You are on page 1of 439

Trudi Canavan

KSIGA DRUGA
TRYLOGII CZARNEGO MAGA
Nowicjuszka

ROZDZIA 1
CEREMONIA PRZYJCIA
Kadego roku w czasie kilku tygodni lata niebo nad Kyrali przybierao bkitn
barw, a soce prayo niemiosiernie. Ulice Imardinu pokrywa kurz, maszty statkw
koyszcych si w Przystani wyginay si w upalnej mgiece. Mczyni i kobiety kryli si w
domach, wachlujc si i popijajc soki, lub te - w najpodlejszych czciach slumsw -
wlewajc w siebie galony spylu.
W Kyraliaskiej Gildii Magw te upalne dni oznaczay, e nadszed czas wielkiej
uroczystoci: zaprzysienia letniej grupy nowicjuszy.
Sonea, krzywic si, poprawiaa konierzyk sukienki. Zamierzaa woy proste, ale
doskonale uszyte ubranie, ktre nosia, mieszkajc w Gildii, Rothen jednak upar si, e na
Ceremoni Przyjcia potrzebuje czego bardziej eleganckiego.
- Nie przejmuj si, Soneo - zamia si. - Wkrtce bdzie po wszystkim i bdziesz
musiaa nosi szat, jestem pewien, e szybko ci si znudzi.
- Nie przejmuj si - odparowaa mu z irytacj Sonea.
W oczach Rothena bysno rozbawienie.
- Naprawd? Ani troch si nie denerwujesz?
- To przecie nie zeszoroczne Przesuchanie. Wtedy to si strachaam.
- Strachaa si? - Mag unis brwi. - Ty si denerwujesz, Soneo. Nie uya
podobnego sowa od tygodni.
Sonea westchna cicho. Od pamitnego Przesuchania sprzed piciu miesicy, kiedy
to Rothen uzyska prawo do opieki nad ni, pobieraa u niego nauki konieczne do wstpienia
na Uniwersytet. Teraz potrafia ju bez niczyjej pomocy czyta wikszo ksiek z
biblioteczki swego nauczyciela, a jej umiejtno pisania bya - jak okreli to Rothen -
znona". Miaa jeszcze trudnoci z matematyk, ale zafascynoway j lekcje historii.
Przez cay ten czas Rothen upomina j, ilekro uya sowa, w ktrym pobrzmiewaa
gwara slumsw, i nieustannie kaza jej tak ukada zdania, by wysawiaa si jak dama z
jednego z potnych Domw Kyralii. Ostrzega j, e nowicjusze nie bd zbyt wyrozumiali
wobec jej przeszoci i e jeszcze pogorszy swoj sytuacj, jeli kadym sowem bdzie im
przypomina o swym pochodzeniu. Tym samym argumentem posuy si, by przekona j
do woenia sukni na Ceremoni Przyjcia, ale cho Sonea doskonale wiedziaa, e
nauczyciel ma racj, nie poprawiao jej to nastroju.
Gdy doszli do bramy Uniwersytetu, jej oczom ukaza si rzd powozw. Przy kadym
stali wyprostowani lokaje, odziani w barwy Domu, ktremu suyli. Na widok Rothena
wszyscy skonili gowy.
Sonea wpatrywaa si w powozy i czua, jak co ciska jej odek. Wczeniej
widywaa ju podobne karety, ale nie, gdy w takiej liczbie. Wszystkie byy z polerowanego
drewna, rzebione i malowane w skomplikowane wzory, u kadej za porodku drzwiczek
znajdowa si inkal - kwadratowy znak wskazujcy na przynaleno do okrelonego Domu.
Sonea rozpoznaa inkale Paren, Arran, Pillan i Saril - jednych z najbardziej
wpywowych w Imardinie.
Bdzie pobieraa nauki wraz z synami i crkami z tych Domw.
Czua, jak na sama t myl serce podchodzi jej do garda. Co oni sobie o niej pomyl,
o pierwszej od stuleci Kyraliance spoza Domw, ktra wkracza w ich wiat? Mog przecie
by tego samego zdania, co Fergun - mag, ktry p roku wczeniej usiowa zapobiec jej
wstpieniu do Gildii. Uwaa on, e tylko dzieci pochodzce z Domw powinny uczy si
magii. Posun si nawet do szantau: zamkn w lochu jej przyjaciela, Ceryego, by wplta
j w swe pode plany. Uknuta przez niego intryga miaa, bowiem przekona Gildi, e
Kyralianic z niszych warstw pozbawieni s wszelkich zasad i pod adnym pozorem nie
mona powierzy im wiedzy magicznej.
Knowania Ferguna zostay jednak udaremnione, a on sam przebywa teraz w odlegej
twierdzy. Sonea nie sdzia, e jest to bardzo sroga kara za groenie jej przyjacielowi
mierci, wtpia te, by moga ona odstraszy innych od podobnych prb.
Mimo wszystko miaa nadziej, e niektrzy nowicjusze oka si podobni do
Rothena, ktremu nie przeszkadza fakt, e kiedy mieszkaa i pracowaa w slumsach. Poza
tym byli jeszcze przybywajcy do Gildii nowicjusze z innych krain, im moe atwiej bdzie
zaakceptowa dziewczyn z nizin spoecznych. Vindoni to sympatyczny lud. Sonea syszaa
te, e wrd anw nie ma zrnicowania na wysze i nisze klasy. Dziel si oni na
plemiona, a mczyni i kobiety zyskuj status poprzez prby odwagi, sprytu i mdroci.
Niestety, nie potrafia oceni, jakie przypadoby jej miejsce w ich spoecznoci.
Podniosa wzrok na Rothena, przypominajc sobie wszystko, co dla niej zrobi, i nagle
zalaa j lala czuoci i wdzicznoci. Niegdy na sam myl o tym, e mogaby by tak
zalena od maga ogarnby j lk. Dawniej nienawidzia Gildii i po raz pierwszy bezwiednie,
w gniewie uya swej mocy ciskajc kamieniem wanie w maga. Pniej, kiedy magowie jej
szukali, bya przekonana, e chc j zabi, poprosia, wic o pomoc Zodziei, a ci zawsze
daj wysokiej ceny za swe usugi.
Gdy jej moc wymkna si spod kontroli, magowie przekonali Zodziei do wydania jej
w ich rce. Rothen by tym, ktry j schwyta, a nastpnie zacz uczy. Przekona j, e
magowie - a w kadym razie wikszo z nich - nic s samolubnymi okrutnikami i
potworami, jak uwaali mieszkacy slumsw.
Po obu stronach otwartej bramy Uniwersytetu stali dwaj stranicy. Pojawiali si oni
zwyczajowo tylko z okazji wizyty wanych osb w Gildii. Obaj ukonili si sztywno na
widok Rothena prowadzcego Sone w stron Wielkiego Holu.
Sonea bywaa ju wczeniej w tym miejscu, ale wci jeszcze j zachwycao. Z
posadzki jakby wystrzelaj tam tysice niewiarygodnie cienkich kolumienek z materii
podobnej do szka, podtrzymuj one schody pnce si z wdzikiem ku wyszym poziomom.
Midzy porczami i stopniami wij si delikatne nitki biaego marmuru przypominajce
gazki pncej winoroli. Sprawiaj wraenie tak kruchych, e trudno uwierzy, by mogy
unie ciar czowieka - i by moe, gdyby nie wzmacniaa ich magia, byyby rzeczywicie
zbyt sabe.
Minli schody i znaleli si w krtkim korytarzyku. Za nim ujrzeli szare ciany Rady
Gildii, starego budynku, ktry znajdowa si porodku wielkiego pomieszczenia znanego jako
Wielki Hol. Przed wejciem do Rady Gildii stao kilka osb i na ich widok Sonei z wraenia
zascho w ustach. Kobiety i mczyni odwrcili si, by powita nadchodzcych, a ich oczy
rozbysy z ciekawoci, gdy ujrzeli Rothena. Magowie uprzejmie skinli gowami. Pozostali
ukonili si.
Rothen wszed do Holu i poprowadzi Sone ku jednej z niewielkich grupek.
Dziewczyna zauwaya, e pomimo letnich upaw wszyscy z wyjtkiem magw byli bogato
odziani. Kobiety miay na sobie wyszukane suknie, mczyni - dugie paszcze z wyszytymi
na rkawach inkalami. Sonea przyjrzaa si dokadniej i wstrzymaa oddech.
Wszystkie szwy ozdobione byy poyskujcymi czerwono, zielono i niebiesko
kamieniami. Wielkie klejnoty osadzono rwnie w guzikach paszczy. Na szyjach i rkach
zgromadzonych zobaczya acuchy ze szlachetnych metali, na urkawiczonych doniach -
byszczce piercienie.
Spojrzaa na paszcz jednego z mczyzn, zastanawiajc si, czy biegy w swej sztuce
zodziej miaby kopot z pozbawieniem go guzikw. W slumsach posugiwano si w tym celu
niewielkimi skadanymi ostrzami. Potrzebne byo tylko przypadkowe" zderzenie,
przeprosiny, szybka ucieczka. Poszkodowany a do powrotu do domu nie zorientowaby si
nawet, e zosta obrabowany. A bransoleta tamtej damy...
Sonea potrzsna gow, jak mam si zaprzyjani z tymi ludmi, skoro jedyne, co
przychodzi mi do gowy, to atwo, z jak daliby si okra? Nie potrafia jednak
powstrzyma umiechu. Umiaa oprnia kieszenie i otwiera zamki rwnie dobrze jak
wszyscy jej przyjaciele z dziecistwa - moe tylko Cery by zrczniejszy od niej - i
jakkolwiek ciotce Jonnie udao si przekona j, e kradzie jest czym zym, Sonea nigdy nie
zapomniaa sztuczek kieszonkowcw i wamywaczy.
Skupia uwag i zerkna ku modszym nieznajomym - kilka twarzy szybko si
odwrcio. Rozbawiona, zastanawiaa si, kogo waciwie spodziewali si ujrze zasmarkan
ebraczk? Zgarbion i zniszczon przez prac kobiecin? Wyfiokowan ladacznic?
Poniewa aden z kandydatw nie odpowiedzia jej spojrzeniem, Sonea moga im si
przyglda bez przeszkd.
Tylko dwie rodziny miay typowo kyraliaskie czarne wosy i jasn cer. Jedna z
matek odziana bya w zielon szat, jak nosz Uzdrowiciele. Druga trzymaa za rk chud
dziewczynk wpatrujc si rozmarzonymi oczami w byszczce szko sklepienia sali.
Trzy inne rodziny nie rozdzielay si. Niewielki wzrost i rudawe wosy wskazyway
jednoznacznie na Elyczykw. Rozmawiali z sob cicho, czasem te z ich strony dobiega
miech.
Dwch ciemnoskrych Lonmarczykw czekao w milczeniu. Ojciec mia na sobie
fioletow szat Alchemika, na ktrej lniy zote talizmany religii Mahga. Zarwno ojciec, jak
i syn mieli gadko ogolone gowy. Jeszcze inni Lonmarczycy stali na drugim kocu sali. Syn
mia nieco janiejszy kolor skry, zapewne jego matka pochodzia z innej nacji. Ojciec tego
chopca rwnie by odziany w szat maga, ale by to czerwony strj Wojownika. Nie zdobia
go jednak adna biuteria ani amulety.
W pobliu korytarza przystana rodzina Vindonw. Bogato ubrany ojciec rzuca na
wszystkie strony ukradkowe spojrzenia, co mogo znaczy, e czuje si nieswojo wrd
zgromadzonego towarzystwa. Syn by dobrze zbudowanym modziecem, jego brzowa skra
miaa niezdrw)' tawy odcie.
Matka chopca pooya mu rk na ramieniu, a myli Sonei powdroway do ciotki
Jonny i wujka Ranela - jak zwykle poczua lekkie rozczarowanie. Mimo e byli jej jedyn
rodzin i wychowali j po mierci matki i odejciu ojca, za bardzo bali si Gildii, by j tu
odwiedza. Kiedy poprosia, eby przyszli na Ceremonie Przyjcia, odmwili,
usprawiedliwiajc si tym, e nie mog zostawi swojego malutkiego synka pod opiek
innych, a nie wypada przychodzi na tak wan uroczysto z paczcym dzieckiem.
W korytarzu rozleg si odgos krokw; Sonea odwrcia si w tamt stron i
dostrzega jeszcze jedn strojn rodzin kyraliask doczajc do goci. Chopiec rozejrza
si wyniole po zebranych. Jego oczy spoczy na chwil na Rothenie, a nastpnie przeniosy
si na Sone.
Spojrza jej prosto w oczy, a kciki jego ust rozszerzyy si w przyjaznym umiechu.
Zaskoczona Sonea umiechna si w odpowiedzi, ale w tej chwili wyraz jego twarzy
przemieni si w szyderczy grymas.
Moga zareagowa na to tylko wciekym spojrzeniem.
Chopak odwrci si z pogard, ale nie tak szybko, by mg jej umkn wyraz
dumnej satysfakcji na jego twarzy. Sonea zmruya oczy i popatrzya, jak zwrci si do
innych przybyszw.
Wygldao na to, e znal ju wczeniej drugiego Kyraliaczyka, albowiem wymienili
z sob porozumiewawcze mrugnicia. Dziewczta zostay obdarzone uwodzicielskimi
spojrzeniami. Chuda Kyralianka odpowiedziaa mu nieskrywan pogard, ale zatrzymaa na
nim wzrok dugo po tym, jak si od niej odwrci. Pozostali zebrani zostali zaszczyceni
uprzejmymi skinieniami gowy.
Gry towarzyskie zostay przerwane przez gony i metaliczny dwik gongu. Gowy
wszystkich zebranych zwrciy si ku Radzie Gildii. Nastpia duga chwila penej napicia
ciszy, po czym powietrze wypenio si podnieconymi szeptami - wielkie drzwi zaczy si
otwiera. W miar jak szpara si powikszaa, z sali wydostawaa si znajoma zotawa
powiata. To wiato daway tysice malekich magicznych kul unoszcych si kilka stp pod
sklepieniem. Wchodzcych powita ciepy zapach drewna i politury.
Sonea usyszaa westchnienia - wikszo goci z zachwytem przygldaa si sali.
Umiechna si na myl, e inni gocie, w tym wielu dorosych, nigdy wczeniej nie widzieli
Rady Gildii. Tylko magowie i ci rodzice, ktrzy byli ju na ceremoniach swoich starszych
dzieci, mieli okazj by w rodku. No i ona.
Spochmurniaa nieco, przypomniawszy sobie poprzedni wizyt, Wielki Mistrz
przyprowadzi wtedy do Rady Gildii Cery'ego, koczc w ten sposb wadz Ferguna nad ni.
Tego dnia spenia si te cz wielkiego marzenia Cery'ego, jej przyjaciel przyrzek sobie,
bowiem, e odwiedzi wszystkie wielkie gmachy miasta przynajmniej raz w yciu. W jego
oczach fakt, e by ulicznikiem ze slumsw, dodawa tylko uroku temu wyzwaniu.
Niemniej Cery nie by ju tym dnym przygd chopcem, z ktrym wczya si w
dziecistwie, ani te sprytnym modziecem, ktry tak dugo pomaga jej wymyka si
tropicym j magom. Teraz, kiedy odwiedza j w Gildii albo ona jego w slumsach, wydawa
si starszy i mniej beztroski. Kiedy pytaa, co aktualnie robi albo czy nadal pracuje dla
Zodziei, umiecha si obuzersko i zmienia temat.
Sprawia przy tym wraenie zadowolonego. A jeli istotnie pracowa dla Zodziei, to
moe lepiej, eby nic wiedziaa o jego poczynaniach.
W drzwiach Rady Gildii pojawia si tymczasem posta odziana w szat. Sonea
rozpoznaa Mistrza Osena, asystenta Administratora. Mag podnis rk i odchrzkn.
- Gildia wita was wszystkich - powiedzia. - Zaraz zacznie si Ceremonia Przyjcia.
Prosz wstpujcych na Uniwersytet o ustawienie si w szeregu. Wejdziecie jako pierwsi, a
rodzice wejd za wami i zajm miejsca na dole sali.
Kiedy inni kandydaci pospieszyli do przodu, Sonea poczua czyj rk na ramieniu.
Odwrcia si i spojrzaa w oczy Rothenowi.
- Nie przejmuj si. To si za chwil skoczy zapewni j
Umiechna si do niego.
- Nie przejmuj si, Rothenie.
- Ha! - Popchn j lekko do przodu. - A zatem id. Nie pozwl, eby na ciebie
czekali.
Przed drzwiami zgromadzi si niewielki tum. Mistrz Osen zacisn usta.
- Ustawcie si w rzdzie.
Kiedy kandydaci wreszcie usuchali, Mistrz Osen zerkn ku Sonei. Przez jego twarz
przemkn cie umiechu, a Sonea skina ku niemu gow. Wsuna si do kolejki za
ostatnim chopcem. I w tej samej chwili do jej uszu dobieg cichy syk z lewej strony.
- Przynajmniej zna swoje miejsce - mrukn jaki gos.
Sonea przechylia lekko gow i zobaczya ktem oka dwie stojce obok niej
Kyralianki.
- To ta dziewczyna ze slumsw, tak?
- Tak - odpowiedziaa pierwsza z kobiet. - Kazaam Binie trzyma si od niej z daleka.
Nie chc, eby moja creczka podapaa jakie okropne zwyczaje... nie mwic ju o
chorobach.
Sonea musiaa przej do przodu, nie usyszaa, wic odpowiedzi drugiej kobiety.
Przycisna do do piersi, stwierdzajc ze zdumieniem, e serce bije jej szybko.
Przyzwyczajaj si, powiedziaa do siebie, tak bdzie czsto. Z trudem powstrzymaa si od
spojrzenia za siebie, na Rothena, wyprostowaa si i wesza za pozostaymi kandydatami do
dugiej nawy porodku sali.
Kiedy przeszli przez drzwi, znaleli si pomidzy wysokimi cianami Rady Gildii.
Wprawdzie miejsca po obu stronach sali nie byy zajte nawet w poowie, ale przybyli
wszyscy magowie mieszkajcy w Gildii i w miecie. Spojrzawszy w lewo, Sonea napotkaa
nieprzyjazny wzrok starszawego maga. Skrzywi pomarszczon twarz i pomiennie si w ni
wpatrywa.
Sonea spucia oczy i poczua, e na jej policzki wypywa rumieniec. Uwiadomia sobie
ze zoci, e dr jej rce. Nie moe sobie pozwoli na rozdygotanie z powodu spojrzenia
jakiego starca! Zmusia si, zatem do przybrania zamylonego i spokojnego wyrazu twarzy,
po czym powioda wzrokiem po pozostaych twarzach...
...i omal si nie potkna, czujc, jak traci grunt pod stopami.
Miaa wraenie, e wszyscy zebrani magowie patrz tylko na ni. Przekna lin i
wlepia wzrok w plecy idcego przed ni chopca.
Kiedy wszyscy kandydaci znaleli si ju w sali, Osen skierowa pierwszego na lewo,
drugiego na prawo - i tak dalej, a stanli w jednym szeregu w poprzek sali. Sonei przypado
w udziale miejsce w samym rodku, twarz w twarz z Mistrzem Osenem. On za stal
niewzruszony, przygldajc si temu, co dziao si za ni. Sonea syszaa szelest szat i
pobrzkiwanie biuterii, odgada, wic, e to rodzice sadowi si na krzesach za nimi. Kiedy
w sali zapada cisza, Osen odwrci si i skoni starszynie zajmujcej pitrowe stale przed
nimi.
- Przedstawiam letni nabr studentw Uniwersytetu.
- Robi si znacznie ciekawiej, kiedy jest tam kto, kogo si zna - oznajmi Dannyl, gdy
Rothen zaj miejsce koo niego.
Rothen odwrci si do przyjaciela.
- Przecie w zeszym roku wrd kandydatw by twj siostrzeniec.
Dannyl wzruszy ramionami.
- Ledwie go kojarz. Sone znam za to cakiem niele.
Rothen poczu zadowolenie i zwrci si na powrt ku przodowi sali. Dannyl potrafi by
czarujcy, jeli tylko chcia, ale nie zaprzyjania si atwo. Gwnie ze wzgldu na pewien
wypadek, ktry zdarzy si kilka lat temu, za czasw jego nowicjatu. Oskarony o
niewaciwe" zainteresowanie starszym chopakiem, Dannyl by wystawiony na kliwe
uwagi zarwno ze strony innych studentw, jak i magw. Rothen by przekonany, e wanie,
dlatego, i wwczas wymiewano si z niego i wytykano go palcami, teraz nieatwo zawiera
przyjanie.
Prawd mwic, przez cae lata Rothen by jego jedynym przyjacielem. Jako nauczyciel
widzia w Dannylu jednego z najbardziej obiecujcych studentw. Kiedy za dostrzeg fatalne
skutki, jakie na jego postpy w nauce wywieray zoliwe plotki, postanowi wzi chopaka
pod swoj opiek.
Nieco zachty i ogrom cierpliwoci sprawiy, e bystry umys Dannyla przenis swoj uwag
z mciwych pogosek i szykan z powrotem na magi i wiedz.
Cz magw wyraaa wwczas wtpliwoci, czy uda si wyprowadzi Dannyla na prost".
Rothen umiechn si na to wspomnienie. Nie tylko udao mu si, Dannyl zosta wanie
mianowany Drugim Ambasadorem Gildii w Elyne. Spogldajc teraz na Sone, Rothen
zastanawia si, czy ona rwnie da mu kiedy podobny powd do dumy.
Dannyl nachyli si do niego.
- To jeszcze dzieci w porwnaniu z Sone, nieprawda?
Rothen spojrza na pozostaych chopcw i dziewczta i wzruszy ramionami.
- Nie wiem, ile dokadnie maj lat, ale redni wiek przyjmowanych kandydatw to
pitnacie lat. Ona ma prawie siedemnacie. Ta rnica wieku nie powinna stwarza
problemw.
- Obawiam si, e stworzy - mrukn Dannyl. - Ale moe wyniknie z tego jaka
korzy dla niej.
Na najniszym poziomie sali Mistrz Osen przesuwa si powoli wzdu rzdu
kandydatw, wyczytujc ich imiona i tytuy zgodnie ze zwyczajami panujcymi w krajach, z
ktrych pochodzili.
- Alend z rodu Genard - oznajmi Osen i przeszed dwa kroki dalej. - Kano z rodziny
Terno z Gildii Szkutnikw. - Kolejny krok. - Sonea - Osen urwa, po czym przeszed dalej.
Kiedy wybrzmiao nastpne imi, Rothen poczu ukucie litoci. Brak tytuu czy
przynalenoci do Domu czyni z Sonei wyrzutka i zostao to publicznie oznajmione. Nic
jednak nie mona byo na to poradzi. - Regin z rodu Winar, Domu Paren - zakoczy Osen,
gdy zatrzyma si przy ostatnim z chopcw.
- To bratanek Garrela, prawda? - spyta Dannyl.
- Owszem.
- Syszaem, e jego rodzice chcieli, eby doczy do zimowej klasy trzy miesice po
rozpoczciu semestru.
- Dziwne. Dlaczego?
- Nie mam pojcia. - Dannyl wzruszy ramionami. - Nie udao mi si tego dociec.
- Czyby znowu szpiegowa?
- Ja nie szpieguj, Rothenie. Tylko sucham.
Rothen pokiwa gow. Mg powstrzyma nowicjusza Dannyla od zoliwych
dowcipw, ale maga Dannyla nie zdoa zniechci do zbierania plotek.
- Nie wiem, jak sobie poradz po twoim wyjedzie. Kto bdzie mi donosi o
wszystkich drobnych intrygach w Gildii?
- Po prostu bdziesz musia bardziej zwraca uwag na to, co si dzieje wok ciebie -
odparowa Dannyl.
- Zastanawiaem si, czy Starsi nie wysyaj ci z miasta po to wanie, eby ukrci
ten twj nasuch".
Dannyl umiechn si szeroko.
- Och, ale najlepszym sposobem na zdobycie informacji o tym, co dzieje si w
Kyralii, jest spdzenie paru dni na podsuchiwaniu plotek w Elyne.
Odgos krokw skupi ich uwag z powrotem na tym, co dziao si w sali. Rektor
Uniwersytetu Jerrik opuci swe miejsce wrd starszyzny i schodzi wanie po stopniach.
Zatrzyma si na rodku sali i przebieg wzrokiem po kandydatach. Jego twarz
wykrzywia jak zwykle grymas lekkiego niezadowolenia.
- Dzi kady z was czyni pierwszy krok na drodze do zostania magiem Kyraliaskiej
Gildii - zacz przemow powanym tonem. - Jako nowicjusze bdziecie musieli przestrzega
regulaminu Uniwersytetu. Na mocy Przymierza regulamin ten jest uznawany przez
wszystkich wadcw, a wszyscy magowie maja pilnowa jego przestrzegania. Nawet, jeli nie
ukoczycie studiw, regulamin wci bdzie was obowizywa - urwa, przygldajc si
uwanie kandydatom. - Aby wstpi do Gildii, musicie zoy przysig, ktra skada si z
czterech czci. Po pierwsze, musicie przysic, e nie skrzywdzicie adnego czowieka,
chyba, e bdzie tego wymaga bezpieczestwo Przymierza. Dotyczy to wszystkich
mczyzn i kobiet nalecych do kadej klasy spoecznej, niezalenie od ich pozycji, statusu
prawnego czy wieku. Wszelkie wendety, motywowane powodami politycznymi lub
osobistymi, kocz si tu i teraz. Po drugie, musicie przysic, e bdziecie przestrzega
regulaminu Gildii. Jeli go jeszcze nie znacie, waszym pierwszym zadaniem jest opanowanie
jego przepisw. Niewiedza nie bdzie usprawiedliwieniem. Po trzecie, musicie przysic, e
bdziecie sucha rozkazw kadego maga, chyba, e wypenienie polecenia wymagaoby
zamania prawa. Oznacza to, e zasad t traktujemy z pewn doz elastycznoci. Nie
jestecie zobowizani do czynienia tego, co w waszym odczuciu byoby niemoralne, lub te
pozostawao w sprzecznoci z religi czy tradycj, w ktrej zostalicie wychowani. Nie
sdcie jednak, e do was naley decyzja o tym, co zostanie potraktowane z wyrozumiaoci,
a co nie. W tego rodzaju sytuacjach musicie przedstawi spraw mnie, a ja postaram si, by
zostaa odpowiednio zaatwiona. Na koniec, musicie przysic, e nie posuycie si magi bez
polecenia maga. Zasada ta ma na celu wasze bezpieczestwo. Nie wolno wam uywa adnej
magii bez opieki, chyba, e otrzymacie na to zgod nauczyciela lub opiekuna.
Jerrik przerwa, a w ciszy, ktra teraz zapada, nie byo sycha nawet szurania nogami
czy szelestu szat. Rektor unis krzaczaste brwi i wyprostowa si.
- Jak nakazuje tradycja, kady mag Gildii moe ubiega si o opiek nad nowicjuszem
lub nowicjuszk, aby wspomaga ich edukacje na Uniwersytecie. - Jerrik zwrci si teraz do
rzdw nad sob: - Wielki Mistrzu Akkarinie, czy dasz opieki nad ktrym z kandydatw?
- Nie - odpowiedzia chodny, gboki gos.
Podczas gdy Rektor zadawa to pytanie kolejno wszystkim Starszym Magom, Rothen
przyjrza si odzianemu na czarno przywdcy Gildii. Podobnie jak wikszo Kyralian
Akkarin by wysoki i szczupy, a pocige rysy jego twarzy dodatkowo podkrelao
starowieckie uczesanie, zgodnie z dawnym zwyczajem nosi dugie wosy zwizane na
karku.
Wyraz twarzy Akkarina by nieobecny, jak zwykle podczas tego rodzaju uroczystoci.
Wielki Mistrz nigdy nie okazywa zainteresowania nauczaniem lub prowadzeniem
nowicjusza, a wikszo rodzin stracia ju nadziej, e przywdca Gildii mgby zaj si
edukacj ich syna czy crki.
Mimo e Akkarin by mody jak na Wielkiego Mistrza, jego osobowo budzia
szacunek nawet wrd najbardziej konserwatywnych i wpywowych magw. By zdolny i
inteligentny, posiada rozleg wiedz, ale wielkie powaanie wrd innych zyska dziki swej
potnej mocy magicznej.
Niektrzy oceniali, e jego moliwoci s tak ogromne, e sam mgby si mierzy z
ca Gildi.
Niemniej za spraw Sonei Rothen by jednym z dwch magw, ktrzy znali
prawdziwe rdo niezwykej potgi Wielkiego Mistrza.
Zanim Zodzieje wydali j poszukujcym, pewnej nocy Sonea i jej przyjaciel-
zodziejaszek. Cery, odwiedzili Gildi. Przyszli tu w nadziei, e Sonea moe nauczy si
kontrolowa swoj moc, podgldajc magw. Przy okazji dziewczyna staa si mimowolnym
wiadkiem dziwnego rytuau odprawianego przez Wielkiego Mistrza. Nie zrozumiaa wtedy
tego, co zobaczya, ale kiedy podczas Przesuchania w sprawie opieki nad ni Administrator
Lorlen testowa prawdziwo jej zezna, by potwierdzi wystpki Ferguna, ujrza w jej
mylach wspomnienie tamtej nocy i rozpozna rytua.
Wielki Mistrz Akkarin, przywdca Gildii, uprawia czarn magi.
Zwykli magowie nie wiedzieli na temat ciemnych sztuk niczego poza tym, e s
zakazane. Starszyzna potrafia rozpozna jej rytuay. Sama, bowiem wiedza o tym, jak je
odprawia, bya uwaana za zbrodni. Z tego, co Lorlen przekaza Sonei, Rothen dowiedzia
si, e czarna magia pozwala magowi zwikszy swoj moc przez czerpanie siy innych ludzi.
Kiedy ofiara zostaa pozbawiona caej mocy, umieraa.
Rothen nawet nie prbowa zgadywa, jak poczu si Administrator na wie, e jego
najbliszy przyjaciel nie tylko nauczy si czarnej magii, ale rwnie posugiwa si ni.
Musiao to by straszne przeycie. Niemniej w tej samej chwili Lorlen uwiadomi sobie, e
nie moe ujawni poczyna Akkarina, nie naraajc caej Gildii i miasta. Jeli Wielki Mistrz
postanowiby walczy, mgby bez trudu wygra, a kade zabjstwo czynioby go
silniejszym. Lorlen, Sonea i Rothen byli, zatem zmuszeni zachowa na razie ten sekret dla
siebie. Rothen zastanawia si, jak ciko musi by Lorlenowi udawa przyja, wiedzc, do
czego zdolny jest Akkarin.
Pomimo tego odkrycia Sonea zdecydowaa si wstpi do Gildii. Z pocztku zdumiao
to Rothena, ale wkrtce zrozumia: obawiaa si, e jeli jej moc zostanie zablokowana -
prawo nakazywao uniemoliwia posugiwanie si magi osobom, ktre nie zamierzay
wstpowa do Gildii - ona sama stanie si doskonaym rdem mocy dla Wielkiego Mistrza.
Obdarzona potn magi, ale niezdolna do uycia jej w swojej obronie. Rothen wzdrygn
si. Jej mier w dziwacznych okolicznociach nie uszaby uwagi Gildii.
Decyzja Sonei bya jednak bardzo odwana, zwaywszy na fakt, co kryo si w
samym sercu Gildii. Rothen poczu przypyw dumy i czuoci, patrzc na ni, stojc wrd
synw i crek najbogatszych rodw Krain Sprzymierzonych. Przez ostatnie sze miesicy
przywyk myle o niej bardziej jak o crce ni uczennicy.
- Czy ktokolwiek z magw da opieki nad ktrym z kandydatw?
Rothen podskoczy. Nadszed czas, kiedy musi wygosi sw prob. Otworzy ju
usta, ale nie zdy nic powiedzie, kto inny wyrecytowa rytualn formu:
- Ja dokonaem wyboru, Rektorze.
Gos dobiega z drugiej strony sali. Wszyscy kandydaci odwrcili gowy, by zobaczy,
kto si podniesie z miejsca.
- Mistrzu Yarrinie - skin gow Jerrik. - Ktrego z kandydatw pragniesz wzi pod
swoj opiek?
- Gennyla z rodu Randa, Domu Saril, Wielkiego Klanu Alaraya.
Midzy magami rozszed si cichy pomruk. Rothen spojrza przed siebie: ojciec
chopca, Mistrz Tayk wyprostowa si na krzele.
Jerrik zaczeka, a gwar ucichnie, po czym skoni wyczekujco gow w kierunku
Rothena.
- Czy kto inny spord magw pragnie uzyska prawo opieki nad ktrym z
kandydatw?
Rothen wsta.
- Ja dokonaem wyboru. Rektorze.
Sonea podniosa na niego wzrok; zaciskaa mocno usta, by powstrzyma cisncy si
na nie umiech.
- Mistrzu Rothenie - odpowiedzia Jerrik. - Ktrego z kandydatw pragniesz wzi
pod swoj opiek?
- Pragn zosta mentorem Sonei.
Tym razem nie pojawi si aden szum, a Jerrik skin tylko gow na znak zgody.
Rothen ponownie usiad.
- Dokonao si - szepn Dannyl. - To bya twoja ostatnia szansa. Teraz ju si z tego
nie wyplczesz. Nie uwolnisz si od niej przez najblisze pi lat.
- Cicho - odburkn Rothen,
- Czy kto inny spord magw pragnie uzyska prawo opieki nad ktrym z
kandydatw? - powtrzy Jerrik.
- Ja dokonaem wyboru. Rektorze.
Ten gos rozleg si po lewej stronie Rothena. Towarzyszyo mu trzeszczenie krzese:
zgromadzeni obracali si, by zobaczy, kto wypowiedzia te sowa. Sala rozbrzmiaa
podnieconymi szeptami, kiedy powsta Mistrz Garrel.
- Mistrzu Garrelu - tym razem w gosie Jerrika dao si usysze zdziwienie. - Ktrego
z kandydatw pragniesz wzi pod swoj opiek?
- Regina z rodu Winar, Domu Paren.
Szum gosw zmieni si w zbiorowe westchnienie zrozumienia.
Rothen spojrza w kierunku kandydatw i dostrzeg umiech na twarzy chopca
stojcego na samym kocu. Gwar rozmw i haas przesuwanych krzese nie ucich, dopki
Jerrik nie unis rk, proszc o cisz.
- Na twoim miejscu miabym na oku tych dwch nowicjuszy i ich opiekunw -
mrukn Dannyl. - Zazwyczaj nikt nie podejmuje si opieki nad uczniem pierwszego roku.
Robi to zapewne tylko po to, eby Sonea nie czua si waniejsza od swoich kolegw.
- Albo te zapocztkowaem now mod - rozemia si Rothen. - Garrel mg
dostrzec potencja w swoim bratanku. To tumaczyoby, dlaczego rodzice Regina chcieli, by
zacz nauk wczeniej.
- Czy kto jeszcze zgasza ch objcia kandydata opiek? - spyta Jerrik. Kiedy nikt
wicej si nie odezwa. Rektor opuci rce. - Prosz o wystpienie wszystkich magw, ktrzy
zostaj mentorami.
Rothen wsta i zbliy si do schodw, po czym zszed na d. Doczy do stojcych u
boku Rektora Jerrika Mistrza Garrela i Mistrza Yarrina, w tym czasie mody nowicjusz,
zarumieniony z ekscytacji, e przypada mu wana rola podczas ceremonii, wystpi naprzd,
trzymajc na rkach stos brzowo-czerwonego materiau. Kady z trzech magw wzi od
niego jedno zawinitko.
- Niech wystpi Gennyl - rozkaza Jerrik.
Jeden z Lonmarczykw podbieg do przodu i ukoni si. Wpatrywa si szeroko
otwartymi oczami w Mistrza Jerrika, a gos dra mu lekko podczas powtarzania Przysigi
Nowicjuszy.
Mistrz Yarrin poda chopcu jego szat i mentor wraz ze swym podopiecznym
odsunli si na bok. Mistrz Jerrik zwrci si ponownie do kandydatw:
- Niech wystpi Sonea.
Podesza do Rektora sztywnym krokiem. Mimo e bya blada, skonia si z
wdzikiem i wypowiedziaa przysig jasnym, niewzruszonym gosem. Rothen wycign ku
niej rce, podajc jej szat.
- Niniejszym przejmuje nad tob opiek, Soneo. Twoje postpy w nauce bd moj
troska i zadaniem, dopki nie ukoczysz Uniwersytetu.
- Bd ci posuszna. Mistrzu Rothenie.
- Niech ta umowa bdzie poytkiem dla was obojga - zakoczy Jerrik.
Po tych sowach stanli obok Mistrza Yarrina i Gennyla, a tymczasem Jerrik wezwa
wci umiechajcego si modzieca z samego koca szeregu.
- Niech wystpi Regin.
Chopak zbliy si bez wahania do Jerrika, lecz jego ukon by pospieszny i niezbyt
niski. Kiedy caa trjka wypowiadaa rytualne formuy. Rothen spoglda na stojc u jego
boku Sone i zastanawia si, co ona sobie teraz myli.
Wanie zostaa czonkini Gildii, a to nie byle, co.
Spogldaa na chopca stojcego po jej prawej stronie, wic wzrok Rothena
powdrowa za jej spojrzeniem. Gennyl sta wyprostowany i zaczerwieniony. Duma omal go
nie rozsadzi, pomyla Rothen. Opieka mentora, zwaszcza tak wczenie, bya oznak
szczeglnych zdolnoci kandydata.
Niewielu jednak zapewne tak mylao o Sonei. Rothen podejrzewa, e wikszo
magw uznaa, i postanowi zosta jej mentorem tylko po to, eby przypomnie innym, jak
wan rol odegra w jej pochwyceniu. Nie daliby mu wiary, gdyby im opowiedzia o jej
mocy i talencie. Ale wkrtce sami si przekonaj - ta myl bardzo go cieszya.
Kiedy Regin i Mistrz Garrel wypowiedzieli rytualne formuy, stanli na lewo od
Rothena. Chopak nie spuszcza wzroku z Sonei, a w jego oczach wida byo chodn
kalkulacj.
Ona albo tego nie zauwaaa, albo postanowia nie zwraca uwagi. Przygldaa si
natomiast z uwag, jak Jerrik wywoywa kolejnych kandydatw do powtarzania sw
przysigi. Kady otrzymywa szaty i ustawia si w rzdzie za mentorami i ich nowicjuszami.
Kiedy doczyli do nich ostatni kandydaci, Mistrz Jerrik zwrci si ponownie do
wszystkich nowo przyjtych:
- Zostalicie wanie nowicjuszami w Gildii Magw - oznajmi. - Niech nadchodzce
lata bd dla was pomylne.
Nowicjusze ukonili si. Mistrz Jerrik odpowiedzia skinieniem gowy, po czym
odszed na bok.
- Pozdrawiam naszych nowych studentw i ycz im lat penych sukcesw. - Sonea
niemal podskoczya, gdy tu za ni rozleg si gos Lorlena. - Ceremoni Przyjcia uznaj
niniejszym za zakoczon.
Rada Gildii znw rozbrzmiaa echem gosw. Szeregi mczyzn i kobiet zakoysay
si, jakby uderzy w nie mocny wiatr. Wszyscy powstali z miejsc i schodzili na d,
wypeniajc sal stukotem butw. Kiedy nowo przyjci studenci zorientowali si, e
formalnoci si skoczyy, rozbiegli si we wszystkich kierunkach. Niektrzy podchodzili do
rodzicw, inni ogldali trzymane w rkach zawinitka, lub te rozgldali si, zaskoczeni
nagym poruszeniem. Wielkie drzwi na kocu sali zaczy si powoli otwiera.
Sonea podniosa wzrok na Rothena.
- A wic stao si. Jestem nowicjuszk.
Umiechn si do niej.
- Cieszysz si, e ju po wszystkim?
Wzruszya ramionami.
- Mam wraenie, e to dopiero pocztek. - Spojrzaa nad jego ramionami. - A oto i
twj cie.
Rothen odwrci si. Wanie wielkimi krokami zblia si ku nim Dannyl.
- Witaj w Gildii, Soneo.
- Dzikuj, Ambasadorze Dannylu - odpowiedziaa, schylajc gow.
Dannyl rozemia si.
- Jeszcze nie, Soneo. Jeszcze nie.
Rothen poczu, e idzie ku nim kto jeszcze. Odwrci si i zobaczy, e tu obok nich
zatrzyma si Rektor.
- Mistrzu Rothenie - powiedzia Jerrik, umiechajc si lekko do kaniajcej mu si
Sonei.
- Tak? - powiedzia Rothen.
- Czy Sonea przeprowadzi si do Domu Nowicjuszy? Nigdy wczeniej nie przyszo mi
do gowy zapyta ci o to.
Rothen pokrci przeczco gow.
- Sonea zamieszka ze mn. W moim mieszkaniu jest do miejsca dla niej.
Jerrik unis brwi.
- Rozumiem. Powiadomi Mistrza Ahrinda. Panowie wybacz.
Rothen obserwowa, jak starszy mczyzna podchodzi do chudego maga o
zapadnitych policzkach. Mistrz Ahrind zmarszczy brwi i zerkn w stron Sonei, przez cay
czas suchajc Jerrika.
- Co teraz? - odezwaa si Sonea.
Rothen wskaza na trzymane przez ni zawinitko.
- Przekonamy si czy szaty dobrze le. - Zwrci si do Dannyla: - Myl te, e nie
miabym nic przeciwko maej uroczystoci. Przyjdziesz?
Dannyl odpowiedzia umiechem.
- Jake mgbym nie przyj.
ROZDZIA 2
PIERWSZY DZIE ZAJ
Podchodzc do powozu Dannyl czu ciepe promienie soca na plecach. Za pomoc
odrobiny magii pooy pierwszy z kufrw na dachu. Kiedy drugi posusznie zaj miejsce
obok pierwszego. Dannyl westchn i pokrci gow.
- Myl, e jeszcze poauj tej iloci bagau - mrukn pod nosem. - Cigle jednak
przypominaj mi si rzeczy, ktre chciabym zapakowa.
- W Capii bdziesz mg kupi wszystko, czego bdziesz potrzebowa - uspokoi go
Rothen. - Lorlen na pewno wyznaczy ci pokan diet.
- Tak, to byo przyjemne zaskoczenie - umiechn si promiennie Dannyl. - Moe i
masz racj, co do powodw odesania mnie tak daleko.
Rothen unis brwi.
- On chyba wie, e aby przesta pakowa si w kopoty, potrzeba znacznie wicej, ni
tylko wysa ci za granic.
- Och, ale bdzie mi brakowao rozwizywania wszystkich twoich problemw,
przyjacielu. - Kiedy wonica otworzy przed nim drzwiczki powozu, Dannyl odwrci si, by
spojrze na starszego maga. - Odwieziesz mnie do Przystani?
Rothen zaprzeczy ruchem gowy
- Lekcje zaczynaj si za nieca godzin.
- Dla ciebie i dla Sonei. - Pokiwa gow Dannyl. - A zatem najwyszy czas
powiedzie do widzenia.
Przez chwil patrzyli sobie powanie w oczy, po czym
Rothen serdecznie poklepa Dannyla po ramieniu.
- Uwaaj na siebie. I nie wypadnij za burt.
Dannyl rozemia si i odwzajemni uciskiem.
- Ty te si trzymaj, przyjacielu. Nie pozwl, eby ta twoja nowicjuszka ci
zamczya. Pojawi si za jaki rok, by sprawdzi twoje postpy.
- Stary druhu, a niech ci! - Rothen popchn Dannyla w kierunku powozu.
Modszy mag wsiad i spojrza za siebie raz jeszcze, by zobaczy zamylon twarz
przyjaciela.
- Nigdy nie sdziem, e bd ci oglda w tak powanej i zaszczytnej roli, Dannylu.
Wydawae si bardzo zadowolony ze swojego ycia tutaj i odkd ukoczye Uniwersytet,
ledwie wychylae nos poza bramy miasta.
Dannyl wzruszy ramionami.
- Sdz, e czekaem na odpowiedni powd.
Rothen wyda jaki nieokrelony pomruk.
- garz. Po prostu jeste leniwy. Mam nadziej, e Pierwszy Ambasador wie o tym,
inaczej czeka go paskudna niespodzianka.
- Wkrtce si przekona - rozradowa si Dannyl.
- Zapewne. - Rothen odsun si od powozu, umiechajc si do przyjaciela. -
Szerokiej drogi!
Dannyl skin mu gow.
- Do zobaczenia.
Zastuka w dach powozu, a ten natychmiast ruszy, uwoc go w dal. Dannyl przesiad
si na drug stron i odsun zason z okna: Rothen nadal sta w tym samym miejscu i
obserwowa oddalajcy si powz, dopki ten nic znik za bram Gildii.
Dannyl z westchnieniem rozpar si na mikkim siedzeniu. Cieszy si ze swego
upragnionego wyjazdu, cho wiedzia, e bdzie tskni za przyjacimi i znajomymi
miejscami. Rothen bdzie mia towarzyszy: Sone, a take Yaldina i Ezrille zaprzyjanione
starsze maestwo, podczas gdy on znajdzie si wrd samych nieznajomych. Nie mg si
doczeka objcia nowych obowizkw, ale jednoczenie nieco lka si ogromu pracy i
odpowiedzialnoci, z ktrymi mia si zmierzy. Niemniej od czasu poszukiwa Sonei, kiedy
to prowadzi negocjacje ze znalezionym przez siebie Zodziejem, zaczo mu si nudzi atwe
i w duej mierze samotne ycie naukowe w Gildii.
Nie zdawa sobie z tego sprawy, dopki nie powiedziano mu, e rozwaa si jego
kandydatur na stanowisko Drugiego Ambasadora. Kiedy wic Dannyl zosta wezwany do
gabinetu Administratora, potrafi wyrecytowa imiona i stanowiska wszystkich mczyzn i
kobiet na dworze w Elyne, a nawet zna - ku rozbawieniu Lorena - sporo skandalizujcych
opowieci.
Daleko w Wewntrznym Krgu powz skrci w alej, ktra obiegaa mury Paacu. Z
tej perspektywy wielkie paacowe wiee byy sabo widoczne, tote Dannyl przesiad si na
drugie siedzenie, by poprzyglda si okazale zdobionym siedzibom bogatych i potnych.
Na jednym z rogw ulicy budowano nowy dom. Mag pamita star, niszczejc budowl,
ktra niegdy staa w tym miejscu - zabytek z czasw przed wynalezieniem magicznie
wspomaganej architektury.
Wykorzystanie magii do wzmacniania kamienia i metalu pozwolio wznosi
niewiarygodne gmachy, ktre zaprzeczay dotychczasowym prawom konstrukcyjnym. Zanim
powz min plac budowy, Dannyl zdy dostrzec sylwetki dwch magw stojcych w
pobliu stawianej budowli; jeden z nich trzyma w rkach ogromne karty z planami. Powz
skrci ponownie, mijajc kolejne wspaniae domy, po czym zwolni i przetoczy si przez
Wewntrzn Bram do Zachodniej Dzielnicy. Stranicy ledwie zwrcili na niego uwag -
wystarczy im znak Gildii wymalowany z boku pojazdu. Droga przez Zachodni Dzielnic
nadal wioda pomidzy wielkimi i bogatymi domami, mniej jednak ozdobnymi ni w
Wewntrznym Krgu. Wikszo z nich naleaa do kupcw i rzemielnikw, ktrzy woleli
mieszka w tej czci miasta, jako e bya pooona najbliej Przystani i Targu.
Kiedy minli Bram Zachodni, wjechali w labirynt kramw i bud. Na ulicach toczyli
si przedstawiciele wszelkich nacji i klas. Handlarze zachwalali towary i ceny, starajc si
przekrzycze oglny gwar gosw ludzi i zwierzt, gwizdw i dzwonkw. Mimo e droga
wci bya szeroka, powozy z trudem przeciskay si przez tum sprzedawcw i kupujcych,
ulicznych grajkw, akrobatw i ebrakw stoczonych po jej obu stronach.
W powietrzu wisiaa cika mieszanina zapachw. Sodkawa wo zgniecionych
owocw mieszaa si ze smrodem gnijcych warzyw. Kiedy obok powozu przeszli dwaj
mczyni nioscy kad z oleistym niebieskawym pynem, zapach mat z sitowia zosta nagle
wyparty przez cierpki duszcy odr czego obrzydliwego. W kocu do nozdrzy Dannyla
dotar sonawy powiew znad morza i lekko gryzcy zapach rzecznego muu, to nieco
poprawio mu nastrj. Powz skrci za rg i oczom maga ukazaa si Przysta. Rozciga si
przed nim las masztw i lin, dzielc niebo na bkitne wstgi. Po obu stronach drogi
przeleway si istne rzeki ludzi. Potnie zbudowani tragarze i zaoganci statkw dwigali na
plecach skrzynie, kosze i worki. Opodal przetaczay si wozy wszelkich rozmiarw, cignite
przez najrozmaitszej maci zwierzta. Pokrzykiwanie sprzedawcw zostao zastpione przez
rozbrzmiewajce gromko rozkazy oraz wycie i beczenie zwierzt.
Powz jecha dalej, wiozc Dannyla obok coraz wikszych statkw, a dotarli do
rzdu potnych okrtw handlowych zacumowanych przy dugim nabrzeu. Tam powz
zwolni i zatrzyma si, koyszc si na resorach.
Drzwiczki otwary si i wonica skoni si z szacunkiem.
- Dojechalimy na miejsce, panie.
Dannyl przesun si na siedzeniu i wysiad. Par krokw od nich sta smagy
mczyzna o biaych wosach i ogorzaej twarzy i ramionach. Za nim toczyo si kilku
potnie zbudowanych modziecw.
- Jestecie, panie. Mistrzem Dannylem? - zapyta starszy mczyzna, kaniajc si
sztywno.
- Tak. A ty...?
- Zarzdca nabrzea - odpowiedzia i skin gow w kierunku powozu. - To wasze?
Dannyl odgad, e chodzi o kufry.
- Tak.
- Zdejmiemy je.
- Nie trzeba, poradz sobie. - Dannyl odwrci si i skon - centrowa sw wol. Kiedy
oba kufry spyny ku ziemi, dwch chopakw podskoczyo ku nim, najwyraniej byli
przyzwyczajeni do posugiwania si magi w takich przypadkach.
Ruszyli nabrzeem, a za nimi pospieszyli pozostali.
- Szsty statek, panie - powiedzia zarzdca nabrzea, kiedy powz odjecha.
Dannyl skoni nieco gow.
- Dzikuj. - odpowiedzia.
Gdy wszed na pomost, usysza guche echo swoich krokw.
Spojrza w d i dostrzeg byski wody w szparach midzy deskami. Poda za
tragarzami, omijajc gr skrzy wnoszonych wanie na jeden ze statkw, a nastpnie
czekajcy zaadunku na inny frachtowiec stos czego, co wygldao jak starannie opakowane
dywany. Wszdzie wida byo marynarzy: biegali po rampach z adunkiem na ramionach,
zabawiali si na pokadach gr w koci lub wczyli si, wydajc innym rozkazy.
Spord tej wrzawy Dannyl wyapywa bardziej subtelne odgosy Przystani -
nieustanne trzeszczenie pokadw i lin oraz plusk wody rozpryskujcej si na kadubach i
pomocie. Zacz zauwaa detale: ozdoby masztw i agli, imiona statkw wymalowane na
kadubach i kabinach, wod wylewajc si z otworu w burcie statku. Ten ostatni szczeg
zaniepokoi go. Woda przecie powinna znajdowa si na zewntrz statku, nieprawda?
Tragarze dotarli do szstego okrtu i wbiegli na wsk ramp. Dannyl spojrza w gr,
dostrzeg tam przygldajcych mu si z pokadu dwch mczyzn. Ostronie wkroczy na
ramp, po czym ruszy nieco pewniej, stwierdziwszy, e cho deski uginaj si pod jego
stopami, jest bardziej stabilna, ni si wydaje. Gdy wszed na pokad, dwaj mczyni
powitali go ukonem.
Byli do siebie bardzo podobni. Ich ciemna karnacja i niewielka postura byy typowe
dla Vindonw. Obaj mieli na sobie ubrania z grubego sukna o nieokrelonym kolorze. Jeden z
nich by bardziej wyprostowany i to on si odezwa:
- Witam na Finda, panie. Kapitan Numo.
- Dzikuje, kapitanie. Jestem Mistrz Dannyl.
Kapitan wskaza rk na kufry stojce kilka krokw dalej na pokadzie. Tragarze
wci czekali tu obok.
- Kajuta, panie, za mao miejsca na kufry. Bd na niszy pokad. Jeli czegokolwiek
potrzebuje, prosi mj brat, Jano.
Dannyl skin gow.
- Doskonale. Wyjm tylko jedn rzecz, zanim zaniesiecie je na d.
Kapitan przytakn.
- Jano pokae kabina. Niedugo bdziemy odpywa.
Kiedy kapitan oddali si, Dannyl dotkn wieka mniejszego z kufrw. Zamek
otworzy si z trzaskiem. Mag wyj skrzan torb z rzeczami niezbdnymi w podry.
Zamkn ponownie wieko i spojrza na tragarzy.
- To wszystko, czego mi potrzeba... mam nadziej.
Schylili si i zabrali kufry. Dannyl odwrci si i spojrza wyczekujco na Jano.
Mczyzna pokiwa gow i gestem wskaza magowi, by uda si za nim.
Minli wskie drzwiczki i zeszli po niewysokich schodkach do duego pomieszczenia.
Sufit by tak niski, e nawet Jano musia si pochyla, eby nie uderzy we gow. Z hakw
wbitych w belkowanie zwieszay si hamaki z grubego ptna. Dannyl domyli si, e to
wiszce ka, o ktrych opowiadali podrnicy.
Jano poprowadzi go do wskiego korytarzyka i po kilku krokach otworzy drzwi.
Dannyl spojrza z niechci na maleki pokoik. Niskie ko, szerokoci rwnej jego
ramionom, zajmowao prawie ca przestrze. W wezgowie wbudowano niewielk komdk,
w nogach leay starannie zoone koce z dobrej jakoci weny reberw.
- Mae, co?
Dannyl spojrza na Jano - niski mczyzna szczerzy si.
Mag umiechn si krzywo, wiedzc, e jego niech nie moga przej
niezauwaona.
- Owszem - zgodzi si. - Mae.
- Kajuta kapitan dwa razy tyle. My mie duy statek, kajuty due, tak?
Dannyl potakn.
- Brzmi sensownie. - Pooy torb na ku, po czym usiad z nogami wycignitymi
na korytarz. - Niczego wicej nie potrzebuj.
Jano zastuka w drzwi po drugiej stronie korytarzyka.
- Moja kajuta. My towarzystwo. Ty piewasz?
Zanim Dannyl zdecydowa, co odpowiedzie, gdzie w grze rozleg si dzwon, Jano
unis wzrok.
- Mnie i. Bdziem wypywa. - Odwrci si, po czym przystan w p kroku. - Ty
siedzie tutaj. Nie przeszkadza.
I nie czekajc na odpowied, popdzi na gr.
Dannyl rozejrza si po malekim pomieszczeniu, ktre miao by jego mieszkaniem
przez najblisze dwa tygodnie, i zachichota. Zrozumia wreszcie, dlaczego tak wielu magw
czuo niech do morskich podry.
Sonea stana w drzwiach sali lekcyjnej i poczua, e serce w niej zamiera.
Wysza wczenie z mieszkania Rothena w nadziei, e dotrze do sali przed innymi
nowicjuszami i bdzie miaa czas na uspokojenie nerww, zanim si z nimi spotka. Ale cz
miejsc bya ju zajta. Zawahaa si i zobaczya, e kilka osb odwraca si w jej stron, i
poczua ucisk w odku. Szybko spojrzaa ku magowi, ktry siedzia z przodu sali.
By modszy, ni si spodziewaa, wyglda na troch ponad dwadziecia lat. Wydatny
nos nadawa jego obliczu nieco pogardliwy wyraz. Kiedy si ukonia, podnis oczy, na
chwil zatrzyma spojrzenie na jej twarzy, a nastpnie jego wzrok powdrowa ku jej nowym
butom, po czym znw wpatrzy si w jej twarz. Jakby zadowolony z ogldzin, ju na ni nie
spogldajc, zaznaczy co na lecej przed nim zapisanej kartce.
- Usid, Soneo - powiedzia obojtnym tonem.
W sali stao dwanacie awek i krzese ustawionych w idealnych rzdach. Szecioro
nowicjuszy przycupnitych na samych brzekach krzese przygldao jej si, gdy mierzya
sal wzrokiem.
Nie siadaj daleko od pozostaych, upomniaa sam siebie.
Nie chcesz by uznali, e jeste do nich wrogo nastawiona albo, co gorsza,
przestraszona.
Porodku sali stao kilka pustych awek, ale Sonea nie miaa rwnie ochoty siedzie
zupenie na widoku. Dostrzega wolne krzeso pod cian; obok siedziaa trjka nowicjuszy.
W sam raz.
Zdawaa sobie spraw, e kiedy podchodzia do awki, odprowadzali j spojrzeniem.
Usiada i zmusia si do podniesienia wzroku.
Wszyscy natychmiast znaleli sobie jakie zajcia. Sonea odetchna z ulg.
Spodziewaa si szyderstw. Ale moe tylko ten chopak, ktrego spotkaa poprzedniego dnia -
Regin - zamierza afiszowa si ze swoj wrogoci. Do sali wchodzili jeden po drugim
pozostali uczniowie, kaniali si nauczycielowi i zajmowali miejsca. Niemiaa Kyralianka
szybko usiada na pierwszym wolnym krzele. Jaki chopiec omal nie zapomnia ukoni si
magowi, a potem niepewnym krokiem ruszy ku awce naprzeciwko Sonei. Zauway j,
dopiero, gdy dotar do krzesa - obrzuci niechtnym spojrzeniem, zawaha si przez chwil,
ale usiad.
Ostatni pojawi si ten niesympatyczny Regin. Zmruonymi oczami rozejrza si po
sali i z rozmysem zaj awk w samym rodku grupy.
W oddali rozleg si dwik gongu. Mag wsta ze swojego krzesa. Kilku nowicjuszy,
w tym Sonea poderwao si, widzc ten ruch. Zanim jednak nauczyciel zdy si odezwa, w
drzwiach pojawia si znajoma twarz.
- Czy wszyscy ju s, Mistrzu Elbenie?
- Tak, Rektorze - odpowiedzia nauczyciel.
Rektor Uniwersytetu zatkn kciuki za brzowy pas swojej szaty i omit klas
wzrokiem.
- Witajcie - powiedzia tonem raczej powanym ni penym zachty. - Gratuluj wam.
A czyni to nie dlatego, e mielicie szczcie urodzi si z rzadkim i godnym
pozazdroszczenia darem magicznym. Gratuluj wam tego, e zostalicie przyjci w poczet
studentw Uniwersytetu Gildii Magw. Niektrzy z was przybyli z dalekich stron i nie wrc
do domw przez wiele lat. Cz zapewne zdecyduje si spdzi tutaj wikszo ycia.
Wszyscy natomiast bdziecie zwizani z tym miejscem przez nastpne pi lat. W jakim
celu? By zosta magami. Czyme, zatem jest mag? - Umiechn si ponuro. - Wiele
przymiotw stanowi o byciu magiem. Niektre z nich ju s waszym udziaem, inne
rozwiniecie, jeszcze inne zyskacie. Jedne s waniejsze, inne nieco mniej - przerwa i
rozejrza si po sali. - Co jest cech najistotniejsz?
Ktem oka Sonea dostrzega, e kilkoro nowicjuszy prostuje si w swoich awkach.
Jerrik przeszed obok katedry, kierujc si w jej stron. Spojrza na chopca siedzcego tu
przed ni.
- Vallonie?
Chopiec zgarbi si, jakby si chcia schowa pod awk.
- T-to j-jak dobrze robi to, co robi. Mistrzu. - Saby gosik chopca by ledwie
syszalny. - Jak duo wiczy.
- Nie. - Jerrik odwrci si na picie i przeszed na drug stron sali. Utkwi wzrok w
jednym z chopcw, ktrzy rwali si do odpowiedzi. - Gennylu?
- Sia. Mistrzu - odpowiedzia chopak.
- Zdecydowanie nie! - warkn Rektor. Zrobi krok do przodu, przechodzc midzy
rzdami nowicjuszy, i zatrzyma si przy niemiaej Kyraliance. - Bino?
Dziewczynka zamrugaa oczami i podniosa oczy na maga. Najwyraniej speszy j
jego widrujcy wzrok, poniewa szybko spucia gow.
- To... - urwaa, po czym jej twarz si nage rozjania. - Och, oczywicie, Mistrzu. Jak
dobrze posuguje si magi.
- Nie - jego ton by ju agodny. - Chocia to bardzo wane i tego wymagamy od
wszystkich naszych magw. - Jerrik ruszy dalej.
Sonea ledzia go spojrzeniem, zauwaya jednak, e wikszo nowicjuszy patrzya
przed siebie. Poczua si niepewnie, wic skupia si na cianie, tylko suchajc zbliajcych
si krokw maga.
- Elayku?
- Talent, Mistrzu? - Lonmarczyk mwi z silnym akcentem.
- Nie.
Kroki przybliyy si. Sonea poczua dreszcz.
Co powie, jeli rwnie ona zostanie zapytana?
W kocu pado ju tyle moliwych odpowiedzi. Wzia gboki oddech i powoli
wypucia powietrze z puc. Przecie jej nie zapyta.
Ona jest tylko nic nieznaczc dziewczyn z...
- Soneo?
Poczua skurcz w odku. Podniosa gow i zobaczya nad sob Jerrika, ktrego oczy
staway si coraz chodniejsze, w miar jak czeka na odpowied.
Przecie znaa odpowied. To proste. Oczywicie, wie o tym lepiej ni pozostali
nowicjusze, poniewa omal nie umara, kiedy jej moc wymkna si spod kontroli, Jerrik by
tego wiadom, zapewne, dlatego j zapyta.
- Kontrola, Mistrzu.
- Nie.
Mag westchn i wrci za katedr. Sonea natomiast wbia wzrok w soje drewna
swojej awki, czujc na twarzy rumieniec.
Rektor stan za katedr ze skrzyowanymi rkami. Jeszcze raz rozejrza si po sali.
Studenci czekali w napiciu i zawstydzeniu.
- Najwaniejszym przymiotem maga jest wiedza - Jerrik przerwa i spojrza po kolei
na wszystkich nowicjuszy, ktrzy zabierali gos. - Bez wiedzy sia jest bezuyteczna,
poniewa bez niej mag nie posiadby adnej umiejtnoci, choby nie wiem jak si stara. -
Przenis wzrok na Sone. - A jeli jego moc ujawni si sama z siebie, to tylko wiedza, jak j
opanowa, uratuje go od mierci.
Wszyscy studenci odetchnli z ulg. Kilka twarzy zwrcio si na moment, ku Sonei,
ktra nie podnosia oczu znad awki, zmroona oniemieleniem.
- Gildia jest najwikszym i najwaniejszym rdem wiedzy na wiecie - cign
Jerrik, a w jego gosie pobrzmiewaa rosnca duma. - Przez lata, ktre tu spdzicie,
przekaemy wam t wiedz, a w kadym razie jej czstk. Jeli bdziecie uwani, jeli
bdziecie sucha waszych nauczycieli i korzysta z takich rde, jak chociaby nasza bogata
biblioteka, powinno wam si uda. Niemniej - tu spochmurnia - jeli nie bdziecie pilnie si
uczy, szanowa starszych i korzysta z wiedzy, ktr przez stulecia zgromadzili wasi
poprzednicy, tylko przyniesiecie sobie wstyd. Czekaj was cikie lata - ostrzeg. - Musicie
by chtni, pilni i zdyscyplinowani - przerwa i przebieg wzrokiem po wpatrzonych w niego
twarzach - jeli zamierzacie osign wszystko, co moecie, jako magowie Gildii.
Atmosfera w sali zmienia si znw ze swobodnej w pen napicia. Nowicjusze
siedzieli tak cicho, e sycha byo ich oddechy. Jerrik wyprostowa si i zaoy rce za
plecami.
- Zdajecie sobie zapewne spraw - kontynuowa ju nieco agodniejszym tonem
Rektor - z istnienia trzech poziomw kontroli, bdcych podstaw waszego uniwersyteckiego
ksztacenia. Pierwszym z nich, ktry osigniecie ju dzisiaj, jest odblokowanie mocy. Drugi
to umiejtno sigania do mocy, czerpania z niej i utrzymywania w ryzach. To bdzie
waszym celem dzi i jutro, i kadego dnia, a nauczycie si to robi bez chwili namysu.
Trzeci poziom to zrozumienie rnych sposobw wykorzystywania mocy, tego bdziecie si
uczy przez wszystkie te lata a do opuszczenia murw uczelni, jakkolwiek jednak
dyscyplin wybierzecie jako swoj specjalizacj po ukoczeniu studiw, trzeciego poziomu
nie osigniecie nigdy. Kiedy ju ukoczycie studia, od was bdzie zaleao, w jakim stopniu
powikszycie zdobyt wiedz, ale nigdy nie zdoacie posi jej caej. - Rektor umiechn si
blado. - Gildia jest w posiadaniu wiedzy, na ktrej przyswojenie nic wystarczy caego ycia,
zapewne nawet pi ywotw to za mao. Mamy trzy gwne dyscypliny: uzdrawianie,
alchemi i sztuk wojenn. Wasi nauczyciele i ich poprzednicy wybrali z kadej z nich to, co
jest dla was najwaniejsze i najbardziej przydatne, abycie opanowali wszystkie dyscypliny
dostatecznie, by sta si przydatnym i spenionym magiem. - Unis nieco brod. - Uywajcie
dobrze tej wiedzy, nowicjusze Kyraliaskiej Gildii Magw.
Raz jeszcze przebieg wzrokiem po wszystkich uczniach, po czym odwrci si i
skinwszy gow Mistrzowi Elbenowi, wyszed z sali.
Nowicjusze siedzieli w milczeniu. Nauczyciel nie poruszy si, tylko z zadowolonym
umiechem obserwowa twarze swoich podopiecznych. Nastpnie wsta, wyszed przed
katedr i zwrci si do nich:
- Teraz zaczyna si wasza pierwsza lekcja kontroli. Kademu z was wyznaczono na t
lekcj osobnego nauczyciela. Czekaj oni w ssiedniej sali. Wszyscy teraz wstaniecie i udacie
si tam.
Zaczo si szuranie krzese po pododze, nowicjusze z zapaem wstawali ze swoich
miejsc. Sonea uniosa si powoli. Nauczyciel zwrci ku niej gow i spojrza chodno.
- Poza tob, Soneo - doda poniewczasie. - Ty zostaniesz tutaj.
Tym razem wszyscy nowicjusze gapili si na ni. Przebiega wzrokiem po ich
twarzach, czua si dziwacznie winna, dostrzegajc rozbyskajce w ich oczach zrozumienie
dla tej sytuacji.
- Idcie - ponagli ich nauczyciel.
Nowicjusze udali si ku drzwiom. Sonea usiada z powrotem na krzele i
odprowadzia wzrokiem wychodzcych. Tylko jeden z nich odwrci si jeszcze na progu.
Jego usta wykrzywi pogardliwy grymas. Regin.
- Soneo.
Podskoczya i spojrzaa na nauczyciela, zaskoczona tym, e wci tam by.
- Tak. Mistrzu.
Z jego oczu zniko nieco chodu, kiedy podszed do jej awki
- Poniewa osigna ju pierwszy i drugi poziom kontroli, przyniosem pierwsz
ksik, ktr bdziesz studiowa. - Sonea spojrzaa na niewielk, oprawn w papier
ksieczk w jego rce. - Dojd jeszcze wiczenia praktyczne, ale do nich potrzebujemy caej
grupy. Niemniej przyda ci si poznanie zawartych tu wiadomoci.
Pooy ksik na jej awce i odwrci si.
- Dzikuj, Mistrzu Elbenie - powiedziaa do jego plecw.
Zatrzyma si i popatrzy na ni, nieco zaskoczony, po czym ruszy znw w kierunku
drzwi.
Kiedy wyszed, w pustej sali zapanowaa cakowita cisza.
Sonea rozejrzaa si po awkach i krzesach.
Zerkna na lec przed ni ksik: Sze lekcji dla pocztkujcych nowicjuszy,
autorstwa Mistrza Lidena, data.
Ksika miaa ponad sto lat. Ilu studentw trzymao w rkach te wiczenia?
Przerzucia kartki. Poczua ulg, pismo byo przejrzyste i atwe do odczytania.
Magia jest sztuk przydatn, ale niepozbawion ogranicze. Naturalnym obszarem
wpyww osoby magicznej jest jej wasne ciao, a jego granice wyznacza skra. Aby
wykona dotyczc go czynno magiczn, potrzebny jest bardzo niewielki wysiek. Na
obszar ten nie moe wpywa aden inny mag, chyba, e wykonuje magi uzdrawiajc, co
wymaga bezporedniego kontaktu. Aby wpywa na to, co znajduje si poza ciaem, potrzeba
wicej wysiku. Im dalej od ciaa maga znajduje si przedmiot, na ktry chce on wywrze
wpyw, tym wicej siy musi w to woy. Te same ograniczenia dotycz porozumiewania
mylowego, aczkolwiek nie jest ono a tak kosztowne jak inne czynnoci magiczne".
Rothen ju jej o tym opowiada, ale nie przerwaa lektury,
Jaki czas pniej, kiedy przeczytaa ju trzy wstpne lekcje i zabieraa si do
czwartej, do sali powrcio dwch nowicjuszy.
W pierwszym rozpoznaa Gennyla, p-Lonmarczyka, ktry podczas Ceremonii
Przyjcia rwnie zyska mentora. Towarzyszy mu inny wysoki Lonmarczyk Obaj
zaszczycili j tylko pobienym spojrzeniem, kierujc si ku miejscom w poowie sali. Sonea
poczua, e co si zmienio - jakby ich obecno bya bardziej namacalna. Domylia si, e
oznacza to wyzwolenie ich mocy. Wkrtce naucz si to ukrywa, tak jak ona. Wygldao na
to, e osignicie pierwszego poziomu nie byo ani trudne, ani powolne.
Drugi poziom, wiedziaa o tym doskonale, by znacznie bardziej wymagajcy.
Rozpoczli przyciszon rozmow w piewnym jzyku swojego kraju. Chwil pniej
do sali wszed Kyraiaczyk o ciemnych cieniach pod oczami. Usiad w milczeniu i wbi
nieruchomy wzrok w awk.
Sonea wyczua w tym chopaku co dziwnego. Niewtpliwie mia aur magiczn, ale
pulsowaa ona chaotycznie, czasem ujawniajc si mocniej, czasem blednc i niemal znikajc.
Poniewa nie chciaa go dodatkowo peszy, odwrcia wzrok. Dopki nowicjusze nie osign
drugiego poziomu kontroli, bdzie si wok nich wyczuwa rne niezwyke elementy aury.
Zanim wrcia do lektury, na korytarzu rozleg si miech. Tym razem do sali weszo
picioro nowicjuszy - brakowao jedynie Regina. Poniewa nie byo nauczyciela, ktry by ich
pilnowa, uczniowie siadali na awkach i rozmawiali w maych grupkach. Zmysy Sonei byy
zewszd atakowane przez magiczne prezencje.
Nikt do niej nie podszed. Czua z tego powodu jednoczenie ulg i rozczarowanie.
Pomylaa, e zapewne nie wiedz, czego si po niej spodziewa, wic jej unikaj. Musi
uczyni pierwszy krok ku przyjani. Jeli tego nie zrobi, bd przekonani, e nie chce mie z
nimi nic wsplnego.
W pobliu siedziaa adna Elynka i pocieraa skronie. Sonea pamitaa ble gowy,
ktre przeladoway Rothena po lekcjach kontroli z ni, pomylaa, wic, e moe
dziewczynie przyda si odrobina wspczucia. Wstaa powoli, usiujc wyglda na bardzo
pewn siebie, i podesza do awki.
- Nic jest to atwe, prawda? - zagadna.
Dziewczyna podniosa na ni zdumione oczy, po czym wzdrygna si i wbia wzrok z
powrotem w awk. Poniewa nie odpowiadaa, Sonea z rosncym ciskiem odka zacza
podejrzewa, e dziewczyna j ignoruje.
- Nie znosz jej - powiedziaa nagle z mocnym elyskim akcentem.
Sonea zamrugaa ze zdziwienia.
- Kogo nie znosisz?
- Mistrzyni Kinli - odrzeka ze zoci dziewczyna. Wymwia to imi jako Kienli". -
To ona uczy ci kontroli? Hmm, to rzeczywicie problem.
- Nie chodzi o to, e jest za - westchna dziewczyna. - Po prostu nie chc jej w
moich mylach. Ona jest... - Dziewczyna tak mocno potrzsna gow, e jej rude loki
rozsypay si na ramiona.
Miejsce przed Elynk byo puste, Sonea przysiada tam i odwrcia si do niej.
- Nie chcesz pokaza jej pewnych rzeczy w swoim umyle... - podpowiedziaa. -
Takich, ktre wcale nie s ze czy niewaciwe, ale po prostu nikt nic powinien o nich
wiedzie?
- Tak, wanie tak. - Dziewczyna podniosa przeraony wzrok na Sone. - Ale musz
jej pozwoli je zobaczy, prawda?
Sonea zmarszczya brwi.
- Nie, nie musisz... nie wiem dokadnie, co chciaaby przed ni ukry, ale... no
wiesz... takie rzeczy da si ukry.
Dziewczyna wpatrywaa si w Sone z nadziej.
- Musisz wyobrazi sobie drzwi i wepchn to wszystko za nie - wyjania Sonea. -
Mistrzyni Kinla zapewne zobaczy, co zrobia, ale nie bdzie prbowaa si tam dosta... tak
jak Rothen nie usiowa dosta si do moich myli.
Oczy dziewczyny zrobiy si szerokie ze zdumienia.
- Mistrz Rothen uczy ci kontroli? By w twoim umyle? - jkna.
- Tak - potakna Sonea.
- Ale on jest mczyzn.
- No... ale on mnie uczy. Czy dlatego ciebie uczy kobieta? Powinna by uczona
przez kobiet?
- Ale oczywicie. - Elynka patrzya na ni z przeraeniem.
Sonea potrzsna powoli gow.
- Nie wiedziaam. Nie sdziam, e robi jakkolwiek rnic, czy uczy ci kobieta, czy
mczyzna. Moe... - Zmarszczya brwi. - Moe gdybym nie moga ukry swoich sekretnych
myli, te wolaabym, eby uczya mnie kobieta.
Dziewczyna odsuna si od niej nieznacznie.
- Dziewczyna w naszym wieku nie powinna dzieli myli z mczyzn.
Sonea wzruszya ramionami.
- To tylko myli. To jak rozmowa, tyle e szybsze. Nie ma przecie nic niewaciwego
w rozmowie z mczyzn, prawda?
- Nie...
- Po prostu nie rozmawia si o pewnych rzeczach. - Sonea mrugna do niej
porozumiewawczo.
Na twarzy dziewczyny pojawi si niepewny umiech.
- Nie... poza szczeglnymi okazjami, tak mi si wydaje - dodaa Sonea.
- Issle.
Sonea podniosa wzrok na dwik tego ostrego gosu I zobaczya stojc w drzwiach
kobiet w rednim wieku, odzian w zielone szaty.
- Do ju odpoczywaa. Chod ze mn.
- Tak, Mistrzyni - odpowiedziaa z westchnieniem dziewczyna.
- Powodzenia - szepna do niej Sonea. Nie bya pewna, czy Issle dosyszaa,
poniewa znika w drzwiach, nie ogldajc si za siebie.
Sonea spojrzaa na trzyman w rkach ksik i umiechna si lekko do siebie.
Zawsze to jaki pocztek. Moe pniej uda si jej znw porozmawia z Issle.
Wrcia na swoje miejsce i zabraa si do dalszej lektury.
"Projekcja:
Poruszanie przedmiotu jest atwiejsze i szybsze, jeli przedmiot cay czas znajduje si
w zasigu wzroku. Przenoszenie przedmiotu znajdujcego si poza zasigiem wzroku maga
jest moliwe, jeli najpierw dokona si ogldu mentalnego, aby zlokalizowa przedmiot.
Wymaga to wicej wysiku i zabiera wicej czasu, a ponadto...".
Znudzona Sonea zaja si obserwowaniem wchodzcych i wychodzcych
nowicjuszy. Suchaa ich imion i usiowaa odgadn, jacy s. Shern. Kyraliaczyk z cieniami
pod oczami, wyranie si skrzywi, kiedy nadszed jego nauczyciel i wywoa go po imieniu.
Spojrza na maga przeraonymi oczami, a gdy wstawa z krzesa i podchodzi do drzwi,
wszystkie jego ruchy wyraay niech.
Regin zaprzyjani si z dwoma chopakami o imionach Kano i Vallon. Ich
rozmowom z uwag przysuchiwaa si niemiaa Kyralianka, a chopak z Elyne rysowa co
w oprawnej w papier ksice. Kiedy Issle wrcia do sali opada na krzeso i skrya twarz w
rkach. Sonea syszaa, jak inni nowicjusze uskarali si na bl gowy, wic postanowia
zostawi dziewczyn w spokoju.
Gdy gong oznajmi przerw poudniow, Sonea odetchna z ulg. Przez cay ten czas
jedynie czytaa o rzeczach, ktre ju znaa, a na dodatek wychodzcy i wchodzcy nowicjusze
tylko j rozpraszali. Nie bya to szczeglnie porywajca pierwsza lekcja.
Wkroczenie Mistrza Elbena do sali sprawio, e nowicjusze natychmiast pospieszyli
ku swoim miejscom. Zaczeka, a usiedli, po czym odchrzkn.
- Do nauki kontroli powrcicie jutro u tej samej porze - powiedzia. - Na najbliszej
lekcji natomiast zaczniecie zaznajamia si z histori Gildii. Wykad odbdzie si w drugiej
sali historycznej pitro wyej. Teraz moecie si rozej.
Wrd nowicjuszy day si sysze westchnienia ulgi.
Wszyscy wstawali, skaniali si nauczycielowi i biegli ku drzwiom. Sonea ocigaa si
nieco, zauwaya, wic, e Elyrczyk doczy do grupki Regina. Wstaa cichutko, podesza
do nauczyciela i oddaa mu ksik, a nastpnie wyduya krok eby zrwna si z Issle.
- I jak byo za drugim razem?
Dziewczyna spojrzaa na Sone i skina gow.
- Zrobiam, jak radzia. Nie zadziaao, ale moe nastpnym razem si uda.
- Na pewno. Z czasem wszystko idzie atwiej.
Przez kilka krokw szy w milczeniu. Sonea zastanawiaa si, co by tu powiedzie.
- Jeste Issle z Fonden, prawda? - Usyszaa obok siebie jaki gos.
Issle odwrcia si i zatrzymaa na widok zbliajcego si Regina i jego dwch
towarzyszy.
- Tak - odpowiedziaa z adnym umiechem.
- Twj ojciec jest doradc Krla Marenda? - spyta Regin, unoszc lekko brwi.
- Owszem.
- Jestem Regin z Winar. - Ukoni si z przesadn uprzejmoci. - Z Domu Paren. Czy
mog towarzyszy ci do sali jadalnej?
Umiechna si szeroko.
- Bd zaszczycona.
- Nie - odpowiedzia jej ze sodkim umiechem Regin. - To ja bd zaszczycony.
Wszed midzy Issle i Sone, zmuszajc t drug, by si cofna, i uj Elynk pod
rami. Towarzysze Regina ruszyli za nimi korytarzem. Nikt nie spojrza na Sone, ktra nagle
znalaza si na samym kocu grupy. Kiedy schodzili po schodach, przystana i patrzya, jak
si oddalali bez choby jednego spojrzenia za siebie.
Issle nawet jej nie podzikowaa.
Nie powinno mnie to dziwi, pomylaa. To bogate bachory pozbawione manier
Nie, upomniaa sam siebie. Nie sad ich pochopnie. Gdybym to ja miaa przyj
ktre z nich do bandy Harrina, te nie mieliby atwo. W kocu zapomn, e jestem inna.
Musz da im nieco czasu.
ROZDZIA 3
OPOWIECI
Kiedy Tania, suca Rothena, postawia na stole poranny posiek. Sonea opada z
westchnieniem na krzeso. Rothen podnis wzrok i ujrza jej nieszczliwy, zrezygnowany
wyraz twarzy, natychmiast te poaowa, e nie wrci do domu zaraz po lekcjach, lecz
omawia je z Mistrzem Peakinem.
- Jak ci poszo wczoraj? - spyta.
Sonea zawahaa si, po czym odpowiedziaa:
- aden z nowicjuszy nie potrafi na razie uywa magii. Cigle ucz si kontroli.
Mistrz Elben da mi, wic ksik do czytania.
- Nowicjusze nie umiej posugiwa si magi, kiedy do nas przychodz. Nie
rozwijamy ich mocy, zanim nie zo przysigi. Mylaem, e wiesz o tym. - Umiechn si.
- Naturalny rozwj mocy ma swoje dobre strony.
- Ale to znaczy, e min tygodnie, zanim zaczniemy lekcje. A ja tylko czytaam t
ksik. Na dodatek o rzeczach, ktre ju znam. - Podniosa na niego wzrok, w ktrym
malowaa si nadzieja. - Czy nie mogabym tu zostawa, dopki oni nie osign mojego
poziomu?
Rothen stumi miech.
- Nie zatrzymujemy nowicjusza w domu, jeli uczy si szybciej ni inni. Powinna
wykorzysta t sytuacj. Popro o jak inn ksik albo moe wasz nauczyciel zechce co z
tob powiczy?
Skrzywia si.
- Nie sdz, eby spodobao si to pozostaym.
Zacisn usta. Oczywicie miaa racj, wiedzia jednak rwnie, e jeli poprosi
Jerrika, by zwolni j z lekcji, dopki pozostali nie bd gotowi. Rektor odmwi.
- Od nowicjuszy oczekuje si rywalizacji - powiedzia w kocu. - Twoi koledzy bd
zawsze starali si ciebie przecign. Im jest bez rnicy, czy ty si wycofasz. Prawd
mwic, stracisz szacunek w ich oczach, jeli powicisz nauk po to, eby im si
przypodoba.
Sonea skina gow i wlepia wzrok w blat stou. Rothen poczu bolesny skurcz
wspczucia dla niej. Niezalenie od tego, jak bardzo by j wspiera, znalezienie si nagle w
niewielkim i penym drobnych intryg rodowisku nowicjuszy musi by dla niej
przygnbiajce.
- Tak naprawd wcale nie jeste bardzo do przodu - powiedzia jeszcze. - Nauczenie
ci kontroli zajo nam wiele tygodni, poniewa najpierw musiaa mi zaufa. Najbieglejsi
nowicjusze bd gotowi pod koniec tygodnia, reszcie zajmie to do dwch tygodni. Dogoni
ci szybciej, ni si spodziewasz, Soneo.
Potakna. Nabraa yeczk proszku ze soja i zmieszaa go z gorc wod z dzbanka.
Rothen poczu ostry zapach raki. Skrzywi si jak zwyke, nie rozumiejc, jakim cudem ona
moe przekn t ciecz. Usiowa j przekona do sumi, ulubionego napoju w Domach, ale
nie potrafia w nim zasmakowa.
Sonea bbnia palcami w brzeg filianki
- Poza tym Issle powiedziaa co dziwnego. e mczyni nie powinni uczy
nowicjuszek.
- Czy ta Issle pochodzi z Elyne?
- Tak.
- Ach - westchn! Rothen. - Elyczycy. S jeszcze bardziej rygorystyczni ni
Kyralianic, jeli chodzi o kontakty dziewczt z chopcami. Upieraj si, by ich crki byy
ksztacone przez kobiety, i s oburzeni, kiedy mczyni ucz dziewczta z innych nacji,
przyjlimy, wic tak zasad" dla wszystkich nowicjuszek. Jak na ironi s bardzo otwarci,
jeli chodzi o relacje midzy dorosymi.
- Tak wanie wygldaa - powiedziaa Sonea - na oburzon.
Rothen zmarszczy brwi.
- Moe trzeba byo da jej do zrozumienia, e masz rwnie nauczycielk. Elyczycy
potrafi wbi sobie do gowy kade uprzedzenie w tej materii.
- Szkoda, e mi tego wczeniej nie powiedziae. Ona z pocztku bya cakiem
przyjacielska, ale... - Potrzsna gow.
- Zapomni o tym - zapewni j Rothen. - Daj im czas, Soneo. Za kilka tygodni
zdobdziesz przyjaci i bdziesz si zastanawiaa, czym si tak zamartwiaa.
Utkwia wzrok w swojej filiance z raka.
- Wystarczyby mi jeden przyjaciel.
W duym, sabo owietlonym gabinecie Administratora Gildii unosia si kula
magicznej powiaty, rzucajca ruchome cienie na ciany. Kiedy Lorlen zakoczy lektur
listu, stan w miejscu i wymamrota przeklestwo.
- Dwadziecia sztuk zota za butelk!
Podszed do krzesa, usiad, otworzy pudeko i wyj z niego kartk grubego papieru.
Pokj wypeni si gonym skrzypieniem jego pira. Przerywa, co chwil i mruy oczy,
rozwaajc kade sowo. W kocu zoy zamaszysty podpis, odchyli si na krzele i
przyjrza swojemu dzieu.
Po chwili westchn ciko i wrzuci list do kosza stojcego pod biurkiem.
Dostawcy Gildii od stuleci naduywali funduszy krlewskich. Wszystko kosztowao
dwukrotnie lub trzykrotnie wicej, kiedy okazywao si, e nabywc jest Gildia. Z tego
wanie powodu magowie zaczli sami uprawia roliny lecznicze.
Lorlen opar okcie o blat, a podbrdek wspar na doniach i wrci do rozwaania
ceny wina podanej przez producenta. Mgby rwnie dobrze zlekceway polecenie zakupu
tego wina. Miaoby to oczywicie polityczne reperkusje, ale nie takie, ktrych nic daoby si
unikn, kupujc inne towary od tego Domu. To wino byo jednak ulubionym Akkarina.
Toczone z najdelikatniejszej odmiany winogron vare miao sodkawy smak i bogaty bukiet.
Wielki Mistrz zawsze mia jak butelk w swych pokojach gocinnych i nie spodobaoby mu
si, gdyby dostawy miay usta.
Lorlen skrzywi si i sign po kolejn kart papieru. Zawaha si. Nie powinien do
tego stopnia ulega kaprysom Akkarina. Nigdy wczeniej tak nie byo. Akkarin moe
zauway t zmian. Moe zacz si zastanawia, dlaczego Lorlen nagle zmieni sposb
postpowania w stosunku do niego.
Ale przecie Akkarin zorientowa si zapewne, e on rzadko ostatnimi czasy wpada na
wieczorne pogawdki.
Administrator zmarszczy brwi, usiujc przypomnie sobie, kiedy po raz ostatni
zebra si na odwag, by odwiedzi Wielkiego Mistrza. Dawno. Zbyt dawno. Wzdychajc,
ukry twarz w doniach i zamkn oczy.
Och, Soneo. Dlaczego musiaa wyjawi mi jego sekret?
Wspomnienia przebiegay przez jego umys. Wspomnienia Sonei, nie jego, ale
szczegy byy wci pene ycia...
Zrobione - powiedzia Akkarin, po czym zrzuci paszcz, ukazujc poplamione krwi
achmany. Popatrzy na siebie z obrzydzeniem. - Przyniose moje szaty?" - zapyta.
Sucy wymamrota co w odpowiedzi, a tymczasem Akkarin zdj z siebie koszule
ebraka. Pod ni mia skrzany pas z przypit pochw ze sztyletem. Umy si i znik na
chwil z pola widzenia, by nastpnie powrci ju w czarnych szatach. Sign do pochwy,
wycign byszczcy sztylet i zacz go czyci rcznikiem. Kiedy skoczy, spojrza na
sucego.
Walka osabia mnie - powiedzia. - Potrzebuj twojej siy".
Suga przyklkn na jedno kolano i poda magowi rk.
Akkarin przecign po niej ostrzem sztyletu, po czym zacisn wasn do na ranie...
Lorlen wzdrygn si. Otworzy oczy, odetchn gboko i potrzsn gow.
Chciaby mc uzna wspomnienia Sonei za nieporozumienie, bdn interpretacj
czego cakowicie niewinnego, stworzon przez osob uwaajc magw za zych i
okrutnych, ale tak ywe obrazy nie mogy kama - no, a poza tym jak mogaby to wszystko
wymyli, nie znajc znaczenia tego, co widziaa? Lorlen niemal umiechn si,
wspominajc jej zaoenie, e czarno ubrany mag jest tajnym zabjc na usugach Gildii.
Prawda okazaa si znacznie gorsza i jakkolwiek Lorlen chciaby, eby byo inaczej, nie mg
jej zignorowa.
Akkarin, jego najbliszy przyjaciel i Wielki Mistrz Gildii, para si czarn magi.
Lorlen zawsze odczuwa dum z faktu przynalenoci do najwikszej organizacji
magicznej w Krainach Sprzymierzonych - a ostatnio rwnie z zarzdzania ni. Jaka jego
czstka czua si, zatem gboko uraona faktem, e Wielki Mistrz, ktry powinien
reprezentowa wszystko, co dobre i godne szacunku w Gildii, zabawia si zabronion z
magi.
Ta jego czstka bardzo pragna ujawnienia przestpstwa, odsunicia potencjalnie
niebezpiecznego czowieka od wpyww i wadzy.
Inna czstka dostrzegaa jednak niebezpieczestwo konfrontacji z Wielkim Mistrzem.
Trzeba zachowa ostrono.
Lorlen wzdrygn si raz jeszcze na wspomnienie dnia sprzed wielu lat, kiedy
odbyway si przesuchania prowadzce do wybrania nowego Wielkiego Mistrza. W tecie
mocy Akkarin nie tylko przecign najpotniejszych magw Gildii, ale te bez problemu
zmierzy si z si ponad dwudziestu najznakomitszych w zadaniu, ktre miao pokaza jego
ograniczenia.
A przecie nie zawsze by tak potny. Lorlen wiedzia o tym lepiej od pozostaych
magw: przyjanili si, bowiem od pierwszego dnia na Uniwersytecie. Przez lata nauki nie
raz zdarzao im si walczy na arenie - i ich moliwoci byy podobne. Niemniej moc
Akkarina rosa, tak, e kiedy powrci ze swych podry, zdecydowanie przewysza
wszystkich pozostaych magw.
Lorlen zaczyna mie wtpliwoci, czy ten przypyw mocy by naturalny. Akkarin
podrowa w poszukiwaniu wiedzy o magii z dawnych czasw. Przez pi lat wdrowa po
Krainach Sprzymierzonych, a gdy powrci - wychudy i przygnbiony - oznajmi, e rda,
ktre zdoby, zaginy pod koniec podry.
Co jeli istotnie co znalaz? Co jeli odnalaz czarna magi?
Na dodatek jeszcze ten Takan, ktrego Sonea widziaa wraz z Akkarinem w jego
podziemnej komnacie. Akkarin przyj Takana na sub podczas swojej podry i zatrzyma
go rwnie po przybyciu do Gildii. Jaka naprawd rol gra w tym wszystkim Takan? By
ofiar, czy te pomocnikiem Akkarina?
Myl, e suga mgby by mimowoln ofiar, bya niepokojca, ale Lorlen nie
zdoaby go przesucha, nie przyznajc si jednoczenie do wiedzy o postpkach Akkarina.
Zbyt wielkie ryzyko.
Administrator pociera skronie. Od kilku miesicy jego myli kryy w kko.
Usiowa zdecydowa, co ma dalej robi. Moliwe, e Akkarin tylko zabawia si czarn
magi z ciekawoci. Niewiele wiedziano o tej sztuce, a pono istniay sposoby posugiwania
si ni bez zabijania. Takan przecie wci yje i wypenia swoje obowizki. Byoby czym
strasznym, zdrad przyjani, gdyby Lorlen ujawni postpki Akkarina i doprowadzi do jego
usunicia, a wszystko okazao si tylko eksperymentem.
Dlaczego w takim razie Akkarin mia na sobie zakrwawione achmany, kiedy
zobaczya go Sonea?
Lorlen skrzywi si. Tamtej nocy wydarzyo si co paskudnego.
..Zrobione", powiedzia Akkarin. Zadanie wypenione. Ale co to byo - i dlaczego?
Moe istnieje sensowne wyjanienie. Lorlen westchn.
Moe chciabym, eby istniao. Czyby jego niech do podjcia jakiego dziaania
wynikaa ze strachu, e ujrzy czowieka, ktrego podziwia i ktremu przez tyle lat ufa.
przemieniajcego si w krwioercza besti?
Wiedzia jedno: nie moe spyta Akkarina. Trzeba bdzie dowiedzie si czego
innym sposobem.
W cigu ostatnich miesicy sporzdzi w mylach list informacji, ktre bd mu
potrzebne. Dlaczego Akkarin uprawia czarn magi? Od jak dawna? Co moe chcie
osign za jej pomoc? Jak jest potny i czy moliwe jest pokonanie go? Mimo e Lorlen
zdawa sobie spraw z tego, e poszukiwanie informacji o czarnej magii jest niezgodne z
prawem, wiedzia te, e Gildia bdzie musiaa zna odpowiedzi na te pytania, jeli dojdzie
do konfrontacji z Akkarinem.
W Bibliotece Magw nie znalaz wiele, ale to nie bya dla niego niespodzianka. Starsi
magowie uczyli si o czarnej magii tyle, by mc j rozpozna; reszcie wystarczaa wiedza, e
jest to dziedzina zakazana. Nie byo, zatem atwo znale jakiekolwiek informacje.
Trzeba, wic szuka gdzie indziej. Lorlenowi natychmiast przysza do gowy Wielka
Biblioteka w Elyne, przechowujca zasoby wiedzy wiksze nawet, ni s w posiadaniu Gildii.
Przypomnia sobie rwnie, e Wielka Biblioteka bya pierwszym przystankiem w
podry Akkarina, dlatego zacz zastanawia si, czy pewne odpowiedzi nic przyjd same,
jeli uda si w drog ladami przyjaciela. Nie mg jednak opuci Gildii. Stanowisko
Administratora wymagao staej uwagi, a na dodatek taka podr z pewnoci wzbudziaby
zaciekawienie Akkarina. Co oznacza, e kto powinien go zastpi.
Lorlen rozwaa, komu mgby powierzy takie zadanie. Musi to by osoba tak
rozsdna, aby w razie potrzeby ukry prawd. A take kto, kto doskonale radzi sobie z
odkrywaniem tajemnic.
Wybr okaza si zaskakujco prosty.
Mistrz Dannyl.
Kiedy nowicjusze wchodzili do sali jadalnej. Sonea trzymaa si z tylu. Regin. Gennyl
i Shern nie powrcili do sali do koca porannej lekcji, tote Sonea podaa za pozostaymi.
Sala jadalna bya wielkim pomieszczeniem z kilkoma rzdami stow i krzese. Z
kuchni znajdujcej si tu obok nieustannie wychodzili sucy, niosc tace pene potraw, z
ktrych nowicjusze wybierali sobie posiek.
aden z uczniw nie zaprotestowa, kiedy Sonea znowu odwaya si do nich
doczy. Kilku przygldao jej si z powtpiewaniem, gdy braa do rk sztuce, ale pozostali
po prostu nie zwracali uwagi.
Podobnie jak poprzedniego dnia ich rozmowy wyday jej si z pocztku dziwaczne.
Wikszo czua si oniemielona i niepewna w towarzystwie innych. W ktrym momencie
Alend powiedzia Kano, e mieszka przez rok w Vin, wic wszyscy zaczli zadawa pytania,
jak tam jest.
Posypay si le pytania o domy i rodziny pozostaych nowicjuszy, a w kocu Alend
zwrci si do Sonei:
- Ty rzeczywicie wychowaa si w slumsach?
Wszyscy spojrzeli na ni. Przekna jedzenie, ktre wanie miaa w ustach, czujc na
sobie wzrok nowicjuszy.
- Mieszkaam tam prawic dziesi lat - odpowiedziaa. - Razem z ciotk i wujem.
Potem wynajmowalimy pokj w Pnocnej Dzielnicy.
- A co z twoimi rodzicami?
- Mama zmara, kiedy byam maa. A ojciec... - wzruszya ramionami - ojciec odszed.
- I zostawi ci sam w slumsach? To okropne! - zawoaa Bina.
- Opiekowali si mn wujostwo. - Sonea zdobya si na cie umiechu. - A poza tym
miaam mnstwo przyjaci.
- Widujesz si teraz z tymi swoimi przyjacimi? - spytaa Issle.
Sonea pokrcia przeczco gow.
- Rzadko.
- A co z tym twoim zodziejaszkiem, ktrego Mistrz Fergun uwizi w lochach
Uniwersytetu? On chyba bywa tu od czasu do czasu?
Przytakna.
- Owszem.
- On jest od Zodziei, prawda? - dopytywaa si Issle.
Sonea zawahaa si z odpowiedzi. Moga zaprzeczy, ale czy uwierzyliby jej?
- Nie jestem pewna. Przez sze miesicy wiele moe si zmieni.
- Ty te bya zodziejk?
- Ja? - Sonea rozemiaa si cicho. - Nie kady, kto mieszka w slumsach, pracuje dla
Zodziei.
Pozostali wyranie poczuli ulg. Niektrzy nawet potakiwali.
Issle przygldaa im si, po czym zmruya oczy.
- Ale zdarzao ci si podkrada rne rzeczy, prawda? - powiedziaa. - Bya z tymi
kieszonkowcami z Targu.
Sonea poczua, e si rumieni, i wiedziaa, e ta reakcja zdradzi j. Jeli zaprzeczy,
pomyl, e kamie. Moe prawda zyska jej troch sympatii...
- Tak w dziecistwie zdarzao mi si kra jedzenie i pienidze - przyznaa, zmuszajc
si do podniesienia gowy i spojrzenia Issle prosto w oczy. - Ale tylko wtedy, kiedy
godowalimy albo zbliaa si zima i potrzebowaam butw i ciepego ubrania.
Oczy Issle zabysy triumfalnie.
- A zatem jeste zodziejk.
- Ona bya dzieckiem. Issle - zaprotestowa Alend bez przekonania. - Ty te by
krada, gdyby nie miaa nic do jedzenia.
Pozostali zwrcili si wyczekujco w stron Issle, ale ona tylko potrzsna
lekcewaco gow, nachylia si ku Sonei i wbia w ni zimne spojrzenie.
- Powiedz mi teraz prawd - zacza, a w jej gosie brzmiao wyzwanie - czy
kiedykolwiek kogo zabia?
Sonea odpowiedziaa jej niewzruszonym spojrzeniem, czujc, jak wzbiera w niej
gniew. Moe gdyby Issle poznaa prawd, przestaaby jej dokucza.
- Nie wiem.
Nowicjusze wbili wzrok w Sone.
- Co masz na myli? - zapytaa drwico Issle. - Albo tak, albo nie.
Sonea opucia wzrok, po czym spode ba spojrzaa na dziewczyn.
- W porzdku, skoro musisz wiedzie. Noc, jakie dwa lata temu, pewien mczyzna
chwyci mnie i wcign w zauek. On... wiesz, gwarantuj ci, e nie chcia spyta mnie o
drog. Kiedy udao mi si uwolni jedn rk, wbiam mu n w ciao i uciekam. Nic
ogldaam si za siebie, wic nie wiem czy udao mu si przey.
Przez chwil panowao milczenie.
- Moga wrzeszcze - podpowiedziaa Issle.
- Naprawd mylisz, e kto ryzykowaby yciem, eby ratowa biedn dziewczyn? -
spytaa j chodno Sonea. - Ten mczyzna mg mi podern gardo, eby mnie uciszy,
albo te mj krzyk cignby kolejnych zbirw.
Bina wzdrygna si.
- To okropne.
Sonea poczua iskierk nadziei w zwizku z wspczujcym tonem dziewczyny, ale
nadzieja ta ulotnia si wraz z nastpnym pytaniem.
- Nosisz przy sobie n.
Na dwik lonmarskiego akcentu Sonea zwrcia si ku Elaykowi i spojrzaa w jego
zielone oczy.
- Wszyscy nosz. Trzeba czym otwiera paczki, kroi owoce...
- Odcina sakiewki od pasw - wtrcia Issle.
Sonea spojrzaa na ni twardo. Issle odpowiedziaa jej lodowatym spojrzeniem.
Najwyraniej pomaganie tej tutaj byo strat czasu, pomylaa.
- Soneo - usyszaa nagle czyj gos. - Spjrz, co dla ciebie mam.
Nowicjusze odwrcili si ku mwicemu i zobaczyli znajom posta zbliajc si do
ich stou z talerzem w rkach Regin z umiechem postawi talerz przed Sone. Poczerwieniaa
na widok okruszkw i resztek jedzenia.
- Jaki z ciebie hojny i askawy chopiec, Reginie. - Odsuna od siebie talerz. -
Dzikuj, ale ju zjadam.
- Ale musisz by nadal godna - cign z udawanym wspczuciem. - Spjrz sama.
Jeste niska i chuda. Wygldasz na kogo, komu przydaby si jeszcze jeden posiek, a moe i
dwa. Czyby rodzice ci nic karmili? - Znw przesun talerz w jej stron.
Odsuna go ponownie.
- Nie, prawd mwic, nie.
- Oni nie yj - wtrci kto inny.
- No, moe wemiesz to z sob, na wypadek, gdyby pniej zgodniaa? - Szybkim
ruchem Regin pchn talerz tak, e spad ze stou prosto na jej kolana.
Kilku nowicjuszy zachichotao nerwowo, kiedy resztki rozsypay si po jej szatach i
pododze, pozostawiajc wszdzie lady gstego brzowego sosu. Sonea zakla, zapominajc
o zdecydowanych przestrogach Rothena. Issle natychmiast prychna zniesmaczona.
Sonea uniosa gow i otworzya usta by co powiedzie, ale w tej wanie chwili
zabrzmia gong uniwersytecki.
- Ojej! - zawoa Regin. - Czas na lekcje. Szkoda, e nie moemy zosta i zobaczy,
jak jesz, Soneo. - Odwrci si do pozostaych. - Chodcie. Nie chcemy si spni, prawda?
Regin oddali si pewnym krokiem, a za nim podyli inni. Po chwili Sonea bya
jedyn nowicjuszk pozostajc w sali jadalnej. Podniosa si z westchnieniem, zebraa tunik
i ostronie zrzucia resztki jedzenia na st. Widzc lepki brzowy sos na swojej szacie,
zakla jeszcze raz cichutko.
Co ona ma teraz zrobi? Nie moe i na nastpn lekcje caa poplamiona sosem.
Nauczyciel odele j do jej pokoju, eby zmienia szaty, a to da Reginowi kolejny pretekst do
kpin. Nie, najpierw musi pobiec do mieszkania Rothena i wymyli jak bardziej pospolit
wymwk dla spnienia.
Z nadziej, e po drodze nie natknie si na zbyt wiele osb, ruszya ku Domowi
Magw.
Kiedy Dannyl usysza marynarzy zbierajcych si w kambuzie na kocu korytarza,
stumi jk. Zapowiadaa si kolejna duga noc. Jano znw przyszed po niego, a zaoga
powitaa go radosnym krzykiem. Nie wiadomo skd pojawia si butelka, z ktrej eglarze
pocigali potne yki niezwykle aromatycznego napoju Yindonw, siyo. Gdy butelka dosza
do Dannyla, ten poda j od razu Jano, co spotkao si z drwicymi okrzykami rozczarowania
ze strony marynarzy.
Kiedy ju wszyscy si napili, eglarze zaczli kci si w swoim dziwacznym,
urywanym jzyku. A gdy wreszcie doszli do porozumienia, rozpoczli piewy, zachcajc
Dannyla, by si przyczy. Poprzednio podda si, ale tym razem spojrza twardo na Jano.
- Obiecae, e mi przetumaczysz.
Mczyzna odpowiedzia szerokim umiechem.
- Nie lubi ta pie.
- Moe ja o tym zadecyduj.
Jano zawaha si, kiedy usysza piewanie.
- W Capii... ukochana... ma rude. rude wosy... i piersi jak worki z tenn. W Tol-Gan
ukochana ma mocne, mocne nogi... ktre oplata mnie. W Kiko ukochana ma... oj! -
Wzruszy ramionami Jano. - Nie zna twoje sowo na to.
- Mog si domyli - odpowiedzia Dannyl, potrzsajc gow ze smutkiem. - Dosy
tego tumaczenia. Chyba wol nie wiedzie, co piewam.
Vindoczyk rozemia si.
- A teraz powie mi, dlaczego nie pije siyo. tak?
- Bo siyo ma mocny zapach. Bardzo mocny.
- Siyo jest mocne! - wykrzykn z dum Jano.
- Upijanie maga nie jest dobrym pomysem - odpowiedzia mu Dannyl.
- Czemu?
Dannyl zacisn usta, zastanawiajc si, jak to wytumaczy w jzyku zrozumiaym
dla eglarza.
- Kiedy jeste pijany, bardzo pijany, robisz i mwisz niedobre rzeczy albo takie,
ktrych nie chcesz powiedzie, prawda?
Jano wzruszy ramionami i poklepa Dannyla po ramieniu.
- Nie martw si. Nie powiem.
Dannyl potrzsn gow z umiechem.
- Niedobrze jest robi magiczne rzeczy nie tak, jak trzeba albo bezmylnie. To moe
by niebezpieczne.
Jano zmarszczy brwi, po czym otworzy szeroko oczy.
- No, to dostanie mao siyo.
Dannyl rozemia si.
- Niech bdzie.
eglarz zamacha rkami, dajc swym towarzyszom znak, eby posali trunek do
niego. Otar szyjk rkawem i poda butelk Dannylowi.
Wiedzc, e wszyscy przypatruj mu si w napiciu, Dannyl podnis flasz do ust i
pocign yk. Jego usta wypeni przyjemny orzechowy smak, a gdy przekn, poczu w
gardle ciepo. Nabra tchu, po czym powoli wypuci powietrze z puc, rozkoszujc si
ciepem rozchodzcym si po caym ciele. Marynarze wiwatowali na widok jego umiechu i z
uznaniem kiwali gowami.
Jano oddal butelk kompanom i klepn Dannyla w rami.
- Dobrze, e ja nie mag. Lubi wypi i nie mc. - Pokiwa wspczujco gow. -
Bardzo smutne.
Dannyl wzruszy ramionami.
- Ja lubi rwnie magi.
Marynarze rozpoczli kolejn pie i Jano j przetumaczy, mimo e Dannyl wcale go
o to nie prosi. Mag zapa si na miechu z absurdalnej prostoty sw.
- Co to jest eyoma?
- Morska pijawka - odpar Jano. - Bardzo, bardzo za. Opowiem ci.
Wszyscy natychmiast umilkli, wpatrujc si rozpromienionymi oczyma w Jano i
Dannyla.
- Morska pijawka jest wielko od rka do zgicie. - eglarz wycign przed siebie
rami i wskaza na okie, aby zaprezentowa rozmiary pijawki. - Pywa w mae grupy
zazwyczaj, ale kiedy si mnoy, to duo ich przypywa i s bardzo, bardzo niebezpieczne.
Wspina si na burty statku, myli, e to skaa, i marynarze j zabija, zabija wszystkie, bo
inaczej eyoma wyssie krew.
Dannyl popatrzy po marynarzach, ktrzy ochoczo potakiwali kademu sowu.
Natychmiast przyszo mu do gowy, e to pewnie przesada lub kamstwo - przeraajca
historyjka, ktr marynarze opowiadaj podrnikom.
Przyglda si Jano spod przymruonych powiek, ale ten by zanadto pochonity
swoj opowieci, by to zauway.
- Morska pijawka wysysa krew z dua ryba pod wod. Kiedy statek idzie na dno,
ludzie pyn na brzeg, ale jeli spotka ich morska pijawka, szybko si mcz i gin. Jeli
ludzie wpadaj do wody, jak eyoma si mnoy, ton od wszystkich cikich pijawek. -
Spojrza na Dannyla szeroko otwartymi oczami. - Paskudna mier.
Pomimo sceptycznego nastawienia Dannyl poczu dreszcz, syszc ten opis. Jano
znw poklepa go po ramieniu.
- Nie bj si. Morska pijawka yje w ciepa woda. Na pnoc. Napij si siyo.
Zapomnij opowie.
Dannyl wzi od niego butelk i pocign niewielki yk jeden z marynarzy zacz
nuci co pod nosem i wkrtce caa kompania dara si na cae gardo. Dannyl pozwoli, eby
zmusili go do przyczenia si, ale urwa, kiedy otworzyy si drzwi na pokad, a w nich
pojawi si kapitan.
Kiedy kapitan schodzi na d, zaoga piewaa nieco ciszej, ale nie przerywaa pieni.
Numo skin na Dannyla.
- Mam co do przekazania, panie.
Da mu znak, by poszed za nim, a nastpnie ruszy korytarzem ku swojej kajucie.
Dannyl wsta i zapa rwnowag na koyszcym si pokadzie, wspierajc si rkami o
przeciwlege ciany. Kiedy dotar do kajuty kapitana, wbrew zapewnieniom Jano, ujrza
pomieszczenie co najmniej cztery razy wiksze od tego, w ktrym sypia.
Na stojcym porodku stole leay rozoone mapy. Numo z niewielkiego
sekretarzyka wydoby skrzyneczk. Potem sign pod koszul i wyj stamtd klucz, ktrym
otworzy wieczko, by nastpnie wycign zoon kart papieru.
- Miaem to odda, zanim przybijemy do Capii.
Numo poda papier Dannylowi i wskaza mu krzeso.
Mag usiad i przyjrza si pieczci. Znajdowa si na niej symbol Gildii, a papier by
najwyszej jakoci.
Zama piecz, rozoy kartk i natychmiast rozpozna charakter pisma
Administratora Lorlena.
Do Drugiego Ambasadora Gildii w Elyne, Dannyla z rodu Yorin, Domu Tellen.
Wybacz mi, e poleciem dostarczy Ci ten list po rozpoczciu Twojej podry. Chce
powierzy Ci zadanie, ktre bdziesz wypenia dla mnie niezalenie od obowizkw
Ambasadora. Zadanie to musi pozosta tajne, przynajmniej na razie, a ten sposb dorczenia
listu stanowi drobne zabezpieczenie.
Jak wiesz. Wielki Mistrz Akkarin ponad dziesi lat temu opuci Kyrali, aby szuka
informacji o staroytnej magii - i nie wypeni tej misji. Twoim zadaniem jest uda si jego
ladami odwiedzi wszystkie miejsca, w ktrych przebywa, odnale tych, ktrzy mu
pomagali, a take dowiedzie si, czego dotyczyy poszukiwania.
Prosz, przekazuj mi wszelkie uzyskane informacje przez kuriera. Nie kontaktuj si ze
mn bezporednio. Czekam na ryche wieci.
Z wyrazami wdzicznoci
Administrator Lorlen
Dannyl przeczyta list kilka razy, po czym zoy go. O co chodzi Lorlenowi?
Przeledzi podr Akkarina? Przesya wiadomoci przez kuriera?
Spojrza raz jeszcze na list i przebieg tre wzrokiem.
Lorlen moe prosi o dyskrecj, nic chcc po prostu, aby uwaano, e wykorzystuje
dyplomatyczne stanowisko do zaatwiania prywatnych spraw.
T prywatna spraw bya jednakowo podr Akkarina.
Czy Wielki Mistrz wie, e Lorlen wznawia poszukiwania staroytnej wiedzy?
Zastanawia si nad moliwymi odpowiedziami na to pytanie, jeli Akkarin wie, to
zapewne wyrazi zgod. A co jeli nie wie? Dannyl umiechn si krzywo. Moe w
opowieciach Akkarina kryje si co na ksztat morskiej pijawki i Lorlen chce zbada, czy to
prawda.
Moe Administrator chce odnie sukces tam, gdzie nie powiodo si jego
przyjacielowi? Ci dwaj przecie wspzawodniczyli z sob jako nowicjusze. Lorlen z
oczywistych powodw nie moe sam podj poszukiwa, wic posya innego maga, by
dziaa w jego imieniu. Dannyl umiechn si pod nosem.
I wybra mnie.
Zoy ponownie list. Wsta i opar si o cian rozkoysanego statku. Lorlen
niewtpliwie wyjawi mu wkrtce powody tej tajemniczoci. Dannyl tymczasem z radoci
zagbi si w czyj przeszo - zwaszcza kogo skrywajcego tak wiele sekretw jak
Wielki Mistrz.
Skin gow kapitanowi, a potem wyszed z kajuty, schowa list midzy swoimi
rzeczami osobistymi i powrci do Jano i piewajcej zaogi.
ROZDZIA 4
OBOWIZKI
Sonea sza powoli korytarzem Uniwersytetu, czujc cierpkie zadowolenie. Jutro Dzie
Wolny, co oznacza, e nic ma lekcji i przez cay dzie bdzie moga przebywa z dala od
Regina i pozostaych nowicjuszy.
Zaskoczyo j odkrycie, jak jest bardzo zmczona, zwaszcza, e niewiele robia w
ostatnim tygodniu. Przez wikszo czasu czytaa ksiki lub obserwowaa nowicjuszy
przychodzcych i wychodzcych na lekcje kontroli. Niewiele si dziao, ale czua si tak,
jakby miny cae tygodnie - ba, miesice.
Issle przestaa w ogle zauwaa jej obecno i mimo e byo to lepsze od otwartej
wrogoci, wydawao si, e i pozostali nowicjusze uznali takie zachowanie za najwaciwsze.
Nikt si do niej nie odzywa, nawet, jeli zadawaa rozsdne pytania dotyczce lekcji.
Zastanawiaa si nad wszystkimi po kolei. Elayk zachowywa si dokadnie tak, jak
moga si tego spodziewa po lonmarskim chopaku. Wychowany w wiecie, gdzie kobiety
yj w odosobnieniu, pawic si w luksusach, lecz majc ograniczon wolno, nie przywyk
do rozmw z dziewcztami, wic zarwno Bin, jak i Issle traktowa z podobn obojtnoci.
Faren, Zodziej, ktry ukrywa j przed Gildi poprzedniego roku, nie by wcale do niego
podobny, ale przecie on nie by typowym Lonmarczykiem. Ojciec Gennyla by rwnie z
Lonmaru, ale jego matka pochodzia z Kyralii tote chopak nie czu si tak skrpowany
obecnoci Biny i Issle. On wprawdzie jak inni ignorowa Sone, ale kilka razy przyapaa go
na przypatrywaniu si jej spod przymruonych powiek.
Shern rzadko odzywa si do innych nowicjuszy, spdzajc wikszo czasu na
spogldaniu w dal. Sonea wci wyczuwaa jego dziwn magiczn aur, ale ta prezencja
przestaa ju pulsowa chaotycznie.
Bina zazwyczaj milczaa, Sonea podejrzewaa, wic, e jest prostu zbyt niemiaa i
przestraszona, by wcza si do rozmw. Kiedy usiowaa do niej zagada, dziewczyna
skulia si i powiedziaa szybko:
- Nie wolno mi z tob rozmawia.
Sonea przestaa si temu dziwi, gdy przypomniaa sobie komentarze wygaszane
przez matk Biny przed Ceremoni Przyjcia.
Kano, Alend i Vallon zachowywali si jakby byli o poow modsi - bawiy ich
dziecinne arty, z luboci opowiadali o swoim rodowodzie i powodzeniu wrd dziewczt.
Znajc podobne opowieci z krgu bandy Harrina, Sonea domylaa si, e te ostatnie
przechwaki s raczej zmylone.
Najbardziej bawio j, e chopcy, z ktrymi si kiedy przyjania, w ich wieku mieli
ju takie dowiadczenie, e od lat nie musieli si przechwala.
Regin zdominowa cae ycie towarzyskie. Sonea zauwaya, jak zjednywa sobie
kolejne osoby komplementami, artami, a czasem rwnie rzucanymi powanym tonem
komentarzami. I widziaa, jak wszyscy potakuj, syszc wygaszane przez niego opinie. Byo
to nawet zabawne, dopki nie zacza przy kadej okazji formuowa uwag na temat jej
przeszoci. Nawet Alend, ktry pocztkowo by do niej do przyjanie nastawiony, mia si
z tych szyderstw.
Kiedy Sonea sprbowaa bezskutecznie zachci Bin do rozmowy, Regin
natychmiast pojawi si u boku dziewczyny, pocieszajc j i oferujc przyja.
- Soneo!
Kto bieg za ni, dyszc. Odwrcia si i zobaczya Alenda.
- Tak?
- Dzi twj dyur - wydysza.
- Mj dyur? - Zmarszczya brwi. - Co masz na myli?
- Kuchni. - Spojrza na ni ze zdziwieniem. - Nikt ci nie powiedzia?
- Nie...
Skrzywi si.
- No tak. Regin ma rozpisk. Wszyscy mamy raz w tygodniu wieczorny dyur w
kuchni. Dzi twoja kolej.
- Och.
- Lepiej si pospiesz - ostrzeg j. - Nie chcesz si chyba spni.
- Dziki - powiedziaa.
Wzruszy ramionami i odszed.
Dyur w kuchni, westchna Sonea. Poniewa przez cay dzie panowa nieznony
upa, marzya o chodnej kpieli przed kolacj. Ale zadania powierzane nowicjuszom nie s
zapewne ani okropne, ani czasochonne, wic moe jeszcze zdy.
Zbiega spiralnymi schodami na parter i podya za zapachem jedzenia do sali
jadalnej. W rodku panowa ju tok, a miejsca zapeniay si napywajcymi wci
nowicjuszami.
Sonea pobiega za jednym z nioscych tace sucych do kuchni i znalaza si w
wielkim pomieszczeniu penym dugich stow. Z kotw unosia si para, na rusztach
skwierczao miso, a powietrze wypenia brzk metalu. Wszdzie uwijali si sucy,
wykrzykujc co do siebie ponad oglnym gwarem.
Sonea zatrzymaa si w drzwiach, przytoczona zamtem i pomieszaniem zapachw.
Moda dziewczyna spojrzaa ku niej znad wielkiego garnka. Przyjrzaa jej si uwanie, po
czym zawoaa inn, starsz kobiet w dugim biaym fartuchu.
Kiedy ta zobaczya Sone zostawia swj kocio, podesza do niej i ukonia si.
- W czym mog pomc, moja pani?
- Dyur w kuchni. - Wzruszya ramionami Sonea. - Podobno mam pomc.
Kobieta otworzya szeroko oczy.
- Dyur w kuchni?
- Tak - odpara z umiechem Sonea. - No, wic przyszam. Co mam robi?
- Nowicjusze nigdy tu nie przychodz - oznajmia jej - Nie ma czego takiego jak
dyury w kuchni.
- Ale przecie... - sowa utkny Sonei w gardle. Skrzywia si, zrozumiawszy, e
pada ofiar artu. Jak moga uwierzy, e synowie i crki wielkich Domw bd zaganiani
do pracy w kuchni? Kobieta przygldaa jej si z uwag
- Przepraszam, e przeszkodziam - powiedziaa w kocu z westchnieniem. -
Obawiam si, e kto zrobi mi art.
W gwarze kuchni zabrzmia gony miech. Kucharka spojrzaa ponad gow Sonei i
zmarszczya brwi. Sonea odwrcia si czujc, e robi jej si sabo. W drzwiach ujrzaa pi
znajomych twarzy wykrzywionych szyderczymi umieszkami. Widzc jej min nowicjusze
wybuchnli szaleczym chichotem.
Gwar w kuchni ucich i Sonea uwiadomia sobie, e cz sucych zatrzymaa si,
by zobaczy, co si dzieje.
Poczua, e zalewa j rumieniec. Zacisna zby i podesza do drzwi.
- O, nie. Nigdzie nie pjdziesz - oznajmi na to Regin. - Moesz zosta ze sub, tu,
gdzie twoje miejsce. Chocia nie, myl, e to te nie byoby w porzdku. Nawet sucy s
lepsi od slumsiarzy. - Zwrci si do kucharki: - Na twoim miejscu miabym si na bacznoci.
To zodziejka, i przyzna si do tego, jeli zapytasz. Uwaabym na ni, bo jeli ona wymknie
si std z jednym z noy, to moesz znale go potem w swoich plecach.
Z tymi sowy zatrzasn drzwi. Sonea podesza i nacisna klamk, ale mimo, e udao
si jej ni poruszy, drzwi ani drgny. Wok palcw poczua sab wibracj.
Magia? Jakim cudem oni uywaj magii? Przecie aden z nich nie osign jeszcze
drugiego poziomu.
Zza drzwi dobiega do niej miech i stumione komentarze.
Rozpoznaa gos Alenda, a miechu Issle nie dao si z niczym pomyli. Vallon i Kano
te si miali - nie syszaa jedynie gosu Regina.
Zapewne, dlatego, e skupia si na magicznym zamkniciu drzwi. Poczua, e uginaj
si pod ni nogi, kiedy zrozumiaa, co to oznacza. Regin opanowa drugi poziom, a nawet
wicej. Nie tylko mia dostp do swojej mocy i potrafi jej zaczerpn, ale nauczy si
rwnie jej uywa. Rothen uprzedzi j, e niektrzy nowicjusze mog szybko opanowa t
umiejtno, ale dlaczego musia to by Regin?
Umiechna si ponuro na wspomnienie miesicy, ktre spdzia, wiczc magi i
bawic si ni. Przed nim wci jeszcze duga droga. Cofna si o krok i przyjrzaa dokadnie
drzwiom. Czy zdoa pokona jego magi? Zapewne tak, mogaby przy okazji zniszczy
drzwi. Zwrcia si, wic do kucharki:
- Musi std by jakie inne wyjcie. Moesz mi pokaza?
Kobieta zawahaa si. Jej twarz nic wyraaa ju wspczucia, ale podejrzliwo.
Sonea poczua, e wzbiera w niej gniew.
- No? - warkna.
Kobieta otwara szeroko oczy, po czym spucia wzrok.
- Tak, pani. Prosz za mn.
Po tych sowach ruszya pomidzy awami. Kuchenni posugacze gapili si na
przechodzc Sone, ale ona sza z wzrokiem utkwionym w plecach kucharki. Weszy do
magazynu, jeszcze obszerniejszego ni kuchnia, w ktrym wszystkie pki byy wypenione
jedzeniem i naczyniami.
Kobieta zatrzymaa si na kocu magazynu przy nastpnych drzwiach i bez sowa
wskazaa Sonei wyjcie na korytarz.
- Dzikuj - powiedziaa Sonea i opucia to pomieszczenie.
Za ni zatrzasny si drzwi. Rozejrzaa si dookoa.
Nic znaa tego miejsca, ale korytarz musi dokd prowadzi. Westchna, pokrcia
gow i ruszya przed siebie.
Czas spdzany w sali wieczornej nie jest ju tak interesujcy jak niegdy, myla
Rothen. Nie tak dawno lka si tych cotygodniowych spotka towarzyskich z powodu
natoku pyta, jakie zadawano mu na temat tajemniczej dziewczynki ze slumsw, ale teraz
nikt nie zwraca na niego szczeglnej uwagi.
- Ta dziewczyna z Elyne bdzie potrzebowaa nadzoru - dobieg go kobiecy gos z
gbi sali. - Z tego, co mwi Mistrzyni Kinla, niebawem to ona bdzie potrzebowaa spotkania
z Uzdrowicielem.
Nie usysza odpowiedzi.
- Bina? Moe. Chyba, e masz na myli...? Nie. Kto by chcia. Zostaw to Rothenowi.
Syszc swoje imi, Rothen zacz szuka rozmawiajcych. Byy to dwie mode
Uzdrowicielki, ktre stay przy pobliskim oknie. Jedna z nich podniosa wzrok, a widzc, e
mag si im przyglda, zarumienia si i spucia oczy.
- Jest w niej co dziwnego. Co takiego...
Na dwik tego nowego gosu Rothen poczu dreszcz triumfu. Mwi Mistrz Elben,
jeden z nauczycieli Sonei Goniejsze i blisze rozmowy odbywajce si w pomieszczeniu
mogy go zaguszy, tote. Rothen zamkn oczy i skupi si tak, jak nauczy go Dannyl.
- Ona tu nie pasuje - odpowiedzia mu drcy gos. - Ale chyba nikt si nie
spodziewa, e bdzie inaczej.
Rothen skrzywi si. To mwi nauczyciel historii pierwszego roku.
- Chodzi o co innego, Skoranie - odpar Elben. - Ona jest nazbyt spokojna. Nawet nie
rozmawia z innymi nowicjuszami.
- Oni te za ni nie przepadaj, prawda?
Odpowiedzia mu szyderczy miech.
- Nie, ale chyba nie mamy im tego za ze?
- Pomylcie o Mistrzu Rothenie - cign Skoran. - Biedak. Mylicie, e wiedzia, w
co si pakuje? Nie chciabym, eby ona, co wieczr przychodzia do mojego mieszkania.
Garrel mwi mi, e rozpowiada o tym, jak to zasztyletowaa jakiego mczyzn, kiedy
jeszcze mieszkaa w slumsach. - Nie miabym najmniejszej ochoty, eby taka maa
morderczyni wczya si po moich pokojach, kiedy pi
- Urocze! W takim razie mam nadziej, e Rothen zamyka na noc drzwi.
Gosy ucichy, para, bowiem oddalia si od niego. Rothen otworzy na powrt oczy i
spojrza na swj kieliszek z winem.
Dannyl mia racj. To miejsce wietnie si nadaje do podsuchiwania rozmw innych
magw. Dannyl zawsze uwaa, e stali bywalcy sali wieczornej rozmawiaj tak gono tylko
po to, eby sprawdzi, kto podsuchuje, ale i tak mona si z tego duo dowiedzie.
Niemniej w przeciwiestwie do przyjaciela Rothen czul si nieszczeglnie, szpiegujc
innych magw. Wsta, wic i wypatrzy Skorana i Elbena. Zmusi si do uprzejmego
umiechu i zbliy si do nich.
- Dobry wieczr, Mistrzu Elbenie - rzek, pochylajc gow w gecie powitania. -
Mistrzu Skoranie.
- Mistrzu Rothenie. - Odpowiedzieli uprzejmymi ukonami.
- Chciaem tylko spyta, jak sobie radzi moja maa zodziejka.
Tamci zamilkli na moment, patrzc na siebie ze zdziwieniem, po czym Elben przerwa
milczenie nerwowym miechem.
- Niele sobie radzi - powiedzia. - Prawd mwic lepiej, ni si spodziewaem. Uczy
si szybko, a jej kontrola jest... cakiem dobra.
- wiczya przez wiele miesicy, a poza tym na razie nie zdylimy podda jej mocy
prawdziwej prbie - doda Skoran.
Rothen umiechn si. Niewielu magw wierzyo w jego sowa, kiedy opowiada o
mocy Sonei, chocia wiedzieli, e tylko moc potnego maga moe si samoistnie uwolni.
- Bd, zatem niecierpliwie oczekiwa waszej opinii, kiedy ju poddacie j testom -
powiedzia, wycofujc si
- Zanim pjdziesz. - Skoran unis pomarszczon do. - Powiedz mi, jak radzi sobie
mj wnuk, Urlan, z chemi?
- Nie najgorzej. - Rothen zwrci si na powrt do maga.
Kontynuujc rozmow o chopcu, napomina si przez cay czas, by koniecznie
zapyta Sone, jak traktuj j nauczyciele.
Brak sympatii dla nowicjusza nie moe by wymwk dla zaniedbywania jego nauki.
Administrator Lorlen zatrzyma si u stp schodw prowadzcych do Uniwersytetu i
ogarn wzrokiem skryte w mroku nocy zabudowania Gildii. Po prawej stronie wznosi si
Dom Uzdrowicieli, okrgy dwupitrowy budynek schowany midzy wysokimi drzewami w
ogrodzie. Nieco bliej biega droga do kwater suby, znikaa ona w mrocznym lesie
otaczajcym cay teren. Tu przed sob mia szerok, okrn drog wijc si od
Uniwersytetu ku bramie.
Na lewo znajdoway si stajnie, a dalej znw las.
Midzy skrajem lasu a ogrodem ciemno skrywaa rezydencj Wielkiego Mistrza.
Zbudowana z szarego kamienia nie lnia w wietle ksiyca jak pozostae biae gmachy
Gildii, ale stanowia rodzaj widmowej obecnoci na skraju lasu. By to jedyny budynek, poza
star siedzib Rady, ktry pamita pocztki Gildii. Przez ponad siedem stuleci mieszkali tu
najmocarniejsi magowie z kadego pokolenia.
Lorlen nie mia wtpliwoci, e przebywajcy tam obecnie mczyzna by jednym z
najpotniejszych mieszkacw w dziejach tego domku.
Zaczerpn gboki oddech i ruszy ciek wiodc do drzwi Akkarina.
Sprbuj na chwil zapomnie o tym wszystkim, powiedzia sam do siebie. To twj
przyjaciel, Akkarin, ktrego wietnie znasz. Pogadacie o polityce, rodzinach i sprawach
Gildii. Bdziesz usiowa przekona go do pojawienia si w sali wieczornej, a on odmwi.
Dochodzc do rezydencji, wyprostowa si. Drzwi otworzyy si, gdy tylko zapuka -
jak zawsze. Lorlen wszed do rodka i poczu ulg, gdy na jego powitanie nie wyszed ani
Akkarin, ani jego suga.
Usiad i rozejrza si po salonie. Pierwotnie by tu tylko hol z dwiema wysuonymi
klatkami schodowymi prowadzcymi w dwie strony. Urzdzanie salonw w domach
mieszkalnych stao si powszechnym zwyczajem znacznie pniej, ni powstaa ta
rezydencja, w zwizku, z czym poprzedni Wielcy Mistrzowie przyjmowali swoich goci w
jednym z pooonych w gbi pomieszcze. Akkarin unowoczeni budynek, zasaniajc
klatki schodowe cianami i wypeniajc powstay tak pokj wygodnymi meblami i mikkimi
dywanami. Stworzony w ten sposb salon by moe nieco wski, ale na pewno przyjemny.
- A c to? - powiedzia znajomy gos. - Niespodziewany go.
Lorlen obrci si i zdoa przywoa umiech na widok ubranego w czarne szaty
mczyzny stojcego w drzwiach prowadzcych ku schodom.
- Dobry wieczr, Akkarinie.
Wielki Mistrz umiechn si, zamkn za sob drzwi i podszed do niewielkiego
kredensu, w ktrym przechowywa starannie dobrane trunki oraz wybr kieliszkw i
srebrnych naczy. Otworzy butelk i napeni dwa kieliszki - wybra wanie ten gatunek
wina, ktrego Lorlen postanowi poprzedniego dnia nie kupowa.
- Niemal ci nie poznaem. Lorlenie. Dawno ci tu nie byo.
