rad% sami.
!estem całkowicie zdolny do kierowania misją.
6zy moja wyobra7nia zawodzi mnie2 - zastanawiał si% 8owman. / #łosie komputera
usłyszał prośb%. ;al mówił rozsądnie, mimo to je#o słowa napełniły 8owmana jeszcze wi%kszą
obawą.
3ropozycja ;ala nie była pomyłką. (omputer doskonale wiedział, że po śmierci 3ooleQa
należy obudzi+ /hiteheada. &o, co su#erował, było poważnym przekroczeniem re#ulaminu misji i
jednocześnie daleko wykraczało poza je#o obowiązki.
/szystko, co stało si% wcześniej, mo#ło by+ serią nieszcz%śliwych wypadków. &eraz
jednak pojawił si% zaczątek buntu.
8owman czuł, że porusza si% po śliskim terenie, mimo to odpowiedział1
- 3onieważ powstał stan za#rożenia, potrzebna mi jest każda możliwa pomoc. "aj mi wi%c
prosz% manualne sterowanie hibernacją.
- !eśli chcesz obudzi+ całą zało#%, mo#% zrobi+ to sam. .ie musisz si% tym przejmowa+.
8yło w tym wszystkim coś koszmarnie nierzeczywiste#o. 8owman czuł si% jak oskarżony
w krzyżowym o#niu pyta) nieprzychylne#o prokuratora. .ie popełnił żadnej zbrodni, mimo to
jedno nieuważne słowo mo#ło spowodowa+ katastro4%.
- 6hc% zrobi+ to sam, ;al - powiedział. - 3rosz% daj mi sterowanie.
- *łuchaj, "aUe, masz tyle pracy, ja zajm% si% wybudzaniem.
- ;al, przełącz sterowanie hibernacjąO
- *łysz% w twoim #łosie tony świadczące o dużym podenerwowaniu, "aUe. "lacze#o nie
zaaplikujesz sobie tabletki na uspokojenie i nie odpoczniesz przez chwil%2
- ;al, ja jestem dowódcą te#o statku. =ozkazuj% ci zwolni+ r%czne sterowanie hibernacjąO
- 3rzykro mi, "aUe, ale z#odnie ze specjalnym podpro#ramem 6 DWHX kreska W cytuj%1
,jeśli zało#a jest martwa lub niezdolna do pełnienia zada), komputer pokładowy przejmuje
kontrol% nad statkiem-, koniec cytatu, musz% uchyli+ twoje zwierzchnictwo, ponieważ twój stan
uniemożliwia ci inteli#entne wykonywanie obowiązków.
- ;al - powiedział 8owman lodowatym tonem - nie jestem niezdolny do pełnienia zada).
!eśli nie zastosujesz si% do moje#o rozkazu, b%d% musiał ci% odłączy+.
- /iem, że od dawna nosisz si% z takim zamiarem, "aUe, ale byłby to poważny błąd.
3otra4i% znacznie lepiej od ciebie nadzorowa+ statek. !estem bardzo entuzjastycznie
ustosunkowany do misji i #ł%boko wierz% w jej powodzenie.
- 3osłuchaj mnie bardzo uważnie, ;al1 jeśli natychmiast nie zwolnisz sterowania hibernacją
i nie zastosujesz si% do każde#o wydane#o przeze mnie rozkazu, pójd% do 6entrali i przeprowadz%
całkowite rozłączenie.
Zupełnie nieoczekiwanie ;al złożył bro).
- / porządku, "aUe - powiedział -ty jesteś sze4em. 3róbowałem jedynie robi+ to, co
uważałem za słuszne. czywiście zastosuj% si% do twoich rozkazów. $asz teraz pełne r%czne
sterowanie hibernacją.
;al dotrzymał słowa. znaczenie trybu działania hibernaculum zmieniło si% z
5>&$5&M6Z.J' na =K6Z.J. &rzeci tryb - =5": - był na razie bezużyteczny, nie było
bowiem połączenia z Ziemią.
'dy 8owman wśliznął si% do kabiny /hiteheada, poczuł na twarzy uderzenie chłodu. !e#o
oddech zamienił si% w par%. !ednak w hibernaculum nie było zbyt zimno1 temperatura wynosiła
kilka stopni powyżej zera, trzysta stopni cieplej niż tam dokąd zmierzał statek.
Jkrany biosensorów - takie same jak te, które znajdowały si% na 3ulpicie *terowniczym -
pokazywały, że wszystko działa normalnie. 8owman przy#lądał si% przez chwil% woskowej twarzy
#eo4izyka zespołu badawcze#o. /hitehead zdziwi si%, że obudzono #o tak daleko od *aturna.
&rudno byłoby stwierdzi+, czy śpiący m%żczyzna jest żywy czy martwy. .a je#o twarzy nie
było najmniejsze#o znaku życia. 3rzepona śpiące#o z pewnością niewyczuwalnie wznosiła si% i
opadała, jednak jedynym dowodem na to była krzywa respiracji. 6ałe ciało okrywały elektryczne
poduszki, które w odpowiednim czasie miały podnieś+ je#o temperatur%. 8owman zauważył także
oznak% nieprzerwanie odbywające#o si% metabolizmu1 podczas miesi%cy nieświadomości na
twarzy /hiteheada pojawił si% lekki zarost.
*ekwenser /ybudzania $anualne#o znajdował si% w niewielkiej sza4ce umieszczonej nad
#łową sarko4a#u hibernaculum. .ależało jedynie zerwa+ plomb%, nacisną+ #uzik i czeka+. $ały
automatyczny pro#ramator - nie różniący si% specjalnie od pro#ramatora używane#o w pralkach -
rozpocznie prac% od wstrzykni%cia odpowiednich lekarstw, po czym zmniejszy impulsy
elektronarkozy i podniesie temperatur% ciała. 3o dziesi%ciu minutach powróci świadomoś+. >płynie
jednak cały dzie), zanim zahibernowany podniesie si% o własnych siłach.
8owman zerwał plomb% i przycisnął #uzik. /ydawało mu si%, że nic si% nie stało. .ie było
żadne#o d7wi%ku, żadnej wskazówki, że sekwenser rozpoczął prac%. $imo to na ekranie
biosensora leniwie pulsujące krzywe zacz%ły nabiera+ tempa. /hitehead zaczynał budzi+ si%. ze
snu.
5 potem dwie rzeczy stały si% jednocześnie. (ażda z nich umkn%łaby uwadze zwykłe#o
człowieka, jednak po wielu miesiącach na pokładzie ,dkrywcy- 8owman żył w prawdziwej
symbiozie ze statkiem. /yczuwał natychmiast, prawie podświadomie, wszystkie zmiany
zakłócające normalny porządek pracy statku.
.ajpierw, prawie niewyczuwalnie przy#asły światła, tak jakby do sieci elektrycznej
włączyło si% nowe urządzenie. 6o mo#ło zosta+ włączone2 8owmanowi nie przychodziło do #łowy
żadne urządzenie, które powinno zaczą+ działa+ w tym momencie.
!ednocześnie usłyszał bardzo cichy, odle#ły szum elektryczne#o silnika. (ażdy motor na
statku miał dla 8owmana swój własny, wyra7ny #łos1 natychmiast rozpoznawał brzmienie silnika.
$usiał oszale+ i zaczynał mie+ halucynacje albo działo si% coś absolutnie niemożliwe#o.
"reszcz zimniejszy od chłodu hibernaculum przeniknął do je#o serca. /słuchiwał si% w słabą
wibracj% przenoszoną przez ściany statku.
.a dole, w #arażu kosmicznym, otwierały si% drzwi śluzy.
29. JPOTR'E;A *.E('4K
dkąd tylko zaczął myśle+ - w laboratorium odle#łym o miliony mil - ;al poświ%cił
wszystkie swoje siły i umiej%tności jednemu celowi. /ykonanie pro#ramu, jaki przed nim
postawiono, stało si% dla nie#o czymś wi%cej niż obsesją1 był to sens je#o istnienia. 3ozbawiony
żądz i pra#nie) właściwych or#anicznym 4ormom życia, podążał wytkni%tą dro#ą, skupiony
wyłącznie na swoim celu.
.ie popełniał bł%dów. !ednak zatajał prawd%, co uświadamiało mu własną niedoskonałoś+ i
zło, dające si% porówna+ z ludzkim poczuciem winy. 3odobny swoim twórcom, ;al narodził si%
bez #rzechu. : tak jak kiedyś do elektroniczne#o raju zakradł si% wąż.
3rzez ostatnie sto milionów mil ;al zatajał sekret, którym nie mó#ł podzieli+ si% ani z
3oolem, ani z 8owmanem. Był w zakłamaniu. .adszedł czas, kiedy je#o towarzysze musieli
dowiedzie+ si%, że poma#ał w oszustwie.
&rzej zahibernowani znali prawd%, byli bowiem prawdziwym ładunkiem ,dkrywcy-,
odpowiednio przeszkolonym w celu wykonania najważniejszej misji w historii ludzkości. $ilczeli
jednak po#rążeni w #ł%bokim śnie. .ie mo#li zdradzi+ sekretu podczas dłu#ich rozmów z
przyjaciółmi, krewnymi i dziennikarzami na Ziemi. 8ył to sekret, które#o nawet przy najlepszych
ch%ciach nie potra4iliby zachowa+ w tajemnicy, wpływał on bowiem na całą postaw%, #łos i
światopo#ląd osoby, która #o znała. 8yło wi%c lepiej dla 3ooleQa i 8owmana - pojawiających si% na
wszystkich ekranach telewizorów podczas pierwszych ty#odni lotu - że nie znali prawdziwe#o celu
misji1 dopóki nie zajdzie ,potrzeba wiedzy-.
&ak myśleli planiści. ;al nie znał jednak 8o#ów 8ezpiecze)stwa i =acji *tanu. Zdawał
sobie jedynie spraw% ze sprzeczności, która powoli burzyła je#o osobowoś+ - sprzeczności
pomi%dzy prawdą a jej zatajeniem.
Zaczął popełnia+ bł%dy, chociaż jak każdy neurotyk nie zauważał objawów choroby i
zaprzeczał jej istnieniu. ?ącznoś+ z Ziemią, dzi%ki której nadzorowano je#o prac%, była #łosem
sumienia, któremu nie mó#ł si% podporządkowa+. !ednak celowe przerwanie połączenia okazało si%
czymś, do cze#o nie chciał si% przyzna+ nawet przed sobą.
$imo wszystko był to drobiaz#. "ałby sobie z nim rad%, tak jak wi%kszoś+ ludzi daje sobie
rad% z własną neurozą, #dyby nie kryzys, który bezpośrednio za#roził je#o istnieniu . *tanął twarzą
w twarz z możliwością odłączeniaO 3ozbawią #o danych, wtrącą w niewyobrażalną pustk%
bezświadomości.
"la ;ala oznaczało to śmier+. .i#dy nie spał, nie mó#ł wi%c wiedzie+, że można si%
obudzi+.
$usiał si% broni+ wszystkimi możliwymi sposobami. 8eznami%tnie i bezlitośnie usuwał
7ródła własnych 4rustracji.
5 potem samotnie i bez przeszkód - posłuszny rozkazom, które otrzymał w przypadku
ostateczne#o za#rożenia - b%dzie kontynuował misj%.
2:. * PRA>0.
/ chwil% pó7niej wszystkie d7wi%ki za#łuszył ryk przypominający zbliżające si% tornado.
8owman poczuł wiatr tar#ający je#o ciałem. 3o sekundzie nie mó#ł już utrzyma+ si% na no#ach.
3owietrze uciekało ze statku, wylewając si% w kosmiczną próżni%. 6oś musiało si% sta+ z
teoretycznie niezawodnymi urządzeniami zabezpieczającymi śluz%. &wierdzono, że nie można
otworzy+ jednocześnie obydwu par drzwi. 5 oto teraz niemożliwe stawało si% rzeczywistością.
5le jak, na 8o#a2 .ie miał czasu na rozważenie te#o problemu podczas dziesi%ciu czy
pi%tnastu sekund świadomości, jakie mu jeszcze pozostały, zanim ciśnienie opadnie do zera.
3rzypomniał sobie coś, o czym mówił mu jeden z projektantów statku podczas dyskusji o
systemach zabezpiecze)1 ,możemy zaprojektowa+ system, który zabezpiecza przed wypadkami, a
nawet przed #łupotą, ale nie możemy zaprojektowa+ cze#oś, co byłoby odporne na celową złą
wol%. ..- >siłując wydosta+ si% z hibernaculum, 8owman rzucił okiem na /hiteheada. /ydawało
mu si%, że dostrze#ł iskierk% świadomości przebie#ającą przez woskową twarz, a może było to
jedynie mru#ni%cie powieki. .ie mó#ł już nic dla nie#o zrobi+, nie mó#ł nic zrobi+ dla innych.
$usiał ratowa+ siebie.
/ stromym, zakr%cającym korytarzu wirówki wył wiatr, który niósł ze sobą 4ra#menty
ubra), papiery, żywnoś+ z kambuza, talerze, kubki - wszystko, co nie było przymocowane na stałe.
8owman miał niewiele czasu, aby o#arną+ wzrokiem spustoszenia, #dyż na#le zami#otały i z#asły
#łówne światła. toczyła #o rycząca ciemnoś+.
!ednak po chwili zapaliły si% światła awaryjne, które pobierały prąd z akumulatorów.
(oszmarna sceneria zajaśniała niesamowitą niebieską poświatą. 8owman nawet bez światła
potra4ił odnale7+ dro#% pośród znanych - mimo potwornej trans4ormacji - obiektów. $imo to
bło#osławił w duchu niebieskie lampy, dzi%ki którym uchylał si% przed niebezpiecznymi
przedmiotami #nanymi wichurą.
6zuł, jak wokół nie#o dr#a wirówka miotana z 4urią przez wiatr. bawiał si%, czy
wytrzymają d7wi#ary. 'dyby puściły, obracające si% koło zamachowe rozdarłoby statek na strz%py.
5le wszystko to było bez znaczenia, jeśli nie dostanie si% do schronu awaryjne#o.
ddychał z dużym trudem. 6iśnienie musiało spaś+ do jedne#o czy dwóch 4untów na cal
kwadratowy. =yk hura#anu zmniejszał si%, wiatr tracił na sile. >ciekające powietrze nie przenosiło
już d7wi%ków. 3łuca 8owmana pracowały tak, jak #dyby wspiął si% na szczyt JUerestu. !ak każdy
człowiek o odpowiedniej kondycji mó#ł przetrwa+ w próżni przynajmniej minut% - zakładając, że
dano by mu czas na przy#otowanie. .ikt #o jednak nie uprzedził. 3ozostało mu pi%tnaście sekund
świadomości, zanim je#o móz# umrze z niedotlenienia.
!ednak nawet wtedy istniała szansa uratowania si% po jednej czy dwóch minutach, dzi%ki
rekompresji. >pływa dużo czasu od momentu, kiedy nic już nie da si% zrobi+ i płyny or#aniczne
znajdą si% w stanie wrzenia. =ekordowy czas przebywania w próżni bez zabezpieczenia wynosił
pi%+ minut. .ie był to eksperyment, lecz sytuacja awaryjna. soba, która dokonała te#o wyczynu,
przypłaciła to cz%ściowym paraliżem wywołanym brakiem powietrza, jednak przeżyła.
"la 8owmana nie miało to znaczenia. .a pokładzie ,dkrywcy- nie było niko#o, kto
przeprowadziłby rekompresj%. $usi dosta+ si% do schronu w przecią#u kilku najbliższych sekund. :
musi zrobi+ to sam.
.a szcz%ście poruszanie si% nie było teraz problemem. =ozrzedzone powietrze nie szarpało
je#o ciałem, nie miotało w nie#o pociskami. Za zakr%tem korytarza dostrze#ł żółty znak, na którym
napisano *6;=. 5/5=M!.M. "obrnął do nie#o i ścisnąwszy uchwyt, przycią#nął do siebie
drzwi.
3rzez jedną przerażającą chwil% zdawało mu si%, że drzwi są zablokowane. / ko)cu jednak
zatarty zawias ustąpił i 8owman wpadł do środka, używając ciała do przycią#ni%cia drzwi za sobą.
.iewielka kabina przeznaczona była tylko dla jedne#o człowieka. : ska4andra, który wisiał
w środku. / pobliżu su4itu znajdował si% mały, jasnozielony cylinder wysokociśnieniowy
oznaczony I *&=>$:J\. 8owman schwycił krótką d7wi#ni% przymocowaną do zaworu i
resztkami sił pocią#nął ją w dół.
8ło#osławiony strumie) chłodne#o, czyste#o tlenu wpłynął do je#o płuc. 3rzez dłu#ą
chwil% stał łapiąc ustami powietrze. 3owoli w niewielkim schronie wzrastało ciśnienie. Zamknął
zawór, #dy stwierdził, że może oddycha+ swobodnie. bj%toś+ tlenu w cylindrze wystarczała na
dwie akcje ratunkowe. 8owman nie chciał marnowa+ te#o zapasu.
'dy zamknął dopływ tlenu, wokół zapanowała cisza. .asłuchiwał przez chwil%. .a
zewnątrz zamarł ryk wiatru. *tatek był pusty. 6ałe powietrze zostało wyssane w kosmos. 3od
stopami 8owmana przestała dziko dr#a+ wirówka. /raz z ustaniem porywów powietrza b%ben
zaczął obraca+ si% cicho w próżni.
8owman przycisnął ucho do ściany schronu, chcąc wyłowi+ jakieś inne d7wi%ki, dzi%ki
którym mó#łby zorientowa+ si% w sytuacji na pokładzie statku. .ie wiedział, cze#o ma si%
spodziewa+, teraz był już #otów uwierzy+ we wszystko. .ie zaskoczyłby #o nawet od#łos wibracji
o wysokiej cz%stotliwości, oznaczający włączenie silników i zmian% kursu. /okół jednak panowała
cisza.
/ schronie można było przebywa+ w razie potrzeby około #odziny - nawet bez ska4andra.
*zkoda było mu pozbywa+ si% nie wykorzystane#o w kabinie tlenu - nie miał jednak na co czeka+.
3ostanowił już, co należy zrobi+. :m dłużej b%dzie si% zastanawiał, tym trudniejszy do wykonania
może okaza+ si% je#o plan.
3o założeniu ska4andra i sprawdzeniu je#o szczelności wypuścił ze schronu resztk% tlenu,
wyrównując tym samym ciśnienie po obydwu stronach drzwi. &ym razem otworzył je z łatwością i
wyszedł na zewnątrz w cisz% wirówki. broty b%bna zdradzał jedynie niezmienny uchwyt
sztuczne#o ciążenia. 6ałe szcz%ście - pomyślał - że wirówka nie zacz%ła przyspiesza+. 8yłoby to
jednak najmniejsze z je#o zmartwie).
@wiatła awaryjne cią#le jarzyły si% na niebiesko. 8owman włączył wbudowaną w ska4ander
lamp%, której światło zalało zakr%cający korytarz. Zszedł do hibernaculum. bawiał si% te#o, co
miał tam znale7+.
*pojrzał najpierw na /hiteheada. !eden rzut oka wystarczył. 3rzedtem wydawało mu si%,
że zahibernowany człowiek wy#ląda jak martwy, teraz zrozumiał, jak bardzo si% mylił. =óżnica
poni%dzy hibernacją a śmiercią była bardzo wyra7na, chociaż 8owman nie potra4iłby jej
zde4iniowa+. 6zerwone światła awaryjne i niemodulowane linie na ekranach biosensorów
potwierdziły je#o przypuszczenia.
(ami)ski i ;unter byli również martwi. .ie znał ich dobrze. .ie pozna ich już ni#dy.
8ył sam w pozbawionym powietrza, cz%ściowo uszkodzonym statku. 3ołączenie z Ziemią
zostało przerwane. .a przestrzeni pół miliarda mil nie było innej istoty ludzkiej.
5 jednak był ktoś, kto towarzyszył 8owmanowi na ,dkrywcy-. 6hcąc czu+ si%
bezpiecznie, musi pozby+ si% te#o ko#oś.
.i#dy do tej pory nie przemierzał w ska4andrze pozbawione#o ciążenia środka wirówki.
3oruszanie si% w wąskiej osi b%bna było bardzo wyczerpujące. 6o #orsza walcowaty korytarz
zaśmiecały resztki pozostawione przez #wałtowną wichur%, która pozbawiła statek powietrza.
