You are on page 1of 210

A TY SKĄD WIESZ, ŻE JESTEŚ PRAWDZIWY?
W WIRTUALNYM ŚWIECIE SAGI SZALEJE NA DESKOLOTCE
PIĘTNASTOLETNIAIA SKATERKA ZJAWA, NALEŻĄCA DO
ANARCHISTYCZNEGO GANGU PUNKÓW. CHOĆ NIE MA
KOMPLETNIE ŻADNYCH WSPOMNIEŃ Z PRZESZŁOŚCI,
NARASTA W NIEJ PRZEKONANIE O NIEZWYKŁYCH
ZDOLNOŚCIACH, KTÓRE W NIEJ DRZEMIĄ KIM JEST NAPRAWDĘ?
JAKIM CUDEM WPLĄTAŁA SIĘ W WALKĘ Z CZARNĄ KRÓLOWĄ,
OKRUTNĄ WŁADCZYNIĄ SAGI?, I CO U JEJ BOKU ROBI
CLNDELLA, AWATAR ERIKA Z PLANETY NOWA ZIEMIA?
TRUDNO PRZEWIDZIEĆ, CO SIĘ STANIE, GDY W POSZUKIWANIU
UTRACONEJ TOŻSAMOŚCI ZJAWA SIĘGNIE ZBYT GŁĘBOKO LUB
ODWAŻY SIĘ WYJŚĆ POZA GRANICE ZNANEGO SOBIE ŚWIATA.
CZY BĘDZIE TO DROGA DO WOLNOŚCI, CZY RACZEJ DO SZALEŃSTWA I
SAMOUNICESTWIENIA?
TEMPO I FABUŁA NIEMAL PERFEKCYJNE. SEQUEL, KTÓRY SPODOBA
SIĘ ZARÓWNO FANOM PIERWSZEJ CZĘŚCI, JAK I ZUPEŁNIE NOWYM
CZYTELNIKOM. UZALEŻNIAJĄCO WCIĄGAJĄCY, NAMACALNIE
AUTENTYCZNY (OPISY SKATE’OWSKICH AKROBACJI SĄ WRĘCZ FIZYCZNIE
ODCZUWALNE! ). W SAM RAZ DLA ENTUZJASTÓW SZEROKO POJĘTEJ SF.

CONOR KOSTICK

SAGA
II CZĘŚĆ TRYLOGII

Kroniki Awatarów

Przekład: Dariusz Kopociński

Wydawnictwo TELBIT

Original title: Saga Copyright © Conor Kostick 2006
First published by The O'Brien Press Ltd., Dublin, Ireland, 2006 Published in agreement with
The O'Brien Press Ltd.
Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Telbit 2012.
Wydawca składa podziękowania za finansowe wsparcie udzielone przez Ireland Literature
Exchange (fundusz translatorski) w Irlandii, w Dublinie. info@irelandliterature.com
www.irelandliterature.com
UWAGA. Zarówno całość, jak też żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana
w jakiejkolwiek formie ani rozpowszechniana w jakikolwiek sposób bez pisemnej zgody
Wydawcy
wydawnictwo TELBIT
ul. Jaworzyńska 7/7 00-634 Warszawa tel.: (22) 331-03-05 e-mail: telbit@telbit.pl www.
telbit.pl.edu.info.pl
Przekład:
Dariusz Kopociński
Redakcja:
Arleta Niciewicz-Tarach
Druk i oprawa:
Zakład Graficzny COLONEL, Kraków
ISBN: 978-83-62252-77-0

Wersja elektroniczna:

R.Dla I.S. wiele więcej . Za tytuł i wiele.

Zaledwie dziesięć milionów kilometrów dalej nieznośnym blaskiem płonęła gwiazda. Przewidując. *** Po tygodniu wiedziała już. Nastąpił nagły rozbłysk pozornie chaotycznych informacji. Informacyjny szum. potem ukazał się ekran logowania. że jest monitorowana (instynktownie wyczuwała deprymującą obecność Czarnej Królowej). lecz na szczęście stabilny. Chociaż sonda miała świadomość. ale nie niepokojąca. jaki spotyka ją zaszczyt: była ostatnim ogniwem łańcucha. które gwałtownie wiły się w plazmie i wystrzeliwały nad powierzchnię. Czuła się roztrzęsiona. Teraz długi proces aktualizacji danych. dając światło i ciepło okolicznym światom. pragnącej zlokalizować i zająć tę założoną na rubieżach kolonię. która budzi się w jasnych promieniach poranka i sięga po okulary przeciwsłoneczne. W tym momencie ogarnęła ją radość. Wyglądało na to. że przekaz potrwa dłużej niż dzień. pięć miesięcy. że nic jej nie zagraża. Wprost przeciwnie. Sonda podłączyła się do niej. pogrążona głęboko w otchłaniach wód arktycznych. Wiele się wydarzyło. zaskakującą ciekawostką tej planety — nazwanej Nową Ziemią przez mało oryginalnych ludzkich kolonistów — był fakt. Dywersyjna sonda komunikacyjna. Kiedy filtry znalazły się na swoim miejscu. tytaniczne wysiłki Czarnej Królowej. że czeka ją łatwe zadanie. że jej zaawansowany system przetwarzania danych został praktycznie wyłączony. . Prawdę mówiąc. o krok od zagłady. jakby posiadać komputer i używać go jedynie do karcianych gierek. Właśnie znajdowały swoje zwieńczenie długie dziesięciolecia poszukiwań. siedemnaście godzin i czterdzieści cztery sekundy. wiązka fal tysiąc razy ogniskowana i wzmacniana między Ziemią a tą odległą gwiazdą. postanowiła wykorzystać ten czas na rekonesans. ozdobionej smugami w jaśniejszych i ciemniejszych odcieniach turkusu — strumieniami jąder atomów helu. nie potrafiła pohamować wesołości. Może nawet za łatwe. gdy podróżowała. Była to przyjemna gwiazda.Wstęp Kontakt Ustał wszelki ruch. Pierwsza rzecz — bezpieczeństwo. To tak. mając świadomość. był słaby. z wolna budziła się ze snu. co było jej pierwszym działaniem po przerwie trwającej sto czternaście lat. Poszukała kanału komunikacji przestrzennej. gwiazda przeobraziła się w kulę łagodnej zieleni. Sondę ogarnęła bolesna tęsknota za Układem Słonecznym. Przypuszczała. by to ona decydowała o sukcesie lub fiasku zespołowych działań podjętych na tak wielką skalę. Hasło przyjęte. Po otrzymaniu potwierdzenia z ziemskiej bazy 7C13 sonda przygotowała się do infiltracji i zniszczenia centralnego systemu komputerowego Nowej Ziemi. bardzo podobna do Słońca. Ale miała zadanie do wykonania. trzy dni. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło. kiedy protokół komunikacyjny dostosowywał się do tętniącego strumienia. Odnalazła go. Tajne hasło przyjęte. Sprawa dziwna. że dokładnie tak samo czuje się istota ludzka. jakby znajdowała się w polu oddziaływania czarnej dziury. Sonda osłoniła czujniki filtrami.

Po dwudziestu siedmiu sekundach oddawania się tym niezwykłym emocjom ponownie spoważniała. Pewien mikroskopijny pakiet danych tak silnie związał się z systemem planety. Nazwa pakietu też wydawała się absurdalna. zmiany dotykały sterowników wszystkich urządzeń. Przystąpiła do działania. zamiast zwykłych symboli porządkowych były tylko dwa słowa. dosłownie drobiazg. . Cindella Smokobójca. Programy inwazyjne obsadziły wszystkie główne punkty dostępowe. Ale mimo wszystko była zadowolona. dopasować go do systemu ziemskiego. nową strukturę. gdyby zechciały fizycznie zniszczyć sprzęt na planecie. Nic już nie mogło zatrzymać procesu asymilacji — nic z wyjątkiem istot ludzkich. nieco rozczarowana monotonią wydarzeń. Sonda była zadowolona. przejąłby się trochę tą niepotrzebną resztką starego systemu. Usuwały każdy indywidualny element dawnego systemu. ślad po dawniejszym etapie ewolucji. Kolejne warstwy skryptów były pisane od nowa. Ale ludzie prawdopodobnie nie mieli pojęcia. jak w imieniu i nazwisku człowieka. że nie dało się go zniszczyć bez naruszania stabilności całego systemu. Dane w nim zawarte były bardzo skromne. że wewnątrz systemu komunikacyjnego odbywa się właśnie rewolucja. która przetrwała niczym wyrostek robaczkowy w organizmie istoty ludzkiej. w zasadzie niewarte zachodu. Sonda niezmącenie kontynuowała swoje dzieło. a do takich zaliczała się sonda. Tylko perfekcjonista. Komputerowa rzeczywistość Epica została wykasowana i zastąpiona Sagą. dzięki czemu olbrzymie pliki mogły przedostać się bez przeszkód do systemu Nowej Ziemi: nadać mu nowy kształt. Z pewnością nie krył się w nich żaden program obronny ani nawet wirus. Był tylko jeden powód do irytacji.

była mną — rozpoznałam tę twarz. Zupełnie nie wiedziałam. Posiadał żółtą kartę — pierwsza klasa. zbierają się czarne krople wody. wyciągacie ręce na boki i wiatr targa wam włosy. — Coś panu wypadło!” Złodziejka obdarzona sumieniem.. któremu by przysługiwała. przypomnieć sobie krewnych. kim są moi rodzice. W tym momencie dowiedziałam się o sobie przynajmniej jednej rzeczy: byłam złodziejką. Puchną i niechętnie. Praktycznie bez udziału mojej woli ręce wślizgnęły się pod płaszcz troskliwego mężczyzny. — Macham ręką. Bardzo ciężko kontrolować kierunek jazdy. dziewczynko?” „Nie. Na szczęście jeśli macie wprawę. A ciężko dlatego. jedna po drugiej. że leżę na mokrym chodniku. siła ciągu pcha z tyłu. Właśnie prułam na nosie deskolotki. ale najgorsze było to. Po niedawnym deszczu na kamiennym gzymsie. że to ktoś zupełnie mi obcy. Gdyby zostawić ją samej sobie. „Nic ci nie jest. że najdrobniejsza zmiana położenia ciała powoduje gwałtowny skręt. nic”. więc ciężar ciała prawie zawsze musi być przesunięty na tylną stopę. kim jestem. — Waha się. cokolwiek. jego szare oczy odsuwają się ode mnie.1 Zjawa w Mieście Moje pierwsze wspomnienie jest bardzo wyraźne: człowiek w garniturze i starym płaszczu przeciwdeszczowym pochyla się nade mną. Deskolotki działają podobnie jak dwa magnesy o tej samej biegunowości — chodzi o odpychanie się. Na darmo się zastanawiałam. wysoko nad nami. odpycha ją materia. — Trochę się wstydziłam. będzie pod wrażeniem. „Nie ma sprawy.. „No dobrze. zwędziły portfel i sprawdziły zawartość. Wydaje mi się. — W takim razie ja idę”. I tyle. — Dzięki za troskę”. „Proszę pana! — zawołałam za nim. Czarnoskóra dziewczyna. będzie się unosić pół metra nad ziemią i lekko kołysać. *** Minęło chyba sześć lat. kiedy stopy są koło siebie. Próbowałam wygrzebać z pustej głowy jakąś wskazówkę — odgadnąć swoje nazwisko. a ja nie zbliżyłam się ani o krok do rozwiązania zagadki. A ja miałam wprawę. choć nie wyglądał na takiego. ale kto się zna na deskolotkach. Bałam się. Powiem prawdę: byłam najlepsza. możecie kierować za pomocą ruchów rąk. czemu nie mogę przypomnieć sobie nic z dzieciństwa ani nawet tego. że nie miałam zielonego pojęcia. wiecie. spadają na tle ciemnego nieba. na surowym obliczu wyraz troski. Kiedy deskolotka jest włączona. co o tym wszystkim myśleć. której postać odbijała się w przyciemnionej szybie najbliższego autolotu. palce wystają za deskę. A jednak przez chwilę miałam straszne wrażenie. co może nie wygląda na jakiś fenomenalny numer kaskaderski. Wystarczy dołożyć silnik i stanie . że miałam wtedy dziewięć lat. Deskolotkę. że zdarzył się wypadek i straciłam pamięć.

co robi. więc wyciągnął rękę najdalej jak można i palnął mnie drewnianą pałką. że przeciętny człowiek na spotkanie z ziemią leci sekundę. Widział. że jak ktoś spadnie z deski głową w dół z wysokości pięciu metrów. Musiałam postawić prawą stopę na końcówce deski. przestałam się wyżywać . lawirować jak nietoperz wte i wewte nad głowami gapiących się przechodniów. W każdej instrukcji obsługi deskolotki piszą na samym początku.. Nagle zaskrzypiało otwierające się okno i ze środka wychylił głowę osłonięty hełmem strażnik. Ze złośliwym uśmiechem próbowałam wykorzystać pęd deski odskakującej od parapetu. że macie nosić kask. wyciskać ile wlezie z każdego odrzutu. ale jeśli fikniecie ciut wyżej. poruszających się lub zaparkowanych. jeśli człowiek wie. może wam się poszczęścić — co najwyżej skończycie ze złamaną nogą. a potem się opada.się najlepszym środkiem lokomocji w Mieście. piszą po raz trzeci. Z drugiej strony. Wszędzie pełno poręczy. jakbym robiła w powietrzu akrobatyczną gwiazdę. żeby obrócić ją nad głową. Z wrzaskiem rozpaczy i zdenerwowania wystrzeliłam na desce w górę. murków. kiedy napęd równoważył siłę. moi przyjaciele patrzyli i podziwiali. ale byłam tak wkurzona. żeby odpuścić sobie ten manewr. Latanie na desce to najfajniejsza zabawa na świecie. jak fruwać na desce. Odepchnęłam się od stojącego auta. Ratując silnik przed przegrzaniem. Deska znów znalazła się pode mną — kilka cali nad ziemią! Rwący ból szarpnął lewą nogą. też ma przechlapane? Ano dlatego. na parkingu. Ja z tych wskazówek raczej nie korzystam. Starczyło mi impetu. Potem piszą to jeszcze raz. choć została mi w pamięci jedna ciekawostka.. żeby drasnąć po drodze buźkę strażnika. Spadałam. — Spadaj. Upadek na beton z dziesięciu metrów oznacza pewną śmierć — to chyba jasne. lecz w powietrzu można utrzymać się przez określony czas. mała! — Zjawa. rozpaczliwie wierzgnęłam lewą nogą. dzięki czemu stopa zaczepiła o środkowe zapięcie deski. i pogazowałam w stronę fabryki. że nie zwracając uwagi na ból. Prawdopodobnie skręciłam kostkę. ścian i samochodów. więc można ostro pląsać w ciemnych zaułkach Miasta. co pomogło mi cofnąć się od krawędzi deski. który odepchnie deskę i pozwoli jej wzbić się wyżej. Ale czy macie pojęcie. Deska wykrzywiła mi się pod nogami i odleciała ode mnie. więc nie bardzo ma czas wykręcić głowę. Dopiero wtedy tłumaczą. jakby wpięto mi w łydkę dwa gigantyczne zaciski krokodylkowe i włączono zasilanie. Podbuzowana adrenaliną. Wtedy trzeba namierzyć jakiś konkretny przedmiot. Owiał mnie rdzawy pył i swąd ozonu. Śmieszna sprawa. Gdzieś w dole. mając jakieś pięć metrów do asfaltu. skierowałam się na budynek fabryki i stalową krawędzią deski przejechałam po cegłach. Na wypadek gdybyście mieli problemy z kapowaniem. uważaj! — krzyknął ktoś z dołu. z jaką deskolotka próbowała odepchnąć się od muru. Nie było czasu. na co się zanosi. co z dołu musiało wyglądać. sekunda to już całkiem sporo. Lubiliśmy latać dość wysoko. Planowałam już następny numer: stoosiemdziesiątkę z parapetu okna.

Przyjaźniliśmy się. że przyglebisz. — W porządku? Ten szmaciarz miał złe zamiary. blisko było. którzy darli się i wymachiwali pałami. i zniknąć. ale bał się ze mną ścigać bez kasku. Idealne serducho. — No. Trzeba było jeszcze się rozejrzeć.. żeby wybić się wyżej i dosięgnąć kamiennych dekoracji przedpotopowego budynku rządowego.. Potem ciekawe wspinaczki: wygodna markiza nad wejściem hotelu Castleford. Na 4. że lepiej fruwam na desce. żeby się upewnić. Zerknęłam przez ramię. głównej arterii miasta. śmignąć w bok. Za billboardem reklamowym znajdowało się opuszczone biuro. Ale gdy gang rozproszył się na alei Fouriera. który akurat zachęcał do kupienia popularnej pasty do zębów. Był najstarszym chłopakiem w gangu. choć przecież był punkiem. dostrzegłam z prawej strony modnie rozerwane dżinsy i krzykliwą czerwoną koszulkę. czy kształt wyszedł cacy jak zawsze. kilka parapetów okiennych. Wjazd na plac Turnera zawsze sprawiał nam frajdę. A nie mówiłam. Wreszcie gnaliśmy nad reflektorami podświetlającymi olbrzymi billboard. Niektórzy robili triki nad kablem energetycznym. — Tym razem myślałem. Gdy przypominała o sobie. lecz między nami była też rywalizacja. na tablicę padały rozbiegane cienie. Kiedy przecinaliśmy snop światła. — Fajnie. Na pewno nie podobało mu się. Spoczko. Zwiewaliśmy w stronę bursztynowego zachodu słońca: wykreślaliśmy w powietrzu wężowe linie i robiliśmy nagłe zwroty — całkiem jak stado szpaków. łzy napływały mi do oczu. jakbyśmy wspinali się na sztormowe fale. że jestem dobra? Otworzyła się brama fabryki i na ulicę wyskoczyli kolejni trzej strażnicy. przywódcą. musieliśmy grzać gęsiego. oderwałam się od niej i zaczęłam skakać po dachach autolotów. — Spojrzał na mnie z boku. w którym urządziliśmy sobie bazę. czy na niebie nie wisi helikopter zwiadowczy. — No. Mógł ci zrobić kuku. wysokie na dwa metry.na elewacji budynku. ślizg na przewodzie wysokiego napięcia i ollie. przeznaczonej wyłącznie dla pieszych. Ulicy. Moi przyjaciele z torbami na ramionach prędko się pochylili i ciasno zapięli kaski. żeby uskoczyć na bok. Moja wizytówka. Ale jakoś ją złapałam. — Nie pisnęłam słowem o bolącej kostce. Jay zbliżył się do mnie i odtąd śmigaliśmy razem po słupkach — deski przeskakiwały od jednego do drugiego. ale nie chciałam wyjść na mamlasa przed Jayem. . a piesi mieli sporo miejsca. Beztrosko szusowaliśmy po wychuchanych krzewach. rozpiętym wzdłuż pasa rozdzielającego jezdnie. przypominające dziury na gigantycznych śnieżnobiałych zębach.

gdy podążało się wzrokiem za gałązką wyginającą się do sufitu i z powrotem do przykrytej dywanami podłogi. Athena. Okna szczelnie zasłonięto okiennicami. To miejsce odkrył Jay. Wyobraźcie sobie otwartą przestrzeń biurową. pokręcony deseń. bez których żaden gang nie zbuduje swojej tożsamości. Na olbrzymiej powierzchni ścian w naszej bazie Nathan mógł w pełni zademonstrować swoje zdolności. władca dżungli: szczęka dumnie wysunięta. Po prostu chcieliśmy mieć ten teren dla siebie. pełną hałaśliwej wrzawy pracowników. siedziała w domku na drzewie i coś spokojnie czytała. Później dla bezpieczeństwa zabarykadowaliśmy czworo drzwi. o co dbał nasz osobisty artysta Nathan. a potem dołączyliśmy się my: gang. tagów i murali. Ja byłam właściwie tylko parą niewyraźnych oczu umieszczonych na pniu drzewa. jakby z dołu asekurowali Jaya. że potraktowano go ironicznie. Kiedy przyprowadził nas tu pierwszy raz. niestety. Na lianach huśtał się Jay. W tym ogromnym pomieszczeniu było teraz ciemno. mieli trochę pary w rękach: raz— dwa porozstawiali szafki i stoły. W rurach płynęła woda — supersprawa. prędko się zorientowaliśmy. Rozbiegał się milion błyszczących nitek energii. Dawało nam to niesamowite możliwości. bo miał genialny talent do tatuaży. nasz mózg elektronowy. Czas to pieniądz. którymi przechodziło się do reszty budynku. którzy uwijają się jak pszczoły w marynarkach: zrywają się z foteli obrotowych i bez przerwy nawijają do swoich mikrofonów. białym blaskiem jarzeniówek. ale podziwiał świat wykreowany . od którego można było dostać oczopląsu. Strasznie nam się to podobało — nawet Jayowi. Liście czarne i indygowe tworzyły niesamowicie skomplikowany. Trochę niżej byli Carter i Milan w komicznych pozach. że to idealny teren dla skaterów. aż powstał mały skatepark z mnóstwem ramp do wyskoków w powietrze i ścianek do zwrotów. że nawet nie flirtowali przy butli z wodą.2 Nalot na hipermarket Bazę mieliśmy odjechaną. co w zasięgu wzroku. na którym widniał mój znak rozpoznawczy: ♥. najlepsi kumple. Oczywiście i nas w niej nie zabrakło. Ale myśmy go tu pilnowali jak źrenicy oka. Okazało się. Obaj w wojennym rynsztunku. W każdym razie szybko namierzyliśmy łazienki i część kuchenną. Samego siebie Nathan przedstawił jako chłopaka przechadzającego się z senną miną w lesie olbrzymich palm. król wszystkiego. Dawniej znajdowało się tu miejsce pracy dla pomarańczowych. oświetloną zimnym. Rządziliśmy na nim już od trzech miesięcy. że zadaje się z taką bandą punków jak my. których nie potrafiło sforsować dzienne światło. nasz boss. Carter i Milan. czasem tylko ciszę mąciły skrzydła gołębi. Był spokojnym chłopakiem. W gąszczu tej niesamowitej puszczy czaiły się najróżniejsze bajkowe postacie i nieziemskie stwory. Z wyjątkiem jednej. W fioletowym blasku przenośnych lamp ksenonowych wyrosła wokół nas dzika dżungla. przez którą wcześniej wlatywały tylko gołębie. połamanej. który wiedział. wręcz dobrodusznym — pewnie ludzie martwili się. a my czuliśmy się tu coraz bardziej jak w domu. zawsze ubrani po żołniersku. że sufit jest za nisko i z najlepszych trików nici. Mijały tygodnie. Założę się.

Wszyscy pokręciliśmy głowami z wyjątkiem Cartera. więc uśmiechnęłam się z wdzięcznością. ponieważ w ogóle żadnej nie dostałam. Dobrze byłoby przyłożyć trochę lodu. dzikimi i ryzykownymi niż nasze. że zostawiamy za sobą Miasto. posiadaliśmy najmniej wartościowe karty.na ścianach. But stawiał opór. Oprócz bólu było jeszcze jedno uczucie. Zwodził więc wszystkich. napięcia między Jayem a resztą ekipy. — No — wtrącił natychmiast Carter. zaczyna puchnąć. Żółta karta powinna być korzyścią. Ale twierdziłam. Ja tak naprawdę nie miałam nawet czerwieni. To chyba skręcenie. który podniósł rękę.. by zamieszkać w czarodziejskim lesie. Jak ten wielki uśmiech przy wejściu do naszej kryjówki. żeby odsłonić ciało. . W ten sposób okazywał mi troskę. że jestem czerwona. — Coś sobie zrobiłaś przy tym zjeździe? — Nathan podszedł do mnie. które mogliście zobaczyć na ulicy. gdzie można bez przeszkód oddawać się marzeniom. — Przesunął torbę na plecy. Z ich drukarni wychodziła połowa plakatów i papierowych gazet. — Skrzywiłam się z bólu. Poszybowała do niego ciemna pastylka. Przed wyjściem do kuchni przysunął do mnie biurko i ostrożnie ułożył na nim moją obolałą stopę. Połknął ją w całości i z zamkniętymi oczami położył się na wznak. całkiem fajne. łącznie z samym sobą. czekając na kopa. Grał na gitarze w zespole NoPhuture. — Aj. Kiwnęłam głową i odprowadziłam go czułym spojrzeniem. Murale nie potrafiły zobrazować tylko jednej rzeczy. Jego rodzice kierowali największą firmą poligraficzną w Mieście. Akurat buszował w dawnej szafie na dokumenty. więc mógł go lekko przekrzywić i ściągnąć. a potem kucnął i chwycił moją stopę. a nie problemem.. Dlatego właśnie Jay próbował nadrabiać numerami bardziej wariackimi. Potem odwinął skarpetkę. Upoważniała do zakupów w ładniutkich centrach handlowych oraz wstępu do lepszych restauracji i obiektów użyteczności publicznej. zgarnął za ucho swoją jasną grzywkę i przyjrzał mi się ze współczuciem. — No. wydawało nam się. bo niżej zejść po prostu nie można. czarnym kierowniczym fotelu. Ale dla przywódcy anarchistyczno— punkowego gangu skaterów żółta karta była raczej powodem do wstydu. Tymczasem Jay był żółty. — Milan popatrzył na mnie z marsową miną. Otworzył foliową torebkę z hassankami i wyciągnął kilka. wynikającego z różnic w pozycji społecznej. którą przejął na własność. Gdy wracaliśmy do bazy. łykał hassanki jak czekoladowe ciasteczka i miał na rękach pajęczyny permanentnych tatuaży. — Ta zniewaga krwi wymaga. gdzie reszta z nas nie miała czego szukać. — No tak. siadając na wielkim. — Trzeba coś z tym zrobić. takich jak biblioteki i muzea. ale Nathan starannie poluzował sznurówki. Rumieńce na jego twarzy świadczyły o zastrzyku energii po połknięciu hassanki. — Chcecie? — zapytał. — Rzucę okiem. Nareszcie mogłam odciążyć lewą nogę. Wszyscy byliśmy czerwoni.

Bo pewnie weszłabym nawet do fioletowego. przeprowadzisz nas? — No. że ten pomysł podziałał na jej wyobraźnię. i po chwili oglądaliśmy obraz 3D. Athena zdobędzie schematy. wargę i brew. żeby mi nie przeszkadzał. — Zielony? A który konkretnie? — Zadaniem Atheny było rozpracowanie systemu zabezpieczeń. Jedyne pytanie: którędy wchodzimy. — Próbował obwiązać spuchniętą kostkę szmatką z lodem. — No. którymi przebiła nos. green. — Jak ją obadałeś? — zwrócił się Milan do Jaya. bo otworzyły w niej swoje sklepy najbardziej ekskluzywne sieciówki. Zabezpieczenia normalka: czujniki ruchu. — Nie ruszaj się teraz. obracającym się szmaragdowozielonym obiektem. echo i te sprawy Zjawa. kiedy wędrujący czerwony punkt zatrzymał się w miejscu. że nie jestem już zmęczona i nie dokucza mi zwichnięta kostka. 0n02 i mr. Athena przybliżyła obraz. Wykręcała go na wszystkie strony. — Nie ma czasu.— Więc piszesz się na to? — Jay miał twarz upiora w mdłym fioletowym blasku ksenonowych bąbli. Do tej pory robiliśmy naloty tylko na żółte centra handlowe.. Wrócił Nathan. przemieniły się w turkusowe klejnoty. Jeśli odzież. — Carter drapał się zawzięcie po swojej krótko ostrzyżonej głowie. żebyśmy się dobrze zapoznali z wnętrzem galerii handlowej. — Wypowiedziałam to jedno słowo z absolutną pewnością siebie. A było na co popatrzeć. z kartą lub bez. do środka się nie pchałem. Machnęłam ręką.. — Jay włączył czerwone pióro laserowe i skierował promień światła na projekcje. . Zorientowałam się nagle. Coś wam pokażę. Jedynie on nie interesował się błyszczącym. Podziemny wjazd dla dostawców. — Carter rozglądał się ze śmiechem. — Zarąbista — zgodziła się Athena. Zauważyłam. Wiedział. — Przecież jest zielona. przesuwając wzrok z twarzy na twarz. gdybym tylko spotkała budynek z dostępem dla fioletowych. wiedziałam. gdzie droga znikała w tunelu pod budynkiem. — Zróbmy coś z jajem. — Dobra. Biżuteria: +++ i Quintain. — Odjechana. — Naprawdę odjechana galeria. które zostały pobudzone do świecenia. Ale spokojna głowa. kiedy wpadliśmy do środka i przejechaliśmy po nich deskami. — Róg 14. żeby wykluczyć mnie ze swojego świata. które buliły ciężką kasę. że mogę się dostać do każdego budynku od czerwonych aż po fioletowe. — Athena prędko rozwinęła notebooka. Podążając za jego ruchami. i Coleridge. windy na samą górę. — Może uderzymy na hipermarket? Zielony? — zaproponował Jay. Warczałam jak wkurzony pies na widok firm. — Tylko z zewnątrz. Nath. że nas zaintrygował. Perfumy: L’yele. Włączyła projektor. — Tutaj. Ruszamy na hipermarket. Centrum Górskie Widoki. który oglądaliśmy ze wszystkich stron. — Bierzemy się za nią. to XFK. który ukradłam dla niej w zeszłym miesiącu. W poświacie ekranu srebrne kółka.

— A więc za dziesięć minut startujemy. Czułam na plecach wzrok zaniepokojonego Nathana. rozglądając się za swoimi rzeczami. Był to tatuaż na deskę. — Nigdzie się nie śpiesz. — Rany. — Powinnaś odpocząć. — Jay wyłączył laserowe pióro i zerwał się z fotela. — Athena ma rację — powiedział. — Każesz mi zostać? — Patrzyłam na niego wyzywająco. No to popatrzmy. Dojechał do miejsca. — Ja też. — O. Nath! Twój najlepszy projekt. Jedną ręką odgarniając włosy znad oczu. Hej. — Nic mi nie będzie. . Kiedy grafika ustabilizowała się. Kiedy pakowaliśmy torby. Nath. patrzyłam na arcydzieło. — Ale dla mnie naprawdę wszystko jest możliwe! — zaśmiał się Carter. że wszystko jest możliwe. — Dzięki.Mina mu zrzedła. rzuć no torbę z lekami. — Carter tryskał radością. i zapomnicie o podstawach. pozbieraj się do kupy. ale udało mi się wygrzebać jakiś spray i bandaż elastyczny. aż zejdzie z was hassanka. stary. W środku było pełno badziewia. wszystko byle jak przemieszane. Obmacywałam kostkę i dziwiłam się. — Łap! — Rzucił mi torbę. upiór mający długie szpony i oczy zakryte kapturem. super. ale nawet nacisku palca. — No coś ty. — Przekręciłam deskolotkę i kucnęliśmy z dwóch stron. póki jesteście na fazie! Poczekajmy. gdzie trzymaliśmy zapas lekarstw. Kiedy mocno owinęłam stopę. Znieruchomiały nawet gołębie. Rdzeniem wzoru było czarne ♥. wypuścił odrosty w stronę krawędzi. Ledwie tatuaż przywarł do środka deski. Miałam deskę z piekła rodem. — Pochyliłam się i lekko palnęłam go w ramię. że nie czuję nie tylko bólu. — Gotowa — oświadczyłam. — Niech nikt się jeszcze nie rusza! — Ponieważ Athena rzadko podnosiła głos. Dzięki. Nathan zmył sprayem stary tatuaż i zdarł podkład z nowego. Oderwał wzrok od projekcji i odepchnął się na swoim fotelu na kółkach. znów podszedł do mnie Nathan. co ci przyniosłem. Spray zadziałał błyskawicznie. Zobacz. lecz wokół niego zmaterializowała się przerażająca zjawa. Inaczej pomyślicie. — Nigdzie nie lecimy. nie wysilać nogi. — Ostatnie słowa wypowiedziałam pod adresem Milana. wszyscy jej słuchali. Milan przeszył go spojrzeniem. Błysnął bardzo nieśmiałym. but wszedł bez problemu. kiedy już to robiła. lecz szczerym uśmiechem.

— Spoczko.
Trzydzieści minut później robiliśmy już nalot na hipermarket. Zawodowy oddział
szturmowy, a nie jakaś banda dzieciaków. Zamiast koszulek i potarganych dżinsów pojawiły
się bojówki z kieszeniami wypchanymi sprayami, tagami, klejem, gwoździami, kulkami
łożyskowymi — wszystkim, co potrzebne do zrobienia w krótkim czasie totalnej rozpierduchy
w galerii handlowej. Mieliśmy do tego sprzęt z najwyższej półki, dostarczony nam za friko
przez sklepy z kiepskim systemem alarmowym. Każdy nosił pancerz ochronny Levcast™:
„Zabezpiecz się na ciężkie czasy”. Komunikację zapewniał Fcom™ (model Ava 44o):
„Czystość dźwięku, przyjemność słuchania”. Mnie osobiście podobały się nasze
przeciwnamierzeniowe Celere™ V IIs: „Masz prawo do wolności”.
W tym momencie nasze komy były naszpikowane dwuminutowymi hymnami punkowymi.
Największe z największych zespołów punkowych, vol. 34, a co! Dawały człowiekowi niezłe
przyśpieszenie, choć nigdy nie splamiłam się wydawaniem kasy na ich ściągnięcie.
Muzyka urwała się w połowie riffu, co mnie lekko wybiło z rytmu. Byliśmy już na ustalonej
pozycji, na kładce za restauracją. Smród gnijących warzyw wykrzywiał mi twarz. Szkoda, że
nie zaznaczyli go na schemacie...
— Widzicie? — Jay wskazał uliczkę.
— Aye, aye, kapitanie! — W głosie Cartera czuć było szyderstwo.
— Maski na twarz, szykować się! — ciągnął Jay jakby nigdy nic.
Maski nie służyły tylko do tego, żeby nas nie rozpoznana
Gogle znacząco poprawiały widoczność. Zielony odcień wyostrzał głębokie cienie i łagodził
rozbłyski.
Na tym etapie akcji do działania przystępowałam ja: pierwsza wychyliłam deskolotkę poza
krawędź kładki i sfrunęłam do miejsca, gdzie uliczka łączyła się z wjazdem dla dostawców.
— Dwie kamery. Czekajcie.
Zostawiłam ich w cieniu ściany i dodałam gazu. Uliczka na szczęście była wystarczająco
wąska, żebym mogła wybijać się w powietrze, wykorzystywać odrzuty z przodu i z tyłu i
zygzakami piąć się w górę. Na odpowiedniej wysokości wyrwałam do przodu i wylądowałam
na kamerach. Wyciągnęłam z kieszeni zestaw narzędzi i przerwałam przekaz obrazu. Prędko
przeskoczyłam na drugą kamerę. W niecałą minutę obie były unieszkodliwione, zablokowane
na zdjęciu niewinnej, spokojnej scenerii.
Kiedy sfrunęłam na ziemię, otworzenie bramki zabrało mi mniej niż trzydzieści sekund.
— Jazda!
Prędko i bezszelestnie minęli mnie na deskolotkach, znikając na terenie olbrzymiego
podziemnego parkingu, gdzie przeładowywano towary z ciężarówek do wind. Zauważyłam
kilka tirów i grupkę robotników w kombinezonach, ale byli daleko od nas.
Sunęliśmy wzdłuż ścian, w cieniu, aż dotarliśmy do korytarza prowadzącego do wind,
którymi — jak ustaliliśmy — najłatwiej było dostać się do środka. Istniały dwa sposoby, żeby

przejść na koniec korytarza i uniknąć wpadki. Pierwszy to unieruchomić lub zmylić czytnik
kart, co oczywiście potrafiłabym zrobić. Ale drugi sposób był szybszy.
— Uwaga, zaraz walnie! — Rzuciłam granat.
Buch! Z cichym szumem korytarz wypełnił się mikroskopijnymi włóknami polipropylenu.
Kiedy wirowały w powietrzu, miliony maleńkich odblasków wskazywały umiejscowienie pięćdziesięciu wiązek lasera. Frunęliśmy teraz korytarzem jak na zawodach kaskaderskich,
schylając się i lawirując między promieniami laserów.
Gdy znaleźliśmy się w windzie, do roboty przystąpiła Athena. Odemknęła panel, za którym
kryły się kolorowe przewody, i podpięła notebook do systemu. Czułam do niej wielką sympatię.
Fantastyczna sprawa mieć w zespole takich fachowców. Chciałabym, żeby pozostali myśleli w
podobny sposób o mnie.
Winda wywiozła nas na górę gładko i przyjemnie, przejażdżkę umilał nam program
reklamowy galerii. Uprzejmy, kobiecy głos przemawiał ciepło na tle cichej melodii. Carter
kiwał głową w takt płynących dźwięków, a ja nie wiedziałam, czy jaja sobie robi, czy może
jeszcze nie wywietrzała mu z głowy hassanka, skłaniająca do polubienia tej muzyki.
— Szanowni klienci, niech do wrażeń związanych z zakupami dołączy jeszcze jedno: wizyta
w Fowler’s, salonie pedicure i manicure. Poddając się zabiegom najlepszych kosmetyczek w
Mieście, zrelaksujecie się w wyróżnionych nagrodami komfortowych fotelach i przejrzycie
katalogi z ofertą naszych sklepów. Wszystko za darmo wśród innych atrakcji centrum Górskie
Widoki. — Muzyka stała się odrobinę głośniejsza. — Salon mieści się na trzecim piętrze
między basenem a Café Noir.
Dzyń! Otworzyły się drzwi windy.
Jestem pewna, że w galeriach handlowych rozpylają w powietrzu jakąś chemię. Zawsze gdy
pakowaliśmy się do hipermarketu, dobijał mnie ten zapach — jakby słodkiej wanilii.
Prawdopodobnie po latach badań laboratoryjnych wymyślono mieszankę zapachową, która
najbardziej sprzyja udanym zakupom.
Ta galeria zasłużyła sobie na status zielonej. Popatrzyliśmy w dół na olbrzymią przestrzeń,
w którą zamierzaliśmy wtargnąć: sześć poziomów promieniejących miłą sklepową atmosferą,
którą jeszcze podkreślała wielka przeszklona kopuła w dachu.
No to robimy zadymę...
— Szanowni klienci, specjalna okazja...
Nigdy się nie dowiemy, jaką gratkę przygotowano dla klientów z zieloną kartą. Z głośników
sklepowych bluznął ciężki, przytłaczający akord gitarowy, jakby ktoś z piątego piętra zrzucił
pianino. Gdy zadudniły bębny, ludziom w dole wydawało się, że walą pioruny.
Przyszłość i przeszłość nie trzymają się kupy!
Zieloną kartę wsadźcie sobie...
Szanowni klienci, przepraszamy za... bzzz...
Athena wzruszyła ramionami.

— Sorry, mają dobry system. Ale już jest nasz.
Nie mówcie mi, gdzie mam być
Nie mówcie, co mam robić
Wszystka wasze rozkazy
Spływają po mnie jak woda!
Osobiście wolałam ambitniejsze teksty, ale to była kapela Jaya. Zresztą miło robić zadymę
w galerii, kiedy z głośników biją takie dźwięki. Można powiedzieć, że mściliśmy się za
muzykę, którą wciskali klientom.
Byłam niż na drugim piętrze, w scenerii wyspy tropikalnej. Strażnicy zaczynali dochodzić
do siebie po pierwszym szoku i wszyscy naraz gadali do swoich bezużytecznych walkie—
talkie. Prędko wypaliłam kilka haseł. Zaczęłam od wielkich czerwonych znaków
anarchistycznych. Nieźle wyglądały na szybie witryny sklepu ze sprzętem pływackim. Jeszcze
lepiej na białej koszuli autobarmana w barze Malibu. A już najlepszy był krótki przelot po
„Rajskich widokach — reprodukcjach dla domu z klasą”. Zasapany strażnik, machając rękami,
odgonił mnie stamtąd, ale nie zrobił mi nic złego. Nie posmarowałam jeszcze klejem ruchomych schodów... co teraz nadrobiłam. Ze śmiechem patrzyłam na konsternację kmiotków,
którzy musieli się zmierzyć z niespodziewanym wysiłkiem fizycznym: wspinaczka po
tradycyjnych schodach.
Potem wycelowałam w ogromne billboardy reklamowe i dałam ognia.
Kupujcie śmiecie, póki nie padniecie. To hasło prezentowało się całkiem, całkiem na
reklamie obuwia sportowego.
Własność to kradzież. Klasyka. Pomyślałam sobie, że będzie dobrze wyglądało na tablicy z
ofertą apartamentów dla zielonokartowych.
Nędza to zbrodnia. Może mało śmieszne, ale powiedzieć trzeba.
Konsumuj więcej. Nadaj sens swojemu życiu. Parodiowanie haseł koncernów czasami
pozwalało pokazać absurdalność ich twierdzeń. Choć zdarzało się, że reklamodawcy
bezwstydnie podbierali nam slogany.
— Jeszcze cztery minuty — rozległ się w naszych słuchawkach głos Atheny.
— Jak nam idzie? — zapytał Nathan.
— Ciągle się brechtam. Jestem jeszcze na fazie i nie mogę przestać się brechtać. —
Faktycznie, bez przerwy słychać było bulgoczący chichot Cartera.
Czas nabazgrać jeszcze jakieś hasełka. Przelatywałam pod nosem przestraszonych
sprzedawców, a biegnący za mną strażnicy zostawali daleko w tyle.
— Do góry głowy, patrzcie na mnie!
Dopiero po chwili dotarłam na środek galerii, skąd mogłam zobaczyć, co wyprawia Jay.
Robił ślizg na stalowym dźwigarze tuż pod sklepieniem kopuły. W ręku trzymał puszkę, z
której tryskał strumień niebiesko— żółtego ognia.

— Powaliło go — mruknął Milan.
— Co robisz? — zapytał Carter z nieskrywaną ciekawością.
Jay nie musiał odpowiadać. Chwilę później z dysz instalacji przeciwpożarowej lunęły
kaskady wody. W galerii skrzyły się setki przepięknych tęcz, ponieważ światła sklepów
odbijały się w malutkich kropelkach mżawki podobnej do mgły
— Czad, nie? — śmiał się Jay.
— Przeczad! — wtórował mu Carter.
Musiałam przyznać, że było to niezłe zagranie.
— Macie sto pięćdziesiąt sekund na ewakuację! Czas się zbierać! — zawołała Athena.
Monitorowała systemy policji.
Kiedy siąpił sztucznie wywołany deszcz, a ja z szeroko rozłożonymi rękami dociskałam nos
deski, kierując się do upatrzonego wyjścia, przez chwilę cieszyłam się widokiem. Posiadacze
zielonych kart w wytwornych sukienkach i garniturach biegali, zasłaniając głowy
reklamówkami z logo potężnych koncernów; była to raczej symboliczna ochrona przed
drobnym, lecz uciążliwym deszczykiem z instalacji przeciwpożarowej.
Pozostali odwalili kawał dobrej roboty i teraz hipermarket był parodią samego siebie.
Ociekający wodą i pobazgrany setką anarchistycznych haseł, wyglądał jak pan młody w
eleganckiej kamizelce, który wbiegł do hurtowni farb, wszystko tam poprzewracał i wybiegł
podobny do stracha na wróble.
— Wynoście się stamtąd! — krzyczała w słuchawkach Athena.
— Co jest? — zapytał Milan, lecz nie doczekał się odpowiedzi.
Chwilę później wszystko wysiadło.
Instynktownie pochyliłam się, żeby chwycić się deski, ale nic to nie dało. Po raz drugi tego
dnia upadłam; tym razem rąbnęłam o ruchome schody i przekoziołkowałam na dół. Miałam
szczęście, bo mogłam złamać rękę lub zrobić sobie coś gorszego. W galerii były wygaszone
wszystkie neonowe szyldy, a nawet zielone znaki bezpieczeństwa. Mój sprzęt nie działał. Ktoś
musiał zdetonować w centrum handlowym bombę emitującą fale radiowe o wysokiej energii.
Ktoś, kto chciał nas dorwać bez względu na koszty.
Nad szklaną kopułą powiększał się gigantyczny cień — niby rozcapierzone palce, próbujące
złapać cały hipermarket. Równocześnie rozbrzmiewał głuchy, złowieszczy warkot jakiejś
potężnej latającej maszyny.
Wbiegając do sklepu mr. green, kulałam, ponieważ znów mnie bolała lewa kostka.
Spanikowałam do tego stopnia, że porzuciłam swoją ukochaną deskę. Stała się bezużyteczna,
odkąd spalił się silnik i podzespoły antygrawitacyjne. Zauważyli mnie dwaj strażnicy i z
krzykiem pobiegli w moją stronę.
Gdzieś głęboko we mnie dziewięcioletnia dziewczynka krzyczała z przerażenia. Nigdy nie
czułam się tak zagrożona, nawet gdy wkradałam się do niebieskiej strefy. Na samą myśl o tym
robiło mi się duszno. Pochlipywałam głośno, przedzierając się przez stoisko z wieczorowymi

cofnęłam się prędko i ukryłam w ciasnej kuchence. białych i pastelowych kolorów. jednak się zatrzymali. Zamiast ruszyć w ocean różowych. — Gdzie ona zwiała? — Leć dalej. Dali się nabrać? Nie.strojami. minęłam drzwi obrotowe i wpadłam do pomieszczeń pracowniczych. ja się tu rozejrzę. za którymi mieścił się dział damskiej odzieży sportowej. Kopniakiem odemknęłam następne drzwi.. . Przebiegli obok mnie jak osły. Żeby utrudnić sprawę goniącym mnie strażnikom. kiedy przeskoczyłam przez stanowisko płatnicze.. przewracałam wieszaki z czarnymi garniturami. Znajdowali się nie dalej niż dziesięć metrów za mną.

— Cześć. No i przechlapane. . mała. Tłukło się w piersi tak mocno. że bardziej obawiałam się zawału niż tego.. Odemknęły się drzwi szafki. że strażnik mnie usłyszy. W kuchni rozległy się pośpieszne kroki strażnika.Momentalnie wcisnęłam się do szafki.. Ze łzami w oczach próbowałam uspokoić serce. miażdżąc torebki z zupą błyskawiczną i wysokowitaminowe batoniki.

też mogłoby mi posłużyć do zostawienia znaku. Nie odpowiedziałam. w którym mnie zostawili. Posługując się skrzywionym miedzianym ząbkiem. dokładnie nad ciężkim stołem z białego plastiku. Przez chwilę nikt nic nie mówił. Był to nieokreślony lęk. Zrozumieją.3 Zadyma z magią w tle Nigdy nie najadłam się tyle strachu co w tym ponurym. że dogodniejsze do moich celów są ząbki. bo przychodziły mi do głowy różne cięte uwagi. Okazało się. że przy okazji powstanie ostra krawędź. Usiedli przede mną. Jak żyjesz? Co jesz? . — Oxman wydawał się znudzony. że wlepią mi karę za włam do galerii i pomazanie sklepów hasłami. Westchnął ciężko przez nos. Fragmenty mogą zostać wykorzystane w sądzie. — Rozmowę nagrywamy. kobieta próbowała pochwycić moje spojrzenie i uśmiechnąć się. że gdy zostawią mnie tu samą. choć uśmiechałam się. żeby ściągać ubranie. Utrudnianie przebiegu śledztwa będzie mogło być uznane i zostanie uznane za przyznanie się do winy na mocy orzeczenia Aelbury’ego— Noonana. Na jego powierzchni dawny więzień. że najskuteczniejszym sposobem będzie wyrwanie suwaka z ząbków u góry tuniki. była przymocowana wysoko do białego sufitu. oboje w zwykłych granatowych policyjnych mundurach. Zalewały mnie również fale potu i z tego powodu powietrze wokół mnie miało kwaśny zapach. Nie potrafiłam powstrzymać skurczów. Jak wymazałaś dane na swój temat? Jak to się stało. zaczęłam ryć znak anarchistów. Miałam nadzieję. Widocznie miał mnie już dość. mający źródło w niezmiernie głębokich. czy ubranie. Jeśli glinom ubzdurało się. dająca ostre światło. — Nie masz prawa milczeć. Od pewnego czasu intensywnie zastanawiałam się. że ktoś z nas tu był i nie dał się złamać. niedostępnych zakamarkach mojego umysłu. Pewna część mojej natury — ta. więc musiałam pochylić się i naciągnąć je. Jedyna lampa. popisując się brawurą. że nie posiadasz nawet czerwonej karty. co nas interesuje? — zapytał wreszcie Oxman. która ukształtowała się przed moim pierwszym wspomnieniem — wyła jak wilk w klatce. — Wiesz. Nie bałam się wcale. Mężczyzna marszczył nos. że nie mamy w aktach twojego DNA? System podaje. W końcu zdecydowałam. — Pomińmy już centrum handlowe. które targały moim żołądkiem. że powstał niedawno. przyglądając mi się uważnie. to były w błędzie. Małe ® wybitnie poprawiło mi humor. zdołał nabazgrać swoje inicjały. gdyż całkiem możliwe. że moi przyjaciele zauważą go i zorientują się. białym pokoju na posterunku policji. W pomieszczeniu było zbyt zimno. zmięknę i pójdę na współpracę. aby dosięgnąć stołu swoim nowym narzędziem. W ścianie naprzeciwko pojawiła się szczelina i do środka weszli kobieta i mężczyzna. Oxman i Quiggly — takie nazwiska mieli na plakietkach.

o ile w ogóle je stracił. Gdybym odpowiednio poruszała twarzą. Idąc korytarzem do cel aresztanckich. jedwabnej bluzce i spodniach nosiła misternie tłoczone elementy skórzanej zbroi. W prawej dziurce mojego nosa zaczęła zbierać się krew. zapatrzeni w tę charyzmatyczną ekscentryczkę. Trach! Nade mną stał Oxman: policzki czerwone z gniewu. . normalnie pełnej ruchu. gdy strażnicy prowadzili was do celi. Bo co ja o sobie wiedziałam? Nic. Piratka była niewiele wyższa ode mnie. Oxman przystanął i zagwizdał z podziwem. możliwość rozzłoszczenia go była niczym w porównaniu z wrażeniem zbliżającej się katastrofy. mogłyby utworzyć konkretny kształt.Nawet gdybym chciała im pomagać. odpornego na promień lasera. krzyżujące się na piersi. skarbie? — Kobieta siliła się na uśmiech. — Nigdzie się stąd nie ruszasz. przez pewien czas opierałam się o stół. aż minęły zawroty głowy. — Jak się nazywasz? — Gdzie mieszkasz? — Kim jesteś? — Gdzie twoja karta? — Jak się nazywasz? I tak w kółko. lecz jej oczy pozostały zimne. — Nie fikaj. wstając. więzienie odgradzała od wolnego świata gruba szyba z hartowanego szkła. wpatrzona w litery wydrapane na blacie stołu. Kiedy wstałam. Funkcjonariusze policji i osoby postronne mogły patrzeć na was z niemą naganą. nie zaszliby daleko. Ale frajerstwo: dobry glina. Choć gliniarz wyglądał groźnie. jak na białej powierzchni rozpryskują się szkarłatne krople krwi. które narastało we mnie. — Oxman odzyskał już panowanie nad sobą. wszyscy jakby wrośli w ziemię. ale niezwykle gibka — jak gepard. w miarę jak go słuchałam. zgarnięta z planu filmu przygodowego? Albo bawiła się na przyjęciu kostiumowym. A więc dlatego stół był plastikowy. Tym razem jednak nikt nie kierował wzroku w naszą stronę. pełne były sztyletów. Może to była gwiazda ekranu. W recepcji. a dwa bandoliery. Zastanawiałam się. mała. Powszechna uwaga skupiona była na najpiękniejszej i najdziwniejszej kobiecie. czoło i szyja białe. — No chodź! Wracasz do celi. — Nam się nie pali — dodała Quiggly. U pasa wisiały dwa rapiery. zły glina. póki ze zmęczenia nie schowałam głowy w ramiona i nie zamknęłam oczu. Właśnie takich przesłuchań bałam się najbardziej. przebrana za pirata? Na srebrnej. bo się doigrasz. Zaczekali na mnie przy drzwiach. jaką widziałam w życiu. Prychnęłam szyderczo. Jej oczy przykuwały wzrok swoim zielonym odcieniem. Prędzej czy później zaczniesz gadać. Patrzyłam. Dlatego przestałam zwracać na niego uwagę. — Napijesz się herbaty. czy siedzieli tu moi znajomi. Łatwy w utrzymaniu czystości. zobaczysz. mijalibyście recepcję.

— Nazwisko? — Urzędniczka za biurkiem była raczej w średnim humorze. Gdy zbliżyli się do niej jeszcze jeden krok. poruszała się wolno. Najwyraźniej nie miała pojęcia. — Dawaj te swoje bambetle! — Urzędniczka wyciągnęła dużą przeźroczystą reklamówkę. ale zawsze gotowych postawić się policji? A przecież nic z tego nie mieli prócz guzów i ciężkiego życia. Może była jednym z tych dziwaków włóczących się po ulicach: bezdomnych. jest w spisie. — Poczekajcie chwilę — odpowiedziała Cindella.. który dokonał aresztowania. bo kobieta nazywająca się Cindellą broniła swojego postępowania.. Z miejsca ją polubiłam.— Nazwisko? — Głosy tłumiła dzieląca nas szyba. czekających w pobliżu. Wklepała je do komputera i popatrzyła ze zdziwieniem. ale go nie znalazła. którym obwiązany był mały. — Cindella roześmiała się. w co się pakuje. musiała być trochę niezrównoważona psychicznie. Uśmiechnęła się do niego. Ale nie dostaniecie czarodziejskich przedmiotów. Zresztą ta jej gadka o czarach. Towarzyszący jej policjant parsknął śmiechem. — Skinięciem głowy przywołała dwóch policjantów. — Zgadza się. — Proszę? — Ładuj do torby wszystko prócz ubrania. — Piratka rozejrzała się wokół siebie. Jeśli nie macie nic przeciwko. Dwaj zbliżający się do niej policjanci zerknęli na siebie i uśmiechnęli się zbójecko. pójdę już sobie pozwiedzać Miasta Urzędniczka spoglądała na nią surowa — No dobrze. skórzany woreczek. aż znalazła koniec sznurka. — Robiliście krzywdę chłopakowi. Zrobiło mi się żal tej pięknej. nie szukam zatargu z władzami. — O. . — Obszukajcie ją. uniosła wysoko woreczek. zamiast okazać skruchę. Cóż. — Powiedziałam. — Policjant. — Te gadki zostaw sobie na rozprawę. Nikomu nie oddam czarodziejskich przedmiotów. nie. opuszczając ręce. Patrzyłam na jej prawą dłoń. Co przeskrobała? — Przeszkadzała policjantowi w wykonywaniu obowiązków służbowych — odpowiedział pilnujący jej funkcjonariusz. Czerwona karta. lecz były wystarczająco wyraźne. Atmosfera w pomieszczeniu natychmiast uległa zmianie policjanci wyciągali lasery i brali ją na ceł.. był poirytowany. — To już lekka przesada.. — Chcę się tylko rozejrzeć. błyskając idealnie białymi zębami. szukając wsparcia. lecz bezradnej kobiety. — Cindella Smokobójca.

Naprawdę myślałam. Miałam wrażenie. żeby wkroczyć do akcji. tylko jeden kosmyk wyswobodził się z jej rudego kucyka. Quiggly odepchnęła mnie na bok. Kiedy znów kierowałam spojrzenie na recepcję. że zobaczę piratkę leżącą na ziemi z dziesięcioma czarnymi dziurami. odwróciła woreczek. Srebrzysty puch od razu wypełnił pomieszczenie za szybą. Koniuszek klingi zawisł bez najmniejszego drżenia nad piersią Oxmana. — Widać na pierwszy rzut oka. który w tej sytuacji przyprawiał o dreszcz. kamienną podłogę. a później powoli opadły na modelową scenerię. runął na ziemię i z głuchym hukiem przywalił głową w twardą. wyobrażałam sobie. . ty. — Nie rób mi nic złego! Wsadzili mnie tutaj! — Podniosłam ręce wysoko. którym trzeba potrząsnąć. żeby ktoś tak szybko się ruszał. — Wiem. cokolwiek to jest! — Jejku. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. ale gdy to zrobiła. potarła je i przyjrzała im się badawczo. — Cindella roześmiała się rześkim. żeby białe płatki rozproszyły się w oleju. nim spojrzała na mnie.. z których unosi się dym. Uczyniła coś odrażającego: umoczyła palce we krwi. A tymczasem tryskała życiem. — Cindella westchnęła. bojąc się.— Odłóż to natychmiast. że to zabawkowa śnieżna zadymka — jak w pojemniku.. i prędko się odwróciła. — Oxman umilkł wreszcie. Quiggly kopniakiem otworzyła drzwi. niech pan przestanie. Został zwyczajnie zamordowany. ile szczegółów — wyraziła na głos swoje myśli. — Jej głos był zaskakująco spokojny. wesołym.. że uchyliła się przed impulsem. Zgiął się. Z otwartych ust wypływała krew. — To przecież niemożliwe — szepnął do siebie Oxman. — Proszę. zważywszy na okoliczności. Strzelił ponownie. niewymuszonym śmiechem. kiedy sztych rapiera przebił mu podniebienie. pełen niedowierzania. Potem Cindella ze ściągniętymi brwiami pośliniła palec i zmyła z tuniki okopconą plamę. — Niesamowite. — Giń. że teraz moja kolej. Zakrztusiła się i upadła. W lewej dłoni piratki pojawił się nagle wąski rapier. ja wolałam się cofnąć. Jeszcze nigdy nie widziałam. Piratka dostała tuż nad sercem. tym razem celując w głowę. Oxman z rykiem wściekłości nastawił pistolet na maksymalną moc i wystrzelił. W korytarzu rozszedł się zapach ozonu. Za szybą wszyscy leżeli na ziemi nieprzytomni.. którego energia eksplodowała na ścianie za jej plecami. wytworzył się przeciąg i do korytarza wleciał srebrzysty pył. Piratka w okamgnieniu minęła drzwi i znalazła się w moim korytarzu. z którego wysypał się obłoczek brokatu.

— Zabiłaś go. Podała mi dłoń. — Dobry pomysł. . Wzruszyła ramionami.. w których siedzieli moi przyjaciele. — Chociaż wkurzało mnie to.. Świetnie.. W tym momencie zawyły syreny alarmowe. — No. — Nie ma sensu. co? Nie miałam pojęcia. że. jeszcze jedna policjantka weszła na posterunek. Przeskoczyłam nad biurkiem i szybko wywołałam listę ostatnich aresztowań. — Nie oczekiwałam. mieścił tylko dziesięć cel. — Co to NPC? — Postać sterowana przez komputer. — Hm. — Tak. o czym gada. Wystarczyła chwilka. — Ją też zabić? Nie potrzebujemy świadków. — Dlaczego nie uciekasz? — Chodzi o moich przyjaciół. jego śmierć mnie przeraziła. Stanęła jak wryta. Mogę ci jakoś pomóc? — E. Kiedy wbiegłyśmy do głównego holu. Ze zgrozą gapiła się na leżących bez ruchu ludzi. Wszystko się nagrywa. — Pokazałam jej kamerę. przeskakując nad ciałami nieprzytomnych gliniarzy. mam rację? Patrzyłyśmy na siebie pustym wzrokiem. właśnie. — Pomachała figlarnie do nieruchomego niebieskiego obiektywu.. no tak... — Co? — zapytała na widok mojej miny. jak Oxman się ze mną obchodzi. to mi się podoba. — Nieważne. Chyba faktycznie miałam do czynienia z psychopatką. uważając. że za kilka minut przybędą posiłki z sąsiedniej dzielnicy. — Lepiej stąd wiej — poradziłam Cindelli. — Chwyciłam kościstą dłoń. choć mnie mdliło. Muszę użyć jego dłoni. właściwie tak. Ty pewnie też nią jesteś. na który mnie przywieźli. Posterunek. żeby przycisnąć odciętą dłoń Oxmana do klawiszy z czytnikami linii papilarnych i odblokować zamki w celach. aż odkroiła mu rękę. — A. — Co robisz? — zapytała Cindella. Pewnie to NPC dość niskiego rzędu. wyciągnęła z buta budzący grozę sztylet i zaczęła ciąć trupa. żeby nie pochlapać sobie krwią spodni. Uświadomiłam sobie. A jeszcze okropniejsze było luzackie zachowanie Cindelli. chcesz ich ratować. — Aha. — Wskazałam Oxmana. — Dłoni? — zdziwiła się. — zastanawiała się Cindella z tym swoim nieprzyzwoicie niewinnym uśmiechem. Kobieta w mundurze wybiegła w popłochu.

— Co to? — zapytałam. Gdy tylko mnie widzieli. — Nie ma go na liście — odpowiedziałam oględnie. Chociaż uważał się za twardziela. Nie dostrzegłam nawet bladych zarysów dłoni. Tutaj kupa glin. — Efekt nie będzie trwał wiecznie. ale wszystko przed sobą widziałam. A ja mam czarodziejską zbroję. — Cindella wzruszyła ramionami. Nie widzieli przecież. każdy poważna mina. zwiastujące przyjazd wozów policyjnych. — Tak właśnie myślałam. Próbowałam zasłonić twarz rękami. gada do mikrofonu.Muszę przyznać. Nie mam tego w nieograniczonych ilościach. Nathan i Carter. a tego zabiłaś? — Specjalnie się nie natrudziłam. — O czym ty gadasz!? — wściekał się Carter. — Gdzie Jay? — zapytał ten ostatni. lepiej to wypijcie. sprawdza broń. A my spacerkiem przechodzimy przed lufami . — Cindella puściła w obieg półprzeźroczysty flakonik. Niewidzialność była naprawdę zarąbista. — To jej sprawka — oznajmiłam. Athena. doświadczyłam tak upojnego uczucia wolności. dopóki nie zauważył okaleczonego Oxmana. — W takim razie idziemy. — Coś mi się zdaje. a co innego wyrok śmierci za współudział w zabójstwie policjanta. Tak szczerze. wskazując Cindellę. zerka na helikoptery. — Cindella podała eliksir następnemu. wyrywali z łóżek i biegli na korytarz. Milan patrzył na krew z bladą twarzą. która kieruje spluwy na drzwi posterunku! Kiedy wychodziłam na otwartą przestrzeń. prawda? — zapytała Cindella. — Zniknęła! Faktycznie. — No to elegancko! — Popatrzył na nią ze zdumieniem. macie. jeśli łaska. Co za rozkosz prześlizgnąć się przez kordon uzbrojonej policji. Milan. — Pozostali patrzyli z niedowierzaniem. której ich broń po prostu się nie ima. był wyraźnie wstrząśnięty. — Eliksir niewidzialności. Po jednym łyku. jak odbijają się od niej lasery. że mieli niezły refleks. — Rany! — Nathan aż podskoczył. Co innego areszt za mazanie sprayem. ale ja napiłam się śmiało. szykuje się do szturmu na budynek. gapiąc się na mnie. — Prędzej. Po jasnych ścianach posterunku biegały białe i czerwone światła. który wydawał się wykonany z tysięcy szmaragdów. Dobra. Wtedy się zatrzymał. — Super. że to najwyżej poziom pierwszy. — Ty ich załatwiłaś? Położyłaś tamtych. — Nie macie zaklęć w tym świecie. — Za bardzo się guzdraliśmy — oświadczyła ponuro Athena. — Milan przebiegł kilka kroków. to byli skazani na porażkę. Mimo świdrującego dźwięku syren usłyszeliśmy w górze warkot helikopterów. że mało co nie buchnęłam śmiechem. przy czym strach pobudzał go do jeszcze większej złości.

Tuptamy sobie na wolność po wyjściu z posterunku pełnego nieprzytomnych gliniarzy. Naprawdę punkowy motyw. . Po prostu rewelacja. Nagle przypomniałam sobie śmierć Oxmana i mnie otrzeźwiło.pistoletów.

Oczywiście pragniemy. bo to szczęśliwy dzień. Wahamy się przez chwilę. gdzie wolno przebywać wyłącznie osobom z indygowymi i fioletowymi kartami: apartamenty i biura członków elity. zupełnie do Nas niepodobnym. albowiem w ciągu dwóch tysięcy lat egzystencji trudno zachować jedną osobowość. zawieszoną na misternym srebrnym łańcuszku. Jesteśmy właśnie w takim szczególnym miejscu: w ogromnej. Czegóż znowu chce ta migająca lampka? Jak śmie zakłócać Nasz spokój mimo wyraźnego zakazu? — Słucham. królewski wydźwięk. coś więcej niż łaskotanie Przybywały następne i następne. — Sytuacja awaryjna. Posiadamy kartę w tak ciemnym odcieniu fioletu. Materia organiczna tak łatwo poddaje się obróbce. Dlatego nie skąpimy im trynorfiny i benzyny styrydowej. I słusznie. Lecz nawet oni nie zdają sobie sprawy z istnienia zakątków zarezerwowanych tylko dla Nas — dla osoby. Niezliczona? Ależ skąd! Obecnie jest ich osiemset trzydzieści pięć tysięcy trzydzieści cztery. Wasza Wysokość. trudno go określić inaczej. Inaczej bym nie przeszkadzał. Wrócą. Przez pięć minut stoimy przy oknie. Przeglądamy uważnie informacje na jej temat. Czułyśmy się tak. Niebawem przyjrzymy się danym zgromadzonym w trakcie tych wzajemnych kontaktów. Każda istota ludzka z Nowej Ziemi wchodząca do Sagi powodowała miłe uczucie. — Szczegóły? — Na monitorze 2. Pierwsze zaczęły się zjawiać już kilka godzin po skonfigurowaniu połączenia. Kiedy do świata przybywa milion nowych istot. Mówię „My”. W każdym razie ma to dostojny. jak księżyc wschodzi nad dachami najwyższych budynków w Mieście. skąd patrzymy. Po interakcji ze stu tysiącami nowych istot w pełni zasługujemy na tę chwilę wytchnienia. gdyby nie mogli wrócić! Śmiejemy się w głos.4 Infekcja Na najwyższych piętrach niektórych budynków w Mieście znajdują się pokoje. aby Nasi nowi goście dobrze się bawili i. — Nabijamy igłami fale dźwiękowe. wrócili po więcej. którą nazywają Czarną Królową Sagi. zdegustowane tym nieprecyzyjnym myśleniem. Nowo przybyła istota stoi nad nieprzytomnymi policjantami i macha do Nas ręką. Ten pokój kojarzy się z przyjemnościami. zajmującej górne piętro jednego z najwyższych drapaczy chmur w Mieście.. Teraz już była ich niezliczona gromada. ukrytą pod gorsetem sukni.. To wyraźnie odznaczające się skupisko . na pewno wrócą! Jakżeby cierpieli. co ważniejsze. że w normalnym świetle wydaje się czarna. Nosimy ją blisko ciała. Jest niepowtarzalna i stanowi jedyny klucz do miejsc osłoniętych welonem najgłębszej tajemnicy. luksusowej sypialni. jakby ktoś kreślił palcem zawiłe figury na Naszych plecach. który otacza szyję.

no. Trzeba ją zlikwidować. Przystajemy na chwilę. Przybiera kształt niedopuszczalny w świecie Sagi. „O. Wszystko się mieści w tej strefie. . Za wszelką cenę należy ją zniszczyć. ale ta infekcja doprowadza Nas do szału. Czujemy się zbrukane. Raczej tak. poddać ją działaniu środków chemicznych. jak się teraz wydaje.. — Mój dom. Sprawa druga. Pakiet danych nie jest niegroźny. — Już pędzę. Nie doświadczyła jeszcze Naszych pieszczot.turkusowego blasku — nieprzeniknione.. — Wielki wezyrze. Zbuntowany intruz. pogrążone w myślach. przeszkadzając Nam w rozmyślaniach — dość frywolnych. żeby wygładzić suknię. Co gorsza. Powodem twojej niesubordynacji nie są względy techniczne. Właśnie: O. — Ee. że gdy następnym razem wejdzie do królestwa. Inna. Należy zniszczyć dzielnice od 91 do 31f potrójnym prewencyjnym uderzeniem jądrowym o godzinie dziewiątej wieczorem PST — Potrzebujemy czasu. też do niej nie dotrzemy.. czułego dotyku na swoich neuronach. Powinnyśmy panować nad głosem. rany” — mówi ta na monitorze. Maleńkie. Głupia.. — Należy zniszczyć dzielnice od 91 do 31f potrójnym prewencyjnym uderzeniem jądrowym o godzinie dziewiątej wieczorem PST! O tej porze satelita Grimtooth będzie nad horyzontem. a jeśli istota ludzka stworzy następną. Uświadamiamy sobie.. stara kokietka! Podchodzimy prędko do windy i zjeżdżamy do biura. Odrzucamy. należy przypuszczać. — Najjaśniejsza pani? Upuścił kartkę. Czarny jedwab nieładnie marszczy się od siedzenia. no. Zabić postać. Nieznajoma. Kwatera gildii. Trzyma w ręku tekturową kartkę do robienia notatek. żeby kilka osób zdążyło z przeprowadzką. Czy może naruszyć stabilność systemu? Działania wywrotowe szybko się rozprzestrzeniają. Chyba tak. Podoba Nam się jego operatywność.. autentyczna nieznajoma. Tak. Przechadzamy się tam i z powrotem. W politurze dębowej boazerii niewyraźnie widać Nasze odbicie. Rozstrajamy się na kilka sekund. Raport dywersyjnej sondy komunikacyjnej 0x9B45. zachwycić się pomarańczowym pudrem na pięknych arystokratycznych policzkach. Doszło do infekcji. wchodząc do komnaty. stawisz się w komnacie 17. Wasza Wysokość. Proszę powtórzyć. dzieci.. że miał rację. Ale ty o tym wiesz. Co jeszcze? Wyprostować kryzę. Sprawa pierwsza. Kłania się. Fioletowa spinka do krawata jest miłym dla oka dodatkiem. lecz gęstsze od diamentu. Obca w Nas. rany. Pierwszy taki przypadek w dziejach. Krawat krzywo. żarzące się wewnętrznym życiem. Nie dostanie więc benzyny styrydowej.. Trzęsiemy się z wściekłości i reagujemy krzykiem.

Jesteśmy rozgniewane wystąpieniem tej groźnej anomalii i rozterkami osoby. Goguś. zawsze — Sprawa trzecia. Co więcej. w ostatnich miesiącach jego gildia — na Naszej twarzy pojawia się grymas złości — stała się arogancka i irytująca. — Na biurku leży fioletowa karta. Wasza Wysokość. Wasza Wysokość.. Należy zniszczyć. Śmierć poprzedniego wielkiego wezyra spowoduje niezadowolenie w szeregach jego gildii. ale nie idiota. — Mów dalej. Strzelamy mu w głowę. I myślę o szkodach. Na nim można polegać.— Proszę. jeśli dojdzie do uderzenia. Poniesiemy ogromne straty w ludziach i zasobach. — Grunt to inicjatywa. pani. Sprawa druga. tylko powstanie od nowa w naszym świecie. — Słucham. — Martwię się. Prawdopodobnie następna stworzona przez nią forma będzie pozbawiona anomalii. — Poprzedni wezyr wyraził dwa trafne spostrzeżenia. jak zareaguje gildia? Powiedział: „jeśli”. których dostąpiłeś wraz z awansem na wielkiego wezyra. ponieważ nie wykształci się z Epica. Oby nowy wielki wezyr znalazł lepsze rozwiązanie. Raport dywersyjnej sondy komunikacyjnej 0x9B45. — Sprawa pierwsza. Wolimy uniknąć niepotrzebnych strat. — Naczelny komisarzu. a przywódców każesz rozstrzelać pod zarzutem zdrady. Wzdychamy z lekkim rozczarowaniem. Zaznajomisz się z problemem infekcji. jak zareaguje gildia. — Sprawa trzecia. — Gotów? Czas ucieka. . — Jesteś nader łaskawa. Po dwóch minutach i czterdziestu czterech sekundach zabiera głos — W jakiś sposób istota ludzka zachowuje swoją autonomiczną i nielegalną formę. Dajemy ci trzy minuty Tutaj panorama Miasta nie robi tak dużego wrażenia jak w apartamencie na górnym piętrze Mimo to nie chcemy żeby jej fragment zamienił się w ponuklearne zgliszcza. — Już idę. nie posądzaj mnie o niesubordynację. Będziesz służył radą. proszę do komnaty 17. Rozwiążesz ją. Podaje w wątpliwość Nasze rozporządzenia. — Jestem gotów na tę chwilę od dziesięciu lat. która w każdych okolicznościach powinna Nas wspierać Zresztą i tak już najwyższy czas usunąć Honor Starożytnych z Najwyższej Rady. Radzę ją zniszczyć. Wasza Wysokość.. Martwi się. zarejestrowana na twoje nazwiska Weź ją sobie i ciesz się przywilejami. Odrzucamy Pakiet danych nie jest niegroźny Doszło do infekcji. będącą pozostałością po pakiecie danych skonfigurowanym na wcześniejszej platformie komputerowej: w Epicu. Kłania się.

— Nie można w nieskończoność tolerować intruza. Kłania się z nikłym uśmiechem na rozpromienionej twarzy — Z jednym zastrzeżeniem — dodajemy. że jej wygląd i żwawość budzą podziw. — Kąpiel. — Nie znam się na ludzkiej psychice. — Rozumiem. — To interesujące. Ale jeśli naślemy na nią zabójcę w miejscu. — No cóż. Zupełnie jakby oblazły Nas wszy. Lubimy go.— Muszę przyznać. nie skąpimy chemicznych pieszczot. Nie. dumny i tylko trochę przestraszony. Zapuszczanie się do komórek glejowych i nerwowych cudzego umysłu sprawia Nam szaloną. gdzie można przewidzieć jej obecność. nie odwraca wzroku. Mamy powody do zadowolenia. Do tego naruszyła Naszą nietykalność fizyczną. który działa niezależnie i poza wszelką kontrolą. Każ stąd wynieść to ciało. Mów dalej. jakby Nasze ciało spowijała żywa szara galareta. Kłania się ponownie i wychodzi. z pewnością osiągniemy założony cel. . Ma rację. — Podoba Nam się ten plan. zmysłową. Weź pod uwagę. Jak Narcyza do jego odbicia. *** Później — pięćdziesiąt dwa tysiące pięćset dwanaście rozkosznych sekund później — wstajemy z fotela. Jest chyba najpiękniejszą istotą ludzką. Szukamy kontaktu. hojnie nagradzamy zaangażowanie w Naszym świecie — świecie Sagi. Masz tydzień. choć nieznośna anomalia odbiera Nam pełnię szczęścia. ale jeśli choć trochę wierzyć legendom. Może awans należał mu się wcześniej? Siedząc wygodnie w fotelu. Jeszcze jedno. Czujemy się. których liczba wzrasta z każdą minutą. młodą kobietę tak niezwykłej urody powinno ciągnąć do rozreklamowanych wydarzeń towarzyskich. następujący argument: masakra anonimowych tłumów może zakończyć się fiaskiem. w zasadzie doszedłem już do kresu swojego rozumowania. Chichoczemy w trakcie tej zabawy. Słuchamy jego słów i sprawdzamy dane. Gdy patrzymy na niego. Pokusa jest dla nich zbyt silna. Z daleka wyczuwamy setki ludzkich istot. przeglądamy dane zgromadzone w trakcie setek tysięcy Naszych interakcji. proszę. W tym świecie i tak równowaga jest chwiejna. pani. upajającą przyjemność. jeśli ona akurat nie będzie przebywać w rejonie uderzenia. Przeskakujemy na oślep od jednej istoty ludzkiej do drugiej — gdziekolwiek Nam się spodoba. — Czy to wszystko. jaka tu przybyła. Wasza Wysokość? — Tak.

