You are on page 1of 22

Tytu: AGODNA

Autor: FIODOR DOSTOJEWSKI


PRZEOY GABRIEL KARSKI

OPOWIADANIE FANTASTYCZNE
OD AUTORA
Przepraszam moich czytelnikw, e tym razem zamiast Dziennika w zwykym
ksztacie daj im tylko opowiadanie. Ale rzeczywicie pracowaem nad tym utworem
przez wiksz cz miesica. W kadym razie prosz czytelnikw o wyrozumiao.
A teraz - co do samego opowiadania. Daem mu podtytu fantastyczne, chocia
uwaam je za jak najbardziej realne. Ale fantastyczno jest w nim istotnie - a
mianowicie w samej formie opowieci, co te chciabym zawczasu wyjani.
Chodzi o to, e nie jest to opowiadanie, ani nie s to notatki. Prosz sobie
wyobrazi ma, ktrego ona ley na stole martwa: przed kilkoma godzinami
popenia samobjstwo, rzuciwszy si z okna. Jest wzburzony i jeszcze nie zdy
zebra myli. Chodzi po pokojach i usiuje zda sobie spraw z tego, co zaszo,
uporzdkowa swe myli. Dodajmy, e jest to zagorzay hipochondryk z gatunku
tych, co sami z sob rozmawiaj. Oto wanie mwi sam do siebie, referuje
spraw, wyjania j sobie. Mimo pozorn cigo tej relacji, niejednokrotnie
przeczy sobie - zarwno logicznie jak uczuciowo. To usprawiedliwia siebie, to
oskara j i wdaje si w uboczne rozwaania: mamy tu i wulgarno myli, i
serca, i gbi uczucia.
Z wolna rzeczywicie wyjania sobie spraw i porzdkuje myli. acuch
wywoanych przeze wspomnie nieodparcie przywodzi go wreszcie do prawdy; prawda
nieodparcie uwzniola jego umys i serce. Pod koniec zmienia si nawet sam ton
opowieci - w porwnaniu z chaotycznym jej pocztkiem. Prawda do jasno i
wyranie - przynajmniej dla niego samego - odstania si przed nieszcznikiem.
Oto temat. Ma si rozumie, przebieg opowieci obejmuje kilka godzin - z
zawieszeniami i przeskokami - i ma ksztat nader zawiklany: bohater mwi sam do
siebie, to znw zwraca si jak gdyby do niewidzialnego sdziego. Tak te zawsze
bywa w rzeczywistoci. Gdyby stenograf mg go podsucha i wszystko zanotowa tekst wypadby nieco bardziej chropowaty, surowy, anieli u mnie; ale, jak mi
si wydaje, proces psychologiczny chyba pozostaby nie zmieniony. Ot ta
hipoteza o stenografie, ktry wszystko zanotowa (po czym ja bym opracowa to
literacko), stanowi wanie to, co w tym opowiadaniu traktuj jako element
fantastyczny. Ale w sztuce co podobnego nieraz bywao dopuszczalne. Wiktor Hugo
na przykad w swym arcydziele Ostatni dzie skazaca zastosowa chwyt prawie
identyczny i cho nie wprowadzi stenografa, pozwoli sobie na jeszcze wiksze
nieprawdopodobie-stwo, zakadajc, e skazaniec moe (i ma czas) kreli
notatki nie tylko w ostatnim dniu, lecz nawet w ostatniej godzinie, dosownie w
ostatniej minucie. Gdyby jednak zaniecha tej fantyzji, nie powstaby i sam
utwr - najrealniejszy i najprawdziwszy ze wszystkich, jakie napisa.

ROZDZIA PIERWSZY
I.

KIM BYEM JA I KIM BYA ONA

...O, dopki ona tu jest-wszystko jeszcze dobrze: podchodz i coraz spogldam; a


wynios j jutro - jake ja tu zostan sam? Teraz ley w saloniku, na stole,
zestawiono dwa stoliki do kart, a trumna bdzie jutro, biaa, wybita biaym
atasem, a zreszt ja nie o tym... Wci chodz i chodz, eby to sobie
wytumaczy. Oto ju tak od szeciu godzin chodz, usiujc sobie wytumaczy i
wci nie mog skupi myli. Rzecz w tym, e chodz, chodz, chodz... To byo
tak: po prostu opowiem wszystko po kolei. (Porzdek!) Panowie, wcale nie jestem
literatem, i wy to widzicie, ale niech tam, opowiem tak, jak sam rozumiem. Std
wanie cae moje przeraenie, e wszystko rozumiem!

Ot, jeeli chcecie wiedzie, to znaczy, jeli zacz od samego pocztku - po


prostu przychodzia do mnie zastawia rne rzeczy, aby opaca ogoszenia w
Gosie: e tak a tak, guwernantka gotowa na wyjazd i na przychodzenie na
lekcje do domw itd., itd. To byo na samym pocztku i ja naturalnie nie
odrniaem jej od innych: przychodzi tak jak wszyscy i tak dalej. A pniej to
zaczem j odrnia. Bya taka szczuplutka, blondyneczka, redniego wzrostu, w
mojej obecnoci zawsze jaka niezrczna, jakby skrpowana (myl, e taka sama
bya wobec kadego, a ja, ma si rozumie, byem dla niej taki sam, jak ten czy
w, to znaczy, jeeli mwimy nie o wacicielu lombardu, lecz o czowieku). Gdy
tylko otrzymywaa pienidze, natychmiast w ty zwrot i znikaa. I zawsze w
milczeniu. Inni tak si sprzeczaj, mole741
stuj, targuj si, eby wicej dosta; ta-nie: ile dadz... Mam wraenie...
wci si gubi... Aha, przede wszystkim zaciekawiy mnie jej rzeczy: srebrne
pozacane kolczyki, mizerny medalionik - przedmioty groszowej wartoci. Sama to
wiedziaa, ale patrzc na ni widziaem, e to dla niej dro-gocenno - i
rzeczywicie to byo wszystko, co jej pozostao po tatusiu i mamusi - jak si
pniej dowiedziaem. Raz tylko pozwoliem sobie na docinek. Bo waciwie,
widzicie, ja sobie na to nigdy nie pozwalam, wobec klientw zachowuj si po
dentelmesku: mao sw, uprzejmie i surowo. Surowo, surowo i surowo.1 Lecz
oto ona omielia si przynie resztki (ale to dosownie resztki) starego
serdaka - no i nie wytrzymaem: powiedziaem co niby w rodzaju dowcipu. Chryste
Panie, jak si rozgniewaa! Oczy ma niebieskie, due, zamylone, ale-jak si
rozarzyy! Jednak nie pado ani jedno sowo, zabraa swoje resztki i wysza.
Wtedy po raz pierwszy zauwayem j specjalnie i pomylaem o niej w podobny
sposb, to znaczy wanie w sposb specjalny. Tak: pamitam jeszcze wraenie, to
jest, waciwie, gwne wraenie, ogln syntez: to mianowicie, e jest
strasznie moda, taka modziutka, i, rzekoby si - czternastolatka. A miaa
wtedy ju szesnacie lat bez trzech miesicy. A zreszt nie to miaem na myli,
to wcale nie w tym zawieraa si synteza. Nazajutrz przysza znowu. Dowiedziaem
si pniej, e bya z tym serdakiem u Dobronrawowa i u Mozera, ale oni oprcz
zota adnych przedmiotw nie przyjmuj, tote nie chcieli z ni gada. Ja
natomiast przyjem kiedy od niej kame (takie ot, wistewko) i zastanowiwszy si pniej - zdumiaem si: ja take prcz zota i srebra nic nie
przyjmuj, a od niej przyjem t kame. Taka bya wtedy moja druga o niej myl,
to pamitam.
Tamtym razem, to znaczy po wizycie u Mozera, przyniosa bursztynow cygarniczk:
gracik taki sobie, amatorski, ale dla nas znw bez wartoci, bo my - tylko
zoto. Poniewa zjawia si po wczorajszym buncie, przyjem j surowo. Surowo
u mnie - to oscho. Niemniej jednak wrczajc jej dwa ruble, nie zdoaem si
powstrzyma i powiedziaem z niejakim rozdranieniem: robi to wycznie dla
pani, a Mozer takiej rzeczy od pani nie przyjmie. Sowa dla pani wypowiedziaem
ze szczeglnym naciskiem i wanie w pew742
n y m sensie. Zy byem. Ona znowu zaczerwienia si usyszawszy owo dla pani,
jednake zachowaa milczenie, nie odsuna pienidzy, przyja - ot, co znaczy
bieda! A jaka bya wzburzona! Zrozumiaem, em j zrani. A po jej wyjciu nagle
si zastanowiem: czy istotnie taki triumf wart jest dwa ruble? Cha-cha-cha!
Pamitam, em sobie to pytanie zada dwukrotnie: czy to warte? Czy warte? I
miejc si odpowiedziaem sobie na nie twierdzco. Ogromnie mnie to wtedy
rozbawio. Ale nie byo to brzydkie uczucie: powiedziaem tamto rozmylnie,
celowo; chciaem j podda prbie, poniewa raptem, zawitay mi w gowie pewne
pomysy dotyczce jej osoby. To bya moja trzecia specjalna myl o niej.
No i od tego czasu wszystko si zaczo. Ma si rozumie, zaraz postaraem si
okln drog zbada wszelkie okolicznoci i oczekiwaem jej przyjcia ze
szczegln niecierpliwoci. Przeczuwaem bowiem, e si rycho zjawi. Kiedy
przysza, wszczem - z nadzwyczajn galanteri - uprzejm rozmow. Jestem
przecie niezgorzej wychowany i znam si na formach. Hm... No i wtedy wyczuem,
e jest dobra i agodna. Osoby dobre i agodne nie opieraj si dugo i cho
same do wywntrzania si nie s bynajmniej skore, jednake od rozmowy wykrci
si adnym sposobem nie potrafi i odpowiadaj skpo, ale odpowiadaj, a im

dalej, tym obficiej, trzeba tylko samemu nie ustawa, skoro nam zaley. Ma si
rozumie, ona mi wtedy sama nic nie wyjania. Pniej dopiero dowiedziaem si
o Gosie i o wszystkim. Ona si wtedy rujnowaa na ogoszenia; z pocztku, ma
si wiedzie, wyniole:
guwernantka, panie dobrodzieju, zgodzi si na wyjazd i oferty prosz nadsya z
podaniem warunkw, a pniej - gotowa na wszystko: i do towarzystwa, i uczy
moe, i doglda gospodarstwa, i pielgnowa chor osob, i szy umiem itd.
itd.-to wszystko tak dobrze znamy! Naturalnie wystpowao to w ogoszeniu w
rozmaitych wariantach, a pod koniec, gdy jej pooenie stao si rozpaczliwe, to
nawet bez. pensji, za wyywienie. Ot nie, nie znalaza posady! Wtedy
postanowiem po raz ostatni j wybada: raptem bior wiey numer Gosu i
wskazuj ogoszenia: Moda osoba, zupena sierota, poszukuje posady guwernantki
do maych dzieci, najchtniej u starszego wdowca. Moe dopomc w prowadzeniu
domu.
743

- Ot, prosz, ta dzi rano daa ogoszenie, , na wieczr z pewnoci posad otrzyma. Oto jak trzeba
si -iglasza!
Znw si wzburzya, znowu bysna oczyma, odwrcia sic i natychmiast wysza.
Bardzo mi si to spodobao. Zreszt byem wtedy cakiem pewny i nie obawiaem
si: cygarniczek nikt nie zacznie przyjmowa. A-ona zreszt nie miaa ju nawet
cygarniczek. I rzeczywicie, po dwch dniach przychodzi - taka bledziutka,
zdenerwowana; zrozumiaem, e co si musiao wydarzy u niej w domu; i
faktycznie, wydarzyo si. Zaraz wyjani, co si wydarzyo, ale na razie pragn
tylko wspomnie, jak jej wwczas zaimponowaem i urosem w jej oczach. Taki
nagle powziem zamiar. Chodzi o to, e przyniosa ten obraz (zdecydowaa si
przynie)... Ach suchajcie, suchajcie! To wanie wtedy ju si zaczo, bo
ja si wci pltaem... Chodzi o to, e teraz chc wszystko odtworzy, kady
taki drobiazg, kad kreseczk. Wci usiuj skupi myli i-nie mog, a to
wanie owe kreseczki, kreseczki...
Obraz Matki Boskiej z Dziecitkiem, domowy, rodzinny starowiecki, ornat srebrny
pozacany - warte to, no warte ze sze rubli. Widz, e przedmiot jest jej
drogi; zastawia cao, nie zdejmujc koszulki z obrazu. Powiadam jej: lepiej
zdj, a obraz niech pani zabierze; bo sam obraz jednak jako nie bardzo...

- A czy panu nie wolno?


- Nie, nie o to chodzi, e nie wolno, tylko tak... Moe dla pani samej...
- No wic prosz zdj.
- Wie pani, nie bd zdejmowa, tylko wstawi o tam, do szafki - rzekem po namyle - razem z
innymi obrazami, pod lampk (u mnie zawsze, kiedy otwieraem kas, palia si lampka) i,
cakiem po prostu, niech pani wemie dziegie rubli.
- Nie potrzebuj dziesiciu, niech pan da pi; ja niezawodnie wykupi.
- A dziesiciu pani nie chce? Obraz jest tyle wart - powiedziaem zauwaywszy, e jej oczka znw
si zaiskrzyy. Nic nie odpowiedziaa.
Wrczyem jej pi rubli.

- Nie trzeba nikim gardzi; ja sam bywaem w podobnych

744
opresjach, nawet w jeszcze gorszych, i jeeli obecnie zastaje mnie pa ~ przy
takiej robocie, to wanie dlatego, po wszystkim, com przecierpia...

