You are on page 1of 249

Malpas Jodi Ellen

Ten mczyzna
01
Niebezpieczna obsesja poczy pikn projektantk wntrz i modego milionera,
ktry przyjemno uczyni sensem ycia i dla swojej rozkoszy nie zawaha si
przekroczy adnych granic
Ava OShea dostaje intrygujce zlecenie: ma urzdzi wntrza zabytkowej
posiadoci pod Londynem. Rezydencja zaskakuje przepychem, lecz jeszcze
wikszym zaskoczeniem jest jej waciciel. Ava spodziewa si nudnego
podstarzaego snoba, a spotyka Jessego Warda oszaamiajco przystojnego i
zdumiewajco pewnego siebie.
Nie jest w stanie zapanowa nad obezwadniajcym podaniem, jakie budzi w niej
ten mczyzna, nawyky do zaspokajania swoich najmielszych fantazji. A
rwnoczenie czuje, e za jego pogoni za przyjemnoci kryje si jaki niepokojcy
sekret. Instynkt podpowiada jej, e powinna ucieka. Lecz Jesse Ward nie zamierza
pozwoli jej odej...

Rozdzia 1
Przetrzsam stosy rzeczy rozrzuconych na pododze mojej
sypialni. Znw si spni.
- Kate! - woam gorczkowo. Gdzie one s, do diaba? Biegn
na podest i przechylam si przez porcz. - Kate!
Sysz znajomy dwik drewnianej yki uderzajcej o brzeg
ceramicznej miski, na dole pojawia si Kate, rude krcone
wosy upia wysoko. Zerka na mnie ze zmczeniem.
Przywykam ostatnio do tego wyrazu jej twarzy.
- Kluczyki! Widziaa moje kluczyki? - prycham na ni.
- S na stoliku pod lustrem, czyli tam, gdzie je wczoraj
wieczorem zostawia. - Przewraca oczami, po czym wraca ze
swoj mieszanin do pracowni.
Biegn na drugi koniec korytarza i znajduj kluczyki pod
stosem tygodnikw.
- Znw si ukryy - mrucz do siebie, chwytajc po drodze
jasnobrzowy pasek, buty i laptop. Wychodz z mieszkania
znajdujcego si nad pracowni Kate, moja przyjacika
przekada wanie swoj mieszanin do rnych foremek.
- Musisz posprzta swj pokj, Ava. Panuje tam nieziemski
baagan - mruczy.

Owszem, moje osobiste umiejtnoci organizacyjne s


szokujco marne, co jest tym dziwniejsze, e jestem
projektantk wntrz zatrudnion w Rococo Union i cae dnie
spdzam na koordynowaniu i organizowaniu. Bior telefon z
niskiego stolika i zanurzam palec w mieszaninie Kate.
- Nie mog by idealna w kadej dziedzinie.
- Wynocha! - Kate uderza yk w moj do. - Po co ci
samochd, tak na marginesie? - pyta, wygadzajc
powierzchni mieszaniny. Jzyk opiera na dolnej wardze w
wyrazie koncentracji.
- Mam pierwsz konsultacj w Surrey Hills... jaka
posiado. - Wkadam pasek w szlufki granatowej owkowej
spdnicy, wsuwam stopy w jasnobrzowe szpilki i przegldam
si w wiszcym na cianie lustrze.
- Mylaam, e wolisz miasto.
Poprawiam przez kilka sekund dugie ciemne wosy,
przekadam je z jednej strony na drug, lecz w kocu si
poddaj. Moje ciemnobrzowe oczy wygldaj na zmczone,
brakuje w nich iskry - jest to bez wtpienia efekt tego, e zbyt
duo wziam na swoje barki. Wprowadziam si do Kate
zaledwie miesic temu po rozstaniu z Mattem. Zachowujemy
si jak dwie studentki. Moja wtroba baga o chwil oddechu.
- Wol. Sektor podmiejski to domena Patricka. Nie wiem,
jakim cudem to zlecenie trafio do mnie. - Muskam
byszczykiem wargi, zaciskam je, po czym cauj Kate w
policzek. - Bdzie bolao, ju to wiem. Kocham ci!
- Ja ciebie te. Do zobaczenia wieczorem. - Kate wybucha
miechem, nie odrywajc wzroku od swojego warsztatu pracy.
Pomimo e ju jestem spniona, ostronie prowadz mae
mini do mojego biura na Bruton Street; przypomi-

nam sobie, dlaczego na co dzie jed metrem, gdy przez


dziesi minut szukam miejsca parkingowego.
Wpadam do biura i zerkam na zegarek. sma czterdzieci. W
porzdku, spniam si dziesi minut, czyli nie jest tak le,
jak mylaam. Mijam puste biurka Toma i Victorii po drodze
do mojego, zerkajc na biuro Patricka, gdy siadam w fotelu.
Rozpakowuj laptop i zauwaam, e kto zostawi dla mnie
przesyk.
- Dzie dobry, kwiatuszku. - Patrick wita mnie niskim
tubalnym gosem, przysiadajc na brzegu biurka, ktre skrzypi
pod jego ciarem. - Co tam chowasz?
- Dzie dobry. To nowe prbki materiaw od Millera.
Podobaj ci si? - Gaszcz palcami luksusow tkanin.
- Wspaniae - mwi z udawanym zainteresowaniem. - Tylko
nie pozwl Irene ich zobaczy. Wanie spieniyem
wikszo inwestycji, by ufundowa nowe obicia w caym
domu.
- Och. - Zerkam na niego ze wspczuciem. - Gdzie s
wszyscy?
- Victoria ma dzie wolny, a Tom przeywa koszmar z
pastwem Baines. Dzi jestemy tu tylko ty, ja i Sal,
kwiatuszku. - Wyjmuje grzebie z kieszeni i przeczesuje nimi
srebrn szop wosw.
- Mam o dwunastej spotkanie w Rezydencji - przypominam
mu. Niemoliwe, by o tym zapomnia. - Jeste pewien, e to ja
mam si tym zaj, Patricku?
Zostaam zatrudniona w Rococo Union cztery lata temu z
jasnymi wytycznymi: miaam rozszerzy zakres dziaania
firmy o nowoczesne stylizacje. W Londynie pojawio si
zatrzsienie luksusowych apartamentw, a Patrick i Tom, ze
swoj specjalizacj w tradycyjnym wystroju, zaczli nieco
odstawa od rynku. Gdy pomys wypali, a zlece zaczo
przybywa, Patrick zatrudni jeszcze Victori.

- Poprosili o ciebie, kwiatuszku. - Wsta, a moje biurko znw


zaskrzypiao w wyrazie protestu. Patrick to ignoruje, lecz ja
krzywi si za kadym razem. Musi troch schudn albo
przesta siada na moim biurku. Dugo nie wytrzyma takiego
naprenia.
Poproszono o mnie? Dlaczego? W moim portfolio nie ma
adnych tradycyjnych projektw - dosownie adnych. Nic nie
poradz na to, e myl, i to kompletna strata mojego czasu.
To Patrick albo Tom powinni tam jecha.
- Och, impreza Lusso. - Patrick chowa grzebie. -Deweloper
naprawd zaszala z tym przyjciem w penthousie. Dokonaa
cudw, Avo. - Patrick kiwa gow, jednoczenie ruszajc
brwiami.
Oblewam si rumiecem.
- Dzikuj. - Jestem dumna z siebie i z pracy w Lusso, to
najwiksze osignicie w mojej krtkiej karierze. Inwestycja
usytuowana w St. Katherine Docks z cenami rzdu od trzech
milionw za zwyke mieszkanie do dziesiciu milionw za
penthouse przeniosa nas do wiata superbogatych. Wymogi
projektu zasugerowaa sama nazwa: woski luksus. Wszystkie
materiay, meble i sztuk sprowadziam z Woch, spdziam
tydzie na miejscu, by zgra grafik logistycznie. Przyjcie ma
si odby w nastpny pitek, lecz wiem, e sprzedano ju
penthouse i sze innych apartamentw, co oznacza, e
impreza bdzie raczej pokazem ni promocj.
- Zarezerwowaam cay dzie na ostateczne poprawki po
wyjciu ekip sprztajcych. - Przerzucam kartki kalendarza do
pitku i dopisuj co na stronie.
- Grzeczna dziewczynka. Powiedziaem Victorii, e ma si
tam stawi o pitej. To jej pierwsza impreza tego typu, wic
musisz jej wszystko wyjani. Ja przyjd z Tomem o sidmej.

- Nie ma sprawy.
Patrick wraca do swojego biurka, a ja otwieram program
pocztowy, by przejrze nowe wiadomoci.
O jedenastej pakuj laptop i zagldam do biura Patricka. Jest
pochonity prac.
- Uciekam - mwi, lecz on tylko macha na mnie doni.
Przechodz przez biuro i dostrzegam Sally, ktra walczy z
fotokopiark. - Do zobaczenia, Sal.
- Pa, Avo - odpowiada, lecz jest zbyt zajta wyciganiem z
maszyny zablokowanego papieru, by na mnie spojrze. Ta
dziewczyna to chodzca katastrofa.
Gdy wychodz na ulic, oblewaj mnie promienie soca,
powoli id do samochodu. Poudniowy ruch w pitek to w tym
miecie koszmar, lecz gdy tylko wyjedam z centrum, droga
jest dosy prosta. Otwieram dach, Adele dotrzymuje mi
towarzystwa. Przejadka na wie to uroczy sposb, by
zakoczy tydzie pracy.
Zjedam z gwnej drogi w boczn alejk, ktra koczy si
najwiksz bram, jak w yciu widziaam. Zota tabliczka
umocowana na filarach gosi: Rezydencja".
Do diaska! cigam okulary, zerkam przez sztachety,
dostrzegam wirowy podjazd poronity drzewami, ktry
zdaje si cign dugie kilometry, od razu przychodzi mi na
myl palcy cygara Lord Rezydencji. Wysiadam z samochodu i
podchodz do bramy, by poszuka interkomu.
- Jest tu za tob. - Niemal wyskakuj ze skry, syszc niski
gos dobiegajcy nie wiadomo skd.
Rozgldam si.
- Halo?
- Tutaj.

Odwracam si i dostrzegam interkom kawaek dalej.


Przejechaam obok niego. Podbiegam i naciskam guzik, by si
przedstawi.
- Ava 0'Shea, Rococo Union.
- Wiem.
Rozgldam si i dostrzegam zainstalowan nad bram
kamer.
- C, nie zostan wpuszczona do rodka? - pytam, a wok
mnie rozlega si skrzypienie metalowych zawiasw. Brama
powoli si otwiera. - Dajcie mi szans -mrucz, wracajc
biegiem do samochodu. Wskakuj do rodka i powoli
podjedam do bramy, przez cay czas zastanawiajc si, jak
zdoam wyj kieliszek porto i cygaro, ktre najwyraniej
utkny w tyku tego aosnego dupka. Coraz mniej si ciesz
na to spotkanie. Snobistyczni waciciele ziemscy ze swoimi
snobistycznymi rezydencjami nie s moim ulubionym typem
klienta.
Przejedam przez otwart bram i po mniej wicej
kilometrze docieram do idealnie okrgego podjazdu.
Zdejmuj okulary i z otwartymi ustami gapi si na grujcy
nade mn budynek. Jest wspaniay.
Czarne drzwi - ozdobione wypolerowan na wysoki poysk
zot ramk - s otoczone z obu stron przez cztery gigantyczne
okna wykuszowe. Fasada posiadoci jest wykonana z
ogromnych blokw wapienia, od frontu rosn wawrzyny, na
rodku stoi fontanna, ktra tryska podwietlonymi
strumieniami wody. Wszystko to jest imponujce.
Wyczam silnik i przez chwil siuj si z klamk, by
wysi z samochodu. Prostuj plecy, spogldam na ten
wspaniay budynek i od razu przychodzi mi na myl, e to by
bd. Miejsce jest w doskonaym stanie.
Trawniki s oszaamiajco zielone, dom wyglda tak, jakby
codziennie kto go szorowa od piwnic po dach, na-

wet wir odkurzaj tu chyba kadego dnia. Jeli wntrze


wyglda podobnie, nie wyobraam sobie, co mogabym tu
zrobi. W oknach tuzinw wykuszowych okien wisz
pluszowe zasony. Odczuwam pokus, by zadzwoni do
Patricka i sprawdzi, czy mam waciwy adres, lecz przecie
tabliczka na drzwiach wyranie gosia Rezydencja", a
aosny dupek po drugiej stronie interkomu ewidentnie si
mnie spodziewa.
Gdy zastanawiam si nad swoim nastpnym ruchem,
otwieraj si drzwi, staje w nich najwikszy mczyzna,
jakiego kiedykolwiek widziaam. Zatrzymuje si na szczycie
schodw, a ja wzdrygam si na jego widok i nieco si cofam.
Ma na sobie czarny garnitur - bez wtpienia szyty na miar, bo
nie ma takiego rozmiaru - czarn koszul i czarny krawat. Jego
skra ma kolor hebanu, jego ogolona gowa wyglda jak
wypolerowana na wysoki poysk, jego oczy skrywaj due
okulary przeciwsoneczne. Stanowi cakowite przeciwiestwo
moich wyobrae o tym, kto mgby stan w tych drzwiach.
Ten czowiek jest niczym gra, wszystko w nim krzyczy, e
jest ochroniarzem. Nagle ogarnia mnie niepokj, e znalazam
si w jakim centrum dowodzenia mafii, zaczynam si
nerwowo zastanawia, czy przeoyam mj alarm
antynapadowy do nowej torebki.
- Panna 0'Shea?
Kurcz si pod wpywem jego obezwadniajcej obecnoci,
podnosz do i macham nerwowo.
- Cze - szepcz.
- Tdy prosz - mruczy gbokim gosem, po czym daje mi
znak gow i odwraca si, by wej do rodka.
Przez chwil rozwaam ucieczk, lecz ciekawska i lubica
niebezpieczestwa cz mojej natury zastanawia si, co
znajdzie za tymi drzwiami. Bior torebk, zamykam

drzwi samochodu i wchodz po schodach, by przekroczy


prg i wej do wielkiego holu. Rozgldam si wok,
wspaniaa krta klatka schodowa prowadzca na pitro robi na
mnie ogromne wraenie.
Wystrj jest wykwintny, luksusowy i bardzo oniemielajcy.
Gbokie bkity, szare brzy z drobinkami zota i oryginalne
boazerie oraz mahoniowe parkiety sprawiaj, e wntrza robi
wraenie
bardzo
ekstrawaganckich.
Dokadnie
to
spodziewaam si zobaczy, nie ma to nic wsplnego z moim
stylem. Z drugiej strony, coraz mniej rozumiem, jakie pole
manewru miaby tu architekt wntrz. Patrick powiedzia, e
poproszono o mnie, doszam wic do wniosku, e chodzi o
uwspczenienie wystroju, lecz widok wok zupenie wybi
mi to z gowy. Wntrza s dopasowane do okresu, z jakiego
pochodzi budynek. A ten jest w doskonaym stanie. Co ja tu
robi, do diaba?
Wielkolud skrca w prawo, biegn za nim, moje
jasno-brzowe obcasy stukocz w parkiet, gdy prowadzi mnie
na tyy posiadoci.
Sysz odgos rozmw, zerkam na prawo i dostrzegam
mnstwo osb przy rnych stoach, ktre jedz, pij i
gawdz. Kelnerzy roznosz jedzenie i napoje, w tle sycha
gosy czonkw The Rat Pack. Marszcz brwi, lecz po chwili
zaczynam rozumie. To hotel - wykwintny podmiejski hotel.
Wszystko nabiera sensu. Chc co powiedzie do wielkoluda,
ktry prowadzi mnie nie wiadomo dokd, lecz ten nawet si nie
odwrci, by spojrze, czy za nim id. Wida stukot moich
obcasw powiedzia mu wszystko. Niewiele mwi, ronie we
mnie podejrzenie, e nie odpowiedziaby mi, gdybym go o co
zapytaa.
Mijamy jeszcze dwoje zamknitych drzwi, a w kocu
wprowadza mnie do ogrodu zimowego - przestronnego,

jasnego,
oszaamiajco
wystawnego
pomieszczenia
podzielonego na sekcje sofami, wielkimi fotelami i stolikami.
Podwjne drzwi wysokie do sufitu wychodz na patio i
rozlege trawniki. To naprawd zachwycajce, w duchu
piszcz z radoci na widok konstrukcji ze szka skrywajcej
basen. To niewiarygodne, wzdrygam si na myl o cenie za
dob w takim hotelu. Musi by piciogwiazdkowy -albo nawet
wicej.
Przechodzimy przez ogrd zimowy i zatrzymujemy si przed
drewnianymi drzwiami.
- Gabinet pana Warda - mruczy wielkolud, pukajc do drzwi
zaskakujco lekko jak na jego mamucie rozmiary.
- Meneder? - pytam.
- Waciciel - odpowiada, otwierajc drzwi. - Prosz wej.
Waham si na progu, wielkolud przemierza pokj beze mnie.
W kocu zmuszam si do postawienia kroku, wchodz do
rodka, rozgldajc si po rwnie luksusowym biurze pana
Warda.

Rozdzia 2
Jesse, panna 0'Shea z Rococo Union - owiadcza wielkolud.
- Doskonale. Dzikuj, Johnie.
Mj zachwyt pryska, gdy wchodz w stan gotowoci,
prostujc plecy.
Nie widz go; zasania mi go masywna posta wielkoluda,
ochrypy, mikki gos sprawia, e zamieram, nie brzmi tak,
jakby nalea do palcego cygara lorda cierpicego na
nadwag, noszcego impregnowane kurtki.
Wielkolud, czyli John, przesuwa si, a ja dostrzegam po raz
pierwszy pana Jessego Warda.
Och, dobry Boe. Moje serce zaczyna obija si o ebra, mj
oddech niebezpiecznie si rwie. Czuj zawrt gowy, moje usta
ignoruj nakazy mzgu, by co powiedzie. Po prostu stoj i
wpatruj si w tego mczyzn, a on odpowiada tym samym.
Zamaram, syszc jego gos, a jego widok... jego widok
zamieni mnie w niemy, trzscy si wrak.
Wstaje z fotela, mj wzrok poda za nim. Jest bardzo
wysoki. Rkawy biaej koszuli swobodnie podwin, lecz nadal
ma na sobie czarny krawat, poluzowany i zwisajcy na jego
szerokim torsie.

Obchodzi biurko i zblia si do mnie powoli. Przygldam mu


si dokadnie i z trudem przeykam lin. Ten mczyzna jest
tak doskonay, e niemal czuj bl. Jego ciemnoblond wosy
wygldaj tak, jakby prbowa nada im jaki pozr
stylowoci, lecz zrezygnowa. Jego oczy maj odcie mulistej
zieleni, s jasne, a ich spojrzenie zbyt intensywne; zarost
pokrywajcy jego kwadratow szczk nie ukrywa
przystojnych rysw. Jest delikatnie opalony i po prostu... O
Boe, jest oszaamiajcy. Czy to jest Lord Rezydencji?
- Panno 0'Shea.
Wyciga do mnie do, lecz nie jestem w stanie przekona
ramienia, by take si unioso i odpowiedziao tym samym. Jest
pikny.
Gdy nie podaj mu doni, podchodzi bliej, chwyta mnie za
ramiona, po czym pochyla si powoli, by mnie pocaowa, jego
wargi muskaj lekko mj poncy policzek. Caa sztywniej.
Sysz pulsowanie ttna w uszach i cho to cakowicie
niestosowne w ramach spotkania w interesach, nie robi nic, by
go powstrzyma. Wrcz mu kibicuj.
- Bardzo mi mio - szepcze do mojego ucha. Z mojego garda
wydobywa si cichy jk. Chyba wyczuwa moje napicie, co nie
jest takie trudne, jestem przecie sztywna jak patyk, bo osabia
ucisk i obnia twarz do mojego poziomu, by spojrze mi
prosto w oczy. - Dobrze si pani czuje? - pyta, unoszc kcik
ust w pozorze umiechu. Zauwaam pojedyncz zmarszczk
na jego czole.
Otrzsam si z tego dziwacznego bezruchu, nagle wiadoma,
e jak dotd niczego nie powiedziaam. Czy zauway moj
reakcj na niego? A wielkolud? Rozgldam si i dostrzegam go
stojcego bez ruchu, na nosie wci ma okulary, lecz wiem, e
patrzy prosto na mnie.

Potrzsam sob w duchu i cofam si o krok, by unikn


Warda i jego potnego ucisku. Jego donie opadaj po
bokach.
- Dzie dobry. - Musz odchrzkn. - Ava. Prosz mi mwi
Ava. - Teraz to ja wycigam do, a on nie pieszy si, by j
ucisn, jakby nie by pewien, czy to bezpieczne, cho w
kocu to robi.
Jego do jest wilgotna i lekko dry; gdy ciska moj,
zaczynaj lecie iskry. Przez jego twarz przelatuje wyraz
zdumienia, oboje cofamy donie zszokowani.
- Ava - wypowiada moje imi, a ja wytam wszystkie siy, by
znw nie jkn. Powinien przesta mwi... natychmiast.
- Tak, Ava - potwierdzam. Teraz to on wydaje si wytrcony z
rwnowagi, podczas gdy ja jestem coraz bardziej wiadoma
wasnej rosncej temperatury.
Nagle odzyskuje zmysy, wsuwa donie do kieszeni spodni,
krci gow, po czym cofa si o kilka krokw.
- Dziki, John. - Kiwa gow na wielkoluda, ktry umiecha
si lekko, przez co jego rysy agodniej, po czym wychodzi.
Zostaj sama z mczyzn, ktry pozbawi mnie gosu,
panowania nad sob i w ogle sprawi, e jestem bezuyteczna.
Wskazuje gestem dwie brzowe skrzane kanapy stojce
naprzeciwko siebie pod wykuszowym oknem ze stolikiem do
kawy pomidzy.
- Usid, prosz. Poda ci co do picia? - Odrywa ode mnie
wzrok, by podej do szafki, w ktrej stoj rnego rodzaju
butelki. Chyba nie ma na myli alkoholu? Przecie dopiero
mino poudnie. To za wczenie nawet jak na moje standardy.
Przeglda zawarto szafki, po czym znw zerka na mnie
wyczekujco.

- Nie, dzikuj - mwi, jednoczenie krcc gow na


wypadek, gdyby z moich ust nie pady adne sowa.
- Wody? - pyta z umiechem. Och, Boe, nie patrz tak na
mnie.
- Poprosz - umiecham si nerwowo. Zascho mi w gardle.
Wyciga dwie butelki z maej lodwki, odwrciwszy si do
mnie plecami. W kocu przekonuj moje drce nogi, by
doniosy mnie na kanap.
- Avo? - Jego gos opywa mnie i sprawia, e zamieram w p
kroku.
Odwracam si do niego twarz. To zapewne zy pomys.
- Tak?
Podnosi szklank.
- W szklance?
- Tak, poprosz - umiecham si. Musi myle, e cakiem
brak mi profesjonalizmu. Siadam na skrzanej kanapie,
wyjmuj z torebki teczk i telefon, po czym kad je na stole
przed sob. Moje donie dr.
Chryste, kobieto. We si w gar! Udaj, e co zapisuj, gdy
podchodzi do mnie, stawia na stoliku przede mn wod i
szklank, po czym siada naprzeciwko i krzyuje nogi,
opierajc kostk na udzie. Przeciga si. Rozsiada si
naprawd wygodnie, cisza w pokoju wrcz ogusza, gdy nadal
pisz, by unikn patrzenia na niego. Wiem, e musz podnie
gow i w kocu co powiedzie, lecz wszystkie standardowe
pytania z krzykiem ucieky z mojej gowy.
- Od czego zaczniemy? - pyta, zmuszajc mnie, bym na niego
spojrzaa. Umiecha si. Niemal mdlej.
Przyglda mi si znad krawdzi butelki, ktr unosi do swoich
piknych warg. Zrywam kontakt wzrokowy, sigajc po
wasn butelk, by nala wody do szklanki. Nie

panuj nad nerwami, wci czuj na sobie jego wzrok. To


naprawd niezrczne. Nigdy aden mczyzna nie wywar na
mnie takiego wraenia.
- Powiniene mi powiedzie, dlaczego tu jestem.
-Przemwiam! Zerkam na niego i podnosz szklank.
- Och! - mwi cicho, znw marszczc czoo, co nie umniejsza
jego uroku.
- Poprosie konkretnie o mnie?
- Tak - odpowiada zwyczajnie. Znw si umiecha. Musz
odwrci wzrok. Upijam yk wody, by zwily suche usta,
chrzkam, po czym znw na niego spogldam.
- Mog wiedzie dlaczego?
- Moesz. - Rozprostowuje nogi, pochyla si, by odstawi
butelk na st, opiera okcie na kolanach, lecz nic nie mwi.
Nie zamierza rozwin tematu?
- Dobrze. - Z trudem udaje mi si utrzyma kontakt
wzrokowy. - Dlaczego?
- Syszaem o tobie wspaniae rzeczy. Moja twarz ponie.
- Dzikuj. A dlaczego tu jestem?
- C, eby projektowa. - Wybucha miechem, a ja czuj si
gupio, lecz odzywa si te we mnie irytacja. Czyby sobie ze
mnie artowa?
- Co konkretnie projektowa? - pytam. - Wszystko, co tu
widziaam, wyglda idealnie. - Na pewno nie chce
modernizowa tego piknego miejsca. Podmiejskie posiadoci
nie s moe moj mocn stron, lecz doceniam klas, gdy j
widz.
- Dzikuj - odpowiada mikko. - Czy masz przy sobie swoje
portfolio?
- Oczywicie. - Sigam do torebki. Nie rozumiem, dlaczego
chce je obejrze. Nie ma w nim niczego, co by przypominao to
miejsce.

Kad portfolio na stoliku przed nim, mylc, e je ku sobie


przesunie, lecz on, ku mojemu przeraeniu, wstaje jednym
zwinnym ruchem, po czym podchodzi do mnie i siada tu
obok. Chryste. Pachnie bosko - wie wod i mit.
Wstrzymuj oddech.
Pochyla si do przodu i otwiera teczk.
- Jeste bardzo moda jak na tak znan projektantk -mwi,
przegldajc powoli moje portfolio.
Ma racj, to wszystko dziki Patrickowi, ktry da mi
cakowicie woln rk na tym polu. W cigu czterech lat
ukoczyam college, doczyam do znanej firmy
architektonicznej - stabilnej finansowo, lecz bez wieoci i
nowoczesnych pomysw - i na jej fundamencie zbudowaam
sobie mark. Miaam szczcie, jestem wdziczna Patrickowi
za jego wiar w moje moliwoci. Ta wiara oraz mj kontrakt z
Lusso to jedyne powody, dla ktrych jestem tu, gdzie jestem, w
wieku dwudziestu szeciu lat.
Zerkam na jego pikn do, jego nadgarstek ozdabia pikny
zoto-grafitowy rolex.
- Ile ty masz lat? - wypalam. Och, dobry Boe. Mj mzg
przypomina jajecznic, czuj, e znw oblaam si rumiecem.
Powinnam trzyma buzi na kdk. Skd, do diaba, wzio
si to pytanie?
Wpatruje si we mnie intensywnie poncymi zielonymi
oczami.
- Dwadziecia jeden - odpowiada z kamienn min. Prycham
cicho, a on pytajco unosi brwi.
- Przepraszam - mrucz, odwracajc si do stolika. Jestem
podenerwowana. Sysz jego ciki oddech, gdy siga pikn
doni po moje portfolio i znw zaczyna przewraca strony;
jego lewa rka spoczywa na brzegu stolika.
Nie dostrzegam obrczki. Nie jest onaty? Jak to moliwe?

- To mi si podoba. - Wskazuje na fotografie Lusso.