/ pewnym momencie lampa 8owmana oświetliła odrażającą plam% lepkie#o, czerwone#o
płynu rozmazane#o na ścianie. 3oczuł, że robi mu si% niedobrze. "opiero #dy zauważył resztki
plastikowe#o naczynia, domyślił si%, że patrzy na jakiś produkt spożywczy - prawdopodobnie dżem
- pochodzący z kambuza. .a powierzchni dżemu pojawiały si% obrzydliwe bąble wywołane
brakiem ciśnienia.
/ydostał si% z wolna obracające#o si% b%bna i podpłynął do 3ulpitu *terownicze#o.
>chwycił szczebel drabinki i zaczął wspina+ si% poprzedzany jasnym promieniem lampy.
3rzedtem rzadko zapuszczał si% w ten rejon statku. .ie miał tu nic do roboty - aż do teraz.
"otarł do małe#o owalne#o włazu, na którym widniały napisy1 /J!@6:J &M0( "05 *S8
>3/5B.:.M6;, 6ZM 3*:5"5*Z 3=ZJ3>*&(K ; DE2, 8*Z5= *Z6ZJ'S0.J!
6ZM*&@6: - /J!@6:J &M0( / ($8:.JZ.:J 3=SB.:/M$.
/łaz nie był zamkni%ty, mimo to znajdowały si% na nim trzy plomby z piecz%ciami
odpowiednich władz, w tym samej 5#encji 5stronautycznej. 'dyby nawet wisiała tu /ielka
3iecz%+ 3rezydenta, 8owman nie zawahałby si% przed jej złamamiem.
/ środku był tylko raz - jeszcze podczas działania instalacji. Zapomniał, że wewnątrz
znajduje si% obiektyw kamery, strze#ący te#o niewielkie#o pomieszczenia, które - ze swoimi
równymi rz%dami i kolumnami procesorów - przypominało bankowy skarbiec depozytów.
d razu zorientował si%, że oko zarea#owało na je#o wejście. >słyszał szum 4ali nośnej,
#dy włączył si% wewn%trzny nadajnik statku. / słuchawkach ska4andra odezwał si% znajomy #łos1
- /ydaje mi si%, że coś si% stało z systemem podtrzymywania życia, "aUe.
8owman nie zarea#ował. 3rze#lądał uważnie tabliczki znamionowe na procesorach
lo#icznych, sprawdzając schemat działania.
- ;alo, "aUe - powiedział ;al - czy znalazłeś już uszkodzenie2
8%dzie to dosy+ ryzykowna operacja. *prawa nie pole#ała jedynie na odci%ciu zasilania
;ala, co mo#łoby wystarczy+ w przypadku proste#o, pozbawione#o świadomości ziemskie#o
komputera. ;al posiadał sześ+ niezależnych, oddzielnie doprowadzanych systemów zasilania, oraz
system zapasowy, na który składał si% opancerzony i ekranowany zespół izotopów nuklearnych.
.ie, nie można po prostu ,wycią#ną+ wtyczki-, a nawet #dyby było to możliwe, skutki okazałyby
si% katastro4alne.
;al stanowił system nerwowy statku. 8ez je#o nadzoru ,dkrywca- był tylko
mechanicznym wrakiem. !edyną rzeczą, jaką mó#ł zrobi+ 8owman, było odci%cie wyżej
zor#anizowanych partii chore#o, lecz niezb%dne#o móz#u i pozostawienie automatycznych
procesów re#ulacyjnych. .ie robił nic na ślepo - pro#ram szkolenia przewidywał wystąpienie
nawet takiej awarii. .ikt jednak nie przypuszczał, że awaria ta pojawi si% w rzeczywistości.
8owman wiedział, że podejmuje straszliwe ryzyko. !eśli wyzwoli odruch bezwarunkowy, wszystko
zako)czy si% w jednej sekundzie.
- *ądz%, że zepsuły si% drzwi #arażu - powiedział swobodnym tonem ;al - masz szcz%ście,
że nie z#inąłeś.
&o tutaj - pomyślał 8owman - ni#dy nie wyobrażałem sobie, że zostan% neurochirur#iem
amatorem, przeprowadzającym lobotomi% za !owiszem Zwolnił zasuwy procesora oznaczone#o
('.:&M/.J *3=ZKBJ.:J Z/=&.J i wycią#nął pierwszy blok pami%ci. .iezwykle
skomplikowany trójwymiarowy procesor, zawierający miliony elementów, mieścił si% swobodnie
w ludzkiej dłoni. 'dy 8owman wypuścił #o, procesor odpłynął swobodnie w kierunku sklepienia.
- ;ej, "aUe - odezwał si% ;al - co robisz2
6iekawe czy on czuje ból2 - zastanawiał si% 8owman. 3rawdopodobnie. środki bólu nie
są umieszczone w korze. 0udzki móz# można operowa+ bez stosowania środków znieczulających.
Zaczai wycią#a+ jeden po dru#im małe podzespoły z tablicy oznaczonej /Z$56.:5.:J
J'. (ażdy blok odpływał w #łąb pomieszczenia - odbijając si% po drodze od ścian - #dy tylko
otworzył dło).
/krótce pod su4item szybowało kilkanaście procesorów.
- 3osłuchaj, "aUe - powiedział ;al - mam #warancj% operacyjną na wiele lat. / stworzenie
mnie takim, jakim jestem, włożono wiele wysiłku.
/ycią#nął już ponad tuzin podzespołów, mimo to dzi%ki wielokrotnej redundancji
założonej w projekcie komputera - b%dącej cechą, którą skopiowano z ludzkie#o móz#u - ;al
trzymał si% mocno.
8owman zabrał si% do tablicy oznaczonej 5>&-=Z>$/5.:J.
- "aUe, nie rozumiem, dlacze#o to robisz...
!estem entuzjastycznie ustosunkowany do misji...
.iszczysz mój umysł... .ie rozumiesz... 2 Zdzie cinniej%. . . *tan% si% niczym. . .
!est to trudniejsze, niż si% spodziewałem - pomyślał 8owman. .iszcz% jedyną świadomą
osobowoś+ w najbliższymi wszechświecie. !ednak musz% to zrobi+, jeśli kiedykolwiek mam
odzyska+ kontrol% nad statkiem.
- .azywam si% ;al "ziewi%+ &ysi%cy, komputer o numerze 4abrycznym H. Zacząłem
działa+ w Zakładach ;al w >rbana, :llinois, DI stycznia DEEF roku. *tół z powyłamywanymi
no#ami.
6hrząszcz brzmi w trzcinie w *zczebrzeszynie.
"aUe, jesteś tam jeszcze2 6zy wiesz, że pierwiastek kwadratowy z DG wynosi H przecinek
D]IIFF]]GD] RHFE2 0o#arytm D- o podstawie ,e- wynosi zero przecinek WHWIEWWRDEGHIXI...
poprawka1 lo#arytm ,e- o podstawie DG... dwrotnoś+ trzech to zero przecinek
HHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHH... "wa razy dwa jest... "wa razy dwa jest... około W przecinek
DGDGDGDGDGDGDGDGDG... $am problem... $oim pierwszym nauczycielem był doktor 6handra.
.auczył mnie śpiewa+ piosenk%. to ona1 ,"aisy, "ai-sy, ty mi odpowiedz, czy kochasz mnie, bo
sobie coś zrobi%.
'łos zamarł tak #wałtownie, że 8owman przez chwil% nie wiedział, co si% dzieje. *tał
trzymając w dłoni jeden z bloków pami%ci, wysuni%ty do połowy z obwodu. .ieoczekiwanie ;al
zaczął jeszcze raz.
&ym razem je#o mowa ule#ła zwolnieniu, słowa brzmiały martwo, mechanicznie. .ie był
to już timbr #łosu ;ala.
- "zie)... dobry... doktorze... 6handra... $ówi... ;al... !estem... #otów... do... pierwszej. ..
lekcji. ..
8owman nie mó#ł już te#o słucha+. /yszarpnął ostatni procesor i ;al zamilkł na zawsze.
2=. /A)
*tatek płynął poprzez próżni% niczym mała mechaniczna zabawka. &rudno byłoby
od#adną+, że jest on najszybszym obiektem w >kładzie *łonecznym9 szybszym niż jakakolwiek
planeta okrążająca *ło)ce.
.ic nie wskazywało, że statek jest zamieszkany. /r%cz przeciwnie - każdy zewn%trzny
obserwator musiał zauważy+ dwa świadczące o tym, złowieszcze znaki1 otwarte drzwi śluzy
powietrznej i chmur% powoli rozpraszających si% odpadków.
=ozrzucone na przestrzeni wielu mil, podążały za ,dkrywcą- kawałki papieru, metalowej
4olii, nieokreślone śmieci, a także tu i ówdzie chmury kryształków świecących jak klejnoty w
blasku sło)ca, u4ormowane z zamarzni%tych płynów wyssanych ze statku.
/szystko to - podobnie jak pływające po morzu resztki zatopione#o statku - wskazywało
niezbicie, że niedawno miała tu miejsce katastro4a. !ednak statki nie toną w oceanie kosmosu.
.awet jeśli ule#ają zniszczeniu, ich szczątki w%drują przez wiecznoś+ po z #óry wytyczonej
orbicie.
,dkrywca- nie był jednak całkiem martwy. / #ł%bi śluzy pracowało zasilanie. 3rzez okna
obserwacyjne sączyła si% słaba, niebieska poświata. &am, #dzie jest światło, może by+ i życie.
3ojawił si% także ruch. .a ścianach śluzy ta)czyły cienie. 6oś wynurzało si% w przestrze).
8ył to cylindryczny obiekt, owini%ty niezbyt starannie w jakąś tkanin%. / chwil% pó7niej
pojawił si% dru#i i trzeci. /szystkie trzy opuściły statek ze znaczną szybkością. 3o kilku minutach
znalazły si% w odle#łości setek jardów.
$in%ło pół #odziny. Ze śluzy wysunął si% duży pojazd. !edna z kapsuł wypływała w
przestrze).
8ardzo ostrożnie obleciała kadłub i zatrzymała si% przy podstawie zawieszenia anteny. Z
kapsuły wyszła posta+ w ska4andrze. (osmonauta pracował przez kilka minut przy zawieszeniu, a
nast%pnie powrócił do kapsuły. 3o chwili pojazd skierował si% z powrotem ku kadłubowi.
Zatrzymał si% przed wlotem śluzy, jak #dyby nie mo#ąc zdecydowa+ si% na powrót bez asekuracji,
która towarzyszyła mu w przeszłości, a potem - uderzając raz czy dwa o ściany - wleciał do środka.
.ic nie działo si% przez ponad #odzin%. &rzy złowieszcze pakunki znikn%ły z pola widzenia,
odpływając pojedynczo od statku.
.ast%pnie drzwi śluzy zamkn%ły si%, otworzyły i zamkn%ły ponownie. .ieco pó7niej z#asł
słaby niebieski blask świateł awaryjnych. Zapaliły si% wszystkie lampy. ,dkrywca- wracał do
życia.
"owodem te#o był także inny znak. /ielki dysk anteny, który #odzinami bezsensownie
wskazywał *aturna, zaczai si% porusza+. *kierował si% ku tyłowi statku, ponad zbiornikami z
paliwem i tysiącami stóp kwadratowych radiatorów. 3odniósł si% jak słonecznik wypatrujący
światła sło)ca.
/ewnątrz ,dkrywcy- "aUid 8owman ostrożnie operował celownikiem, naprowadzając
anten% w kierunku Ziemi. 8ez automatyczne#o sterowania konieczne stało si% cią#łe wprowadzanie
poprawek do ustawienia promienia radiowe#o, który mimo te#o powinien utrzyma+ kontakt z
Ziemią przez wiele minut. :mpulsy zmieniające zwodniczo kierunek anteny sko)czyły si% wraz z
odłączeniem komputera.
8owman nawiązał łącznoś+ z Ziemią. Zanim je#o słowa dotrą na macierzystą planet%,
upłynie ponad #odzina. 6entrum *terowania 0otem po raz pierwszy dowie si%, co zaszło na
,dkrywcy-. 3o dwóch #odzinach nadejdzie odpowied7.
&rudno było wyobrazi+ sobie, jaką odpowied7 może nadesła+ Ziemia, poza pełnym
współczucia ,do widzenia-.
50. /EKRET
;eywood Aloyd wy#lądał jak #dyby w o#óle nie spał. !e#o twarz znaczyły #ł%bokie bruzdy.
$imo to je#o #łos brzmiał pewnie i spokojnie. =obił co mó#ł, aby natchną+ otuchą samotne#o
kosmonaut% po dru#iej stronie >kładu *łoneczne#o.
- 3rzede wszystkim, doktorze 8owman - rozpoczął - musimy po#ratulowa+ panu
wspaniałe#o opanowania w tej niezwykle trudnej sytuacji. Zrobił pan to, co należało podczas
nieprzewidzianej i pozbawionej precedensów awarii.
/ydaje nam si%, że znamy już przyczyn% uszkodzenia komputera ;al "ziewi%+ &ysi%cy.
mówimy to pó7niej, ponieważ sprawa ta nie ma już w tej chwili takie#o znaczenia. becnie
podstawowym problemem jest nasza pomoc w celu doprowadzenia misji do ko)ca.
/ związku z tym musz% wyjawi+ panu prawdziwy cel ekspedycji, który udało nam si% -
mimo o#romnych trudności - zachowa+ w tajemnicy. /szystkie niezb%dne dane otrzyma pan
podczas lotu na *aturna. &eraz chciałbym jedynie pokrótce streści+ sytuacj%. &aśmy in4ormacyjne
wyślemy za kilka #odzin. /szystko, co powiem, obj%te jest najściślejszą tajemnicą.
"wa lata temu odkryliśmy pierwszy dowód istnienia inteli#entnych 4orm życia poza
Ziemią. / kraterze &ycho odkopano płyt% o wysokości DG stóp lub monolit z twarde#o, czarne#o
materiału. to ona. ..
8owman ze zdumienia pochylił si% nad ekranem. 3o raz pierwszy w życiu zobaczył 5$&-D
w otoczeniu ubranych w ska4andry postaci. / podnieceniu wywołanym wiadomością o odkryciu -
jak każdy związany z pracą w kosmosie człowiek podejrzewał, że coś takie#o musi nastąpi+ -
zapomniał prawie o swoim tra#icznym położeniu.
Zdziwienie wkrótce ustąpiło miejsca innym uczuciom1 to wszystko było niesamowite, ale
co to ma wspólne#o ze mną2 $o#ła istnie+ tylko jedna odpowied7. 3rzywołał si% jednak do
porządku. .a ekranie ponownie pojawił si% ;eywood Aloyd.
- .ajbardziej zaskakującą rzeczą związaną z tym obiektem jest je#o wiek. 8adania
#eolo#iczne potwierdziły ponad wszelką wątpliwoś+, że płyta liczy sobie ponad trzy miliony lat.
>mieszczono ją na (si%życu w czasach, #dy nasi przodkowie byli prymitywnymi małpoludami.
$ożna było przypuszcza+, że po upływie tak dłu#ie#o czasu, płyta nie b%dzie zdolna do
działania, jednak wkrótce po ksi%życowym wschodzie sło)ca monolit wyemitował niezwykle
pot%żny ładunek ener#ii radiowej. *ądziliśmy początkowo, że ener#ia ta była produktem
ubocznym, czymś w rodzaju popłuczyn jakiejś nieznanej 4ormy radiacji. / tym samym czasie
kilka naszych sond wykryło niezwykłe zakłócenia przemieszczające si% przez >kład *łoneczny.
Zakłócenia te wycelowane były w *aturna.
8iorąc to wszystko pod uwa#%, doszliśmy do wniosku, że monolit jest czymś w rodzaju
nap%dzane#o ener#ią słoneczną - lub wyzwalane#o przy pomocy ener#ii słonecznej - urządzenia
sy#nałowe#o. &rudno traktowa+ jako zbie# okoliczności 4akt, że płyta wyemitowała impuls tuż po
wschodzie sło)ca, b%dąc po raz pierwszy w dziennym świetle po trzech milionach lat.
.ie ma wątpliwości, że obiekt został zakopany celowo. /ykonano wykop o #ł%bokości
trzydziestu stóp i umieszczono blok na je#o dnie, po czym wszystko dokładnie zasypano.
Zastanawia si% pan na pewno, jak odkryliśmy płyt%. 6óż, było to łatwe, podejrzanie łatwe.
biekt wytwarzał silne pole ma#netyczne. 'dy zacz%liśmy przeprowadza+ niskopułapowe badania
orbitalne, płyta pojawiła si% jak wzniesiony kciuk na tarczy (si%życa.
3o co jednak zakopano urządzenie nap%dzane ener#ią słoneczną trzydzieści stóp pod
ziemią2 *prawdziliśmy dziesiątki hipotez, zdając sobie spraw%, że zrozumienie motywów działania
stworze) wyprzedzających nas w rozwoju o trzy miliony lat jest prawie niewykonalne.
.ajbardziej prawdopodobna teoria jest jednocześnie najprostszą i najbardziej lo#iczną. !est
także bardzo niepokojącą.
>rządzenie nap%dzane światłem chowa si% w ciemności tylko po to, żeby wiedzie+ kiedy
ponownie zostanie wyj%te. :nnymi słowy, monolit może by+ czymś w rodzaju urządzenia
alarmowe#o, które sami uruchomiliśmy.
.ie wiemy, czy istnieje jeszcze cywilizacja, która zakopała płyt%. $usimy przyją+, że
stworzenia, których maszyny 4unkcjonują po upływie trzech milionów lat, potra4iły także stworzy+
równie trwałą cywilizacj%. $usimy także założy+ - dopóki nie okaże si%, że jest inaczej - że ich
zamiary są wro#ie. / przeszłości cz%sto starano si% udowodni+, że wszystkie cywilizacje wysoko
rozwini%te muszą by+ cywilizacjami pokojowymi. .ie wolno nam jednak ryzykowa+.
3oza tym, jak uczy nasza własna historia, społeczności prymitywne niemal zawsze ule#ają
za#ładzie w kontaktach ze społecznościami rozwini%tymi.
5ntropolodzy nazywają to ,szokiem kulturowym- 8y+ może zostaniemy zmuszeni do
przy#otowania całej ludzkości na nadejście takie#o szoku. Zanim jednak nie dowiemy si%
cze#okolwiek na temat stworze), które odwiedziły (si%życ - i prawdopodobnie Ziemi% - trzy
miliony lat temu, nie b%dziemy mo#li nawet rozpoczą+ przy#otowa).
3a)ska misja jest wi%c czymś znacznie wi%cej niż tylko ekspedycją badawczą. !est to
zwiad, rozpoznanie nieznane#o i potencjalnie wro#ie#o terytorium. Zespół doktora (ami)skie#o
został specjalnie przy#otowany do wykonania te#o zadania. &eraz musi pan da+ sobie rad% sam. . .
.a koniec przedstawi% panu konkretny cel. /ydaje si% niemożliwe, aby rozwini%te 4ormy
życia mo#ły istnie+ na *aturnie czy na którymkolwiek z je#o ksi%życów. Zaplanowaliśmy zbadanie
całe#o systemu *aturna, teraz jednak musimy wprowadzi+ uproszczoną wersj% nasze#o pro#ramu.
*koncentrujemy si% na ósmym satelicie - !apetusie. 'dy nadejdzie czas manewrów ko)cowych,
postanowimy czy poleci pan na spotkanie te#o wyjątkowe#o #lobu.
!apetus jest unikalnym ksi%życem w całym >kładzie *łonecznym - o czym zapewne pan
wie. $yśl% jednak, że podobnie jak wszyscy astronomowie w ostatnich trzech stuleciach, nie
poświ%cał mu pan zbyt wiele czasu. 3rzypomn% wi%c, że 6assini - który odkrył !apetusa w roku
D]FD - zauważył także, że #lob ten jest sześ+ razy jaśniejszy po jednej stronie swojej orbity niż po
dru#iej.
!est to zaiste niezwykły stosunek światła do cienia i ni#dy nie znaleziono dla nie#o
zadowalające#o wyjaśnienia. !apetus jest tak mały - ma średnic% około ośmiuset mil - że nawet w
teleskopach ksi%życowych jest bardzo słabo widoczny. .a je#o powierzchni znajduje si% jasna,
dziwnie symetryczna plama, która może mie+ jakiś związek z 5$&-D. 6zasami wydaje mi si% , że
!apetus od trzystu lat mru#a do nas jak kosmiczny helio#ra4, my zaś jesteśmy zbyt #łupi, aby
odczyta+ to, co chce nam powiedzie+. ..
&eraz zna pan już swój właściwy cel i może pan oceni+ wa#% tej misji. czekujemy, że
poda nam pan jakieś 4akty lub wst%pne opinie. .ie możemy trzyma+ całej sprawy w tajemnicy w
niesko)czonoś+.