- Pan mci si na spoecznoci? Tak? - z naga przerwaa mi ze zjadliwym umieszkiem, zreszt


dosy niewinnym (to znaczy zwrconym nie bezporednio do mnie, poniewa ona mnie
podwczas bynajmniej nie odrniaa od innych - tak, e powiedziaa to prawie bez
zoliwoci). Aha, pomylaem, to ty taka, charakter si ujawnia, nowomodny.
- Widzi pani - oznajmiem zaraz na poy artobliwie, na poy tajemniczo:-Jam czci czci,
ktra ongi bya, jam czci tej ciemnoci, co wiato zrodzia...2
Zwrcia ku mnie bystre i pene ciekawoci spojrzenie, w ktrym, dodam nawiasem,
byo sporo dzieciooci.

- Zaraz... Co to za sentencja? Skd to jest? Ja to gdzie syszaam...


- Prosz si nie gowi, tymi sowy Mefistofeles przedstawia si Faustowi. Czytaa pani FawtaJ

- N-nie... nieuwanie.
- To znaczy, wcale pani nie czytaa. Trzeba przeczyta. A zreszt znowu widz na pani wargach
ironiczne skrzywienie. Prosz tylko nie przypisywa mi tak zego smaku, e oto, chcc ubarwi
swoj rol lichwiarza, wpadem na koncept zaprezentowania si pani jako Mefistofeles.
Lichwiarz lichwiarzem pozostanie. Wiadomo.
- Pan jest jaki dziwny... Wcale nie chciaam powiedzie panu nic takiego...
Miaa ochot powiedzie: nie spodziewaam si, e pan jest czowiekiem
wyksztaconym, ale nie powiedziaa; wiedziaem jednak, e tak pomylaa;
ogromnie j zaintrygowaem.

- Widzi pani - zauwayem - na kadym kroku mona czyni dobro. Oczywicie, nie mwi o
sobie: ja oprcz za, powiedzmy, nic nie czyni, jednake...
- Naturalnie, mona czyni dobro w kadym miejscu- rzeka, obrzuciwszy mnie popiesznym,
wakim spojrzeniem.- Wanie w kadym miejscu - dodaa nagfe.
Och, pamitam, wszystkie te momenty pamitam! I zauwa jeszcze, e kiedy ta
modzie, ta mila modzie pragnie powiedzie co takiego mdrego i wakiego to raptem zbyt szczerze i naiwnie na twarzy bdzie miaa wypisane, e oto,

32 Dostojcwski,
745
panie dobrodzieju, mwi d teraz co mdrego i wakiego - i to nie z
prnoci, jak to bywa u nas, ale wrcz wida, e sama strasznie w to wszystko
wierzy i ceni to, i szanuje, i myli, e wy to wszystko tak samo szanujecie.
Ach, szczero! Oto czym nas zwyciaj! A w niej-jakie to byo urocze!
Pamitam, niczegom nie zapomnia! Po jej wyjciu od razu zadecydowaem. Tego
dnia przeprowadziem ostatnie poszukiwania i poznaem wszystkie-ju biecetajniki;
dawne znalem w caoci dziki Lukierii, ktra podwczas u nich suya i ktr
kilka dni temu przekupiem. Owe kulisy rzeczywistoci byy tak przeraajce, e
nie pojmuj, jak mona byo jeszcze si mia - tak jak niedawno ona - i
interesowa si sowami Mefista, gdy sama bya w tak okropnym pooeniu. Ale-ot,
modzie! Tak wanie pomylaem o niej z dum i radoci, albowiem w tym jest i
wielkoduszno: oto prosz, chocia znajdujemy si na skraju zagady, wielkie
sowa Goethego promieniej. Modo zawsze - chociaby odrobin i choby w
bdnym kierunku - przecie jest wielkoduszna. To znaczy - ja wszak o niej, o
niej jednej. I przede wszystkim wtedy ju patrzaem na ni jak na moj i nie
wtpiem o swej potdze. Wiecie, przesodka to myl, kiedy nie mamy ju
wtpliwoci!
Ale co si ze mn dzieje? Jeeli bd dalej w ten sposb, kiedy zbior to
wszystko razem? Prdzej, prdzej - to wcale nie w tym rzecz, och Boe!

II.

PROPOZYCJA MAESTWA

Owe kulisy, to, czego si o niej dowiedziaem, wyra w jednym zdaniu: rodzice
j odumarli ju dawno, przed trzema laty, ona za zamieszkaa u niesamowitych
ciotek. Okrelenie to jest zbyt sabe. Jedna ciotka - wdowa, obarczona liczn
rodzin, dzieci sze sztuk, jedno mniejsze od drugiego;
druga - niezamna, stara, wstrtna. Obydwie wstrtne. Ojciec jej by
urzdnikiem, ale z kancelistw, i posiada zaledwie szlachectwo indywidualne jednym sowem, dla mnie w sam raz. Zjawiaem si niejako z wyszego wiata: bd
co bd emerytowany sztabs-kapitan ze wietnego puku, rodowity szlachcic,
niezaleny itd., a jeeli chodzi o kas poycz746
kow - u ciotek mogo to wywoywa jedynie szacunek. U tych ciotek spdzia trzy
lata w niewoli, ale przecie egzamin gdzie tam zdaa - zdya, zdya zda,
mimo bezlitosn mk codziennej pracy, a to-chyba wiadczyo o jej deniu do
czego wyszego i szlachetniejszego! Bo i po c chciaem si eni? A zresztdo diaba ze mn, o tym pniej... I czy o to idzie? Uczya ciotczyne dzieci,
szya bielizn, a pod koniec nie tylko bielizn, i - z tymi jej sabymi pucami
- podogi szorowaa. Tamte ustawicznie j maltretoway i nawet biy. Doszo do

tego, e zamierzay j sprzeda! Tfu! Pomin plugawe szczegy. Pniej


opowiedziaa mi wszystko dokadnie. Wszystko to przez cay rok obserwowa
ssiad, opasy sklepikarz, ale nie taki zwyczajny sklepikarz, lecz waciciel
dwch skadw kolonialnych. Mia ju na rozkadzie dwie ony i szuka trzeciej no i wypatrzy sobie: spokojniutka, panie dobrodzieju, wyrosa w biedzie, a ja
oeni si ze wzgldu na sieroty. Rzeczywicie mia mae dzieci. Wic - w
konkury, j zmawia si z ciotkami; a chop mia pidziesit lat;
ona jest przeraona. Wwczas to zacza czsto zachodzi do mnie - w zwizku z
owymi ogoszeniami w Gosie. Wreszcie uprosia ciotki, aby pozostawiy jej do
namysu cho odrobink czasu. Day jej t odrobink, ale tylko jedn, drugiej
ju nie; warkny: Same, nawet bez zbdnej gby, nie mamy co re. A wieczorem
przyjecha kupiec; przywiz ze sklepu funt cukierkw po p rubla; ona siedzi
obok niego; wywouj tedy z kuchni ukieri i wysyam, eby jej szepna, e
stoj przy bramie i chc z ni pomwi w bardzo pilnej sprawie. Byem zadowolony
z siebie. I w ogle przez cay ten dzie byem ogromnie rad.
No i kiedy si ukazaa, zdumiona ju samym faktem, em j wezwa, zaraz tam w
bramie, w obecnoci Lukierii, owiadczam jej, e bd sobie poczytywa za
szczcie i zaszczyt... Po drugie: niechaj si nie dziwi, e w takim trybie i e
w bramie: Jestem czowiekiem, e tak powiem, prostolinijnym i rozwayem
wszelkie okolicznoci. I to nie byo kamstwo, em prostolinijny. No,
mniejsza... Mwiem za nie tylko grzecznie, to znaczy wykazawszy si jako
czowiek dobrze wychowany, ale i oryginalnie, a to najwaniejsze. C, czy
grzech to stwierdzi? Ja chc siebie osdzi i czyni to. Powinienem mwi pro i
contra, no i mwi. Pniej nawet z luboci to wspominaem, chocia to ghipie: owiadczyem jej wtedy po prostu, bez
najmniejszego zmieszania, e po pierwsze: nie jestem szczeglnie uzdolniony,
szczeglnie mdry, moe nawet niezbyt dobry, do tani egoista (pamitam to
wyraenie, uoyem je sobie wtedy po drodze i byem z niego zadowolony), oraz
e moe i pod innymi wzgldami jest we mnie duo, duo niemiego. Wszystko to
zostao wypowiedziane z jak swoist godnoci-wiadomo, jak si takie rzeczy
mwi. Oczywicie miaem na tyle dobrego smaku, e uczciwie wymieniwszy swoje
braki, nie zabraem si do wyliczania: ale, panie dobrodzieju, w zamian
posiadam to i tamto, i owo. Widziaem, e ona na razie okrutnie si boi, ale
ani troch swej wypowiedzi nie zagodziem; nie do tego, widzc, e si boi,
rozmylnie wzmocniem: powiedziaem wrcz, e bdzie syta, co za si tyczy
strojw, teatrw, balw - tego nie bdzie, chyba dopiero w przyszoci, kiedy
osign swj cel. Ten surowy ton prawdziwie mnie upaja. Dodaem-rwnie
najswobodniej, niby mimochodem - e jeeli param si takim zajciem, to jest,
prowadz t kas - to mam w tym jeden tylko cel, jest, e tak powiem, pewna
okoliczno... Ale przecie miaem prawo tak mwi: rzeczywicie taki cel miaem
i tak okoliczno... Za pozwoleniem, panowie, ja przez cale ycie pierwszy
nienawidziem tej kasy poyczkowej, ale w istocie, chocia to mieszne
przemawia do samego siebie tajemniczymi frazesami, przecie wanie mciem
si na spoecznoci, naprawd, naprawd, naprawd! Tak, i jej docinek na temat
tej mojej zemsty by niesprawiedliwy. To jest, uwaacie, gdybym by rzuci jej
wprost sowa: Tak, ja si mszcz na spoecznoci, rozemiaaby si - jak to
uczynia rankiem - i wypadoby rzeczywicie pociesznie. Ale kiedy ot tak,
ubocznym napomknieniem wtrciem tajemnicze zdanie, okazao si, e mona
wyobrani zaintrygowa. A poza tym ja si wtedy niczego ju nie obawiaem:
wszak wiedziaem, e gruby sklepikarz w kadym razie jest jej bardziej wstrtny
ode mnie .i e oto ja, stojc przed bram, okazuj si wyzwolicielem. Przecie
ja to wszystko pojmowaem. Jeeli idzie o podo - czek orientuje si
doskonale! Ale czy to podo? Jake tu czowieka sdzi? Albo ja jej ju
nawet
wtedy nie kochaem?
Chwileczk: ma si rozumie, nie napomknem jej ani sowem o dobrodziejstwie,
przeciwnie, wrcz przeciwnie: To dla mnie, e tak powiem,-a nie dla pani
dobrodziejstwo. Tak, i nawet wyraziem to sowami i moe wypado gupawo,
zauwayem bowiem przelotny grymas na jej twarzy. Ale w oglnym rozrachunku
bezsprzecznie wygraem. Czekajcie, skoro ju mam wywleka cae to boto,
przypomn i ostatnie wistwo: staem, a w gowie mi si kotowao:

jeste wysoki, zgrabny, edukowany i - i ostatecznie, mwic bez fanfaronadyniebrzydki z ciebie mczyzna. Oto co mi taczyo w epetynie. Oczywicie ona
tame w bramie powiedziaa tak. Ale... Ale musz doda: tame w bramie dugo
mylaa, zanim powiedziaa tak. Tak si zamylia, tak zamylia, em po chwili
spyta:

- No i jake, co? -i nawet nie zdzieryem; z pewnym zaciciem zapytaem:-No i jake, i c,


szanowna pani?
- Prosz zaczeka, myl.
I tak powan miaa twarzyczk, tak - e ju wwczas bybym mg wyczyta, co
myli! A ja si czuem obraony:
czyby wybieraa midzy mn a kupcem? Och, wtedy jeszcze nie rozumiaem! Nie,
jeszcze wtedy nie rozumiaem! Do dzi dnia nie rozumiaem. Pamitam, ukieria
wybiega za mn, kiedym ju odchodzi, zatrzymaa mnie w drodze i z gorczkowym
podnieceniem powiedziaa: Bg panu zapaci za to, e pan bierze nasz kochan
panienk; tylko prosz jej tego nie mwi: ona jest ambitna.
Ha, jest ambitna! Ja, panie dobrodzieju, sam lubi ambitne osbki. Ludzie
ambitni s przemili, kiedy... ano kiedy nie mamy ju wtpliwoci co do naszej
nad nimi wadzy, prawda? Och ty prostaku, niedwiedziu! Ach, jaki byem
zadowolony! Wiecie... przecie w niej, kiedy tak staa przed bram, zamyliwszy
si, by mi powiedzie tak, a ja zdziwiony czekaem, czy wiecie, e w niej moga
bya si zrodzi nawet taka myl:
Skoro ju nieszczcie i tam, i tu, czy nie lepiej wybra od razu najgorsze, to
jest tustego sklepikarza; nieche co rychlej zatucze, gdy si spije na umr!
Co? Jak sdzicie: moga to pomyle? Ot, przed chwil powiedziaem, e moga tak
pomyle: i z dwojga zego lepiej wybra gorsze, czyli kupca. A kto by w jej
oczach tym gorszym: ja czy tamten? Kupiec czy zastawnik cytujcy Goethego? To
jeszcze pytanie! Jakie tu pytanie? Jeszcze tego nie rozumiesz? Odpowied ley
tu
740
na stole, a ty powiadasz: pytanie! Ech, do diabla ze mn! Nie o mnie wcale
chodzi... Ale wanie, co mi teraz za rnica czy o mnie, czy nie o mnie chodzi?
Tego ju zgol nie potrafi rozstrzygn. Trzeba by pj spa. Gowa boli...