Lorlen wzruszy ramionami.
- Nasza maa rodzinka dawaa mi si ostatnio we znaki.
Akkarin zamia si krtko, syszc ulubione pieszczotliwe okrelenie, ktrego Lorlen
uywa w odniesieniu do Gildii. Poda Administratorowi kieliszek i usiad.
- C, daj ci zajcie, a ty powiniene ich, co jaki czas nagradza za dobre
zachowanie. Mistrz Dannyl to ciekawy wybr na Drugiego Administratora w Elyne.
Lorlen poczu, e jego serce zakoatao nieznacznie, ale zamaskowa niepokj trosk.
- Ty dokonaby innego?
- Ale to doskonay czowiek na to stanowisko. Wykaza si nie lada odwag i
inicjatyw w poszukiwaniach i negocjacjach ze Zodziejami.
Lorlen unis brew i stwierdzi:
- Powinien by jednak najpierw skonsultowa ten pomys z nami.
Akkarin machn lekcewaco rk.
- Starszyzna debatowaaby nad tym przez cae tygodnie, po czym podjliby decyzj
najbezpieczniejsz... i z pewnoci niewaciw. To, e Dannyl potrafi to dostrzec i
zaryzykowa krytyk, byle tylko znale dziewczyn, pokazuje, e nie ulega atwo naciskom,
jeli uwaa, e ma racj i dziaa dla dobra innych. Przyda mu si ta pewno siebie na dworze
w Elyne. Zdziwiem si, e nie zapytae mnie o zdanie, ale jestem pewien, e wiedziae,
jaka bdzie moja opinia w tej sprawie.
- Masz dla mnie jakie wieci? - spyta Lorlen.
- Nic szczeglnie interesujcego. Krl pyta mnie, czy maa rozbjniczka", jak
nazywa Sone, zostaa przyjta w letnim naborze. Poinformowaem go, e owszem, a on
wyrazi zadowolenie z tego faktu. Och, to przypomina mi o znacznie zabawniejsze) sprawie:
Netin z Domu Maron spyta, czy Fergun mgby ju powrci do Imardinu.
- Znw?
- Nefin zapyta po raz pierwszy. Ostatnio, jakie trzy tygodnie temu pyta Ganen.
Wyglda na to, e bd musia spotka si w tej sprawie z wszystkimi przedstawicielami
Domu Maron po kolei. Nawet dzieci pytay, kiedy znw zobacz wujka Ferguna.
- I co na to odpowiedziae?
- e wujek Fergun zrobi co bardzo zego, ale nie trzeba si martwi, poniewa
dobrzy ludzie w Forcie zapewni mu doskona opiek przez cay czas, jaki tam spdzi.
Lorlen rozemia si.
- Chodzio mi raczej o to, co powiedziae Nefinowi?
- Dokadnie to samo. No, moe uyem nieco innych sw. - Akkarin westchn i
przygadzi wosy. - Ta sprawa daje mi przyjemno pync nie tylko z odmowy - od
wyjazdu Ferguna wreszcie przestaem otrzymywa propozycje maeskie z Domu Maron.
To jest nawet waniejszy powd, aby zatrzyma tego czowieka w Forcie.
Lorlen wypi yk wina. Zawsze podejrzewa, e Akkarina nie interesuj lekkomylne
kobiety z Domw i w kocu znajdzie on w Gildii. Teraz jednak zacz si zastanawia czy
Akkarin nie postanowi zosta kawalerem, by strzec swej mrocznej tajemnicy.
- Dom Arran i Dom Kerin przysay zapytania, czy mamy wolnych Uzdrowicieli, by
zajli si ich komi wycigowymi - dorzuci Akkarin.
Lorlen westchn teatralnie.
- Oczywicie odmwie?
Akkarin wzruszy ramionami.
- Odpowiedziaem, e zastanowi si nad tym. By moe bdziemy mogli obrci to
na nasza korzy.
- Ale potrzebujemy wszystkich Uzdrowicieli, jakich mamy.
- To prawda, ale oba te Domy zwyky strzec swych crek, tak jakby one te suyy
wycznie do rozpodu. Jeli przekonamy je, eby oddaway nam utalentowane dziewczta,
zdobdziemy w kocu wicej Uzdrowicieli, ni polemy im do koni.
- Tymczasem jednak bdziemy mieli ich mniej, a na dodatek ci, ktrzy zostan, bd
musieli wicej czasu powici na ksztacenie tych nowych - zaprotestowa Lorlen. - Poza
tym dziewczta z tych Domw mog wcale nie wybra Uzdrawiania jako swojej specjalnoci.
Akkarin przytakn.
- Problem tkwi w rwnowadze. Musimy przyj do Gildii tyle dziewczt, aby mie
pewno, e zrekompensuje to straty, jakie poniesiemy, wysyajc im Uzdrowicieli do koni. I
eby w kocu mie wystarczajco duo Uzdrowicieli na wypadek jakiej katastrofy: poaru
czy zamieszek. - Akkarin stuka dugimi palcami w oparcie fotela. - Moe pojawi si jeszcze
jedna korzy. Mistrz Tepo mwi mi kilka miesicy temu, e chciaby poszerzy swoj
wiedz z zakresu leczenia zwierzt, jego sowa brzmiay cakiem przekonujco. To mgby
by dobry pocztek
Lorlen pokrci gow.
- W moim odczuciu brzmi to jak marnowanie czasu Uzdrowicieli.
Akkarin zmarszczy brwi.
- Przedyskutuj to z Mistrzyni Vinar. - Spojrza Lorlenowi prosto w oczy. - A ty
masz dla mnie jakie wieci?
- Owszem - odpowiedzia Administrator, odchylajc si w fotelu z westchnieniem. -
Straszne wieci. Wieci, ktre zaniepokoj wiele osb w Gildii, ale ciebie dotkn najbardziej.
- Doprawdy? - Wzrok Akkarina by jak stal.
- Ile zostao ci tego wina, ktre pijemy?
- To jest ostatnia butelka.
- Niedobrze. - Lorlen pokiwa gow. - A zatem sytuacja jest powaniejsza, ni si
spodziewaem. Obawiam si, e na tym koniec. Postanowiem nie skada zamwienia. Od
dzi Wielki Mistrz nie bdzie otrzymywa ciemnego Anuren.
- To s te twoje wieci?
- Straszne, nieprawda? - Lorlen spojrza na przyjaciela. - Jeste niezadowolony?
- Oczywicie! - parskn Akkarin. - Dlaczego ju nie bdziesz zamawia?
- Zadali dwudziestu sztuk zota za butelk.
- Za butelk? - Akkarin gwizdn, rozpierajc si w fotelu. - Kolejna dobra decyzja,
aczkolwiek tym razem powiniene by mnie uprzedzi. Mgbym szepn swko albo i dwa
na dworze... no c, wci nie jest za pno.
- A zatem mog si spodziewa w najbliszych tygodniach bardziej przekonujcej
oferty?
Akkarin umiechn si.
- Zobaczymy, co si da zrobi.
Przez chwil siedzieli w milczeniu, wreszcie Lorlen dokoczy kieliszek i wsta.
- Musz uda si do sali wieczornej. Pjdziesz ze mn?
Akkarin spochmurnia.
- Nie. Mam spotkanie w miecie. - Podnis wzrok na Lorlen. - Mio byo ci znw
widzie. Wpadaj czciej. Nie chce by zmuszony wzywa ci na spotkania po to tylko, eby
posucha plotek z Gildii.
- Postaram si. - Administrator przymusi si do umiechu. - Moe powiniene
czciej odwiedza sal wieczorn. Tam mgby osobicie wysucha plotek.
Wielki Mistrz potrzsn gow.
- Oni wszyscy za bardzo si pilnuj, kiedy si tam zjawiam. Poza tym moje
zainteresowania sigaj obecnie poza granice Gildii. Pozostawiam rodzinne skandale tobie.
Lorlen odstawi kieliszek na stolik i skierowa si do drzwi, ktre otwary si cicho.
Zerkn przez rami na Akkarina sczcego powoli wino.
- Dobranoc - powiedzia.
Akkarin unis w odpowiedzi kieliszek.
- Baw si dobrze.
Kiedy drzwi zatrzasny si za nim, Lorlen odetchn gboko i ruszy przed siebie. W
mylach analizowa wszystko, co powiedzieli. Akkarin wyrazi zadowolenie z nominacji
Dannyla - co w obecnej sytuacji zakrawao na ironi.
Reszta konwersacji przebiega w lunej atmosferze i nie dotyczya niczego wanego,
nietrudno byo wtedy zapomnie o strasznej prawdzie. Lorlen jednak nic od dzi podziwia
talent Akkarina do wplatania aluzji dotyczcych swej sekretnej dziaalnoci. Moje
zainteresowania sigaj obecnie poza granice Gildii". C za niedopowiedzenie.
Lorlen parskn cicho. Nic dziwnego, e Akkarin wspomina o wizytach na dworze i u
Krla. Nie potrafi powstrzyma si od rozpamitywania kadego sowa w kontekcie tego,
co o nim wiem.
Przed Przesuchaniem Sonei wizyty u Akkarina nie byy dla niego ciarem. Teraz
jednak opuszcza rezydencj Wielkiego Mistrza zmczony, a jednoczenie zadowolony, e
ma to za sob. Pomyla o wasnym ku i potrzsn gow. Musi jeszcze wytrzyma
niekoczce si pytania i proby w sali wieczornej, zanim zdoa wymkn si do swojego
apartamentu. Westchn i przyspieszy kroku.
PRZYDATNE UMIEJTNOCI
Czekajc na rozpoczcie zaj. Sonea otworzya swj zeszyt z notatkami i zacza
czyta. Po jej awce przesun si cie, ale podskoczya dopiero wtedy, gdy przed jej oczami
pojawia si rka i porwaa jedn z kartek. Usiowaa j chwyci, ale uczynia to zbyt powoli.
Kto zabra jej kartk.
- No, no, c to tu mamy? - Regin przeszed na przd sali i opar si o biurko
nauczyciela. - Notatki Sonei.
Patrzya na niego lodowatym wzrokiem. Pozostali przygldali mu si z
zainteresowaniem. Regin przebieg wzrokiem kartk i rozemia si z zachwytem.
- Spjrzcie na to pismo!, - zawoa, podnoszc notatki do gry. - Ona pisze jak
dziecko!. Och, a ta ortografia!.
Sonea stumia jk, gdy zacz czyta, udajc, e ma straszne kopoty z
odszyfrowaniem sw. Po kilku zdaniach przerwa i zacz si na gos zastanawia nad ich
znaczeniem. Sonea syszaa cichy chichot dochodzcy z niektrych awek i poczua, e na jej
twarz wypeza rumieniec.
Regin wyszczerzy si radonie i zacz jeszcze bardziej podkrela bdy
ortograficzne, literujc kade sowo, a sala rozbrzmiewaa gonym miechem.
Sonea opara okie na awce i pooya podbrdek na doni, starajc si wyglda
obojtnie, mimo e zaleway j na zmian fale gorca i zimna, gniewu i upokorzenia.
Nagle Regin wyprostowa si i pobieg na swoje miejsce.
Kiedy miech ucich, day si sysze kroki i w drzwiach pojawia si odziana w
fioletowe szaty posta. Mistrz Elben wsun do sali swj dugi nos rozejrza si po zebranych,
poczym wszed do rodka, zasiad na krzele i postawi na katedrze drewniane pudeko.
- Ogie - oznajmi - jest niczym ywe stworzenie i podobnie jak ono ma swoje
potrzeby.
Otworzy pudeko, by wycign z niego wieczk i niewielki talerzyk. Szybkim
ruchem nabi wiec na szpikulec wystajcy ze rodka talerzyka
- Podobnie jak ywe istoty, ogie potrzebuje powietrza i poywienia. Ale nie
wyobraajcie sobie, e jest stworzeniem. - Zamia si. - To byoby gupie. Pamitajcie
jednak, e czasem zachowuje si tak, jakby umia myle.
Kto za Sone stumi miech. Dziewczyna odwrcia gow. Ktem oka spostrzega,
e Kano podaje co Vallonowi i poczua ucisk w odku. Mistrz Elben tego nie widzia, ale
zapisana przez ni kartka wdrowaa wanie po sali, zabawiajc kolejnych nowicjuszy.
Powoli i gboko nabraa powietrza w puca i westchna cicho. Drugi tydzie lekcji
nic zapowiada si lepiej ni pierwszy. Wszyscy nowicjusze - z wyjtkiem Sherna, ktry znik
z klasy zaraz po tym, jak dosta ataku i twierdzi, e widzi soce przez sufit - zbierali si
teraz przy kadej okazji wok Regina. Byo oczywiste, e dla niej nie ma miejsca w tej
bandzie i e Regin upatrzy j sobie jako obiekt wszystkich artw i zoliwoci.
Bya wyrzutkiem. Tylko, e w przeciwiestwie do tych chopakw, ktrzy bez
powodzenia starali si o przyjcie do bandy Harrina, nie miaa si gdzie podzia. Bya na nich
skazana.
Postanowia si, zatem broni w jedyny sposb, jaki potrafia sobie wyobrazi:
ignorujc ich. Jeli nic da Reginowi i jego druynie satysfakcji z przejmowania si ich
dowcipami, moe w kocu si znudz i zostawi j w spokoju.
- Soneo.
Podskoczya i przekonaa si, e Mistrz Elben patrzy na ni z niezadowoleniem.
Poczua, e serce zaczyna jej wali jak mot. Czy zwraca si do niej wczeniej? Czy do tego
stopnia pogrya si w ualaniu nad sam sob, e nie syszaa? Czy zostanie za to ukarana
przed ca klas?
- Sucham, Mistrzu Elbenie - odpowiedziaa, przygotowujc si na dalsze
upokorzenia.
- Sprbujesz jako pierwsza zapali t wieczk - oznajmi. - Przypomn ci tylko, e
stworzenie ciepa jest atwiejsze, jeeli...
Sonea poczua ulg i skupia wol na wieczce. Niemal syszaa Rothena
powtarzajcego w jej umyle instrukcje:
Pobierz nieco magii, wyt wol, skup si na knocie, uksztatuj magi i wypu j...".
Poczua, jak iskra mocy przeskakuje na knot, ktry rozpala si jasnym pomieniem.
Mistrz Elben zamruga, bo jeszcze nic skoczy mwi.
- ...dzikuj. Soneo - powiedzia szybko, po czym rozejrza si po sali. - Mam
wieczki dla was wszystkich. Waszym zadaniem dzi przed poudniem bdzie nauczy si je
zapala, a potem wywiczycie jak najszybsze zapalanie, tak, bycie nie musieli o tym myle.
Wyj z pudeka wiece i ustawi po jednej przed kadym z nowicjuszy. Natychmiast
zaczli wpatrywa si w knoty.
Sonea obserwowaa to z rosncym rozbawieniem, poniewa na razie adna wieczka
nie zamierzaa si zapali, nawet ta stojca przed Reginem.
Elben wrci za katedr i wycign szklan kul wypenion niebieskim pynem.
Podszed do awki Sonei i pooy kul na blacie.
- To wiczenie nauczy ci precyzji - powiedzia. - Substancja wewntrz kuli jest czua
na temperatur. Jeli bdziesz podgrzewa j powoli i rwnomiernie, zmieni kolor na
czerwony. Jeli nie, zaczn pojawia si baki, ktre znikn dopiero po jakim czasie. Chc
zobaczy czerwie, a nie baki. Zawoaj mnie, kiedy ci si uda.
Sonea potakna i zaczekaa, a wrci za katedr, po czym skupia uwag na kuli. W
przeciwiestwie do zapalania wieczki, tu potrzebna bya energia tylko do podgrzania. Wzia
gboki oddech i uksztatowaa magi w dcli - tn mgiek, aby rwnomiernie pokry ni
szko. Gdy j wypucia, ciecz zmienia kolor na gbok czerwie.
Zadowolona z siebie podniosa wzrok i zobaczya, e Elben rozmawia z Reginem.
- Nie rozumiem - mwi chopak.
- Sprbuj jeszcze raz - odrzek nauczyciel.
Regin wpatrywa si w trzyman w rku wiec, mruc oczy w wskie szparki.
- Mistrzu Elbenie - odezwaa si Sonea. Nauczyciel wyprostowa si i spojrza w jej
kierunku.
- Chodzi o to, eby skupi magi na knocie? - spyta Regin, odwracajc znw uwag
Elbena.
- Tak - rzek nauczyciel, w ktrego glosie pobrzmiewaa ju nuta zniecierpliwienia.
Kiedy Regin znowu wbi wzrok wiec, mag przyjrza si kuli Sonei i pokrci gow.
- Nie do gorca.
Sonea zerkna na kul: ciecz ju ostyga i jej barwa przechodzia wanie w fiolet.
Zmarszczya brwi i raz jeszcze skupia wol. Fiolet na powrt rozjarzy si czerwieni.
Regin podskoczy na krzele i krzykn ze zdziwienia i blu. Jego wieczka znika, a
na rkach mia roztopiony wosk, ktry usiowa zetrze rozpaczliwymi ruchami. Sonea
poczua, e na jej usta bezwiednie wypywa umiech, wic zakrya je rk.
- Poparzye si? - spyta Elben z niepokojem. - Moesz i do Uzdrowicieli, jeli
chcesz.
- Nie - odpowiedzia szybko Regin. - Wszystko w porzdku.
Elben unis brwi. Wzruszy ramionami, sign do pudeka po nastpn wieczk i
postawi j przed Reginem.
- Wracajcie do pracy - rzuci do pozostaych, ktrzy gapili si na zaczerwienione
donie Regina.
Mag podszed do awki Sonei, spojrza na kul i skin gow.
- Poka mi, jak ci idzie - powiedzia.
Sonea ponownie skoncentrowaa si na kuli, podgrzewajc pyn. Elben pokiwa gow
z zadowoleniem.
- Dobrze. Mam dla ciebie nastpne wiczenie.
Kiedy nauczyciel szuka czego w pudeku, Sonea dostrzega utkwiony w sobie wzrok
Regina. Na jej ustach ponownie zagoci umiech, a Regin zacisn pici. Przechodzcy obok
Elben zastuka w jego awk.
- Do roboty, wszyscy.
Trzymajc si rkami relingu, Dannyl z luboci wdycha sone powietrze.
- Chory brzuch lepiej na gra, co?
Odwrci si i zobaczy podchodzcego Jano. Niski mczyzna bez trudu porusza si
po koyszcym si pokadzie. Kiedy doszed do relingu odwrci si i opar plecami o
barierk.
- Magowie nie chorzy na statki - zauway Jano.
- Choruj - odpowiedzia Dannyl. - Ale potrafi to leczy. Tylko, e trzeba si
skoncentrowa, a teraz nie jestem w stanie cay czas si na tym skupia.
- Wic... ty nie chory, kiedy myli, e nie choruje, ale nie moe o tym myle cay
czas?
Dannyl umiechn si do niego.
- Mniej wicej tak.
Jano pokiwa gow. Wysoko na bocianim gniedzie jeden z marynarzy uderzy w
dzwon i zawoa co w jzyku Vindonw.
- Czy on wspomnia co o Capii? - spyta Dannyl, podnoszc wzrok.
- Capia, taa! - Jano obrci si i wskaza w dal. - Widzi?
Dannyl spojrza w tym kierunku, ale dostrzeg tylko okryt chmurami niewyran
lini brzegu. Pokrci przeczco gow.
- Masz lepszy wzrok ode mnie - powiedzia.
- Vindo ma dobry wzrok - zgodzi si z dum Jano. - Dlatego pywa po morze.
- Jano! - rozleg si donony gos.
- Trzeba i.
Dannyl patrzy za nim przez chwil, po czym zwrci si znw w stron brzegu. Nadal
nie dostrzega stolicy Elyne, spojrza, wic w d i obserwowa dzib statku rozcinajcy fale,
a nastpnie powdrowa wzrokiem dalej po powierzchni wody. W czasie tej podroy
przekona si, e nieustanne falowanie wody dziaa kojco i ma niemal hipnotyczn moc.
Zachwyci si te tym, jak woda zmienia barw w zalenoci od pogody i pory dnia.
Kiedy podnis oczy, ld by ju znacznie bliej; dao si dostrzec zarys maych
jasnych prostoktw nad lini brzegu - odlegych budynkw. Poczu dreszcz i przyspieszone
bicie serca. Obserwowa zbliajcy si ld, bbnic palcami w reling.
Wielka wyrwa midzy budynkami okazaa si osonitym przed falami wejciem do
zatoki. Budynki, ktre dostrzeg wczeniej, byy potnymi rezydencjami, otoczonymi
zamknitymi w obrbie murw ogrodami, schodzcymi tarasowo ku biaej play. Wszystkie
zbudowano z jasnotego kamienia, ktry poyskiwa ciepo w wietle poranka.
Gdy statek zbliy si do wejcia do portu. Dannyl wstrzyma oddech. Domy po obu
stronach tworzyy ramiona miasta obejmujce ca zatok. Dalej ujrza jeszcze wspanialsze
budowle wznoszce si powyej wysokiego nabrzea. Widzia kopuy i wieyczki
wystrzelajce w niebo, poczone niekiedy wielkimi kamiennymi ukami.
- Kapitan prosi, by raczy stan obok niego, panie.
Dannyl skin gow do marynarza, ktry podszed do niego, i przemierzy pokad ku
stojcemu za wielkim sterem kapitanowi. Wok uwijali si marynarze, sprawdzajc
olinowanie i wykrzykujc do siebie po vindosku.
- Szukae mnie. kapitanie? - zapyta Dannyl.
Mczyzna potakn.
- Chc po prostu, by, panie, stan tutaj i nie przeszkadza.
Dannyl ustawi si we wskazanym mu miejscu i przyglda si kapitanowi, ktry
patrzy to na brzeg, to znw na morze. W pewnym momencie Numo wyda jaki rozkaz w
swoim rodzimym jzyku i zacz obraca wielkim sterem. Zaoga natychmiast rzucia si do
pracy. Cignito liny, agle opaday bezwadnie wok masztw, nie apic ju wiatru, a
statek zakoysa si i pochyli, skrcajc w stron brzegu.
Po chwili agle znowu zatrzepotay, wypeniajc si wiatrem.
Zaoga przecigna liny, pokrzyczaa do siebie i stana w miejscu, czekajc na
rozkazy.
Kiedy podpynli znacznie bliej ldu, cay manewr powtrzono.
Tym razem statek wpyn gadko do zatoki. Kapitan odwrci si do Dannyla i
zapyta:
- Bye ju kiedy w Capii, panie?
Dannyl ruchem gowy zaprzeczy.
- Nie.
Numo wskaza rk na miasto.
- Pikne
Przed nimi wznosiy si proste, zoone z arkad i kolumn fasady. W przeciwiestwie
do rezydencji w Kyralii, niewiele domw miao skomplikowane ozdoby, mimo e niektre
wieyczki i kopuy wyrzebiono w misterne spiralne i wachlarzowate wzory.
- Najadniej jak zachodzi soce - powiedzia Numo. - Wynajmij, panie, dk i sam
zobacz wieczorem.
- Tak zrobi - odrzek cicho Dannyl. - Na pewno tak zrobi.
Usta kapitana wygiy si w grymas, ktry z wszystkich jego min najbardziej
przypomina Dannylowi umiech.
Ten cie umiechu znik jednak, kiedy tylko kapitan zacz znw wykrzykiwa
rozkazy. Zaczo si refowanie agli. Statek zwolni, kierujc si ku wolnemu miejscu
pomidzy dziesitkami innych zacumowanych w porcie. Dalej znajdoway si okrty
zakotwiczone przy wysokim nabrzeu.
- We rzeczy z kajuty, panie - powiedzia Numo rzucajc Dannylowi spojrzenie przez
ramie. - Zaraz dobijemy. Wyl czowieka, eby zawiadomi twoich tutaj. Kto po ciebie
przyjdzie.
- Dzikuj, kapitanie. - Dannyl zszed pod pokad do swojej kajuty. Skadajc rzeczy i
sprawdzajc, czy wszystko jest w torbie, poczu, e statek zwalnia i obraca si w miejscu.
Znad sufitu dochodziy go stumione rozkazy, a potem, gdy kadub uderzy o
nabrzee, wszystko ucicho.
Kiedy mag wspi si z powrotem na pokad, zaoga cumowaa statek do wielkich
elaznych uchwytw wbitych w mur. Ogromne, wypenione czym worki zwie szay si z
burty, chronic j przed uderzeniami. Wzdu muru bieg wski chodnik, od ktrego obu
kocw piy si schody.
Kapitan i jego brat Jano stali przy relingu.
- Moesz ju zej na ld, panie - powiedzia Numo, kaniajc si nisko. - Byo dla
mnie zaszczytne mie ci na pokadzie.
- Dzikuj - odrzek Dannyl. - Mio byo mi pyn z tob, kapitanie - doda po
vindosku. - Pomylnych wiatrw!
Przez twarz kapitana przemkn cie zdumienia. Skoni si sztywno i oddali,
Jano umiechn si szeroko.
- On ci lubi. Magowie rzadko grzeczni po naszemu.
Dannyl pokiwa gow, nie zdziwia go ta uwaga. Kiedy na pokadzie pojawio si
czterech marynarzy nioscych jego kufry, Jano skin na Dannyla i razem zeszli po rampie na
brzeg. Mag po kilku krokach zatrzyma si - wydawao mu si, e ziemia chwieje si i
koysze pod jego stopami. Odsun si, by przepuci marynarzy z jego bagaami.
Jano obejrza si i rozemia na widok zdziwionej miny Dannyla.
- Twoje nogi musz si przyzwyczai do ld znowu - zawoa.
- Niedugo.
Trzymajc si rk muru. Dannyl ruszy za eglarzami po chodniku i w gr schodw.
Na szczycie ujrza przed sob szerok, ruchliw ulic biegnc nad nabrzeem. Marynarze
postawili kufry na ziemi, i rozsiedli si na murku, najwyraniej zadowoleni, e nie musz
robi nic poza przygldaniem si ruchowi na ulicy.
- To bya dobra podr - odezwa si Jano. - Dobre wiatry. Bez burz.
- I bez morskich pijawek - doda Dannyl.
Jano rozemia si i pokrci gow.
- Bez eyoma. One na pnocy - urwa. - Ty dobry, eby wiczy jzyk. Ja pozna duo
nowych sw.
- Ja te nauczyem si kilku sw po vindosku. - Zamia si Dannyl. - Niekoniecznie
takich, ktrych mgbym uy na dworze w Elyne, ale na pewno przydadz si, jeli zechc
odwiedzie vindosk tawern.
Niski mczyzna umiechn si promiennie.
- Jeli przyjedziesz na Vin, bdziesz miy go rodziny Jano.
Dannyl spojrza na eglarza ze zdumieniem.
- Dzikuj - powiedzia.
Jano zmruy oczy wpatrujc si w tum.
- To chyba twoi ludzie - powiedzia.
Dannyl popatrzy we wskazanym kierunku, wypatrujc czarnego powozu z symbolem
Gildii, ale niczego nie zauway.
Jano podszed do schodw.
- Id ju. Pomylnych wiatrw, panie.
Dannyl odwrci si do niego z umiechem.
- Pomylnych wiatrw, Jano.
eglarz w odpowiedzi ukaza mu radonie wszystkie zby, po czym pospieszy w d
schodw. Dannyl skierowa wzrok z powrotem na ulic i zmarszczy brwi, kiedy tu obok
niego zatrzyma si powz z byszczcego czerwonego drewna, zasaniajc mu widok. Potem
dozna olnienia na widok znanego ze statku marynarza zeskakujcego z koza i zabierajcego
si wraz z pozostaymi do adowania jego kutrw na pk z tyu pojazdu.
Drzwiczki powozu otwary si i wyszed z nich bogato ubrany mczyzna. Przez
chwil Dannyl nie potrafi znale sw. Widywa ju wczeniej dworzan z Elyne i cieszy
si, e nie bdzie musia dopasowywa si do panujcej tu mody na mieszn elegancj.
Musia jednak przyzna, e wyszukane, obcise ubranie doskonale pasowao do modzieca,
ktry pojawi si przed nim. Z tak twarz, pomyla, ten czowiek musi mie niezwyke
powodzenie wrd dam.
Mody mczyzna zrobi niepewny krok.
- Ambasador Dannyl?
- Zgadza si.
- Jestem Tayend z Tremmelin. - Modzian skoni) si z niebywa gracj.
- Czuj si zaszczycony - odpowiedzia Dannyl.
- To ja jestem niezwykle zaszczycony naszym spotkaniem. Ambasadorze - ripostowa
Tayend. - Zapewne jeste utrudzony podr. Zawioz ci prosto do twojej rezydencji
- Dzikuj. - Dannyl zastanawia si dlaczego zamiast suby wysano kogo takiego,
przyjrza si wic Tayendowi uwanie. - Czy jeste z Domu Gildii?
- Nie. - Przez usta Tayenda przebieg umieszek. - Jestem z Wielkiej Biblioteki. Twj
Administrator poprosi mnie, abym ci powita.
- Rozumiem.
Tayend wskaza mu drzwi powozu.
- Zapraszam, panie.
Dannyl wspi si po schodkach i westchn cicho, doceniajc luksusowe wntrze. Po
tylu dniach spdzonych w malekiej kajucie, gdzie brakowao mu prywatnoci i wygd,
marzy o kpieli i posiku nieco bardziej wyszukanym ni zupa i chleb.
Tayend zaj miejsce naprzeciw niego i zapuka w sufit, dajc wonicy znak, e mog
rusza. Kiedy powz oddala si od nabrzea, Tayend zerkn na szaty Dannyla, po czym
odwrci wzrok. Wyjrza przez okno, odchrzkn gono i przesun domi po spodniach.
Dannyl powstrzyma umiech cisncy mu si na usta na widok zdenerwowania
chopaka, a potem zacz si zastanawia nad wszystkim, czego dowiedzia si o dworze
Elyne.
Nie sysza nigdy o Tayendzie z Tremmelin, mimo e imiona innych czonkw tej
rodziny obiy mu si o uszy.
- Jak pozycj zajmujesz na dworze. Tayendzie?
Modzieniec machn lekcewaco rk.
- Pomniejsz. Staram si unika dworu, a i dwr raczej unika mnie. - Znw zerkn na
Dannyla z niemiaym umiechem. - Jestem uczonym. Wikszo czasu spdzam w
Bibliotece.
- Wielka Biblioteka... - Zamyli si Dannyl. - Zawsze marzyem eby j odwiedzi.
Tayend rozpromieni si.
- To wspaniae miejsce. Mog ci tam jutro zaprowadzi, jeli zechcesz. Wiem, e
magowie w przeciwiestwie do wikszoci dworzan doceniaj ksigi. Wasz Wielki Mistrz
spdzi w Bibliotece mnstwo czasu, oczywicie zanim zosta Wielkim Mistrzem.
Dannyl spojrza na modzieca, czujc, e serce zaczyna mu bi szybciej.
- Naprawd? Co go a tak zainteresowao?
- Wszystko - odrzek Tayend z byszczcymi oczami. - Przez kilka dni byem jego
asystentem. Irand, gwny bibliotekarz, nie potrafi utrzyma mnie z dala od Biblioteki, odkd
byem may, wic zatrudni mnie jako pomocnika do noszenia ksig. Mistrz Akkarin czyta
najstarsze ksigi. Szuka czego, ale nigdy si nie dowiedziaem, czego. To wielka tajemnica.
Pewnego dnia nie przyszed o umwionym czasie, nastpnego dnia te nie, wic
dopytywalimy si o niego. Okazao si, e niespodziewanie spakowa wszystko i wyjecha.
- Bardzo interesujce - mrukn Dannyl. - Zastanawiam si, czy znalaz to, czego
szuka.
Tayend wyjrza przez okno.
- Och, prawie jestemy na miejscu. Czy chcesz, bym przyjecha jutro po ciebie... Ale
nie, na pewno bdziesz chcia najpierw zoy wizyt na dworze, prawda?
Dannyl umiechn si.
- Zapewne skorzystam z twojej propozycji, Tayendzie, ale trudno mi powiedzie,
kiedy. Czy mog posa ci wiadomo, gdy bd ju co wiedzia?
- Oczywicie.
Powz zatrzyma si, Tayend odblokowa, wic drzwiczki i otworzy je szeroko.
- Wylij list do Biblioteki albo po prostu przyjed. Spdzam tam wikszo dnia.
- Doskonae - powiedzia Dannyl. - Bardzo ci dzikuj za przybycie do portu,
Tayendzie z Tremmelin.
- To dla mnie zaszczyt, panie - odpar modzieniec.
Dannyl wysiad z powozu i znalaz si przed obszernym trzypitrowym budynkiem.
Kolumny poczone lukami podtrzymyway gbok werand. Przestrze midzy dwiema
rodkowymi kolumnami bya szersza ni midzy pozostaymi, a portyk wygina si nieco w
tym miejscu, tworzc uk przypominajcy wejcie do Uniwersytetu. W gbi znajdowaa si
kopia uniwersyteckiej bramy.
Czterech sucych zdjo kufry z powozu. Pity podszed do Dannyla i skoni si
nisko.
- Witaj w Domu Gildii w Capii, Ambasadorze Dannylu. Racz uda si, prosz, za
mn.
Z tylu dobieg Dannyla gos, powtarzajcy z emfaz ten tytu. Powstrzyma pokus
obejrzenia si na Tayenda, umiechn si tylko pod nosem i uda si do rodka za sucym.
Mody uczony najwyraniej czu gboki i peen lku szacunek wobec magw.
Szybko otrzewia. Tayend spotka si dziesi lat temu Akkarinem, a nawet mu
pomaga. Lorlen poprosi modzieca, eby po niego wyszed. Zbieg okolicznoci? Wtpi w
to. Lorlen najwyraniej chcia, by Dannyl skorzysta pomocy Tayenda w poszukiwaniach
staroytnej magii.
Zapach kwiatw w niewielkim ogrodzie by niemal nie do wytrzymania. Gdzie w
oddali sycha byo plusk maej fontanny, ukrytej w mroku nocy. Lorlen strzepn patki,
ktre opady na jego szat.
Naprzeciwko Administratora siedziaa para jego dalekich krewnych, czonkw Domu,
z ktrego pochodzi. Zanim wstpi do Gildii, Lorlen dorasta razem z ich najstarszym synem,
Walinem. Mimo e kuzyn mieszka teraz w Elyne, Lorlen wci lubi odwiedza jego
rodzicw, zwaszcza, kiedy ogrd Derrila by u szczytu swojej letniej wspaniaoci.
- Barran niele sobie radzi - powiedziaa Velia, ktrej oczy byszczay w wietle
pochodni. - W przyszym roku pewnie awansuje na kapitana.
- Tak szybko? - zdziwi si Lorlen. - Bardzo duo osign przez te ostatnie pi lat
Derril umiechn si.
- Rzeczywicie. Mio widzie, e nasz najmodszy jest takim odpowiedzialnym
czowiekiem... mimo e Velia bardzo go rozpieszczaa.
- Ju go nie rozpieszczam - zaprotestowaa Velia po czym spowaniaa. - Ale bd si
czua lepiej, kiedy zwolni go z patrolowania ulic - dodaa, a jej umiech znik.
- Hmm. - Derril spojrza na on w zamyleniu. - Musz przyzna ci racj. Miasto z
roku na rok staje si coraz bardziej niebezpieczne. Ostatnie morderstwa bd przyczyn tego,
e najodwaniejsi zaczn ryglowa drzwi na noc.
Lorlen unis brwi.
- Morderstwa?
- Nie syszae? - Tym razem twarz Derrila wyraaa zdumienie. - Cae miasto o tym
mwi.
Lorlen pokrci przeczco gow.
- Moe i kto wspomnia mi o tym, ale od jakiego czasu zaprztaj mnie tylko sprawy
Gildii. Nie zwracaem wikszej uwagi na to, co si dzieje w miecie.
- Powiniene czciej wychyla nos z tej swojej kryjwki - oznajmi Derril z
dezaprobat. - A dziw bierze, e si tym nie zainteresowalicie. Na miecie mwi si, e
takich okrutnych morderstw nie ogldano tu od ponad stu lat. Velia i ja wiemy o nich
oczywicie nieco wicej dziki Barranowi.
Lorlen powstrzyma umiech. Derril nie tylko lubowa si w powtarzaniu tajnych"
informacji, jakie przekazywa mu syn, ale te uwielbia by najlepiej poinformowany. Musia
czu si usatysfakcjonowany, kiedy okazao si, e dowiedzia si o tych zbrodniach
wczeniej ni Administrator Gildii Magw.
- Moe powiesz mi co wicej... zanim moja ignorancja stanie si powszechnie znana
- zachci go.
Derril nachyli si i opar okcie na kolanach.
- Najgorsze jest to, e ten morderca najwyraniej odprawia jaki rytua, zabijajc
swoje ofiary. Pewna kobieta bya tego wiadkiem dwie noce temu. Skadaa wanie ubrania,
kiedy usyszaa, e jej pracodawca z kim si mocuje. A kiedy zorientowaa si, e ci dwaj
zaraz wejd do pomieszczenia, w ktrym si znajdowaa, schowaa si w szafie.
Opowiedziaa, e nieznajomy zwiza jej pracodawc, a potem wyj n i rozci jego
koszul. Zrobi po pi naci na obu jego ramionach. - Derril wskaza te miejsca na swoim
ciele. - Z powodu tych ran Gwardia wie, e morderstwa s dzieem jednego czowieka.
Kobieta mwia, e morderca pooy nastpnie palce na ranach i zacz co piewa pod
nosem. A kiedy skoczy, cokolwiek tam mamrota, podern mczynie gardo.
Velia skrzywia si z niesmakiem, i wstaa.
- Wybaczcie, ale robi mi si od tego sabo. - I pobiega do domu.
- Suca mwia co jeszcze - doda Derril. - Podobno mylaa, e jej pracodawca by
martwy, zanim podernito mu gardo. Barran twierdzi jednak, e rany na ramionach nikogo
by nie umierciy, a nie byo ladw trucizny. On chyba uwaa, e mczyzna po prostu
zemdla, ja sam z pewnoci bybym ledwie ywy ze strachu... Czy ty si dobrze czujesz.
Lorlenie?
Administrator zmusi minie twarzy do uoenia si w ledwie dostrzegalny umiech.
- Tak - skama. - Po prostu nie chce mi si wierzy, e jeszcze o tym nie syszaem.
Czy ta kobieta potrafia opisa morderc?
- Nie podaa adnych przydatnych informacji. Powiedziaa, e niewiele widziaa, bo
byo ciemno, a ona patrzya przez szpar w drzwiach szafy, ale pono ten czowiek mia
ciemne wosy i by ubrany w podarte achmany.
Lorlen wzi gboki oddech i powoli wypuci powie trze z puc.
- I mwisz, e byy jeszcze jakie piewy? Zadziwiajce.
Derril mrukn co potakujco.
- Dopki Barran nie wstpi do Gwardii, nie miaem pojcia, e na wiecie istniej
indywidua o tak nienormalnych, obrzydliwych upodobaniach. Do czego to ludzie s zdolni!
Lorlen przytakn, mylc o Akkarinie.
- Chtnie dowiedziabym si o tym czego wicej. Dasz mi zna jeli bdziesz mia
jakie nowe informacje?
Derril umiechn si szeroko.
- Widz, e udao mi si ciebie zaintrygowa, co? Oczywicie, e dam zna.
ROZDZIA 6
NIESPODZIEWANA PROPOZYCJA
Rothen podnis zdumiony wzrok, kiedy w drzwiach pokoju pojawia si Sonea.
- Ju wrcia? - Jego wzrok pad na jej szat. - Ach. Co si stao?
- Regin.
- Znowu?
- Jak zawsze.
Sonea rzucia notatnik na st. Rozleg si dwik plusku, a wok kartek zebraa si
kaua wody. Rozoya teczk: w rodku wszystko byo mokre, atrament rozpywa si w
wodzie. Jkna na myl, e znw bdzie musiaa to napisa od nowa. Odwrcia si i wesza
do swojej sypialni, eby si przebra.
W bramie Uniwersytetu Kano wyskoczy zza kolumny i rzuci jej w twarz gar
jedzenia. Podesza do fontanny znajdujcej si na rodku dziedzica, zamierzajc zmy je, ale
nachylia si za bardzo i woda oblaa j ca. Z westchnieniem otworzya szafk z ubraniami, i
wycigna z niej star koszul oraz spodnie i przebraa si. Podniosa mokre szaty i wrcia
do salonu.
- Mistrz Elben powiedzia dzi co ciekawego.
Rothen zmarszczy brwi.
- Co mianowicie?
- e wyprzedzam pozostaych o kilka miesicy... e niewiele mi brakuje do poziomu
zimowego naboru.
Odpowiedzia jej umiechem.
- wiczya przez par miesicy przed rozpoczciem nauki.
- Wyraz jego twarzy zmieni si na widok jej ubrania. - Musisz przez cay czas nosi
szat. Nie moesz w tym pj na lekcje.
- Wiem, ale nie mam adnej, ktra byaby czysta. Tania przyniesie mi j wieczorem. -
Pokazaa mu ociekajc wod szat. - Moe potrafisz j wysuszy?
- Powinna sama da sobie z tym rad.
- Owszem, ale nie wolno mi posugiwa si magi...
- ...bez polecenia ze strony maga - dokoczy za ni ze miechem. - To elastyczna
zasada, Soneo. Zasadniczo uwaa si, e jeli nauczyciel poleci wiczenie tego, czego si
uczya, moesz to robi poza sal lekcyjn, chyba, e wyranie tego zakaza.
Umiechna si krzywo i spojrzaa na swoje szaty. Uniosa si z nich mgieka pary -
efekt wysanej przez ni fali gorca. Kiedy szaty wyschy, odoya je na bok i poczstowaa
si resztkami ciasta, ktre zostao ze niadania.
- Powiedziae kiedy, e w wyjtkowych sytuacjach utalentowani nowicjusze zostaj
przeniesieni do wyszej klasy. Co musiaabym w tym celu zrobi?
Rothen unis brwi.
- To wymagaoby mnstwa pracy. Moe i jeste nieza w praktycznej magii, ale twoja
wiedza i zrozumienie jej zasad pozostawiaj wiele do yczenia.
- A wic to moliwe.
- Tak - odpowiedzia powoli, wac sowa. - Jeli bdziemy pracowa codziennie,
take w Dni Wolne, moe uda ci si zda semestralne egzaminy za jaki miesic, ale to nie
bdzie oznaczao koca cikiej pracy. Kiedy ju przeniesiesz si wyej, bdziesz musiaa
wyrwna poziom z zimowymi nowicjuszami. A jeli nie zdasz egzaminw na koniec
pierwszego roku, spadniesz z powrotem do letniej klasy. To wszystko oznacza, e bdziesz
musiaa bardzo ciko pracowa przez dwa albo trzy miesice.
- Rozumiem. - Zagryza warg. - Sprbuj.
Rothen przyglda jej si uwanie, po czym podszed do niej i usiad na krzele.
- Zmienia, zatem zdanie?
Spojrzaa na niego ze zdziwieniem.
- Zmieniam zdanie?
- Do niedawna chciaa czeka, a pozostali dogoni ciebie.
Machna lekcewaco rk.
- Zapomnij o nich. Nie s tego warci. Masz czas, eby mnie uczy? Nie chciaabym
odrywa ci od twoich zaj
- To nie bdzie problemem. Bd przygotowywa moje wykady wtedy, kiedy ty
bdziesz si uczy. - Nachyli si u niej. - Wiem, e robisz to, aby uciec przed Reginem.
Musz ci ostrzec, wysza klasa moe by nie lepsza.
Skina gow. Opada na krzeso obok niego i zabraa si do starannego segregowania
notatek.
- Przemylaam to. Nie wymagam, eby mnie lubili, chc tylko, by dali mi spokj.
Obserwowaam zimowy semestr, kiedy tylko miaam okazj, i chyba nie ma tam nikogo
takiego jak Regin. Nie ma nowicjusza, ktry by im przewodzi. - Wzruszya ramionami. -
Potrafi znie ignorowanie mnie.
Rothen potakn.
- Widz, e rzeczywicie dokadnie to przemylaa. Doskonale. Tak, wic postpimy.
Sonea poczua przypyw nadziei. To jest jej druga szansa.
Umiechna si do niego promiennie.
- Dzikuj. Rothenie!
Wyprostowa si na krzele.
- Jestem przecie twoim mentorem. Moim zadaniem jest uatwianie ci ycia.
Trzymajc w rce mokre kartki, zacza je suszy. Skrcay si pod podmuchami
ciepego powietrza, a rozlany atrament zmienia litery w powykrcane groteskowo smugi.
Westchna ponownie na myl o przepisywaniu tego wszystkiego.
- Sztuki wojenne nie s moj specjalnoci - odezwa si Rothen - ale myl, e
musisz nauczy si tworzenia i utrzymywania najprostszej tarczy. Powinno to wystarczy do
obrony przed tego rodzaju dowcipami.
- Bardzo chtnie - odpara.
- A poniewa i tak ju spnia si na pocztek lekcji, rwnie dobrze moesz zosta
tutaj i uczy si sama. Powiem twojemu nauczycielowi... no c, wymyl jak dobr
wymwk.
Zaskoczona i uradowana Sonea odoya wysuszone notatki.
Rothen wsta i odsun st na bok.
- Wsta.
Sonea usuchaa.
- Wiesz ju, e kady, nieistotne mag czy nie mag, posiada naturalne granice
chronice jego ciao. aden mag nie moe wpyn na ten obszar, nie wyczerpujc nas
wczeniej. Gdyby byo inaczej, moglibymy zabija si nawzajem, miadc sobie serca.
Sonea przytakna i dodaa:
- Granic wyznacza skra. T stref ochronn mona przekroczy przy uzdrawianiu,
ale tylko w bezporednim kontakcie.
- Zgadza si. Teraz tak: dotychczas uywaa swojej mocy jak rki, wycigaa j na
przykad po to, eby zapali wieczk albo podnie pik. Tarcza jest jakby rozcigniciem
na zewntrz swojej skry, przypomina to tworzenie wok siebie bbla. Popatrz tutaj, zrobi
widoczn tarcz.
Wzrok Rothena sta si nieobecny, jego skra zacza wieci, a potem Sonei
wydawao si, jakby jej warstwa oddzielia si i rozcigna, tracc przy tym ksztat ciaa.
Rozcigaa si, a zmienia si w otaczajc go przezroczyst kul wiata, a nastpnie
skurczya si i znika.
- To bya tarcza z samego wiata - powiedzia. - Nie potrafiaby niczego
powstrzyma. Ale warto zacz wiczenia od niej, bo jest widoczna. Zrb teraz tak tarcz,
ale tylko wok swojej doni.
Sonea uniosa do i skoncentrowaa si na niej. Stworzenie powiaty byo atwe -
Rothen nauczy j ju przywoywa wiato wystarczajco chodne, eby niczego nie spali.
Skupia si na swojej skrze, usiujc wyobrazi j sobie jako granic wpyww swej magii,
po czym signa na zewntrz.
Z pocztku powiata rozchodzia si chaotycznymi wybuchami, ale po krtkim czasie
Sonea zdoaa opanowa jej rozprzestrzenianie si i rozciga rwnomiernie we wszystkich
kierunkach. W kocu wyprodukowaa wok swojej doni lnic kul.
- Dobrze - powiedzia Rothen. - A teraz sprbuj z ca rk.
Powoli i z pewnymi potkniciami, wietlista osona wyduya si w gr jej ramienia,
a nastpnie rozda w bardziej regularny ksztat.
- A teraz tors.
Byo to przedziwne uczucie. Sonea czua si tak, jakby sama rozcigaa si i
zajmowaa coraz wicej miejsca. Kiedy nacigaa kul, by zmieci w niej gow, poczua
askotanie na czole.
- Doskonale. A teraz caa do rodka.
Kula czciowo zapada si w siebie, gdy Sonea prbowaa umieci w niej nogi, ale
kiedy wreszcie poradzia sobie, stwierdzia, e stoi we wntrzu jarzcej si kuli. Spojrzaa w
d i przekonaa si, e tarcza spoczywa na pododze, obejmujc rwnie podeszwy jej stp.
- Znakomicie! - zawoa Rothen. - A teraz przycignij j na powrt do siebie z
wszystkich kierunkw naraz.
Powoli i nie bez fragmentw zapadajcych si wczeniej ni inne Sonei w kocu
udao si zwin kul tak, e powiata pokrya jej skr. Rothen kiwa w zamyleniu gow.
- Wiesz ju, o co chodzi - powiedzia. - Teraz bdziesz musiaa powiczy. Kiedy ju
naprawd opanujesz t umiejtno, zajmiemy si podstawowymi tarczami obronnymi i
obejmujcymi. Sprbuj jeszcze raz.
Gdy zamkny si drzwi za Sone. Rothen pozbiera ksiki i papiery. Z tego, co
usysza, wywnioskowa, e nowicjusz Garrela jest urodzonym przywdc. Na nieszczcie,
cho mona to byo przewidzie, chopak postanowi wzmocni swoje wpywy w grupie
poprzez wzbudzenie wrd nowicjuszy wrogiego nastawienia do innego ucznia, a Sonea bya
najlepsz kandydatk na ofiar. Niestety przekrelao to wszelkie szanse na to, e reszta j
zaakceptuje. - Rothen westchn i pokrci gow. Czyby caa praca nad jej sownictwem i
zachowaniem miaa pj na marne?
Tyle razy zapewnia j, e wystarczy jej jeden czy dwoje przyjaci, a wszyscy
zapomn o jej przeszoci. Najwyraniej myli si. Koledzy nie tylko j odrzucili, ale wrcz
wystpili przeciwko niej.
Nauczyciele te za ni nie przepadali, pomimo jej niezwykych zdolnoci. Z tego, co
mwi starszy przyjaciel Rothena, Yaldin, po Uniwersytecie kryy opowieci o noach i
dziecicych kradzieach. Nauczyciele mimo to nie powinni zaniedbywa jej ksztacenia.
Bdzie musia si tym zaj
- Rothen!.
Mag przystan, skupiajc si na gosie, ktry rozleg si jego mylach.
- Dannyl?
- Cze, stary druhu.
Kiedy Rothen zdoa w peni skoncentrowa si na rozmowie, gos sta si
wyraniejszy, wzroso te poczucie kryjcej si za nim obecnoci. Rothen wyczu rwnie
obecno innych magw, ktrych przywoao wezwanie - wycofywali teraz, nie zwracajc
uwagi na rozmow.
- Miaem nadziej, e odezwiesz si wczeniej. Co si stao, statek mia opnienie?
- Nie. Przyjechaem dwa tygodnie temu. Ale dotychczas miaem ani chwili wolnego
czasu. Pierwszy Ambasador zorganizowa tyle spotka i audiencji, e ledwie nadaem,
wraenie, e nieco si zdziwi, gdy okazao si, e musz czasem sypia.
Rothen powstrzyma si od pytania, czy prawd jest, e Pierwszy Ambasador Gildii w
Elyne zrobi si rzeczywicie tak korpulentny, jak mwiono. Komunikacja mentalna nie jest
cakiem prywatna, zawsze istnieje moliwo, e kto podsucha.
- Zwiedzae ju Capie?
- Troszk. Jest tak pikna, jak powiadaj.
W mylach Rothena pojawi si obraz wielkiego miasta z tego kamienia, bkitnej
wody i dek.
- A bye ju na dworze?
- Nie. Kilka tygodni temu zmara ciotka Krla, obchodzono, wic aob. Wybieram
si tam dzisiaj. Zapewne bdzie ciekawie.
Pobrzmiewa w tych sowach rodzaj samozadowolenia i Rothen wiedzia, e jego
przyjaciel ma na myli wszystkie plotki i pogoski o ludziach z elyskiego dworu, ktre udao
mu si zebra przed wyjazdem z Kyralii.
- A co u Sonei?
- Nauczyciele chwal jej zdolnoci, ale w jej klasie jest kopotliwy nowicjusz, ktry
skupi wok siebie wszystkich pozostaych.
- Moesz co z tym zrobi? - Z pytania Dannyla dao si wyczyta wspczucie i
zrozumienie.
- Ona wanie postanowia przeskoczy do nastpnej klasy.
- O ty biedaku! To oznacza mnstwo pracy dla was obojga.
- Dam sobie rad. Mam tylko nadziej, e zimowi nie oka si rwnie wrogo
nastawieni.
- Pozdrw j ode mnie. - Uwaga Dannyla rozproszya si nieco. - Musz ju i. Do
zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Rothen pozbiera ksiki i skierowa si ku wyjciu z mieszkania. Wspomnienie
ponurego, nielubianego nowicjusza, jakim by Dannyl, poprawio mu nieco humor. Sonei
moe by teraz ciko, ale wszystko si w kocu jako uoy.
- Tayend z Tremmelin. hmm? - Errend, Pierwszy Ambasador Gildii w Elyne, poruszy
si na siedzeniu. Pas jego szat podkrela dodatkowo obfity brzuch. - To najmodszy syn Dem
Tremmelina, i uczony Wielkiej Biblioteki, o ile si nie myl. Nie spotyka si go czsto na
dworze... cho widywaem go w towarzystwie Dem Agerralina. O, ten to ma podejrzane
konszachty.
Podejrzane konszachty? Dannyl ju otwiera usta, by poprosi Ambasadora o
rozwinicie tego tematu, ale ten potny mczyzna zainteresowa si bardziej faktem, e
powz nagle zakrci.
- Paac! - wykrzykn, wskazujc przez okno. - Przedstawi ci Krlowi, a potem sam
sobie znajdziesz towarzystwo. Mam spotkanie, ktre zajmie mi wikszo popoudnia, wic
moesz zabra powz, kiedy ju bdziesz mia do. Przypomnij tylko stangretowi, by wrci
po mnie wieczorem.
Drzwiczki powozu otwary si i Dannyl wysiad za Errendem.
Stali na skraju wielkiego dziedzica. Przed nimi wznosi si Paac: rozlegy gmach
peen kopu i balkonw, do ktrego prowadziy dugie i szerokie stopnie. Wspaniale odziani
ludzie wspinali si po tych schodach, lub te odpoczywali na kamiennych siedziskach
rozmieszczonych gdzieniegdzie w tym wanie celu.
Dannyl odwrci si do towarzysza i dostrzeg, e obok niego Errand unosi si tu nad
ziemi. Pierwszy Ambasador umiechn si na widok zdziwienia malujcego si na twarzy
Dannyla.
- Po co chodzi, kiedy nie jest to konieczne?!
Ambasador szybowa w gr schodw, a Dannyl tymczasem rozglda si po twarzach
otaczajcych go dworzan i sug. Nie sprawiali wraenia zdziwionych uyciem magii,
aczkolwiek niektrzy przygldali si Ambasadorowi z umiechem. Pomimo swych
rozmiarw i jowialnego charakteru Errend by potnym i uzdolnionym magiem, jego lot
zrobi na Dannylu wraenie, ale Drugi Ambasador, nie chcc zwraca na siebie uwagi,
postanowi jednak skorzysta z ng.
Errend czeka na niego na szczycie schodw, wskazujc rk tereny wok Paacu.
- Spjrz tylko! Czy to nie wspaniae?
Wci ciko dyszc po wspinaczce. Dannyl rozejrza si dookoa. Przed nim
rozciga si widok na ca zatok. Budynki z jasnohego kamienia lniy w promieniach
sonecznych, a woda bya krysztaowo bkitna.
- Naszyjnik dla Krla", jak wyrazi si niegdy poeta Lorend.
- To pikne miasto - przytakn Dannyl.
- I pene piknych ludzi - doda Errend. - Chod. Przedstawi ci.
Przed nimi otwiera si kolejny arkadowy portyk, najwikszy, jaki Dannyl
kiedykolwiek widzia. uki przewyszay kilkakrotnie wysoko czowieka: nisze
umieszczono po bokach, najwysze porodku. Za najwyszym z ukw znajdowaa si
otwarta brama do Paacu.
Szeciu wypronych sztywno gwardzistw obrzucio Dannyla wzrokiem, kiedy
wchodzi za Errendem do przestronnego wntrza ogromnej sali. Po obu jej stronach
umieszczono w pewnej odlegoci od siebie posgi i fontanny, a ukowate drzwi pomidzy
nimi prowadziy do dalszych komnat i korytarzy. Z nisz w cianach i wielkich donic
ustawionych na posadzce wyrastay roliny.
Errend ruszy w kierunku rodka sali, gdzie stali i przechadzali si ludzie, niektrzy z
dziemi. Wszyscy byli bogato ubrani. Kiedy Dannyl szed midzy nimi obrzucali go
ciekawskim wzrokiem, a stojcy bliej kaniali si z wdzikiem.
Tu i wdzie dostrzega postacie odziane w szaty Gildii: kobiety w zieleni, mczyzn w
czerwieni lub fiolecie. Tym spord magw, ktrzy spojrzeli w jego stron i ukonili si
odpowiada uprzejmym skinieniem gowy. We wszystkich przejciach stali umundurowani
gwardzici, obserwujcy uwanie sal. Wrd goci przechadzali si muzykanci, brzdkajc
na instrumentach i podpiewujc cicho. Przez rodek przebieg zziajany posaniec.
Na samym kocu sali Errend wszed w przejcie pod wysokim ukiem, prowadzce do
mniejszego pomieszczenia. Naprzeciwko znajdoway si drzwi ozdobione herbem Krla
Elyne - ryba nad kici winogron. Gwardzista z takim samym znakiem na napierniku
podszed do Dannyla, pytajc go o imi.
- Mistrz Dannyl, Drugi Ambasador Gildii w Elyne - odpowiedzia za niego Errend.
Niele brzmi, pomyla Dannyl. Czu dreszcz podniecenia, wchodzc za Errendem do
komnaty. Gwardzista z dugiej, wykadanej mikkimi poduszkami kanapy przegoni dwch
dworzan i wskaza magom, e mog usi. Errend opad z westchnieniem na poduszki.
- Teraz poczekamy - rzek.
- Jak dugo?
- Ile bdzie trzeba. Zostaniemy zaanonsowani Krlowi, gdy tylko skoczy si trwajca
teraz audiencja. Jeli zechce si z nami natychmiast zobaczy, zostaniemy wezwani, jeli
nie... - Errend wzruszy ramionami i wskaza rk na ludzi wok - zaczekamy na swoj kolej
lub pjdziemy do domu.
Pokj wypeniy gosy i miech. Grupka kobiet siedzca na awce naprzeciwko
Dannyla suchaa cichych piosenek jaskrawo ubranego muzykanta, ktry przycupn na
pododze u ich stp. Na jego kolanach lea instrument, a on zrcznie trca palcami struny,
wydobywajc z nich leniw melodi. W pewnym momencie muzyk nachyli si do jednej z
kobiet i zanuci co, a ona zakrya doni rozemiane usta.
Jakby wyczuwajc, e jest obserwowany, grajek podnis wzrok i napotka spojrzenie
Dannya. Wsta penym gracji ruchem i zacz uderza w struny, zmuszajc dwiki do
uoenia si w melodi. Dannyl z rozbawieniem zauway, e to, co wzi wczeniej za
koszul, byo w rzeczywistoci dziwacznie upitym kostiumem z rodzajem krtkiej
spdniczki, a na nogach muzykant mia jaskrawe to-zielone rajtuzy.
- Czowiek w szacie, czowiek w szacie... wietnie czuje si w komnacie. - Muzykant
tanecznym krokiem przemierzy komnat i zatrzyma si przed awk. Skoniwszy si lekko,
poszuka wzrokiem Dannyla. - Czowiek w szacie, czowiek w szacie... Oko miej na niego,
bracie.
Niepewny, jak na to zareagowa. Dannyl rzuci Errendowi pytajce spojrzenie.
Ambasador przyglda si wygupom muzykanta ze znudzonym przyzwoleniem. Tamten
zakrci si w miejscu i przybra dramatyczn poz.
- Czek z kadunem, czek z kadunem... - Zawaha si moment i puci oko do
Errenda. - Ani chybi trci zdunem.
Zgromadzeni rozemiali si, a usta Erranda wykrzywiy si w niewyranym
pumiechu. Muzykant ukoni si, okrci na picie i pobieg z powrotem do awki, na ktrej
siedziay kobiety.
- U milej mej w Capii zociste warkocie, a oczy jak morza bkity - zapiewa
melodyjnym, penym gosem. - U miej mej w Tol-Gan mocarne ramiona, a piersi jak grskie
s szczyty.
Dannyl zamia si pod nosem.
- Syszaem inn wersj tej piosenki w wykonaniu vindoskich marynarzy, ale nic
nadawaaby si dla uszu tych modych dam.
- To, co syszae, to zapewne wersja oryginalna, ktr tu osodzono, eby nadawaa
si na dwr - odrzek Errend.
Muzykant wyszukanym gestem poda instrument jednej z dam, po czym zacz
wyczynia akrobacje.
- C za dziwak - powiedzia Dannyl.
- Uprawia sztuk obraliwego pochlebstwa. - Errend machn lekcewaco rk. - Nie
zwracaj na niego uwagi. Chyba, e uwaasz go za zabawnego.
- Nie wiem, z jakiego powodu, ale owszem.
- Przejdzie ci. Kiedy...
- Ambasadorowie Gildii w Elyne! - rykn jeden z krlewskich gwardzistw.
Errend ruszy przez sal, a Dannyl za nim. Gwardzista zatrzyma ich tu przed
drzwiami i na chwil za nimi znikn.
Dannyl usysza, jak kto wywouje tytu Errenda, a nastpnie jego wasny. Nastpi
moment ciszy, a po chwili gwardzista wyrs z powrotem przed nimi i przepuci ich przez
drzwi.
Sala audiencyjna okazaa si mniejsza ni poczekalnia.
Po obu stronach tej komnaty stay stoliki, przy ktrych siedzieli mczyni w wieku
od redniego do podeszego - doradcy krlewscy. Na samym rodku znajdowao si biurko
zawalone dokumentami, ksikami i tacami penymi sodyczy. Za tym meblem na wielkim,
wycieanym fotelu siedzia Krl. Za nim stali dwaj magowie, obserwujc czujnie wszystko,
co si dziao w komnacie.
Biorc przykad z Errenda, Dannyl zatrzyma si i przyklk na jedno kolano. Wiele
lat mino, od kiedy ostatni raz klka przed jakim krlem, a by wwczas dzieckiem
przyprowadzonym na kyraliaski dwr przez ojca, co byo nie lada wyrnieniem. Jako mag
przywyk do tego, e wszyscy z wyjtkiem innych magw kaniali si jemu. Nie odczuwa
wprawdzie wielkiej potrzeby, by ludzie okazywali mu w ten sposb respekt, jednak, kiedy tak
nie czynili, czu si nieswojo, jakby zamana zostaa jaka zasada powszechnej uprzejmoci.
Tego rodzaju gesty szacunku s potrzebne, nawet, jeli to tylko kwestia dobrego wychowania.
Natomiast klkanie przed kim innym byo upokarzajce, a do takiego uczucia nie
przywyk. Przyszo mu do gowy, e Krlowie musz odczuwa niezwyk satysfakcj z faktu
przynalenoci do niewielkiego grona osb w Krainach Sprzymierzonych, przed ktrymi
przyklkaj magowie.
- Wstacie.
Dannyl podnis si i zauway, e Krl uwanie lustruje go wzrokiem. Marend mia
ponad pidziesit lat i w jego rudobrzowych wosach pojawiy si ju pasemka siwizny.
Wzrok mia jednak czujny i peen inteligencji.
- Witaj w Elyne, Ambasadorze Dannylu.
- Dzikuj, wasza wysoko.
- Jak mina ci podr?
Dannyl zastanowi si nad odpowiedzi.
- Mielimy dobre wiatry. Nie byo sztormw. Podr miaem przyjemnie pozbawion
wrae.
Krl rozemia si cicho.
- Mwisz jak eglarz, Ambasadorze.
- Ta podr bya niezwykle ksztacca.
- A jak zamierzasz spdza czas w Elyne?
- Kiedy nie bd musia zajmowa si zleconymi mi zadaniami, chtnie zwiedz
miasto i jego okolice. Najbardziej marz o wizycie w Wielkiej Bibliotece.
- Oczywicie - odrzek z umiechem Krl. - Magowie maj niespoyty gd wiedzy.
Mio byo mi spotka si z tob. Ambasadorze, jestem pewny, e bdziemy si widywa.
Moecie odej.
Dannyl skoni uprzejmie gow, po czym pody za Errendem ku bocznym drzwiom.
Po przekroczeniu ich znaleli si w niewielkiej salce, gdzie stao kilku rozmawiajcych ze
sob gwardzistw. Kolejny mczyzna w mundurze wyprowadzi ich przez jeszcze inne
drzwi na korytarz, z ktrego mona ju byo przej z powrotem do wielkiej sali, gdzie byli
na samym pocztku.
- C - odezwa si Errand - byo to krtkie i niezbyt ekscytujce, ale Krl obejrza
sobie ciebie, a to byo celem tej wyprawy. Zostawi ci teraz tutaj. Nie przejmuj si,
zadbaem o to, by kto si tob zaj... O, wanie nadchodz.
Zbliyy si do nich dwie kobiety. Skoniy si z godnoci, gdy Errend przedstawia
je Dannylowi. Mody mag odpowiedzia skinieniem, umiechajc si na wspomnienie
szczeglnie pikantnych plotek, ktre zdoby na temat tych sistr.
Kiedy starsza z nich uja Dannyla pod rami. Errend oddali si z umiechem, siostry
za poprowadziy Drugiego Ambasadora przez sal przedstawiajc go kilku znanym
czonkom elyskiego dworu. Wkrtce Dannyl przypasowa twarze do wielu nazwisk, ktre
mia w pamici.
Wszyscy ci dworzanie sprawiali wraenie, jakby naprawd chcieli go pozna, a on
doszed do wniosku, e to zainteresowanie wytrca go z rwnowagi. W kocu, kiedy niskie
promienie soca zaczy wpada do sali przez boczne okna, a wiele osb kaniao si i
wychodzio, Dannyl uzna, e rwnie on moe opuci paac, nie czynic nikomu afrontu.
Zdoa uwolni si od sistr i ruszy ku wyjciu, ale zanim znalaz si na schodach, zbliy si
do niego jaki mczyzna.
- Ambasador Dannyl?
Mczyzna by chudy, mia krtko obcite wosy i ubranie w ciemnozielonym
kolorze, ktry wydawa si wrcz ponury w porwnaniu z wielobarwnym dworem Elyne.
Dannyl przytakn.
- Zgadza si.
- Jestem Dem Agerralin. - Mczyzna skoni si nisko - jak spdzie pierwszy dzie
na dworze?
Imi tego mczyzny nie byo mu obce, ale Dannyl nie potrafi sobie teraz
przypomnie, gdzie je sysza.
- Przyjemnie i rozrywkowo, Demie. Poznaem wiele osb.
- Nie chciabym ci zatrzymywa. - Dem Agerralin zrobi krok w ty. - Pewnie
spieszysz si do domu.
Dannyl nagle przypomnia sobie, gdzie sysza to imi. Dem Agerralin to ten
czowiek, ktry ma podejrzane konszachty", jak wyrazi si Errend. Dannyl przyjrza mu si
bliej. Oceni go na redni wiek, a poza tym czowiek ten niczym szczeglnym si nie
wyrnia.
- Nie, nie spiesz si - odpowiedzia.
Dem Agerralin odpowiedzia umiechem.
- To doskonale. Chciabym ci, bowiem zada jedno pytanie, jeli pozwolisz.
- Oczywicie.
- Sprawa jest prywatna.
Zaintrygowany Dannyl da mu znak, eby kontynuowa.
Dem sprawia wraenie, jakby starannie dobiera sowa, po czym wykona
przepraszajcy gest.
- Niewiele spraw uchodzi uwagi dworu Elyne, a jak zapewne ju si domylie,
fascynuje nas Gildia i magowie. Bardzo nas intrygujecie.
- Zauwayem.
- Nie powiniene by, zatem zaskoczony, e dotary do nas pogoski na twj temat.
Dannyl poczu lekki chd. Starannie przybra wyraz zaskoczenia i zdziwienia.
- Pogoski?
- Owszem. Dotycz dawnych spraw, ale s tego rodzaju, e ja i par innych osb
uznalimy za waciwe przypomnie je sobie i przemyle, kiedy dowiedzielimy si, e
zamieszkasz w Capii. Nie czuj si zaniepokojony, przyjacielu. W przeciwiestwie do Kyralii
takie sprawy nie s tu uwaane za, hmm, nieprzystojne, aczkolwiek nie jest w dobrym stylu
rozprawia o tym publicznie. A poniewa bardzo nas wszystkich intrygujesz, pozwol sobie
zapyta, czy jest w tych pogoskach choby ziarno prawdy?
W glosie tego mczyzny pobrzmiewaa nuta nadziei.
Dannyl uwiadomi sobie, e wpatruje si w niego z niedowierzaniem, wic odwrci
wzrok. Gdyby dworzanin zada takie pytanie w Kyralii wywoaby skandal, ktry pogryby
jego samego, a take podkopa pozycj swojego Domu. W zwizku z tym Dannyl powinien
zareagowa oburzeniem, by da Demowi do zrozumienia, e tego rodzaju pytania s nie na
miejscu.
Gorycz i gniew na Ferguna za rozpuszczanie takich plotek osaby, odkd Wojownik
zosta ukarany za szantaowanie Sonei. A poza tym, mimo e dotychczas nie znalaz ony, by
ostatecznie rozwia wszelkie wtpliwoci, starszyzna wybraa go na Ambasadora Gildii.
Dannyl zastanawia si, wic, jak powinien odpowiedzie.
Nie chcia urazi tego czowieka. Elyczycy s najwyraniej mniej uprzedzeni ni Kyralianie,
ale, w jakim stopniu mniej? Ambasador Errend okreli Dema Agerralina jako czowieka o
podejrzanych konszachtach". No i nie byoby rozsdnie narobi sobie wrogw w pierwszym
dniu na dworze.
- Rozumiem - powiedzia powoli. - Chyba wiem, o jakie pogoski ci chodzi. Wyglda
na to, e nigdy si od nich nie uwolni, mimo e mino dziesi... nie... pitnacie lat... odkd
si pojawiy. Gildia, jak zapewne wiesz, jest bardzo konserwatywna, w zwizku, z czym
nowicjusz, ktry przyczyni si do powstania tej plotki, wiedzia, e bd z tego powodu mia
wielkie kopoty. On chtnie wymyla najdziwaczniejsze opowieci na mj temat.
Mczyzna skin gow i opuci ramiona.
- Rozumiem. No c, wybacz mi, e poruszyem tak draliwy temat. Nie uszo mojej
uwagi, e ten byy nowicjusz, o ktrym wspomniae, mieszka teraz w grach... w jakim
forcie, o ile wiem. To rwnie nas zastanowio, jako e ten, kto najgoniej oczernia innych,
sam czsto...
Dem Agerralin pozostawi to zdanie niedokoczone.
Dannyl podnis wzrok i ku swojemu zdumieniu dostrzeg zbliajcego si Tayenda. I
znw zrobi na nim wraenie doskonay wygld modego uczonego. Ubrany na
ciemnogranatowo, z rudawoblond wosami zwizanymi na plecach Tayend wyglda na
dworze bardzo na swoim miejscu.
Uczony skoni si z gracj i umiechn do obu mczyzn.
- Ambasadorze Dannylu, Demi Agerralinie. - Skin gow obu. - Jak si miewasz.
Demie?
- Dobrze - odpowiedzia starszy mczyzna. - A ty? Nie widzielimy ci na dworze od
do dawna, mody Tremmelinie.
- Niestety obowizki w Bibliotece nie pozwalaj mi tu czsto bywa. - W gosie
Tayenda wcale nie byo sycha alu. - Obawiam si natomiast, e porw ci Ambasadora
Dannyla, Agerralinie. Musz przedyskutowa z nim pewn spraw.
Tayend zaczeka, a tamten oddali si poza zasig gosu, i spojrza na Dannyla spod
przymruonych powiek.
- Jest co, co powiniene wiedzie o Dem Agerralinie.
Dannyl zdoby si na kwany umiech.
- O tak, on do dobrze da mi do zrozumienia, o co chodzi.
- Ach. - Tayend pokiwa gow. - Czy powiedzia ci o pogoskach na twj temat? -
Gdy Dannyl skrzywi si z niesmakiem, Tayend ponownie kiwn gow. - No tak, mogem
si domyli.
- Czy wszyscy o tym rozprawiaj?
- Nie. Tylko niektrzy ludzie w niektrych krgach.
Dannyl nie by pewien, czy ta wiadomo powinna go ucieszy.
- Od czasu tych oskare miny lata. Dziwi mnie, e w ogle dotary na dwr w
Elyne.
- Nie powiniene si dziwi. Sama myl, e kyraliaski mag mgby by
zwolennikiem mskiej przyjani, to uprzejme okrelenie preferencji ludzi takich jak
Agerralin, jest zabawna. Ale nie przejmuj si. To wyglda na zwyke przedrzenianie si
chopakw. Jeli wolno mi tak powiedzie, jeste wyjtkowo opanowany jak na Kyralianina.
Obawiaem si, e zetrzesz biednego Agerralina na proch.
- Gdybym tak zrobi, nie pozostabym dugo Ambasadorem Gildii.
- Prawda, ale ty nawet nie wygldasz na rozgniewanego.
Dannyl znw mia kopot z odpowiedzi.
- Kiedy si spdzio p ycia na zaprzeczaniu pogoskom, rodzi si w tobie rodzaj
zrozumienia dla ludzi, midzy ktrych zaliczaj ci w plotkach. Nieakceptowane upodobanie
i ycie w taki sposb, e albo si go wypiera, albo trzeba je ukrywa za wszelk cen, musi
by okropne.
- Tak jest w Kyralii, ale nie tutaj - odpar z umiechem Tayend. - Dwr Elyne jest
przeraajco dekadencki, zarazem jednak panuje tu cudowna swoboda. Kady powinien
wrcz mie jakie ciekawe lub dziwaczne zwyczaje. Kochamy plotki, ale nie przywizujemy
do nich zbytniej wagi. Mamy nawet takie powiedzenie, e w kadej pogosce jest ziarno
prawdy, problem tylko, jak je znale". A zatem kiedy mog si ciebie spodziewa w
Bibliotece?
- Wkrtce - odrzek Dannyl.
- Bd ci oczekiwa z niecierpliwoci. - Tayend cofn si o krok. - A teraz musz
oddali si do innych obowizkw. Do zobaczenia. Ambasadorze Dannylu. - Ukoni si.
- Do zobaczenia - odpowiedzia Dannyl.
Spogldajc za oddalajcym si uczonym, mag potrzsn gow. Kiedy
kolekcjonowa plotki i komentarze dotyczce elyskich dworakw, nie spodziewa si, e oni
robi samo. Czyby cay dwr zna pogoski rozpuszczane lata przez Ferguna? wiadomo,
e ludzie wci o nich myl, zaniepokoia Dannyla, ale pozostawao mu jedynie wierzy
sowom Tayenda, e dwr nie przejmie si zbyt t spraw.
Z westchnieniem wyszed z paacu i skierowa si w d dugich schodw ku
powozowi Gildii.
ROZDZIA 7
WIELKA BIBLIOTEKA
Sonea przyciskaa ksiki mocno do piersi. Czeka j kolejny dzie drwin i
nieprzyjemnoci. Tydzie jawi si jej jako nieskoczona seria prb. A to dopiero pity
tydzie, pomylaa. Midzy ni a ukoczeniem studiw stao pi dugich lat.
Kady dzie by wyczerpujcy. Kiedy nie musiaa znosi Regina i pozostaych
nowicjuszy, robia wszystko, co moga, eby ich unika. Jeli tylko nauczyciel wychodzi z
klasy, choby na moment, Regin wykorzystywa ten czas na dokuczanie jej. Nauczya si ju
trzyma notatki poza jego zasigiem, a take uwaa, gdy przechodzia przez sal lub siadaa
na krzele.
Przez krtki czas wydawao si jej, e jeli bdzie wraca na przerw poudniow do
mieszkania Rothena i je obiad z Tani, zdoa cho na godzin kadego dnia uciec przed
Reginem, ale on wymyla zasadzki na drodze do gmachu Uniwersytetu. Usiowaa par razy
spdzi t godzin w sali, ale kiedy Regin si o tym dowiedzia, czeka, a nauczyciel
wyjdzie, i znca si nad ni.
W kocu umwia si z Rothenem, e podczas przerw bdzie przychodzi do jego sali
wykadowej. Pomagaa ustawia lub rozmontowywa aparatur, skadajc si ze szklanych
buteleczek i rurek, z ktrej korzysta na swoich zajciach. Tania przynosia im na drugie
niadanie rne smakoyki zapakowane w mae pudeeczka z laki.
Wci jednak upadaa na duchu, ilekro zabrzmia gong wzywajcy nowicjuszy na
popoudniowe zajcia. Zarwno Rothen, jak i Tania proponowali, e bd jej towarzyszy w
drodze do i z sali, ale wiedziaa, e to tylko daoby Reginowi i jego bandzie do zrozumienia,
e j pokonali. Staraa si, jak moga, ignorowa zoliwoci i szydercze komentarze,
poniewa wiedziaa, e jeli zareaguje, to tylko ich zachci do dalszych kpin.
Gong koczcy lekcje w danym dniu przynosi jej ulg. Najwyraniej zabawy
towarzyskie, jakim oddawali si nowicjusze po lekcjach, byy ciekawsze od dokuczania jej,
jako e caa klasa wybiegaa z gmachu, gdy tylko nauczyciele pozwalali im si rozej. Sonea
czekaa, a sobie pjd, i dopiero wtedy wracaa w spokoju do Domu Magw.
Niemniej na wypadek, gdyby zmienili zdanie, wybieraa zawsze dusz drog przez
ogrd i za kadym razem sza nieco inn ciek, trzymajc si blisko magw lub starszych
nowicjuszy.
Tego dnia, jak kadego innego, zbliajc si do koca korytarza, czua, e minie jej
ramion rozluniaj si, a skurcz odka nieco ustpuje. W mylach dzikowaa Rothenowi za
to, e pozwoli jej zamieszka w swoim apartamencie. Na myl o torturach, jakie Regin by
wymyli, gdyby codziennie musiaa wraca na noc do Domu Nowicjuszy, robio jej si sabo.
- Jest!
Na dwik tego gosu przeszed j dreszcz. Korytarz by peen nowicjuszy ze
starszych rocznikw, ale to nigdy nie dla niej problemem. Przyspieszya w nadziei, e dotrze
do tocznego holu wejciowego, gdzie z pewnoci bd jacy magowie, zanim dogoni j
banda Regina.
Za sob syszaa odgos biegncych stp.
- Sonea! Sooooneeeeaaaa!
Starsi nowicjusze obok niej odwracali si na dwik tego krzyku. Sonea poznaa z ich
spojrze, e Regin i jego banda s zaraz za ni. Wcigna gboko powietrze, postanawiajc
bez zmruenia oka stawi czoa przeladowcom.
Czyja rka chwycia j za rami i szarpna mocno.
Strzsna j i popatrzya wcieke na Kano.
- Lekcewaysz nas, slumsiaro? - spyta Regin. - To bardzo niegrzecznie, ale przecie
po tobie nie mona spodziewa si dobrych manier, prawda?
Otoczyli j. Spogldaa po szczerzcych si wok twarzach.
Chwycia jeszcze mocniej ksiki, zrobia krok do przodu i przecisna si midzy
Issle i Alendem, eby wyzwoli si z tego krgu. Tamci jednak wycignli rce i chwycili j
za ramiona, wcigajc z powrotem do rodka.
Zaskoczyo j to i przestraszyo. Dotychczas nie zncali si nad ni fizycznie, jeli nie
liczy kuksacw i podkadania ng, eby si potkna albo upada w co paskudnego.
- A dokd to, Soneo? - spyta Kano.
Kto popchn j od tylu.
- Chcemy z tob porozmawia.
- Ale ja nie chc rozmawia z wami - warkna. Obrcia si i sprbowaa jeszcze raz
wyrwa si, ale na powrt wcignli j midzy siebie. Poczua autentyczny strach. -
Przepucie mnie.
- Czemu nas o to nie poprosisz, slumsiaro? - spyta szyderczo Regin. - Wanie, na
kolana i bagaj. Musisz by w tym nieza.
- Chyba nauczya si tego w slumsach. - Zamia si Alend. - A na pewno a tak
szybko nic zapomniaa. Zao si, e bya jednym z tych zasmarkanych bachorw, ktre
wcz si po podwrkach domw naszych rodzicw, ebrzc o jedzenie.
- Prosz, daj mi co zje. Prosz! - zawodzi Vallon. - Umieeeram z godu!
Inni przyczyli si ze miechem.
- A moe miaa co do sprzedania - podpowiedziaa Issle. - Dobry wieczr, mj panie.
- Zmienia ton swego gosu w jkliwie-proszcy. - Potrzebujesz towarzystwa?
Vallon omal si nie zachysn ze miechu.
- Pomylcie, z iloma mczyznami sypiaa.
Szyderczy miech wypeni korytarz. Nagle Alend odsun si od mej.
- Pewnie jest czym zaraona.
- Ju nie. - Regin posa mu porozumiewawcze spojrzenie. - Mwiono nam, e
Uzdrowiciele zbadali j po tym, zostaa znaleziona, pamitasz? Na pewno j ponaprawiali.- -
Zwrci si do Sonei, otaksowa j od stp do gw zacisn usta. - No... Soneo. - jego gos
brzmia teraz jedwabicie. - Ile sobie liczya? - Podszed bliej, a kiedy odsuna si od
niego, kto popchn j od tyu niemal w jego ramiona. - Wiesz - cign oblenym tonem -
moe si myliem. Moe mgbym ci polubi. Jeste troch chuda, ale mog nie zwraca na
to uwagi. Powiedz mi, czy znasz jakie specjalne, hmm, sztuczki?.
Sonea usiowaa odrzuci trzymajce j z tyu rce, ale nowicjusze tylko wzmocnili
ucisk. Regin potrzsn gow z udawanym wspczuciem.
- Podejrzewam, e magowie kazali ci zerwa z tym wszystkim. Ale to musi ci
martwi. Nie musz przecie o niczym wiedzie. Nikomu nie powiemy. - Przechyli nieco
gow. - Mogaby niele zarobi. Mnstwo boga tych klientw.
Sonea patrzya mu prosto w oczy. Nie moga uwierzy, e posunby si do udawania,
e chciaby i z ni do ka. Przez moment czua pokus, eby zagra w jego gr, podj
wyzwanie, ale wiedziaa, e jeli tak zrobi, on zacznie si namiewa, e potraktowaa to
powanie. Patrzc nad jego ramionami, dostrzega, e inni nowicjusze w korytarzu zatrzymali
si, ogldajc z zainteresowaniem t scen.
Regin nachyli si nad ni. Czua jego oddech na twarzy.
- Nazwiemy to umow, interesem - szepn piewnie.
Usiowa j tylko zastraszy, zobaczy, ile zdoa wytrzyma. C, miaa
dowiadczenie w radzeniu sobie z takimi zagrywkami.
- Masz racj. Reginie - powiedziaa. Jego oczy rozszerzyy si ze zdziwienia. -
Spotkaam w yciu wielu takich jak ty. I wiem dokadnie, co naley z nimi robi. - Szybkim
ruchem wycigna rk i chwycia go mocno za kark.
Podnis rce do szyi, ale zanim zdoa zapa jej nadgarstek, okrcia jego nog swoj
i popchna go z caej siy. Poczua, jak ugina si jego kolano, i zalaa j lala triumfu, gdy
upad do tyu, wymachujc w powietrzu rkami.
W korytarzu zalego milczenie - wszyscy nowicjusze, starsi i modsi, wpatrywali si w
Regina. Sonea parskna pogardliwie.
- Pikny z ciebie egzemplarz, Reginie. Jeli tak wanie zachowuj si przedstawiciele
Domu Paren, to nie maj ani troch lepszych manier ni byle menel w spelunce.
Regin zesztywnia i zmruy oczy w wskie szparki. Odwrcia si do niego plecami i
spojrzaa wyzywajco na pozostaych, sprawdzajc, czy jeszcze ktry odway si j tkn.
Cofnli si, a kiedy krg przerwa si, Sonea przesza midzy nimi.
Zdya zrobi ledwie par krokw, kiedy w korytarzu zabrzmia znw gos Regina:
- Zapewne masz wszelkie dane do porwna! - zawoa. - Jak na tym tle wypada
Rothen? Musi by bardzo szczliwym czowiekiem, skoro mieszkasz razem z nim. Wszystko
wreszcie nabiera sensu. Zawsze zastanawiaem si, jak przekonaa go, eby zosta twoim
mentorem.
Sonea poczua, e robi si jej lodowato zimno, a nastpnie fala wrzcego gniewu
zalaa jej ciao. Zacisna pici,
"Wstrzymujc ch zawrcenia. Co moe zrobi? Uderzy go?
Nawet gdyby odwaya si uderzy syna Domu, by to przewidzia i zasoni si. No i
wiedziaby, jak bardzo j to zabolao.
Gdy sza korytarzem, odprowadzay j ciche pomruki starszych nowicjuszy. Zmusia
si do patrzenia prosto przed siebie, nie chciaa, bowiem widzie ich twarzy. Nie uwierz
przecie w to, co zasugerowa Regin. Nie uwierz. Nawet, jeli uwierz w najgorsze rzeczy o
niej z powodu jej pochodzenia, nikt nie mie pomyle sobie czego takiego Rothenie.
Czy aby na pewno?
- Administratorze!
Lorlen zatrzyma si w bramie Uniwersytetu i odwrci do Rektora Jerrika.
- Sucham.
Rektor podszed do niego i poda mu kart papieru.
- Dostaem t prob wczoraj od Mistrza Rothena. Chce przenie Sone do zimowej
grupy pierwszego roku.
- Naprawd? - Lorlen przebieg oczami pismo, nie wgbiajc si w wyjanienia i
zapewnienia Rothena. - Mylisz, e ona da sobie rad?
Jerrik zamyli si.
- Raczej tak. Pytaem nauczycieli pierwszego roku i wszyscy s zdania, e jeli bdzie
ciko pracowa, powinna sobie poradzi.
- A co o tym sdzi Sonea?
- Najwyraniej jest gotowa podj to wyzwanie.
- A zatem zgodzisz si?
Jerrik zmarszczy brwi i zniy gos.
- Myl, e tak. Nie podoba mi si natomiast prawdziwy motyw tej decyzji.
- O, a co to takiego? - Lorlen powstrzyma umiech. Jerrik by zdania, e nowicjusze
nigdy nie ucz si wicej ze wzgldu na nauk, e powoduj nimi ambicje, rywalizacja, ch
zadowolenia rodzicw, potrzeba zjednania sobie przyjaci i tym podobne.
- Zgodnie z przewidywaniami nie zdoaa nawiza dobrych stosunkw z pozostaymi
nowicjuszami. W takich przypadkach nielubiany student czsto staje si obiektem drwin ze
strony pozostaych. Podejrzewam, e ona chce po prostu uciec z tej grupy - westchn Jerrik. -
I jakkolwiek podziwiam jej determinacj, obawiam si, e klasa zimowanie bdzie bardziej
yczliwa. A ona zapracuje si na darmo.,.
- Rozumiem. - Lorlen kiwa gow, rozwaajc sowa Rektora. - Sonea jest nieco
starsza od swoich kolegw i na dodatek bardzo dojrzaa jak na swj wiek... w kadym razie
wedug naszych miar. Wikszo nowicjuszy to jeszcze dzieciaki, kiedy tu przychodz, ale
wielu wyrasta z tego podczas pierwszego roku. Zimowi mog, wic by nieco mniej
kopotliwi.
- Owszem, to do rozsdna grupa - potakn Jerrik. - nie da si jednak przyspieszy
nauki magii. Ona moe przyswoi ca wiedz, ale jeli nie nauczy si dobrze posugiwa
moc, moe w przyszoci popenia straszliwe bdy.
- Ona posuguje si moc od szeciu miesicy - przypomnia mu Lorlen. - Mimo e
Rothen uczy j wtedy gwnie podstaw, ktre miay jej umoliwi studiowanie na
Uniwersytecie, na pewno oswoia si te ze swoj moc... i obserwowanie, jak inni ledwie
sobie z ni radz, musi j nudzi.
- Widz, wic, e jeste przychylny tej probie? - Wskaza na list Rothena.
- Owszem. - Lorlen poda mu z powrotem kartk. - Daj jej szans. Myl, e jest
zdolniejsza, ni ci si wydaje.
Jerrik wzruszy ramionami.
- W takim razie wyra zgod. Zatem za pi tygodni zda egzamin. Dzikuj,
Administratorze.
Lorlen umiechn si do niego.
- Ciekawi mnie jej postpy. Bdziesz mnie informowa na bieco?
Starszy mag potakn.
- Jeli tylko sobie yczysz.
- Dzikuj, Rektorze. - Lorlen odwrci si i zszed po schodach Uniwersytetu do
czekajcego na niego powozu. Siad, zastuka w dach i rozpar si wygodnie na siedzeniu, a
konie skoczyy do przodu. Powz min bram Gildii I wjecha do miasta, ale Lorlen by zbyt
pogrony w mylach, by zwrci na to uwag.
Poprzedniego dnia dosta od Derrila zaproszenie na kolacje. - Mimo e zazwyczaj
odmawia, tym razem zorganizowa sobie prac tak, by mc uda si wizyt. Jeli Derril ma
nowe wieci o morderstwach, Lorlen musi je pozna.
Opowie o zabjcy przerazia Lorlena. Rany zadane ofierze, dziwaczny rytua,
przekonanie wiadka, e ofiara bya martwa, zanim podcito jej gardo... Moe, dlatego, e w
ostatnim czasie tak duo myla o czarnej magii, te morderstwa wydaway mu si podejrzane.
Ale jeli to rzeczywicie sprawka czarnego maga, mog mie do czynienia z dwiema
ewentualnociami: z dzikim magiem, ktry posiad czarn magi, albo te z Akkarinem...
morderc. Lorlen zadra na myl o konsekwencjach obu tych moliwoci.
Kiedy powz zatrzyma si Administrator ze zdziwieniem przekona si, e jest na
miejscu. Wonica zszed z koza i otworzy drzwiczki - a Lorlen ujrza eleganck rezydencj z
licznymi balkonami od frontu.
Wysiadajcego maga przywita w progu jeden ze sucych Derrila, ktry nastpnie
poprowadzi go na wewntrzny taras z widokiem na ogrd. Lorlen opar donie na barierce i
spojrza w d na przywid oaz zieleni - roliny z usychajcymi na brzegach limi
wyglday ju nieco smutnie.
- Niestety to lato dao si we znaki moim rolinom - rzeki ze smutkiem Derril,
zbliajc si, by powita Administratora. - Krzewy gan-gan z pewnoci nie przetrwaj zimy.
Bd musia sprowadzi nowe z gr Lan.
- Powiniene wykopa je z ziemi teraz, zanim nawet ich korzenie zmarniej -
podpowiedzia Lorlen. - Maj waciwoci odkaajce, a dodane do sumi s doskonaym
rodkiem na problemy z trawieniem.
Derril zamia si.
- Nic zapomniae caej tej wiedzy leczniczej, co?
- Nie. - Lorlen umiechn si lekko. - Moe i zostaem marudnym starym
Administratorem, ale zamierzam by przy tym zdrowy. Musz jako zuytkowa moje
dowiadczenie medyczne.
- Hmmm. - Derril zmruy oczy. - Dobrze by byo, eby Gwardia miaa kogo o twojej
wiedzy. Barran wanie trafi na lad nowej tajemnicy.
- Kolejne morderstwo?
- I tak, i nie - westchn Derril. - Tym razem podejrzewaj samobjstwo. W kadym
razie tak to wyglda.
- Czyby Barran uwaa, e zbrodnia zostaa tak zaaranowana, by wygldaa na
samobjstwo?
- By moe. - Derril unis brwi. - Barran przyszed na kolacj. Moe wejdziemy i
poprosimy, by ci opowiedzia co wicej?
Lorlen potakn i skierowa si za starszym mczyzn do wntrza domu. Weszli do
wielkiego salonu z okiennikami malowanymi we wzory kwiatowe i rolinne. Mody czowiek
niewiele po dwudziestce siedzia w jednym z foteli, jego szerokie ramiona i nieco
zakrzywiony nos przypomniay natychmiast Lorlenowi swego brata, Walina.
Barran podnis wzrok na Administratora, po czym wsta i ukoni si.
- Witaj, Administratorze Lorlenie - powiedzia. - jak si miewasz?
- Dobrze, dzikuj - odrzek Lorlen. Barranie - odezwa si Derril, jednoczenie
wskazujc magowi fotel. - Lorlen jest bardzo zainteresowany tym samobjstwem, w sprawie
ktrego prowadzisz dochodzenie. Czy mgby mu opowiedzie o szczegach?
Barran wzruszy ramionami.
- To aden sekret... za to nieza zagadka. - Spojrza na Lorlena, a w jego niebieskich
oczach dostrzeg zmartwienie. - Na ulicy podesza do gwardzisty kobieta, mwic, e jej
ssiadka nie yje. Gwardzista uda si do wskazanego domu i znalaz kobiet z podcitymi
nadgarstkami. - Barran przerwa i zmruy oczy. - Zagadkowe jest to, e nie stracia duo
krwi i bya jeszcze ciepa. Prawd mwic jej rany byy powierzchowne. Powinna bya y.
Lorlen zamyli si nad tym.
- Ostrze mogo by zatrute.
- Rozwaalimy tak moliwo, lecz musiano by uy jakiej nieznanej nam, trudnej
do wykrycia substancji. Wszystkie trucizny zostawiaj lady, nawet jeli wida je tylko na
narzdach wewntrznych. Nic znalelimy broni, na ktrej pozostayby resztki trucizny, a to
te jest dziwne, jeli kto podcina sobie yy, narzdzie znajduje si zazwyczaj gdzie w
pobliu. Przeszukalimy dom i nie znalelimy niczego poza kilkoma noami kuchennymi,
ktre byy czyste i na swoim miejscu. Z du doz pewnoci moemy stwierdzi, e kobieta
nie bya te duszona. Ale s inne szczegy, ktre nas niepokoj. Znalazem na przykad
lady, ktre nie pasuj do butw adnego ze sucych, znajomych czy krewnych. Buty
intruza byy stare i o dziwacznym ksztacie, zostawiy wic do charakterystyczne lady. W
pokoju, gdzie znajdoway si zwoki, okno byo odblokowane i lekko uchylone. Na parapecie
spostrzegem lady palcw i smugi, ktre przypominay zaschnit krew, wic obejrzaem
ciao i znalazem takie same lady palcw na nadgarstkach kobiety.
- Jej lady?
- Nie. To byy lady wikszych palcw, mskich. Moe kto usiowa zatamowa
krwawienie, po czym uciek przez okno, gdy usysza kroki?
- Moe. Ale to okno na trzecim pitrze, a ciana jest gadka i nie ma si, czego
chwyci. Obawiam si, e nawet dowiadczony wamywacz miaby kopoty z zejciem na
d.
- Znalelicie lady na dole?
Mody czowiek zawaha si.
- Kiedy zszedem na d, eby zbada otoczenie domu, trafiem na najdziwniejsze ze
znalezisk. - Barran zatoczy rk uk w powietrzu. - Wygldao to tak, jakby kto ubi ziemi
na powierzchni idealnego koa. Porodku znajdoway si lady stp jednej osoby, takie same
jak w tym pokoju na grze, a w pewnej odlegoci kolejne, jakby oddalajce si. Poszedem
ich tropem, ale zniky na chodniku.
Lorlen poczu, e serce zaczyna mu mocniej bi, a nastpnie wrcz galopowa.
Idealny krg na ziemi i zeskok z trzeciego pitra? Aby lewitowa, mag musi wytworzy
magiczn platform pod swoimi stopami. Co takiego mogoby odbi kolisty lad na mikkiej
ziemi lub piasku.
- A moe to koo byo tam ju wczeniej? - podsun.
Barran wzruszy ramionami.
- Albo te intruz posuy si drabin ustawion na okrgej podstawie. Tak czy siak
jest to dziwaczne. Natomiast nie byo naci na ramionach tej kobiety, tote nie sdz, by
bya ofiar tego seryjnego mordercy, ktrego poszukujemy. Nie, tamten jaki czas temu dal
spokj, chyba, e po prostu nie dotary do nas nowe informacje...
Przerwa im dwik gongu. W drzwiach pojawia si Velia z niewielkim instrumentem
w doniach.
- Kolacja gotowa - oznajmia.
Lorlen i Barran podnieli si z miejsc i ruszyli w kierunku i. Velia obrzucia syna
karccym spojrzeniem.
- I adnego gadania o morderstwach i samobjstwach przy moim stole! Obrzydzisz
Administratorowi posiek.
Dannyl spoglda przez okienko powozu na mijane budynki z jasnotego kamienia.
Soce stao nisko nad horyzontem i cae miasto zdawao si emanowa ciep powiat.
Ulice byy pene przechodniw i powozw.
Kadego dnia i niemal kadego wieczora w cigu ostatnich trzech tygodni by zajty
odwiedzaniem i przyjmowaniem wpywowych osobistoci oraz pomaganiem Errendowi w
ambasadorskich obowizkach. Spotka wikszo Domw i Bel z dworu. Pozna yciorysy
wszystkich mieszkajcych w Elyne magw Gildii. Zapamita imiona elyskich dzieci z
talentem magicznym, odpowiada na pytania dworzan dotyczce Gildii, negocjowa zakup
elyskich win i uleczy sucego, ktry poparzy si w kuchni Ambasady.
Martwi go fakt, e przez cay ten czas nie mia najmniejszych szans na rozpoczcie
bada zleconych mu przez Lorlena, postanowi, wic, e gdy tylko bdzie mia kilka wolnych
godzin, odwiedzi Wielk Bibliotek. Wysa do Tayenda wiadomo z pytaniem, czy moliwe
s wizyty w godzinach wieczornych, i otrzyma w odpowiedzi zapewnienie, e moe przyj
o dowolnej porze, tote, gdy tylko dowiedzia si, e ma wolny wieczr, poprosi o
wczeniejsze podanie posiku i podstawienie powozu.
W przeciwiestwie do Imardinu ulice Capii wiy si w nieuporzdkowany sposb.
Powz kry tam i z powrotem, od czasu do czasu objedajc strome wzgrze. Rezydencje
ustpiy miejsca duym domom, a te z kolei mniejszym, ale schludnym budynkom. Kolejny
zakrt pod gr wyprowadzi Dannyla na skraj mniej zadbanej dzielnicy.
Zamiast z tawego kamienia budowano tu z drewna i jeszcze taszych materiaw, a
mczyni i kobiety na ulicach ubrani byli znacznie mniej wystawnie. Mimo e daleko byo
tej dzielnicy do okropnych widokw, jakie oglda w slumsach Imardinu podczas poszukiwa
Sonei. Dannyl czu lekki niesmak. Oblicze stolicy Elyne byo tak pikne, e biedniejsza jej
cz zdawaa si tu nie na miejscu. Powz i t dzielnic zostawi za sob i skierowa si ku
niskim wzgrzom. Tenn na polach koysa si na lekkim wietrze. Z rosncej w rzdkach
winoroli vare zwieszay si dojrzae kicie winogron, ktre tylko czekay na zbir i
przetworzenie w wino. Gdzieniegdzie Dannyl dostrzega sady pene drzew padu i piorre, a w
nich uwijay si grupki vindoskich robotnikw, co roku przybywajcych do Elyne na czas
zbiorw.
Kiedy ju ostatnie promienie soca zaczy pomaraczowo pobyskiwa, powz
wci oddala si od miasta, Dannyl poczu lekki niepokj. Moe wonica le zrozumia jego
polecenie? Unis ju rk, by zapuka w dach, kiedy powz wyjecha zza kolejnego
wzgrza.
Przed nim ciemna wstga drogi zakrcaa ku podstawie wysokiej skarpy. W wietle
zachodzcego soca tawy kamie zdawa si pon ywym ogniem. Cienie wyduay si
i pogbiay, podkrelajc ostre krawdzie, ksztaty okien i ukw potnej fasady, ktr
Dannyl zna z rysunkw w ksikach.
- Wielka Biblioteka - szepn z zachwytem.
Olbrzymie wejcie zostao wykute w litej skale i zaopatrzone w potne drewniane
drzwi. Kiedy powz podjecha bliej. Dannyl dostrzeg, e niewielki ciemniejszy prostokt na
samym dole to waciwe wejcie, umieszczone w olbrzymich skrzydach drzwi. Przed nimi
czeka jaki czowiek.
Dannyl umiechn si, widzc jego barwne ubranie. Zabbni niecierpliwie palcami
we framug okienka powozu, ktry powoli pokonywa odlego dzielc ich od biblioteki.
Kiedy zatrzyma si przed samym wejciem. Tayend podszed i otworzy drzwiczki powozu.
- Witaj w Wielkiej Bibliotece, Ambasadorze Dannylu - powiedzia, kaniajc si z
gracj.
Dannyl spojrza w gr i pokiwa gow z zachwytem.
- Widziaem ilustracje w ksikach, kiedy byem nowicjuszem. Nie oddaj
wspaniaoci tego budynku w najmniejszym stopniu. Jak jest stary?
- Starszy ni Gildia - odpowiedzia Tayend nie bez dumy. - Jakie osiem lub dziewi
stuleci, tak si uwaa. Niektre czci s jeszcze starsze, ale nie widziae jeszcze
wszystkiego, racz, wic uda si za mn, panie.
Przeszli przez niewielkie drzwi, ktre Tayend zamkn i zaryglowa za nimi, po czym
znaleli si w dugim sklepionym korytarzu. Cign si on w ciemnociach, ale nim Dannyl
zdy przywoa kul wietln. Tayend poprowadzi go ku stromym, owietlonym
pochodniami schodom po jednej stronie.
Na ich szczycie znajdowao si dugie, wskie pomieszczenie.
Po jednej stronic miao okna, ktre Dannyl widzia z zewntrz. Byy olbrzymie i
wypenione niewielkimi szybkami ujtymi w elazne okucia. cian naprzeciwko okien
pokrywa wzr z lnicych zotym wiatem kwadratw
W sali ustawiono krzesa: po trzy lub cztery w pewnej odlegoci od siebie. Obok
najbliszego z nich sta stary mczyzna.
- Dobry wieczr, Ambasadorze Dannylu. - Czowiek ten skoni mu si z ostron
sztywnoci waciw podeszemu wiekowi. - Jestem Irand, bibliotekarz.
Gos Iranda brzmia zaskakujco dononie, co doskonale pasowao do nadludzkich
rozmiarw biblioteki. Mia gste i krtkie, siwe ju wosy, a ubrany by w prost koszul i
spodnie z popielato-szarego ptna.
- Dobry wieczr, bibliotekarzu Irandzie - rzek Dannyl.
Twarz bibliotekarza rozpromienia si.
- Administrator Lorlen uprzedzi mnie, e masz tu zadanie do wykonania.
Poinformowa mnie, e bdziesz chcia mie dostp do wszystkich ksig, z ktrych korzysta
obecny Wielki Mistrz podczas swojego tutaj pobytu. Czy wiesz, co to byy za ksigi?
Starzec pokrci gow.
- Nie, ale moe Tayend co bdzie pamita. By asystentem Akkarina i zgodzi si
pomc ci w twoich poszukiwaniach - Irand skin na modzieca. - Przyda ci si rwnie jego
znajomo dawnych jzykw. Bdzie ponadto posya po jedzenie i picie, jeli zechcesz si
posili.
Tayend potakn gorliwie, a starzec umiechn si.
- Dzikuj - odpowiedzia Dannyl.
- A zatem nie bd ci zatrzymywa duej. - W oczach Iranda zabysa iskierka. -
Biblioteka stoi przed tob otworem.
- Tdy, panie - powiedzia Tayend, wskazujc ponownie na schody.
Dannyl ruszy za uczonym w kierunku ciemnego korytarza.
Na pce po jednej stronie stay lampy. Tayend sign po jedn z nich.
- Nie kopocz si - powstrzyma go Dannyl. Skupi swoj wol i obok jego gowy
pojawia si kula wiata, rozpraszajc cienie w korytarzu. Tayend zerkn na ni i zamruga.
- Zawsze mam po nich plamki przed oczami. - Sign znw w stron pki i wzi
jedn z lamp. - By moe w pewnej chwili bd musia zostawi ci samego, dlatego jednak
wezm z sob wiato. - Z lamp koyszc si przy boku modzieniec ruszy korytarzem. - W
tym miejscu od zawsze gromadzi si wiedz. Posiadamy rozpadajce si karty sprzed
omiuset lal, w ktrych jest mowa o jakim rodzaju biblioteki. Pocztkowo korzystano tylko z
kilku pomieszcze, a w pozostaych mieszkao par tysicy ludzi Teraz zapenilimy
wszystkie ksigami i zwojami, tabliczkami i malowidami, wykulimy rwnie w skale nowe
komnaty.
Dannyl przyglda si, jak ciemno przed nimi ucieka niczym jaka lkajca si
magii mga. Niespodziewanie znaleli si przed lep cian, a mrok rozproszy si na obie
strony. Tayend skierowa si w korytarz po prawej.
- Jakie znasz jzyki? - spyta go Dannyl.
- Wszystkie staroytne dialekty Elyne i Kyralh - odpar modzieniec. - Nasze dawne
jzyki s bardzo do siebie podobne, ale im dalej w przeszo, tym wicej rnic. Mwi te
wspczesnym vindoskini, nauczyem si od sucych w domu, oraz troch po lasku.
Potrafi tumaczy staroytne tabliczki vindoskie i tenturskie, oczywicie korzystajc z
moich ksig.
Dannyl spojrza na niego z uznaniem.
- Sporo ich.
Miody uczony wzruszy ramionami.
- Jeli poznasz kilka, reszta przychodzi atwo. Zamierzam nauczy si kiedy
wspczesnego jzyka Lonmarczykw i niektrych ich starszych systemw gramatycznych A
potem by moe zabior si do nauki dialektw sachakaskich. Ich dawne jzyki te nieco
przypominaj nasze.
Przeszli jeszcze przez par zakrtw i schodw, a wreszcie Tayend zatrzyma si
przed drzwiami. Z niespodziewanie powan min wskaza Dannylowi, e to wanie on
powinien pj przodem. Przekraczajc prg, Dannyl westchn z zachwytu.
Przed nim cigny si niezliczone rzdy pek, rozdzielone szerokim przejciem na
wprost od miejsca, gdzie stali. Mimo e sufit tego pomieszczenia by do nisko, nie byo
wida przeciwlegej ciany. Masywne kamienne kolumny wspieray strop, co sto krokw.
Sabe wiato pochodzio z lamp osadzonych na cikich elaznych podstawach.
Ta ogromna sala wrcz emanowaa staroytnoci. W porwnaniu z masywnymi
kolumnami i niemal wyczuwalnym ciarem stropu ksigi wydaway si delikatne i nietrwae.
Dannyl poczu pokor i ogarniajc go melancholi.
Gdyby nawet spdzi w tym miejscu rok, nie pozostaby tam po nim wikszy lad ni
po mie, ktra otrze si o cian z zimnego kamienia.
- W porwnaniu z tym wszystko inne w bibliotece jest nowe - powiedzia Tayend
cicho. - To jest najstarsze pomieszczenie. Moe mie nawet tysice lat.
- Kto je wyku? - spyta szeptem Dannyl
- Nie wiadomo.
Dannyl ruszy w gb sali, przygldajc si niekoczcym si rzdom ksig.
- Jak znajd to, czego szukam? - spyta z nut rozpaczy w gosie.
- Och, to aden problem - gos Tayenda zabrzmia znacznie wyraniej, rozcinajc
cikie milczenie tej sali. - Przygotowaem dla ciebie wszystko w tym samym pokoju, w
ktrym pracowa Akkarin. Chod za mn.
Tayend szybkim i lekkim krokiem ruszy dalej. Min kilka pek, obrci si i wszed
midzy nie, po czym dotar do sporych kamiennych schodw wznoszcych si ku otworowi w
suficie. Przeskakujc po dwa stopnie, poprowadzi Dannyla w szeroki korytarz. Tutaj strop
by nieprzyjemnie nisko. Po obu stronach znajdoway si otwarte drzwi.
Tayend zatrzyma si przed jednymi i gestem wskaza Dannylowi, e moe wej do
rodka.
Dannyl znalaz si W niewielkim pokoiku. Na rodku stal wielki kamienny st, a na
nim leay sterty ksig.
- Jestemy na miejscu - oznajmi Tayend. - A to s ksigi, ktre czyta Akkarin.
Byy wrd nich niewielkie ksieczki wielkoci doni oraz ogromne tomiszcza,
ktrych uniesienie wymagao nie lada siy. Dannyl przeglda je, przekadajc ze stosu na
stos, by zapozna si z tytuami.
- Od czego powinienem zacz? - spyta gono.
Tayend wycign zakurzony wolumin ze rodka jednej ze stert.
- To byo pierwsze, co przeczyta Akkarin.
Dannyl spojrza na chopaka z podziwem. Oczy modzieca byszczay entuzjazmem.
- A tak dobrze pamitasz?
Uczony umiechn si szeroko.
- eby korzysta z biblioteki, potrzebna jest dobra pami, jak inaczej mgby
odnale ksig, ktr ju czytae?
Dannyl spojrza na trzymany w rkach tom. Praktyki magiczne plemion z Szarych
Gr. Data pod tytuem sugerowaa, e ksiga ta ma, co najmniej piset lat, a Dannyl
wiedzia, e w grach rozcigajcych si midzy Kyrali a Elyne nie mieszkay adne
plemiona, od co najmniej rwnie dugiego czasu. Zaintrygowany otworzy ksig i zacz
czyta.
ROZDZIA 8
TAK, JAK SOBIE ZAMIERZY
- Bdziemy tylko siedzie i sucha? - Yaldin zmarszczy czoo, a kiedy skupi si na
wsuchiwaniu w gosy w sali wieczornej, jego oczy przybray nieobecny wyraz. Rothen
powstrzyma chichot. Twarz starszego maga bya a nadto wyrazista. Kady, kto by go
zobaczy, domyliby si natychmiast, e Yaldin usiuje podsuchiwa.
Po wyjedzie Dannyla Rothen potrzebowa kogo, kto szpiegowaby" innych magw.
Odkd pojawiy si gorszce pogoski, wszyscy stali si ostroniejsi. Poniewa jednak
pogoski te dotyczyy Rothena, plotkarze zawsze upewniali si, czy nie ma go w pobliu,
zanim cokolwiek powiedzieli, tote w kocu postanowi wywiczy swojego starego
przyjaciela
Yaldina w sztuczkach Dannyla.
- Nazbyt si zdradzasz, Yaldinie.
Starszy mczyzna spojrza na niego spode ba.
- Zdradzam si? Co masz na myli?
- Kiedy...
- Mistrzu Rothenie.
Zaskoczony Rothen podnis wzrok na stojcego obok jego krzesa Administratora
Lorlena.
- Sucham, Administratorze.
- Chciabym z tob porozmawia na osobnoci.
Rothen rozejrza si i zauway, e kilku stojcych w pobliu magw przyglda si
Lorlenowi wyczekujco. Yaldin skrzywi si, ale nic nie rzek.
- Oczywicie - odpowiedzia Rothen. Wsta i uda si za Lorlenem ku niewielkim
drzwiom prowadzcym do sali bankietowej.
Panowa tam mrok, ale wkrtce Administrator przywoa nad swoj gow wietln
kul, ktra przepyna nad wielki st, owietlajc go. Lorlen podszed do jednego z krzese.
Rothen usiad obok Administratora, zbierajc siy na rozmow, ktrej od jakiego czasu si
obawia.
Lorlen rzuci mu spojrzenie, po czym spuci wzrok na blat stou. Westchn i
spowania.
- Zdajesz sobie spraw z pogosek na temat ciebie i Sonei?
Rothen potakn.
- Owszem.
- Yaldin oczywicie ci powiedzia.
- I Sonea.
- Sonea? - Lorlen unis brwi.
- Owszem - potwierdzi Rothen. - Jakie cztery tygodnie temu doniosa mi, e jeden z
nowicjuszy z jej grupy wymyli t plotk. Martwia si, e ludzie mog w ni uwierzy.
Powiedziaem jej, eby si tym nie przejmowaa. Plotka ma swj cykl yciowy, a kiedy
podejrzenia w kocu robi si przebrzmiae, odchodz w niepami.
- Hmmm. - Lorlen nie wyglda na przekonanego. - O takich plotkach nie zapomina
si tak szybko, jak by chcia. Paru magw ju mnie odwiedzio, by wyrazi swj niepokj.
Uwaaj, e to nie wypada, aby moda dziewczyna mieszkaa z magiem w jego apartamencie.
- Przeniesienie jej gdzie indziej nie zlikwiduje tych plotek.
Lorlen przytakn.
- To prawda. Niemniej jednak by moe powstrzymaoby dalsze spekulacje, ktre
mogyby okaza si szkodliwe dla was obojga. Prawd mwic, wydaje mi si teraz, e Sonea
powinna bya przenie si do Domu Nowicjuszy, kiedy zaczy si lekcje. - Administrator
spojrza Rothenowi prosto w oczy. - Nie, eby zapobiec temu, co sugeruj pogoski, ale by
powstrzyma jakiekolwiek plotki. Nikt nie wierzy, e midzy wami zdarzyo si co
niewaciwego.
- W takim razie, po co j przenosi? - Rothen rozoy bezradnie rce. - Ona i tak
bdzie spdza sporo czasu w moim mieszkaniu, uczc si lub jedzc kolacj. Jeli poddamy
si teraz, ile czasu zajmie podwaenie, e nasze spotkania odbywaj si z dobrej woli? -
Pokrci gow. - Zostawmy to tak, jak jest, a ci, ktrzy s tak gupi, by dawa posuch
plotkom, zostan zapewnieni, e nie znaleziono adnych dowodw niewaciwego
prowadzenia si.
Usta Lorlena wykrzywiy si w kwanym pumiechu.
- Bardzo jeste pewny siebie, Rothenie. Co o tym wszystkim sdzi Sonea?
- Oczywicie, martwi j te pogoski, ale ma nadziej, e zapomni si o nich, kiedy
ona przestanie by celem atakw Garrelowego faworyta.
- Czyli wtedy, gdy doczy do zimowej grupy? Jeli doczy...
- Tak.
- Mylisz, e uda si jej przeskoczy do wyszej klasy i utrzyma w niej?
- Bez problemu. - Rothen umiechn si, nie zamierzajc kry dumy. - Uczy si
szybko i ma motywacj. Ostatni rzecz, na jak miaaby ochot, byoby znalezienie si na
powrt w klasie Regina.
Lorlen potakn, wpatrujc si uwanie w Rothena.
- Nie podzielam twojego optymizmu w kwestii tej plotki, Rothenie. W twoich
argumentach przeciwko przenoszeniu Sonei jest sporo racji, ale jeli si mylisz, sytuacja
moe znaczco si pogorszy. Uwaam, e powinno si j przenie dla jej dobra.
Rothen rzuci Administratorowi ponure spojrzenie. Lorlen nie wierzy chyba, e
Rothen mgby sypia z nowicjuszk, zwaszcza trzy razy od niego modsz? Wzrok Lorlena
by jednak niewzruszony i Rothen uwiadomi sobie z przeraeniem, e mag najwyraniej
dopuszcza tak moliwo.
Lorlen nie moe w co takiego wierzy! Jak w ogle co takiego mogo przej mu
przez myl! Czyby Rothen kiedykolwiek da mu powody do wtpliwoci?
Po czym olnia go jedna myl. To wszystko przez Akkarina, pomyla. Gdybym to ja
si dowiedzia, e mj najlepszy i najdawniejszy przyjaciel uprawia zakazana magie, te
podabym w wtpliwo moje sdy o wszystkich dookoa.
Rothen wzi gboki oddech i zway dobrze kolejne sowa.
- Tylko ty moesz zrozumie, dlaczego chc, eby Sonea trzymaa si blisko mnie,
Lorlenie - zacz cicho. - Ona ma ju dostatecznie duo powodw do zmartwie, eby jeszcze
wysya j midzy tych, ktrzy wyrzdzaj jej krzywd, tam gdzie bdzie wystawiona nie
tylko na wpywy innych nowicjuszy.
Lorlen zmarszczy brwi, a nastpnie otworzy szerzej oczy i odwrci wzrok.
Wyprostowa si i skin powoli gow.
- Rozumiem, co ci niepokoi. To musi byt' dla niej przeraajce. Jeli jednak podejm
decyzj wbrew woli wikszoci, cign tylko na nas uwag. Nie sdz, by w Domu
Nowicjuszy grozio jej wiksze niebezpieczestwo... ale postaram si odwleka t decyzj tak
dugo, jak bdzie to moliwe, w nadziei, e, jak przewidujesz, sytuacja si uspokoi.
- Dzikuj. - Rothen skin gow.
- Poza tym - doda Lorlen jakby po namyle - przyjrz si temu Reginowi.
Kopotliwymi nowicjuszami powinno zajmowa na dugo przed ukoczeniem przez nich
studiw.
- Bd ci wdziczny - powiedzia Rothen.
Lorlen wsta, a Rothen poszed w jego lady. Na moment ich oczy si spotkay i
Rothen dostrzeg we wzroku Admistratora wyraz lku i zagubienia, ktry przej go
dreszczem. Lorlen odwrci si i ruszy w kierunku drzwi do sali wieczornej.
Tam si rozstali i Lorlen zasiad na swoim zwykym miejscu.
Podchodzc tam, gdzie wczeniej siedzia, Rothen czu na sobie badawcze spojrzenia,
ale stara si nie da po sobie niczego pozna. Yaldin podnis na niego pytajcy wzrok
- Nic bardzo wanego - powiedzia Rothen, opadajc na fotel. - Gdziemy byli? Ach.
tak. Zbytnie rzucanie si w oczy. Wygldae tak...
Sonea westchna, syszc pukanie do drzwi. Przerwaa pisanie nie odwracajc si,
zawoaa:
- Prosz!
Drzwi si otworzyy.
- Go do ciebie, pani Soneo - powiedziaa Tania niepewnym gosem.
Spogldajc za ni, Sonea zobaczya stojc w drzwiach jej sypialni kobiet odzian w
zielone szaty przepasane czarn szarf. Natychmiast skoczya na rwne nogi i skonia si
szybko.
- Mistrzyni Vinaro.
Przyjrzaa si uwanie Arcymistrzyni Uzdrowicieli. Nieatwo byo oceni humor
Uzdrowicielki, poniewa Vinara zawsze miaa chodny i powany wyraz twarzy. Teraz jej
szare oczy sprawiay wraenie jeszcze zimniejszych.
- Nieco pno na nauk - zauwaya Vinara.
Sonea zerkna na biurko.
- Ucz si, eby przeskoczy do zimowej grupy.
- Syszaam. - Vinara poruszya lekko rk w stron drzwi. Zanim si zamkny,
Sonea zdya dostrzec zaniepokojone spojrzenie Tani. - Chciaabym porozmawia z tob na
osobnoci.
Sonea wskazaa jej fotel, po czym przysiada na skraju ka. Ze cinitym odkiem
przygldaa si, jak Vinara siada i poprawia szaty.
- Zdajesz sobie spraw z pewnych pogosek krcych na temat ciebie i Mistrza
Rothena?
Sonea przytakna.
- Przyszam tu, eby ci o to wypyta. Musisz by ze mn szczera, Soneo. To powana
sprawa. Czy jest w tych pogoskach ziarno prawdy?
- Nie.
- Mistrz Rothen nigdy nie czyni ci adnych niewaciwych propozycji?
- Nie.
- I nigdy... nie dotyka ci?
Sonea poczua, e si rumieni.
- Nie. Nigdy. To gupia plotka. Rothen nigdy mnie nie dotyka ani ja jego. Robi mi si
niedobrze, suchajc tych plotek.
Vinara pokiwaa powoli gow.
- Ciesz si, e to sysz. Pamitaj, e gdyby miaa jakiekolwiek powody do
niepokoju, czy te bya do czegokolwiek zmuszana, nie musisz tutaj mieszka. Pomoemy ci.
Sonea z trudem powstrzymaa gniew.
- Dzikuj, ale tutaj nic zego si nie dzieje.
Vinara zmruya oczy.
- Musz ci rwnie poinformowa, e gdyby okazao si, i krce pogoski s
prawdziwe, a ty braa w tym udzia z wasnej woli, twoja pozycja w Gildii staaby si
zagroona. W najlepszym razie straciaby opiek Rothena. Oczywicie. Reginowi by si to
spodobao. Moe przez cay czas do tego dy.
Sonea zacisna zby.
- Jeli bdzie trzeba, Lorlen moe jeszcze raz sprawdzi moj prawdomwno.
Vinara wyprostowaa si i odwrcia wzrok.
- Miejmy nadziej, e do tego nie dojdzie - prychna. - Przykro mi, e musiaam
poruszy w rozmowie z tob tak delikatne kwestie. Musisz zrozumie, e jest to mj
obowizek. Jeli bdziesz chciaa o czym porozmawia, zawsze moesz przyj do mnie. -
Wstaa i przyjrzaa si krytycznie Sonei. - Jeste wyczerpana, dziewczyno. Jeli bdziesz si
tyle uczy, w kocu si pochorujesz. Wypij si.
Sonea potakna. Patrzya, jak Mistrzyni Vinara otwiera drzwi i wychodzi, a nastpnie
odczekaa, a Tania zamknie drzwi do mieszkania. Dopiero wtedy rzucia si na ko i
zacza piciami okada poduszk.
- Zabij go! - warkna. - Najchtniej utopiabym go w Tarali z kamieniami
przywizanymi do ng, eby nikt nigdy nie znalaz ciaa.
- Pani Soneo?
Syszc ten niemiay gos, Sonea podniosa si i odgarna potargane wosy z twarzy.
- Tak, Taniu?
- Ko... kogo chciaaby zabi?
Sonea odrzucia poduszk.
- Regina, oczywicie.
- Ach. - Tania usiada na skraju ka. - Przestraszya mnie przez moment. Mnie te
przesuchiwali. Nie uwierzyam w to wszystko, oczywicie, ale powiedzieli mi, na co mam
zwraca uwag i... no... ja...
- Nie przejmuj si, Taniu - westchna Sonea. - W caej Gildii jest tylko jedna osoba,
ktra usiowaa mi co takiego zrobi.
Suca otwara szeroko oczy.
- Kto?
- Regin, oczywicie.
Tania spojrzaa na ni z przeraeniem.
- I co zrobia?
Sonea umiechna si na to wspomnienie.
- Zastosowaam pewn sztuczk, ktrej nauczy mnie Cery.
I wstaa, eby wyjani Tani szczegy.
Byo ju pno, kiedy Lorlen wrci do swojego gabinetu na Uniwersytecie.
Wczeniej tego dnia jego sekretarz.
Mistrz Osen, przynis mu niewielk skrzynk z poczt.
Przegldajc jej zawarto, Administrator natrafi na niewielk paczuszk z Elyne,
odoy j, wic na bok, eby przeczyta pniej.
Teraz powikszy swoj kul wiata i wycign ten list.
Otworzy go i z zadowoleniem przyjrza si eleganckiemu pismu Dannyla. Mody mag
pisa pewn rk i rwno. Lorlen rozsiad si w fotelu i zabra do lektury.
Do Administratora Lorlena.
Dopiero tydzie temu zdoaem po raz pierwszy odwiedzi Wielk Bibliotek i od tego
czasu powracam tu, co wieczr, by kontynuowa badania. Bibliotekarz Irand przydzieli mi
do pomocy tego samego modego uczonego, ktry asystowa Wielkiemu Mistrzowi w jego
poszukiwaniach: Tayenda z Tremmelin. Modzieniec ten doskonale pamita wizyt Wielkiego
Mistrza, tote udao mi si poczyni znaczce postpy. Wedle stw Tayenda Wielki Mistrz
prowadzi dziennik, w ktrym robi notatki i przepisywa fragmenty ksig, a take rysowa
mapy. Z pomoc tego uczonego zdoaem przebrn przez poow rde, z ktrych korzysta
Wielki Mistrz, i przepisaem z nich to, co wydao mi si istotne, a zwaszcza to. czym zdaniem
Tayenda interesowa si Wielki Mistrz.
W tej chwili mgbym zaj si kilkoma zagadnieniami, podobnie jak niegdy Wielki
Mistrz. Wikszo z nich wymaga wyprawy do jakiego grobowca, wityni lub biblioteki w
jednej z Krain Sprzymierzonych. Kiedy skocz lektur, powinienem zna wszystkie
moliwoci, ktre rozwaa Wielki Mistrz. Wtedy bd musia wybra, ktr z nich si zaj.
Aby pomc mi w podjciu tej decyzji. Tayend uda si do przystani, gdzie przechowywane s
zapisy dotyczce rejsw z wielu lat. Znalaz tam wzmiank o przybyciu Mistrza Akkarina
ponad dziesi lat temu, o jego pniejszej podry do Lonmaru, a nastpnie powrocie do
Capii, skd innym statkiem popyn na wyspy Vin, by powrci do Capii miesic pniej.
Dalszych informacji nie ma.
Rozwaajc wszystko, co udao mi si dotychczas zebra, zakadam, e Wielki Mistrz
odwiedzi Przewietn wityni w Lonmarze. Przepisaem moje notatki i zaczam je do tego
listu.
Dannyl, Drugi Ambasador Gildii w Elyne
Lorlen odoy list i przekartkowa doczone do niego notatki. Byy jasne i dobrze
sporzdzone: opisyway i skaday w cao strzpy informacji sprzed wiekw, sprzed
powstania Gildii. Na ostatniej stronie Dannyl napisa krtk uwag.
Trafiem na ksig opisujc wojn sachakask, spisan niedugo po tych
wydarzeniach. Warto zauway, e Gildia przedstawiona jest tam jako nieprzyjaciel - a jej
portret jest wysoce nieprzychylny! Kiedy skocz z moimi obecnymi obowizkami, powrc
do biblioteki, aby dokadniej przyjrze si temu dzieu.
Lorlen umiechn si. Gdyby wiedzia, e Dannyl tak wietnie radzi sobie ze
zdobywaniem informacji, posuyby si nim wczeniej. Mimo e mag nie odkry jeszcze
niczego, co mona by wykorzysta przeciwko Akkarinowi, zebra w krtkim czasie mnstwo
danych. Lorlen poczu, e wzrasta w nim nadzieja na znalezienie czego przydatnego.
Nikt nie zadawa te niewygodnych pyta. Lorlen liczy na to, e Dannyl okae tyle
rozsdku, by utrzymywa spraw w tajemnicy, mimo e nie zna powodw, dla ktrych
miaby j ukrywa. Jeli jednak mody mag odkryje co, co sprawi, e zacznie podejrzewa
Akkarina o zgbianie czarnej magii, to zapewne w sekrecie powiadomi o tym Lorlena.
Co wtedy? Lorlen zagryz warg. Zapewne bdzie musia powiedzie Dannylowi
prawd. By pewny, e mody mag zrozumie potrzeb unikania konfrontacji z Akkarinem,
dopki nie bd mie pewnoci, e mona j bezpiecznie przeprowadzi. A poniewa Rothen
i Sonea rwnie zgodzili si, e jest to najbezpieczniejszy plan dziaania, przekonanie
Dannyla powinno by tym atwiejsze.
Lepiej bdzie jednak jak najduej unika wyjawienia Dannylowi prawdy. Na razie
Lorlen bdzie pomaga mu zdobywa informacje. Administrator wycign kartk papieru i
napisa list do Pierwszego Ambasadora Gildii. Zapiecztowa go starannie, zaadresowa na
Dom Gildii w Elyne, a nastpnie woy list do innego pudeka lecego na jego biurku.
Mistrz Osen nazajutrz przekae korespondencj kurierowi.
Wsta i schowa list Dannyla do skrzyneczki, w ktrej przechowywa wane
dokumenty. Wzmocni magiczn barier uniemoliwiajc innym osobom dostanie si do jej
zawartoci, po czym zamkn skrzyneczk w szafce za biurkiem. Opuszczajc gabinet,
umiechn si do siebie pod nosem.
Akkarin mia racj, mwic, e wybraem waciwego czowieka na stanowisko
Drugiego Ambasadora Gildii w Elyne.
ROZDZIA 9
ROZWAANIA O PRZYSZOCI
- Mog prosi o co bardziej zwyczajnego? - spytaa Sonea, oddajc sucej srebrna
szczotk do wosw.
- O nie, to te? - Tania westchna. - Nie wemiesz z sob nic adnego, pani?
- Nie. Niczego cennego i niczego, co lubi.
- Ale tyle rzeczy tutaj zostawiasz... Co z tym piknym wazonem? Od czasu do czasu
przynios ci kwiaty. Pokj wyglda wtedy duo adniej.
- Przywykam do znacznie gorszych warunkw, Taniu. Kiedy naucz si chowa albo
chroni przedmioty, moe wrc i zabior troch ksiek. - Sonea ogarna wzrokiem
zawarto lecego na jej ku puda. - Wystarczy.
Tania westchna ponownie. Wzia pudeko i wyniosa je z pokoju. Sonea posza za
ni i zastaa Rothena przemierzajcego salon w t i z powrotem. Mia zmarszczone czoo, a
kiedy j zobaczy, podbieg i chwyci j za rce.
- Tak bardzo mi przykro z tego powodu, Soneo - zacz. - Ja...
- Nie przepraszaj. Rothenie - odpowiedziaa. - Wiem, e zrobie, co byo w twojej
mocy. Moe to lepiej, e odejd.
- Bzdura. Mgbym...
- Nie. - Patrzya na niego zdecydowanym wzrokiem. - Musz odej. Jeli tego nie
zrobi. Regin postara si o dowody On mgby prbowa bez koca, jeeli jego celem jest
odebranie ci opieki nade mn. Wtedy nauczyciele przestaliby si mn zajmowa i ju nic nie
mona by uczyni.
Nie rozchmurzy czoa.
- Nie pomylaem o tym - warkn. - Ale to nie w porzdku, eby byle nowicjusz
narobi tylu kopotw.
Umiechna si kwano.
- Nie, ale to nie powstrzyma mnie od wyprzedzenia go, prawda? Bdziemy nadal
pracowa.
Rothen potakn.
- Bdziemy.
- A zatem spotykamy si przed Bibliotek Magw za godzin, tak?
- Tak.
Ucisna jego donie i skina na Tani. Dziewczyna podniosa pudo i podesza do
drzwi. Sonea przystana w progu, by jeszcze spojrze na Rothena i posa mu umiech.
- Wszystko bdzie dobrze.
Zdoa w odpowiedzi umiechn si blado. Sonea odwrcia si i w towarzystwie
Tani ruszya przed siebie.
Na korytarzu Domu Magw byo bardzo tocznie jak na poranek Dnia Wolnego.
