You are on page 1of 123

KERSTIN GIER

T r y l o g i a

c z a s u

BKIT SZAFIRU
A g a t a

P r z e k a d
J a n i s z e w s k a

Literacki
EGMONT

Frank bez Ciebie bym sobie nie poradzia

Prolog
Londyn, 14 maja 1602
W zaukach Southwark byo ciemno i pusto. W powietrzu unosi si fetor gnijcych glonw,
kloaki i zdechych ryb. Paul odruchowo cisn mocniej rk Lucy i pocign za sob.
- Trzeba byo pj brzegiem rzeki. W tej pltaninie uliczek mona si tylko zgubi - szepn.
- Tak, tak, a za kadym rogiem czai si zodziej i morderca - powiedziaa rozbawiona. Cudownie, prawda? To tysic razy lepsze ni przesiadywanie w stchych murach i odrabianie
lekcji. - Podkasala cik sukni i pospieszya dalej.
Umiechn si mimowolnie. Lucy miaa niepowtarzalny talent do wynajdywania dobrych stron
w kadej sytuacji i w kadym czasie. Nawet tak zwane zote lata Anglii, ktre w tym momencie
zadaway kam swojej nazwie, okazujc si do mrocznymi, nie zdoay jej wystraszy, ale wrcz
wprawiy j w dobry humor.
- Szkoda, e nigdy nie mamy wicej ni trzy godziny - powiedziaa, gdy do niej doczy. Hamlet podobaby mi si jeszcze bardziej, gdybym nie musiaa go oglda w odcinkach. Zrcznie omina wielk botnist kau, a przynajmniej miaa nadziej, e to byo bioto. Potem
zrobia kilka frywolnych tanecznych krokw i okrcia si wok wasnej osi. - Tak, to
wiadomo czyni nas tchrzami"... Czy to nie byo cudowne?
Skin gow, si powstrzymujc si od umiechu. Zbyt czsto musia to robi w obecnoci
Lucy. Jeli nie bdzie uwaa, wyjdzie na ostatniego idiot!
Znajdowali si w drodze do London Bridge - most South-wark, ktry waciwie byby
dogodniejszy, w tamtym czasie jeszcze nie istnia. Ale musieli si pospieszy, jeli nie chcieli, by
kto zauway ich potajemn wypraw w siedemnasty wiek.
Boe, ile by da za to, by mc w kocu zdj ten sztywny biay gors. W dotyku by niczym
plastikowy konierz, taki, jaki zakada si psom po operacji.
Lucy skrcia w stron rzeki. Jej myli najwyraniej wci jeszcze kryy wok Szekspira.
- A ile dae temu czowiekowi, eby nas wpuci do teatru Globe, Paul?
- Takie cztery cikie monety, nie mam pojcia, ile s warte. - Rozemia si. - Moe to bya
jego roczna pensja albo co w tym stylu.
- W kadym razie poskutkoway. Miejsca byy super.
Biegiem dotarli do London Bridge. Tak samo jak wtedy, kiedy szli w przeciwn stron, Lucy
przystana i chciaa powiedzie co na temat domw, ktre zbudowano na mocie. Ale on
pocign j dalej.
- Wiesz przecie, co powiedzia pan George: jeji stoisz za dugo pod oknem, kto oprni ci
nocnik na gow - przypomnia jej. - A poza tym rzucasz si w oczy!
- Wcale nie wida, e to most, wyglda jak zwyka ulica. Patrz, korek! Ju czas, eby powstao
par innych mostw.
Most, w przeciwiestwie do bocznych zaukw, by zatoczony, ale powozy, lektyki i doroki
nie posuway si do przodu ani o centymetr.
Z dala dochodziy przeklestwa wonicw i renie koni, lecz przyczyny zamieszania nie byo
wida. Z okna powozu tu obok nich wychyli si mczyzna w czarnym kapeluszu. Sztywny biay konierzyk siga! mu a do uszu.
- Nie ma jakiej innej drogi przez t mierdzc rzek? - zawoa po francusku do swego
wonicy.
Ten zaprzeczy.
- Nawet gdyby bya, nie moglibymy zawrci, utknlimy. Pjd do przodu zobaczy, co si
stao. Na pewno zaraz pojedziemy dalej, panie.
Mruczc co pod nosem, mczyzna schowa gow razem z kapeluszem i konierzykiem z
powrotem do powozu, podczas gdy wonica torowa sobie drog przez tum.
- Syszae to, Paul? Francuzi! - szepna z zachwytem Lucy. - Turyci!
- Tak. wietnie. Ale my musimy rusza dalej, nie mamy zbyt wiele czasu.
Przypomina sobie jak przez mg, e czyta o tym mocie - kiedy zosta zniszczony, a potem
odbudowany pitnacie metrw dalej. A wic to nie jest dobre miejsce na przeskok w czasie.
Poszli za francuskim wonic, ale kawaek dalej ujrzeli tak mas ludzi i pojazdw, e nie dao
si przej.
- Syszaam, e zapali si wz wiozcy beczki z olejem. -Stojca przed nimi kobieta nie
mwia do nikogo konkretnego.
- Jak nie bd uwaa, to kiedy spal cay ten most.
- Tylko nie dzi mrukn Paul i chwyci! Lucy za rami. Chod, wracamy. Lepiej
poczekajmy na przeskok po tamtej stronie.

- Pamitasz jeszcze haso? Na wypadek, gdybymy nie zdyli.


- Co z kaw i kupidynem?
- Gutta cavat lapidem, guptasie. - Podniosa na niego wzrok, chichoczc.
Jej niebieskie oczy byszczay z rozbawienia i nagle przyszo mu do gowy to, co odpowiedzia
jego brat Falk, zapytany o idealny moment: Nie bawibym si w dugie rozmowy. Po prostu bym
to zrobi. Najwyej ci spoliczkuje, ale przynajmniej bdziesz wiedzia".
Falk oczywicie wypytywa go, o kim mowa, ale Paul nie mia ochoty na dyskusje, ktre
zwykle zaczynay si od sw: Przecie wiesz, e zwizki midzy rodzinami de Villiers i
Montrose maj by natury cile biznesowej", a koczyy podsumowaniem: Poza tym wszystkie
dziewczyny z rodziny Montrose to kozy, a kiedy wyrosn z nich takie smoki jak lady Arista".
Kozy! Akurat! Moe w odniesieniu do innych dziewczyn z rodziny Montrose bya to prawda ale na pewno nie dotyczyo Lucy.
Lucy, ktra kadego dnia zadziwiaa go na nowo, ktrej zwierza si tak jak nikomu dotd, Lucy,
z ktr dosownie... Zaczerpn gboko powietrza.
- Czemu stajesz? - spytaa Lucy.
W tym momencie pochyli si ku niej i przycisn wargi do jej ust. Przez trzy sekundy ba si,
e go odepchnie, ale po chwili najwyraniej przezwyciya zaskoczenie i oddaa mu pocaunek,
najpierw bardzo ostronie, potem mocniej.
Waciwie by to najbardziej nieodpowiedni moment i waciwie okropnie si spieszyli, bo
przecie w kadej sekundzie mogli przeskoczy w czasie, i waciwie...
Paul zapomnia, o co chodzio z tym trzecim waciwie". Teraz liczya si tylko ona.
Nagle jego wzrok pad na posta w ciemnym kapturze i odskoczy przeraony.
Lucy spojrzaa na niego z irytacj, po czym zarumienia si i spucia oczy.
- Przepraszam - mrukna speszona. - Lany Coleman te mwi, e jak si cauj, to ma
wraenie, jakby mu kto wciska do ust gar niedojrzaego agrestu.
- Agrestu? - Potrzsn gow. - A kim, do diaba, jest ten Larry Coleman?
Teraz zdawaa si kompletnie zdezorientowana, ale on musia sam jako uporzdkowa chaos,
ktry zapanowa w jego gowie. Odcign Lucy spod wiate pochodni, chwyci j za ramiona i
popatrzy jej gboko w oczy.
- Okej, Lucy. Po pierwsze: caujesz mniej wicej tak... jak smakuj truskawki. Po drugie: jak
spotkam tego Larry'ego Colemana, dam mu w pysk. Po trzecie: koniecznie zapamitaj, na czym
skoczylimy. Ale teraz mamy maleki problem.
Wskaza na wysokiego mczyzn, ktry wynurzy! si z cienia i podszed do powozu Francuza.
Oczy Lucy rozszerzyy si z przeraenia.
- Dobry wieczr, baronie - odezwa si po francusku mczyzna. Na dwik jego gosu Lucy
mocno wpia palce w rami Paula. - Jak dobrze pana widzie. Z Flandrii to daleka droga. -Zsun
z gowy kaptur.
Z wntrza powozu dobiegi ich okrzyk zaskoczenia.
- Faszywy markiz! C ty tutaj robisz, panie? Co to ma znaczy?
- Te bym chciaa wiedzie - szepna Lucy.
- Czy tak wita si wasnego potomka? - rzek mczyzna, najwyraniej zadowolony z efektu,
jaki wywoa. - W kocu jestem wnukiem wnuka twojego wnuka i nawet jeli nazywaj mnie
czowiekiem bez imienia, mog ci zapewni, e mam imi. I to nawet nie jedno, cile rzecz
biorc. Czy mog wsi do twego powozu? Niewygodnie si tutaj stoi, a most jeszcze przez
pewien czas bdzie nieprzejezdny. - Nie czekajc na odpowied i nawet si nie rozgldajc,
otworzy drzwi i wsiad do powozu.
Lucy pocigna Paula dwa kroki w bok, jeszcze dalej od wietlistego krgu pochodni.
- To naprawd on! Tylko znacznie modszy! Co mamy teraz zrobi?
- Nic - odszepn Paul. - Raczej nie moemy podej i powiedzie dzie dobry". W ogle nie
powinno nas tu by.
- Ale dlaczego on tutaj jest?
- Gupi przypadek. W adnym razie nie moe nas zobaczy. Chod, musimy dosta si na
brzeg.
Jednak adne z nich nie ruszyo si z miejsca. Oboje stali jak wmurowani, wpatrujc si w
ciemne okienko powozu z wiksz fascynacj, ni przedtem patrzyli na scen teatru Globe.
- W czasie naszego ostatniego spotkania datem ci przecie wyranie do zrozumienia, co o tobie
myl - dobieg ich teraz z powozu gos francuskiego barona.
- Och tak, dae.
Cichy miech gocia wywoa u Paula gsi skrk na rkach, cho nie potrafi powiedzie
dlaczego.

- Podjem ju decyzj! - Gos barona nieco dra. - Przeka to szataskie urzdzenie


sojuszowi, niewane, jakich perfidnych metod uyjesz, by mnie od tego odwie. Wiem, e zaware pakt z diabem.
- O co mu chodzi? - wyszeptaa Lucy. Paul tylko pokrci gow.
Znowu usyszeli cichy miech.
- Mj ograniczony, zalepiony przodku! O ile atwiejsze mogoby by twoje ycie, i moje te,
gdyby posucha mnie, a nie tego twojego biskupa czy aosnych fanatycznych zwolennikw
sojuszu. Gdyby tylko uy rozumu zamiast raca. Gdyby dostrzeg, e jeste czci czego
wikszego ni to, o czym prawi kazania twj ksidz.
Odpowied barona zabrzmiaa jak Ojcze nasz.
- A wic to jest twoje ostatnie sowo w tej sprawie?
- Jeste diabem wcielonym - powiedzia baron. - Wyjd z mego powozu i nigdy wicej nie
pokazuj mi si na oczy.
- Jak sobie yczysz. Tylko jeszcze jeden drobiazg. Nie mwiem ci o tym wczeniej, eby ci
niepotrzebnie nie denerwowa, ale na twoim nagrobku, ktry widziaem na wasne oczy, wypisano czternasty maja 1602 roku jako dzie twojej mierci.
- Ale to przecie jest... - zacz baron.
- Ot to, dzisiaj. A do pnocy nie pozostao ju wiele czasu.
Da si sysze ciki oddech barona.
- Co on tam robi? - wyszeptaa Lucy.
- amie swoje zasady. - Gsia skrka pokrya Paulowi kark. - Mwi o... - Przerwa, bo poczu
w odku dobrze znane, nieprzyjemne skurcze.
- Mj wonica zaraz wrci - powiedzia baron, a jego gos byl teraz mocno zalkniony.
- Tak, oczywicie - odrzek intruz niemal znudzonym tonem. - Dlatego bd si spieszy.
- Paul! - Lucy przyoya do w okolice odka.
- Wiem, te to czuj. Niech to szlag trafi... Musimy biec, jeli nie chcemy spa w odmty
rzeki.
Chwyci j za rami i pocign naprzd, starannie si pilnujc, by nie patrze w stron okna
powozu.
- Waciwie chyba zmare w swojej ojczynie na paskudn gryp - usyszeli, przemykajc
obok. - Ale poniewa moje odwiedziny u ciebie ostatecznie doprowadziy do tego, e dzi jeste
tu, w Londynie, i cieszysz si znakomitym zdrowiem, rwnowaga zostaa w pewien sposb
zakcona. Moje umiowanie adu kae mi zatem odrobin dopomc mierci.
Mimo e uwag Paula pochaniay teraz skurcze wasnego odka i obliczanie, ile metrw jest
jeszcze do brzegu, znaczenie tych sw przenikno do jego wiadomoci. Zatrzyma si.
Lucy szturchna go w bok.
- Biegnij! - sykna, sama podrywajc si do biegu. - Mamy tylko kilka sekund!
Na mikkich nogach ruszy za ni i gdy pobliski brzeg zacz mu si rozmywa przed oczami,
usysza z wntrza powozu straszny, cho stumiony krzyk, po ktrym pado wykrztuszone
rzcym gosem: Szatanie!" - a potem zapanowaa martwa cisza.

Kroniki Stranikw 18 grudnia 1992 roku


Lucy i Paul dzi o godzinie 15.00 poddali si elapsji do 1948 roku. O godzinie 19.00 wyldowali
na grzdce z rami za oknem Smocze] Sali, w cakowicie przemoczonych kostiumach
z XVII wieku. Zrobili na mnie wraenie mocno roztrzsionych i pletli trzy po trzy, dlatego wbrew
ich woli porozumiaem si z lordem Montrose i Falkiem de Villiers. Ale histori dao si bardzo
prosto wyjani. Lord Montrose dokadnie pamita ba kostiumowy, jaki odby si w 1948 roku w
ogrodzie, kiedy to kilkoro goci, midzy innymi take Lucy i Paul, po spoyciu zbyt duej iloci
alkoholu wyldowao w stawie ze zotymi rybkami. Lord Lucas wzi odpowiedzialno za to
wydarzenie i obieca posadzi na nowo obie kompletnie zniszczone re Ferdinand Pichard i Mrs.
lohn Laing. Lucy i Paul zostali jak najsurowiej napomnieni, by w przyszoci, niezalenie od
epoki, trzyma si z daa od alkoholu.
Raport: J. Mountjoy, adept II stopnia

1
Prosz pastwa, to jest koci! Tu nie wolno si caowa!
Przestraszona otworzyam oczy i cofnam si gwatownie, oczekujc widoku staromodnego
ksidza w rozwianej sutannie, ktry z oburzon min spieszy w nasz stron, by wlepi nam
surow pokut. Ale to wcale nie by czowiek. To by may gar-gulec, ktry przysiad na
kocielnej awce tu obok konfesjonau i patrzy na mnie tak samo zaskoczony jak ja na niego.
Cho w zasadzie to byo raczej niemoliwe, bo mojego stanu nie daoby si ju nazwa
zaskoczeniem. Mwic szczerze, miaam co w rodzaju gigantycznej awarii procesu mylowego.
Wszystko zaczo si od tego pocaunku.
Oczywicie powinnam bya zada sobie pytanie, skd nagle wpad na ten pomys - w
konfesjonale, gdzie w Belgra-vii w 1912 roku - tu po naszej rozpaczliwej, zapierajcej dech w
piersiach ucieczce, w ktrej przeszkadzaa mi nie tylko sigajca do kostek, wska suknia z
aosnym marynarskim konierzem.
Mogam dokona analitycznego porwnania tego pocaunku z innymi, ktre przeyam
wczeniej, oraz okreli, dlaczego Gideon caowa o niebo lepiej.
Mogo mi da do mylenia, e midzy nami bya ciana konfesjonau z okienkiem, przez ktre
Gideon przepchn gow i rce, i e to nie byy idealne warunki do pocaunku, pomijajc ju
zupenie fakt, e nie potrzebowaam w swoim yciu wikszego chaosu, skoro zaledwie trzy dni
temu dowiedziaam si, e odziedziczyam po swej rodzinie gen podry w czasie.
Faktem jednak byo, e nie pomylaam absolutnie o niczym, moe poza och!", mmm!" i
jeszcze!".
Dlatego dopiero teraz, kiedy ten may gargulec skrzyowa rce, patrzc na mnie gniewnie z
kocielnej awki, dopiero teraz, gdy mj wzrok pad na brudnot zasonk w konfesjonale,
ktra zaledwie przed chwil bya jasnozielona, zorientowaam si, e tymczasem przeskoczylimy
z powrotem do teraniejszoci.
- Psiakrew! - Gideon cofn si na swoj stron konfesjonau i podrapa si w gow.
Psiakrew? Mao delikatnie spadam z obokw, zapominajc o gargulcu.
- Jak dla mnie, nie byo a tak le - powiedziaam, starajc si zdoby na moliwie obojtny
ton.
Niestety troch brakowao mi tchu, co wpyno negatywnie na oglne wraenie. Nie potrafiam
spojrze Gideonowi w oczy, wic wci gapiam si na brunatn poliestrow zasonk w
konfesjonale.
Boe! Przebyam w czasie prawie sto lat, w ogle tego nie zauwaajc, poniewa ten
pocaunek tak kompletnie i zupenie mnie... zaskoczy. Chodzi mi o to, e w jednej minucie facet
si mnie czepia, w nastpnej znajduj si w samym rodku pocigu i musz broni si przed
uzbrojonymi w pistolety mczyznami, a potem nagle - ni std, ni zowd - on twierdzi, e jestem
kim wyjtkowym, i mnie cauje. A jak on caowa! Od razu zrobiam si zazdrosna o te
wszystkie dziewczyny, od ktrych si tego nauczy.
- Nie ma nikogo. - Gideon wyjrza, lustrujc wntrze kocioa, po czym wyszed z konfesjonau.
- Dobrze. Wrcimy do Tempie autobusem. Chod, na pewno ju na nas czekaj.
Wytrcona z rwnowagi wpatrywaam si w niego przez zasonk w konfesjonale. Czyby to
miao znaczy, e chce nad tym wszystkim przej do porzdku dziennego? Po pocaunku
(waciwie lepiej przed, ale na to byo ju za pno) naleaoby jeszcze moe wyjani par
podstawowych kwestii, prawda? Czy ten pocaunek by swego rodzaju wyznaniem mioci? Moe
Gideon i ja bylimy teraz nawet par? Czy tylko troch si pomizialimy, bo akurat nie mielimy
nic lepszego do roboty?
- Nie pojad autobusem w tej sukni - owiadczyam kategorycznie, podnoszc si z najwiksz
godnoci, na jak byo mnie sta.
Wolaabym odgry sobie jzyk, ni zada jedno z tych pyta, ktre wanie przemkny mi
przez gow.
Moja suknia bya biaa, z bkitnymi satynowymi wstkami w talii i przy konierzyku,
zapewne ostatni krzyk mody w 1912 roku, ale raczej niezbyt odpowiednia w rodkach komunikacji publicznej w dwudziestym pierwszym wieku.
- Wemiemy takswk - dodaam.
Gideon spojrza na mnie, ale nie zaprotestowa. W surducie i spodniach zaprasowanych w
kancik te niespecjalnie nadawa si do autobusu. A przy tym wyglda naprawd dobrze, tym
bardziej e jego wosy nie byy ju tak gadziutko zaczesane za uszy jak jeszcze dwie godziny
temu, lecz opaday na czoo niesfornymi lokami.Podeszam do niego w kocielnej nawie i
przeszy mnie dreszcz. Byo tutaj potwornie zimno. A moe to dlatego, e od trzech dni prawie
nie spalam? A moe przez to, co si wanie wydarzyo?
Ostatnio mj organizm wytworzy prawdopodobnie wicej adrenaliny ni przez cae szesnacie
lat mojego dotychczasowego ycia. Tak wiele si zdarzyo, a ja miaam tak mao czasu, eby si
7

nad tym zastanowi, e gowa wprost pkaa mi od natoku informacji i wrae. Gdybym bya
postaci z kreskwki, unosiby si nade mn dymek z gigantycznym znakiem zapytania. I moe
jeszcze par trupich czaszek.
Sprbowaam zebra si w sobie. Jeli Gideon chce nad tym przej do porzdku dziennego prosz bardzo, jak te mog.
- Okej, wic chodmy std jak najszybciej - powiedziaam opryskliwie. - Zimno mi.
Chciaam si obok niego przecisn, ale przytrzyma mnie za rami.
- Posuchaj, tamto... - Przerwa, zapewne w nadziei, e wpadn mu sowo.
Czego oczywicie nie zrobiam. Bardzo chciaam usysze, co ma do powiedzenia. Poza tym
miaam trudnoci z oddychaniem, kiedy sta tak blisko mnie.
- Ten pocaunek... Mnie... -I znowu zamilk.
Ale ja natychmiast dokoczyam w mylach: Mnie nie o to chodzio".
Och, jasne, wic nie powinien by tego robi, prawda? To tak jakby podpali zasony, a potem
si dziwi, e cay dom si pali (no dobra, gupie porwnanie). Nie zamierzaam mu niczego
uatwia i tylko patrzyam na niego chodno i wyczekujco. To znaczy prbowaam patrze
chodno i wyczekujco, a w rzeczywistoci prawdopodobnie przybraam min w stylu jestem
may Bambi, prosz ci, nie strzelaj do mnie!" - i nic nie mogam na to poradzi. Jeszcze tego
brakowao, eby zacza mi dre dolna warga.
Mnie nie o to chodzio. No, dalej, powiedz to!
Ale Gideon nic nie powiedzia. Wycign mi szpilk ze spltanych wosw (moja
skomplikowana fryzura z zawinitych warkoczy zapewne wygldaa teraz tak, jakby para ptakw
uwia w niej sobie gniazdo), uj kosmyk moich wosw i owin go sobie wok palca. Drug
doni zacz gadzi mnie po twarzy, a potem pochyli si i pocaowa mnie ponownie, tym razem bardzo delikatnie. Zamknam oczy i nastpio to samo co przedtem - mj mzg znw mia t
bog przerw w komunikacji (nadawa wycznie och", mmm" i jeszcze").
Ale tylko przez jakie dziesi sekund, bo zaraz tu obok rozleg si zirytowany glos.
- Znowu si zaczyna?
Przestraszona pchnam Gideona lekko w pier i spojrzaam prosto w pysk maego gargulca,
ktry tymczasem zwiesi si gow w d z empory, pod ktr stalimy. cile rzecz biorc, to by
duch gargulca.
Gideon puci moje wosy i przybra obojtny wyraz twarzy. O Boe! Co on musia sobie teraz
o mnie pomyle! W jego zielonych oczach nie dostrzegam jednak adnych emocji, moe poza
lekkim zdziwieniem.
- Wiesz... zdawao mi si, e co syszaam - mruknam.
- Okej - powiedzia nieco przecigle, ale bardzo uprzejmie.
- To mnie syszaa! - odezwa si gargulec. - Syszaa mnie!
By mniej wicej wielkoci kota, jego twarz te przypominaa pyszczek kota; mia szpiczaste
due uszy rysia, a midzy nimi par zaokrglonych rogw, poza tym skrzydeka na plecach i
dugi, pokryty uskami, jaszczurczy ogon o trjktnym zakoczeniu, nerwowo bijcy na wszystkie
strony.
- A w dodatku mnie widzisz! Milczaam.
- Lepiej ju chodmy - rzek Gideon.
- Widzisz mnie i syszysz! - zawoa z zachwytem may gar-gulec, zeskoczy z empory na jedn
z kocielnych awek i zacz na niej podskakiwa. Mia gos jak zakatarzone, schrypnite dziecko.
- Wiem to na pewno!
Teraz tylko nie mog popeni adnego bdu, bo inaczej nigdy si go nie pozbd. Obojtnym
wzrokiem omiotam awki, idc w stron wyjcia. Gideon przytrzyma mi drzwi.
- Dzikuj, to bardzo uprzejme - rzuci gargulec, w podskokach wybiegajc z kocioa.
Gdy znalazam si na zewntrz, zmruyam oczy. Niebo pokryway chmury i soca nie byo
wida, ale wedug mojej oceny musia by wczesny wieczr.
- Poczekaje! - zawoa gargulec i chwyci! mnie za sukni. - Koniecznie musimy porozmawia.
Hej, depczesz mi po nogach... Nie udawaj, e mnie nie widzisz. Wiem, e widzisz. -Z jego ust
wystrzelia odrobina wody, tworzc przed moimi trzewikami ma kau. - Ups, przepraszam. To
mi si zdarza tylko wtedy, gdy jestem zdenerwowany.
Spojrzaam w gr na fasad kocioa: by w stylu wiktoriaskim, z kolorowymi witraami i
dwiema adnymi, fantazyjnymi wieami. Cegy wystpoway na przemian z kremowym lynkiem,
co tworzyo wesoy pasiasty wzr. Na caej budowli nie byo jednak adnej figurki, adnego
gargulca. To dziwne, e pojawi si tutaj ten duch.
- Tu jestem! - zawoa gargulec i wczepi si pazurami w mur tu przed moim nosem.
Potrafi si wspina jak jaszczurka, one wszystkie to umiej. Gapiam si przez sekund na
ceg obok jego gowy, a potem si odwrciam.
Gargulec nie by ju teraz taki pewien, czy naprawd go widz.

- Prosz ci - powiedzia. - Tak przyjemnie byoby porozmawia z kim innym ni duch sir
Artura Conan Doyle'a.
Sprytne stworzenie. Ale nie daam si na to nabra. Byo mi go wprawdzie al, ale wiedziaam,
jak uciliwe potrafi by te mae potworki, a poza tym przeszkodzi mi w pocaunku i przez
niego Gideon prawdopodobnie myli teraz, e jestem rozkapryszon koz.
- Prosz, prosz, prrrrrosz! - powtarza bagalnie gargulec. Nadal cakowicie go ignorowaam.
O rany, Bg jeden wie, ile
problemw miaam na gowie.
Gideon podszed do krawnika i zacz macha na takswk. Oczywicie zaraz jaka si
zatrzymaa. Niektrzy ludzie zawsze maj szczcie w takich sprawach. Albo co w rodzaju naturalnego autorytetu. Na przykad moja babka, lady Arista. Wystarczy, e stanie na skraju
chodnika i rzuci surowe spojrzenie, a ju takswkarz hamuje tu obok niej.
- Idziesz, Gwendolyn?
- Nie moesz mnie tak teraz po prostu zostawi! - Schrypnity gosik gargulca brzmia
paczliwie i rozdzierajco. - Przecie dopiero si spotkalimy.
Gdybymy byli sami, pewnie daabym si sprowokowa do rozmowy. Mimo ostrych,
szpiczastych zbw i szponiastych stp by na swj sposb sympatyczny i chyba niespecjalnie
mg liczy na czyje towarzystwo (duch sir Arthura Conan Doyle'a mia z pewnoci co
lepszego do roboty. Czeg on w ogle szuka w Londynie?). Ale jeli rozmawiasz z duchem w
obecnoci innych ludzi, to uwaaj ci - jeli masz szczcie - za oszusta lub aktora albo - w
wikszoci przypadkw - za wariata. Nie chciaam ryzykowa tego, by Gideon wzi mnie za
wariatk. Poza tym ostatni gargulcowy demon, z ktrym rozmawiaam, tak si do mnie
przywiza, e niemal nie mogam sama pj do azienki.
Z kamienn twarz wsiadam wic do takswki i kiedy samochd rusza, patrzyam
niewzruszenie przed siebie. Gideon wyglda obok mnie przez okno. Takswkarz, podnoszc
brwi, otaksowa we wstecznym lusterku nasze kostiumy, ale nie skomentowa ich ani sowem. To
mu trzeba zapisa na plus.
- Dochodzi wp do sidmej - odezwa si Gideon, najwyraniej usiujc prowadzi neutraln
konwersacj. - Nic dziwnego, e umieram z godu.
Teraz, kiedy to powiedzia, zauwayam, e ze mn jest cakiem podobnie. Przy rodzinnym
niadaniu miaam okropny nastrj i przeknam najwyej p grzanki, a posiek w szkole by jak
zwykle niejadalny. Z pewn nostalgi pomylaam o apetycznie wygldajcych kanapkach i
ciasteczkach na stoliku u lady Tilney, ktre nas niestety ominy.
Lady Tilney! Dopiero teraz przyszo mi do gowy, e ja i Gideon powinnimy dokadniej
omwi to, co wie si z nasz przygod w 1912 roku. W kocu rzecz mocno wymkna si
spod kontroli i nie miaam pojcia, co powiedz na to Stranicy, ktrzy w kwestii podry w
czasie zupenie nie znali si na artach. Gideon i ja udalimy si w t podr z zadaniem
wczytania lady Tilney do chronografu (tak na marginesie, nadal nie zrozumiaam do koca
powodw, ale wydawao si to niesychanie wane: chodzio chyba co najmniej o uratowanie
wiata). Zanim jednak zdoalimy to zaatwi, do akcji wkroczyli moja kuzynka Lucy i Paul najwiksze zo w caej tej historii. Przynajmniej rodzina Gideona bya o tym przekonana, a on
wraz z ni. Podobno Lucy i Paul ukradli drugi chronograf i wraz z nim ukryli si gdzie w
czasie. Od lat nikt o nich nie sysza - a pojawili si u lady Tilney, wprowadzajc lekki chaos w
spotkanie przy popoudniowej herbatce.
Ten moment, kiedy w grze pojawiy si pistolety, z czystego strachu wyparam z myli, ale w
pewnej chwili Gideon przyoy do gowy Lucy bro - pistolet, ktrego, nawiasem mwic, w
ogle nie wolno mu byo ze sob wzi (tak jak mnie mojej komrki, ale z komrki nie mona
przynajmniej nikogo zastrzeli!). Potem ucieklimy do kocioa. Przez cay czas nie mogam si
jednak uwolni od myli, e ta historia z Lucy i Paulem wcale nie jest taka czarno-biaa, jak
utrzymywali to czonkowie rodziny de Villiers.
- A co powiemy w zwizku z lady Tilney? - spytaam.
- No tak. - Gideon zmczonym gestem potar czoo. - Nie ebymy mieli kama, ale w tym
przypadku moe lepiej byoby pomin to i owo. Najlepiej mwienie zostaw mnie.
I znowu ten jego rozkazujcy ton.
- Tak, oczywicie - powiedziaam. - Bd przytakiwa i trzyma gb na kdk, jak na
dziewczyn przystao.
Skrzyowaam rce na piersi. Dlaczego Gideon nie mg si cho raz normalnie zachowa?
Dopiero co mnie pocaowa (i to wicej ni raz!), a teraz zgrywa Wielkiego Mistrza Loy
Stranikw!
Kade z nas wygldao w skupieniu przez okno po swojej stronie.
W kocu Gideon pierwszy przerwa milczenie i to napenio mnie pewn satysfakcj.
- Co si stao, kot ci ukrad jzyk? - Zabrzmiao to prawie tak, jakby by zmieszany.

- Co prosz?
- Moja matka zawsze mnie tak pytaa, gdy byem may. Kiedy gapiem si tak uparcie przed
siebie jak ty przed chwil.
- Ty masz matk?
Ledwie zadaam to pytanie, zorientowaam si, jakie byo idiotyczne. O Boe!
Gideon podnis do gry jedn brew.
- A co mylaa? - rzuci rozbawiony. - Ze jestem androidem zmontowanym przez wuja Falka i
pana George'a?
- To wcale nie jest takie absurdalne. Masz jakie zdjcia z dziecistwa? - Prbujc wyobrazi
sobie Gideona jako niemowlaka, z okrg, mikk, pucoowat buzi i niemowlc ysin,
musiaam si umiechn. - A gdzie jest twj tata i twoja mama? Te mieszkaj tu, w Londynie?
Gideon potrzsn gow.
- Mj ojciec nie yje, a matka mieszka w Antibes, w poudniowej Francji. - Przez chwil
zaciska wargi i mylaam ju, e znowu zamilknie na duej, ale zaraz doda: - Z moim
modszym bratem i swoim nowym mem, panem mw-mi-tato" Bertelinem. Ma firm
produkujc mikroelementy z platyny i miedzi ilo sprztu elektronicznego i najwidoczniej
interesy id wietnie. W kadym razie jego szpanerski jacht nazywa si Krezus.
Bytam naprawd zaskoczona. Tyle osobistych informacji naraz - to byo do Gideona zupenie
niepodobne.
- Och, ale na pewno fajnie tam pojecha na wakacje, co?
- Tak, oczywicie - powiedzia kpico. - Jest basen wielkoci trzech kortw tenisowych, a krany
na tym kretyskim jachcie s ze zota.
- W kadym razie wyobraam sobie, e lepsze to ni nie-ogrzewana wiejska chata w Peebles odrzekam. W mojej rodzinie wakacje spdzao si zasadniczo w Szkocji. - Gdybym miaa
krewnych na poudniu Francji, jedziabym do nich na kady weekend. Nawet gdyby nie mieli
basenu ani jachtu.
Gideon przyglda mi si, krcc gow.
- Ach, tak? A jak by sobie poradzia z tym, e co par godzin musisz przeskoczy w
przeszo? To chyba niezbyt ekscytujce przeycie, jeli pdzisz akurat po autostradzie z prdkoci stu pidziesiciu kilometrw na godzin.
Ta historia z podrami w czasie bya dla mnie chyba jeszcze zbyt nowa, bym zdya si
zastanowi nad jej wszystkimi konsekwencjami. Istniao tylko dwanacioro nosicieli genu,
rozrzuconych po rnych stuleciach, i wci nie mogam do koca poj, e jestem jedn z nich.
Przewidziana bya waciwie moja kuzynka Charlotta, ktra z wielk pasj przygotowywaa si do
swej roli. Ale moja matka z niewyjanionych powodw zamieszaa co z dat moich urodzin i
teraz mielimy pasztet. Tak samo jak Gideon miaam wic do wyboru: albo w sposb kontrolowany przeskakiwa w czasie za pomoc chronografu, albo skok w czasie mgi mnie zasta
zawsze i wszdzie, a z wasnego dowiadczenia wiedziaam ju, e to nie jest zbyt przyjemne.
- Musiaby oczywicie zabiera ze sob chronograf, aby co jaki czas podda si elapsji w
bezpieczn epok - powiedziaam.
Gideon parskn smutno.
- Tak, oczywicie w ten sposb mona byoby spokojnie podrowa, a po drodze jeszcze
zwiedzi tak wiele historycznych miejsc. Ale pomijajc to, e nigdy nie pozwolono by mi
wczy si z chronografem w plecaku, co ty by wtedy bez niego zrobia? - Spojrza obok mnie
przez okno. - Przez Lucy i Paula zosta ju tylko jeden, czyby o tym zapomniaa? - powiedzia
nerwowo, jak zawsze, kiedy mwi o Lucy i Paulu.
Wzruszyam ramionami i te zaczam wyglda przez okno. Takswka w spacerowym tempie
zmierzaa w kierunku Piccadilly. No, super. Popoudnie w centrum miasta. Na piechot pewnie
bylibymy szybciej.
- Ty chyba jeszcze nie do koca rozumiesz, Gwendolyn, e odtd nie bdziesz miaa zbyt
wielu okazji, by opuszcza t wysp! - W gosie Gideona pobrzmiewaa gorycz. - I to miasto.
Zamiast wywozi ci na wakacje do Szkocji, twoja rodzina powinna bya raczej pokaza ci
wielki wiat. A teraz ju za pno. Nastaw si na to, e wszystko, o czym marzysz, bdziesz
sobie moga zobaczy najwyej na Google Earth.
Takswkarz wygrzeba poszarpan ksik w mikkiej okadce, opar si na swoim fotelu i
spokojnie zacz czyta.
- Ale... przecie ty bye w Belgii i w Paryu - powiedziaam. - Aby stamtd uda si w
przeszo i zdoby krew tego tam, jak on si nazywa... i tamtych...
- No jasne - wpad mi w sowo. - Razem z moim wujem, dwoma Stranikami i kostiumolok.
wietna wyprawa. Pomijajc fakt, e Belgia jest takim niesychanie egzotycznym krajem. Czy
wszyscy nie marz o tym, eby pojecha na trzy dni do Belgii?
- A dokd by pojecha, gdyby mg sobie wybra? - spytaam cicho, oniemielona jego
nagym wybuchem.
10

- Chcesz powiedzie, gdybym nie by obciony t kltw podry w czasie? O, Boe, nie
wiedziabym, od czego zacz. Chile, Brazylia, Peru, Kostaryka, Nikaragua, Kanada, Alaska,
Wietnam, Nepal, Australia, Nowa Zelandia... - Umiechn si lekko. - Mniej wicej wszdzie
prcz Ksiyca. Ale tak naprawd nie ma co myle o czym, czego nigdy w yciu nie zrobisz.
Musimy si pogodzi z tym, e jeli chodzi o podre, nasze ycie bdzie raczej monotonne.
- Pomijajc podre w czasie. - Poczerwieniaam, poniewa powiedzia nasze ycie" i
zabrzmiao to jako tak... intymnie.
- To jest przynajmniej co w rodzaju rekompensaty za t wieczn kontrol i zamknicie odrzek Gideon. - Gdyby nie byo podry w czasie, dawno ju bym umar z nudw. To paradoksalne, ale prawdziwe.
- Mnie na pewno wystarczyby dreszczyk emocji przy ogldaniu od czasu do czasu jakiego
emocjonujcego filmu.
Tsknym wzrokiem popatrzyam za rowerzyst torujcym sobie drog w korku. Chciaam ju
by w domu! Samochody przed nami nie ruszyy si z miejsca nawet o milimetr, co zdawao si
bardzo odpowiada naszemu pogronemu w lekturze kierowcy.
- Skoro twoja rodzina mieszka na poudniu Francji, to gdzie ty mieszkasz? - zapytaam Gideona.
- Od niedawna mam mieszkanie w Chelsea. Ale przychodz tam waciwie tylko si wykpa i
przespa. Jeli w ogle. - Westchn. W cigu trzech ostatnich dni spa rwnie mao jak ja. Albo
nawet jeszcze mniej. - Przedtem mieszkaem u mojego wuja Falka w Greenwich, od jedenastego
roku ycia. Gdy moja matka poznaa pana Zakazan Gb i chciaa wyjecha z Anglii, zabierajc
mnie i brata ze sob, Stranicy si oczywicie sprzeciwili. Zostao przecie zaledwie par lat do
mojego pierwszego przeskoku w czasie i musiaem si jeszcze wiele nauczy.
- I matka zostawia ci samego?
Byam przekonana, e moja mama nigdy by czego takiego nie zrobia.
Gideon wzruszy ramionami.
- Lubi wuja, jest w porzdku, o ile nie zgrywa akurat Wielkiego Mistrza Loy. W kadym
razie na pewno jest mi tysic razy bliszy ni mj tak zwany ojczym.
- Ale... - Niemal nie miaam miaoci zapyta. - Tsknisz za nimi? - wyszeptaam.
Znowu wzruszenie ramion.
- Dopki nie skoczyem pitnastu lat i mogem jeszcze bezpiecznie podrowa, zawsze
jedziem do nich na wakacje. Poza tym moja matka co najmniej dwa razy do roku przyjeda do
Londynu, oficjalnie po to, eby mnie odwiedzi, ale tak naprawd raczej po to, eby wydawa
pienidze monsieur Bertelina. Ma sabo do ciuchw, butw i starej biuterii. I eleganckich
restauracji makrobio tycznych.
Ta kobieta chyba faktycznie bya mamuni jak z bajki.
- A twj brat?
- Raphael? Zrobi si ju z niego prawdziwy Francuz. Nazywa pana Zakazan Gb pap i
kiedy przejmie to platynowe imperium. Chocia na razie nie zanosi si na to, eby skoczy!
szko, le patentowany. Bardziej go zajmuj dziewczyny ni ksiki. - Gideon pooy rk za
mn na oparciu siedzenia i mj oddech natychmiast przyspieszy. - Dlaczego patrzysz na mnie
taka zszokowana? Moe jest ci mnie teraz al?
- Troch - przyznaam szczerze i pomylaam o jedenastoletnim chopcu, ktry musia zosta w
Anglii cakiem sam. Wrd chronicych tajemnic mczyzn, ktrzy zmuszali go do pobierania
lekcji fechtunku i gry na skrzypcach. I do polo! -Falk nie jest nawet twoim prawdziwym wujem.
Tylko dalekim krewnym.
Kto za nami zatrbi wciekle. Takswkarz na chwil podnis wzrok, po czym zaraz wrci do
lektury.
Gideon zdawa si w ogle nie zwraca na niego uwagi.
- Falk by dla mnie zawsze jak ojciec - powiedzia. Umiechn si do mnie krzywo. Doprawdy, nie musisz mi si przyglda tak, jakbym by Davidem Copperfieldem.
Co prosz? Dlaczego miaabym myle, e jest Davidem Copperfieldem? Gideon westchn.
- Mam na myli posta z powieci Karola Dickensa, a nie tego magika. Czy ty czasem czytasz
ksiki?
I to by znowu dawny, zarozumiay Gideon. Ju mi si mieszao w gowie od tych wszystkich
uprzejmoci i zwierze. I dziwna rzecz, prawie mi ulyo, e wrci ten poprzedni, okropny
typek. Zrobiam najbardziej wynios min, na jak tylko potrafiam si zdoby, i lekko
odsunam si od niego.
- Szczerze mwic, preferuj literatur wspczesn.
- Ach, tak? - W oczach Gideona bysno rozbawienie. - Co takiego na przykad?
Nie mg wiedzie, e moja kuzynka Charlotta te przez cae lata systematycznie zadawaa mi
to pytanie, i to tak samo arogancko. Waciwie czytaam niemao i dlatego chtnie jej
odpowiadaam, ale poniewa Charlotta zwyke kwitowaa moje lektury sowami mao ambitne" i

11

dziewczyskie gupoty", w pewnym momencie miarka si przebraa i zepsuam jej zabaw raz na
zawsze. Czasem trzeba pokona ludzi ich wasn broni. Sztuka polega na tym, by mwi bez
ladu wahania, a trzeba te wple co najmniej jedno nazwisko autora bestsellerw, najlepiej
kogo, czyj ksik rzeczywicie si przeczytao. Poza tym zasada brzmi: im bardziej
egzotycznie i obco brzmi nazwisko, tym lepiej.
Uniosam brod i hardo spojrzaam Gideonowi w oczy.
- No, na przykad chtnie czytam takich pisarzy jak George Matussek, Wally Lamb, Peter
Selwenicki, Liisa Tikaanenen. Nawiasem mwic, uwaam, e fiscy autorzy s wietni, maj
takie specyficzne poczucie humoru... Lubi te Jacka Augusta Merrywethera, cho jego ostatnia
ksika troszk mnie rozczarowaa. Helen Marundi oczywicie, Tahuro Yashamoto, Lawrence
Delaney i rzecz jasna Grimphook, Czerkowski, Ma-land, Pitt.
Gideon wyglda na zdezorientowanego. Przewrciam oczami.
- Rudolf Pitt, nie Brad.
Kciki ust lekko mu drgny.
- Chocia musz powiedzie, e Ametystowy nieg w ogle mi si nie podoba - mwiam dalej.
- Za duo pompatycznych metafor, nie sdzisz? Czytajc, przez cay czas miaam wraenie, e
napisa to za niego kto inny.
- Ametystowy nieg? - powtrzy Gideon i teraz umiecha si ju naprawd. - Tak, mnie te
wydal si strasznie pompatyczny. Natomiast Bursztynowa lawina bardzo mi si podobaa.
Nie mogam inaczej, te musiaam si umiechn.
- Tak, Bursztynow lawin naprawd zasuy sobie na austriack nagrod literack. A co
sdzisz o Takoshi Mahuro?
- Wczesne utwory s ciekawe, ale uwaam, e troch mczce jest to jego cigle przerabianie
traum z dziecistwa - rzeki Gideon. - Z japoskich pisarzy wol takich jak Yamamoto Ka-wasaki
albo Haruki Murakami.
Teraz ju chichotaam na caego.
- Ale Murakami istnieje naprawd.
- Wiem - powiedzia Gideon. - Charlotta podarowaa mi jego ksik. Kiedy nastpnym razem
bdziemy rozmawia o ksikach, zarekomenduj Ametystowy nieg. Czyje to byo?
- Rudolfa Pitta.
Charlotta podarowaa mu ksik. Ach, jak to... hmmm... mio z jej strony. Trzeba najpierw
wpa na taki pomys. I c oni jeszcze razem robili poza gadaniem o ksikach? Moje rozbawienie ulotnio si w jednej chwili. Jak mog tak po prostu siedzie i papla z Gideonem, jakby
nic si midzy nami nie zdarzyo? Najpierw powinnimy sobie wyjani par podstawowych
spraw. Wbiam w niego wzrok i zaczerpnam gboko powietrza, nie wiedzc dokadnie, o co w
ogle chc spyta.
Dlaczego mnie pocaowae?".
- Zaraz bdziemy na miejscu - powiedzia Gideon.
Zbita z tropu wyjrzaam przez okno. Faktycznie - gdzie w rodku naszej sownej potyczki
takswkarz odoy ksik na bok i kontynuowa jazd, a teraz mia zaraz skrci w Crown
Office Rowe w dzielnicy Tempie, gdzie miecia si kwatera gwna tajnego stowarzyszenia
Stranikw. Chwil pniej zatrzyma samochd na jednym z zarezerwowanych miejsc parkingowych obok lnicego bentleya.
- Jest pan zupenie pewien, e moemy tutaj sta?
- Wszystko w porzdku - odrzek Gideon i wysiad. - Nie, Gwendolyn, ty zostaniesz w
takswce, a ja pjd po pienidze - powiedzia, kiedy chciaam wysi za nim. -1 pamitaj: obojtnie, o co nas bd pyta, tylko ja mwi, a ty milczysz. Zaraz wracam.
- Licznik bije - rzuci mrukliwie takswkarz.
I on, i ja patrzylimy za Gideonem znikajcym midzy szacownymi budynkami Tempie i
dopiero teraz dotarto do mnie, e pozostaam tu jako zastaw.
- Pastwo z teatru? - zapyta takswkarz.
- Co prosz?
C to za trzepoczcy cie nad nami?
- Mam na myli te zabawne kostiumy.
- Nie, z muzeum. - Z dachu auta dobiegay dziwne odgosy drapania. Zupenie jakby usiad na
nim jaki ptak. Duy ptak. -Co to jest?
- Co takiego? - spyta takswkarz.
- Wydaje mi si, e na samochodzie jest wrona czy jaki inny ptak - powiedziaam z nadziej.
Ale to, co przechylio gow z dachu i spojrzao do rodka, oczywicie nie byo adn wron. To
by ten maty gargulec z Belgravii. Kiedy zobaczy moje przeraenie, jego koci iwarz wykrzywi
triumfujcy umieszek i struga liny poleciaa na przedni szyb.

12

Nic nie zatrzyma mioci: ni rygle, ni bramy.


Przez wszystko przejdzie. Pocztku nie ma, od zawsze bije skrzydami i na wieki bia bdzie.
Matthias Claudius (1740-1815)

13

2
Zdziwiona, co? - zawoa may gargulec. Odkd wysiadam z takswki, zagadywa mnie
bezustannie. - Kogo takiego jak ja nie da si tak po prostu spawi.No dobrze, w porzdku.
Posuchaj... - Obejrzaam si nerwowo na takswk.
Kierowcy powiedziaam, e musz szybko wysi i zaczerpn powietrza, bo jest mi
niedobrze, i teraz spoglda na mnie nieufnie, dziwic si, dlaczego rozmawiam ze cian.
Gideona wci nie byo.
- Poza tym umiem lata. - Na dowd tego may gargulec rozpostar skrzyda. - Jak nietoperz.
Szybciej ni wszystkie takswki.
- Posuchaj mnie wreszcie: to, e ci widz, wcale jeszcze nie znaczy...
- Widzisz i syszysz! - wpad mi gargulec w sowo. - Wiesz, jaka to rzadko? Ostatni osob,
ktra mnie widziaa i syszaa, bya madame Tussaud, a ona niespecjalnie sobie cenia moje
towarzystwo. Najczciej skrapiaa mnie wod wicon i modlia si. Biedaczka bya do
wraliwa. - Gargulec wywrci oczami. - Wiesz przecie: za duo citych gw...
Znowu wyplu z siebie potok wody, wprost pod moje stopy.
- Przesta ju!
- Przepraszam! To tylko te nerwy. Drobne wspomnienie czasw, kiedy byem rynn.
Miaam niewielk nadziej, e si go pozbd, ale chciaam przynajmniej sprbowa. Po
dobroci. Schyliam si wic do niego, a nasze oczy znalazy si na tej samej wysokoci.
- Na pewno jeste miym facetem, ale nie moesz zosta ze mn. Moje ycie jest ju
dostatecznie skomplikowane i szczerze mwic, zupenie wystarcz mi te duchy, ktre znam. Prosz ci wic, eby po prostu znikn.
- Nie jestem duchem - odpar z uraz gargulec. - Jestem demonem. A raczej tym, co z demona
pozostao.
- A jaka to rnica? - krzyknam w desperacji. - Nie powinnam widzie ani duchw, ani
demonw, zrozum to. Musisz wrci do swojego kocioa.
- Jaka to rnica? No rzeczywicie! Duchy s zaledwie odbiciami zmarych ludzi, ktrzy z
jakiego powodu nie chc opuci tego wiata. A ja byem demonem, kiedy jeszcze yem. Nie
moesz mnie wrzuca do jednego wora ze zwykymi duchami. Poza tym to nie jest mj koci.
Lubi si tam tylko troch pobyczy.
Takswkarz gapi si na mnie z szeroko rozdziawionymi ustami. Przez otwarte okno
samochodu sysza zapewne kade sowo - kade moje sowo.
Potaram rk czoo.
- Niewane. W kadym razie nie moesz ze mn zosta.
- Czego si boisz? - Gargulec ufnie podszed bliej i przekrzywi gow. - Dzi ju nie pali si
kobiety na stosie jak czarownicy tylko dlatego, e widzi i wie co wicej ni zwykli ludzie.
- Ale dzisiaj kto, kto gada z duchami... och, i z demonami, lduje w psychiatryku powiedziaam. - Czy ty nie rozumiesz, e... - Przerwaam. To nie miao sensu. Po dobroci dalej
nie zajad. Zmarszczyam czoo. - To, e mam pecha widzie ci i sysze - powiedziaam tak
szorstko, jak tylko umiaam - nie daje ci jeszcze prawa do mojego towarzystwa.
Na gargulcu moje przemwienie najwyraniej nie zrobio adnego wraenia.
- Ale tobie do mojego, szczciaro...
- Mwic wprost: przeszkadzasz mi. A wic id sobie, prosz - prychnam.
- Nie, nie pjd. Potem by tylko tego aowaa. Nawiasem mwic, twj amant wraca. Uoy wargi w dzibek i zacz gono cmoka.
- Och, zamknij si. - Patrzyam, jak Gideon dugim krokiem mija zakrt. -1 odwal si wreszcie wysyczaam, nie poruszajc wargami, niczym brzuchomwczyni.
Oczywicie gargulca kompletnie to nie ruszyo.
- Nie tym tonem, moda damo - rzek rozbawiony. - Pamitaj zawsze: jak miark mierzysz,
tak ci odmierz.
Gideon nie by sam, za nim ujrzaam zasapanego pana Geor-ge'a, ktry musia biec, aby
dotrzyma Gideonowi kroku. Ju z daleka umiecha si do mnie promiennie.
Wyprostowaam si i wygadziam sukni.
- Gwendolyn, dziki Bogu - powiedzia pan George, wycierajc chusteczk pot z czoa. Wszystko w porzdku, moja panno?
- Ale si zadysza ten tucioszek - wtrci gargulec.
- Wszystko idealnie, panie George. Mielimy tylko par... eee... problemw...
Gideon, ktry dat takswkarzowi kitka jednofuntowych banknotw, rzucit mi nad dachem
samochodu ostrzegawcze spojrzenie.
- .. .eby zgra si w czasie - dokoczyam, patrzc na takswkarza, ktry krcc gow,
wyprowadzi auto z parkingu i odjecha.
- Tak, Gideon mwi ju, e wystpiy komplikacje. To niepojte, gdzie w systemie jest luka,
musimy to gruntownie przeanalizowa. I zapewne przemyle na nowo. Najwaniejsze jednak, e
14

wam nic si nie stao. - Pan George podsun mi rami, co wygldao troch dziwnie, poniewa
by niemal o pl gowy niszy ode mnie. - Chod, moja panno, jest jeszcze par rzeczy do
zrobienia.
- Waciwie chciaabym jak najszybciej pojecha do domu -powiedziaam.
Gargulec wspi si na pion kanalizacyjny i powoli przesuwa si po rynnie, piewajc przy tym
na cae gardo Friends will befriends.
- Och tak, z pewnoci - rzek pan George. - Ale dzi spdzia w przeszoci zaledwie trzy
godziny. Aby mie pewno do jutrzejszego popoudnia, musisz teraz jeszcze na par godzin
podda si elapsji. Nie martw si, nic mczcego. Przytulna piwnica, gdzie bdziesz moga
odrobi lekcje.
- Ale... mama na pewno ju czeka i si niepokoi.
Poza tym dzi bya roda, a to jest u nas w domu dzie kurczaka z rona z frytkami. Nie
mwic o tym, e czekaa tam wanna i moje ko! eby w takiej sytuacji obarcza mnie jeszcze
odrabianiem lekcji, to byta waciwie bezczelno. Kto powinien mi po prostu napisa
usprawiedliwienie. Poniewa Gwentlolyn ostatnio odbywa codziennie wane misje w czasie,
naley j w przyszoci zwolnic z wszelkich zada domowych.
Gargulec wci gono piewa i musiaam si do mocno powstrzymywa, eby go nie
poprawia. Dziki SingStar i popoudniowym karaoke u mojej przyjaciki Leslie wietnie znaam rne teksty, take zespou Queen, i dobrze wiedziaam, e w tej piosence nie wystpuje
aden ogrek.
- Dwie godziny wystarcz - odezwa si Gideon, ktry znowu stawia tak dugie kroki, e
ledwie nadalimy za nim z panem George'em. - Potem moe jecha do domu i si wyspa.
Nie znosiam, kiedy w mojej obecnoci mwiono o mnie w trzeciej osobie.
- Tak, i ju si nie moe tego doczeka - parsknam. - Bo rzeczywicie jest bardzo zmczona.
- Zadzwonimy do twojej mamy i wytumaczymy jej, e zostaniesz odwieziona do domu
najpniej o dziesitej - powiedzia pan George.
O dziesitej? Zegnaj, kurczaku z rona. Zao si, e moja porcja duo wczeniej padnie ofiar
mojego arocznego modszego brata.
- When you 're through with life and all hope is lost - piewa gargulec.
Zsuwa si po ceglanej cianie, na wp frunc, na wp schodzc, by na koniec wdzicznie
wyldowa obok mnie na chodniku.
- Powiemy, e masz jeszcze lekcje - rzek pan George, bardziej do siebie ni do mnie. - O
swojej wycieczce do roku 1912 moe nie powinna nic mwi, bo ona mylaa, e poddasz si
elapsji do 1956 roku.
Dotarlimy przed kwater gwn Stranikw. Std od wiekw kontrolowano podre w czasie.
Rodzina de Villiers wywodzia si podobno wprost od hrabiego de Saint Germain, jednego z
najsynniejszych podrnikw w czasie w linii mskiej. Natomiast my, rd Montrose,
tworzyymy lini esk, co dla rodu de Villiers zdawao si znaczy tyle, e tak naprawd si
nie liczymy.
To hrabia de Saint Germain byt tym, ktry wynalaz kontrolowane podre w czasie za pomoc
chronografu, i on wydal ten bezsensowny rozkaz, by wszyscy podrnicy w czasie zostali
koniecznie wczytani do chronografu.
Obecnie brakowao ju tylko Lucy, Paula, lady Tilney i jeszcze jednej niuni, jakiej damy
dworu, ktrej imienia nigdy nie mogam zapamita. Musielimy wic zdoby po par mililitrw
ich krwi.
Podstawowe pytanie brzmiao teraz: co si stanie, kiedy cala dwunastka podrnikw w czasie
zostanie ju wczytana do chronografu i krg si zamknie? Najwyraniej nikt tego dokadnie nie
wiedzia. W ogle, gdy rozmowa schodzia na hrabiego, Stranicy zachowywali si jak
najbardziej bezwolne lemingi. lepe uwielbienie to przy tym piku!
Mnie natomiast na myl o tym catym de Saint Germainie dosownie ciskao w gardle,
poniewa moje jedyne spotkanie z nim w przeszoci byo bardzo, ale to bardzo nieprzyjemne.
Pan George, sapic, wdrapywa si przede mn na schody. Jego okrga posta miaa w sobie,
jak zawsze, co pocieszajcego. W kadym razie by wrd tej zgrai chyba jedyn osob, ktrej
odrobin ufaam. Pomijajc Gideona... chocia nie, zaufaniem tego nazwa nie mona.
Budynek kwatery gwnej pozornie nie rni si od innych domw w wskich zaukach wok
kocioa w Tempie, gdzie znajdoway si przewanie kancelarie adwokackie i gabinety
wykadowcw z Instytutu Nauk Prawnych. Ja jednak wiedziaam, e kwatera jest duo wiksza i
znacznie mniej skromna, ni wydawaa si z zewntrz, i e rozciga si przede wszystkim pod
ziemi, na ogromnej powierzchni.
Tu przed drzwiami Gideon przytrzyma mnie.
- Powiedziaem, e jeste okropnie przeraona - sykn -wic jeli chcesz dzi wczeniej wrci
do domu, gap si troch gupkowato.
- Mylaam, e cay czas to robi - mruknam.
15

- Czekaj na was w Smoczej Sali - sapn pan George. -Idcie przodem, ja jeszcze ka pani
Jenkins przynie co do jedzenia. Pewnie jestecie godni. Jakie szczeglne yczenia?
Zanim zdyam wyrazi swoje yczenia, Gideon zapa mnie za rk i szarpn, bym sza dalej.
- Jak najwicej wszystkiego - zdyam zawoa, odwracajc si przez rami w kierunku pana
George'a, nim Gideon wcign mnie do kolejnego korytarza.
Co chwil potykaam si o moj dug sukni. A gargulec leciutko podskakiwa obok nas.
- Uwaam, e twj kocha nie ma zbyt dobrych manier -odezwa si. - Zwykle w ten sposb
cignie si koz na targ.
- Nie pd tak - powiedziaam do Gideona.
- Im szybciej bdziemy to mieli za sob, tym szybciej bdziesz moga wrci do domu.
Czy w jego glosie zabrzmiaa troska, czy te chcia si mnie po prostu pozby?
-Tak, ale... moe te bym chciaa uczestniczy w rozmowie, nie pomylae o tym? Mam cae
mnstwo pyta i po dziurki w nosie tego, e nikt nie udziela mi na nie odpowiedzi.
Gideon odrobin zwolni kroku.
- Dzisiaj tak czy owak nikt ci ju nie udzieli adnej odpowiedzi. Dzi bd tylko chcieli si
dowiedzie, jak mogo doj do tego, e Lucy i Paul si na nas zaczaili. I niestety wci jeste
nasz gwn podejrzan.
To nasz" bolenie mnie zakuo.
- Jestem jedyn osob, ktra w ogle nic o tym wszystkim nie wie!
Gideon westchn.
- Przecie ju prbowaem ci to wytumaczy. Teraz pewnie jeste cakowicie niewiadoma i...
niewinna, ale nikt nie wie, co zrobisz w przyszoci. Nie zapominaj, e take pniej bdziesz
moga uda si w przeszo i opowiedzie Lucy i Paulowi o naszej wizycie. - Przerwa. - To
znaczy... mogaby opowiedzie.
Wywrciam oczami.
- I ty te to samo! A w ogle dlaczego musi to by kto z nas? Czy Margaret Tilney sama nie
moga pozostawi wiadomoci? Albo Stranicy? Kademu z podrnikw w czasie mogli da
list, z dowolnej epoki do jakiejkolwiek innej.
- H? - odezwa si gargulec, ktry teraz lecia nad nami. - Czy kto mi tu moe wytumaczy,
o czym mowa? Nic nie kumam.
- Z pewnoci jest kilka moliwych wyjanie - powiedzia Gideon i zwolni jeszcze bardziej.
- Ale wydawao mi si, e Lucy i Paul dzisiaj... jak by to powiedzie... zrobili na tobie wraenie.
Zatrzyma si, puci moje rami i spojrza na mnie z powag.
- Gdyby mnie przy tym nie byo, porozmawiaaby z nimi, wysuchaaby ich kamliwych
historii, a moe nawet dobrowol-nie daaby swoj krew do skradzionego chronografu.
- Nie, nie daabym - zaprzeczyam. - Ale naprawd chtnie bym posuchaa, co maj nam do
powiedzenia. Nie zrobili na mnie wraenia zych.
Gideon skin gow.
- Widzisz, o to mi wanie chodzi, Gwendolyn. Ci ludzie zamierzaj zniszczy tajemnic, ktr
chroniono przez setki lat. Chc zabra co, co im si nie naley. A do tego potrzebuj jeszcze
tylko naszej krwi. Nie sdz, by cofnli si przed czymkolwiek, eby j dosta. - Odgarn sobie
z twarzy kosmyk ciemnych krconych wosw, a ja a wstrzymaam oddech.
O, Boe, jaki on jest liczny! Te zielone oczy, ta piknie wygita linia ust, ta blada cera wszystko w nim byo po prostu doskonae. Poza tym pachnia tak adnie, e przez sekund miaam
ochot pooy mu gow na piersi. Ale oczywicie tego nie zrobiam.
- Moe ju zapomniae, e my te chcielimy ich krwi? I to ty przyoye Lucy pistolet do
gowy, a nie na odwrt - powiedziaam. - Ona nie miaa broni.
Midzy brwiami Gideona pojawia si zmarszczka gniewu.
- Gwendolyn, prosz, nie bd taka naiwna. Tak czy owak zostalimy zwabieni w puapk.
Lucy i Paul mieli uzbrojone posiki, byo co najmniej czworo na jednego.
- Na dwoje! - zawoaam. - Jeszcze ja tam byam!
- Picioro, wliczajc lady Tilney. Gdyby nie mj pistolet, pewnie bymy ju nie yli. A w
kadym razie mogliby nam pobra krew przemoc, bo wanie po to przyszli. I ty chciaa z nimi
rozmawia? Zagryzam warg.
- Halo! - odezwa si gargulec. - A moe pomylicie te o mnie? Bo ja si ju cakiem
pogubiem.
- Rozumiem, e jeste oszoomiona - powiedzia Gideon znacznie agodniej, ale z wyran
wyszoci w gosie. - W cigu ostatnich dni po prostu zbyt wiele zobaczya i usyszaa. Bya
kompletnie nieprzygotowana. Jak miaaby zrozumie, o co tu chodzi? Powinna i do domu si
przespa. Pozwl mi wic teraz szybko to zaatwi. - Znowu zapa mnie za rami i pocign do
przodu. - Ja bd mwi, a ty potwierdzisz moje sowa, dobrze?

16

- Dobrze. Powtarzasz to ju co najmniej dwudziesty raz - odrzekam zirytowana i zaryam


nogami w podog przed mosin tabliczk z napisem Ladys. - Moecie na razie zacz beze
mnie, poniewa od czerwca 1912 roku chce mi si do toalety.
Gideon puci mnie.
- Trafisz sama na gr?
- Oczywicie - potwierdziam, cho nie byam cakiem pewna, czy mog si zda na mj zmys
orientacji, bo ten dom mia zbyt wiele korytarzy, schodw, zaomw i drzwi.
- Bardzo dobrze. Tego fajtap mamy na razie z gowy - powiedzia gargulec. - Teraz w spokoju
moesz mi wyjani, o co tu waciwie chodzi!
Poczekaam, a Gideon zniknie za najbliszym rogiem, potem otworzyam drzwi do toalety i
wyszczerzyam zby do gargulca.
- No chod, wa tutaj!
Co prosz? - Gargulec spojrza na mnie obraony. - Do kihclka? No nie, to ju jest dla mnie...
- Mam w nosie, co to dla ciebie jest. Nie ma zbyt wielu miejsc, w ktrych mona spokojnie
porozmawia z demonami, ;i ja nie chc ryzykowa, e nas kto usyszy. Chod!
Gargulec zatka sobie nos i niechtnie wszed za mn do toalety. Unosi si w niej tylko slaby
zapach rodkw dezynfekcyjnych i cytryny. Rzuciam okiem na kabin. Nikogo nie byo.
- A teraz posuchaj. Wiem, e prawdopodobnie nie pozbd si ciebie tak szybko, ale jeli
chcesz zosta ze mn, musisz przestrzega paru zasad, czy to jest jasne?
- Nie duba w nosie, nie uywa nieprzyzwoitych wyrazw, nie straszy psw... wyrecytowa gargulec.
- Co? Nie, ja chc, eby uszanowa moj prywatno. Chc by sama noc i w azience, i
gdyby kto si ze mn jeszcze kiedy caowa - w tym miejscu musiaam przekn lin - nie ycz sobie mie adnych widzw, czy to jasne?
- Tsss - sykn gargulec. - I to pado z ust kogo, kto mnie wcign do kibelka?
- Czyli co, rozumiemy si? Uszanujesz moj prywatno?
- W adnym wypadku nie chc ci si przyglda, jak bierzesz prysznic albo... fuj, nigdy w
yciu... jak si caujesz - odpar z naciskiem gargulec. - Tego naprawd nie musisz si ba. A
przygldanie si ludziom w czasie snu te wydaje mi si w zasadzie raczej nudne. To
pochrapywanie i linienie si... o innych rzeczach wol nawet nie wspomina.
- Poza tym masz si nie wtrca, kiedy jestem w szkole albo z kim rozmawiam. I prosz ci:
jeli ju musisz piewa, to wtedy, kiedy mnie przy tym nie ma.
- Umiem niele naladowa trbk - powiedzia gargulec. -Albo rg pocztowy. Masz psa?
- Nie!
Odetchnam gboko. Do tego typka bd potrzebowaa nerww mocnych jak stalowe liny.
- A nie mogaby sobie kupi? Od biedy mgby by i kot, ale one s zawsze takie aroganckie i
nie da si ich tak fajnie drani. Niektre ptaki te mnie widz. Masz ptaka?
- Moja babka nie znosi zwierzt domowych - oznajmiam, tumic w sobie ch dodania, e
pewnie miaaby te co przeciw niewidzialnym zwierztom domowym. - No dobra, zacznijmy
jeszcze raz od samego pocztku: nazywam si Gwendolyn Shepherd. Mio mi ci pozna.
- Xemerius - przedstawi si gargulec i umiechn si od ucha do ucha. - Bardzo mi mio. Wdrapa si na umywalk i spojrza mi gboko w oczy. - Naprawd! Bardzo, bardzo mio!
Kupisz mi kota?
- Nie. A teraz id std, mnie si naprawd chce siku.
- Bee!
Potykajc si, Xemerius pospiesznie wypad przez drzwi, nie otwierajc ich, i usyszaam go na
zewntrz w korytarzu, jak znowu zaczyna piewa Friends will befriends.
Zostaam w toalecie znacznie duej, ni to byo konieczne. Dokadnie umyam rce i obficie
spryskaam twarz zimn wod w nadziei, e odzyskam jasno mylenia. Ale nie udao mi si w
ten sposb zatrzyma pdzcej karuzeli myli. Moje wosy wyglday tak, jakby wrony urzdziy
sobie w nich gniazdo, sprbowaam je wic troch wygadzi palcami i doda sobie otuchy. Tak
jak zrobiaby to moja przyjacika Leslie.
- Jeszcze tylko par godzin i bdziesz to miaa za sob, (iwendolyn. Hej, a jak na to, e jeste
potwornie zmczona i godna, wcale tak le nie wygldasz.
Moje lustrzane odbicie patrzyo na mnie z wyrzutem duymi, ciemnymi, podkronymi oczami.
- No dobra, to byo kamstwo - przyznaam. - Wygldasz okropnie. Ale w sumie zdarzao ci si
ju wyglda gorzej. Na przykad wtedy, kiedy miaa wietrzn osp. Gowa do gry! Dasz rad!
Na korytarzu Xemerius zwiesi si z yrandola gow w d, jak nietoperz.
- Troch tu upiornie - oznajmi. - Wanie przechodzi tdy jednorki templariusz. Znasz go?
- Nie - odpowiedziaam. - Dziki Bogu nie. Chod, musimy pj tdy.
- Wyjanisz mi, o co chodzi z tymi podrami w czasie?
- Sama tego nie rozumiem.
- Kupisz mi kota?
- Nie.
17

- Ale ja wiem, gdzie mona je dosta za darmo. Och, hej, w tej rycerskiej zbroi jest czowiek.
Zerknam na zbroj. Rzeczywicie odniosam wraenie, e za zamknit przybic jarzy si
para oczu. To bya ta sama figura rycerza, ktr jeszcze wczoraj beztrosko poklepaam po ramieniu, oczywicie wierzc, e to tylko ozdoba.
Wczoraj... wydawao mi si, e to byo cae lata temu.
Przed drzwiami do Smoczej Sali natknam si na pani Jen-kins, sekretark. Niosa przed sob
tac i bya wdziczna, e przytrzymaam jej drzwi.Na razie tylko herbata i ciasteczka, skarbeku powiedziaa z przepraszajcym umiechem. - Pani Mallory ju dawno posza do domu, a ja musz
zobaczy w kuchni, co mog wam zrobi do jedzenia, moje godne dzieciaczki.
Kiwnam uprzejmie gow, ale byam pewna, e gdyby si kto postara, mgby usysze, jak
mj odek burczy: Po prostu zadzwo do Chiczyka!".
W rodku czekali ju na nas: wuj Gideona, Falk, ktry ze swymi bursztynowymi oczami i
grzyw siwych wosw zawsze przypomina mi wilka, sztywny, ypicy ponuro doktor White w
swoim nieodcznym czarnym garniturze i - ku mojemu zaskoczeniu - take mj nauczyciel
angielskiego i historii, pan Whitman, zwany Wiewirk. Od razu poczuam si w dwjnasb
nieswojo i zaczam nerwowo skuba jasnoniebiesk wstk przy sukni. Jeszcze dzi rano pan
Whitman nakry mnie i moj przyjacik Leslie na wagarach i paln nam kazanie. Poza tym
skonfiskowa wszystkie efekty ledztwa Leslie. Do tej pory podejrzewaymy tylko, e naley do
Stranikw z Krgu Wewntrznego, ale niniejszym zostao to chyba oficjalnie potwierdzone.
- Jeste, Gwendolyn - powiedzia Falk de Villiers przyjanie, lecz bez umiechu.
Wyglda, jakby przydao mu si golenie, ale by moe nalea do tych mczyzn, ktrzy gol
si rano, a wieczorem maj ju trzydniowy zarost. Moliwe, e bya to wina ciemnych plam
zarostu wok ust, w kadym razie sprawia wraenie znacznie bardziej spitego i powanego ni
wczoraj albo nawet jeszcze dzi w poudnie. Zdenerwowany wilk przewodnik.
Pan Whitman mrugn do mnie, a doktor White burkn co pod nosem, ale wyowiam sowa
kobiety" i punktualno".
()bok doktora White'a sta wci ten may jasnowosy duch mody Robert, ktry jako jedyny
najwyraniej ucieszy si na mj widok, bo umiechn si do mnie promiennie. Robert by
synem doktora White'a. W wieku siedmiu lat utopi si w basenie i od tej pory towarzyszy
swojemu ojcu krok w krok jako duch. Poza mn naturalnie nikt go nie widzia, a poniewa doktor
White by przez cay czas obecny, nie mogam dotd przeprowadzi z Robertem sensownej
rozmowy, na przykad po to, by si dowiedzie, dlaczego wci jeszcze straszy na ziemi jako
duch.
Gideon stal ze skrzyowanymi rkami, oparty o jedn ze cian pokrytych kunsztownie
rzebionym drewnem. Jego wzrok omit mnie pobienie, a potem zatrzyma si na tacy z ciasteczkami, ktr wniosa pani Jenkins. Miaam nadziej, e burczy mu w odku rwnie gono
jak mnie.
Xemerius wlizn si do pomieszczenia jeszcze przede mn i rozejrza si z uznaniem.
- Jasna cholera - powiedzia. - Nieza miejscwka.
Przespacerowa si raz dookoa, podziwiajc kunsztowne rzebienia, na ktre ja te nie mogam
si wprost napatrze. Szczeglnie zachwycia mnie syrena pywajca nad sof. Kada uska bya
starannie wycyzelowana, a petwy lniy wszystkimi odcieniami bkitu i turkusu. Swoj nazw
sala zawdziczaa jednak ogromnemu smokowi, ktry wi si pomidzy yrandolami pod wysoko
zawieszonym sufitem i wyglda tak naturalnie, jakby w kadej chwili mg rozoy skrzyda i
po prostu sobie odlecie.
Na widok Xemeriusa chopiec duch otworzy szeroko oczy ze zdziwienia i schowa si za nog
doktora White'a.
Miaam ochot mu powiedzie: On ci nic nie zrobi, chce si tylko pobawi" (w nadziei, e to
prawda), ale rozmowa z duchem o demonie, gdy w pomieszczeniu jest peno ludzi, ktrzy nie
widz ani jednego, ani drugiego, nie byaby zbyt rozsdna.
- Zobacz, czy w kuchni znajdzie si co jeszcze do jedzenia - powiedziaa pani Jenkins.
- Przecie ju dawno powinna bya pani skoczy prac -rzek Falk de Villiers. - Ostatnio za
duo pracuje pani po godzinach.
- Tak, niech pani idzie do domu - rozkaza jej opryskliwie doktor White. - Nikt tu nie umrze z
godu.
Ale tak, ja! I byam pewna, e Gideon myli dokadnie tak samo. Kiedy nasze spojrzenia si
spotkay, umiechn si.
- Ale ciasteczka to nie jest co, co uchodzi za zdrow kolacj dla dzieci - zauwaya pani
Jenkins, cho zrobia to bardzo cicho.
Oczywicie Gideon i ja nie bylimy ju dziemi, ale mimo to porzdny posiek chyba nam si
nalea. Szkoda, e jedyn osob, ktra podzielaa moje zdanie, bya pani Jenkins, bo ona niestety
nie miaa tu zbyt wiele do powiedzenia. W drzwiach zderzya si z panem George'em, ktry wci
jeszcze nie mg zapa tchu, a poza tym taszczy dwa due, oprawione w skr foliay.
- Ach, pani Jenkins, wielkie dziki za herbat - odezwa si.