- Nie jestem pewna, czy moje projekty z Lusso by tu pasoway
- mwi cicho. S zdecydowanie zbyt nowoczesne, luksusowe,
rzecz jasna, lecz zbyt nowoczesne.
Podnosi gow.
- Masz racj; mwi tylko... e to mi si podoba.
- Dzikuj. - Mj rumieniec si pogbia, gdy Ward przyglda
mi si przez chwil z namysem, po czym wraca do
przegldania portfolio.
Sigam po wod, opierajc si pokusie wylania jej na siebie,
by si ochodzi, lecz prawie to robi, gdy jego odziane w
spodnie udo ociera si o moje nagie kolano. Odsuwam si
szybko, by przerwa kontakt, kcikiem oka dostrzegam
umieszek, w ktrym rozcigaj si jego wargi. Robi to
celowo. To zbyt wiele dla mnie.
- Mog skorzysta z toalety? - pytam, odstawiajc szklank na
stolik. Wstaj. Musz wyj, odzyska rwnowag. Jestem w
cakowitej rozsypce.
Wstaje z kanapy, przesuwa si, by mnie przepuci.
- Przez ogrd zimowy i na lewo - mwi z umiechem. Wie,
jaki wpyw na mnie wywiera. Umiecha si do mnie znaczco,
zao si, e kobiety reaguj tak na niego przez cay czas.
- Dzikuj. - Przeciskam si przez ma szpar pomidzy
stolikiem a kanap, jest mi tym trudniej, e on nie robi nic, by
da mi wicej przestrzeni. Musz si dosownie przecisn
obok niego, wstrzymuj oddech do chwili, w ktrej w kocu
si uwalniam.
Podchodz do drzwi, czujc na sobie jego wzrok, wypala
dziur w mojej sukience, krc gow, by pozby si gsiej
skrki, ktra wyskoczya na moim karku.
Potykajc si, wychodz z jego biura, przechodz przez
korytarz, ogrd zimowy i otwieram drzwi do miesznie

wrcz luksusowej azienki. Opieram donie na umywalce i


spogldam w lustro.
- Chryste, Ava. We si w gar! - Patrz na siebie krzywo.
- Poznaa Lorda, prawda?
Odwracam si na picie i dostrzegam bardzo atrakcyjn
kobiet, ktra poprawia wosy w drugim kocu pomieszczenia.
Nie mam pojcia, co jej odpowiedzie, wanie potwierdzia
moje podejrzenia - Ward wywiera takie wraenie na
wszystkich kobietach. Nie potrafi wymyli nic
odpowiedniego, wic tylko si umiecham.
Kobieta odpowiada umiechem, jest rozbawiona, zna powd
mojego zdenerwowania; znika w jednej z kabin. Gdyby nie to,
e jestem taka rozpalona i zdenerwowana, zapewne
odczuabym wstyd z powodu oczywistoci mojego stanu.
Jestem jednak rozpalona i bardzo zdenerwowana, zapominam
wic o upokorzeniu, bior kilka gbokich uspokajajcych
wdechw i myj wilgotne donie mydem Noble Isle. Mogam
wzi torebk. Przydaaby mi si wazelina na usta. Wci czuj
sucho w gardle, a moje wargi ponosz konsekwencje.
Dobrze, musz tam wrci, wydoby z niego szczegy
zlecenia i znikn. Moje serce baga o odrobin wytchnienia.
Cakowicie zawstydziam sam siebie. Poprawiam wosy, po
czym opuszczam azienk, by wrci do biura pana Warda. Nie
wiem, czy bd w stanie pracowa z tym czowiekiem,
wywiera na mnie zbyt przemony wpyw.
Pukam przed wejciem do rodka, Ward siedzi na kanapie i
przeglda moje portfolio. Podnosi gow i umiecha si,
naprawd powinnam ju i. Nie zdoam pracowa z tym
czowiekiem. Kada molekua mojej inteligencji i si
umysowych pryska z mojego ciaa w jego obecnoci. A co
gorsza, on doskonale o tym wie.

Besztam siebie w duchu, podchodz do stolika, ignorujc


fakt, e on ledzi wzrokiem kady mj ruch. Opiera si na
kanapie i gestem pokazuje mi, bym przecisna si obok niego.
Zajmuj miejsce na drugiej kanapie, przysiadam na krawdzi.
Zerka na mnie pytajco.
- Dobrze si czujesz?
- Tak, dzikuj - odpowiadam krtko. Przecie wie. -Moe
pokaesz mi pomieszczenie, nad ktrym miaabym pracowa,
abymy mogli omwi twoje wymagania? -Zmuszam si, by
mwi pewnie. Postpuj wedug protokou. Nie mam zamiaru
bra tego zlecenia, lecz nie mog tak po prostu wyj... cho to
bardzo kuszce.
Ward unosi brwi, wyranie zaskoczony moj zmian
podejcia.
- Oczywicie. - Wstaje z kanapy i podchodzi do biurka, by
wzi komrk. Zbieram swoje rzeczy, wpycham je do torebki
i id za nim.
Wyprzedza mnie, otwiera drzwi i kania si przede mn z
przesadn grzecznoci. Umiecham si uprzejmie - cho
wiem, e z jego strony to kpina - po czym wychodz na
korytarz i zmierzam w kierunku ogrodu zimowego.
Sztywniej, gdy kadzie do na moim krzyu, by mnie
prowadzi.
W co on gra? Ze wszystkich si prbuj go ignorowa, lecz
musiaabym by martwa, by nie zauway wraenia, jakie
wywiera ten mczyzna. Jestem przekonana, e on o tym wie.
Moja skra ponie - rozgrzana jego doni przez materia
sukienki - nie mog zapa tchu, stawianie kolejnych krokw
wymaga ode mnie koordynacji i caej koncentracji, jak
posiadam. Jestem aosna, a jego wyranie bawi moje reakcje.
Musz mu si wydawa mieszna.

Poirytowana na siebie przyspieszam, by zerwa kontakt


fizyczny, lecz musz si zatrzyma, gdy dochodz do
rozwidlenia drg.
Jesse dogania mnie, wskazuje na lece po drugiej stronie
trawnikw korty tenisowe.
- Grasz?
Wybucham miechem.
- Nie, nie gram. - Biegam, lecz to by byo tyle. Dajc mi kij,
rakiet albo pik, prosicie si o kopoty. Kciki jego ust
unosz si w umiechu na widok mojej reakcji, podkrelajc
ziele jego oczu i dugo gstych rzs. Umiecham si, krcc
gow z zachwytu nad tym niewiarygodnym mczyzn. - A
ty?
Idzie ku wyjciu, podam jego ladem.
- Nie mam nic przeciwko grze od czasu do czasu, lecz jestem
raczej fanem sportw ekstremalnych. - Przystaje, zatrzymuj
si zaraz za nim.
Jest w dziwacznie wrcz dobrej formie.
- Jakiego rodzaju sporty ekstremalne?
- Gwnie snowboard, lecz prbowaem te raftingu, skokw
na bungee i spadochroniarstwa. Jestem nieco uzaleniony od
adrenaliny. Lubi czu, jak mj puls przyspiesza. - Patrzy na
mnie, gdy mwi, czuj si jak pod obserwacj. Trzeba byoby
mnie upi, by zmusi mnie do jednej z tych przyspieszajcych
puls rozrywek. Ograniczam si raczej do biegania od czasu do
czasu.
- Ekstremalne - mwi, przygldajc si wspaniaemu
mczynie w nieokrelonym wieku.
- Bardzo ekstremalne - potwierdza cicho. Oddech znw
winie mi w gardle, zamykam oczy, w duchu krzycz na
siebie za to, e jestem tak idiotk.
- Idziemy dalej? - Sysz rozbawienie w jego gosie.
Otwieram oczy i napotykam jego penetrujcy wzrok.

- Tak, prosz. - Chciaabym, by przesta tak na mnie patrze.


Umiechajc si pgbkiem, wchodzi do baru, wita dwch
mczyzn, klepic ich po ramionach. Obaj s bardzo
atrakcyjni, modzi, zapewne przed trzydziestk, i pij piwo z
butelki.
- Panowie, to jest Ava. Avo, to Sam Kelt i Drew Davies.
- Dzie dobry - mwi Drew, przecigajc goski. Jest
przystojny w surowy sposb, ma idealnie uoone czarne
wosy, nieskazitelny garnitur i zmruone oczy. Typ sprytnego,
pewnego siebie biznesmena.
- Cze - umiecham si uprzejmie.
- Witamy w wityni rozkoszy. - Sam wybucha miechem,
unoszc butelk. - Mog postawi ci co do picia?
Zauwaam, e Ward lekko krci gow, A Sam si umiecha.
Jest cakowitym przeciwiestwem Drew - swobodny,
zrelaksowany, w starych dinsach, podkoszulku marki
Superdry oraz conversach. Ma zawadiack min, ktr
podkrela dodatkowo doeczek w lewym policzku. Jego
niebieskie oczy byszcz, dodajc mu chopicego uroku, ma
brzowe wosy do ramion.
- Dzikuj, nie skorzystam - odpowiadam. Kiwa gow na
Warda.
- Jesse?
- Nie, dziki. Oprowadzam Av. Bdzie pracowa nad
wntrzami - dodaje, umiechajc si do mnie.
Prycham w duchu. Nie, jeli bd miaa w tej sprawie co do
powiedzenia. Nieco si popieszy, nieprawda? Nie
omwilimy jeszcze cen, szkicw ani w ogle niczego.
- Najwyszy czas. Nigdy nie mona tu dosta pokoju - mruczy
Drew do butelki.
- Jak si jedzio na desce w Cortinie, stary? - pyta Sam. Ward
przysiada na stoku.

- Wspaniale. Woski sposb jazdy ma wiele wsplnego z ich


wyluzowanym stylem ycia. - Umiecha si szeroko, jest to
jego pierwszy peny umiech, odkd go zobaczyam,
bezporedni, byszczcy biel i hojny. Ten czowiek jest
bogiem. - Wstawaem pno, znajdowaem sobie gr,
zjedaem, dopki nogi nie zaczy si pode mn ugina,
odbywaem sjest, jadem pn kolacj, po czym nastpnego
dnia zaczynaem od nowa. - Mwi do nas wszystkich, lecz
patrzy na mnie.
Nie mog si powstrzyma, odpowiadam umiechem.
- Jeste dobry? - pytam, bo tylko to przychodzi mi do gowy.
Podejrzewam, e jest dobry we wszystkim.
- Bardzo - potwierdza cicho. Kiwam gow z aprobat, przez
kilka sekund patrzymy sobie w oczy, to ja pierwsza opuszczam
wzrok. - Idziemy? - Wstaje ze stoka i pokazuje doni wyjcie.
- Tak - umiecham si. Przecie podobno jestem tu po to, by
pracowa. Tymczasem na razie osignam tylko tyle, e
zaczam si czerwieni i dowiedziaam si, e Ward lubi
sporty ekstremalne. Czuj si jak w transie.
Odwracam si do dwch mczyzn przy barze, umiecham
si na do widzenia, oni unosz butelki, po czym wracaj do
swojej rozmowy. Podchodz do drzwi wiodcych do holu
wejciowego, czuj, e Ward idzie tu za mn. Jest za blisko;
czuj go. Zamykam oczy, modl si do Boga, by to jak
najszybciej mino, bym zachowaa cho odrobin godnoci.
Odczuwam obecno Jessego Warda zdecydowanie zbyt
intensywnie, narzuca si moim zmysom na milion rnych
sposobw.
- A teraz cz gwna. - Zaczyna si wspina po szerokich
schodach, podam za nim na przestrzenn galeri. - To s
pokoje prywatne - wyjania, pokazujc mi rne drzwi.

Id za nim, podziwiajc jego pikne poladki, ma najbardziej


seksowny chd, jaki miaam przyjemno oglda. Gdy
odrywam oczy od jego licznego tyka, dostrzegam ponad
dwadziecioro drzwi w rwnych odstpach, ktre wiod
zapewne do pokojw. Ward prowadzi mnie do kolejnych
schodw prowadzcych na inne pitro. Na szczycie znajduje
si pikne witraowe okno i ukowate przejcie wiodce do
innego skrzyda.
- To dobudwka. - Prowadzi mnie do nowej czci
posiadoci. - To wanie tutaj bdzie mi potrzebna twoja
pomoc - dodaje, zatrzymujc si na progu korytarza wiodcego
do kolejnych dziesiciu pokojw.
- To wszystko jest nowe?
- Tak, na razie wszystko jest w powijakach, lecz jestem
przekonany, e jako temu zaradzisz. Pozwl, e ci
oprowadz.
Ogarnia mnie szok, gdy bierze mnie za rk i cignie za sob
do ostatnich drzwi. To cakowicie niestosowne! Jego do jest
nadal wilgotna, jestem przekonana, e moja dry w jego
ucisku. Jego wygita brew i lekki umiech mwi mi, e mam
racj. Pomidzy nami pynie jaki osobliwy, bardzo mocny
prd, od ktrego przechodzi mnie dreszcz.
Otwiera drzwi i prowadzi mnie do wieo otynkowanego
pokoju. Jest przestronny, nowe okna doskonale pasuj do tych
w starym budynku. Architekt wykona wietn robot.
- Wszystkie pokoje maj takie rozmiary? - pytam, wyginajc
palce, by puci moj do. Czy zachowuje si tak wobec
wszystkich kobiet?
- Owszem.
Staj na rodku, rozgldam si. Rozmiar jest odpowiedni.
Zauwaam kolejne drzwi.
- To azienka? - pytam, podchodzc do drzwi.
- Tak.

Pokoje s ogromne jak na standardy hotelowe. Stanowi


szerokie pole do popisu. Byabym podekscytowana, gdybym
tak nie obawiaa si ewentualnych oczekiwa. To nie jest
Lusso. Wychodz z azienki, Ward opiera si o cian, donie
wsadzi do kieszeni spodni, mruy powieki, obserwujc mnie.
Mj Boe, ten mczyzna to chodzcy seks. Jestem niemal
rozczarowana faktem, e nie mam bardziej tradycyjnego gustu.
- Nie jestem pewna, czy jestem odpowiedni osob do tego
zadania - mwi z alem, ktry naprawd czuj. auj, e nie
mog si tego podj.
Zerka na mnie, jego mroczny wzrok obala moje mury
obronne, sprawia, e zaczynam si chwia na szpilkach.
- Myl, e masz w sobie to, czego chc - odpowiada cicho.
- Dotychczas zajmowaam si raczej nowoczesnym luksusem.
- Rozgldam si po pokoju, po czym wracam wzrokiem do
niego. - Jestem przekonana, e wolaby pracowa z
Patrickiem lub Tomem. Oni maj dowiadczenie w projektach
wntrz z tego okresu.
Przez chwil si zastanawia, krci nieco gow, po czym
odpycha si od ciany.
- Ja chc ciebie.
- Dlaczego?
- Co mi mwi, e bdziesz bardzo dobra. Przechodzi mnie
mimowolny dreszcz. Nie jestem
pewna, co sdzi o takim stwierdzeniu. Ma na myli moje
umiejtnoci zawodowe czy co innego, bo to, jak na mnie
patrzy, podpowiada mi, e chodzi raczej o to drugie. Jest
zdecydowanie zbyt pewny siebie.
- Jaki klimat zamierzasz osign? - pytam, gdy znw
zawodz mnie sowa. Znw si czerwieni.
Kciki jego ust unosz si w umiechu.

- Zmysowy, intymny, luksusowy, stymulujcy, oywczy. .. urywa, by zbada moj reakcj.


Marszcz brwi. Nietypowe oczekiwania. Nie wspomnia
nawet o relaksie, funkcjonalnoci ani praktycznoci.
- Dobrze, jakie konkretne wymagania? - Po co w ogle
zadaj te wszystkie pytania?
- Wielkie ka i dekoracje na cianach.
- Jakiego rodzaju dekoracje?
- Due, drewniane panele i tkaniny. Och, owietlenie musi
pasowa.
- Pasowa do czego? - Do mojego gosu wkrada si
konsternacja.
Umiecha si, a ja znw zamieniam si w gorc kau
hormonw.
- C, do wystroju, rzecz jasna.
O Boe, musi myle, e jestem gupia.
- Tak, oczywicie.
Podnosz gow i dostrzegam belki na suficie. Budynek jest
nowy, lecz wiem, e te belki s prawdziwe.
- Czy belki znajduj si we wszystkich pokojach? -pytam,
zerkajc na Warda.
- Tak, s nieodzowne. - Jego gos jest niski i uwodzicielski.
Nie jestem pewna, ile jeszcze znios.
Sigam po notes i zaczynam sporzdza notatki.
- Jakie wymagania co do kolorw?
- Nie, moesz pozwoli sobie na wszystko. Podnosz gow.
- Sucham? Umiecha si.
- Masz woln rk.
C, nie sdz, poniewa nigdy wicej ju tu nie przyjad.
Powinnam jednak zebra jak najwicej informacji, aby mc je
przekaza Patrickowi bd Tomowi.

- Wspomniae o duych kach. Miae na myli jaki


konkretny typ? - pytam profesjonalnym tonem.
- Nie, tylko bardzo due.
Zatrzymuj si w p sowa, podnosz gow, Ward patrzy na
mnie, co sprawia, e staj si idiotycznie nerwowa.
- Wycieane meble?
- Tak, w duych ilociach. - Zaczyna i w moim kierunku. Podoba mi si twoja sukienka - szepcze.
Niech to szlag, musz si zmywa!
- Dziki - odpowiadam piskliwie, podchodzc do drzwi. Mam ju wszystko, czego potrzebuj. - To nieprawda, lecz nie
mog tu duej zosta. Ten mczyzna dziaa na mnie jak
emocjonalny dren. - Zaprojektuj kilka propozycji. Wychodz na korytarz i kieruj si ku galerii.
Do diaba, nie spodziewaam si tego, gdy tego ranka wstaam
z ka. Niecodziennie natykam si w mojej pracy na
luksusowe podmiejskie posiadoci z bolenie przystojnymi
wacicielami, aby dopeni obrazu.
Zbiegam po schodach w szalonym tempie, biorc pod uwag
moje brzowe szpilki, staj na parterze, zastanawiajc si, jak
w ogle si tu znalazam. Kompletnie si rozkleiam.
- Z niecierpliwoci bd czeka na twj telefon, Avo. - Jego
chropowaty gos otula mnie, gdy staje obok i wyciga do.
ciskam j w obawie, e jeli tego nie zrobi, wemie mnie w
objcia i znw pocauje.
- Masz uroczy hotel - odpowiadam szczerze, aujc, e nie
nosz w torebce dodatkowej pary butw, opaski na oczy,
zatyczek do uszu i jakiej zbroi. Byabym lepiej przygotowana
do tego spotkania.
Unosi brwi, nie wypuszcza mojej doni, potrzsa ni
delikatnie, prd pynie przez nasze zczone rce, sprawiajc,
e znw sztywniej.

- Mam uroczy hotel - powtarza z namysem. Prd zamienia si


w prawdziw iskr, mimowolnie cofam do. Zerka na mnie
pytajco. - Naprawd bardzo mio byo mi ci pozna, Avo. Podkrela gosem bardzo".
- Ciebie rwnie - odpowiadam szeptem.
Jego oczy uciekaj na chwil, przygryza doln warg.
Podchodzi w kocu do stolika na rodku holu i wyciga
pojedyncz kall z olbrzymiej aranacji, ktra dominuje nad
meblem. Przyglda si jej przez chwil, po czym wrcza kwiat
mnie.
- Subtelna elegancja - mwi cicho.
Nie wiem, czemu to robi - by moe dlatego, e mj mzg
zamieni si w papk - lecz przyjmuj podarek.
- Dzikuj.
Wkada rk do kieszeni i przyglda mi si uwanie.
- Bardzo prosz. - Jego wzrok pada na moje wargi. Cofam si
kilka krokw.
- Tu jeste! - Z baru wychodzi kobieta. Atrakcyjna blondynka
redniego wzrostu z gstymi wosami i czerwonymi odtymi
wargami. Cauje go w policzek. - Gotowy?
C, zakadam, e to jego ona. Nie ma jednak obrczki, wic
moe dziewczyna? Albo, albo, mnie tymczasem ogarnia
zdumienie, gdy Ward nie odrywa ode mnie wzroku i nawet nie
prbuje odpowiedzie na pytanie kobiety. Ta odwraca si, by
sprawdzi, co zajmuje jego uwag i obrzuca mnie
podejrzliwym spojrzeniem. Od razu wiem, e jej nie polubi,
nie ma to nic wsplnego z mczyzn, na ktrym si uwiesia.
- A pani to? - mruczy.
Przestpuj z nogi na nog, czuj si tak, jakby przyapano
mnie na czym niegrzecznym. C, to prawda. Dowiadczyam
wyjtkowo niemile widzianych reakcji

na jej chopaka. Przeszywa mnie niezrozumiaa zazdro. To


mieszne!
Umiecham si sodko.
- Ja wanie wychodziam. - Odwracam si, praktycznie
biegn do drzwi i potykam si na schodach. Wsiadam do
samochodu, bior gboki oddech, a gdy moje puca napeniaj
si wdzicznoci za wytsknione powietrze, opadam na
siedzenie.
Postanawiam, e przeka to zlecenie Tomowi. Wybucham
miechem - to gupi pomys. Tom jest gejem. Ward podziaa na
niego tak samo jak na mnie. Nawet wiedzc, e jest zajty, nie
mogabym dla niego pracowa. Krc gow z
niedowierzaniem, po czym odpalam samochd.
Jadc wirowym podjazdem, zerkam w lusterko wsteczne na
imponujc Rezydencj, ktra maleje za mn i dostrzegam na
szczycie schodw Jessego Warda, ktry odprowadza mj
samochd wzrokiem.
- Jeste nareszcie. Wanie miaam do ciebie dzwoni - woa
Kate, nie odrywajc wzroku od figurki, ktr ustawia na
szczycie weselnego tortu. Wystawia jzyk. Umiecham si na
ten widok. - Masz ochot wybra si dokd? - Nadal na mnie
nie patrzy.
To dobrze. Jestem przekonana, e moja twarz by mnie
zdradzia, gdybym zacza udawa beztrosk. Nadal jestem
poruszona poudniowym spotkaniem z pewnym Lordem. Nie
mam siy na to, by si przebiera i wychodzi.
- Moe zaoszczdzimy siy na jutro? - Wiem, e to oznacza
butelk wina na kanapie, lecz przynajmniej bd moga woy
piam i nieco ochon. Po tym dniu odrobina relaksu nabiera
dla mnie kapitalnego znaczenia. Boli mnie gowa, przez cay
dzie nie mogam si skupi.

- Jasne. Skocz tylko ten tort i jestem caa twoja. -Obraca


wypiek na podstawce i kropi jadalnym klejem polew. - Jak ci
min dzie na wsi?
Wybucham miechem. Co mam powiedzie? Spodziewaam
si pompatycznego wiejskiego kmiotka, a spotkaam
oszaamiajco przystojnego boga w garniturze. Poprosi
konkretnie o mnie, jego dotyk zamieni mnie w roztopion
law, nie mogam mu spojrze w oczy w obawie, e zemdlej i
spodobaa mu si moja sukienka. Zamiast tego mwi:
- Interesujco. Kate podnosi gow.
- Opowiedz - ponagla mnie; jej oczy byszcz, gdy si
pochyla, znw wystawiajc jzyk.
- Oczekiwaam czego innego. - Strzepuj nieistniejcy pyek
z mojej granatowej sukienki w gecie udawanej swobody.
- Pomi to, czego oczekiwaa i przejd od razu do tego, co
dostaa. - Przestaa mocowa ma i on na szczycie tortu i
teraz patrzy na mnie, mruc powieki. Ma polew na czubku
nosa, pomijam to milczeniem.
- Waciciel. - Wzruszam ramionami, bawic si paskiem.
- Waciciel? - powtarza, wyginajc wargi.
- Tak. Jesse Ward, waciciel. - Znw strzepuj nieistniejcy
pyek z sukienki.
- Jesse Ward, waciciel - powtarza za mn, wskazujc mi
jeden z kwiecistych foteli, ktre stoj w jej pracowni. -Siadaj!
Dlaczego silisz si na swobod? W ogle ci to nie wychodzi.
Masz policzki koloru tej polewy. - Pokazuje palcem ciasto w
ksztacie wozu straackiego stojce na metalowej podstawce. Dlaczego waciciel, Jesse Ward, nie by taki, jak oczekiwaa?

Opadam na fotel, kad torebk na kolanach, Kate staje nade


mn, uderza w do rczk szpatuki. W kocu podchodzi
bliej i siada w fotelu naprzeciwko.
- Opowiadaj - naciska. Wzruszam ramionami.
- To atrakcyjny mczyzna, ktry doskonale o tym wie. - Jej
oczy si rozjaniaj, uderzenia szpatuk staj si szybsze.
Pragnie wicej dramatyzmu. Uwielbia go. Gdy rozstaam si z
Mattem, ona pierwsza pojawia si na miejscu zbrodni, by
rozkoszowa si spektaklem jako oferujca wsparcie
przyjacika. Niepotrzebnie. Rozstanie byo uzgodnione,
bardzo przyjacielskie i cakiem nudne. Nie latay adne talerze,
a ssiedzi nie wezwali policji.
- Ile ma lat? - pyta z ciekawoci. Wzruszam ramionami.
- Powiedzia, e dwadziecia jeden, lecz musi mie co
najmniej dziesi wicej.
- Zapytaa go? - Kate ze zdumienia otwiera usta.
- Tak, miaam moment cakowitego braku cznoci
pomidzy mzgiem a ustami i wtedy pado to pytanie. Nie
jestem z tego dumna. Zrobiam z siebie straszn idiotk, Kate.
Nigdy nie zareagowaam tak na adnego mczyzn, ale ten...
C, wstydziaby si za mnie.
Z jej ust wyrywa si gony miech.
- Avo, potrzebne ci korepetycje z umiejtnoci spoecznych! Opiera si wygodniej i zaczyna zlizywa polew ze szpatuki.
- Tak, bardzo prosz - mrucz, wycigajc rk. Podaje mi
szpatuk, zaczynam oblizywa brzegi. Mieszkam z Kate od
miesica, egzystujc na winie, polewach i surowym ciecie.
Nie straciam apetytu po rozstaniu. - By bardzo pewny siebie dodaj pomidzy liniciami.
- To znaczy?

- Och, dokadnie wiedzia, jakie reakcje we mnie wywouje.


Musiaam stanowi bolesny widok. Byam aosna.
- A tak?
Krci gow z niedowierzaniem.
- Wrcz miesznie.
- Na pewno jest beznadziejny w ku. Wszyscy gorcy faceci
s beznadziejni w ku. Czego chcia?
- Dziesiciu nowych sypialni w dobudwce. Mylaam, e
jad do podmiejskiej posiadoci, a okazao si, e to
megaluksusowy hotel spa... Rezydencja. Syszaa o nim?
Kate robi zdezorientowan min.
- Nie - odpowiada, po czym wstaje, by wyczy piekarnik. Mog nastpnym razem jecha z tob?
- Nie, ja tam nie wracam. Nie mogabym mu spojrze w oczy
po tym przedstawieniu. - Wstaj i wrzucam szpatuk do pustej
miski. - Przekazaam zlecenie Patrickowi. Wino?
- W lodwce.
Idziemy do mieszkania, by woy piamy. Gdy rzucam
torebk na ko, wypada z niej kalla, ktr podarowa mi
Ward. Subtelna elegancja. Podnosz j, owijam odyk wok
palca, po czym wyrzucam kwiat do kosza.
Wkadam do odtwarzacza DVD najnowsz zdobycz z
miejscowej wypoyczalni, siadam na kanapie obok Kate i
prbuj skupi si na filmie, lecz jest to niemoliwe. Oczami
wyobrani wci widz wysokiego szczupego blondyna z
zielonymi oczami, chodem, ktry przyprawia o linotok i ca
ton seksapilu. Zasypiam, syszc jego sowa: Ja chc ciebie".