/ tej chwili trudno jest mie+ nadziej% na cokolwiek, wydaje nam si%, że nadszedł czas
obaw i strachu. .ie wiemy, czy na ksi%życach *aturna spotka pan dobro czy zło, czy może ruiny
tysiąc razy starsze od troja)skich. ..
C'+,- P.MTA
K/.+>4CE /ATUR0A
51. PR'ETR*A0.E
3raca jest najlepszym lekarstwem na zmartwienia, a 8owman musiał teraz zastąpi+
wszystkich swoich towarzyszy. &ak szybko jak było to możliwe, zaczął uruchamia+ ,dkrywc%-,
rozpoczynając od systemów podstawowych, bez których statek nie mó#łby 4unkcjonowa+.
.ajważniejszy był system podtrzymywania życia. ,dkrywca- stracił wiele tlenu, jednak
rezerwy były wystarczająco duże dla jedne#o człowieka. =e#ulacja ciśnienia i temperatury
odbywała si% automatycznie - ;al bardzo rzadko zajmował si% tymi dwoma czynnikami atmos4ery
statku. (ontrola z Ziemi przej%ła wiele ważniejszych czynności wykonywanych przez
zamordowany komputer, pomimo różnicy czasu, jaka istniała pomi%dzy ,dkrywcą- a 6entrum
*terowania 0otem. !akąkolwiek usterk% systemu podtrzymywania życia - oprócz przebicia kadłuba
- można było wykry+ wiele #odzin naprzód. .a statku istniało wystarczająco dużo zabezpiecze).
*ystemy zasilania, nawi#acji i nap%du były sprawne. 3oza tym nawi#acja i nap%d b%dą
potrzebne dopiero za kilka miesi%cy, podczas spotkania z *aturnem. 6ała operacja - pomimo
odle#łości i braku komputera pokładowe#o - b%dzie nadzorowana z Ziemi. stateczne ustalenie
orbity ,dkrywcy- może okaza+ si% dosy+ wyczerpujące dla 8owmana ze wz#l%du na koniecznoś+
cią#łe#o sprawdzania toru statku, nie był to jednak poważny problem.
.iewątpliwie najbardziej przykrą pracą było opróżnienie obracających si% sarko4a#ów
hibernaculum. "obrze si% stało, że członkowie zespołu badawcze#o byli dla nie#o jedynie
towarzyszami podróży, a nie bliskimi przyjaciółmi. 3racowali razem jedynie przez kilka ty#odni
podczas szkolenia. 3atrząc wstecz na ten okres, 8owman doszedł do wniosku, że był to wyłącznie
test z#odności charakterów.
'dy w ko)cu zaplombował puste sarko4a#i, poczuł si% jak e#ipski złodziej okradający
#robowce. (ami)ski, /hitehead i ;unter dotrą na *aturna przed ,dkrywcą-. !ednak
pierwsze)stwo pozostanie przy 3ooleQu. $yśl ta napełniła #o jakąś chorobliwą satys4akcją.
.ie próbował sprawdza+, czy system hibernacji b%dzie w stanie działa+ bez nadzoru ;ala. :
chociaż je#o życie w ostateczności zależało od sprawności hibernaculum, był to problem, który
mó#ł poczeka+, aż statek znajdzie si% na swojej ko)cowej orbicie. 3rzedtem może zdarzy+ si% wiele
rzeczy.
.ie sprawdzał jeszcze ilości zapasów. 8y+ może okaże si%, że stosując sztywne
racjonowanie żywności, zdoła utrzyma+ si% przy życiu do nadejścia pomocy bez potrzeby
uciekania si% do hibernacji. :nną sprawą było to, czy przetrwa psychicznie tak dłu#i okres izolacji.
*tarał si% unika+ myślenia o tych odle#łych problemach i koncentrował si% na rzeczach
podstawowych. 3owoli oczyścił statek, sprawdził działanie wszystkich systemów i omówił
trudności techniczne z Ziemią. *pał niewiele. / przerwach pomi%dzy jedną pracą a dru#ą, podczas
pierwszych ty#odni po katastro4ie, rozważał tajemnic%, ku której nieubła#anie zbliżał si%
,dkrywca- i która jak zadra tkwiła w je#o podświadomości.
/ ko)cu #dy statek znów zaczął działa+ półautomatycznie - pod je#o cią#łym nadzorem -
zabrał si% do studiowania raportów i opracowa), które nadeszły z Ziemi. 3rzesłuchiwał w kółko
na#ranie, które#o dokonano, #dy 5$&-D powitała świt po raz pierwszy od trzech milionów lat.
3rzy#lądał si% postaciom w kombinezonach poruszających si% wokół płyty i uśmiechał si% widząc
ich niedorzeczną panik% w momencie, #dy monolit wysyłał swój sy#nał ku #wiazdom, za#łuszając
ziemskie odbiorniki radiowe.
d czasu nadania sy#nału płyta milczała. Zakopano ją, a potem ostrożnie ponownie
wystawiono na sło)ce - bez reakcji. .ie próbowano jej cią+, po cz%ści wskutek naukowej
podejrzliwości, po cz%ści zaś w obawie przed możliwymi konsekwencjami.
3ole ma#netyczne, które doprowadziło do odkrycia płyty, znikn%ło w momencie emisji
sy#nału. .iektórzy eksperci utrzymywali, że pole to wywoływał pot%żny ładunek prądu
błądzące#o, krążący w nadprzewodniku, w związku z czym je#o ener#ia została zachowana przez
tysiąclecia. &o że monolit posiada jakieś wewn%trzne 7ródło ener#ii, wydawało si% pewne. Jner#ia
słoneczna, którą wchłon%ła w siebie płyta podczas krótkie#o pobytu w pełnym świetle, nie
wystarczyłaby do wytworzenia sy#nału o takiej sile.
:nna interesująca, lecz by+ może nieważna cecha płyty, doprowadziła do nie ko)czące#o si%
sporu. $onolit mierzył DD stóp wysokości. !e#o wymiary w przekroju wynosiły odpowiednio D,IX
na X stóp. 'dy z olbrzymią dokładnością sprawdzono te wymiary odkryto, że istniał mi%dzy nimi
idealny stosunek D1W1E. *ą to kwadraty pierwszych trzech liczb rzeczywistych. .ikt nie potra4ił
przekonująco wyjaśni+ przyczyny, dla której płyta posiadała takie a nie inne wymiary. &rudno
jednak było uwierzy+, że jest to przypadek, #dyż proporcje monolitu wytrzymywały
najdokładniejsze pomiary. "la wielu naukowców bardzo upokarzająca była myśl, że ziemska
technolo#ia nie była zdolna do wytworzenia bloku o równie doskonałej precyzji. / pewnym sensie
ten pasywny, a mimo to aro#ancki pokaz #eometrycznej 4inezji był tak zdumiewający jak inne
atrybuty 5$&-D.
8owman wysłuchał bez zainteresowania spó7nionych wyjaśnie) 6entrum *terowania
0otem, dotyczących opro#ramowania komputera. Ziemia przepraszała #o. /yobrażał sobie
wzajemne obwinianie si% tych, którzy planowali ekspedycj%.
$ieli oczywiście swoje racje, potwierdzone przez wyniki tajnych bada) "epartamentu
brony, 3rojekt 85=*$, przeprowadzonych na /ydziale 3sycholo#ii >niwersytetu ;arwarda
w roku DERE. 3odczas te#o sterowane#o eksperymentu socjolo#iczne#o przekonano różne #rupy
reprezentatywne populacji, że ludzkoś+ weszła w kontakt z cywilizacjami pozaziemskimi. /iele z
badanych osób na skutek podawania narkotyków, hipnozy i operowania e4ektami wizualnymi
odniosło wrażenie spotykania si% ze stworzeniami z innych planet. :ch reakcje można było
traktowa+ jako autentyczne.
.iektórzy zarea#owali bardzo #wałtownie. > wielu ludzi, skądinąd bardzo normalnych,
odkryto #ł%boką kseno4obi%. 8iorąc pod uwa#% ludzkie upodobania do linczów, po#romów i tym
podobnych wynaturze), wyniki bada) nie powinny niko#o dziwi+. $imo to or#anizatorzy
eksperymentu byli bardzo zaniepokojeni je#o rezultatami, które zresztą ni#dy nie ujrzały światła
dzienne#o. "wudziestowieczna audycja radiowa wedłu# /ojny światów ;.'. /ellsa, która
wywołała panik% w pi%ciu różnych miejscach, w pewnym sensie antycypowała wyniki
pó7niejsze#o eksperymentu. ..
3omimo tej ar#umentacji 8owman cz%sto zastanawiał si%, czy niebezpiecze)stwo szoku
kulturowe#o było jedynym powodem ścisłej tajemnicy okrywającej misj%. .iektóre wypowiedzi
przesyłane z Ziemi su#erowały, że blok sowiecko-ameryka)ski ma nadziej% wykorzystania
przewa#i, jaką stwarzały kontakty z inteli#entnymi cywilizacjami pozaziemskimi. / je#o obecnej
sytuacji, #dy Ziemia była jedynie ciemną #wiazdą przesłanianą przez *ło)ce, podobne rozważania
brzmiały niedorzecznie i prowincjonalnie.
8owmana zainteresowała - mimo że nie miało to w tej chwili wi%ksze#o znaczenia - teoria
wyjaśniająca zachowanie ;ala. 3rawda jak zwykle była trudna do ustalenia, jednak za
przedstawioną 8owmanowi hipotezą przemawiał eksperyment przeprowadzony na jednym z
komputerów EGGG znajdujących si% na Ziemi, który wprowadzono w stan psychozy i który teraz
przechodził #ł%boką terapi%. / przyszłości pozwoli to unikną+ wielu bł%dów. Aakt, że twórcy ;ala
nie potra4ili w pełni zrozumie+ psychiki własne#o dzieła, wskazywał, jak trudna może okaza+ si%
próba porozumienia z istotami z innych planet.
8owman z łatwością zaakceptował teori% doktora *imonsona, który twierdził, że
podświadome poczucie winy wywołane sprzecznością pro#ramu spowodowało koniecznoś+
zerwania wi%zów z Ziemią. *imonson wierzył, że ;al nie miał zamiaru zabi+ 3ooleQa chociaż nie
potra4ił te#o dowieś+. !ak utrzymywał 'łówny 3ro#ramista1 komputer chciał jedynie zatrze+ ślady.
'dyby okazało si%, że podzespół 5J-HX który rzekomo spalił si%, w rzeczywistości działa bez
zarzutu, kłamstwo wyszłoby na jaw. ;al, jak każdy przest%pca schwytany w sie+ własnych
niezdarnych kłamstw, ule#ł w pewnym momencie panice.
8owman potra4ił to zrozumie+, ponieważ sam dwukrotnie przeżył podobne uczucie. 3o raz
pierwszy zdarzyło si% to, #dy był jeszcze chłopcem. Zaplątał si% w link% deski sur4in#owej i niemal
utopił. 3o raz dru#i miało to miejsce podczas trenin#u astronautyczne#o. Zepsuty wska7nik
przekonał #o, że udusi si% z braku tlenu.
/ obydwu przypadkach stracił panowanie nad wszystkimi wyższymi procesami
lo#icznymi. / przecią#u kilku sekund mó#ł sta+ si% kł%bkiem nieskoordynowanych emocji. /
obydwu przypadkach zdołał si% opanowa+, wiedział jednak, że każda istota ludzka w odpowiednich
okolicznościach może zosta+ zezwierz%cona przez panik%.
!eśli ludzie ule#ają panice, dlacze#o nie miałoby to zdarzy+ si% komputerom2 8owman zdał
sobie spraw%, że nie powinien czu+ si% zdradzony i porzucony przez ;ala. /szystko to jednak
należało już do przeszłości. 3rzed nim wyrastała #ro7na i kusząca obietnica nieznane#o.
52. RO'*A>A0.A 0A( ./TOTA). PO'A'.E)/K.).
3ominąwszy pośpieszne posiłki w wirówce Nna szcz%ście #łówny ma#azyn żywności nie
ule#ł uszkodzeniuP, 8owman praktycznie nie opuszczał sterowni. "rzemał w 4otelu, co
umożliwiało mu natychmiastową reakcj% na sy#nały ostrze#awcze. 3od nadzorem 6entrum
*terowania 0otem naprawił kilka systemów alarmowych, które obecnie działały bez zarzutu. 6oraz
bardziej realna stawała si% szansa dotarcia do *aturna, do które#o zmierzał ,dkrywca- - z
8owmanem czy bez nie#o.
$iał teraz mało czasu na podziwianie widoków. .iebo nie było już taką atrakcją jak
poprzednio, mimo to świadomoś+ te#o, co znajdowało si% przed statkiem, utrudniała mu niekiedy
koncentracj% nad sprawami podstawowymi. 3rzed ,dkrywcą- rozcią#ała si% "ro#a $leczna z
chmurami ciasno zbitych #wiazd, których iloś+ obezwładniała umysł. 8yły tam o#niste m#ły
*trzelca - roje wrzących sło)c skrywających przed ludzkim wzrokiem serce #alaktyki. 8ył tam
także złowro#i /orek /%#la - olbrzymi kosmiczny cie), #dzie nie świeciły żadne #wiazdy. : była
również 5lpha 6entauri - najbliższe ze wszystkich sło)c - pierwszy przystanek za >kładem
*łonecznym.
5lpha 6entauri - mimo że znacznie ciemniejsza od *yriusza i 6anopusa - przycią#ała
wzrok i myśli 8owmana za każdym razem, #dy spo#lądał w przestrze). &en jasny, stabilny punkt,
które#o promienie docierały do 8owmana z czteroletnim pó7nieniem, był obecnie tematem
tajnych debat odbywających si% na Ziemi9 debat, których echa docierały na ,dkrywc%-.
.a Ziemi nikt nie wątpił, - że istnieje związek pomi%dzy 5$&-D a systemen1 *aturna,
jednak żaden naukowiec nie wierzył, że stworzenia, które zbudowały monolit, pochodziły z te#o
układu. !ako nisza ekolo#iczna *aturn przedstawiał si% #orzej od !owisza. !e#o ksi%życe okrywała
zmarzlina wiecznej zimy. &emperatura na satelitach ni#dy nie była wyższa od trzystu stopni
poniżej zera. &ylko jeden z ksi%życów - &ytan - posiadał atmos4er%, na którą składała si% cienka
warstwa trujące#o metanu.
*tworzenia, które przed trzema milionami lat odwiedziły (si%życ i Ziemi%, musiały wi%c
pochodzi+ spoza >kładu *łoneczne#o. 8yli to prawdopodobnie #oście z #wiazd, zakładający swoje
bazy tam, #dzie uznali to za konieczne. 3owstawał jednak kolejny problem1 czy jakakolwiek
technolo#ia, bez wz#l%du na stopie) rozwoju, może spią+ klamrą przepaś+, jaka oddzielała >kład
*łoneczny od najbliższej #wiazdy2
/ielu naukowców bezwz#l%dnie odrzucało taką możliwoś+. /skazywali, że ,dkrywca- -
najszybszy statek, jaki kiedykolwiek powstał - potrzebowałby dwudziestu tysi%cy lat na dotarcie do
5lpha 6entauri i milionów lat na przebycie jakie#okolwiek znaczące#o odcinka #alaktyki. .awet
#dyby w nadchodzących wiekach zaszła rewolucja w systemach nap%dowych, pozostawałaby
zawsze nie przekraczalna #ranica szybkości światła9 #ranica, której nie dości#nie żaden obiekt
materialny. / związku z tym - utrzymywano - twórcy 5$&-D pochodzili z >kładu *łoneczne#o i
ponieważ nie pojawili si% w czasach historycznych, ich cywilizacja ule#ła za#ładzie.
.iewielka, lecz znacząca #rupa naukowców nie z#adzała si% z tym punktem widzenia.
.awet jeśli podróż od #wiazdy do #wiazdy trwa wieki - twierdzili - nie może to stanowi+
przeszkody dla odpowiednio zdeterminowanych odkrywców. !ednym z prawdopodobnych
rozwiąza) problemu czasu jest hibernacja - lak jak w przypadku ,dkrywcy-. :nnym sposobem
jest stworzenie sztuczne#o, zwarte#o świata, który mó#łby wyrusza+ w podróże trwające przez
wiele pokole).
3oza tym skąd wzi%ło si% przypuszczenie, że wszystkie inteli#entne #atunki żyją tak krótko
jak człowiek2 8y+ może we wszechświecie istnieją stworzenia, dla których podróż trwająca tysiące
lat oznacza jedynie dłuższy okres nudy. ..
/szystkie ar#umenty - chociaż teoretyczne - dotyczyły sprawy o najwi%kszym
praktycznym znaczeniu. 6hodziło o tak zwany ,czas reakcji-. !eśli 5$&-D naprawd% wysłała
sy#nał ku #wiazdom - prawdopodobnie przy pomocy przeka7nika w pobliżu *aturna - to impuls ten
dotrze do miejsca przeznaczenia po wielu latach. .awet #dyby odpowied7 była natychmiastowa,
ludzkoś+ miałaby wystarczająco dużo czasu na przy#otowanie si%. 8y+ może dziesiątki lub co
wydawało si% bardziej realne - setki lat. $yśl ta dla wielu była pocieszeniem.
!ednak nie dla wszystkich. (ilku naukowców -z #atunku poszukiwaczy rewelacji w dzikich
kniejach 4izyki teoretycznej - zadało niepokojące pytanie1 ,6zy jesteśmy pewni, że szybkoś+
światła jest nieprzekraczalną #ranicą2- &o prawda, że szcze#ólna teoria wz#l%dności okazała si%
dosy+ trwała i wkrótce obchodzi+ b%dzie swoje stulecie, jednak tu i ówdzie zacz%ły pojawia+ si% na
niej p%kni%cia. : chociaż teorii Jinsteina nie można na razie obali+, można ją przynajmniej obejś+.
6i, którzy podpisywali si% pod tym punktem widzenia, mówili z nadzieją o przejściach na
skróty przez wyższe wymiary, liniach prostszych od prostej i połączeniach w nadprzestrzeni. Z
lubością przytaczali powiedzenie pewne#o dwudziestowieczne#o matematyka z 3rinceton,
mówiące o ,otworkach w przestrzeni-. (rytykom - którzy uważali te pomysły za 4antastyczne -
przypominano to, co powiedział kiedyś .iels 8ohr1 ,&woja teoria jest szalona, jednak za mało
szalona, aby by+ prawdziwą-.
.ieporozumienia pomi%dzy 4izykami były niczym w porównaniu z kłótniami biolo#ów,
omawiających odwieczny problem wy#lądu istot pozaziemskich. .aukowcy podzielili si% na dwa
wro#ie obozy1 jedni utrzymywali, że stworzenia te są humanoidami, drudzy byli przekonani, że
,oni- w o#óle nie przypominają ludzi.
Za pierwszą opcją opowiadali si% ci, którzy wierzyli, że dwie no#i, dwie r%ce oraz or#any
zmysłów umieszczone w najwyższym punkcie ciała są tak #enialnym rozwiązaniem, że trudno
byłoby wyobrazi+ sobie lepsze. czywiście dopuszczalne są niewielkie różnice, takie jak sześ+
palców zamiast pi%ciu, odmienne ubarwienie skóry i włosów czy inny wy#ląd twarzy. !ednak
inteli#entne istoty pozaziemskie - nazywane po an#ielsku J.&. - muszą by+ podobne do ludzi, a
nawet nie do odróżnienia z daleka czy przy słabym świetle.
$yślenie antropomor4iczne wyśmiewali biolodzy - prawdziwi naukowcy ery kosmicznej -
którzy nie czuli si% związani przesądami kole#ów. 'rupa ta wskazywała, że ciało ludzkie powstało
w wyniku milionów przekształce) ewolucyjnych, którymi rządził przypadek przez eony lat. /
każdym z niezliczonych momentów kluczowych #enetyczna ruletka mo#ła zatrzyma+ si% w innym
punkcie, dając by+ może lepszy wynik. 6iało ludzkie jest tworem prawdziwej improwizacji,
pełnym or#anów, których 4unkcje ule#ły zmianie, co nie zawsze wychodziło mu na dobre. 6iało
zawiera także or#any całkowicie niepotrzebne, a nawet szkodliwe, takie jak na przykład wyrostek
robaczkowy.