18

- Prosz ju skoczy prac i zamkn biuro.


Pani Jenkins skrzywia si wprawdzie z dezaprobat, ale odpowiedziaa uprzejmie:
- A zatem do widzenia. Bd jutro rano.
Pan George z gonym sapniciem zamkn za ni drzwi i pooy na stole grube ksigi.
- No to jestem. Moemy zaczyna. W gronie czterech czonkw Krgu Wewntrznego nie
wolno nam podejmowa uchwa, ale jutro bdziemy niemal w komplecie. Sinclair i Hawkins, tak
jak si spodziewalimy, s zajci, ale obaj przekazali mi swoje prawo gosu. Dzisiaj chodzi tylko
o to, aby z grubsza okreli kierunek marszu.
- Najlepiej usidmy. - Falk wskaza na krzesa, ktre stay wok stou pod rzebionym
smokiem, i kady wybra sobie miejsce.
Gideon przewiesi swj surdut przez oparcie krzesa po przektnej naprzeciwko mnie i podwin
rkawy koszuli.
- Powiem to raz jeszcze: Gwendolyn nie powinno by przy tej rozmowie. Jest zmczona i
mocno wystraszona. Najlepiej, by poddaa si elapsji, a potem kto odwiz j do domu.
A przedtem, prosz, niech mi kto zamwi pizz z dodatkowym serem.
- Bez obaw, Gwendolyn opowie nam tylko krtko o swoich wraeniach - powiedzia pan
George. - A potem sam zaprowadz j na d do chronografu.Waciwie nie sprawia na mnie
wraenia szczeglnie wystraszonej - mrukn ubrany na czarno doktor White.
Robert, chopiec-duch, sta za oparciem jego krzesa i spoglda zaciekawionym wzrokiem na
sof, na ktrej rozwali si Xemerius.
- A co to za dynks? - spyta mnie. Oczywicie nic nie odpowiedziaam.
- Nie jestem aden dynks. Jestem bliskim przyjacielem Gwendolyn - odrzek zamiast mnie
Xemerius i wystawi do niego jzyk. - O ile nie najbliszym. Kupi mi psa.
Obrzuciam sof surowym spojrzeniem.
- Staia si rzecz niewiarygodna - mwi tymczasem Falk. -Kiedy Gideon i Gwendolyn odnaleli
lady Tilney, ju na nich czekano. Wszyscy tu obecni mog zawiadczy, e dat i godzin wizyty
ustalilimy zupenie przypadkowo. A jednak Lucy i Paul ju na nich czekali. To nie mg by
zbieg okolicznoci.
- To znaczy, e kto musia im opowiedzie o tym spotkaniu - rzeki pan George, wertujc jedn
z ksig. - Pytanie tylko kto.
- Raczej kiedy - wtrci! doktor White, patrzc na mnie.
- I w jakim celu - dodaam. Gideon natychmiast zmarszczy czoo.
- Cel wida jak na doni. Potrzebuj naszej krwi, eby mc j wczyta do skradzionego
chronografu. Dlatego przyprowadzili ze sob posiki.
- W Kronikach nie ma ani sowa o waszej wizycie - powiedzia pan George. - Mielicie kontakt
co najmniej z trzema Stranikami, nie mwic o tych straach, ktre s rozmieszczone przy
schodach. Pamitacie ich imiona?
- Przyj nas osobicie pierwszy sekretarz. - Gideon odgarn sobie lok z czoa. - Burghes albo
co w tym stylu. Powiedzia, e bracia Jonathan i Timothy de Villiers s oczekiwani wczesnym
wieczorem na elapsji, natomiast lady Tilney poddaa si ju elapsji z samego rana. Mczyzna o
nazwisku Winsley zawiz nas dorok do Belgravii. Mial tam na nas czeka przed drzwiami, ale
kiedy wyszlimy z budynku, doroki nie byo. Musielimy ucieka pieszo i w ukryciu czeka na
przeskok w czasie.
Czuam, jak si rumieni, przywoujc w pamici nasz pobyt w ukryciu. Pospiesznie signam
po ciasteczko, pozwalajc, by wosy opady mi na twarz.
- Raport tego dnia zosta sporzdzony przez jednego ze Stranikw z Krgu Wewntrznego,
niejakiego Franka Mine'a. Skada si zaledwie z kilku linijek, troch o pogodzie, potem o marszu
protestacyjnym sufraystek w City i o tym, e lady Tilney pojawia si punktualnie, by podda si
elapsji. adnych szczeglnych wydarze. O bliniakach de Villiers nie wspomniano, ale w
tamtych latach oni rwnie byli czonkami Krgu Wewntrznego. - Pan George westchn i
zamkn ksig. -Bardzo dziwne. To wszystko przemawia raczej za spiskiem we wasnych
szeregach.
- I pozostaje najwaniejsze pytanie: skd Lucy i Paul mogli wiedzie, e wy oboje tego dnia, o
tej godzinie pojawicie si u lady Tilney? - powiedzia pan Whitman.
- Uff - odezwa si z sofy Xemerius - troch duo nazwisk, w gowie si moe zakrci.
- Wytumaczenie wida jak na doni - rzek doktor White, a jego spojrzenie znowu spoczo na
mnie.
Wszyscy w zamyleniu, pospnie, gapili si przed siebie, cznie ze mn. Nic nie zrobiam, ale
najwyraniej oni wychodzili z zaoenia, e kiedy w przyszoci - nie wiadomo dlaczego odczuj potrzeb wyjawienia Lucy i Paulowi, kiedy zamierzamy odwiedzi lady Tilney.
To wszystko byo okropnie pogmatwane i im duej nad tym rozmylaam, tym bardziej
wydawao mi si to nielogiczne.
I nagle poczuam si bardzo samotna.

19

- A c to za wariaci? - parskn Xemerius i zeskoczy z sofy, aby zwiesi si gow w d z


jednego z potnych yrandoli. - Podre w czasie, co? Tacy jak ja troch ju przeyli, ale nawet
dla mnie to jest kompletna nowo.
- Jednego nie rozumiem - odezwaam si. - Dlaczego pan si spodziewa, e w Kronikach
bdzie napisane co o naszej wizycie, panie George? To znaczy gdyby tam byo co napisane,
przecie zobaczyby pan to ju wczeniej i wiedziaby pan, e tego dnia si tam udamy oraz co
nas spotka. Jak to byo w tym filmie z Ashtonem Kutcherem? Za kadym razem gdy jeden z nas
wraca z przeszoci, zmienia si caa przyszo?
- To ciekawe i bardzo filozoficzne pytanie, Gwendolyn -powiedzia pan Whitman, jakbymy
byli na lekcji. - Nie znam wprawdzie filmu, o ktrym mwisz, ale rzeczywicie, zgodnie z
zasadami logiki, nawet najmniejsza zmiana w przeszoci ma gigantyczny wpyw na przyszo.
Jest takie krtkie opowiadanie Raya Bradbury'ego, w ktrym...
- Moe przeoymy t filozoficzn dyskusj na jak inn okazj - wpad mu w sowo Falk. Teraz chtnie usyszabym o szczegach zasadzki w domu lady Tilney i o tym, jak wam udao si
uciec.
Spojrzaam na Gideona. No, niech teraz zaserwuje swoj wersj bez pistoletu. Wziam jeszcze
jedno ciasteczko.
- Mielimy szczcie - rzek Gideon, wypowiadajc sowa rwnie spokojnie jak przedtem. Natychmiast spostrzegem, e co jest nie tak. Lady Tilney na nasz widok wcale nie wydawaa si
zaskoczona. Kiedy pojawili si Paul i Lucy, a lokaj ustawi si w drzwiach, ja i Gwendolyn
ucieklimy przez ssiedni pokj i schody dla suby. Doroka znika, wic pobieglimy przed
siebie.
Kamstwa najwidoczniej nie przychodziy mu ze szczeglnym trudem. Zero zdradzieckiego
rumieca, zero trzepotania powiek i uciekania wzrokiem, ani ladu niepewnoci w gosie.
M imo to stwierdziam, e w jego wersji brakuje tego czego, co uczynioby j prawdopodobn.
- To dziwne - zauway doktor White. - Gdyby zasadzka zostaa porzdnie zaplanowana, byliby
uzbrojeni i zadbaliby o to, ebycie nie mogli uciec.
- W gowie zaczyna mi si krci - odezwa si z sofy Xe-merius. - Nienawidz tych
skomplikowanych form czasownikowych i tego caego trybu warunkowego.
Spojrzaam wyczekujco na Gideona. Jeli zamierza! upiera si przy swojej wersji bez
pistoletu, musia teraz co wymyli.
- Sdz, e ich po prostu zaskoczylimy - wyjani Gideon.
- Hm - mrukn Falk.
Take miny pozostaych wiadczyy o tym, e nie s do koca przekonani. Nic dziwnego!
Gideon to schrzani! Jak si ju kamie, to trzeba to podbudowa zagmatwanymi detalami, ktre
nikogo nie interesuj.
- Strasznie szybko bieglimy - wtrciam pospiesznie. -Schody dla suby najwyraniej byy
wieo wywoskowane, o mao si nie wywaliam, waciwie bardziej zjechaam po tych schodach,
ni po nich zeszam. Gdybym si nie przytrzymaa porczy, leaabym teraz ze skrconym
karkiem w 1912 roku. A co si waciwie dzieje, jak czowiek umrze w trakcie podry w czasie?
Czy martwe ciao samo z siebie wraca do swoich czasw? No, ale mielimy szczcie, e drzwi na
dole byy otwarte, bo akurat wesza suca z koszykiem. Taka gruba blondynka. Mylaam ju,
e Gideon na ni wpadnie, miaa w koszyku jaja, zrobiby si straszliwy baagan. Ale minlimy
j i ile si w nogach pognalimy ulic. Mam pcherz na palcu.
Gideon odchyli si do tyu na krzele i skrzyowa rce na piersi. Nie potrafiam zinterpretowa
jego spojrzenia, ale nie zauwayam w nim uznania, nie mwic o wdzicznoci.
- Nastpnym razem wo adidasy - rzuciam pord oglnego milczenia.
Potem wziam jeszcze jedno ciasteczko. Poza mn najwyraniej nikomu nie chciao si je.
- Mam pewn teori - zacz powoli pan Whitman, bawic si sygnetem na prawej doni. - I im
duej o tym myl, tym bardziej jestem przekonany, e si nie myl. Jeli...
- Mam wraenie, e powoli wychodz na gupka - przerwa mu Gideon - bo ju tyle razy to
powtarzaem. Ale jej nie powinno by przy tej rozmowie.
Poczuam, jak ukucie w moim sercu przeistacza si w co gorszego. Ju nie byam zraniona byam wcieka.
- On ma racj - zgodzi si doktor White. - To czysta lekkomylno pozwoli jej uczestniczy
w naszych rozwaaniach.
- Ale przecie jestemy te zdani na to, co zapamitaa - zauway pan George. - Jej kada,
choby najdrobniejsza uwaga na temat ubioru, sowa i wygldu moe dostarczy nam wskazwek co do czasu, w jakim przebywaj Paul i Lucy.
- Jutro i pojutrze te bdzie to pamitaa - powiedzia Falk de Villiers. - Myl, e faktycznie
najlepiej bdzie, jeli zejdziesz z ni teraz na d, Thomasie, by poddaa si elapsji.
Pan George w milczeniu skrzyowa rce na swoim wydatnym brzuchu.
- Pjd z Gwendolyn do... do chronografu i bd czuwa nad jej przeskokiem w czasie. - Pan
Whitman wsta, odsuwajc krzeso.
20

- Dobrze - rzek Falk. - Dwie godziny to wicej ni do. Na jej powrt moe poczeka jeden z
adeptw, ciebie potrzebujemy tu na grze.
Spojrzaam pytajco na pana George'a. Zrezygnowany wzruszy tylko ramionami.
- Chod, Gwendolyn. - Pan Whitman ju na mnie czeka. -I m szybciej bdziesz to miaa za
sob, tym wczeniej pjdziesz do ka, a wtedy jutro w szkole przynajmniej bdziesz moga
uwaa. Nawiasem mwic, bardzo jestem ciekaw twojego wypracowania o Szekspirze.
Mj Boe. Ten to ma nerwy. Teraz gada o Szekspirze to ju naprawd szczyt.
Zastanawiaam si przez chwil, czy moe powinnam zaprotestowa, ale potem zdecydowaam,
e nie. W gruncie rzeczy nie miaam ochoty dalej ledzi tej idiotycznej gadaniny. Chciaam
wrci do domu i po prostu zapomnie o tej caej historii z podrowaniem w czasie, z Gideonem
wcznie. Niech oni sobie tutaj, w tej kretyskiej sali, wakuj te swoje tajemnice, a padn z
wyczerpania. Szczeglnie yczyam tego Gideonowi. A take pniejszych koszmarw sennych,
ktre powinny mu naprawd dopiec!
Xemerius mia racj: oni wszyscy byli wariatami.
Gupie byo tylko to, e mimo wszystko musiaam zerka na Gideona i mylaam sobie przy tym
co bezdennie gupiego: Jeli si teraz do mnie umiechnie, wybacz mu wszystko".
Oczywicie tego nie zrobi. Zamiast tego patrzy na mnie bez wyrazu i nie dao si odgadn, co
chodzi mu po gowie. Na moment wizja tego, jak si caowalimy, staa si bardzo odlega i z
jakiego powodu przypomnia mi si durny wierszyk, ktry zawsze serwowaa nam Cynthia Dale,
nasza wyrocznia w sprawach mioci: Oczy zielone, natura aby, mioci nie ma nawet aby,
aby".
- Dobranoc - powiedziaam z godnoci.
- Dobranoc - mruknli wszyscy. To znaczy wszyscy prcz Gideona.
- Niech pan nie zapomni zawiza jej oczu, panie Whitman - rzek.
Pan George sapn ze zoci. W czasie gdy pan Whitman otwiera drzwi i wypycha mnie na
korytarz, usyszaam, jak pan George mwi: A czy cho raz pomylelicie o tym, e takie wyczanie jej moe by przyczyn tego, e sprawy, ktre maj si zdarzy, w ogle si zdarzaj?".
Nie usyszaam ju, czy kto na to odpowiedzia. Cikie drzwi zatrzasny si, odcinajc
wszystkie glosy.
Xemerius drapa si po gowie koniuszkiem wasnego ogona.
- To najbardziej rbnita ekipa, z jak kiedykolwiek miaem do czynienia! - prychn.
- Tylko nie bierz sobie tego do serca, Gwendolyn - odezwa si pan Whitman. Wyj z
marynarki czarn chustk. - Jeste po prostu nowa w tej grze. Wielka niewiadoma w tym
rwnaniu.
I co miaam na to powiedzie? Dla mnie to wszystko te byo nowoci. Trzy dni temu nie
miaam pojcia o istnieniu Stranikw. Trzy dni temu moje ycie byo jeszcze zupenie normalne.
No, przynajmniej z grubsza.
- Panie Whitman, zanim zawie mi pan oczy... czy moglibymy wstpi do pracowni madame
Rossini i zabra moje rzeczy? Zostawiam tu ju dwa szkolne mundurki, a potrzebuj na jutro
czego do ubrania. I jest tu take moja szkolna torba.
- Oczywicie. - Idc, pan Whitman wesoo wymachiwa chustk. - Moesz si te spokojnie
przebra w swj zwyky strj, bo w tej podry w czasie na pewno nikogo nie spotkasz. Do
ktrego roku mamy ci wysa?
- Przecie to nie ma adnego znaczenia, skoro i tak jestem zamknita w piwnicy - zauwayam.
- No tak, to musi by rok, w ktrym bez problemu wyldujesz... eee... w rzeczonej piwnicy,
najlepiej nie spotykajc nikogo. W czasie wojny uywano tego pomieszczenia jako schronu
przeciwlotniczego, ale po 1945 roku nie powinno by ju problemu. Moe 1974? To jest rok, w
ktrym si urodziem, dobry rok. - Zamia si. - Albo wemy trzydziesty lipca 1966. Anglia
pokonaa wtedy Niemcy w finale Mistrzostw wiata. Ale pika nona niezbyt ci interesuje,
prawda?
- Na pewno nie wtedy, kiedy jestem zamknita w piwnicy bez okien, dwadziecia metrw pod
ziemi - powiedziaam znuona.
- Przecie wszystko po to, by ci chroni - zauway.
- Chwila, chwila - zawoa Xemerius, latajc wok mnie. -Niestety, nie do koca chwytam.
Czy to ma znaczy, e ty teraz wsidziesz do wehikuu czasu i udasz si w przeszo?
- Wanie - potwierdziam.
- No to wemy jednak rok 1948 - oznajmi pan Whitman. -Igrzyska Olimpijskie w Londynie.
Poniewa poszed przodem, nie mg zobaczy, jak wywracam oczami.
- Podre w czasie! Ba! Ale sobie dziewczyn przygadaem - powiedzia Xemerius i po raz
pierwszy zdawao mi si, e w jego gosie sysz co w rodzaju szacunku.
*
Pomieszczenie, w ktrym sta chronograf, znajdowao si gboko pod ziemi i chocia dotd
przyprowadzano mnie tutaj i odprowadzano z powrotem tylko z zawizanymi oczami, uroiam

21

sobie, e mniej wicej wiem, gdzie si znajduje. Choby dlatego, e zarwno w 1912, jak i w
1782 roku udao mi si szczliwie wyj z tego pomieszczenia bez opaski na oczach. Kiedy pan
Whitman prowadzi mnie ze szwalni madame Rossini przez korytarze i schody, droga wydawaa
mi si ju znajoma, tylko na ostatnim odcinku miaam wraenie, e pan Whitman specjalnie zrobi
jeszcze jedn dodatkow ptl, eby mnie zmyli.
- Ten to potrafi trzyma w napiciu - rzek Xemerius. - Dlaczego schowali wehiku czasu w
najciemniejszym kcie piwnicy?
Usyszaam, jak pan Whitman z kim rozmawia, potem cikie drzwi otworzyy si i znowu
zatrzasny, a pan Whitman zdj mi z oczu chustk.
Zamrugaam, olepiona wiatem. Obok pana Whitmana sta mody rudowosy mczyzna w
czarnym garniturze, zerkajcy odrobin nerwowo i spocony ze strachu. Rozejrzaam si w
poszukiwaniu Xemeriusa, ktry dla artu wystawi! gow przez zamknite drzwi, podczas gdy
reszta jego ciaa tkwia w pomieszczeniu.
- To najgrubsze ciany, jakie kiedykolwiek widziaem - powiedzia, cofajc gow do piwnicy.
- S tak grube, e mogliby w nich zamurowa sonia, i to w poprzek, jeli wiesz, co mam na
myli.
- Gwendolyn, to jest pan Marley, adept pierwszego stopnia - odezwa si pan Whitman. Bdzie tu czeka, a wrcisz, i zaprowadzi ci z powrotem na gr. Panie Marley, to jest Gwendolyn Shepherd, rubin.
- To dla mnie zaszczyt, panienko. - Rudzielec skoni si lekko.
Umiechnam si do niego zmieszana.
- Ehm... no... te mi mio.
Pan Whitman zacz si dobiera do supernowoczesnego sejfu z migajcym wywietlaczem,
ktrego nie zauwayam w czasie obu ostatnich wizyt w tym pomieszczeniu. By ukryty za
cienn makat z wyhaftowanymi scenami baniowymi, ktre wyglday na redniowieczne.
Rycerze na koniach, z pirami na hemach, i dworki w szpiczastych czepcach i welonach najwyraniej podziwiali pnagiego modzieca, ktry wanie pokona smoka. Kiedy pan Whitman
wprowadza cig cyfr, rudzielec dyskretnie patrzy w podog, ale i tak nic nie mona byo zobaczy, poniewa pan Whitman swoimi szerokimi ramionami zasoni wywietlacz przed naszym
wzrokiem. Kiedy drzwiczki sejfu otwary si z lekkim wistem, pan Whitman wyj chronograf,
owinity w czerwony aksamit, i postawi go na stole.
Zaskoczony pan Marley wstrzyma oddech.
- Pan Marley widzi dzi uycie chronografu po raz pierwszy - wyjani! pan Whitman i mrugn
do mnie. Ruchem brody wskaza lec na stole latark. - We j na wypadek, gdyby by problem
ze wiatem elektrycznym. eby nie musiaa ba si w ciemnociach.
- Dzikuj. - Zastanowiam si, czy nie powinnam czasem poprosi te o spray na owady, bo w
takiej starej piwnicy na pewno byo peno pajkw... i szczurw? - Czy mogabym te dosta
pak?
- Pak? Gwendolyn, nie spotkasz tam nikogo.
- Ale moe bd szczury...
- Szczury bardziej si ciebie boj ni na odwrt, wierz mi. -Pan Whitman odwin chronograf. Robi wraenie, nieprawda, panie Marley?
- Tak, prosz pana, ogromne wraenie. - Pan Marley z nabonym lkiem patrzy na chronograf.
- Lizus! - parskn Xemerius. - Kady rudy to lizus, nie uwaasz?
- Wyobraaam sobie, e jest wikszy - powiedziaam. -I nie sdziam, e wehiku czasu a tak
bardzo przypomina zegar stojcy.
Xemerius gwizdn przez zby.
- Ale kamyczki s cakiem tuste. Jeli s prawdziwe, te bym trzyma to co w sejfie.
Rzeczywicie, chronograf by wysadzany imponujco duymi kamieniami szlachetnymi, ktre
poyskiway midzy zamalowanymi i zapisanymi powierzchniami dziwacznego aparatu niczym
klejnoty koronne.
- Gwendolyn wybraa sobie rok 1948 - powiedzia pan Whitman, otwierajc klapki i
uruchamiajc malekie kka zbate. - Co si wtedy dziao w Londynie, wie pan, panie Marley?
- Letnie Igrzyska Olimpijskie - odrzek pan Marley.
- Kujon - parskn Xemerius. - Kady rudy to kujon.
- Bardzo dobrze. - Pan Whitman si wyprostowa. - Gwendolyn wylduje dwunastego sierpnia
o dwunastej w poudnie i pozostanie tam dokadnie sto dwadziecia minut. Jeste gotowa,
Gwendolyn?
Przeknam lin.
- Chciaabym si jeszcze dowiedzie... jest pan pewien, e nikogo tam nie spotkam? Pomijajc tym razem pajki i szczury. - Pan George da mi swj piercie, eby kto mi nie zrobi
czego zego...
- Ostatnim razem wyldowaa w archiwum, ktre we wszyst-kich epokach byo
pomieszczeniem do czsto uywanym. Ale len pokj jest pusty. Jeli bdziesz si zachowywa
22

cicho i z niego nie wyjdziesz, zreszt i tak bdzie zamknity na klucz, to z ca pewnoci nie
spotkasz nikogo. W latach powojennych t cz podziemi rzadko odwiedzano, w caym
Londynie ludzie zajmowali si prac na powierzchni. - Pan Whitman westchn. - Ciekawe
czasy...
- Ale jeli kto przypadkowo akurat w tym momencie wejdzie tutaj i mnie zobaczy? Powinnam
przynajmniej zna haso dnia.
Pan Whitman unis brwi, lekko poirytowany.
- Nikt tu nie wejdzie, Gwendolyn. Jeszcze raz: wyldujesz w zamknitym pomieszczeniu,
wytrzymasz sto dwadziecia minut, wrcisz i nikt w roku 1948 tego nie zauway. Gdyby miao
by inaczej, twoja wizyta zostaaby odnotowana w Kronikach. Poza tym nie mamy teraz czasu
sprawdza, jak brzmiao haso tamtego dnia.
- Liczy si udzia - wtrci niemiao pan Marley.
- Co takiego?
- Haso w czasie olimpiady brzmiao: Liczy si udzia". -Pan Marley spojrza zmieszany w
podog. - Zapamitaem to, bo poza tym hasa s zawsze po acinie.
Xemerius przewrci oczami, a pan Whitman wyglda, jakby mia ochot zrobi to samo.
- Aha? No dobrze, Gwendolyn, syszaa. Nie eby tego potrzebowaa, ale jeli lepiej si z tym
czujesz... Mogaby tutaj podej?
Podeszam do chronografu i podaam rk panu Whitmano-wi. Xemerius z opotem opad! obok
mnie na podog.
- Co teraz? - spyta podekscytowany.
Teraz nastpia ta mniej przyjemna cz. Pan Whitman otworzy jedn z klapek chronografu i
woy do otworu mj palec wskazujcy.
- Myl, e po prostu si ciebie przytrzymam - oznajmi Xe-merius i jak mapka uczepi si
mojego karku.
Nie powinnam bya tego czu, ale miaam wraenie, jakby kto owin mi szyj mokrym
szalem.
Pan Marley w napiciu otworzy szeroko oczy.
- Dzikuj za haso - powiedziaam do niego i skrzywiam si, kiedy ostra iga wbia mi si
gboko w palec, a pomieszczenie wypenia czerwona powiata.
Mocno cisnam latark, kolory zawiroway mi przed oczami, ksztaty zaczy si rozmazywa
i poczuam szarpnicie.

23

Z protokow inkwizycyjnych ojca dominikanina Giana Pietra Baribiego Archiwa


Biblioteki Uniwersyteckiej w Padwie
(rozszyfrowane, przeoone i opracowane przez doktora M. Giordana)
23 czerwca 1542, Florencja. Zaznajomiony przez przewodniczcego kongregacji z przypadkiem
wymagajcym najwyszej dyskrecji i delikatnoci, niezrwnanym w swej kuriozalnoci.
Elisabetta,
najmodsza crka M.*, ktra od dziesiciu lat mieszka w cakowitym odosobnieniu za murami
klasztoru, nosi w sobie prawdopodobnie sukkuba**, wiadczcego o miosnym zwizku z
szatanem. Rzeczywicie, podczas wizyty mogem si przekona o prawdopodobnej ciy
dziewczyny, jak i o do pogmatwanym
stanie jej ducha. Podczas gdy przeorysza, ktra cieszy si moim penym zaufaniem i wydaje si
kobiet zdrowego rozsdku, nie wyklucza naturalnego wyjanienia, podejrzenie o czary pado
akurat ze strony ojca dziewczyny. Pono widzia na wasne oczy, jak szatan w ciele modego
mczyzny obejmuje dziewczyn
w ogrodzie, a potem dematerializuje si w postaci oboku dymu***, pozostawiajc lekki swd
siarki. Dwie inne uczennice klasztoru miay zawiadczy, e wielokrotnie widziay szatana w
towarzystwie Elisabetty i e w dawa jej prezenty w postaci
drogocennych kamieni. I cho historia ta brzmi zupenie nieprawdopodobnie, to z uwagi na
bliski zwizek M. z R.M.**** i rozmaitymi przyjacimi w Watykanie z trudem przychodzi mi
oficjalnie wtpi w jego zdrowy rozsdek i oskara jego crk jedynie o nieczysto. Dlatego
od jutra bd przesuchiwa wszystkich, ktrych to dotyczy.

Z prawdopodobiestwem graniczcym z pewnoci mona zaoy, e chodzi tutaj o Giovanniego Alessandro, ksicia Madrone (1502-

1572), zob. take LAMORY, Rody szlacheckie Woch XVI wieku, Bolonia 1997, s. 112 i n .
**
Tu: potomka o demonicznym pochodzeniu.
***

Obok dymu i swd siarki hrabia mg wymyli w celu uprawdopodobnienia swojej historii.
W przypadku R.M. moe chodzi o jednego z potomkw rodu Medyce-uszy, Rudolfa, ktry zasyn spektakularnym samobjstwem
w 1559 roku, zob. PAVANI, Legendy zapomnianych Medyceuszy, Florencja, s. 212 i n.
****

24

3.
Xemerius?
Wraenie, e mam co mokrego na szyi, zniko. Szybko wczyam latark. Ale pomieszczenie,
w ktrym wyldowaam, byo ju owietlone sab arwk dyndajc pod sufitem.
- Dzie dobry - usyszaam.
Odwrciam si wystraszona. Pomieszczenie wypeniay przerne skrzynie i meble, a o cian
przy drzwiach opiera si mody mczyzna.
- Llllllliczy si udzia - wyjkaam.
- Gwendolyn Shepherd? - wyjka w odpowiedzi. Skinam gow.
- Skd pan wie?
Mody czowiek wyj z kieszeni spodni pogniecion kartk i mi j podsun. By bardzo blady i
wygldao na to, e jest rwnie zdenerwowany jak ja.
Mia spodnie na szelkach, na nosie mae okrge okulary, a jego jasne wosy byy zaczesane do
tyu, z przedziakiem, i lniy od duej iloci pomady. Spokojnie mgby zagra w starym filmie
gangsterskim jako przemdrzay, ale niegrony asystent pozbawionego skrupuw, palcego bez
przerwy papierosy komisarza. Zakochuje si w okrytej puchowym boa narzeczonej gangstera i na
kocu zostaje zastrzelony.
Uspokoiam si troch i szybko si rozejrzaam. Poza tym modym mczyzn w
pomieszczeniu nie byo nikogo, nie widziaam te nigdzie Xemeriusa. Wprawdzie potrafi
przenika przez ciany, ale najwyraniej nie mg podrowa w czasie.
Ocigajc si, wziam kartk. Bya to poka kartka w kratk, wyrwana z koonotatnika, z
niedbale oderwan perforacj. Kto napisa na niej zaskakujco dobrze znanym mi charakterem
pisma:

Do lorda Lucasa Montrose wane!


13 sierpnia 1948, godzina 12.00. Pracownia alchemczna.
Prosz przyjd sam.
Gwendolyn Shepherd

Serce natychmiast zaczo mi szybciej bi. Lord Lucas Montrose by moim dziadkiem! Zmar,
kiedy miaam dziesi lat. Uwanie przyjrzaam si ukowatej linii litery L. Niestety, nie byo
adnych wtpliwoci: te bazgroy do zudzenia przypominay moje pismo. Ale jak to moliwe?
Podniosam gow i spojrzaam na modego czowieka.
- Skd pan to ma? I kim pan jest?
- Ty to napisaa?
- By moe - powiedziaam, a myli zaczy gorczkowo tuc mi si po gowie.
Jeli ja to napisaam, to dlaczego tego nie pamitam?
- Skd pan to ma?
- Mam t kartk od piciu lat. Kto woy j razem z listem do kieszeni mojego paszcza.
Tego dnia, kiedy odbya si ceremonia na drugi stopie. W licie byo napisane: Kto doli/ymuje
tajemnicy, winien take zna tajemnic kryjc si za lajcmnic. Poka, e potrafisz nie tylko
milcze, lecz take myle". Bez podpisu. To byo inne odrczne pismo ni na tej kartce, raczej...
eee... eleganckie, nieco staromodne. Przygryzam doln warg.
- Nie rozumiem.
- Ja te nie. Przez te wszystkie lata wierzyem, e to swego rodzaju sprawdzian. Mona
powiedzie, kolejny test. Nikomu o tym nie mwiem, przez cay czas czekajc, e kto mnie i) to
zapyta albo e nadejd kolejne instrukcje. Ale nigdy nic si nie wydarzyo. A dzi wymknem si
tu na d i waciwie ju nie liczyem na to, e co si wydarzy. I nagle ty zmaterializowaa si
przede mn. Punktualnie o dwunastej. Dlaczego napisaa do mnie ten list? Dlaczego spotykamy
si w tej piwnicy? Z ktrego roku przybywasz?
- Z roku 2011 - odrzekam. - Przykro mi, ale na reszt pyta le nie znam odpowiedzi. Odchrzknam. - A kim pan jest?
- Och, wybacz mi, prosz. Nazywam si Lucas Montrose. Bez lorda. Jestem adeptem drugiego
stopnia.
Nagle kompletnie zascho mi w ustach.
- Lucas Montrose. Bourdon Place numer 81. Miody czowiek skin gow.
- Tam mieszkaj moi rodzice, tak.

25

- No to... - Wlepiam w niego wzrok i zaczerpnam gboko powietrza. - No to jest pan moim
dziadkiem.
- Och, znowu to samo - powiedzia modzieniec i bardzo gboko westchn. Potem przemg
si, otrzepa z kurzu jedno z krzese, ktrych stos pitrzy si pod cian, i postawi je przede mn.
- Moe lepiej usidmy? Mam nogi jak z waty.
- Ja te - przyznaam, opadajc na krzeso. Lucas wzi drugie krzeso i usiad naprzeciw mnie.
- A wic jeste moj wnuczk. - Umiechn si sabo. -Wiesz, to dla mnie zabawna
wiadomo. Nawet nie jestem onaty. Co wicej, nawet nie jestem zarczony.
- Ile masz lat? Och, wybacz, powinnam to wiedzie, urodzie si w 1924 roku, a wic w roku
1948 masz dwadziecia cztery lata.
- Tak. Za trzy miesice skocz dwadziecia cztery lata. A ty ile masz lat?
- Szesnacie.
- Tyle samo co Lucy.
Lucy. Przypomniao mi si to, co zawoaa za mn, gdy uciekalimy z domu lady Tilney.
Wci jeszcze nie mogam uwierzy, e siedzi przede mn mj dziadek. Szukaam
podobiestwa do mczyzny, na ktrego kolanach suchaam tak wielu fascynujcych opowieci.
Ktry bral mnie w obron przed Charlotta, gdy twierdzia, e te moje historie z duchami to tylko
przechwaki. Lecz gadka twarz modzieca siedzcego naprzeciw mnie w niczym nie
przypominaa pooranej zmarszczkami twarzy starego czowieka, ktrego znaam. Widziaam
natomiast podobiestwo do mamy: te niebieskie oczy, energiczna ukowata linia podbrdka,
sposb, w jaki si teraz mia. Oszoomiona zamknam na moment oczy. To wszystko, co si
tutaj dziao... tego byo zwyczajnie za duo.
- No to adnie - odezwa si cicho Lucas. - Czy ja... hmm... czy ja jestem miym dziadkiem?
zy poaskotay mnie w nos, nie mogam ich powstrzyma.
Skinam tylko gow.
- Inni podrnicy w czasie lduj zawsze zupenie oficjalnie i wygodnie na grze, w Smoczej
Sali, koo chronografu, al-ho w gabinecie z dokumentami - powiedzia Lucas. - Dlaczego
wybraa sobie to mroczne stare laboratorium?
- Ja go sobie nie wybieraam. - Wytaram nos wierzchem doni. - Nawet nie wiedziaam, e to
laboratorium. W moich czasach to jest zupenie normalne piwniczne pomieszczenie z sejfem, w
ktrym przechowuje si chronograf.
- Naprawd? No tak, obecnie to ju od dawna nie jest laboratorium - powiedzia Lucas. - Ale
pierwotnie uywano tego pokoju jako tajemnej pracowni alchemicznej. To jedno z najstarszych
pomieszcze w tych murach. Ju setki lat przed zaoeniem loy hrabiego de Saint Germaina
synni londyscy alchemicy i czarnoksinicy prowadzili tu dowiadczenia, poszukujc kamienia
filozoficznego. Na cianach wida jeszcze fragmenty przeraajcych rysunkw i tajemniczych
wzorw i mwi si, e te ciany s takie grube, poniewa zamurowano w nich koci i czaszki. Zamilk i teraz on przygryz doln warg. - A wic jeste moj wnuczk. Czy mog ci zapyta,
od ktrego... ehm... mojego dziecka?
- Moja mama ma na imi Grace - odrzekam. - Jest do ciebie podobna.
Lucas skin gow.
- Lucy opowiadaa mi o Grace. Mwia, e jest najmilsza spord moich dzieci, a reszta to
idioci. - Skrzywi si. - Nie mog sobie wyobrazi, e bd mia kiedy gupie dzieci... e w ogle
bd mia dzieci.
- Pewnie to nie twoja wina, tylko twojej ony - mruknam.
Lucas westchn.
- Od kiedy dwa miesice temu po raz pierwszy pojawia si tu Lucy, wszyscy mi dokuczaj, bo
ma rude wosy, tak jak dziewczyna, ktra mnie... ehm... interesuje. Ale Lucy nie chciaa mi
wyjawi, z kim si oeni, poniewa uwaa, e mgbym si rozmyli. A wtedy wy bycie si
nie urodzili.
- Bardziej decydujcy od koloru wosw jest chyba gen podry w czasie, ktry musi wnie
twoja przysza ona - zauwayam. - Po tym chyba moge j rozpozna.
- I to jest wanie zabawne. - Lucas nachyli si lekko. - Z linii jadeitu... ehm... bardzo pocigaj
mnie dwie dziewczyny naraz... obiekt obserwacyjny numer cztery i obiekt obserwacyjny numer
osiem.
- Aha - powiedziaam.
- Wiesz, to jest tak, jakbym nie potrafi si zdecydowa w tym momencie. Moe jaka maa
wskazwka z twojej strony mogaby rozwia te wtpliwoci?
Wzruszyam ramionami.
- Jak chcesz. Moja babka, a wic twoja ona, to lady...
- Nie! - zawoa Lucas, gwatownie podnoszc rce. - Rozmyliem si, lepiej mi tego nie mw.
- Zmieszany, podrapa si po gowie. - To jest mundurek z Saint Lennox, nieprawda? Poznaj
godo na guzikach.

26

- Tak - potwierdziam i spojrzaam w d na mj granatowy akiet.


Madame Rossini najwyraniej wypraa i wyprasowaa moje rzeczy, w kadym razie wyglday
jak nowe i leciutko pachniay lawend. Poza tym co zrobia z akietem, teraz pasowa znacznie
lepiej.
- Moja siostra Madeleine te chodzi do Saint Lennox. Ze w/gldu na wojn koczy szko
dopiero w tym roku.
- Ciocia Maddy? Nie wiedziaam.
- Wszystkie dziewczynki z rodu Montrose chodz do Saint I .cnnox. Lucy te. Ma taki sam
mundurek jak ty. Mundurek Maddy jest ciemnozielony z biaym. A spdniczka w kratk...
Lucas odchrzkn. - Ehm, na wypadek, gdyby ci to interesowao... ale lepiej skoncentrujmy si
teraz na nas i pomylmy, dlaczego si tu dzi spotykamy. A wic, zakadajc, e napisaa t
kartk...
- Napiszesz!
- .. .i dostarczysz mi j w jednej ze swoich przyszych podry w czasie... Jak mylisz, dlaczego
to zrobia?
- Chciae powiedzie, dlaczego to zrobi? - Westchnam. - To ma jaki sens. Prawdopodobnie
moesz mi wyjani ca mas rzeczy. Ale nie wiem... - Spojrzaam bezradnie na mojego modego
dziadka. - Dobrze znasz Lucy i Paula?
- Paul de Villiers przybywa tu w ramach elapsji od stycznia. W tym czasie postarza si o dwa
lata, to troch straszne. A Lucy pierwszy raz bya tutaj w czerwcu. To ja najczciej zajmuj si
nimi w czasie ich wizyt. Z reguy jest bardzo... wesoo. Pomagam im odrabia lekcje. I musz
powiedzie, e Paul to pierwszy de Villiers, ktry wydaje mi si sympatyczny. - Znowu odchrzkn. - Jeli przybywasz z roku 2011, musisz dobrze zna ich oboje. Zabawne jest pomyle, e
tymczasem zbliaj si mniej wicej do czterdziestki... musisz ich ode mnie pozdrowi.
- Nie, tego nie mog zrobi.
Rany, jakie to wszystko byo skomplikowane. I prawdopodobnie powinnam bardzo uwaa na
to, co mwi, dopki sama nie zrozumiem, co si tu waciwie dzieje. W uszach brzmiay mi
wci sowa mojej matki: Nie ufaj nikomu i niczemu. Nawet swoim uczuciom". Ale komu
musiaam si po prostu zwierzy, a kt nadawaby si do tego lepiej ni mj wasny dziadek? No
c, postawi wszystko na jedn kart.
- Nie mog pozdrowi od ciebie Lucy i Paula. Ukradli chronograf i uciekli z nim w przeszo.
- Co? - Oczy Lucasa za szkami okularw szeroko si otworzyy. - A dlaczeg mieliby to
zrobi? Nie mog w to uwierzy. Oni by nigdy... Kiedy to byo?
- W 1994 roku - powiedziaam. - Tym, w ktrym si urodziam.
- W 1994 roku Paul bdzie mia dwadziecia, a Lucy osiemnacie lat - powiedzia Lucas raczej
do siebie ni do mnie. -A wic za dwa lata. Bo teraz ona ma szesnacie, a on osiemnacie. Umiechn! si przepraszajco. - To znaczy oczywicie nie teraz, tylko wtedy, gdy pojawiaj si
tu w trakcie elapsji.
- Przez ostatnie noce nie spalam zbyt wiele i mam wraenie, e mj mzg skada si wycznie
z waty cukrowej - powiedziaam. - A z rachunkw i tak jestem noga.
- Lucy i Paul s... To, co mi mwisz, w ogle nie ma sensu. Oni nigdy nie zrobiliby czego
tak... szalonego.
- A jednak. Mylaam, e moe bdziesz mi mg wyjani dlaczego. W moich czasach
wszyscy prbuj mi wmwi, e oni s... li. Albo szaleni. Albo jedno i drugie. W kadym razie
niebezpieczni. Kiedy spotkaam si z Lucy, powiedziaa, e mam ci spyta o zielonego jedca.
A wic: kim jest zielony jedziec?
Lucas wpatrywa si we mnie osupiay.
- Spotkaa si z Lucy? Przecie wanie mwia, e ona i Paul zniknli w roku twoich
narodzin. - A potem jeszcze co najwidoczniej przyszo mu do gowy. - Skoro zabrali chronograf, to jak moesz podrowa w czasie?
- Spotkaam ich w 1912 roku. U lady Tilney. Istnieje jeszcze drugi chronograf, ktrego
Stranicy uywaj dla nas.
- Lady Tilney? Umara cztery lata temu. A ten drugi chronograf w ogle nie dziaa.
Westchnam.
- Teraz dziaa. Posuchaj, dziadku. - Lucas wzdrygn si na dwik tego sowa. - Dla mnie to
wszystko jest jeszcze bardziej zagmatwane ni dla ciebie, bo kilka dni temu nie miaam o tej caej
sprawie najmniejszego pojcia. Nie potrafi ci niczego wytumaczy. Wysano mnie tutaj w
ramach elapsji, mj Boe, nawet nie jestem pewna, jak si pisze to sowo, wczoraj usyszaam je
po raz pierwszy. W ogle dopiero trzeci raz podruj w czasie z chronografem. Przedtem trzy
razy miaam niekontrolowany przeskok. I nie byo to specjalnie zabawne. Waciwie wszyscy
myleli, e to moja kuzynka Charlotta jest nosicielk genu, poniewa urodzia si we waciwym
dniu, natomiast moja matka skamaa co do mojej daty urodzenia. Dlatego to Charlotta pobieraa
lekcje taca, wie wszystko o epidemii dumy i o krlu Jerzym, umie fechtowa i jedzi konno w

27

damskim siodle, i gra na fortepianie... i Bg jeden wie, czego si jeszcze nauczya podczas tych
swoich tajemnych lekcji. -Im duej mwiam, tym szybciej wypyway ze mnie sowa. - Ja w
kadym razie nie wiem nic, poza tymi drobiazgami, ktre mi do tej pory ujawniono, a prawd
mwic, nie byo ich zbyt wiele ani niczego specjalnie nie wyjaniy. I co gorsza: do tej pory
nie miaam nawet czasu zastanowi si nad tymi wydarzeniami. Leslie, moja przyjacika,
wyszukaa wszystko w Google'u, ale pan Whitman zabra nam segregator, a poza tym zrozumiaam z tego ledwie poow. Wszyscy najwyraniej oczekiwali ode mnie czego szczeglnego, a
teraz s rozczarowani.
- Rubin czerwony magi kruka obdarzony, G-dur zamyka krg, przez dwunastu utworzony" wymamrota Lucas.
- No tak, sam widzisz. Magia kruka, bla, bla, bla. Niestety w moim przypadku pudo. Hrabia de
Saint Germain dusi mnie, chocia sta par metrw ode mnie, i syszaam w mylach jego gos, a
potem byli ci ludzie w Hyde Parku, z pistoletami i szpadami, i musiaam jednego z nich zabi, bo
inaczej on zamordowaby Gideona, ktry... ktry jest takim... - Zaczerpnam gboko powietrza i
po chwili paplaam dalej. - Gideon waciwie jest obrzydliwy, nie powinnam bya si z nim w
adnym wypadku caowa, bo w kocu znam go dopiero dzie albo dwa, ale nagle sta si taki...
miy, a potem... to wszystko potoczyo si tak szybko... i wszyscy myl, e wyjawiam Paulowi i
Lucy, kiedy odwiedzimy lady Tilney, bo przecie potrzebujemy jej krwi, tak jak krwi Paula i
Lucy, ale oni take potrzebuj mojej krwi i Gideona, bo jej im jeszcze brakuje w ich chronograf
ie. Nikt mi nie mwi, co si stanie, kiedy krew wszystkich zostanie wczytana do chronografu, i
czasami sobie myl, e oni sami tego dobrze nie wiedz. I mam ci zapyta o zielonego jedca,
tak mi powiedziaa Lucy.
Lucas zacisn powieki za szkami okularw, najwyraniej usiujc z potoku moich sw
wydoby jaki sens.
- Nie mam pojcia, o co moe chodzi z tym zielonym jed-cem - odpar. - Przykro mi, ale
sysz to dzi po raz pierwszy.
Dlaczego nie zapytasz mnie... przecie mogaby po prostu zapyta mnie o to w 2011 roku.
Spojrzaam na niego wystraszona.
- Och, rozumiem - rzuci szybko Lucas. - Nie moesz mnie zapyta, poniewa ju od dawna
nie yj albo stary, guchy i lepy wegetuj w domu starcw... Nie, nie, prosz, wcale nie chc
lego wiedzie.
Tym razem nie zdoaam powstrzyma ez. Chlipaam przez co najmniej przez p minuty,
poniewa - cho brzmi to bardzo dziwnie - nagle strasznie zatskniam za swoim dziadkiem.
- Bardzo ci kochaam - powiedziaam wreszcie.
Lucas poda mi chusteczk i spojrza na mnie ze wspczuciem.
- Naprawd? Ja wcale nie lubi dzieci. S takie mczce... Ale moe ty bya jakim
szczeglnie miym egzemplarzem. Nawet na pewno.
- Tak, byam. Ale ty bye miy dla wszystkich dzieci. - Gono wytaram nos. - Nawet dla
Charlotty.
Milczelimy przez chwil, a potem Lucas wyj z kieszeni zegarek.
- Ile jeszcze mamy czasu? - spyta.
- Wysali mnie tu dokadnie na dwie godziny.
- To niespecjalnie dugo. Zmarnowalimy ju o wiele za duo czasu. - Wsta. - Przynios co do
pisania i papier i sprbujemy zaprowadzi jaki porzdek w tym chaosie. Ty najlepiej zosta tutaj
i nie ruszaj si z miejsca.
Skinam tylko gow. Lucas znikn, a ja siedziaam, gapic si tpo przed siebie. Mia racj, to
wane, by wanie teraz zachowa jasno umysu.
Kto wie, kiedy znowu spotkam swojego dziadka. O jakich rzeczach, ktre dopiero miay si
wydarzy, powinnam mu powiedzie, a o jakich nie? Jednoczenie gorczkowo zastanawiaam si
nad tym, jakich on mgby udzieli mi informacji, ktre mogyby mi si przyda. W gruncie
rzeczy by moim jedynym sojusznikiem, tyle e, niestety, w niewaciwym czasie. I ktr z wielu
mrocznych zagadek mgby mi nieco rozwietli?
Lucasa dugo nie byo i z kad minut ogarniay mnie coraz wiksze wtpliwoci. Moliwe
przecie, e skama i e zaraz pojawi si z Lucy, Paulem i wielkim noem, eby pobra ode mnie
krew. Zerwaam si z miejsca i zaczam szuka czego, czego mogabym uy jako broni. W
kcie leaa deska z zardzewiaym gwodziem, ale kiedy j podniosam, rozsypaa mi si w
rkach. I w tej samej chwili drzwi si otworzyy i mj mody dziadek pojawi si z notesem pod
pach i bananem w rku.
Odetchnam z ulg.
- Pewnie zgodniaa. - Lucas rzuci mi banana, zdj ze sterty trzecie krzeso, postawi je
midzy nami i pooy na nim notes. - Przepraszam, e to tak dugo trwao. Ten durny Kenneth de
Villiers stan mi tam na drodze. Nie znosz tych de Villier-sw, wszdzie wtykaj swoje

28

ciekawskie dugie nosy, wszystko chc kontrolowa, o wszystkim decydowa i wszystko zawsze
wiedz najlepiej.
- Wanie - mruknam.
- No to zaczynajmy, wnuczko - powiedzia Lucas. - Ty jeste rubinem, dwunastym z krgu.
Diament z rodziny de Villiers urodzi si dwa lata przed tob. A wic w twoich czasach musi
mie okoo dziewitnastu lat. Jak on ma na imi?
- Gideon - odrzekam i na sam dwik tego imienia zrobio mi si ciepo. - Gideon de Villiers.
Pisak Lucasa przemyka po papierze.
- I jest obrzydliwcem, jak wszyscy w rodzinie de Villiers, a mimo to caowaa si z nim, o ile
dobrze ci zrozumiaem. Nie jeste troszk za moda na te rzeczy?
- Raczej nie - odparam. - Wrcz przeciwnie, zaczam strasznie pno. Wszystkie dziewczyny
w klasie bior ju piguki.
No dobra, wszystkie poza Aishani, Peggy i Cassie Ciark, ale rodzice Aishani s
konserwatywnymi Hindusami i zabiliby j, gdyby cho spojrzaa na jakiego chopaka, Peggy
podobay si chyba raczej dziewczyny, a co si tyczy Cassie, to na pewno pryszcze same jej
kiedy znikn i wtedy znowu bdzie mia dla ludzi i przestanie sycze: Co si tak gupio gapisz?"
do kadego, kto tylko spojrzy w jej stron.
Och, no i Charlotta oczywicie nie ma nic wsplnego z seksem. Dlatego Gordon Gelderman
nazywa j Krlow niegu. Chocia wcale nie wiem, czy to naprawd do niej pasuje...
A zazgrzytaam zbami, mylc o tym, jak Gideon patrzy! na Charlotte - i ona na niego. Jeli
wzi pod uwag, jak szybko Gideon wpad na pomys, eby mnie pocaowa, to znaczy
dokadnie drugiego dnia naszej znajomoci, lepiej si nie zastanawia, co mogo si zdarzy
midzy nim a Charlotta przez te wszystkie lata, kiedy si znali.
- Jakie znowu piguki?
- Co takiego? - O, mj Boe, w 1948 roku oni jeszcze uywali prezerwatyw z wolowego jelita
albo czego w tym stylu, jeli w ogle. Ale wolaam tego nie wiedzie. - Nie chc rozmawia z
tob o seksie, dziadku, naprawd.
Lucas spojrza na mnie, z dezaprobat krcc gow.
-A ja nawet nie chc sysze tego sowa z twoich ust. I nie chodzi mi o sowo dziadek".
-Okej. - Obraam banana, a Lucas tymczasem robi notatki. - A jak wy na to mwicie?
-Na co?
-Na seks.
- Nie rozmawiamy o tym - mrukn Lucas, pochylony nad notesem. - A ju na pewno nie z
szesnastoletnimi dziewcztami. A wic dalej: chronograf zosta skradziony przez Lucy i Paula,
nim zdono wczyta do niego krew ostatnich dwojga podrnikw w czasie. Dlatego
uruchomiono ponownie drugi chronograf, ale oczywicie brakuje w nim krwi wszystkich innych
podrnikw w czasie.
- Nie, ju nie. Gideon zdoa odnale niemal wszystkich podrnikw w czasie i pobra od
nich krew. Brakuje jedynie lady Tilney i opala, Elise Jakotam.
- Elaine Burghley - powiedzia Lucas. - Damy dworu Elbiety I, dziewczyny, ktra zmara w
poogu w wieku osiemnastu lat.
- No wanie. I oczywicie krwi Lucy i Paula. A wic my si staramy o ich krew, a oni o nasz.
Tak to w kadym razie zrozumiaam.
- Teraz istniej dwa chronografy, ktre mog zamkn krg? To doprawdy niewiarygodne!
- A co si stanie, gdy krg si zamknie?
- Wtedy objawi si tajemnica - rzek uroczycie Lucas.
- O rany! Ty te? - Ze zoci potrzsnam gow. - Czy nie mona by cho raz odrobin
konkretniej?
Proroctwa mwi o wzlocie ora, o zwycistwie ludzkoci nad chorob i mierci, o pocztku
nowej ery.
Aha - powiedziaam, rwnie mdra jak przedtem. - A wic l<> co dobrego, tak?
- Nawet co bardzo dobrego. Co, co sprawi, e ludzko /robi duy krok naprzd. Dlatego
hrabia de Saint Germain zaoy Stowarzyszenie Stranikw, dlatego w naszych szeregach
znaleli si najmdrzejsi i najpotniejsi ludzie na wiecie. I wszyscy pragniemy strzec tajemnicy,
by moga w odpowiednim momencie osign swoj peni i ocali wiat.
Okej. To przynajmniej bya jasna wypowied. A ju na pewno najbardziej jasna spord tych,
jakich udzielono mi do tej pory w zwizku z tajemnic.
- Ale dlaczego Lucy i Paul nie chc, by krg si zamkn? Lucas westchn.
- Nie mam pojcia. Mwia, e kiedy spotkaa tych dwoje?
- W 1912 roku, dwudziestego drugiego czerwca. Albo dwudziestego czwartego, nie pamitam
dokadnie. - Im usilniej staraam si sobie przypomnie, tym mniej byam pewna. - A moe to by
jednak dwunasty? To bya liczba parzysta, tego jestem cakowicie pewna. Osiemnasty? W kadym

29

razie po poudniu. Lady Tilney przygotowaa wszystko do popoudniowej herbatki... - Nagle


zorientowaam si, co mwi, i zasoniam doni usta. - Och!
- Co jest?
- Teraz wszystko ci wyjawiam, a ty przekaesz to Lucy i Paulowi, i dlatego bd si tam mogli
na nas zaczai. A wic w gruncie rzeczy to ty jeste zdrajc, a nie ja. Chocia pewnie na to samo
wychodzi.
- Co? O, nie. - Lucas energicznie pokrci gow. - Nie zrobi tego. W ogle nic im o tobie nie
powiem, to by przecie byo szalestwo. Gdybym im powiedzia, e kiedy w przyszoci ukradn
chronograf i uyj go, by uciec w przeszo, padliby trupem na miejscu. Trzeba si dobrze
zastanawia, co si komu mwi o przyszoci, rozumiesz?
- No tak, moe nie powiesz im tego jutro, masz jeszcze wiele lat. - W zamyleniu przeuwaam
banana. - Z drugiej strony: do jakich czasw przenieli si z chronografem? Dlaczego nie do
tych? Przecie tu mieli przynajmniej przyjaciela, to znaczy ciebie. Moe mnie okamujesz, a oni
ju od dawna czekaj pod drzwiami, eby utoczy mi krwi.
- Nie mam najmniejszego pojcia, do jakich czasw mogli si uda. - Lucas westchn. - Nawet
nie potrafi sobie wyobrazi, e zrobi co tak szalonego. Ani dlaczego! W ogle nie mam o
niczym pojcia - doda zniechcony.
- Najwyraniej w tej chwili oboje nic nie wiemy - dorzuciam rwnie zniechcona.
Lucas napisa na kartce zielony jedziec", drugi chronograf" i lady Tilney", stawiajc duy
znak zapytania.
- Potrzebujemy kolejnego spotkania, pniej. Do tej pory mgbym si dowiedzie caej masy
rzeczy...
Nagle mnie olnio.
- Najpierw miaam si podda elapsji do 1956 roku, wic moe moglibymy si zobaczy ju
jutro wieczorem.
- Cha, cha, cha - zamia si Lucas. - Dla ciebie rok 1956 bdzie moe ju jutro wieczorem, ale
dla mnie to jest... Ale dobrze, zastanwmy si. Jeli poddasz si elapsji do czasw pniejszych
ni obecne, to te do tego pomieszczenia?
Skinam gow.
- Myl, e tak. Ale przecie nie moesz tu na mnie czeka dniem i noc. Poza tym w kadej
chwili moe si tu pojawi Gideon, bo on te musi poddawa si elapsji.
- Wiem, jak zrobimy - powiedzia Lucas z rosncym zapaem. - Kiedy nastpnym razem
wyldujesz w tym pomieszczeniu, po prostu do mnie przyjdziesz. Mam biuro na drugim pitrze.
Musisz tylko dwa razy przej przez strae. Ale to aden problem, powiesz, e si zgubia. Jeste
moj kuzynk. Hazel. Ze wsi. Ju dzisiaj zaczn wszystkim o tobie opowiada.
- Ale pan Whitman mwi, e tu zawsze jest zamknite, a poza tym nie wiem nawet, gdzie my
w ogle jestemy.
- Oczywicie potrzebujesz klucza. I hasa dnia. - Lucas rozejrza si wok. - Dorobi ci klucz i
gdzie go tutaj dla ciebie schowam. To samo odnosi si do hasa. Napisz je na kartce i schowam
w naszej skrytce. Najlepiej gdzie w cianie. Z tyu cegy s troch obluzowane, widzisz? Moe
uda si nam zrobi tam troch pustego miejsca. - Wsta, utorowa sobie drog przez graty i uklk
przy cianie. - Spjrz tutaj. Wrc z narzdziami i urzdz idealn skrytk. Kiedy nastpnym
razem tu przeskoczysz, bdziesz musiaa tylko wycign t ceg, a wtedy znajdziesz klucz i
haso.
- Ale tu jest cholernie duo cegie - powiedziaam.
- Zapamitaj sobie po prostu t tutaj, pity rzd od dou, mniej wicej porodku. O, cholera,
mj paznokie! Niewane, w kadym razie taki jest plan i uwaam, e jest wietny.
- Ale musiaby schodzi tu codziennie, aby odnowi haso - zauwayam. - Jak chcesz to
zrobi? Czy nie studiujesz w Oksfordzie?
- Hasa nie odnawia si codziennie - wyjani Lucas. - Czasem caymi tygodniami mamy to
samo. Poza tym to jedyna moliwo, eby zaaranowa kolejne spotkanie. Zapamitaj sobie t
ceg. Wo te tutaj plan, eby znalaza drog na gr. Std tajemne drogi prowadz przez p
Londynu. - Spojrza na zegarek. - A teraz usidmy i zrbmy dalsze notatki. Bardzo
systematycznie. Zobaczysz, na koniec oboje bdziemy mdrzejsi.
- Albo pozostaniemy dwojgiem niewiadomych ludzi w zatchej piwnicy.
Lucas przekrzywi gow i umiechn si do mnie.
- Moe tak zupenie na marginesie zdradzisz mi, czy imi twojej babki zaczyna si na A? Czy
moe na C?
Musiaam rwnie si umiechn.
- A jak by wola?

30

KRG DWANACIORGA
Nazwisko
Lancelot de
Villiers 15601607
Elaine
Burghley
1562-1580
William de
Villiers 16361689
Cecilia
Woodville
1628-1684
Robert
Leopold
hrabia de
Saint Germain
1703-1784
Jeanne de
Pontcarree
d'Urfe 17051775
Jonathan i
Timothy de
Villiers
1875-1944
1875-1930
Margarete
Tilney
1877-1944
Paul de
Villiers *1974
Lucy
Montrose
"1976
Gideon de
Villiers
*1992
Gwendolyn
Shepherd
*1994

Drzewo

bursztyn

Odpowiedni Zwierz
k
alchemiczny
calcinatio
aba

opal

putrefactio et
mortificio

orzech wioski

agat

sublimatio

Kamie
szlachetny

akwamaryn

niedwied

sosna

ko

klon

disillatio

orze!

db

cytryn

coagulatio

miorzb

karneol

extractio

sok

jabo

szmaragd

solutio

sowa

buk

jadeit

digestio

lis

lipa

czarny
turmalin
szafir

ceratio

wilk

jarzb

fermentatio

ry

wierzba

diament

multiplicatio

lew

rubin

projectio

kruk

cis
brzoza
Z Kronik Stranikw, tom
IV, Krg Dwanaciorga

31

4.
Gwenny! Gwenny! Obud si!
Z trudem wychynam z gibin snu - we nie byiam bardzo star, garbat kobiet, ktra siedziaa
naprzeciw piknego Gideona i utrzymywaa, e nazywa si Gwendolyn Shepherd i przybywa z
roku 2080 - i ujrzaam dobrze znan buzi z perkatym noskiem, buzi mojej modszej siostry
Caroline.
- No wreszcie! - powiedziaa. - Ju mylaam, e nigdy ci nie obudz. Kiedy wrcia wczoraj
wieczorem do domu, ju spaam, chocia tak bardzo prbowaam nie zasn. Przywioza znowu
jak obdn sukienk?
- Nie, tym razem nie. - Usiadam. - Tym razem pozwolono mi si tam przebra.
- Czy teraz ju zawsze tak bdzie? Bdziesz wracaa do domu dopiero wtedy, gdy pjd spa?
Mama jest taka dziwna, od kiedy si to z tob wydarzyo. A Nick i ja tsknimy za tob. Bez ciebie
kolacje s okropne.
- Przedtem te takie byy - zapewniam j i opadam z powrotem na poduszk.
Wczoraj wieczorem zostaam przywieziona do domy limuzyn, szofera nie znaam, ale
towarzyszy mi rudowosy pan Marley, a pod same drzwi.
Gideon ju si nie pokaza i bardzo mi to odpowiadao.
A potem i tak mi si ni przez cai noc.
W drzwiach przyj mnie pan Bernhard, lokaj mojej babki, jak zwykle uprzejmy i cakowicie
niewzruszony. Mama powitaa mnie na schodach i przytulia tak, jakbym wanie wrcia z
wyprawy na biegun poudniowy. Te si ucieszyam, e j widz, ale wci byam na ni troch za.
To nic miego dowiedzie si, e okamaa ci wasna matka. I niczego nie chciaa mi wyjani.
Prcz kilku zawoalowanych zda - nie ufaj nikomu", to jest niebezpieczne", wielka tajemnica",
bla, bla, bla - nie powiedziaa niczego, co cho troch tumaczyoby jej zachowanie.
Z tego powodu i dlatego, e prawie umieraam ze zmczenia, niemal w milczeniu przeknam
niewielki kawaek kurczaka na zimno, a potem poszam do ka, nie informujc mamy o
wydarzeniach dnia. Co waciwie miaaby zrobi z tymi informacjami? I tak za bardzo si
martwia. Zdawao mi si, e jest rwnie zmczona jak ja.
Caroline znowu potrzsna mnie za rami.
- Hej, nie zasypiaj!
- Ju dobrze.
Energicznym ruchem spuciam nogi z ka i stwierdziam, e mimo dugiej rozmowy
telefonicznej, ktr przeprowadziam z Leslie przed zaniciem, jestem wzgldnie wyspana. Ale
gdzie si podzia Xemerius? Znikn, kiedy wczoraj wieczorem poszam do azienki, i od tamtej
pory ju si nie pojawi.
Pod prysznicem obudziam si ju do reszty. Umyam wosy drogim szamponem mamy i uyam
jej odywki - co byo zakazane - mimo ryzyka, e zdradzi mnie cudowny zapach r i pomaraczy.
Wycierajc rcznikiem gow, odruchowo zadaam sobie pytanie, czy Gideon te lubi re i
pomaracze, i zaraz surowo przywoaam si do porzdku.
Ledwie przespaam si godzin czy dwie i ju znowu mylaam o tym porbanym typie? A c
si takiego wielkiego stao? No dobra, troch si pomizialimy w konfesjonale, ale on szybko znw
wskoczy w swoj skr obrzydliwca, a mj upadek z obokw nie by tym, o czym chciaabym
pamita, wyspana czy nie. Co zreszt powiedziaam Leslie, ktra wczoraj wieczorem zupenie nie
chciaa odpuci tego tematu.
Wysuszyam wosy, ubraam si i zbiegam do jadalni. Zajo mi to dobr chwil. Caroline,
Nick, ja i mama mieszkalimy na trzecim pitrze naszego domu. W przeciwiestwie do reszty
budynku, ktry od zarania dziejw (co najmniej!) znajdowa si w posiadaniu mojej rodziny, byo
tam wzgldnie przytulnie.
Reszta domu natomiast bya zapchana starociami i wizerunkami rozmaitych praprzodkw, wrd
ktrych tylko bardzo nieliczni budzili sympati. I mielimy sal balow, gdzie Nick z moj pomoc
nauczy si jedzi na rowerze, oczywicie po kryjomu, ale dzi, jak wiadomo, drogi w duym
miecie s strasznie niebezpieczne.
Jake czsto aowaam, e nie moemy je u siebie na grze, ale moja babka, lady Arista,
upieraa si przy tym, bymy pojawiali si w mrocznej jadalni, gdzie boazeria miaa barw
mlecznej czekolady; to byo przynajmniej jedyne adne porwnanie, jakie kiedykolwiek przyszo
mi do gowy. To drugie byo... hmm... raczej nieapetyczne.
Nastrj by dzi wyranie lepszy ni poprzedniego dnia, co uderzyo mnie od razu, kiedy
weszam do pokoju.
Lady Arista, ktra zawsze miaa w sobie co z nauczycielki baletu, gotowej w kadej chwili
czowieka ochrzani, powiedziaa przyjanie: Dzie dobry, moje dziecko", a Charlotta i jej matka
umiechny si do mnie, jakby wiedziay co, o czym ja nie miaam pojcia.