Rozdzia 3
Po dwch spotkaniach z klientami i przystanku w nowym
domu pana Mullera w Holland Park, gdzie zostawiam prbki,
wracam do biura, by wysuchiwa narzekania Patricka na temat
Iren. Typowy poniedziakowy poranek po caym weekendzie,
ktry spdzi poza biurem z on.
Tom wchodzi do rodka z szerokim umiechem na twarzy, od
razu wida, e spotka kogo w weekend.
- Kochanie, tskniem za tob! - Cauje powietrze obok moich
policzkw, po czym odwraca si do Patricka, ktry unosi do
w gecie nawet-o-tym-nie-myl. Tom przewraca oczami,
oczywicie si nie obraa, po czym tanecznym krokiem idzie
do swojego biurka.
- Dzie dobry, Tom - witam go radonie.
- Miaem wyjtkowo stresujcy poranek. Pastwo
Bainesowie zmienili cholerne zdanie po raz tysiczny.
Musiaem odwoa wszystkie poprzednie zamwienia i
przenie tuzin pracownikw. - Macha rkami z frustracji. Dostaem te cholerny mandat za brak uprawnie w strefie, a
na sam koniec rozdarem nowy sweter o t okropn balustrad
przed Starbucksem. - Zaczyna wyciga nitki ze swetra z
dekoltem w serek w jaskrawo-rowym kolorze. - Do diaba,
tylko popatrz! Dobrze, e

wczoraj si z kim przespaem, bo inaczej pogrybym si w


rozpaczy - umiecha si do mnie. Wiedziaam.
Patrick oddala si, krcc gow. Jego wysiki, by uczyni
zachowanie Toma w biurze nieco bardziej stosownym, spezy
na niczym. W kocu si podda.
- Udana noc? - pytam.
- Cudowna. Spotkaem boskiego faceta. W weekend idziemy
razem do Muzeum Historii Naturalnej. To naukowiec.
Jestemy pokrewnymi duszami.
- A ten trener osobisty? - pytam o jego pokrewn dusz z
zeszego tygodnia.
- Przesta, to bya katastrofa. Zjawi si na progu mojego
mieszkania w pitek wieczorem z Dirty Dancing" na DVD i
indyjskimi daniami na wynos dla dwojga. Wyobraasz sobie?
- Jestem zszokowana - mwi artem.
- Ja byem. Nie musz chyba dodawa, e ju nie bdziemy
si spotyka. A co u ciebie, kochanie? Jak si miewa twj
cudowny byy facet? - mruga do mnie. Tom nigdy nie ukrywa
swojego pocigu do Matta, co mnie bawio, a Matta zawsze
przyprawiao o dyskomfort.
- Dobrze. Nadal jest moim byym i nadal jest hetero.
- Straszna szkoda. Daj mi zna, jeli odzyska rozum. -Tom
odchodzi, poprawiajc idealn blond grzyw.
- Sally - woam - przesyam ci stawk za konsultacj dla pana
Warda. Mogaby dzisiaj wysa rachunek?
- Jasne, Avo. Siedmiodniowy okres spaty?
- Tak, dzikuj. - Wracam do biurka i zaczynam bawi si
kolorami, sigam po telefon, ktry zaczyna taczy na moim
biurku. Zerkam na ekran i prawie spadam z fotela, gdy
wywietla si na nim imi Jesse". Jak to w ogle moliwe?

Nie zapisaam jego numeru - Patrick mi go nie przekaza, a po


tym, jak oddaam mu w pitek to zlecenie, ju go o niego nie
pytaam. Nie zamierzaam tam wraca, serio. A nawet jeli, nie
zapisaabym jego numeru pod samym imieniem. Trzymam
aparat w doni, zastanawiajc si, czy bezustanne dzwonienie
nie przyciga uwagi moich kolegw. Jeli nie, niech dzwoni.
Czego on chce?
Id do biura Patricka, aby zapyta, czy powiadomi pana
Warda o nowych ustaleniach, gdy telefon znw zaczyna
dzwoni. Zamieram. Bior gboki, uspokajajcy oddech, po
czym odbieram.
- Halo? - Nastpuj sobie na nog za to, jak lkliwie brzmi.
Miaam by pewna siebie i zdecydowana.
- Ava? - Jego ochrypy gos wywiera taki sam wpyw na moje
sabe zmysy jak w pitek. Przez telefon przynajmniej nie moe
zobaczy, e autentycznie dr.
- Kto mwi? - Prosz bardzo. To zabrzmiao lepiej:
profesjonalnie, rzeczowo i spokojnie.
mieje si cicho, co cakowicie zbija mnie z tropu.
- Wiem, e znasz ju odpowied na to pytanie, poniewa moje
imi pojawio si na wywietlaczu. - Krzywi si mimowolnie.
- Zgrywasz niedostpn?
Skd wie? Nagle zaczynam rozumie.
- Dopisae si do mojej listy kontaktw? - pytam z
niedowierzaniem. Kiedy to zrobi? Przypominam sobie nasze
spotkanie, zatrzymuj si przy wizycie w toalecie; portfolio i
telefon zostawiam na stole. Nie mog uwierzy, e grzeba w
moim telefonie!
- Musz mie jak moliwo skontaktowania si z tob.
O nie. Patrick najwyraniej mu nie powiedzia. Niewane, nie
wolno zaglda do telefonw obcych ludzi.

- Patrick mia si z tob kontaktowa - informuj go


chodnym tonem. - Obawiam si, e nie bd moga ci pomc,
lecz Patrick z chci mnie zastpi.
- Owszem, Patrick si ze mn kontaktowa - odpowiada.
Wzdycham z ulg, po czym marszcz brwi. Po co w takim
razie dzwoni do mnie? - Bez wtpienia z chci by ci zastpi,
lecz ja z niechci si na to godz.
Otwieram usta ze zdumienia. Za kogo on si uwaa? Dzwoni,
by mi powiedzie, e nie jest zadowolony? Zamykam usta.
- Przykro mi to sysze - mwi poirytowanym tonem.
- Czyby?
Nie, ale przecie tego nie mog mu powiedzie.
- Oczywicie. - Pragn doda, e nie zamierzam pracowa z
aroganck przystojn wini jego pokroju, lecz powstrzymuj
si przed tym. To nie byoby profesjonalne.
Sysz jego westchnienie.
- Chyba jednak nie. Avo? - Moje imi brzmi jak aksamit
spywajcy z jego warg, przechodzi mnie znajomy dreszcz. Myl, e mnie unikasz.
Zaciskam zby tak mocno, e chyba je zaraz poami. Ma
racj, rzecz jasna. Budzi we mnie niepodane uczucia. Nie
mog jednak pozwoli, by wiedzia, e ma racj.
- Dlaczego miaabym to robi? - pytam zaczepnie.
- C, poniewa ci pocigam.
- Sucham? - Jego pewno siebie nie zna granic. Nie ma
adnego wstydu? Fakt, e tarza si w forsie, nie ma tu nic do
rzeczy. Musiaabym by lepa, gucha i gupia, eby mnie nie
pociga. Jest uosobieniem mskiej doskonaoci i dobrze o
tym wie.
Wzdycha.
- Powiedziaem...

- Tak, syszaam - przerywam mu. - Po prostu nie mog w to


uwierzy.
Dosownie mnie zatkao ze zdumienia. Ten facet ma kogo, a
mimo to ze mn flirtuje? Ta rozmowa musi wrci na tory
biznesowe, zaraz potem zamierzam si rozczy.
- Przykro mi, e nie mog ci pomc - wypalam, po czym si
rozczam.
To byo naprawd niegrzeczne i wyjtkowo nieprofesjonalne,
lecz oszoomia mnie jego obcesowo. Przekazanie zlecenia
Patrickowi wydaje si z kad minut bardziej rozsdne.
Dzwonek obwieszcza nadejcie wiadomoci tekstowej.
Zauwayem, e nie zaprzeczya. Powinna wiedzie, e
uczucie jest odwzajemnione. J"
Niech to szlag! Przyciskam do do warg, by powstrzyma te
sowa. Nie, nie zaprzeczyam. Pocigam go? Nie jestem dla
niego nieco za moda, a on dla mnie za stary? Co za pewny
siebie dupek! Nie odpowiadam - nie mam pojcia, co
miaabym napisa.
Zamiast tego wrzucam telefon do torebki i wychodz na
lunch, na ktry umwiam si z Kate.
- Boe wity! - krzyczy Kate, wpatrujc si w mj telefon.
Jej zwizane w koski ogon rude wosy podskakuj, gdy krci
gow. - Odpowiedziaa?
- Nie! - wybucham miechem.
- Ma dziewczyn?
- Tak. - Unosz brwi. Kadzie mj telefon na stole.
- Szkoda.
Czyby? Moim zdaniem to znacznie uatwia spraw.
Cakowicie tumi reakcje, jakie on we mnie wywouje. Kate

jest o wiele mielsza ode mnie. Odpowiedziaaby czym


szokujco sugestywnym, od czego opadaby mu szczka. Jest
tak pewna siebie, zdecydowana i zdeterminowana, e odstrasza
wikszo mczyzn ju na pierwszej randce -przetrwaj tylko
najsilniejsi.
- Nie sdz. - Unosz do ust kieliszek wina. - Tak czy inaczej,
upyny zaledwie cztery tygodnie od mojego rozstania z
Mattem. Nie chc mczyzn w moim yciu w adnej roli. Podoba mi si zdecydowane brzmienie mojego gosu. - Podoba
mi si ycie w pojedynk po raz pierwszy od bardzo dawna dodaj. Naprawd czuj, e mino wiele czasu. Byam z
Mattem przez cztery lata, a wczeniej przez trzy z Adamem.
- Widziaa ostatnio tego dupka? - Twarz Kate wykrzywia si
z odraz, gdy wymieniam imi mojego byego.
Nie cierpi Matta, bya zachwycona, gdy z nim zerwaam.
Przyapujc go w takswce z koleank z pracy, tylko
potwierdzia to, co sama ju wiedziaam. Nie rozumiem, jak
mogam to przez tak dugi czas ignorowa. Gdy go o to
zapytaam, zacz przeprasza i niemal zemdla, gdy
powiedziaam, e mi to nie przeszkadza. Nie przeszkadzao, ku
mojemu ogromnemu zdumieniu. Nasz zwizek si wypali,
Matt by tego samego zdania.
- Nie.
- wietnie si razem bawimy, prawda? - umiecha si, gdy
podchodzi kelnerka z naszym zamwieniem.
- Id do azienki. - Wstaj, gdy Kate topi swoje frytki w
majonezie.
Po skorzystaniu z toalety staj przed lustrem, nakadam
byszczyk i poprawiam wosy. S dzisiaj grzeczne, spywaj mi
na ramiona. Strzepuj czarne spodnie capri, zdejmuj kilka
woskw z kremowej bluzki, po czym wracam do baru.
Dzwoni mj telefon, wycigam go

z torebki i przewracam oczami, gdy widz, e to znowu on.


Pewnie zastanawia si, gdzie moja odpowied na jego
niestosown wiadomo. Nie zamierzam bawi si z nim w
takie gierki.
- Odrzu. - Prycham na mj telefon, naciskam czerwon
suchawk, po czym wsuwam aparat do torebki. 0 Boe, przepraszam! - wyrzucam z siebie, gdy wchodz
prosto w czyj pier.
Pier jest szeroka i mocna, oszaamiajcy wiey zapach,
ktry mnie otacza, jest znajomy. Moje nogi odmawiaj
wsppracy, ju wiem, co zobacz, gdy podnios gow. Jego
rami otacza moj tali, by pomc mi odzyska rwnowag,
mj wzrok siga jego obojczykw, widz bicie jego serca przez
materia koszuli.
- Odrzu? - mwi cicho. - Czuj si uraony. Odpycham si
od niego, prbujc odzyska rwnowag. Wyglda
oszaamiajco w grafitowym garniturze i nienobiaej koszuli.
miej si w duchu z niemonoci oderwania wzroku od jego
torsu z obawy, e zahipnotyzuje mnie swoim przenikliwym
wzrokiem.
- Powiedziaem co miesznego? - pyta. Podejrzewam, e
marszczy przy tym brwi, lecz nie mog tego potwierdzi,
poniewa nie zamierzam podnosi gowy.
- Przepraszam. Nie patrzyam, dokd id. - Cofam si, lecz
chwyta mnie za okie, uniemoliwiajc mi ucieczk.
- Powiedz mi tylko jedno, Avo, zanim sobie pjdziesz. - Jego
gos wywouje mrowienie w moim ciele, mj wzrok wdruje
wyej, nasze oczy si spotykaj. Jego twarz jest powana i
nadal zdumiewajco pikna. - Jak gono zamierzasz krzycze,
gdy ci przelec?
Sucham?
- Sucham? - wyrzucam z siebie, mimo e jzyk staje mi
kokiem w gardle.

Umiecha si pgbkiem na widok mojego szoku, dotyka


palcem wskazujcym mojego podbrdka i delikatnie zamyka
mi usta.
- Pozostawiam ci z tym pytaniem. - Puszcza mj okie.
Krzywi si do niego z niezadowoleniem, po czym wracam
do stolika na tyle pewnie, na ile pozwalaj mi na to moje
mikkie kolana. Opadam na krzeso i przysysam si do
kieliszka z winem, prbujc zwily wyschnite gardo.
Gdy podnosz gow, dostrzegam, e Kate ma otwarte usta, w
ktrych wida przeute frytki i chleb. Nieciekawy widok.
- Kto to jest, do diaba? - mamrocze.
- Kto? - Rozgldam si, udajc niewiadom.
- On. - Kate pokazuje mi kogo widelcem. - Patrz!
- Widziaam i nie wiem.
- Idzie do nas. Jeste pewna, e go nie znasz? Do diaba, ale
ciacho! - Zerka na mnie, a ja wzruszam niezobowizujco
ramionami, wycigajc li saaty z mojej kanapki BLT i
skubic jej brzegi. Tej, wiem, e on si zblia, bo Kate
podnosi wzrok, by obj nim jego posta. Marz, by zamkna
w kocu te cholerne usta!
- Drogie panie. - Jego niski, gardowy gos wywouje u mnie
gsi skrk.
- Cze - wyrzuca z siebie Kate, przeuwajc szybko, by
pozby si z ust wszelkich przeszkd do rozmowy.
- Avo?
Macham na niego liciem saaty, by da mu do zrozumienia,
e zauwayam jego obecno, nie muszc na niego patrze.
mieje si cicho, ktem oka dostrzegam, e jego ciao powoli
si przyblia, a w kocu siada przy stoliku obok mnie. Nadal
na niego nie patrz. Opiera jeden

okie na stole, sysz, jak Kate zaczyna kaszle i wypluwa


resztki jedzenia.
- Tak lepiej - mwi Ward. Czuj jego oddech na policzku.
Niechtnie podnosz gow, Kate gapi si na mnie -ma
szeroko otwarte oczy i taki wyraz twarzy, jakby chciaa
powiedzie: tak, on nadal tu jest i mwi, idiotko! Nie
przychodzi mi do gowy nic, co mogabym powiedzie. Po raz
kolejny staj si cakowicie bezuyteczna przy tym
mczynie.
Sysz jego westchnienie.
- Jestem Jesse Ward, mio mi. - Widz, jak wyciga rk,
ktr Kate z radoci ciska.
- Jesse? Och! Jesse. - Czuj na sobie jej oskarycielskie
spojrzenie. - Jestem Kate. Ava wspominaa, e masz elegancki
hotel.
Krzywi si do niej.
- Och, wspominaa o mnie? - pyta cicho. Nie musz na niego
patrze, by wiedzie, e jego usta rozcigaj si w
triumfujcym umiechu. - Ciekawe, co jeszcze mwia.
- Och, to i tamto - odpowiada swobodnie Kate.
- To i tamto.
- Tak, to i tamto - potwierdza moja przyjacika. Mam tak
do tej bezuytecznej wymiany zda, ktra
obojgu najwyraniej si podoba, e postanawiam wzi
sprawy w swoje rce, odwracam si do niego.
- Mio byo ci spotka. Do widzenia.
Nasze oczy si zwieraj, od razu ulegam jego zielonemu,
mrocznemu, dajcemu spojrzeniu. Jego oddech dry, mj
wzrok pada na jego wargi. S wilgotne, lekko rozchylone, jego
jzyk wyania si spomidzy nich powoli i muska doln warg.
Nie mog oderwa od niego oczu, bez adnej zachty z mojej
strony mj jzyk odpowiada

tym samym, cakowicie udaremniajc wysiek, jaki woyam


w to, by wyglda obojtnie.
To szalestwo. To... cokolwiek to jest... to po prostu
szalestwo. Jest zbyt pewny siebie i arogancki, lecz zapewne
ma do tego pene prawo. Rozpaczliwie pragn, by nie wywiera
na mnie takiego wraenia.
- Mio? - Pochyla si do przodu, zaciska do na moim udzie,
moje pachwiny zalewa gorca pynna lawa. Przesuwam si,
zaciskam uda, by powstrzyma pulsowanie, ktre zaraz
zamieni si w bolesno. - Przychodzi mi na myl wiele sw,
Avo, lecz mio" nie jest jednym z nich. Zostawiam ci z moim
pytaniem.
Och, dobry Boe! Z trudem przeykam lin, gdy unosi si i
przyciska wilgotne wargi do mojego policzka na ca
wieczno. Zaciskam zby, ca swoj si woli wkadajc w
to, by si do niego nie odwrci.
- Wkrtce - dodaje szeptem. To obietnica. Puszcza moje
napite udo i wstaje. - Mio byo ci pozna, Kate.
- Hm, ciebie rwnie - odpowiada Kate z namysem. Ward
odwraca si i wraca do baru. Dobry Boe, idzie
zdecydowanym krokiem, jest seksowny jak diabli. Zamykam
oczy, by mentalnie wzi si w gar. Jestem cakowicie
beznadziejna. Odwracam si do Kate i napotykam jej
oskarycielskie spojrzenie. Patrzy na mnie tak, jakby wanie
wyrosy mi ky.
Unosi brwi niemal do linii wosw.
- Do diaba, intensywne doznanie!
- Sucham? - Bawi si kanapk na talerzu.
- Lepiej skocz z tymi bzdurami albo wsadz ci ten widelec
tak gboko w tyek, e bdziesz ua metal. Jakie pytanie masz
rozway? - pyta ostrym tonem.
- Nie wiem - zbywam j. - Jest atrakcyjny, arogancki i ma
dziewczyn - dodaj, prbujc zmieni temat.

Kate wydaje z siebie dugi, wysoki gwizd.


- Nigdy wczeniej tego nie dowiadczyam. Syszaam o tym,
lecz nigdy tego nie dowiadczyam.
- O czym mwisz?
Pochyla si z powag nad stolikiem.
- Avo, seksualne napicie pomidzy tob a tym facetem jest
tak wyczuwalne, e nawet ja si napaliam! -wybucha
miechem. - Naprawd ci pragnie. Nie mgby da tego
wyraniej do zrozumienia, nawet gdyby rozoy ci na tamtym
stole bilardowym. - Wskazuje go palcem, a ja spogldam w
tamt stron.
- Masz wybuja wyobrani - prycham.
- Widziaam wiadomo, a potem faceta na ywo. Jest
niezy... jak na starszego faceta. - Wzrusza ramionami.
- Nie jestem zainteresowana.
- Ha! Moesz to sobie wmawia.
Wracam do biura i przez reszt dnia nie osigam absolutnie
niczego. Bawi si pirem, odwiedzam toalet tuzin razy,
udaj, e sucham Toma, ktry opowiada o gejowskiej dumie i
tym podobnym. Mj telefon dzwoni jeszcze cztery razy - za
kadym razem to Jesse Ward - a ja odrzucam poczenia. Upr
i pewno siebie tego czowieka wprawiaj mnie w osupienie.
Jestem szczliwa, ciesz si niedawno odzyskan wolnoci,
nie mam zamiaru zmienia planu, ktry zakada, e bd
samotna i wolna od trosk. Nie zamierzam wiza si z
przystojnym nieznajomym, niezalenie od tego, jaki jest
rozkoszny. Poza tym i tak jest dla mnie za stary i, co wicej,
najwyraniej zajty. Co tylko podkrela fakt, e to
beznadziejny podrywacz. Nie pociga mnie taki typ, zwaszcza
po perypetiach z Mattem i jego zdradami. Potrzebuj
mczyzny, ktry bdzie mi wierny, bdzie

mnie chroni i troszczy si o mnie - i bdzie mi bliszy


wiekowo.
Dostaj kolejn wiadomo tekstow, co wyrywa mnie z
zamylenia. Nie musz nawet patrze, eby wiedzie, od kogo.
Bycie odrzuconym to niemie uczucie. Dlaczego nie
odbierasz moich telefonw? J"
miej si do siebie, przykuwajc uwag Victorii, ktra
przetrzsa szafk z dokumentami obok mojego biurka. Unosi
idealnie wyskubane brwi. Podejrzewam, e Ward nieczsto
spotyka si z uczuciem odrzucenia.
- Kate - mwi tytuem wyjanienia. Dziaa, Victoria wraca
do przetrzsania szafki.
To chyba jasne, dlaczego nie odbieram przekltego telefonu.
Nie chc z nim rozmawia i, szczerze mwic, nie ufam sobie
w jego obecnoci. Moje ciao reaguje na niego bez udziau
mzgu, co moe si okaza bardzo niebezpieczne.
Mj telefon znw dzwoni, szybko odrzucam poczenie.
Nigdy si go w ten sposb nie pozbd. Musz by brutalna.
Jeli chcesz porozmawia o swoich oczekiwaniach,
powiniene zadzwoni do Patricka, nie do mnie".
Prosz bardzo. Moe to do niego dotrze. Odkadam telefon,
by wzi si do pracy, gdy znw nadchodzi wiadomo. Jedn
doni podnosz aparat, drug kubek z kaw.
Oczekuj, e bdziesz przy mnie krzycze. Nie sdz, by
Patrick mg mi w tym pomc. Czuj ucisk w gardle na sam
myl... Czy bd musia ci zakneblowa? J"
Kawa rozpryskuje si po caym biurku, gdy zanosz si
kaszlem. Bezczelny dupek! Jak mona by tak aroganckim

i pozbawionym wstydu? Przeczam telefon na tryb cichy i


rzucam go na biurko z odraz. Nie zamierzam zaszczyca go
odpowiedz. To by go tylko zachcio. Istnieje granica
pomidzy pewnoci siebie a arogancj, ktr Jesse Ward po
trzykro przekroczy. A mi al tych starych odtych ust.
Ciekawe, czy wie, e jej facet ugania si za innymi kobietami?
Ekran mojego telefonu znw zaczyna wieci, uciszam go, by
nie przyciga niczyjej uwagi. Otwieram grn szuflad biurka,
wrzucam go tam i zatrzaskuj j z naburmuszon min.
Zdobywam si na wysiek, by podj prac, lecz jestem zbyt
rozkojarzona. Dziwne sowa - w aden sposb niezwizane z
prac - pojawiaj si w moich e-mailach, gdy z nieobecn min
stukam w klawiatur. Gdy dzwoni biurowy telefon, podnosz
gow. Sally na chwil odesza od biurka, wic podnosz
suchawk.
- Dzie dobry, Rococo Union.
- Nie rozczaj si! - wypala Ward. Siadam prosto. Nawet jego
rozkazujcy ton wywouje mrowienie na mojej skrze. - Ava,
naprawd bardzo ci przepraszam.
- Czyby? - Nie potrafi ukry zaskoczenia. Jesse Ward nie
wyglda mi na faceta, ktrego atwo nakoni do przeprosin.
- Tak, naprawd. Sprawiem, e poczua si niezrcznie.
Przekroczyem granic. - Chyba mwi szczerze.
-Zdenerwowaem ci. Prosz, przyjmij moje przeprosiny.
Nie powiedziaabym, e jego miae zachowanie i komentarze
mnie zdenerwoway. Zszokoway raczej. Niektrzy zapewne
podziwiaj jego pewno siebie.
- W porzdku - mwi z wahaniem. - Nie chcesz wic
nakania mnie do krzyku ani kneblowa?
- Avo, w twoim gosie sycha rozczarowanie.

- Ale skd!
Na chwil zapada cisza.
- Moemy zacz jeszcze raz? Bd zachowywa si
profesjonalnie, rzecz jasna.
O nie. Moe jest mu przykro, lecz to nie niweczy wraenia,
jakie na mnie wywiera. Przychodzi mi do gowy, e to intryga,
ktra ma mnie przekona do przyjcia zlecenia, by mg znw
mnie podrywa.
- Prosz pana, naprawd nie jestem odpowiedni osob do
tego zadania. - Odwracam si w fotelu, by sprawdzi, czy
Patrick jest w swoim biurze. Jest. - Moe przecz pana do
Patricka? - Bagam go w mylach, by poj aluzj.
- Mam na imi Jesse. Czuj si staro, gdy tytuujesz mnie
panem - mruczy.
Przyciskam do do ust, gdy moje wargi rozchylaj si, by
zada to pytanie. Nadal intryguje mnie ten temat, lecz nie
zamierzam znw o to pyta.
- Avo, jeli poczujesz si dziki temu lepiej, od teraz moesz
kontaktowa si z Johnem. Jaki byby nastpny etap?
Z Johnem? Dlaczego miaabym przez to poczu si lepiej?
Wielkolud oniemiela mnie niemal tak bardzo jak
bezporednio Warda. Nie jestem pewna, czy przy nim
poczuabym si swobodniej, lecz sam fakt, e Ward jest gotw
si wycofa, mwi mi, i naprawd zaley mu na tym, bym to
ja wzia zlecenie, a to, jak podejrzewam, jest prawdziwy
komplement. Rezydencja bdzie doskonaym uzupenieniem
mojego portfolio.
- Powinnam pomierzy pokoje i narysowa schematy wyrzucam z siebie pod wpywem impulsu.
- Doskonale. - W jego gosie sycha ulg. - John pokae ci
pokoje. Moe te trzyma tam. Jutro?
Jutro? Ale on niecierpliwy.

- Nie mog ani jutro, ani w rod. Przykro mi.


- Och - mwi cicho. - Pracujesz wieczorami?
Nie lubi pracowa wieczorami, lecz wielu moich klientw
jest zajtych od dziewitej do pitej i przez to niedostpnych.
Poza tym wol pracowa wieczorami ni w weekendy. Nigdy
nie daj si przekona do weekendowych spotka.
- Mog jutro wieczorem - odpowiadam, przewracajc stron
w kalendarzu. Ostatnie spotkanie mam o pitej z pani Kent. Koo sidmej? - pytam, wpisujc to do kalendarza.
- Doskonale. Powiedziabym, e nie mog si doczeka
naszego spotkania, lecz nie mog, poniewa si nie spotkamy. Nie widz go, lecz wiem, e si umiecha. Sysz to w jego
gosie. Po prostu nie potrafi si powstrzyma. -Dam zna
Johnowi, e ma si ciebie spodziewa o sidmej.
- Koo sidmej - dodaj. Nie wiem, jak dugo bd wyjeda
z miasta o tej porze dnia.
- Koo sidmej - potwierdza. - Dzikuj, Avo.
- Prosz bardzo, panie Ward. Do widzenia. - Rozczam si,
po czym zaczynam stuka paznokciem w zby.
- Avo? - woa Patrick ze swojego gabinetu.
- Tak? - Obracam si do niego w fotelu.
- Rezydencja, chc ciebie, kwiatuszku. - Wzrusza ramionami,
po czym odwraca si do monitora.
Nie, to on mnie chce.