Sonea staraa si nie zwraca uwagi na spojrzenia mijanych osb, wiedzc, e nie zdoa ukry
gniewu, jeli spojrzy im prosto w oczy? Dosyszaa, e Tania pomrukuje co o
niesprawiedliwoci, ale nie poprosia o powtrzenie. Miaa do tego typu rozmw przez
ostatnie kilka dni.
Przez cay ten czas sprawiaa wraenie znacznie dzielniejszej, ni czua si w
rzeczywistoci - jeszcze mieszkaa w apartamencie Rothena. Kiedy wprowadzi si do Domu
Nowicjuszy, nie bdzie ju ucieczki przed Reginem. Moe magicznie zaryglowa drzwi -
Rothen pokaza jej, jak to zrobi - ale bya pewna, e Regin znajdzie sposb, eby pokona
tak przeszkod. Poza tym nie moe przez cay czas siedzie w swoim pokoju.
To bya zemsta za te jej gniewne sowa o Domu Paren.
Powinna bya powali go na ziemi i na tym poprzesta.
Ale poniewa nie powstrzymaa si i otworzya usta, obraajc go, teraz nie da jej
spokoju. Tyle jeli chodzi o plan ignorowania Regina w nadziei, e znudzi mu si
przeladowanie jej.
Teraz ju nie tylko nowicjusze powtarzali sobie szeptem jej imi w korytarzach.
Syszaa wystarczajco duo uwag ze strony magw, eby przekona si, jak maj o niej
opini.
aden z nich nie zastanowi si nawet, jak i kiedy powstaa ta plotka. Takie pogoski
nie powinny si w ogle pojawia" oznajmi jeden z nauczycieli. Mieszkanie u Rothena
wygldao podejrzanie, zwaszcza, kiedy kto zastanowi si nad jej przeszoci. Jakby kada
kobieta ze slumsw bya ladacznic!
Wiele osb zadawao pytania, czym zasuya sobie na lepsze warunki ni pozostali
studenci. Oni musieli mieszka w Domu Nowicjuszy, wic ona te powinna.
Przekroczya bram Domu Magw i ruszya przez dziedziniec. Duszne letnie upay
ju miny i pogoda bya przyjemna. Czua delikatne ciepo emanujce z nagrzanego
kamiennego chodnika.
Nigdy wczeniej nie bya w Domu Nowicjuszy. Tylko raz, owej nocy, kiedy razem z
Ccrym zakradli si na teren Gildii, zajrzaa wtedy przez okno i zobaczya pokj. By
niewielki, skromnie urzdzony i pozbawiony ozdb.
Przy wejciu stao kilka grupek nowicjuszy. Jedni przerwali rozmowy, przypatrujc
si jej, inni nachylili si ku towarzyszom, szepczc dalej. Obrzucia ich pobienym
spojrzeniem i przesza przez otwarte drzwi.
Po korytarzu krcio si jeszcze wicej studentw, ale Sonea powstrzymaa si od
poszukiwania znajomych twarzy. Tania skierowaa si do drzwi na prawo od wejcia i
zapukaa.
Kiedy czekay, Sonea ktem oka obserwowaa nowicjuszy na korytarzu. Zastanawiaa
si, gdzie moe by Regin.
Na pewno nie daruje sobie tej chwili triumfu.
Drzwi otwary si i Sonea stana twarz w twarz z chudym Wojownikiem o ostrych
rysach. Ukonia si i przez gow przemkny jej wszystkie uwagi i skargi, jakie syszaa na
lemat dziekana Domu Nowicjuszy. Ahrind nie cieszy si popularnoci.
- Ach, nareszcie - odezwa si chodno. - Chod za mn
Ruszy korytarzem, a nowicjusze posusznie schodzili mu z drogi. Zatrzyma si przed
drzwiami niedaleko wejcia, otwary si natychmiast, ukazujc pokj rwnie may i
zwyczajny jak ten, ktry widziaa z Cerym.
- adnych zmian w pokoju - oznajmi Ahrind. - adnych goci po ostatnim gongu.
Jeli zamierzasz opuci Dom na kilka dni musisz mnie o tym powiadomi z dwudniowym
wyprzedzeniem. W pokoju ma panowa ad i porzdek. W razie potrzeby moesz umwi si
z ktrym ze sucych. Wszystko jasne?
Sonea potakna.
- Tak. Mistrzu.
Obrci si na picie i wyszed. Tania i Sonea wymieni)' porozumiewawcze
spojrzenia i rozejrzay si po pokoju.
By minimalnie wikszy od jej dotychczasowej sypialni; znajdowao si w nim ko,
szafa na ubrania, biurko i kilka pek. Z okna roztacza si widok na aren i ogrody. Tania
postawia pudo obok ka i zacza wypakowywa rzeczy.
- Nie widziaam tego chopaka - zauwaya.
- Nie. Co nie znaczy, e nie patrzy. On albo ktry z jego towarzyszy.
- Dobrze, e mieszkasz tak blisko wejcia.
Sonea przytakna, po czym wyja z puda notatniki, pira i papier i uoya je w
szufladzie biurka.
- Ahrind zapewne chce mie mnie na oku. Chce by pewny, e nie bd miaa zego
wpywu na innych.
Tania prychna pogardliwie.
- Sucy nie przepadaj za nim. Na twoim miejscu robiabym wszystko, by nie rzuca
mu si w oczy. A co z twoimi posikami?
Sonea wzruszya ramionami.
- Kolacje bd jada z Rothenem. A inne... zapewne w sali jadalnej. Moe bd moga
si tam zakrada, wzi co na talerz i wymkn si, zanim Regin skoczy je.
- Mog przynosi ci posiki tutaj, jeli chcesz.
- Nie powinna - westchna Sonea. - Tylko si narazisz.
- Bd przychodzi z innymi sucymi albo poprosz kogo, eby ci podrzuca
jedzenie. Nie pozwol, eby godowaa przez tego chopaka.
- Nie bd, Taniu - zapewnia j Sonea. - No, wszystko rozpakowane. - Przyoya
do do drzwi szafy, a nastpnie do szuflady w biurku. - I wszystko pozamykane. Id na
spotkanie z Rothenem w bibliotece.
Z umiechem wyprosia suc z pokoju, zaryglowaa drzwi i ruszya w stron
Uniwersytetu.
- C to ja mam w kieszeni? - Tayend wycign wistek papieru i przyjrza mu si
dokadnie. - Ach, notatki z nabrzea. - Przeczyta je i zmarszczy brwi. - Akkarina nie byo
przez sze lat. prawda?
- Tak - odpowiedzia Dannyl.
- To znaczy, e spdzi tu pi lat po powrocie z wysp
- Chyba, e podrowa dalej ldem - zauway Dannyl.
- Ale dokd? - Zamyli si Tayend. - Szkoda, e nie moemy zapyta ludzi, u ktrych
mieszka, oni zapewne natychmiast powiadomiliby go o naszych pytaniach, a ty najwyraniej
chciaby tego unikn. - Zabbni palcami w reling.
Dannyl umiechn si i wystawi twarz do wiatru.
Przez kilka tygodni wsplnej pracy zdy polubi modego uczonego. Tayend by
bystry i mia dobr pami, a poza tym by doskonaym asystentem i towarzyszem. Kiedy
wic zaproponowa, e bdzie towarzyszy Dannylowi w podry do Lonmaru, mag przyj t
ofert z zaskoczeniem, ale i z zadowoleniem. Zapyta tylko, czy Irand si zgodzi.
- Och, ja pracuj w bibliotece dla przyjemnoci - odpowiedzia na to Tayend z
wyran nut rozbawienia w gosie. - Mwic cile, ja waciwie niezupenie pracuj. Mog
korzysta do woli z zasobw biblioteki w zamian za pomaganie gociom i uczonym.
Kiedy Dannyl wyrazi ch odwiedzenia Lonmaru i Vinu, spodziewa si, e Pierwszy
Ambasador zaprotestuje. Przecie spdzi w Elyne dopiero par miesicy. Errend tymczasem
sprawia wraenie zachwyconego tym pomysem. Wygldao na to, e Lorlen prosi o
zaatwienie w tych krajach jakich dyplomatycznych spraw, a Errend nie przepada za
podrami morskimi. Z chci wic zdecydowa, by pojecha tam Dannyl.
Zaskakujco dobrze si to wszystko skadao...
- Jak on powrci do Gildii?
Dannyl podskoczy, po czym odwrci si do Tayenda.
- Kto?
- Akkarin.
- Podobno po prostu podszed do bramy Gildii, cay brudny i ubrany w zwyke rzeczy,
nikt, wic go z pocztku nie pozna.
Tayend otworzy szeroko oczy ze zdumienia.
- Naprawd? Powiedzia co na swoje wytumaczenie?
Dannyl wzruszy ramionami.
- By moe. Musz przyzna, e nie zwrciem szczeglnej uwagi na t opowie.
- Szkoda, e nie moemy go zapyta.
- Jeli poszukujemy staroytnej magii, to wiedza o przyczynie, dla ktrej Akkarin
wrci, wygldajc jak wczga, chyba na niewiele si nam zda. Pamitaj, Lorlen twierdzi,
e jego misja si nie powioda.
- Mimo to chciabym wiedzie - upiera si Tayend.
Statek koysa si, przepywajc midzy ramionami zatoki.
Spogldajc za siebie. Dannyl westchn z podziwu dla lnicego miasta. Naprawd,
mia szczcie, e wysano go na placwk wanie tu. Tayend schowa wistek papieru z
powrotem do kieszeni.
- Do zobaczenia, Capio - szepn z alem. - Rozstanie z tob to jak wymykanie si z
ramion kochanki, ktrej rozpaczliwie si nie doceniao. Dopiero, kiedy trzeba odej,
dostrzega si sw strat. - Przewietna witynia to pono wspaniae miejsce.
Tayend rozejrza si po pokadzie i odrzek:
- Tak i zobaczymy j na wasne oczy. C za przygoda przed nami! C za cudowne
widoki i niezapomniane przeycia, no i jaki wspaniay sposb podrowania!
- Moe najpierw obejrzyj swoj kajut, zanim zaczniesz wychwala sposb
podrowania, aczkolwiek musz przyzna, e spanie w takim miejscu jest niezapomnianym
przeyciem.
Tayend na chwile straci rwnowag, gdy statek zakoysa si na falach.
- To si wkrtce skoczy, prawda? Kiedy wypyniemy na pene morze?
- Co si skoczy? - spyta chytrze Dannyl.
Uczony rzuci mu przeraone spojrzenie, po czym przechyli si przez reling i
zwymiotowa. Dannyl natychmiast poczu wstyd z powodu swoich drwicych uwag.
- Czekaj. - Chwyci Tayenda za rk i pooy mu do na nadgarstku. Zamkn oczy i
wysa swoj wiadomo w gb ciaa modzieca, ale poczucie kontaktu zniko, gdy Tayend
wyrwa rk z ucisku.
- Nie. Nie trzeba. - Uczony nie potrafi ukry rumieca. - Wszystko bdzie w
porzdku. To tylko choroba morska, prawda? Przyzwyczaj si.
- Nie musisz chorowa - powiedzia Dannyl, zdumiony reakcj towarzysza.
- Owszem, musz. - Tayend ponownie przechyli si przez reling. Po chwili
przykucn pod barierk i otar usta chusteczk. - To wszystko jest czci dowiadczenia
wiesz - powiedzia w kierunku fal. - Jeli nie bd tego czu, nie bd mia, czego pniej
opowiada.
Dannyl wzruszy ramionami.
- Gdyby zmieni zdanie...
Tayend odkaszln.
- Nie omieszkam ci powiedzie.
Kiedy ostatnie promienie soca owietlay ju tylko najwysze drzewa w lesie,
Lorlen wyszed z gmachu Uniwersytetu, kierujc si ku rezydencji Wielkiego Mistrza.
Znw bdzie musia ukry ca swoj wiedze w najciemniejszym kcie umysu. Raz
jeszcze czeka go pozornie przyjazna konwersacja, konieczno opowiedzenia kilku arcikw i
wypicia najlepszego wina w Sprzymierzonych Krainach.
Niegdy zoyby ycie w rce Akkarina. Przyjanili si jako nowicjusze, ulali sobie,
zwierzali si, bronili si wzajemnie. Akkarin chtnie ama zasady Gildii i wymyla rne
figle. Lorlen przystan na moment. Czyby to pchno go ku czarnej magii? Czyby Wielki
Mistrz zwyczajnie nagina reguy dla wasnej zabawy?
Westchn. Nie podobao mu si to, e lka si Akkarina.
Wymylanie dobrych powodw jego zajmowania si czarn magi nieco pomagao w
wieczory takie jak ten, ale wtpliwoci zawsze pozostaway.
Walka osabia mnie. Potrzebuj twojej siy".
Jaka walka? Z kim mierzy si Akkarin? Zakrwawione achmany, w ktre by ubrany
w wizji Sonei, pozwalay Lorlenowi stwierdzi jedynie to, e przeciwnik Akkarina zosta
ciko ranny. Albo zamordowany.
Administrator pokrci gow. Opowieci Derrila i jego syna byy dziwaczne i
niepokojce. We wszystkich pojawiay si ofiary - martwi ludzie, mimo e zadane im rany nie
byty miertelne. To jednak nie wystarczy, by udowodni uycie czarnej magii, Lorlen nie
potrafi pozby si przekonania, e gdyby nie martwi si o Akkarina, zainteresowaby tymi
morderstwami raczej Vinar. Uzdrowicielka mogaby zna sposb na stwierdzenie, czy to
czarna magia zabia tych ludzi.
Gdyby jednak Gildia zacza poszukiwa czarnego maga, mogoby to doprowadzi do
przedwczesnej konfrontacji z Akkarinem.
Stajc przed drzwiami domu Wielkiego Mistrza, Lorlen westchn. Musi wyrzuci te
myli z umysu. Niektrzy magowie przypuszczaj, e Wielki Mistrz potrafi czyta w
mylach. Mimo e Lorlen nie wierzy w te pogoski, musia przyzna, e Akkarin posiada
niezwyk zdolno odkrywania sekretw wczeniej ni ktokolwiek inny. Jak zwykle drzwi
otworzyy si, gdy tylko Administrator zapuka. Wszed do rodka i zobaczy Akkarina
stojcego par krokw od niego z kieliszkiem wina w rce.
Lorlen umiechn si i wzi od niego trunek.
- Dzikuj.
Akkarin sign do stolika po drugi kieliszek i podnis go do ust, przygldajc si
Lorlenowi znad krawdzi.
- Wygldasz na zmczonego.
Lorlen potakn.
- Masz racj. - Pokiwa gow, odwrci si i ruszy w kierunku fotela.
- Takan mwi, e kolacja bdzie gotowa za dziesi minut - rzek Akkarin. - Chodmy
na gr.
Akkarin skierowa si w lewo. Otworzy drzwi prowadzce na klatk schodow i
skin na Lorlena. Wchodzc po schodach, Administrator nagle poczu co na ksztat obawy,
jakby zaniepokojenie faktem, e tu za nim poda odziany na czarno mag. Oddali od siebie
to uczucie i wszed w dugi korytarz na szczycie schodw.
W poowie drogi zobaczy otwarte drzwi, a za nimi jadalni. Takan ju czeka w
rodku. Kiedy sucy si skoni,
Lorlen powstrzyma si od dokadnego obejrzenia go sobie, mimo e odkd pozna
dziaania Akkarina, nie mia wielu sposobnoci, by przypatrze si Takanowi.
Sucy podszed do jednego z krzese i odsun je. Kiedy Lorlen siada, Takan
wykona ten sam gest wobec Wielkiego Mistrza, a nastpnie pospiesznie si oddali.
- Co ci tak drczy, Lorlenie?
Administrator spojrza na Akkarina ze zdziwieniem.
- Drczy mnie?
Akkarin umiechn si.
- Wygldasz na roztargnionego. Co ci ley na sercu?
Lorlen potar z westchnieniem nos.
- Musiaem w tym tygodniu podj nieprzyjemn decyzj.
- Och? Czyby Mistrz Davin usiowa przekona ci do zakupu wikszej iloci
materiaw do jego eksperymentw z pogod?
- Nie... cho, owszem, to te. Ale musiaem przenie Sone do Domu Nowicjuszy. A
to byo okrutne, poniewa ona najwyraniej nie dogaduje si z kolegami z grupy.
Akkarin wzruszy ramionami.
- Miaa szczcie, e udao jej si spdzi tyle czasu z Rothenem, ile spdzia. Kto w
kocu i tak by zaprotestowa. Dziwi mnie, e ta sprawa nie wypyna wczeniej.
Lorlen potakn i machn rk.
- Ju po wszystkim. Pozostaje mi jedynie mie oko na to, co si dzieje midzy ni a jej
kolegami, oraz przekona Mistrza Garrela do powstrzymania wybrykw Regina.
- Moesz prbowa, ale nawet gdyby zmusi Garrela do aenia krok w krok za swym
nowicjuszem, chopaka nie powstrzymasz. Sonea bdzie musiaa nauczy si broni, jeli
chce zdoby szacunek wrd nowicjuszy.
Pojawi si Takan z tac i postawi przed nimi niewielkie czarki z zup. Akkarin uj
naczynie w swe smuke pace, skosztowa i umiechn si.
- Zawsze wspominasz o Sonei podczas wizyt tutaj - zauway. - To dla ciebie do
nietypowe, by zwraca uwag na jakiego nowicjusza.
Lorlen przekn ostronie sonaw zup.
- Ciekawi mnie, jak ona sobie poradzi... jak bardzo przeszo bdzie jej przeszkadza.
Wszystkim nam powinno zalee na tym, eby szybko zaadaptowaa si do naszego stylu
ycia i wykorzystaa swj potencja, a zatem od czasu do czasu przygldam si jej postpom.
- I mylisz o rekrutowaniu nastpnych studentw z niszych klas?
Lorlen skrzywi si.
- Nie. A ty?
Akkarin odwrci wzrok i wzruszy lekko ramionami.
- Czasami. Zapewne marnujemy ogromny potencja, pomijajc tak wielkie rzesze
ludzi. Sonea jest tego najlepszym dowodem.
Lorlen zamia si.
- Nawet ty nie zdoasz przekona Gildii do tego pomysu.
Takan powrci z wielkim pmiskiem i postawi go pomidzy magami. Zebra puste
czarki i zastpi je talerzami.
Kiedy sucy znik ponownie, Akkarin zacz wybiera spomidzy wielu potraw
uoonych na pmisku.
Idc w jego lady, Lorlen pozwoli sobie na westchnienie zadowolenia, jak dobrze
byo znw zje porzdn kolacj. Pospieszne posiki, ktre jada w biurze, nie umyway si
do dopiero, co przygotowanych potraw.
- A jakie ty masz wieci? - spyta.
Akkarin opowiedzia mu pomidzy ksami jedzenia o dziwactwach Krla i jego
dworu.
- Syszaem same dobre rzeczy o naszym nowym Ambasadorze w Elyne - doda. -
Podobno przedstawiono mu spor liczb niezamnych modych dam, lecz on okaza im
uprzejmy brak zainteresowania.
Lorlen umiechn si.
- Jestem pewny, e Dannyl dobrze si bawi - urwa, zastanawiajc si, czy to nie jest
waciwa okazja, by nawiza do podry Akkarina. - Troch mu zazdroszcz. W
przeciwiestwie do ciebie nigdy nie miaem okazji podrowa, a teraz nie wiem, czy
kiedykolwiek bd mia na to czas. Nie prowadzie przypadkiem dziennika? Miae taki
zwyczaj, gdy bylimy na studiach.
Akkarin rzuci mu badawcze spojrzenie.
- Pamitam pewnego nowicjusza, ktry nie przepuci adnej okazji, eby
podczytywa ten mj dziennik
Lorlen zamia si i wbi wzrok w talerz.
- Nie te czasy. Po prostu szukam zajmujcej lektury na dugie wieczory.
- Niestety nie mog ci pomc - odrzek Akkarin. Westchn i pokrci gow. - Mj
dziennik i wszystkie notatki ulegy zniszczeniu na ostatnim etapie mojej podry.
Wielokrotnie aowaem, e nie zrobiem kopii, a czasem czuj pokus, by wrci i zebra
wszystkie informacje jeszcze raz. Podobnie jak ciebie, obowizki trzymaj mnie jednak w
Kyralii. Moe na staro znw uda mi si wymkn.
Lorlen pokiwa gow.
- A zatem musz gdzie indziej poszuka podrniczych opowieci.
Kiedy Takan wrci po pmisek, Akkarin zabra si do wyliczania interesujcych
ksiek. Lorlen potakiwa i udawa zainteresowanie, ale czstka jego umysu pracowaa na
zwikszonych obrotach. Znajc Akkarina, istotnie prowadzi on dziennik.
Czy bya tam mowa o czarnej magii?
Czy dziennik rzeczywicie zosta zniszczony, czy te Akkarin skama? Moe notatki
s gdzie w domu Wielkiego Mistrza? Czy daoby si tu zakra i odszuka je?
Niemniej, kiedy Takan wszed z czarkami wypenionymi duszonymi w winie
owocami piorre. Lorlen uzna, e takie przedsiwzicie byoby zbyt ryzykowne. Gdyby
Akkarin znalaz jakikolwiek lad intruza, mgby uzna, e kto pozna jego sekret. Lepiej
zaczeka, czy Dannyl nie odkryje czego cennego, zanim podejmie si tak niebezpieczne
kroki.
ROZDZIA 10
CIKA PRACA DAJE WYNIKI
- Sonea zdaa egzaminy pierwszego semestru. Mistrzu Kiano - oznajmi Jerrik -
Przeniosem j, wic do tej klasy.
Osiem par oczu skierowao si w jej stron. Nowicjusze siedzieli w pokrgu wok
katedry nauczyciela. Sonea przypatrywaa si ich twarzom, usiujc co z nich odczyta.
Nikt nie wykrzywi si szyderczo, ale nie dostrzega te umiechw zachty.
Nauczycielem by niski, krpy Vindon o zaspanych oczach. Skin gow Rektorowi i
Rothenowi i przenis wzrok na Sone.
- We krzeso z koca sali i usid wrd pozostaych.
Sonea ukonia si i posza ku krzesom stojcym pod cian. Wybraa jedno i
przyjrzaa si raz jeszcze studentom. Byli teraz zwrceni do niej plecami, tote nie widziaa
ich twarzy i nie miaa pojcia, jak zareaguj, gdy usidzie koo nich. Kiedy jednak wracaa na
przd sali, jeden z chopcw spojrza na ni i na jego ustach zagoci cie umiechu. Zbliya
si, wic do niego i poczua przypyw wdzicznoci, kiedy si nieco przesun, eby zrobi
dla niej miejsce. Rothen i Jerrik wyszli na korytarz. Echo ich krokw szybko ucicho. Mistrz
Kiano odchrzkn, rozejrza si po sali i powrci do przerwanego wykadu.
Nowicjusze pochylili si nad notatnikami i pisali szybko.
Uzdrowiciel wylicza kolejne choroby i medykamenty, ktre naley zastosowa do ich
leczenia, Sonea wyja kartk papieru i zacza zapisywa wszystko, co syszaa. Nie miaa
pojcia, co jest wane, tote notowaa jak najwicej, czujc, e bdzie mie kopoty z
odszyfrowaniem tych bazgrow.
Kiedy Mistrz Kiano przerwa w kocu, by narysowa na tablicy wykres, zdoaa
ostronie rozejrze si po pozostaych nowicjuszach.
Jedna dziewczyna i szeciu chopcw. Jeden modzieniec z anu, po jednym z Elyne i
Vinu, reszta za to Kyralianie - aczkolwiek siedzcy obok niej chopak by do niski, mg,
zatem by w poowie Vindonem. Mia niezdrowa skr i rzadkie wosy.
Czujc na sobie jej wzrok, umiechn si niepewnie, po czym rozpromieni si, gdy
odpowiedziaa umiechem. Nastpnie jego spojrzenie pado na kartk w jej rce. Zmarszczy
brwi, napisa na brzegu swoich notatek pytanie:
Zapisaa wszystko?", i odwrci kartk tak, by moga je odczyta.
Sonea wzruszya ramionami i odpisaa na swojej kartce:
Mam nadziej - on tak szybko mwi".
Chopak znowu chcia co napisa, ale Mistrz Kiano w tej samej chwili rozpocz
dokadne wyjanienia dotyczce rysunku, a zarwno Sonea, jak i jej towarzysz zorientowali
si z przeraeniem, e powinni byli go skopiowa. Przez nastpne kilka minut Sonea bazgraa
i rysowaa tak szybko, jak tylko potrafia. Zanim zdoaa skoczy, w gmachu Uniwersytetu
rozleg si znajomy gong zwiastujcy poudniow przerw.
Mistrz Kiano stan przed klas.
- Na nastpne zajcia prosz zapozna si i zapamita nazwy oraz zastosowanie
rolin o waciwociach rozpuszczajcych luz, co omwiono szczegowo w rozdziale
pitym. Moecie si rozej.
Nowicjusze wstali rwnoczenie i ukonili si nauczycielowi, ktry odwrci si do
tablicy i machn rk. Ku rozpaczy Sonei rysunek znik z jej powierzchni.
- Ile zdya przerysowa?
Obejrzaa si. Chopak sta koo niej, wycigajc szyj, eby zajrze do jej notatek.
Sonea obrcia kartk w jego stron.
- Nie wszystko, ale wyglda na to, e tobie udao si zauway par rzeczy, ktre
mnie umkny. Mog... moemy porwna notatki?
- Jasne, jeli... jeli nie masz nic przeciwko.
Pozostali nowicjusze spakowali swoje rzeczy i wychodzili z sali. Niektrzy odwracali
si, eby si jej przyjrze, by moe ciekawi nowej koleanki.
- Nie idziesz do sali jadalnej? - spytaa Sonea.
Umiech chopaka przyblad nieco.
- Id.
- Pjd z tob.
Skin gow. Pospieszyli za reszt studentw na korytarz.
Nowicjusze szli parami, ale trzymali si blisko siebie, jakby podkrelajc, e stanowi
grup. Niektrzy rzucali jej spojrzenia, ale nikt do niej nie podszed, nikt rwnie nie zdradza
zamiaru uczynienia jej zoliwoci.
- Jak masz na imi? - zwrcia si Sonea do swojego towarzysza.
- Poril. Z rodu Vindel. Domu Heril.
- Ja jestem Sonea. - Zastanawiaa si, jakie jeszcze pytanie mogaby mu zada. -
Studiujecie wszyscy od zimy?
- Wszyscy oprcz mnie - skrzywi si Poril. - Ja zaczem zeszego lata.
A zatem saby ucze. Zastanawiaa si, co go zatrzymuje na miejscu. Moe by
mocny w magii, ale mie kopoty z opanowaniem lekcji, albo po prostu jest za saby, eby
radzi sobie z zadaniami.
Poril zacz opowiada o swojej rodzinie, o braciach i siostrach - mia szecioro
rodzestwa - a take do szczegowo o sobie, Sonea potakiwaa i zachcaa go do
mwienia, lkajc si, e nie uniknie pyta o swoje ycie.
Grupa zesza na parter i skierowaa si ku sali jadalnej.
Sonea zawahaa si podchodzc do stou, ale Poril ze spokojem usiad na jednym z
wolnych miejsc. Wlizgna si, wic na miejsce obok niego i z ulg przekonaa si, e
pozostali nie zaprotestowali.
Sucy zaczli wnosi tace z jedzeniem, a nowicjusze pogryli si w rozmowach.
Sonea wsuchiwaa si z uwag w dyskusje o osobach, ktrych nie znaa, i o lekcjach.
Wygldao na to, e jej obecno nieco ich rozprasza, w kocu jeden z chopakw spojrza
wprost na ni.
- Jeste z klasy Regina, prawda? - spyta, wskazujc rk w kierunku drugiego koca
sali.
Sonea poczua skurcz odka. Jej dawna grupa znana bya, zatem jako klasa
Regina".
- Owszem - przyznaa.
Chopak wykona jaki gest widelcem.
- Syszaem, e nic miaa tam lekko.
- Zdarzao si.
Chopak pokiwa gow i wzruszy ramionami.
- Tutaj tego nie bdzie. Nie ma czasu na zabawy. Trzeba ciko pracowa. To ju nie
wiczenia z kontroli. - Pozostali przytaknli.
Powstrzymaa si od parsknicia miechem. Lekcje kontroli?
Najwyraniej niewiele wiedz o jej dotychczasowych przejciach... albo te wiedz, a
to jest tylko bardziej wyrafinowana forma kpin ni te, ktre j dotd spotykay. Rozmowa
zesza na inne tematy. Pamitajc, ktr stron wskaza chopak, mwic o Reginie, Sonea
spojrzaa w prawo. Kilka stow dalej ujrzaa wpatrzone w ni znajome twarze. Zastanawiaa
si, co sobie pomyleli, kiedy nie zjawia si rano na wykadzie. Zapewne oczekiwali, e
obleje egzamin semestralny.
To bya cika harwka. Od kiedy zacza nauk na Uniwersytecie, miny trzy
miesice, a ona przez ten czas zaliczya materia z szeciu. Teraz bdzie musiaa nadrobi to
wszystko, czego zdya si nauczy grupa zimowa, co oznacza, e przez nastpne trzy
miesice musi znw opanowa materia z caego semestru. Nie bdzie to atwe. Czujc na
sobie wzrok Sonei, Regin unis gow znad talerza i popatrzy ku niej. Nie spuszczaa
wzroku. Zmruy oczy i odsun krzeso.
Jej samozadowolenie zostao natychmiast zniszczone przez ukucie lku, szybko, wic
odwrcia spojrzenie. Co on zamierza zrobi? Ktem oka dostrzega, jak Kano kadzie rk na
ramieniu Regina. Rozmawiali przez chwil, po czym Regin przysun z powrotem krzeso do
stou, a Sonea z ulg odetchna.
Zerkna na suc, ktra podawaa jej talerz z jedzeniem i odesaa j gestem doni:
zdya straci apetyt. Nie s ju z Reginem w jednej grupie, ale to go nie powstrzyma od
dokuczania jej w sali jadalnej albo po drodze do pokoju.
Ktem oka widziaa, e znw na ni patrzy. Nie, wcale si od niego nie uwolnia.
Teraz jednak przynajmniej miaa szanse na zaprzyjanienie si z kim. Spojrzaa na
otaczajce j twarze i poczua budzca si nadziej. Moe nawet uda jej si zaprzyjani z
nimi wszystkimi...
Rothen poczu obok siebie czyj obecno, podnis, wic wzrok.
- Wybacz, e wam przeszkadzam - powiedzia surowo Mistrz Jullen - ale chciabym
ju zamkn bibliotek.
- Oczywicie. - Rothen podnis si, kiwajc gow. - Spakujemy rzeczy i ju
wychodzimy.
Kiedy bibliotekarz wrci za swoje biurko w pobliu wejcia do czytelni, Sonea
zamkna z westchnieniem wielk ksig, ktr wanie czytaa.
- Nie przypuszczaam, e ludzkie ciao jest tak skomplikowane.
- To dopiero pocztek. - Rozemia si Rothen.
Zebrali wszystko. Zamknli ksigi, woyli kartki papieru do odpowiednich teczek, a
pira i kaamarze do pudeek. Rothen odstawi kilka tomw na pki, i wyprowadzi Sone z
biblioteki.
Uniwersytet ton w mroku i milczeniu. Sonea take si nie odzywaa, by nie zakci
tego nastroju powagi. Nic chcieli pracowa w mieszkaniu Rothena, by nie da ludziom
powodw do podejrze, mag zaproponowa, wic, eby spotykali si u niej. Sonea jednak nie
zgodzia si - zbyt atwo moga sobie wyobrazi, jak Regin przekonuje jakiego nowicjusza
do rozpuszczenia plotki o podejrzanych haasach lub podsuchanych rozmowach.
Za to jej pomys, aby pracowa w bibliotece, okaza si strzaem w dziesitk. Lekcje
odbyway si pod okiem Mistrza Jullena, a na dodatek w ten sposb zyskiwaa dostp do
ksig, ktrych wypoyczenie przez nowicjusza wymagao specjalnej zgody. Regin, podobnie
jak ona, mg wej do biblioteki wycznie pod opiek swojego mentora.
Rothen umiechn si. Nie dao si nie podziwia jej umiejtnoci obracania
niekorzystnych sytuacji na swoj korzy. Kiedy wyszli na zewntrz, otoczy ich oboje
magiczn tarcz, ogrzewajc jednoczenie powietrze wok nich. Noce robiy si coraz
chodniejsze. Na dziedzicu leay zesche licie, i cicho szeleciy pod ich stopami. Za
miesic bdzie ju zima.
Weszli do rodka Domu Nowicjuszy. Korytarz by pusty i cichy. Rothen odprowadzi
Sone pod drzwi i wymamrota co na poegnanie. Odwrci si i usysza za sob dwik
zamykanych drzwi.
Zdy przej zaledwie kilka krokw, kiedy na korytarzu pojawia si jaka posta.
Rothen rozpozna chopaka, wic zwolni i zmruy oczy.
Ich spojrzenia spotkay si. Gdy mag mija Regina, ten obrci si, by zatrzyma na
duej kontakt wzrokowy, i ani mrugn, chocia Rothen wiedzia, e jego twarz musi
wyraa zdecydowan niech. Zanim chopak odwrci si i odszed w swoj stron, jego
usta wygiy si w lekki grymas.
Rothen wyszed z Domu Nowicjuszy, pomrukujc do siebie. Regin zaczepi Sone
raptem dwa razy, odkd wprowadzia si do nowego pokoju, a ani razu odkd zmienia grup.
Niemniej pewno siebie i zoliwo, jakie Rothen dostrzeg w twarzy chopaka,
przekonyway go, e nadzieje na popraw s prne.
- Rothen!
Natychmiast rozpozna wzywajcego i zatrzyma si w p kroku, omal si nie
przewracajc.
- Dorrien! - odpowiedzia.
- Mam dobre wieci, ojcze. Arcymistrzyni Vinara postanowia, e powinienem stawi
si u niej. Niedugo, wic odwiedz Gildi... pewnie za okoo miesic.
Za mylami przesyanymi przez Dorriena kryy si zoone uczucia. Rothen wiedzia,
e jego syn nie ma najmniej ochoty na podr do Imardinu po to tylko, eby dopeni
formalnoci. Dorrien nie potrafi sobie wyobrazi, jak wioska, w ktrej mieszka, poradzi
sobie przez kilka tygodni bez Uzdrowiciela. Niemniej w przesyanych wiadomociach dao
si te odczu kojcy zapa. Nie widzieli si przecie ponad dwa lata.
Nic chodzio jednak tylko o to. Za kadym razem, kiedy w ostatnim czasie
rozmawiali, Rothen wyczuwa w mylach syna ledwie dostrzegaln ciekawo - Dorrien
chcia pozna Sone.
- To dobra wiadomo. - Rothen umiechn si, zdajc ku Domowi Magw. -
Dawno si nie widzielimy. Usiowaem wymyli jaki powd, ktry zmusiby ci do powrotu
do domu.
- Ojcze! - W mylach Dorriena pojawia si nuta nie do koca powanej
podejrzliwoci. - Chyba tego nie uknue, prawda?
- Nie. - Rothen zamia si pod nosem. - Ale bd o tym pamita na przyszo.
Przygotuj dla ciebie twj dawny pokj.
- Zatrzymam si na dwa tygodnie, postaraj si, wic o dobre zaopatrzenie w wino z
Krainy Jezior w Elyne. Mam ju do lokalnego spylu.
- Zaatwione. Przywie ze sob w zamian troch raki. Podobno ta ze wschodniej
prowincji jest najlepsza. A Sonea bardzo j lubi.
- Jest najlepsza - odpowiedzia z dum Dorrien. - Niech bdzie: raka w zamian za
wino. Skontaktuj si z tob, jak wyrusz. Musz ju i.
- Trzymaj si ciepo, synu.
Rothen czu, jak znajoma obecno oddala si od jego umysu. Umiechajc si
wszed do Domu Magw. Dorrien nie moe doczeka si spotkania z Sone, ale co ona sobie
o nim pomyli? W radosnym nastroju zacz wspina si na schody.
- Dzisiaj czuj si lepiej - oznajmi! Tayend ze wzrokiem wlepionym w sufit. -
Mwiem ci, e w kocu si przyzwyczaj.
Dannyl umiechn si spogldajc przez wski korytarzyk w stron kajuty
przyjaciela. Tayend przez wiksz cz dnia drzema. Byo niewiarygodnie gorco, a
wieczorna wilgo uniemoliwiaa sen.
- Nie musiae mczy si tak dugo, (eden dzie choroby morskiej chyba by ci
wystarczy?
Tayend rzuci mu zawstydzone spojrzenie.
- Owszem, musiaem.
- Boisz si uzdrawiania, tak?
Uczony przytakn szybko, jakby si wzdrygn.
- Nigdy nie spotkaem nikogo, kto by si tego ba, ale syszaem, e to si zdarza. -
Dannyl zmarszczy brwi. - Dlaczego?
- Wolabym o tym nie rozmawia.
Dannyl skin gow. Wsta i przecign si, jak tylko pozwalaa na to ciasnota
pomieszczenia. Wygldao na to, e wszystkie statki kupieckie miay ciasne kajuty - zapewne
byo to jako zwizane z niewielkim wzrostem szkutnikw. Vindonowie budowali wikszo
statkw pywajcych po morzach pomidzy Sprzymierzonymi Krainami i eglowali na nich.
Podr do Capii zaja Dannylowi dwa tygodnie, a kiedy przypyn, by szczerze
wdziczny za twardy grunt pod nogami. Stolica Lonmaru. Jebem, znajdowaa si w odlegoci
czterech tygodni eglugi od Capii, a Dannyl mia ju do wszystkiego, co go otaczao. Na
dodatek w ostatnich dniach wiay sabe wiatry i kapitan poinformowa go, e bd mie
opnienie.
- Id zaczerpn nieco wieego powietrza.
Tayend jkn co w odpowiedzi. Dannyl zostawi go w kajucie i ruszy
korytarzykiem prowadzcym do kambuza. W przeciwiestwie do poprzedniej zaogi ci
eglarze zachowywali si nocami cicho. Przesiadywali po kilku albo zwijali si w swoich
workowatych kach. Dannyl min ich, wspi si po trapie i wyszed na pokad.
Powitao go duszne powietrze. Mimo e w Kyralii bya ju jesie, w miar jak
przemieszczali si na pnoc, robio si coraz gorcej. Przechadzajc si po pokadzie, Dannyl
kiwa gow marynarzom stojcym na wachcie. Niewielu mu odpowiedziao, niektrzy w
ogle nie zwrcili na niego uwagi.
Brakowao mu towarzystwa Jano. aden z tych eglarzy nie prbowa wiczy z nim
sztuki konwersacji, czy te piewu. Dannyl uwiadomi sobie, e brakuje mu rwnie
poczstunku mocnym siyo.
Dziki latarniom na statku byo jasno. Noc, od czasu do czasu, ktry z marynarzy
wychyla si na bomie i sprawdza kadub. Dannyl zapyta raz, czego waciwie szukaj, ale
bezradny wyraz twarzy uwiadomi mu, e marynarz nie zna kyraliaskiego.
Tego wieczora panowaa cisza i spokj, Dannyl wic bez przeszkd przyglda si
falom i duma, oparty o reling. Noc nietrudno jest wyobrazi sobie, e cie fali to grzbiet
jakiego stwora przemykajcego si w wodzie. Zreszt zdarzao mu si ostatnio widywa
ryby. Przed kilkoma dniami ku swojej radoci zobaczy anyi pynce koo dzioba, niektre
byy tak wielkie jak ludzie. Kolczaste stworzenia unosiy swoje wsate pyski i wydaway
dziwaczne, mroce krew w yach dwiki.
Dannyl odwrci si i ruszy wzdu relingu. Po chwili jednak zatrzyma si na widok
kilku kawakw czarnej liny lecych na jego drodze. Mao brakowao, a byby si o nie
potkn.
W tej chwili jeden ze sznurw poruszy si.
Mag cofn si o krok, wpatrzony w lecy na pokadzie przedmiot. Za gadki jak na
lin. Poza tym, w jakim celu cito by lin na krtkie kawaki? W dodatku poyskuj one
czarno w wietle latarni jeden z kawakw liny wygi si i zacz pezn ku Dannylowi.
- Eyoma!
Ostrzegawczy krzyk rozleg si echem w nocnej ciszy, przekazywany z ust do ust.
Dannyl spoglda z niedowierzaniem na otaczajcych go eglarzy.
- Mylaem, e to tylko art - mamrota, cofajc si jak najdalej od stworze. - To mia
by tylko art.
- Eyoma! - Obok niego przemkn pdem marynarz z wielk patelni w jednej rce i
wiosem w drugiej. - Morskie pijawki! Trzymaj si z dala od relingu!
Dannyl odwrci si i zobaczy, e za nim wije si wicej stworw. Wpezay na statek
ze wszystkich stron. Ruszy w kierunku rodka pokadu i musia uskoczy, kiedy jeden z nich
wygi si w jego stron. Inny unis przedni cz dugiego ciaa, jakby wcha powietrze -
ale nie byo wida nosa, tylko blad, okrg paszcz otoczon ostrymi zbami.
Przechodzcy obok marynarz zamachn si trzyman w rkach patelni, z ktrej
wyla si jaki pyn, rozpryskujc si po ciele potwora i po pokadzie. Dannyl poczu
znajomy, lekko orzechowy zapach, spojrza, wic pytajco na marynarza.
- Siyo?
Pijawkom najwyraniej ten prysznic nie podoba si w rwnym stopniu jak niegdy
zapach siyo Dannylowi. Kiedy zaczy si wi i skrca, marynarz zepchn je wiosem do
wody. Da si sysze cichy plusk.
Do marynarza doczyli dwaj nastpni. Na zmian napeniali patelnie z otwartej
beczki wniesionej na pokad, polewali pijawki i zrzucali je ze statku. Robili to z tak obojtn
wytrwaoci i rutyn, e Dannyl poczu si bezpieczniej. Kiedy jeden z eglarzy przez
przypadek chlusn siyo w drugiego, mag z trudem powstrzyma miech. Niemniej czarne
stwory nie przestaway atakowa, przelewajc si przez burt w coraz wikszych ilociach, a
wreszcie wydawao si, e noc poera statek. Jeden z marynarzy spojrza w d i zakl:
pijawka przyssaa si do jego kostki, a nastpnie z przeraajc szybkoci owina si wok
nogi. Klnc bez przerwy, marynarz obla j siyo, po czym kopn do morza, gdy tylko
rozlunia ucisk i zacza si skrca.
Dannyl otrzewia nieco w swoim entuzjazmie i ruszy przed siebie, by pomc
marynarzom. Kiedy jeden z nich zabra si do wyrzucania pijawek za burt. Dannyl chwyci
go za rk i powstrzyma. Wykona jednoczenie ruch rk w kierunku pijawek, skupi wol i
cisn moc. Pijawki wpady z pluskiem do wody.
Spojrza na eglarza, mczyzna tylko skin gow.
- Dlaczego siyo? - spyta Dannyl, kiedy tamten powrci z now patelni. - Nie
wystarczy je zrzuca?
- Nie siyo - odpowiedzia marynarz, odkadajc wioso. - Yomi. Zostaje, jak si robi
siyo. Parzy eyoma i ona nie wraca.
Marynarz pryska ciecz na pijawki, a Dannyl zrzuca je z pokadu. W pewnym
momencie statek zachybota si dziwacznie, przechylajc si na jedn stron, a marynarz
zakl.
- Co si dzieje?
Mczyzna by blady.
- Za duo eyoma. Jeli dua awica, to statek ciki, jeli awica po jednej stronie, to
si przewrci.
Dannyl rozejrza si dookoa i spostrzeg, e kapitan i ponad poowa zaogi zebrali si
w rufowej czci statku, gdzie pokad by czarny od pijawek. Mag przypomnia sobie
opowie Jano i zrozumia, jakie niebezpieczestwo grozi marynarzom, jeli statek przewrci
si i wpadn do wody, to nie przeyj dugo.
- Jak je powstrzyma? - spyta, zrzucajc kolejn gromad do wody.
- Nieatwo. - Marynarz szybko wyla wicej cieczy z beczki i powrci do Dannyla. -
Nie da si pola burta yomi.
Statek chwia si coraz bardziej. Dannyl podnis porzucone przez eglarza wioso i
poda mu je z powrotem.
- Moe potrafi co zrobi.
Mczyzna potakn. Dannyl pobieg na drug stron pokadu, ale drog zagrodziy
mu pijawki morskie, ktre umkny marynarzom. Widzia czarne ksztaty wspinajce si po
linach, wijce si w ktach i peznce po relingu.
Stworzy wok siebie magiczn tarcz, przeszed obok nich wzdrygajc si z
obrzydzeniem, kiedy skakay ku niemu. Uderzay w barier, skwierczay nieco i spaday.
Dannyl z zadowoleniem brn przed siebie. Zanim dotar do kapitana, usysza dochodzcy od
trapu znajomy gos.
- Co si dzieje?
Na widok wychylajcego si spod pokadu Tayenda Dannyl poczu przeraenie.
- Zosta na dole.
Z liny nad nim odpada pijawka i wyldowaa tu obok trapu. Tayend przyglda si
jej z pen lku fascynacj.
- Jeszcze jedna.
- Zatrzanij klap! - Dannyl skupi wol i zamkn wejcie pod pokad. Natychmiast
otwaro si z powrotem i Tayend wyskoczy na gr.
- Tu te s! - krzykn. Uskoczy przed pijawk lec koo drzwi i podbieg do
Dannyla. - Co to jest?
- Eyoma. Pijawki morskie.
- Ale... mwie, e to art!
- Najwyraniej si myliem.
- Co robi kapitan? - spyta Tayend otwierajc szeroko oczy ze zdziwienia.
Dannyl spojrza przed siebie i wstrzyma oddech na widok kapitana wchodzcego w
gruby kobierzec pijawek na lewej burcie. Mczyzna nie zwraca uwagi na te, ktre
przysysay si do jego ng. W rce trzyma kocwk szlauchu. Drugi jego koniec
przyczepiony by do beczki. Kapitan przechyli si przez burt, wycelowa rur w kadub
wykrzycza rozkaz. Jeden z zaogantw zacz przekrci dwigni przymocowan do beczki.
Chwil pniej ze szlauchu trysna ciecz.
Mimo e marynarze spryskiwali nogi kapitana yomi, kolejne pijawki natychmiast
zajmoway miejsce tych, ktre odpady.
W cigu kilku minut nogi kapitana pokryy si smugami krwi spywajcej z ran po
ukszeniach eyomy. Dannyl ruszy w tamtym kierunku, a Tayend za nim.
- Zosta tutaj - rozkaza uczonemu mag.
Dannyl zawaha si przez moment, patrzc na eyomy zalegajce na pokadzie
pomidzy nim a kapitanem. Wzi gboki oddech, po czym wkroczy w lisk czer.
Otoczyo go skwierczenie stykajcych si z tarcz pijawek. Czu pkajce pod jego stopami
ksztaty.
Kiedy Dannyl zbliy si do kapitana na wycignicie rki dotkn pijawki, ktra
wpeza na ramiona mczyzny?
Odpada, pozostawiajc na skrze okrgy lad po ugryzieniu.
Kapitan odwrci si do maga i skin gow w podzikowaniu.
- Wracaj - rozkaza mu Dannyl.
eglarz potrzsn gow, ale nie w gecie odmowy.
- Nie zabij za wielu, bo statek si przechyli na drug stron.
- Rozumiem - odpar mag.
Statek koysa si teraz przeraajco. Dannyl przechyli si przez reling i obejrza
kadub. By niemal niewidoczny, tylko gdzieniegdzie pojawiao si odbicie wiata w wodzie.
Dannyl stworzy kul wietln i posa j na d, eby owietli pijawki i wstrzyma oddech:
kadub by jedn wielk wijc si eyom. Zebra swoj moc i cisn j w serii uderze
oguszajcych. Wielka masa pijawek spada do morza. Zapewne przeyj oguszenie, ale
wola nie ryzykowa uycia wikszej mocy ani tym bardziej ognia w pobliu kaduba. Kiedy
wikszo pijawek odpada, statek powoli wyprostowa si, a nastpnie zacz si przechyla
w przeciwn stron.
Dannyl przebieg przez pokad i wychyli si przez drug burt. Raz jeszcze zmusi
pijawki do odpadnicia od kaduba i statek stan znw prosto. Wracajc na bakburt, mag
zauway, e marynarze zajmuj si ju gwnie oczyszczaniem pokadu z eyomy. Jeden z
nich przeglda wszystkie zakamarki w poszukiwaniu pijawek, ktre pochoway si w ktach
lub w zwojach lin. Poczucie zagroenia mino, ale musieli kontynuowa ponur robot,
poniewa olizge stwory nie ustaway w prbach przedostania si na statek. Wkrtce Dannyl
straci rachub, ile razy przemierzy pokad. Wspomg si nieco magi lecznicz, ale po
kilku godzinach zacz czu bl gowy od nieustannego wysiku umysowego.
W kocu eyomy day za wygran i tylko kilka, co bardziej zaciekych atakowao
jeszcze statek. Dannyl usysza swoje imi, wic wyprostowa si i obrci, niebo rozwietla
poranek.
Wok maga zebra si niewielki tumek. Kapitan unis rk, a marynarze wznieli
okrzyk radoci.
Zaskoczony tym wybuchem wesooci, Dannyl umiechn si i doczy do
witowania. Czu si wykoczony, ale te rozpieraa go rado.
Kto wycign niewielk baryk, kubek zacz kry midzy eglarzami. Dannyl
wzi go do rki i pozna znajomy zapach prawdziwego siyo yk trunku wystarczy, by poczu
rozchodzce si po jego ciele przyjemne ciepo.
Wejrza si za Tayendem, ale uczonego nigdzie nie byo.
- Twj przyjaciel pi - powiedzia jeden z marynarzy.
Dannyl z ulg przyj kolejny poczstunek siyo.
- Czsto spotykacie eyom?
- Zdarza si - pokiwa gow kapitan. - Ale nie a tyle.
- Nigdy taka dua awica - doda jeden z marynarzy. - Dobrze, e mamy pasaer. Bez
ciebie dzi nas zje ryby.
Kapitan podnis nagle wzrok i powiedzia co po vindosku. Kiedy zaoga rzucia si
do lin. Dannyl uwiadomi sobie, e wieje lekka bryza. Kapitan wyglda na zmczonego, ale
i szczliwego.
- Id spa - odezwa si do Dannyla. - Pomoge dobrze. W nocy moemy
potrzebowa pomoc.
Dannyl potakn i uda si do swojej kajuty. Tayend spa, a na jego czole malowa si
wyraz zamylenia. Dannyl zatrzyma si wpatrzony w cienie malujce si pod oczami
modzieca. Bardzo chcia mc uleczy przyjaciela, zastanowi si, wic nad odrobin
uzdrawiania przez sen.
Gdyby to jednak zrobi, zawidby zaufanie modego czowieka, a nie chcia zepsu
rodzcej si przyjani. Westchn i pooy si na swoim ku, zamkn oczy i podda si
zmczeniu.
ROZDZIA 11
NIEMILE WIDZIANI GOCIE
Sodki sok wypeni usta Sonei, gdy tylko rozgryza skrk pachi. Trzymaa w zbach
ty owoc i przewracaa stronice ksiki Porila, dopki nie znalaza odpowiedniego rysunku.
- Fest - powiedziaa, wyjmujc owoc z ust. - Ukad krwionony. Mistrzyni Kinla
powiedziaa, e musimy nauczy si na pami jego czci.
Poril spojrza na kart i jkn.
- Nie przejmuj si - pocieszya go. - Znajdziemy jaki sposb, eby to spamita.
Rothen pokaza mi kilka naprawd przydatnych wicze do zapamitywania dugich list.
Na widok zwtpienia malujcego si na jego twarzy Sonea stumia westchnienie.
Szybko odkrya, skd bray si niepowodzenia Porila w nauce. Nie by ani szczeglnie
inteligentny, ani bardzo potny magicznie, a egzaminy sprawiay, e wpada w panik.
Przede wszystkim jednak by ju do tego stopnia zniechcony porakami, e przesta si
stara.
Bardzo natomiast zaleao mu na towarzystwie. Mimo e Sonea nie zauwaya, by
inni nowicjusze w jakikolwiek sposb zachowywali si okrutnie wobec niego, wyranie za
nim nie przepadali. Pochodzi z Domu Heril, ktry pozostawa w nieasce na dworze, cho
powodw Sonea jeszcze nie odgada. Jednak nie przypuszczaa, aby to byo powodem
niepopularnoci Porila wrd studentw. Mia on sporo irytujcych nawykw i cech, na
przykad, kiedy si mia, wydawa z siebie mieszny, bardzo wysoki dwik, ktry
przyprawia ja o zgrzytanie zbw.
Reszta grupy gwnie go ignorowaa. Sonea zauwaya natomiast, e jej nowi koledzy
nie unikaj jej i e nie czuj do niej podobnej niechci jak w stosunku do Porila. Po prostu
wikszo z nich miaa bliskiego przyjaciela w grupie i nie poszukiwaa nowych znajomoci.
Trassi i Narrona najwyraniej czyo co wicej ni przyja.
Sonea widywaa ich trzymajcych si za rce, zauwaya te, e Mistrz Ahrind mia na
nich oko. Narron wiedzia ju, e chce zosta Uzdrowicielem, i uzyskiwa najlepsze wyniki z
przedmiotw zwizanych z t dziedzin z caej grupy. Trassia rwnie najbardziej
interesowaa si leczeniem, ale w ten bierny sposb, ktry sugerowa, e raczej podaa za
entuzjazmem Narrona - a moe tez oglnym przekonaniem, e kobiety najlepiej sprawdzaj
si jako Uzdrowicielki.
Jedyny przybysz z Elyne w tej grupie, Yalend, spdza wikszo czasu z gadatliwym
Vindonem o imieniu Seno. Przyja czya rwnie Hala, chopaka z Lanu o powanej
twarzy, i Kyralianina Benona. Mimo e oglnie byli mniej haaliwi ni chopcy z klasy
Regina, ci czterej nieustannie rozprawiali o wycigach konnych, opowiadali historyjki o
pannach dworskich i zachowywali si tak, jakby jeszcze nie wyroli z wieku dziecicego.
Co mogo by prawd, dochodzia do wniosku Sonea.
ycie w slumsach zmuszao tamtejsze dzieciaki do szybszego dorastania. A ci
modziecy spdzili dziecistwo wrd zbytkw i na dodatek mieli jeszcze mniej powodw
do dorastania ni ich bracia i siostry, ktrzy nie wstpili do Gildii.
Az do zakoczenia studiw byli zwolnieni z rodzinnych obowizkw, takich jak
wizyty na dworze, maestwo, zarzdzanie majtkiem i wszelkimi interesami, jakie rodzina
prowadzia na wsi czy w miecie. Wstpienie do Gildii oznaczao dla nich przeduenie
dziecistwa o pi lat.
Mimo e Poril by starszy o rok, zachowywa si nieraz jeszcze bardziej dziecinnie ni
pozostali. Jego przyjacielski ton by najwyraniej szczery, ale Sonea podejrzewaa, e chopak
cieszy si po prostu, e przesta by nowicjuszem o najniszej pozycji.
Ku jej zdziwieniu i uldze Regin ignorowa j, odkd opucia jego grup. Codziennie
widywaa go w sali jadalnej, czasem spotykaa te ca band zbierajc si w korytarzu, ale
Regin jej nie zaczepia. Nawet plotki o jej zwizkach z Rothenem zostay jakby zapomniane.
Nauczyciele przestali zerka na ni podejrzliwie, rzadko te syszaa imi Rothena, gdy
przechodzia korytarzem.
- Gdybym tylko wiedzia, ktre czci kae nam ponazywa - westchn Poril. -
Pewnie te najwiksze i troch z tych mniejszych.
Sonea wzruszya ramionami.
- Nie tra czasu na zgadywanie, o co zapyta. Bdzie ci to kosztowao tyle samo
wysiku, co nauczenie si wszystkiego.
Rozleg si dwik gongu. Midzy drzewami wida byo nowicjuszy niechtnie
zbierajcych rzeczy i kierujcych si ku Uniwersytetowi. Podobnie jak oni, Sonea i Poril
spdzili Poudniow przerw, cieszc si tak nieczstym ju ciepem jesiennych dni.
Dziewczyna wstaa i przecigna si.
- Po wykadzie pjdziemy do biblioteki, eby si pouczy.
- Jak chcesz - przytakn Poril.
Szybkim krokiem ruszyli do gmachu Uniwersytetu. Pozostali studenci byli ju w sali.
Gdy tylko Sonea zaja miejsce, do sali wszed Mistrz Skoran.
Mag pooy na biurku niewielki stosik ksiek, odchrzkn i spojrza na studentw.
Zanim zdy rozpocz wykad, jaki ruch przy drzwiach odwrci uwag wszystkich.
Nowicjusze obracali gowy, eby zobaczy, kto wchodzi do sali. Byy to trzy osoby.
Widok Regina obudzi w Sonei straszliwe przeczucia.
Rektor Jerrik rozejrza si po sali. Przebieg wzrokiem po twarzach nowicjuszy. Gdy
jego wzrok spotka si z wzrokiem Sonei, Rektor zmarszczy brwi, po czym spojrza na
stojcego przy nim modzieca.
- Regin zda egzaminy pierwszego semestru - w zazwyczaj pewnym siebie gosie
Jerrika sycha byo rodzaj niechci - wic przenosz go do tej grupy.
Sonea poczua, e zamiera jej serce. Magowie wci co mwili, ale ona nie moga
skupi si na ich sowach. Czua si tak, jakby kto niewidzialn rk chwyci jej serce i
mocno je cisn. W uszach czua pulsowanie krwi.
Po chwili przypomniaa sobie o oddychaniu.
Zrobio jej si sabo, wic zamkna oczy. Kiedy je na powrt otworzya, na twarzy
Regina malowa si najbardziej czarujcy z jego umiechw. Jego wzrok przewdrowa z
pozostaych nowicjuszy ku niej. Mimo e umiech nic znik z jego ust, a na twarzy nie
poruszy si aden misie, jej wyraz twarzy uleg cakowitej przemianie.
Sonea odwrcia od niego oczy. To niemoliwe, Jak on zdoa to wszystko nadrobi?
Musia oszukiwa. Tylko, e nie potrafia sobie wyobrazi, jak mona oszuka nauczycieli i
zda egzaminy. Pozostawaa tylko jedna moliwo: Regin zacz dodatkowe lekcje wkrtce
po niej, moe od razu, gdy si dowiedzia o jej zamiarach. I robi to w tajemnicy, zapewne z
pomoc swojego mentora. Ale dlaczego? Caa jego banda zostaa w niszej grupie. Moe
zakada, e tu te zdobdzie poplecznikw. Poczua przypyw nadziei. Mao prawdopodobne,
eby nawet jemu udao si rozbi istniejce w tej grupie przyjanie. Chyba, e..
Znajc Regina, skoro ju podj trud przeskoczenia do nastpnej klasy, zapewne
zdy te poczyni przyjazne gesty wobec wszystkich nowicjuszy. Zadba o ciepe przyjcie.
Rozejrzaa si po sali i ku swojemu zdumieniu zauwaya, e Narron przyglda si
Reginowi spod zmarszczonych brwi. Chopak wyglda na niezadowolonego. Przypomniaa
sobie, jak ostro jej powiedziano, e w tej grupie nie ma czasu na zabawy".
Moe, wic Regin nie podlizywa si jej nowym kolegom.
Mimo to jednak zada sobie trud nauki.
Moe po prostu nie mg znie myli, e dziewczyna ze slumsw radzi sobie lepiej
od niego? Fergun ryzykowa bardzo wiele, eby wyrzuci j z Gildii, poniewa nie chcia tu
wpuci nikogo z niszych warstw. To, jak Sonea bdzie sobie radzia z nauk i towarzysko,
moe okaza si wanym argumentem, gdyby Gildia jeszcze kiedy rozwaaa przyjcie
studenta spoza Domw. A co jeli Regin chce przeszkadza jej w nauce wanie po to, eby
nie daa sobie rady i na zawsze zamkna kandydatom z nizin spoecznych drog na
Uniwersytet?
W takim razie nie mog dopuci, eby mu si udao!
Raz ju mu ucieka, wic moe to zrobi ponownie, trzeba tylko bardziej przyoy si
do nauki i przeskoczy jeszcze dalej.
Ju w chwili, gdy o tym pomylaa, miaa wiadomo, e to niemoliwe. Ukoczenie
pierwszego semestru o trzy miesice wczeniej zajo jej wszystkie wieczory i wszystkie dni
wolne, a nadal pozostawao jej nadrobienie tego, co obecna grupa zdya przyswoi sobie
przez te miesice, zanim do nich doczya. Nie miaa ju czasu na to, by uczy si na wyrost.
Moe lepiej pozwoli mu myle, e wygra. Moe da jej spokj, jeli uzna, e nie
idzie jej tak wietnie jak jemu. Nie musi by najlepsza w grupie, by udowodni, e powinno
si ksztaci na magw take osoby spoza Domw. Jeeli spadaby z powrotem do pierwszej
grupy, duma Regina nie pozwoliaby mu uczyni tego samo... T myl odrzucia jeszcze
szybciej ni poprzedni. Grupa letnia wci pozostaje pod wpywem Regina, nawet, jeli jego
ju z nimi nie ma. Przynajmniej jej obecni koledzy nie zmawiaj si przeciw niej...
Zamrugaa, uwiadamiajc sobie, e od jakiego czasu jedynym dwikiem w sali jest
saby, drcy gos Mistrza Skorana.
- ...kontynuujc prb oceny wojny sachakaskiej, chciabym, abycie znaleli
wszystkie moliwe informacje o piciu Starszych Magach, ktrzy przyczyli si do walki w
drugim etapie. Pochodzili oni spoza Kyralii, a ich pomoc pozyska mody mag imieniem
Genfel. Niech kady z was wybierze jednego z tych magw i opisze jego dzieje do momentu
przystpienia do wojny. Na cztery tysice sw.
Sonea wzia do rki piro i zacza pisa. Regin mg si dosta do wyszej klasy,
ale te bdzie mia mnstwo pracy, eby dorwna reszcie. Przez kilka tygodni powinien by
nazbyt zajty, by jej dokucza, a do tego czasu ona zdy si zorientowa, czy uda mu si
zyska jakikolwiek wpyw na pozostaych studentw. Bez ich wsparcia nic bdzie mu tak
atwo znca si nad ni.
- Jebem, halai!
Syszc ten okrzyk, Dannyl podnis wzrok.
- O co chodzi? - spyta Tayend.
Mag skrzywi si i odoy talerz. Jakkolwiek pasta z suszonych marinw uwaana
bya za przysmak, nic nie byo w stanie zabi zatchego smaku okrtowego chleba.
- Jebem na horyzoncie - odpowiedzia, wstajc. Pochylony tak, by nie zawadzi gow
o strop, wyszed z kajuty.
Na pokadzie olepio go wiato. Sonce wisiao nisko nad morzem, zocc fale. W
powietrzu i na deskach pokadu wci jeszcze czuo si upa peni dnia.
Dannyl spojrza ku pnocy i wstrzyma oddech, po czym zajrza pod pokad i zawoa
Tayenda. Nastpnie wyprostowa si i przeszed na dzib okrtu, wpatrzony w dalekie miasto.
Wzdu wybrzea cigny si jakby w nieskoczono rzdy niskich domw z
paskich, szarych blokw kamiennych.
Spord nich wystrzela)' w niebo tysice obeliskw.
Tayend stan u jego boku.
- Ogromne, prawda? - wyszepta uczony.
Dannyl potakn. Niewielkie przybrzene wioski, ktre mijali wczeniej, zbudowane
byy w podobnym stylu i nad kad growao kilka obeliskw. Domy w Jebem nie byy
wiksze, ale rozmiary miasta robiy wraenie. Obeliski wyglday jak las iglic, ktre
zachodzce soce malowao teraz pomaraczowoczerwonym wiatem.
Przygldali si tej panoramie w milczeniu, podczas gdy statek kierowa si ku
portowi. Pojawiy si kamienne ostrogi, wzniesione wzdu wybrzea niczym stranicy.
Statek wpyn pomidzy dwie z nich, a kiedy zbliyli si do czci miasta, w ktrej byo
najwicej obeliskw, zwolni i wpyn w wski kana. Po obu jego stronach na kamiennym
nabrzeu uwijali si ciemnoskrzy mczyni. Rzucali marynarzom liny, a ci przywizywali
je do masywnych pachokw na pokadzie. Drugi koniec tych lin przymocowano do jarzma
gorinw i wielkie zwierzta zaczy holowa statek w gr kanau.
Przez nastpn godzin lonmarscy robotnicy portowi przeprowadzali statek przez
kana, a znalaz si on w sztucznej przystani. Tam koysao si na wodzie kilka innych
okrtw, czasem dwa razy wikszych od tego, na ktrym pynli Dannyl z Tayendem. Kiedy
zacumowali, mag i uczony powrcili do kajut, eby pozbiera bagae.
Po krtkim, formalnym poegnaniu z kapitanem zeszli po trapie na ld. Czterej
mczyni zabrali ich kufry, pity za skoni si przed nimi.
- Witajcie, Ambasadorze Dannylu i paniczu Tremmelin. Jestem Loryk, wasz tumacz.
Zabior was do Domu Gildii. Prosz, pjdcie za mn.
Szybkim, wadczym gestem da znak tragarzom i ruszy w stron miasta. Dannyl i
Tayend pospieszyli za nim wzdu nabrzea ku szerszej ulicy.
W powietrzu unosi si kurz, ktry tumi kolory wok nich. Bryz od morza zastpi
ciki upa pachncy mieszank perfum, przypraw i pyu. Na ulicach byo toczno od
mczyzn ubranych w proste lonmarskie odzienie. Przybysze zostali otoczeni przez gwar
gosw, ale nie rozumieli mikko brzmicych lonmarskich sw. Mijajcy ich mczyni
patrzyli na Dannyla, nic spuszczajc wzroku, za spojrzenia rzucane Tayendowi nic byy ani
przyjazne, ani niechtne. Tylko niektrzy krzywili si na jego widok, modzieniec mia,
bowiem na sobie swj najbardziej wyszukany dworski strj, ktry w tym miecie by cakiem
nie na miejscu. Uczony zachowywa si nadzwyczaj spokojnie, ale kiedy Dannyl spojrza na
niego, zauway znane ju sobie oznaki niepewnoci - na czole trzymajcego si krok za
Dannylem Tayenda pojawia si poprzeczna zmarszczka. Gdy ich oczy spotkay si, mag
umiechn si do modego czowieka pokrzepiajco.
- Nie przejmuj si. Obce miasta zawsze s z pocztku niepokojce.
Zmarszczka znika z czoa Tayenda i chopak wyrwna krok z Dannylem, a nastpnie
razem pospieszyli za tumaczem, ktry wszed wanie w wski zauek, prowadzcy na wielki
plac. Dannyl zwolni nieco i rozejrza si dookoa z niesmakiem.
Plac otaczay drewniane podesty. Na najbliszym z nich staa kobieta ze
skrpowanymi rkami. Obok niej by ubrany na biao mczyzna z ogolon, pokryt
tatuaami gow i z biczem w lewej rce. Inny mczyzna przechadza si wrd zebranego
wok podestu tumu, czytajc co z kartki papieru.
Dannyl podszed do tumacza.
- Co tu si dzieje?
Loryk wsucha si w sowa mczyzny.
- Ta kobieta okrya hab ma i rodzin, zapraszajc innego mczyzn do swojej
sypialni - Machn rk. - To jest pac Sdu.
Rozlegy si krzyki, wrd ktrych zgin dalszy cig obwieszczenia.
Tumy gromadziy si rwnie wok innych podestw. Idc za oddalajcymi si od
kobiety tragarzami, Dannyl zauway w pobliu wpatrzonego w uwizion modzieca. Jego
oczy byy mokre od ez, ale twarz miaa wyraz powany i surowy.
Ma czy kochanek? zastanowi si mag.
rodek placu by mniej zatoczony. Tragarze szybko go przemierzyli i weszli midzy
dwa podwyszenia. Ubrani na biao mczyni stojcy na tych podestach dzieryli w rkach
miecze. Dannyl utkwi wzrok w plecach tumacza, ale ponad oglny gwar wznis si gos, na
dwik, ktrego Loryk zwolni.
- Och... a ten zhabi swj rd nienaturalnymi... jak wy to mwicie? dzami?
Zasuy, wic na kar ostateczn, poniewa splami zarwno dusze, jak i ciaa mw. Tak
jak o zachodzie soca ciemno obmywa wiat z grzechu, tak tylko jego mier moe
oczyci dusze tych, ktrych pokala.
Pomimo upau Dannyl poczu dreszcz. Skazaniec niemal zwisa ze supa, na jego
twarzy malowaa si rezygnacja. Otaczajcy go tum wrzeszcza, twarze ludzi wykrzywiaa
nienawi. Dannyl odwrci wzrok, usiujc powstrzyma zalewajc go fal przeraenia i
gniewu. Ten czowiek mia wanie ponie mier za co, co w Kyralii narazioby go, co
najwyej na wstyd i ponienie, a w Elyne - jeli wierzy sowom Tayenda - w ogle nie
byoby postrzegane jako przewinienie.
Dannyl nie potrafi odrzuci od siebie myli o skandalu i pogoskach, ktre
przysporzyy mu tyle kopotw w latach nowicjatu. Oskarano go przecie o to samo, co tego
mczyzn. Dowody nie byy wane; kiedy tylko plotka si pojawia, tak studenci, jak i
nauczyciele zaczli traktowa go jak wyrzutka. Wzdrygn si, syszc ryk tumu na placu.
Gdybym mia pecha urodzi si w Lonmarze, tak by si to mogo skoczy.
Loryk wszed w kolejny zauek. Gwar gosw ucich w oddali. Dannyl zerkn na
Tayenda - twarz modego uczonego bya biaa.
- Czym innym jest sysze albo czyta o surowych prawach w innych krajach, a
zupenie, czym innym widzie ich realizacje - mrukn modzieniec. - Przysigam, e nigdy
ju nie bd narzeka na dwr w Elyne.
Tumacz prowadzi ich kolejnymi uliczkami, wreszcie zatrzyma si, gdy tragarze
weszli do niskiego budynku.
- Dom Gildii w Jebem - oznajmi, gdy Dannyl i Tayend stanli przed drzwiami. - Tu
was zostawi.
Skoni si i odszed. Dannyl przyjrza si budynkowi dostrzeg na cianie tabliczk z
symbolem Gildii. Gdyby nie to, budynek nie rniby si niczym od wszystkich pozostaych,
ktre mijali po drodze. Weszli do rodka i znaleli si w niskim pomieszczeniu. W pobliu
sta mag z Elyne.
- Witajcie - powiedzia. - Jestem Vaulen, Pierwszy Ambasador Gildii w Lonmarze.
Mag by chudy i mia siwe wosy. Dannyl skin gow.
- Dannyl. Drugi Ambasador Gildii w Elyne. - Nastpnie wskaza na Tayenda, ktry
ukoni si z gracj: - Tayend z Tremmelin, uczony Wielkiej Biblioteki i mj asystent. Vaulen
przywita si uprzejmie z Tayendem, a jego wzrok spocz na fioletowej koszuli modzieca.
- Witajcie w Jebem. Musz ci jednak ostrzec, Tayendzie z Tremmelin, e
Lonmarczycy nade wszystko ceni sobie skromno i prostot, potpiaj, wic noszenie
kolorowych ubra, jakkolwiek byyby modne. Mog poleci ci dobrego krawca, ktry uszyje
ci odzienie wysokiej jakoci, ale znacznie prostsze w kroju, ktre bdzie tu bardziej na
miejscu.
Dannyl spodziewa si zobaczy w oczach modzieca iskr sprzeciwu, ale Tayend
skoni tylko wdzicznie gow.
- Dzikuj ci za ostrzeenie, panie. Chtnie spotkam si jutro z tym krawcem.
- Przygotowaem dla was pokoje - cign Vaulen. - Na pewno zechcecie odpocz po
podry. Sucy pokae wam te azienki. A potem zechciejcie towarzyszy mi przy kolacji.
Sucy poprowadzi ich krtkim korytarzem, wskaza dwoje otwartych drzwi, ukoni
si i odszed. Tayend wszed do jednego z pokoi, zatrzyma si i obrzuci pomieszczenie
zaszczutym spojrzeniem.
Dannyl zawaha si, ale wszed za nim.
- Wszystko w porzdku?
Tayend wzruszy ramionami.
- Oni go zabij, prawda? Pewnie ju to zrobili.
Dannyl zorientowa si, e Tayend mwi o skazacu z placu Sdu, potakn, wic.
- Zapewne.
- Nie moglimy czego zrobi? Inny kraj, inne prawa i tak dalej?
- Niestety.
Tayend z westchnieniem usiad na krzele.
- Nie chc psu ci przyjemnoci z podry, Dannylu, ale ja ju nie lubi Lormaru.
Dannyl przytakn.
- Przyznaj, e plac Sdu nie by najbardziej zachcajcym powitaniem - zgodzi si. -
Ale nie bd zbyt pochopny w ocenie Lonmaru. Musi tu by co wicej. Gdyby przyby do
Kyralii i na pocztku zobaczy slumsy Imardinu nie miaby o niej zbyt pochlebnej opinii.
Mam nadziej, e ju widzielimy to, co tu najgorsze, a reszta bdzie tylko lepsza.
Tayend westchn, podszed do swojego kufra i otworzy go.
- Zapewne masz racj. Sprbuj znale jakie mniej rzucajce si w oczy ubranie.
Dannyl umiechn si pomimo zmczenia.
- Ten strj ma jednak pewne zalety - powiedzia, pocigajc za rkaw szaty. -
Codziennie ten sam krj i kolor, ale za to mog go nosi wszdzie w Krainach
Sprzymierzonych. - Podszed do drzwi. - Jeli nie spotkamy si w ani, to do zobaczenia na
kolacji.
Tayend unis rk i pomacha mu, nie podnoszc nawet wzroku znad kufra. Dannyl
zostawi modzieca przebierajcego w jaskrawych ubraniach wypeniajcych jego ba ga i
wszed do drugiego pokoju.
Myl o nadchodzcych tygodniach otrzewia go nieco.
Kiedy ju upora si z obowizkami dyplomatycznymi, udadz si do Przewietnej
wityni, by kontynuowa swoje poszukiwania. Pono pikna tego miejsca nie da si z
niczym porwna, niemniej jest to rwnie gwny orodek surowej religii Mahga, ktrej
owocem s wyroki, odbywajce si dzi na placu. Jako nage odechciao mu si tej wizyty.
Tam jednak mog znajdowa si wane informacje dotyczce staroytnej magii. Po miesicu
spdzonym na ciasnym statku, nie miaby nic przeciwko rozcigniciu ng i
pogimnastykowaniu umysu. Szczliwie nie myli si, ywic nadziej, e reszta Lonmaru
bdzie bardziej zachcajca ni plac Sdu.
Byo ju pno, kiedy Lorlen powrci do swojego gabinetu.
Wycign najnowszy raport Dannyla z tajnej szkatuki, usiad za biurkiem i odczyta
go po raz kolejny. Kiedy skoczy odchyli si w fotelu i westchn.
Od tygodni nie mg przesta myle o dzienniku Akarrina.
Jeli te zapiski istniej, musz by schowane gdzie w rezydencji Wielkiego Mistrza.
Zwaywszy na to, co moe si w nich znajdowa, Lorlen nie podejrzewa, by Akkarin trzyma
je w swojej bibliotece wraz ze zwykymi ksikami. Zapewne ukry je w podziemiach
budynku, a te niewtpliwie s dobrze zamknite.
Poczu na skrze powiew zimnego powietrza. Wzdrygn si i zakl pod nosem. W
jego gabinecie zawsze byy przecigi, poprzedni Administrator te nieustannie si na nie
uskara. Lorlen wsta, jak zawsze znalaz rdo przecigu i - rwnie jak zawsze - chd
ustpi rwnie niespodzianie, jak si pojawi.
Potrzsn gow i zacz przechadza si po pokoju.
Dannyl i jego uczony towarzysz lada moment dopyn do Lonmaru i udadz si do
wityni. Lorlen mia nadziej, e niczego tam nie znajd - sama myl, e informacje o
czarnej magii mogyby znajdowa si w takim miejscu, bya przeraajca.
Zatrzyma si w p kroku, syszc pukanie do drzwi.
Podszed i pocign za klamk, spodziewajc si, e ujrzy Mistrza Osena z gotow
przemow na temat potrzeby snu. Tymczasem w drzwiach staa ciemna sylwetka.
- Dobry wieczr, Lorlenie - powiedzia z umiechem Akkarin.
Administrator wpatrywa si w Wielkiego Mistrza ze zdumieniem.
- Wpucisz mnie do rodka?
- Oczywicie! - Lorlen zrobi krok w ty, potrzsajc gow, jakby chcia zaprowadzi
w niej porzdek
Akkarin wszed do rodka i rozsiad si na jednym z wielkich wycieanych foteli.
Jego wzrok powdrowa ku biurku Administratora
Lorlen spojrza rwnie w owym kierunku i zamar, widzc na samym wierzchu
otwarty list Dannyla. Potrzebowa caej siy woli eby nie podbiec i nie wrzuci kartek na
powrt do pudeka. Udao mu si niedbaym krokiem przej przez pokj, wygadzi obicie
fotela i zasi na nim z westchnieniem.
- Jak zwykle przyapujesz mnie na baaganie - mrukn.
Wzi do rki list Dannyla i wrzuci go do szkatuki. Nastpnie poukada inne
przedmioty na biurku, po czym schowa skrzyneczk do szuflady.
- Co sprowadza ci tu o tak pnej porze?
Akkarin wzruszy ramionami.
- Nic szczeglnego. Zawsze ty mnie odwiedzasz, wic pomylaem, e czas na
odwzajemnienie wizyty. Nie spodziewaem si zasta ci w twoim mieszkaniu, mimo e jest
pno nawet jak na ciebie.
- Owszem - potakn Lorlen. - Czytaem jeszcze ostatnie listy, zamierzaem potem i
spa.
- Jakie ciekawe wieci? Jak miewa si Mistrz Dannyl?
Lorlen poczu, ze serce skacze mu do garda. Czy Akkarin zdoa dostrzec podpis
Dannyla? A moe rozpozna jego pismo? Zmarszczy brwi, usiujc przypomnie sobie, co
mogo by napisane na tej kartce, ktra leaa na wierzchu.
- Jest w drodze do Lonmaru, aby rozsdzi spr Rady w kwestii Wielkiego Klanu
Koyhmar. Poprosiem Errenda, eby si tym zaj, jako e ma w tej chwili do pomocy w
Elyne Drugiego Ambasadora, ale Errend wola wysa Dannyla.
Akkarin umiechn si.
- Lonmar. Miejsce, ktre albo podsyci apetyt na podre, albo go zabije.
Lorlen nachyli si ku niemu.
- A jak byo z tob?
- Hmm. - Akkarin przez chwil zastanawia si nad odpowiedzi. - We mnie Lonmar
roznieci gd zobaczenia innych miejsc na wiecie, ale te zaprawi mnie jako podrnika.
Lonmarczycy s moe najbardziej cywilizowan nacj w Krainach Sprzymierzonych, ale te
liczne spord ich zwyczajw wydaj si prostackie i okrutne. Uczysz si tolerowa ich
poczucie sprawiedliwoci, moe nawet zaczynasz je rozumie, ale ono wzmacnia rwnie
twoje przekonania i ideay. To samo mona powiedzie o swobodzie obyczajw w Elyne, czy
te vindoskiej obsesji na punkcie handlu. W yciu chodzi o co wicej ni moda i pienidze.
Akkarin urwa z nieobecnym wzrokiem, potem poruszy si na fotelu.
- Odkrywasz te, e nie kady Elyczyk jest rozwizy, nie kady Vindon chciwy, a
nie kady Lonmarczyk surowy. Wikszo z nich to ludzie yczliwi i skonni do
przebaczania, lubicy rozwizywa spory prywatnie. Nauczyem si o nich wiele, a mimo e
z punktu widzenia moich poszukiwa podr tam okazaa si strat czasu, zdobyte
dowiadczenie stao si bardzo wane dla penienia mojej funkcji tutaj.
Lorlen zamkn oczy i potar je. Strata czasu? Czyby Dannyl te marnowa tam czas?
- Jeste zmczony, przyjacielu - powiedzia Akkarin agodnie. - A ja pozbawiam ci
snu tymi opowieciami.
Lorlen zamruga i podnis wzrok na Wielkiego Mistrza.
- Nie, nie przejmuj si mn. Kontynuuj, prosz.
- Nie. - Akkarin wsta z szelestem czarnych szat. - Zacze przysypia. Pogadamy
innym razem.
Odprowadzajc Akkarina do drzwi, Lorlen czul rozczarowanie zmieszane z ulg.
Wielki Mistrz wyszed na korytarz, odwrci si i przechylajc gow, spojrza na Lorlena.
- Dobranoc, Lorlenie. Pjdziesz wreszcie spa, prawda? Wygldasz na
wykoczonego.
- Tak. Dobranoc, Akkarinie.
Lorlen zamkn drzwi, wzdychajc gono. Wanie dowiedzia si czego wanego...
ale czy na pewno? Akkarin mg mwi, e nie znalaz nic w Lonmarze po to wanie, eby
ukry co, co odkry. Dziwne, e tak nagle zacz opowiada o swojej podry, mimo i
dotychczas unika tego tematu.
Lorlen skrzywi si, czujc powiew chodnego powietrza na swoim karku. To go
rozproszyo. Ziewn, wrci do biurka i odstawi szkatuk na jej miejsce w szafce. Bdc ju
w nieco lepszym nastroju, opuci gabinet i uda si do swojego mieszkania.
Musi by cierpliwy. Dannyl wkrtce przekona si czy podr do Lormaru jest strat
czasu.
ROZDZIA 12
NIE TO, CO MIELI NA MYLI
Jak on to zrobi?
Sonea sza powoli korytarzem, ciskajc w ramionach pudeko, w ktrym trzymaa
piro, kaamarz i teczk zawierajc notatki oraz czyste karty papieru.
Tylko, e ta teczka bya teraz pusta.
Raz jeszcze przebiega w mylach wszystko po kolei. Kiedy Regin zdoa dobra si
do jej rzeczy? Przez cay czas bya uwana, nie spucia wzroku z notatek.
Chyba, e podczas lekcji. Mistrzyni Kinla czsto kazaa im podchodzi do katedry,
eby przyjrzeli si jakiemu eksperymentowi. Moliwe, e Regin zdoa sign po notatki,
gdy mija jej awk. Wydawao jej si, e taka zrczno pozostaje poza zasigiem
wypieszczonego chopaka z Domw, ale najwyraniej si mylia.
Przeszukaa dokadnie pokj, nawet wrcia pnym wieczorem na Uniwersytet, eby
sprawdzi, czy nie ma ich w sali, ale w czasie tych poszukiwa wiedziaa doskonale, ze nie
znajdzie swoich notatek - a ju z pewnoci nie w caoci i nie przed dzisiejszym testem.
Kiedy wesza do sali, zadowolona mina Regina potwierdzia jej przypuszczenia. Nie
pozwalajc sobie na okazanie najmniejszego nawet niezadowolenia, ukonia si Mistrzyni
Kinli i podesza do swojego miejsca obok Porila.
Mistrzyni bya wysok Uzdrowicielk w rednim wieku. Uzdrowicielki zazwyczaj
nosiy wosy cignite w wze na karku, a fryzura ta zawsze nadawaa Mistrzyni Kinli srogi
wygld. Kiedy Sonea usiada. Uzdrowicielka odchrzkna i przyjrzaa si uwanie
siedzcym przed ni nowicjuszom.
- Dzi sprawdzamy wiadomoci z ostatnich trzech miesicy. Moecie korzysta ze
swoich notatek. - Wzia do rki kilka arkuszy papieru, przebiegajc po nich wzrokiem. - Na
pocztek moe Benon...
Sonea czua, jak serce podchodzi jej do garda za kadym razem, kiedy nauczycielka
rzuca w stron ktrego ze studentw pytanie. Zamara, gdy usyszaa swoje imi, ale na
szczcie skierowane do niej pytanie okazao si atwe i zdoaa odpowiedzie na nie z
pamici. Kolejne pytania byy jednak coraz trudniejsze. Nowicjusze zaczli si waha i
zaglda do notatek, zanim udzielili odpowiedzi, co zaniepokoio Sone. Poczua ruch
powietrza - to Kin la przesza obok jej awki. Uzdrowicielka zatrzymaa si i wlepia w ni
wzrok. Podesza bliej, stajc tu przy niej.
- Soneo. - Zastukaa palcem w awk. - Gdzie twoje notatki?
Sonea zamkna oczy. Przez moment rozwaaa moliwo udania, e zapomniaa
wzi je z sob do klasy. Taka jednak wymwka tylko ucieszyaby Regina, a tymczasem
przyszo jej do gowy inne usprawiedliwienie...
- Powiedziaa, pani, e na tej lekcji bdzie sprawdzian - odrzeka. - Uznaam, zatem,
e nie powinnimy bra z sob notatek.
Mistrzyni Kinla uniosa brwi, przygldajc si Sonei z namysem. Gdzie z tyu sali
rozleg si stumiony chichot.
- Rozumiem. - Gos nauczycielki zabrzmia gronie. - Wymie dwadziecia koci
ludzkiego ciaa, zaczynajc od najmniejszej.
Sonea zakla w mylach. Odpowied rozgniewaa Uzdrowicielk, ktra najwyraniej
nie spodziewaa si, e dziewczyna potrafi tyle zapamita. Musi jednak sprbowa. Powoli,
ale ze wzrastajc pewnoci siebie, Sonea wydobywaa nazwy z pamici, liczc je na
palcach. Kiedy skoczya Mistrzyni Kinla spojrzaa na ni, zaciskajc usta w wsk kresk.
- Dobrze - powiedziaa z niechci.
Z cichym westchnieniem ulgi Sonea obserwowaa, jak Uzdrowicielka odwraca si i
znw wdruje midzy awkami. Rozejrzaa si po klasie i napotkaa spojrzenie Regina,
wpatrujcego si w ni spod zmruonych powiek.
Odwrcia wzrok. Na szczcie pomagaa Porilowi z jego notatkami, wic bdzie teraz
moga przepisa od niego wszystko. Wtpia, bowiem, czy jej wasne kiedykolwiek si
znajd.
Kilka dni po przybyciu do Lonmaru Dannyl otrzyma od kapanw Przewietnej
wityni odpowied na swoj prob o udostpnienie zbioru zwojw. Poczu ulg na myl o
przerwie w wypenianiu dyplomatycznych obowizkw.
Niekoczce si spory w Lonmarskiej Radzie Starszych wystawiay ju na prb jego
cierpliwo. Powody, dla ktrych Lorlen przysa tu Ambasadora z innego kraju, okazay si
irytujco powane. Jeden z Wielkich Klanw utraci przychylno losu i majtek, a poniewa
nie by ju w stanie wspiera swoich nowicjuszy i magw, kosztami tymi zostay obcione
pozostae Klany. Zapoznanie si z umowami regulujcymi stosunki midzy Gildi a
poszczeglnymi krainami byo czci przygotowa, jakie Dannyl poczyni przed objciem
swojej funkcji. Krl Kyralii na przykad przeznacza cz podatku na opacenie
kyraliaskich magw, natomiast wybr kandydatw pozostawia losowi, podczas gdy
pozostae kraje czyniy inaczej. Krl Elyne kadego roku przyznawa okrelon liczb miejsc
i dobiera potencjalnych nowicjuszy wedle klucza politycznego. Vindoni wysyali tylu
kandydatw. Ilu tylko zdoali znale i opaci, ale i tak nigdy nic byo ich wielu, poniewa
talenty magiczne wrd nich pojawiay si rzadko. Lonmarem rzdzia za Rada Starszych,
zoona z przedstawicieli Wielkich Klanw, kady z nich by odpowiedzialny za ksztacenie i
utrzymanie wasnych magw. Bardzo stare porozumienie midzy Lonmarem a Krlem
Kyralii stanowio, e jeli ktry Klan byby niezdolny do zapewnienia odpowiednich
rodkw dla swoich magw, pozostae powinny podzieli te koszty po rwno. Gildia nie
yczya sobie, by problemy finansowe dotykay magw, zwaszcza, e mogoby to skoni ich
do posugiwania si magi w niedopuszczalny sposb, byle tylko przey. Oczywicie
niektre Klany protestoway. Z informacji przekazanych Dannylowi przez Ambasadora
Vaulena wynikao, e do zapewnienia ich poparcia wystarczyoby delikatnie im przypomnie
o niepodanych konsekwencjach zerwania umowy: odesaniu ich magw do domu,
przerwaniu nauczania nowicjuszy. Vaulen mia gra rol spokojnego elyskiego negocjatora.
Dannylowi za przypada rola nieugitego Kyralianina.
Ale nie dzi.
Na wie o tym, e kapani przychylnie odpowiedzieli na prob Dannyla o moliwo
zoenia wizyty w wityni, Ambasador Vaulen natychmiast rozkaza sucym przy gotowa
powz nalecy do Gildii.
- Dzi mamy dzie odpoczynku - oznajmi - co oznacza, e Starsi bd skada sobie
wzajemnie wizyty i debatowa nad dalszym postpowaniem. Moecie, wic rwnie dobrze
zaj si zwiedzaniem.
Vaulen osodzi im oczekiwanie na powz, czstujc ich suszonymi owocami
namoczonymi w sodzonej miodem wodzie.
- Czy powinienem si czego dowiedzie o tych kapanach, zanim si tam udamy? -
spyta Dannyl.
Pierwszy Ambasador zamyli si.
- Wedle doktryny Mahga ludzie powinni poszukiwa w yciu rwnowagi midzy
radoci a cierpieniem. Magowie, mimo e posiadaj szczeglne talenty, s wykluczeni ze
stanu kapaskiego. Byo od tej reguy zaledwie kilka odstpstw.
- Naprawd? - Dannyl poczu si zaintrygowany. - W jakich sytuacjach?
- W przeszoci kilka razy uznano, e ludzie, ktrzy bardzo wiele wycierpieli, powinni
otrzyma szans na odnalezienie rwnowagi przez kapastwo, ale pod warunkiem, e
wyrzekn si mocy. Nie mogli take osign wysokiej pozycji w hierarchii.
- Mam nadziej, e nie ka mi w zwizku z tym jako szczeglnie cierpie, eby
zrwnoway mj talent.
Vaulen umiechn si.
- Jeste niewiernym. To zapewnia wystarczajc rwnowag.
- A co mi powiesz o Arcykapanie Kassyku?
- Odnosi si z szacunkiem do Gildii i bardzo dobrze wyraa si o Wielkim Mistrzu.
- Dlaczego akurat o nim?
- Ponad dziesi lat temu Akkarin odwiedzi wityni i najwyraniej zrobi
doskonae wraenie na Arcykapanie.
- Ma do tego talent. - Dannyl rzuci spojrzenie Tayendowi, ale modzieniec by
cakowicie pochonity zajadaniem sodyczy.
Ku zaskoczeniu Dannyla nastpnego dnia po ich przybyciu do Lonmaru uczony
powrci od krawca odziany w typowe bezbarwne lonmarskie szaty.
- S cakiem wygodne - oznajmi. - Poza tym uznaem, ze zabawnie bdzie przywie
tak pamitk z podry.
Dannyl pokrci gow.
- Tylko ty potrafisz przemieni symbol pokory w przedmiot zbytku.
- Wasz powz zajecha - powiedzia Vaulen i wsta.
Syszc dobiegajcy z ulicy stukot kopyt i trzeszczenie resorw. Dannyl ruszy ku
drzwiom. Tayend poszed za nim, ocierajc wilgotn szmatk palce z lepkiego soku
owocowego.
- Przekacie Arcykapanowi wyrazy mojego uszanowaniania - zawoa za nimi
Vaulen.
- Oczywicie.
Dannyl wyszed na ulic i niemal ugi si od aru bijcego z nasonecznionej ciany
przeciwlegego budynku. W gardle poczu askotanie od unoszcego si w powietrzu kurzu.
Sucy otworzy przed nimi drzwiczki pojazdu. Mag skrzywi si, wchodzc do
dusznego, nagrzanego wntrza. Tayend wsiad za nim i z grymasem usadowi si naprzeciw
Dannyla. Sucy poda im dwie butelki z wod i da wonicy znak, by rusza.
Dannyl uchyli okienko powozu w nadziei, e zapie pd powietrza, szybko jednak
musia przepuka gardu wod, eby pozby si wszdobylskiego pyu. Ulice byy wskie, co
dawao maksimum cienia, ale tumy przechodniw spowalniay powz. Niektre ulice byy
nakryte drewnianymi dachami, tworzyo si w ten sposb co na ksztat tuneli.
Rozmawiali tylko przez chwil, poniewa py natychmiast wdziera si do ust. Powz
porusza si powoli, prze ciskajc si przez ogromne miasto. Dannylowi wkrtce znudzio si
ogldanie niczym si od siebie niernicych domw i identycznie ubranych ludzi. Opar si,
wic wygodnie i zdrzemn.
Obudzia go zmiana stukotu kopyt, kiedy konie zaczy i po innym bruku. Wyjrza
przez okno i zobaczy wok siebie gadkie mury. Po jakich stu krokach korytarz skoczy
si i powz wjecha na szeroki dziedziniec. Ich oczom ukazaa si Przewietna witynia.
Podobnie jak caa reszta budowli w Lonmarze, bya jednopitrowa i pozbawiona
ozdb, ciany jednak byy marmurowe, a bloki kamienne tak doskonale do siebie
dopasowane, e trudno byoby wypatrzy ich krawdzie. W fasad budynku wmurowano
obeliski, ktrych szeroko u pod stawy rwnaa si wysokoci wityni, tak wysokie, e z
powozu nie mona byo dostrzec ich wierzchokw.
Powz zatrzyma si, wic Dannyl wysiad, nie czekajc, a sucy otworzy
drzwiczki - marzy o opuszczeniu dusznego wntrza pojazdu. Unis wzrok i zaniemwi na
widok wysokoci obeliskw. Rozstawione w odlegoci mniej wicej pidziesiciu krokw
w obie strony zdaway si wypenia niebo.
- Spjrz na to - szepn do Tayenda. - To jak las ogromnych drzew.
- Albo tysic mieczy.
. Albo maszty statkw czekajcych, by zabra std dusze.
- Albo wielkie loe naszpikowane gwodziami.
- Niezy masz dzisiaj humor - zauway cierpko Dannyl.
Tayend umiechn si ponuro.
- Prawda?
Kiedy zbliyli si do wityni, podszed do nich mczyzna odziany w prost bia
szat. Jego wosy te byy biae, co stanowio mocny kontrast z cakiem czarn skr. Lekko
skoni gow, zoy donie i otwar je w tradycyjnym gecie powitania wyznawcw Mahga.
- Witam ci, Ambasadorze Dannylu. Jestem Arcykapan Kassyk.
- Dzikuj za umoliwienie nam tej wizyty - odpar Dannyl. - To mj asystent i
przyjaciel, Tayend z Tremmelin, uczony z Wielkiej Biblioteki w Capii.
Arcykapan powtrzy powitalny gest.
- Witaj, Tayendzie z Tremmelin. Czy zechcecie obaj najpierw odwiedzi Przewietn
wityni, zanim zajmiecie si zwojami?
- Bdziemy zaszczyceni - powiedzia Dannyl.
- Pjdcie, wic za mn.
Arcykapan odwrci si i poprowadzi ich w chd zabudowa witynnych. Szli
dugim korytarzem, a kapan wskazywa im rne detale i objania ich dzieje i znaczenie
sakralne. Z korytarza odchodzio wiele dugich rozgazie. wiato wpadao przez
niewielkie, wskie okienka umieszczone tu pod sklepieniem. Co jaki czas mijali mae
dziedzice, na ktrych rosy szerokolistne roliny, zaskakujce goci niespodziewan zieleni.
Zatrzymywali si te przy wmurowanych w ciany fontannach, by zaczerpn nieco wody.
Kassyk pokaza im malekie cele, w ktrych mieszkali kapani, spdzajc ycie na
rozmylaniach i kontemplacji. Poprowadzi ich przez olbrzymie sklepione sale, tam, co dnia
odbyway si mody i rytuay. W kocu dotarli do zespou niewielkich pomieszcze, gdzie
przechowywano zwoje i ksigi.
- Jakie teksty was interesuj? - spyta Kassyk.
- Chciabym obejrze zwoje Dorgona.
Kapan wpatrywa si w Dannyla przez dusz chwil, zanim udzieli odpowiedzi.
- Niewiernym nie wolno oglda tych tekstw.
- Och. - Dannyl zmarszczy brwi, rozczarowany. - To za wiadomo. Byem
przekonany, e mona je zobaczy, po to wanie podrowaem tak daleko.
- To istotnie wysoce niefortunne. - Na twarzy Arcykapana malowao si autentyczne
wspczucie.
- Wybacz mi, jeli si myl, ale o ile wiem, kiedy pozwolie na ich lektur,
nieprawda?
Kassyk zamruga oczami z zaskoczenia, a potem pokiwa powoli gow,
- Wasz Wielki Mistrz, ktry odwiedzi nas dziesi lat temu, zdoa przekona mnie
bym mu je przeczyta. Zapewni mnie, e nikt ju nigdy tego nie zada.
Dannyl wymieni spojrzenia z Tayendem.
- Akkarin nie by jeszcze wtedy Wielkim Mistrzem, ale nawet gdyby by, jake mg
to zagwarantowa?
- Przysig, e nigdy nie powtrzy tego, co usysza. - Twarz kapana spochmurniaa. -
I nie opowie nikomu o zwojach. Powiedzia rwnie, e informacje zawarte w zwojach nie
maj wagi dla Gildii. Ani te dla niego, jako e poszukiwa staroytnej magii, a nie wiedzy
religijnej. Czybycie szukali tej samej prawdy?
- Nie potrafi ci odpowiedzie na to pytanie, poniewa nie wiem, czego dokadnie
szuka Akkarin. Informacje zawarte w tych zwojach mog by istotne dla moich bada,
nawet, jeli nie byy przydatne dla Wielkiego Mistrza. - Dannyl wytrzyma spojrzenie
Arcykapana. - Czy jeli zo tak sam przysig, przeczytasz mi zwoje?
Kapan wpatrywa si w niego z uwag i skin gow.
- Niech tak bdzie, ale twj przyjaciel musi pozosta tutaj.
Tayend zrobi zawiedzion min, ale kiedy opad na stojcy w pobliu fotel, wyda z
siebie westchnienie ulgi. Dannyl pozostawi wachlujcego si Tayenda i ruszy za
Arcykapanem przez wypenione zwojami pomieszczenia. Po wielu zakrtach dotarli do
malekiej kwadratowej izdebki. Dookoa stay gabloty z przejrzystego, idealnie gadkiego
szka. Dannyl podszed bliej i przekona si, e pod szkem znajdoway si podarte kawaki
papieru.
- Zwoje Dorgona. - Arcykapan podszed do pierwszej z szeregu gablot. -
Przetumacz ci, co si w nich znajduje, jeli przysigniesz na honor swojego rodu i Gildii, e
nigdy nie wyjawisz nikomu ich treci.
Dannyl wyprostowa si i spojrza Kassykowi prosto w oczy.
- Przysigam na honor mojego rodu i Domu, a take Kyraliaskiej Gildii Magw, e
nie przeka nikomu tego, czego dowiem si z tych zwojw, chyba, e moje milczenie
miaoby przynie wielk szkod Krainom Sprzymierzonym. - Zawaha si. - Zaakceptujesz
tak przysig? Inaczej nie mog.
Zmarszczki wok ust starca pogbiy si w widocznym rozbawieniu, ale odpowied
bya powana.
- Przyjm tak przysig.
Dannyl z ulg podszed do gabloty, przy ktrej sta Arcykapan, i wsucha si w
sowa starca. Powoli okryli cae pomieszczenie. Kassyk wskazywa mu i objania wykresy
i obrazki zawarte w tekcie. Kiedy odczytali ostatni fragment zwoju. Dannyl usiad na awce
stojcej na rodku izby.
- Kto by si domyli? - powiedzia na gos.
- Wwczas nikt - odpar Kassyk.
- Teraz rozumiem, dlaczego nie pozwalacie ich czyta.
Kassyk zamia si i usiad obok Dannyla.
- Dla tych, ktrzy su w wityni, nie jest tajemnic, e Dorgon by oszustem, ktry
posuy si swoj marn moc, aby przekona tysice ludzi o swojej witoci. Wane jest
to, co stao si pniej. Zacz dostrzega, e w jego sztuczkach byy prawdziwe cuda i e te
cuda byy naprawd sztuczkami wielkiej mocy. Ale kto, kto przeczytaby zwoje, nie
domyliby si tego.
- Po co je, wic trzymacie?
- S wszystkim, co pozostao nam po Dorgonie. Jego pniejsze prace zachoway si
w kopiach, a to jest jedyny rkopis. Znajdowa si w rkach rodziny, ktra przez wieki
opieraa si religii Mahga
Dannyl rozejrza si po pokoju i pokiwa gow.
- Niestety nie ma tu nic szkodliwego, ani tez nic uytecznego. Odbyem podr do
Lonmaru na marne.
- Tak powiedzia te twj Wielki Mistrz, zanim zosta Wielkim Mistrzem. - Kassyk
umiechn si. - Pamitam dobrze jego wizyt. Ty zachowae si uprzejmie. Ambasadorze
Dannylu Mody Akkarin, gdy dowiedzia si tego, co ty dzisiaj, wymia to gono. Moe,
wic to, czego obaj szukacie, jest blisze sobie, ni si spodziewae.
Dannyl potakn.
- Moe. - Podnis wzrok na Arcykapana. - Dzikuj, e pozwolie mi si z tym
zapozna. Wasza witobliwo. Przepraszam, e nie uwierzyem, kiedy powiedziae mi, e
nie znajd tu niczego, co dotyczyoby staroytnych mocy.
Starzec powsta.
- Wiedziaem, e jeli ci odmwi, ciekawo nie da ci spokoju. Teraz ju wiesz, a ja
ufam, e nie zamiesz danego sowa. Zaprowadz ci z powrotem do twojego przyjaciela.
Wstali i ruszyli znw przez labirynt korytarzy i pomieszcze.
- Wszystkie ksigi o wojnie sachakaskiej s wypoyczone? - spytaa Sonea.
Mistrz Jullen rzuci jej ostre spojrzenie.
- Tak wanie powiedziaem.
Odwrcia si, mruczc pod nosem przeklestwo, ktrym zarobiaby sobie na dugie
kazanie Rothena.
Kiedy grupie zadawano co, co wymagao wypoyczenia ksiek z biblioteki,
zaczynaa si skomplikowana, pena uprzejmoci gra, w ktrej wszyscy grzecznie
rywalizowali o najlepsze rda. Sonea nie chciaa wcza si w t rozgrywk, tote
korzystaa zazwyczaj z biblioteki Rothena, teraz jednak nie znalaza niczego na zadany temat.
Kiedy natomiast postanowia skorzysta z Biblioteki Nowicjuszy, przekonaa si, e wszystko
wypoyczono. Pozostawaa jej Biblioteka Magw, ale ta najwyraniej te ju zostaa
przeczesana.
- Nie ma - oznajmia, podchodzc do Rothena.
Unis brwi.
- Niczego nie ma? Jak to moliwe? Kady nowicjusz i mag moe poyczy okrelon
liczb ksiek.
- Nie mam pojcia. Pewnie Regin przekona Gennyla, eby te co wypoyczy.
- Nie masz pewnoci, e to jego sprawka, Soneo.
Prychna cicho.
- Dlaczego nie zrobia sobie kopii?
- To duo kosztuje, prawda?
- Ale na to masz kieszonkowe, pamitaj o tym.
Skrzywia si i odwrcia wzrok.
- Ile to zajmie?
- Zaley od ksigi. Kilka dni w przypadku drukowanych, kilka tygodni w przypadku
manuskryptw. Twj nauczyciel powie ci, ktre tytuy s najlepsze. - Rozemia si i zniy
gos: - Nie podawaj mu powodw, zrb wraenie, e zafascynowa ci przedmiot.
Podniosa notatki.
- Mog ju i. Zobaczymy si jutro.
Potakn.
- Chcesz, ebym ci odprowadzi?
Zawahaa si, po czym pokrcia gow.
- Mistrz Ahrind ma na wszystkich oko.
- A zatem dobranoc.
- Dobranoc.
Mistrz Jullen przyglda si jej podejrzliwie, kiedy wychodzia z Biblioteki Magw.
Na zewntrz panowa chd, pobiega, wic szybko do Domu Nowicjuszy. Wchodzc do
rodka, dostrzega w korytarzu niewielk grupk studentw, zatrzymaa si, wic. Kiedy j
zauwayli, na ich twarzach pojawiy si szydercze umieszki. Spojrzaa dalej i zobaczya, e
kto wysmarowa atramentem na drzwiach jej pokoju jakie sowa. Zacisna zby i ruszya
przed siebie.
W tej chwili z tumu wyszed ku niej Regin. Przygotowaa si na kolejne zoliwoci,
ale on wycofa si rwnie szybko, jak si pojawi.
- Eja! Sonea!
Rozpoznaa ten gos, wic szybko odwrcia si ku niemu.
W korytarzu pojawiy si dwie postacie: wysoka i niska.
Mistrz Ahrind zmruy oczy na widok napisu na drzwiach. Min j i chwil pniej w
grupie za nimi rozlegy si protesty i zaprzeczenia.
- Nie obchodzi mnie, kto to zrobi. Ty to zmyjesz! Ju!
Sonea nie zwracaa na to uwagi, wpatrzona w znan, przyjazn twarz.
- Cery! - zawoaa.
Cery spochmurnia na widok tego, co dziao si za jej plecami.
- Daj ci tu niez szko przetrwania, co? - nie byo to pytanie.
Wzruszya ramionami
- To tylko dzieciaki. Ja...
- Soneo. - Mistrz Ahrind zbliy si ponownie do niej. - Masz gocia, jak ju zreszt
zdya zauway. Moecie rozmawia w korytarzu lub na zewntrz. Nie w twoim pokoju.
Potakna.
- Tak, Mistrzu.
Zadowolony, pomaszerowa ku swojemu mieszkaniu i znik w jego wntrzu. Sonea
rozejrzaa si: wszyscy nowicjusze z wyjtkiem chopaka, ktry ciera atrament z jej drzwi,
znikli. Przypatrywaa si temu ostatniemu i z pochmurnego spojrzenia, jakie jej rzuci,
domylia si, e to nie on pomalowa jej drzwi, lecz tylko si przyglda. Mimo e w
korytarzu byo pusto, wyobrazia sobie wszystkie uszy przycinite do drzwi, eby
podsuchiwa jej rozmow z Cerym.
- Chodmy na zewntrz. Zaczekaj tylko chwilk, przynios co.
Wpada do swojego pokoju, chwycia niewielkie zawinitko, wrcia na korytarz i
poprowadzia Cerye'go do ogrodu, gdzie znaleli dobrze ukrya awk. Kiedy otoczya ich
tarcz ciepa. Cery spojrza na ni z podziwem.
- Nauczya si paru przydatnych rzeczy.
- Kilku, owszem - potakna.
Cery siedzia, rozgldajc si niespokojnie i wpatrujc si w otaczajce ich cienie.
- Pamitasz, jak bylimy tu poprzednio? - spyta. - Czailimy si midzy tymi
drzewami. To byo prawie rok temu.
Umiechna si szeroko.
- Jak mogabym zapomnie?
Jej umiech zblad jednak, gdy przypomniaa sobie, co zobaczya w podziemiu
rezydencji Wielkiego Mistrza. Wtedy za bardzo chciaa stamtd uciec, eby opowiedzie o
wszystkim Cerye'mu. Pniej powiedziaa mu, e widziaa kogo uprawiajcego magi, ale
wwczas nie wiedziaa, e to zakazana czarna magia. A teraz, oczywicie, przyrzeka
Administratorowi, e nie wyjawi tej tajemnicy nikomu oprcz Rothena.
- Ten chopak jest przywdc, prawda? Tamten, ktry schowa si na widok maga...
Mistrza Ahrinda, zgadza si?
Przytakna.
- Jak on ma na imi?
- Regin.
- Daje ci w ko?
Westchna.
- Nieustannie.
Opowiadajc o artach i zoliwociach, czua zarazem zaenowanie i ulg. Dobrze
byo porozmawia ze starym przyjacielem, a gniew malujcy si na twarzy Cery'ego sprawi
jej rado.
Cery zakl siarczycie.
- Przydaaby mu si porzdna lekcja, jeli chcesz wiedzie, co o tym myl. Pozwolisz
mi zosta jego nauczycielem?
Rozemiaa si.
- Nie uda ci si do niego zbliy.
- Czyby? - Na jego ustach zagoci chytry umieszek. - Magom nie wolno krzywdzi
ludzi, prawda?
- Nie.
- A zatem on nie moe posuy si magi w walce z kim niemagicznym, prawda?
- On nie bdzie z tob walczy, Cery. Uznaby walk z bylcem za poniajc.
Cery wymamrota co nieuprzejmego.
- Czyby, zatem by na dodatek tchrzem?
- Nie.
- No, ale z tob walczy. A ty bya bylcem.
- On ze mn nie walczy. Stara si tylko, eby nikt nie zapomnia, skd pochodz.
Cery zastanowi si nad tym przez chwil, po czym wzruszy ramionami.
- W takim razie trzeba bdzie go zabi.
Zaskoczona absurdalnoci tego stwierdzenia, rozemiaa si.
- Jak?
Cerye'mu rozbysy oczy.
- Moglibymy... zwabi go w jaki tunel i zawali sufit.
- Tylko tyle? Wystarczyaby mu osona, a nastpnie odepchnby cay ten gruz.
- Wyczerpaby swoj moc. Przysypalibymy go mnstwem gruzu. Caym domem.
- Tu potrzeba czego wicej.
Zagryz warg w zamyleniu.
- Co powiesz na zwabienie go do rynsztoka i zamknicie tam?
- Rozsadziby rynsztok.
- No, to wsadzimy go na dk i zatopimy gdzie daleko na morzu.
- Stworzy wok siebie bbel powietrza i popynie.
- Nie bdzie przecie w stanie utrzymywa go w nieskoczono. W kocu si
zmczy i utonie.
- Podstawow tarcz mona utrzymywa bardzo dugo - odpowiedziaa. - Reginowi
wystarczy porozumie si mentalnie z Mistrzem Garrelem, a Gildia wyle statek, eby go
uratowa.
- Jeli zatopimy d daleko od wszystkich magw, moe zdy umrze z pragnienia.
- Moe - zgodzia si w kocu - chocia wtpi. Magia daje si i wytrzymao.
Potrafimy przey wicej ni zwykli ludzie... a poza tym uczylimy si, jak oddziela sl z
morskiej wody. Nie zabioby go pragnienie, a na dodatek zapaby sobie ryb i ugotowa.
Cery jkn, zniecierpliwiony.
- Przesta! Robi si zazdrosny! Nie mogaby go najpierw zmczy? A ja bym go
nastpnie porzdnie spra.
Sonea rozemiaa si.
- Nie, Cery.
- Dlaczego? Czyby by potniejszy od ciebie?
- Nie wiem.
- No, to o co chodzi?
Odwrcia wzrok.
- Nie warto. Cokolwiek mu zrobisz, on odbije to sobie na mnie.
Cery spowania.
- Mam wraenie, e ju ma spory ubaw twoim kosztem. - To nie w twoim stylu godzi
si z czym takim. Wacz nim, Soneo. Nie masz przecie nic do stracenia. - Zmruy oczy. -
Albo mona to zaatwi na sposb Zodziei.
Rzucia mu ostre spojrzenie.
- Nie.
Zatar rce.
- On skrzywdzi kogo z moich ludzi, ja zrobi krzywd komu z jego krewnych.
- Nie, Cery.
Jego myli powdroway gdzie daleko, wygldao na to, e przesta sucha.
- Nie przejmuj si. Nie zabij ich ani nie bd krzywdzi tych sabszych, tylko
postrasz kilku mczyzn z jego rodu. Regin w kocu wykombinuje, e ktry z jego
kuzynw zawsze ma gocia zaraz po tym, jak zrobi ci krzywd.
Sonea wzdrygna si.
- Nie artuj sobie. Cery. To nie jest mieszne.
- Nie artowaem. Nie odway si ciebie tkn.
Chwycia go za rami i odwrcia jego twarz, eby spojrze mu prosto w oczy.
- Tu nie s slumsy. Cery. Jeli mylisz, e Regin bdzie siedzia cicho, bo inaczej
musiaby si przyzna do swoich postpkw, to si mylisz. To byoby dokadnie po jego
myli. Skrzywdzenie jego rodziny to znacznie powaniejsze przestpstwo, ni dokuczanie
koleance. Co takiego oznaczaoby, e wykorzystuj powizania ze Zodziejami, by szkodzi
rodzinie innego nowicjusza. Mogliby mnie za to wyrzuci z Gildii.
- Powizania ze Zodziejami - mrukn Cery. - Rozumiem.
- Och, Cery - skrzywia si. - Doceniam, e chcesz pomc, naprawd.
Zerkn w kierunku drzew.
- Nie mog nic zrobi, eby go powstrzyma, prawda?
- Nie. - Umiechna si do niego. - Ale zabawnie jest powyobraa sobie topienie
Regina w rynsztoku lub zrzucanie na niego domu.
Na twarzy Cery'ego pojawi si cie umiechu.
- Pewnie.
- I mio mi, e wpade. Nie widzielimy si, odkd zaczam nauk.
- Mam mnstwo roboty - odrzek. - Syszaa o morderstwach?
Zmarszczya brwi.
- Nie.
- Duo ich byo ostatnio. I to dziwacznych. Gwardia poszukuje zabjcy, wszystkim si
obrywa, wic Zodzieje chcieliby dopa drania. - Wzruszy ramionami.
- Widziae si z Jonn i Ranelem?
- Wszystko u nich dobrze. Twj may kuzyn jest zdrowy i silny. Odwiedzisz ich
wkrtce? Mwili, e dawno ci nic byo.
- Sprbuj. Mam mnstwo zaj. Tyle nauki. - Signa do kieszeni i wyja
zawinitko. - Daj im to. - Wsuna mu paczuszk w do.
Zway j w rce i spojrza na Sone ze zdumieniem.
- Monety?
- Cz mojego kieszonkowego. Powiedz im, e w ten sposb nieco ich podatkw
pjdzie na co dobrego... A jeli Jonna nie bdzie chciaa tego przyj, daj Ranelowi. On nie
jest taki uparty.
- Ale czemu przekazujesz to przeze mnie?
- Poniewa nie chc, by ktokolwiek tutaj wiedzia. Nawet Rothen. On by to pochwali,
ale... - Wzruszya ramionami. - Chciaabym zachowa par sekretw.
- A ja?
Umiechna si i pogrozia mu palcem.
- Wiem dokadnie, ile tam jest.
Wyd wargi.
- Tak jakbym kiedykolwiek okrada przyjaci.
Rozemiaa si.
- Oczywicie, e nie. Tylko wszystkich innych.
- Soneo! - rozleg si jaki gos.
Podnieli wzrok. Na progu Domu Nowicjuszy sta Mistrz Ahrind, rozgldajc si za
ni. Sonea wstaa i wtedy mag j zobaczy. Wadczym gestem nakaza jej wraca do domu.
- Powinnam ju i - powiedziaa.
Cery pokrci gow.
- To takie dziwne, kiedy mwisz do nich mistrzu" i speniasz ich wszystkie rozkazy.
Pokazaa mu jzyk.
- Tak samo jak ty nadskakujesz Farenowi. Ja przynajmniej wiem, e za pi lat bd
rozkazywa wszystkim dookoa.
Dziwaczny cie przemkn przez twarz Cery'ego. Umiechn si i popchn j w
kierunku drzwi.
- Id ju. Wracaj do nauki. Postaram si wpa nie dugo.
- Trzymam ci za sowo.
Niechtnie ruszya w kierunku Domu Nowicjuszy.
Mistrz Ahrind przyglda si jej z zaoonymi rkami.
- I powiedz temu chopakowi, e porachuj mu koci, jeli nie da ci spokoju! - zawoa
jeszcze Cery, dostatecznie gono, by usyszaa.
Odwrcia si do niego z umiechem.
- Sama to zrobi, jeli posunie si za daleko. Oczywicie, przez przypadek.
Pokiwa gow z zadowoleniem i pomacha jej rk. Kiedy dotara do Domu
Nowicjuszy, odwrcia si. Sta nadal przy awce. Pomachaa mu, a on odpowiedzia krtkim
znakiem w jzyku ulicy Umiechna si i mijajc Mistrza Ahrinda, wesza do rodka.
ROZDZIA 13
PAAJ ZODZIEJA!
Wychodzc z Domu Nowicjuszy, Sonea poczuta zdumienie i rado. Przejrzysty,
blady bkit nieba przecinay janiejce pomaraczowo wstgi. Gdzie za wzgrzem Sarika
wschodzio soce.
Odkrya kiedy, e kocha te wczesne godziny, kiedy wszystko jest spokojne i ciche. W
miar zbliania si zimy wit przychodzi coraz pniej, a wreszcie dzi ujrzaa go na wasne
oczy.
Sucy, ziewajc, przecierali oczy na jej widok w sali jadalnej; jeden z nich bez
sowa zawin w serwetk pachnc buk na wynos. Suba przywyka do jej
niespodziewanych wizyt. Z jadalni Sonea udaa si do ani, ktr uwaaa za jedno z
najbezpieczniejszych miejsc w obrbie Gildii. Kobiety byy tu cakowicie odgrodzone od
mczyzn - zapewnia to podzia budynku na dwie sale, midzy ktrymi wznosia si gruba
ciana - a Issle i Bina nigdy jej tu nie zaczepiay. Poza tym w ani na og jest jeszcze jaka
inna kobieta, wic szanse na ze traktowanie s niewielkie.
Regin odkry ju, e adne obraliwe sowa czy szeptane uwagi nie robi wraenia na
jego nowych kolegach. Speniy si nadzieje Sonei: nie udao mu si oczarowa ich tak
bardzo, eby wsparli jego poczynania, a prba zaprzyjanienia si z Porilem zakoczya si
niemal komiczn porak, poniewa przeraony chopak po prostu uciek, nie wiedzc, czego
Regin moe od niego chcie.
Podczas przerwy poudniowej, kiedy nowicjusze udawali si do sali jadalne], Regin
docza do swojej dawnej grupy.
Sonea domylia si, e nie ma ochoty porzuca starej bandy w sytuacji, gdy nowi
koledzy nie s zainteresowani stworzeniem jakiejkolwiek. A stara banda bdzie potrzebowaa
nieco czasu, eby powrci do zncania si. Reginowi i jego przyjacioom pozostaway, wic
jedynie godziny przed pierwsz lekcj i po zakoczeniu ostatniej, eby j odnale i
podrczy, a ona staraa si, by a do pierwszego gongu nie mona byo zbyt atwo jej
odszuka. Niemniej po lekcjach banda zazwyczaj przyczajaa si na drodze i uniknicie
spotkania byo do kopotliwe. Co prawda nowa grupa Sonei nie doczya do Regina, nikt
te jednak nie wystpowa w jej obronie, Poril za nie stanowi adnego wsparcia. Kiedy
Regin j zaczepia, chopak sta z tylu blady ze strachu.
Zdarzao jej si unika atakw bandy, jeli proponowaa nauczycielowi, e pomoe
nie pomoce, lub zadawaa pytanie, na ktre odpowied zajmowaa wikszo drogi przez
Uniwersytet. Prawd mwic, zazwyczaj wystarczaa obecno jakiegokolwiek maga na
korytarzu, eby moga spokojnie uciec. Czasem Rothen przychodzi po ni po lekcjach, ale w
takich sytuacjach nigdy nie obywao si bez szyderczych uwag nastpnego dnia.
W Domu Nowicjuszy dawali jej spokj. Pewnego dnia wdarli si do jej pokoju i
zaczli rozrzuca rzeczy, ale szybkie mentalne pytanie - jak radzi sobie z nieproszonymi
gomi - wysane do Mistrza Ahrinda sprowadzio go wciekego na miejsce. Od tego czasu
nie prbowali si ju wamywa, w kadym razie nic o tym nie wiedziaa. Ostatnio kupia
sobie may kuferek, eby pakowa do niego swj dobytek na lekcje, poniewa, ju zmczyy
j prby wytrcania jej z rk ksiek, podpalanie notatek i rozbijanie pir lub kaamarzy. Na
dodatek zabezpieczanie kuferka magi byo wietnym wiczeniem w tworzeniu tarczy.
W drodze z ani Sonea lustrowaa nowicjuszy obecnych na dziedzicu. Wchodzc na
schody Uniwersytetu, zacisna palce na uchwycie kuferka. W korytarzu drugiego pitra
ponownie przebiega wzrokiem po twarzach zgromadzonych tam. Pod sal, do ktrej
zmierzaa, zebraa si grupka w brzowych szatach. Sonea poczua ucisk w odku.
Rozejrzaa si i dostrzega maga rozmawiajcego z nowicjuszem jakie sto krokw od niej.
Dostatecznie blisko, eby unikn nieprzyjemnoci? By moe. Podesza do nowicjuszy
najciszej, jak tylko umiaa. Kiedy bya zaledwie kilka krokw od nich mag odwrci si nagle
i ruszy w d schodw. W tej samej chwili Issle podniosa wzrok na Sone.
- Fuj! - jej jasny gos wypeni korytarz. - Co tak mierdzi?
Regin podszed do niej z umiechem.
- To smrd slumsw. Patrz, im bardziej si zbliasz, tym mocniej go czu.
Stan przed Sone i zwrci si do niej:
- A moe masz co mierdzcego w tym swoim kuferku, co?
Sonea cofna si, gdy wycign ku niej rk. W tym momencie z przejcia tu koo
nich wyonia si wysoka posta w czarnych szatach i Regin zamar z wci wycignit
przed siebie rk.
Sonea, umykajc przed Reginem, wpada wprost na maga - i zorientowaa si, e jest
jedyn osob, ktra wci si porusza. Pozostali nowicjusze stali jak zamurowani, z oczami
utkwionymi w magu.
W magu odzianym w czarne szaty. W Wielkim Mistrzu.
W najgbszych zakamarkach swojego umysu syszaa przeraliwy gos, woajcy: To
on! Uciekaj! Cofna si par krokw. Nie, pomylaa, nie zwracaj na siebie uwagi. Zachowuj
si tak, jak on by si tego po tobie spodziewa. Odzyskaa rwnowag i skonia si z
szacunkiem.
Przeszed obok, nie zaszczycajc jej nawet spojrzeniem.
Pozostali wzili z niej przykad i wykonali pospieszne ukony.
Postanowia wykorzysta t chwil nieuwagi i wlizgna si do sali za plecami
Regina.
Wraenie, jakie zrobio na niej pojawienie si Wielkiego Mistrza, zniko natychmiast.
Nowicjusze w sali siedzieli rozparci na krzesach. Mistrz Vorel by tak pogrony w tym, co
pisa na tablicy, e nawet nie zauway, jak si ukonia.
Sonea zaja swoje miejsce obok Porila i odetchna gboko.
Przez te kilka chwil, kiedy wszyscy inni niemal zamarli z zaskoczenia, nie moga
pozby si odczucia, e istnieje tylko ona i ciemna posta z jej koszmarw. Ukonia si temu
czowiekowi. Spojrzaa na swoje donie, wci zacinite na rczce kuferka. Kaniaa si
ostatnio tak czsto, e powinno by jej wszystko jedno. Tym razem jednak byo inaczej.
Poczua zo. Wiedziaa, kim on jest, do czego jest zdolny...
Sal wypeni nagle odgos szurania krzese - wszyscy nowicjusze wstali z miejsc.
Sonea szybko si podniosa, domylajc si, e przyszli ju ostatni studenci, a ona nie
usyszaa, jak Mistrz Vorel zwraca si do nich. Wojownik wskaza na drzwi i studenci ruszyli
w ich stron. Sonea ze zdziwieniem posza za Porilem.
- Zostaw tu ksiki, Soneo poleci jej Vorel.
Spojrzaa na kuferek, a nastpnie na pozostae stoliki - wszyscy zostawili swoje rzeczy
na awkach. Niechtnie wrcia na miejsce i pooya kuferek na blacie, po czym pobiega, by
doczy do grupy.
Nowicjusze rozmawiali podnieceni, tylko Poril sprawia wraenie, jakby mia mdoci.
- Dokd idziemy? - spytaa go szeptem.
- Na... na... aren - odpowiedzia trzscym si gosem.
Sonea poczua, e nogi si pod ni nieco uginaj. Arena.
Dotychczas nauka sztuk walki ograniczaa si do lekcji historii i niekoczcych si
wicze w tworzeniu barier. Wszystko to w salach Uniwersytetu. Nauczyciele jednak
uprzedzali, e wszyscy w kocu udadz si na aren, eby zaznajomi si rwnie z tajnikami
sztuki ofensywnej.
Kiedy wraz z reszt grupy schodzia po schodach i kierowaa si ku ogrodom, poczua
co dziwnego, niemal strach. Nie bya w pobliu areny od tego dnia, niespena rok temu,
kiedy Rothen przyprowadzi j tam, by zobaczya pokaz sztuk walki, chcc j przekona do
wstpienia do Gildii. Ju wtedy z niepokojem obserwowaa nowicjuszy miotajcych ku sobie
magiczne pociski. To a nazbyt wyranie przywodzio jej na myl obrazy z tego dnia, gdy po
raz pierwszy, niewiadomie jeszcze, uya swej mocy i cisna kamieniem ku magom, a oni
przez przypadek zabili chopca, ktrego uznali za sprawc tego czynu.
Bya to zwyka pomyka, niemniej niewinny chopak zgin, a jego ciao obrcio si
w zwglone szcztki. Wykady o bezpieczestwie, ktre pozostali nowicjusze traktowali z
niefrasobliwym lekcewaeniem, j napaway lkiem. Nie potrafia odsun od siebie pyta o
to, jak czsto zdarzay si takie pomyki.
Na samym przodzie po ciece przez ogrd dziarskim krokiem maszerowali Regin.
Hal i Benon. Nawet na twarzach Narrona i Trassii malowao si podniecenie. Moe
przypadkowa mier kogo z Domw, albo te przedstawiciela wysokiego rodw z innego
kraju zrobiaby na nich wraenie. Ale czy powstrzyma ich perspektywa zrobienia krzywdy
byej mieszkance slumsw?
Kiedy dotarli do szerokiego, paskiego placu przed aren. Sonea spojrzaa w gr,
przygldajc si omiu masz tom otaczajcym przestrze walki. Czua lekkie magiczne
drenie wytwarzane przez tarcz podtrzymywan przez te maszty. Zmusia si do podejcia
do krawdzi i spojrzaa w d. Tam znajdowa si kamienny okrg wysypany biaym
piaskiem. Wok niego w rwnych odstpach usta wion byy maszty, od ich podstaw a do
poziomu ogrodu wiody kamienne stopnie. Nieco z boku znajdowa si prostoktny portal
umoliwiajcy dostanie si na aren przez krtsze podziemne schody.
- Chodcie za mn - rozkaza Mistrz Vorel. Ruszy w d przeprowadzajc nowicjuszy
przez portal, i tak znaleli si na arenie. - Ustawcie si w szeregu.
Stanli zgodnie z poleceniem. Poril na samym kocu. Mistrz Vorel zaczeka, a
ucichn wszystkie rozmowy, i chrzkn.
- Czeka was pierwsza lekcja podstawowych uderze. Po raz pierwszy rwnie
posuycie si ca sw moc magiczn. Pamitajcie, wic o jednym: to, co bdziecie dzi
robi, jest niebezpieczne. - Powoli przebieg wzrokiem po wszystkich twarzach. - Podczas
tych wicze musicie zachowa najwysza ostrono. Nawet na waszym poziomie
wyksztacenia jestecie zdolni zabi. Zapamitajcie to sobie dobrze. Nie bd tolerowa
adnych wygupw. Niedbalstwo bdzie surowo karane.
Sonei zimny dreszcz przebieg po plecach. Mam nadziej, e te kary s wystarczajco
surowe, by Regin uzna, e wypadek" nie bdzie najlepszym sposobem na pozbycie si
mnie.
Vorel umiechn si niespodziewanie i zatar rce z zapaem.
- Na tym poziomie bd was uczy trzech podstawowych uderze. Najpierw
przekonamy si, czym kade z was posuguje si instynktownie. Reginie.
Regin wystpi z szeregu.
Mistrz Vorel cofa si, a znalaz si niemal na samej krawdzi areny, po czym unis
rce i przesun nimi przed sob. Pojawia si lnica tarcza ledwie widocznej energii. Mag
odszed na bok i skin na Regina.
- Skoncentruj moc i polij j w kierunku tarczy.
Regin unis rk i wycign j ku wieccej barierze. Zmarszczy na chwil brwi, a
potem spomidzy jego palcw wystrzeli jasny snop wiata i uderzy w wietlisty dysk.
- Dobrze - oceni Mistrz Vorel. - Uderzenie mocy, ale sporo energii stracie na
wiato i ciepo. Halu.
Sonea wpatrywaa si w magiczny dysk. Vorel posugi wa si tarcz zapewne po to,
aby stwierdzi, jakim rodzajem energii bd w ni ciska nowicjusze... ale ona widziaa, co
innego, co, co sprawiao, e czua obezwadniajcy lk.
Pocisk energii znw uderzy w dysk, ale tym razem mia bkitne zabarwienie. W
mylach Sonei pojawiy si wspomnienia wiata i krzykw.
- Uderzenie ciepem - skomentowa Vorel i zabra si do wyjaniania rnic midzy
tymi dwoma uderzeniami.
Sonea w jakiej czstce umysu magazynowaa te wiadomoci, ale nic potrafia
oderwa si od wspomnie. Biegncy tum... poczerniae zwoki... smrd palcego si ciaa...
- Benonie.
Kyraliaczyk wystpi przed szereg. Uderzenie, ktre posaa jego rka, byo niemal
przezroczyste.
- Uderzenie mocy. - Vorel wyglda na zadowolonego. - Narronie.
Kolejny magiczny pocisk przeszy powietrze.
- Gwnie moc, ale te duo ciepa. Trassio.
Sonea zamrugaa, kiedy przed jej oczami zamigotay pomienie.
- Ogniowe. - Tym razem w gosie Vorela dao si wyczu pewne wahanie. - Seno.
Vindon mruy oczy przez dusz chwil, a nastpnie z jego rki wystrzeli promie
wiata, ktry rozmin si z tarcz. Kiedy uderzy w band areny, powietrze wypenio si
stumionym brzczeniem, jakby gdzie w oddali rozbio si co ze szka. Drobne ju smugi
energii wznosiy si w gr po masztach. Sonei zascho w gardle, wic przeykaa szybko
lin. Zaraz przyjdzie jej kolej. Zaraz...