Poniewa ciotka Glenda nigdy si do mnie nie umiechaa (w ogle rzadko umiechaa si do
kogokolwiek, pomijajc skwaszone uniesienie kcikw ust), a Charlotta nie dalej jak wczoraj
obrzucia mnie botem, natychmiast zrobiam si nieufna.
- Co si stao? - spytaam.
Mj dwunastoletni brat Nick wyszczerzy do mnie zby, kiedy usiadam na swoim miejscu obok
Caroline, a mama podsuna mi wielki talerz z tostami i jajecznic. Prawie zemdlaam z godu, gdy
poczuam ten cudowny zapach.
- Boe kochany - odezwaa si ciotka Glenda. - Chyba chcesz, eby twoja crka dzisiaj pokrya
cae miesiczne zapotrzebowanie na tuszcz i cholesterol, nieprawda, Grace?
- Owszem - rzucia obojtnie mama.
- Pniej znienawidzi ci za to, e nie zwracaa baczniejszej uwagi na jej figur. - Ciotka
Glenda znowu si umiechna.
- Figura Gwendolyn jest bez zarzutu - rzeka moja mama.
- Moe na razie - powiedziaa ciotka Glenda, wci si umiechajc.
- Wsypalicie co ciotce do herbaty? - spytaam szeptem Caroline.
- Wczeniej kto zadzwoni i od tego czasu ciotka Glenda i Charlotta s bardzo zadowolone odszepna Caroline. - Jak nigdy!
W tym momencie na zewntrznym parapecie wyldowa Xemerius, zoy skrzyda i przecisn
si przez szyb w oknie.
- Dzie dobry! - zawoaam z radoci.
- Dzie dobry! - Xemerius zeskoczy z parapetu na puste krzeso.
Podczas gdy reszta przygldaa mi si z niejakim zdziwieniem, Xemerius podrapa si po
brzuchu.
- Masz cakiem du rodzin. Na razie nie zdyem si jeszcze dokadnie zorientowa, ale
rzucio mi si w oczy, e w tym gospodarstwie domowym jest uderzajco duo kobiet. Powiedziabym, e za duo. A poowa z nich zwykle wyglda tak, jakby pilnie potrzebowaa askotek. Otrzsn skrzyda. - Gdzie s ojcowie tych wszystkich dziecitek? I gdzie s zwierzta domowe?
Taki ogromny dom i nawet ani jednego kanarka? Jestem rozczarowany.
Umiechnam si.
- Gdzie jest ciocia Maddy? - spytaam, spokojnie zabierajc si do jedzenia.
- Obawiam si, e potrzeba snu mojej kochanej szwagier-ki jest silniejsza ni jej ciekawo odrzeka z godnoci lady Arista.
Siedziaa przy stole wyprostowana jak wieca i odginajc dwa palce, trzymaa powk tosta z
masem (nawiasem mwic, jeszcze nigdy nie widziaam mojej babki, eby nie bya wyprostowana
jak wieca).
- Przez t wczesn pobudk wczoraj rano miaa okropny humor. Nie sdz, bymy dzi ujrzeli j
przed dziesit.
- I bardzo dobrze - powiedziaa ciotka Glenda ostrym tonem. - Ta jej paplanina o szafirowych
jajach i zegarach na wiey moe naprawd wykoczy czowieka nerwowo. A ty jak si czujesz,
Gwendolyn? Wyobraam sobie, e to wszystko musi ci wprawia w ogromne oszoomienie.
- Hm - mruknam.
- To musi by straszne dowiedzie si nagle, e jest si przeznaczonym do wyszych celw, i nie
mc sprosta oczekiwaniom. - Ciotka Glenda energicznie nabia na widelec wiartk pomidora.
- Pan George mwi, e Gwendolyn bardzo dobrze sobie radzi - wtrcia lady Arista i zanim
zdyam si ucieszy, e stana po mojej stronie, dodaa: - W kadym razie jak na te
okolicznoci. Gwendolyn, zostaniesz dzi odebrana ze szkoy i zawieziona do Tempie. Tym razem
pojedzie z tob Charlotta. - Upia yk herbaty.
Nie mogam otworzy ust, bo wypadaby mi z nich jajecznica, wic tylko gapiam si
przeraona.
- A dlaczego tak? - zapytali zamiast mnie Nick i Caroline.
- Poniewa... - zacza ciotka Glenda, krcc dziwacznie gow - poniewa Charlotta potrafi to
wszystko, co Gwendolyn powinna umie, aby jako tako poradzi sobie ze swoim zadaniem. Teraz
za, co jest dla nas zrozumiale, z powodu chaotycznych wydarze dwch ostatnich dni ycz sobie
w Tempie, by Charlotta pomoga swojej kuzynce przygotowa si do nastpnych podry w czasie.
- Wygldaa tak, jakby jej crka wanie wygraa olimpiad... co najmniej.
Do nastpnych podry w czasie? Co takiego?
- A kim jest ta sucha rudowosa zoliwa miota? - spyta Xemerius. - Ze wzgldu na ciebie mam
nadziej, e chodzi tu tylko o dalekie pokrewiestwo.
- Nie eby ta proba nas zaskoczya, ale mimo to zastanawiaymy si, czy powinnymy j
speni. W kocu Charlotta nie ma ju adnych zobowiza. Ale... - w tym miejscu sucha rudowosa zoliwa mio... ehm... ciotka Glenda westchna teatralnie -Charlotta ma oczywicie pen
wiadomo wagi tej misji i jest gotowa bezinteresownie przyczyni si do jej powodzenia.
Moja matka rwnie westchna i obrzucia mnie wspczujcym spojrzeniem. Charlotta
odgarna kosmyk lnicych rudych wosw za ucho i patrzc na mnie, zatrzepotaa rzsami.
- H? - odezwa si Nick. - A czego Charlotta miaaby nauczy Gwenny?
33

- Och! - rzeka ciotka Glenda, a jej policzki zarowiy si z zapau. - Jest tego pewnie caa
masa, ale absurdem byoby myle, e Gwendolyn zdoa w cigu krtkiego czasu nadrobi to,
czego Charlotta uczya si przez wiele lat, nie mwic ju o... c... raczej niesprawiedliwym
rozdziale talentw w tym przypadku. Mona tylko sprbowa przekaza jej to, co najbardziej
konieczne. Przede wszystkim, jak syszaam, wrcz tragicznie brakuje jej wiedzy oglnej i manier
dostosowanych do danej epoki.
Bezczelno! Ciekawe, od kogo to usyszaa.
- Tak, a maniery s absolutnie niezbdne, kiedy siedzi si w zamknitej piwnicy - wtrciam. Taka stonoga piwniczna mogaby zobaczy, jak kto dubie w nosie.
Caroline parskna miechem.
- Och, nie, Gwenny, przykro mi, e musz to powiedzie, ale w najbliszym czasie czekaj ci
nieco trudniejsze zadania. - Charlotta obdarzya mnie spojrzeniem, ktre pewnie miao by
wspczujce, ale wygldao raczej na zoliwe i szydercze.
- Twoja kuzynka ma racj - odezwaa si lady Arista, patrzc na mnie. Zawsze troch si baam
jej przenikliwego wzroku, lecz teraz przeszy mnie autentyczny dreszcz. - Na najwyszy rozkaz
spdzisz sporo czasu w osiemnastym wieku.
- I to wrd ludzi - uzupenia Charlotta. - Ludzi, ktrzy bardzo by si zdziwili, gdyby si
okazao, e nie wiesz nawet, jak ma na imi krl, ktry rzdzi krajem. Albo nie masz pojcia, co to
jest rydykiul.
Co prosz?
- Co to jest rydykiul? - spytaa Caroline. Charlotta umiechna si lekko.
- Niech ci siostra wytumaczy.
Spojrzaam na ni gniewnie. Dlaczego czerpaa zawsze tak wielk przyjemno z udowadniania,
jaka jestem gupia i niedoinformowana? Ciotka Glenda zamiaa si cicho.
- To taki rodzaj torebki, taki durny woreczek, w ktrym najczciej kobiety nosiy niepotrzebne
przybory do haftowania - powiedzia Xemerius. - I chusteczki. I buteleczki z solami trzewicymi.
- Rydykiul to przestarzaa nazwa torebki, Caroline - oznajmiam, nie spuszczajc wzroku z
Charlotty.
Z zaskoczenia a drgna, ale zachowaa ten swj zoliwy umieszek.
- Na najwyszy rozkaz? A c to ma znaczy? - Moja matka odwrcia si w stron lady Aristy.
- Mylaam, e uzgodnilimy, e Gwendolyn bdzie w miar moliwoci trzymana jak najdalej od
caej tej sprawy. Ze bdzie si poddawaa elapsji wycznie do bezpiecznych czasw. Jak mog
teraz wystawia j na takie niebezpieczestwo?
- To nie twoja sprawa, Grace - odpara zimno moja babka. - Doprawdy, ju dosy przysporzya
nam kopotw.
Mama zagryza wargi. Jej gniewne spojrzenie wdrowao ode mnie do lady Aristy i z powrotem,
a w kocu gwatownym ruchem odsuna krzeso i wstaa.
- Musz i do pracy - rzucia. Wycisna Nickowi causa na wosach i spojrzaa na mnie i na
Caroline. - Miego dnia w szkole. Caroline, nie zapomnij o szaliku na zajcia praktyczne.
Zobaczymy si dzi wieczorem.
- Biedna mama - wyszeptaa Caroline po jej wyjciu. - Pakaa wczoraj wieczorem. Myl, e
bardzo j martwi, e to ty masz ten gen podry w czasie.
- Tak - przyznaam. - Te mi si tak zdaje.
- Ale nie jest w tym osamotniona - wtrci Nick, spogldajc wymownie na Charlotte i ciotk
Glend, ktra nadal si umiechaa.
Jeszcze nigdy nie witano mnie w klasie z takim zainteresowaniem jak dzi. Wzio si to std, e
poowa mojej klasy widziaa, jak poprzedniego popoudnia podjeda po mnie czarna limuzyna.
- Przyjmujemy zakady - oznajmi Gordon Gelderman. -Gorcy typ numer jeden: ten
nonszalancki, lalkowaty facet jest producentem telewizyjnym, Gwendolyn i Charlotta wziy udzia
w castingu, ale to Gwendolyn wygraa. Moliwo numer dwa: ten go jest kuzynem gejem i ma
wypoyczalni limuzyn. Moliwo numer trzy...
- Och, zamknij si, Gordon - prychna Charlotta, odrzucia do tyu wosy i usiada na swoim
miejscu.Uwaam, e mogaby nam wyjani, dlaczego bujaa si z tym typem, a potem to jednak
Gwendolyn wsiada z nim do limuzyny - odezwaa si Cynthia Dale sodkim gosem. - Leslie
chciaa nam wmwi, e to byl korepetytor Gwendolyn.
- Jasne, przecie korepetytor przyjeda limuzyn i trzyma si za rczki z nasz Krlow niegu
- powiedzia Gordon i obrzuci Leslie zym spojrzeniem. - Mamy tu do czynienia z oczywistymi
prbami mataczenia.
Leslie wzruszya ramionami i umiechna si do mnie.
- Tak na gorco nic lepszego nie przyszo mi do gowy. -Opada na swoje krzeso.
Rozejrzaam si w poszukiwaniu Xemeriusa. Ostatni raz widziaam go, jak siedzia w kucki na
dachu szkoy, skd radonie do mnie macha. Mia wprawdzie przykazane, by w czasie lekcji
trzyma si ode mnie z daleka, ale nie wierzyam, e bdzie tego przestrzega.
- Zdaje mi si, e zielony jedziec to lepy zauek - szepna do mnie Leslie. Prawie w ogle nie
spaa tej nocy, szukajc jakich wskazwek w Internecie. - Tak si nazywa synna niewielka

jadeitowa figurka z dynastii Ming, ale znajduje si w muzeum w Pekinie. I jest jeszcze posg na
rynku w niemieckim miecie Cloppenburg i s dwie ksiki o tym tytule, powie z 1926 roku i
ksika dla dzieci, ale ukazaa si dopiero po mierci twojego dziadka. To wszystko jak dotd.
- Mylaam, e to moe by obraz - powiedziaam.
W filmach tajemnice kryy si zawsze za obrazami albo w obrazach.
- Pudo - odrzeka Leslie. - Gdyby to by bkitny rycerz, to sprawa wygldaaby zupenie
inaczej. Przepuciam sowa
ZIELONY RYCERZ par razy przez generator anagramw. Ale... no c, jeli ENY
ROZRYCZELI miaoby co znaczy, to ja niestety nie wiem co. Par z nich wydrukowaam, moe
co znajdziesz. - Podaa mi kartk.
- CENZORZY E-LIRY - przeczytaam. - Z RYCYNIE LORZE... Hmm, hmm, niech si
zastanowi.
Leslie parskna miechem.
- Mj faworyt to RYCZY ZIELONE R. Och, nadciga pan Wiewirka!
Miaa na myli pana Whitmana, ktry jak zwykle wszed do klasy energicznym krokiem.
Nadaymy mu to przezwisko z powodu jego wielkich brzowych oczu. Wtedy jednak nie miaymy pojcia, kim naprawd jest.
- Cay czas si spodziewam, e wyrzuc nas dyscyplinarnie za wczorajsze - powiedziaam, ale
Leslie potrzsna gow.
- Nie da rady - odpara. - A moe dyrektor ma si dowiedzie, e jego nauczyciel angielskiego
jest wanym czonkiem niezwykle tajemnego stowarzyszenia? Bo wanie to bym powiedziaa,
gdyby na nas naskary. O rany, idzie tutaj. I znowu patrzy tak... z wyszoci.
Pan Whitman faktycznie do nas podszed. Pooy na stole przed Leslie gruby segregator, ktry
skonfiskowa nam wczoraj w toalecie dla dziewczt.
- Pomylaem, e chciaaby dosta z powrotem ten... niezwykle interesujcy zbir kartek - rzuci
kpico.
- Tak, dzikuj. - Leslie zaczerwienia si lekko.
Zbiorem kartek byl jej wielki segregator bada nad zjawiskiem podry w czasie, zawierajcy po
prostu wszystko, czego obie (oczywicie przede wszystkim Leslie) dowiedziaymy si
do tej pory o Stranikach i hrabim de Saint Germain. Na stronie trzydziestej czwartej, tu pod
wpisami na temat telekine-zy, znalaza si take notatka, ktra dotyczya pana Whitmana.
Wiewirka te naley do loy? Sygnet. Znaczenie?". Mogymy tylko mie nadziej, e pan
Whitman nie wzi tej szczeglnej notatki do siebie.
- Leslie, przykro mi to mwi, ale myl, e lepiej by byo, gdyby spoytkowaa swoj energi
na pilniejsz nauk w szkole. - Pan Whitman przyoblek twarz w umiech, ale w jego gosie
pobrzmiewao jeszcze co poza czyst drwin. Zniy gos. - Nie wszystko, co wydaje si komu
ciekawe, jest dla niego dobre.
Czyby to bya groba? Leslie w milczeniu wzia segregator i schowaa go do torby.
Pozostali zerkali na nas z zaciekawieniem. Najwyraniej zadawali sobie pytanie, o czym mwi
pan Whitman. Charlotta siedziaa dostatecznie blisko, aby go zrozumie, i patrzya teraz w
niewtpliwie szyderczy sposb.
- A ty, Gwendolyn, powinna wreszcie poj, e dyskrecja jest jednym z tych przymiotw,
ktrych si od ciebie nie tylko oczekuje, ale wrcz da - dorzuci pan Whitman, a Charlotta
skina gow. - Naprawd szkoda, e okazujesz si taka nieodpowiedzialna.
Jakie to niesprawiedliwie! Postanowiam pj za przykadem Leslie i przez kilka sekund pan
Whitman i ja patrzylimy na siebie w milczeniu. Potem jego umiech sta si szerszy i nieoczekiwanie pogadzi! mnie po policzku.
- No, ale gowa do gry. Jestem przekonany, e moesz si wiele nauczy - doda i ruszy dalej.
- Gordon, a jak tam u ciebie wyglda sprawa? Czy twoje wypracowanie zostao znowu w caoci
przepisane z Internetu?
- Przecie zawsze pan mwi, e moemy korzysta ze wszystkich rde, jakie znajdziemy broni si Gordon, a wypowiadajc to zdanie, zmieni wysoko gosu w obrbie dwch oktaw.
- Czego chcia od was Whitman? - Cynthia Dale pochylia si ku nam. - Co to by za segregator?
I dlaczego on ci pogaska, Gwendolyn?
- Nie ma powodu do zazdroci, Cyn - powiedziaa Leslie. -Naprawd nie lubi nas bardziej ni
ciebie.
- Ach, wcale nie jestem zazdrosna - odrzeka Cynthia. - To znaczy... Dlaczego wszyscy myl, e
jestem zakochana w tym facecie?
- Moe dlatego, e jeste przewodniczc fanklubu Williama Whitmana? - podsunam.
- Albo moe dlatego, e dwadziecia razy napisaa na kartce Cynthia Whitman, mwic, e
chciaa zobaczy, jak to wyglda? - dodaa Leslie.
- Albo dlatego, e...
- Ju dobrze - sykna Cynthia. - To byo kiedy. Dawno mino.
- To byo przedwczoraj - ucilia Leslie.
35

- Od tego czasu dojrzaam i dorosam. - Cynthia westchna i rozejrzaa si po sali. - To wina


tych wszystkich dzieciakw. Gdybymy miay cho kilku fajniejszych chopakw w klasie, nie
musiaabym si gapi na nauczyciela. A propos, co to waciwie za go, ktry wczoraj przyjecha
po ciebie limuzyn, Gwenny? Jest co midzy wami?
Charlotta parskna z rozbawieniem, od razu cigajc na siebie uwag Cynthii.
- Nie trzymaj mnie teraz w napiciu, Charlotta. Czy ktr z was co z nim czy?
Pan Whitman stan tymczasem przy swoim stole i kaza nam zaj si sonetami Szekspira.
Wyjtkowo byam mu za to bardzo wdziczna. Lepszy Szekspir ni Gideon. Rozmowy wok
ucichy, ustpujc miejsca westchnieniom i szelestowi kartek. Ale zdyam jeszcze usysze to, co
powiedziaa Charlotta.
- No, Gwenny na pewno nie.
Leslie spojrzaa na mnie ze zrozumieniem.
- Ona nie ma pojcia - wyszeptaa. - Waciwie mona jej chyba tylko wspczu.
- Tak - odszepnam, ale w rzeczywistoci wspczuam jedynie samej sobie.
Popoudnie w towarzystwie Charlotty na pewno nie bdzie najwiksz przyjemnoci.
Tym razem limuzyna czekaa po lekcjach nie przed sam bram, lecz dyskretnie staa nieco dalej.
Rudowosy pan Marley chodzi koo niej nerwowo tam i z powrotem i zrobi si jeszcze bardziej
nerwowy, widzc, e idziemy w jego stron.
- Ach, to pan - powiedziaa Charlotta wyranie niezadowolona, a pan Marley obla si
rumiecem.
Charlotta przez otwarte drzwi rzucia okiem do wntrza limuzyny. By tam tylko kierowca i...
Xemerius. Charlotta wygldaa na rozczarowan, co z kolei mnie dodao rozpdu.
- Pewnie za mn tsknia? - Xemerius z zadowoleniem umoci si na siedzeniu. Pan Marley
zaj miejsce z przodu, a. Charlotta usiada obok mnie, w milczeniu patrzc przez okno. - To
dobrze - rzek Xemerius, nie czekajc na moj odpowied. - Ale z pewnoci rozumiesz, e mam
jeszcze inne obowizki ni pilnowanie ciebie.
Wywrciam oczami, a Xemerius parskn miechem.
Naprawd za nim tskniam. Lekcje cigny si jak guma do ucia i kiedy pani Counter bez
koca rozprawiaa o bogactwach naturalnych krajw nadbatyckich, zatskniam za Xe-meriusem i
jego uwagami. Poza tym chciaam przedstawi go Leslie, jeli to w ogle moliwe. Leslie
zachwycia si bowiem moimi opisami, cho moje prby rysownicze wypady dla tego maego
demona-gargulca raczej mao pochlebnie.
A c to za spinacze do bielizny? - spytaa Leslie, pokazujc namalowane przeze mnie rogi. Wreszcie jaki niewidzialny przyjaciel, ktry moe ci si przyda - powiedziaa z entuzjazmem. No bo zastanw si: w przeciwiestwie do Jamesa, ktry tylko wystawa bez sensu w tej swojej
niszy i narzeka na twoje ze maniery, gargulec moe dla ciebie szpiegowa i sprawdza, co si
dzieje za zamknitymi drzwiami".
Ta myl nie przysza mi w ogle do gowy. Ale faktycznie -dzi rano przy tej historii z tym rady...
redy... z tym przestarzaym okreleniem torebki Xemerius naprawd okaza si bardzo uyteczny.
Xemerius moe by twoim asem w rkawie - uznaa Leslie. - A nie tylko takim obraalskim
nierobem jak James".
Niestety, jeli chodzi o Jamesa, miaa racj. James by... no wanie, kim on w istocie by? Gdyby
cho umia brzcze acuchami albo spowodowa, by yrandol zacz si huta, mona byoby
go zapewne oficjalnie nazwa naszym szkolnym upiorem. James August Peregrin Pimplebottom
by adnym, mniej wicej dwudziestoletnim chopcem w upudrowanej na biao peruce i surducie w
kwiatki, i nie y od dwustu dziewidziesiciu lat. Szkoa bya niegdy jego rodzinnym domem i
jak wikszo duchw, nie chcia przyj do wiadomoci tego, e umar. Cae wieki naszego
pozornego ycia byy dla niego jednym wielkim dziwacznym snem, z ktrego wci mia nadziej
si obudzi. Leslie przypuszczaa, e pewnie zwyczajnie przespa ten najwaniejszy moment z
tunelem, na ktrego kocu kusi mienice si wiato.
Ale James wcale nie jest zupenie bezuyteczny" - sprzeciwiam si. W kocu dopiero dzie
wczeniej postanowiam, e James, jako dziecko osiemnastego wieku, mgby mi by bardzo
pomocny, na przykad jako nauczyciel fechtunku. Przez kilka godzin cieszyam si wspania
wizj, e dziki Jamesowi umiem obchodzi si ze szpad tak zrcznie jak Gideon. Niestety,
okazao si to wielk pomyk.
Na naszej pierwszej (i pewnie ostatniej) lekcji fechtunku, w pustej klasie w czasie przerwy,
Leslie zwijaa si ze miechu. Oczywicie nie moga zobaczy Jamesa i jego ruchw, ktre
wyglday na bardzo profesjonalne, ani sysze jego komend: Odparowa, panno Gwendolyn,
wystarczy odparowa! Tercja! Prima! Tercja! Kwinta!". Widziaa tylko mnie, jak rozpaczliwie
wymachuj w powietrzu wskanikiem pani Counter - walczc z niewidzialn szpad.
Bezuyteczne. I mieszne.
Namiawszy si do syta, Leslie uznaa, e James powinien raczej nauczy mnie czego innego, i
wyjtkowo James by tego samego zdania. Fechtunek i w ogle wszelkiego rodzaju umiejtnoci

walki to mska rzecz, powiedzia, a najbardziej niebezpiecznym narzdziem, jakie dziewczynie


wolno wzi do rki, jest iga do wyszywania.
Bez wtpienia wiat byby lepszym miejscem, gdyby mczyni rwnie przestrzegali tej
zasady - powiedziaa wtedy Leslie. - Ale pki tego nie robi, kobiety powinny by przygotowane.
-I James o mao nie zemdla, kiedy wycigna z torby dwudziestocentymetrowej dugoci n. Tym bdziesz si moga lepiej obroni, jeli ten obrzydliwy facet z przeszoci
jeszcze raz bdzie si chcia do ciebie dobra".
To wyglda jak..." - zaczam.
...japoski n kuchenny - dokoczya. - Tnie warzywa i surowe ryby jak maso".
Dreszcz przebieg mi po plecach.
We go tylko na wszelki wypadek - dorzucia Leslie. - Tylko po to, eby czua si odrobin
bezpieczniej. To jest najlepsza bro, jak udao mi si w tak krtkim czasie zdoby bez
pozwolenia".
N wyldowa tymczasem w mojej szkolnej torbie, w pokrowcu na okulary mamy Leslie
przerobionym na pochw, razem z tam klejc, ktra, jeli wierzy mojej przyjacice, miaa mi
si jeszcze bardzo przyda.
Kierowca skrci gwatownie i Xemerius, ktry nie przytrzyma si w por, polizgn si na
gadkiej skrzanej tapicerce i uderzy w Charlotte. Szybko si pozbiera.
- Sztywna jak kolumna w kociele - skomentowa i otrzsn skrzyda. Spojrza na ni z ukosa. Bdziemy j teraz mieli na karku przez cay dzie.
-Niestety tak - odpowiedziaam.
-Co niestety tak? - spytaa Charlotta.
-Niestety znowu jestem godna, bo nie zdyam zje obiadu w szkole - wyjaniam.
- Sama jeste sobie winna - odrzeka Charlotta. - Ale szczerze mwic, nie zaszkodzi ci zrzuci
par kilogramw. Przecie musisz zmieci si w suknie, ktre madame Rossini przygotowaa dla
mnie.
Zacisna wargi i poczuam, e kiekuje we mnie co w rodzaju wspczucia dla niej.
Prawdopodobnie ogromnie si cieszya, e bdzie moga nosi kostiumy od madame Rossini, a
potem przyszam ja i wszystko popsuam. Oczywicie, nie celowo, ale zawsze.
- Sukni, w ktr musiaam si wystroi na wizyt u hrabiego de Saint Germain, mam w domu
w szafie - powiedziaam.
- Jeli chcesz, to ci j dam. Moesz j woy na kolejn przebieran imprez u Cynthii. Zao si,
e wszyscy padliby na twj widok.
- Ta suknia nie naley do ciebie - rzucia oschle Charlotta.
- Jest wasnoci Stranikw, nie moesz ni dysponowa. Jej miejsce nie jest w twojej szafie. Znowu spojrzaa w okno.
- Baju, baju, baju - prychn Xemerius.
Charlotta zachowywaa si tak, e trudno j byo polubi, zawsze taka byta. Ale ta lodowata
atmosfera dziaaa na mnie przygnbiajco. Podjam kolejn prb.
- Posuchaj, Charlotta...
- Zaraz bdziemy na miejscu - przerwaa mi. - Taka jestem ciekawa, czy spotkamy kogo z
Krgu Wewntrznego. - Jej chmurna twarz nagle si rozjania. - To znaczy oprcz tych, ktrych
ju znamy. To ogromnie ekscytujce. W najbliszych dniach w Tempie bdzie si wprost roio od
yjcych legend. W tych witych salach znajd si synni politycy, laureaci Nagrody Nobla i
odznaczeni naukowcy, a dla wiata pozostanie to tajemnic. Bdzie tutaj Koppe Jtland, och, i
Jonathan Reeves-Haviland... tak bardzo chciaabym ucisn mu do. - Jak na siebie, Charlotta
sprawiaa wraenie autentycznie zachwyconej.
Ja natomiast nie miaam pojcia, o kim mwi. Pytajco spojrzaam na Xemeriusa, ale on tylko
wzruszy ramionami.
- Nigdy nie syszaem o tych frajerach, sorry - rzuci.
- Nie mona wiedzie wszystkiego - odrzekam z wyrozumiaym umiechem.
Charlotta westchna.
- Nie, ale nie zaszkodzi od czasu do czasu przeczyta powan gazet albo obejrze program
informacyjny, eby si dowiedzie czego na temat aktualnej polityki wiatowej. Ale do tego
trzeba jeszcze wczy mzg... albo go w ogle mie.
Jak mwiam, Charlotte trudno byo polubi. Limuzyna zatrzymaa si i pan Marley otworzy
drzwi. Uderzyo mnie, e zrobi to od strony Charlotty.
- Pan Giordano oczekuje pa w Starym Refektorium -oznajmi pan Marley. - Mam tam panie
zaprowadzi.
- Znam drog. - Charlotta odwrcia si w moj stron. - Chod!
- Masz w sobie co takiego, e ludzie chc tob rzdzi -odezwa si Xemerius. - I z wami?
- Tak, prosz - powiedziaam, kiedy zanurzylimy si w wskie uliczki Tempie. - Czuj si
lepiej, kiedy jeste koo mnie.
- Kupisz mi psa?
37

- Nie.
- Ale lubisz mnie, prawda? Myl, e musz si rzadziej pokazywa.
- Albo przyda si do czego - zauwayam, mylc o sowach Leslie.
Xemerius moe by twoim asem w rkawie". Miaa racj. No bo dobrze mie przyjaciela, ktry
potrafi przenika przez ciany.
- Nie wlecz si tak - powiedziaa Charlotta.
Sza razem z panem Marleyem kilka krokw przede mn i dopiero teraz rzucio mi si w oczy,
jak bardzo s do siebie podobni.
- Tak jest, panno Rottenmeier* - odpowiedziaam.

Panna Rottenmeier - oscha guwernantka i ochmistrzyni z powieci szwajcarskiej pisarki Johanny Spyri Heidi z 1880 roku (przyp. tum.).

Meet the time as it seeks us. (Spotkajmy si z czasem, skoro nas szuka).
William Szekspir, Cymbelin

39

5
Powiem to krtko: nauka z Charlotta i panem Giordanem bya o wiele gorsza, ni mogam to sobie wyobrazi.
Gwnie dlatego, e prbowano mnie nauczy wszystkiego naraz: podczas gdy (ustrojona w krynolin w biaowiniowe paski, ktra wygldaa bardzo gustownie w poczeniu z bluzk z mojego mundurka w kolorze
ziemniaczanego puree) zmagaam si z krokami menueta, miaam jednoczenie poj, czym pogldy polityczne
wigw rniy si od pogldw torysw, jak naley trzyma wachlarz i na czym polega rnica midzy wasz
wysokoci", wasz ksic moci" i wielmonym panem". Po godzinie
0wiczeniu siedemnastu rozmaitych sposobw otwierania wachlarza potwornie rozbolaa mnie gowa i nie
wiedziaam ju, gdzie jest prawo, a gdzie lewo. Moja prba rozlunienia tego wszystkiego za pomoc dowcipu
- Czy nie moglibymy zrobi maej przerwy, jestem zwielmoona do imentu" - te si nie spodobaa.
- To nie jest mieszne - powiedzia przez nos Giordano. -To okropne.Stary Refektarz byo to spore
pomieszczenie na parterze, z wysokimi oknami wychodzcymi na wewntrzny dziedziniec. Poza fortepianem i
kilkoma krzesami stojcymi pod cian nie byo tu adnych mebli.
Dlatego Xemerius, jak to czsto czyni, zwiesi si gow w d z yrandola i starannie zoy na plecach
skrzyda. Pan Giordano przedstawi si.
- Giordano, tylko Giordano, prosz. Z wyksztacenia historyk, synny kreator mody, mistrz reiki, genialny
projektant biuterii, znany choreograf, adept trzeciego stopnia, ekspert od osiemnastego i dziewitnastego
wieku.
- Jasny gwint - powiedzia Xemerius. - Chyba w dziecistwie kpali go w zbyt gorcej wodzie.
Mogam mu jedynie przyzna racj. Pan Giordano, przepraszam, tylko Giordano, do zudzenia przypomina
jednego z tych kretyskich sprzedawcw na kanale zakupowym w telewizji, ktrzy zawsze mwili tak, jakby
mieli na nosie spinacz do bielizny albo jakby pod stoem ratlerek wpija im si wanie w ydk. Czekaam
tylko, by wykrzywi swoje (powikszone?) usta w umiechu i powiedzia: A teraz, drodzy widzowie,
przejdmy do naszego modelu Brigitte. To domowa fontanna absolutnie pierwszej klasy, niewielka oaza
szczcia, i to jedynie za dwadziecia siedem funtw, nieprawdopodobna okazja, po prostu musicie j mie, ja
sam mam w domu dwie sztuki...".
- Moja kochana Charlotte, helouuu, helouuuu, helouuu -powiedzia, ale bez umiechu, i ucaowa powietrze
po prawej i lewej stronie jej gowy. - Syszaem, co si stao, i uwaam, e to jest nie-sy-cha-ne. Te wszystkie
lata wicze i taki talent pjd na marne. To wielka szkoda, skandal woajcy o pomst do nieba i ogromna
niesprawiedliwo...! A to ona, tak? Twoja dublerka? - Mierzc mnie wzrokiem od stp do gw zoy swoje
wydatne wargi w dzibek.
Nie mogam si powstrzyma, gapiam si na niego zafascynowana. Mia dziwn bojow fryzur, ktra
musiaa zosta utrwalona niesychan iloci elu i lakieru do wosw. Wskie czarne wsiki przecinay doln
cz twarzy, jak rzeki przecinaj map. Brwi byy wyskubane i pocignite czym w rodzaju czarnego
markera i jeli mnie wzrok nie myli, mia upudrowany nos.
- I ja mam to na pojutrze wieczr wkomponowa organicznie w soiree w 1782 roku? - powiedzia.
Mwic to", najwyraniej mia na myli mnie. Soiree znaczyo co innego. Pytanie tylko co.
- Hej, hej, co mi si wydaje, e pan wydtousty ci obraa - odezwa si Xemerius. - Jeli szukasz obelgi,
ktr mogaby mu rzuci w twarz, to jako sufler jestem do twojej dyspozycji.
Wydtousty" wcale nie byo takie ze.
- Soiree to wieczorna impreza, nudna jak flaki z olejem -cign Xemerius. - Na wypadek, gdyby nie
wiedziaa. Siedzi si razem po kolacji, pogrywa troszk na pianoforte i prbuje nie zasn.
- Och, dzikuj - powiedziaam.
- Wci jeszcze nie mog uwierzy, e naprawd chc tak zaryzykowa - rzeka Charlotta, przewieszajc
paszcz przez oparcie krzesa. - To jest przecie sprzeczne z wszelkimi zasadami tajnoci puszcza Gwendolyn
midzy ludzi. Wystarczy na ni spojrze, eby zauway, e co jest z ni nie tak.
- Och, wite sowa - zawoa Wydtousty. - Ale hrabia synie ze swych ekscentrycznych humorw. Tam
ley jej legenda. Wos si jey! - Przeczytaj, prosz.
Moja, e co prosz? Legendy kojarzyam do tej pory ze wiatem bajek. Albo z mapami.
Charlotta wertowaa teczk lec na fortepianie.
- Ona ma zagra wychowank barona Battena? A Gideon jego syna? Czy to jednak nie jest zbyt ryzykowne?
Przecie tam moe by kto, kto zna barona i jego rodzin! Dlaczego nie zdecydowano si na francuskiego
barona na wygnaniu?
Giordano westchn.
- Nie dao si, ze wzgldu na jej brak znajomoci jzykw obcych. Zapewne hrabia chce nas wystawi na
prb. Bdziemy musieli mu udowodni, e uda nam si z tej dziewczyny zrobi osiemnastowieczn dam. Po
prostu musimy! - Zaama rce.
- Uwaam, e skoro udao si to z Keir Knightley, to uda si i ze mn - wtrciam z przekonaniem.
Przecie Keira Knightley, chyba najbardziej wspczesna dziewczyna na wiecie, okazaa si wprost
cudowna w filmach kostiumowych, nawet w tych durnowatych perukach.
40

- Keira Knightley? - Czarne brwi niemal dotkny nasady nastroszonych wosw. - W filmie to moe jeszcze
ujdzie, ale gdyby Keira Knightley naprawd znalaza si w osiemnastym wieku, nie minoby nawet dziesi
minut, a od razu by j zdemaskowano. Samo to, jak miejc si, pokazuje zawsze zby, jak odrzuca gow do
tyu i otwiera usta. W osiemnastym wieku nie zachowywaaby si tak adna kobieta!
- A skd pan to moe tak dobrze wiedzie? - zapytaam.
- Ze co prosz?
- Spytaam, skd pan... Wydtousty spiorunowa mnie wzrokiem.
- Powinnimy od razu ustali tutaj pierwsz zasad. Oto ona: tego, co mwi mistrz, nie podaje si w
wtpliwo.
- A kto jest mistrzem...? Och, rozumiem. To pan - powiedziaam i lekko poczerwieniaam, a Xemerius gono
zarechota. - Okej. A wic miejc si, nie pokazywa zbw. Na pewno to zapamitam.
Z tym sobie chyba atwo poradz. Mao prawdopodobne, ebym na tym caym (tej caej?) soiree miaa jaki
powd do miechu.
Mistrz Wydtousty, wzgldnie uspokojony, opuci brwi, a poniewa nie mg sysze Xemeriusa, ktry
spod sufitu dar si na cay gos: Jeop!", rozpocz ponury egzamin. Pyta mnie o polityk, literatur i
obyczaje okoo 1782 roku, a moje odpowiedzi (wiem, czego wtedy nie byo - na przykad automatycznych
spuczek w toalecie i praw wyborczych dla kobiet) sprawiy, e ukry twarz w doniach.
- Chyba si tu zaraz posikam ze miechu - zachichota Xe-merius i niestety w kocu zarazi mnie swoj
wesooci.
Musiaam naprawd bardzo si stara, eby nie parskn miechem.
- Mylaam, Giordano, e powiedziano ci, i ona jest naprawd absolutnie nieprzygotowana - odezwaa si
agodnie Charlotta.
- Ale ja... przynajmniej podstawy... - Twarz mistrza wychyna spod jego doni.
Nie odwayam si spojrze, bo gdyby si okazao, e make--up mu si rozmaza, nie mogabym za siebie
rczy.
- A jak jest z twoimi umiejtnociami muzycznymi? - spyta. - Fortepian? piew? Harfa? I jak wyglda
sprawa z tacem towarzyskim? Menueta a dem pewnie umiesz, ale co z innymi tacami?
Harfa? Menuet a dewc? No jasne! Moje opanowanie diabli wzili, zaczam chichota bez opamitania.
- Piknie, e cho jedna osoba dobrze si tutaj bawi - powiedzia Wydtousty wyranie zgorszony i to
pewnie by ten moment, w ktrym postanowi mnie drczy tak dugo, a przejdzie mi ochota do miechu.
I wcale nie zabrao mu to zbyt wiele czasu. Ju kwadrans pniej czuam si jak najgorszy gupek i
nieudacznik. I nie pomogo nawet to, e Xemerius pod sufitem stara si podtrzymywa mnie na duchu.
- No, dawaj, Gwendolyn, poka tym sadystom, e masz gow na karku!
Niczego bardziej nie pragnam. Ale niestety jej nie miaam.
- Tour de main, lewa rka, okropnie, z prawej. Cornwallis skapitulowa, a lord North wycofa si w 1782
roku, co doprowadzio do... z prawej... nie, z prawej! Wielkie nieba! Charlotte, prosz, poka jej to jeszcze raz!
Charlotta pokazaa. Trzeba przyzna, e taczya cudownie, u niej sprawiao to wraenie dziecicej igraszki.
I w gruncie rzeczy przypominao dziecic zabaw. Szo si do przodu, potem do tyu, a potem dookoa,
wci umiechajc si - bez pokazywania zbw. Muzyka pyna z gonikw ukrytych w boazerii, ale musz
powiedzie, e to akurat nie byl ten rodzaj muzyki, przy ktrej nogi same podskakuj.
Moe zdoaabym lepiej zapamita kolejno krokw, gdyby Wydtousty nie papla przy tym przez cay
czas.
- A wic od 1779 roku take wojna z Hiszpani... teraz mouline, prosz, czwartego tancerza musimy sobie
po prostu wyobrazi, i rewerans, tak jest, troch wicej wdziku, prosz.
Jeszcze raz od pocztku, nie zapomina o umiechu, gowa prosto, broda do gry, wanie dopiero co Wielka
Brytania utracia Ameryk Pnocn, mj Boe, w prawo, rka na wysokoci piersi i wytrzyma, to brutalny
cios, opinia o Francuzach nie jest dobra, za brak patriotyzmu uwaa si... nie patrze na nogi, w tym ubraniu i
tak ich nie wida.
Charlotta ograniczaa si do nagych dziwacznych pyta (kto w 1782 roku by krlem Burundi?) i
permanentnego krcenia gow, co pozbawiao mnie resztek pewnoci siebie.
Po godzinie Xemeriusowi si znudzio. Z opotem sfrun z yrandola, pomacha do mnie i znikn,
przenikajc przez cian. Chtnie poprosiabym go, by rozejrza si za Gideo-nem, ale nie byo to wcale
konieczne, bo po upywie kolejnego kwadransa mki z menuetem Gideon i pan George wkroczyli do Starego
Refektarza. Zdyli jeszcze zobaczy, jak ja, Charlotta i Wydtousty razem z nieobecnym czwartym tancerzem
wykonywalimy figur, ktr Wydtousty nazywa le chain i przy ktrej musiaam poda niewidzialnemu
partnerowi rk. Niestety, podaam niewaciw.
- Prawa rka, prawe rami, lewa rka, lewe rami - zawoa gniewnie Wydtousty. - Czy to takie trudne?
Popatrz tylko, jak robi to Charlotta, tak jest, doskonale!
Doskonaa Charlotta nie przerwaa taca, ju dawno zauwaywszy, e mamy goci, podczas gdy ja, bolenie
dotknita, stanam w miejscu i najchtniej zapadabym si pod ziemi.
- Och - powiedziaa w kocu Charlotta, zachowujc si tak, jakby dopiero teraz dostrzega pana George'a i
Gideona.

41

Pochylia si we wdzicznym reweransie, ktry - tyle ju wiedziaam - by rodzajem dygu, jaki wykonywao
si w menuecie na pocztku i na kocu, a od czasu do czasu take w trakcie. Powinno to byo wyglda
zupenie idiotycznie, bo miaa na sobie szkolny mundurek, a jednak wygldao jako tak... sodko.
Od razu poczuam si le z dwch powodw: po pierwsze, ze wzgldu na ten krynolinowy koszmar w biaoczerwone paski do bluzki od mundurka (przypominaam w tym jeden z plastikowych pachokw, ktre stawia
si na jezdni, eby odgrodzi miejsce robt drogowych), po drugie, poniewa Wydtousty nie czeka ani
chwili, eby na mnie ponarzeka.
- Nie wie, gdzie prawo, a gdzie lewo... chodzca niezdar-no... ociao umysowa... zadanie nie do
wykonania... okropne... z kaczki nie zrobisz abdzia... w adnym wypadku nie moe uczestniczy w tym
soiree, nie wywoujc poruszenia... prosz tylko spojrze!
Pan George popatrzy na mnie, Gideon take, a ja zaczerwieniam si jak burak. Jednoczenie poczuam, jak
wzbiera we mnie wcieko. Dosy tego dobrego! Pospiesznie odpiam guziki spdnicy razem z
wycieanym rusztowaniem z drutu, ktre Wydtousty zapi mi na biodrach.
- Nie wiem, dlaczego w osiemnastym wieku mam rozmawia o polityce - zawoaam ze zoci. - Przecie
dzi te tego nie robi. Nie mam o tym najmniejszego pojcia. I co z tego? Jak mnie kto zapyta o markiza
Jakiegotam, po prostu powiem, e polityka mnie kompletnie nie interesuje. A jeli kto bdzie chcia
koniecznie zataczy ze mn menueta, co zreszt uwaam za wykluczone, bo nie znam nikogo z osiemnastego
wieku, to wtedy powiem: nie, dzikuj, to bardzo mie, ale skrciam sobie nog. Potrafi to zrobi z
umiechem, nie pokazujc zbw.
- Widz panowie, co mam na myli? - spyta Wydtousty i znowu zaama rce. Najwyraniej taki mia
nawyk. - Nawet ladu dobrych chci, a do tego przeraajca niewiedza i brak talentu we wszystkich
dziedzinach. A potem wybucha miechem jak piciolatka, tylko dlatego, e pado nazwisko lorda Sandwicha.
Och, tak, lord Sandwich. Nie do wiary, e on si tak naprawd nazywa. Biedny go.
- Ona na pewno... - zacz pan George, ale Wydtousty wszed mu w sowo.
- W odrnieniu od Charlotty ta dziewczyna nie ma w ogle... espliegeriel
Ach! Cokolwiek to byo, skoro Charlotta to miaa, ja wcale nie chciaam tego mie.
Charlotta wyczya muzyk i usiada do fortepianu, skd sata Gideonowi konspiracyjne umieszki. On
odpowiada jej umiechem.
Mnie natomiast zaszczyci dokadnie jednym spojrzeniem, ale w tym spojrzeniu byo wszystko. I to nie w
pozytywnym znaczeniu. Przypuszczalnie wstydzi si, e jest w jednym pokoju z tak nieudacznic jak ja. A w
dodatku najwyraniej a za dobrze wiedzia, jak wspaniale wyglda, w spranych dinsach i obcisej czarnej
koszulce. Z jakiego powodu wciekam si jeszcze bardziej. O mao nie zaczam zgrzyta zbami.
Pan George patrzy zmartwiony to na mnie, to na Wydto-ustego.
- Da pan rad, Giordano - powiedzia, zmarszczywszy z trosk czoo. - W osobie Charlotty ma pan przecie
fachow asystentk. Poza tym jest jeszcze kilka dni.
- Nawet gdyby to byy tygodnie! W adnym wypadku nie starczy nam czasu, eby przygotowa j na wielki
bal - odpar Wydtousty. - Moe na soiree, w wskim krgu i przy duym szczciu, ale na bal, i to zapewne z
udziaem pary ksicej... zupenie wykluczone. Mog tylko przypuszcza, e hrabia pozwoli sobie na art.
Spojrzenie pana George'a stao si chodne.
- Z ca pewnoci nie - rzuci. -1 z ca pewnoci nie ley w pana kompetencjach podawa w wtpliwo
decyzje hrabiego. Gwendolyn da sobie rad, prawda, Gwendolyn?
Nie odpowiedziaam. Moje poczucie wasnej wartoci w cigu ostatnich dwch godzin zostao zbyt mocno
zmaltretowane. Gdyby chodzio tylko o to, by zanadto nie rzuca si w oczy - daabym rad. Po prostu
stanabym sobie w kcie, dyskretnie machajc wachlarzem. Albo moe lepiej nie machajc, bo nie wiadomo,
czy to czasem co nie znaczy. Po prostu staabym i umiechaabym si, nie pokazujc zbw. Oczywicie nikt
nie mgby mi w tym przeszkadza ani pyta mnie o markiza Staf-forda, a ju na pewno nie prosi do taca.
Charlotta zacza cicho brzdka na fortepianie. Graa bardzo mil melodyjk w stylu muzyki, do ktrej
taczylimy. Gideon stan obok niej, ona spojrzaa na niego i szepna co, czego nie dosyszaam, bo
Wydtousty gono westchn.
- Prbowalimy nauczy j podstawowych krokw menueta w konwencjonalny sposb, ale obawiam si, e
musimy sign po inne metody.
Mimo woli musiaam podziwia Charlotte za jej umiejtno jednoczesnej rozmowy, spogldania Gideonowi
w oczy, pokazywania zachwycajcych doleczkw i gry na fortepianie.
Wydtousty w dalszym cigu lamentowa.
- Moe pomogyby wykresy albo znaki kred na pododze, do tego powinnimy...
- Ju jutro bdziemy mogli kontynuowa nauk - przerwa mu pan George. - Teraz Gwendolyn musi podda
si elapsji. Idziesz, Gwendolyn?
Z ulg skinam gow i chwyciam swoj szkoln torb i paszcz. Nareszcie wolna. Teraz ogarno mnie
pene napicia oczekiwanie. Jeli wszystko pjdzie dobrze, zostan dzi wysiana do czasw po moim spotkaniu
z dziadkiem i znajd w tajemnej skrytce klucz i haso dnia.
- Daj, ponios. - Pan George wzi ode mnie torb i umiechn si zachcajco. - Jeszcze cztery godziny i
bdziesz moga pojecha do domu. Wydajesz si dzi znacznie mniej zmczona ni wczoraj. Znajdziemy ci

42

adny, spokojny rok - na przykad 1953? Gideon mwi, e w pra... w pomieszczeniu z chronogra-fem byo
wtedy cakiem przytulnie. Pono staa tam nawet sofa.
- 1953 rok jest idealny - powiedziaam, starajc si nie zdradza swojego entuzjazmu.
Pi lat po moim ostatnim spotkaniu z Lucasem! Mona byo oczekiwa, e przez ten czas si czego
dowiedzia.
- Aha, Charlotto, pani Jenkins zamwia ci samochd, moesz ju skoczy na dzisiaj.
Charlotta przestaa gra.
- Tak, panie George - odrzeka uprzejmie, po czym przekrzywia gow i umiechna si do Gideona. - Ty
te ju skoczye na dzisiaj?
Co takiego? Moe go jeszcze zapyta, czy pjdzie z ni do kina? W napiciu wstrzymaam oddech.
Ale Gideon potrzsn gow.
- Nie. Bd towarzyszy Gwendolyn.
Charlotta i ja spojrzaymy na siebie jednakowo zaskoczone.
- Nie bdziesz - wtrci pan George. - Ju dawno wyczerpae swj kontyngent na dzisiaj.
- Wygldasz na zmczonego - zauwaya Charlotta. -1 trudno si dziwi. Powiniene wykorzysta ten czas
na sen.
Wyjtkowo byam tego samego zdania co ona. Jeli Gideon uda si ze mn, nie bd moga ani wycign
klucza, ani spotka si z moim dziadkiem.
- Beze mnie Gwendolyn spdzi cztery zupenie bezsensowne godziny w piwnicy - powiedzia Gideon. - A
jeli z ni pjd, bdzie moga si w tym czasie czego nauczy. - I doda z lekkim umiechem: - Na przykad
jak odrni lew stron od prawej. Menueta te przecie mona si nauczy.
Co prosz? Rany boskie - tylko nie znowu lekcje taca!
- Prny trud - rzek Wydtousty.
- Musz jeszcze odrobi lekcje - powiedziaam tak nieuprzejmie, jak to tylko byo moliwe. - Poza tym na
jutro mam napisa wypracowanie z Szekspira.
- W tym te ci mog pomc - zaoferowa si Gideon i spojrza na mnie.
Nie potrafiam zinterpretowa jego spojrzenia. Komu, kto go nie zna, mogoby si wydawa niewinne, ale
nie mnie.
Charlotta wprawdzie dalej si umiechaa, lecz ju bez tych licznych doeczkw.
Pan George wzruszy ramionami.
- Jak chcecie. Gwendolyn nie bdzie przynajmniej sama i nie bdzie si musiaa ba.
- Ja waciwie czasami bardzo lubi by sama - powiedziaam z desperacj. - Przede wszystkim wtedy,
kiedy cay dzie jestem wrd ludzi, tak jak dzisiaj.
Wrd ludzi gupich jak but.
- Ach, tak? - wtrcia drwico Charlotta. - Ale i tak nigdy nie jeste tak cakiem sama, przecie koo ciebie s
zawsze twoi niewidzialni przyjaciele, nieprawda?
- No wanie - potwierdziam. - Tylko by mi przeszkadza, Gideonie.
Id lepiej z Charlotta do kina. Jeli o mnie chodzi, moecie nawet zaoy razem klub ksiki!
Tak sobie pomylaam. Ale czy faktycznie to miaam na myli? Z jednej strony, niczego nie pragnam
bardziej, ni porozmawia z moim dziadkiem i wypyta go, czy dowiedzia si czego na temat zielonego
jedca. Z drugiej strony, w moim mzgu pojawiy si wspomnienia tych och" i mmm", i jeszcze" z
poprzedniego dnia.
Cholera! Musiaam si wzi w gar i pomyle o tym wszystkim, co uwaaam w Gideonie za godne
pogardy.
Ale on nie da mi na to czasu. Otworzy przede mn i panem George'em drzwi.
- Chod, Gwendolyn! Ruszamy do 1953 roku!
Byam niemal pewna, e Charlotta wypaliaby mi wzrokiem dziury w plecach, gdyby tylko potrafia.
W drodze do dawnej pracowni alchemicznej pan George zawiza mi oczy - nie zapominajc mnie za to
przeprosi -a potem, wzdychajc, uj moj do. Gideon musia nie moj torb.
- Wiem, e pan Giordano nie jest atwym czowiekiem - powiedzia pan George, kiedy szlimy w d krtymi
schodami. -Ale moe mogaby si troch postara.
- To on mgby si troch postara! - parsknam. - Mistrz reiki, genialny projektant biuterii, kreator mody...
czeg on szuka u Stranikw? Mylaam, e to s najwyszej prby naukowcy i politycy!
- Pan Giordano jest swego rodzaju barwnym ptakiem wrd Stranikw - przyzna pan George. - Ale to
znakomity umys. Prcz jego egzotycznych... hmmm... profesji jest uznanym historykiem i...
- ...i kiedy pi lat temu opublikowa artyku na temat nieznanych do tej pory rde dotyczcych pewnego
tajnego londyskiego stowarzyszenia powizanego z wolnomularzami i legendarnym hrabi de Saint Germain,
Stranicy niezwocznie postanowili bliej go pozna - uzupeni idcy z przodu Gideon. Jego gos odbija si
od kamiennych cian.
Pan George chrzkn.
- Ekhm, tak, to te. Uwaga, stopie.

43

- Rozumiem - powiedziaam. - A wic Giordano zosta przyjty do stowarzyszenia Stranikw, aby nic nie
rozgada. A c to byy za nieznane rda?
- Kady czonek daje stowarzyszeniu co, co je wzmacnia - rzek pan George, puszczajc mimo uszu moje
pytanie. -A umiejtnoci pana Giordana s szczeglnie rozlege.
- Bez wtpienia - rzuciam. - Ktry mczyzna potrafi sam sobie przylepi na paznokciu kamyczek z ulicy?
Usyszaam, e pan George kaszle, jakby si zakrztusi. Przez chwil szlimy obok siebie w milczeniu. Nie
byo nawet sycha krokw Gideona, wic przyjam, e poszed przodem (przez moj opask na oczach
posuwalimy si bowiem w limaczym tempie). W kocu zebraam si na odwag.
- Niech mi pan powie, po co konkretnie mam i na to soiree i na ten bal? - zapytaam cicho.
- Och, nikt ci o tym nie poinformowa? Gideon by wczoraj wieczorem, a raczej w nocy, u hrabiego, aby
udzieli mu wyjanie w zwizku z waszymi ostatnimi... przygodami. I powrci z listem, w ktrym hrabia
wyranie sobie yczy, bycie oboje, ty i Gideon, towarzyszyli mu na soiree u lady Brompton, a kilka dni
pniej udali si z nim na wielki bal. Zapowiada si take popoudniowa wizyta w Tempie. A wszystko po to,
by hrabia bliej ci pozna.
Pomylaam o swoim pierwszym spotkaniu z hrabi i przeszy mnie dreszcz.
- Rozumiem, e chciaby mnie lepiej pozna. Ale dlaczego chce, bym si pokazaa wrd obcych ludzi? Czy
to rodzaj jakiego testu?
- Raczej dowd na to, e nie ma sensu trzyma ci od wszystkiego z dala. Szczerze mwic, bardzo si
ucieszyem z tego listu. To znaczy, e hrabia wierzy w ciebie bardziej ni niejeden spord panw Stranikw,
ktrzy uwaaj, e jeste tylko swego rodzaju statystk w tej grze.
- I zdrajczyni - dodaam, mylc o doktorze Whicie.
- Albo zdrajczyni - powiedzia pan George bez namysu. -Zdania s tu podzielone. No, jestemy na miejscu,
moja panno. Moesz zdj opask z oczu.
Gideon ju na nas czeka. Sprbowaam raz jeszcze si go pozby, owiadczajc, e musz si nauczy na
pami sonetu Szekspira, a mog to zrobi jedynie na gos, ale on tylko wzruszy ramionami i oznajmi, e ma
przy sobie iPoda i e w ogle nie bdzie mnie sysza. Pan George wyj! chronograf z sejfu i przypomnia nam,
bymy nic tam nie zostawili. - Nawet najmniejszego skrawka papieru, syszysz, Gwendolyn? Ca zawarto
swojej szkolnej torby przyniesiesz tu z powrotem. I sam torb oczywicie te. Zrozumiano?
Skinam gow, wyjam Gideonowi torb z rki i przycisnam j mocno do siebie. Potem podaam panu
George'owi palec. Tym razem jednak may palec - wskazujcy by ju za bardzo zmaltretowany ukuciami igy.
- A jeli kto wejdzie do pomieszczenia, kiedy tam bdziemy?
- Nikt nie wejdzie - zapewni Gideon. - Tam jest teraz rodek nocy.
- No i co z tego? Przecie kto mgby wpa na pomys, by zorganizowa tam inspiracyjne spotkanie.
- Konspiracyjne - poprawi mnie Gideon. - Jeli ju.
- Co takiego?
- Nie martw si - rzek pan George i wsun mj palec przez otwart klapk do wntrza chronografu.
Zagryzam wargi, gdy w odku poczuam dobrze znane wraenia rodem z kolejki grskiej, a iga wwiercia
mi si w ciao. Pokj spowio rubinowoczerwone wiato, a potem wyldowaam w cakowitych ciemnociach.
- Halo? - spytaam cicho, ale nikt mi nie odpowiedzia. Sekund pniej wyldowa obok mnie Gideon i
natychmiast zawieci latark.
- Widzisz, nawet cakiem tu przytulnie - powiedzia. Podszed do drzwi i zapali! wiato.
Z sufitu w dalszym cigu zwisaa goa arwka, ale reszta wyranie zyskaa od czasu mojej ostatniej wizyty.
Najpierw spojrzaam na cian, w ktrej Lucas zamierza urzdzi nasz tajemn skrytk. Stay pod ni krzesa,
ustawione jedno na drugim, ale znacznie porzdniej ni poprzednio. Nie byo gruzu, a w porwnaniu z ostatnim
razem pokj by wrcz czysty i przede wszystkim bardziej pusty. Poza krzesami pod cian stay jeszcze st i
sofa obita wytartym zielonym aksamitem.
- Tak, rzeczywicie teraz o wiele tu przytulniej ni w czasie mojej ostatniej wizyty. Przez cay czas si
baam, e wyjdzie szczur i zacznie mnie podgryza.
Gideon nacisn klamk i szarpn ni. Drzwi byty zamknite.
- Raz te drzwi byy otwarte - powiedzia, szczerzc zby. -To by naprawd pikny wieczr. Tajemny
korytarz prowadzi std do Paacu Sprawiedliwoci. I schodzi jeszcze niej, do katakumb z komi i
czaszkami... A cakiem niedaleko std znajduje si... w roku 1953... piwniczka z winem.
- Przydaby si klucz - westchnam, zerkajc na cian. Gdzie tam, za obluzowan ceg, lea klucz. Jaka
szkoda,
e na nic mi si teraz nie przyda. Ale przyjemnie byo wiedzie co, o czym Gideon wyjtkowo nie mia
pojcia.
- Pie to wino?
- A jak mylisz? - Gideon wzi jedno z krzese i postawi je przy stole. - To dla ciebie. Miego odrabiania
lekcji.
- Och, dzikuj.
Usiadam, wyjam z torby ksiki i zachowywaam si tak, jakby lekcje pochony mnie cakowicie.
Tymczasem Gideon wycign si na sofie, wyj z kieszeni spodni iPoda i wetkn sobie suchawki do uszu.
44

Po dwch minutach zaryzykowaam zerknicie na niego i zobaczyam, e ma zamknite oczy. Czyby zasn?
Waciwie trudno si dziwi, biorc pod uwag, e dzi w nocy znowu podrowa.
Na chwil zatraciam si w obserwowaniu jego prostego dugiego nosa, bladej cery, mikkich ust i gstych,
dugich rzs. Gdy by taki zrelaksowany, sprawia wraenie znacznie modszego i teraz mogam cakiem atwo
sobie wyobrazi, jak wyglda jako may chopiec. Z pewnoci by przeliczny. Jego pier unosia si i
opadaa rytmicznie i wpado mi do gowy, e moe zaryzykuj... nie, to byo zbyt niebezpieczne. Nie
powinnam nawet patrze na t cian, jeli chciaam, by tajemnica moja i Lucasa nie wysza na jaw.
Poniewa nie miaam nic innego do roboty, bo nie mogam przecie cztery godziny bez przerwy przyglda
si picemu Gideonowi (cho miao to swj urok), zajam si wreszcie prac domow: najpierw bogactwami
naturalnymi Kaukazu, potem francuskimi czasownikami nieregularnymi. W wypracowaniu
0yciu i twrczoci Szekspira brakowao ju tylko zakoczenia
1bez wahania zawaram je w jednym zdaniu: Ostatnie pi lat swojego ycia Szekspir spdzi w Stratfordupon-Avon, gdzie zmar w 1616 roku". Koniec, kropka. Teraz musiaam si jeszcze nauczy sonetu na pami.
Poniewa wszystkie byy tak samo dugie, wybraam jeden na chybi trafi.
- Mine eye and heart are at a mortal war, how to divide the conuest ofthy sight* *- odczytaam na gos.
- Masz na myli mnie? - spyta Gideon, usiad i wycign zatyczki z uszu.
Nie mogam poradzi nic na to, e oblaam si rumiecem.
- To Szekspir - odrzekam. Gideon si umiechn.
- Mine eye my heart thy picture's sight would bar, my heart mine eye thefreedom ofthat right**'... albo co w
tym stylu.
- Do dokadnie tak - powiedziaam, zamykajc ksik.
- Jeszcze si wcale nie nauczya - zauway Gideon.
- Do jutra i tak bym zapomniaa. Najlepiej naucz si jutro rano tu przed szko, wtedy bd miaa szans
pamita to a do lekcji angielskiego z panem Whitmanem.
- Tym lepiej! A zatem moemy powiczy menueta. - Gideon wsta. - W kadym razie miejsca mamy do.
- Och, nie! Prosz, nie!
Ale Gideon ju si przede mn skoni.
- Czy mog prosi pani do taca, panno Shepherd?
- Zataczyabym z najwiksz przyjemnoci, mj panie -odrzekam i powachlowaam si ksik z
sonetami Szekspira. - Lecz niestety skrciam nog. Moe zaprosi pan moj kuzynk. T dam w zieleni. Wskazaam na sof. - Chtnie panu pokae, jak piknie umie taczy.
- Ale ja chciabym zataczy z pani. Jak taczy pani kuzynka, wiem od dawna.
- Mam na myli moj kuzynk sof, a nie moj kuzynk Charlotte - powiedziaam. - Zapewniam ci...
znaczy...pana, e sofa dostarczy panu o wiele wicej radoci ni Charlotta. Moe nie jest a tak urocza, ale jest
bardziej mikka, ma znacznie wicej wdziku i po prostu lepszy charakter. Gideon si rozemia.
- Ja jednak jestem zainteresowany wycznie pani. Prosz okaza mi t ask.
- Ale taki dentelmen jak pan wemie chyba pod uwag moj skrcon nog.
- Nie, auj, ale nie. - Gideon wyj iPoda z kieszeni spodni. - Troch cierpliwoci, orkiestra zaraz zacznie
gra. - Wetkn mi suchawki do uszu i podnis mnie z krzesa.
- O, fajnie, Linkin Park - powiedziaam, a serce zaczo mi mocniej bi, bo nagle Gideon znalaz si tak
blisko mnie.
- Co? Przepraszam, jedna chwila. - Jego palce biegay po wywietlaczu. - No. Mozart. Jest okej. - Poda mi
iPoda. -W go do kieszeni spdnicy, musisz mie wolne obie rce.
- Ale ty w ogle nie syszysz muzyki - zawoaam, bo skrzypce szumiay mi w uszach.
- Sysz dostatecznie dobrze, nie musisz tak krzycze. Okej, wyobramy sobie, e mamy ustawienie w
semk. Po mojej lewej stronie stoi jeszcze jeden pan, po prawej a dwch, rwniutko, w jednym rzdzie. Po
twojej stronie to samo, lecz s tam damy. Rewerans, prosz.
Dygnam i ocigajc si, podaam mu rk.
- Ale pamitaj, e natychmiast przerw, jak tylko powiesz do mnie okropnie"!
- Nigdy bym tego nie zrobi - odpar Gideon i poprowadzi! mnie prosto obok sofy. - W tacu chodzi przede
wszystkim o eleganck konwersacj. Czy wolno spyta, skd wzia si u pani ta niech do taca? Wikszo
modych dam kocha taniec.
- C, musz si skoncentrowa. - Do tej pory szo mi cakiem dobrze. A byam zaskoczona. Tour de main
wyszo bez zarzutu, raz od lewej, raz od prawej. - Moemy to powtrzy?
- Nie opuszczaj brody, o tak, wanie. I patrz na mnie. Nie moesz odwraca ode mnie oczu, niezalenie od
tego, jak przystojny jest mj ssiad.
Musiaam si umiechn. Co to teraz byo? Domaga si komplementw? Nie, tej przysugi mu nie zrobi.
Cho musiaam przyzna, e Gideon naprawd dobrze taczy. Z nim byo zupenie inaczej ni z Wydtoustym
*
**

mierteln wojn serce z okiem toczy, jak maj upy z twej istoty dzieli" - z sonetu XLVI Williama Szekspira, prze. M. Somczyski (przyp. red.).
Twj widok pragn zabra sercu oczy, a serce nie chce im tego udzieli", prze. M. Somczyski (przyp. red.).

45

- wszystko dziao si jakby samo. Stopniowo nawet zaczynaam czerpa z tego menueta troch przyjemnoci.
Gideon te to zauway.
- No, prosz, jednak potrafisz. Prawa rka, prawe rami, lewa rka, lewe rami... bardzo dobrze.
Mia racj. Umiaam! Waciwie to byo dziecinnie atwe. Triumfujco zakrciam kko z jednym z
niewidzialnych tancerzy, a nastpnie znowu podaam rk Gideonowi.
- Ha! Wdzik wiatraka! Dobre sobie! - powiedziaam.
- Absolutnie trafne porwnanie - zgodzi si ze mn Gideon. - Tyle e z kadym wiatrakiem spokojnie
wygrasz w przed-biegach.
Zachichotaam. A potem si wzdrygnam.
- Ups, znowu leci Linkin Park.
- Niewane.
I podczas gdy w uszach dwiczao mi Papercut, Gideon przeprowadzi mnie bezbdnie przez ostatni
figur, po czym si skoni. Nieomal zrobio mi si smutno, e to ju koniec.
Zrobiam gboki rewerans i wyjam suchawki z uszu.
- Prosz. To bardzo mio z twojej strony, e mnie nauczye.
- Czysty egoizm - powiedzia Gideon. - Przecie w razie czego skompromitowaaby rwnie mnie,
zapomniaa ju?
- Nie.
Mj dobry humor w sekund si ulotni. Odruchowo znw powdrowaam spojrzeniem ku cianie z
krzesami.
- Hej, jeszcze nie skoczyem - rzek Gideon. - To byo wprawdzie bardzo adne, ale jeszcze nie doskonae.
Skd nagle ten ponury wzrok?
- Jak mylisz, dlaczego hrabia de Saint Germain koniecznie chce, ebym posza na soiree i na bal? Przecie
mgby mnie po prostu wysya tutaj, do Tempie, i wtedy nie byoby niebezpieczestwa, e si skompromituj.
Nikt by si na mj widok nie zdziwi i mogoby ju tak trwa do przyszych pokole.
Gideon przez chwil patrzy na mnie.
- Hrabia bardzo niechtnie odkrywa swoje karty - odrzek - ale za kad z nich kryje si genialny plan. Ma
konkretne podejrzenia co do mczyzn, ktrzy napadli na nas w Hyde Parku, i myl, e prezentujc nas w
szerszym towarzystwie, chce wywabi z kryjwki tego lub tych, ktrzy pocigaj za sznurki.
- Och - westchnam. - Mylisz, e znowu zostaniemy napadnici przez tych ze szpadami?
- Nie, dopki bdziemy wrd ludzi. - Usiad na oparciu sofy i skrzyowa rce na piersi. - A jednak
uwaam, e to zbyt niebezpieczne, przede wszystkim dla ciebie.
Oparam si o krawd stou.
- Czy w zwizku z t histori w Hyde Parku podejrzewae Lucy i Paula?
- Tak i nie - odrzek Gideon. - Taki czowiek jak hrabia de Saint Germain w cigu swojego ycia przysporzy
sobie wielu wrogw. W Kronikach mona znale kilka raportw na temat zamachw na jego ycie.
Podejrzewam, e Lucy i Paul, chcc osign swj cel, sprzymierzyli si z jednym lub z kilkoma spord tych
wrogw.
- Hrabia te tak uwaa?
- Mam nadziej. - Gideon wzruszy ramionami. Zastanawiaam si przez chwil.
- Jestem za tym, eby znowu zama zasady i wzi ze sob pistolet Bonda - oznajmiam. - Te wszystkie
typki ze szpadami bd si mogy schowa. A waciwie skd go masz? Te bym si lepiej czua, majc co
takiego.
- Bro, z ktr czowiek nie umie si obchodzi, zostaje z reguy uyta przeciw niemu - powiedzia Gideon.
Pomylaam o japoskim nou do warzyw. Niemia wizja, gdyby kto mia go uy przeciw mnie.
- Czy Charlotta jest dobra w szermierce? Znowu wzruszenie ramion.
- Braa lekcje fechtunku od dwunastego roku ycia. Oczywicie, e jest dobra.
Oczywicie. Charlotta we wszystkim bya dobra. Prcz bycia mi.
- Hrabiemu na pewno by si spodobaa - rzuciam. - Ja najwyraniej nie jestem w jego typie.
Gideon si rozemia.
- Jeszcze moesz zmieni jego opini o tobie. Przede wszystkim wanie dlatego chciaby ci pozna lepiej,
eby sprawdzi, czy dotyczce ciebie przepowiednie nie s jednak prawdziwe.
- Z t magi kruka? - Jak zawsze, kiedy rozmowa schodzia na ten temat, poczuam si nieswojo. - Czy
przepowiednie zdradzaj te, o co w nich chodzi?
Gideon ociga si przez chwil, a potem powiedzia cicho:
- Kruk, na skrzydach z rubinu niesiony, midzy wiatami brzmi umarych muzyka, siy jeszcze nie pozna i
nie zna te ceny, moc gow podnosi i krg si zamyka". - Odchrzkn. -Masz gsi skrk.
- Bo to tak niesamowicie brzmi. Przede wszystkim ta muzyka umarych. - Roztaram sobie ramiona. - Czy to
ma dalszy cig?
- Nie. To mniej wicej wszystko. Musisz przyzna, e niespecjalnie do ciebie pasuje, prawda?
Tak, chyba mia racj.
- Czy w tej przepowiedni jest co o tobie?
46

- Oczywicie. O kadym podrniku w czasie. Jestem lwem z diamentow grzyw, na ktrego widok
soce... - Nagle jakby si zmiesza, a po chwili z umieszkiem rzuci: - Bla, bla, bla. Och, a twoja
prapraprababka, ta uparta lady Tilney, jest lisem, jadeitowym lisem, kryjcym si pod lip.
- Czy z tej przepowiedni mona si w ogle czego dowiedzie?
- Jasne. A roi si w niej od symboli. Wszystko jest kwesti interpretacji. - Spojrza na zegarek. - Mamy
jeszcze czas. Proponuj, ebymy kontynuowali lekcj taca.
- Czy na soiree te si taczy?
- Raczej nie - odpar Gideon. - Tam si tylko je, pije, gada i... o, wanie... gra. Ciebie na pewno te
poprosz, eby co zagraa.
- No, tak - westchnam. - Powinnam byta raczej chodzi na lekcje gry na pianinie zamiast z Leslie na kurs
hip-hopu. Ale waciwie cakiem dobrze umiem piewa. W zeszym roku na imprezie u Cynthii bezapelacyjne
wygraam konkurs karaoke. Moj bardzo oryginaln interpretacj Somewhere over the rainhow. Pomimo tego,
e byam bardzo niekorzystnie przebrana za przystanek autobusowy.
- Ach, tak. Jeli zostaniesz poproszona, powiedz po prostu, e odbiera ci gos zawsze, kiedy musisz
zapiewa przed publicznoci.
- A wic to mog powiedzie, ale e mam skrcon nog, to ju nie?
- We suchawki. Powtrzmy to jeszcze raz. - Skoni si przede mn.
- A co zrobi, jeli poprosi mnie kto inny, nie ty? - Ukoniam si... nie, wykonaam rewerans.
- Zrobisz dokadnie to samo - powiedzia Gideon i uj moj do. - Ale w osiemnastym wieku odbywao si
to w sposb bardzo formalny. Nie prosio si do taca obcej dziewczyny, jeli nie byo jej si uprzednio
przedstawionym.
- Chyba e wykonywaa jakie obsceniczne ruchy wachlarzem. - Stopniowo kroki taneczne wchodziy mi w
krew. - Za kadym razem kiedy przekrzywiam wachlarz choby o centymetr, Giordano przechodzi zaamanie
nerwowe, a Charlotta krcia gow jak smutny piesek-zabawka z ruchom szyj.
- Ona przecie chce ci tylko pomc - powiedzia Gideon.
- Tak, oczywicie. A Ziemia jest paska - prychnam, cho z pewnoci nie byo to dozwolone w trakcie
menueta.
- Mona byoby pomyle, e niespecjalnie si lubicie, co?
Krcilimy si akurat z kotko z wyimaginowanymi partnerami. Ach, mona byoby, tak?
- Oprcz ciotki Glendy, lady Aristy i naszych nauczycieli nie ma chyba nikogo, kto lubiby Charlotte.
- Nie sdz - rzuci Gideon.
- Och, oczywicie, zapomniaam jeszcze o Giordanie i o tobie. - Ups, teraz wywrciam oczami, to na pewno
jest zabronione w osiemnastym wieku.
- Czy to moliwe, e jeste odrobin zazdrosna o Charlotte? Musiaam si rozemia.
- Uwierz mi, gdyby zna j tak dobrze jak ja, nigdy by nie zada tak gupiego pytania.
- Waciwie znam j cakiem dobrze - rzek cicho Gideon i ponownie uj moj do.
Tak, ale tylko z tej rowej strony, chciaam powiedzie, gdy nagle pojam sens tego zdania i w jednej
chwili faktycznie staam si potwornie zazdrosna o Charlotte.
- Jak dobrze si znacie... tak w szczegach? - Wysunam rk z doni Gideona i podaam j
niewidzialnemu ssiadowi.
- Hmm, powiedziabym, e tak dobrze jak znaj si ludzie, ktrzy spdzaj ze sob duo czasu. Umiechn si zoliwie, przechodzc obok mnie. -I oboje nie mielimy zbyt duo czasu na inne... hmm...
znajomoci.
- Rozumiem. Bierze si to, co daj. - Nie mogam ju wytrzyma ani sekundy duej. - A jak cauje si
Charlotta?
Gideon chwyci mnie za rk, ktra wisiaa w powietrzu co najmniej dwadziecia centymetrw za wysoko.
- Uwaam, e robi pani wspaniae postpy w dziedzinie konwersacji. Ale dentelmen nie rozmawia o takich
sprawach.
- Zgodziabym si na t wymwk, gdyby by dentelmenem.
- Jeli daem cho jeden powd, by moje zachowanie oceniaa pani jako niedentelmeskie, to...
- Och, zamknij si! Niewane, co jest midzy tob i Charlotta, to mnie w ogle nie interesuje. Ale uwaam
za do bezczelne, e jednoczenie masz ochot mnie... obapia.
- Obapia? C to za nieadne sowo! Bybym pani bardzo wdziczny, gdyby wyjawia mi pani powd swej
zoci i moga przy tym pamita o okciach. Przy tej figurze powinny by skierowane w d.
- To nie jest mieszne - prychnam. - Nie daabym ci si pocaowa, gdybym wiedziaa, e ty i Charlotta...
Ach, Mozart si skoczy i znowu przysza kolej na Linkin Park. Ale okej, to lepiej pasowao to mojego
nastroju.
- Ja i Charlotta co?
- Jestecie czym wicej ni przyjacimi.
- A kto tak powiedzia? -Ty.
- Wcale tego nie powiedziaem.