Rozdzia 4
Wszystkie moje wtorkowe spotkania kocz si sukcesem,
opuszczam uroczy nowy dom pani Kent tu po szstej.
Pani Kent jest bardzo wymagajc on pana Kenta
-dyrektora zarzdzajcego Kent Yacht Builders - a posiado
w Kensington to ich trzeci dom w cigu czterech lat.
Zaprojektowaam wntrza we wszystkich trzech. Gdy tylko
prace zostaj ukoczone, pani Kent dochodzi do wniosku, e
nie wyobraa sobie, by moga si tu zestarze - ma
siedemdziesit lat - wystawia wic dom na sprzeda, a ja
otrzymuj do urzdzenia kolejny.
Wsiadam do samochodu i kieruj si ku Surrey Hills. Nie
powiedziaam Kate, dlaczego wrc pno. To tylko
pobudzioby jej wyobrani odnonie do powodw, dla
ktrych wracam do Rezydencji. Skamaabym, rzecz jasna, i
nakarmiabym j tymi samymi kamstwami, ktrymi karmi
siebie - e praca w Rezydencji bdzie doskonaym
uzupenieniem mojego portfolio. Jej seksowny waciciel nie
ma adnego wpywu na moj decyzj - absolutnie adnego.
Zatrzymuj si przy interkomie, opuszczam szyb, lecz brama
otwiera si, zanim nacisn guzik. Zerkam na kamer, dochodz
do wniosku, e John musi ju na mnie

czeka. Wjedam na wirowy podjazd i docieram do


dziedzica, wielkolud ju czeka na mnie na schodach, jego
sylwetka szczelnie wypenia ram podwjnych drzwi, na nosie
ma okulary.
- Dobry wieczr, Johnie - witam si, biorc teczk i torebk.
Czy dzi si do mnie odezwie?
Nie; kiwa gow, po czym odwraca si i wchodzi do rodka,
podam za nim do baru. Jest toczniej ni podczas mojej
poprzedniej wizyty.
- Mario? - mwi dudnicym gosem. Za barem pojawia si
may czowieczek.
- Tak?
- Przygotuj drinka dla panny 0'Shea. - John odwraca si do
mnie plecami. - Zaraz wracam. Jesse chce zamieni sowo.
- Ze mn? - pytam, czerwienic si lekko z powodu
gwatownoci tego pytania.
- Nie, ze mn.
- Zostanie w biurze? - pytam nerwowo. Zadaj zbyt wiele
pyta, biorc pod uwag trywialno sytuacji, lecz chc mie
pewno, e dotrzyma sowa i zostawi mnie z Johnem.
Wystarczy myl o tym mczynie, by zredukowa mnie do
nerwowego wraku czowieka.
Kciki ust Johna dr, jakby prbowa powstrzyma umiech.
Jcz w duchu. On wie.
- Wszystko w porzdku, dziewczyno. - Odwraca si i
wychodzi, posyajc Mariowi osobliwe spojrzenie; barman
strzepuje ciereczk.
Rozgldam si wok, zauwaam miejc si kobiet z
mczyzn w rednim wieku przy stoliku obok. To j
widziaam w toalecie podczas mojej pitkowej wizyty. Ma na
sobie czarny kostium ze spodniami, wyglda bardzo
profesjonalnie. Musiaa si tu zatrzyma na duszy

pobyt - zapewne w interesach. Towarzyszcy jej mczyzna


podnosi si, wyciga do, a ona ciska j z umiechem,
rwnie wstaje i pozwala mu wzi si pod rami. Razem
wychodz z baru, pogreni w rozmowie i miechu.
Przysiadam na stoku, by poczeka na Johna. Wycigam z
torebki telefon, by sprawdzi wiadomoci i poczt gosow.
- Napije si pani wina?
Podnosz gow, may barman umiecha si do mnie. Mwi z
akcentem, podejrzewam, e to Woch. Jest bardzo niski i dosy
sodki, ma wsy i przerzedzone na czole czarne wosy.
- Napiabym si kieliszek, lecz niestety prowadz.
- Ach! W takim razie tylko kropelk. - Podnosi may kieliszek
do wina i rysuje na nim lini przez rodek.
Do diaska! Nie powinnam pi w pracy, lecz mam nerwy w
strzpach. On jest gdzie w tym budynku, to mi wystarczy.
Kiwam gow z umiechem.
- Dzikuj.
Mario pokazuje mi butelk zinfandela, znw kiwam gow.
- Pani sukienka jest bardzo, hm... jak to si mwi...
uderzajca? - Nalewa mi nieco wicej ni p kieliszka. W
zasadzie cay kieliszek.
Zerkam na moj czarn, obcis sukienk. Tak, myl, e
uderzajca" to odpowiednie sowo, by opisa moj awaryjn
kieck. Zawsze czuj si w niej dobrze. Podkrela wszystkie
moje krgoci, a jako e nosz rozmiar dziesity, nie ma ich
zbyt wiele. Jeli duej pomieszkam z Kate, to si bez
wtpienia zmieni. Ignoruj gosik w mojej gowie, ktry pyta,
czy woyam j w nadziei, e spotkam Warda.
- Dzikuj - umiecham si.

- Caa przyjemno po mojej stronie, panno 0'Shea. Zostawi


pani teraz. - Podnosi ciereczk i zaczyna wyciera granitowy
bar.
Scz wino, czekajc na Johna. Jest zbyt dobre, bym moga
si powstrzyma i po chwili orientuj si, e wypiam za duo.
- Witaj.
Obracam si na stoku i staj twarz w twarz z kobiet, ktra
uwiesia si na Wardzie w pitek. Umiecha si do mnie
najbardziej
nieszczerym
umiechem,
jaki
miaam
kiedykolwiek przyjemno otrzyma.
- Cze - mwi uprzejmie.
Mario podbiega do nas z wykrzywion panik twarz,
wymachujc ciereczk.
- Panno Sarah! Nie, prosz. adnych rozmw. Sucham?
- Och, zamknij si, Mario! Nie jestem gupia - syczy Sarah.
Biedny Mario wzdryga si, po czym wraca do wycierania
baru, nie spuszczajc wzroku z Sarah. Ju mam stan w jego
obronie, gdy nagle kobieta wyciga do mnie rk.
- Jestem Sarah. A ty...?
Ach, tak, gdy mnie ostatnio o to zapytaa, nie odpowiedziaam
i wyszam w popiechu. ciskam jej do, potrzsam ni lekko,
gdy podejrzliwie mierzy mnie wzrokiem. Od razu wida, e
mnie nie lubi. Widzi we mnie zagroenie.
- Nazywam si Ava 0'Shea - odpowiadam, puszczajc jej
do.
- I jeste tutaj, poniewa...?
Wybucham gonym miechem. Jestem pewna, e Sarah wie,
dlaczego tu jestem, co tylko potwierdza moje przypuszczenie,
e czuje si zagroona i pragnie sprawi,

bym ja poczua si niemile widziana. Schowaj te ky,


kochana.
- Jestem projektantk wntrz. Przyjechaam, by dokona
pomiarw w nowych sypialniach.
Kobieta wygina brew, podnosi do, by przywoa Maria. To
nieze ziko, jej skryto dorwnuje miaoci Warda. Ma
jasne, elegancko uoone wosy, odte czerwone wargi i
dopasowany szary kostium ze spodniami. Postpiam niemio,
oceniajc j na czterdzieci lat. Nie moe mie wicej ni
trzydzieci pi - jest blisza wiekiem Wardowi ni ja.
Natychmiast bior w karby moje rozbiegane myli, w duchu
daj sobie klapsa w mj zrozpaczony tyek.
- Din z tonikiem, Mario - da. adnego prosz, adnego
umiechu. Jest naprawd niegrzeczna. - Jeste chyba nieco za
moda na projektantk wntrz? - Jej ton jest nieprzyjazny, nie
patrzy na mnie, gdy mwi.
Najeam si. Naprawd nie lubi tej kobiety. Co widzi w niej
Ward poza napompowanymi, odtymi ustami i implantami
piersi?
- Owszem - przytakuj. Musi czu si zagroona przez moj
modo. I dobrze.
Ogarnia mnie ulga, gdy w progu pojawia si John, odstawia
kieliszki, zerka dziwnie na Sarah, po czym kiwa na mnie
gow. O co chodzi z tymi wszystkimi spojrzeniami? Nie
zastanawiam si nad tym. Skinienie Johna to wymwka, by
uwolni si od tej kobiety. Kad pusty kieliszek na barze z
wiksz si, ni zamierzaam, Mario podrywa gow.
Umiecham si ze skruch i wstaj.
- Mio byo ci pozna, Sarah - mwi uprzejmie. To
kamstwo. Nie lubi jej i wiem, e ona odwzajemnia uczucie.
Nawet na mnie nie patrzy. Bierze drinka, ktrego wrcza jej
Mario, wcale mu nie dzikujc, po czym od-

chodzi, by pogawdzi z mczyzn w typie biznesmena na


drugim kocu baru.
John prowadzi mnie schodami na galeri i korytarzem do
dobudwki.
- Wszystko w porzdku, dziewczyno - mwi, otwierajc
przede mn drzwi do najbardziej oddalonego pokoju.
Bierzemy si do pracy, mierzymy kolejne pokoje. John
posusznie trzyma tam, kiwa gow, gdy wydaj mu
polecenia. Okrelenie maomwny" musiao zosta
wymylone specjalnie dla niego, jestem tego pewna.
Komunikuje si ze mn ruchami gowy, jego oczy nadal
zakrywaj okulary przeciwsoneczne, lecz wiem, kiedy na
mnie patrzy. Robi duo notatek, w mojej gowie pojawiaj si
kolejne pomysy.
Godzin pniej mam ju wszystkie wymiary, moemy
koczy prac. Id za Johnem ku galerii, szukajc po drodze w
torebce telefonu. Szybko uwiadamiam sobie, i tak
rozpaczliwie prbowaam uwolni si od Sarah, e zostawiam
go na barze.
- Zostawiam telefon w barze - mrucz do plecw Johna.
- Jestem pewien, e Mario go znalaz. Jesse chcia, abym
pokaza ci jeszcze jeden pokj, zanim wyjdziesz -informuje
mnie rzeczowo.
- Dlaczego?
- Aby moga zobaczy, o jaki nastrj mu chodzi. -Wkada
kart do zamka, otwiera drzwi i zaprasza mnie do rodka.
C, dobrze. Nie zaszkodzi zobaczy, budzi si we mnie
zainteresowanie.
Ojej! Staj na rodku pokoju. C, w zasadzie to apartament.
Musi by wikszy ni mieszkanie Kate. Drzwi zamykaj si za
mn, odwracam si i widz, e John zostawi

mnie sam; stoj w milczeniu, oswajajc si z wybujaym


splendorem wyposaenia.
Te pokoje s o wiele bardziej luksusowe ni te na dole, jeli to
w ogle moliwe. Dominuje gigantyczne ko z pociel z
satynowej baweny w odcieniach gbokiej liwki i zota,
ciana za kiem jest pokryta tapet z wijcym si zotym
wzorem. Cikie, grube zasony opadaj na gruby, sprysty
dywan, owietlenie jest przymione i mikkie. Jednym z
wymaga Warda bya zmysowo; ktokolwiek zaprojektowa
ten pokj, osign cel z naddatkiem. Dlaczego po prostu nie
zatrudni raz jeszcze tego samego projektanta?
Podchodz do ogromnego okna, przez ktre wida tereny
pooone na tyach Rezydencji. Majtek musi by ogromny,
widoki s zdumiewajce, bogata ziele krajobrazu Surrey
rozpociera si przede mn dugimi kilometrami. To naprawd
wyjtkowe. Podchodz do uroczej komody z ciemnego
drewna, kad teczk i torebk na niej, po czym siadam w
fotelu przy oknie.
Rozkoszuj si otoczeniem. Jest niewiarygodne, moe bez
kompleksw rywalizowa z najsynniejszymi hotelami w
najwikszych miastach wiata. Moj uwag przykuwa ozdoba
na cianie. Jest dosy osobliwa, lecz piknie wykonana,
dochodz do wniosku, e musi by zabytkowa. Z jednej strony
jest przymocowana do ciany, z drugiej pnie si a do sufitu, do
masywnych belek, wyglda jak sie, lecz nie ma na niej
adnego materiau ani owietlenia. Przechylam gow,
marszczc brwi, lecz nagle podrywam si, gdy z azienki
dobiega haas.
Niech to szlag. Wpuci mnie do zajtego pokoju... a moe
nie? Zapada cisza. Nieruchomiej i zaciskam usta, nasuchujc,
lecz nie dociera do mnie aden dwik. Uspokajam si nieco,
lecz znw podrywam gow, gdy

dostrzegam ruch klamki w drzwiach do azienki. Do diaska.


Powinnam ucieka, by nie przyapa mnie jaki biedak, ktry
zaraz wyjdzie z azienki, zapewne nagi i zobaczy obc kobiet
na rodku swojego eleganckiego apartamentu. Skradam si ku
komodzie, bior torebk i teczk i odwracam si ku wyjciu.
Oddech winie mi w gardle, a torebka upada na podog, gdy
moim oczom ukazuje si wspaniay widok.
Zamieram, gapi si na Jessego Warda, ktry stoi na progu
azienki, nie majc na sobie nic poza lunymi dinsami.
- Czy to jaki art? - Wybucham nerwowym miechem.
Czekam na wyjanienie, lecz adne nie pada.
Prbujc zignorowa tego cudownego mczyzn, nerwowo
szukam w gowie wskazwek lub instrukcji. Bez sensu. Nie
jestem lepa. Jestem gotowa przyzna, e wyobraaam sobie
jego tors wicej ni raz, a to, co widz, przekracza moje
najmielsze oczekiwania. Ten mczyzna jest zbyt doskonay.
Co mam robi? On po prostu stoi, pochyla lekko gow i
wpatruje si we mnie przez te dugie rzsy. Jego oczy mnie
przeszywaj, ma zacinite wargi, widz, jak jego
niewiarygodny tors unosi si i opada. Nie jest zwalisty, lecz
idealnie uformowany. W ubraniu jest oszaamiajcy, bez niego
przyprawia o atak serca. Bior gboki oddech.
O Boe, jego ciki oddech sprawia, e minie si kurcz i
rozkurczaj. Co on tu robi w samych spodniach, wieo
ogolony i nieodparcie pikny? W mylach wymierzam sobie
policzek. To chyba oczywiste. Wiedziaam, e nie powinnam
mu ufa. Jest tak nierzeczywisty i tak piekielnie bezporedni,
e to niemal odraajce... niemal.

miej si cicho do siebie. To nie jest odraajce - ale skd.


Zamieniam si w kau podania.
Jego ramiona zwisaj swobodnie po bokach, emanuje
pewnoci siebie i determinacj. Wpatruje si we mnie
intensywnie, jego wzrok mwi mi, e zaraz rozpyn si z
rozkoszy. Powinnam wyj, lecz cho wiem, e musz, tocz
walk z rozsdn stron mojej natury i nie robi tego. Wrcz
przeciwnie, przebiegam oczami po jego odzianych w dins
udach i zauwaam wypuko w rozporku. Jest absolutnie
podniecony, ja rwnie, sdzc po ukuciu podania, ktre
przeszywa mj brzuch.
Rozchylam wargi, by wzi uspokajajcy oddech, krc
gow.
- Rozlunij si, Avo - uspokaja mnie cicho. - Wiesz, e tego
pragniesz.
Prawie wybucham miechem. Kto by nie pragn? Wystarczy
na niego spojrze!
Zamieram. Jedynym moim widzialnym ruchem s uderzenia
serca w mojej piersi, ktre wzmagaj si dziesiciokrotnie, gdy
zblia si do mnie powoli, nie odrywajc ode mnie wzroku.
Gdy dzieli nas ju tylko kilka centymetrw, owiewa mnie
jego wiey, mitowy zapach, moje ciao mimowolnie
sztywnieje. Nie wiem, jak to robi, lecz nie spuszczam z niego
oczu, unosz je, by utrzyma kontakt, gdy si zblia, a w
kocu staje przede mn tak blisko, jak to tylko moliwe bez
dotykania.
- Odwr si - nakazuje mi agodnie. Wykonuj rozkaz bez
chwili namysu czy wahania, odwracam si powoli, wydymam
policzki i zaciskam powieki. Co ja robi? Nawet si nie
zawahaam. Moje ramiona napinaj si w oczekiwaniu na jego
dotyk, w aden sposb nie mog si zrelaksowa. W pokoju
sycha tylko nasze

cikie oddechy. Stoj tak przez par chwil, po czym


odwracam si do niego twarz, lecz powstrzymuj mnie dwie
stanowcze, ciepe, lekko drce donie, ktre spoczywaj na
moich ramionach. Wzdrygam si, czujc jego dotyk, powoli
opuszcza jedn do, jakby chcia si upewni, e nie bd si
rusza, po czym zbiera moje wosy i przerzuca mi je przez
rami. Sysz w gowie gos, ktry gwatownie domaga si
ucieczki, lecz moje ciao realizuje wasny plan.
Jego do wraca na moje rami i leniwie masuje napite
minie. Boskie uczucie, moja gowa opada, z moich warg
wyrywa si cichy jk. Nacisk si wzmaga, rozkoszuj si
ruchami jego utalentowanych doni, czujc jego gorcy,
mitowy oddech coraz bliej ucha. Przechodzi mnie dreszcz,
przesuwam twarz ku rdu ciepa. Wiem, e to gest
zaproszenia, lecz w tej samej chwili trac cay rozsdek.
Pragn wicej.
- Nie przestawaj - szepcze, wibracje jego gosu wywouj
dygot w moim ciele. Dosownie si trzs. Nie panuj nad
sob.
Oddech winie mi w gardle.
- Nie chc. - Nie poznaj wasnego gosu. Nie mog uwierzy,
e mnie tak zahipnotyzowa. Nie mog uwierzy, e si na to
zgadzam.
Przytula si caym ciaem do moich plecw, jego wargi
muskaj moje ucho.
- Teraz zdejm z ciebie sukienk.
Nieznacznie kiwam gow, on to zauwaa i odpowiada,
skubic maowin mojego ucha, co tylko wzmaga
nieustpujce napicie w moim rozdygotanym ciele.
- Jeste zbyt pikna, Avo - mruczy, muskajc wargami moje
ucho.
- O Boe. - Opieram si na nim, jego erekcja pulsuje przez
materia dinsw, czuj j na krzyu.

- Czujesz to? - Gdy porusza biodrami, z mojego garda


wyrywa si jk. - Bd ci mia, moja droga. - Wypowiada te
sowa z cakowitym przekonaniem.
Jestem jego niewolnic. Wiem, e ma dowiadczenie na tym
polu; doprowadzi swj dar uwodzenia do perfekcji. Nie
zapominam o rzeczywistoci. Kobiety musz tabunami pada
mu do stp. Jest doskonale wyszkolonym mistrzem, bierze to,
czego chce, lecz mnie to w ogle nie niepokoi. Jestem tu po to,
by mnie wzi, bez wyrzutw sumienia i wtpliwoci.
wiadomie zapominam o ostronoci.
Opiera palec wskazujcy na podstawie mojego krgosupa i
powoli, lecz stanowczo przesuwa go ku grze; moja gowa
opada swobodnie. Trwam nieruchomo z rkami po bokach,
cho pragn odwrci si i dotkn go. Raz mnie ju przed tym
powstrzyma. Najwyraniej lubi sprawowa kontrol.
Gdy dociera do wycicia sukienki, chwyta za suwak i kadzie
do na moim biodrze. Wzdrygam si. Mam tam najwiksze
askotki, kade municie koci biodrowej lub miejsca tu nad
ni koczy si atakiem miechu. Zaciskam powieki, ca si
woli zmuszam si, by to zignorowa. To trudne, lecz ju sama
wielko jego doni na moim biodrze mnie unieruchamia.
Zamek mojej sukienki otwiera si powoli, sysz, jak on
wstrzymuje oddech na widok mojej nagiej skry. Unosi do z
mojego biodra, a ja ze zdumieniem uwiadamiam sobie, e ju
tskni za jej arem. Obie donie wsuwa pod materia sukienki i
kadzie je na moich nagich ramionach, jego palce wyginaj si,
by powoli zsuwa sukienk z mego ciaa; materia opada na
podog.
Oddech winie mu w gardle, a ja dzikuj wszystkiemu, co
wite, za to, e woyam przyzwoit bielizn.

W staniku, majtkach i szpilkach zdaj si cakowicie na ask


tego adonisa.
- Hm, koronka - szepcze. Znw zaciska donie na mojej talii,
unosi mnie z sukienki, po czym odwraca do siebie twarz. W
butach na obcasach sigam wzrokiem do jego podbrdka,
podnosz nieco gow i koncentruj si na jego penych,
piknych wargach, marzc, by je na mnie pooy. Szybko
trac nad sob panowanie, rozum ju dawno mnie opuci.
Jestem rozpustnic, przy tym mczynie staj si atwa.
Unosi do do mojej piersi, kciukiem pieci sutek przez
koronk stanika, wzrok koncentruje na ruchu palcw. Moje
sutki sztywniej, wyduaj si pod materiaem, jego wargi
rozcigaj si w umiechu. Wie, jaki ma na mnie wpyw.
Pomagajc sobie palcem wskazujcym, cignie za sztywny
czubeczek, a moje piersi zaczynaj pulsowa, staj si cikie i
obolae. Jestem cakowicie urzeczona przez tego mczyzn,
ktry przyglda mi si uwanie, powoli zamieniajc mnie w
trzsc si, zdesperowan galaret. Nadal nie mog uwierzy,
e to robi, lecz do diaska, jak mam to powstrzyma?
Podnosi drug do i obejmuj ni moj drug pier, nie
jestem w stanie duej trzyma si z dala od niego. Unosz
rce, opieram je na jego torsie, ar i twardo mini odbieraj
mi oddech. Muskam palcem dolin pomidzy miniami
piersiowymi, umiecham si do siebie, gdy wzdryga si pod
moim dotykiem, a w jego gardle rodzi si niski jk. Zanim
jednak mog si nasyci jego ciaem, znw mnie odwraca.
Mam ochot krzycze.
- Chc ci widzie - szepcz.
- Sza - ucisza mnie, rozpina mj stanik i wsuwa donie pod
ramiczka.

Opuszcza je, pozwala, by stanik upad na podog, jego donie


znw odnajduj moje piersi, ugniata je, a jego ciki, gorcy
oddech muska moje ucho.
- Ty. I. Ja - mruczy, odwraca mnie do siebie i miady moje
usta wargami, odbierajc mi oddech.
Jestem dokadnie tam, gdzie pragn by. Jego jzyk muska
moj doln warg, szukajc wejcia, ktrego mu nie
odmawiam. Wpuszczam go do moich ust, nasze jzyki cieraj
si w pojedynku, jego wargi s gorce, jzyk gitki, acz
nieustpliwy. Zarzucam mu ramiona na szyj, by przycign
go bliej, a on wciska pachwin w mj brzuch, jego erekcja jest
twarda niczym stal, domaga si uwolnienia z okw dinsu.
Kada jego cz jest doskonaa. Okazuje si dokadnie taki,
jakim go sobie wyobraaam.
Z jego ust wyrywa si niski jk, obiema domi obejmuje
moj gow, ich wntrza opiera na moich kociach
policzkowych. Z moich ust wyrywa si jk protestu, gdy
przerywa pocaunek. Jego ramiona unosz si i opadaj, gdy
walczy o kady oddech, opiera czoo na moim, zaciskajc
powieki. Wyglda, jakby cierpia.
- Zatrac si w tobie - owiadcza szeptem, jego do wdruje
przez mj krgosup do poladka i szczytu uda.
Jednym delikatnym ruchem unosi moj nog, opiera j sobie
na biodrze i obejmuje mj poladek. Spoglda mi w oczy.
- Co midzy nami jest - szepcze. - Nie wyobraziem sobie
tego.
Nie. Wracam pamici do pitku, kiedy po raz pierwszy go
zobaczyam. Poczuam si jak raona prdem, dowiadczyam
caego wachlarza emocji. To nie byo normalne, ciesz si, e
nie tylko ja to poczuam.
- Co midzy nami jest - potwierdzam cicho. Wyraz jego oczu
zmienia si od niepewnoci do cakowitej satysfakcji.

Stoj na jednej nodze, owinita wok jego talii, gotowa


eksplodowa i otoczy go drug nog. Pragn poczu go
caego. Poczu na sobie jego wargi. Chyba czyta mi w
mylach, bo przechyla gow i muska delikatnie moje usta w
sennym tempie. Naciera na mnie miednic, a ja natychmiast
rozpoznaj rosnce napicie w moim wntrzu. Jestem wobec
niego bezradna, nie chc go kontrolowa.
Naciera na mnie biodrami, nie przestajc caowa leniwie
moich ust, wir dozna sprawia, e znajduj si nad krawdzi.
Jeden dotyk i eksploduj.
Jego pocaunek si pogbia, nacisk bioder jest coraz
mocniejszy.
- O Chryste - mruczy w moje wargi. - Nie zepsuj tego. Nie
zepsuj tego? Baga mnie czy siebie? Nagle wszystko
staje si jasne, sysz, jak kto woa go po imieniu.
Rozpoznaj chodny, nieprzyjazny ton Sarah i w tej samej
chwili moje podniecenie mija jeszcze szybciej, ni nadeszo.
Odchrza si, odchrza si, odchrza si! - krzycz w duchu.
Moje omdlewajce pobudzone ciao sztywnieje nagle, wbijam
palce w ramiona Jessego. Co ja robi? Jego dziewczyna
szwenda si po korytarzu, a ja owijam si wok jej chopaka.
Jestem odraajca!
Jesse pogbia pocaunek, naciska na moje wargi a do
granicy blu, jego jzyk naciera na mnie. Uwalnia moje udo i
kadzie donie na moich biodrach, by mnie unieruchomi.
Myli, e uciekn. Zamierzam uciec; gdy tylko uwalnia moje
wargi, moja gowa automatycznie opada.
- Drzwi s zamknite - zapewnia mnie cicho.
Nie mog tego teraz kontynuowa! Nie przepadam za t
kobiet, lecz nie zamierzam rozwala jej zwizku. Ju mu
zaszkodziam, lecz mog to przerwa, zanim szkody stan si
nieodwracalne.

Podpiera doni mj podbrdek, odchyla moj gow i


przytrzymuje mnie stanowczo, koncentrujc na mnie te swoje
zielone oczy. Marszczy brwi, szukajc w moich renicach
czego... nie wiem, nadziei?
- Prosz - szepcze.
Krc gow, opuszczam wzrok na jego tors, zaciskam
powieki. Kadzie do na moim biodrze, krci delikatnie moj
gow, rozpaczliwie prbujc wydoby mnie ze skorupy, do
ktrej si schowaam.
- Nie uciekaj - wyrzuca z siebie sowa, ktre brzmi jak
rozkaz.
- Nie mog tego zrobi - przyznaj szeptem, jego donie
opadaj, towarzyszy temu jk frustracji.
- Jesse? - Znw sysz gos Sarah, tym razem bliej. W
kompletnym oszoomieniu podnosz sukienk
z podogi, po czym uciekam do azienki, zatrzaskujc za sob
drzwi i przekrcajc zamek. Opieram si na drewnianej
powierzchni niemal naga, prbuj odzyska kontrol nad
rwcym si oddechem, podnosz gow do sufitu, by
powstrzyma napywajce do oczu zy.
Wydaje mi si, e sysz dobiegajcy z pokoju szum
stumionych gosw, prbuj ustabilizowa oddech, abym
moga podsucha, co si dzieje. Niczego nie sysz. adnych
haasw, adnych rozmw... nic. Do diaba, po co rozebraam
si niemal do naga? Nie mog teraz przez to uciec. Zamiast
tego schowaam si w azience jak zdesperowana dziwka, ktr
jestem. Naprawd mi wstyd. Zdradzono mnie wielokrotnie.
Nad wieloma butelkami wina potpiaam te inne kobiety",
obmawiaam je i yczyam im naprawd bolesnych nauczek.
Teraz sama jestem jedn z nich. Jcz w duchu, uderzajc si
doni w czoo.
Dziwka!