III. NAJSZLACHETNIEJSZY Z LUDZI, ALE SAM W TO NIE WIERZ


Nie zasnem. Bo i jak tu spa, co ttni w gowie. Chciaoby si ogarn to
wszystko, cae to boto. Och, boto! Och, z jakiego bota wwczas j
wycignem! Chyba powinna bya to wszystko zrozumie, oceni mj postpek!
Przyjemne byy mi te rne myli, na przykad: e ja mam czterdzieci jeden
lat, a ona szesnacie. To mnie ujmowao, owo poczucie nierwnoci - bardzo to
mile, bardzo mile.
Ja na przykad chciaem urzdzi lub a 1anglaise, to znaczy tylko we dwoje,
przy dwch zaledwie wiadkach (jednym byaby Lukiem) i potem zaraz do Moskwy do hotelu, na jakie dwa tygodnie. Ona sprzeciwia si, nie pozwolia i musiaem
si wybra z ceremonialn wizyt do ciotek, od ktrych j zabieram. Ustpiem i
ciotkom oddaem powinno. Nawet daem tym kreaturom po sto rubli i jeszcze co
tam obiecaem, oczywicie nic jej o tym nie mwic, eby nie zmartwi
przypomnieniem ubstwa. Ciotki natychmiast stay si sodziutkie. Wywiza si
spr w sprawie posagu: ona prawie literalnie nic nie miaa, ale niczego si te
nie domagaa. Udao mi si jednak przekona j, e tak cakiem nic - niepodobna,
no i posag sprawiem ja, bo i ktby cokolwiek dla niej zrobi! Ech, co tam,
mniejsza o mnie. Rne myli przecie zdyem jej wtedy zwierzy, eby
przynajmniej wiedziaa, co i jak. Moe si z tym nawet troch popieszyem.
Najwaniejsze to to, e - jakkolwiek hamujc si - bd co bd lgna do mnie z
mioci, z zachwytem witaa moje wieczorne przyjazdy, opowiadaa mi tym swoim
dziecinnym stylem - ach, to czarujce niewinne gaworzenie! - o caym swym
dziecistwie i rodzicielskim domu, o ojcu i matce. Lecz ja wszystek ten urok z
miejsca oblaem zimn wod. Na tym wanie polegaa moja postawa. Na zachwyty
odpowiadaem milczeniem - ma si rozumie, askawym... lecz ona przecie rycho

stwierdzia, emy rni, e ja - to zagadka. A sedno w tym, e ja wanie na to


biem! Wszak po to, by zada zagadk, moe popeniem ca t niedorzeczno!
Przede wszystkim:
surowo - pod tym te znakiem wprowadziem j do swego domu... Jednym sowem
wtedy, aczkolwiek byem rad, wypunktowaem cay system. Och, sam si ten system
bez adnego natenia uksztatowa... Ale bo te nie sposb byo inaczej:
musiaem stworzy cay ten system pod naporem niezomnych okolicznoci... Czemu
miabym sam siebie oczernia? System by suszny. Nie, posuchajcie, jeeli ju
kogo sdzi-to trzeba zna spraw... Suchajcie:
Jak by tu zacz? Bo to bardzo trudne. Kiedy zaczniemy si usprawiedliwia-w tym
wanie trudno. Bo, uwaacie:
modzie gardzi na przykad pienidzem; no to ja natychmiast z naciskiem o
pienidzach - i to z takim, e ona coraz bardziej milka. Rozwieraa szeroko
oczy, suchaa, patrzaa i milka. Modzie, uwaacie, jest wielkoduszna i
wybuchowa, ale jest niezbyt tolerancyjna, skonna niemal wrcz do pogardy. Ja
Za domagaem si liberalizmu, chciaem ten liberalizm wszczepi jej wprost do
serca, wszczepi w odruchy serca, czyli nie tak? Wemy potoczny przykad: jak
miaem, powiedzmy, takiej osobie przedstawi spraw prywatnego lombardu? Ma si
rozumie, nie zaczem bezporednio o tym, gdy wypadoby, e prosz o
wybaczenie za t kas, ale operowaem, e tak powiem, dum, mwiem nieomal
milczc. A w tym to ja jestem mistrzem, cale ycie przegadaem w milczeniu i
milczc sam z sob przeyem ca tragedi. Ach, przecie i ja byem
nieszczliwy! Przez wszystkich odsunity, wyrzucony i zapomniany - a nikt o tym
nie wie! A tu raptem ta szesnastolatka naapaa od ludzi, od ludzi nikczemnych,
rnych o mnie szczegw i wydaje si jej, e wie wszystko, gdy wanie to, co
najcenniejsze, tkwio jedynie we wntrzu tego czowieka! Ja milczaem wci i
zwaszcza, zwaszcza przed ni milczaem - a do wczorajszego dnia; dlaczego
milczaem? Ano-jako czowiek dumny. Chciaem, by si dowiedziaa sama, beze mnie
- tylko ju nie z plotek plugawcow, lecz eby sama si domylia, co to za
czowiek, i zrozumiaa go! Wprowadzajc j do swego domu, wymagaem cakowitego
szacunku. Chciaem, by staa przede mn w bagalnej pozie - za moje cierpienia-i
zasugiwaem na to! O, ja zawsze byem
7i1
dumny, zawsze chciaem mie wszystko albo nic! Tote wanie dlatego, e nie
chc poowicznego szczcia, lecz em wszystkiego pragn - wanie dlatego
musiaem wtedy tak postpi: ano, sama si domyl i oce! Albowiem, zgdcie
si, gdybym sam zacz jej objania i podpowiada, wpywa na ni, domaga si
respektu - to wygldaoby to cakiem tak, jak gdybym prosi o jamun... A
zreszt... a zreszt po co o tym wszystkim mwi?!
Gupio, gupio, gupio! Wyranie i bezlitonie (a podkrelam : bezlitonie)
wytumaczyem jej wtedy w dwch sowach, e wielkoduszno modych to liczna
rzecz, tylko e nie jest warta dwch groszy. Dlaczego? Poniewa tanio to im
przychodzi, doszli do tego wszystkiego nic nie przeywszy; to s, e tak powiem,
pierwsze doznania ywota3, ale zobaczymy was przy robocie! O tani
wielkoduszno zawsze atwo, nawet ycie powici - to take atwe, bo tu tylko
krew kipi i nadmiar si, okrutnie pragnie si pikna! Ot nie, wemy
wielkoduszny czyn nieatwy, cichy, bez rozgosu, bez blasku, ocierajcy si o
potwarz, taki, gdzie duo ofiarnoci, a mao sawy, kiedy porzdnego czowieka
wszyscy maj za otra, chocia jest najuczciwszy w wiecie - ano sprbujcie
speni taki czyn; nie, zrezygnujecie! A ja-przez cale ycie nosiem go w
piersi. Ona zrazu oponowaa - i to jak! - ale pniej zacza pomilkiwa, a
zupenie ucicha, oczy tylko otwieraa suchajc - takie wielkie, wielkie oczy,
tak uwane. I... i potem... nagle spostrzegem jej umiech - niedowierzajcy,
guchy, niedobry. I oto tak wanie umiechnit wprowadziem j do swojego
domu. I to te prawda, e nie miaa ju dokd pj...

IV. PLANY, PLANY...


Kto z nas dwojga zacz wtedy?
Nikt. Samo si zaczo - od pierwszego momentu. Powiedziaem, em j wprowadzi
do swego domu z surow powag; jednake zaraz po pierwszym kroku zagodziem t

postaw. Jeszcze jako narzeczon pouczyem j, e zajmie si przyjmowaniem


zastaww i wypat pienidzy, a ona przecie wtedy nic nie powiedziaa (prosz to
zauway). Nie do tego: zabraa si do pracy nawet gorliwie. Mieszkanie, meble
- to wszystko, oczywicie, zostao po dawnemu. Mieszkanie
skada si z dwch izb: jeden obszerny pokj z odgrodzon kas, a drugi, take
duy - nasz pokj wsplny i zarazem sypialnia. Umeblowanie u mnie skpe, nawet
ciotki maj lepsze. Szafka z lampk mieci-si w sali, tam gdzie kasa, w moim
za pokoju stoi szafa zawierajca troch ksiek oraz kuferek; klucze nosz przy
sobie; no i ko, stoy, krzesa. Jeszcze jako narzeczonej zapowiedziaem jej,
e na nasze utrzymanie - czyli na ywno dla mnie, dla niej i dla u-kierii,
ktr udao mi si przecign na swoj stron - przeznaczam rubla dziennie, nie
wicej. Musz, uwaasz, zebra w cigu trzech lat trzydzieci tysicy, a
inaczej si pienidzy nie uzbiera. Nie protestowaa; ale sam podwyszyem
przewidzian kwot o trzydzieci kopiejek. Powiedziaem narzeczonej, e teatru
nie bdzie, a jednak zdecydowaem, e raz w miesicu bdziemy chodzi do teatrui to elegancko:
do krzese. Bylimy razem na trzech przedstawieniach: Pogo za szczciem,
piewajce ptaki* i, zdaje si... (Och do diaba z tym, do diaba!) Chodzilimy
tam w milczeniu i w milczeniu wracalimy. Czemu, czemu to od samego pocztku
milczelimy ? To na pocztku nie byo ktni - a milczenie te panowao. Ona
stale, pamitam, jako ukosem patrzaa na mnie, a znw ja, kiedy to
spostrzegem, wzmogem milczenie. To prawda, e to ja je pogbiem, a nie ona.
Z jej strony raz czy dwa zdarzyy si jakie porywy, rzucia mi si w objcia;
ale poniewa te porywy byy chorobliwe, histeryczne, a ja potrzebowaem
szczcia solidnego, zaprawionego jej szacunkiem - zareagowaem ozible. No i
miaem suszno:
za kadym razem po porywach wybuchaa ktnia.
To jest, ktni waciwie nie byo, ale nastpowao milczenie i z jej strony
coraz bardziej zuchwaa postawa. Bunt i niezaleno - oto jak to wygldao,
do tego tylko bya zdolna. Tak, ta agodna twarz stawaa si coraz bardziej
zuchwaa. Czy uwierzycie: ja si dla niej stawaem obmierzy - o tym si dobrze
przekonaem. Ale co do tego, e w tych swoich porywach tracia panowanie nad
sob - co do tego nie byo wtpliwoci. No, bo jake to, na przykad,
wydostawszy si z takiego upodlenia i ndzy, po owym szorowaniu podg, zacz
raptem dsa si z powodu naszego ubstwa?! Zechciejcie, prosz, zauway: nie
ylimy ubogo, tylko oszczdnie, a tam, gdzie potrzeba, nawet luksusowo; ot, na
przykad, jeeli
753
idzie o bielizn - czyciutko. Ja zawsze, dawniej take, upajaem si myl, e
schludno mowska pociga on. Zreszt ona miaa mi za ze nie ubstwo, ale
to sknerstwo w gospodarce:
Zmierza do jakiego celu, wykazuje niezomno charakteru. Z bywania w teatrze
sama zrezygnowaa. I ten jej grymas coraz bardziej ironiczny... a ja coraz
bardziej zacinam si w milczeniu.
Albo mam si usprawiedliwia? Tu najwaniejsz spraw bya owa kasa poyczkowa.
Za pozwoleniem: wiedziaem, e kobieta, w dodatku szesnastoletnia, nie moe nie
ulega cakowicie mczynie. Kobietom brak oryginalnoci, to... to jest
aksjomat, nawet i dzi, nawet teraz, to jest dla mnie aksjomat! C znaczy to,
co tam ley w sali? Fakt jest faktem, i tutaj sam MilP nic nie poradzi! A
kobieta kochajca, ach, kochajca kobieta nawet usterki, nawet niegodziwoci
ukochanego czowieka wybaczy. On sam nie wynajdzie dla swych wykrocze takich
usprawiedliwie, jakie mu ona podsunie. To jest wielkoduszne, ale nie
oryginalne. I c, powtarzam, wskazujecie mi tam na stole? Albo to, co tam
ley, jest oryginalne? Ech!
Posuchajcie: byem w owym czasie pewny jej mioci. Wszak i wtedy rzucaa mi
si na szyj. A zatem kochaa albo raczej pragna, usiowaa kocha. A
najwaniejsze to to, e tam nawet adnych takich paskudztw nie byo, eby miald
dla nich wyszukiwa usprawiedliwienia. Powiadacie - i wszyscy powiadaj lichwiarz. No i c z tego, e lichwiarz? Widocznie musz by jakie przyczyny,
skoro najszlachetniejszy z ludzi zosta lichwiarzem. Uwaacie, panowie, s pewne
idee, to znaczy, widzicie, niekiedy, jeeli pewne idee wyrazimy sowami - to

wypadnie okropnie gupio. Sam si czek zawstydza. A dlaczego? Dla niczego.