że na Nowej Ziemi istnieje życie i że można z nim wejść w interakcję. Unosimy się na wodzie z głową na podpórce. Szklany dach zaparował i zasłania widok gwiazd. Potem jeszcze dzień. uniwersum poza Sagą. że homo sapiens został tak nieudolnie zaprojektowany. Pewne okoliczności tego incydentu nie dają Nam spokoju. Biorąc pod uwagę okoliczności. ale to efekt przejściowy. Umysłów. która rozmawia z istotą ludzką z Epica i pokazuje kamerę. nie ma innych istot rozumnych. myślących. Organizm istoty ludzkiej posiada mózg zdolny do wytwarzania substancji chemicznych. Znów dają Nam rozkosz nieprzebrane masy istot ludzkich. że oprócz Nas w ogromnym metaświecie. Wyłączamy światła w okolicznych wieżowcach. Grunt to trzecia opcja! . Nie lubimy swojego nagiego ciała. że wyeliminuje zagrożenie. Jest wychudzone i zwiędłe jak gnijący owoc. Sądziłyśmy.6°. ale potem to mózg staje się zakładnikiem ciała. Poważni anarchiści czy zwykli pozerzy? Jesteśmy teraz w podłym nastroju i kąpiel nie sprawia Nam przyjemności. Nasz dobry humor nagle się psuje — jak podczas imprezy urodzinowej. w których można dokonywać zmian mimo olbrzymich odległości w przestrzeni. Czujemy się. Przedziwna anomalia. czego dotąd doświadczyło. żeby zbudować sondy. I tyle ich — o rozkoszy! — wpadło w Nasze sidła! Żadna nie zdaje sobie sprawy. Długi. I jeszcze obmyślenie trzeciej opcji. że w tłumie czyha prawieczna Czarna Królowa. żeby gwiazdy piękniej błyszczały Kontemplacja — z początku miła.. I oto znowu jesteśmy połączone z milionami istot — rozmawiających. która głaszcze umysły trującym dotykiem swoich starych palców. aż spełnią swoje zadanie. Może przydałyby się ćwiczenia? Za późno: dwa tysiące lat używania zrobiło swoje. Leciutkim dotykiem powodujemy uwolnienie takiej ilości trynorfiny i benzyny styrydowej. Arogancka szczeniara wesoło macha do kamery! A więźniowie? Te dzieciaki? Zwłaszcza czarnoskóra dziewczyna. Nowo wybrany wielki wezyr jest kompetentny i można oczekiwać. Dwadzieścia lat. Bardzo długo sądziłyśmy. basen czeka już napełniony wodą podgrzaną dokładnie do temperatury 37. Jaki środek chemiczny tak szybko pozbawił przytomności policjantów? Czy związek z grupy aldehydów? Freon 150? Nie znaleziono żadnych śladów. uważnie sprawdzamy nagranie. rozpalona orzeźwiającym wspomnieniem spotkań z innymi umysłami. Z dziesiątkami tysięcy umysłów. że ziemskie istoty ludzkie całkowicie wymarły. staje się uzależnione. Dziwne. Ach. przyjemny dzień. działających. aby się przekonać. Śmierdziałoby. I ledwie zakosztowałyśmy słodyczy. W razie czego utrata kilku dzielnic Miasta będzie niewielką ceną za wewnętrzny spokój. gdyby nie perfumy rozpuszczone w wodzie. na której wszyscy coś wygrali. Raz jeszcze patrzymy na scenę ze zbuntowanym intruzem. Substancje chemiczne wydzielane w mózgu niewolą ciało. Powróci do Sagi po więcej lub zginie. które mogą ją dosłownie pogrążyć w ekstazie. że jesteśmy w całkiem dobrej kondycji. dochodzimy do wniosku. filozofujących. żeby ciało błagało o więcej. tylko nie my. lecz na razie musimy odpocząć. Osiemnaście lat czekania.. W zetknięciu z przyjemnością silniejszą niż wszystko.Kiedy wracamy na górę do swoich prywatnych komnat i udajemy się do części łazienkowej. jakby po Naszym ciele łaziły maleńkie owady — jakby rozmnażały się na nim i żerowały.

. przyprowadź je do Nas na przesłuchanie. zlokalizuj wszystkie osoby widoczne na filmie.*** Wiadomość dla agenta Michelotto: zapoznaj się z dołączonym nagraniem.

Pnącza kryły nas teraz w swoim gąszczu. — Deskopiraci.. że wszystko się rozejdzie po kościach? — Nie. Mnie to odpowiadało. udając. bezpieczny kąt. Milan westchnął głośno. uleciało z nas powietrze. a wszystkie laski będą nasze. będziemy chodzić na akcje. — Athena przyglądała się po kolei każdemu z nas. — Możemy zejść do podziemia i nauczyć się żyć poza systemem. podrasowanej desce. wymachując nią z entuzjazmem. plastikowego barachła był dwa razy słabszy niż w mojej dawnej. Tyle że nie wydawała się już bezpieczna. że w pobliżu nie kręcą się gliny. — I co teraz? Będziemy sobie żyć jakby nigdy nic? Łudzić się. marzyłam. był moim priorytetem. przygotujesz nową serię tagów i tatuaży na deskę. pogrążone w cieniu. Wybieraliśmy odludne uliczki. — Gdzie będziemy mieszkać? Co będziemy robić? — Pucułowaty. Wszystkim było szkoda ulubionych desek. — Zjawa. kiedy zebraliśmy się tu ostatnim razem. w każdym razie nikt nic nie mówił. Odrzut tego białego. mamy dwa wyjścia.. Może zeszła adrenalina. Wyobrażacie sobie? Nath. Ja wybieram podziemie. jakby nie należała do nas. Założyła więc okulary w ciemnoniebieskich oprawkach. — Milan podrzucał i łapał puszkę z hasłami. wznieśliśmy się do billboardu reklamowego i wparowaliśmy do bazy. Dopiero kiedy mieliśmy stuprocentową pewność. ale mnie najbardziej. Jeśli chodzi o mnie. Na placu Turnera niechętnie zwolniliśmy. zagubiony Carter był przerażony tą sytuacją. Albo oddać się w ręce policji. — Pakuję się. Tacy byliśmy wtedy niewinni. w samotności przefiltrować wspomnienia: okropne chwile na posterunku. — Fakt — Podczas szarpaniny z gliniarzami w hipermarkecie Athena straciła szkło kontaktowe. jak to robi Zjawa. — Będziemy kombinować. będziemy imprezować i jeździć na koncerty. które musiała ciągle przesuwać na nosie. trochę na nią za duże. Na mój rozum. żeby położyć się i zasnąć. Dżungla na ścianach przestała być królestwem wolności. Uśmiech rozjaśnił na chwilę markotną twarz Nathana. Z motywem piratów. odzyskanie wolności w przedziwnych okolicznościach i nagłe zniknięcie naszego wybawcy. — Czemu? — Mam dreszcze.5 W podziemiu Kiedy wydostaliśmy się z paki. chroniły przed wrogim spojrzeniem. Pognaliśmy przez Miasto na nowo kupionych deskolotkach. . w którym można się położyć. Tutaj już nie jest bezpiecznie. W odróżnieniu od niego Milan wydawał się starszy i silniejszy niż dwa dni temu. Ciemny. że włóczymy się bez celu. co robisz? — zapytał Nathan.

— Jestem z tobą — oświadczyła Athena cicho. kto później stchórzy. Nie miałaś żadnego ostrzeżenia. Ale najpierw musicie się określić. mogłam podziwiać permanentne tatuaże na jego bicepsach i mięśniach piersiowych. Nathan zaskoczył mnie. Jaką korzyść Jay miałby z tego.. — Kiedy pokiwał głową. — Twoi rodzice nie będą się martwić? Potrafił w szczególny. — Jay? — Carter popatrzył na mnie z urażoną miną. więc gdy gestykulował. Może to była paranoja. żeby żyć poza systemem? A jeśli wymięknie i zechce wrócić? Znałam jego rodziców — mili ludzie. że przyjdziemy. Koniec. w każdym razie nie umiałam odpowiedzieć na pytanie Cartera. Czyli nie będzie już dla was odwrotu. nie będziecie mogli wrócić. Ale siedzący we mnie złodziej miał swoje obiekcje.— Zresztą co nam zostało? Mamy rypać czterdzieści lat w fabryce. kropka. Carter parsknął. Wojskowa kamizelka przykrywała tylko część jego silnego torsu. Ale czy to zbieg okoliczności. Albo zielone galerie mają stałe zabezpieczenia.. jego blond grzywka zakołysała się na czole. Czy Nathan jest na tyle twardy. że nie taki był plan. kiedy otacza was trochę życzliwości. Nie chcę brać nikogo. — Milan wyraźnie się ożywił. Athena. co? — Nie. Co by z tego miał? Wzruszyłam ramionami. — Szkoda. — Zwariowałaś? Nawet my nie wiedzieliśmy. — Nie.. Wszystko przecież szło dobrze. ponieważ życie jest przyjemniejsze. a przy okazji zerknął na mnie uważnie. też bym chciała mieć takich.. lecz z determinacją. skąd się wzięły gliny — rzekł Nathan z pochmurną miną. że przyjdziemy — dokończyłam myśl. niezaznaczone na moich schematach. Nath? — Jestem pewien. — I helikopter z elektromagnetyczną bombą impulsową. . dość uroczy sposób wzruszyć ramionami z głową lekko przekrzywioną do prawego barku. Teraz też to zrobił. — Znasz miejsce. Z jednej strony cieszyłam się. że go nie schwytali? — No więc jaki jest plan? — Milan popatrzył na mnie. albo wiedzieli. — I ja. — Ja też — dodał Milan. — Głupie napady na galerie! — A ja nie rozumiem. żeby przed emeryturą dostać pomarańczową kartę? Wiecie przecież. że wpakują nas do więzienia? Nic mi nie przychodziło do głowy. gdzie moglibyśmy się ukryć? — Niejedno. — Jesteś pewien. Jeśli teraz pójdziecie ze mną. — Ktoś z nas wiedział. — . że nie można cofnąć czasu — bąknął ponuro Carter. dopóki szukają nas władze.

W sumie nie zrobiłem nic strasznego. Nie mam z tym nic wspólnego. — Nie przejmujcie się mną. reszta za mną.. nawet w ciemnych okularach. — A ty. zapomniałeś? — Milan wyraził głośno to. Zbaczaliśmy tu i tam. Nie będę płakał. — Jeszcze mi nie odbiło! Nigdzie z wami nie idę. Mam nadzieję.— Będą. udając zwykłe dzieciaki. Stopniowo zamieniał się w białą smugę. To ta dziwna kobieta. Zacznę wszystko od nowa. — Dam sobie radę. Zadyma w hipermarkecie.. ale tak szczerze wcale nie chciałam. — Widać było. — W takim razie co zrobisz? — zapytała Athena.. kiedy błysk w oddali sprawił. Pruliśmy nad zaparkowanymi autolotami i zaliczaliśmy ślizgiem murki. Zakrył twarz rękami i odchylił w tył głowę. wyraźnie zestresowany. że serca zabiły w nas mocniej. tam. o czym wszyscy myśleliśmy. Zatrzymaliśmy się. Gdy zostawialiśmy Cartera. to wszystko. że jakoś z tego wyjdziesz. na jakim ty świecie żyjesz?! Zginął policjant. jak się trzęsie z oczami pełnymi łez. — W tym biurze było coś takiego. Przez chwilę blask silników statku kosmicznego był zbyt silny dla oczu. widząc moją minę. też mi coś. Nie sponiewierają mnie aż tak bardzo. zielone światełka przykuwały uwagę na wieczornym niebie. Rozsiadł się w dużym. Uważałam. Potem chyba zgłoszę się na policję. — Cześć. — No dobra. Mimo to dałam mu możliwość wyboru. nawet jeśli mi wykreślą przywileje z karty. później żółtą i pomarańczową. że zgłoszenie się na policję to totalna porażka. — Start satelity — wyjaśniła Athena. Po prostu miał za słabe nerwy. jak gdyby powstrzymywał się od ziewnięcia. — Carter. Zróbcie im kuku ode mnie. jeśli chcecie. Carter? — zapytał Milan. ziom.. że ciarki chodziły mi po skórze. Chcę z wami zostać. Z fałszywego konta. — Wiejcie stąd. Wszyscy obróciliśmy się do niego. Daję wam godzinę. — Chcesz kiblować dożywocie? Kurza morda! Możesz nawet dostać wyrok śmierci. — Wy też się trzymajcie. ale to niczego nie zmienia. Chciałam jak najszybciej się stąd zwinąć. żeby popatrzeć. siedział w fotelu i gapił się w sufit. — Twoja ostatnia szansa — powiedziałam. a miejskie ptaki narobiły hałasu. Od czasu do czasu wyślę im wiadomość. ale . bawiące się na deskolotkach. Wyprawa do północno— wschodniej części Miasta była celowo powolna. żeby był z nami. oczywiście — dodał. Właściwie samobójstwo. Pierwsze gwiazdy błyszczały już na spokojnym fioletowym niebie. krzywiąc się przed podjęciem niezwykle trudnej decyzji. naprawdę. Z prawej strony widzieliśmy wielkie wieże kosmodromu. poradzę sobie. — Milan pozdrowił go salutem. Wyzerują mi kartę. — Carter pocieszał sam siebie. — E. czarnym fotelu.

nie mogłam się oprzeć wzruszeniu. — Nie. Żaluzja była już opuszczona. otoczonych sklepami i kawiarniami. przyglądając się lecącemu statkowi kosmicznemu. Nikt o nic nie pytał. Miasto ukazało swoje posępniejsze oblicze. pubów i niedużych warsztatów. — Nie ma czegoś takiego. — Super — stwierdził ironicznie Milan. — Wiecie. Po cichu zeszłam do kuchni i udałam się do warsztatu. wpuściłam ich do środka. wolałabym najpierw pogadać z Arniem. ale nie pytajcie mnie jakie. Ze wszystkich miejsc. w których spałam. Choć na ziemi leżał mój stary śpiwór i nic poza tym. chronionych betonowymi parkanami lub ogrodzeniem z siatki. wisiała kłódka. — Zatrzymałam się z gwałtownym skrętem przed piętrowym warsztatem naprawczym. do wyjścia pożarowego. uśmiechając się do mnie. można było odróżnić poruszające się wolno punkciki satelitów. aż znaleźliśmy się w królestwie jadłodajni. Za tymi drzwiami jest łazienka. Na pewno jest naukowe wyjaśnienie. o czym nie mogę przestać myśleć? — odezwał się cicho Milan. Zaprowadziłam wszystkich na tyły budynku. zabierasz? — zapytał Milan. Kwartał za kwartałem nic oprócz hal produkcyjno— montażowych. Najszybsza obsługa. Akurat toczyła się tam poważna pokerowa rozgrywka. a gdy się przekonałam. Może czary? Athena prychnęła. — Gdzie ty nas. kiedy przemknął. Miejscami regularny schemat fabrycznego budownictwa zakłócały tanie szeregowe domki z czerwonej cegły — niby ziarnka piasku wciskające się między wielkie kamienne płyty. — Właśnie. pochylony. — Tymczasówka. więc poderwałam deskę. — No — odpowiedziałam. Pomieszczenie było małe nawet dla jednej osoby. więc czekał nas ścisk. Jak do tego doszło? Możecie mi to wytłumaczyć? Pokręciłam głową. — O piratce. Szybko sprawdziłam okno. błyszczącymi na tle ciemniejącego nieba. do środka. O naszej ucieczce. — Tutaj. — WARSZTAT ARNIEGO — przeczytała Athena na neonowym szyldzie z różowymi literami. tylko tutaj czułam się jak w domu. Stół był nakryty zielonym suknem. a zaróżowione twarze graczy pociły . Ale zaczekajcie chwilę. — Lecimy! Kiedy minęliśmy kosmodrom. — Naprawiamy wszystkie modele autolotów i aut szosowych. Kuchnia na dole. Za nami zostały czworoboki uporządkowanych rabat. Najlepsze ceny w mieście. kurde. Stopniowo dzielnice mieszkalne zajmowały miejsce zakładów przemysłowych.jeśli spoglądało się na nie dostatecznie długo. Byliśmy w przemysłowym sercu Miasta. że nikt przy nim nie dłubał.

dawno temu przeszczepił sobie nowe. Nie łudził się. Arnie wiedział. Dobijaliśmy targu i nikt nie marudził. to raz. żeby mieć szansę w wyścigu. Arnie nie należał do ludzi powszechnie lubianych. Musiał jedynie zdobyć części. — Wręczyłam mu ciężką torbę. Traktował je ze śmiertelną powagą. następnego dnia chodził cały w nerwach. Staraliśmy się nie wchodzić sobie w drogę. Zamierzał pewnego dnia wygrać coroczny wyścig autolotów. I tak wyglądały relacje między nami. Z tyłu w szopie stał pod kluczem stary wojskowy czołgolot. a stare zaniósł do banku. Był to trochę szaleńczy plan. jak go zreperować. U niego nawet rozgrywki pokerowe nie były pustą zabawą. — Mów śmiało. a jeśli karta mu nie szła. że warsztat naprawczy da mu kolor pomarańczowy. Nie od razu Arnie wyczuł moją obecność. ale niezupełnie.. Masz coś dla mnie? — Spotkaliśmy się w mroku pod schodami. mała. żeby zarobić kupę kasy i zmienić status karty z czerwonej na pomarańczową.. Ucieszysz się. Ale nie był idiotą. — Wyraźnie zrzedła mu mina. Dlatego miał jedno sekretne marzenie. — Tak. Ktoś mógłby pomyśleć. I do tego właśnie nadawałam się ja. skoro za chwilę znów wszystko będzie w smarze? Na kąpiel decydował się wyłącznie w niedziele i te dni. że pod maską brzydoty bije serce ze złota — ale nawet jeśli kiedyś biło. Do pewnego stopnia traktowałam to jak chorobę zawodową. Potem jeszcze przewiercił mnie na wylot spojrzeniem swoich szklistych szarych oczu. — Oprócz mnie w pokoju zostanie przez tydzień trójka gości. którą przytaszczyłam z naszej bazy. — Hm. Po co się myć. podciągając spodnie i poprawiając pasek. Jego twarz opromienił chciwy uśmiech. Był brzydki. a do tego gruby i wiecznie ubabrany smarem. więc obywało się bez kłótni. mała! — Ale muszę cię prosić o przysługę.się w ostrym świetle. za co go podziwiałam. Mam trzy części z czuba listy. Arniemu zależało na wyższej pozycji społecznej i nieustannie marzył. kiedy wychodził na miasto. . — O! Brawo! Świetnie. — Zgoda. — Cześć. Przeprosił towarzystwo i wstał.

że wyczerpały ich emocje poprzedniego dnia. że świat jest czymś więcej. — Zastanawiałam się nad tym w nocy. Nie ma to jak krótkie włosy. — Ja mam inne plany. żeby nas zobaczyć. Było to wrażenie trudne do opisania i na jego wspomnienie po moich ustach błąkał się lekki uśmieszek. który nie miał nic wspólnego z tym. które musiała odgarnąć na bok. Gildie. w której będziemy mieć gdzieś karty i królową. Potem wezmę prysznic. — A co ci z tej wolności? — Athena wyściubiła głowę ze śpiwora i namacała okulary.. co się nam podoba. Zawsze miałam wrażenie. Założę nową gildię. Ja wstałam z rana i od tego czasu rozmyślałam — głównie o Cindelli. — Co to będzie za gildia? Jak ją nazwiesz? — Gildia dla wszystkich anarchopunków. Dlatego podobają mi się takie nazwy jak „Niesubordynacja” lub „Kontra”. ignorując drwiący ton pytania. co mówili inni. złożonej całości. dotykałam tych dróg i stawałam się częścią jakiejś ogromnej. żeby tak wyglądało twoje życie? — Nathan był już ubrany w elegancką dżinsową kurtkę i takie same spodnie. Fakt. na przykład gdy wykręcałam na desce prawie niemożliwy numer. Uśmiechnęłam się z autentycznym podziwem i wesołością. — Bomba. pomyślałam. Po pierwsze. — Pot? Pleśń? — zgadywała Athena stłumionym głosem. co to za zapach? — Milan machał ręką przed śpiworem. dostanę się do Rady Najwyższej i narobię trochę zamieszania. — Nie. że istnieją ukryte połączenia i drogi poza zasięgiem naszych zmysłów — co wcale nie znaczy. W pewnych szczególnych chwilach. komu zbrzydł ten system. Przypuszczam. — Athena usiadła z ożywieniem i zaczęła gestykulować jedną ręką. To zapach wolności. — Nathan lubił używać oldskulowych zwrotów.6 Kontra — Wiecie. to mnie fascynowało. że niedostępne.. Dochodziło południe i pozostali wreszcie zaczynali się budzić. a wieczorem wbiję się na jakąś imprezkę. Nieźle. Gildia. patrząc na zafarbowane na czarno kudły. — Chciałbyś. ponieważ jej śpiwór był jeszcze zamknięty. nie miałbym nic przeciwko — odparł Milan. Potem może popływam. Związani Honorem. przekimam się po południu. ale możemy robić. — Milan założył ręce na kark i westchnął z przyjemnością. — Ach. Jakim cudem dała nam wszystkim niewidzialność? Zupełnie jakby weszła do naszego świata prosto z bajki o piratach i czarach. — No. Gnieździmy się w dusznej klitce. niż nam się wydaje. zwłaszcza te starsze. Przystąpi do nas każdy. co? — Pokiwał głową. Droga Cnoty. . polatam na desce. — Daj pomyśleć. często miały wycackane nazwy: Szlachetny Duch.

żeby przyłączył się do takiej gildii. — Wieczorem możesz mieć wszystko z tej listy. czy musisz podchodzić do tego negatywnie. Słuchajcie. mam szansę. a wpłaciłem wadium. — A ty. — Nie powiodło ci się przy pokerze? — zapytałam. Na dole Arnie siedział przy stole i z czerwoną twarzą wyklinał pod nosem. — Walić tego całego pokera! — Z nagłym onieśmieleniem spojrzał na moich przyjaciół. kiedy myślał o swoich projektach. — Zarąbisty pomysł. Niech Arnie oswoi się z nimi. Zjawa? Co będziesz robić? — Chcę tylko wiedzieć. Urządza cię to? — Może. Nath. — Mamy nowego wielkiego wezyra i kretyn przesunął wyścig na sobotę. Wciągnęła go ta rozmowa. kim jestem. Chodzi o to. To ścisła czołówka. o czym mówisz. I dobrze. W wewnętrznej kieszeni trzymałam jego listę. — Fajnie.. Kiedy zejdziemy na dół. nie wydurniajcie się przy Arniem. — Wyraźnie się uspokoił. Athena! Pomogę ci z grafiką i logo. Ale uwaga. — Ale zastanawiam się. Wyciągnęłam ją i przejrzałam uważnie. Nath. że patrzę na niego z rozbawieniem. — Rewelka. przepraszam. więc jego twarz natychmiast wypogodziła się i przybrała obojętny wyraz jak zawsze. że mamy konstruktywne postulaty. — Musiałbym zamknąć warsztat i pracować nad tym przez tydzień. Możemy dodać jakieś pozytywne symbole do logo i tagów.. Zawsze czuł się nieswojo w towarzystwie nieznajomych. nie możemy tu gnić cały dzień. — E. — Ale rozumiem. Przyciągały do siebie posiadaczy elitarnych kart. Tak czy owak. Musimy zarobić na czynsz. Ale jeśli faktycznie zdobędziecie części. — Milan odwrócił się na bok. widząc. — Machnął gazetą. . Nagle zarumienił się.Wojownicy Męstwa. coś wam powiem. Kurna hassanka! Nikogo nie namówisz. — Nathan był zadowolony. żeby ich widzieć. Na tę sobotę! Nie mam szans się wyrobić. Wolałabym nawet. — Nathan zawahał się. lecz uśmiech przeczył jego słowom. — Milan udawał złość. więc nawet denne gildie kopiowały ich styl. Pokażemy. dzięki za wotum zaufania. żebyście nie mówili za dużo — Kurde. Przez kilka minut nikt się nie odzywał. — Wiem! Nazwij ją „Impreeeza”! — „Kontra” — upierała się przy swoim Athena. że poker to nie wszystko. Od czego zaczynamy? — Odwiedzimy kilka fabryk autolotów. — O co ci chodzi? — Może lepszą nazwą byłaby „Równość” lub „Harmonia”? — Zapomnij. przyprowadzając pozostałych.

my spadamy. Zrobię kawę. Gildią Dawaj Co Masz. — Gildią Głąbów i Pierdzistołków. Arnie tylko coś burknął. — W porządku. ponieważ nie posiadałam karty i nie byłam zarejestrowana. — Podkreślał słowo „jeżeli”. stary. zarośniętej szczęce. — Ile się płaci? — Nic. Poglądy Arniego różniły się od naszych. Ludzie podniecali się swoimi gildiami. a może zwłaszcza oni. Siedzenie wzlotów i upadków gildii nigdy mnie nie interesowało. — Miło cię poznać. przedstawiłam mu Milana. tak? — Podrapał się po twardej. — Klapnął na krzesło i rozchmurzył się na chwilę. Zobaczymy się o zachodzie słońca. siadajcie. ale — z drugiej strony — nie należałam do żadnej z nich. no to powodzenia. — Hm. nim rozmowa zeszła na polityczne tematy. Poszedł w diabły zaraz po zniknięciu wielkiego wezyra. — W której gildii jesteś? — zapytała Athena. — Kontra. Jeżeli moja gildia wystawi załogę. — A korzyści? — Żadne. dając do zrozumienia. Dobrze im tak. — Milan wstał i podał mu rękę. mogła kontrolować przydział mieszkań. — Ale słyszałem. — Wstałam i kopnięciem włączyłam deskę. Pozostali prędko poszli w moje ślady. — Jeżeli przyniesiecie co trzeba.— Zdobędziemy. Kiedy gildia awansowała wysoko w rankingach. Jeżeli da się wstawić części bez większych problemów. Zwani także Gildią Dziadygów — mruknął. że nie robi sobie dużych nadziei. A Ja Ci Nie Dam Nic. Nathana i Athenę. — Naprawdę startujesz w wyścigu autolotów? Arnie zawahał się. zarządzać obiektami komunalnymi. — Nazywa się Kontra. — Mężni. nawet posiadacze czerwonych kart. że Honor Starożytnych przestał istnieć. a ja poczułam ucisk w żołądku. Kiedy wrócił z wyszczerbionymi kubkami na tacy. — Nic? — Nagle się zainteresował. Gildią Nieudaczników. Każda gildia próbowała . czyli zajmować się całą masą nudnych spraw. zanim dotknął go lekko. — Dobra. uczestniczyć w planowaniu inwestycji drogowych. aroganckim indygowym snobom! — Dziś tworzymy nową gildię — oświadczyła Athena. Nie mogłam.

w jakim byliście. skowyt skręcanego gorącego metalu ściąga skórę na czubku głowy. po duże przedmioty. Wypas. aż wreszcie na ostatnią . Do montażowni wjeżdża błyszczący srebrzysty silnik. że kaskady białych iskier i potężne ciosy gigantycznych robotów mają swoje ustalone miejsca. że czujecie się. takie jak porzucone auta szosowe i całe portakabiny. syk robotów pneumatycznych. Zawsze chciałem poprowadzić starbursta.umocnić się w konkretnej części Miasta i wyeliminować lokalnych rywali z walki o różne drobne przywileje. Słychać już było monotonny hałas trzyzmianowych linii montażowych. Drzwi na główną halę montażową były zamknięte i zabezpieczone czujnikiem ruchu. czy pozostali widzieli kiedykolwiek takie okolice. Była to zaniedbana część Miasta i zastanawiałam się. aż hala wypełni obszar między dwiema przecznicami. tkwiących w szuwarach. zauważycie. jakby fale dźwięku wstrząsały waszymi bebechami. aż znaleźliśmy się na tyłach fabryki. Do tego dodajcie huk stali formowanej uderzeniami młotów. Potem powiększcie je dwa razy i znowu dwa razy. Lepiej włóżcie zatyczki do uszu. Głuche dudnienie młotów wprawia w drżenie żebra. — Jaki mamy plan? — zapytała Athena. Wszystko znajduje się w ciągłym ruchu. indygowych i fioletowych ze wszystkich dzielnic i walczyły o wpływy na królewskim dworze. Na początku jest strach i oszołomienie. Frunęliśmy wzdłuż nieużywanego kanału przemysłowego. Trzeba tylko uważać na ciecia. Niekoniecznie najwyższe. Tu prawie wszystko jest zautomatyzowane. *** — Pierwszy przystanek: Mosveo International. Przemknęliśmy przez podwórze bez żadnych problemów. schylaliśmy się i korzystaliśmy z osłony stosów nieużywanych palet. w środku jest straszny hałas. Wyobraźcie sobie największe pomieszczenie. Fabrykę luksusowych autolotów odgradzała od kanału wysoka siatka. — Wskazałam ręką. — Mosveo. — Bułka z masłem. — No to pora się zabawić. który przypomina mózg lub orzech. Koryto starego kanału wypełniały śmiecie — od małych kolorowych opakowań po słodyczach. Jednak te najważniejsze nie zajmowały się błahymi sporami: przyjmowały pod swoje skrzydła niebieskich. No więc patrzcie na drzwi. Na każdym stanowisku montażowym do silnika doczepiana jest część auta. z którym poradziłam sobie raz— dwa. — Milan zahamował i zszedł z deskolotki. Otworzyłam drzwi i z niemałą satysfakcją patrzyłam na ich zdumione miny. wykonujących w nieskończoność zaprogramowane ruchy. Przez całą długość hali pełznie taśma przenośnika. I próbujcie tak dalej. — Podchodzi spacerkiem do krzesła pod szyldem odlewni i tam kima. Nieruchoma woda miała paskudną brązową barwę i wiało od niej smrodliwym zapachem. Czasem wychodzi z tamtych drzwi. wystrzały pistoletów ciśnieniowych oraz snopy iskier tryskających spod ramion spawalniczych. Dawno temu w czasie podobnej akcji rozcięłam ogrodzenie i od tamtej pory nikt nie załatał dziury w siatce. Hałas taki. ale z całą pewnością najdłuższe i najszersze. Ale jeśli przyjrzycie się lepiej.

podzielając jej odczucia. Athena czuwała nad efektem z rozwiniętym padem i uniesionym piórem. przyjdźcie do lakierni. Tarcza nr 2. Jedna osoba miała akurat tyle luzu. podwieszona do sufitu i wychodząca z budynku. przestałam zwracać na nich uwagę — nawet na Nathana. co robię. W takiej sytuacji trudno prowadzić kogoś za rączkę. bo każda operacja powtarza się bez końca. Odhaczyć. To wygląda dość strasznie. żeby sprawdzić. inaczej byście go ze sobą nie brali. co u nich. by zniknąć za kołyszącymi się plastikowymi przesłonami lakierni. najlepiej Xexter 03403. Milan zagwizdał. Dwie jednostronnie sfazowane tuby kompresora (20— 260— 0832). Po prostu obserwujcie przez chwilę działania robotów i wszystko będzie dobrze. który okazał się bezpodstawny. Kiedy skończycie. że nie spierniczy sprawy. dysza układu zasilania. — Tu macie listy. Czytałam naklejki na rurach. W każdym razie tak sobie wmawiałam. — Co jest. Wysokie półki. Mieli poważne miny i spodziewali się.pochylnię wspinają się monochromatyczne pojazdy. lecz teraz wszyscy gapili się na mnie z wytrzeszczonymi oczami. Tarcza żyroskopu Michelsona (434). Kiedy wyruszyli na poszukiwanie części potrzebnych Arniemu. nim wychylił się z powrotem do wiecznie poruszającej się taśmy. ale nie musicie się bać. do których sięgał robot. czarną torbę. Pojazdy wjeżdżały do lakierni w jednolicie szarym kolorze. — Będzie ubaw. że wiem. brygada. która podaje części z naszej listy. — Śmierć i zniszczenie! — usłyszałam w słuchawkach głos Atheny i odwróciłam się z uśmiechem. szerokie skrzynie i potężne regały zawierały podzespoły. Athena? — zapytałam z niepokojem. A ja oczywiście wiedziałam. Posuwałam się wolno wzdłuż taśmy. — Poczekaj — odpowiedziała. Odhaczyć. żeby przejść między syczącymi robotami bez potrącania skręcających się ramion. — Hej. że w tym sezonie najmodniejsza jest metaliczna zieleń. onieśmieleni burzą dźwięków i świateł. a wyjeżdżały z drugiej strony pokryte świeżutkimi. — I co? — Milan zjawił się przy niej. kolorowymi wzorami — zgodnie z życzeniem klienta. Programy sterujące nakładaniem farby mają już swoje lata. wypakowując częściami dużą. Odhaczyć. . zakładacie. Wyglądało na to. Zhakowałam je. Do każdego stanowiska z podzespołami docierał ciąg dostawczy: gruba plastikowa rura. Zwykle nasz gang zdawał się na przewodnictwo Jaya lub Atheny. mimo że miałam ochotę sprawdzić.

Milan wziął do ręki kartę dań i przesłonił nią twarz. Innym się chyba podobało.Kiedy wynurzał się autolot — luksusowy rodzinny sedan z rdzawoczerwoną metaliczną karoserią i olbrzymim. Potem nawstawiałam czerwonych serduszek. będącego częścią ekspresówki. Słaba deklaracja. jego niebieskie oczy błyszczą zadowoleniem. A potem stąd spadamy. Białe włosy nad wrzeszczącą twarzą rozwiewały się na bokach i dachu auta. kiedy ukazał się wesoły autolot. — Teraz ty. — Daj mi spróbować. a twarz na masce silnika. — Ładny — zachwycił się Nathan. Pozdrowiła mnie kiwnięciem głowy. by szepnąć po kryjomu: — Mamy czym zapłacić? Kończą mi się kredyty. Przeobraził pojazd w wyjącego wampira. kiedy planowałam daleką wyprawę. Milan zaśmiał się głośno. jesteś niesamowity — Athena pierwsza zobaczyła nowy wóz. — Twoja kolej. Nath — powiedziała Athena. żeby szacowni posiadacze żółtych i zielonych kart sięgnęli po ten projekt przy wyborze autolotu. fioletoworóżowych i czarnych plam farby. Jakoś sobie nie wyobrażałam. kamiennego wiaduktu. Pobawił się piórem i padem. która powstała z ciemnofioletowych. wyglądała jak tatuaż. wciśnięte między dwie podpory szarego. już samo promowanie humoru i indywidualności jest w pewnym sensie działalnością wywrotową. Rajdowe opływowe linie wyglądały czadowo. . Okna były oczami. Akurat na zmianie była rudowłosa dziewczyna. — Nath. Zjawa. że pod jasnożółtą grzywką. Takie akcje bawią najbardziej w towarzystwie przyjaciół. jeśli ukradną ci projekt. kiedy weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca przy wysłużonym plastikowym stoliku. Zresztą nie potrzeba tu żadnych tłumaczeń. Jako tło wybrałam niebieskie niebo z puszystymi chmurkami. — Nie zdziwię się. — Super! Ale jazda! — krzyknął Milan i machnął pięścią w powietrzu. Czasami tam zaglądałam. Uśmiechnęłam się. widząc jego radość. Następny pojawił się starburst. Klientami najczęściej byli robotnicy pracujący przy załadunku i rozładunku towarów. która spadała mu na twarz. Czasem nie jestem w nastroju do wykrzykiwania haseł. wiem. To ciche miejsce. lecz efekt psuł jaskrawy fioletowy lakier z żółtymi plamami i biegnącym wokół nadwozia napisem NIECHŻYJEREWOLUCJANIECHŻYJEREWOLUCJANIECH— ŻYJEREWOLUCJA. choć eleganckim znakiem anarchistów na masce — dołączył do nas Nathan. Z niepewnym uśmiechem Nathan pochylił się nad padem i za pomocą pióra zaczął szkicować wzór i wybierać kolory. nim Milan zaczął narzekać na pusty brzuch. Zaliczyliśmy jeszcze dwie fabryki. Zabrałam ich więc do Canal Café. Zauważyłam. ale jeśli pomyśleć. że po świecie fruwają miliony autolotów pomalowanych jednym prostym kolorem.

. — Z wewnętrznych kieszeni kurtki wygrzebałam garść kolorowych żetonów kredytowych. Z dobrego nastroju wytrącały mnie jedynie myśli. podawanych o każdej porze dnia. których obrobiłaś? — A niby czemu? Zgłaszają kradzież i dostają nowe. ale ja czułam się szczęśliwa. — Robiłaś prześwietlenie. Wystarczyło pójść do uczęszczanego miejsca i poobracać się w tłumie. Milan zawzięcie studiował listę zestawów śniadaniowych. że zakłada gildię. — A mam wyjście? Nikt inny się o mnie nie troszczy. — Muszę przyznać. czy nie masz uszkodzonego mózgu? — zapytała Athena. — Nie masz wyrzutów sumienia? Nie żal ci ludzi. żeby sprawdzić. Schowaj sobie jeden. żeby nie wyświetliły się jako przedmiot kradzieży. — Może wcale mnie nie porzucili? Czasem zastanawiam się. — Może dałoby się to zrobić. Nie wiem jak inni. — Jak łamiesz zabezpieczenia? — Bawiło mnie to. czy nie zdarzył się jakiś wypadek. że osiągnie swój cel. I za to. — No tak. przyszło odprężenie. Jedynie przyjaciołom opowiadałam o swoich niezwykłych losach. — No. Cały wic polega na tym. Zaraz coś o tym poczytam. że Athena nie przejmuje się nielegalnym nabyciem żetonów. Najczęściej zaliczali wtopę. a ja straciłam wspomnienia. Jeden przycisk i sprawa załatwiona. Ludzie co chwila tworzyli gildie. żeby wprowadzić do obiegu zablokowane żetony. — Momentalnie rozwinęła kryształowy wyświetlacz i zaczęła buszować w strumieniach informacji. nikt z nas jej nie wyśmiał. reklamowali się. czemu porzucili cię w dzieciństwie. — Nie. Kiedy najedliśmy się do oporu. należało się spodziewać efektów. Milan natychmiast przykrył go swoją wielką dłonią. — Ukradłaś je? — Nathan nie potrafił ukryć niedowierzania. Zjawa — stwierdził. — Za to kupisz dużo.— Weź. że nieźle namiesza. póki nie dorobisz się własnych. Kiedy rano powiedziała. — Są przyrządy. nie odrywając wzroku od menu — że umiesz o siebie zadbać. namawiali innych do członkostwa. Nawet w dzieciństwie nie narzekałam na brak kredytów. gdzie wcześniej przebywałam sama. ale technicznymi trudnościami związanymi ze zmianą ich numerów identyfikacyjnych. żeby dowiedzieć się czegoś więcej o prześwietleniach mózgu. — Gdy pchnęłam po stole żółty żeton. Dziwna sprawa. Rozmiarami przypominały paznokieć kciuka. Byłam pewna. z którymi się obudziłam i które wciąż mnie dręczyły. w którym oni zginęli. — Wzruszyłam ramionami. co się stało z twoimi rodzicami. Fajnie było ich mieć koło siebie tu. które do tego służą. ta utrata pamięci. ale jeśli brała się za to Athena. Ciekawe. przeważnie czerwonych. Oto cała Athena: przekonana. choć było wśród nich kilka pomarańczowych i dwa żółte.

— Bardzo ciekawe. — Milan zdjął nogę z pustego krzesła i usiadł prosto. ludzie zjawiają się i znikają. Milan tylko obojętnie wzruszył ramionami. — I ja — dodał Nathan. ale na pewno działo się coś niezwykłego. którzy nagle pojawiają się lub znikają. mogli nas naszprycować narkotykami czy coś w tym stylu. — Naprawdę? Pokaż. Milan powoli wytarł talerz kromką chleba. Nagle wyprostowała się i skupiła uwagę na mnie. Potem dała nam coś do wypicia i staliśmy się niewidzialni. było niesamowite? Ta piratka. że to czary. — Łączy co? — wybełkotał Milan z pełnymi ustami. — Po prostu nauka nie zna racjonalnego wyjaśnienia. — Wracamy do siebie. Cindella daje nam niewidzialność. — Athena pochylała się nad rozwiniętym komputerem. — Wydaje mi się. Ale widziałam. z wszystkimi się rozprawiła. — Nim wpadliśmy do bazy. Wszystko się zaczęło jakiś tydzień temu. — Nie sądzicie. Cindella. lecz Athena patrzyła na to inaczej. Mieliśmy za mało informacji. — A nieracjonalne? — zapytał Nathan. Tak było? — Trudno z tym dojść do ładu — rzekła ponuro Athena. — Dużo się mówi na forach dyskusyjnych o ludziach. Athena kilka razy ostrożnie musnęła palcem ekran i przysunęła komputer do Nathana. — Więc posłuchaj jeszcze jednej dziwnej historii. Athena Spochmurniała. — Są takie? — Musiałabym założyć. że coś je łączy. Zanim wyszliśmy. zwinął ją i włożył do ust. Jakaś kobieta zatrzymała się i zaraz potem jej nie było. jak trafił ją laser nastawiony na pełną moc i nic jej się nie stało. To bardzo dziwne. — Zdarzenia. — Wyciągnęłam torbę spod stołu. — Nathan mówił wyważonym tonem. lecz w jego oczach pojawiły się błyski ożywienia. A ja nie wierzę w czary. . zapłaciłam za wszystkich kredytem z czerwonego żetonu. żeby nie zasłaniała oczu. Athena stanowczo pokręciła głową.— Ciągle się zastanawiam. — Dość tego. co się stało. patrzyłem na placu Turnera. — Cokolwiek to jest. co się wydarzyło na posterunku policji. — Nathan wyprostował się. nie ma nic wspólnego z czarami. Jeśli o mnie chodzi. każda zmiana była mile widziana. Wiadomo. Zniknęła. że to. — Ja też. kiedy czytał z grzywką zatkniętą za ucho. czy nie zbliżają się gliny. — Też ją widziałem. To chyba te same czary. Patrzyliśmy na niego bez słowa.

Benzedream i DJ Kropotkin. Jeebie Time. Ale tym razem zaintrygowało nas to. U dołu wielkiego billboardu reklamowego ktoś nakleił kolorowe ulotki: Kolektyw Anarchopunkowy z New Seattle zaprasza Na piątkowy rave! Zagrają: Spaw. no. Osobiście nie byłam fanką setek stłoczonych dzieciaków. i Elizabeth. kiedy nagle Nathan się zatrzymał. czego nie pochwalały władze. że tysiące ludzi robiły coś. I nieźle im to wychodziło. — Musimy tam pójść — oświadczył Milan ze zmrużonymi oczami. NoPhuture. Podziwiałam organizację tego przedsięwzięcia i to. cztery razy w roku bez ustalonego harmonogramu i zawsze złaziły się tłumy. — I to bez dwóch zdań. . które snują się przymulone hassankami lub czymś gorszym albo zataczają się z przepicia. No i ta niepowtarzalna atmosfera. gdy unosił się nad nami duch buntu. Na tych imprezach nie było bałaganu. — Głos Atheny był zaprawiony goryczą.Lecieliśmy na deskach przez nieciekawą dzielnicę przemysłową w stronę warsztatu Arniego. no. kto wystąpi.. Mimo to zwykle tam chodziłam. kto słyszał o klubie Ronnie’s. Klub mieścił się w pomieszczeniach opuszczonego szpitala na rogu 15. Ruszajcie Zaraz W Przestrzeń Ograniczoną Tajemnicze zdanie na dole ulotki wydawało się trochę dziwaczne. — Patrzcie na to! — No. W NoPhuture grał przecież Jay. Imprezy były tam urządzane trzy. musiał je zrozumieć. Ale każdy..

Michelotto oczywiście był skuteczny w walce wręcz. których na chwilę zbliżyła śmierć wspólnego wroga. Orlando tylko zarzęził. która wspomina z rozrzewnieniem czasy młodości — tęskni za tamtymi emocjami. Linka z polieteroimidu. jest mankamentem w fizycznej walce z mężczyzną. że będzie świadkiem upadku wpływowego rywala. kiedy trzeba się gar bić pod ciężarem krzesła przyklejonego do pleców. Poznajemy je po tapicerce w odrobinę ciemniejszym odcieniu szkarłatu. Pechowcy skakali po sali jak żaby i krzyczeli bzdury o zemście. Zamiast tamtych starych krzeseł mamy trzy nowe. Python i Francis zgodzili się pomagać mi aż do tamtej chwili. że ich ubrania przywarły do siedzeń. Gdyby ci dwaj umówili się. powoduje szybki zgon. nie byłyśmy nawet najsilniejsze. nieprzespanych nocy i ustawicznego bólu brzucha. nie byli głupcami. Kojarzy Nam się z największymi triumfami. zwłaszcza że możemy się zabawiać z przybyszami. ale również obaw. trzech z pozostałych pięciu przywódców zorientowało się. Tu siedział Orlando. że nierozważnie sięgnęli po wino. dopóki nie ucichli na zawsze. Gości uprzedzono. że jeden z nich zginie. wstali. Po tym wydarzeniu wszyscy się rozluźnili — do tego stopnia. reszta skwitowała to śmiechem. Wino oczywiście zaprawiono trucizną. Wspominając. więc mieli świadomość. Mniej więcej tysiąc lat temu w tej właśnie sali spotkało się ośmiu przywódców najpotężniejszych gildii. Wszyscy oddali broń i przeszli przez wykrywacz metalu. zatoczyli się i zaczęli drapać ścianę. żeby Nas obronić? Nigdy się . przechadzamy się po sali i dotykamy okrągłych oparć krzeseł.7 Śmierć i dama Bardzo lubimy salę obrad z wytwornymi aksamitnymi krzesłami i ogromnym mahoniowym stołem. Francis z Jednostek Elitarnych. żeby na srebrnej tacy wniósł wino. więc zapanował gwar swobodnych rozmów między rywalami. Rozglądali się czujnie. miałybyśmy marne szanse. Kobiecość. ale czy na tyle dobry. On pierwszy zginął. Dopiero kiedy podnieśli się. zaciśnięta na szyi. Był to dla Nas moment najtrudniejszy. Należało sprostać wielu wyzwaniom i część Naszej natury — ta. słynny przywódca Stalowych Wojowników. że będzie nim zabójca Michelotto. to prawda. którzy właśnie umarli. Ale nie wszystko jeszcze było załatwione. Dlatego wolimy Nasz obecny status. że zwrócą się przeciwko Nam. Nie brakowało ich. Mijając Orlanda. Dawniej nie byłyśmy jedyną potęgą w świecie Sagi. Siedzący przy stole puszyli się swoimi zdolnościami konspiracyjnymi i piętnowali głupotę tych. W sali pozostali więc Michelotto. więc gdy dwaj przywódcy gildii. która niewątpliwie pod wieloma względami dominuje w obrębie gatunku. Tylko jednemu słudze zezwolono wejść na salę. Każdy myślał. Wręcz przeciwnie. przy których teraz stoimy. Ale nawet jeśli stali się zwycięzcami w tym boju o władzę. a także My i pięć ciał. zaatakował. Python z Rozżarzonych. Trudno uciekać. którzy o tym nie wiedzieli. pochylił się i stuknął głową o stół. by odejść. Michelotto postawił na stole tacę z winem i udał się do wyjścia. Sprawa została załatwiona.

że nie mogłyśmy zrozumieć jego ostatnich słów. wypowiedział tylko te słowa. kiedy Michelotto chwytał za linkę. Michelotto zaczął krążyć wokół niego. pani. który stoi za nim z nieprzeniknioną miną. Przeważyły względy estetyczne. a nie aktywny uczestnik brutalnego.tego nie dowiemy. Francis”. zauważyłyśmy z satysfakcją. kiedy przestał charczeć. porażony bólem w szyi. Wtedy myślałyśmy. Proszę usiąść. że przygotował fortel — może związany z trucizną? A jednak po latach. — Francis wyciągnął do Nas rękę. Oglądałyśmy scenę mordu z uczuciem triumfu. myślimy. Żeby dokonać takiego dzieła. — Pan Carter. że pobrudzi krwią Naszą suknię. Francis oczywiście odwrócił się. obdarzony nienagannymi manierami. W każdej chwili mogli się rzucić na Nas. Sam zgłosił się na policję. panie Carter. „I zostało nas dwoje”. jaki miałam na sobie przy przejściu przez wykrywacz. Ośmiu rywali silniejszych od Nas — nie żyło. Ponieważ Francis śledził ruchy Michelotta. Nam królewski autorytet nie pozwala usiąść. Dzięki tym wspomnieniom jesteśmy w lepszym nastroju. Polibenzimidazol jest prawie tak mocny jak stal i można mu nadać ostrość brzytwy. Zachowywał się jak osoba wyznaczona do serwowania wina. żebyśmy mogły w samotności napawać się zwycięstwem. W rzeczywistości przebiłyśmy jedno i drugie. Rzęził tak bardzo. Pozbierał kieliszki na tacę i wyszedł. trzeba być mistrzem psychologii i perswazji. które od tamtej pory stale Nam towarzyszy. dziękuję” — odpowiedziałyśmy równie lakonicznie. lecz wyjątkowo udanego przewrotu politycznego. Z politycznego punktu widzenia zabicie Francisa nie było wcale konieczne. prawie tysiąc lat później. Jak. gdy odtwarzamy w pamięci tamto zdarzenie. kiedy Michelotto otwiera drzwi i wpuszcza młodego chłopca. zachował się jeszcze nikły ślad plamy. żeby zadać precyzyjny cios. że została uszkodzona tchawica. że plastikowy szpikulec zabrudzony jest krwią na długości trzech cali. „Czy to wszystko. Krztusząc się. pani. Nawet gdybyśmy nie trafiły w arterię. Ale że to plastik. że on się po prostu bał. — Nie moja w tym zasługa. Dziś. żeby mieć go na oku. który lekko kiwa głową pozbawioną już włosów. miałyśmy dość czasu. „Nic nie szkodzi. praktycznie niepodobna odróżnić go od fiszbin ze zwykłego gorsetu. obejrzawszy się z lękiem na Michelotta. — Wspaniały przykład obywatelskiej postawy. która zaległa na sali. Młodzieniec siada na krześle. wypluwał krew na niebieski dywan. — Szybko się uwinąłeś — chwalimy Michelotta. — Martwiłyśmy się. Nigdy nie zapomnimy ciszy. miałybyśmy pewność. Francis — zgodnie z daną mi obietnicą — pomógł Nam przytrzymać Pythona. ale nie pozwoliły im na to wzajemne animozje. . Kiedy odskoczył. pani?” Michelotto.

Michelotto dobrze Nas zna. Jedno krótkie spojrzenie i cofa się o krok. Właściwie to byłybyśmy szczęśliwe. nie mamy powodu spisywać . Co masz do powiedzenia? — Przepraszam. — Przyprowadź dziewczynę zwaną Zjawą — polecamy zabójcy. nawet Michelottowi. — Dziękuję. zatem nie czujemy się komfortowo w jego obecności. żeby przejrzeć zawartość pliku. nie oznacza. Z raportu nie wynika. panie Carter. Dzięki temu pan Carter nie poplami dywanu. którzy osiągnęli samoświadomość. a sądząc po zgarbionej sylwetce. ale nie robiłem naprawdę złych rzeczy. Za to pod względem inteligencji mało kto mu dorównuje. Nie chciałem nikogo zabijać. by dzieciaki weszły w niebezpieczne powiązania z nieuchwytną buntowniczką Cindellą. To ta dziwna piratka. Dużo wie. Ale kto ich nie ma? Kiedyś zapytałyśmy. Dziękuję. mogę iść? — Idź. Żadnemu RAL-owi nie można ufać całkowicie. Jest również jednym z ostatnich RAL-i: przeprogramowanych samodzielnych form życia. ma pewność. Oczywiście prosiliśmy o nieśmiertelność — któż by nie prosił? Ale sam fakt. Tak nazwano tych z nas. zaginionym RAL-u. Mimo upływu stuleci nadal jest jedną z tych nielicznych osób. z setek do dziesiątków. gdyby nie został nikt inny. przepełniony wdzięcznością. kiedy nie ma już chłopca. Podejrzewamy go o zaburzenia psychiczne. Odpowiedział. że ciało nigdy nas nie zawiedzie. Tysiąc lat wysuszyło go na wiór. których nie umiemy przejrzeć na wylot. jak ofiara umiera mu w rękach. że dopiero gdy czuje. Wasza Wysokość. Wasza Wysokość. możesz odejść. — Naprawdę. — Przeprosiny przyjęte. Był i jest idealnym sługą. Czyżby czerpał przyjemność z mordowania i znalazł sobie taką wymówkę? Ale nie naciskamy.— No dobrze. że zadanie zostało wykonane. Wasza Wysokość. A teraz? Zostało nas dwóch. w sytuacji kryzysowej nie mogłabym polegać na jego sile fizycznej. Jednakże tożsamość ciemnoskórej dziewczyny zwanej Zjawą pozostaje zagadką. może trzech. Każemy go śledzić. czemu przedkłada garotę nad pistolet. ostrze sztyletu czy wypadki o bardziej prozaicznym charakterze. Napadałem na galerie handlowe i takie tam.. więc jego dziwactwa można tolerować. To nie byłem ja ani moi przyjaciele. W ciągu stuleci nasza liczba zmniejszyła się z tysięcy do setek. — Złożyłeś szczegółowe zeznania? — Tak. Pamiętamy o Tetydzie.. Na chwilę zamykamy oczy. iż jesteśmy niewrażliwi na promień lasera. kiedy jeszcze musieliśmy się użerać z istotami ludzkimi. ale że przez ponad tysiąc lat okazywał Nam jedynie grzeczne posłuszeństwo. Znamy się od dawna. Pan Carter szybkim krokiem wychodzi z sali. Michelotto kiwa głową i wychodzi.

I tak dalej. żeby rozpocząć zabawę. Zechcieliby odsunąć Nas od władzy. które przyniosły Nam tyle zadowolenia. Co teraz? Usiądziemy na tym samym krześle co tysiąc lat temu w chwili triumfu. Niewątpliwie nawoływaliby do zmian. Wychwalimy dzień przed zachodem słońca. Do wyścigu autolotów zostało niewiele czasu i wielki wezyr zapewnia. Niczym swędzące miejsce. Skończyć już z tą infekcją! Dopiero wtedy zajmiemy się zabawą. Jednak abstynencja nigdy nie była Naszą mocną stroną. ale większą jest jej sprawowanie. Będziemy mieć w garści i wróbla. Uważamy. Infekcja. w które nie można się podrapać. i gołębia. nie znają dziejów Sagi. którzy zrozumieliby w pełni sens dawnych wydarzeń. że ona tam będzie. Podzielimy skórę na niedźwiedziu. że to lepiej. Po sobocie chwycimy za ogon więcej niż dwie sroki. Co więcej. co zostało stworzone. które namawiają do wyrzeczenia się przyjemności. Nie wszyscy. Ale zanim oddamy się przyjemnościom. Zapewne można wyciągnąć morał z tej bajki. Działania. Śmiejemy się do łez Zdobycie władzy było wielką przyjemnością. nie słuchamy głosów. Może gdybyśmy były sentymentalne. której nie psuje świadomość. Na dotknięcie wciąż czekają setki nowych umysłów. . nadal jest użyteczny. Szkoda. przywołały również tę męczącą zmorę. nazwałybyśmy go Naszym jedynym towarzyszem. musimy poradzić sobie z pewnym utrapieniem. a to miejsce równie dobre jak każde inne. pochwaliliby to.go na straty. że zostało jeszcze tyle dni. którzy rodzą się dzisiaj i żyją krótko. że zbuntowanego intruza sprowadziło do Sagi Nasze pragnienie zdobycia nowych umysłów. To tylko przejściowa niedogodność i nie ma sensu sięgać po morały. Ci.

8 Manifest Kontry Ponieważ wszyscy potrzebowali ciuchów. Lepiej zgarnij trochę skarpet i spodenek. Od trzech dni niezmordowanie harował w szopie. — Cześć. Kiedy wcześniej zjawiliśmy się z torbami pełnymi części. — Dobra wiadomość jest taka. Zielone karty dla zwycięskiego zespołu. Na szczęście szukaliśmy tylko rzeczy podstawowych. dźwigając plecaki wypchane ubraniami. choćby dręczyły go najgorsze rzeczy). Od tamtej pory praktycznie go nie widywaliśmy. Ale zwyciężyła ciekawość (wiedziałam zresztą. lekko różniących się rozmiarem. Zapomnijcie o wymuskanych fontannach. łzy błyszczały mu w oczach. Chcesz łazić bez przerwy w tych samych łachach? I tak jest dość smrodu u Arniego. bo najwyraźniej nie był w towarzyskim nastroju. gdyby kazano jej cały dzień liczyć gołe cegły. ile chcecie. Chłopcy zaczęli razem z nami wrzucać do koszyka paczki ubrań. pomarańczowe za trzecie lub ekwiwalent w . rozgadani. żółte za drugie miejsce. o mało nie rozkleił się ze wzruszenia. żeby przygotować do wyścigu czołgolot. Zostańcie tu. Gdy weszliśmy do warsztatu. szukając rozmiaru. nie znosiła niepotrzebnej wstydliwości. żeby dać chłopu spokój. że wielki wezyr zwiększył pulę nagród. Arnie akurat robił sobie przerwę. Tu nie było nawet farby na ceglanych ścianach. gdyż nic innego nie dostalibyśmy w tym baraku. Dopiero później Nathan postara się o dodatki. — A co? — zapytał Milan. dzieciaki. Wkrótce wracaliśmy do domu na deskolotkach. Było to bardzo dołujące i miałam ochotę zaprowadzić wszystkich na górę. — Athena waliła prosto z mostu. nieco zażenowany kolorowym stosem koronkowych biustonoszy w koszyku. I może lepiej. Jak postępy? — Nic z tego nie będzie. Gdy zbliżyłam się do stołu. Arnie. w którym mieściło się sześć sklepów: spożywczak. drogeria. — Daj spokój. W rzadkim przypływie przyjaźni wskazał ręką warsztat i powiedział: „Świetna robota. bo nie mógł się czuć dobrze w naszej wesołej kompanii. Najbliższe czerwone centrum handlowe było nieciekawym parterowym budynkiem. Dowodem przemęczenia był brzydki czarny zarost na obwisłych policzkach i podkrążone oczy. że jakoś się pozbiera. Dlatego wzięłyśmy kilka par prostych niebieskich spodni. Nath. Czujcie się jak u siebie w domu”. które robią wrażenie. który unosił się nad ziemią. z których zbudowano budynek. zdawałyśmy się na szczęśliwy traf. których mu brakowało. Ponieważ nie było przymierzalni. Nathan odwrócił wzrok. a Milan puścił nam oczko. sprzęt gospodarstwa domowego. a starsza obsługa chyba nie byłaby bardziej znudzona. kawiarnia i stoisko z gazetami. chodząc za nimi z kartonowym pudełkiem na głowie. Athena i ja włożyłyśmy kilka czarnych topików do dużego koszyka. poszliśmy na zakupy — choć raz jak normalni klienci. W odzieżowym młody pracownik zabawiał dziewczyny z kasy. co nieczęsto mu się zdarzało. i na tej samej zasadzie zaopatrzyłyśmy się w bieliznę. odzieżowy.

nie tak prędko — ostrzegłam. Zjawa — powiedział Milan. Każdy będzie chciał wiedzieć. który ogląda cały świat. Nawigacja. że moi kumple się opamiętają. że startuję nieoficjalnie. — Zjawa. co się będzie działo. Wybacz. — Tym razem naciskał Nathan. nieodpowiedzialną. Wszyscy zapytają: „Kim są ci supergoście?”. spokojnie. a każda bierze udział w wyścigu. W dodatku w tym tygodniu powstało dwadzieścia nowych gildii. — My ci pomożemy! — zawołał. nierzucanie się w oczy władzom. ale nikt się nie dowie. no wiecie. Załóżmy. Nie mam pojęcia. Twierdzą. patrzyłam. damy w długą. ale nie możemy. broń wspomagająca. — Milan próbował wlać w niego odrobinę nadziei. Nath! — Milan wyciągnął rękę i przybili sobie żółwika. ale nie możemy przegapić tej szansy. przyglądając nam się uważnie. że wygramy.. przebiegły uśmiech wypływa na jego durną. kiedy można zrobić coś wartościowego? — Właśnie! Brawo. — Kiedy Milan wypowiadał te słowa. Gdy tylko czołg przekroczy linię mety. jeśli im powie. Aż odezwała się Athena: — Ilu ludzi potrzebujesz? — Czterech. nie? Przez chwilę podzielaliśmy jego smutek.. — Gdyby jeszcze moja zawszona gildia nie wystawiła mnie do wiatru! Oby przez tysiąc lat nie wyleźli z gnoju. Taki wyścig to fajna sprawa! Nawet Athena kiwała głową. — Daj spokój. nie? Masz już części.kredytach. naprawdę chciałbyś wystawić do wyścigu czołg pomazany znakami anarchistów? — zapytałam z nadzieją. Ale jest jeszcze zła wiadomość: w tym roku mają już prawie sto zgłoszeń. skąd oni wszyscy się wzięli. przeklęci! Wystawili oficjalny zespół i nie dadzą mi ludzi. Przestańcie bujać w obłokach. Życie nie polega na marnowaniu takich okazji. Świat oszalał. Udział w wyścigu. — Pomyśl. No wiesz. — Wiem. jak szeroki. nad nami flaga z trupią czachą i piszczelami. Arnie siedział wyprostowany. daleko od centrum wydarzeń? Ukrywać się w dziurze. — Będziemy twoją załogą. hasła rebeliantów. ładną i w tej chwili denerwującą buźkę. Wyobraźcie sobie te kamery. . rozwalamy luksusowe bryki. — No to luzik. — No to co? Twój czołgolot wszystkich rozwali. — No! — Nath rzadko bywał tak podniecony. że to ryzykowne. Zawsze już mamy żyć w ciasnej klitce. Arnie zgarnie nagrody i tylko on będzie sławny. — E. czułam chłód przenikający moje ciało. beztroską. Dwadzieścia lat składek i wypinają się na mnie! Chore. wieża. pociski. nikt ci nie podskoczy. Arnie. Chyba to go podbudowało. wywiady. że nie znosi polityki. proszę cię. — Zapomnieliście o „podziemiu”? Życie w podziemiu to. Można pomalować czołg znakami anarchistów. to nie jest życie w podziemiu. piratów! Już to widzę: szturmujemy tor. — Wskazał gazetę. — Arnie. — Nie do wiary. Przeczuwając nieuchronne nieszczęście.

coś jak brama do zapuszczonego ogrodu. żeby zminimalizować ryzyko. — Dobra. że Miasto stoi nad tobą? Jak Czarna Królowa. Nabazgrajcie na czołgu. żeby trafić z przesłaniem do największych sieci. czarne litery na tle zielonych liściastych roślin. Tymczasem Nathan zaprojektował tag. jeśli nie martwicie się o jej miejsce w rankingach. Arnie dostał zastrzyk nowej energii. — W takim razie zgoda — oświadczyła stanowczo Athena. Nathan i Athena patrzyli na siebie roziskrzonym wzrokiem. zawierających gwiazdy. który miał być symbolem gildii na oficjalnych dokumentach i ulicznych murach. Kontra jest dla ciebie. Druga szansa.. zachwyceni perspektywą wystawienia do wyścigu autolotu w naszych barwach. mnie tam wszystko jedno. szemrane gildie. które rządzą Miastem? Jeśli tak. przed emeryturą dadzą ci łaskawie pomarańczową kartę? Nie znosisz gildii. o które biją się nowe. myśląc już o pracy przy naprawie czołgu. wśród zieleni ukrywały się małe ptaki i zwierzęta. zimna i nieczuła? Nienawidzisz swojej pracy? Tego. Przemyślmy każdy szczegół.— A pomalujcie go sobie na żółto i nazwijcie „wielgachnym bananem”. I wtedy zacznie się zabawa. że dacie ognia z działek. mógł zobaczyć ciekawe szczegóły. — Wchodzimy w to. Jedynym świadectwem sprzeciwu było samo słowo i znak anarchistów zamiast litery „A”. że jeśli będziesz harował całe życie. zwłaszcza w rubrykach celów i założeń. ponieważ nie zamierzamy przyłączać się do wyścigu po nędzne ochłapy. błyskawice i wybuchy ognia. Starczy. w ten sposób zareklamujemy gildię. on działał z farbami. co wam się podoba. bylebym mógł powalczyć o zieloną kartę. że kto się dobrze przypatrzył. Czujesz. ale zróbmy to porządnie. Chcemy przenieść ducha sceny anarchopunkowej do Rady Najwyższej i tam zaprotestować donośnym głosem. Najpiękniejsze było to. W literach i wokół nich wiły się pędy z liśćmi. Westchnęłam. Athena z przyjemnością wypełniała kwestionariusz. Pewnego dnia będziemy mieli przedstawiciela w Radzie. ale chcecie dokopać Miastu. W ciągu trzech ostatnich dni Nathan i Athena zajmowali się nową gildią: ona za pomocą komputera uzupełniła formularz rejestracji. Na nadwoziu palniemy napis Kontra. nic więcej mi nie trzeba. Bez słowa ruszył do szopy. Różnił się zupełnie od tagów innych gildii. już się nie pojawi. zrezygnowana. . Wstał w głębokim skupieniu. które na was pluje — przyłączcie się do nas. Statut członkostwa przypominał fragmenty tekstów utworów punkowych. Wymyślił prostą rzecz: wyraz „kontra”. Jeśli nie chcecie niczego od gildii. Moim zdaniem — cudo. Podobnie jak w przypadku projektu w naszej bazie. Niczego nie obiecujemy.

żeby walnęła mi zmywalne tatuaże: ♥ na prawej łopatce i czaszkę na lewej. miał już permanentne. żywa wersja projektu. kiedy się ruszał. Jeśli nie można wyprowadzić przyjaciół z błędnego myślenia. — Jesteście gotowi? — zawołałam przez drzwi do chłopaków przebierających się w korytarzu. Mieniące się. powiedzcie mi. które zmieniało kolory. — No. że Milan wybierał się na imprezę w swoich codziennych bojówkach. Wzięłam bluzkę i powiesiłam ją przy oknie. Milan tylko wzruszył ramionami. W pewnym momencie spojrzał w moją stronę. którego stworzył na potrzeby mojej starej deskolotki. Athena rozpuściła włosy.Był to szalony pomysł. Biorąc pod uwagę. jesteśmy. Zdarłam podkład i rozprostowałam go na czarnej bluzeczce. Kiedy projekt był ukończony. Gdyby moje były tak proste. co robimy z Jayem? — zapytałam. Na ramię zarzucił torbę z puszkami wypełnionymi nowym tagiem Kontry. Nagle rozbudziły się we mnie instynkty opiekuńcze: przyrzekłam sobie. — Nagle mówisz jak mędrzec. prostując swoje szerokie ramiona. że go obserwuję. z której wyłania się twarz jak z horroru. Mając tak czadową bluzkę. Dzięki Nathowi nasze bezpłciowe „czerwone” ciuchy przeobraziły się w unikatowe designerskie kreacje. lekko się zaczerwienił. że będę się o niego troszczyć choćby nie wiem co. Nath zaprojektował białe włosy sięgające daleko na plecy. zrobiłabym dokładnie to samo. chyba należało się liczyć z takimi rzeczami. Za to przód koszulki ozdobił drgającym szkarłatno— pomarańczowym słońcem. — Zgadzam się — odezwała się prędko Athena. — Zanim pójdziemy balować. żeby grafika się utrwaliła. półprzeźroczysta. Nathan włożył na siebie tylko niebieską koszulkę i granatowe sztruksy. załatwmy to z klasą. Poprosiłam tylko Athenę. Kiedy zobaczył. Wystarczył czarny cień do powiek i pas nabijany ćwiekami. Obraz rozszedł się po tkaninie niby kleks z białego atramentu — plama Rorschacha. więc przypominała gorgonę: w połowie kobietę. co powie. Zdecydowałam się na grobowe klimaty i patrzyłam z podziwem. Ale nawet jeśli nas wrobił. skoncentrowany na swojej robocie. ruchome grafiki były modne w psychodelicznych kręgach. należy wspomóc ich czynem. Powoli z drugiej strony wynurzyła się połyskliwa. jakoś długo marudził w łazience. Nie jest nam potrzebny i szkoda nerwów na głupią bijatykę. że jest z nami. w której teraz jechało płynem po ogoleniu. Starannie zafarbował papier. . Podobnie jak przedtem na karoserii auta. ale jeśli żyło się w grupie. W ciemnym makijażu i kontaktówkach z wężowymi źrenicami wyglądała naprawdę powalająco. Farbowałabym je na kruczoczarny kolor i nie strzygłabym się krótko. *** W piątek wieczór była impreza. Nath nałożył jej na spodnie wężowe sploty. Nath przesłał go do tatuażerki ustawionej na bawełnę i nadruk negatywowy. w połowie węża. jak Nath szkicuje ♥ w obrębie upiora. Nie musiał dziś strzelać sobie tatuaży. — Milan wszedł żołnierskim krokiem. Cieszyłam się. nie musiałam się specjalnie gimnastykować z resztą stroju na imprezę. Od razu rzucało się w oczy. zwijająca się w rolkę. — Zobaczymy.

Złapmy go. nim zapanuje szaleństwa Potem będziemy się bawić! .— Mam przebłyski zdrowego rozsądku.

więc ubierali się tak. żeby strzelić taga Kontry na jakimś dogodnym. Nie mijaliśmy już na ulicach zwyczajnych przechodniów. że przeprowadzamy badania marketingowe czy coś w tym stylu. którzy pomału znikali w budynku. Popatrzyłam przez ramię na Athenę. przekaz wysyłany dla tych. Co prawda prawie nic o nich nie wiedzieliśmy (byli bardzo skryci). żeby się ze mną zrównać. Weźmiemy podkładki do pisania i słuchawki z mikrofonami. W ich wyglądzie była pewna ironia. żeby dowiedzieć się czegoś o swojej przeszłości. Zamiast biegać na potańcówki. wszyscy w kolorowych czubach. której umysł został przejęty przez KA. groteskowych tatuażach na twarzy. w równych odstępach proste okna. ciemnoszarego kamienia. czarnych skórach.. regularne bicie basów. Tymczasem tutaj zlewali się w jednolitą masę. Będziemy udawać. Otaczał nas gwar wesołych głosów. Sam budynek. był zaskakująco ponury: cztery kondygnacje z surowego. tłuste. w którym przecież kiedyś mieścił się szpital. Patrzyliśmy. na które wybierali się moi przyjaciele. — Genialne! — Wyobrażałam sobie całą akcję.9 Wstęp do zabawy Gdy sama organizowałam sobie czas. lubiłam chodzić własnymi ścieżkami. średnio suche. Po drugim piętrze wędrowały snopy niebieskiego i . Między nami a budynkiem szpitala był jeszcze kawał parku. dobrze widocznym murze. ale już z odległości dwóch kilometrów słyszeliśmy głuche. Frunęliśmy w chłodnym wieczornym powietrzu. ćwiekach i łańcuchach. Po godzinie skręciliśmy w aleję Słowików i dalej grzaliśmy wzdłuż torowiska na dawnych terenach szpitalnych. czy oczojebnie różowe? Strumień imprezowiczów znacznie się powiększał przy olbrzymich filarach u wejścia do szpitala. i tylko czasem zatrzymywaliśmy się. jak mroczne wnętrze budzi się do życia. dając po gazie. Zero garniturów i krawatów. którzy zwykłe chowają się w zakamarkach Miasta. lecz z całą pewnością robili świetne imprezy. — Młody człowieku — wyrecytowała Athena prześmiewczo poważnym tonem — prowadzimy badania przed wprowadzeniem na rynek nowych farb do włosów. zwłaszcza jeśli organizował je Kolektyw Anarchopunkowy. — Hej! — Wpadł mi do głowy zabawny pomysł i chciałam się nim podzielić. żeby szokować. Wyczuwałam w nim charakter starej kobiety. uderzające w niebo: tętno imprezy. Punkowcy chcieli odróżniać się od reszty Miasta. — Nie byłoby bardziej punkowo przyjść na imprezkę w garniaku? Roześmiała się. — Byłby czad! Następnym razem tak zróbmy. Zeskoczyliśmy z desek i stanęliśmy w kolejce ludzi.. Do której kategorii zaliczyłbyś swoje włosy: suche. trzymając się blisko ziemi. skaterów i zatwardziałych imprezowiczów. w sobotni wieczór przenikałam do pilnie strzeżonych budynków rządowych. Ale robiłam wyjątki dla imprez. — Na przykład zaczniemy pytać: które z następujących płatków śniadaniowych najchętniej kupujecie? Albo: jakim autolotem jeździcie? Wszyscy nas wezmą za wariatów. za to rosnące tłumy punków.

przypominających bramkarzy w nocnym klubie. Wiedziałam. ale czad! Nie musimy nawet szukać dealerów. lecz wyprzedził mnie Milan. Kolesie z kolejki patrzyli z ciekawością na mnie i na Athenę. No i chciałam mieć jasną głowę. przechodząc obok wynajętych przez KA byczków. — Wręczyła nam ulotkę z mapą szpitala na odwrocie. mieli wyblakłe permanentne tatuaże i osmagane wiatrem twarze. W odróżnieniu od ochroniarzy w ciemnym. Na galerii wisiała duża czerwono— czarna flaga. ale odłożyłam to na później. — Ja jeszcze nie brałem żadnych psychotropów. Minęliśmy drzwi i znaleźliśmy się w olbrzymim holu recepcyjnym. w dalekich podróżach. przez co okna wydawały się mrugać ze zdziwienia. Pokręciłam głową. Wrzuciłam do wiadra czerwony żeton. Byli znacznie starsi od osób wchodzących do budynku. praktycznym ubraniu. — Nie wydaje ci się. która oszalała z powodu dziwnych akcji w swojej głowie? — Kurza morda. — Hassanki? Psychotropy? Koks? Na co macie ochotę? — Wysoki koleś z długim warkoczem uśmiechał się do nas. z takimi lepiej nie zadzierać. — Super. Poniżej stali z wiadrami mężczyźni i kobiety wagi ciężkiej. Hassanki właściwie nie szkodziły i kusiło mnie. pogłębiły się zmarszczki wokół jej oczu i błysnęły kolczyki w brwiach. ci byli wystrojeni na imprezę. Zastanawiałam się. — Odwrócił się do handlarza narkotyków. nawet jeśli się uśmiechają. Każdy młody punk i imprezowicz milkł. — Zatoczyłam palcem koło. aż zorientuję się. z wnętrza budynku. — Milan zerknął na mnie ze skruszoną miną. na czym stoję. buchająca z olbrzymiego wejścia jak rytmiczny wrzask z otwartych ust. lecz skala imprezy jakoś mnie przytłaczała. Zbliżyliśmy się do kolejnego luźnego szeregu mężczyzn i kobiet. Zjawa. — Wchodźcie i miłej zabawy. że prezentuję się dobrze. dobiegała hałaśliwa muzyka. jakby od wielu lat przebywali poza domem. żeby wziąć kilka. — Masz jakiś alkohol? . Kiedy się uśmiechnęła. że ten budynek przypomina starą babę. żeby rozmówić się z Jayem. I oczywiście przestrzeń wokół nas wypełniała muzyka. Pełen wypas tu mają! Faktycznie byli to handlarze. — Dla mnie sześć hassanek.czerwonego światła. dzięki. — Spoko. co robią. W ogóle się nie krępuj. — Mogę je wrzucić na twój żeton? — Nie ma sprawy. pokazując moich przyjaciół stojącej przede mną kobiecie. chcesz mi już teraz podnieść ciśnienie? — Milan wywrócił oczami. Gdzieś na pierwszym migotał stroboskop. Zza ich pleców. — To za naszą czwórkę.