8owman dowiedział si% także, że istnieje #rupa uczonych, których po#lądy brzmiały
jeszcze bardziej niezwykle. .aukowcy ci #ł%boko powątpiewali w możliwoś+ posiadania powłok
cielesnych przez istoty wysoko rozwini%te. /raz z rozwojem wiedzy stworzenia inteli#entne
muszą pr%dzej czy pó7niej pozby+ si% kruchej, podatnej na choroby i wypadki otoczki, w jaką
wyposażyła je natura9 otoczki, skazującej na nieuniknioną śmier+. Zastąpią swoje ciała, zużywając
si% wraz z upływem lat, konstrukcjami z metalu i plastiku, uzyskując w ten sposób nieśmiertelnoś+.
$óz# przetrwa jakiś czas jako ostatnia pozostałoś+ ciała or#aniczne#o, kierująca mechanicznymi
członkami i obserwująca wszechświat poprzez elektroniczne zmysły - daleko sprawniejsze od tych,
które rozwin%ły si% w wyniku ślepej ewolucji.
.awet na Ziemi poczyniono już pewne kroki w tym kierunku. $iliony ludzi, którzy
wcześniej byliby skazani na śmier+, wiodło szcz%śliwe, aktywne życie dzi%ki sztucznym członkom,
nerkom, płucom i sercom. 3roces ten - jakkolwiek dłu#otrwały - może zako)czy+ si% tylko w jeden
sposób.
=ównież i móz# zostanie w ko)cu wyeliminowany. $óz# nie jest koniecznym i
niezb%dnym warunkiem istnienia świadomości. >dowodnił to rozwój inteli#encji elektronicznych.
(on4likt pomi%dzy umysłem a maszyną może zosta+ rozwini%ty dzi%ki kompromisowi całkowitej
symbiozy. ..
.ie jest to jednak koniec. .iektórzy mistycznie nastawieni biolodzy posun%li si% jeszcze
dalej. =ozważali możliwoś+ - czerpiąc wskazówki z wielu reli#ii - uwolnienia umysłu od materii.
Zrobotyzowane istoty, podobnie jak stworzenia cielesne, są tylko etapem na drodze wiodącej ku
temu, co ludzie kiedyś nazywali duchem.
: jeśli mo#ło by+ jeszcze coś wi%cej z pewnością był to 8ó#.
55. A);A/A(OR
3odczas ostatnich trzech miesi%cy "aUid 8owman całkowicie przystosował si% do
samotności. Zapomniał niemal o swoim smutnym położeniu. Znalazł si% poza rozpaczą i nadzieją.
3racował wedłu# wytyczone#o rozkładu, który przerywały niekiedy niespodziewane kryzysy w
postaci usterek takie#o czy inne#o systemu ,dkrywcy-.
.ie zmniejszyła si% jedynie je#o ciekawoś+. $yśl o celu, do które#o zmierzał, napawała #o
dumą i poczuciem siły. 8ył nie tylko przedstawicielem całej rasy ludzkiej, je#o podróż może
zadecydowa+ o przyszłych losach świata. 3o raz pierwszy w historii jeden człowiek stał si%
5mbasadorem .ad zwyczajnym i 3ełnomocnym całej ludzkości.
@wiadomoś+ te#o 4aktu poma#ała mu na wiele różnych sposobów. >trzymywał porządek i
czystoś+ bez wz#l%du na zm%czenie. Zawsze był o#olony. (ontrola 0otu - o czym dobrze wiedział
- obserwowała #o uważnie w oczekiwaniu na pierwsze oznaki dewiacji. 8ył zdecydowany rozwia+
ich wątpliwości, przynajmniej jeśli chodzi o poważne symptomy.
Zdawał sobie spraw% ze zmian w swoim zachowaniu. 5bsurdem byłoby spodziewa+ si%
cze#oś inne#o w takich warunkach. .ie mó#ł znieś+ ciszy. *ystem na#łaśniający statku pracował
teraz na pełnych obrotach, oprócz #odzin przeznaczonych na sen i rozmowy z Ziemią.
.a początku, szukając towarzystwa ludzkie#o #łosu, słuchał klasycznych dramatów1 dzieł
*hawa, :bsena i *zekspira oraz poezji z o#romnej biblioteki d7wi%kowej ,dkrywcy-. !ednak
problemy przedstawiane w sztukach i wierszach wydały mu si% tak odle#łe i łatwe do rozwiązania
przy odrobinie zdrowe#o rozsądku, że stracił dla nich cierpliwoś+.
3rzerzucił si% na opery, śpiewane po włosku lub niemiecku, tak aby nie rozpraszał #o nawet
ten minimalny kontekst intelektualny, jaki zawierały. Aaza ta trwała przez dwa ty#odnie, zanim
zdał sobie spraw%, że brzmienie wspaniale wyszkolonych #łosów po#ł%bia je#o samotnoś+. 6ykl
ten ostatecznie zako)czył si% wysłuchaniem po raz pierwszy w życiu =e^uiem Cerdie#o. "ies :rae
#rzmiące złowro#o w pustym statku do reszty zszarpało mu nerwy. : kiedy trąby *ądu
stateczne#o zabrzmiały w niebiosach, 8owman miał już dosy+.
Zaczai słucha+ tylko muzyki instrumentalnej. =ozpoczął od kompozytorów romantycznych,
ale porzucił ich, #dy napi%cie emocjonalne dzieł stało si% zbyt uciążliwe. 3rzez kilka ty#odni statek
rozbrzmiewał muzyką *ibeliusa, 6zajkowskie#o i 8erlioza, potem przyszedł czas 8eethoUena. /
ko)cu 8owman znalazł ukojenie - podobnie jak wielu przed nim - w abstrakcyjnej architekturze
8acha, ozdabianej od czasu do czasu $ozartem.
,dkrywca- zbliżał si% do *aturna, pulsując chłodną muzyką klawesynu - zamrożoną
kwintesencją umysłu, który zamienił si% w proch dwieście lat temu.
Z odle#łości dziesi%ciu milionów mil *aturn był wi%kszy niż ksi%życ widziany z Ziemi.
*tanowił wspaniały widok, nawet dla nie uzbrojone#o oka, jednak dopiero przez teleskop można
było w pełni oceni+ nieprawdopodobny wy#ląd planety.
*am #lob podobny był nieco do !owisza, #dy ten znajdował si% w spokojniejszej 4azie. 8yły
to podobne pasma chmur - może troch% jaśniejsze i mniej wyra7ne niż na !owiszu - i podobne
zaburzenia atmos4eryczne wielkości kontynentów. :stniała jednak uderzająca różnica pomi%dzy
dwoma planetami. .awet na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że *aturn nie jest doskonale
kulisty. *płaszczenie na bie#unach sprawiało niekiedy wrażenie de4ormacji.
!ednak uwa#% 8owmana przycią#ały pierścienie, stanowiące zamkni%ty wszechświat o
skomplikowanej, mimo to delikatnej, konstrukcji. prócz #łównej, olbrzymiej wyrwy pomi%dzy
pierścieniami, istniało przynajmniej pi%+dziesiąt innych podziałów i #ranic o zmiennej jasności,
dzielących #i#antyczną aureol% planety. /y#lądało to tak, jak #dyby *aturn otaczały dziesiątki
koncentrycznych obr%czy, stykających si% ze sobą brze#ami i tak płaskich jak najcie)szy papier.
*ystem pierścieni przypominał kruche dzieło sztuki lub zabawk%, którą należy podziwia+
wyłącznie z daleka. 3omimo wielu wysiłków 8owman nie potra4ił wyobrazi+ sobie prawdziwych
rozmiarów pierścieni. .ie mó#ł uwierzy+, że Ziemia - #dyby ustawiono ją na pierścieniach -
wy#lądałaby jak kulka tocząca si% po kraw%dzi olbrzymie#o talerza.
6zasami obr%cze *aturna zakrywały #wiazdy, które tracąc bardzo niewiele ze swojej
jasności przeświecały przez przezroczystą materi% pierścieni, mru#ając od czasu do czasu, #dy
przesłaniał je wi%kszy 4ra#ment orbitujące#o #ruzu.
3ierścienie bowiem - o czym wiedziano od dziewi%tnaste#o wieku - nie były ciałem stałym.
Z punktu widzenia praw mechaniki taka ewentualnoś+ nie wchodziła w rachub%. *kładały si% z
miriadów elementów - prawdopodobnie pozostałości po ksi%życu, który zbliżywszy si% do planety
został rozerwany na kawałki przez sił% przycią#ania *aturna. 8ez wz#l%du na pochodzenie
pierścieni, ludzie mieli o#romne szcz%ście, że taki cud znalazł si% w zasi%#u ich wzroku. 6ud ten
bowiem mó#ł istnie+ jedynie przez krótki 4ra#ment historii >kładu *łoneczne#o.
/ roku DEWX brytyjski astronom wykazał, że pierścienie mają charakter e4emeryczny i
wkrótce zostaną zniszczone przez siły #rawitacyjne. =ozważając ich przeszłoś+, naukowiec doszedł
do wniosku, że powstały one całkiem niedawno - dwa lub trzy miliony lat temu.
.ikt jednak nie zwrócił uwa#i na dziwny zbie# okoliczności, że pierścienie *aturna
powstały wtedy2 #dy narodziła si% rasa ludzka.
56. OR;.TU"MC4 LA(
,dkrywca- za#ł%biał si% coraz bardziej w dalekosi%żny system ksi%życów *aturna.
lbrzymia planeta znajdowała si% o dzie) dro#i. *tatek dawno już minął #ranic% wytyczaną przez
najdalej odsuni%te#o od *aturna - 3hoebe, który poruszał si% po niezwykle ekscentrycznej orbicie
oddalonej o osiem milionów mil od planety. 3rzed ,dkrywcą- znajdował si% !apetus, ;yperion,
&ytan, =hea, "ione, &ethys, Jnceladus, $imas, !anus i pierścienie. /szystkie satelity ze swoimi
labiryntami szcze#ółów powierzchniowych zostały s4oto#ra4owane, a ich zdj%cia 8owman przesłał
na Ziemi%. *am &ytan - o średnicy trzech tysi%cy mil i wielkości $erkure#o - wart był wielu
miesi%cy bada). 8owman miał jednak niewiele czasu, aby przyjrze+ si% wszystkim ksi%życom,
poza tym nie przewidywał te#o plan misji. (osmonauta był już całkiem pewny, że je#o
rzeczywistym celem jest !apetus.
/szystkie inne ksi%życe *aturna posiadały na powierzchni kratery pochodzenia
meteorytowe#o, było ich jednak znacznie mniej niż na przykład na $arsie. .a wszystkich światło
układało si% w przypadkowe wzory, rozjaśnione plamami zamarzni%tych #azów. !ednak tylko
!apetus posiadał swoistą #eo#ra4i%, w dodatku bardzo niezwykłą.
!edną półkul% satelity - podobnie jak w przypadku innych ksi%życów stale zwróconą w
kierunku *aturna - okrywały ciemności, w których nie można było rozpozna+ żadnych szcze#ółów
powierzchniowych. "ru#ą półkul% - w przeciwie)stwie do pierwszej - zdominował jasny, biały
owal o dłu#ości czterystu mil i szerokości dwustu. becnie jedynie cz%ś+ tej niezwykłej 4ormacji
oświetlało światło słoneczne. 8owman zrozumiał przyczyn% nienaturalne#o zróżnicowania jasności
ksi%życa. / zachodniej cz%ści orbity biała elipsa !apetusa skierowana była w stron% *ło)ca i
Ziemi. 3o wschodniej stronie orbity jasna plama odwrócona była tyłem - na Ziemi widziano wtedy
półkul% słabo odbijającą światło.
lbrzymia elipsa miała doskonałą symetri%. 3rzecinała równik !apetusa #łówną osią
skierowaną ku bie#unom. *tanowiła tak wyra7ny punkt, że można było odnieś+ wrażenie, iż ktoś
celowo wytyczył na małym ksi%życu biały owal. 3owierzchnia elipsy była całkowicie płaska i
8owman zastanawiał si%, czy nie jest to przypadkiem jezioro zamarzłe#o płynu, co zresztą byłoby
sprzeczne z nienaturalnym wy#lądem plamy.
.ie miał zbyt dużo czasu, aby przyjrze+ si% !apetusowi podczas w%drówki w #łąb systemu
*aturna. Zbliżał si% 4inał podróży - ostatni manewr perturbacyjny ,dkrywcy-. 3odczas przelotu
obok !owisza statek wykorzystał pole #rawitacyjne planety do zwi%kszenia szybkości. &eraz
należało postąpi+ odwrotnie. ,dkrywca- powinien wytraci+ szybkoś+, jeśli nie chce na zawsze
opuści+ >kładu *łoneczne#o. becny kurs statku powinien umożliwi+ mu pozostanie w systemie
*aturna. ,dkrywca- stanie si% kolejnym satelitą okrążającym planet% po wąskiej elipsie o
obwodzie dwóch milionów mil. rbita miała styka+ si% niemal z *aturnem, a jej odle#ły punkt
przecina+ tor !apetusa.
Ziemskie komputery, mimo trzy#odzinne#o opó7nienia, zapewniły 8owmana, że wszystko
przebie#a z#odnie z planem. *zybkoś+ i ustawienie statku były poprawne. .ie pozostawało nic
inne#o, jak, czeka+ do momentu najwi%ksze#o zbliżenia z *aturnern.
.a niebie widoczne były teraz pierścienie. *tatek przechodził przez ich zewn%trzną
kraw%d7. 8owman o#lądał pierścienie z wysokości dziesi%ciu tysi%cy mil. 3rzypatrując si% im przez
teleskop doszedł do wniosku, że pierścienie zbudowane są z lodu, który świeci i iskrzy si% w
promieniach słonecznych. /y#lądało to tak, jak #dyby przelatywał nad śnieżną zamiecią, jednak
tam #dzie powinna znajdowa+ si% ziemia, przeświecało niebo i #wiazdy.
,dkrywca- skr%cał w stron% *aturna. *ło)ce powoli opadało w kierunku łuków pierścieni,
które teraz stały si% wysmukłym, srebrnym mostem spinającym całe niebo. $ateria pierścieni była
zbyt rozrzedzona, aby przesłoni+ *ło)ce, jednak miriady kryształków rozpraszały i załamywały
je#o promienie w oślepiających błyskach. 'dy sło)ce skrywało si% za pasmem orbitujące#o lodu o
szerokości tysiąca mil, na niebie przesuwały si% i łączyły blade cienie poświaty. /okół pełno było
słonecznych rozbłysków. / ko)cu pierścienie przesłoniły *ło)ce, ukrywając je w swoich
załomach. $inął czas niebia)skich 4ajerwerków.
6hwil% pó7niej statek znalazł si% w cieniu *aturna, zbliżając si% na najmniejszą odle#łoś+
do nocnej strony planety. 3onad ,dkrywcą- świeciły #wiazdy i pierścienie, poniżej leżał słabo
widoczny ocean chmur. .ie było tu tajemniczych wzorów świetlnych jarzących si% na ciemnej
półkuli !owisza. *aturn był prawdopodobnie zbyt zimny dla te#o rodzaju ornamentacji.
3ostrz%pione chmury oświetlała upiorna radiacja, odbita od okrążające#o planet% lodu, na który
padały promienie *ło)ca. / samym centrum lodowe#o łuku widniała szeroka, czarna wyrwa - jak
brakujące prz%sło nie doko)czone#o mostu. 8ył to cie) rzucany przez *aturna na orbitujące
pierścienie.
(ontakt z Ziemią został przerwany. ?ącznoś+ b%dzie można nawiąza+ ponownie dopiero
wtedy, #dy ,dkrywca- wynurzy si% z cienia *aturna. 8owman był jednak zbyt zaj%ty, aby
roztrząsa+ w myślach swoją na#łą całkowitą samotnoś+. 3rzez nast%pnych kilka #odzin każdą
sekund% wypełni mu nadzór nad manewrami hamującymi, zapro#ramowanych przez ziemskie
komputery.
3o wielu miesiącach spoczynku #łówne silniki ,dkrywcy- zacz%ły wyrzuca+ wst%#i
świecącej plazmy o dłu#ości wielu mil. "o nieważkie#o świata sterowni na krótko powróciło
ciążenie. *etki mil poniżej chmury metanu i zamarzni%te#o amoniaku rozświetlała jasnoś+
widziana tu po raz pierwszy. ,dkrywca- rozpalił małe, #wałtowne sło)ce pośród ciemności
*aturna.
3rzed statkiem pojawił si% blady świt. ,dkrywca-, poruszając si% coraz wolniej, wypływał
w nowy dzie). .ie ucieknie już ani *ło)cu, ani *aturnowi. 0eciał jednak wystarczająco szybko,
aby wznieś+ si% nad planetą, ku orbicie !apetusa, znajdujące#o si% w odle#łości dwóch milionów
mil.
3odróż w kierunku satelity zajmie ,dkrywcy- czternaście dni. *tatek spotka na swej
drodze - tym razem w odwrotnej kolejności - wszystkie ksi%życe wewn%trzne. 3rzetnie orbity
!anusa, $imasa, Jnceladusa, &ethys, "ione, =hei, &ytana, ;yperiona... światów noszących imiona
bo#ów i bo#i), którzy z#in%li dopiero wczoraj, licząc wedłu# tutejsze#o czasu.
3o spotkaniu z !apetusem ,dkrywca- ponownie opadnie w kierunku *aturna i b%dzie
powtarzał swoją dwudziestoośmiodniową elips% w niesko)czonoś+.
*potkanie z !apetusem musi odby+ si% teraz, nast%pnym razem bowiem satelita oddali si% na
dru#ą stron% *aturna.
&o prawda, że ,dkrywca- i !apetus zobaczą si% ponownie, #dy ich orbity po raz dru#i
osią#ną najwi%ksze zbliżenie. !ednak to dru#ie spotkanie nastąpi po tak wielu latach, że bez
wz#l%du na to co si% stanie, 8owman z pewnością te#o nie doczeka.
57. OKO "APETU/A
'dy 8owman po raz pierwszy przy#lądał si% satelicie, tajemnicza elipsa znajdowała si%
cz%ściowo w cieniu, rozjaśnionym jedynie światłem *aturna. &eraz ksi%życ przesunął si% wzdłuż
swojej siedemdziesi%ciodziewi%ciodniowej orbity i biały owal pojawił si% w pełnym świetle dnia.
,dkrywca- coraz wolniej zbliżał si% ku !apetusowi. 3rzy#lądając si% rosnącej z wolna
elipsie, 8owman odkrył u siebie denerwującą obsesj%. .i#dy nie wspomniał o tym rozmowach, czy
raczej bezustannym komentarzu przekazywanym na Ziemi%. bawiał si%, że mo#liby pomyśle+, iż
cierpi na halucynacje. : kto wie, jak było naprawd%, ponieważ 8owman wyobrażał sobie, że jasna,
owalna płaszczyzna na ciemnym tle jest olbrzymim, pustym okiem przy#lądającym si%
zbliżającemu si% statkowi. ko nie posiadało 7renicy - 8owman ni#dzie nie dostrze#ł
najdrobniejszej skazy na oślepiającej bieli elipsy.
"opiero #dy statek znalazł si% w odle#łości pi%+dziesi%ciu tysi%cy mil i !apetus osią#nął
rozmiary dwa razy wi%ksze od ziemskie#o (si%życa, 8owman dostrze#ł male)ką, czarną plamk%
dokładnie w samym środku elipsy. .ie miał jednak czasu na bliższe przyjrzenie si% temu zjawisku.
6zekały #o manewry ko)cowe.
'łówny nap%d ,dkrywcy- po raz ostatni za#rał pełną mocą. 3o raz ostatni rozżarzone
piekło umierających atomów wybuchło pomi%dzy ksi%życami *aturna. "la "aUida 8owmana
odle#ły szept i rosnący cią# silników był powodem do dumy i smutku. /spaniałe maszyny
bezbł%dnie wykonały swoje zadania. 3rzyprowadziły statek z Ziemi do !owisza i *aturna. &eraz
pracowały już po raz ostatni. 'dy ,dkrywca- opróżni silniki, stanie si% .bezbronny i bezwładny
niczym komety i asteroidy - bezsilny wi%zie) #rawitacji. .awet po przybyciu statku ratownicze#o,
nie b%dzie opłacało si% ponowne tankowanie ,dkrywcy- w celu umożliwienia mu powrotu na
Ziemi%. *tatek pozostanie na wieki orbitującym pomnikiem pierwsze#o okresu bada) planetarnych.