Gdy drzwi zamykaj si z cichym trzaskiem, sztywniej i


nasuchuj uwanie. Jesse wyszed czy wanie wraca? Tak czy
inaczej musz si ubra, szukam wic stanika pord zwojw
sukienki - nie ma go. Potrzsam nerwowo materiaem, modl
si, by si pojawi... nic. Wzdycham i wkadam sukienk,
nacigam j na siebie, po czym sigam doni do suwaka.
Musz si obej bez niego, bo nie zamierzam szuka go w
sypialni.
Podchodz do lustra - jest tak, jak podejrzewaam: wygldam
okropnie. Moje oczy s szkliste od niewyla-nych ez, wargi
mam opuchnite i czerwone, policzki zarumienione.
Wygldam na udrczon; byam drczona. Na prno prbuj
doprowadzi si do porzdku, chciaabym opuci to miejsce z
cho odrobin godnoci, lecz nie mog pozby si z twarzy
tego zrozpaczonego wyrazu. Czeka mnie cakowite
upokorzenie.
Wzdrygam si, gdy kto puka do drzwi.
- Avo?
Milcz. O Boe, chyba jest zy. Przeczesuj wosy palcami,
chusteczk osuszam zy. Nie wygldam lepiej, lecz wiem, e
poczuj si lepiej, gdy tylko std wyjd, zbieram si wic w
sobie i z ociganiem przekrcam zamek. Drzwi otwieraj si na
ocie z hukiem, niemal zbijajc mnie z ng, staje w nich Jesse.
Jest zy. Blokuje mi drog ucieczki.
Zerkam ponad jego ramieniem do pokoju, jestemy sami.
Musi by piekielnie przekonujcym kamc, bo nadal jest bez
koszuli, a Sarah nie rzuca si na mnie, by mnie oskalpowa.
Patrzy na mnie z dezaprobat, jakby mia prawo budzi we
mnie wyrzuty sumienia. Przepycham si obok niego.
- Dokd idziesz, do diaba?! - krzyczy za mn.
Nie odpowiadam. Bior torebk i wychodz na korytarz,
syszc za sob jego przeklestwa.

- Ava!
Szybko schodz po schodach, ogldam si za siebie, Jesse
wypada z apartamentu, po drodze wkadajc koszul. Skrcam
do baru po telefon, Mario obsuguje klientw, a moje dobre
maniery powstrzymuj mnie przed zadaniem aparatu
natychmiast, zamiast tego stoj cierpliwie i czekam,
podrygujc ze zdenerwowania.
- Masz to, po co przyjechaa? - ksa mnie zimny gos Sarah.
O Boe, czy ona wie? Czy jej sowa maj podwjne znaczenie?
Odwracam si do niej z faszywym umiechem na ustach.
- Wymiary? Tak. - Patrzy na mnie, do opiera na biodrze,
szklank dinu z tonikiem trzyma tu przy twarzy. Wie.
Jesse wpada do baru, zatrzymuje si tu przed nami. Patrz na
niego z przeraeniem. Nie mgby by bardziej dyskretny?
Zerkam na Sarah, by zobaczy jej reakcj na t ma scen;
patrzy na nas oboje z namysem. Na pewno wie. Musz
natychmiast std wyj.
Odwracam si do baru. Dziki Bogu, zauwaa mnie Mario.
- Panno 0'Shea, prosz; musi pani sprbowa. - Podaje mi
may kieliszek.
- Masz mj telefon, Mario?
- Prosz sprbowa.
Tak rozpaczliwie pragn si std wyrwa, e wychylam
zawarto kieliszka na jeden raz i krzywi si, gdy zaczyna
pali mnie w gardle.
Otwieram usta i zaciskam powieki.
- Ojej!
- Dobre?
Bior gboki oddech, oddajc mu kieliszek.

- Tak. Bardzo dobre.


Bierze ode mnie kieliszek, puszcza do mnie oko, po czym
podaje mi telefon.
Wygadzam sukienk, bior gboki oddech, po czym
odwracam si do dwch osb, ktrych ju nigdy wicej nie
chc widzie.
- Zostawia to na grze. - Ward podaje mi moj teczk, lecz
nie wypuszcza jej z rk, gdy zaczynam za ni cign.
- Dzikuj. - Patrz mu prosto w oczy, a on marszczy brwi i
przygryza doln warg. W kocu puszcza teczk, ktr
wkadam do torebki. - Do widzenia. - Zostawiam ich oboje w
barze i id do samochodu. Ward nie moe i za mn na oczach
Sarah, co przynosi mi wielk ulg.
Wsiadam do samochodu i zapalam silnik, ignorujc gos,
ktry krzyczy w mojej gowie, e na pewno za duo wypiam.
To cakowicie nieodpowiedzialne z mojej strony, lecz
desperacja nie pozostawia mi alternatywy. Wycofujc,
dostrzegam w drzwiach wejciowych Jessego. To chyba jaki
art!
Gwatownie wrzucam pierwszy bieg i ruszam ostro, wzbijajc
chmur pyu. Gdy py opada, dostrzegam Jessego w lusterku
wstecznym, zaczyna wymachiwa rkami niczym wariat.
Pdz podjazdem pomidzy drzewami, krci mi si w gowie
- od alkoholu i nerww; z trudem koncentruj si na drodze.
Zerkam na desk rozdzielcz i dochodz do wniosku, e jad
idiotycznie szybko, nie wczyam wiate i nie zapiam
pasw. O czym ja myl?
Przede mn wyrasta brama, cigam nog z gazu.
- Otwrz si, prosz, otwrz si - bagam, zatrzymujc si. Otwrz si! - Uderzam pici w kierownic

z frustracji; gdy rozlega si klakson, podrywam si nerwowo.


Syszc podjedajcy z tyu samochd, zerkam w lusterko. Och, niech to szlag! - przeklinam, gdy wiata si zbliaj.
Samochd hamuje tu za mn, drzwi si otwieraj, ze rodka
wyskakuje Jesse. Podchodzi do mnie spokojnym krokiem, lecz
nie oszukuj si - wiem, e jest wcieky. Tylko dlatego, e nie
dopi swego? W dramatycznym gecie opieram ramiona i
gow na kierownicy, jestem cakowicie wyczerpana. Moja
ucieczka bez pyta i wyjanie zostaa udaremniona - nie
ebym bya mu winna jakie wyjanienia.
Otwiera drzwi kierowcy i chwyta mnie za rk, delikatnie
wyciga mnie z samochodu, po czym wyjmuje kluczyk ze
stacyjki.
- Avo. - Patrzy na mnie z dezaprobat. Mam ochot na niego
krzykn, lecz mnie uprzedza: - Jeste pijana! Przysigam na
Boga, gdyby zrobia sobie jak krzywd...
Krzywi si na te sowa, besztam si w duchu za
lekkomylno. Jesse emanuje niezadowoleniem, czuj si
upokorzona i aosna. Chwyta mnie pod brod, by na mnie
spojrze. Przygotowuje si do pocaunku, widz to w jego
oczach. Och, prosz. Naprawd nie potrzebuj tego teraz.
Odwracam twarz.
- Dobrze si czujesz? - pyta cicho, znw wycigajc do.
Odpycham j.
- Ciekawe, e pytasz. Nie, nie czuj si dobrze. Dlaczego to
zrobie?
- To chyba oczywiste?
- Pragniesz mnie.
- Ponad wszystko.

- Nigdy nie spotkaam nikogo rwnie zadufanego w sobie.


Zaplanowae to? Czy zadzwonie do mnie wczoraj z tak
intencj?
- Tak. - W jego gosie nie ma ani ladu skruchy. -Pragn ci.
Nie mam pojcia, jak sobie z tym poradzi. Pragnie mnie,
wic mnie wzi.
- Czy moesz otworzy bram? - Podchodz do niej, lecz ta
nawet nie drgnie. Odwracam si z najgroniejsz min, na jak
mnie sta. - Otwrz t cholern bram!
- Naprawd sdzisz, e pozwol ci wczy si bez celu
kilometry od domu?
- Wezw takswk.
- Nie ma mowy. Zawioz ci.
Zerkam na jego samochd. Aston martin - czarny, lnicy i
pikny. A to niespodzianka.
- Po prostu otwrz t cholern bram! - krzycz na niego.
- Nie wyraaj si!
Nie wyraaj si? Mam ochot go kopn, upa na kolana i
rozpaka si z frustracji. Czuj si jak idiotka -upokorzona i
zawstydzona.
- Nie zamierzam zosta kolejnym naciciem na supku
twojego ka - sycz. Mam dla siebie jeszcze troch szacunku.
- Naprawd w to wierzysz?
Nasz konfrontacj przerywa dwik telefonu. Jesse wyciga
go z kieszeni.
- John? - Odwraca si i zaczyna spacerowa. - Tak... dobrze koczy rozmow. - Zawioz ci do domu. - Wyciga do mnie
rk.
- Nie! Po prostu otwrz bram - mwi bagalnie, cho nie
takiego tonu zamierzaam uy.

- Nie, nie puszcz ci std samej, Avo. Koniec dyskusji.


Jedziesz ze mn.
Podrywam gow, gdy z gwnej drogi zjeda samochd.
- Niech to szlag! - ryczy Jesse, wyciga telefon z kieszeni,
jednoczenie prbujc mnie zapa.
Brama zaczyna si otwiera, biegn do samochodu po
torebk.
- John, nie otwieraj tej cholernej bramy - krzyczy do telefonu.
- W takim razie powiedz Sarah, eby przestaa!
Gdy tylko szpara staje si do dua, przeciskam si przez ni,
a brama zaczyna si zamyka. Jesse biegnie do samochodu,
naciska przycisk na desce rozdzielczej, a brama znw si
otwiera. Wycigam telefon i wybieram numer korporacji
takswkarskiej, idc wzdu drogi. Po drugiej stronie kto
podnosi suchawk, ju mam mwi, gdy nagle w talii otacza
mnie silne rami, pozbawiajc powietrza.
Krzycz, gdy trac grunt pod nogami, Jesse przerzuca mnie
sobie przez rami.
- Nie bdziesz si szwenda sama, moja droga. - Jego ton jest
autorytarny, sprawia, e czuj si modsza albo jego postarza...
nie jestem pewna.
- To nie twoja sprawa - sycz. Gotuj si z wciekoci,
podrygujc w rytm jego krokw.
- Najwyraniej nie, lecz mam jeszcze sumienie. Nie
wyjedziesz std inaczej ni w moim samochodzie. Rozumiesz?
- Stawia mnie na ziemi, prowadzi do samochodu, po czym
zatrzaskuje drzwi i wsiada do mojego mini, by usun je z
drogi.
Umiecham si drwico, gdy odsuwa siedzenie kierowcy
najdalej, jak to tylko moliwe, lecz i tak ma wyrane trudnoci
z wciniciem tam swojego dugiego szczupego ciaa.
Wyglda naprawd gupio.

Wraca naburmuszony, wsiada do swojego samochodu,


mierzy mnie gniewnym spojrzeniem, po czym odpala silnik i
rusza z piskiem opon.
Drog do mojego domu odbywamy w martwej ciszy
przeraajco szybko. Ten facet stanowi prawdziwe zagroenie
w ruchu, auj, e nie wczy radia, by zrobi co z t
niezrczn cisz.
Niechtnie podziwiam wntrze jego DBS. Kul si na
siedzeniu otoczona kilometrami kwadratowymi czarnej skry,
przez ca drog wpatruj si w okno. Czuj na sobie jego
wzrok, lecz ignoruj to, koncentrujc si na gardowym ryku
silnika, gdy samochd poyka drog. Co si wanie
wydarzyo?
Jesse parkuje przed domem Kate, kierujc si moimi
krtkimi, obcesowymi instrukcjami, sama otwieram sobie
drzwi.
- Avo? - woa ze mn, lecz ja zamykam drzwi i biegiem
pokonuj drog do mieszkania; zaczynam gono przeklina,
gdy uwiadamiam sobie, e on wci ma moje kluczyki. Ryk
silnika oznajmia mi, e odjecha.
Krzywi wargi z odraz. Zrobi to umylnie, bym musiaa do
niego zadzwoni i adnie poprosi o ich zwrot. Dugo sobie
poczeka. Ju wol obywa si bez samochodu. Wspinam si po
schodach i pukam do drzwi.
- Gdzie masz klucze? - pyta mnie Kate, otwierajc. Szybko
wymylam wymwk.
- Mj samochd potrzebuje nowych hamulcw.
Zapomniaam zdj klucz z breloczka.
Kate akceptuje moj wymwk bez dodatkowych pyta.
- Zapasowy klucz schowaam w doniczce na parapecie w
kuchni. - Biegnie na gr, a ja id za ni; od razu otwieram

butelk wina, przetrzsajc przy okazji lodwk. Nic nie


wzbudza mojego apetytu. Wino musi mi wystarczy.
- Ja te poprosz. - Kate wraca do kuchni w piamie. Nie
mog si doczeka, by do niej doczy. Nalewam jej kieliszek
wina, prbujc przywoa na twarz jaki inny wyraz ni szok,
ktry nadal jest na niej widoczny.
- Miaa udany dzie? - pytam.
Opada na jedno z krzese ustawionych dookoa masywnego
sosnowego stou.
- Wikszo dnia spdziam na odbieraniu podstawek pod
torty. Pomyle, e zaoyam, i ludzie bd na tyle mili, by
mi je zwraca. - Upija yk wina, wzdychajc z aprobat.
Siadam obok niej.
- Musisz zacz pobiera depozyty.
- Wiem. Hej, mam jutro randk.
- Z kim? - pytam, zastanawiajc si, czy bdzie wicej ni
jedna.
- Z bardzo smakowitym klientem. Wpad, by odebra tort na
pierwsze urodziny siostrzenicy, Dzik Dungl. Sodkie,
prawda?
- Bardzo sodkie. Jak to si stao?
- Zaprosiam go. - Wzrusza ramionami. Wybucham
miechem. Jej pewno siebie jest urocza.
Bez wtpienia to do niej naley wiatowy rekord pierwszych
randek. Jedyny dugoterminowy zwizek czy j z moim
bratem, lecz nigdy o tym nie rozmawiamy. Odkd si rozstali, a
Dan przeprowadzi si do Australii, bya na niezliczonej liczbie
pierwszych randek, lecz adna z nich nie doprowadzia do
kolejnej.
- Przebior si i zadzwoni do mamy. - Wstaj, biorc ze sob
wino. - Spotkamy si za chwil na kanapie.
- Super.

Naprawd musz porozmawia z mam. Kate jest moj


najlepsz przyjacik, lecz nic nie zastpi matki, gdy czowiek
potrzebuje pociechy. Nie mog jej tylko powiedzie, dlaczego
potrzebuj pociechy. Byaby przeraona.
Wkadam lune spodnie i szeroki podkoszulek, kad si na
ku i wybieram numer mamy. Rozlega si jeden sygna, po
ktrym odbiera.
- Ava? - Jej gos jest piskliwy, lecz kojcy.
- Cze, mamo.
- Ava? Ava? Josephie, nie sysz jej. Co robi nie tak? Avo?
- Jestem, mamo. Syszysz?
- Avo? Josephie, ten telefon jest zepsuty. Nic nie sysz. Ava!
Sysz pomruki taty w tle, po chwili na linii rozlega si jego
gos.
- Halo?
- Cze, tato - krzycz.
- Nie musisz tak wrzeszcze, do diaska!
- Mama mnie nie syszaa.
- Dlatego, e trzymaa t cholern suchawk do gry nogami,
gupia kobieta.
Sysz w tle miech mamy i odgos planicia, bez wtpienia
pacna tat w rami.
- Jest tam? Syszysz j? Daj mi to. - Przepychaj si przez
chwil, po czym mama wraca na lini. - Avo? Jeste tam?
- Tak! - Dlaczego nie zadzwoniam na numer stacjonarny?
Mama nalega, bym dzwonia do niej na komrk, bo chce si
do niej przyzwyczai, lecz, dobry Boe, naprawd stanowi
trudny przypadek. Ma dopiero czterdzieci siedem lat, lecz jest
cakowitym technofobem.

- Och. Tak lepiej. Teraz ci sysz. Co u ciebie sycha?


- W porzdku. Wszystko w porzdku, mamo. A u ciebie?
- Tak, wszystko w porzdku. Zgadnij, co si stao? Mamy
supernowiny. - Nie daje mi okazji do zgadywania. - Twj brat
przyjeda!
Siadam z radoci. Dan przyjeda do domu? Nie widziaam
go od szeciu miesicy. Wiedzie swoje wymarzone ycie
instruktora surfingu na Zotym Wybrzeu. Kate oszaleje, jak
usyszy nowiny, i to nie w pozytywnym sensie.
- Kiedy?
- W nastpn niedziel. Cudownie, prawda?
- Wiecie, jakie ma plany?
- Lduje na Heathrow i prosto stamtd przyjeda na tydzie
do Kornwalii, by zobaczy si ze mn i z tat, po czym wraca
do Londynu. Przyjedziesz z nim? Od tygodni nas nie
odwiedzaa.
Ogarniaj mnie wyrzuty sumienia. Nie byam u rodzicw od
dwch miesicy.
- Miaam mnstwo pracy, mamo. Przez projekt Lusso. Czyste
wariactwo. Postaram si, dobrze?
- Dobrze, kochanie. Jak si miewa Kate? - Mama wci
uwielbia Kate. Bya rwnie zdruzgotana jak ja, gdy Kate i Dan
si rozstali.
- wietnie.
- To dobrze. Matt si odzywa? - pyta z wahaniem. Wiem, e
ma nadziej usysze stanowcze zaprzeczenie. W ogle nie
bya zdruzgotana, gdy ja rozstaam si z Mattem. Nie nalea
do jej ulubiecw. Jak si nad tym zastanowi, mama niewiele
osb darzy sympati.
- Nie, oswajam si z tym - informuj j i sysz, jak wzdycha z
ulg. Nie zamierzam wyjania, z czym dokadnie si
oswajam.

- Dobrze. Josephie, otwrz drzwi, prosz. Avo, musz


koczy. Sue przyjechaa, by zabra mnie na jog.
- Dobrze, mamo. Zadzwoni w przyszym tygodniu.
- Dobrze. Powodzenia z imprez, zabaw si! - nakazuje mi.
- Pa, mamo. - Rozczam si. Dan przyjeda. To podnioso
mnie na duchu, zreszt, zawsze czuj si lepiej po rozmowie z
mam. Dziel nas setki kilometrw, tskni za nimi jak
szalona, lecz ciesz si, e wiadomie zrezygnowali z udziau
w londyskim wycigu szczurw i przeszli na wczeniejsz
emerytur po zawale taty.
Mj telefon znw zaczyna dzwoni, zerkam na wywietlacz,
spodziewajc si numeru matki - z pewnoci zapomniaa
zablokowa klawiatur i usiada na aparacie -lecz to nie ona.
To Jesse Ward.
Uuuuuch!
- Odrzu! - prycham, po czym rzucam telefon na ko i
wychodz z sypialni, by doczy do Kate, ktra ju czeka na
kanapie w salonie. Sysz kolejny dzwonek, gdy id
korytarzem.

Rozdzia 5
Dzie dobry - witam Toma radonie, przechodzc obok jego
biurka w czwartkowy poranek.
Podnosi gow i zerka na mnie przez szka w grubych
oprawkach - dobitna manifestacja jego gustu i rodek, by
traktowano go powaniej. Powinnam mu raczej doradzi
rezygnacj z kanarkowotej koszuli i szarych spodni
niebezpiecznie przypominajcych legginsy. To mogoby
pomc.
- Czyby kto uprawia seks? - umiecha si do mnie
znaczco. - Witaj w klubie, jestem wyczerpany!
- Tom, ale z ciebie dziwka. - Posyam mu spojrzenie udawanej
odrazy, rzucajc torebk na biurko. - Jakie nowiny? - pytam,
by zmieni temat i unikn dyskusji na temat jego nocnej
eskapady.
- Nie, ja wychodz, by dopieci pani Baines. Wiesz, e
dzwonia do mnie wczoraj o jedenastej wieczorem, by zapyta,
czy tego ranka moe spodziewa si elektrykw? Przerwaa mi
w samym rodku...
- Wystarczy! - Unosz donie. - Nie chc wiedzie. -Siadam i
obracam si do niego w fotelu.
- Przepraszam, kochanie. Ale to byo naprawd dobre! Mruga do mnie, po czym zrywa si z fotela i cauje powietrze
p metra ode mnie. - Au revoir, kochanie!

- Pa. Och, a gdzie jest Victoria? - krzycz za nim.


- Na spotkaniu - odpowiada, zamykajc za sob drzwi.
Odwracam si do biurka, na ktrym Sally stawia kaw.
Od razu bior kubek do rki i upijam yk.
- Patrick prosi, by ci przekaza, e dzi go nie bdzie.
- Dzikuj, Sally. Miaa udany weekend? Umiecha si i
kiwa entuzjastycznie gow, poprawiajc okulary na nosie.
- Tak, dziki za pytanie. Skoczyam haft krzyykowy i
umyam wszystkie okna od rodka i na zewntrz. Byo
wspaniale - mwi rozmarzonym tonem, po czym odchodzi, by
wystawi jakie faktury.
Mycie okien? Wspaniae? Dziewczyna jest sodka, lecz nudna
jak zmywarka.
Par godzin powicam na odpowiadanie na e-maile.
Potwierdzam, e zakoczyo si sprztanie w Lusso, po czym
sigam po telefon, ktry zaczyna taczy na moim biurku.
Przewracam oczami na widok numeru na wywietlaczu. Nie
zamierza si podda. Poprzedniego dnia przez cay dzie
bombardowa mnie telefonami - wszystkie odrzuciam - a dzi
zamierza robi to samo. Kiedy bd musiaa z nim
porozmawia. Ma co, czego potrzebuj... mj samochd.
O pierwszej wychodz z biura, umwiam si na lunch z Kate.
- Czy na tym wiecie zostali jeszcze jacy przyzwoici
mczyni? - pyta Kate z namysem, ocierajc usta serwetk. Trac ch do ycia.
- Nie byo chyba a tak le? - Jej wczorajsza randka okazaa
si cakowit porak. Gdy tylko wesza do mieszkania o wp
do dziesitej, zrozumiaam, e to si nie mogo uda.

Rzuca serwetk na pusty talerz, po czym odsuwa go od siebie.


- Avo, jeli facet na koniec posiku wyciga z kieszeni
kalkulator, by podliczy, ile jeste mu winna, to nie moe by
dobry znak.
- Nie spotkasz si z nim ponownie? Prycha gono.
- Nie, rachunkowa epopeja przepenia czar. Gdy podrzuci
mnie takswk do domu i wzi ode mnie dwudziestk, ktr
mu zaproponowaam, tylko si w tym utwierdziam.
- Bya tani randk - miej si.
- Tak. - Bierze do rki telefon, wystukuje co, po czym
pokazuje mi wywietlacz. - Jedna kanapka BLT1 i dwie wody,
wisisz mi dwanacie funtw. - Obie wybuchamy miechem.
Podoba mi si lekkie podejcie Kate. Jest pewna, e co si ma
sta, to si stanie. Popieram j w stu procentach. - Kiedy
naprawi twj samochd? - pyta.
Od razu przestaj si mia. Chciaa poyczy go, by
pojecha do babci do Yorkshire w sobot, a ju jest czwartek.
Musz to jako rozwiza.
- Pniej zadzwoni do warsztatu - zapewniam j.
- Mog jecha pciarwk.
- Nie, naprawd. Nie sdz, by Margo ci tam dowioza. Margo to dwudziestoletni jaskraworowy dostawczy
volkswagen, ktry kaszle i charczy za kadym razem, gdy Kate
rozwozi nim torty po caym Londynie.
Znw rozdzwania si mj telefon, Kate pochyla si, by
zobaczy, kto dzwoni. Za pno wycigam do po aparat.
Zerkam na ni nerwowo, naciskam czerwon suchawk, po
czym kad telefon na stole z udawan swobod. Moja
nerwowa reakcja nie umyka Kate. Niewiele jej umyka.

1kanapka z bekonem, saat i pomidorem (przyp. tum.).

- Jesse - owiadcza, unoszc brwi. - Czego moe chcie?