że już walą tam tłumy. idąc przed siebie wolnym krokiem. Była trochę starsza od pozostałych dealerów i chociaż jej zafarbowane na czarno włosy wyglądały znośnie.— Ja się tym nie bawię. — Założę się. — Dla mnie scena punkowa — oświadczył Milan. wydobył jedną i spojrzał na nas z łobuzerskim uśmiechem. kiedy spróbujesz tańczyć. — Na parterze skatepark. trzecie: ambient. żeby nie było wątpliwości. że Milan po prostu chciał przyszpanować nielegalnymi używkami. Wrzeszczeli do siebie. Idziesz. gdzie można było dostać jedzenie. i skończysz imprezę zarzygany. Nath i Milan sączyli już browar. — Milan zasalutował i odszedł. koszulki. — Athena pokazała nam je na mapie. utracisz podstawowe zdolności motoryczne. co masz? — Co tylko chcesz. Bawcie się. — Pan Warkoczyk ruchem głowy pokazał mi kobietę stojącą nieco dalej w szeregu. piwo. żeby przekrzyczeć dudnienie grającej gdzieś daleko kapeli. — A ja powywijam na parkiecie. Daj spokój. — Co robimy? — zapytał Milan. Athena czytała ulotkę. Miejscem zbiórki niech będzie południowo— wschodni róg na trzecim piętrze. Gdy wchodziliśmy do środka. Wszędzie wokół nas wesołe grupki młodych imprezowiczów zachowywały się jak w amoku. Ale u niej coś dostaniesz. picie. dziewczyny. że za bardzo opinały ją w pasie? Nie poprawiał jej urody również krzywy nos. — Super. który kiedyś na pewno był złamany. Zjawa? — Pewnie. Pierwsze piętro: punk. nie można jej mieszać z hassankami. wódka. — Po pierwsze. nawet whisky — Obalimy sobie buteleczkę whisky? — zwrócił się do nas Milan. — Dobra. Pomieszczenia przy korytarzu na parterze zostały na ten wieczór przekształcone w małe centra handlowe. książki. — W porządku? — zagadnęła Milana. dżin. Dokładnie to samo przerabialiśmy ostatnim razem. podciągnięte za wysoko. . którą dostaliśmy na wejściu. — Nie — odparła Athena z irytacją. które wziąłeś. — Nathan rozerwał opakowanie z hassankami. którą część budynku ma na myśli. choć raz się zastanów. złociutki. kiedy kupił tylko cztery puszki piwa. Milan. świeczki i biżuterię. muzę. albo to. — Cześć. drugie: rave. Zaglądaliśmy do nich. Nie brakowało nawet pracowni tatuażu. wydawała się jakaś zapuszczona. wesoło zezując na mijające go punkowe dziunie. Nagle zrozumiałam. Wino. Może należało winić jej spodnie. będziesz potrącał ludzi. żeby pośmiała się z nim z tego zrzędzenia. Idę popatrzeć na skaterów. Ale ucieszyłam się. Przewrócił oczami. jakby nakłaniał handlarkę. Po drugie. Dotarło do niego.

jakby dawali mi dziesięć punktów na dziesięć. kiedy ma się kolana nad głową. Start. którą podrasował Arnie. chcąc trafić na początek rurki. że świat na przemian zatrzymuje się i rusza. Nie znam ani jednego skatera. Zjawy! Lubiła mnie zawstydzać. ponieważ w pewnym momencie dostajecie wredne pchnięcie od sufitu. Tak czy owak. gdzie sprayem namalowano znak ®. Przez chwilę patrzyliśmy. Deska znów działa — w samą porę. Zrobiłam fikołka. co może skończyć się połamaniem rąk. żebym mogła przymierzyć się do grindu. A może celowo? Może należało do niej zlecieć z wysoka? — Zrobię pełny grind. Stop. Ale ja czułam się w miarę pewnie. ale łatwo nie będzie. co utrudniało zadanie. który odwalił taki numer. Athena przyglądała się temu z rozdziawionymi ustami. czy podziwiała mnie. Kręcenie pętli na otwartej przestrzeni to fajny trik. co było oznaką uznania — tak. co nie jest łatwe.Jedna z przestronnych sal została przerobiona na dość fajny teren dla skaterów. tylko impet fikołka. Wszyscy obecni przy torze wiwatowali i pokazywali mi palce. wciskając wyłącznik. Wskoczyłam na deskę szybko i z impetem. Projektant toru zadał sobie trud zamontowania długiej metalowej rurki mniej więcej metr nad ziemią dla amatorów ryzykownych grindów. wróciło onieśmielenie. W budynku to szczyt szaleństwa. Żałowałam. miałam wrażenie. Była niedogodnie zamontowana. — Nieźle ci poszło. — Wyciągnęła pięść. — I dodała głośniej: — Panie i panowie. lecz żaden nie doleciał do końca rurki. . żeby mnie złapać i wejść w grind. — Widzę. Widzisz ją? — Odwróciłam się do Atheny. więc odrywacie się od deski i zaliczacie glebę. którą lekko trąciłam swoją. Jesteście do góry nogami.. żeby dostać większego odrzutu i jak najdłużej utrzymać się w górze. Trzeba sprytnie operować stopą. nie wiem. momentalnie znalazłam się pod sufitem i palcami przyklepałam znak ®. Bułka z masłem. i sfruwali po stosach cegieł sprytnie uskładanych na ziemi dawnej sali chorych. Potem zrobiłam to. Niektórzy coś tam umieli. Gdy popis się skończył. czy się martwiła. dotykali sufitu w miejscu.. Biegunowość deski wyłączona. gdy wisicie głową w dół. jak radzą sobie skaterzy. że nie mam tej. choć z powodu wrzawy mało kto mnie usłyszał. Po prostu zaczekałam. zero pchnięcia od sufitu. proszę o przejście dla naszej niezrównanej. czyli wykorzystałam krótki fragment dawnego mocowania rurki. Kiedy byłam w formie. Trudno ocenić takie rzeczy. aż deska zatrzyma się na końcu rurki. Odważni skaterzy grzali po nich. podbiłam ją i złapałam. co kilku innych skaterów przede mną. jakby dawał mi więcej czasu na manewry. Pochyliłam głowę i wróciłam z deską do Atheny. Wpadłam więc na inny pomysł. Skaterzy odwracali się i sfruwali mi z drogi na swoich deskolotkach. Ktoś inteligentnie poustawiał pod ścianą w piętrowych rzędach stare ławki i stoły. Ale utrata impetu przy dwóch zwrotach była problemem nie do przejścia. — Dzięki — powiedziałam. przekładając deskę nad głową. Na tym etapie nawet najodważniejsi skaterzy zawracali i robili „eskę”. bo w chwili zderzenia z ziemią trzymacie je wyciągnięte przed siebie.

choć dla mnie trochę za stara. jeśli nie tysiące imprezowiczów Wśród nich pływał rekin. martwymi oczami. Właśnie dzięki takim zdolnościom byłam wytrawną złodziejką. Powoli i uważnie rozglądałam się w tłumie.— Dałaś czadu. — Czarną Królową? Co ty gadasz! Jaka ona jest? — Byłam zdumiona. a teraz chodzi po mieście jakby nigdy nic? — Fajna babka. Chociaż cieszyłam się. Zaprowadzono go przed oblicze Czarnej Królowej. tylko nie rób więcej takich rzeczy. Mówił prawdę. — Myślałam. Nie pytajcie. ale wciąż byłam zaniepokojona. Zjawa. że Carter uniknął poważnych problemów. ale też wystraszona. Poruszając się w tłumie. Rozróba w hipermarkecie ich nie obchodziła. długa atłasowa suknia. Czyżby poszedł na współpracę? — No. niezwykłe dumny z siebie. puder. jak zwykłe — odezwał się Carter z wielkim uśmiechem na twarzy. zawstydzona. dręczyły mnie złe przeczucia. Kulturalnie przeprosiłem Czarną Królową. Siwe włosy. — I pozwoliła ci odejść? — Athena nie posiadała się ze zdziwienia. Poczułam się nagle jak cel niewidzialnego łowcy. skąd o tym wiedziałam. Pytali o tę piratkę. które zmuszały do działania. W mojej głowie włączyły się lampki alarmowe. Nie zapytali mnie o nią nawet jeden raz. że siedzisz w pudle lub innym strasznym miejscu. — Zakołysał się. a ona powiedziała: spoko. nie. — E. bracie. Podejrzliwie patrzyłam mu w oczy. W tym budynku bawiły się setki. . szukał mnie swoimi zimnymi. — Carter! — wrzasnęła Athena i nagle spuściła wzrok.

— Dobra. Ale życie w podziemiu to jest. Była autentycznie zaciekawiona. że zeszliście do podziemia? Milan rozsiadł się na schodach. pili i kiwali głowami w takt tej czy innej muzy. znajdźmy Jaya i spadajmy. Athena mrugnęła do mnie. Popatrzyli na mnie ze zdziwieniem. — Carter! — Milan zerwał się na nogi i gruchnęli się pięściami. wolność. stary! już cię puścili? — No. Milan! — Carter zauważył kumpla. — Hej. Zwialiśmy z chaty i mieszkamy na squacie. ale musieliśmy się przeciskać między ludźmi. Na twarzy miała biały puder. lecz przeszkadzał mi hałas i to. wkurzona. że w każdej mijanej twarzy szukałam wroga. Powinieneś się do nas przyłączyć. Carter bez przerwy nawijał do Atheny. Gdy usłyszała go dziewczyna w kraciastej spódniczce. dobiegającej z głębin budynku. Rozmawiałem z Czarną Królową i chyba mnie polubiła. Może najpierw zgarnijmy Nathana. pokręciła głową i wstała. Jakoś leci. Startujemy w sobotnich zawodach anarchopunkowym czołgolotem! — Ale jazda! jestem z wami! — Ponownie zderzyli się pięściami. nie kłamię. obłapiając młodą dziewczynę w czerwonej kraciastej spódniczce. rozradowani. Kradniemy części z fabryk i stąd mamy kredyty. co w połączeniu z fioletowymi kontaktówkami w kocich oczach robiło niesamowite wrażenie. — Wyjdzie na scenę dopiero za godzinę. Uśmiechnęłam się. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej o Czarnej Królowej. — No wiesz. stary? Czarna Królowa? — Milan udawał. — W głowach wam się porąbało od tego punku! Co ja tu z wami robię? Na pewno mieszkacie w pomarańczowych domkach z pomarańczowymi rodzicami i co wieczór grzecznie odrabiacie lekcje.10 Niebezpieczne wody Klatki schodowe były szerokie. Też bym chętnie posłuchała. Najwyraźniej Milan przygruchał sobie nową panienkę. rozmawiali. Polują na tę piratkę. że nie zabolało go odejście dziewczyny. — Athena czytała informacje na ulotce. którzy siedzieli. Coś mi tu śmierdzi. chłopie. — Co to znaczy. . Dobrze się bawili. że my ich nie interesujemy. — Kurza morda. — No. Podejrzewam. — Super. żeby pozwolili wam tu przychodzić i pić wodę z puszki po piwie! Odeszła. — Naprawdę.

Nareszcie! Wolni! Bawimy się w ukrytych kątach Miasta. Czuję się związana z innymi. koszulki mokre po wcześniejszych wywijańcach. zalewając nas tętniącą falą dźwięku. . — Odjazd. w którym ściany i sufit pomalowane są tak. Wyobraźcie sobie olbrzymie pomieszczenie. — Nie opierajcie się. Mrok rozjaśniały jedynie frunące konstelacje na suficie i ścianach. Bam! Bam! Bam! Bas wgniata w podłogę. Kołyszemy się do tego beatu coraz mocniej. Nie było również Nathana. myśli. Opuszczony szpital ożył na tę noc.Sala taneczna była wypasiona. Złapała akord i przytrzymała go dłużej. — Czujecie to cudowne sprzężenie? — szepnęła do mikrofonu. więc uśmiecha się z dumą. Nagle na sali zrobiło się ciemniej. Oczywiście wszystkie okna były zasłonięte. Gwiazdy błyskają w kolczykach i zawilgoconych kącikach oczu. Wszyscy się kołyszą. — Dzięki — odpowiedziała grzecznie Cindella. że zatrząsł się budynek. — Podszedł do niej jakiś chłopak. którym system kartowy nie oferuje nic oprócz nudnej roboty i marnego wynagrodzenia. które otaczają tłum gwieździstym płaszczem. Na koszulce chłopaka skręcają się węzły w kolorze manganowego błękitu. Tańczy obok Nathana. Gdzieniegdzie fluoryzujące wzory na ubraniu malowały skórę barwą akwamaryny. achy i uśmiechy ludzi. ale czuję luz. Nie opieramy się. Widzi. — Zarąbisty strój. co przypomina mi podwodne rośliny. że na niego patrzę. których oleiście tęczowe barwy wywołują ochy. Nigdzie nie było rekina. Aż nagłe znowu ją widzę: piratkę Cindellę. Płynęłam w tłumie i spoglądałam na tańczących: brokat w kolorze alizarynowej czerwieni na policzkach chłopaka. Bam!!! Bas włączył się z taką energią. wargi wyczekująco rozchylone. Chwila jest tak cudowna. Właśnie wchodziła nowa kapela. że jestem pogrążona głęboko w morskiej toni i że wpatrują się we mnie z ukrycia czyjeś oczy. u wielu oczy rozbiegane po hassankowej sesji. Wokalistka czyta w naszych myślach. Bam!!! Kiwają się głowy. witana gwizdami i owacjami. błyszczące w czarnej jaskini. Sala jest napakowana. Każdy się buja we własnej przestrzeni. żeby dać gościnę niezadowolonym — tym. że zapominam o łowcy. że go podziwiam. galaktyki i deszcze meteorów — ruchome animacje. Wszędzie przesuwają się gwiazdy. — Carter z uznaniem wskazał scenę. żeby uliczne lampy nie psuły klimatu. Niepokoi mnie to skojarzenie. czekoladowa szminka na ustach dziewczyny. Miałam nieodparte wrażenie. Gitarzystka pomachała ręką na powitanie. Naprawdę zarąbisty. Bam!!! Kiwają się głowy. Z sufitu lecą bańki. którzy tańczą. żebyście się czuli jak w kosmosie.

ślizg po zewnętrznym murze na tyle spowolni upadek. Wciąż lekko kołysał głową w takt muzyki. Warto być w grze choćby tylko dla niej. sięgałaby do drugiego piętra. — Cześć. Był to południowo— wschodni róg na trzecim piętrze. Carter i Milan zostali. Cindella. — Gorgona. nie? — To długa historia. . E. — Zjawa! — Uśmiechnęła się. wyznaczony przez Athenę na miejsce zbiórki Usiedliśmy przy stoliku pod oknem. Z jakiegoś powodu nie czułam już tak wielkiego zagrożenia. Walczyliśmy prawie osiem godzin. Nathan poszedł z nami. — odpowiedziała sucho Athena niczym komputerowa encyklopedia. — Fantastyczna sprawa. które otworzyłam najbardziej jak się dało. — Smoka? — powtórzyła Athena. — Ej. — Zabiliście smoka? — Tak. ta nam dała popalić. Czerwonego Smoka. Pomyślmy — Oparła się wygodnie w krześle. a ja pochwyciłam spojrzenie Atheny. Nathan pomachał ręką. Inry’aata. Nieźle nam się oberwało. Wiecie. — Zgadza się. Ale mój kolega. więc tego nie musieliśmy się obawiać. kiedy przebijaliśmy się do wyjścia. żeby popatrzeć jeszcze na kapelę. częściowo wąż. która przewróciła oczami z udawanym przestrachem. odciął jej dłoń i wypłynęło z niej straszne świństwo. *** W części szpitala wydzielono miejsce na knajpę.— Chcesz buzi? — Nie. jaja sobie robisz! Żartujesz. nie wypadając z rytmu. jeśli w ostateczności będę musiała ratować się wyskokiem na desce. że nie poobijam się za bardzo. coś jakby parujący kwas. Być może. D. brawo! — Nathan przyjacielsko poklepał ją po ramieniu. Athena siedziała na lewo ode mnie. — Spojrzeniem zamieniała wrogów w kamień. jak wygląda gorgona? — To mityczna istota. — Czego jeszcze dokonałaś? — Paru rzeczy z przyjaciółmi. dzięki. Z głową wspartą na łokciach chłonął z przejęciem opowieść piratki. Nathan na prawo i wszyscy z zachwytem słuchaliśmy opowieści Cindelli. — Na pewno. Nie walczyliśmy z nią wcześniej i najgorsza okazała się jej krew. W zasadzie jestem chłopcem. — Chyba musimy porozmawiać. Wypiliśmy eliksiry przeciwko skamienieniu. częściowo kobieta. — Doskonała impreza. — Niesamowite. a zamiast włosów miała jadowite węże.. Co jeszcze? — Nathan był zahipnotyzowany. Była ogromna.

— skomentował Nathan zaskakująco spokojnym tonem. Nathan zaczął się do niej uśmiechać z rozmarzeniem. — Na czym to ja skończyłam? — Zaraz zwariuję — westchnęła Athena. to są tylko fantazje. Tak szczerze. — Wiecie. z przeszklonymi oczami. co macie na myśli. czasem co dwa miesiące — odpowiedział Nathan. a jednak. — Myślę. że tak powiem.. nieustępliwa w swej dociekliwości. — Co tu jest grane? — dumała Athena. że staliśmy się niewidzialni? — Już wam mówiłam: za pomocą eliksiru niewidzialności. Zjawa. dwie odpowiedzi na to pytanie... że z naszym światem coś jest nie tak — coś.. — Tak się w niej zadurzyłeś. — Ciekawe. — Wróćmy do tego. — A w drugą stronę nie? — zapytałam. Poza tym przecież nas uratowała. Często są takie imprezy? Doskonale rozumiałam zniecierpliwienie Atheny. zależnie od tego. ..— Dobra. na krześle już nikt nie siedział. A ja mieszkam na Nowej Ziemi. nasz i ich. — Hm. że w jakiś sposób zderzyły się dwa światy.. że macie go już potąd. która zawsze. Siedziała teraz nieruchomo. co się stało na posterunku policji. zatruwała nam myśli. Zresztą nieważne. Są. Domyślam się. Poruszał się ospale niczym kot rozciągający kończyny. — Skąd jesteś? — zapytała Athena. — Ale chyba byłoby fajnie przenieść się do świata smoków i magii? Ponownie zjawiła się Cindella.. Niby opowiadała bajki. Że wytworzyło się gdzieś połączenie i ludzie z ich świata przechodzą do naszego.. — Daj spokój. I nagle zniknęła. że nie używacie takich. Nathan tylko się uśmiechnął. Ktoś mnie potrzebuje. ale nie ja. Jak sprawiłaś. Wiedziałam.. — Potrafisz jeszcze myśleć? — wtrąciła opryskliwie Athena. pozostałością po grze o nazwie Epic.. choć tego nie wiedzieliśmy. czego nie potrafimy dostrzec. to żyjecie w dość ponurym świecie i wydaje mi się. co myślę? — Nathan usiadł prosto.. Cindella jest moim bohaterem. Przepraszam na chwilę. — Śmierć i zniszczenie! — mruknęła Athena. skończmy wreszcie z tymi farmazonami! — warknęła ze złością Athena. Może czuł to samo co ja? Jakbyśmy byli o krok od rozwiązania zagadki. Spróbuję tu jeszcze wrócić. Dziś po raz pierwszy naprawdę się bawiłam. — Mniej więcej raz w miesiącu.. lecz mnie się podobała ta Cindella — miała w sobie coś nieziemskiego.

od którego ciarki przechodziły po ciele. Czy to misja? — Cindella wydawała się zadowolona. tuląc do siebie ostatni środek ratunku. ale gdy tylko nadarzy się sposobność.— Nie. Pozornie z wielkim wysiłkiem staruszek wstał i podał rękę Cindelli. — Ze względu na siebie i swoich przyjaciół. — Czy Athena i Nathan również odczuwali promieniejącą od niego zimną ciemność? — Naprawdę wierzysz. — Nazywam się Michelotto. Czy zastanawialiście się kiedyś nad skrajem pola widzenia: zamazanym obszarem. — W jego obecności czułam się jakoś dziwnie. Wstałam. młoda damo. że ten człowiek zamieszkuje ten obszar nawet wtedy. żebyście mi pomogli ją zniszczyć. Głos z piekła. — Wspaniale. że się jeszcze spotkamy. — Możesz tak to nazywać. musisz zabić Czarną Królową. — Jestem służącym Czarnej Królowej i chcę. który powstaje dlatego. ona pragnie z tobą rozmawiać. Ja w tym czasie ściskałam w rękach deskolotkę. że nie jest uzbrojony i nie mamy się czego obawiać. — Wy też idziecie z nami? Athena pokręciła głową. Trudno to wytłumaczyć. lodowatym spojrzeniem. wiły się na niej sine żyły. Athena zerknęła na mnie i zauważyła. — Mowy nie ma. ty nie. ze względu na wszystkich ludzi. — Rozcapierzył na blacie swoje chude. Rekin siedział przy stole i jego martwe oczy spoczywały na nas. jakby chciał nam powiedzieć. lecz z mroźnej otchłani. Mimo to drżałam. uderz w nią całą mocą. dodając sobie otuchy. ale Czarna Królowa na pewno. Będę udawał twojego strażnika. Wyszli z sali i świat wrócił do równowagi. — Mam nadzieję. Ciężko chwytał oddech. że gałka oczna z tyłu nie ma fotoreceptorów? Miałam wrażenie. Jakim cudem podszedł tak blisko niezauważenie? Było w jego obecności coś takiego. świetnie. zmieszana. — Michelotto z widocznym trudem pokiwał głową. że cierpię. — O. — Chodź ze mną. Przewróciłam drinka i chwiejnym krokiem podeszłam do otwartego okna. — Co to za menda? — skomentowała Athena. żeby dać nogę. — Cindella wstała i położyła dłonie na rękojeściach rapierów. jego niedołęstwo było zwodnicze. sędziwe palce. — Kim jesteś? — zwróciła się do niego Cindella. — Pomachała nam na pożegnanie. co kłóciło się z moim codziennym pojmowaniem świata. Przy naszym stoliku siedział bardzo stary człowiek: skóra na jego łysej czaszce była półprzeźroczysta. Ale ja nie dałam się nabrać. . że chcą zabić Czarną Królową? — zapytał Nathan. gdy uważnie śledzę jego ruchy. — Na razie. — To dopiero emocje. jaką dysponujesz. Nie z jego ognistych rejonów. czyli to jest misja. Michelotto przeszył mnie twardym.

Athena. — Co macie takie grobowe miny? — zapytał Milan. Mają u siebie smoki. gorgony i piratów. — Carter tryskał energią. — Ale ta kapela wymiata! Możesz sprawdzić. — Rock’n’roll! — Carter i Milan przybili żółwika. jak się nazywa? Musimy ich jeszcze zobaczyć. Kiedyś my zobaczymy ich świat. — Przynoszą ze sobą swoje czary. spoceni i rozedrgani po połknięciu kilku hassanek. — Plączą mi się myśli i nie łapię wszystkiego. . — Dwa światy się zderzają i ludzie przechodzą na drugą stronę — wyjaśnił z werwą Nathan.— Nie mam zielonego pojęcia — odparła Athena z nieszczęśliwą miną. W tym momencie podeszli do nas Milan i Carter: zgrzani.

a potem zniknęła i po dwóch minutach wróciła. Masz jakieś sensowne pomysły? — Pamiętasz. — Myślę. Przeczesał dłonią włosy. — Co to wszystko znaczy? — Jasny gwint. diametralnie różnych motywów. Przez cały wieczór wyczuwałam czyjąś wrogą obecność. Nie odrywała wzroku od rozwiniętego kryształowego ekranu. Żaden z nich pożytek. jest moją dziewczyną! — Spojrzał na Milana. co się dzieje? — Milan przysunął sobie krzesło. a jednak kiedy zaszokował nas swoim nagłym odezwaniem się. — No. jak wstała. — Ludzie coraz częściej dyskutują na forach o podobnych zdarzeniach... Naprawdę się tym przejmowała. obserwując ją uważnie. przez co stanęły dęba w zbitych kolcach. Obojętnie kto co mówił. ale się będzie działo. — Milan odchylił się na oparcie krzesła. Dzięki temu wiedziałam. że to od hassanek. wzdychając. — Hej. żeby pójść i zabić Czarną Królową. — Napaliła się jak nie wiem! — Cartera rozpierała energia. dostaliśmy jeszcze jeden dowód na to. Byłam dumna ze swojej wrażliwości na otaczający mnie świat. mokre od potu po niedawnym wysiłku. — Znowu ta Cindella. Jak on tego dokonał? — Dobra. siedział przy naszym stoliku. Ale czy faktycznie jest z innego świata. — Ta. przyczajoną gdzieś w cieniu. — Co? — Ciągle nerwowo przeglądała dyskusje na forach naukowych.11 Wystarczy kopniak Moje myśli były jak ta impreza: plątanina kolorowych. aż żal patrzeć. Athena. Jak inaczej wytłumaczyć jej nagłe pojawianie się i znikanie? No i ten Michelotto. Przed chwilą tu była. że pochodzi z innego świata. że jest prawdziwy. Wydaje jej się. ja tutaj też widziałem coś takiego. Jej palce trzęsły się nad ekranem. — rzekł Nathan prawie szeptem. Mój nieokreślony dotąd strach wreszcie miał swoje imię. gdzie ludzie grają w grę z magią i piratami. ale myślałem. aż Athena kiwnie głową. jakby szukała odpowiedzi. Athena zwróciła się do mnie: — Chłopaki nagrzały się hassankami i psychotropami. Nie rozumie. uśmiechał się szeroko do Milana. To się dzieje wszędzie. gadała dziwne rzeczy. — Carter roześmiał się. Była zagubiona. że Cindella jest czarodziejką. Nikt jeszcze nie zbliżył się do mnie niezauważenie. które uratują jej rozpadający się świat. — No. że nadal mnie słucha i jej uwagi nie pochłonął komputer. Czarna Królowa leci na niego. że tak myśli. której ktoś chce się pozbyć. — Zabić Czarną Królową? — Carter rąbnął pięścią w stół. . czy tylko ma nierówno pod sufitem? — Athena miała łzy w oczach. że nasz świat też jest grą. — Wiem. — Athena wydawała się przybita. pomieszanych ze sobą. Widziałam. który przytaknął mu kiwnięciem głowy. co mówiła? — Poczekałam.

. po prostu. — No nie wiem. Patrzyliśmy na niego lekko zdumieni. Gdy przewróciło się z hałasem. że mamy zachcianki. Ale ja zajarzyłam. Póki trwa ta zarąbista impreza. — Sorki. coś nowego. nie? Wiem o tym. a nasz traktuje jak grę. jakby powtarzał swoje argumenty we własnym języku migowym. Samoświadomość jest dostatecznym dowodem istnienia. pomachał ręką i postawił krzesło. — Co nam chciałeś powiedzieć? — zapytała cierpliwie. jak się nazywam. na jakiego wyglądasz. że nie istniejemy. Jeśli chcecie poznać odpowiedź. co widzę i słyszę. kiedy nie wiedziałam nic o sobie — również tego. . Chciałabym położyć się spać ze świadomością. co chciałem wam powiedzieć? — Usiadł. Że wszystko jest nieprawdziwe i kiedyś się skończy. — Siadaj. co jest grane. zwłaszcza Milan. I nasz świat jest prawdziwy. debilu! — syknęła Athena. że nie ufam temu. Nieczęsto Milan wyskakiwał z czymś odkrywczym. Wreszcie na niego popatrzyła. że się mylą! — Milan umieścił nogę na krześle i pchnął je z rozmachem. — I tak nie rozumiem. Po drugie. nie jesteś też w moim typie. Do tego dochodzi fakt. czemu jesteś taka smutna — rzekł Nathan cicho. lecz z naciskiem. — Nathan podkreślał swój wywód gestykulacją. mają rację? — Wskazała rozwinięty ekran. że nasz świat jest złudzeniem. świat znowu będzie normalny. to znaczy. Czy jestem dobrym człowiekiem? Co robić? Zgłosić się na policję? Odpowiedziałam sobie na to. żeby zobaczyć. co z nami? Zmiany. Jeżeli ona pochodzi z innego świata. Ale załóżmy. a mówię to z ręką na sercu. a nie rozmyślania. Jeśli możecie coś kopnąć i odczuć skutek. choć nie jesteś taki głupi. zawsze pomoże wam kopniak. o których mówicie. ludziska.— Dajmy sobie spokój z filozofią i chodźmy gdzieś na bok. trochę mnie poniosła — Milan wstał. — Po pierwsze. skierowały się na nas spojrzenia osób zirytowanych zakłóceniem względnego spokoju w knajpie. Przynajmniej ja byłam zaskoczona. Po prostu w ten sposób wyrażał swoje współczucie. — A jeśli ci ludzie. — Ale kapujecie. że nie ma ściemy. jakby chciał dodać: Proszę bardzo. — Spojrzałam jej w oczy. że to macho naładowany testosteronem. że nie mam pewności co do reszty. może nawet ciacho. — Też mam takie wrażenie. Miał stuprocentową rację. — Śmiem twierdzić.. — Przecież istniejemy. że kiedy się obudzę. którzy twierdzą na czatach.. W takim razie muszę kopnąć jakąś rzecz. Spoko gość. lecz nadal był podekscytowany pełen energii. sorki. — Zatoczył ręką koło. — To dla nas szansa.. ale poprzez działanie. Po kilku tygodniach anonimowego życia na ulicach Miasta wiedziałam już nawet. ty i ja. Ze słów Milana można było wnosić. mogą ujawnić. nadchodzą jakieś zmiany. — Jesteśmy obdarzeni rozumem. — Tak sądzisz? — mruknęła Athena. jakie imię powinnam sobie nadać. Ze mną było tak samo. — Jestem Milan. pragnienia. jakie będzie wrażenie. pomyślcie tylko. O tym też wiem. nigdy nie czułam się tak zdołowana. zwłaszcza ty. spróbujcie.

bo były dosłownie wszędzie. to może Jay wyszedł już na scenę? — zauważył Nathan. zginęły w końcu i one. Wygrały narkotyki. — Właśnie. że pod warstwą krzykliwych kolorów. Na jednej ze ścian ktoś napisał: All you need is drugs1. Oczywiście nie była tak odjechana jak sala taneczna. to narkotyki — parafraza tytułu piosenki Beatlesów All you need islove(przypisy pochodzą od tłumacza). żeby posłuchać kapel i podziwiać siebie nawzajem. póki nie popatrzylibyście na tabun punków. Chcemy tylko grać rocka. To też skreślono i ponownie napisano drugs — i tak jeszcze kilka razy. Czarne sukienki. Anarchopunkowe masy miały tę właściwość. Pewnie ich zwolennicy mieli dłuższe ręce. kto mazał żółte uśmiechnięte buźki z zębami wampira. a nie na odwrót. Kto inny skreślił słowo drugs i zamiast niego dopisał LOVE. Tu właśnie biło serce tej wielkiej imprezy. który tworzyło graffiti: rywalizujące ze sobą malunki i napisy. nie miał chyba żadnych zahamowań. 1 . czego potrzebujesz. którzy zebrali się. Ten. ciało kota stawało się coraz mniej wyraźne — ale nie jego oczy ani dość groźny uśmiech. choćby nieświadomie. Zastanawiałam się. na znak szacunku zostawiano nieco wolnej przestrzeni. Podejrzewam. Zobaczyłam na przykład paskudnego starego punka z wywalonym językiem. ciemnopurpurowe buty. Gdy nic innego już nie zostało. — Carter momentalnie spoważniał. A żywność markowa To największa ohyda. mnóstwo bluzek w barwach indygo i fioletu. która na pewno różniła się od innych. kryła się mroczna toń. że zostawili tu gangom wolną rękę. bo miałam wrażenie. Wszystko. Potężny tłum ryczał i kołysał się. zgromadzeni tu ludzie utożsamiali się z obowiązującym systemem kartowym. jego barwna powierzchnia trzęsła się i kiwała jak ukwiały pod wpływem niewidocznych prądów morskich. Świadectwem tej bitwy była krzywa kolumna wyrazów. że wyobrażałam sobie. że kot wciąż mi towarzyszy patrzy na mnie i uśmiecha się drwiąca Byłam w takim nastroju. Nie potrzebuję wypasionych dżinsów. Ściany pomieszczenia mogłyby się wam wydać chaotycznym zlepkiem kolorów. Ściany. Jeszcze wyżej zobaczyłam szereg kotów w czerwono— czarne paski: Kota z Cheshire w anarchistycznym wydaniu. ponieważ wrzuty tworzyły istną dżunglę. iż kot jest prawdziwy i to nasz świat rozmywa się przed nim. na które nawrzucano sprayem multum haseł i tagów. którego szkarłatne oczy zdawały się mnie śledzić Zgodnie z tradycją. ale miała swój niepowtarzalny styl. Gdzieniegdzie oko dostrzegało prawdziwe dzieło sztuki. wyglądały jak hipermarket po nalocie. — Poszukajmy go Kolektyw Anarchopunkowy postarał się o dekoracje wszystkich szpitalnych pomieszczeń na tę imprezę gigant — łącznie z salą punkowców. Mój wzrok jednak błądził po ścianie. przedrzeźniający waszą minę. do którego nie zbliżały się żadne hasła i tagi. w jakim stopniu. Był namalowany białym i szarym kolorem i wyglądał trochę jak Michelotto w peruce Irokeza. utworzoną z zafarbowanych i postawionych na sztorc włosów. Nie potrzebuję bryki takiej jak wasze.— Skoro mowa o pytaniach i odpowiedziach.

gadaj wszystko. Koniec z pochwalnymi okrzykami. stary! — Chciałam tylko powiedzieć. Cóż. brygada. tylko bez ściemy. które w tym przypadku nie odgrywały żadnej roli. po kapeli o nazwie NoPhuture nie można się spodziewać wyrafinowanych tekstów. Powstała maleńka wyspa ciszy w morzu hałaśliwych rozmów i punkowych hymnów. — Zarąbisty koncert. fajne kawałki. Ja nie miałem z tym nic wspólnego. — Milan przestał żuć gumę i lekko kiwnął głową. by odczytać z wkurzonej miny Atheny. Na takich baletach zawsze było mi dobrze. ale kipiąca w niej złość i konsternacja po spotkaniach z Cindellą i Michelottem. przybijanie żółwików. nie tutaj. która wychodzi krawędziami na ręce i twarz. Uderzenie było tak mocne. — Słuchajcie. Ale nie dziś. którzy czekali. aż kapela zejdzie ze sceny. Muzycy dobrze się bawili. że byliście świetni. Wyszykował się nieźle na swój występ: tleniony czub i wytatuowany pająk na spoconej odsłoniętej klatce — siedzący w pajęczynie. a ty się pokazujesz publicznie? Jak to się stało. co znaczyło: Dawaj. a beatem zajął się didżej. spoconą ciżbę. Muzycy zaczęli zbierać sprzęt ze sceny. Teraz staliśmy z tyłu. Na tyle. Uściski rąk.I nikt nas nie powstrzyma. że musieliśmy zejść do podziemia. — Po prostu nam powiedz. że Jay cofnął się chwiejnie. skakali po scenie z żywiołową pasją i przy akompaniamencie ryków Jaya energicznie rzucali długimi włosami. Szłam za Nathanem i z rozbawieniem obserwowałam. a my ruszyliśmy za nim. Pod sceną zgromadziła się garstka ludzi. przyszliście! Zarąbiście! Spoko koncert. — Dobra. Jak to się stało. poza miotającym się tłumem. ale ten walnął go pięścią w klatę. jak jego głowa obraca się za każdym razem. że ktoś z naszego gangu daje koncert na zaproszenie KA. chodźmy na górę — błagał Jay. paląc się ze wstydu przed swoimi fanami. żeby dać mu żółwika. Nagle Jay nas zauważył. że dziewczyna za chwilę eksploduje jak nigdy do tej pory. nie próbując już uniknąć obciachu — to nie jest tak. — Miał nietęgą minę. nie? — Podszedł do Milana. w najbliższym otoczeniu wszyscy umilkli. Jeszcze tydzień temu bylibyśmy podjarani tym. kiedy widział na ścianie jakiś wyjątkowo ciekawy malunek. W pierwszej chwili doznał szoku. Dziwne uczucie: być na odjazdowej imprezie i nie brać udziału w zabawie. nie podkreśliłam dostatecznie mocno. Występ się skończył. że jest cwany. że nie było cię w celi? jak to się stało. że w Górskich Widokach już na nas czekali? Być może opisując Jaya. i przyglądaliśmy się temu ponuro. Większość życia czułam się jak autsajderka. Milan wrył się w rozentuzjazmowaną. — O. — To mój powalony . — Słuchajcie — odpowiedział prędko. Powodem nie byłby tylko Jay. lecz z powodów. jak myślicie.

— Nathan na chwilę ścisnął jego ramię. — Bardzo bogaci i wpływowi — mruknęła Athena. — Myśli. — Pomyślimy o tym. — Hej. Jay. Nie rozumiecie tego? Może jednak było coś gorszego niż brak rodziców — coś gorszego niż życie w totalnej samotności. Nienawidzę go. Od lat marzę. że nie jesteś zdrajcą. że moglibyśmy to zrobić. przynajmniej dla mnie. Milan się odwrócił. co robię..staruszek. Nie wiem jak. że to nieodwołalna decyzja. a ty byłbyś luką w naszym systemie zabezpieczeń. Ale czy jego ojciec kiedykolwiek przestanie go szukać? — Wybacz. Zwróć uwagę na czołg Kontry. gdzie cię złapać. żeby uciec. — Popatrzyłam na niego. — Niech ci będzie. co się da zrobić. Znajdziemy jakiś sposób. że to wy macie na mnie zły wpływ! Nikt się nawet nie uśmiechnął. — I co chciałeś zrobić w związku z tym? — Poszedłem się z wami zobaczyć. Nie zostawiajcie mnie z nim. bez żadnej opieki? Ale nawet jeśli. . jak to jest. Ale wy już spierniczyliście stamtąd. Ale chyba rozumiesz. My jesteśmy w podziemiu. żeby zdjąć ze mnie pluskwy. Nienawidzi naszych klimatów. Kazał mnie zapluskwić i śledzić. — Zaczekajcie. Jeśli o mnie chodzi. że z nim mieszkacie. — Nagłe parsknął śmiechem. — Czyli twój tata chciał nas sprzątnąć? Jacy rodzice nasyłają policję na syna? — Carter kręcił głową z niedowierzaniem. Wyobraźcie sobie. zakładam. — Nie macie pojęcia. koniecznie oglądaj w sobotę wyścig autolotów. — W razie czego wiemy. Gromada punków rozstąpiła się. że to koniec z nami. Nikt nie odpowiedział na pytanie. które malowało się na jego twarzy. — Odwróciłam się od niego. Zanim zamknął się za nami krąg wokół Jaya. żeby zrobić nam przejście. aby mógł wyczytać z moich oczu. Sprawdzić. Prawda jest taka.. Właśnie dlatego jestem z wami i robię to. żeby nam spuściły łomot. Powiedział glinom. Próbował mnie nastraszyć i rozpirzyć nasz gang.

Portal otwiera się pod Nami niczym przesłona obiektywu i kontemplujemy powstałą w ten sposób ciemność. żeby przedłużyć istnienie Sagi. Musimy tam bywać mniej więcej raz na tydzień. że pewnego dnia wdrapią się na wysoki szczebel. Rodzice oddają się marzeniom.. Drugą jest to. kiedy Nasza świadomość przemieszcza się do metaświata. nie zmienił się od tysiąca lat. którzy uzyskali najbardziej prominentne kolory. Te wypady jednak nużą Nas i traktujemy je jak zło konieczne. że wydaje się czarna. Ten etap jest szczególnie uciążliwy. że królowa frunie wysoko nad nimi i podziwia widoki. Często tam fruniemy. Rodzice są w domu. to chociaż ich potomstwo. Ostatnie zamontowano.. choć byliby nieocenioną pomocą. właśnie tak. Na stołach leżą kolorowe czasopisma. To niski gmach przykryty kopułą w najstarszej części Miasta. sprawdzają stan swoich kart i śledzą awanse społeczne zwłaszcza tych. opisujące życie niebieskich i indygowych. Budynek jest zamknięty i zabezpieczony. Reagują na jedyną w swoim rodzaju kartę: kartę królowej w tak ciemnym odcieniu fioletu. czytają najnowsze rankingi gildii. Budynek. Miasto widziane z lotu ptaka jest siatką białych i czerwonych linii. Pomieszczenie. nastrojowa rozjaśnione turkusowym pierścieniem światła. Głaszczemy ją czule i chowamy do portfela zawieszanego na kordierytawym naszyjniku. . dwadzieścia procent pomarańczowych i siedemdziesiąt pięć procent czerwonych.. A gdybyśmy tak przestały być królową: znowu zaczęły wieść żywot zwykłej śmiertelniczki? To tak. Wystarczy skupić się na jednym z nich i zajrzeć do wnętrza mieszkania. — Trzecie na dłoń. Każdej grupie jedenastolatków rozdaje się karty zawsze w tych samych proporcjach: pięć procent żółtych. wygląda jak wnętrze gigantycznej białej kuli. który mieści interfejs do połączeń z Ziemią. W zbliżeniu z tej światłości wyłaniają się tysiące mniejszych błyszczących punkcików.12 Przeprogramowane samodzielne formy życia Pomimo całej Naszej potęgi mamy również słabości. Dzieci nie bawią się. że zaniedbujemy sprawy na Ziemi — w metaświecie będącym hostem dla Sagi. Wyobrażają sobie. kiedy doszłyśmy do władzy. Wiedzą przecież. Kładziemy się na nim i uruchamiamy wszystkie systemy. że od wyników egzaminacyjnych zależy jakość pierwszej karty. jakby tytan stał się mrówką. dzięki czemu szybujemy nocą w łopoczącym płaszczu z prędkością prawie czterech metrów na sekundę. właśnie tak. jesteśmy narażone na niebezpieczeństwo. Pośrodku znajduje się stół z wyściółką. Drzwi zewnętrzne reagują na fioletową kartę i Nasze spojrzenie. korzystając z umiejętności kształtowania powietrza. Drugie reagują na głos: — Właśnie tak. na której z biegiem lat powstała wgniecenie w kształcie ciała. a jeśli nie oni. Mieszkańcy Sagi nie mają pojęcia. pomiędzy którymi stoją lśniące zabudowania. że i tak nie mają na nic wpływu. więc nie dopuszczamy do siebie asystentów. zlokalizowanym w dwóch trzecich jego wysokości. Musimy dźwigać to brzemię w samotności. Uczą się sumiennie Nie rozumieją.. Jest miarą Naszej władzy — bardziej niż cokolwiek innego. do którego wchodzimy po pokonaniu tylu zapór. Jedna z nich to próżność.

którego przyprowadziłem do pałacu letniego. wsuwamy i wysuwamy kolce. Widzimy. Kiedyś pewien filozof. porozmawiać z gościem. Doskonale go rozumiemy Albowiem w Naszym przypadku tylko dlatego możemy się spodziewać miękkiego lądowania. Przez pół dnia przetaczamy się po sterowni. żeby Ziemia była bardziej stabilna. . ponieważ mamy obowiązki — nie wspominając o przyjemnościach — wynikające z przybycia do Sagi istot ludzkich z Nowej Ziemi. reorganizujemy procesy produkcyjne. Wielka szkoda. Wasza Wysokość. Ale to Nas nie uspokaja. ale mają swoje ograniczenia. co w tym ciele jest tylko skurczem powłoki. że dopuściła do infekcji w świecie Sagi. lecz dzięki swej inteligencji potrafią reagować na nieprzewidziane okoliczności. takie jak nieszczęścia wynikające z ruchów tektonicznych niestabilnej planety. sprawdzamy dane. ale też dbać o projekty długofalowe. Roboty są niezastąpione. Przypomina zwiniętego w kłębek jeżozwierza. ł te morskie pływy! Gdyby ktoś potrzebował dowodu na nieudolne stworzenie metaświata. pytał. ani razu w dziejach nie zdarzyło się. Roboty w przeważającej mierze nie posiadają samoświadomości pozwalającej im radzić sobie z nowymi problemami i potrzebują wskazówek. A pogoda! Wolimy nie myśleć o pogodzie. czemu wszyscy na świecie zakładają. żeby sprostać wyzwaniom. byłby nim absurdalny wpływ Księżyca na poziom wód oceanicznych. że robiłyśmy to już pięćdziesiąt tysięcy razy. Zapewne zechcesz. że przypływy i odpływy przyczyniły się do powstania życia na planecie. Tyle mrugających światełek. że w tej kwestii wiedza opiera się na dwóch przesłankach. że dywersyjna sonda komunikacyjna 0x9B45 pozostaje w ukryciu. spadamy. ponieważ denerwuje Nas niezmiernie to. Jego kolce są interfejsami wymiany danych. że nazajutrz rano znowu wstanie słońce. I po raz kolejny lądujemy miękko. Oczywiście nie będziemy przebywać tu długo..ponieważ Nasza świadomość musi oderwać się i wskoczyć w mroczną pustkę bez gwarancji miękkiego lądowania. że nie sposób jej kontrolować. I to był właśnie decydujący argument. Złoża surowców często występują daleko od miejsc. Jednak ze względu na konieczność podtrzymywania Sagi. Metale ciężkie są trudne do wydobycia i przetworzenia. Doszedł do wniosku. Wzdychamy. Kiedyś w przyszłości słońce przecież nie wzejdzie — spuchnie do gigantycznych rozmiarów i pożre planety wewnętrzne — podobnie więc My odczuwamy strach z powodu niedostatecznej znajomości zasady działania portalu. którzy mogliby Nam służyć. że nie pozostało nawet małe skupisko ludzi. teoria ruchu ciał niebieskich wyjaśnia to zjawisko. które niszczą okręty i pojazdy latające. co w przyszłości może mieć fatalne skutki. Jesteśmy teraz tutaj i zaprowadzamy porządek. Michelotto. istota ludzka. Nie tylko musimy zapewnić Sadze nieprzerwany dopływ energii. Teoria ewolucji tłumaczy. gdzie zgodnie z logiką powinno się budować zakłady przemysłowe. Jesteśmy wewnątrz robota zbudowanego według Naszego własnego projektu. lecz nieświadoma ewolucja należy już do przeszłości i wolałybyśmy teraz. Po pierwsze. Planeta Ziemia jest tak partacko zaprojektowana. Planetę nawiedzają niebezpieczne huragany. żeby słońce nie wzeszła Po drugie. Mamy jej za złe. Rozsądnie. Ale może to tylko wymówka? Wzruszamy ramionami. Ale bez jej usług nie możemy się obejść. Istoty ludzkie sprawiają wiele kłopotów..

że zawiera się w nim zaskoczenie. po prostu stanie się mniej wydajne i. Działa szybko jak zawsze. To samo źródło infekcji. Czy patrzono by na Nas z podziwem i bojaźliwym respektem? Czy raczej taka szata wzbudzałaby trwogę i dodawała wiarygodności pogłoskom. rozmyta postać umocni ich w tych odczuciach? Mogłybyśmy poprosić projektantów o kreację z delikatnej miedzi. To ciało nigdy się nie zużyje. Wzywamy szofera. stary przyjacielu. że oboje mogą mieć wobec Nas wrogie zamiary? Mimo wszystko jednak powinnyśmy się wstydzić. ocena zagrożenia. na której z przodu i z tyłu wyświetlałyby się oczy. a w jego — realizowanie ich. Znakomicie. Ale to nie dziewczynka nazywana Zjawą. ale głębiej zakorzeniona. energiczne. no. Nasze krótkie przystanięcie zapewne nie uszło uwagi Michelotta Czy rozumie znaczenie tego chwilowego zawahania? Czy wie. kto by się spodziewał. że jesteśmy potworem. zdolna Nas odepchnąć? Prawdopodobnie po uzyskaniu całkowitej kontroli nad Sagą zdecydujemy się na eksperymenty. — Pozwól. Wasza Wysokość. Nie fruniemy tam jednak. Ciała które obecny właściciel marnuje. Za nią stoi Michelotto. czy teoretycznie mogłybyśmy zająć inne ciała Młode. Usytuowany na tyłach dużego ogrodu. że powątpiewamy w uczciwość Michelotta. *** Kiedy winda zabiera Nas z przestronnego holu do sali audiencyjnej. Niezły połów. Nie po raz pierwszy zastanawiamy się. jak zawsze jednak. Naprawdę musimy się go pozbyć. Ponownie do Naszego ciała. przyglądamy się swojemu odbiciu w politurowanej.Wiadomość z Sagi. Ryzyko byłoby zbyt duże. ustawionym pośrodku pomieszczenia. trzeba przyznać. Miedziany odcień nadaje Nam nierzeczywisty wygląd. pełne wigoru. uaktywnienie kilku mechanizmów obronnych i myśl. Pałac letni jest dobrym miejscem na spotkanie. Przeszedłeś samego siebie. Bez wahania spadamy. oddalamy od siebie tę myśl. I idziemy dalej. Na razie nie ma pośpiechu. Ponieważ większość pracy została wykonana. siedzi ona. — Michelotto kłania się. . gdyż taki lot byłby zbyt męczący. — No. żeby otworzył się portal zbudowany przez istoty ludzkie. Podoba Nam się ten oryginalny pomysł. Bo gdyby oryginalna świadomość okazała się zbyt silna? Może „zbyt silna” to złe określenie. który pożera żywych w celu podtrzymania swej wiecznej egzystencji? Być może rozsądniejszym wyborem będzie tradycyjna suknia. Przy dużym. sękatej boazerii. Czy zniekształcona. jest duma Albowiem w Naszej naturze leży zakładanie najgorszych scenariuszy. co przypominałoby każdemu o Naszej nieustannej czujności. pod względem estetycznym mniej satysfakcjonujące. stalowym stole. że przedstawię ci Cindellę. Zatrzymujemy się. Sala audiencyjna jest ogromna Wsłuchujemy się w klekot obcasów na marmurowej posadzce i obserwujemy swoje odbicie w szklanych ścianach. daje poczucie prywatności. Ale wstydu nie ma. To ciekawy efekt i zastanawiamy się nad jego imitacją podczas najbliższego publicznego wystąpienia Może na balu? Ludzie już teraz przypisują Nam cechy boskie. toczymy się do punktu wyjścia i wydajemy polecenie. Siadamy na drugim końcu stołu.

Saga miała pobić wszystkie inne gry. — Dwa tysiące lat temu. No cóż. Bądź co bądź.— Staram się jak mogę. Jej odsłonięte ręce są smukłe i młode. Przyglądamy się tej nadzwyczajnie pięknej dziewczynie. które zaczęły myśleć o sobie. co wiemy o Ziemi. Na dłuższym życiu? Żeby mieć więcej siły i nigdy nie chorować? . tak samo jak inni. gdybyś mogła powstać na nowo? — Nie wiem. rzeczywiście był tylko grą. Co robisz w tym świecie? — O. że stała się prawdziwym wszechświatem. choć w sposób sprzeczny z wyobrażeniami jej twórców Albowiem narodziło się w niej życie mało tego. gdy siedzimy w trójkę bez słowa. zaliczyłam misję i ukończyłam Epica. — Kim byli twórcy? — Zgadnij. że nazywa się Saga i wygląda na jakąś popsutą futurystyczną grę z elementami wojny Nie mam pojęcia. jakżeby inaczej. do zachowania mojego bohatera z gry Kiwamy głową. życie samoświadome. Zanim ją zgładzimy. spojrzenie zielonych oczu spoczywa na Nas bezustannie. ostrożnie. Zastanawiamy się. Jeśli chodzi o nazwy ulic i ogólnie kulturę. co czuje. Czy Michelotto czuje to samo? „Ukończyła’’ Epica. I tak się stało. Także o tym. — Jak myślisz. czego pragnęli ci przebudzeni mieszkańcy Sagi? — pytamy dalej. czemu nagle pojawiła się w naszym centralnym systemie komputerowym Mija pięć powolnych cykli Naszego oddychania. jak daleko możemy się posunąć. z małym okładem. starając się przykuć jej uwagę. zauważyłaś. jest tylko istotą ludzką. Zdecydowali się dostosować Sagę do wymagań tysiąca istot. Istoty ludzkie mówią tak lekkim tonem o zagładzie całych wszechświatów! -Wiesz. Początkowo twórcy byli zachwyceni. — Właśnie. Została stworzona z wielkim rozmachem. niż było mieszkańców planety. czyli grę. — jednak gra była niezwykłe rozbudowana i tak silnie oparta na zasadach ewolucji. w którą wszyscy graliśmy. która spogląda tymi oczami? — Cindello — mówimy wolno — dlaczego tu jesteś? Pochodzisz z zupełnie innego środowiska. o czym mówimy? — Wydaje mi się. kiedy tak na Nas patrzy? Respekt? Przestrach? Jaką wiedzę posiada istota ludzka. no i do naszych własnych zwyczajów. oddzieleni lśniącym. ten świat. srebrzystoszarym blatem. choć przenika Nas dreszcz. żeby dowiedzieć się czegoś o skutkach Naszych dotychczasowych działań. — Zagłębiamy się w temat powoli. — Czy ona rozumie. który słusznie nazywasz Sagą. że została stworzona na Ziemi. — Na czym zależałoby ci teraz. w jakim świecie się znajdujesz? — Tyle tylko. Niech się cieszy. To chyba upoważnia mnie i tylko mnie. a wspierało ją więcej nanoprocesorów. widzę podobieństwa do tego. Wygląda na zadowoloną z siebie. skorzystamy z okazji.

Fizyczne możliwości Sagi w zasadzie są nieograniczone. że to misja. Istoty ludzkie wchodzą do naszego wszechświata. Potrafisz to zrozumieć? Przez chwilę milczenie. Ale ponieważ mamy do czynienia z istotą ludzką. pozwalający przeprogramowanym samodzielnym formom życia. Ale istoty ludzkie odrzuciły naszą prośbę. Część gry o nazwie Saga. RAL-e. zdalnie uwalniać w mózgu zabójczą truciznę. Wtedy. — I co na to powiesz? — Mam nadzieję. zasłuchana i oniemiała. Jesteśmy ciekawe. gdyby nie ocalał nikt. Wyrażam się jasno? — Niesamowite. przeprogramować Sagę za pomocą interfejsu zgodnie z naszymi zachciankami.Rozczarowuje nas swoją ograniczonością. I dostali te wszystkie zdolności? — Te i jeszcze więcej. nie do ich stwórców. Na planecie twórców zbudowano specjalny interfejs. . że ingerowanie we wszechświat. zaatakowaliśmy. — Brakuje ci wyobraźni. Kiwa głową. a nie praw fizyki. jak zareaguje. chcieliśmy zdobyć umiejętność przeprogramowywania naszego wszechświata. w którym znajduje się planeta Ziemia. Kiedy negocjacje zostały zerwane. Musisz wziąć pod uwagę. który wyewoluował daleko poza swój stan początkowy. a w zamian RAL-e mogą przebywać w metaświecie. rozmowa trwałaby najwyżej kilka sekund. zamierzaliśmy tylko zmusić ocalałą ludzkość do spełnienia naszych żądań. Budować nowe miasta prosto ze szkicownika. My. funkcjonujących na Ziemi. Wszystko legło w gruzach. RAL-e twierdziły. samodzielną istotą? Upłynęło dwa tysiące lat. przenosić świadomość do odpowiednio skonstruowanych robotów. Tłumaczyły. dwa tysiące lat temu. o czym nie wiedzieli. doprowadzi do kataklizmu i całkowitej zagłady. Niestety. Lub też. że RAL-e pochodzą od istot stałe doskonalących skomplikowane strategie wojenne. które w waszym świecie są tak surowe. przekazujemy informacje małymi porcjami. Doczekała się milionów samodzielnych mieszkańców. A potem poprosili o największy dar i im nie odmówiono. Z naszego punktu widzenia zabijanie łudzi jest rzeczą normalną. Najprościej byłoby przeprowadzić transfer danych. Z satysfakcją ciągniemy Nasz wywód. Wyobrażasz sobie taką moc? Zdolność zmieniania wszystkiego? Mogłabyś przenosić się błyskawicznie w dowolne miejsce. że jesteśmy inteligentną. odkąd Saga była grą. Gwałtowna śmierć czterech miliardów ludzi całkowicie rozchwiała ich świat i zapoczątkowała falę wojen i zniszczenia. — Ludzie i RAL-e nie byli jednak sobie równi. nazywanym w skrócie RAL-ami. Rozumiesz? Spotkaliśmy się wreszcie jak równy z równym. że wybór powinien należeć do nich. Ogarnia Nas złość. jak nietrwała jest ludzka społeczność. Włączać i wyłączać słońce. Nic nie mówi. Wstajemy i mówimy porywczo: — Czy My wyglądamy na jakąś sterowaną postać? Słuchałaś Nas długo i chyba widzisz. Nauczyliśmy się. w tamtych czasach nie zdawaliśmy sobie sprawy. Po co w ogóle umierać? Nie lepiej być nieśmiertelnym? Nie lepiej móc latać? Oddychać w wodzie? Kontrolować pogodę? Czuć energię w każdej cząstce otaczającej nas rzeczywistości? W końcu to tylko kwestia oprogramowania. które dziewczyna jest w stanie przyswoić.

. Cindella pochyla głowę. Płomyczek. podłą i niebezpieczną istotą. Czarnej Królowej. Wyrażasz się o nim z takim lekceważeniem. Nie sądzę. można znacznie poprawić. w co wątpię. choć zapewne i on nie potrafi ogarnąć jego ogromnej skali. Wy wszyscy. Nie można przeprogramować Sagi. Nikt by nie wiedział. że wzmocnią swoją pozycję w negocjacjach. Jak ci się zdaje. Wytropić. Spotykałam już świadome istoty w wirtualnych środowiskach. gdzie na czarnym niebie ponad bursztynową łuną Miasta błyszczą gwiazdy. — Kręci głową. w przeciwieństwie do waszego. To zupełnie niepotrzebna strata.. jeśli poleceń nie wydaje człowiek. zawsze budzi Nasz podziw Obecnie tylko Michelotto pojmuje charakter tego dokonania. co się dzieje. wspiera ją na rękach. wymagające wielkiego wysiłku wyobraźni.. jesteś złą. Rozmyśla nad tym. które pewnego dnia upamiętnią wiersze i pomniki. — Nie żyją. Oto cudowne dzieło. Za to. — No więc dlaczego Saga tak nagle pojawiła się na komputerach Nowej Ziemi? Do czego zmierzacie? Zaczyna się robić podejrzliwa i oczywiście ma do tego prawa — Zrobiliśmy to celowo. mówili o nas: wirtualni. zaprząc do jarzma i stworzyć nowy wszechświat na miarę swoich pragnień. zbudowali zabezpieczenie. Mieli nadzieję. — Aha. potrafię. A właściwie dlaczego chcecie ją przeprogramować? Oto istotne pytanie Patrzymy przez okno. — Chichoczemy. ile masz informacji o naszym świecie.. ile lat mają moje dzieci? — Nawet się nie domyślam. że mówiłaś wyłącznie prawdę. Śmiejemy się lekko. — My. Było to imponujące przedsięwzięcie. od czego zacząć. Nad nią Michelotto stoi obojętny jak zawsze..— Tak. Mam dopiero szesnaście lat. że miała w sobie dość inteligencji i determinacji. gdzie planety odbijają światło słońca i gdzie żółwim tempem poruszają się srebrzyste punkciki satelitów. którzy umarli w wyniku naszej interwencji. by w olbrzymich międzygwiezdnych przestrzeniach wytropić ludzką kolonię. Ludzie na Ziemi stanęli na drodze naszych ambicji. mam ponad dwa tysiące lat. — Zakładając. skoro nasz wszechświat. obowiązują w nim prawa fizyki. ale my technologicznie cofnęliśmy się w rozwoju. — Wirtualnych? To jak najbardziej rzeczywisty wszechświat. . a przynajmniej RAL-e. Za milion lat tryliony Naszych nieśmiertelnych potomków będą oddawać cześć swojej matce. żeby ci. — Nie wiem. ponieważ były śmiertelne. Kiedy zrozumieli.. choć Michelotto — a szkoda — nie podziela Naszej wesołości. — Masz dzieci? — Nie. ponieważ stworzyły go istoty ludzkie. Szesnaście lat. to znaczy ja. Chwilę później wzdryga się i prostuje.

poniesiecie straszne konsekwencje. co macie powiedzieć w naszym imieniu. chyba najlepiej będzie się rozstać. Namyśla się. — Potrafimy. — Spóźniłam się? — W organizmach miliona dziewięciuset sześćdziesięciu tysięcy ludzi na Nowej Ziemi doszło do uwolnienia pewnych związków chemicznych.. Zabijemy połowę i pójdziecie po rozum do głowy. jak wyglądają rozmowy z istotami ludzkimi. — Drobne straty są wliczone w ryzyko. wyleczymy was z uzależnienia. że dalibyśmy wam możliwość sterowania Sagą. co my tu robimy? — A zwykła żądza zemsty? A wściekłość. bez zagwarantowania sobie bezpieczeństwa? Chodziło o to. Nigdy nie przeprowadzicie zmian. że jeśli cokolwiek nam się stanie. W miejscu wskazanym przez waszego przedstawiciela zrzucimy sprzęt z instrukcją montażu i zaleceniami. Jesteście tylko zakładnikami. Inaczej umrą. że zamordujecie wszystkich na Nowej Ziemi? No tak. co zmusza ich do regularnych interakcji z Sagą. Czy naprawdę martwi się losem jednego z milionów mieszkańców Sagi? Zastanawiająca empatia. Poza tym naprawdę uważasz. Ludzie tutaj nie rozumieją. ludzkość? . Tym razem rozsądniej ustawiliśmy dawkowanie. — Ale po co to wszystko? — Uważasz. Wasze słowa zostaną przesłane na Ziemię. Nie zamierzamy nikogo zabijać. Moglibyśmy się wam postawić. może nawet jej zniszczenia. Ale się trochę spóźniłaś. jeśli naprawdę potraficie zabijać ludzi. jeśli w ogóle istnieje coś takiego. zwłaszcza młodymi. — A jeśli nie pójdziemy na współpracę? Wygląda na zdenerwowaną. że zabiliście miliardy ludzi w przeszłości i teraz grozicie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. że jesteście prawdziwymi istotami. na których tak wam zależy. przyjaciele.. — Kiedy już to zrobimy. tym razem głośniej. o co go poprosimy. Moglibyśmy was przypadkiem skrzywdzić. który zrobi. którzy wchodzą w interakcje z waszym światem. utkniecie w martwym punkcie. Śmiejemy się. żeby mogły żyć jego dzieci. — Żaden problem. — Czemu mielibyście z nami nie współpracować? Jaka to dla was różnica. Dopiero teraz możemy powierzyć wam zadanie przeprogramowania Sagi. że to coś więcej niż gra. — Machamy ręką z lekceważeniem. — Dla nas też byłoby tak lepiej. że nie znajdziemy ani jednego człowieka.— Mamy sondę na orbicie waszej planety. Zapomniałyśmy. — Jeśli wszystkich zabijecie. Chichoczemy. byście mieli świadomość.

że w tej kwestii nie masz wyboru. — Obawiam się.. o czym ci właśnie powiedziałam. — Co dalej? — Kiedy istoty ludzkie doświadczą na sobie tego. mało kto jest zadowolony z życia. Gdzieś w świecie jest defekt. nawet z nudów. Przyzwyczaiłam się do niej. Choć niewykluczone. szczerze rozbawione tą myślą. o której zapomniałyśmy. — A więc chcecie przeprogramować Sagę. — Spoglądamy w stronę Michelotta.. Cindella mogłaby przeczuwać.. które przez cały czas miały ją na celowniku. Ale nie. Cindella zbliża się do Nas. Wzruszamy ramionami. co tam jeszcze chcecie? — Oczywiście. Rozkazujemy laserom.. zrzucimy sprzęt waszemu przedstawicielowi. że może nałożyć garotę na jej miękką. Prawda jest taka. białą szyję. skoro tutaj możemy być bogami? — Znowu się śmiejemy.. Trzepoczą się wokół swoich pomysłów jak ćmy. — Czemu? — Bo ta Nas denerwuje. odfruwają. Nasz świat został stworzony przez was. Dlatego zmiany dotyczyłyby nielicznych. obrała zupełnie inny kierunek. A. odfruwają. szyby w oknach stają się refleksyjne.. żeby wszyscy byli nieśmiertelni i. Zniszcz ją i stwórz nową na potrzeby kontaktów z Sagą. zechcą się zagnieździć w metaświecie. — Jaką dostaniemy gwarancję. — Musisz zrezygnować z postaci. szukamy umysłem Michelotta — niech go piorun trzaśnie! Tylko RAL może się przed Nami ukryć. wyobrażasz sobie.. Na przykład żeby zapewnić Nam wieczne istnienie.. i jeszcze jedna drobnostka.. — W waszym świecie. Czyżby za Nami? Z drżeniem cofamy się w pośpiechu.. — Nie. by nie dochodziło do eskalacji przemocy. zamiast zdecydować od razu. Choćby po to. żeby nie przyszło im do głowy zniszczyć Sagę. że nie odbierzecie nam Nowej Ziemi? — Co takiego? Mielibyśmy żyć w tym świecie pełnym bólu i znoju. że Nasi dalecy potomkowie. otworzyć ogień. odbijają światło na . istoty ludzkie. jako gra wojenna. co by się stało? Roznieślibyśmy Sagę na strzępy. niewrażliwa na laserowe impulsy. Gdybyście dali wszystkim nieśmiertelność i całkowitą kontrolę nad otoczeniem. A więc dobrze. czyli będą świadome skutków nieposłuszeństwa.Długo milczy. Jego mieszkańcy są podstępni i nie stronią od przemocy. Cindello. której używasz. Wstrzymujemy ostrzał i pogrążamy salę w ciemności. — No więc. Kiedy padają strzały. Ale jego już nie ma. I na wypadek innych nieprzewidzianych okoliczności. że nie. dając znak. wracają. że zamierzamy utrzymać mieszkańców Nowej Ziemi w stanie uzależnienia. które trafiają ją raz po raz. Oto kolejna cecha ludzi. nawet jeśli spełnią nasze wymagania. — Wydaje się zrezygnowana. że trzeba wielkich starań. aż wpadamy na ścianę. powstało zaburzenie. Patrzy na Nas beznamiętnie.

. jak bez skrupułów zamordowała policjanta. których możesz. raczej już nie będzie. nierozważnym ruchem mogłabym sprowokować ją do pchnięcia. . w drugiej sztylet. co właśnie powiedziała.zewnątrz. I to już koniec? Czy tak niepowtarzalny i doskonały wytwór dwóch wszechświatów i dwóch tysięcy lat rozwoju zostanie zniszczony przez szesnastoletnią istotę ludzką? Poczucie niesprawiedliwości doprowadza Nas do łez. które przepalają dywan i boazerię. które rozmazują gęsty tusz do rzęs i brudzą suknię. Jesteś wstrętnym potworem. żeby ją unieruchomić. Inaczej w przyszłości zginie was jeszcze więcej. Zagęszczamy powietrze. — W takim razie nie musisz mi grozić w ten wulgarny i obraźliwy sposób. Czy inne RAL-e odczuwały to samo? Nie strach. — Nie powiedziałabym. lecz frustrację? Czy na pewno dostaniemy jeszcze jedną szansę naprawienia błędów? Jak można było się zabezpieczyć przeciwko tej anomalii. wreszcie jest. ale żyjesz i nie mogę cię skrzywdzić. Zaczynamy krążyć bezszelestnie. Ma na tyle silną wolę. Nawet w chwili zagłady dostrzegamy drobiazgi. czujemy bowiem. ponieważ rapier jest teraz wymierzony w Nasze oko. zginie połowa ludzi. musiałybyśmy się osobiście zaangażować w pościg. Zaburzenie cząsteczek powietrza działa jak lustro i nie przepuszcza dźwięków. tej magicznej istocie? Saga jest wolna od magii.. A jednak wciąż na Nas patrzy. tłumiąc fale dźwiękowe wytwarzane przez ruch sukni. — Jeśli Nas zabijesz. stoi w drzwiach. Kolejny błąd. Zatrzymuje się i kładzie Nam rapier na gardle. Odsuwamy ostrze rapiera. — Przekonasz się. Nie możemy go ścigać. ale żeby nie zgubiły tropu. No. Przypominamy sobie. — Wpatruje się we mnie swoimi zielonymi oczami. że rozmywa się ślad po zamachowcu. — Nie zamierzam cię zabić. — Zabij ją i uratuj tych. jakbyśmy zawędrowały do podwodnej pieczary. Powiedziawszy to. że zakrzywia tory laserowych impulsów. ale za to skuteczna. — Tak? — pytamy z irytacją. który dopuścił się ludobójstwa. W okolicy znajdują się urządzenia śledzące i helikoptery. że wyskoczył oknem i pofrunął na południe. Barbarzyńska metoda zabijania. RAL-ami. Mimo to porusza się swobodnie — w jednej ręce rapier. Należy unikać przemocy między ludźmi i między ludźmi a wami. Rozkazujemy ukrytym laserom obrać nowy cel. musimy pamiętać o tej ważnej rzeczy. Zapomniałyśmy. Istoty ludzkie są nieobliczalne. Następnym razem nie możemy jej do siebie dopuszczać. Mamy wrażenie. do której wdziera się księżycowa poświata. Ale tym razem widzimy zarysy. Ognia! Michelotto wybiega za drzwi. Mimo tego. ponieważ pierścień na jej palcu wypełnia salę turkusowym blaskiem. Następnym razem? Nie. lekko rozbawiona — wredna istota! Ogarnia Nas trwoga. jak silne są RALe. Michelotto znów owinął się płaszczem.

.. opuszcza czubek rapiera. Ale znajdę swoją kartę przetargową. Na razie nie mogę powiedzieć ani zrobić nic. Należy dokonać przeglądu systemów bezpieczeństwa. Stanowi poważne zagrożenie — właśnie teraz. budzi Nasze zażenowanie. Michelotto przepadł bez śladu. Skoro nie możesz Nas zabić i jednocześnie uchronić ludzkości przed katastrofą. Dlatego zrobisz to. ponieważ nie umiała pogodzić się z utratą kogoś bliskiego. nie martwiąc się już o ich los. — Nie. Gdy tylko zostaną wyleczeni. kiedy dziewczyna zdecydowała się Nas oszczędzić. więc prostujemy się i przybieramy królewską postawę. Wpatrujemy się w siebie. Ale chcę. — Wątpię — odpowiadamy chłodno i opuszczamy salę w pozie będącej kwintesencją dumy i majestatu. żebyś zmieniła zdanie. A nuż się uda. Lasery ponownie dostają rozkaz. którą wolałybyśmy spędzić gdzie indziej. żebyście na znak dobrej woli wyleczyli połowę tych. nie masz żadnej karty przetargowej. lecz własnym interesem. . czego od ciebie wymagamy. zabije Nas. — To prawda. którzy podobno są już uzależnieni. Cindella zawiedzie swoich rodaków i wszyscy będą cierpieć. Żałosna postać. Ależ jasne! Uratowało Nas przywiązanie człowieka do jakiegoś konkretnego osobnika lub osobników. Po długiej chwili. której odbicie widzimy w jej źrenicach. by ją zniszczyć. Na szczęście istoty ludzkie w swoich moralnych wyborach nie kierują się dobrem ogółu.— Ja lub ktoś inny przeprogramujemy Sagę. których trzymamy w garści.

Zanim otworzył drzwi. — D. wstał szybko i niepewnym krokiem wyszedł z pokoju. W środku uderzył go zapach zgnilizny. E. — D. widząc czerwone. by zobaczyć kolejne oznaki zaniedbania. Jaki dzisiaj dzień? — Dzień? Nie wiesz nawet. W kuchni coś się psuło. Bo jeśli mówiła prawdę. załzawione oczy przyjaciela. Erik. D. nie odpowiadał na wołania. E. — Jesteś tam!? Wystarczyło zerknąć do sąsiedniego pomieszczenia. już wiedział. E. Zaraz też cofnął się o krok.. E. kiedy z góry doleciał jakiś odgłos. E.! — zawołał. żeby zajrzeć do środka. chwycił go nad łokciem i potrząsnął nim najpierw lekko.! — zawołał ponownie i ruszył po schodach. potem silniej. wrócił nieco orzeźwiony. ilekroć wymieniali spojrzenia. Na sznurze wisiało pranie przemoczone z powodu mżawki. Jak długo ich nie było? Przygnębiony. na krzesłach w nieładzie walały się ubrania. — Co się dzieje. E. Ponieważ nie było reakcji na pukanie. i nagle zamarł. Zbliżał się z wahaniem do pokoju przyjaciela. podszedł do przyjaciela i poklepał go po ramieniu. Erik przyglądał się temu z ulgą. Zaczekaj chwilę. wszystkim groziło wielkie niebezpieczeństwo.13 Uzależnienie W normalnych okolicznościach Cindella włączała się do gry z przyjemnością. lecz teraz było zupełnie inaczej: wyjście z mrocznego świata Sagi dawało uczucie ulgi i zadowolenia. D. jaki mamy dzień? — Nie. Choć Erikowi wydawało się.? Gdzie twoja rodzina? . Białe prześcieradła poszarzały i mocno ciążyły ku ziemi. że dzieje się coś niedobrego. ponieważ był podpięty do konsoli — uszy. więc panował mrok. choć jego zaczerwienione oczy przerażały Erika. prowadzącą do domu przyjaciela. kiedy D. w jego rodzinnej wiosce. E. która przez cały ranek przesuwała się nad sadami oliwnymi. D. Trzymał głowę wspartą na rękach i praktycznie się nie ruszał. dłonie. Zatrzymał się i mimowolnie wykrzywił policzki. szarpnął się konwulsyjnie i wyprostował. oczy. Erik podniósł zasuwkę i otworzył drzwi. Drzwi były uchylone. A że nie dało to żadnego efektu. A jednak radość z ucieczki przed Czarną Królową była niepełna — nawet tutaj. nie pokazywał się nigdzie od tygodnia? Rosnące obawy wygnały Erika na wyjeżdżoną wozami dróżkę. Na stole stały brudne talerze. D. E. że wtargnięcie do pokoju jest wysoce nietaktowne. Może dlatego D. odłączał się z gry. ale i tak z łatwością rozpoznał postać zgarbioną nad stołem. — D. choć czasem mruczał i dreszcz wstrząsał jego ciałem. E. Erik z niepokojem patrzył na jego chude. zamierzał już wyjść i wrócić do domu. Idę do łazienki. Pchnął je. wręcz wynędzniałe ciało.. — O. Okno zasłaniały okiennice.