Dlatego, emy wszyscy dranie i nie znosimy prawdy, albo nic ju nie wiem.
Powiedziaem przed chwil: najszlachetniejszy z ludzi. mieszne to, a jednak
tak przecie byo. Oto prawda, to najrzetelniejsza prawda! Tak, miaem prawo
pomyle o zabezpieczeniu si-no i zaoyem t kas: Wycie mnie odepchnli,
wy, czyli ludzie, wygnalicie mnie precz z milczc pogard. Na mj gorcy ku
wam poryw odpowiedzielicie mi caoyciow krzywd. Tote miaem prawo odgrodzi
si od was, uciua owe trzydzieci tysicy rubli i dokona ywota gdzie na
Krymie, na wybrzeu poudniowym, wrd gr i winnic, we wasnej posiadoci,
nabytej za te trzydzieci tysicy, a - co najwaniej754
sze - z dala od was wszystkich, lecz bez zoci na was, z ideaem w duszy, z
ukochan kobiet przy boku, z rodzin, jeli Pan Bg pobogosawi i wspomagajc okolicznych osadnikw. Cae szczcie, rzecz prosta, e to ja teraz
sam do siebie mwi, c bowiem mogoby by bzdumiejszego, gdybym by jej to
wtedy na glos wybbnil? Oto skd -owo dumne milczenie, oto czemumy siedzieli
bez sowa. No bo c by ona z tego zrozumiaa? Szesnacie latek, pierwsza to ci
modo - i co te ona moga poj z tych moich usprawiedliwie, z tych przej?
Tam-prostolinijno, nieznajomo ycia, modziecze taniutkie przekonania,
kurza lepota wzniosych serc, a tu - przede wszystkim - kasa poyczkowa i
kropka (a czy ja w tej kasie poyczkowej byem otrzykiem? Albo nie widziaa,
jak postpuj i czy skrzywdziem kogo?) Och, jake okropna jest prawda na tym
wiecie! To cudo agodnoci, ta niebianka - okazaa si tyranem, nieubaganym
tyranem i drczycielem mojej duszy! Przecie oszkaluj siebie, jeeli tego nie
powiem. Mylicie, em jej nie kocha? Kto moe powiedzie, e jej nie kochaem?
Ot widzicie: w tym wanie ironia, tu wystpia gorzka ironia losu i natury!
Jestemy przeklci, ycie ludzkie jest w ogle przeklte (moje w
szczeglnoci!). Tu wypado co nie tak... Wszystko byo jasne, plan mj by
jasny jak niebo! Surowy, dumny i niczyich perswazji nie potrzebuje, cierpi w
milczeniu. Tak te byo, nie kamaem !Sama pniej zobaczy, e w tym bya
wielkoduszno, tylko e nie potrafia tego dostrzec - a kiedy si tego domyli,
oceni dziesiciokrotnie i padnie przede mn upokorzona, ze zoonymi bagalnie
domi. Lecz tutaj o czym zapomniaem, czy te co przeoczyem. Czego tam nie
potrafiem zrobi. Ale dosy, dosy. I kogo teraz prosi o przebaczenie? Koniec
- to koniec. mielej, czowiecze, i bd dumny. Nie ty zawinie!...
Ha, c, powiem prawd, nie zlkn si spojrze prawdzie w oczy: to ona, ona
zawinia!

V.

AGODNA SI BUNTUJE

Sprzeczki zaczy si od tego, e jej si raptem zachciao wypaca pienidze


wedug wasnego uznania, taksowa przed755
mioty powyej ich wartoci i nawet raz czy dwa razy wszcza ze mn dyskusj na
ten temat. Nie dopuciem do tego. Ale wtedy wanie napatoczya si ta
kapitanowa.
Zjawia si przynoszc medalion - prezent nieboszczyka ma, ot wiadomo,
pamitka. Wydaem jej trzydzieci rubli. Staruszka ja lamentowa, prosi,
bymy przechowali ten przedmiot - oczywicie przechowamy. Alici nagle po piciu
dniach przychodzi, eby tamto zamieni na bransoletk, niewart nawet omiu
rubli. Ma si rozumie, odmwiem. Ona ju wtedy widocznie co odgada z oczu
ony - no i przysza pniej, kiedy mnie nie byo, i uzyskaa od niej zamian.
Dowiedziawszy si o tym, tego dnia rozmwiem si z ni krtko, ale- surowo i
stanowczo. Siedziaa na ku utkwiwszy wzrok w pododze i szurajc po dywaniku
czubkiem prawego pantofla (zwyky jej gest); na jej ustach trwa zoliwy
umieszek. Wtedy, nie podnoszc oczu, spokojnie zaznaczyem, e pienidze s
moje i e mam prawo patrze na ycie moimi oczyma, i e kiedym j zaprasza do
swego domu, niczego przed ni nie zataiem.
Zerwaa si raptownie, zatrzsa si caa i - prosz sobie wyobrazi-nagle
zatupaa nogami, to byo zwierz, to by atak szah, to byo szalejce zwierz.
Zdrtwiaem ze zdumienia; takiego wyskoku nie spodziewaem si. Ale nie

Straciem panowania nad sob, nawet si nie poruszyem i tym samym spokojnym
tonem oznajmiem jej, e odtd pozbawiam j uczestniczenia w moich zajciach.
Rozemiaa mi si prosto w twarz i wysza z mieszkania.
Musz podkreli, e wychodzi nie byo jej wolno. Nigdzie beze mnie - taki by
nasz ukad zawarty jeszcze w okresie narzeczesrwa. Wrcia dopiero wieczorem,
ja na to ani sowa.
Nazajutrz rankiem wysza znowu, nastpnego dnia rwnie. Zamknem kantor i
wybraem si do ciotek. Nie utrzymywalimy z nimi adnych stosunkw od czasu
wesela. Okazao si, e nie przychodzia do nich. Wysuchay mnie z
zaciekawieniem, no i wymiay: To si panu - powiadaj - naley. Ale byem
przygotowany na ich kpinki. Z miejsca te t modsz, niezamn, przekupiem za
sto rubli; dwadziecia pi daem jako zaliczk. Po dwch dniach przychodzi do
mnie: Tam, powiada, oficer Jefimowicz, dawny pana kolega pukowy, jest
756
zamieszany. Bardzo mnie to zdziwio. w Jefimowicz wanie najwiksz przykro
wyrzdzi mi by w puku, a jaki miesic temu, bezczelny!-jako rzekomy
interesant-raz czy dwa razy zaszed do kasy i, pamitam, zacz z moj on o
czym artobliwie rozmawia. Wtedy podszedem do niego i powiedziaem-pomny
naszych stosunkw-eby si nie way tu przychodzi; ale nic takiego nawet przez
myl mi nie przeszo, tylko tak po prostu stwierdziem w duchu, e jest
bezczelny. A tu raptem ciotka informuje, e jest ju wyznaczone spotkanie i e
ca spraw manewruje pewna dawnii znajoma ciotek, Julia Samsonowna, wdowa, a do
tego Jeszcze pukownikowa: U niej to wanie bywa teraz pana maonka.
T rzecz przedstawi w skrcie. Caa sprawa kosztowaa mnie okoo trzystu rubli,
ale po dwch dniach wszystko zostao urzdzone tak, e bd sta w ssiednim
pokoju, za zamknitymi drzwiami, przysuchujc si pierwszej schadzce mojej ony
z Jefimowiczem. Tymczasem za w przeddzie owego rendez-yous rozegraa si
midzy nami krtka, lecz dla mnie a nazbyt znamienna scena.
ona .wrcia pod wieczr, siada na ku, poglda n* mnie drwico i nk
stuka o dywanik. Gdy tak na ni patrz, nagle pomylaem, e w cigu caego
ostatniego miesica albo cilej od dwch tygodni bya nieswoja, rzec by nawet
mona - cakowicie odmieniona: okazywaa si istot porywcz, napastliw, nie
powiedziabym - bezwstydn, ale niezrwnowaon i zmierzajc do zamtu.
Napraszajc si o zamt. agodno jednak bya jej w tym przeszkod. Kiedy taka
osoba rozhula si - to chociaby nawet przebraa miar, przecie wida, e sama
si tylko przeamuje, sama si podnieca i e nie jest zdolna przezwyciy
wasnej dziewiczoci i skromnoci. Dlatego to takie wanie niekiedy rozpdzaj
si zgoa ponad miar - tak i nie wierzymy obserwacjom wasnego rozumu. Istota
za przywyka do rozpusty - przeciwnie: zawsze naoy tumik, postpi szpetniej,
ale w ramach porzdku i przystojnoci, z pretensj growania nad nami.

- A czy to prawda, e wygnano ci z puku za to, e stchrzy odmwiwszy pojedynku? - spytaa


nagle ni w pi ni w dziewi, bysnwszy oczyma.
- Prawda; na skutek decyzji sdu oficerskiego poproszono
757
mnie o podanie si do dymisji, co zreszt sam ju przedtem uczyniem.

- Wyrzucili ci jak tchrza?


- Tak, ogosili mnie tchrzem. Ale ja si uchyliem od pojedynku nie z tchrzostwa, lecz dlatego,
e nie chciaem podda si ich tyraskiemu wyrokowi i wystpi z wyzwaniem na pojedynek,
skoro nie czuem si obraony. Wiedz - tu nie zdoaem si pohamowa - e przeciwstawi si
czynnie takiej przemocy i przysta na wszystkie konsekwencje to byo dowodem znacznie
wikszego mstwa nieli wszelkie pojedynki.

Nie wytrzymaem: tym zdaniem niejako usiowaem si usprawiedliwia; a ona tylko


na to czekaa, na to moje nowe upokorzenie. Rozemiaa si zjadliwie.

- A czy to prawda, e potem przez trzy lata jak wczga azi po ulicach Petersburga, proszc o
dziesiciokopiejkowe datki, i e nocowa pod bilardami.
- Nocowaem nawet na Siennej, w domu Wiaziemskie-go.6 Owszem, to prawda: kiedy opuciem
puk, w moje ycie wdaro si wiele sromoty i ponienia, ale nie by to upadek moralny, gdy

sam pierwszy nienawidziem swoich wczesnych poczyna. To by jedynie upadek woli i


umysu, wywoany przez tragizm mego pooenia. Ale to mino...
- Oho, teraz jeste figur, finansist!

Bya to aluzja do kasy poyczkowej, lecz ju zdyem si opanowa. Widziaem,


e ona oczekuje poniajcych mnie wyjanie i wyjanie tych jej nie daem. W
sam por zadzwoni do drzwi interesant; wyszedem wic do sali. Nastpnie, ju
w godzin pniej, kiedy si ubraa, zamierzajc wyj, przystana przede mn i
rzeka:

- Jednak nic mi o tym przed lubem nie powiedziae.


Pominem to milczeniem. Wysza.
Tak tedy nastpnego dnia staem w tamtym pokoju, za drzwiami, suchajc, jak si
rozstrzyga mj los, a w kieszeni miaem rewolwer. Ona bya ubrana, siedziaa
przy stole, a Jefimowicz krygowa si przed ni. I c: wyszo (musz tu siebie
pochwali), wyszo jota w jot to, co przeczuwaem i przewidywaem, chocia
nawet niewiadomy, e to przeczuwam i przewiduj. Nie wiem, czy wyraam si
zrozumiale.
758
Oto co nastpio. Suchaem przez ca godzin i przez ca godzin byem
wiadkiem pojedynku najszlachetniejszej i najwzniolejszej kobiety z rozpustnym
wiatowcem,. z tpym osobnikiem o pezajcej duszy. I skd - mylaem zdumionyskd ta naiwna, ta agodna i maomwna istota wszystko to wie? Najdowcipniejszy
autor salonowej komedii nie zdoaby stworzy owej sceny drwin, penego
nienawici chichotu oraz witego oburzenia przy zetkniciu si cnoty z
niecnot! I jake si skrzyy jej sowa i najdrobniejsze stweczka! Ile byo
humoru w szybkich replikach, jak trafne byy jej sdy! A zarazem-ile niemal,
dziewiczej prostodusznoci. Wykpiwala wrcz jego wyznania miosne, jego gesty,
jego propozycje. Przybywszy w celu przypuszczenia prostackiego szturmu i nie
przewidujc oporu, Jefimowicz nagle osupia. Zrazu gotw byem przypuci, e
to z jej strony po prostu kokieteria, kokieteria rozwizej, lecz przy tym
sprytnej istoty - eby nada sobie wysz cen. Ale nie, prawda zajaniaa jak
soce i niepodobna byo powtpiewa. Jedynie poryw sztucznie wznieconej
nienawici do mnie mg skoni j, niedowiadczon, do urzdzenia tej schadzki;
gdy wszake doszo do realizacji-wnet si jej otworzyy oczy. Oto po prostu
miotaa si ta istota, chcc mnie za wszelk cen znieway, lecz zdecydowawszy
si na taki manewr, nie wytrzymaa jego szpetoty. I czyli j, czyst i
bezgrzeszn, posiadajc idea, czyli mg j skusi Jefimowicz albo
ktrakolwiek z tamtych wielkowiatowych kreatur? Przeciwnie, on j tylko
rozmieszy. .Wszystka prawda wezbraa w jej duszy i oburzenie wytryso
sarkazmem z jej serca. Powtarzam: ten bazen pod koniec cakiem osowia i
siedzia nachmurzony ledwo odpowiadajc, tak i zaczem si wrcz obawia, by w
prostackim odruchu zemsty nie poway si jej obrazi. I jeszcze raz powtarzam:
musz si pochwali, e scenie tej przysuchiwaem si nieomal bez zdziwienia.
Rzekbym, e oto zastaem same tylko znane rzeczy. Jak gdybym by si tam uda,
eby to zasta. Szedem tam nie wierzc niczemu, adnemu oskareniu, cho miaem
w kieszeni rewolwer, to prawda! I czyli mogem inaczej j sobie wyobrazi? Och,
oczywicie wiedziaem, jak dalece mnie nienawidzi, ale upewniem si i co do
tego, jak dalece jest nieskalana. Przerwaem ow scen, otworzywszy drzwi.
Jefimowicz zerwa si, ja ujem jej rk i po759
prosiem, by wysza ze mn. Jefimowicz z naga wyprostowa si dziarsko i
wybuchn miechem:

- Och, przeciw witym prawom maeskim nie oponuj, egnam! I wie pan-zawoa, gdy
kierowaem si ku wyjciu - chocia porzdny czowiek nie powinien si z panem
pojedynkowa, jednake, przez respekt dla paskiej damy, jestem do pana dyspozycji... Jeeli w
ogle .pan zaryzykuje...
- Syszysz - przetrzymaem j na chwil w progu. Potem - przez ca drog - ani sowa.
Prowadziem j za rk; sza bez oporu. Przeciwnie: bya okrutnie zdumiona, ale tylko w drodze
do domu. Gdymy si tam znaleli, siada na krzele i utkwia we mnie spojrzenie. Bya
niezwykle blada;

chocia wargi jej natychmiast skrzywiy si ironicznie, patrzya ju z


uroczystym i surowym wyzwaniem, i chyba cakiem serio bya przekonana, e j
zastrzel. Ale wyjem z kieszeni rewolwer i pooyem na stole. Patrzaa w
milczeniu na mnie i na bro. Zechciejcie zauway: ten rewolwer by jej znany.
Nabyem go i trzymaem nabity, odkd uruchomiem kas poyczkow. Postanowiem
wtedy nie trzyma w domu gronych psw ani krzepkiego lokaja, jak to jest na
przykad u Mo-zera. U mnie interesantw wpuszcza kucharka. Ale w naszym zawodzie
niepodobna obywa si - na wszelki wypadek - bez rodkw samoobrony, wic miaem
w domu nabity rewolwer. ona w pierwszych dniach po zamieszkaniu u mnie wielce
si tym rewolwerem interesowaa, wypytywaa mnie i nawet wyjaniem jej
mechanizm, i wtajemniczyem w dziaanie, i w kocu namwiem j, by raz
wystrzelia do celu. Prosz to wszystko zapamita. Nie zwracajc uwagi na jej
wystraszon min, na p rozebrany pooyem si do ka. Byem ogromnie
osabiony. Dochodzia jedenasta. Ona nadal siedziaa na tym samym miejscu, bez
ruchu, jeszcze bez maa godzin, nastpnie zdmuchna wiec i - rwnie nie
rozebrana - pooya si na kanapie przy cianie. Po raz pierwszy nie ze mn; to
take zechciejcie zauway...

VI. OKROPNE WSPOMNIENIE


Kolej teraz na to okropne wspomnienie.
Obudziem si rankiem - zdaje si po sidmej; w pokoju byo ju zupenie jasno.
Ocknem si od razu - cakiem

7An
przytomny - i nagle otworzyem oczy. Ona staa obok stou i trzymaa w rkach
rewolwer. Nie wiedziaa, e si obudziem i e patrz. Wtem spostrzegam, e
zaczyna si ku mnie zblia z tym rewolwerem w rce. Spiesznie zamknem oczy,
udajc gboko upionego.
Dosza do ka i stana nade mn. Syszaem wszystko:
chocia zapanowaa grobowa cisza, przecie syszaem t cisz. Nagle wyczuem
jaki jej kurczowy ruch - niepowstrzymanie, mimo woli, odemknem powieki:
patrzaa mi prosto w oczy, a rewolwer znajdowa si tu przy mojej skroni.
Spojrzenia nasze spotkay si. Ale patrzelimy na siebie zaledwie chwilk.
Zmusiem si do zamknicia oczu i w tyme momencie - ca si woli postanowiem, e ju si wicej nie porusz i nie rozewr powiek - cokolwiek
mnie czeka.
Rzeczywicie zdarza si, e kto pogrony w gbokim nie nagle odmyka oczy,
nawet na chwilk unosi gow i rozglda si po pokoju, i zaraz potem, straciwszy
wiadomo, znowu kadzie gow na poduszce i zasypia, nic nie pamitajc. Ot
kiedy zetknwszy si z jej spojrzeniem i poczuwszy luf rewolweru przy skroni
szybko zamknem ponownie oczy, nie poruszajc si, jak gdybym spa gboko, ona
z pewnoci moga przypuci, e ja naprawd pi i e nie widziaem nic,
zwaszcza e byoby wrcz nieprawdopodobne, abym zobaczywszy to, co zobaczyem,
w takim momencie ponownie zamkn oczy.
Tak, to byo nieprawdopodobne! Ale jednak moga bya take odgadn prawd - to
mi wanie w owej chwili przemkno w umyle. Och, jaki wicher myli i dozna
zaklbi si we mnie! Pochwalona niechaj bdzie elektryczno myli czowieczej!
W takim wypadku (tak to wyczuem), jeeli odgada prawd i wie, e nie pi - to
ju j zmiadyem t swoj gotowoci poniesienia mierci i do jej moe
zadre. Dawne zdecydowanie moe run w zetkniciu si z tym nowym doznaniem.
Powiadaj, e kiedy si stoi gdzie wysoko, co nas jak gdyby cignie w d, w
przepa. Myl, e do niejednego samobjstwa albo zabjstwa doszo jedynie
dlatego, e rewolwer by ju w rce. Tutaj take bezde, pochyo
czterdziestopiciostopniowa, z ktrej niepodobna si nie stoczy, i co nas
nieodparcie skania do spuszczenia kurka. Jednake wiadomo, em wszystko
widzia, e wiem wzy761
stko i w milczeniu oczekuj mierci, ktr mi zada - ta wiadomo moga bya j
powstrzyma na pochyoci.

Cisza przecigaa si i nagle przy skroni, u nasady wosw, poczuem chd


stali. Spytacie: czy miaem niezomn nadziej ocale? Odpowiem jak przed
Bogiem: nie miaem adnej nadziei oprcz chyba jednej szansy na sto.
Czemu godziem si na mier? Odpowiem pytaniem: a po c mi byo y z chwil,
gdy uwielbiana istota przytkna mi do skroni rewolwer? Nadto wiedziaem - byem
tego wiadom wszystk moc mego jestestwa - e w tym momencie odbywa si midzy
nami walka, straszliwy pojedynek na mier i ycie, pojedynek owego wanie
wczorajszego tchrza za maoduszno wypdzonego przez swych towarzyszw.
Wiedziaem to i ona to wiedziaa - jeli tylko odgada prawd, e nie pi.
Moe zreszt tak nie byo, moe wtedy nawet tak nie rozumowaem, ale przecie to
wszystko musiao tak by - niechby i bez tych myli - poniewa pniej w kadej
godzinie swego ycia wanie o tym tylko mylaem.
Lecz gotowicie zapyta: czemu to nie uchroniem jej od popenienia wystpku?
Och, ja sobie sam pniej po tysickro to pytanie zadawaem za kadym razem,
gdy przejty dreszczem wspominaem ow sekund. Ale moja dusza tona w mroku
rozpaczy: ginem, sam ginem; kog tedy bybym mg ratowa? No i skd
wiecie, czy kogokolwiek ratowa wtedy chciaem? Skd mona wiedzie, co wtedy
mogem odczuwa?
wiadomo jednak kipiaa; mijay sekundy, trwaa martwa cisza; ona wci staa
nade mn - i oto nagle drgnem, tknity nadziej. Spiesznie otwarem oczy. Jej
nie byo ju w pokoju. Wstaem z ka: zwyciyem-zostaa pokonana na wieki!
Podszedem do samowara. Herbat podawano u nas zawsze w pierwszym pokoju, przy
czym nalewaa j ona. Usiadem za stoem w milczeniu i wziem podan przez ni
szklank. Po upywie piciu minut spojrzaem na ni. Bya okropnie blada,
jeszcze bledsza nieli wczoraj, i patrzya na mnie. I z naga, z naga, widzc,
e na ni patrz, blado umiechna si bladymi wargami z niemiaym w oczach
pytaniem. Wida jeszcze ma wtpliwoci i medytuje: czy on wie, czy nie,
widzia, czy te nie widzia*? Obojtnie odwrciem od niej
wzrok. Po herbacie zamknem kas, poszedem na rynek i kupiem elazne ko
oraz parawan. Po powrocie do domu kazaem ko postawi w sali i odgrodzi
parawanem. To ko byo przeznaczone dla niej, ale nic jej nie powiedziaem.
Lecz na widok tego ka zrozumiaa bez stw, e widziaem i wiem wszystko i
e nie ma ju wtpliwoci. Na noc zostawiem rewolwer jak zwykle na stole. Ona w
milczeniu pooya si do nowego ka: maestwo byo rozerwane, ona
pokonana, ale nie uaskawiona. W nocy popada w majaczenia, a rankiem dostaa
gorczki. Przeleaa cale sze tygodni.

ROZDZIA DRUGI
I.

SEN DUMY

ukiem z miejsca owiadczya, e mieszka u mnie nie bdzie i gdy tylko pani
pochowaj, odejdzie. Modliem si na klczkach przez pi minut, a chciaem si
modli przez ca godzin, ale bez przerwy rozmylam, rozmylam, i gorzkie myli
wci si cisn, i gowa boli: jake tu si modli? Grzech tylko! Dziwne te, e
mi si nie chce spa: kiedy przeywamy wielkie, zbyt wielkie cierpienie, po
pierwszych mocnych wybuchach ogarnia nas senno. Skazani na kar mierci
podobno w ostatni noc pi twardo. Tak te by powinno, to zgodne z prawami
natury, bo inaczej by nie wytrzymali... Legem na kanapie, ale nie zasnem...
Przez sze tygodni choroby dogldalimy jej dniem i noc - ja z ukieri oraz
sprowadzona przeze mnie dyplomowana pielgniarka. Pienidzy nie szczdziem i
nawet rad byem wydawa na ni. Wezwaem doktora Schrdera i paciem mu po
dzfesi rubli za wizyt. Gdy odzyskaa przytomno - ukazywaem si przed ni
rzadziej. A zreszt po c to opisywa? Kiedy ju wstaa z ka - to cichutko i
w milczeniu usiada w moim pokoju przy osobnym siole, ktry wtedy dla niej
kupiem... Tak, to prawda, trwalimy w zupenym milczeniu, to jest pniej
zaczlimy nawet mwi, tyle e jedynie o sprawach powszednich. Ja, ma si
rozumie, wypowiadaem si lakonicznie, ale doskonale zauwayem, e i jej
dogadzaa malomwno. Wydao mi si to z jej strony cakiem naturalne. Jest
zbyt wstrznita i dostatecznie pokoIf.A

nana-rozumowaem. Trzeba koniecznie pozwoli jej zapomnie i przywykn. Tak


tedy milczelimy oboje, ale ja wci si przygotowywaem wewntrznie na
spotkanie przy-szo-ci. Sdziem, e i w niej dzieje si to samo i ogromnie
mnie intrygowao odgadywanie: o czym te teraz myli?
Dodam jeszcze: och z pewnoci nikt nie wie, com przecierpia lamentujc nad ni
podczas tej choroby. Lecz te lamenty dawiem w piersi kryjc si z nimi nawet
przed ukieri. Nie mogem sobie wyobrazi, nawet przypuci nie mogem, eby
ona miaa umrze nie dowiedziawszy si wszystkiego. Kiedy za niebezpieczestwo
mino i zacza powraca do zdrowia - nader szybko, pamitam, uspokoiem si.
Nie do na tym: postanowiem odoy nasz przyszo na moliwie daleki
termin, a na razie wszystko pozostawi w nie zmienionym ksztacie. Tak, zaszo
wtedy we mnie co osobliwego, niesamowitego, nie potrafi tego inaczej okreli:
zatriumfowaem - i to poczucie okazao si dla mnie cakowicie zadowalajce. No
i tak upyna zima. Och, byem zadowolony jak nigdy dotychczas - i to przez
ca zim.
Bo widzicie: w moim yciu bya jedna zewntrzna okoliczno, ktra a do chwili
obecnej, to znaczy a do samej katastrofy z on, co dzie i o kadej godzinie
uciskaa mnie, mianowicie utrata reputacji i owo opuszczenie puku. Mwic
krtko: tyraska niesprawiedliwo, jaka mnie spotkaa. Wprawdzie koledzy nie
lubili mnie z powodu mego cikiego, a moe te miesznego charakteru, cho
przede nieraz tak bywa, e to, co dla nas jest wzniosie, wite i czcigodne zarazem, nie wiedzie czemu, mieszy naszych towarzyszy. Ach, nie lubiono mnie
nawet w szkole. Wszdzie i zawsze byem nie lubiany. Nawet ukieri nie moe si
do mnie przekona. Owa za sprawa w puku - chocia bya wynikiem antypatii
wzgldem mnie - miaa charakter niewtpliwie przypadkowy. Zaznaczam to dlatego,
e nic tak nas nie boli i nie gnbi jak to, kiedy padamy ofiar przypadku, ktry
mg si zdarzy albo i nie zdarzy, wskutek fatalnego zbiegu okolicznoci,
ktry mg nas omin niczym chmura. Dla istoty rozumnej stanowi to ponienie. A
zdarzenie byo nastpujce:
W teatrze, podczas antraktu, zaszedem do bufetu. Huzar A-w, wszedszy nagle,
wszcz w obecnoci znajdujcych si tam oficerw gon rozmow z dwoma
kolegami-huzarami,
765
opowiadajc, jak to w kuluarach kapitan naszego puku Bie-zumcew przed chwil
wywoa skandal i e wyglda na pijanego. Rozmowa rycho si urwaa, bo i sama
wiadomo bya bdna, gdy kapitan Biezumcew nie by pijany, i sk?ndal w
gruncie rzeczy nie okaza si skandalem. Huzarzy poczli rozmawia na inne
tematy, no i incydent si skoczy; alici nazajutrz plotka dotara do naszego
puku i zaraz zaczto gada, e z naszego puku znalazem si tam tylko ja
jeden, i e kiedy huzar A-w wyrazi si obraliwie o kapitanie Biezum-cewie, nie
podszedem do A-wa, by go odpowiednim wystpieniem poskromi. Ale po c miaem
to uczyni? Jeeli ywi uraz do Biezumcewa, bya to ich osobista sprawa:
czemu miabym si do tego miesza? Tymczasem oficerowie doszli do przekonania,
e nie bya to sprawa osobista, lecz zahaczajca take o puk, a e z oficerw
tego puku byem na placu tylko ja - tym samym dowiodem wszystkim obecnym w
bufecie oficerom i cywilom, e w naszym puku trafiaj si oficerowie niezbyt
wraliwi na punkcie wasnego i pukowego honoru. Na tak interpretacj nie
chciaem przysta. Wtedy dano mi do zrozumienia, e mog jeszcze wszystko
naprawi, jeeli przynajmniej teraz - lubo troch pno - zgodz si zada od
A-wa formalnych wyjanie. Na to si nie zgodziem, a tak byem rozdraniony, e
odmwiem z dum. Po czym niezwocznie zoyem podanie o dymisj. Oto caa
sprawa. Wyszedem z niej z godnoci, niemniej. wszake wewntrznie zdruzgotany,
z roztrzsion wol i umysem. A wtedy wanie zdarzyo si, e m mojej
siostry w Moskwie przetrwoni nasz skromny majtek-wcznie z moj mizern
czstk - tak i znalazem si bez grosza przy duszy na bruku. Miaem wprawdzie
mono pjcia na prywatn posad, ale nie uczyniem tego: zaszczytnego munduru
nie chciaem zamieni na jak kolejarsk bluz. No i - jak wstyd, to wstyd,
jeli haba to haba, skoro upadek, niechaj bdzie upadek i im gorzej, tym
lepiej - oto co wybraem. Nastpio trzylecie ponurych przey i nawet pobyt w
przytuku Wiaziemskiego. Ptora roku temu umara w Moskwie bogata staruszka,
moja chrzestna matka, i nieoczekiwanie wrd innych zapisw znalazo si w jej