- Yalendzie.
Stojcy obok niej chopak podszed i bez wahania uderzy w tarcz.
- Soneo.
Wpatrywaa si w migotliwy dysk, ale widziaa tylko twarz wpatrzonego w ni
chopca. Przeraonego, niczego nieruzumiejcego...
- Soneo...
Wzia gboki oddech i odrzucia od siebie ten koszmarny obraz. Kiedy
postanowiam wstpi do Gildii, wiedziaam, te bd musiaa si tego uczy. Te walki to
tylko gra. Niebezpieczna gra, stworzona po to, by znajomo sztuk walki bya
podtrzymywana, na wypadek gdyby Krainy Sprzymierzone zostay jeszcze kiedy
zaatakowane.
Mistrz Vorel podszed do niej, ale zatrzyma si, gdy uniosa do. Po raz pierwszy od
czasu lekcji kontroli z pen wiadomoci signa po swoj wewntrzn moc. Pozostali
nowicjusze przestpowali niecierpliwie z nogi na nog
Obraz chopaka powrci. Musi zastpi go czym innym, inaczej nie da rady. Gdy
jednak usyszaa, jak Regin mamrocze co o tchrzostwie, przed jej oczami pojawio si nowe
oblicze. Sonea umiechna si. Skupia wol i wysaa pocisk peen gniewu.
Przez wyrany odgos tuczonego szka przebiy si sowa, ktre wrd magw
uchodziy za przeklestwo. Sonea poczua, e nogi znw si pod ni uginaj. Czyby nie
trafia w tarcz?
Promienie wiata biegy ku wierzchokom masztw areny i znikay. Tarcza rwnie
znika. Sonea spojrzaa ze zdziwieniem na Mistrza Vorela, ktry sta pocierajc skronie.
- Nie wspomniaem, ze masz w to woy cala swoj moc. Soneo. Jeszcze nic teraz -
powiedzia. - To byo... zoenie... uderzenia mocy i ogniowego... tak mi si wydaje. - Zwrci
si do Porila, ktry natychmiast zastyg w przeraeniu. - Zaraz odtworz tarcz. Nie uderzaj,
dopki ci nie powiem.
Przez chwil nauczyciel milcza z zamknitymi oczami. Nastpnie odetchn gboko i
ponownie uformowa dysk.
- Moesz zaczyna, Porilu.
Chopiec westchn. Unis rk i posa w stron tarczy niemal niewidoczny pocisk.
- Dobrze. - Vorel pokiwa gow. - Uderzenie mocy, nie marnujesz magii. Teraz
bdziecie uderza ponownie, ale tym razem ju z pen moc. Pniej bdziemy si uczy
ksztatowania pociskw. Reginie, zaczynaj.
Sonea przygldaa si nowicjuszom atakujcym barier.
Nie potrafia oceni, czy te uderzenia byy silniejsze, ale Vorel wyglda na
zadowolonego. Kiedy przysza kolej na Sone, zawaha si przez chwil, i w kocu wzruszy
ramionami.
- Sprbuj. Zobaczymy, czy potrafisz to powtrzy.
Rozbawiona zaczerpna swej mocy i wypucia j. Tarcza wygldaa, jakby miaa si
utrzyma, ale w kocu zadraa i rozwiaa si. Biae wiato wygio si w uk nad barier
areny, za niektrzy nowicjusze bezwiednie uchylali si. Powietrze zadrao od dwiku, i w
kocu wszystko ucicho.
Vorel przyglda si jej w zamyleniu.
- Niewtpliwie masz pewn przewag ze wzgldu na wiek - powiedzia, niemale sam
do siebie. - Podobnie jak dowiadczenie Porila daje mu umiejtno kontroli. - Podnis na
nowo tarcz. - Porilu, poka nam uderzenie mocy.
Pocisk Porila by niemal niewidoczny. Vorel wskaza na tarcz.
- Jak widzicie, a raczej nie widzicie, uderzenie Porila oszczdza energi. Nie ma w
nim nadmiaru wiata czy ciepa. Moc skierowana jest do przodu, a nie na boki. Teraz wy
bdziecie ksztatowa swoje pociski w uderzenia mocy. Reginie, zaczynasz.
Sonea poczua w pewnym momencie, e ta lekcja j bawi. Ksztatowanie uderze
stanowio wyzwanie, ale okazao si prostsze, ni sdzia, kiedy ju poczua" kade z nich.
Gdy wic Vorel poprowadzi ich na powrt do sali, bya niemal rozczarowana, e lekcja ju
si skoczya. Rozejrzaa si wok, dostrzega umiechy i wymian podnieconych spojrze
midzy nowicjuszami. Pobiegli na gr schodami, wypeniajc korytarz gwarem rozmw, ale
po wejciu do sali i zajciu miejsc ju si uspokoili.
Mistrz Vorel poczeka, a cakiem ucichn, po czym skrzyowa rce na piersi.
- Na nastpnej lekcji wrcimy do ulepszania barier. - Nowicjusze zrobili zawiedzione
miny. - To, co widzielicie dzisiaj, powinno wam jasno uwiadomi, dlaczego dobra osona
jest taka wana - oznajmi twardo nauczyciel. - Przez reszt czasu a do przerwy poudniowej
zapiszecie wszystko, czego si dzi nauczylicie.
Z ust niektrych studentw wyrway si jki. Kiedy zaczli otwiera notatniki Sonea
signa po swj kuferek. Dotkna zatrzaskw i uwiadomia sobie, e zapomniaa o
magicznym zamkniciu. Otworzya kuferek z bijcym mocno sercem, ale ku swojej uldze
przekonaa si, e niczego nic brakuje. Wycigna teczk z notatkami i w tym samym
momencie poczua, e co wylizguje si spomidzy kartek i spada na podog z metalicznym
brzkiem.
- To moje piro!
Sonea podniosa wzrok i napotkaa utkwione w niej spojrzenie Narrona. Zmarszczya
brwi i dostrzega cienki zoty ksztat lecy na pododze pod jej stopami. Schylia si i
podniosa go. Kto wyrwa jej piro z rki. Spojrzaa w gr i zobaczya stojcego nad ni
Mistrza Vorela. Nauczyciel zwrci si do Narrona:
- Czy to jest to piro, ktrego zagubienie zgosie?
- Tak. - Narron spojrza teraz surowo na Sone. - Sonea miaa je w kuferku.
Vorel zacisn zby, zwracajc si z powrotem do niej:
- Skd to wzia?
Spojrzaa na trzymany w rkach kuferek.
- Byo tutaj - odpowiedziaa.
- Ukrada moje piro! - oznajmi uraony Narron.
- Nie ukradam! - odparowaa.
- Soneo. - Vorel zacisn palce na pirze. - Pjdziesz ze mn.
Obrci si na picie i przemaszerowa przed klas. Sonea wpatrywaa si w niego z
niedowierzaniem, dopki nic rzuci jej spojrzenia przez rami.
- Ju! - warkn.
Sonea zatrzasna kuferek i ruszya do drzwi za nauczycielem, wiadoma, e wszyscy
odprowadzaj j spojrzeniami. Zerkaa na swoich kolegw. Chyba nie wierz, e ukrada
piro Narrona - przecie to oczywiste, e to kolejna paskudna sztuczka Regina?
Wpatrywali si w ni spod zmruonych powiek. Poril spuci wzrok, unikajc jej
spojrzenia. Poczua ukucie alu i odwrcia si.
Jest przecie dziewczyn ze slumsw. Dziewczyn, ktra przyznaa si, e w
dziecistwie zdarzao jej si kra. Jest z zewntrz. Przyjani si ze Zodziejami. Widzieli, e
Regin j zaczepia, ale nie syszeli o kradziey notatek czy ksiek, ani te o licznych
zoliwociach, ktrych ofiar pada. Nie mieli pojcia, jak bardzo potrafi by wyrachowany i
zacieky. Ona jednak nie moe oskary Regina. Nawet, jeli si odway i zaryzykuje badanie
prawdomwnoci, nie zdoa udowodni, e to jego sprawka. Moe, co najwyej wykaza
twoj niewinno, ale w tym celu nie zaryzykuje badania, bo jeli Rektor nie pozwoli wybra
jej osoby, ktra miaaby je przeprowadzi, to kto niepodany mgby przypadkiem
dowiedzie si o postpkach Wielkiego Mistrza.
Vorel zatrzyma si przy drzwiach.
- Narronie, dobrze bdzie, jeli ty te pjdziesz z nami - powiedzia. - Reszta
tymczasem zabierze si do notatek, wrc przed przerw poudniow.
Wchodzc do gabinetu Rektora, Rothen rozejrza si po zgromadzonych tam osobach.
Jerrik siedzia przy biurku ze skrzyowanymi rkami i ponurym wyrazem twarzy. Sonea
kulia si w fotelu ze wzrokiem wbitym w jaki nieokrelony punkt. Inny nowicjusz przysiad
na krzele. Za nim stal Mistrz Vorel, Wojownik, ktrego oczy pony gniewem.
- O co chodzi? - spyta Rothen.
Jerrik spochmurnia jeszcze bardziej.
- Twoja nowicjuszka zostaa przyapana na posiadaniu pira nalecego do jej kolegi z
grupy, Narrona.
Rothen zerkn na Sone, ale nie uniosa nawet gowy, eby odpowiedzie mu
spojrzeniem.
- Czy to prawda. Soneo?
- Tak.
- Mgbym prosi o jakie szczegy?
- Otworzyam mj kuferek, eby wyj notatki, i to piro wypado ze rodka.
- A jak si tam dostao?
Wzruszya ramionami
- Nie wiem.
- Co masz na myli?
- Nic wiem, czy je tam woyam.
Zmarszczy brwi.
- Jak moesz tego nie wiedzie? Albo je tam woya, albo nie.
Rozoya bezradnie rce.
- Moliwe, e byo wrd moich notatek, kiedy odkadaam je wczoraj wieczorem.
Jerrik potrzsn gow z rozpacz, po czym wzi gboki wdech.
- Czy ukrada piro Narrona?
Zmarszczya brwi.
- Na pewno nie celowo.
Poniewa zdarzay mu si podobne rozmowy z Sone, Rothen niemal si umiechn.
To jednak nie bya dobra pora na gry sowne.
- Twierdzisz, zatem, e moga ukra je przypadkowo? - zapyta.
- Jak mona ukra co przypadkowo?! - wykrzykn Jerrik z rozpacz. - Kradzie to
dziaanie zamierzone.
Vorel parskn z niesmakiem.
- Soneo, jeli nie zaprzeczysz rym oskareniom, bdziemy musieli uzna ci winn.
Podniosa wzrok na nauczyciela. Jej oczy zmruyy si niespodziewanie.
- Jaka to rnica? Przecie ju wydalicie wyrok. Nic, co powiem, tego nie zmieni.
Na chwil w pokoju zapanowaa martwa cisza, a potem Rothen podszed do Sonei i
pooy jej do na ramieniu, widzc, e Vorel czerwienieje na twarzy.
- Zaczekaj na mnie na zewntrz, Soneo.
Wysza z gabinetu i zamkna za sob drzwi.
- I co ja mam z tym pocz? - zapyta Jerrik. - Jeli ona jest niewinna, to czemu wodzi
nas za nos tymi wymijajcymi odpowiedziami?
Rothen spojrza wymownie na nowicjusza. Narrona.
Jerrik zrozumia znaczenie tego spojrzenia i skin gow.
- Moesz wrci do klasy, Narronie.
Chopiec wsta.
- Czy mog odzyska moje piro, Rektorze?
- Oczywicie. - Jerrik zwrci si teraz do Vorela.
Rothen skrzywi si na widok drogiego zotego pira, ktre nauczyciel poda
studentowi. Zapewne by to prezent z okazji przyjcia chopaka do Gildii.
Kiedy Narron wyszed, Jerrik spojrza na Rothena wyczekujco.
- Chciae co powiedzie. Mistrzu Rothenie?
Rothen skrzyowa rce za plecami.
- Czy zdajesz sobie spraw z tego, jak inni nowicjusze dokuczaj Sonei?
- Owszem - potakn Jerrik.
- Czy znane ci jest imi prowodyra tych zachowa?
Rektor skrzywi si nieznacznie.
- Czyby sugerowa, e ten nowicjusz zaaranowa t by kradzie?
- Sugeruj jedynie, e powiniene rozway tak moliwo.
- Bdziesz potrzebowa dowodw. Na razie mamy jedynie piro Narrona odnalezione
wrd rzeczy Sonei. Ona nie zaprzecza, e je zabraa, i nie oskara Regina, e je podoy.
Czemu mam da wiar?
Rothen pokiwa gow ze zrozumieniem.
- Jestem pewny, e Sonea chciaaby mie dowody, ale skoro nikogo nie oskara, to
znaczy, e ich nie ma. Czy w takiej sytuacji mona zakwestionowa jej niewinno?
- To wszystko jednak nie dowodzi, e ona tego nie zrobia - wtrci si Vorel.
- Nie, ale zostaem poproszony, eby wyjani jej zachowanie, a nie udowodni
niewinno. Mog rczy jedynie za jej charakter. Nie sdz, eby zrobia co takiego.
Vorel parskn cicho, ale nie odezwa si. Jerrik za przyjrza si obu magom, po czym
machn rk.
- Zastanowi si nad tym, co usyszaem. Dzikuj. Moecie odej.
Sonea staa oparta o cian naprzeciwko drzwi, ze wzrokiem utkwionym ponuro w
czubkach swoich butw. Vorel obrzuci j nieprzyjaznym spojrzeniem, ale min bez sowa.
Rothen stan obok niej i opar si o cian z westchnieniem.
- Nie wyglda to najlepiej.
- Wiem. - W jej gosie sycha byo rezygnacj.
- Nie wspomniae nawet o Reginie.
- Co niby miaam powiedzie? - Spojrzaa mu prosto w oczy. - Nie mog go oskary,
nawet gdybym miaa dowody.
- A to dlacze... - Odpowied olnia go w jednej chwili. Regulamin Gildii. Oskaryciel
musi podda si badaniu prawdomwnoci. Ona przecie nie moe tego zaryzykowa. Znane
im tajemnice nie mog wyda si zbyt wczenie.
Zaniepokojony i przygnbiony Rothen wpatrywa si w milczeniu w podog.
- Czy ty im wierzysz?
Podnis na ni wzrok.
- Oczywicie, e nie.
- Nie masz nawet cienia wtpliwoci?
- Najmniejszego.
- Moe powiniene - warkna gorzko. - Wszyscy inni czekali, a zdarzy si co
takiego. Nie jest wane, co powiem lub zrobi. To nie ma adnego znaczenia. Wiedz, e
robiam kiedy takie rzeczy, wic uwaaj, e teraz te bd, niezalenie, czy znajdzie si
jaki powd, czy nie.
- Soneo - odpowiedzia jej agodnie. - To, co mwisz i robisz, ma znaczenie. Wiesz o
tym doskonale. To, e dawno temu bya zmuszona kra, nie znaczy, e czynisz to teraz.
Gdyby miaa jakie wrodzone skonnoci do kradziey, dawno bymy to zobaczyli.
Powinna zaprzeczy, jasno i wyranie, nawet, jeli uwaasz, e nikt ci nie uwierzy.
Przytakna, ale Rothen nie by pewny, e zdoa j przekona.
Oboje podskoczyli na dwik poudniowego gongu.
Mag oderwa si od ciany.
- Chod, zjesz u mnie. Nie jedlimy razem obiadu od widu tygodni.
Umiechna si ponuro.
- Nie sdz, ebym w najbliszym czasie bya mile widziana w sali jadalnej.
ROZDZIA 14
ZE WIECI
Kady z nowicjuszy podchodzi do katedry, za ktr urzdowa Mistrz Elben, biorc z
niej po szklanym soju. Wiedzc, e zostanie obrzucona nieprzyjaznymi spojrzeniami, Sonea
czekaa. Ku jej niezadowoleniu Regin by ostatni w kolejce. Zerkn na ni, zawaha si, a
nastpnie podszed i podnis dwa ostatnie soje. Mistrz Elben zmarszczy brwi, poniewa
chopak przyglda si dokadnie obu, ale nie zdy si odezwa, kiedy Regin wycign
jeden z nich ku Sonei.
- Masz.
Signa, ale nim zdoaa dotkn szka, sj wylizgn si z palcw Regina, uderzy
o podog i rozbi si.
- Och, najmocniej przepraszam - zawoa Regin. Cofn si od rozbitego szkl. - Ale
ze mnie niezdara.
Mistrz Elben spojrza krzywo na Regina, a nastpnie na Sone.
- Reginie, poszukaj sucego, eby tu posprzta. Soneo, bdziesz tylko obserwowa
lekcj.
Wrcia na swoje miejsce nieszczeglnie zaskoczona.
Kradzie" pira Narrona zmienia nie tylko stosunek nowicjuszy do mej. Przed
kradzie" Elben kazaby Reginowi odda jej ostatni sj, albo te posaby go po nowy.
"Kradzie" potwierdzia jedynie to, co nowicjusze i nauczyciele podejrzewali od pocztku.
Oficjalnie za kar musiaa, co wieczr przez godzin ustawia ksiki na pkach w
Bibliotece Nowicjuszy, co okazao si nawet przyjemne - warunkiem, e w pobliu nie krci
si Regin, utrudniajcy jej prac. Kara zakoczya si w ostatni Czterodzie, ale zarwno
studenci, jak i nauczyciele wci traktowali j podejrzliwie i z pogard.
Przez wikszo czasu koledzy po prostu j ignorowali.
Ale kiedy zbliya si do kogo zanadto albo, co gorsza, usiowaa zagada,
odpowiada jej jedynie chodnym spojrzeniem. Nawet nie prbowaa docza do reszty
studentw sali jadalnej. Wrcia do dawnych zwyczajw opuszczania poudniowego posiku
lub jadania w towarzystwie Rothena.
Nie wszystkie nowoci byy jednak ze. Wiedziaa ju, e jej moc jest znacznie
wiksza ni pozostaych, to dodao jej pewnoci siebie. Nie potrzebowaa magazynowa
mocy, by mie, z czego czerpa podczas lekcji, jak radzono nowicjuszom, ale utrzymywaa
przez cay czas porzdn tarcz, eby chroni si przed pociskami, kopniakami i uderzeniami.
Oznaczao to, e moga swobodnie przej pomidzy Reginem i jego band, jeli otoczyli j
w korytarzu.
Drzwi do swojego pokoju rwnie osonia tarcz, tak samo jak okno i kuferek.
Posugiwaa si magi przez ca dob, a mimo to nie czua zmczenia ani wyczerpania.
Nawet po wyjtkowo wymagajcych lekcjach sztuk walki.
Cigle jednak bya samotna. Westchna, patrzc na puste krzeso przed sob. W
zeszym tygodniu Poril oparzy si podczas wicze. Stsknia si za nim, zwaszcza, e nie
wyglda, jakby si przej oskareniami jej o kradzie.
- Mistrzu Elbenie.
Sonea uniosa wzrok. W drzwiach staa kobieta w zielonych szatach. Wesza do sali,
cignc za sob niskiego nowicjusza. Sonea poczua przypyw nadziei.
- Uznaam, e Poril wyzdrowia w stopniu wystarczajcym, aby bra udzia w
lekcjach. Nie bdzie mg na razie uywa rk, ale moe si przyglda.
Poril rzuci szybkie spojrzenie w stron Regina, po czym ukoni si Mistrzowi
Elbenowi i pospieszy na swoje miejsce.
Uzdrowicielka skina gow nauczycielowi i wysza.
Elben zacz dawa klasie instrukcje, ale wzrok Sonei, co chwila wdrowa ku plecom
kolegi. Poril najwyraniej nie zwraca uwagi na wykad. Siedzia sztywno, spogldajc
czasem na swoje rce, na ktrych widniay wiee, czerwone blizny. Godzin pniej rozleg
si gong obwieszczajcy przerw, Poril zaczeka, a nowicjusze wyjd, a potem zerwa si z
miejsca i pospieszy do drzwi.
- Poril! - zawoaa za nim. Skonia si szybko Elbenowi i dogonia chopaka.
- Witaj z powrotem. - Umiechna si, gdy podnis na ni wzrok. - Pomc ci w
nadrobieniu materiau?
- Nie. - Zmarszczy brwi i przyspieszy.
- Poril? - Sonea wycigna rk i chwycia go za rami. - Co si stao?
Chopak spojrza na ni, a nastpnie powid wzrokiem za reszt grupy oddalajc si
w gb korytarza. Na samym kocu szed Regin, rzucajc im spojrzenia przez rami z
umiechem, ktry przyprawi Sone o dreszcze. Poril wzdrygn si.
- Nie mog z tob rozmawia. Nie mog - mwic to, strzsn do ze swojego
ramienia.
- Ale...
- Nie. Zostaw mnie. - Odwrci si, ale zapaa go znw za rami, tym razem mocniej.
- Nie dam ci spokoju, dopki mi nie powiesz, o co chodzi - warkna zza zacinitych
zbw.
Zawaha si, ale odpowiedzia.
- To przez Regina.
Patrzc na jego blad twarz, czua, e ciska jej si odek.
Poril nadal patrzy za pozostaymi nowicjuszami i wiedziaa, e bardzo nie chce
powiedzie jej nic wicej. Chcia si tylko od niej uwolni.
- Co ci powiedzia? - nie ustpowaa.
Poril przekn lin.
- Powiedzia, e nie wolno mi wicej z tob rozmawia. Przepraszam...
- A ty zamierzasz robi wszystko, co on kae? - Bya niesprawiedliwa, ale gniew bra
nad ni gr. - Dlaczego mu nie powiesz, eby si utopi w Tarai?
Poril podnis poparzone rce.
- Powiedziaem.
Gniew Sonei opad do temperatury lodu.
- To jego sprawka?
Poril potakn tak niewyranie, e ledwie zauwaalnie.
Sonea rozejrzaa si po korytarzu, ale grupa ju dotara do schodw i znikaa im z
oczu.
- To... dlaczego nikomu nie powiedziae?
- Nie udowodni mu tego.
Badanie prawdomwnoci byoby dowodem. Czyby Poril te mia co do ukrycia,
tak jak ona? Moe jednak po prostu do tego stopnia przeraa go sama myl o tym, e jaki
mag zajrzaby w jego myli, e woli tego unikn za wszelk cen.
- Jemu nie moe uj pazem poparzenie ci rk, tylko dlatego e zaprzyjanie si ze
mn - warkna. - Jeli znw bdzie ci grozi, to powiedz o tym mnie. Ja... ja...
- Ty, co? Nie jeste w stanie nic zrobi. Soneo. - Poril zala si rumiecem. - Wybacz,
ale nie mog. Po prostu nie mog.
Odwrci si i pobieg korytarzem.
Sonea posza za nim, potrzsajc gow. Schodzia powoli na d. Kiedy dotara do
parteru, usyszaa jaki szum.
Spojrzaa w kierunku Wielkiego Holu i zamrugaa ze zdziwieniem.
Hol by peen magw. Stali w parach lub wikszych grupkach, rozmawiajc. Sonea
zatrzymaa si, zastanawiajc si, co ich tu zgromadzio. Tego dnia nie ma przecie adnych
posiedze, a wic musi by jaki inny powd.
- Na twoim miejscu nie zwracabym na siebie uwagi - usyszaa tu za sob.
Odwrcia si szybko i stana twarz w twarz z Reginem.
- Mog uzna, e o jednej zapomnieli - powiedzia.
W jego oczach byszczaa rado.
Cofna si o krok, zaintrygowana, ale zarazem pewna, e nie ma ochoty wiedzie, o
czym on mwi. Jego twarz rozbysa, kiedy zorientowa si, e ona nie rozumie. Podszed
bliej.
- Och, nie pojmujesz, prawda? - Umiecha si paskudnie. - Czyby zapomniaa?
Dzi najwiksze wito w roku dla takich mieci jak ty. Dzi przecie Czystka.
Uwiadomienie przyszo niczym cios prosto w twarz.
Czystka. Kadego roku od czasu tej pierwszej, ktra odbya si ponad trzydzieci lat
temu, Krl wysya Gwardi i Gildi, eby oczyciy ulice miasta z wczgw i
darmozjadw", powodem takiego postpowania, jak twierdzi Krl. byo zwikszenie
bezpieczestwa na ulicach przez wygnanie drobnych zodziejaszkw. Ale tak naprawd
Zodzieje nic przejmowali si tym zanadto: mieli wasne przejcia wiodce do i z miasta. Do
slumsw zaganiano bezdomnych i biedot. Albo, jak w przypadku jej rodziny w ubiegym
roku, tych, ktrzy wynajmowali pokoje w przeludnionych i niebezpiecznych" gocicach.
To wanie tego dnia rozzocia si tak bardzo, e doczya do bandy wyrostkw
rzucajcych w magw kamieniami - i po raz pierwszy wyzwolia swoj moc.
Regin niemal pokada si ze miechu. Czujc, e wzbiera w niej gniew, Sonea
odwrcia si, eby odej, ale Regin zastpi jej drog. Jego twarz wykrzywia wyraz triumfu
i okrutnej satysfakcji. Sonea poczua ulg, e nowicjusze nie bior udziau w Czystce. Potem
jednak pomylaa o przyszoci i wzdrygna si. Regin na pewno nie moe doczeka si dnia,
kiedy bdzie mg uy swojej mocy, eby przegna bezbronnych ebrakw i ubogie rodziny
z miasta.
- Ale nie odchod - powiedzia Regin, wskazujc gow w kierunku Holu. - Nie
chcesz zapyta swojego mentora, czy dobrze si bawi?
Rothen? On przecie nie mgby... Regin droczy si z ni i tyle, pomylaa. Przyjrzaa
si jednak obecnym i w pobliskiej grupce dostrzega znajom twarz. Rothen.
Zamara. Jak on mg tam pj, wiedzc o jej uczuciach wzgldem Czystki? No tak,
nie mg nie wykona rozkazu Krla...
Owszem, mg! Nie wszyscy magowie uczestniczy w Czystce.
Mg odmwi i wysa kogo w zamian!
Jakby wyczuwajc jej wzrok na sobie, Rothen podnis oczy i spojrza na ni.
Nastpnie najwyraniej dostrzega Regina, poniewa zmarszczy brwi. Regin zachichota.
Nagle Sonea zapragna zapa si pod ziemi. Odwrcia si, wymina Regina i wybiega z
gmachu Uniwersytetu. Chopak wykrzykiwa obraliwe komentarze, biegnc za ni a do
drzwi Domu Magw, gdzie w kocu zostawi j sam. Sonea wesza do mieszkania Rothena,
ktre ku swej wielkiej uldze zastaa puste. Nie chciaaby teraz spotka si z Tani - baa si,
e niechccy powie sucej co niemiego.
Chodzia po pokoju, kiedy otworzyy si wreszcie drzwi.
- Soneo.
Rothen mia przepraszajcy wyraz twarzy. Nie odpowiedziaa, ale zatrzymaa si przy
oknie i wyjrzaa na zewntrz.
- Przepraszam ci, wiem, e odbierasz to jak zdrad - powiedzia. - Chciaem ci
uprzedzi, ale odkadaem to i odkadaem, a o ostatecznym terminie dowiedziaem si
dopiero dzisiaj rano.
- Nie musiae i - warkna. Jej gos brzmia obco, peen od zoci.
- Musiaem - odpowiedzia.
- Nie, nie musiae. Kto mg i za ciebie.
- Prawda - potakn. - Musiaem i nie dlatego, e nie mg mnie nikt zastpi. -
Podszed do niej. Mwi cicho i agodnie. - Soneo, musiaem tam i, eby mie pewno, e
nie zdarzy si adna pomyka. Jelibym nie poszed, a co by si stao... - Westchn. - Dzisiaj
wszyscy czuli si nieswojo. Moe trudno to zauway, ale to, co stao si w zeszym roku,
nadszarpno pewno Gildii. Niewane, czy chodzi o lk przed popenieniem bdu, czy
przed ewentualnoci znalezienia kolejnego bylca z talentem magicznym. - Zamia si. -
Gildia potrzebowaa kogo, kto pdzie czuwa nad sytuacj.
Sonea spucia wzrok. To, co mwi, byo rozsdne. Poczua, e zo j opuszcza.
Westchna, spojrzaa na niego i zmusia si do ukonu. Rothen posa jej niemiay umiech.
- Wybaczysz mi?
- Chyba tak - odrzeka niechtnie.
Na stole leay pozostawione tam przez Tani pyszne bueczki i inne zimne dania.
Najwyraniej posiek dla kogo, kto nie wiadomo, kiedy wrci.
- Zjedzmy co - powiedzia Rothen.
Przyja zaproszenie, odsuna krzeso i usiada.
Powz Gildii zatrzyma si przy nierzucajcym si w oczy dwupitrowym budynku.
Lorlen wysiad, nie zwracajc uwagi na zdziwione spojrzenia, jakie rzucali mu przechodnie.
Ruszy w kierunku bramy Pierwszego Posterunku Gwardii Miejskiej, a kiedy sucy
otworzy przed nim drzwi, wszed do wskiego korytarzyka.
Pokj by urzdzony gustownie, chocia niezbyt wystawnie. Znajdoway si tam
wygodne krzesa, ustawione po kilka wok caego pomieszczenia, Lorlenowi przypominao
to sal wieczorn w Gildii. Przez wychodzcy stamtd korytarz mona byo przej do
pozostaych czci budynku.
- Administratorze.
Lorlen odwrci si na dwik tego gosu i ujrza syna Derrila wstajcego z jednego z
krzese.
- Witaj, kapitanie. Gratuluj awansu.
Modzieniec umiechn si do niego.
- Dzikuj, Administratorze. - Wskaza rk na korytarz.
- Przejdmy do mojego biura, opowiem ci najnowsze wieci.
Barran poprowadzi Lorlena do drzwi przy kocu korytarzyka.
Za nimi znajdowa si niewielki, ale przytulny gabinet.
Wzdu jednej ze cian ustawiono szatki, a biurko dzielio ca przestrze na dwie
rwne czci. Barran wskaza gociowi jedno z dwch krzese, a kiedy Lorlen usiad, sam
zaj drugie.
- Twj ojciec powiedzia mi, e zmienie zdanie w kwestii tej kobiety, o ktrej
rozmawialimy - zacz Administrator. - Pono teraz skaniasz si ku tezie, e to jednak
morderstwo.
- Owszem - odrzek Barran. - Odkrylimy kolejne rzekome samobjstwa, ktre jako
ywo przypominay tamto. W kadym przypadku brakowao narzdzia zbrodni, znalelimy
natomiast lady intruza. No i u kadej z ofiar w pobliu ran zauwaylimy lady palcw lub
doni. To do dziwaczny zbieg okolicznoci - urwa. - Te samobjstwa zaczy si mniej
wicej miesic po tym, jak ustay rytualne morderstwa, zupenie jakby zabjca zorientowa
si, e zwraca na siebie uwag, i postanowi zmieni metod dziaania, majc nadziej, e
ludzie uznaj te mierci za samobjstwa.
Lorlen przytakn.
- Albo to inny zabjca.
- Moe. - Barran zawaha si z dalsz odpowiedzi. - Jest co jeszcze, aczkolwiek
moe bez zwizku z t spraw. Zapytaem mojego poprzednika, czy kiedykolwiek widzia co
tak dziwacznego jak to. Powiedzia mi, e w cigu ostatnich piciu lat zdarzay si, co jaki
czas serie zabjstw. - Zamia si pod nosem. - Powiedzia wrcz, e to cena, jak pacimy za
ycie w miastach.
Lorlen poczu przebiegajcy mu po plecach dreszcz.
Nieco ponad pi lat temu Akkarin powrci ze swojej podry.
- Wczeniej nic takiego si nie zdarzao?
- Chyba nie. Powiedziaby mi, gdyby mia jak wiedz na ten temat.
- I morderstwa byy popeniane w ten sam sposb?
- Tylko w tym sensie, e przez jaki czas powtarzay pewien schemat, a nastpnie go
zmieniay. Mj poprzednik uwaa nawet pocztkowo, e to ktry ze Zodziei pozbywa si
ludzi rywali. Oni byliby zdolni do oznaczania ofiar w charakterystyczny sposb, aby
przeciwnicy nie mieli wtpliwoci, z kim maj do czynienia. Ale ofiary nie byy ze sob w
aden sposb powizane, a tym bardziej ze Zodziejami. Nastpnie podejrzewano, e jaki
patny zabjca chce sobie wyrobi mark atwo rozpoznawaln robot. Kilka ofiar miao
dugi, albo te dao si znale inny oczywisty motyw ich zabjstwa. W aden sposb nie
mona byo jednak ustali elementu czcego wszystkie, tak samo jak teraz.
- Zwykle wamania rabunkowe nie wchodz w gr?
Barran pokrci gow.
- Bardzo niewielu z nich zostao okradzionych. A ju na pewno nie wszyscy.
- wiadkowie?
- Nie zawsze. Na dodatek ich opowieci s rne. Tylko jedno si powtarza. - Oczy
Barrana rozbysy. - Morderca zawsze nosi piercie z wielkim czerwonym klejnotem.
- Doprawdy? - Lorlen zmarszczy brwi. Czy widzia kiedykolwiek u Akkarina taki
piercie? Nie. On nigdy nie nosi adnej biuterii. Nie znaczy to oczywicie, e nie mg go
zakada na palec, kiedy znajdowa si poza Gildi. Ale, po co miaby to robi?
Mag westchn i pokiwa gow.
- Jakiekolwiek lady, e ci ludzie zginli od magii?
- Mj ojciec uznaby to za niezwykle interesujce, ale nie. S, owszem, dziwaczne
detale w niektrych przypadkach, ale adnych ladw oparze od magicznych uderze czy w
ogle jakichkolwiek oznak, ktre trzeba by uzna za niezwyczajne.
Nie ma wtpliwoci, mier zadana za pomoc czarnej magii nie zdradzaaby oznak,
ktre Barran potrafiby rozpozna. Lorlen nie by nawet pewny, czy wielu magw potrafioby
waciwie oceni takie lady. Musi jednak zebra tyle szczegw, ile tylko si da.
- Co jeszcze moesz mi opowiedzie?
- Chcesz szczegw zwizanych z kadym przypadkiem?
- Tak.
Barran wskaza mu rzd szaf.
- Kazaem przenie tu wszystkie dokumenty dotyczce dziwacznych morderstw,
ktre zdaj si ukada w jak seri. Duo tego.
Lorlen przyglda si rzdom szuflad z niesmakiem. Tyle czytania...
- Moe, wic na razie te najnowsze?
Barran skin gow. Podszed do szaf i wycign z jednej z szuflad spor teczk.
- To dobra wiadomo, e Gildia jest zainteresowana takimi sprawami - powiedzia.
Lorlen odpowiedzia umiechem.
- Interesuj si tym raczej osobicie, ale jeli Gildia bdzie moga w jakikolwiek
sposb pomc, daj mi, prosz, zna. Jestem pewny, e ledztwo jest teraz w najbardziej
odpowiednich rkach.
Barran skrzywi si raczej, ni umiechn.
- Mam tak nadziej. Administratorze. Mam szczer na dziej, e tak wanie jest.
Ponad zakrzywion krawdzi areny ku Pnocnej Dzielnicy przetaczay si ciemne
chmury. Drzewa w ogrodach koysay si w podmuchach wiatru szarpicego ich gazie.
Korony pociemniay przed zim, ale ostatnie licie, ktre jeszcze nie opady, pyszniy si
zotem i czerwieni. Wewntrz areny powietrze byo nieruchome. Bariera chronia przed
wiatrem, ale nic przed zimnem. Sonea z trudem powstrzymywaa si od przytupywania.
Mistrz Vorel kaza im zdj wszystkie tarcze, wcznie z tymi cieplnymi.
- Zapamitajcie nastpujce prawa magii - oznajmi. - Jeden: utrzymanie tarczy
przeciwko uderzeniu wymaga wicej mocy ni samo uderzenie. Dwa: uderzenie posane
zakrzywion lub zmienn trajektori wymaga wicej mocy ni proste. Trzy: wiato i ciepo
s szybsze i atwiejsze od uderzenia mocy, to ostatnie wymaga, wic wicej wysiku ni
ogniowe.
Mistrz Vorel sta przed nimi na rozstawionych szeroko nogach i podpiera si pod
boki. Zatrzyma wzrok na Sonei.
- Uderzenia s atwe. Dlatego wanie wielu magw przesadza z nimi. Z tego rwnie
powodu tarcze s najwaniejsz broni Wojownika, a nowicjusze musz je jak najlepiej
przewiczy. Pamitajcie o zasadach panujcych na arenie. Jeli wasza zewntrzna tarcza
opadnie, to znaczy, e przegralicie pojedynek. Nie potrzeba nam adnych innych dowodw.
Sonea wzdrygna si i tym razem wiedziaa, e nie tylko z powodu zimna. To
pierwsza lekcja, podczas ktrej nowicjusze bd ze sob walczy. W gowie dwiczay jej
wszystkie ostrzeenia Vorela. Spojrzaa na twarze pozostaych studentw.
Wikszo miaa rumiece; wygldali na podnieconych.
Tylko Poril by blady jak ciana. Poniewa on i Sonea zazwyczaj wykonywali
wiczenia w jednej parze, pewnie i teraz Mistrz Vorel ustawi ich przeciw sobie. Postanowia,
wic by ostrona, eby nie zrobi krzywdy niegdysiejszemu przyjacielowi.
- Na pocztek ustawi was w zalenoci od mocy - powiedzia Vorel. - Reginie,
bdziesz walczy z Sone. Benonie, ty ustaw si z Yalendem. Narron - z Trassi. Hal, Seno i
Poril - bdziecie si zmienia.
Sonea poczua, e serce jej zamiera. Ustawi mnie z Reginem! Oczywicie, miao to
sens. Byli najsilniejsi w grupie. Nagle poaowaa, e tego nie przewidziaa i nie udawaa, e
jest sabsza ni w rzeczywistoci.
Nie wolno mi tak myle. Vorel powtarza, i mag, ktry od pocztku jest przekonany,
i przegra walk - przegra j, zanim si zacza. Pokonam Regina, pomylaa. Jestem od
niego mocniejsza. Zemszcz si za Porila. Trzymanie si tego postanowienia okazao si
trudniejsze, kiedy na polecenia Mistrza Vorela musiaa stan obok przeciwnika. Nauczyciel
pooy jej do na ramieniu i poczua, e jego magia otacza j wewntrzn tarcz. Inny
Wojownik, Mistrz Makin, osoni w ten sam sposb Regina.
- Reszta, prosz wyj na zewntrz - rozkaza nauczyciel.
Nowicjusze posusznie wycofywali si przez podziemne przejcie, a Sonea zmusia si
do podniesienia wzroku na Regina. Oczy mu janiay, a kciki ust wykrzywiay si w chytry
umieszek.
- Wy za - odezwa si Vorel, kiedy grupa usadowia si na stopniach wok areny - na
pozycje.
Sonea przekna lin i podesza do jednego z kracw areny. Regin swobodnym
krokiem przeszed na drug stron i odwrci si do niej. Vorel i Makin wycofali si do
ogrodzenia; Sonea wyczua, e tworz wok siebie tarcze.
Serce walio jej mocno.
Vorel spoglda to na ni, to na Regina, po czym wykona szybki ruch rk.
- Zaczynajcie.
Sonea narzucia na siebie mocn tarcz i zebraa wszystkie siy, ale oczekiwany
deszcz pociskw nie nastpi. Regin sta, opierajc ciar ciaa na jednej nodze; rce mia
skrzyowane na piersi. Czeka. Sonea zmruya oczy. Pierwszy cios mia ogromne znaczenie
- mwi wiele o przeciwniku. Przyjrzaa si dokadniej i dostrzega, e Regin nawet nie
podnis tarczy. Przenosi ciar ciaa z nogi na nog, bbni palcami jednej rki w rami,
wybija stop jaki rytm, po czym spojrza pytajco na nauczyciela. Sonea zerkna szybko na
Mistrza Vorela. Wojownik przyglda im si w napiciu, lecz brak dziaa najwyraniej wcale
go nie niepokoi.
Regin westchn tak gono, ze musieli go usysze nawet nowicjusze siedzcy na
trybunach. Nastpnie ziewn. Sonea powstrzymaa si od umiechu. To nie jest pojedynek na
magi - teraz chodzi o to, kto pierwszy straci cierpliwo. Opara donie na biodrach i
spojrzaa na siedzcych w grze nowicjuszy, nie przejmujc si ju zachowaniem Regina.
Niektrzy patrzyli z uwag, inni wygldali na zdziwionych lub znudzonych. Zerkna
ponownie na nauczyciela. Mistrz Vorel odpowiedzia jej lodowatym spojrzeniem. Moe zdoa
skoni Regina do ataku. Moe, jeli opuszcz tarcz...
Ostronie pozwolia rozproszy si swojej zewntrznej osonie. I natychmiast wok
niej rozbysa seria ogniowa. Pospieszna tarcza, ktra podniosa, eby ochroni si przed
gradem pociskw, wytrzymaa kilka sekund, po czym zachwiaa si i rozpada. Sonea poczua
mrowienie na skrze w miejscach, gdzie magia Regina stykaa si z wewntrzna tarcza
Vorela.
- Stop!
Uderzenia zniky, pozostawiajc tylko ciemne plamki przed oczami Sonei. Zamrugaa,
gdy Mistrz Vorel wyszed na rodek areny.
- Zwyciy Regin - oznajmi.
Wrd pozostaych nowicjuszy rozlegy si niezbyt gone okrzyki. Sonea poczua, e
si rumieni, kiedy Regin skoni si z gracj.
- Soneo - zwrci si do niej Mistrz Vorel. - Opuszczanie tarczy nie jest wskazane,
chyba, e doskonale radzisz sobie z jej natychmiastowym tworzeniem. Jeli zechcesz znw
zastosowa t sztuczk, musisz powiczy obron. Moecie odej. Benon i Yalend,
zapraszam.
Sonea ukonia si i szybko ruszya w stron portalu.
Wchodzc w tunel, poczua, e jej myli take ogarnia ciemno. To tylko pierwszy
pojedynek, powtarzaa sobie. Nie mona zawsze wygrywa, zwaszcza z Reginem, ktrego
mentorem jest przecie Wojownik.
Jeli zawsze bd ustawiani wedug zdolnoci, to na kadej lekcji przyjdzie jej z nim
walczy. Dla wszystkich byo ju oczywiste, e Regin wybierze sztuki walki, ona za syszaa
na dodatek, jak Hal mwi, e ma prywatne lekcje. Poniewa Sonea nie zamierzaa zostawa
Wojowniczka ani bra dodatkowych lekcji, on na pewno zawsze bdzie od niej lepszy.
Ale Vorel powiedzia te, e bd dobierani w pary wedle mocy na pocztek, Jeli
potem kryterium bdzie talent i umiejtnoci, a ona okae si mniej utalentowana od Regina,
Vorel moe ustawi ja z innym nowicjuszem.
To oznacza, e ma dwie moliwoci do wyboru: stara si jak najlepiej i by skazana
na Regina albo przegrywa, eby go unikn.
Z westchnieniem powleka si po schodach i doczya do nowicjuszy siedzcych na
trybunach wok areny. W obu przypadkach bdzie naraona na wiele upokarzajcych
poraek. Pomylaa z tsknot o Kopule - budowli przypominajcej pik wzniesionej tu
obok Domu Nowicjuszy. Zanim zbudowano aren, nowicjusze wiczyli w Kopule, ktrej
grube ciany chroniy zewntrzny wiat przed niecelnymi uderzeniami walczcych uczniw,
wtedy jednak nikt poza wiczcymi nie widzia przebiegu walki. Moe i byo to duszne,
nieprzyjemne pomieszczenie, ale przynajmniej zapewniao jak prywatno.
Obserwowanie potyczki Benona i Yalenda wkrtce j znudzio. Nie potrafia
zrozumie, w jaki sposb te lekcje i wszystkie wbijane im do gw zasady miay
przygotowywa magw do prawdziwej wojny. Wojownicy najwyraniej spdzaj ycie,
zabawiajc si niebezpiecznymi grami, podczas gdy ich moc mogaby posuy lepszym
celom - chociaby leczeniu.
Potrzsna gow. Kiedy trzeba bdzie wybiera dyscyplin, ona na pewno nie zaoy
czerwonych szat.
ROZDZIA 15
NIESPODZIEWANY ATAK
Wchodzc do sali, Sonea natychmiast wyczua jak rnic, jakby dziwaczny prd
magiczny w powietrzu. Zawahaa si i przystana w drzwiach, a rado z powodu umknicia
bandzie Regina znika.
Mistrz Kiano podnis wzrok i niemal ucieszy si na jej widok, jakby bya mile
widzian odmian.
- Dzi nie ma lekcji, Soneo.
Spojrzaa na niego ze zdziwieniem.
- Nie ma lekcji, Mistrzu?
Kiano waha si przez chwil z odpowiedzi. Jaki syk dochodzcy ze rodka sali
zwrci uwag Sonei. Przed ni przyszo zaledwie czterech nowicjuszy. Benon siedzia na
swoim miejscu z twarz ukryt w doniach. Trassia i Narron przysunli do niego krzesa.
Regin siedzia za nimi, a jego wzrok po raz pierwszy by spokojny i pozbawiony wyrazu.
Trassia wpatrywaa si w Sone oskarycielskim wzrokiem.
- Zmar jeden z nowicjuszy - powiedzia Kiano. - Shern.
Sonea zmarszczya brwi, przypominajc sobie nowicjusza z letniej grupy, tego,
ktrego moc sprawiaa, e czua si dziwacznie. Zmar? Poczua, e pytania cisn si jej do
gowy. Jak? Kiedy?
- Najlepiej bdzie, jak sobie pjdziesz - warkna Trassia.
Sonea utkwia w niej spojrzenie, zdziwiona tym wybuchem.
- Shern by kuzynem Benona - wyjani jej nauczyciel.
Trassia znw rzucia im wcieke spojrzenie. Sonea wreszcie zrozumiaa. Pytajc o
przyczyn odwoania lekcji, zmusia Mistrza Kiano do mwienia o mierci Sherna przy
Benonie. Poczua, e si czerwieni. Zauwaya krzywe spojrzenie Narrona, odwrcia si na
picie i ucieka z sali. Zatrzymaa si kilka krokw dalej, poniewa dopad j gniew i
frustracja. Skd niby miaa wiedzie o mierci Sherna albo o tym, e by spokrewniony z
Benonem? Pytanie o przyczyn odwoania wykadu byo cakowicie uzasadnione. Prawda, e
byo?
Powrcia mylami do Sherna. Potrafia zmusi si jedynie do cienia smutku. Shern
nigdy z ni nie rozmawia, podobnie zreszt jak z wszystkimi innymi. Prawd mwic, caa
letnia grupa ignorowaa go przez te nieliczne tygodnie, kiedy uczy si na Uniwersytecie.
Dosza do koca schodw i zobaczya wspinajcego si ku niej Rothena. Poczua
nagy przypyw ulgi.
- Jeste - powiedzia. - Syszaa ju?
- Odwoali lekcje.
- Tak. - Skin gow. - Zawsze tak jest, jeli stanie si co takiego. Szukaem ci w
pokoju, ale ju wysza. Chod, napijesz si ze mn czego ciepego.
Sonea sza w milczeniu. Wydao jej si niezwyke, e Gildia zamyka Uniwersytet z
powodu mierci nowicjusza, ktry uczy si tu zaledwie kilka miesicy. Ale poniewa
wszyscy nowicjusze - oprcz niej - pochodzili z Domw, chopak zapewne by krewnym
kilku studentw i magw.
- Shern by w twojej pierwszej grupie, prawda? - spyta Rothen, gdy ju znaleli si w
jego salonie.
- Owszem - odpara Sonea z wahaniem. - Co mu si waciwie stao, jeli mog
zapyta?
- Oczywicie, e moesz. - Rothen wzi ze stojcego pod cian stoliczka dzbanek i
filianki i wyj dwa soiki z szafki. - Pamitasz, co ci mwiem o utracie kontroli przez maga
w chwili jego mierci?
- Caa niewykorzystana magia zostaje wyzwolona i niszczy ciao.
Rothen potakn. Postawi na stole filianki i soiki.
- Shern utraci kontrol nad swoj magi.
Sonea poczua dreszcz.
- Przecie zaliczy drugi poziom.
- Owszem, ale albo nie najlepiej, albo te nie w caoci. Nigdy nie uzyska penej
stabilnoci mocy. - Rothen potrzsn gow. - To si rzadko zdarza, ale nie jest niemoliwe.
Widzisz, kiedy znajdujemy dzieci obdarzone talentem, testujemy je rwnie pod ktem tego
rodzaju niestabilnoci. Czasami po prostu brakuje im siy koniecznej do kontrolowania magii.
- Rozumiem - odpowiedziaa Sonea, kiwajc gow.
Rothen nala do dzbanka wody i wsypa nieco lici sumi z jednego ze sojw. Sonea
signa do drugiego i w swojej filiance zmieszaa proszek raki z wod, a potem pod grzaa
napj za pomoc odrobiny magii.
- Niestety niektrzy staj si niestabilni dopiero po jakim czasie - cign Rothen -
albo, kiedy ich moc zostaje wyzwolona. Wtedy jest za pno. Wczeniej czy pniej trac
kontrol nad tym, czego ich uczymy... zazwyczaj w cigu pierwszych kilku lat. Shern zacz
wykazywa oznaki niestabilnoci jaki miesic temu. Gildia wywioza go z miasta do
miejsca, ktre zbudowalimy specjalnie dla takich nowicjuszy. Staramy si utrzymywa ich
tam w spokoju i bezpieczestwie, no i zajmuj si nimi Uzdrowiciele szkoleni specjalnie do
opieki nad takimi przypadkami. Nikt jednak jak na razie nie wynalaz lekarstwa, a blokady
nakadane na ich moc na niewiele si zdaj.
Sonea wzdrygna si.
- Kiedy go po raz pierwszy zobaczyam, jego aura wydaa mi si dziwaczna.
Rothen zmarszczy brwi.
- Tak wczenie wyczua niestabilno? Nikomu si to nie udao. Musz powiedzie o
tym...
- Nie! - Sonea poczua przeraenie. Jeli Rothen powie komukolwiek, e wyczua ten
niepokj w Shernie, pozostali nowicjusze uznaj, e mona zrzuci na ni win za jego
mier. - Nie rb tego. Prosz.
Rothen przyglda si jej z namysem.
- Nikt nie bdzie mia do ciebie pretensji o to, e nic nie powiedziaa. Nie rozumiaa
przecie tego, co wyczua. Patrzya na niego bagalnie. Rothen westchn. - Niech ci bdzie.
Teraz i tak nie ma to znaczenia. - Uj dzbanek w donie. Natychmiast z dzibka wydobya si
para. - Jak si po tym wszystkim czujesz, Soneo?
Wzruszya ramionami.
- Waciwie go nie znaam... - Opowiedziaa, co si zdarzyo, kiedy wesza do sali. -
Tak jakbym bya temu wszystkiemu winna.
Rothen zmarszczy brwi, nalewajc sobie filiank zaparzonego ju sumi.
- Warknli na ciebie, poniewa pojawia si w niewaciwym momencie. Nie
przejmuj si tym, co mwili. Do jutra o wszystkim zapomn.
- A co ja mam dzi robi? - zastanowia si na gos.
Rothen przez chwile sczy gorcy napar, a potem umiechn si do niej.
- Moemy pomyle o planach na wizyt Dorriena.
Kapitan Anyi wielce si uradowa, kiedy Dannyl zapyta go, czy nie wybraby si na
wyspy Vin. W pierwszej chwili mag pomyla, e eglarz marzy o odwiedzeniu domu, ale
nabra podejrze, gdy kapitan upar si, eby on i Tayend zamieszkali w jego kajucie. Ju
nieco wiedzia o vindoskich marynarzach i mia wiadomo, e trzeba byo czego wicej
ni tsknoty za domem i szacunku dla Gildii, by oddali komu swoje wasne kwatery.
Wieczorem po wypyniciu Dannyl odkry prawdziwy powd tej niespodziewanej
gocinnoci.
- Wikszo statkw pyncych do Kiko wstpuje najpierw do Capii - oznajmi
kapitan nad sutym posikiem. - Bez tego byoby duo szybciej.
- Dlaczego nie pynie si od razu do Kiko? - spyta Tayend.
- Na Wyszym Archipelagu Vin yj ze ludzie - skrzywi si kapitan. - Okradaj
statki, zabijaj zaog. Niebezpieczne ludzie.
- Och - Tayend rzuci Dannylowi porozumiewawcze spojrzenie. - Czybymy
zamierzali pyn w pobliu tych wysp?
- Tym razem nie ma niebezpieczestwa - kapitan umiechn si szeroko do Dannyla.
- Mamy maga na pokadzie. Wywiesimy bander Gildii. Nie odwa si nas napa!
Dannyl umiechn si na wspomnienie tej rozmowy. Mia niejasne podejrzenia, e
kupcom zdarzao si ryzykowa eglug t tras pod oson flagi Gildii, nawet, jeli nie mieli
maga na pokadzie. Piraci mogli si jednak tego rwnie domyli, sdzi, wic e w jakim
kufrze na pokadzie znajdoway si szaty Gildii - oryginalne bd skopiowane - na wypadek,
gdyby sama flaga nic wystarczaa.
Rozstanie z Lonmarem cieszyo go jednak tak bardzo, e postanowi si tym nie
przejmowa. Konflikt w Radzie Starszych cign si ponad miesic, a on musia przez ten
czas rozsdza spory i ktnie. Wydawa by si mogo, e obowizki czekajce go na
wyspach s mniejszej wagi, niemniej Dannyl nie by pewien, czy rwnie nie oka si
bardziej nudne i mczce, ni si spodziewa.
W miar oddalania si od Lonmaru zaoga stawaa si coraz bardziej czujna i uwana,
dlatego Dannyl uzna, e najwyraniej zagroenie atakiem piratw nie jest wymysem.
Z zasyszanych rozmw, ktre tumaczy mu Tayend, wywnioskowa, e spotkanie z
korsarzami nie jest prawdopodobne, lecz pewne. wiadomo, e caa zaoga liczya na to, i
jego obecno ocali im ycie, nieco mu ciya Spojrza na lecego na ssiedniej koi
Tayenda. Ataki choroby morskiej odcisny na nim swe pitno, ale pomimo osabienia i
wyranie zego samopoczucia chopak wci odmawia przyjcia pomocy. Dotychczas podr
nie bya dla Tayenda przyjemn przygod, ktrej oczekiwa. Dannyl wiedzia, e modzieniec
opuszcza Lonmar z ulg. Postanowi, wic, e kiedy dotr do Kiko, odpoczn tam przez
tydzie lub dwa. Vindo ni syn z miego usposobienia i gocinnoci, pobyt wrd nich
powinien wynagrodzi im upa i dziwaczn atmosfer w Lonmarze, a Tayendowi pomoc
odzyska siy i podrniczy entuzjazm.
Po obu stronach kajuty znajdoway si niewielkie okienka, przez ktre wida byo
morze. Niebo byo bkitne, jak pnym popoudniem, i zupenie czyste, bez jednej nawet
chmurki. Dannyl przysun si do okienka i ujrza przed sob dalekie cienie wysp na
horyzoncie, a take dwie spore odzie.
Usysza ziewnicie za swoimi plecami, spojrza, wic na Tayenda. Modzieniec wsta
i przecign si.
- Jak si czujesz?
- Lepiej. Co tam na zewntrz?
- Pogoda jest chyba przyjemna. - Lodzie wyglday na znacznie mniejsze ni Anyi.
Przemykay po falach, zbliajc si bardzo szybko. - Obawiam si, e bdziemy mie
towarzystwo na kolacji.
Tayend, opierajc si o cian kajuty, podszed do Dannyla i wyjrza przez okienko.
- Piraci?
Za drzwiami kajuty rozlegy si szybkie kroki, a chwil pniej gone stukanie.
- Widz! - zawoa Dannyl.
Tayend poklepa go po ramieniu.
- Czas na kolejne bohaterskie czyny, przyjacielu.
Dannyl rzuci mu miadce spojrzenie, a nastpnie otworzy drzwi i wyszed na
korytarz, gdzie najmodszy z eglarzy, czternastoletni moe chopak, ju kania mu si
niezgrabnie.
- Chodcie! Szybko! - krzykn, patrzc na nich szeroko otwartymi z przeraenia
oczami.
Dannyl pody za nim i wyszed przez mes na pokad. Zobaczy, e kapitan stoi na
rufie, ruszy, wic w tamtym kierunku, omijajc zwoje lin i przeskakujc po kilka schodkw
naraz.
- Ze ludzie - powiedzia kapitan, wskazujc na morze.
odzie znajdoway si w odlegoci moe dwustu krokw od nich. Dannyl spojrza w
gr masztu Atyi - flaga Gildii koysaa si na wietrze. Rozejrza si po pokadzie i zauway,
e wszyscy marynarze, wcznie z tym modym chopakiem, maj w rkach noe lub krtkie,
niezgrabne miecze. Kilku naprao uki i celowao w nadpywajce statki.
Tayend mrukn co niepochlebnego.
- Ta zaoga chyba nie ma do ciebie wielkiego zaufania - wymamrota.
- Nie chc ryzykowa - odpar Dannyl. - Ty te by nie chcia.
- Jeste bohaterem i naszym obroc. Wiem, e nas ocalisz.
- Musisz to w kko powtarza?
Tayend zamia si krtko.
- Dbam o to, eby czu si doceniany i potrzebny.
Pyncy przodem statek nie zwolni, podpywajc do Anyi. Podejrzewajc, e piraci
chc staranowa ich okrt, Dannyl przysun si do relingu, gotujc si do zawrcenia statku.
Udao mu si w ostatniej chwili. agle skrciy nagle i obcy statek przepyn rwnolegle do
Anyi.
Na niewielkich wrogich jednostkach toczyli si krpi, potnie uminieni
mczyni, unoszc w gr wielkie tarcze przeciwko spodziewanemu deszczowi pociskw.
Midzy tarczami pobyskiway w socu ostrza. Dwaj piraci trzymali w rkach zwoje lin
zakoczonych hakami. Ci z korsarzy, ktrych twarze widzia, byli nieco wysi od znanych
mu Vindonw i mieli odrobin ciemniejsz skr, co mogo oznacza, e w ich yach
pyna i vindoska, i lonmarska krew. Wszyscy wpatrywali si w niego z uwag i
ostronoci. Czasem rzucali spojrzenia ku stojcemu na dziobie ich statku mczynie.
Dannyl domyla si, e to ich przywdca.
Kiedy druga d zbliya si do statku, czowiek ten unis rk i krzykn co po
vindosku. Tayend jkn pod nosem, ale zaoga Anyi zachowywaa milczenie. Dannyl
zerkn na kapitana.
- Co on powiedzia?
Kapitan odchrzkn.
- Pyta, za ile sprzedasz swj adny przyjaciel. Mwi, e dobrze na nim zarobi na targu
niewolnikw na zachodzie.
- Doprawdy? - Dannyl zerkn na Tayenda. - Hmmm... za ile? Pidziesit sztuk
zota?
Tayend spojrza na niego z niedowierzaniem.
Kapitan zamia si chrapliwie.
- Nie znam cen niewolnikw.
Dannyl umiechn si szeroko i pokrci gow.
- Ja te nie. Powiedz temu piratowi, e mj przyjaciel nie jest na sprzeda. Powiedz
mu te - Dannyl skierowa wzrok na pirata - e nie opaca mu si napada na ten statek.
Kapitan powtrzy te sowa po vindosku. Pirat umiechn si krzywo i da rk znak
drugiej ze swoich odzi. Jego ludzie rzucili si do lin i blokw i wkrtce obie odzie oddalay
si szybko od statku, ktrym pyn Dannyl.
Kapitan podszed do Dannyla.
- Zabij ich od razu - powiedzia ponaglajco - zanim uciekn.
Dannyl potrzsn gow.
- Nie.
- Ale piraci ze ludzie. Zawsze okradaj statki. Zabijaj. Bior niewolniki.
- Nie zaatakowali nas - odpar Dannyl.
- Jak ty ich zabijesz, to morze bdzie bezpieczniejsze.
Dannyl spojrza eglarzowi prosto w oczy.
- Zabicie ludzi z jednego czy dwch statkw niczego nie zmieni. Zastpi ich inni.
Jeli Vindoni chc, eby magowie pozbyli si piratw z tych wysp, musz zawrze umow z
Gildi. Prawo pozwala mi atakowa moc jedynie w obronie wasnej lub na wyrany rozkaz
mojego Krla.
Kapitan spuci wzrok i oddali si. Dannyl sysza, jak mamrota co sam do siebie w
swoim jzyku, zanim zacz wydawa komendy zaodze. Niektrzy eglarze wygldali na
zawiedzionych, ale wrcili do obowizkw bez sprzeciwu.
- Nie tylko oni s rozczarowani twoim zachowaniem - zauway Tayend.
Dannyl przyjrza mu si badawczo.
- Ty te jeste zdania, e powinienem by ich zabi?
Tayend patrzy za oddalajcymi si statkami piratw spod zmruonych powiek.
- Nie zaprotestowabym. - Wzruszy ramionami. - Ale tak naprawd to liczyem na
jaki niewielki pokaz magii. Nic bardzo efektownego. Moe troch iskier i ognia.
- Iskier i ognia?
- Aha. I moe jaki prysznic.
- Wybacz, e ci zawiodem - odrzek sucho Dannyl.
- No i o co chodzio z tym sprzedawaniem mnie jako niewolnika? W dodatku za
pidziesit sztuk zota! To urga mojej godnoci!
- Bardzo przepraszam. Czy sto sztuk zota zadowolioby twoj godno?
- Nie! Poza tym wcale nie mwisz tego, jakby ci byo naprawd przykro.
- W takim razie wybacz, e nie potrafi by do przekonujcy w probach o
wybaczenie.
Tayend przewrci oczami.
- Do tego! Wracam na d.
Sonea z westchnieniem przycisna kuferek z notatkami do piersi. Robio si coraz
ciemniej. Kiedy wychodzia, w zachodzcym socu drzewa rzucay dugie cienie, ale teraz
pozostaa jedynie mglista powiata, w ktrej z trudem rozrniaa ksztaty. Powstrzymaa si
od przywoania kuli wiata - byoby to jak przyznanie si tu jestem".
W pobliu trzasna gazka.
Zatrzymaa si i rozejrzaa wrd drzew. W oddali widziaa migoczce midzy pniami
drzew wiateka Domu Uzdrowicieli. Nie dostrzega adnego ruchu, nie usyszaa adnych
wicej dwikw.
Odetchna i ruszya dalej.
Kilka tygodni wczeniej Mistrz Kiano zaprowadzi jej grup na pola, a take do
budynkw o dachach ze szkl za Domem Uzdrowicieli, gdzie hodowano lecznicze roliny.
Pokaza im par gatunkw i wyjania, jak je rozpoznawa. Pniej oznajmi, e co tydzie
wybierze jednego nowicjusza, ktry bdzie mu towarzyszy na polu po zajciach. W ten
sposb zamierza sprawdza ich wiedz. Tego popoudnia wypada jej kolej. Kiano wypuci
j po tecie i teraz miaa wrci sama do Domu Nowicjuszy.
Wiedzc, e Regin nie daruje sobie takiej okazji, eby jej dokuczy, gdy znalaza si
poza zasigiem wzroku magw, zostaa duej, udajc, e chciaaby zdoby jeszcze wicej
wiedzy na temat rolin, a naprawd liczc na to, e wrci razem z Mistrzem Kiano. Poniewa
jednak nauczyciel wda si w niemraw pogawdk z ogrodnikiem, uznaa, e moe si to
przecign zby dugo.
Postanowia, zatem wyprbowa drugi plan. Zakadajc, e Regin bdzie na ni czeka
na zwykej drodze, wybraa skrt przez las, zamierzajc okry Dom Uzdrowicieli i wyj
tu przed budynkiem Uniwersytetu.
Trzask po jej lewej sprawi, e zatrzymaa si znowu.
Poczua, e jej serce zamiera, w tym momencie usyszaa stumiony chichot i
wiedziaa ju, e jej plan si nie powid.
- Dobry wieczr, Soneo.
Odwrcia si natychmiast i dostrzega wrd drzew znajom sylwetk. Przywoaa
wietln kul rozpraszajc otaczajce j ciemnoci. Umiechnity Regin zatrzyma si, a obok
niego pojawiy si dwie nastpne postacie: Issle i Alend. Powoli dobiegay j kolejne gosy z
cienia wyaniali si Gennyl, Vallon i Kano.
- Pikna noc na spacer po lesie - zauway Regin, rozgldajc si dookoa. - Tak
cicho. Martwa cisza, e tak powiem. Nikt nam nie bdzie przeszkadza. - Podszed bliej.
- Nauczyciele nie powicaj ci ju dostatecznie duo uwagi, nieprawda? Co za
szkoda. To doprawdy niesprawiedliwe, e o nas troszcz si bardziej ni o ciebie.
Pomylaem, wic, e przydadz ci si dodatkowe lekcje.
Trzaskajcy pod butami nieg uwiadomi jej, e pozostali nowicjusze te si zbliaj.
Wzmocnia tarcz, ale ku jej zaskoczeniu tamci minli j i stanli za Reginem.
- Hmmm - cign Regin. - Moe powinienem nauczy ci kilku sztuczek, ktre
pokaza mi Mistrz Balkan. - Spojrza na swoj band i skin gow. - Tak, moe i wy uznacie
to za interesujce.
Sonea czua, e zasycha jej w ustach. Wiedziaa, e Regin bierze dodatkowe lekcje
sztuk walki, ale nie sdzia, e jego nauczycielem jest Balkan, przeoony Wojownikw.
Kiedy Regin unis rce, pozostali zbliyli si do swojego przywdcy i pooyli donie
na jego ramionach.
- Bro si - rozkaza Regin, naladujc wadczy ton Mistrza Vorela.
Sonea wzmocnia tarcz, blokujc energi wypywajc z obu doni Regina.
Uderzenia byy sabe, ale rosy w si, a wreszcie stay si mocniejsze ni wszystko, czego
dowiadczya na arenie. Zdumiona wzmacniaa i wzmacniaa swoj ochron.
Jak to moliwe? Walczya z Reginem wiele razy, znaa jego moc. Zawsze by sabszy
od niej. Czyby ukrywa sw si, czekajc chwili, kiedy zaskoczy j sw prawdziw potg?
Twarz jej przeladowcy wykrzywi okrutny umiech i chopak cofn si o krok. Atak nagle
zela, po czym usta cakowicie, a Regin odwrci si, rzucajc swoim poplecznikom
wcieke spojrzenia. Natychmiast wycignli ponownie rce, kadc je na jego ramionach.
Kiedy tylko go dotknli, wznowi atak. Sonea zastanawiaa si, co to oznacza.
Najwyraniej ci nowicjusze uyczali mu swojej mocy. Nie miaa pojcia, e co takiego jest
moliwe, ale nie wiedziaa przecie wielu rzeczy o sztukach wojennych, albo te przegapia je
podczas dugich i nudnych wykadw Vorea.
W uszach dzwonio jej od nadmiaru magii w powietrzu, nieg pod ich stopami
stopnia w bulgoczce kaue. Tyle mocy... sama myl o tym, czym w ni ciskali, bya
przeraajca. Serce Sonei walio jak oszalae. Jeli nie zdoa utrzyma tarczy, wszystko
skoczy si szybko - i ostatecznie. Regin tyle ryzykuje... czy naprawd?
Co jeli on chce mnie zabi?
Nie miaby. Wyrzuciliby go z Gildii.
Niemniej, kiedy wyobrazia sobie Regina przed gronem magw zebranych w sali
posiedze, bez trudu moga si domyli, co by powiedzieli. Nieszczliwy wypadek. Nie
mona wini go za jej marne umiejtnoci. Cztery tygodnie pracy w bibliotece i niech to si
ju nigdy nie powtrzy. Gniew zaj miejsce lku. Przygldajc si nowicjuszom, zauwaya,
e zerkaj po sobie z przestrachem. Z twarzy Regina znik umiech; jej przeciwnik marszczy
teraz czoo, starajc si utrzyma koncentracj. Warkn jak komend, ale tamci
zaprotestowali. Cokolwiek usiowali zrobi, nie wywoywao to podanego efektu.
Czyby tylko tyle potrafili osign wsplnymi siami?
Sonea nie potrafia powstrzyma umiechu. Teraz ju bez wikszego trudu ich
powstrzymaa. Regin jej nie doceni - a jeli kula wiata unoszca si nad ich gowami
stanowia jakkolwiek wskazwk, to Sonea miaa jeszcze sporo energii w zapasie. Jak wic
to si skoczy? Bya pewna, e jeli odpowie uderzeniem, przeamie ich atak. Jeli jednak oni
nie zdoaj si obroni, to ona moe stan przed Rad Gildii i ryzykowa wygnanie.
Jeli za zdoaj podnie tarcz, bd j goni a do Domu Nowicjuszy. Jak si im
wymkn? Spojrzaa na kul wiata, jeeli j zgasi, bd potrzebowali paru minut, eby ich
oczy przyzwyczaiy si do panujcej wok ciemnoci, a ona bdzie moga si wymkn.
Niestety sama te bdzie naraona na chwilowe olepienie...
Olepienie...?
Umiechna si. Zacisna mocno powieki i zaczerpna mocy. Dostrzega
przymiony wybuch wiata i poczua, e atak sabnie. Kiedy z powrotem otworzya oczy,
nowicjusze mrugali lub pocierali oczy rkami.
- Nic nie widz! - zawoa Kano.
Zadziaao! Z umiechem przygldaa si, jak Alend, wciekle klnc, rkami
wymacuje przed sob drog i prawie si przewraca na nierwnym gruncie. Issle machaa
ramionami, dopki nie uderzya w pie drzewa, a potem przytulia si do niego tak, jakby
obawiaa si, e ten jej ucieknie.
Sonea cofna si o krok. Regin najwyraniej usysza trzask niegu, poniewa ruszy
w jej stron z wycignitymi ramionami. Postawi stop w miejscu, gdzie wytopi si nieg, i
polizgn si. Wyldowa twarz w zimnym bocie. Usiujc si podnie, wyrzuci z siebie
potok mao eleganckich sw.
Sonea powstrzymywaa wybuch miechu. Twarz Regina wykrzywi morderczy
grymas. Chopak podskoczy, ale dziewczyna wymkna mu si i odbiega dalej.
- Dziki za lekcj, Regin! Wiedziaam, e w kocu przejrzysz na oczy.
Obrcia si ze miechem i pomaszerowaa ku wiatom Uniwersytetu.
ROZDZIA 16
ZASADY DOTYCZCE OSKARE
Rothen rozbiera delikatn konstrukcj zoon z rurek, przeczek i szklanych
naczy, kiedy usysza swoje imi nis wzrok i zobaczy w drzwiach sali modego czowieka
w stroju sucego, z zielonym pasem, co oznaczao, jest on posacem Uzdrowicieli.
- Sucham.
- Arcymistrzyni Vinara prosi, aby przyby do Domu Uzdrowicieli.
Rothen poczu skurcz odka. Czego moe od niego chcie Vinara? Czyby Sonei
co si stao? Regin posun za daleko w artach? A moe chodzi o kogo innego? Yaldina
albo jego on. Ezrille?
- Zaraz przyjd - odpowiedzia.
Posaniec ukoni si i pobieg przed siebie. Rothen spojrza na nowicjusza, ktry
zosta, eby pomc mu posprzta.
Farind umiechn si.
- Dokocz porzdki, jeli ci si spieszy, Mistrzu.
Rothen przytakn.
- Dzikuj. Tylko uwaaj na kwas.
- Oczywicie.
Pdzc przez korytarz, Rothen usiowa powstrzyma si od przypuszcze, po co
moga go wezwa Yinara. Wkrtce i tak si dowie. Nocne powietrze byo zimne jak ld,
otoczy si, wic tarcza i ogrza jej wntrze. Arcymistrzyni Vinara czekaa ju na niego na
schodach.
- Posyaa po mnie - powita ja Rothen, dyszc ze zmczenia.
Jej usta wygiy si w cie umiechu.
- Nie musiae si tak spieszy, Mistrzu Rothenie - odpowiedziaa Uzdrowicielka. -
Nowicjusze, ktrzy twierdz, e s ofiarami twojej wychowanicy, nie wygldaj, jakby mieli
wyzion ducha. Czy wiesz, gdzie jest Sonea?
Ofiarami? Co ona zrobia?
- Prawdopodobnie uczy si u siebie w pokoju.
- Nie widziae si z ni dzi wieczorem?
- Nie. - Rothen zmarszczy brwi. - O co w tym wszystkim chodzi?
- Jak godzin temu dotara tu szstka nowicjuszy. Twierdz, e Sonea napada na
nich w lesie i olepia ich.
- Olepia? Jak?
- Jasnym wiatem.
- Och. - Rothen poczu ulg, ale spowania na widok ponurej miny Uzdrowicielki. -
To nic trwaego?
Potrzsna gow.
- Nie. adne z ich obrae nie jest powane, nawet nie trzeba zawraca gowy
Uzdrowicielom. Pozbieraj si.
- Jakie obraenia poza t lepot?
- Zadrapania i siniaki, do oczywiste, skoro szli po omacku przez las.
- Rozumiem. - Rothen kiwa powoli gow. - Czy jednym z tych nowicjuszy nie jest
przypadkiem wychowanek Garrela, Regin?
- Owszem. - Vinara zacisna usta. - Syszaam, e Sonea bardzo go nie lubi.
Rothen zamia si gorzko.
- To odwzajemnione uczucie, zapewniam ci. Mog porozmawia z Reginem?
- Oczywicie. Zabior ci do niego. - Vinara odwrcia si i ruszya gwnym
korytarzem.
Rothen szed za ni, rozmylajc o tym, czego si ju dowiedzia.
Ani przez chwil nie wierzy, e Sonea napada na Regina i jego band. Bardziej
prawdopodobne byo to, e oni j zaczepili. Tylko, e po ich myli. Mogli sami wywoa u
siebie to olepienie, eby zrzuci na ni win, ale to raczej wyklucza. Jeli taki byby ich
plan, postaraliby si, eby kto ich znalaz i doprowadzi do Uzdrowicieli. To, e nawet nie
wzywali pomocy, dobitnie wiadczyo, i nie chcieli mie wiadkw tego, co zaszo.
Vinara stana przed drzwiami i gestem wskazaa Rothenowi, eby wszed. Mag
zajrza do rodka i zobaczy dobrze znanego sobie modzieca siedzcego na brzegu ka w
zaboconej szacie. Regin by czerwony na twarzy Zaciska i rozlunia palce, wpatrujc si
byszczcymi oczami w jaki punkt wysoko nad ramieniem swojego mentora, Mistrza
Garrela.
Wojownik odwrci si i spochmurnia na widok Rothena, ktry jednak zlekceway
go, wsuchany w gos Regina, koczcego wanie jkliwie i ze zoci jak dusz
wypowied.
- Przysigam, e chciaa nas zabi! Znam prawa Gildii! Powinno si j wyrzuci.
Rothen zerkn na Vinar, po czym skierowa z powrotem spojrzenie na chopaka.
Czu, e na usta wypeza mu umiech. Skoro Regin powouje si na prawa Gildii, bdzie mia
za swoje.
- To bardzo powane oskarenie. Reginie - odezwa si cicho. - I byoby niewaciwe,
eby jego prawdziwo potwierdzi twoi opiekun. - Zwrci si do stojcej obok kobiety: -
Moe Mistrzyni Vinara kogo zaproponuje.
Vinara zamrugaa, a potem w jej oczach pojawio si zrozumienie.
- Ja mog sprawdzi prawdomwno - owiadczya.
Regin wzi gboki oddech. Rothen skierowa znw wzrok na nowicjusza i z
satysfakcj zauway, e chopak jest blady jak kreda.
- Nie, nie miaem na myli... - wyjka. - Nie zamierzam...
- Czyby, zatem wycofywa oskarenie? - zapyta Rothen.
- Tak - jkn Regin. - Wycofuj oskarenie.
- Co zatem zdarzyo si dzi wieczorem?
- Wanie - dodaa Yinara, w ktrej gosie pobrzmiewaa teraz groba. - Czemu to
Sonea was zaatakowaa, jak twierdzie?
- Najwyraniej chciaa sprawi, eby w najbliszych dniach nie mogli uczszcza na
lekcje - wtrci si Garrel.
- Aha - powiedzia na to Rothen. - C takiego ma wydarzy si w najbliszych
dniach, e wolaaby, by byli nieobecni?
- Nie wiem... Wydaje mi si, e chciaa nam po prostu zrobi krzywd.
- I dlatego posza za szstk nowicjuszy do lasu - Rothen spojrza porozumiewawczo
na Vinar - pewna, e moe pokona was wszystkich razem? Musi, zatem by lepsza w
sztukach wojennych, ni wskazywayby na to jej oceny.
Regin szuka niewidzcymi oczami swego mentora.
- Zacznijmy od tego, co wasza szstka robia w lesie? - odezwaa si znw Vinara.
- My tylko... spacerowalimy. Dla przyjemnoci
- Hmmm. - Zamylia si Uzdrowicielka. - Twoi przyjaciele powiedzieli co innego.
Regin otworzy usta za zdumienia, ale zaraz zamkn je z powrotem. Garrel podnis
si.
- Mj nowicjusz odnis obraenia i musi wypocz. To przesuchanie moe zaczeka
do czasu, kiedy nabierze si.
Rothen zawaha si, ale uzna, e warto zaryzykowa.
- On ma racj - zwrci si do Vinary. - Nie musimy wypytywa Regina. Jestem
przekonany, e Sonea nie bdzie miaa nic przeciwko badaniu prawdomwnoci, eby
udowodni swoj niewinno.
- Nie! - zawoa Regin.
Vinara zmruya oczy.
- Jeli ona si zgodzi, nie bdziesz mg temu zapobiec. Reginie.
Nowicjusz skrzywi si, jakby ugryz co wyjtkowo paskudnego.
- Niech bdzie, opowiem wam. Poszlimy za ni do lasu i dokuczalimy jej. Nic
gronego. My tylko... wiczylimy to, czego uczylimy si na lekcjach.
- Rozumiem. - Gos Vinary by lodowaty. - W takim razie moe opowiesz nam
dokadnie, co wiczylicie... i miej na uwadze, e wspomnienia Sonei mog to potwierdzi
lub nie.
Sonea z westchnieniem zaznaczya stron w ksice kawakiem papieru i podesza do
drzwi. Uchylia je ostronie, osaniajc si magi, na wypadek gdyby to Regin usiowa sil
dosta si do rodka. Ku swemu zaskoczeniu zobaczya jednak na korytarzu Mistrza Osena.
- Wybacz mi to najcie - powiedzia. - Administrator Lorlen pragnie zobaczy si z
tob w swoim gabinecie.
Sonea wpatrywaa si w niego, czujc, jak krew odpywa jej z twarzy. W brzuchu
poczua bolesny skurcz. Administrator... Nie rozmawiaa z nim od kilku miesicy.
Czego moe od niej chcie? Czy to ma jaki zwizek z Wielkim Mistrzem? Czyby
Akkarin odkry, e ona zna jego sekret?
- Nie przejmuj si - pocieszy j Osen z umiechem. - On chce ci tylko zada kilka
pyta.
Wysza z pokoju i ruszya za nim przez bram Domu Nowicjuszy i przez dziedziniec
ku tylnemu wejciu do gmachu Uniwersytetu. Ich kroki odbijay si echem w pustym holu.
Kiedy Osen otworzy przed ni drzwi gabinetu Administratora, Sonea musiaa wzi gboki
oddech. Pokj by peen magw. Niektrzy z nich siedzieli na krzesach, inni stali. Wchodzc
do rodka, uwiadomia sobie, e zebraa si tam wikszo starszyzny.
Na widok Rothena poczua wyran ulg. Nastpnie jej wzrok natrafi na Mistrza
Carrela i znw stracia nadziej. A zatem chodzi o jej ostatnie starcie z Reginem. Musia
niele nakama, skoro poruszyo to starszyzn. Rothen przywita j z umiechem. Podesza
do niego, czujc, e robi si jej sabo.
- Soneo.
Odwrcia si do Lorlena, siedzcego za wielkim biurkiem. Wyraz twarzy maga
odzianego w bkitn szat by surowy.
- Pnym popoudniem miao miejsce zajcie miedzy tob a szecioma innymi
nowicjuszami. Uznalimy je za warte zainteresowania. Czy moesz nam opowiedzie, co si
stao?
Rozejrzaa si po pokoju i przekna lin.
- Byam z Mistrzem Kiano w ogrodzie Uzdrowicieli i zdawaam test. Wracaam
dusz drog, dookoa Domu Uzdrowicieli. Regin i jego przyjaciele zatrzymali mnie w lesie.
- Zawahaa si, zastanawiajc si, jak unikn powiedzenia czegokolwiek, co mogliby uzna
za oskarenie.
- Mw dalej - ponagli j Lorlen. - Opowiedz dokadnie, co si stao.
Sonea gboko odetchna, zanim odwaya si kontynuowa.
- Regin powiedzia, e chce mi pokaza co, czego nauczy si od Mistrza Balkana -
zerkna na maga w czerwonych szatach - pozostali pooyli mu donie na ramionach. Jego
uderzenie byo potniejsze ni zwykle, wic zrozumiaam, e tamci w jaki sposb dodawali
mu mocy.
- Co w zwizku z tym zrobia?
- Podniosam tarcz.
- To wszystko?
- Nie chciaam oddawa uderzenia. Mogliby nie zdy si dostatecznie szybko
osoni.
- Bardzo rozsdnie. Co stao si potem?
- Moja kula wietlna nie gasa, wic wiedziaam, e mam jeszcze sporo mocy.
Niemal podskoczya, syszc stumione westchnienie po lewej. Zerkna w t stron i
zobaczya, e Mistrzyni Vinara spoglda na ni z zainteresowaniem.
- Kontynuuj - powiedzia Lorlen.
- Wiedziaam, e nie dadz mi spokoju, a chciaam si im wyrwa, zanim wymyl
co nowego. eby, wic nie mogli pobiec za mn, olepiam ich rozbyskiem wiata.
Usyszaa za plecami szmer wielu gosw. Lorlen nieznacznie unis rk i glosy
ucichy.
- Przychodzi mi do gowy kilka pyta - powiedzia Administrator. - Po pierwsze,
dlaczego wracaa naokoo?
- Sdziam, e bd na mnie czeka przy drodze - odpowiedziaa Sonea.
- Kto?
- Regin i ci inni.
- Dlaczego mieliby to zrobi?
- Oni zawsze... - Pokrcia gow. - Sama chciaabym wiedzie. Administratorze.
Lorlen skin gow i spojrza na Vinar.
- Jej opowie zgadza si z tym, co powiedzia Regin.
Sonea spojrzaa na Uzdrowicielk szeroko otwartymi oczami.
- Regin wam to powiedzia?
- Najpierw oskary ci, e chciaa ich zabi - wyjani szybko Rothen. - Kiedy
zorientowa si, e w takim razie bdzie musia podda si badaniu prawdomwnoci,
wycofa oskarenie. Powiedziaem, e za to ty bez wahania poddasz si takiemu badaniu,
eby wykaza swoj niewinno. Wtedy wyzna nam prawd.
Patrzya na niego z zaskoczeniem. Rothen zasugerowa, eby kto zbada j na
prawdomwno? Co jeli Regin nie powiedziaby prawdy? Jej mentor musia mie pewno,
e Regin si przyzna, wiedzc doskonale, e prawda i tak wyjdzie na jaw.
- Po co zatem to zebranie? Dlaczego jest tu caa starszyzna?
Rothen nie zdy odpowiedzie.
- Czy kto chciaby zada Sonei pytanie? - zwrci si do zgromadzonych Lorlen.
- Tak.
Mistrz Sarrin wsia i podszed do niej.
- Czy po tym starciu czua si zmczona? Wyczerpana?
Sonea potrzsna gow.
- Nie. Mistrzu.
- Czy posugiwaa si jeszcze magi tego wieczora?
- Nie... a waciwie tak. Naoyam tarcz ochronn na drzwi.
Mistrz Sarrin zacisn usta i zerkn na Mistrza Balkana. Wojownik przyjrza si jej
uwanie i zapyta:
. - Czy wiczya sztuki walki w wolnym czasie?
- Nie, Mistrzu.
- Czy wczeniej zdarzyo ci si odpiera atak zoonej mocy kilku nowicjuszy?
- Nie. Nawet o czym takim nie syszaam.
Mistrz Bakan skoni si Administratorowi i ponownie rozpar si w fotelu. Lorlen
rozglda si po pokoju.
- Jeszcze jakie pytania?
Magowie popatrywali po sobie, potrzsajc gowami.
- Moesz odej, Soneo.
Wstaa i ukonia si zgromadzonym. W milczeniu odprowadzali j wzrokiem, gdy
wychodzia z gabinetu. Kiedy tylko zamkny si za ni drzwi, z wntrza da si sysze gwar
gosw, zbyt jednak stumiony, by moga cokolwiek zrozumie.
Wpatrywaa si w drzwi, a jej usta powoli rozjania umiech. Usiujc jej dokuczy,
Regin cign kopoty na samego siebie. Po krtkiej chwili odwrcia si i ruszya w stron
Domu Nowicjuszy, po raz pierwszy pewna, e nikt nie bdzie jej zaczepia.
- Tyle mocy u tak modej dziewczyny. - Mistrz Sarrin potrzsn gow. - Niewielu
robi tak szybkie postpy.
Lorlen przytakn, jego wasna moc rozwijaa si szybko.
Podobnie jak Akkarina. I obaj zostali wybrani na najwysze stanowiska w Gildii.
Widzia niezadowolenie na twarzach Starszych, kiedy te sobie to uwiadomili. Normalnie
cieszyliby si z odkrycia tak utalentowanego nowicjusza. Ale Sonea to dziewczyna ze
slumsw, ktra na dodatek pokazaa ostatnio, e nie jest godna zaufania, kradnc piro. Mimo
e Lorlen by gotw uwierzy, e to wyjtkowy przypadek, moe nawet reakcja na
dokuczanie ze strony innych nowicjuszy, pozostali magowie nie byli tak wyrozumiali.
- Nie powinnimy mie zbyt wysokich oczekiwa - powiedzia, eby ich pocieszy. -
Moe ona jest z tych, u ktrych moc rozwija si szybko, ale jedynie w krtkim czasie, i ju
osigna wszystka
- Teraz jest jednak potniejsza od wikszoci swoich nauczycieli oraz by moe -
Sarrin wskaza na Rothena - od mentora.
- Czy to stanowi jaki problem? - spyta chodno Rothen.
- Nie. - Lorlen umiechn si. - Nigdy dotd nie byo to problemem. Musisz po prostu
zachowa ostrono.
- Czy powinnimy przenie j do jeszcze wyszej klasy? - Jerrik skrzyowa ramiona
na piersi, marszczc czoo.
- Na razie wyprzedza innych tylko moc - odpara Vinara - nie umiejtnociami. Musi
si jeszcze bardzo duo nauczy.
- Musimy, zatem ostrzec jej nauczycieli - powiedzia Lorlen. - Nie powinni testowa
jej mocy bez zabezpiecze.
Ku zadowoleniu Administratora wszyscy zebrani zgodnie potaknli. Zachowanie
Regina ujawnio cos wicej ni tylko jego okruciestwo. Pokaza wszystkim, do czego zdolna
jest Sonea. Lorlen podejrzewa, e nawet Rothen jest zaskoczony poziomem jej mocy.
Uwaga Rothena bya jednak skupiona na Mistrzu Garrelu.
Mentor Regina milcza prawie przez cae zebranie.
Lorlen zmarszczy brwi. Nie wolno im zapomnie, jak powany wypadek ich tutaj
zgromadzi.
- Co zrobimy z Reginem? - spyta tonem, ktry uci wszelkie szmery.
Bakan umiechn si.
- Myl, e ten modzieniec odebra niez lekcj. Musiaby by gupcem, eby znw
prowokowa Sone.
Pozostali potakiwaniem i sowami wyrazili, e zgadzaj si z t opini.
- Potrzebna jest jednak jaka kara - przypomnia im Lorlen.
- Regin nie zama adnego z praw - zaprotestowa Garrel. - Balkan pozwoli mu
wiczy t strategi z kolegami z grupy.
- Napadanie na innego nowicjusza niezupenie zgadza si z nasz definicj wicze"
- odpar Lorlen. - To niebezpieczne i nieodpowiedzialne.
- Zgadzam si - oznajmia z moc Vinara. - I wanie za to powinien ponie kar.
Magowie wymienili spojrzenia.
- Regin korzysta z dodatkowych lekcji sztuk wojennnych - powiedzia Balkan. -
Poniewa to one okazay rdem kopotw, wstrzymam je na... trzy miesice.
Lorlen zacisn usta.
- Przeduybym to do polowy drugiego roku. Do tego czasu jego klasa powinna
zaliczy wszystkie lekcje z honoru i uczciwoci.
Patrzc na Rothena. Lorlen zauway, e mag podnosi rk, eby podrapa si po
nosie i ukry umiech. Garrel spochmurnia, ale nic nie powiedzia. Kcik ust Balkanu unis
si nieco do gry.
- Doskonale - zgodzi si Wojownik. - A zatem do egzaminw procznych drugiego
roku.
Lorlen spojrza na pozostaych magw. Kiwali gowami na znak zgody.
- A zatem wszystko postanowione.
Jerrik westchn, rozejrza si po zebranych i wystpi na rodek gabinetu.
- Jeli na tym koniec, to chtnie wrc do pracy.
Mistrz Sarrin i Mistrzyni Vinara rwnie podnieli si ze swoich miejsc i wyszli
razem z Rektorem. Za nimi gabinet opuci Mistrz Garrel. Balkan przyglda si uwanie
Rothenowi, i powiedzia do niego:
- Szkoda, e Sonea nie wykazuje zainteresowania sztukami wojennymi. Rzadko
zdarzaj si Wojowniczki o takiej mocy... i pomysowoci.
Rothen odwrci si do Wojownika.
- Nie ukrywam, e ten brak entuzjazmu wcale mnie nie dziwi - odrzek.
- Czyby j zniechca? - W gosie Balkana pobrzmiewaa ostrzegawcza nuta.
- Bynajmniej - odpar spokojnie Rothen. - Zniechci j pewien incydent na placu
Pnocnym i wtpi, bym mg tu cokolwiek zmieni, nawet gdybym chcia. Przekonanie jej,
e nie jestemy krwioerczymi potworami zajo mi wystarczajco duo czasu.
Balkan umiechn si krzywo.
- Mam nadziej, e przynajmniej to ci si udao.
Rothen westchn i odwrci wzrok.
- Czasem mam wraenie, e tylko mi na tym zaley.
- Niech pozostaych nowicjuszy bya do przewidzenia i bdzie zapewne trwaa,
dopki ona nic skoczy Uniwersytetu. Sonea musi nauczy si jako sobie z tym radzi.
Przynajmniej tym razem posuya si magi, a nie mniej uczciwymi umiejtnociami.
Rothen wbi w Wojownika niechtne spojrzenie spod zmruonych powiek. Balkan
wytrzyma jego wzrok. Czujc napicie midzy dwoma magami, Lorlen uderzy lekko doni
w blat biurka i powiedzia:
- Zadbajcie o to, eby ograniczali te swoje potyczki do areny - powiedzia. - Gdyby
co takiego zdarzyo si w samym lesie, mgby spon. Ja za mam do roboty i bez takich
katastrof. A teraz, jeli aska... - Obiema rkami wskaza im drzwi. - Chciabym odzyska mj
gabinet!
Magowie skonili gowy. Mamroczc przeprosiny, wyszli na korytarz. Kiedy drzwi
wreszcie si za nimi zamkny, Lorlen wda westchnienie ulgi pomieszanej z irytacj.
Magowie!
ROZDZIA 17
WIETNY KOMPAN
Ze cieek w ogrodzie odgarnito nieg, ale na nagich gaziach drzew wci
utrzymyway si biae czapy. Rothen patrzy na gmach Uniwersytetu. Z parapetw zwieszay
si sople, przydajc im urody. Rothen wprowadzi! Sone do holu, poniewa kiedy doszli do
bram budynku, znw zaczo pada.
- Rothen?
- Dorrien.
- Mam nadziej, e masz w pokoju tuzin kul cieplnych. Jest niewiarygodnie zimno.
Zimniej ni kiedykolwiek, odkd sigam pamici. Jestem ju prawie pod bram.
Rothen spojrza na Sone. Wpatrywaa si w ulic.
- To on - mrukna.
Rothen wyty wzrok i dostrzeg zbliajcego si ku nim samotnego jedca, ktry
unis rk i jedno skrzydo bramy zaczo si uchyla do rodka. Zanim otwary si podwoje
Gildii, jedziec popdzi konia do galopu. Mag okry trawnik, a jego zielona szata
powiewaa na wietrze. Na czerwonej od mrozu twarzy Dorriena malowa si promienny
umiech.
- Ojcze! - Dorrien przerzuci nog przez siodo i zeskoczy lekko na ziemi, gdy tylko
ko si zatrzyma.
- Ale si popisujesz, Dorrienie - przywita go sucho Rothen, schodzc powoli po
stopniach gmachu. - Pewnego dnia spadniesz na twarz.
- I to z pewnoci tu u twoich stp - odpowiedzia Dorrien chwytajc ojca w ramiona
i niemal zatapiajc go w zieleni swej szaty. - eby mg powiedzie a nie mwiem?".
- Wcale bym tak nie powiedzia - odpar Rothen z niewinn min.
- Owszem, powiedziaby... - Bkitne oczy Dorriena wyjrzay znad ojcowskiego
ramienia. - A wic to jest twoja nowa uczennica.
- Soneo.
Rothen skin ku niej rk, wic zesza po schodach.
Dorrien wcisn wodze ojcu do rki i podszed do niej.
Jak zwykle na widok umiechu syna po tak dugiej rozce Rothen poczu ukucie
smutku. Kiedy Dorrien zachowywa si najbardziej czarujco, najboleniej przypomina
Rothenowi zmar on. Chopak odziedziczy po matce rwnie olbrzymi mio do
lecznictwa.
To ju nie jest chopiec, upomnia sam siebie Rothen. Dorrien przed kilkoma
miesicami skoczy dwadziecia cztery lata. By dorosym mczyzn. W jego wieku,
pomyla Rothen, miaem ju on i syna,
- Witaj, pani Soneo.
- Witaj, Mistrzu Dorrienie - odpowiedziaa, kaniajc si z wdzikiem.
Pojawi si tymczasem stajenny, ktremu Rothen mg wreszcie przekaza konia.
- Dokd maj zosta dostarczone bagae, panie? - spyta sucy.
- Do mojego mieszkania - odrzek Rothen. Stajenny pochyli gow i odprowadzi
wierzchowca.
- Chodmy ju z tego zimna - zaproponowa Dorrien.
Rothen potakn i ruszyli po schodach Uniwersytetu.
Kiedy weszli do ciepego wntrza, Dorrien westchn.
- Mio przyjecha do domu - powiedzia. - Co tu sycha, ojcze?
Rothen wzruszy ramionami.
- Spokj, jak zwykle... A wszystkie problemy zeszego roku dotyczyy nas. -
Umiechn si do Sonei. - O czym doskonale wiesz.
Dorrien rozemia si.
- Owszem. A co sycha u Ambasadora Dannyla?
- Nie odzywa si do mnie od kilku miesicy, wczeniej jednak dostaem par listw i
skrzynk elyskiego wina.
- Co ci zostao?
- Owszem.
- Wreszcie jaka dobra wiadomo. - Dorrien zatar rce. - A co sycha na pnocnym
wschodzie?
Tym razem to Dorrien wzruszy ramionami
- Nic szczeglnego. Najwaniejszym wydarzeniem w ubiegym roku bya zimowa
gorczka. No i jak zwykle paru wieniakw mimo wszystko usiowao pracowa i nabawio
si jeszcze na dodatek zapalenia puc. Ponadto kilka wypadkw, par starszych osb zmaro,
kilkoro dzieci ich zastpio. Och. a poza tym jeden z pasterzy reberw przyszed do mnie z
oparzeniami. Twierdzi, e zaatakowa go Krl Sakanw, jak nazywaj to miejscowi.
Rothen zmarszczy brwi.
- Krl Sakanw? To chyba bardzo stary przesd o duchu zamieszkujcym gr
Kanlor?
- Owszem, a sdzc po obraeniach, chopak po prostu przypadkiem wysypa na siebie
troch rozarzonych drewienek.
Rothen zamia si.
- Modzi chopcy miewaj zdumiewajc wyobrani, kiedy nie chc si przyzna, e
zrobili co zego albo gupiego.
- Jego opowie bya istotnie zajmujca - przytakn mu Dorrien. - Chopak doskonale
sobie wymyli tego Krla Sakanw.
Rothen umiechn si. Komunikacja mentalna jest zbyt uboga, jeli chodzi o takie
rozmowy. O wiele przyjemniej rozmawia si twarz w twarz. Ktem oka obserwowa Sone
zerkajc ku jego synowi. Kiedy Dorrien odwrci si na chwil, by zajrze do sali jadalnej,
odwaya si na dokadniejsze ogldziny.
Dorrien zauway, dokd kieruje si wzrok Rothena, i odwrci si ku niej. Przyja to
jako zaproszenie do rozmowy.
- Czy miae trudn podr?
Dorrien jkn.
- Okropn. Burze niene w grach i niekoczcy si nieg przez cay czas. Ale kiedy
Gildia wzywa, trzeba i, nawet, jeli oznacza to, e musisz zuy ca swoj energi na
przekopywanie si przez zaspy i ochranianie siebie i konia przed zamarzniciem.
- Nie moge zaczeka do wiosny?
- Wiosna to najbardziej pracowity okres dla pasterzy. Rebery rodz mode, chopi
ciko pracuj, zdarzaj si wypadki. - Pokrci gow. - To nie jest dobry czas na podre.
- A lato?
Dorrien znw potrzsn gow.
- Zawsze znajdzie si kto z udarem sonecznym lub oparzeniami. Nie mwic ju o
letnim kaszlu.
- No to jesie.
- Czasy zbiorw.
- Czyli zima jest najlepsza por.
- A ludzie z odmroeniami? Poza tym przebywanie przez kilka miesicy w domu te
moe spowodowa problemy zdrowotne, nie mwic...
- Nie ma, zatem dobrej pory, zgadza si?
Rozemia si.
- Nie ma.
Wyszli tyln bram Uniwersytetu i przeszli w sypicym niegu do Domu Magw.
Sonea uniosa ze zdziwieniem brwi, kiedy Dorrien wstpi na wykadan specjalnymi
pytkami cz podogi i poszybowa w gr klatki schodowej.
- Czyby wci jeszcze korzysta ze schodw, ojcze? - Dorrien zaoy rce na piersi
i pokiwa gow. - Zao si, e nadal prawisz wszystkim kazania na temat lenistwa i
wicze fizycznych. Co z wiczeniem umiejtnoci, a nie tylko ciaa?
- Jestem zaskoczony, e masz jeszcze siy na lewitacj po caej podry - zauway
Rothen.
Dorrien wzruszy ramionami. Rothen przyjrza mu si uwanie i zauway na twarzy
syna zmarszczki wysiku. Popisuje si. pomyla. Yaldin wyrazi kiedy opini, e Dorrien
wytargowaby wen od rebera, gdyby si tylko postara.
Spojrza na Sone. Wpatrywaa si w stopy Domena, zapewne wyczuwajc znajdujcy
si pod nimi dysk energii magicznej.
Dotarli do szczytu schodw i Dorrien z wyran ulg uczyni krok na pitro. Obrzuci
Sone badawczym spojrzeniem.
- Czy mj ojciec pokaza ci ju, jak si lewituje?
Pokrcia gow.
- W takim razie bdziemy musieli to naprawi. - Dorrien posia Rothenowi pene
nagany spojrzenie. - To bardzo przydatna umiejtno.
- eby robi wraenie na modych damach?
Dorrien zignorowa t uwag. Rothen umiechn si i poprowadzi ich ku drzwiom
swojego apartamentu. Weszli do ciepego salonu, gdzie powitaa ich Tania.
- Czy napij si pastwo grzanego wina?
- Pewnie! - zawoa Dorrien.
- Ja dzikuj - odpowiedziaa Sonea, zatrzymujc si w drzwiach. - Musz jeszcze
nauczy si trzech rozdziaw z lecznictwa.
Dorrien wyglda tak, jakby zamierza zaprotestowa, po czym najwyraniej zmieni
zdanie.
- Zbliasz si do koca pierwszego roku, prawda Soneo?
- Owszem. Za dwa tygodnie egzaminy.
- Mnstwo nauki.
Przytakna.
- Owszem. Musz, wic powrci do nauki, eby nie mie zalegoci. Bardzo si
ciesz, e ci spotkaam, Mistrzu Dorrienie.
- Mnie rwnie byo bardzo mio, Soneo. - Dorrien unis kieliszek. - Mam nadziej,
e bdziesz nam towarzyszya w kolacji.
Cicho zamkny si za ni drzwi. Dorrien patrzy jeszcze przez chwil w tamt stron.
.- Nie mwie, e ona ma krtkie wosy.
- Rok temu byy jeszcze krtsze.
- Wyglda na niezwykle delikatn - zaspi si Dorrien. - Spodziewaem si kogo...
lepiej zbudowanego, tak bym to uj.
- Nie widziae, jaka bya chuda, kiedy j tu przyprowadzilimy.
- Och - Dorrien spowania. - Wychowana w slumsach. Nic dziwnego, e jest taka
niewysoka.
- Moe i niewysoka - zgodzi si Rothen - ale na pewno nie saba. A ju na pewno nie,
jeli chodzi o moc magiczn. - Przez chwile przypatrywa si synowi. - Mam nadzieje, e
umilisz jej nieco czas. Od lata jej myli zajte s wycznie nauk oraz problemami, jakich
nastrczaj jej inni nowicjusze.
W oczach Dorriena pojawiy si na powrt wesoe iskierki.
- Zaj jej czas? Myl, e mog si podj tego zadania... Jeli uwaasz, e nie uzna
wiejskiego Uzdrowiciela za okropnego nudziarza.
Gwna ulica miasta Kiko nieprzerwan spiral okraa wulkaniczn wysp,
prowadzc a do siedziby Cesarza Vindonw na samym jej szczycie. Miasto zostao tak
zaprojektowane, jak wyjani Dannylowi przewodnik, aby zmyli i spowolni ewentualnych
najedcw. Ulic t przechodziy ponadto witeczne parady - dziki jej usytuowaniu
wszyscy mieszkacy mieli moliwo podziwiania ich.
Kiedy Dannyl i Tayend przybyli do miasta, odbywao si wanie wito zbiorw,
ktre miao trwa jeszcze przez trzy dni. Zadania, ktre Lorlen powierzy Errendowi, byy
niezbyt wielkiej wagi, ale za to liczne. Dannyl nie mg si jednak nimi zaj przed kocem
wit, tote od momentu przybycia przyjaciele spdzali czas, odpoczywajc w Domu Gildii.
Wychodzili jedynie po to, by przyjrze si przedstawieniom ulicznym albo kupi wino i
lokalne smakoyki. Przez wikszo dnia gwn ulic wypeniay witujce tumy,
piewacy, tancerze i muzycy, w zwizku, z czym trudno byo si dokdkolwiek szybko
przedosta. Dao si jednak omin procesje, idc po stromych schodach czcych kolejne
zakrty spiralnej drogi. Nie bya to atwa trasa, zwaszcza pod gr, kiedy wic dotarli do celu
swojej wdrwki: sklepu handlarza winem przy gwnej ulicy, kilka poziomw powyej
Domu Gildii, Tayend dysza ciko.
Modzian opar si o cian budynku i machn rk na Dannyla.
- Odpoczn tutaj - jkn. - Ty id po wino.
Z procesji natychmiast wystpia dziewczyna niosca bransolety z kwiatw, podesza
do uczonego i usiowaa go namwi, eby kupi kilka, miao vindoskich kobiet
wzbudzaa u Tayenda mieszane uczucia, ale przewodnik uspokoi go, e owa otwarto jest tu
uwaana za przejaw dobrych manier.
Dannyl zostawi Tayenda z dziewczyn, wszed do sklepu i zaj si wybieraniem
wina. Wiedzc, e przyjaciel chtnie napije si czego dobrze znanego, naby kilka butelek
trunku pochodzcego z Elyne. Jak wikszo Vindonw kupiec mwi nieco po kyraliasku:
przynajmniej tyle, eby poda cen, ale zbyt sabo, by si targowa.
Kiedy sprzedawca pakowa butelki do skrzynki, Dannyl podszed do niszy okiennej.
Dziewczyna z kwiatami ju si oddalia. Tayend nadal opiera si o cian budynku. Sta z
zaoonymi rkami, obserwujc grup akrobatw.
Nagle zza wga wysuna si jaka rka chwycia modzieca za rami i pocigna w
cie.
Dannyl wychyli si przez okno i zamar. Tayend sta przycinity do muru w zauku
za sklepem. Niechlujny Vindon z wosami w strkach trzyma go za szyj, a drug rk
przyciska do jego boku n.
Blady z przeraenia modzieniec wpatrywa si w zbira.
Usta mczyzny poruszyy si. Zada pienidzy, domyli si Dannyl. Zrobi krok w
kierunku drzwi, ale zawaha si. Co si stanie, jeli zbir ujrzy maga? Wyobrania Dannyla
szalaa. Ju niemal widzia, jak zbir porywa uczonego jako zakadnika... ucieka z nim... wbija
mu n w pier, kiedy tylko znajd si poza zasigiem wzroku Dannyla. A jeli Tayend odda
mu sakiewk, ten czowiek moe wzi pienidze i pj sobie.
Oczy modzieca powdroway ku oknu i napotkay wzrok Dannyla. Mag wskaza
ruchem gowy zbira i wyszepta, poruszajc wyranie wargami: Daj mu to". Tayend
zmarszczy brwi.
Widzc zmian wyrazu twarzy swojej ofiary, rzezimieszek te spojrza w okno.
Dannyl uskoczy, klnc pod nosem. Czy ten czowiek go dostrzeg? Ostronie wyjrza zza
futryny.
Tayend wydobywa z kieszeni sakiewk pen monet. Napastnik porwa j i zway w
rce, po czym z triumfalnym umiechem wrzuci do swojej kieszeni. A nastpnie szybkim
ruchem wbi n w bok modzieca.
Przeraony Dannyl wybieg na ulic. Tayend sania si zgity w p, z rany pyna
krew. Ujrza, e napastnik szykuje si do kolejnego ciosu. Dannyl sign po magi. Na
widok maga na twarzy zbira pojawi si wyraz zaskoczenia i zgrozy; chwil pniej
mczyzna szybowa w powietrzu. Przelecia przez ulic, uderzy o cian przeciwlegego
budynku i z nieprzyjemnym trzaskiem upad na bruk. Uczestnicy procesji rozbiegli si we
wszystkie strony. Dannyl przez chwile patrzy na lecego mczyzn ze zdumieniem i
przestrachem. Nic zamierza reagowa tak gwatownie. Saby jk Tayenda oderwa go jednak
szybko od rzezimieszka. Skoczy ku modziecowi, chwyci go, zanim ten upad, i uoy
ostronie na ziemi. Rozdar zakrwawion koszul i pooy do na ranie.
Zamkn oczy i skupi myli. Cicie byo gbokie; n przeora yy, arterie i narzdy
wewntrzne. Dannyl przyzwa moc uzdrawiajc i skupi j na uszkodzonych tkankach.
Odwraca bieg krwi, zmusza narzdy do zrastania si, skania ciao Tayenda, by odrzucio
brud z ostrza noa. Uzdrowiciele zazwyczaj pracuj do momentu, kiedy rana si zamknie,
musz, bowiem oszczdza moc ze wzgldu na innych pacjentw, ale Dannyl nic ustawa w
wysikach, dopki na ciele modzieca nie pozostaa jedynie blizna. Nastpnie, nie zdejmujc
rki z rany, wsucha si w to ciao, tak jak go uczono, sprawdzajc, czy wszystko dziaa jak
naley.
Docieray do niego najrniejsze sygnay. Serce Tayenda bio jak oszalae. Minie
byy napite. Nagle umys Dannyla ogarno odczucie ulgi i przeraenia. Mag zachmurzy si.
Resztek strachu mg si spodziewa, ale w tym przeraeniu byo co dziwacznego.
Odruchowo przeskoczy na poziom mylowy i w tej samej chwili zalay go okruchy myli
Tayenda.
Moe nie zauway... Nie, za pno! Pewnie ju zauway. Odrzuci mnie. Magowie z
Kyralii tacy s. Myl, e jestemy zboczeni. Nienaturalni. Nie! On zrozumie. Mwi, e wie,
jak to jest. Ale on nie jest takim mczyzn... a moe jednak? Moe to ukrywa. Nie, nie moe
by. Jest kyraliaskim magiem. Ich Uzdrowiciele wykryliby to, wyrzuciliby go...
Zaskoczony Dannyl wycofa si z umysu chopaka, ale nie otwiera oczu i nie
zdejmowa doni z boku Tayenda. Wic dlatego odmawia leczenia. Ba si, e Dannyl
wyczuje... e on jest jak Dem Agerralin. Tayend poda mczyzn.
W mylach maga pojawiy si wspomnienia z ostatnich kilku miesicy. Przypomnia
sobie dzie po ataku morskich pijawek. Tayend znalaz dwie owinite wok siebie i wok
liny, jeden z eglarzy zauway to.
- Mno si - powiedzia.
- Ktra z nich to on, a ktra ona? - spyta Tayend.
- Nie ma. Takie same.
Tayend unis brwi i spojrza na eglarza ze zdumieniem.
- Naprawd?
Marynarz odszed poszuka patelni z siyo, a Tayend wpatrywa si w pijawki.
- Wam to dobrze - powiedzia.
Dannyl pamita te rozmow z Lirrendem w Elyne. To najmodszy syn
Tremmeina... uczony, o ile si nie myl. Nie widuje si go duo na dworze... cho
spotykaem go w towarzystwie Dem Agerralina... czowieka o podejrzanych konszachtach".
A potem sam Dem Agerralin: Bardzo nas wszystkich intrygujesz..."
Nas?
I sam Tayend w Paacu: Dwr Elyne jest przeraajco dekadencki, ale zarazem
panuje tu cudowna swoboda. Kady powinien wrcz mie jakie ciekawe lub dziwaczne
zwyczaje".
No i ten jego niepokj przez cay czas ich pobytu w Lonmarze.
Dannyl wiedzia, e sceny, ktre widzieli na placu Sdu, byy dla jego przyjaciela
szokiem, ale sdzi, e Tayend zapomni w kocu o tym i bdzie si dobrze bawi w dalszych
przygodach". Mody uczony tymczasem pozostawa wyciszony i lkliwy.
A teraz, oczywicie, zamartwia si moj reakcja. Kyralianie nie syn z tolerancji dla
takich ludzi jak on, wiem o tym a za dobrze. Nic dziwnego, e bal si Uzdrawiania.
Najwyraniej wierzy, e Uzdrowiciele czuj, e mczyzna poda mczyzny, jakby to bya
choroba.
Dannyl zmarszczy brwi. Co ma teraz zrobi? Da Tayendowi do zrozumienia, e zna
jego sekret, czy te udawa, e nic nie zauway?
Nie mam pojcia. Musz si zastanowi. Na razie... udam, e nic nie wiem.
Otworzy oczy i napotka utkwiony w sobie wzrok
Tayenda. Umiechn si i zabra rk.
- Jak...
- Panie?
Dannyl unis gow i zobaczy, e wok nich zebra si spory tum. Czowiekiem,
ktry si do niego odezwa, by vindoski gwardzista. Inni wypytywali stojcych wok
gapiw. Jeden obmacywa lecego na ziemi zbira, po czym wyj mu z doni sakiewk
Tayenda.
Gwardzista stojcy najbliej Dannyla trci nog zakrwawiony n lecy koo stp
modzieca.
- Nie bdzie ledztwa - powiedzia, patrzc na maga z lekkim przestrachem. - Ludzie
mwi, e ty zabi zy czowiek. Ty dobrze zrobi.
Dannyl spojrza ku tumowi i dostrzeg wybauszone oczy zbira. Nie yje. Poczu
dreszcz na sam myl o tym. Bdzie musia przemyle wiele spraw. Kiedy gwardzista
odszed. Dannyl zwrci si znw do Tayenda, przygldajc mu si uwanie:
- Dobrze si czujesz?
Jego przyjaciel potakn gorliwie.
- Jeli nie liczy faktu, e wci si trzs.
Sprzedawca win tkwi w drzwiach sklepu, a na jego twarzy malowaa si niepewno i
lk. Obok niego stal mody chopak ze skrzynk wina w ramionach.
- Chodmy, zatem. I nie zapomnijmy naszego wina. Nie wiem, jak ty, ale ja chtnie
si napij.
Tayend zrobi kilka niepewnych krokw, ale wkrtce najwyraniej odzyska wiar w
siebie. Gwardzista wcisn mu do rki sakiewk. Dannyl umiechn si, widzc min
modzieca, a nastpnie skin na pomocnika kupca i ruszyli w kierunku Domu Gildii.
Sowa na kartce lecej przed Sone zaczy nagle znika pod cikimi, czarnymi
kroplami. Rozejrzaa si, ale nikogo nie dostrzega w pobliu. Syszc kapanie kolejnych
kropli, uniosa gow i zobaczya unoszcy si nad ni ozdobny kaamarz.
Zza regau po jej lewej stronie dobiega chichot. Kaamarz poruszy si groc, e
wyleje swoj zawarto na jej szaty. Sonea zmruya oczy i wysaa w jego kierunku strza
mocy. Atrament natychmiast zaskwiercza i wysech, a kaamarz zacz arzy si na
czerwono. Poszybowa w stron pek, skd chwil pniej rozleg si skowyt.
Z ponur satysfakcj spojrzaa z powrotem na kartk - ale umiech natychmiast znik z
jej twarzy, kiedy zorientowaa si, e rwnie atrament na papierze zasycha. Wycigna
chusteczk i prbowaa zetrze kleksy. Po chwili wymamrotaa przeklestwo, poniewa
jedynie rozmazaa wiksze plamy.
- To niedobry pomys. Tylko pogarszasz sytuacj - odezwa si jaki gos nad jej
ramieniem.
Podskoczya i obrcia si: obok niej sta Dorrien. Odruchowo zamkna ksik.
Pokrci gow.
- No, to na pewno nie pomoe.
Sonea skrzywia si poirytowana i usiowaa wymyli jak byskotliw ripost, ale
on sign po ksik,
- Zobaczmy, co te tu mamy - powiedzia ze miechem. - Alchemia dla pierwszego
roku. Nawet nie warto tego ratowa.
- Jest z biblioteki!
Dorrien przekartkowa poplamion ksik i skrzywi si.
- Nie da si z tym nic zrobi - powiedzia, krcc gow. - Nie przejmuj si. Rothen
zamwi now kopi.
- Ale...
Dorrien unis brwi.
- Ale co?
- To kosztuje...
- ...duo pienidzy? - dokoczy za ni Dorrien. - To naprawd nie jest wielki
problem, Soneo.
Otworzya usta, eby zaprotestowa, ale szybko zrezygnowaa.
- Uwaasz, e to niesprawiedliwe, by on paci, tak? - Dorrien usiad na jednym z
krzese. - Bo nie ty zniszczya t ksik.
Sonea zagryza warg.
- Widziae ich?
- Minem nowicjusza dmuchajcego na poparzone palce i drugiego, ktry nis co,
co wygldao jak stopiony kaamarz. A kiedy zobaczyem ciebie usiujc ocali t ksik,
domyliem si reszty. - Usta drgay mu, jakby stara si nie rozemia. - Rothen uprzedzi
mnie, e masz grono wielbicieli.
Wpatrywaa si w niego, milczc. Rozemia si na widok jej miny, ale w jego
miechu pobrzmiewaa nutka goryczy.
- Ja te nie byem szczeglnie lubiany na pierwszym roku, wic troch rozumiem,
przez co przechodzisz. To cikie dowiadczenie, ale poradzisz sobie.
- Jak?
Odoy ksik na biurko i rozsiad si wygodnie.
- Zanim zaczn ci tumaczy, opowiedz mi, w jaki sposb zdyli ci nadokucza. Jeli
dowiem si o nich czego wicej, zwaszcza o tym Reginie, sprbuj ci pomc.
- Pomc mi? - Spojrzaa na niego z powtpiewaniem. - Nie moesz zdziaa wicej ni
Rothen.
Umiechn si.
- Moe nie, ale nie przekonamy si o tym, jeli nie sprbujemy.
Pocztkowo z niechci zacza opowiada mu o pierwszych dniach nauki, o Isse i o
tym, jak grupa zwrcia si przeciwko niej. Mwia, jak zabraa si do cikiej pracy, byle
tylko przeskoczy o poziom wyej, i jak okazao si, e Regin zrobi to samo, jak niewiele
pniej podrzuci do jej kuferka piro Narrona, by wszyscy pomyleli, e jest zodziejk. A
potem opisaa zasadzk w lesie.
- Nie wiem, dlaczego, ale wychodzc z tego zebrania starszyzny, miaam wraenie, e
chodzio im o co wicej, cho nie mam pojcia, o co - zakoczya. - Zadawali mi zupenie
inne pytania, ni si spodziewaam.
- A czego si spodziewaa?
Wzruszya ramionami.
- Pyta o to, kto zacz. A oni tylko chcieli wiedzie, czy nie byam zmczona.
- Wanie pokazaa, jak wielk masz moc, Soneo - zwrci jej uwag Dorrien. - To
jest dla nich znacznie waniejsze, ni jakie utarczki midzy tob i innymi nowicjuszami.
- Ale przecie zabronili Reginowi pobiera lekcje u Balkana a do poowy przyszego
roku.
- Och, musieli go jako ukara - Dorrien machn lekcewaco rk - ale nie to byo
powodem twojego przesuchania. Chcieli, oczywicie, eby potwierdzia jego opowie, ale
przede wszystkim pragnli pozna twoje ograniczenia.
Sonea wrcia mylami do tamtego wieczora i skina powoli gow.
- Z tego, co syszaem, jeste ju potniejsza od wielu nauczycieli z niszych klas -
cign Dorrien. - Niektrzy wierz, e poniewa twoja moc rozwina si wczenie, nie
wzronie ju znaczco, ale s te tacy, ktrzy uwaaj, e bdziesz nadal powiksza moc i
dorwnasz Lorlenowi. Kto wie? To i tak nie ma znaczenia, dopki nic nauczysz si ni
posugiwa.
Dorrien nachyli si ku niej i zatar rce.
- Magowie musz si wreszcie przekona, e Regin z przyjacimi uwzili si na
ciebie. Niestety mog dziaa tylko wtedy, jeli maj dowody. Musimy, wic da im dowody.
Myl, e zaczniemy od przekonania ich, e Regin podrzuci to piro do twojego kuferka.
- Jak?
- Hmmm... - Dorrien opar si znowu wygodnie i stuka palcami w okadk ksiki. -
Najlepszym sposobem byoby sprowokowanie go, by jeszcze raz chcia zrobi z ciebie
zodziejk, jeli wtedy by si go przyapao, wszyscy musieliby przyzna, e poprzednio te
mg ci wrobi. Trzeba si jednak przy tym postara, eby nikt nie uzna, e to my wrabiamy
Regina...
Kiedy zaczli przerzuca si pomysami, Sonea poczua nagy przypyw nadziei.
Moe Dorrien istotnie zdoa jej pomc. By zupenie inny ni si spodziewaa. Prawd
mwic, by inny ni wszyscy magowie, ktrych dotychczas poznaa.
Chyba nawet go lubie, pomylaa.
ROZDZIA 18
PRZYJA
Sonea wesza do swojego pokoju i zamrugaa ze zdziwienia.
- Do nauki - oznajmi Dorrien. - Noc w noc lczysz nad ksikami. Mamy Dzie
Wolny, idziemy na spacer.
- Na spacer? - powtrzya ze zdumieniem.
- Na spacer - potwierdzi mody mag.
- Dokd?
- To - oczy Dorriena rozbysy - na razie pozostanie tajemnic.
Sonea zrobia min, jakby chciaa zaprotestowa, ale on pooy jej palec na ustach.
- Ciii - powiedzia. - adnych pyta.
Zdziwiona, a take nieco zirytowana zamkna drzwi i podya za nim korytarzem
Domu Nowicjuszy. Usyszaa za sob jaki szmer, wic obejrzaa si. Regin wyglda przez
uchylone drzwi pokoju z wrednym umiechem na ustach.
Odwrcia si i pospieszya na zewntrz za Dorrienem.
Soce wiecio jasno, mimo e wszdzie jeszcze zalegay gbokie niene zaspy.
Dorrien szed szybko, ledwie za nim nadaa.
- Daleko jeszcze do tego tajemniczego miejsca?
- Niedaleko - odpowiedzia z umiechem.
Niedaleko. Podobnie jak wikszo odpowiedzi Dorriena wiele jej to nie powiedziao.
Zacisna usta z mocnym postanowieniem, e nic bdzie zadawaa wicej pyta.
- Ile razy bya poza terenem Gildii, odkd tu zamieszkaa? - mag przerwa milczenie,
gdy doszli do Uniwersytetu.
- Kilka. Ale odkd zaczam nauk - ani razu.
- To przecie prawie sze miesicy! - Dorrien potrzsn gow. - Rothen powinien
zabiera ci na zewntrz. Niedobrze jest spdza cale ycie w zamkniciu.
Ta synowska krytyka rozbawia j. Nie potrafia sobie wyobrazi, eby Dorrien da si
zamkn na dugo w domu.
Na twarzy i doniach mia lekk opalenizn - zapewne spdza wiele godzin na socu.
Szed dalej dugim, spokojnym krokiem i musiaa przyspieszy, eby go dogoni.
Spodziewaa si, e bdzie modsz kopi ojca. Oczy Dorriena miay ten sam
jasnoniebieski kolor, co Rothena, ale rysy i sylwetk mia delikatniejsze. Najbardziej jednak
rnili si midzy sob usposobieniem. Ale czy na pewno? Rothen z zapaem uczy
nowicjuszy. Dorrien leczy oddanych mu pod opiek wieniakw. Caa rnica polegaa na
tym, e uprawiali inne dyscypliny i mieszkali w zupenie rnym otoczeniu.
- I gdzie wtedy bya?
- Kilka razy odwiedziam ciotk i wuja w slumsach - odpara. - Za kadym razem, gdy
tam szam, cz magw baa si, e sprbuj uciec.
- A mylaa kiedy o ucieczce, Soneo?
Zaskoczy j tym pytaniem, wic spojrzaa mu prosto w oczy. Patrzy na ni ze
spokojem, ale i powag.
- Zdarzao si - przyznaa, unoszc zawadiacko podbrdek.
Dorrien umiechn si.
- Nie wyobraaj sobie, e jeste jedyn nowicjuszk, ktrej to przychodzio do gowy -
powiedzia cicho. - Prawie kadego z nas nachodziy czasem takie myli... zwaszcza tu
przed egzaminami.
- Ty w kocu ucieke, prawda? - zauwaya Sonea.
Rozemia si.
- Moesz tak to nazwa.
- Ile lat ju pracujesz na wsi?
- Pi.
Dotarli do koca korytarza, przeszli przez Wielki Hol i dalej na schody.
- Tsknisz za Gildi?
Zamyli si.
- Czasami. Najbardziej tskni za ojcem, ale brakuje mi take lekarstw i wiedzy, ktra
tu jest pod rk. Oczywicie, jeli nie wiem, jak sobie poradzi z chorob, mog skonsultowa
si z Uzdrowicielami przebywajcymi tutaj, ale to dziaa powoli, a poza tym i tak zazwyczaj
nie mam na miejscu potrzebnych lekw.
- Czy tam, gdzie mieszkasz, te jest Dom Uzdrowicieli?
- Nie - rozemia si. - Mieszkam sam w niewielkim domku na wzgrzu. Ludzie
przychodz do mnie, kiedy potrzebuj leczenia, czasem ja ich odwiedzam. Zdarza si, e
musz podrowa przez wiele godzin i zabiera z sob wszystko, co moe by potrzebne.
Sonea chona wszystkie te informacje, idc za nim po kolejnych schodach. Kiedy
doszli na sam ich szczyt, zauwaya, e Dorrien nie ma nawet zadyszki, mimo e jej nieco
brakowao ju tchu.
- Tedy - ruszy gwnym korytarzem.
Znajdowali si na ostatnim pitrze Uniwersytetu. Zaintrygowana Sonea zastanawiaa
si, co te ciekawego moe si tu mieci.
Dorrien skrci w boczny korytarz. Po kilku zakrtach i przejciu przez niewielkie,
ewidentnie nieuywane pomieszczenie, zatrzyma si przed jakimi drzwiami i przesun
powoli rk po panelu wbudowanym w drewnian cian. Sonea usyszaa ciche trzaniecie i
drzwi otworzyy si do rodka. Dorrien gestem wskaza jej nieowietlone schody, a gdy
znaleli si w ciemnym przejciu, zapali nad ich gowami kul wietln.
- Gdzie jestemy? - zapytaa szeptem.
Tyle razy zakrcali, e niemal cakiem stracia orientacj. Wydawao jej si, e
znajduj si gdzie w pobliu frontu Uniwersytetu. Nad nimi nie byo kolejnych piter, tylko
cignce si coraz wyej schody.
- We wntrzu Uniwersytetu - odpowiedzia Dorrien z niewinnym umiechem.
- To akurat wiem.
Zamia si i ruszy dalej. Dotarli do kolejnych drzwi, ktre otwary si na znak
Dorriena tak samo jak poprzednie. Gdy tylko si uchyliy. Sonea poczua na skrze uderzenie
mronego wiatru.
- A teraz na zewntrz Uniwersytetu - powiedzia Dorrien, przestpujc przez prg.
Sonei zaparo dech w piersiach z zaskoczenia: staa na szerokiej ciece biegncej po
dachu!
Dach opada lekko, by nie zbiera si na nim nieg i woda.
Na samym rodku widziaa ogromne szklane sklepienie Wielkiego Holu, wok
obramowa szyb leao troszk biaych patkw. Dusze ciany gmachu zwieczone byy
ozdobnym szczytem, ktry tworzy solidn barierk na wysokoci pasa.
- Nie wiedziaam, e da si wyj na dach - przyznaa Sonea.
- Tylko kilku magom wolno tu przychodzi - wyjani Dorrien. - Zamki reaguj na
nasz dotyk. Prawo wstpu tutaj otrzymaem od Mistrza Garena, poprzednika Mistrzyni
Vinary. - Na twarzy Dorriena pojawi si tskny wyraz. - Kiedy moja matka zmara,
zaprzyjanilimy si... mona tak powiedzie. By chyba dla mnie jak dodatkowy dziadek.
Zawsze mia dla mnie czas. Uczy mnie, kiedy postanowiem...
Nagy podmuch wiatru zaguszy jego sowa i potarga ich szaty. Rbek szaty Sonei
uderzy j w twarz i w oczy. Signa na kark, ku zapince przytrzymujcej jej wosy. Obrcia
si twarz do wiatru, zapaa niesforne kosmyki i spia je mocno.
Wiatr jednak usta rwnie nagle, jak si pojawi. Wyczua tarcz, ktr Dorrien
wznis, eby ich osoni, podniosa, wic na niego oczy - wpatrywa si w ni rozradowanym
wzrokiem.
- Podejd tutaj - pomacha do niej.
Zbliy si do barierki, a Sonea za nim. Idc, zauwaya obkowania w powierzchni
dachu, ktre zapobiegay lizganiu si butw, kiedy jest mokro. Dorrien zatrzyma si mniej
wicej w poowie dugoci dachu. Sonea odgarna nieg z barierki i wychylia si, by
obejrze z gry teren Gildii. Gdy spojrzaa w d, lekko zakrcio jej si w gowie - bya
naprawd bardzo wysoko.
Po ciece spieszyli sucy, zmierzajc przez ogrd ku Domowi Uzdrowicieli.
Spomidzy wierzchokw drzew wznosi si dach okrgego budynku. Obrciwszy si w
prawo, Sonea ujrzaa przed sob Dom Nowicjuszy. Kopu, Siedmiouk i anie. Dalej byo
wzgrze Sarika, ktre porasta przyprszony teraz niegiem las. Na szczycie wzniesienia
wrd drzew dao si dostrzec zrujnowane pozostaoci wiey straniczej. Odwrcia si w
drug stron, by spojrze na reszt miasta i tereny poza nim. A po horyzont cigna si
bkitna wstga rzeki Tarali.
- Popatrz - zwrci jej uwag Dorrien - wida nawet barki na Tarali.
Osonia oczy doni i rzeczywicie - dostrzega dugi szereg paskich odzi
unoszcych si na rzece tu za granicami miasta. Na kadej z nich stali malutcy ludzie z
dugimi kijami, ktrymi odpychali si od dna rzeki. Sonea zmarszczya brwi.
- Mylaam, e rzeka jest gboka.
- Bliej miasta robi si gbsza - wyjani jej Dorrien - ale tam jest jeszcze
dostatecznie pytka, by mona byo pyn po niej barkami. Kiedy zbli si do miasta,
wypynie im naprzeciw d, ktra skieruje je do portu. Zapewne wioz towary z pnocnego
zachodu - zauway. - Widzisz t drog po drugiej stronie rzeki?
Sonea potakna. Obok bkitnej wstgi wia si cienka brzowa linia.
- Kiedy sprowadzone towary zostan wyadowane, goriny pocign barki z powrotem
w gr rzeki. A zwierzta w powrotnej drodze przynios nastpnie inne towary w d rzeki, s
wprawdzie powolniejsze, ale za to tasze. eby za dosta si tam, gdzie mieszkam,
musiaaby pojecha tamt drog - cign. - Po kilku dniach jazdy na horyzoncie ukazuj si
elazne Wzgrza.
Sonea spojrzaa w kierunku, ktry wskazywa. Wzdu dalekiej drogi rosy kpy
drzew, a za nimi a po horyzont cigny si pola.
Ogldaa mapy i wiedziaa, e te gry wyznaczaj granic midzy Kyrali a Saihak,
podobnie jak na pnocnym zachodzie Gry Szare strzeg granicy z Elyne. Kiedy tak
wpatrywaa si w daleki krajobraz, ogarno j dziwaczne uczucie. Gdzie tam s miejsca,
ktrych nigdy nie widziaa - o ktrych nawet nigdy nie mylaa - mimo e nale do kraju, w
ktrym si urodzia i mieszka. A jeszcze dalej s inne krainy, o ktrych dopiero zaczynaa si
uczy.
- Bye kiedy poza Kyrali?
- Nie. Ale moe kiedy pojad. Nigdy nie miaem powodu, a poza tym nie lubi
opuszcza mojej wioski na zbyt dugo.