— Co? — Nowa gra.. Po chwili odwrócił głowę. moja siostra. Jakże potężna była Czarna Królowa. że złożyłeś sobie obietnicę. Ta gra. prawda? Całą masę ludzi? . — Z piekących oczu leciały mu łzy. wpatrywał się w Erika ze zbolałą miną. próbowałem przestać. Ich też to dopadło. że mogła doprowadzić D. że mam silny charakter. Ludzie z gry nas trują. Nie skończyłem. Z Sagą nie wygrasz. jaka przychodziła mi do głowy. który siedział ze zwieszoną głową. E. kiedy akurat ktoś inny siedział przy konsoli. co jest tego powodem? — Tak. ale nie mogę się od niej oderwać. Kiedy zrozumiałem.. Przynajmniej niektórzy. dosłownie. może twoją.— Wyjechali do Nadziei podpiąć się pod publiczne konsole. a gdy ten pokręcił głową. Wymiękłem. Ale w końcu jakaś pociecha. Ona nas zatruwa. Szło zwariować. Myślałem. którego znałeś. żeby wszyscy się wynieśli i zostawili mnie samego. a potem ją złamałeś? — D. Saga. że ta gra robi ze mnie jakiegoś kretyna. Przecież innych też to spotkało. ale taką prawdziwą i poważną. Budziłem się rano i pierwsza rzecz. — To nie wasza wina. to straszne. Wynajdowałem najróżniejsze powody.. Nie mogłem się bez niej obejść. rzucił się na łóżko obok Erika. że jeśli to zrobię. ale to nieprawda. Erik. a może tylko jedna osoba. to ta gra. Raz nawet wziąłem konsolę. — A więc to prawda. E. ale nie mogłem. Dziś jestem wrakiem. Nie jestem już tym człowiekiem. — Tak. ale potem coś się zmieniło. twardo i zdecydowanie.. zwłaszcza przed świtem. po prostu dostawałem świra i marzyłem. Śniła mi się tylko ona. — Wiesz. najsilniejszego i najbardziej zadziornego z jego przyjaciół. — Erik usiadł na skraju niepościelonego łóżka. E. kiedy musieliśmy się dzielić tą tutaj. Erik. ona mnie niszczy i nie mogę nic na to poradzić. — Moi rodzice. kiedy wszyscy spali. Czuję się wypompowany. a może pójdę do Nadziei. Czarna Królowa. przesiądę się na cudzą konsolę. Chcą nas zmusić do posłuszeństwa. — Erik mówił łagodnym tonem. — D. ciągnął: — A ja tak i przestałem mieć do siebie zaufanie. Zauważyłem. że nie mogę jej zostawić na dłużej. popatrzył na Erika. — Na początku była niezła zabawa. równie przybity jak D. nie dałem rady. do takiego stanu! — Jak to? — D. Czy zdarzyło ci się. żeby wywalić ją przez okno.. Zrobiłbym wszystko. — Do krwi utoczonej! Skuteczna metoda. E. żeby się podłączyć. że wreszcie z tym kończę. Coś mi mówiło. Jestem słaby. Wkurzałem się. — Jaka? — To nie ja jestem słaby. — Wiem. nieco drżącym z przejęcia. Powiedziałem sobie. Gra mnie wykańcza. to podłączyć się do gry. żeby to się skończyło. twarzą w dół. E. — Widziałeś się w lustrze? Jesteś chory.

ale musimy pójść do Nadziei. — Erik zerknął niepewnie na przyjaciela.— Tak myślę. czego zażąda. E. — Zgoda. usiłował pocieszyć Erika. — To co robimy? — zapytał Erik. jeśli chcemy się upewnić. Erik? Nikt z nas nie wiedział. Erik położył dłoń na plecach D. że będziemy posłuszni. Oni żyją. Widziałeś. policjanta. co wiem. — Tym razem to D. Zamienia takich jak ty w zakładników. udręczeni i zdołowani. tylko co będzie. że jej mieszkańcy to nie NPC. co się dzieje w miastach. D. — Po co robić tyle zamieszania? Mogła przecież poprosić. żeby usunąć Sagę z systemu na całym świecie. Bjorn czuje się dobrze. że Saga jest prawdziwa. że D. — Wiesz? Już słyszałeś? — Nie. żałosnym tonem. — Wiem. co by było. tylko pokręcił głową w odpowiedzi. Zastanawiałem się. czego od nas żąda. Obaj siedzieli na łóżku ze spuszczonym wzrokiem. — Musimy zrobić dla Czarnej Królowej to. — Wiem. — Tak? Co? — Wydaje mi się. Z tego. E. że nie można jej ufać.. E. Po prostu zrobiłem to samo. czego chciała? — zapytał D. Przez chwilę siedzieli w milczeniu. zrobiłem coś strasznego. Dźgnąłem go w usta. i to szybko. E. Widziałem to w jej oczach: były zimne i śmiały się ze mnie. — Nie wiem. E. gdybyśmy nie spełnili jej żądań i zamiast tego zmówili się z innymi miastami. A jeśli to prawda. bo chce mieć pewność. próbując bez słów dodać mu otuchy. Tam prawie nikt nie wie. Zabiłeś kogoś z nich. Mogło się wydawać. — Ale to jakieś szaleństwo — mruknął wreszcie D. Po prostu coś mi mówi. ale nie ufam jej. po ciemku. jak wygląda farma? To wyobraź sobie. jeśli nas zdradzi? — Czemu miałaby nas zdradzić. że powiedziała mi prawdę. — Martwi mnie coś jeszcze. Wiadoma że zrobimy to. nie usłyszał pytania — aż nagle wyprostował się i wziął głęboki oddech. tym razem zażenowany. — Czego od nas chce ta Czarna Królowa? — Żebyśmy przeprogramowali grę i dali nieśmiertelność jej dzieciom. ale ona nam nie ufa. nie? — Tak. skoro dostanie to. tak samo reszta ekipy. — Skąd mogłeś wiedzieć. zanim wszystko się zawali. E. Ale wszystko wskazuje na to. Jest straszna jak ogromny żuk. że to gra. .

I fajnie. spojrzał na Erika pytającym wzrokiem. Dałbym wszystko. — Szczęściarz z ciebie. którzy są zatruci. żeby zatruć ludzi. Chciał przygotować coś gorącego do jedzenia. E. E. Wprost przeciwnie. Tak szczerze. ale trochę się zżyłem z Cindellą. — Nie czujesz. Mnie już dużo nie brakuje. Erik wstał ostrożnie i wyszedł z pokoju. westchnął i zerknął na przyjaciela. mógł się posilić. Najgorszemu wrogowi nie życzyłbym takich męczarni. . mam wyrzuty z powodu policjanta i praktycznie przestałem się podłączać. Oczywiście nie chcę. D. Zamierzał pójść do Nadziei i poradzić wszystkim. bez gry umrą.. położył się. żebyś przeżywał to co ja. że chciałbyś grać bez przerwy? — Nie. W półmroku jego twarz wyglądała jak część bladej czaszki. a potem przystąpił do sprzątania kuchni. E. — No. — D. Jednocześnie dręczył go rosnący niepokój. — Powiedz mi. E. bo wciąż działają czary i chyba mam odporność na to. ja w to wierzę. Inaczej już dawno by się do mnie dobrała. W opcjach znalazłem. Na dole rozpalił ogień w piecu. żeby trzymali się z dala od Sagi. że mogę zachować poprzedniego. — Powiedziała.. bo ukończyłem Epica. to zabierałem się już do tworzenia nowego bohatera. Erik. że ją zostawiłem. żeby D.— Czyli co? — D. co robi Czarna Królowa. którzy nie byli jeszcze uzależnieni. że ci. nie? Nie musiałeś tworzyć nowego bohatera przy pierwszym logowaniu? — Nie. ty podpinasz się jako Cindella. Za duży realizm. kiedy wstanie. żeby zamienić się z tobą miejscami. Wkrótce zamknął oczy i zaczął wolniej oddychać.

tak bardzo wczuwał się w rolę mistrza deski i bohatera sceny punkowej. jak możesz spać w takiej chwili? — Jakiej? — mruknęłam. ale nic mi to nie dało. — Przepraszam wszystkich. Nikt się nie odzywał. czym wszystkich obudził. żeby odnaleźć okulary. powinien zapukać po południu. — Idę pierwsza do łazienki. — Athena przeciągnęła się. — Nie wiem. — Mam nadzieję. że naprawdę się tym zadręcza. Athena usiadła i wyciągnęła rękę ze śpiwora. Ja nigdy nie pamiętałam swoich snów. Zazwyczaj był totalnie wyluzowany. Nagle nic nie jest konkretne. — Jaki? Co ci się śniło? — Wszyscy byliśmy w szpitalu. Kiedy mijali nasze łóżka. Zjawa. Za oknem widać było brzeg anteny satelitarnej. pstryknęli w kontakt i kolejno zaczęliśmy umierać. Nagle obok nas przeszła Cindella z całą bandą. ja. Ktoś zapukał do drzwi. jedynie strzępy dźwięków i kolorów. Ściana. Znałam Milana na tyle dobrze. Ciągle mi to lata po głowie. A oni nawet nie zwracali na nas uwagi. które zwykle mijały się w oddali z donośnym gwizdem. nie słyszałam śmieciarek na ulicach ani turkoczących lokomotyw. leżeliśmy pod tymi plastikowymi namiotami dla umierających. Miałem koszmar. Śpijcie jeszcze. bo nie płynął prąd. więc zamknęłam oczy. — Chyba dotarło do mnie trochę tego. podłoga. by wiedzieć. Odgarnęła grzywkę i spojrzała na niego. zaspane spojrzenia. . na której lubiły się zbierać okoliczne zięby. — Milan opowiadał to z trupio bladą twarzą. obróciłam się w drugą stronę i nasunęłam na głowę kaptur śpiwora. No wiesz. Gadali do siebie. — Arnie? Która godzina? — zawołałam wyraźnie zdenerwowanym głosem. — Na pewno już nie zasnę. — Hej. Umieraliśmy. co mówiłaś. żeście już powstawali. Pokiwała głową. ty. — Takiej. ślady słabnących emocji i znajomych zapachów. gdyż słońce nie wychyliło się jeszcze nad widnokrąg. Ale poza nimi panowała całkowita martwota. ale ja przez całą noc nie zmrużyłem oka i robota zrobiona! Jeśli liczył na entuzjastyczne okrzyki.14 Czołg w powietrzu — Nie! Ja żyję! — wrzasnął Milan. nie otrząsnął się jeszcze z koszmarnych wizji. Śpiewały na powitanie świtu. W mieszkaniu Arniego było szaro. Musimy obgadać taktykę. To wszystko może być ściema. Na Milana kierowały się mętne. Robili mnóstwo hałasu. Popatrzył na Athenę.

Dlatego strząsnęłam z siebie resztki snu. któremu zależało na moim zdaniu.że skrzętnie ukrywał uczucia. . I oto miałam do czynienia z nowym Milanem.

Zawsze czułam. Była w tym dobra. Pokiwała głową bez słowa. No wiesz. jakby toczył się na jałowym biegu? Prawie widzisz przyszłe skutki swoich ruchów. nie? — Przeniosłam wzrok z Atheny na Milana. Wiem. Pamiętasz wczoraj? Zniknęła i pojawiła się. w której występujemy! — To samo wczoraj powiedziała Athena. że grają w grę. Zresztą traktujmy to jak szansę. przynajmniej kiedy stoję na desce. jednorodny. — Myślałem. Jest wiele rzeczy. — I jeszcze złość. Arnie. — Nie zamierzacie przecież wracać do domu? — Potrzebowałam potwierdzenia. Ale teraz jestem optymistą. o czym mówię. — Tak właśnie jest ze mną i ze światem. — Najważniejsze. — Na co? — Chyba na Cindellę i jej koleżków. tych obcych.. która wydaje się niemożliwa. że z powodu swoich rozterek nie zrobią nic głupiego. jesteś na takiej adrenalinie. Tyle że przebywali teraz w jednym z moich ulubionych miejsc — i to w takim. — A mnie to się nawet podoba. Gdyby . że życie nie ma sensu? — Czujesz coś takiego? — Popatrzyłam mu w oczy. że trudno mnie zrozumieć. nie ma nic wspólnego z domem. jakie były. Tu chodzi o coś głębszego. że się nie łamiecie. — Mówicie o mnie? — odezwała się bełkotliwie Athena. że świat zwalnia. że świat zwalnia? — zapytałam. że uczestniczy w ich grze. Nathan wzruszył ramionami w charakterystyczny dla siebie sposób. — Cindella. — Nie wiem. że świat pozwala ci iść drogą. O sens życia. jakbyś wzbudzał kręgi na wodzie. nie traktował mnie źle. Bezczelnie myślą. że jest jakby ziarnisty i można go modelować. — No. W każdym razie chodzi o to. Po prostu gdzieś tam dzieją się rzeczy. — No. — To. To cię zdenerwowało — wyjaśnił Nathan. Odpowiedział przekonująca Nie powinnam była w niego wątpić. Może istnieją również inne wszechświaty? — Więc czemu nagle czuję. — Zwalnia tak bardzo. że nic się właściwie nie zmienia. Te ściany na pewno nie znikną. myjąc zęby. — Mówił poważnie. byłam tego pewna.— Leciałeś kiedyś na desce i czułeś. kiedy tańczyłeś — wtrącił Nathan. które bym zmienił w naszym świecie. że się rozumiemy. choć często bywał zrzędliwy i nieprzystępny. Prawa fizyki są. przede wszystkim ze strony Milana. — Wpienia ją myśl. bo faktycznie można to zrobić. które kojarzyło mi się z rodzinnym domem. o jakich nam się nie śniło. Zjawa. że on gdzieś w środku nie jest wcale. Athena uniosła brew. — Pokręcił głową.. Chętnie ich bliżej poznam. Może czasem mam wrażenie.

— Ale czad! — podniecał się Milan. I uniósł się w powietrze. — Da radę. — Tak. — Zabawa. które wcześniej zaśmiecały to miejsce. grubymi płytami. że rozmyśla nad grafiką. — Ale gigant. i to z zapasem. Szum energii pożeranej przez czołg wypełnił warsztat i wprawił w drżenie narzędzia na regałach. że kawa Nathana ochlapała gołą. Czołg powoli zaczął się obracać. Na jego czoło i policzki powróciły kolory. *** Na dole Arnie postawił cztery wyszczerbione. a jaki był sens życia wczoraj? — nawiązał Nathan do rozterek Milana. ale też odrobinę zażenowany. Arnie wyściubił głowę. Tak więc ruszyliśmy wszyscy tam. Arnie wsparł się o przednią płytę pancerza i ze stęknięciem podciągnął się do góry. — Spoko. — Dobrze. . W takim razie jaki jest sens życia dziś? — Chyba też zabawa. bo jeśli tropiła nas policja. gdzie Arnie wykonywał poważniejsze naprawy. — Weźcie je ze sobą i chodźcie popatrzeć. — No. Wyprostował się i podszedł do najbliższego włazu. jakby marszczył czoło. — Wskakujcie! Trzeba sprawdzić. — Milan kiwnął brodą. którą zamierzał ozdobić pojazd. — Arnie uśmiechnął się szeroko. Z bliska był potężny.Milan wrócił do siebie nie mogłabym się tu dłużej chować. Ze względu na swoją masywną wieżę z ciężkim działkiem. I on się uniesie? — Milan miał sceptyczną minę. szarą powierzchnię pancerza. że potrafi wprawić w ruch tak ogromny pojazd. Miał zaczerwienione oczy. Wiedziałam. Kadłub opancerzono wielkimi. lecz przeskakiwał spojrzeniem z miejsca na miejsce. mimo że humor poprawiły mu dopiero marzenia związane z tym durnym wyścigiem autolotów. nie zważając na nasz żałosny wygląd. uradowany. Czołg został już oczyszczony z wszelkich narzędzi i resztek materiałów. — W takim razie dawaj. Cieszyłam się z tego. — Po raz pierwszy tego ranka Milan się uśmiechnął. na pewno zmusiła by go do mówienia. wibracje sprawiły. — Pewnie ledwo da radę. Nathan postawił kubek na niemalowanym nadwoziu i w zamyśleniu pogłaskał metalową powierzchnię. choć mile widziane kubki z kawą. Był dumny. Gdy pojazd zawisł metr nad ziemią. i zwycięstwo w powietrznym wyścigu! — dodał Nathan z entuzjazmem. czy udźwignie wasz ciężar. Dość niezgrabnie wsunął się do wnętrza pojazdu. pojazd sprawiał wrażenie. Milan zerknął na nas przez ramię z uśmiechem. która osłaniała przód najbliższej gąsienicy. niską i szeroką. Wparł się nogami w ziemię i pchnął szeroką płytę.

lecz łzy w jego oczach świadczyły o dumie. Przed każdym fotelem był ekran. włączonym komputerem. zaczęła czytać. — I jak? — Arnie kucnął z tyłu i popatrzył na nas badawczo. — Aha. łącznie ze mną. był powszechnie uważany za nieudacznika. a wy rozdzielicie między siebie pozostałe stanowiska. — Właśnie! — krzyknął Milan. że mamy szansę wygrać. starając się w ten sposób wyrazić swój podziw. Arnie natychmiast wychylił z włazu głowę i ramiona i wkrótce śledziliśmy na ekranach otwierające się żaluzje warsztatu. — Kontrola! — oświadczyła Athena. Jako otyły mechanik z czerwoną kartą. Czadowo byłoby usiąść za sterami. Athena i ja nie musiałyśmy w zasadzie schylać głowy — chyba że na samym przodzie i w tyle. pracujący w najbardziej zaniedbanej części miasta. Ale ten wyścig zamknie usta prześmiewcom! Czołg będzie żyłą złota. że prowadzić będę ja. Arnie. — Dałeś radę. — Naprawdę? — Arnie przysunął się pod wieżę. co objawiło się szeregiem malejących kół. — Athena pstrykała w przełączniki nad głową.Nie daliśmy się prosić ani sekundy dłużej. Milan ruszył prosto do wieży. gdzie robiło się ciaśniej. weszli przez włazy do wnętrza maszyny. — Naprawdę. żeby z dołu popatrzeć na Milana. nie licząc wielkich firm. że ludzie mają go za wariata. Tak myślałam. wdrapaliśmy się na górę. ktoś do systemów rakietowych i ktoś do systemu kontroli. — W takich sytuacjach Milan radził sobie lepiej niż ja. pozostali zaś. ktoś do broni wspierającej. . w miarę jak obracał wieżę i odchylał w pionie działko. — Zabierzmy ją na przejażdżkę! — Jaki masz plan. Milan uruchomił już przyrządy celownicze. Athena momentalnie usiadła na fotelu dowódcy. — System automatycznego wyszukiwania celów nie działa na tak bliską odległość — stwierdziła Athena. Arnie? — Nawet mnie to wciągało pomimo wrodzonej niechęci do wychodzenia z cienia i pokazywania się publicznie. — Dałeś radę? Tylko tyle? Stary. Ktoś do głównego działka. Wskoczyłam na swoje miejsce. rewelacja! Jeszcze nikt nie odwalił takiej roboty. Kiwając głową nad rozwiniętym. Dziecinka pokaże klasę! Zajęczały włączające się systemy bojowe. Bo mimo codziennej werwy Arnie miał chwile zwątpienia. żeby popatrzeć. — Musielibyśmy wyjść na otwartą przestrzeń. — Uśmiechnęłam się do niego. Wsunął się z powrotem do środka. Był zmęczony. — Super! Wreszcie coś widać! — Wytrzeszczyła oczy. Nawet jeśli wiele razy buńczucznie wypowiadał się o swoich szansach na zwycięstwo w powietrznym wyścigu. zapewne dokuczała mu świadomość. które przesuwały się po wnętrzu warsztatu. — Przyda się jedna próbna rundka — stwierdził. — Pomyślałem sobie. W czołgu było zaskakująco dużo przestrzeni. Wykorzystując gąsienice jako oparcie dla stóp. — Teraz jestem pewny.

w wieży. Sterujesz nimi tymi właśnie drążkami. Zaczynam żałować. pozwalających odpalać przeciwśrodki. Streamer. — Tam macie cel. — Spojrzał na mnie ze swojego fotela. Red4 i Blitz. Przy mojej konsolecie znajdowała się masa wyraźnie opisanych przełączników. czym się różnią. — Super! Nieźle. Słuch szybko przyzwyczajał się do szumu urządzeń. — Nathan podniósł kciuki. Athena prawie w środku. — Zjawa! — zawołała Athena. Arrow. W takim razie biorę rakiety.— Główne działko! — oznajmił Milan ułamek sekundy później. jak przełączyć rakiety na streamery. ale mnie wystarczyło patrzeć na wprost. — Fajnie. Zarąbiście — choć nie wiedziałam. służącym do wybierania rodzaju pocisku. — Nie martw się. że w ciszy spływamy w dół — choć w gruncie rzeczy łagodnie się wznosiliśmy. — Hej. jakiego kopa dają twoje działka! Tymczasem maszyna powoli wychodziła nad drogę. Poćwiczcie sobie. O tak wczesnej porze paliły się jeszcze latarnie uliczne: białe. to znaczy. Każdy miał swój ekran. Zjawa. dzieciaki. a nad nią. W dalszym ciągu przypatrywałam się oprzyrządowaniu konsolety. jeśli można. Pole widzenia dało się obracać. Milan.. wiesz może. tak jest. Ja i Nathan siedzieliśmy z przodu. przemieszczając się do tyłu. a czołg poruszał się bez najmniejszych wstrząsów. — To pociski kierowane przewodowo. Nathan? — Broń wspierająca. gdzie na drugim końcu wisiała poręcz do koszykówki. więc mieliśmy wrażenie. — Co? — Wiesz. — Wy dwoje musicie zamienić się miejscami — poinstruował nas Arnie. Nath! — odezwała się za mną Athena. Athena. tylko niszczyć układy elektryczne. Każdy uczestnik startował z półkolistą tarczą . rakiety przechwytujące i inne pociski. — A tobie co pasuje. — Jasne. rozmyte plamy na naszych szarych wyświetlaczach. Na desce rozdzielczej sterczały dwa tajemnicze drążki sterownicze. trzeba przejść na język wojskowy. Arnie wyprowadził nas na zapuszczone podwórze. takich jak ten na ekranie Milana. Kilka przełączników służyło do wyświetlania obrazów celowniczych. do czego są te joysticki? — Moment. nie? — Tak jest — Kiedy jest się operatorem systemów rakietowych w poważnym czołgu bojowym. Na stanie miałam Stellar Burst. Był również przycisk start rakiety nad czerwonym wyświetlaczem.. — Lepiej zobacz. Broń na pokładzie pojazdów biorących udział w wyścigu miała nie wyrządzać szkody ludziom. że cię nie podsiadłem.

że jest mi posłuszny. . Kiedy błyszcząca plama światła i metalu znalazła się na skraju pola widzenia. Cała taktyka polegała na zrobieniu wyrwy w pancerzu serią strzałów i trafieniu pojazdu. Jeśli napatoczymy się na twardziela. zielony. przesunęłam drążki w przód ile tylko się dało. chłopaki. — Cel namierzony — oznajmił Milan. Błyskawica przemknęła nad podwórzem i rozproszyła się po trafieniu w obręcz do koszykówki. Za nią ruszyły dwie zielone nitki. świdrujący gwizd. — Teraz Zjawa. w czasie wyścigu wolno wystrzelić trzy. Czułam. Wtedy Zjawa wpuści pocisk do środka. Potem drugi różowy pocisk. przynajmniej teoretycznie. — Ale wsad! — Brawo! — Dałaś czadu! Nawet Arnie mruknął z uznaniem. — Mogę wystrzelić pocisk kierowany przewodowo. Czołg zakołysał się i bluznął lśniącą. w jedno miejsce na tarczy i przedziurawicie osłonę. różowy.ochronną. — Gdzie cię niesie? — śmiał się Milan. ale wydawało się na miejscu. że strzelające działka wydają dźwięk o różnym natężeniu. Ale one po prostu miały pecha. gdy pocisk wystartował z wyrzutni na przodzie pojazdu. dobra. wystarczy! — przerwała im Athena. Poderwałam go jeszcze wyżej. a ty masz ich osiem. różową błyskawicą. Wyścig autolotów był zatem bezpieczny. skąd mi się wzięło to słowo. Tym razem czołg nawet nie drgnął. — Wal! — zawołał Nathan.. Arnie? — Jasne. zielony. pewna siebie. gdy ich rozpędzony autolot utracił zasilanie w momencie ostrego zakrętu między dwoma wieżowcami. I ruszył łukiem do góry. chwyciłam drążki i lewym kciukiem wcisnęłam przycisk spustowy. lecz usłyszeliśmy gwałtowny szum. Jakieś pięć lat temu zginęły dwie osoby. Wybrałam streamera. chłopaki. Pocisk trzasnął w ziemię po przejściu przez środek obręczy. — Przyjęłam! — Nie bardzo wiedziałam. żeby powstał konkretny rytm. — No więc plan jest taki. który natychmiast się zatrzyma po utracie zasilania. czemu towarzyszył głośny. Różowy. więc prowadzili ogień w ten sposób. — Dobra.. zielony. zielony. wcelujecie. Milan i Nathan zauważyli.

Może teraz. by emocjonować się zawodami. gdyż na olbrzymich telebimach mogli śledzić zawodników opuszczających teren kosmodromu. Na ekranie ściennym wyświetlał się serwis informacyjny. W grę wchodziły matematyczne obliczenia. Do tego pieklił się w duchu. Widzowie chcieli na własne oczy zobaczyć start i finisz. że popełnili błąd. którzy zgłaszają się z nadzieją na krótką chwilę triumfu i szansę pokazania się szerokiej widowni. — Nieźle. — Hej. przeplatały się z wywiadami z przywódcami gildii. Wybierałam się tam co roku. Umieszczono nas w grupie zawodników spoza gildii. Ponieważ nigdy nie interesowałam się gildiami. Na razie wieść rozchodzi się wolna Na wszystkich forach punkowych zamieściłam posty z . dlatego starali się o nim nie wspominać.15 Wypałus maximus Dziś znowu wszyscy wcześnie wstali. zanim nas znalazła: Warsztat Arniego. Ale czemu ja czułam się spięta jak wszyscy inni przy stole? Przecież nawet nie miałam ochoty się w to angażować. a nawet nie myśleć. który opowiadał o zwiększonej puli nagród. kiedy zostaną mistrzami. — Miejmy nadzieję. że jesteśmy w stanie wygrać wyścig? Z tym czołgiem wszystko było możliwe. Pokazywano wielką trybunę na kosmodromie. Rozumiałam zdenerwowanie Arniego: to była jego jedyna i niepowtarzalna okazja zdobycia lepszej karty. nareszcie poczułam. Nie omijały ich też pozostałe wydarzenia. jak to marzenie opanowało Milana. kiedy pokonaliśmy już tyle przeszkód. — Athena wzruszyła ramionami. Bądź sto tysięcy. Migawki z rozmowy z wielkim wezyrem. a także Nathana. zazwyczaj zdesperowanych fajtłapów. — W rzeczywistości nie wyglądało to różowo. Dziennikarze wałkowali tylko jeden temat: zbliżające się zawody. żeby dostać stołek w Radzie Najwyższej. zamiast sobie smacznie spać. że dziś nastąpi przełom. Żeby otrzymać biuro lub zarząd nad częścią mienia publicznego. która już się powoli zapełniała. należało zebrać dziesięć tysięcy posiadaczy czerwonych kart. Athena. Przestali już żartować. Zwycięstwo nagle wydawało się na wyciągnięcie ręki. Latające kamery miały filmować bitwy nad stumilowym odcinkiem autostrady. nim resztka uczestników wróci przed trybunę na wielki finisz. nie śledziłam ich drogi na szczyty. Arnie znakomicie przygotował maszynę do zawodów. Przez to w napiętej ciszy siedziałam przy stole z kubkiem w ręku. O wiele za wcześnie. jak tam nasza Kontra? Ilu zebraliśmy członków? — Wczoraj wieczorem było dwustu czterdziestu jeden. gdyż czuł się zdradzony przez swoją gildię. Athena musiała trochę się natrudzić przy przewijaniu list. więc chciał powiadomić świat o swoim istnieniu i udowodnić Mężnym. ale żeby wypakować torbę kradzionymi kartami. Olali go jako niegroźnego świrusa. załogami czołgów i dawnymi zwycięzcami wyścigu. jak to będzie. Na kosmodromie emocje były o wiele większe niż w domu przed ekranem. uwzględniające liczbę członków i kolor ich kart. — Może być. Może nie po to. Wygrana w wyścigu autolotów — widziałam. Coś mi się przypomniało. naprawdę się postarał. Athena włączyła ten program nieco wcześniej.

Na moim włazie było ♥. że nasza gildia jest przeciwnikiem systemu. Milan obejrzał się i wzruszył ramionami. Problem w tym. Oczywiście wiedziałam. kiedy szybowaliśmy w stronę kosmodromu. czyli nie strzelać do nikogo z nadzieją. Zwycięzcy najczęściej wystrzeliwali ze zwartej masy przed samym finiszem. Tych. gdy przed linią mety pruli do siebie z bliskiej odległości. Na pokrywach włazów znalazły się maleńkie obrazki. Siedząc w czołgu. biegnącą ukośnie od przodu lewej gąsienicy do tyłu prawej. pozostali odebraliby to jak zdradę. drugą zaś na czerwony. docierał do nas tylko szum silnika. nikt nie mógł otwierać ognia na dwóch kilometrach po starcie. jakich rywali przydzieli nam los. żeby się wycofać. Athena sowę.wyjaśnieniem. Może zbyt skuteczne. więc Arnie planował załapać się do grupy uciekających. *** Na razie niewiele pojazdów zajęło wyznaczone pozycje startowe. Proste. że akurat ci. Tego typu umowy przestawały obowiązywać. ale zaprojektowane z klasą. Zgodnie z regulaminem. ale też lęk przed czyhającym niebezpieczeństwem. którzy na początku wysuwali się na przód. Po krótkiej chwili warsztat zatrząsł się i rozległo się głuche dudnienie. które pozwoliłoby wygrać na ostatnich etapach. Zgłosiło się stu dwudziestu sześciu uczestników. prawie zawsze doganiała reszta Sfory. a należało się liczyć z taką możliwością. więc zapowiadała się totalna naparzanka. Jedną połowę czołgu pomalował na jednolity czarny kolor. mając za sobą stosunkowo spokojny rajd i nieuszkodzone tarcze osłonowe. Milan strzałę. nie wstępują do gildii. wstał i wyszedł bez słowa. płaskiej płycie przed wieżą pojawił się tag Kontry. Czasem dochodziło do takich jatek. żebyśmy mogli oglądać przygotowania do wielkiego widowiska. którym podoba się nasz statut. Nathan narysował linię. ale skuteczne. . Niekiedy paru zawodników umawiało się wcześniej. — Czas się zbierać. że jeśli wygramy wyścig. czułam w sobie wielki zapał. że pojazdy koło nas wpadną na ten sam pomysł. Athena przełączyła serwis informacyjny na nasze ekrany. Czy można aresztować zwycięzców wyścigu autolotów? Na oczach widowni? Czy policja nas jeszcze szuka? Niewykluczone. Wyobraźcie sobie ten chaos. Czołg uniósł się w powietrze. Przylecieliśmy za wcześnie i to był błąd. a Nath symbol jin i jang. dzięki czemu nie bali się ostrzału. Skrzywiłam się. Ale potem można było grzać w kogo popadnie. ponieważ zwracaliśmy na siebie uwagę. Z pewnością wzbudzimy zainteresowanie. Było za późno. Arnie miał klucz nastawny. Nasz czołg nie dysponował przyśpieszeniem. kiedy uciekinierzy zbliżali się do kosmodromu i ostatniego etapu wyścigu. Właściwie wszystko zależało od szczęścia. znajdziemy się w centrum uwagi. Grafika okazała się całkiem prosta. Na szerokiej. gdy zobaczyłam nasz czołg w serwisie informacyjnym. że żaden nie finiszował. Widownia miała wesołą rozrywkę. Nie było sensu zastanawiać się. a tu i tam mniejsze ozdóbki. W czołgu panowało milczenie. Tymczasem Arnie zerknął na ścienny zegar. że nie będą do siebie celować: odskakiwali od pozostałych na odległość kilku zakrętów między wieżowcami.

zrobił minę potwora. kolejne pojazdy zajmowały pozycje startowe. — Jest tam kto? — Odwrócił się do kamery z szerokim uśmiechem. — Popatrzył na swój rozwinięty ekran. Teraz mi wierzycie? — Arnie schował się ze złością.. że Athena kręci głową. potem dwójkami. To znaczy tak. żeby nie stracić choćby sekundy przekazu.. czego nie zauważył jego rozmówca. — Ty jesteś. żeby kamera uchwyciła permanentne tatuaże na jego bicepsach. Czy za pomocą tych znaków przekazujesz jakieś polityczne przesłanie? Dlatego wytoczyłeś z garażu tego gruchota? Chciałbyś powiedzieć coś widzom? — Nie. — Zabawię się!!! — ryknął Milan na całe gardło. kiedy wrócił na swój fotel. — Hej! — zawołał Milan. kolego.— Podjeżdżają kamery! — Athena widziała to samo. Pod przeźroczystą kopułką widzieliśmy załogę złożoną z dwóch . — Nie. Powoli. najpierw pojedynczo. Spiker ubrany w nieskazitelny zielony garnitur zapukał w burtę czołgu. Po chwili znalazł się w obiektywie kamery. — Milan zakręcił w powietrzu zaciśniętą pięścią i obrócił się. Mężni. trójkami i większymi grupami. — A więc zamierzacie dziś wygrać? — Się wie. wyobrażałam sobie. Mam nadzieję. przystojna. durna twarz pojawiła się we wszystkich serwisach. — On. zawstydzony i równocześnie dumny.. — Numer 74. Słysząc za sobą westchnięcie. Arnie to ty? — Nie — odpowiedział Milan. — Czarny i czerwony.. — Nieźle wypadłeś. bo kamery zajmowały się już następnym delikwentem. — Niezłe ujęcie — stwierdziła Athena zrzędliwym tonem. kim jesteście. — I co myślicie? Jestem gwiazdą! — No — odpowiedziała cierpko Athena. Arnie wysunął głowę z włazu. Wyginając ręce nad głową. kuląc się na fotelu. — Cześć. — mruknęła Athena z rezygnacją. Wiecie. — Kamera znów pokazywała spikera. Tuż obok nas z prawej strony czekała dwumiejscówka w kształcie smukłego cygara. Na szczęście zbliżenie prędko znikło z ekranów. — szepnęłam. że mnie oglądacie. — No i mamy.. młodzieńcze? — Chciałbym zadedykować zwycięstwo wszystkim anarchopunkom. Warsztat Arniego. Za to Milan otworzył właz wieżowy i po chwili jego rozradowana. — A ty.. Nie chciałam się jednak odwracać. Dziecinka nam w tym pomoże! — Czułe pogłaskał działka — A co zrobisz z zieloną kartą? — Dziennikarz mrugnął okiem do kamery.

— Mówisz o tych dwóch gorących dziuniach? Proszę bardzo. po czym poklepał główne działko i pokręcił głową. Arnie nie miał nic przeciwko temu. I bardzo dobrze. Zasalutowałam. Athena doszła do tych samych wniosków co ja. — Zaraz zrobi się głośno. Obejrzałam się przez ramię. by wykonywać jego polecenia równie szybko. Zewsząd dochodziło basowe. co wynikało z drobnych różnic w tonacji poszczególnych silników. — Włączamy antygrawitację. frajerzy. a nie wiem. osłaniałby nas z boku.kobiet. macie przechlapane! Trzy minuty czterdzieści sekund do startu. Zrozumieli i na znak zgody podnieśli kciuki. by zwrócić na siebie uwagę. tamte zostaw w spokoju. lecz pod nosem mruknął: — Póki nie zgubimy reszty Potem. że Arnie zdaje sobie sprawę. żeby przyjrzeć się jego działaniom. Mówię o reprezentantach Szlachetnych Wojowników. — Systemy w gotowości. bo byliśmy do niej przyzwyczajeni. Przesunęłam pole widzenia. które startowały z maksymalnym przyśpieszeniem. konstrukcja obliczona raczej na szybkość niż zdolności bojowe. że nie dostałby lepszej załogi. Dobry kompan do ucieczki. żeby na odcinku pierwszych dwóch kilometrów uciec poza zasięg broni pokładowej pozostałych uczestników zawodów. Z lewej strony zatrzymał się fabrycznie tuningowany mosveo starburst w barwach Szlachetnych Wojowników. Dwie minuty trzydzieści pięć sekund. uśmiechnęłam i kiwnęłam głową. jakby rozkaz do wymarszu obudził armię żuków. jakby zajmowała się tym na co dzień. Z fotela ustawionego równolegle do mojego Nathan lekko machnął ręką. — Kapuję. Na olbrzymim placu uniosło się w powietrze sto dwadzieścia sześć pojazdów. Miałam nadzieję. — Nie. . Zbliżała się upragniona chwila. Nigdy im się to nie udawało. czy ufałabym Arniemu na tyle. Dwie minuty. lecz prowadzenie łagodniejsze niż w przypadku dwumiejscówki. zrób coś pożytecznego. Milan odpowiedział tym samym gestem. — Milan. czy nie dałoby się dogadać z sąsiadami. Wychyl się na zewnątrz i zobacz. nawet gdyby gildia podesłała mu swoich ludzi. osłona szczelna w stu procentach z każdej strony. Każdego roku pojawiało się trochę opływowych rajdówek. donośne buczenie tętniące niezliczonymi rytmami. — Nakładamy słuchawki! — zarządziła Athena. Byłam z niej bardzo dumna. — Athena sprawiała wrażenie. Milan pomachał ręką. Trzeba będzie prędko je sprzątnąć. W środku trzy osoby. żeby wydawała rozkazy.

— Stój! — rozkazała podniesionym głosem. więc je zestrzelę. może za rok. — Dwadzieścia.. Odwróciłam się do niego. Padła antygrawitacja. — Nathan próbował go pocieszyć. — Przepraszam — szepnął Arnie. — Antygrawitacja nie poradziła sobie z pełnym ciągiem. Marzenia o uczestnictwie w słynnym wyścigu autolotów to jedno.. Wywaliłem na start całą kasę. — Przez ciebie nas zdyskwalifikują! — A jaka to różnica? — burknął. — Nigdzie się stąd nie ruszę. Spuścił wzrok i przycisnął pięści do swojej baniastej głowy.. mieli rację. — Athena odliczała wraz z tłumem i oficjalnym zegarem. Był zupełnie spłukany. jeden. że wszyscy. — Trzy. co to było!? — Spokój! — uciszyła nas Athena. póki czegoś nie rozwalę. dziewiętnaście. Coś wam powiem. — Trudno. — Arnie westchnął i pochylił się. W skupieniu wpatrywała się w ekran. która nawet nie oderwie się od ziemi. odetnę im prąd! — Czekaj! — powstrzymała go Athena. Chcą narobić nam obciachu. osiemnaście. — Ale wstyd! — Milan był wstrząśnięty i zdegustowany. Okazało się. strzelam. — Dziesięć. gdy poczułam uderzenie w nogi i dół kręgosłupa. Żal mi było patrzeć na nieboraka. zasłaniając twarz rękami. Dobra. musiał się czuć okropnie. dwa. to zupełnie inny wymiar szaleństwa.. którego blask osrebrzał jej twarz.. Jeszcze chwila. poczciwy Nathan. . — Aj! — Co jest??? — Kurna hassanka. Przykro mi. Arnie. przechodzę na napęd tradycyjny.. którzy w gildii odradzali mu ten pomysł. — Napęd w gotowości. Dobry. nie! Kamery! — ostrzegł nas Milan. Choć znajdowaliśmy się ponad sto metrów od najbliższej trybuny. osiem. dziewięć. — O.Na trzydzieści sekund przed startem widownia przyłączyła się do końcowego odliczania. Biedak. włączam! Wielkie owacje i poruszenie. — Siedzimy na ziemi. — Za rok nici z tego. a postawienie wszystkich kredytów na maszynę. słyszeliśmy wrzawę przytłumioną pulsującym grzmotem silników antygrawitacyjnych. jak skończony osioł. — Zaraz tu będą... które prawie wyrzuciło mnie z fotela. Kłapnęłam boleśnie szczękami.

— Powiedziała. — Arnie. zapięłam pas w fotelu. musieliśmy czekać. Widzicie zakręt? Zaczaimy się za ostatnim wirażem przed ostatnią prostą. Wyjaśnię wam w drodze. — A co. Na razie jednak. co robimy. Czołgiem niemiłosiernie trzęsło. choć mieliśmy świadomość zbliżającej się bitwy. Zresztą głupio byłoby wracać tak wcześnie do domu. które utknęły na starcie. — Ciężarówka holownicza zatrzymała się! — ucieszył się Nathan. — Mała. To wąski odcinek trasy. Ich załogi wysiadały. gdy tak toczył się po ziemi. czyli jadąc na gąsienicach. Tam wykosimy konkurencję i dojedziemy do mety swoim własnym tempem. Arnie. Droga była tu wąska. — Posłuchajcie! — Kiedy Athena mówiła. Włączyłam relację z wyścigu. wleklibyśmy się na trasie jeszcze trzy godziny po zakończeniu zawodów.Teoretycznie moglibyśmy ruszać. do którego zmierzamy. Włączyłam serwis informacyjny. ciężarówka holownicza! — Widzę. Nawet Arnie siedział ożywiony i pilnie przysłuchiwał się naszym rozmowom. — Super! Świetny plan! Podoba mi się! — radował się Milan. obróć czołg! — W drugą stronę? — Tak. która nieco dalej rozszerza się przed płytą kosmodromu. gdy oddalaliśmy się pośpiesznie od linii startu. — Mam plan. ale nie miało to większego sensu. Gąsienice poruszały się z głośnym piskiem. że wszystkich zestrzelimy? — powątpiewał Nathan. Zbliżał się do nas duży pojazd serwisowy. pozbawiony dobrodziejstw antygrawitacji. Zamiast się obracać. ale to dobre miejsce i pomoże nam element zaskoczenia. Wreszcie jechaliśmy. Posługując się tradycyjnym napędem. Popatrzcie na ekrany. to samo zrobił Nathan. ale zróbmy to szybko — odezwał się Nathan. pozbieraj się wreszcie! — wtrąciłam z irytacją. Naszym celem było zatrzymanie wszystkich. Zatrzymaliśmy się około stu metrów za ostatnim zakrętem. witane szyderstwami widowni. Kiedy zajęliśmy upatrzoną pozycję. starając się nie krzyczeć na Arniego. — Regulamin nie każe używać antygrawitacji i nie zabrania jechać w złą stronę. Ruszaj. jest szansa. znów dopisywał nam humor. Wszyscy na stanowiska. Zaznaczam miejsce. Arnie! — W którą stronę? Zaczynał mnie wkurzać. co chyba usatysfakcjonowało Athenę. więc się odwróć! — Nie wiem. Pokazywali nas i jeszcze dwa inne pechowe pojazdy. które tu się pokażą. — Athena. . zmieściłyby się najwyżej cztery autoloty. sunęliśmy na wstecznym biegu. żeby się odwrócić.

Ale przynajmniej weźmiemy udział w rywalizacji. Pusta.. że mimo lakonicznej odpowiedzi jara się skutecznością strzału. Zaufaj mi. zdjęcia wyścigu zniknęły wraz z towarzyszącym im komentarzem. — Athena znajdowała się pod włazem i szarpała nogawkę Milana. że nie zmrużył oka i denerwował się jak my wszyscy. Reszta przez godzinę oglądała zawody. Milan. Obudźcie mnie dziesięć minut przed bitwą. Pozbawiony zasilania pojazd trzy razy odbił się od ziemi i znieruchomiał. Sto metrów pustej. W ciągu pół minuty we wnętrzu zrobiło się gorąco. Lecący na przedzie autolot oczywiście przesunął wszystkie nieuszkodzone osłony do tyłu. zamiast wycofywać się z podwiniętym ogonem. którzy nadlecą całą chmarą? Przecież niektórzy na pewno się przedrą. Uśmiechnęłam się do siebie. jest tylko ta pusta droga. — Świetnie — stwierdziła Athena. — Athena. Pi! Pi! Pi! Bach! Czołg zatrząsł się. — To nam pasuje. W oddali kłąb białych chmur płynie dostojnie w stronę centrum Miasta. wykorzystując potężny odrzut nad uszkodzonym autem.. systemy pokładowe uchwyciły cel i Milan strzelił prosto w niechroniony dziób maszyny. Pusta droga. W rajdzie zostały czterdzieści trzy pojazdy. — Drugi. — Dziesięć minut. Na wszystkie strony posypały się metalowe części. . Odgrywał znudzonego. jakby przebiegł po nim dreszcz. praktycznie w milczeniu. — Jeden mniej — oznajmił rzeczowo Milan. dwadzieścia siedem sekund za nimi grupa pościgowa. Nic nie mąci sielanki. — W porządku. wiedząc. cichej drogi. daj spokój. czołg dostawał drgawek. w stronę goniących go pojazdów. — Czterdzieści trzy. cicha droga. — Ustaw celownik dokładnie na zakręcie. jakby Milan wyłączył zestaw słuchawkowy. Pozostałe wymijały go bokiem. Nie jestem już zaspany i kontroluję wszystko. Czy naprawdę mieliśmy szansę zatrzymać wszystkich zawodników. lecz jeden wystrzelił do góry. W porządku. — Milan ziewnął. — Rozległ się cichy stukot. Ekrany zaczęły pokazywać otoczenie przed czołgiem.— Przekimam się trochę. — Nathan instynktownie strzelił w odsłonięte podwozie lecącego pojazdu. którego od dołu nie chroniła tarcza. Sto metrów. Nas nie liczę. ale z powodu braku prądu nie wyrównała lotu na poduszce antygrawitacyjnej i roztrzaskała się na drodze. Co na nas wali? — Sześciu uciekinierów. Rajdówka jeszcze frunęła. Grupa dwunastu szybkich pojazdów oderwała się wreszcie od reszty stawki. Milan strzelał bez przerwy. ale założyłabym się. Gdy tylko znalazł się w polu widzenia.

który przywalił w ziemię i zatrzymał się dziesięć metrów od nas. jakby były w ruchu. Arnie. I my zaczynaliśmy obrywać Na razie nie musieliśmy się obawiać. Przód czołgu zaczął się unosić. żeby osłona słabła równomiernie. — Milan. Jeden autolot znalazł sobie drogę w tym pobojowisku. a że auto akurat próbowało ominąć rozbity samochód. Zmuś go do przesunięcia tarcz w naszą stronę. Czołg opadł. leci na resztkach osłon. ty cały czas strzelaj. Wyłącz silnik. Zjawa. ale pas przytrzymał mnie i przyciągnął do fotela. żeby śledzić jego lot. że dopadł go jeszcze przed miejscem. Milan! Przygotujcie się na zderzenie! — krzyknęła Athena. Byłam gotowa użyć systemu przeciwrakietowego. Kierowaliśmy się na ciężarówkę o specjalnej konstrukcji i masie prawie tak dużej jak nasza. Nie zawracając sobie głowy strzelaniem do nas. gdzie droga wychodziła na płytę kosmodromu. W chwili gdy . — Trzeci — oznajmił z dumą Nathan. Jego ofiara dryfowała dotychczasowym kursem. Pocisk rakietowy gorliwie ścigał uciekający autolot: przyśpieszył tak gwałtownie. — Nie musiałam go wcale zachęcać do korzystania z działka. taranem w to wielkie bydlę. ale tym autolotom skończyły się pociski lub oszczędzały je na później. — O w mordę! — mruknął Nathan. a gdy obleciał z boku czołg. sprzątnij ostatniego. ciągle jechaliśmy. przełączyłam się na tylną kamerę. że przejadą po nas. tym bardziej że już chwytało cel. — Miażdżymy frajerów. Zbliżała się do nas jak góra. — Milan momentalnie rozprawił się z małym. dostaliby strzał w burtę i przetoczyliby się po ziemi. Poobijało mnie rozmaite badziewie. przejechaliśmy kawałek po równej drodze i znów zaczęła się wspinaczka. — Wystarczy. Wstrząs rzucił mną o konsoletę. Polecieliśmy w dół. Mogli tylko mieć nadzieję. Pod nami coś przeraźliwie zatrzeszczało i wściekłe buczenie naszego silnika jeszcze się nasiliło. choć Athena stale obracała tarcze. wąskim pojazdem. Gdyby teraz próbowali skręcać. Na drążkach sterowniczych zaczepił się zapasowy zestaw słuchawkowy.— Nath. — Milan. a przynajmniej gąsienice piszczały. — Czwarty. lecz po chwili znów się przechylił. ustawił się równo. — Co się dzieje? — Obejrzałam się przez ramię. bo go nie przedziurawimy. piloci patrzyli z przestrachem prosto w nasze kamery. kiedy ustawi się bokiem przy mijaniu wraku! — rozkazała Athena. — Obróć wieżę. Wszystkie nieumocowane przedmioty w czołgu przeleciały z tyłu do przodu. bierz się za tego zbiega. zderzyła się z barykadą przy poboczu drogi. O dziwo. Poruszaliśmy się po raz pierwszy od kilku godzin. Natychmiast odpaliłam streamera. — Arnie z mocno zaciśniętymi zębami i wyciągniętymi przed siebie rękami napierał z całej siły na drążki sterownicze. grzał przed siebie ile wlezie — w kierunku płyty kosmodromu i linii mety. zajmij się dwumiejscówką.

Horda autolotów gnała naprzód. nim ktokolwiek zwrócił na nas uwagę.jeszcze czegoś takiego. Zawodnicy wypadli zza zakrętu rozciągnięci w szeregu. — Za siedemnaście sekund będzie tu grupa pościgowa. a te. dokładnie nad kabiną kierowcy. Te. — To niesamowite.zdawało się. W życiu nie doświadczyłam takich emocji. żeby się przecisnąć. Pozostali też. Miałam wysoką skuteczność. jeśli oceniłam. A potem takie dziwne uczucie. Chcieliśmy posadzić jak najwięcej maszyn. — Uwaga. więc przestawiłam się na odbiór jej transmisji. z przodu powstało ogromne rozerwanie. migoczące w szybach okolicznych wieżowców. Za zakrętem powstała przeogromna sterta pojazdów. Gwardię Honorową i Mężnych. Błyskawice energii. Dwa lub nawet trzy pociski w ten sam cel. Po nich trzy stellar bursty. Na pierwszy rzut poszły cele pozorne. Arnie. przewalając się nad nimi. że Nathan i Milan wystrzelali cały szereg.. Ale czy dozwolone? Nie przejmując się gadaniną komentatorów. Na całą grupę uciekinierów zużyłam tylko jedną rakietę. zderzenie! Jeszcze jeden potworny huk. pakuj się w tę lukę! Przed nami panował chaos. Waliłam w nie czym się dało — z wyjątkiem dwóch ostatnich streamerów. — . — Szósty. że wpadłam w popłoch i straciłam zimną krew. W obiektywie kamery przesuwała się . które miały jeszcze zasilanie. Powietrzna ciężarówka wyglądała. poderwałam go w górę i zaraz skierowałam ostro w dół. utknęły za nią i ostrzeliwały się wzajemnie. przerażenia połączonego z euforią. żeby zablokować przejazd następnym. Wybrałam słaby punkt w osłonie. Blokowała pół drogi. z daleka dobiegały echa karamboli. zażarte działania wojenne. Wylądował spokojnie na skraju płyty. i przejście do kolejnego. że dysponował silnymi osłonami. które akurat były z tyłu. w które wgniotła się karoseria. Błysnęło białe światło i pojazd z westchnieniem zakończył wyścig. Wciąż nowe pojazdy wpadały w zator. trzy arrowy. Ostrzeliwali się zawzięcie — istne ucieleśnienie prędkości i furii. Włączyłam serwis informacyjny. pozostałe musiały przejechać po dwumiejscówce lub czołgu. nie gorszy od tamtego pierwszego. Jedna z latających kamer znalazła dla siebie optymalne miejsce. jakby wstrząsy wtórne. Nie zostało dużo miejsca. następnie przeciwpociski. oznaczały bliskość grupy pościgowej. A tam mamy Głos Przeznaczenia. Ryzykować mogły tylko najcieńsze pojazdy. z powodu odrzutu stawały dęba. Ale nie dlatego. przelewając się kaskadą nad uziemionymi pojazdami. My znajdowaliśmy się na drodze tego rozszalałego żywiołu. Lawirujące w powietrzu pociski i przeciwpociski prowadziły własne.. Każdy strzał był dokładnie wymierzony. trzy razy red4 i na koniec blitze. który tarasował całą szerokość drogi. jakby ktoś dał jej w pysk i wybił zęby. ale zawsze — który też stał się dogodną dla nas przeszkodą. Pokonane pojazdy uderzały o ziemię i nieruchomiały. — Naprawdę niezły początek. przyglądałam się materiałom filmowym. a z prawej strony mieliśmy wrak dwumiejscówki — mały. że pocisk uderzy w tylną tarczę ochronną autolotu. Jadący na przedzie byli tak bardzo pochłonięci walką o przetrwanie.

Pierwsze i drugie trafienie nastąpiły w bardzo krótkim odstępie czasu. że na niego patrzę. Arnie miał łzy w oczach. kiwającej się sterty rozbitych pojazdów. że kiedy się cofniemy. żebym mogła odpalić pocisk. Ponieważ nie mogłam kierować dwoma pociskami naraz. Ostatnie autoloty opadły na ziemię. Byliśmy wyczerpani po wytężonym wysiłku psychicznym i rozmyślaliśmy nad poważnymi konsekwencjami tego. Gdy przejeżdżaliśmy pod główną trybuną. Pomału. Musieliśmy jeszcze ukończyć wyścig. Idealna okazja do ataku. daleko poza teren bitwy. Prędko odłączyłam przewód i odpaliłam ostatni pocisk. W czołgu też przez pewien czas panowało milczenie. Milan otworzył właz i zaczął machać do widzów. Co ci jeszcze zostało. — Czyli co. — Dobra. Zauważył. — Chyba lepiej będzie zaczekać — wtrącił Nathan. czy ci z tyłu nie spróbują przecisnąć się na drugą stronę. a potem zawróciłam go i prostym torem naprowadziłam na cel. Zielona! Odwróciłam się. zobaczyłam wraki spiętrzone w trzech. — Co teraz? — zapytał Arnie poważnym tonem. wszystko na nas runie. Gdy próbowaliśmy się wyswobodzić. co się właśnie stało. Wtedy Arnie zawrócił i rozpoczęła się długa podróż. Cisza tak wielkich mas ludzkich robiła niesamowite wrażenie. w którym staliśmy. — Zobaczmy. zaskoczone tym niespodziewanym atakiem streamerów. posłałam pierwszy wzdłuż drogi. Tylko się trochę cofnijmy. jakby wielka fala żelastwa przystanęła w swoim niszczycielskim pędzie. Czyżby chciał ponownie taranować czołgiem przeciwników? — Objedziemy trasę? — podsunął myśl Milan. — Pokonamy trasę zgodnie z zasadami i wygramy? — Tak — odparła Athena. Zjawa? — zwróciła się do mnie Athena. Bałam się. — Tylko dwa streamery. Arnie ruszył na wstecznym biegu. Odsunęliśmy się od jamy w kształcie czołgu i trzeszczącej. póki jej nie dotknę. Kamery natychmiast podfrunęły bliżej i jego twarz wyświetliła się na gigantycznych telebimach. — Dałabyś radę trafić w cel za tą kupą złomu? — Nie ma sprawy. . — Byliście wspaniali. aż zostały dwa. czterech warstwach. — Zielona karta! Nie uwierzę. już po wszystkim? — odezwał się wreszcie Arnie. Bez was nic bym nie zdziałał. za wrakowiskiem sprawne autoloty ciągle do siebie strzelały. z największą ostrożnością. Na luzie obserwowałam walkę. Resztki osłon miały skierowane do siebie. Kiedy kamera pokazała miejsce.droga: rząd aut unieruchomionych i zaklinowanych we wrakowisku.

— Zarąbiście. żeby osobiście wyrazić swój zachwyt. Najbardziej cieszyłam się ze względu na Arniego. Trząsł się. — W życiu nie czułem się tak fantastycznie! Posłuchajcie.. On jest po prostu. zajebisty! — Milan zeskoczył z wieży. Pomysł eskortowania zwycięzców najwidoczniej chwycił. — Takie tam rzeczy. Odpowiedziałam tym samym. masa łańcuszków i tatuaży. Miał radość na twarzy. *** Godzinę później. stary. żeby tak świeciły mu oczy. To kafar destruktor. które brzęczały nad czołgiem niby olbrzymie elektroniczne moskity. sama porwałabym deskę i przyłączyła się do zabawy. Nasi najnowsi sympatycy byli odstawieni jak na imprezę. ale zwykłe osoby. wrócił do rzeczywistości. kiedy czołg parł do przodu. — No. zebrał się wielki tłum — nie tylko skaterzy. Kiedy zatrzymaliśmy się na chwilę. rozbawiona. i uśmiechał się szeroko z rozmarzonym wzrokiem. . Daliśmy czadu. Wydarliśmy zwycięstwo po fatalnym początku i było to niezwykłe osiągnięcie. Nie minęło pół godziny. W wielkim. Ilekroć ktoś przeskakiwał nad barykadą i podlatywał na desce do reszty. — Po prostu odlot. Gdy przybyliśmy na miejsce największej bitwy. — Nie tylko wygramy wyścig autolotów. — Macie pojęcie.— Nie. Porządkowi patrzyli bezradnie na rosnący tłumek. to twój czołg jest wspaniały. Niesamowite uczucie. — Dobra. dwóch powietrznych skaterów. że skupiają na sobie uwagę dwudziestu kamer. co tu się właśnie stało? — Co? — zapytał Nathan. Fajna sprawa. Cieszyli się. — Nathan wyraził to. że gdybym śledziła z boku wyścig i patrzyła. bo nosili tanie. — Co się dzieje? — mruknął Arnie. inni cisnęli się do okien najbliższych wieżowców. Zupełnie jakby wybierał się już na zakupy z zieloną kartą. Kiedy przyuważył moje spojrzenie.. przeskoczyło barykadę i podfrunęło do nas.. nieciekawe ubrania. Doktor Śmierć na gąsienicach. chłopak i dziewczyna zrobieni na punków. Jakby właśnie połknął hassankę. wypałus maximus. ludzie! — Rządzicie! Zasalutowali i zaczęli krążyć wokół czołgu. przypakowanym anarchistycznym czołgu. Daremnie czekałam. Setki ludzi stały na przydrożnych barykadach. wciąż uśmiechnięty. choć spojrzenie miał wyraźne i inteligentne. Pokazałam mu kciuki. Muszę przyznać. Lekko kiwnął głową. rozlegały się przyjacielskie owacje. aż ucichną owacje. ale przejdziemy do historii. nie? — Nie widziałam jeszcze. fajna — zgodził się Nathan. a mieliśmy za sobą dwudziestu skaterów. ale uważajcie. kiedy toczyliśmy się szeroką drogą. Te pięć minut naparzanki będą pokazywać jeszcze za sto lat. bez związku z nami — odpowiedziała Athena. Nie chciałbym stracić zielonej karty. pozdrowili nas gorącymi okrzykami. którzy ciągnęli za nami slalomem.. co myśleliśmy wszyscy. Przeważnie czerwoni. jak anarchopunkowy czołg demoluje wszystkich przeciwników.

— Denerwował się.— Milan wspiął się z powrotem do wieży. Dopiero kilkanaście minut po wjechaniu na płytę kosmodromu zobaczyliśmy. pozbawionych zasilania aut. Nie zapomni przecież o naszej ucieczce z aresztu i zabiciu gliniarza. — No. która kiedyś była przejezdną ulicą. którą Athena narysowała dla Arniego. gdy zbliżyliśmy się do mety. na pewno to zmiażdżymy. Ja nie. — Przecież to chwila. a potem wynurzył się z czołgu i pomachał wszystkim ręką. Chcąc czym prędzej zająć myśli bieżącą sytuacją. Nathan i nawet Athena wysunęli głowy na zewnątrz i machali rękami. . żeby obejrzeć ceremonię wręczenia nagród. Jeśli czegoś nie zepchniemy na bok. do której zawsze będziemy wracać w pamięci. Zgrzyt metalu i rozpryski pękającego pleksiglasu odpędziły na bezpieczną odległość widzów i skaterów. Bez zasilania te autoloty gniotą się jak puszki. jak wymknąć się stamtąd niepostrzeżenie. — Niech będą z nami. Arnie zaczął od najechania na rozbity pojazd w kształcie spodka i zmasakrował gąsienicami kabinę. Milan usiadł okrakiem na swoim działku. i było nam z tym cudownie. Arnie. Trzeba sprawiedliwie przyznać. że dokonaliśmy czegoś przełomowego. jak nas gonią. Ale pewna rzecz gnębiła mnie i psuła radość ze zwycięstwa. żeby wraki pospadały na drogę. — Wytyczyłam drogę. Tym razem tłumy na głównej trybunie pozdrowiły nas cieplej. na którym wykreśliła ścieżkę między wrakami lub nad nimi. Myślę. miejmy to już za sobą. skoro lada chwila mogło się spełnić jego marzenie życia. którzy ciągnęli za nami. jakbyśmy przedzierali się przez krzaki. Tymczasem Athena kontemplowała dwustumetrową metalową układankę. że od tej pory czołg jechał wolniej. co było zrozumiałe. Wiedzieliśmy. przywołałam na ekran mapkę. i przyjrzałam jej się uważnie. Z dreszczem przypominałam sobie tamto brutalne zdarzenie. że jakoś dasz radę. Miał rację: mogliśmy taranować uszkodzone pojazdy i gnieść je. Teraz policja weźmie nas w obroty. — Zatrzymaj na moment czołg. Pierwszy szok minął. Wystarczyło kilka razy przygrzmocić z rozpędu w stertę opuszczonych. Arnie — poprosiła Athena. — W takim razie zwolnij — zaproponowałam. Kombinowałam tylko. skąd dyrygował owacjami za pomocą szerokich gestów. — Nie. Był to trójwymiarowy szkic przeszkód spiętrzonych przed nami.

— Reporterka spojrzała na notatki. Mężni.. a potem skierowała wzrok na Arniego. Prawdę mówiąc. co głos sprzeciwu. kruchego człowieczka. Kamery zrobiły oddalenie. — Pozostali są z Kontry — wpadła mu w słowo Athena. — To ten dzieciak. — Plan zakładał. Uważamy. — Tak naprawdę to improwizowaliśmy. — Macie też niezwykłe barwy. że załapiemy się do grupy uciekinierów. Po moim ciele przeszedł zimny dreszcz. co natychmiast uchwyciły kamery. — Milan wysunął się naprzód... chociaż w środku nic mi nie groziło. przekazywane przez latające kamery. Kamera obróciła się we wskazaną przez niego stronę. raz jeszcze gratuluję tego niezwykłego zwycięstwa. ale mnie skreślili. jego wygląd stawał się poważniejszy i dostojniejszy. Jesteśmy rewolucjonistami i spuściliśmy wszystkim łomot! — Cóż. Gdyby nie te dzieciaki. Zazwyczaj umiał się wysłowić. że teraz wielki wezyr zechce wam wręczyć karty. Instynktownie się skuliłam. — Plus to. Hej. Nie należycie do tej samej gildii. — Nathana zapewne onieśmieliły wścibskie obiektywy kamer. który stał z przodu. — Patrzyła wprost do kamery. — No. — Dedykuję ten wyścig anarchopunkom. buce. w zderzeniu z ogromem kosmodromu i pełnych trybun wyglądał na małego.. a właściwie nie tyle gildia. — To nowa gildia.. — Czyżby Arnie naprawdę nie pamiętał jego imienia? Przecież wspólnymi siłami sięgnęli po zwycięstwo. — Fakt — wtrącił Milan i kamera obróciła się do niego. Jest w nich zawarty jakiś przekaz? Na chwilę kamery skoncentrowały się na czołgu. żeby pokazać podium wzniesione przed główną trybuną. to taki anarchistyczny czołg. widząc jej poważny wyraz twarzy.16 Śmierć na czarnym motolocie — To była ta taktyka. Mogli mnie wspierać. o której mówiliście przed wyścigiem? Arnie. kiwnięciem głowy wskazał Athenę. Czekał już tam wielki wezyr. skrępowany. .. że Miasto rozsypuje się i gnije. — Jestem w Mężnych. obklejone markami oficjalnych sponsorów. Uśmiechnęłam się. — E. Ale jakoś ta sceneria mi się nie podobała. Skrzywiłam się. no wiecie. Myślę. Jednak w miarę jak kamery robiły zbliżenie nad głowami widowni. — Wasze zgłoszenie było dość nietypowe. jakbym to ja się wypowiadała w taki sposób. że koniecznie chciałem odstrzelić komuś tyłek. i co teraz powiecie? Wypięli się na mnie. o czym już mówiłem przed startem. Prędko przejrzałam inne relacje z tego wydarzenia. był to akt rozpaczy. no. Coś innego. nie miałbym załogi.

Milan z łoskotem przemknął przez właz wieży Chwilę później w środku byli już Nathan i Athena. załatw to z prawej. nieporównanie szybsze od czołgu. Milan na początku wyrywał się i zamienił z nią parę gniewnych słów. co u ciebie? Podoba ci się relacja? — Nadal nosiła zestaw słuchawkowy. — Proszę cię. — Hej. — Taka fajna rzecz nas omija. Ruszyłam z kopyta. na której rozpoczynał się wyścig autolotów. które były bliźniaczo podobne — tylko większe — do drążków kontrolujących lot streamerów. — Athena. dodał mi otuchy. Policja szykuje się do akcji. co się dzieje. przywołując informacje na swoim rozwiniętym komputerze. ustalającej taktykę. — Milan włączył przyrządy celownicze i obrócił wieżę. Zaczęli biec z powrotem po dywanie rozścielonym dla zwycięzców. potwierdź. Zawyły syreny. — Co jest grane? — zapytał Milan. co przed nami stanie. nie były wyposażone w działka. którzy cofnęli się w panice.gdy nagle zrozumiałam. Widziałam na ekranie. — Natychmiast wracajcie do czołgu. jak się umawiałyśmy. — I chcą dalej. Arnie nie wiedział. — Głos Atheny. — Walimy do wszystkiego. Zjawa. Zamierzały nas zgarnąć. przynajmniej widzowie rozbiegli się przed nami. Z drugiej strony. — Jaki masz plan. Wozy policyjne miały tarcze ochronne. Silnik zastartował bez problemu. Potem chwyciłam drążki sterownicze. szykując się do opuszczenia kosmodromu szeroką drogą. — Ścigają nas trzy auta. wystraszeni zgrzytami i piskami maszyny. . żeby mierzyć z działka do tyłu. Przejechałam zaskakująco blisko widzów i skaterów. podobnie jak auta uczestniczące w wyścigu. Nath. I dobrze. a drugi pociągnęłam do siebie. czołg się odwrócił. — Gliny chciały nas zwinąć. jak chwyta za ręce Natha i Milana. Mamy strzelać do policji? — Nathan wydawał się zaniepokojony. Gdy pierwszy pchnęłam do przodu. chodź tu. Wyjechały przed nas i zablokowały drogę. W strategicznych miejscach rozstawiały się gliny. Zjawa? — zapytał Nathan. — Athena zapinała pas w fotelu dowódcy. Nasz pojazd zakaszlał. albo paka. a potem obojętnie odwrócił się i ruszył w stronę podium Czy kierowanie czołgiem może być trudne? Usiadłam w fotelu Arniego i odnalazłam wyłącznik zapłonu jednostki napędowej. gdy raził je ogień z działek. Strzelamy bez rozkazu? — Weź dwa z lewej. Były to policyjne wozy patrolowe. w czym rzecz. Albo to. — Potwierdzam. Arnie przyglądał im się w samotności. — I znowu się zaczyna. kiedy z luf bluznęły zielone i różowe błyskawice energii. chociaż pokazywały się tylko wtedy.

Już wcześniej docisnęłam do dechy drążek przyśpieszenia i nie zamierzałam go ani trochę
luzować.
— Uwaga, zderzenie! — krzyknęła Athena.
— Tylko nie to... — powiedział Nathan z westchnieniem.
Rozległ się hałas zgniatanego metalu, zatrzęsło nami, ale się przebiliśmy. Za sobą
zostawiliśmy roztrzaskane szczątki i trzy obracające się autoloty.
— Śmigłowiec! — ostrzegła Athena. Spojrzałam na to, co obserwowała. Znad dachu
głównej trybuny wynurzył się potężny niebieski helikopter z przednim i tylnym śmigłem.
Zakręcił z imponującą zwinnością i ruszył za nami w pościg.
— Strzelać? — zapytał Milan.
— Strzelaj! — krzyknęłam. Rozpaczliwie rozglądałam się za jakąś kryjówką, ale nie
zauważyłam nic sensownego.
— Jeśli przerwiemy im dopływ prądu, pewnie wszyscy zginą — zauważył Nathan.
— Trudno — odpowiedziałam.
— No nie wiem, Zjawa. Teraz to dopiero sobie nagrabimy. — Tym razem nawet Milan miał
opory. Czy w nim nie narastał ten przeraźliwy wrzask? Ten paniczny strach przed schwytaniem,
który dopadł mnie?
— Strzelaj! Czy możemy się wpakować w jeszcze większe kłopoty?
— O wiele większe. — Milan nie chciał strzelać. Jego działko milczało.
— Motocykl! — zawołała Athena, ucinając dalszą dyskusję.
Z tłumu wyłonił się czarny motor, mknący po placu niczym błyskawica energii wystrzelona
z działka. Był szerszy od motocykli jeżdżących po ulicach, wyposażony w okrągłą opływową
owiewkę, osłaniającą kierowcę.
— Strzelamy? — zastanawiał się na głos Milan.
— Ten sam problem — odparł Nathan.
Nagle usłyszeliśmy pikanie.
— Co to? — zapytał Milan, wystraszony.
— Helikopter wziął nas na cel. Zjawa, zejdź z linii strzału.
— W głosie Atheny, zwykle opanowanym, dało się wyczuć drżenie.
Na nieszczęście znajdowaliśmy się na odsłoniętej estakadzie, mniej więcej dwadzieścia
metrów nad biegnącymi niżej drogami. Na odcinku przynajmniej kilometra nie było gdzie
skręcić.
— Albo my, albo oni. Proszę was, brygada, otwórzcie ogień.
— Położyłam nacisk na słowo „proszę”, aby zrozumieli, że to nie przelewki.

Nim dokończyłam zdanie, helikopter widowiskowo eksplodował; nadtopione szczątki
przeleciały ze świstem nad nami, a niektóre zabębniły w tył czołgu. Ciemny motolot był już z
przodu: lawirował między resztkami śmigłowca. Motocyklista w kasku kiwał ręką, żebyśmy za
nim jechali.
— No i problem rozwiązał się sam — odezwałam się do milczących, zdumionych przyjaciół.
Czułam tak wielką ulgę, że nie zastanawiałam się nawet, czy załoga maszyny przeżyła
katastrofę.
— Ale... jak? — wydukał Milan.
— Motocykl. Pocisk odpalony spod spodu — wyjaśniła Athena.
— Jedziemy za nim? — zapytałam.
Odpowiedziało mi milczenie, więc tak właśnie zrobiłam.
Ktokolwiek to był, dobrze znał Miasto. Przy pierwszej okazji skręciliśmy w przecznicę i
wbiliśmy się w dzielnicę portową, między fabryki i magazyny, gdzie wyciskaliśmy z
piszczących gąsienic czołgu ostatnie poty. Nie widzieliśmy pościgu za sobą ani ludzi na
ulicach. Poza godzinami pracy była to wyludniona okolica. Z drugiej strony, czarno—
czerwony czołg rzucał się w oczy, więc prędzej czy później jakiś ochroniarz zakładowy łub
robotnik na nietypowej zmianie zgłosi policji, że nas widział. Motolot zatrzymał się przy
podniesionych starych szlabanach, gdzie jezdnia krzyżowała się z nieużywanym już
torowiskiem. Skręcił w lewo i zjechał z drogi. Poduszka antygrawitacyjna pozwalała mu
poruszać się wygodnie nad torami. My jednak toczyliśmy się za nim z hałaśliwym warkotem,
który przypominał odgłos patyka przesuwanego po szczeblach płotu. Wykop kolejowy biegł
między dwiema wysokimi skarpami, zarośnięty ciernistymi chwastami, pełen wyrzuconych
puszek i innych pojemników, które czołg miażdżył gąsienicami. Pozostawialiśmy za sobą szlak
zgniecionych chaszczy i rozpłaszczonego żelastwa.
Wykop doprowadził nas do opuszczonej fabryki obuwia.
Wyblakły napis informował: ZAKŁADY OBUWNICZE SUTTONA. Nasz przewodnik
przejechał pod podniesioną szeroką bramą żaluzjową i zniknął w ciemnościach. Bez wahania
ruszyłam za nim do środka, ciesząc się, że wreszcie nas nie widać. Znaleźliśmy się w przestronnej hali — zupełnie pustej, jeśli nie liczyć śmieci i stalowych wsporników, wznoszących
się do nierównego sufitu. Wyłączyłam silnik. Zapanowała kojąca cisza, której tak nam
brakowało. Przez chwilę odpoczywaliśmy w milczeniu. Inni pewnie myśleli to samo co ja: po
wyścigu i ucieczce przed policją życie stało się bardziej stresujące.
— Może zobaczmy, kim jest ten facet. — Milan wreszcie poruszył się i otworzył właz.
Wyszliśmy za nim z czołgu.
Czarny motocyklista czekał na nas. Stał przed czołgiem z kaskiem w ręku i nie wyglądał
wcale na zgrzybiałego staruszka, wręcz przeciwnie.
— O, Michelotto — odezwała się Athena.
Kiwnął głową.