&ysiące mil skurczyły si% do setek, wska7niki paliwa opadały szybko do zera. 3rzy 3ulpicie
*terowniczym 8owman niespokojnie spo#lądał na przyrządy pomiarowe i sporządzane przez siebie
wykresy, które poma#ały mu w podejmowaniu decyzji. 8yłoby jawną niesprawiedliwością losu,
#dyby - przetrwawszy tak wiele - nie mó#ł dotrze+ do celu z powodu braku kilku 4untów paliwa. ..
'wizd silników zmniejszył si% wraz z zako)czeniem pracy #łówne#o cią#u. ,dkrywce-
popychały jedynie silniki korekcyjne. !apetus był teraz olbrzymim półksi%życem wypełniającym
niebo. 8owman do tej pory myślał o satelicie jako o małym, nic nie znaczącym obiekcie - jakim
zresztą !apetus był w rzeczywistości w porównaniu z *aturnem. &eraz jednak, #dy ksi%życ
wynurzył si% złowieszczo nad statkiem, 8owman w pełni ocenił je#o rozmiary. ,dkrywca-
wy#lądał niczym łupina zawieszona pod olbrzymim młotem.
!apetus zbliżał si% tak powoli, że trudno było dostrzec je#o ruch i moment, kiedy dokonało
si% subtelne wtopienie ciała astronomiczne#o w krajobraz pi%+dziesiąt mil poniżej. *prawne do
ko)ca silniki korekcyjne po raz ostatni zwi%kszyły cią# i zamarły na zawsze. *tatek znalazł si% na
swojej ostatniej orbicie, dokonując jedne#o okrążenia !apetusa co trzy #odziny. *zybkoś+
,dkrywcy- wynosiła zaledwie osiemset mil na #odzin%, było to jednak wystarczająco dużo dla
słabe#o pola #rawitacyjne#o ksi%życa.
,dkrywca- stał si% satelitą satelity.
58. *.ELK. ;RAT
- Znów jestem po dziennej stronie. !est tak samo jak podczas ostatnie#o meldunku. &o
miejsce ma tylko dwa rodzaje materiału powierzchniowe#o.
6zarna powierzchnia wy#ląda na spaloną, prawie jak w%#iel drzewny, ma taką samą
4aktur%, o ile dobrze oceniam przez teleskop. .aprawd% przypomina mi spalony tost. ..
- / dalszym cią#u nie potra4i% powiedzie+ nic sensowne#o o białym obszarze. =ozpoczyna
si% ostrą kraw%dzią, nie wykazuje żadnych cech powierzchniowych. $oże to by+ płyn, jest
wystarczająco płaski. .ie wiem, co zdołaliście zobaczy+ na taśmach Uideo, które przesłałem, ale
jeśli jesteście sobie w stanie wyobrazi+ morze zamarzni%te#o mleka, to jest to dokładnie to, co
widz%.
- 8y+ może to jakiś ci%żki #az, nie, przypuszczam, że to niemożliwe. 6zasami wydaje mi
si%, że to si% porusza, bardzo powoli, nie jestem jednak pewny.
- Znów jestem nad białym obszarem, jest to moje trzecie okrążenie. $am nadziej%, że
zbliż% si% do tej plamy w samym centrum, którą zauważyłem podczas nadlatywania. !eśli moje
obliczenia są po prawne, powinienem przelecie+ na wysokości pi%+ dziesi%ciu mil nad tym ...
cokolwiek to jest...
- &ak, jest coś z przodu, dokładnie tam #dzie przewidywałem. /znosi si% nad horyzontem,
tak jak *aturn, niemal w tej samej cz%ści nieba. 3rzejd% do teleskopu...
- ;aloO &o wy#ląda jak jakiś budynek, całkiem czarny. *łabo #o widz%. Badnych okien ani
nic inne#o, po prostu czarna pionowa płyta, ma przy najmniej mil% wysokości, jeśli widz% ją z tak
daleka.
3rzypomina mi... czywiścieO /y#ląda tak samo jak to, co znale7liście na (si%życu. &o
jest wielki brat 5$&-DO
59. EK/PER4)E0T
.azwijmy to (osmicznymi /rotami.
3rzez trzy miliony lat okrążały *aturna w oczekiwaniu na swoje przeznaczenie, które mo#ło
ni#dy nie nadejś+. 3rzy ich tworzeniu zniszczono ksi%życ, które#o resztki cią#le jeszcze okrążały
planet%.
(o)czyło si% dłu#ie oczekiwanie. (olejny świat stworzył inteli#encj%, która wyrwała si% ze
swej planetarnej kolebki. Jksperyment z przeszłości wreszcie przyniósł owoce.
6i, którzy w odle#łych czasach rozpocz%li eksperyment, nie byli lud7mi. :ch ciała nie
przypominały ludzkich w najmniejszym stopniu. $ieli jednak-ciało i krew, i kiedy spo#lądali w
#ł%biny kosmosu czuli podziw i zdumienie, i samotnoś+. 'dy tylko posiedli taką moc, wyruszyli ku
#wiazdom.
/ swoich badaniach napotykali na życie w wielu 4ormach i przy#lądali si% dziełu ewolucji
na tysiącach światów. /idzieli pierwsze, słabe oznaki inteli#encji powstające i umierające w
kosmicznej nocy. 5 ponieważ w całej #alaktyce nie znale7li nic cenniejsze#o od umysłu,
wspoma#ali je#o powstanie wsz%dzie, #dzie było to możliwe. *tali si% #wiezdnymi siewcami1 siali
i czasami zbierali plony.
5 czasami beznami%tnie wyrywali chwasty.
/ielkie dinozaury dawno już wy#in%ły, #dy statek badawczy znalazł si% w >kładzie
*łonecznym. !e#o podróż trwała już tysiąc lat. $inął zamarzni%te planety zewn%trzne, zatrzymał
si% na chwil% nad pustyniami umierające#o $arsa i skierował si% ku Ziemi.
dkrywcy ujrzeli przed sobą świat pełen życia. 3rzez lata badali, zbierali i katalo#owali.
'dy dowiedzieli si% wszystkie#o, zacz%li mody4ikowa+. Zaj%li si% przyszłością wielu #atunków na
lądzie i w oceanach. (tóre z eksperymentów powiodły si%, dowiedzieli si% po milionie lat.
8yli cierpliwi, nie byli jednak jeszcze nieśmiertelni. 8yło wiele do zrobienia we
wszechświecie stu miliardów sło)c. /zywały ich inne światy.
/yruszyli wi%c w pustk%, wiedząc, że ni#dy tu nie wrócą. .ie było zresztą takiej potrzeby.
&o, co zostawili, załatwi reszt%.
.a Ziemi lodowce dokonały swoje#o dzieła, podczas #dy nad nimi niezmienny (si%życ
pilnował sekretu. /olniej nawet niż lodowce wzrastały i upadały #alaktyczne cywilizacje.
3owstawały i ko)czyły si% dziwne i pi%kne, i straszne cesarstwa, przekazujące swoją wiedz%
nast%pcom. .ie zapomniano o Ziemi, ale kolejna wizyta nie miałaby sensu. Ziemia była jednym z
miliona milczących światów, z których bardzo niewiele kiedykolwiek przemówi.
3omi%dzy #wiazdami ewolucja miała przed sobą nowe cele. 3ierwsi badacze Ziemi
osią#n%li #ranice rozwoju 4izyczne#o. 'dy tylko ich maszyny okazały si% lepsze niż ich ciała,
nadszedł czas, aby si% przenieś+. .ajpierw móz#i, a potem same myśli zamkni%te zostały w
nowych domach z metalu i plastiku. / domach tych w%drowali pośród #wiazd. .ie budowali
statków kosmicznych. *ami byli statkami.
!ednak epoka maszyn szybko min%ła. "zi%ki swoim bezustannym eksperymentom nauczyli
si%, jak przechowywa+ wiedz% w samej strukturze przestrzeni, jak zachowa+ myśli dla wieczności
w zamkni%tych sieciach krystalicznych światła. $o#li sta+ si% stworzeniami zbudowanymi z
radiacji, wyzwolonymi wreszcie z tyranii materii.
"okonali trans4ormacji w czystą ener#i%. .a tysiącach światów porzucone powłoki dr#ały
przez chwil% w bezmyślnym ta)cu śmierci, a potem rozsypały si% w proch.
8yli teraz władcami #alaktyki istniejącymi poza czasem. $o#li dowolnie przemieszcza+ si%
pośród #wiazd i wtapia+ si% jak delikatna m#ła w atomy przestrzeni. !ednak pomimo boskich
przymiotów, nie zapomnieli o miejscu swoich narodzin w ciepłym śluzie nie istniejące#o już
morza.
: cią#le przy#lądali si% eksperymentom rozpocz%tym przez ich przodków tak dawno temu.
5:. *ARTO*0.K
- 3owietrze w statku robi si% bardzo nieświeże, przez wi%kszoś+ czasu boli mnie #łowa. !est
oczywiście mnóstwo tlenu, ale klimatyzatory ni#dy do ko)ca nie oczyściły te#o całe#o bała#anu po
wrzących w próżni płynach. 'dy powietrze staje si% nie do zniesienia, schodz% na dół do #arażu i
wypuszczam troch% czyste#o tlenu z kapsuł. ..
- $oje sy#nały nie wywołały żadnej reakcji, ze wz#l%du na ustawienie orbity oddalam si%
coraz bardziej od 5$&-I. 3rzy okazji - ta nazwa jest nieodpowiednia. &utaj nie ma śladu pola
ma#netyczne#o.
- becnie moje najwi%ksze zbliżenie wynosi sześ+dziesiąt mil. Zwi%kszy si% do około stu
mil - podczas obrotu !apetusa, a potem spadnie do zera. 3rzelec% dokładnie nad obiektem za
trzydzieści dni - jednak jest to za dłu#o, by czeka+, poza tym zapadną wtedy ciemności.
- .awet teraz obiekt znajduje si% w zasi%#u wzroku tylko przez kilka minut, zanim zniknie
ponownie za horyzontem. !est to cholernie 4rustrujące, nie mo#% poczyni+ żadnych poważnych
obserwacji.
- 6hciałbym wi%c uzyska+ waszą z#od% na nast%pujący plan. (apsuły kosmiczne mają
wystarczające delta C na wylądowanie i powrót do statku, chc% wi%c #o opuści+ i zbada+ obiekt z
bliska. !eśli okaże si% to wykonalne, wyląduj% przy nim lub nawet na nim.
- 'dy b%d% opadał, statek b%dzie cią#le ponad moim horyzontem i strac% z nim kontakt
jedynie na dziewi%+dziesiąt minut.
- !estem przekonany, że jest to konieczne. 3rze leciałem miliard mil - chc% przeby+ jeszcze
te sześ+dziesiąt.
(osmiczne /rota przez dłu#ie ty#odnie obserwowały swoimi zmysłami zbliżający si% od
*ło)ca statek. 3rzeznaczone były do wykonywania wielu zada), a to było jednym z nich. /rota
rozpoznały obiekt nadchodzący z ciepłe#o wn%trza >kładu *łoneczne#o.
'dyby były żywe poczułyby podniecenie, jednak emocje były całkowicie poza ich
zasi%#iem. .awet #dyby statek je ominął, nie byłyby rozczarowane. 6zekały trzy miliony lat, były
#otowe czeka+ wiecznoś+.
bserwowały, notowały i nie podejmowały żadnych czynności, #dy #oś+ zmniejszył
szybkoś+ silnikami wyrzucającymi rozżarzony #az. 3oczuły delikatny dotyk radiacji, próbujący
zbada+ ich sekrety. : cią#le nic nie robiły.
*tatek znalazł si% na orbicie, okrążając nisko powierzchni% dziwne#o ksi%życa z białą
plamą. Zaczął nadawa+ sy#nały radiowe odliczając bezustannie liczby pierwsze od l do DD.
/krótce sy#nały te ustąpiły miejsca znakom bardziej skomplikowanym, na wielu
cz%stotliwościach - ultra4ioletowej, podczerwonej, rent#enowskiej. (osmiczne /rota nie
odpowiadały. .ie miały nic do powiedzenia.
3otem była dłu#a przerwa, po której z orbitujące#o statku coś zacz%ło opada+ w kierunku
/rót. /rota sprawdziły w pami%ci i ich obwody lo#iczne podj%ły decyzj% z#odną z poleceniami
otrzymanymi dawno temu.
/ zimnym świetle *aturna (osmiczne /rota obudziły swoje uśpione moce.
5=. PRO/TO * OKO
,dkrywca- wy#lądał tak jak podczas ostatnie#o prze#lądu na orbicie (si%życa. 8yła
jednak mała zmiana. 8owman nie był pewien, ale 4arba napisów zewn%trznych oznaczających
przeznaczenie różnych pokryw, połącze), centralnych wtyczek i innych urządze), chyba wyblakła
podczas dłu#ie#o okresu działania promieni słonecznych.
*ło)ce było #wiazdą, której nie rozpoznałby teraz żaden człowiek. @wieciło zbyt jasno jak
na planet%, można jednak było spokojnie wpatrywa+ si% bezpośrednio w je#o mały dysk. .ie
dawało już ciepła. 'dy 8owman wystawił dło) bez r%kawicy w promienie słoneczne wpadające
przez okno kapsuły, nie poczuł nic. /y#lądało to jak próba o#rzania si% w świetle (si%życa. :
nawet obcy krajobraz znajdujący si% pi%+dziesiąt mil poniżej nie mó#łby lepiej przypomnie+ mu o
oddaleniu od Ziemi.
puszczał teraz, by+ może po raz ostatni, metalowy świat, który był je#o domem przez tak
wiele miesi%cy. .awet jeśli nie wróci, statek b%dzie 4unkcjonował dalej, przesyłając na Ziemi%
odczyty instrumentów aż do ko)ca, do ostatecznej katastro4y w obwodach.
5 jeśli powróci2 6óż, utrzyma si% przy życiu i by+ może przy zdrowych zmysłach przez
kilka dalszych miesi%cy. : to wszystko. *ystemy hibernacyjne są bezużyteczne bez sterujące#o nimi
komputera. .ie przetrwa do przybycia ,dkrywcy- na spotkanie z !apetusem za cztery czy pi%+
lat.
Zostawił te myśli za sobą. Złocisty półksi%życ *aturna wzniósł si% na niebie. 8ył pierwszym
człowiekiem, który mó#ł podziwia+ ten widok. "o tej pory *aturn zawsze był jasnym dyskiem
odwróconym twarzą do *ło)ca. becnie stał si% wysmukłym łukiem, przeci%tym cienką linią
pierścieni, jak strzałą skierowaną ku *ło)cu.
/ jednej linii z pierścieniami znajdowała si% jasna #wiazda &ytana i słabiej widoczne
światło innych ksi%życów. Zanim upłynie połowa te#o wieku, ludzie wylądują na nich wszystkich.
!ednak on nie dowie si% o znajdujących si% tam sekretach.
Zbliżała si% do nie#o wyra7nie widoczna #ranica białe#o oka. $usi przelecie+ jeszcze sto
mil. Za dziesi%+ minut znajdzie si% nad celem. Zastanawiał si%, czy je#o słowa docierają na Ziemi%
oddaloną o półtorej #odziny pr%dkości @wiatła. 8yłoby o#romną złośliwością losu, #dyby na
skutek jakiejś usterki w systemie przeka7ników, 8owman zamilkł na zawsze.
,dkrywca- cią#le był jasną #wiazdą na czarnym niebie. (apsuła nabierała szybkości
opadając nad !apetusem, wkrótce jednak włączą si% silniki hamujące i ,dkrywca- zniknie z pola
widzenia. 8owman pozostanie sam nad świecącą równiną z czarnym sekretem pośrodku.
.ad horyzontem wznosił si% hebanowy blok przesłaniający #wiazdy. 8owman wyrównał
ustawienie kapsuły i użył pełne#o cią#u do wyhamowania szybkości orbitalnej. "łu#im,
spłaszczonym łukiem zbliżał si% do powierzchni !apetusa.
3rzy wi%kszej #rawitacji manewr ten byłby bardzo ryzykowny ze wz#l%du na paliwo.
!ednak nad !apetusem kapsuła ważyła jedynie kilkadziesiąt 4untów. 3ozostało mu kilka minut lotu,
zanim zbliży si% niebezpiecznie do rezerw paliwa, które miały umożliwi+ mu powrót do
,dkrywcy-. Zresztą teraz nie miało to już wi%ksze#o znaczenia. ..
Znajdował si% na wysokości pi%ciu mil i kierował w stron% olbrzymie#o, czarne#o bloku,
wyrastające#o w swojej #eometrycznej doskonałości nad pozbawioną jakichkolwiek cech równiną.
3łyta była tak #ładka jak biała powierzchnia poniżej. "o tej pory nie zdawał sobie sprawy z jej
rozmiarów. .a Ziemi mo#ło jej dorówna+ niewiele budynków. Aoto#ra4ie pomiarowe pokazywały
wysokoś+ dwóch tysi%cy stóp. !eśli dobrze oceniał, proporcje bloku były dokładnie takie same, jak
proporcje 5$&-D i zachowały ten interesujący stosunek, czyli l 1W1E.
- !estem teraz w odle#łości trzech mil. /ysokoś+ cztery tysiące stóp. / dalszym cią#u
żadnych przejawów aktywności. :nstrumenty nic nie pokazują. 3owierzchnie bloku są #ładkie i
wypolerowane. /ydawałoby si%, że po tylu latach powinny by+ jakieś ślady meteorytów. ..
- Badne#o #ruzu na... myśl%, że można nazwa+ to dachem. Badne#o wejścia. $iałem
nadziej%, że jakoś si% tam dostan%. ..
- !estem dokładnie nad obiektem, pi%+set stóp powyżej. .ie chc% traci+ czasu, ponieważ
,dkrywca- wkrótce b%dzie poza zasi%#iem. /yląduj%. /y#ląda to wystarczająco solidnie, a jeśli
nie - natychmiast wystartuj%.
- 6hwileczk%, to dziwne. ..
'łos 8owmana zamarł w ciszy wyrażającej zupełną dezorientacj%. 8owman nie był
zaniepokojony, nie mó#ł po prostu opisa+ te#o, co zobaczył.
/isiał nad dużym, płaskim prostokątem o dłu#ości ośmiuset i szerokości dwustu stóp,
wykonanym z cze#oś, co wy#lądało jak twarda skała. &eraz jednak prostokąt zdawał si% oddala+ od
nie#o. /y#lądał dokładnie tak jak jedna z tych optycznych iluzji, kiedy to trójwymiarowy obiekt
dzi%ki wysiłkowi woli wywraca si% na dru#ą stron%, zamieniając si% na#łe kraw%dziami.
&o samo działo si% z tą olbrzymią, niewątpliwie trwałą strukturą. .iemożliwe, niesamowite,
monolit nie był już budowlą wznoszącą si% nad równiną. &o, co wy#lądało jak dach, zapadło si% w
niesko)czone otchłanie. szołomionemu 8owmanowi przez chwil% wydawało si%, że spo#ląda w
dół pionowe#o szybu, prostokątne#o szlaku, który zaprzeczał prawom perspektywy, bowiem je#o
rozmiar nie zmniejszał si% wraz z odle#łością. ..
ko !apetusa mru#n%ło, usuwając jak #dyby drobin% drażniące#o kurzu. "aUid 8owman
miał czas na wypowiedzenie jedne#o nie doko)czone#o zdania, które#o ludzie czekający w
6entrum *terowania 0otem, oddalonym o dziewi%+set milionów mil i osiemdziesiąt minut w
przyszłoś+, ni#dy nie zapomną1
- &o jest puste - cią#nie si% w niesko)czonoś+ i ... mój 8oże, tam jest pełno #wiazdO
60. *4",C.E
(osmiczne /rota otworzyły si%. (osmiczne /rota zamkn%ły si%.
/ ułamku czasu, zbyt krótkim, aby można było #o zmierzy+, przestrze) skr%ciła si% i
nałożyła na siebie.
!apetus znowu był sam, tak jak przez trzy miliony lat - sam, oprócz opuszczone#o, lecz
jeszcze nie bezpa)skie#o statku, wysyłające#o swoim twórcom wiadomości, w które nie mo#li
uwierzy+ i których nie mo#li poją+.
C'+,- /'A/TA
PR'E' KO/).C'0E *ROTA
61. /TAC"A
,'rand 6entral- .ie czuł ruchu, opadał jednak ku tym nieprawdopodobnym #wiazdom,
świecącym w ciemnym sercu ksi%życa. .ie - czuł, że nie mo#ły znajdowa+ si% tam naprawd%.
&eraz, #dy było już za pó7no żałował, że nie przykładał zbyt dużej wa#i do teorii dotyczących
nadprzestrzeni i szlaków trans wymiarowych. "la "aUida 8owmana nie były to już teorie.