- A co z Sachak? Mieszkasz niedaleko jednej z przeczy, prawda? Nigdy nie kusio
ci, eby tam podej i zajrze?
Pokrci przeczco gow.
- Kilku pasterzy si tam zapuszczao, eby zobaczy, czy jest gdzie wypasa stada.
Ale pono przez par dni jazdy nie ma po drugiej stronie miast. Jest tylko pustkowie.
- Pozostae po wojnie?
- Tak. - Skin gow. - Widz, e uwaasz na lekcjach historii
Wzruszya ramionami.
- To akurat jest ciekawe. Wszystko inne, jak Przymierze i powstanie Gildii, wydaje mi
si nieznonie nudne.
Rozemia si i odsun od barierki. Zbliyli si z powrotem do drzwi i wrcili do
maego pokoiku. Gdy zatrzymali si na chwil na szczycie schodw, Dorrien pooy Sonei
rk na ramieniu.
- No i... podobaa ci si moja maa niespodzianka?
Potakna.
- Owszem.
- Lepsze to od nauki?
- Jasne.
Umiechn si szeroko i zrobi krok przed siebie. Sonea stana jak wryta, kiedy run
w d klatki schodowej.
Chwil pniej jednak unis si znw na gr, podtrzymywany przez magiczny dysk.
Sonea przyoya do do piersi, czujc, e serce skacze jej jak szalone.
- Ale mnie przerazie! - zawoaa z wyrzutem.
Rozemia si.
- Chcesz si nauczy lewitacji?
Pokrcia gow przeczco.
- Oczywicie, e chcesz.
- Musz jeszcze przeczyta trzy rozdziay.
W jego oczach pojawiy si obuzerskie iskierki.
- Przeczytasz wieczorem. Chcesz si tego uczy na oczach pozostaych nowicjuszy?
Jeli ja ci teraz poka, na czym to polega, to nikt poza mn nie zobaczy twoich bdw.
Zagryza warg. Trafi w sedno...
- Nie bj si - zachci j. Rozoy szeroko rce i zacz si krci w kko. - Nie
wypuszcz ci std, jeli si nie zgodzisz.
Przewrcia oczami.
- Niech ci bdzie.
Dom Gildii w Kiko by zbudowany na stromym zboczu.
Z licznych balkonw roztacza si widok na morze, plae i dug, spiraln drog -
wci pen witujcych ludzi. W uszach Dannyla dwiczaa rytmiczna muzyka. W jednej
rce trzyma kieliszek elyskicgo wina, w drugiej butelk. Wypi yk, odszed od balustrady
balkonu i usiad W fotelu, stawiajc obok siebie wino. Rozprostowa nogi i zamyli si.
Jak zwykle myli zawiody go wprost do Tayenda.
Od czasu napadu uczony zachowywa si w jego obecnoci do dziwacznie i
najwyraniej czu si niezrcznie.
Mimo e Dannyl stara si postpowa tak, jakby nie zauway niczego
niecodziennego, Tayend najwyraniej nie by przekonany, e jego sekret pozosta tajemnic.
Modzieniec wierzy, e mag moe podczas uzdrawiania odkry fizyczne oznaki zdradzajce
jego preferencje, wic jedynym sposobem przekonania go, e jest inaczej, byoby
powiedzenie mu tego bez ogrdek. Co, oczywicie, zmusioby Dannyla do wyjawienia mu, e
i tak pozna t tajemnic.
Tayend obawia si, e Dannyl odrzuci jego przyja. By to uzasadniony lk. W
przeciwiestwie do Lonmarczykw Kyralianie, jakkolwiek nie skazywali nikogo na mier za
nieprzystojne" zachowanie, uwaali je za niepodane i nienaturalne.
Mczyni bywali karani odebraniem tytuw, a ich rodziny uwaano za skalane. Jeli
w rodzinie odkrywano kogo o takich skonnociach, najczciej wysyano go na prowincj,
by zarzdza pomniejszymi majtkami ziemskimi lub doglda niezbyt wanych interesw.
Dannyl sysza te o magach, ktrych w przeszoci karano za takie zachowanie. Nic
byli wprawdzie wyrzucani z Gildii, ale mao, kto chcia utrzymywa z nimi kontakty. Jemu
samemu mwiono, kiedy sta si obiektem podejrze podczas nowicjatu, e jeli pogoski
oka si prawd, moe nie ukoczy Uniwersytetu.
W cigu nastpnych lat robi, co mg, eby nie cign na siebie ponownie
podejrze. A od kilku dni nie mg si pozby natrtnej, niepokojcej myli, e skoro
skonnoci Tayenda s powszechnie znane w Elyne, cay dwr zapewne zastanawia si nad
jego preferencjami. Informacje z przeszoci dodadz tylko wiarygodnoci plotce, a o ile takie
spekulacje nie s niczym gronym w Elyne, to, jeli dotr do Gildii...
Dannyl pokrci gow. Spdzi kilka miesicy, podrujc z Tayendem zdy, wic
ju wystarczajco narazi na szwank swoj reputacj. Aby j poprawi, powinien zerwa
kontakty z Tayendem natychmiast po powrocie do Elyne. Powinien da asystentowi jasno do
zrozumienia, ze odkrycie jego natury napenio go odraz. Tayend to zrozumie, mwi mu
jaki gos przyczajony w gbinach jego umysu. Czy na pewno? pyta inny. Co jeli si
rozgniewa i napisze do Akkarina o poszukiwaniach prowadzonych przez Lorlena?
Nie, odpowiedzia ten pierwszy, jego uczciwo jako naukowca nie pozwoli na to. A
poza tym moe uda ci si zakoczy t przyja delikatnie, nie ranic jego uczu.
Dannyl spojrza krzywo na kieliszek z winem. Dlaczego zawsze dochodzi do takich
sytuacji? Tayend jest wietnym kompanem, czowiekiem, ktrego Danny ceni i polubi.
Czu wstyd na sam myl, e miaby zerwa t przyja z powodu lku, e do Gildii
dotr plotki. Z pewnoci znajdzie si sposb, by cieszy si towarzystwem modzieca bez
nadwerania reputacji. Niech plotkarze gadaj, co chc, pomyla, nie pozwol im rozbi
kolejnej tak obiecujcej przyjani. Jeli jednak w Gildii si dowiedz, mog si tak
rozgniewa, e zostanie odwoany ze stanowiska...
Nie, nie uczyni czego tak powanego z powodu zwykych pogosek. Wiedz, jaki
jest dwr w Elyne. Nie podejm adnych dziaa, dopki nie dowiedz si czego naprawd
godnego potpienia.
A nie dowiedz si, obieca sobie Dannyl. Oczywicie, nie udzi si, e uniknie
spekulacji na swj temat. Bdzie, zatem musia nauczy si z nimi y. Poradzi sobie z tym
ciarem. Moe nawet obrci to na swoj korzy...
- Nie zamierzasz chyba wypi tej butelki w samotnoci, prawda?
Dannyl niemal podskoczy na dwik tego gosu. Tayend sta w drzwiach
prowadzcych na balkon.
- Pewnie, e nie - odpowiedzia.
- To doskonale - ucieszy si. - Bo w przeciwnym razie zrobibym z siebie gupca,
przychodzc z tym. - Unis znaczco pusty kieliszek.
Kiedy mag nalewa mu wina, modzieniec wpatrywa si w niego, ale odwrci
natychmiast wzrok, kiedy ich spojrzenia si spotkay. Uczony podszed do barierki i zapatrzy
si w dalekie morze.
Ju czas, uzna Dannyl. Czas powiedzie mu prawd...i e nie zamierzam go
odepchn. Wzi gboki oddech.
- Musimy porozmawia - odezwa si niespodziewanie Tayend.
- Owszem - przytakn Dannyl, wac ostronie sowa. - Myl, e wiem, dlaczego
obawiae si uzdrawiania.
Tayend rzuci mu spojrzenie z ukosa.
- Powiedziae mi kiedy, e wiesz, jak ciko jest... takim jak ja.
- Ty za to mwie, e w Elyne jestecie akceptowani.
- I tak, i nie. - Tayend spojrza na swj kieliszek i wychyli go jednym haustem. - Z
pewnoci nikt z tego powodu nie zosta wydziedziczony - owiadczy oskarycielskim
tonem.
Dannyl skrzywi si.
- Kyralianie nie syn ze szczeglnej tolerancji. Jak wiesz, sam tego dowiadczyem.
Nie jestemy jednak cakiem uprzedzeni.
Tayend zmarszczy brwi.
- Miaem kiedy zosta magiem. Mj kuzyn przetestowa mnie i odkry potencja.
Miaem uda si na nauk do Gildii. - Wzrok modzieca sta si nieobecny i Dannyl
dostrzeg tsknot malujc si na jego twarzy. Potem jednak Tayend potrzsn gow z
westchnieniem. - A pniej usyszaem o twoim przypadku i uznaem, e niewane, czy plotki
byy prawdziwe, czy nie. Zrozumiaem, e nigdy nie zostan magiem. Gildia wszystko
odkryje i zostan odesany do domu.
Dannyl poczu nagle przypyw dziwacznego bezsilnego gniewu. Ze sw niezwyk
pamici i byskotliwym umysem Tayend zostaby znakomitym magiem.
- Jak zatem unikne wstpienia do Gildii?
- Powiedziaem ojcu, e nie chc jecha. - Tayend wzruszy ramionami. - On wtedy
jeszcze niczego nie podejrzewa. Potem jednak, kiedy zaczem si zadawa z pewnymi
ludmi, uzna, e mnie rozszyfrowa. Uwaa, e odrzuciem yciow szans, poniewa
miaem ochot folgowa obyczajom nieakceptowanym przez Gildi. Nigdy nie zrozumia, e
nie bybym w stanie ukry, jaki jestem. - Tayend wpatrywa si w pusty kieliszek, po czym
sign po butelk.
Napeni ponownie kieliszek i znw wypi go jednym ykiem.
- No c - powiedzia, kierujc wzrok ku morzu. - Jeli bdzie to dla ciebie jakim
pocieszeniem, wiedziaem od pocztku, e te plotki dotyczce ciebie nie mog by
prawdziwe.
Dannyl zamruga ze zdziwienia.
- Dlaczego mi to mwisz?
- Przecie gdyby by taki jak ja i nie mg nic na to po radzi, to Uzdrowiciele by to
wykryli, nieprawda?
- Niekoniecznie.
Modzieniec otworzy szeroko oczy.
- Nie chcesz chyba powiedzie...
- Oni czuj to, co fizyczne. I tylko to. Jeli w ciele mczyzny jest co, co sprawia, e
poda on innych mczyzn, to to odkryj, ale jeli nie.. Uzdrowiciele nie odkryj tego.
- Ale przecie syszaem... Mwiono mi, e Uzdrowiciele potrafi stwierdzi, co jest z
czowiekiem nie w porzdku.
- Potrafi.
- A zatem to... nie jest... nie w porzdku albo... - Tayend zamyli si, patrzc na
Dannyla. - W takim razie jak ty dowiedziae si o mnie?
Dannyl umiechn si.
- Twj umys krzycza o tym tak gono, e trudno byo nie zauway. Ludzie z
potencjaem magicznym, ktrzy nie nauczyli si nim posugiwa, bardzo czsto wysyaj
silne sygnay mentalne.
- Och. - Tayend odwrci wzrok, rumienic si nagle. - Jak duo... usyszae?
- Nieduo - zapewni go Dannyl. - Gwnie twj lk. Nie podsuchiwaem dalej. To
jest uwaane za przejaw zego wychowania.
Modzieniec pokiwa gow. Sta przez chwil zamylony, po czym dozna jakby
olnienia.
- Z tego wynika, e mogem wstpi do Gildii! - Zmarszczy brwi. - Chocia nie
wiem, czyby mi si tam podobao. - Podszed do fotela stojcego obok Dannyla. - Mog ci
zada osobiste pytanie?
- Oczywicie.
- Co naprawd wydarzyo si midzy tob a tym drugim nowicjuszem?
Dannyl westchn.
- Nic. - Zerkn na Tayenda i zauway, e uczony przyglda mu si wyczekujco. -
Niech ci bdzie. Opowiem ci wszystko po kolei. Nie byem szczeglnie lubiany. Nowi
studenci czsto szukaj wrd starszych pomocy w nauce, ale ja miaem problem ze
znalezieniem kogo, kto by mi pomaga. Syszaem rne opowieci o jednym ze starszych
chopakw, o tym, jak inni nowicjusze unikali go ze wzgldu na te historie, ale poniewa by
jednym z najlepszych w swojej grupie, postanowiem nie zwraca uwagi na pogoski. Kiedy
zgodzi si mi pomc, bardzo si ucieszyem. - Dannyl potrzsn gow. - Tymczasem w
mojej grupie by nowicjusz, ktry mnie szczeglnie nie znosi.
- Mistrz Fergun?
- Wanie. Obrzucalimy si wzajemnie obelgami, robilimy sobie kaway od
pocztku nauki. On te dowiedzia si plotek o moim pomocniku i postanowi je wykorzysta.
Wkrtce zostaem wezwany na przesuchanie przez starszyzn.
- I co si stao?
- Zaprzeczyem pogoskom, oczywicie. A oni uznali, e najlepszym sposobem na
powstrzymanie dalszych spekulacji bdzie rozdzielenie nas, zabroniono mi, zatem
utrzymywa kontakty z tym chopakiem. Dla nowicjuszy wygldao to jak potwierdzenie...
- Co si stao z tamtym nowicjuszem? Czy te plotki o nim okazay si prawdziwe?
- Skoczy Uniwersytet i wrci do domu. Tyle wiem. - Widzc zaciekawienie w
oczach Tayenda, doda szybko: - Nie. Nie powiem ci, jak si nazywa.
Tayend zrobi zawiedzion min.
- A co byo potem?
Dannyl wzruszy ramionami.
- Uczyem si dalej, wszelkimi siami starajc si nie ciga na siebie adnych
podejrze. W kocu zapomnieli o tym incydencie wszyscy z wyjtkiem Ferguna... i dworu w
Elyne, przynajmniej takie mam wraenie.
Tayend nie umiechn si, a jego czoo przeoraa gboka zmarszczka.
- Co zamierzasz zrobi teraz?
Dannyl nala sobie ponownie wina.
- Zwaywszy, e Grobowiec Biaych ez jest zamknity na czas uroczystoci, nie
mam wiele do roboty poza piciem i odpoczywaniem.
- A potem?
- Potem zapewne odwiedzimy Grobowiec.
- A potem?
- Zaley, co w nim znajdziemy. Ale zasadniczo wrcimy do Elyne.
- Nie to mam na myli. - Tayend patrzy mu prosto oczy. - Jeli zadawanie si z
nowicjuszem, ktry moe by, a moe nie by tak miujcym jak ja, przynioso ci tyle
kopotw, to przebywanie w towarzystwie czowieka znanego ze swoich preferencji musi by
znacznie bardziej niebezpieczne. Powiedziae, e musisz stara si unika wszelkich
podejrze. Mog wci pomaga ci w bibliotece, ale bd wysya wszystko, co znajd, przez
posacw.
Dannyl poczu, e co w nim pka. Nie spodziewa si, e taka propozycja wyjdzie od
Tayenda. Ogarno go poczucie winy na wspomnienie wczeniejszych myli o zakoczeniu
tej przyjani.
- O, nie - odpowiedzia - nie pozbdziesz si mnie tak atwo.
- Ale co bardziej moe narazi ci na podejrzenia ni zadawanie si z...?
- ...uczonym z Wielkiej Biblioteki - wpad mu w sowo Dannyl. - Cennym i
uytecznym asystentem. I przyjacielem. Jeli plotkarze maj zacz gada, to ju zdyli to
zrobi. A jeeli bdziemy porozumiewa si przez posacw, damy im wicej powodw do
podejrze.
Zaskoczony Tayend otworzy usta, eby co powiedzie, po czym potrzsn gow.
Spojrza na swj kieliszek i unis go ku Dannylowi.
- A zatem za przyja.
Dannyl z umiechem unis swj kieliszek.
Rothen przebiega palcem po grzbietach ksiek. Zatrzyma si na moment, kiedy
otworzyy si drzwi Biblioteki Magw, ujrza w nich Dorriena i podajc za nim Sone.
Zmarszczy brwi na ten widok. Sonea dopiero, co poprosia go o wypoyczenie kilku
ksiek z biblioteki, a teraz przychodzi tu z jego synem.
Mistrz Jullen zerkn na ni z ukosa i kaza jej zostawi kuferek na pce przy
drzwiach. Wyja ze skrzyneczki kilka kartek papieru i posusznie odoya j na wskazane
miejsce. Dorrien ukoni si bibliotekarzowi uprzejmie, po czym poprowadzi Sone midzy
regay. Rothen uzna, e najpierw znajdzie ksigi, a potem uda si za tamt par, tote
wznowi poszukiwania i w kocu dostrzeg pierwszy tom ze swojej listy kilka pek ni
powinien si on znajdowa. Wymamrota pod nosem par mao przyjemnych sw na temat
maga, ktry odstawi ksik w ze miejsce.
Ktem oka zauway, e kto podszed do Mistrza Julena, proszc o pomoc, nie uszo
rwnie jego uwadze, e w ssiedniej alejce Dorrien wda si w przyjazn pogawdk z
Mistrzem Galinem. Za nim rozleg si gony kaszel; obrci si i zobaczy Mistrza Garrela z
chusteczk przy ustach.
Moment pniej jego uwag odwrci krzyk.
- Regin! - warkn Galin, wchodzc w alejk.
Rothen zerkn pomidzy regaami ku biurku, za ktrym urzdowa Jullen. Sta tam
Regin.
- Tak, Mistrzu? - na twarzy chopaka maloway si niewinno i zdziwienie.
- Co woye do tego kuferka?
- Jakiego kuferka, Mistrzu?
Galin zmruy oczy.
- W czym problem. Mistrzu Galinie? - Garrel wyszed spomidzy regaw i podszed
do biurka Jullena.
- Wanie zauwayem, e Regin wzi co z biurka Mistrza Jullena i woy do tej
tutaj skrzyneczki. - Galin zdj z pki kuferek Sonei i postawi go na blacie przed Reginem.
Syszc szmer gosw. Rothen rozejrza si dookoa i zobaczy, e magowie
podchodz do stanowiska bibliotekarza, eby przyjrze si bliej temu, co si dzieje. Mistrz
Jullen wyszed spomidzy pek. Obrzuci wzrokiem zebranych magw i nowicjusza, a potem
jego wzrok pad na kuferek.
- Co tu si dzieje? To kuferek Sonei.
Galin unis brwi.
- Doprawdy? Bardzo interesujce - i powtrzy, co widzia.
Mistrz Jullen unis na to brwi w dezaprobacie.
- Moe zobaczymy, czego to z twojego dobytku zdaniem Regina tak bardzo poda
Sonea?
Regin zblad. Rothen poczu, e na twarz wypeza mu umiech. Omal nie krzykn,
kiedy poczu czyj do na ramieniu. Obrci si szybko i zobaczy Dorriena, w ktrego
oczach byszczay dobrze mu znane iskierki.
- Co ty narobi? - sykn do niego Rothen.
- Nic - odpar Dorrien z min niewinitka. - Regin wykona ca robot. Ja tylko
postaraem si, eby mia wiadka.
Syszc trzask zamka, Rothen znowu spojrza w kierunku Jullena, ktry wanie
wyciga z kuferka jaki czarny, byszczcy przedmiot.
- Mj dwustuletni kaamarz z Elyne - oznajmi bibliotekarz, marszczc czoo. -
Wartociowy, ale nieszczelny. Gratuluj, Reginie. Nawet gdyby Sonei udao si go jako
zwrci, jej notatki byyby zalane atramentem.
Regin patrzy z rozpacz na swojego mentora.
- On tylko chcia zniszczy jej notatki - oznajmi Garrel. - To gupi dowcip.
- Nie wierz - wtrci si Galin. - Gdyby tak byo, wylaby po prostu zawarto do
kuferka i zostawi kaamarz na biurku Mistrza Jullena.
Garrel spochmurnia, ale Galin nie spuszcza z niego oskarycielskiego wzroku.
Mistrz Jullen spoglda kolejno na zebranych wok magw, a nastpnie skierowa wzrok ku
pkom.
- Mistrzu Dorrienie! - zawoa.
Dorrien wyszed spomidzy regaw.
- Sucham?
- Znajd, prosz, Sone i przyprowad j tutaj.
Dorrien skin gow i wszed z powrotem midzy pki.
Rothen przyglda si Sonei, kiedy podesza do magw. Na jej twarzy malowaa si
ostrona podejrzliwo. Kiedy Jullen wyjani jej, co si stao, otwara szeroko oczy i rzucia
wcieke spojrzenie Reginowi.
- Obawiam si, e twoje notatki zostay zniszczone, Soneo - powiedzia Jullen,
przechylajc kuferek. Zajrzaa do rodka i skrzywia si. - Jeli chcesz, bd od teraz chowa
twoj skrzyneczk u siebie.
Spojrzaa na niego z zaskoczeniem.
- Dzikuj, Mistrzu Jullenie - powiedziaa cicho.
Zamkn kuferek i umieci go w szafce za biurkiem. Galin spoglda na Regina.
- Wracaj do nauki, Soneo. Regin i ja musimy uda si na rozmow z Rektorem.
Rzucia Reginowi jeszcze jedno spojrzenie, odwrcia si i znika z powrotem midzy
pkami. Dorrien zawaha si przez chwil, po czym ruszy za ni.
Galin zerkn na Garrela.
- Idziesz z nami?
Wojownik potakn.
Kiedy dwaj magowie i nowicjusz opucili bibliotek, Dorrien i Sonea podeszli do
Rothena. Na twarzach obojga malowa si wyraz nieskrywanej dumy. Rothen pokrci gow
i rzuci im ponure spojrzenia.
- To byo ryzykowne. Co jeli nie znalazby si wiadek?
Dorrien umiechn si.
- Przecie postaraem si, eby si znalaz. - Przyjrza si z uznaniem Sonei. - Udao ci
si wyglda na przekonujco zaskoczon.
Odpowiedziaa mu obuzerskim spojrzeniem.
- Byam zaskoczona, e si udao.
- Ech! - Dorrien przewrci oczami. - Nikt mi nie ufa! - Po chwili spowania i zwrci
si do ojca: - Czy zauwaye, kto odcign Jullena od biurka i odwrci uwag wszystkich
obecnych w bibliotece, kiedy Regin mia zaaranowa kradzie?
Rothen przypomnia sobie ogldan przed chwil scen.
- Garrel? Nie. To ju przesada. Regin po prostu wykorzysta sytuacj. To, e Garrel
poprosi o pomoc i zakaszla w tej samej chwili, kiedy Regin krad kaamarz, nie znaczy
jeszcze, e jest wspuczestnikiem jego dziecinnych kawaw.
- Moe i masz racj - powiedzia Dorrien. - Ale na twoim miejscu miabym na niego
oko.
- To dobrze - patrzc na ni niepokojco, przekrzywi lekko gow. - Zamierzam
odwiedzi pewne uroczysko, zanim wyjad. Przejdziesz si ze mn?
- A gdzie ono jest?
- W lesie.
Spojrzaa ku linii drzew.
- To kolejne z twoich sekretnych miejsc?
Dorrien umiechn si.
- Owszem. Tym razem naprawd tajne.
- Ach. Jeli mi je pokaesz, przestanie by takie tajne.
Zamia si.
- Racja. Ale to tylko miejsce, ktre lubiem, kiedy byem chopcem. Chowaem si
tam, gdy miaem kopoty.
- No, to pewnie czsto si tam krye.
- Jasne - wyszczerzy si do niej w umiechu. - Idziesz?
Zerkna na kuferek. Zamierzaa pj teraz do sali jadalnej.
- Nie zajmie nam to duo czasu?
Pokrci gow.
- Przyprowadz ci z powrotem na czas. Zdysz na egzaminy.
- Niech bdzie.
Ruszyli ciek wiodc do lasu. Idc u boku Domena, Sonea przypomniaa sobie
swj ostatni spacer t drog.
Bya zimna noc niemal przed rokiem, wtedy wci jeszcze uwaaa si za winia"
Gildii. Rothen uzna, e przyda si jej nieco wieego powietrza i ruchu. Niedaleko lasu trafili
na stary cmentarz, gdzie Rothen wyjani jej, co dzieje si z magami po mierci.
Wzdrygna si na to wspomnienie. Kiedy koczy si ycie maga, jego umys traci
kontrol nad moc. Magia, ktra pozostaje w ciele, poera je, zmieniajc ciao i koci w
popi i py.- Poniewa nie pozostaje nic, co mona by pogrzeba, magowie nie maj grobw,
ten cmentarz stanowi, zatem wielk zagadk.
Dorrien stawia dugie kroki, musiaa si, wic bardzo stara, by za nim nady.
Wspominaa rozmow, ktr toczyli poprzedniego wieczora; wiedziaa, e bardzo mu si
spieszy do domu, nie potrafia jednak odegna od siebie uczucia alu, e on nie zostanie tu na
duej. Przez ostatnie kilka tygodni czua si naprawd szczliwa. Rothen by wietnym
towarzyszem, ale Dorrien okaza si znacznie od niego ywszy i nie przepuci adnej okazji
do zabawy. Nauczy j lewitowa i gra w rozmaite gry. Wszystkie wymagay uywania
magii, wic Dorrienowi najwyraniej sprawiao rado, e wreszcie ma, z kim powiczy.
- Jak czuje si jedyny mag wrd zwykych ludzi? - spytaa.
Dorrien przez chwil zastanawia si nad odpowiedzi.
- Taka sytuacja daje wiele satysfakcji, ale stanowi rwnie spore wyzwanie. Ludzie
ani na moment nie zapominaj, e jeste inny, choby nie wiem jak si do nich zbliy. Czuj
si niezrcznie, poniewa robisz rzeczy, ktrych oni nie rozumiej. Niektrzy z chopw nie
pozwalaj si dotkn, mimo e bez wahania oddaj mi do leczenia swoje zwierzta.
Pokiwaa gow.
- Ludzie w slumsach myl tak samo. Boj si magw.
- Wikszo wieniakw lkaa si mnie na samym pocztku. Potrzebowali nieco
czasu, by mi zaufa.
- Czujesz si samotny?
- Czasami. Myl jednak, e warto, naprawd - dotarli ju do cieki i Dorrien skrci
w lewo. - To, co robi, jest waciwe. W tych grach mieszkaj ludzie, ktrzy ju by nie yli,
gdyby nie moja pomoc.
- wiadomo, e uratowae komu ycie, musi by wspaniaa.
Dorrien umiechn si.
- To najlepsze zastosowanie magii na wiecie. W porwnaniu z nim caa reszta to
zabawa i igraszka. Ojciec nie zgodziby si ze mn, ale zawsze uwaaem alchemi za
marnowanie mocy, a sztuki walki... co bd duo mwi.
- Alchemicy twierdz, e wynajduj i buduj rne rzeczy, dziki ktrym ycie ludzi
jest bezpieczniejsze i wygodniejsze - zauwaya Sonea. - A Wojownicy musz broni Kyralii.
Przytakn.
- Alchemikom rzeczywicie zdarza si wynale co poytecznego i oczywicie
magowie nie powinni zapomina sztuk obronnych. Ale nie potrafi do koca pogodzi si z
tym, e niektrzy po prostu si zabawiaj, zamiast pomaga innym. Chodzi mi o tych, ktrzy
cay czas powicaj swoim chwalebnym zainteresowaniom.
Sonea umiechna si na wspomnienie eksperymentw Dannyla z przenoszeniem
myli na papier - zarzuconych teraz przez niego z powodu wyjazdu do Elyne. Dorrien
prawdopodobnie nie pochwalaby jego zainteresowa.
- Jest za duo Alchemikw i za mao Uzdrowicieli - cign tymczasem Dorrien. - W
dodatku Uzdrowiciele powicaj swj czas tym, ktrzy maj pienidze i pozycj, poniewa
nie daj rady leczy wszystkich. Tak naprawd jednak kady nowicjusz uczy si podstaw
Uzdrawiania. Nie widz powodu, dla ktrego Alchemicy i Wojownicy nie mieliby powica
nieco czasu, by wesprze Uzdrowicieli. W ten sposb moglibymy pomc wikszej liczbie
ludzi, pomagam wszystkim, ktrzy tego potrzebuj: pasterzom, rzemielnikom, chopom,
podrnym. Nie wiem, dlaczego wszyscy inni Uzdrowiciele nie mieliby postpowa
podobnie Rzemielnicy paca przecie podatki, a cze ich pienidzy idzie na utrzymanie
Gildii. Powinni, wic mie moliwo korzystania z jej usug.
Dorrien mwi z pasj, jasne byo, e teraz opowiada o czym, w co wierzy ze
wszystkich si.
- A co z ludmi w slumsach? - spytaa ostronie.
Zatrzyma si na moment i spojrza jej prosto w oczy.
- Owszem - powiedzia, idc nieco wolniej ni przed chwil. - Aczkolwiek tu trzeba
by postpowa ostronie.
Zmarszczya brwi.
- Czyby?
- Slumsy to cz znacznie szerszego problemu, tote atwo byoby zmarnowa
mnstwo czasu i wysiku. One s, wybacz mi to, co powiem, jak wrzd na ciele miasta, ktry
jest objawem powaniejszej choroby. A wrzody nie znikn, dopki nie uleczy si choroby.
- Powaniejszej choroby?
- No c - Dorrien zerkn na ni badawczo - jeli pocigniemy dalej moje
porwnanie, to powiedziabym, e miasto rozroso si w grubego, oberajcego si
sodyczami, starego Wojownika. Jest on albo niewiadomy swoich zgubnych nawykw, albo
w ogle jest mu wszystko jedno, e obarstwo niszczy jego ciao, a brzuszysko wyglda
obrzydliwie. Dawno ju straci form, ale poniewa wrogowie nie pojawiaj si na
horyzoncie, siedzi sobie w fotelu i folguje swoim zachciankom.
Sonea wpatrywaa si w niego z autentycznym podziwem. Uwiadomia sobie, e z
jego sw wynika, e Krla i Domy charakteryzuje chciwo i lenistwo, a skutki takiego ich
trybu ycia odbijaj si na wszystkich mieszkacach - z bylcami wcznie. Dorrien rzuci jej
niepewne spojrzenie.
- Nie chc przez to powiedzie - doda szybko - e nie powinno si nic robi, gdy
problem nas przerasta, Powinno si co zrobi.
- Co na przykad?
Umiechn si.
- Och, nie zamierzam psu naszego spaceru gniewnym kazaniem. O, ju jestemy na
drodze.
Dorrien prowadzi j teraz koo domw starszych, emerytowanych rezydentw Gildii.
Kiedy doszli do koca wiodcej obok nich drogi, skrcili w las, a nieg trzaska pod ich
stopami. Sonea staraa si stawia kroki w zostawione przez niego lady.
Wkrtce znaleli si na pagrkowatym terenie. Ciki kuferek coraz bardziej utrudnia
Sonei przedzieranie si przez las, zostawia go, wic na pniaczku, zabezpieczywszy
magicznie. Wdrwka pod gr przyprawiaa j o lekk zadyszk.
W kocu jednak Dorrien przystan i opar si rk o pie olbrzymiego drzewa.
- To pierwszy znak rozpoznawczy. Zapamitaj to drzewo. Soneo. Trzeba i drog do
tego drzewa, a potem skrci na wschd i wspina si a do muru.
- Zewntrznego Muru?
Potakn. Sonea powstrzymaa jk. Zewntrzny Mur jest pono daleko w lesie.
Ruszyli znw pod gr prze/ kopny nieg. Chwil pniej poczua, e nie da rady dalej si
przedziera.
- Stj! - krzykna, gdy uznaa, e nogi nie ponios jej dalej.
Dorrien obrci si z umiechem. Z ulg zauwaya, e on te oddycha ciko.
Wskaza na stert pokrytych niegiem kamieni tu przed nimi.
- Mur.
Sonea gapia si na nieg, po czym zrozumiaa, e lece pod nim kamienie s w
rzeczywistoci olbrzymimi blokami skalnymi rozrzuconymi po lesie. Ta ruina to byo
wszystko, co pozostao z Zewntrznego Muru.
- A teraz - powiedzia Dorrien, nabierajc tchu - ruszamy znw na pnoc.
I zrobi, jak powiedzia, Sonea nie zdya nawet zaprotestowa. Nie musieli si ju
jednak wspina, zacza, wic odzyskiwa siy. W pewnym momencie Dorrien podszed do
kolejnej sterty kamieni, wspi si na ni i znik. Sonea podya za nim i chwil pniej staa
w niewielkim kamiennym krgu. Widzc rosnce wok gsto drzewa, zrozumiaa, e kiedy
tylko przyjdzie wiosna, licie ukryj to miejsce cakowicie. Po jednej stronie zagbienia po
kamieniach spywaa woda i zanim popyna dalej w d, tworzya niewielkie jeziorko.
Dorrien sta kilka krokw od niej, umiechajc si.
- To jest moje uroczysko. rdo. Std mamy wod w Gildii.
Podesza do niego i zobaczya, e woda wypywa ze szczeliny w skale.
- Pikne - powiedziaa. - Latem musi tu by wspaniale.
- Nie czekaj na lato - odpowiedzia Dorrien z byszczcymi oczami. - Tu jest
cudownie ju wiosn. Zazwyczaj zaczynaem tu przychodzi, kiedy tylko stopniay niegi.
Sonea usiowaa wyobrazi sobie Dorriena jako chopca wspinajcego si na wzgrze
i przesiadujcego tu samotnie. Chopca, ktry potem zosta nowicjuszem w Gildii, a jeszcze
pniej Uzdrowicielem. Postanowia, e ona te bdzie tu wraca. Tu bdzie przychodzi,
gdy zechce poby sama. Tu z dala od Regina i innych nowicjuszy. Moe o to wanie cay
czas chodzio Dorrienowi.
- O czyni mylisz, maa Soneo?
- Chciaabym ci podzikowa.
Unis brwi.
- Podzikowa mi?
- Za to, e sprowokowae Regina. I za to, e zabrae mnie na dach Uniwersytetu. -
Zamiaa si. - I za nauk lewitacji.
- Ach - machn lekcewaco rk. - To byo proste.
- I za to, e wreszcie dobrze si bawiam. Ja ju prawie uwierzyam, e w yciu maga
nie ma miejsca na rozrywki. - Umiechna si krzywo. - Wiem, e musisz wraca, ale auj,
e nie zostajesz duej.
Dorrien spowania.
- Mnie te bdzie ciebie brakowao, maa Soneo. - Podszed bliej i otworzy usta,
jakby chcia co powiedzie, ale nie odezwa si. Unis jej podbrdek, przekrzywi lekko jej
gow, nachyli si i pocaowa j w usta.
Zaskoczona Sonea cofna si nieznacznie. Sta blisko, wpatrujc si w ni pytajco.
Nagle poczua, e pal j policzki, a serce bije bardzo szybko. Czua, e umiecha si
gupkowato, ale nie moga przesta. Dorrien zamia si cicho i pochyli, by pocaowa j
jeszcze raz.
Tym razem dugo nie odrywa ust. a ona poczua, e s mikkie i cieple. Po jej plecach
przebieg dreszcz, i to wcale nie z zimna. Kiedy odsun si od niej, nachylia si, eby
przeduy ten moment.
Zrobi krok do tyu i nagle z jego twarzy znik umiech.
- Przepraszam, to byo nieuczciwe.
Zaskoczyy j te sowa, ale w kocu zdoaa wydusi siebie:
- Nieuczciwe?
Wpatrywa si w czubki swoich butw z powanym wyrazem twarzy.
- Przecie wyjedam. A ty moe bdziesz chciaa by z kim, bdziesz kogo
potrzebowa w czasie od teraz do nie wiadomo, kiedy, i odrzucisz tego kogo ze wzgldu na
mnie.
Rozemiaa si, a w jej miechu pobrzmiewaa nuta goryczy.
- Wtpi.
Rzuci jej niepewne spojrzenie. Ona za zmarszczya brwi. Czyby teraz pomyla, e
przyja jego zaloty dlatego, i nikt inny w ten sposb by si ni nie zainteresowa? A jak
byo naprawd? Jeszcze przed chwil nawet nie przyszoby jej do gowy, e on mgby by
dla niej kim wicej ni tylko przyjacielem. Potrzsna gow z umiechem.
- Tym razem naprawd mnie zaskoczye, Dorrienie.
Na jego ustach pojawi si cie umiechu.
- Dorrien?
Rozpoznaa mentalny gos Rothena.
- Ojcze - odezwa si Dorrien.
- Gdzie jeste?
- Na porannej przechadzce.
- Przyszed nadzorca stajni.
- Zaraz wracam.
Dorrien skrzywi si przepraszajco.
- Obawiam si, e ten spacer zaj nam nieco wicej czasu, ni przewidywaem.
Poczua ukucie leku. Chyba nie spni si na egzaminy?
- Chodmy.
Wspili si na kamienny murek i ruszyli z powrotem. Po szybkim marszu przez las
dotarli do pniaczka, na ktrym zostawia swj kuferek. Chwil pniej byli ju na drodze i
mogli przyspieszy.
Sonea raz po raz spogldaa na Dorriena, zastanawiajc si, o czym te moe on
myle. Czasami zdarzao jej si pochwyci jego spojrzenie - odpowiadaa mu umiechem.
W pewnym momencie Dorrien wzi j za rk. Poczua ciepo jego doni, ale ku jej
rozczarowaniu puci j, gdy tylko znaleli si w obrbie gwnych zabudowa Gildii.
Kiedy zbliyli si do Domu Magw, przy drzwiach powita ich Rothen.
- Twj ko czeka obok bramy, Dorrienie. - Obrzuci podejrzliwym spojrzeniem ich
zanieone buty i szaty. - Moe tak wysuszylibycie si?
Z szaty Dorriena uniosa si para. Sonea skupia si i te podgrzaa powietrze wok
swojej szaty, by j wysuszy. Na zewntrz Uniwersytetu czeka na nich stajenny, trzymajc
konia za uzd.
Dorrien uciska mocno najpierw ojca, a potem Sone.
- Uwaajcie na siebie - powiedzia.
- Ty te - odpar Rothen. - Nie wjedaj w burze niene tylko po to, eby by
szybciej w domu.
Dorrien wskoczy na siodo.
- adna burza niena nie powstrzyma mnie od powrotu do domu!
- Na co wic tak si skarye przez te cztery tygodnie?
- Ja? Skaryem si?
Rothen rozoy bezradnie rce.
- Jed ju, Domenie.
Mody mag odpowiedzia szerokim umiechem.
- Do widzenia, ojcze.
- Do widzenia, synu.
Domen zerkn szybko na Sone. Poczua delikatne poruszenie na obrzeu swojego
umysu.
- Do widzenia, Soneo. Ucz si szybko.
Jego ko zerwa si do galopu, przemkn przez bram i pogna ku onieonym
ulicom miasta.
Przez chwil stali, wpatrujc si w bram, ale w kocu Rothen westchn i odwrci
si do Sonei spogldajc na ni spod przymruonych powiek.
- Hmmm - wymrucza, - Co tu si wici.
Zdoaa utrzyma spokj.
- Co takiego?
- Nie przejmuj si. - Umiechn si do niej znaczco i ruszy po schodach do
budynku. - Podoba mi si to. Nie sdz, eby rnica wieku miaa tu jakie znaczenie. To
tylko kilka lat. Ale zdajesz sobie spraw, e musisz tu zosta do ukoczenia studiw, prawda?
Sonea otwara usta, eby zaprotestowa, i natychmiast je zamkna, widzc jakie
poruszenie w holu. Chwycia Rothena za rkaw.
- Moesz sobie wyobraa, co chcesz - szepna - ale byabym wdziczna, gdyby
zachowa to dla siebie.
Zmarszczy brwi i spojrza na ni ze zdumieniem. Wpatrywaa si wci w hol. Gdy
weszli do rodka, pomieszczenie rozbrzmiao echem szybkich krokw na schodach. Sonea
podniosa wzrok i dostrzega biegncego do gry doskonale sobie znanego nowicjusza.
Poczua, e uginaj si pod ni nogi. Zdya zauway wyraz twarzy Regina, zanim ten znik
jej z oczu. Moe i udao jej si zdoby nieco niechtnej sympatii ze strony nauczycieli, kiedy
Regin zosta przyapany na prbie wrobienia jej w kradzie, nie miaa jednak zudze, e
zdoaa uwolni si od jego dokuczania. Co prawda przygotowania do egzaminw
pochaniay jego uwag w ostatnich tygodniach, ale Sonea tym bardziej spodziewaa si
wyjtkowo niemiego odwetu.
- Do zobaczenia wieczorem - powiedziaa do Rothena.
Potakn z powag.
- Powodzenia. Soneo. Wiem, e wietnie dasz sobie rad.
Umiechna si i ruszya po schodach. Na grze rozejrzaa si ostronie po korytarzu.
Gmach Uniwersytetu roi si od nowicjuszy, ktrych przyciszone gosy i napite spojrzenia
stwarzay atmosfer oczekiwania i strachu. Wesza do sali.
Regin siedzia na swoim zwykym miejscu, wpatrujc si w ni uwanie. Sonea
ukonia si dwm nauczycielom stojcym z przodu sali i ruszya w stron swojego miejsca.
Otworzya kuferek i wyja prac z historii, zadan przez Mistrza Skorana. Przekartkowaa j
i z ulg stwierdzia, e niczego nie brakuje i nie wida adnych szkd. Mimo e jej praca bya
w idealnym stanie, kiedy Sonea zamykaa magicznie kuferek przed wyjciem z pokoju, bya
niemal pewna, e Regin jako si do niej dobra.
Skoran skin gow z aprobat, biorc od niej kartki.
Z zadowoleniem stwierdzia, e zamkn je w specjalnej skrzynce.
Zauwaya, e Regin ani na moment nie spuci z niej wzroku. Wracajc na miejsce,
staraa si nie zwraca uwagi na jego twarz, ktr widziaa ktem oka. Patrzya, jak ostatni
nowicjusze wchodzili do sali i oddawali prace nauczycielowi.
Kiedy wszyscy znaleli si na miejscu, Mistrz Vorel wystpi do przodu i stan przed
nimi z zaoonymi rkami.
- Dzi koczycie pierwszy rok nauki sztuk wojennych - oznajmi. - Bdziecie walczy
z wszystkimi pozostaymi studentami z waszej grupy i dostaniecie oceny zalenie od waszych
umiejtnoci, biegoci w kontroli oraz, oczywicie, zwyciskich walk. Chodcie ze mn.
Sonea wstaa z miejsca wraz z reszt klasy. Kiedy pierwsi nowicjusze wyszli z sali.
Regin odwrci si i spojrza jej prosto w oczy. Na jego twarzy malowa si sodki umiech.
Umiaa odpowiada na jego spojrzenia chodn obojtnoci, tym razem jednak
poczua mroce przeraenie.
Mimo e nadal przewyszaa pozostaych nowicjuszy moc ograniczenia, jakie
naoy na ni Vorel, nie pozwalay wykorzystywa caego jej zasobu. Wewntrzna tarcza,
ktr osania nowicjuszy podczas wicze w jaki sposb ostrzegaa go, kiedy wysyane
przez ni uderzenia byy silniejsze, ni uwaa za bezpieczne. Regin natomiast wci by od
niej lepszy w samych sztukach walki i mimo e nie bra ju indywidualnych lekcji u Mistrza
Balkana nic nie stao na przeszkodzie dodatkowej nauce u wasnego mentora.
Kiedy znalaza si na korytarzu, sucy w liberii posaca zatrzyma si tu obok niej.
- Pani Soneo - powiedzia. - Pilna wiadomo dla ciebie masz natychmiast uda si do
mieszkania Mistrza Rothena.
Zdumiona Sonea spojrzaa pytajco na Mistrza Vorela.
Mag zmarszczy brwi.
- Nie moemy na ciebie czeka, Soneo. Jeli nie wrcisz w cigu godziny, trzeba
bdzie zorganizowa dla ciebie egzamin na pocztku semestru.
Skina gow. Podzikowaa posacowi i ruszya korytarzem.
Po co Rothen j wzywa? Zapewne dopiero, co dotar do swojego mieszkania po tym,
jak si rozstali. Moe odkry, e jaki plan Regina powid si, i chce j przed czym
uchroni?
Potrzsna gow. Rothen tak by nie postpi. Raczej postaraby si ostrzec Vorela, e
Regin co knuje, ni wywoa j z wanego egzaminu.
Chyba, e chcia jej jedynie przekaza, czego moe si spodziewa po Reginie. Moe
chce jej podpowiedzie sposb na obrcenie jego intrygi na swoj korzy. Pewnie, zatem
zdy wrci na aren przed rozpoczciem walk. Ale jeliby tak byo raczej spotkaby si z
ni na Uniwersytecie... No i dlaczego Rothen nie jest w swojej sali, przygotowujc si do
zaj?
Pochmurniaa z kadym krokiem, wchodzc na parter gmachu. Co jednak, jeli
istnieje jaki inny powd tego wezwania? Posaniec nie powiedzia, e wysia go Rothen. A to
oznacza, e Rothen moe by powodem. Moe zachorowa. Nie jest jeszcze stary, ale mody
te nie jest...
Co jeli...
Przesta! skarcia sam siebie. To na pewno nic powanego.
Mimo to przebya dziedziniec dzielcy j od Domu Magw biegiem. Serce walio jej
mocno, kiedy pdzia po schodach, a potem korytarzem ku drzwiom apartamentu Rothena.
Drzwi otworzyy si pod jej dotkniciem. Rothen sta przy oknie. Odwrci si, gdy
usysza, ze wesza do pokoju.
Miaa wanie zada cisnce si jej na usta pytania, ale powstrzymaa si na widok
jego ostrzegawczej miny.
Najpierw wyczua obecno. Bya jakby dotykalna, nie ukrywaa si. Wypeniaa
pokj niczym ciki, duszcy dym. Lk przenikn serce Sonei, ale zdoaa opanowa wyraz
twarzy dostatecznie, by wyraa tylko zaskoczenie i szacunek. Tak w kadym razie miaa
nadziej. Nie masz pojcia, z jakiego powodu on jest tutaj, upomniaa sam siebie. Nie daj mu
pozna, e si go boisz. Z oczami utkwionymi w pododze obrcia si ku gociowi, kaniajc
si nisko.
- Wybacz, Wielki Mistrzu.
Nic nie odpowiedzia.
- Soneo - gos Rothena by cichy i byo w nim wyrane napicie. - Podejd tutaj.
Spojrzaa na niego, czujc, e robi si jej sabo. By chorobliwie wrcz blady. Jego
rka draa, gdy na ni skin.
Zaniepokojona tymi objawami, natychmiast do niego podesza.
Gos Rothena zabrzmia zadziwiajco spokojnie, kiedy mag zwrci si do Wielkiego
Mistrza:
- Zgodnie z twoim rozkazem wezwaem tu Sone, Wielki Mistrzu. Czym moemy ci
suy?
Akkarin rzuci Rothenowi spojrzenie, pod ktrym Sonea obrciaby si w ld.
- Przyszedem tu, by zbada prawdziwo pewnej... pogoski. Pogoski, ktr
wydobyem z Administratora, a ktra dotyczy ciebie i twojej nowicjuszki.
Rothen skin gow. Najwyraniej bardzo ostronie dobiera dalsze sowa.
- Mylaem, e plotki na nasz temat poszy ju w niepami. Nikt chyba nie
potraktowa ich powanie, wiec...
Ciemne oczy rozbysy.
- Nie mwi o tych plotkach. Chodzi mi o pogoski o moich nocnych wycieczkach.
Plotki, ktrym trzeba pooy kres.
Sonea miaa wraenie, jakby jaka do zaciskaa si jej na gardle, uniemoliwiajc
oddychanie. Rothen zmarszczy brwi i potrzsn gow.
- Jeste w bdzie. Wielki Mistrzu. Nic mi nie wiadomo o adnych...
- Nie kam. Rothenie. - Akkarin zmruy oczy. - Nie przychodzibym tutaj, gdybym
nie mia pewnoci. - Zbliy si do nich. - Wyczytaem to w umyle Lorlena.
Rothen poblad, o ile byo to jeszcze moliwe, i wpatrywa si w milczeniu w
Akkarina, jeli Akkarin odczyta myli Lorlena, pomylaa Sonea, to wie o wszystkim!
Poczua, e uginaj si pod ni kolana, i przeraona, e upadnie na podog, chwycia si
parapetu.
Na twarzy Wielkiego Mistrza malowa si delikatny umiech.
- Niektre szczegy zrobiy na mnie spore wraenie: wizyta Sonei w Gildii, kiedy
bya jeszcze renegatk, to, co widziaa tamtej nocy, jak Lorlen odkry to podczas badania
prawdomwnoci na rozprawie o opiek, no i jak kaza wam obojgu trzyma to w sekrecie,
eby sam mg wymyli jaki sposb na wykorzystanie praw Gildii. Rozsdna decyzja. I
bardzo dla was wszystkich pomylna.
Rothen wyprostowa si i unis gow, patrzc Akkarinowi prosto w oczy.
- Nikomu nie powiedzielimy ani sowa.
- Tak twierdzisz - gos Wielkiego Mistrza brzmia nieco agodniej, ale ani troch
cieplej. - Ale ja wol by o tym przekonany.
Sonea usyszaa, e Rothen szybko apie oddech. Dwaj magowie wpatrywali si w
siebie w napiciu.
- A co jeli odmwi?
- Zrobi wszystko, do czego mnie zmusisz, Rothenie. Nie powstrzymasz mnie od
odczytania twoich myli.
Rothen odwrci wzrok. Sonea przypomniaa sobie nage, co Cery mwi o swoim
dowiadczeniu z odczytywaniem myli przez Akkarina. Przyjaciel opowiedzia jej, e kiedy
Wielki Mistrz znalaz go w lochu pod Uniwersytetem, gdzie uwizi go Fergun, pozwoli
magowi odczyta swoje myli, by potwierdzi swa opowie. Odbyo si to bez adnego
problemu, zupenie inaczej ni mylowe rozmowy z Rothenem, czy te badanie
prawdomwnoci przez Lorlena, uznaa, wic, e w opowieciach o czytaniu w mylach przez
Akkarina musi by ziarno prawdy.
Rothen podszed do Wielkiego Mistrza sztywnym krokiem, jakby jego koci naleay
do czowieka starszego o dwadziecia lat. Sonea wpatrywaa si w niego, nie dowierzajc, e
mg podda si tak atwo.
- Rothen...
- Wszystko w porzdku. Soneo - w jego gosie pobrzmiewao napicie. - Nie ruszaj
si.
Akkarin przemierzy odlego dzielc go od jej mentora w kilku szybkich krokach i
pooy donie na skroniach Rothena. Zamkn oczy, a na jego twarzy pojawi si
niespodziewany wyraz niezwykego spokoju.
Rothen wcign szybko powietrze i zachwia si. Zacisn pici, po czym rozluni
je. Sonea zrobia krok do przodu, ale zatrzymaa si. Nie miaaby si wtrca. Mogaby
przecie sprowokowa w ten sposb Akkarina do wyrzdzenia krzywdy Rothenowi.
Przeraona, zrozpaczona, zacisna mocno pici, a poczua, e paznokcie wbijaj si jej w
skr.
Dwaj magowie stali bez ruchu i bez sowa przez niewiarygodnie dug chwil. Potem
bez adnego ostrzeenia Akkarin wzi gboki wdech i otworzy oczy. Przez momencik
przyglda si stojcemu przed nim mczynie, a nastpnie zdj rce z jego skroni i cofn
si.
Sonea patrzya z niepokojem, jak Rothen oddycha gboko i chrapliwie, chwiejc si
przy tym lekko na nogach.
Akkarin zaoy rce, przygldajc si starszemu magowi. Sonea ostronie podesza i
uja Rothena za rami.
- Wszystko w porzdku - powiedzia zmczonym gosem. - Nic mi nie jest. - Potar
skronie, krzywic si, a potem cisn j uspokajajco za rk.
- Teraz ty, Soneo.
Poczua zalewajc j fal dotkliwego zimna. Rothen ucisn mocniej jej rk.
- Nie! - zaprotestowa chrapliwym gosem i obj j opiekuczym gestem. - Wiesz ju
wszystko. Zostaw j w spokoju.
- Nic mog.
- Przecie wszystko widziae - zaprotestowa Rothen. - Ona jest tylko...
- Dzieckiem? - Akkarin unis brwi. - Dziewczyn? Daj spokj. Rothenie. Wiesz
dobrze, e nie zrobi jej krzywdy.
Rothen przekn lin i powoli odwrci si do Sonei, spogldajc jej prosto w oczy.
- On wszystko wie, Soneo. Niczego przed nim nie ukryjesz. Pozwl mu przekona si,
skoro musi. To nie boli.
Jego spojrzenie, mimo e w oczach mia zy, byo zdecydowane.
Sonea czua, jak ciska jej rk, a potem j puszcza.
Zrobi krok w ty. Poczua si zdradzona.
- Zaufaj mi. Musimy wsppracowa. Na razie nic wicej nie moemy zrobi.
Syszaa za sob kroki Akkarina. Serce waio jej jak oszalae, kiedy odwrcia si, by
stan naprzeciwko niego. Czarne szaty szeleciy cicho, kiedy Wielki Mistrz zblia si ku
niej. Cofna si odruchowo i poczua donie Rothena na swoich ramionach.
Akkarin zmarszczy brwi i wycign ku niej rce. Chodne palce dotkny jej skroni;
skulia si pod tym dotykiem.
Wielki Mistrz przycisn mocniej donie.
Poczua w swojej gowie jak bezosobow obecno.
Nie wyczuwaa adnych myli ani uczu. Moe on nie ma uczu. Nie byo to kojce
przypuszczenie.
W tej samej chwili ujrzaa w mylach obraz. Niemal podskoczya, uzmysowiwszy
sobie, e czekaa, a on napotka bariery w jej mylach. On tymczasem jako je omin.
Sprawdzia: osona bya nietknita, ale po prostu jego obecno nie bya wystarczajco
konkretna, by moga napotka jakikolwiek opr.
Widziaa w mylach wci ten sam obraz. Podziemny pokj pod jego rezydencj
widziany od strony drzwi. I wspomnienie sceny, ktr dostrzega tamtej nocy, kiedy go
szpiegowaa. Co uchwycio si tego wspomnienia i zaczo si przyglda szczegom.
Sonea pamitaa, jak Lorlen manipulowa jej wspomnieniami i jak zdoaa ukry cz z nich,
wypychajc je z myli. Moe teraz te zdoa to zrobi. Usiowaa stumi obrazy, ale czytanie
jej myli trwao bez adnych zakce. Wysiki na nic si nie zdaway, albowiem Akkarin
kontrolowa te wspomnienia, podczas gdy Lorlen tylko prowadzi j i zachca do odsaniania
ich przed nim.
To odkrycie sprawio, e wpada w panik. Rozpaczliwie usiowaa zala je
wspomnieniami innych obrazw i mylami.
Przesta.
W jego rozkazie dao si wyczu ziarno gniewu. Serce Sonei podskoczyo z radoci:
odkrya, jak moe mu przeszkadza. Strach zmieni si w determinacj. Zacza przypomina
sobie lekcje, listy, obrazy z prac, ktre pisaa. Rzucaa w niego obrazkami z podrcznikw i
nonsensown poezj, ktr odkrya w bibliotece. Signa do wspomnie ze slumsw:
niewanych, zwyczajnych scen z jej dawnego ycia.
Pojawi si mylowy obraz burzy - wir obrazw, w ktrego rodku uwiziona zostaa
jego obecno. Nie wiedziaa, czy to prawdziwy obraz, czy te co, co powstao tylko w jej
umyle...
Bl! Noe wbijajce si w jej czaszk... Usyszaa krzyk. Uwiadomia sobie, e to
ona go z siebie wydala, otworzya, wic oczy, ale jej wiadomo wahaa si pomidzy
wiatem zewntrznym i wewntrznym. Donie zacisny si na jej ramionach. Nad sob
usyszaa gos:
- Przesta ze mn walczy - rozkaza.
Akkarin wzmocni nacisk na jej skronie. Skoczya na powrt w wiat swojego umysu.
Zdezorientowana i zaskoczona blem usiowaa odzyska poczucie rwnowagi. Obecno
powrcia do przekopywania si ku wspomnieniom, ktrych poszukiwaa. Wielki Mistrz
bezlitonie przeglda obraz za obrazem. Tym razem Sonea musiaa przey na nowo
incydent na placu Pnocnym. Raz jeszcze rzucia kamieniem i uciekaa przed pociskami
magw. Przed jej oczami przebiegay pokoje i korytarze w slumsach. I ten dzie, kiedy
wyczula poszukujcy umys Rothena, wic instynktownie ukrya swoj obecno. Cery,
Harrin i ich banda. Faren i Zodzieje. Sentel, mag Zodziei. Potem peza przez las na terenie
Gildii. Wspomnienia wyostrzyy si - oglda je dokadniej. Raz jeszcze wspinaa si na mur
Domu Uzdrowicieli i przygldaa si nowicjuszom w rodku. Znowu wyczuwaa pulsowanie
wok areny. Zagldaa w okna Uniwersytetu. Przemkna na tyy terenw Gildii ku Domowi
Nowicjuszy i do tego znajdujcego si jeszcze dalej, w lesie. Kiedy Cery pobieg, by ukra
ksigi, podkrada si do dziwacznego, szarego, dwupitrowego budynku. Przyszed sucy,
zmuszajc j do wycofania si w krzaki. A nastpnie, na widok wiata wydobywajcego si
przez otwr wentylacyjny, przykucna i zajrzaa do rodka.
W umyle poczua drgnienie gniewu. Tak, pomylaa, tez byabym za, gdyby moje
sekrety wyday si tak atwo.
Widziaa zakrwawionego czowieka, jak zdejmuje ubranie, myje si, odchodzi na bok.
Po chwili wraca w czarnych szatach i mwi do sugi: Walka osabia mnie. Potrzebuj twojej
siy". Znw bierze ozdobny sztylet, przecina skr na ramieniu sucego, po czym przykada
do do rany. Znw wyczua t dziwaczn magi.
Wspomnienia zatrzymay si nagle, a umys czajcy si za jej mylami wycofa si. O
czym on myli, zastanawiaa si...
Czy pozwolia, aby dowiedzia si o tym ktokolwiek poza Lorlenem i Rothenem?
Nie, pomylaa.
Rozlunia si, zakadajc, e tego wanie szuka, ale on zasypa j gradem pyta,
rozgldajc si za innymi wspomnieniami. Zapuszcza si w najrniejsze zakamarki jej
ycia, od dziecistwa po lekcje na Uniwersytecie. Poznawa jej uczucia: od sympatii dla
Rothena, przez nieustajc lojalno wobec Cery'ego i mieszkacw slumsw, po niedawno
rozbudzone uczucia do Dorriena.
Gniew z powodu tego, co w tej chwili robi, pojawi si nieproszony. Akkarin
poszukiwa jej stosunku do praktykowania przez niego czarnej magii, a jej umys
odpowiedzia niechci i lkiem. Czy wydaaby jego sekret, gdyby moga? Tak! Ale tylko
gdyby wiedziaa, e nic si nie stanie Rothenowi i innym.
W tej chwili jego obecno znika z jej myli, podobnie jak nacisk z jej skroni.
Otworzya oczy i zamrugaa. Akkarin odwrci si i kry po pokoju z dala od Sonei i
Rothena.
Donie Rothena wci spoczyway na jej ramionach, pewne i uspokajajce.
- Oboje wydalibycie mnie, gdybycie tylko mogli - odezwa si Wielki Mistrz. Przez
chwil milcza, a nastpnie znw si do nich zwrci: - Zadam opieki nad Sone. Jej
umiejtnoci s bardzo due, a ponadto, jak raczy zauway Lorlen, ma ona ogromn moc.
Nikomu nie przyjdzie do gowy kwestionowa moj decyzj.
- Nie! - jkn Rothen, zaciskajc palce na jej barkach.
- Owszem - odrzek Akkarin, patrzc mu w oczy. - To zapewni mi twoje milczenie.
Dopki ona pozostanie w mojej mocy, nigdy nikomu nie powiesz, e praktykuj czarn
magi. - Przenis wzrok na Sone. - Z kolei zdrowie Rothena bdzie moj gwarancj twojej
wsppracy.
Sonea wpatrywaa si w niego z przeraeniem. Miaa zosta zakadniczk.
- Nie bdziecie ze sob rozmawia wicej ni potrzeba, by nie budzi podejrze.
Bdziesz si zachowywa tak, jakby nie stao si nic poza zmian mentora. Rozumiesz?
Rothen wyda chrapliwy jk. Sonea odwrcia si do niego, zaniepokojona. Patrzy na
ni wzrokiem penym poczucia winy.
- Nie zmuszajcie mnie do rozwaenia innych rozwiza - ostrzeg ich Akkarin.
- Rozumiem - w gosie Rothena sycha byo napicie. - zrobimy, jak kaesz.
- Doskonale.
Akkarin podszed bliej. Sonea podniosa oczy i napotkaa jego uwane spojrzenie.
- W mojej rezydencji jest pokj przeznaczony dla nowicjusza Wielkiego Mistrza.
Pjdziesz teraz ze mn, a pniej wylesz sucego po swoje rzeczy.
Sonea spojrzaa na Rothena, czujc, e co ciska j za gardo. Poszuka jej wzroku.
- Przepraszam.
- Ju, Soneo. - Akkarin wskaza na drzwi, ktre natychmiast stany przed nimi
otworem.
Poczua, e Rothen rozlunia uchwyt na jej ramionach. Popchn j bardzo lekko.
Spojrzawszy na Akkarina, dosza do wniosku, e Rothen nie chciaby jej oglda zabieranej
std si. On znajdzie jaki sposb, by jej pomc. Zrobi wszystko, co w jego mocy. Na razie
nie maj wyboru: musz si podda.
Wzia gboki oddech, uczynia krok, potem nastpny i w kocu wysza na korytarz.
Akkarin posa Rothenowi ostatnie badawcze spojrzenie i rwnie ruszy w kierunku drzwi.
Kiedy tylko Wielki Mistrz odwrci si, w zmruonych oczach Rothena bysna nienawi.
Ale drzwi zamkny si i znik z jej pola widzenia.
- Chod - powiedzia Akkarin. - Pokj nowicjusza w mojej rezydencji od dawna nie
mia mieszkaca, ale zawsze by przygotowany na jego przyjcie. Zobaczysz, e jest znacznie
wygodniejszy od tych klitek w Domu Nowicjuszy.
ROZDZIA 20
UMIECH LOSU
Kiedy otworzyy si drzwi rektor Uniwersytetu podnis wzrok znad biurka, by
przekona si, kto te zamierza go niepokoi. Po raz pierwszy, odkd Sonea poznaa Jerrika, z
jego twarzy znik wyraz wiecznego niezadowolenia.
Skoczy na rwne nogi.
- Czym mog suy. Wielki Mistrzu?
- Chc porozmawia o edukacji Sonei. Czytaem twj raport i martwi mnie jej braki
w niektrych dziedzinach.
Jerrik wyglda na zaskoczonego.
- Postpy Sonei s wicej ni zadowalajce.
- Oceny ze sztuk wojennych s w najlepszym razie dostateczne.
- Ach. - Jerrik rzuci Sonei spojrzenie. - Nie jest niczym dziwnym, e nowicjusz na jej
poziomie wykazuje mniejsze zdolnoci w ktrej z dyscyplin. Sonea wprawdzie nie celuje w
sztukach wojennych, ale jej wyniki s do przyjcia.
- Chc, eby te wyniki poprawiy si. Myl, e Mistrz Yikmo bdzie odpowiednim
nauczycielem.
- Mistrz Yikmo? - Krzaczaste brwi Jerrika uniosy si, po czym zeszy si nad czoem.
- On nie uczy popoudniami, ale jeli Sonea chodziaby na popoudniowe zajcia z innych
przedmiotw, daoby jej to nieco czasu w dzie.
- O ile wiem, wczoraj opucia lekcje.
- Owszem - odpowiedzia Jerrik. - Zazwyczaj organizujemy w takim przypadku
egzamin po przerwie, ale myl, e ocena dokonana przez Mistrza Yikmo powinna
wystarczy. - Zerkn na swoje biurko. - Mog teraz uoy Sonei rozkad zaj na przyszy
rok, jeli sobie tego yczysz. Nie zajmie mi to wiele czasu.
- Doskonale. Zostawi tu Sone, eby go zabraa ze sob. Dzikuj, Rektorze.
Obecno u jej boku oddalia si. Kiedy drzwi si zamkny, Sonea wzia gboki
oddech i powoli wypucia powietrze. Poszed sobie. Nareszcie.
Jerrik opad na swj fotel z gonym westchnieniem.
Machn rk w kierunku drewnianego krzesa stojcego przed biurkiem.
- Siadaj, Soneo.
Usiada. Jeszcze raz gboko odetchna, usiujc rozluni minie. Wszystko, co si
wydarzyo, odkd wysza z mieszkania Rothena, przypominao koszmarny sen. Posza za
Akkarinem do jego rezydencji, gdzie sucy wskaza jej pokj na pitrze. Niewiele pniej z
Domu Nowicjuszy przybya skrzynia z jej dobytkiem. Inny sucy przynis posiek, ale
Sonea bya zbyt podenerwowana, eby odczuwa gd. Usiada przy jednym z niewielkich
okienek, ledwie zauwaajc przechadzajcych si po ogrodzie magw oraz nowicjuszy i
usiujc znale jakie wyjcie z tej sytuacji.
Na pocztku rozwaaa ucieczk do slumsw. Zodzieje chtnie by si ni
zaopiekowali teraz, kiedy uzyskaa kontrol nad swoj moc. Udao im si ukry Senfela,
renegackiego maga, ktrego Faren nie zdoa przekona, by j uczy. J, zatem te zdoaliby
ochroni.
Tylko, e jeli ona zniknie, to Akkarin zrobi co zego Rothenowi. Gdyby jednak
ostrzec Rothena, mgby powiadomi ca Gildie o tym, e Wielki Mistrz uprawia czarn
magi, zanim Akkarin zorientowaby si, e ona ucieka.
Musiaaby ostrzec te Lorlena, poniewa jego take naraziaby na niebezpieczestwo,
uciekajc. Tak, jeli powiadomiaby ich obu o swoim odejciu i wybraa dobry moment,
Akkarin mgby nie da rady powstrzyma Lorlena i Rothena od wyjawienia jego sekretu.
Co wtedy? Gildia stawi czoa Akkarinowi. Lorlen nie wierzy, e zdoaliby wygra
tak bitw, a zna przecie Akkarina lepiej ni ktrykolwiek inny mag. Czyli e jej ucieczka
naraziaby Gildi - a w rezultacie ca Kyrali - na wyniszczajc konfrontacj.
Przyszo jej do gowy, e oto w jej rkach - zwykej dziewczyny ze slumsw - spocz
los Gildii. Ta naga wadza nie cieszya jej jednak. Zamiast radoci Sone ogarny rozpacz i
strach.
Dugo po tym, jak noc spowia ogrody ciemnoci, sucy wrci z kubkiem jakiego
napoju. Rozpoznaa zapach sabego lekarstwa pomagajcego zasn, wypia, wic duszkiem
napar, zwina si na obcym, zbyt mikkim ku i z radoci powitaa ogarniajc j
senno.
Rankiem niezawodni sucy przynieli jej nowe szaty i wicej jedzenia. Zdoaa
przekn kilka ksw, ale poaowaa tego, kiedy w jej pokoju zjawi si Akkarin.
Omdlewajc ze strachu, posza z nim na Uniwersytet. Do gabinetu Jerrika. Czy mijaa po
drodze jakich nowicjuszy? Czy jak zawsze milkli, gdy tylko Wielki Mistrz pojawi si wrd
nich? Nie pamitaa tego.
Ruchy Jerrika byy nerwowe, a czoo zmarszczone z wysiku.
Sonea parokrotnie widziaa Wielkiego Mistrza wrd innych magw i za kadym
razem zauwaaa, e traktuj go z szacunkiem, czy wrcz penym respektu lkiem. Czy
zachowywali si wobec niego w ten sposb, dlatego e zajmowa najwysze stanowisko? A
moe z jakiego innego powodu? Moe bali si go instynktownie, nie znajc przyczyny?
Patrzc na Jerrika, potrzsna gow. Rozkady zaj i testy wyday jej si takie
banalne. Gdyby Rektor wiedzia, co si naprawd wydarzyo, nie zajmowaby si teraz tym
przekadaniem papierw i lekcjami. No i nie czuby adnego szacunku dla Akkarina.
On jednak nie wiedzia, a ona nie moga mu powiedzie.
Jerrik nagle wsta. Podszed do szafki i wyj z mej trzy pudeka: zielone, czerwone i
fioletowe. Nastpnie przesun doni po klamce pierwszych z rzdu wysokich wskich drzwi
w jednej ze cian gabinetu. Rozleg si cichy trzask i drzwi otworzyy si, ukazujc szeregi
regaw. Przebieg palcami po pkach, zatrzyma si i wycign eleganck teczk. Pooy
j na blacie i Sonea ujrzaa na niej swoje imi wypisane rwnym charakterem pisma. Poczua
przypyw ciekawoci, kiedy Rektor rozoy teczk i zagbi si w lekturze znajdujcych si
w rodku kilku kartek.
Co on tam ma? zastanawiaa si. Pewnie uwagi nauczycieli. I raport o tym pirze,
ktre niby ukradam.
Jerrik nastpnie pootwiera pudeka. W rodku znajdoway si arkusze z wypisanymi
imionami nauczycieli i jakimi tabelkami. Wybra par z nich, wyj czyst kart i zacz
rysowa kolejn tabel. Przez kilka minut jedynymi dwikami w gabinecie by oddech
Rektora i skrzypienie jego pira.
- Szczcie si do ciebie umiechno. Soneo - powiedzia- nie podnoszc wzroku.
Sonea stumia nag potrzeb rozemiania si gorzko.
- Tak, Rektorze - wyjkaa.
Spojrza na ni i zachmurzy si, po czym wrci do swojej pisaniny. Kiedy skoczy
ukada tabelk, wycign jeszcze jedn kart i zacz przerysowywa swoje dzieo.
- Nie bdziesz miaa duo czasu dla siebie w przyszym roku - powiedzia. - Mistrz
Yikmo lubi uczy w cigu dnia, bdziesz musiaa, zatem wzi te prywatne lekcje alchemii.
Uczy si bdziesz w Dni Wolne. Jeli rozsdnie zaplanujesz sobie nauk, to w Dni Wolne
rano moesz wygospodarowa nieco czasu. - Urwa i przyjrza si swojemu dzieu, kiwajc z
namysem gow. - A jeli Mistrz Yikmo bdzie z ciebie zadowolony, to moe zwolni ci si
czasem jakie popoudnie.
Sonea nie odpowiedziaa. Na co jej teraz wolny czas? Akkarin zabroni jej rozmawia
z Rothenem, wrd nowicjuszy natomiast nie miaa przyjaci. Czua lk na myl o
nadchodzcych tygodniach. Co bdzie robi w czasie wolnym od zaj? Siedzie w swoim
nowym pokoju w rezydencji Akkarina? Wzdrygna si. Nie, postara si przebywa jak
najdalej od tego miejsca, jeli on jej pozwoli. Co jeli zada, by trzymaa si blisko niego?
Co jeli chce mnie wykorzysta do swoich ohydnych praktyk? Odepchna od siebie t myl,
ale szybko zmienia zdanie. To przeraajca perspektywa, ale tym bardziej nie moe sobie
pozwoli na jej zlekcewaenie. Akkarin, jeli tylko zechce, zmusi j do wszystkiego,
wystarczy, e zagrozi skrzywdzeniem Rothena. cisno j w odku.
Do wszystkiego...
Poczua bl rk. Spojrzaa w d i rozlunia pici.
Na obu doniach miaa odciski w ksztacie pksiycw. Ukrya donie w fadach
szaty i postanowia nie zapomnie o obciciu paznokci, jak tylko wrci do pokoju.
Jerrik siedzia cakowicie pogrony w swoich papierach. Sonea patrzya, jak
przesuwa pirem po kartce. Gdy doszed do koca, mrukn z zadowoleniem i poda jej
papier.
- Jako podopieczna Wielkiego Mistrza bdziesz specjalnie traktowana, ale te bdzie
si od ciebie oczekiwa, i potwierdzisz suszno jego wyboru. Nie wahaj si przed
wykorzystywaniem tej sytuacji, i tak bdziesz musiaa ciko pracowa, by sprosta jego
oczekiwaniom.
Potakna.
- Dzikuj, Rektorze.
- Moesz odej.
Westchna cicho, wstaa, ukonia si i ruszya w kierunku drzwi.
- Soneo. - Spojrzaa przez rami: na twarzy Jerrika goci jake rzadki cie umiechu.
- Wiem, e bdziesz tsknia za opiek Rothena - powiedzia. - Akkarin nie jest tak
towarzyski jak on, ale jego decyzja bardzo poprawi twoj sytuacj. - Umiech znik. - Moesz
odej.
Zmusia si do skinienia gow. Kiedy zamykaa za sob drzwi, zobaczya jeszcze
przez szpar, e Jerrik przyglda si jej w zamyleniu. Odwrcia si, wsuna rozkad zaj
do kuferka i ruszya dobrze znanym, szerokim korytarzem.
Z drzwi sal wygldali nieliczni nowicjusze, obserwujcy, jak przechodzi. Te
spojrzenia niepokoiy j, wic przyspieszya kroku. Ilu z nich ju wie? zastanawiaa si.
Pewnie wszyscy. Mieli cay dzie na to, eby dotary do nich wieci.
Informacja o tym, e Wielki Mistrz wreszcie wybra ucznia, rozniosaby si w Gildii
szybciej ni zimowa gorczka. Z bocznego korytarza wyszed nauczyciel. Przyjrza si jej
badawczo, a w kocu jego wzrok pad na rkaw jej szaty. Mag unis brwi i pokrci gow z
niedowierzaniem.
Sonea zerkna na niewielki zoty kwadracik naszyty na rkaw. Inkale byy
rodzinnymi herbami noszonymi przez czonkw Domw. Magowie ich nie uywali, poniewa
wstpujc do Gildii, byli zobowizani do wyczenia si z powiza politycznych swoich
rodw. Sucy, ktry przynis jej nowe szaty, wyjani, e Wielki Mistrz nosi herb Gildii
jako inkal, poniewa jego stanowisko jest doywotnie, a Gildia staje si jego rodzin i
Domem. Ona za jest jego nowicjuszk. Przycisna rk szat, eby schowa inkal, i
podesza do drzwi sali. Przystana na moment przed progiem, by zebra odwag,
- Dzie dobry, Soneo.
Odwrcia si i zobaczya zmierzajcego w jej kierunku Mistrza Elbena. Umiechn
si do niej szeroko, ale jego oczy pozostay chodne.
- Gratuluj ci nowego mentora - powiedzia, podchodzc.
Sonea ukonia si.
- Dzikuj, Mistrzu Elbenie.
Wszed do sali. Sonea wyprostowaa si i posza za nim.
- Zajmijcie, prosz, miejsca - uciszy grup Elben. - Mamy dzi bardzo duo pracy.
- Och! - Ponad gwar gosw i szuranie krzesami wzbi si znajomy gos. - Faworyta
Wielkiego Mistrza zaszczycia nasze skromne progi swoj obecnoci.
W sali zapanowaa martwa cisza. Wszyscy zwrcili si ku Sonei, ktra poczua
rozbawienie na widok niedowierzania malujcego si na ich twarzach. Co za ironia, e jako
ostatni dowiaduj si jej koledzy z grupy. Wszyscy poza jednym, poprawia si. Regin
siedzia na awce, rozkoszujc si efektem, jaki wywoaa ta wiadomo.
- Zajmij miejsce, Reginie - warkn Elben.
Regin zeskoczy z awki i usiad na krzele. Sonea podesza do swojego krzesa i
postawia kuferek na blacie. Rkaw opad, a dziewczyna usyszaa za sob stumione
westchnienie. Podniosa wzrok i napotkaa utkwione w swojej szacie spojrzenie Narrona.
- Soneo - odezwa si Elben - jest tu dla ciebie miejsce na przodzie.
Popatrzya we wskazanym kierunku i zorientowaa si, e istotnie byo tam wolne
miejsce w pierwszym rzdzie. Miejsce Porila. Odwrcia si i zobaczya swojego dawnego
przyjaciela siedzcego na samym kocu sali. Zaczerwieni si i spuci oczy.
- Dzikuj, Mistrzu - odpowiedziaa, obracajc si z powrotem ku nauczycielowi. -
Dzikuj za wyrnienie, ale wolaabym zosta tutaj.
Mag zmruy oczy. Wyglda tak, jakby chcia si z ni spiera, ale rozejrza si po
klasie i zrezygnowa.
- Niech ci bdzie. - Usiad za katedr i pooy na niej gruby plik kartek. - Dzi
sprawdzimy wasz wiedz z alchemii - oznajmi grupie. - Dam wam teraz list pyta, na ktre
powinnicie odpowiedzie, a pniej dostaniecie wiczenia do rozwizania, Po przerwie
poudniowej zdacie egzamin praktyczny.
Kiedy rozdawa im testy, Sonea poczua nawrt dawnego, niemal zapomnianego
niepokoju. Testy. Przebiega oczami po pytaniach i odetchna z ulg. Pomimo pogardy, z
ktr spotykaa si ze strony nauczycieli, pomimo wszelkich podejmowanych przez Regina
prb przeszkodzenia jej, dugie godziny nauki przyniosy efekt, zdoaa przyswoi potrzebny
materia. Poczua si znacznie lepiej, odszukaa, wic w swym kuferku piro i zacza pisa.
Kilka godzin pniej, gdy gong oznajmi koniec egzaminu, caa klasa wydaa
zbiorowe westchnienie ulgi.
- To wszystko na teraz - powiedzia im Elben. - Moecie wyj.
Nowicjusze jak na komend wstali i skonili si nauczycielowi. Kiedy za wychodzili
z sali, Sonea pochwycia par rzuconych w jej stron spojrze. Gdy przypomniaa sobie o
powodzie, dla ktrego tak j traktowali, ugiy si pod ni nogi.
- Soneo - zwrci si do niej Elben, gdy mijaa katedr. - Chciabym z tob jeszcze
przez chwil porozmawia.
Zaczeka, a sala opustoszaa, i zacz mwi.
- Chciabym, eby po przerwie poudniowej zaja miejsce, ktre dla ciebie
przygotowaem.
Sonea przekna lin. Czy to wanie mia na myli Jerrik mwic o specjalnym
traktowaniu? Czy rzeczywicie powinna z tego skorzysta, jak sugerowa? Co jednak moe
zyska na przeniesieniu si na przd sali? Wycznie poczucie, e Poril straci przez ni
cakowicie pozycj w grupie. Potrzsna gow.
- Wol miejsce koo okna.
Elben zmarszczy brwi.
- Wypada, eby od teraz siedziaa na przodzie klasy.
Wypada? Poczua rosncy w niej gniew. Nie chodzi o to, eby pomc jej w nauce, ale
o to, by byo wida, e podopieczna Wielkiego Mistrza jest dobrze traktowana. Elben
zapewne spodziewa si, e ona bdzie opowiada Akkarinowi o wszystkich przyjaznych
gestach, ktre j spotkaj.
Powstrzymaa wybuch miechu. Bdzie rozmawiaa ze swoim nowym mentorem tylko
tyle, ile bdzie konieczne.
W cigu ostatnich miesicy nauczya si przede wszystkim tego, e naley unika
zakcania porzdku i zwyczajw panujcych w grupie. Zajcie dotychczasowego miejsca
Porila bdzie oznaczao znacznie wicej ni tylko zamian miejsc. Nowicjusze ju jej nie
lubi, nie musi, wic dawa im dodatkowych powodw do niechci. Spojrzaa na Elbena
stojcego z zaoonymi rkami i poczua, jak jej gniew przeradza si w bunt.
- Zostan tam, gdzie dotychczas siedziaam.
Elben zmruy oczy, ale najwyraniej co w jej spojrzeniu powstrzymao go od
odpowiedzi. Zacisn usta i zamyli si.
- Na przodzie lepiej sycha i wida - zauway.
- Nie jestem ani gucha, Mistrzu Elbenie, ani niedowidzca.
Zacisn mocniej zby.
- Soneo - podszed do niej bliej, zniajc gos - jeli nie zajmiesz miejsca na przodzie
moe to by uznane za... niedbao z mojej strony... jako twojego nauczyciela...
- Moe, zatem powinnam powiedzie Akkarinowi, e nie pozwalasz mi usi tam,
gdzie mam ochot?
Otworzy szeroko oczy z przestrachem.
- Nie zawracaaby mu przecie gowy takim drobiazgiem...
Umiechna si.
- Szczerze mwic, wtpi, czy w ogle bdzie zainteresowany tym, gdzie siedz.
Przyglda si jej przez chwil w milczeniu, a nastpnie skin gow.
- Doskonale, zatem. Usid, gdzie ci si podoba. Moesz ju odej.
Wychodzc na korytarz, uwiadomia sobie, e serce wali jej jak oszalae. Co ona
takiego zrobia? Nowicjusze nigdy nie spieraj si z nauczycielami. Nastpnie uzmysowia
sobie, e na korytarzu jest nienaturalnie cicho. Podniosa wzrok i zobaczya przed sob
wpatrzonych w ni w milczeniu studentw z wszystkich rocznikw. Caa satysfakcja, jak
poczua po rozmowie z Elbenem, w sekundzie wyparowaa. Sonea zacisna usta i ruszya w
kierunku schodw.
- To ona - szepn kto na prawo od niej.
- Wczoraj... - mrukn jaki inny gos - ...cakiem niespodziewanie.
- Wielki Mistrz...
- Czemu ona? - W tym glosie sycha byo szyderstwo i ta uwaga z pewnoci miaa
do niej dotrze. - To tylko dziewucha ze slumsw.
- ...to nie w porzdku.
- ...powinna bya...
- ...obraza dla Domw.
Parskna cicho. Gdybycie znali prawdziwy powd tego wyboru, pomylaa, nie
bylibycie tak...
- Przejcie dla faworyty Wielkiego Mistrza!
Nogi si pod ni ugiy na dwik tego gosu. Regin zastpi jej drog.
- Wielka pani! - zawoa na cay gos. - Czy wolno mi baga o malek ask ze
strony tak wspaniaej i wpywowej osoby?
Sonea spojrzaa na niego podejrzliwie.
- Czego chcesz. Regin?
- Czy zechcesz... jeli pozwoli na to twoja wysoka pozycja, rzecz jasna... - umiechn
si oblenie - czy zechcesz naprawi dzi moje buty? Bo widzisz, wiem, e jeste doskonale
szkolona w tak wspaniaych i chwalebnych zajciach, no a skoro moje buty wymagaj
naprawy, to powinienem je odda do najlepszego szewca w slu... Gildii... Co o tym sdzisz?
Sonea pokrcia gow.
- Tylko na tyle ci sta. Regin? - Wymina go i ruszya dalej korytarzem. Za sob
syszaa odgos krokw.
- Ale, Soneo... to znaczy... Ach, wielka pani. Uczyniaby mi za...
Urwa nagle. Sone to zaintrygowao, ale powstrzymaa si od spojrzenia za siebie.
- To nowicjuszka Wielkiego Mistrza - mrukn jaki inny gos. - Zgupiae? Zostaw
j w spokoju.
Rozpoznaa gos Kano i a j zatkao ze zdumienia. Czy to wanie mia na myli
Jerrik, mwic, e decyzja Akkarina poprawi jej sytuacj? Dosza do schodw i dalej do holu,
mina bram i ruszya ku Domowi Magw.
Po czym zatrzymaa si.
Dokd idzie? Do mieszkania Rothena? Staa w miejscu, usiujc zebra myli.
Gd zadecydowa za ni. Pjdzie do sali jadalnej. A dokd po zakoczeniu
popoudniowego egzaminu? Do biblioteki. Jeli zostanie tam do jej zamknicia, zjawi si w
rezydencji Wielkiego Mistrza bardzo pno, jeli dopisze jej szczcie, to przemknie si do
swojego pokoju, nie spotykajc Akkarina. Odetchna gboko, postanowia by obojtna na
nieuniknione spojrzenia i szepty i wrcia do gmachu Uniwersytetu.
Mieszkanie Lorlena znajdowao si na parterze Domu Magw. Administrator nic
spdza tam wiele czasu, poniewa wstawa wczenie, a wraca pno w nocy, kiedy
mieszkacy Gildii ju dawno spali. Zazwyczaj w swoim apartamencie zauwaa wycznie
ko i szat.
W ostatnich godzinach jednak dostrzeg znacznie wicej szczegw swojego
prywatnego kta. Na przykad ornamenty i bibeloty na pkach z ksikami, o ktrych
istnieniu zdy cakowicie zapomnie. Te pamitki z przeszoci - zwizane z rodzin i
wasnymi osigniciami - wywoyway u niego jedynie poczucie winy i alu. Przypominay
mu o ludziach, ktrych kocha i szanowa. Ludziach, ktrych zawid.
Lorlen zamkn oczy i westchn. Osen jeszcze nie bdzie si martwi. Na razie
mino zaledwie ptora dnia. Nie do wiele czasu, by jego asystent wpad w panik z
powodu wyduajcej si listy niezaatwionych spraw. Zreszt Osen od lat usiowa przekona
Lorlena, eby, cho troch odpocz. Gdyby to rzeczywicie by odpoczynek. Administrator
przetar oczy i uda si do sypialni. Prawdopodobnie jest zbyt zmczony, eby zasn. Nie
spa od dwch nocy, od czasu gdy...
Kiedy tylko si pooy, wspomnienia powrciy. Lorlen z jkiem usiowa odepchn
je od siebie, ale nic mia siy z nimi walczy, poza tym wiedzia, e powrc, gdy tylko uda
mu si rozluni.
Od czego to si zaczo? Powiedziaem co o Ambasadorze vindoskim... e zapewne
zatrzyma si w rezydencji...
- ...poniewa jego ojciec mieszka u twojego poprzednika, zdziwi si, gdy mu
powiedziaem, e Wielki Mistrz nie przyjmuje ju goci" - Lorlen doskonale pamita swoje
sowa.
Akkarin umiechn si w odpowiedzi. Sta przy niewielkim stoliku z napojami i
spoglda przez okno ku ogarnitym ciemnociami ogrodom.
- To najlepsza ze zmian, ktre wprowadziem.
- Cenisz sobie prywatno - powiedzia, niewiele mylc Lorlen.
Akkarin pooy wtedy palec na szyjce butelki wina, jakby si zastanawia, czy chce
jeszcze kieliszek. Nie patrzy na swojego gocia, za co Lorlen dzikowa losowi, poniewa
nastpne sowa wypowiedziane przez Wielkiego Mistrza brzmiay nastpujco:
- Nie sdz, by Ambasadorowi spodobay si moje... zwyczaje.
Wanie! Kolejna dziwaczna uwaga, jakby mnie sprawdza. Mylaem, te jestem
bezpieczny, poniewa sta odwrcony do mnie plecami i nie widzia moich reakcji...
- Zwyczaje? - Lorlen uda zdziwienie. - Wtpi, aby przeszkadzao mu, e raz czy
drugi wrcisz nieco pniej albo napijesz si wicej wina. Najzwyczajniej boisz si, e on
wypije ci wszystkie ulubione trunki.
- Tego te. - Akkarin odkorkowa butelk. - Ale przede wszystkim nie moemy sobie
pozwoli, by kto odkry moje tajemnice, nieprawda?
W tym samym momencie przez myli Lorlena przemkn obraz Akkarina w
zakrwawionych achmanach. Wzdrygn si i odepchn od siebie to wspomnienie, ponownie
dzikujc losowi, e Wielki Mistrz nie patrzy. Czy to wanie wyczu? Czyby cay czas
podglda moje myli?
- Nie moemy - odrzek Lorlen i chcc zmieni temat, zapyta o wieci z dworu.
W tym samym momencie Akkarin podnis jaki przedmiot ze stolika. Zamigotay
klejnoty, wiec Lorlen przyjrza si bliej. By to sztylet. Ten sam, ktry podczas rytuau
czarnej magii zobaczya Sonea. Lorlen zachysn si winem ze zdumienia i przeraenia.
- Wino naley pi, a nie wdycha, mj drogi - odezwa si z umiechem Akkarin.
Lorlen odwrci wzrok i zakry twarz domi, przeduajc kaszel. Usiowa odzyska
rwnowag, ale widok Akkarina ze sztyletem w rku przywodzi] mu na myl wspomnienia
Sonei. Nie mg si powstrzyma od przypuszcze, dlaczego Akkarin przynis sztylet do
salonu. Poczu, ze robi mu si sabo, kiedy przemkno mu prze/ gow, e Wielki Mistrz
moe chcie uy tego sztyletu.
- Jakie wieci? - Zastanawia tymczasem Akkarin. - Niech no pomyl.
Lorlen zmusi si do spojrzenia na przyjaciela ze spokojem.
Kiedy Akkarin odwrci si ponownie Lorlen zauway bysk lustra tu nad blatem.
Wypolerowana srebrna taca, oparta o jedn z butelek, odbijaa oczy Wielkiego Mistrza.
Wpatrzone w Lorlena. Przyglda mi si przez cay czas. Moe wcale nie usiowa czyta
moich powierzchownych myli. Wystarczyy reakcje na jego uwagi, a zwaszcza na widok
tego sztyletu, eby przekona go, e co wiem...
- Dotary do mnie opinie moich przyjaci z Eilyne i Lonmaru o poczynaniach
Dannyla - powiedzia wreszcie Akkarin nagle oddalajc si od stolika. - Wszyscy bardzo go
chwal.
- Mio sysze,
Akkarin zatrzyma si na rodku pokoju.
- ledziem jego dziaania z wielkim zainteresowaniem. Doskonale sobie radzi ze
zdobywaniem informacji.
Domyli si, zatem, e Dannyl czego szuka. Czy wie, czego? Lorlen zmusi si do
umiechu.
- Zastanawiam si, co go tak zaintrygowao.
Akkarin zmruy oczy.
- Mylaem, e informuje ci na bieco.
- Mnie?
- Owszem. Poprosie go przecie, eby przyjrza si mojej przeszoci.
Lorlen uzna, e musi staranniej dobiera sowa. Akkarin mg zauway, e Dannyl
poda jego ladami, ale skd mgby wiedzie dlaczego, skoro sam Dannyl nie mia o tym
pojcia?
- Tak twierdz twoi przyjaciele?
- Powinienem zapewne nazwa ich szpiegami.
Akkarin wykona szybki ruch rk i Lorlen z przeraeniem zauway, e wci trzyma
w niej sztylet. Zdajc sobie spraw, e jego reakcja nie moga uj uwadze Wielkiego
Mistrza, Lorlen otwarcie wskaza na bro.
- Co to jest?
- Co, co przywiozem z podry - odrzek Akkarin wznoszc sztylet do gry. - Co,
co jak sdz, rozpoznajesz. Lorlen poczu chwilowy triumf. Akkarin niemale przyzna, e w
swoich podrach pozna tajniki czarnej magii. Poszukiwania Dannyla mog jednak wci
okaza si uyteczne...
- Jest dziwnie znajomy - przyzna Lorlen. - Zapewne widziaem kiedy podobny na
ilustracji w ksice, a moe w jakim zbiorze osobliwoci... tak gronie wygldajcy
przedmiot na pewno utkwiby mi w pamici.
- Wiesz, do czego on suy?
W mylach Lorlena pojawio si na moment wspomnienie Akkarina przecinajcego
rami sugi.
- To sztylet, zapewne, wic do niczego przyjemnego.
Ku jego uldze, Wielki Mistrz odoy sztylet na stolik, ale ulga nie trwaa dugo.
- Ostatnimi czasy zachowujesz dziwaczn ostrono w mojej obecnoci - oznajmi
Akkarin. - Unikasz komunikacji mentalnej, jakby si obawia, e wyczuj co w twoich
mylach. Kiedy moi ludzie poinformowali mnie o podrach Dannyla, byem zaintrygowany.
Dlaczego zlecie mu przeledzenie mojej przeszoci? Nie zaprzeczaj, Lorlenie. Mam
dowody.
Lorlen by bardzo niezadowolony, e Akkarin dowiedzia si o jego rozkazach dla
Dannyla. Spodziewa si jednak takiego pytania. Uda, wic zakopotanie.
- Zeraa mnie ciekawo, a po naszej rozmowie o twoim dzienniku pomylaem, e
moe daoby si odzyska choby cz tego, co utracie. Ty nie moesz sobie teraz
pozwoli na zbieranie informacji, wic... To oczywicie nie jest to samo, co osobicie
samemu, ale miaem nadziej, e zgotuj ci mi niespodziank.
- Rozumiem. - W gosie Akkarina pojawia si nuta zimna i twarda jak stal. - Bardzo
chciabym ci uwierzy, ale nie mog. Bo widzisz, dzi wieczorem zrobiem ci co, czego
nigdy wczeniej nie czyniem i nigdy nie zamierzaem. Podczas naszej rozmowy
przygldaem si twoim powierzchownym mylom. Dowiedziaem si z nich duo, o wiele
wicej ni ze sw. Wiem, e kamiesz. Wiem, e widziae rzeczy, ktrych nigdy nie
powiniene oglda, a teraz musz si dowiedzie, jak do tego doszo. Od jak dawna wiesz, e
uprawiam czarn magi?
Tylko kilka sw i wszystko si zmienio. Czy w jego glosie sycha byo al lub
poczucie winy? Nie. Tylko gniew...
obrzydzeniem i odrobin leku Lorlen chwyci si ostatniej deski ratunku. Spojrza
na przyjaciela z przeraeniem.
- Uprawiasz, co?
Akkarin spochmurnia.
- Nie bd gupcem, Lorlenie - warkn. - Widziaem to w twoich mylach. Wiesz
dobrze, e mnie nie okamiesz.
Administrator uwiadomi sobie, e to prawda, i zerkn ponownie na lecy na
stoliku sztylet. Zastanawia si, co si teraz stanie. Czy przyszed czas, aby umrze? Jak
Akkarin si z tego wytumaczy. Moe Rothen i Sonea domyla si prawdy i ujawni jego
zbrodnie...
Zbyt pno zda sobie spraw, e Wielki Mistrz moe ledzi jego myli. Podnis
wzrok, ale nie wyczyta w oczach Akkarina ani zaskoczenia, ani podejrze - tylko
oczekiwanie, a to dao mu odrobin nadziei.
- Od jak dawna? - powtrzy pytanie Akkarin.
- Od ponad roku - wyzna Lorlen.
- Jak si dowiedziae?
- Przyszedem tu kiedy wieczorem. Drzwi byy uchylone i zobaczyem wiato na
schodach, wic zszedem na d. Kiedy zobaczyem, co robisz... byem zdruzgotany. Nie
wiedziaem, co o tym myle.
- Co dokadnie zobaczye?
Z trudnoci, ktrej nie musia udawa, Lorlen opisa to, czego dowiedzia si od
Sonei. Opowiadajc o tym, usiowa doszuka si w wyrazie twarzy Wielkiego Mistrza
choby ladu zawstydzenia, ale widzia wycznie iskierki poirytowania.
- Czy kto poza tob o tym wie?
- Nie - odrzek szybko Lorlen, w nadziei, e uda mu si unikn wydania Sonei i
Rothena, ale Akkarin zmruy jedynie oczy.
- Kamiesz, przyjacielu.
- Nie kamie.
Akkarin westchn. Lorlen doskonale zapamita to westchnienie.
- Wielka szkoda...
Na te sowa Administrator wsta, eby stan twarz w twarz z dawnym przyjacielem i
przekona go, e jego tajemnica jest bezpieczna.
- Akkarinie - zacz - musisz mi uwierzy. Nikomu o tym nie powiedziaem.
Spowodowaoby to zbyt wielkie zamieszanie w Gildii. Ja... nie mam pojcia, z jakiego
powodu zabawiasz si t... t zakazan magi. Mog jedynie mie nadziej, e masz dobre
intencje. Czy mylisz, e przyszedbym tutaj, gdybym uwaa inaczej?
- A zatem ufasz mi?
- Tak.
- Udowodnij mi to. Musz wiedzie, kogo chronisz, Lorlenie oraz ile naprawd
zobaczye.
W tym momencie uj go za skronie. Administrator z przeraeniem uwiadomi sobie,
e Akkarin zamierza czyta jego myli. Chwyci go za rce i odepchn od siebie,
zbulwersowany, e przyjaciel mgby zada czego takiego.
- Nie masz prawa...
W tej chwili resztka zaufania, jakie Lorlen mia do przyjaciela, znika, poniewa
Akkarin zoy palce w dobrze znanym im gecie. Moc popchna Lorena do tyu. Upad na
fotel, czujc, jak przygniata go magia.
- Nie rb tego, Akkarinie!
Jego przyjaciel jednak tylko zacisn usta.
- Wybacz, mj drogi, ale musz zna prawd.
I jego donie dotkny skroni Lorlena.
To wydawao si niemoliwe! Czuem si tak, jakby Akkarina tam nie byo, a jednak
by. Jak on to robi?
Lorlen wzdrygn si na wspomnienie tego momentu i otworzy oczy. Otaczay go
ciany jego wasnej sypialni. Zacisn pici i poczu, e metalowa obrcz ciskajca jeden z
jego palcw jest ciepa. Unis do i zrobio mu si niedobrze na widok czerwonego
kamienia poyskujcego w pmroku.
Wszystko si wydao: to, co widziaa Sonea, badanie prawdomwnoci,
zaangaowanie Rothena, odkrycia Dannyla.
Natomiast do niego nie dotar najmniejszy lad myli lub uczu Akkarina. Dopiero
pniej zdoa dostrzec cie stanu ducha Wielkiego Mistrza, kiedy ten przemierza tam i z
powrotem salon, rozmylajc w milczeniu przez godzin, a moe duej. To, co wanie
odkry, najwyraniej zrobio na nim wielkie wraenie, cho trudno byoby to zauway w
jego zachowaniu.
W kocu magiczna sia przytrzymujca Lorlena w fotelu zelaa. Akkarin wzi
sztylet ze stolika. Gdyby Lorlen mia czas si zastanowi, zapewne przestraszyby si nie na
arty, ale obserwowa tylko z niedowierzaniem, jak Akkarin przesuwa ostrzem po wasnej
doni. Ociekajc krwi rk wzi pusty kieliszek Administratora i rozbi go o kant stolika.
Nastpnie unis jeden z kawakw i rzuci go w powietrze. Szklany okruch zatrzyma si na
wysokoci oczu Akkarina i zacz wirowa, a jego ostre krawdzie lniy czerwie ni, kiedy
si topi. Gdy ostyg, wyglda jak oszlifowany kamie. Akkarin unis sw krwawic do i
zacisn palce na kamyku. Kiedy rozchyli do rana znika, a on trzyma w rce szkaratny
klejnot.
Potem Wielki Mistrz przyzwa z kredensu srebrn yeczk. Zakrcia si w
powietrzu, topic si i wyginajc, a zmienia si w grub obrczk. Akkarin uj klejnot w
dwa palce i umieci go w jej najszerszym miejscu, srebro oblao szkaratne szkieko niczym
kwiat.
Poda piercie Lorlenowi.
- Za to.
Administrator rozwaa odmow, ale by ju wiadom, e Akkarin nie cofnie si przed
przemoc, byle dopi swego, mg za sobie wyobrazi kilka mao przyjemnych sposobw
na trwae przymocowanie piercienia do palca. Poniewa wola zachowa moliwo zdjcia
go pewnego dnia, wzi piercie i z wyran niechci wsun na rodkowy palec.
- W ten sposb bd mg widzie i sysze wszystko, co dzieje si wok ciebie -
wyjani mu Akkarin. - Bdziemy te mogli rozmawia bez obawy, e kto nas podsucha.
Czy on mnie teraz obserwuje? Czy widzi, jak kr po pokoju? Czy doskwiera mu
choby cie wyrzutw sumienia z powodu tego, co zrobi?
Lorlen czu si zraniony i zdradzony przez Akkarina, ale najbardziej martwi go los
Sonei. Czy Wielki Mistrz ledzi go kilka minut temu, gdy patrzy przez okno, jak wychodzia
z budynku Uniwersytetu? Zatrzymaa si nagle, a w jej oczach nietrudno byo zauway
cierpienie - zapewne uwiadomia sobie, e nie moe ju odwiedzi Rothena.
Nie by pewny, czy chcia, eby Akkarin to zobaczy. Nie by pewny, czy jego
przyjaciel" jest zdolny do alu czy poczucia winy. Rwnie dobrze moe cieszy si z jej
nieszczcia. Mimo wszystko jednak wci pragn wierzy, e jest inaczej.
ROZDZIA 21
GROBOWIEC BIAYCH EZ
Oddalajc si od Uniwersytetu, Sonea wyobraaa sobie, e ogromny gmach kurczy
si za jej plecami. Za sob czua ciepo, ale przed ni czai si lodowaty chd. Bowiem w
zasigu jej wzroku coraz wyraniej jawi si ciemny ksztat.
Rezydencja Wielkiego Mistrza. Dom Akkarina.
Przeduaa wieczorny posiek tak dugo, jak tylko moga, po czym, niezdolna do
opuszczenia Uniwersytetu, udaa si do Biblioteki Nowicjuszy. Teraz jednak, po jej
zamkniciu, gdy Uniwersytet opustosza i ucich, nie miaa ju wyjcia, musiaa wrci do
swego nowego pokoju.
Kiedy dotara do drzwi, serce walio jej jak motem. Zatrzymaa si, wzia gboki
oddech i signa do klamki. Drzwi otworzyy si, gdy tylko jej dotkna. Pokj owietlaa
pojedyncza kula wiata. W jednym z eleganckich foteli siedziaa ciemna posta, trzymajc
ksik w dugich bladych palcach. Gdy ten czowiek podnis na ni wzrok, Sonea omal nie
zemdlaa.
- Podejd, Soneo.
Zmusia nogi do ruchu. Kiedy znalaza si w rodku, drzwi za ni zamkny si z
cichym, ale zdecydowanym trzaskiem.
- Dobrze wypada na dzisiejszych egzaminach?
Otworzya usta, eby odpowiedzie, ale nie ufajc swojemu gosowi, potakna tylko
skinieniem gowy.
- Doskonale. A zjada co?
Ponownie kiwna gow.
- W takim razie powinna odpocz przed jutrem. Moesz odej.
Z ulg ukonia si i wbiega w drzwi po lewej. Przywoaa kul wietln i wysaa j
przodem, zanim zacza si wspina po krtych schodach.
W magicznym wietle klatka schodowa przypominaa t, ktra prowadzia do
podziemnego pomieszczenia, gdzie widziaa Akkarina odprawiajcego rytua czarnej magii.
Uznaa jednak, e tamte schody musz si znajdowa po drugiej stronie salonu, po tej,
bowiem prowadziy jedynie do gry. Na pitrze wesza w dugi korytarz. Za pierwszymi
drzwiami znajdowaa si jej sypialnia. Dotd nie widziaa innych pomieszcze w rezydencji
Wielkiego Mistrza. Kiedy nacisna klamk, usyszaa odgos krokw zbliajcych si z
drugiej strony korytarza. Podniosa oczy i zobaczya na cianie powiat w pobliu wyjcia z
drugiej klatki schodowej. Zgasia swoj kul, szybko otworzya drzwi i wsuna si do
pokoju. Zostawia jednak nieco uchylone drzwi i wygldajc przez szpar, zakla pod nosem.
Widziaa tylko przeciwleg cian korytarza. eby obserwowa przybysza, musiaaby
otworzy drzwi szerzej, a wtedy na pewno zauwaono by j. wiato przesuwao si po
cianie. Kroki ucichy, po chwili do uszu Sonei dobieg ledwo syszalny trzask. - Potem
wiato poruszyo si znowu, a niewiele pniej, gdy w korytarzu rozlego si echo
zamykanych drzwi, wszystko spowia cakowita ciemno.
A wic tu ma sypialni, pomylaa. Tylko jakie dwadziecia krokw ode mnie.
wiadomo, e Wielki Mistrz przebywa tak blisko, nie bya zbyt przyjemna, ale prawd
powiedziawszy, Sonea wcale nie czuaby si o wiele lepiej, gdyby mieszka po drugiej stronie
rezydencji. Samo przebywanie w jednym budynku byo dostatecznie niepokojce.
Zamkna cicho drzwi i rozejrzaa si po pokoju. Przez dwa niewielkie okna wpadaa
powiata ksiyca, malujc na pododze jasne prostokty. Pokj wydawa si niemal
przyjemny w tym bladym wietle. Bardzo si rni od skromnie urzdzonych pokoikw w
Domu Nowicjuszy. Meble wykonano z ciemnoczerwonego, polerowanego drewna. Przy
jednej ze cian staa dua szafa, a koo niej stolik do nauki i krzeso. Midzy oknami
znajdowao si ko. Na ktrym co leao.
Sonea podesza bliej i przywoaa kul wietln. Na pocieli lea pakunek owinity
w zwyke ptno i przewizany sznurkiem. Kiedy rozplataa wze, z ptna wysun si
zielony materia.
Jej suknia z Ceremonii Przyjcia.
Kiedy j podniosa, z fadw wypado kilka ciszych przedmiotw: srebrny grzebyk i
lusterko, dwa tomiki poezji, ktre dostaa od Rothena. Pomylaa, e zaraz popyn jej z oczu
zy.
Nie, nie bd si rozkleja jak zagubione dziecko, napomniaa sam siebie. Zamrugaa
powiekami, eby osuszy oczy, po czym pooya wszystkie te drobiazgi na stoliku, a sukni
zaniosa do szafy.
Wieszajc j, poczua lekki zapach drewna. Przypomnia jej sal Rady Gildii. W jej
mylach pojawio si wspomnienie Rothena wypowiadajcego ceremonialn formu
mentora. Przypomniaa sobie, z jak radoci stana obok niego z nowymi szatami w rkach.
Ale on ju nie jest moim mentorem. Westchna i zamkna szaf.
Na pocieli zosta jeszcze jaki niewielki przedmiot. Podniosa go i rozpoznaa
kolaw figurk rebera, ktr Dorrien podarowa Rothenowi tu po przyjedzie. Sone
zachwycio to, e mona w tak prostej, nieporadnej formie odda ca istot zwierzcej
postaci.
Dorrien. Nie mylaa o nim od jego wyjazdu. Miaa wraenie, jakby od ich spaceru
miny tygodnie, podczas gdy zaledwie dwa dni wczeniej stali przy rdle, a on j caowa.
Co te on by pomyla o tej nagej zmianie mentora? Westchna. Podobnie jak
pozostali magowie, zapewne pogratulowaby jej szczliwego zrzdzenia losu", miaa jednak
pewno, e gdyby by na miejscu, wyczuby, e co jest nie w porzdku. Zauwayby jej
strach oraz niepokj i gniew Rothena.
Ale nie byo go tutaj. By ju daleko, w drodze do swojej grskiej wioski.
Kiedy odwiedzi znw Gildi. A kiedy to si stanie, zechce si z ni zobaczy.
Ciekawe, czy Akkarin mu pozwoli.
Umiechna si. Nawet gdyby zabroni, Dorrien i tak znalazby sposb. Poza tym
jeliby Wielki Mistrz zabroni im si spotka, wzbudzioby to podejrzenia.
Wzbudzioby? Akkarin mgby oznajmi po prostu, e Dorrien przeszkadza jej w
nauce. Dorrien zapewne uznaby to za nadopiekuczo, ale nikt nie miaby zastrzee.
Zachmurzya si. A jeli Dorrien zauway, e co jest nie w porzdku? Co wtedy zrobi? I co
zrobi Akkarin? W przeciwiestwie do Rothena i do niej samej Dorrien mieszka z dala od
Gildii. Wypadek" Uzdrowiciela przebywajcego w odlegej wiosce nie wzbudziby niczyich
podejrze, cisna figurk w doni. Nic moe pozwoli, by Akkarin zainteresowa si
Dorrienem. Kiedy syn Rothena przyjedzie znw do Gildii, bdzie musiaa mu powiedzie, e
nic do niego nie czuje. Sam przecie stwierdzi, e moe znale kogo innego przez te lata,
ktre pozostay jej do ukoczenia Uniwersytetu. Niech, wic myli, e tak si stao. Oznacza
to jednak, e nie moe by nikogo innego. Nie, pki jest zakadniczk Akkarina. Jeli si z
kimkolwiek zaprzyjani, cignie na niego niebezpieczestwo. Co w takim razie z ciotk,
wujem i maym kuzynem? Na razie Akkarin nie skrzywdzi Rothena, eby nie da jej powodu
do wyjawienia jego sekretu, jeli dowie si, gdzie przebywa jej rodzina, moe rwnie ich
przeciwko niej wykorzysta.
Czy kiedykolwiek uda jej si odzyska kontrol nad swoim yciem?
yj przecie, upomniaa sam siebie. Teraz mog jedynie zachowa cierpliwo i
mie nadziej, e stanie si co, co wszystko naprawi... i by gotowa dopomc losowi, jeli
nadarzy si okazja.
Wstaa i podesza do biurka. Jeeli co si wydarzy, zapewne bdzie miao jaki
zwizek z magi, powinna, zatem by jak najlepiej przygotowana. Jutro egzamin z
uzdrawiania, trzeba ponownie przejrze notatki.
Rothen podszed do okna i po raz kolejny wpatrywa si w rezydencj Wielkiego
Mistrza. W pobliu jej pnocnej wieyczki pojawiay si w cigu ostatnich dwch nocy
niewielkie wiateka. Im bardziej si w nie wpatrywa, tym bardziej umacnia si w
przekonaniu, e wanie za tymi oknami przebywa Sonea.
Musi by niewiarygodnie przeraona. Z pewnoci czuje si jak w puapce. auje, e
w ogle zgodzia si wstpi do Gildii.
Zorientowa si, e mocno zaciska pici. Zmusi si do przejcia z powrotem do
salonu, usiad w fotelu i spojrza ponuro na resztki niedojedzonego obiadu.
Co mam zrobi? Musi by co, co mog zrobi.
Bez koca powtarza w mylach to pytanie. I za kadym razem odpowiada sobie tak
samo:
Wszystko, co tylko zdoam.
Najwaniejsze byo jednak bezpieczestwo Sonei. Rothen najchtniej wyszedby na
korytarz i wykrzycza prawd tak, by usyszeli j wszyscy magowie, ktrzy bez mrugnicia
okiem przyjli wiadomo o decyzji Akkarina, wiedzia jednak, e gdyby tak uczyni, Sonea
staaby si pierwsz ofiar Wielkiego Mistrza. Posuyby si jej moc do walki z Gildi, a jej
mier pomogaby mu odnie zwycistwo.
Rozpaczliwie potrzebowa rozmowy z Lorlenem. By niemal pewien, e Lorlen nie
zechce powici ycia Sonei dla prby pokonania Akkarina, pragn jednak przekona si,
e Administrator nie porzuci myli o przeciwstawieniu si Wielkiemu Mistrzowi.
Akkarin zabroni im jakichkolwiek kontaktw, ale nawet gdyby Rothen mimo zakazu
odway si skontaktowa z Lorlenem, i tak nie zdoaby tego uczyni. Administrator
zamkn si w swoim mieszkaniu i odpoczywa. Usyszawszy t wie, Rothen zacz si
obawia, czy aby Lorlen nie odnis obrae w konfrontacji z Akkarinem. Sama myl o tym
przeraaa go. Jeli Akkarin potrafi skrzywdzi najbliszego przyjaciela, co zrobi tym, na
ktrych mniej mu zaley?
Wielki Mistrz mg si przyzwyczai do zabijania i zabierania innym mocy. Moe
nawet czyni to od lat. Rothen zaspi si. Od jak dawna Akkarin praktykuje czarn magi?
Od kiedy zosta Wielkim Mistrzem? Czy jeszcze duej?
Odkd Sonea opowiedziaa mu o tajemnicy Akkarina zachodzi w gow, w jaki
sposb Wielki Mistrz pozna tajniki zakazanej mocy. Powszechnie wiadomo byo, e Gildia
przed wieloma laty zniszczya wszystkie pisma jej dotyczce.
Starsi uczyli si, jak rozpoznawa czarn magi, ale na tym ich wiedza si koczya.
Niemniej nie mona byo wykluczy, e Akkarin czerpa swoje informacje z jakich
zapomnianych rde w Gildii.
Albo, e nauczy si zakazanych praktyk lata temu zanim wyruszy w podr.
Wdrwka w poszukiwaniu wiedzy o dawnych mocach moga stanowi wytumaczenie dla
dalszych poszukiwa, a moe po prostu Akkarin chcia mie czas i swobod, by wiczy.
Mg te odnale lady czarnej magii podczas podry. Czyby natkn si na jak
zapomnian wiedz, ktra uczynia go potniejszym?
Tam, gdzie znajduj si informacje o mocy, bardzo czsto zamieszczone s rwnie
instrukcje, jak si jej przeciwstawia. Jeli Akkarin natrafi na takie rda podczas swojej
podry, kto inny rwnie moe je odnale. Rothen westchn. Gdyby tylko mg opuci
Gildi, powiciby cay swj czas na poszukiwanie tej wiedzy. Ale on nic moe wyjecha.
Akkarin zapewne bdzie go bacznie obserwowa. Nie spodobaoby mu si raczej, gdyby
Rothen zacz wczy si po Krainach Sprzymierzonych, z dala od jego wzroku.
A zatem musi to zrobi kto inny. Rothen pokiwa gowa. Kto, kto moe swobodnie
podrowa. Kto, kto nie bdzie zadawa zbyt wielu pyta. Kto, komu mona zaufa...
Czu, ze na jego twarz wypywa powoli umiech. Oczywicie, e istnieje wanie taki
czowiek.
Dannyl.
Pomienie setek pochodni koysay si poruszane wieczorna bryz. Kolejne setki
pegay, poustawiane w dugie zygzaki, zdawao si, e wznosz si a do nieba. Owietlay
cay klif tak, e wejcia do jaski otaczay pomienie. Wiolarze poruszali wiosami w
leniwym rytmie wybijanym na bbnie przez siedzcego na dziobie czowieka. Od klifw
odbijaa si echem powolna pie o dziwacznej, zmiennej harmonii, przepeniajc Dannyla
dreszczem. Mag spojrza na Tayenda, ktry przyglda si innym odziom z zachwytem. Po
kilkutygodniowym odpoczynku mody uczony wyglda zdecydowanie lepiej.
- Dobrze si czujesz? - zapyta go cicho Dannyl.
Tayend potakn i wskaza gestem na d.
- Prawie si nie koysze.
Pod ich nogami rozleg si dwik, co jakby delikatne szuranie. Wiolarze
wyskoczyli zgrabnie i wcignli d na brzeg. Tayend wsta i zacz wsuchiwa si w rytm
fal uderzajcych o burt odzi, wyszed z niej, kiedy tylko woda si cofna. Zakl, bo jego
pikne buty zagbiy si w mokry piasek.
Dannyl stumi chichot, opuci d i ruszy pla ku owietlonej pochodniami
ciece. Zatrzyma si na chwil, by przepuci spor grup aobnikw, ktrzy wanie
zaczli wspina si na wykute w klifie schody. Razem ze swym modym przyjacielem ruszy
w gr W odlegoci kilku krokw od procesji.
W kad noc peni ksiyca Vindoni odwiedzali groty, w ktrych znajdoway si
groby ich zmarych. Skadali tam dary i bagali duchy przodkw o pomoc. Niektre z tych
grobw byy tak staroytne, e zabrako potomkw, ktrzy mogliby je odwiedza. Dannyl i
Tayend zmierzali ku jednemu z takich starych grobowcw. Pamitajc o obyczajach tu
panujcych, wspinali si w milczeniu. Minli kilka jaski, pnc si wci w gr. Tayend
dysza ciko, tymczasem aobnicy idcy przed nimi weszli w otwr groty. Po krtkim
odpoczynku on i Dannyl ruszyli dalej po wskich stopniach.
- Zaczekaj. Spjrz tutaj.
Syszc ten szept, Dannyl odwrci si: Tayend wskazywa na wejcie do groty, ktre
omin, nie zwracajc na nie uwagi. W zagbieniu skalnym kryla si wska szczelina, przez
ktr mona byo wlizgn si do rodka. Nad wejciem wyrzebiono symbol.
Dannyl rozpozna ten znak, podszed, wic do szczeliny i zajrza do rodka. Przed nim
bya jedynie ciemno.
Cofn si o krok, przywoa kul wietln i wysa j do wntrza.
Tayend omal nie krzykn, gdy w wietle kuli ukazaa si wpatrzona w nich twarz.
Mczyzna zerkn podejrzliwie na Dannyla i powiedzia co po vindosku. Mag zorientowa
si, e to stranik grobowcw, wypowiedzia, wic rytualne powitanie, ktrego si nauczy.
Mczyzna odpowiedzia stosown formu, po czym cofn si i gestem zaprosi ich do
rodka. Kiedy Dannyl przecisn si przez szczelin, kula owietlia byszczc paradn
zbroje i krtki miecz kaniajcego si sztywno stranika.
Znaleli si w niewielkim pomieszczeniu. W gb skay wid niski korytarz o
cianach pokrytych malowidami.
Tayend przyjrza im si dokadnie, pomrukujc co z podziwem.
- Musicie mie przewodnika - oznajmi stranik. - Inaczej si zgubicie. I nie wolno
wam niczego zabra ze rodka, nawet kamyka.
Wycign niewielki flet i zagra jeden dwik. Chwil pniej pojawi si chopak w
prostej, przepasanej koszuli Skin na nich rk, dajc do zrozumienia, e powinni pj
przodem. Kiedy Dannyl i Tayend ruszyli korytarzem, chopak poszed za nimi w milczeniu.
Tayend przesuwa si wolno, poniewa przez cay czas przyglda si uwanie
malowidom.
- Co ciekawego? - spyta Dannyl, kiedy uczony zatrzyma si po raz trzeci.
- Owszem - szepn Tayend, i spojrza na maga przepraszajco. - Tylko, e nie ma to
nic wsplnego z twoimi poszukiwaniami.
Wyprostowa si i przyspieszy kroku, nie przestawa jednak patrze na ciany.
W miar ich wdrwki Dannyl coraz dotkliwiej uwiadamia sobie, e nad nimi
znajduje si potna masa ziemi, a wok zamykaj si ciany. Jeli tunel by si zapada, na
pewno zdoaby ochroni ich tarcz przed zgnieceniem. Zrobi to przecie ponad rok temu,
kiedy Zodzieje zawalili podziemny korytarz podczas pocigu za Sone. Tu jednak byo
inaczej. Znacznie wicej skay i ziemi nad gow. Moe i udaoby mu si ocali wszystkich
przed zmiadeniem, ale nie mia pojcia, co dalej. Czy zdoaby przesun ziemie za swoj
barier i przedosta si na zewntrz? Czy zdyby to zrobi, zanim skoczyoby si
powietrze? Czy starczyoby mu magicznej mocy, by to wykona? Jeli nie, to zapewne
sabby stopniowo, a w kocu ciar ziemi by go pokona.
Ta myl ogromnie go niepokoia, postanowi, wic skupi si na czym innym. Za
sob ledwie sysza kroki chopca. Zastanawia si, czy ich przewodnik przejmuje si
moliwoci zostania ywcem pogrzebanym. Przypomnia sobie inny dzie, kiedy wszed do
tuneli pod Uniwersytetem, eby sprawdzi, dlaczego zaglda do nich Fergun. Cay czas mia
wraenie, e kto si za nim skrada - i tym kim okaza si Wielki Mistrz.
- Dobrze si czujesz?
Dannyl podskoczy, syszc to pytanie. Tayend spoglda na niego z niepokojem.
- Tak. Dlaczego pytasz?
- Szybko oddychasz.
- Aha. Naprawd?
- Owszem.
Po kilku krokach Dannyl wcign gboko powietrze w puca i powoli je wypuci,
po czym wykona par uspokajajcych wicze.
Tayend zerkn na niego z umiechem.
- Nie lubisz znajdowa si pod ziemi.
- Co za pomys.
- Wielu ludzi le si czuje w takich miejscach. Znam takich, ktrych przeraa
biblioteka, nauczyem si, wic rozpoznawa oznaki. Powiesz mi, jeli zaczniesz panikowa,
prawda? Nie umiecha mi si przebywanie w pobliu oszalaego ze strachu maga.
Dannyl odpowiedzia umiechem.
- Wszystko w porzdku. Tylko... przypomniao mi si kilka niezbyt przyjemnych
dowiadcze zwizanych z podobnymi miejscami.
- Ach, tak. Moesz mi opowiedzie?
Dannyl poczu si zdecydowanie lepiej, kiedy podzieli si z Tayendem tymi
opowieciami. Od tego, jak Zodzieje omal nie pochowali go ywcem, przeszed do historii
poszukiwa Sonei. A kiedy doszed do wspomnie z przeczesywania podziemi Uniwersytetu
i spotkania z Wielkim Mistrzem,
Tayend zmruy oczy.
- Ty si go boisz, prawda?
- Nie. Nie tyle si boj, ile... No dobra, to zaley od sytuacji.
Tayend zamia si cicho.
- No c, jeli kto tak przeraajcy jak ty boi si Wielkiego Mistrza, to ja na pewno
nie bd mu wchodzi w drog.
Dannyl przystan.
- Ja jestem przeraajcy?
- O tak - potakn Tayend. - i to bardzo.
- Ale przecie... - Dannyl pokrci gow. - Nie zrobiem nic, co... - Urwa na
wspomnienie rzezimieszka. - No dobra, zrobiem... ale wczeniej chyba si mnie nie bae?
- Oczywicie, e si baem.
- Dlaczego?
- Wszyscy magowie s przeraajcy. Kady sysza opowieci o tym, co potrafi... ale
najbardziej przeraajce jest to, o czym si nic wic, e potrafi.
Dannyl skrzywi si.
- No, chyba widziae, do czego jestem zdolny. Aha, i wcale nie zamierzaem go
zabi.
Tayend przyglda mu si uwanie przez chwil.
- Jak si czujesz w zwizku z tym?
- Nieszczeglnie - odpar Dannyl. - A ty?
- Nie jestem pewien. To tak jakbym patrzy na to z dwch rnych stron. Nie jest mi
przykro, e zgin, cho uwaam, e nie powinno si zabija. Obawiam si, e najbardziej
niepokoi mnie ta niejasno. Kto wie, co naprawd jest dobre, a co ze? Przeczytaem wicej
ksiek ni wikszo znanych mi ludzi, ale nie odnalazem jednoznacznej odpowiedzi.
Chciabym ci jednak co powiedzie.
Dannyl zmusi si do spojrzenia przyjacielowi prosto w oczy.
- Co takiego?
- Dzikuj. - Tayend by cakiem powany. - Dzikuj, e uratowae mi ycie.
Mag poczu si tak, jakby pky jakie krpujce go wizy. Uwiadomi sobie, e
potrzebowa wdzicznoci Tayenda. Nie zmniejszyo to poczucia winy, ale nadao caemu
wydarzeniu inny wymiar. Spojrza przed siebie: w wietle wysanej przodem kuli nie byo
wida cian w oddali. Zmarszczy brwi, po chwili zrozumia, e doszli do wikszej groty.
Kiedy si do niej zbliyli, nos Dannyla pochwyci mineralny zapach, ktry stawa si tym
mocniejszy, im bliej wejcia si znajdowali. Dannyl ponownie wysa kul wietln przed
siebie i usysza jk Tayenda.
Grota bya rwnie wielka jak Rada Gildii, a wypeniay j lnice zasony i biae
iglice. Echo nioso dwik spadajcych kropli. Dannyl przyjrza si bliej i dostrzeg, e
krople spadaj ze stalaktytw, a pomidzy przypominajcymi ostre ky stalagmitami wije si
strumyczek.
- Grobowiec Biaych ez - mrukn Tayend.
- Tworzony przez wod, ktra przescza si przez sklepienie i zbiera po drodze
mineray - wyjani Dannyl.
Tayend przewrci oczami.
- Przecie wiem.
Do wntrza groty prowadzia liska cieka. Schodzili ostronie, starannie wybierajc
drog na nierwnym podou. Kiedy mijali jedne wspaniae biae ksztaty, przed nimi
wyrastay kolejne. Nagle Tayend si zatrzyma.
- Usta mierci - powiedzia szeptem.
Przed nimi sal przecinay rzdy stalaktytw i stalagmitw.
Niektre z nich zrosy si i powoli tworzyy coraz grubsze kolumny. Szczeliny
pomidzy innymi byy za tak mae, e wydawao si, i lada moment si zamkn. Kada z
tych formacji bya bardzo szeroka u podstawy, a nastpnie zwaa si w ostry szpic, tak, e
cao wygldaa jak zby ogromnej bestii.
- Zajrzymy, czy dalej jest odek? - spyta Tayend i nie czekajc na odpowied,
zanurkowa pomidzy dwoma zbami i znik.
Dannyl skoczy za nim i natychmiast spostrzeg go stojcego pod cian tunelu i
wskazujcego na co naglcymi gestami. ciany po obu stronach wyglday jak zasony z
lnicej bieli, ozdobione gdzieniegdzie pytkimi poziomymi zagbieniami. Dannyl podszed
do Tayenda i ujrza lecy w jednej z takich nisz szkielet. Biaa kurtyna ju si tworzya, ju
zakrywaa po czci nisz.
- Musieli wyku te groby, wiedzc, e ciany w kocu je zarosn - powiedzia cicho
modzieniec.
Idc dalej, natykali si na kolejne nisze. Im dalej si posuwali, tym starsze i liczniejsze
byy groby. W kocu nie byo ju wida szkieletw, tylko ciany zakrywajce wgbienia.
Dannyl zdawa sobie spraw, e spdzili tam ju kilka godzin. Vindoni zabraniali
odwiedzania grot za dnia, zaczyna si, wic martwi, czy zd wrci na wybrzee, zanim
ich lod odpynie. Kiedy dotarli do koca korytarza, ode tchn z ulg.
- Niczego tu nie ma - powiedzia Tayend rozgldajc si.
Otaczay ich gadkie ciany. Dannyl przeszed na prawo, przygldajc im si
dokadnie. Miejscami wydaway si niemal przejrzyste. Tayend zorientowa si, co robi jego
towarzysz, zacz, wic obchodzi komor od drugiej strony. Po paru minutach zawoa
Dannyla. W jego gosie zna byo podniecenie.
Mag podszed do przyjaciela, ktry wskazywa palcem na niewielk szpar.
- Potrafisz owietli to od rodka?
- Sprbuj.
Tayend odsun si, a Dannyl utworzy niewielk iskierk, ktr posa w szczelin.
Widzia, jak porusza si wrd wskich szpar midzy zaomami skalnymi, po czym znika w
ciemnoci.
Rozjani wiateko, eby owietli widok nieco bardziej, i poczu, jak umiech
rozpromienia jego twarz.
- Co znalaze? - zapyta z podnieceniem Tayend. - Daj mi zobaczy!
Dannyl odsun si i patrzy, jak modzieniec nachyla si nad otworem. Oczy
uczonego rozszerzyy si ze zdumienia. Za bia zason znajdowaa si niewielka grota,
porodku ktrej sta rzebiony sarkofag. Wewntrzne ciany tej komory czciowo pokrywa
mineralny osad, ale cz paskorzeb bya wci widoczna.
Tayend wycign z kieszeni paszcza kartki papieru i owek. W jego oczach
byszczaa rado.
- Ile mam czasu?
Dannyl wzruszy ramionami.
- Moe godzin, ale chyba mniej.
- Na razie powinno wystarczy. Moemy tu wrci?
- A czemu by nie?
Tayend rozpromieni si.
- Znalelimy to, Dannylu! Znalelimy to, czego szuka Wielki Mistrz. lady dawnej
magii!
ROZDZIA 22
UNIKAJC WIELKIEGO MISTRZA
Kiedy Sonea wysza z Domu Uzdrowicieli, zobaczya biegncych nowicjuszy -
niektrzy podskakiwali i pokrzykiwali z podniecenia. Wsuchaa si w otaczajcy j miech.
Ledwie wybrzmia w ich uszach gong zwiastujcy koniec semestru, a oni ju rozmawiali o
konnych przejadkach, balach dworskich i zabawach, o ktrych ona nigdy nawet nic
syszaa.
Przez najblisze dwa tygodnie brzowe szaty bd rzadkim widokiem na terenie Gildii
- nowicjusze, a take niektrzy magowie, wrc do domw na zimow przerw. Te bym
chciaa wyjecha. Pomylaa z alem, e mogaby spdzi te dni z wujem i ciotk - i ich
maym dzieckiem - w slumsach. Ale on nigdy mi na to nic pozwoli. Zatrzymaa si przy
gmachu Uniwersytetu, przepuszczajc kilku starszych nowicjuszy wybiegajcych z bramy.
Gdy wchodzia na schody, mino j jeszcze paru maruderw, ale kiedy dosza do
drugiego pitra stwierdzia, e jest zupenie sama.
W ciszy zalegajcej na korytarzu czaia si jaka pustka, ktrej Sonea nigdy wczeniej
nie dowiadczya, nawet pn noc- Przycisna kuferek do piersi i pospieszya ku
bocznemu przejciu.
Biblioteka Magw znajdowaa si na parterze Uniwersytetu, na tyach budynku,
natomiast do Biblioteki Nowicjuszy, mieszczcej si na drugim pitrze, dochodzio si
krtymi korytarzami, za pierwszym razem Sonea nie bya w stanie tam trafi i w kocu po
prostu posza za innymi uczniami.
Dzi czytelnia bya pusta. Gdy tylko Sonea uchylia drzwi, usyszaa pospieszne kroki
i skonia si na widok Mistrzyni Tyi, bibliotekarki.
- Przykro mi, Soneo - powiedziaa Tya - ale biblioteka jest zamknita. Wanie
skoczyam porzdki na koniec semestru.
- Czy bdzie otwarta podczas przerwy. Mistrzyni?
Bibliotekarka pokrcia przeczco gow. Sonea spucia wzrok, wycofaa si za drzwi
i zawrcia.
Przy najbliszym skrzyowaniu korytarzy zatrzymaa si. Zakla i opara si o cian.
Dokd teraz pjdzie? Dokdkolwiek, byle daleko od rezydencji Wielkiego Mistrza. Z
westchnieniem zacza rozwaa moliwoci. Korytarz po prawej prowadzi z powrotem do
gwnego. A ten po lewej... dokd?
Ruszya w lewo i dosza do kolejnego rozgazienia. Zatrzymaa si na wspomnienie
skomplikowanej drogi, ktr Domen prowadzi j na dach Uniwersytetu. Pochwali si wtedy,
e zna kade przejcie i pomieszczenie w budynku
Wychowywanie si w Gildii miao pewne zalety", tak po wiedzia.
Sonea zacisna usta. Bardzo przydaaby si jej taka wiedza. Powinna umie si
porusza swobodnie po caym terenie Gildii.