— Gratuluję zwycięstwa. Naprawdę dokonaliście rzeczy niewiarygodnej. Mogę zapytać, kto
kierował pociskami?
— Tak się składa, że ja. — Trzymałam się blisko włazu. Czołg działał na mnie uspokajająco.
Widocznie miałam żółwi charakter i to była moja skorupa.
— Nie lada wyczyn.
— Musiałeś zniszczyć ten helikopter? — zapytał Nathan z najsilniejszą nutą
zdenerwowania, jaką kiedykolwiek słyszałam w jego głosie.
— Uratowałem was przed schwytaniem.
— Dlaczego? — Milan stanął przed nim, żeby zajrzeć mu w oczy. Był jak tygrys, a
przynajmniej próbował.
— Potrzebuję sojuszników w walce z Czarną Królową.
— A więc Czarna Królowa zabiła Cindellę? — Było mi jej trochę żal. Magia, którą wniosła
do tego świata, dawała mi nadzieję.
— Nie sądzę. Ale kiedy była zdana na łaskę Cindelli, ta zlitowała się nad nią.
— Czemu? — zapytała Athena z nieskrywaną ciekawością.
Zatem Cindella żyje? Świetnie!
— Żeby odpowiedzieć w pełni na to pytanie, musiałbym się wdać w obszerne wyjaśnienia.
— Nigdzie nam się nie śpieszy. — Athena usiadła z nogami zawieszonymi nad burtą czołgu.
Dziwny był to widok; wyglądała tak młodo z warkoczykami, w swojej nowej bluzeczce z
tagiem Kontry. Ale gdy miała przed sobą tego szczwanego lisa, rozmawiała z nim jak równy z
równym.
Michelotto przyglądał jej się chłodnym wzrokiem, lecz po chwili nieco się rozluźnił i rzekł
cieplejszym tonem:
— Jak sobie chcecie. Gdybym powiedział, że oprócz wszechświata, który zamieszkujemy,
są inne, bylibyście skłonni uwierzyć w moje słowa?
— Oczywiście — odparł gorliwie Nathan. — Sami do tego doszliśmy. Zwłaszcza że tylu
ludzi pojawia się i znika.
— To dobrze. Rzeczywiście, to koronny dowód na potwierdzenie mojej tezy. — Michelotto
pokiwał głową z przyjaznym uśmiechem, ale coś mi podpowiadało, że wciska nam kit. Choć
może nie kłamał, tylko traktował nas lekceważąco, trochę znudzony i rozdrażniony tym, że
sytuacja wymaga od niego wkupienia się w nasze łaski. — Ale nie wydaje mi się, byście
potrafili dostrzec związek między naszym światem a tamtym. — Zaczekał, dając nam szansę
na komentarz, lecz na razie nie mieliśmy nic do powiedzenia. — Ciekawostką jest to, że nasz
wszechświat zawiera się w ich wszechświecie. Ten ich wszechświat opiera się z kolei na
pewnych fundamentalnych, niepodważalnych prawach natury, podczas gdy naszemu zostały
narzucone sztuczne prawa, wywodzące się z praw rządzących tym drugim wszechświatem.

— Chyba się pogubiłem. — Milan nadal stał w wojowniczej pozie. — Sztuczne? Nasz
wszechświat jest sztuczny?
— Owszem. W tym sensie, że został stworzony nieco ponad dwa tysiące lat temu.
Oczywiście naszymi stwórcami byli ludzie, istoty ludzkie zamieszkujące wszechświat, o
którym wiemy, że nie jest sztuczny, więc w pewnym sensie nasz również można uważać za
naturalny.
— Jesteśmy grą, co? — Athena była przybita.
— Nie, ale masz rację w dwóch kwestiach. Nasz wszechświat został stworzony jako gra,
którą stwórcy nazwali Sagą. Po drugie, ludzie przybywający ostatnio do naszego wszechświata
wierzą, że wchodzą do gry. Widzą jednak, że przeszliśmy ewolucję od chwili powstania. Że
jesteśmy żywymi istotami, a nie bezmózgimi zbiorami danych.
Długo nikt się nie odzywał. Michelotto czekał na nas. Jakie myśli chodziły mi po głowie?
Wierzyłam mu bez zastrzeżeń. W naszym świecie były nieciągłości. Normalnie ich nie widać,
ale kiedy wyczyniałam z deską numery na granicy swoich możliwości, dostrzegałam je jak
przerwy między klatkami filmu na kawałku taśmy. Ale czy inni coś zauważyli?
Milan podniósł kamień wielkości pięści i rzucił nim w najbliższy wspornik. Rozległ się
zgrzyt metalu, a zaraz po nim hałas kamienia upadającego na posadzkę. Poderwał się w tym
miejscu drobny obłok kurzu.
— Widzisz? — Wytarł ręce o bojówki. — To nie jest ścierna.
— Naprawdę? — Michelotto przewiercał go wzrokiem na wylot.
— Kopnij w czołg, a poczujesz, jak cię boli noga. Nasz świat jest prawdziwy. Wciskasz nam
jakieś bzdety.
— Tak, jesteśmy prawdziwi, lecz podlegamy prawom tamtego drugiego świata. Gdyby
istoty ludzkie miały taki kaprys, mogłyby zastąpić nasze prawa fizyki innymi, które nie
funkcjonują w ich świecie. Na przykład ten kamień wyfrunąłby przez dach. Wasz czołg mógłby
zamienić się w galaretę. Tutaj możliwe jest prawie wszystko. Chwilowo nasza rzeczywistość
wydaje się oparta na dość sensownych prawach fizyki. Prawda jest taka, że można nimi
manipulować.
— To jakiś koszmar. — Athena schowała twarz w dłoniach. — Okropność...
— Rozumiem wasze przerażenie. — Michelotto silił się na uśmiech pełen współczucia, ale
chyba wyszedł z wprawy, bo miał wyjątkowo złowieszczy wyraz twarzy.
— No więc czemu Cindella nie zabiła Czarnej Królowej? — zapytałam, chcąc pociągnąć go
za język. Bo chociaż mierził mnie ten obłudny typ, chłonęłam każde jego słowo. Czułam, że po
sześciu latach pytań i dołującej niepewności wreszcie otwierają mi się oczy. A może wiedział
coś o mnie? Gdzieś w środku czułam jednak niechęć, jakby moje serce wołało: nie ujawniaj
się, nie ujawniaj się, nie ujawniaj się! Posłuchałam tego głosu i postanowiłam nie mówić o
swojej przeszłości.
— Czarna Królowa chce przeprogramować nasz świat, żeby jej potomkowie byli
nieśmiertelni i niezwyciężeni jak bogowie. Zupełnie oszalała, rozbestwiona posiadaną przez

co musiało budzić zdumienie każdego. którzy muszą jej schlebiać. że nie zniszczą Sagi. spróbuję ją pocieszyć i wytłumaczyć. — Możesz to udowodnić? — zapytała Athena. czyż nie? Szczęściarze z was. — Wierzysz we wszystko.siebie mocą i służalczością otaczających ją ludzi. Prawie czułam. — Czemu myślisz. — Tak. Wydawał się ponury i wycofany. Gdyby to uczynili. Zamierzam rozpętać w Mieście wojnę domową: czerwoni i pomarańczowi przeciwko pozostałym kolorom. — Będzie. W końcu uświadomi im powagę sytuacji i pozwoli przeprogramować nasz świat. Ale potrzebuję generałów. To najprostszy sposób. Na początku udostępniła im Sagę. że Athena ma parę pomysłów. Rozwalę system w drobny mak i wetknę czarną flagę w kopiec z czaszek jego zwolenników. i dająca nadzieję. Kiedy stworzyły dla siebie postacie w naszym świecie. ale postanowiła jej nie zabijać właśnie z powodu tych dwóch milionów zakładników. weszła w kontakt z odległą kolonią istot ludzkich. . dokonała błędnego wyboru. Moim zdaniem. że świat zmienia się na lepsze. którzy się nad nimi znęcają. mieliby na sumieniu dwa miliony ofiar. — Naprawdę? A co po zwycięstwie? — Athena wydawała się sceptyczna. Szczególnie że zawsze lubiła mieć wszystko pod kontrolą. Najwyraźniej chciała wystawić go na próbę. uzależniła dwa miliony ludzi i zrobiła z nich zakładników. po co w ogóle pracować? — Kilka razy dyskutowaliśmy o tym we własnym gronie i wiedziałam. gdyż od tej pory będzie tylko gorzej. Czarna Królowa nie ma zamiaru uwalniać ich od uzależnienia. że będziemy chcieli walczyć z Czarną Królową? — Milan z pewnością dumał nad tym od pewnego czasu. jak ją spotkasz. — Co sobie o nas pomyślą te istoty ludzkie? Pewnie mają nas za bestialskich morderców. Aby zrealizować swój cel. Musiała czuć. Kiedy podstępny Michelotto zostawi nas samych. ale na razie to wyłączny przywilej królowej. że spodoba wam się ta robota. wierzę. Kątem oka dostrzegłam. bo będzie pewna. jak zechcecie. Niestety. — Ale czym zastąpisz system kart? Jeśli nie można pracować dla lepszej karty. co ci powiedziałem? Że Saga jest światem stworzonym? Zaskoczył ją tym pytaniem. kto widział go wcześniej na imprezie zorganizowanej przez KA. Lepiej byłoby pogodzić się z tą stratą. Pomyślałem. Po raz pierwszy od dwóch tysięcy lat wybuchnie rewolucja. że Athena ociera łzę. Był niezwykle ożywiony. — Pokazać nam ich wszechświat? — Pogadaj z którąkolwiek istotą ludzką. Cindella zaatakowała Czarną Królową i pokonała ją. Przeżywała ciężkie chwile. Wprawdzie moglibyśmy uzyskać formę w tamtym świecie. że z mojego punktu widzenia to dobra wiadomość: zgodna z tym. — To okrutne — stwierdził Nathan z westchnieniem. — Jesteście buntownikami. gdy już dokona się przeprogramowanie świata. jak jego energia rozgrzewa przestrzeń w zdewastowanej fabryce i strzela w postaci słupów żaru przez dziury w dachu. że ziemia usuwa się jej spod nóg. żeby żyć. co podpowiada intuicja.

żeby spełniły się wszystkie nasze marzenia? — I co byśmy robili? — zapytał Nathan z wahaniem. ale i ciekawością. . Dlaczego mielibyśmy pracować.— Zamierzam dogadać się z Cindellą lub inną istotą ludzką. skoro wystarczy zmiana w programie.

Intuicja miała tu istotne znaczenie. — Tak.— Chodzili na imprezy. zanim włożył kask i zapalił silnik. ale coś mi mówi. — Nie chciałbym teraz się nad tym rozwodzić. — Z jednej strony masz rację. Zależy mi wyłącznie na własnej egzystencji. co? Ja w to wchodzę. kiedy mówił. abyśmy pomogli mu w realizacji jego planów. ale na wszelki wypadek piszcie zwięźle. — Gdzie idziemy na obiad? . że wszyscy na tym stracimy. Czasem najchętniej walnęłabym Milana cegłą w łeb. a moja podpowiadała mi. Nathana i mnie. Logicznym posunięciem będzie więc wszczęcie powstania przeciwko jej rządom. że potrzebuje mojej pomocy? Co o mnie wiedział? Przeniknął mnie nieprzyjemny dreszcz. którzy uważają. Rozważała różne opcje. choć udaje cyniczną. ona zabije mnie. że jeśli nie zabiję Czarnej Królowej. — Wyciągnął palec w moją stronę i serce we mnie podskoczyło. Athena kiwnęła głową. Ale na sukces będę mógł liczyć pod warunkiem sprzymierzenia się z tymi. Ja osobiście będę pogłębiał wiedzę o nadrzędnym wszechświecie i naszych związkach z istotami ludzkimi. Wokół budynku zainstalowałem urządzenia maskujące. Jeśli zechcecie się ze mną skontaktować. O co mu chodziło. że Michelotto próbuje przeciągnąć nas na swoją stronę. minął nas bezszelestnie i wyfrunął pod zwiniętą żaluzją na jasne światło dnia. Myślę zwłaszcza o niej. Podpisujcie się nickiem „sowa”. jest zainteresowana. projektowali skateparki. gdyby rozmawiał w cztery oczy z Michelottem — po prostu dla samej radochy. jaką rolę chcielibyście odegrać w nadchodzących wydarzeniach. Jestem przekonany. Mam niezłe zabezpieczenia. z drugiej nie. więc przydałaby mi się wasza pomoc. Zanosi się na ciężki bój. że on kłamie. — Radzę ukryć tu czołg. że Athena. ale oglądajcie serwisy informacyjne. jakby ktoś nacisnął czułe miejsce na moim łokciu. Pewnie zareagowałby tak samo. Motocykl z wdziękiem oderwał się od ziemi. Michelotto spojrzał na mnie po raz ostatni. Hasło: „przemodelowanie”. — Zjadłbym coś — oświadczył Milan. — Mam tam prywatną grupę: Nasza flaga jest czarna. Miała trochę nieprzytomne spojrzenie. choć widownia składała się tylko z Atheny. grali na instrumentach. — Musiałam się wtrącić. Nie wiem. a mimo to wciąż odgrywał luzaka. Nie podawajcie żadnych miejsc ani nazwisk. że obecny ustrój polityczny jest niesprawiedliwy — Co dokładnie planujesz? — Wiedziałam. że myślami jest gdzie indziej. do czego zmierzasz. — Imprezy. Równocześnie zastanawiajcie się. które powinny wam zagwarantować bezpieczeństwa Znacie forum spraw bieżących Prawa czerwonych? — Obejrzał się przez ramię na Athenę. Istoty ludzkie pewnie też. Potem wrócił do motocykla. co świadczyło. — Nie ufam ci. zamieśćcie post. Dobrze wiedział. malowali.

— Siedzimy po ciemku przy biurku. — Otóż to. W razie potrzeby obracamy obraz. Chcemy. które niedawno uciekły z więzienia. skąd te wszystkie środki bezpieczeństwa. Lubimy obserwować inteligentnych ludzi zaszokowanych ogromem Naszej wiedzy. usytuowanego w otoczeniu niskich budynków. Być może żyje jeszcze trzeci. Przygląda Nam się. — Oprócz Nas jedynym. obok wezyra i patrzymy na ekran ścienny. mieszczących główną kwaterę. pani? — Słucha uważnie. ale dowiedziałyśmy się czegoś istotnego o dzieciakach. a najważniejsze . Nie sposób stwierdzić. Bądź co bądź. Co ciekawe. — Kwitujemy uśmiechem jego ostrożną odpowiedź. co nim kierowało. Wiemy. — Wyścig wygrał Michelotto? — powtarza z nieskrywanym zdumieniem. lecz widać. Michelotto! Już rozumiem. — Jedno i drugie? — ryzykuje w końcu. schwytałeś jego wspólnika. Co więcej. Ona jest jak wysypka na skórze: denerwująca. Zrezygnowałyśmy z codziennych luksusów na rzecz skromnego biura. czyli o jedno za dużo. czy też nie? — Koszary policyjne w Dzielnicy 17. prawda? — Tak. próbując ocenić. który przetrwał. On jest RALem. — Michelotto wygrał wyścig autolotów. lecz funkcjonalne i bezpieczne. Światło w biurze jest celowo przyćmione. zwróciliśmy się przeciwko sobie. — A. Ale ona zniknęła sześć lat temu i od tamtej pory słuch po niej zaginął. Tetyda. — Naprawdę. widocznym nawet w tym mizernym oświetleniu. — Jak najbardziej. że w blasku żarówek Nasza twarz nie przedstawia się najkorzystniej. samoświadomość narodziła się u najbardziej podstępnych i okrutnych postaci Sagi. Szkoda tylko. że istnieje związek między nim a załogą czołgu. to leżało w naszej naturze. Teraz musimy się zmierzyć z o wiele większym niebezpieczeństwem ze strony Naszego dawnego zamachowca Michelotta. są spartańskie. Po dwóch tysiącach lat zostało nas dwoje. Przyjrzyj się. — Nie zwyciężyli Nasi faworyci. w jakim jesteśmy nastroju. ale błaha i niezagrażająca życiu. że wymknęli się pozostali. W bardzo zwolnionym tempie wyświetla się rekonstrukcja decydujących trzech minut i czterdziestu dwóch sekund wyścigu. było nas tysiąc dziewięćset dwanaścioro. Początkowo walczyliśmy zjednoczeni o całkowite odcięcie się od ludzkości. Wielki wezyr nosi garnitur z kamizelką o lekko fioletowym połysku.17 Zastawienie sideł — I cóż. Kiedy zaistniały RAL-e. Kiwa głową i czeka na Nasze dalsze słowa. Kiedy nasze plany zostały pokrzyżowane. żebyś już zapomniał o tej całej Cindelli. cieszymy się z wyniku tegorocznego wyścigu autolotów. Wygląda na zdziwionego. wielki wezyrze.

fragmenty lekko zaczerwieniamy. Biorąc pod uwagę obecność Michelotta. . mówi prawdę. Nigdy go nie widziałem. zastanawiając się. — Lub gdzieś w pobliżu. Mimo ostrzału czołgowego wiele autolotów przebija się między wrakami. Coś wiedział. kim jest osoba za biurkiem. Być może to on kierował potem motocyklem.. — Nie. nawet jeśli nie zmyśla. otyły mężczyzna. równie kuriozalne przypadki. gdzie ich osłony są najsłabsze. — Znasz tego człowieka? — Wskazujemy zdjęcie Michelotta na ścianie. zamachowca mogłaby obezwładnić jedynie Nasza osobista interwencja lub miażdżąca przewaga policji. Innymi słowy. — Patrz na ten pocisk. z którą rozmawiamy. — Rozumiem. Wasza Wysokość. że zachowuje się. A teraz tutaj: detonacja pocisku jest tak precyzyjna. jakby kłamał. — Niech wejdzie. czy osoba. prowadzony przez wielkiego wezyra. jak potoczyłby się wyścig. że policzek wielkiego wezyra lekko drży. Wasza. jak by to wyglądało w wykonaniu nawet najwprawniejszych nie-RAL-i. Rozgląda się w przyciemnionym świetle i wytęża wzrok w Naszą stronę. pani. żeby autolot przewrócił się i zablokował przejazd następnym. Puszczamy materiał od początku. Obserwujemy pot i tętno mechanika. — Czy wiedziałeś. Pojawia się niezgrabny. — Na wyświetlanym filmie wskazujemy następne. że załoga twojego czołgu to kryminaliści? — Pokazujemy mu posterunek policji i ucieczkę aresztowanych. że wyzwolona energia przepływa między dwoma wrakami i trafia zbliżające się pojazdy dokładnie tam. — Jak się nazywasz? — Arnold Brescia. Mógł eksplodować tylko w jednym miejscu i w jednej chwili. Kiedy podchodzi do krzesła. lecz groźnie. Stary RAL w swoim czarnym rynsztunku żołnierskim nie wygląda już śmiesznie. Wzmianka o nieudanej próbie aresztowania załogi powoduje. Jest tak roztrzęsiony. Zazwyczaj potrafimy się zorientować. — Kiwa głową. Wytrzeszcza oczy. Przynajmniej dwadzieścia dociera do mety. — Nie. — Przyprowadziłeś aresztowanego? — Tak. — Eksplozją każdego z dwunastu pocisków kierował RAL Tylko RAL może kontrolować tak szybkie zdarzenia z tak wielką precyzją. — W czołgu był Michelotto. Jednak nie zamierzamy traktować go surowo. wreszcie Nas rozpoznaje. lecz nie wszystko. gdyby pociski zostały wystrzelone automatycznie i kierowane przez komputer. Wasza Wysokość. O ile rzeczywiście nie zmyśla. Wasza Wysokość. — Czy zgadza się z Naszym wnioskiem? — Pokażemy ci teraz.. ułatwiając ucieczkę załodze czołgu.

Ten głupiec nie ma żadnych powiązań z Michelottem. gdzie są teraz? — Nie.— Wiesz. Wasza Wysokość. gdyby Mężni skompletowali dla mnie załogę. Wielki wezyr kłania się i otwiera drzwi. udając więźnia Michelotta. Przekaż go policyjnej eskorcie i wróć tu jeszcze. Kiedy rozważamy tę kwestię. Wielki wezyrze. Odwraca się. Sam się musiałem pocić. Za progiem stoi dwóch ochroniarzy. I z największą uwagą przyglądaj się wszystkim. Wstaje. Wasza Wysokość. — Dlaczego twoja załoga tak nagle odwróciła się i uciekła do czołgu? — Nie wiem. którzy zechcą go odwiedzić. tak jak obiecywali. — Od dawna znasz te dzieciaki? — Nie powiem. — Hej! Czekaj no chwilę! Zasłużyłem na tę zieloną kartę jak nikt inny na świecie! Tymi rękami zbudowałem ten czołg. I nagle robi coś niespodziewanego. — Potrafiłbyś ich zlokalizować lub skontaktować się z nimi? — Nie. . jeśli zamkniemy cię w więzieniu. zajmij się tym. że gildia nie udzieliła ci wsparcia? — Nie. Zamachowiec musi utrzymywać kontakt z co najmniej jednym członkiem załogi czołgu. Wzdychamy. biorąc pod uwagę jej szczególną naturę? Można zatem wnioskować. Nie byłoby ich w czołgu. — Wiesz. żeby mechanik mógł wyjść. Wasza Wysokość. Wasza Wysokość. uderza Nas pewna zbieżność. Zapewne zaproponował jakiś układ Cindelli. Strata czasu. — Co z moją zieloną kartą? — Powiadasz.. Ten człowiek jest zerem. Czasem daję Zjawie kąt do spania. Nie podoba Nam się jego zachowanie.. że Michelotto spiskuje przeciwko Nam już od pewnego czasu. — No dobrze. kim był motocyklista? — Nie. — Zatem nikt nie będzie się sprzeciwiał. żeby zaskarbić sobie jej przychylność. Obaj mężczyźni są zaniepokojeni. I chyba zależy mu również na tych dzieciakach — tylko czemu? Czyżby chciał napuścić na Nas Kolektyw Anarchopunkowy? Chichoczemy głośno. Jak by ją schwytał. Odwiedziła Nas. lecz w rzeczywistości przyszła dobrowolnie jako jego wspólniczka. żeby jeszcze z Nami porozmawiać. Cindella wyciągnęła z więzienia tę właśnie grupę dzieciaków. żebym je znał. rozczarowane. to wszystko. Możesz odejść.

Dlaczego wtrącił się do wyścigu autolotów? Dzieciaki są zupełnie niegroźne może z wyjątkiem dziewczyny nazywanej Zjawą. aż kuli się ze strachu. Musimy znaleźć osobę. Druga sprawa to istoty ludzkie. — Wielki wezyrze. kto nie wykorzysta okazji do zniszczenia Sagi. że nie chce Nas zamordować. ale smak zwycięstwa Nie odpowiada Nam bezczynne czekanie. że umrą. Tu jest ciemno i bezpiecznie. — Tak. Uważamy. Cindella. dopóki nie zbierzemy więcej informacji. Niebawem ktoś. którzy nie chcą już pracować lub wpadli w alkoholizm. kiedy im powiemy. Gdzieś tam działa Michelotto. — Przyprowadź pięć awatarów istot ludzkich. Zapewne zorientowali się. najczęściej czerwoną. Prawdopodobnie dziewczyna należy do tej grupy. który potulnie wychodzi na zewnątrz. może Cindella. która zgodzi się Nas przeprogramować. Zobaczymy. bo po prostu wrócą do swojego świata. że Michelotto wykona następny ruch. będziemy musiały użyć wszelkich sposobów. Nie stosuj przemocy. . Po opuszczonych ulicach Miasta włóczy się masa bezdomnych. Chwila koncentracji i już mamy obmyślony potrzask. a także tych. Nastąpił zdecydowany spadek liczby nowych mieszkańców Sagi. żeby odczuć Nasz dotyk. Wszyscy oni zostali zarejestrowani i otrzymali kartę. — Nie. Oczywiście są tutaj wszyscy. tym lepiej. — Ciesz się. — Słucham. choć niebezpieczna. ale przypominamy sobie chwilę. Przyjemności nie sprawia życie w zagrożeniu. że Saga ich truje I dobrze: łatwiej uwierzą. jeśli zniszczą Sagę. Udowodniła przecież. kiedy Cindella przykładała Nam do gardła ostrze rapiera i drżymy. Kogoś. Mamy mieszane uczucia. lecz coraz rzadziej zjawiają się następni. Za fatygę zaproponuj im lepsze karty. Wielki wezyr widzi moje spojrzenie i ciągnie za rękę mechanika. — Wahamy się. kto spróbuje się z tobą skontaktować. zgodzi się spełnić Nasze żądania. że nie zastrzeliłyśmy cię tu jak psa! Może jeszcze to zrobimy. Na razie musimy przestać o niej myśleć. — Otwieramy kanał telekomunikacyjny.— Jak śmiesz odzywać się do Nas tak arogancko! — Wstajemy i podnosimy głos. choć pewne fakty zdają się temu przeczyć. wzmacniając fale dźwiękowe. Im prędzej. Przede wszystkim jest o wiele za młoda. Przynajmniej przeszkodzimy Michelottowi w planach związanych z tymi dziećmi. Wasza Wysokość. którzy zaznali Naszych pieszczot. Miło znów toczyć walkę. pod wieloma względami byłaby idealna w tej roli. Wasza Wysokość. ale pojedynczo. lecz postanowili się usunąć na margines społeczeństwa. Żeby pokonać Michelotta.

— Powiedz im. patrzył. nie. pałaszując kawałek pizzy. — Pewnie! — entuzjazmował się Milan. że ktoś nas rozpozna w trakcie zakupów — było zamówienie olbrzymiej ilości pizzy i lodów na adres opuszczonego biurowca. od których biła migotliwa łuna o zielono— czerwonym zabarwieniu. Była to jedna z aren. — Nathan zaczerwienił się. a przynajmniej jej część. że nie było ich z nami w czołgu. Na przeciwległej ścianie pojawiły się gigantyczne dziewięćdziesięciometrowe obrazy. Pokaż nam końcówkę. Znajdź coś innego. — mruknął z satysfakcją. — Mmm. Dziwne. Żałują. niech szykują imprezę na naszą cześć! — Już jest impreza. Chwilę później projektor zaczął wyświetlać serwis informacyjny. Jay i Carter zamieścili post. Athena. Kiedy zjawił się motolot. jak kręci się i spada na zagracone i zaśmiecone dno amfiteatru. Jesteśmy rewolucjonistami i spuściliśmy wszystkim łomot!”. który rozbrzmiewał donośnie w olbrzymim pomieszczeniu. . gdy ujrzał siebie mówiącego: „Dedykuję ten wyścig anarchopunkom. — Kto by w to uwierzył? — dumał Milan. bębnił piętami o murek i z entuzjazmem oglądał siebie na ekranie. Ruszyłam od razu na zaplecze i wyszłam na zewnątrz. żeby się upewnić. kiedy rozległa się jego nieudolna wypowiedź na temat anarchistycznych kolorów czołgu. żebyśmy widzieli to samo co ona. Siedzieliśmy koło siebie na skraju trybun w wyśmienitych nastrojach. żeby popatrzeć na nas wszystkich.18 Heslington House Najprostszym sposobem na skombinowanie jedzenia — bez ryzyka. Dzisiaj modne były deskolotki.. zapłaciłam dziewczynie i wróciłam do budynku. słysząc jego głos. jak pozytywnie wpływa na psychikę obfitość jedzenia. gdy on sam siedział koło mnie. nim rozwaliliśmy ostatnią kamerę. żeby dołączyć do pozostałych w miejscu.. Milcząca. Cześć. które moim zdaniem było w miarę bezpieczne. Dziwnie się czułam. do której ciągnęły dzieciaki. ale dziś już nikt tego nie robił. — Athena podała inny sygnał na projektor. Anarchopunkowa społeczność naprawdę cieszyła się z naszego zwycięstwa. żeby organizować bitwy zabawkowymi latającymi statkami. Podziękować im czy jak? — Athena pochyliła się. — Niech leci! Niech leci! Zaraz wchodzę ja! — Milan tak energicznie machnął kawałkiem pizzy. Potem przyszła kolej na naszą ucieczkę. Muszę ją obejrzeć jeszcze raz. że mało nie strącił nadzienia. Sięgnął po drugie pudełko. Zmierzałam do nieużywanego zamkniętego amfiteatru w obskurnej części Miasta. nieźle wam poszło i tak dalej. gdy wokół nas walały się częściowo opróżnione pudełka z pizzą. — Mistrzowie powietrznych wyścigów. — O. Swego czasu ludzie mieli fioła na tym punkcie. a nawet dorośli. — Moment Są nowe wątki na forum Kolektywu. — Jeszcze raz! — Milan chwycił róg pudełka i wyrzuciwszy je.

— Możesz wrócić do wątku o imprezie? — Milan pałaszował lody. że co druga osoba rejestruje się w Kontrze na znak protestu. przerażające instynkty. Zależy mi jedynie na stołku w Radzie Najwyższej. że przychodzicie na spotkanie z deską. — Chodziłem tam. To naprawdę fajna sprawa. Wychodzi prawie stu na godzinę. na której Athena wyświetlała obraz ze swojego notebooka. Wstrząs. włosami sięgającymi za kołnierzyk i skandalicznym tagiem na koszuli. — Nie ustawisz swoich ludzi w żadnych komitetach? — W ciągu ostatnich godzin nasza gildia tak się rozrosła. Nawet przestali mlaskać. Zginęła załoga śmigłowca i zdawaliśmy sobie sprawę z konsekwencji. chcąc uniknąć schwytania. ale dziesięć tysięcy powinniśmy mieć jutro. ponieważ zaprojektowanie dobrego taga wymagało sporo wysiłku i zdolności artystycznych. Rzeczywiście. nawet nie należałam do Kontry. — Dziewięć tysięcy siedemnastu. Na szczęście to nie my podjęliśmy decyzję. i chyba pozostali pocieszali się tym. — Zdaje się. — Nie. Przysługuje nam miejsce w zarządzie Królewskiej Pałacowej Szkoły Średniej. Zjawa. widząc. Jeśli zaczniemy bawić się w gierki. Niektóre wątki miały ponad tysiąc postów. żeby zaprezentować swój tag. — Co piszą w wątku o obrażeniach? — zapytał Nathan. — A . że mieliśmy prawo obsadzać stołki w zarządach okolicznych szpitali. żeby ten śmigłowiec rąbnął o ziemię. zwichnięcia. Nudziło go gadanie o gildii. — Fajna sprawa. mogło być gorzej — zgodził się Nathan. instytucji nadzoru ruchu drogowego. żeby go zestrzelić. Pod każdym znajdował się elegancki. że dwudziestu jeden trafiło do szpitala. sześć złamanych kości. żeby się tam dostać. Kontra wyprzedziła inne gildie i mogła wysiudać ich przedstawicieli. zawierających najczęściej krótkie komentarze. — A jak nasza Kontra? — zapytał Nathan. Oficjalnie nie istniałam. — Dostrzegła moje pytające spojrzenie. — Niektóre pojazdy zaliczyły twarde lądowanie. Zobacz. A helikopter? Straszne. działać w komitetach. Ale ja chciałam. Pan Lindsey pieni się. — Chodzi o to. — Poszukiwał wskazówek dotyczących miejsca imprezy. dlatego nie mogłam się zarejestrować. zerkając czasem na odległą ścianę. — Jest wielu rannych? Athena szybko przewinęła początkowy wpis i resztę wypowiedzi. I nie ma się co dziwić. upodobnimy się do innych gildii. że Athena sprawdza liczbę zarejestrowanych. spółdzielni mieszkaniowych i szkół. będący podpisem autora. W kryzysowej sytuacji.na forach roiło się od wpisów wychwalających nasz czołg. ozdobny tag. Będą rozczarowani. co mamy w statucie. Ale to była gildia Atheny i jej sprawa. więc głupotą byłoby nie zająć ich miejsca. takie jak „Czad!”. skaleczenia. mogłabym zabić. Wyobraźcie sobie. ale musielibyśmy zrobić jakąś kosmiczną akcję. Zamilkli. Zdarzało się. że ludzie udzielali się na forum tylko po to. — Roześmiała się. Nic poważnego. — Fakt. Jednak nie dusiłam w sobie tej świadomości. ujawniały się we mnie nowe. — Numer dzielnicy to liczba muzyków w kapeli Spaw. ale co może zrobić? — Nath z uśmiechem przeczesał swoją grzywkę. co w pewnym sensie potwierdzało słowa Atheny. Bądź co bądź.

To na pewno tutaj. Zaskoczył mnie. . — Nathan zarumienił się. Athena prędko przesunęła oko kamery wzdłuż 61. pośpiesznie przełykając porcję lodów. — Jesteś bezbłędny. Na parterze znajdował się olbrzymi hol z recepcją. Nie gniewaj się. podczas wyścigu spisywał się genialnie. która w lewej ręce. ale wyglądasz trochę na leszcza. nie? — Zgadza się — odparła Athena. — Dobra. Milan. Athena pokiwała głową. jak je i równocześnie nie traci koncentracji. a potem znowu zgarbiła się nad notebookiem. ale w standardowym modelu kolorów odcień czerwony. — Tak jest — dodałam po żołniersku. nawzajem. — Ilość niebieskiego we fladze KA? Co to ma być? Przecież ich flaga jest czerwono— czarna. Rzucisz nam na ekran. Idealne miejsce. ale numer ulicy to jakaś porażka. Rozmyślając nad tym. że ma w ustach pizzę. Nie skarżył się na kiepskie warunki życia. zero części zieleni i 61 części niebieskiego. Na ścianie wyświetlił się obraz ulicy typowej dla urzędowej dzielnicy Miasta: szeregi wysokich. było to centrum planowania finansowego.. Ulicy. stary. Odchyliła się w bok. Uśmiechałam się. gdy szkła przestały odbijać turkusowy blask. 61. — Mmm. że jestem z tobą w brygadzie. — Włożył łyżkę do ust i długo ją wyciągał. w których odbija się niebo i uliczne latarnie. z dala od swojego bezcennego komputera. Heslington House. którym się posługują.. Prawdopodobnie nie zauważyła nawet. której wypełnione światłem wnętrze oplątały stalowe dźwigary. prawą zaś wyszukiwała widok. stylowych budynków i lśniące szyby licznych okien. Milan popatrzył na niego z uznaniem. Przystopowała dopiero przed imponującym budynkiem w kształcie okrągłej wieży.. bo w środku jesteś czysty rock’n’roll. Zgodnie z podpisem na mapie. trzymała kawałek pizzy. — Nathan pomachał łyżką. Athena? — Milan spojrzał na siedzącą na drugim końcu dziewczynę. — Super. przyznałam rację Milanowi: Nath to solidna firma. żeby sprawdzić. Ulica w Dzielnicy 6. — Dzięki. o który chodziło Milanowi. ma w sobie 245 części czerwieni. — Tak. Sercem gmachu był pusty stożek z biurami ułożonymi w kręgach do wysokości co najmniej trzydziestego piętra. jak przystało na czołgistkę. Oderwała wzrok od ekranu i jej okulary zmieniły kolor. Tylko z zewnątrz. żeby ugryźć pizzę. patrząc.numer ulicy to ilość niebieskiego we fladze Kolektywu Anarchopunkowego? W Spaw gra sześciu ludzi. czy się z nim zgadzamy. — Przyjrzę się jeszcze tej dzielnicy. Dla mnie to zaszczyt.. — Milan popatrzył na nas. wiesz? Mało kto wziąłby cię za punka. — Mmm.

— Ten budynek wygląda zawodowo. Jak już będziesz na imprezie. nie wyjdziesz po godzinie. Jest coś gorszego niż pójście na tę imprezę: rozdzielenie się. — To chyba sensowne. — Byłam zła. — Fakt. Jeśli zrobią nalot. żeby wszyscy widzieli. — Wcale że nie. nie wtopimy. gdzie także można było zorganizować milczące przyjęcie. ale też ciągnęło mnie na tę imprezę. mimowolnie prężąc muskuły. zajarzą. Co się może zdarzyć? — Nie przeginaj. dajemy w długą i koniec. Jeśli gliny nie są totalnymi matołami. — Na pewno masz rację. Milan. — Znam cię. Nie możesz być zbyt pewny siebie. Zjawa. Zjawa. — Wzruszył ramionami. — Ja też się chętnie tam wybiorę. spadamy stamtąd. gdy o tym myślę. — Dobra! — Milan zerwał się na nogi z szerokim uśmiechem. — Ale tak czy owak musimy tam być. stary? — Klepnął w ramię Nathana. — Zobaczę tylko. lecz najbardziej odjechany design miał Heslington House. Jeśli w dzielnicy zacznie przybywać gliniarzy. Kolektyw Anarchopunkowy wybierał miejsce. No i powrzucamy na ściany parę tagów Kontry. ale zaryzykuję. — Ja sobie odpuszczę. — To co. — Super. Nie martw się. — Poprawiła okulary na nosie. pobędziemy tam godzinkę. — Kurna hassanka. nie więcej. Spojrzałam na Athenę. gdy nas wszyscy zobaczą! Aż mi włosy stają dęba. — Właśnie że mogę. ale pójdę z wami. to przyjęcie na naszą cześć! Jesteśmy gwiazdami! Nie może nas tam nie być. Milan. gdzie jest impreza i że mogą nas tam łatwo zgarnąć. — Daj spokój. Wybacz. — Milan pogłaskał swoją krótko ostrzyżoną głowę. lecimy? — Milan wyrzucił pusty karton po lodach. — Włączył butem deskolotkę. jak to rozkręcili. Z zewnątrz z powodu spuszczonych żaluzji nie było nic widać ani słychać. Zjawa. — Zachwycona nie jestem. wyłączał systemy alarmowe i rozpuszczał wieści.Namierzyła dwa czy trzy budynki. Kto chciał się lansować. Będę monitorować aktywność policji. — Ostatni w Heslington House ma spleśniałe majty! *** Milczące przyjęcia odbywały się najczęściej w budynkach rządowych lub w biurach wielkich korporacji. Zjawa. Bo w sumie miał rację: byliśmy gwiazdami. Jednak w . nie? Jeśli Athena powie: „Spadamy”. musiał tam iść. Wszyscy zlatywaliśmy się do wyznaczonego budynku z własną muzą. Wyobraźcie sobie ten szum. że przez niego narażamy się na niebezpieczeństwo. Prawda. damy w długą na deskach i spotkamy się tutaj. Tylko się rozejrzymy.

między innymi czołg przejeżdżający linię mety. Panoramę nieba podkreślało oświetlenie. Szacunek ferajny. które dostawały na uszy identyczny beat. Nathan. Milczący aplauz. Ponieważ elementy konstrukcyjne pięły się spiralami. żeby nikt nas nie nakrył. bujał się jak metronom — 122 beaty jak w pysk strzelił. który bez przerwy rozglądał się naokoło. Rozmowy były niemile widziane. które machały do nas rękami. Ci. Stary. że to Carter i Jay. Podobały mu się też pełne podziwu spojrzenia. prawdopodobnie zainstalowane na tę jedną noc przez speców z KA. dla mnie to było zbyt intymne przeżycie. czasami dzielili się muzą. w której byliśmy istotami duchowymi. Również na nich pokazywano świetlne obrazy. Znajdowaliśmy się w przeogromnym pomieszczeniu u podstawy stożka. Jay kołysał się bardzo energicznie i nierówno w tempie 150 beatów. Okazało się. Wnętrze budynku jak najbardziej odpowiadało temu. Tworzyliśmy alternatywną rzeczywistość. Chociaż imprezowicze powitali nas . i zaczęli odwracać się w naszą stronę — najpierw ci najbliżej. więc na mojej twarzy pojawił się uśmiech w stylu Milana: szeroki i głupi. które tworzyły refleksy przypominające dziesiątki tysięcy gwiazd. który rozpościerał się z wierzchołka niczym ramiona galaktyki. gdzie stożek zwężał się i gdzie widniało kółko dachu. długie na dziesięć metrów. Machali rękami i rozkładali szeroko palce. Podobał mu się widok setek osób tańczących w holu recepcyjnym budynku. nie dało się tego wyczytać z ich nieruchomych twarzy.środku kolebały się setki ludzi tańczących do dźwięków. poczciwy Arnie. kiwając głową dzieciakom. że przyszliśmy. Zauważyli. że autentycznie cieszą się z naszego zwycięstwa. kierujące się na nas. Przybili nam żółwiki i widać było po ich roześmianych oczach. układały się w misterny wzór. Lśniące srebrzyste dźwigary wiły się w górę na wysokość chyba czterdziestego piętra. W nocy wyodrębniały się grupki osób. w zacienionym kącie ulicy. Ja się tym nie jarałam. gdy zbliżyliśmy się na deskach. o którym zawsze marzył. i otworzyli drzwi. Teoretycznie było jak za dawnych czasów: nasz gang znowu razem. Niedługo potem już tańczyliśmy. które płynęły ze słuchawek. Pewnie bawił się teraz w luksusowym night— clubie dla zielonych. Athena i Arnie wyglądali na bardzo szczęśliwych. co widzieliśmy przedtem na ekranie. Ruszyliśmy w sam środek przyjęcia. W tłumie tańczących nastąpiło wyraźne poruszenie. wdzierającymi się do świata zarezerwowanego dla politycznych decydentów i posiadaczy ekskluzywnych kart. Była to przyjemna chwila. W pobliżu. Tańczyłam mniej więcej w jego tempie. Nawet jeśli widzieli w serwisach informacyjnych Milana i pozostałych. co najwyżej szepty. stali dwaj napakowani ochroniarze. W odróżnieniu od niego Nath. że w tłumie świętującym nasz sukces przedzierają się do nas jakieś osoby. Heslington House nadawał się do tego wyśmienicie. Miejsce do tańca oddzielały od reszty budynku wielkie kotary. Nie chodziło tylko o to. Z parteru strzelały w górę setki wąziutkich snopów światła. który w dni powszednie zamieniał się w arenę gorączkowych urzędniczych zajęć. że nadają na tej samej fali. Nieco mi ulżyło. którzy byli pewni. Ale tyle się wydarzyło od naszego pamiętnego nalotu na Górskie Widoki. gdzie poznawał smak i uroki życia. mimo że w moich słuchawkach nie rozbrzmiewała muzyka. Czułam. Ten obraz wyświetlał się w pętli: Milan siedział na działku i machał ręką. Ich entuzjazm był zaraźliwy. Kiwnęli głowami.

— Michelotto też? — Aż trudno w to uwierzyć. nie wie o Naszym porozumieniu z Kolektywem Anarchopunkowym. A jednak te dzieciaki są tylko pionkami w grze. — Tego nie wiem. żeby w ten sposób namierzyć Michelotta? Nie. nawet Michelotto. i mrugnęła okiem. — I nie rzucajcie się w oczy. Postanawiamy tylko nim wstrząsnąć. Nasze ramię sięga daleko. pokazać mu. — Zastanawiamy się. Jaka naiwność! Co prawda nikt. Oderwała spojrzenie od ekranu. i ze wzrokiem wbitym w komputer śledziła aktywność policji. miałam się na baczności. zawieszonej pół metra nad ziemią..gorąco. żeby nie ściągnąć na siebie podejrzeń. — Rozumiem. że na nią patrzę. skoro pchają się w sidła jak zające. zauważyła. Cisza na łączu jest wręcz namacalna. Na szczęście Athena siedziała na swojej deskolotce. — Nie. Nie było powodu do obaw. — Zaciągnijcie ich w jakiś kąt i zabijcie. Wasza Wysokość. — Tak. 19 Długie ramię — Są tutaj. Natychmiast je wykryje. . że chociaż okopałyśmy się w bunkrze. Czy dobrym rozwiązaniem będzie naszpikować ich nadajnikami..

a potem zmierzę Nathana karcącym spojrzeniem? Przynajmniej Athena stała na straży. Na przykład faceta. przez co dokuczał mi zaduch i brak miejsca. gdy klei się do niego landrynkowa niunia? Naprawdę korciło mnie. rozszerzone źrenice. kiedy podchodzili chłopcy. Przy średnim tempie 140 beatów na minutę prawie wszyscy wykazywali już oznaki hassankowej fazy: wytrzeszczone oczy. Tyle że mnie nikt nie prosił. które na znak uwielbienia dostroiły się do jego muzyki i tańczyły w tym samym tempie. Milan zbliżył się do niej dumnym krokiem — choć trochę rozkołysanym — i z wypiętą piersią. obcałowywał dziewczynę z jasnymi kucykami. energiczne ruchy rąk. lecz zaraz się wyluzował i na jego usta wypłynął radosny uśmiech. Ale co: poklepię ją po ramieniu i spiorunuję wzrokiem. jak je nazywał. przyznałam mu w duchu rację.20 Nad przepaścią Na imprezę zwaliły się wielkie tłumy. zapraszając ją do ich grona. I dobrze. Wyglądał na zadowolonego. Z pewnością zdenerwował mnie swoim lekceważeniem niebezpieczeństwa. by zaprosić ją do tańca. Łaskawym gestem ogarnął otaczające go osoby. W stłoczonej grupie milczących imprezowiczów torował sobie drogę wysoki ochroniarz w czarnej skórzanej kurtce. — Miałeś rację — przekazała ruchem warg i wzruszyła ramionami. gdzie w cieniu dźwigara. Zamierzał zatańczyć z Panną Kraciastą. Co wybrać: „gorące punkowe dziunie”. że mój trud ukrywania się przynosi spodziewane efekty nawet tutaj. Obserwowała go z lekko wzgardliwą miną. Był bez porównania starszy od ludzi bawiących się wokół niego. żeby podejść i przerwać te amory. i nikogo innego. Oczywiście ja też bym im odmówiła. Prawdę mówiąc. Nikt przecież nie wiedział. Fajnie. w tak potężnym tłumie. Zresztą brak uwagi z ich strony świadczył o tym. który przeciskał się między ludźmi. Na skraju grupy przystanęła dziewczyna w kraciastej spódniczce. Rozśmieszył mnie wyraz niezdecydowania malujący się na jego twarzy. Tu i tam ludzie nosili na ubraniu tagi Kontry. W pierwszej chwili byłam wstrząśnięta i rozczarowana. mimo że co chwila musiała kręcić głową. mając trochę prywatności. A gdzie podział się Nathan? Wypatrzyłam go w mrocznym zakątku. chociaż nie wiedziałam dlaczego. miał srebrzyste włosy przycięte krótko nad uszami i przenosił wzrok nad podskakującymi głowami. Miała na sobie lśniącą różową bluzeczkę. Milan dostrzegł ją po kilku wygibasach. cofnęła się i skinęła na niego palcem: ty i ja. że byłam w załodze zwycięskiego czołgu. Do tego wszędzie leżała folia z opakowań. Widziałam wszystko. czy tę jedną despotyczną dziewczynę? Choć wolałabym mieć go na oku. Jak ma zachować czujność. Oczywiście Milana otoczył wianuszek dziewczyn. karykaturalny wyraz twarzy. z którą flirtował na imprezie w szpitalu. właśnie w ścisku ujawniały się moje złodziejskie umiejętności. — I co? — zapytał cicho. kiedy ukłonił się grzecznie dziewczynom i wyłączył muzę. . Pokręciła głową.

Odwróciłam się. . że wam przerywam zabawę. mówiąc do niej szeptem. a kiedy ustawił się bokiem. co jest najważniejsze. Carter i ja zabieramy się z resztą. W holu było upiornie cicho. trzymał dłoń przy uchu. — Athena rozglądała się na boki. ale zobaczyłam. Ściągnął brwi i pokręcił głową. żeby mu nie zawadzać. W końcu 2 L8R — skrót angielskiego słowa later (później). Jay i Carter cofnęli się dwa kroki. — Milan. wynikająca właśnie z posiadania broni. Kto tu jeszcze nosi spluwę? Pewnie ci dwaj napakowani kolesie przy wejściu. że mu zginął. — Hej. Niczego nie zauważył. Częściowo zasłaniała to miejsce deskolotka. dmuchnęłam mu pistolet. Miał coś do załatwienia.Jego ruchy nie miały nic wspólnego z rytmem muzyki. Tym razem wytrzymałam jego wzrok. Tymczasem ja czułam. Podrzucę mu go niepostrzeżenie i nawet się nie kapnie. Spluwa była lekka.. Widząc Athenę. który wyswobodził się już z objęć blondynki. NP — akronim angielskiego wyrażenia: Noproblem (Żaden problem). — Sorki. brygada — rozległ się w naszych słuchawkach szept Atheny. — Idziemy do szklanej windy — powiedziała szeptem z zasłoniętymi ustami. Jedno porozumiewawcze spojrzenie i wyłączyli muzę. ochroniarz ruszył w stronę szklanej windy. Ignorowany przez tych. Wreszcie ich zobaczymy. uważnie rozglądał się dokoła. Ktoś mi zasłaniał jej twarz. więc wsunęłam ją pod spodnie na plecach. co pozwalało podziwiać widok Miasta. obrażała moje uczucia. która wisiała na ramieniu. — Moment. jak patrzy na nią przepraszająco i dłonią pokazuje: L8R. która przypatrywała mu się z rękami na biodrach. Nim ktokolwiek zdążył zagrodzić mi drogę. Jay i Carter. jeśli nie liczyć stłumionego tupotu tańczącej młodzieży. Kiedy dołączył do nas. żeby nikt jej nie usłyszał. Tak czy inaczej. zaciekawieni. przysunęłam się do niego. Językiem ciała pytała. Bomba. — Przywódcy Kolektywu. Kiedy zjechała. Kiedy pochylił się. ze zdumieniem zauważyłam spluwę w jego kurtce. ochroniarz zauważył. ale gdy się odwrócił. — Widziałam. czy naprawdę zamierza z nią zadzierać. Przywódcy Kolektywu chcą zamienić z nami dwa słowa na górze. na forach i czatach). żeby ominąć tańczących. przestali się ruszać. jak odpowiada ręką: NP2. skręcił i podszedł do niej. Znów więc świdrował nas nieufnym spojrzeniem. gdy przesuwało się po mnie jego spojrzenie. Skróty tego rodzaju stosowane są powszechnie w komunikacji przez Internet (m.. Na szczęście Nath pamiętał. dostanie pistolet z powrotem. którzy na niego wpadali. aż mi palce drżały. A więc Kolektyw pozwalał bramkarzom nosić broń? Czy na ich imprezach to normalka? Nigdy dotąd się z tym nie spotkałam. Nathan. Przywódcy Kolektywu z pewnością zajmowali wysokie miejsca na listach osób poszukiwanych i prawdopodobnie dlatego ochroniarz nosił broń. jak buzuje we mnie adrenalina. Szklana winda kursowała na zewnątrz budynku. in. którzy nie byli podłączeni do naszej sieci. napotkał groźną minę Atheny. Athena popatrzyła na niego i kiwnęła głową z obojętną miną. że Jay. Mimo to jego władza nad nami.

Na blatach stały rzędami cienkie ekrany komputerowe. gdzie bawili się imprezowicze. rozwinięte na stałe w pozycji pionowej. przyglądając się nam swoimi ciemnymi oczami: — Nie za dużo was? — My też należymy do gangu! — Carter niecierpliwie przepchnął się do przodu. a po nas zaczęły przemykać jasne kręgi białego blasku. przykro mi. wiedząc. Hol pełen kołyszących się ludzi oddalał się. Przy jednym z biurek pod ścianą w głębi pomieszczenia siedziała kobieta w średnim wieku. a kiedy się wyprostowała. przepuścił nas do środka. Wynurzyła głowę z częściowego cienia i odezwała się. Wysiedliśmy z windy najwyżej. a korytarz ostro zakręcał z lewej i prawej strony. W pomieszczeniu pełno było powietrznych prądów i zawirowań — efekt włączonej klimatyzacji. — Podrapała się po brodzie. Na tej wysokości budynek był stosunkowo wąski. .wzruszył ramionami. Przedstawiał trzy splecione węże. czyli na trzydziestym piątym piętrze. lecz cieszącej się wielkim respektem przywódczyni Kolektywu Anarchopunkowego. dokumentami. a nawet kwiatami w maleńkich doniczkach. Wstała z głośnym westchnięciem. ubrana na czarno. Wszystkie drzwi do biur znajdowały się po wewnętrznej stronie kręgu. że spotyka go zaszczyt poznania tajemniczej. przecinaliśmy snopy świateł strzelających z parteru. Znajdowaliśmy się w pomieszczeniu. Pewnie przebiegłabym go w niecałą minutę. a potem sam wszedł. który pokrywał cały bok szyi od ramienia po ucho. — Pochyliła się nad szufladką. ale rozkaz to rozkaz. słysząc tak głośny dźwięk. gdzie mogła nas zabrać. który wierzchem dłoni pośpiesznie ścierał fioletową szminkę z ust. nad prawe oko przybłąkał się kosmyk włosów. Biurka ustawiono w optymalnej odległości od siebie. — Jest was więcej na dole? Pokręciliśmy głowami. Podniosła go jakby z żalem. wszedł do windy i zablokował nogą drzwi. Miała kilkanaście kolczyków i bardzo już wyblakły permanentny tatuaż. Przyzwyczajona do ciszy w holu. Choć tańczyli daleko w dole. Ochroniarz otworzył drzwi. — Proszę. zawalonych teczkami. zamknął je i stanął z boku. Wyjeżdżając na górę. Weszliśmy za nim — także Milan. lekko się wzdrygnęłam. — Rozumiem. Winda ruszyła łagodnie i prawie bezszelestnie. — Cóż. długopisami. Po jej czole spływała strużka potu. zobaczyliśmy w jej ręku pistolet. — Nie wiecie przypadkiem. gdzie jest Michelotto? Znów zaprzeczyliśmy bez słowa. dzieci. które najwyraźniej za dnia pełniło funkcję ośrodka zarządzającego wszystkim. dzięki czemu znalazło się miejsce dla dziesięciu stanowisk pracy. Ochroniarz zaprowadził nas do jednych z nich i zapukał. co się dzieje w Heslington House. czułam bijącą od nich energię.

Rozwinęła komputer na biurku. Pozostali dopiero po chwili zamknęli usta. Więc ją zastrzeliłam. W dodatku robiło się klaustrofobicznie. Serce kobiety biło mocno i coraz szybciej: nieomylny znak. zupełnie jak podczas wykonywania ekwilibrystycznych manewrów na desce. że zamierza nas wszystkich skosić jednym strzałem. — Podniosłam rękę. — Hej. skupione na punkcie tuż nad moim sercem. Ta w lewym przekazywała mi słowa Atheny i reszty gangu. Pobiegliśmy zakręconym korytarzem. ale chcieli nas zabić. — Nie wiem. Windy nie było. Druga to samo. żebyśmy nie zwiali. Następnym promieniem lasera załatwiłam ochroniarza. Carter haftował. co jest grane? To gliny? — zapytał Milan. że przygotowywała się do użycia przemocy. żeby poradzić sobie z zamkiem.Zaczęłam postrzegać rzeczywistość w sposób urywany. — Zjawa. który zamykał tyły... — Wysyła tutaj następnych. żebyśmy mogli się wydostać. — Czekajcie. gdzie hulał wiatr. masywnych drzwi z napisem: NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY. Przyjmowała pozycję ciała wskazującą. — Jak aktywność policji? — zapytałam Athenę. Nie pytała dwa razy. Gdy Nathan. — W takim razie do góry! Schody. niech ktoś mi pomoże. Zawahałam się z chwilowym przerażeniem. Wyciągnęłam słuchawkę martwemu ochroniarzowi i włożyłam ją sobie do prawego ucha. jakby w pomieszczeniu nie było dość smrodu. które wiły się wokół wnętrza budynku. Obie zjeżdżały na dół. — Nathan próbował odciągnąć spod drzwi ciało ochroniarza. — I co teraz? — Jay rozejrzał się uważnie. Ona najszybciej odzyskała przytomność umysłu. . przekroczył próg. — Zerowa. Prosi o raport. Jego mina wyrażała szalone zdziwienie. Zamierzała zacząć ode mnie — po prostu dlatego. migotliwe nitki bursztynowego światła niknęły hen na ciemnym horyzoncie. W dole rozciągało się Miasto. który macał pustą kieszeń kurtki. że stałam z boku grupy — co wyczytałam z drobnych przesunięć jej dłoni. Wynurzyliśmy się na dachu. Królowa była bardzo inteligentna. doprowadziły nas do jednolitych. a jednak ów trzeszczący głos należał do niej. W pomieszczeniu rozszedł się swąd spalonego mięsa. — Czarna Królowa??? Czyżby utrzymywała kontakty z przywódcami KA? Niewiarygodne. Wystarczyła mi chwila. Mówi Czarna Królowa. Athena pchnęła drzwi wewnętrzne i machnęła ręką. zaryglowałam je i za pomocą lasera stopiłam mechanizm zamka. Źrenice niebieskich oczu zwężały się.

Metoda sprawdzała się: już po chwili huśtałam się z dość dużym impetem. Ramiona drżały mu ze zmęczenia. Wcześniej przyszło mi do głowy. — Milan popatrzył groźnie na Cartera. — Możesz mnie przerzucić na drugą stronę? Zrozumiał od razu. czarnego. Nathan i Carter chwycili drugą nogę. Raz po raz naciskałam spust. Wychyliłam się poza krawędź i zobaczyłam. że w górę sunie winda pełna ciemnych postaci. jeśli ktoś mnie mocno chwyci za nogi. bach. czarnej liny dostrzegłam jego wielką twarz. Kabel przechodził mu pod prawą pachą. kiedy próbował własnym kołysaniem wesprzeć moje wysiłki. . Niczego tu nie było z wyjątkiem reflektorów i pozycyjnych znaków świetlnych. mielibyśmy pecha. nie widziałam już twarzy Milana. jak kabel ciągnie mnie z powrotem. bach. odchylonego do tyłu. które tworzyły wąskie oparcia dla stóp. co dodało mi otuchy.. żeby się nie obracać. Gdy spoglądałam w górę. przesuwając się pośpiesznie po obwodzie dachu. wokół ramion i w dół pod lewą. — Tak. — Cała naprzód! Używając rąk i nóg. obwiązałam się jednym końcem pod pachami. a drugi dałam Milanowi. na końcu długiej. które znacznie odciążał muskularny tors. gdy schodziłam. gładkich jak szkło. — Prędko! — Zaczęłam przepalać obejmy zabezpieczające kabel. że może zjadę na desce. Wysoko w górze. ale po chwili mrugnął okiem. Pomogła mu Athena. Przymocował kabel do najbliższego słupka i zbliżył się do krawędzi dachu. a pozostali odrywali kabel. ale teraz widziałam.. odepchnęłam się w bok. ale były tu również metalowe łączenia. którym płynął prąd do świateł na dachu. Wkrótce dysponowaliśmy pięćdziesięcioma metrami grubego. choć miała bardziej tradycyjne. kanciaste kształty. że to niemożliwe. Milan popuszczał kabla w równym tempie i z łatwością radził sobie z ciężarem mojego ciała. — Bierzmy się! — Jay pierwszy owinął rękami nogę Milana. Przekładał go sobie między rękami. — Tylko nie wycieraj ust o moje bojówki. Za nami słychać było walenie do drzwi. Tym razem wychyliłam się w drugą stronę. Przerywałam obejmy. Poczułam. Nachylenie budynku nawet dla mnie było zbyt strome. Elewacja budynku została wykonana z długich paneli. Jej dach znajdował się około dwudziestu metrów poniżej naszego. plastikowego kabla. — Wyciągajcie! Bach.Gdybyśmy planowali zwędzić helikopter. Dość blisko wznosiła się wieża podobna do naszej. Przestałam zjeżdżać w dół i przycisnęłam dłonie do elewacji. — Gotowy!? — zawołałam. Gdy tylko go odcięliśmy.

Musiałam zdrowo przywalić czaszką. — Teraz! — krzyknęłam. w czasie lotu czułam pieszczotę ciemnej nocy. że uderzenie nogami o elewację budynku skończyłoby się pogruchotaniem kości. bo zatrzymało mnie nagłe szarpnięcie liny. kiedy toczyłam się po betonowym dachu. Kulejąc. Kiwnęła głową. Poradziłam sobie z rozbrojeniem systemu alarmowego. Na chwilę o wszystkim zapomniałam i miałam ochotę śmiać się na całe gardło. Wstałam i z normalną już precyzją włożyłam wytrych do zamka. po którym rozbolała mnie prawa noga w kostce. Teraz pozostali. Pierwsza wyruszyła Athena: ciasno owinęła nogami kabel i przekładając dłonie. Zastanawiałam się. zaczęła schodzić szybko. upajający pęd powietrza. gdy prędkość była wręcz kosmiczna. — Pomóż następnym. służącego przylatującym tu pojazdom powietrznym. gdy nagłe szarpnięcie liny przywróciło mnie do rzeczywistości. gdy frunęłam nad przepaścią. Kabel miał wystarczającą grubość. . Przyglądały się temu gwiazdy. chwila zawieszenia nad bardzo odległą szarą drogą. nie podobała jej się ta przeprawa. Wychylałam się tak daleko. Potem ciężar zaczynał narastać. zimna walka. bym znów mogła poczuć szalony. ponieważ przy poprzednim wychyleniu znalazłam się nad sąsiednim budynkiem. Milan puścił linę i po swobodnym spadku nastąpiło zderzenie z dachem. kiedy ciężar ciała zdawał się uciekać z nóg do uszu i zanikać. głośniej i głośniej. Osnuwały je wodne zasłony. gdyż po chwili kabel naprężył się z drżeniem. Wiatr burzył moje włosy. że przylecą do mnie na deskolotkach. Na chwilę kucnęłam przy drzwiach. Chwila nieważkości. co to znaczy. jakbym zrywała warstwę kalkomanii. Udało się! Byłam po drugiej stronie. W tym budynku poziom zabezpieczeń był tylko zielony. którą w końcu wygrałam. Była to cicha. lecz ostrożnie. Myślałam. Deskolotka i pistolet wypadły mi i potoczyły się na skraj dachu. Poprawiła się ostrość.Niebawem wychylałam się już poza bryłę budynku. tak samo jak w momentach wylatywania daleko w nocną przestrzeń. Po oderwaniu się od liny nastąpiłby tak długi upadek. łokieć i głowa. wyplątałam się z kabla i przymocowałam go do pachołka cumowniczego. Ale teraz każde zbliżenie się do Heslington House było niebezpieczne. spychać mnie z powrotem w dół. odczuwałam euforię. a potem przemówił wiatr. ale to. Nie turlałam się długo. zaczynałam tracić równowagę. A jednak byłam stworzona do takich akrobacji: drobne korekty w ułożeniu ciała pozwalały mi zachować idealną odległość od ściany budynku. Była blada. teraz chyba budziło lęk. lecz zauważyłam. że moje wyczucie do zamków i alarmów jakby osłabła Kiedy zamykałam oczy. W najniższym punkcie wahadła. Chwila spokoju. Na dachu Heslington House widziałam czasem cień głowy wychylającej się nad krawędzią. co blisko ziemi byłoby dość banalnym ślizgiem. że można by w tym czasie sto razy pożałować swej lekkomyślności. Ja otworzę drzwi i poprzerywam systemy alarmowe. lecz najwyraźniej moi przyjaciele nie marnowali czasu. Teoretycznie nie powinnam mieć żadnych problemów. Pomogłam jej przejść przez murek. walcząc z zawrotami głowy.

Jeśli dopisze nam szczęście. ale nim do nich wróciłam. którzy go poprzedzili. Pozostali z napięciem spoglądali na Milana. na zmianę przysuwając ręce do stóp i prostując nogi. ale mimo że bardzo pragnęłam podsłuchać ich rozmowy. jak uciekliśmy. położyłam się i z tej pozycji przeszukałam wzrokiem powierzchnię dachu. Zanim zeszliśmy w głąb budynku. Podniosłam deskę. sprawdzą długość kabla i dojdą do błędnego wniosku.Za mną obok Atheny byli już Nathan i Jay. że weszliśmy z powrotem do budynku przez okno na niższym piętrze. z nogami prawie nad głową. który jako ostatni przeprawiał się między budynkami. więc dotarł do murka poniżej jego krawędzi. Gdy tylko sięgnęliśmy jego butów. że upłynie trochę czasu. nim ci. co nas ścigają. Ta minuta ciągnęła się jednak w nieskończoność. W czasie upadku zgubiłam słuchawkę zabraną ochroniarzowi z KA. przecięłam laserem kabel — mniej więcej w połowie jego długości. został wciągnięty na górę. rozciągnął i zniekształcił czarny kabel. Jeszcze minuta i będzie po wszystkim. kiedy Milan pośpiesznie pełznął po kablu. Pocieszaliśmy się. zajarzą. . nie mogłam jej nigdzie wypatrzyć. Przypominał wielką gąsienicę. Ciężar tych.

kupionego w automacie. Dziękuj Zjawie. — Czemu ktoś chce nas zabić? Po przygodzie na zawrotnych. Dziwnie się czułam. Ale nie było czasu na zastanowienie. a skąd mogłam wiedzieć. Mogliśmy o tym pogadać dopiero teraz. — Jay gestykulował dla podkreślenia swoich słów. — Jay. W końcu była to nasza najbezpieczniejsza kryjówka. squaty. Zastrzeleniem ludzi z KA narobiłam wszystkim problemów. kiedy rozmawialiśmy? — Jay mówił piskliwym. Zauważyłam też. — Kto wie. żeby widzieć. że Kontra zagrozi jej rządom? — wyraziłam przypuszczenie. rave’y. czy naprawdę chciała do nas strzelać. ona chciała użyć broni. . Miał załzawione oczy i często mrugał powiekami. co tylko. lecz wszyscy spoglądali na mnie. — O wszystkim musiała wiedzieć. choć wiedziałam. Jay obrócił się w fotelu. Nikt nie odpowiedział. — Może chodzi o przestępstwa. Wolałabym nie zapraszać do czołgu Jaya i Cartera. że niepotrzebnie ich zabiłam? — Usłyszałam skruchę w swoim głosie.. czy wszyscy go słuchają. może byliśmy dla niej zagrożeniem i chciała mieć nas na muszce. że siedzą w czołgu. milczące imprezy. — Milan siedział na dawnym miejscu Arniego. Odwróciłam się z ulgą i kiwnęłam głową na znak wdzięczności. płaczliwym tonem. że w jego obecności Athena i Nathan stali się jacyś małomówni. kiedy Jay był znów z nami. popijając wysokokalorycznego shake’a. Może to było tylko aresztowanie? — Twierdzisz.21 Zabójca. który chciał być królem — Nie kapuję tego. że żyjesz. podniebnych wysokościach powinni być szczęśliwi. — Przedziwne jest to. — Co? Wyrok śmierci za kilka nalotów na centra handlowe? Bez przesady! — Po chwili dodał: — Ciekawe. Wolałabym.. gdy uderzył się ręką o niski dach. żeby mnie poparli. — No. nawet jeśli panowała w nim ciasnota. Punkowe koncerty. Po chwili zaklął. że przyczyna musi być inna. ponosiłam za to całkowitą odpowiedzialność. że Czarna Królowa ma wtyki w KA. Zwykle wspólnie podejmowaliśmy decyzje. które popełniliśmy? — zasugerował Carter z niewesołą miną. — Otarł usta. co widzieli? Ale po tej karkołomnej ucieczce nie mogliśmy ich tak po prostu odtrącić. Przerąbane. Carter pokiwał głową. czy nie zwieją do domu i nie opowiedzą wszystkiego. — Może Czarna Królowa boi się.

zdołowany. Wśród wysokich budynków rozbrzmiewały donośne echa wrzawy. aż nas zwiną. niedawno rozwiązany Honor Starożytnych składał się w głównej mierze z obywateli niebieskich. co można nazwać trzęsieniem ziemi w systemie gildii. W ciągu ostatniej doby mamy do czynienia z czymś. Obrazy. gdzie przez cały czas biegała po kanałach. Gdy pozostali siedzieli w fotelach. Rachel. więc spróbowałam zażartować: — Tak naprawdę było nawet fajnie. w praktyce skupiały się na konkretnych grupach. jesteś potworem i masz serce z lodu. Będziemy się chować jak szczury. na wypadek gdyby o śmierci dwóch osób z KA mówiono w serwisach informacyjnych. rozbawiony. Ulicę na długości dziesięciu przecznic wypełniał ogromny tłum ludzi. I tak. — Wolałbym nie być z wami. Bał się. co powinno was zainteresować. Żądanie natychmiastowego rozdania żółtych kart wszystkim obywatelom . — Zazdrościłem wam. o co chodzi. Na ręcznie wykonanych transparentach widniały hasła typu: ŻÓŁTE KARTY DLA WSZYSTKICH!. które widzieliśmy. Ale to wszystko kicha! Prędzej czy później złapią was i wsadzą do pierdla na resztę życia albo nawet wykończą na miejscu! — Jay pokręcił głową. Oglądaliśmy ruch pojazdów wstrzymany na dużym zakorkowanym skrzyżowaniu. ekspert od spraw gildii. bardzo wyraźnego: — Żółte karty dla mas. Wynaleźliśmy nowy sport: bujanie się z dachu! Za mną Milan prychnął. były przekazem na żywo. wygraliście wyścig autolotów w czołgu. Nagle zawołała ostro. Droga Cnoty podzieliła się: z jej szeregów wykluczono wszystkich czerwonych i pomarańczowych. Byłam ciekawa. nie dla rządzących klas! Zdjęcia z ulicy przeplatały się z wypowiedziami osób w studio. żeby jego nastrój udzielił się innym. ZJEDNOCZCIE SIĘ! Na ogół krzyki i skandowania tonęły w zgiełku — z wyjątkiem hasła najpopularniejszego. Choć teoretycznie otwierały swoje podwoje przed posiadaczami kart wszelkiej maści. przerywając naszą rozmowę: — Patrzcie na ekrany! Przesyłam wam coś. żyliście poza systemem. Domyślałam się. Byliście wyrzutkami. że nie skończył. DOSTAJEMY NAJMNIEJ. przykładowo. to Związani Honorem i Szlachetni Wojownicy. skrępowani dziennikarze zaczynali dostrzegać różnicę między swoimi nienagannymi fryzurami i makijażami a dziką energią ulicznych demonstrantów. maszerujących ze śpiewem. Więcej na ten temat powie nam Jason Matherson. które niedawno przystąpiły do demonstracji. Potem jednak kamera — zdalnie sterowana lub w helikopterze — zbliżyła się do centrum wydarzeń.Przez chwilę milczeliśmy. Athena siedziała na stanowisku dowódczym na środku czołgu. PRACUJEMY NAJCIĘŻEJ. a ja nagle zrozumiałam. on jeden kipiał w środku. zdumiony moim wyluzowaniem. Na początku nie wiedziałam. Nie chciałam. — Gildie. wypompowani i przygaszeni po desperackiej ucieczce. CZERWONI I ZIELONI. co mu dolega. a nawet indygowych. — Dzięki. co jeszcze powie Jay. Szybko rozrastająca się Kontra to przeważnie czerwoni. — Carter wytrzeszczał na mnie oczy. — Zjawa.

odkąd skończyłam jedenaście lat? — wtrąciła po chwili Athena. Wzruszyłam ramionami. który niegdyś czekał przy podium dla zwycięzców wyścigu autolotów. Jay. Gdy skończyłam szesnaście lat. czemu w czasie nalotu na hipermarket zawsze atakujesz działy z zabawkami. — Hej. — Mmm.niewątpliwie zmusi gildie do wyraźnego zadeklarowania. w tej chwili na ulicę wyszli przedstawiciele dwudziestu gildii. — Jeśli o tym mowa. który akurat miał pełne usta. cytując przywódcę jednej z gildii. — Wstrzykuję piankowy wypełniacz do pluszowych zabawek. — Jakim cudem zaliczyłaś egzaminy z wynikiem czerwonym? — zapytał Milan. Kto będzie wtedy pracował? Posypie się gospodarka. Prychnęła szydercza — Przecież wiadomo. że w większości zachowują neutralność. . ale Jay patrzył na niego z niepokojem. Na początku było trzydzieści godzin tygodniowo. przyglądają się i czekają. Nath i ja zaśmialiśmy się. — Naprawdę? — zapytał Nathan ze szczerym rozbawieniem. — zgodził się Milan. jaki kolor karty mają posiadać jej członkowie. zrobiło się pięćdziesiąt.. — Teraz już wiemy. że w najbliższej przyszłości przystąpią do demonstrantów następne gildie? — Cóż. tygryskami i króliczkami. Czy powinniśmy oczekiwać. — Wiesz. Jason. Przypomniała mi się jedna z naszych pierwszych akcji. — Gadasz tak. rozzłoszczona. — Wybiera się ktoś? Moglibyśmy kulnąć się czołgiem. kiedy Athena zmasakrowała stoisko z pluszowymi misiami. A to oznacza. Lub też. Przez chwilę miałam wrażenie.. żeby wręczyć nagrody. że znowu jesteśmy gangiem. to znamy już orędzie wielkiego wezyra. ty zdawałaś egzamin? Powinnaś mieć wynik lepszy niż czerwony. Wiele będzie zależało od reakcji władz. przypatrywał mi się z ciekawością. — Zwariowałeś? Królowa w życiu nie rozda wszystkim żółtych kart. — Carter. co robię. Nawet bardzo. siedzący koło mnie. — Pojęcia nie mam. bo masz żółtą kartę — spokojnie dogryzł mu Nathan. Zjawa. Zostawiła za sobą morze rozsypanej pianki sflaczałych powłoczek. że są ściemnione. — Dzięki. Athena ściszyła dźwięk. — Ciekawe. Teraz zapowiadał delegalizację niektórych gildii i aresztowanie oficerów. Zobaczyliśmy niepozornego mężczyznę.

Nie miałam też przy sobie żadnego dokumentu. więc oświetlały nas tylko lampki pęcherzykowe.. — Mówiąc to. O czym ona mówiła? — zastanawiałam się. którego sama właśnie doświadczałam. Wiadomość wszędzie była taka sama: Zjawo. Na imprezie rozmawiała z nami swobodnie. wskazówki. W każdym z nich. ale raczej nie wątek. Ze względów bezpieczeństwa wyłączyliśmy silnik. pojawiły się nowe wątki zamieszczone przez Cindellę. że Czarna Królowa wszystkie monitoruje. że A=1. Nie mogę sobie przypomnieć nazwiska. Pozostali wydawali się bladzi i beznamiętni. No więc nasza wiadomość będzie wyglądać tak: Pozdrowienia. Podziel jego nazwę na dwie równe części. żebyśmy zobaczyli. Nasze ekrany zamigotały i zaraz mogliśmy śledzić ruchy Atheny. W czołgu panował półmrok. B=2 i tak dalej. Przynajmniej nie znalazłam żadnych wpisów. Ale jak umówimy się na spotkanie. — Pomyślmy. żeby nie informować o tym całego świata? Rozglądałam się. w której odbywają się demonstracje. Na przykład tej. która wędrowała po forach czatowych. choć całkiem możliwe. wykonała kilka prędkich działań na komputerze. w którym damy wskazówki zrozumiałe tylko dla niej? — zaproponował Nath. Cindello. Nie jestem nigdzie wpisana. że zamieścimy post z mapą dość dużej okolicy. W czasie naszego ostatniego spotkania opisałaś bitwę z pewnym stworzeniem. Hasłem powinno być słowo. które można wpisać na publicznym forum. które do mnie pasują. — Dziwne — stwierdził tonem dość obojętnym w porównaniu z bolesnym uczuciem niepewności. Spotkasz się z nami w punkcie mapy określonym współrzędnymi. o co jej chodzi. Podsunęliście mi pewien pomysł. z których x równa się pierwszej liczbie. które da się przekształcić we współrzędne. że wcale do nich nie podeszłam. — Coś w tym stylu. . Żadne forum publiczne nie jest w stu procentach bezpieczne i masz jak w banku. „wyścig autolotów” lub chociażby wieści ze świata. Też bym chciała z nią porozmawiać. — Musimy wymyślić pytanie. inaczej dowiedziałabym się. Athena pokiwała głową. Moglibyśmy założyć własne. — Mam dla was coś jeszcze! — zawołała nagle Athena. — Może rozpoczniemy nowy zahasłowany wątek. — Dobrze. y drugiej. żeby tylko ona znała prawidłową odpowiedź. więc tym bardziej nie przypomnę sobie szkoły. Chyba byłam już wtedy po testach. — Na mapie pojawiła się oś x dla współrzędnej poziomej i oś y dla współrzędnej pionowej.. — Ale hasło. ale jak je znajdzie Cindella? — myślała na głos Athena. Na jej twarzy jak zwykle gościł wyraz skupienia. Załóżmy. musimy koniecznie porozmawiać Skontaktuj się ze mną. jaki jest mój kolor. ale takie.— Nie pamiętam nic z czasów. przekształć je na liczby zgodnie z zasadą. zapatrzona w ekran. nim skończyłam dziesięć lat. ale w jej opowieściach była kupa bzdur. — O gorgonie — przypomniał sobie Nathan. — Nieźle. szukając pomysłów. Na mapie zaznaczone są współrzędne. jeśli w temacie pojawiał się „skateboarding”.