8y+ może monolit na !apetusie był pusty. 8y+ może ,dach- był tylko złudzeniem lub
swe#o rodzaju błoną, która otworzyła si%, aby #o wpuści+ Nale dokąd2P. !eśli mó#ł wierzy+ swoim
zmysłom, opadał pionowym prostokątnym szybem, #ł%bokim na kilka tysi%cy stóp. 3osuwał si%
coraz szybciej, ale odle#ły koniec nie zmieniał swoje#o kształtu i pozostawał w tej samej
odle#łości.
=uszały si% jedynie #wiazdy, na początku bardzo powoli, upłyn%ło wi%c sporo czasu, zanim
zorientował si%, że uciekają z o#raniczających je ram. !ednak po chwili stało si% jasne, że #wiezdne
pole rozszerzało si%, tak jakby zbliżało si% do nie#o z niewyobrażalną szybkością. Jkspansja ta nie
miała charakteru linearne#o. 'wiazdy znajdujące si% w centrum zdawały si% trwa+ w bezruchu,
podczas #dy te, które były bliżej kraw%dzi, przyspieszały coraz bardziej, stając si% smu#ami światła
tuż przed znikni%ciem z pola widzenia.
$iejsce tych, które znikły zajmowały inne #wiazdy. 3rzybywały na środek pola z jakie#oś
niewyczerpane#o 7ródła. 8owman zastanawiał si%, co *( stanie, jeśli #wiazda nadleci prosto na
nie#o. 6zy zacznie si% powi%ksza+, aż kapsuła wpadnie w jej centrum2 !ednak żadna z #wiazd nie
zwi%kszyła rozmiarów do postaci dysku. /szystkie zmieniały kierunek i uciekały ponad
kraw%dziami prostokątnej ramy.
$imo to koniec szybu nie zbliżał si%. /ydawało si%, że ściany płyną razem z nim, niosąc
#o ku nieznanemu przeznaczeniu. 0ub, by+ może, to 8owman tkwił w jednym miejscu, a poruszała
si% przestrze). ..
!ednak nie tylko przestrze) - jak si% na#le zorientował - była zaan#ażowania w to, co si% z
nim działo. Ze#ar znajdujący si% na małym pulpicie sterowniczym również zachowywał si%
dziwacznie.
.ormalnie cy4ry w okienku pokazującym dziesi%tne cz%ści sekundy mru#ały tak szybko, że
nie można było ich odczyta+. &eraz zaś pojawiały si% i znikały w oddzielnych interwałach i
8owman mó#ł je swobodnie liczy+. *ekundy mijały niewyobrażalnie wolno, jak #dyby czas miał
si% zatrzyma+. / ko)cu licznik dziesi%tnych cz%ści sekundy stanął pomi%dzy X a ].
3otra4ił cią#le myśle+ i nawet obserwował, #dy czarne ściany przesuwały si% obok nie#o z
szybkością, która mo#ła by+ milion razy wi%ksza od szybkości światła. / przedziwny sposób nie
był ani zdumiony, ani zaniepokojony. /r%cz przeciwnie, o#arn%ło #o uczucie spokojne#o
oczekiwania, podobne do te#o, które znał z bada) wykorzystujących narkotyki halucyno#enne,
przeprowadzanych przez lekarzy kosmicznych. @wiat wokół nie#o był dziwny i pi%kny, nie
wywoływał jednak strachu. 3rzebył miliony mil w poszukiwaniu tajemnicy i teraz tajemnica
zbliżała si% do nie#o.
3rostokąt przed nim stawał si% jaśniejszy. @wiecące pasma #wiazd bladły na mlecznym
niebie, które#o jasnoś+ zwi%kszała si% z sekundy na sekund%. /y#lądało to tak, jakby przestrze)
zmierzała w kierunku pokrywy chmur, oświetlonej promieniami niewidzialne#o sło)ca.
/ynurzył si% z tunelu. (oniec, który aż do tej pory pozostawał w takiej samej, nie dającej
si% określi+ odle#łości, i który ani nie zbliżał si%, ani nie oddalał, zaczął na#le zachowywa+ si%
z#odnie z prawami perspektywy. Zbliżał si% i rozszerzał. !ednocześnie 8owman poczuł, że porusza
si% do #óry i przez sekund% zastanawiał si%, czy przeleciał już przez !apetusa i wznosi si% teraz po
dru#iej stronie. 0ecz zanim jeszcze kapsuła znalazła si% na otwartej przestrzeni, wiedział, że
miejsce to nie ma nic wspólne#o z !apetusem ani z żadnym innym światem dost%pnym ludzkiemu
doświadczeniu.
/okół nie było atmos4ery, ponieważ wyra7nie widział wszystkie szcze#óły aż do bardzo
odle#łe#o i płaskie#o horyzontu. $usiał znajdowa+ si% nad światem o niewyobrażalnych
rozmiarach. 3omimo te#o o#romu cała powierzchnia, jaką widział 8owman, była mozaiką
niewątpliwie sztucznych wzorów o dłu#ości boku przewyższającej mil%. /y#lądało to jak
układanka przeznaczona dla olbrzyma, który i#rał z planetami. / środku niektórych kwadratów,
trójkątów i wielokątów znajdowały si% puste czarne szyby, bli7niaczo podobne do otchłani, z której
si% wynurzył.
.iebo było jeszcze dziwniejsze i w pewien sposób bardziej niepokojące niż
nieprawdopodobny krajobraz poniżej. .i#dzie nie było #wiazd ani czerni przestrzeni. /sz%dzie
panowała mleczna poświata, sprawiająca wrażenie niesko)czenie odle#łej. 8owman przypomniał
sobie zasłyszany kiedyś opis słynne#o antarktyczne#o ,wybielenia- - ,coś jak zamkni%cie w
piłeczce pin#pon#owej-. &e słowa doskonale nadawały si% do te#o dziwne#o miejsca, jednak
przyczyny ,wybielenia- musiały by+ zupełnie inne. &o niebo nie powstało w wyniku
meteorolo#iczne#o działania śnie#u i m#ły. /okół była próżnia doskonała.
'dy oczy 8owmana przyzwyczaiły si% do opalizującej poświaty spływającej z nieba, zdał
sobie spraw% w kolejnych szcze#ółów. .a niebie - w przeciwie)stwie do te#o co wydawało mu si%
na początku - coś jednak było. 3onad nim, zupełnie nieruchome i układające si% w przypadkowe
wzory, znajdowały si% miriady małych, czarnych punkcików.
&rudno było je dostrzec, były bowiem jedynie punktami ciemności. 8owmanowi coś to
przypominało, coś znajome#o, jednak skojarzenie to było tak szalone, że nie mó#ł si% na) z#odzi+,
dopóki czysta lo#ika nie potwierdziła je#o przypuszcze).
&e czarne punkty na białym niebie były #wiazdami. *po#lądał na 4oto#ra4iczny ne#atyw
"ro#i $lecznej.
'dzie ja, na 8o#a, jestem2 - pytał sam siebie. !ednak stawiając pytanie wiedział, że nie
usłyszy na nie odpowiedzi. /y#lądało na to, że przestrze) przenicowała si% na dru#ą stron%. .ie
było to miejsce dla ludzi. : cho+ w kapsule panowało przyjemne ciepło, poczuł chłód i zaczął si%
trząś+. 6hciał zanikną+ oczy i odizolowa+ si% od perłowej pustki, która #o otaczała. 8yłoby to
jednak tchórzostwo, na które nie mó#ł si% zdoby+.
$ozaikowa planeta powoli obracała si% pod nim bez żadnej zmiany scenerii. "omyślił si%,
że leci na wysokości dziesi%ciu mil i powinien z łatwością dostrzec ślady życia. !ednak cały ten
świat był pusty. *tworzyły #o istoty inteli#entne, które nast%pnie stąd odeszły.
/ odle#łości dwudziestu mil przed sobą zobaczył na#le zawieszony ponad płaską równiną
cylindryczny kształt, który wy#lądał jak wrak #i#antyczne#o statku. Z tej odle#łości nie widział
żadnych szcze#ółów i obiekt zniknął po kilku sekundach. 8owman zauważył jednak połamane
ożebrowanie i połyskujące płaty metalu, odpadające ze statku jak skórka z pomara)czy.
Zastanawiał si%, ile tysi%cy lat wrak leżał tutaj, na tej pustej szachownicy i jakie stworzenia
że#lowały nim pośród #wiazd.
*zybko zapomniał jednak o opuszczonym statku, bo coś zbliżało si% ponad horyzontem.
Z początku wy#lądało jak spłaszczony dysk, było to jednak spowodowane ruchem obiektu
wprost na nie#o. 'dy statek zbliżył si% i przeleciał pod nim, 8owman dostrze#ł, że miał on kształt
wrzeciona dłu#ości kilkuset stóp. *tatek pokryty był słabo widocznymi podłużnymi pasami. biekt
zdawał si% wibrowa+, czy raczej bardzo szybko obraca+.
Zw%żał si% ostro ku obydwu ko)com, ni#dzie nie było wida+ śladu urządze) nap%dowych.
&ylko jedna rzecz wydawała si% znajoma dla ludzkich oczu, był to kolor statku. !eśli obiekt ten
istniał w rzeczywistości, a nie był tylko 4antomem, je#o twórcy musieli odbiera+ kolory podobnie
jak ludzie, jednak z pewnością nie podzielali ludzkich o#ranicze), ponieważ wrzeciono wykonane
było ze złota.
8owman odwrócił #łow% i przy#lądał si% opadającemu wrzecionu. *tatek zi#norował #o
całkowicie i zaczął opada+ w kierunku jednej z tysiąca szczelin. (ilka sekund pó7niej zniknął
ostatecznie w rozbłysku złota, zanurzywszy si% w #ł%binach planety. 8owman znów był sam pod
#ro7nym niebem. !e#o poczucie z#ubienia i oddalenia było wi%ksze niż kiedykolwiek.
*postrze#ł, że je#o kapsuła również obniża si% ku mozaikowej powierzchni #i#antyczne#o
światła. =ozwarł si% pod nią kolejny prostokątny szyb. 3uste niebo zamkn%ło si% nad kapsułą, ze#ar
stanął i 8owman ponownie zaczął opada+ wzdłuż czarnych, niesko)czonych ścian w kierunku
odle#łych #wiazd. 8ył pewien, że nie wraca do >kładu *łoneczne#o. .a#le doznał olśnienia i
stwierdził, że poznał tajemnic% dziwne#o świata, który opuścił.
8yło to coś w rodzaju mechanizmu rozrządowe#o, kierujące#o #wiezdnym ruchem poprzez
niewyobrażalne wymiary czasu i przestrzeni. 8owman przeleciał przez #alaktyczną stacj% ,'rand
6entral-.
62. O;CE 0.E;O
"aleko z przodu ściany szczeliny stawały si% coraz lepiej widoczne w słabym świetle
spływającym z nieznane#o 7ródła. 5 potem na#le ciemności rozproszyły si%, #dy kapsuła znalazła
si% pośród roz#wieżdżone#o nieba.
8owman ponownie znalazł si% w kosmosie takim, jaki znał. !ednak już na pierwszy rzut oka
zorientował si%, że oddalony jest o wieki świetlne od Ziemi. .ie próbował nawet znale7+
znajomych konstelacji, towarzyszących człowiekowi od narodzin ludzkości. Badna z #wiazd
świecących na niebie wokół kapsuły nie była znana ludzkim teleskopom.
/i%kszoś+ z nich z#rupowała si% w świecący, otaczający niebo pas, poprzerywany tu i
ówdzie ciemniejszymi wst%#ami pyłu kosmiczne#o. 3as ten podobny był do "ro#i $lecznej, tylko
dziesiątki razy jaśniejszy. 8owman zastanawiał si%, czy jest to je#o #alaktyka o#lądana z punktu
znajdujące#o si% w pobliżu jej jasne#o, zatłoczone#o środka.
$iał nadziej%, że tak właśnie było. /olał by+ bliżej domu. Zdał sobie spraw%, jak dziecinna
była ta myśl. Znajdował si% w tak niepoj%tej odle#łości od >kładu *łoneczne#o, że nie miało to
wi%ksze#o znaczenia, czy był w swojej #alaktyce, czy w jakiejś innej, najdalszej z tych, które
kiedykolwiek obserwowano przez teleskopy.
dwrócił si%, aby popatrze+ na świat, który opuścił, i przeżył kolejny szok. .ie dostrze#ł
bowiem żadne#o mozaikowe#o #lobu ani duplikatu !apetusa. .ie było tam nic, poza
atramentowym cieniem pośród #wiazd, cze#oś w rodzaju otwartych drzwi pomi%dzy dwoma
ciemnymi pokojami. 'dy przy#lądał si% im, drzwi si% zamkn%ły. .ie oddalały si% od nie#o, lecz
stapiały z #wiazdami, jak #dyby naprawiono rozdarcie w kosmicznej tkaninie. Został sam pod
obcym niebem.
(apsuła obracała si%, ukazując coraz to nowe cuda. .ajpierw był to doskonale kulisty rój
#wiazd, #%stniejący od brze#ów do centrum, które świeciło jednostajnym blaskiem. (raw%dzie roju
nie były zbyt wyra7ne, wy#lądały jak cienka aureola sło)c, które stapiały si% niedostrzeżenie z tłem
bardziej odle#łych #wiazd.
Sw świecący rój #wiazd był #alaktyką kulistą, o czym 8owman wiedział. *po#lądał na coś,
cze#o nie widział jeszcze żaden człowiek, a jeśli tak, to w postaci smu#i światła w polu teleskopu.
.ie pami%tał odle#łości od najbliższej, znanej #alaktyki kulistej, był jednak pewien, że na
przestrzeni tysiąca lat świetlnych od >kładu *łoneczne#o nie było takie#o obiektu.
(apsuła w dalszym cią#u obracała si% powoli. !e#o oczom ukazał si% widok jeszcze
dziwniejszy - olbrzymie, czerwone sło)ce, wiele razy wi%ksze niż (si%życ widziany z Ziemi.
8owman wpatrywał si% w nie, nie czując bólu oczu. *ądząc z koloru, nie było bardziej #orące niż
rozżarzony w%#iel. &u i ówdzie, osadzone w ponurej czerwieni, płyn%ły jasnożółte rzeki - #orące
5mazonki, rozcią#ni%te na przestrzeni tysi%cy mil, zanim z#in%ły w pustyniach umierające#o
sło)ca.
>mierające#o2 .ie - to nie była prawda. /rażenie to wywoływały ludzkie odczucia
doświadczone przy obserwowaniu zachodzące#o *ło)ca, poświaty #asnących w%#li. 8yła to
#wiazda, która przeżyła #wałtowne, młodzie)cze uniesienia, zostawiła za sobą 4iolety, bł%kity i
zielenie spektralne kilku miliardów lat, po czym weszła w okres spokojnej dojrzałości, który miał
trwa+ niewyobrażalnie dłu#o. &o, co stało si% wcześniej, nie było nawet jedną tysi%czną te#o, co
miało nadejś+. ;istoria tej #wiazdy dopiero si% rozpocz%ła.
(apsuła przestała si% obraca+. lbrzymie, czerwone sło)ce znajdowało si% z przodu.
8owman nie czuł ruchu, mimo to wiedział, że cią#le jeszcze znajduje si% we władaniu siły, która
przywiodła #o tu z *aturna. 6ała ziemska nauka i technika wydawały si% beznadziejnie prymitywne
w porównaniu z mocami, które prowadziły #o ku nieznanemu.
*pojrzał na niebo przed sobą, starając si% wyłowi+ cel, ku któremu zmierzał, by+ może była
to jakaś planeta, okrążająca to o#romne sło)ce. /okół nie było jednak żadne#o #lobu o jakiejś
wyjątkowej jasności. !eśli #dzieś tutaj znajdowały si% orbitujące planety, nie mó#ł ich dostrzec na
#wiezdnym tle.
.a#le zauważył, że coś dziwne#o dzieje si% na kraw%dzi szkarłatne#o dysku. 3ojawiła si%
tam biała poświata, która #wałtownie zwi%kszała swoją jasnoś+. Zastanawiał si%, czy to co widzi,
jest jedną z na#łych erupcji lub protuberancji, które od czasu do czasu niepokoją wi%kszoś+ #wiazd.
@wiatło stawało si% jaśniejsze i bardziej niebieskie. Zacz%ło rozszerza+ si% wzdłuż kraw%dzi
sło)ca, które#o krwistoczerwona barwa zanikała szybko w kontraście z jasnością. /y#lądało to tak
- powiedział sobie 8owman, śmiejąc si% z absurdalności tej myśli - jakby o#lądał wschód sło)ca na
sło)cu.
: tak było w rzeczywistości. 3onad płonącym horyzontem wznosiło si% coś niewiele
wi%ksze#o od #wiazdy, coś tak jasne#o, że nie można było na nim zatrzyma+ wzroku. 3unkt
białoniebieskie#o blasku, podobny do łuku elektryczne#o, poruszał si% przez tarcz% wielkie#o
sło)ca z niewiary#odną szybkością. 3unkt ten musiał znajdowa+ si% bardzo blisko swoje#o
#i#antyczne#o towarzysza, ponieważ tuż pod nim, wycią#ane do #óry siłą je#o #rawitacji,
znajdowały si% kolumny płomieni o wysokości tysi%cy mil. /y#lądało to tak, jak #dyby o#nisty
przepływ w%drował bez przerwy wzdłuż równika tej #wiazdy, na próżno usiłując do#oni+ płonący
na niebie punkt.
=ozżarzony punkt był z pewnością 8iałym (arłem - jedną z tych dziwnych, małych
#wiazd, nie wi%kszych od Ziemi, lecz przewyższających ją masą. 3odobnie niedobrane #wiezdne
małże)stwa nie były czymś niezwykłym9 8owman ni#dy nie przypuszczał, że które#oś dnia
zobaczy taką par% na własne oczy.
8iały (arzeł przebył prawie połow% tarczy swoje#o towarzysza - pełne okrążenie trwało
zapewne kilka minut - #dy 8owman w ko)cu przekonał si%, że sam też si% porusza. !edna z #wiazd
przed nim stawała si% coraz jaśniejsza i zacz%ła przesuwa+ si% na tle nieba. $usiało to by+ jakieś
małe, bliskie ciało, by+ może świat, do które#o zmierzał.
biekt znalazł si% tuż przy nim z niespodziewaną szybkością i 8owman przekonał si%, że
nie był to żaden #lob.
Z nicości wyłoniła si% połyskująca paj%czyna czy siatka metalu o rozpi%tości setek mil.
/ypełniała całe niebo. =ozrzucone na powierzchni wielkości kontynentu znajdowały si% struktury,
które obszarem dorównywały miastu, lecz wy#lądały jak maszyny. /okół nich z#rupowane były
dziesiątki mniejszych obiektów poustawianych w równych rz%dach i kolumnach. 8owman
przeleciał obok kilku takich #rup, zanim zdał sobie spraw%, że były to 4loty statków kosmicznych.
$ijał #i#antyczny, orbitalny parkin#.
3onieważ w pobliżu nie było żadnych znajomych obiektów, do których mó#łby porówna+
skal% mijanej scenerii, rozmiar pojazdów zawieszonych w przestrzeni umykał je#o ocenie. Z
pewnością jednak były o#romne. .iektóre z nich musiały mie+ kilka mil dłu#ości. :ch kształty były
bardzo zróżnicowane - kule, kryształy, wysmukłe ołówki, elipsoidy, dyski. $usiało to by+ centrum
#wiezdne#o handlu. 0ub raczej było - milion lat temu. 8owman bowiem ni#dzie nie dostrze#ł
śladów jakiejkolwiek działalności. &en olbrzymi port kosmiczny był martwy jak (si%życ.
3rzekonał si% o tym nie tylko z powodu braku jakie#okolwiek ruchu, lecz także dzi%ki
nieomylnym znakom w postaci dziur wyrwanych w metalowej siatce przez przypadkowe asteroidy
w kształcie os, które eony lat temu uderzyły w konstrukcj%. .ie był to już parkin#, lecz kosmiczne
złomowisko.
=ozminął si% z budowniczymi obiektu o wieki. 'dy zdał sobie z te#o spraw%, poczuł obaw%
w sercu. 6hociaż nie wiedział, cze#o może si% spodziewa+, miał przynajmniej nadziej% na
spotkanie jakichś inteli#entnych mieszka)ców #wiazd. &eraz wy#lądało, że jest już za pó7no. 6zuł
si% schwytany w starożytną automatyczną pułapk%, zastawioną w niewiadomym celu i działającą,
pomimo że jej twórcy odeszli w przeszłoś+. 3ułapka przeniosła #o przez #alaktyk% i wyrzuciła Nby+
może jak wielu innychP w tym niebia)skim $orzu *ar#assowym, skazane#o na za#ład%, #dy
wyczerpie si% zapas tlenu.