Nie podzieliam si z ni okropnymi wydarzeniami
wtorkowego wieczoru. Za bardzo si tego wstydz. Wzruszam
ramionami.
- Kto to moe wiedzie?
- Dostaa jeszcze jakie sugestywne wiadomoci? Och,
wicej ni wiadomoci. Kate rozkoszowaaby si
dramatyzmem tamtej sytuacji i wanie dlatego niczego jej nie
mwi. Jeli nie wypowiem tych sw na gos, mog udawa,
e to si nigdy nie wydarzyo... tak jakby.
- Nie - odpowiadam z westchnieniem.
Patrzy na mnie pytajco, czuj si jak podczas przesuchania.
- Powinna si zabawi - dodaje z namysem. - Po perypetiach
z Mattem zdecydowanie powinna si zabawi.
- Wiem. Musz wraca do pracy. - Pochylam si i cmokam j
w policzek. - Kocham ci.
- Ja ciebie te. Wrc dzisiaj pniej. W Hiltonie jest zjazd
cukiernikw. - Wstaje, po czym zbywa mnie doni, gdy
prbuj jej wrczy pienidze za lunch. - Dzisiaj moja kolej.
Rozstajemy si przed barem, Kate wraca do pracowni, a ja do
biura.
Po powrocie do domu przebieram si, po czym opadam na
kanap; sigam po dzwonicy telefon. Nie rozpoznaj numeru.
- Ava 0'Shea - przedstawiam si do suchawki. Nikt nie
odpowiada. - Halo?
- Jeste sama?
Ten gos jest jak uderzenie motem. Niech to szlag. Wstaj,
znw siadam, przed oczami pojawiaj mi si obrazy

jego pnagiego ciaa, jego bagalny wzrok wdziera si w


moje myli. Wanie dlatego unikaam jego telefonw.
Wywiera na mnie niepokojcy, niepodany wpyw. Nie mog
powstrzyma drenia.
Dlaczego na wywietlaczu nie pojawio si jego imi?
- Nie - kami, na moje czoo wystpuje pot. Jesse wzdycha.
Gono.
- Dlaczego mnie okamujesz?
Zrywam si z kanapy. Skd wie? Biegn przez salon do okna,
wino wylewa mi si z kieliszka, wygldam na zewntrz, lecz
nie dostrzegam jego samochodu. W przypywie paniki, czujc
ucisk w gardle, rozczam si, lecz on natychmiast oddzwania.
Rzucam telefon na kanap, niech dzwoni.
- Daj mi spokj!
Spaceruj po pokoju, obgryzajc paznokcie i popijajc wino.
Wspomnienia z wtorkowego wieczoru napywaj fal, nie s
takie ze. Och, nie... s cholernie dobre. To, jak si przy nim
czuam, jak mnie dotyka... zanim usyszaam piskliwy, zimny
gos jego dziewczyny. Natychmiast odgradzam si od tych
myli, tej, gdy sygna oznajmia nadejcie wiadomoci.
Podkradam si ostronie do kanapy, jakbym baa si, e telefon
podskoczy i mnie ugryzie, bior go do rki i odczytuj
wiadomo.
Odbierz telefon!"
Wzdrygam si, gdy znw rozlega si dzwonek, cho przecie
si tego spodziewaam. Jest nieustpliwy. Pozwalam mu
dzwoni, a jednoczenie dziecinnie odpisuj:
Nie"

Znw zaczynam spacerowa, siadam, po czym si podnosz,


pij wino i zaciskam palce na aparacie. Po chwili nadchodzi
kolejna wiadomo.
Dobrze, w takim razie wchodz".
- Co takiego? O nie! - krzycz do wywietlacza. Ignorowanie
telefonw to jedno, opieranie si mu twarz w twarz to
zupenie co innego.
Nerwowo przeszukuj list pocze, by do niego
od-dzwoni. Jeden sygna.
- Za pno, Avo - warczy do suchawki. Wpatruj si w
telefon niepewnie, gdy nagle rozlega si omotanie do drzwi.
Wybiegam na korytarz, przechylam si przez porcz.
- Otwrz drzwi, Avo. - Znw zaczyna si dobija. Co on sobie
myli? Jest a tak zdesperowany? up, up, up!
- Mam twoje klucze, Avo. Sam sobie otworz.
Niech to szlag. Na pewno to zrobi. Dobrze, wpuszcz go,
wysucham, co ma do powiedzenia, po czym go wyprosz.
Przecie i tak musi mi zwrci samochd. Bd si trzyma od
niego jak najdalej, zamkn oczy i wstrzymam oddech, bym nie
moga go poczu. Nie mog pozwoli, by zbi mnie z tropu.
Stawiam kieliszek na stoliku na pitrze i zerkam w lustro.
Wosy upiam na czubku gowy, lecz na szczcie nie zmyam
jeszcze makijau. Mogo by gorzej. W mylach wymierzam
sobie policzek za to, e si tym przejmuj. Im gorzej
wygldam, tym lepiej, prawda? Trzeba da mu do zrozumienia,
eby si odczepi.
up, up, up!
Z pewnoci siebie i determinacj schodz po schodach, po
czym otwieram drzwi. Jestem zgubiona. Wci

nie doceniam - albo zapominam - jaki ten mczyzna ma na


mnie wpyw. Ju si trzs.
Opiera donie o futryn, patrzy na mnie przez przymknite
powieki, dyszy ciko i wyglda na naprawd wkurzonego. Ma
zmierzwione wosy, zarost na twarzy, bladorow koszul
rozpit pod szyj i szare spodnie. Wyglda rozkosznie.
Niemal wypala we mnie dziury tymi swoimi zielonymi
oczami.
- Dlaczego to przerwaa? - Oddycha z trudem.
- Sucham? - pytam niecierpliwie. Przyjecha, by mnie o to
zapyta? To chyba oczywiste?
Zaciska zby.
- Dlaczego ode mnie ucieka?
- To by bd - sycz, rwnie zaciskajc zby. Moja irytacja z
powodu jego bezczelnoci przezwycia wszystkie inne
uczucia, jakie we mnie budzi.
- To nie by bd i dobrze o tym wiesz. Jedyny bd polega na
tym, e pozwoliem ci odej.
Nie mog tak duej. Prbuj zamkn drzwi, lecz jego do
uderza w nie, uniemoliwiajc mi to.
- Nie ma mowy. - Przepycha si obok mnie i wchodzi do holu,
po czym zatrzaskuje drzwi za sob. - Tym razem nie
uciekniesz. Zmierzysz si z tym.
Bez butw jestem od niego niemal trzydzieci centymetrw
nisza, czuj si maa i saba, gdy gruje nade mn, oddychajc
ciko. Cofam si, lecz on idzie za mn, zmniejszajc dystans
pomidzy nami do minimum.
- Powiniene ju i. Kate wrci lada chwila. Zatrzymuje si,
mierzc mnie gniewnym spojrzeniem.
- Przesta kama - warczy, odsuwajc moj do od moich
wosw. - Skocz z tymi bzdurami, Avo.
Nie mam pojcia, co mu powiedzie. Opr nie dziaa - w
takim razie moe obojtno. Jest niewiarygodnie

gruboskrny i najwyraniej przyzwyczajony, by zawsze


dostawa to, czego chce.
Odwracam si, by wej na schody.
- Co tu robisz? - pytam; nie udaje mi si uciec, chwyta mnie za
nadgarstek i odwraca twarz do siebie. Kontakt naszych cia od
razu stawia mnie w stan penej gotowoci.
- Dobrze wiesz.
Wyrywam do z jego ucisku, cofam si, a uderzam
poladkami o cian.
- Chcesz usysze, jak gono bd krzycze?
- Nie!
- Jeste bezapelacyjnie najbardziej aroganckim dupkiem,
jakiego kiedykolwiek spotkaam. Nie interesuje mnie rola
twojego seksualnego podboju.
- Podboju? - prycha, po czym odwraca si i zaczyna
spacerowa po korytarzu. - Na jakiej cholernej planecie yjesz,
kobieto?
Zamieram pod wpywem szoku, zataczam si lekko. Mj
niepokj pryska, wczeniejsza irytacja zamienia si szybko w
palcy gniew.
- Wyno si!
Przystaje, by na mnie spojrze.
- Nie! - krzyczy, po czym wznawia wdrwk.
Rozmylam, jak si go pozby, lecz wiem, e nie zdoam go
wyrzuci go si, zreszt dotykanie go byoby kolosalnym
bdem.
- Nie jestem zainteresowana, do cholery! Wyno si. Drenie w gosie przeczy mojej chodnej postawie, lecz
pozostaj stanowcza.
- Nie wyraaj si! Och, co za tupet!
- Wyno si!

- Dobrze. - Przystaje i przygwada mnie spojrzeniem. Spjrz mi w oczy i powiedz, e nie chcesz mnie wicej
widzie, a sobie pjd. Ju nigdy wicej mnie nie zobaczysz.
Myl, e mogabym go wicej nie zobaczy, wywouje
paskudny ucisk w moim odku, co jest, rzecz jasna, cakowicie idiotyczne. To przecie dla mnie obcy czowiek, cho
czuj si przy nim... ju sama nie wiem jak.
Gdy nie odpowiadam, podchodzi do mnie. Po kilku jego
dugich krokach dziel nas tylko centymetry.
- Powiedz to - szepcze.
Nie potrafi zmusi ust do dziaania. Jestem wiadoma
mojego pytkiego oddechu, bijcego gono serca, tpego
pulsowania w dole brzucha; te same reakcje wyczuwam w nim.
Widz, jak jego serce koacze pod bladorow koszul. Czuj
na twarzy jego ciki, mitowy oddech. Nie mog rczy za
pulsowanie, lecz je rwnie podejrzewam. Seksualne napicie
pomidzy nami jest dosownie namacalne.
- Nie potrafisz, prawda?
Nie potrafi! Prbuj, naprawd si staram, lecz te przeklte
sowa nie chc pa. Jakbym cofna si do naszego
poprzedniego spotkania, tyle e tym razem nie ma ryzyka, e
przerwie nam jego wrogo nastawiona dziewczyna. Nic nie
moe mnie powstrzyma poza moim sumieniem, ktre
stopniowo ulega podaniu.
Muska czubkiem palca moje rami, jego dotyk budzi we mnie
ar; powoli, lekko przesuwa palec ku kolumnie mojej szyi i
zatrzymuje go na wraliwym wgbieniu za uchem.
Serce prbuje wyrwa mi si z piersi.
- Bum... bum... bum... Czuj to, Avo. Sztywniej, prbuj
wcisn si w cian.

- Prosz, id sobie. - Z trudem wydobywam z siebie sowa.


- Po do na moim sercu - szepcze, apic mnie za rk i
przyciskajc j sobie do piersi. Nie musia tego robi. Widz,
jak jego serce omocze pod materiaem koszuli. Nie musz tego
czu, by to wiedzie. Wywieram na nim takie samo wraenie
jak on na mnie.
- Dlaczego prbujesz powstrzyma nieuniknione? -Otacza
palcami moj szyj, przechyla moj gow, bym moga
spojrze mu w oczy.
Od razu w nich ton. Jego dugie rzsy muskaj koci
policzkowe, gdy pochyla si, by dotkn wargami mojego
ucha. Z mojego garda wyrywa si jk.
- Wanie - mruczy, wyciskajc lekkie jak pirko pocaunki na
mojej szyi. - Czujesz to.
Owszem. Nie potrafi tego powstrzyma. Mj umys si
wyczy, ciao przejo kontrol; przesuwa wargi na moj
szczk, a ja godz si z faktem, e jestem zgubiona - przez
niego jestem zgubiona. Nagle rozlega si dwik telefonu. Nie
mojego, lecz to wystarcza, by wyrwa mnie z transu. O Boe,
to pewnie Sarah.
Kad donie na jego twardej piersi i odpycham go.
- Przesta, prosz!
Odsuwa si, gwatownym gestem wyciga telefon z kieszeni.
- Niech to szlag! - Odrzuca poczenie, po czym obejmuje
mnie gniewnym spojrzeniem. - Nadal tego nie powiedziaa.
Zdumiewa mnie moja niezdolno do wypowiedzenia tych
kilku prostych sw.
- Nie jestem zainteresowana - owiadczam szeptem. Brzmi
rozpaczliwie, wiem o tym. - Musisz przesta. Nie wiem, co
mylisz, e czujesz, co mylisz, e ja czuj, lecz

na pewno si mylisz. - Nie wspominam o Sarah, poniewa to


rwnaoby si przyznaniu, e ja te co czuj, e ona stanowi
jedyny powd, dla ktrego to przerwaam. Tak nie jest, rzecz
jasna. Jest jeszcze oczywista rnica wieku, fakt, e sowa
zamane serce" ma wypisane na twarzy oraz najwaniejsze...
e zdradza.
Wybucha miechem z autentycznym rozbawieniem.
- Myl? Avo, nie wa si robi z tego kaprysu mojej
wyobrani. To, co si przed chwil wydarzyo, to te moja
wyobrania? Daj spokj.
- Ty mi daj spokj, do cholery!
- Nie wyraaj si!
- Powiedziaam, e masz sobie i - owiadczam spokojnie.
- A ja powiedziaem, e masz mi spojrze w oczy i powtrzy,
e mnie nie chcesz. - Patrzy na mnie z wyczekiwaniem, jakby
wiedzia, e tego nie zrobi.
- Nie chc ci - mamrocz, patrzc prosto w jego zielone oczy
i krzywic si, poniewa sowa sprawiaj mi fizyczny niemal
bl.
Gwatownie wciga powietrze, wyglda na zranionego.
- Nie wierz ci.
- Powiniene - dodaj zdecydowanie, co kosztuje mnie wiele
si.
Wpatrujemy si w siebie przez ca wieczno, pierwsza
odwracam gow. Nie mam ju nic do powiedzenia, w
milczeniu bagam go, by wyszed, zanim wkrocz na
niebezpieczn ciek, ktr na pewno Jesse si okae.
Przeczesuje wosy palcami w gecie frustracji, przeklina
soczycie, po czym wychodzi. Gdy drzwi zamykaj si za nim,
nabieram powietrza do puc i opieram si o cian.
By to bez wtpienia najtrudniejszy krok w moim yciu, co
jest mieszne, poniewa powinien by naja-

twiejszy. Nie potrafi nawet obj mylami wszystkich


dlaczego i po co. Jego zraniona mina, gdy zaprzeczyam, e go
pragn, niemal mnie okaleczya. Chciaam zawoa: Ja te to
czuj!", lecz dokd by mnie to zaprowadzio? Dobrze wiem do ciany, przy ktrej Jesse zanurzyby si we mnie gboko i
cho na sam myl o tym dr z rozkoszy, wiem, e byby to
gigantyczny bd. Ju drczy mnie poczucie winy z powodu
mojego godnego ubolewania zachowania. Ten facet to
zdradliwy dupek. Adonis, lecz zdradliwy dupek. Caym sob
zwiastuje kopoty. I nadal ma moje przeklte klucze.

Rozdzia 6
Rankiem nie potrzebuj budzika, jestem cakiem przytomna.
Tej nocy nie zmruyam oka. Wzdycham ciko, wstaj i id
do azienki, by wzi prysznic. Czeka mnie ciki dzie w
Lusso, ktry mog rwnie dobrze ju rozpocz.
Cay dzie bd na nogach, musz obej cay budynek, by
upewni si, e wszystko jest w porzdku, wkadam wic
workowate podarte dinsy - nie mog zdoby si na to, by je
wyrzuci - biay podkoszulek i klapki. Niedbale upinam wosy,
modlc si, by si zdyscyplinoway, zanim upn je na wieczr.
Wtpi, czy bd miaa czas wrci do domu i wzi prysznic,
wycigam wic ma walizk i pakuj do niej wszystko, czego
bd potrzebowa, by wzi prysznic w Lusso. Otwieram
pokrowiec na ubrania i wkadam do niego dug do kolan,
winiow, owkow sukienk; wygadzam materia, by si nie
wymi. Bior jeszcze czarne zamszowe szpilki i czarne
onyksowe kolczyki, jeszcze raz sprawdzam, czy wszystko
mam. Nie bdzie mi wygodnie w metrze z tym bagaem, lecz
nie mam innej opcji bez samochodu. Kate moe jecha do
Yorkshire Margo.
Schodz po schodach i ze zdumieniem dostrzegam kluczyki
od samochodu na wycieraczce. Odzyska wic

zdrowy rozsdek i zwrci mi auto. Czy to oznacza, e


zmdrza na tyle, by przesta si za mn ugania? Wiadomo
do niego dotara? By moe, poniewa nie zadzwoni ani nie
napisa, odkd wybieg poprzedniej nocy. Czy jestem
rozczarowana? Nie mam czasu na takie rozwaania.
- Jad - woam do Kate. - Odzyskaam samochd. Wystawia
gow przez drzwi do pracowni.
- wietnie, powodzenia. Przyjd pniej, by napi si tego
drogiego szampana.
- Jasne. Do zobaczenia pniej. - Biegn do samochodu,
zatrzymuj si na widok taniego telefonu rozbitego na miazg
na rodku chodnika. Wiem, skd si tu wzi. Usuwam go
kopniakiem z drogi, aduj rzeczy do baganika i zajmuj
miejsce za kierownic, ktrej nie mog dosign.
Wybucham miechem, przesuwam fotel do przodu, tak aby
siga do pedaw; niemal wyskakuj ze skry, gdy po
odpaleniu silnika wcza si w radiu Biur na cay regulator. Jest
guchy czy to kwestia wieku? Przyciszam, marszczc brwi, gdy
nagle docieraj do mnie sowa piosenki. To Country house.
Mentalnie knebluj t cz mnie, ktra ma ochot rozemia
si z tego artu, po czym wyjmuj pyt z odtwarzacza. Nigdy
w yciu nie spotkaam nikogo, kto byby tak zadufany w sobie.
Zastpuj niechciane CD pyt Chillout session Ministry of
Sound i ruszam w kierunku St. Katherine Docks.
Zatrzymuj si przed Lusso, odwracam twarz do kamery, a
brama natychmiast si otwiera; wjedam na parking. Firma
cateringowa rozadowuje naczynia stoowe i szko, a ja
wycigam walizk z baganika i wchodz do budynku. Byam
tu ju milion razy, lecz wci zdumiewa mnie czysta
ekstrawagancja tego miejsca.

W holu dostrzegam Clive'a, jednego z konsjerw, ktry bawi


si nowym sprztem komputerowym. Jest czci zespou,
ktry ma zagwarantowa szeciogwiazdkowy serwis w
hotelowym stylu mieszkacom, organizujc wszystko, od
zakupw spoywczych i biletw do teatru po wypoyczanie
migowcw i rezerwacje w restauracjach. Marmurowa
podoga, po ktrej podchodz do Clive'a, zostaa
wypolerowana na wysoki poysk, na ladzie recepcyjnej stoj
tuziny czarnych wazonw, setki czerwonych r le obok.
Przynajmniej o t dostaw nie musz si martwi.
- Dzie dobry, Clive - mwi, podchodzc do lady. Odrywa
wzrok od jednego z ekranw, panika znika
z jego przyjaznej twarzy.
- Avo, przeczytaem t instrukcj cztery razy w tym tygodniu i
nadal nie mam pojcia, jak to obsugiwa. W The Dorchester
nigdy nie mielimy niczego takiego.
- Nie moe by a tak trudne - uspokajam go. - Pytae
ochron?
Rzuca okulary na biurko i zaczyna pociera powieki.
- Tak, trzy razy. Pewnie uwaaj mnie za idiot.
- Poradzisz sobie - zapewniam go. - Kiedy zaczynaj si
wprowadza?
- Jutro. Wszystko gotowe na dzi?
- Zapytaj mnie za par godzin. Widzimy si za chwil.
- Dobrze, zotko. - Znw otwiera instrukcj, mruczc co pod
nosem.
Podchodz do prywatnej windy do penthouseu, wpisuj kod i
jad na najwysze pitro. Moje pierwsze zadanie polega na
rozoeniu kwiatw do wazonw i umieszczeniu ich pomidzy
czternastoma pitrami budynku. To zajmie mi chwil.
O dziesitej trzydzieci wracam do foyer, ostatnie wazony
ustawiam na stolikach w holu.

- Kwiaty dla panny O'Shea.


Podnosz gow, dziewczyna rozglda si po imponujcym
wntrzu.
- Sucham?
Zerka do swoich notatek.
- Przesyka dla panny O'Shea.
Przewracam oczami. Tylko mi nie mwcie, e zduplikowano
zamwienie na ponad czterysta czerwonych r. To
oznaczaoby cakowicie nowy poziom niekompetencji.
- Ju przyjam przesyk - odpowiadam ze zmczeniem,
podchodzc do niej. Zauwaam na zewntrz samochd
dostawczy ozdobiony logo innej kwiaciarni ni ta, w ktrej
skadaam zamwienie.
- Naprawd? - Dziewczyna z panik zaczyna przeglda
notatki.
- Co pani ma? - pytam.
- Bukiet kalli dla panny... - Znw zerka do notatek. -Panny
Avy O'Shea.
- To ja.
- Super. Zaraz przynios. - Wybiega i wraca po chwili z
najpikniejsz aranacj z kalli, jak w yciu widziaam;
kwiaty s oszaamiajce, biae i wiee, ton w zielonym
listowiu. - To miejsce jest jak Fort Knox! - woa dziewczyna,
wrczajc mi bukiet.
Subtelna elegancja.
Czuj ucisk w odku, gdy podpisuj odbir kwiatw;
znajduj pomidzy nimi licik.
Przepraszam. Wybacz mi, prosz.
Czytam licik raz po raz. Ju raz przeprosi za swoje
niewaciwe zachowanie i dokd mnie to zaprowadzio?
Zaczynam si zastanawia, skd wiedzia, e tu bd, przypominam sobie, e widzia projekt Lusso w moim portfolio.

Niewiele wysiku kosztowaoby go sprawdzenie oficjalnej


daty otwarcia, a std ju tylko krok do stwierdzenia, e musz
tu by. Nigdy si nie podda, prawda? Stawiam kwiaty na
biurku konsjera.
- Prosz, Clive. Powinnimy oywi jako ten czarny marmur.
- Clive podnosi gow, drapie si po niej z przeraon min.
Zostawiam go i udaj si na kolejny obchd, by sprawdzi, czy
wszystko jest gotowe.
Victoria zjawia si o pitej trzydzieci, wyglda jak zwykle
nieskazitelnie ze swoimi jasnymi wosami i niebieskimi
oczami.
- Przepraszam za spnienie. Staam w korku, a potem nie
mogam znale miejsca do parkowania. - Rozglda si wok.
- Wszystkie s zarezerwowane dla goci. W czym mog
pomc? Jestem taka podekscytowana! - woa, muskajc
palcami ciany penthouseu.
- Ju skoczyam. Gdyby moga tylko jeszcze raz obej
pokoje, by sprawdzi, czy niczego nie przeoczyam. Prowadz j do salonu.
- O Boe, Avo, to wyglda cudownie!
- Niele, prawda? Nigdy nie pracowaam z tak kolosalnym
budetem. wietnie si bawiam, wydajc tak mas pienidzy
nalecych do kogo innego. - Wybuchamy miechem. Widziaa ju kuchni?
- Tylko na etapie prac. Zao si, e rezultat jest wspaniay.
- Owszem, id j obejrze. Ja si przygotuj. Zrobiam ju
wszystko w innych apartamentach, by skoncentrowa si na
tym tutaj. Tutaj odbdzie si impreza. Dopilnuj, by wszystkie
poduszki byy przetrzepane i na swoich miejscach. Jeli czego
nie bdziesz pewna, zanotuj. Dobrze?
- Jasne - potwierdza, umykajc do kuchni.
Godzin pniej, po wykorzystaniu eleganckich urzdze w
spa budynku, jestem gotowa. Na sukience nie mam

najmniejszego zagniecenia, moje wosy s grzeczne. Obchodz


pomieszczenia, czujc smutek, e to moja ostatnia wizyta tutaj.
Wkrtce zjawi si ludzie interesu i elita, wykorzystuj wic
moj ostatni szans, by nacieszy si wspaniaoci tego
miejsca. Wci nie mog uwierzy, e to moja praca.
Umiecham si do siebie, stojc w gigantycznym otwartym
salonie. Podwjne drzwi wiod na taras w ksztacie litery L,
wyoony wapieniem, z miejscem do opalania, leakami i
ogromnym jacuzzi. W penthousie znajduj si gabinet, jadalnia
i miesznie wrcz wielka kuchnia; dyskretnie owietlona klatka
schodowa z onyksu prowadzi na drugi poziom, do czterech
sypialni z azienkami i ogromnym gwnym apartamentem. Ze
spa, siowni i basenu na parterze budynku mog korzysta
tylko mieszkacy Lusso, lecz penthouse ma dodatkowo wasn
siowni. Jest oszaamiajca. Ktokolwiek kupi ten lokal,
najwyraniej lubi otacza si piknymi rzeczami i nie al mu
wyda na ten cel dziesiciu milionw.
Wracam do kuchni, gdzie spotykam Victori.
- Wszystko gotowe - owiadcza, strzepujc niewidoczny
pyek z marmurowego blatu roboczego.
- C, w takim razie napijmy si. - Podnosz dwa kieliszki
szampana, jeden z nich podaj Victorii.
- Za ciebie, Avo. Stylow na ciele i umyle. - Victoria
chichocze, wznoszc kieliszek w toacie, obie upijamy yk. Ojej! Dobre.
- Ca'del Bosco, Cuve Annamaria Clementi, rocznik 1993.
Woskie, rzecz jasna. - Unosz brew, a Victoria znw zanosi
si miechem.

Z holu dobiegaj nas gosy, wychodz z kuchni i natykam si


na Toma, ktry rozglda si z otwartymi ustami oraz Patricka,
ktry umiecha si dumnie.
- Avo, to naprawd wyjtkowe, kochanie! - Tom podbiega do
mnie i obejmuje mnie w talii. Odsuwa si, po czym oglda
mnie od stp do gw. - Bardzo mi si podoba ta sukienka.
Bardzo obcisa.
auj, e nie mog mu si odwdziczy komplementem.
Tom przenosi blokowanie kolorw na zupenie inny poziom.
Mru oczy na widok jego jaskrawoniebieskiej koszuli i
czerwonego krawata.
- Zostaw t dziewczyn, Tom. Pomniesz jej sukienk mruczy Patrick, delikatnie odsuwajc go na bok i pochylajc
si, by cmokn mnie w policzek. - Jestem z ciebie bardzo
dumny, kwiatuszku. Dokonaa tu cudw, a tak midzy nami pochyla si do mojego ucha i dodaje szeptem - deweloperzy ju
sugerowali, e chc z tob pracowa przy ich nastpnym
projekcie w Holland Park. - Mruga do mnie, jeszcze bardziej
marszczc pomarszczon twarz. - A teraz, gdzie macie szampana?
- Tdy prosz. - Prowadz ich do przestronnej kuchni, Tom
wci wydaje okrzyki zachwytu. Mieszkanie naprawd jest a
tak wyjtkowe. - Zdrowie! - mwi, wrczajc im wszystkim
po kieliszku szampana.
- Zdrowie! - Wszyscy unosz kieliszki.
Przez kolejne godziny jestem przedstawiana czonkom elity,
ktrym wyjaniam, co inspirowao mnie w tym projekcie.
Dziennikarze
z
magazynw
wntrzarskich
i
architektonicznych snuj si wok, robic zdjcia i
myszkujc; ku mojemu niezadowoleniu sadzaj mnie na
aksamitnym szezlongu, by zrobi mi zdjcie. Patrick

cignie mnie za sob od jednej grupy goci do drugiej,


wszystkich informujc o tym, jaki jest dumny i wmawiajc
kademu, kto chce go sucha, e samodzielnie umieciam
Rococo Union na szczycie brany. Czerwieni si jak burak,
bezustannie prbujc umniejsza wag jego deklaracji.
Na szczcie zjawia si Kate. Prowadz j do kuchni,
wrczam jej kieliszek szampana, a sobie bior kolejny.
- Wykwintnie, co? - myli gono Kate, rozgldajc si po
luksusowej kuchni. - Moje mieszkanie wyglda przy tym jak
zamiecona piwnica.
Wybucham miechem na wzmiank o jej uroczym domu,
ktry wyglda, jakby Cath Kidston zwymiotowaa tam,
nasmarkaa i nakaszlaa.
- Bez wtpienia imponujco.
- Tak, to te. Ja jednak nie mogabym tu mieszka -dodaje bez
skrpowania.
Robi udawan zranion min, czekam, by wycofaa te sowa,
lecz tego nie robi. Wpatruje si ponad moim ramieniem w co,
co wywouje wielki umiech na jej twarzy. Odwracam si na
picie, aby sprawdzi, co przykuo jej uwag.
- O nie!
- Lubi zjawia si bez zaproszenia? - pyta. Och, nawet nie
masz pojcia.
W granatowym garniturze i niebieskiej koszuli, z jedn rk w
kieszeni, a drug zacinit na teczce Jesse wyglda, jak
zwykle, niczym cholerny bg. Towarzyszy mu agent
nieruchomoci, na ktrego nie zwraca najmniejszej uwagi. Nie,
jego wzrok koncentruje si na mnie.
- Niech to szlag! - przeklinam, odwracajc si do Kate. Ta
przenosi spojrzenie z Jessego na mnie, jej oczy si miej.

- Wiesz - mwi, sczc drinka - nie tak zachowuje si kto, na


kim podobno kto inny nie zrobi adnego wraenia, Avo.
- We wtorek byam w Rezydencji i niemal si z nim
przespaam - wyrzucam z siebie.
- Sucham? - Alkohol tryska z ust Kate, moja przyjacika
siga po serwetk, by wytrze struk szampana z podbrdka.
- Przeprosi za wiadomo, ktr mi przesa. Pojechaam do
Rezydencji, a wielkolud zamkn mnie w pokoju na jego
rozkaz. Czeka na mnie pnagi.
- artujesz! O mj Boe. Kim jest wielkolud?
Tak bardzo pragn we wszystko wtajemniczy Kate, e
ignoruj jej pytanie i w popiechu wyrzucam z siebie fakty.
- To bya katastrofa. Uciekam, gdy usyszaam, jak woa go
jego dziewczyna. Ward pojawi si w naszym domu wczoraj,
stawiajc dania.
- Do diaba! Jakiego typu dania?
- Sama nie wiem. Ten facet to arogancki dupek. Zapyta, jak
gono zamierzam krzycze, gdy mnie przeleci.
Kate znw pluje szampanem.
- Sucham? Do diaba, Avo, idzie tutaj. Idzie tutaj!
-Przestpuje z nogi na nog, jej oczy wci lni rozbawieniem.
Planuj uciec, lecz zanim mzg daje sygna nogom, by si
poruszyy, czuj go tu za mn.
- Mio ci znw widzie, Kate - mruczy. - Avo? Nie
odwracam si do niego, dobrze wiem, e jeli to
zrobi, znw wcignie mnie to niebezpieczne miejsce, jakim
jest przestrze Jessego Warda - miejsce, gdzie z trudem udaje
mi si racjonalnie myle.
Kate wodzi po nas wzrokiem, czeka, a ktre z nas co
powie. To na pewno nie bd ja.