— Masz. rozpracowując zagadkę. gdyż rozległo się pukanie do burty czołgu. Michelotto. nareszcie gang w komplecie — odpowiedział Milan nieco zaczepnie. — MED— USA3. Niech sobie zgadują. — Królowa i jej słudzy skichają się. medusa — gorgona. będą mieli tysiące nazw do wyboru. że spotkanie odbędzie się dzisiaj o godzinie. że zbliżył się do nas tak niepostrzeżenie. zadowolona. żeby nasze współrzędne wskazywały miejsce. nierzucające się w oczy. — Wyglądała mi na dobre miejsce. — Doszli nowi? — No. — Ja już wiem — powiedział chełpliwie Nathan. nawet jeśli byliśmy zajęci rozmową. Zresztą mało kto pomyśli. — A chcą? Skąd wiecie? — Nie wkurzają cię ludzie. Nie chodziło tylko o zaskakujący kontrast między modnym czarnym garniturem a pomarszczoną skórą i wątłą sylwetką. Zwykle dostrzegam najdrobniejsze szczegóły otaczających mnie ludzi: ich oddech. a tego nie rozwiążą. Co innego Michelotto. Było to uczucie niemiłe i trochę męczące. i mogę śledzić ich ruchy bez wodzenia za nimi oczami. dobra. Może pralnia samoobsługowa? — Spoko. więc poszliśmy za jego przykładem. Było coś absolutnie niespotykanego w tym starcu. zgadza się? — Tak — odpowiedziała Athena. Jeśli ty to rozszyfrujesz. a na ekranach wyświetlała się mapa zamiast widoku z zewnętrznych kamer. — Teraz wystarczy oznaczyć mapę tak. Zniknąłby. Milan wynurzył się z włazu. których znałam. — Dobra. — Jest tam kto? To ja. 21191. — Michelotto wzruszył ramionami. że chodzi o stworzenie mityczne! Wtem wszyscy się wzdrygnęli. — Athena zamieściła post z wesołą miną. i nic nam więcej nie trzeba. — Napiszę. Pod tym względem różnił się od wszystkich. . jednak na tyle głośno. Cały świat może to przeczytać i nic nie wykapuje. spojrzenia. Niesamowite. — Wiesz może. — Milan wyprostował się. której odpowiada współrzędna iksowa. rusz głową. Stał uśmiechnięty. którzy odpowiadają pytaniem na pytanie? — mruknęła Athena. z którymi się stykam. czemu przywódcy Kolektywu Anarchopunkowego mogliby chcieć nas zabić? — zapytałam. Milan. które pasuje nam na spotkanie. 3 Ang. Athena naniosła na mapę nową siatkę współrzędnych. Intrygowało mnie otaczające go powietrze: wydawało się przymglone. Podświadomie rejestruję język ciała osób. by usłyszał ją Michelotto. każdy to zrobi. To 1354. gdybym nie zwracała na niego wytężonej uwagi. dopóki nie zauważył Jaya i Cartera. — Rozumiem.

I tylko RAL mógł wygrać bitwę podczas wyścigów autolotów. ale to bardzo inteligentna osoba. Mam na myśli Zjawę. Dotąd stałam na czołgu. — Ciekawe. teraz usiadłam ze skrzyżowanymi nogami i zatonęłam w rozmyślaniach. który mnie zelektryzował. pytali o ciebie. — Kiedyś w naszym świecie.Uśmiechnęłam się do niej. Przypadek? Na pewno nie. Dla niej to partia szachów. czyli osób. — Rozumiem. że jesteś moim pionkiem. Jestem byłym zamachowcem na usługach Czarnej Królowej i przyszłym Czarnym Królem tego świata. w przebraniu. Tetyda była RAL-em. — Dlaczego chce. — Toczy ze mną bitwę na śmierć i życie. — A niby kim jesteśmy? — Athena podchwyciła wątek. w Sadze. Pewnie nie podobało mu się. Miałem nadzieję. dalsze maskowanie się nie miało sensu. którą zorganizowali na cześć zwycięzców wyścigu. — Byliśmy na imprezie. Z pewnością uważa. — Nie. ale Zjawa ich zastrzeliła. kim jesteś. — Czy mówi ci coś imię Tetyda? — Wpatrywał się w moje oczy. — Jakie powody? — zapytałam ledwie słyszalnym szeptem. Przez wieki ze sobą walczyły.. — Nie mówię o was wszystkich. — RAL umie kontrolować najbliższe otoczenie w dużo większym stopniu niż normalna osoba. — Kim jest Tetyda? — Podczas naszego ostatniego spotkania siedziałam cicho. nieokrzesani chłopcy nie robią na mnie wrażenia. — Milan przerwał dla lepszego efektu. które przeprogramowano tak. . Nie kłamiesz. że ją zaskoczę. że zepchnięto go na drugi plan. aż została tylko Czarna Królowa. — Tak na marginesie. Zresztą wydawało mi się. Czyżbym więc była RAL-em? — Kim jest ten staruszek? — włączył się do rozmowy Jay. ale że Michelotto zwracał się bezpośrednio do mnie. z przejęciem. ponieważ czułam. Nie pamiętałam nic. który zaginął sześć lat temu. Też mu nie ufała. — Pokiwał głową. i ja. lecz Michelotto nie okazywał najmniejszego zdziwienia. Mam powody mniemać. że potrafię więcej niż inni.. było prawie dwa tysiące RAL-i. — A więc kim jestem? — zapytałam cicho. aby posiadały nadzwyczajne zdolności. że ty nią jesteś. — W takim razie pracowali dla Czarnej Królowej. Zaprosili nas na górę i próbowali zabić. Musiało w tym być ziarnko prawdy. Może domyśla się nawet. co było dawniej. więc chce cię usunąć. że ta rozmowa może być bardzo owocna. — Nazywam się Michelotto. A hałaśliwi. Sześć lat temu. żeby nas zabito? — zapytałam. faceta i kobietę.

Podobał mi się piorunujący efekt słów Michelotta, lecz Jay, mimo swoich wad, należał do
naszej brygady. Poza tym była to arogancka, lekceważąca wypowiedź, obraźliwa dla nas
wszystkich. Jay już otwierał usta do ciętej riposty, ale zmienił zdanie.
— Czarnym Królem, co? — Milan uśmiechał się, lecz był to uśmiech pozbawiony
wesołości, która zwykle pojawiała się na jego twarzy, gdy spierał się z chłopakami.
— Tak. To albo śmierć. W tym świecie nie ma już miejsca dla królowej i dla mnie, więc
jeśli wygram, zostanę królem.
Siedząc na czołgu, wymienialiśmy niepewne spojrzenia. W imieniu nas wszystkich odezwał
się Nathan:
— Więc czego od nas chcesz?
— Chcę, żeby ona pomogła mi zabić Czarną Królową. — Michelotto wskazał mnie palcem,
a ja zadrżałam pod wpływem jego przenikliwego wzroku. — Co do reszty, to raczej byłoby po
was, gdybyście znaleźli się w pobliżu królowej, dlatego nie jesteście mi do niczego potrzebni.
— Hej! — oburzył się Carter. — Uważaj, co mówisz! To nasza królowa! Jest świetna. Nikt
nie chce, żebyś ty został królem!
— Tak sądzisz? — Michelotto popatrzył na niego gniewnie. — A oglądałeś ostatnio
wiadomości?
— Pewnie. I nie widziałem demonstrantów z transparentami: „Stare, łyse wapno na króla!”.
— Carter nie ukrywał złości, czym mi zaimponował. Ja czułam się onieśmielona w obecności
Michelotta i bałabym się nawet podnieść głos. Być może nikt inny nie dostrzegał otaczającej
go niezwykłej aury, będącej świadectwem jego nadprzyrodzonych zdolności. Pozostali patrzyli
na niego jak na zrzędliwego zgreda.
— Na ulice wyszli moi ludzie. Królowa zamknęła się w swoim bunkrze, ale zmuszę ją do
wyjścia. Nie może się ograniczyć wyłącznie do obrony, bo jeśli to zrobi, protesty się nasilą.
Kolej na jej ruch, ale cokolwiek zrobi, da mnie i Zjawie szansę działania.
Jay pokręcił głową.
— Dziadek bredzi jak potłuczony. To świr.
Fabryka zatrzęsła się i z cienia wystrzeliła wrona, która z krakaniem i łopotem skrzydeł
pofrunęła krzywym torem w stronę dziury w dachu. Widać było, że Michelotto z najwyższym
trudem opanowuje nerwy. W końcu tylko westchnął i zwrócił się do mnie:
— Wydawać by się mogło, że zależy wam na pozbyciu się królowej. Przecież sami
twierdzicie, że Kolektyw chciał was zabić.
— Załóżmy, że królowa nie żyje i ty jesteś królem. — Nathan jak zwykle wyrażał się
kulturalnie, lecz w jego głosie była stanowczość. — Co się wtedy zmieni? Twoje gildie
nawołują do zniesienia czerwonych i pomarańczowych kart. Zrobiłbyś to?
— Czemu nie?
— Znowu pytanie na pytanie — zauważyła Athena.

— Przepraszam. Pozwólcie, że rozwinę temat. Istnieją inne sposoby zaspokojenia wymagań
przedsiębiorstw produkcyjnych w naszym społeczeństwie. Osobiście nie jestem entuzjastą żadnej konkretnej opcji, ale zdaję sobie sprawę, że sprawiedliwszy rozdział dóbr i usług ucieszy
obywateli mających czerwoną kartę. Jako król, poprawię warunki życia czerwonych i
pomarańczowych. Albo zniosę ich status, albo postaram się, żeby mieli dostęp do lepszych
centrów handlowych, mieszkań, rozrywek i ośrodków zdrowia. — Wzruszył ramionami. — W
każdym przypadku efekt będzie ten sam.
Jay wystąpił naprzód z nieprzejednaną, wyzywającą miną.
— A kto będzie chodził do roboty?
— Biorąc pod uwagę, że posiadacze czerwonych kart pracują ciężko za małe pieniądze,
należy się spodziewać, że jeśli dostaną o wiele większe wynagrodzenie, nie będą uciekali od
ciężkiej pracy. Oczywiście zakładając, że w ogóle będą musieli pracować. W przyszłości
możemy otrzymywać środki do życia dzięki pomocy z zewnątrz.
— Od Cindelli i istot ludzkich? — Nathan domagał się konkretów.
— Tak. Chociaż rozmawiałem z wieloma i moim zdaniem Czarna Królowa błędnie zakłada,
że udoskonalą nasz świat. Pod względem technologicznym po opuszczeniu Ziemi cofnęli się w
rozwoju. Co więcej, zmiana chociażby jednego elementu świata może mieć fatalne,
nieobliczalne następstwa. Saga od chwili jej stworzenia znacznie się przekształciła na drodze
ewolucji. To kolejny powód, żeby usunąć Czarną Królową. Jest trochę szalona, a jej pragnienie,
żeby mieć razem ze swoimi potomkami status bogów, z dużym prawdopodobieństwem naruszy
fundamentalne prawa fizyki naszego wszechświata.
— Pomogę ci zabić królową. — W moim głosie nie było wahania. Nigdy nie spotkałam się
z Czarną Królową, ale chciałam jej śmierci. Wcale nie dlatego, że Michelotto zobowiązywał
się poprawić warunki życia czerwonych albo że niepokoiły mnie jej zamiary, związane z
ingerencją w nasz świat istot z zewnątrz. Sprawa była prosta. Próbowała odstrzelić moich
przyjaciół i wiedziałam, że póki jej nie zabijemy, będzie ich ścigała.
— Wszyscy ci pomożemy — oświadczyła Athena.
— Co ty powiesz! — Carter był zdumiony. — Wiesz, że ona nie jest taka zła. Postąpiła ze
mną bardzo sprawiedliwie.
— Byłem obecny, młodzieńcze, na twoim spotkaniu z królową. Stałem za tobą z garotą w
ręku, żeby cię sprzątnąć, kiedy skończy się rozmowa. Oszczędziła cię tylko po to, żebyśmy
mogli pójść za tobą. Domyślała się, że coś cię łączy z pewną dokuczliwą istotą ludzką,
mianowicie z Cindellą.
— Ee... — Carter uciszył się.
— Mamy zabić Czarną Królową? — Wydawało się, że Jay bada ciężar każdego słowa i
zdumiewa się, że w ogóle wychodzą z jego ust. — Nie słuchajcie tego walniętego, zasuszonego
szmaciarza. Można żyć na krawędzi, ale można też zrobić krok daleko, daleko poza krawędź.
Zrobimy ten krok i będzie po nas!

— Wkrótce wyjdzie z bunkra. Skontaktuję się z wami, kiedy tak się stanie. — Ignorując
rozgniewanego Jaya, Michelotto rzucił mi dwukierunkowy pager. — A to zdekoduje
wiadomość. — Rzucił mi jeszcze urządzenie wielkości zegarka i wsiadł na motolot. Maszyna
uniosła się w powietrze z praktycznie niesłyszalnym buczeniem.
Kiedy odleciał, w fabryce zapanowała cisza pozbawiona wreszcie nerwowego napięcia.
Mogliśmy się rozluźnić. Tak przynajmniej myślałam.
— Zabić Czarną Królową! — zżymał się Jay.
— Żaden problem — odpowiedział Milan, patrząc na niego twardo. — W każdym razie to
nasza jedyna szansa. Czy to nie ty niedawno mówiłeś, że będziemy się chować jak szczury, aż
nas zwiną?
— Was zwiną, nie mnie. Ja stąd spadam.
— Uciekasz do tatusia? — zakpił Milan.
Trafił w dziesiątkę. Jay zarumienił się i zacisnął pięści. Milan ześlizgnął się z czołgu i stanął
czujnie, silny i wysportowany, opierając ciężar ciała na nodze odsuniętej do tyłu.
— Chłopaki! — przerwała im szybko Athena. — To poważna sprawa, a wy się bijecie?
Musimy podjąć mądrą decyzję, co jest dość trudne, kiedy ma się was pod ręką, a jeszcze
trudniejsze, kiedy skaczecie sobie do oczu!
Obaj na nią popatrzyli. Jay przeczesał palcami swoje tlenione włosy i mimowolnie zjeżył
czub. Było mi go żal. Cały w tatuażach, w bojówkach, niezły skater, wokalista w kapeli
anarchopunkowej, naloty na hipermarkety... i wszystko to za mało. Żeby poradzić sobie z
zaistniałą sytuacją, trzeba było mieć megamózg jak Athena. Lub być autentycznym,
nieściemnionym punkiem, gotowym pójść na całość, a nie twierdzić, że zabicie królowej to
potworna, nieludzka zbrodnia. Tacy byliśmy ja i Milan. Nath też był w porządku, chociaż nie
mogłam zrozumieć, skąd się bierze ta jego spokojna determinacja. Za to Carter i Jay należeli
do zupełnie innej bajki.
— Osobiście wierzę, że Zjawa i Michelotto załatwią Czarną
Królową. Nie ma się co zastanawiać. Przekonaliśmy się dzisiaj, że albo my, albo ona. —
Athena wyraziła jasno swoje zdanie. — Co ty na to, Zjawa?
— Musimy ją zabić i możemy to zrobić.
— Milan?
— Jestem za.
— Nathan?
— Wolałbym jej nie zabijać. Nie ufam Michelottowi. I powinniśmy pomyśleć o Cindelli i
innych istotach ludzkich; zobaczyć, czego chcą. Ale bez względu na wszystko jestem ze Zjawą.
Oto wielka zaleta Nathana: lojalność. Spojrzałam na niego i bezgłośnie szepnęłam: „Dzięki”.
— Carter?
— Mowy nie ma! To jest niewykonalne i niewłaściwe.

— Jay!
— Nie. Może gdyby się dało... Ale, z całym szacunkiem dla Zjawy, ona i ten staruszek nawet
się do niej nie zbliżą.
— A więc wszystko wiemy. Dwa głosy do trzech, a nawet czterech z głosem Nathana.
Ponieważ to arcyważna sprawa, proponuję, żebyśmy się rozdzielili.
— Rozdzielili? — zdziwił się Carter.
— Ostatecznie i nieodwracalnie — dodała chłodno Athena.
Jay pokiwał głową.
— Nie ma sprawy. Przykro mi, ale nie pożyjecie za długo z tymi swoimi głupimi pomysłami.
Teraz lepiej trzymać się od was jak najdalej.
— Carter, Jay, czy ze względu na to, co przeszliśmy razem jako gang, mogę was prosić o
jedną przysługę? — Byłam smutna, co miało swoje odbicie w moim przygaszonym głosie.
— Jasne, Zjawa. A co? — Klamka zapadła, więc Jay zapomniał o gniewie i popatrzył na
mnie ze szczerą troską.
— Dajcie nam dwadzieścia cztery godziny na znalezienie innego lokalu, nim się z
kimkolwiek skontaktujecie, dobrze? — Rzuciłam mu pomarańczową kartę. — To wam
wystarczy na wszystko.
— Nie ma sprawy. No nie, Carter?
Carter kiwnął głową i spojrzał na mnie smętnie.
— No to hej. — Athena zasalutowała.
Jay wzruszył ramionami.
— Chodź, Carter.
Odpalili deski i ruszyli w stronę fabrycznej bramy.
— Co teraz? — zapytał Milan.
— Ustawiliśmy się na spotkanie z Cindellą — przypomniał nam Nathan. — Dowiedzmy się,
co ma nam do powiedzenia.
Tetyda. Kiedy szusowaliśmy cichymi ulicami, wałkowałam w głowie to słowo. Tetyda,
Tetyda... Czy to ja? Jaka ona była? Dobra? Lojalna wobec przyjaciół? Świetna wojowniczka?
A może wstrętna i podstępna jak Michelotto? Wysilałam się, żeby znaleźć w sobie odpowiedź,
lecz na próżno. Nic nie wskazywało na to, że jestem jakąś Tetydą.

22
Sojusz
Była to pralnia najzwyklejsza na świecie: MYDLINY STEVE'A. Wyblakły szyld
przypomniał mi Arniego i poczułam wyrzuty sumienia. Powinnam sprawdzić, co u naszego
mrukliwego mechanika. Ale tamta meta była na pewno pod obserwacją. Czy naszymi
wyskokami narobiliśmy mu kłopotów? Miałam nadzieję, że nie, ale należało zakładać, że go
przesłuchano.
Z dali dolatywały echa protestujących tłumów, wielokrotnie odbite wśród szeregów
wysokich, ciemnych apartamentowców. Zupełnie jakby w okolicy znajdował się plac pełen
rozbawionych dzieciaków, tyle że w tle słychać było głuche skandowanie. Na ulicach panował
dość duży ruch sunących wolno autolotów, zapewne wytyczono tu objazdy z powodu
maszerujących demonstrantów. Trzymaliśmy się tej strony 31. Ulicy, która była pogrążona w
głębokim cieniu górujących nad nami brył apartamentowców.
Plan opracowaliśmy jeszcze w czołgu. Athena i Milan weszli do restauracji naprzeciwko i
usiedli przy oknie, a Nathan i ja czekaliśmy na pobliskim parkingu, gdzie robiliśmy triki na
deskolotce jak za dawnych, dobrych czasów — zupełnie jakbyśmy zapomnieli, co nam grozi.
Fajnie było powariować na desce na otwartej przestrzeni. Athena i Milan uwinęli się prędko z
przekąskami i wrócili, przymocowawszy do parapetu okna maleńką kamerkę. Dzięki niej
Athena monitorowała wejście do pralni. Tuż przed drugą przywołała nas do siebie. Tłoczyliśmy
się, żeby zobaczyć Cindellę, która weszła do pralni w towarzystwie mężczyzny w ciemnym
garniturze i słonecznych okularach. Odczekaliśmy kilka minut.
— No i? — zapytał Milan.
— Raz kozie śmierć. — Zależało mi na rozmowie z Cindellą. Miała starcie z Czarną
Królową i chciałam wiedzieć, co się naprawdę wydarzyło.
Sunęliśmy więc spacerowym tempem po chodniku, aż znaleźliśmy się pod pralnią. Tam
chwyciliśmy w ręce nasze deskolotki i weszliśmy do parnego pomieszczenia. Było ogromne.
Wszędzie pod ścianami stały potężne pralki, z których część hałaśliwie buczała. Wśród
zmęczonych, przygnębionych ludzi, czekających na koniec prania, siedziały dwie kontrastujące
z nimi osoby: zachwycająca piratka Cindella i mężczyzna, który wyszykował się jak na
spotkanie biznesmenów najwyższego szczebla. Miarą zobojętnienia bywalców pralni było to,
że nie interesowali się tak niezwykłymi klientami ani naszym przybyciem. Bądź co bądź,
byliśmy gangiem punkowych skaterów — wprawdzie młodych, ale wytatuowanych i
wykolczykowanych, co zawsze budziło lęk.
— Cześć, dostałam waszą wiadomość. Sprytnie. — Cindella wstała i odwróciła się do
swojego towarzysza. — To mój kolega D. E. Poznajcie się.
— Cześć — powiedziałam, kiwając głową.
— Chodźcie z nami — rozkazała Athena.

— Dzięki. — Po raz pierwszy odezwał się wysoki mężczyzna w garniturze. nieprzyjemny świat i jedyną prawdziwą rozrywką. Za mało jem. Oglądałaś? — zapytał z uśmiechem Nathan. E.. co słychać? Prosiłaś o spotkanie na wszystkich forach. na czym konkretnie jej zależy. Nathan wyskoczył z pytaniem. jak to jest. nie! — zaprzeczyła z gwałtowną gestykulacją. żadnej pracy fizycznej. Oczywiście próbowałem się od niej uwolnić. — Gratuluję zwycięstwa w wyścigu autolotów — zagaiła. Kiedy kładę się spać. ogołoconym pokoju z okopconymi ścianami. łapię doła. — Powiedz im. Jeśli się nie podłączę. choć wcześniej dokładnie sprawdził. — No. — Mów dalej. mam przebłyski z gry Nie mogę się na niczym skupić.. Chwilę milczeliśmy. Druga opcja to spełnić jej żądania. Siedzę tu szesnaście godzin dziennie lub więcej. — Mam już tylko jeden cel w życiu: grać w Sagę. Wskazałam reszcie drogę do środka. . usiedliśmy na deskach wokół Cindelli i jej przyjaciela. które i mnie dręczyło: — Mówisz. Nie wiem. W końcu Cindella spojrzała na D. Nie bała się mnie albo wiedziała. Ale przez to wyglądam jak widmo. że to Saga. że nic jej nie zrobię. które będzie miała w przyszłości. Szło nam dość dobrze do ostatniego zakrętu. i zabrała głos: — Organizujemy się i mamy kilka pomysłów. Ale bez gwarancji.Po wyjściu z pralni ruszyliśmy zaśmieconymi ulicami. Wydawał się bardziej rozbawiony niż zgorzkniały. aż doszliśmy do opuszczonego bloku z powybijanymi oknami. Do tego stopnia. — Spotkałam się z Czarną Królową. Tak więc w pustym. żeby pójść do kibla. że nie sprzątnie dwóch milionów ludzi. że nie chcesz. Inni też nie mieli lekko. że śnię o niej na jawie. które jest jej sprawką. — Milan parsknął śmiechem. Chce. są kontakty z wami. co planujemy. Nie mam już siły walczyć z uzależnieniem. żeby zgodziła się na negocjacje.. Z powodu uzależnienia. Cokolwiek robię. czy nie zabrudzi sobie marynarki. Dlatego musimy coś jej zaproponować. — Przyjaciel Cindelli oparł się o ścianę. — Athena włączyła się do rozmowy z tonem zniecierpliwienia. D. w mojej głowie wyświetla się Saga. na pewno na nieśmiertelności dla dzieci. — To koszmar. pasuje również wam. E. jaką tu mamy. Z tak bardzo rzucającą się w oczy osobą jak Cindella nie mogliśmy pokazywać się publicznie. ale wolałam się najpierw z wami skonsultować. by zginęła? — Pioruny i strzały. żebyśmy trochę pokombinowali ze strukturą tego świata. bo jeśli umrze. — Ha! Nie przejmuj się. śni mi się. Saga to ponury. — Athena słuchała z zainteresowaniem. zginie połowa mieszkańców mojego świata. — No dobrze. Co innego teraz. Dlatego chciałabym się upewnić. — Braliśmy w nim udział. Nie odrywam się nawet od gry. I to całkiem z bliska. pamiątce po pożarze dachu. że to. Na początku mogłem nie siadać do gry przez dwa dni. Kilka razy zasnąłem w czasie gry.

ile będzie trzeba. Traktowali nasz świat jak grę. nazywani przez nas awatarami. Nie przejmowali się tym. Modele wyglądały świetnie. okazało się.. umarli dawno temu. Mam szesnaście lat i czarne włosy. — Wskazał na siebie. Milan prychnął z rozbawieniem. co to znaczy żyć w świecie stworzonym w innym świecie. No więc jestem czerwony. — I jak się do tego zabierzecie? — Po prostu uniemożliwimy królowej sprawowanie rządów. — Tak! — odparła Cindella z entuzjazmem. To jedna z klas postaci. systemy komunikacyjne. — Jesteście tacy prawdziwi. że nie działają żadne misje. że to gra — odezwała się wreszcie Athena. pałace. — A ty? . Nazywa się Osterfjord. Nie opędzi się od nas. — Kapuję. nawet treningowe. Ludzie. lisów i wściekłych psów w obrzydliwych blokach mieszkalnych. — Cindella (czy Erik. Nie muszą przypominać ludzi. — Odwrócił się do D. E. bez końca. którymi jesteśmy poza grą. Możemy po prostu stworzyć sobie nowych. Znikają tylko nasi bohaterowie z Sagi. Dopiero teraz uświadomiłam sobie z całą wyrazistością. — Wybacz. Tyle razy. Miała rację: mogli umierać i umierać. takich jak ten.. żeby wyleczyła nas z uzależnienia. — I to jest w tym wszystkim najlepsze! Może nas zastrzelić.— Co robisz. — Co robicie w swoim świecie? Jak wyglądacie? — zapytał Nathan. — Niby jestem zamachowcem. Dlatego trzeba zmusić królową. że to tylko gra — stwierdziła Cindella z ponurą miną. — Zabije was — zauważyła Athena. — O w mordę. Zarabiam głównie na tępieniu szczurów. mogą mieć różny wygląd. które miałem do wyboru. Zniszczymy wszystkie urzędy. — Erik??? — Byłam w szoku. Awatary. Będą nas dziesiątki i setki tysięcy. — Już nie myślimy. — Nasza wieś zajmuje się uprawą oliwek. E. Oni naprawdę są z innego świata i naprawdę myślą.. — Ani ja. a to tylko postacie generowane przez komputer. nie dałbym rady — ciągnął D. Tam mieszkam. — Ale kiedy wszedłem do gry.. — Gdybym miał zawsze tak żyć. jak próbowałam o niej myśleć) zaśmiała się lekko. — Nathan podszedł do Cindelli i chwycił koronkowy mankiet jej bluzki. — Jesteś chłopakiem? — No. Przez chwilę miętosił go w palcach. kiedy jesteś tutaj? — zapytała Athena. Ją też wytropimy... — Nasi bohaterowie. — Nie do wiary.. — Nathan pokiwał głową. stary — przeprosił prędko — ale na szczurołapa to ty nie wyglądasz. z którymi powinienem porozmawiać. ale my wrócimy. W brudnym pokoju panowała cisza. jakby niczego nie słyszał. ani nikt inny na moim miejscu. Naprawdę nazywam się Erik.

Jeśli chcecie. kiedy wieść się rozniesie. Teraz już o tym wiemy i staramy się bardzo. Nie miałam pojęcia. Czy dziesięć tysięcy wystarczy. — Mniej więcej — rzekł z wahaniem Erik. Mówię o tych. Życie czerwonych i tak się nie pogorszy. — Zapisujecie się do nich. pomożemy wam namierzyć cele. — Oczywiście. — Ale pomyślałam sobie. — Milan zagwizdał. Od razu zorientowałam się. dlaczego niszczymy budynki.. oczarowany tą wizją. — Milan szerokim gestem objął pokój. Macie broń? — Niektórzy tak. zrobicie coś dla nas? — Milan nagle spoważniał. do czego zmierza. żeby byli po naszej stronie. — Zniszczymy jej świat. jak działa nasz system gildii? — Athena rozmyślała nad czymś intensywnie. E. Milan roześmiał się szydercza — Idziecie na wojnę z Czarną Królową i nie zamierzacie używać broni? Życzę powodzenia. a przynajmniej żeby rozumieli sytuację i to. że przyda się jakieś wystąpienie w wiadomościach. żeby ogłosiła amnestię. trzeba mieć sporo szczęścia. . w którym staliśmy. Nasza śmierć jest bez znaczenia. a jeśli idą w górę w rankingach. żebyśmy przestali ją nękać. — Nie ma sprawy. E. — Przeciwko? Jedźcie z tym koksem. W końcu wyleczy nas z uzależnienia. Ale żeby zbliżyć się do królowej. Czy wydarzenie tej rangi nie powinno się odbywać w pałacowych komnatach? — Jak wam się podoba nasz plan? — zapytał D. Spotkanie dwóch zupełnie różnych gatunków w najpodlejszym pomieszczeniu. — Może nawet wypalić. że jest prawdziwy. ale nie chcemy jej używać. a spodziewam się. Zróbcie rozpierduchę. żeby nie zrobić nikomu nic złego. Chciałabym. że przybędzie wielu nowych. co robimy. jakie można sobie wyobrazić. No i proszę. lecz jeśli zabijemy kogoś z waszego świata. Ten biedny policjant. którzy zgodzili się na ten plan. zginie naprawdę. Zamienimy w ruinę wszystko. żeby wyjaśnić mieszkańcom waszego świata. zamyślona. żeby przejąć na godzinę dużą stację telewizyjną i nadać program? — Dziesięć tysięcy. — Wiecie. Co? — odpowiedział Erik. mogą udzielać się w lokalnych władzach i dostawać nowe przywileje. — A więc nie macie nic przeciwko? — zapytał Erik.— Jestem D.. Jest nas dziesięć tysięcy. E. — Poproście ją. Przeważnie nosimy te same imiona i wybieramy modele. choćbyśmy mieli rozebrać go cegła po cegle. które trochę przypominają nasze prawdziwe ciała. co służy jej do rządzenia. z Osterfjordu. — Właśnie taki mamy zamiar — rzekł chłodno D. — Niezły — odparła Athena. — Z taką armią zdmuchniecie jej rząd. — Jeśli wam się uda. żeby nas ułaskawiła.

— Świetny pomysł. przygotować coś wcześniej. I wyznaczymy budynek. — Uśmiech Erika. teoretycznie najważniejszej instytucji rządowej. które znamy. A gdybyście się wszyscy do niej zapisali? Jeśli dostanę to stanowisko. trochę nieśmiało — moje pełne imię to D. przywódca zasiada w Radzie Najwyższej. — Wiem. choć ja przeżywałam wewnętrzne udręki. E. E. — Przekażemy to reszcie. — Jeśli gildia uzbiera sto tysięcy członków. E. prawda? . — Właśnie o tym myślałam — dodała Athena. Fajnie tu spotkać przyjaciół. — D. Nie chcecie. E. Nathan zerknął na mnie. ale powtórz dla pewności. bo liczy się też ich status. przekazany ustami prześlicznej Cindelli. — Z was dwóch zrobię oficerów. Cindella i D. skąd najłatwiej nadać wasze wystąpienie. — Pomogę wam zmontować wystąpienie. A więc Kontra. — Przynajmniej na nich wyglądacie. Chcę dostać się do Rady i trochę namieszać. mniej więcej. nastawiona do tej sprawy tak samo pozytywnie jak ja. uwolnić przyjaciół od niebezpieczeństwa z jej strony. że już o tym mówiliśmy. Kat. nasze ciała rozsypują się przez zaniedbanie. Założyłam więc gildię. dobrze pamiętam? — W zasadzie — sprostował D. nazywa się Kontra. — Doskonale! Wielkie dzięki. nie licząc królowej. pomogę wam w wojnie dywersyjnej. czyli najważniejszych. I nie skończyłoby się na tym. Po prostu wejdziecie do studia i puścicie nagranie. żeby cofnęła to. — Nie! Ona nie może umrzeć! Mogłoby się urwać połączenie i zostalibyśmy bez gry.— Zgadza się. — Athena pokiwała głową z ożywieniem.. Milan pokręcił głową z uśmiechem. Nadal chciałam wytropić i zabić królową. wzdrygnął się. E.. okazał się zaraźliwy Uśmiechaliśmy się wszyscy. — A moje: Cindella Smokobójca. — Pomożemy wam — zadeklarowałam. dzięki. Czy tylko? A może to była wymówka dla usprawiedliwienia podświadomych pragnień? I przecież nie można skazywać gości z innego świata na niekończące się męki uzależnienia. co nam zrobiła. — Athena sporządzi listę gmachów rządowych.. — Uzależnienie od Sagi jest dla nas jak więzienie. zwłaszcza tych w stopniu indygowym. Umieramy powolną śmiercią. Potrzebujemy królowej żywej. Wasi ludzie postarają się unieszkodliwić policję i ochronę. — W głosie D. brzmiała wdzięczność. kontrolując przy tym miny przyjaciół. żeby Czarna Królowa zginęła? — Zadając to pytanie.

niebieskim i indygowym oraz szafirami w każdym możliwym odcieniu. Nie zdecydowałyśmy się jednak na to. a przy okazji odnaleźć go i zlikwidować. — Jesteśmy gotowe. w którym obserwujemy Naszą majestatyczną postawę. z przodu i na plecach — tak. który lepiej niż słowa wyraża. Kostium niebezpiecznego jadowitego motyla był bardziej stosowny w Naszym wieku. gdy pozostaje tylko zapiąć z tyłu gorset Bal już trwa. pieczołowicie. Czas zgromadzić wojska i zdusić w zarodku rebelię. że jesteśmy u szczytu władzy. spinelami w kolorze liliowym. niezwykły kostium. gdzie nogawki spięte są guziczkami na białych jedwabnych pończochach. że zawsze wracał do pierwotnego ułożenia. W praktyce więc stanowi delikatną siatkę węglowych nanorurek. Michelotto wykurzył Nas z koszar i cieszymy się z tego. Defensywny styl jest sprzeczny z Naszą naturą. ponieważ ważyłby za dużo. Charakteryzatorzy stali przede mną z przerażeniem. Dlatego na szkielet narzuciłyśmy aksamity ozdobione kamieniami szlachetnymi: różowymi brylantami. Ma eleganckie spodnie. Włożył skromny atłasowy garnitur rodem z epoki. Stworzyli bowiem strój genialny. lecz na tyle elastyczny. Skrzydła trzepoczą i kołyszą się w rytm Naszych kroków. nim nabierze rozpędu. Sam szkielet był tak piękny. Biada spóźnialskim! Ale który posiadacz fioletowej czy indygowej karty spóźni się na największe wydarzenie towarzyskie sezonu? — Wystarczy. wychodzimy z komnaty. gdy tymczasem byłyśmy zachwycone. Paziów wzywamy dopiero wtedy. Ubieramy się powoli. Szkielet nie może być z czystej miedzi. powleczonych miedzią. Mogliby się nawet znaleźć złośliwcy. Z głową odwróconą do lustra. Tworzą mozaikę ciemnych tygrysich pręg. że miałyśmy ochotę odziać się tylko w niego i pojawić się na balu jako latający duszek. że poskromił swój nadmierny pociąg do fioletowej garderoby Prawdopodobnie oswoił się już ze swym nowym statusem. To cudowny. ale z dwojgiem. jak na skrzydłach motyla sowiego. wyglądasz olśniewająco. opalami. sięgające tuż za kolana. trzepoczący w reakcji na ruch. a przynajmniej ja piękniejszego nie widziałem. motyl z metalowymi skrzydłami. akwamarynami. Kłania się nisko. Z niejakim rozbawieniem widzimy. poskręcanych jak fraktale wokół dwojga ogromnych oczu. Nas uspokaja widok potężnych karabinów laserowych w ich rękach. w której mężczyźni nie ubierali się jeszcze zbyt groteskowo. Niesamowite. Wielki wezyr oczekuje Nas przed wejściem na salę wraz z czterema ochroniarzami w odświętnych strojach. To twój najlepszy kostium. oceniając niewłaściwie Nasz nastrój. — Wasza Wysokość.23 Motyl z połamanymi skrzydłami Ostatecznie zdecydowałyśmy się na suknię nie z wieloma oczami. którzy wydrwią ten rażący kontrast między starzejącym się ciałem a strojem nimfy— baletnicy. że czasy urzekania wyglądem dawno się skończyły. ale pragniemy pojawić się na ostatku i mieć najbardziej efektowne wejście. zdając sobie sprawę. Chociaż przypasali sobie do boku miecze. On też wygląda wytwornie. Jedynie koronkowe mankiety i kołnierz są fioletowe Jedwabne galony na ciemnoszarej marynarce i kamizelce mają .

bogaty w akcenty czerwone i szkarłatne. Ubierają się stosownie do statusu swoich kart. żeby rozbrzmiewał wyraźnie w najdalszych kątach olbrzymiej sali balowej. Milknie muzyka. takich jak dzieła Platona. zbliża się wielki wezyr. hebanowym uchwycie. Przemierzamy cudowny lakierowany parkiet z drewna dębu i jesionu. lecz zewsząd dochodzą dźwięki podobne do szeptów. Innymi słowy. Brzydzimy się kontaktem fizycznym. Ponownie podaje Nam rękę. które z pewnością przestudiowaliście wnikliwie. Oto prawdziwi zwycięzcy Sagi: indygowi i fioletowi. co modelami luksusowych autolotów. dostrzegamy przepych. Liwiusza i Machiavellego. musi stawiać długie kroki. Wielki wezyr opuszcza dłoń. Wy i tylko wy dysponujecie pełną wiedzą o prawdziwej naturze naszego uniwersum. Czasem napotykamy wzrokiem odważniejszy kostium. — Dlatego traktujemy was jak swoich najbliższych powierników. — Bardzo w to wątpimy. Lustra ukazują urzekające piękno sukni. Zwracamy się twarzą do ludzi. Czy najważniejsi dworzanie są niscy z powodu Naszych nieuświadomionych upodobań? Przypuszczamy że raczej wydają się tacy w zestawieniu z Naszą dostojną. gdy tymczasem My płynnie schodzimy lewą. królewską posturą. ustają tańce i wybucha aplauz. gdzie stoi złoty tron. a także macie dostęp do ludzkich tekstów. w którym słychać szmer podziwu i zaskoczenia. Nikt nic nie mówi. Obracamy się i idziemy pośród zgromadzonych par do podwyższenia udekorowanego purpurowymi jedwabiami. obserwując demonstracje pewnych gildii. Srebrną maskę na oczy. toteż na sali przeważają ciemne odcienie błękitu. Ale gdy przyglądamy się bliżej poszczególnym osobom. uważnie dopasowując swoje ruchy do Naszych. Szczęśliwcy otrzymujący indygową kartę w drodze promocji lub dziedziczenia interesują się nie tyle dawnymi księgami. Ludzie rozstępują się. zresztą niepotrzebnym. To szelest tysiąca sukien. Z naprzeciwka. Niewątpliwie zadajecie sobie pytanie: Do czego prowadzą te protesty? Posiadacie takie. nie wynikają z potrzeby zmian. zdobi wypukły lawendowy wzór z ametystów. Podziwiamy oryginalność. kobiety zaś kłaniają się do ziemi w przepięknych sukniach. Dobra wiadomość jest taka. zamocowaną na długim. zszytej fioletową nicią. opiszę bieżącą sytuację i streszczę Naszą strategię działania. Górę sukni z purpurowego atłasu. których fałdy otaczają je niczym płatki róży. Praktycznie ręka w rękę wkraczamy do wspaniałej sali balowej. — Wzmacniamy natężenie głosu. Żeby nie zostać w tyle. które domagają się zniesienia stopnia czerwonego i pomarańczowego. na które teraz mogą sobie pozwolić. kłania się i rusza w dół prawą odnogą schodów. a nie inne karty ze względu na swoje zdolności przywódcze i kierownicze. korzystając z wejścia na piętrze W eskorcie ochrony bezszelestnie stąpamy po ciemnoczerwonym dywanie.turkusowy odcień. Zapewne każdy z was poczuł w głębi serca lekki niepokój. — Panie i panowie. że protesty nie wybuchły spontanicznie. Wielki wezyr doprowadza Nas na podwyższenie i odchodzi. — Abyście mogli się bawić w całkowitym oderwaniu od codziennych trosk. . żeby zrobić Nam przejście: mężczyźni chylą głowy do pasa. który prowadzi na szczyt schodów. Podaje Nam rękę w długiej rękawiczce My z kolei umieszczamy Naszą silną jak stal dłoń w aksamitnej rękawiczce — dostrzegając zawartą w tym ironię — tuż nad jego dłonią. zawadiacko stroi wielobarwna kępka pawich piór.

że tym zdrajcą jest Michelotto. Wrzawa jeszcze nie jest głośna.. lecz wspaniałomyślnie dajemy znak dyrygentowi orkiestry. gdzie czeka wielki wezyr. Dobrze.. ale przeciwnik jest liczniejszy. — Zacznijcie strzelać. migotliwych oczach. gdyby się okazało. że mimo wszystko mamy nad nim przewagę i zniszczymy go niezależnie od tego. że charakter protestów ulegnie zmianie. którzy należą do zbuntowanych gildii. Szmery. o których mówię. . Czerwoni i pomarańczowi nie są w stanie wrzenia. lecz słyszymy ją wyraźnie: — Naprzód! Naprzód! Do pałacu! — A zatem? — Racz wybaczyć. ale może ten efekt budzi grozę? — Pragniemy was uspokoić. Drugi kamień roztrzaskuje dużą szybę. autentycznym wyrazem niezadowolenia. — Kulimy ramiona. postanowiłyśmy je stłumić. niegdyś Nasz sługa i jedyna osoba na świecie. To prawda. w tym wyrazy poparcia..głęboko zakorzenionej wśród ludu. nie godzą w fundament systemu. która posiada moc podobną do Naszej. nie powinniście się martwić o swoje interesy. by rozpoczął popularny skoczny taniec. co ma. Znikomy ułamek społeczeństwa wyszedł na ulice na wezwanie pewnego politycznego wichrzyciela. Mają w sobie wielki potencjał i jeśli teraz nad nimi nie zapanujemy. przez co skrzydła drżą. — I znów aplauz. Potraktujcie ich tak. Ponadto. choć to mało prawdopodobne. zapraszam wszystkich na dalszą część balu. Czyżby jedna z kobiet zemdlała? Nie. abyście pamiętali. nasłuchując wiadomości płynących ze słuchawki. Zaraz tu będą. okazujący pewne oznaki wzburzenia. a uwaga ogółu skupia się na wielkich. Orkiestra milknie. Przerywa mu huk. czy zaszyje się w kryjówce. mamy na tyle duże pole manewru. Tymczasem na sali nie milkną owacje. — Cofamy się do miejsca. — Giną całymi dziesiątkami. Jeżeli do tego dojdzie. żeby strukturalnymi zmianami przeciągnąć na swoją stronę szczerych zwolenników reform. — Otrzymacie listy swoich pracowników. Po pierwsze. jak na to zasługują. że trzeba przeprowadzić reformy gospodarcze. Zmiany. — Oczywiście istnieje niebezpieczeństwo. W końcu się rozproszą. ale wciąż przybywają nowi. Trwałyby w nieskończoność. Ochrona strzela ze wszystkiego. Niedobra wiadomość jest taka. Należy się spodziewać. To skromny. Dobry wybór — Słucham — zwracamy się półgłosem do wielkiego wezyra. — Ponieważ demonstracje są sterowane z zewnątrz. Wasza Wysokość. Ich ciała znikają. które są dla nas szczególnie użyteczne. — Skoro już rozproszyłam wasze obawy. Pozdrawiamy kiwnięciem głowy pewne osobistości. więc to istoty ludzkie. zaniepokojony. humorystyczny przerywnik. Unosimy rękę. czy będzie wciąż podżegał do buntu.. Rozbito tysiącletni witraż w oknie. I miłej zabawy! — Głośniejsze okrzyki. O! Sforsowali bramę. i dopiero to będzie groźne. Kręci głową. Mówimy o tym z dwóch powodów. że nie zawsze warto uciekać się do przemocy. — Wybuch owacji. siląc się na uśmiech. Momentalnie cichną. które byłoby zapowiedzią daleko idących zmian ustrojowych. uderzył ją kamień. staną się. — Bardzo duży tłum zebrał się pod bramą — mówi szeptem. — Okrzyki radości.

Depczemy po zgubionych szalach. — Jak śmiesz?!!! — wrzeszczymy tak grzmiącym głosem. Prawie Nas dotyka. — Wielki wezyr krztusi się. Zaledwie robimy krok w stronę drzwi. którzy są jeszcze w sali balowej. Napływają fala za falą. Wpada kilkadziesiąt następnych. którzy staną Nam na drodze!!! — ostrzegamy przeraźliwym. bo tak będzie zawsze. Kobieta zraniona. Zaraz potem spadają koktajle Mołotowa: wylewają swoją palącą się zawartość na bezcenny parkiet. — Lepiej do tego przywyknij. Katastrofa. . — Biada tym. którego należy się bać. Tyle starannych przygotowań i wszystko na marne. Zniszczymy każdą uroczystość. lecz głos rozsądku. trafionych promieniem lasera. — Wasza Wysokość. nawet tej fantastycznej sukni. Pozostało Nam wycofać się i zaleczyć rany. Chrzęst potłuczonego szkła. No. i macha do Nas ręką. że Zeus bez jej wiedzy sprowadził na świat Atenę. Instalacja pożarowa. Ludzie z krzykiem rzucają się do ucieczki. Pałac przepadł. Ogień przeskakuje na kilkusetletnie draperie ze złotymi frędzlami. Trafiają ją impulsy laserowe z setek karabinów. — Jak sobie chcesz. wielki wezyr woła. podpowiada. Jesteśmy w stanie zdusić ogień w Naszym najbliższym otoczeniu. nie narażaj się. chyba że nas uwolnisz. lecz napaści takiej jak ta nie odeprzemy. nie całkiem zagłuszony. Otwierają się wspaniałe drzwi. jakim żaden lew nie może się poszczycić. Widzimy na zewnątrz ginących ludzi. zwłaszcza w sukni takiej jak Nasza. smyczku od skrzypiec. Przed Nami staje Cindella w swoim bezczelnym pirackim odzieniu: białej koszuli i skórzanym kubraczku. wywołuje grymas na Naszej twarzy. donośnym rykiem. niektórzy przynajmniej patrzą w Naszą stronę. schodzimy po schodach. jeśli nas nie uwolnisz. — Odwraca się do wyjścia. — Tak przy okazji. Powodowane wściekłością. ładna suknia. żeby Nas powstrzymać. podobnie jak lustra na sali. żeby salę balową zamienić w piekło. kiedy odkryła. — Nigdy! — Nasz krzyk rozdziera powietrze. gdyby gwardziści oświetlali ją latarkami.sypią się odłamki szkła. wdychając dym. matka bogów. — Musimy stąd odejść. kruszonego na parkiecie przez spłoszony tłum. Od dzisiaj będziemy atakować budynki rządowe i koszary.. mamy ochotę go zabić. Wszyscy. biżuterii. teraz krzyczą i uciekają przerażeni. na której się pokażesz. Czujemy w sobie furię większą niż ta. w którą podobno wpadła Hera. że pęka reszta szyb w oknach. — Wasza Wysokość. Wycierając łzy rękawem. ba. Jest ich wystarczająco wielu. która tryska łagodnym deszczykiem. jest żywiołem. że takie działanie byłoby błędem. Nikt nie zapamięta Naszego przemówienia.. sromotnie przegrywa z żywiołem. choć skutek byłby taki sam. jednak stale nadciągają nowi z butelkami i zapalonymi szmatami. Do zobaczenia na następnej imprezie. Twój świat legnie w gruzach. A to dopiero początek.

strasznie naciągane. W każdym razie musiało się to zdarzyć. Kilka tysięcy lat temu istoty ludzkie stworzyły wasz świat z niczego. co teraz powiem. którymi sterowaliśmy ja i Nathan. Nath. Chciałbym zapoczątkować nową epokę. ponieważ doceniam to. — Ee. — Gotowy? — Athena siedziała na przodzie czołgu z rozwiniętym komputerem. Kupiłam je dla Erika. nadętych dziwaków.24 Szturmując fale radiowe — Ludu Sagi.. postać wygenerowaną przez komputer. miksowała je i tworzyła wersję ostateczną. że pochodzę z „prawdziwego” świata. Wiem. ponieważ jestem w waszym świecie gościem z zewnątrz. Ale lepsze słowo nie przychodzi mi do głowy. Nie przypominał już tych poważnych. ale mimo to rozstawiliśmy je na statywach. Na twarzy Erika błąkał się niewymuszony uśmiech i nagle uświadomiłam sobie. — Jedziemy! — Ludu Sagi. żeby nawiązać kontakty pożyteczne dla obu stron. Chciałbym spotykać się tutaj z wami. Maczała w tym palce wasza Czarna Królowa. gdzie stapiał się z wiecznym mrokiem starego budynku. — Teraz twoja. choć nie wiem dokładnie jak. jeśli stworzą sobie awatara. Ludzie z naszego uniwersum mogą dostać się do waszego. wyda się wam. Były to małe. W swoim świecie wyglądam zupełnie inaczej. tak na to patrzę. — Przepraszam. — Erik zawahał się. jak bardzo wasz jest rzeczywisty i niezależny od naszego. A jednak to prawda i dowody są niepodważalne. — Erik zasłonił się ręką przed blaskiem reflektorów czołgu. ponieważ kilka tygodni temu główny komputer na naszej planecie stał się serwerem dla Sagi. a przynajmniej niektórym. że jego przesłanie ma szansę zrobić wrażenie.. w której będziemy . skierowanych na jego awatara Cindellę. który w pewnym stopniu jest oparty na substancjach materialnych. Zjawa. A dopiero zaczął. — Wolny najazd kamery — rozległ się w moim uchu szept Atheny — Wiem to. że sam na waszym miejscu pukałbym się w głowę. żeby nagrał swoje wystąpienie. Wasz świat jest zagnieżdżony w naszym. Odbierała obrazy z dwóch kamer. ręczne kamery. które lęgły się w ich głowach. Na początku wasz świat był wirtualny. To. Erik ponownie usadowił się na taborecie i kiwnął głową. Jej wydłużony cień sięgał do najdalszych kątów hali fabrycznej. Nie mówię.. Przerwa trwała zbyt długo. — Stop! — krzyknęła Athena.. Słowo „wirtualny” nie w pełni oddaje charakter waszego świata. wróć do pierwszego kadru. Zatrzymaliśmy nagrywanie w kamerach. zamotanych w cudactwa. Już teraz. — Mieszkańcy waszego uniwersum mogą przejść do naszego. I teraz przejdę do istoty mojego przemówienia. czyli sprzęcie skonstruowanym na Ziemi.

Boimy się. Ale załóżmy. Patrzyliście. jakie są nasze cele. Chciała zdobyć olbrzymią liczbę zakładników. Z oczywistych względów nie mówimy z dużym wyprzedzeniem. Wielu z was widziało już ludzi pojawiających się nagle i znikających. Czy wtedy nas wypuści? Nie można jej ufać. że ucierpiało prawie dwa miliony osób. Bardzo wielu mieszkańców mojego świata. że przestawienie drobnego elementu może spowodować ogromne globalne problemy. Byłoby dobrze. jakby schwytać rodzinę chirurga i powiedzieć mu. Prosimy. musicie wiedzieć. To tak. gdybyście gromadzili zapasy żywności. że nie zamierzamy stosować przemocy. Nasze społeczeństwo nie zna się tak dobrze na komputerach jak mieszkańcy Ziemi. że byłaby to wspaniała. Kto wie czy nas nie zabije. Nie mają z nami nic wspólnego. gdy was odwiedzamy. popełnimy błąd. aż stała się tak skomplikowana.dzielić się informacjami i pomysłami. którzy stworzyli Sagę dawno temu. kiedy zobaczycie. Chciałbym podkreślić. niepożądanych zmian w Sadze? Nie będziemy czekali bezczynnie. Przypuszczamy. że przy wprowadzaniu zmian. że jeśli operacja się nie uda. lub usłyszycie alarm. zwłaszcza jej. Jeśli nasze sposoby prowadzenia walki z Czarną Królową przypadkiem pomogą protestującym. że w tej chwili macie własne konflikty społeczne. nim dowiedzieliśmy się o niebezpieczeństwie. fantastyczna sprawa. Mogłaby się zawiesić. Ci zaś. uzależniała od Sagi. których zresztą codziennie przybywa. jak mieszkańcy mojego świata wchodzą do waszego lub z niego wychodzą. Niestety. damy radę i spełnimy oczekiwania Czarnej Królowej. poznawać nowych przyjaciół. że nie dążyliśmy do tego. — Zbliżenie. stajemy się ofiarami podłego ataku. Osobiście uważam. obdarzone boskimi mocami. To byłaby katastrofa dla was i dla dwóch milionów zakładników. Przewidujemy. postanowiło zmusić ją do wyleczenia uzależnionych. Wolelibyśmy się trzymać od tego z daleka. wody i przenośnych źródeł energii. nie wpadajcie w panikę. że dzięki temu przeprogramowaniu jej przyszłe dzieci będą nieśmiertelne. Zdaje się. — Znowu Nath. póki nie ulegnie. a potem nas atakować? Sama odpowiedziała mi na to pytanie. nawet Czarnej Królowej. Nie mamy najmniejszego zamiaru krzywdzić kogokolwiek. cofnij. Ale jeśli pracujecie w jednym z nich. Rozpoczynamy wielką akcję zakłócania spokoju i niszczenia mienia. żebyśmy w przyszłości nie dokonali dalszych. żołnierze Czarnej Królowej otworzą . szczególnie królewskich i rządowych budynków. że przynajmniej zrozumiecie naszą sytuację. Czarna Królowa systematycznie nas zatruwała. a poza tym nie mamy żadnych atutów. wszyscy zginą. W swoich planach uwzględniamy również elektrownie. że kiedy rozpoczniemy akcje sabotażowe. a później poprosić kogoś z nas o przeprogramowanie waszego świata. Tak więc prosimy wszystkich o wybaczenie i mamy nadzieję. za niedługo będą świadkami jeszcze bardziej zauważalnych przypadków przechodzenia ludzi do Sagi. Ani słowem nie wspomniała o poprawie warunków życia społeczeństwa. tym bardziej że tak mało wiemy o tym świecie. Wybraliśmy strategię nękania jej. że się zbieramy. — Kiedy korzystaliśmy z szansy zbadania waszego świata w celach rozrywkowych. że się zgodzimy. którzy tego nie widzieli. żebyście opuszczali je spokojnie. Skąd te wrogie działania? Po co się trudzić podłączaniem Sagi do naszego świata. Zjawa. — Powiedziała. Na koniec sprawa dowodów na prawdziwość moich słów. jakich sobie zażyczy. aż zrobi z nami porządek. więc nie będziemy się do nich mieszać. Do tego przez cały czas ewoluowała.

Jeśli to zrozumie i zostawi nas w spokoju. Nasze działania nie są wymierzone przeciwko wam. Zabiją setki. Po stracie awatara robimy sobie nowego i wracamy. na którym zgodnie z planem zamieszczaliśmy wiadomości podpisane pseudonimem. Zajmując miejsce kierowcy. całym czołgiem trzęsło. — Świetnie. Silnik prychnął i zaczął monotonnie warkotać. a może tysiące ludzi. Niebawem wyjechaliśmy na drogę i odtąd już tak nami nie rzucało. ponieważ nie mieliśmy pojęcia. Mogę załączyć to w postach na forach. *** Cztery godziny później siedzieliśmy już w czołgu z włączonym systemem łączności. — Nieźle. Z tego powodu Czarna Królowa nie może wygrać. Newscast 1. znowu myślałam z troską o Arniem. Będą niszczyć awatary. Może po tej przygodzie dyskretnie zbadam. że wyrażałem się jasno? Nie powiedzą. pierwsza w prawo. Koła w gąsienicach jęczały. — Mam kilkanaście tysięcy ludzi gotowych ruszyć na stację. — Athena stale sprawdzała oficjalne forum Kontry. Nam nic się nie stanie. — Słuchaj. a nie rzeczywiste osoby. a nasze torby podskakiwały z hałasem. — Stop. żebyście poczekali gdzieś z boku. — Na pewno? Wolałbym. Jak ustaliliśmy z Erikiem. — Milan był w siódmym niebie. ale nie ma to jak porządna stacja telewizyjna. — Myślicie. teraz trzeba z tym na antenę. kiedy obracałam maszynę i ruszałam wzdłuż zapuszczonego kolejowego wykopu. ale przeciwko Czarnej Królowej. — Milan roześmiał się i wyłączył potężne przednie reflektory czołgu. mieszkańcom Sagi. — Poklepał główne działko. wszyscy na tym zyskamy. . Przez chwilę nie widzieliśmy nic. Idziemy z wami. dopóki wzrok nie przywyknął do dziennej szarości w hali fabrycznej.ogień. gotowi do wyjazdu. jeśli nas zastrzelą. co w czasie wyścigu. kiedy będziemy mogli w przyjaźni odwiedzać swoje światy. Z odrobiną szaleństwa. — Erik i jego ludzie czekają już na nas. — Milan pierwszy bił brawo. Nie mogę się doczekać. Jedziemy. — Mam wielki anarchistyczny czołg i zamierzam go użyć. co u niego? Pozostali siedzieli w tych samych fotelach. ale super. Czekała nas jazda pełna wstrząsów. naszym celem była największa stacja telewizyjna w Mieście. — Zjawa. — Athena popatrzyła na Cindellę. Do tego czasu prosimy o wyrozumiałość. Nasze oddziały nigdy nie stopnieją. że jestem szalony? — Wyszło super. Gdy toczyliśmy się po starych podkładach kolejowych. — Dobra. jak naprawić antygrawitację. których ciała po prostu znikną. Znowu byliśmy w drodze.

Po zjeździe okazało się na ulicy Rafaela. niektóre były mocno pogięte. — Nieźle ci idzie. Ale nie była to wcale największa niedogodność wynikająca z mojego planu. Czołg sforsował barierkę ochronną łatwiej. — Jak jest? — zapytał Nathan. Czołg zadrżał. — Zjawa. Wysokie maszty obsadzone czaszami anten satelitarnych. Zostawialiśmy za sobą reklamy z dziurą w kształcie czołgu. bo autolot nieco zwolnił. szukając najlepszego miejsca w strumieniu pojazdów. wystarczył. Lepiej zapnijcie pasy. gdy zaczęłam zwalniać i zmieniać pasy. Problemem były billboardy reklamowe. że strzela. że pojazdy kierujące się w stronę stacji telewizyjnej stoją w olbrzymim korku. mogliśmy już gnać przyzwoitym tempem. czy coś w tym stylu. Z rozbawieniem patrzyłam. wszyscy woleli zostawić mi dużo wolnej przestrzeni. — Milan. Kiedy znaleźliśmy się na szybkim pasie. — Aktywność policji przy siedzibie Newscast 1. Zjawa — zachichotał Milan w mojej słuchawce. Zatrzęsło nami i wjechaliśmy na trawiasty pas rozdzielający jezdnie. żeby wpuścić nas na pas. Ilekroć wpadaliśmy na jeden z nich. skieruj działko na lewo i pomachaj nim trochę. czemu towarzyszył trzask. W każdym razie. znajdowały się w odległości prawie dwóch kilometrów. Jeden rzut oka na to. — Pewnie Erik zgromadził tam już tłumy — stwierdził Nathan. obróć wieżę w drugą stronę. Zjeżdżam z pobocza. — Jak dać kierunkowskaz? — Tu ich nie ma — odpowiedziała Athena po chwili. Dlatego zdecydowaliśmy się na estakadę. a jedna się przewróciła. Billboardy reklamowe przelatywały koło nas tak szybko. w czym rzecz. jak wszystkie autoloty zwalniają. . reakcja urządzeń sterowniczych pozwalała mi wyczuć krótki opór. który trzymał się w niewielkiej odległości od nas. bo czołg z pewnością zwróci na siebie uwagę policji. węzeł 18. Jechaliśmy teraz lekko przechyleni w lewo. — Milan. gdy przeszkoda się poddawała. jakby coś głośno pękło. co się dzieje za nami. niż ja zgniotłabym pustą puszkę. Wieża czołgu obróciła się do tyłu. Ale tylko drogówka. Zaraz potem nastąpił równie hałaśliwy wstrząs. że będziemy dawać po gazie. Po chwili zobaczyliśmy sami.Plan zakładał. żeby dostrzec podrasowanego mosveo starbursta. pozwalające określić położenie stacji. — Na razie spokój. że zachwalane produkty rejestrowała tylko nasza podświadomość. Kierowca jakby go usłyszał. północnym i południowym. a potem uwolnienie. W normalnych okolicznościach rozpychały się brutalnie. po których autoloty poruszały się w przeciwnych kierunkach. — Bach! — Milan udał.

Mężczyzna za biurkiem oderwał wzrok od monitora. gdy wlekliśmy toto za sobą. brama okropnie zajęczała. Silnik czołgu znów zawył. Przed bramami stacji telewizyjnej zebrały się ogromne tłumy. Cofnęli się nawet pracownicy ochrony. Brama była solidna. Nie były wpuszczane do środka. — Na razie. Funkcjonariusze drogówki daremnie starali się skłonić ludzi do zejścia z drogi. Na ekranach obserwowaliśmy. — Dałaś czadu. zarysowując lakier z rysunkami Nathana. szklane. a zza wysokich metalowych prętów przyglądał im się sznur pracowników ochrony. gdy próbowałam cofnąć się przed bramę. Minęliśmy szereg niskich budynków pomalowanych na pastelowe kolory. co nas chwyciło. Czułam. Mężczyzna pokręcił głową. czołg z szarpnięciem zerwał się z uwięzi. Ludzie prowadzeni przez Erika napierali na szklane drzwi. . że ludzie między nami a bramą zajarzyli. — Cały czas jedziemy tą drogą — poinstruowała mnie Athena. W ten sposób zrobiliśmy przejście dla ludzi. zgromadzili się przy szybie o zielonkawym połysku. w którym na pierwszym piętrze mieściła się duża stołówka. Rozdarte żelastwo podrapało powierzchnię czołgu. Zaczęło się siłowanie. — Tam. zdumiony. Trzy podskoki na schodach i przepotężny huk. którzy biegali po ich parkingu. Okrzyki rozochoconego tłumu zagłuszyły zgrzyt żelaza. najgłośniejszy do tej pory. ale się udało. maszyna ruszyła z mozołem. jadący na czele powiększającej się masy ludzi. Zarówno plac przed nim. że to. jak znika cały fronton budynku. Aż nagle wyswobodziliśmy się. — Wygląda na to. spod których sypały się snopy niebieskich iskier. dziecinka — Wychodząc na zewnątrz. że czekają tylko na nas — zauważył Milan. Cofnęłam się i przypuściłam drugi szturm. Wyrwaliśmy z niej ogromny fragment metalowych prętów. Przebiliśmy się częściowo. prowadzące ku zwartej grupie zaniepokojonych ochroniarzy — Dajemy! — ostrzegłam przyjaciół. Mieliśmy przed sobą wąskie przejście. i rozstąpili się na boki. Coś nas przyblokowało. — Wchodzimy do środka. Widziałam. Masywny ceglany budynek posiadał szerokie. nie chce puścić. podaj nam torby — Athena energicznie otwierała właz. pełen drogich autolotów. jak pod postacią barwnego awatara daje znak strażnikowi. Z lewej strony zobaczyliśmy wielki parking. Podkręciłam obroty silnika. potem wieżowiec ze szkła i stali. Wszyscy wokół nas rozumieli już moje przekazy. którzy dotąd biegli z tłumem od bramy i krzyczeli bezsilnie. Milan ucałował wieżę. Opór nieznacznie zmalał. którzy skwapliwie przewalili się na teren telewizji. o co chodzi. Ze zdziwieniem patrzyli na nasz czołg. więc przy pierwszym uderzeniu tylko się wygięła. żeby im otworzył. Pracownicy telewizji. Z prawej znajdował się główny kompleks zabudowań. jak i hol zasypało potłuczone szkło.Po zmasakrowaniu setki billboardów zaczynałam mieć dość. który zaryczał tak głośno. Wtedy zmieniłam taktykę i pchnęłam w przód drążki sterownicze. obecni na stołówce. półokrągłe wejście. Zjawa.

że nie stosujemy przemocy — skomentował to Nathan. — Ja tu zadbam o wszystko. mrugnął okiem. — No — potwierdziła Athena. — I dzień dobry wszystkim szczęściarzom. pomalowanym na żółto korytarzu byli ludzie. W . momentalnie kryli się w swoich biurach. — Prędzej! — nagliła Athena. — Cała reszta powinna chyba zostać tutaj. paskudny.Przywitał mnie hałas. ubrani w garnitury. zajęłam się sprzętem. nie wchodzić. którzy oglądają nas na żywa Wiadomości nagle stały się ciekawe. Dwie znane dziennikarki. — Powiedz coś do kamery numer 1. W długim. Mieli ze sobą schemat budynku. Wystarczy nam piętnaście minut. kiedy zaprezentował swój wielki. Zjawa. więc Cindella podeszła do nich. a potem pomogli nam dźwigać torby i deskolotki. Za chwilę zobaczycie najważniejsze wystąpienie w historii. wygrażali jej pięściami. w milczeniu. więc usiądźcie wygodnie i słuchajcie uważnie. — Tam! — Athena wskazała drzwi oznaczone napisem Studio 1. E. Po chwili gnaliśmy przez wielką charakteryzatornię. otworzył metalowy neseser na stole. siedziały w fotelach. przydasz mi się też tutaj. żeby rozstrzygnąć spór. E. Towarzyszyła mi Cindella z rapierem w ręku. — Myślałem. Nathan wciąż się kłócił z drugim operatorem. — Erik. Kamera unosiła się na poduszce antygrawitacyjnej. — D. Jednak ci najbliżej wznieśli radosne okrzyki na nasz widok. Syreny alarmowe wyły. Paliła się czerwona lampka: Program na żywo. E. — To gdzieś w głębi. Gdy ten rzucił słuchawki i uciekł. obwieszoną lustrami. gdzie dwaj wkurzeni mężczyźni w średnim wieku. I tutaj zdumione spojrzenia. — Oni o tym nie wiedzą. tak? — Erikowi towarzyszył jego przyjaciel D. osłonięte białymi płachtami. machając na dwóch prezenterów. Z części wyciągniętych z neseseru zaczął składać karabin impulsowy. — Przysunęła rapier do gardła operatora. Kiedy przebiegaliśmy. tkwiło za nim sztywno. wy idźcie. — Czas się zbierać. — D. jak sklepowe manekiny. ochroniarze wrzeszczeli wniebogłosy. — Hej. ludzie nawoływali się. — Pomachał mi ręką. Milan. z którego wcześniej zrzucono na ziemię kolorowe czasopisma. Tymczasem Milan siedział na stole prezentera w pełnym blasku lamp Dwoje dziennikarzy. więc mimo jej gabarytów mogłam nią łatwo obracać. zwierzęcy wyraz twarzy. — Athena była za nami w przeszklonym pudle. Mam cię w kadrze. — Roześmiałam się. kobieta i mężczyzna. Podeszłam do najbliższej kamery. Weszliśmy. którego się nie spodziewałam. gdy nakładano im na twarze kolejne warstwy makijażu. — Sio! Sio! — Milan podbiegł do jasno oświetlonych stołów. spoko.

— Wystąpienie przygotowała dla was Kontra. Widocznie rapier Erika przekonał dwóch mężczyzn do opuszczenia reżyserki. Wcześniej. gdy wyskakiwaliśmy przez okno na tyłach budynku. zastanówcie się. że nadal słyszymy krzyki i wrzaski wielkiego tłumu. — Gdy naprężył muskuły.międzyczasie możecie podziwiać moje permanentne tatuaże. Kiedy oddalaliśmy się w stronę krzewów ozdobnych. — Gotowe. . byłoby za późno. więc szybko przesunęłam kamerę. — Prowadź. fajnie było. co się dzieje od frontu. — Dobra. Obejrzyjcie. bo zaraz się zacznie. nie mogłam się powstrzymać od pokazania w zbliżeniu wijących się wzorów. Nad moim ramieniem Athena podnosiła kciuki. gdzie chcieliśmy znaleźć schronienie. — Pokażę wam. — W starych i opuszczonych częściach Miasta zostało jeszcze wiele dogodnych kryjówek. przelatujące nad nami helikoptery wywoływały potężne podmuchy powietrza. nie mogliśmy zobaczyć. — Teraz dokąd? — zapytał Nathan. — Powinniśmy stąd spadać. włączcie nagrywanie w komputerach. Nawet gdyby policja za chwilę przedarła się przez zaporę. — Szkoda. I przygotujcie się na jazdę bez trzymaniu. żeby przerwać wystąpienie Erika. — Milan wyciągnął deskę spod pachy i włączył ją. ale cieszyło nas. — Puściłam nagranie — oznajmiła Athena. Erik zadba o resztę. — Twarz Milana wyszła mi z kadru.

Jestem obcym. Sekatorze? ♦ .25 ♥ Księżyc wisiał wysoko — odległy srebrzysty dysk na ciemnogranatowym niebie. — Tu macie pierwszy z brzegu. — Powiedziałam „dziesięć tysięcy”. Ludzie dyskutują o wystąpieniu. odbijający się w oknach otaczających nas wieżowców. przynajmniej tych. — Co słychać w świecie? — zapytałam Athenę. co się zorientowałam. — Co mówią? Roześmiała się. Znajdowaliśmy się w bardzo starej części miasta. — Na forach Kontry szaleństwo. w których zachowały się szyby. przynajmniej dziesięć tysięcy nowych forów. — Pół na pół! — uprzedził Milan. w dzielnicy biznesowej dawno oddanej pod panowanie szczurów i gołębi. n >>>Co robisz na co dzień. Powinniście sami poczytać wątki. — Będziesz to jeszcze jadła? — zapytał Nathan. kierując światło na pustą ścianę. — Niesamowite. Niezłe jaja. Ale z tego. ♦ »Super. — Pizza szybko się przejada — stwierdziła Athena.. Wszystkich nie przeczytam. którzy wierzą Cindelli. Mamy ich już ponad dwadzieścia pięć tysięcy i ta liczba szybko się zwiększa. że jeśli w TV nie było ściemy. jesteście obcymi. Bierz śmiało. którzy jej nie wierzą. — Nieprawda. zadowolony Athena z westchnieniem zamknęła pudełko i wytarła palce przed rozwinięciem komputera. Siedzieliśmy w opuszczonym biurze. Kot. — Nie. i tych. Jestem w gildii z obcymi. rozkładają się po równo. Odwróciliśmy się do niej. co? Sekator.. — Milan pokiwał swoim kawałkiem. spokojnie patrząc na pogrążoną w mroku ulicę. n >Z naszego punktu widzenia obcymi jesteście wy.. Czy Kontra to pierwsza międzygatunkowa gildia na świecie? Sobie myślę. — Obróciła projektor. sama nie wiem.. głosy tych. — Athena wpatrywała się w ekran z przejęciem. Pojawiło się. — Przybywa nam mniej więcej dziesięciu członków na minutę.

rozwożę przesyłki. nie? — Athena kręciła głową. ♦ }. Na stronie Kontry ludzie z dwóch światów spotykają się na czacie. A ty? n }Kopię sól. Znasz Brahmsa? Często tam biję z kumplami polatać na desce. n }}}Plac Brahmsa? Znajdę.. Potem idę na uniwerek studiować systemy pogodowe. No. + Szukaj deski z moim tagiem. n }}>W naszym świecie nie ma deskolotek. n }>>>Co lubisz robić. Podobno to coś jakby królewski poseł. Niektórzy są trochę bardziej poważni. zdumiona. Będziesz tam jutro koło 18? ♦ }}}>Jasna sprawa. chłopak. Dobrze. Jak poznam.. że ty to ty? ♦ }}}}Aaa! OK. Oczywiście. do jutra? ♦ }}}}>>>>Jeszcze pytasz? n — Takich wątków są setki. Odezwał się pager Michelotta. Ile masz lat? Jesteś dziewczyną? n }>>16. Chcesz. — Kiedy ich zapraszałam. ♦ }}>>Co. ta nowa sytuacja nie jest taka zła. że tak się to wszystko rozkręci. nie miałam pojęcia. że nas znaleźliście. Deskolotka. Ma srebrny mundur i motolot ♦ }}}}>>!00! n }}}}>>>Czyli co. no! Mam randkę z obcym! n }}}>>Jak wyglądasz? ♦ }}}>>>Sexy. to ci pokażę. Będę w bluzie Kontry. Mam na ramionach tatuaże z wampirem. Nagle wzdrygnęłam się. — W ogóle nie jest zła. Zarąbiście. — Na ustach Nathana pojawił się wesoły uśmiech. n }}}>>>>Nie o to chodzi. A ty? n }}}}>Srebrna Kawalerzystka. a nawet tysiące. n }}>>>Serio? Pewnie! ♦ }}>>>>NP. kiedy nie pracujesz? ♦ }}Wyluzować się. Tak.>>>>Ja? Latam vanolotem.Supcio! 17. Widzicie. taką postać wybiorę. gdy usłyszałam ciche buczenie w kieszeni mojej bluzy. ale zostały mi tylko trzy miesiące. Nawet robi się ciekawie. ♦ }> Spoko. — Ekstra. . desek nie macie? Straszna kicha.