testamencie i dla mnie trzy tysice rubli. Po krtkim namyle zadecydowaem


wtedy o swoich losach. Postanowiem zaoy prywatny lombard, nie zabiegajc o
lask blinich: pienidze, potem wasny kt i... nowe ycie, z dala od dawnych
napomnie. Oto by mj plan. Ale ciemna przeszo i na zawsze zepsuta opinia
drczyy mnie nieustannie. No i wtedy oeniem si. Przypadkiem czy nie-nie
wiem. Tyle tylko, e wprowadzajc j do swego domu sdziem, e wprowadzam
przyjaciela, a wanie przyjaciel by mi nade wszystko potrzebny. Ale rozumiaem
dobrze, i tego przyjaciela naley przysposobi, urobi i wrcz ujarzmi. A czy
cokolwiek z tego mogem tak z miejsca wyoy tej uprzedzonej do mnie
szesnastolatce? Jake bym na przykad potrafi - bez przypadkowej pomocy, jak
mi zesaa owa straszliwa scena z rewolwerem - przekona j, e nie jestem
tchrzem i e w puku niesprawiedliwie zarzucano mi tchrzostwo? Ale katastrofa
nastpia w por. Wytrzymawszy grob rewolweru, wziem odwet za ca sw
ponur przeszo. I chocia nikt o tym nie myla, wiedziaa to ona-a to byo
dla mnie wszystkim, gdy ona sama wszystkim dla mnie bya, ca nadziej moich
roje o przyszoci! Ona bya jedynym czowiekiem, ktrego hodowaem dla siebie,
a innych nie potrzebowaem - i oto dowiedziaa si wszystkiego: tego w kadym
razie, e niesusznie postpia przystajc do moich wrogw. Upajaem si t
myl. W jej oczach nie mogem ju by nikczemnikiem, moga mnie tylko uwaa ot
za... dziwaka; ale i ta myl teraz, po wszystkim, co zaszo, wcale mi nie bya
przykra: dziwno nie jest grzechem, lecz przeciwnie, niekiedy podbija kobiec
natur. Jednym sowem, rozmylnie odsunem podsumowanie: to, co si dokonao,
wystarczao a nadto dla mojego spokoju oraz zawierao zbyt wiele obrazw i
tworzywa dla moich marze. W tym wanie sk, e jestem marzycielem; miaem sam
materiau pod dostatkiem, o niej za mylaem: e poczeka.
Tak mina zima-w jakim czego tam oczekiwaniu. Lubiem ukradkiem przyglda
si jej, siedzcej przy swoim stoliku. Zajmowaa si szyciem, napraw bielizny,
a czasem wieczorami czytaa ksiki, ktre braa z mojej szafy. Dobr tych
ksiek rwnie powinien by przemawia na moj korzy. Nie wychodzia prawie
nigdzie. Po obiedzie, przed zapadniciem zmierzchu, wyprowadzaem j co dzie na
przechadzk; odbywalimy te spacery ju nie, jak dawniej, w cal767
kowitym milczeniu. Ja mianowicie dokadaem stara, aby wygldao, e rozmawiamy
zgodnie, ale, jak ju wspomniaem, oboje baczylimy, eby si raczej zbyt
szeroko nie rozwodzi. Ja czyniem to umylnie, przy czym uwaaem, e jej
nale koniecznie da czas. Ma si rozumie, dziwne to, i prze;
ca zim ani razu nie przyszo mi na myl, e lubi ukradkier si jej
przyglda, a przez ca zim nie pochwyciem ani jed nego jej spojrzenia
skierowanego ku mnie! Przypisywaem to jej niemiaoci. Zwaszcza e po
chorobie miaa tyle lkliwej pokory, tyle bezsiy. Nie, lepiej poczekaj i - i
nagle sama do ciebie podejdzie...
Ta myl zachwycaa mnie nieodparcie. Dodam jeszcze jedno: niekiedy jakby
naumylnie sam si rozdraniaem i rzeczywicie doprowadzaem si do tego, i,
rzekoby si, ywiem do niej uraz. I tak si to cigno przez jaki czas. Ale
nienawi nigdy nie moga dojrze i ugruntowa si w mej duszy. Sam przy tym
czuem, e to tylko jaka gra. Ale i wtedy nawet, chocia rozerwaem nasze
maestwo, kupiwszy ko i parawan - nigdy wszake, nigdy nie potrafiem
spojrze na ni jako na zbrodniark. I nie dlatego, em niepowanie osdzi jej
przestpstwo, lecz dlatego, e zamierzaem przebaczy jej cakowicie od
pierwszego dnia, jeszcze nawet zanim kupiem to ko. Sowem, jest to u mnie
osobliwe, albowiem mam surowe zasady moralne. Poza tym w moich oczach ona bya
tak pognbiona, tak upokorzona, tak zmiadona, em si nad ni chwilami
bolenie litowa, aczkolwiek przy tym wszystkim wyran przyjemno sprawiaa mi
myl o jej ponieniu. Podobao mi si poczucie naszej nierwnoci...
Owej zimy zdarzyo mi si rozmylnie speni kilka dobrych uczynkw. Dwu
klientom umorzyem nalenoci, jakiej ubogiej kobiecie wypaciem pienidze bez
adnego zastawu. I nie powiedziaem o tym onie - a uczyniem to wcale nie po
to, eby si o tym dowiedziaa, tylko owa kobiecina sama przysza dzikowa
nieomal na klczkach. W ten sposb rzecz wysza na jaw; wydao mi si, e
wiadomo o tei sprawie moja ona przyja z zadowoleniem.

Ale nadcigaa wiosna, bya ju poowa kwietnia, z okien wyjto podwjne szyby i
soce jo jasnymi wizkami promieni rozwieca nasze guche pokoje. Lecz
zasona wisiaa nade mn i zaciemniaa mi oczy. Zowieszcza, straszliwa za768
sona. Jak to si stao, e raptem spada z moich oczu i em nagle przejrza, i
wszystko zrozumia? Czy stao si to przy- padkowo, czy dzie taki nadszed
szczeglny, czy promie so-^neczny roznieci myl i domys w mojej otpiaej
gowie? Nie, nie myl, nie domys tu zabysn, lecz z naga zadrgaa _ijedna
yka, z dawna zamara, zadrgaa i oya, i olnia ca moj otpia dusz.
Wtedy zupenie jakbym nagle zerwa si z miejsca... Bo te wydarzyo si to
nagle i niespodzianie. A wydarzyo si to po obiedzie, pod wieczr, okoo
godziny pitej.

II.

ZASONA NAGLE OPADA

Dwa sowa wstpu. Ju od miesica spostrzegaem w niej osobliwe zadumanie - nie


tyle milkliwo, ile jakie zamylenie. To take stwierdziem nagle. Siedziaa
wtedy nad robot, z gow pochylon, i nie wiedziaa, e na ni patrz. I oto
zdumiao mnie, e staa si tak szczuplutka, wychudzona; twarzyczka poblada,
wargi zbielay, wszystko to razem, w poczeniu z zadum, od razu wielce mnie
zafrapowao. Ju i dawniej syszaem jej drobny suchy kaszel, szczeglnie po
nocach. Natychmiast wstaem i, nic nie powiedziawszy, poszedem zamwi wizyt
doktora Schrdera.
Zjawi si nazajutrz. Ona mocno si zdziwia, spogldajc to na lekarza, to na
mnie.

- Ale jestem zdrowa - rzeka z niewyranym umiechem.

Schrder zbada j nie nazbyt dokadnie (ci lekarze bywaj niekiedy lekcewaco
niedbali) i w drugim pokoju zakomunikowa mi tylko, e to pozostao po
przebytej chorobie i e na wiosn warto by wyjecha gdzie nad morze albo,
jeeli to niemoliwe, po prostu na podmiejskie letnisko. Sowem, nic nie
powiedzia prcz tego, e skonstatowa osabienie czy co tam takiego. Po jego
odejciu ona, patrzc na mnie z ogromn powag, powtrzya:

- Jestem zupenie zdrowa.

Po tych sowach jednake raptownie si zarumienia, najwidoczniej ze wstydu.


Ach, teraz rozumiem: wstyd jej byo, e ja-bdc jeszcze jej mem-troszcz si
o ni tak,
33 i-).i<i,.,,.u-.i,i , ni
769
jak gdybym by nim faktycznie. Ale wtedy nie zrozumiaem i rumieniec przypisaem
pokorze. (Zasona!)
I oto w miesic pniej, o godzinie pitej, w jasny soneczny dzie kwietniowy
siedziaem przy kasie, sprawdzajc rachunki. Wtem sysz, e ona - tam obok, w
naszym pokoju, przy swym stoliku z robtk - cichutko zapiewaa. Nowo ta
wywara na mnie wstrzsajce wraenie i do dzi nie potrafi tego poj.
Dotychczas prawie nigdy nie syszaem jej piewu, chyba tylko moe w pierwszych
dniach, gdym j by wprowadzi do swego domu i kiedy jeszcze moglimy zabawia
si strzelaniem do celu z rewolweru. Wtedy glos miaa jeszcze dosy silny, acz
niezbyt pewny w intonacji, ale za to niezwykle miy i zdrowy. Teraz za piosenka
brzmiaa tak slabiutko - uch nie szczeglnie aloliwie (by to jaki romans),
ale, rzekby, gos by jaki nadpknity, zamany, jak gdyby ten gosik nie
mg da sobie rady, jak gdyby sama piosenka bya chora; ona nucia i oto
raptem na wysokiej nucie glos jej si oberwa-taki wty by ten gosik, tak
smtnie opad; od-kaszlna i znw cichutko zapiewaa...
Moje wzruszenia wydadz si mieszne, ale nikt nigdy nie zrozumie, czemu si
przejem! Nie, jeszczem si nad ni nie litowa, to byo co cakiem innego,
pocztkowo, przynajmniej w pierwszych minutach, wystpio nagle zmieszanie i
straszliwe zaskoczenie, straszne i niesamowite, bolesne i nieomal mciwe:
piewa, i to przy mnie! Zapomniaa o mnie czy co?
Wstrznity do gbi trwaem na miejscu, potem nagle wstaem, naoyem
kapelusz i wyszedem jak bdny. W kadym razie nie wiem po co i dokd. ukieria
podaa mi palto.

- piewa? - spytaem mimowolnie. ukieria patrzya na mnie, nie pojmujc o co chodzi. Bo te


istotnie nie sposb byo mnie zrozumie.
- Pierwszy raz piewa?
- Nie, kiedy pana nie ma, czasem piewa. Pamitam wszystko. Zszedem po schodach, znalazem
si na ulicy i ruszyem bez celu przed siebie. Przystanem na rogu i rozejrzaem si wokoo.
Mijano mnie, potrcano; nie czuem nic. Skinem na dorokarza i kazaem si zawie - nie
wiem po co - na Policejskij Most; potem nagle zrezygnowaem i rzuciem mu
dwudziestokopiejkwk.
770

- Masz tu za fatyg - powiedziaem miejc si do niego bezmylnie, ale serce wezbrao mi jakim
nagym zachwyc niem.
Przypieszywszy kroku, wrciem do domu. Nadpknita, aosna, urwana nutka
raptem znowu zadwiczaa w niej duszy. Brako mi tchu. Opadaa, opadaa z oczu
zasona! Skoro przy mnie zapiewaa - snad zapomniaa o mnie, oto co byo jasne
i straszne. To czuo moje serce. Jednak w duszy promienia zachwyt przemagajc
trwog.
O, ironio losu! Wszak nic innego nie byo i nic mogo by w mojej duszy - prcz
owego wanie zachwytu, tylko gdzie ja sam byem w cigu owej zimy? Albo to
byem ja?
Wbiegem po schodach w wielkim popiechu; nie wiem, czym wszed niemiao... To
tylko pamitam, e podoga zdawaa si falowa, a ja jak gdybym pyn po rzece.
Wszedem do pokoju: siedziaa na tym samym miejscu, przechyliwszy gow, ale ju
nie piewaa. Zerkna ku mnie przelotnie i bez zaciekawienia; lecz nie byo to
nawet spojrzenie-ot jedynie odruch, zwyky i obojtny, kiedy ktokolwiek wchodzi
do pokoju.
Podszedem wprost do niej i usiadem obok na krzele;
byem jak niespena rozumu. Ona obrzucia mnie szybkim spojrzeniem, jakby
przelkszy si; ujem jej do i nie pamitam, co powiedziaem, to jest, co
chciaem powiedzie, gdy nie byem zdolny mwi dorzecznie. Glos mi si
zaamywa i odmawia posuszestwa. A zreszt nie wiedziaem, co powiedzie, i
tylko krztusiem si.