47

- Aha. Czyli jeszcze nigdy si ze sob nie caowalicie? - Zrezygnowaam z ukonu, zamiast tego piorunujc
go wzrokiem.
- Tego te nie powiedziaem. - Skoni si i wycign mi z kieszeni iPoda. - Jeszcze raz, musisz powiczy
to z ramionami. Poza tym byo super.
- Za to konwersacja z twojej strony pozostawia wiele do yczenia - odparowaam. - czy ci co z Charlotta
czy nie?
- Myl, e to absolutnie nie twoja sprawa. Wci jeszcze ponam.
- Masz racj.
- No to dobrze. - Gideon odda mi iPoda.
Ze suchawek dobiegao teraz Hallelujah, w wersji Bon Jovi.
- To nie ten kawaek - rzuciam.
- No, tak - rzek Gideon, umiechajc si. - Ale pomylaem, e potrzebujesz teraz czego kojcego.
- Jeste... jeste... takim...
- Tak?
- Obrzydliwcem...
Podszed jeszcze krok bliej i teraz dzielia nas odlego dokadnie jednego centymetra.
- Widzisz, to jest rnica midzy Charlotta a tob: ona nigdy by czego takiego nie powiedziaa.
Nagle zabrako mi tchu.
- Moe dlatego, e nie dajesz jej ku temu powodw.
- Nie, to nie to. Myl, e ma po prostu lepsze maniery.
- Tak, i mocniejsze nerwy. - Z jakiego powodu musiaam si gapi na usta Gideona. - A na wypadek,
gdyby znowu chcia sprbowa, kiedy bdziemy tkwili w jakim konfesjonale i si nudzili, to uprzedzam:
drugi raz nie dam si tak nabra.
- Chcesz przez to powiedzie, e drugi raz nie dasz mi si pocaowa?
- Tak - wyszeptaam, niezdolna si poruszy.
- Szkoda - rzek Gideon, a jego usta znalazy si tak blisko moich, e poczuam na wargach jego oddech.
Byo dla mnie jasne, e niekoniecznie zachowuj si tak, jakbym traktowaa serio wasne sowa. Bo nie
traktowaam. I tak musz sobie pogratulowa, e nie rzuciam si Gideonowi na szyj. Natomiast kompletnie
przegapiam moment, w ktrym powinnam si bya odwrci i odepchn go od siebie.
Najwyraniej Gideon widzia to w ten sam sposb. Jego rka zacza gadzi moje wosy, a potem poczuam
wreszcie mikki dotyk jego ust.
And every breath we took was hallelujah - piewa mi do ucha Bon Jovi. Zawsze uwielbiaam t przeklt
piosenk, to bya jedna z tych, ktrych mogam sucha pitnacie razy z rzdu, ale teraz pewnie po wsze czasy
bdzie mi si kojarzya z Gideonem.
Alleluja.

48

6
Tym razem nie przeszkodzio nam nic, ani przeskok w czasie, ani bezczelny demon-gargulec. Kiedy leciao
Hallelujah, pocaunek by bardzo delikatny i ostrony, ale potem Gideon zanurzy obie donie w moich wosach
i przycign mnie mocno do siebie. To ju nie by delikatny pocaunek i moja reakcja sam mnie zdumiaa.
Moje ciao stao si naraz zupenie mikkie i lekkie i sama z siebie objam Gideona za szyj. Nie mam pojcia
jak, ale w cigu kolejnych minut, nie przestajc si caowa, wyldowalimy na zielonej sofie i tam
caowalimy si dalej, tak dugo, a Gideon bardzo gwatownie usiad i spojrza na zegarek.
- Tak jak powiedziaem, naprawd szkoda, e nie bd si ju mg z tob caowa - rzek nieco zadyszany.
Jego renice byy ogromne, a policzki wyranie zarowione.
Ciekawe, jak ja wygldaam. Poniewa chwilowo przeistoczyam si w co w rodzaju ludzkiego budyniu, nie
mogam si podnie z plecej pozycji. I z przeraeniem pomylaam, e nie mam pojcia, ile czasu mino
od Hallelujah. Dziesi minut? P godziny? Wszystko byo moliwe.
Gideon spojrza na mnie i zdawao mi si, e w jego oczach dostrzegam konsternacj.
- Zbierzmy nasze rzeczy - odezwa si w kocu. - A ty koniecznie powinna co zrobi ze swoimi wosami:
wygldaj
tak, jakby grzeba w nich obiema rkami jaki idiota, ktry potem rzuci ci na sof... Niezalenie od tego, kto
tam bdzie na nas czeka, na pewno bdzie umia doda dwa do dwch. Och, Boe, nie patrz tak na mnie.
- Jak znowu?
- Tak jakby nie moga si poruszy.
- Ale tak wanie jest - odrzekam powanie. - Jestem budyniem. Przerobie mnie na budy.
Gideon lekko si umiechn, po czym szybko zacz pakowa do torby moje rzeczy.
- No chod, mj may budyniu, wstawaj. Masz moe grzebie albo szczotk?
- Gdzie tam jest - powiedziaam matowym gosem. Gideon podnis etui od przeciwsonecznych okularw
mamy Leslie.
- Tu?
- Nie! - wrzasnam i z tego przeraenia moja egzystencja w charakterze budyniu dobiega koca.
Skoczyam na rwne nogi, wyrwaam Gideonowi z rki etui z japoskim noem do warzyw w rodku i
wrzuciam je z powrotem do torby. Gideon, nawet jeli si zdziwi, nie da tego po sobie pozna. Odstawi
krzeso pod cian i znowu spojrza na zegarek, podczas gdy ja wyjam szczotk do wosw.
- Ile mamy jeszcze czasu?
- Dwie minuty - odrzek Gideon i podnis z ziemi iPoda. Nie mam pojcia, jak tam trafi. I kiedy.
Pospiesznie rozczesywaam wosy. Gideon popatrzy na mnie z powag.
- Gwendolyn?
- Hm? - Opuciam szczotk i odwzajemniam jego spojrzenie tak spokojnie, jak tylko umiaam.
Wielkie nieba! By tak niewiarygodnie przystojny, e cz mnie chciaa si z powrotem przeksztaci w
budy.
- Czy ty...? Czekaam.
- Co?
- Och, nic.
Poczuam znajome skurcze w odku.
- Chyba zaraz si zacznie - powiedziaam.
- Zap mocno torb, w adnym razie nie wolno ci jej upuci. I chod tu bliej, bo inaczej wyldujesz na
stole.
Ju w chwili gdy szam, wszystko rozmyo mi si przed oczami. Zaledwie uamki sekundy pniej
wyldowaam mikko na nogach, dokadnie naprzeciw szeroko otwartych oczu pana Marleya. Zza jego
ramienia wyziera bezczelny ryjek Xemeriusa.
- No, nareszcie - odezwa Xemerius. - Ju od kwadransa musz wysuchiwa, jak ten rudy gada sam ze sob.
49

- Dobrze si panienka miewa? - wyjka pan Marley, cofajc si o krok.


- Tak, dobrze - powiedzia szybko Gideon, ktry wyldowa za mn i obrzuci mnie badawczym
spojrzeniem, a kiedy si do niego umiechnam, szybko odwrci wzrok.
Pan Marley chrzkn.
- Mam panu przekaza, e jest pan oczekiwany w Smoczej Sali. Przyby minis... numer siedem i yczy sobie
z panem porozmawia. Jeli mona, zaprowadz panienk do jej samochodu.
- Ta panienka nie ma adnego samochodu - rzuci Xeme-rius. - Ona nawet nie ma prawa jazdy, ty gupku.
- To nie bdzie konieczne, zabior j na gr. - Gideon sign po czarn przepask na oczy.
- Czy to naprawd niezbdne?
- Tak, naprawd niezbdne. - Gideon zawiza mi chustk z tyu gowy. Zapa przy tym par moich wosw
i pocign, ale nie chciaam si skary, wic tylko zagryzam wargi. - Jeli nie poznasz miejsca
przechowywania chronografu, nie bdziesz moga go zdradzi i nikt nas nie zaskoczy, gdy wyldujemy w tym
pomieszczeniu, obojtnie w jakim czasie.
- Ale ta piwnica naley do Stranikw, a wejcia i wyjcia s przecie bezustannie strzeone - powiedziaam.
- Po pierwsze, do tej izby prowadzi wicej drg ni tylko przez budynek w Tempie, a po drugie, nie mona
wykluczy, e kto z naszych wasnych szeregw miaby ochot na spotkanie z zaskoczenia.
- Nie ufaj nikomu i niczemu. Nawet wasnym uczuciom -mruknam. - Wok s sami nieufni ludzie.
Gideon obj mnie w pasie i popchn do przodu.
- Ot to.
Usyszaam, jak pan Marley mwi do widzenia", a potem drzwi za nami si zatrzasny. W milczeniu
szlimy obok siebie. Byo tyle spraw, o ktrych chciaam porozmawia, ale nie wiedziaam, od czego zacz.
- Przeczucie mi mwi, e si znowu mizialicie - zauway Xemerius. - Przeczucie i mj przenikliwy wzrok.
- Bzdura - odparam i usyszaam, jak Xemerius wybucha rubasznym miechem.
- Uwierz mi, yj na tej ziemi od jedenastego wieku i wiem, jak wyglda dziewczyna, ktra wysza ze stogu
siana.
- Ze stogu siana?! - powtrzyam oburzona.
- Do mnie mwisz? - spyta Gideon.
- A do kog by innego? Ktra waciwie jest godzina? A propos siana. Jestem godna jak wilk.
- Dochodzi wp do smej.
Gideon nagle mnie puci. Usyszaam sekwencj elektronicznych pikni, a potem rbnam ramieniem w
cian. -Hej!
Xemerius znowu wybuchn miechem.
- To si nazywa prawdziwy dentelmen!
- Przepraszam. Ta cholerna komrka nie ma tu na dole zasigu. Trzydzieci cztery nieodebrane poczenia,
super. To moe by tylko... o, Boe, moja matka. - Gideon westchn ciko. - Jedenacie razy nagraa mi si
na poczt gosow.
Obmacujc cian, posuwaam si naprzd.
- Albo zdejmiesz mi t idiotyczn opask, albo bdziesz mnie prowadzi!
- Ju dobrze. - Znowu poda mi rk.
- Nie wiem, co myle o facetach, ktrzy zawizuj swojej dziewczynie oczy, eby mc w spokoju
sprawdzi komrk -rzuci! Xemerius.
Ja te nie wiedziaam.
- Stao si co zego? - zwrciam si do Gideona. Znowu westchnienie.
- Obawiam si, e tak. Normalnie nie dzwonimy do siebie zbyt czsto. Dalej nie ma zasigu.
- Uwaga, stopie - ostrzeg Xemerius.
- Moe kto zachorowa - powiedziaam. - Albo zapomniae o czym wanym. Moja mama te mi si
ostatnio iks razy nagraa, eby mi przypomnie, e mam zoy yczenia urodzinowe wujkowi Harry'emu.
Wrrr.
Gdyby Xemerius nie krzykn ostrzegawczo, wpakowaabym si brzuchem w gak u porczy schodw.
Gideon nawet tego nie zauway. Sama, na ile to byo moliwe, wdrapaam si po krconych schodach.
- Nie, to nie to. Nigdy nie zapominam o urodzinach. - W jego gosie brzmia niepokj. - To musi by co z
Raphaelem.
- Twoim modszym bratem?
- Bez przerwy robi rne niebezpieczne rzeczy. Jedzi samochodem bez prawa jazdy, skacze z klifw i
wspina si w grach bez asekuracji. Nie mam pojcia, co chce przez to udowodni. W zeszym roku mia
wypadek na paralotni i przez trzy tygodnie ze wstrzsem mzgu lea w szpitalu. Mona by pomyle, e
wycign z tego jak nauk, ale nie, na urodziny zayczy sobie od monsieur Bertelina szybk motorwk. A
ten idiota spenia oczywicie wszystkie jego yczenia. - Doszedszy na gr, Gideon przyspieszy kroku, ja za
kilkakrotnie si potknam. - Och, nareszcie. Tu jest zasig. - Idc, najwyraniej odsuchiwa poczt. Niestety,
nic nie mogam zrozumie. -O, cholera - mrukn par razy.
Znowu mnie puci i musiaam i po omacku.
- Jeli nie chcesz wle na cian, skr teraz w lewo - poinformowa mnie Xemerius. - O, chyba w kocu
zauway, e nie masz wbudowanego radaru.
50

- Okej - rzuci Gideon. Jego donie dotkny na chwil mojej twarzy, potem tyu mojej gowy. - Gwendolyn,
przepraszam.
- W jego gosie brzmiaa troska, ale podejrzewaam, e nie dotyczya mnie. - Trafisz std sama?
Rozplata chustk i zamrugaam, olepiona wiatem. Stalimy przed pracowni madame Rossini.
Gideon przelotnie pogadzi mnie po policzku i umiechn si krzywo.
- Znasz drog, prawda? Twj samochd czeka. Zobaczymy si jutro.
I zanim zdyam odpowiedzie, ju go nie byo.
- No tak - odezwa si Xemerius. - To niezbyt elegancko z jego strony.
- A co si stao? - zawoaam za Gideonem.
- Mj brat uciek z domu - krzykn, nie odwracajc si ani nie zwalniajc. -1 moesz zgadywa do trzech,
dokd jedzie.
Ale nim zdyam zgadn cho raz, znikn za najbliszym zaomem korytarza.
- Na Fidi bym raczej nie stawiaa - mruknam.
- Myl, e nie powinna bya i z nim na siano - powiedzia Xemerius. - Teraz myli, e jeste atwa, i ju
nie bdzie si stara.
- Zamknij dzib, Xemeriusie. Ta gadanina o sianie strasznie mnie denerwuje. Tylko si troch caowalimy.
- To jeszcze nie powd, by zamienia si w pomidora, skarbie. Dotknam swoich poncych policzkw i
ogarna mnie zo.
- Chod, idziemy, jestem okropnie godna. Dzi przynajmniej mam szans dosta co na kolacj. A moe po
drodze uda nam si rzuci okiem na tych tajemniczych czonkw Krgu Wewntrznego.
- Tylko nie to! Podsuchiwaem ich przez cae popoudnie.
- Och, dobrze! Opowiadaj!
- Nu-dy! Mylaem, e bd pili krew z czaszek i malowali sobie tajemnicze znaki runiczne na rkach. Ale
nie, tylko gadali, w garniturach i krawatach.
- O czym dokadnie?
- Zobaczmy, czy jeszcze potrafi to ogarn. - Odchrzkn. - Chodzio gwnie o pytanie, czy mona
zama zote zasady, eby przechytrzy czarnego turmalina i szafira. wietny pomys, zdaniem jednych; nie, w
adnym wypadku, tak mwili inni, a potem znowu tamci: ale tak, w przeciwnym razie nic nie bdzie z
ratowania wiata, wy tchrze, a na to ci drudzy: nie, ale to jest ze, a poza tym niebezpieczne ze wzgldu na
cigo i moralno; na to tamci: mamy to gdzie, skoro to moe uratowa wiat; a potem napuszona gadanina
z obu stron... chyba wtedy zasnem. Na koniec jednak wszyscy zgodnie uznali, e diament ma tendencje do
samowolnego dziaania, podczas gdy rubin wydaje si strasznym kretynem i dlatego nie wchodzi w rachub w
operacji opal i operacji jadeit. Kojarzysz, o czym mwi?
- Ach...
- Oczywicie, broniem ci, ale oni mnie nie suchali - cign Xemerius. - Bya mowa o tym, e naley ci
trzyma jak najdalej od wszelkich informacji. e w swojej naiwnoci spowodowanej brakami w wychowaniu i
w swej niewiedzy zagraasz bezpieczestwu caej sprawy, a poza tym jeste wcieleniem niedyskrecji. Twoj
przyjacik Leslie te chc mie na oku.
- A niech to szlag.
- Dobra wiadomo jest taka, e win za twj brak umiejtnoci cakowicie obarczaj twoj matk. W ogle
baby s winne wszystkiemu, co do tego tajemniczy panowie byli zupenie zgodni. A potem chodzio jeszcze o
same dowody, rachunki za krawca, listy, zdrowy ludzki rozsdek i po pewnych przepychankach wszyscy
zgodzili si co do tego, e Paul i Lucy udali si wraz z chronografem do 1912 roku, gdzie teraz yj. Przy
czym sowo teraz" tak do koca w tym przypadku nie pasuje. - Xemerius podrapa si w gow. - Niewane,
w kadym razie tam si ukrywaj, tego wszyscy byli cakowicie pewni, i przy najbliszej okazji twj
wspaniay, mocarny heros ma ich odnale, utoczy im krwi i zabra chronograf. A potem wszystko zaczo
si od nowa, bla, bla, bla, zote zasady, napuszone gadki...
- To ciekawe - rzuciam.
- Tak uwaasz? Jeli tak, jest to wycznie zasuga mojego wielce zabawnego sposobu podsumowywania
nudnych wywodw.
Otworzyam drzwi do nastpnego korytarza i chciaam wanie odpowiedzie Xemeriusowi, kiedy
usyszaam czyj gos.
- Jeste zupenie tak samo arogancki jak dawniej!
To bya moja mama! I faktycznie, kiedy wyszam zza rogu, zobaczyam j. Staa naprzeciw Falka de Villiers
z domi zacinitymi w pici.
- A ty zupenie tak samo uparta i nierozsdna! - warkn Falk. - To, na co sobie pozwolia, niewane, z
jakiego powodu, w zwizku z prb ukrycia daty urodzenia Gwendolyn, mocno zaszkodzio sprawie.
- Sprawie! Ta wasza sprawa bya dla was zawsze waniejsza ni ludzie, ktrzy w niej uczestnicz - zawoaa
mama.
- Uch, wyglda na wciek! - zauway Xemerius. Istotnie. Oczy mamy miotay iskry, policzki miaa
zaczerwienione, a gos nienaturalnie wysoki.
- Umwilimy si, e Gwendolyn bdzie od tego trzymana z daleka. Ze nie zostanie naraona na
niebezpieczestwo. A teraz chcecie j poda hrabiemu na tacy. Przecie ona jest cakowicie... bezbronna.

51

- I tylko ty jeste temu winna - odrzek zimno Falk de Villiers.


Mama zagryza wargi.
- Jako Wielki Mistrz Loy to ty ponosisz odpowiedzialno!
- Gdyby od samego pocztku graa w otwarte karty, Gwendolyn nie byaby teraz nieprzygotowana. A t
swoj opowieci, e chciaa zapewni crce beztroskie dziecistwo, moesz mydli oczu panu George'owi,
ale nie mnie. Ja nadal jestem bardzo ciekaw, co nam opowie ta poona.
- Jeszcze jej nie znalelicie? - Gos mamy nie by ju tak piskliwy.
- To tylko kwestia dni, Grace. Mamy swoich ludzi wszdzie. - Teraz zauway moj obecno i zimny,
gniewny wyraz znikn z jego twarzy. - Dlaczego jeste sama, Gwendolyn?
- Kochanie! - Mama podesza i obja mnie. - Pomylaam, e przyjad po ciebie, eby nie wrcia tak
pno jak wczoraj.
- I skorzystasz z okazji, eby mi nawrzuca - uzupeni Falk, miejc si lekko. - Dlaczego nie towarzyszy ci
pan Marley, Gwendolyn?
- Ostatni kawaek mogam przej sama - powiedziaam wymijajco. - O co si kcilicie?
- Mama uwaa, e twoje wycieczki do osiemnastego wieku s zbyt niebezpieczne - rzek Falk.
No, tego nie mogam jej mie za ze. A przy tym nie znaa nawet uamka tych niebezpieczestw. Nikt nie
mwi jej o ludziach, ktrzy napadli na nas w Hyde Parku. W kadym razie ja wolaabym raczej odgry sobie
jzyk. O lady Tilney i pistoletach te nie moga wiedzie, a o tym, e hrabia grozi mi w tak okropny sposb,
powiedziaam dotd tylko Leslie. Ach, oczywicie, i mojemu dziadkowi.
Spojrzaam na Falka badawczym wzrokiem.
- Z wachlowaniem i menuetem dam sobie jako rad -oznajmiam bez wahania. - To nie jest wielkie ryzyko,
mamo. Jedyne niebezpieczestwo polega na tym, e roztrzaskam wachlarz na gowie Charlotty.
- Sama widzisz, Grace. - Falk mrugn do mnie.
- Kogo chcesz nabra, Falk! - Mama rzucia mu ostatnie mroczne spojrzenie, po czym wzia mnie za rk i
pocigna za sob. - Chod. Czekaj na nas z posikiem.
- Do jutra, Gwendolyn - zawoa za nami Falk. -1... och... do kiedy tam, Grace.
- Do widzenia - mruknam.
Mama te co mrukna, ale niezrozumiale.
- A wic jeli chcesz zna moje zdanie: stg siana - powiedzia Xemerius. - Nie zmyl mnie t swoj
sprzeczk. Doskonale umiem rozpoznawa znajomoci ze stogu siana.
Westchnam. Mama te westchna i przytulia mnie mocniej, kiedy szymy do wyjcia. Najpierw si
troch usztywniam, ale potem oparam gow na jej ramieniu.
- Nie powinna si z mojego powodu kci z Falkiem. Za bardzo si o mnie martwisz, mamo.
- atwo ci mwi... To nie jest mie uczucie, kiedy mylisz, e wszystko zrobia le. Przecie widz, e
jeste na mnie wcieka. - Znowu westchna. -I w sumie masz racj.
- Ale mimo to ci kocham - powiedziaam. Mama walczya ze zami.
- A ja kocham ci mocniej, ni potrafisz to sobie wyobrazi - mrukna. Dotarymy do uliczki przed domem i
mama rozejrzaa si, jakby w obawie, e kto si moe na nas czai w ciemnociach. - Daabym wszystko za to,
eby mie cakiem normaln rodzin i cakiem normalne ycie.
- A jaka rodzina jest normalna? - rzuciam.
- Nasza na pewno nie.
- Wszystko zaley od podejcia. No, jak ci min dzie? -spytaam.
- Och, jak zwykle - odpowiedziaa ze sabym umiechem.
- Najpierw maa ktnia z moj matk, potem wielka ktnia z moj siostr, w pracy troch ktni z moim
szefem i na koniec jeszcze ktnia z moim... byym facetem, ktry przypadkowo jest Wielkim Mistrzem wielce
tajnej loy.
- A nie mwiem? - Xemerius niemal triumfowa. - Stg siana!
- Widzisz, cakiem normalnie, mamo! W kadym razie mama si umiechaa.
- A jak tobie min dzie, kochanie?
- Te bez szczeglnych wydarze. W szkole stres z Wiewirk, potem troch nauki taca i dobrych manier
w tym mrocznym stowarzyszeniu, ktre zajmuje si podrami w czasie, potem, zanim zdyam udusi moj
kochan kuzynk, maa wycieczka do 1953 roku, eby w spokoju odrobi lekcje i jutro z kolei mie mniej
stresu ze wspomnian Wiewirk.
- Brzmi do spokojnie.
Obcasy mamy stukay o bruk. Znowu si rozejrzaa.
- Nie sdz, eby kto za nami szed - uspokoiam j. - Oni wszyscy maj do roboty.
- Spotkanie Krgu Wewntrznego nie zdarza si czsto. Ostatni raz zgromadzili si wtedy, gdy Lucy i Paul
ukradli chro-nograf. S rozsiani po caym wiecie...
- Mamo? Nie sdzisz, e czas, aby mi powiedziaa to, co wiesz? Przecie nikomu nie suy to, e cigle
musz bdzi po omacku.
- W dosownym znaczeniu tego sowa - wtrci Xemerius. Mama si zatrzymaa.
- Przeceniasz mnie. Wiem bardzo niewiele i na nic by ci si to nie zdao. Prawdopodobnie jeszcze bardziej
zamieszaoby ci w gowie. Lub jeszcze gorzej: narazioby ci na dodatkowe niebezpieczestwo.
Potrzsnam gow. Nie zamierzaam tak szybko da za wygran.
52

- Kim albo czym jest zielony jedziec? I dlaczego Lucy i Paul nie chc, eby krg si zamkn? A moe
jednak chc, poniewa zamierzaj wykorzysta tajemnic dla siebie?
Mama potara skronie.
- O zielonym jedcu sysz po raz pierwszy. A co si tyczy Lucy i Paula: jestem pewna, e nie kierowali si
egoizmem. Poznaa hrabiego de Saint Germain. Dysponuje rodkami... -Zamilka. - Och, kochanie, nic z tego,
co mogabym ci powiedzie, nie przyniesie ci poytku, naprawd.
- Prosz, mamo! Wystarczy, e ci ludzie robi z tego tak tajemnic i nie ufaj mi za grosz, ale ty jeste moj
matk.
- Tak. - zy trysny jej z oczu. - Jestem. - Ale ten argument najwyraniej rwnie nie podziaa. - Chod,
takswka czeka ju od p godziny. Pewnie bdzie mnie to kosztowao poow pensji.
Wzdychajc, ruszyam za ni.
- Moemy pojecha metrem.
- O nie, musisz jak najszybciej zje co ciepego. Poza tym twoje rodzestwo okropnie za tob tskni. Nie
wytrzymaj jeszcze jednej kolacji bez ciebie.
Ku mojemu zaskoczeniu zrobi si z tego spokojny, miy wieczr, bo moja babka i ciotka Glenda poszy do
opery.
- Tosca - powiedziaa ciocia Maddy z rozbawieniem i potrzsna jasnymi loczkami. - Mam nadziej, e
wrc nieco szlachetniejsze. - Mrugna do mnie porozumiewawczo. - Dobrze, e Violetta miaa na zbyciu
bilety.
Spojrzaam pytajco. Okazao si, e przyjacika cioci Maddy (mia starsza pani, Violetta Purpleplum, ktra
zawsze robia nam na drutach szaliki i skarpety na Boe Narodzenie) miaa i do opery ze swym synem i
przysz synow, ale wygldao na to, e jej przysza synowa bdzie teraz przysz synow jakiej innej pani.
Jak zawsze, gdy lady Aristy i ciotki Glendy nie byo w domu, panowaa swobodna atmosfera. To byo troch
tak jak w podstawwce, kiedy nauczyciel wyjdzie z klasy. W trakcie kolacji musiaam wsta od stou i
pokaza mojemu rodzestwu, cioci Maddy, mamie i panu Bernhardowi, jak Wydtousty z Char-lott uczyli
mnie taczy menueta i uywa wachlarza, a Xe-merius suy mi za suflera, jeli o czym zapomniaam. Po
fakcie wydawao mi si to wszystko raczej mieszne ni straszne i potrafiam zrozumie, e innych to bawio.
Po chwili taczyli wszyscy (prcz pana Bernharda, ktry jednak kiwa do taktu czubkiem stopy).
- Okropnie! Popatrz, jak robi to Charlotta!" - zacytowaam. - Prawa! Nie, prawa rka to ta, gdzie kciuk jest
po lewej stronie". I: Widz twoje zby! To jest niepatriotyczne!".
Nick zaprezentowa dwadziecia trzy rozmaite sposoby wachlowania si serwetk tak, by przekazywa
drugiej osobie informacje bez sw.
- To oznacza: ups, ma pan rozpity rozporek, mj panie. A gdy si nieco opuci wachlarz i spojrzy przez
niego, to znaczy: och, chciaabym wyj za pana za m. Ale jak zrobisz odwrotnie, to bdzie znaczyo: oj, od
dzisiaj jestemy z Hiszpani w stanie wojny.
Musiaam przyzna, e Nick ma naprawd wielki talent aktorski. W czasie taca (to by raczej kankan ni
menuet) Ca-roline tak wysoko wyrzucaa w gr nogi, e w kocu jeden z jej butw wyldowa w misce z
kremem bawarskim, ktry by na deser.
To wydarzenie nieco stumio nasz swawol, a pan Bernhard wyowi z miski but i pooy go na talerzu
Caroline.
- Ciesz si, e tak duo zostao tego kremu - rzek ze mierteln powag. - Panna Charlotta i obie damy na
pewno bd chciay co zje, kiedy wrc z opery.
Ciocia Maddy umiechna si do niego.
- Pan jest zawsze taki zapobiegliwy, mj drogi.
- To moje zadanie: troszczy si o to, by wszystkim dobrze si wiodo - powiedzia pan Bernhard. Przyrzekem to pani bratu przed jego mierci.
Zamylona przyjrzaam si im obojgu.
- Wanie zadaj sobie pytanie, czy mj dziadek wspomina panu kiedy o zielonym jedcu. Albo tobie,
ciociu Maddy.
Ciocia Maddy potrzsna gow.
- Zielony jedziec? A c to ma by?
- Nie mam pojcia - odparam. - Wiem tylko, e trzeba go znale.
- Jeli czego szukam, najczciej id do biblioteki pani dziadka - oznajmi! pan Bernhard, a jego brzowe
sowie oczy rozbysy za szkami okularw. - Zawsze znajdowaem tam wyjanienie. A jeli potrzebuje pani
pomocy, to dobrze si orientuj, bo cigle cieram kurz z ksiek.
- To dobry pomys, mj drogi - odezwaa si ciocia Maddy.
- Zawsze do usug, madame. - Pan Bernhard, nim powiedzia nam dobranoc, dooy jeszcze drew do
kominka.
Xemerius uda si za nim.

53

- Musz koniecznie zobaczy, czy zdejmuje okulary, kiedy kadzie si spa - wyjani. - I opowiem ci, jeli
wymyka si z domu, eby potajemnie naladowa basist z heavymetalowej kapeli.
Moje rodzestwo w rodku tygodnia musiao wczeniej chodzi spa, ale dzi mama zrobia wyjtek.
Najedzeni i namiani do syta rozoylimy si wygodnie przed kominkiem. Caroline wtulia si w ramiona
mamy, Nick przytuli! si do mnie, a ciocia Maddy usadowia si w gbokim fotelu lady Aristy, zdmuchna
sobie jasny loczek z twarzy i obserwowaa nas z zadowoleniem.
- Mogaby opowiedzie co z dawnych czasw, ciociu Maddy? - poprosia Caroline. - Kiedy bya ma
dziewczynk i musiaa jedzi w odwiedziny na wie do swojej strasznej kuzynki Hazel?
- Och, ju tyle razy to syszelicie - odrzeka ciocia Maddy, opierajc na podnku stopy w rowych
filcowych kapciach.
Ale nie daa si dugo prosi. Jak kad swoj histori o strasznej kuzynce zacza od sw: Hazel bya
chyba najbardziej zarozumia dziewczyn, jak mona sobie wyobrazi", a my skomentowalimy chrem:
Zupenie jak Charlotta!", lecz ciocia Maddy pokrcia gow.
- Nie, Hazel bya o wiele, wiele gorsza - powiedziaa. -Chwytaa koty za ogon i miotaa nimi w kko nad
gow.
Kiedy oparszy brod na gowie Nicka, przysuchiwaam si historii o tym, jak ciocia Maddy w wieku
dziesiciu lat pomcia wszystkie mczone koty z Gloucestershire i zaatwia kuzynce Hazel kpiel w szambie,
moje myli powdroway do Gideona. Ciekawe, gdzie on teraz jest. Co robi? Kto z nim jest? A moe akurat
myli o mnie - z tym dziwnym, ciepym uczuciem w okolicach odka? Chyba nie. Z trudem powstrzymaam
gbokie westchnienie, mylc o naszym poegnaniu przed pracowni madame Rossini. Gideon nawet na mnie
nie spojrza, cho caowalimy si kilka minut wczeniej.
No i znowu. A przecie wczoraj wieczorem przysigam Les-lie przez telefon, e to ju nigdy si nie
powtrzy. Nigdy, dopki nie wyjanimy jednoznacznie, co jest midzy nami".
Nawiasem mwic, Leslie si rozemiaa. Daj spokj, przed kim ty si zgrywasz? To zupenie jasne, co do
niego czujesz: jeste po uszy zakochana w tym gociu!".
Ale jak mogam by zakochana w chopaku, ktrego znaam zaledwie par dni? W chopaku, ktry przez
wikszo czasu zachowywa si wobec mnie okropnie? Chocia w momentach, gdy tego nie robi, by taki...
taki cudowny...
- Jestem - zaskrzecza Xemerius, ldujc z impetem na stole obok wiecy.
Caroline, przytulona do mamy, wzdrygna si i zacza patrze w jego stron.
- Co jest, Caroline? - zapytaam cicho.
- Ach, nic - odpowiedziaa. - Wydawao mi si, e widz cie.
- Naprawd? - Spojrzaam zaskoczona na Xemeriusa. On za podnis jedno rami i wyszczerzy zby.
- Niedugo penia. Wraliwi ludzie czasem nas wtedy widz, przewanie tylko ktem oka. Kiedy spojrz
uwaniej, wcale nas tam nie ma... - Znowu zwiesi si z yrandola. - Ta starsza pani z loczkami widzi i czuje
wicej, ni si do tego przyznaje. Kiedy na prb pooyem jej ap na ramieniu, zapaa si za to miejsce... W
twojej rodzinie mnie to nie dziwi.
Obrzuciam Caroline czuym spojrzeniem. Wraliwe dziecko - tylko eby si na koniec nie okazao, e
odziedziczya po cioci Maddy dar wizji.
- Teraz bdzie mj ulubiony fragment - rzeka Caroline z byskiem w oku.
A ciocia Maddy, delektujc si opowieci, opisaa, jak wykazujca skonnoci sadystyczne Hazel w swojej
licznej niedzielnej sukience staa po szyj w ciekach i gono skrzeczaa: Odpac ci za to, Madeleine,
odpac ci za to!".
- I zrobia to - powiedziaa ciocia Maddy. -1 to niejeden raz.
- Ale tej historii posuchamy kiedy indziej - wtrcia energicznie mama. - Dzieci musz i spa. Jutro trzeba
i do szkoy.
Wtedy wszyscy westchnlimy, a ciocia Maddy westchna najgoniej.
*
Nazajutrz by dzie nalenikowy, a wtedy nikt nie odpuciby sobie obiadu w szkolnej stowce, bo to bya
waciwie jedyna potrawa, ktra nadawaa si tam do zjedzenia. Poniewa wiedziaam, e Leslie daaby si
pokroi za naleniki, nie pozwoliam, by zostaa ze mn w klasie, gdzie umwiam si z Jamesem.
- Id zje - powiedziaam. - Byabym strasznie za, gdyby ze wzgldu na mnie musiaa zrezygnowa z
nalenikw.
- Ale wtedy nie bdzie nikogo, kto mgby stan na czatach. Poza tym chciaabym ze szczegami usysze,
jak to byo wczoraj z tob, Gideonem i zielon sof...
- Mimo najlepszych chci nie mog opowiedzie ci tego ze szczegami - odparam.
- No to po prostu opowiedz jeszcze raz, to jest takie romantyczne!
- Id je naleniki!
- Musisz go dzi koniecznie zapyta o numer komrki - zaznaczya Leslie. - Przypominam ci, e to
podstawowa zasada: nie caujemy si z chopakiem, do ktrego nie mamy nawet numeru komrki.
- Pyszne, chrupice naleniki z jabkami - rzuciam.
- Ale...

54

- Xemerius jest ze mn. - Wskazaam na awk, gdzie siedzia Xemerius, z nudw obgryzajc sobie koniec
ogona.
Leslie skapitulowaa.
- No dobrze. Ale niech ci dzisiaj nauczy czego sensownego. To machanie wskanikiem pani Counter w
prawo i w lewo na nic si nie przyda. A jeli kto ci si przy tym bdzie przyglda, wyldujesz w wariatkowie,
pamitaj o tym.
- No id ju wreszcie. - Wypchnam j za drzwi dokadnie w chwili, gdy wszed James.
James ucieszy si, e tym razem jestemy sami.
- Ta pieguska zawsze mnie denerwuje tym nieuprzejmym wtrcaniem si. I traktuje mnie jak powietrze.
- To si bierze std, e... ach, dajmy temu spokj.
- A wic? Jak ci mog dzisiaj pomc?
- Mylaam, e mgby mnie by moe nauczy, jak powiedzie cze" na soiree w osiemnastym wieku.
- Cze?
- Tak. Cze. Hej. Dobry wieczr. No wiesz, jak naley si przywita, stojc naprzeciw kogo. Poda rk,
pocaowa w rk, skoni si, dygn, wasza ksica mo, wielmony panie, wasza wysoko... to wszystko
jest takie skomplikowane i mona popeni tak wiele bdw.
James zrobi wynios min.
- Nie, jeli bdziesz postpowaa wedug moich wskazwek. Najpierw naucz ci, jak dama dyga przed
mczyzn, ktry zajmuje t sam pozycj spoeczn co ona.
- Super - wtrci Xemerius. - Pytanie tylko, jak Gwendolyn ma si w ogle zorientowa, jak pozycj
spoeczn zajmuje ten mczyzna.
James gapi si na niego.
- A c to takiego? Psik, psik, kocie! Znikaj! Xemerius parskn z niedowierzaniem.
- Co to byo?
- Ach, James! - zawoaam. - Przyjrzyj si dobrze! To jest Xemerius, mj przyjaciel, hmm, demon-gargulec.
Xemeriusie, to James, rwnie przyjaciel.
James wytrzsn z rkawa chusteczk i poczuam wo konwalii.
- Cokolwiek to jest... niech sobie pjdzie. Przypomina mi o tym, e znajduj si wanie w straszliwej
malignie... malignie, w ktrej musz udziela nieokrzesanej dziewczynie lekcji dobrego wychowania.
Westchnam.
- To nie jest adna maligna, James, kiedy to wreszcie zrozumiesz? Ponad dwiecie lat temu moe i leae w
malignie, ale potem ty... to znaczy i ty, i Xemerius... potem wy obaj...
- ...umarlicie - dokoczy Xemerius. - cile rzecz biorc. - Przechyli gow na bok. - Przecie to prawda.
Czemu tak owijasz w bawen?
James machn chusteczk.
- Nie chc tego sucha. Koty nie mwi.
- Czy ja wygldam jak kot, ty gupi duchu? - zawoa Xe-merius.
- Troch tak - powiedzia James, nie patrzc na niego. -Moe poza uszami. I rogami. I skrzydami. I tym
miesznym ogonem. Och, jake ja nienawidz tych majakw w gorczce!
Xemerius, ze zoci bijc ogonem o ziemi, w bojowym rozkroku stan naprzeciw Jamesa.
- Nie jestem adnym majakiem. Jestem demonem! - wykrzykn i ze zdenerwowania wyrzuci z siebie
wielk kaskad wody. - Potnym demonem. Przywoywanym przez czarnoksinikw i budowniczych w
jedenastym stuleciu waszego czasu, by w postaci kamiennego gargulca strzec wiey kocioa, ktrego dzi
dawno ju nie ma. Kiedy moje ciao z piaskowca zostao zniszczone wiele setek lat temu, pozostao ze mnie
tylko to... mona powiedzie: cie mojego dawnego ja, na zawsze skazany na wdrwk po tej ziemi, do chwili
gdy si ona rozpadnie. Co zapewne potrwa jeszcze par milionw lat.
- La, la, la, nic nie sysz - powiedzia James.
- Ty biedaku - rzek Xemerius. - W przeciwiestwie do ciebie nie mam innej moliwoci, bo wskutek wyklcia
mnie przez czarnoksinika jestem przywizany do tej egzystencji. Ty jednak mgby w kadej chwili
zrezygnowa z aosnego bytu ducha i i tam, gdzie udaj si ludzie, gdy umieraj.
- Ale ja nie umarem, ty durny kocie! - zawoa James. - Jestem tylko chory i le w ku w straszliwej
malignie. I jeli w tej chwili nie zmienimy tematu, pjd sobie!
- Ju dobrze - powiedziaam, prbujc zetrze gbk od tablicy kau, ktr pozostawi Xemerius. - Idmy
dalej. Ukon przed mczyzn o tej samej pozycji spoecznej.
Xemerius potrzsn gow i z opotem pofrun do drzwi.
- No to ja stan na warcie. Gupio by byo, gdyby kto przyapa ci tu na dyganiu.
Przerwa obiadowa nie bya dostatecznie duga, ebym moga si nauczy wszystkich sztuczek, ktre chcia
mi pokaza James, ale na koniec umiaam dyga na trzy rozmaite sposoby i podawa do do ucaowania
(byam szczliwa, e zwyczaj ten popad dzi w zapomnienie). Kiedy wszyscy wrcili do klasy, James
poegna si ukonem, a ja wyszeptaam jeszcze szybko sowa podzikowania.
- I? - spytaa Leslie.

55

- James uwaa Xemeriusa za miesznego kota ze swojej maligny - poinformowaam j. - Dlatego mog mie
tylko nadziej, e to, czego mnie nauczy, nie zostao znieksztacone przez jego malign. Ale teraz
wiedziaabym ju, co robi, gdyby przedstawiono mnie ksiciu Devonshire.
- Och, to dobrze - powiedziaa Leslie. -1 co by zrobia?
- Dygaabym gboko i wytrwale. Prawie tak wytrwale jak przed krlem, ale znacznie bardziej wytrwale ni
przed markizem czy hrabi. Poza tym trzeba zawsze grzecznie pozwoli ob-caowa sobie do i adnie si
przy tym umiecha.
- Patrzcie, pastwo, nie pomylaabym, e James moe si jednak na co przyda. - Leslie rozejrzaa si z
uznaniem. - Zadziwisz ich wszystkich w tym osiemnastym wieku.
- Miejmy nadziej - powiedziaam.
Reszta lekcji nie bya w stanie zmci mojego dobrego nastroju. Charlotta i ten durny Wydtousty zdziwi
si, e umiem ju nawet odrni wasz ksic mo od waszej wysokoci, cho w aden sposb nie
rozumiaam ich zawiego wyjanienia.
- Nawiasem mwic, stworzyam pewn teori na temat magii kruka - oznajmia Leslie po lekcjach, gdy
szymy do naszych szafek. - Jest tak prosta, e nikt jeszcze na ni nie wpad. Spotkamy si jutro przed
poudniem u was i przynios wszystko, co udao mi si zebra. O ile moja mama znowu nie zaplanuje
rodzinnego sprztania i nie rozda nam gumowych rkawiczek.
- Gwenny? - Cynthia Dale uderzya mnie od tyu w plecy. -Pamitasz jeszcze Regin Curtiz, ktra do zeszego
roku chodzia z moj siostr do jednej klasy? Jest teraz w szpitalu dla anorektyczek. Te chcesz tam
wyldowa?
- Nie - odparam zaskoczona.
- A wic zjedz to! Natychmiast! - Cynthia rzucia mi karmelowy cukierek.
Zapaam go i posusznie odwinam papierek. Ale kiedy chciaam ju wsun cukierek do ust, Cynthia
zapaa mnie za rk.
- Stj! Naprawd chcesz to zje? To znaczy, e w ogle nie jeste na diecie?
- Nie - powtrzyam.
- No to Charlotta skamaa. Powiedziaa, e nie przyjdziesz na obiad, bo chcesz by taka chuda jak ona...
Oddaj ten cukierek. Wcale nie jeste zagroona anoreksj. - Cynthia sama wrzucia go sobie do ust. - Masz tu
zaproszenie na moje urodziny. Znowu przebierana impreza. Tegoroczne motto brzmi: ziele si zieleni.
Moesz przyprowadzi swojego chopaka.
- Ehm...
- Wiesz, to samo powiedziaam Charlotcie, mnie jest wszystko jedno, ktra z was dwch przyprowadzi tego
gocia. Najwaniejsze, eby przyszed na moj imprez.
- Ona zwariowaa - szepna do mnie Leslie.
- Syszaam to - powiedziaa Cynthia. - Ty te moesz przyprowadzi Maksa.
- Cyn, rozstalimy si p roku temu.
- Och, to fatalnie. - Cynthia westchna. - Tym razem jest jako za mao chopakw. Albo jakich
przyprowadzicie, albo bd musiaa odprosi par dziewczyn. Na przykad Aishani, ale ona raczej i tak
odmwi, bo jej rodzice nie pozwalaj na imprezy z chopcami. O, mj Boe, a c to takiego? Czy kto moe
mnie uszczypn?
To" byo wysokim chopakiem z krtko citymi jasnymi wosami. Sta przed gabinetem naszego dyrektora,
razem z panem Whitmanem. Wyda mi si dziwnie znajomy.
- Auu - sykna Cynthia, bo Leslie uszczypna j, zgodnie z yczeniem.
Pan Whitman i ten chopak odwrcili si w nasz stron. Kiedy spod gstych ciemnych rzs omioto mnie
spojrzenie zielonych oczu, od razu wiedziaam, kim jest ten obcy. O, niebiosa! Teraz Leslie powinna chyba
uszczypn mnie.
- Bardzo dobrze si skada - powiedzia pan Whitman. -Raphaelu, to s trzy uczennice z twojej klasy.
Cynthia Dale, Leslie Hay i Gwendolyn Shepherd. Przywitajcie si z Raphae-lem Bertelinem, ktry od
poniedziaku bdzie chodzi do waszej klasy.
- Cze - mruknymy z Leslie.
- Serio? - odezwaa si Cynthia.
Raphael wyszczerzy do nas zby, trzymajc rce wetknite swobodnie w kieszenie spodni. Naprawd by
podobny do Gi-deona, cho troch modszy. Jego usta byy peniejsze, a skra miaa brzowawy odcie, jakby
wanie wrci z czterotygodniowych wakacji na Karaibach. Pewnie ci wszyscy farciarze z poudniowej Francji
tak wygldaj.
- Dlaczego zmieniasz szko w trakcie roku szkolnego? - spytaa Leslie. - Narozrabiae?
Umiech Raphaela stal si jeszcze szerszy.
- To zaley, co przez to rozumiesz - powiedzia. - Waciwie jestem tutaj, bo miaem po dziurki w nosie
szkoy. Ale z jakich powodw...
- Raphael przeprowadzi si z Francji - wpad mu w sowo pan Whitman. - Chod, Raphaelu, dyrektor Gilles
czeka.
- A wic do poniedziaku - rzuci Raphael i miaam wraenie, e kieruje to wycznie do Leslie.

56

Cynthia odczekaa, a pan Whitman i Raphael znikn w biurze dyrektora Gillesa, a potem wycigna do
sufitu obie rce.
- Dziki! Dziki, dobry Boe, e wysuchae moich modlitw! - zawoaa.
Leslie daa mi okciem kuksaca w ebra.
- Wygldasz, jakby wanie przejecha ci po nodze autobus.
- Poczekaj, a ci powiem, kto to jest - szepnam. - Wtedy te bdziesz tak wygldaa.

57

Kada epoka to Sfinks, ktry zapada si w otcha, gdy tylko jego zagadka zostanie rozwizana.
(Heinrich Heine)

58

7
Przez to spotkanie z modszym bratem Gideona i odbyt potem pospieszn rozmow z Leslie (spytaa dziesi
razy: jeste pewna?", a ja odpowiedziaam dziesi razy: absolutnie pewna", po czym obie powiedziaymy
jeszcze ze sto razy obd" i nie mieci mi si to w gowie" oraz widziaa jego oczy?") dotaram do
czekajcej limuzyny kilka minut po Charlotcie. Znowu wysano pana Marleya, eby nas przywiz, i wydawa
si bardziej zdenerwowany ni kiedykolwiek. Xemerius siedzia w kucki na dachu, machajc ogonem tam i z
powrotem. Charlotta siedziaa ju z tyu i patrzya na mnie ze zoci.
- Gdzie, do diaba, bya tak dugo? Nie kae si czeka komu takiemu jak Giordano. Chyba nie zdajesz
sobie sprawy z tego, jaki to dla ciebie wielki zaszczyt, e ci uczy.
Pan Marley z zakopotan min uprzejmie zaprosi mnie do samochodu i zamkn za mn drzwi.
- Co jest?
Miaam nieprzyjemne uczucie, e omino mnie co wanego. Mina Charlotty tylko mnie w tym upewnia.
Kiedy samochd ruszy, Xemerius zsun si przez dach do wntrza i klapn na siedzenie naprzeciw mnie.
Pan Marley, tak jak ostatnim razem, zaj miejsce obok kierowcy.
- Byoby dobrze, gdyby si dzi bardziej postaraa - powiedziaa Charlotta. - Dla mnie to strasznie przykre. W
kocu jeste moj kuzynk.
Musiaam si gono rozemia.
- Och, daj spokj, Charlotta! Przede mn nie musisz si tak zgrywa. Przecie to dla ciebie najczystsza
przyjemno, kiedy robi z siebie tak idiotk!
- Nieprawda! - Charlotta potrzsna gow. - To typowe dla ciebie, e tak mylisz, w tym swoim dziecinnym
skupianiu si wycznie na sobie. Wszyscy chc ci tylko pomc, eby... nie zepsua caej sprawy swoj
ignorancj. Chocia moe nie bdziesz ju miaa ku temu okazji. Moliwe, e wszystko odwoaj...
- A niby dlaczego?
Charlotta przez chwil przygldaa mi si w milczeniu.
- Dowiesz si w swoim czasie. Jeli w ogle - dodaa takim tonem, jakby niemal j to cieszyo.
- Co si stao? - zapytaam, zwracajc si jednak nie do Charlotty, lecz do Xemeriusa. Przecie nie byam
gupia. - Czy pan Marley mwi co, zanim przyszam?
- W bardzo zawoalowany sposb - odrzek Xemerius, podczas gdy Charlotta zacisna usta i patrzya w okno. Najwyraniej dzi rano wydarzy si jaki incydent w trakcie podry w czasie tego... no... byszczcego
kamyczka... - Podrapa si ogonem w brew.
- Nie daj si tak cign za jzyk!
- Wiedziaaby, gdyby si nie spnia - rzucia Charlotta, ktra oczywicie mylaa, e zwracam si do niej.
- ...diamentu - dokoczy Xemerius. - Kto go... taaa... jak to najlepiej wyrazi? Kto mu po prostu spuci
manto.
odek skurczy mi si bolenie.
- Co?
- Tylko si nie denerwuj - rzek Xemerius. - Jeszcze yje. Tak w kadym razie wywnioskowaem z
nerwowego jkania si tego rudego. Och, mj Boe. Jeste biaa jak przecierado. Och, och, chyba nie
zaczniesz teraz rzyga? We si troch w karby.
- Nie mog - wyszeptaam. Czuam si naprawd potwornie.
- Czego nie moesz? - wysyczaa Charlotta. - Pierwsze, czego uczy si posiadacz genu, to ogranicza wasne
potrzeby i dawa z siebie wszystko dla sprawy. Ty natomiast robisz na odwrt.
Przed oczami miaam Gideona, jak zalany krwi ley na ziemi. Z trudem apaam oddech.
- Inni zrobiliby wszystko, by mc pobiera nauki u Giorda-na. A ty zachowujesz si tak, jakby kto ci tym
drczy.
- Och, Charlotta, zamknij si w kocu! - zawoaam. Charlotta odwrcia si z powrotem do okna. Zaczam
si trz.
Xemerius wysun do przodu jedn ap i uspokajajcym gestem pooy j na moim kolanie.
- Sprbuj si czego dowiedzie. Znajd twojego kochasia, a potem zdam ci relacj, okej? Tylko nie rycz
teraz, dobrze? Bo jak nie, to si zdenerwuj i opluj wod te pikne skrzane siedzenia, a twoja kuzynka
pomyli, e zsikaa si w majtki.
Jednym ruchem przenikn przez dach samochodu i odlecia. Mino mczce ptorej godziny, nim znowu
zjawi si u mojego boku.
Ptorej godziny, kiedy to wyobraaam sobie najstraszniejsze rzeczy. Nie poprawio sytuacji to, e
tymczasem dotarlimy do Tempie, gdzie czatowa ju na mnie nieprzejednany mistrz. Ale nie byam w stanie
ani przysuchiwa si wywodom na temat polityki kolonialnej, ani naladowa tanecznych krokw Charlotty. A
jeli Gideon znowu zosta napadnity przez ludzi ze szpadami i tym razem nie mg si broni? Kiedy nie

59

widziaam go akurat zalanego krwi, lecego na ziemi, wyobraaam go sobie, jak ley na oddziale
intensywnej terapii, podczony do tysica rurek, bielszy ni przecierado. Dlaczego nie ma nikogo, kto
mgby mi powiedzie, jak on si czuje?
W kocu Xemerius wlecia wprost przez cian do Starego Refektarza.
- I? - spytaam, nie zwracajc uwagi na Giordana i Charlotte. Wanie uczyli mnie, jak bi brawo na soiree w
osiemnastym wieku. Oczywicie zupenie inaczej, ni ja to robiam.
- Okropnie! To nie jest kosi, kosi, apci! - zawoa Giordano. - Tak klaszcz dzieci w piaskownicy, kiedy si
ciesz... Gdzie ona si znowu gapi? Zaraz dostan szalu.
- Wszystko w najlepszym porzdku, dziewczyno ze stogu siana - oznajmi Xemerius, umiechajc si
wesoo. - Chopak dosta jakie bcki w gow, ale wyglda na to, e ma tward czaszk i nawet nie dozna
wstrzsu mzgu. A ta rana na czole sprawia, e jako tak... ehm... o nie, nie blednij znowu! Przecie
powiedziaem, e wszystko jest w porzdku.
Odetchnam gboko. A mnie zemdlio z tej ulgi.
- Tak jest dobrze - rzek Xemerius. - Nie ma powodu do mdlenia. Kocha ma nadal wszystkie swoje biae
zbki. I bez przerwy klnie pod nosem, a zakadam, e to dobry znak.
Dziki Bogu. Dziki Bogu. Dziki Bogu.
Bliski omdlenia by natomiast Giordano. A niech tam. Nagle te jego wrzaski przestay mnie obchodzi. Co
wicej, byo to nawet zabawne obserwowa, jak kolor jego skry midzy liniami wsa zmienia si z
ciemnorowego w fioletowy.
Pan George przyszed w sam por, by zapobiec spoliczko-waniu mnie przez doprowadzonego do
wciekoci Giordana.
- Dzi, o ile to w ogle moliwe, byo jeszcze gorzej. - Giordano opad na aurowe krzeso i chusteczk w
obecnym kolorze jego skry wyciera pot. - Przez cay czas gapia si przed siebie szklanym wzrokiem. Jeli
nie miabym lepszego wytumaczenia, postawibym na narkotyki.
- Giordano, prosz - powiedzia pan George. - Nie mamy dzi szczeglnie dobrego dnia.
- A jak... on si czuje? - zapytaa cicho Charlotta, zerkajc na mnie z boku.
- Stosownie do okolicznoci - odrzek z powag pan George.
Charlotta znowu obrzucia mnie szybkim, badawczym spojrzeniem. Odwzajemniam je ponuro. Czyby
sprawiao jej to jak chor satysfakcj, e wiedziaa co, o czym mylaa, e gorco si tym interesuj?
- Ach, gadki-szmatki - wtrci Xemerius. - Czuje si wietnie, wierz mi, skarbie! Wanie pochon
gigantyczny sznycel cielcy z pieczonymi ziemniakami i surwk. Czy to wyglda na stosownie do
okolicznoci?".
Giordano zdenerwowa si, poniewa nikt nie zwraca na niego uwagi.
- Ja bym tylko nie chcia, eby na koniec wszystko skupio si na mnie - powiedzia piskliwie i odstawi
swoje krzeseko na bok. - Pracowaem z nieznanymi talentami i z wielkimi tego wiata, ale jeszcze nigdy,
przenigdy nie przytrafio mi si co takiego jak to tutaj.
- Mj drogi Giordano, wie pan, jak bardzo pana cenimy. Nikt lepiej od pana nie przygotowaby Gwendolyn
do... - Pan George zamilk, poniewa nadsany Giordano wysun doln warg i odrzuci do tyu gow z
zabetonowan fryzur.
- Prosz mi nie mwi, e pana nie uprzedzaem - warkn. - To jest wszystko, czego dam.
- W porzdku. - Pan George westchn. - Ja... no dobrze. Tak to przeka. Idziesz, Gwendolyn?
Zdyam ju odpi krynolin i pooyam j starannie na taborecie przy fortepianie.
- Do widzenia - powiedziaam do Giordana. Cigle jeszcze mia nadsan min.
- Mam nadziej, e zdoam tego unikn - burkn.
Kiedy szlimy do starej pracowni alchemicznej - drog rozpoznawaam ju nawet z zasonitymi oczami - pan
George opowiedzia mi, co si stao rano. By nieco zdziwiony, e pan Marley jeszcze mnie nie poinformowa
o tych wydarzeniach, a ja nie zadaam sobie trudu, eby mu wyjani, jak do tego doszo.
Za pomoc chronografu wysano Gideona w przeszo, aby wykona jakie mniejsze zadanie (jakie to byo
zadanie, tego pan George nie chcia mi zdradzi), i dwie godziny pniej znaleziono go nieprzytomnego w
korytarzu niedaleko pomieszczenia z chronografem. Z ran na czole, zapewne od uderzenia przedmiotem
przypominajcym pak. Gideon niczego nie pamita, napastnik musia si zaczai i zaatakowa z ukrycia.
- Ale kto?
- Tego nie wiemy. To przygnbiajca sytuacja, szczeglnie w naszym obecnym pooeniu. Dokadnie go
zbadalimy, nigdzie nie ma wkucia, ktre mogoby wskazywa, e pobrano od niego krew.
- Czy nie wystarczyaby krew z rany na czole? - spytaam i przeszy mnie ciarki.

60

- By moe - przyzna pan George. - Ale jeli... jeli kto chciaby mie absolutn pewno, pobraby krew w
inny sposb. No tak, sporo w tym wszystkim zagadek. Nikt nie wiedzia, e Gideon pojawi si tam wanie
tego wieczora, a wic raczej wykluczone, by kto specjalnie na niego czeka. Znacznie bardziej
prawdopodobne, e byo to przypadkowe spotkanie. W niektrych latach a si roio tutaj na dole od dywersantw, przemytnikw, przestpcw, ludzi z pwiatka w najprawdziwszym znaczeniu tego sowa. Ja
osobicie sdz, e by to niemiy przypadek... - Odchrzkn. - No, w kadym razie Gideon niele znis t
przygod, przynajmniej doktor White nie stwierdzi adnych powanych obrae. A wic tak jak to byo
zaplanowane, w niedziel po poudniu wyruszycie na soiree. - Rozemia si. - Ale to brzmi: soiree w
niedziel po poudniu.
Tak, cha, cha, cha, strasznie mieszne.
- A gdzie teraz jest Gideon? - spytaam niecierpliwie. -W szpitalu?
- Nie. Odpoczywa, mam nadziej. W szpitalu by tylko na tomografii komputerowej i poniewa, dziki
Bogu, nic nie wykazaa, wyszed na wasne danie. Wczoraj wieczorem niespodziewanie odwiedzi go
bowiem brat.
- Wiem - wtrciam. - Pan Whitman zapisa go dzi do Saint Lennox.
Usyszaam, jak pan George wzdycha gboko.
- Chopak uciek z domu po tym, jak z przyjacimi narobi jakich gupot. To szalony pomys Falka, eby
zatrzyma Raphaela w Anglii. W tych niespokojnych czasach my wszyscy, a gwnie Gideon, mamy
waniejsze sprawy na gowie, ni zajmowa si krnbrn modzie... Ale Falk nigdy nie umia niczego
odmwi Selinie i wyglda na to, e jest to ostatnia szansa Raphaela na skoczenie szkoy redniej, z dala od
przyjaci, ktrzy maj na niego zy wpyw.
- Selina to matka Gideona i Raphaela?
- Tak - potwierdzi pan George. - Kobieta, po ktrej obaj odziedziczyli te pikne zielone oczy. No, jestemy
na miejscu. Moesz zdj chustk.
Tym razem bylimy w pomieszczeniu z chronografem zupenie sami.
- Charlotta twierdzia, e w tych okolicznociach planowane wizyty w osiemnastym wieku zostan
odwoane - powiedziaam pena nadziei. - Albo przeoone? eby Gideon mia czas odpocz i moe ebym ja
moga jeszcze troch wicej powiczy.
Pan George pokrci gow.
- Nie. Tego nie zrobimy. Podejmiemy wszelkie moliwe rodki ostronoci, ale ten cisy harmonogram by
dla hrabiego bardzo wany. Gideon i ty pjdziecie jutro na soiree, to ju postanowione. Czy masz jakie
specjalne yczenia, jeli chodzi o rok, do ktrego poddasz si dzi elapsji?
- Nie - odparam z jak najwiksz obojtnoci. - To przecie nie ma znaczenia, gdy jest si zamknitym w
piwnicy, prawda?
Pan George ostronie zdj z chronografu aksamitny materia.
- Oczywicie. Gideona wysyamy najczciej do 1953 roku, to by spokojny rok, ale musimy uwaa, eby
nie spotka sam siebie. - Umiechn si. - Moim zdaniem to musi by straszne zosta zamknitym gdzie ze
swoim wasnym ja. - Pogadzi si po okrgym brzuchu i w zamyleniu spojrza do gry. - A co powiesz na
1956 rok? Te by bardzo spokojny.
- Tak, brzmi doskonale - odrzekam.
Pan George poda mi latark i zdj sygnet z palca.
- Tylko na wszelki wypadek... nie bj si, na pewno nikt nie przyjdzie w nocy, o wp do trzeciej.
- W nocy, o wp do trzeciej? - powtrzyam przeraona. Jak mam w rodku nocy znale mojego dziadka?
Nikt mi
nie uwierzy, e o tej porze zgubiam si w piwnicy. Moe nawet nikogo nie bdzie w domu. Wtedy wszystko
byoby na prno!
- Och, panie George, prosz, nie! Prosz nie posya mnie w nocy do tych strasznych katakumb, cakiem
samej...!
61

- Ale Gwendolyn, przecie to nie gra adnej roli, gboko pod ziemi, w zamknitym pomieszczeniu...
- Ale... ale ja si w nocy boj! Prosz, nie moe mnie pan wysya o takiej porze... - Byam tak
zdesperowana, e zy napyny mi do oczu i nawet nie musiaam im specjalnie w tym pomaga.
- Ju dobrze. - Pan George spojrza na mnie uspokajajco swoimi maymi oczkami. - Zapomniaem, e ty...
No to po prostu wemy inn godzin. Powiedzmy trzecia po poudniu.
- To ju lepiej. - Poczuam ulg. - Dzikuj, panie George.
- Nie ma za co. - Pan George podnis na chwil wzrok znad chronografu i umiechn si do mnie. - Myl,
e ja na twoim miejscu te bym si czu nieswojo, tak zupenie sam w piwnicy. Zwaszcza e od czasu do czasu
widzisz rzeczy, ktrych inni nie widz...
- Tak, dzikuj, e mi pan o tym przypomnia - powiedziaam. Na szczcie Xemeriusa tu nie byo, bo na
pewno znowu strasznie by si zdenerwowa sowem rzeczy". - Jak to byo z tymi grobami penymi koci i
czaszek tu za rogiem?
- Och - westchn pan George. - Nie chciaem ci jeszcze dodatkowo straszy.
- Bez obaw - pocieszyam go. - Zmarych si nie boj. W odrnieniu od ywych ludzi, jak wiem z
dowiadczenia, nie mog nic czowiekowi zrobi.
Spostrzegam, e pan George unis jedn brew.
- Oczywicie mimo to budz we mnie groz i w adnym wypadku nie chciaabym przesiadywa noc koo
katakumb - dorzuciam szybko. Podaam mu rk, drug mocno przyciskajc do siebie szkoln torb. - Prosz
tym razem wzi czwarty palec, on jeszcze nie by kuty.
Serce bio mi jak szalone, kiedy wyjmowaam klucz ze skrytki za cegami i rozwijaam kartk, ktr woy
tam Lucas. Widniay na niej jedynie aciskie sowa, adnej osobistej wiadomoci. Haso dnia wydao mi si
nadzwyczaj dugie i nawet nie prbowaam nauczy si go na pami. Wycignam z pirnika dugopis i
napisaam je sobie na doni. Lucas narysowa take plan pomieszcze piwnicznych. Wedug niego powinnam
za drzwiami trzyma si prawej strony, a potem skrci trzy razy w lewo, a dojd do gwnych schodw,
przy ktrych bdzie sta pierwszy posterunek. Drzwi otworzyy si bez trudu, kiedy przekrciam klucz w
zamku. Przez chwil zastanawiaam si, ale uznaam, e ich nie zamkn, na wypadek, gdyby w powrotnej
drodze bardzo mi si spieszyo. Tu na dole unosi si zapach stchlizny i wida byo, e piwnica jest bardzo
stara. Strop by niski, a korytarze do wskie. Co kilka metrw odchodzi w bok kolejny korytarz albo w
cianie byy drzwi. Bez mojej latarki i planu Lucasa pewnie bym si zgubia, cho czuam si tu dziwnie
swojsko. Gdy idc ostatnim korytarzem przed schodami, skrciam w lewo, usyszaam gosy i nabraam
gboko powietrza.
Teraz chodzio o to, by przekona wartownikw, e istnieje naprawd wany powd, dla ktrego powinni
mnie przepuci. Inaczej ni w osiemnastym wieku ci dwaj wcale nie wygldali gronie. Siedzieli u podna
schodw i grali w karty. Podeszam do nich zdecydowanym krokiem. Kiedy mnie zobaczyli, jednemu wypady
karty z rk, a drugi zerwa si na rwne nogi i w popiechu dopad szpady opartej o cian.
- Dzie dobry - odezwaam si odwanie. - Prosz sobie nie przeszkadza.
- Jak... jak... jak? - wyjka pierwszy, podczas gdy drugi chwyci szpad i niezdecydowanie gapi si na
mnie.
- Czy szpada nie jest troch zbyt egzotyczn broni jak na dwudziesty wiek? - spytaam zaskoczona. - A co
pan zrobi, jak kto tu przyjdzie z rcznym granatem? Albo z pistoletem maszynowym?
- Tu nieczsto kto przychodzi - powiedzia ten ze szpad, umiechajc si niepewnie. - To raczej tradycyjna
bro, ktra... - Potrzsn gow, jakby sam siebie chcia przywoa do porzdku, po czym wyprostowa si
subicie. - Haso?
Spojrzaam na swoj do.
- Nam quodin iuventus non discitur, in matura aetate nescitur*.
- W porzdku - powiedzia ten, ktry wci jeszcze siedzia na schodach. - Ale skd si pani tu wzia, jeli
mona spyta?
- Z Paacu Sprawiedliwoci - wyjaniam. - wietny skrt. Poka panom przy okazji. Ale teraz mam bardzo
wane spotkanie z Lucasem Montrose.
- Montrose? Nawet nie wiem, czy jest dzisiaj w domu - rzek ten ze szpad.
- Zaprowadzimy pani na gr, ale najpierw musi nam pani poda swoje nazwisko. Do protokou - doda ten
drugi.
Rzuciam pierwsze lepsze nazwisko, jakie przyszo mi do gowy. Moe troch za szybko.

Nam quod... (ac.) - czego si czowiek nie nauczy za modu, tego tym bardziej nie dowie si na staro (przyp. red.).

62

- Violetta Purpleplum? - powtrzy z niedowierzaniem ten ze szpad, podczas gdy ten drugi gapi si na moje
nogi.
Prawdopodobnie dugo spdnic naszych mundurkw nie do koca bya zgodna z mod 1956 roku.
Niewane, musiaam si przedosta.
- Tak - potwierdziam nieco agresywnie, poniewa byam za sama na siebie. - Nie ma powodu, eby si tak
gupio umiecha. Nie kady moe si nazywa Smith albo Miller. Mog ju i?
Mczyni wdali si w krtk sprzeczk o to, ktry z nich ma mnie zaprowadzi na gr, a potem ten ze
szpad ustpi i z powrotem uoy si wygodnie na schodach. W drodze na gr ten drugi chcia wiedzie, czy
ju tu kiedy byam. Ale tak, powiedziaam, ju kilka razy, i jake pikna jest Smocza
Sala, a poowa mojej rodziny naley do Stranikw, i nagle temu czowiekowi si przypomniao, e chyba
widzia mnie na ostatnim pikniku.
- To pani podawaa lemoniad, prawda? Razem z lady Gainslay.
- O, wanie - przytaknam.
I zaraz wdalimy si w cudown pogawdk o pikniku, rach i tych wszystkich ludziach, ktrych nie
znaam (co mi nie przeszkadzao naigrawa si ze miesznego kapelusza pani Lamotte i z faktu, e to wanie
pan Mason mia romans z sekretark, fuj!).
Gdy dotarlimy do pierwszych okien, zaciekawiona wyjrzaam na zewntrz - wszystko wygldao bardzo
znajomo. Ale troch dziwnie byo pomyle, e poza szacownymi murami Tempie miasto przedstawiao jednak
zupenie inny widok ni w moich czasach.
Na pierwszym pitrze wartownik zapuka do drzwi biura. Zobaczyam nazwisko mojego dziadka na tabliczce
i zalaa mnie fala dumy. Naprawd daam rad!
- Pana Purpleplum do pana Montrose - oznajmi wartownik przez szczelin w drzwiach.
- Dzikuj panu za odprowadzenie - powiedziaam, wsuwajc si obok niego do rodka. - Zobaczymy si
zapewne na nastpnym pikniku.
- Tak. Ju si na to ciesz - odrzek, ale zdyam ju zamkn drzwi.
Obrciam si z triumfem.
- No, i co powiesz?
- Panna... eee... Purpleplum?
Mczyzna za biurkiem patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Z ca pewnoci nie by to mj dziadek.
Spojrzaam na niego z przestrachem. By bardzo mody, waciwie jeszcze prawie chopiec, i mia okrg
gadk twarz z jasnymi przyjaznymi oczkami, ktre wyday mi si bardziej ni znajome.
- Pan George? - spytaam z niedowierzaniem.
- Przepraszam, czy my si znamy? - Mody pan George podnis si z krzesa.
- Tak, oczywicie. Z ostatniego pikniku - wyjkaam, a myli kotoway mi si w gowie. - To ja byam t,
ktra podawaa... a gdzie jest dzia... Lucas? Czy nie wspomina, e jest dzi ze mn umwiony?
- Jestem jego asystentem i pracuj tu od niedawna - wydusi z siebie zmieszany pan George. - Ale nie, nic na
ten temat nie mwi. Powinien jednak lada chwila wrci. Prosz usi i poczeka, panno... eee?
- Purpleplum!
- No wanie. Moe przynie pani kaw? - Obszed biurko i podsun mi krzeso, ktre bardzo mi si
przydao. Nogi strasznie mi si trzsy. - Nie, dzikuj za kaw.
Patrzy na mnie ze zdziwieniem, a ja gapiam si na niego w milczeniu.
- Czy pani jest... w harcerstwie?
- Co prosz?
- Chodzi mi tylko... to przez ten mundurek.
- Nie.
Nie mogam inaczej, musiaam si po prostu dalej na niego gapi. To by on, bez wtpienia. Jego
pidziesiciopicio-letnie ja byo do niego niesychanie podobne, tylko nie miao wosw, za to nosio
okulary i byo mniej wicej rwnie wysokie jak szerokie.
Mody pan George natomiast mia ca mas wosw, ktre poskromi za pomoc porzdnego przedziaka i
duej iloci pomady, i by naprawd szczupy. Najwyraniej poczu si nieswojo, e tak wlepiam w niego
wzrok, poniewa zaczerwieni si, usiad z powrotem na swoim miejscu za biurkiem i zacz przekada jakie
papiery. Zastanawiaam si, co by powiedzia, gdybym wycigna z kieszeni jego rodowy sygnet i mu go
pokazaa.
Co najmniej przez kwadrans oboje milczelimy, a potem otworzyy si drzwi i wszed mj dziadek. Kiedy
mnie zobaczy, jego oczy zrobiy si wielkie jak spodki, ale zaraz wzi si w gar.