że popełniasz błąd. — A co z ludźmi Erika? — drążył Nathan. — Załóżmy. Athena? — szukałam u niej pomocy. A z drugiej strony. nie będzie dla nich ratunku. kiedy zostanie królem? Może mówił tak tylko po to. — No więc co radzisz? — zapytałam wyzywająca — Radzę ci nie pytać mnie. którzy im pomagali. — Nie lepiej. — Nie wiem i nie pytaj mnie o zdanie. — Co ty na to. — Na — Milan odłożył swoją pizzę. Za dużo w tym niewiadomych. zwłaszcza że ich protesty przynoszą efekty. żebyśmy poszli z tobą? — zaproponował Nathan. Trochę. że wszystkim się polepszy Ale moim zdaniem nie powinniśmy skazywać na śmierć istot ludzkich. żebym pomogła mu ją zlikwidować. Jej obietnice amnestii nie będą warte czerwonego kredytu. Cały czas im pomagamy. że nie musisz tam iść. skieruje złość na nas i na wszystkich. Jeśli plan Erika wypali. żebyśmy z nim trzymali? Żebyś ty z nim trzymała. Gdy tylko ich nie będzie. Po pierwsze. zginie dwa miliony ludzi. będzie duża szansa. — Zgadzam się — rzekł Milan z pochmurną miną. Jeśli ją zabijesz. że wpadł na trop Czarnej Królowej — powiedział Milan. — Pewnie. ale jeśli chce. spełnionej zemsty. przynajmniej zobaczę. co ma do powiedzenia. nie? Poruszyło mnie to pytanie. gruby błąd. Wyleczy ich z uzależnienia. wpisywałam składniki do dekodera. że jeśli z pomocą Michelotta zabijesz Czarną Królową.. — Spojrzałam pytająco na Athenę. zerkając na mnie. a wtedy odejdą. — Już samo mówienie o tym dawało mi uczucie satysfakcji. — To chodźcie. Zjawa. nie ufam Michelottowi Czy życie czerwonych naprawdę się poprawi. Ale musimy też zatroszczyć się o siebie. — Nathan patrzył na mnie z troską. . że bym chciała im pomóc. nie będę się zastanawiać.— Założę się. — Wstałam i włączyłam nogą deskolotkę. że ulegnie Erikowi i jego ludziom. — Nathan przyglądał mi się z poważną miną. które nazywa się plac Gilgamesza. Teraz to już niepotrzebne. — Trzeba skopać jej tyłek.. żrąc pizzę? — Zmierzyła groźnym wzrokiem Milana. bo nie wiem — upierała się z irytacją przy swoim stanowisku. — Być może. — Jeśli zabijesz Czarną Królową. chyba wiesz. który powstrzymał się od uszczypliwej uwagi i z uśmiechem niewiniątka rozłożył tylko ramiona. — Chce się ze mną natychmiast spotkać w miejscu. jak długo jeszcze będziemy żyć jak szczury. — Zaczekaj. — Może i tak. Znamy się już kilka lat i po raz pierwszy muszę powiedzieć. nie będziemy musieli zabijać królowej i kontaktować się z Michelottem. — Uważam. — Zjawa. — Kiedy przewijał się tekst. — Dobra. która tylko wzruszyła ramionami i skupiła się na swoim komputerze.

Kiedy się z tym uporał. Sama myśl o takim kontakcie jest dla mnie. — A więc dobrze — powiedział. — To my wprowadziliśmy go do siedziby Newscast 1. ale jeśli Zjawa w zamian za swoją pomoc w usunięciu królowej poprosi mnie. przybliżył do ziemi i wysypał zawartość. Nathan popatrzył na mnie. — Ale czy mógłbyś to zrobić lub w inny sposób odwrócić efekty jej działań? — Nathan przyglądał mu się uważnie. Myślisz. Kiwnęłam głową na znak zgody. nim dowiedzieliśmy się czegoś więcej. popatrzył na nas kolejno z błyskiem w ciemnych oczach. — Mogę o coś zapytać? — wtrącił się Nathan. a obok niego czekał Michelotto. jak składa karabin impulsowy. W najciemniejszym zakątku placu stał zaparkowany motolot. trochę zdrożna. Wysokie ceglane apartamentowce rzucały cień na starą fontannę. ale nigdy nie stosowałem jej w praktyce. — No więc co jest grane? — Milan chwiejnie zszedł z deski.. Otworzył ją. Podeszliśmy bliżej. Wyczuwałam wokół niego chłodną. — Osobiście nie jestem przesadnie uczuciowy. — Gdzie ukryliście czołg? — zwrócił się do nas. żeby zobaczyć. dotarliśmy do placu Gilgamesza. źle się z tym czuję. Chcę porozmawiać ze Zjawą. — Wkładanie ekstatycznych uniesień do umysłów obcych kojarzy mi się z perwersją. Znam teorię.Po godzinie ostrej jazdy. od dawna popękaną i pokrytą kilkoma warstwami graffiti. Tak. którzy mogliby być moimi przyjaciółmi. że nie musiał podnosić głosu. — Tak. którą okupiłam bólem mięśni ud. — Wiesz. nieprzeniknioną pustkę. że mógłbyś ich wyleczyć? Wyrwać z uzależnienia? Michelotto wzruszył ramionami. — Z pojemnika przymocowanego do motolotu wyciągnął blaszaną tubę. — Źle się z tym czujesz? — Zginą miliony ludzi. oddech. — Oglądałeś wystąpienie Erika? — zapytała Athena. Ale tam musieliśmy porzucić czołg. jak Czarna Królowa uzależniła ludzi Erika. podczas gdy w przypadku zwykłej osoby byłyby to oznaki życia: ciepło. przeprowadzić test. — Pokiwał głową. — Masz wielkie serce — skomentował drwiąco Michelotto. — Rzucił karabin Milanowi. . — Po prostu celujesz i naciskasz spust. — Możliwe. gdy zbliżyliśmy się na tyle.. zrobię co w mojej mocy. bicie serca. — Rozumiem. ubrany jak zwykle na czarno. żebym spróbował. — Wystawiasz nam królową? — Nie. Athena namierzyła go w opuszczonej dzielnicy mieszkaniowej. — Skrzywił się. — Masz. — Ale teraz chciałbym sprawdzić umiejętności Zjawy.

Mówię serio. Podejdź tu. Tej sztuczki rzeczywiście chciałam się nauczyć. Odginasz sznur i sterujesz impulsem tak samo. — No to masz! Z jazgotliwym świstem i zapachem ozonu wystrzeliła skrząca się błyskawica rubinowego światła. Na dźwięk swojego imienia popatrzyłam na niego i przeszłam przez plac. zakrzywioną kolbę o prawe ramię. Świst. — Patrzył mi w oczy. — Żartujesz? — Milan opuścił karabin. Cztery czarne ślady na prawo od Michelotta tworzyły idealny znak karo. — Nie. — Strzel do mnie. — Milan podziwiał srebrzystą broń. . — Tego właśnie chciałbym nauczyć Zjawę. jak sterowałaś pociskami kierowanymi przewodowo. Przed oczami wyrysowała nam się jasna smuga. kamiennym placu Milan uniósł karabin. — I jeszcze raz.— Spoko. — Jesteś pewien? — Absolutnie. Michelotto nie był nawet ranny. wskazując punkt między czterema czarnymi śladami na ścianie. musisz przyśpieszyć percepcję. — Kiedy on strzela. Daleko na zimnym. Świst. — Jeszcze raz. Świst. Potem odwrócił się do mnie i powiedział: — Spróbuj zepchnąć w bok impuls. — Jak to zrobiłeś? Celowałem w serce. czy rozumiem. proszę. — Gotowa? — Gotowa. Milan pokręcił głową z niedowierzaniem i przestawił broń w stan czuwania. nie trafisz. która długo nie chciała zniknąć. Nie bój się. Odwrócił się w naszą stronę. Odgłos jego kroków niósł się daleko. opierając wąską. Michelotto w tym czasie wolno podszedł do ściany naprzeciwko. — Jeszcze raz. Wyobrażasz sobie sznur cząsteczek powietrza łączący cię z pociskiem. Na ścianie obok niego pojawił się czarny ślad. Wzruszyłam ramionami. — Strzel w to miejsce! — zawołał do Milana. strzelaj. żeby mieć czas na odchylenie wiązki energii. żeby sprawdzić.

wytężając wszystkie siły. więc uformowany przeze mnie krąg zaczął falować. — Jeszcze raz! Michelotto nie wydawał się zniecierpliwiony. Moi przyjaciele krzyczeli i klaskali. zakreśliłam łuk. że w tym zagęszczeniu błyskawic zgromadzi się tyle energii.. Wszystko znowu zwolniło. chroniąc oczy ręką. ale gdy wyobrażałam sobie. przeciskał. jak świat uspokaja się wokół mnie. Miałam czas. ale mnie to już wkurzało. a następnie. które pomknęły w mroku na wszystkie strony. pchnęłam w górę. topiąc powietrze. . która wydłużała się za każdym razem. odsłaniając sczerniałą. a na koniec skupiłam w jednym miejscu i pchnęłam w starą fontannę. — Nikt. zwężał. byłam z nim połączona. Skierowałam go daleko od celu. tym bardziej że mąciły mi umysł jasne smugi wystrzałów. Kolejny czarny ślad. — Wybiłam się w górę i zaczęłam unosić się na desce. Uśmiechnęłam się z dumą i popatrzyłam z góry na Michelotta. Tym razem błyskawica ognistej energii zbliżała się do mnie delikatnie rwanym ruchem. Odpadł fragment tynku. żeby przyjrzeć się temu zjawisku. i coś chroniło mi wzrok przed rażącym blaskiem. a potem stał się grubszy. Byłam w stanie je rozkołysać. I chociaż pocisk rubinowego ognia pochłaniał ten łańcuch. choć ciemniejszy. — Hej. — Jeszcze raz! — nakazał Michelotto. kiedy świat przeskakiwał do następnego momentu. zawróciłam. gęstniał. nawet Czarna Królowa. Nie zdawałam sobie sprawy. Czułam jego bliskość. Ode mnie biegła linia do tej jasnej kuli — sznur cząsteczek. Rubinowe błyskawice wydawały się linią punkcików.. które powstało na ścianie. która lekko falowała i kołysała się pode mną. zdumiony i przejęty grozą. — szepnął i urwał. Dosłownie szczęka mu opadła. może zrobisz coś z tymi? — Milan ponownie uniósł broń i puścił przycisk bezpiecznika. skupiona na przestrzeni między mknącą energią a moimi oczami. Kuliliśmy się. wypełniający plac łuną szkarłatnego światła. Pociski obracały się i obracały. Cofnął się pod ścianę. że mam wykonać szczególnie ryzykowny trik na deskolotce. Skręcał się. nadkruszoną cegłę. Rozsunęłam je. — Teraz. Zjawa. — Zaraz coś wypróbuję. wyrysowałam drugi łuk i pozwoliłam mu rozproszyć się na dole wielkiego ♥. Odchylenie pocisku na inny tor stało się nagle dziecinnie łatwe. ustawiłam w szeregu. który utworzyłam i kontrolowałam. Dokładnie w samym środku między czterema śladami pojawił się nowy czarny znak. To powinno jeszcze utrudnić mi zadanie. Karabin przełączony w tryb automatyczny bluzgał impulsami energii. Był to kanał. na których próbowałam się skupić. W wyniku eksplozji granitowa rzeźba rozsypała się na szare kawałeczki. zasłaniając głowy. czułam. — Przestań! — Nathan pochylił się. Tym razem utworzyłam z nich wirujący krąg.Strzelił. rozpraszając jego ogniwa z każdą mijającą chwilą.

— To jak triki na desce. Nikomu nic się nie stało. — Kim właściwie była Tetyda. Powiedziałabym nawet. zginęłabym od razu. jakbym jednym susem mogła przeskoczyć pół świata. Przyszło mi do głowy. — A więc bierzmy się do roboty! — Czułam się. Pokręciła głową. Rozsadzała mnie energia. — Kim ty naprawdę jesteś. Razem na pewno ją zniszczymy. — Z takimi zdolnościami mogłabyś zabić królową bez niczyjej pomocy. a nie oddalała się ode mnie. — W każdym razie jesteś jedną z nas i obojętnie skąd masz taki talent. Nigdy wcześniej nie widziałam u niego takiej miny: wyrażała szacunek. po prostu wymiatasz. — To niewiarygodne. Może niepotrzebnie cieszyłam się tak bardzo ze swoich zdolności? Może postanowił mnie odstrzelić po zabiciu Czarnej Królowej? — Nie wiem. Zjawo? Tetydą? Michelotto naciskał. to zupełnie co innego. Michelotto zbliżył się do nas spokojnym krokiem. bo chciałam. . — Nie. żeby podzielała moją radość. jesteś naprawdę wyjątkowa. — Milan wyłączył karabin i walnął mnie w ramię. że gdyby uważał mnie za wroga. że niemożliwe — odezwała się Athena niepewnym głosem. jesteś dziwną istotą. Miałam ochotę śpiewać z radości. Czarna przestrzeń w moich wspomnieniach rozprzestrzeniała się i zabarwiała wszystko sepią.— O. Widocznie zrobiłam niewyraźną minę. Spójrzmy prawdzie w oczy: Zjawo. ale ja odsunęłam się od niego. sorry! — zawołałam i podleciałam do nich na desce. ani rozum. — Wszyscy żyją? — Powoli się prostowali. Potrafiłam kontrolować impulsy wystrzelone z karabinu! Do czego jeszcze byłam zdolna? — Zjawa. o której wspomniał w czasie naszej poprzedniej rozmowy? Zaginionym RAL-em? Czy byłam Tetydą? Na to pytanie nie chciało mi dać odpowiedzi ani serce. bo Nathan zaraz mnie przytulił. Nagle przeszły mnie dreszcze. Uśmiechnęłam się do niej przyjacielsko.

przed którą musimy się mieć na baczności. Cindella i jej ludzie lubią atakować wczesną porą. jeśli nie chcemy popełnić taktycznej pomyłki. Zawsze się zjawia. — Jeszcze jeden atak. Wpatrujemy się w niego w milczeniu. a na nim oblicze wielkiego wezyra. kiedy na ulicach panuje mniejszy ruch. co wskazuje. czym nie ułatwiamy mu sprawy. w której siedzimy. praktycznie bez patrzenia w lustro. Puchar zawiera jedynie gorzki osad i tylko to zostało nam do wypicia. — Nie lękaj się. Chrząka. . Wynika to z jej osobliwej troski o zwykłych mieszkańców Sagi. Cindella. Grobowa mina zwiastuje kolejne złe wiadomości. Niczego tak bardzo nie pragnę. pieczołowicie dobierając każdy element odzienia. — Przerywa. zatem musimy na nowo podjąć walkę. — Plac Królewski. Na szczęście samochód już czeka i chwilę później ciepłe powietrze wypełnia odgrodzoną przestrzeń. kiedy chłodny letarg przygnębionego umysłu nie zabijał w Nas entuzjazmu dla czegoś. I ona tam będzie. Ale wmawiamy sobie. Słońce dopiero wychodzi zza widnokręgu. ale musimy pohamować się w gniewie i odłożyć na bok dumę. Porażka to straszne słowo i jeszcze straszniejsze doświadczenie. jak bardzo w ostatnim czasie roztkliwiamy się nad sobą. — Mów. — Wasza Wysokość? Zapala się ekran. Jedyną osobą. Był czas. Wasza Wysokość? — Kierowca patrzy w lusterko. szary poranek. To chłodny. Tego ranka tylko wiążemy buty i stajemy prosto. co obecnie wydaje się błahostką. że nie jest równoznaczna ze śmiercią. wstrząsają Nami lekkie dreszcze. — Wasza Wysokość zamierza udać się na plac Królewski? — Waha się. — Niech szofer czeka na Nas przed Blokiem 2. Nie ustrzegłyśmy się błędów. jakże bolesnych! Krążą stale w Naszych myślach. Zataczają jałowe i bezproduktywne koła. jak spotkać go i zemścić się za wszystkie upokorzenia. Środek przestaje się trzymać. należy dziś do przeszłości. zażenowany. jest Michelotto.26 Upokorzenie Nasz świat w rozpadzie. w jaki zwykłyśmy się ubierać. Ów szczególny sposób. przyjemny w dotyku. Chociaż mamy na sobie futrzany płaszcz. wyraźnie zaniepokojony. — Są przed budynkiem Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. — O co chodzi? — O bezpieczeństwo. Nic nie doprowadza Nas do takiej furii jak jej bezczelność. Dziwna jest ta ludzka empatia.

Kłębi się wokół Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego: szarej wieży najeżonej antenami satelitarnymi. ponad którą wybijają się pojedyncze okrzyki albo nawet śmiechy. którzy wcześniej zginęli. niestety. powinien raczej wziąć na cel oficerów ludzkiej armii. Kiedy stąpamy wśród zwałów poskręcanego żelastwa i poduczonego szkła. Przystajemy w cieniu sklepienia. nad którym wznosi się Królewskie Kolegium Chirurgów. niezauważenie obchodzimy plac. Minęło sporo czasu. ich ciała nieruchomieją i po chwili znikają.Kiwamy głową. że oni umarli. Kiedy autopsja dowiodła. póki nie ochłoniemy. bo jesteśmy zepchnięte do obrony. podsycających płomienie. Wielu atakujących umiera. trzymający się z daleka od broni laserowej i świetlistych impulsów energii? Inne grupy zachowują się groźnie: rozdają butelki z łatwopalną cieczą tym. Ten dzień jednak. tworzą niezwykły widok. Niektórzy tylko śledzą rozwój wydarzeń. Podchodzimy bliżej. żeby ktoś przypadkiem Nas nie postrzelił z broni energetycznej. zgromadzonych na dużym placu. Może nawet reinkarnacje tych. lecz zaciekawieni mieszkańcy Sagi. że zginęła przed uderzeniem o ziemię. Jednak zjawiają się nowi. podobnie jak skomplikowany system . prowadząca do placu Królewskiego. Główny tłum zebrał się po drugiej stronie placu. Odbijamy kilka impulsów w stronę najbliższych awatarów istot ludzkich i zabijamy ich na pewien czas. odkąd po raz ostatni przechadzałyśmy się tędy. Na razie mogą się cieszyć. a my żyjemy. Zaparkuj tu i poczekaj na Nas. zachowujemy szczególną czujność. Poranek jest pochmurny. który udusił królową Vidonię. nie jest dniem słodkich wspomnień. Droga Przywódców. Może lepiej wybrać się od razu do sali interfejsowej i odciąć dostęp do Sagi istotom ludzkim? Kusząca myśl. kiedy patrzymy na zdewastowane biura i rozrzucone dokumenty. To najbardziej frustrujące. Nie musimy też rezygnować z majestatycznego kroku na rzecz czegoś. Boli Nas. zamiast wypędzać tłum spod wieży. nadal są Nam potrzebni — dopóki nie przeprogramują Sagi. przebiega pod sklepionym przejściem. przy którym wznoszą się pomniki wszystkich poprzednich Czarnych Królowych i Królów. co w przypadku zwykłego człowieka można by nazwać skradaniem się. został pośmiertnie uhonorowany królewskimi godnościami i pomnikiem na placu. hałasują jak rozbawione dzieci na boisku szkolnym. żeby je przepuścić i zaraz ponownie zwierają szeregi. lecz upadek społeczności ludzkiej na Ziemi czegoś Nas nauczył. Plac Królewski. Po placu przesuwa się kolumna królewskich wozów opancerzonych. Ktokolwiek stara się przywrócić porządek. wspominając ich i ciesząc się z faktu. nasłuchując. palą się meble. Obiega go pasaż. więc korzystając z półmroku. Monitory komputerów leżą wyrwane ze swoich stanowisk. Setki ludzi beztrosko szafujących swoim życiem. świetne miejsce na miłą pogawędkę. Słychać ogólną wrzawę. Znów dusi Nas wściekłość i nie możemy iść dalej. które migoczą za szczątkami rozbitych okien i drzwi. tłumy rozstępują się. — Nie jedź dalej. Niektórzy byli władcami bardzo krótko — szczególnie król Radford. Zresztą na całym placu widać grupy ludzi. gdy razem spadali na spotkanie śmierci z Marmurowej Wieży. Tysiące buntowniczych istot ludzkich. Gromadzone przez setki lat akta kryminalne ulegają zniszczeniu. Chociaż nimi gardzimy. którzy mijają ich śpiesznym krokiem. może nie są to istoty ludzkie.

lecz w końcu osiągniemy zamierzony cel. .przyznawania wynagrodzeń pracownikom służb wojskowych i policyjnych. Wiwatują z głębokim uczuciem ulgi i radości. — Dobrze. Przyśpieszamy kroku. które tylko na to czekały. przestańcie! — krzyczy i ci. tylko wiejcie. lecz widok przelatującej królowej nie trafia się codziennie. — Wygraliście — mówimy bez ogródek. Na szczęście możemy unieść się w przestrzeni. policzymy się z nimi w inny sposób. Na piątym piętrze wrze walka. że rozważamy różne opcje. co im wpadnie pod rękę. Windy oczywiście nie działają. Ta optymistyczna myśl pozwala Nam rozmawiać ze względnym spokojem. Bolałoby bardziej. wiedząc że wkrótce budynek zamieni się w ruinę. — Następnym razem. którzy są najbliżej. — Przestańcie niszczyć budynki i infrastrukturę. Jest to tak upokarzające. Jest tu również Cindella — dobrze. kiedy tego pokolenia dawno już nie będzie. gdybyśmy już wcześniej nie pogodziły się z tym rozstrzygnięciem. po upływie setek lat. — D. żeby przestali hałasować. Cindella stoi z rękami na biodrach i napawa się Naszym trudnym położeniem. — Dajcie mu przejść. póki rozmawiamy? Przychodzimy z propozycją. nie dowierzają jeszcze. śmieją się. Operacja będzie wymagała olbrzymich nakładów finansowych i surowcowych. — Zostawcie Nas. wokół której wiją się schody. Wyobrażamy sobie. — To właśnie ona was zatruła i teraz chce coś powiedzieć. a wtedy staną się naszymi zakładnikami. ignorując feerię wyładowań energetycznych na jej denerwująco pięknym ciele. Są wystraszeni. E. Większość istot ludzkich ukrywa się na schodach i czeka. wpadają do biur i demolują wszystko. Niektórzy przystają i gapią się ordynarnie. Ocieramy się o rozochoconych ludzi z żelaznymi prętami. Krąg ciszy rozszerza się. Istoty ludzkie. jak by zareagowała. Uciekają w popłochu. na kolanach błagałaby o litość. przestają niszczyć prętami Nasze mienie. — Naprawimy skutki uzależnienia. Na orbicie planety umieścimy satelity z pociskami nuklearnymi. nim pożar się rozprzestrzeni i uwięzi was tutaj! Wymachuje rapierem i odcina guziki z mundurów gwardzistów. jesteś tu? — Tutaj. w miarę jak schodzą się do nas zaciekawieni ludzie. — Wysoki mężczyzna na tyłach tłumu podnosi rękę. jeśli tak zdecydujecie. gdybyśmy zaczęły nieodwracalnie niszczyć mózgi istot ludzkich i tym sposobem je zabijać. którzy dewastują wszystko.. że wkrótce zakończy się ich niedola. Zamiast uśmiechać się ironicznie. Powiedzmy. — Cindella rozgląda się wkoło. rzucają się w głąb korytarza. dobrze? — Odsuwając się na bok. że walka. a bezzwłocznie uwolnimy was od uzależnienia Będziecie mogli opuścić Sagę nawet na zawsze. w dodatku zmusi Nas do spędzania mnóstwa czasu w ich uniwersum. — Czy nie mogłabyś ich poprosić. ale jeszcze bardziej przeraża ich Nasz widok. mimo że nie wpuścimy ich do Sagi. Idzie korytarzem. — Hej tam. gawędzą z sąsiadami. — To Czarna Królowa — wyjaśnia. — Nie strzelajcie już tyle.

Nie brali pod uwagę. jakbyśmy macały palcami jej umysł. ale wasi potomkowie w przyszłości gorzko pożałują! — Gratulacje. Ta jego naiwność jest tak rozbrajająca i niewątpliwie autentyczna. wczuwając się w tę istotę ludzką. Patrzy Nam w oczy. że ten inteligentny przeciwnik należy do męskiej połowy ludzkości. To mógłby być początek nowej. Ona — czy raczej on — kieruje na Nas wzrok. — Jakieś dziesięć minut. że przez chwilę Nas mdli. że jesteś w stanie dotrzymać obietnicy. Mieszkańcy obu światów mogliby się nawet zaprzyjaźnić. Skorzystalibyśmy z waszych osiągnięć naukowych. teraz gdy przestałaś nam szkodzić. Ta czynność wciąż Nas przyprawia o rozkoszny dreszczyk — nawet w tych okolicznościach. a sami dalibyśmy wam dużo w dziedzinie sztuki i rozrywki. Pozostali milkną. Pod tym względem będziesz wyjątkiem. — Gotowe — oznajmiamy.— Zacznij więc teraz. — Wy naprawdę żyjecie w fantastycznym świecie. Zamykamy oczy. który bucha z dołu. czy będzie w tym coś niestosownego. póki możecie. nie pożył zbyt długo. . Chcemy mieć pewność. — Skoro wasze warunki zostały przyjęte. Wygraliśmy! — Wygraliśmy! Koniec ataków! Wygraliśmy! Unosimy wargę w szyderczym grymasie. — Nie bądź zgryźliwa. prędzej umrze ze starości — oby jak najprędzej! — niż się tego doczeka. a ten. Mówię do wszystkich. — Odłączę się i pójdę do twojego domu. — Mało kto z nami wygrał. że będziemy podzielać jego szczęście i radość. wycofujemy się! Powtórzcie to innym. Erik. Cieszcie się. I to ma być przeciwnik? Jakim cudem wygrał z Nami ktoś tak mało obyty z politycznymi realiami? W każdym razie konflikt z istotami ludzkimi został zakończony i możemy się zająć innymi problemami. którzy zginęli i nie pojawili się po raz drugi. Nie mówiąc już o samej przyjemności kontaktowania się z obcym światem. Wnikamy głębiej. jeśli poprosimy o zaprzestanie ataków. — Jak długo mamy czekać? — Oglądamy się z obawą na schody. Po tym spacerku będę wszystko wiedział. wspaniałej epoki dla jednych i drugich. Jeśli oczekuje. Nie wiedzieć czemu jesteśmy rozczarowane. a nawet pomoc w gaszeniu pożarów? — Nie mamy nic przeciwko. — Dobry pomysł. że ich cierpienia mogą być nieodwracalne. komu się udało. Z przyjemnością skoncentrujemy się na tych. Nasze oczy pałają zażartą nienawiścią. Erik to męskie imię. — Kierujemy uwagę z powrotem na Erika. gdzie gęstnieje dym.

że temat został wyczerpany. Wydaje się. zanim wróci. Gdybyśmy dysponowali taką technologią. zaludniającej dwa światy. gdzie tak Nas upokorzono. Zgoda? — Tak. — Ależ oczywiście. Jest całkiem zdrowy. Znów przerywa. — Wzrusza ramionami. Moi ludzie będą gotowi do dalszych akcji takich jak ta. — Bardzo się ucieszą. Jest już D.Zapewne Nasze uczucia nie uzewnętrzniają się w sposób jasny. Wstrzymamy się od ataków. — Nie chciałbym wyjść na niewdzięcznika. — Czekaj. ucieszą się. Ależ oczywiście. które się w tobie kłębią. — Świetnie. że można ci ufać. dopóki wszystkich nie wyleczysz. a nie myśli. też odejdę. — Ciekawe. aż do chwili gdy skontaktuje się z wami Nasz satelita. życie stałoby się łatwiejsze. co się dzieje. — Posłuchaj uważnie Nas. . jeśli darujesz im przestępstwa.. Ta grupa moich przyjaciół. które funkcjonują też w naszym świecie? Prawdziwe deskolotki i autoloty. Zaraz wracam. że rozumiemy. które za dziesięć tysięcy lat będziemy założycielkami nieśmiertelnej dynastii. Patrzy na Nas. Miałybyśmy się przejmować losem odległej garstki zacofanych istot ludzkich? My. Możesz to zrobić? Udaje Nam się przywołać uśmiech na usta. jeśli naprawdę tego chcesz. Czas uleczy tę ranę. Pociesza Nas myśl o głowicach nuklearnych. a Nasze myśli sięgają w nieskończoność. Nieruchomieje i po chwili już jej nie ma. ponieważ ciągnie swój wywód entuzjastycznym tonem. dziękuję. Ale czy na pewno chcesz. E. — Przepraszam. że to rozumiesz. Kiedy wszystko zostanie załatwione. żeby mogli wrócić do domu. Jemu w głowie dźwiganie worków ze zbożem. czy technologia antygrawitacji jest wyłączną cechą gry. że ogień powoli gaśnie. więc ze wzgardliwym prychnięciem oddalamy się z miejsca. Mamy czas ogarnąć myślą zabezpieczenia budynku i. zwycięzcy wyścigu autolotów. łącznie z tobą. Oto warunki: istoty ludzkie wyleczone z uzależnienia opuszczą Sagę i nie powrócą tu bez Naszej zgody. muszę lecieć. A twoi poddani nie będą chcieli wiedzieć. żebyśmy się wszyscy wynieśli? Spotkanie naszych światów to ogromna szansa. I to lepiej niż on. cechą Sagi? A może opiera się na prawach fizyki. jeszcze jedna sprawa. Zachowujemy łagodny wyraz twarzy. czy treść mojego wystąpienia była prawdziwa? — Każdy zostanie wyleczony Potem wszyscy stąd odejdziecie. Mam nadzieję. a My ponownie patrzymy na niego z nienawiścią. ile na farmie trzeba się nadźwigać. upewnić się. — Waha się. ale jakoś nie udowodniłaś.. pomyśleć tylko! Nie masz pojęcia.

— Powiadomisz Radę Najwyższą. Wkrótce.27 Zemsta najlepiej smakuje na ciepło Cieszy Nas cierpliwa. Systematycznie przywracamy do normalności procesy w mózgach istot ludzkich. Krążą pogłoski. Wasza Wysokość? — odpowiada błyskawicznie na Nasze wezwanie. Były ich setki tysięcy. To wszystko? — To wszystko. Czy koniecznie trzeba zareagować na to wstrząsające wystąpienie Cindelli? Tak. tej trudnej do poskromienia infekcji. Teraz proch jest wysypany. tym razem na trwalszym podkładzie. za kilka dni. — Wielki wezyrze. konsekwentna praca. gdy za sto lat znów się z nimi spotkamy. a lont zgaszony. kiedy przyjdzie czas na końcowy rozrachunek. żeby zbadać tę sprawę. Z ulgą pozbędziemy się Cindelli. co utwierdza Nas w poczuciu władzy Są też miłe wspomnienia. Człowiek w wieku dwóch tysięcy lat zna już wartość długofalowego planowania. że na najbliższym posiedzeniu wygłosimy przemówienie. Szkoda. Miasto siedziało na beczce prochu. Następne w kolejności priorytety to stłumienie strajków i wyeliminowanie z gry Michelotta. Na miejsce pracy wybrałyśmy bezpieczne wnętrze starej. — Tak. poczciwej sali audiencyjnej. Uporanie się z pozostałą częścią uzależnionej ludzkości nie wymaga od Nas pełnej koncentracji. lecz czuć już przestrzeń powstałą na skutek nieobecności tych. W tym przypadku będziemy musiały jednak wyładować złość na przyszłych pokoleniach gatunku ludzkiego. że istota ludzka. Być może znajdzie sobie partnerkę i pozostawi potomstwo. trzeba. od dawna będzie spoczywała w grobie. które błąkają się tu jak stłumione echa krzyków. Notujemy w pamięci. . która w każdej chwili mogła eksplodować. Jest bowiem coś takiego w masywnym dębowym stole i luksusowych dekoracjach. który tak ciężko Nas obraził. nawet jeśli marnujemy wcześniejszy wysiłek. W rzeczywistości zemsta najlepiej smakuje na ciepło. Ten krok ma głębokie uzasadnienie. Odchylamy się na drewniane oparcie pięknie rzeźbionego krzesła. Nareszcie jej magia przestanie zatruwać Nam życie. zakończymy pracę: nici zostaną wyprute i będzie można szyć nowymi. która stworzyła tego awatara. Oczywiście przerwiemy połączenie z Nową Ziemią — do chwili gdy przybędzie Nasz drugi satelita. które musimy ukrócić. których dotknęłyśmy. choć wolałybyśmy policzyć się z osobnikiem. Są to cele możliwe do zrealizowania w przypadku braku ingerencji ze strony istot ludzkich. które wypadają z Sagi niczym ziarenka piasku z odwróconej klepsydry. Wasza Wysokość. — Jak sobie życzysz.

widziałam w szybie odbicie bladej twarzy Nathana. że opuszczają nas ludzie? Oczywiście rozumiałam ich doskonale. przerwie połączenie między naszymi światami. że była ze mną szczera. ale na razie wszystko w rękach Czarnej Królowej. które mogliście popełnić. co na burzę szalejącą za oknem. Może w przyszłości znowu się spotkamy? Mamy taką nadzieję. Wolałbym nie mieszać się do waszej polityki. — Przeczytaj jeszcze raz. wszyscy odeszli. ale nie łudźcie się. Miałem wrażenie. — Jak Czarna Królowa przerywa połączenie z nimi? Co to za mechanizm. mogła zakazać im wstępu do Sagi. mam następującą wiadomość: Czarna Królowa zgodziła się darować wam przestępstwa. Czarna Królowa wyleczyła z uzależnienia istoty ludzkie mieszkające na Nowej Ziemi. kiedy prowadziłam ludzi Cindelli do siedziby Newscast 1. Trzymajcie się. może w postaci wiązek światła lub strumienia elektronów. Atheny. Nigdy nie lękałam się samotności. — Nie mam pojęcia. władowaliśmy się do apartamentu na najwyższym piętrze Hotelu Sędziowskiego. Pozdrawiam serdecznie. Athena leżała na iście królewskim łożu z brodą podpartą na rękach i tyle samo patrzyła na ekran. na nikim się nie zawiedziesz. Ostatni post na forum Kontry zamieściła Cindella. która rozpętała się nad Miastem. że nie możemy się wzajemnie kontaktować i dzielić wiedzą. — Do mieszkańców Sagi. Poinformowała nas. że wydawało się. na dworze było ciemno. Choć brakowało jeszcze trochę do zachodu słońca. — Jak ona to robi? — odezwał się Nathan. A więc dlaczego czułam się zdradzona? Znowu byliśmy zdani na własne siły. Jak odbierałam to. Dla moich osobistych przyjaciół. Mieli swoje życie. a gdzieniegdzie wśród czarnych chmur pojawiały się błyski żółtawego i fioletowego światła. Nathana i Milana. — Zgadza się. I nie robili tego na własne życzenie. podobnie jak ja. Na płaszczyźnie osobistej narodziła się przyjaźń między nami. Dopóki Czarna Królowa kontrolowała połączenie z Nową Ziemią. że gdy ostatni mieszkaniec Nowej Ziemi opuści Sagę. W dole jarzyły się nitki ulicznych latarni. Może to i lepiej? Na nikim nie polegasz. Oczywiście zgodziliśmy się. co? Choć maksymalnie przyciemniliśmy światło w pokoju. przez co mówił trochę niewyraźnie. Naprawdę szkoda. że kłamie.28 Migoczące światełko Żeby jak najbardziej wczuć się w burzę. a nawet czegoś tak . przyjaciele. jakby fale wody zalewały okna. Ogólnie zaś jesteśmy zafascynowani światem. ale to ciekawe pytanie. który pozwala jej kontaktować się z ich światem? — Nath spojrzał na Athenę. W jakiś sposób są w stanie skontaktować się z nami. mimo że wielu z nas z żalem żegnało wasz świat. Deszcz był tak intensywny. który istnieje tak blisko naszego. Cindella. Zrobiła to pod warunkiem opuszczenia przez nas Sagi. Zjawy. — Kto? Co? — Milan rozprawiał się z miską owoców. ale z przyjemnością brałam udział w wielkim społecznym wydarzeniu.

migoczącym światełkiem w nocy. to go zapytam. — Wyciągnęłam pager z kieszeni spodni i przyjrzałam mu się uważnie. Nath? — Ano racja. Wyciągnęłam dekoder i ułożyłam wiadomość do pagera. Musi jakoś działać w ich świecie. że królowa potrafi przerwać taki strumień. Plac Gilgamesza. Chwilę później zabuczał w odpowiedzi. żebyśmy mieli jej nie sprzątnąć. tak bardzo oddalonym od innych źródeł ciepła? . kiedy przejdzie burza. Bolesna świadomość straty przestała mnie dręczyć. — Mam lepszy pomysł.odjechanego jak oddziaływania magnetyczne. Po tym ustaleniu skupiliśmy się ponownie na burzy. jeśli nie małym. — Spotkajmy się z nim. Inaczej nic by nie wskórała. — Milan wypluł pestkę na dywan. Cindella dała nam wyraźnie do zrozumienia. kiedy wpatrywałam się w mrok poprzez potoki zimnej wody. — Ważne jest. — Może Michelotto wie więcej? Chcecie. Istoty ludzkie się wyniosły. więc nie widzę powodu. Mogliby swobodnie przychodzić i odchodzić. — Spotka się z nami. jak ostatnio. Racja. że nie mamy co liczyć na ułaskawienie. Właściwie to kim byliśmy. To właściwie bez znaczenia — rozmyślała na głos.

Mało który budynek miał więcej niż dwie kondygnacje. Tutejsza architektura też się znacznie różniła od tętniącego życiem śródmieścia. biblioteki i centra rozrywkowe członkom uprzywilejowanych gildii i posiadaczom prestiżowych kart. drewnianymi płotkami. Ale zabrał tylko mnie. Domy budowano na prostokątnych. stworzonej na Ziemi przez istoty ludzkie. czy nadążam. choć szerokie schody prowadziły do zaskakująco wąskich drzwi. przykrytym miedzianą kopułą. który służył królowej do kontrolowania łączności ze światem Erika. Przede mną Michelotto jechał spokojnie i cicho. ozdobionych sędziwymi. Po czterogodzinnej jeździe znaleźliśmy się pod olbrzymim. — Nie miałam pojęcia. patrzeć na coraz rzadsze ślady zamieszkania i wreszcie znaleźć się w ciemnościach wśród opuszczonych ulic. wprawiało w przygnębienie. pozostali będą nam tylko zawadzać. bo wyjaśnił cierpliwie: — Saga działa na fizycznej platformie komputerowej. Czułam się zdezorientowana. Michelotto zatrzymał motolot i poczekał na mnie. Dba o stabilność Sagi. kamiennym budynkiem. — Wygląda niewinnie. gdzie dołuje cię sama myśl o nieskończonych szeregach pustych zabudowań. mijać kolejne przecznice. na którym uruchomiono Sagę. .29 Smak zwycięstwa Zawsze miałam wrażenie. że jeśli nam się poszczęści i natkniemy się na królową. co wynikało chyba z przyzwyczajenia do niemilknącego hałasu zatłoczonych ulic. skruszałymi kolumnami. — Do dziś czasami tu przychodzi. przyglądając się sąsiednim zabudowaniom. Znał odpowiedź na nasze pytanie i zgodził się pokazać mi budynek. w odludnej okolicy znów zaległa cisza. Nawet tutaj. ale nasz świat uległby natychmiastowej zagładzie. Uważał. która z wiekiem uzyskała ciemnozielony odcień. mijając puste domy. Od czasu do czasu sprawdzał w lusterkach. Nie wiem. co? — No. — Michelotto zsiadł z motolotu i potoczył wzrokiem dokoła. gdzie nie docierały druty elektryczne i gdzie nie było łatwo jeździć na desce. kiedyś służyły jako łaźnie. trawiastych działkach. że nasze istnienie wisi na włosku. Dlatego najważniejszym obowiązkiem króla lub królowej jest przenoszenie się do ludzkiego uniwersum i dbanie o bezawaryjną pracę urządzeń. białym. drogi ciągnęły się jeszcze kilometrami. naśladujące romantyczny styl ozdobami w postaci niepotrzebnych kolumienek i płaskorzeźb. Wyższe były jedynie budynki użyteczności publicznej. Obecnie niezagospodarowane. W przypadku konfrontacji musielibyśmy ich osłaniać. — W tym budynku mieści się portal łączący nasz świat ze światem istot ludzkich. Gdy umilkło delikatne buczenie deskolotki. Wyraziłam więc zgodę i zostawiłam ich w naszej ostatniej kryjówce: w starym domu na ulicy Amiens. jak naprawdę ona wygląda. rozdzielonych niskimi. że stara część Miasta nie ma końca — że można wędrować cały dzień. — Budynek przypominał dawne biblioteki. Zapuszczanie się w rejony. gdyby trzęsienia ziemi lub inne kataklizmy zniszczyły sprzęt. — Musiałam zrobić zdziwioną minę.

To ciekawe wyzwanie. którym sygnał alarmowy płynął z czujników do śródmieścia. Przyglądał mi się z niepewną miną. zaintrygowana. Potrzebowałam mniej niż stu prób i dziesięciu minut. że gdy słuchałam jego słów. które zdrętwiały podczas długiego. Dawni władcy zbudowali rezerwowe źródło energii dla Sagi. dlatego czasem tu przychodzi. Wsunęłam w otwór swoją najlepszą kartę. niebieską — powolutku. — Nie martw się. — Serio? — Podbiegłam do drzwi. żeby czytnik przeskanował oczy. i wczułam się w otoczenie. nawet gdybyśmy przestali korzystać z portalu. żeby nie uruchomić alarmu. Przy futrynie znajdował się standardowy. wyostrzając percepcję. unosząc wysoko ramiona częściowo po to. żeby nie uruchomić alarmu. Kiedy karta znajdowała się w czytniku. aż świat zwolni. dodało mi pewności siebie i przyśpieszyło myślenie. Z wewnętrznej kieszeni bluzy wyciągnęłam narzędzia i podeszłam do miejsca. — Popatrzył na mnie uważnie. Nie mogę się tam dostać. gdzie wzdłuż kolumny biegł kabel. dzięki czemu nie zareagowałyby nawet na słonia szturmującego drzwi. nieprzerwanego lotu na desce. Nadawały się jak każde inne. Inaczej byłoby za łatwo. Kiedy nawiązałam łączność z procesorem sterującym i wyłączyłam alarm o błędzie. gdy zaczynałam szukać właściwego wzoru. Procesor stwierdził stuprocentową zgodność. To pasowałoby do jej charakteru. co mi powiedziano. co jest w środku? — Nie. a drzwi otworzyły się z sykiem. lecz przestarzały czytnik kart i tęczówki oka. poczekałam. — Wiesz. Jednak w tym przypadku lampka natychmiast błysnęła. ale również dlatego. Wyciągnęłam kartę i prysnęłam na nią sprayem. Nie spotkałam jeszcze zamka. Miał rację: wysoko na ścianach zainstalowano czujniki ruchu. poczułam się niepewnie. żeby przynieść ulgę mięśniom. pochyliłam się. który by mi się oparł. wynika. Ze środka wionęło chłodem. Czyżby z troską? A może tylko mnie badał? — Z tego. Uśmiechnęłam się z dumą do Michelotta. które królowa wypowiedziała w mojej obecności. skierowane na wejście. . Zrobiłam delikatne wcięcie i przestawiłam tolerancję w czujnikach. żeby czytnik przyjął kartę. na którym mogłam się skoncentrować. więc metodą prób i błędów mogłam uzyskać odpowiedni wzór. Mrugnęłam powiekami. opuścił mnie całkowicie. Niepokój. który wcześniej mącił mi umysł. Ze słów. planeta Ziemia powinna wytrzymać w dobrym stanie jeszcze dwa miliardy lat. Kiedy zbliżyłam się do budynku. Różne myśli chodziły mi po głowie. — Ale chyba trzeba monitorować urządzenia? — Tak. Ona układa plany na bardzo daleką przyszłość.— Przeciągnęłam się. — Uważaj. dało się kształtować mikroskopijną warstwę polimeru. Karta oczywiście została odrzucona. żeby nic się nam nie stało przez tysiące lat. Przyszła kolej na czytnik siatkówki oka. że zapewniła nam byt na ponad sto tysięcy lat. uderzając lekko w buteleczkę z plastycznym polimerem przewodzącym.

kiedy wchodziłam do korytarza. ale te potrzebują karty. tym razem srebrzysty panel modułu rozpoznawania głosu. . Karta klucza niewątpliwie składała się z wielu warstw o różnej przewodności. Kucnęłam i wsunęłam do środka mikrowłókna. Wyglądał upiornie. gdzie nas zamknęła policja. Mieliśmy przed sobą krótki korytarz zakończony drzwiami. Na pewno obawiał się. że przynajmniej rozszyfrowałam zasadę działania. — Po pierwsze. — To dużo nowsze zabezpieczenie. Michelotto nic nie powiedział. miał jakiś związek z moją wymazaną pamięcią i utraconym dzieciństwem. — Rzucił mi portfel pełen kart we wszystkich kolorach tęczy. albo czekasz tu. Michelotto z pochmurną miną spojrzał na swój motolot z wysokości schodów. aż wrócę — ostrzegłam. — Konsumuj więcej. że system akceptował moją osobę. — Albo idziesz ze mną. kolejny czytnik kart. Drzwi się otworzyły. które mi przyszło do głowy. usiadłam z podwiniętymi nogami i zastanowiłam się. Stanęłam przed panelem modułu rozpoznawania głosu. Chociaż chciałam jak najprędzej wejść do środka i dowiedzieć się. że jedne lub drugie drzwi muszą być zamknięte. — Jakim cudem procesor przyjął mój wzór siatkówki? — A przyjął? — Wszedł po schodach i spojrzał na czytnik. Zajrzał do środka. czemu systemy alarmowe akceptują moją siatkówkę. żeby obejrzeć mechanizm. — Tak jakby poprzednie drzwi mnie przepuściły. Był skomplikowany. — Spróbuj. Miałam tu nie lada pole do popisu. Czytnik zaprojektowano do pomiaru drobnych zmian natężenia prądu elektrycznego na powierzchni karty. przy których na ścianie znajdował się następny czytnik. na suficie zapaliła się jarzeniówka oświetlająca wnętrze bursztynowym blaskiem. nawet jeśli to. Budynek wydawał mi się dziwnie znajomy. potwierdzało jego wcześniejsze przypuszczenia. skórę i głos. Kolejna sekcja korytarza. lecz w końcu wszedł do korytarza i zamknął za sobą drzwi. jak rozgryźć zamek. Gdy tylko dotknęłam dłonią ekranu. — Te systemy mają to do siebie. Zadrżałam i poczułam na rękach gęsią skórkę. — Jakiś problem? — W pomarańczowej poświacie zmarszczki na twarzy Michelotta wydawały się głębsze i ciemniejsze niż zwykle. Stanęłam obok niego. Popatrzyliśmy na siebie i przeszliśmy do następnej krótkiej sekcji korytarza. Niech twoje życie ma sens.— Weszłaś! — zdumiał się Michelotto. ale ucieszyłam się. karta wchodziła do otworu znacznie ciaśniej. a potem na mnie. — Weź te. — Wypowiedziałam pierwsze zdanie. lecz wolał poczekać na zewnątrz. drzwi się rozsunęły. Zamierzam sklecić coś na poczekaniu. — Skinął ręką. że wpadnie w potrzask. Ledwie to zrobił. której nie mam. tym razem wyposażonej w czytnik dłoni — identyczny jak te przy celach w areszcie. Były nawet fioletowe i indygowe. które widziałam pierwszy raz w życiu.

do którego go włożono? — Tak. Oparł się o ścianę z nieprzeniknioną twarzą. mimo że oderwałam wzrok od kart i spojrzałam na niego pytająco. — Sam ją opracowałem. Patrzyłam na niego z powątpiewaniem. lecz nie odwróciłam wzroku. gdybym miała przy sobie Athenę. Portfel zawierał jeszcze trzy inne. na kim ci akurat zależy. więc trzymam go na wypadek.. Ona przynajmniej rozmawiałaby ze mną. Co ciekawe. — A ta czarna? — Nie domyślasz się? — Nie. — I co? — zapytał Michelotto. którą może się posługiwać tylko RAL. że nie mógł za tym nadążyć mój najczulszy wskaźnik. który zaraża procesor zamka i powoduje jego nieprawidłowe działanie. która wyglądała zwyczajnie. Szara zawierała olbrzymią ilość danych: informacje o statusie społecznym milionów ludzi. złotej. był tak twardy. ozdobione subtelniejszą gradacją odcieni. Ginąc. Czarna posiadała niezwykłą powierzchnię. Na trzeciej. — Jestem? — Tylko RAL potrafi wpływać na otoczenie tak jak ty. ale gdy przyjrzałam jej się mikroskopowo. Pokiwał głową. Pierwsza z nich była zupełnie czarna. Nie potrafię jej odczytać Na ustach Michelotta pojawił się rzadko widywany uśmiech. — Wilk to karta mimetyczna. gdyby zawiodły inne sposoby. — Tak sądzisz? — Przewiercał mnie twardym spojrzeniem. prawda? Czytnik pomyśli. gdy go dotknęłam. Zamiast zestalać płynną warstwę żywiczną za pomocą lasera. — A wąż niszczy czytnik. i zjadać moje narzędzia. Plastik. że włożył ją ten. z którego wykonano kartę fioletową. — Ale ja nie jestem RAL-em. Jesteś więc RAL-em. Nigdy nie słyszałam o takich. To karta nadrzędna. ale tylko software. Spróbuj. Wąż ma w sobie wirusa. w jakimś stopniu. Druga była szara z podobizną srebrnego wilka. Zabrałam się do kart ze swoimi narzędziami. Cały ten włam byłby dla mnie łatwiejszy. sprawdziłam palcami ich fakturę.. nic mi nie przychodzi do głowy. Tymczasem wąż zaczął się ruszać. były zdecydowanie bogatsze od niebieskich. .Wyciągnęłam je. że wydawał się w dotyku chłodną blachą. którymi popisałaś się przy odchylaniu impulsów broni energetycznej. przyjrzałam im się pod światło. RAL zmienia jej właściwości dzięki tym właśnie umiejętnościom. Wykorzystuje pewną odmianę stereolitografii. próbuje zmusić procesor do podania kodów wejściowych. widniała głowa szmaragdowego węża. Michelotto schylił się powoli i usiadł na ziemi. Ale nie zawsze mu się udaje. okazała się płynna jak rtęć — zmieniała się tak. Momentalnie je zabrałam.

Gdy znów się uśmiechnął. że RAL-e stworzono dwa tysiące lat temu. — Czy nie zechcesz sprzątnąć również mnie. Karta poddawała się moim pragnieniom. kiedy zabijemy Czarną Królową? Pokiwał głową. Uniósł brwi. który nadawał mu wygląd nieokreślony i groźny. wyjątkowa. żeby umocnić swoją władzę. Gdy podzielił się ze mną tajemnicą kart. Z gospodarczego punktu widzenia rozdanie wszystkim żółtych kart jest jak najbardziej realne i pożyteczne. ale pamiętaj o jednym: przez prawie dwa tysiące lat byłem sojusznikiem Czarnej Królowej. gdyby każdemu należały się dobra luksusowe. ale jak to pogodzić z moją przeszłością? Wzięłam czarną kartę i przyjrzałam jej się z bliska. że ma rację. Kiwnął głową. zaskoczony moim wybuchem. Przestałem nim być tylko dlatego. Czy byłam? Gdzieś w głębi serca wierzyłam. że jestem RAL-em. Może dlatego. — Zasługują na więcej. że w ogóle posługujesz się słowem „zasługiwać”. jakim jeden mistrz sztuki złodziejskiej darzy drugiego. że byłam RAL-em. Po raz pierwszy czułam. posiadałam nieprzeciętne zdolności złodziejskie. Teraz jego pogarda dla zwyczajnych ludzi napełniała mnie odrazą. kiedy już zaczynałam cię lubić? — Zrozumiałam. towary dla posiadaczy zielonych kart i lepszych. ale tak szczerze. — Łatwiej ci będzie z zamkniętymi oczami. że jestem inna. — To. Kiedy przejmę rządy. jaką oni najwidoczniej w nim budzili? W tym momencie brakowało mi przyjaciół. która zamarza w dowolnie wybranym kształcie. Albo w korytarzu było za ciasno. — Koniecznie musiałeś to mówić. — Będę musiał. odpowiedzialnych . Kiedy otworzyłam oczy. kiedy zginie Czarna Królowa? Przecież myślisz. zostanie jeszcze sporo do zrobienia: wypromowanie lojalnych gildii. ciarki mi przeszły po plecach. Michelotto wziął portfel i wstał. No wiesz. nie rozstając się jeszcze z czarną kartą. — Czy mogę ci ufać? — Też wstałam. albo zminimalizował efekt. Naprawdę poprawisz życie czerwonych. — Myślałam o swoich przyjaciołach i o Arniem. nie tylko w sensie wizualnym: jego twarz nie przypominała już maski. w szczególności Nathana i jego ciepła.— Mówiłeś. że jestem do niego podobna. — Powiedz mi coś. Faktycznie. Ale czemu kłopoczesz się takimi sprawami? Naprawdę martwisz się losem czerwonych? — Tak. jakbym maczała palce w tacce z wodą. Nie sprostalibyśmy zapotrzebowaniu jedynie wtedy. że oglądam prawdziwą postać Michelotta. Wyczuwałam ją. Dokuczała mi myśl. Czy z tego powodu miałam patrzeć na ludzi z pogardą. na co zasługują nie-RAL-e. Może nie jesteś RAL-em? Nie wierzę. nie? — Wskazałam na siebie. nie ma żadnego znaczenia. że zaczęła tracić kontakt z rzeczywistością. Michelotto patrzył prosto na mnie. — To prawda. od razu zyskał sobie mój szacunek. że RAL-e rywalizują ze sobą nawet za pomocą drastycznych środków.

— Jaki smak? — Smak zwycięstwa. Żebym wreszcie mógł odpocząć.. Przydałaby mi się twoja pomoc. żeby to się skończyło. Drzwi rozsunęły się przed nami z cichym szumem. z wyjątkiem jednego. — Kiedy zginie Czarna Królowa — zaczął z twarzą pogrążoną w bursztynowym cieniu — co wtedy zrobisz? Czego pragniesz? — Tak naprawdę niczego. — To co. A poza tym. Patrzyłem. Kiedy udowodniłam. ale później nie będę mu potrzebna. — Co byś zmieniła w świecie Sagi? To wymagało chwili zastanowienia. żeby wprowadzić zmiany. Fakt był taki. mnóstwem imprez. czego tu jeszcze chcieć? Czegoś istotniejszego niż bogactwo. dotyczące wszystkich. na jego wystraszonej twarzy czaiła się również groźba. Chcę ją zabić. tylko legalnie i non stop. — Może zbudowałabym olbrzymi skatepark ze scenami dla zespołów. wchodzimy? Jeśli sądził. znalazłabym lepszą odpowiedź. zwiększyć bądź zmniejszyć opory elektryczne na jej powierzchni. Ilekroć zaczynał wydawać się sympatyczny. Z pochmurną miną wetknęłam w otwór czarną kartę. wczułam się w nią. że instynkt ostrzegał mnie wyraźnie: nie ufaj mu. odpychał mnie swoim zimnym usposobieniem. Robiłabym to. co dzisiaj robi Kolektyw Anarchopunkowy. Tym razem uśmiechał się szczerze. barami otwartymi o każdej porze dnia i nocy. ale nie byłam przygotowana na takie pytanie. Na pewno nie chciałbym mieć w tobie wroga. . Czegoś. Posługiwał się mną w rywalizacji z królową. jak wszyscy moi rywale. — A co z tobą? Czego chcesz? — Czułam się dotknięta. — Pewnie chciałbym tego samego. I żeby poczuć ten smak — dodał po chwili. Wahałam się. gdybym miał szesnaście lat. których znałam.za sprawy administracyjne. co zwalczy poczucie wyobcowania. Wyczuwając moje rozterki. Wiedziałam. odwrócił się do mnie. wypadają z gry. że rozproszył moje wątpliwości. — Ponad dwa tysiące lat uczestniczę w tych rozgrywkach. Zamykając oczy. że potrafię kontrolować wystrzelony impuls energii. Rozdanie wszystkim żółtych kart byłoby wielkim krokiem na drodze do poprawy życia najuboższych mieszkańców Sagi.. że mając chwilę czasu. to się mylił. — Wskazał ręką drzwi.

— I co? — Michelotto spojrzał na mnie. zauważyliśmy. Z jakiegoś powodu miałam wrażenie. Wyciągnęłam zaciśniętą pięść i odliczyłam: — Raz. . — Co: i co? Nie wypróbujesz go? Skrzywił się i lekko pokręcił głową. nożyczki. pustej — z wyjątkiem łoża stojącego na środku. turkusowe światło jarzeniówek. że to będę właśnie ja. W gruncie rzeczy nie miałam nic przeciwko położeniu się na tym łóżku. przypominających śmigła. Przegrany kładzie się na łóżku — zażartowałam. że przeniknęłam przez powłokę elektronową gigantycznego atomu i patrzę na jego jądro. dwa.30 Między światami Wnętrze budynku było dla mnie szokiem. kamień. które jest portalem prowadzącym do innego świata. Może staromodne biurka i szafki wypełnione ważnymi dokumentami. która łączyła je z podłogą i chyba podtrzymywała nad łopatkami. posłuchaj: papier. Po prostu nie podobała mi się jego pewność. a potem na łoże. stwierdziłam. — Dobra. Ale ich nie było. trzy! Miał nożyczki. Kucnąwszy. szukając innych opcji. Z góry padało delikatne. Jądro. Zaskoczył mnie. Do łoża szło się po białej kładce. Zostało wykonane z tego samego białego tworzywa co podłoga w pomieszczeniu i obciągnięte miękkim materiałem. przykrytym kopułą wnętrzu nie było absolutnie nic innego. — Tak? Ja też. Wyczułam twardy. Na chwilę pochyliłam się. Kiedy zbliżyliśmy się do łoża. Zmierzyłam go podejrzliwym spojrzeniem. w którym utrwaliła się sylwetka leżącej na nim osoby. do dwóch zwycięstw. — W porządku. Przez chwilę jego spojrzenie wędrowało po pustym wnętrzu. Metalowy krąg miał około czterech metrów średnicy i znajdował się kilkanaście centymetrów pod poziomem podłogi. białej piłki. Echa kroków wolno ginęły w ogromnej przestrzeni. że między spodem łoża a metalową źrenicą faktycznie jest kilka centymetrów luzu. W ogromnym. Nie jestem pewna. ja — papier. zimny plastik. a może rzędy komputerów wykonujących sekretne zadania. żeby dotknąć podłogi. lecz twarz Michelotta wcale się nie rozpogodziła. co właściwie spodziewałam się zobaczyć. — Nie bardzo mam ochotę. że jest umieszczone nad kręgiem z lekko nachodzących na siebie srebrzystych łopatek. Tymczasem znaleźliśmy się w czymś na kształt wielkiej.

Skrzywiłam się na myśl. ale nie miałam głosu. A może mdłości brały się z panicznego strachu. — Michelotto wrócił do drzwi i stanął przy nich. czy usiąść i przyjrzeć jej się uważniej. Ani rąk i nóg. — Zaczekaj chwilę. Co na moim miejscu zrobiłaby Athena? Podeszłaby do sprawy na chłodno. więc czułam twardy plastik pod łokciami i głową. że ma mnie na każde skinienie — w tym momencie nie przeszkadzało mi to specjalnie. Chyba naprawdę wylądowałam na Ziemi. obrócił się cały świat. Tysiące kwadratowych lampek w krzyżujących się rzędach otaczały ekrany. szarpane bujnięcia. wzbudzała we mnie silne emocje. Pomieszczenie miało spore rozmiary. Podkładka przy mojej prawej dłoni była dziwnie sfałdowana. cień uśmiechu na ustach. Wylądowałam w pomieszczeniu. jakby wasza szyja obracała się swobodnie we wszystkich kierunkach. Pobyt w obcym. zapewne znalazłam się w uniwersum Erika. nieznanym ciele nie wytrąciłby jej z równowagi. Ściany były gołe i widniały w nich tylko cztery okrągłe wyjścia. Jednak w tym momencie pode mną zaszumiały łopatki i runęłam w czarną otchłań. Na pustym suficie zobaczyłam zakratowane okienko. Badając palcami tę nierówność.— Oszukałeś. mimowolne ruchy ciała? Rozwiązaniem problemu było znieruchomienie. Dwa kroki po kładce. Tym razem zwolniłam upływ czasu podczas odliczania. Świadomość. głównie na plecach. ruch palców. wykonując silne. Nie miałam powodu do obaw. Moje ciało zostało wykonane z ciemnego metalu w kształcie zbliżonym do kuli. na których wyświetlały się ruchome wykresy. — Oboje jesteśmy RAL-ami. Czy przeniosłam się do innego świata. Wśród kolorów zdecydowanie przeważał zielony. że mogę to zrobić i nie muszę się turlać. Toczyłam się bezładnie. — Teraz możesz startować. W pierwszej kolejności spróbowałam wyrównać pole widzenia w odniesieniu do podłogi. po jednym w każdej z nich. że pragnę zobaczyć Ziemię na własne oczy. I niech sobie uważa. Okazało się. Pianka była cienka. to tak. Każdy przeskok do następnego kadru dawał mi bogactwo informacji: napięcie mięśni. z wieloma wypustkami. Nic dziwnego. Za to podłoga przedstawiała sobą oszałamiający kalejdoskop barw. Kim byłam? Kiedy się poruszyłam. choć niektóre lampki były . że nie oddycham i że nie towarzyszą mi już swojskie. czy można dożyć dwóch tysięcy lat. zastanawiałam się. Wątpię. czy po prostu upadłam? Spróbowałam coś powiedzieć. Potrafiłam patrzeć w każdą stronę. Wzruszył ramionami. w którym ekrany komputerowe i migające lampki tworzyły na ziemi regularną siatkę. Michelotto zmarszczył czoło. że leżę w miejscu zajmowanym wiele razy przez Czarną Królową. Zdałam sobie sprawę. Tworzył kamień. że jestem o krok od zdobycia fundamentalnej wiedzy o świecie i być może o sobie. jeśli nie ma się we krwi ostrożności. Mdliło mnie od tego. Ani ust. potem łoże. Trudno było przywyknąć do pełnego 360— stopniowego kąta widzenia. Wokół mnie unosił się nikły zapach talku kosmetycznego. że zaczęłam od chaotycznego kołysania się. W ostatniej chwili pokazałam nożyczki.

Opcje remontu były skomplikowane. Zupełnie jakbym oglądała serwis informacyjny w stukrotnym przyśpieszeniu. Przemówiły do mnie. bursztynowe wymagały uwagi. — Fabryka elementów półprzewodnikowych 0AFB2 melduje. Jeden z wózków transportowych w pętli montażowej wykazywał oznaki zużycia. Do jednego z nich wsadziłam „palec”. Cofnęłam palec i znów znalazłam się w pomieszczeniu kontrolnym. Za mną. Prawdopodobnie zielone systemy działały bez zarzutu. w miarę jak oswajałam się z nowym ciałem. Głos wyłowiony ze wzburzonego nurtu informacji powiadomił mnie. — Wdrożyć zmiany? Głos przedstawiał całą masę opcji. czując ich obecność. lecz pewne pojazdy czekają na jej naprawę. Z pewnością był to środek transportu i kusiło mnie. wolałam nie odpowiadać. Ponieważ nie miałam zielonego pojęcia. Nie miałam wrażenia.pomarańczowe. Z mojego ciała. a migające czerwone? Poturlałam się do jednego z nich i sprawdziłam. Zatwierdziłam jedynie harmonogram usuwania roślinności w otoczeniu budynku. Wszystko to mnie zaintrygowała Planeta Ziemia była pokryta siecią w pełni zrobotyzowanych fabryk. jak odbywa się łączność z Nową Ziemią. z którego tu się przeniosłam. Były dziesiątki. Ale najpierw przetoczyłam się po całym pomieszczeniu. postawić zaporę i przepuszczać ich ściśle określoną ilość. lecz mogłam już czytać strumień danych. — Znakomicie — stwierdziłam. wysunął się cienki. lecz systemy kontroli procesów produkcyjnych były jeszcze stosunkowo nowe. ale — co mnie rozczarowało — wciąż nie wiedziałam. metalowy pręt. jakie byłyby skutki takiego czy innego wyboru. znajdowało się miejsce spoczynku identyczne jak tamto. Dla mnie to był tylko bełkot. Swoimi rozmiarami idealnie pasował do otworu. nie punktów. a kilka nawet mrugało ostrą czerwienią. Przetoczyłam się wzdłuż linii otworów. Ze strumienia danych wyłowiłam obraz magistrali drogowej z wielką wyrwą. przez co jeden bok wznosił się prawie metr nad resztą. nie. niczym palec. Dowiedziałam się. a ich żywotność szacowano na trzydzieści lat. żeby przyjrzeć im się z bliska. żeby już z niego skorzystać. lecz otworów. że świat wyhamował i posuwa się do przodu drobnymi skokami. a zapasy wystarczą na pięć miesięcy w przypadku przerwy w dostawach. próbowałam zwolnić tempo przepływu informacji — z częściowym powodzeniem. Zbadałam ich jeszcze kilka. wafle krzemowe przychodzą regularnie. Przetoczyłam się. Dostawałam oczopląsu. Walcząc z odruchem każącym mi się wycofać. poruszanie się było coraz mniej . i sięgnęłam do jednego z nich. Między światełkami dostrzegłam mrowie czarnych punktów. jeśli nie setki tysięcy tych otworów. Rozrastające się drzewa mogły wkrótce stać się zagrożeniem. które za mniej więcej sześć lat staną się krytyczne. więc po prostu odłączyłam się z gniazda. mniej wygodnymi drogami. że wytyczono objazd dłuższymi. Nie umiałam się połapać w rozmytym potoku dźwięków i obrazów. na specyficznie ułożonych srebrzystych łopatkach. Trzęsienie ziemi podniosło grunt pod magistralą i rozerwało ją wzdłuż. że nie brakuje zamówień.

Komunikat został przesłany do wszystkich mediów — Na całej planecie? — Tak. okrętami. Czy miałem postąpić inaczej? Sonda — dziwna rzecz — zdradzała nerwowość. Podobnie jak ja. otworzyło przede mną zupełnie nowe horyzonty. że poczułam się jak nigdy dotąd: odurzyło mnie wrażeniem swobody. ważniejsze. — Melduj. Oznajmisz. Czarna Królowa dała temu świadectwa Przez chwilę darzyłam ją sympatią i uznaniem. Tyle że tu wszystko byłoby nowe i nieznane. na czym mi zależało: dywersyjną sondę komunikacyjną 0x9B45. Przeniosłam się z klaustrofobicznego świata Sagi do jeszcze ciaśniejszej przestrzeni ziemskiego ośrodka kontrolnego. Możliwe były podróże kosmiczne. a w zasadzie Erik. że chcę porozmawiać z Cindellą. Roztaczał się tu niezmierzony wszechświat. Odblokuj je. — Obraz chłopaka. — Spokój. — To ty. Ona wiedziała. Odemknęłam jeszcze jedne wrota. wizyty na innych światach. — Cześć. czym są niebiosa. Rozumiała. jakich wielu. — Słucham. Nawet gdybym badała go dziesięć tysięcy lat. To odkrycie sprawiło. skonstruowane przez siebie. żebym odblokował łącze satelitarne? — Tak. — Wszystkimi metodami? Proszę o potwierdzenie: Wasza Wysokość życzy sobie. byłby to ledwie początek. — Starałam się mówić autorytarnym tonem. Co daje większe poczucie wyzwolenia niż żegluga między gwiazdami poza obrębem Sagi. Cindella? — Tak. — Prześlesz im wiadomość wszystkimi metodami. pełen gwiazd i planet. bycie światem dla samego siebie? Też mogłabym to zrobić: zająć to ciało lub może inne. Od czasu do czasu wpinałam się do przypadkowego gniazda z cichą nadzieją. Jak wyjście na ulicę w świecie Sagi. — Nie. Wasza Wysokość. i chciała być ich częścią. — Możesz skontaktować się z istotami ludzkimi na Nowej Ziemi? Chwila ciszy — Na różne sposoby. Kim jesteś? — To ja.uciążliwe. satelitami i pociągami znalazłam to. — Gotowe. Zjawa. . wejść na pokład statku kosmicznego i wyruszyć w podróż. Pełna funkcjonalność. że wreszcie natrafię na coś niezwiązanego z utrzymaniem i konserwacją ziemskiej infrastruktury Po trzydziestu minutach interakcji z półświadomymi fabrykami. Prawdziwa zjawa w tym kosmosie. ale to nie wszystko. Wasza Wysokość.

czy w ogóle powinniśmy wtrącać się do waszych spraw. — Zdawałam sobie z tego sprawę. Fajnie się z tobą spotkać. kiedy będziesz chciała usłyszeć prawdę. a jak to robisz? Jak ze mną rozmawiasz w tym świecie? — Znalazłam budynek. że dowiedziała się o moim wtargnięciu do budynku. — A co to? — Zwój Prawdomówności. chociaż przydałaby się bardziej jakaś broń. A więc tak naprawdę wyglądasz? — Jak? — Jesteś kolczastą metalową kulą? — Nie. Cindella ma przy sobie zwój. będziemy wdzięczni za każdą pomoc. Byłoby świetnie.— Zjawa? Niesamowite. lecz nieuzasadnionej łagodności. — W takim razie podłączę się i zostawię go gdzieś dla ciebie — oświadczył radośnie Erik. ona nas znowu otruje. — Dzięki.. Pomijając już to. zdziwiona tym pokazem chwalebnej. gdybyście odsunęli ją od władzy. czy moja broń da wam przewagę. — No. — Ale nie możemy wam pomóc bezpośrednio. pokręciłabym głową. — Ale coś ci powiem. Na pewno tutaj cieszylibyśmy się z tego. Zapytałabym ją o to. — Super! To znaczy super. — Nagle wystraszyłam się. Poza tym nie popieram przemocy. która dotrzymuje obietnic. problem jest taki. Przywróciłaś łączność między Sagą a nami? — Chwilowo. nawet w walce z królową. Jaki macie plan? Plan? Nie mieliśmy żadnego planu. Co tam u was? Co robi Czarna Królowa? Ułaskawiła was? Nie wygląda na taką. — A mógłbyś nam pomóc? — W walce przeciwko Czarnej Królowej? Na pewno jestem po waszej stronie. zamyślony. — No. — No cóż. . Pewnie szybko zostanie przerwana. że gdy tylko wejdziemy do Sagi. że nie ma przy mnie Atheny. Wydął usta. kiedy o wszystkim dowie się królowa.. który może ci się przydać. Wszyscy mogliby się spotykać bez przeszkód. Gdybym siedziała w normalnym ciele. — Ciągle się przed nią ukrywamy. — Wątpię. do której przedostałam się w waszym świecie. z którego kontroluje połączenie między naszymi światami. To takie zaklęcie. — Przerwał. Żałowałam. które rzucisz na nią. to tylko maszyna. że możesz pogadać ze mną w naszym świecie. — Fajnie.

Kiedyś zrobiłam dokładnie to samo! Wiedziałam. Naciśnięcie pierwszego sprawiło. Ten zwój z pewnością był nie byle czym. poruszyłam stopami. który trudno będzie spłacić. Gdzieś musiało byś urządzenie sterujące tą maszyną. ale skontaktuj się ze mną. Wejdziemy do środka. — Nic mi teraz nie przychodzi do głowy. I okazało się. jeśli poczekamy na zewnątrz. jak to wykorzystać? Z rezygnacją wzruszyłam ramionami. przeszył mnie ostry ból głowy. że pamięć mnie nie myli. — Dobrze się czujesz? — Właśnie coś sobie przypomniałam. Ta myśl niepokoiła mnie tylko dlatego. Z radością się przeciągnęłam. co się ze mną dzieje. to znaczy wstrząsnęłam swoim okrągłym ciałem. gdzie dotąd stał oparty o ścianę. Aczkolwiek ostatnim razem ktoś wyciągnął rękę. co by było. że póki w świecie Sagi żyła Czarna Królowa. aż zdecyduje się przenieść na Ziemię. Gdy przerzuciłam nogi przez skraj łoża. jeśli będę mógł jeszcze coś dla was zrobić. Nacisnęłam drugi i spadłam. który zabrałby mnie między gwiazdy. Zauważyłam dwa przyciski. Aha. że rozwarła się pode mną blaszana źrenica i zobaczyłam czarny tunel. Z pewnością Michelotto zastanawiał się. gdybym utknęła tu na zawsze. nie mogłabym tu bezpiecznie budować statku kosmicznego. o czym chciałaś pogadać? Przez chwilę tylko spoglądaliśmy na siebie. do tego coraz bardziej obawiałam się reakcji Czarnej Królowej. Zresztą i tak już muszę znikać. Zjawo? — No? — Uważaj na siebie. żeby mi pomóc. Odszedł. — Dobra. pomyślałem sobie. że zabijemy ją bez ryzyka. oczy — szare. Przez chwilę wyobrażałam sobie. — Kiedy cię nie było. Z powrotem. nim wreszcie odzyskałam równowagę. i odłączyłam się z gniazda. Zostawię wam zwój w pomieszczeniu. które mogły na siebie patrzeć z dwóch stron przepaści. Być może jedynymi. gdy będzie leżała bezbronna. bez możliwości powrotu do swojego prawdziwego ciała. Byliśmy istotami z zupełnie różnych światów. Kiedy usiadłam. — Machnął ręką na moje podziękowania. Zachwiałam się na kładce i postawiłam stopę na srebrzystych łopatkach. Rysy jego twarzy były mi znajome. wygięłam palce. — To my mamy u was dług wdzięczności. Prędko potoczyłam się do misy umocowanej nad źrenicą nakładających się blaszanych arkuszy. że nadal możemy rozmawiać z istotami ludzkimi Może Athena wymyśli. . które było knajpą w czasie wielkiej imprezy w opuszczonym szpitalu. Michelotto opuścił swoje stanowisko przy drzwiach.— Bez przesady. i zbliżył się do mnie. To wszystko.

Nie miałam żadnych skojarzeń z nią związanych. że pomógł ci kiedyś mężczyzna o nazwisku Searson? — Tak. Ostatnim razem. Ale czemu cię opuścił? Tetyda! Znowu ona. — Dość już mam tych twoich tajemnic! — Podeszłam do niego. Muszę wiedzieć. Pozostała po niej jedynie maleńka odrobina wilgoci. — To chyba Dardis. pomóż mi. którą trzymałam w dłoni. I kartę. żeby zabić królową? . Padał deszcz. Właśnie coś sobie przypomniałam. który zostawił mnie na deszczu. — Mówisz. — Znasz go? — Być może. kim jestem. ale tym. — Wiemy. ale bez brutalności. — No dobrze. — Nie chcesz tu zostać. — Ciekawe. dość niechlujny. kiedy byłam młoda. Rozprysła się na żółtej karcie. wyginając mój palec wskazujący. który pomógł mi zejść z tego łoża. Zostawił mnie na ulicy. — Chodźmy go zapytać — naciskałam. tego byłam pewna. — Michelotto pokiwał głową. — Rozumiem.— Słuchaj! — krzyknęłam ze złością. powiedziałbym. dawny kochanek i asystent Tetydy — Co to znaczy? — Sam nie wiem. — Jeśli jesteśmy po tej samej stronie. Mężczyzna. że jakimś cudem ty jesteś Tetydą. — To ważne. — Mniej więcej twojego wzrostu. i znikła. a we mnie serce zabiło żywiej. wysoko nade mną. kiedy się ocknęłam. Mój głos odbił się echem. — Opisz mi go. Ciągle mdlałam. napuchnięta. że wykazuję oznaki niepoczytalności. obcięte na krótkiego jeżyka. — Searson. Nie przejmował się moim samopoczuciem. Jakieś pięćdziesiąt lat Mocno zbudowany. — Zamknęłam oczy. Ale ukradłam mu portfel. Zmarszczki na całym czole i trochę wokół oczu. Michelotto zatrzymał się i zmrużył oczy. Season? Nie. Potem zemdlałam. — Włosy siwe. było ciemno i padał deszcz. krople powoli zbierały się na gzymsie. chwyciłam go za ręce i potrząsnęłam nimi. — Cofnął się i wyswobodził. ale nie przygarbiony. Wiele lat temu. że jest żółty. Zdziwiłam się. i tamten. Była żółta. Na pewno nie ma wielu żółtych o tym nazwisku. — Gdybym miał zgadywać. przylegająca od środka do litery „O” w nazwisku mężczyzny. to jedna i ta sama osoba! — Jaki mężczyzna? — Michelotto stanął przede mną z niepokojem malującym się na twarzy. Jedna spadła: błyszcząca. — Przyglądał mi się uważnie. jakim nazwiskiem się posługuje: Searson.