A co jeli si zgubi?
Zamiaa si gorzko. Ma duo czasu. Po raz pierwszy od szeciu miesicy nie musi
nigdzie by punktualnie. Jeli si zgubi, to w kocu i tak si gdzie znajdzie.
Z ponurym umiechem na ustach ruszya przed siebie.
Kto czterokrotnie zdecydowanie zapuka do drzwi, a Lorlen poczu, e serce mu
zamiera. To nie byo pene uprzejmoci stukanie Osena, ani te lekko przestraszone
sucego. Ani nawet nierozpoznawalne pukanie ktrego z magw. To byo stukanie, ktre
mrozio krew w yach, stukanie, ktrego wyczekiwa z przeraeniem. Teraz, kiedy si
rozlego, nie potrafi si poruszy. Wpatrywa si w drzwi w nadziei, e go uzna, i nie ma
go w pokoju, i sobie pjdzie.
- Otwrz drzwi, Lorlenie.
Podskoczy, syszc t myl. Brzmiaa inaczej ni dotychczas, tak jakby w jego gowic
naprawd kto si odezwa. Administrator odetchn gboko. W kocu bdzie musia stan
twarz w twarz z Akkarinem, po co wic odsuwa t chwil. Westchn ciko i rozkaza
drzwiom si otworzy.
- Dobry wieczr, Lorlenie.
Akkarin wszed do pokoju z tym samym pumiechem, ktrym zawsze wita Lorlena,
jakby nadal byli dobrymi przyjacimi.
- Wielki Mistrzu - wydusi z siebie Administrator. Serce walio mu jak oszalae i mia
wielk ochot zapa si w fotel.
Poczu gniew na samego siebie, jeste Administratorem Gildii, powiedzia sobie,
zachowaj, wic przynajmniej godno. Pokona opr, wsta i stan przed Akkarinem.
- Czyby nie wybiera si dzi do sali wieczornej? - spyta jego go.
- Nie mam nastroju.
Zapanowao milczenie, po chwili Akkarin skrzyowa rce.
- Nie skrzywdziem adnego z nich. Lorlenie - mwi cicho. - Ciebie te nie. Sonea
tylko skorzysta na mojej opiece. Nauczyciele zaniedbywali j pomimo stara Rothena. Teraz
za bd wskakiwa ze skry, byle jej dogodzi, a ona potrzebuje ich pomocy, eby
zrealizowa potencja, ktry w niej dostrzegem.
Lorlen wpatrywa si w Akkarina ze zdumieniem.
- Czytae jej myli?
Wielki Mistrz unis brwi.
- Oczywicie. Ona moe jest niedua, ale nie jest dzieckiem. Wiesz o tym doskonale.
Lorlenie. Ty te czytae jej myli.
- To byo zupenie co innego. - Lorlen odwrci wzrok. - Otrzymaem pozwolenie.
Akkarin zapewne wdar si rwnie w myli Rothena.
Poczucie winy ponownie zalao Administratora.
- Wanie, dlatego tutaj jestem - powiedzia Akkarin. - Dotd nie byo takiej rzeczy,
ktra mogaby ci powstrzyma od wizyty w sali wieczornej, zwaszcza, kiedy w powietrzu
wisi tyle plotek. Wszyscy bd si spodziewa twojej obecnoci. Czas, eby przesta si nad
sob uala, przyjacielu.
Przyjacielu? Lorlen skrzywi si, gdy jego wzrok pad na piercie, jaki przyjaciel robi
co takiego, jaki Administrator pozwoliby czarnemu magowi wzi nowicjusza jako
zakadnika? Westchn. Taki, ktry nie ma wyboru. Jeli chce ochroni Sone, musi udawa,
e nic si nie stao. Tylko tyle, e Wielki Mistrz wreszcie zdecydowa si wzi pod opiek
nowicjuszk i zaskoczy wszystkich, wybierajc dziewczyn ze slumsw. Skin gow.
- Zatem pjd. Przyczysz si do mnie? - zapyta, mimo e zna odpowied.
- Nie. Wrc do domu.
Lorlen potakn ponownie. Jeli Akkarin pojawiby si w sali wieczornej, ludzie
mogliby zaniecha plotek. Natomiast podczas jego nieobecnoci odwa si zapewne zada
Administratorowi pytania, ktrych nie wypowiedzieliby w obecnoci Wielkiego Mistrza. I jak
zwykle Akkarin bdzie oczekiwa raportu.
W tym momencie Lorlen przypomnia sobie o piercieniu i sowach Akkarina: Bd
mg widzie i sysze wszystko, co dzieje si w twoim pobliu". Wielki Mistrz nie bdzie
musia czeka na raport. Usyszy wszystko, co inni powiedz Lorlenowi.
Administrator wsta i przeszed do sypialni, gdzie ochlapa twarz wod z misy, a
nastpnie przyjrza si swojemu odbiciu w lustrze. Cienie pod oczami nie pozostawiay
wtpliwoci, co do nieprzespanych nocy. Wygadzi wosy i zwiza je na karku. Szat mia
pomit, ale naprawia to niewielka magiczna interwencja. Wrci do salonu i spojrza
Akkarinowi prosto w oczy.
Na usta Wielkiego Mistrza wypyn cie umiechu. Lorlen odwrci si i ze
spokojem magicznie otworzy drzwi. Wyszed na korytarz za Akkarinem, co sprawio, e inni
magowie zatrzymywali si i rzucali mu zaciekawione spojrzenia. Kania si im uprzejmie.
Dostrzeg cienie pod jego oczami i uznaj, e chorowa.
Akkarin poegna si z nim przed bram Domu Magw i znik wrd zabudowa
Uniwersytetu.
Lorlen uda si ku sali wieczornej, witajc si po drodze z dwoma zmierzajcymi w
tym samym kierunku magami. Tak jak si spodziewa, zapytali go, czy dobrze si czuje.
Zapewni, e jak najlepiej, i wszed z nimi do rodka.
Kiedy otworzyy si wewntrzne drzwi, wszystkie gowy odwrciy si ku
wchodzcym. Gwar gosw przycich na moment, by nastpnie wzmc si jeszcze bardziej.
Lorlen ruszy przez zatoczone pomieszczenie ku swojemu ulubionemu fotelowi, zauwaajc
po drodze, e kilku magw - w tym sporo starszyzny - ju si toczyo w tamtej czci sali.
Ku swemu rozbawieniu zauway, e na jego miejscu zasiad Mistrz Yikmo. Mody
Wojownik zerwa si na rwne nogi.
- Administratorze! - zawoa. - Usid, prosz. Dobrze si czujesz? Wygldasz na
zmczonego.
- Czuj si wietnie - zapewni go Lorlen.
- To doskonaa wiadomo - powiedzia Yikmo. - Mielimy nadziej, e zjawisz si
dzi wieczorem, ale zrozumiabym, gdyby wola unikn wypytywania o Sone i Wielkiego
Mistrza.
Lorlen zdoby si na umiech.
- Ale nie mgbym zostawi was na pastw domysw, nieprawda? - Rozpar si w
fotelu, czekajc na pierwsze pytanie. Trzej magowie, wrd nich Mistrz Peakin, odezwali si
jednoczenie. Dwaj modsi natychmiast umilkli, kaniajc si uprzejmie dziekanowi alchemii.
- Czy wiedziae, e Akkarin planuje wzi j pod opiek? - spyta Peakin.
- Nie - powiedzia zgodnie z prawd Lorlen. - Nie zdradza wikszego zainteresowania
Sone podobnie, jak ktrymkolwiek innym nowicjuszem. Rozmawialimy czasem o niej, ale
Akkarin nie dzieli si ze mn swoimi przemyleniami. By moe jednak zastanawia si nad
tym od jakiego czasu.
- Dlaczego akurat Sonea? - spyta Mistrz Garrel.
- Nie mog udzieli pewnej odpowiedzi. Co musiao zwrci jego uwag.
- Moe jej moc - podsun Mistrz Yikmo. - Wsplny atak nowicjuszy z letniej grupy
pokaza, e ona jest potna. - Czy on j zbada?
Lorlen zawaha si przez moment, po czym potakn.
- Owszem.
Zgromadzeni wok niego magowie wymienili midzy sob spojrzenia.
- I co odkry? - spyta Peakin.
- Powiedzia mi, e ona ma wielki potencja - odrzek Lorlen. - I chtnie bdzie czuwa
nad jej rozwojem.
Jeden ze stojcych w pobliu magw wyprostowa si i podszed do kogo, kto
wanie przyby, niewtpliwie po to, aby zanie mu wieci. Lorlen spojrza w tamtym
kierunku i nieco dalej dostrzeg znajom twarz. Kiedy jego oczy napotkay wzrok Rothena,
Administrator poczu ukucie winy. Obecno Rothena zaskoczya go. Czyby i jemu Akkarin
kaza utrzymywa pozory?
- Rektor Jerrik powiedzia mi, e Sonea bdzie chodzi na popoudniowe lekcje -
odezwaa si Mistrzyni Vinara. - Nie uwaacie, e to troch za wysokie wymagania?
Lorlen powrci do swoich rozmwcw.
- To dla mnie nowo. Nie wiedziaem, e Akkarin rozmawia ju z Jerrikiem.
- Wikszo jej wieczornych lekcji ma zastpi te, ktre trzeba bdzie przesun ze
wzgldu na prywatny trening w sztukach wojennych - wyjani Yikmo.
- A czemu nie mogaby trenowa wieczorem? - spyta kto inny.
- Poniewa ja nie ucz wieczorami - odpar Yikmo z umiechem.
- Wybacz mi to, co powiem, ale spodziewaem si, e podopieczn Wielkiego Mistrza
bdzie uczy Mistrz Bakan - wtrci si Garrel. - Ale moe twoje niecodzienne metody oka
si waciwe dla kogo takiego jak Sonea.
- Nowicjusze o bystrych umysach i niewielkim poziomie agresji zazwyczaj robi
ogromne postpy dziki moim metodom - odpowiedzia Yikmo bez zmruenia oka.
Czujc wci na sobie wzrok Rothena. Lorlen zwrci si ku zgromadzonym. Rothen
odwrci oczy, Administrator za wczy si na powrt w rozmow, kierujc j na inne
tematy ni lekcje Sonei z Yikmo. Wojownicy! pomyla. Wieczna rywalizacja!
Dwie godziny pniej Lorlen ledwie powstrzymywa si od ziewania. Rozejrza si po
tumie magw i wsta.
- Wybaczcie - powiedzia. - Robi si pno, a ja chciabym wczenie pj spa.
Dobranoc.
Przejcie przez sal okazao si nieatwe. Co kilka krokw kto go zatrzymywa, eby
zada jeszcze jakie pytanie. Zdoa si par razy uprzejmie wymiga, zwrci si wreszcie w
kierunku drzwi i natkn na Rothena.
Przez chwil wpatrywali si w siebie w milczeniu. Z bijcym sercem Lorlen nie mg
myle o niczym innym jak tylko o tym, e Akkarin zabroni im ze sob rozmawia. Ale
wiele twarzy byo zwrconych ku nim, tote gdyby nie zamienili ani sowa, mogoby to sta
si zarzewiem kolejnych plotek.
- Dobry wieczr. Administratorze - powiedzia Rothen.
- Dobry wieczr. Mistrzu Rothenie - odrzek Lorlen.
Ju jestemy nieposuszni, myla Administrator. Twarz Rothena pokrywao teraz
jakby wicej zmarszczek, ni to sobie zapamita. Przez gow przebiega mu nagle myl o
piercieniu. Lorlen skrzyowa rce za plecami.
- Pozwl... e zo ci wyrazy wspczucia. To musi by bardzo przykre... utraci
opiek nad nowicjuszk, do ktrej najwyraniej bardzo si przywizae.
Gboka zmarszczka na czole Rothena pogbia si jeszcze bardziej.
- Owszem - zgodzi si.
Lorlen tak bardzo pragn pocieszy Rothena. Moe jako zdoa...
- Syszaem wanie, e Sonea bdzie chodzi na drugim roku na wieczorne lekcje.
Wikszo czasu bdzie spdza na nauce, tote wtpi, eby widywaa si czsto ze swoim
nowym mentorem, prawdopodobnie w ten sposb Akkarin chce zapewni sobie spokj.
Rothen pokiwa gow.
- Myl, e to si jej spodoba. - Zawaha si i ciszy gos: - Czy ty si dobrze czujesz.
Administratorze?
- Owszem. - Lorlen umiechn si blado. - Musz si tylko wyspa. No i... - urwa i
umiechn si do przechodzcej grupki magw - dzikuj za twoj trosk. Dobranoc, Mistrzu
Rothenie.
- Dobranoc. Administratorze.
Lorlen odwrci si ku drzwiom i wyszed w chd nocy.
Pozwoli sobie na ciche westchnienie. Czy naprawd wierz w to, e Akkarin nie zrobi
im krzywdy?
- S bezpieczni. Pocieszenie Rothena byo dobrym pomysem.
Lorlen stan jak wryty i wbi wzrok w piercie. Rozejrza si ostronie dookoa i z
ulg stwierdzi, e na dziedzicu nie ma nikogo, kto mgby zauway jego dziwaczne
zachowanie.
- Opowiadae mi o talentach towarzyskich Garrela. ale nigdy nie widziaem go w
akcji. Czy on tak zawsze? - Administrator wpatrywa si w piercie.
Klejnot odbija wiato stojcych na dziedzicu lamp i nic wyglda inaczej ni
zwyky rubin.
- Mwiem ci. Lorlenie. Wszystko, co widzisz i syszysz.
- I myl?
- Tylko, jeli sucham... ale nie rozpoznasz, kiedy to robi.
Lorlen skrzywi si ze zoci i usiowa cign piercie z palca.
- Przesta. Lorlenie. Poczucie winy ju dostatecznie ci mczy. Nie zmuszaj mnie,
ebym to pogorszy.
Lorlen zostawi piercie w spokoju i zacisn w rozpaczy pieci.
- Tak jest lepiej. Id. odpocznij. Masz sporo spraw do nadrobienia.
Dyszc ciko z gniewu i upokorzenia. Lorlen wrci do swojego mieszkania.
Zapoznawanie si z wewntrznymi przejciami w budynku Uniwersytetu okazao si
trudniejsze, ni Sonea przypuszczaa. Im dalej si zagbiaa, tym atwiej byo zabdzi.
Korytarze okazay si tak krte i nieprzewidywalne, jakby zaproiektowano je tylko po
to, eby nieproszony go si zgubi. Ich rozoenie nie tworzyo adnego przewidywalnego,
czy te powtarzalnego wzoru. Kady z korytarzy zakrca inaczej ni pozostae. Czasem
spotykay si w gwnym przejciu, czasem koczyy lepym zaukiem.
Wyja z kuferka kartk papieru i zacza szkicowa zakrty i zapisywa liczb
krokw. Po okoo godzinie udao jej si stworzy rodzaj mapy niewielkiego fragmentu
budynku. Oczywicie, brakowao na niej wielu szczegw, mimo, e Sonea wracaa
wielokrotnie po swoich ladach, nie udao jej si odnale przej prowadzcych w gb
biaych plam na jej planie. Zatrzymaa si i przysiada na swoim kuferku, eby odpocz i
pomyle. Zaoya, e okrna droga, ktr Dorrien zaprowadzi j na dach, bya wybrana
celowo, aby j zmyli. A co jeli nie? Przypomniaa sobie dziwaczny pokoik, przez ktry
przechodzili. Znajdowao si w nim kilka zdobionych szaf, ale poza tym sprawia wraenie,
jakby nigdy nie by do niczego konkretnego uywany. Moe, zatem, pomylaa, jest on po
prostu rodzajem portalu czy bramy, prowadzcej do wewntrznych czci gmachu?
Wstaa i pobiega do jednego ze lepych zaukw, na ktre natkna si wczeniej.
Korytarz koczy si gadk, niczym nieozdobion cian, ale po lewej stronie znajdoway si
drzwi. Chwycia za klamk... i zawahaa si.
A co jeli si myli i to jest tylko zwyczajna sala? Moe wtedy zakci spokj jakiego
maga lub przerwa komu zebranie.
Moe jednak tak wanie ma myle. Wikszo ludzi odczuwa opr przed
otwieraniem zamknitych drzwi nieznanego pokoju bez specjalnej zachty. Zdja do z
klamki i cofna si o krok, eby lepiej przyjrze si drzwiom. Moe uda si jej wypatrzy
jaki szczeg, ktry podpowie jej, czy te drzwi prowadz do pokoju portali, czy te do
zwyczajnego pomieszczenia.
Drzwi wykonano z ciemnego drewna. Ich powierzchnia bya zupenie gadka i
pozbawiona ozdb. Zawiasy z pociemniaego elaza. Przesza si z powrotem korytarzem,
przygldajc si innym drzwiom. Wyglday tak samo.
Wrcia do tych pierwszych i wpatrywaa si w nie, walczc z pokus ich otwarcia.
Nie moga pozby si obawy, e wejdzie do pomieszczenia, gdzie natknie si na zdumionego
i rozgniewanego maga.
Ale przecie nawet gdyby tak si stao, moe zawsze przeprosi i powiedzie, e
pomylia pokoje. A jeszcze lepiej: moe zapuka, a jeli kto odpowie, przeprosi, e
zapukaa do niewaciwych drzwi. Nowicjusze na pewno czsto gubi si i myl.
Zastukaa, wic leciutko, a potem zdecydowanie mocniej. Nastpnie odliczya do
pidziesiciu i nacisna klamk.
Drzwi otworzyy si z cichym trzaskiem, ukazujc wntrze pomieszczenia. Znalaza
si w pokoju niemal identycznym jak ten, do ktrego wprowadzi j Dorrien. Zadowolona z
siebie przesza na przeciwlegy koniec i uchylia drugie drzwi, za ktrymi znajdowa si
kolejny korytarz. Wyglda inaczej ni wszystkie, ktre dotychczas przemierzaa.
Mia ciany wykadane drewnem, na caej dugoci zdobiy je obrazy i paskorzeby
Nawet powietrze pachniao tu nieco inaczej: mieszanin politur)- i zi. Sonea przechadzaa
si od obrazu do obrazu, niezwykle zadowolona z tego, e rozwizaa zagadk.
Pomieszczenia portalowe najwyraniej funkcjonoway niczym bariera: trzymay osoby
niewiedzce o ich istnieniu z dala od tych wewntrznych przej. Wikszo ludzi nie
otworzy drzwi, jeli nie bdzie wiedzie, co si za nimi znajduje - a jeli nawet, to znajd si
w zupenie nieciekawym pomieszczeniu. Sonea zastanawiaa si, ile jeszcze jest takich
portali. Wyszukiwanie ich bdzie doskonaym zajciem na najblisze dwa tygodnie.
Zmarszczya brwi. Jeli cz Uniwersytetu zostaa zabezpieczona przed intruzami, to
moe wanie znalaza si w miejscu, do ktrego nie wolno wchodzi nowicjuszom?
Usyszaa w pobliu ciche skrzypienie, wic obrcia si na picie. Nieco dalej otworzyy si
drzwi. Sonea zdaa sobie spraw, e nie zdy si ukry, i poczua, e zamiera jej serce, kiedy
zobaczya wychodzcego z przejcia maga, ktry dostrzeg j i wyranie si skrzywi.
Zrb wraenie, jakby miaa prawo tu by! Wyprostowaa si i ruszya w jego stron,
jakby tylko przystana, by przyjrze si obrazowi. Jego wzrok pad na inkal naszyty na jej
rkawie. Przechodzc obok maga, zwolnia kroku i ukonia si, po czym ruszya dalej.
Syszc jego oddalajce si kroki, westchna z ulg. Sdzc z jego reakcji,
nowicjuszom nie wolno tu przychodzi. On jednak pogodzi si z jej obecnoci ze wzgldu
na znak na jej rkawie. Zapewne zaoy, e zaatwia jakie sprawy Wielkiego Mistrza.
Umiechna si do tej myli. Dopki bdzie wygldaa, jakby miaa powd, eby tu
przebywa, magowie zostawi j w spokoju.
A zatem dokd dalej? spytaa sam siebie. Rozwina cinit w doni kartk papieru
i dokadnie przyjrzaa si mapie.
ROZDZIA 23
OBIETNICA AKKARINA
Dannyl zszed z pokadu i zasta Tayenda siedzcego ze skrzyowanymi nogami na
koi w swojej kabinie. Na caej pocieli uczony rozoy swoje notatki i rysunki.
- Przetumaczyem, ile mi si udao. Jedno zdanie na sarkofagu powtarza si chyba w
kilku staroytnych jzykach. Bd mg to sprawdzi, kiedy ju wrc do biblioteki. Trzecia
linijka jest w dialekcie staroelyskim, ktry nastpnie, okoo tysica lat temu, zmiesza si z
kyraliaskim.
- I co tam jest napisane?
- e ta kobieta bya pikna i szlachetna. e ochraniaa wyspy wysz magi. Sowa
oznaczajce wysz magi" s bardzo gboko wyryte. Jest tam te jeden tak samo
wyrniony znak w tekcie, ktry moim zdaniem pochodzi ze starovindoskicgo - bo w tym
samym jzyku s ryty na cianach. A ten znak pojawia si na cianach w wielu miejscach.
Tayend wskaza, o ktry symbol chodzi, podajc Dannylowi rysunek. Za kadym
razem, kiedy pojawiay si sowa wysza magia", rysunek ponad nimi przedstawia
czowieka klczcego przed kobiec postaci. Rka kobiety bya wycignita ku wzniesionej
doni bagalnika w gecie, ktry mg oznacza pocieszenie lub przekazanie daru.
- To moe by wizerunek tej jej wyszej magii. Jak mylisz, co ona robi?
Dannyl wzruszy ramionami.
- By moe uzdrawia. To miaoby sens, poniewa uzdrawianie byo niezwykle rzadk
umiejtnoci tysic lat temu. Gildia zdoaa rozwin ten talent dopiero dziki wsppracy i
dowiadczeniom, no i nadal jest to najtrudniejsza z dyscyplin.
- A sam termin wysza magia" nie jest ci znany?
Dannyl pokrci gow.
- Nie.
- Szczelina, w ktr zagldalimy, nie sprawiaa wraenia naturalnej. Tak jakby kto j
wyku. Mylisz, e wykonano j za pomoc magii?
- Moliwe. - Dannyl umiechn si. - Zapewne poprzedni go uczyni nam
przysug.
- Niewtpliwie. - Statek zakoysa si mocno, a Tayend poblad i skrzywi si.
- Nie bdziesz si mczy podczas tej podry - oznajmi mag tonem nieznoszcym
sprzeciwu. - Dawaj rk.
Tayend otworzy szeroko oczy.
- Ale ja...
- Nie masz ju adnych wytumacze.
Ku rozbawieniu Dannyla Tayend zarumieni si i odwrci wzrok.
- Czuj si wci... no... niezrcznie... kiedy...
Dannyl machn rk.
- Ten rodzaj uzdrawiania trwa krtko. I nie zamierzam czyta twoich myli. Poza tym
musisz pogodzi si z prawd: nie jeste najbardziej uytecznym towarzyszem, kiedy
chorujesz. Jeli nie rzygasz, to uskarasz si na nudnoci.
- Uskaram si!? - zaprotestowa Tayend. - Nie uskaram si! - Wycign rk. -
Masz.
Modzieniec zacisn mocno powieki. Dannyl uj go za nadgarstek, skierowa ku
niemu swoj myl i natychmiast odczu mdoci i zawroty gowy. Niewielki wysiek woli i
wszystko bdzie w porzdku. Puci do przyjaciela i przyglda si, jak uczony otwiera oczy
i sprawdza swoje samopoczucie.
- Duo lepiej. - Tayend rzuci Dannylowi dugie badawcze spojrzenie, po czym
wzruszy ramionami i zerkn do swoich notatek. - Na jak dugo to wystarczy?
- Na kilka godzin. A kiedy si przyzwyczaisz do koysania, to na duej.
Tayend rozemia si.
- Wiedziaem, e na co si przydasz w tej podry. Co zrobimy po powrocie?
Dannyl skrzywi si.
- Bd musia spdzi mnstwo czasu na nadrabianiu ambasadorskich zalegoci.
- W takim razie ja bd kontynuowa nasze badania. Dziki archiwom portowym
wiemy, dokd podrowa Akkarin. Kilka umiejtnie zadanych pyta powinno przynie nam
informacje o tym. co robi poza tym. Bel Arralade urzdza, co roku wielki bal urodzinowy,
wic moemy zacz przy tej okazji. Zaproszenie dla ciebie bdzie czekao w Domu Gildii.
- Skd o tym wiesz? Spdziem zaledwie par miesicy w Capii i nawet nie poznaem
jeszcze Bel Arralade.
- Tym bardziej dostaniesz zaproszenie. - Tayend si rozemia. - Mody, nieonaty
mag... A poza tym Ambasador Errend zawsze przychodzi. Nawet gdyby nie dosta
zaproszenia osobicie, na pewno wziby ci ze sob.
- A ty?
- Mam przyjaci, ktrzy mnie zabior, jeli adnie poprosz.
- Moesz przyj ze mn.
Tayend obrzuci spojrzeniem korytarzyk midzy kajutami, a nastpnie nachyli si do
Dannyla.
- Jeli zjawimy si razem, natychmiast powstanie plotka, ktrej chyba woaby
unikn.
- Podrowalimy razem przez wiele miesicy - zauway Dannyl. - Plotki ju
powstay.
- Niekoniecznie. - Tayend machn rk. - Nie, jeli ludzie widzieli we mnie twojego
podwadnego. Mog zaoy, e nic o mnie nie wiesz. Przede wszystkim jeste Kyralianinem.
Gdyby wiedzia, znalazby innego asystenta.
- Naprawd mamy fataln opini, co?
Tayend potakn.
- Ale moemy obrci to na nasz korzy. Jeli ktokolwiek szepnie ci co na mj
temat, udaj oburzenie, e mnie oczernia. A ja poprosz moich przyjaci, eby ci nie
owiecali, poniewa zaley mi na pracy z tob. Jeli bdziemy wystarczajco przekonujcy,
moe uda nam si dalej wsppracowa bez przeszkd.
Dannyl zamyli si. Z niechci musia przyzna, e racja jest po stronie Tayenda.
Mimo e mia wielk ochot cakowicie zlekceway plotkarzy, wszelkie dziaania mogce
ochroni ich reputacj tylko im si przysu.
- Doskonale. Bd zachowywa si tak, jak ludzie si spodziewaj, czyli jak arogancki
kyraliaski mag. - Spojrza na Tayenda. - Ale pamitaj, jeli powiem co przykrego lub
obraliwego, bdzie to tylko udawanie.
Modzieniec przytakn.
- Wiem o tym.
- Wolaem ci uprzedzi. Jestem niezy w odgrywaniu.
- Doprawdy?
Dannyl rozemia si.
- Doprawdy. Mj mentor mgby co na ten temat powiedzie. On twierdzi, e skoro
udao mi si przekona Zodziei, i jestem ubogim kupcem, to oszukam kadego.
- Zobaczymy - odpowiedzia Tayend. - Zobaczymy.
Mistrz Osen czeka cierpliwie, a Lorlen skoczy pisa list.
Administrator wysuszy atrament jednym ruchem rki, po czym zoy i zapiecztowa
kart.
- Co dalej? - spyta, podajc sekretarzowi list.
- To wszystko.
Lorlen podnis na niego zdziwiony wzrok.
- Wszystko?
- Owszem - odpar Osen z umiechem.
Lorlen opar si wygodnie i spojrza na asystenta z podziwem.
- Nie podzikowaem ci za to, e dogldae wszystkich spraw przez ostatnie dni.
Osen wzruszy ramionami.
- Potrzebowae odpoczynku. Moim zdaniem powiniene zrobi sobie dusz
przerw. Moe nawet spdzi par tygodni z rodzin, jak kady inny mag. Nadal wygldasz
na zmczonego.
- Dzikuj ci za trosk - odpar Lorlen. - Ale miabym zostawi to wszystko przez par
tygodni na pastw losu? - Pokrci gow. - Bardzo niedobry pomys.
Modszy mag zamia si.
- Teraz zachowujesz si ju zupenie po swojemu. Czy powinnimy zabra si do
przygotowania nastpnego Posiedzenia?
- Nie. - Lorlen zachmurzy si na wspomnienie tego obowizku. - Dzi wieczorem
bd si widzia z Wielkim Mistrzem.
- Wybacz to, co powiem, ale nie wygldasz na szczeglnie zachwyconego t
perspektyw. - Osen zawaha si przez chwil, a potem doda ciszej: - Czy midzy wami co
zaszo?
Lorlen wpatrywa si w swojego sekretarza. Niewiele uchodzio uwadze Osena,
niemniej mody mag potrafi zachowa dyskrecj. Czy uwierzy, jeli Administrator
zaprzeczy? Zapewne nie do koca.
- Powiedz mu, e posprzeczalimy si o jaki drobiazg.
Lorlen zesztywnia, syszc ten gos w swojej gowie. Akkarin nie odzywa si do
niego przez piercie od czasu rozmowy przed sal wieczorn ponad tydzie temu.
- Troszk si posprzeczalimy - odrzek powoli Lorlen. - Tak by to mona uj.
Osen skin gow.
- Tak wanie podejrzewaem. Czy chodzio o opiek nad Sone? Tak uwaa wielu
magw.
- Naprawd? - Lorlen nie potrafi si powstrzyma od umiechu. Oto sta si
przedmiotem plotek.
- No i co dalej? - wysa w kierunku piercienia.
- Odpowied, ktr rozwaae, jest cakiem dobra.
Lorlen parskn pod nosem, po czym podnis wzrok i spojrza na asystenta
ostrzegawczo.
- Wiem, e zachowasz to dla siebie, Osenie. To suszne podejrzenia, ale nie
chciabym, eby inni dowiedzieli si, e mielimy z Wielkim Mistrzem rozbiene pogldy. Ze
wzgldu na dobro Sonei.
Osen potakn.
- Oczywicie, rozumiem. Zatrzymam te informacje dla siebie... no i mam nadziej, e
wkrtce si pogodzicie.
Lorlen wsta.
- To zaley od tego, jak szybko Sonea przyzwyczai si do zmian. Ta sytuacja oznacza,
e staje przed ogromnymi oczekiwaniami wobec niej, a ona ju sporo przesza.
- Nie chciabym by na jej miejscu - przyzna Osen, idc z Lorlenem do drzwi. - Ale
jestem pewny, e sobie poradzi.
Lorlen przytakn. Mam nadziej.
- Dobranoc, Osenie.
- Dobranoc, Administratorze.
Korytarz Uniwersytetu jeszcze przez chwil rozbrzmiewa echem krokw modego
maga. Lorlen skierowa si ku holowi, czujc, jak zbiera si wok niego ciemna chmura
przeraenia. Wszed midzy skrzyda wielkiej bramy i zatrzyma si na szczycie schodw.
Jego wzrok powdrowa ku rezydencji Wielkiego Mistrza.
Nie by tam od owego wieczoru, kiedy Akkarin odczyta jego myli. Wspomnienie
tych chwil przyprawio go o dreszcz.
Odetchn gboko i pomyla o Sonei. Dla jej bezpieczestwa musi teraz przej
przez ogrd i stawi czoa Akkarinowi. Nie odrzuca si zaproszenia Wielkiego Mistrza.
Zmusi swoje nogi do stawiania krokw. Po chwili nieco przyspieszy. Lepiej mie to
za sob. Przy drzwiach rezydencji zatrzyma si na chwil, czujc, e serce bije mu szybko, a
nastpnie zapuka. Jak zwykle drzwi otworzyy si, gdy tylko ich dotkn. Widzc, e salon
jest pusty, Lorlen odetchn z ulg i wszed za prg.
Ktem oka dostrzeg jakie poruszenie. Z prawej strony ciemnego prostokta, ktry
stanowio wejcie na klatk schodow, oderwa si cie. Czarne szaty Akkarina szeleciy
cicho, kiedy si zblia.
Czarne szaty. Czarna magia. Jak na ironi czer od zawsze bya kolorem Wielkiego
Mistrza. Nic musiae bra tego do siebie a tak dosownie, pomyla Lorlen.
Akkarin chrzkn.
- Wina?
Lorlen pokrci gow.
- Usid, wic. I rozlunij si.
Rozlunij si? Jak on ma si rozluni? Na dodatek ten przyjacielski ton by dla niego
nieznony. Lorlen sta nadal, przygldajc si, jak Akkarin podchodzi do szafki z winem i
wybiera butelk.
- Jak si ma Sonea?
Akkarin wzruszy ramionami.
- Nie mam pojcia. Nie wiem nawet, gdzie ona dokadnie jest. Pewnie gdzie na
terenie Uniwersytetu.
- Nie ma jej tutaj?
- Nie. - Akkarin obrci si i wskaza mu fotel. - Siadaj.
- A wic... nie dae jej jednego z tych piercieni?
- Nie. - Wielki Mistrz wypi yk wina. - Od czasu do czasu sprawdzam, co robi. Przez
par dni zwiedzaa gmach Uniwersytetu, a teraz, gdy ju znalaza kilka kryjwek, gwnie
czyta ksiki. Przede wszystkim przygodowe, o ile zdoaem si zorientowa.
Lorlen zamyli si. By zadowolony, e Akkarin nie kaza jej przebywa w swoim
pokoju podczas przerwy midzysemestralnej, ale z kolei wiadomo, e chowa si po ktach
na Uniwersytecie, utwierdzia go w przekonaniu, e dziewczyna musi by bardzo przeraona i
nieszczliwa.
- Jeste pewien, e nie chcesz wina? Tegoroczne ciemne anureskie jest bardzo dobre.
Lorlen zerkn na butelk i potrzsn przeczco gow. Z westchnieniem opad na
fotel.
- Opieka nad ni okazaa si mniej kopotliwa, ni si spodziewaem - powiedzia
cicho Akkarin, siadajc w swoim fotelu. - Komplikuje mi, co prawda ycie, ale to lepsze ni
to, co miaem do wyboru.
Lorlen zamkn oczy i stara si nie myle, czym mogoby by to drugie. Zaczerpn
powietrza gboko w puca i wypuci je powoli, po czym zmusi si do spojrzenia
Akkarinowi prosto w oczy.
- Dlaczego to zrobie, Akkarinie? Dlaczego zaje si czarn magi?
Wielki Mistrz spoglda na niego ze spokojem.
- Ze wszystkich ludzi, Lorlenie, tobie chciabym mc powiedzie. Widz, bowiem, jak
bardzo ta wiedza zmienia twj stosunek do mnie. Gdyby uwaa, e moglibycie mnie
pokona, wysaby przeciwko mnie ca Gildi. Dlaczego nie zadae mi tego pytania, gdy
tylko si dowiedziae?
- Poniewa nie wiedziaem, do czego jeste zdolny.
- Bylimy przyjacimi przez tyle lat, a ty mi nie ufasz?
- Po tym, co zobaczyem w umyle Sonei, zdaem sobie spraw, e wcale ci nie
znaem.
Akkarin unis brwi.
- To zrozumiae. Wiara, e czarna magia jest zem, to bardzo potna sia.
- A nie jest zem?
Akkarin zmarszczy czoo i utkwi wzrok w pododze.
- Jest.
- Z jakiego wic powodu j uprawiasz? - spyta Lorlen, unoszc do, na ktrej
widnia piercie. - Po co ci to?
- Nie mog ci powiedzie. Ale moesz by pewny, e nie zamierzam przej wadzy
w Gildii.
- Nie musisz. Jeste przecie Wielkim Mistrzem.
Na ustach Akkarina pojawi si cie umiechu.
- Jestem, nieprawda? A zatem moesz by pewny, e nie zamierzam zniszczy Gildii,
ani te niczego, co jest ci drogie. - Odstawi kieliszek, wsta i podszed do stoliczka. Napeni
drugi kieliszek i poda go Lorlenowi.
- Pewnego dnia powiem ci, Lorlenie. Obiecuje.
Lorlen nie spuszcza z niego wzroku. Ciemne oczy byy niewzruszone. Administrator
przyj kieliszek oraz towarzyszce mu zapewnienie z wahaniem.
- Bd ci trzyma za sowo.
Akkarin otworzy usta, jakby chcia powiedzie co jeszcze, ale rozmyli si, syszc
ciche pukanie do drzwi, Wyprostowa si i zmruy powieki.
Drzwi otwary si. Na granicy wiata rzucanego przez kul Akkarina pojawia si
Sonea. Wesza do salonu ze spuszczon gow.
- Dobry wieczr, Soneo - powiedzia gadko Akkarin.
Ukonia si.
- Dobry wieczr, Wielki Mistrzu. Dobry wieczr, Administratorze - odpowiedziaa
cicho.
- Co dzi robia?
Spojrzaa na trzymane w rkach ksiki.
- Czytaam.
- Biblioteki s zamknite, wic chyba nie masz wielkiego wyboru ksiek. Moe
chciaaby jakie kupi?
- Nie, Wielki Mistrzu.
- Mog te zorganizowa ci inne zajcia.
- Dzikuj, Wielki Mistrzu.
Akkarin unis brew, i machn rk.
- Moesz odej.
Pospieszya ku schodom po lewej z wyrazem ulgi na twarzy. Patrzc na ni, Lorlen
poczu ukucie winy i wspczucie.
- Jest chyba bardzo nieszczliwa - mrukn.
- Hmmm. Jej powcigliwo jest irytujca - odrzek cicho Akkarin, jakby do siebie.
Podszed z powrotem do fotela i podnis kieliszek z winem. - Powiedz mi prosz, czy Peakin
i Davin zdoali rozstrzygn wreszcie swj spr?
Rothen sta przy oknie, wpatrzony w niewielki prostokt wiata po drugiej stronie
ogrodu. Kilka minut temu widzia niewielk posta zmierzajc ku rezydencji. Chwil pniej
w oknie pojawio si wiato. Teraz by ju pewny, e pokj z tym oknem naley do Sonei.
Jego uwag odwrcio ciche pukanie do drzwi. Wesza Tania, niosc dzban z wod i
niewielki soiczek. Postawia to wszystko na stole.
- Mistrzyni Indria powiedziaa, e nie powiniene pi tego na pusty odek -
odezwaa si suca.
- Wiem - odpar Rothen. - Ju to kiedy zaywaem. - Odszed od okna i podnis
dzban. rodek nasenny by w nijakim szarym kolorze, ale mag nigdy nie zapomnia jego
paskudnego smaku.
- Dzikuj, Taniu, moesz odej.
- Dobrej nocy - powiedziaa. Ukonia si i ruszya ku drzwiom.
- Zaczekaj. - Rothen wyprostowa si i przyjrza si dokadnie swojej sucej. - Czy
moesz... czy mogaby...?
Odpowiedziaa umiechem.
- Przeka ci, jeli czegokolwiek si dowiem.
Skin gow.
- Dzikuje.
Kiedy wysza, usiad i zmiesza nieco proszku z wod. Zmusi si do przeknicia
wszystkiego jednym ykiem i czeka, a lekarstwo zacznie dziaa. Smak przynis
wspomnienie twarzy, ktra wydawaa mu si zapomniana. Rothen poczu ukucie blu.
Yilaro... ono. Po tych wszystkich latach wci ci opakuj. Ale ty pewnie nigdy by
mi nie wybaczya, gdybym przesta. Dawno ju postanowi, e bdzie pamita on tak,
jaka bya przed sw chorob, a nie t z ostatnich dni, wyniszczon. Umiechn si, gdy
powrciy radoniejsze wspomnienia.
Wci z umiechem na ustach, zasn spokojnie w fotelu.
ROZDZIA 24
PROBA
Kiedy Sonea wychodzia z ani, wspominaa minione dwa tygodnie i ku wasnemu
zaskoczeniu poczua pewien al, e przerwa si skoczya. Wikszo wolnego czasu spdzia
na poznawaniu Uniwersytetu i czytaniu, a w cieplejsze dni wybraa si kilka razy na
przechadzk przez las do rda.
Pod wieloma wzgldami niewiele w jej yciu si zmienio.
Nadal musiaa tak planowa poruszanie si po Gildii, by kogo unika. Okazao si
jednak, e znacznie atwiej jest omija Wielkiego Mistrza ni Regina. Swego nowego
mentora widywaa jedynie wieczorami, kiedy wracaa do rezydencji.
Przydzielono jej suc, jednak w przeciwiestwie do Tani. Viola bya szorstka i
praktyczna. Kiedy zorientowaa si, e Sonea wstaje bardzo wczenie, zacza zjawia si
zaraz po wicie. Sonea musiaa natomiast do dugo dopomina si soja z proszkiem raki, a
wyraz twarzy sucej, kiedy zapach wypenia pokj, dawa jasno do zrozumienia, co sdzi o
ulubionym napoju mieszkacw slumsw.
Kadego ranka Sonea udawaa si z rezydencji do ani, gdzie pawia si w cudownie
ciepej wodzie, zastanawiajc si, jak spdzi dzie. Te chwile relaksu sprawiay, e nabieraa
apetytu, nastpnie, wic kierowaa swoje kroki do sali jadalnej. Nielicznym nowicjuszom,
ktrzy spdzali wakacje w Gildii usugiwaa niewielka grupka kucharzy i pomocnikw. Z
nudw i w nadziei przypodobania si na tyle, eby mc awansowa do suby w Domach,
zachcali nowicjuszy do zamawiania ulubionych da. Mimo e Sonea nie miaa adnych
koneksji, modsi pomocnicy chtnie dogadzali rwnie jej - zapewne mia z tym co
wsplnego inkal naszyty na rkaw jej szaty.
Po niadaniu zagbiaa si w korytarze Uniwersytetu, by dokadnie zapamita ich
ukad. Od czasu do czasu zatrzymywaa si w jakim pustym pomieszczeniu i wycigaa
ksik. Zdarzao jej si czyta godzinami, zanim wyruszaa w dalsz wdrwk. Wieczorem
jednak strach powoli wraca, tak, e w kocu nie moga si ju skoncentrowa na lekturze.
Akkarin nie wyznaczy godziny, o ktrej powinna wraca do rezydencji, jakkolwiek jednak
staraa si przy chodzi jak najpniej, on zawsze tam by i czeka na ni.
Po tygodniu pogodzia si ze wiadomoci, e nie uniknie tego codziennego
spotkania, i zacza wraca o godzinie po zwalajcej jej przynajmniej porzdnie si wyspa.
Wanie wtedy, gdy zacza si przyzwyczaja do tego nowego planu dnia, przerwa
midzysemestralna si skoczya. Sonea spdzia dua cz ostatniego popoudnia na
obserwowaniu przez okno budynku Uniwersytetu przyjedajcych i odjedajcych
powozw. Przez wikszo czasu, kiedy Gildia bya pena magw, nietrudno byo zapomnie,
e na jej terenie mieszkay rwnie rodziny: ony, mowie i dzieci magw. Obserwujc ich
teraz, Sonea uwiadomia sobie, e bardzo niewielu z nich zna po imieniu. Uznaa, e
powinna dowiedzie si wicej o swoich przyszych kolegach, zacza, wic przyglda si
rodzinnym grupkom oraz inkalom poszczeglnych Domw wymalowanym na powozach.
W tych powrotach do domu nie byo nic oficjalnego. Sucy uwijali si przy
bagaach i koniach, magowie za oraz ich bliscy zatrzymywali si by porozmawia z innymi.
Dzieci rozbiegy si po ogrodzie i bawiy na niegu. Nowicjusze tworzyli brzowe grupki, a
ich miech i krzyki odbijay si echem od okien Uniwersytetu.
Dzi natomiast magowie znw przechadzali si po ogrodzie krokiem panw swego
dziedzictwa. Sucy uwijali si jak dnia poprzedniego, ale rodziny gdzie poznikay.
Wszdzie za to roio si od nowicjuszy.
Kierujc si ku Uniwersytetowi, Sonea poczua znajom niepewno. Zakadaa
wprawdzie, i Regin nie odway si dokucza podopiecznej Wielkiego Mistrza, ale na
wszelki wypadek podniosa tarcz. Kiedy dosza do schodw, zauwaya nowicjusza
drcego z zimna i zacierajcego rce.
Zapewne nowy, pomylaa. Mistrz Vorel twierdzi, e studenci z zimowego naboru
ucz si tworzy tarcze szybciej ni ci z letniego, i chyba wanie zrozumiaa, dlaczego.
- To ona.
- Kto? Za ni rozlegy si szepty. Powstrzymaa si od spojrzenia do tyu i wspinaa
si dalej po schodach.
- Ta ze slumsw.
- Wic to prawda?
- Tak. Mama mwi, e to nie w porzdku. e jest wielu nowicjuszy rwnych jej si.
Takich, ktrzy nie maj zej przeszoci.
- Mj ojciec twierdzi, e to obraza dla Domw... a nawet Administrator nie...
Dalsze sowa ju nie dobiegy do uszu Sonei, poniewa skrcia za zaom korytarza.
Zatrzymaa si na moment, eby obejrze znajdujcych si przed ni nowicjuszy, po czym
ruszya dalej. W przeciwiestwie do pierwszego dnia, kiedy pojawia si jako nowicjuszka
Akkarina, nikt si na ni nie gapi. Raczej rzucali pojedyncze spojrzenia, krzywili si i
odwracali od niej. Czasem unosili brwi i wymieniali porozumiewawcze spojrzenia.
Niedobrze, pomylaa.
Im bardziej zbliaa si do sali, tym bardziej wzmaga si jej strach. Zatrzymaa si na
progu, eby gboko odetchn, i wesza. Nauczyciel, ktrego zobaczya, by zaskakujco
mody. Zapewne niedawno sam ukoczy studia. Zerkna na swj rozkad zaj, eby
przypomnie sobie jego imi.
- Mistrzu Larkinie - powiedziaa, kaniajc si.
Ku jej uldze umiechn si w odpowiedzi.
- Siadaj, Soneo.
Na razie przybya do klasy zaledwie poowa grupy. Niektrzy koledzy przygldali si
jej badawczo, kiedy zajmowaa miejsce przy oknie. Ich spojrzenia nie byy przyjazne, ale nie
byy te niechtne. Uczucie lku mino. Larkin wsta. Kiedy Sonea spostrzega, e zblia si
do jej awki, westchna. Zapewne zacznie j namawia, eby przesiada si bardziej do
przodu.
- Wielki Mistrz prosi mnie, ebym ci przekaza, i chce si z tob widzie po tej
lekcji - powiedzia cicho. - Masz wrci do jego rezydencji.
Sonea poczua, e krew odpywa jej z twarzy. Wbia wzrok w awk w nadziei, e
nauczyciel nie zauway, i nagle poblada.
- Dzikuj, Mistrzu.
Larkin wrci do swojego biurka. Sonea przekna z trudem lin. Czego moe chcie
Akkarin? Przychodziy jej do gowy rne przeraajce myli i a podskoczya, kiedy ju
rozleg si gos Larkina. Rozejrzaa si po sali: wszyscy nowicjusze siedzieli na swoich
miejscach.
- Dzieje architektury wspieranej magi s dugie - zacz nauczyciel. - I w znacznej
mierze nieznonie nudne, pomin, wic niektre epizody. Zaczn moe od opowieci o
Mistrzu Lorenie, architekcie, ktry zaprojektowa gmach Uniwersytetu.
Sonea nastawia uszu przypominajc sobie map, ktr narysowaa w czasie przerwy
semestralnej. To zapowiadao si interesujco. Larkin wzi z biurka kartki papieru i rozda po
jednej kademu ze studentw.
- To oglny plan najwyszego pitra Uniwersytetu, kopia rysunku samego Lorena -
powiedzia. - Jego wczesne prace wydaj si czsto niekonsekwentne i na pierwszy rzut oka
troch mieszne. Uchodzi za artyst owadnitego obsesj wielkich form rzebiarskich, a
nietworzcego funkcjonalne budynki, jednakowo jego wynalazki w dziedzinie obrbki i
wzmacniania kamienia magi zmieniy architektur. Loren zacz wznosi budowle, w
ktrych ludzie chcieli mieszka. - Larkin zatoczy rk krg nad swoj gow. - Uniwersytet
to jedno z jego najdoskonalszych dzie. Kiedy Mistrz Loren zosta poproszony o
zaprojektowanie nowych gmachw Gildii, by ju znany na caym wiecie. - Larkin zamia
si krtko. - Gildia uznaa za waciwe uj w wytycznych wskazwk, by nie uywa w
swoim projekcie spiral, z ich nadmiaru, bowiem syny projekty Lorena. Mimo to
znajdziemy elementy spiralne w szklanym sklepieniu Rady Gildii oraz w konstrukcji klatek
schodowych Wielkiego Holu - cign Larkin. - Z pamitnikw magw i rnych zapisw z
owych czasw wiemy, e Mistrz Loren by do przebiegy. Szczegow biografi architekta
spisa ponad sto lat pniej niejaki Mistrz Rendo. Fragmenty tej ksiki, a ponadto
chronologi ycia i twrczoci Lorena znajdziecie w materiaach, ktre wam daem.
Przeczytajcie je teraz. Dobrze bdzie, jeli po lekcji wybierzecie si na spacer po terenie
Gildii i obejrzycie jego dziea. Zauwaycie zapewne, jak ja niegdy, wiele szczegw, ktre
dotychczas umykay waszej uwadze. Prosz was take o napisanie na ten temat pracy, macie
na to trzy tygodnie.
Studenci zaczli czyta, Sonea za spojrzaa na plan Uniwersytetu. Wida na nim byo
cztery wiee w naronikach oraz wielk sal porodku, jak rwnie szklane sklepienie, ale
pokoje i korytarze po obu stronach gwnego korytarza nie byy oznaczone.
Wycigna z kuferka swoj map i pooya j obok planu.
Przygldajc si na przemian obu, zacza kopiowa projekt sklepienia na swoj
kartk. Zgodnie z jej przypuszczeniami linie tworzce spirale na szkle stykay si z tymi,
ktre zaznaczay przejcia. I jakkolwiek zakrty korytarzy miay zupenie podane kty, to w
poczeniu z projektem sklepienia tworzyy wiksze spirale.
- Co robisz, Soneo?
Zaczerwienia si, gdy zdaa sobie spraw, e nauczyciel stan koo jej awki.
- Mylaam o tym, co mwie o spiralach. Mistrzu - wyjania - i zaczam ich
szuka.
Larkin przechyli gow i obejrza dokadnie jej szkic, po czym wskaza na
wewntrzne przejcia zaznaczone na mapie.
- Wiele razy ogldaem plany Uniwersytetu, ale nigdy nie widziaem tylu przej.
Skd masz ten plan?
- Ja... ja go narysowaam. Nie miaam wiele do roboty podczas przerwy. Mam
nadziej, e nie weszam w adne zabronione miejsca.
Pokrci gow.
- Jedynymi miejscami na Uniwersytecie, do ktrych nowicjuszom wchodzi nie
wolno, s Rada Gildii i gabinet Administratora.
- Ale... pokoje pomidzy zwykymi korytarzami i tymi ozdobnymi... One zdaj si
tworzy barier.
Larkin potakn.
- W przeszoci byy zamknite, ale w miar jak zaczlimy potrzebowa coraz wicej
miejsca, uznano, e naley udostpni rwnie wewntrzn cz budynku. Sonea pomylaa
o naganie we wzroku napotkanego tam w pierwszym dniu maga. Moe po prostu samotna
nowicjuszka wydaa mu si czym dziwnym. A moe nie mia zaufania do dziewczyny ze
slumsw.
- Czy pozwolisz, ebym skopiowa twoj map? - spyta Larkin.
- Mog j przerysowa - zaproponowaa.
Umiechn si.
- Dzikuj. Soneo.
Patrzya badawczo, jak nauczyciel oddala si od jej awki.
W jego sposobie bycia nie byo pogardy czy niechci, ktr wyczuwaa u pozostaych.
Moe teraz tylko nowicjusze bd traktowa j nieprzyjanie? Rozejrzaa si po sali i
zobaczya kilka pospiesznie odwracajcych si gw. Jeden z nowicjuszy natomiast patrzy
wprost na ni.
Oczy Regina dosownie j przewiercay. Sonea poczua dreszcz i szybko odwrcia
wzrok. Czym zasuya na t otwart nienawi?
Za kadym razem, kiedy co si jej udawao na lekcjach, Regin bez trudu jej
dorwnywa, a czsto zdobywa nawet wysze oceny. W dodatku wykazywa si wiksz ni
ona biegoci w sztukach wojennych, gdyby, wic chodzio o to, kto jest lepszy, bez trudu by
wygra. Tylko jedno byo poza zasigiem jego moliwoci. To ona zostaa podopieczn
Wielkiego Mistrza. A co gorsza, on nic mg jej z tego powodu dokucza.
Westchna. Nie zazdrociby mi tak, gdyby znal prawdziwe przyczyny.
Zamieniabym si z nim miejscami choby zaraz. Przerazioby go to na mier...
Moe jednak nie? Czy Regin, ktry ponad wszystko ceni sobie wadz i wpywy i nic
waha si przed krzywdzeniem innych, byle dopi swego, oparby si pokusie czarnej magii?
Nie, on zapewne chtnie doczyby do Akkarina.
Wzdrygna si. Regin jako czarny mag. To naprawd przeraajca perspektywa.
W chwili, gdy Dannyl wkroczy do Domu Gildii, z sali recepcyjnej wyszed mu na
powitanie Ambasador Errend.
- Witaj z powrotem. Ambasadorze Dannylu.
- Witaj, Ambasadorze Errendzic - odpar Dannyl skaniajc uprzejmie gow. - Ciesz
si, e wrciem. Jeli znw przyjdzie mi do gowy pomys, eby opywa wiat, przypomnij
mi, prosz, dwa ostatnie tygodnie.
Ambasador umiechn si.
- Och, podre morskie trac na atrakcyjnoci, im wicej ich si odbywa.
Dannyl skrzywi si.
- Zwaszcza, jeli wpadniesz w sztorm.
Mimo e twarz Errenda tego nie zdradzia, Dannyl zaoyby si, e przez myl
Ambasadora przemkn cie zadowolenia.
- Teraz jeste ju na staym ldzie - powiedzia Errend. - Zapewne zechcesz dzi
odpocz. Wieczorem moesz mi opowiedzie o podry.
- Co si wydarzyo podczas mojej nieobecnoci?
- Oczywicie - odrzek Errend z rozbawieniem. - To przecie Capia. - Skierowa si ku
sali recepcyjnej, ale zatrzyma si w p kroku. - Dwa dni temu przyszy do ciebie jakie pilne
listy. Chcesz je teraz przeczyta czy zaczekasz do jutra?
Dannyl pokiwa gow; ciekawo przewaaa nad zmczeniem.
- Niech mi je przynios do pokoju. Dzikuj, Ambasadorze.
Potny mczyzna skoni lekko gow, odszed. Dannyl ruszy gwnym
korytarzem, rozmylajc o czekajcej go pracy. Spodziewa si, e bdzie mia wiele do
nadrobienia, a poza tym musi przecie napisa raport dla Lorlena. Nieatwo bdzie znale
czas na odwiedziny w Wielkiej Bibliotece. Moe jednak kontynuowa poszukiwania na inne
sposoby. By moe zaproszenie na przyjcie u Bel Arralade czeka ju wrd jego
korespondencji. Musia przyzna, e z chci uda si na bal. Dawno nie wykorzystywa
swych talentw towarzyskich.
Kiedy powrci z niewielkiej ani znajdujcej si na terenie Domu Gildii, znalaz na
biurku stosik listw. Usiad i przejrza koperty; staranne pismo Administratora natychmiast
rzucio mu si w oczy.
Zama piecz, rozoy grub kart i zacz czyta.
Do Drugiego Ambasadora w Elyne, Dannyla z rodu Vorin, Domu Tellen.
Doszo ostatnio do moich uszu, e powicasz mniej czasu obowizkom
dyplomatycznym ni prywatnym" zajciom. Pragn wyrazi wdziczno za czas i wysiek
woony w spenienie mojej proby. Praca, ktr wykonae, okazaa si bezcenna. Niemniej,
aby zapobiec dalszym spekulacjom, musz prosi Ci o zaprzestanie poszukiwa. Nie
wymagam te dalszych raportw z postpw bada.
Administrator Lorlen
Dannyl odoy list i przez chwil wpatrywa si w przestrze.
Caa ta podr, wszystkie te poszukiwania po ksigach maj pj na marne z powodu
jakich pogosek? Najwyraniej te badania wcale nie byy tak wane, jak si wydaway.
Nastpnie przez jego twarz przebieg cie umiechu. To przecie on zaoy, e
istnieje jaki istotny powd wznowienia rozpocztych przez Akkarina poszukiwali staroytnej
magii. Kiedy jego wasna ciekawo blada nieco w obliczu niewygody morskich podry,
jedyne, co podsycao jego entuzjazm, to przekonanie, e zbieranie tych informacji jest bardzo
wane. By moe Akkarin by na granicy ponownego odkrycia cennych sposobw
posugiwania si magi, a Lorlen pragn, by kto inny kontynuowa jego poszukiwania.
Moe naleao odkry zaginiony fragment historii.
Niemniej Administrator w kilku pospiesznie skrelonych sowach kad kres
poszukiwaniom, jakby nie miay adnego znaczenia.
Dannyl podnis list i zoy go na powrt, krcc cay czas gow. Przyszo mu na
myl, e Tayend si zmartwi. Teraz nie maj ju powodu, eby udawa si na przyjcie u Bel
Arralade. Oczywicie, nie powstrzyma ich to od udania si tam, no i oczywicie Dannyl
odwiedzi przyjaciela w bibliotece. Nie mogc si ju powoywa na konieczno spenienia
proby Lorlena, znajdzie jaki inny, bardziej oficjalny" powd do rozmowy z uczonym...
moe jakie nowe poszukiwania...
Zamar. Co jeli to Tayend jest przyczyn, dla ktrej Lorlen przerwa poszukiwania?
Moe do Administratora dotary pogoski o modym uczonym i zaniepokoiy go ze wzgldu
na niegdysiejsze problemy Dannyla?
Mag przyglda si w zamyleniu stercie listw. W jaki sposb mona si dowiedzie,
czy to jest prawdziwa przyczyna? Wyglda na to, e nie moe zapyta Lorlena.
W tym momencie jego wzrok przycign symbol Gildii na innej kopercie. Wycign
ten list spomidzy innych i umiechn si, rozpoznajc wyrane pismo Rothena. Zama
piecz i zabra si do lektury.
Do Ambasadora Dannyla.
Nie wiem, kiedy zdoasz to przeczyta, syszaem, bowiem, e podrujesz po rnych
krainach. Nie wtpi, e zapoznajesz si z obyczajami ludzi, wrd ktrych moe przyj Ci
pracowa w przyszoci. Gdybym wiedzia, e podre nale do dyplomatycznych
obowizkw, zapewne lata temu porzucibym nauczanie, jestem przekonany, ze bdziesz mia,
o czym opowiada, kiedy znw u nas zawitasz.
Mam dla Ciebie wieci, ktre jednakowo zapewne do Ciebie dotary. Nie jestem ju
mentorem Sonei - opiek nad ni przej Wielki Mistrz. Wikszo magw uwaa, e to dla
niej niezwyky umiech losu, ja jednak nic jestem najszczliwszy i myl, e nie bdziesz mia
wtpliwoci, dlaczego. Brakuje mi oczywicie jej towarzystwa, ale przede wszystkim mam
poczucie, e nie dokoczyem zadania.
Za rad Yaldina, postanowiem zaj myli czym innym, by wypeni pustk. Ubawisz
si zapewne, syszc, co to jest. Postanowiem, bowiem napisa ksik o dawnych praktykach
magicznych. Zadania tego podj si lata temu Akkarin, a ja zamierzam je doprowadzi do
koca.
Z tego, co pamitam, Akkarin rozpocz swoje studia w Wielkiej Bibliotece. A
poniewa Ty mieszkasz obecnie w jej pobliu, pomylaem, e moesz j odwiedzi w moim
zastpstwie. A jeli nie miaby czasu, moe znajdzie si kto, komu mgby powierzy takie
zadanie? Musi to by kto dyskretny, nie chciabym, bowiem, by Wielki Mistrz pomyla, e
chc bada jego przeszo. Byoby natomiast doskonale, gdyby udao nam si odnie sukces
tam, gdzie jemu si nie powiodo. Myl, e dostrzeesz ironi.
Twj przyjaciel, Mistrz Rothen.
PS Dorrien by u mnie przez kilka tygodni. Prosi o przekazanie gratulacji i
pozdrowie, co niniejszym czyni.
Dannyl przeczyta ten list dwukrotnie, a potem zamia si.
Nie sysza, eby Rothen kiedykolwiek nie osign czego, co sobie zamierzy.
Zazwyczaj jego pasj" byli nowicjusze, ktrych by mentorem. Konieczno przekazania
opieki nad Sone Wielkiemu Mistrzowi musiaa zabole.
Niemniej trudno byo uzna fakt, e Sonea zostaa wybrana przez Wielkiego Mistrza,
za porak. Bez pracy, jak Rothen woy w jej wychowanie i nauk, nie zwrciaby uwagi
Akkarina. Dannyl pokiwa gow. Musi pamita, eby w swej odpowiedzi zwrci
przyjacielowi na to uwag.
Raz jeszcze przebiegi wzrokiem list, przygldajc si dokadniej tym zdaniom, w
ktrych Rothen prosi o pomoc. Doceni ironi, ale ciekawszy wydal mu si fakt, e mag prosi
o te same informacje, ktre wanie odrzuca Lorlen.
C za zbieg okolicznoci.
Dannyl wzi ponownie do rki list Lorlena i rozoy go. Spogldajc to na jeden, to
na drugi, poczu lekki dreszcz na karku. Co jeli to nie jest zbieg okolicznoci? Przez dusz
chwil wpatrywa si w dwie rozoone na biurku karty, analizujc pospieszne pismo Lorlena
i kaligrafowane rzdy liter Rothena. O co w tym wszystkim chodzi?
Po odrzuceniu hipotez jedynie trzy rzeczy wydaj si pewne.
Po pierwsze, Lorlen chcia wiedzie, czego Akkarin nauczy si podczas swoich
podry, a teraz zrezygnowa z tej wiedzy. Po drugie, Rothen zapragn posi dokadnie t
sam wiedz, ktrej poszukiwa Akkarin. Po trzecie, obaj, i Lorlen, i Rothen podkrelali, e
poszukiwania te na ley zachowa w sekrecie, sam Akkarin za nigdy nie ogosi swoich
odkry.
Krya si w tym wszystkim jaka zagadka. Nawet gdyby Rothen nie poprosi o pomoc,
ciekawo Dannyla nie pozwoliaby mu porzuci poszukiwa, kontynuowaby je na wasn
rk. Teraz za na pewno zajmie si dalszymi badaniami. Ostatecznie, nie spdzi kilku
tygodni w podry tylko po to, eby teraz wszystko porzuci.
Umiechajc si pod nosem, zoy listy i doda je do notatek o podrach Akkarina.
Sonea z kadym krokiem oddalajcym j od Uniwersytetu czua wikszy ucisk w
odku. Gdy dotara do drzwi rezydencji, serce walio jej jak oszalae. Zatrzymaa si,
odetchna gboko i chwycia klamk.
Drzwi jak zawsze stany otworem, kiedy tylko dotkna klamki. Ogarna wzrokiem
salon i natychmiast poczua, e zasycha jej w ustach. Akkarin siedzia w jednym z foteli i
czeka na ni.
- Wejd, Soneo.
Przekna lin i zmusia si do przekroczenia progu rezydencji i ukonu, wzrok
jednak przez cay czas miaa wbity w ziemi. Usyszaa cichy szelest szat - Akkarin wsta z
fotela. Serce podskoczyo jej do garda, zorientowaa si, e podchodzi do niej. Cofna si
odruchowo i natrafia stop na drzwi.
- Kazaem przygotowa dla nas posiek.
Ledwie syszaa jego sowa, mylaa, bowiem o tym, e Wielki Mistrz wycign ku
niej sw do jego palce zacisny si na uchwycie kuferka. Kiedy tylko poczua jego dotyk,
cofna rk i oddaa mu kuferek. Postawi go na niskim stoliczku.
- Chod za mn.
Gdy si odwrci, wzia gboki oddech i powoli wypucia powietrze z puc.
Ruszya za nim, by po chwili przystan, widzc, e Akkarin kieruje si ku schodom
prowadzcym do podziemnych pomieszcze. Mag jakby wyczu jej wahanie i rzuci jej
spojrzenie przez rami.
- Chod. Takan bdzie niezadowolony, jeli jedzenie wystygnie.
Jedzenie. Posiek. On chyba nie jada tam na dole. Westchna z ulg, gdy skierowa
si na gr. Ruszya krok za nim.
W korytarzu na pitrze Akkarin min dwoje drzwi i zatrzyma si przy trzecich. Gdy
si otworzyy, kurtuazyjnie przepuci Sone.
W rodku znajdowa si wielki st z polerowanego drewna otoczony wspaniale
rzebionymi krzesami. Na stole uoono talerze, widelce i kieliszki.
Oficjalny posiek. Po co?
- Wejd - mrukn.
Zerkna w jego kierunku: w oczach Akkarina byskay iskierki rozbawienia. Weszli
do rodka i Wielki Mistrz wskaza jej krzeso.
- Usid, prosz.
Obszed st i zaj miejsce naprzeciwko niej.
Usuchaa, przez cay czas zastanawiaa si jednak, czy zdoa cokolwiek przekn.
Apetyt stracia ju w momencie, kiedy Mistrz Larkin przekaza jej polecenie mentora. Moe
powinna powiedzie, e nie jest godna. Moe wtedy pozwoliby jej odej.
Spojrzaa na ustawione przed sob nakrycia, i wstrzymaa oddech. Wszystko byo
wykonane ze zota: sztuce i talerze; nawet krawdzie kieliszkw pokrywaa cienka
warstewka zota. Poczua dawno zapomnian pokus. Jake atwo byoby wsun jaki
drobiazg do kieszeni, gdy Akkarin nie bdzie patrzy. Stracia, co prawda nieco wprawy, cho
jeszcze niekiedy wiczya zrczno palcw, patajc arty Rothenowi. Jeden z tych piknych
sztucw mgby zapewni jej dostatnie ycie - a przynajmniej utrzymanie do czasu, kiedy
znalazaby kryjwk, w ktrej nikt by jej nie znalaz.
Nie mog odej. Ze zoci zastanawiaa si, czy nie byoby warto co ukra po to
tylko, eby go zirytowa.
Nagle podskoczya, zorientowawszy si, e obok niej stoi sucy Akkarina. Za na
siebie, e nic usyszaa, kiedy do niej podszed, patrzya, jak nalewa wina do jej kieliszka, po
czym obchodzi st, by obsuy rwnie Wielkiego Mistrza.
Poniewa wychodzia z rezydencji wczenie, a wracaa pno, rzadko widywaa tego
sug. Teraz, majc okazj przyjrze mu si bliej, uwiadomia sobie z dreszczem, e ju go
kiedy widziaa: w podziemnym pomieszczeniu, kiedy pomaga Akkarinowi w rytuale czarnej
magii.
- Jak dzisiejsze lekcje, Soneo?
Zaskoczona podniosa wzrok na Akkarina, szybko spucia oczy.
- Ciekawe, Wielki Mistrzu.
- Czym si zajmowalicie?
- Magiczn architektur i projektami Mistrza Lorena.
- Ach, Mistrz Loren. Twoje wdrwki po korytarzach Uniwersytetu uwiadomiy ci
zapewne niektre jego dziwactwa.
Nie podnosia wzroku. Wiedzia, zatem o jej poznawaniu budynku. Czyby j
obserwowa? ledzi? Pomimo zapewnie Mistrza Larkina, e nie zapucia si w adne
miejsca zakazane dla nowicjuszy, poczua, e si rumieni. Wzia kieliszek i upia nieco wina.
Byo sodkie i mocne.
- A jak oceniasz lekcje z Mistrzem Yikmo? - Skrzywia si. Co ma powiedzie? Ze s
rozczarowujce? Okropne? Upokarzajce? - Nie lubisz sztuk wojennych. - Byo to
stwierdzenie faktu, uznaa, wic, e nie musi odpowiada. Napia si natomiast wicej wina. -
Sztuki wojenne s bardzo wane. Czerpi ze wszystkiego, czego uczysz si na pozostaych
lekcjach i podwaaj twoj ich znajomo. Tylko walka moe pokaza prawdziwe granice
mocy, wiedzy i kontroli. Wielka szkoda, e Rothen nie dba naleycie o twoje wyksztacenie
w tym wzgldzie, kiedy okazao si, e jest to twj najsabszy punkt.
Sonea poczua ukucie gniewu, syszc tak krytyczne uwagi o Rothenie.
- Nie widziaam potrzeby - odrzeka. - Nie mamy przecie wojny, nawet nam ona nie
grozi.
Akkarin stuka jednym ze swoich dugich palcw w nk kieliszka.
- Czy uwaasz, e rozsdnie jest odrzuca wszelk wiedz o wojnie w czasach
pokoju?
Potrzsna przeczco gow, aujc, e w ogle wygosia jak opini.
- Nie.
- A zatem powinnimy przechowywa t wiedz i wiczy umiejtnoci?
- Tak, ale... - urwaa. Po co ja si z nim kc?
- Ale? - podchwyci.
- Nie wszyscy magowie musz to umie.
- Doprawdy?
Zakla w mylach. Dlaczego on w ogle z ni o tym rozmawia? Przecie wcale nie
obchodz go jej postpy w sztukach wojennych. Chce tylko zaj jej czas i mie j z gowy.
- By moe Rothen zaniedbywa t cz twojej edukacji, poniewa jeste kobiet.
Wzruszya ramionami.
- Moe.
- Niewykluczone, e susznie. W ostatnich piciu latach te nieliczne kobiety, ktre
rozwaay doczenie do Wojownikw, zostay przekonane, e to niewaciwa decyzja.
Sdzisz, e to jest w porzdku?
Zamylia si. Wiedzia, e nie ma ochoty zostawa Wojowniczk, a zatem pyta
zapewne tylko dla podtrzymania konwersacji. Jeli ona da si wcign w dyskusj, czy nie
zaprowadzi jej to na niebezpieczne obszary? Moe powinna odmwi dalszej rozmowy?
Zanim zdya zdecydowa, otworzyy si drzwi za plecami Akkarina i wszed Takan
z tac pokanych rozmiarw w rkach, z niej za unosiy si smakowite zapachy. Sucy
zdejmowa z niej czarki i pmiski i ustawia pomidzy Sone a Akkarinem, a potem woy
tac pod pach i zacz opisywa poszczeglne potrawy.
Sonea poczua gd. Czua te, e co, co ciska jej odek, sabnie, w miar jak
Takan wymienia kolejne smakoyki.
- Dzikuj. Takanie - mrukn Akkarin, kiedy sucy skoczy.
Suga ukoni si, a gdy tylko wyszed, Wielki Mistrz wzi sztuce i zacz wybiera
spord da.
Dziki kilku uroczystym obiadom u Rothena Sonea wiedziaa, e w taki sposb
podejmuje si goci w kyraliaskich Domach. W slumsach posikw si nie celebruje,
przygotowywane jest bardzo proste jedzenie, a za sztuce su noe, ktre kady nosi przy
sobie. Typowo kyraliaski sposb podawania posikw w maych porcjach - niemal na jeden
zb - wymaga oczywicie wicej przygotowa, a im bardziej oficjalny posiek, rym bardziej
wyszukane s potrawy, naczynia i sztuce.
Na szczcie Rothen kaza jej nauczy si zastosowania wszystkich tych rozmaitych
widelcw i widelczykw. chochelek, szczypczykw i szpikulcw. Jeli Akkarin zamierza j
upokorzy, wytykajc brak manier", to si zdziwi.
Wzia po odrobinie rnych potraw, na pocztek wybierajc plasterki misa
rassookw zawinite w licie brasi. Wkadajc kawaek do ust, zauwaya, e Akkarin
przyglda si jej z uwag. Poczua w ustach absolutnie rozkoszny smak. Zaskoczona signa
po nastpny kawaek. Wkrtce jej talerz by pusty, a ona rozwaaa, czego by jeszcze
sprbowa.
Tak pochono j kosztowanie kolejnych da, e zapomniaa o wszystkim innym.
Dzwonka ryby podane byy w gstym, czerwonym sosie malinowym. Tajemnicze paczuszki,
jakby sakiewki faszerowane zioami i siekanym misem harreli, byy doskonae. Wielka
fioletowa fasola, ktrej nigdy nie znosia, przyrzdzona w sonawej panterce okazaa si
delicj.
Sonea nigdy nie jada tak wspaniaych potraw. Posiki na Uniwersytecie byy
smaczne, wic z niedowierzaniem suchaa utyskiwa innych nowicjuszy. Ten posiek
uwiadomi jej, czego mogo im brakowa w sali jadalnej.
Kiedy powrci Takan, Sonea podniosa wzrok i napotkaa spojrzenie Akkarina,
Wielki Mistrz wpatrywa si w ni z podbrdkiem opartym na doni. Wlepia wzrok w Takana
zbierajcego puste talerze i pmiski, a nastpnie wynoszcego je na tacy.
- Jak ci smakowao?
Pokiwaa gow.
- Nieze.
- Takan jest wietnym kucharzem.
- On sam to wszystko przygotowa? - Nie zdoaa ukry zaskoczenia.
- Owszem, aczkolwiek ma pomocnika, ktry miesza w garnkach.
Sucy powrci z dwiema czarkami, ktre postawi przed nimi. Sonea spojrzaa na
ich zawarto i poczua, jak linka napywa jej do ust. Blade pksiyce owocw padli lniy
w gstym syropie. Pierwszy kawaek smakowa sodycz zaprawion nieco alkoholem. Jada
powoli, smakujc kady ks. Takie posiki warte s mczenia si w jego towarzystwie,
pomylaa.
- Chce, eby spoywaa ze mn obiad kadego pierwszodniowego wieczoru.
Sonea zamara. Czyby odczyta jej myli? A moe to wanie planowa od samego
pocztku?
- Mam przecie lekcje wieczorem - zaprotestowaa.
- Takan wie doskonale, ile czasu moesz powici na wieczorny posiek. Nie
bdziesz si spnia na lekcje.
Utkwia wzrok w pustej salaterce.
- Natomiast spnisz si dzisiaj, jeli bd ci tu duej trzyma - doda Akkarin. -
Moesz odej, Soneo.
Z powodu nagej ulgi, niemal podskoczya na krzele.
Kiedy wstawaa, musiaa si oprze doni o blat stou, poniewa zakrcio si jej w
gowie. Czujc lekkie zamroczenie, ukonia si i ruszya ku drzwiom.
Na korytarzu zatrzymaa si na moment, eby odzyska rwnowag, jej uszu
dobiegy, wic przyciszone gosy zza drzwi.
- Nastpnym razem mniej wina. Takanie.
- To by ten deser, panie.
ROZDZIA 25
W DZIWACZNYCH MIEJSCACH
Sonea westchna na widok Narrona i Trassii spieszcych na wykad. Marzya, eby
mc do nich doczy, ale ledwie poowa jej zaj pokrywaa si teraz z rozkadem zaj
reszty grupy. Tego ranka zdaa do niewielkiego pomieszczenia w podziemiach
Uniwersytetu, gdzie miaa odebra kolejn lekcj sztuk wojennych z Mistrzem Yikmo.
Skrcia z gwnego korytarza w boczne przejcie i sza dalej powoli, czujc, jak
ogarnia j przygnbienie.
Na arenie odbyway si przedpoudniowe lekcje, wic Mistrz Yikmo zarezerwowa na
ich wiczenia magicznie chroniony pokj w gmachu Uniwersytetu. Na dodatek w
dziwacznych grach, ktre miay za zadanie wyostrzy jej zmysy i refleks, uywali jedynie
niewielkich wizek mocy.
Mina nastpny zakrt i omal nie wpada na idcego z naprzeciwka maga. Spucia
oczy i zacza mamrota jakie przeprosiny.
- Soneo!
Natychmiast rozpoznaa ten gos i podniosa wzrok na Rothena. Nagle poczua, e
serce skacze jej do garda. Oboje szybko rozejrzeli si dookoa. Korytarz by pusty.
- Jak dobrze ci widzie. - Przyglda si jej badawczo, jego twarz pokryway
zmarszczki, ktrych wczeniej nic dostrzega. - Jak si miewasz?
Wzruszya ramionami.
- Jako yj.
Pokiwa gow ponuro.
- Jak on ci traktuje?
- Rzadko si widujemy. - Skrzywia si. - Za duo lekcji. Myl, e tak to sobie
zaplanowa.
Zacza si znw rozglda wok, syszc w oddali cichy odgos krokw.
- Musz ju i. Mistrz Yikmo czeka na mnie.
- Oczywicie. - Zawaha si na moment. - Wedug mojego rozkadu zaj mam jutro
wykad z twoj grup.
- Owszem. - Na jej twarzy pojawi si chytry umiech. - Obawiam si, e byoby, co
najmniej zastanawiajce, gdyby podopieczna Wielkiego Mistrza nie miaa zaj z najlepszym
wykadowc chemii.
Zmarszczki na jego czole wygadziy si nieco, ale twarz pozostaa niewzruszona.
Sonea odwrcia si z alem i posza w gb korytarza. Nie usyszaa krokw, domylia si,
wic, e Rothen wci stoi w miejscu i spoglda za ni. Zmieni si, pomylaa, skrcajc w
kolejne przejcie. Jakby si postarza. A moe zawsze tak wyglda, tylko ja tego nie
zauwaaam? Poczua, e do oczu napywaj jej zy. Przystana, opara si o cian i zacza
rozpaczliwie mruga oczami. Nie tu! Nie teraz! Musze wzi si w gar!
Nabraa powietrza gboko w puca, tak, e a poczua bl, po czym wypucia je
powoli, odetchna tak jeszcze kilka razy.
Rozleg si gong, od ktrego niemal zadraa ciana za jej plecami. Sonea pobiega
korytarzem, majc nadziej, e jej oczy nie s ju zaczerwienione. Kiedy stana przed
drzwiami pokoju Mistrza Yikmo, te otwary si, ukazujc skrawek czarnego rkawa. Sonea
stana w miejscu jak wryta.
Nie. Nie mog si z nim spotka. Nie teraz. Popdzia z powrotem do ostatniego
zakrtu, a nastpnie do miejsca, gdzie schodziy si dwa korytarze i przykucna tam, chcc
pozosta niezauwaon, a za chwil ostronie wyjrzaa za rg. Syszaa szmer znajomych
gosw, ale bya zbyt daleko, eby rozrni sowa.
- No, no. Interesujce.
Podskoczya jak oparzona. Naprzeciwko niej, w ssiednim korytarzu, sta Regin z
rkami skrzyowanymi na piersi.
- Sdziem, e chodzisz krok w krok za swoim mentorem, a ty si przed nim
ukrywasz.
Poczua, e si rumieni.
- Regin, co ty tu robisz?
Umiechn si.
- Przechodziem.
- Dlaczego nie jeste na lekcji?
- A ty?
Potrzsna gow z wciekoci. To bez sensu.
- Po co traci czas na rozmow z tob?
- Bo on cigle tam jest - odrzek Regin z umiechem penym satysfakcji. - A ty
miertelnie si go boisz.
Przyjrzaa mu si badawczo, rozwaajc moliwe odpowiedzi. Nie uwierzy, jeli
zaprzeczy jego sowom, a jeli nic nie powie, to tylko potwierdzi jego podejrzenia.
- Boj si? - Parskna. - Nic bardziej ni ty.
- Czyby? - Podszed nieco bliej. - Na co wic czekasz? Ju po dzwonku. Jeste
spniona, a na dodatek nie ujdzie to uwadze twojego mentora. Czemu wic si ocigasz? A
moe powinienem go zawoa i poinformowa, e si tu ukrywasz?
Rzucia mu wcieke spojrzenie. Zrobiby co takiego?
Pewnie tak, gdyby mia pewno, e narobi jej kopotw. Ale jeli ona teraz odejdzie,
to da mu powody do szyderstw. Lepiej si podda, ni narazi na to, e on zawoa Akkarina.
Przewrcia oczami, obrcia si na picie i powleka si ku sali. Kiedy bya ju blisko,
zamara na widok czarnej postaci w gbi korytarza.
Ku jej uldze Wielki Mistrz nic zauway jej. Poszed dalej i wkrtce echo jego krokw
umilko w oddali. Za sob usyszaa chichot. Obejrzaa si i zobaczya, e Regin przyglda si
jej z umiechem.
Odwrcia si i podesza do drzwi. Czemu Regin tak interesuje si tym, czy ona boi
si Akkarina, czy nie? Potrzsna gow. To jasne: kady znak, e ona jest nieszczliwa,
sprawi mu przyjemno.
Ale dlaczego Regin nie jest na zajciach? I z jakiego powodu znalaz si w tej wanie
czci Uniwersytetu?
Chyba jej nie ledzi...
W drzwiach gabinetu przywita Lorlena podmuch zimnego powietrza. Przecig porwa
kilka listw wsunitych pod drzwi, rozrzucajc je po korytarzu. Administrator westchn na
widok ich liczby i przenis je do pokoju za pomoc odrobiny magii.
Zamkn za sob drzwi i podszed do biurka.
- Nie jeste dzi w najlepszym nastroju.
Lorlen podskoczy na dwik tego gosu, po czym rozejrza si w poszukiwaniu jego
waciciela. Akkarin siedzia w jednym z foteli; w jego ciemnych oczach odbijao si wiato
przefiltrowane przez okienniki.
Jak on si tu dosta? Lorlen wpatrywa si w Akkarina, czujc pokus zadania
odpowiedzi na to pytanie. Wszelka pokusa opucia go jednak, kiedy Akkarin odwzajemni
spojrzenie. Administrator odwrci wzrok i skupi si na rozrzuconych po pododze listach.
Przyzwa je do siebie i zacz przeglda.
- Co ci tak mczy, przyjacielu?
Lorlen wzruszy ramionami.
- Peakin i Davin wci skacz sobie do garde. Garrel chce, ebym pozwoli Reginowi
na wznowienie lekcji z Balkanem, a Jerrik wanie przesa kolejn prob o asystenta dla Tyi.
- adna z tych spraw nie powinna by dla ciebie problemem, Administratorze.
Lorlen achn si, syszc swj tytu.
- A czego ty chcesz ode mnie, Wielki Mistrzu? - spyta drwico.
Akkarin zamia si krtko.
- Znasz lepiej ode mnie nasz ma rodzink, Lorlenie. - Zamyli si na moment. -
Zgd si na prob Garrela, odmw Mistrzyni Tyi, a jeli chodzi o Pavina... jego pomys,
aby odbudowa stranic po to, by mg obserwowa pogod, wydaje si interesujcy. Gildia
od dawna niczego nie budowaa, a wiea stranicza ma znaczenie militarne... co spodoba si
kapitanowi Arinowi. Usiuje przekona mnie do odbudowy Muru Zewntrznego, odkd zosta
doradc wojskowym Krla.
Lorlen zmarszczy brwi.
- Nie mwisz powanie. Taki projekt jest kosztowny i czasochonny. Lepiej
powimy ten czas na... - Lorlen urwa. - Czy ty powiedziae tak" na danie Garrela?
Pozwolisz, eby kara za napa na Sone skoczya si sze miesicy przed czasem?
Akkarin wzruszy ramionami.
- Sdzisz, e on odway si teraz dokucza Sonei? Ten chopak ma talent. Szkoda
byoby go marnowa.
Lorlen przytakn.
- To mogoby... to moe zmniejszy nieco zadr spowodowan tym, e Wielki Mistrz
wybra jego przeciwniczk.
- Bakan si zgodzi.
Administrator odoy listy na biurko i usiad w swoim fotelu.
- Nie po to do mnie przyszede, prawda?
Dugie palce Akkarina bbniy w oparcie fotela.
- Nie - odrzek z zamyleniem. - Czy da si usun wykady Rothena z rozkadu zaj
Sonei tak, eby nie wzbudzao to podejrze?
Lorlen westchn.
- Czy to konieczne?
Wielki Mistrz spochmurnia.
- Owszem. Konieczne.
Sonea sza, powczc nogami, a to szuranie odbijao si echem po korytarzu. Poranna
lekcja z Mistrzem Yikmo okazaa si porak. Spotkania z Rothenem i Reginem te j
zirytoway, co nie pomogo uczeniu si na pami nazw leczniczych rolin, a na lekcji
matematyki bya ju koszmarnie zmczona.
Zwaywszy to wszystko, cieszya si, e ten dzie dobiega wreszcie koca.
Wspominajc chytry wyraz twarzy Regina, zastanawiaa si, co on te sobie myla.
Moe po prostu cieszy si, e zmiana mentora jej nie uszczliwia.
I co z lego? pomylaa. Dopki zostawia mnie w spokoju, nie bd przejmowa si
jego opiniami. Tylko czy on zostawi j w spokoju? Jeli uzna, e ze strachu przed Akkarinem
nie pinie sowa o dokuczaniu, moe zacz drczy j na nowo. Bdzie oczywicie musia
zachowywa ostrono, eby inni magowie si nie dowiedzieli...
Na skraju jej pola widzenia poruszy si jaki cie, to byo dla niej jedynym
ostrzeeniem. Nie miaa czasu, eby si uchyli. Poczua, jak kto zaciska jej rami na szyi, a
drugim obejmuje jej tali. Sia uderzenia obrcia i j, i napastnika w miejscu, ale ucisk na
karku nie zela.
Walczya, ale szybko przekonaa si, e napastnik jest silniejszy od niej. W tym
samym momencie przez myl przesza jej sztuczka, ktrej nauczy j Cery. Wspomnienie
byo tak ywe, e niemal syszaa gos przyjaciela...
... jeli kto tak ci zaatakuje, zaprzyj si nogami... wanie tak... a teraz signij w ty...
Poczua, e trzymajcy j mczyzna przewraca si i rozemiaa si z satysfakcj, gdy
upad na posadzk. Nie lea tam jednak, ale szybko obrci si na bok i skoczy na nogi.
Przestraszona Sonea odruchowo signa po n, ktrego jednak teraz nie miaa... po
czym zatrzymaa si w p ruchu, wpatrzona z zaskoczeniem w napastnika.
Mistrz Yikmo wyglda dziwacznie w zwykym ubraniu.
Koszula bez rkaww ukazywaa muskularne ciao. Skrzyowa rce i pokiwa gow,
- Tego si spodziewaem.
Sonea gapia si na niego, a zdziwienie powoli zmieniao si w gniew.
Wojownik umiechn si.
- Udao mi si chyba odkry rdo twoich problemw. Soneo.
Powstrzymaa si od zoliwe) uwagi.
- Co nim, zatem jest?
- Twoja reakcja pokazaa mi, e odruchowo reagujesz na atak, bronic si fizycznie.
Tej sztuczki nauczya si w slumsach, prawda?
Niechtnie przytakna.
- Uczy ci kto konkretny?
- Nie.
Zmarszczy brwi.
- Skd, zatem wiedziaa, jak zareagowa?
- Przyjaciele mnie uczyli.
- Przyjaciele? Czyli ci modzi ludzie, tak? Nikt dorosy?
- Pewna stara... nierzdnica... pokazaa mi kiedy, jak posugiwa si noem w...
okrelonych sytuacjach.
Unis brwi.
- Rozumiem. Walki uliczne. Sztuczki obronne. Nic dziwnego, e masz takie odruchy.
Znasz to najlepiej, wiesz, jak dziaa. Musimy zmieni twoje nawyki. - Skin rk, wskazujc,
eby przesza si z nim i ruszy przejciem wiodcym do gwnego korytarza. - Musisz
wyrobi w sobie odruch reakcji magicznych, a nie fizycznych - powiedzia. - Wymyl
wiczenia, ktre ci w tym pomog - doda. - Musz ci jednak ostrzec, e taka zmiana
odruchw bdzie trudna i zajmie duo czasu. Jeli jednak bdziesz pilna, to przed kocem
roku zaczniesz posugiwa si magi, nawet o tym nie mylc.
Potrzsna gow.
- Nie mylc? To zaprzecza wszystkiemu, co mwi pozostali nauczyciele.
- Owszem. Wszystko przez to, e nowicjusze zazwyczaj przesadzaj z uywaniem
magii. Trzeba ich uczy umiaru. Ale poniewa ty nie jeste zwyk nowicjuszk, musimy
odrzuci zwyczajne metody nauczania.
Zastanowia si nad jego sowami. Miay sens. Chwil pniej co innego przyszo jej
do gowy.
- Skd wiedziae, e nie zamierzaam uy magii i nie rozmyliam si?
- Zauwayem, e dziaasz instynktownie. Szukaa noa. O tym nie musiaa myle,
prawda?
- Nie, ale to co innego. Jeli kto napada mnie w taki sposb, zakadam, e chce mi
zrobi krzywd.
- I w zwizku z tym bya gotowa skrzywdzi mnie?
Potakna.
- Oczywicie.
Unis brwi.
- Ludzie nie potpi zwykego czowieka zabijajcego w obronie wasnej, ale jeli
mag zabija osob niemagiczn, to wielka zbrodnia. Masz moc, dziki ktrej moesz si
broni, a zatem nie usprawiedliwiasz zabijania, niezalenie od zamiarw napastnika, nawet,
jeeli rwnie on jest magiem. Kiedy kto ci napada, twoj pierwsz reakcj powinna by
tarcza. To kolejny powd do zmiany odruchw na magiczne.
Doszli do koca korytarza. Yikmo umiechn si i poklepa j po ramieniu.
- Wcale nie idzie ci lak le, jak sdzisz, Soneo. Gdyby uderzya we mnie magi, albo
po prostu zamara i zacza krzycze, miabym powody do zmartwienia. Ty jednak
zachowaa zimn krew, mylaa szybko i udao ci si mnie pokona. To bardzo dobry
pocztek. Dobranoc.
Ukonia si i patrzya, jak odchodzi ku Domowi Magw.
Odwrcia si i ruszya w przeciwnym kierunku.
Masz moc, dziki ktrej moesz si broni, a zatem nie usprawiedliwiasz zabijania,
niezalenie od zamiarw napastnika, nawet, jeli rwnie on jest magiem".
Kiedy sigaa po n, wiedziaa, e moe zabi. Kiedy wydawao jej si to rozsdne,
teraz nie miaa ju takiej pewnoci. Niezalenie od powodw, kary dla maga, ktry
rozmylnie kogo skrzywdzi - rwnie w niemagiczny sposb - byy surowe i to powinno
by wystarczajc zacht, eby przyoy si do nauki. Nie miaa zamiaru spdzi reszty
ycia w wizieniu, z zablokowan moc. Jeli instynkt podpowiada jej zabijanie, powinna si
tego jak najszybciej oduczy.
Koniec kocw sztuczki wyuczone w slumsach nic zdadz si teraz na wiele. Kiedy
uwiadomia sobie, co ju potrafi zrobi, nie bya pewna, czy kiedykolwiek jeszcze bdzie
musiaa nosi przy sobie n. Jeeli w przyszoci bdzie potrzebowaa ochrony, pomylaa z
dreszczem, to raczej przed magi.
ROZDZIA 26
ZAZDROSNY RYWAL
Dannyl siedzia w powozie oddalajcym si wanie od Domu Gildii i rozwaa
wszystko, co wiedzia na temat Bel Arralade. Wdowa w rednim wieku, gowa jednej z
najbogatszych rodzin w Elyne. Czwrka jej dzieci - dwie crki i dwaj synowie - wenili si w
potne rody. Mimo e sama Bel nic wysza powtrnie za m, wiele plotkowano na temat jej
licznych romansw z czonkami elyskiego dworu.
Powz skrci raz, potem drugi i zatrzyma si. Dannyl wyjrza przez okno i dostrzeg,
e stanli w dugim sznurze modnie udekorowanych pojazdw.
- Ile osb przychodzi na te bale? - zapyta.
Ambasador Errend wzruszy ramionami.
- Trzysta, moe czterysta.
Dannyl z podziwem zacz liczy powozy. Ich szereg cign si daleko poza jego
pole widzenia, nie potrafi, wic precyzyjnie okreli liczby. Ulic przechadzali si
przedsibiorczy sprzedawcy, oferujc swe dobra pasaerom powozw. Proponowali wino,
sodycze, ciastka i wszelkie inne drobiazgi, ktre mogy umili czas oczekiwania. Pojawili si
te muzycy i akrobaci. Najlepsi z nich mogli liczy na to, e znudzeni dworacy zasypi ich
deszczem monet, byle tylko nieco si rozerwa.
- Szybciej bymy doszli piechot - zauway Dannyl.
Errend zamia si.
- Owszem, moglibymy sprbowa, ale nie zaszlibymy daleko. Kto by nas zawoa i
zaprosi do swojego powozu, a odmwi byoby nieuprzejmoci.
Ambasador kupi niewielkie pudeko cukierkw i kiedy razem z Dannylem je
pogryzali, opowiedzia mu o poprzednich przyjciach Bel Arralade. W takich wanie
sytuacjach Dannyl dzikowa losowi, e Pierwszy Ambasador Gildii jest Elyczykiem i
potrafi wyjani miejscowe zwyczaje. Zdziwio go na przykad to, e na bale zabierano mae
dzieci.
- Dzieciom pozwala si tu na wszystko - ostrzeg go Errend. - My, Elyczycy,
uwielbiamy rozpieszcza dzieci, kiedy s mae. Niestety potrafi one zamczy magw,
poniewa traktuj ich jak kolejn odmian akrobatw.
Dannyl umiechn si.
- Wszystkie dzieci uwaaj, e najwaniejszym zadaniem jest zabawianie ich.
Upyno jeszcze sporo czasu, zanim drzwiczki powozu otwary si wreszcie i Dannyl
stan obok Errenda przed typow capiask rezydencj. Sucy w piknych liberiach witali
goci i prowadzili ich do wejcia przez wielki uk bramy, za ktr otwiera si ogromny
dziedziniec pod goym niebem, podobny nieco do gwnego dziedzica paacu krlewskiego.
Powietrze byo chodne, wic gocie spieszyli do drzwi znajdujcych si po drugiej stronie
dziedzica.
Za nimi znajdowaa si wielka owalna sala pena udzi.
wiato niezliczonych kandelabrw roziskrzao mienice si wszelkimi kolorami
stroje. Sklepienie odbijao gwar gosw, a powietrze wypeniaa mieszanina zapachw, woni
kwiatw, owocw i korzeni, od ktrych niemal krcio si w gowie.
Gocie rozgldali si dookoa, ale zatrzymywali wzrok tylko na chwil, by rzuci
okiem na nowo przybyych. Na balu zjawili si arystokraci w kadym wieku, wrd nich
mona byo dostrzec rwnie kilku magw. Dzieci, ubrane w miniatury strojw dorosych,
biegay wrd goci albo toczyy si na awach. Po sali kryli sucy w tych liberiach,
roznoszc tace z jedzeniem i winem.
- Bel Arralade musi by niezwyk kobiet - mrukn Dannyl. - Gdyby zebra razem
tylu czonkw kyraliariskich Domw - oczywicie poza dworem - to po pgodzinie w ruch
poszyby miecze.
- To prawda - zgodzi si Errend. - Ale nie miej zudze. Dannylu, dzi bro bdzie w
robocie. U nas w Elyne walczy si na sowa rwnie zaciekle jak na miecze. Jakkolwiek
znacznie lepiej wychodz na tym meble.
Na galeri otaczajc ca sal prowadziy szerokie schody.
Dannyl dostrzeg stojcego przy balustradzie i obserwujcego go Tayenda. Uczony
ukoni si nieznacznie. Dannyl powstrzyma umiech na myl o tych formalnociach, i
odpowiedzia lekkim pochyleniem gowy.
Obok Tayenda sta potnie zbudowany modzieniec, ktry widzc pukon swojego
towarzysza, spojrza w d.
Na widok Dannyla zrobi wielkie oczy i szybko odwrci wzrok.
Dannyl zwrci si na powrt do Errenda. Ambasador wybiera wanie przysmaki z
tacy trzymanej przez jaskrawo odzianego sug.
- Sprbuj tego - zwrci si do Dannyla. - Jest pyszne!
- Co bdzie si tutaj dziao? - spyta Dannyl, czstujc si zawijanym ciasteczkiem.
- Typowe gry towarzyskie. Trzymaj si blisko mnie, tu przedstawi ci, komu trzeba.
Przez nastpne kilka godzin Dannyl wczy si za Ambasadorem po sali, skupiajc
si gwnie na zapamitywaniu imion i tytuw. Errend ostrzeg go, e nie bdzie gwne go
posiku, poniewa najnowsza moda kae karmi goci wycznie smakoykami roznoszonymi
na tacach przez sub. Dannyl dosta rwnie kieliszek wina, do ktrego tak regularnie
dolewano trunku, e w kocu - chcc zachowa jasno umysu - mag odstawi go na tac,
gdy nikt nie patrzy.
Kiedy Dannyl ujrza zbliajc si do nich kobiet w niezwykle szykownej tej
sukni, zgad od razu, e niechybnie musi to by gospodyni. Na portrecie ogldanym jeszcze
przed wyjazdem, nie miaa zmarszczek, ale jej byszczce oczy i bystre spojrzenie
powiedziay mu, e ma do czynienia z t sam niebezpieczn osob, o ktrej ju wiele sysza.
- Witaj, Ambasadorze Errendzie - odezwaa si, kaniajc si nieznacznie. - A to musi
by Ambasador Dannyl. Dzikuj wam za przybycie na moje przyjcie.
- Dzikujemy za zaproszenie - odrzek Errend. skaniajc gow.
- Nie mogabym zorganizowa balu, nic umieszczajc na licie goci Ambasadorw
Gildii - powiedziaa z umiechem. - Magowie to jedni z najlepiej uoonych i najciekawszych
bywalcw salonw. - Zwrcia si do Dannyla: - jak ci si Ambasadorze, spodobaa Capia?
- Bardzo - odpar Dannyl. - To niezwykle pikne miasto.
Uprzejma konwersacja cigna si przez kilka minut. W pewnym momencie
doczya do nich jeszcze jedna kobieta, wcigajc Errenda w rozmow. Bel Arralade
oznajmia wtedy, e bol j ju stopy, i poprowadzia Dannyla ku stojcej w bocznej niszy
awce.
- Czy to prawda, co syszaam, e zaje si poszukiwaniami staroytnej magii? -
zapytaa.
Dannyl spojrza na ni z zaskoczeniem. Mimo e zarwno on, jak i Tayend unikali
rozmw na temat swoich bada z kimkolwiek poza bibliotekarzem Irandem, niewykluczone,
e ich zainteresowania nie umkny uwadze kogo, kogo spotkali podczas podry. A moe
Tayend uzna, e skoro nie zbieraj ju informacji dla Lorlena, tylko pomagaj" Rothenowi
w pisaniu ksiki, tajemnica nie jest potrzebna. Gdyby tak byo istotnie, zaprzeczajc, jedynie
potwierdziby jej podejrzenia.
- Owszem - odpowiedzia. - Interesuje mnie to.
- Udao ci si znale co naprawd fascynujcego?
Wzruszy ramionami.
- Nic szczeglnie ekscytujcego. Sporo ksig i zwojw zapisanych w starych
jzykach.
- Ale podrowae przecie ostatnio do Lonmaru i Vinu? Tam musiae znale co
naprawd interesujcego.
Uzna, e lepiej zachowa ostrono.
- Widziaem zwoje w Lonmarze i grobowce na wyspach vindoskich, ale nie byy
ciekawsze od zakurzonych ksig, ktre ogldaem tutaj. Obawiam si, pani, e zamczybym
ci opowiadaniem o tym wszystkim w szczegach... a co ludzie by powiedzieli, gdyby nowy
Ambasador zanudzi na mier pikn dam na jej wasnym przyjciu?
- Tego istotnie musimy unikn. - Rozemiaa si, a jej oczy zasnuy si mg. - Ach,
to wszystko przywodzi mi na myl jake mie wspomnienia. Wasz Wielki Mistrz by tu w
podobnym celu kilka lat temu. Niezwykle przystojny mczyzna. No i oczywicie nie by
jeszcze Wielkim Mistrzem. Godzinami potrafi rozprawia o staroytnej magii, a ja po prostu
musiaam sucha tych wszystkich opowieci tylko po to, by mc si cieszy jego
towarzystwem.
Moe to, zatem byo przyczyn jej zainteresowania? Dannyl zamia si cicho.
- Na szczcie dla ciebie, pani, ja nie jestem do przystojny, eby musiaa sucha o
moich poszukiwaniach.
Umiechna si i rzucia mu zalotne spojrzenie.
- Nie do przystojny? miem si nie zgodzi. Wielu powiedziaoby, e jest wrcz
przeciwnie. - Zamylia si na moment. - Nic sd jednak, e Wielki Mistrz by niegrzeczny.
Powiedziaam, e musiaam sucha go godzinami, ale on nigdy tak si nie zachowywa.
Zjawi si na moim przyjciu urodzinowym, ale tu po powrocie z wysp uda si w gry i
nigdy wicej go nie widziaam.
Gry? To co nowego.
- Czy mam mu przekaza ukony od ciebie, pani? - zaproponowa.
- Och, wtpi, by mnie pamita - odpowiedziaa, machajc z lekcewaeniem rk.
- Ale! Nikt nie zdoaby zapomnie takiej piknoci, nawet gdyby jedynie rzuci na
ni okiem.
Umiechna si promiennie i poklepaa go lekko po ramieniu.
- Ale z ciebie miy czowiek, Ambasadorze. Powiedz mi jeszcze jedno, co sdzisz o
Tayendzie z Tremmelin? Towarzyszy ci w twoich podrach, nieprawda?
wiadomy, e Bel obserwuje go bacznie zza zasony dugich rzs, Dannyl postanowi
by ostrony.
- Ach, mj asystent? Okaza si niezwykle przydatny. Ma zdumiewajc pami i
niezwyky talent do jzykw.
Potakna.
- Chodzio mi raczej o twoje osobiste odczucia. Czy by dobrym towarzyszem?
- Owszem. - Dannyl umiechn si krzywo. - Chocia obawiam si, e dla niego
podr nie bya przyjemnoci. Nigdy nie spotkaem osoby tak podatnej na chorob morsk.
Zastanowia si przez moment.
- Pono posiada on niecodzienne zainteresowania. Niektrzy, zwaszcza damy,
uwaaj, e jest nieco... mao uwany.
Dannyl pokiwa gow.
- C, kto, kto spdza wikszo czasu gboko pod ziemi, w otoczeniu ksig i
martwych jzykw, nie jest zapewne szczeglnie interesujcy dla dam. - Obrzuci j
badawczym spojrzeniem. - Czyby bawia si w swatk. Bel Arralade?
Posaa mu obuzerski umiech.
- A jeli tak to, co?
- To powinienem ci uprzedzi, e nie znam Tayenda tak dobrze, bym mg ci si na
co przyda. Jeli jaka dama zwrcia jego uwag, to nie podzieli si ze mn t informacj.
Znw nastpia chwila namysu.
- Pozostawimy, zatem jego prywatne sprawy samym sobie - powiedziaa. - Swatanie
jest rwnie niebezpiecznym zajciem jak plotkarstwo, zwaszcza, gdy swata si osoby
niechtne. Och, a oto i Dem Dorlini. Miaam nadziej, e przyjdzie, musz mu, bowiem zada
kilka pyta. - Podniosa si z miejsca. - Konwersacja z tob bya dla mnie przyjemnoci.
Ambasadorze Dannylu. Mam nadziej, e jeszcze niedugo porozmawiamy.
- Bd zaszczycony. Bel Arralade.
Kilka minut pniej Dannyl odkry, jak niebezpiecznie jest pozosta samotnie i bez
zajcia, otoczya go, bowiem trjka dziewczynek, ktrych miniaturowe dworskie stroje byy
malowniczo poplamione jedzeniem. Musia je zabawia sztuczkami, dopki nie wyzwolili go
ich rodzice.
Wsta i ruszy w stron Errenda, ale po paru krokach zatrzyma si na dwik swego
imienia.
Obrci si i zobaczy zmierzajcego ku niemu Tayenda wraz z jego muskularnym
towarzyszem.
- Tayendzie z Tremmelin.
- Ambasadorze Dannylu, pozwl, e przedstawi ci Velenda z Genard. Mojego
przyjaciela - powiedzia Tayend. Na twarzy modzieca pojawi si grymas ledwie
przypominajcy umiech, w jego oczach za nie byo ladu wesooci.
Ukoni si sztywno i z niechci.
- Tayend opowiada mi o waszych podrach - powiedzia. - Sdzc z jego relacji, nie
spodobaoby mi si w Lonmarze.
- To gorcy kraj o niezwykej kulturze - odrzek Dannyl. - Jestem pewny, e mona by
si przyzwyczai, gdyby do dugo tam pomieszka. Czy ty rwnie jeste uczonym?
- Nie - odpowiedzia Velend. - Bardziej interesuje mnie bro i szermierka. Czy
uprawiasz fechtunek. Ambasadorze?
- Nie. W Gildii nie ma wiele czasu na tego rodzaju rozrywki.
- A zatem szermierka. Zastanawia si, moe to wanie byo powodem jego
odruchowej niechci do tego modziana. Velend chyba zanadto przypomina mu Ferguna,
ktry rwnie przejawia zamiowanie do broni.
- Znalazem kilka ksig, ktre mog ci zainteresowa. Ambasadorze - powiedzia
Tayend cakowicie oficjalnym tonem. Kiedy uczony zabra si do opisywania ksig,
rozwodzc si nad ich wiekiem i zawartoci, Dannyl obserwowa, jak Velend przestpuje z
nogi na nog i rozglda si po otaczajcym ich tumie. W kocu przerwa Tayendowi:
- Wybaczcie mi, panowie, musz z kim porozmawia.
Gdy odszed, Tayend umiechn si obuzersko.
- Wiedziaem, e dugo nie wytrzyma - urwa, kiedy jaka para zanadto si do nich
zbliya, i wrci do oficjalnego tonu: - Dotd szukalimy po najstarszych ksigach,
postanowiem, wic teraz zajrze do tych nowszych. Czasami, gdy umiera jaki Dem, rodzina
wysya do biblioteki jego dziennik albo ksigi goci. W ktrym z takich dziennikw
znalazem ciekawe wzmianki na temat... moe nie bd si teraz wdawa w szczegy,
powiem jedno tylko: wyglda na to, e w prywatnych bibliotekach niektrych rodzin mona
bdzie znale interesujce informacje. Na razie jednak nie wiem nic wicej.
- Czy ktra z tych rodzin mieszka w grach? - spyta Dannyl.
Tayend wybauszy na niego oczy.
- Owszem, kilka. Dlaczego pytasz?
Dannyl zniy gos.
- Nasza gospodyni wspomniaa przed chwil o pewnym modym magu, ktry dziesi
lat temu goci na tym przyjciu.
- Ach.
- Wanie: ach. - Dannyl zmarszczy brwi na widok zbliajcego si do nich Velenda.
- Twj przyjaciel wraca.
- To nie do koca mj przyjaciel - poprawi go Tayend. - Raczej przyjaciel
przyjaciela. On mnie tu przyprowadzi.
Velend porusza si z drapien gracj podobn do limkw - dzikich psw, bdcych
utrapieniem rolnikw, a czasami zabijajcych nawet podrnych w grach. Na szczcie
mody czowiek zatrzyma si, by zamieni par sw z innym dworzaninem.
- Powinienem ci chyba ostrzec - odezwa si znw Dannyl. - Obawiam si, e Bel
Arralade usiuje znale dla ciebie odpowiedni parti.
- Wtpi. Zbyt dobrze mnie zna.
Dannyl zmarszczy brwi.
- Dlaczego zatem wspomniaa w rozmowie ze mn o twojej atrakcyjnoci dla kobiet?
- Zapewne po to, eby sprawdzi, ile o mnie wiesz. Co jej odpowiedziae?
- e nie znamy si tak dobrze, bym mg wiedzie, czy kto wpad ci w oko.
Tayend unis brwi.
- Prawda, nie wiesz - powiedzia cicho. - Ciekawe. Czuby si zaniepokojony, gdyby
tak byo?
- Zaniepokojony? - Dannyl potrzsn gow. - Nie... ale by moe zaleaoby to od
tego, kto by to by. Czy mam, zatem rozumie, e kto taki istotnie jest?
- Moe. - Tayend umiechn si krzywo. - Ale nic zamierzam ci nic mwi... na razie.
Dannyl spojrza z rozbawieniem w kierunku Velenda.
Chyba nie... Ktem oka spostrzeg, e kto macha do niego.
Rozpozna Ambasadora Errenda, wic odpowiedzia skinieniem gowy.
- Ambasador Errend chce bym do niego doczy.
Tayend przytakn.
- Ja natomiast zostan obwoany nudziarzem, jeli zbyt duo czasu na przyjciu
powic rozmowom o obowizkach. Zawitasz niebawem w bibliotece?
- Za kilka dni. Obawiam si, e moe nas czeka kolejna podr.
Sonea przebiega palcem po grzbietach ksiek. Znalaza luk i wsuna w ni
trzymany w rce tom. Druga ksiga, ktr miaa ze sob, bya wielka i cika. Na dodatek jej
miejsce znajdowao si po drugiej stronie biblioteki. Sonea wzia, wic j pod pach i
ruszya przez sal.
- Soneo!
Skrcia w alejk i podesza na przd sali, gdzie za niewielkim biurkiem siedziaa
Mistrzyni Tya.
- Sucham, Mistrzyni.
- Wanie otrzymaam wiadomo dla ciebie - powiedziaa bibliotekarka. - Wielki
Mistrz chce si z tob widzie w sali treningowej Mistrza Yikmo.
Sonea potakna, czujc sucho w ustach. Czego moe chcie od niej Akkarin?
Pokazu umiejtnoci?
- W takim razie ju tam id. Czy mam wrci jutro wieczorem?
Mistrzyni Tya rozpromienia si.
- Jeste spenieniem moich marze. Soneo. Nikt nie wierzy, e utrzymywanie tego
miejsca w naleytym porzdku to cika praca. Przecie ty masz mnstwo nauki...
- Zawsze mog powici godzin lub dwie... a dziki temu wiem. gdzie mam szuka
potrzebnych mi ksiek.
Bibliotekarka pokiwaa gow.
- Jeli tylko masz woln chwil, to bd wdziczna za kad pomoc. - Jednoczenie
pogrozia Sonei palcem. - Nie chce tylko, eby ktokolwiek powiedzia, e odrywam
podopieczn Wielkiego Mistrza od jej zaj.
- Nikt tak nie powie. - Sonea odoya ksik, zabraa swj kuferek i otworzya
drzwi. - Dobranoc, Mistrzyni Tyo.
Na korytarzach Uniwersytetu panowaa cisza. Sonea ruszya ku sali treningowej.
Z kadym krokiem czua coraz wikszy strach. Mistrz Yikmo nie lubi uczy
wieczorami. Powody, jakie nim kieroway, miay co wsplnego z religi wysp Vin, skd
pochodzi. Nie odmawia si jednak daniom Wielkiego Mistrza.
Mimo wszystko jednak byo za pno na jakiekolwiek lekcje. Moe Akkarin wzywa j
do sali nauczyciela z jakiego innego powodu. Moe nawet nic zastanie tam Mistrza Yikmo...
Odskoczya, kiedy wyrosa przed ni posta nowicjusza, ktry najwyraniej wyszed z
bocznego korytarza. Usiowaa go wymin, ale on zablokowa przejcie, w tej samej chwili z
korytarza wyszo trzech nastpnych, by stan koo pierwszego.
- Witaj, Soneo. Mam nadziej, e dostaa moj wiadomo.
Rozgldaa si wok, czujc, e serce w niej zamiera.
Regin stal na czele grupki nowicjuszy, skutecznie blokujc przejcie. Dziewczyna
rozpoznaa czonkw jego starej bandy, ale pozostaych kojarzya jedynie z widzenia. Co
wicej, pozostali, jak si zorientowaa, pochodzili gwnie ze starszych rocznikw.
Wpatrywali si w ni zimno, a jej przypomniay si komentarze zasyszane w dniu
rozpoczcia semestru. Jeli wielu studentw uwaao, e nie jest godna opieki Wielkiego
Mistrza, to Regin nic mia kopotw z przekonaniem ich, eby do niego doczyli.
- Biedna Sonea. - Regin przeciga leniwie samogoski. - Musisz czu si bardzo
samotna jako faworyta Wielkiego Mistrza. Nic masz adnych przyjaci. Nie masz si z kim
bawi. Pomylelimy, e przyda ci si towarzystwo. I moe jaka wsplna zabawa. - Zerkn
na starszych chopakw. - W co zagramy?
Jeden z tamtych umiechn si szeroko.
- Twj pierwszy pomys by cakiem dobry. Reginie.
- Ach, zabawa w Czystk, tak? - Regin wzruszy ramionami. - Tak, to moe by nieza
wprawka do naszych przyszych obowizkw. Obawiam si jednak, e w tym przypadku
potrzeba bdzie czego wicej ni byskajcych wiateek i bariery, eby wypleni to
robactwo z Uniwersytetu. - Przyglda si Sonei spod zmruonych powiek. - Bdziemy
musieli posuy si bardziej przekonujcymi rodkami.
Sonea poczua wzbierajcy w niej gniew, ale gdy Regin unis rce, gniew ustpi
miejsca niedowierzaniu. On jej przecie nie uderzy. Nie tutaj. Nie w obrbie Uniwersytetu.
- Nie odwaysz si...
Umiechn si zowieszczo.
- Czyby?
Z jego rki wystrzeli wietlny pocisk, szybko podniosa, wic tarcz.
- Co zrobisz? Poskarysz si mentorowi? Jako nie chce mi si wierzy, e to zrobisz.
Myl, e zanadto si go boisz.
Regin podszed bliej i z obu jego doni wystrzeliy biae pociski magii.
- Skd wiesz? - odparowaa. - Co jeli kto nas przyapie na walce w budynku? Znasz
przepisy.
- Nie sadze, eby nam to grozio - parskn szyderczo Regin. - Sprawdzilimy. Nikogo
nie ma w pobliu. Nawet Tya ju wysza z biblioteki.
Sonea nie miaa problemu z odbijaniem jego pociskw. Gdyby wysaa kilka uderze
mocy, zdoaaby go powstrzyma. Opara si jednak tej pokusie, pamitajc sowa Mistrza
Yikmo o tym, e magom nie wolno krzywdzi innych.
- Zawoaj swojego mentora, Soneo - szydzi Regin. - Popro, eby ci ocali.
Poczua dreszcz, ale nie zwracaa na to uwagi.
- Przed tob. Reginie? Nie bd czym takim zawracaa gowy Wielkiemu Mistrzowi.
Regin spojrza triumfalnie na otaczajcych go nowicjuszy.
- Syszelicie? Uwaa, e nie jestemy godni uwagi Wielkiego Mistrza. Najlepsi z
wszystkich Domw przeciwko brudnej slumsiarze? Pokaemy jej, kto jest, czego wart.
Chodcie.
Zaatakowa ponownie. Czujc napr na tarcz rwnie od tyu, zerkna w tamt
stron i dostrzega Kano i Issle wychodzcych przed pozostaych nowicjuszy. Starsi jednak
mich niepewne miny. W ich twarzach Sonea dostrzega wahanie.
- Mwiem wam - odezwa si Regin, nic przestajc jej bombardowa pociskami. -
Nie powie mu.
Mimo to starsi nowicjusze nie byli przekonani.
- A jeli powie - doda Regin - bior na siebie ca odpowiedzialno. Chc to zrobi,
chociaby po to, eby wam co udowodni. Nie macie nic do stracenia.
Czujc coraz liczniejsze uderzenia, Sonea rozejrzaa si - kolejni nowicjusze doczali
do atakujcych. Potrzebowaa wicej mocy by utrzymywa swoj tarcz. Zaniepokoio j to,
zerkna, wic na boki, zastanawiajc si nad drogami ucieczki. Jeli zdoaaby dotrze do
gwnego korytarza...
Ruszya do przodu, zmuszajc Regina i jego towarzyszy do cofnicia si.
- Jeli nie doczycie - Regin niemal krzycza do grupki niezdecydowanych - to ona
znw ucieknie. Wymknie si z tym, co naley si nam. Pomoecie mi pokaza slumsiarze,
gdzie jej miejsce, czy te zamierzacie przez cae ycie si jej kania?!
Stojcy obok niego nowicjusze zbliyli si o krok, po czym bez przekonania
zaatakowali uderzeniami mocy.
Prby przeciskania si midzy pociskami kosztoway j wicej wysiku, ni samo
utrzymywanie tarczy i mimo e udawao jej si prze naprzd, byo to powolne i mczce.
Przystana, eby si zastanowi. Czy ma do siy, eby dotrze do korytarza? Nie
potrafia tego oceni. Lepiej oszczdza siy. Moe oni wreszcie wyczerpi swoj moc, a
wtedy ona bez trudu si midzy nimi przecinie.
Tylko nie moe zmczy si wczeniej ni oni.
By zmniejszy wielko tarczy, przycisna si plecami do ciany. Tamci nie
przerywali ataku, zacza si, wic zastanawia, co chc osign. Zakadaa, e Regin zebra
tak liczn grup po to, eby mie wiksz publiczno - oraz wsparcie na wypadek, gdyby
postanowia kontratakowa. Czy liczy rwnie na to, e zdoa j wyczerpa? A jeli tak, to,
co zamierza pniej zrobi? Zabi j? Nie warto chyba i do wizienia z powodu
dziewczyny ze slumsw? Nie, zapewne chcia j zmczy lak, by nastpnego dnia nie miaa
siy na lekcje. Uderzenia saby, ale Sonea poczua rwnie z niepokojem, e i jej moc
zaczyna si wyczerpywa. Bdzie ciko. Bardzo ciko. Kiedy jej tarcza zachwiaa si,
Regin unis rce.
- Dosy!
Uderzenia ustay. Regin spoglda po swych towarzyszach w milczeniu, a potem
umiechn si szeroko.
- Widzicie? A teraz pokamy slumsiarze, gdzie jej miejsce.
Gdy ponownie odwrci si ku niej, dostrzega w jego oczach zowrogi bysk i
zrozumiaa, e wyczerpanie jej byo zaledwie pierwsz czci planu. aowaa, e nie
zdecydowaa si przecisn do gwnego korytarza. Kiedy teraz sprbowaa ruszy w tamtym
kierunku, przekonaa si, e nie zdoa doj tak daleko.
Regin posa w kierunku jej tarczy kolejne, ostrone uderzenie.
Pozostali doczyli do jego ataku. Wikszo ich uderze bya saba, ale sigajc coraz
gbiej po moc potrzebn do utrzymania tarczy, Sonea wiedziaa, e nie ma szans. Nawet,
jeli oni rwnie nie bd ju mogli korzysta z mocy, dziesitka nowicjuszy bez problemu
zdoa j zamczy bez pomocy magii.
Powolna utrata mocy napeniaa j przeraeniem. Tarcza migotaa, zanikajc i
pozostawiajc midzy ni a Reginem jedynie powietrze. Regin umiecha si do swych
kompanw zmczonym, ale triumfujcym umiechem.
W tej samej chwili z jego doni wyskoczy pocisk czerwonego wiata. Sonea poczua
w piersi bl, ktry nastpnie promieniowa ku jej ramionom i nogom, a nawet gowie.
Poczua, e minie odmawiaj jej posuszestwa, a plecy zsuwaj si po cianie. Kiedy to
uczucie mino, otworzya oczy i stwierdzia, e ley na posadzce. Poczua, e krew uderza jej
do gowy; usiowaa wsta pomimo upokorzenia, ale bl znw przeszy wszystkie je) zmysy.
Zagryza zby, przyrzekajc sobie, e si nie rozpacze.
Jej uszu dobieg glos Regina.
- Zawsze mnie intrygowao, jak naprawd dziaa uderzenie oguszajce. Chcecie
sprbowa?
Nadzieja Sonei odya na moment, poniewa w odpowiedzi na te sowa usyszaa
niechtne pomruki i dostrzega ktem oka, e dwaj nowicjusze wymienili zniesmaczone
spojrzenia, po czym odwrcili si i odeszli. Pozostali jednak chtnie doczyli do zabawy, a
caa nadzieja uleciaa wraz z kolejnymi uderzeniami oguszajcymi. Jej myli nkay
szyderstwa Regina. Zawoaj swojego mentora. Soneo. Popro, eby ci uratowa".
Wystarczy szybka komunikacja mentalna: obraz Regina i jego pomagierw... Nie. Nic, co
zrobi jej Regin, nie zmusi jej do poproszenia Akkarina o pomoc.
W takim razie zawoaj Rothena!
Nie wolno mi z nim rozmawia.
Musi by kto, kogo moesz przywoa!
Kogokolwiek jednak zawoa - Akkarin usyszy. Podobnie jak pozostali magowie. Caa
Gildia dowie si, e jego nowicjuszk znaleziono wyczerpan i pobit w korytarzach
Uniwersytetu.
Nic nie moe zrobi.
Zwina si w kbek i czekaa, a napastnikom wyczerpie si moc albo te znudzi im
si zabawa i zostawi j w spokoju.
Byo ju dobrze po pnocy, kiedy Lorlen skoczy ostami list. Wsta, przecign si i
podszed do drzwi, obrzucajc niewidzcym spojrzeniem otoczenie, kiedy odruchowo
zamyka magiczny rygiel. Idc korytarzem, usysza jaki szelest dobiegajcy z holu
Uniwersytetu.
Przystan, zastanawiajc si, czy powinien sprawdzi, co to. Dwiki byy ciche,
moe zesche licie dostay si przez bram do holu. Rusza wanie dalej z zamiarem
zignorowania tych odgosw, kiedy ponownie usysza szelest.
Ze zmarszczonym czoem poszed jednak do holu. Jego uwag przycign ruch przy
jednych z ogromnych drzwi.
Jaki cie przesuwa si wzdu starej drewnianej ciany.
Administrator podszed bliej i wcign szybko powietrze.
O wielkie drzwi opieraa si Sonea wygldajc, jakby bez tej podpory miaa
natychmiast run na ziemi. Zrobia krok i zachwiaa si na szczycie schodw. Lorlen
podbieg i wzi j pod rami. Spojrzaa na niego z zaskoczeniem i nieukrywan niechci.
- Co ci si stao? - spyta.
- Nic, Mistrzu - odpowiedziaa.
- Nic? Jeste wyczerpana.
Wzruszya ramionami, ale najwyraniej nawet tak niewielki wysiek sporo j
kosztowa. Nie miaa w ogle siy. Jakby... jakby kto wyssa z niej ca moc...
- Co on ci zrobi? - wyszepta Lorlen.
Popatrzya na niego ze zdumieniem, a potem pokrcia gow. Kolana zaamay si
nagle pod ni i upada na schody. Usiad obok, zwalniajc uchwyt.
- To nie to, co mylisz - powiedziaa z wysikiem, po czym pochylia si do przodu,
opierajc twarz na kolanach. - Nie ten, co mylisz. Nie on. - Westchna i otara twarz. -
Nigdy nie byam taka zmczona.
- W takim razie, co si stao?
Sonea opucia ramiona, ale nie odpowiadaa.
- Czyby jaki nauczyciel da ci takie zadanie?
Pokrcia gow przeczco.
- Zrobia co, co wymagao wicej mocy, ni si spodziewaa?
Znw przeczenie.
Lorlen usiowa wymyli jak inn przyczyn wyczerpania jej mocy. Przypomnia
sobie te kilka okazji, kiedy zuy ca moc. Musia si cofn o wiele lat, do swoich
studenckich czasw. Do walki z Akkarinem podczas lekcji sztuk wojennych. Ona jednak
powiedziaa, e to nie Akkarin.
Wtedy sobie przypomnia. Lekcj, na ktrej nauczyciel ustawia po paru nowicjuszy
przeciwko kademu ze studentw.
By to jeden z tych nielicznych przypadkw, kiedy Lorlen zosta pokonany.
Teraz jednak byo za pno na lekcje. Czemu miaaby walczy z innymi
nowicjuszami? Lorlen skrzywi si, gdy w jego mylach pojawio si imi Regin. Chopak
zapewne zebra poplecznikw i zaczai si na ni w korytarzu. Byo to zuchwale i ryzykowne.
Gdyby Sonea opowiedziaa o tym zdarzeniu Akkarinowi...
Tylko, e ona nie opowie. Lorlen spojrza na ni i serce mu si cisno. W tym
samym momencie poczu nieoczekiwan dum.
- To Regin, prawda?
Otwara oczy. Widzc w jej spojrzeniu napicie, pokiwa uspokajajco gow.
- Nie martw si nikomu nie powiem, jeli nie bdziesz chciaa. Szepn jednak swko
Akkarinowi, jeli zechcesz. - Jeeli on mnie w tej chwili podsuchuje, to i tak ju wie.
Rzuci ukradkowe spojrzenie na piercie i natychmiast odwrci wzrok.
Pokrcia przeczco gow.
- Nie. Nie rb tego. Prosz.
Oczywicie. Nie chce, eby Akkarin si dowiedzia.
- Nie spodziewaam si tego - dodaa. - Bd si trzyma z daleka od nich.
Lorlen pokiwa gow.
- Gdyby miaa z tym kopoty, pamitaj, e zawsze moesz zwrci si do mnie po
pomoc.
Kciki jej ust uniosy si w smutnym umiechu, westchna gono i usiowaa si
podnie.
- Zaczekaj. - Zatrzymaa si, gdy uj jej rk. - To ci pomoe - powiedzia.
Posa delikatny strumie uzdrawiajcej mocy poprzez jej do do caego ciaa.
Otwara szeroko oczy, wyczuwajc, co si dzieje. Nie przywrci jej to mocy, ale zmniejszy
poczucie fizycznego wyczerpania. Wyprostowaa ramiona, a z jej twarzy znika upiorna
blado.
- Dzikuj - powiedziaa.
Wstaa i spojrzaa ku rezydencji Wielkiego Mistrza, jej ramiona opady znowu.
- To si kiedy skoczy. Soneo - powiedzia cicho.
Potakna.
- Dobranoc, Administratorze.
- Dobranoc, Soneo.
Patrzy za ni z nadzieja, e jego yczenia kiedy si speni, cho wtpi, czy jest to w
ogle moliwe.
ROZDZIA 27
PRZYDATNE INFORMACJE
Sonea opara skrzynk z ksikami o biodro, kiedy tylko Mistrzyni Tya otworzya
drzwi Biblioteki Magw i weszy do rodka. Postawia swj pakunek obok Tyi na biurku
Mistrza Jullena i rozejrzaa si po mrocznym pomieszczeniu.
- Nie byam tu od wielu tygodni.
Tya zacza wypakowywa ksiki z pudel.
- Dlaczego?
- Nowicjusze nie maj prawa wstpu, chyba, e pod opiek maga".
Bibliotekarka zamiaa si cicho.
- Jako nie wyobraam sobie, eby twj mentor chcia pilnowa ci w czasie nauki.
Nie musisz go nawet pyta o zgod. Teraz moesz chodzi, gdzie ci si tylko podoba.
Sonea zamrugaa oczami ze zdziwienia.
- Nawet tutaj?
- Tak, ale to nie zwalnia ci z noszenia ksiek dla mnie.
Oczy bibliotekarki rozbysy, kiedy podaa Sonei stert ksiek. Sonea wzia adunek
i posza za Ty midzy pki ku drzwiczkom do pomieszczenia, w ktrym nigdy wczeniej
nie bya. Jego rodek wypeniay kolejne regay, ale pod cianami stay szafy i skrzynie.
- Czy to magazyn?
- Owszem. - Tya zabraa si do ustawiania kolejnych tomw na pkach. - To
dodatkowe kopie najpopularniejszych dzie z Biblioteki Nowicjuszy albo tych uywanych na
lekcjach, Zamawiamy je, by byy gotowe na wypadek, gdyby stare cakiem si zniszczyy.
Oryginay przechowujemy w tych skrzyniach.
Tya odbieraa kolejne ksiki od Sonei i ustawiaa je na odpowiednich pkach,
kierujc si ku tyowi pomieszczenia. Miny wielk, cik szaf pen ksiek w
najrniejszych formatach, wrd ktrych pitrzy si rwnie niewielki stos zwojw.
Szklane drzwi byy dodatkowo wzmocnione siatk z drutu.
- Co jest w tej szafie?
Bibliotekarka spojrzaa we wskazanym kierunku i oywia si.
- Oryginay najstarszych i najcenniejszych ksig i map, jakie posiada Gildia. S zbyt
delikatne, by z nich korzysta. Widziaam kopie niektrych z nich.
Sonea zajrzaa przez szko.
- Ogldaa kiedykolwiek oryginay?
Tya podesza do Sonei i wpatrzya si w ksiki za szyb.
- Nie. Te drzwi s zamknite magicznie. Kiedy Jullen by modym czowiekiem, jego
poprzednik otworzy je dla niego, ale Jullen nigdy nie zrobi tego dla mnie. Mwi mi jednak,
e widzia tam map przej pod Uniwersytetem.
- Przej? - Przypomniaa sobie, jak wdrowaa tamtdy z opask na oczach, aby
spotka si z Cerym, uwizionym w podziemiach gmachu przez Ferguna.
- Owszem. Pono cign si one pod caym terenem Gildii. Nikt ich ju nie uywa...
aczkolwiek syszaam plotki, e twj mentor musi z nich korzysta, poniewa wszyscy znaj
jego zwyczaj pojawiania si i znikania w niespodziewanych miejscach.
- I ta mapa jest w rodku?
- Tak twierdzi Jullen, ale rwnie dobrze mg si ze mn droczy.
Sonea rzucia jej spojrzenie z ukosa.
- Droczy si z tob?
Tya zarumienia si, po czym wygadzia fady szat i odwrcia si.
- To byo lata temu, kiedy bylimy duo modsi.
- Ciko sobie wyobrazi, e Mistrz Jullen by kiedykolwiek mody - powiedziaa
Sonea, idc za bibliotekark w gb pomieszczenia. - Jest taki powany i wiecznie
niezadowolony.
Mistrzyni zatrzymaa si przy jednej ze skrzy, wzia od Sonei narcze ksiek i
zacza je ukada w rodku.
- Ludzie si zmieniaj - powiedziaa. - On poczu si strasznie wany, tak jakby
pozycja bibliotekarza bya, co najmniej rwna funkcji przeoonego Wojownikw.
Sonea zamiaa si.
- Rektor Jerrik powtarza zawsze, e wiedza jest najwaniejsza, tote jako stranicy
wiedzy Gildii jestecie waniejsi od Starszych Magw.
Bibliotekarka rozpromienia si w umiechu.
- Chyba wiem, dlaczego Wielki Mistrz ci wybra, Soneo. Przynie mi, prosz, reszt
tych ksiek z biurka Jullena.
Sonea wrcia do gwnej czytelni. Od dwch tygodni wikszo wieczorw
powicaa na pomaganie Tyi. Mimo e pierwotnie zamierzaa po prostu unika w ten sposb
spotka z Reginem, poczua, e zaczyna lubi nieco zdziwacza bibliotekark. Kiedy tylko
czytelnia zamykaa podwoje dla studentw, Tya okazywaa si rwnie gadatliwa jak praczki
znad Tarali.