- Porozmawiamy... wiesz... powiedz cokolwiek!-nagle wy bkaem gupawo; och! albo mi w


gowie byy mdroci? Ona znowu drgna i odsuna si, mocno wystraszona spojrzaa na moj
twarz, lecz nagle w jej oczach odmalowao si surowe zdziwienie. Tak, zdziwienie, surowe.
Patrzya na mnie rozszerzonymi oczyma. Ta surowo, to surowe zdziwienie, z miejsca mnie
zdruzgotay: Wic chcesz jeszcze mioci? Mioci? -wystpio w tym jej zdziwieniu pytanie,
chocia trwaa w milczeniu. Lecz ja wszystko odczytaem. Zatrzsem si cay i przypadem do
jej ng. Tak, runem do jej ng. Poderwaa si gwatownie, ale bardzo mocno przytrzymaem
jej obie rce.
I pojmowaem, ach, pojmowaem w peni wasn rozpacz! Ale czy uwierzycie?uniesienie kipiao w mym sercu tak
49.
771
nieodparcie, i mylaem, e umr. W upojeniu i szczciu caowaem jej stopy.
Tak, w szczciu bezmiernym i bezgranicznym - a zarazem ze wiadomoci caej
beznadziejnoci mej rozpaczy! Pakaem. Mwiem co, ale nie mogem mwi. W
niej lk i zdumienie nagle ustpiy miejsca jakiemu zatroskaniu, jakim
niesamowitym pytaniom; patrzya na mnie dziwnie, nawet dziko, usiowaa co czym
prdzej poj i umiechna si. Ogromnie bya zaenowana, e cauj j po
nogach i usuwaa je, lecz ja wtedy caowaem to miejsce na pododze. Widziaa to
i ze wstydu nagle zacza si mia (wiecie, jak to bywa, e kto mieje si ze
wstydu); nadciga wybuch histerii, widziaem, jak drgaj jej rce - i nie
mylaem o tym, i wci bekotaem, e j kocham, e nie wstan i:
pozwl mi caowa twoj sukienk... tak, przez cae ycie modli si do
ciebie... Nie wiem, nie pamitam - nagle ona zatrzsa si i wybuchna
kaniem: nastpi okropny atak histerii wywoany przeraeniem, jakie w niej
wzbudziem.

Przeniosem j na ko. Kiedy atak min, przysiada na krawdzi i - z wyrazem


ogromnego przygnbienia - schwycia obie moje donie proszc, bym si uspokoi.

- Zapanuj nad sob, nie mcz si, we si w gar! - i znowu w pacz.

Nie opuciem jej w cigu caego owego wieczora. Wci jej mwiem, e zawioz
j do Boulogne, eby si kpaa w morzu, teraz zaraz, za dwa tygodnie, e ma
taki nadpknity gosik, syszaem przecie... e zlikwiduj kas, sprzedam
Dobronrawowowi, e zaczniemy wszystko na nowo, a przede wszystkim do Boulogne!
Suchaa wci zalkniona. Baa si jeszcze bardziej. Ale ja nie tym byem
najgbiej przejty, lecz tym, e coraz mocniej odywao we mnie nieustpliwe
pragnienie leenia u jej ng i znw chciaem caowa, caowa miejsce, gdzie
stoj jej nogi, i modli si do niej, i nic ponadto, nic od ciebie nie zadam
powtarzaem co chwila. Nic mi nie odpowiadaj, nie zauwaaj mnie wcale i pozwl
tylko z ubocza patrze na ciebie, uczy mnie swoj rzecz, pieskiem...
Pakaa.

- A ja mylaam, e zostawisz mnie tak-wymkno si jej z naga mimo woli - tak dalece mimo
woli, e moe zgoa nie spostrzega, kiedy to powiedziaa, gdy tymczasem-och! to bya
najwaniejsza, najbardziej rozstrzy772
gajca i najbardziej dla mnie zrozumiaa wypowied, ktra mnie niby noem
dgna w serce! Te sowa wszystko mi wyjaniy, lecz dopki miaem j tu obok,
przed oczyma, ywiem niezomn nadziej i byem niezmiernie szczliwy. Ach,
okrutnie znuyem j owego wieczora, zdawaem sobie z tego spraw, ale
nieustannie sdziem, e wszystko natychmiast przeksztac. Wreszcie, z
nadejciem nocy, osaba ostatecznie; wtedy namwiem j, by zasna - i z
miejsca zapada w gboki sen. Przewidywaem malign i rzeczywicie wystpia,
chocia bardzo lekka. W nocy niemal co chwila wstawaem, cichutko, w pantoflach
podchodziem, eby na ni patrze. Zaamywaem nad ni rce, patrzc na t chor
istot na lichym elaznym eczku (ktre dla niej kupiem za trzy ruble).
Klkaem przed ni, ale nie miaem caowa jej ng (bez jej wiedzy!), gdy
spaa. Prbowaem modli si do Boga, lecz si znw zrywaem. Lukieria coraz
wychodzia z kuchni i przygldaa mi si. Wstpiem do niej i powiedziaem, eby
si pooya, i e jutro zacznie si cakiem co innego.
I wierzyem w to, wierzyem lepo, szaleczo. Ach, tonem w zachwycie, w
upojeniu! Wyczekiwaem tylko tego jutra. Przede wszystkim - wbrew wszelkim
symptomatom - nie obawiaem si adnego nieszczcia. Nie odzyskaem w peni
rozeznania - chocia zasona spada mi z oczu - i to rozeznanie dugo, dugo nie
powracao, och, a do dzi, a do dzisiejszego dnia! Bo te jak mogo powrci:
przecie ona wtedy jeszcze ya, bya tu przede mn, a ja byem przed ni:
Jutro si obudzi, a ja jej wszystko powiem i ona wszystko zobaczy. Oto moje
wczesne rozumowanie - proste i jasne-std to upojenie! Najwaniejsz spraw
bya owa podr do Boulogne. Nie wiedzie czemu wci mylaem, e Boulogne - to
wszystko, e w Boulogne zawiera si co ostatecznego: Do Boulogne, do
Boulogne! Obdnie oczekiwaem ranka.

III. ZBYT WIELE ROZUMIEM


A przecie to nastpio zaledwie przed kilku dniami, przed picioma, wszystkiego
picioma dniami - w ubiegy wtorek! Nie, nie, gdyby jeszcze tylko troch czasu,
gdyby jeszcze
773
chocia odrobin odczekaa... bybym rozproszy mrok! Czy sit bowiem nie
uspokoia? Wszak zaraz nazajutrz - mimo zmieszania-suchaa mnie z umiechem...
Sedno wanie w tym, /e przez cay ten czas, w cigu piciu dni, bya zmieszana
i zawstydzona. Baa si take, bardzo si baa. Ja si nie spieram, nie myl
zaprzecza jak wariat: bya wystraszona, ale czy moga si nie lka? Przecie
od tak dawna stalimy siv sobie obcy wzajem, takemy odwykli jedno od drugiego a tu raptem to wszystko... Ale nie dostrzegaem jej trwogi, nowo
promieniowaa!... To prawda, prawda bezsporna, em popeni bd. I moe nawet
sporo bdw. Ot, ledwo zbudziwszy si, zaraz z samego ranka (to byo w rod)
popeniem omyk: z miejsca uczyniem j swym przyjacielem. Popieszyem si,
zanadto si popieszyem, ale przecie spowied bya potrzebna, niezbdna-co

mwi: wicej nieli spowied! Nie zataiem nawet tego, co wrcz sam przed sob
ukrywaem. Otwarcie wyznaem, em przez ca zim o tym jednym tylko myla, e
byem przewiadczony, i mnie kocha. Wyjaniem jej, e kasa poyczkowa bya
jedynie nastpstwem upadku mojej woli i umysu, samoudrczenia i samochwalby.
Wytumaczyem jej, e wtedy w bufecie rzeczywicie stchrzyem; winna temu moja
natura, moja podejrzliwo: wstrzsny mn okolicznoci, to otoczenie, ten
bufet, myl: jake tak z naga wystpi, czy to nie wypadnie gupio? Stchrzyem
nie przed pojedynkiem, tylko przed myl: czy to nie wypadnie gupio... A
potem... to ju nie chciaem si przyzna, no i drczyem wszystkich, i j te
zadrczaem, a si z ni oeniem, eby j za to drczy. W7 ogle mwiem
przewanie jak w gorczce. Ona sama braa mnie za rce i prosia, abym przesta:

- Przesadzasz... zamczasz si!-i znw zaczynay si kania, znowu groziy ataki nerwowe!
Ustawicznie prosia, ebym o tym wszystkim nie mwi i nie wspomina.
Ja na te proby nie zwracaem uwagi wcale albo prawie wcale: wiosna, Boulogne,
Boulogne! Tam soce, tam nowe nasze soce - o tym tylko mwiem. Zamknem
kas, -prawy przekazaem Dobronrawowowi. Nagle zaproponowaem jej, e wszystko
rozdamy ubogim oprcz kapitau podstawowego, owych trzech tysicy
odziedziczonych po chrzestnej maice, za ktre pojechalibymy do Boulogne, a
potem wrcimy
774
i rozpoczniemy nowe pracowite ycie. Tak te zdecydowalimy - poniewa ona nie
powiedziaa nic... Tylko si umiechna. I bodaj umiechna si raczej przez
delikatno, nie chcc mnie zasmuci. To wiedziaem, e jej ze mn ciko, nie
mylcie, e bytem a takim gupcem i takim egoist, eby tego nie widzie.
Widziaem wszystko, wszystko, do ostatniego drgnienia, widziaem i wiedziaem
lepiej od kogokolwiek; caa moja desperacja bya widoczna.
Opowiadaem jej wszystko o sobie i o niej. I o ukierii. Mwiem, em paka...
Och, zmieniaem ton rozmowy, ja te staraem si nie porusza wcale niektrych
tematw. I ona przecie oywia si raz czy drugi, ja to pamitam, pamitam!
Czemu, powiadacie, em patrza na wszystko i nic nie widzia? I gdyby tylko
tamto si nie zdarzyo, toby odyo wszystko. Wszak jeszcze dwa dni przedtem,
kiedy rozmowa zatrcia o lektur i o to, co w cigu tej zimy przeczytaa - ona
te mwia i miaa si wspominajc dialog Gil Blasa z arcybiskupem Grenady. A
by to taki dziecinny miech, przemiy, taki sam jak dawniej, za czasw
narzeczestwa (moment! mgnienie!). Jake si cieszyem! Zreszt zdziwiem si
ogromnie, syszc j wspominajc o arcybiskupie; snad jednak znalaza w sobie
tyle spokoju ducha i tyle szczliwoci, eby si zamiewa nad literackim
arcydzieem, siedzc ze mn w tym pokoju. Wida wic poczynaa si ju uspokaja
cakowicie, w peni zaczynaa ufa, e j pozostawi tak. Mylaam, e
zostawisz mnie tak -oto byy jej sowa wypowiedziane we wtorek! Ach, to to
bya myl dziesicioletniej dziewczynki! I przecie wierzya, e wszystko
istotnie pozostanie tak samo: ona przy swoim stole, ja przy swoim-i tak oboje a
do szedziesiciu lat. A tu raptem podchodzi do niej m i ten m pragnie
mioci! Ach, co za nieporozumienie, jaka moja lepota!
Bdem take byo to, em patrza na ni z zachwytem:
naleao si opanowa, gdy zachwyt budzi lk. Ale wszakem si opanowa, ju
jej nie caowaem po nogach. Ani razu nie okazaem, e... no, e jestem mem och, nawet w moich mylach tego nie byo; ja si tylko modliem. Jednake
niepodobna byo przecie cakiem milcze, nie sposb byo nie mwi wcale! W
pewnym momencie wyznaem, e rozkoszuj si rozmow z ni i e uwaam, i ona
stoi bez porwnania
775
wyej ode mnie pod wzgldem wyksztacenia i kultury. Wtedy mocno si
zaczerwienia i zaenowana powiedziaa, e przesadzam. Wtedy - niedorzecznie i
nie mogc si powstrzyma - opowiedziaem, w jakim byem zachwycie, kiedy ukryty
za drzwiami przysuchiwaem si pojedynkowi jej niewinnoci z tamt kreatur i
jak podziwiaem jej rozum i byskotliwo dowcipu w poczeniu z tak dziecic
prostot. Ona jak gdyby drgna, wybkaia co tam znowu, e przesadzam, lecz
nagle spochmurnia twarz zasonia domi i zatkaa... Wtedy nie zdoaem si
pohamowa: znw przypadem do jej ng i jem okrywa je pocaunkami, znw - jak

we wtorek - skoczyo si atakiem nerwowym. To byo wczoraj wieczorem, a


rankiem...
Rankiem! Szalecze, wszak ten ranek nadszed dzisiaj, dopiero co, tylko co...
Posuchajcie i zechciejcie rozway! Przecie kiedymy si zeszli przy herbacie
(po wczorajszym ataku), ona sama wrcz zadziwia mnie swym spokojem, oto jak
byo! A tymczasem ja ca noc przetrwaem w lku po wczorajszej scenie. Alici
oto nagle ona zblia si do mnie i spltszy donie powiada, e jest
przestpczyni, e wie, co to znaczy, e pami tego przestpstwa drczya j
przez ca zim i nadal teraz drczy... e ona zbyt wysoko ceni moj
wielkoduszno...