63

- O, patrzcie pastwo, moja kochana kuzyneczka - rzek. Zerwaam si z krzesa. Od naszego ostatniego
spotkania
Lucas Montrose zdecydowanie wydorola. Mia na sobie elegancki garnitur i muszk i nosi wsy, ktre
niespecjalnie do niego pasoway. Wsy poaskotay mnie po twarzy, kiedy pocaowa mnie w oba policzki.
- C to za rado, Hazel! Jak dugo pozostaniesz w miecie? Czy twoi drodzy rodzice przyjechali z tob?
- Nie - wyjkaam. e te musiaam by akurat t wstrtn Hazel. - S w domu, z kotami.
- A propos, to jest Thomas George, mj nowy asystent. Thomasie, to jest Hazel Montrose z Gloucestershire.
Mwiem ci przecie, e wkrtce nas odwiedzi.
- Mylaem, e pani nazywa si Purpleplum - powiedzia pan George.
- Tak - potwierdziam. - Bo tak jest. To moje drugie nazwisko. Hazel Violet Montrose Purpleplum... ale kt
by to spamita?
Lucas przyglda mi si ze zmarszczonym czoem.
- Udam si teraz z Hazel na may spacer - zwrci si do pana George'a. - Jeli kto bdzie o mnie pyta,
powiesz, e jestem na spotkaniu z klientem.
- Tak, panie Montrose - odrzek pan George, starajc si przybra obojtny wyraz twarzy.
- Do widzenia - poegnaam si.
Lucas wzi mnie za rk i wycign z pokoju. Oboje umiechalimy si, spici jedno bardziej od drugiego.
Dopiero kiedy zamknlimy za sob cikie drzwi i wyszlimy na dwr, na skpan w socu uliczk,
zaczlimy znowu mwi.
- Nie chc by t wstrtn Hazel - powiedziaam z wyrzutem i rozejrzaam si ciekawie. Tempie
najwyraniej niewiele si zmienio w cigu tych pidziesiciu lat, pomijajc samochody. - Czy ja moe
wygldam jak kto, kto krci kotami nad gow, trzymajc je za ogon?
- Purpleplum - odezwa si Lucas z rwnym wyrzutem. -Nie dao si ju bardziej ekstrawagancko, co? Nastpnie zapa mnie za ramiona i przyjrza mi si. - Pozwl na siebie popatrze, moja kochana wnuczko!
Wygldasz zupenie tak samo jak przed omiu laty.
- Owszem, bo to byo zaledwie przedwczoraj.
- Niewiarygodne. Przez te wszystkie lata mylaem, e moe mi si to tylko przynio.
- Wczoraj wyldowaam w 1953 roku, ale nie byam sama.
- Ile czasu mamy dzisiaj?
Przybyam o trzeciej, a punktualnie o wp do sidmej przeskocz z powrotem.
- No to mamy przynajmniej troch czasu, eby porozmawia. Chod, tam za rogiem jest niewielka
kawiarnia, moemy napi si herbaty. - Lucas wzi mnie pod rk i poszlimy w kierunku play. - Nie
uwierzysz, ale od trzech miesicy jestem ojcem - opowiada mi, idc dalej. - Musz przyzna, e to przyjemne
uczucie. I wydaje mi si, e Arista to by dobry wybr. Claudine Seymore troch si rozkeia, a poza tym
mwi, e czasem zaglda do kieliszka. I to przed poudniem.
Wski zauek doprowadzi nas do bramy, przez ktr wyszlimy na ulic. Tam zatrzymaam si nagle,
oszoomiona. Jak zawsze panowa tu ogromny ruch, ale widziaam same stare auta. Czerwone pitrowe
autobusy wyglday jak z muzeum i potwornie haasoway, a wikszo ludzi, ktrzy szli po chodnikach, miaa
na gowach kapelusze - mczyni, kobiety, nawet dzieci! Na cianie domu naprzeciwko wisia plakat filmowy
reklamujcy Wysze sfery z nieziemsko pikn Grace Kelly i niewiarygodnie brzydkim Frankiem Sinatr. Z
otwartymi ustami gapiam si na lewo i na prawo. Wszystko wygldao jak na kartce pocztowej w stylu retro tylko byo znacznie bardziej kolorowe.
Lucas zaprowadzi mnie do uroczej kawiarni na rogu, gdzie zamwi herbat i ciastka.
- Ostatnim razem bya godna - przypomnia sobie. - Maj tu te dobre kanapki.
- Nie, dzikuj - odparam. - Dziadku, a co do pana George, to w 2011 roku zachowuje si tak, jakby mnie
nigdy nie widzia.
Lucas wzruszy ramionami.
- Ach, nie martw si z tym chopcem. Zanim zobaczycie si znowu, minie pidziesit pi lat. Pewnie ci
po prostu zapomni.
- Tak, by moe.
Zirytowana spojrzaam na licznych palaczy. Tu obok nas, przy owalnym stole, na ktrym staa szklana
popielnica wielkoci ludzkiej czaszki, siedzia gruby facet z cygarem. Czy oni w tym 1956 roku nie syszeli
jeszcze o raku puc?
- Udao ci si przez ten czas dowiedzie, kim jest zielony jedziec? - spytaam.
- Nie, ale dowiedziaem si znacznie waniejszej rzeczy. Wiem teraz, dlaczego Lucy i Paul ukradn
chronograf. - Lucas rozejrza si szybko i przysun bliej swoje krzeso. - Po twojej wizycie Lucy i Paul
jeszcze kilka razy pojawili si na elapsji, ale nic szczeglnego si nie wydarzyo. Wypilimy razem herbat,
przepytaem ich z francuskich czasownikw i przez cztery godziny kulturalnie si nudzilimy. Nie wolno im
64

byo opuszcza domu, taki by przepis, i Kenneth de Villiers, stary skarypyta, zatroszczy si o to, bymy tego
przestrzegali. Pewnego razu przeszmuglowaem bowiem Lucy i Paula na zewntrz, eby mogli zobaczy film i
troch si rozejrze, ale niestety nas na tym przyapano. Och, co ja mwi: Kenneth nas przyapa. Bya
straszna awantura. Naoyli na mnie kar dyscyplinarn i przez p roku kiedy Lucy i Paul byli u nas, przed
wejciem do Smoczej Sali stay strae. To zmienio si nieco dopiero wtedy, kiedy uzyskaem tytu adepta
trzeciego stopnia. Och, dzikuj bardzo. - To ostatnie byo skierowane do kelnerki, ktra wygldaa jak Doris
Day w filmie Czowiek, ktry wiedzia za duo.
Jej ufarbowane na blond wosy byy krtko cite. Miaa na sobie powiewn sukienk z mocno
rozkloszowanym doem. Z promiennym umiechem postawia przed nami zamwienie i wcale bym si nie
zdziwia, gdyby zacza piewa Que sera, sera.
Lucas poczeka, a oddali si od nas dostatecznie, by nie moga nas sysze, po czym mwi dalej:
- Wypytujc bardzo ostronie, prbowaem si dowiedzie, jaki mogli mie powd, by uciec z chronografem.
Ich jedynym problemem byo to, e tak bardzo si kochali. Najwyraniej ten zwizek nie by w ich czasach
mile widziany, dlatego utrzymywali go w tajemnicy. Wiedziao o nim tylko kilka osb, na przykad ja i twoja
matka, Grace.
- A wic moe uciekli w przeszo, poniewa nie pozwalano im by razem? Jak Romeo i Julia.
Jakie to romantyczne.
- Nie - zaprzeczy Lucas. - Nie to byo powodem. - Miesza w swojej szklance, podczas gdy ja podliwie
gapiam si na koszyczek peen ciepych ciasteczek, ktre spoczyway pod pcienn serwetk i pachniay
kuszco. - Tym powodem byem ja.
- Ty?!
- To znaczy nie bezporednio ja. Ale to bya moja wina. Pewnego dnia wpadem bowiem na fatalny pomys,
eby wysa Lucy i Paula po prostu jeszcze troch dalej w przeszo.
- Za pomoc chronografu? Ale jak...
- Na Boga, przecie mwi, e to by fatalny pomys. - Lucas przejecha doni po wosach. - Ale czasami a
przez cztery godziny dziennie bylimy zamknici w tej przekltej Smoczej Sali, razem z chronografem. Co
nam mogo przyj do gowy jak nie gupie pomysy? Dokadnie przestudiowaem stare plany, tajne dokumenty
i kroniki, potem zaatwiem kostiumy z rekwizytorni i wreszcie wczytalimy krew Lucy i Paula do
chronografu, a ja na prb wysaem ich na dwie godziny do 1590 roku. Kiedy miny dwie godziny, powrcili
do mnie, do roku 1948, i nikt nawet nie zauway, e ich nie byo. P godziny potem przeskoczyli stamtd z
powrotem do 1992 roku. Byo idealnie.
Wsunam sobie do ust jedno ciastko, obficie posmarowane clotted cream. Lepiej mi si mylao, kiedy co
przeuwaam. Nasuwao mi si cae mnstwo pyta, wic zadaam po prostu pierwsze z brzegu.
- Ale przecie w 1590 roku nie byo jeszcze Stranikw?
- Zgadza si - potwierdzi Lucas. - Nawet tego budynku jeszcze nie byo. Mielimy szczcie. Albo pecha,
zaley jak spojrze. - Upi yk herbaty. Do tej pory nic nie zjad i zastanawiaam si, w jaki sposb zdoa si
potem dorobi takiej nadwagi. - Ze starych planw dowiedziaem si, e budynek ze Smocz Sal zosta
wzniesiony dokadnie w miejscu, w ktrym od koca szesnastego do koca siedemnastego wieku znajdowa si
may placyk ze studni.
- Niezupenie rozumiem...
- Poczekaj. To odkrycie byo dla nas jak darmowy bilet wstpu. Lucy i Paul mogli ze Smoczej Sali przenosi
si na ten placyk w przeszoci i musieli po prostu dotrze tam i z powrotem we waciwym czasie, a wtedy
automatycznie przeskakiwali do Smoczej Sali. Rozumiesz na razie to, co mwi?
- A jeli wyldowali na placu w samym rodku dnia? Czy nie grozio im, e bd natychmiast aresztowani,
oskareni o czary i spaleni na stosie?
- To by niewielki, spokojny plac, najczciej pozostawali w ogle niezauwaeni. A jeli ju, ludzie
przecierali sobie ze zdziwieniem oczy i uznawali, e co im si przywidziao. Oczywicie i tak byo to
ogromnie niebezpieczne, ale nam wydawao si wprost genialne. Cieszylimy si, e wpadlimy na ten pomys
i e udao si nam wszystkich wyprowadzi w pole, a Lucy i Paul wspaniale si bawili. Ja te, cho siedziaem
w Smoczej Sali jak na rozarzonych wglach, czekajc na ich powrt. Strach pomyle, co by si stao, gdyby
kto wszed.
- Bardzo odwanie - wtrciam.
- Zgadza si - przyzna Lucas i wyglda troch tak, jakby mia poczucie winy. - Dzisiaj bym tego nie zrobi,
z ca pewnoci nie. Ale wtedy mylaem, e jeli zacznie by naprawd niebezpiecznie, do gry wkroczy moje
stare, mdre ja z przyszoci, rozumiesz?
- Jakie twoje stare, mdre ja z przyszoci? - zdziwiam si.

65

- No, ja sam - zawoa Lucas i od razu ciszy gos. - Przecie w 1992 roku bd jeszcze pamita, co knuem
z Lucy i Paulem, i gdyby co poszo nie tak, na pewno ostrzegbym ich przed moim lekkomylnym modym
ja... Tak mylaem.
- Rozumiem. - Wziam jeszcze jedno ciastko, e tak powiem, jako pokarm dla mzgu. - Ale nie zrobie
tego.
Lucas pokrci gow.
- No, nie. I oni stawali si coraz bardziej lekkomylni. Kiedy Lucy przerabiaa w szkole Hamleta, wysaem
ich oboje do 1602 roku. Przez trzy dni z rzdu mogli oglda oryginaln inscenizacj trupy lorda szambelana w
teatrze Globe.
- W Southwark? Lucas skin gow.
- Tak, to byo do skomplikowane. Musieli przedosta si przez London Bridge na drug stron Tamizy, by
tam obejrze kawaek spektaklu, i wrci, zanim nastpi powrotny przeskok w czasie. Przez dwa dni szo
dobrze, ale trzeciego dnia na London Bridge zdarzy si wypadek i Lucy i Paul byli wiadkami przestpstwa.
Nie udao im si dotrze w por na waciwy brzeg Tamizy i wyldowali w Southwark w roku 1948, w rzece,
podczas gdy ja omal nie oszalaem ze zmartwienia. - Najwyraniej poruszao go nawet samo to wspomnienie,
bo zblad gwatownie. - W ostatniej chwili, przemoczeni do suchej nitki, w kostiumach z siedemnastego wieku,
dotarli do Tempie, nim przeskoczyli z powrotem do 1992 roku. Dowiedziaem si tego wszystkiego dopiero w
czasie ich nastpnej wizyty.
W gowie mi si krcio od tych wszystkich dat.
- A c to byo za przestpstwo, ktrego byli wiadkami? Lucas przysun krzeso jeszcze troch bliej. Jego
oczy za okularami pociemniay, spogldajc z ogromn powag.
- To jest wanie sedno sprawy! Lucy i Paul widzieli, jak hrabia de Saint Germain zabija jakiego czowieka.
- Hrabia?
- Lucy i Paul do tamtej pory spotkali si z hrabi tylko dwa razy. Mimo to mieli cakowit pewno, e to by
on. W trakcie swojego pierwszego przeskoku w czasie, do roku 1784, zostali mu oboje przedstawieni. Hrabia
sam tak zdecydowa. Dopiero pod koniec swego ycia chcia pozna podrnikw w czasie, ktrzy urodzili si
po nim. Zdziwibym si, gdyby w twoim przypadku byo inaczej. - Odchrzkn. - Bdzie inaczej. Tak czy
owak: Stranicy specjalnie pojechali z Lucy i Paulem oraz z chronografem do pnocnych Niemiec, gdzie
hrabia spdzi ostatnie lata ycia. Ja te byem przy tym... Bd przy tym. Jako Wielki Mistrz Loy, moesz w
to uwierzy?
- Czy moglibymy...? - Zmarszczyam czoo.
- Och, znowu zbaczam z tematu, prawda? To przekracza granice mojej wyobrani, e te rzeczy dopiero si
zdarz, cho zdarzyy si ju dawno temu. Na czym stanlimy?
- Jak hrabia mg popeni morderstwo w 1602 roku... och, rozumiem! Uczyni to w trakcie podry w
czasie!
- Wanie. I to jako znacznie modszy czowiek. To by niewiarygodny przypadek, e Lucy i Paul znaleli si
dokadnie w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Jeli w takich okolicznociach mona mwi o
przypadku. Sam hrabia pisze w jednym ze swoich licznych dzie: Kto wierzy w przypadek, ten nie poj mocy
losu".
- Kogo zamordowa? I dlaczego? Lucas znowu rozejrza si po kawiarni.
- Tego, droga wnuczko, na pocztku nie wiedzielimy. Miny cae tygodnie, nim zdoalimy to odkry. Jego
ofiar by nie kto inny jak Lancelot de Villiers, pierwszy podrnik w czasie nalecy do Krgu. Bursztyn.
- Zamordowa wasnego przodka? Ale dlaczego?
- Lancelot de Villiers by belgijskim baronem, ktry w roku 1602 przenis si z ca rodzin do Anglii. W
Kronikach i tajnych pismach hrabiego de Saint Germain, ktre pozostawi Stranikom, napisano, e Lancelot
zmar w 1607 roku, dlatego z pocztku nie bralimy go pod uwag. W rzeczywistoci jednak, a oszczdz ci
teraz szczegw naszych detektywistycznych dochodze, baronowi podcito gardo w 1602 roku w jego
wasnym powozie.
- Nie rozumiem - mruknam.
- Sam jeszcze nie zdoaem zoy wszystkich elementw tej ukadanki - powiedzia Lucas, wycigajc z
kieszeni paczk papierosw i zapalajc jednego. - Poza tym nie widziaem Lucy i Paula od dwudziestego
czwartego wrzenia 1949 roku. Przypuszczam, e przeskoczyli z chronografem do czasw wczeniejszych ode
mnie, bo inaczej na pewno by mnie ju odszukali. Och... niech to szlag! Nie patrz w tamt stron!
- A co si stao? I od kiedy ty palisz?
- Nadchodzi Kenneth de Villiers z t czarownic, swoj siostr. - Lucas prbowa ukry si za menu.
- Po prostu powiedz, e nie chcemy, eby nam przeszkadzano - wyszeptaam.
- Nie mog. On jest moim przeoonym: zarwno w loy, jak i w prawdziwym yciu. Do niego naley ta
przeklta kancelaria... Jeli bdziemy mieli szczcie, nie zauway nas.

66

Nie mielimy szczcia. Wysoki mczyzna po czterdziestce i dama w kapeluszu turkusowego koloru
zmierzali prosto do naszego stolika i cho nikt ich nie zaprasza, usiedli na dwch wolnych krzesach.
- Dzi po poudniu obaj jestemy na wagarach, co, Lucas? -rzuci przyjanie Kenneth de Villiers i klepn
Lucasa w rami. - Nie ebym mia nie przymkn na to oka po tym, jak brawurowo doprowadzie wczoraj do
finau spraw Parkera. Jeszcze raz moje gratulacje. Syszaem ju, e masz gocia ze wsi. - Jego bursztynowe
oczy otaksoway mnie badawczo.
Staraam si patrze na niego moliwie obojtnie. Ale to byo dziwne, jak de Villiersowie ze swoimi
wydatnymi komi policzkowymi i prostymi, arystokratycznymi nosami byli do siebie podobni. Ten tutaj te
imponowa prezencj, cho nie by a tak przystojny jak na przykad Falk de Villiers w moich czasach.
- Hazel Montrose, moja kuzynka - przedstawi mnie Lucas. - Hazel, to jest pani i pan de Villiers.
- Ale ja jestem jego siostr - wtrcia pani de Villiers i zachichotaa. - Och, dobrze, e ma pan papierosy. Musz sobie natychmiast puci dymka.
- Niestety zamierzalimy wanie i - rzek Lucas, podajc jej z galanteri papierosa i ogie. - Mam jeszcze
troch papierkowej roboty.
- Ale nie dzisiaj, mj przyjacielu, nie dzisiaj. - Szef mrugn do niego przyjanie.
- Z Kennethem zawsze jest tak nudno - odezwaa si pani de Villiers i wydmuchna dym z papierosa przez
nos. - Nie mona z nim porozmawia o niczym innym poza polityk. Kenneth, prosz ci, zamw jeszcze
herbat dla nas wszystkich. Skd pani dokadnie przybywa, moja droga?
- Z Gloucestershire - odrzekam i zakaszlaam lekko. Lucas westchn unienie.
- Mj wuj, czyli ojciec Hazel, ma tam spory majtek z mnstwem zwierzt.
- Och, kocham wiejskie ycie. I kocham zwierzta - zawoaa z entuzjazmem pani de Villiers.
- Ja te - powiedziaam. - Zwaszcza koty.

67

Z Kronik Stranikw. Protok posterunku Cerbera 24 lipca 1956


Nam uod in iuventus non discitum, in matura aetate nescitur.
godz. 7.00: Nowicjusz Cartrell, ktrego zgoszono w czasie nocnego egzaminu Ariadny jako zaginionego,
dotar do wejcia z siedmiogodzinnym opnieniem. Lekko si zatacza i czu od niego alkohol, co pozwala
przypuszcza, e wprawdzie nie zda egzaminu, ale znalaz zaginion piwniczk z winem. W drodze wyjtku
przepuszczam go
z hasem dnia poprzedniego. Poza tym brak szczeglnych zdarze.
Raport: J. Smith, nowicjusz, zmiana przedpoudniowa
13.12: Dostrzegamy szczura. Chc go nabi na szpad, ale Leroy karmi go resztkami wasnej kanapki i
nadaje mu imi Audrey. 15.15: Do wejcia dociera panna Violet Purpleplum nieznan nam drog z Paacu
Sprawiedliwoci. Bezbdnie przekazuje haso dnia, Leroy zgodnie z jej yczeniem eskortuje j na gr do
biura.
15:24 Audrey wrcia. Poza tym brak szczeglnych zdarze.
Raport: R Word, nowicjusz, zmiana popoudniowa
Od 18.00 do 0.00: Brak szczeglnych zdarze.
Raport: N. Cartrell, nowicjusz, zmiana wieczorna
Od 0.00 do 6.00: Brak szczeglnych zdarze.
Raport: K. EberethIM. Ward, nowicjusze

68

8.
Stranik u podna schodw spa, oparszy gow o porcz.
- Biedny Cartrell - szepn Lucas, kiedy przemykalimy obok chrapicego mczyzny. - Obawiam si, e nie
dotrze do stopnia adepta, jeli dalej bdzie tak pi. Ale tym lepiej dla nas. Chod szybko!
Zupenie zabrako mi tchu, poniewa ca drog z kawiarni musielimy przeby biegiem. Kenneth de Villiers
i jego siostra przytrzymali nas cae wieki - rozmawialimy z nimi oglnie o wiejskim yciu i w szczegach o
yciu w Gloucestershire (miaam do wtrcenia kilka licznych anegdotek o mojej kuzynce Madelaine i owcy
imieniem Klarysa), o sprawie Parkera (z czego zrozumiaam tylko tyle, e mj dziadek j wygra), o licznym
nastpcy tronu Karolu (e co?) i o wszystkich filmach z Grace Kelly i jej lubie z ksiciem Monako. Co jaki
czas pokasywa-am i prbowaam skierowa rozmow na straszliwe skutki palenia, ale nikt nie podj tematu.
Kiedy wreszcie moglimy opuci kawiarni, byo ju tak pno, e nawet nie zdyam poszuka toalety,
chocia miaam w pcherzu pewnie z litr herbaty.
- Jeszcze trzy minuty - wysapa Lucas, kiedy bieglimy przez piwniczne korytarze. - A jest nieskoczenie
wiele spraw, o ktrych chciabym ci powiedzie. Gdyby nie ta przeklta zaraza od mojego szefa...
- Nie wiedziaam, e pracujesz u jednego z de Villiersw. Przecie jeste przyszym lordem Montrose,
czonkiem Izby Lordw.
- Tak - odrzek ponuro Lucas. - Ale nim przejm spadek po ojcu, musz zarabia na utrzymanie swojej
rodziny. Ta posada po prostu si trafia... Niewane, posuchaj: to, co hrabia de Saint Germain pozostawi
Stranikom, czyli tak zwane tajne pisma, listy, Kroniki, przeszo najpierw przez jego cenzur. Stranicy wiedz
tylko tyle, na ile pozwoli! im Saint Germain, a wszystkie informacje zmierzaj do tego, e pokolenia po nim
uczyni, co w ich mocy, by zamkn krg. Ale aden ze Stranikw nie zna caej tajemnicy.
- Ale ty j znasz? - zawoaam.
- C! Nie. Ja te jej nie znam.
Pokonalimy ostatni zakrt i z rozmachem otworzyam drzwi do dawnej pracowni alchemicznej. Moje rzeczy
leay na stole, dokadnie tak, jak je pozostawiam.
- Ale Lucy i Paul znaj tajemnic, o tym jestem przekonany. Kiedy widzielimy si ostatni raz, byli blisko
znalezienia dokumentw. - Spojrza na zegarek. - Cholera.
- Dalej - naciskaam, biorc do rki torb i latark. W ostatniej sekundzie przyszo mi jeszcze do gowy,
eby odda Lucasowi klucz. W odku czuam ju znajome mdoci z grskiej kolejki. -1 prosz ci, dziadku,
zgl te wsy!
- Hrabia ma wrogw, o ktrych w Kronikach jest mowa tylko na marginesie - wyrzuci z siebie Lucas. Szczeglnie zawzia si na niego stara, zbliona do kocioa tajna organizacja o nazwie Sojusz Florencki. W
1745 roku, kiedy w Londynie powstaa loa, Sojuszowi Florenckiemu udao si wej w posiadanie
dokumentw ze spucizny hrabiego de Saint Germain... Uwaasz, e te wsy mi nie pasuj? Pokj zacz
wirowa wok mnie.
- ...Dokumentw, ktre dowodz midzy innymi, e to nie jest kwestia wczytania do chronografu krwi
wszystkich dwa-naciorga podrnikw w czasie. Tajemnica ujawni si dopiero wtedy, gdy... - Tyle jeszcze
zdyam usysze, nim zwalio mnie z ng.
Uamki sekundy pniej olepio mnie jasne wiato. Spojrzaam wprost na klatk piersiow w biaej koszuli.
Centymetr dalej w lewo i wyldowaabym wprost na nogach pana George'a.
Wydaam z siebie lekki okrzyk przeraenia i cofnam si kilka krokw.
- Nastpnym razem musimy pamita o tym, by da ci kred do zaznaczenia miejsca - powiedzia pan
George, krcc gow, i wyj mi latark z doni.
Czeka na mnie nie sam. Obok niego stal Falk de Villiers, doktor White siedzia na krzele przy stole, Robert,
ten may cho-piec-duch, wyglda spomidzy jego ng, a o cian obok drzwi sta oparty Gideon, z ogromnym
biaym plastrem na czole.
Na jego widok wziam gboki oddech.
Przyj swoj zwyk poz, z rkami skrzyowanymi na piersi, ale jego twarz nie bya ciemniejsza od plastra,
a cienie pod oczami sprawiay, e tczwki zdaway si nienaturalnie zielone. Poczuam przemon ch, by
podbiec do niego, obj go i podmucha na jego ran, jak zawsze robiam z Nickiem, kiedy si zrani.
- Wszystko w porzdku, Gwendolyn? - spyta Falk de Villiers.
- Tak - odrzekam, nie spuszczajc wzroku z Gideona.
O Boe, tskniam za nim, dopiero teraz uwiadomiam sobie, jak bardzo. Czy od tamtego pocaunku na
zielonej sofie min zaledwie jeden dzie? Chocia... trudno byoby tu mwi o jednym pocaunku.
Gideon patrzy na mnie niewzruszenie, nieomal obojtnie, jakby widzia mnie po raz pierwszy. Ani ladu
tego, co byo wczoraj.
69

- Zaprowadz Gwendolyn na gr, eby moga wrci do domu - powiedzia spokojnie pan George.
Pooy mi rk na plecach i delikatnie popchn mnie obok Falka w stron drzwi. Wprost na Gideona.
- Czy ty... dobrze si czujesz? - spytaam.
Gideon nie odpowiedzia, tylko na mnie patrzy. Ale w sposobie, w jaki na mnie spoglda, co mi si nie
zgadzao. Jakbym nie bya osob, lecz przedmiotem. Czym nieznaczcym, powszednim, czym takim jak...
krzeso. Moe dozna jednak wstrzsu mzgu i nie wiedzia ju, kim jestem? Natychmiast zrobio mi si zimno.
- Gideon powinien lee w ku, ale musi si na kilka godzin podda elapsji, jeli nie chcemy ryzykowa
niekontrolowanego przeskoku w czasie - wyjani opryskliwie doktor White. -To lekkomylno puszcza go
znowu samego...
- Dwie godziny w spokojnej piwnicy w 1953 roku, Jake -wpad mu w sowo Falk. - Na sofie. Przeyje to.
- Tak, oczywicie - potwierdzi Gideon, a jego spojrzenie, o ile to w ogle moliwe, stao si jeszcze
bardziej mroczne.
Nagle zachciao mi si rycze. Pan George otworzy drzwi.
- Chod, Gwendolyn.
- Jeszcze chwila, panie George. - Gideon przytrzyma mnie za rami. - Jednego chciabym si jeszcze
dowiedzie: do ktrego roku wysa pan wanie Gwendolyn?
- Teraz? 1956 rok, lipiec - odrzek pan George. - Dlaczego?
- No bo czu od niej papierosy - rzek Gideon, a jego do bolenie cisna moje rami, tak e torba o mao
nie wypada mi z rk.
Automatycznie powchaam rkaw akietu. To prawda -dugi pobyt w zadymionej kawiarni pozostawi
jednoznaczne lady. Jak, na Boga, miaam to wyjani?
Wszystkie spojrzenia w pokoju byy skierowane teraz na mnie i zrozumiaam, e musz czym prdzej
wymyli jak dobr wymwk.
- Okej. Zapalicie mnie - powiedziaam i wlepiam wzrok w podog. - Zapaliam sobie. Ale tylko trzy
papierosy. Naprawd.
Pan George potrzsn gow.
- Ale Gwendolyn, przecie mwiem ci, adnych przedmiotw...
- Przykro mi - wpadam mu w sowo. - Ale w tej piwnicy jest tak nudno, a papieros pomaga przezwyciy
strach... -Postaraam si o zakopotany wyraz twarzy. - Dokadnie zebraam niedopaki i wszystko wziam z
powrotem. Nie musi si pan martwi, e kto znajdzie paczk lucky strike'w i bardzo si zdziwi.
Falk si zamia.
- No to nasza ksiniczka nie jest a taka grzeczna, jak si wydawao - powiedzia doktor White, a ja
odetchnam z ulg. Najwyraniej mi uwierzyli. - Nie bd taki zszokowany,Thomas. Swojego pierwszego
papierosa zapaliem w wieku trzynastu lat.
- Ja te. Pierwszego i ostatniego. - Falk de Villiers pochyli si nad chronografem. - Palenie papierosw
doprawdy nie jest godne polecenia, Gwendolyn. Jestem pewien, e twoja matka byaby niemile zaskoczona,
gdyby si o tym dowiedziaa.
Nawet may Robert kiwn gwatownie gow i spojrza na mnie z wyrzutem.
- A poza tym nie suy to urodzie - uzupeni doktor White. - Od nikotyny ma si z cer i brzydkie zby.
Gideon nie powiedzia nic. Nie rozluni take ucisku na moim ramieniu. Zmusiam si, by moliwie
swobodnie spojrze mu w oczy, i wysiliam si na przepraszajcy umiech.
Patrzy na mnie lekko zwonymi oczami i niedostrzegalnie pokrci gow. Potem powoli mnie puci.
Przeknam lin, bo nagle poczuam w gardle kluch.
Dlaczego Gideon by taki? W jednej chwili miy i czuy, a w nastpnej zimny i nieprzystpny? To nie do
wytrzymania. Przynajmniej dla mnie. To, co zaszo midzy nami, wydawao si naprawd autentyczne.
Prawdziwe. A teraz nie przychodzi mu nic lepszego do gowy, jak przy pierwszej lepszej okazji
kompromitowa mnie przed caym towarzystwem? Co chce przez to osign?
- Chod ju - powiedzia do mnie pan George.
- Zobaczymy si pojutrze, Gwendolyn - rzuci Falk de Vil-liers. - To bdzie twj wielki dzie.
- Niech pan nie zapomni zawiza jej oczu - wtrci doktor White i usyszaam, jak Gideon si mieje, jakby
doktor White opowiedzia kiepski dowcip.
Potem cikie drzwi zamkny si za nami i stanlimy w korytarzu.
- Wyglda na to, e on nie lubi palaczy - rzuciam cicho i miaam ochot wybuchn paczem.
- Daj, zasoni ci oczy - powiedzia pan George, wic si nie ruszaam, pki nie zawiza mi wskiej chustki.
Potem wzi ode mnie szkoln torb i lekko popchn mnie do przodu. -Gwendolyn... naprawd musisz by
ostroniejsza.
- Kilka papierosw mnie przecie od razu nie zabije, panie George.
70

- Nie o to mi chodzi.
- Wic o co?
- Miaem na myli twoje uczucia.
- Co prosz? Moje uczucia? Usyszaam westchnienie pana George'a.
- Moje drogie dziecko, nawet lepy by zauway, e ty... powinna po prostu by ostroniejsza, jeli chodzi o
twoje uczucia do Gideona.
- Ja... - zamilkam.
Pan George najwyraniej by bardziej spostrzegawczy, ni go o to podejrzewaam.
- Relacjom midzy dwojgiem podrnikw w czasie jeszcze nigdy nie przywiecaa dobra gwiazda powiedzia. - Podobnie jak zwizkom midzy rodzinami de Villiers i Montrose. A w takich czasach jak teraz
trzeba nieustannie pamita o tym, e nie mona ufa waciwie nikomu. - Moe to sobie tylko wmwiam, ale
miaam wraenie, e rka pana George'a na moich plecach zadraa. - To jest niestety niezaprzeczalna prawda,
e zdrowy rozsdek cierpi tam, gdzie do gry wkracza mio.
A zdrowy rozsdek to jest to, czego obecnie najbardziej potrzebujesz. Uwaga, stopie.
W milczeniu weszlimy na gr. Pan George zdj mi opask z oczu i popatrzy na mnie z powag.
- Dasz sobie ze wszystkim rad, Gwendolyn. Mocno wierz w ciebie i w twoje zdolnoci.
Jego okrga twarz znw caa bya usiana kropelkami potu. W jego jasnych oczach widziaam wycznie
niepokj - tak samo jak u mojej matki, kiedy na mnie patrzya. Zalaa mnie fala sympatii.
- Prosz. Pana sygnet - powiedziaam. - Mog spyta, ile waciwie ma pan lat, panie George?
- Siedemdziesit sze - odrzek pan George. - To adna tajemnica.
Wlepiam w niego wzrok. Cho waciwie nigdy si nad tym nie zastanawiaam, spokojnie oceniabym go na
dziesi lat mniej.
- To znaczy, e w 1956 roku mia pan...
- Dwadziecia jeden lat. To by rok, kiedy zaczem tu prac jako pomocnik adwokata i zostaem czonkiem
loy.
- Czy zna pan Violet Purpleplum, panie George? To przyjacika mojej ciotecznej babki.
Pan George podnis do gry brew.
- Nie, nie sdz. Chod, zaprowadz ci do samochodu. Jestem pewien, e twoja matka czeka ju na ciebie z
utsknieniem.
- O tak, na pewno. Panie George?
Ale pan George zdy si ju odwrci i ruszy do przodu. Nie pozostao mi nic innego, jak i za nim.
- Jutro w poudnie zostaniesz odebrana z domu. Madame Rossini potrzebuje ci do przymiarki, a potem
Giordano sprbuje czego ci jeszcze nauczy. No i musisz si rwnie podda elapsji.
- Zapowiada si cudowny dzie - powiedziaam matowym gosem.
- Ale to nie jest adna... magia - wyszeptaam zszokowana. Leslie westchna.
- Moe nie w sensie czarodziejskich zakl typu hokus-pokus, ale to jest magiczna zdolno. To magia
kruka.
- To raczej rodzaj fioa - powiedziaam. - Co, z czego ludzie si namiewaj, o ile w ogle komu takiemu
uwierz.
- Gwenny, to nie jest aden fio, jeli kto postrzega co ponadzmysowo. To raczej dar. Widzisz duchy i
rozmawiasz z nimi.
- I demony - uzupeni Xemerius.
- W mitologii kruk jest symbolem poczenia ludzi ze wiatem bogw. Kruki s porednikami midzy
ywymi i umarymi.
- Leslie otworzya segregator i pokazaa mi, co znalaza w Internecie na temat kruka. - Musisz przyzna, e to
nadzwyczajnie pasuje do twoich zdolnoci.
- I do koloru wosw - wtrci Xemerius. - Czarne jak pira kruka.
Zagryzam doln warg.
- Ale w tych przepowiedniach to zawsze brzmi tak... ach, sama nie wiem... tak powanie i dostojnie, i tak
dalej. Jakby magia kruka bya rodzajem tajnej broni.
- Przecie moe by - zauwaya Leslie. - Jeli przestaniesz myle, e to jest tylko taki dziwny fio, ktry
daje ci zdolno widzenia duchw.
- I demonw - doda znowu Xemerius.
- Tak bym chciaa mie te teksty z przepowiedniami - westchna Leslie. - Bardzo jestem ciekawa, jak to
dokadnie brzmi.

71

- Charlotta na pewno moe ci je wszystkie wyklepa z pamici - rzuciam. - Myl, e nauczya si tego na
swoich tajemnych lekcjach. Oni w ogle przez cay czas gadaj wierszem. Stranicy. Nawet moja mama. I
Gideon.
Szybko si odwrciam, eby Leslie nie zauwaya, e nagle moje oczy wypeniy si zami, ale byo ju za
pno.
- Och, kochanie! Nie pacz znowu! - Podaa mi chusteczk. - Naprawd przesadzasz.
- Nie, nie przesadzam. Pamitasz jeszcze, jak przez Maksa ryczaa bez przerwy przez trzy dni?
- Pewnie, e pamitam - odrzeka Leslie. - To byo przecie zaledwie p roku temu.
- Teraz wiem, jak si wtedy czua. I potrafi ju zrozumie, dlaczego chciaa wtedy umrze.
- Byam taka gupia! Siedziaa u mnie przez cay czas i mwia, e Max nie jest wart tego, by myle o
nim choby przez chwil, bo zachowa si jak ostatni dupek.
- No i w kko leciao The winner takes it cdi.
- Mog to puci - zaoferowaa si Leslie. - Jeli si lepiej przy tym poczujesz.
- Nie. Ale moesz mi poda ten japoski n do warzyw, eby moga popeni harakiri. - Rzuciam si na
ko i zamknam oczy.
- Ze te dziewczyny zawsze musz by takie dramatyczne -odezwa si Xemerius. - Chopak raz mia zy
humor i patrzy krzywo, bo niedawno oberwa, a tej si ju cay wiat wali.
- Bo on mnie nie kocha - powiedziaam zrozpaczona.
- Wcale tego nie wiesz - zaoponowaa Leslie. - W przypadku Maksa byam niestety zupenie pewna,
poniewa dokadnie p godziny po tym, jak ze mn zerwa, widziano go, jak w kinie mizia si z tamt Ank.
Ale czego takiego nie zarzucisz Gideonowi. On jest tylko troch... chwiejny.
- Ale dlaczego? Gdyby widziaa, jak na mnie patrzy. Jako tak z obrzydzeniem. Jakbym bya... stonog
piwniczn. Ja tego po prostu nie wytrzymam.
- A jednak, z aski swojej, we si w gar. - Leslie potrzsna gow. Pan George ma racj: kiedy tylko do
gry wkracza mio, zdrowy rozsdek si ulatnia. Przecie nie brakuje nam ju wiele osignicia
zdecydowanego przeomu.
Rano bowiem, kiedy Leslie do mnie przysza i usadowiymy si wygodnie na moim ku, do drzwi
zastuka pan Bernhard - co, czego nigdy nie robi - i postawi na moim biurku tac z herbat.
- Maa regeneracja dla modych dam - powiedzia. Mogam si tylko gapi na niego w osupieniu, bo nie
pamitam, eby kiedykolwiek w ogle wszed na to pitro.
- Poniewa ostatnio panienka o to pytaa, pozwoliem sobie nieco si rozejrze - cign pan Bernhard, a jego
sowie oczy przyglday si nam powanie znad krawdzi okularw. -1 tak jak mylaem, znalazem to.
- Co takiego? - spytaam.
Pan Bernard odsun serwetk z tacy, a spod niej wyonia si ksika.
- Zielony jedziec - powiedzia. - Z tego, co pamitam, to wanie tego panienka szukaa.
Leslie zerwaa si z ka i chwycia ksik.
- Ale ja ogldaam ju ten tom w bibliotece i nie ma w nim niczego szczeglnego - mrukna.
Pan Bernhard umiechn si pobaliwie.
- Zakadam, e przyczyn byo to, e ksika w bibliotece nie bya wasnoci lorda Montrose. Myl
natomiast, e ten egzemplarz mgby was zainteresowa.
Wycofa si z lekkim ukonem, a ja i Leslie natychmiast rzuciymy si na ksik. Kartka, na ktrej kto
malekimi literkami zapisa setki liczb, sfruna na podog. Policzki Leslie zarumieniy si z
podekscytowania.
- O mj Boe, to jest kod! - wykrzykna. - To absolutnie cudowne! O tym zawsze marzyam! Teraz musimy
si dowiedzie, co oznacza.
- Tak - odezwa si Xemerius. Wisia na moim karniszu. - Ju to syszaem wiele razy. Myl, e jest to
rwnie jedno z tych synnych ostatnich zda...
Ale Leslie nie potrzebowaa nawet piciu minut, eby poj, e liczby odnosz si do poszczeglnych liter w
tekcie.
- Pierwsza liczba to jest zawsze strona, druga oznacza wiersz, trzecia wyraz, czwarta liter. Widzisz? 14-226-3, to jest strona czternasta, wiersz dwudziesty drugi, szste sowo i trzecia litera. - Pokrcia gow. - C za
tania sztuczka. W co drugiej ksice dla dzieci to stosuj. Tak czy owak, pierwsza litera to e.
Xemerius z uznaniem pokiwa gow.
- Suchaj swojej przyjaciki.
- Nie zapominaj, e tu gra idzie o mier i ycie - upomniaa mnie Leslie. - Mylisz, e chciaabym straci
moj najlepsz przyjacik tylko dlatego, e si z kim troch poobciskiwaa, a potem nie bya ju w stanie
uywa swojego mzgu?
72

- Moje sowa! - wtrci Xemerius.


- Wane jest, by przestaa rycze, a zamiast tego dowiedziaa si, co odkryli Lucy i Paul - cigna z
naciskiem Leslie. -Jeli dzisiaj wyl ci na elapsj znowu do roku 1956... musisz tylko poprosi o to pana
George'a... postaraj si pogada ze swoim dziadkiem w cztery oczy! Co to za poroniony pomys, eby i do
kawiarni! I tym razem wszystko bdziesz zapisywa, wszystko, co ci powie, w najmniejszych szczegach,
syszysz? - Westchna. - Jeste pewna, e to si nazywao Sojusz Florencki? Nigdzie niczego na ten temat nie
znalazam. Musimy koniecznie zajrze do tych tajnych pism, ktre hrabia de Saint Germain pozostawi
Stranikom. Gdyby jeszcze Xemerius by w stanie porusza przedmioty, mgby znale archiwa, przenikn
przez cian i po prostu wszystko przeczyta.
- No, powiedz jeszcze, jaki jestem bezuyteczny - rzek uraony Xemerius. - Potrzebowaem zaledwie
siedmiu wiekw, eby pogodzi si z tym, e nie mog nawet przewrci kartki w ksice...
Kto zastuka! do drzwi i zaraz, nie czekajc na zaproszenie, do pokoju zajrzaa Caroline.
- Lunch jest gotowy. Gwenny, za godzin przyjad po ciebie i po Charlotte.
Westchnam.
- Po Charlotte te?
- Tak powiedziaa ciotka Glenda. Biedna Charlotta jest wykorzystywana jako nauczycielka dla
beznadziejnego beztalen-cia czy co w tym stylu.
- Nie jestem godna - odparam.
- Zaraz przyjdziemy - wtrcia Leslie i daa mi kuksaca w ebra. - Gwenny, chod. Moesz si pniej
popawi we wspczuciu dla samej siebie. Teraz musisz co zje.
Usiadam prosto i wytaram nos.
- Nie mam teraz zdrowia wysuchiwa bezczelnych uwag ciotki Glendy.
- No, ale bdziesz potrzebowaa mocnych nerww, jeli chcesz przey najbliszy czas. - Leslie postawia
mnie na nogi. - Charlotta i twoja ciotka to wprawka przed powanymi zdarzeniami. Jeli przetrwasz ten lunch,
to z palcem w nosie poradzisz sobie na soiree.
- A jak nie, to zawsze bdziesz moga popeni harakiri -dorzuci! Xemerius.
Madame Rossini na powitanie przygarna mnie do swego obfitego biustu.
- Moja abdzia szyjko! Nareszcie jeste. Stskniam si za tob!
- Ja za pani te - odrzekam szczerze.
Ju sama obecno madame Rossini z jej buzujc serdecznoci i cudownym francuskim akcentem
(abdzia! Gdyby tylko Gideon mg to usysze!) dziaaa na mnie oywczo i zarazem mnie uspokajaa.
Bya jak balsam dla mojego nadszarpnitego poczucia wasnej wartoci.
- Bdziesz zachwycona, kiedy zobaczysz, co ci uszyam. Giordano prawie si rozpaka, gdy pokazaam mu
twoje suknie, takie s pikne.
- Wierz pani - powiedziaam.
Giordano na pewno paka z tego powodu, e sam nie moe woy tych sukien. W kadym razie by dla
mnie wzgldnie miy, chyba take dlatego, e tym razem cakiem dobrze poradziam sobie z tacem, a dziki
podpowiedziom Xemeriusa wiedziaam rwnie, ktry lord by zwolennikiem torysw, a ktry wigw
(Xemerius zaglda po prostu Charlotcie przez rami do jej kartki). Moj wasn legend - Penelope Mary
Gray, rocznik 1765 - rwnie dziki Xemeriusowi daam rad wyklepa bezbdnie, cznie ze wszystkimi
imionami moich zmarych rodzicw. Tylko z wachlarzem w dalszym cigu nie mogam sobie poradzi, ale
Charlotta wysuna konstruktywn propozycj, ebym go po prostu nie uywaa.
Na koniec lekcji Giordano przekaza mi jeszcze list sw, jakich pod adnym pozorem nie wolno mi byo
uy.
- Do jutra nauczy si ich na pami - nakaza mi przez nos. - W osiemnastym wieku nie byo autobusw,
spikerw telewizyjnych, odkurzaczy, nic nie byo super, hiper ani cool, ludzie nie wiedzieli nic o
rozszczepianiu atomw, kremach pielgnacyjnych z kolagenem ani o dziurach ozonowych.
Ach, faktycznie? Prbujc sobie wyobrazi, co na soiree w osiemnastym wieku miaoby mnie skusi, eby
zbudowa zdanie, w ktrym mogyby wystpi sowa spiker telewizyjny", dziura ozonowa" i krem
pielgnacyjny z kolagenem", powiedziaam uprzejmie: Okej".
- Nieeee! - zaskrzecza natychmiast Giordano. - Wanie, e nie okej! W osiemnastym wieku nie byo
adnego okej"!
Madame Rossini sznurowaa mi na plecach gorset. Byam zaskoczona, e okaza si tak wygodny. W czym
takim czowiek automatycznie si prostowa. Na biodrach zapito mi wycieany stela (osiemnasty wiek to by
cudowny czas dla wszystkich kobiet z du pup i szerokimi biodrami), po czym madame Rossini woya mi

73

przez gow ciemnoczerwon sukni. Zapia dugi rzd ptelek i guzikw na plecach, podczas gdy ja z
podziwem gadziam ciki haftowany jedwab. Och, jakie to byo pikne!
Madame Rossini obesza mnie powoli dokoa i na jej twarzy pojawi si szeroki umiech zadowolenia.
- Cudownie. Magnifiue.
- Czy to jest suknia na bal? - spytaam.
- Nie, to jest ubir na soire. - Zatkna malekie, przepiknie wykonane jedwabne ryczki wok
gbokiego dekoltu. Poniewa usta miaa pene szpilek, mwia niewyranie przez zby. - Tam moesz mie
nieupudrowane wosy, a ich ciemny kolor wietnie wyglda przy tej czerwieni. Wanie tak, jak sobie to
wyobraaam.
Mrugna do mnie z szelmowskim umiechem.
- Wzbudzisz sensacj, moja abdzia szyjko... chocia na pewno nie o to chodzi. Ale c mam na to
poradzi? - Zaamaa rce, ale przy jej niskiej sylwetce z szyj wia wygldao to, przeciwnie ni u Giordana,
bardzo sodko. - Jeste po prostu tak ma piknoci i byoby to wida, nawet gdyby ci ubra w bure szaty.
No, abdzia szyjko, gotowe. Teraz kolej na sukni balow.
Suknia balowa bya bkitna, z kremowymi haftami i falbankami, i pasowaa tak samo idealnie jak tamta
czerwona. O ile to w ogle moliwe, miaa jeszcze gbszy dekolt, a spdnica koysaa si w odlegoci metra
ode mnie. Madame Rossini zatroskana zwaya w rce mj warkocz.
- Zastanawiam si, jak my to zrobimy. W peruce byoby ci niewygodnie, zwaszcza e musiaaby pod ni
ukry t ogromn ilo wosw. Ale s takie ciemne, e puder pewnie nadaby im tylko paskudny szary
odcie. Quelle catastrophe! *- Zmarszczya czoo. - Niewane. Faktycznie byaby w ten sposb niezwykle
modna, absolutement, ale mj Boe, c to bya za straszna moda!
Po raz pierwszy tego dnia musiaam si umiechn. Paskudny! Straszna! Oj, faktycznie! Nie tylko moda, ale
take Gideon by paskudny i straszny, i obrzydliwy, w kadym razie ja od tej pory tak bd na to patrze
(basta!).
Madame Rossini zdawaa si w ogle nie zauwaa tego, jak zbawienny wpyw miaa na moj dusz. Cigle
jeszcze oburzaa si na tamte czasy.
- Mode dziewczta, ktre pudroway wosy, a wyglday jak wasne prapraprababki... okropne! Wskocz,
prosz, w te buciki. Pamitaj, e musisz mc w nich taczy, a jeszcze jest czas, by je zmieni.
Buciki - czerwone haftowane do czerwonej sukni, jasnoniebieskie ze zot klamr do sukni balowej - byy
zdumiewajco wygodne, cho wyglday, jakby pochodziy z muzeum.
- To s najpikniejsze buty, jakie kiedykolwiek miaam na nogach - powiedziaam zachwycona.
- Ja myl - odrzeka madame Rossini z promiennym umiechem. - No, mj anioeczku, gotowe. Postaraj si
dzisiaj wczenie i spa, bo jutro czeka ci ekscytujcy dzie.
Podczas gdy wskakiwaam z powrotem w swoje dinsy i ulubiony sweter, madame Rossini udrapowaa suknie
na bezgowych manekinach. Potem spojrzaa na zegar cienny i zirytowana zmarszczya czoo.
- Co za niesowny chopak! Powinien by tu od kwadransa! Puls od razu mi przyspieszy.
- Gideon?
Madame Rossini skina gow.
- Nie traktuje tego serio, myli, e to niewane, czy spodnie dobrze le. Ale tak nie jest. To wrcz jest
niesychanie wane, jak le spodnie.
Paskudny. Straszny. Obrzydliwy. W mylach powtarzaam to sobie jak now mantr.
Rozlego si pukanie do drzwi. To by tylko szmer, ale wszystkie moje postanowienia ulotniy si jak dym.
Nie mogam si ju doczeka, kiedy znowu zobacz Gideona. I jednoczenie strasznie si baam tego
spotkania. Po raz wtry nie przeyj tych ponurych spojrze.
- Aha! - zawoaa madame Rossini. - Jest wreszcie. Wej! Cae moje ciao usztywnio si, ale zamiast
Gideona pojawi
si rudowosy pan Marley.
- Mam zaprowadzi rub... eee... znaczy panienk na elap-SJC - wyjka jak zawsze zdenerwowany i
zmieszany.
- W porzdku - powiedziaam. - Ju skoczyymy.
Zza pana Marleya szczerzy do mnie zby Xemerius. Wygoniam go, zanim zaczymy przymiark.
- Wanie dopiero co przeleciaem przez najprawdziwszego ministra spraw wewntrznych - oznajmi z
chichotem. - Ale to byo cool!
- A gdzie jest chopak? - zagrzmiaa madame Rossini. -Mia przyj na przymiark!
Pan Marley odchrzkn.

Quelle catastrophe (fr.) - co za katastrofa; absolutement (fr.) - absolutnie, zdecydowanie (przyp. red.).

74

- Widziaem diam... pana de Villiers, jak rozmawia z tamtym drugim rub... z pann Charlotta. By w
towarzystwie swojego brata.
- Jest mi to zupenie obojtne - rzucia gniewnie madame Rossini.
Ale mnie nie jest, pomylaam. W mylach pisaam ju SMS do Leslie. Tylko jedno sowo: harakiri.
- Jeli natychmiast si tu nie pojawi, poskar si na niego u Wielkiego Mistrza - powiedziaa madame
Rossini. - Gdzie jest mj telefon?
- Przykro mi - mrukn pan Marley. Zmieszany mitosi w rkach czarn chustk. - Mog...?
- Oczywicie. - Z westchnieniem pozwoliam sobie zawiza oczy.
- Ten lizus tutaj niestety mwi prawd - rzek Xemerius. - Twj byszczcy kamyczek na caego flirtuje tam
na grze z twoj kuzynk. I jego przystojny brat rwnie. Co ci chopcy widz w tych rudych dziewczynach?
Wydaje mi si, e teraz id razem do kina. Ale tego ci nie powiem, bo znowu zaczniesz rycze.
Potrzsnam gow. Xemerius spojrza na sufit.
- Mog ich mie na oku. Chcesz? Gwatownie skinam gow.
W czasie dugiej drogi do piwnicy pan Marley uparcie milcza, a ja pogryam si w mrocznych
rozmylaniach. Dopiero kiedy dotarlimy do pomieszczenia z chronografem, pan Marley zdj mi chustk z
oczu.
- Gdzie mnie pan dzisiaj wyle? - zapytaam.
- Ja... poczekamy na numer dziewi, eee... pana Whitma-na - wyjka pan Marley i spojrza w podog. Oczywicie nie jestem upowaniony do obsugi chronografu. Usid, prosz.
Ledwie jednak opadam na krzeso, drzwi si otworzyy i wszed pan Whitman. A zaraz za nim Gideon. Serce
stano mi na moment.
- Cze, Gwendolyn - powiedzia pan Whitman ze swym najbardziej szarmanckim wiewirczym umiechem.
- Mio ci widzie. - Odsun na bok kotar, za ktr ukryty by sejf. - No to teraz poddamy ci elapsji.
Prawie nie suchaam, co mwi. Gideon by wci jeszcze bardzo blady, ale wyglda znacznie lepiej ni
wczoraj wieczorem. Szeroki plaster znikn z jego czoa i u nasady wosw zobaczyam ran, dug co
najmniej na dziesi centymetrw, posklejan kilkoma cienkimi paskami plastra. Czekaam, by si odezwa, ale
on tylko mi si przyglda.
Nagle tu obok Gideona wyprysn ze ciany Xemerius - tak mnie wystraszy, e a podskoczyam.
- Upps. On ju tu jest - powiedzia. - Mylaem, e zd ostrzec, serio, skarbie. Ale nie mogem si
zdecydowa, za kim mam pobiec. Charlotta najwyraniej podja si na dzisiejsze popoudnie roli niaki dla
przystojnego brata Gideona. Poszli razem na lody. A potem id do kina. Kina to nowoczesne stogi siana, tak
bym to uj.
- Wszystko z tob w porzdku, Gwendolyn? - spyta Gideon, unoszc brew. - Wygldasz na zdenerwowan.
Moe chcesz papierosa na uspokojenie? Jakie byy twoje ulubione? Lucky strike?
Mogam si tylko w milczeniu na niego gapi.
- Zostaw j w spokoju - powiedzia Xemerius. - Nie widzisz, e ona jest nieszczliwie zakochana, gupku
jeden? I to w tobie! Co ty w ogle tutaj robisz?
Pan Whitman wyj z sejfu chronograf i postawi na stole.
- No to zobaczmy, gdzie by si tu dzisiaj wybra.
- Madame Rossini czeka na pana z przymiark - zwrci si pan Marley do Gideona.
- A niech to szlag - zakl Gideon i spojrza na zegarek. - Zupenie o tym zapomniaem. Bardzo jest za?
- Sprawiaa wraenie do rozgniewanej - powiedzia pan Marley.
W tym momencie znowu otworzyy si drzwi i wszed pan George. By mocno zadyszany i jak zawsze, kiedy
si zmczy, drobniutkie kropelki potu pokryway jego ys gow.
- Co si tutaj dzieje?
Pan Whitman zmarszczy czoo.
- Thomas? Gideon mwi, e cigle jeszcze rozmawiasz z Falkiem i ministrem spraw wewntrznych.
- Bo rozmawiaem. A zadzwonia do mnie madame Rossini i dowiedziaem si, e Gwendolyn zostaa
wanie zabrana na elapsj - rzek pan George.
Pierwszy raz widziaam go naprawd rozgniewanego.
- Ale... Gideon twierdzi, e kazae nam... - zacz wyjania pan Whitman, szczerze zdziwiony.
- Nie kazaem! Gideonie! Co si tutaj dzieje? - Z maych oczek pana George'a znika wszelka dobrotliwo.
Gideon skrzyowa rce na piersi.
- Mylaem, e si pan ucieszy, kiedy zdejm z pana ten obowizek - powiedzia gadko.
Pan George wytar chusteczk kropelki potu.
- Dzikuj za trosk - rzuci z wyran nut sarkazmu. -Ale to nie byo konieczne. Id teraz natychmiast na
gr do madame Rossini.

75

- Chciabym towarzyszy Gwendolyn - rzek Gideon. - Po wczorajszych wydarzeniach moe byoby lepiej,
gdyby nie bya sama.
- Bzdura - sprzeciwi si pan George. - Nie ma powodu, eby przypuszcza, e cokolwiek jej zagraa, o ile
nie przeskoczy w czasie zbyt daleko.
- Zgadza si - wtrci! pan Whitman.
- Na przykad do 1956 roku? - spyta przecigle Gideon, patrzc panu George'owi prosto w oczy. - Dzi rano
przewerto-waem sobie Kroniki i musz powiedzie, e rok 1956 sprawia wraenie nadzwyczaj spokojnego. I
najczciej powtarzaj si sowa: Brak szczeglnych zdarze". To przecie muzyka dla naszych uszu, prawda?
Serce bio mi tak, e czuam je a w gardle. Zachowanie Gideona mona by wyjani jedynie tym, e odkry,
co naprawd wczoraj robiam. Ale jak, u diabla? W kocu tylko czu byo ode mnie papierosy, co moe i byo
podejrzane, ale na pewno nie mogo mu zdradzi, co si stao w 1956 roku.
Pan George bez mrugnicia odwzajemni jego spojrzenie, wyglda jednak na nieco poirytowanego.
- To nie bya proba, Gideonie. Madame Rossini czeka. Marley, pan te moe i.
- Tak jest, panie George. - Pan Marley nieomal zasalutowa. Kiedy drzwi zatrzasny si za nim, pan George
spiorunowa Gideona wzrokiem, ale on nawet nie drgn. Take pan Whitman przyglda mu si z lekkim
zdziwieniem.
- Na co czekasz? - rzuci chodno pan George.
- Dlaczego pozwoli pan wyldowa Gwendolyn w biay dzie? Czy to nie jest sprzeczne z przepisami? spyta Gideon.
- Och, och! - zawoa Xemerius.
- Gideonie, to nie jest twoja... - zacz pan Whitman.
- Nie ma znaczenia, o jakiej porze wyldowaa - wpad mu w sowo pan George. - Znajdowaa si w
zamknitej piwnicy.
- Baam si - wtrciam szybko i moe odrobin zbyt piskliwie. - Nie chciaam by sama w nocy w tej
piwnicy, tu obok katakumb...
Gideon spojrza na mnie i znowu unis brew.
- Ach tak, ty przecie jeste takim strachliwym maym stworzonkiem, zupenie o tym zapomniaem. Rozemia si cicho. - 1956... to by rok, w ktrym zosta pan czonkiem loy, panie George, prawda? C za
zabawny zbieg okolicznoci.
Pan George zmarszczy czoo.
- Nie rozumiem, do czego zmierzasz, Gideonie - odezwa si pan Whitman. - Ale proponowabym, eby
teraz poszed do madame Rossini. Pan George i ja zatroszczymy si o Gwendolyn.
Gideon znw spojrza na mnie.
- Mam tak propozycj: zaatwi spraw przymiarki, a potem wyle mnie pan po prostu za Gwendolyn,
niewane dokd. Nie bdzie si musiaa ba w nocy.
- Chyba e ciebie - wtrci Xemerius.
- Wyczerpae ju swj przydzia na dzisiaj - powiedzia pan Whitman. - Ale jeli Gwendolyn si boi... Zerkn na mnie ze wspczuciem.
Nie mogam mie mu tego za ze. Zapewne sprawiaam wraenie nieco wystraszonej. Serce wci walio mi
tak, e czuam je w gardle, i nie byam zdolna wykrztusi sowa.
- Jeli o mnie chodzi, moemy tak zrobi - dokoczy pan Whitman, wzruszajc ramionami. - Nie widz
przeciwwskaza, a ty, Thomas?
Pan George wolno pokiwa gow, cho wygldao to tak, jakby zamierza zrobi co wrcz przeciwnego.
Gideon umiechn si z zadowoleniem i w kocu opuci swj posterunek przy drzwiach.
- No to zobaczymy si pniej - rzuci triumfujco, a dla mnie zabrzmiao to jak groba.
Kiedy drzwi si za nim zamkny, pan Whitman westchn.
- Dziwnie si zachowuje, od kiedy zosta uderzony w gow, nie sdzisz, Thomas?
- Tak, bardzo dziwnie - zgodzi si pan George.
- Moe powinnimy przeprowadzi z nim jeszcze raz rozmow co do tonu, jakiego uywa wobec wyej
postawionych osb -powiedzia pan Whitman. - Jak na swj wiek jest mocno... no tak. Znajduje si pod wielk
presj, to take musimy wzi pod uwag. - Spojrza na mnie zachcajco. -1 jak, Gwendolyn, gotowa?
- Tak - skamaam.

76

Kruk, na skrzydach z rubinu niesiony, midzy wiatami brzmi umarych muzyka, siy jeszcze nie pozna i nie
zna te ceny. Moc gow podnosi i krg si zamyka.
Z diamentu lwa lico - ile dumy na nim. Surowa kltwa mci wiata promienie i wszystko si zmienia w soca
umieraniu. To kruka ostatnie tchnienie.
Z tajnych pism hrabiego de Saint Germain

77

9.
Nie zapytaiam o rok, do ktrego mnie wysyaj, bo i tak nie miao to adnego znaczenia.
Wszystko waciwie wygldao identycznie jak podczas mojej ostatniej wizyty. Porodku pokoju
staa zielona sofa, ktr obrzuciam gniewnym spojrzeniem, jakby to ona bya wszystkiemu
winna. Tak jak poprzednio, pod cian, w ktrej Lucas zrobi skrytk, stay krzesa, ustawione
jedno na drugim.
Kusio mnie. Zajrze do skrytki? Jeli Gideon powzi jakie podejrzenia - a bez wtpienia tak
byo - to przecie najpierw wpadnie na pomys, aby przeszuka ca piwnic, prawda? Mogabym
schowa zawarto skrytki gdzie w korytarzu i wrci, zanim dotrze tu Gideon...
Zaczam gorczkowo odstawia krzesa na bok, ale potem przyszo mi do gowy co innego.
Po pierwsze: nie mog schowa klucza, bo przecie bd musiaa z powrotem zamkn drzwi, a
po drugie: nawet gdyby Gideon znalaz skrytk, jak miaby mi udowodni, e bya przeznaczona
dla mnie? Po prostu udaabym gupi.
Starannie odstawiam krzesa na miejsce i zadbaam o to, by zatrze zdradzieckie lady
pozostawione w warstwie kurzu. Potem sprawdziam, czy drzwi rzeczywicie s zamknite, i
usiadam na zielonej sofie.
Czuam si troch tak jak cztery lata temu, kiedy razem z Leslie musiaymy przez t afer z
ab czeka w gabinecie dyrektora Gillesa, a znajdzie czas, eby paln nam kazanie. Waciwie
nie zrobiymy nic zego. Cynthia przejechaa t ab rowerem, a poniewa nie wykazaa potem
odpowiedniej skruchy (przecie to bya tylko gupia aba"), ja i Leslie, zdjte witym
oburzeniem, postanowiymy pomci ab. Chciaymy pogrzeba j w parku, ale poniewa i tak
ju bya nieywa, pomylaymy, e to moe troch wstrznie Cynthia i uwraliwi j w
przyszoci na aby, jeli zobaczy j raz jeszcze - w swojej zupie. Nikt nie mg przypuszcza, e
Cynthia na jej widok dostanie ataku histerii... W kadym razie dyrektor Gilles potraktowa nas jak
zbrodniarki i niestety nie zapomnia o tym incydencie. Dzi, kiedy spotyka nas na korytarzu,
mwi zawsze: O, to te ze panny od aby", a my za kadym razem znowu czujemy si paskudnie.
Na chwil zamknam oczy. Gideon nie mia powodu, by mnie tak le traktowa. Nie zrobiam
nic zego. Wszyscy bez przerwy mwili, e nie mona mi ufa, cigle zawizywano mi oczy, nikt
nie odpowiada na moje pytania - a wic chyba naturalne byo, e prbowaam na wasn rk
wybada, co tu si waciwie dziao.
Gdzie on si podziewa? arwka pod sufitem zatrzeszczaa, wiato migotao przez chwil.
Byo zimno. Moe wysali mnie w jedn z tych mronych powojennych zim, o ktrych zawsze
opowiadaa ciocia Maddy. Rewelka. Rury z wod pozamarzay, a na ulicach leay martwe
zwierzta, zesztywniae na mrozie. Sprawdziam, czy przy oddechu nie tworzy si czasem obok
pary. Ale si nie tworzy.
wiato znowu zamrugao i zaczam si ba. A jeli nagle zganie i bd musiaa tu siedzie
po ciemku? Tym razem nikt nie pomyla o tym, eby da mi latark, w ogle nie mona byo
powiedzie, e kto troskliwie si mn zaj. W ciemnociach szczury na pewno odwa si
wyj ze swoich kryjwek. Moe s godne... A tam, gdzie s szczury, tam musz by te karaluchy. A moe zapuci si tu rwnie duch jednorkiego templariusza, o ktrym mwi Xemerius.
Trrrr!
To bya arwka.
Powoli dochodziam do przekonania, e towarzystwo Gideona byoby jednak lepsze od
towarzystwa szczurw i duchw. Ale jego wci nie byo. A arwka mrugaa, jakby to byy jej
ostatnie chwile.
Kiedy w dziecistwie baam si ciemnoci, zawsze piewaam, i teraz te zaczam piewa,
zupenie automatycznie. Najpierw cicho, a potem coraz goniej. Przecie nie byo tu nikogo, kto
mgby mnie usysze.
piew pomaga na strach. A take na chd. Po kilku minutach nawet arwka przestaa
mruga. Jednak przy piosenkach Marii Meny znowu zamigotaa i najwyraniej nie lubia te
Emiliany Torrini. Kady utwr ABBY natomiast kwitowaa spokojnym, rwnomiernym
wieceniem. Niestety, nie znaam ich zbyt wiele, przede wszystkim za nie znaam tekstw. Ale
arwka zadowalaa si take lalalala, one chance in a life-time, lalalala".
Trwao to kilka godzin. Tak mi si przynajmniej zdawao. Po The winner takes it all (ulubionej
piosenki Leslie na nieszczliw mio) znowu wrciam do I wonder. Jednoczenie taczyam,
aby si rozgrza. Gdy po raz trzeci odpiewaam Mamma mia, byam ju przekonana, e Gideon
si nie pojawi.
Cholera! Mogam wic zupenie bezpiecznie przekra si na gr. Sprbowaam Head over
heels i podczas You 're wasting my time nagle wyldowa obok sofy.
Zamilkam i spojrzaam na niego z wyrzutem.
- Dlaczego tak pno?
- Mog sobie wyobrazi, e ci si duyo. - Jego spojrzenie wci byo takie zimne i dziwne
jak przedtem. - Podszed do drzwi i szarpn za klamk. - Tak czy owak, bya na tyle mdra, eby
nie opuszcza pokoju. Nie moga przecie wiedzie, kiedy si pojawi.
78

- Cha, cha, cha - zamiaam si. - Czy to ma by dowcip? Gideon opar si plecami o drzwi.
- Gwendolyn, przede mn nie musisz udawa niewinitka. Nie mogam znie chodu w jego
spojrzeniu. Ziele oczu,
ktr tak lubiam, przybraa teraz odcie galaretki. Takiej paskudnej, ze szkolnej stowki, ma si
rozumie.
- Dlaczego jeste wobec mnie taki... pody?
arwka znowu zamrugaa. Chyba jej brakowao mojego piewu.
- Nie masz moe przy sobie arwki?
- Zapach papierosw ci zdradzi. - Gideon bawi si latark. - Potem troch poszukaem i
zoyem to wszystko do kupy.
Przeknam lin.
- Co w tym zego, e paliam?
- Nie palia. I nie umiesz nawet w poowie tak dobrze kama, jak ci si wydaje. Gdzie jest
klucz?
- Jaki klucz?
- Klucz, ktry da ci pan George, eby w 1956 roku moga odszuka jego i swojego dziadka. Zrobi krok w moim kierunku. - Jeli jeste mdra, ukrya go gdzie tutaj, jeli nie, masz go
jeszcze przy sobie. - Podszed do sofy, zdj poduszki i jedn po drugiej rzuci na podog. - Tu
go nie ma.
Patrzyam na niego z przeraeniem.
- Pan George nie da mi adnego klucza. Naprawd! A z tym zapachem papierosw to jest
zupenie...
- To nie byy tylko papierosy. Czu byo od ciebie take cygara - powiedzia spokojnie.
Jego wzrok przesuwa si po caym pomieszczeniu i zatrzyma si na krzesach spitrzonych
pod cian.
Znowu zrobio mi si zimno i stosownie do tego arwka take zacza jakby bardziej migota.
- Ja... - zaczam niepewnie.
- Tak? - odezwa si z przesadn uprzejmoci Gideon. -Palia te cygara? Prcz tych trzech
lucky strike'w? To chciaa powiedzie?
Milczaam.
Gideon schyli si i powieci latark pod sof.
- Pan George zapisa ci haso dnia na kartce czy nauczya si go na pami? I jak w drodze
powrotnej przesza obok posterunku wartownikw, e nie napisali o tym w protokole?
- O czym ty, u diaba, w ogle mwisz? - zawoaam. Miao to wyglda na oburzenie, ale
niestety wyszo raczej jak przestrach.
- Violet Purpleplum, c za dziwaczne nazwisko, nie sdzisz? Syszaa je ju kiedy? - Gideon
znowu si wyprostowa i spojrza na mnie.
Nie, galaretka to nie byo waciwe skojarzenie z jego oczu mi. Raczej miotacze jadowitych
zielonych iskier. Wolno pokrciam gow.
- To zabawne - rzek. - A przecie to przyjacika waszej rodziny. Kiedy przypadkowo
wspomniaem to nazwisko w rozmowie z Charlotta, powiedziaa mi, e pewna poczciwa pani
Purpleplum robi wam na drutach drapice szaliki.
Och. Przeklta Charlotta. Czy nie mogaby raz po prostu trzyma gby na kdk?
- Nie, to nieprawda - odparam buczucznie. - Drapi tylko te Charlotty. Nasze s zawsze
bardzo mikkie.
Gideon opar si o sof i skrzyowa rce na piersi. Latarka owietlaa sufit, a arwka wci
migotaa nerwowo.
- Pytam po raz ostatni. Gdzie jest klucz, Gwendolyn?
- Przysigam ci, e pan George nie da mi adnego klucza -powiedziaam, rozpaczliwie usiujc
ograniczy rozmiary katastrofy. - On z tym w ogle nie ma nic wsplnego.
- Ach, tak? Jak ju mwiem, nie uwaam, by szczeglnie dobrze umiaa kama. - Powieci
latark na piramid krzese pod cian. - Gdybym by tob, wsunbym klucz gdzie pod obicie.
Okej. Niech sobie przeszukuje obicia. Bdzie mial przynajmniej co robi, zanim z powrotem
przeskoczymy w czasie. Tak dugo to ju nie potrwa.
- Z drugiej strony... - Gideon przechyli latark tak, e stoek wiata pada wprost na moj
twarz. - Z drugiej strony to by bya raczej syzyfowa praca.
Uchyliam si na bok.
- Daj spokj! - powiedziaam ze zoci.
- I nie naley mierzy ludzi wasn miar - cign Gideon. W migoczcym wietle arwki
jego oczy pociemniay i nagle zaczam si go ba. - Moe masz ten klucz po prostu w kieszeni
spodni? Daj mi go. - Wycign rk.
- Nie mam adnego klucza, do wszystkich diabw. Gideon powoli podszed do mnie.
- Gdybym by tob, dabym go dobrowolnie. Ale jak mwiem, nie naley mierzy ludzi wasn
miar.
W tym momencie arwka ostatecznie wyziona ducha. Gideon sta tu obok mnie, promie jego
latarki pada gdzie na cian. Pomijajc to nike wiato, byo ciemno jak w grobie.
- A wic?