- Jesse. - Kiwa gow. - Przepraszam. Musz przypudrowa


nos. - Stawia pusty kieliszek na blacie, po czym odchodzi, a ja
w mylach posyam j do wszystkich diabw.
Jesse obchodzi mnie tak, by stan ze mn twarz w twarz.
- Wygldasz oszaamiajco - mruczy.
- Powiedziae, e nie bd musiaa wicej ci oglda owiadczam, ignorujc komplement.
- Nie wiedziaem, e tu bdziesz. Patrz na niego z
rezygnacj.
- Przysae mi tutaj kwiaty.
- Ach, tak. - Na jego wargach pojawia si umiech. Nie mam
czasu na jego gierki.
- Przepraszam. - Robi krok w bok, lecz on rwnie si
przesuwa, blokujc mnie.
- Miaem nadziej, e mnie oprowadzisz.
- Zawoam Victori. Ona z chci to zrobi.
- Wolabym ciebie.
- Nie pjd z tob na adne cholerne zwiedzanie -sycz.
Marszczy brwi.
- Nie wyraaj si.
- Przepraszam - mrucz z irytacj. - Przestawiaj fotel z
powrotem, gdy jedzisz moim samochodem.
Jego umiech staje si chopicy, a mnie ogarnia jeszcze
wiksza wcieko na sam siebie, gdy mj puls przyspiesza.
Nie mog pozwoli, by dowiedzia si, jakie wraenie na mnie
wywiera.
- I zostaw w spokoju moj muzyk!
- Przepraszam. - W jego oczach pojawia si diaboliczny
ognik. To takie cholernie seksowne. - Dobrze si czujesz?
Wygldasz na roztrzsion. - Powoli przesuwa

palec po moim nagim ramieniu. - Czy co wywiera na ciebie


niekorzystny wpyw? Odsuwam si.
- Ale skd. - Musz zmieni temat tej rozmowy. -Chciae
zwiedzi apartament?
- Bardzo. - Wyglda na zadowolonego z siebie.
Z prychniciem wychodz z kuchni i prowadz go do
ogromnego salonu.
- Salon. - Gestem obejmuj przestrze wok nas. -Kuchni
ju widziae - dodaj przez rami w drodze na taras. - Widok kontynuuj zmczonym tonem, syszc za sob jego cichy
miech.
Przez taras wchodzimy do siowni, skd bez sowa prowadz
go dalej. Jesse ciska donie, wita rne osoby podczas naszej
wycieczki, lecz ja nie mam zamiaru si zatrzymywa, by
pozwoli mu porozmawia. Maszeruj w rwnym tempie, by
jak najszybciej mie to z gowy. Do diaba, dlaczego to
mieszkanie jest takie wielkie?
- Siownia - owiadczam, wchodzc, po czym natychmiast
wychodzc. Kieruj si ku schodom, sysz, jak mieje si za
moimi plecami. Otwieram i zamykam rne drzwi, informujc,
co znajduje si za nimi. Gdy w kocu docieramy do gwnej
sypialni, macham doni na garderob i azienk. Wszystko to
zasuguje na o wiele wicej pasji i czasu, ni temu powicam.
- Jeste doskonaym przewodnikiem, Avo - sysz jego kpicy
gos. Zatrzymuje si przed jednym z moich ulubionych dzie
sztuki. - Moe powiesz mi, kto wykona to zdjcie?
- Giuseppe Cavalli - wyjaniam, krzyujc ramiona na piersi.
- Jest dobre. Dlaczego wybraa akurat tego fotografa? Bezczelnie prbuje nakoni mnie do rozmowy.

Wpatruj si w jego szerokie, odziane w marynark plecy,


donie wsun do kieszeni spodni, lekko rozstawi szczupe
nogi. Moje oczy ciesz si widokiem, w moim mzgu panuje
chaos. Wzdycham, po czym postanawiam, mdre to czy nie,
zrobi mu t przyjemno. Giuseppe Cavalli bez wtpienia
zasuguje na mj czas i entuzjazm. Opuszczam ramiona i
podchodz do fotografii.
- By znany jako mistrz wiata - mwi, a Jesse spoglda na
mnie ze szczerym zainteresowaniem. - Nie uwaa obiektw za
wane. Nie liczyo si dla niego, co fotografowa. Dla niego
obiektem zawsze byo wiato. Koncentrowa si na
kontrolowaniu go. Widzisz? - Wskazuj odbicia na wodzie. Te odzie, cho urocze, to tylko odzie, lecz widzisz, jak
manipuluje wiatem? Nie obchodziy go odzie, tylko
otaczajce je wiato. Sprawia, e obiekty nieoywione staj
si interesujce, sprawia, e patrzysz na zdjcie w zupenie
innym... c, w zupenie innym wietle, jak sdz. Przechylam gow, wpatrujc si w obraz. Nigdy mnie to nie
nudzi. Kadr jest prosty, lecz im duej si w niego wpatruj,
tym wicej widz.
Po kilku minutach ciszy odrywam wzrok od ptna, Jesse
wpatruje si we mnie.
Nasze oczy si spotykaj, przygryza doln warg. Wiem, e
nie bd w stanie mu odmwi, jeli mi co zaproponuje.
Brakuje mi siy woli, ca rezerw zuyam poprzedniej nocy.
Nigdy z nikim nie czuam si tak podana jak z nim.
- Prosz, nie. - Mj gos ledwie sycha.
- Co, nie?
- Wiesz co. Powiedziae, e nie bd musiaa ci wicej
oglda.
- Skamaem. - W ogle si tego nie wstydzi. - Nie potrafi
trzyma si od ciebie z daleka, bdziesz wic musiaa zobaczy
mnie znowu... i znowu... i znowu. -

Ostatnie sowa wypowiada powoli i wyranie, nie zostawiajc


miejsca na wtpliwoci.
Otwieram usta ze zdumienia, cofajc si instynktownie.
- Twj uparty sprzeciw sprawia, e z jeszcze wiksz
determinacj chc ci udowodni, e mnie pragniesz. - Idzie do
mnie powoli, leniwie cedzi sowa, stawiajc pewne kroki i nie
spuszczajc ze mnie wzroku. - To moja misja dziejowa. Jestem
gotw na wszystko.
Zatrzymuj si, czujc na ydkach brzeg materaca. Jeszcze
dwa kroki, a znajdzie si przy mnie; myl o nieuniknionym
kontakcie wystarcza, by wyrwa mnie z transu.
- Przesta. - Wycigam do, by go zatrzyma. -Nawet mnie
nie znasz - dodaj, rozpaczliwie prbujc unaoczni mu
szalestwo tego wszystkiego.
- Wiem, e jeste niewiarygodnie pikna. - Znw zaczyna ku
mnie i. - Wiem, co czuj i wiem, e ty te to czujesz. - Staje
tu przede mn, czuj omotanie serca w gardle. - Powiedz mi,
Avo. Czybym si myli?
Prbuj kontrolowa przyspieszony oddech, lecz czuj ciar
na piersi, moim ciaem wstrzsaj dreszcze, tocz walk.
Opuszczam gow, zawstydzona zami, ktre zbieraj si w
moich oczach. Czemu pacz? Czy on cieszy si, e mnie do
tego sprowokowa? To straszne. Tak rozpaczliwie pragnie si
ze mn przespa, e ucieka si do stalkingu, a ja pacz,
poniewa jestem saba. To przez niego jestem saba, nie ma
prawa mi tego robi.
Wsuwa palec pod mj podbrdek, powitaabym ciepo jego
doni z radoci, gdyby nie by takim dupkiem. Zmusza mnie,
bym podniosa gow; gdy nasze oczy si spotykaj, marszczy
brwi na widok moich ez.
- Przepraszam - szepcze cicho, obejmujc doni mj policzek
i cierajc kciukiem pynce po nim zy. Na jego twarzy maluje
si udrka. I dobrze.

W kocu odzyskuj gos.


- Powiedziae, e zostawisz mnie w spokoju. - Patrz na
niego pytajco, gdy gadzi kciukiem moj twarz. Dlaczego tak
si za mn ugania? Najwyraniej jest nieszczliwy w swoim
zwizku, lecz to go nie usprawiedliwia.
- Skamaem, przepraszam. Nie mog zostawi ci w spokoju,
Avo.
- Ju mnie przeprosie, a mimo to znw tu jeste. Mam si
spodziewa jutro kwiatw? - Nie kryj sarkazmu.
Jego palec nieruchomieje, Jesse opuszcza gow.
Zawstydziam go. Po chwili unosi gow, nasze oczy si
spotykaj, a zaraz potem jego wzrok pada na moje wargi. O
Boe, nie bd w stanie go powstrzyma. Jego wargi si
rozchylaj i powoli pochylaj nad moimi. Wstrzymuj oddech,
gdy nasze wargi stykaj si delikatnie, moje ciao si poddaje,
unosz donie i zaciskam palce na jego marynarce. Mruczy z
aprobat, kadzie donie na moim krzyu i przyciska mnie do
siebie, nasz oddechy si mieszaj, oboje nie moemy
opanowa dreszczy.
- Czy kiedykolwiek czua co takiego? - pyta szeptem,
muskajc wargami mj policzek a do ucha.
- Nigdy - odpowiadam szczerze. Oddycham pytko,
chrapliwie.
Chwyta maowin mojego ucha w zby i cignie delikatnie.
- Jeste gotowa, by przesta z tym walczy? - szepcze,
muskajc brzeg mojego ucha czubkiem jzyka, pieszczc
wargami wraliwe miejsce za nim. Jego gorcy oddech
sprawia, e uderza we mnie fala aru. Nie mog duej z tym
walczy.
- O Boe. - Jego wargi wracaj na moje, by mnie uciszy.
Opada na nie delikatnie, a ja si na to zgadzam, pozwalam, by
nasze jzyki si zczyy w miarowym,

niespiesznym tacu. Jest zbyt dobrze. Cae moje ciao ponie.


Jczy, uwalniajc moje usta.
- Czy to oznacza zgod? - Spoglda na mnie zielonymi
oczami.
- Tak.
Kiwa gow, cauje mj nos, mj policzek, czoo, po czym
wraca do ust.
- Musz mie ci ca, Avo. Powiedz, e mog mie ci ca.
Ca? Co to znaczy? Chodzi mu o umys? Dusz? Przecie nie
to ma na myli, prawda? Nie, pragnie tylko mojego ciaa, a
moje sumienie mnie zawodzi. Musz pozby si tej gorczki.
On musi si tego pozby.
- We mnie - mwi cicho.
Jk, ktry wydobywa si z jego garda, tylko wzmaga moje
podanie, znw opada na mnie wargami, jednym ramieniem
otacza moj tali, drug rk obejmuje moj gow. Unosi
mnie, pogbiajc pocaunek, po czym przechodzi przez pokj,
by oprze mnie plecami o cian. Nasz jzyki splataj si w
dzikim tacu, przesuwam donie w d jego plecw, pragn
bliszego kontaktu, chwytam poy jego marynarki i zaczynam
j zdziera z jego ramion. Nie odrywajc ode mnie ust, cofa si
na tyle, by zdj marynark. Rzucam j na podog, chwytam
jego koszul i przycigam go do siebie, zapominajc
cakowicie o walce, jak toczyam. Musz go mie.
Nasze ciaa si zderzaj, gdy przyciska mnie do ciany,
poerajc moje usta.
- Do diaba, Avo - mwi z trudem, jego oddech si rwie. Doprowadzasz mnie do szalestwa. - Porusza biodrami,
wciskajc we mnie swoj erekcj, z moich warg

wydobywa si cichy jk, zaciskam palce na jego wosach,


jczc bagalnie.
Tego ju nie da si powstrzyma. Moje ciao porusza si na
autopilocie, hamulec zagin gdzie w oparach podania.
Opiera donie na moich udach, unosi moj sukienk a do talii
jednym zwinnym ruchem. Znw wypycha biodra, prowokujc
mnie do kwilenia. Pragn wicej. Nie wiem, jak mogam si
temu opiera. Przygryza moj doln warg, po czym puszcza,
odsuwa si, by spojrze mi w oczy i znw naciera. Moja gowa
opada do tyu, dajc mu peny dostp do mojej szyi, co
natychmiast wykorzystuje, lie, ssie i pieci podstaw. Ju
mam szlocha z rozkoszy, gdy nagle dobiega mnie odgos
rozmw z korytarza; przypominam sobie o wiecie
zewntrznym. Co ja robi? Jestem w gwnej sypialni
penthouseu z sukienk zadart do talii i jzykiem Jessego w
gardle. Na dole krc si setki osb. Kto moe tu wej w
kadej chwili. Zaraz kto wejdzie.
- Jesse - mrucz, by przyku jego uwag. - Jesse, kto idzie,
musisz przesta. - Zaczynam si wi, jego erekcja trafia przez
to w najczulszy mj punkt, uderzam gow o cian, by
zwalczy uczucie przyjemnoci.
Z garda Jessego wydobywa si dugi, niski jk.
- Nie puszcz ci, nie teraz.
- Musimy przesta.
- Nie - warczy.
O Boe, w kadej chwili kto moe przekroczy prg.
- Zrobimy to pniej - uspokajam go. Musi mnie puci.
- Bdziesz miaa zbyt wiele czasu, aby zmieni zdanie. Skubie moj szyj.
- Nie zmieni zdania. - Bior w donie jego twarz, przycigam
j do siebie, nasze nosy niemal si stykaj. Patrz prosto w jego
zielone oczy. - Nie zmieni zdania.

Przyglda mi si uwanie, szuka w moich oczach


zapewnienia; nie potrafi by jeszcze bardziej stanowcza.
Pragn tego. Tak, bd mie czas, aby oceni sytuacj, lecz
jestem pewna, e to zrobi. Jesse jest po prostu zbyt kuszcy,
by si mu oprze, a Bg jeden wie, e prbowaam.
Cauje mnie mocno w usta, po czym si odsuwa.
- Przykro mi, nie mog ryzykowa. - Bierze mnie w ramiona i
niesie do azienki.
- Sucham? Przecie azienk te bd chcieli zobaczy! - Nie
moe by powany.
- Zamkn drzwi. Tylko nie krzycz - umiecha si kpico.
Jestem zszokowana, lecz wybucham miechem.
- Nie masz wstydu.
- Nie. Fiut mnie boli od zeszego pitku, w kocu mam ci w
ramionach, a ty to przemylaa. Nigdzie si nie wybieram i ty
rwnie nie.

Rozdzia 7
Kopniakiem zamyka za sob drzwi, sadza mnie na
granitowym blacie pomidzy dwiema umywalkami, po czym
przekrca klucz w zamku. Sukienk nadal mam podwinit do
talii, nogi cakowicie obnaone.
Rozgldam si po przestronnym pomieszczeniu, ktre tak
dobrze znam, mj wzrok pada na gigantyczn wann z
kremowego marmuru, ktra stoi na rodku. Z umiechem
wspominam perypetie zwizane z wypoyczeniem dwigu, by
przetransportowa j tutaj przez okna. To by koszmar, lecz
wanna wyglda spektakularnie. Podwjna otwarta kabina
prysznicowa na jednej ze cian jest zrobiona ze szka i
beowego trawertynu, blat, na ktrym siedz, rwnie jest
kremowy, wykonany z woskiego marmuru, z dwiema
umywalkami i duymi kranami. Nad nimi wisi lustro w grubej,
misternie rzebionej zotej ramie, pod oknem stoi szezlong.
Wystrj jest naprawd luksusowy.
Szczk zamka wyrywa mnie z zamylenia, zerkam na drzwi,
Jesse przyglda mi si uwanie. Podchodzi do mnie powoli,
rozpinajc koszul. Zniecierpliwienie sprawia, e czuj ucisk
w odku i pomidzy udami. Ten mczyzna jest absolutnie
oszaamiajcy.

Odpina ostatni guzik, staje przede mn w rozchylonej koszuli,


a ja nie mogc si oprze, przesuwam palec przez rodek jego
twardego opalonego torsu. Patrzy na mj palec, obie donie
kadzie przy moich biodrach, wciska si pomidzy moje nogi.
Podnosi gow, unosi kciki ust, jego oczy pon, lekkie
zmarszczki w ich kcikach agodz typow dla nich
intensywno.
- Teraz ju nie uciekniesz.
- Nie chc ucieka.
- To dobrze - mruczy, mj wzrok pada na jego rozkoszne
wargi.
Muskam palcem jego tors, toruj sobie drog ku grze,
opieram palec na jego dolnej wardze. Otwiera usta, przygryza
mj palec, a ja si umiecham i unosz do wyej, by wple
j w jego wosy.
- Podoba mi si twoja sukienka. - Jego wzrok pada na mj
biust.
Podam za jego spojrzeniem a do materiau zebranego
wok mojej talii.
- Dzikuj.
- Jest dosy obcisa. - Cignie za materia.
- Owszem - przytakuj. Oczekiwanie mnie zabija. Rozerwij
sukienk!
- Zdejmiemy j? - Unosi brew, kciki jego ust dr.
Umiecham si.
- Jeli chcesz.
- A moe jednak j zostawimy? - Umiecha si szeroko,
unoszc rce.
Niemal rozpywam si na blacie. Znw kadzie donie na
moim krzyu.
- Z drugiej strony, chciabym si dowiedzie, co znajduje si
pod t urocz sukienk. - apie za suwak, mruczc do mojego
ucha: - To o wiele adniejsze ni su-

kienka - szepcze, powoli mnie rozpinajc. Mj oddech si


rwie. - Myl, e si jej pozbdziemy. - Unosi mnie z blatu,
stawia na pododze, zdejmuje ze mnie sukienk i pozwala jej
opa. Odsuwa j na bok nog, nie odrywajc ode mnie
wzroku. Marszcz brwi.
- Lubi t sukienk. - Nic mnie ona nie obchodzi. Mgby j
porwa na strzpy i umy ni okna, jeli o mnie chodzi.
- Kupi ci now. - Sadza mnie z powrotem na blacie i zajmuje
pozycj pomidzy moimi udami. Przyciska si do mnie, apie
mnie za poladki, przyciga do siebie jak najbliej. Porusza
biodrami, wpatrujc si we mnie.
Pulsowanie w moim wntrzu graniczy z blem, istnieje
powane ryzyko, e rozpadn si na kawaki, jeli dalej bdzie
tak robi. Pragn powiedzie mu, by si pospieszy; nie mog
si opanowa.
Rozpina mi stanik, zdejmuje ramiczka z moich ramion i
rzuca go za siebie. Opieram si na doniach, wystawiajc ku
niemu piersi. Patrzc mi prosto w oczy, unosi do i kadzie j
na moim mostku.
- Czuj, jak bije ci serce - mwi cicho. Przesuwa do
pomidzy moimi piersiami na brzuch, patrzc na mnie, jest
rozpalony i rozkoszny. - Jeste zbyt cholernie pikna, moja
droga. - Naciera na mnie biodrami. - Chyba ci zatrzymam.
Wyginam si w uk ku niemu, umiecha si, po czym pochyla
gow i bierze w usta mj sutek, ssie mocno. Drug doni
zaczyna masowa pier, z mojego garda wyrywa si jk,
gowa opada mi do tyu na lustro. Och, dobry Boe. Ten facet
to geniusz. Jego czonek jest twardy jak stal, wciska si
pomidzy moje uda, prowokuje mnie, bym ruszaa biodrami,
prbujc ukoi pulsowanie. Nie wiem, co

mam robi. Pragn zatopi si w rozkoszy, lecz potrzeba, by


go posi, bierze gr, napicie w moim ciele grozi eksplozj.
Jesse chyba czyta w moich mylach, bo wsuwa do pomidzy
moje uda, znajduje brzeg majteczek, wsuwa w nie palec i lekko
muska czubek mojej echtaczki.
- Niech to szlag! - krzycz, podskakujc i chwytajc go za
ramiona; wbijam paznokcie w napite minie.
- Licz si ze sowami, moda damo - beszta mnie, po czym
miady wargami moje usta, jednoczenie wsuwajc we mnie
dwa palce.
Moje minie go otaczaj. Dosownie umieram z rozkoszy.
Czuj narastanie gwatownego orgazmu, wiem, e rozerwie
mnie na strzpy. Trzymajc si Jessego kurczowo, jcz w jego
wargi, gdy nie przestaje na mnie naciera.
- Dojd - nakazuje mi, wywierajc wikszy nacisk na moj
echtaczk.
Rozpadam si w eksplozji gwiazd, uwalniam jego usta i
odchylam gow do tyu w gorczce. Krzycz gono, gdy
podpiera moj gow i znw atakuje moje wargi, by zebra
ostatni krzyk. Rozpadam si na kawaki. Dysz, dr, mikn,
rozsypujc si wok niego cakowicie bez zahamowa i bez
wstydu. Jestem nieprzytomna z rozkoszy.
Jego pocaunek agodnieje, pchnicia spowalniaj, pozwala
mi odpocz, obsypujc czuymi pocaunkami moj wilgotn,
rozpalon twarz. Zbyt dobrze, po prostu zbyt dobrze.
Odsuwa lune pasmo wosw z mojej twarzy; otwieram oczy
i dostrzegam jego mroczne, zadowolone spojrzenie.
Wzdycham, gdy wyciska mikki pocaunek na moich wargach.
Czuj si tak, jakby uwolniono ze mnie napicie, ktre
wzbierao latami. Jestem zrelaksowana i zaspokojona.

- Lepiej? - pyta, wysuwajc ze mnie palce.


- Hm - mrucz. Nie mam na tyle siy, by mwi. Muska
palcem moj doln warg, pochyla si ku mnie
i patrzc mi w oczy, przesuwa po niej jzykiem, zlizujc
resztki mojego orgazmu. Jego oczy pon, gdy wpatrujemy si
w siebie w milczeniu, instynktownie wycigam donie, by
obj nimi jego twarz, gaszczc wieo ogolon skr. Ten
mczyzna jest taki pikny, intensywny i namitny. Mgby
zama mi serce.
Umiecha si lekko, odwraca twarz, by zoy pocaunek na
mojej doni. O Boe, wpadam w nieze tarapaty.
Czar chwili pryska brutalnie, gdy kto zaczyna cign za
klamk z drugiej strony. Piszcz cicho, Jesse kadzie do na
moich ustach, patrzy na mnie z rozbawieniem. Uwaa, e to
zabawne?
- Niczego nie sysz - owiadcza obcy gos, kto znw cignie
za klamk. Wytrzeszczam oczy z przeraenia.
Jesse odsuwa do, zastpuje j ustami.
- Cicho - mamrocze w moje wargi.
- Boe, czuj si jak tania dziwka - marudz, odsuwajc gow
i opierajc czoo na jego ramieniu. Jak mam std wyj bez
poncego rumieca i wyrzutw sumienia wymalowanych na
twarzy?
- Nie jeste tani dziwk. Jeli bdziesz mwi takie bzdury,
zmusisz mnie, bym skopa twj rozkoszny tyeczek w mojej
azience.
Podrywam gow, patrz na niego zdezorientowana.
- Twojej azience?
- Tak, mojej azience. - Wykrzywia si do mnie. -Mam
nadziej, e w kocu przestan wpuszcza obcych do mojego
mieszkania.
- Mieszkasz tutaj? - Nie wiem, co myle. On nie moe tutaj
mieszka. Nikt tu nie mieszka.

- C, od jutra. Powiedz mi, to cae woskie gwno naprawd


jest warte skandalicznie wysokiej ceny tego miejsca? - Patrzy
na mnie wyczekujco.
- Woskie gwno? - prycham, obraona. Wybucha miechem,
a ja mam ochot go spoliczkowa. - Nie trzeba byo kupowa
tego mieszkania, jeli nie podoba ci si to gwno - owiadczam
zapalczywie.
- Gwna mog si pozby.
Unosz brwi z oburzeniem. Dugie miesice cikiej pracy
powiciam, by sprowadzi to woskie gwno, a ta
niewdziczna winia tak po prostu si go pozbdzie? Jeszcze
nikt nigdy mnie tak nie obrazi ani nie wkurzy. Zaczynam si
wyrywa, lecz on tylko wzmacnia ucisk. Posyam mu
gniewne spojrzenie.
- Uspokj si, moja droga. Nie pozbybym si niczego z tego
mieszkania. - Cauje mnie mocno - A ty si w nim znajdujesz. Znw opada na moje wargi, zaborczo, chciwie.
Nie zamierzam nad tym rozmyla. Moje libido znw si
obudzio, z chci mu ulegn. Atakuj go z tak sam si,
wbijam jzyk w jego usta, otaczam go wasnym, gdy uwalnia
moje donie z ucisku. Po wpywem impulsu zaciskam palce na
twardych, prnych ramionach, ktre tak mi si podobaj.
Otacza ramieniem moj tali, uwalnia moje wargi i unosi
mnie nad blatem, by drug rk zdj mi majtki. Opiera mnie z
powrotem, zdejmuje mi buty, ktre opadaj na podog z
haasem. Niecierpliwic si, zsuwam koszul z jego szerokich
ramion i odsaniam jego tors w caej krasie. Jest absolutnie
doskonay. Mam ochot wyliza kady centymetr kwadratowy
jego skry.
Opuszczam wzrok i wzdrygam si na widok okropnej blizny,
ktra biegnie przez jego brzuch a do lewego bio-

dra. Nigdy wczeniej jej nie widziaam. wiato w Rezydencji


byo przyciemnione. Blizna jest naprawd pokana. Zblada,
lecz jest cholernie dua. Jak to si stao? Uznaj, e nie bd go
wypytywa. By moe to jaka draliwa sprawa, a ja nie chc
popsu nastroju. Mogabym tak siedzie i gapi si na niego
ca wieczno,. Nawet z blizn, ktra wyglda tak grzesznie,
jest nadal pikny.
Ciskam jego koszul za siebie, lduje na mojej sukience, Jesse
unosi brwi.
- Kupi ci now. - Wzruszam ramionami.
Umiecha si kpico, po czym pochyla si do przodu, zaciska
donie na blacie i cauje moje wargi - leniwie i z uczuciem.
Sigam do jego spodni, rozpinam pasek, po czym jednym
zwinnym ruchem wyrywam go ze szlufek; cisz przerywa
dwik trzanicia.
Odsuwa si i unosi brew.
- Zamierzasz mnie wybatoy?
- Nie - odpowiadam niepewnie, rzucajc pasek na podog i
wsuwajc donie pomidzy jego twarde, wskie biodra a
materia spodni. Pocigam go ku sobie, niemal stykamy si
nosami. - Chyba e chcesz, rzecz jasna... -Czy naprawd
wanie to powiedziaam?
- Bd o tym pamita.
Nie odrywajc od niego wzroku, zaczynam rozpina jego
spodnie, za kadym razem, gdy pocieram kykciami o jego
erekcj, wstrzsa nim dreszcz. Zaciska mocno powieki, gdy
powoli rozpinam rozporek, wsuwam do pasko w bokserki i
przeczesuj mas ciemnoblond woskw. Wzdryga si, unosi
gow do sufitu, minie jego torsu kurcz si i rozkurczaj.
Nie mog si oprze, pochylam si i muskam jzykiem rodek
jego mostka.
- Avo, powinna wiedzie, e jeli ci wezm, bdziesz moja.

Jestem zbyt pijana podaniem, by zwaa na jego sowa.


- Hm - mamrocz w jego skr, otaczajc sutek jzykiem i
wycigajc do z jego bokserek. Chwytam za gumk i
zsuwam je z jego wskich bioder, uwalniajc sprysty
czonek.
Mj Boe, jest ogromny! Z mojego garda wyrywa si
mimowolny okrzyk zdumienia, podnosz gow i dostrzegam
umieszek w kciku jego ust. Kolejny przeraajcy dowd na
to, e znw rozszyfrowa moj reakcj.
Cofa si, zdejmuje buty i skarpetki, a po nich spodnie i
bokserki. Mj wzrok przykuwaj jego potnie uminione
uda, odzyskuj pewno siebie, wycigam do i delikatnie
zataczam kciukiem kko na jego czubku. Jesse obserwuje
moje ruchy. Gdy otaczam doni jego podstaw, wstrzsa nim
dreszcz.
- Do diaba, Avo - mruczy, opierajc donie na moich
biodrach. Wzdrygam si, a on si umiecha. - askotki?
- Tylko tutaj. Och, doprowadzasz mnie do szalestwa!
- Zapamitam to - mwi. Zaczyna caowa mnie namitnie,
gdy powoli, miarowo pieszcz jego czonek; przyspieszam,
gdy jego usta staj si bardziej stanowcze. Jego do znika
pomidzy moimi nogami, jednym municiem kciuka wysya
mnie z powrotem do nieba Jessego. Z mojego garda wyrywa
si jk. Przygryza moj warg.
- Gotowa? - pyta ponaglajco, a ja kiwam gow, gdy nie
mog wydoby z siebie gosu.
Odrywa donie od moich ud, unosi mnie, po czym jednym
wywaonym ruchem nadziewa mnie na czekajcy czonek.
Z mojego garda wyrywa si okrzyk.
- W porzdku? - dyszy. - Wszystko w porzdku?