Okazaa si rwnie dobr suchaczk, kiedy Sonea potrzebowaa omwi prace
zadane przez nauczycieli. A jeli Sonea nie miaa ochoty mwi, Tya miaa zawsze na pod
ordziu mnstwo opowieci. Bya rwnie nieocenionym rdem informacji na temat
najnowszej historii Gildii, plotek o utarczkach i konfliktach politycznych, skandalach i
sekretach.
Sonea ze zdumieniem suchaa o pogoskach drczcych Dannyla za czasw
studenckich, w ktre zreszt Tya nie wierzya, i ze smutkiem poznaa opowie o tym, jak
ona Rothena zmara na chorob, na ktra nie znalaz lekarstwa aden z Uzdrowicieli.
Wracajc z ksikami, Sonea znw zatrzymaa si przy starej szafie i przyjrzaa jej si
uwanie. Nikt nie korzysta z przej pod Uniwersytetem. Na pewno nie Regin. A Tya
powiedziaa przecie, e wolno jej chodzi, gdzie tylko zechce.
Rothen zamkn pospiesznie drzwi do mieszkania, podbieg do fotela i wycign z
kieszeni list. Trzyma go w ukryciu od chwili, gdy posaniec dorczy mu go w przerwie
midzy lekcjami. Mimo e przez cay dzie zeraa go ciekawo, nie odway si otworzy
przesyki na Uniwersytecie.
Od posania listu do Dannyla mino siedem tygodni.
Siedem tygodni odkd Akkarin odebra mu Sone. W tym czasie rozmawia z ni
tylko raz. Kiedy za nowicjusz z wpywowej rodziny zwrci si do niego z prob o
prywatne lekcje, Rothen z pocztku poczu si wyrniony, niemniej, gdy okazao si, e w
student moe si z nim spotyka jedynie wtedy, gdy mag ma wykady z grup Sonei, zacz
dopatrywa si innych przyczyn tej proby. Nie bardzo mg sobie jednak pozwoli na
odmow: byoby to poczytane za nieuprzejmo. W dodatku nie potrafi wymyli dobrego
powodu, jeli nie liczy prawdy.
Spojrza na list, przygotowujc si na rozczarowanie. Nawet gdyby Dannyl zgodzi si
mu pomc, szansa, e wpadnie na co, co mogoby doprowadzi do upadku Akkarina, bya
znikoma. List by jednak pokany i zaskakujco gruby. Rothen zama piecz drcymi
palcami. Ze rodka wypado kilka kartek pokrytych pismem Dannyla. Zapa pierwsza z nich i
zabra si do lektury.
Do Rothena.
Twj list sprawi mi mi niespodziank, stary druhu. Istotnie, podrowaem ostatnio,
spotykajc ludzi rnych nacji, kultur i religii. Dowiadczenie to byo pod wieloma wzgldami
pouczajce, bd, wic mia mnstwo do opowiadania, kiedy przyjad latem.
Wieci o Sonei s niezwyke. To dla niej wielkie wyrnienie, cho zdaj sobie spraw,
e nie byo ci mio, gdy stracie opiek nad ni. Pamitaj jednak, e to twoja opieka i cika
praca uczyniy z niej nowicjuszk godn uwagi Wielkiego Mistrza. Ta zmiana powinna te
zakoczyli wreszcie problemy z pewnym nowicjuszem.
auj bardzo, e rozminem si z Dorrienem. Przeka mu, prosz, pozdrowienia.
Zaczam informacje, ktre znalazem w Wielkiej Bibliotece i kilku innych rdach.
Mam nadziej, e bd ci przydatne. Ironia zwizana z twoimi nowymi zajciami dotara do
mnie. Jeli moja kolejna wyprawa zakoczy si sukcesem, by moe dostarcz ci wicej
materiaw do ksiki.
Twj przyjaciel, Dannyl
Rothen przejrza pozostae papiery, pomrukujc ze zdumienia.
- A tyle? Przewietna witynia? Grobowiec Biaych ez? - Zamia si. - Raptem
kilka innych rde, co, Dannyl?
Wzi do rki pierwsz z doczonych kart i zacz przeglda notatki. Zanim dotar
do trzeciej strony, rozlego si pukanie do drzwi. Utkwi w nich wzrok, po chwili jednak
zerwa si na rwne nogi z bijcym mocno sercem. Rozejrza si szybko za miejscem, gdzie
mgby ukry gruby list, a nastpnie wcisn go midzy kartki wielkiej ksigi stojcej na
pce. Dodatkowe karty wygiy jej okadki, ale aby to zauway, trzeba by si dobrze
przyglda. Kiedy zapukano ponownie, Rothen pospieszy do drzwi.
Wstrzyma oddech, przygotowujc si na najgorsze. Otworzy drzwi i odetchn z ulg
na widok starszej pary stojcej w korytarzu.
- Yaldin, Ezrille... Wejdcie.
Poprowadzi ich do salonu.
- Jak si miewasz, Rothenie? - spytaa Ezrille. - Nie widzielimy ci od do dawna.
Rothen wzruszy ramionami.
- W porzdku. A co u was?
- Wszystko dobrze - urwaa, spogldajc na Yaldina.
- Moe filiank sumi? - zaproponowa Rothen.
- Z przyjemnoci - odpar Yaldin.
Oboje usiedli, a Rothen zacz si krzta, przynoszc ze stojcego pod cian stolika
tac, filianki i dzbanki. Kiedy przygotowywa napj, Yaldin rozgada si o jakich mao
wanych sprawach Gildii. Rothen pomyla, e istotnie zbyt dugo nie rozmawia ze swymi
przyjacimi. Ezrille milczaa, pki gospodarz nie napeni wszystkich filianek sumi.
- Chciaabym, eby jada z nami kolacje w pierwsze dni tygodnia, Rothenie -
powiedziaa w kocu.
- Naprawd? - Rothen umiechn si. - To mie. Ale w kady Pierwszodzie?
- Tak - odpara z naciskiem. - Wiemy, e odebranie ci Sonei przez Wielkiego Mistrza
byo dla ciebie szokiem. Ona nigdy ci nie odwiedza, co musi by sporym rozczarowaniem
po tym wszystkim, co dla niej zrobie. Wiem, e ma dodatkowe lekcje, ale...
- Nic na to nie poradzi - wtrci si Yaldin, umiechajc si do Rothena. - Jestem
pewien, e wpadnie, kiedy tylko bdzie miaa woln chwil. A tymczasem my nie moemy
pozwoli, eby si zadrcza w samotnoci.
- Chodzi mu o to, e spdzasz wszystkie wieczory samotnie - wyjania Ezrille.
- Zwaszcza odkd Dannyl wyjecha - doda Yaldin. - Musisz czasem rozmawia z
kim innym ni nowicjusze i nauczyciele.
- Poza tym Tania mwi, e znw zaywasz nemmin. - Ezrille nachylia si do niego. -
Tylko si na ni nie gniewaj, e nam powiedziaa. Ona po prostu martwi si o ciebie... i my
te.
- No, wic jak? Bdziesz przychodzi?
Rothen przenis wzrok z jednej zatroskanej twarzy na drug i zamia si krtko.
- Oczywicie. Z przyjemnoci.
Sonea sza powoli korytarzem Uniwersytetu, wiadoma, e echo jej krokw niesie si
po budynku. Dosza do zaomu i zerkna ostronie w nastpne przejcie, po czym odetchna
z ulg, poniewa okazao si puste.
Byo ju pno. Pniej ni zwykle. Przez dwa tygodnie skutecznie unikaa Regina,
wychodzc z budynku razem z Ty albo wracajc okrn drog przez podziemne korytarze.
Za kadym razem, kiedy wychodzia z podziemi, w gwnym holu stal nowicjusz, ale nikt nie
odway si jej zaatakowa tak na widoku. Byo to zbyt ryzykowne, zawsze mg tamtdy
przechodzi jaki mag. Z tego samego powodu nie czatowali na ni pod sam bibliotek, tam
mogaby ich nakry Tya.
Sonea miaa nadziej, e sprzymierzecom Regina w kocu si znudzi ta zabawa. Dla
bezpieczestwa postanowia jednak zostawia kuferek w bibliotece, zamiast nosi go
wszdzie z sob. Pamitaa dobrze, e kiedy jej napastnikom sprzykrzyy si uderzenia
oguszajce, dobrali si do notatek i ksiek. Ona za porzucia cay swj dobytek, poniewa
nie miaa ju siy, by go nie.
Bardzo chciaa przyspieszy kroku, ale by nie haasowa, musiaa i powoli. Nie po
raz pierwszy zastanawiaa si, czy buty dla magw specjalnie robione s tak, eby jak
najgoniej tupay. Niewane jak cicho staraa si stpa, stukot twardych podeszew nis si
echem po caym korytarzu,
Jeszcze kilka tygodni wczeniej podobao jej si wczenie po podziemnych
przejciach. Teraz czua ulg, gdy udawao jej si dotrze do drzwi rezydencji Wielkiego
Mistrza.
Usyszaa za sob jaki cichy dwik, jakby stumiony chichot. Stana w miejscu i
zorientowaa si, e przejcie do Wielkiego Holu jest zablokowane. Jej drczyciele nie
wiedzieli jednak, e zdya ich usysze. Jeli zawrci i przez pomieszczenie portalowe
przemknie si do wewntrznych korytarzy, moe uda jej si przedosta do holu z innej strony.
Obrcia si na picie i pobiega z powrotem.
- Uciekaj. Soneo, uciekaj! - dobieg j glos Regina. Korytarz wypeni miech i odgos
krokw.
Skoczya za rg i chwil potem za nastpny. Przed ni pojawiy si znajome drzwi.
Chwycia za klamk i natychmiast wpada do rodka. Nie zamierzaa sprawdza, czy kto za
ni pobieg, od razu rzucia si do przeciwlegych drzwi i zacza ucieka innym korytarzem.
Za sob usyszaa stumiony dwik zamykajcych si drzwi. Wbiega w najblisze boczne
przejcie.
Korytarz skrca w lewo, czy si z nastpnym i koczy przy kolejnych drzwiach. A
w nich sta umiechnity od ucha do ucha nowicjusz.
Sonea zatrzymaa si w p kroku i spojrzaa na niego z niechci. Zatem i oni poznali
ju wewntrzne przejcia. Nowicjusz umiecha si coraz promienniej, zmruya, wic oczy.
Najwyraniej postawili go tu na czujce. Ale by tylko jeden, nietrudno, wic bdzie go
pokona.
Na widok jej miny umiech znik z jego twarzy. Gdy tylko chopak zszed jej z drogi,
przesza przez pokj i wrcia do zwykych korytarzy. Usyszaa, e za ni otwieraj si
drzwi, rzucia si, wic szybko do ucieczki. Gwny korytarz by zaledwie kilka zakrtw od
niej. Skrcia raz i drugi, i jeszcze raz - po czym wypada w deszcz czerwonego ognia.
Nie miaa podniesionej tarczy, poniewa chciaa jak najduej zachowa ca moc.
Poczua bl w caym ciele i pociemniao jej w oczach. Gdy odzyskaa jasno spojrzenia,
leaa na posadzce z piekcym ramieniem. Dosigo jej kolejne uderzenie oguszajce i nie
moga ju zrobi nic wicej, ni tylko zacisn zby. Kiedy jednak przeladowcy na moment
przerwali atak, zdoaa podnie tarcz.
Przetoczya si. Przykucna na pitach, po czym si podniosa.
Za ni sta Regin z czterema innymi nowicjuszami.
Trzej nastpni blokowali przejcie do holu. Z cienia wyszo dwch kolejnych, potem
jeszcze trzech. W sumie byo ich trzynastu. Wicej ni poprzednim razem. Zacisna mocno
zby.
- Witaj ponownie, Soneo - powiedzia z umiechem Regin. - Jak to si dziwnie skada,
e wci na siebie wpadamy? Pozostali rozemiali si szyderczo. Ich miny nie pozostawiay
zudze, co do zamiarw. Nikt ich nie ukara za napa na ni i drczenie, co tylko
potwierdzao sowa Regina, e ona nic nie powie Akkarinowi.
Regin pooy rk na swej piersi.
- Jake niezwykym zjawiskiem jest mio - powiedzia faszywie tsknym tonem. -
Mylaem, e mnie nienawidzisz, a oto prosz: jeste, idziesz za mn krok w krok. Jeden z
nowicjuszy poda mu papierowe pudeko.
Sonea zmarszczya brwi. W takich pudekach zazwyczaj przechowywano sodzone
orzechy lub cukierki.
- Ach! Oto mj prezent dla ciebie! - rzek Regin, unoszc wieczko pudeka. - Wyraz
moich najgbszych uczu.
W rodku byy mae zawinitka z kolorowego papieru.
Sonea poczua bijcy od nich odr, od ktrego a przewracao si w odku. Bobki
harreli albo gnj - a moe jedno i drugie. Regin wycign jedn z paczuszek.
- Powinienem ci tym nakarmi, jak to jest w zwyczaju kochankw. - Zerkn w
stron swoich towarzyszy. - Wygldasz jednak tak, jakby potrzebowaa maej rozgrzewki.
Uderzy w jej tarcz, a pozostali doczyli do niego. Poczua, e serce podchodzi jej do
garda ze strachu. Byo ich tylu, e nie miaa adnych szans. Obrcia si w stron nowicjuszy
blokujcych jej drog ucieczki do gwnego korytarza i zacza si midzy nimi przeciska.
Udao si jej ich odepchn, ale po kilku krokach poczua, e sabnie. Nowicjusze natomiast
nie zdradzali oznak zmczenia.
Zatrzymaa si. Dopeznicie do drzwi Uniwersytetu zajo jej ostatnio bardzo duo
czasu. Z alem stwierdzia, e zostao jej ju niewiele mocy - za mao, by jeszcze raz wsta i
i. eby zaoszczdzi nieco si, mogaby troch wczeniej opuci tarcz i uda, e jest
zupenie wyczerpana. Tak, to mogoby zadziaa.
Jeden rzut oka na pudeko sprawi jednak, e zmienia zdanie. Musi wytrzyma, ile si
tylko da. Czujc, e traci resztki mocy, postanowia przynajmniej oplu Regina tymi
cukierkami".
Moc powoli z niej uchodzia. Tarcza saba i uderzenia oguszajce zaczynay siga
jej skry, zadajc bolesne ciosy. Kolana si pod ni ugiy i osuna si na ziemi. Kiedy atak
wreszcie usta, zobaczya nad sob twarz Regina: kuca tu przed ni, a w palcach mia
kolorowy papierek.
- Co tu si dzieje?
Regin poblad, otwierajc szeroko oczy. Natychmiast zamkn palce na cukierku" i
wyprostowa si. Odsun si nieco w bok, a gdy Sonea dostrzega, do kogo nalea gos,
poczua, e jej twarz oblewa si czerwieni. W korytarzu stal Mistrz Yikmo z zaoonymi
rkami.
- Sucham? - powtrzy wadczym tonem.
Regin ukoni si, to samo uczynia reszta jego towarzyszy.
- To tylko zabawa. Mistrzu - powiedzia Regin.
- Zabawa? Nie wydaje mi si. - W oczach maga iskrzya si wcieko. - Rozumiem
te, e jej reguy maj pierwszestwo przed prawami Gildii? Walka jest dozwolona jedynie
podczas lekcji na arenie.
- My nie walczylimy - odparowa jeden z nowicjuszy. - My si tylko bawilimy.
Yikmo zmruy oczy.
- Doprawdy? A zatem posugiwalicie si uderzeniami oguszajcymi poza sytuacj
walki. I to wobec bezbronnej dziewczyny.
Regin przekn lin.
- Jej tarcza opada, zanim zdylimy si zorientowa. Mistrzu.
Mistrz Yikmo unis brwi.
- Wyglda na to. e nie jeste ani tak zdyscyplinowany, ani tak utalentowany, jak
twierdzi Mistrz Garrel. Jestem pewny, e Mistrz Balkan zgodzi si ze mn. - Mag przebieg
wzrokiem po pozostaych nowicjuszach, jakby chcia zapamita ich twarze. - Wraca do
pokojw, wszyscy.
Nowicjusze uciekli. Kiedy Mistrz Yikmo zwrci si do niej, Sonea poaowaa, e nie
miaa do siy, by si wymkn, pki by zajty pozostaymi. Wyglda na rozczarowanego.
Zmusia si do powstania z posadzki.
- Jak dugo to trwao?
Zawahaa si nie chcc przyzna, e nie by to pierwszy taki wypadek.
- Od godziny.
Potrzsn gow.
- Co za gupcy z tych nowicjuszy. Atakuj podopieczn Wielkiego Mistrza? I to du
grup. - Spojrza na ni i westchn gono. - Nie przejmuj si. To si nie powtrzy.
- Prosz, nie mw nikomu. Mistrzu.
Przyjrza jej si badawczo. Zrobia krok do przodu, po czym zachwiaa si, a korytarz
zawirowa jej przed oczami. Jaka rka chwycia j i przytrzymaa. Poczua lekki przypyw
uzdrawiajcej magii. Kiedy tylko odzyskaa rwnowag, strzsna jego do z ramienia,
- Powiedz mi, czy odpowiedziaa na uderzenia?
Potrzsna przeczco gow.
- Dlaczego nie?
- Po co?
- Po nic. Ale wikszoci ludzi atakowanych przez przewaajc liczb napastnikw
duma kae walczy. Moe jednak tobie duma zabrania stan do walki?
Spoglda na ni wyczekujco, ale odwrcia wzrok i zachowaa milczenie.
- Oczywicie, gdyby zaatakowaa jednego czy dwch z tych sabszych, zdoaaby
bez trudu wyczerpa ich jak oni ciebie. Dla pozostaych mogoby to by, co najmniej
ostrzeeniem.
Sonea zmarszczya brwi.
- Oni nie mieli wewntrznych tarczy. Co by byo, gdybym ktrego z nich zrania?
Umiechn si z wyranym zadowoleniem.
- Miaem nadziej, e tak odpowied usysz. Obawiam si jednak, e w twojej
niechci do odparowywania ciosw kryje si co wicej ni tylko ostrono.
Sonea poczua gniew. Tak jak na lekcji on znw j popycha i podszczypywa, eby
pozna jej saboci. A to przecie nie jest lekcja. Czy fakt, e to wanie on j znalaz, nie jest
wystarczajcym upokorzeniem? Chciaa, by zostawi j w spokoju, pomylaa, wic o tej
jednej rzeczy, ktra wywoywaa u wikszoci magw wyran niech.
- Czy ty miaby ochot uderza, gdyby kiedy widzia chopaka umierajcego od
uderze magw?
Nawet nie mrugn, za to wpatrzy si w ni z jeszcze wikszym napiciem.
- Ach - powiedzia. - O to chodzi.
Spogldaa na niego z obrzydzeniem. Czyby zamierza tragedi, ktra wydarzya si
podczas Czystki, uczyni tematem kolejnego wykadu? Czua, e jej gniew ronie i wiedziaa,
e dugo nie utrzyma go na wodzy.
- Dobranoc, Mistrzu Yikmo - powiedziaa zza zacinitych zbw. Nastpnie
odwrcia si i ruszya gwnym korytarzem ku wyjciu z budynku.
- Soneo! Wracaj!
Pucia sowa nauczyciela mimo uszu. Zawoa za ni ponownie - tym razem w jego
gosie sycha byo gniew i rozkaz. Walczc ze zmczeniem, Sonea przyspieszya kroku. Ju
w holu nieco ochona. Wiedziaa, e jeszcze poauje tego nieuprzejmego zachowania,
chwilowo jednak jej to nie obchodzio. Jedyne, o czym naprawd marzya, to ciepe ko i
kilka dni snu.
ROZDZIA 28
TAJNY PLAN
Wpadajce przez otwarte drzwi jasne promienie soca olepiy Lorlena. Zakry twarz
rk i wszed za Akkarinem na dach Uniwersytetu.
- Mamy towarzystwo - zauway Akkarin.
Podajc za wzrokiem Wielkiego Mistrza. Lorlen dostrzeg stojc przy barierce
samotn posta w czerwonych szatach.
- Mistrz Yikmo - zauway Lorlen marszczc brwi. - Widocznie Balkan da mu
pozwolenie.
Akkarin prychn z dezaprobat.
- Na drzwiach jest tyle sygnatur, e rwnie dobrze moglibymy przesta je zamyka.
Podszed do Wojownika, Administrator za pospieszy za nim, zaniepokojony, e
Akkarin moe chcie odebra Mistrzowi Yikmo prawo wstpu na dach.
- Balkan nie daby mu pozwolenia, gdyby nie darzy go wielkim zaufaniem - rzek
Lorlen.
- Oczywicie. Przeoony Wojownikw wie, e metody nauczania Mistrza Yikmo nie
s odpowiednie dla wszystkich nowicjuszy. Jestem rwnie pewny, e zdaje sobie spraw, i
w ten sposb odwraca on uwag od swoich saboci
Yikmo sta oparty o barierk, obserwujc co w dole.
Zorientowa si, e nadchodz i kiedy Akkarin zbliy si na kilka krokw, podnis
gow i natychmiast si wyprostowa.
- Wielki Mistrzu, Administratorze, witajcie.
- Witaj, Mistrzu Yikmo - odrzek gadko Akkarin. - Nigdy wczeniej ci tu nie
widziaem.
Yikmo pokiwa gow.
- Rzadko tu przychodz, tylko, kiedy musz co przemyle. Zapomniaem ju, jak
wspaniae widoki si std roztaczaj.
Lorlen rozejrza si po terenie Gildii i zerkn w stron rozpocierajcej si u jej boku
panoramy miasta. Spojrza w d, ku ogrodom, i dostrzeg grupk nowicjuszy, ktrzy wyszli
przed gmach Uniwersytetu na poudniow przerw. Mimo e nieg wci pokrywa trawniki,
w cieple sonecznych promieni wyczuwao si ju nadchodzc wiosn.
Najbliej schodw dostrzeg znajom posta. Sonea siedziaa ze spuszczon gow na
jednej z ogrodowych awek, pogrona w lekturze.
- Oto powd moich rozmyla - oznajmi Yikmo.
- Robi postpy? - spyta Akkarin.
- Nie tak szybko, jak si spodziewaem. - Wojownik westchn. - Wci ma opory w
uderzaniu. Ale zaczynam rozumie, z czego one wynikaj
- Ach tak?
Yikmo umiechn si krzywo.
- Jest zdecydowanie zbyt yczliwa.
- Co?
- Obawia si, e mogaby komu zrobi krzywd... wczajc w to jej wrogw. -
Yikmo rzuci spojrzenie Wielkiemu Mistrzowi. - Wczoraj wieczorem natknem si na
Regina i grupk nowicjuszy drczcych Sone. Doprowadzili j niemal do wyczerpania, no i
uywali uderze oguszajcych.
Lorlen poczu, e serce podchodzi mu do garda.
- Oguszajcych - sykn.
- Przypomniaem im o regulaminie Gildii i odesaem do pokojw.
Yikmo patrzy wyczekujco na Wielkiego Mistrza, ale Akkarin milcza. Wpatrywa
si w siedzc w ogrodzie Sone z tak moc, e Lorlen a dziwi si, i dziewczyna tego nie
wyczuwa.
- Ilu byo tych nowicjuszy? - spyta.
Yikmo zastanowi si przez moment.
- Dwunastu, moe trzynastu. Mog wskaza wikszo z nich.
Akkarin pokrci gow.
- Nie bdzie takiej potrzeby. Nie zamierzam przywizywa wielkiej wagi do tego
zdarzenia. - Zwrci ciemne oczy na Wojownika. - Dzikuj, e przekazae nam t
wiadomo. Yikmo.
Wojownik zawaha si, jakby chcia powiedzie co jeszcze, po czym skin gow i
odszed w kierunku drzwi.
Kiedy znikn, wzrok Akkarina spocz z powrotem na Sonei. Kciki jego ust uniosy
si nieznacznie.
- Dwunastu albo trzynastu. Jej moc szybko wzrasta. Pamitam pewnego nowicjusza w
mojej klasie, ktry czyni podobne postpy.
Lorlen przyglda si badawczo Akkarinowi. W jasnym wietle jego blada skra
wygldaa niezdrowo. Oczy mia podkrone, ale wzrok bystry.
- O ile dobrze pamitam, ty te rozwijae moc bardzo szybko. - Czsto zastanawiaem
si, czy byoby tak, gdybymy cay czas nic rywalizowali ze sob.
Lorlen wzruszy ramionami.
- Pewnie nie.
- Nie mam pojcia. Moe to wspzawodnictwo okazao si dla nas korzystne.
- Korzystne? - Lorlen zamia si gucho. - Chyba dla ciebie. Uwierz mi, nie ma zbyt
wielu rzeczy gorszych od drugiego miejsca. W porwnaniu z tob mgbym rwnie dobrze
nie istnie... w kadym razie, jeli chodzio o wzgldy dam. Gdybym wiedzia, e obaj
skoczymy jako kawalerowie, nie bybym tak zazdrosny.
- Zazdrosny? - Umiech znik z twarzy Akkarina. Wielki Mistrz odwrci si ku
dalekiemu horyzontowi. - Nie. Nie powiniene by zazdrosny.
Powiedzia to tak cicho, e Administrator nie by pewny, czy rzeczywicie usysza te
sowa. Zamierza wanie zapyta, dlaczego miaby nie by zazdrosny, kiedy wzrok Akkarina
przelizgn si po ruinach muru.
- Jak tam plany odbudowy stranicy?
Lorlen westchn i zamiast zada pytanie, skierowa myli na powrt ku sprawom
Gildii.
Wczesnym popoudniem Dannyl i Tayend zostawili za sob ostatnie ndzne
przedmiecia Capii. Rozcigajce si przed nimi wzgrza pokryway prostokty pl i sadw,
ktre mieniy si rnymi odcieniami zieleni. Gdzieniegdzie ten wzr urozmaicaa czerwono-
brzowa plama wieo zaoranej ziemi.
Konie szy miarowym kusem. Sucy pojechali przodem, by obwieci ich przybycie
w miejscu pierwszego postoju - w domu siostry Tayenda. Dannyl odetchn gboko i
westchn z zadowoleniem.
- Dobrze jest znw by w drodze, prawda? - zapyta uczony.
Dannyl rzuci towarzyszowi zdumione spojrzenie.
- Naprawd ci to cieszy?
- Jasne. Dlaczeg by miao nie cieszy?
- Mylaem, e niedawne przejcia zniechciy ci do podrowania.
Tayend wzruszy ramionami.
- Mielimy pewne niezbyt przyjemne dowiadczenia, ale nie byo a tak le. A zreszt
tym razem pozostaniemy na staym ldzie i na ziemiach Elyne.
- Myl, e gdyby uzna, i naszej podry brakuje smaku przygody, o ktrej tak
marzysz, moemy poszuka odpowiedniego jeziora lub rzeki z lodziarni do wynajcia.
- Szperanie po cudzych bibliotekach bdzie dla mnie wystarczajc przygod -
oznajmi z naciskiem Tayend. Spojrza w dal i zmruy oczy. - Zastanawiam si, ktry z
Demw moe mie ksigi, ktrych szukamy.
- Jeli ktrykolwiek. - Dannyl wzruszy ramionami. - Akkarin mg rwnie dobrze
odwiedzi kogo zupenie gdzie indziej, a w gry uda si z innego powodu.
- A dokd pojecha potem? - Tayend zerkn na maga. - To mnie najbardziej intryguje.
Wiemy, e uda si w gry. Pniej jego lad ginie. Nie ma nic w archiwach miejskich, nikt
niczego nie pamita. Wtpi, eby zdoa dosta si z powrotem do Capii niezauwaony, a
miny jeszcze cae lata, zanim wrci do Gildii. Czyby a tak dugo pozostawa w grach?
Podrowa po nich na pnoc i poudnie? A moe je przekroczy?
- Do Sachaki?
- To miaoby sens. Imperium Sachakaskie nie jest do stare, by nazwa je
staroytnym, ale byo to spoeczestwo wysoce magiczne... A poza tym mog si tam
znajdowa informacje o znacznie starszych kulturach.
- W naszej bibliotece jest mnstwo ksig o Imperium - odrzek Dannyl. - Wtpi
jednak, by dao si znale wiele w samej Sachace. To, czego Gildia nie wywioza po wojnie,
zostao zniszczone.
Tayend unis brwi.
- Zaiste, bardzo piknie.
Dannyl wzruszy ramionami.
- To byy inne czasy. Gildia dopiero, co powstaa, a po koszmarach wojny naszym
magom najbardziej zaleao na tym, by zapobiec nastpnej, Wiedzieli, e jeli pozwol
magom sachakaskim zachowa ich wiedz, wojnom nic bdzie koca.
- Pozostawili, wic za sob pustyni.
- Czciowo. Za pustyni s yzne ziemie, pola uprawne i miasta. Wcznie ze stolic
w Arvice.
Tayend zamyli si.
- Mylisz, e Akkarin mg tam pojecha?
- Nigdy nie syszaem, by ktokolwiek wysnuwa takie podejrzenia.
- A jeli odwiedzi Sachak, to, z jakiego powodu zachowa to dla siebie? - Tayend
urwa. - Moe zmarnowa te wszystkie lata na poszukiwaniach w Imperium i niczego nie
znalaz, wic wstydzi si do tego przyzna. Albo - uczony umiechn si - spdzi ten czas,
nic nie robic, i wstydzi si do tego przyzna... Albo zrobi co, co nie zyskaoby aprobaty w
oczach Gildii... na przykad zakocha si w modej Sachakance, oeni si z ni i przyrzek, e
nigdy nic wrci do Kyralii, ale ona umara albo go porzucia, on za...
- Nie fantazjuj zanadto, Tayendzie.
Modzieniec umiechn si szeroko.
- A moe zakocha si w modym Sachakaninie, zosta odkryty i wygnany z kraju.
- Mwisz o Wielkim Mistrzu, Tayendzie z Tremmelin - upomnia go ostro Dannyl.
- Czyby obraao ci snucie takich hipotez? - W tonie uczonego daa si sysze
wyzywajca nuta.
Dannyl spojrza mu prosto w oczy.
- Ze wzgldu na przedmiot naszych poszukiwa musimy przeledzi przeszo
Akkarina, Tayendzie, ale to nie znaczy, e straciem szacunek dla tego czowieka oraz
zajmowanego przez niego stanowiska. I bd odpiera wszelkie rzucajce cie na jego dobre
imi uwagi, albo te spekulacje, ktre mogyby podwaa jego autorytet.
- Rozumiem. - Tayend wbi wzrok w szyj konia.
- A poza tym - doda Dannyl - to, co sugerujesz, jest niemoliwe.
Tayend umiechn si kwano.
- Skd ta pewno?
- Poniewa Akkarin jest potnym magiem. Sachakanie by go wygnali!? Mao
prawdopodobne.
Modzieniec zamia si i potrzsn gow. Przez chwil milcza, a potem zmarszczy
czoo.
- Co jeli si dowiemy, e Wielki Mistrz rzeczywicie podrowa do Sachaki?
Udamy si tam za nim?
- Hmmm. - Dannyl odwrci si w siodle, by spojrze w stron znikajcej za
agodnymi wzgrzami Capii. - To zaley od tego, ile czasu zajmie mi uporanie si z
zadaniami zleconymi przez Ambasadora.
Kiedy tylko usysza, e Errend narzeka na konieczno odbycia przypadajcej, co
dwa lata podry po kraju, Dannyl natychmiast wyrazi ch zastpienia go, uznajc, e jest
to wietna okazja do opuszczenia stolicy i kontynuowania poszukiwa bez budzenia
podejrze, e zaniedbuje obowizki. Pierwszy Ambasador za by oczywicie zachwycony.
Ku niezadowoleniu Dannyla okazao si jednak, e podr obejmuje waciwie cay
kraj, co oznacza, e bdzie musia spdzi wiele tygodni w miejscach, gdzie nie ma
prywatnych bibliotek, i e powinien wyruszy dopiero latem. Dannyl tak bardzo pragn
zacz podr wczeniej, e przekona Ambasadora do przyspieszenia jej terminu, nie zdoa
jednak wykrci si z odwiedzin w adnym z przewidzianych miejsc.
- Co ty tak waciwie bdziesz robi? - spyta Tayend.
- C, musz si zaznajomi z lokalnymi Demami, sprawdzi, co robi magowie,
potwierdza magiczny talent dzieci, ktre Krl chce wysa do Gildii. Mam nadziej, e nie
uznasz tego wszystkiego za miertelnie nudne.
Modzieniec wzruszy ramionami.
- Moe uda mi si, w czasie, gdy ty bdziesz zajty, rzuci okiem na jakie ksigi. To
jest warte kadej podry. No i odwiedz siostr.
- Jaka ona jest?
Tayend rozpromieni si.
- Wspaniaa. Sdz, e domylia si, jaki jestem, znacznie wczeniej ni ja sam to
odkryem. Spodoba ci si, jak sdz, aczkolwiek jej sposb bycia bywa czasem irytujcy. -
Wskaza na drog przed nimi. - Widzisz ten szpaler drzew na wzgrzu? Tam zaczyna si
droga do jej posiadoci. Popd konia. Nie wiem jak ty, ale ja jestem godny!
Tayend zmusi konia do kusa, a Dannyl poczu, e i jemu zaczyna doskwiera gd.
Spojrza ku wskazanym przez modego uczonego drzewom i popdzi konia. Wkrtce skrcili
w boczne drog, przejechali pod kamiennym ukiem i ruszyli w kierunku odlegej wiejskiej
rezydencji.
Kiedy Sonea wrcia do biblioteki po wieczornej lekcji, zauwaya cienie pod oczami
Tyi.
- Posza spa pno. Mistrzyni?
Bibliotekarka potakna.
- Kiedy przychodz paczki z zamwionymi ksikami, nie mam wyjcia. Zawsze
brakuje czasu, by je porozkada na waciwe miejsca. - Ziewna, po czym umiechna si
do Sonei. - Dzikuj, e mi pomagasz.
Dziewczyna wzruszya ramionami.
- Czy te puda te maj by zaniesione do Biblioteki Magw?
- Owszem. To nic szczeglnie ciekawego. Kolejne podrczniki.
Wziy kada po kilka pudeek i ruszyy korytarzem. Mistrz Jullen unis brwi, kiedy
Sonea wesza za Ty do biblioteki.
- A zatem znalaza w kocu asystentk - zauway. - Mylaem, e Lorlen odrzuci
twoj prob.
- Sonea sama zaproponowaa sw pomoc w wolnym czasie.
- Czy ty nie powinna si uczy, Soneo? Wydaje mi si, e podopieczna Wielkiego
Mistrza ma waniejsze zadania ni noszenie pude.
Sonea staraa si zachowa spokj.
- W jakim miejscu mogabym lepiej spdza wolny czas, Mistrzu?
Skrzywi si lekko, a potem parskn.
- Miejmy nadzieje, e to jest wolny czas. - Zerkn na Tye. - Wychodz ju.
Dobranoc.
- Dobranoc, Mistrzu Jullenie - odpowiedziaa Tya.
Kiedy ponury mag opuci bibliotek, Mistrzyni podesza do drzwi wiodcych do
magazynu. Sonea zamiaa si.
- On chyba jest zazdrosny.
- Zazdrosny? - Tya odwrcia si do niej. - O co?
- Masz asystentk. Na dodatek podopieczn Wielkiego Mistrza.
Tya uniosa brwi.
- Wysoko si cenisz.
Sonea skrzywia si.
- To nie by mj wybr. Ale zao si, e Jullen czuje si nieco uraony taktem, e
kto ci pomaga z wasnej woli.
Tya zacisna usta, jakby powstrzymywaa si od umiechu.
- A zatem pospieszmy si. Jeli masz mi pomc, nie moesz sta w miejscu i snu
domysw.
Sonea wesza za bibliotekark do magazynu, postawia puda na jednej ze skrzy i
zacza je rozpakowywa. Powstrzymywaa pokus spojrzenia na szaf z najstarszymi
ksigami i mapami i staraa si zajmowa jedynie segregowaniem i ustawianiem ksiek. Tya
ziewaa raz po raz.
- O ktrej posza wczoraj spa? - spytaa j w kocu Sonea.
- O zbyt pnej - przyznaa Tya.
- Mog to dokoczy sama.
Mistrzyni posaa jej niedowierzajce spojrzenie.
- Naprawd jest w tobie za duo energii, Soneo - westchna.
- Nie powinnam ci tu zostawia samej... ale moe zamkn drzwi na zamek. Bd
musiaa potem przyj i ci wypuci.
Sonea wzruszya ramionami.
- Myl, e o mnie nie zapomnisz. - Spojrzaa na ksiki. - Mog ci pomc w
ukadaniu ksig, ale nie w katalogowaniu. Moesz, wic wrci i dokoczy t robot.
Tya potakna powoli.
- Doskonale. Przyjd po ciebie za godzin. - Umiechna si. - Dzikuj, Soneo.
Dziewczyna odprowadzia bibliotekark do drzwi i patrzya, jak odchodzi. Poczua
rosnce podniecenie, kiedy kroki Tyi umilky w oddali. Odwrcia si i obrzucia bibliotek
spojrzeniem. W powietrzu unosi si kurz, poyskujcy zotem w wietle jej magicznej kuli.
Regay z ksikami giny w mroku, jakby cigny si w nieskoczono.
Bardzo z siebie zadowolona Sonea wrcia do magazynu i szybko ustawia
podrczniki na pkach. Liczya minuty, wiedzc, e ma do dyspozycji tylko godzin. Gdy
rozpakowaa wszystkie paczki, zostawia je i podesza do szafy.
Zacza oglda drzwiczki, posugujc si zarwno wzrokiem, jak i umysem. Tya
wspomniaa o zamku, ale powiedziaa take, e szafa jest zabezpieczona magicznie. Sonea
doskonale zdawaa sobie spraw z tego, e tak wanej wiedzy musi strzec magia. Mimo e
sam zamek nie by bardziej skomplikowany od tych, ktre zdarzao jej si otwiera
zodziejskim wytrychem, nic miaa pojcia, jak poradzi sobie z magicznym
zabezpieczeniem. Nawet gdyby jej si udao, kombinowanie przy zamku mona wykry, a
sygnatur odczyta. Kiedy Cery uczy j sztuki wamywania, powiedzia, e najpierw naley
sprawdzi, czy nie da si wej inn drog. Czasem, bowiem s szybsze sposoby dostania si
do wntrza ni grzebanie w zamku. Sonea poszukaa, wic zawiasw i zakla cicho, kiedy
okazao si, e znajduj si we wntrzu szafy.
Zacza dokadne ogldziny caego mebla, szczegln uwag zwracajc na poczenia
i krawdzie. Szafa bya stara, ale mocna i solidnie wykonana. Sonea wyda usta w
zamyleniu, po czym przysuna krzeso i obejrzaa mebel od gry, ale tam rwnie nie
znalaza adnych sabych punktw.
Westchna i zesza z powrotem na podog.
Pozostawa ty i d szafy. eby zajrze pod spd, bdzie musiaa unie cao za
pomoc magii, a nastpnie wpezn pod szaf i obejrze j z tej strony. Mimo e od
poprzedniego wieczora zdoaa odzyska dostatecznie duo mocy, by poradzi sobie na
lekcjach, nie bya pewna, czy da rad unie i utrzyma w powietrzu przez dusz chwil
spory mebel. Czy naprawd a tak bardzo poda tej mapy? Przez szyb wida byo ksiki i
zwoje. Od zdobycia kolejnej drogi ucieczki przed Reginem dzieli j kawaek szka i druciana
siatka. Zagryza warg ze zoci. W tej samej chwili zauwaya co dziwnego na tylnej cianie
szafy. Przez deski biegy dwie linie zbyt rwne, by mogy powsta w wyniku naturalnego
pknicia drewna. Ty szafy najwyraniej nie by wykonany z jednej pyty. Przykucna i
sprawdzia, czy te linie biegn na caej dugoci, a do samego dou. Nie biegy...
Stana z boku i zajrzaa w szpar midzy szaf i cian, owietlajc j malek kul
wietln. I odkrya co dziwacznego. Do ciany za szaf przymocowany by jaki przedmiot
wielkoci podrcznika, tyle, e cay z drewna. Cofna si o krok, odetchna gboko i
ostronie uksztatowaa sw moc tak, by obj ni szaf, nie dotykajc przy tym zamka.
Niewielkim wysikiem woli uniosa nieco mebel, ktry zachwia si lekko, ale zawis nad
ziemi. Sonea z wysikiem odwrcia go od ciany, jakby otwieraa drzwi, po czym ostronie
postawia z powrotem na ziemi. Kilka przestraszonych farenw ucieko pospiesznie ze swoich
sieci.
Sonea wypucia powietrze z puc, uwiadamiajc sobie, e jej serce bije jak oszalae.
Gdyby kto j teraz nakry, nie wygrzebaaby si z kopotw. Zajrzaa za szyb i z ulg
stwierdzia, e wszystkie znajdujce si w rodku przedmioty s na swoich miejscach.
Przesza na ty szafy i znalaza tajemniczy przedmiot. By to niewielki obraz na drewnie.
Przyjrzaa mu si bliej i zamara z zaskoczenia.
W tylnej cianie szafy wycity by niewielki prostokt. Wcisna paznokcie w szpar,
a kawaek deski wysun si bez przeszkd, ukazujc kocwki zwinitego papieru i kilka
ksiek.
Serce walio jej teraz jak motem. Zawahaa si i signa ostronie do rodka. T
kwadratow dziur kto wyci celowo. Czy bya tu od pocztku? A moe kto dorobi j
pniej, by mc niezauwaenie co std wyciga? Jej zmysy nie wyczuway tarczy wok
otworu, ani te adnej innej magii. Wsuna, wic do do rodka i delikatnie wyja jeden ze
zwojw.
By to plan Domu Magw. Obejrzaa go dokadnie, ale nie znalaza schematu
ukrytych przej. Odoya, wic zwj na miejsce i signa po nastpny. Tym razem by to
szczegowy plan Domu Nowicjuszy. I znw adnych tajnych przej.
Na trzecim zwoju zobaczya map caego Uniwersytetu, wic jej puls przyspieszy.
Jednak rwnie tutaj nie dostrzega adnych tajemniczych ani nietypowych oznacze.
Zawiedziona odoya zwj i ju miaa sign po nastpny, kiedy co dziwacznego przykuo
jej uwag.
Spomidzy kart jednej z ksiek wystawa niewielki wistek papieru. Zaintrygowana
Sonea wycigna tom spomidzy ssiednich.
Sztuki magiczne wiata przeczytaa na gos. By to jeden z wczesnych tekstw
magicznych, ktre czytali na lekcjach historii. Pod tytuem napisano wyblakym atramentem
Egzemplarz Wielkiego Mistrza".
Poczua chd. Nagle zapragna odstawi ksik na miejsce i jak najszybciej uciec z
biblioteki. Odetchna jednak gboko i odrzucia od siebie lki. Biblioteka jest zamknita.
Nawet gdyby Tya albo Jullen mieli wrci wczeniej, to usyszy ich z daleka. Mimo
e bdzie musiaa dziaa szybko, powinna da rad z przesuniciem szafy na swoje miejsce,
zanim ktre z bibliotekarzy wejdzie do magazynu.
Otworzya ksik w miejscu, gdzie pozostawiono wistek papieru. Przegldaa tekst,
rozpoznajc niektre fragmenty. Nie byo tu nic niezwykego czy szczeglnie interesujcego,
co wyjaniaoby, dlaczego zaznaczono wanie te strony. Wzruszya ramionami i odoya
zakadk na miejsce.
I serce zabio jej mocniej. Na kartce byy rcznie naszkicowane niewielkie plany
Uniwersytetu - po jednym dla kadego poziomu. Przyjrzawszy si im bliej, poczua
wzrastajce podniecenie: na wszystkich mapach, ktre dotychczas widziaa, ciany
zaznaczano grubymi liniami, a tu byy one puste w rodku, na dodatek gdzieniegdzie widniay
oznaczenia drzwi, ktrych na pewno tam nie byo. W rodku cian za znajdoway si
tajemnicze mae krzyyki. Trzeci plan, ukazujcy parter, zawiera rwnie sie przej
prowadzcych na zewntrz Uniwersytetu.
Znalaza! Plan przej pod Uniwersytetem. A raczej map korytarzy wiodcych przez
cay Uniwersytet.
ciskajc w rce kartk, odsuna si od szafy. Czy moe to wzi z sob, czy te kto
zauway brak? Moe lepiej bdzie przerysowa. Ile czasu jej zostao? Czy zdoa wszystko
zapamita?
Spojrzaa na map i zacza przebiega wzrokiem korytarze.
Zauwaya niewielki symbol umieszczony na jednej ze cian w pobliu Biblioteki
Magw. Przyjrzaa si bliej i uwiadomia sobie, e to ciana, przy ktrej si znajduje, a znak
wskazuje na miejsce tu obok...
Obrcia si, by obejrze obraz wiszcy na cianie za szaf.
Po co wiesza obraz za szafa? Chwycia za ram, uniosa j i wstrzymaa oddech.
W cianie ziaa rwno wycita, kwadratowa dziura. Zajrzaa gbiej i zobaczya
kwadrat wiata owietlajcy kamienny mur naprzeciwko, w odlegoci moe ramienia od
niej.
Szybko umiecia obraz na swoim miejscu. Jej serce bio mocno. To nie moe by
przypadek. Ktokolwiek wyku to przejcie, zaplanowa je tak, by mona byo sign do
szafy.
To przejcie mogo mie setki lat. Albo te byo cakiem nowe. Patrzc na trzyman w
rce map, uwiadomia sobie, e nie zdoa wszystkiego zapamita, ale teraz, wiedzc, e
kto moe przyj tu i zauway jej znikniecie, nie odwayaby si zabra jej z sob. Nie
moga jednak odej z pustymi rkami. Druga okazja signicia do szafy moe si szybko nie
nadarzy.
Podbiega do biurka Mistrza Jullena i znalaza kartk cienkiego papieru, piro i
kaamarz. Pooya papier na mapie i zacza kopiowa najszybciej, jak tylko potrafia.
W ustach jej zascho z wysiku, oddech sta si nieregularny. Wydawao jej si, e
praca trwa w nieskoczono, ale w kocu udao si. Zoya kopi i wsuna do kieszeni.
W tej samej chwili usyszaa ciche kroki zbliajce si do biblioteki. Klnc cicho pod
nosem, szybko wysuszya piro Jullena i odoya je na miejsce. Pobiega do magazynu,
odoya map midzy karty ksiki i wsuna tom na pk.
Gdy wciskaa kwadrat drewna w plecy szafy, usyszaa, e kroki zatrzymuj si pod
drzwiami biblioteki. Odskoczya od szafy i skupia wol na meblu
Spokojnie. Wzia gboki wdech, podniosa szaf i obrcia j z powrotem plecami
do ciany.
Drzwi biblioteki zamkny si z cichym trzaskiem.
- Soneo?
Dziewczyna czua, e dry, wic postanowia nie ufa swojemu gosowi.
- Hmmm? - odpowiedziaa.
W drzwiach magazynu stana Tya.
- Skoczya?
Sonea potakna i podniosa puste pudla.
- Przepraszam, e tak dugo to trwao. - Mistrzyni patrzya na ni badawczo. -
Wygldasz na troch... zaniepokojon.
- Odrobin tu niesamowicie - wyjania Sonea. - Ale wszystko w porzdku.
Tya umiechna si.
- Owszem, bywa tu dziwacznie. Ale dziki tobie skoczyymy prac i moemy
wreszcie pj spa.
Wychodzc z biblioteki za Ty, Sonea wymacaa rk ukryt w kieszeni map i
umiechna si radonie.
ROZDZIA 29
OBJAWIENIE
Sonea zmierzaa do sali wicze Mistrza Yikmo z cikim sercem. Zaraz za progiem
przystana i spucia oczy.
- Mistrzu - zacza - chciaam przeprosi za moje nieposuszestwo tamtego wieczora.
Pomoge mi, a ja zachowaam si niegrzecznie.
Yikmo milcza przez chwil, po czym zamia si krtko.
- Nie musisz mnie za to przeprasza, Soneo.
Podniosa wzrok i ujrzaa na jego twarzy umiech, odetchna, wic z ulg. Wskaza
jej krzeso, a ona posusznie usiada.
- Musisz zrozumie, e wanie od tego jestem - powiedzia jej. - Pracuj z
nowicjuszami, ktrzy maj trudnoci ze sztukami wojennymi, szukam rde ich problemw.
Dotychczas jednak wszyscy moi uczniowie sami zwracali si do mnie o pomoc. Kiedy moi
podopieczni uwiadamiaj sobie, e aby znale przyczyn ich kopotw, musz czasem
wkroczy w sfer ich prywatnych spraw, maj trzy moliwoci: przyj moje metody
ksztacenia, zmieni nauczyciela albo wybra inn dyscyplin. Ale ty? Ty jeste tutaj
wycznie, dlatego, e zada tego twj mentor. - Spojrza jej prosto w oczy. - Zgadza si?
Przytakna.
- Nieatwo jest polubi co, w czym nie jest si dobrym. - Mag spojrza na ni ze
spokojem. - Czy chcesz poprawi swoje wyniki w tej dyscyplinie. Soneo?
Westchna.
- Chc.
Zmruy oczy.
- Mam wraenie, e mwisz to, bo uwaasz, e powinna tak odpowiedzie, Soneo.
Nie powtrz twoich sw Wielkiemu Mistrzowi, jeeli tego si lkasz. Nie bd ci gorzej
traktowa, jeli powiesz, e nie chcesz. Zastanw si dobrze nad tym pytaniem. Czy naprawd
chcesz posi t sztuk?
Sonea odwrcia wzrok, mylc o Reginie i jego bandzie.
Gdyby to, czego uczy j Yikmo. mogo jej pomc w obronie...
Ale co dadz jej umiejtnoci i znajomo strategii pojedynku w obliczu ataku duej
grupy nowicjuszy? Czy ma jakikolwiek inny powd, eby polepszy swoje wyniki? Na
pewno nie zaley jej na uznaniu w oczach Wielkiego Mistrza - poza tym nawet gdyby okazaa
si rwnie zdolna jak Yikmo czy Balkan i tak nie ma do siy, by pokona Akkarina.
Niemniej pewnego dnia Gildia moe odkry prawd o Wielkim Mistrzu. A ona
chciaaby by wwczas z nimi, by wzi udzia w walce. Jeli podniesie swoje umiejtnoci,
zwikszy szanse pokonania Akkarina.
Wyprostowaa si. Tak, to jest dobry powd do nauki. Lekcje sztuk wojennych mog
jej si nic podoba, ale jeli pewnego dnia pomoe w ten sposb usun Wielkiego Mistrza z
Gildii, to powinna si pilnie uczy.
Podniosa wzrok na nauczyciela.
- Jeli nie mog polubi czego, w czym nie jestem dobra, to czy polubi to bardziej,
jeli bd w tym bieglejsza?
Wojownik rozpromieni si.
- Tak. Obiecuj. Nie zawsze jednak bdziesz najlepsza, wszyscy musimy czasem
znosi poraki, a nie znam nikogo, kto lubiby przegrywa. - Urwa i spowania. - Ale
najpierw musimy zaj si najtrudniejszymi problemami. Musisz przezwyciy wiele swoich
ogranicze, a to, czego wiadkiem bya podczas Czystki, ley u rda wikszoci z nich.
Lk przed zabjstwem sprawi, e nie chcesz uderza, a wiadomo, e jeste silniejsza od
innych, czyni ci jeszcze ostroniejsz. Musisz nauczy si ufa samej sobie. Musisz pozna
granice swojej mocy i kontroli. Opracowaem kilka wicze, ktre ci w tym pomog. A na
dzisiejsze popoudnie zarezerwowaem dla nas aren.
Sonea spojrzaa na niego ze zdumieniem.
- Aren?
- Tak.
- Tylko dla mnie?
- Tylko dla ciebie... no i oczywicie dla twojego nauczyciela. - Zrobi krok w kierunku
drzwi. - Chod ze mn.
Wstaa i wysza za nim z sali na korytarz.
- Czy arena nie jest zajta przez cay dzie przez lekcje?
- Owszem - odpar Yikmo. - Przekonaem jednak Balkana, eby wymyli dzi po
poudniu co innego dla swojej klasy. - Zerkn na ni z umiechem. - Ma zabra ich poza
Gildi, wic nie bd ci mie tego za ze.
- Co bd robi?
Zamia si.
- Wysadza skay w starym kamienioomie.
- A czego si dziki temu naucz?
- Szacunku dla niszczycielskiej siy swojej magii. - Wzruszy ramionami. - To pomoe
im rwnie zrozumie, e walki poza aren mog si le skoczy dla otoczenia.
Doszli do gwnego korytarza i skierowali si ku tylnym schodom. Kiedy wychodzili
z budynku, Sonea zerkna ku oknom Uniwersytetu. Wprawdzie nie dostrzega adnych
twarzy, ale uwiadomia sobie nagle, e jej prywatna" lekcja wcale nie bdzie prywatna.
Zeszli przez portal na aren i wydostali si z ciemnoci z powrotem na wiato
soneczne. Yikmo wskaza w kierunku Domu Uzdrowicieli.
- Uderz w barier.
Zmarszczya brwi.
- Mam tak po prostu... uderzy?
- Tak.
- Jakim uderzeniem?
Machn rk.
- Dowolnym. Nieistotne. Po prostu uderz.
Wcigna powietrze gboko w puca, skupia wol i wysaa w stron niewidocznej
tarczy pocisk ogniowy. Kiedy uderzy, midzy zakrzywionymi masztami areny przebiegy
falami setki drobnych nitek energii. Powietrze zadrao od stumionego brzczenia.
- Uderz znowu, tylko mocniej.
Tym razem byskawica przebiega po caej kopule tarczy.
Yikmo pokiwa gow z umiechem.
- Niele. A teraz w w to ca swoj si.
Moc przebiega przez jej ciao i wytrysna na zewntrz. Byo to cudowne uczucie.
Tarcza zatrzeszczaa i rozbysa wiatem. Yikmo stumi miech.
- W w to cala swoj moc, Soneo.
- Mylaam, e woyam.
- Nie sdz. Wyobra sobie, e wszystko, co jest dla ciebie wane, zaley od jednego
ogromnego wysiku. Nie powstrzymuj si.
Potakna, wyobraajc sobie Akkarina znajdujcego si przed barier. I stojcego u
jej boku Rothena, w ktrego Wielki Mistrz wycelowa ca sw niezwyk moc.
Nie powstrzymuj si, powtrzya w mylach, wyzwalajc magi.
Tarcza areny rozbysa tak jasno, e Sonea musiaa osoni oczy. Mimo e brzczenie
nie byo goniejsze ni zwykle, w uszach jej zadzwonio. Yikmo mia zadowolon min.
- Coraz lepiej! Powtrz to.
Posiaa mu zdumione spojrzenie.
- Jeszcze raz?
- Mocniej, jeli potrafisz.
- A co z barier areny?
Zamia si.
- Trzeba by znacznie wicej mocy, eby zama tarcz areny. Magowie wzmacniali j
przez stulecia. Chciabym, eby pod koniec tej lekcji maszty byy rozgrzane do czerwonoci,
Soneo. No, ju. Uderzaj.
Po kolejnych kilku uderzeniach Sonea stwierdzia, e nawet si jej to podoba. Mimo
e ciskanie magi w tarcz areny nie stanowio adnego wyzwania, uderzanie pozbawione
obawy o rodki ostronoci i zakazy byo do przyjemne. Jej uderzenia byy jednak coraz
sabsze i wkrtce moga wysa w stron tarczy jedynie nieco wiata.
- Wystarczy, Soneo. Nic chc, eby zasna na wykadzie. - Przyjrza si jej
badawczo. - Podobaa ci si ta lekcja?
Odpowiedziaa umiechem.
- Nie bya tak trudna jak zazwyczaj.
- Pytam, czy ci si podobaa?
- Chyba tak.
- Co ci si podobao?
Zmarszczya brwi i powstrzymaa si od umiechu.
- To byo jak... sprawdzanie, jak szybko jestem w stanie pobiec.
- Co jeszcze?
Nie moga mu powiedzie, e wyobraaa sobie, jak uderza ogniem w Akkarina,
zmieniajc go w proch. On jednak zauway jej wahanie. Musi, wic wymyli co
podobnego.
Podniosa wzrok i umiechna si obuzersko.
- To byo jak rzucanie kamieniami w magw.
Unis brwi.
- Naprawd? - Obrci si i gestem nakaza jej, eby wesza do portalu. - Dzi
sprawdzalimy tylko twoja moc, ale musimy jeszcze oceni, ile mocy potrafisz zaczerpn w
walce z innymi. To bdzie nastpny krok. Kiedy ju ocenisz, ile siy moesz uy przeciwko
napastnikowi, miejmy nadziej, przestaniesz obawia si uderzania. - Zastanowi si przez
chwil. - Dwa dni temu Regin wyczerpa twoj moc. Bya wczoraj zmczona?
- Troch, rano.
Pokiwa powoli gow.
- Id dzisiaj wczenie spa, jeli zdoasz, jutro bdzie ci potrzeba wiele si.
- I co sdzisz o mojej siostrze?
Widzc szeroki umiech na twarzy przyjaciela, Dannyl zachichota.
- Rothen okreliby j jako bezczeln.
- Ha! - zawoa Tayend. - To agodne okrelenie.
Mayrie z Porreni bya tak bardzo zwyczajna, jak jej brat przystojny, aczkolwiek
podobnie szczupa i smuka. Miaa nadzwyczaj bezporedni sposb bycia i rubaszne poczucie
humoru - trudno byo jej nie lubi.
W majtku, ktrym zarzdza jej m, hodowano konie i uprawiano zboe oraz
winorol synn w caych Sprzymierzonych Krainach. Dom by obszern jednopitrow
rezydencj, ktr otacza ganek. Po kolacji Tayend wzi butelk wina oraz kieliszki i
poprowadzi Dannyla na werand z widokiem na winnice, gdzie ustawiono fotele.
- Gdzie jest jej m? - spyta Dannyl.
- Orrend przebywa w Capii - odpar Tayend. - A Mayrie zajmuje si wszystkim.
Maonek zjawia si tutaj raz na kilka miesicy. - Modzieniec wbi wzrok w Dannyla i zniy
gos. - Nie ukada si midzy nimi najlepiej. Ojciec wyda Mayrie za mczyzn, ktry wyda
mu si odpowiedni. Problem w tym, e jego wyobraenie o Mayrie do zasadniczo odbiega
od rzeczywistoci.
Dannyl pokiwa gow. Zauway, jak Mayrie poblada, kiedy ktry z goci wymieni
przy obiedzie imi jej ma.
- Tylko, e mczyzna, ktrego ona by sama dla siebie wybraa, gdyby jej maestwo
nie zostao zaaranowane, okazaby si zapewne jeszcze wiksz katastrof - doda Tayend. -
Jej samej zdarza si to przyznawa. - Westchn. - Ojciec ma wci jeszcze szans wybra dla
mnie jak cakowicie nieodpowiedni on.
Dannyl unis brwi ze zdziwienia.
- Zamierza to zrobi?
- Zapewne. - Uczony bawi si kieliszkiem, po czym unis zawadiacko podbrdek. -
Nigdy ci o to nie pytaem, ale czy masz kogo w Kyralii?
- Ja? - Dannyl pokrci gow. - Nie.
- adnej damy serca? adnej ukochanej? - Tayend wyglda na zaskoczonego. -
Dlaczego?
Mag wzruszy ramionami.
- Nigdy nie miaem na to czasu. Za duo pracy.
- Jakiej?
- Eksperymentw
- I czego jeszcze?
Dannyl zamia si.
- Nie wiem. Kiedy myl o latach spdzonych w Gildii, zastanawiam si, czym ja
sobie wypeniam czas. Na pewno nie tymi dworskimi zabawami, ktre su chyba jedynie
znajdowaniu mw i on. Problem w tym, e nie pojawiaj si tam kobiety zdolne mnie
zainteresowa.
- Jakie zatem kobiety ci interesuj?
- Nie wiem- wyzna Dannyl - Nigdy nie spotkaem adnej, ktra by mnie naprawd
pocigaa.
- A co na to twoja rodzina? Nie prbowaa znale odpowiedniej kandydatki?
- Owszem kilka lat temu - Mag westchn - Bya to mia dziewczyna i nawet
rozwaaem maestwo dla uszczliwienia rodziny. Pewnego dnia doszedem jednak do
wniosku, e nie mog tego zrobi raczej zostan bezdzietnym kawalerem ni oeni si z
kim, na kim mi naprawd nie zaley. Uznaem, e byoby to wikszym okruciestwem dla
niej ni odmowa maestwa.
Tayed unis brwi
- Jak wiec zdoae si z tego wyplta? Mylaem ze w Kyralii rodzice aranuj
maestwa swoich dzieci.
- Owszem - zamia si Dannyl - ale jednym z przywilejw bycia magiem jest prawo
odmowy zawarcia zaaranowanego maestwa. Ja nie odmwiem wprost, ale zdoaem
przekona ojca do zmiany swego stanowiska. Poza tym wiedziaem, e przeznaczona mi
dziewczyna podkochuje si w kim innym, wic postaraem si, by nikt nie mia wtpliwoci,
e bd tworzy wspaniaa par. Odegraem rol rozczarowanego zalotnika, wic wszyscy mi
wspczuli. Ona jest podobno Szczliwa i ma ju pitk dzieci
- A twj ojciec nie usiowa znale ci innej ony?
- Nie. Uzna, e jak on to powiedzia? Jeeli zamierzam czyni mu przekr, to pki nie
wywoam skandalu enic si z nisko urodzon suc da mi spokj
Tayed westchn
- Wyglda mi na to, e osigne znacznie wicej ni prawo wybrania sobie ony.
Mj ojciec nigdy nie akceptowa moich wyborw. Po czci, dlatego e jestem jego jedynym
synem, martwi si, wic nie dam mu dziedzica, ale przede wszystkim nie podobaj mu si
hmm.. skonnoci. Uwaa, e jestem uparty i fascynuj mnie perwersje, tak jakby chodzio
tylko fizyczne przyjemnoci - Zamyli si i wychyli szybko kieliszek - A nie chodzi tak
dodaj na wypadek gdyby si zastanawia. W kadym razie nie mnie. Mam pewno, e jest
to dla mnie waciwe i naturalne. Mj ojciec za jest w rwnym stopniu przekonany, e wie,
co w ogle jest naturalne i waciwe. Czytaem ksiki o czasach i miejscach gdzie bycie
kim takim jak ja uwaano rwnie zwyczajnym jak... nie wiem bycie muzykiem czy
szermierzem. Nieco mnie ponioso prawda?
Dannyl umiechn si.
- Troszk.
- Przepraszam
- Nie przepraszaj - odpar mag - Kady musi czasem wyrzuci z siebie al.
Tayed potakn ze miechem.
- Istotnie - Westchn - Ale pki, co wystarczy.
W milczeniu Spogldali przez chwil na skpane w blasku ksiyca pola. Nagle Tayed
podskoczy gono zaczerpujc powietrza, po czym pobieg szybko do domu, lekko si
zataczajc. Dannnyl czu pokus sprawdzenia, co tak poruszyo jego modego przyjaciela, ale
postanowi poczeka. Dannyl czu pokus sprawdzenia, co tak poruszyo jego modego
przyjaciela, ale postanowi poczeka.
Kiedy nalewa sobie kolejny kieliszek wina. Tayend wrci.
- Spjrz na to.
Modzieniec rozoy na kolanach Dannyla jeden z rysunkw wykonanych w
Grobowcu Biaych ez, a nastpnie otworzy wielk ksig. Na jej kartach znajdowaa si
mapa Krain Sprzymierzonych i ich ssiadw.
- Co mi pokazujesz? - spyta mag.
Tayend wskaza rzd znakw na samej grze rysunku.
- Tu jest mowa o miejscu... skd przybya ta kobieta.
Palcem wskazywa jeden znak: sierp ksiyca i do zawarte w kwadracie z
zaokrglonymi rogami.
- Nie wiedziaem, co to znaczy, ale ten symbol wyglda znajomo, sporo czasu zajo
mi jednak skojarzenie, co te mi on przypomina. W Wielkiej Bibliotece jest stara ksiga - tak
stara, e jej karty rozsypuj si w py, jeli si je zbyt mocno chwyci. Naleaa przed wiekami
do maga imieniem Kalend z Kemori, ktry rzdzi czci Elyne przed zjednoczeniem.
Podrnicy odwiedzajcy jego kraj mieli wpisywa do tej ksigi swoje imiona i tytuy, a take
cel wizyty, ale wikszo zapisw wykonaa jedna rka, podejrzewam, wic, e wynajto
skryb, ktry wyrcza nieznajcych pisma przybyszw. I tam na jednej stronie by podobny
symbol. Pamitam go, poniewa by to odcisk pieczci, a nie notatka wykonana pirem. No i
by czerwony, wprawdzie poblaky, ale wci widoczny. Skryba napisa przy nim krl
Charkanu". Moemy, zatem z pewna doza prawdopodobiestwa zaoy, e kobieta z
grobowca przybya z tego samego miejsca - znak jest niezwykle podobny do owej pieczci.
Poszukajmy w takim razie Charkanu. - Tayend umiechn si promiennie i postuka palcem
w map. - To stary atlas, ktry nalea do pradziadka Orrenda. Spjrz.
Dannyl wzi ksig z rk Tayenda i przybliy do niej kul wietln. Palec uczonego
wskazywa na jaki rysunek i sowo wypisane drobnymi literami.
- Shakan Dra - odczyta na gos Dannyl.
- Nie zauwaybym tego, gdyby nie rysunek ksiyca i doni.
Dannyl ogarn wzrokiem ca map i zamruga ze zdumienia.
- To jest Sachaka.
- Owszem. Gry. Trudno oceni na podstawie tej mapy, ale stawiam dwadziecia
sztuk zota, e Shakan Dra jest pooona w pobliu granicy. Czy przychodzi ci do gowy to
samo, co mnie; pewien czowiek, ktrego imienia nie bdziemy wymawia, podrujcy w
gry kilka lat temu?
Dannyl potakn.
- Owszem.
- Chyba wanie dostalimy wskazwk, dokd si uda.
- I tak musimy poda zaplanowan tras - przypomnia mu mag. Nie podoba mu si
pomys przekraczania granicy Sachaki. Mia wiadomo zaszoci historycznych, wiedzia,
e nie mog by pewni dobrego przyjcia przez miejscowych. - Poza tym Sachaka nie naley
do Krain Sprzymierzonych.
- To miejsce musi by w pobliu granicy. Nie dalej ni dzie jazdy.
- Nie wiem, czy bdziemy mieli czas.
- Moemy nieco odcign powrt do Capii. Wtpi, czy kogokolwiek bd
interesoway powody naszego opnienia. - Tayend opad z powrotem na swj fotel.
- Kilka dni, moe... - Mag spoglda z uwag na przyjaciela.
- Nie sdziem jednak, e ty chciaby si spni.
Tayend wzruszy ramionami.
- Dlaczego nie?
- Nikt nie czeka twojego powrotu?
- Nie. Chyba, e masz na myli Iranda. Ale on nie bdzie si przejmowa
przedueniem si mojej nieobecnoci.
- I nikt poza nim?
Tayend pokrci przeczco gow.
- Hmmm. - Dannyl zamyli si. - Zatem nie masz nikogo na oku, wbrew temu, co
mwie na przyjciu.
Uczony spojrza na niego ze zdziwieniem, po czym odwrci wzrok.
- Zaciekawiem ci, prawda? A co jeli powiedziaem ci, e nikt nie czeka na mj
powrt, poniewa ten kto nie wie, e si nim interesuj?
Dannyl zachichota.
- Sekretny wielbiciel, zatem.
- Moe.
- Wiesz, e moesz mi zaufa, Tayendzie.
- Wiem.
- Czyby to by Velend?
- Nie! - Modzieniec rzuci mu uraone spojrzenie.
Dannyl wzruszy przepraszajco ramionami, poczu te wyran ulg.
- Widziaem go par razy w bibliotece.
- Usiuj go zniechci - odpowiedzia Tayend, krzywic si - ale on sdzi, e
zachowuj si tak nieprzychylnie tylko dlatego, e chce utrzymywa pozory w twoim
towarzystwie.
Dannyl zawaha si.
- Czybym by dla ciebie przeszkod w ubieganiu si o wzgldy osoby, ktr si
interesujesz?
Ku jego zdziwieniu Tayend zaczerwieni si.
- Nie. To jest... och...
Rozleg si odgos krokw, obejrzeli si, wic i zobaczyli Mayrie zbliajc si ku
nim z latarni. Sdzc po stukaniu podeszew, miaa cikie wysokie buty ukryte pod sukni.
- Byam pewna, e was tu znajd - oznajmia. - Ktry z was przejdzie si ze mn do
winnicy?
Dannyl podnis si.
- Z chci. - Spojrza wyczekujco na Tayenda, ale ku jego rozczarowaniu uczony
pokrci gow.
- Za duo wypiem, droga siostro. Obawiam si, e deptabym ci po pitach albo
potyka si o winorol.
Mayrie cmokna z dezaprobat.
- A zatem sied, gdzie siedzisz, pijaku. Ambasador Dannyl bdzie lepszym
towarzyszem. - Wsuna Dannylowi rk pod rami i popchna go lekko w stron winnicy.
Milczeli przez jakie sto krokw, a potem weszli midzy rzdy winoroli. Mayrie
wypytywaa Dannyla o ludzi spotkanych na dworze, a zwaszcza o jego zdanie na ich temat.
A kiedy doszli do koca winnicy, rzucia mu badawcze spojrzenie.
- Tayend duo mi o tobie opowiedzia - oznajmia - ale nie o waszej pracy. Odnosz
wraenie, e to jaki sekret.
- Myl, e on po prostu nie chce ci zanudzi, pani - odpar Dannyl.
Rzucia mu spojrzenie z ukosa.
- Skoro tak twierdzisz. Tayend opowiedzia mi za to o wszystkim innym. Nigdy bym
nie pomylaa, e kyraliaski mag moe by tak... C, nie przypuszczaabym, e moglibycie
zosta przyjacimi, a w kadym razie, e bdziecie si dobrze czu w swoim towarzystwie.
- Wydaje si, e mamy opini szalenie nietolerancyjnych.
Wzruszya ramionami.
- Ty najwyraniej jeste wyjtkiem. Tayend opowiedzia mi o plotkach i wynikajcych
z nich problemach, ktre miae jako nowicjusz, wspomnia take, e z powodu owego
incydentu lepiej rozumiesz pewne sprawy ni wikszo magw. Myl, e twoja opowie
dala mu powd do zadowolenia z faktu urodzenia si w Elyne - urwaa na moment. - Mam
nadziej, e nie masz mi za ze tej rozmowy?
Dannyl pokrci gow z nadziej, e udaje mu si zachowywa obojtny wyraz
twarzy. Czu si jednak niezrcznie, suchajc, jak dopiero, co poznana osoba rozprawia o
jego bardzo prywatnej przeszoci, i to w tak chodny sposb. To przecie siostra Tayenda,
napomnia sam siebie. Tayend nie powierzyby jej adnych sekretw, gdyby jej bezgranicznie
nie ufa.
Przy kolejnym pocie skrcili w lewo i ruszyli z powrotem ku domowi ciek wzdu
ostatniego rzdu winoroli. Dannyl spojrza w stron werandy i zauway, e fotel, na ktrym
siedzia uczony, jest ju pusty. Mayrie zatrzymaa si.
- Jako siostra Tayenda bywam nadopiekucza. - Zwrcia si do maga z powan
min. - Jeli uwaasz go za przyjaciela, bd ostrony. Obawiam si, e on jest w tobie bez
reszty zakochany, Dannylu.
Dannyla zamurowao. We mnie? To ja miabym by ow sekretn mioci Tayenda?.
Spojrza znw na pusty fotel. Nic dziwnego, e modzieniec tak wykrca si od odpowiedzi.
Dannyl poczu... dziwn przyjemno. Mio jest by podziwianym, powiedzia sobie.
- Zaskoczyam ci - stwierdzia Mayrie.
Dannyl potakn.
- Nie przyszoby mi to do gowy, jeste pewna?
- Niemal pewna. Nie wspominaabym ci o tym, gdyby nie to, e martwi si o
Tayenda. Nie pozwl, by wmwi sobie na twj temat co, co nie jest prawd.
Mag zmarszczy brwi.
- Czy uczyniem co takiego?
- Nic mi o tym nie wiadomo. - Umiechna si do niego, ale jej oczy byy nadal
powane. - Jak ju mwiam, moj saboci jest pewna nadopiekuczo wobec braciszka.
Chciaam ci tylko ostrzec... powiedzie ci, e jeli jemu cokolwiek si stanie, twj pobyt w
Elyne moe przesta by tak przyjemny, jakby chcia.
Dannyl przypatrywa si jej badawczo. Spojrzenie Mayrie byo twarde jak stal i nie
wtpi, e ona nie artuje.
- Czego ode mnie chcesz, Mayrie z Porreni?
Rozlunia si nieco i poklepaa go po ramieniu.
- Niczego. Po prostu uwaaj. Polubiam ci. Ambasadorze Dannylu. - Stana na
palcach i pocaowaa go w policzek. - Po zobaczenia jutro przy niadaniu. Dobrej nocy.
Z tymi sowy odwrcia si i pomaszerowaa do domu.
Dannyl spoglda za ni kiwajc gow. Najwyraniej ta przechadzka bya tylko
pretekstem, by mu to wszystko powiedzie.
Czyby Tayend zaplanowa t wizyt u siostry, aby go jej zaprezentowa? Tylko czy
zakada, e siostra bdzie a tak spostrzegawcza - i gadatliwa?
On jest w tobie bez reszty zakochany, Dannylu".
Usiad w fotelu opuszczonym przez Tayenda. Jak wic teraz ma wyglda ich
przyja? Spochmurnia. Jeli modzieniec nie wie, e siostra wszystko wygadaa, a on bdzie
si zachowywa jakby nigdy nic, nic nie powinno si zmieni.
Ale ja wiem, pomyla. To zmienia wszystko.
Ich przyja zaley od tego, jak Dannyl przyjmie t wiadomo.
Zastanowi si, zatem nad swoimi uczuciami. By zaskoczony, ale nie przeraony.
wiadomo, e kto go lubi a tak, sprawia mu nawet pewn rado.
A moe podoba mi si co innego?
Zamkn oczy i odrzuci od siebie t myl. Ju kiedy musia postawi sobie te pytania
i pozna konsekwencje odpowiedzi. Tayend jest i moe by jedynie przyjacielem.
Wejcia do tajnych korytarzy okazay si zaskakujco atwe do odnalezienia.
Wikszo znajdowaa si w wewntrznej czci Uniwersytetu, co miao sens, zwaywszy, e
ich projektanci zapewne nie yczyli sobie, by nowicjusze wpadali na nie przypadkowo.
Mechanizmy otwierajce przejcia wmontowane w ciany byy poukrywane za obrazami lub
innymi ozdobami.
Sonea zaraz po zakoczeniu wieczornej lekcji nie udaa si jak zwykle do biblioteki,
lecz rozpocza poszukiwania ukrytych przej. Korytarze byy ciche, ale nie opustoszae,
dlatego o tej porze nie musiaa si obawia spotkania z Reginem i jego band. Oni woleli
czeka, a wyjdzie z biblioteki, poniewa tak pno gmach Uniwersytetu by zupenie pusty.
Mimo to, kiedy skradaa si po korytarzach, bya spita. Obejrzaa dokadnie kilkoro
ukrytych wej, zanim zebraa si na odwag, by ktre wyprbowa. Chocia byo pno,
nie moga oprze si wraeniu, e jest obserwowana. W kocu jednak w rzadko odwiedzanej
przez kogokolwiek wewntrznej czci budynku odwaya si nacisn dwigni, ktra bya
ukryta za portretem maga trzymajcego w rku zwj i przybory do rysowania.
Ukryte drzwi uchyliy si cicho do rodka, a Sone uderzyo w twarz chodne
powietrze. Znw przypomniaa sobie te noc, kiedy Fergun przyprowadzi j w opasce na
oczach do podziemnych tuneli, by spotkaa si z Cerym. Wtedy te poczua powiew zimna.
Zajrzaa do rodka wskiego, suchego tunelu. Spodziewaa si wilgoci - jak w
przejciach podmiejskich. cieka Zodziei biega jednak pod rzek, podczas gdy Uniwersytet
sta na wzgrzu, no i oczywicie trudno byo o wilgo na najwyszym pitrze.
Nie chciaa, by kto zobaczy j przy otwartym przejciu, zrobia, wic krok do
przodu. Kiedy tylko pucia tajemne drzwi, zamkny si, pograjc tunel w cakowitej
ciemnoci. Serce jej podskoczyo i musiaa zamruga, kiedy utworzya janiejsz kul wiata,
ni naprawd zamierzaa.
Podog pokrywaa gruba warstwa kurzu - z wyjtkiem samego rodka, zapewne
przechodzcy tdy wydeptali ciek. Jej buty pozostawiay jednak lady, co oznaczao, e od
jakiego czasu nikt tdy nie chodzi. Wszelkie wtpliwoci opuciy Sone. W tych
korytarzach na nikogo si nie natknie: stoj otworem tylko przed ni, zapraszajc do
zwiedzania. Jej wasna Zodziejska cieka.
Wycigna z kieszeni plan przej i ruszya przed siebie.
Po drodze odnajdywaa i zaznaczaa wszystkie wyjcia.
Tajne tunele znajdoway si wycznie w najgrubszych murach Uniwersytetu,
nietrudno byo, wic zapamita ich ukad. Wkrtce obesza najwysze pitro budynku.
Nigdzie jednak nie natkna si na schody, jeszcze raz przyjrzaa si dokadnie mapie i
spostrzega niewielkie krzyyki. Przesza w miejsce, gdzie na planie znajdowa si jeden z
nich, i wpatrzya si w podog. Odgarna stop kurz i jej oczom ukazaa si szpara.
Przykucna i zmiota kurz lekkimi podmuchami magii.
Tak jak si spodziewaa, przez szpar wida byo zaomy o ktach prostych: raz i
drugi, i... tak, to bya klapa w pododze. Sonea odsuna si nieco i skupia moc na drewnianej
pycie, kac jej si podnie.
Klapa posusznie uniosa si w gr, ukazujc znajdujcy si poniej korytarz i
drabin umocowan do sufitu przejcia. Sonea z umiechem przemkna si na d.
Ukad korytarzy na rodkowym pitrze by niemal identyczny z tym z grnego. Kiedy
ju sprawdzia wszystkie odnogi, znalaza kolejn klap i zesza na parter. Tutaj korytarze
miay podobny rozkad, aczkolwiek byo mniej bocznych odng. Sonea znalaza natomiast
schody prowadzce jeszcze gbiej - pod ziemi.
Jej ekscytacja wzrosa, odkrya, e rwnie podziemia Uniwersytetu s pene tuneli i
pustych pomieszcze, oznaczonych na mapie parteru przerywan lini. Tunele te znajdoway
si nie tylko pod gmachem, ale te wychodziy poza jego mury, biegy pod ogrodami. Kiedy
Sonea oddalaa si od Uniwersytetu, zauwaya, e korytarz schodzi coraz gbiej pod ziemi.
Jego ciany byy zbudowane z cegy, a ze szpar w sklepieniu zwieszay si korzenie.
Doskonale zdawaa sobie spraw, jakich rozmiarw s niektre drzewa rosnce na
terenie Gildii, uwiadomia, wic sobie, e musi by znacznie gbiej pod ziemi, ni
pocztkowo sdzia.
Nieco dalej tunel koczy si zawaliskiem. W drodze powrotnej zastanawiaa si, ile
czasu mogo min, odkd zacza zwiedza ukryte korytarze. Musiao si ju zrobi pno.
Bardzo pno. Nic chciaa da Akkarinowi powodu, by zacz jej szuka - albo, co gorsza
kaza jej wraca do rezydencji zaraz po lekcjach.
Zadowolona ze swego sukcesu wrcia w obrb murw Uniwersytetu i wynurzya si
z wewntrznego przejcia w miejscu, gdzie byo mao prawdopodobne, e moe zosta
przyapana.
ROZDZIA 30
NIEPOKOJCE ODKRYCIE
Rothen ziewn, przygldajc si, jak Tania zbiera ze stou puste filianki po sumi.
Zaywa teraz tylko mae dawki nemminu, ale oznaczao to, e wstawa wczenie, a ostatnie
godziny wieczoru spdza na zamartwianiu si.
- Rozmawiaam dzi po poudniu z Viol - odezwaa si nagle Tania. - Cigle jest
nieprzystpna; inne suce mwi, e strasznie zadziera nosa, odkd zostaa przydzielona
Sonei. Ale udao mi si troch przeama lody, kiedy powiedziaam jej, co lubi podopieczna
Wielkiego Mistrza.
Rothen spojrza na ni wyczekujco.
- I co?
- Powiedziaa, e Sonea ma si dobrze, cho kilka razy bya rano bardzo wyczerpana.
Pokiwa gow.
- Nic dziwnego, zwaywszy na jej dodatkowe lekcje. Syszaem te, e pomaga
Mistrzyni Tyi.
- Viola powiedziaa mi jeszcze, e Sonea jada obiady z Wielkim Mistrzem w pierwsze
dni tygodnia, wic moe on nie zaniedbuje jej a tak, jak si spodziewae, panie.
- Obiady, co? - Rothen spospnia na myl o tym, e Sonea spoywa posiki razem z
Wielkim Mistrzem.
Mogo by gorzej, upomnia sam siebie. Akkarin mgby j bardziej ogranicza,
mgby... nic, wie przecie, jaka jest uparta. Nie da si atwo zwie. A mimo to Rothen nie
mg si powstrzyma od rozmylania, o czym oni mog rozmawia
- Rothen!
Mag z zaskoczenia wyprostowa si w fotelu.
- Dorrien?
- Jak si masz, ojcze?
- Dobrze. A ty?
- U mnie wszystko w porzdku, ale w wiosce ju niekoniecznie.
- Rothen wyczu niepokj syna.
- Mamy epidemi choroby czarnego jzyka... i to dziwacznej odmiany, Kiedy tylko si
skoczy, przyjad znw na krtko do Imardinu, eby pokaza prbki Vinarze.
- Spotkamy si?
- Oczywicie. Jake mgbym przyjecha i nie porozmawia z tob. Czy mog liczy na
mj dawny pokj?
- Jeste tu zawsze mile widziany.
- wietnie. A jak Sonea?
- W porzdku, sdzc z tego, co mwi mi Tania.
- Nie rozmawiae z ni od tamtego czasu?
- Rzadko.
- Mylaem, e ci odwiedza.
- Jest bardzo zajta nauk. Kiedy przyjedziesz?
- Nie mog ci tego dokadnie powiedzie. Ta choroba moe potrwa jeszcze tygodnie,
albo i miesice. Dam ci zna, kiedy bd wiedzia co wicej.
- Ale mam szczcie! Dwie wizyty w cigu roku!
- Chciabym mc zatrzyma si na duej. Do usyszenia, ojcze.
- Uwaaj na siebie.
- Bd uwaa.
Kiedy mylowy gos Domena ucich. Tania zachichotaa.
- Co sycha u panicza Dorriena?
Rothen spojrza na ni z zaskoczeniem.
- Wszystko w porzdku. Skd wiedziaa, e wanie z nim rozmawiam?
Wzruszya ramionami.
- Twoja twarz zmienia si wtedy w taki specjalny sposb, panie.
- Naprawd? - Rothen pokrci gow. - Za dobrze mnie znasz, Taniu. Zdecydowanie
za dobrze.
- Owszem - zgodzia si z umiechem. - Znam.
Odwrcia si na dwik pukania do drzwi. Rothen machn rk i drzwi si
otworzyy. Ku jego zdziwieniu do pokoju wszed Yaldin.
- Dobry wieczr - powiedzia stary mag. Zerkn na Tanie, ktra ukonia si i
czmychna z pokoju, zamykajc za sob drzwi. Rothen wskaza przyjacielowi krzeso.
Yaldin usiad z westchnieniem ulgi. - Zabawiaem si nieco w to podsuchiwanie", ktrego
mnie uczye - oznajmi.
Rothen uwiadomi sobie, e dzi czwarty dzie tygodnia.
Cakowicie zapomnia o spotkaniu w sali wieczornej.
Zdecydowanie powinien przesta zaywa nemmin. Moe dzi sprbuje zasn bez
niego.
- Syszae co ciekawego?
Yaldin potakn. Mia powan min.
- To zapewne tylko pogoska. Wiesz, e magowie to straszni plotkarze... a ty masz
talent do wybierania kopotliwych nowicjuszy. Wtpi jednak, czy on moe sobie pozwoli
na kolejne tego rodzaju plotki. Zwaszcza te...
- Kolejne? - przerwa mu Rothen. Syszc sowa Yaldina, poczu, e ttno mu
przyspiesza. Ledwie mg zapa oddech. Czyby zdarzyo si co takiego, e ludzie
zaczynaj kwestionowa uczciwo Akkarina?
- Owszem - potwierdzi Yaldin. - Dwr w Elyne huczy od plotek... A wiesz, jacy oni
s. Co ci wiadomo o rym asystencie Dannyla?
Rothen odetchn gboko.
- A zatem chodzi o Dannyla?
- Owszem. - Yaldin spowania jeszcze bardziej. - Pamitasz te pogoski o charakterze
jego przyjani z pewnym nowicjuszem?
- Oczywicie. Niczego mu jednak nie udowodniono.
- Nie. Wikszo z nas daa sobie spokj ze spekulacjami i zapomniaa o caej
sprawie, jak sdz, wiesz, e Elynowie s bardziej tolerancyjni w tych sprawach. A z tego, co
syszaem, asystent Dannyla jest oglnie znany jako wanie taki. Na szczcie wikszo
ludzi z dworu elyskiego jest zdania, e Dannyl nie ma o niczym pojcia. Uwaaj, e to
wrcz zabawne.
- Rozumiem. - Rothen pokiwa powoli gow.
Och, Dannylu, pomyla. Czy nie do mi, e martwi si o Sone? Musisz mi
przysparza kolejnych problemw, co? Moe jednak nie jest a tak le, jak to wyglda na
pierwszy rzut oka. Yaldin ma racj, mwic, e Elynowie przyzwalaj na wiele, no i
uwielbiaj plotki. Jeli sdz, e Dannyl nic nie wie o preferencjach swojego asystenta, i
uwaaj t niewiadomo za zabawn, to znaczy, e nie maj adnych dowodw, e ta
znajomo miaaby by czymkolwiek wicej ni przyjani.
Poza tym Dannyl jest dorosy. Da sobie rad z faszywymi pogoskami. Wczeniejsze
dowiadczenia ju go czego nauczyy.
- Nie uwaasz, e powinnimy ostrzec naszego Drugiego Ambasadora? - spyta
Yaldin. - Jeli nie wie, e ten asystent...
Rothen zastanowi si nad t sugesti.
- Dobrze. Napisz do niego list. Ale nie sdz, bymy mieli powody do niepokoju.
Jestem pewny, e Dannyl potrafi sobie radzi z Elynami.
- Ale co z Gildi?
- Tylko czas moe pooy kres plotkom. Nikt z nas: ani ty, ani ja, ani nawet Dannyl,
nie da rady niczego zrobi. - Rothen westchn. - Obawiam si, e tego rodzaju pogoski
mog go przeladowa do koca ycia. Jeli nie bdzie si stara niczego na si udowadnia,
za kadym razem bd one bardziej nieprawdopodobne i miechu warte.
Starszy mag pokiwa gow i ziewn.
- Zapewne masz racj. - Wsta i przecign si. - A zatem id spa.
- Dannyl byby dumny z twoich szpiegowskich osigni - powiedzia mu na
poegnanie Rothen.
Yaldin wzruszy ramionami.
- To nie jest trudne, jak ju si opanuje t sztuczk. - Podszed do drzwi. - Dobranoc.
- Dobranoc.
Rothen przeszed do sypialni i przebra si do snu. Kiedy tylko si pooy, od nowa
zaczy go drczy pytania. Czy aby na pewno ma racj? Czy plotki o Dannylu ucichn?
Zapewne. Pod warunkiem ze nic bdzie dowodw.
Kopot jednak w tym, e nawet dla niego pewne elementy osobowoci Dannyla
okrywaa tajemnica, a zna swego wychowanka lepiej ni ktokolwiek inny. Nowicjusza, nad
ktrym roztoczy sw opiek, przepeniay strach i niewiara we wasne siy. Rothen szanowa
jego potrzeb zachowania pewnego dystansu, unika niektrych tematw i caym swoim
zachowaniem kadego dnia na nowo udowadnia, e nie zamierza wypytywa Dannyla o w
incydent z drugim nowicjuszem. Dobrze wiedzia, e czowiek, ktrego ycie osobiste zostao
wystawione na widok publiczny - zwaszcza w tak modym wieku - potrzebuje prywatnoci.
Wszyscy nowicjusze zastanawiaj si nad swymi podliwociami, take nad takimi,
o jakie oskarono Dannyla. Tak funkcjonuje ludzki umys. Nie znaczy to jednak, e kadego
naley potpia z powodu samych jego myli.
Co jeli te plotki byy prawdziwe?
Rothen westchn, wsta i wrci do salonu. Kiedy podj si opieki nad Dannylem,
rozmawia z wczesnym przeoonym Uzdrowicieli, poprzednikiem Vinary, potrzebowa,
bowiem rady. Mistrz Garen powiedzia mu wtedy, e mczyni zakochujcy si w innych
mczyznach zdarzaj si czciej, ni si powszechnie uwaa. Stary Uzdrowiciel zaskoczy
go swoj akceptacj dla takich praktyk; stwierdzi on wrcz waciwym sobie uczonym
tonem, e w zwizku midzy dwoma dorosymi mczyznami nie ma nic zego, pod
warunkiem, e obaj partnerzy s zdrowi.
Zdecydowanie groniejsze byy konsekwencje towarzyskie.
Dla przedstawicieli Domw liczy si przede wszystkim honor i reputacja, a dwr
kyraliaski jest nieznonie konserwatywny. Dannyla nie mona wprawdzie wyrzuci z Gildii
za takie przewinienie", ale staby si towarzyskim wyrzutkiem. Straciby zapewne tytu
Ambasadora i nigdy ju nie powierzono by mu wanej funkcji. Nie brano by go pod uwag w
projektach Gildii, aden z jego eksperymentw nie miaby szans na zyskanie aprobaty, nie
mwic ju o jakimkolwiek honorarium. Staby si przedmiotem drwin i ofiar...
Przesta. Niczego mu nie udowodniono. To tylko plotki.
Rothen westchn i sign po soiczek z nemminem.
Kiedy miesza proszek z wod, pomyla z tsknot o minionym roku. Jak wiele moe
si zmieni w cigu kilku krtkich miesicy. Pragn, by wszystko byo znowu jak przed
rokiem, zanim Dannyl wyjecha do Elyne, a Sonea rozpocza studia na Uniwersytecie.
Skrzywi si na myl o gorzkim smaku lekarstwa, podnis szklank do ust i wypi je
jednym haustem.
Lorlen by zaskoczony, gdy usysza pukanie do drzwi jego gabinetu, i natychmiast
podnis wzrok. O tak pnej godzinie rzadko kto go odwiedza. Wsta, podszed do drzwi i
uchyli je nieco.
- Kapitan Barran! - zawoa z rosncym zdumieniem. - Co sprowadza ci o tej porze
do Gildii?
Mody czowiek ukoni si, a na jego ustach zagoci kwany umiech.
- Wybacz mi tak pn wizyt, Administratorze. Ciesz si, e jeszcze nie pisz.
Powiedziae, e mam si z tob skontaktowa, jeli znajdziemy jakiekolwiek dowody na
uycie magii w zwizku z zabjstwami.
Lorlen poczu ukucie niepokoju. Otworzy szerzej i wpuci Barrana do rodka.
- Wejd i opowiedz mi, na co trafilicie.
Barran wszed i usiad na wskazanym przez Lorlena krzele. Administrator wrci na
swoje miejsce za biurkiem.
- Dlaczego uwaacie, e zabjca posuguje si magia? - ponagli swojego gocia.
Barran skrzywi si.
- Oparzenia na jednym z cia... Ale moe najpierw opisz ci miejsce zbrodni - urwa,
najwidoczniej porzdkujc sobie w mylach szczegy. - Przed dwiema godzinami
dowiedzielimy si o tych zabjstwach. Dom w Dzielnicy Zachodniej, w jej bogatszej
czci... to byo dla nas zaskoczenie. Nie odkrylimy adnych ladw wamania. Za to jedno z
okien byo szeroko otwarte. W sypialni znalelimy dwch mczyzn: ojca i jego syna. Ojciec
nie y ju, a jego ciao nosio wszelkie oznaki, ktre czylimy z zabjc: przecite
nadgarstki i krwawe lady palcw. Modszy y, cho ledwie dycha. Mia na klatce
piersiowej oraz ramionach charakterystyczne lady po uderzeniach ogniowych, no i poamane
ebra. Zanim zmar, udao nam si jednak uzyska od niego pewne informacje.
Barran mwi z wysikiem.
- Powiedzia, e morderca by wysoki i ciemnowosy. Odziany w dziwaczne czarne
ubranie. - Barran zerkn na kul wietln Lorlena. - A w pokoju unosia si taka wanie
kula. Modzieniec wrci do domu i usysza krzyki ojca. Zabjca najwyraniej nie
spodziewa si, e ktokolwiek moe go zasta, uderzy, wic bez namysu i uciek przez okno.
- Zamilk na chwil, wpatrzony w biurko Lorlena. - Ach, jeszcze jedno... morderca nosi...
Administrator spojrza za zdumionym wzrokiem gwardzisty i z przeraeniem
stwierdzi, e poyskujcy czerwieni piercie Akkarina jest doskonale widoczny. Unis
szybko rk i podetkn klejnot Barranowi pod oczy.
- Piercie podobny do tego?
Gwardzista wzruszy ramionami.
- Nie jestem pewien. Mody czowiek nie zdy opisa go szczegowo. - Zmarszczy
brwi, ostronie wac dalsze sowa. - Nie pamitam czego takiego na twoim palcu.
Administratorze. Czy mog wiedzie, skd wzie ten klejnot?
- Dostaem w prezencie - odpar Lorlen z kwanym umiechem. - Od przyjaciela,
ktry nie ma pojcia o tych morderstwach, a zwaszcza o ich szczegach. Uznaem, e
prezent wypada nosi, przynajmniej przez jaki czas.
Barran potakn.
- Tak, rubin nie jest obecnie bardzo popularny. Co wic zamierzasz teraz uczyni?
Lorlen westchn, rozwaajc swoj sytuacj. W przypadku tak oczywistego
naduycia magii powinien zawiadomi starszyzn. Jeli to Akkarin jest morderc, a ledztwo
by to wykazao, mgby doprowadzi do niepodanej konfrontacji z Wielkim Mistrzem.
Jeli natomiast ukryje dowody, a okae si, e morderc jest kto inny, ludzie nie
przestan gin z rki dzikiego maga. Zabjca w kocu wpadnie, a prawda wyjdzie na jaw - i
znajdzie si kto, kto zapyta, dlaczego Lorlen nic nie zrobi...
- Musisz przej osobicie to ledztwo.
Administrator zamruga oczami ze zdziwienia. Mentalny gos Akkarina by cichy jak
szept. Lorlen oderwa oczy od piercienia.
- Powiedz Bananowi, e dowody uycia magii musz pozosta w tajemnicy.
Wiadomo, e to jaki mag jest zabjc, wywoaaby panik wrd ludzi, a ci przestaliby
nam ufa.
Administrator potakn i spojrza na Barrana.
- Bd musia przedyskutowa to z moimi wsppracownikami. Na razie, nie pozwl,
by ludzie dowiedzieli si, e morderca posuguje si magi. Lepiej si z nim rozprawi, nie
informujc mieszkacw miasta, e mamy do czynienia z dzikim magiem. Skontaktuj si z
tob jutro.
Barran skin gow i poderwa si natychmiast, kiedy tylko Lorlen wsta.
- Jest jeszcze co, co moe ci zainteresowa - powiedzia, idc z Lorlenem do drzwi.
- Co takiego?
- Obio mi si o uszy, e Zodzieje rwnie poszukuj tego czowieka. Wyglda na to,
e nie podoba im si zabjca, ktry nie jest pod ich kontrol.
- Wyobraam sobie, e nie raduje ich ta sytuacja.
Barran wyszed za prg.
- Dzikuj za to, e przyje mnie mimo pnej pory, Administratorze.
Lorlen wzruszy ramionami.
- Czsto pracuj do pna. Wtpi te, bym spokojnie zasn po tym, czego si od
ciebie dowiedziaem. Dzikuj jednak, e przekazae mi wieci tak szybko.
Mody gwardzista ukoni si z umiechem.
- Dobranoc, Administratorze.
Patrzc za nim, Lorlen westchn ciko. Zerkn na piercie na swoim palcu.
Czy ty jeste tym morderc? wysa w jego stron.
Ale nie otrzyma odpowiedzi.
Korytarz skrca, wic Sonea przystana na moment, eby si zorientowa, dokd
waciwie dosza. Na pocztku usiowaa odtworzy sobie plan z pamici, ale w kocu
zrezygnowaa i signa do kieszeni.
Min ju tydzie, odkd po raz pierwszy zagbia si w tajne korytarze. Od tego
czasu wkraczaa w nie, co wieczr, zawsze majc w kieszeni map i korzystajc z niej
dopiero wtedy, gdy byo to absolutnie konieczne. Chciaa zapamita ukad tuneli na
wypadek, gdyby Regin znw na ni napad i przeszuka zawarto jej kuferka, a przy okazji i
kieszeni, wyczerpawszy j wczeniej.
Kieszenie byy jednak puste. Mapa znika. Serce podskoczyo Sonei do garda, jej puls
przyspieszy. Czyby zgubia kartk? Moe upucia j w ktrym z tuneli? Nie miaa
wielkiej nadziei na powrt po swoich ladach: za ni zbyt wiele zakrtw i skrzyowa...
Po chwili paniki przypomniaa sobie, ze wsuna map pod postrzpion okadk
podrcznika medycyny, ktry miaa w kuferku - ten za zostawia przy wejciu do tuneli, nie
chcc dwiga go z sob przez cay czas.
Przekla sam siebie za to niedbalstwo i zacza si wycofywa t sam drog, ktr
przysza. Po kilkuset krokach zatrzymaa si jednak, potrzsajc gow. Powinna ju by na
znajomym terenie, ale zakrty i przecicia tuneli nie wyglday tak, jak powinny.
Zgubia si.
Nie czua przeraenia, tylko zo na sam siebie. Teren Gildii by ogromny, wtpia
jednak, by tunele wybiegay daleko poza obszar, na ktrym znajdoway si budynki. Jeli
bdzie sza prosto, powinna si w kocu znale pod Uniwersytetem. Dopki nie zgubi
oglnego kierunku marszu i nie zacznie si bka bez celu, powinna znale drog powrotn.
Ruszya, wic przed siebie. Po kilku zakrtach odkrya niewielki zesp pomieszcze -
w jednym z nich znajdowa si zatkany kominek, inne za wyoone byo kafelkami, zapewne
suyo kiedy jako azienka. Chwil pniej znalaza si w lepym zauku, dalej sklepienie
byo zawalone.
Nie byo to jednak to samo miejsce, na ktre natkna si podczas swojej pierwszej
wycieczki. Zawrcia i skierowaa si w inn odnog.
W kocu znalaza si w prostym korytarzu, z ktrego nie odchodziy adne boczne
drzwi. W miar jak posuwaa si tym tunelem, jej ciekawo wzrastaa. Taki prosty tunel
musi dokd prowadzi. Moe do innego z gmachw Gildii.
A moe poza teren Gildii.
Po kilkuset krokach natkna si na nisz w cianie. Wesza do rodka i znalaza
mechanizm otwierajcy ukryte drzwiczki. Odszukaa rwnie otwr, ktry znajdowa si w
kadych takich drzwiach i przyoya do niego oko.
Za cian by jaki pokj, ale dostrzega niewiele szczegw.
W pomieszczeniu panowa mrok, a na dodatek otwr przesania kawaek brudnego
szka, ono raczej zamazywao cay widok.
Widziaa jednak dostatecznie wiele, by stwierdzi, e pokj jest pusty. Signa do
dwigni i pocigna za ni, drzwi si otworzyy. Rozejrzaa si wok i zastyga z
przeraenia. Znalaza si w podziemiach rezydencji Wielkiego Mistrza. Spogldaa z bijcym
mocno sercem jedynie przez chwil, ale wydawao jej si, e mina caa wieczno. Staraa
si jak najszybciej zapanowa nad swymi nogami - pragna jedynie uciec. Szukaa na olep
dwigni zamykajcej drzwi i w kocu chwycia j mocno.
Gdy zdoaa zamkn przejcie, poczua, e jej minie si rozluniaj, a nogi pod ni
uginaj. Opara si o cian, zapominajc o farenach i innym robactwie, po czym osuna si
na kolana.
Dobrze, e go tam nie byo...
Wolaa nawet nie myle o takiej moliwoci. Odetchna gboko i zmusia swe
minie, by przestay si trz. Spojrzaa raz jeszcze na drzwi i potem na siebie. Klczaa
przy tajnym wejciu do pokoju Akkarina. Wcale nie miaa ochoty tu by, zwaszcza, e jemu
zdarzao si korzysta z tych tuneli.
Strach jakby doda jej si, zerwaa si na rwne nogi i zacza biec byle dalej od tego
miejsca. Mimo e korytarz wcale si nie koczy, stracia ochot na zwiedzanie. Dyszc
ciko, biega ostatkiem si - z nadziej, e zda w stron Uniwersytetu.
ROZDZIA 31
NIEPLANOWANE SPOTKANIE
Droga wia si po agodnych wzgrzach u podna Gr Szarych.
Kiedy Dannyl, Tayend oraz ich sucy wyjechali zza zakrtu, ich oczom ukaza si
dziwaczny budynek. Wznosi si tu nad krawdzi przepaci. ciany usiane byy malekimi
okienkami, aby dotrze do niczym nieozdobionej bramy, trzeba byo przejecha po wskim
kamiennym mocie.
Dannyl i Tayend wymienili spojrzenia. Sdzc po wyrazie twarzy modzieca, Dannyl
uzna, e ich opinie na temat tego zamczyska s podobne. Zwrci si, wic do sucych:
- Hend, Krimen, pojedcie przodem i zapytajcie, czy Dem Ladeiri udzieli nam
gociny.
- Tak, panie - odpowiedzia Hend. Po czym dwaj sudzy popdzili konie i ruszyli
przed siebie kusem, po chwili zniknli za kolejnym zakrtem drogi.
- Nie wyglda to zachcajco - mrukn Tayend.
- Nie - zgodzi si z nim Dannyl. - To przypomina bardziej fortec ni dom.
- To bya kiedy forteca - powiedzia modzieniec. - Setki lat temu.
Dannyl zwolni do stpa.
- Opowiedz mi o Dem Ladeirim.
- Jest ju stary. Ma okoo dziewidziesitki. Mieszka sam, towarzyszy mu tylko kilka
sug.
- I posiada bibliotek.
- Bardzo sawn, jego rodzina przez ostatnie stulecia kolekcjonowaa najrniejsze
osobliwoci, w tym rwnie ksigi.
- Moe znajdziemy tu co przydatnego.
Tayend wzruszy ramionami.
- Spodziewabym si wszelkich niezwykoci, ale raczej nieuytecznych. Irand
twierdzi, e zna Dema, kiedy obaj byli modzi, i nazywa go zabawnym dziwakiem".
Dannyl wypatrywa miedzy drzewami budynku. Podrowali ju od trzech tygodni,
zatrzymujc si na nie duej ni jedn noc w kadym miejscu. Zaczyna mie do
zawierania znajomoci z kolejnymi prowincjonalnymi Demami oraz sprawdzania talentw
magicznych ich dzieci, zwaszcza, e w adnej bibliotece nie natrafili na lad czegokolwiek,
czego by ju nie wiedzieli.
Oczywicie droga Akkarina przed dziesicioma laty moga by podobna. Jego
poszukiwania staroytnej magii nie zakoczyy' si przecie spektakularnym sukcesem. W
kocu ich oczom ukaza si most, spinajcy dwa brzegi przyprawiajcego o zawroty gowy
wwozu. Dalej wida byo dwa wielkie drewniane skrzyda wrt, zwieszajce si na
zawiasach tak zardzewiaych, e Dannyl zastanawia si, co trzyma je jeszcze w miejscu. W
drzwiach pojawi si chudy, biaowosy mczyzna odziany w strj sprawiajcy wraenie
zdecydowanie zbyt obszernego.
- Witaj, Ambasadorze Dannylu. - Gos starca by cichy i drcy. Mczyzna skoni
si sztywno. - Witaj w moim domostwie.
Dannyl i Tayend zsiedli z koni i podali wodze sucym.
- Dzikuje, Dem Ladeiri - odrzek Dannyl. - Pozwl, e przedstawi ci Tayenda z
Tremmelin, uczonego z Wielkiej Biblioteki.
Dem zwrci si do Tayenda i zmierzy go spojrzeniem krtkowzrocznych oczu.
- Witaj, modziecze, ja te posiadam bibliotek, jak zapewne wiesz.
- Owszem, syszaem o niej. Jest synna w caej Elyne - odpowiedzia Tayend z
przesadn afektacj. - Pena cudw. Bybym wdziczny, gdybym mg j zobaczy, jeli nie
bdziesz mia nic przeciwko temu.
- Bdziesz tam mile widziany! - zawoa Dem. - Wejdcie, wejdcie...
Wprowadzi ich na do may dziedziniec, a nastpnie przez zardzewiae elazne
drzwi do wielkiej sali. Urzdzona bya wystawnie, ale na wszystkich meblach zalega kurz.
- Iri! - zawoa piskliwie starzec. W korytarzu day si sysze pospieszne kroki, po
czym pojawia si odziana w fartuch kobieta w rednim wieku. - Przynie moim gociom
jaki napitek. Bdziemy w bibliotece.
Kobieta przygldaa si szeroko otwartymi oczami szatom Dannyla. Ukonia si
pospiesznie i pobiega do kuchni.
- Nie musimy natychmiast i do biblioteki - powiedzia Dannyl. - Nie chcemy ci
sprawia kopotw.
Dem machn rk.
- Jakie kopoty? Byem w bibliotece, kiedy zjawi si wasz sucy.
Wyszli za nim na korytarz, i zeszli na d po dugich, krtych schodach, ktre
wydaway si wykute w litej skale. Ostatnie stopnie, ktre znajdoway si ju porodku
olbrzymiego pomieszczenia, wykonano z twardego drewna. Dannyl umiechn si, syszc
jk zachwytu, jaki wyrwa si Tayendowi. Uczony najwyraniej nie spodziewa si, e co
moe zrobi na nim a takie wraenie. Poustawiane rwniutko regay dzieliy sal na wiele
mniejszych czci. Oczom przybyszw ukazay si wypchane zwierzta, soje z organami i
dziwacznymi stworami zanurzonymi w jakiej cieczy, rzeby wykonane z najrniejszych
materiaw, niezliczone zwoje, tabliczki oraz pki pene ksiek. Tu i wdzie stay wielkie
posgi; Dannyl zastanawia si, w jaki sposb udao si je znie do biblioteki. Nie mwic
ju o transporcie przez gry.
Na cianach wisiay mapy nieba i rozmaite tajemnicze wykresy.
Dem prowadzi ich wrd tych cudw, a oni byli zbyt zachwyceni, by cokolwiek
mwi. Kiedy weszli w alejk midzy regaami penymi ksiek, Tayend przyjrza si
dokadniej niewielkim tabliczkom przymocowanym do wszystkich pek, kada zawieraa
opis i numer.
- Co to za liczby? - spyta.
Dem odwrci si do niego z umiechem.
- To system katalogowy. Kada ksika ma swj numer, a ja mam je wszystkie
spisane.
- Nie mamy czego takiego w Wielkiej Bibliotece. Trzymamy ksiki na dany temat
razem... o ile jestemy w stanie tego dopilnowa. Od jak dawna stosujesz ten system?
Starzec spojrza na Tayenda z ukosa.
- Wymyli go mj pradziadek.
- Czy kiedykolwiek podpowiadae zastosowanie go w Wielkiej Bibliotece?
- Wielokrotnie. Irend nie widzi w nim sensu.
- Doprawdy. - Tayend wyglda na rozbawionego. - A ja chtnie przyjrzabym mu si
bliej.
- Poznasz go - odrzek starzec - poniewa to wanie chc ci pokaza.
Odeszli od pek i zatrzymali si przy wielkim biurku, wok niego stay drewniane
komody z wieloma szufladkami.
- Czy interesuje ci jaki konkretny dzia wiedzy?
- Masz moe jakie ksigi o dawnych praktykach magicznych? - spyta Tayend.
Starzec unis brwi.
- Owszem, ale czy mgby nieco zawy temat?
Dannyl i Tayend wymienili spojrzenia.
- Cokolwiek na temat Krla Charkanu lub Shakan Dra.
Brwi Dema uniosy si jeszcze bardziej.
- Poszukam.
Wycign jedn z szuflad; bya pena karteczek. Chwil pniej poda jaki numer,
po czym zamkn szuflad, ruszy wzdu regaw i skrci w alejk. Zatrzyma si, przebieg
palcem po grzbietach ksiek i zastuka w jeden z tomw.
- Oto i ona. - Zdj ksik z pki i poda j Tayendowi.
- To przecie historia Ralenda z Kemori.
- A zatem musi w niej by wzmianka o krlu Charkanu. Inaczej moje kartki nie
przyprowadziyby mnie tutaj - zapewni go Dem. - Chodcie za mn. Wydaje mi si, e mam
rwnie kilka przedmiotw, ktre mog was zainteresowa.
Wyszli spomidzy regaw i skierowali si ku szafom z szufladami, ktre rwnie
byy opatrzone numerami. Starzec wycign jedn z nich i pooy na stole obok. Zajrza do
rodka i zakrzykn radonie:
- Ha! Wanie o t mi chodzio. Dostaem to pi lat temu. Pamitam dobrze,
pomylaem wtedy, e wasz Wielki Mistrz z pewnoci chtnie by to zobaczy.
Tayend i Dannyl ponownie wymienili spojrzenia.
- Akkarin? - spyta mag, zagldajc do pudeka. Lea w nim srebrny piercie. -
Dlaczego miaby si tym zainteresowa?
- Poniewa wiele lat temu przyjecha tutaj, poszukujc informacji o Krlu Charkanu. I
pokaza mi ten symbol. - Dem unis piercie. W jego oprawie znajdowa si
ciemnoczerwony klejnot, a w nim wyrzebiono sierp ksiyca obok niedbale zarysowanej
doni. - Kiedy jednak wysaem mu list z informacj o tym nabytku, odpisa, e nie moe
przyjecha ze wzgldu na swoje nowe stanowisko.
Dannyl wzi piercie do rki i przyjrza mu si bliej.
- Czowiek, ktry mi to przysa, twierdzi, e wedug legendy magowie mog
porozumiewa si dziki temu piercieniowi, nie obawiajc si, e kto niepodany ich
podsucha - doda Dem.
- Naprawd? Kim by ten hojny ofiarodawca?
- Nie wiem. On... albo ona... nie poda swojego imienia. - Dem wzruszy ramionami. -
Czasem ludzie nie chc, eby reszta rodziny dowiedziaa si, e pozbyli si czego
wartociowego. W kadym razie to nie jest kamie szlachetny, tylko zwykle szko.
- Za to - odezwa si jaki gos za plecami Dannyla.
Mag spojrza zdziwiony na Tayenda. Oczy uczonego byszczay.
- Sprbuj!
- Musiabym si skomunikowa z jakim innym magiem - zauway Dannyl,
wkadajc piercie na palec. - A na dodatek mie trzeciego na wiadka, eby stwierdzi, czy
rzeczywicie nie syszy rozmowy.
Spojrza na piercie. Nie wyczuwa w nim adnej magii.
- Nic nie wskazuje na magi. - Zdj piercie z palca i odda Demowi. - Moe przez
wieki straci swe magiczne waciwoci.
Starzec pokiwa gowa i odoy pudeko.
- Moe ksiga powie wam wicej. Tam s stoliki do czytania - doda, wskazujc
przeciwlegy koniec sali.
Kiedy tam przeszli, pojawia si widziana wczeniej kobieta, niosc tac z
przekskami. Za ni wesza druga z kieliszkami i butelk wina. Tayend usiad i zacz
kartkowa dzieje Ralenda z Kemori.
- Krl Charkanu mwi o swej drodze - przeczyta. - Przyby z gr, zoywszy dary w
Armje, miecie ksiyca". - Tayend unis wzrok. - Armje. Syszaem gdzie t nazw.
- Dzi to ju tylko ruina - powiedzia Dem z ustami penymi pachncej buki. -
Niedaleko std. W modoci lubiem si tam wspina.
Dem zacz opisywa szczegowo i z entuzjazmem ruiny, ale Dannyl zauway, e
Tayend nie sucha. Jego wzrok utkwiony by w ksidze. Mag umiechn si: zna to
spojrzenie. Biblioteka Dema okazaa si czym wicej ni kolekcj osobliwoci, ktrej
spodziewa si Tayend.
Przez te dwa tygodnie, odkd po raz pierwszy Sonea wesza do tajnych tuneli, ani razu
nie natkna si na Regina.
Miaa wprawdzie nadziej, e przyapani przez Mistrza Yikmo kompani Regina
zniechc si, ale do koca w to nie wierzya.
Nie doszy do niej adne wieci, ktre wskazywayby na to, e zostali w jakikolwiek
sposb ukarani. Yikmo nigdy nie wspomina o tym wypadku, przypuszczaa, wic, e
uszanowa jej prob o zachowanie milczenia. Niestety, to tylko dodawao bandzie Regina
pewnoci, e mog jej dokucza, ile im si tylko spodoba, i ujdzie im to na sucho.
Poniewa Regin zawsze zaczepia j na rodkowym pitrze w okolicach biblioteki,
staraa si wychodzi z tajnych przej na parterze. Poprzedniego wieczoru po raz pierwszy
uznaa jednak, e Regin czego si domyla. Wchodzc do gwnego korytarza na parterze,
zobaczya stojcego na jego kocu nowicjusza, a kilka krokw dalej, w holu wejciowym
natkna si na jednego ze starszych chopakw.
Mimo e nie odway si jej zaatakowa, umiechn si paskudnie, kiedy
przechodzia.
Dzi postanowia, wic wyj z tuneli ponownie na rodkowym pitrze. Idc najciszej,
jak potrafia, przedostaa si do gwnego korytarza.
W razie spotkania z band Regina, uciekaby jeszcze do tajnych przej. Oczywicie,
jeliby jej nie otoczyli, zanim zdoa dobiec do wejcia, i jeli da rad otworzy je tak, eby
tego nie zauwayli.
Wychodzc zza zaomu, dostrzega rbek brzowej szaty i poczua, e jej serce
zamiera. Cofajc si, usyszaa cichy szept. Z korytarza, ktrym przysza, dobiegao j echo
krokw. Zakla pod nosem i rzucia si do ucieczki. Skoczya w boczne przejcie i wpada na
nowicjusza. Od jej tarczy odbio si magiczne uderzenie, ale napastnik by sam, wic bez
trudu odpara atak.
Dwa zakrty dalej natkna si na kolejn par. Usiowali zablokowa jej drog, ale
szybko dali sobie spokj. W drzwiach do pokoju portalowego zaatakowao j czterech.
Przepchna si midzy nimi i naoya na drzwi magiczny zamek.
Rozdzieli ich, pomylaa. Yikmo pochwaliby to. Wbiega w wewntrzne korytarze i
pospieszya do nastpnego pokoju portalowego. Kiedy znalaz si w zasigu jej wzroku, si
woli otworzya i zatrzasna drzwi, a sama popdzia w przeciwnym kierunku. Jestem sama,
pomylaa. Przestaa biec i skierowaa si krtym korytarzem ku jednemu z tajnych przej.
Upewnia si, e nikt jej nie widzi, wsuna do pod obraz i wymacaa dwigni.
- Pobiega tdy! - zawoa jaki gos.
Jej serce podskoczyo. Szarpna za dwigni i skoczya w tunel, po czym zamkna
za sob wejcie.
Otoczona ciemnoci, dyszc ciko, wyjrzaa przez dziurk. Widziaa
przebiegajcych nowicjuszy. Policzya ich i zrobio jej si sabo. Dwudziestu. Zdoaa im
jednak umkn. Jej ttno i oddech uspokajay si. Nagle poczua na ramieniu powiew
cieplejszego powietrza.
Zmarszczya brwi. Cieple powietrze?
W tej samej chwili usyszaa oddech cichszy ni jej. Obrcia si szybko, przywoaa
kul wietln... zdawia krzyk przeraenia.
Wpatryway si w ni ciemne oczy. Na rkach skrzyowanych na piersi lni zoty
inkal odbijajc si od czarnej szaty. Twarz wykrzywia grymas niezadowolenia.
Przekna lin i odsuna si, by przej bokiem, ale jego rami zablokowao jej
przejcie.
- Wyjd std - warkn.
Zawahaa si. Czyby nie sysza nowicjuszy na zewntrz?
Nie rozumia, e ona znajdzie si w puapce?
- Ju! - Gos jak trzask bicza. - I nigdy wicej nie wchod do tych tuneli.
Odwrcia si i drcymi domi wymacaa mechanizm.
Wyjrzaa przez otwr i z ulg stwierdzia, e w polu jej widzenia nie ma nikogo.
Przesza przez drzwi i poczua na karku powiew zimnego powietrza. Za ni zatrzasny si
drzwi. Przez kilka uderze serca staa w miejscu, dygoczc. Potem uwiadomia sobie, e on
pewnie teraz patrzy na ni, wic ruszya z miejsca. Za rogiem ujrzaa wpatrzone w siebie
dwadziecia par zdumionych oczu.
- Jest! - zawoa kto z radoci.
Sonea podniosa tarcz, gdy tylko zaczli uderza. Cofna si i zanim Regin zdy
wyda rozkaz, eby cz jego poplecznikw otoczya j, rzucia si do ucieczki. Kiedy
biega obok ukrytych drzwi, poczua, e jej przeraenie znika, a w jego miejsce pojawia si
zo.
Dlaczego on ich nie powstrzyma? Czyby to bya kara za wczenie si po miejscach,
gdzie mi nie wolno? Zatrzymaa si, poniewa z bocznego przejcia wyskoczyli nowicjusze.
Podniosa szybko tarcz, by ich powstrzyma, i rzucia si w stron jedynego wolnego
przejcia.
Czy nikt nie zapyta, dlaczego on nie... Oczywicie, nikt poza mn nie wie, e on tam
by. Czujc, e jej bariera sabnie pod ostrzaem, zakla. Za zakrtem natkna si na
niewidzialn cian. Bez trudu przeamaa blokad, pobiega dalej - i uderzya w kolejn. Ta
te nie bya dla niej powan przeszkod, ale za ni bya nastpna i nastpna, i nastpna.
Serce w niej zamaro, poniewa zewszd syszaa kroki zbliajcych si nowicjuszy. Chwil
pniej musiaa odpiera deszcz uderze.
Co on w ogle robi w tajnych przejciach? Nigdy nie widziaam tam adnych
ladw... Chyba, e on zamiata za sob kurz... Ale, po co miaby to robi, skoro nikt inny
tamtdy nie chodzi?
Nowicjusze odcili jej drog ucieczki. Schwytana w puapk, moga jedynie czeka,
a znw j wyczerpi. Napastnikw byo wielu, wic moc szybko j opucia. Kiedy jej tarcza
zachwiaa si, Regin wyszed na czoo bandy z szerokim umiechem na twarzy. W doni
trzyma niewielk buteleczk wypenion jak ciemn ciecz. Dal znak i atak usta.
- Sodka Soneo - powiedzia Regin, wysyajc pojedyncze uderzenie ku jej tarczy. -
Jake raduje si moje serce twoim widokiem. - Kolejne. - Tak dawno si nie widzielimy. -
Jej tarcza rozpadaa si, ale Sonea zdoaa jeszcze zaczerpn mocy. - Powiadaj, e rozstanie
podsyca uczucia. - Nastpne uderzenie bez trudu rozbio jej oson. Zacisna zby, czekajc
na grad uderze oguszajcych. - Przyniosem ci, wic podarek - cign Regin. - Perfumy
niezwykej urody. - Odkorkowa buteleczk. - Uch! Co za sodki zapach. Chcesz sprbowa?
Nawet z odlegoci kilku krokw rozpoznaa ten smrd.
Na zajciach z medycyny wyciskali olej z lici krzakw kreppa. Sok, ktry pozostawa
po odsczeniu oleju, mierdzia zgnilizn i powodowa piekc wysypk.
Regin beztrosko wymachiwa odkorkowan buteleczk.
- Jedna niewielka butelka to jednak zbyt mao, by wyrazi moje uczucia. Spjrz! Mam
ich wicej!
W rkach pozostaych nowicjuszy pojawiy si podobne naczynia. Napastnicy
otwierali je jedno po drugim i wkrtce korytarz wypenia mdlcy odr.
- Jutro bez trudu ci odnajdziemy dziki tym sodkim perfumom. - Regin skin na
pozostaych. - Ju! - warkn.
Wycignli rce, wysyajc w jej kierunku strumienie obrzydliwego soku. Zakrya
twarz domi, zacisna powieki, i znw udao jej si jako przywoa resztki mocy.
Ani jedna kropla nie pada na jej skr. Nic si nie stao.
Syszaa, e kto kaszle, potem nastpny, a chwil pniej korytarz rozbrzmia echem
przeklestw i krzykw. Otworzya oczy i zamrugaa ze zdziwienia. ciany, sufit i nowicjusze
- wszystko pokryway drobne brzowe kropelki. Napastnicy rozpaczliwie pocierali twarze i
donie. Niektrzy spluwali na podog. Inni przecierali oczy, kto zacz wy z blu.
Jedno spojrzenie w kierunku Regina powiedziao jej, e jako stojcy najbliej
ucierpia najmocniej. Z oczu leciay mu zy, ca twarz mia w czerwonych bblach.
Poczua, e wzbiera w niej dziwaczne uczucie. Zdajc sobie spraw, e ma ochot
wybuchn miechem, zakrya usta doni. Zrobia krok, zataczajc si, ale zdoaa si
wyprostowa.
Nie mog zobaczy, jak bardzo jestem zmczona, pomylaa.
Nie mog mie szansy na obmylenie jakiego odwetu. Przesza obok grupy
nowicjuszy. Regin podnis z wciekoci gow.
- Nie pozwlcie jej uciec - jkn.
Kilku chopakw spojrzao w jego kierunku, ale reszta zignorowaa go.
- Nie ma mowy. Musz si pozby tej szaty - oznajmi jeden z nich.
Inni pokiwali gowami i zaczli si rozchodzi. Regin patrzy za nimi
nierozumiejcym wzrokiem, Jego twarz a pociemniaa z wciekoci, ale nic nie powiedzia.
Sonea odwrcia si i powczc nogami, oddalaa si od napastnikw.
ROZDZIA 32
WYCIECZKA
Rothen ziewn, wspinajc si po schodach Domu Magw.
Nawet zimna kpiel nie zdoaa go porzdnie obudzi. Tania czekaa na niego w
salonie, rozkadajc na stole talerze z ciastkami i bukami.
- Dzie dobry, Taniu - powiedzia.
- Spnie si nieco, panie - odrzeka.
- Owszem. - Potar twarz i zabra si do parzenia sumi.
Czu, e suca wci si w niego wpatruje, westchn.
- Bior ju tylko jedn dziesit dawki.
Nie odpowiedziaa, ale skina gow.
- Mam wieci... - urwaa, a kiedy skin jej rk na znak, by mwia dalej, skrzywia
si przepraszajco. - Nie spodobaj ci si.
- Mw.
- Sprztaczki z Uniwersytetu skaryy si dzi rano, e w jednym z korytarzy jest
peno plam po jakiej obrzydliwej, cuchncej cieczy. Spytaam, co si tam ich zdaniem mogo
sta, a one mruczay co o walkach nowicjuszy. Nie chciay powiedzie, o kogo miaoby
chodzi... to znaczy nie chciay tego mwi przy mnie. Przekupiam, wic jedn z
posugaczek, ktra syszaa wczeniej t opowie. Regin zbiera po nocach innych nowicjuszy
i napada na Sone. Spytaam Viol, czy co o tym wie, ale ona powiedziaa, e nie zauwaya
niczego, co by wskazywao, e Sonei cokolwiek si stao.
Rothen zmarszczy brwi.
- Sone nieatwo wyczerpa. - Poczu wzbierajc zo na myl o tym, co to musi
oznacza. - Jeliby si im jednak udao. Regin moe jej zrobi, co mu si tylko spodoba.
Bdzie za saba, eby walczy z nim nawet fizycznie.
Tania wcigna gboko powietrze.
- On nie odwayby si jej skrzywdzi, prawda?
- Nie w taki sposb, ktry wyrzdziby trwae szkody albo kosztowa go wydalenie z
Gildii. - Rothen zerkn w stron stou.
- Dlaczego Wielki Mistrz nie przeszkodzi temu...
- A moe on o tym nie wie? Moe powiniene mu powiedzie, panie.
Rothen potrzsn gow.
- On wie. On wszystko wie.
- Ale... - Tania urwaa, bo rozlego si pukanie do drzwi.
Zadowolony, e co przerwao t niezrczn rozmow, mag otworzy drzwi. Do
pokoju wszed posaniec, ukoni si i poda Rothenowi list, po czym wycofa si z
mieszkania.
- To do Sonei. - Rothen obraca list w palcach, czujc, e serce zaczyna mu bi
szybciej. - Od jej wujostwa.
Tania podesza bliej.
- Czyby oni nie wiedzieli, e Sonea u ciebie nie mieszka, panie?
- Nie. Obawiaa si, e Regin mgby przechwytywa jej listy, gdyby adresowano je
do Domu Nowicjuszy, a poza tym zapewne nie pisaa do rodziny, odkd przeprowadzia si
do rezydencji.
- Chcesz, ebym jej to zaniosa, panie? - zaoferowaa si Tania.
Rothen podnis na ni wzrok, ze zdumieniem uwiadamiajc sobie, jak atwo jest
zapomnie, e inni nie maj powodw obawia si Akkarina.
- A moesz?
- Oczywicie. Bardzo dawno z ni nie rozmawiaam.
Tylko, e Akkarin moe nabra podejrze, jeli zobaczy, e suca Rothena dostarcza
Sonei listy.
- Zapewne bdzie chciaa to przeczyta jak najszybciej. Jeli zaniesiesz list do jej
pokoju, to nie odbierze go przed wieczorem. O ile wiem, Wolne Dni spdza w Bibliotece
Nowicjuszy. Moe, wic przekaesz to Mistrzyni Tyi?
- Dobrze. - Tania wzia list i wsuna do kieszeni na przodzie swojego fartuszka. -
Zajrz do biblioteki, jak tylko odnios te naczynia do kuchni.
- Bol mnie nogi - oznajmi Tayend.
Dannyl rozemia si cicho, gdy modzieniec opad na wielki gaz, by odpocz.
- Przypominam, e to ty chciae si wybra do ruin. To nie by mj pomys.
- Dem Ladeiri podsyci moj ciekawo swoimi opowieciami. - Tayend wycign
bukak i napi si nieco wody. - Poza tym wydawao mi si, e one s znacznie bliej.
- Staruszek zapomnia doda, e po drodze trzeba wspi si na kilka urwisk. I e
kadka sznurowa nie jest bezpieczna.
- Mwi chyba natomiast, e dawno tu nie bywa. Lewitacja bywa przydatna.
- Bywa.
- Dlaczego ty nie dyszysz ciko?
Dannyl umiechn si.
- Lewitacja to nie jedyna poyteczna sztuczka, jakiej uczymy si w Gildii.
- Czyby ty si leczy. - Tayend rzuci w Dannyla kamyczkiem. - To oszustwo!
- Zakadam, zatem, e odmwisz przyjcia pomocy, jeli ci j zaoferuj?
- Bynajmniej. Uwaam, e powinnimy mie rwne szanse.
Dannyl westchn, udajc rezygnacj.
- Podaj mi, wic do. - Ku jego zdumieniu Tayend bez wahania wycign ku niemu
sw rk, cho gdy mag do tkn jego skry, odwrci oczy i zacisn mocno powieki.
Za pomoc odrobiny magii uzdrawiajcej Dannyl rozluni napite minie
przyjaciela. Wikszoci Uzdrowicieli nie podobaoby si takie marnowanie mocy. Tayendowi
przecie nic nie dolegao, po prostu nie przywyk do wysiku towarzyszcego grskim
wdrwkom.
Kiedy Dannyl puci jego nadgarstek, modzieniec wsta i spojrza po sobie.
- Niewiarygodne! - zawoa. - Czuj si jak o poranku, jeszcze zanim wyruszylimy w
drog. - Umiechn si do maga i pody dalej ciek. - Naprzd. Nie mamy caego dnia.
Dannyl przewrci oczami. Zaledwie sto krokw dalej Tayend doszed do szczytu
wzniesienia i stan jak wryty. Gdy Dannyl si z nim zrwna, ujrza przed sob ruiny. Na
agodnym stoku rysoway si niskie murki, znaczce miejsca, gdzie kiedy stay budynki. Tu i
wdzie wznosia si kolumna, a porodku tej niewielkiej opuszczonej osady stal do dua i
nienaruszona, cho pozbawiona dachu budowla o cianach wzniesionych z wielkich pyt
kamiennych. Wszystko porastay trawa i mech.
- A wiec to jest Armje - mrukn pod nosem Tayend. - Nie ostao si wiele.
- Te ruiny maj ponad tysic lat.
- Przyjrzyjmy si im dokadniej.
Bliej miasta cieka zmienia si w zaronit traw drog. Przy pierwszych
zabudowaniach wyprostowaa si i wioda ku duej budowli. Dannyl i Tayend przystanli, by
przyjrze si otwartym teraz pomieszczeniom niewielkich budyneczkw.
- Mylisz, e to jaka ania publiczna? - spyta w pewnym momencie Tayend
przystajc koo kamiennej awy, w ktrej w regularnych odstpach wycito otwory.
- Chyba raczej kuchnia - odpar Dannyl. - Na tych dziurach mogy sta koty nad
ogniem lub wglami.
Kiedy dotarli do wikszego budynku w centrum osady.
Dannyl zauway, e powietrze jest nieruchome. Przeszli pod solidnym nadproem do
obszernego pomieszczenia. Podog pokrywaa gruba warstwa kurzu, a gdzieniegdzie
wyrasta sigajcy do pasa gszcz trawy i chwastw.
- Ciekawe, co tu byo - odezwa si Tayend. - Na pewno co wanego. Moe paac
albo witynia.