- Bd ci wiern on, bd ci szanowaa... Wtenczas zerwaem si i jak szaleniec objem j


uciskiem! Caowaem, caowaem j w usta, jak m, po raz pierwszy po naszej dugotrwaej
rozce. I dlaczego - zaledwie tak niedawno temu - wyszedem raptem na dwie godziny ? Nasze
paszporty zagraniczne... Ach, Boe! Niechbym tylko o pi minut wczeniej wrci, tylko o pi
minut!... A tu-ten tum w naszej bramie, te zwrcone ku mnie spojrzenia... O, Boe!
ukieria mwi (o, ja teraz za nic w wiecie nie pozwol jej odej, ona bdzie
mi wszystko opowiada), ukieria mwi, e po moim wyjciu, a zaledwie w jakie
dwadziecia minut przed powrotem, wesza nagle do pani - do naszego pokoju eby si, nie pamitam ju o co, zapyta, i zobaczya, e obraz (ten sam obraz
Matki Boskiej) jest wyjty i ustawiony na stole, i wyglda na to, e pani si
wanie przed nim modlia.

- Co te pani?
776

- Nic, ukierio, id. Czekaj no, ukierio - podesza i pocaowaa mnie.


- Czy pani teraz szczliwa?
- Tak, ukierio.
- Dawno - powiadam - powinien by pan przyj przeprosi pani... Chwaa Bogu, ecie si
pogodzili.
- Dobrze, ukierio, dobrze - powiada - id ju, ukierio. I umiechna si, ale tak jako dziwnie.
Tak dziwnie, e ukieria po dziesiciu minutach wrcia, eby si jej przyjrze: Stoi pod cian
przy samym oknie, gow wspara na rce, stoi ci tak i rozmyla. A tak gboko zamylona, e
mnie nie usyszaa, jak tam stoj i patrz na ni z drugiego pokoju. Widz, e si jakby
umiecha, stoi, myli i umiecha si. Popatrzyam ci na ni, obrciam si cichutko, wyszam i
sama si take zamyliam... Wtem sysz, e okno zostao otwarte. Zaraz poszam przestrzec:
- Chodno, eby si pani nie zazibia...
A tu widz, e wesza na parapet i cala tam stoi w otwartym oknie, odwrcona do
mnie plecami, a w rkach trzyma obraz. Serce we mnie zamaro; woam:

- Prosz pani, prosz pani!


Usyszaa, poruszya si, jak gdyby miaa si odwrci do mnie, ale si nie
odwrcia, tylko postpia krok naprzd, obraz przycisna do piersi i rzucia
si w d!
To tylko pamitam, e gdym wszed do bramy, bya jeszcze ciepa. A tu - wszyscy
na mnie patrz. Z pocztku co tam wykrzykiwali, lecz nagle zamilkli i
rozstpuj si przede mn, a ona... ona ley z tym obrazem. Pamitam jak skro
mg, e podszedem ku niej w milczeniu i dugo wpatrywaem si. Staa tam take
ukieria, a ja jej nie widziaem. Twierdzi, e mwia do mnie. Zapamitaem
jedynie jakiego mieszczanina; wci powtarza, e tylko krzynka krwi wycieka
z ust, krzynka, krzynka! i wskazywa mi t krew-tu obok, na kamieniu. Zdaje
si, em dotkn palcem, zaplami-em palec, patrz na (to pamitam), a ten mi
wci: Tylko krzynka, krzynka.

- No wic co z tego, e krzynka? - ryknem podobno na cay glos, wzniosem rce i rzuciem si
na niego...
Och, szalestwo, szalestwo! Nieporozumienie! Nieprawdo-podobiestwo!
Niemoliwo!
777

IV. SPNIEM SI ZALEDWIE O PI MINUT


A czy nie tak? Czy to prawdopodobne? Czy mona powiedzie, e to moliwe?
Dlaczego, po co umara ta kobieta?
Ach wierzcie mi, ja rozumiem: ale czemu umara - to bd co bd zagadka.
Przerazia j moja mio, zastanowia si powanie: przyj j, czy odrzuci? I
nie wytrzymaa tego pytania, i wolaa umrze. Wiem, wiem, zbdne gowi si nad
tym: daa zbyt wiele obietnic, zlka si, e ich dotrzyma nie zdoa - to
jasne. Jest kilka okolicznoci cakiem niesamowitych.
No bo dlaczego umara? To pytanie bd co bd trwa. To pytanie stuka, stuka w
moim mzgu... Bybym j przecie zostawi tak, gdyby zechciaa, eby tak
pozostao. Ale nie uwierzya w to, ot co! Nie, nie, kami: wcale nie to. Po
prostu dlatego, e ze mn musiaa postpi rzetelnie: jeeli kocha - to peni
mioci, a nie tak jak kochaaby kupca. A e bya zbyt prawa, zbyt czysta, by
przysta na tak mio, jakiej wymaga kupiec, tedy nie chciaa mnie zwodzi.
Nie chciaa udzi pmioci imitujc mio albo nawet wiermioci.
Arcyuczciwe s niektre kobiety, o tak! A ja jej chciaem zaszczepi peni
serca, pamitacie? Dziwaczny pomys!
Ogromnie mnie ciekawi: czy mnie szanowaa? Nie wiem:
gardzia mn, czy nie? Nie sdz, eby gardzia. Nader to osobliwe: dlaczego ani
razu nie przyszo mi do gowy, e ona mn pogardza? Byem jak najmocniej
przewiadczony, i jest przeciwnie - a do tamtej chwili, kiedy spojrzaa na
mnie z surowym zdziwieniem. Wanie: z surowym. Wtedy to w lot zrozumiaem, e
ona mn gardzi. Zrozumiaem bezpowrotnie, na wieki! Och, niechby gardzia chociaby przez cae ycie - byleby ya, byleby ya! Dopiero co jeszcze
chodzia, mwia. Ani rusz nie pojmuj, e si rzucia z okna! I skd mogem
przypuci - choby na pi minut przedtem? Zawoaem ukieri. Ja teraz
ukierii nie odprawi za nic w wiecie!
Och, moglimy jeszcze doj do porozumienia. Ogromnie tylko odwyklimy wzajem
jedno od drugiego, ale czyli nie mona byo na nowo si przystosowa? Czemu,
czemu nie mielibymy zbliy si, rozpocz nowego ycia? Ja jestem
wielkoduszny, ona te - oto punkt stycznoci! Jeszcze tylko kilka sw, nie
wicej ni dwa dni - wszystko by zrozumiaa.

778
Najbardziej bolesne jest to, e to wszystko byo przypadkiem, barbarzyskim,
prostackim przypadkiem. Oto klska! Pi minut - i moment przesunby si bokiem
jak chmura i nigdy by jej to potem nie przyszo do gowy. I koniec byby taki,
e wszystko by zrozumiaa. A teraz - znowu puste pokoje, teraz znw samotno.
Oto stuka wahado, jemu nic do tego, jemu niczego nie al. Nie ma nikogo - oto
klska!
Chodz, wci chodz. Wiem, wiem, nie odpowiadajcie:
mieszy was, e si skar na przypadek i na pi minut. Ale to przecie
oczywiste. Rozwacie to tylko: nie zostawia nawet kartki, e - tak a tak prosz nikogo nie wini z powodu mojej mierci, jak si zawsze robi. Albo nie
moga si zastanowi nad tym, e moe sprawi kopot nawet ukierii:
Sama przy niej bya, no i wypchna j. Co najmniej by j niesusznie
obryzgano, gdyby nie to, e cztery osoby przez okna w oficynie widziay, jak
staa z obrazem w rkach i jak sama wyskoczya. Ale to przecie take przypadek,
e ludzie stali i widzieli. Nie, to wszystko - moment, jeden tylko nieobliczalny
moment, Raptowno i fantazja! C std, e si modlia przed obrazem? To nie
znaczy, e - przed mierci. Wszystko to trwao moe ledwie dziesi minut, caa
decyzja - wtedy mianowicie, kiedy staa pod cian z gow przytulon do doni i
umiechaa si. Nawiedzia j przelotna myl, zawirowao jej w gowie, tak,
tak... e si jej nie zdoaa oprze.
To wyrane nieporozumienie, mwcie, co chcecie. Ze mn jeszcze mona by y. A
jeeli to niedokrwisto? Po prostu z powodu anemii, z wyczerpania energii
yciowej? Zmczya si podczas owej limy - ot co!
Spniem si!!!
Jaka ona szczuplutka w trumnie, jak si wyostrzy kontur noska. Rzsy le jak
strzaki. I przecie, kiedy upada, nic sobie nie zgruchotaa, nie zamaa. Tylko

ta jedna krzynka krwi! Ot, yeczka deserowa. Wstrzs wewntrzny. Dziwaczna


myl:
gdyby mona byo jej nie pochowa? Bo jeeli j wynios, to... och nie, to
prawie niemoliwe. Och, wiem dobrze, e musz j wynie, nie jestem obkacom
i wcale nie mwi od rzeczy, przeciwnie, nigdy nie rozumowaem janiej... ale
jake tak: znowu nikogo w domu, znowu dwa pokoje i znw ja sam jeden z kas
poyczkow. Maligna, maligna, oto gdzie maligna! Zadrczyem j-oto prawda!
779
r
C mnie teraz obchodz wasze paragrafy? Na co mi wasze normy, wasze obyczaje,
wasze ycie, wasze pastwo i wasza wiara? Niechaj mnie sdzi ten wasz sdzia,
niech mnie postawi przed waszym sdem, przed waszym jawnym trybunaem - a
powiem, e si do niczego nie przyznaj. Sdzia zawoa:

- Prosz milcze, oficerze! A ja mu odkrzykn:


- Gdzie znajdziesz teraz tak sil, co mnie skoni do posuchu? Czemu ponury bezwad zniszczy
to, co mi jest ponad wszystko drogie? C mi teraz wasze prawa? Ja si wyczam. Och,
wszystko mi jedno!
lepa, lepa, martwa, nie syszy. Nie wiesz, jakim rajem bybym ci otoczy! Raj
byt w mojej duszy, bybym go roztoczy wok ciebie! No c, ty by mnie nie
kochaa-niech tam, i c z tego? Wszystko byoby tak samo. Opowiadaaby mi
tylko, ot, jak przyjacielowi - i dobrze by nam byo, i mialibymy si, pogodnie
patrzc sobie wzajemnie w oczy. No i tak bymy yli. A gdyby nawet pokochaa
innego - no trudno, niech tam! Chodziaby z nim, umiechnita, a ja bym patrzy
z drugiej strony ulicy... Och niech tam, byleby tylko chocia raz otworzya
oczy! Na jedno jedyne mgnienie! eby spojrzaa na mnie ot tak, jak jeszcze tak
niedawno, kiedy staa przede mn przysigajc, e bdzie wiern on! Ach, w
jednym spojrzeniu zrozumiaaby wszystko!
Martwota! Och, naturo! Ludzie s samotni na ziemi- w tym tragizm. Czy jest w
polu ywy czowiek? - wola rosyjski heros. Woam i ja-chociaem nie heros-i
nikt si nie odzywa. Powiadaj, e soce ywi wszechwiat. Wzejdzie soce ipopatrzcie na, czy to nie trup? Wszystko martwe i wszdzie trupy, samotni tylko
ludzie, a wok nich milczenie-oto wiat! Ludzie, miujcie si wzajemnie- kto
to powiedzia? Czyje to wezwanie? Stuka, stuka wahado nieczule, dojmujco.
Druga w nocy. Jej buciki stoj przed eczkiem, rzekby, e czekaj na ni...
Nie, doprawdy, kiedy j jutro wynios, co ze mn bdzie?

KONIEC
PRZYPISY
Surowo, surowo i surowo - niedokadny cytat z Paszcza M. Gogola, s to
sowa znacznej osobistoci - dygnitarza, ktry tak okrela sposb postpowania
z podlegymi mu urzdnikami: Surowo, surowo i surowo.
2 Sowa Mefistofelesa z I czci Fausta J.W. Goethego, przekad Wadysawa
Kocielskiego.
:1 Pierwsze doznania ywota - nieznacznie zmieniona fraza z wiersza A.
Puszkina Demon; w przekadzie M. Jastruna brzmi on:
Gdy jeszcze wiey i uroczy By dla mnie kady objaw bytu.
4 Pogo za szczciem - sztuka P. I. Jurkiewicza (pseudonim P. Go-tubin)
wystawiona bya w Petersburgu w 1876 r., a wic w tym wanie czasie, gdy
Dostojewski pisa agodn; piewajce ptaki - operetka J. Offenbacha sza na
scenie Teatru Aleksandryjskiego w Petersburgu rwnie jesieni 1876 r.
5 John Stuart Mili (1806-1873) - angielski filozof-logik i ekonomista.

- Dom Wiaziemskiego - przytuek dla ndzarzy w Petersburgu.