79

- Tylko si do mnie nie zbliaj - powiedziaam. Zrobiam par krokw do tyu, a moje plecy
natrafiy na
cian. Jeszcze przedwczoraj chciaam by jak najbliej niego. Ale teraz zdawao mi si, e jestem
tu z kim obcym. Nagle ogarna mnie dzika furia.
- Co si z tob dzieje? - prychnam. - Nic ci nie zrobiam! Nie rozumiem, jak jednego dnia
moesz si ze mn caowa, a nastpnego mnie nienawidzi? Dlaczego?
zy napyny tak szybko, e nie zdoaam ich powstrzyma i pocieky mi po policzkach.
Dobrze, e nie byo tego wida w ciemnociach.
- Moe dlatego, e nie lubi by okamywany. - Mimo mojego ostrzeenia Gideon podszed do
mnie i tym razem nie miaam ju dokd uciec. - A ju w szczeglnoci przez dziewczyny, ktre
jednego dnia rzucaj si czowiekowi na szyj, a nastpnego zostawiaj pobitego na pastw losu.
- O czym ty mwisz?
- Widziaem ci, Gwendolyn.
- Co takiego? Gdzie mnie widziae?
- Podczas mojej podry w czasie, wczoraj rano. Miaem do wykonania drobne zadanie, ale
zdoaem uj zaledwie par metrw, a stana mi na drodze, niczym zjawa. Spojrzaa na mnie i
umiechna si, jakby si cieszya, e mnie widzisz. A potem okrcia si na picie i znika za
najbliszym rogiem.
- A kiedy to niby miao by? - Byam tak zdezorientowana, e na par sekund przestaam
paka.
Gideon zignorowa moje pytanie.
- Gdy sekund pniej skrciem tam gdzie ty, dostaem cios w gow i niestety nie byem ju
w stanie przeprowadzi z tob wyjaniajcej rozmowy.
- Ja... ciebie... To ja ci uderzyam? - zy znowu zaczy mi pyn z oczu.
- Nie - odpar Gideon. - Nie sdz. Nie miaa nic w rku, kiedy ci widziaem, no i wtpi, by
moga uderzy tak mocno. Ty mnie tylko zwabia za rg, a tam ju kto czeka.
Wykluczone. Cakowicie i kompletnie wykluczone.
- Nigdy bym czego takiego nie zrobia - zdoaam w kocu wykrztusi. - Nigdy!
- Ja te byem zaskoczony - powiedzia Gideon bez namysu. - Mylaem przecie, e
jestemy... przyjacimi. Ale kiedy potem wrcia z elapsji i czu byo od ciebie cygara, przyszo
mi do gowy, e moe przez cay czas mnie okamywaa. A teraz oddaj mi ten klucz!
Otaram zy z policzkw. Niestety, cigle napyway nowe. Z trudem udao mi si zdusi
chlipnicie i za to znienawidziam si jeszcze bardziej.
-Jeli rzeczywicie tak byo, to dlaczego nie powiedziae wszystkim, kto ci pobi?
- Bo tak naprawd nie widziaem, kto to by.
- Ale nie powiedziae te nic o mnie. Dlaczego?
- Bo ju od dawna podejrzewaem pana George'a... Czy ty moe paczesz?
Latarka zawiecia mi w twarz i olepiona musiaam zamkn oczy. Pewnie wygldaam jak
prgowiec. Po co ja malowaam rzsy?
- Gwendolyn... - Gideon zgasi latark.
Co to ma teraz by? Kontrola osobista w ciemnociach?
- Id sobie - chlipnam. - Nie mam przy sobie adnego klucza, przysigam. Nigdy, przenigdy
nie pozwoliabym, eby kto ci skrzywdzi.
Cho nie widziaam go, czuam, e stoi tu obok mnie. Jego ciao byo jak promiennik ciepa w
mroku. Kiedy jego do dotkna mojego policzka, wzdrygnam si. Szybko cofn rk.
- Przykro mi - usyszaam jego szept. - Gwen, ja... - Nagle jego gos zabrzmia bezradnie, ale
byam zbyt oszoomiona, aby odczuwa z tego powodu satysfakcj.
Nie wiem, ile czasu tak stalimy. zy wci pyny mi po twarzy. Co robi on - tego nie
widziaam. W kocu zapali latark, odchrzkn i powieci sobie na zegarek.
- Jeszcze trzy minuty i przeskoczymy z powrotem - powiedzia rzeczowym tonem. - Powinna
wyj z tego kta, bo wyldujesz na skrzyni. - Podszed do sofy i podnis poduszki, ktre
wczeniej rzuci na ziemi. - Wiesz, ze wszystkich Stranikw pan George zawsze wydawa mi
si jednym z najbardziej lojalnych. W kadym razie godny zaufania.
- Ale pan George naprawd nie ma z tym nic wsplnego -odezwaam si, powoli wychodzc z
kta. - Byo zupenie inaczej. - Wierzchem doni otaram zy z oczu.
Lepiej powiem mu prawd, przynajmniej nie bdzie podejrzewa biednego pana George'a o brak
lojalnoci.
- Kiedy pierwszy raz poddaam si elapsji, spotkaam tu przypadkowo mojego dziadka. - No,
moe nie ca prawd. -Szuka tutaj wina... to zreszt niewane. To byo dziwne spotkanie,
zwaszcza gdy pojlimy, kim jestemy. Ukry w piwnicy klucz i haso dnia na moj nastpn
wizyt, ebymy mogli porozmawia jeszcze raz. Dlatego byam tu wczoraj, wzgldnie w roku
1956, jako Violet Purpleplum. eby si spotka z moim dziadkiem! Nie yje od kilku lat i
strasznie za nim tskni. Czy nie zrobiby tego samego, gdyby mg? Porozmawia z nim
jeszcze raz... to byo takie... - Zamilkam.
Gideon te milcza.

80

- A pan George? - odezwa si w kocu. - By ju wwczas asystentem twojego dziadka.


- Faktycznie widziaam go przez chwil, dziadek przedstawi mnie jako swoj kuzynk Hazel.
Na pewno ju dawno o tym zapomnia. Dla niego to byo nieistotne spotkanie, ktre wydarzyo
si bite pidziesit pi lat temu. - Dotknam brzucha. - Wydaje mi si...
- Tak - potwierdzi Gideon. Wycign rk, ale potem najwyraniej si rozmyli. - Zaraz si
zacznie - doda tylko. - Podejd tu jeszcze par krokw.
Pokj zacz wok mnie wirowa, a po chwili, lekko oszoomiona, zobaczyam jasne wiato.
- No, jestecie - powiedzia pan Whitman.
Gideon odoy latark na st i obrzuci mnie szybkim spojrzeniem. Moe to sobie tylko
wmwiam, ale tym razem w jego wzroku byo co w rodzaju wspczucia. Ukradkiem otaram
twarz, ale pan Whitman i tak zauway, e pakaam. Xemerius znikn - na pewno znudzio mu
si czekanie.
- Co si stao, Gwendolyn? - spyta pan Whitman swoim empatycznym nauczycielskim tonem. Czy co si wydarzyo?
Gdybym nie znaa go tak dobrze, pewnie kusioby mnie, eby znowu wybuchn paczem i
otworzy przed nim swoje serce (ten o-o-okropny Gideon mnie zde-de-denerwowa"). Ale za
dobrze si znalimy. Tego samego tonu uy w zeszym tygodniu, pytajc, ktre z nas namalowao
na tablicy karykatur pani Counter. Ale uwaam, e ten artysta doprawdy ma talent" powiedzia, umiechajc si z rozbawieniem. Natychmiast Cynthia (oczywicie!) wygadaa mu, e
to bya Peggy, i pan Whitman przesta si umiecha, a Peggy dostaa uwag do dziennika.
Nawiasem mwic, z tym twoim talentem to prawda. Masz spory talent do pakowania si w
kopoty" - doda jeszcze.
- H? - mrukn teraz, umiechajc si przyjanie i wspczujco.
Ale ja nie daam si na to nabra.
- Szczur - mruknam. - A pan mwi, e ich tam nie ma... A potem wysiada arwka, a pan mi
nie da latarki. Byam zupenie sama w ciemnociach z tym ohydnym szczurem. - O mao nie
dodaam jeszcze: Poskar si mamusi", ale w ostatniej chwili udao mi si powstrzyma.
Pan Whitman wyglda na lekko poruszonego.
- Przykro mi - powiedzia. - Nastpnym razem o tym pomylimy. - Po czym uderzy znowu w
ten swj przemdrzay nauczycielski ton. - Teraz zostaniesz odwieziona do domu. Radz ci, by
wczenie posza spa, bo jutro czeka ci mczcy dzie.
- Odprowadz j do samochodu - odezwa si Gideon, biorc ze stou czarn chustk, ktr
zawsze zawizywano mi oczy. - Gdzie jest pan George?
- Jest na naradzie - odrzek pan Whitman, marszczc czoo. - Gideonie, uwaam, e powiniene
jeszcze raz przemyle swoje zachowanie. Pozwalamy ci na wiele, poniewa wiemy, e nie jest ci
w tej w chwili atwo, ale musisz okazywa nieco wicej szacunku czonkom Krgu
Wewntrznego.
- Ma pan racj, panie Whitman. Przepraszam - rzuci Gideon uprzejmie, cho z niewzruszon
min. Wycign do mnie rk. - Idziesz?
O mao nie zapaam jego rki, z czystego odruchu. Zabolao mnie, e nie mog tego zrobi, nie
tracc kompletnie twarzy. Ledwie si powstrzymaam, by znw nie wybuchn paczem.
- Och, do widzenia - powiedziaam do pana Whitmana, uporczywie wpatrujc si w podog.
Gideon otworzy drzwi.
- Do jutra - rzek pan Whitman. -I pamitajcie oboje: wystarczajca ilo snu to najlepsze
przygotowanie.
Drzwi zatrzasny si za nami.
- No , no, no, bya cakiem sama w piwnicy z ohydnym szczurem. - Gideon wyszczerzy do
mnie zby w szerokim umiechu.
Nie miecio mi si to w gowie. Przez dwa dni rzuca mi tylko zimne spojrzenia, a w cigu
ostatnich godzin jego wzrok par razy zmrozi mnie na kamie, niczym biedne zwierzaki zim w
czasie wojny. A teraz? arcik, jakby nigdy nic? Moe by sadyst i potrafi si umiecha dopiero
wtedy, gdy porzdnie mi dowali?
- Nie zawiesz mi oczu? - Jeszcze nie byam w nastroju na jego gupie dowcipy, niech askawie
to zauway.
Gideon wzruszy ramionami.
- Zakadam, e znasz drog. Dlatego moemy sobie podarowa zawizywanie oczu. Chod. -I
znowu przyjazny umiech.
Po raz pierwszy widziaam piwniczne korytarze w naszych czasach. Byy gadko otynkowane, a
wpuszczone w cian wiata, niektre z fotokomrkami, znakomicie owietlay ca drog.
- Nie robi zbytnio wraenia, co? - spyta Gideon. - Wszystkie korytarze, ktre prowadz na
zewntrz, s chronione przez specjalne drzwi i systemy alarmowe, tak e jest tutaj rwnie
bezpiecznie jak w bankowym sejfie. Ale to wszystko powstao dopiero w latach
siedemdziesitych, przedtem mona byo spacerowa pod ziemi przez p Londynu.
- Mam to w nosie - rzuciam opryskliwie.

81

- A o czym chciaaby porozmawia?


- O niczym.
Jak mg si zachowywa, jakby nic si nie stao? Jego gupawy umiech i niezobowizujcy
ton lunej pogawdki doprowadzay mnie do szau. Ruszyam szybciej do przodu i cho zaciskaam usta, nie potrafiam zapobiec temu, by sowa pyny ze mnie jak potok.
- Nie mog tak, Gideonie. Nie umiem sobie wytumaczy, dlaczego najpierw si ze mn
caujesz, a potem traktujesz tak, jakby mnie nienawidzi z caego serca.
Gideon milcza przez chwil.
- Wolabym si z tob caowa, ni ci nienawidzi - rzek w kocu. - Ale ty mi tego nie
uatwiasz.
- Nic ci nie zrobiam - powiedziaam. Zatrzyma si.
- Daj spokj, Gwendolyn! Chyba nie mylisz, e uwierz w t historyjk z twoim dziadkiem?
e niby pojawi! si akurat w pomieszczeniu, gdzie poddajesz si elapsji? To rwnie mato
prawdopodobne jak to, e Lucy i Paul przypadkiem pojawili si u lady Tilney. Albo tamci ludzie
w Hyde Parku.
- Tak, oczywicie, sama ich tam zamwiam, poniewa od zawsze chciaam kogo przeszy
szpad. Nie mwic o widoku czowieka, ktremu brakowao poowy twarzy - prychnam.
- To, co uczynisz w przyszoci...
- Och, zamknij si - zawoaam wzburzona. - Mam ju tego dosy! Od zeszego poniedziaku
yj jak w koszmarze, ktry nie chce si skoczy. Kiedy si budz, spostrzegam, e w dalszym
cigu ni. W mojej gowie roj si miliony pyta, na ktre nikt nie udziela mi odpowiedzi, a
wszyscy oczekuj, e dam z siebie wszystko w imi czego, czego kompletnie nie rozumiem!
Ruszyam ponownie do przodu, niemal biegnc, ale Gideon bez trudu dotrzymywa mi kroku.
Przy schodach nie byo nikogo, kto zapytaby nas o haso. Ale po co, skoro wszystkie wejcia
byy strzeone niczym w Fort Knox? Przeskakiwaam po dwa stopnie.
- Nikt mnie nie pyta, czy w ogle chc tutaj by. Musz wysuchiwa wrzaskw jakich
rbnitych nauczycieli taca, moja kochana kuzynka Charlotta pokazuje mi, co potrafi, a czego ja
si nigdy nie naucz, a ty... ty...
Gideon potrzsn gow.
- Hej, a nie mogaby cho raz postawi si w moim pooeniu? - Teraz i on straci panowanie
nad sob. - Ja te si tak czuj! A jak ty by si zachowaa, wiedzc, e wczeniej czy pniej
postaram si o to, by kto rbn ci pak w gow? Wtpi, czy w tych okolicznociach nadal
uwaaaby mnie za kochanego i niewinnego!
- I tak nigdy ci za takiego nie uwaaam - rzuciam ostro. -Wiesz co? Teraz myl, e sama
chtnie zdzieliabym ci t pak po gowie.
- No prosz! - Gideon znowu wyszczerzy si w umiechu.
Sapaam z wciekoci. Minlimy pracowni madame Rossini. Spod drzwi sczyo si na
korytarz wiato. Zapewne pracowaa jeszcze nad naszymi kostiumami.
Gideon odchrzkn.
- Tak jak powiedziaem, przykro mi. Czy moemy teraz normalnie porozmawia?
Normalnie! Ko by si umia.
- A co robisz dzi wieczorem? - zapyta swoim najbardziej przyjaznym, niewinnym tonem
pogawdki.
- Oczywicie bd pilnie wiczy menueta, a przed zaniciem tworzy jeszcze zdania bez sw
odkurzacz", pulso-metr", jogging" i transplantacja serca" - syknam zjadliwie.
Gideon spojrza na zegarek.
- Spotkam si z Charlotta i moim bratem i... no, zobaczymy. W kocu mamy sobotni wieczr.
Tak, oczywicie. A niech robi, co chc, ja miaam do.
- Dziki za odprowadzenie - rzuciam najchodniej, jak tylko umiaam. - Sama std trafi do
samochodu.
- I tak miaem po drodze - rzek Gideon. -I moe przestaniesz biec. Powinienem unika
nadmiernego wysiku. Zalecenie doktora White'a.
Cho byam na niego taka za, przez chwil poczuam co w rodzaju wyrzutw sumienia.
Spojrzaam na niego z boku.
- Ale jeli za najbliszym rogiem kto walnie ci w gow, to nie mw, e to ja ci tam
zwabiam.
Gideon si umiechn.
- Na razie jeszcze nie zrobiaby czego takiego.
Nigdy bym czego takiego nie zrobia", przemkno mi przez gow. Niewane, jak
obrzydliwie si wobec mnie zachowywa. Nigdy nie dopuciabym do tego, eby kto go
skrzywdzi. I nie wiem, kogo tam zobaczy, ale to na pewno nie byam ja.
Bram przed nami rozwietli bysk flesza. Cho zapad ju zmrok, w Tempie wci byo sporo
turystw. Z tyu na parkingu staa znana mi ju czarna limuzyna. Kierowca, widzc, e si

82

zbliamy, wysiad i otworzy przede mn drzwi. Gideon zaczeka, a wsid, a potem pochyli si
do mnie.
- Gwendolyn?
- Tak?
Byo zbyt ciemno, abym dokadnie widziaa jego twarz.
- Chciaabym, eby mi bardziej ufaa. - To zabrzmiao tak powanie i szczerze, e na sekund
a mi zaparo dech w piersiach.
- Chciaabym mc - powiedziaam po chwili.
Dopiero gdy Gideon zatrzasn drzwi i samochd ruszy z miejsca, przyszo mi do gowy, e
powinnam bya raczej powiedzie: Tego samego yczyabym sobie z twojej strony".
*
Oczy madame Rossini byszczay z zachwytu. Wzia mnie za rk i poprowadzia do wielkiego
lustra, ebym moga oceni efekt jej stara. Spojrzawszy na swoje odbicie, ledwie zdoaam si
rozpozna. Przyczyn byy przede wszystkim wosy, normalnie proste i zwyczajne, a teraz
zakrcone w niezliczone loczki i upite na czubku gowy w gigantyczn, wysok fryzur,
podobn do tej, ktr miaa moja kuzynka Janet na swoim weselu. Pojedyncze kosmyki opaday
mi sprynkami na goe plecy. Ciemnoczerwony odcie sukni sprawia, e wygldaam na jeszcze
bledsz, ni byam, ale nie chorobliwie, lecz promiennie. Madame Rossini przypudrowaa mi
bowiem dyskretnie nos i czoo oraz naoya pdzlem odrobin ru na policzki i cho wczoraj
poszam pno spa, dziki jej kuferkowi z kosmetykami nie miaam ju podkronych oczu.
- Jak krlewna nieka - skomentowaa madame Rossini i do gbi wzruszona otara sobie
kawakiem materiau wilgotne oczy. - Czerwona jak krew, biaa jak nieg, czarna jak heban.
Zezoszcz si na mnie, bo wszyscy bd zwracali na ciebie uwag. Poka mi paznokcie, tak, tres
bien*, czyciutkie i krtkie. A teraz potrznij gow. Nie, moesz mocniej, ta fryzura ma
wytrzyma cay wieczr.
- Czuj si troch tak, jakbym miaa na gowie kapelusz -powiedziaam.
- Przyzwyczaisz si do tego - pocieszya mnie madame Rossini, utrwalajc mi wosy jeszcze
wiksz iloci lakieru.
Oprcz, jak oceniaam, jakich piciu kilogramw spinek do wosw, ktre utrzymyway w
caoci gr lokw na mojej gowie, byy jeszcze inne, ktre suyy tylko do ozdoby, zaopatrzone
w takie same ryczki, jakie otaczay dekolt sukni. Milusio.
- No, gotowe, abdzia szyjko. Mam ci znowu zrobi zdjcia?
- Och, poprosz. - Rozejrzaam si w poszukiwaniu torby z komrk. - Leslie by mnie zabia,
gdybym nie uwiecznia tej chwili. i
- Zrobiabym chtnie wam obojgu - powiedziaa madame Rossini po sfotografowaniu mnie z
kadej strony po dziesi razy. - Tobie i temu niewychowanemu chopcu. eby byo wida,
jak doskonale, a mimo to absolutnie dyskretnie wasze ubrania s do siebie dopasowane. Ale
Gideonem zajmie si Giordano. Nie mam ochoty znowu dyskutowa o koniecznoci zakadania
poczoch w paski. Co za duo, to niezdrowo.
- Te poczochy wcale nie s takie ze - zauwayam.
- To dlatego, e wprawdzie wygldaj jak pantalony, ale f dziki dodatkowi elastanu s duo
wygodniejsze - wyjania madame Rossini. - Dawniej taki cigacz potrafi niemal odci dopyw
krwi w udzie, ale u ciebie suy tylko do ozdoby. Oczywicie nie chciaabym, eby kto ci
zaglda pod spdnic, jeli jednak, to raczej nie bdzie si skary, n'est-cepas* -Klasna w
donie. - Bien, teraz zadzwoni na gr i powiem,
e jeste gotowa.
W czasie kiedy dzwonia, stanam znowu przed lustrem. Byam zdenerwowana. Od
dzisiejszego ranka energicznie wyrzucaam Gideona ze swoich myli i w pewnym stopniu
mi si to udao, ale za cen tego, e przez cay czas mylaam o hrabim de Saint Germain.
Do lku przed ponownym spotkaniem z hrabi doczya dziwna rado oczekiwania na
soiree, ktra dla mnie samej bya niezrozumiaa.
Mama pozwolia, by Leslie zostaa u nas na noc i dziki temu spdziam cakiem miy wieczr,
w pewnym sensie. Moliwo przeanalizowania wydarze z Leslie i Xemeriusem dobrze mi
zrobia. Moe mwili to tylko po to, eby podnie mnie na duchu, ale zarwno Leslie, jak i
Xemerius byli zdania, e nie mam jeszcze powodu, by rzuca si z mostu przez nieszczliw
mio. Oboje uznali, e z uwagi na okolicznoci Gideon mia uzasadnione powody, by si tak
zachowa, a Leslie dodaa, e w ramach rwnouprawnienia naley te czasem i chopcom
przyzna prawo do zego humoru, i oznajmia, e w gbi duszy czuje, i to naprawd kochany
facet.
- Wcale go nie znasz. - Potrzsnam gow. - Mwisz to tylko dlatego, e wiesz, e chciaabym
to usysze.
*
*

Tres bien (fr.) - bardzo dobrze (przyp. red.).


n'est-cepas(fr). Prawda? (przyp.red.)

83

- Tak, i dlatego, e chc, eby to bya prawda - odrzeka Leslie. - Jeli na koniec okae si
dupkiem, osobicie go odnajd i strzel w pysk. Obiecuj!
Xemerius wrci! do domu pno, poniewa przedtem na moj prob ledzi Charlotte,
Raphaela i Gideona.
W przeciwiestwie do niego, i Leslie, i ja uwaaymy, e suchanie o tym, jaki waciwie jest
Raphael, absolutnie nie moe by nudne.
- Jeli chcecie zna moje zdanie, to ten may jest troch za przystojny - parskn Xemerius. -1
sam a za dobrze o tym wie.
- No to wietnie, e trafi na Charlotte - powiedziaa Leslie z zadowoleniem. - Jak dotd nasza
Krlowa niegu umiaa kademu zepsu rado ycia.

Siedziaymy na szerokim parapecie w moim pokoju. Xeme-rius zaj miejsce na stole, okrci
si cay ogonem i zacz swoj opowie.
Charlotta i Raphael najpierw poszli na lody, potem do kina, a w kocu spotkali si we woskiej
restauracji z Gideonem. Leslie i ja chciaymy wszystko bardzo, ale to bardzo dokadnie wiedzie:
od tytuu filmu, przez rodzaj pizzy, a po ostatnie wypowiedziane sowo. Wedug Xemeriusa
Charlotta i Raphael przez cay czas gadali jedno przez drugie. Podczas gdy Raphael chcia
dyskutowa o rnicach midzy francuskimi i angielskimi dziewczynami oraz o ich zachowaniach
seksualnych, Charlotta bez przerwy wracaa do laureatw Literackiej Nagrody Nobla z ostatnich
dziesiciu lat, co doprowadzio do tego, e Raphael z kad chwil nudzi si coraz bardziej i
przede wszystkim ostentacyjnie spoglda na inne dziewczyny. W kinie za (ku wielkiemu
zdziwieniu Xemeriusa) nie zrobi adnego gestu w stron Charlotty, wrcz przeciwnie, po jakich
dziesiciu minutach spa mocno i gboko. Leslie uznaa, e to najprzyjemniejsza rzecz, jak
usyszaa od duszego czasu, a ja w peni podzielaam jej zdanie. Potem oczywicie chciaymy
koniecznie wiedzie, czy Gideon, Charlotta i Raphael rozmawiali jeszcze w pizzerii o mnie, i
Xemerius (z pewnymi oporami) przekaza nam taki oto oburzajcy dialog (ktry, mona
powiedzie, symultanicznie tumaczyam Leslie).
Charlotta: Giordano bardzo si martwi, e Gwendolyn jutro zepsuje wszystko, co si tylko da.
Gideon: Czy moesz poda mi oliw?
Charlotta: Polityka i historia to dla niej po prostu czarna magia, nazwisk te nie potrafi
zapamita - jednym uchem jej wlatuje, a drugim wylatuje. To nie jej wina, jej mzg ma po
prostu ograniczon pojemno. Jest zapchany imionami chopakw z boysbandw i nazwiskami
aktorw z kiczowatych filmw o mioci.
Raphael: Gwendolyn to ta twoja kuzynka, ktra podruje w czasie, prawda? Widziaem j
wczoraj w szkole. To ta z dugimi ciemnymi wosami i niebieskimi oczami, tak?
Charlotta: Tak, i ze znamieniem na skroni, ktre wyglda jak banan.
Gideon: Jak may pksiyc.
Raphael: A ta jej przyjacika jak si nazywa? Ta piegowata blondynka? Lilly?
Charlotta: Leslie Hay. Ma nieco wiksz pojemno mzgu ni Gwendolyn, ale za to jest
doskonaym przykadem na to, e waciciel upodabnia si do psa. Jej pies to skotuniony mieszaniec podobny do golden retrievera. Wabi si Bernie.
Raphael: Och, jak sodko.
Charlotta: Lubisz psy?
Raphael: Przede wszystkim piegowate mieszace podobne do golden retrievera.
Charlotta: Rozumiem. Moesz sprbowa szczcia. Nie bdzie ci szczeglnie trudno. Leslie
ma jeszcze wikszy przerb chopakw ni Gwendolyn.
Gideon: Naprawd? To ilu miaa do tej pory... hmmm... chopakw?
Charlotta: O Boe. Jako mi teraz gupio. Nie chc o niej mwi nic zego, ale nie jest zbyt
wybredna, zwaszcza kiedy si napije. Przerobia chyba ju wszystkich chopakw z naszej klasy i
z wyszych klas... taaa, w pewnej chwili straciam ju rachub. O przezwisku, ktre jej nadano,
wol nawet nie wspomina.
Raphael: Puszczalska?
Gideon: Moesz mi poda sl?
Kiedy Xemerius dotar do tego miejsca swojej opowieci, zerwaam si na rwne nogi, chcc od
razu pobiec na d do Charlotty i j udusi, ale Leslie mnie przytrzymaa, mwic, e zemst
naley si rozkoszowa na zimno. Nie przyja do wiadomoci mojego argumentu, e kieruje mn
nie zemsta, lecz czysta dza mordu. Poza tym powiedziaa, e jeli Gideon i Raphael chocia w
jednej czwartej s tak mdrzy jak przystojni, to nie uwierzyli w ani jedno sowo Charlotty.
- Uwaam, e Leslie faktycznie troch wyglda jak golden retriever - odezwa si Xemerius. Lubi psy, to takie mdre zwierzta - doda, gdy spojrzaam na niego z wyrzutem.
Tak, Leslie naprawd bya mdra. W tym czasie bowiem rozwikaa tajemnic ksiki Zielony
jedziec. Cho trzeba przyzna, e pracowicie obliczony przez ni wynik nieco rozczarowywa.
By to tylko kolejny kod liczbowy z dwiema literami i do tego jeszcze dziwnymi kreskami.
84

Pidziesit jeden zero trzy zero cztery jeden punkt siedem osiem n przecinek zero zero zero
cztery dziewi punkt dziewi jeden o.
Bya ju prawie pnoc, kiedy przekradlimy si przez cay dom do biblioteki, to znaczy tylko ja
i Leslie si przekradaymy, Xemerius pofrun przodem.
Potem co najmniej przez godzin szukaymy na pkach nowych wskazwek. Sto
pidziesita ksika w trzecim rzdzie... pidziesity pierwszy rzd, trzydziesta ksika, strona
czwarta, sidmy wiersz, sma litera... ale niezalenie od tego, z ktrego koca zaczynaymy
liczy - nic nie wychodzio. W kocu zaczymy wyciga ksiki na chybi trafi i
potrzsaymy nimi w nadziei, e znajdziemy kolejne kartki. Pudo. Ale Leslie mimo to nie
tracia wiary. Zapisaa sobie kod na kartce, ktr co chwila wycigaa z kieszeni spodni i
przygldaa si jej. To co znaczy - mamrotaa pod nosem. -1 ja si dowiem co".
W kocu poszymy do ka. Mj budzik wyrwa mnie mao delikatnie z pozbawionego
marze sennych snu - i od tego momentu mylaam ju niemal wycznie o soiree.
- Pan George idzie po ciebie - oznajmia madame Rossini, przerywajc moje rozmylania.
Podaa mi torebk, mj rydykiul, a ja w ostatniej chwili pomylaam, czy nie powinnam w niej
przeszmuglowa japoskiego noa do warzyw. Wbrew radom Leslie odmwiam bowiem
przyklejenia go sobie tam do uda. Przy moim szczciu tylko sama bym sobie zrobia krzywd,
a to, jak miaabym w razie czego odklei tam od nogi, byo dla mnie tak czy owak zagadk.
Kiedy pan George wszed do pokoju, madame Rossini dra-powaa mi na ramionach szeroki,
kunsztownie wyszywany szal.
- Powodzenia, moja abdzia szyjko - powiedziaa, caujc mnie w oba policzki. - Niech pan j
tylko odwiezie z powrotem ca i zdrow, monsieur George.
Pan George umiechn si z pewnym przymusem. Wydawa mi si mniej okrgy i spokojny
ni zawsze.
- To nie zaley ode mnie, madame. Chod, moja panno, jest kilka osb, ktre chc ci pozna.
Gdy szlimy pitro wyej, do Smoczej Sali, byo ju wczesne popoudnie. Ubieranie i czesanie
trwao dwie godziny. Pan George byt wyjtkowo milczcy, a ja koncentrowaam si na tym, by na
schodach nie nadepn sobie na tren. Przypomniaa mi si nasza ostatnia-wizyta w osiemnastym
wieku i to, jak trudno byo w tych nieporcznych ciuchach ucieka przed ludmi uzbrojonymi w
szpady.
- Panie George, mgby mi pan wyjani, o co chodzi z Sojuszem Florenckim? - spytaam pod
wpywem nagego impulsu.
Pan George si zatrzyma.
- Sojusz Florencki? Kto ci o tym mwi?
- W zasadzie nikt - odparam z westchnieniem. - Ale od czasu do czasu co tam do mnie
dociera. Pytam tylko dlatego, e... e si boj. Tam w Hyde Parku napadli na nas czonkowie
Sojuszu Florenckiego, prawda?
- Tak, by moe. - Pan George spojrza na mnie z powag. - To nawet prawdopodobne. Ale nie
musisz si ba. Nie sdz, bycie musieli si dzisiaj liczy z napadem. Wsplnie z hrabi i
Rakoczym podjlimy wszelkie rodki bezpieczestwa.
Otworzyam ju usta, eby co powiedzie, ale pan George wszed mi w sowo.
- No dobrze, inaczej nie dasz mi spokoju. Faktycznie musimy zaoy, e w roku 1782 wrd
Stranikw jest zdrajca, i moe to ten sam czowiek, ktry ju w poprzednich latach ujawni
informacje, ktre doprowadziy do zamachw na ycie hrabiego de Saint Germain w Paryu, w
Dover, w Amsterdamie i w Niemczech. - Podrapa si po ysinie. - W Kronikach czowiek ten nie
zosta jednak wymieniony z imienia. I cho hrabiemu udao si rozbi Sojusz Florencki, zdrajca
w szeregach Stranikw nigdy nie zosta ujawniony. Wasze wizyty w roku 1782 maj to wanie
zmieni.
- Gideon jest przekonany, e Lucy i Paul mieli z tym co wsplnego.
- Faktycznie istnieje kilka poszlak, ktre uzasadniayby to przypuszczenie. - Pan George
wskaza drzwi do Smoczej Sali. - Ale teraz nie mamy czasu zagbia si w szczegy. Niezalenie od tego, co si bdzie dziao, trzymaj si Gideona. Jeli was rozdziel, ukryj si gdzie,
gdzie bdziesz moga bezpiecznie poczeka na powrotny przeskok w czasie.
Skinam gow. Z jakiego powodu zupenie zascho mi w ustach.
Pan George otworzy drzwi i puci mnie przodem. W tej szerokiej sukni ledwo si obok niego
zmieciam. Pokj by peen ludzi, ktrzy gapili si na mnie, tak e natychmiast zrobiam si
czerwona. Prcz doktora White'a, Falka de Villiers, pana Whitmana, pana Marleya, Gideona i
tego niemoliwego Giordana, pod ogromnym smokiem stao jeszcze piciu innych mczyzn, w
ciemnych garniturach, z powanymi minami. Szkoda, e nie byo ze mn Xemeriusa;
powiedziaby mi, ktry z nich jest ministrem spraw wewntrznych, a ktry laureatem Nagrody
Nobla, ale Xemerius otrzyma inne zadanie (nie ode mnie -od Leslie. Ale o tym pniej).
- Moi panowie. Czy mog wam przedstawi Gwendolyn Shepherd? - To byo oczywicie
pytanie retoryczne, a Falk de Wliers wygosi je uroczystym tonem. - Oto nasz rubin. Ostatnia
podrniczka w czasie w Krgu Dwanaciorga.

85

- Dzi wieczorem wystpuje jako Penelope Gray, wychowa-nica czwartego wicehrabiego


Battena - uzupeni pan George.
- Ktra prawdopodobnie dzisiejszego wieczora wejdzie do historii jako dama bez wachlarza mrukn Giordano.
Rzuciam szybkie spojrzenie Gideonowi, ktrego haftowany surdut w kolorze czerwonego wina
rzeczywicie cudownie pasowa do mojej sukni. Ku mojej wielkiej uldze nie mia na gowie
peruki, bo pewnie z tego caego napicia wybuchabym histerycznym miechem. Ale w jego
widoku nie byo nic miesznego. Wyglda po prostu idealnie. Brzowe wosy mia splecione na
karku w warkocz, jeden kosmyk, jakby przez nieuwag, opada na czoo i zrcznie maskowa
ran. I jak to ju czsto bywao, nie potrafiam do koca zinterpretowa wyrazu jego twarzy.
Musiaam ucisn rce nieznajomym mczyznom, kady wymienia swoje nazwisko
(wpadao jednym uchem i wypadao drugim, Charlotta miaa wic racj, jeli chodzi o pojemno
mojego mzgu), a ja mruczaam co w rodzaju: Bardzo mi przyjemnie" albo: Dobry wieczr,
sir". Oglnie biorc byy to bardzo powane osobistoci. Tylko jeden z nich si umiecha, reszta
patrzya tak, jakby zaraz mieli si podda amputacji nogi. Ten, ktry si umiecha, to by na
pewno minister spraw wewntrznych - politycy s po prostu bardziej skonni do umiechu, bo
tego wymaga od nich praca.
Giordano zmierzy mnie wzrokiem. Czekaam na komentarz, ale on tylko przesadnie gono
westchn.
- wietnie wygldasz w tej sukni, Gwendolyn - rzek Falk de Villiers, ktry te si nie
umiecha. - Prawdziwa Penelope Gray byaby na pewno bardzo szczliwa, gdyby tak
wygldaa. Madame Rossini wykonaa doskona robot.
- To prawda. Widziaem portret prawdziwej Penelope Gray. Nic dziwnego, e przez cae ycie
mieszkaa niezamna w odlegym zaktku Derbyshire - wyrwao si panu Marleyowi, a zaraz
potem zaczerwieni si jak burak i okropnie zmieszany wlepi wzrok w podog.
Pan Whitman zacytowa Szekspira - w kadym razie byam niemal pewna, e to Szekspir, bo
pan Whitman uwielbia Szekspira.
- Jake potna mioci jest sia, gdy dzi na pieko niebo me zmienia!". Och, przecie to nie
jest powd do tego, by si czerwieni, Gwendolyn.
Spojrzaam na niego zirytowana. Gupia Wiewirka! Jeli ju, to zaczerwieniam si duo
wczeniej i na pewno nie z jego powodu. Poza tym w ogle nie zrozumiaam tego cytatu, rwnie
dobrze mg to by komplement, jak i obelga.
Nieoczekiwanie otrzymaam wsparcie od Gideona.
- Mao czowieka polega na jego pospolitoci - rzeki przyjanie do pana Whitmana. Arystoteles.
Umiech pana Whitmana przyblad.
- Pan Whitman chcia tylko powiedzie, e wietnie wygldasz - zwrci si do mnie Gideon i
krew natychmiast znowu napyna mi do policzkw.
Gideon zachowywa si tak, jakby tego nie widzia. Ale kiedy kilka sekund pniej spojrzaam
na niego, z zadowoleniem umiecha si pod nosem. Pan Whitman natomiast z wyranym trudem
powstrzymywa si od wygoszenia kolejnego cytatu z Szekspira.
Doktor White, za ktrym schowa si Robert patrzcy na mnie szeroko otwartymi oczami,
spojrza na zegarek.
- Powinnimy powoli si zbiera. O szesnastej ksidz ma chrzest.
Ksidz?
Dzisiaj zostaniecie wystani w przeszo nie z piwnicy, lecz z kocioa na North Audley Street
- wyjani mi pan George. - Abycie nie tracili za wiele czasu na dotarcie do domu lorda
Bromptona.
- W ten sposb minimalizujemy take niebezpieczestwo napadu w drodze tam lub z powrotem
- wtrci jeden z obcych mczyzn, za co otrzyma gniewne spojrzenie Falka de Villiers.
- Chronograf jest ju gotowy - oznajmi Falk de Villiers, wskazujc na skrzyni ze srebrnymi
uchwytami, stojc na stole. - Na zewntrz czekaj dwie limuzyny. Panowie...
- Powodzenia - odezwa si ten, ktrego uznaam za ministra spraw wewntrznych.
Giordano znw ciko westchn.
Doktor White, z torb lekarsk w rku (po co?), przytrzyma drzwi. Pan Marley i pan Whitman
zapali skrzyni za uchwyty i wynieli j na zewntrz, tak uroczycie, jakby chodzio o Ark
Przymierza.
Gideon zrobi par krokw w moj stron i poda mi rami.
- Chod, moja maa Penelope, pokaemy ci w eleganckim londyskim wiecie - powiedzia. Gotowa?
Nie. Nie byam ani troch gotowa. A Penelope to byo naprawd okropne imi. Ale chyba nie
miaam wyboru. Silc si na spokj, spojrzaam na Gideona.
- Gotowa, jeli ty jeste gotowy.

86

...przysigam by honorowym i uprzejmym, przyzwoitym i wspczujcym, sprzeciwia si


niesprawiedliwoci, pomaga sabym, by wiernym prawu, dochowywa tajemnic, przestrzega
zotych zasad od teraz a do mojej mierci.
(z tekstu przysigi adeptw) Kroniki Stranikw, tom I, Stre tajemnicy

87

10.
Najbardziej baam si ponownego spotkania z hrabi de Saint Germain. Przy ostatniej okazji syszaam jego
gos w swojej gowie, a jego rka chwycia mnie za gardo i cisna, cho sta w odlegoci ponad czterech
metrw ode mnie. Nie wiem dokadnie, jak rol grasz, panienko. Ale nie cierpi, by kto ama moje
zasady".
Mona byo przyj, e od tego czasu zamaam kilka jego zasad. Na moj obron trzeba byo jednak
powiedzie, e si w nich nie orientowaam. To mnie w jakim stopniu pocieszao: poniewa nikt nie zada
sobie trudu, by mi wytumaczy jakiekolwiek reguy, nie mwic ju o ich uzasadnianiu, nie powinni si
dziwi, e ich nie przestrzegaam.
Ale baam si te wszystkich pozostaych. W gbi duszy byam przekonana, e Giordano i Charlotta maj
racj: na pewno skompromituj si w roli Penelope Gray i wszyscy zobacz, e co ze mn jest nie tak. Przez
chwil nie mogam sobie nawet przypomnie tej miejscowoci w Derbyshire, z ktrej pochodziam. Co na B.
Albo na P. Albo na D. Albo...
- Nauczya si na pami listy goci?
Pan Whitman wcale nie pomaga mi si opanowa. Po co, u diaba, miaabym si uczy na pami listy
goci? Pokrciam gow, co skwitowa cichym westchnieniem.
- Ja te jej nie znam na pami - powiedzia Gideon. Siedzia w limuzynie naprzeciw mnie. - Przecie to
potrafi czowiekowi zepsu ca zabaw, jeli wiesz z gry, kogo spotkasz.
Chtnie bym si dowiedziaa, czy on te jest taki zdenerwowany. Czy poc mu si rce i czy serce bije mu
rwnie szybko jak mnie? A moe ju tak wiele razy podrowa do osiemnastego wieku, e nie robi to na nim
specjalnego wraenia?
- Pogryziesz sobie usta do krwi - zauway.
- Jestem troch... zdenerwowana.
- To wida. Pomoe, jeli wezm ci za rk? Gwatownie pokrciam gow.
Nie, to by jeszcze bardziej wszystko pogorszyo, ty idioto! Pomijajc fakt, e jeli chodzi o twoje
zachowanie w stosunku do mnie, kompletnie nic nie kapuj. Poza tym pan Whitman ju teraz si gapi jak
wszystkowiedzca wiewirka!".
O mao nie westchnam. Pomogoby, gdybym powiedziaa na gos kilka moich myli zakoczonych
znakiem zapytania? Przez chwil zastanawiaam si nad tym, ale daam sobie spokj.
Wreszcie dotarlimy na miejsce. Kiedy Gideon pomaga mi wysi z samochodu przed kocioem (w takiej
sukni do tego rodzaju manewrw niezbdna bya pomocna rka, jeli nie dwie), uderzyo mnie, e tym razem
nie ma przy sobie szpady. Jake lekkomylnie!
Przechodnie przygldali nam si z zaciekawieniem, a pan Whitman przytrzyma nam wrota kocioa.
- Troszk szybciej, prosz - powiedzia. - Nie chcemy zwraca na siebie uwagi.
Ale oczywicie, przecie na pewno nie mogo zwrci niczyjej uwagi, e w biay dzie dwie czarne
limuzyny parkuj na
North Audley Street, mczyni w garniturach wycigaj z baganika Ark Przymierza i nios j przez chodnik
do kocioa. Chocia z daleka skrzynia moga uchodzi take za niewielk trumn... Dostaam gsiej skrki.
- Mam nadziej, e przynajmniej pomylae o pistolecie -szepnam do Gideona.
- Masz dziwne wyobraenie na temat tego soiree - odpowiedzia normalnym tonem i zarzuci mi szal na
ramiona. - Czy ju kto skontrolowa zawarto twojej torebki? eby w samym rodku przyjcia nie
zadzwonia czasem twoja komrka.
Ta wizja wywoaa u mnie umiech, bo w komrce jako dzwonek miaam akurat ustawione kumkanie aby.
- Poza tob nie ma nikogo, kto mgby do mnie zadzwoni.
- A ja nawet nie znam twojego numeru - odrzek. - Czy mimo to mog rzuci okiem do twojej torebki?
- To si nazywa rydykiul - sprostowaam i wzruszajc ramionami, podsunam mu woreczek.
- Sole trzewice, chusteczka, perfumy, puder, wzorcowo -powiedzia Gideon. - Tak jak naley. Chod.
Odda mi rydykiul i wprowadzi mnie przez wrota kocioa, ktre pan Whitman od razu zamkn na klucz. W
rodku Gideon zapomnia puci moj rk i dobrze si stao, bo pewnie w ostatniej chwili dostaabym ataku
paniki i uciekabym.
Na pustej przestrzeni przed otarzem Falk de Villiers i pan Marley pod sceptycznym spojrzeniem ksidza (w
penym ornacie mszalnym) wyjmowali chronograf z Arki... to znaczy ze skrzyni. Doktor White zmierzy
koci dugimi krokami.
- Od czwartej kolumny jedenacie krokw w lewo, wtedy bdziecie mieli pewno - oznajmi.
- Nie wiem, czy mog zagwarantowa, e o wp do sidmej koci bdzie zupenie pusty - powiedzia
nerwowo ksidz. -Organista lubi zostawa duej, jest te kilkoro parafian, ktrzy wcigaj mnie do rozmowy
w drzwiach, a ja nie bardzo...
- Prosz si o to nie martwi - rzek Falk de Villiers. Chro-nograf sta teraz na otarzu. Promienie
popoudniowego soca zaamyway si w okiennych witraach, sprawiajc, e drogocenne kamienie

88

wydaway si ogromne. - Bdziemy tu i pomoemy ksidzu po mszy pozby si owieczek. - Spojrza na nas. Jestecie gotowi?
Gideon puci w kocu moj rk.
- Pjd pierwszy - powiedzia.
Ksidz sta z szeroko otwartymi ustami, widzc, jak Gideon po prostu znika w wirze jasnego, mienicego si
wiata.
- Gwendolyn! - Falk de Wliers chwyci! moj do i wsuwajc j do chronografu, umiechn si do mnie, by
doda mi otuchy. - Zobaczymy si rwno za cztery godziny.
- Mam nadziej - mruknam.
Iga wbia si w moje ciao, czerwone wiato wypenio cay koci i zamknam oczy.
Kiedy znowu je otworzyam, zachwiaam si lekko, a kto przytrzyma mnie za rami.
- Wszystko w porzdku - usyszaam szept Gideona. Niewiele widziaam. Prezbiterium rozwietlaa tylko
jedna jedyna wieca, reszt kocioa spowijay upiorne ciemnoci.
- Bienvenue* - dobieg z tych ciemnoci chropowaty gos i cho liczyam si z tym, wstrzsn mn dreszcz.
Z cienia kolumny wyonia si posta mczyzny i w wietle wiecy rozpoznaam blad twarz Rakoczego,
przyjaciela hrabiego. Tak jak w czasie naszego pierwszego spotkania, przypomina mi wampira. W jego
czarnych oczach nie byo adnego blasku, a w skpym wietle jeszcze bardziej przypominay niesamowite
czarne dziury.
- Monsieur Rakoczy - odezwa si Gideon po francusku i skoni si uprzejmie. - Ciesz si, e pana widz.
Moj towarzyszk ju pan zna.
- Oczywicie. Mademoiselle Gray, na dzi wieczr. To dla mnie ogromna przyjemno. - Rakoczy wykona
ruch przypominajcy ukon.
- Och, tres... - mruknam. - Caa przyjemno po mojej stronie - przeszam na angielski.
Skd miaam wiedzie, co tak ni std, ni zowd powiedzie w obcym jzyku, tym bardziej do kogo, z kim
jest si na wojennej ciece?
- Moi ludzie i ja zaprowadzimy was do domu lorda Bromp-tona - powiedzia Rakoczy.
To byo przeraajce, bo idc za Rakoczym przez kocieln naw w kierunku drzwi, w ogle nie widziaam
tych ludzi, syszaam jedynie w ciemnociach ich oddechy i ruchy. Take na ulicy nie zauwayam nikogo,
cho ukradkiem rozejrzaam si kilka razy. Byo chodno i lekko myo i jeli w tamtych czasach istniay ju
uliczne latarnie, to na tej ulicy wszystkie byy zepsute. Byo tak ciemno, e nawet nie widziaam dokadnie
twarzy Gideona idcego obok mnie, a cienie wok zdaway si oywa, dysze i cicho pobrzkiwa. Mocno
cisnam do Gideona. Niechby si teraz odway mnie puci!
- To wszystko moi ludzie - szepn Rakoczy. - Dobrzy, sprawdzeni w bojach kurucowie1. Bezpiecznie
przeprowadz was take w drodze powrotnej.
Co za ulga!
Do domu lorda Bromptona nie byo daleko i im bardziej si zblialimy, tym stawao si janiej. Sam dworek
przy Wigmore Street by rzsicie owietlony i wyglda naprawd przytulnie. Ludzie Rakoczego zatrzymali
si w cieniu, a on doprowadzi nas a do samego domu, gdzie w wielkim holu, z ktrego okazae schody z
rzebion porcz prowadziy na pierwsze pitro, czeka na nas lord Brompton we wasnej osobie. By wci
taki gruby, jak go pamitaam, a w wietle licznych wiec jego twarz poyskiwaa tustawe
Hol by pusty, jeli nie liczy lorda i czterech lokajw. Suba, ustawiona w rwny szereg przy drzwiach,
czekaa na kolejne instrukcje. Zapowiadanego towarzystwa nie byo wida, ale do moich uszu dobiegi
stumiony gwar rozmw i kilka taktw muzyki.
Gdy Rakoczy wycofa si z ukonem, stao si dla mnie jasne, dlaczego lord Brompton przyj nas ju tutaj
osobicie, zanim spotkamy si z reszt goci. Zapewni nas, jak szalenie si cieszy i jak bardzo podobao mu
si nasze pierwsze spotkanie, ale e... ekhm, ekhm... byoby rozsdniej nie wspomina o tym spotkaniu jego
onie.
- Tylko aby zapobiec nieporozumieniom - doda. Mruga przy tym nieustannie, jakby mu co wpado do oka,
i przynajmniej trzy razy pocaowa mnie w rk. - Hrabia zapewni mnie, e wywodzicie si z najlepszych
angielskich rodzin. Mam nadziej, e wybaczycie mi moje impertynencje w czasie naszej zabawnej rozmowy o
dwudziestym pierwszym wieku i mj absurdalny pomys, e moglibycie by aktorami. - Znowu mrugn
przesadnie.
- To z pewnoci jest take nasza wina - powiedzia gadko Gideon. - Hrabia uczyni przecie wszystko, by
sprowadzi ci, panie, na t faszyw drog. Ale skoro jestemy we wasnym gronie: to osobliwy starszy pan,
nieprawda? Moja przyrodnia siostra i ja zdylimy si ju przyzwyczai do jego artw, ale jeli kto nie zna
go tak dobrze, kontakty z nim czsto bywaj nieco dziwne. - Wzi ode mnie szal i poda! go jednemu z lokajw. - Ale dajmy temu pokj. Syszelimy, e paski salon dysponuje wspaniaym pianoforte i cudown
akustyk. W kadym razie bardzo nas ucieszyo zaproszenie od lady Brompton.
Lord Brompton na moment zatraci si w widoku mojego dekoltu.

Bienvenue (fr.) - Witajcie (przyp. red.).

89

- Ona te bdzie zachwycona, mogc was pozna - rzek po chwili. Zapraszam, wszyscy pozostali gocie ju
s. - Poda mi rami. - Miss Gray?
- Milordzie.
Spojrzaam na Gideona, a on umiechn si zachcajco, idc za nami do salonu, do ktrego wchodzio si
przez ukowate skrzydowe drzwi wprost z holu.
Salon wyobraaam sobie jako co w rodzaju pokoju dziennego, ale pomieszczenie, do ktrego teraz
weszlimy, mogo si mierzy z sal balow w naszym domu. W wielkim kominku przy jednej z duszych
cian pon ogie, a pod oknem z cikimi kotarami stai szpinet. Mj wzrok przesun si po ozdobnych
stolikach z rozoystymi nogami, sofach obitych wzorzystym materiaem i krzesach ze zoconymi oparciami.
Cao rozwietlay setki wiec, ktre wisiay i stay wszdzie, nadajc pomieszczeniu tak cudownie magiczny
blask, e na chwil z zachwytu a odebrao mi mow. Niestety, owietlay one take wielu obcych ludzi i do
mojego zdziwienia (majc na wzgldzie uwagi Gideona, zacisnam mocno usta, eby przez niedopatrzenie nie
sta z otwart buzi) doczy teraz znowu strach. I to miao by to mae, kameralne wieczorne spotkanie? To
jak bdzie wyglda bal?
Nie zdyam dokadniej si rozejrze, a ju Gideon bezlitonie pocign mnie w tum. Wiele par oczu
taksowao nas z ciekawoci, a chwil pniej w nasz stron pospieszya niska pulchna kobieta - jak si
okazao, lady Brompton.
Miaa na sobie wyszywan aksamitem jasnobrzow sukni, a jej wosy byy ukryte pod ogromn peruk,
ktra, biorc pod uwag t mas wiec, stwarzaa powane zagroenie poarem. Nasza gospodyni podesza z
miym umiechem i przywitaa si z nami serdecznie. Zupenie odruchowo dygnam, podczas gdy Gideon
skorzysta z okazji i zostawi mnie sam, a moe to lord Brompton pocign go dalej. Zanim zdecydowaam,
czy mam si o to na niego pogniewa, lady Brompton zdya mnie ju wcign w rozmow. Szczliwym
trafem w odpowiednim momencie przypomniaam sobie nazw miejscowoci, w ktrej mieszkaam - ja, czyli
Penelope Gray. Zachcona jej entuzjastycznym potakiwaniem, zapewniam lady Brompton, e jest tam
wprawdzie spokojnie i cicho, jednak brakuje towarzyskich rozrywek, ktre z pewnoci oszoomi mnie tu, w
Londynie.
- Na pewno przestaniesz tak myle, pani, jeli Genoveva Fairfax dzisiaj znowu zaprezentuje swj cay
repertuar na pia-noforte - wtrcia dama w sukni koloru prymulki, ktra wanie do nas podesza. - Jestem
wrcz przekonana, e zatsknisz za spokojem wiejskiego ycia.
- Psst - sykna lady Brompton, cho nie moga powstrzyma chichotu. - To niegrzeczne, Georgiano!
Z tumionym umiechem spiskowca wydaa mi si nagle do moda. Jakim cudem dostaa si w apy tego
starego grubego dziada?
- Moe i niegrzeczne, ale prawdziwe. - Dama w ci (nawet w wietle wiec to niekorzystny kolor!)
poinformowaa mnie ciszonym gosem, e jej maonek w czasie ostatniego soiree zasn i zacz gono
chrapa.
- Dzisiaj z pewnoci nic takiego si nie zdarzy - zapewnia mnie lady Brompton. - Mamy przecie wrd
goci cudownego, tajemniczego hrabiego de Saint Germain, ktry pniej uraczy nas swoj gr na skrzypcach.
A Lavinia wprost nie moe si ju doczeka piewu w duecie z naszym panem Merchantem.
- Najpierw jednak musisz go porzdnie uraczy winem - powiedziaa dama w tym i umiechna si do
mnie szeroko, zupenie otwarcie pokazujc zby.
Odruchowo odpowiedziaam jej rwnie szerokim umiechem. Ha! Wiedziaam. Giordano nie by niczym
wicej jak tylko podym przemdrzalcem!
Tak czy owak, te kobiety miay w sobie znacznie wicej luzu, ni si spodziewaam.
- To jest wycznie sprawa rwnowagi - westchna lady Brompton, a jej peruka zadraa lekko. - Za mao
wina, to nie zapiewa, za duo wina, to bdzie piewa nieprzyzwoite marynarskie piosenki. Zna pani hrabiego
de Saint Germain, moja droga?
Natychmiast znw spowaniaam i mimo woli rozejrzaam si wok.
- Zostaam mu przedstawiona1 kilka dni temu. Mj przyrodni brat... zna go do dobrze.
Moje spojrzenie pado na Gideona, ktry sta w pobliu kominka i rozmawia wanie z drobn mod kobiet
w oszaamiajco piknej zielonej sukni. Wygldao, jakby znali si od dawna. Ona te miaa si tak, e wida
jej byo zby. To byy pikne zby, a nie zepsute, szczerbate kikuty, jak usiowa mi wmwi Giordano.
- Czy hrabia nie jest po prostu niewiarygodny? Mogabym przysuchiwa si godzinami jego opowieciom powiedziaa dama w tym, wyjaniwszy mi, e jest kuzynk lady Brompton. - Uwielbiam przede wszystkim
te historie z Francji.
- Tak, te pieprzne historyjki - dodaa lady Brompton. - To oczywicie zupenie nieodpowiednie dla
niewinnych uszu debiutantki.
Rozejrzaam si po sali, szukajc hrabiego, i zobaczyam go siedzcego w kcie, pogronego w rozmowie z
dwoma mczyznami. Z daleka wyglda na eleganckiego pana w nieokrelonym wieku, lecz jakby czujc mj
wzrok, skierowa na mnie swoje ciemne oczy.
Hrabia by ubrany podobnie jak wszyscy mczyni w tej sali - mia peruk i surdut, do tego troch mieszne
spodnie do kolan i dziwaczne buty z klamrami. Jednak w przeciwiestwie do pozostaych nie wyglda tak,
90

jakby wyrwa si wanie na chwil z planu filmu kostiumowego, i po raz pierwszy tak naprawd sobie
uwiadomiam, gdzie waciwie jestem.
Wykrzywi usta w umiechu, a ja skinam uprzejmie gow, podczas gdy cae moje ciao pokryo si gsi
skrk. Z trudem powstrzymaam odruch zapania si za gardo. Lepiej, ebym nie poddawaa mu gupich
pomysw.
- Pani przyrodni brat jest naprawd przystojnym mczyzn - powiedziaa lady Brompton. - Zupenie wbrew
pogoskom, jakie nas dochodziy.
Odwrciam wzrok od hrabiego de Saint Germain i spojrzaam na Gideona.
- To prawda. Jest rzeczywicie bardzo... przystojny.
Kobieta w zieleni najwyraniej rwnie tak uwaaa. Z kokieteryjnym umiechem skubaa swoj apaszk. Za
takie zachowanie Giordano przypuszczalnie by mnie zabi.
- A kim jest ta dama, ktr on obska... z ktr rozmawia?
- Lavinia Rutland, najpikniejsza wdowa w Londynie.
- Tylko adnego wspczucia, prosz - wtrcia Prymul-ka. - Ju od dawna pozwala si pociesza ksiciu
Lancashire, ku wielkiemu niezadowoleniu ksinej, a zarazem czuje du skonno do ambitnych politykw.
Czy pani brat interesuje si polityk?
- Myl, e w tym momencie to nie gra adnej roli - powiedziaa lady Brompton. - Lavinia wyglda tak,
jakby za chwil miaa rozpakowa prezent. - Znowu otaksowaa Gideona spojrzeniem. - A wedug pogosek
mia by sabej kondycji i rozlazej postury. Jak mio, e to nieprawda. - Nagle na jej twarzy pojawi si
przestrach. - Och, pani nie ma jeszcze nic do picia.
Kuzynka lady Brompton rozejrzaa si i daa kuksaca w bok modemu mczynie, ktry sta w pobliu.
- Panie Merchant? Nieche si pan na co przyda i przyniesie nam tego specjalnego ponczu lady
Brompton. I dla siebie te prosz wzi. Chcemy dzisiaj usysze paski piew.
- A propos, to jest czarujca panna Penelope Gray, wychowanka wicehrabiego Battena - przedstawia mnie
lady Brompton. - Zapoznaabym was bliej, ale ona nie ma adnego majtku, a ty, panie, jeste owc posagw,
a wic nie opaca mi si tu folgowa mojej pasji swatania.
Pan Merchant, ktry by o gow niszy ode mnie, jak zreszt wielu w tej sali, nie wyglda na szczeglnie
uraonego. Skoni si z galanteri.
- Ale to nie znaczy, e jestem lepy na wdziki tak czarow-nej modej damy - powiedzia, wpatrujc si w
mj dekolt.
- Mio mi - odrzekam niepewnie, a lady Brompton i jej kuzynka wybuchy na to gonym miechem.
- Och, nie, lord Brompton i pani Fairfax zbliaj si do pia-noforte - zawoa pan Merchant i przewrci
oczami. - Obawiam si najgorszego.
- Szybko! Nasze szklaneczki - rozkazaa lady Brompton. -Na trzewo nie sposb tego wytrzyma.
Poncz, ktrego skosztowaam z pewnym wahaniem, smakowa cudownie: intensywnie owocami, troszeczk
cynamonem i jeszcze czym. Pod jego wpywem w odku poczuam mie ciepo. Na chwil zupenie si
rozluniam i zaczam czerpa przyjemno z rozgldania si po przepysznie owietlonej sali penej
wytwornie ubranych ludzi, gdy nagle pan Merchant sign mi od tylu do dekoltu i o mao nie upuciam
szklanki.
- Jedna z tych zachwycajcych maych ryczek si przekrzywia - szepn, umiechajc si do oblenie.
Gapiam si na niego oszoomiona. Giordano nie przygotowa mnie do takiej sytuacji i nie wiedziaam, co
przewiduje etykieta w przypadku takiego obapiacza w stylu rokoko. Szukajc pomocy, spojrzaam na
Gideona, ale on na mnie nie patrzy, pogrony w rozmowie z mod wdow. Gdybymy byli w moim stuleciu,
powiedziaabym panu Merchantowi, eby askawie trzyma przy sobie swoje brudne apska, bo jak nie, to zaraz
przekrzywi mu si co zupenie innego ni ryczka. Ale tutaj taka reakcja wydaa mi si troch nie na miejscu.
- Och, dzikuj panu, to bardzo mie. - Umiechnam si do niego. - Nawet tego nie zauwayam.
Pan Merchant skoni si.
- Zawsze do usug, madame.
Niewiarygodne, jaki by bezczelny. Ale trudno si dziwi, e w czasach, kiedy kobiety nie miay praw
wyborczych, nie szanowano ich take pod innymi wzgldami.
Gwar rozmw i miechy milky stopniowo, gdy panna Fair-fax, wskonosa kobieta w zgniozielonej sukni,
podesza do pia-noforte, usiada, wygadzia sukni i uderzya w klawisze. Nawet nie graa tak le. Jedynym, co
troch przeszkadzao, by jej gos - niewiarygodnie... wysoki. Jeszcze ciut wyej i mona by go wzi za
gwizdanie na psy.
- Orzewiajce, nieprawda? - Pan Merchant zatroszczy si o to, by moja szklaneczka zostaa ponownie
napeniona.
Ku mojemu zdumieniu (i w pewnym sensie take uldze) bez enady obmacywa po biucie rwnie lady
Brompton, pod pretekstem, e znalaz tam wos. Lady Brompton najwyraniej

91

niezbyt to przeszkadzao, zbesztaa go tylko niegronie i uderzya wachlarzem po palcach (aha, rozumiem, a
wic do tego naprawd byy przeznaczone wachlarze!), po czym wraz z kuzynk zabray mnie na sof w
niebieskie kwiatki, stojc w pobliu okna. Posadziy mnie midzy sob.
- Tu bdzie pani bezpieczna od jego lepkich rk - powiedziaa lady Brompton i po matczynemu poklepaa
mnie po kolanie. - Tylko pani uszy s wci naraone na niebezpieczestwo.
- Prosz pi - poradzia mi cicho jej kuzynka. - Bdzie pani tego potrzebowa. Panna Fairfax dopiero
zacza.
Sofa bya niezwykle twarda, a oparcie tak wygite, e waciwie nie mona si byo o nie oprze, chyba e
chciaabym zapa si w jej otchanie z t ca moj wielk sukni. Najwyraniej w osiemnastym wieku sofy
nie byy przeznaczone do tego, by wygodnie na nich siedzie.
- Nie wiem, nie jestem przyzwyczajona do alkoholu - powiedziaam z wahaniem.
Moje jedyne dowiadczenie z alkoholem miao miejsce dokadnie dwa lata temu. To byo w czasie przyjcia
piamowe-go u Cynthii. Zupenie niewinna impreza. Bez chopakw, za to z chipsami i High School Musical
na DVD. I z salaterk pen lodw waniliowych, soku pomaraczowego i wdki... paskudne w tej wdce byo
to, e przez lody w ogle jej nie byo czu i najwyraniej na kad z nas podziaaa w inny sposb. Cynthia po
trzech szklaneczkach otworzya szeroko okno i ryczaa na cae Chelsea: Kocham Zaca Efrona!", Leslie
klczaa z gow pochylon nad muszl klozetow i wymiotowaa, Peggy wyznawaa mio Sarze (jessste
taka liszna, oe si zzmn"), a Sara dostaa spazmw, nie wiadomo dlaczego. Ze mn byo najgorzej.
Skakaam po ku Cynthii i w kko ryczaam Break-ingfree. Kiedy ojciec Cynthii wrci do domu,
podetknam mu szczotk do wosw w charakterze mikrofonu. piewaj ze mn, tysolu - zawoaam! Koysz biodrami!". Chocia nastpnego dnia absolutnie nie potrafiam sobie tego wytumaczy.
Po tej nieco przykrej historii ja i Leslie postanowiymy omija alkohol szerokim ukiem (i ojca Cynthii
przez par miesicy te) i od tej pory konsekwentnie trzymaymy si tego postanowienia. Nawet jeli czasem
dziwnie byo pozostawa zupenie trzew wrd ochlapusw. Na przykad tak jak teraz.
Z przeciwlegej strony sali znowu poczuam na sobie spojrzenie hrabiego de Saint Germain i nieprzyjemny
dreszcz przeszed mi po plecach.
- Powiadaj, e opanowa sztuk czytania w mylach - wyszeptaa lady Brompton.
W tym momencie postanowiam czasowo znie zakaz picia alkoholu. Tylko na dzi wieczr. I tylko kilka
ykw. eby zapomnie o strachu przed hrabi de Saint Germain. I przed wszystkim innym.
Specjalny poncz lady Brompton dziaa zaskakujco szybko, nie tylko na mnie. Po drugim kieliszku wszyscy
uznali, e ten piew nie jest taki straszny, po trzecim zaczlimy koysa stopami do taktu i stwierdziam, e
nigdy nie byam na takiej fajnej imprezie. Ludzie byli tu znacznie bardziej na luzie, ni mylaam. cile
biorc, bardziej na luzie ni w dwudziestym pierwszym wieku. A wiato byo naprawd rewelacyjne.
Dlaczego do tej pory nie zauwayam, e w blasku setek wiec kady mia cer jakby powleczon zotem?
Take hrabia, ktry od czasu do czasu umiecha si do mnie z przeciwlegego koca sali.
Czwarta szklaneczka ostatecznie uciszya mj ostrzegawczy wewntrzny gos (Bd czujna! Nie ufaj
nikomu!"). Jedynie fakt, e Gideon wci by wpatrzony w kobiet w zielonej sukni, psu jeszcze moje dobre
samopoczucie.
- Nasze uszy dostay ju wystarczajc szko - uznaa w kocu lady Brompton. Wstaa i klaszczc, podesza
do szpi-netu. - Moja droga, droga panno Fairfax. To byo znowu zupenie wyjtkowe - powiedziaa, caujc
pann Fairfax w oba policzki i popychajc j na pierwsze z brzegu krzeso. - Ale teraz prosz wszystkich
pastwa o gromkie brawa dla pana Mer-chanta i lady Lavinii, nie, nie, adnych sprzeciww, wiemy, e wy
dwoje potajemnie razem wiczylicie.
Gdy obapiacz biustw zasiad do szpinetu i zacz gra pene temperamentu arpeggio, kuzynka lady
Brompton obok mnie zaskrzeczaa jak oszalaa fanka boysbandu. Pikna lady Lavinia obdarzya Gideona
promiennym umiechem i w swej zielonej sukni pospieszya na rodek. Zauwayam, e nie bya ju taka
moda, jak mi si wydawao. Za to piknie piewaa. Jak Anna Netrebko, ktr syszelimy dwa lata temu w
Royal Opera House w Covent Garden. No, moe nie a tak piknie, ale na pewno suchanie jej byo czyst
przyjemnoci. Jeli kto lubi pompatyczne woskie arie operowe. Co, prawd mwic, zwykle mnie nie
dotyczyo, ale par szklaneczek ponczu odmienio moje gusty. A najwyraniej w osiemnastym wieku woskie
arie operowe byy absolutnymi przebojami. Towarzystwo w sali mocno si rozochocio. Tylko ta biedna panna
Gwizdek, znaczy panna Fairfax, miaa skwaszon min.
- Mog ci porwa na momencik? - Gideon podszed z tyu do sofy i umiechn si do mnie z gry. Jasne,
teraz, kiedy dama w zielonym bya zajta, przypomnia sobie o mnie. - Hrabia ucieszyby si, gdyby
dotrzymaa mu towarzystwa.
Och! Faktycznie, jeszcze to. Nabraam gboko powietrza, wziam szklaneczk i bez wahania wychyliam j
do dna. Wstajc, poczuam przyjemny zawrt gowy. Gideon odstawi moj pust szklaneczk na jeden z tych
ozdobnych stolikw.
- Czy w tym by moe alkohol? - wyszepta.