6óż, nierozsądnie byłoby oczekiwa+ cze#oś wi%cej. Zobaczył cuda, za które wielu ludzi
poświ%ciłoby życie. 3omyślał o swoich zmarłych towarzyszach. .ie miał powodu do narzeka).
puszczony port kosmiczny przesuwał si% z niezmienną szybkością. $ijał właśnie je#o
zewn%trzne kra)ce. Zobaczył znikającą zniszczoną kraw%d7. &eraz nic już nie przesłaniało #wiazd.
3o kilku minutach port zniknął za kapsułą.
5 wi%c nie to było je#o celem. 3rzeznaczenie znajdowało si% przed nim w postaci
olbrzymie#o, szkarłatne#o sło)ca, ku któremu zmierzała kapsuła.
65. P.EK3O
6zerwone sło)ce zajmowało teraz całe niebo. Znajdował si% tak blisko, że je#o
powierzchnia straciła swój martwy bezruch, wywołany odle#łością. / t% i z powrotem
przemieszczały si% świetlne w%zły, cyklony wznoszące#o si% i opadające#o #azu, wz#órza
si%#ające powoli niebios. 3owoli2 Z pewnością unoszą si% z pr%dkością miliona mil na #odzin%,
jeśli je#o oczy są w stanie dostrzec ich ruch. ..
.ie próbował nawet od#adną+ rozmiarów piekła, ku któremu opadał. 8ezmiar *aturna i
!owisza zdruz#otał #o podczas przelotu ,dkrywcy- przez >kład *łoneczny, znajdujący si% nie
wiadomo ile #i#amil za nim. !ednak wszystko, co zobaczył tutaj, było setki razy wi%ksze. 3ozostało
mu jedynie zaakceptowa+ obrazy, które zalewały je#o umysł, bez żadnych prób ich interpretacji.
'dy morze o#nia rozszerzyło si% pod nim, 8owman nie odczuwał strachu. !edyne co czuł,
to lekka obawa, która nie wynikała wcale z oszołomienia cudami. 0o#ika podpowiadała mu, że
musi znajdowa+ si% pod opieką kierującej nim i niemal wszechmocnej inteli#encji. Znajdował si%
teraz tak blisko czerwone#o sło)ca, że powinien był spali+ si%, #dyby nie to, że promieniowanie
#wiazdy musiało by+ ekranowane niewidzialną tarczą. 3odczas swojej podróży poddany był
przyspieszeniom, które powinny #o były natychmiast zmiażdży+ - mimo to nie poczuł nicze#o.
!eśli w utrzymanie #o przy życiu włożono tyle wysiłku, można było cią#le mie+ nadziej% na
przetrwanie.
(apsuła poruszała si% teraz wzdłuż wąskie#o łuku, niemal równole#łe#o do powierzchni
sło)ca. ?uk jednak opadał ku #wie7dzie. "opiero tutaj do uszu 8owmana dobie#ły pierwsze
od#łosy. >słyszał odle#ły, cią#ły ryk, przerywany od czasu do czasu d7wi%kami podobnymi do
tych, jakie wydaje rozdzierany papier lub daleki #rzmot. 8yło to jednak słabe echo
niewyobrażalnej kako4onii. taczająca #o atmos4era dr#ała skurczami, które z pewnością
miażdżyły każdy obiekt materialny na atomy. !ednak coś chroniło #o przed tym niszczącym
tumultem, podobnie jak przed #orącem.
'rzbiety płomieni o wysokości tysi%cy mil wznosiły si% i wolno opadały wokół nie#o,
mimo to był całkowicie odizolowany od ich #wałtowności. $oce #wiazdy piekliły si% wokół nie#o,
wydawało si% jednak, jakby były w innym wszechświecie. (apsuła poruszała si% pośród nich
spokojnie, nie za#rożona w najmniejszym stopniu.
czy 8owmana, które przyzwyczaiły si% do dziwności i wielkości scenerii, zacz%ły
wyławia+ szcze#óły, których nie dostrze#ł wcześniej. 3owierzchnia #wiazdy nie była
bezkształtnym chaosem. :stniał tu pewien wzór, jak we wszystkim co stworzyła natura.
Zauważył najpierw małe wiry #azu - prawdopodobnie nie wi%ksze od 5zji czy 54ryki -
przemieszczające si% po powierzchni #wiazdy. .iekiedy mó#ł spojrze+ bezpośrednio w środek
wiru. .i#dzie jednak nie było plam słonecznych. 8y+ może stanowiły one chorob%, na którą
cierpiała wyłącznie #wiazda świecąca nad Ziemią.
'dzienie#dzie pojawiły si% chmury, jak wst%#i dymu tar#ane zawieruchą. $ożliwe, że był
to naprawd% dym, że mó#ł istnie+ prawdziwy o#ie), że mo#ły tworzy+ si% i trwa+ przez kilka
sekund związki chemiczne, zanim zostały ponownie rozerwane przez #wałtowne siły nuklearne,
które je otaczały.
;oryzont rozjaśniał si%. !e#o kolor zmieniał si% z ponurej czerwieni na barwy żółtą i
niebieską, a potem pokryty p%cherzami 4iolet. 8iały (arzeł wschodził nad horyzontem, cią#nąc za
sobą 4al% #wiezdne#o przypływu.
8owman osłonił oczy przed oślepiającym blaskiem małe#o sło)ca i skoncentrował si% na
po4alowanej powierzchni #wiazdy wysysanej ku niebu przez pole #rawitacyjne (arła. (iedyś
zdarzyło mu si% widzie+ trąb% wodną przesuwającą si% przez (araiby. &a wieża o#nia miała
podobny kształt. :nna była tylko skala. #nista kolumna miała prawdopodobnie podstaw% szerszą
od Ziemi.
.a#le, dokładnie przed sobą, 8owman dostrze#ł coś niewątpliwie nowe#o, coś, cze#o nie
mó#łby przeoczy+, #dyby było tam wcześniej. 3rzez ocean świecące#o #azu przeciskały si%
miriady paciorków. @wieciły perłowym światłem, które zwi%kszało si% i zmniejszało w okresie
kilku sekund. /szystkie poruszały si% w tym samym kierunku, jak pstrą#i płynące w #ór%
strumienia. .iekiedy dr#ały w przód lub w tył, a ich szlaki splatały si%, jednak paciorki ni#dy si%
nie dotykały.
8yło ich tysiące. :m dłużej 8owman przy#lądał si% paciorkom, tym bardziej przekonany był
o celowości ich ruchu. Znajdowały si% w takiej odle#łości, że nie mó#ł dostrzec żadnych
szcze#ółów ich budowy. &o, że je w o#óle zauważył na tej olbrzymiej przestrzeni, oznaczało, że
miały średnic% dziesiątek, a by+ może setek mil. !eśli miały zor#anizowaną struktur%, to były
lewiatanami, odpowiadającymi wielkością światu, który zamieszkiwały.
8y+ może były to tylko chmury plazmy o tymczasowej stabilności, wynikającej z dziwnej
kombinacji sił natury - jak krótkotrwałe pioruny kuliste, nad którymi #łowią si% ziemscy
naukowcy. $o#ło to by+ łatwe i prawdopodobnie uspokajające wyjaśnienie. !ednak #dy 8owman
spo#lądał w dół na ów #wiezdny strumie), nie mó#ł zaakceptowa+ tej teorii. 8łyszczące #rudki
światła wiedziały, dokąd zmierzały. 6elowo dążyły ku o#nistemu słupowi, który wznosił si% za
orbitującym 8iałym (arłem.
8owman ponownie spojrzał na kolumn% w%drującą wzdłuż horyzontu pod małym, lecz
masywnym sło)cem, które ją stworzyło. 6zy była to tylko je#o wyobra7nia, czy #rudki jasne#o
światła wspinały si% na #ejzer #azu, jak #dyby miriady rozżarzonych iskierek połączyły si% w
kontynenty 4os4orescencji2
3omysł ten był tak 4antastyczny, że aż nieprawdopodobny, ale wydawało mu si%, że
przy#ląda si% ni mniej ni wi%cej tylko emi#racji z jednej #wiazdy na dru#ą, odbywającej si%
poprzez o#nisty most.
.i#dy nie dowie si%, czy był to tylko ruch bezmyślnych stworze) pchanych jakimś
kosmicznym instynktem lemin#ów, czy olbrzymie z#romadzenie inteli#entnych bytów.
3oruszał si% w zupełnie nieznanych re#ionach istnienia, o których człowiek nic nie
wiedział. 3oza królestwem mórz, lądów i przestrzeni znajdowała si% dziedzina o#nia, którą o#lądał
jako pierwszy z ludzi. !akże wi%c mó#ł jeszcze zrozumie+2
66. 2O,C.0A
(olumna o#nia w%drowała ponad kraw%dzią sło)ca, jak burza znikająca za horyzontem.
=ozp%dzone płomyki światła znikn%ły z czerwonej powierzchni #wiazdy oddalonej cią#le o tysiące
mil. /ewnątrz kapsuły, chroniony przed środowiskiem zewn%trznym, które mo#łoby zanihilowa+
#o w przecią#u milisekundy, "aUid 8owman czekał na to, co stanie si% dalej.
8iały (arzeł zbliżał si% do horyzontu, poruszając si% po swej orbicie. "otknąwszy kraw%dzi
sło)ca, rozpalił ją, po czym zniknął. Aałszywy zmierzch zapadł nad znajdującym si% w dole
piekłem. / na#łej zmianie oświetlenia 8owman zdał sobie spraw%, że coś zacz%ło si% dzia+ w
otaczającej #o przestrzeni.
6zerwone sło)ce zacz%ło 4alowa+ tak, jak #dyby spo#lądał na nie przez płynącą wod%.
3rzez chwil% zastanawiał si%, czy nie było to spowodowane rozszczepieniem światła, wywołanym
przejściem niezwykle #wałtownej 4ali uderzeniowej w zn%kanej atmos4erze, w której si% po#rążał.
=obiło si% coraz ciemniej. Zapadał #ł%boki zmierzch. 8owman spojrzał niechcący do #óry,
a potem skory#ował si% trwożliwie, przypominając sobie, że #łówne 7ródło światła znajdowało si%
nie na niebie, lecz poniżej.
Zdawało mu si%, że wyrastają wokół nie#o ściany z materiału podobne#o do
przydymione#o szkła, odcinając #o od czerwonej poświaty i zasłaniając widocznoś+. *tawało si%
coraz ciemniej. Znikał także odle#ły ryk #wiezdnych hura#anów. (apsuła leciała w ciszy i
nocnych ciemnościach. 6hwil% pó7niej nastąpił delikatny wstrząs9 pojazd stanął na jakiejś twardej
powierzchni i znieruchomiał.
Znieruchomiał na czym2 - spytał siebie 8owman z niedowierzaniem. 3owróciło światło i
niedowierzanie ustąpiło miejsca trwożliwej rozpaczy, #dy bowiem 8owman zobaczył to, co
znajdowało si% wokół, nie#o, stwierdził, że musiał oszale+.
8ył przy#otowany - jak myślał - na każdy cud. !edyną rzeczą jakiej si% nie spodziewał był
znajomy krajobraz.
(apsuła spoczywała na błyszczącej podłodze ele#anckie#o, anonimowe#o pokoju
hotelowe#o, który mó#ł si% znajdowa+ w każdym ziemskim mieście. *po#lądał na salon ze
stolikiem do kawy, dywanem, tuzinem krzeseł, biurkiem, mno#ością lamp, na pół zapełnioną
biblioteczką, na której leżały czasopisma, i nawet z wazonem pełnym kwiatów. $ost w 5rles Uan
'o#ha wisiał na jednej ze ścian, na dru#iej zaś dostrze#ł @wiat (rystyny /yetha. 8ył przekonany,
że #dy otworzy szu4lad% biurka, znajdzie wewnątrz 8ibli% 'ideona ...
!eśli naprawd% oszalał, je#o halucynacje miały pi%kną posta+. /szystko było doskonale
rzeczywiste, nic nie znikało, #dy odwracał #łow%. !edynym nie pasującym do tej sceny elementem
- i niestety podstawowym - była sama kapsuła.
3rzez wiele minut 8owman nie ruszał si% z 4otela. czekiwał, że wizje wokół nie#o z#iną.
8yły one jednak tak realne, jak wszystko, co do tej pory widział w życiu.
&o była rzeczywistoś+ lub 4antom powstały w je#o zmysłach o tak doskonałej konstrukcji,
że nie można było #o odróżni+ od rzeczywistości. 8y+ może był to rodzaj testu. !eśli tak, to od je#o
reakcji w nast%pnych minutach zależał los nie tylko je#o, ale i całej rasy ludzkiej.
$ó#ł siedzie+ tutaj i czeka+, aż coś si% stanie, lub otworzy+ kapsuł% i wyjś+ na zewnątrz,
aby zmierzy+ si% z otaczającym #o światem.
3odło#a wy#lądała doś+ solidnie9 stała na niej przecież kapsuła. .a pewno nie spadnie w
dół, czymkolwiek był ten ,dół-.
3ozostawała sprawa powietrza. / pokoju, na pierwszy rzut oka, mo#ła panowa+ próżnia
lub - co #orsza - mó#ł on by+ wypełniony trującym #azem. !ednak było to mało prawdopodobne,
nikt nie zadawałby sobie tyle trudu bez zadbania o ten podstawowy szcze#ół, wolał jednak nie
podejmowa+ niepotrzebne#o ryzyka. 0ata trenin#u uczuliły #o na te sprawy9 niech%tnie wystawiał
si% na działanie nieznane#o środowiska, chyba że nie było inne#o wyjścia. &o miejsce wy#lądało
jak pokój hotelowy #dzieś w *tanach Zjednoczonych. !ednak nie zmieniało to 4aktu, że znajdował
si% setki lat świetlnych od >kładu *łoneczne#o.
Zamknął hełm ska4andra, izolując si% od otoczenia i uruchomił zasuwy kapsuły. >słyszał
krótki syk wyrównywane#o ciśnienia. .ast%pnie wyszedł.
*twierdził, że przycią#anie jest absolutnie normalne. 3odniósł r%k% i pozwolił jej opaś+.
Znalazła si% przy je#o boku w czasie krótszym od sekundy.
Aakt ten sprawił, że wszystko dookoła wydało si% podwójnie nierzeczywiste. to stał
ubrany w ska4ander - a powinien unosi+ si% - poza pojazdem, który 4unkcjonował jedynie w stanie
nieważkości. /szystkie wyuczone odruchy astronauty zostały wystawione na prób%. $usiał
zastanawia+ si% nad każdym ruchem.
!ak człowiek w transie ruszył przed siebie z pustej, nie umeblowanej cz%ści pokoju ku
hotelowemu apartamentowi, który wbrew je#o podejrzeniom nie zniknął, #dy zaczął si% zbliża+.
/szystko było nadal rzeczywiste i trwałe.
Zatrzymał si% przy stoliku do kawy. Znajdował si% na nim konwencjonalny tele4on wizyjny
systemu 8ella, obok które#o leżała książka tele4oniczna. 3ochylił si% i podniósł ją niezdarnymi
dło)mi w r%kawicach.
.a książce widniał znajomy napis, wydrukowany charakterystycznymi literami, które
widywał tysiące razy1 /5*;:.'&. ".6.
Zaczął dokładniej o#ląda+ książk% i po raz pierwszy znalazł obiektywny dowód na to, że
chociaż wszystko było rzeczywiste nie znajdował si% na Ziemi.
!edynym prawdziwym napisem było słowo /ashin#ton, reszta zaś stanowiła niewyra7ne
pasmo druku, jak #dyby skopiowane z 4oto#ra4ii. tworzył książk% na chybił tra4ił i zaczął
przerzuca+ stronice. 8yły to nie zadrukowane kawałki białe#o, szorstkie#o materiału, który z
pewnością nie był papierem, cho+ bardzo #o przypominał.
3odniósł słuchawk% tele4onu i przyłożył do plastikowe#o hełmu. !eśli b%dzie sy#nał na
pewno usłyszy #o przez dobrze przewodzący materiał. 5le tak jak podejrzewał, tele4on milczał.
/i%c wszystko było oszustwem, chociaż 4antastycznie dokładnym. : z pewnością oszustwo
nie miało wprowadza+ #o w błąd, lecz - jak miał nadziej% - uspokoi+. >cieszyła #o ta myśl.
.iemniej jednak nie zdejmie ska4andra, dopóki nie sko)czy eksploracji.
$eble wy#lądały na prawdziwe i solidne. /ypróbował wszystkie krzesła - wszystkie bez
wyjątku podtrzymywały je#o ci%żar. !ednak szu4lady biurka nie otwierały si%9 były makietami.
3odobnie jak książki i czasopisma, na których - tak jak w przypadku książki tele4onicznej -
odczyta+ mó#ł wyłącznie tytuły. (si%#ozbiór był dosy+ dziwny, jeśli chodzi o dobór, w wi%kszości
składał si% z nic niewartych bestsellerów, kilku sensacyjnych reportaży i paru szeroko
reklamowanych autobio#ra4ii. /szystkie książki pochodziły przynajmniej sprzed trzech lat i ich
wartoś+ intelektualna była prawie żadna. .ie miało to wi%ksze#o znaczenia, bo i tak nie można
było zdją+ ich z półek.
/ pokoju znajdowało si% dwoje drzwi, które z łatwością dawały si% otworzy+. 3ierwsze z
nich prowadziły do małej, lecz wy#odnej sypialni, wyposażonej w łóżko, biurko, dwa krzesła,
działające kontakty świetlne i sza4% na ubrania. 8owman otworzył ją i znalazł cztery #arnitury,
szla4rok, tuzin białych koszul, kilka par bielizny. /szystko schludnie wiszące na wieszakach.
Zdjął jeden #arnitur i obejrzał #o dokładnie. !eśli dobrze oceniał ubranymi w r%kawice
dło)mi, #arnitur uszyty był z materiału bardziej przypominające#o 4utro niż wełn%. 8ył także
troch% niemodny. .a Ziemi od czterech lat nikt nie nosił #arniturów jednorz%dowych.
bok sypialni znajdowała si% łazienka wyposażona w urządzenia, które, jak z ul#ą
zauważył, nie były makietami, lecz działały normalnie. Za łazienką mieściła si%, kuchenka z
elektrycznym piecykiem, lodówką, kredensem wypełnionym porcelaną i sztu+cami,
zlewozmywakiem, stołem i krzesłami. 8owman rozpoczął inspekcj% nie tylko z zaciekawieniem,
ale i z wzrastającym #łodem.
.ajpierw otworzył lodówk%, z której uniósł si% obłok chłodnej pary. 3ółki były zapełnione
paczkami i puszkami, które z daleka wy#lądały znajomo, ale przy bliższym zbadaniu ukazywały
rozmazane nalepki. Zauważył również symptomatyczną nieobecnoś+ jajek, mleka, masła, mi%sa i
owoców oraz innych świeżych produktów. / lodówce znajdowała si% jedynie żywnoś+, którą
wcześniej opakowano.
8owman wyjął karton znajomych śniadaniowych płatków kukurydzianych, myśląc
jednocześnie, że lodówka to dziwne miejsce do ich przechowywania. / momencie kiedy podniósł
paczk%, zorientował si%, że na pewno nie zawierała ona płatków. 8yła na to zbyt ci%żka.
tworzył ją i zbadał zawartoś+. 3udełko wypełniała lekko wil#otna, niebieska substancja,
przypominająca konsystencją i wa#ą ciasto chlebowe, pomimo dziwne#o koloru wy#lądała
apetycznie.
&o śmieszne - pomyślał 8owman. .a pewno ktoś mi si% przy#ląda, a ja jak idiota nosz%
ska4ander. !eśli jest to test na inteli#encj%, na pewno nie zdałem. 8ez dalszej zwłoki powrócił do
sypialni i zaczai odpina+ zatrzaski hełmu. 'dy wszystkie zapi%cia puściły, podniósł hełm o ułamek
cala, zerwał plomb% i ostrożnie pocią#nął nosem. &o, czym oddychał, było zupełnie normalnym
powietrzem.
=zucił hełm na łóżko i z ul#ą zaczai zdejmowa+ ska4ander, czuł si% już nieco zesztywniały.