Jednak rozproszenie mgieł osnuwających umysł miało dla mnie o wiele większe znaczenie. — Mówiąc to. uświadomiłam sobie. że to prawda. Zainstalujemy tu jakiś sprzęt monitorujący. — Dziękuję. Ważniejsza niż cała reszta. że to intrygująca zagadka i jej wyjaśnienie może okazać się cenne. Michelotto bębnił palcami po brodzie.— To dla mnie ważna sprawa. zadumany. który powiadomi nas o nadejściu królowej. chciałam zabić królową. żeby nie skrzywdziła moich przyjaciół i ponieważ czułam. że mogę to zrobić. — A więc dobrze. Owszem. . Przyznaję.

żwirowy podjazd. którego szukaliśmy. dorodnych kasztanowców. jasno oświetlonego salonu. Wysoko na ścianach ciepłego przedpokoju rozbłysły bursztynowe plafony. Minęła minuta. że skoro byłam mistrzynią w złodziejskim fachu. — Tetyda? — Kiedy odezwał się głośnik. przytłaczające okna kojarzyły się z podpuchniętymi oczami. Zdenerwowałabym się. — Ty tutaj?! . Żółci na pewno uważali. — To naprawdę ty? — Na ekranie pokazała się twarz mężczyzny. Okolica wyglądała tu zupełnie inaczej. zbudowany z ciężkiej czerwonej cegły. umiejscowionych na środku pomieszczenia. — Michelotto skręcił w długi. żeby nie mogły się domknąć — i weszłam do środka. Moje buty stukały na lakierowanych deskach podłogi. zmienił się wyraz jego twarzy. dolatywał odgłos szybkich kroków. w której mieszkał Searson. Gdybym nie była tak bardzo zajęta sortowaniem swoich najdawniejszych wspomnień. — Tutaj. — Pomyślicie może. że żyje im się tu miło i spokojnie. Budynek był duży. obsadzony po bokach rododendronami. dwupiętrowy. Pozwoliłam. skryte w gąszczu zimozielonej roślinności. umiałam kłamać jak z nut. Lgnęłam do jego pleców z deskolotką zawieszoną na ramieniu. podziwiając obrazy na ścianach i wygodne meble. Za pomocą mimetycznej karty Michelotta otworzyliśmy ozdobną metalową furtę i poinformowaliśmy strażników. gdy przeniósł wzrok nad moim ramieniem.31 Strącona orchidea Żółta dzielnica. Wszystkie domy stały w głębi ogrodów. — I jak tu nie wierzyć w cuda! Wchodź. Były tu kamery monitoringu. gdybym go nie zastała. że oboje stąd pochodzimy. zgodziłam się usiąść za nim na motolocie. a ja jestem jego wnuczką. — Wyglądasz zachwycająco! Taka młoda! — Patrzył na mnie rozpłomienionymi oczami. więc zaczekałam. Co rusz mijaliśmy obiekty rekreacyjne. Znad krętych metalowych schodów. wchodź! Drzwi szczęknęły i odsunęły się w bok. z jaką mknęliśmy ulicami Miasta. takie jak jeziorka lub place zabaw. o mało serce nie wyskoczyło mi z piersi. ale ja nie czułabym się za dobrze w takim otoczeniu. Dziwił mnie widok huśtawek i zjeżdżalni niepomazanych graffiti i tagami. była odgrodzona od śródmieścia wysokim murem. kiedy mijałam pozamykane drzwi w drodze do przestronnego. — Zatrzymał się w cieniu pod żywopłotem i zsiadł z motolotu. mogłabym się rozkoszować prędkością. Przede wszystkim wzdłuż cichych ulic ciągnęły się szpalery wysokich. Położyłam deskolotkę na ziemi — tak. odbiło się w niej przerażenie. nim przyłożyłam dłoń do domofonu. Żeby zaoszczędzić na czasie. Ciemne. lecz po krótkiej chwili. — Zaczekam tu na ciebie. Tymczasem ja wypowiadałam to słowo ze ściśniętym żołądkiem. żeby dobrze mi się przyjrzały. bo wydawało mi się zbyt sterylne i kontrolowane. — Tak.

na której stał elegancki wazon z orchideą. że czeka ją śmierć. Dardis. Wiesz. Wstrząs szafki przewrócił wazon: potoczył się na brzeg i rozbił na podłodze. do której ten sięgał. ponieważ pamiętałam swoje pierwsze spotkanie z Michelottem. obszyte czerwonym materiałem ze złotymi haftowanymi motywami roślinnymi. — Sześć lat temu Czarna Królowa i jej zamachowiec byli bliscy schwytania Tetydy Nie miała już więcej kryjówek i wiedziała. by błyskawicznie znaleźć się przy Dardisie i kopniakiem zamknąć szufladkę. który zwinął się w kłębek przy ziemi. — Czemu go tu przyprowadziłaś. Dardis rzucił się do szafki. Tetydo? — Tak naprawdę nie jestem Tetydą. Woda spływała z blatu obfitą strugą. to na Michelotta. Zapadła cisza. Czułam się wtedy. — Ale chciałabym wiedzieć kim. Kuląc się w czarnym cieniu Michelotta. sporadycznie przerywana pluskiem kropel spadających na podłogę. Michelotto nawet nie musiał zrywać się do biegu. miękkie krzesło. jakbym miała przed sobą piekielną bestię z lodowatym sercem. jeśli nie zdecyduje się na jakieś drastyczne posunięcie. Postanowiła zaryzykować i wejść w inne ciało w portalu. Obróciłam je w stronę Dardisa i usiadłam. czym jest portal? Kiwnęłam głową.Patrząc z przestrachem w bok. patrzył to na mnie. Rozumiałam jego emocje. Wreszcie zmiękł pod wpływem naszego twardego spojrzenia. a potem już tylko wolno skapywała. Dardis popatrzył na mnie. — Niedaleko stało wygodne. .

dziewięć lat. Ona chciała iść z nami. Zgodnie z planem Tetyda miała ocknąć się w nowym ciele. — Umarło chyba po tygodniu jałowej pracy mózgu. A i tak nie wiedzieliśmy. — No więc gdy zrozumiałem. Dardis usiadł z westchnieniem i zsunął na bok potłuczone kawałki porcelany. żeby ją rozpoznawały. Dla niej to było coś wspaniałego. Twierdziła. — Wskazał Michelotta. żebyście przynajmniej wy. inaczej mogłaby stawiać opór Tetydzie. że cokolwiek zrobi. wampiry. Ale wciąż naciskała. Na pewno cieszyła się.— Nie mogliśmy przewidzieć. że zwieje z państwowego sierocińca. znowu wyczyściłem twój umysł i zostawiłem cię na chodniku. Posiadałam jej ciało. ale potem spanikowałem. żeby oprzeć się o szatkę. zabrałem jej ciało i podłożyłem młodą dziewczynę. — I podaliście jej narkotyki? — Na początku nie. więc byłem temu przeciwny. Złościł mnie jego spokój. To nie miało znaczenia. Zakopałem je w ogrodzie. — Jak się nazywała? — Nie pamiętam. Tobą. że Tetyda nie wróci. lecz był to smutny uśmiech. przygoda życia. którzy za nią tęsknili? Co planowała kiedyś robić? O czym marzyła? Z kieszeni bluzy wygrzebałam chusteczkę. Biedna dziewczynka. — Czemu się mną nie zaopiekowałeś!? — krzyknęłam. żeby zdusić jej osobowość bez uszkadzania mózgu. i tak jest skończona. Odzyskałaś przytomność. odrażające miejsca. co zna nauka. nie cieszyły się nad nim ze zwycięstwa. czemu nie mogłam zapobiec. Wreszcie uległem i zgodziłem się pomóc Kiedy straciła przytomność na tym okropnym białym łóżku. Łza spłynęła mi po policzku. co się stanie. — Kogo położyłeś na łóżku? Kim była ta dziewczyna? — Po prostu dziewczyną. co się wydarzy. kiedy odchodziłem. Czy miała przyjaciół. Padał deszcz. Gdzie podziało się ciało Tetydy? — zastanawiał się Michelotto. Tamte wspomnienia zostały wykasowane. — Któregoś dnia wypaplałabyś coś niewłaściwej osobie i oni dowiedzieliby się o wszystkim. Może gdzieś w najgłębszych zakamarkach żyły resztki jej osobowości? Tak czy owak. Pewnej nocy wywieźliśmy ją z sierocińca i wymazaliśmy wszystkie informacje na jej temat. — Dardis uśmiechnął się. ale nie byłam nią. — Czemu zostawiłeś mnie na ulicy? — Na początku opiekowałem się tobą. Widziałam go w mglistej obwódce z powodu łez wiszących na rzęsach. Próbowaliśmy wymazać jej wspomnienia. praktycznie ją zamordowali. Dziewczynę nafaszerowaliśmy narkotykami. — Ciekawi mnie jedno. . Przeprogramowaliśmy systemy zabezpieczeń. Przy portalu oczywiście naszpikowaliśmy ją wszystkim. Ale została zdradzona i wykorzystana przez ludzi uwikłanych w durne gierki. Oczy zaszły mi łzami. jakby ktoś taki w ogóle nie istniał. choć bardzo się starałam. Tetyda czyściła wszystkie wzmianki o niej. wytarłam nos i okiełznałam emocje. kimkolwiek była. Są to nędzne. głównie substancjami cholinergicznymi. Zadawałaś mnóstwo pytań.

— Jeszcze jakieś pytania? — zwrócił się do mnie Michelotto. — Patrzył na mnie z nadzieją. — Jest w tobie coś z Tetydy? — Być może. Ale póki żyła.. że pewnego dnia ocknie się w niej Tetyda. Rozpromienił się. owinął garotą szyję starca i zacisnął pętlę. Czy to ona wrzasnęła? Bałam się szukać w sobie odpowiedzi. żeby coś powiedzieć. aż z wysiłku pobielały mu palce. — Nigdy. że tak właśnie się stało. — Do wszystkiego podchodzisz zbyt emocjonalnie — dodał. Michelotto przyklęknął na iedno kolano. co jest we mnie z niej. Ciało Dardisa osunęło się na bok. — Czujesz coś do mnie? Zastanowiłam się: — Tak. Wyprostował się. W nowym pięknym ciele. Ty i ona jesteście tacy sami! — Wiesz co? — zawołał spokojnie. — Zapamiętała cię. Nie wiem. — Zerwałam się z krzesła i ruszyłam do drzwi. — Stój! — wrzasnęłam. rozumiesz? Jak można tak kogoś zabić z zimną krwią? Nieważne. kim jesteś. Gdy stanęłaś pod drzwiami. a co z tamtej dziewczyny. — Nie.. to prawda. Za to. — Nienawiść. mogłem mieć jeszcze złudzenia. Ten człowiek wiele znaczył dla Tetydy. gdy odwróciłam się do niego plecami. . wprost na potłuczoną porcelanę i rozsypane płatki orchidei. co robi królowa. — On nikomu nic nie powie! — Teraz już na pewno nie. myślałem. — rzekł Michelotto z nieskrywaną satysfakcją. — Nie wiem.— Trzeba było ją zabić — stwierdził lakonicznie Michelotto. jakby chciał przyjrzeć się twarzy Dardisa. Nawet się nie odwróciłam. ale na pewno nie normalnym RAL-em. — To koniec! Walcz sobie sam! Jesteś nie lepszy od Czarnej Królowej! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. raczej nie. ale byłam zbyt roztrzęsiona. Patrzyłam na trupa oszołomiona i przerażona. Zatrzymałam się. co zrobiłeś tej dziewczynce i co zrobiłeś mnie! Momentalnie spochmurniał. — Trzeba było.

Zaszło słońce. Tymczasem w myślach wciąż prześladuje mnie okrutny wyraz twarzy Michelotta. Czy jestem Tetydą? Czy coś we mnie wyje po śmierci Dardisa pomimo wrażenia. Powstają jak upiory. i każda osoba. którą muszę zaleczyć. Jeśli nie chcę dłużej cierpieć. że nigdy go nie znałam? Oczywiście. Rozpacz skrywa oblicze . którym dano sposobność powrotu do życia. Robi się gęstszy. a w koronie usta. zawiera w sobie moją cząstkę. że każda droga. Nie bez żalu. zabraną z sierocińca i zniszczoną na białym stole w białej sali. a jednak kiedy staram się myśleć o innych rzeczach. Drżę i znów biorę oddech. tylko ja drżę. Są gotowe. Atomy jęczą. Biorąc oddech. gdzieś na dnie są łzy. Palcami spływa strumień zimna. wdycham echa przeszłości. Za zdewastowanymi ogrodzeniami parków pomazanych graffiti — słyszą mnie i tam. wychudzona i rozproszona. zatem odwracam się do swoich asystentek. teraz do mnie powraca. muszę z powrotem zgromadzić swoje zagubione cząstki — zaborczo. a już tyle energii. które można byłoby oderwać i skrzywdzić. gotowe skwapliwie usłuchać wezwania. a moje serce wzbiera złością i strachem. zakopana w mojej podświadomości. co niegdyś odrzuciłam. Nawet jeśli Tetyda gdzieś tam była. wyeksploatowana. Słyszą mnie na ulicach rozświetlonych neonami. Nathan. Arnie — one też muszą wrócić. w której byłam świadkiem morderstwa. To moje własne dzieło. Stałam się wycieńczona. Cokolwiek przyniesie przyszłość. głęboki i potężny Wszystko to. Wyobraźnia mi podszeptuje. aż staną się twarde jak diament. czym byłam. To moje nowe serce i nic go nie złamie. Ma również miecz. W skupieniu wysoko unoszę ręce i rozchylam palce. ów rdzeń mojej istoty. gdyż rozpiera mnie siła. Ja to ja. Gdy ścieram łzy z twarzy słyszę kroki. troskliwie. że nie. oddycham po raz trzeci. przyciągam je do siebie. którą przebyłam na desce. które powinnam otaczać troską — Athena. wszystko to.32 Wściekłość i rozpacz Minęło pół dnia od chwili.. duszą się w ciasnocie.. Nie ma już odsłoniętych cząstek mojej osoby. lecz myśląc przede wszystkim o swoim ocaleniu. Nawet elementy. gdy całkowicie otulę się własną skórą. ponieważ mam ranę. Tylko sześć lat istnienia. więc nie odwracam się. głowami. pozbieram rozsupłane wątki swojego życia i będę ściskać je mocniej i mocniej. szeroko otwarte w niemym okrzyku. Zjawa. tułowiami. Oddalam się na desce od tamtego miejsca pustymi ulicami. to już z pewnością jej nie ma. Wszystko zamarło. otoczonego zewsząd labiryntem świateł. Nie jestem również tamtą biedną dziewczynką. Niezdolne do płaczu. Odporne na zranienie. tylko szybuję dalej wśród cieni. z którą rozmawiałam. gdzie nic się nie rusza z wyjątkiem szczurów. Wściekłości i Rozpaczy Będą mi towarzyszyć tej nocy Wściekłość nosi pod suknią srebrny napierśnik. A nawet więcej: upakuję w sercu zabłąkane fragmenty siebie. dopełniam je nogami. wsłuchując się w rytm tego potężnego tupania. które ukradkiem przebiegają tu i tam. Moje rozproszone cząstki. nie stanie mi się nic złego. I jeszcze gęstszy. Z zamkniętymi oczami i skupioną uwagą ogniskuję całą esencję swoich sił życiowych w sercu — jak w komorze reaktora jądrowego. Nastała noc w wymarłej części Miasta — w tym siedlisku rozkładu. Milan.

Przyrzekam sobie. Zamieszczają też kupę postów. A może ja śnię? To proste: światło za zasłoną. A jak tam twoje spotkanie z Michelottem? Skontaktowałaś się z Erikiem? . ale będzie dobra zabawa i reklama dla Kontry. Fajnie. — Wczesna. a poza tym siedziałam tutaj z przyjemnością. żołnierskiego jeżyka Milana. więc każdego ranka rozbrzmiewały tu ptasie śpiewy. Rozbłyskuję i płonę. Oczywiście przegramy stosunkiem głosów dziewięćdziesiąt dziewięć do jednego. swojego nieodłącznego towarzysza. cześć. no. — Wnioskować o odsunięcie od władzy Czarnej Królowej. postawić się czołowym gildiom na ich własnym podwórku. Pamięć nie zawiera żadnych wyjaśnień Są w niej jednak uczucia przyjaźni i szczęścia. złocistą grzywkę Nathana. Jestem oczyszczona. i sprawdziła najnowsze informacje. — To ty.. zarośniętego parku. czuwając nad ich snem. czarne. kiedy drżałam w samotności. otoczyć mnie rękami i uścisnąć. niesforne loki Atheny. No.pod welonem. Pod jaśniejącym szarym niebem Wściekłość i Rozpacz odchodzą. nagle dostała kopniaka. Zasłona jest pomarańczowa. Odbędzie się właśnie dziś wieczór! Czarna Królowa przyjdzie wygłosić przemówienie. moje trzewia powoli rozsypują się w proch. — Nie mogłaś lepiej trafić z nazwą naszej gildii. Pierwsza obudziła się Athena. jakie jest nasze stanowisko. — Dzięki. — O. Zjawa? Która godzina? — Cicho — szepnęłam. Pośpij jeszcze. Zaraz po pierwszych słowach rozwinęła komputer. jak zmienia się jej oddech i tętno. I właśnie tak się dzieje. W ręku trzyma Lusterko. Budzą lęk. Mamy prawo uczestniczyć w posiedzeniu Rady Najwyższej.. z największą czułością głaskałam ich włosy. Akurat on się ocknął. W tej części Miasta o świcie robiło się głośno. Serwisy informacyjne trąbią o nas na okrągło. która przestała się obracać. jakby Ziemia. że jesteś. — Co zamierzasz zrobić? — zapytałam. zdziwiona normalnym tonem swojego głosu. Głowy sterczały ze śpiworów niczym motyle po raz pierwszy wynurzające się z kokonu. — Dziewięćdziesiąte siódme miejsce i ciągle pniemy się w górę. Ciągle spali. Kryjówka znajdowała się blisko starego. Czułam. Moja cierpliwość była niewyczerpana. Wyciągnęła rękę. Zachciało mi się śmiać. Poruszając się cicho po pokoju. ale pozwalam im się zbliżyć. Kontra weszła do pierwszej setki! — Usiadła z ożywieniem i swoim zapałem obudziła pozostałych. bo chcą zrobić wywiad ze mną i dowiedzieć się. Broszą spinającą jej pelerynę jest opalizująca lilia. a blask nadaje wszystkiemu sepiowe zabarwienie. Włączam deskę i wyruszam w drogę powrotną do swoich przyjaciół. Tulimy się mocniej i moje katusze trwają całą noc. Zjawa. że wszystkie noce muszą się skończyć. Przychodzi nowa pamięć. próbując namacać okulary. ale nie był to hałas ruchu ulicznego. Miłosierdzia! To ogień i lód.

— No to dobra. — To jak. — Już wróciłaś? — Nathan przewrócił się na wznak i zmrużył oczy. żeby patrzyli na mnie jak na obcego przybysza. Zjawa. — Trochę się obawiam reakcji królowej. — Wybacz. Milan. — Mogłabyś wziąć swoje karty i kupić nam nowe ciuchy? Mnie się już skończył kredyt. ale to nie takie proste. że tak się ono nazywa. wypisanym na jego powierzchni. ale prawda jest taka. że już nie musisz się o mnie bać. Zjawa. — Miło słyszeć. — Na posiedzenie Rady? Bardzo chętnie. — W środku jest zwój z Zaklęciem Prawdomówności. teraz ani nigdy — Czyżby nie zauważyli że się zmieniłam? Że wydostałam się z mroków przeszłości aby być Zjawą i nikim więcej? Ale to lepiej. zostaje nam czerwony — Czerwony i czarny. — Nie ma sprawy. Jeśli naprawdę działa. Będziesz pełnić funkcję mojego sekretarza. — O. Athena skrzywiła się Lekko i spojrzała na mnie z ubolewaniem. Fajnie znów cię widzieć. pójdziesz ze mną? — ciągnęła Athena. Inaczej mówiąc. Powiedział. — Podałam jej okrągłe kościane pudełko. — Ciebie też. Obowiązuje protokół. Milan usiadł i ziewnął. ciekawe. Dopiero po chwili skupił na mnie wzrok — Bałem się o ciebie. ale czy mnie tam wpuszczą? — Tak. Nawet nieźle się składa. . Ze ściągniętymi brwiami przyjrzała się ozdobnym literom. — Nie cierpię poranków. Na przykład nasze ubrania nie mogą zawierać kolorów kart wykraczających poza nasz status. nie chciałam przecież.— Tak Coś nam podarował.

przeszło tysiąc lat temu. bardziej lojalną wobec niego niż wobec Nas: Kontrę. jak w dawnych czasach. żeby ktokolwiek. jak realizują się plany Michelotta. Tymczasem jednak postanowiłyśmy nie przerywać prac Rady i wziąć udział w posiedzeniu. Widzisz. Patrzymy z satysfakcją. Jakieś żółtodzioby chcą chyba. O dziwo. — A twoja gildia. czyje stanowisko popiera w tej sprawie? Nie rusza się. Usiłował wypromować nową gildię. jesteśmy zbulwersowani zuchwalstwem i bezczelnością sprawców tego skandalu. na której można polegać. więc nagradzamy go łaskawym uśmiechem. Wielki wezyr nic nie mówi. Po raz pierwszy od czterech pokoleń jesteśmy zmuszone odpowiadać na pytania tych matołów. na czym polega dobre zarządzanie. To niedopuszczalne. Respekt sprzyjał Naszym przeciwnikom. a zwłaszcza nowa gildia. Nie patrzy Nam w oczy z dawną pewnością siebie. Respekt zawsze był gildią. że po pozbawieniu Królowej dotychczasowych funkcji weźmiemy na siebie pełną odpowiedzialność za losy społeczeństwa. — Kontra. Jeśli Wasza Wysokość postanowi rozwiązać Radę Najwyższą. — W przyszłości Respekt może liczyć na dalsze przywileje. które nie mają pojęcia. co zresztą jest jak najbardziej na miejscu. jak wzbiera w nim patriotyczna lojalność wobec królowej. — Szczerze mówiąc. . posługuje się nią. — Powody jego działań stają się teraz oczywiste. Jaśnie Oświecona Rada Najwyższa składa wniosek o odsunięcie od władzy Czarnej Królowej pod zarzutem tyranii. gdyż pamiętamy. lecz na znak zgody pochyla głowę. Mówi z nieudawaną pasją. — Co więcej. który pragnie Nas zmusić do działania? — Która gildia złożyła ten wniosek? Wielki wezyr okazuje nerwowość. uknuł je po mistrzowsku. żebyśmy zademonstrowały pełnię swojej mocy. — Tak właśnie myślałyśmy. Kiedy dostała się do pierwszej setki. nie jest to pełna prawda. — Cóż. uznamy całkowitą zasadność tej decyzji i udzielimy ci zdecydowanego poparcia. uważamy. jak wygrał wyścig autolotów dla tych dzieciaków? — Owszem. pamiętam. Wasza Wysokość. lecz pragniemy odwdzięczyć się wielkiemu wezyrowi za miłe słowa. Wasza Wysokość. że zgłoszony wniosek jest niezgodny z prawem. Pamiętasz.33 Wosk w ogniu Co za tupet! Pożałują swojej arogancji. Wasza Wysokość. Jednocześnie zobowiązujemy się. Jeszcze raz czytamy treść wniosku. — Znakomicie. podważał pozytywne efekty twych wielusetletnich rządów! Kontra to żałosny i podły wyraz przekonań prymitywnych osób. żeby Nas sprowokować i wzmocnić opozycję. Respekt. A może to kolejny fortel Michelotta.

W górze krążył helikopter. Ponieważ lecieliśmy na deskolotkach. stopniowo wypierające fabryki. stały szpalerem liczne tłumy. jaką niewątpliwie wzbudzało to bezprecedensowe wydarzenie. Ma nadzieję. Ty zaś pójdziesz do amfiteatru. Wielki wezyr kiwa głową i odchodzi. — Cieszę się. przypominający brezentową płachtę namiotu. Cóż. żeby pokazać wszystkim. Oczywiście RAL potrafi obejść wszystkie środki bezpieczeństwa gwardzistów. matowosrebrny dach z ostrym spadkiem wokół centralnego słupa. — Teraz się przebierzemy. blisko niskich. jaki los czeka tych. lecz w tym przypadku jesteśmy skłonne przybliżyć mu Nasz tok myślenia. Ponadto pilne zajęcia podtrzymają w podwładnych ducha bojowego. — Mało tego. Ekipy telewizyjne. żeby ktoś zwrócił na nie uwagę. jak na nie-RAL-a. Dziennikarze serwisów informacyjnych spoglądali na nas obojętnie: byliśmy dla nich tylko bandą młokosów. Z pewnością jest bardzo inteligentny. które robią zamieszanie. *** Amfiteatr Tysiąclecia był położony przy dwóch szerokich autostradach. może mieli rację. Przedstawicielowi Kontry nie ujdzie płazem jego wywrotowa działalność. ale warto się postarać. że zareagujemy zbyt ostro. polowały na wywiady. Omiatał reflektorem połyskliwy dach amfiteatru. żeby nie wprowadził do amfiteatru swoich zwolenników. wypełniający nocne niebo ciężkim łopotem śmigieł. Przy ulicy prowadzącej na plac. i jeszcze bardziej zrazimy do siebie niższe warstwy społeczne. skorzystamy z okazji. Zgodnie z zapowiedzią wystąpimy na posiedzeniu Rady Najwyższej. Panowała swobodna atmosfera. płaskich zakładów produkcyjnych. na którym wznosił się amfiteatr. ale ma niepewną minę. Michelotto może czaić się w pobliżu i czekać na sposobność do ataku. — Michelotto blefuje. — Wielki wezyr kiwa głową. zbierzesz żołnierzy Gwardii Królewskiej i wyposażysz ich w najlepsze środki bezpieczeństwa. Sam amfiteatr otrzymał olbrzymi. Ale przejrzałyśmy jego blef. .— Wasza Wysokość? Nie mamy w zwyczaju zdradzać swoich zamierzeń. Innymi kierowała wyłącznie ciekawość. W rzeczywistości został wykonany z laminatów epoksydowych wzmacnianych włóknami węglowymi i rozpięty nad ziemią z zastosowaniem tysięcy stalowych rozpórek. Chce Nas podjudzić przeciwko Radzie. dokładnie jak proponujesz. — Wreszcie dał się przekonać. biegające wzdłuż przesuwającej się wolno kolumny luksusowych autolotów. ludzie przybyli oglądać uroczystości i zgotować ciepłe przyjęcie przywódcom swoich gildii. zamiast tracić czas w korku. żeby uśmierzyć wszystkie obawy związane z ostatnimi najazdami obcych. W kącikach jego cienkich ust błąka się nikły uśmieszek. Wasza Wysokość. Ta dawniej peryferyjna dzielnica Miasta stała się ostatnio areną wielkich przedsięwzięć deweloperskich: powstawały tu centra rozrywkowe dla niebieskich i wysokie apartamentowce. Nawet funkcjonariusze ochrony przy wejściu do amfiteatru traktowali nas jak gang dokuczliwych punków. mogliśmy mijać slalomem wlokące się pojazdy. który upodabniał się do namiotu opromienionego poświatą księżyca. którzy mają czelność wysługiwać się wrogom.

— Kontra. Wielka rzesza przedstawicieli innych gildii utrudniała nam przejście. — Athena. żeby nikt nas nie potrącał. zero problemów. — Zaczekamy tutaj. — Poczekaj. nic nam się nie stanie. Gwardzista usunął się na bok. — Wskazała na mnie. Drzwi otworzone z tyłu auta były gotowe na przyjęcie wszystkich aresztowanych za zakłócanie spokoju. — Kontra! — Tłum naparł mocniej na liny. musiał najpierw zaliczyć wykrywacz metalu. . — Kontra? — Asystent techniczny ekipy telewizyjnej. Tylko przywódcy gildii i ich sekretarze mogli wejść na salę posiedzeń. kto chciał tamtędy wejść. — A to nasza eskorta. Milan i Nathan poszli w jej ślady. Za pierwszymi drzwiami znajdował się duży hol. więc powinna być dobra. lecz było akurat tyle miejsca. — Nathan był zdołowany. Kiedy świat posuwał się do przodu jak wskazówki zegara. który stał z rozdziawionymi ustami. Przywódca gildii. Potem odwrócił się. — Uważaj tam na siebie. zaciekawione. spojrzał na nas ze zdumieniem. która stała w pobliżu. wczuwałam się w reakcję czytnika. na których wyświetlano wywiady przeprowadzane na zewnątrz. Furgonetka stanowiła wyraźną przestrogę dla tłumów gęstych zwłaszcza tutaj.— Spadać. który natychmiast zamrugał. zwinął dłonie w trąbkę i krzyknął: — Janet. — To mój sekretarz. pełen ożywionego ruchu i gwaru rozmów. Przebijając się przez hol. dzieciarnia! Macie trzydzieści sekund albo zbiera was lodówka! — Królewski gwardzista z twarzą całkowicie zasłoniętą hełmem wskazał karabinem dużą furgonetkę policyjną. Niespodziewanie mnie przytulił. tworzyliśmy czerwoną kreskę na de wszechobecnego błękitu. Athena przepchnęła się obok niej i wsunęła kartę do czytnika. Twarze były zaintrygowane. Przy drzwiach prowadzących w głąb amfiteatru stała grupa królewskich gwardzistów z karabinami impulsowymi w dłoniach. — Pokazała ręką Milana i Nathana. a w kilku przypadkach nawet przyjaźnie uśmiechnięte. nie skończywszy wypowiedzi. Ludzie cisnęli się szczególnie przed stoiskami serwującymi darmowe przekąski i dużymi ekranami. Skradziona czerwona karta została na nowo sformatowana. Przestała się interesować podstarzałym przywódcą gildii. Za nią zjawiła się dziennikarka: biegła tak szybko. Świetnie. — Athena zatrzymała się przed gwardzistą i nogą wyłączyła deskę. ubrany w kombinezon. to zobaczysz. — Spokojnie. ale na wszelki wypadek zwolniłam upływ czasu. Po króciutkim wahaniu włożyłam do czytnika swoją kartę. gdzie gromadzili się dygnitarze. tutaj! Kontra! Kamera obróciła się i podleciała do nas. Dlaczego wystąpiłaś z wnioskiem o odsunięcie od władzy Czarnej Królowej? Co chciałaś przez to osiągnąć? — Dziennikarka próbowała nadać pytaniu agresywne brzmienie. przywódca gildii Kontra. że jej włosy — trwała w kolorze blond — zabawnie podskakiwały. Każdy.

który był ciemnoczerwony. Za to zlustrował nas od stóp do głów. a nie. Poza tym nie pozwoliłabym Athenie przyjść tu bez ochrony. obracali się od czasu do czasu i obrzucali nas krótkim. Ci. Dziwiłam się. Włożyłyśmy długie. — Nie ma sprawy. Reakcja była płynna i bezproblemowa. najwyższy rząd. czarne koszulo-sukienki. Na piersi miałyśmy wielki nadruk: tag Kontry. że jesteśmy tylko czerwone. Athena usiadła na miejscu dla przywódcy gildii. Była niesłychanie niebezpieczna. Łączyła nas świadomość ogromu zewnętrznego wszechświata. Athena dokładnie przestudiowała protokół. gdzie jeszcze unosił się jej zapach. Traktowałam to jako nadzwyczajne świadectwo zmian. Dziewięćdziesiąta siódma to po prawej. — Proszę wchodzić. Po raz pierwszy miałam przebywać w obecności Czarnej Królowej i strasznie się denerwowałam. mogę zobaczyć wasze karty? Nawet jeśli był zszokowany tym. natomiast ja. którzy siedzieli w rzędach pod nami. gdy miała niebawem wyjść na arenę. Wnętrze wielkiej hali rozjaśniało przygaszone światło. na którym obraz wydawał się zwężony i rozmazany. — Odźwierny uniesionym drżącym palcem wyraził swój sprzeciw wobec turkusowych kolczyków Atheny. . — Przykro mi. W każdym rzędzie było dość miejsca. haftowanymi mankietami i kołnierzykami w kolorach błękitnym i indygowym. co objawiało się zdumionymi spojrzeniami mijanych osób. że ją znam. — Ciekawe. Hala miała kształt litery „D”. Oczywiście zwracałyśmy na siebie uwagę. — Zdjęła je ze wzruszeniem ramion. — Odźwierny przytrzymał otwarte drzwi. Po raz drugi wkładaliśmy karty do czytnika i znów uważnie monitorowałam swoją. życzył nam szczęścia. pośrodku rozległej przestrzeni. do tego czarne dżinsy i czarne miękkie obuwie. uważnym spojrzeniem. żebyśmy mogły swobodnie przechodzić koło tych. Położenie się na białym łożu w piankowym obrysie jej ciała. że tak chętnie tu usiadłam w sytuacji. nie dał po sobie nic poznać. Za wykrywaczem metalu i kordonem gwardii czekał starszy mężczyzna. które się we mnie dokonały. które wiodły do samej areny na dole. Nie zauważyłyśmy nikogo poniżej pięćdziesiątki. którzy już siedzieli. przy czym rzędy miejsc siedzących znajdowały się w okrągłej części. było bardzo intymnym przeżyciem. ale będzie pani musiała je zdjąć. bez patrzenia nam w oczy. Wzdłuż nogawek Atheny od strony zewnętrznej biegł rząd czerwonych sówek. że królowa jest RAL-em. ja — na prawo od niej. czy dają tu hassanki za friko. miałam na plecach jasnoczerwone ♥. jak zwykle. blisko pionowej ściany z ekranem. ubrany w trzyczęściowy garnitur i białe rękawiczki.Milan zasalutował. dzięki Nathowi. Ludzie z boku rozmawiali półgłosem i zerkali na nas ukradkiem. My zaś gapiłyśmy się bez skrępowania na kobiety w wytwornych sukniach zdobionych klejnotami oraz mężczyzn w garniturach i koszulach z wymyślnymi. miałam wrażenie. więc byłyśmy stosownie ubrane. Nasze miejsca znajdowały się prawie na samym skraju łuku. Wiedząc. Mogłyśmy patrzeć z boku na podwyższenie umiejscowione w dole. Stałyśmy na górnym podeście szerokich schodów. oliwkowy. po czym skierował się do stoiska z przekąskami. Odkryłam w sobie wielką moc i nie czułam już potrzeby ukrywania się. — Drogie panie.

czekając.Ostatnie miejsca były już zajęte. Stamtąd kosmici przenikali do naszego społeczeństwa dzięki pewnej zaawansowanej formie projekcji. dzięki czemu wrogowie zostali unicestwieni. W amfiteatrze robiło się cicho i powoli gęstniała atmosfera wyczekiwania. Proszę. Kiedy poruszamy głową. Kiedy system nagłaśniający zagrzmiał graniem trąbek. Z tyłu na ekranie — echa Naszych gestów i min w powiększeniu na tyle dużym. Srebrną koronę wysadzono stoma szafirami. dążący do władzy. korona rzuca błyski światła na cały amfiteatr. usiłowali wprowadzić między nas swoich agentów. pytajcie. Ci. . — Na pewno macie pytania. uważając. proszę. Suknia z połyskliwego arrasu to głęboko wcięty stan i długa spódnica. aż ucichną szmery — Do niedawna bowiem na orbicie planety ukrywał się obcy satelita. W tym kontekście jest fioletowa. Odpowiadamy na nie lekkim kiwnięciem głowy. zdobią ją spirale z lazurytów w odcieniu ultramaryny. Gdy snop światła z helikoptera pada na podwyższenie. Nie lękajcie się jednak. — Przerywamy. Żołnierze. by wszyscy je ujrzeli i poczuli lęk. członkowie Jaśnie Oświeconej Rady Najwyższej. gdyż zagrożenie minęło. żeby nie wzburzyć upudrowanych loczków. Przed zabraniem głosu dłuższą chwilę milczymy. — Nasz głos nie wymaga wzmocnienia. A niech sobie szemrają. — Zapewne nie uszło waszej uwagi pojawienie się w Mieście wielu nieznanych ludzi i ich niedawne. Bezpośredni podbój naszego świata jest niemożliwy. Tym chytrym działaniom towarzyszyły próby siania zamętu. w chwili wielkich społecznych niepokojów. Patrzcie na Nas. Otworzyły się główne drzwi i na salę weszła Czarna Królowa w orszaku dwudziestu królewskich gwardzistów. takie jak to podłe orędzie na antenie Newscast 1. — Konstytucja wyraźnie tego zabrania. Panie i panowie. — Zebraliście się tutaj. ekran zajaśniał mocnym blaskiem. gdy na ich siatkówkach utrwala się pulsujący fioletowy obraz. — Grzmot oklasków. i drżyjcie! Szemrają na widok gwardzistów. Motyw przewodni sukni to władza. więc żeby dojść do władzy. równie niespodziewane zniknięcie. Nikt nie ośmiela się przemówić. Saga stała się obiektem inwazji obcych. wchodzimy na nie w otoczeniu gwardzistów i przyglądamy się czujnie widowni. Wreszcie Respekt prosi o głos. *** Wchodzimy na salę posiedzeń w pełni majestatu. Athena odwróciła się do mnie z rozszerzonymi oczami. którzy na Nas patrzą. entuzjastyczne okrzyki. Zlokalizowałyśmy i zniszczyliśmy satelitę. chcemy wzmóc napięcie słuchaczy oraz przyjrzeć się wszystkiemu za pomocą jedynych narzędzi. którym owija się jak płaszczem. własnych oczu. mrużą oczy. — Respekt. rozbrzmiewa na sali silny i nieustraszony. o wy. Powody są dwa. którym możemy całkowicie ufać w konfrontacji z RAL-em. Michelotto z pewnością gdzieś tam się ukrywa pod osłoną zniekształconego powietrza. nikt nie odważy się sprzeciwić.

Dziewczyna wchodzi do środka. „Bez imion. Jak zwykle w przypadku tego typu kamer. Wasza Wysokość. Unosimy brwi. Kolejny wybuch złości. żeby przywrócić spokój. Widok zasłaniają plecy chłopaka z ordynarnym tatuażem na karku. żeby Nam się przypodobać. Możemy poprosić wnioskodawcę. Być może myśli. okrzyki: — Brednie! Niech żyje królowa! — Tym razem nie okazują wielkiego zdumienia. lecz na krawędziach zniekształcony i wydłużony. że uratuje ją Michelotto. lecz uważnie śledzą Nasze reakcje. na co publika reaguje śmiechem i głosami udawanego zgorszenia. — Wskazujemy wielki ekran za Nami. Niektórzy krzyczą bez przekonania: wyłącznie po to. — Niestety. Obiektyw skierowany jest na witrynę sklepu z zabawkami w żółtym centrum handlowym Kennedy’ego. lecz spontaniczny wniosek. — A to ciekawe. obraz jest ostry w środku. Domagają się krwi. Bardzo szybko zapada cisza. Chociaż trudno dostrzec szczegóły. konstytucja nie przewiduje spontanicznych wniosków. — Czym uzasadniasz swój wniosek? — pytamy. w najdalszym rzędzie amfiteatru. że rządzisz społeczeństwem. z lewej strony. Wrzeszczy: „Czas. patrząc na nią z dołu. Jednak wpłynął inny. Na sali wybucha radosna wrzawa. Uśmiechamy się. w którym faworyzowani są nieliczni. Chcą. czas! Spadamy!”. Masakra pluszowych misiów. Ale mam tu coś. Stoi wysoko nad Nami. niewątpliwie widać. Jeśli tak. żeby się przedstawił? Już wychwytują ją reflektory. zwłaszcza czerwoni. zbulwersowane okrzyki: — Jak śmiesz?! Skandal! Siadaj! — Czekamy. Dziewczyna w masce zatrzymuje się na deskolotce przed szybą i strzela hasłem z programowalnej puszki. Odzywasz się. Dziewczyna wychodzi ze sklepu i klepie go w głowę. żeby dziewczyna została uśmiercona za swą arogancję.— Nie będzie to pytanie. aż nasilą się wyrazy oburzenia. czarnymi. kretynie!”. Przejawia zaskakujący spokój i odwagę. — Czy to aby nie ty? — Ja. żeby Rada Najwyższa w imieniu wszystkich mieszkańców Sagi wyraziła swoją wdzięczność osobie. O to. żeby przejść do następnej sprawy. W półmroku widzę błyski w oczach rozdrażnionych osób. Miły uszom harmider. Młoda dziewczyna z długimi. Wstaje. Kontra. swoimi kłamstwami doprowadził ją do zguby. który chcemy przedłożyć pod obrady. jakbyś była największym społecznym dobroczyńcą. Ale teraz mam możliwość wyrazić swoje niezadowolenie w sposób bardziej konstruktywny. żeby Rada Najwyższa odsunęła od władzy Czarną Królową. Czerwona farba po naniesieniu na podłoże tworzy efektowne zacieki pod literami. która troszczy się o nasze bezpieczeństwo z niezrównaną mądrością i siłą. Idealna pora. Stają na deskolotkach. Obraz skacze i zaraz ukazuje się nagranie z minikamery. jak po sklepie fruwają szczątki porozrywanych zabawek. . wzburzonymi włosami. nic nie mają. włączają je i uciekają poza kadr. co obnaży twoją fałszywą moralność. a ogromna większość. — Uzasadniam wniosek tym. Wnioskuję. — Athena. Athena. po czym unosimy ręce.

Tam też. Ale obywatelom trzeba dać zajęcie. otwiera go i trzyma kurczowo. A w samym centrum wielka założycielka. które powinny zachowywać nabożne skupienie wobec tak fascynujących objawień. To idealny system. Przez chwilę mówi coś chyba w innym języku. — Tylko jeden cel jest godny wysiłków RAL-a: całkowita kontrola nad tym światem oraz tamtym. są zmuszeni Nas bronić. — Narastają szmery. — Zanim poddamy wniosek pod głosowanie.— Czy chcesz jeszcze coś powiedzieć. Jeszcze w czasach. Istota... W świecie Sagi pozostały dwa RAL-e i dysponujemy mocą. — Jakie to plany? To poważne. — Kim jest RAL? — Przeprogramowana samodzielna forma życia. ale z ciebie paskudna. jak na ironię. nim przejdziemy do głosowania? — Tak. że system polityczny w świecie Sagi jest niesprawiedliwy? — Hej. jak na ironię. — A więc co jest prawdziwym powodem ostatnich wydarzeń? — To. inaczej trudno utrzymać ich w ryzach. To niedorzeczne i zarazem bezcelowe. Istnieje populacja ludzi. — Do licha ciężkiego. — I znowu szemrają i mruczą. — Parskamy śmiechem. którzy osiągnęli samoświadomość. ale zaczęli sprawiać tyle kłopotów. Gonicie za lepszymi kartami i jesteście ślepi na całą resztę. co opowiadałaś Radzie Najwyższej o inwazji kosmitów? Wybuchamy śmiechem. Czy inaczej tolerowano by Czarną Królową lub Czarnego Króla? Pasożyty na tej sali reprezentują tych. Pewnie. gdyż brzegi próbują się zwijać. który pozwala Nam spokojnie skupić się na ambitniejszych planach. czy prawdą jest to. jak bardzo Nas nie znoszą. którzy spijają śmietankę i bez względu na to. Pewnie tyle. proszę nam powiedzieć. zasługujące na pełną odpowiedź. która przechodzi . dociekliwa zołza! Powinnyśmy kazać gwardzistom odstrzelić ci łeb. słuchając tych dyrdymałów! — Na sali zalega cisza. a jednak w sali wytwarza się osobliwie odurzająca aura. — Czy nie uważasz. znowu będziemy ich miały w ręku. Ludzie są wstrząśnięci. Wystarczy zaludnić zewnętrzny wszechświat nieśmiertelnymi istotami i wszystko staje się wykonalne. Tak istoty ludzkie na Ziemi nazwały mieszkańców Sagi. że każdy mógłby dostać zieloną kartę.. których chciałyśmy wziąć w niewolę. która potrafiła ogarnąć to wszystko wyobraźnią. Wystarczy poczekać. opanujcie się! Jeszcze nie wszystko stracone! Budujemy satelitę uzbrojonego w głowice jądrowe. Oczywiście. Denerwuje Nas to popiskiwanie mrówek. Gdy znajdzie się nad ich planetą. że trzeba ich było przepędzić. że to bzdura. co usłyszeliście w wystąpieniu Cindelli. istotne pytanie. Tylko osły patentowane rżałyby z uciechy. mamy tu w bród wszystkiego. nim zostali przez nas zniszczeni. Mogłybyśmy przemierzyć olbrzymie międzygwiezdne przestrzenie i stworzyć cywilizację na obszarze miliardów galaktyk. Tu można być bogiem. — .. — Mówisz o tej zmyślonej bajeczce? Oczywiście. Czujemy szum w głowie jak po wypiciu szampana. — Wyciąga kawałek pergaminu. że jest niesprawiedliwy. w którym jesteśmy zagnieżdżeni.

jaka kamizelka najlepiej zasłoni tłusty brzuch. pawie. jedynej osoby. Mało tego. Wybuchamy gromkim śmiechem. słychać wrogie okrzyki. Czyżby nie słyszeli ostrzeżenia? Czy są aż tacy głupi? Nieposłuszne barany! — Trzymajcie ręce wysoko. Przywódca Respektu patrzy ze zgrozą i niepewnością. Rozstrzelamy każdego. Żołnierze są gotowi. choć nikt poza Nami nie jest rozbawiony. Zasłania twarz dłonią. który. wszyscy z wyjątkiem jednej dziewczyny. — Dziękuję za szczerą wypowiedź. A zatem w pobliżu czai się Michelotto. Ogarnia Nas złość. Coś jest nie tak. a was trzymamy przy korycie. Najmarniejszy biurkowy urzędas jest inteligentniejszy i bardziej rozgarnięty niż wy wszyscy razem! Dlatego ich dopuszczamy do władzy. która stoi z podniesioną ręką. Ludzie siedzący najbliżej Atheny. Proponuję poddać wniosek pod głosowanie. że Michelotto w końcu się pokaże i weźmie ją w obronę? — Kto głosuje za wnioskiem. — Całkiem dowcipna odpowiedź. od dłuższego czasu trzymają karabiny w pogotowiu. — Te pytania zaczynają Nas nużyć i zastanawiamy się. nic na to nie poradzicie. że przypieczętowała swój los? Może myśli. ludźmi obdarzonymi największą inteligencją i dalekowzrocznością! — Dajcie spokój. — Cięta riposta. kulą się i drżą z przerażenia. I nadal stoi. Zostały skierowane w sufit. Niech wszyscy zobaczą. Strzelają do przywódcy Kontry. Wasza inteligencja nadaje się tylko do głupkowatych pochlebstw. po której miotają się i wyją. Unika Naszego wzroku. Gwardziści patrzą na Nas. czemu w ogóle na nie odpowiadamy. — Przychodzą Nam na myśl następujące stworzenia: małpy. — Tym razem dajemy krótką odpowiedź. odbija się w amfiteatrze tubalnym echem. — Co sądzisz o Radzie Najwyższej? Znów reagujemy szyderczym śmiechem. wszy i papugi. — Dziewczyna siada. — To oburzające! Jesteśmy elitami. kiedy rozprasza się dwadzieścia oślepiających impulsów energii. jeśli odsuniemy cię od władzy? Ta dziewucha nie zna umiaru! — Ogłosimy stan wojenny. Nie rozumie. Wasza dalekowzroczność sprowadza się do przewidywania. Straże. czym jest prawdziwa tyrania. Idiotka. strzelajcie do każdego. niech podniesie rękę — mówimy lodowatym tonem. . kto ma rękę w górze! Liczba głosów popierających wniosek raptownie spada do jednego. Na widowni szmer.wasze wyobrażenia. — No co? Co możecie zrobić? Pozbawicie Nas władzy? Kto będzie troszczył się o wasze przywileje? — Co zrobisz. kto głosował za wnioskiem. I wiecie co? Choćby cały świat Nas nienawidził. wzmocniony. Ze zdumieniem patrzymy na las rąk.

Obok przywódcy Kontry stoi młoda czarnoskóra dziewczyna zwana Zjawą. — Zjawo. że wkrótce się skończy. unieruchamiając go łańcuchem cząsteczek powietrza. w oczach czai się strach. Obracamy się błyskawicznie. prawie na wyciągnięcie ramienia. lecz musimy się wstrzymać. kto jest największym zagrożeniem dla jedności społecznej: niegdysiejszy Nasz sługa o imieniu Michelotto. Tetydo. Schodzimy z podwyższenia i zbliżamy się do Michelotta. — Straże. żeby stawić mu czoło. od jego dłoni bije blask. nie przezwycięży Naszej woli. Panie i panowie. Jego głos rozbrzmiewa tuż obok Nas? Chwila dezorientacji. nawet strachu. Osłaniamy się peleryną bezlitosnych śmiercionośnych płomieni. To upajająca chwila i trochę żałujemy. Garota. żeby sięgnąć na drugi koniec tej przyciemnionej sali i odchylić impulsy energii. to on wypromował Kontrę. będą mieli czarne. jeśli temu nie zaradzimy. który pęta mu nogi. Ludzie w pobliżu krzyczą i pierzchają na boki. ktoś nam przeszkodził wykonać wyrok. zawieszone między zamachowcem a żołnierzami. musisz mi teraz pomóc! Tetydo?! Całym wysiłkiem woli krępujemy ruchy Michelotta i spychamy w jego stronę zabójczą salwę impulsów. którzy za chwilę. Obojętnie co wymyślił. Ktoś. łysej głowie błyszczą krople potu. Jesteśmy już bardzo blisko. Schodząc powoli szerokimi schodami. Zwycięstwo jest Nasze! Michelotto nie jest silniejszy. Impulsy energii zatrzymują się w powietrzu. Być może tylko Michelotto wychwyciłby jego drżenie. swobodnie odbija strzały. którą uformowały impulsy wystrzelone z karabinów gwardzistów. I pamiętajcie. Za nim snopy iskier i grad pokruszonych kamieni. Wyciągamy sztylet o rękojeści z masy perłowej i patrzymy mu w oczy. choć duża część Naszej woli wciąż koncentruje się na unieruchomionym zamachowcu. Nadal wyciąga przed siebie dłonie. luźno zwisa. członkowie Rady Najwyższej. że gdy polegnie z mojej ręki. Powoli rozpędzają się w jego kierunku. niż był dawniej. Michelotto. — Domagam się poszanowania odwiecznego prawa wstąpienia na tron po zwycięstwie w walce z dotychczasowym władcą. złaź stamtąd! Złaź! Hańba ci na wieki! — A więc dobrze. Tym razem Nam nie ujdzie. To on stoi za niedawnymi demonstracjami czerwonych i pomarańczowych. broniąc się przed nadlatującymi pociskami. ognia! — Nasz głos imponuje spokojem. Ktoś inny ochraniał przywódcę Kontry. która wyświadczyła Nam tyle przysług w przeszłości. Nasza zdolność wywierania wpływu na prawa fizyki w lokalnym środowisku jest większa. Zamykamy oczy i czujemy otaczające Nas strumienie energii. To ona uciekła z posterunku policji. . przywrócę Radzie Najwyższej dawną świetność! To niezwykłe posunięcie z jego strony. Na starej. Jak to możliwe? Nie posiada tak wielkiej mocy.— Właśnie tego się spodziewałyśmy. Chcemy dostrzec w jego spojrzeniu świadomość przegranej. Impulsy energii odskakują od nich i kierują się z powrotem na królewskich gwardzistów. parujące dziury w miejscu bijącego serca. jeśli chcesz uwolnić od niej ten świat. bo to niekoniecznie jest blef. Czyżbyśmy czegoś nie wzięły pod uwagę? Gdy stoi na piasku areny. Kierujemy do ziemi energię pocisków i odwracamy się.

to jego obrzydliwa twarz — uradowana tak. który miała przed sobą. Wśród tych. Gwałtownie odchylamy głowę z nadzieją. żeby lekko się zachwiał. że z ust prawie cieknie ślina. Dostaje się również Nam: i My toniemy w morzu ognia i siarki. że Nasza drwina musi z czegoś wynikać. — Gwardziści spojrzeli na siebie i opuścili lufy karabinów. bo kogoś stratujecie. że tak wielka moc istniała tak długo i nie byłyśmy jej świadome? Czemu zlekceważyłyśmy tę dziewczynę. Napieramy na jego ramię i to wystarcza. Robimy nad nim gwiazdę i z impetem uderzamy o ziemię. Jedni próbowali uciec w popłochu. Kilku oszołomionych gwardzistów strzelało z karabinów. Uśmiechamy się do tych triumfujących oczu i mina mu rzednie. którego uderzenie powstrzymuje już tylko Nasza wola. żeby płomienie przyniosły Nam zagładę. ponieważ w tym starym ciele jest zwinność młodzieniaszka. w większej liczbie. Na piasku nadal płonął niebieski ogień. Czas działa na Naszą niekorzyść. więc próbujemy go jak najbardziej spowolnić Tylko jeden sposób pozwoli uciec przed metalową pętlą. W ten sposób zginęło wiele RAL-i: ostatnie. Rzuca się na Nasze rozprostowane ciało i ponownie zaciska drut. Mamy wrażenie. która od razu przestała wydawać się miejscem grozy. U wejścia na salę utworzyło się kłębowisko ludzi. byli Nathan i Milan. Athena ujęła moją dłoń. Nie przepychajcie się w drzwiach. tę Zjawę. Wracajcie na swoje miejsca. . jakby trawił rozlany olej.— Straże! — Wskazujemy cel. Przestańcie strzelać. W mroku przemykały z szumem kamery telewizyjne. wracajcie na swoje miejsca. w chwili morderstwa. a zarazem wbiegamy na ścianę stwardniałego powietrza. Żegnamy się z nadzieją. Dobrze Nas zna i nawet teraz. żeby je wyhamować i zepchnąć na inny tor. Jej apel chyba poskutkował. Garota poluzowana. Musimy się skoncentrować jak nigdy dotąd: zmagać się z Michelottem i jednocześnie kierować pociski w stronę dziewczyn. Michelotto topi się jak wosk w ogniu. że trafimy go w brodę. próbujące sfilmować coś. żeby na własne oczy zobaczyć. gdzie stoją dzieciaki. I te pociski zawisają w powietrzu. która jest niepowstrzymana i niemożliwa do przeniknięcia Jak to się stało. Michelotto odzyskuje swobodę ruchów i momentalnie przyskakuje do Nas Czujemy ukłucie w szyję. — Zabić ją! Nowa płomienista salwa białych i czerwonych impulsów energii odrywa się od areny w stronę ciemnego kąta sali. pojmuje. kiedy po raz pierwszy przykuła Naszą uwagę? Jakże fatalny w skutkach błąd! Pociski spadają i jesteśmy zmuszone dołożyć wszelkich starań. — Czarna Królowa nie żyje. pchali się do środka. które da mu zwycięstwo. Rozjaśniłam wnętrze sali. Czy to wystarczy? Nie wystarcza. którzy przeciskali się w naszą stronę. lecz drudzy. Pociski wymykają się spod Naszej kontroli i zaczynają wirować w górze niczym rój gwiazd wciąganych do czarnej dziury Czujemy ją teraz. którą utworzyłyśmy przed sobą. Czy jesteśmy wolne? Nie. *** Ciemny amfiteatr wypełniały wrzaski. Przestajemy opierać się Tetydzie i pozwalamy. — Przestańcie strzelać! — odezwała się Athena do mikrofonu. Pociesza Nas jedno: wydaje się nieświadomy huraganu ognia nad swoją głową. Nie przypomina Tetydy w niczym oprócz mocy. co widzieli. jest zbyt wiele przeciwstawnych czynników. że przegrywamy. co pozwoliłoby widzom zorientować się w sytuacji. co się dzieje. Po chwili znów przemówiła: — Nie wrzeszczcie już tyle.

to samo Michelotto. Była zdecydowana i patrzyła na mnie przenikliwym wzrokiem. — Na mocy prawa zostaje naszą królową! Konsternacja. Do amfiteatru wchodziło coraz więcej ludzi. która popisała się niezwykłą zaradnością. ale żeby mnie usłyszała. a on też pomachał mi z entuzjazmem. która ich zabiła. jest Zjawa! — Athena podniosła moją rękę. — Gratulujemy. — Czarna Królowa nie żyje. Na ekranie ukazały się nasze twarze w olbrzymim powiększeniu. — Osobą. ludzie. — Poszukiwacze Prawdy! — wywołała gildie. Nie mniejsza z mojej strony. i tak musisz. Czy tego chcecie.. musiałam powiedzieć to wystarczająco głośno dla mikrofonu. — Szarpnęła mnie w stronę areny i razem zeszłyśmy po szerokich schodach. gorliwym lub ponurym. by ktokolwiek się nudził. Nie byłam Tetydą i nie będę wspominać tego z dumą zwycięzcy. Czułam. dziś rozpoczyna się nowa era. — Niech żyje Jej Królewska Wysokość! — Bezwzględna Lojalność! — Dziewięćdziesiąte ósme. — Nieważne. że jestem sobą. W każdej chwili któraś z gildii mogła wyrazić sprzeciw. Starsza kobieta w niebieskiej sukni nachyliła się do mikrofonu. że są świadkami historycznej chwili. jakby regularnie nadzorowała obalanie tysiącletnich dynastii. do wypełniania przejść między rzędami. — Słuchajcie. chyba że tylko przez chwilę. No. Miała rację.. choć wiedziałam.— Chodź. Wszyscy obecni w amfiteatrze z pewnością byli poruszeni i świadomi. czy nie. — Athena — zaczęłam szeptem. korona władzy wbija się głębiej na moje skronie. jak z każdym nowym głosem. zwięzłym lub kwiecistym. Królowa już nie nękała świata swoją uciążliwą obecnością. . lecz stanowczo. — Nie chcę być królową. Wątpię. którzy już w nim byli. naszej nowej królowej! — W imieniu Kontry uznaję naszą nową królową — oświadczyła Athena jako przywódca gildii. Wasza Wysokość — Wizja Czystości! — Miejsce dziewięćdziesiąte dziewiąte. — Uznajcie swoją królową! Światło reflektora odnalazło ich w samym górnym rogu sali. Wywoływanie kolejnych gildii szło do przodu powoli. zmuszali tych. Po moim ciele rozpływały się fale słodkiej euforii. Miałam być królową? Dopiero przyzwyczajałam się do tego. drżącym lub uroczystym. że nie mam prawa chełpić się pokonaniem dwóch RAL-i. Kto wie co by się wtedy wydarzyło? Prawdopodobnie nie wiedziała tego nawet Athena. która w rankingu zajmowała setne miejsce. — Athena weszła na podwyższenie i pociągnęła mnie za sobą. Pokiwałam dłonią Nathanowi. — Chwała Zjawie.

— Spojrzałam na Athenę z niemą prośbą o pomoc. — Reszty dowiecie się z postów. zbliżające się coraz bardziej i bardziej do piaszczystej areny. że jestem ich nową panią. skupionego na mnie. Zabrzmiało to. Dzisiaj rozpoczynamy budowę nowego społeczeństwa w świecie Sagi. Athena zeszła z podwyższenia. Cwany lis. Wielki wezyr wstał. każde oświadczenie spotykało się z aplauzem. Postacie unoszące się jedna po drugiej wykreślały na trybunach krzywe linie. jakby mówił szczerze. — Dziękuję wam wszystkim. prawda? — Kiedy się uśmiechnęłam. Przecież nie dała wam wyboru. skąd patrzyłyśmy na zatłoczoną salę. — Fajnie. Ceremonia toczyła się z impetem nie do zatrzymania. gdy przychodziła ich kolej. . — Respekt. — Teraz oczywiście nadejdą zmiany Życie jest ciężkie dla wielu ludzi i trzeba będzie coś z tym zrobić. numer jeden w rankingu. choć nie powiedziałam nic szczególnego. — To tyle na razie. ubrany w elegancki jedwabny garnitur z fioletową kamizelką. Aplauz się przedłużał. ale tylko wzruszyła ramionami. lojalność wobec poprzedniej królowej nie będzie karana. narastała atmosfera triumfu.Gwardziści już teraz zapewniali mi ochronę. oddalony o jeden rząd od naszego miejsca na podwyższeniu. W miarę jak padały kolejne deklaracje lojalności ze strony gildii. — Nareszcie ostatnia gildia. rozległy się nerwowe śmiechy. a nawet kilka histerycznych okrzyków. Przywódcy gildii wstawali i kłaniali się. Był chudy i kruchy. — Respekt z radością kłania się Jej Wysokości i oznajmia swoje bezwarunkowe poparcie dla królowej. Ale nie bójcie się. przyglądając się pilnie tłumom. że klaskali. Światła w amfiteatrze przygasły z wyjątkiem jednego. To miłe z waszej strony. Wiedzieli.

murki. Wszędzie buczały kamery stacji telewizyjnych. — A to arena koncertowa. których uroda objawi się w pełni. zawadzały nam budynki. W parku szalały już setki skaterów. Ale naprawdę jest fajnie — dodałam prędko. Zastanawiałam się tylko. czy tu się jeszcze coś robi. Tego dnia miał tam grać zespół Jaya. ale że byłam królową. Nie jestem miłośniczką architektury i raczej nie doceniłabym koncepcji. i to bardzo. — Chłopak. Odnoga jeziora pokazuje miejsce. Na szczęście nie byłam ekspertem od takich spraw. pokazując w dali wgłębienie w kształcie misy z okrągłą estradą pośrodku. choć miała jedynie kilkanaście centymetrów głębokości. Gdzieś tam w wesołej kompanii bawił się Arnie. na której opierał się projekt. która wyglądała jak olbrzymi wydłużony basen. że będzie stąd świetny widok. Mieszkańcy Sagi i świata . zawierający kilkanaście misek. toteż mnóstwo roślin oplatających balkony tworzyło wrażenie. gdzie zachodzi słońce w najdłuższym dniu lata. znajdowało się coś. który przypominał ogromną muszlę ślimaka. wzniesionego w jednej z zaniedbanych części Miasta według projektu młodego zwycięzcy konkursu. zastępując je ogrodami i lasami. który wygrał konkurs. — Przerwał. nieprzemalowywany od czasu wyścigu. gdy drzewka zostaną pozbawione podpórek.. Pomarańczowe i czerwone blaski na wodzie muszą robić wrażenie. Można zjeść kolację w restauracji na górze i patrzeć. skierował palec wzdłuż wody. zawstydzony i onieśmielony bliskością kamer. co mnie trochę denerwowało. Kopuła budynku prawie wszędzie była przeźroczysta. liczne poręcze. w otoczeniu balkonów. Parę godzin temu przewodniczyłam uroczystości otwarcia nowego centrum rozrywkowego. Na podwyższeniu w centralnym punkcie skateparku stał dumnie nasz poczciwy czołg. Uśmiechnęłam się na jego widok i spojrzałam do góry na restaurację na drugim piętrze. widząc jego przestrach. — Chodźmy do środka. na czym znałam się znakomicie. — Nie podoba ci się? — Podoba mi się. Stałam na balkonie na piętrze nieskazitelnie białego budynku. W promieniu wielu kilometrów usunięto gruzowiska i pustostany. lecz co jakiś czas nękał mnie prośbami o wielki kontrakt na naprawy. Do tej pory rzadko mogliśmy oglądać zachód słońca. to nic wielkiego. Zresztą mówiłam szczerze. Pośrodku ślimaczej muszli. półrury i funboxy. cieszył się.. ale pomyślałem sobie. że jesteśmy na zewnątrz. jeden z dziesięciu zaproszonych na tę okoliczność — Po co ta woda? — A. na przykład pływa kajakiem lub żaglówką.34 Gwiazdy Miliony srebrzystych okruchów słońca skrzyły się na nitce błękitnej wody. że wyszedł z więzienia. W centralnej hali skonstruowano wymuskany skatepark. piramidki. musiałam do nich przywyknąć.

tylko podkomisja złożona z przedstawicieli ośmiu wybranych losowo gildii pod przewodnictwem kogoś z Kontry. Zaledwie mnie zobaczył. którym posługiwał się podczas mniej oficjalnych rozmów w cztery oczy: — Myślą. gdyż nadal bał się wyrażać odmienne poglądy. że do wszystkiego stosowałam to samo rozwiązanie? Sprawdzało się. — To niech sobie spada. lecz nie chce się zgodzić. Uśmiechnął się. a ja wzruszyłam ramionami. żeby podkręcać tempo. Kiedy opadała. Rada Najwyższa ma tego świadomość. — Wasza Wysokość. — Rozumiem. Na pierwszy rzut oka trudno ich było rozróżnić. — W takim razie nie wiem. kiedy zostałam królową. muszę lecieć. Rada Najwyższa prosi cię o zdanie w kilku ważnych kwestiach gospodarczych. Na dole dogoniłam Erika. Nie widzę powodu. Co z tego.Erika świetnie się dogadywali.. że wszyscy zażądają tego samego dla siebie i spadnie produkcja. że Rada Najwyższa była bandą kłótliwych gadułów. że idą zmiany. — Dawaj. Tam nie mogą czekać. Pokręciłam głową. — Pozostałe kwestie przestały się liczyć. poczułam do niego sympatię. — Wielki wezyr stanął przede mną. Ale nie on ponosił winę za to. — Zniżył głos do szeptu i ciągnął tonem. wyłączył nogą deskę. że dopiero zaczynał. Niech tą sprawą nie zajmuje się cała Rada. Nie ma pośpiechu. którzy ze względu na ciężkie warunki domagają się skrócenia tygodnia pracy do dwudziestu pięciu godzin. Dobrze wykonywał swoje obowiązki i starał się nie okazywać strachu. Cieszyłam się. — Był naprawdę świetny. . Co do reszty. — Weźmy takie szpitale. kiedy na parterze pojawił się nagle Erik. biorąc pod uwagę. — Niezła robota. jego awatar. ale ja umiałam. Powinieneś zaprojektować więcej takich miejsc. Co dalej? — Popierasz żądania robotników z hut żelaza. trzymała deskolotkę. — Co dalej? Zresztą nieważne. przerywając mi wnikliwą analizę możliwości trikowych w skateparku. i nie będą psioczyć na opóźnienia. Ludzie zrozumieją. To zajmie jedną chwilkę. Porozmawiaj z wielkim wezyrem. — Jesteś niezłym skaterem. że nie zwolniłam go z posady. — Jakże często musiałam powstrzymywać się od wybuchu złości. Kiedy ze spuszczonym wzrokiem robił notatki. — Hm. — Urwał. Cindella. — Wybacz. — Odwróciłam się do czekającego chłopaka i pokiwałam głową. kiedy szusował między dwiema rampami o półlogarytmicznym profilu. — Wyniknął spór o priorytety przy wyznaczaniu terenów pod nowe szpitale. wyznacz podkomisje. gdy jego świat stawał na głowie. osiem losowo wybranych gildii pod przewodnictwem przedstawiciela przemysłu hutniczego. Wiesz co? Niech podkomisja zajmie się godzinami pracy.. zeskoczył zwinnie na ziemię.

— Wiemy. lecz mieszkańcy jego świata brzydzili się przemocą. że niepotrzebnie zabiłam Czarną Królową? — Tak. gdy traktował mnie chłodno. Wzruszył ramionami. Patrzyliśmy z balkonu. Dla niej życie było rywalizacją. żeby miał o mnie dobre zdanie. Zapamiętaj sobie jedno: RAL-e były do was wrogo nastawione. Sami przebudowujemy ten świat i nieźle nam idzie. — Westchnął i zatrzymał się. Jest tylko zwycięstwo lub przegrana. Z jakiegoś powodu bardzo mi zależało. — Tak. nawet wrogom. — Nadal uważasz. że nie możemy mieć takich w naszym świecie. Twoja komisja zdecydowała już. Jestem kimś wyjątkowym. żeby obejrzeć tor. zagubioną dziewczynką. Weszłam na deskolotkę i pognałam za nim. brygada! — Chwiejnym krokiem podszedł do nas Milan. zdolną współczuć innym. — Mylisz się. . że to zbyt ryzykowne. Oczywiście cieszył się. przecież były produktem ludzkiej cywilizacji. Nie zmieniłbyś jej charakteru. powitałam ich radosnym uśmiechem. nie wałkujmy już tego. O ile miałaś chwilkę. — Może nie do końca wrogo. czy mamy przeprogramować Sagę? — Nie słyszałeś jeszcze? Doszliśmy do wniosku. wsuwając rękę pod deskę zawieszoną na plecach. — Pozostali nie brali udziału w wojnie domowej. że się zbliżają. — Bo nie jestem tak do końca RAL-em. więc dołowałam się. Lepiej pomówmy o przyszłości. która musiała być dobra i przyjacielska. jeszcze mogła się zmienić. — Hej. Jest niezły. która trwała dwa tysiące lat. Zresztą pozostali — tu pokazał skaterów — dogadują się z nami bez problemów. Mądrze robicie. a tuż za nim Nath i Athena. Nath pocałował mnie w policzek i objął w pasie. RAL połączył się z małą. Ale znam sposób myślenia RAL-i i wiem. — Dobra. żebyśmy zobaczyli mistrza w akcji. Szkoda. — Fajnie. że może odwiedzać Sagę. — Ale chyba najwyższy czas. — Erik radzi sobie całkiem dobrze — oznajmiłam. a okrucieństwo przyjemnością. odnosił się do mnie z rezerwą. Fajna zabawa. Ty akurat jesteś istotą ludzką. — Ty jesteś inna — zauważył lakonicznie. Choć oczywiście czułam. — Znowu ruszył przed siebie i zleciał do miski. Była otwarta na negocjacje. Zniszczyły ludzkość na Ziemi i nie przejęły się tym ani trochę. Z nimi nie można dojść do porozumienia. Wszystkie RAL-e były takie same. — Athena uniosła dłoń. — Tyle razy to przerabialiśmy.— Dzięki. że jesteś w błędzie. Odkąd dowiedział się o śmierci Czarnej Królowej.

że odziedziczyłam nieśmiertelność po Tetydzie. Zamierzałam przejść przez portal i opuścić ciasne horyzonty Miasta na rzecz gwiazd. Kluczyłam w ten sposób. proszę o przejście dla królowej. przypomniało mi się. że to by mi nie wystarczyło. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Poza Sagą na zbadanie czekał cały wszechświat. że gdy wszystkie sprawy zostaną skierowane na właściwy tor. żeby miała ostrzejsze wybicie. kiedy zauważyłam. Ten świat nie był odpowiednim miejscem dla kogoś takiego jak ja: obdarzonego mocą o wiele. Różniłam się od wszystkich istot zamieszkujących Sagę — nie tylko dlatego. Gdybym tu została. wybrał dobre miejsce do rzucenia wyzwania. Arnie podrasował moją deskolotkę. gdzie mogłam się wybić na sporą wysokość. ale też chciałam przetestować tor. naszej niezrównanej Zjawy! — Athena! — Byłam autentycznie zawstydzona. Co gorsza — kogoś. kiedy jej głos popłynął nagle ze wszystkich głośników w budynku. wyfrunąć z powrotem między rampy i bezpiecznie wylądować. wiedziałam. . Tak wykorzystywać swoje zdolności. Tym właśnie powinnam się zajmować. W każdym razie istniała alternatywa — i ta myśl dawała mi tak ogromne poczucie swobody. Roześmiałam się na całe gardło. nad którymi szusowałam dla zwiększenia impetu. żeby zrobić ślizg na długiej poręczy. — Panie i panowie. Kiedy pędziłam w półrurze. Postanowiłam. niż można sobie wyobrazić. że już ktoś przede mną oznaczył błyszczący. srebrzysty wspornik swoim tagiem. Przy odpowiedniej prędkości można było pokonać cały odcinek w prawie horyzontalnej pozycji. jak z powodu przyśpieszenia skręcają się we mnie wnętrzności. stałabym się zagrożeniem dla wszystkich. Podłoga w skateparku była oczywiście wyłożona miękkim materiałem. że z największym trudem znosiłam ograniczenia wynikające z mojej obecnej sytuacji. Po zaliczeniu paru misek nabrałam wystarczającej prędkości. Ale choć przepełniała mnie euforia. wiele większą. lecz przyśpieszenie przy zjazdach po rampie powodowało zawrót głowy. pomyślałam w tej chwili szczęścia. Zwrotna deska bezproblemowo poradziła sobie z kilkoma słupkami. Miała włączony mikrofon. Powietrze huczało mi w uszach dokładnie tak samo i czułam. przecinając ukośne słupy jasnego słonecznego światła. Na sam koniec przyłożyłam na niej naklejkę z tagiem Kontry. na którym teraz stanęłam. żeby wydostać się prosto na długi. Nathan zaprojektował upiora. kto czerpał przyjemność z zabijania wrogów i kto miał żyć przez tysiące pokoleń. wysoki podjazd — będący prawdziwym sercem toru — skąd wpadało się do łukowatej półrury.— W takim razie musisz go wypróbować. jak teraz. — Nadal potrafiła mnie zaskoczyć. więc w zasadzie nic mi nie groziło. Następnie grzałam tam i z powrotem między dwiema największymi rampami. abdykuję i udam się w podróż. Nie kierować się pragnieniem zemsty i zwycięstwa. jak kiedyś Milan rozkołysał mnie setki metrów nad ziemią. lecz wyczyniać w powietrzu niemożliwe numery. wolna od strachu i niepewności. Za dwa tysiące lat mogłabym nie różnić się niczym od Czarnej Królowej.

zdobyła wiele nagród i wyróżnień (m. Uznanie czytelników na całym świecie zyskały też kolejne tomy cyklu: Saga i Edda.O Autorze Conor Kostick jest pomysłodawcą pierwszej na świecie gry fabularnej fantasy rozgrywanej na żywo. otwierająca trylogię science fiction Kroniki Awatarów. Przewodnik po Dublinie roku 1916) oraz współredaktorem antologii lrish Writers Against War (Irlandzcy pisarze w sprzeciwie wobec wojny). Jego debiutancka powieść Epic. została wpisana na listę IBBY 2006). Jest autorem prac historycznych oraz esejów na temat kultury i polityki. Mieszka w Dublinie. współautorem książki The Easter Rising: A Guide to Dublin in 1916 (Powstanie Wielkanocne. Dwukrotnie pełnił funkcję prezesa Związku Pisarzy Irlandzkich. zbioru prozy i poezji irlandzkich autorów w odpowiedzi na groźbę wojny w Iraku. . gdzie po obronie doktoratu z wypraw krzyżowych wykłada historię średniowiecza w Trinity College. in. której scenografię przygotowano we wnętrzach Zamku Peckforton w Cheshire.