92

- Nie, tylko poncz - odszepnam. Ups, podoga bya tu jaka nierwna. - Ja zasadniczo w ogle nie pij
alkoholu, wiesz? To jedna z moich elaznych zasad. Bez alkoholu te mona si
dobrze bawi.
Gideon unis jedn brew i podsun mi rami.
- Ciesz si, e dobrze si bawisz.
- Tak, i wzajemnie - zapewniam go. Ha, te podogi w osiemnastym wieku naprawd byy jakie krzywe.
Wczeniej w ogle tego nie zauwayam. - To znaczy moe ona jest troch dla ciebie za stara, ale wcale nie
musi ci to przeszkadza. Tak samo jak to, e co j czy z ksiciem Jakmutam. Nie, naprawd, impreza jest
super. Ludzie s tu znacznie milsi, ni mylaam. Tacy kontaktowi i spontaniczni. - Spojrzaam na grajcego na
fortepianie oba-piacza i podrbk Anny Netrebko. -1... najwyraniej lubi piewa. To bardzo sympatyczne.
A by si chciao piewa z nimi.
- Zachowuj si - szepn Gideon, prowadzc mnie w stron sofy, na ktrej siedzia hrabia.
Kiedy zobaczy, e si zbliamy, podnis si ze zrcznoci znacznie modszego czowieka i skrzywi usta w
wyczekujcym umiechu.
No dobra - pomylaam i uniosam brod. - Zachowujmy si tak, jakbym nie wiedziaa, e wedug Google
wcale nie jeste prawdziwym hrabi. Zachowujmy si tak, jakby naprawd mia hrabstwo i nie by
hochsztaplerem nieznanego pochodzenia. Zachowujmy si tak, jakby mnie nie dusi ostatnim razem. I
zachowujmy si tak, jakbym bya zupenie trzewa".
Puciam Gideona, chwyciam ciki czerwony jedwab, rozpostaram sukni i przysiadam w gbokim
reweransie, z ktrego podniosam si dopiero wtedy, gdy hrabia wycign do mnie swoj upiercienion do.
- Moje drogie dziecko - odezwa si, a gdy pogaska moj rk, w jego czekoladowobrzowych oczach
bysno rozbawienie. - Podziwiam twoj elegancj. Po czterech szklaneczkach specjalnego ponczu lady
Brompton niektrzy nie potrafi ju wybekota swojego imienia.
O, liczy mi. Z poczuciem winy opuciam wzrok. Waciwie to wypiam pi szklaneczek. Ale naprawd
byo warto! Ja w kadym razie ani troch nie tskniam za obezwadniajcym poczuciem niejasnego lku. I nie
czuam te braku mojego kompleksu niszoci. Nie, lubiam moje pijane ja. Mimo e odrobin chwiaam si na
nogach.
- Merci pour le compliment* - mruknam.
- Zachwycajce - powiedzia hrabia.
- Przepraszam, powinienem by bardziej uwaa - rzek Gideon.
Hrabia rozemia si cicho.
- Mj drogi chopcze, bye zajty czym innym. A przede wszystkim chodzi nam dzi o to, by si bawi,
nieprawda? Zwaszcza e lord Alastair, ktremu koniecznie chciabym przedstawi t mi mod dam, do
tej pory si nie pojawi. Powiedziano mi jednak, e jest ju w drodze.
- Sam? - spyta Gideon. Hrabia umiechn si.
- To nie gra adnej roli.
Anna Netrebko dla ubogich i obapiacz biustw zakoczyli swoj ari ostatnim, porywajcym akordem i
hrabia puci moj rk, aby nagrodzi ich oklaskami.
- Czy ona nie jest cudowna? Naprawd wielki talent i do tego taka pikna.
- Tak - szepnam i rwnie zaczam bi brawo, starajc si, by nie wygldao to jak kosi, kosi, apci. Trzeba co mie, eby wprawi yrandol w takie drenie.
Klaskanie wytrcio mnie z chwiejnej rwnowagi i zachybo-taam si lekko.
Gideon mnie podtrzyma.
- W gowie mi si to nie mieci - powiedzia rozelony, z ustami tu przy moim uchu. - Spdzilimy tu
niecae dwie godziny, a ty jeste ju totalnie pijana. Co ty sobie przy tym mylaa, na mio bosk?
- Powiedziae totalnie", naskar Giordanowi. - Zachichotaam. W tym oglnym haasie nikt tego nie mg
usysze. - Poza tym za pno teraz na gderanie. Dziecko ju zostao wylane ze specjalnym ponczem, mona
powiedzie... - Przerwaam, bo nagle dostaam czkawki. - Hopsa! P-praszam. - Rozejrzaam si. - Ale inni s o
wiele bardziej pijani ni ja, a wic bez zbdnego moralizowania, prosz. Mam wszystko pod kontrol. Moesz
mnie spokojnie puci, stoj tu niewzruszona niczym skala.
- Ostrzegam ci - wyszepta Gideon, ale faktycznie mnlf J puci.
Na wszelki wypadek stanam na nieco szerzej rozstawionych nogach. Pod szerok spdnic i tak nie byo
nic wida.
Hrabia przyglda si nam z rozbawieniem, na jego twarzy malowaa si wrcz duma dziadka. Zerknam na
niego ukradkiem i otrzymaam w odpowiedzi umiech, ktry sprawi, e zrobio mi si ciepo na sercu.
Dlaczego tak bardzo si go baam? Z trudem przypomniaam sobie to, o czym mwi Lucas: e ten czowiek
podern gardo swojemu wasnemu przodkowi...

Merci... (fr.) - dzikuj za komplement.

93

Lady Brompton znowu pospieszya na rodek i podzikowaa panu Merchantowi i lady Lavinii za ich
wystp. Potem -nim panna Fairfax zdya podnie si z miejsca - poprosia o gromkie brawa dla dzisiejszego
honorowego gocia, bywaego w wiecie, tajemniczego synnego hrabiego de Saint Germain.
- Obieca mi, e zagra dzi co na skrzypcach - powiedziaa. Lord Brompton, niosc pudo ze skrzypcami,
podbieg tak szybko, jak pozwalao na to jego due brzuszysko. Rozochocone ponczem towarzystwo szalao
z zachwytu. Naprawd, to bya zarbista impreza.
Hrabia umiechn si, wyj skrzypce i zacz je stroi.
- Nigdy nie przyszoby mi na myl, by pani rozczarowa, lady Brompton - rzek mikkim gosem. - Ale
moje stare palce nie s ju tak zrczne jak kiedy, gdy graem z osawionym Gia-como Casanov duety na
francuskim dworze... I ostatnio podagra mnie nieco mczy...
Przez ca sal przebiegy szepty i westchnienia.
- ...i dlatego dzi wieczorem chciabym przekaza skrzypce mojemu modemu przyjacielowi - cign hrabia.
Gideon, troch wystraszony, potrzsn gow. Ale kiedy hrabia unis brew i powiedzia: Prosz!", wzi
skrzypce, kaniajc si lekko, i podszed do szpinetu.
Hrabia zapa mnie za rk.
- A my dwoje sidziemy sobie na sofie i bdziemy rozkoszowa si koncertem, dobrze? Och, nie ma
powodu, by tak si trz. Usid, moje dziecko. Nie wiesz tego, ale od wczorajszego popoudnia jestemy
najlepszymi przyjacimi, ty i ja. Odbylimy bowiem naprawd, ale to naprawd serdeczn rozmow i udao
si nam usun wszelkie rnice.
Co prosz?
- Od wczorajszego popoudnia? - powtrzyam.
- Z mojej perspektywy - odrzek hrabia. - Dla ciebie to spotkanie jest dopiero w przyszoci. - Zamia si. Lubi skomplikowane sytuacje, zauwaya?
Patrzyam na niego w osupieniu. W tym momencie Gideon zacz gra i zupenie zapomniaam, o co go
chciaam spyta. O, mj Boe. Zapewne to bya wina ponczu, ale: rany! Takie skrzypce s naprawd sexy.
Wystarczyo ju to, w jaki sposb Gideon je chwyci i uoy sobie na ramieniu. Nic wicej nie musia robi.
Byam zaatwiona na amen. Jego dugie rzsy rzucay cie na policzki, wosy opady mu na twarz, kiedy przyoy smyczek i przecign nim po strunach. Gdy pierwsze dwiki wypeniy sal, niemal zabrako mi tchu,
tak byy czue i zniewalajce, i nagle zachciao mi si paka. Skrzypce znajdoway si dotd raczej na kocu
listy moich ulubionych instrumentw, waciwie lubiam je jedynie w filmie, jako to dla momentw akcji. Ale
to byo po prostu niewiarygodnie pikne, w caoci: sodko-gorzka melodia i chopak, ktry wydobywa
j z instrumentu. Wszyscy zebrani suchali z zapartym tchem,
a Gideon gra z takim zapamitaniem, jakby poza nim w sali nie byo nikogo.
Zauwayam, e pacz, dopiero wtedy, gdy hrabia dotkn mojego policzka i otar mi palcem z.
Wzdrygnam si, wystraszona.
Umiechn si do mnie, a w jego ciemnobrzowych oczach pojawi si ciepy blask.
- Nie musisz si tego wstydzi - powiedzia cicho. - Bybym rozczarowany, gdyby byo inaczej.
Mnie sam zaskoczyo to, e umiechnam si do niego (naprawd!). Jak mogam? Przecie to ten czowiek,
ktry mnie dusi?
- Co to za melodia? - spytaam. i; Hrabia wzruszy ramionami.
- Nie wiem. Podejrzewam, e dopiero zostanie skomponowana.
Gdy Gideon skoczy, w sali wybuchy burzliwe oklaski. Gideon skoni si z umiechem i skutecznie
obroni si przed bisem, natomiast mniej skutecznie przed uciskiem piknej lady Lavinii. Uwiesia si
jego ramienia i nie pozostao mu nic innego, jak przywlec j na nasz sof.
- Czy nie by wspaniay? - zawoaa lady Lavinia. - Ale kiedy zobaczyam te rce, od razu
wiedziaam, e s zdolne do rzeczy nadzwyczajnych.
- Jasne - mruknam.
Chtnie bym wstaa z sofy, eby lady Lavinia nie moga tak na mnie patrze z gry, ale nie daam rady.
Alkohol wykluczy moje minie brzucha z gry.
- Cudowny instrument, markizie - rzek Gideon do hrabiego i poda mu skrzypce.
- Stradivarius. Zrobi je dla mnie sam mistrz - rzek hrabia w rozmarzeniu. - Chciabym da je tobie, mj
chopcze. Dzi wieczorem jest chyba stosowny moment na uroczyste przekazanie.
Gideon lekko pokrania. Najpewniej z radoci.
- Ja... ja nie mog... - Spojrza w ciemne oczy hrabiego i opuci wzrok. - To dla mnie wielki honor, markizie
- doda.
- To honor dla mnie - odpowiedzia powanie hrabia.
- Mj Boe - mruknam.
Ci dwaj najwyraniej naprawd si lubili.
- Czy pani te jest taka muzykalna jak pani przyrodni brat, panno Gray? - spytaa lady Lavinia.
Nie, raczej nie. Ale na pewno tak muzykalna jak ty, pomylaam.
- Lubi tylko piewa - odrzekam. Gideon popatrzy na mnie ostrzegawczo.
- piewa! - zawoaa lady Lavinia. - Tak jak ja i nasza droga panna Fairfax.

94

- Nie - odparam zdecydowanie. - Ani nie wycigam takich wysokich tonw jak panna Fairfax... - w kocu
nie jestem nietoperzem - .. .ani nie mam takiej pojemnoci puc jak pani. Ale lubi piewa.
- Dzi wieczorem do si ju namuzykowalimy - wtrci Gideon.
Lady Lavinia wygldaa na uraon.
- Oczywicie bylibymy zachwyceni, gdyby pani raz jeszcze uczynia nam ten honor - doda szybko Gideon i
obrzuci mnie mrocznym spojrzeniem.
Poniewa byam tak cudownie pijana, tym razem byo mi to zupenie obojtne.
- Grae... grae bajecznie. - Westchnam. - A si popakaam. Naprawd! 1
Wyszczerzy zby, jakbym opowiedziaa jaki dowcip, i schowa stradivariusa do puda.
Zadyszany lord Brompton przebi si do nas z dwiema szklaneczkami ponczu. Zapewni Gideona, e jest
absolutnie zachwycony jego wirtuozeri, doda, e wielka strata dla biednego Alastaira, e przegapi w bez
wtpienia najwaniejszy punkt wieczoru.
- A wic sdzi pan, e Alastair dotrze tu jeszcze dzi wieczo- rem? - spyta hrabia nieco gniewnie.
- Jestem o tym przekonany - odrzek lord Brompton i poda I mi jedn ze szklaneczek. 1
apczywie pocignam yk. O rany, jakie to byo dobre. Wystarczy tylko powcha i ju jeste na haju.
Gotowa, by zapa f szczotk do wosw, wskoczy na ko i zapiewa Breaking free, z akiem Efronem czy
bez niego!
- Milordzie, musi pan koniecznie przekona pann Gray, eby nam co zaprezentowaa - powiedziaa lady
Lavinia. -Ona tak lubi piewa.
W jej glosie pobrzmiewa dziwny ton, ktry wzbudzi moj czujno. W pewien sposb przypominaa
mi Charlotte. Co prawda wygldaa zupenie inaczej, jednak gdzie tam gboko pod t jasnozielon
sukni ukrywaa si z pewnoci Charlotta, o tym byam przekonana. Czyli osoba, ktra uczyni wszystko,
by uwiadomi ci twoj przecitno i tym bardziej podkreli, jaka jest absolutnie wspaniaa i
niepowtarzalna. Fuj!
- No dobrze - powiedziaam, ponownie prbujc wsta z sofy. Tym razem si udao. Nawet si nie
zachwiaam. - No to zapiewam.
- Co takiego? - obruszy si Gideon i pokrci gow. -W adnym wypadku nie zapiewa. Obawiam si, e
poncz...
- Panno Gray, sprawiaby pani nam wszystkim ogromn rado, gdyby dla nas zapiewaa - powiedzia lord
Brompton i mrugn tak gwatownie, e jego pitnacie podbrdkw zatrzso si w widoczny sposb. - A jeli
to za spraw ponczu, tym lepiej. Prosz ze mn. Zapowiem pani.
Gideon przytrzyma mnie za rami.
- To nie jest dobry pomys - oznajmi. - Lordzie Brompton, prosz, moja przyrodnia siostra jeszcze nigdy nie
wystpowaa publicznie...
- Kiedy musi by ten pierwszy raz - powiedzia lord Brompton i pocign mnie dalej. - Jestemy przecie
w swoim gronie. Nieche nam pan nie psuje zabawy!
- Wanie. Nie psuj nam zabawy. - Strzsnam rk Gideona. - Masz moe przy sobie szczotk do wosw?
Lepiej mi si piewa, jak trzymam szczotk.
Gideon wyglda na zrozpaczonego.
- Nie ma mowy - rzuci i poszed za mn i lordem Brompto-nem w kierunku szpinetu.
Usyszaam, jak hrabia mieje si cicho za naszymi plecami.
- Gwen... - sykn Gideon. - Prosz ci, daj spokj z tymi bzdurami.
- Penelope - poprawiam go, oprniam duszkiem szklaneczk ponczu i podaam mu j. - Jak mylisz,
bdzie im si podobao Over the rainbowl Albo - zachichotaam - Hallelujah!
Gideon westchn.
- Naprawd nie moesz tego zrobi. Wrcisz teraz ze mn.
- Nie, to za bardzo nowoczesne, prawda? Zobaczmy... -Przebiegam w mylach ca moj playlist, podczas
gdy lord Brompton uroczycie mnie zapowiada.
Pan Merchant, obapiacz, doczy do nas.
- Czy pani potrzebuje akompaniamentu na szpinecie? -spyta.
- Nie, pani potrzebuje... czego zupenie innego - odpar Gideon i opad na taboret przy instrumencie. Prosz, Gwen...
- Pen, jeli ju - poprawiam go. - Wiem, co zapiewam. Don't ery form, Argentina. Znam cay tekst, a
musicale s jakie takie ponadczasowe, nie sdzisz? Ale moe oni nie znaj Argentyny...
- Chyba nie chcesz si skompromitowa przed tak mas ludzi, co?
To bya sodka prba napdzenia mi strachu, ale w tych okolicznociach daremna.
- Posuchaj - szepnam do niego. - Ci ludzie mi w ogle nie przeszkadzaj. Po pierwsze, oni nie yj od
dwustu lat, a po drugie wszyscy s w wietnym nastroju i s pijani... poza tob oczywicie.
Gideon z westchnieniem opar gow na rku, wybijajc przy tym okciem kilka dwikw na szpinecie.
- Zna pan... zna pan moe Memory! Z Kotw! - spytaam pana Merchanta.
95

- Och, nie, przykro mi - odpar.


- Nic nie szkodzi, to zapiewam a cappella - powiedziaam optymistycznie i odwrciam si do publicznoci.
- Piosenka nosi tytu Memory i chodzi w niej o... nieszczliwie zakochanego kota. Ale w gruncie rzeczy
odnosi si take do nas, ludzi. W szerokim tego sowa znaczeniu.
Gideon podnis nagle gow i spojrza na mnie z niedowierzaniem.
- Prosz... - szepn.
- Po prostu nikomu o tym nie powiemy - rzuciam cicho. -Okej? To bdzie nasza tajemnica.
- Doczekalimy si. Zapiewa dla nas wspaniaa, niepowtarzalna, cudowna panna Gray - zawoa lord
Brompton. - Po raz pierwszy przed publicznoci.
Powinnam bya czu zdenerwowanie, bo ucichy wszelkie rozmowy i spojrzenia wszystkich skieroway si
na mnie, ale nie czuam. Ach, ten poncz by boski. Musz koniecznie zdoby przepis.
Co to ja chciaam zapiewa?
Gideon wybi kilka dwikw na szpinecie i rozpoznaam pierwsze takty. Memory. Ach, tak, wanie. Z
wdzicznoci umiechnam si do Gideona. Mio z jego strony, e zdecydowa si wzi w tym udzia.
Zaczerpnam gboko powietrza. Pierwszy dwik by w tej piosence szczeglnie wany. Jak si go
schrzanio, rwnie dobrze mona byo przesta piewa. Midnight trzeba byo wyartykuowa w przestrze
krystalicznie czysto, a przy tym nienachalnie.
Ucieszyam si, bo zabrzmiao to u mnie jak u Barbry Strei-sand. Not a soundfrom the pavement, has the moon
lost her me-mory? She is smUing alone.
Patrzcie, pastwo. Gideon najwyraniej umia take gra na fortepianie. I to cakiem niele. O Boe, gdybym
ju nie bya w nim tak strasznie zakochana, to teraz zakochaabym si na zabj. Nawet nie musia spoglda na
klawisze, patrzy tylko na mnie. I patrzy odrobin zdziwiony, jak kto, kto wanie dokona zdumiewajcego
odkrycia. Moe dlatego, e ksiyc po angielsku to ona"?
AU alone in the moonlight I can dream at the old days - piewaam tylko dla niego. Sala miaa wietn
akustyk, byo prawie tak, jakbym piewaa do mikrofonu. Moe dlatego, e panowaa cisza jak makiem
zasia? Let the memory ive again. Sprawiao mi to znacznie wiksz przyjemno ni SingStar. Byo naprawd, ale to naprawd fantastycznie. I nawet jeli miaby to by tylko pikny sen i za chwil wpadnie do
pokoju ojciec Cynthii, a nad nami rozpta si wielka burza z piorunami - ten moment by tego wart.
Nikt by mi nie uwierzy.

96

Time aint nothin' but time. It's a verse with no rhyme, and it all comes down to you.
Bon Jovi

97

11.
Szkoda tylko, e ta piosenka bya taka krtka. Kusio mnie, eby zaimprowizowa jeszcze jedn zwrotk, ale to
mogoby popsu oglne dobre wraenie, wic daam sobie spokj. Z alem zakoczyam wystp jedn z moich
ulubionych linijek: If you touch me, you 'U understand what happiness is. Look, a new day has begun - coraz
bardziej dochodzc do wniosku, e ta piosenka nie moga zosta napisana specjalnie dla kotw. Moe to za
spraw ponczu - tak, nawet na pewno - ale gociom nasz wystp zdawa si podoba tak samo jak przedtem
woskie arie operowe. W kadym razie z zachwytem bili brawo i kiedy lady Brompton pospieszya w nasz
stron, pochyliam si do Gideona.
- Dzikuj - powiedziaam. - To byo naprawd mie z twojej strony. I wietnie grasz!
Znowu opar gow na doni, jakby nie mg uwierzy w to, co wanie zrobi.
Lady Brompton obja mnie, a pan Merchant ucaowa wylewnie w oba policzki, nazwa zotym
gardziokiem" i zada bisu.
Byam w tak doskonaym nastroju, e natychmiast piewaabym dalej, ale Gideon ockn si z odrtwienia,
wsta i chwyci mnie za rk.
- Jestem pewien, e Andrew Lloyd Weber byby zachwycony, wiedzc, e ceniono jego muzyk ju w tej
epoce, ale moja siostra musi teraz odpocz. Do zeszego tygodnia miaa powane zapalenie garda i zgodnie z
zaleceniami lekarza musi teraz chroni gos, bo mogaby go straci na zawsze.
- Na mio bosk - zawoaa lady Brompton. - Dlaczego nie powiedzielicie o tym wczeniej? Biedna
dziewczyna.
Bardzo zadowolona z siebie, nuciam pod nosem Ifeelpretty z West Side Story.
- Ja... pani poncz naprawd co w sobie ma - rzek Gideon. - Myl, e sprawia, i czowiek moe si
cakiem zapomnie.
- Och tak, to prawda - przyznaa lady Brompton i twarz jej si rozpromienia. - Wanie odkrylicie
tajemnic mojej gocinnoci - cigna przyciszonym gosem. - Cay Londyn zazdroci nam tych spotka,
ludzie zabijaj si o zaproszenia do nas. Ale potrzebowaam lat, by udoskonali t receptur, i zamierzam j
wyjawi dopiero na ou mierci.
- Jaka szkoda - powiedziaam. - Ale to prawda: pani wieczr jest o wiele pikniejszy, ni sobie wyobraaam.
Zapewniano mnie, e bdzie tu nudno, sztywno...
- Jej guwernantka jest nieco konserwatywna - wpad mi w sowo Gideon. - I mona powiedzie, e ycie
towarzyskie w Derbyshire jest nieco zacofane.
Lady Brompton zachichotaa.
- O, jestem o tym przekonana. Ach, oto wreszcie lord Alastair! - Spojrzaa w stron drzwi, gdzie lord
Brompton wita si z nowo przybyym.
By to mczyzna zapewne w rednim wieku (trudno byo powiedzie ze wzgldu na nienobia peruk,
ktr mia na gowie), w surducie tak obficie wyszywanym byszczc nitk i byskotkami, e wydawao si,
jakby sam si wieci. Efekt blasku wzmacnia jeszcze ubrany na czarno czowiek, ktry sta obok niego. By
otulony czarn peleryn, mia kruczoczarne wosy i oliwkow cer i nawet z tej odlegoci widziaam, e jego
oczy, podobnie jak oczy Rakoczego, przypominaj ogromne czarne dziury. W tym barwnym, obwieszonym
biuteri towarzystwie sprawia wraenie ciaa obcego.
- Mylaam, e Alastair ju nas dzisiaj nie zaszczyci - odezwaa si lady Brompton. - Co nie byoby wcale
takie tragiczne, jeli mam by szczera. Jego obecno raczej nie sprzyja rozbawieniu i wesooci. Sprbuj
namwi go na szklaneczk ponczu i wysa obok na gr w karty...
- A my sprbujemy poprawi jego nastrj odrobin piewu - rzek pan Merchant i usiad przy szpinecie. Czy uczyni mi pani ten honor, lady Lavinio? Cosifan tutte!
Gideon pooy mi rk na ramieniu i odprowadzi na bok.
- Ile ty, do diaba, wypia?
- Kilka szklaneczek - przyznaam. - Na pewno tajemnym skadnikiem jest jeszcze co oprcz wdki. Moe
absynt? Jak w tym smutnym filmie z Nicole Kidman. Moulin Rouge. - Westchnam. - The greatest thingyou
'11 ever learn is just to love and be loved in return. Zao si, e to te umiesz zagra.
- eby wszystko byo jasne: nienawidz musicali - oznajmi Gideon. - Mylisz, e wytrzymasz jeszcze par
minut? Lord Alastair wanie przyby i kiedy tylko si z nim przywitamy, bdziemy mogli pj.
- Ju teraz? Jaka szkoda.
Gideon przyglda mi si, krcc gow.
- Najwyraniej zupenie stracia poczucie czasu. Gdybym mg, wsadzibym ci gow pod zimn wod.
Hrabia de Saint Germain podszed do nas z boku.
- To by... bardzo szczeglny wystp - powiedzia i spojrza na Gideona, podnoszc brew.
- Przykro mi. - Gideon westchn i skierowa wzrok na obu nowo przybyych. - Lord Alastair wyglda na
nieco grubszego ni dawniej.
Hrabia si rozemia.

98

- Nie rb sobie zudnych nadziei. Mj wrg jest cigle w znakomitej formie. Rakoczy widzia go dzisiaj, jak
walczy na szpady u Galliana... aden z tych modych wilczkw nie miaby z nim szans. Chodcie ze mn, nie
mog si doczeka, by zobaczy wyraz jego twarzy.
- Ale on jest dzisiaj miy - szepnam do Gideona, kiedy szlimy za hrabi. - Wiesz, ostatnim razem napdzi
mi takiego stracha, ale dzi niemal mi si wydaje, e jest moim dziadkiem albo kim w tym rodzaju. Wrcz go
lubi. To takie mie, e podarowa ci stradivariusa. Te skrzypce na pewno byyby warte majtek, gdyby
wystawi je na eBayu. Ups, ale si tu wszystko chwieje.
Gideon obj mnie w pasie.
- Przysigam, zabij ci, jak bdziemy to ju mieli za sob -mrukn.
- Czyja bekocz?
- Jeszcze nie - powiedzia. - Ale jestem pewien, e to nastpi.
- Czy nie mwiem panu, e moe przyby w kadym momencie? - Lord Brompton pooy jedn rk na
ramieniu mczyzny lnicego zotem, a drug na ramieniu hrabiego. Mwiono mi, e panowie si znaj. Lordzie Alastair, nigdy ani sowem nie zdradzi si pan, e zna pan
osobicie synnego hrabiego de Saint Germain.
- To nic takiego, czym zwykbym si chwali - odpar arogancko lord Alastair.
- Wanie - rzuci schrypnitym gosem ubrany na czarno mczyzna z oliwkow cer, ktry sta za nim.
Jego czarne oczy dosownie wypalay hrabiemu dziury w twarzy i nie ulegao wtpliwoci, e go szczerze
nienawidzi. Przemkno mi przez myl, e schowa pod peleryn szpad, ktr w kadej chwili moe
wycign. Pozostawao dla mnie zagadk, dlaczego mia na sobie peleryn. Po pierwsze, byo wystarczajco
ciepo, a po drugie, wrd tych odwitnie ubranych ludzi wyglda gburowato i dziwacznie.
Lord Brompton rozejrza si wok z szerokim umiechem, jakby w ogle nie zauway tej wrogoci.
Hrabia postpi krok do przodu.
- Lordzie Alastair, c za rado. Chocia nasza znajomo siga ju par lat wstecz, nigdy o panu nie
zapomniaem - odezwa si.
Poniewa staam za hrabi de Saint Germain, nie widziaam jego twarzy, ale miaam wraenie, e si
umiecha. Jego gos brzmia przyjanie i pogodnie.
- Pamitam wci nasze rozmowy o niewolnictwie i moralnoci. I zawsze zdumiewao mnie, jak doskonale
potrafi pan rozdzieli obie te rzeczy... zupenie tak samo jak paski ojciec.
- Hrabia nigdy nie zapomina niczego - wtrci z uwielbieniem lord Brompton. - Jego mzg jest fenomenalny.
W cigu ostatnich dni, ktre spdziem w jego towarzystwie, nauczyem si wicej ni dotd przez cae ycie.
Czy wiedzia pan na przykad, e hrabia potrafi wytwarza sztuczne kamienie szlachetne?
- Tak, wiedziaem o tym. - Spojrzenie lorda Alastaira stao si jeszcze chodniejsze, o ile to w ogle byo
moliwe, a jego towarzysz oddycha ciko jak kto, kto za chwil wpadnie w sza.
Zafascynowana gapiam si na jego peleryn.
- Nauka raczej nie jest konikiem lorda Alastaira, jeli dobrze pamitam - powiedzia hrabia. - Och, jake to
nieuprzejmie z mojej strony. - Odsun si nieco na bok, odsaniajc mnie i Gideona. - Chciaem panu
przedstawi t zachwycajc par modych ludzi. Szczerze mwic, to jedyny powd, dla ktrego si tu dzisiaj
znalazem. W moim wieku naley unika towarzystwa i wczenie ka si spa.
Na widok Gideona lord Alastair wytrzeszczy oczy. Lord Brompton wepchn swoje okazae ciao midzy Gideona i mnie.
- Lordzie Alastair, chc panu przedstawi syna wicehrabiego Battena. Oraz wychowank ksicia,
zachwycajc pann Gray.
Mj ukon wypad nieco mniej unienie, ni nakazywaaby to etykieta, z dwch powodw: po pierwsze,
obawiaam si o wasn rwnowag, a po drugie, lord sprawia! wraenie tak aroganckiego, e zupenie
zapomniaam, i jedynie gram rol ubogiej wychowanicy wicehrabiego Battena. Hej, ja sama byam wnuczk
lorda z dug list synnych przodkw, a poza tym w naszych czasach pochodzenie nie miao ju adnego
znaczenia - wszyscy ludzie s rwni, czy nie?
Wzrok lorda Alastaira w innych okolicznociach zmroziby mi krew w yach, ale poncz by doskonaym
rozmraaczem, dlatego odpowiedziaam moliwie jak najbardziej wyniosym spojrzeniem. Tak czy owak, nie
powici mi zbyt wiele uwagi, bo nie spuszcza oczu z Gideona, podczas gdy lord Brompton wci papla
radonie.
Nikt nie zada sobie trudu, by przedstawi ubranego na czarno towarzysza lorda Alastaira, i nikt najwyraniej
nie zauway, jak gapi si na mnie przez rami lorda Alastaira i warczy.
- Ty! Demonie o szafirowych oczach! Wkrtce znajdziesz si w piekle!
Co prosz? Tego byo doprawdy za wiele. Szukajc pomocy, spojrzaam na Gideona, ktry prezentowa
wanie nieco wymuszony umiech. Ale odezwa si dopiero wtedy, gdy lord Brompton chcia si oddali, by
pj po on - i po kilka szklaneczek ponczu.
- Prosz si nie trudzi, lordzie - powiedzia. - My i tak wkrtce bdziemy musieli si poegna. Moja siostra
jest jeszcze saba po dugiej chorobie i nie nawyka do pnego chodzenia spa. - Znowu obj mnie w talii,
drug rk chwytajc mnie za przedrami. - Jak pan widzi, nieco chwieje si na nogach.
Mia racj, nie powiem! Podoga faktycznie nieprzyjemnie chybotaa mi si pod nogami. Z wdzicznoci
wsparam si na Gideonie.
99

- Och, zaraz wrc - zawoa lord. - Mojej onie na pewno uda si namwi was, bycie jeszcze zostali.
Hrabia de Saint Germain popatrzy! za nim z umiechem.
- To dusza czowiek. Przy tej jego potrzebie harmonii nie znisby, gdybymy si pokcili.
Lord Alastair zmierzy! Gideona nienawistnym wzrokiem.
- Wtedy wystpowa jako markiz Welldone, o ile dobrze pamitam. A dzi jest synem wicehrabiego. Podobnie
jak pan, rwnie pana protegowany ma skonnoci do hochsztaplerstwa. Jakie to poaowania godne.
- To si nazywa pseudonim dyplomatyczny - odrzek hrabia, wci si umiechajc. - Ale pan nie ma o tym
pojcia. Tak czy owak, syszaem, e bardzo si panu podobaa wasza maa potyczka na szpady jedenacie lat
temu.
- Mnie si podoba kada potyczka na szpady - powiedzia lord Alastair.
Zachowywa si tak, jakby nie sysza swojego towarzysza szepczcego: Rozniecie wrogw Boga na
mieczach aniow i archaniow".
- A od tego czasu nauczyem si paru sztuczek - cign niewzruszony. - Paski protegowany natomiast w
cigu tych jedenastu lat najwyraniej postarza si zaledwie o kilka dni i jak mogem si sam przekona, nie
mia czasu, by poprawi sw technik.
- Sam przekona? - powtrzy Gideon i zamia si pogardliwie. - Do tego musiaby si pan pojawi osobicie.
Ale pan tylko przysa swoich ludzi, a dla nich moja technika bya cakowicie wystarczajca. Co z kolei
dowodzi, e lepiej bra takie sprawy we wasne rce.
- Czy pan...? - Oczy Alastaira zwziy si. - Ach, pan mwi o tym zajciu w Hyde Parku w ubiegy
poniedziaek. Racja, powinienem by wzi sprawy we wasne rce. To by spontaniczny pomys. Ale bez
pomocy czarnej magii i pewnej... dziewczyny raczej by pan nie przey.
- Ciesz si, e wspomina pan o tym tak otwarcie - powiedzia hrabia. - Bo od kiedy pascy ludzie dokonali
zamachu na ycie tych dwojga moich modych przyjaci, staem si nieco gwatowny... Mylaem, e to ja
jestem tym, na ktrym koncentruje pan swoj agresj. Na pewno pan rozumie, e nie bd tego tolerowa.
- Uczyni pan to, co sdzi, e powinien, a ja uczyni to, co musz - odpar lord Alastair.
Jego towarzysz, stojcy z tyu, wycharcza: mier! mier demonom!" - tak dziwacznie, e nie
wykluczaam ju, e ma pod peleryn wietlny miecz. Na pewno mia nierwno pod sufitem. Uznaam, e nie
mog dalej ignorowa jego niedopuszczalnego zachowania.
- Wprawdzie nie zostalimy sobie przedstawieni i przyznaj, e mam dzisiaj niejakie problemy z rwnowag
- odezwaam si, patrzc mu prosto w oczy - ale to gadanie o mierci i demonach jest moim zdaniem zupenie
nie na miejscu.
- Nie rozmawiaj ze mn, demonie - warkn lord Vader. -Jestem niewidzialny dla twych szafirowych oczu. A
twoje uszy nie mog mnie sysze!
- No, fajnie by byo - powiedziaam i nagle zapragnam wrci do domu.
Albo przynajmniej z powrotem na sof, niewane, wygodn czy nie. Cala sala koysaa si wok mnie
niczym statek na penym morzu.
Gideon, hrabia i lord Alastair nagle zamilkli. Zupenie zapomnieli o wzajemnych zarzutach i gapili si na
mnie w osupieniu.
- Miecze moich potomnych przebij si przez wasze ciaa, Sojusz Florencki pomci to, co uczyniono memu
rodowi i zmae z oblicza tej ziemi to, co niechciane przez Boga - rzuci lord Vader do nikogo konkretnego.
- Z kim rozmawiasz? - wyszepta Gideon.
- Z tym tutaj. - Schwyciam mocniej jego rk i wskazaam na lorda Vadera. - Kto powinien mu powiedzie,
e jego peleryna jest g... to znaczy, e nie jest zgodna z najnowsz mod. I e ja sobie wypraszam, e nie
jestem adnym demonem i nie chc zosta przeszyta mieczami jego potomnych ani zmazana z oblicza ziemi.
Au!
Do Gideona cisna moje przedrami.
- Co ma znaczy ta komedia, hrabio? - spyta lord Alastair i poprawi sobie krzykliw brosz pod szyj.
Hrabia nie zwraca na niego uwagi. Jego spojrzenie spod cikich powiek spoczywao na mnie.
- To ciekawe - rzek cichym gosem. - Ona najwyraniej potrafi zajrze w gb paskiej czarnej, pokrtnej
duszy, drogi Alastairze.
- Wypia tyle wina, e obawiam si, i fantazjuje - wtrci Gideon. - Zamknij si! - sykn mi do ucha.
odek skurczy mi si bolenie ze strachu, bo w jednej chwili stao si dla mnie jasne, e pozostali nie
widz ani nie sysz lorda Vadera, a to dlatego, e by cholernym duchem! Gdybym nie bya taka pijana,
pewnie ju wczeniej bym na to wpada.
Jak mogam by tak gupia! Ani jego ubir, ani fryzura nie pasoway do tego stulecia i najpniej wtedy, gdy
rozpocz to swoje patetyczne rzenie, powinnam bya zauway, z kim albo raczej z czym mam do
czynienia.
Lord Alastair odchyli gow do tyu.
- Obaj wiemy, ktry z nas zaprzeda dusz diabu, hrabio -powiedzia. - Z pomoc Bo zdoam zapobiec
temu, by te... kreatury w ogle si narodziy.
- Przebite mieczami witego Sojuszu Florenckiego - uzupeni lord Vader z namaszczeniem.

100

- Dalej nie poj pan regu czasu, Alastairze. - Hrabia zamia si. - Ju sam fakt, e oboje stoj tu przed
panem, dowodzi, e paskie przedsiwzicie si nie powiedzie. By moe wic nie powinien pan w tej sprawie
a tak bardzo zdawa si na pomoc Bo. A take na moj pobaliwo.
Nagle w jego spojrzeniu i gosie zagoci lodowaty chd i zauwayam, e lord si wzdrygn. Na krtk
chwil z jego twarzy znika wszelka arogancja, a jej miejsce zastpi strach.
- Za zmian regu gry zapaci pan wasnym yciem - rzek hrabia tym samym tonem, ktry miertelnie
wystraszy mnie podczas naszego ostatniego spotkania.
Byam teraz znw przekonana, e mg komu wasnorcznie podern gardo.
- Nie boj si grb - wyszepta lord Alastair, ale wyraz jego twarzy wiadczy! o czym przeciwnym; trupio
blady chwyci si za grdyk.
- Chyba jeszcze nie chcecie i, kochani? - Lady Brompton pospieszya w nasz stron, szeleszczc sukni, i
wesoo rozejrzaa si wok.
Twarz hrabiego de Saint Germain zagodniaa i wyraaa teraz jedynie uprzejmo.
- Ach, oto nasza urocza gospodyni. Musz powiedzie, e w peni zasuya sobie pani na sw saw, milady.
Ju dawno tak dobrze si nie bawiem.
Lord Alastair pociera sobie szyj. Powoli na jego policzki wracay kolory.
- Satanas! Satanas! - zawoa wzburzony lord Vader. - Rozniesiemy ci w proch, wyrwiemy ci ten twj
kamliwy jzyk...
- Moi modzi przyjaciele auj rwnie mocno jak ja, e musimy ju i - kontynuowa z umiechem hrabia. Ale niebawem spotkacie si ponownie, na balu u lorda i lady Pimple-bottom.
- Towarzystwo jest zawsze tak interesujce, jak interesujcy s gocie - powiedziaa lady Brompton. Dlatego bardzo bym si cieszya, mogc wkrtce powita pana u siebie ponownie. A take paskich
zachwycajcych modych przyjaci. To by dla nas wszystkich wielki zaszczyt.
- Caa przyjemno po mojej stronie - odezwa si Gideon i puci mnie ostronie, jakby nie by pewien, czy
jestem w stanie usta o wasnych siach.
Mimo e sala nadal koysaa si jak statek, a myli w mojej gowie najwyraniej cierpiay wskutek cikiej
odmiany choroby morskiej (eby pozosta w temacie), w trakcie poegnania udao mi si wzi si w karby i
uczyni zado naukom Giordana, a przede wszystkim Jamesa. Jedynie lorda Alastaira oraz ducha, wci
miotajcego ordynarne przeklestwa, nie zaszczyciam ju ani jednym spojrzeniem.
Dygnam przed lordem i lady Brompton, podzikowaam im obojgu za pikny wieczr i nawet nie drgna
mi powieka, kiedy lord Brompton pozostawi na mojej doni wilgotny odcisk pocaunku.
Przed hrabi wykonaam gboki ukon, ale nie odwayam si spojrze mu w twarz.
- Zobaczymy si wczoraj po poudniu - rzuci szeptem, a ja tylko skinam gow, czekajc z
przymknitymi oczami, a Gideon znw stanie przy moim boku.
Chwyciam go pod rk i z wdzicznoci pozwoliam wyprowadzi si z salonu.
- Do wszystkich diabw, Gwendolyn, to nie bya impreza u twojej koleanki z klasy! Jak moga?! - Gideon
szorstkim ruchem narzuci mi szal na ramiona, ale wyglda, jakby mia ochot mn potrzsn.
- Przepraszam - powiedziaam po raz kolejny.
- Lord Alastair jest tu jedynie w towarzystwie pazia i swego wonicy - szepn Rakoczy, ktry pojawi si
za Gideonem niczym diabeek wyskakujcy z pudeka. - Droga i koci zostay zabezpieczone. Wszystkie
wejcia do kocioa s strzeone.
- No to chod! - Gideon chwyci mnie za rk.
- Mog ponie mod dam - zaproponowa Rakoczy. -Wydaje si, e niezbyt pewnie stoi na nogach.
- Kuszcy pomys, ale nie, dzikuj - odpar Gideon. - Tych par metrw przejdzie sama, prawda?
Kiwnam zdecydowanie gow.
Deszcz przybra na sile. Po owietlonym jasno salonie Bromp-tonw przejcie przez ciemno z powrotem
do kocioa byo jeszcze bardziej niesamowite ni w tamt stron. Cienie znowu zdaway si oywa, znw za
kadym rogiem spodziewaam si jakiej postaci, gotowej si na nas rzuci. .. .zmaza z oblicza tej ziemi to,
to niechciane przez Boga" - zdaway si szepta cienie.
Rwnie Gideon najwyraniej czu si nieswojo. Szed tak szybko, e miaam trudnoci z dotrzymaniem mu
kroku, i nie odzywa si ani sowem. Niestety, deszcz nie sprawi, e pojaniao mi w gowie ani e ziemia
przestaa si koysa. Dlatego poczuam niewysowion ulg, kiedy dotarlimy wreszcie do kocioa. Gideon
popchn mnie na awk i zamieni par sw z Rakoczym. Zamknam oczy, przeklinajc swj brak rozsdku.
Jasne, ten poncz mia take pozytywne skutki uboczne, ale w sumie powinnam si bya trzyma paktu
antyalkoholowego, mojego i Leslie. No trudno, mleko ju si rozlao.
Tak jak w chwili naszego przybycia na otarzu pona tylko jedna wieca i pomijajc t ma migoczc
wysepk wiata, koci spowija mrok. Kiedy Rakoczy si wycofa (Wszystkie drzwi i okna bd pilnowane
przez moich ludzi, a przeskoczycie z powrotem"), ogarn mnie strach. Spojrzaam na Gideona, ktry
podszed do mojej awki.
- Tu w rodku jest tak samo upiornie jak na zewntrz. Dlaczego nie zosta z nami? - spytaam.
- Z grzecznoci. - Skrzyowa ramiona. - Nie chce sucha, jak bd na ciebie wrzeszcza. Ale nie martw si,
jestemy sami. Ludzie Rakoczego przeszukali kady kt.

101

- A kiedy przeskoczymy z powrotem?


- Ju niedugo. Gwendolyn, wiesz chyba, e zrobia co zupenie przeciwnego ni to, co powinna bya
zrobi, prawda? Waciwie jak zwykle.
- Nie trzeba mnie byo zostawia samej. Zao si, e to byo te co przeciwnego ni to, co powiniene
by zrobi.
- Nie zwalaj teraz winy na mnie! Najpierw si upijasz, potem piewasz piosenki z musicalu, a potem,
akurat wobec lorda Alastaira, zachowujesz si jak wariatka. Co miao znaczy gadanie o mieczach i
demonach?
- To nie ja zaczam. To by ten czarny niesamowity du... -Ugryzam si w jzyk.
Nie mogam mu tego tak po prostu powiedzie, i tak uwaa mnie ju za dziwolga.
Gideon zupenie opacznie zrozumia moje nage zamilknicie.
- O nie! Prosz, nie wymiotuj teraz! A jeli musisz, to gdzie z daleka ode mnie. - Spojrza na mnie z lekk
odraz. - Rany boskie, Gwendolyn. Rozumiem, e upicie si na imprezie moe mie swj urok, ale nie akurat
na tej!
- Nie jest mi niedobrze. - W kadym razie jeszcze nie byo. -I ja w ogle nie pij na imprezach, niezalenie
od tego, co opowiadaa ci Charlotta.
- Nic mi nie opowiadaa - odpar Gideon. Musiaam si rozemia.
- Nieee, jasne, e nie. Nie mwia te, e ja i Leslie zadawaymy si z kadym chopakiem z naszej klasy, a
poza tym z wikszoci tych z wyszej klasy, co?
- A dlaczego miaaby co takiego mwi?
Pomylmy: moe dlatego, e jest podstpn, rud czarownic? Prbowaam podrapa si po gowie, ale moje
palce nie mogy si przebi przez spitrzon gr lokw. Wycignam wic jedn ze szpilek do wosw i
posuyam si ni jak dra-paczk.
- Przykro mi, naprawd. Mona wszystko powiedzie o Char-lotcie, ale z pewnoci nigdy nawet nie
powchaaby tego ponczu.
- Zgadza si. - Gideon nagle si umiechn. - Z drugiej strony ci ludzie nie usyszeliby wtedy Andrew
Lloyda Webera, dwiecie lat za wczenie, i to by bya wielka szkoda.
- No tak... nawet jeli jutro bd chciaa ze wstydu zapa si pod ziemi. - Schowaam twarz w doniach. Waciwie ju teraz chc, jak o tym myl.
- To dobrze - rzek Gideon. - To znaczy, e dziaanie alkoholu sabnie. Mam jeszcze jedno pytanie: po co ci
bya szczotka do wosw?
- Zamiast mikrofonu - wymamrotaam spomidzy palcw. - Mj Boe! Jestem straszna.
- Ale masz adny gos. Nawet takiemu zagorzaemu przeciwnikowi musicali jak ja si podobao.
- A dlaczego tak dobrze to zagrae, skoro tego nienawidzisz? - Zoyam rce na podoku i spojrzaam na
niego. - Bye niewiarygodny. Czy w ogle jest co, czego nie umiesz?
Rany, to zabrzmiao, jakbym bya jego fank.
- Nie! Moesz mnie spokojnie uzna za boga. - Wyszczerzy zby. - To w sumie bardzo sodkie z twojej
strony. Chod, ju czas. Musimy uda si na nasze pozycje.
Wstaam, prbujc trzyma si moliwie prosto.
- Tutaj - dyrygowa Gideon. - No chod ju, nie patrz na mnie taka skruszona. W gruncie rzeczy ten wieczr
okaza si sukcesem. Moe by troch inny, ni mylelimy, ale wszystko poszo zgodnie z planem. Hej, stj! Obj mnie w talii obiema rkami i przycign do siebie tak, e moje plecy opary si o jego pier. - Moesz
si spokojnie o mnie oprze. - Milcza przez chwil. -1 przepraszam, e byem taki szorstki.
- Ju o tym zapomniaam.
To byo troch kamstwo. Ale po raz pierwszy Gideon przeprosi za swoje zachowanie i czy to za spraw
alkoholu, czy sabnicia skutkw jego dziaania, poczuam si bardzo wzruszona.
Przez chwil stalimy w milczeniu i patrzylimy na min<K7i| ce wiato wiecy. Cienie midzy filarami te
zdaway si porusza, rysujc na ziemi i suficie ciemne wzory.
- Dlaczego ten Alastair tak nienawidzi hrabiego? Czy to co osobistego? - spytaam.
Gideon zacz bawi si jednym z kosmykw opadajcych mi na ramiona.
- Zaley. To, co tak dumnie nazywa si Sojuszem Florenckim, jest w rzeczywistoci od wiekw swego
rodzaju rodzinnym interesem. W trakcie swych podry w czasie do szesnastego wieku hrabia niechccy wda
si we Florencji w konflikt z rodzin ksicia di Madrone. Powiedzmy, e zupenie opacznie zrozumieli jego
zdolnoci. Podre w czasie byy sprzeczne z religijnymi pogldami ksicia, poza tym zaszo jakie nieporozumienie z jego crk, w kadym razie by przekonany, e ma przed sob demona, i poczu si powoany
przez Boga do tego, by wypleni ten piekielny pomiot.
Jego usta nagle znalazy si tu obok mojego ucha i nim zacz mwi dalej, dotkn wargami mojej szyi.
- Kiedy ksi di Madrone zmar, jego syn przej dziedzictwo, a po nim jego syn i tak dalej. Lord Alastair
jest ostatnim spord tych fanatycznych owcw urojonych demonw.
- Rozumiem - powiedziaam, co nie do koca byo prawd. Ale w jakim sensie pasowao do tego, co
przedtem widziaam i syszaam. - Powiedz mi, czy ty mnie wanie caujesz?

102

- Nie, tylko prawie - mrukn Gideon z ustami tu przy mojej skrze. - Nie chciabym w adnym wypadku
wykorzystywa tego, e jeste pijana i chwilowo uwaasz mnie za boga. Ale w pewnym sensie jest to dla mnie
trudne...
Zamknam oczy, odchyliam gow i oparam j na jego ramieniu, on za jeszcze mocniej przycign mnie
do siebie.
- Jak ju mwiem, nie uatwiasz mi sprawy. W kocioach, w twojej obecnoci, zawsze mam gupie myli...
- Jest co, czego o mnie nie wiesz - szepnam z zamknitymi oczami. - Czasami widz... ludzi, ktrzy ju od
dawna nie yj... to znaczy widz ich i sysz, co mwi. Tak jak dzisiaj. Wydaje mi si, e ten czowiek,
ktrego widziaam obok lorda Alastaira, mg by tamtym woskim ksiciem.
Gideon milcza. Prawdopodobnie zastanawia si wanie, jak moliwie taktownie poleci mi dobrego
psychiatr.
Westchnam. Powinnam bya zachowa to dla siebie. Teraz na domiar zego uwaa mnie jeszcze za
wariatk.
- Zaczyna si, Gwendolyn - powiedzia, odsun mnie lekko od siebie i okrci tak, e go widziaam. Byo
zbyt ciemno, abym moga odczyta co z wyrazu jego twarzy, ale zauwayam, e si nie umiecha. - Byoby
dobrze, gdyby przez te par chwil, kiedy mnie nie bdzie, ustaa na nogach. Gotowa?
Potrzsnam gow.
- Nie do koca.
- Teraz ci puszcz - rzek i w tej samej chwili znikn. Byam sama w kociele, z tymi wszystkimi dugimi
cieniami.
Ale ju kilka sekund pniej zarejestrowaam skurcze w odku i cienie zaczy wirowa.
- Oto i ona - usyszaam gos pana George'a.
Zamrugaam, olepiona wiatem. Koci by jasno owietlony, a halogenowe arwki, w porwnaniu ze
zotym blaskiem wiec w salonie lady Brompton, byy dla oka naprawd nieprzyjemne.
- Wszystko w porzdku - powiedzia Gideon, obrzucajc mnie badawczym spojrzeniem. - Moe pan z
powrotem zamkn swoj torb lekarsk, doktorze White.
Doktor White burkn co niezrozumiale. Faktycznie, otarz by peen rozmaitych narzdzi, ktrych mona
by si byo spodziewa raczej w sali operacyjnej.
- Wielkie nieba, doktorze White, czy to s moe klemy naczyniowe? - zamia si Gideon. - Dobrze
wiedzie, jakie pan ma zdanie na temat soiree w osiemnastym wieku.
- Chciaem by przygotowany na wszystkie ewentualnoci -odrzek doktor White, chowajc przybory
lekarskie do torby.
- Jestemy bardzo ciekawi waszej opowieci - odezwa si Falk de Villiers.
- Najpierw z radoci pozbd si tych ciuchw. - Gideon
odwiza apaszk.
- Czy wszystko... si udao? - zapyta pan George, nerwowo zerkajc na mnie z ukosa.
- Tak - potwierdzi Gideon, odrzucajc apaszk na bok -Wszystko przebiego dokadnie wedug planu. Lord
Alastair przyby wprawdzie pniej, ni oczekiwano, ale jeszcze w por, by nas zobaczy. - Wyszczerzy do
mnie zby w umiechu. - A Gwendolyn doskonale odegraa swoj rol. Prawdziwa wychowanka ksicia
Battena nie mogaby si zachowa lepiej.
- Bdzie mi niezwykle przyjemnie powiadomi o tym Giordana - rzek pan George z dum w gosie i poda
mi rami. -Niczego innego zreszt si nie spodziewaem...
- Tak, oczywicie, e tak - wymamrotaam.
*
Caroline obudzia mnie szeptem.
- Gwenny, przesta piewa. To enujce. Musisz si zbiera do szkoy.
Gwatownie usiadam i wlepiam w ni wzrok.
- Ja piewaam?
- Co?
- Powiedziaa, e mam przesta piewa.
- Powiedziaam, e masz si obudzi!
- A wic nie piewaam?
- Spaa. - Caroline pokrcia gow. - Pospiesz si, bo znowu si spnisz. I mam ci przekaza od mamy, e
w adnym razie nie wolno ci uywa jej elu pod prysznic.
Pod prysznicem sprbowaam w miar moliwoci wyprze wspomnienia z wczorajszego dnia. Ale nie za
bardzo mi to wychodzio i przez kilka minut, opierajc czoo o cian kabiny, mamrotaam pod nosem: To
wszystko tylko mi si nio". Bl gowy nie uatwia sprawy.
Kiedy wreszcie zeszam do jadalni, pora niadania na szczcie ju prawie mina. Xemerius dynda na
yrandolu gow w d.
- No jak, wytrzewiaa, pijaczynko?

103

Lady Arista zmierzya mnie wzrokiem od stp do gw.


- Czy to byo celowe, e pomalowaa sobie tylko jedno oko?
- Och, nie. - Chciaam zawrci, ale mama mnie zatrzymaa.
- Najpierw niadanie! Rzsy moesz pomalowa pniej.
- niadanie to najwaniejszy posiek w cigu dnia - uzupenia ciotka Glenda.
- Bzdury - wtrcia ciocia Maddy. Siedziaa w swym szlafroku na fotelu przy kominku, podkurczywszy
jedn nog jak maa dziewczynka. - Mona sobie darowa niadanie, oszczdzajc w ten sposb ca mas
kalorii, ktre mona zainwestowa wieczorem w lampk wina. Albo w dwie lub trzy.
- Skonno do napojw alkoholowych wydaje si rodzinna - zauway Xemerius.
- Tak, i to wietnie wida po jej figurze - szepna ciotka Glenda.
- Moe i jestem troch gruba, ale na pewno nie przygucha, Glendo - rzucia ciocia Maddy.
- Lepiej by byo, gdyby zostaa w ku - zwrcia si do niej lady Arista. - niadanie przebiega duo
spokojniej, kiedy si wysypiasz.
- Niestety to nie by mj wybr - odpara ciocia Maddy.
- Dzi w nocy znowu miaa wizj - wyjania mi Caroline.
- No wanie - potwierdzia ciocia Maddy. - To byo straszne. Takie smutne. Okropnie mnie to poruszyo.
Byo tam to przeliczne serce z oszlifowanego rubinu, ktre mienio si w socu... Leao bardzo wysoko na
skalnym wystpie.
Nie byam pewna, czy chc wysucha dalszego cigu tej historii.
Mama umiechna si do mnie.
- Zjedz co, kochanie. Chocia troch owocw. I po prostu nie suchaj.
- I wtedy przyszed ten lew. - Ciocia Maddy westchna.
- O cudownym zotym futrze...
- Uch! - sapn Xemerius. -1 zao si, e mia iskrzce si zielone oczy.
- Masz buzi poplamion flamastrem - powiedziaam do Nicka.
-Pst! - uciszy mnie. - Teraz bdzie najciekawsze.
-I kiedy lew zobaczy lece tam serce, waln je ap i serce zleciao w przepa, wiele, wiele metrw w d.
- Ciocia Maddy chwycia si dramatycznie za pier. - Kiedy uderzyo w ziemi, rozpado si na tysice
drobnych kawakw, a gdy przyjrzaam si bliej, zobaczyam, e to krople krwi...
Przeknam lin. Nagle zrobio mi si niedobrze.
- Ups - wtrci Xemerius.
- A dalej? - spytaa Charlotta.
- Nie ma dalej - odpara ciocia Maddy. - To wszystko... i jest wystarczajco straszne.
- Och - westchn rozczarowany Nick. - A tak si dobrze zapowiadao.
Ciocia Maddy spiorunowaa go wzrokiem.
- Nie pisz scenariuszy, mj chopcze!
- Dziki Bogu - mrukna ciotka Glenda.
Potem odwrcia si w moj stron, otworzya usta i zaraz znw je zamkna.
Zamiast niej gos zabraa Charlotta.
- Gideon mwi, e niele poradzia sobie na soiree. Musz przyzna, e odetchnam z ulg. Myl, e
wszyscy odetchnli.
Zignorowaam j i spojrzaam z wyrzutem w stron yrandola.
- Chciaem ci ju wczoraj opowiedzie, e ta lizuska bya wieczorem u Gideona na kolacji. Ale... jak miaem
to zrobi? Bya w pewnym sensie troch... niedysponowana - rzek Xemerius.
Parsknam.
- Ten twj drogocenny kamyczek sam jej zaproponowa, eby zostaa na kolacji. - Xemerius odbi si i z
opotem przefrun nad stoem na wolne miejsce cioci Maddy, gdzie usiad wyprostowany i starannie owin
sobie jaszczurczy ogon wok stp. - Pewnie na jego miejscu te bym tak zrobi. Przez cay dzie bawia si w
niak jego modszego brata, a poza tym wysprztaa jego mieszkanie na bysk i poprasowaa mu koszule.
- Co?!
- Mwiem ci ju, co ja mog? W kadym razie by jej tak wdziczny, e od razu musia jej pokaza, jak
szybko potrafi wyczarowa spaghetti dla trzech osb... O rany, ale by w wietnym humorze. Mona by
pomyle, e si czego nayka. A teraz zamknij usta, bo wszyscy si na ciebie gapi.
Faktycznie tak byo.
- Pjd umalowa sobie drugie oko - powiedziaam.
- I moe na te troch ru - rzucia Charlotta. - To tylko taka rada.
- Nienawidz jej! - wykrzyknam. - Nienawidz jej! Nienawidz!
- Jak rany! Tylko dlatego, e wyprasowaa mu koszule? -Leslie przygldaa mi si, krcc gow. - To jest
doprawdy... mieszne.
- Gotowa dla niej - lamentowaam. - Przez cay dzie bya w jego domu.

104

- Tak, za to on dobiera si do ciebie i caowa ci w kociele. - Leslie westchna.


- Nieprawda.
- Ale chcia.
- Charlotte te pocaowa.
- Ale tylko na poegnanie, w policzek - rykn mi prosto do ucha Xemerius. - Jeli bd to musia jeszcze raz
powtrzy, chyba pkn. A teraz spadam std. Te dziewczyskie sprawy ponownie wpdz mnie do grobu. Kilkoma ruchami skrzyde wznis si na dach i rozoy si tam wygodnie.
- Nie chc ju sysze o tym ani sowa - oznajmia Leslie. - Znacznie waniejsze jest teraz, eby
przypomniaa sobie wszystko, co byo wczoraj mwione. I mam na myli rzeczy, ktre s naprawd wane, no
wiesz, takie, gdzie gra idzie o mier i ycie!
- Powiedziaam ci wszystko, co pamitam - zapewniam j i potaram czoo.
Dziki potrjnej dawce aspiryny gowa przestaa mnie tak bole, ale tpe upanie w skroniach pozostao.
- Hmmm. - Leslie pochylia si nad swymi zapiskami. -Dlaczego nie spytaa Gideona, przy jakiej okazji
spotka si jedenacie lat wczeniej z tym lordem Alastairem i o jakiej walce na szpady bya mowa?
- Jest jeszcze wiele rzeczy, o ktre go nie spytaam, wierz mi!
- Zrobi ci list. Zawsze bdziesz moga wple jakie pytanie, kiedy nadarzy si strategicznie sprzyjajca
sytuacja i gdy pozwol na to twoje hormony. - Wetkna notatnik do teczki i spojrzaa w stron szkolnej bramy.
- Musimy i na gr, bo si spnimy. Chciaabym koniecznie by przy tym, jak Raphael Bertelin po raz
pierwszy przekroczy prg naszej klasy. Biedny chopak. Pewnie szkolny mundurek wydaje mu si wiziennym
drelichem.
Nadoyymy troch drogi, by przej obok niszy Jamesa. W porannym gwarze moje rozmowy z nim nie
rzucay si za bardzo w oczy, zwaszcza gdy Leslie tak si ustawia, e mona byo pomyle, e to z ni
rozmawiam.
James przyoy do nosa perfumowan chusteczk i rozglda si, szukajc czego.
- Jak widz, tym razem nie wzia ze sob tego niewychowanego kota.
- Wyobra sobie, James, byam na soiree u lady Brompton. - powiedziaam. - Dygaam dokadnie tak, jak
mnie tego nauczye.
- Lady Brompton, no, no - odrzek James. - Nie cieszy si w towarzystwie nadzwyczajn opini. Podobno jej
przyjcia bywaj mocno burzliwe.
- Tak, to prawda. Miaam nadziej, e to by moe norma.
- Dziki Bogu nie. - James z uraz cign usta.
- No, niewane, w kadym razie w nastpn sobot albo jako tak jestem zaproszona na bal do twoich
rodzicw. Lorda i lady Pimplebottomw.
- Nie wydaje mi si to moliwe - odpar James. - Moja matka przykada wielk wag do nienagannego
towarzyskiego obycia.
- Och, serdeczne dziki - powiedziaam, ruszajc z miejsca. - Ty naprawd jeste strasznym snobem.
- To nie miaa by obelga - zawoa za mn James. - A kto to jest snob?
Kiedy dotarymy do klasy, Raphael stal przed drzwiami, opierajc si o cian. Wyglda na tak
nieszczliwego, e zatrzymaymy si przy nim.
- Cze, jestem Leslie Hay, a to moja przyjacika Gwendolyn Shepherd - odezwaa si Leslie. - Poznalimy
si w pitek przed gabinetem dyrektora.
Saby umiech rozjani jego twarz.
-Ciesz si, e chocia wy mnie poznajecie. Sam przed chwil miaem z tym problemy przed lustrem.
-No - przyznaa Leslie. - Wygldasz jak steward na statku wycieczkowym. Ale do tego mona si
przyzwyczai.
Umiech Raphaela poszerzy si.
- Musisz tylko uwaa, eby krawat nie wpad ci do zupy -dodaam. - Mnie si to cigle zdarza.
Leslie skina gow.
- Nawiasem mwic, jedzenie przewanie bywa okropne. Poza tym nie jest tutaj tak le. Na pewno wkrtce
poczujesz si tu jak w domu.
- Nie bya nigdy na poudniu Francji, co? - spyta Raphael z odrobin goryczy.
- Nie - odpara Leslie.
- To wida. Nigdy nie poczuj si jak w domu w kraju, w ktrym pada dwadziecia cztery godziny na dob.
- My, Anglicy, nie przepadamy za tym, e kto przez cay czas mwi le o naszej pogodzie - poinformowaa
go Leslie. -O, idzie ju pani Counter. Na twoje szczcie jest lekko zakrcona na punkcie Francji. Pokocha
ci, jeli od czasu do czasu, niby od niechcenia, wtrcisz do zdania par francuskich swek.
- Tu es mignonne*- rzek Raphael.
*

Tu es mignonne (fr.) - jeste milutka (przyp. red.).

105

- Wiem - powiedziaa Leslie, cignc mnie za sob. - Ale ja nie jestem zakrcona na punkcie Francji.
- Podobasz mu si - zauwayam, rzucajc teczk na st.
- Nie obchodzi mnie to - odpara Leslie. - Niestety, nie jest w moim typie.
- Tak, jasne! - Musiaam si rozemia.
- Daj spokj, Gwen, wystarczy, e jedna z nas stracia rozum. Znam takich typw. S z nimi same
problemy. A zreszt jest zainteresowany tylko dlatego, e Charlotta mu powiedziaa, e jestem atwa.
- I dlatego, e wygldasz jak twj pies Bertie - dodaam.
- No wanie, dlatego te. - Leslie si rozemiaa. - A poza tym szybko o mnie zapomni, kiedy Cynthia si
na niego rzuci. Spjrz, bya u fryzjera i specjalnie zrobia sobie wiee pasemka.
Ale Leslie mylia si. Raphael najwyraniej niezbyt by zainteresowany rozmow z Cynthia. Kiedy w czasie
przerwy siedziaymy na awce pod kasztanem i Leslie po raz kolejny studiowaa kartk z kodem z Zielonego
jedca, przywlk si do nas i bez pytania usiad obok.
- O, super, geocaching - powiedzia.
- Co? - Leslie spojrzaa na niego gniewnie. Raphael wskaza kartk.
- Nie wiecie, co to jest geocaching? To taki rodzaj nowoczesnych podchodw z GPS. Te liczby wygldaj
zupenie jak wsprzdne geograficzne.
- Och, nie, to s tylko... naprawd?
- Poka no. - Raphael wyj jej kartk z rki. - Tak. Zakadajc, e to zero przed literami ma by w indeksie
grnym i oznacza stopie, a kreski to minuty i sekundy.
Dobieg nas piskliwy dwik. Na schodach Cynthia tumaczya co Charlotcie, gestykulujc jak szalona, na
co Charlotta rzucia nam gniewne spojrzenie.
- O Boe! - Leslie bya mocno podekscytowana. - A wic to I znaczy 51 stopni, 30 minut, 41,78 sekund
szerokoci geograficznej pnocnej i 0 stopni, 08 minut, 49,91 sekund dugoci geograficznej wschodniej, tak?
Raphael skin gow.
- Czyli to oznacza miejsce? - spytaam.
- No, no - potwierdzi Raphael. - Do mae miejsce o powierzchni okoo czterech metrw kwadratowych.
- Co tam jest? Tajemny skarbiec?
- ebymy to wiedziay! - odrzeka Leslie. - Nawet nie wiemy, gdzie to jest.
Raphael wzruszy ramionami.
- Mona si tego atwo dowiedzie.
- Ale jak? Trzeba mie do tego GPS? A jak to dziaa? Ja nie mam o tym pojcia. - Leslie bya ogromnie
przejta.
- Ale ja mam. Mog ci pomc - zaproponowa Raphael.
- Mignonne.
Spojrzaam ponownie na schody. Do Cynthii i Charlotty doczya teraz Sara i wszystkie trzy patrzyy na nas
gniewnie. Leslie tego nie zauwaya.
- Okej. Ale to musi by jeszcze dzi po poudniu - powiedziaa. - Bo my nie mamy czasu do stracenia.
- Ja te nie - odpar Raphael. - Spotkajmy si o czwartej w parku. Do tej pory powinienem si jako pozby
Charlotty.
- Nie wyobraaj sobie, e to bdzie takie atwe. - Rzuciam mu wspczujce spojrzenie.
Raphael umiechn si szeroko.
- Myl, e mnie nie doceniasz, maa podrniczko w czasie.

106

Moemy zobaczy, jak filianka spada ze stou i pka na kawaki, ale nigdy nie zobaczymy, jak kawaki filianki
zbieraj si w cao i wskakuj z powrotem na st. Ten wzrost nieuporzdkowania, czyli entropii, rni
przeszo od przyszoci i w ten sposb nadaje kierunek czasowi.
(Stephen Hawking)

107

12
Mogabym przecie po prostu woy tamt sukni z zeszego tygodnia - zaproponowaam, kiedy madame
Rossini woya mi bladorow sukni z dziewczcych marze, od gry do dou wyszywan w kremowe i
bordowe kwiatki. - T w niebieskie kwiaty. Wisi jeszcze w szafie u mnie w domu, mog j przynie.
- , abdzia szyjko - powiedziaa madame Rossini. - Jak mylisz, za co mi tu pac? eby musiaa dwa
razy wkada t sam sukni? - Zaja si maymi guziczkami na plecach. - Jestem tylko nieco przeraona, e
zniszczya fryzur. W epoce rokoko takie dzieo sztuki musiao si trzyma przez kilka dni. Damy spay wtedy
na siedzco.
- No tak, ale nie bardzo mogam w niej pj do szkoy - odparam. Z t gr wosw pewnie utknabym ju
w drzwiach autobusu. - Czy Gideona ubiera Giordano?
Madame Rossini mlasna jzykiem.
- Ech, ten chopiec nie potrzebuje adnej pomocy, tak powiedzia. To znaczy, e znowu ubierze si w smutne
kolory i fatalnie zawie apaszk. Ale ja ju daam sobie z nim spokj. No wic co zrobimy z twoimi wosami?
Zaraz przynios lokwk, a potem po prostu wpleciemy wstk, et bien.
Podczas gdy madame Rossini zakrcaa mi wosy, nadszed SMS od Leslie: Poczekam jeszcze dokadnie
dwie minuty, i jeli do tej pory le petite francais* si nie zjawi, moe zapomnie o mignonne.
Odpisaam jej: Hej, jestecie umwieni dopiero za kwadrans, daj mu chocia z dziesi minut".
Odpowiedzi Leslie ju nie przeczytaam, bo madame Rossini wyja mi komrk z rki, eby zrobi
obowizkowe ju pamitkowe zdjcia. W rowym prezentowaam si nawet lepiej, ni mylaam (w
prawdziwym yciu to raczej nie jest mj ulubiony kolor), lecz moja fryzura wygldaa tak, jakbym spdzia noc
z palcami wetknitymi do kontaktu. Wpleciona w nie rowa wstka bya jak daremna prba ujarzmienia
eksplodujcych wosw. Kiedy Gideon przyszed po mnie, nie potrafi powstrzyma chichotu.
- Daj spokj! Jeli ju, to moemy si pomia z ciebie -napada na niego madame Rossini. - Ha! Jake ty
znowu wygldasz!
O Boe, jak! Jake on znowu wyglda! To naprawd powinno by zakazane, eby wyglda tak dobrze - w
miesznych ciemnych spodniach do kolan i haftowanym surducie w kolorze butelkowej zieleni, ktra nadawaa
jego oczom blask.
- Nie masz pojcia o modzie, chopcze. W przeciwnym razie przypiby szmaragdow broszk, ktra jest
czci tego stroju. I po co ta szpada? Masz by dentelmenem, a nie onierzem!
- Z pewnoci ma pani racj - odrzek Gideon, cigle chichoczc. -Ale przynajmniej moje wosy nie
wygldaj jak drapak, ktrym czyszcz garnki.
Przybraam wynios min.
- Ktrym ty czycisz garnki? Nie pomylie siebie z Charlotta?
- Co takiego?
- Przecie ostatnio to ona ci sprzta! Gideon wyglda na nieco zmieszanego.
- To... nie do koca... tak - mrukn.
- Ha, na twoim miejscu te byoby mi teraz gupio - powiedziaam. - Prosz da mi kapelusz, madame
Rossini.
Kapelusz - ogromne monstrum z rowych pir - by tak czy owak nieco lepszy od tych wosw. Tak mi si
w kadym razie wydawao. Rzut oka w lustro dowid, e bya to z mojej strony aosna pomyka.
Gideon znowu zacz chichota.
- Moemy i? - prychnam.
- Uwaaj dobrze na moj abdzi szyjk, syszysz?
- Przecie zawsze uwaam, madame Rossini.
- Akurat - mruknam na zewntrz, na korytarzu. Wskazaam na czarn chustk w jego doni. - Bez opaski na
oczy?
- Nie, oszczdzimy sobie tego. Ze znanych powodw... I ze wzgldu na kapelusz.
- Czy cigle sdzisz, e zaraz zwabi ci gdzie za rg i rbn desk w gow? - Poprawiam kapelusz. Nawiasem mwic, jeszcze raz to przemylaam. I w tej chwili uwaam, e to wszystko da si atwo
wytumaczy.
- Jak mianowicie? - Gideon unis brwi.
- Wmwie to sobie po fakcie. Kiedy leae nieprzytomny, przyniam ci si i potem ca t spraw
poczye ze mn.
- Tak, taka moliwo mnie rwnie przysza do gowy -rzeki ku mojemu zaskoczeniu, chwyci mnie za rk
i pocign do przodu. - Ale nie! Wiem, co widziaem.
- A dlaczego nikomu nie powiedziae, e to niby ja zwabiam ci w puapk?
- Nie chciaem, eby mieli o tobie jeszcze gorsze zdanie, ni maj. - Umiechn si szeroko. -1 co? Boli ci
gowa?
- A tyle nie wypiam - odparam. Gideon zamia si.
- No jasne. W gruncie rzeczy bya trzewiuteka. Strzsnam jego rk.
- Czy moemy porozmawia o czym innym?
*

Le petite francais (fr.) - may Francuz (przyp. red.).