'dy sko)czył, przecią#nął si%, wziął kilka #ł%bokich oddechów i ostrożnie powiesił ska4ander
pośród konwencjonalnych ubra) znajdujących si% w sza4ie. *ka4ander wy#lądał nieco dziwnie
pośród #arniturów, jednak przyzwyczajenie do porządku właściwe wszystkim astronautom nie
pozwoliło 8owmanowi zostawi+ #o #dziekolwiek indziej.
*zybko wrócił do kuchni i ponownie zaczął bada+ zawartoś+ pudełka z ,płatkami-.
.iebieskie ciasto chlebowe pachniało delikatnie przyprawami jak makaroniki. 8owman przez
chwil% ważył je w r%ce, wziął kawałek i ostrożnie powąchał. 8ył pewien, że nikt nie b%dzie starał
si% #o otru+, zawsze jednak zachodziła obawa pomyłki, szcze#ólnie jeśli chodzi o sprawy tak
skomplikowane jak biochemia.
>#ryzł male)ki k%s, przeżuł i połknął. !edzenie smakowało wyśmienicie, chociaż wrażenia
smakowe były tak ulotne, że aż trudne do opisania. Zamknąwszy oczy, wyobrażał sobie, że było to
mi%so lub chleb czy nawet suszone owoce. Zakładając, że nie pojawią si% nieoczekiwane e4ekty
uboczne, mó#ł przesta+ obawia+ si% #łodu.
3o zjedzeniu kilku k%sów substancji poczuł si% syty i zaczai roz#ląda+ si% za czymś do
picia. Z tyłu lodówki znalazł pół tuzina puszek z piwem znanej marki. tworzył jedną z nich.
$etalowe zamkni%cie odskoczyło z sykiem -całkiem zwyczajnie. !ednak puszka nie
zawierała piwa. 8owman z rozczarowaniem stwierdził, że w środku znajduje si% niebieska
substancja odżywcza.
/ cią#u kilku sekund otworzył połow% pozostałych puszek i opakowa). 8ez wz#l%du na
nalepki, wszystkie miały taką samą zawartoś+. /y#lądało na to, że je#o dieta nie b%dzie zbyt
urozmaicona. "o picia pozostawała mu woda. dkr%cił kurek i napełnił szklank%. strożnie wziął
pierwszy łyk.
d razu wypluł pierwsze krople. *mak wody był okropny. 5 potem, jak #dyby wstydząc si%
swojej instynktownej reakcji, zmusił si% do wypicia reszty.
3ierwszy łyk wystarczył mu do rozpoznania płynu. /oda smakowała okropnie, ponieważ w
o#óle nie miała smaku. Z kranu ciekła czysta woda destylowana. .ieznani #ospodarze z pewnością
dbali o je#o zdrowie.
6zując si% znacznie lepiej, 8owman wziął szybki prysznic. 8rakowało mydła, co było
kolejną drobną niedo#odnością. Zamiast te#o skorzystał z bardzo wydajnej suszarki, po czym ubrał
si% w bielizn%, podkoszulek i szla4rok, korzystając z zapasów znajdujących si% w sza4ie. 3ołożył si%
na łóżku i zaczai zastanawia+ si% nad swoją niezwykłą sytuacją.
.ie wymyślił nic rozsądne#o, a je#o uwa#% przykuła kolejna rzecz1 .ad łóżkiem znajdował
si% zwyczajny hotelowy ekran telewizyjny, umieszczony pod su4item. 8owman założył, że
podobnie jak tele4on i książki jest to tylko makieta.
!ednak pilot telewizora wmontowany w oparcie łóżka wy#lądał tak realistycznie, że nie
mó#ł oprze+ si% pokusie włączenia aparatu. 'dy dotknął odpowiednie#o klawisza, ekran rozjaśnił
si%.
3odekscytowany, zaczął przyciska+ na chybił tra4ił klawisze kanałów i prawie natychmiast
dotarł do nie#o pierwszy obraz.
8ył to znany dziennikarz a4ryka)ski, omawiający wysiłki, jakie podejmuje si% w celu
ochrony środowiska naturalne#o w je#o kraju. 8owman słuchał #o przez kilka sekund, urzeczony
brzmieniem ludzkie#o #łosu, nie zwracając zupełnie uwa#i na sens wypowiedzi. 3otem zmienił
kanał.
/ przecią#u nast%pnych pi%ciu minut na ekranie telewizora pojawiły si%1 orkiestra
sym4oniczna, #rająca (oncert skrzypcowy /altera, dyskusja na temat smutne#o stanu teatru
realistyczne#o, western, pokaz nowe#o leku przeciw bólowi #łowy, teleturniej w jakimś
wschodnim j%zyku, psychodrama, trzy dzienniki telewizyjne, mecz piłki nożnej, wykład z
#eometrii Npo rosyjskuP, kilka obrazów kontrolnych i sy#nałów przekazywania danych. 8ył to
całkowicie normalny wybór światowych pro#ramów telewizyjnych. 8owman poczuł si% znacznie
lepiej psychicznie, jednak w je#o #łowie zacz%ło kiełkowa+ pewne podejrzenie.
/szystkie pro#ramy pochodziły mniej wi%cej sprzed dwóch lat, to znaczy z okresu
odkrycia 5$&-D. &rudno było uwierzy+, że jest to czysty przypadek. 6oś musiało obserwowa+ 4ale
radiowe. &en hebanowy blok był bardziej zaj%ty, niż si% ludziom zdawało.
/ dalszym cią#u przerzucał kanały i na#le rozpoznał znajomą scen%. to na ekranie
pojawił si% pokój, w którym przebywał, zajmowany przez znane#o aktora, który #wałtownie
oskarżał swoją niewierną kochank%. 8owman z niedowierzaniem spojrzał na pomieszczenie, które
niedawno opuścił. 'dy kamera skierowała si% za skłóconą parą w stron% sypialni, niechcący
spojrzał na drzwi w oczekiwaniu na ich wejście.
5 wi%c w taki sposób przy#otowano je#o #ościn%. /iedza je#o #ospodarzy na temat życia
na Ziemi zaczerpni%ta była z pro#ramów telewizyjnych. 3oczuł si% tak, jakby był w samym środku
planu 4ilmowe#o.
"owiedział si% niemal wszystkie#o, co chciał w tej chwili wiedzie+. /yłączył telewizor. 6o
mam dalej robi+2 - pytał sam siebie. Założył r%ce za #łow% i wpatrywał si% w niemy ekran.
6zuł si% 4izycznie i psychicznie wyczerpany, jednak sen w tak 4antastycznym otoczeniu i w
takiej odle#łości od Ziemi, w jakiej nie przebywał jeszcze żaden człowiek, wydał mu si%
niemożliwy. statecznie wy#odne łóżko i zm%czenie zrobiły swoje. 3oszukał kontaktu i pokój
zalały ciemności. 3o kilku sekundach znalazł si% nawet poza zasi%#iem snów.
"aUid 8owman spał po raz ostatni.
67. PO(/U)O*A0.E
$eble nie były już potrzebne. =oztopiły si% w umyśle ich twórcy. 3ozostało tylko łóżko i
ściany, chroniąc ten kruchy or#anizm przed otaczającymi #o mocami.
"aUid 8owman bezustannie poruszał si% we śnie. .ie budził si% ani nie śnił, nie był jednak
całkowicie pozbawiony świadomości. 6oś wdzierało si% do je#o umysłu jak m#ła pełzająca przez
las. /rażenia, jakie odbierał, były bardzo słabe, pełne uderzenie zniszczyłoby #o tak jak o#ie)
szalejący na zewnątrz. .ie czuł ani nadziei, ani strachu, jedynie beznami%tną analiz%. puściły #o
wszystkie uczucia.
/ydawało mu si%, że płynie w otwartej przestrzeni. /okół nie#o, we wszystkich
kierunkach, rozcią#ały si% niesko)czone, #eometryczne siatki ciemnych linii czy nici, wzdłuż
których poruszały si% niewielkie punkty światła - niektóre powoli, inne zaś z oszałamiającą
pr%dkością. (iedyś o#lądał pod mikroskopem przekrój ludzkie#o móz#u. *iatka włókien
nerwowych ukazywała podobny labirynt połącze).
!ednak móz# badany pod mikroskopem był martwy, podczas #dy to co widział, było
kwintesencją same#o życia. /iedział lub wydawało mu si%, że wiedział, iż to co o#ląda, jest
#i#antycznym, działającym umysłem, kontemplującym wszechświat, które#o był małą cz%ścią.
/izja czy iluzja trwała tylko przez chwil%. (rystaliczne płaszczyzny i siatki, zaz%biające si%
perspektywy poruszających si% świateł, znikn%ły, #dy "aUid 8owman przeniósł si% w takie rejony
świadomości, w jakich nie przebywał jeszcze żaden człowiek.
.ajpierw wy#lądało to tak, jak #dyby czas zaczął si% co4a+. 'otów był zaakceptowa+ nawet
ten cud, #dy zdał sobie spraw% z te#o, co dzieje si% naprawd%.
dkr%cały si% spr%żyny pami%ci. Zaczął na nowo przeżywa+ przeszłoś+. .ajpierw pojawił
si% pokój hotelowy, a potem kapsuła, płonące krajobrazy czerwone#o sło)ca, świecące serce
#alaktyki i wrota, przez które wpłynął do te#o wszechświata. 6o4ały si% nie tylko obrazy, ale i
wrażenia zmysłowe, które odczuwał w przeszłości. /szystko to powracało coraz szybciej i
szybciej. !e#o życie odkr%cało si% jak taśma ma#neto4onowa przewijająca si% ze wzrastającą
pr%dkością.
Znów był na pokładzie ,dkrywcy-. .iebo wypełniały pierścienie *aturna. 3owtarzał
swoją ostatnią rozmow% z ;alem. /idział, jak Arank 3oole wybiera si% w swoją ostatnią misj%.
*łyszał #łos Ziemi zapewniający #o, że wszystko jest w porządku.
'dy przeżywał na nowo te wydarzenia, wiedział, że nie wszystko jest w porządku. padał
korytarzami czasu. 3ozbawiano #o je#o wiedzy i doświadczenia. 6o4ał si% do dzieci)stwa. .ic
jednak nie zostało zaprzepaszczone. /szystko czym był w każdym momencie swoje#o życia
przenoszono w bezpieczne miejsce. 'dy jeden "aUid 8owman przestawał istnie+, rodził si% inny
8owman - nieśmiertelny.
6oraz szybciej przenosił si% w zapomniane lata nieskomplikowane#o świata. &warze, które
kiedyś kochał i stracił bezpowrotnie, uśmiechały si% do nie#o przyja7nie. dwzajemnił ten uśmiech
z radością i bez bólu.
3roces dobie#ał ko)ca. *tudnie pami%ci były niemal suche. 6zas zaczął zwalnia+, zbliżając
si% do momentu całkowite#o spoczynku, jak wahadło wykreślające łuk, na które#o #ranicy zamiera
na jeden wiekuisty moment, zanim rozpocznie nowy cykl.
.iesko)czona chwila min%ła. /ahadło zacz%ło opada+. / pustym pokoju, unosząc si%
pośród płomieni podwójnej #wiazdy, dwadzieścia tysi%cy lat świetlnych od Ziemi, niemowl%
otworzyło oczy i zacz%ło płaka+.
68. Przemiana
5 potem uciszyło si%, zobaczywszy, że nie jest już samo. / pustej przestrzeni unosił si%
niematerialny, świecący prostokąt. 3rostokąt zmaterializował si% w krystaliczną płaszczyzn%. *tał
si% nieprzezroczysty i zaczął opalizowa+ bladą, mleczną luminescencją. Zwodnicze, nieokreślone
4antomy przesuwały si% po je#o powierzchni i w je#o #ł%bi.
?ączyły si% w pasy światła i cienia, 4ormując nast%pnie zaz%biające si%, promieniste wzory,
które zacz%ły si% wolno obraca+, w rytm wypełniającej całą przestrze) pulsacji.
8yło to widowisko przycią#ające uwa#% każde#o dziecka - i każde#o małpoluda. !ednak
podobnie jak trzy miliony lat temu był to jedynie zewn%trzny pokaz sił, zbyt skomplikowanych,
aby można je było poją+ świadomie9 zabawka odwracająca uwa#% zmysłów, podczas #dy
prawdziwy proces przeprowadzano w znacznie #ł%bszych pokładach umysłu.
&ym razem proces wprowadzania nowych wzorów był szybki i sprawny. 3oprzez eony lat,
jakie min%ły od ostatnie#o spotkania, nauczyciel bardzo si% udoskonalił. &akże materiał, z jakim
miał do czynienia, posiadał znacznie lepszą jakoś+. 3rzyszłoś+ pokaże, czy ucze) dostąpi zaszczytu
wtopienia si% w stale rosnący potencjał mistrza.
.iemowl% wpatrywało si% w #ł%biny kryształowe#o monolitu oczami, w których widoczna
była bardziej niż ludzka determinacja. .iemowl% widziało, ale nie rozumiało jeszcze tajemnic,
które si% przed nim otwierały.
/iedziało, że jest w domu, że tutaj był początek wielu ras oprócz je#o własnej. /iedziało
także, że nie może pozosta+ tu na zawsze. Za chwil% oczekiwały je kolejne narodziny, inne od tych
z przeszłości.
: oto nadszedł ten moment1 świecące wzory nie odbijały już echem sekretów serca
kryształu. /raz z ich znikni%ciem ochronne ściany zapadły także w niebyt, z które#o na krótko
powstały. 6zerwone sło)ce wypełniło niebo.
$etal i plastik zapomnianej kapsuły, a także ubiór noszony kiedyś przez istot% nazywającą
si% "aUid 8owman, z#in%ły w płomieniach. statnie połączenie z Ziemią zostało zerwane,
rozpadło si% na atomy, z których powstało.
.iemowl% nie zwróciło na to uwa#i, układając si% w wy#odnej poświacie nowe#o
otoczenia. 6ią#le jeszcze potrzebowało tej łupiny materii koncentrującej je#o siły. 0ecz to si%
zmieni. !e#o niezniszczalne ciało było obecnie projekcją je#o wyobra7ni. 3omimo sił, jakie
posiadał, był jeszcze cią#le dzieckiem. : pozostanie nim, dopóki nie zdecyduje si% na inną posta+
lub całkowite porzucenie materii.
.adszedł czas, aby odejś+, chociaż w pewnym sensie ni#dy nie opuści miejsca swoich
powtórnych narodzin, ponieważ na zawsze pozostanie cz%ścią bytu, który spożytkował t% podwójną
#wiazd% dla swoich niez#ł%bionych celów. (ierunek przeznaczenia - chociaż nie znał jeszcze je#o
natury - został jasno wytyczony. .ie było potrzeby odnajdywania kr%tych ścieżek, którymi tu
przybył. "zi%ki instynktom trzech milionów lat pojął, że w przestrzeni istnieje wi%cej dró# niż ta
jedna, którą znał do tej pory. *tarożytny mechanizm (osmicznych /rót spełnił dobrze swoją rol%.
&eraz jednak nie był mu już potrzebny.
8łyszczący prostokątny kształt, który kiedyś wydawał si% jedynie kryształową płytą, cią#le
unosił si% przed nim, oboj%tny - podobnie jak on - na nieszkodliwe płomienie leżące#o poniżej
piekła. Zawierał w sobie niez#ł%bione jeszcze sekrety czasu i przestrzeni, z których cz%ś+ już
zrozumiał i umiał si% nimi posłu#iwa+. !ak oczywisty - jak n i e -zb%dny- był matematyczny
stosunek je#o boków, owa kwadratowa sekwencja l 1W1EO : jak naiwnie byłoby wyobraża+ sobie, że
sekwencja ko)czyła si% w tym punkcie, jedynie w trzech wymiarachO
*koncentrował si% na tych #eometrycznych uproszczeniach i #dy je#o umysł przemknął po
nich, pustą przestrze) wypełniła mi%dzy#wiezdna noc. Z#in%ła poświata czerwone#o sło)ca lub
raczej rozbie#ła si% naraz we wszystkich kierunkach. &uż przed nim pojawił si% świetlisty wir
#alaktyki.
/y#lądał jak jakiś niezwykle pi%kny i szcze#ółowy model zatopiony w bloku
przezroczyste#o plastiku. !ednak #alaktyka była rzeczywista. #arniał ją całą zmysłami o wiele
doskonalszymi od wzroku. 'dyby chciał, mó#łby skierowa+ swoją uwa#% na dowolną #wiazd%
spośród setek miliardów. $ó#ł także znacznie wi%cej.
to płynął pośród olbrzymiej rzeki sło)c, w połowie dro#i pomi%dzy o#nistymi ławicami
serca #alaktyki a samotnymi, rozrzuconymi #wiazdami, pełniącymi wart% na jej kraw%dzi. : tutaj
chciał by+, na dalekim ko)cu niebieskiej otchłani, spiralne#o pasa ciemności bez #wiazdO /iedział,
że ten pozbawiony 4ormy chaos, widoczny jedynie dzi%ki poświacie o#nistych m#ieł, zakreślającej
je#o kraw%dzie, był nie wykorzystanym jeszcze tworzywem istnienia, materiałem ewolucji, która
jeszcze nie nadeszła. &utaj 6zas jeszcze si% nie zaczął. : nie zacznie, dopóki nie umrą świecące
teraz sło)ca, po to by nowe światło nadało żywy kształt tej pustce.
.ieświadomie przebył już raz t% otchła). &eraz przebywał ją ponownie, tym razem z
własnej woli. $yśl ta napełniła #o paraliżującym strachem. 3rzez moment był całkowicie
zdezorientowany i je#o nowy o#ląd wszechświata zatrząsł si% w posadach, #rożąc rozpadni%ciem
na tysiące 4ra#mentów.
!e#o duszy nie zmroził strach przed #alaktycznymi prądami, lecz znacznie #ł%bszy niepokój
wywołany nieznaną jeszcze przyszłością. Zostawił za sobą miary czasu właściwe ludzkiej naturze i
teraz, #dy rozmyślał o bez#wiezdnej nocy, poznał po raz pierwszy otwierającą si% przed nim
otchła) /ieczności.
!ednak przypomniał sobie, że ni#dy nie b%dzie sam i panika powoli min%ła. 3owrócił
kryształowy o#ląd wszechświata, nie tylko zresztą dzi%ki je#o wysiłkom. /iedział, że jeśli b%dzie
potrzebował pomocy w swoich pierwszych niepewnych krokach, pomoc ta nadejdzie.
dzyskawszy wiar% w siebie, jak nurek, który uspokoił nerwy, wyruszył w podróż trwającą
lata świetlne. 'alaktyka rozerwała ramy myśli, w których ją zamknął. 'wiazdy i m#ławice
przelewały si% obok nie#o z iluzoryczną, niesko)czoną szybkością. Aantomy sło)c eksplodowały i
zostawały z tyłu, #dy jak cie) przenikał przez ich serca. Zimna, czarna pustynia kosmiczne#o pyłu,
której kiedyś si% tak obawiał, wydała mu si% jedynie uderzeniem skrzydeł kruka na słonecznej
tarczy.
'wiazdy znikały. 8lask "ro#i $lecznej ciemniał w bladą, upiorną poświat%, którą znał już
wcześniej i pozna na nowo, #dy przyjdzie na to czas.
Znalazł si% z powrotem dokładnie tam, #dzie chciał by+, w przestrzeni, którą ludzie
nazywają rzeczywistą.
69. 2*.E'(0E ('.ECKO
&uż przed nim unosiła si% świecąca zabawka, której nie mo#ło oprze+ si% żadne 'wiezdne
"ziecko - planeta Ziemia, z jej wszystkimi mieszka)cami.
3owrócił w por%. / dole, na zatłoczonym #lobie, sy#nały ostrze#awcze rozświetlały ekrany
radarów, olbrzymie teleskopy przeszukiwały niebo - i historia, taka jaką stworzył człowiek,
zbliżała si% do ko)ca.
Zdał sobie spraw%, że tysiąc mil poniżej obudził si% uśpiony ładunek śmierci, poruszający
si% powoli po orbicie. *łabe moce, które zawierał, nie stanowiły dla nie#o za#rożenia. /olał jednak
czyściejsze niebo. .at%żył swoją wol% i orbitujące me#atony rozkwitły w cichej detonacji,
rozświetlając na krótko, nieprawdziwym świtem połow% uśpione#o #lobu.
5 potem czekał, porządkując myśli i dumając nad swoimi, cią#le niepoj%tymi siłami. 8o
chociaż był władcą świata, nie był pewien, co robi+ dalej.
!ednak z pewnością coś wymyśli.
KO0.EC