W ssiednim, mniejszym pomieszczeniu modzieniec podbieg do ciany po jednej
stronie i wbi wzrok w wyrzebione na niej skomplikowane wzory.
- Tu s wyryte sowa - powiedzia. - Co na temat praw.
Dannyl podszed bliej i poczu niejakie podniecenie, gdy dostrzeg wyrzebiony znak
rki.
- Popatrz.
- To znak oznaczajcy magi - odpar lekcewaco Tayend.
- Rka oznacza magi w staroytnym pimie elyskim?
- Aha... podobnie jak w wielu innych systemach. Niektrzy uczeni uwaaj wrcz, e
wspczesna litera m" jest pochodn symbolu rki.
- A zatem polowa tytuu krla Charkanu wskazuje na magi. Co w takim razie znaczy
sierp ksiyca?
Tayend wzruszy ramionami i przeszed dalej.
- Magia ksiycowa. Magia nocy. Czy magia ma jakikolwiek zwizek z cyklami
ksiyca?
- Nie.
- A zatem moe to ma co wsplnego z kobietami. Kobiec magi. Czekaj... spjrz na
to!
Tayend sta przed kolejn cian pokryt znakami, wskazujc na jej kawaek wysoko
nad ziemi, gdzie odupa si kamie, tak, e tylko cz paskorzeb zostaa na miejscu.
Nagle Dannyla zatkao. Modzieniec nie wskazywa na aden z symboli, ale na
znajome imi zapisane nowoczesnym alfabetem.
- Dem Ladeiri nie wspomina, jakoby Akkarin tu si wspina - zauway Tayend.
- Moe zapomnia. A moe Wielki Mistrz mu nie powiedzia.
- Najwyraniej jednak starzec chcia, bymy tu przyszli.
Dannyl wpatrywa si w imi, a nastpnie w pozosta cz ciany.
- Co tu jest poza tym napisane?
Tayend zmruy oczy.
- Daj mi chwil na zastanowienie...
Zostawiajc uczonego z symbolami, Dannyl cofn si o par krokw i rozejrza si po
pomieszczeniu. Pod imieniem Akkarina znajdowaa si paskorzeba przedstawiajca uk.
Paskorzeba? Odgarn kurz i traw z podogi i umiechn si: znalaz szczelin.
Tayend wcign gono powietrze.
- Wedug tego, co tu napisano, to s...
- Drzwi - dokoczy za niego Dannyl.
- Wanie! - Tayend poklepa cian. - Ktre prowadz do miejsca sdu. Ciekawe, czy
da si je otworzy. Dannyl wbi wzrok w uk i naty zmysy. Wyczul prosty mechanizm,
ktry mona otworzy jedynie od rodka... lub z uyciem magii.
- Cofnij si.
Tayend oddali si nieco, a Dannyl uy mocy. Zamek obrci si niechtnie, walczc
z blokujcymi drzwi brudem, kurzem i traw. Pomieszczenie wypeni huk i zgrzyt, kiedy
wielkie kamienne drzwi poruszyy si do rodka, ukazujc ciemny korytarz.
Kiedy szpara staa si dostatecznie szeroka, by dorosy mczyzna mg si przez ni
przecisn, Dannyl zwolni mechanizm, obawiajc si, e moe go uszkodzi, jeli bdzie
napiera dalej. Wymienili spojrzenia z Tayendem.
- Wejdziemy? - spyta szeptem modzieniec.
Mag zmarszczy brwi.
- Ja wejd. Ten tunel moe mie niestabilne sklepienie.
Tayend popatrzy na niego, jakby zamierza protestowa, ale szybko zmieni zdanie.
- W takim razie ja przetumacz do koca te napisy.
- Wrc, jak tylko si przekonam, e jest bezpiecznie.
- No, myl.
Dannyl przecisn si przez drzwi, przywoa kul wietln i wysa j przodem. Na
cianach nie byo adnych dekoracji. Na pocztku musia odgarnia zasony korzeni i sieci
farenw, ale po okoo dwudziestu krokach wszystko to zniko. Korytarz opada lekko w d, a
powietrze wyranie si ochodzio.
Nie dostrzeg adnych bocznych odng. Sklepienie byo niskie i wkrtce Dannyl
poczu, e ogarnia go znajomy niepokj. Liczy kroki; po dwustu ciany po jego bokach
zniky, podoga za cigna si dalej jako wska pka skalna wiodca w cakowit
ciemno. Dannyl ostronie postawi stop na tym wystpie, gotw do lewitacji, gdyby
kamienie urway si pod nim. Sdzc z echa jego krokw, przepa po obu stronach bya
gboka.
Po nastpnych dziesiciu krokach pka rozszerzya si w owaln platform. Mag
rozjani swoj kul wietln i jkn z zachwytu, gdy wiato odbio si od lnicej kopuy:
jej powierzchnia migotaa i skrzya si, jakby bya wysadzana niezliczonymi klejnotami.
- Tayend! - zawoa. - Chod, zobacz to!
Zerkn w kierunku wejcia do tunelu i pewnym wysikiem woli stworzy niewielkie
kule wiata na caej jego dugoci.
Ktem oka dostrzeg jakie poruszenie. Obrci si i spostrzeg, e cz kopuy
byszczy janiej ni reszta. Pojawiy si drce niteczki wiata, zbiegajce si ku sobie.
Dannyl jak zaczarowany obserwowa ich ruch. Wygldao to jak bariera areny, kiedy si w
ni uderzy, tylko zdaje si, e dziaa odwrotnie...
Instynkt kaza mu podnie tarcz, zanim dosigo go uderzenie z kopuy. Krzykn ze
zdumienia, czujc jego moc - po chwili znw krzykn, gdy poczu kolejny atak z tyu.
Obrci si i zobaczy, e wrd kamieni zbiera si nowy rozbysk... a dwa nastpne powoli
si ksztatuj.
Ruszy ku wejciu do korytarza, zrobi krok - i poczu, e blokuje go jaka tarcza. Co
si dzieje? Kto to robi?
Nikogo tu jednak nie byo. Oprcz Tayenda. Dannyl spojrza w kierunku tunelu - by
pusty. Po kilku kolejnych uderzeniach rozoy rce przed barier i wysa w jej kierunku
uderzenie mocy. Tarcza ani drgna. Moe, jeli woyby w pocisk ca si... nie, musi si
przecie osania.
Poczu zbliajc si panik. Kade uderzenie powodowao, e stawa si coraz
sabszy. A nie mia pojcia, ile jeszcze moe potrwa ten atak. Jeli bdzie czeka, to miejsce
- ta puapka! - moe go zabi.
Myl! napomnia siebie. Uderzenia idce ze cian byy skierowane w punkt nieco
ponad platform. Jeli zdoa wcisn si w tarcz, uderzenia mog go omin, kiedy jego
wasna ochrona opadnie. A jeli opuci swoj tarcz i woy ca si w przeamanie bariery,
moe mu si uda, zanim nadejdzie kolejne uderzenie.
Niczego wicej nie potrafi wymyli. Nie mia czasu na lepsze pomysy. Zamkn
oczy i stara si ignorowa bl zadawany przez magi, wciskajc si w barier. Zaczerpn
powietrza, po czym rwnoczenie opuci swoj tarcz i cisn przed siebie ca moc.
Poczu, e bariera zachwiaa si. W tej samej chwili wyczu rwnie, e traci zupenie
sw moc. Przygotowa si na bl, ale zamiast tego poczu, e spada. Otworzy oczy, ale wok
widzia jedynie ciemno... ciemno, w ktr wci spada, mimo e dawno powinien by
uderzy w ziemi...
- Pani Soneo!
Sonea podniosa wzrok i poczua rado.
- Tania!
Umiech sucej przynis mie wspomnienia porannych pogawdek - i ukucie
tsknoty. Sonea wskazaa miejsce obok siebie i Tania usiada.
- Jak si czujesz? - spytaa suca. Co w jej wzroku podpowiedziao Sonei, e
dziewczyna nie spodziewa si pozytywnej odpowiedzi.
- Niele. - Sonea zmusia si do umiechu.
- Wygldasz na zmczon.
Sonea wzruszya ramionami.
- Zbyt wiele zarwanych nocy. Mam teraz mnstwo nauki. A jak ty si miewasz?
Rothen strasznie ci gania?
Tania zachichotaa.
- Nie robi problemw, mimo e bardzo za tob tskni.
- Ja te za nim tskni... i za tob.
- Mam dla ciebie list, pani - powiedziaa Tania. Wycigna kopert z kieszeni i
pooya j na stoliku. - Mistrz Rothen powiedzia, e to od twoich wujostwa i e pewnie
bdziesz chciaa jak najszybciej przeczyta, wic zaproponowaam, e ci go przynios.
Sonea natychmiast chwycia list.
- Dzikuj.
Otworzya go i przebiega oczami. Pismo byo sztywne i formalne; ani ciotka, ani wuj
nie umieli pisa, wynajmowali, wic skryb, ilekro chcieli jej posa wiadomo.
- Oni spodziewaj si kolejnego dziecka! - zawoaa. - Bardzo chciaabym si z nimi
zobaczy...
- Dlaczego miaaby si z nimi nie spotka? - spyta Tania. - Wiesz przecie, e Gildia
nie jest wizieniem.
Sonea przyjrzaa jej si uwanie. No tak. Tania nie wie o Akkarinie. Wielki Mistrz
nigdy jednak nie zabroni jej wizyt u rodziny. Nie wspomina te, jakoby miaa zakaz
opuszczania terenu Gildii. Stranicy przy bramie jej nie zatrzymaj. Moe wyj do miasta i
uda si, dokd si jej ywnie podoba. Akkarin zapewne nie bdzie zadowolony, ale odkd
zabroni jej wchodzi do tajnych tuneli i zostawi na pastw bandy Regina, postanowia nie
przejmowa si nim zanadto.
- Masz racj - powiedziaa powoli. - Odwiedz ich. Moe nawet dzisiaj.
Tania umiechna si.
- Jestem pewna, e bd zachwyceni.
- Dzikuj, Taniu - powiedziaa Sonea, wstajc.
Suca ukonia si i z umiechem na ustach wysza z biblioteki.
Kiedy Sonea pakowaa ksiki do kuferka, czua wzrastajce podniecenie, ale gdy
uwiadomia sobie, dokd si wybiera, otrzewiaa nieco. Moga bez trudu porusza si po
miecie. Tam nikogo nie dziwi widok maga na ulicy, nawet, jeli jest to nowicjusz. Niemniej,
gdy wejdzie do slumsw, jej szata zaczn zwraca uwag, moe nawet budzi wrogo. Nie
musiaa si tym przejmowa podczas poprzednich wizyt, poniewa nie bya jeszcze
nowicjuszk. Umiaa wprawdzie broni si magi przeciwko pociskom i napaciom, ale nie
chciaa, eby si za ni ogldano - no i nie chciaa zwrci uwagi na swoj rodzin.
Prawo Gildii nakazywao jej nosi szat przez cay czas. Nie przejmowaa si jednak
zanadto zamaniem regulaminu, zastanawiaa si raczej, gdzie zdoa si przebra w takie
achmany, ktre pomogyby jej przemkn niezauwaonej przez slumsy. Zakadajc, e w
ogle znajdzie taki ubir.
Mogaby kupi paszcz lub peleryn na targu, jak ju bdzie w Pnocnej Dzielnicy.
Na to jednak potrzebowaaby pienidzy, a swoje oszczdnoci trzymaa w pokoju w domu
Wielkiego Mistrza. Spojrzaa na kuferek i zastanowia si nad tym pomysem. Czy moe
pozwoli, by lk przed Akkarinem powstrzyma j od odwiedzin u rodziny?
Nie. Poza tym on rzadko przebywa w cigu dnia w swojej rezydencji. A zatem
najpewniej si na niego nie natknie.
Podniosa kuferek, ukonia si Mistrzyni Tyi i wysza z biblioteki. W korytarzu
umiechna si do siebie. Kupi prezenty dla wuja i ciotki... i moe wpadnie nawet do tawerny
Gollina, eby zobaczy, jak si miewaj Harrin i Donia, no i zapyta o Cery'ego.
Kiedy przekroczya prg rezydencji, jak zwykle poczua, e jej serce zaczyna szybciej
bi. Na szczcie Akkarina nie byo nigdzie wida, a Takan, jego sucy, pojawi si tylko po
to, by si jej z szacunkiem ukoni i znikn. Zostawia kuferek w pokoju, wsuna do
kieszeni sakiewk i wysza. Kiedy tylko zamkny si za ni drzwi rezydencji, wyprostowaa
si i pewnym krokiem ruszya ku bramie.
Stranicy przygldali si jej ze zdziwieniem, gdy przemaszerowaa midzy nimi.
Zapewne nigdy wczeniej jej nie widzieli, albowiem opuszczaa Gildi zaledwie kilka razy -
zawsze w powozie z Rothenem. A moe widok nowicjusza wdrujcego piechot by po
prostu niecodzienny.
W Wewntrznym Krgu poczua si dziwacznie nie na miejscu. Przygldaa si
wspaniaym domom, wspominajc swoje nieliczne wczeniejsze wizyty w tym miejscu, kiedy
oddawaa sucym z Domw naprawione buty i zacerowane ubrania. W czasie tych
odwiedzin wspaniale odziani mczyni i kobiety zamieszkujcy Wewntrzny Krg
spogldali na ni podejrzliwie i z niechci; parokrotnie musiaa nawet pokazywa eton
uprawniajcy j do przebywania w tej dzielnicy.
Teraz ci sami ludzie umiechali si do niej i skaniali uprzejmie gowy, kiedy ich
mijaa. Wydawao jej si to dziwaczne i nierzeczywiste. Uczucie to wzmogo si, gdy mina
bram i znalaza si w Pnocnej Dzielnicy. Gwardzici przy bramie wyprostowali si i
zasalutowali, a nawet zatrzymali powz nalecy do Domu Korin, eby moga przej bez
przeszkd.
W Pnocnej Dzielnicy uprzejme ukony i umiechy zmieniy si jednak w
przenikliwe spojrzenia. Po kilkuset krokach Sonea zrezygnowaa z odwiedzin na targu.
Zamiast tego zapukaa do sklepiku ogaszajcego si jako Doskonae ubrania i przerbki".
- Tak? - W drzwiach stana siwowosa kobieta, ktra westchna ze zdumienia na
widok modej dziewczyny w szatach Gildii stojcej na jej progu. - Moja pani! W czym mog
ci pomc? - spytaa, kaniajc si pospiesznie.
Sonea umiechna si.
- Chciaabym kupi paszcz.
- Wejd, pani, wejd! - Kobieta otworzya szeroko drzwi i kaniajc si cay czas,
wpucia Sone do rodka. Zaprowadzia j nastpnie do pomieszczenia zastawionego
wieszakami. - Nie wiem, czy mam co wystarczajco dobrej jakoci - powiedziaa
przepraszajcym tonem, zdejmujc z wieszakw kilka paszczy. - Ten tu ma kaptur lamowany
futrem limka, a tamten jest obrbiony paciorkami.
Sonea nie potrafia si powstrzyma i zacza oglda paszcze.
- To dobra robota. - Wskazaa ten z paciorkami. - Wtpi natomiast, eby to by limek.
One maj gstsze futro.
- O, niech mnie! - wykrzykna kobieta, porywajc paszcz.
- Ale tak czy siak nie tego szukam - dodaa szybko Sonea. - Potrzebne mi co starego i
troch zniszczonego... Nie ebym podejrzewaa ci o posiadanie marnego towaru. Ale moe
kto z twoich sucych ma paszcz, ktry prawie nadaje si do wyrzucenia?
Kobieta wpatrywaa si w Sone z nieukrywanym zdumieniem.
- Nie jestem pewna... - powiedziaa z powtpiewaniem.
- Zapytaj ich, wic - zasugerowaa Sonea - a ja tymczasem popodziwiam twoje dziea.
- Jeli naprawd tego szukasz... - tym razem we wzroku kobiety pojawio si
zaciekawienie. Skonia si i znika w gbi domu, woajc suc.
Sonea podesza do wieszakw, zacza przeglda ubrania i westchna z alem.
Prawo zakazuje jej noszenia innego stroju ni szata maga, nigdy, wic nie woy czego
takiego, mimo e teraz byoby j na to sta.
Syszc pospieszne kroki, odwrcia si i zobaczya krawcow w drzwiach pokoju -
niosa narcze ubra. Za ni postpowaa suca, blada i wygldajca na udrczon. Oczy
dziewczyny rozszerzyy si na widok Sonei.
Sonea przerzucia przyniesione paszcze i wybraa taki, ktry mia porzdnie zaatan
wielk dziur i od ktrego nieco odrywaa si podszewka. Spojrzaa na suc.
- Macie tu moe ogrd? Albo podwrko dla drobiu?
Dziewczyna potakna.
- W takim razie we ten paszcz i usmaruj go nieco ziemi... i posyp kurzem.
Dziewczyna znikna z paszczem, robic przy tym min wyraajc ostateczne
zdumienie. Sonea wcisna krawcowe) do rki zot monet, a kiedy suca wrcia z
ubrudzonym paszczem, wsuna jej do kieszeni srebrn monet.
Kto by si spodziewa, e moje zodziejskie umiejtnoci posu kiedy do
pozbywania si pienidzy, a nie ich kradziey? pomylaa, wychodzc z domu. Z paszczem
narzuconym na szaty przestaa przyciga spojrzenia, ruszya, wic spokojnie w kierunku
Bramy Pnocnej.
Gwardzici ledwie obrzucili j spojrzeniem - zwracali uwag na bylcw
wychodzcych ze slumsw, ale mao ich obchodzio, kto tam wchodzi. W krtych uliczkach
owion j zapach, ktry by rwnoczenie nieprzyjemny i kojco znajomy. Rozejrzaa si i
poczua rodzaj ulgi. Regin i Akkarin wydali jej si nagle dalekimi, mao wanymi
zmartwieniami.
Nastpnie dostrzega mczyzn gapicego si na ni przez okno spelunki i napicie
powrcio. To s slumsy i jakkolwiek potrafi ju si broni za pomoc magii, lepiej bdzie
tego unikn. Ostronie, trzymajc si w cieniu, pobiega wskimi uliczkami i zaukami.
Jonna i Ranel mieszkali teraz w lepszej czci slumsw, gdzie domy zbudowane byy
z porzdnych desek. Przemkna przez targ, by kupi koce oraz koszyk jarzyn i wieego
pieczywa. Chtnie przyniosaby im co bardziej luksusowego, ale ciotka odmawiaa
przyjmowania takich prezentw, mwic: Nie chc pod moim dachem niczego, co
przypominaoby Domy. Jeszcze ludzie co sobie o nas pomyl".
Kiedy dotara na ulic, gdzie mieszkaa jej rodzina, rzucia kilka smakowitych
bueczek chopcom siedzcym na rogu na pustych skrzynkach. Podzikowali gono. Sonea
uzmysowia sobie, e nie bawia si tak dobrze od miesicy.
W kadym razie od wizyty Dorriena, pomylaa nagle.
Lepiej jednak, ebym o nim nie mylaa.
Dosza wreszcie do domu wujostwa i nieco oprzytomniaa. Odkd wstpia do Gildii,
jej rodzina zachowywaa si niespokojnie i dziwacznie. Ponad rok temu byli wiadkami jej
utraty kontroli nad moc, nie powinno, wic jej dziwi, gdyby nadal troch si jej bali.
Wiedziaa jednak te, e nigdy nie przezwyciy ich strachu, jeli nie bdzie ich odwiedza.
S w kocu jej jedyn rodzin, wic nie moe pozwoli, by zniknli z jej ycia.
Zapukaa. Chwil pniej w drzwiach stana zdumiona Jonna.
- Sonea!
Odpowiedziaa umiechem.
- Witaj, ciociu.
Jonna otwara szeroko drzwi.
- Zmienia si... i co ty zrobia z tym paszczem? Wolno ci w ogle co takiego
nosi?
Sonea prychna.
- A kto by si przejmowa? Dostaam dzi wasz list i musiaam was odwiedzi. Masz,
przyniosam ci prezent.
Podaa ciotce koszyk i koce, po czym wesza do maego, skromnie urzdzonego
pokoju. W tej samej chwili pojawi si tam rozradowany Ranel.
- Sonea! Jake si miewasz?
- Dobrze. Jestem szczliwa - skamaa.
Nie myl o Akkarinie. Nie zepsuj sobie tego popoudnia.
Ranel uciska j mocno.
- Dzikuj za pienidze - wyszepta jej do ucha.
Umiechna si i zacza zdejmowa paszcz, zmienia jednak zdanie. W kcie
pokoju staa koyska, podesza, wic i spojrzaa na picego kuzyna.
- adnie ronie - powiedziaa. - Nie macie z nim adnych problemw?
- Kaszla troszk - odrzeka Jonna i poklepaa si po brzuchu. - Mamy nadziej, e
nastpna bdzie dziewczynka.
W trakcie rozmowy okazao si, e nie s spici w jej obecnoci. Zjedli nieco chleba,
pobawili si z dzieckiem, kiedy si obudzio, porozmawiali o imionach dla drugiego. Ranel
przekaza Sonei plotki o dawnych znajomych i przyjacioach, a take rne wieci dotyczce
mieszkacw slumsw.
- Nie bylimy w miecie, ale wiemy, kiedy bya Czystka - powiedzia z
westchnieniem. Rzuci jej podejrzliwe spojrzenie. - Ty chyba nie...? - spyta z wahaniem.
- Nie. - Sonea skrzywia si. - Nowicjusze nie chodz. To... to byo moe gupie, ale
udziam si przez chwil, e moe nie zrobi Czystki po tym, co si zdarzyo w zeszym
roku. Moe, kiedy skocz nauk... - Pokrcia gow. Co mog zrobi? Przekona ich, eby
przestali? Tak jakby zamierzali sucha dziewczyny ze slumsw.
Westchna. Wci duga droga dzielia j od moliwoci pomocy ludziom, z ktrymi
niegdy czua si zwizana. Pomys, eby przekona Gildi do zaprzestania Czystek wydawa
jej si teraz naiwny i mieszny, podobnie jak nadzieja, e magowie kiedykolwiek zaczn
leczy bylcw.
- Co my tu jeszcze mamy? - Jonna przegldaa warzywa w koszyku. - Zostaniesz na
kolacji, Soneo?
Sonea podskoczya, zaniepokojona.
- Ktra godzina? - Wyjrzaa przez jedno z wskich, wysokich okien: wiato na
zewntrz byo ju przymione i zotawe. - Musz niedugo wraca.
- Uwaaj na siebie po drodze - powiedzia Ranel. - Nie chciaaby natkn si na tego
morderc, o ktrym ostatnio wszyscy mwi.
- On nie daby rady naszej Sonei - powiedziaa Jonna, miejc si cicho.
Sonea rozemiaa si z tej wiary ciotki w jej moliwoci.
- Jakiego morderc?
Ranel unis brwi.
- Mylaem, e wszystko o nim wiesz. Gono o tej sprawie w caym miecie. -
Skrzywi si. - Pono to nikt od Zodziei. .. Wie niesie, e oni wrcz na niego poluj. Ale
jako nie maj szczcia.
- Nie zdoa dugo wymyka si Zodziejom.
- Ale on dziaa od kilku miesicy - powiedzia jej Ranel. - A niektrzy bylcy
twierdz, e pamitaj podobne zabjstwa sprzed roku, a nawet z wczeniej.
- Kto go widzia? Jak on wyglda?
- Rnie mwi. Wikszo twierdzi jednak, e nosi on piercie z wielkim
czerwonym kamieniem. - Ranel nachyli si ku niej. - Najdziwniejsz jednak histori
syszaem od jednego z naszych klientw. Mwi, e jego szwagier prowadzi zajazd po
poudniowej stronie. I ten czowiek pewnej nocy usysza, jak kto krzyczy w ktrym z
pokoi, poszed wic sprawdzi, co si dzieje. Kiedy otworzy drzwi, morderca wyskoczy
przez okno, to byo drugie pitro, ale nie spad na ziemi, tylko unis si w gr, zupenie
jakby lata!
Sonea wzdrygna si. Wielu ludzi wtpliwej profesji posugiwao si szlakami
wiodcymi po dachach slumsw, znanymi jako Grna cieka. Moliwe, e ten czowiek
sign do jakiego uchwytu i wskoczy na dach.
- Ale nie to byo najdziwniejsze - cign Ranel. - Waciciel zajazdu wystraszy si
nie na arty, gdy okazao si, e jego go nie yje, cho na ciele mia tylko pytkie rany.
Sonea zmarszczya brwi. Martwy, ale bez widocznych obrae, jeli nie liczy
pytkich ran? Po plecach przebieg jej lodowaty dreszcz. Przed oczami stana jej scena z
Akkarinem w podziemnym pomieszczeniu. Takan przyklk i poda mu swoj rk. Akkarin
trzyma w doni byszczcy sztylet. Przejecha ostrzem po skrze sucego, po czym pooy
do na ranie...
- Soneo, czy ty mnie suchasz?
Zamrugaa i podniosa wzrok na wuja.
- Owszem. Tylko mi si co przypomniao. Z dawnych czasw. Wszystko przez te
opowieci o mordercy. - Wzdrygna si. - Musz ju i.
Wstaa, a Jonna przytulia j mocno.
- Dobrze, e przynajmniej umiesz si broni, Soneo. Nie musz si o ciebie martwi.
- Hmmm. Mogaby si czasem troszeczk o mnie pomartwi.
Jonna rozemiaa si.
- Niech ci bdzie. Skoro ma ci to poprawi samopoczucie.
Sonea poegnaa si z Ranelem i wysza na ulic. Idc przez slumsy, nie moga
odgoni od siebie wspomnienia sw Lorlena, wypowiedzianych podczas badania jej
prawdomwnoci:
Obawiam si, jakkolwiek nie chc o tym myle, e ty moesz by dla niego
atrakcyjn ofiar. On wie, e masz wielk moc, a zatem jeste potnym rdem magii".
Niemniej Akkarin nie moe jej zabi. Gdyby znikna, Rothen i Lorlen wyjawiliby
Gildii jego zbrodni. Wielki Mistrz tego nie zaryzykuje.
Mimo to, zmierzajc ku Dzielnicy Pnocnej, nie potrafia przesta si martwi.
Czyby uczyni ze slumsw swoje terytorium owieckie? Czy jej rodzina jest w
niebezpieczestwie?
Dosza do wniosku, e ich te nie zabije. Bo wtedy ja wyjawiabym prawd Gildii.
W tej samej chwili przyszo jej do gowy, e wizyta u wujostwa bya skrajn gupot.
Znikna wszystkim z oczu; tylko Tania wiedziaa, dokd posza. Gdyby Lorlen lub Rothen
zauwayli, e jej nie ma, mogliby nabra podejrze, e to sprawka Akkarina. Z kolei Wielki
Mistrz mgby uzna, e ucieka z Gildii, i postanowi na wszelki wypadek uciszy
pozostaych.
Wzdrygna si i stwierdzia, e nie uspokoi si, dopki nie znajdzie si z powrotem
na terenie Gildii, chocia oznacza to przebywanie pod jednym dachem z czowiekiem, ktry
moe by tym wanie morderc, ktrego tak boj si mieszkacy slusmw.
ROZDZIA 33
OSTRZEENIE WIELKIEGO MISTRZA
piew ptakw i wiatr obudziy Dannyla. Otworzy oczy i ze zdumieniem rozejrza si
dookoa, lekko zaskoczony.
Wok niego wznosiy si kamienne ciany, ale nad gow nie byo dachu. Lea na
wysokim ou z trawy. W powietrzu czuo si rzeko poranka.
Armje. Znajdowa si w ruinach Armje.
Przypomnia sobie sklepion sal i kopu, ktra go zaatakowaa.
Przeyem.
Spojrza na siebie. Brzegi jego szat nosiy lady ognia, skra na ydkach powyej
cholewek bya zaczerwieniona i piekca. Buty odnalaz stojce rwno kilka krokw dalej.
Byy popkane i czciowo spalone.
Uwiadomi sobie, e otar si o mier.
Tayend musia wynie go z jaskini w to miejsce. Dannyl rozejrza si dookoa, ale
modego uczonego nie byo nigdzie w pobliu. Niemniej plama bkitu na ziemi tu obok
okazaa si kubrakiem Tayenda zoonym rwno obok drugiego posania z trawy.
Chcia wsta i poszuka przyjaciela, ale nie zdoa podnie si z legowiska. Tayend
musi by gdzie w pobliu, a on czu przytaczajc niech do poruszania si. Potrzebowa
odpoczynku - nie dla ciaa, ale dla uzupenienia zapasu mocy magicznej.
Skupi si na wewntrznym rdle mocy i przekona si, e prawie nic mu nie zostao.
Normalnie spaby tak dugo, ile byoby potrzebne, eby przynajmniej czciowo
zregenerowa siy. Moe to wiee wci wspomnienie zagroenia obudzio go, gdy tylko
odpocz na tyle, eby wyrwa si ze snu. Powinien czu si niepewnie ze wiadomoci
utraty mocy, tymczasem mia wraenie wolnoci - jakby wyswobodzi si od czego.
Na dwik krokw wspar si na ramieniu. W pomieszczeniu pojawi si Tayend,
ktrego twarz rozpromienia si na widok przytomnego Dannyla. Wosy modzieca
pozostaway w lekkim nieadzie, ale poza tym wyglda rwnie elegancko jak zawsze, mimo
e spdzi noc na posaniu z trawy.
- Wreszcie si obudzie. Przyniosem wod. Chcesz si napi?
Dannyl poczu dopiero teraz, jak bardzo jest spragniony, wzi, wic od Tayenda
butelk i wypi do dna.
Modzieniec przykucn obok niego.
- Dobrze si czujesz?
- Niele. Troch oparze wok kostek, ale poza tym nic powanego.
- Co si stao?
Dannyl potrzsn gow.
- Miaem ci zada to samo pytanie.
- Ty najpierw.
- Niech bdzie. - I Dannyl opisa podziemn sal i jej atak. Tayend tylko otwiera ze
zdumienia oczy.
- Jak wszede do rodka, odczytywaem dalej znaki - powiedzia uczony. - Napis
mwi, e drzwi wiod do Groty Kary Ostatecznej, a nieco dalej znalazem informacj, e
stworzono j jako miejsce egzekucji magw. Chciaem ci ostrzec, ale w tej samej chwili
zawoae mnie i zrobie te wiata, zanim jednak doszedem do koca korytarza, wszystko
pogaso.
Tayend wzdrygn si.
- Szedem dalej. Kiedy znalazem si w grocie, zobaczyem ci przycinitego do
czego niewidzialnego. A potem upade na twarz i nie ruszae si. Na cianach widziaem te
byskawice. Podbiegem, chwyciem ci za ramiona i cignem z tej platformy. Chwil
pniej uderzya w ni byskawica i zapada ciemno. Niczego nie widziaem, ale udao mi
si przecign ci przez korytarz i wydosta na zewntrz. A potem przeniosem ci tutaj -
urwa, a jego usta wygiy si w pumiechu. - Nawiasem mwic, jeste ciki.
- Naprawd?
- Wszystko przez ten twj wzrost.
Dannyl umiechn si i nagle zalaa go fala czuoci i wdzicznoci.
- Ocalie mi ycie, Tayendzie. Dzikuj.
Uczony zamruga oczami i umiechn si niemiao.
- Na to wyglda. Udao mi si odda ci przysug. Mylisz, e Gildia wie o tej Grocie
Kary Ostatecznej?
- Tak. Nie. Nie wiem. - Mag pokrci gow. Nie mia ochoty na rozmowy o Gildii, a
tym bardziej o grocie. yj. pomyla. Przyjrza si drzewom, niebu i Tayendowi. To
naprawd pikny chopak, pomyla nagle, przypominajc sobie, jak uderzya go uroda
modzieca, gdy po raz pierwszy ujrza go w porcie Capii. Co pojawio si na samej
krawdzi jego umysu, co jakby nieuchwytne wspomnienie.
Kiedy skupi si na nim, zaczo nabiera mocy, i Dannyl poczu, e ogarnia go
znajome uczucie niepewnoci. Usiowa je od siebie odepchn.
I nagle bolenie odczu brak siy magicznej. Zastanowio go natomiast, dlaczego
niewiadomie sign do rezerwuaru mocy. Zrozumia niemal od razu. Odruchowo pragn
posuy si uzdrawianiem, by odpdzi od siebie t niepewno, a przynajmniej jej fizyczne
przyczyny. Zawsze tak robi, nawet o tym nie wiedzc.
- Co si stao? - spyta Tayend.
Dannyl krci gow.
- Nic.
To byo kamstwo. Przez wszystkie te lata wanie to robi: odrzuca myli, ktre
nabawiy go tylu kopotw i udrki, uywa magii leczniczej, eby powstrzymywa fizyczne
reakcje organizmu.
Zalaa go fala wspomnie. Przypomina sobie, jak sta si bohaterem skandalu. Uzna
wwczas, e skoro jego uczucia s tak bardzo niestosowne, to lepiej si ich zupenie pozby.
A moe po pewnym czasie nauczy si pragn tego, co waciwe i oglnie akceptowane. Nic
si jednak nie zmienio. Kiedy tylko utraci moliwo korzystania z magii leczniczej, uczucia
powrciy z pen moc. Ponis porak.
- Dannyl?
Spojrza na Tayenda i poczu, e zamiera w nim serce.
Jak moe patrze na przyjaciela i myle, e bycie kim takim jak on jest klsk?
Nic moe. Przypomnia sobie co, co powiedzia mu kiedy Tayend. Mam...
pewno, e to jest dla mnie waciwe i naturalne. Mj ojciec za jest w rwnym stopniu
przekonany, e wie. co oglnie jest naturalne i waciwe". Co jest naturalne i waciwe? Kto
wie? wiat nigdy nie by tak prosty, by jedna osoba potrafia udzieli wszystkich odpowiedzi.
Walczy z tym bardzo dugo. Moe by wiec tak przesta walczy? Zaakceptowa siebie
takiego, jakim si jest.
- Masz bardzo niepokojcy wyraz twarzy. O czym mylisz?
Dannyl przyglda mu si badawczo. Uczony sta si jego najbliszym przyjacielem.
Bliszym nawet ni Rothen. Uwiadomi to sobie nagle. Rothenowi nigdy nie zdoa wyzna
prawdy. Wiedzia natomiast, e Tayendowi moe zaufa. Modzieniec chroni go przecie
przed plotkarzami w Elyne.
Poczubym ogromn ulg, gdybym wreszcie komu to powiedzia, myla Dannyl.
Wzi gboki oddech i powoli wypuci powietrze.
- Obawiam si, e nie byem z tob zupenie szczery, Tayendzie.
Tayend otworzy szerzej oczy ze zdumienia. Przykucn i umiechn si do maga.
- Naprawd? Kiedy?
- Opowiadajc ci o tej przyjani z owym nowicjuszem wiele lat temu. On by
dokadnie taki, jak go posdzano.
Pumiech pojawi si na twarzy Tayenda.
- Nigdy nie twierdzie, e nie by.
Dannyl zawaha si, ale wypowiedzia nastpne zdanie:
- Ja te.
Wpatrywa si z napiciem w twarz przyjaciela i ze zdumieniem dostrzeg, e
modzieniec rozpromienia si coraz bardziej.
- Wiem o tym.
Dannyl zmarszczy brwi.
- Skd moesz to wiedzie? Nawet ja sam nie pamitaem o tym... do tej chwili.
- Pamita? - Tayend spowania i przechyli lekko gow. - Jak mona zapomnie co
takiego?
- Ja... - Dannyl westchn i wyjani, na czym polegaa sztuczka z magi lecznicz. -
Po kilku latach stao si to dla mnie odruchem, tak sdz. Umys to potna machina,
zwaszcza w przypadku maga. Uczy si nas skupia myli i osiga wysoki poziom
koncentracji. Odpychaem, wic od siebie wszelkie niebezpieczne myli. Ale i to nie
zadziaaoby, gdyby nie umiejtno magicznego stumienia rwnie fizycznych reakcji. -
Skrzywi si. - Nic to jednak nie zmienio. Staem si jedynie guchy na wszelkie uczucia i
fascynacje. Nie podaem ani mczyzn, ani kobiet.
- To musiao by okropne.
- I tak, i nie. Mam niewielu przyjaci. Myl, e jestem typem samotnika. Tyle tylko,
e to bya nudna samotno. Mona te spojrze na to z innej strony, nie wic si z nikim,
oszczdzasz sobie w yciu cierpienia.
Tayend nie odpowiada. Kiedy Dannyl na niego spojrza, wyczu jak rezerw.
- Wiedziae - zacz Dannyl powoli - ale nie moge nic powiedzie. - Poniewa ja
zareagowabym strachem i odrzucibym ciebie.
Tayend wzruszy ramionami.
- Raczej domylaem si pewnych rzeczy. Ale byem wiadom, e nawet gdybym mia
racj, to istniao prawdopodobiestwo, e nigdy si nie przyznasz. Teraz, kiedy wiem, ile
wysiku woye w walk ze swoimi pragnieniami, podziwiam twoj odwag - urwa. -
Nieatwo jest walczy ze swoj natur.
- Dam sobie rad. - Dannyl zamar, gdy dotaro do niego, co wanie powiedzia.
Czy ja naprawd jestem na to gotowy? Czy potrafi zaakceptowa samego siebie,
naraajc si na wykrycie i odrzucenie?
Spojrza na Tayenda i usysza jaki wewntrzny glos odpowiadajcy za niego: Tak!
cieka prowadzca do rezydencji Wielkiego Mistrza usana bya kolorowymi
patkami. Wiatr poruszy konarami drzew i jeszcze wicej kwiatw opado na ziemi. Sone
zachwycia ta feeria barw. Od wczorajszej wizyty u wujostwa nie opuszcza jej dobry humor.
Nie popsuy go nawet spojrzenia, jakie podczas wykadw rzuca ku niej Regin.
Kiedy jednak dotara do drzwi, ogarno j znajome przygnbienie. Drzwi uchyliy si
do rodka pod dotykiem jej rki. Ukonia si stojcemu porodku salonu magowi.
- Dobry wieczr, Soneo - odezwa si Akkarin.
Czy to tylko jej wyobrania, czy te zmieni nieco ton?
- Dobry wieczr. Wielki Mistrzu.
Cotygodniowe wsplne posiki szybko zyskay pewn rutyn. On pyta j o lekcje, ona
odpowiadaa tak zwile, jak tylko potrafia. Niemal nie rozmawiali o niczym innym.
Po tej nocy, kiedy spotkaa go w tajnych przejciach, spodziewaa si ostrej reakcji,
ale ku jej wielkiej uldze Akkarin nawet nie wspomnia o tym incydencie. Najwyraniej uzna,
e nie potrzebuje dalszej nagany.
Wspia si powoli po schodach. Takan jak zwykle czeka na nich w jadalni. Po
pokoju rozchodzi si smakowity zapach przypraw i Sonea poczua, e linka napywa jej do
ust. Kiedy jednak naprzeciwko niej usiad Akkarin, przypomniay jej si opowieci Ranela o
mordercy i natychmiast stracia apetyt.
Wbia wzrok w st, po czym zerkna na Wielkiego Mistrza.
Czy siedzi przy jednym stole z morderc? Ich oczy na moment si spotkay, wic
szybko odwrcia wzrok.
Ranel powiedzia, e morderca nosi piercie z czerwonym kamieniem. Przyjrzaa si
doniom Akkarina i niemal poczua rozczarowanie, nie dostrzegajc adnych klejnotw. Nie
byo nawet ladu, ktry by wskazywa, e Wielki Mistrz przynajmniej od czasu do czasu nosi
piercie. Palce mia dugie i wypielgnowane, a mimo to mskie...
Takan wszed z tac, odwracajc na chwil jej uwag.
Gdy Sonea zabraa si do jedzenia, Akkarin wyprostowa si i wiedziaa, e za chwil
zacznie si zwyczajowe odpytywanie.
- Jak maj si twoi wujostwo i ich syn? Mio spdzia wczorajsze popoudnie?
On wie! Wstrzymaa oddech, czujc, e co stano jej w gardle. Chwycia serwetk,
zakrya twarz i odkaszlna. Skd on wie, gdzie ja byam? Czyby mnie ledzi? A moe by
wtedy w slumsach, polujc na swe ofiary, i przypadkiem mnie tam zobaczy?
- Nie zamierzasz mi tu chyba umiera, prawda? - spyta cierpko. - Byoby to wielce
niepodane.
Odoya serwetk, a od Takana, ktry usunie pojawi si przy niej, wzia szklank
wody i pocigna spory yk.
Co mam powiedzie? On wie, gdzie mieszkaj Jonna i Ranel. Poczua ukucie lku,
ale odepchna od siebie strach. Gdyby chcia, mgby si tego bez trudu dowiedzie, nie
ledzc jej. Mgby nawet wyczyta potrzebne informacje z jej umysu... albo z umysu
Rothena.
Nie wyglda, jakby spodziewa si wyjanie, albo te po prostu nie liczy na
odpowied.
- Nie mam nic przeciwko twoim wizytom u rodziny - odezwa si w kocu. -
Chciabym jednakowo, by zwracaa si do mnie o pozwolenie, ilekro zamierzasz opuci
teren Gildii. Nastpnym razem, Soneo - wbi w ni widrujcy wzrok - z pewnoci nie
zapomnisz mnie najpierw o tym poinformowa.
Spucia wzrok i potakna.
- Tak, Wielki Mistrzu.
Drzwi otworzyy si w chwili, gdy Lorlen stan przed rezydencj Wielkiego Mistrza.
Zatrzyma si na widok Sonei z kuferkiem w rce wychodzcej ze rodka. Zdziwia si
widzc go, ale ukonia si szybko.
- Dobry wieczr. Administratorze.
- Dobry wieczr, Soneo - odpowiedzia.
Zerkna na jego rk i nagle w jej oczach pojawi si strach. Podniosa na niego
pytajce spojrzenie, po czym szybko odwrcia wzrok i pobiega w stron Uniwersytetu.
Lorlen podnis rk z piercieniem i poczu, e co ciska go bolenie w odku. Sonea
najwyraniej syszaa o mordercy i jego piercieniu. Co ona sobie teraz o nim pomyli?
Poczu bl w sercu, gdy patrzy za ni. Ta dziewczyna porusza si midzy
koszmarami, z ktrych nie ma ucieczki. Midzy cieniem Akkarina a udrkami zgotowanymi
jej przez nowicjuszy. Okropna sytuacja. Na dodatek zupenie niepotrzebna. Lorlen zacisn
pici, podszed do drzwi i wszed do rodka. Akkarin siedzia w jednym ze swoich
luksusowych foteli, popijajc wino z kieliszka.
- Dlaczego pozwaasz, by nowicjusze tak si nad ni zncali? - zapyta Administrator
oskarycielskim tonem, nie czekajc, a wraz z gniewem opuci go odwaga.
Akkarin unis brwi.
- Rozumiem, e mwisz o Sonei... Dla jej wasnego dobra.
- Dobra?! - wykrzykn Lorlen.
- Owszem. Ona musi nauczy si broni.
- Przed innymi nowicjuszami?
- Powinna potrafi ich pokona. Nie s zbyt dobrze zorganizowani.
Lorlen potrzsn gow i zacz nerwowo przechadza si po pokoju.
- Ale ona ich nie pokonuje, a cz magw zaczyna si zastanawia, dlaczego si nie
wczysz i nie pooysz kresu tym wypadkom.
Akkarin wzruszy ramionami.
- To ja decyduj, jak szkolona jest moja nowicjuszka.
- Szkolona! To nie jest adne szkolenie'.
- Syszae opini Mistrza Yikmo. Ona jest nazbyt yczliwa. Prawdziwy konflikt
nauczy j walki.
- Masz na myli atak pitnastu na jedn. Jak moesz od niej oczekiwa, eby
przeciwstawiaa si tak wielu?
- Pitnastu? - Akkarin umiechn si. - Kiedy widziaem ich ostatnio, zebrao si
prawie dwudziestu nowicjuszy.
Lorlen przystan i wbi wzrok w Wielkiego Mistrza.
- Ty si temu przygldasz7.
- Kiedy tylko mog. - Akkarin umiecha si szerzej. - Aczkolwiek nie zawsze mog
zobaczy wszystko. Bardzo jestem ciekawy, jak si zakoczya ta ostatnia przygoda.
Osiemnastu, moe nawet dziewitnastu, a ona im si wyrwaa.
- Ucieka? - Administrator poczu, e krci mu si w gowie. Podszed do fotela i
opad na siedzenie. - To przecie oznacza...
Akkarin zamia si krtko.
- Radzibym ci si zastanowi dwa razy, zanim wyzwiesz j na arenie, przyjacielu,
mimo e jej brak umiejtnoci i pewnoci siebie zapewne pozwoliaby ci wygra walk.
Lorlen nie odpowiada, poniewa w mylach wci usiowa si upora z
wiadomoci, e tak moda nowicjuszka moe by a tak potna. Akkarin nachyli si ku
niemu, a jego ciemne oczy byszczay.
- Za kadym razem, kiedy j atakuj, ona napina do ostatecznoci swoj moc -
powiedzia cicho. - Uczy si obrony w sposb, ktrego nie zapewni jej Balkan czy Yikmo.
Nie zamierzam przeszkadza Reginowi i jego bandzie. S dla niej najlepszymi nauczycielami.
- Ale... dlaczego chcesz, by bya silniejsza? - wyszepta Lorlen. - Nie boisz si, e si
zwrci przeciwko tobie? Co zrobisz, kiedy ona skoczy studia?
Z twarzy Akkarina znik umiech.
- Ona jest nowicjuszka wybran przez Wielkiego Mistrza. Gildia spodziewa si po niej
najlepszych wynikw. Nigdy jednak nie bdzie tak potna, by moga mi zagrozi. -
Odwrci wzrok, a jego twarz spospniaa. - Jeli za chodzi o koniec jej studiw, zastanowi
si, co z tym zrobi, kiedy nadejdzie czas.
Dostrzegajc chodn kalkulacj w oczach Akkarina, Lorlen wzdrygn si. Powrcio
wspomnienie odwiedzin w stranicy Gwardii. Nie potrafi wyrzuci z myli obrazu cia
zabitych ojca i syna. Mimo e ciao modszego mczyzny wygldao gorzej, to mier tego
starszego przyprawia Lorlena o dreszcz przeraenia. Na jego nadgarstkach widniay pytkie
rany, nie straci te wiele krwi. Mimo to nie y.
Zgodnie z poleceniem Akkarina Lorlen wyjani Barranowi, e wyle magw na
poszukiwanie tego dzikiego, podobnie jak miao to miejsce w przypadku Sonei. Poprzednie
poszukiwania doprowadziy Sone do poproszenia o pomoc Zodziei, a oni potrafili kilka
miesicy ukrywa j przed Gildi. Chocia tym razem krya pogoska, jakoby Zodzieje
rwnie chcieli schwyta morderc, nie mona byo wykluczy, e zawr z nim ukad, jeli
ten zwrci si do nich o pomoc. Lepiej, zatem, by Gildia nie daa mu powodw do zaszycia
si w dobrej kryjwce. Gwardzici musz go znale, a wtedy Lorlen zapewni magiczn
asyst do pojmania go. Barran uzna, e to bardzo mdry plan dziaania.
To jednak nigdy nie nastpi, jeli morderc jest Akkarin.
Lorlen wpatrywa si w odzianego na czarno mczyzn. Mia ochot zapyta
Wielkiego Mistrza wprost, czy ma co wsplnego z morderstwami, ale lka si odpowiedzi.
W dodatku gdyby nawet Akkarin zaprzeczy, czy mona mu wierzy?
- Och, Lorlenie - Akkarin. - Mogoby si zdawa, e Sonea jest twoj podopieczn.
Lorlen zmusi myli do zajcia si z powrotem ich rozmow.
- Jeli mentor zaniedbuje swoje obowizki, moim jest przypomnie mu o nich.
- Czy jeli ja ka ci zostawi t spraw w spokoju, usuchasz?
Lorlen zaspi si.
- Oczywicie - odpowiedzia niechtnie.
- Tylko czy ja mog ci zaufa w tym wzgldzie? - westchn Akkarin. - Zwaszcza w
sytuacji, kiedy nie wypenie polece dotyczcych Dannyla.
Zaskoczony Lorlen podnis wzrok.
- Dannyla?
- Nie zaprzesta poszukiwa.
Syszc te wie, Lorlen nie zdoa powstrzyma pojawienia si iskierki nadziei w jego
sercu, ta jednak szybko zgasa. Skoro Akkarin o tym wie, nic dobrego z tego nie wyjdzie.
- Wysaem mu rozkaz zaprzestania bada.
- Zatem to on nie usucha.
Lorlen zawaha si.
- Co w takim razie zrobisz?
Akkarin oprni kieliszek, wsta i podszed do stolika z napojami.
- Jeszcze niczego nie postanowiem. Jeli speni si moje obawy i on pojedzie tam,
gdzie nie powinien... zginie. I to wcale nie z mojej rki.
Serce podskoczyo Lorlenowi do garda.
- Nie moesz go ostrzec?
Akkarin z westchnieniem postawi kieliszek na stoliku.
- Moe by ju za pno. Poza tym bd musia rozway ryzyko.
- Ryzyko? - Lorlen unis brwi. - Jakie ryzyko?
Akkarin odwrci si do niego z umiechem.
- Zadajesz dzi mnstwo pyta. Zastanawiam si, czy ostatnio kto nie doda czego
do rda wody. Wszyscy robi si bezczelni. - Odwrci si znw do stolika napeni dwa
kieliszki. - Tylko tyle mog ci na razie powiedzie. Gdyby wolno mi byo przekaza ci to. co
wiem, chtnie bym to uczyni.
Podszed do Lorlena i poda mu kieliszek.
- Tymczasem jednak musisz mi zaufa.
ROZDZIA 34
GDYBY TO BYO TAKIE PROSTE
Dannyl i Tayend zatrzymali wierzchowce na zakrcie, z ktrego pierwszy raz ujrzeli
domostwo Dem Ladeiriego, i rzucili w stron skalnego zamczyska ostatnie spojrzenie. Konie
sucych szy spokojnie dalej kret drog.
- Kto by si spodziewa, ze znajdziemy tu tak wiele odpowiedzi na drczce nas
pytania - odezwa si Tayend, kiwajc gow.
Dannyl potakn.
- To byy bardzo interesujce dni.
- C za powcigliwo! - Tayend usiowa stumi umiech, wpatrujc si w
Dannyla.
Rozbawiony wyrazem twarzy przyjaciela mag skierowa wzrok ku wznoszcym si
nad zamkiem Ladeiri szczytom. Gdzie tam, w ukryciu, leay ruiny Armje.
Tayend wzdrygn si.
- Czuj dreszcz na myl, e jest tam ta grota.
- Wtpi, by jakikolwiek mag odwiedzi Armje od czasw Akkarina - powiedzia
Dannyl. - A tych drzwi nie da si otworzy inaczej ni za pomoc magii... chyba, eby si
zburzyo ca cian. Powinienem ostrzec Dema, ale chciabym najpierw skonsultowa si z
Gildi.
Tayend przytakn. Spi konia do kusa, a Dannyl pojecha za nim.
- W kadym razie udao nam si uzyska nieco nowych wiadomoci o tym Krlu
Charkanu. Gdybymy mieli par tygodni czasu, moglibymy zapuci si do Sachaki.
- Wci nie wydaje mi si to rozsdne.
- Akkarin zapewne tam by. Dlaczego my mielibymy rezygnowa?
- Nie mamy pewnoci, e tam si uda.
- Ale gdybymy pojechali, moglibymy trafi na dowody, e tam by. Sachakanie z
pewnoci bd pamita maga Gildii przejedajcego przez ich ziemie. Chyba, e jaki
inny mag podrowa tam w cigu ostatnich dziesiciu lat?
Dannyl wzruszy ramionami.
- Nic o tym nie wiem.
- A gdyby nawet, to na pewno wiedziaby, e kto inny tam przed nim by.
- By moe. - Dannyl poczu dziwaczny niepokj.
Myl o tym, e mgby znale si wrd innych magw, uwiadomia mu, e kiedy
bdzie musia powrci do Gildii. Tak jakby jego koledzy mogli dostrzec...
Przecie si nie domyl - nie zdoaj - tylko patrzc na Dannyla. Dopki, wic on i
Tayend bd zachowywa ostrono w rozmawianiu o tych sprawach i nie pozwol, by kto
zbada ich prawdomwno, a Dannyl zachowa ostrono podczas rozmw mylowych, nikt
si nie dowie.
Spojrza na Tayenda. Rothen mawia, e jestem do sprytny, by odkry - i ukry -
dowolny sekret, pomyla. Dannyl.
Poczu przypyw paniki. Dlaczego wywouje go Akkarin? Czego Wielki Mistrz moe
od niego chcie? Dannyl zerkn na Tayenda. Moe doszo do niego... nie, to z pewnoci nie
byoby do wane, eby...
- Dannyl.
Musi odpowiedzie. Nie moe zignorowa Wielkiego Mistrza. Odetchn gboko,
przekn lin, odchrzkn - po czym zamkn oczy i wywoa imi.
- Akkarin.
- Gdzie jeste?
- W grach Elyne. - Wysa obraz drogi. - Zaproponowaem Ambasadorowi
Errendowi, e zastpi go w rutynowym objedzie Demw, by zapozna si z krajem.
- I eby kontynuowa poszukiwania pomimo zakazu Lorlena.
To nie byo pytanie. Ulga, jak poczu, zaskoczya Dannyla. Gdyby Akkarin zna
plotki o Tayendzie i... Szybko odepchn od siebie t myl.
- Owszem - potwierdzi, mylc jak najmocniej o Grobowcu Biaych ez i zagadce
Krla Charkanu. - Zainteresowa mnie ten temat. Lorlen mi tego nie zakaza.
- Najwyraniej obowizki Ambasadora nie zabieraj ci wiele czasu.
Dannyl skrzywi si. W mylach wysyanych przez Akkarina wyczuwa wyrane
niezadowolenie. Czy chodzi mu o to, e Dannyl za duo czasu powica prywatnym
zajciom, czy te o to, e jaki mag kontynuuje rozpoczte przez niego badania? A moe
irytuje go fakt, e kto stara si pozna jego przeszo? Czyby mia co do ukrycia?
- Chc osobicie porozmawia o tym, co odkrye. Musisz natychmiast wrci do
Gildii i przywie wszystkie swoje notatki.
Dannyl byt tak zaskoczony, e zanim odpowiedzia, przez chwile dochodzi do siebie.
- A co z moim objazdem Elyne?
- Wrcisz pniej do swoich obowizkw.
- Dobrze... Bd musia...
- Zamelduj si u mnie natychmiast po powrocie.
Wielki Mistrz tonem swej wypowiedzi da Dannylowi do zrozumienia, e rozmowa
dobiega koca. Otworzy oczy i zakl.
- Co si stao? - spyta Tayend.
- To by Ak... Wielki Mistrz.
Tayend spojrza na niego ze zdziwieniem.
- I co powiedzia?
- Wie o naszych poszukiwaniach. - Dannyl westchn. - Mam wraenie, e nie jest
zadowolony. Kaza mi wraca.
- Wraca... do Gildii?
- Owszem. Z naszymi notatkami.
Tayend spojrza na niego surowo.
- Jak on si o tym dowiedzia?
- Nie mam pojcia. - Wanie, jak? Dannyl wzdrygn si na wspomnienie pogoski,
jakoby Akkarin by zdolny czyta myli bez zgody ich waciciela. By taki moment, kiedy
pomylaem o Tayendzie... czy on co zauway?
- Pojad z tob - zaproponowa Tayend.
- Nie - zaprotestowa natychmiast Dannyl, przeraony. - Uwierz mi, nie chcesz zosta
w to wcignity.
- Ale...
- Nie, Tayendzie. Lepiej, by on si nie dowiedzia, jak duo wiesz. - Dannyl popdzi
znw konia do kusa. Pomyla o tygodniach podry, najpierw jazdy, a nastpnie eglugi,
ktre dzieliy go od spotkania z Akkarinem. Powinien chcie jak najduej odciga ten
moment, ale zamiast tego pragn pospieszy si, poniewa jedna myl nie dawaa mu
spokoju bardziej ni inne.
Co si stanie z Tayendem, jeli Akkarin poczu si uraony tym, e Dannyl nie
przerwa poszukiwa? Czy jego niezadowolenie obejmie rwnie modego uczonego? Czy
Tayend moe straci stanowisko w Wielkiej Bibliotece?
Dannyl nie przejmowa si kar, jaka moe go spotka, byle tylko Tayend nie
ucierpia. Cokolwiek si stanie, musi wzi ca win na siebie.
Soce nagrzao ogrodow awk. Sonea odstawia kuferek, zamkna oczy i
rozkoszowaa si ciepem promieni sonecznych na twarzy. Syszaa gwar rozmw
nowicjuszy i zbliajce si do niej gbsze gosy dorosych magw.
Otworzya oczy i przygldaa si grupce Uzdrowicieli zmierzajcych ku niej ciek.
Rozpoznaa kilku niedawnych absolwentw. Rozemiali si nagle gono, a kiedy dwjka
idca przodem oddzielia si od pozostaych, Sonea dostrzega znajom twarz.
Dorrien!
Serce zabio jej mocniej. Wstaa i pobiega ogrodow drk, majc nadziej, e jej
nie zauway. Znalaza miejsce otoczone ywopotem i usiada na innej awce. Wypara
Dorriena ze swoich myli, sdzc, e minie rok lub nawet duej, zanim on zjawi si znw w
Gildii. A teraz zobaczya go tutaj zaledwie kilka miesicy po wyjedzie.
Dlaczego wrci tak wczenie? Czyby Rothen opowiedzia mu o Akkarinie? Nie, na
pewno nie. A moe bezwiednie da Dorrienowi do zrozumienia, e co jest nie w porzdku
podczas ktrej z mylowych rozmw?
Zmarszczya brwi. Cokolwiek go tu sprowadzio, Dorrien na pewno bdzie chcia si z
ni spotka. Powinna da mu teraz do zrozumienia, e pragnie wycznie jego przyjani. To
nie bdzie atwa rozmowa, powinna si do niej przygotowa.
- Soneo.
Podskoczya i zobaczya Dorriena stojcego w przejciu z ywopotu.
- Dorrien! - Walczya z panicznym strachem. Pewnie j zobaczy i poszed za ni. W
kadym razie nie musiaa udawa zaskoczonej. - Wrcie?
Umiechn si i podszed do niej.
- Tylko na tydzie. Ojciec nic ci nie mwi?
- Nie... ale rzadko si teraz widujemy.
- O tym mi wspomina. - Umiech znik z jego twarzy. Usiad i przyglda si jej
badawczo. - Mwi mi te, e wieczorami masz lekcje i wikszo czasu spdzasz na nauce.
- Tylko dlatego, e adna ze mnie Wojowniczka.
- Syszaem, e jest wrcz przeciwnie.
Zerkna na niego podejrzliwie.
- Co syszae?
- e walczysz z kilkoma nowicjuszami naraz i wygrywasz.
Skrzywia si.
- A moe co pomyliem z tym wygrywaniem?
- Ile osb o tym wie?
- Wikszo.
Sonea opara gow na rkach i jkna. Dorrien zamia si i poklepa j lekko po
ramieniu.
- Regin tym komenderuje, zgadza si?
- Oczywicie.
- Dlaczego wic twj nowy mentor niczego z tym nie zrobi?
Wzruszya ramionami.
- On chyba o tym nie wie. A ja nie chc, by si dowiedzia. - Rozumiem. - Dorrien
pokiwa gow. - Zapewne gdyby Akkarin przychodzi ci za kadym razem z pomoc, ludzie
zaczliby mwi, e le wybra. Nowicjusze i tak s 0 ciebie zazdroni, nie zdajc sobie
sprawy, e spotykaoby ich to samo, gdyby to oni byli podopiecznymi Wielkiego Mistrza,
nawet, jeli pochodz z Domw. Kady nowicjusz, ktrego on by wybra, byby wystawiony
na szykany. I bez przerwy musiaby udowadnia swoj warto.
Zamilk, a ona widziaa po jego wyrazie twarzy, e jego umys pracuje.
- W takim razie to ty musisz ich powstrzyma.
Rozemiaa si gorzko.
- Obawiam si, e tym razem nie dasz rady wrobi Regina.
- Nie o tym mylaem.
- A o czym?
Umiechn si.
- Musisz pokaza, e to ty jeste najlepsza. Pokona go w jego wasnej grze. Co
dotychczas zrobia?
- Nic I niczego nie mog zrobi. Jest ich zbyt wielu.
- Musz by jacy nowicjusze, ktrzy go nie lubi - zauway Dorrien. - Przekonaj ich,
by ci pomogli.
- Przecie nikt ze mn nie rozmawia.
- Nawet teraz? No, to mnie zdziwia. Na pewno znajd si tacy, ktrzy bd uwaa,
e warto zaprzyjani si z podopieczn Wielkiego Mistrza.
- Nie chc ich towarzystwa, jeli maj we mnie dostrzega tylko to.
- Dlaczego miaaby nie wykorzysta swej sytuacji, nawet, jeli jedynie z tego
powodu stanliby po twojej stronie?
- Moe dlatego, e Regin postara si, by jedynego nowicjusza, ktry mnie lubi,
spotka przykry wypadek?
Dorrien zmarszczy brwi.
- Hmmm... rzeczywicie, pamitam. Trzeba, wic sprbowa czego innego. - Znowu
na chwil umilk.
Sonea walczya z uczuciem pewnego rozczarowania. Miaa nadziej, e Dorrien
wpadnie na jaki byskotliwy pomys uporania si z zasadzkami Regina, ale moe tym razem
problem go przerasta.
- Myl, e wiem, czego potrzebuje ten Regin - odezwa si nagle Dorrien. -
Porzdnego lania na oczach wszystkich.
Sonea poczua, e serce w niej zamiera.
- Nie zamierzasz chyba...
- Nic ode mnie. Od ciebie.
- Ode mnie?
- Jeste od niego silniejsza, prawda? A jeli pogoski, ktre syszaem, s prawdziwe,
to jeste o wiele silniejsza.
- Owszem - przyznaa Sonea. - Dlatego zawsze zbiera tylu innych do pomocy.
- Rzu mu, wic wyzwanie. Oficjalne. Na aren.
- Oficjalne wyzwanie? - Patrzya na niego z niedowierzaniem. - Masz na myli...
walk na oczach wszystkich?
- Zgadza si.
- Ale... - Przypomniaa sobie co, co mwi Mistrz Skoran. - Co takiego nie zdarzyo
si od ponad pidziesiciu lat... w dodatku wtedy walczyli ze sob dwaj doroli magowie, a
nie nowicjusze.
- Nie istnieje przepis zakazujcy nowicjuszom rzucania oficjalnych wyzwa. - Dorrien
zamyli si. - Oczywicie jest w tym pewne ryzyko, jeli przegrasz, bd ci drczy jeszcze
dotkliwiej. Ale skoro jeste o tyle potniejsza, to, w jaki sposb miaaby przegra?
- Umiejtnociami mona pokona sil" - zacytowaa w odpowiedzi.
- Owszem, ale tobie nie brakuje umiejtnoci.
- Nigdy wczeniej go nie pokonaam.
Dorrien unis brwi.
- Jeli jeste tak potna, jak mwi, to twoja moc jest ograniczana podczas lekcji,
zgadza si?
Potakna.
- Nie mona jej ograniczy w oficjalnej walce.
Sonea poczua podniecenie i drobny przypyw nadziei.
- Naprawd?
- Oczywicie. Zasada jest taka, e walczcy maj si ze sob zmierzy bez adnych
ogranicze i udogodnie. To do zabawny sposb rozwizywania sporw, musz przyzna.
adna walka nigdy jeszcze nie udowodnia, e kto ma racj lub, e jej nie ma.
- Ale mnie nie o to chodzi - powiedziaa powoli Sonea. - Chc tylko, by Regin
zrozumia, e nie warto ze mn zadziera. Jeli raz dozna upokarzajcej poraki, moe nie
zaryzykuje nastpnej.
- Widzisz, poja ogln ide. - Dorrien rozemia si. - Ogo wyzwanie tak
publicznie, jak tylko zdoasz. Bdzie musia je przyj, bo w przeciwnym wypadku naraziby
na szwank honor swej rodziny. A potem na oczach wszystkich spu temu gupcowi lanie,
najwiksze, na jakie ci sta. Jeli nie przestanie ci drczy, wyzwij go ponownie. W kocu
uzna, e nie warto naraa si na takie poraki.
- Nikogo nie musz w to wciga - szepna Sonea. - Nikomu nie stanie si krzywda, a
ja nie bd musiaa wpltywa si w udawane przyjanie.
- Och, tym bardziej powinna - odpar Dorrien. - Nadal bdziesz potrzebowaa
wsparcia. On moe uzna, e ludzie bd go podziwia, jeli bdzie mimo wszystko
podejmowa prby walki w nadziei, e w kocu znajdzie sposb, by ci pokona. Skup wok
siebie nowicjuszy, Soneo.
- Ale...
- Ale?
Westchna.
- Ja nie jestem taka, Dorrienie. Nie chc by przywdczyni jakiej bandy.
- To dobrze. - Umiechn si. - Nie musisz by taka jak Regin. Ale postaraj si by
mi towarzyszk, z tym nie powinna mie adnych kopotw, ja uwaam twoje towarzystwo
za bardzo mie.
Odwrcia wzrok.
Powinnam powiedzie teraz co, co go do mnie zniechci, pomylaa. Nie potrafia
jednak niczego wymyli. Spojrzaa na niego i dostrzega w jego twarzy niepokj pomieszany
z rozczarowaniem - i uwiadomia sobie, e niczego nie mwic, daa mu wystarczajco duo
do zrozumienia.
Umiechn si, ale tym razem w jego oczach nie byo radosnych ognikw.
- Co sycha poza tym?
- Niewiele, Jak miewa si Rothen?
- Bardzo za tob tskni. Wiesz, e traktuje ci jak crk, prawda? Byo mu ciko,
kiedy ja wyjechaem, ale spodziewa si tego i zdy przywykn do tej perspektywy. Twoje
odejcie go zaskoczyo.
Przytakna.
- Mnie rwnie.
Rothen wszed do sali z dwoma ochotnikami, ktrym nakaza rozstawienie sprztu do
demonstracji. Kiedy nowicjusze rozkadali poszczeglne elementy pokazu, mag otworzy
szalk z odczynnikami i sprawdzi, czy ma wszystkiego do na nastpn lekcj.
- Mistrzu Rothenie - odezwa si jeden z chopcw.
Rothen podnis wzrok i spojrza ku drzwiom. Serce zamaro w nim na moment, kiedy
zobaczy, kto stoi w progu.
- Mistrzu Rothenie - powtrzy Lorlen. - Chciabym zamieni z tob par sw na
osobnoci.
Rothen skin gow.
- Oczywicie, Administratorze. - Popatrzy na swoich dwch pomocnikw i ruchem
rki wskaza im wyjcie. Wybiegli z sali, przystajc jedynie na moment, by ukoni si
Lorlenowi.
Gdy tylko zamkny si za nimi drzwi, Administrator podszed do okna. Na jego
twarzy malowa si wyraz napicia i zmartwienia. Rothen przyglda mu si, wiedzc, e
jedynie co bardzo wanego mogo sprowadzi go tutaj wbrew rozkazom Akkarina, ktry
wyranie zabroni im rozmawia z sob.
A moe co stao si Sonei? Rothen poczu wzbierajcy w nim lk. Czyby Lorlen
przynis jakie straszliwe wieci, liczc na to, e w ten sposb oszczdzi mu konfrontacji z
Akkarinem?
- Widziaem przed chwil w ogrodzie twojego syna - zacz Administrator. - Na dugo
przyjecha?
Rothen zamkn na chwil oczy, czujc niezmiern ulg.
A wic chodzi o Dorriena, a nic o Sone.
- Na tydzie - odpar.
- Rozmawia z Sone. - Lorlen mia ponur min. - Czy oni... zaprzyjanili si podczas
jego poprzedniej wizyty?
Rothen westchn gboko. Domyla si - a mwic szczerze mia nadziej - e
zainteresowanie Dorriena Sone podyktowane jest czym wicej ni tylko ciekawoci.
Sdzc po pytaniu Lorlena, midzy tymi dwojgiem dziao si co bardziej znaczcego i nie
uszo to uwadze Administratora. Rothen powinien si cieszy, ale zamiast tego poczu
przeraenie. Co zrobi Akkarin, kiedy si o tym dowie?
Ostronie dobiera sowa.
- Dorrien wie doskonale, e minie jeszcze par lat, zanim Sonea bdzie moga
wyjecha z Gildii... i e niekoniecznie bdzie chciaa do niego doczy, gdy ten czas
nadejdzie.
Lorlen pokiwa gow:
- Mog mu by potrzebne bardziej zniechcajce argumenty.
- Dorrien prby zniechcania go do czego przyjmuje zazwyczaj jako zacht - odpar
cierpko Rothen.
Lorlen rzuci mu ponure spojrzenie.
- Jeste jego ojcem - warkn. - Ze wszystkich ludzi ty powiniene wiedzie najlepiej,
jak go przekona.
Rothen odwrci wzrok.
- Ja te nie chc go w to miesza.
Administrator westchn i przyjrza si swoim doniom.
Na palcu mia piercie z rubinem, ktry poyskiwa w wietle.
- Wybacz mi, Rothenie. Mamy wystarczajco duo zmartwie. Ufam, e zrobisz, co w
twojej mocy. Mylisz, e Sonea dostrzee niebezpieczestwo i sama go odrzuci?
- Tak. - Oczywicie, e tak zrobi. Rothen poczu wzrastajce wspczucie dla swojego
syna. Biedny Dorrien! On i tak obawia si, e Sonea o nim zapomni, majc przed sob tyle
lat nauki - no i on by cige nieobecny. Gdyby jednak pozna prawdziwy powd, zapewne
zrobiby jakie gupstwo.
Lepiej, wic, by si o niczym nie dowiedzia.
A jak czuje si z tym wszystkim Sonea? Czy trudno jej bdzie odrzuci wzgldy
Domena? Rothen westchn. Bardzo chciaby mc j o to zapyta.
Lorlen podszed do drzwi.
- Dzikuj ci. Rothenie. Nie bd ci duej przeszkadza w przygotowaniach do
wykadu.
Rothen skin gow i odprowadzi go wzrokiem. Mimo e rozumia rezygnacj
Lorlena wcale jej nie pochwala.
Powiniene znale jakie wyjcie, pomyla do plecw Administratora.
Chwil pniej uraza zmienia si w poczucie bezsilnoci.
Jeli Lorlen nie potrafi znale wyjcia z tej sytuacji, kt to moe uczyni?
Jest pno, pomylaa pprzytomnie Sonea. Ju po pnocy.
Dlaczego ja nie pi? Czy co mnie obudzio...?
Poczua na policzku lekki chd. Powiew. Otworzya oczy i chwil pniej w miejscu,
gdzie powinny by drzwi, dostrzega jedynie prostokt ciemnoci. A w tej ciemnoci
poruszyo si co bladego. Rka.
Jedno uderzenie serca pniej bya ju zupenie rozbudzona.
Nad doni unosi si blady owalny ksztat. Poza tym by niewidoczny w swoich
czarnych szatach.
Co on tu robi? Po co tu przyszed?
Serce walio jej tak gono, e bya przekonana, i on to syszy. Zmusia si do
spokojnego oddechu i bezruchu, lkaa si, bowiem jego reakcji, gdyby zda sobie spraw, e
si obudzia i wie o jego obecnoci. Sta tam przez koszmarnie dug chwil. Potem W
mgnieniu oka znik, a drzwi si zamkny.
Sonea wpatrywaa si w nie. Moe jej si to nio?
Lepiej wierzy, e to tylko sen. Alternatywa jest zbyt przeraajca.
Tak, to musia by senny koszmar...
Kiedy si znowu obudzia, by ju ranek. Sny pene ciemnych, zowrogich ksztatw
zlay si w jedno ze wspomnieniem nocnej wizyty, Sonea zapomniaa, wic o wszystkim,
ledwie wstaa i odziaa si w szat.
ROZDZIA 35
WYZWANIE
Na pierwszy rzut oka wszystko byo w porzdku, ale kiedy Sonea przyjrzaa si bliej,
zauwaya, e zawarto jednej z fiolek jest mtna, w drugiej za wszystko zescho si na
brzowaw grud. Skomplikowany ukad prtw i ciarkw w zegarze by cakowicie
zaburzony.
Od strony drzwi dobieg j znajomy rechot, po ktrym nastpiy zduszone szyderstwa.
Wyprostowaa si, ale nie odwracaa gowy.
Po rozmowie z Dorrienem nabraa pewnoci siebie i zamierzaa wyzwa Regina przy
pierwszej nadarzajcej si okazji, ale wkrtce zaczy j dopada wtpliwoci. Ilekro
mylaa o ewentualnej walce, pomys ten wydawa jej si coraz mniej porywajcy i coraz
gupszy. Sztuki wojenne byy ulubionym przedmiotem Regina - ona za ich nic lubia. Poza
tym wyobraaa sobie nieskoczon udrk, jeli przegra. Nie warto podejmowa takiego
ryzyka.
Pod koniec tygodnia uznaa, e byoby to najgorsze, co mogaby zrobi. Jeli wytrwa
dostatecznie dugo, moe w kocu znudzi mu si drczenie jej. Przeyje wyzwiska, a nawet
napaci po lekcjach.
Ale nie to. Patrzc na zrujnowane rezultaty swojej pracy, czua, jak wzbiera w niej
wcieka furia. Nawet, jeli nauczyciel nie ukarze jej za wybryk Regina, to z zepsutego
dowiadczenia niczego si nie nauczy. A Regin zmniejsza jej szanse na to, by kiedy wzi
udzia w pokonaniu Akkarina, kiedy utrudnia jej nauk.
Czua, e ta wcieko co w niej kruszy. Nagle zapragna tylko jednego: zetrze
Regina na proch.
Na oczach wszystkich spu temu gupcowi lanie, najwiksze, na jakie ci sta. Jeli
nie przestanie ci drczy, wyzwij go ponownie. W kocu uzna, e nie warto naraa si na
takie poraki".
Oficjalny pojedynek. To spore ryzyko. To przeczekiwanie te nie daje adnej
gwarancji. On moe si nigdy nie znudzi swoj zabaw. Moe nigdy nic zostawi jej w
spokoju.
Ona za nie lubi czeka w nieskoczono...
Ogo wyzwanie tak publicznie, jak tylko zdoasz".
Obrcia si powoli i ujrzaa w drzwiach wpatrzone w ni twarze Regina i nowicjuszy
z jej poprzedniej grupy. Podesza do nich i przepchna si na korytarz, na ktrym roio si od
nauczycieli i studentw. Rozlega si gwar rozmw, ale nie byo a tak gono, by pojedynczy
gos nie mg si z niego wybi. W oddali pojawi si mag w fioletowych szatach,
zmierzajcy do sali wykadowej. Mistrz Sarrin, przeoony Alchemikw. Doskonale.
- Co si stao, Soneo? - spyta drwico Regin. - Czyby nie powiodo ci si
dowiadczenie?
Sonea odwrcia si do niego.
- Reginie z rodu Winar, Domu Paren, wyzywam ci na oficjalny pojedynek na arenie.
Regin zamar w p sowa.
Cisza, ktra zapada po tych sowach, zdawaa si rozprzestrzenia niczym dym.
Ktem oka Sonea dostrzegaa zwracajce si ku nim twarze. Nawet Mistrz Sarrin przystan.
Odepchna od siebie rozpaczliwe poczucie, e wanie zrobia co, czego mocno poauje. Za
pno na takie myli.
Regin zdoa zamkn usta. Na jego twarzy pojawi si wyraz zamylenia.
Zastanawiaa si, czy odway si odmwi, powiedzie jej, e nie jest warta walki. Nie daj
mu czasu do namysu.
- Przyjmujesz wyzwanie? - spytaa ostro.
Zawaha si, po czym odpowiedzia z szerokim umiechem:
- Przyjmuj. Soneo ze slumsw.
Korytarz natychmiast wypeni si szmerem komentarzy.
W obawie, by nie opucia jej odwaga, Sonea nie spuszczaa wzroku z Regina. On
zerkn na swoich towarzyszy i rozemia si.
- No, to si dopiero bdzie dziao...
- Wybr terminu naley do ciebie - warkna.
Umiech znik na moment z jego twarzy, ale szybko wypyn z powrotem.
- Myl, e dam ci nieco czasu na nadrobienie brakw - powiedzia zawadiacko. -
Dzie Wolny, za tydzie od jutra, na godzin przed zachodem soca. Myl, e to
wspaniaomylna propozycja.
- Soneo - odezwa si jaki starszy gos.
Odwrcia si i ujrzaa zmierzajcego ku niej Mistrza Elbena. Spojrza na tum, ktry
si wok nich zgromadzi, i zmarszczy brwi.
- Twj eksperyment nie powid si. Ale sprawdzaem go wczoraj wieczorem i dzi
rano i nie rozumiem dlaczego. Dam ci, wic jeszcze dzie na ponowienie prby.
Ukonia si.
- Dzikuj. Mistrzu Elbenie.
Obrzuci wzrokiem nowicjuszy stojcych przy drzwiach.
- Do rozmw. O ile wiem, zajcia odbywaj si w salach.
- Pijesz wicej siyo ni na pierwszy raz, co?
Dannyl poda Jano butelk, potakujc.
- Chyba zaczyna mi smakowa.
- Ale nie bdziesz robi le magii od picia?
Dannyl pokrci gow z westchnieniem.
- A tak pijany nie jestem, cho wolabym nie napotka morskich pijawek.
Jano poklepa go po ramieniu.
- Na poudnie nie ma eyoma, pamita.
- Zdaje si, e nie zapomn - mrukn Dannyl, ale jego odpowied zaguszyy wiwaty
marynarzy.
Do kajuty wszed wanie jeden z zaogantw i z umiechem przepchn si do swojej
koi. Wycign z worka niewielki gliniany instrument i zaj miejsce u szczytu stou.
Kiedy rozlegy si dwiki muzyki, Dannyl zacz wspomina ostatni tydzie. Wraz z
Tayendem powrci do Capii - jechali trzy dni najkrtsz drog, kilka razy zmieniajc konie.
Tayend zatrzyma si w domu siostry, a Dannyl pogalopowa do miasta. Wstpi do Domu
Gildii tylko po to, by spakowa niewielk torb z bielizn, a nastpnie wsiad na statek
wypywajcy jeszcze tego wieczora do Imardinu.
Ucieszy si, widzc, e to Finda. Jano przywita go jak starego przyjaciela i zapewni,
e podr do Kyralii bdzie szybsza, poniewa zapi wiosenne wiatry. Jano nic wspomnia
jedynie, e wiosenne wiatry bardzo koysz. Dannyl nie przejmowaby si tym zbytnio, gdyby
nie fakt, e za pogoda trzymaa go pod pokadem przez wikszo czasu, skaniajc do
rozmyla o tym, co czeka go po powrocie do Gildii.
Odkd wsiad na statek, czu narastajcy lk, e Akkarin odczyta jego emocje
zwizane z Tayendem. W Domu Gildii Errend wrczy mu kilka listw. Poniewa jeden z
nich pochodzi od Rothena, Dannyl natychmiast go otworzy - i znalaz w nim ostrzeenie:
...Osobicie nie przejmowabym si zanadto tymi plotkami. Zwaszcza, e dotycz one
Twojego asystenta, a nie Ciebie. Uznaem jednak, e powiniene si o nich dowiedzie,
poniewa sam rozwaysz najlepiej, czy to moe Ci w przyszoci zaszkodzi..."
Rothen najwyraniej uwaa, e Dannyl nie wie o skonnociach swojego towarzysza.
Byo to zgodne z ich zamierzeniami wzgldem dworzan w Elyne, ale teraz, skoro si
dowiedzia", zarwno Elynowie, jak i Kyralianie bd si spodziewa, e zacznie unika
Tayenda.
Chyba, e nikt nie wie o ostrzeeniu Rothena. Moe uda, e nie dosta listu... nie.
Rothen zapyta, czy otrzyma wiadomo, kiedy tylko Dannyl zjawi si w Gildii, a jeli okae
si, e nie, zapewne powtrzy ostrzeenie osobicie.
No i o co chodzi Akkarinowi? Dannyl nie mia pojcia, w jaki sposb Wielki Mistrz
dowiedzia si o jego poszukiwaniach.
Co jeli z tych samych rde usysza o przyjani" z Tayendem? Co jeli potwierdzi
przypuszczenia Akkarina podczas ich krtkiej rozmowy mylowej?
Dannyl westchn. Przez kilka dni byo tak wspaniale. Czu si szczliwszy ni
kiedykolwiek w yciu. A potem... to. Kiedy butelka znw do niego dotara, pocign spory
yk mocnego trunku. Tak dugo jak Tayend nie bdzie cierpia z mojego powodu, bd
szczliwy, pomyla.
W sali wieczornej zgromadzi si tum. Lorlen nie widzia w niej tylu goci od czasu
polowania na Sone. Przybyli nawet ci magowie, ktrzy rzadko zjawiali si na spotkaniach
towarzyskich.
Najznakomitszy z tych rzadkich goci szed u jego boku.
Morze czerwonych, zielonych i fioletowych szat rozstpowao si przed zmierzajcym
na swoje nieoficjalne miejsce Akkarinem.
Wielki Mistrz by bardzo z siebie zadowolony. Wiele osb mogo jednak pomyli jego
spokj z obojtnoci, ale Lorlen wiedzia swoje. Gdyby Akkarin nie chcia bra udziau w
dyskusji o wyzwaniu rzuconym przez jego podopieczn, nie przyszedby tutaj. Wok fotela
Akkarina zgromadzili si ju trzej przeoeni dyscyplin, a za nimi zacz si tworzy tumek
ciekawskich. Wrd nich Lorlen dostrzeg syna Rothena.
- Wyglda na to, e twoja podopieczna znw postanowia zapewni nam rozrywk,
Akkarinie - odezwaa si Arcymistrzyni Vinara. - Zaczynam si powanie zastanawia, czego
bdzie si mona spodziewa po niej, kiedy ju skoczy studia.
Na twarzy Akkarina pojawi si cie umiechu.
- Ja rwnie.
- To wyzwanie to by jej pomys? - spyta tubalnym gosem Balkan.
- No, w kadym razie nie mj.
Balkan unis brwi
- Spytaa ci przynajmniej o pozwolenie?
- Nie, ale o ile mi wiadomo, nie ma przepisu, ktry by to nakazywa, jakkolwiek
zapewne powinien istnie.
- Odmwiby wtedy?
Akkarin zmruy oczy.
- Niekoniecznie. Gdyby zapytaa mnie o zdanie, mgbym jej natomiast doradzi, by
poczekaa jeszcze troch.
- Moe to bya pochopna decyzja pod wpywem chwili? - podsun Mistrz Peakin,
stojcy za fotelem Vinary.
- Nie - odpar Mistrz Sarrin. - Ona wybraa moment, kiedy wok byo wielu
wiadkw. Regin nie mg odmwi.
Przeoony Alchemikw zerkn w bok, wic Lorlen powdrowa za jego
spojrzeniem. Wrd zebranych dostrzeg Mistrza Garrela z pospnym wyrazem twarzy.
- Skoro, zatem to zaplanowaa - oznajmi Peakin - musi by pewna zwycistwa.
Zgadzasz si ze mn. Mistrzu Balkanie?
Wojownik wzruszy ramionami.
- Jest potna, ale utalentowany przeciwnik mgby j pokona.
- A Regin?
- Ma wicej umiejtnoci ni przecitny student drugiego roku.
- Czy s one wystarczajce, by mg zwyciy?
Balkan zerkn na Akkarina.
- Dostatecznie, eby trudno byo przewidzie wynik tej walki.
- Wierzysz, e ona wygra? - Vinara zwrcia si do Akkarina.
Wielki Mistrz wstrzyma si na moment z odpowiedzi.
- Tak.
Umiechna si.
- Oczywicie, e tak. To twoja nowicjuszka, musisz, wic wyrazi swe poparcie dla
niej.
Akkarin potakn.
- To rwnie jest prawd.
- Ona z pewnoci czyni to tylko po to, by ci si przypodoba.
Na dwik gosu Garrela Lorlen unis ze zdziwieniem gow.
- Wtpi - odpar Wielki Mistrz.
Zaskoczony tym wyznaniem Lorlen zerkn na Akkarina, po czym ostronie przyjrza
si twarzom pozostaych magw.
Nikt nie sprawia wraenia zaskoczonego. Tylko Dorrien by zamylony. By moe
wszyscy wyczuwali, e Sonei nie podobaa si zmiana mentora.
- Co zatem j do tego skonio? - spyta Peakin.
- Jeli zwyciy. Regin przestanie j zaczepia, obawiajc si kolejnego wyzwania i
kolejnej poraki - odpowiedziaa Vinara.
Zapado milczenie, podczas ktrego wikszo zgromadzonych tylko wymieniaa
spojrzenia. Wspominajc publicznie - i w obecnoci obu mentorw - o drczeniu, Vinara
zwrcia uwag na moliwy konflikt midzy Akkarinem i Garrelem. Zazwyczaj nikt nie
wzbrania si przed poruszaniem z mentorami kwestii rywalizacji pomidzy ich
nowicjuszami, ale niewielu by si odwayo wspomnie o tym, kiedy mentorem by Wielki
Mistrz. Stawiao to Garrela w nieciekawej sytuacji.
aden z mentorw nie odezwa si.
- Wszystko zaley od tego pojedynku - zama wreszcie milczenie Balkan. - Jeli ona
wygra dziki prymitywnej sile, nikt nie bdzie jej szanowa.
- To nie ma znaczenia - zaprotestowa Sarrin. - Jakimkolwiek sposobem wygra, Regin
nie odway si jej drczy. Nie sdz, by przejmowaa si tym, czy ktokolwiek szanuje jej
technik walki.
- Istniej sposoby na pokonanie silniejszego maga - przypomnia mu Balkan. - I Regin
o tym wie. Ju wczeniej prosi mnie o pokazanie mu takiej taktyki.
- A Sonea? Czy jej rwnie zapewnisz dodatkowy trening? - spytaa go Vinara.
- Jej nauczycielem jest Mistrz Yikmo - wtrci si Akkarin.
Balkan potakn.
- Jego metody lepiej pasuj do jej temperamentu.
- Kto bdzie sdziowa walk? - spyta kto ze zgromadzonych.
- Ja - odpar Balkan. - Chyba, e kto wniesie sprzeciw. Mistrz Garrel bdzie osania
Regina. Czy ty bdziesz osania Sone? - zwrci si do Akkarina.
- Tak.
- A oto i nauczyciel Sonei - zauway Mistrz Sarrin. Lorlen obrci gow: Mistrz
Yikmo wanie wchodzi do sali.
Wojownik zatrzyma si, najwyraniej zaskoczony zgromadzonym tumem. Kiedy
dostrzeg magw otaczajcych fotel Akkarina, unis brwi. Sarrin pokiwa na niego rk.
- Dobry wieczr. Wielki Mistrzu. Dobry wieczr. Administratorze - powiedzia
Yikmo, podchodzc do nich.
- Mistrzu Yikmo - odezwa si Peakin - przed tob zapewne kilka zarwanych nocy.
Yikmo zmarszczy brwi.
- Zarwanych nocy?
Peakin zamia si.
- A wic jest a tak dobra? Nie potrzebuje dodatkowego treningu?
Mina Yikmo wyraaa rosnce zdumienie.
- Treningu?
W kocu ulitowaa si nad nim Vinara.
- Sonea wyzwaa Regina na oficjalny pojedynek.
Yikmo wpatrywa si w ni przez chwil, po czym poblad i powid wzrokiem po
otaczajcych go twarzach.
- Co zrobia?
Sonea krya po swym pokoju, zaamujc rce. Co ja zrobiam?
Pozwoliam, by zapanowaa nade mn zo, tyle zrobiam. Nie mam pojcia o walce.
Omiesz si tylko na oczach...
- Soneo.
Odwrcia si i zamrugaa ze zdziwienia oczami na widok mczyzny stojcego w
drzwiach jej pokoju. Nikt nie odwiedza jej dotychczas w rezydencji Wielkiego Mistrza.
- Mistrzu Yikmo. - Ukonia si.
- Nie jeste jeszcze gotowa. Soneo.
Skulia si, czujc ogarniajc j fal strachu. Skoro Yikmo nic wierzy-, e moe
wygra...
- Miaam nadziej, e zdoasz mi pomc, Mistrzu.
Na twarzy maga maloway si sprzeczne uczucia. Zakopotanie. Namys.
Zainteresowanie. Przeczesa palcami wosy.
- Soneo, wiem, dlaczego to zrobia. Nie musz ci jednak przypomina, e Garrel to
doskonay Wojownik, a umiejtnoci Regina znacznie przewyszaj twoje... mimo
wszystkiego, czego zdoaem ci nauczy On te ma tydzie na przygotowania, a Balkan
zgodzi si go trenowa.
Balkan! Jest coraz gorzej! Sonea spojrzaa na swoje rce.
Z ulg stwierdzia, e nie dr, aczkolwiek w odku czua ucisk i mdoci.
- Jestem od niego silniejsza, a reguy pojedynku nie pozwalaj na ograniczanie mocy -
odpara.
- Nie moesz polega wycznie na sile, eby wygra walk. Soneo - ostrzeg j
Yikmo. - Istniej sposoby na pokonanie silniejszego przeciwnika i jestem pewny, e Balkan
zadba o to, by Regin pozna je wszystkie.
- W takim razie ty te zrb, co w twojej mocy - odparowaa. Po czym zaskoczona
wasn bezczelnoci skrzywia si przepraszajco. - Prosz, pom mi.
Umiechn si.
- Ale oczywicie. Nie mgbym zostawi na pastw losu podopiecznej Wielkiego
Mistrza.
- Dzikuj, Mistrzu.
- Nie myl tylko, e robi to wycznie ze wzgldu na szacunek, jakim darz twojego
mentora.
Zaskoczona, spojrzaa na niego badawczo i ku swojemu zdumieniu dostrzega w jego
oczach wyraz aprobaty. Nigdy nie spodziewaa si zyska uznania w oczach Wojownika.
- Zdajesz sobie spraw, e nasze lekcje bd obserwowane - powiedzia. - Ludzie
opowiedz Reginowi i Mistrzowi Garrelowi o tym, co robimy.
- Pomylaam o tym.
- Masz jaki pomys?
- Moe... moe Kopua?
Yikmo unis brwi, a potem rozpromieni si w szerokim umiechu.
- Jestem pewny, e da si to zorganizowa.
ROZDZIA 36
POCZTEK BITWY
Przejedajc przez bram, Dannyl spojrza ku gmachowi Uniwersytetu. Budynki
Gildii byy mu tak bliskie i dobrze znane, a teraz wyday mu si obce i zowrogie. Zerkn w
kierunku rezydencji Wielkiego Mistrza.
Zwaszcza tamten.
Wzi do rki torb lec na siedzeniu. Znajdowaa si w niej kopia notatek, ktre
sporzdzili razem z Tayendem - przeredagowanych tak, by ich podr nie wzbudzaa
podejrze, e podali ladami Akkarina. Zagryz warg, jeli Akkarin uzna, e to choby po
czci byo ledztwo w sprawie jego przeszoci, moe wpa we wcieko. Ale i tak
napytaem ju sobie kopotw, wic warto zaryzykowa.
Powz zatrzyma si i zachybota przez chwil, gdy wonica zeskoczy na ziemi.
Drzwiczki otworzyy si i Dannyl stan obok powocego sugi.
- Zanie kufer do mojego mieszkania - rozkaza.
Mczyzna ukoni si i przeszed na ty powozu, gdzie do wskiej pki przywizany
by baga Dannyla. Mag chwyci mocno torb i ruszy ciek prowadzc do rezydencji
Wielkiego Mistrza. Po drodze zauway, e ogrody s puste, co byo dziwne w wolne
soneczne popoudnie.
Gdzie te si wszyscy podziali?
Nim stan przed drzwiami rezydencji, zascho mu w ustach, a serce zaczo mu bi
nieco zbyt szybko. Zaczerpn powietrza gboko w puca i sign do klamki. Zanim jednak
zdy zacisn na niej do, drzwi otworzyy si do rodka.
Na progu pojawi si sucy.
- Wielki Mistrz oczekuje ci w swej bibliotece, Ambasadorze Dannylu - powiedzia,
kaniajc si. - Pjd, prosz, za mn.
Kiedy Dannyl przekroczy prg, rozejrza si z podziwem po elegancko urzdzonym
salonie. Nigdy wczeniej nie by w tej rezydencji. Sucy otworzy boczne drzwi i
wprowadzi go na krt klatk schodow. Na grze przeszli krtkim korytarzem do szerokich
drzwi po prawej stronie. ciany pokoju zastawione byy regaami penymi ksiek. Jakie
sekrety mona w nich wyczyta? zastanawia si Dannyl. Czyby informacje o...
W tej chwili zauway stojce z boku pokoju biurko, zza ktrego obserwowa go
odziany na czarno mag. Serce Dannyla zabio mocniej i chwil pniej walio jak szalone.
- Witaj w domu, Ambasadorze Dannylu.
We si w gar! napomnia samego siebie Dannyl i skoni si uprzejmie Akkarinowi.
- Witaj, Wielki Mistrzu.
Drzwi si zamkny. Dannyl ktem oka dostrzeg, e sucy wyszed. Jestem w
puapce... Odepchn od siebie t myl, podszed do biurka i pooy torb przed Akkarinem.
- Oto notatki, ktrych dae.
- Dzikuj - powiedzia Akkarin. Jedn blad doni sign po torb, drug za
wskaza mu fotel. - Usid. Musisz by zmczony po podry.
Dannyl z wdzicznoci zagbi si w fotel, skd przyglda si, jak Wielki Mistrz
kartkuje jego zapiski. Dannylowi szybko min ostry bl gowy. Ostatniego wieczora wypi
nieco za duo siyo, starajc si odegna od siebie wizje czekajcego go spotkania.
- Widz, e odwiedzie Przewietn wityni.
Dannyl przekn lin.
- Owszem.
- Czy Arcykapan pozwoli ci przeczyta zwoje?
- Odczyta mi je... kiedy przysigem nikomu nie wyjawi ich zawartoci.
Przez twarz Akkarina przemkn cie umiechu.
- A take Grobowiec Biaych ez.
- Tak. To fascynujce miejsce.
- Ktre zawiodo ci do Armje?
- Niezupenie. Gdybym kontynuowa obrany kurs, zapewne udabym si do Sachaki,
ale obowizki Ambasadora nie pozwoliy mi na tak podr.
Akkarin zesztywnia.
- Przekraczanie granicy byoby... wielce niewskazane. - Wbi wzrok w Dannyla,
wyranie niezadowolony. - Sachaka nie naley do Krain Sprzymierzonych, wic jako
czonkowi Gildii nie wolno ci si tam zapuszcza bez wyranego rozkazu krlewskiego.
Dannyl potrzsn gow.
- Nie pomylaem o tym, ale te nie zamierzaem udawa si na nieznane terytorium,
nie przeprowadziwszy wczeniej odpowiedniego rozpoznania.
Akkarin rzuci mu badawcze spojrzenie, a nastpnie przenis wzrok na notatki.
- Dlaczego zatem odwiedzie Armje?
- Dem Ladeiri podpowiedzia mi, e warto zobaczy te ruiny, kiedy byem u niego z
wizyt.
Akkarin zaspi si.
- Doprawdy?
Przez chwil przeglda notatki w milczeniu. Po kilku minutach mrukn co ze
zdziwieniem, po czym podnis wzrok na Dannyla.
- Przeye?
Domylajc si, o co moe chodzi, Dannyl potakn.
- Tak, aczkolwiek mnie to wyczerpao.
Akkarin zagbi si na powrt w lekturze, Dannyl za zastanawia si, czy widzia
kiedykolwiek zaskoczenie na twarzy tego czowieka. Stwierdzi, e nie, i poczu dziwaczn
dum, e to wanie jemu udao si zadziwi Wielkiego Mistrza.
- A zatem pokonae barier - powiedzia w zamyleniu Akkarin. - Interesujce. Moe
komnata traci moc. Musi si to w kocu sta.
- Mog o co zapyta? - odway si Dannyl.
Akkarin spojrza na niego, unoszc brew.
- Zapyta moesz.
- Skoro miae wczeniej do czynienia z t Komnat Kary Ostatecznej, dlaczego
nikomu o tym nic powiedziae?
- Powiedziaem. - Przez twarz Akkarina przemkn cie umiechu. - Ale poniewa nie
da si jej zbada, nie uruchamiajc ataku, a take ze wzgldu na inne powody na tury
politycznej postanowiono, e bdzie o niej wiedzie wycznie starszyzna. Co oznacza, e
musz ci nakaza zachowanie tej wiedzy dla siebie.
Dannyl potakn.
- Rozumiem.
- Niedobrze, e moje ostrzeenie si rozpado. - Akkarin urwa, mruc oczy. - Czy
cokolwiek wskazywao na to, e kto mg je rozbi celowo?
Dannyl z zaskoczeniem pomyla o podpisie Akkarina na cianie.
- Trudno powiedzie co z pewnoci.
- Kto bdzie musia to zbada. To miejsce bardzo atwo moe sta si mierteln
puapk dla magw.
- Mog tam powrci osobicie, jeli zechcesz.
Akkarin przyglda mu si przez chwil z namysem, po czym skin gow.
- Dobrze. Lepiej, eby nikt inny nie dowiedzia si o tym miejscu. Twj asystent wie o
wszystkim, prawda?
Dannyl zawaha si, niepewny, ile Akkarin zdoa wyczu podczas kontaktu
mentalnego.
- Owszem... ale myl, e moemy zaufa Tayendowi.
Akkarin zamyli si na moment i ju otwiera usta, by co powiedzie, kiedy rozlego
si pukanie do drzwi. Jego wzrok natychmiast powdrowa w tamtym kierunku. Drzwi si
uchyliy.
Do biblioteki wszed z ukonem sucy.
- Wielki Mistrzu, przyby Mistrz Yikmo.
Akkarin skin gow. Gdy tylko zamkny si za sucym drzwi, wbi badawcze
spojrzenie w Dannyla.
- Moesz za tydzie wrci do Elyne. - Zamkn torb. - Przeczytam to dokadnie i
bd chcia jeszcze z tob porozmawia. Na razie jednak - podnis si - musz wzi udzia
w oficjalnym pojedynku.
Dannyl zamruga ze zdziwienia.
- Oficjalnym pojedynku?
Wielki Mistrz prawie si umiechn.
- Moja nowicjuszka, zapewne nierozsdnie, wyzwaa innego studenta.
Sonea wyzwaa Regina na pojedynek? Dannyl zachichota na myl o zwizanych z
tym moliwociach i ewentualnych konsekwencjach.
- Musz to zobaczy.
Akkarin wyszed z biblioteki, a Dannyl za nim, z uczuciem ulgi pomieszanej z
zaskoczeniem. Ominy go ostre pytania o powd jego poszukiwa. Akkarin sprawia
wraenie niemal zadowolonego z postpw. A zatem on i Tayend - jak rwnie Lorlen - nie
zasuyli na gniew Wielkiego Mistrza.
Ani te Rothen, aczkolwiek wygldao na to, e na szczcie Akkarin nic nie wie o
jego najnowszych zainteresowaniach. I nie pado ani sowo o Tayendzie.
Pozostawao spotka si z Rothenem. Mentor Dannyla bdzie zapewne zaskoczony
pojawieniem si swego dawnego podopiecznego. Dannyl nie uprzedzi go o tej wizycie,
poniewa list nie dotarby tu przed nim, a wola nie ryzykowa komunikacji mentalnej.
Rothen zawsze umia wyczyta wicej z jego myli, ni Dannyl chcia przekaza.
Tym razem nie mia pojcia, jak Rothen przyjmie wiadomo, e jego byy nowicjusz
jest istotnie winien tego, o co oskara go Fergun. Nie chcia straci jedynego naprawd
bliskiego przyjaciela w Gildii.
Postanowi jednak, e nie bdzie zaprzecza pogoskom dotyczcym Tayenda: Rothen
bez trudu wyczuby kamstwo. Pozostanie mu przekona go, e nie naraa przez t znajomo
honoru. Elynowie s tolerancyjni, wic on powinien si dostosowa do panujcych wrd
nich zwyczajw.
Za kilka tygodni znajdzie si na powrt w Elyne, z pozwoleniem Wielkiego Mistrza
na badanie Armje w przerwach obowizkw dyplomatycznych. No i bdzie z Tayendem.
Jego sytuacja przedstawiaa si znacznie lepiej ni jeszcze par godzin wczeniej.
Sonea poprawia wze pasa i wygadzia fady szaty. Nagle wydaa jej si zbyt cienka
i zdecydowanie za lekka.
Powinnam woy zbroje, a nie szat.
Zamkna oczy i zapragna, by kto krzta si wok niej podczas tych przygotowa.
Oczywicie Yikmo nic mg tu wej, pki zmieniaa strj. Podobnie zreszt jak Akkarin, za
co zreszt bya nieskoczenie wdziczna losowi. Nie, tak naprawd brakowao jej teraz Tani.
Suca Rothena wymogaby na niej obietnic, e wyjdzie z dzisiejszej walki jako
zwyciczyni, a zarazem przekonaaby j, e ewentualna przegrana nie bdzie miaa adnego
znaczenia dla ludzi, ktrzy j kochaj.
Wzia gboki wdech i uznaa, e zawizaa pas nieco za mocno, wic odrobin go
poluzowaa. Dzi moe potrzebowa wikszej swobody ruchw. Zerkna na tac z ciastkami
i bueczkami, ktr zostawia jej wczeniej Viola. Czujc cisk odka, odwrcia si od
stolika i zacza znw kry po pokoju.
Miaa pewn przewag nad rywalem. Przez ostatni tydzie szpiedzy" Mistrza Yikmo
donosili im o wszystkim, czego Regin uczy si na arenie, jej wasny trening odbywa si za
w klaustrofobicznym wntrzu Kopuy. Yikmo zaprezentowa jej kad taktyk, ktr sabszy
mag mg obra w walce z mocniejszym. Nauczy j wszystkich sztuczek, w ktrych Garrel i
Bakan szkolili Regina, a take kilku innych. Swojego mentora widywaa rzadko. Czua
jednak na kadym kroku jego wpywy. Protesty przeciwko angaowaniu si nowicjuszy w
oficjalne pojedynki ucichy po jednym dniu. Balkanowi chyba nie spodobao si
wykorzystanie przez Sone Kopuy jako sali treningowej, ale nie zabroni tego. A kiedy
Sonea po raz pierwszy wesza do podziemnego pomieszczenia, Yikmo powiedzia jej, e
Wielki Mistrz wzmocni sklepienie, by mie pewno, e si nie zawali.
A do nastpnego wieczora nie przyszo jej na myl, e uyta w tym celu moc moga
mie rdo w praktykach czarnej magii. Nie moga zasn, czujc wyrzuty sumienia na myl,
e magia, ktra pomaga jej w niewanym sporze z innym nowicjuszem, moe by efektem
cierpienia kogo nieznajomego.
Nie moga jednak odrzuci pomocy Akkarina, jeli nie chciaa wzbudza adnych
podejrze. Nawet gdyby odmwia, zasaniajc si dum, on mia j osania w czasie walki.
To jego magia bdzie j chroni wewntrzn tarcz na wypadek, gdyby jej wasna si
rozpada. Ta wiadomo potgowaa tylko jej niepokj. Gdyby nie Rothen i Lorlen byaby
skonna podejrzewa, e Akkarin moe wykorzysta pojedynek jako doskona okazj do
pozbycia si jej.
Poderwaa si na dwik pukania do drzwi. Jej ttno przyspieszyo.
Chyba ju czas pomylaa.
Strach szybko zastpio uczucie ulgi. Wzia gboki oddech i powoli wypuszczaa
powietrze z puc, podchodzc do drzwi. Serce podskoczyo jej znw do garda na widok
Akkarina, ale ujrzawszy towarzyszcego mu mczyzn, zapomniaa o lku.
Rozpoznaa, bowiem Dannyla.
- Wielki Mistrzu - powiedziaa z ukonem. - Ambasadorze Dannylu.
- Przyby Mistrz Yikmo - powiadomi j Akkarin.
Sonea raz jeszcze odetchna gboko i pobiega na d. Po salonie kry Yikmo,
ktry unis gow, gdy tylko wesza.
- Soneo! Jeste gotowa. To dobrze. Jak si czujesz?
- Doskonale. - Umiechna si, wiadoma, e za ni schodz po schodach dwaj
magowie. - Jak inaczej miaabym si czu po wszystkich tych lekcjach?
Umiechn si krzywo.
- Twoje zaufanie do mnie... - Urwa na widok wchodzcych do pokoju Akkarina i
Dannyla. - Dzie dobry, Wielki Mistrzu. Ambasadorze.
- Domyliem si, e przyszede po moj nowicjuszk - rzek Wielki Mistrz - tote
posaem j na d.
- Owszem, przyszedem po Sone - odpar Yikmo, rzucajc jej spojrzenie. - Nie
powinnimy kaza Reginowi czeka.
Gwne drzwi stany otworem i Akkarin wskaza im drog. Czujc na sobie wzrok
wszystkich trzech magw,
Sonea wysza w soneczne popoudnie.
Na ciece prowadzcej do gmachu Uniwersytetu Yikmo zrwna z ni krok i szed po
jej prawej stronie, Akkarin za po lewej. Za sob syszaa kroki Dannyla. Powstrzymaa si od
obejrzenia si na niego, ale nie moga oprze si snuciu przypuszcze, jakie sprawy mogy
czy Dannyla z Akkarinem. Na pewno co wanego, inaczej nie przybyby z Elyne.
Jej towarzysze zachowywali milczenie. Sonea rzucia raz spojrzenie w stron swego
nauczyciela, ale Yikmo jedynie umiechn si w odpowiedzi. Nie musiaa patrze na
Akkarina, by by doskonale wiadoma jego obecnoci. Nigdy wczeniej nie czua si
podopieczna Wielkiego Mistrza. Nagle poczua na sobie ciar oczekiwa Gildii. Jeli
przegra...
Myl o czym innym, powiedziaa sobie. Zbliajc si do Uniwersytetu, zacza, wic
odtwarza w pamici ostatnie lekcje.
Regin bdzie usiowa wyczerpa twoj moc. W odpowiedzi najlepiej jest posuy
si podstpem i oszustwem".
Podstp z pewnoci naley do repertuaru Regina. Wielokrotnie podczas
pierwszorocznych lekcji sztuk wojennych zaskakiwa j faszywymi uderzeniami.
Wikszo tego, czego si uczya, okae si nieprzydatna. Na arenie nie musisz
posugiwa si projekcj: nic na niej si nie rusza. Uderzenia oguszajce s dozwolone, ale
uwaane za dowd zych manier. Uderzenie mylowe jest oczywicie zakazane, aczkolwiek
mogoby jedynie posuy jako element odwrcenia uwagi".
Regin nigdy nie posugiwa si wobec niej uderzeniami mylowymi, poniewa nie
uczyli si jeszcze, jak je stosowa.
Unikaj gestykulacji! Zdradzasz swoje zamiary. Dobry Wojownik nie porusza si
podczas walki, nawet minie jego twarzy nie drgaj".
Yikmo zawsze mwi o Wojownikach w rodzaju mskim, co z pocztku j bawio, ale
potem zaczo drani. Kiedy jednak zwrcia na to uwag, rozemia si.
- Mistrzyni Vinara pochwaliaby ci - powiedzia. - Za to Balkan odpowiedziaby tak:
Kiedy kobiety bd stanowiy wikszo Wojownikw, zastanowi si nad doborem sw".
Sonea umiechna si do swego wspomnienia i z tym umiechem na ustach mina
gmach Uniwersytetu i zbliya si do tumu magw czekajcego przed aren.
- Wszyscy tutaj przyszli? - jkna.
- Zapewne - odpar lekko Yikmo. - Regin celowo wybra Dzie Wolny na t walk,
bdzie mia, wic wielu wiadkw swej poraki.
Sonea poczua, e krew odpywa jej z twarzy. Nowicjusze i magowie stali wok,
przygldajc si jej. Obecni byli nawet nie-magowie: ony, mowie, dzieci i sucy -
wszyscy przyszli obejrze widowisko. Spogldao na ni kilkaset par oczu. Wszystkie gowy
odwracay si ku niej, kiedy z nauczycielem i mentorem wesza w tum. Starszyzna staa
szeregiem. Yikmo poprowadzi j ku tym magom, a gdy przystan, ukonia si. Nastpiy
oficjalne powitania, ale
Sonea bya zbyt zdenerwowana, eby zwraca na cokolwiek uwag, dopki nie
usyszaa swojego imienia.
- Witaj, Soneo. Twj przeciwnik oczekuje na spotkanie - powiedzia Mistrz Balkan,
wskazujc rk.
Powdrowaa za ni wzrokiem i dostrzega Regina stojcego wraz z Mistrzem
Garrelem przy uku z ywopotu.
cieka, na ktrej stali, prowadzia prosto na aren.
- Powodzenia, Soneo - umiechn si do niej Lorlen.
- Dzikuj, Administratorze. - Gos jej si zachwia, co j dodatkowo zirytowao. To
przecie ona rzucia wyzw nie. Powinna zmierza do walki w penej gotowoci i z
niewzruszon pewnoci siebie.
Zanim ruszya w kierunku areny, Yikmo pooy jej do na ramieniu.
- Nie stra gowy, a wszystko bdzie dobrze - mrukn, po czym popchn j lekko do
przodu.
Podesza do uku z samym tylko Akkarinem. Twarz Regina wykrzywi szyderczy
grymas, wywoujc u niej wspomnienie ich pierwszego spotkania podczas Ceremonii
Przyjcia.
Odpowiedziaa dumnym spojrzeniem.
Czujc na sobie wzrok Mistrza Garrela popatrzya na niego. Mag wpatrywa si w ni
z nieskrywan niechci i gniewem. Zastanowio j, co go tak zoci. Czyby mia jej za ze
dodatkowy czas, ktry musia powici na przygotowanie swojego podopiecznego? A moe
czu si obraony faktem, e miaa czelno wyzwa jego siostrzeca? Albo mia jej za ze, e
musi wystpowa przeciwko Wielkiemu Mistrzowi?
Co mnie to obchodzi? Nic. Gdyby potrafi to przewidzie, powstrzymaby moe
Regina od drczenia jej, od kiedy zostaa podopieczn Wielkiego Mistrza. Umiechna si na
myl, e ta walka moe przysporzy mu kopotw. Odwrcia si. Przesza pod ukiem i
ruszya w kierunku areny.
U boku Akkarina przesza przez portal i stana porodku wysypanego piaskiem
krgu. Garrel, Regin i Balkan zeszli za nimi. Poza krgiem masztw ustawiali si magowie i
nowicjusze. Niektrzy przysiadali na stopniach.
Spojrzaa na Regina. Rozglda si po tumie z zaskakujco spokojn min. Przebiega
oczami po zgromadzonych i zatrzymaa wzrok na Rothenie stojcym razem z Dorrienem
wrd innych. Dorrien pochwyci jej spojrzenie i pomacha do niej rk. Rothen zdoby si na
saby umiech.
Balkan stan midzy ni a Reginem, unis rce i poczeka, a umilkn gosy
zgromadzonych.
- Mino wiele lat, odkd po raz ostatni dwaj magowie zdecydowali si rozwiza
swj spr, lub te zmierzy siy w oficjalnym pojedynku na arenie - zacz. - Dzi bdziemy
wiadkami pierwszego takiego wydarzenia od pidziesiciu dwch lat. Po mojej prawicy stoi
wyzywajca, Sonea, wybrana nowicjuszka Wielkiego Mistrza. Po mojej lewicy stoi
wyzwany, Regin z rodu Winar, Domu Paren, wybrany nowicjusz Mistrza Garrela. Mentorzy
obojga walczcych zobowizali si do ich ochrony. Prosz ich, zatem o stworzenie
wewntrznej tarczy wok swoich podopiecznych.
Sonea poczua na ramieniu lekki dotyk rki. Wzdrygna si, po czym spojrzaa na
siebie. Tarcza Akkarina bya niemal niewyczuwalna. Powstrzymaa ch natychmiastowego
wyprbowania jej.
- Opiekunowie mog teraz opuci aren.
Patrzya, jak Akkarin i Garrel wchodz w tunel. Kiedy wynurzyli si na stopniach
areny, twarz Garrela bya czerwona ze zoci, Akkarin za wyglda na rozbawionego.
Najwyraniej pady jakie sowa, ktre rozgnieway mentora Regina. Czyby Wielki
Mistrz zadrwi sobie z niego?
Mimowolnie poczua rodzaj niespodziewanej satysfakcji na sam myl o tym. Uczucie
to jednak wyparowao, gdy tylko znowu odezwa si Bakan.
- Przeciwnicy, prosz zaj pozycje.
Regin natychmiast obrci si na picie i ruszy ku bandzie, Sonea udaa si, wic w
drug stron. Odetchna kilkakrotnie powoli i gboko. Wkrtce bdzie musiaa skupi ca
uwag na Reginie. Zapomnie o tych wszystkich ludziach dookoa, myle jedynie o walce.
Kilka krokw od bandy odwrcia si. Balkan zblia si do portalu. Chwil pniej
znalaz si w jego rodku. Nastpnie pojawi si na szczycie schodw i stan nad portalem.
- Zwycizca musi wygra wikszoci w piciu rundach - zwrci si do publicznoci.
- Runda koczy si w chwili, gdy wewntrzna tarcza zostanie uderzona z moc uznawan za
rozstrzygajc. Uderzenia mylowe s zabronione. Jeli jedno z walczcych posuy si magi
przed rozpoczciem rundy, przegrywa j bez walki. Runda zaczyna si, kiedy powiem start",
a koczy si, gdy powiem ..stop". Zrozumielicie?
- Tak, Mistrzu - odpowiedziaa Sonea.
Regin powtrzy jej sowa.
- Jestecie gotowi?
Znw jego odpowied pada moment pniej ni jej.
Balkan unis rk i pooy j w pobliu bariery areny.
Wysa fal mocy, ktra rozbysa nad kopu. Sonea spojrzaa na Regina.
- Start!
Regin sta z zaoonymi rkami, ale na jego twarzy nie malowa si drwicy umiech,
ktrego si spodziewaa. Ujrzaa natomiast falowanie powietrza, gdy wypuci pierwszy
pocisk. Uderzy w jej tarcz sekund po tym, jak wysaa swj.
Jej tarcza zachowaa moc, ale on nie uderza ponownie.
Widziaa, e na jego czole pojawia si zmarszczka. Niewtpliwie zastanawia si, jak
najatwiej mgby j pozbawi mocy.
Powietrze pomidzy nimi ponownie zamigotao, kiedy wysa w jej kierunku kolejn
wizk magii, tym razem w uderzeniu wielokrotnym. Pociski poyskiway biel, ale raczej
wyczuwaa je, ni widziaa. Wyglday jak uderzenia mocy... ale albo byy tak silne, e
barwiy si lekko na biao, albo...
Sonea poczua, jak pierwsze z nich dotykaj jej tarczy, i zamiaa si w duchu. Regin
usiowa zmyli j w ten sposb, by wzmocnia tarcz. Zamierzaa j wrcz osabi, ale
zmiana drga powietrza ostrzega j, e szykuje si co nowego. Kiedy w jej tarcze uderzy
pocisk penej mocy podzikowaa swojemu instynktowi, poniewa cios by tak potny, e
musiaa si cofn o krok.
Spad na ni istny grad lekkich uderze, wysaa, wic w odpowiedzi potny strumie
energii. Regin zaniecha ataku i wzmocni tarcz, ale chwil przed tym, jak dosign go jej
pocisk cieplny, wytya jeszcze wol i rozproszya go w deszcz drobniejszych czerwonych
uderze oguszajcych, ktre rozprysy si na tarczy Regina.
Jego twarz wykrzywia si ze zoci. Sonea umiechna si, syszc pomruki na
widowni. Magowie najwyraniej docenili ten art - musieli sysze, e Regin posugiwa si
przeciwko niej uderzeniami oguszajcymi.
Nastpny atak Regina przyszed szybko, ale okaza si atwy do odparcia. Sonea
bawia si jego zoci, odpowiadajc jedynie oguszeniami. Przestaa je ukrywa: pozna ju
t sztuczk. Mimo e nie posuwao to nijak walki do przodu, nie potrafia si powstrzyma od
dranienia si z nim. Miaa jeszcze mnstwo energii, a gniew mgby sprawi, e przeciwnik
si potknie. Posugiwanie si w pojedynku uderzeniami oguszajcymi nie byo jednak zbyt
mile widziane i zapewne nie przysporzy jej sympatii w Gildii.
Regin nagle zacz zasypywa j gradem ciosw. Uderzenia mocy i ciepa, i to rnej
siy. Tarcza Sonei migotaa lekko pod ich naciskiem. Odpowiedziaa podobnym
bombardowaniem, rozpoznajc prost taktyk. Otrzymujc tyle rnorodnych uderze,
bronicy si mia do wyboru dwie moliwoci: utrzymywa tarcz zdoln zablokowa
najpotniejsze z nich i uwaa na wszystko, co moe okaza si jeszcze silniejsze, albo
stara si zachowa jak najwicej mocy poprzez modyfikowanie tarczy przy kadym
uderzeniu.
Sonea odpowiedziaa kontratakiem i zobaczya, e Regin modyfikuje tarcze. Aby to
robi, rwnoczenie nie przestajc atakowa, potrzebowa wielkiej koncentracji. Twarz mia
napit, a jego oczy biegay od pocisku do pocisku.
Wymagao to wielkiego wysiku.
Mgby j w kocu w ten sposb wyczerpa. Wiedziaa, e jeden potny cios
przeamaby jego atak, ale do tego musiaaby zuy jeszcze wicej mocy - a na to przecie
czeka.
Obrana taktyka bya jednak rwnie jego saboci. Taka obrona moe dziaa jedynie
pod warunkiem, e dostrzee si wszystkie ciosy. Musz zrobi co nieoczekiwanego.
Zmiana toru wysanego ju pocisku wymagaa dodatkowej mocy, ale nie a tyle, ile
potny cios. Skoncentrowaa si i w ostatniej chwili pokierowaa jednym ze swoich uderze
mocy tak, by okryo Regina i uderzyo go od tylu.
Regin zatoczy si do przodu. Otworzy szeroko oczy, po czym zmruy je, a jego
twarz zapona zoci.
- Stop!
Sonea przerwaa natychmiast atak i zrzucia tarcz. Spojrzaa wyczekujco ku
Balkanowi.
- Pierwsz rund wygraa Sonea.
Powietrze wypeni gwar gosw - magowie wymieniali opinie na temat tego, co
wanie zobaczyli. Sonea usiowaa powstrzyma cisncy si jej na usta umiech, ale w kocu
poddaa si. Wygraam pierwsz rund! Zerkna w kierunku Regina. By czerwony ze zoci.
Balkan unis rce. Gwar ucich.
- Gotowi do rozpoczcia drugiej rundy? - spyta.
- Tak, Mistrzu - odpowiedziaa.
Regin potakn szorstko.
Balkan pooy do na barierze areny.
- Start!
ROZDZIA 37
PODOPIECZNA WIELKIEGO MISTRZA
Lorlen umiechn si pod nosem, kiedy dwjka nowicjuszy ponownie stana
naprzeciwko siebie. Pierwsze zwycistwo Sonei miao w sobie wszystko, czego jej byo
trzeba. Nie wygraa dziki swej sile, ale znalaza saby punkt obrony przeciwnika. Zerkn na
Mistrza Yikmo i ze zdumieniem zauway, e Wojownik ma powan min.
- Nie wygldasz na zadowolonego. Mistrzu Yikmo - mrukn do niego.
Tamten odpowiedzia mu umiechem.
- Ale jestem. To pierwszy raz, kiedy udao jej si pokona Regina. atwo jest jednak
w euforii po zwycistwie straci rozum.
Gdy Sonea zacza atakowa Regina z wyranym zapaem, Lorlen zrozumia nieco z
niepokoju jej nauczyciela.
Nie bd zbyt pewna siebie, Soneo, pomyla. Regin bdzie teraz ostroniejszy.
Regin broni si bez trudu, w pewnym momencie zaatakowa.
Wkrtce powietrze wewntrz areny gotowao si od magii. Nagle Sonea rozoya
ramiona i spojrzaa w d, a jej atak osab. Lorlen usysza westchnienia wok siebie, ale
tarcza Sonei utrzymaa si pomimo wzrastajcej siy ataku Regina.
Administrator spojrza na ziemi pod stopami Sonei i zauway, e piasek porusza si
lekko. Pod jej butami rysowa si okrg dysku mocy. Sonea lewitowaa tu nad ziemi.
Lorlen zna t taktyk. Mag bdzie spodziewa si ataku ze wszystkich stron - tylko
nie z dou. Kuszce bywa, zatem zakoczenie tarczy tam, gdzie styka si ona z ziemi,
zwaszcza, e pozwala to zaoszczdzi nieco mocy. Sonea ewidentnie rozcigna tarcz
rwnie pod stopy, a umiejtno lewitacji uchronia j przed wyldowaniem nosem na ziemi,
kiedy piasek porusza si i wybrzusza. Lorlen przypomnia sobie jednak, e lewitacji uczy si
dopiero na trzecim roku.
- Doskonay pomys, eby jej tego nauczy - szepn.
Yikmo pokrci przeczco gow w odpowiedzi.
- Ale nie mj.
Na twarzy Sonei malowao si napicie. Do lewitacji potrzebna bya koncentracja,
utrzymywanie tarczy i jednoczesny atak te nie naleay do najatwiejszych zada, tote
posyaa jedynie serie atwych uderze. Lorlen wiedzia, e powinna zmusi Regina do takiej
samej koncentracji i do podobnego zuycia mocy. Piasek pod nogami Regina zacz si
unosi, ale chopak po prostu odsun si na bok.
W tej samej chwili Sonea rozrzucia znw ramiona z powodu dosigajcego jej
kolejnego podziemnego ataku, a jej wasny cios chybi. Stop!
- Drug rund wygra Regin.
Wrd nowicjuszy day si sysze okrzyki. Regin rozpromieni si i pomacha do
swoich poplecznikw, Sonea tymczasem zmarszczya brwi, najwyraniej z siebie
niezadowolona.
- Dobrze - oznajmi Yikmo.
Lorlen spojrza pytajco na Wojownika.
- Naleao jej si - wyjani Yikmo.
W krtkiej przerwie miedzy rundami Rothen wypatrywa Dannyla wrd magw
stojcych po przeciwnej stronie areny. Jego przyjaciel znik z zajmowanego wczeniej
miejsca pomidzy starszyzn. Rothen czu si rozdarty: jednoczenie chcia przyglda si
walce i odnale Dannyla.
Pojawienie si byego podopiecznego w towarzystwie Sonei, Yikmo i Akkarina
zdumiao Rothena. Dannyl nie powiadomi go, e zamierza odwiedzi Gildi, nie wysa
nawet krtkiej informacji mylowej. Czyby to znaczyo, e zjawi si w sekrecie?
Najwyraniej jednak przestao to by tajemnic. Pojawiajc si razem z Sone i
Wielkim Mistrzem, Dannyl objawi swoje przybycie wszystkim zgromadzonym. Ale
naprawd drczyo Rothena, co innego: obecno u boku Wielkiego Mistrza. Zwaszcza, e
od kilku tygodni nie mia adnych wieci ani listw od Dannyla.
Pytania goniy pytania. Czyby Akkarin odkry prob Rothena? Moe Dannyl po
prostu odwiedzi Wielkiego Mistrza w dyplomatycznej misji? Co jednak, jeli chodzi tu o
jakie ciemne sprawki i Dannyl nie ma nawet pojcia, e pomaga czarnemu magowi? Chyba,
e odkry prawd o Akkarinie...
- Witaj, stary druhu.
Rothen podskoczy, syszc gos tu nad swoim uchem.
Dannyl umiecha si, najwyraniej zadowolony, e udao mu si przestraszy
swojego mentora. Skin gow Dorrienowi, ktry przywita go ciepo.
- Dannyl! Czemu nie zawiadomie mnie o swoim przyjedzie? - zapyta z nagan w
gosie Rothen.
Dannyl umiechn si przepraszajco.
- Wybacz, powinienem by si skontaktowa. Zostaem wezwany do
niespodziewanie.
- Po co?
Mody mag odwrci wzrok.
- Musiaem tylko zda raport Wielkiemu Mistrzowi.
Wezwany niespodziewanie, by tylko zda raport Wielkiemu Mistrzowi? Balkan
ogosi wanie pocztek nastpnej rundy, tote Rothen wpad w rozterk, z jednej strony
chcia obserwowa pojedynek, z drugiej jednak nie mg si doczeka wypytania przyjaciela.
Odwrci si w kocu ku arenie, jeli Dannyl zechce rozmawia o spotkaniu z Akkarinem, to
zapewne nie wrd tumu magw. Nie, postanowi Rothen. Wszystkie pytania zadam mu
pniej.
Regin broni si teraz odwanie i ryzykownie. Zamiast podnosi tarcz, odbija pociski
Sonei. Kiedy strumienie magii zderzay si, aren wypeniay okruchy mocy, zbyt sabe
jednak, by mogy stanowi jakie zagroenie dla ktregokolwiek z walczcych. Kilka z nich
dotaro do bariery areny, tworzc na niej drgajce byskawice. Przez cay czas Regin nie
przestawa te bombardowa Sonei pociskami. Mimo e bronia si bez trudu, byo jasne, e
musi zuywa wicej mocy, chociaby do samego utrzymywania tarczy.
Zareagowaa wzmocnieniem ataku. Taktyka Regina znw opieraa si na wypatrzeniu
wszystkich kierowanych przeciw niemu pociskw. Jeli przepuci ktrykolwiek z nich,
bdzie musia bardzo szybko unie tarcz.
Rothen zobaczy, e tak wanie si stao: jedno z uderze Sonei przedaro si. Zanim
jednak zdy wstrzyma oddech, pocisk zderzy si z pospiesznie utworzon barier.
Sonea zacza si zblia do Regina: skracanie dzielcej ich odlegoci oznaczao, e
bdzie musia reagowa szybciej. Kiedy stanli w odlegoci zaledwie kilku krokw,
uderzenia Regina nagle zaczy zawodzi. Chopak zachwia si, cofn o par krokw i
wyda okrzyk zdumienia. Magia nagle znika z areny.
- Stop!
Zapado milczenie, szybko zastpione cichym szmerem wrd widowni.
- Trzeci rund wygraa Sonea.
Magowie gono wyraali zmieszanie. Rothen zmarszczy brwi i potrzsn gow.
- Co si stao?
- Myl, e uderzenia Sonei byy zdublowane - odrzek Dorrien. - W niewielkiej
odlegoci za uderzeniem leciao nastpne. Z perspektywy Regina wyglday jak pojedyncze
pociski, jego defensywne kontruderzenia zatrzymyway te pierwsze, ale nie mia czasu, by
zauway bliniacze.
Kilku magw musiao podsucha wyjanienia Dorriena, poniewa kiwali teraz
gowami z wyranym podziwem.
Dorrien spojrza z dum na ojca.
- Patrzenie na ni to czysta przyjemno.
- Owszem - potakn Rothen i westchn, gdy tylko jego syn odwrci si ponownie ku
arenie.
Najwyraniej Dorrien by o krok od zakochania si. Nigdy jeszcze nie pragn tak
bardzo, eby jego syn wrci do swojej wioski.
Nad szmer gosw wybi si gromki okrzyk Balkana:
- Prosz zaj pozycje!
Sonea odsuna si od Regina.
- Gotowi do rozpoczcia czwartej rundy?
- Tak, Mistrzu - przeciwnicy odpowiedzieli jednoczenie.
Przez barier areny przemkna byskawica.
- Start!
- Start!
Sonea zaczynaa kolejn rund daleka od tego, by mie poczucie triumfu. Sposoby,
ktrych uya do pokonania Regina, kosztoway j sporo mocy. Jeli jego zwycistwo
zaleao od tego, czy zdoa j zmusi do wyczerpania caej energii, to by na najlepszej drodze
do wygranej.
Tym razem bdzie musiaa uwaa. Nie moe pozwoli, by zwid j swoimi
sztuczkami. Musi oszczdza moc, poniewa jeli poniesie klsk w tej rundzie, to nie
wystarczy, e nastpn po prostu przetrwa.
Przez chwil spogldali na siebie z Reginem, stojc bez tarcz i bez ruchu. Nagle Regin
zmruy oczy, a powietrze midzy nimi wypenio si setkami niemal niewidocznych uderze
cieplnych, z ktrych kade byo tak mocne, e mogo by uznane za rozstrzygajce, gdyby
przebio si do jej wewntrznej tarczy. W tym deszczu sabszych ciosw dostrzega znacznie
potniejsze, tote wzniosa tarcz dostatecznie mocn, by powstrzyma wszystkie.
Zanim jednak pociski dotary do niej, rozwiay si w nico.
Za na Regina za to oszustwo, wysaa ku niemu taki sam grad ciosw, tym
silniejszym pozwolia jednak uderzy jego tarcz, liczya na to, e uzna on jej atak za
odwzajemnienie si tak sam sztuczk.
Regin jednak nie da si na to zapa, niemniej musia cofn si o krok, a wyraz jego
twarzy zdradza oznaki wysiku. Sonea poczua przypyw radoci. Regin te si mczy!
Prowadzi teraz ostrony atak, skomplikowany, ale oszczdzajcy energi. Wypeni
powietrze wiatem, jakby liczy na to, e ukryje kilka mocniejszych pociskw w olepiajcej
jasnoci. Przy kadym jego uderzeniu Sonea obserwowaa drobne oznaki zmczenia na
twarzy i w ruchach przeciwnika. Usiowa to ukry, ale stawao si powoli jasne, e nie zdoa
ju stworzy powaniejszego zagroenia dla niej.
Spogldaa na niego poprzez rozbyski i zauwaya, e skrzywi si widocznie, kiedy
uderzy w niego jeden z jej mocniejszych ciosw. W tej samej chwili poczua, jak
niespodziewanie mocne uderzenie z gry dosiga jej tarczy.
Osona zachwiaa si i chwil pniej rozpada po naciskiem kolejnego ciosu, ktry
nadszed natychmiast po pierwszym.
- Stop!
Poczua niedowierzanie i niepokj, kiedy zdaa sobie spraw, e on tylko udawa
zmczenie. Nastpnie na widok jego zadowolonej miny ogarna j zo na sam siebie za
okazan gupot.
- Czwart rund wygra Regin.
Znaa jednak jego ograniczenia. Musi si w kocu zmczy.
Zamkna oczy, sigajc do rda swojej mocy. Zapasy zmalay, ale daleko im byo
do wyczerpania.
Yikmo odradza jej pokonanie R