108

- Och, daj spokj. Chyba mog si z ciebie jeszcze troszk ponabija? Bya taka sodka wczoraj wieczorem.
Pan George naprawd myla, e jeste kompletnie wyczerpana, gdy zasna w limuzynie.
- To byy najwyej dwie minuty - parsknam, niemile dotknita.
Pewnie si liniam albo robiam co rwnie strasznego.
- Mam nadziej, e od razu posza spa.
- Hm - mruknam.
Jak przez mg przypomniaam sobie, e mama wycigna mi z wosw cae czterysta tysicy szpilek i e
zasnam, jeszcze zanim przyoyam gow do poduszki. Ale nie chciaam mu tego mwi, w kocu on dobrze
si bawi z Charlotta, Rapha-elem i spaghetti.
Gideon zatrzyma si nagle, a si z nim zderzyam i natychmiast zaparo mi dech w piersiach.
Odwrci si w moj stron.
- Posuchaj... - zacz. - Nie chciaem tego wczoraj mwi, bo mylaem, e jeste zbyt pijana, ale teraz,
skoro jeste znowu trzewa i przekorna jak zawsze...
Jego palce przesuny si ostronie po moim czole i oddech gwatownie mi przyspieszy. Zamiast dalej
mwi, pocaowa mnie. Zamknam oczy, jeszcze nim jego wargi dotkny moich ust. Ten pocaunek
oszoomi mnie bardziej, ni uczyni to poncz poprzedniego wieczoru, kolana mi zmiky, a w brzuchu
rozszalao si tysic motyli.
Kiedy Gideon mnie puci, najwyraniej nie pamita ju, co chcia powiedzie. Opar rk o cian przy
mojej gowie i patrzy na mnie z powag.
- Tak si chyba dalej nie da. Sprbowaam zapanowa nad swoim oddechem.
- Gwen...
W korytarzu za nami rozlegy si kroki. Gideon byskawicznie cofn rk i odwrci si. Uamek sekundy
pniej stan przed nami pan George.
- A wic tu jestecie. Czekaj ju na was. Dlaczego Gwendolyn nie ma zawizanych oczu?
- Zupenie o tym zapomniaem. Prosz, niech pan to zrobi. - Gideon poda panu George'owi czarn chustk. Ja... eee... ja ju pjd.
Pan George spojrza za nim, wzdychajc. Potem spojrza na mnie i znowu westchn.
- Mylaem, e ci ostrzegem, Gwendolyn - rzek, zawizujc mi oczy. - Powinna by ostrona w kwestii
swoich uczu.
- Taaa - powiedziaam, apic si za ponce zdradziecko policzki. - Wic nie powinnicie mi kaza spdza
z nim tyle czasu...
I to bya chyba znowu klasyczna logika Stranikw. Jeli chcieli zapobiec temu, bym zakochaa si w
Gideonie, powinni si byli zatroszczy take o to, by byl on nieatrakcyjnym gupkiem. Z kretysk fryzur na
pazia, brudnymi paznokciami i wad wymowy. Te skrzypce te powinni byli sobie odpuci. Pan George
prowadzi mnie przez ciemno.
-Moe zbyt mao czasu upyno od chwili, kiedy miaem szesnacie lat. Pamitam jeszcze, jak atwo mona
byo w tym wieku da si komu zauroczy.
-Panie George, czy waciwie mwi pan komu, e widz duchy?
-Nie - odpar pan George. - To znaczy prbowaem, ale nikt nie chcia mnie sucha. Wiesz, Stranicy to
naukowcy i mistycy, ale parapsychologii nie powaaj. Uwaga, stopie.
- Leslie, czyli moja przyjacika, ale o tym pewnie wie pan ju od dawna... a wic Leslie uwaa, e ta...
zdolno to jest magia kruka.
Pan George milcza przez chwil.
- Tak. Te tak sdz - przyzna.
- A w czym dokadnie ma mi pomc magia kruka?
- Moje drogie dziecko, gdybym tylko umia ci to wszystko wyjani. Chciabym, eby bardziej zdaa si na
swj zdrowy rozsdek, ale...
- ...ale mj rozsdek kompletnie si gdzie zatraci, chcia pan powiedzie? - Rozemiaam si. - Chyba ma
pan racj.
Gideon czeka na nas w pokoju z chronografem, razem z Falkiem de Villiers, ktry z pewnym roztargnieniem
skomplemen-towa moj sukni, wprawiajc w ruch zbatki chronografu.
- A wic, Gwendolyn, dzisiaj odbdzie si twoja rozmowa z hrabi de Saint Germain. Jest popoudnie,
dzie przed soiree.
- Wiem. - Zerknam z ukosa na Gideona.
- To nie jest szczeglnie trudne zadanie - powiedzia Falk de Villiers. - Gideon zaprowadzi ci na gr do
jego pokojw, a potem po ciebie przyjdzie.
To chyba miao znaczy, e zostan z hrabi sam na sam. Natychmiast sparaliowa mnie strach.
- Nie bj si. Wczoraj tak dobrze si rozumielicie. Nie pamitasz ju? - Gideon woy palec do
chronografu i umiechn! si do mnie. - Gotowa?
- Gotowa, jeli i ty jeste gotw - szepnam, a pokj wypeni si biaym wiatem i Gideon znikn mi z
oczu.
109

Zrobiam krok do przodu i podaam Falkowi de Villiers rk.


- Haso dnia brzmi: Qui nescit dissimulare nescit regnare* -powiedzia, wbijajc mi ig w palec.
Rubin rozjani si i wszystko zaczo mi wirowa przed oczami, tworzc czerwony strumie barw.
Nim wyldowaam, zdyam ju zapomnie haso.
- Wszystko w porzdku - usyszaam gos Gideona tu obok.
- Dlaczego tu jest tak ciemno? Przecie hrabia nas oczekuje. Byoby milo, gdyby zapali nam wiec.
- Tak, ale on nie wie dokadnie, gdzie wyldujemy - powiedzia Gideon.
- Dlaczego nie?
Nie widziaam go, ale zdawao mi si, e wzruszy ramionami.
- Nigdy jeszcze o to nie zapyta i mam niejasne wraenie, e nie byoby mu zbyt przyjemnie, i naduywamy
jego ukochanej pracowni alchemicznej jako pasa startowego i ldowiska. Bd ostrona, tu wszdzie jest peno
kruchych przedmiotw.
Po omacku dotarlimy do drzwi. Na korytarzu Gideon zapali latarni i wyj j z uchwytu. Rzucaa na cian
niesamowite, drce cienie i mimo woli podeszam do Gideona krok bliej.
- Jak brzmiao to przeklte haso? Tylko na wypadek, gdyby kto waln ci czym w gow...
- Qui nescit dissimulare nescit regnare.
- Kto si na gorcym sparzy, ten na zimne dmucha? Rozemia si i wetkn pochodni z powrotem w
uchwyt.
- Co robisz?
- Chciaem tylko szybko... To znaczy wtedy... Pan George nam przerwa, kiedy chciaem ci powiedzie co
wanego.
- Czy to ma zwizek z tym, co mwiam ci wczoraj w kociele? No wic jestem w stanie zrozumie, e z
tego powodu uwaasz mnie za wariatk, ale psychiatra mnie nie wyleczy.
Gideon zmarszczy czoo.
- Prosz ci, zamknij na chwil buzi, dobrze? Musz zebra ca swoj odwag, eby ci wyzna mio. W
tych sprawach kompletnie nie mam dowiadczenia.
- Co takiego?
- Zakochaem si w tobie, Gwendolyn - rzek bardzo powanie.
Nagle odek mi si skurczy, jakby ze strachu. Ale w rzeczywistoci to bya rado.
- Naprawd?
- Tak, naprawd! - W wietle latarni widziaam, e Gideon si umiecha. - Wiem, e znamy si niecay
tydzie, i na pocztku wydawaa mi si mocno... dziecinna i zapewne zachowaem si wobec ciebie jak
ostatni obrzydliwiec. Ale jeste taka nieprzewidywalna, nigdy nie wiadomo, co zaraz zrobisz, a w niektrych
sprawach jeste wprost przeraajco... eee... naiwna. Czasami mam ochot tob potrzsn.
- Okej, faktycznie wida, e nie masz dowiadczenia w wyznawaniu mioci - powiedziaam.
- Ale potem jeste znowu taka zabawna i mdra, i niesamowicie sodka - cign Gideon, jakby mnie wcale
nie sucha. - A najgorsze, e kiedy tylko jeste w pobliu, od razu mam ochot dotyka ci i caowa.
- Tak, to naprawd bardzo le - wyszeptaam, a serce mi podskoczyo, kiedy Gideon wycign szpilk z
mojego kapelusza, szerokim ukiem odrzuci to pierzaste monstrum na bok, przycign mnie do siebie i
pocaowa.
Mniej wicej trzy minuty pniej, nie mogc kompletnie zapa tchu, staam oparta plecami o mur i staraam
si utrzyma prosto na nogach.
- Gwendolyn, oddychaj normalnie, wdech i wydech - powiedzia rozbawiony Gideon.
Daam mu kuksaca w pier.
- Przesta. To nie do zniesienia, jaki jeste zarozumiay.
- Przepraszam. Ale to takie... oszaamiajce uczucie, wiedzie, e z mojego powodu zapominasz o
oddychaniu. - Znw wyj pochodni z uchwytu. - Chod. Hrabia na pewno ju czeka.
Dopiero kiedy skrcilimy w kolejny korytarz, przypomniaam sobie o kapeluszu, ale nie miaam ochoty po
niego wraca.
- To zabawne, ale wanie pomylaem, e znowu naprawd bd si cieszy na te nudne wieczory elapsji do
roku 1953 - powiedzia Gideon. - Tylko ty i ja, i kuzynka sofa.
Nasze kroki dudniy w dugich korytarzach, a ja powoli wydobywaam si ze stanu odrtwienia w kolorze
rowym i uwiadamiaam sobie, gdzie jestemy. I w jakim czasie si znalelimy.
- Gdybym wzia pochodni, mgby na wszelki wypadek wyj szpad - zaproponowaam. - Nigdy nie
wiadomo. W kt- I rym roku waciwie dostae po gowie?
To byo jedno z pyta, ktre Leslie zapisaa mi na kartce i ktre miaam zada, gdy pozwol mi na to moje
hormony.
- Wanie zdaem sobie spraw, e ja ci wyznaem ci mio, a ty mi nie - powiedzia Gideon.
*

Qui nescit dissimulare nescit regnare (ac.) - kto nie potrafi udawa, nie potrafi rzdzi (przyp. red.).

110

- Nie?
- No, w kadym razie nie sowami. Sio!
Pisnam, bo tu przed nami przeszed tusty ciemnobrzowy szczur, cakiem powoli, jakby si nas w ogle
nie bal. W wietle pochodni jego oczy poyskiway czerwono.
- Czy my waciwie jestemy zaszczepieni przeciw dumie? - zapytaam i jeszcze mocniej wczepiam si w
rk Gideona.
Pokj na pierwszym pitrze, ktry hrabia de Saint Germain wybra sobie na swoje biuro w Tempie, by
may i sprawia wraenie nadzwyczaj skromnego - jak na Wielkiego Mistrza Loy Stranikw, nawet jeli
rzadko przebywa w Londynie. Jedn cian w caoci zakrywa sigajcy sufitu rega peen oprawionych w
skr ksiek, obok stao biurko i dwa fotele, obite tym samym materiaem, z ktrego uszyto zasony. Poza
tym nie byo adnych mebli. Na zewntrz wiecio wrzeniowe soce, w kominku nie pali si ogie, a i
tak byo do ciepo. Okno wychodzio na may dziedziniec z fontann, ktra istniaa take w naszych
czasach. Zarwno gzyms pod oknem, jak i biurko byy pokryte papierami, pirami, woskiem do pieczci i
ksikami, spitrzonymi czsto w tak ryzykowny sposb, e w razie upadku wywrciyby kaamarze,
stojce ufnie w caym tym baaganie. To by przytulny niewielki pokj, a mimo to kiedy tu weszam, woski
na karku stany mi dba.
Mrukliwy sekretarz w biaej peruce a la Mozart wprowadzi mnie tutaj i ze sowami Hrabia z pewnoci nie
kae na siebie dugo czeka" zatrzasn za mn drzwi. Bardzo niechtnie rozstaam si z Gideonem, ale on, po
przekazaniu mnie mrukliwemu Stranikowi, w dobrym humorze i jak kto, kto zna tu wszystko jak wasn
kiesze, znikn za najbliszymi drzwiami.
Podeszam do okna i wyjrzaam na opustoszay dziedziniec. Wszdzie panowa cakowity spokj, ale
nieprzyjemne uczucie, e nie jestem tu sama, nie ustpowao. Moe, pomylaam, kto obserwuje mnie przez
cian, zza ksiek. Albo lustro wiszce nad gzymsem kominka jest z drugiej strony oknem, jak w pokojach
przesucha policyjnych.
Czujc si nieswojo, przez chwil staam bez ruchu, ale potem przyszo mi do gowy, e jeli bd
zachowywaa si tak sztywno i nienaturalnie, zdradz si, e wiem, i jestem obserwowana. Wziam wic ze
stosu na parapecie pierwsz lepsz ksik i otworzyam j. Marcelim. De medicamentis. Aha. Marcellus,
kimkolwiek by, najwyraniej odkry kilka niezwykych metod leczenia, ktre zostay zebrane w tej ksieczce.
Znalazam fajny fragment z opisem leczenia chorb wtroby. Trzeba tylko byo zapa zielon jaszczurk,
wyci jej wtrob, zawin j w czerwon chustk albo w naturalnie czarny materia (naturalnie czarny?
Hmm...) i t chustk czy ten materia przyczepi choremu do boku. A jak potem wypucio si
t jaszczurk i powiedziao: Ecce dimitto te vivam... i co tam jeszcze, te po acinie, problem z wtrob znika.
Zastanawiaam si tylko, czy jaszczurka moga jeszcze ucieka po wyciciu wtroby. Zamknam ksik. Ten
Marcellus ewidentnie mia nierwno pod sufitem. Ksiga, ktra leaa obok, na samym wierzchu, oprawna w
ciemnobrzow skr, bya gruba i cika, dlatego zaczam j kartkowa, nie podnoszc ze stosu. Zotymi
literami napisano na niej: O wszelakich demonach i jak mog by one pomocne czarnoksinikowi i czekowi
pospolitemu i cho nie byam ani czarnoksinikiem, ani czekiem pospolitym", zaciekawiona otworzyam j
gdzie porodku. Spoglda na mnie wizerunek wstrtnego psa, a napis pod nim gosi, e to Jethan, demon z
Hindukuszu, przynoszcy choroby, mier i wojn. Jethan od razu wyda mi si niesympatyczny, wic
przewrciam stron. Spoziera z niej dziwaczny pysk z przypominajcymi rogi wyrostkami na czaszce (takimi
jak u klingonw ze Star Trek) i gdy si na niego gapiam z obrzydzeniem, klingon mrugn oczami, po czym
unis si ze stronicy niczym dym z komina i zagci si szybko, a powstaa pena, ubrana na czerwono
posta, ktra stana przede mn, spogldajc na mnie rozarzonymi oczami.
- Kt si way przywoywa wielkiego i potnego Berita? Oczywicie zrobio mi si troch sabo, ale
dowiadczenie nauczyo mnie, e duchy wprawdzie wygldaj na niebezpieczne i mog wygasza zowrogie
groby, ale z reguy nie s w stanie poruszy nawet powietrza. I miaam ogromn nadziej, e ten Berit nie
jest niczym innym jak tylko duchem, wygnanym midzy strony tej ksiki wizerunkiem prawdziwego
demona, ktry, miejmy nadziej, ju dawno poegna si z tym wiatem.
- Nikt ci nie wzywa - wyjaniam wic uprzejmie, ale do nonszalancko.
- Berit, demon kamstwa, wielki ksi piekie - przedstawi si Berit, a zabrzmiao to z wyranym
pogosem. - Nazywany take Bolfri.
- Tak, jest to tutaj napisane - powiedziaam i zajrzaam do ksiki. - Poza tym poprawiasz gosy piewakom.
Urocza umiejtno. Jednak po jego wezwaniu (ktre i tak wygldao na mocno skomplikowane, poniewa
zostao spisane chyba w jzyku babiloskim) trzeba mu byo zoy rozmaite ofiary - najlepiej zdeformowane
noworodki, jeszcze ywe. Ale to byo nic w porwnaniu z tym, co naleao zrobi, eby zamieni metale w
zoto. To bowiem take potrafi. Dlatego modlili si do niego Sychemici - kimkolwiek byli. A przyby Jakub i
jego synowie i swymi mieczami zabili wszystkich mczyzn w Sychemie wrd straszliwych mk". No dobra,
dosy tego.
- Berit dowodzi dwudziestoma szecioma legionami - zagrzmia.
Poniewa do tej pory nic mi nie zrobi, staam si znacznie odwaniejsza.
- Uwaam za dziwakw tych, ktrzy o sobie mwi w trzeciej osobie - powiedziaam i przewrciam stron.
111

Tak jak miaam nadziej, Berit znikn w ksidze jak dym rozwiany przez wiatr. Odetchnam z ulg.
- Interesujca lektura - rozleg si za mn cichy gos. Odwrciam si byskawicznie. Hrabia de Saint
Germain wlizn si niepostrzeenie do pokoju. Wspiera si na asce z kunsztownie wyrzebion gak,
jego wysoka, szczupa sylwetka jak zawsze budzia respekt, a ciemne oczy patrzyy z wielk czujnoci.
- Tak, rzeczywicie, bardzo interesujca - wymamrotaam troch niepewnie.
Ale po chwili zamknam ksig i dygnam w gbokim re-weransie. Hrabia si umiechn.
- Ciesz si, e przysza - rzek, po czym uj moj do i zoy na niej pocaunek. - Wydaje mi si
niezbdne, bymy pogbili nasz znajomo, bo przecie nasze pierwsze spotkanie przebiego do...
niefortunnie, prawda?
Nic nie odpowiedziaam. Podczas naszego pierwszego spotkania byam zajta gwnie piewaniem w
mylach hymnu narodowego, hrabia poczyni kilka obraliwych uwag na temat braku inteligencji u kobiet w
ogle, a u mnie szczeglnie, a na koniec w zupenie niekonwencjonalny sposb dusi mnie i mi grozi. Mia
racj - to spotkanie przebiego do niefortunnie.
- Ale masz zimn do - powiedzia. - Chod, usid. Jestem starym czowiekiem i nie mog tak dugo sta.
- Zamia si, puci moj rk i usiad w fotelu za biurkiem.
Na tle tych wszystkich ksiek wyglda teraz raczej jak swj wasny portret, mczyzna w nieokrelonym
wieku o szlachetnych rysach twarzy, otoczony aur tajemnicy i niebezpieczestw, przed ktr nie da si uciec.
Chcc nie chcc, zajam miejsce w drugim fotelu naprzeciwko.
- Interesujesz si magi? - zapyta, wskazujc stos ksiek. Potrzsnam gow.
- Do zeszego poniedziaku w ogle si nie interesowaam, jeli mam by szczera.
- To troch zwariowane, nieprawda? Twoja matka przez te wszystkie lata pozwolia ci wierzy, e jeste
cakiem normaln dziewczynk. I z dnia na dzie dowiedziaa si, e stanowisz wan cz jednej z
najwikszych tajemnic ludzkoci. Czy domylasz si, dlaczego to zrobia?
- Poniewa mnie kocha. - Chciaam, by zabrzmiao to jak pytanie, ale wyszo bardzo stanowczo.
Hrabia rozemia si.
- Tak, tak myl kobiety! Mio! Wasza pe doprawdy naduywa tego sowa. Odpowiedzi na wszystko
jest mio. Porusza mnie to za kadym razem, kiedy to sysz. Albo mnie bawi, zaley. Kobiety nigdy nie
zrozumiej, e mczyni maj zupenie inn wizj mioci ni one.
Milczaam.
Hrabia odrobin przechyli gow.
- Gdyby kobiety nie pojmoway mioci jako cakowitego oddania, byoby im znacznie trudniej
podporzdkowa si mczynie w kadej relacji.
Staraam si przybra neutralny wyraz twarzy.
- W naszych czasach to si zmienio... dziki Bogu! U nas panuje rwnouprawnienie kobiet i mczyzn. Nikt
nie musi si nikomu podporzdkowywa.
Hrabia znowu si zamia, tym razem nieco duej, jakbym naprawd opowiedziaa jaki dobry dowcip.
- Tak - odezwa si w kocu. - Mwiono mi o tym. Ale wierz mi, niezalenie od tego, jakie prawa przyznano
by kobietom, w adnym stopniu nie zmieni to ludzkiej natury.
No i co ja miaam na to powiedzie? Najlepiej nic. Tak jak wanie zauway hrabia - trudno jest zmieni
cokolwiek w ludzkiej naturze, co zapewne odnosio si take do jego wasnej natury.
Przez chwil hrabia przyglda mi si rozbawiony, z uniesionymi kcikami ust.
-Magia w kadym razie... - odezwa si nagle - .. .zgodnie z przepowiedni powinna si na tym zna. Rubin
czerwony magi kruka obdarzony, G-dur zamyka krg, przez dwunastu utworzony".
- Ju to syszaam wiele razy - mruknam. - Ale nikt nie potrafi mi wyjani, czym waciwie jest magia
kruka. Kruk, na skrzydach z rubinu niesiony, midzy wiatami brzmi umarych muzyka, siy jeszcze nie
pozna i nie zna te ceny, moc gow podnosi i krg si zamyka".
Wzruszyam ramionami. Czeg si mona byo dowiedzie z tej sabej rymowanki?
- To tylko przepowiednia wtpliwego pochodzenia - rzuci hrabia. - Wcale nie musi by prawdziwa. - Opar
si wygodnie w fotelu, wpatrujc si we mnie. - Opowiedz mi co o swoich rodzicach i o swoim domu.
- O rodzicach? - Byam troch zaskoczona. - Waciwie nie ma zbyt wiele do opowiadania. Mj ojciec
zmar na biaaczk, kiedy miaam siedem lat. Nim zachorowa, wykada na uniwersytecie w Durham. Tam
mieszkalimy, do jego mierci. Potem mama z moim modszym rodzestwem i ze mn przeprowadzia si do
Londynu, do domu moich dziadkw. Mieszkamy tam razem z moj ciotk i kuzynk, i cioteczn babk
Maddy. Mama pracuje w administracji szpitala.
- I ma rude wosy, jak wszystkie dziewczyny z rodu Montrose, prawda? Tak samo jak twoje rodzestwo,
czy nie?
- Tak, poza mn wszyscy s rudzi. - Dlaczego to byo dla niego takie interesujce? - Mj ojciec mia ciemne
wosy.
- Wszystkie pozostae kobiety w Krgu Dwanaciorga miay rude wosy, wiedziaa o tym? Jeszcze nie tak
dawno ten kolor wosw w niektrych krajach wystarczy, by trafi na stos jako czarownica. We wszystkich
epokach i we wszystkich kulturach magia bya dla ludzi rwnie fascynujca jak zowroga. I to take jest
powd, dla ktrego tak dogbnie si ni zajem. Co czowiek zna, tego nie musi si obawia. - Pochyli si i
rozcapierzy palce. - Mnie osobicie najbardziej interesowao podejcie dalekowschodnich kultur. W czasie
112

mych podry do Indii i Chin miaem szczcie spotka wielu nauczycieli, ktrzy byli gotowi podzieli si sw
wiedz. Zostaem wtajemniczony w sekrety Kroniki Akaszy i zdobyem wiedz, ktra wykracza poza granice
wyobrani wikszoci zachodnich kultur. I ktra dzi jeszcze skoniaby panw inkwizytorw do
nieprzemylanych dziaa. Niczego Koci nie boi si bardziej ni tego, e czowiek dowie si, i Bg nie
siedzi wysoko w niebie, poza naszym zasigiem, i nie decyduje stamtd o naszym losie, lecz jest w nas
samych. -Spojrza na mnie badawczo, a potem umiechn si. - Ciekawie jest rozprawia z wami, dziemi
dwudziestego pierwszego stulecia, o kwestiach blunierstwa. Gdy mowa o herezji, nawet nie drgnie wam
powieka.
Wiadomo. Pewnie nie drgnaby nawet, gdybymy wiedzieli, co to jest herezja.
- Azjatyccy mistrzowie znacznie nas wyprzedzaj na drodze duchowego rozwoju - mwi! dalej hrabia. Wiele drobnych... umiejtnoci, jakie mogem ci zaprezentowa w czasie naszego ostatniego spotkania,
posiadem wanie dziki nim. Moim mistrzem by mnich tajnego zakonu, daleko w Himalajach. On i jego
wspbracia potrafili si porozumiewa bez uycia strun gosowych i umieli pokonywa swoich wrogw, nie
ruszywszy i nawet jednym palcem, tak wielka bya sia ich ducha i ich wyobrani.
- Tak, z pewnoci si to przydaje - powiedziaam ostronie. eby tylko nie wpad na pomys
zademonstrowania mi tego wszystkiego po raz wtry. - Zdaje mi si, e wczoraj wieczorem
na soiree wyprbowa pan te umiejtnoci na lordzie Alastairze.
- Ach, soiree. - Znowu si umiechn. - Z mojej perspektywy odbdzie si dopiero jutro wieczorem.
Jake si ciesz, e uda nam si tam spotka z lordem Alastairem. Ale czy bdzie potrafi doceni moj
ma prezentacj?
- Najwyraniej wywaro to na nim due wraenie - odrzekam. - Ale z pewnoci nie by wystraszony.
Mwi, e zadba o to, bymy si nigdy nie urodzili. I co o piekielnym pomiocie.
- Tak, on ma t godn poaowania skonno do nieuprzejmych sformuowa - zauway hrabia. - Ale to
i tak nic w porwnaniu z jego praprzodkiem, ksiciem di Madrone. Trzeba mi go byo zabi wtedy, kiedy
miaem jeszcze po temu okazj. Ale byem mody i aonie naiwny... Drugi raz nie popeni tego bdu.
Nawet jeli nie zdoam uczyni tego wasnymi rkami... Dni lorda s policzone, niewane, ilu ludzi
zgromadzi wok siebie dla swej ochrony i jak wprawnie posuguje si szpad. Gdybym by mody, sam
bym go wyzwa. Ale teraz moe to przej mj potomek. Gideon staje si mistrzem fechtunku.
Na wzmiank o Gideonie zrobio mi si, jak to ju czsto bywao, bardzo ciepo. Pomylaam o tym, co
mi powiedzia, i zrobio mi si wrcz gorco.
Mimowolnie spojrzaam na drzwi.
- A dokd od waciwie poszed?
- Na krtk wycieczk - odrzek bez namysu hrabia. - Czasu wystarczy akurat na to, by zoy
popoudniow wizyt pewnej miej modej przyjacice. Mieszka cakiem niedaleko, jeli wemie powz, za
kilka minut bdzie u niej.
Co takiego?
- Czsto tak robi?
Hrabia znowu si umiechn - ciepy, przyjazny umiech, za ktrym jednak co si czaio, co, czego nie
potrafiam zinterpretowa.
- Nie zna jej jeszcze na tyle dugo. Dopiero niedawno przedstawiem ich sobie. Jest mdr, mod i bardzo
atrakcyjn wdow, a ja wychodz z zaoenia, e modemu mczynie nie zaszkodzi, jeli... hmm... spdzi
troch czasu w towarzystwie dowiadczonej kobiety.
Byam niezdolna do tego, by cokolwiek odpowiedzie, ale najwyraniej wcale tego ode mnie nie
oczekiwano.
- Lavinia Rutland naley do tych bogosawionych niewiast, ktrym dzielenie si wasnymi dowiadczeniami
sprawia przyjemno - doda hrabia.
Tak, faktycznie. Te j tak oceniaam. Wzburzona wlepiam wzrok we wasne rce, ktre same zwiny si w
pici. Lavinia Rutland, dama w zielonej sukni. A wic std ta zayo wczoraj wieczorem...
- Mam wraenie, e ta wizja nie bardzo przypada ci do gustu - odezwa si hrabia mikkim gosem.
Mia racj. W ogle i kompletnie nie przypada mi do gustu. Musiaam si przemc, by ponownie spojrze
hrabiemu w oczy.
Nadal umiecha si tym ciepym, przyjaznym umiechem.
- Moja maa, to wane, by wczenie zrozumie, e kobieta nigdy nie moe sobie roci adnych praw
wasnoci do mczyzny. Kobiety, ktre tego nie pojmuj, kocz samotne i niekochane. Im mdrzejsza jest
kobieta, tym szybciej uoy si z msk natur.
C to za idiotyczna gadanina!
- Ale oczywicie ty jeste jeszcze bardzo moda, nieprawda? I prawdopodobnie jeste zakochana po raz
pierwszy w yciu.
- Nie - mruknam.
Ale tak. Tak! W kadym razie tak czuam si po raz pierwszy. Tak oszaamiajco. Tak nieziemsko. Tak
niepowtarzalnie. Tak bolenie. Tak sodko.
Hrabia zamia si cicho.

113

- Nie musisz si tego wstydzi. Bybym rozczarowany, gdyby byo inaczej.


To samo powiedzia na soiree, kiedy rozpakaam si pod wpywem gry Gideona na skrzypcach.
- W gruncie rzeczy to bardzo proste: kobieta, ktra kocha, bez wahania umaraby za swego ukochanego powiedzia hrabia. - Czy oddaaby ycie za Gideona?
Najlepiej nie.
- Nie zastanawiaam si nad tym - odparam zmieszana. Hrabia westchn.
- Niestety, i to dziki wtpliwej zapobiegliwoci twojej matki, ty i Gideon nie spdzilicie dotd ze sob
zbyt wiele czasu, ale ju jestem zachwycony, jak dobrze si spisa. Mio wprost tryska ci z oczu. Mio... i
zazdro!
- Jak to: si spisa?
- Nie ma nic bardziej przewidywalnego od reakcji zakochanej kobiety. Nikogo nie da si atwiej kontrolowa
ni kobiety, ktr kieruje uczucie do mczyzny - kontynuowa hrabia. - Wyjaniem to Gideonowi ju podczas
naszego pierwszego spotkania. Oczywicie troch mi przykro, e zmarnowa tyle czasu i energii na twoj
kuzynk... jake ona miaa na imi? Charlotta?
Wlepiam w niego wzrok. Z jakiego powodu pomylaam o wizji cioci Maddy i o sercu z rubinu, lecym na
wystpie skalnym na skraju przepaci. Najchtniej zatkaabym sobie uszy, eby tylko nie sucha ju tego
agodnie brzmicego gosu.
- Pod tym wzgldem jest znacznie bardziej wyrafinowany, ni ja byem w jego wieku - cign hrabia. -1
trzeba mu przyzna, e matka natura wyposaya go w liczne zalety. C to za ciao Adonisa! C za pikna
twarz, jaki wdzik, jaki talent! Zapewne nie musi robi niemal nic, a i tak dziewczyny za nim szalej. Lew
ryczy w Fis-dur, grzywa z czystego diamentu, multiplicatio, w soce zaklta...".
Prawda zabolaa jak cios w odek. Wszystko, co Gideon robi, jego dotyk, jego gesty, pocaunki, sowa,
wszystko to suyo wycznie temu, by mn manipulowa. ebym si w nim zakochaa, tak jak przedtem
Charlotta. eby atwiej nas byo kontrolowa. A hrabia mia racj: Gideon wcale nie musia robi nic
szczeglnego. Moje mae gupiutkie dziewczyskie serce samo do niego poleciao i zoyo mu si u stp.
Oczami wyobrani ujrzaam lwa, podchodzcego do rubinu nad przepaci i strcajcego go ze skay jednym
ruchem apy. Spada jak w zwolnionym tempie, uderzy w ziemi na dnie wwozu i rozpad si na tysice
drobniutkich kropli krwi.
- Syszaa ju kiedy, jak gra na skrzypcach? Jeli nie, po- T staram si o to... nic lepiej nie potrafi podbi
kobiecego serca ni muzyka. - Hrabia w rozmarzeniu wznis oczy. - To bya te i sztuczka Casanovy. Muzyka
i poezja.
Mylaam, e umr. Czuam to dokadnie. Tam, gdzie przedtem byo moje serce, teraz rozpocierao si
lodowate zimno. Przenikao do mojego odka, ng, stp, ramion, rk i na koniec dotaro do gowy. Jak w
zwiastunie filmu wydarzenia ostatnich dni przewiny mi si przed oczami, w tle brzmiay dwiki The winner
takes it all: od pierwszego pocaunku w konfesjonale do wyznania mioci wtedy, w piwnicy. Wszystko jedna
wielka manipulacja - prcz kilku drobnych przerw, kiedy zapewne by sob. wietna robota. A te przeklte
skrzypce zaatwiy reszt.
Cho prbowaam pniej to sobie przypomnie, nie pamitaam ju, o czym rozmawiaam z hrabi, bo od
chwili kiedy opanowa mnie ten chd, byo mi wszystko jedno. Na szczcie hrabia wzi na siebie cay ciar
rozmowy. Mikkim, przyjemnym gosem opowiada mi o swoim dziecistwie w Toskanii, o udrkach
nielubnego pochodzenia, o trudnociach z odnalezieniem wasnego ojca i o tym, e ju jako mody chopiec
zajmowa si sekretami chronografu i przepowiedniami. Naprawd usiowaam go sucha, choby dlatego, e
wiedziaam, e bd musiaa powtrzy Leslie kade sowo, ale nic to nie pomagao, myli kryy mi
nieustannie wycznie wok mojej wasnej gupoty. I nie mogam si doczeka, kiedy zostan sama, aby
wreszcie si wypaka.
- Markizie? - Mrukliwy sekretarz zapuka do drzwi i uchyli je lekko. - Przybya delegacja arcybiskupa.
- Och, to dobrze. - Hrabia podnis si z fotela i mrugn do mnie. - Polityka! W tych czasach wci jeszcze
decyduje o niej Koci.
Ja te wstaam i skoniam si.
- Rozmowa z tob bya dla mnie przyjemnoci - rzek hrabia. - I ju teraz ciekaw jestem ogromnie naszego
nastpnego spotkania.
Wymruczaam co w rodzaju, e ja te.
- Prosz, przeka Gideonowi wyrazy szacunku i mj al z powodu tego, e nie moglimy si dzisiaj
zobaczy. - Hrabia uj lask i podszed do drzwi. -1 jeli chcesz usysze moj rad: mdra kobieta potrafi
ukry zazdro. Inaczej my, mczyni, nie czujemy si zbyt pewnie...
Po raz ostatni usyszaam ten cichy, mikki miech, a potem zostaam sama. Opadam z powrotem na fotel i
czekaam z zamknitymi oczami na zy, ale one nie chciay pyn. Moe i lepiej. Po kilku minutach mrukliwy
sekretarz powrci.
- Prosz za mn - odezwa si.
W milczeniu podyam za nim z powrotem na d, gdzie stalimy przez chwil (cay czas mylaam, e
zaraz si przewrc i umr), a sekretarz rzuci zatroskane spojrzenie na zegar cienny.
- Spnia si - powiedzia.

114

W tym momencie otworzyy si drzwi i do korytarza wkroczy Gideon. Moje serce na par sekund
zapomniao, e waciwie ley rozniesione w py na dnie przepaci, i wykonao w piersi kilka szybkich
uderze. Chd w moim ciele ustpi miejsca trosce. Opakany stan odziey Gideona, potargane wosy, spocone
czoo, zaczerwienione policzki i byszczce niemal jak w gorczce zielone oczy mogabym przypisa lady
Lavinii, ale mia jeszcze gbokie cicie w rkawie, a koronkowe wykoczenia na piersi i na mankietach byy
unurzane w krwi.
- Jeste ranny, panie! - zawoa z przestrachem mrukliwy sekretarz, wyjmujc mi te sowa z ust (no dobra,
moe bez tego panie"). - Pol po lekarza!
- Nie - odpar Gideon i wydawa si przy tym tak pewny siebie, e miaabym ochot go spoliczkowa. - To
nie moja krew. W kadym razie nie tylko. Chod, Gwen, musimy si pospieszy. Zatrzymano mnie nieco.
Chwyci mnie za rk i pocign za sob, a sekretarz pobieg za nami a do schodw.
- Ale panie! Co si stao? - duka. - Czy nie powinnimy zawiadomi markiza...?
Ale Gideon odpowiedzia, e nie ma teraz na to czasu i e jak najprdzej odwiedzi ponownie hrabiego, aby
zda mu relacj.
- Std pjdziemy dalej sami - oznajmi, kiedy dotarlimy do podna schodw, gdzie stali dwa stranicy z
obnaonymi szpadami. - Prosz przekaza hrabiemu ode mnie wyrazy uszanowania. Qui nescit dissimulare
nescit regnare.
Stranicy przepucili nas, a sekretarz skoni si na poegnanie. Gideon wyj z uchwytu pochodni i
pocign mnie do przodu.
- Chod, mamy jeszcze najwyej dwie minuty. - W dalszym cigu sprawia wraenie wzburzonego. Dowiedziaa si tymczasem, co znaczy haso?
- Nie - odparam, sama si dziwic, e moje serce, ktre wanie byskawicznie odyo, wzbrania si przed
ponownym upadkiem w przepa. Zachowywa si tak, jakby wszystko byo w porzdku, i nadzieja, e na
koniec moe si okaza, e ma racj, nieomal mnie zabia. - Ale dowiedziaam si czego innego. Czyja to
krew na twoim ubraniu?
- Ten, kto nie potrafi udawa, nie potrafi rzdzi. - Gideon owietli pochodni ostatni zakrt. - Ludwik XI.
- Jake trafne - zauwayam.
- Prawd mwic, nie mam pojcia, jak nazywa si ten facet, ktrego krew splamia mi ciuchy. Madame
Rossini na pewno znowu bdzie na mnie za.
Gideon pchn drzwi do pracowni i wetkn pochodni w uchwyt na cianie. Migoczcy pomie owietli
duy st peen dziwacznych urzdze, szklanych butelek, buteleczek i soikw, wypenionych cieczami i
proszkami w rnych barwach. ciany spowija cie, ale dostrzegam, e niemal na caej powierzchni byy
pomalowane i zapisane, a tu nad pochodni szczerzya zby nakrelona grub kresk trupia czaszka z pentagramami w miejscu oczu.
- Podejd tu - powiedzia Gideon i pocign mnie na drug stron stou. Wreszcie puci moj rk. Ale
tylko po to, by obj mnie w talii i przycign do siebie. - Jak tam twoja rozmowa z hrabi?
- Bya bardzo... pouczajca - odrzekam. Proteza serca w mojej piersi trzepotaa jak may ptaszek i
przeknam kluch tkwic mi w gardle. - Hrabia wyjani mi, e ty... e ty i on prezentujecie to samo
osobliwe podejcie, jakoby zakochan kobiet byo atwiej kontrolowa ni inne. To musiao by dla ciebie
strasznie wkurzajce, e wykonae t ca mozoln wstpn robot z Charlotta, a potem musiae ze mn
jeszcze raz zaczyna wszystko od pocztku.
-Co ty opowiadasz? Gideon wpatrywa si we mnie ze zmarszczonym czoiem.
- wietnie sobie z tym poradzie - mwiam dalej. - Zreszt hrabia te jest tego zdania. Oczywicie, nie
byam jakim szczeglnie trudnym przypadkiem. O Boe, tak mi wstyd, gdy sobie pomyl, jak bardzo ci to
uatwiam. - Nie miaam odwagi na niego spojrze.
- Gwendolyn... - Urwa. - Zaraz si zacznie. Moe powinnimy kontynuowa t rozmow pniej. Na
spokojnie. Nie mam wprawdzie pojcia, do czego zmierzasz...
- Chc tylko wiedzie, czy to prawda. - Oczywicie to bya prawda, ale jak wiadomo, nadzieja umiera
ostatnia. W odku czuam zapowied zbliajcego si przeskoku w czasie. - Czy naprawd planowae
rozkocha mnie w sobie, tak samo jak uczynie to wczeniej z Charlotta?
Gideon puci mnie.
- To idiotyczny moment - powiedzia. - Gwendolyn, zaraz o tym porozmawiamy. Obiecuj ci to.
- Nie! Teraz! - Supe w moim gardle pk i zy zaczy mi pyn po twarzy. - Wystarczy, jeli powiesz tak"
albo nie". Czy ty to wszystko zaplanowae?
Gideon potar czoo.
- Gwen...
- Tak czy nie? - chlipnam.
- Tak - powiedzia Gideon. - Ale prosz, przesta paka.
I po raz drugi moje serce - tym razem w drugiej wersji, proteza serca, ktra odya pod wpywem czystej
nadziei - stoczyo si z krawdzi i roztrzaskao na dnie wwozu na tysice malekich odamkw.
- Okej, to waciwie wszystko, co chciaam wiedzie - wyszeptaam. - Dziki za szczero.

115

- Gwen. Chciabym ci wyjani...


Na moich oczach Gideon rozpyn si w powietrzu. Przez kilka sekund, gdy chd rozpeza si po moim
ciele, wpatrywaam si w migoczcy pomie pochodni i czaszk nad ni, prbujc powstrzyma zy, a
potem wszystko rozmyo mi si przed oczami.
Potrzebowaam paru chwil, by przyzwyczai si do wiata w pokoju z chronografem w moich czasach, ale
usyszaam zdenerwowany gos doktora White'a i dwik rozdzieranej tkaniny.
- To nic takiego - powiedzia Gideon z lekk irytacj. - Tylko mae skaleczenie, niemal wcale nie krwawio.
Nawet plastra nie potrzebuj. Doktorze White, nieche pan odoy te klemy! Nic si nie stao.
- Witaj, dziewczynko ze stogu siana - przywita mnie Xeme-rius. - Nie zgadniesz, czego si dowiedzielimy.
O, nie! Znowu pakaa.
Doktor White zapa mnie oburcz i okrci, ogldajc ze wszystkich stron.
- Jest caa - powiedzia z ulg w gosie. Tak. Pomijajc moje serce.
- Zmywajmy si std - odezwa si Xemerius. - Brat tego gupka i twoja przyjacika Leslie maj ci do
przekazania bardzo ciekaw informacj. Wyobra sobie, e dowiedzieli si, jakie miejsce oznaczaj
wsprzdne z kodu z Zielonego jedca. Nie uwierzysz!
- Gwendolyn? - Gideon spojrza na mnie, jakby si ba, e z jego powodu mogabym si rzuci pod koa
najbliszego autobusu.
- Wszystko w porzdku - odrzekam, nie patrzc mu w oczy.
- Panie George, czy mgby mnie pan zaprowadzi na gr? Musz naprawd jak najszybciej pojecha do
domu.
- Naturalnie. - Pan George kiwn gow. Gideon poruszy si, ale doktor White go przytrzyma.
- A ty stj nieruchomo!
Oderwa rkaw surduta i znajdujcej si pod nim koszuli. Cala rka bya pokryta zasch krwi, a powyej,
ju prawie na ramieniu, widniao niewielkie cicie. May duch Robert patrzy na t mas krwi z przeraeniem.
- Kto to by? Trzeba to zdezynfekowa i zeszy - powiedzia i ponuro doktor White.
- Nie teraz. - Gideon zblad, a po jego irytacji nie zostao nawet ladu. - Moemy to zrobi pniej. Najpierw
musz porozmawia z Gwendolyn.
- To naprawd nie jest konieczne - odparam. - Wiem wszystko, co powinnam wiedzie. A teraz musz
wraca do domu.
- Wanie - wtrci Xemerius.
- Jutro te jest dzie - rzek pan George do Gideona, sigajc po czarn chustk. - A Gwendolyn
wyglda na zmczon. Rano musi i do szkoy.
- Ot to. A dzi w nocy uda si jeszcze na poszukiwanie skarbw - doda Xemerius. - Czy co tam
znajdzie na tych wsprzdnych.
Pan George zawiza mi chustk. Zdyam jeszcze zobaczy oczy Gideona, byszczce nienaturaln zieleni
na jego pobladej twarzy.
- Dobranoc wszystkim - rzuciam, a potem pan George wyprowadzi mnie z pokoju.
Poza maym Robertem nikt mi nie odpowiedzia.
- No dobra, nie bd ci trzyma w niepewnoci - odezwa si Xemerius. - Leslie i Raphael dobrze si bawili
dzi po poudniu; sdzc po twoim wygldzie, lepiej od ciebie. W kadym razie udao im si dokadnie
okreli wsprzdne. A teraz zgaduj do trzech razy, gdzie znajduje si to miejsce.
- Tu w Londynie? - spytaam.
- Bingo!-zawoaXemerius.
- Co takiego? - zapyta pan George.
- Nic - odparam - Przepraszam, panie George. Pan George westchn.
- Mam nadziej, e twoja rozmowa z hrabi de Saint Germain przebiega dobrze?
- O tak - potwierdziam z gorycz. - Bya pod kadym wzgldem wielce interesujca.
- Halo! Ja tu cigle jestem! - zawoa Xemerius i poczuam jego wilgotn aur, kiedy zwiesi mi si z szyi jak
mapka. -I mam naprawd, ale to naprawd ciekawe wieci. A wic: kryjwka, ktrej szukamy, jest tu, w
Londynie. A teraz bdzie jeszcze lepsze: znajduje si mianowicie w Mayfair. A dokadniej: przy Bourdon
Place. A jeszcze dokadniej: Bourdon Place numer 81. No, i co powiesz?
U mnie w domu? Wsprzdne okrelaj miejsce w naszym wasnym domu? C, na Boga, mg tam ukry
mj dziadek? Moe kolejn ksik? Ze wskazwkami, ktre zaprowadziyby nas dalej?
- Jak dotd dziewczyna od psa i ten Francuz wykonali niez robot - powiedzia Xemerius. - Musz
przyzna, e o tych caych wsprzdnych nie miaem pojcia. Ale teraz... teraz
wkraczam do akcji. Bo tylko niepowtarzalny, cudowny i arcy-mdry Xemerius moe wetkn gow w kad
cian i zobaczy, co si za ni albo w niej kryje. Dlatego dzi w nocy my oboje udamy si na poszukiwanie
skarbw.
- Chciaaby o tym porozmawia? - spyta pan George. Potrzsnam gow.
- Nie, to moe poczeka do jutra - powiedziaam i byo to skierowane zarwno do pana George'a, jak i do
Xemeriusa.

116

Dzi w nocy bd tylko lee bezsennie i paka nad moim zamanym sercem. Chciaam si zanurzy we
wspczuciu dla samej siebie i w grnolotnych metaforach. I moe posucham sobie do tego Hallelujah Bon
Jovi. Przecie w takich przypadkach kady potrzebuje wasnej cieki dwikowej.

117

Epilog
Londyn, 29 wrzenia 1782
Wyldowa tyem do ciany, pooy do na rkojeci szpady i rozejrza si. Podwrze gospodarstwa byo
puste, tak jak obieca mu lord Alastair. Midzy cianami rozpito sznury do suszenia bielizny, rozwieszone na
nich biae przecierada poruszay si delikatnie na wietrze.
Paul spojrza w gr ku oknom, w ktrych odbijao si popoudniowe soce. Na jednym z parapetw lea
kot i przyglda mu si kpico, leniwie machajc ap znad krawdzi. Przypomnia mu o Lucy.
Puci rkoje szpady i wygadzi koronkowe wykoczenia mankietw. Te ubrania w stylu rokoko
wyglday, jego zdaniem, wszystkie tak samo: mieszne spodnie do kolan, zabawne surduty z dugim,
niepraktycznym ogonem, do tego wszdzie hafty i koronki - okropiestwo. Chcia woy kostium i peruk,
ktre przygotowano mu na wizyty w 1745 roku, ale Lucy i lady Tilney upary si, by uszy mu zupenie nowy
strj. Uznay, e kady gapiby si na niego, gdyby w 1782 roku biega w ciuchach z roku 1745, i nie chciay
sucha jego argumentw, e ale skd, e przecie spotka si z lordem Alastairem tylko na chwil w jakim
ustronnym miejscu, aby wymieni si papierami. Sign rk midzy surdut a koszul, gdzie w brzowej
kopercie spoczyway zoone kopie.
- Bardzo piknie! Jeste, panie, punktualny.
Odwrci si szybko na dwik chodnego gosu. Lord Alastair wyszed z cienia bramy, jak zawsze ubrany
elegancko, cho strasznie kolorowo, cay obwieszony biuteri, ktra mienia si w socu. Pord
przecierade by jak z innej bajki. Nawet rkoje szpady zdawaa si zrobiona z czystego zota i bya wysadzana kamieniami szlachetnymi, co sprawiao, e bro wygldaa niegronie i niemal miesznie.
Paul rzuci szybkie spojrzenie przez bram, gdzie przy ulicy rozciga si zielony trawnik sigajcy a do
Tamizy. Usysza parskanie koni, przyj wic, e lord Alastair przyby powozem.
- Jeste sam, panie? - spyta lord Alastair. Mwi niesychanie aroganckim tonem i tak, jakby mia chronicznie
zatkany nos. Podszed bliej. - Jaka szkoda! Chtnie spotkabym si z twoj pikn rudowos towarzyszk.
Miaa... hm... niezwyky sposb wyraania opinii.
- Bya jedynie rozczarowana, e nie skorzystae, panie, z przewagi, jak day ci nasze ostatnie informacje. I
nie ufa temu, co zamierzasz z nimi pocz w swoich czasach.
- Wasze informacje nie byy kompletne!
- Byy wystarczajco kompletne. Plany Sojuszu Florenckiego nie zostay naleycie dopracowane. W cigu
czterdziestu lat nie powiodo si pi prb zamachw na hrabiego, a za dwie z nich odpowiadasz, panie,
osobicie. Ostatnim razem, jedenacie lat temu, zdawae si taki pewny siebie!
- Nie martw si! Nastpna prba si powiedzie - rzek lord Alastair. - Moi przodkowie i ja rwnie
popenialimy przez cay czas bd, chcc walczy z hrabi jak z czowiekiem. Prbowalimy go
zdemaskowa, zniesawi i zniszczy jego dobr opini. Usiowalimy nawrci na dobr drog zbkane
dusze, takie jak twoja, nie pojmujc, e wy wszyscy jestecie ju dawno straceni z winy krwi demona.
Zirytowany Paul zmarszczy czoo. Nigdy nic nie rozumia z patetycznych przemw lorda i innych czonkw
Sojuszu Florenckiego.
- Prbowalimy si dobra do niego jak do zwykego czowieka: trucizn, ostrzem szpady czy kul z
pistoletu - cign lord Alastair. - Jakie to aosne! - Wybuchn ochrypym miechem. - Cokolwiek
czynilimy, on zawsze wyprzedza nas o krok. Gdziekolwiek si udalimy, on zawsze ju tam by. Wydawa si
nie do pokonania. Wszdzie ma wpywowych przyjaci i protektorw, ktrzy podobnie jak on znaj si na
czarnej magii. Czonkowie jego loy nale do najpotniejszych ludzi naszej epoki. Miny dziesitki lat, nim
pojem, e demona nie da si pokona ludzkimi metodami. Ale teraz jestem mdrzejszy.
- Mio mi to sysze - rzek Paul, rzucajc szybkie spojrzenie w bok. W bramie pojawio si dwch
mczyzn, ubranych na czarno, ze szpadami u boku. Niech to diabli! Lucy miaa racj. Alastair nie zamierza
dotrzyma sowa. - Masz listy, panie?
- Oczywicie - powiedzia lord Alastair i wycign z surduta gruby plik papierw przewizany czerwonym
sznurkiem. - Tymczasem, i to w duej mierze dziki twej pomocy i twoim informacjom, udao mi si
wprowadzi bliskiego przyjaciela do grona Stranikw. Ju teraz dostarcza mi codziennie najnowszych
informacji. Czy wiedziae, panie, e obecnie hrabia znw przebywa w miecie? Ale oczywicie, e
wiedziae! - Zway pakiet w doni, a potem rzuci go Paulowi. Paul chwyci go zrcznie jedn rk.
- Dzikuj. Na pewno kazae sporzdzi z tego odpisy.
- To nie byo konieczne - burkn lord Alastair. - A ty, panie? Czy przyniose mi to, czego daem?
Paul wsun plik listw do surduta i wyj brzow kopert. - Pi stron wiadectw pochodzenia rodziny de
Villiers, poczynajc od szesnastego wieku, od pierwszego podrnika w czasie, Lancelota de Villiers, koczc
na Gideonie de Villiers, urodzonym w dwudziestym wieku.
- A linia eska? - spyta lord Alastair i teraz zabrzmiao to tak, jakby by odrobin zdenerwowany.
- Wszystko jest w rodku. Od Elaine Burghley a do Gwendolyn Shepherd.

118

Wymawiajc to nazwisko, Paul poczu ukucie. Spojrza na tamtych dwch mczyzn. Zatrzymali si w
bramie, z domi na szpadach, jakby na co czekali. Zgrzytajc zbami, musia przyzna, e ju si domyla na
co.
- Bardzo dobrze. Wic daj mi to. Paul jednak si ociga.
- Nie dotrzymae naszej umowy, panie - rzek, chcc zyska na czasie. Wskaza na obu mczyzn. - Miae
przyj sam.
Lord Alastair obojtnym wzrokiem pody za jego spojrzeniem.
- Dentelmen o mojej pozycji spoecznej nigdy nie jest sam. Moi sucy towarzysz mi wszdzie. Postpi jeszcze krok do przodu. - A teraz daj mi te papiery. O wszystko inne zadbam sam.
- A gdybym si rozmyli?
- Mnie osobicie jest waciwie wszystko jedno, czy te papiery dostan z twoich ywych, czy martwych rk
- odrzek lord, a jego do spocza na zdobnej rkojeci szpady. - Mwic innymi sowy: to, czy zabij ci,
zanim mi je przekaesz, czy te pniej, nie gra adnej roli.
Paul sign do swojej szpady.
- Zoye przysig, panie.
- Phi - zawoa lord Alastair i doby szpady. - Szatana nie da si pokona moralnym postpowaniem. Dawaj
papiery!
Paul cofn si dwa kroki i take wycign bro.
- Czy nie powiedziae, e zwyk broni nie mona nam da rady? - rzuci kpico.
- To si zaraz okae - warkn lord. - En gard, demonie!
Paul chcia przecign rozmow, ale lord Alastair najwyraniej tylko czeka na okazj. Jednym susem
dopad Paula, rozwcieczony i zdecydowany go zabi. W poczeniu z jego doskona umiejtnoci fechtunku
nie bya to korzystna dla Paula kombinacja.
Uwiadomi to sobie, kiedy niecae dwie minuty pniej sta ju plecami do ciany. Odparowywa ciosy
najlepiej, jak potrafi, nurkowa pod przecieradami i ze swej strony prbowa osaczy lorda. Na prno.
Kot, prychajc, zeskoczy z parapetu okna i uciek przez bram. Za oknami panowaa cisza. Niech to diabli!
Dlaczego nic posucha Lucy? Tak go prosia, by ustawi krtszy czas przeskoku. Wtedy moe byby w stanie
jako wytrzyma do momentu, kiedy rozpynby si na oczach lorda.
Bro Alastaira bysna w socu. Jego kolejny cios by tak mocny, e szpada niemal wypada Paulowi z rki.
- Poczekaj - zawoa, dyszc bardziej, ni to byo konieczne. - Wygrae! Dam ci te papiery.
Lord Alastair opuci szpad.
- Bardzo rozsdnie.
Udajc, e ciko oddycha, Paul opar si o mur i rzuci lordowi brzow kopert. W tej samej chwili skoczy
na niego, ale lord Alastair najwyraniej by na to przygotowany. Upuci kopert na ziemi i z atwoci odpar
atak Paula.
- Przejrz kady podstp demona! - Zamia si zowieszczo. - Ale teraz chciabym zobaczy, jakiego koloru
jest twoja krew.
Zrobi przemylny wypad i Paul poczu, jak klinga lorda Alastaira przecina rkaw jego surduta i skr pod
nim. Ciepa krew spyna mu po rce. Nie bolao za bardzo, przypuszcza wic, e skoczyo si na
niewielkim zadraniciu, ale bezczelny umiech przeciwnika i fakt, e lord Alastair prawie w ogle si nie
zadysza, podczas gdy on sam z trudem apa powietrze, nastrajay go niezbyt optymistycznie.
- Na co czekacie? - zawoa przez rami lord Alastair do obu swoich lokajw. - Nie moemy ju da mu
wicej czasu! Czy moe chcecie, eby na naszych oczach rozpyn si w powietrzu, jak wasi ostatni
przeciwnicy?
Ubrani na czarno mczyni zareagowali niezwocznie. Gdy podeszli do niego, Paul wiedzia, e jest
zgubiony. Przynajmniej Lucy jest bezpieczna, przemkno mu przez gow. Gdyby przybya razem z nim, teraz
te by zgina.
- Powiedz swe ostatnie sowo - rzek lord Alastair.
Paul zastanawia si przez chwil, czy nie opuci szpady, nie opa na kolana i nie zacz baga. Moe
pobony lord poczeka nieco z zamordowaniem go. Ale moe byby ju martwy, nim zdyyby opa na
kolana.
W tym momencie zarejestrowa jaki ruch za przecieradami i jeden z ludzi lorda Alastaira pad bezgonie
na ziemi, nie zdywszy si nawet odwrci. Po sekundzie przeraenia drugi rzuci si z wycignit szpad
na nowego przeciwnika, modego mczyzn w zielonym surducie, ktry wyszed teraz zza przecierada i
swobodnie odpiera atak szpad.
- Gideon de Villiers - wyrwao si Paulowi i z now odwag zacz si broni przed ciosami lorda Alastaira.
- Nigdy nie mylaem, e tak mnie kiedy ucieszy twj widok, mj may.
- Waciwie byem tylko ciekaw - powiedzia Gideon. - Zobaczyem powz z herbem lorda Alastaira stojcy
na ulicy i chciaem sprawdzi, co te robi na tym opuszczonym dziedzicu.
- Milordzie, to jest ten demon, ktry zabi Jenkinsa w Hyde Parku - zawoa czowiek lorda.
- Rb, za co ci pac - prychn na niego lord Alastair, a jego siy zdaway si wzrosn w dwjnasb.

119

Paul poczu, e zosta trafiony po raz drugi, w to samo rami, troch wyej. Tym razem cae jego ciao
przeszy bl.
- Milordzie... - Sucy najwyraniej znalaz si w tarapatach.
- Bierz tego - wrzasn ze zoci lord Alastair. - A ja si zajm tamtym.
Paul odetchn z ulg, gdy lord oderwa si od niego. Obrzuci szybkim spojrzeniem swoje rami - krwawi,
lecz by jeszcze w stanie utrzyma szpad.
- Ale my si znamy! - Lord Alastair sta teraz naprzeciw Gideona, klinga jego szpady poyskiwaa ciemno,
splamiona krwi Paula.
- To prawda - potwierdzi! Gideon i Paul odnotowa z podziwem, ale i pewn niechci, jego opanowanie.
Czy ten may w ogle si nie boi? - Przed jedenastu laty, tu przed twoj nieudan prb zabicia hrabiego de
Saint Germain spotkalimy si na lekcji fechtunku u Galliana.
- Markiz Welldone - rzuci lekcewaco lord. - Pamitam. Przekazae mi wiadomo od samego diaba.
- Przekazaem ci ostrzeenie, ktrego niestety nie wzie sobie do serca. - Zielone oczy lniy gronie.
- Pomiot demona! Wiedziaem od razu, gdy tylko ci zobaczyem. Twoje parady byy wprawdzie cakiem
przyzwoite, ale czy pamitasz, kto wygra nasz ma treningow walk?
- Doskonale pamitam - odrzek Gideon i strzsn koronkowe mankiety na przegubach rk, jakby mu
ciyy. - Tak jakby to byo tydzie temu. Bo byo, z mojej perspektywy. En gard.
Metal dwicza o metal, ale Paul nie mg zobaczy, kto zyskuje przewag, bo sucy lorda zdy si ju
pozbiera i napar na Paula z wycignit szpad.
Nie walczy tak elegancko jak jego pan, lecz energicznie, i Paul czu, jak szybko - mimo krtkiej przerwy traci siy w zranionej rce.
Kiedy wreszcie przeskoczy z powrotem? To nie moe ju dugo potrwa. Zacisn zby i zrobi kolejny
wypad. Przez kilka minut nikt nic nie mwi, sycha byo tylko szczk broni i cikie oddechy, a potem Paul
ktem oka zobaczy, jak kosztowna szpada lorda Alastaira leci w powietrzu i z guchym odgosem spada na
bruk.
Dziki Bogu!
Sucy odskoczy kilka krokw do tylu.
- Milordzie?
- To by pody trik, demonie - warkn lord z wciekoci. -Wbrew wszelkim reguom. Miaem trafienie.
- Nie umiesz przegrywa, jak mi si zdaje - odpar Gideon, ktry zosta zraniony w rami.
Oczy lorda Alastaira pony gniewem.
- Zabij mnie, jeli masz odwag!
- Nie dzi - odrzek Gideon i zatkn z powrotem szpad za pas.
Paul dostrzeg ruch gowy lorda i zobaczy, jak sucy napina minie. Byskawicznie rzuci si midzy nich
i odparowa cios, zanim ostrze szpady sucego zdoao si wbi midzy ebra Gideona. W tej samej
sekundzie Gideon ponownie doby szpady i zatopi j w piersi sucego. Krew buchna z rany i Paul a
musia si odwrci.
Lord Alastair wykorzysta ten czas, by podnie sw szpad i nadzia na ni lec na ziemi brzow
kopert. A potem byskawicznie wybieg przez bram.
- Tchrz! - z wciekoci zawoa za nim Paul, po czym spojrza na Gideona. - Jeste ranny, may?
- Nie, to tylko dranicie - odpar Gideon. - Ale ty le wygldasz. Twoja rka! Tyle krwi... - Zacisn usta i
podnis swoj szpad. - Co to byy za papiery, ktre dae lordowi Ala-stairowi?
- Drzewa genealogiczne - powiedzia przybity Paul. - Listy przodkw mskiej i eskiej linii podrnikw w
czasie.
Gideon skin gow.
- Wiedziaem, e to wy oboje jestecie zdrajcami. Ale nie sdziem, e bdziecie a tak gupi! Bdzie
prbowa zgadzi wszystkich potomkw hrabiego. A teraz zna take imiona linii eskiej. Jeli zaleaoby to
od niego, nigdy bymy si nie narodzili.
- Powiniene byl go zabi, gdy miae po temu okazj rzek z gorycz Paul. - Oszuka nas. Posuchaj, nie
mam ju zbyt wiele czasu, w kadej chwili mog przeskoczy z powrotem. Ale f wane jest, by mnie
wysucha.
- Nie mam na to ochoty! - Zielone oczy patrzyy gniewnie. - Gdybym wiedzia, e ci tu dzisiaj spotkam,
wzibym ze sob probwk.
- Sprzymierzenie si z sojuszem byo naszym bdem - rzek pospiesznie Paul. - Lucy od samego
pocztku si temu sprzeciwiaa. Ale ja mylaem, e jeli pomoemy im w unieszkodliwieniu hrabiego...
- Zapa si za brzuch. Jego palce natrafiy przy tym na plik listw, ktry wetkn do surduta. - Niech to
diabli! Masz, may! We to.
Gideon z wahaniem wzi pakiet.
- Przesta mwi do mnie may". Jestem o p gowy wyszy od ciebie.

120

- Chodzi o cz przepowiedni, ktre hrabia do tej pory ukrywa przed Stranikami. Wane jest, by je
przeczyta, nim wpadniesz na pomys, eby pobiec do twojego ukochanego hrabiego i nas wyda.
Cholera, Lucy mnie zabije, kiedy si dowie.
- A kto zagwarantuje, e to nie s faszywki?
- Przeczytaj je po prostu! Dowiesz si wtedy, dlaczego ukradlimy chronograf. I dlaczego chcemy
przeszkodzi hrabiemu w zamkniciu krgu. - Zaczerpn powietrza. - Gideon, musisz uwaa na
Gwendolyn - rzuci pospiesznie. - I musisz j chroni przed hrabi.
- Obroni Gwendolyn przed kadym. - W oczach Gideona pojawi si chepliwy bysk. - Ale nie mam
pojcia, co tobie do tego.
- Bardzo wiele, mj chopcze!
Paul musia si mocno opanowa, by nie przej do rkoczynw. Boe, gdyby ten may mia cho blade
pojcie! Gideon skrzyowa rce.
- Przez wasz zdrad ludzie Alastaira niedawno omal nas nie zabili w Hyde Parku, Gwendolyn i mnie! Wic
chyba nie chcesz mi wmwi, e chodzi ci o jej dobro.
- Nie masz pojcia... - Paul przerwa. Po prostu nie mia ju czasu. - Niewane. Posuchaj. - Myla o tym,
co powiedziaa Lucy, i stara si mwi z ca stanowczoci. - Proste pytanie, prosta odpowied. Kochasz
Gwendolyn?
Gideon ani na chwil nie spuszcza z niego oczu. Ale co drgno w jego spojrzeniu, Paul dobrze to widzia.
Czy bya to moe niepewno? No wietnie, szpad ten chopak umia si posugiwa. Ale w sprawach uczu
by raczej zielony.
- Gideonie! Musz zna odpowied! - Jego gos brzmia ostro.
Wyraz twarzy chopca straci nieco na twardoci.
- Tak - odrzek po prostu.
Paul czu, jak caa jego wcieko si ulatnia. Lucy wiedziaa. Jak mg w ni kiedykolwiek zwtpi!
- A wic przeczytaj te papiery! Tylko wtedy bdziesz mg poj, jak rol naprawd odgrywa Gwendolyn i
jak wielkie jest to dla niej ryzyko.
Gideon wlepi w niego wzrok.
- Co masz na myli?
Paul pochyli si.
- Gwendolyn umrze, jeli temu nie przeszkodzisz. Jeste jedynym, ktry moe to uczyni. I jedynym,
ktremu ufa, jak si zdaje.
cisn! Gideona mocniej za rami, kiedy poczu!, e opanowuj go mdoci. Ile by da! za jedn lub dwie
dodatkowe minuty!
- Obiecaj mi to, Gideonie!
Ale odpowiedzi Gideona nie zdoa ju usysze. wiat wok niego rozmy si, zawirowa - i ponioso go
przez czas i przestrze.
Jeli kto chce si dowiedzie, co znajduje si w tajemnej skrytce w domu rodziny Montrose przy Bourdon
Place 81, moe rozszyfrowa nastpujcy kod liczbowy:
151 13 3 1 62 13 5 1 23 29 1 2 313 6 8 1 117 25 5 3 113 7 8 4 326 3 1 3 123 12 4 3 329 3 2 4 359 15 4
4

Bkit szafiru to druga cz trylogii.


Trzeci tom Ziele szmaragdu ukae si wiosn 2012 roku.

121

Podzikowania
Gdy si zmieniasz, zmienia si wszystko wok ciebie. To jest magia.
W czasie gdy powstawaa ta ksika, zdarzya si caa masa cudownych rzeczy i spotkaam tak wielu
wspaniaych ludzi, e nie potrafi ich tu wszystkich wymieni.
Tylko tyle: jestem nieskoczenie wdziczna za te wszystkie magiczne wydarzenia, ktre doprowadziy do
zawarcia tych znajomoci. I nie, nie wierz w przypadek.
Dzikuj czytelniczkom, ktre zaday sobie trud i napisay do mnie e-mail czy list lub poznay mnie na
spotkaniu autorskim -wasze pochway niewiarygodnie mnie zmotywoway.
Talyn aka Dorit, dzikuj ci za sokole oko w trakcie korekty. Bardzo wiele inspiracji i pomysw
zaczerpnam z twrczych odczytw u Czytajcych Sw - dzikuj, kochani, e tak wiele o tym mylelicie.
Kamelin, znalaza waciwie imi dla modszego brata Gideona.
Nawiasem mwic, nazwisko Purpleplum te skradam Czytajcym Sowom (sama chciaabym si tak
nazywa!).
Bardzo serdecznie pozdrawiam dziewczta z forum Czerwie Rubinu, Laur, Nathii, jelu, jojo, JOlly, mia,
sunrise, AyAy, coco, AnA, leo<3 i inne - jestecie fantastyczne!
Daniele Kern, kiom opiekuje si stron internetow i forum take!
Tego, c to wanie moja ulubiona ilustratorka, Eva Schffmann-Davidoff, projektuje okadki tej serii, wci
jeszcze nie mog poj. Jest dla mnie jasne, e wiele osb kupi t ksik wycznie ze wzgldu na okadk ale w tym przypadku to jest okej. Potrafi to zrozumie i zrobiabym dokadnie tak samo.
Serdeczne podzikowania take dla Thomasa Frotza, ktry nada Xemeriusowi z moich wizji jego prawdziw
posta, trjwymiarow i absolutnie zachwycajc.
Mam nadziej, e wkrtce pojawi si wiele Xemeriusw, ktre bdzie sobie mona postawi na biurku wci jeszcze pracuj nad zaklciem, ktre pozwolioby je oywi.
Dzikuj wszystkim, ktrzy przez ten rok mieli dla mnie tyle cierpliwoci - to takie szczcie, e was mam.
Ze wzgldu na brak czasu (c, ostatni rozdzia nie jest jeszcze gotowy) z imienia chciaabym podzikowa
jeszcze tylko czterem szczeglnym osobom: mojej cudownej agentce Petrze Hermanns, mojej wspaniaej
redaktorce Christiane Diiring, mojej drogiej przyjacice Evie i mojej niezmordowanej maej Mamie.
Dzikuj za wszystko, Mamo, take za to, e czytasz te ksiki z zachwytem czternastolatki. Evo, bez
twojego moralnego wsparcia w niektre dni nie napisaabym ani jednego sowa. Pe-tro, naprawd zesay mi
ci niebiosa! Christiane - nie wiem, jak to robisz, ale na koniec wydaje mi si, e to wszystko byy moje
pomysy. A przy tym twoje s najlepsze! Dzikuj wam obu za cudowne dni w Londynie.

122

Spis najwaniejszych osb


Teraniejszo
Rodzina Montrose
Gwendolyn Shepherd, chodzi do dziesitej klasy i pewnego dnia stwierdza, e potrafi przenosi si w czasie
Grace Sheperd, matka Gwendolyn
Nick i Caroline Shepherd, modsze rodzestwo Gwendolyn
Charlotte Montrose, kuzynka Gwendolyn
Glenda Montrose, matka Charlotty, starsza siostra Grace
Lady Arista Montrose, babka Gwendolyn i Charlotty, matka Grace i Glendy
Madeleine (Maddy) Montrose, cioteczna babka Gwendolyn, siostra zmarego lorda Montrose
Pan Bernhard, zatrudniony w domu rodziny Montrose
Xemerius, duch demona w postaci kamiennego gargulca
Liceum Saint Lennox
Leslie Hay, najlepsza przyjacika Gwendolyn
James August Peregrin Pimplebottom, szkolny duch
Cynthia Dale i Gordon Gelderman, koleanka i kolega z klasy
Pan Whitman, nauczyciel angielskiego i historii, czonek Krgu Wewntrznego Stranikw
Raphael Bertelin, nowy ucze w Saint Lennox, modszy brat Gideona
Kwatera gwna Stranikw w Tempie
Gideon de Yilliers, podobnie jak Gwendolyn potrafi przenosi si w czasie
Falk de Villiers, jego daleki wuj, Wielki Mistrz loy hrabiego de Saint Germain, tak zwanych Stranikw
Thomas George, czonek loy w Krgu Wewntrznym
Pan Whitman, jak wyej
Doktor Jack White, lekarz i czonek loy w Krgu Wewntrznym
PaniJenkins, sekretarka Stranikw
Madame Rossini, krawcowa Stranikw
Pan Marley, adept II stopnia
Giordano, adept III stopnia, odpowiedzialny za nauk Gwendolyn w zakresie XVIII wieku.
Przeszo
Hrabia de Saint Germain, podrnik w czasie i zaoyciel Stranikw
Miro Rakoczy, jego duchowy brat i przyjaciel, znany take jako Czarny Lampart
Lord Brompton, znajomy i protektor hrabiego
Lady Brompton, jego radosna maonka
Margret Tilney, podrniczka w czasie, praprababka Gwendolyn,
babka lady Aristy Paul de Villiers, podrnik w czasie, modszy brat Falka de Yilliers
Lucy Montrose, podrniczka w czasie, bratanica Grace, crka starszego brata Grace i
Glendy, Harry'ego
Lucas Montrose, pniejszy lord Lucas Montrose, dziadek Lucy, ojciec Grace, Wielki
Mistrz loy a do swojej mierci
Pan Merchant, lady Lavinia Rutland, gocie na soiree u lady Brompton
Lord Alastair, angielski szlachcic woskiego pochodzenia, gowa Sojuszu Florenckiego w
XVIII wieku

123

Related Interests