- Dwie sekundy. Daj mi chwil. - Otaczam go nogami,


krzycz z rozkoszy i blu. Wiem, e jeszcze nie wszed cay.
Jezu, ten mczyzna jest gigantyczny.
Unosi mnie i przyciska do ciany, nie czuj chodu pytek na
plecach, prbujc przystosowa si do jego rozmiarw. Opiera
czoo na moim, przesuwam donie na jego zlane potem plecy,
gdy nieruchomieje, dajc mi czas, bym przystosowaa si do
tego natarcia.
Dyszc, powoli wycofuje si ze mnie, po czym znw wchodzi
spokojnym, miarowym ruchem. Tym razem przesuwa si
gbiej, uczucie wypenienia wywouje u mnie zawrt gowy.
- Zniesiesz wicej? - pyta naglco.
Wicej? A ile jeszcze zostao? Mog to zrobi, mog to
zrobi. Powtarzam to niczym mantr, przystosowujc si do
jego rozmiaru, bior kilka gbokich wdechw, a gdy w kocu
odzyskuj panowanie nad sytuacj, cauj go leniwie,
wyginajc plecy i nacierajc na niego piersiami.
- Avo, powiedz, e jeste gotowa - sapie.
- Jestem gotowa. - Nigdy w yciu nie byam bardziej gotowa.
Wycofuje si i naciera na mnie z wiksz si. Wzdycham,
wypychajc ku niemu biodra w gecie akceptacji, z jego garda
wyrywa si ryk wdzicznoci, wchodzi we mnie raz po raz.
- Teraz jeste moja, Avo - szepcze przy kolejnym gbokim,
rozkosznym pchniciu. Moja gowa opada na jego rami. Caa moja.
Jednym zwinnym ruchem dociera do ostatniej bazy. Krzycz.
Jestem wypeniona po brzegi, rozkoszuj si kad chwil.
Zaciskam palce na jego ramionach, gdy przyspiesza,

wbija si we mnie, nacierajc na ono za kadym razem.


Krzycz z rozkoszy, gdy odnajduje moje wargi, wdziera si
jzykiem do moich ust, gdy nasze wilgotne od potu ciaa
zderzaj si i lizgaj. Czuj, e zaraz rozpadn si na milion
kawaeczkw. Niech to szlag! Nigdy nie doszam podczas
penetracji!
- Dojdziesz? - sapie w moje wargi.
- Tak! - krzycz, zatapiajc zby w jego dolnej wardze. Jczy
zwierzco, ja rwnie trac kontrol.
- Zaczekaj na mnie - nakazuje, wbijajc si we mnie mocniej.
Krzycz, rozpaczliwie zaciskam minie wok niego,
starajc si powstrzyma, lecz nic nie dziaa. Jak dugo
jeszcze? Nie mog duej czeka.
Po kolejnych trzech pchniciach krzyczy:
- Teraz, Avo! - Wybucham na jego polecenie, odrzucam
gow do tyu i wykrzykuj jego imi, czujc, jak tryska we
mnie jego gorcy pyn.
Bierze mnie ciasno w objcia, przyciga najbliej, jak to tylko
moliwe i ukrywa twarz w zagbieniu mojego ramienia.
- Niech to szlag! - jczy. Dugi, usatysfakcjonowany jk pada
take z moich ust, jest niczym symbol tego, co teraz czuj.
Wykonuje kilka powolnych ruchw, by pomc nam zej na
ziemi, a ja przywieram do niego, moje minie zaciskaj si
wok niego, gdy leniwie porusza biodrami.
- Spjrz na mnie - nakazuje cicho. Podnosz gow,
wzdychajc z radoci. Znw porusza biodrami, po czym
wyciska pocaunek na czubku mojego nosa. - Jeste pikna mwi zwyczajnie, obejmujc moj gow i kadc j na swoim
ramieniu. Mogabym zosta z nim na zawsze.

Odkleja moje plecy od zimnej ciany i niesie mnie ku


umywalkom, nadal zanurzony gboko we mnie. Wysuwa si,
sadza mnie na blacie, obejmuje domi moj twarz i wyciska na
moich wargach pocaunek bdcy dowodem uczucia.
- Nie zrobiem ci krzywdy, prawda? - pyta, marszczc czoo.
Z miejsca podbija moje serce. Mam ochot wzi go w
ramiona i to wanie robi. Owijam si wok niego rkami i
nogami, przywieram do niego tak ciasno, jakby zaleao od
tego moje ycie. Wtula twarz w zagbienie mojej szyi i
gaszcze po plecach. Nigdy nie czuam si tak spokojna. Nie
mam nawet siy na poczucie winy.
Jaka Sarah?
Trwamy tak w pltaninie rk i ng, oddychajc ciko przez
ca wieczno. Pragn zosta dokadnie tu, gdzie jestem.
Moglibymy - przecie to jego azienka. Nie mog uwierzy,
e kupi penthouse.
Po upywie zdecydowanie zbyt krtkiej chwili odsuwa si i
muska grzbietem doni mj policzek.
- Nie uyem prezerwatywy - mwi ze szczerym alem w
oczach. - Przepraszam, daem si ponie. Zaywasz piguki,
prawda?
- Tak, lecz one nie chroni przed chorobami przenoszonymi
drog pciow. - Ale ze mnie idiotka. Ten facet to bg, ktry
zna si na rzeczy. Nawet nie chc myle, z iloma kobietami
si przespa.
Umiecha si do mnie.
- Avo, zawsze uywam prezerwatyw. - Pochyla si i cauje
mnie w czoo. - Ty bya wyjtkiem.
- Dlaczego? - pytam zaskoczona. Odsuwa si i przygryza
doln warg.

- Nie myl rozsdnie, gdy jeste blisko. - Wkada bokserki i


spodnie, po czym siga na pk po czysty rcznik. Ju mam
zaprotestowa, lecz przypominam sobie... e naley do niego.
Wszystko wok naley do niego, z wyjtkiem mnie. C, nie
jego zdaniem, lecz zapewne przemawia wtedy przez niego
nadchodzcy orgazm. W porywach namitnoci ludzie mwi
rne mieszne rzeczy. Nie myli rozsdnie? W takim razie jest
nas dwoje.
Odkrca kran, moczy rcznik i staje przede mn. Czuj si
obnaona, siedzc na blacie cakowicie naga. On jest ju
ubrany, zaciskam wic uda, by si zakry, skrpowana swoim
stanem. Jesse patrzy na mnie, przez jego twarz przemyka
wyraz zdumienia, wydyma wargi, po czym siga pomidzy
moje nogi i rozdziela je delikatnie.
- Tak lepiej - mruczy, unoszc moje donie z kolan i opierajc
je sobie na ramionach. Kadzie ciepy wilgotny rcznik na
moich udach, a potem zaczyna je wyciera, usuwajc
pozostaoci po swoim orgazmie. To czuy, wyjtkowo
intymny akt. Obserwuj jego twarz zafascynowana, zauwaam
pytk zmarszczk na jego czole, gdy koncentruje si na
obmywaniu mnie.
Podnosi gow, jego zielone oczy byszcz.
- Mam ochot zacign ci pod prysznic, by czci kady
centymetr twojego ciaa, lecz to musi nam wystarczy.
Przynajmniej na razie. - Pochyla si i cauje mnie lekko. Nie
sdz, by kiedykolwiek zmczyy mnie te jego zwyczajne,
przesycone uczuciem pocaunki. Jego wargi s takie mikkie, a
zapach boski. - Chod, moja droga. Musimy ci ubra. - Unosi
mnie z blatu, pomaga mi woy bielizn i sukienk, zapina
zamek. Cae moje ciao si wzdryga, gdy muska wargami mj
kark. Chyba jednak nie zdoaam zbi tej gorczki... na pewno
nie. To ze wieci.

Podnosz jego bladoniebiesk koszul z podogi i strzepuj j.


- Naprawd nie byo potrzeby, by tak j wymi, prawda? Umiecha si do mnie, wkadajc koszul i zapinajc guziki.
Naciga granatowe spodnie.
- Marynarka wszystko zak... - Przypominam sobie nagle, e
rzuciam j na podog w sypialni. - Och - szepcz, szeroko
otwierajc oczy.
- Wanie. Och. - Unosi brew; gdy trzaska paskiem,
podskakuj, a on si umiecha. - Dobrze, gotowa stawi czoo
wiatu, moja droga?
Wyciga do mnie rk, a ja bior j bez chwili wahania. Ten
facet przyciga jak magnes.
Umiecha si do mnie olniewajco. Krc gow i szybko
zerkam w lustro. Och, mam rumiece na twarzy. Usta mam
opuchnite i rowe, wosy jeszcze si nie rozsypay, lecz
pojedyncze pasma wymkny si z upicia, sukienka si
wymia. Potrzebuj piciu minut, by doprowadzi si do
porzdku.
- Wygldasz idealnie - zapewnia mnie, jakby wyczu
wzbierajc we mnie panik.
Idealnie? Nie takiego sowa bym uya. Wygldam, jakby
kto mnie porzdnie przelecia! Cignie mnie do drzwi, otwiera
zamek i wychodzi na zewntrz, nie zachowujc nawet pozorw
ostronoci, co musz zrobi za niego. Dostrzegam jego
marynark na pododze, podnosi j, gdy przechodzimy obok.
Gdy dochodzimy do schodw, zauwaam nagle, e nadal
trzymamy si za rce, prbuj si uwolni z jego ucisku, lecz
on tylko zaciska palce mocniej. Do diaba! Musi mnie puci.
Na dole jest mj szef, wsppracownicy. Nie mog paradowa
przed nimi za rczk z obcym facetem. Znw prbuj si
uwolni, lecz bez rezultatu.

- Jesse, pu mnie.
- Nie - odpowiada krtko i stanowczo, nawet na mnie nie
patrzc.
Zatrzymuj si na rodku schodw i zerkam na d. Nikt na
nas nie patrzy, dziki Bogu, lecz to si moe w kadej chwili
zmieni. Jesse odwraca si, zerka na mnie.
- Jesse, nie moesz oczekiwa, e bd paradowa po
mieszkaniu, trzymajc ci za rk. To nieuczciwe. Pu mnie,
prosz.
Patrzy na nasze zczone donie.
- Nie puszcz ci - mruczy ponuro. - Jeli ci puszcz,
zapomnisz, jakie to uczucie. Zmienisz zdanie.
Nie ma najmniejszych szans na to, bym zapomniaa, jakie
uczucia wzbudza we mnie kontakt naszych cia, lecz druga
cz jego stwierdzenia pozostaje dla mnie zagadk.
- W jakiej sprawie? - pytam zdezorientowana.
- W mojej - odpowiada lakonicznie.
Nie rozumiem. Niczego jeszcze nie postanowiam, nie mog
wic zmieni zdania. W moich mylach panuje coraz wikszy
chaos. Musz si skoncentrowa na przekonaniu go, by puci
moj do, zanim kto nas zobaczy, odsuwam wic od siebie
ten komentarz tak jak inne osobliwe komentarze, ktre paday
z jego ust na grze.
Niech to szlag! Niemal spadam ze schodw, gdy na tarasie
dostrzegam Sarah, nagle dociera do mnie rzeczywisto. Gdy
j zobaczy, na pewno przestanie zgrywa nierozsdnego
gupca. Sarah wchodzi do rodka. Nie mam czasu na zabawy,
mru wic powieki i uywam brutalnej siy, by wyrwa do z
jego ucisku, niemal przestawiam sobie przy tym rami. Patrzy
na mnie gniewnie, lecz nie zostaj na tyle dugo, by pa ofiar
jego gniewu, szybko schodz po schodach do salonu. Ta
kobieta jasno

daa mi do zrozumienia, e mnie nie lubi, nie mog jej wini.


Dostrzega we mnie zagroenie i jak si okazuje,
niebezpodstawnie.
Na dole dostrzegam Toma, ktry toruje sobie ku mnie drog
przez tum, wymachujc nerwowo rkami.
- Tu jeste! Gdzie ty bya? Patrick wszdzie ci szuka. Kadzie donie na moich ramionach, oglda mnie od stp do
gw, uwielbia dramaty. Zauwaywszy moje potarganie,
podejrzliwie mierzy mnie wzrokiem. Czuj rumieniec, ktry
wypywa mi na policzki.
- Oprowadzaam pana Warda - odpowiadam nieprzekonujco,
machajc doni przez rami w kierunku Jessego. Wiem, e jest
tu za mn; wyczuwam emanujce z niego niezadowolenie.
Czuj te jego zapach, a moe sama nim pachn. Czuj si tak,
jakbym zostaa naznaczona. .. podbita wrcz.
Nie puszczajc moich ramion, Tom podnosi gow, z jego ust
wyrywa si cichy okrzyk, przyciga mnie bliej, by szepn mi
do ucha:
- Kochanie, kim jest to boskie stworzenie, ktre na mnie
warczy? - pyta, obwchujc mnie.
Uwalniam si z jego obj, odwracam i dostrzegam, e Jesse
niemal przewierca go wzrokiem. Przewracam oczami na widok
tak aosnego zachowania. Tom to najbardziej gejowski gej w
caym Londynie. Niemoliwe, by Jesse widzia w nim
zagroenie.
- Tom, to jest pan Ward, panie Ward, Tom. Pracujemy razem.
Jest gejem - dodaj z odrobin sarkazmu. Tom si nie obrazi...
przecie to i tak oczywiste.
Zerkam na Toma, ktry umiecha si szeroko, a potem na
Jessego, ktry przesta si boczy, lecz nie wyglda na mniej
wkurzonego. Tom podchodzi do niego, kadzie donie na jego
ramionach i cauje powietrze obok jego

policzkw. Ukrywam umiech, widzc, jak Jesse wytrzeszcza


oczy, a jego ramiona sztywniej.
- To prawdziwa przyjemno - mruczy mu Tom prosto w
twarz, gaszczc jego bicepsy. - Powiedz mi, duo trenujesz?
Wybucham miechem i postanawiam zostawi Jessego, by
sam radzi sobie z oburzajcymi awansami Toma, co nie jest
bardzo dojrzae. Odchodzc, dostrzegam jego spojrzenie, ktre
mwi mi, e przesadziam, lecz nic mnie to nie obchodzi. To on
zachowuje si cakowicie nierozsdnie.
Znajduj Patricka w kuchni, przywouje mnie gestem, po
czym podaje mi kieliszek szampana, gdy pochodz.
- Oto ona - owiadcza Patrick, odwracajc si do wysokiego
mczyzny. Otacza ramieniem moje barki i przyciga mnie do
siebie. - To ta dziewczyna odmienia moj firm. Jestem z
ciebie taki dumny, kwiatuszku. Gdzie si podziewaa? - pyta;
jego niebieskie oczy byszcz, policzki pon czerwieni...
ewidentnie za duo wypi.
- Oprowadzaam goci - kami, umiechajc si sodko.
- Wanie o tobie rozmawialimy. Twoje uszy pewnie pon.
To jest pan Van Der Haus, jeden z deweloperw. Wanie mu
mwiem, e z radoci wemiesz udzia w ich nowym
projekcie.
- Mj partner wiele mi o pani mwi. - Van Der Haus
umiecha si szeroko. Jest bardzo elegancki: wysoki, jasnowosy, w nieskazitelnym garniturze i wizytowych butach. Jest
dosy przystojny... jak na mczyzn po czterdziestce.. .
Kolejny starszy facet. - Nie mog si ju doczeka rozpoczcia
naszej wsppracy.
Czerwieni si.
- Bd zaszczycona, panie Van Der Haus. Czy ma pan jak
wizj kolejnego projektu? - pytam zaciekawiona.

- Prosz, mw mi Mikael. Budynek jest ju prawie


skoczony. - Jego umiech staje si jeszcze szerszy. - Tym
razem postawimy na tradycyjny styl skandynawski. Jestemy z
Danii, bdzie to wic nasz powrt do korzeni. -Jego saby
akcent jest naprawd seksowny.
Tradycyjny styl skandynawski? Budzi si we mnie panika.
Czy to znaczy, e bd musiaa obrabowa Ike? Nie powinni
zatrudni do tego projektu kogo ze Skandynawii?
- To brzmi ekscytujco - mwi, stawiajc kieliszek na blacie.
Zauwaam Jessego po drugiej stronie pokoju, rozmawia z
Sarah.
O Boe. Jesse dosownie przeszywa mnie wzrokiem w
obecnoci swojej dziewczyny. Odwracam si do mojej grupy,
panika maluje si na mojej poncej twarzy.
- Te tak sdz - przytakuje Mikael. - Gdy ju omwimy z
Patrickiem warunki wynagrodzenia - wskazuje kieliszkiem
szampana mojego szefa - bdziemy mogli uzgodni
specyfikacj, by moga pani zacz projektowa.
- Nie mog si doczeka. - Przestpuj z nogi na nog, czuj
na plecach wzrok Jessego.
- Ava ci nie zawiedzie, Mikaelu - wtrca Patrick. Van Der
Haus si umiecha.
- Jestem tego pewien. Jeste wyjtkowo utalentowan mod
kobiet, Avo. Masz nieskazitelny gust. A teraz przepraszam. Rumieniec na mojej twarzy jeszcze si pogbia, gdy ciska
do Patricka, a potem moj. - Bdziemy w kontakcie - dodaje,
przytrzymujc moj do nieco duej ni to konieczne.
Patrick nadal tuli mnie do swojego boku, gdy podchodzi do
nas Victoria i opiera si o blat z westchnieniem.
- Makabrycznie bol mnie nogi - woa.

Rwnoczenie opuszczamy z Patrickiem gowy, by spojrze


na jej pitnastocentymetrowe platformy we wzr lamparta z
krwicie czerwonymi obcasami. S niedorzeczne.
Patrick zerka na mnie, krci gow, po czym wypuszcza mnie
z obj i owiadcza, e wychodzi.
- Irene ju czeka na mnie na dole. Mam wszystkie zdjcia. Macha aparatem. - Zobaczymy si w poniedziaek rano. Cauje kad z nas. - Obie ciko dzi pracowaycie. wietna
robota. - Wychodzi z kuchni, zataczajc si lekko.
Ciko pracowaam? A si krzywi.
- Och, prawie zapomniaam. - Gos Victorii sprawia, e
odrywam wzrok od Patricka i odwracam si do niej. -Kate nie
moga ju na ciebie duej czeka. Powiedziaa, e ma
nadziej, i dobrze si bawisz i e zobaczycie si w domu.
Ma nadziej, e dobrze si bawi? Sardoniczna krowa!
- Dziki, Victorio. Posuchaj, wydaje mi si, e ju
skoczyymy. - Bior jeszcze jeden kieliszek szampana od
przechodzcego kelnera. Nie mog prowadzi, wic rwnie
dobrze mog to w peni wykorzysta. Do diaska, potrzebuj
tego. - Jad do domu. Ty te id, gdy bdziesz gotowa.
Zobaczymy si w poniedziaek. - Cauj j w policzek.
- Zostan jeszcze chwil z Tomem. Chce potem i do Route
Sixty potaczy. - Krci poladkami.
- Przygotuj si na caonocn imprez - ostrzegam j. - Gdy
Tom znajdzie si na parkiecie, trzeba go stamtd ciga
buldoerem.
- Nie! Powiedziaam mu, e nie mog zosta dugo. Mam
jutro za duo do zrobienia. A poza tym i tak nie mog chodzi
w tych gupich butach.

- Powodzenia. Poegnaj Toma ode mnie.


- Poegnam go, gdy go znajd. - Odchodzi, kutykajc w tych
niedorzecznych szpilkach, a ja zostaj przy blacie, by wypi
ostatni kieliszek szampana.
Rozgldam si wok, lecz nigdzie nie dostrzegam Jessego
ani Sarah. To przynosi mi wielk ulg. Nie sdz, bym moga
teraz spojrze Sarah w oczy. Powinnam i do domu i
porzdnie skopa sobie tyek za to, jaka byam saba i atwa.
Podchodz do windy i wystukuj kod. Jutro zostanie
zmieniony dla nowego waciciela. Na t myl niemal wybucham miechem. Oczywicie to Jesse Ward jest nowym
wacicielem. Mam za sob piekielny dzie, w kocu zostaam
sama i ju czuj napywajce poczucie winy. Och, jestem tak
gupi, zdesperowan kobiet.
- Ju wychodzisz?
Prostuj plecy i wykrzywiam twarz, syszc znajomy,
nieprzyjazny gos. Przybieram obojtn min i odwracam si
do Sarah.
- Mam za sob dugi, mczcy dzie.
Popija szampana, obserwujc mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Jeste pena niespodzianek - mruczy. Naprawd nie wiem,
co na to odpowiedzie.
- Dzikuj - dukam, odwracajc si do windy.
- To nie by komplement.
- Tak wanie mylaam - odpowiadam, nawet na ni nie
patrzc.
- Wiesz, e apartament naley do Jessego?
Mam ochot zapyta, czy ona te tu zamieszka, lecz tego nie
robi, rzecz jasna.
- Wspomina o tym - mwi swobodnie, wchodzc do windy i
wystukujc kod. - Mio byo ci spotka.

Drzwi zamykaj si, a ja opieram si ciko o lustro na


cianie.
Niech to szlag!

Rozdzia 8
Zabieram swoje rzeczy ze spa i schodz na d. Siadam na
awce na nabrzeu. Wok spaceruj ludzie, szczliwi i
zadowoleni. Kwiaty kwitn w donicach na elaznych
latarniach, wylewaj si z koszy i spywaj kaskad w d po
misternie kutym elazie, wiata budynku padaj na wod i
odbijaj si w niej, taczc na niewielkich falach.
Wzdycham i zamykam oczy, wsuchujc si w szum wody
uderzajcej o burty dek. Szum jest rytmiczny i relaksujcy,
lecz w tej chwili nic nie moe poprawi mi humoru. Wycigam
telefon, by zadzwoni do Kate. Nie odbiera, wic zostawiam
jej wiadomo.
- Cze, to ja. - Wiem, e mj gos brzmi aonie, lecz nie
jestem w stanie udawa radoci, gdy jej nie czuj. Jcz gono.
- Och, Kate... totalnie nawaliam. Niedugo bd w domu. Opuszczam do na awk i unosz twarz do nocnego nieba. O
czym ja mylaam?
Telefon oywa w mojej doni, odbieram, nie patrzc na
wywietlacz, zakadam, e to Kate.
- Cze.
- Gdzie jeste? - pyta mikko.
Nie wiem, czy moje serce przestaje bi, bo to nie Kate, czy
dlatego, e to Jesse. Jestem gorc wyznawczyni karmy,

co w tym wypadku oznacza, e znalazam si w niezych


tarapatach.
- W domu - znw kami. Przychodzi mi to z atwoci w
ostatnim czasie. Zaczynam bawi si wosami, typowa oznaka
zachowania Pinokia.
- Okej - odpowiada szeptem, po czym si rozcza. To byo
atwe. Dosta to, czego chcia, prawda? Nie
jestem pewna, dlaczego czuj si porzucona. Mogam si tego
spodziewa i dokadnie na to sobie zasuyam. Jego upr mnie
zmczy, lecz gorczka mina. Teraz mog wrci do swojego
ycia.
Jeli o mnie chodzi, Jesse moe kontynuowa ywot
seryjnego uwodziciela i skupi si na kolejnej szczliwej
kobiecie. Jestem przekonana, e Sarah wkrtce si o tym
dowie, byle nie teraz. Nie potrzebuj wciekej kobiety, dnej
mojej krwi do tego wszystkiego.
Przez chwil siedz na awce i rozmylam, po czym
niechtnie wstaj, by wezwa takswk. Wiem, e musz o
tym wszystkim zapomnie, lecz gdy tylko odwracam si i
podnosz gow, natykam si na Jessego, ktry stoi kilka
krokw ode mnie i przyglda mi si w milczeniu.
Stajemy twarz w twarz, nieruchomo, jego oczy nie wyraaj
niczego, gdy na mnie patrzy. Wtedy wybucham paczem. Nie
wiem czemu, lecz chowam twarz w doniach i zanosz si
szlochem. Otacza mnie ciepem swojego ciaa, moja gowa
spoczywa w zagbieniu jego szyi, moje ramiona
instynktownie wycigaj si do niego. Nic nie mwimy przez
dugi czas. Stoimy po prostu w objciach, milczymy, gdy on
masuje ty mojej gowy du doni, tulc mnie do swojego
ciaa. Jaka cz mnie zastanawia si, gdzie jest Sarah, lecz
nie chc si w to zagbia. Czuj si chroniona i bezpieczna,
cho wiem, e powinnam ucieka jak najdalej od jego ramion.

- Jak dugo tu jeste? - pytam, gdy mj szloch w kocu


cichnie.
- Dostatecznie dugo - mruczy. - Dlaczego powiedziaa, e
totalnie nawalia? - Tuli mnie mocniej. - Mam nadziej, e nie
chodzio ci o mnie.
- Chodzio. - Nie zamierzam owija niczego w bawen. To
byoby bezcelowe.
- Naprawd? - Wydaje si zdumiony, nawet nieco wkurzony,
lecz szybko mu przechodzi. - Pojedziesz ze mn do domu? Czuj, jak napina minie.
Wanie mu powiedziaam, e przez niego totalnie nawaliam,
a on chce mnie zabra do domu? A co z Sarah? Najwyraniej
nie mieszkaj razem.
- Nie - odpowiadam. Narobiam ju do szkd.
- Prosz ci, Avo.
- Dlaczego? - Musz wiedzie, skd si bierze ta jego
fascynacja moj osob, bo jeli spdz z nim wicej czasu,
wpakuj si w jeszcze powaniejsze tarapaty. Nie mog
angaowa si w brudny zwizek ze starszym, zajtym
mczyzn.
Odsuwa si, by na mnie spojrze, marszczy pikne brwi.
- Czuj, e to waciwe. Naleysz do mnie. - Mwi tak, jakby
bya to najnaturalniejsza rzecz na wiecie.
- A do kogo naley Sarah?
- Sarah? A co ona ma z tym wszystkim wsplnego? -Robi
naprawd zdezorientowan min.
- Jest twoj dziewczyn - przypominam mu. Nie ma za grosz
szacunku dla tej biednej kobiety.
Wytrzeszcza na mnie oczy.
- Och, prosz, nie mw mi, e ignorowaa moje telefony i
uciekaa przede mn, bo mylaa... - Wypuszcza mnie z
obj. - Mylaa, e Sarah i ja... - Cofa si. - Niech to szlag, na
pewno nie!

- Tak! - krzycz. - A nie jest twoj dziewczyn? -Cakiem si


pogubiam. Ta kobieta nie mogaby wyrazi si janiej, nawet
gdyby oznaczya go moczem.
Wpltuje palce we wosy.
- Avo, skd ci to przyszo do gowy?
- Och, zastanwmy si - umiecham si sodko. -Moe to
przez ten pocaunek w holu Rezydencji. A moe to, e przysza
szuka ci w sypialni. A moe jej lodowaty stosunek do mnie. Bior gboki oddech. - A moe fakt, e jest z tob za kadym
razem, gdy ci widz. - Nie mog w to uwierzy.
Torturowaam si t myl z powodu kobiety, ktrej nawet nie
lubi. C za marnotrawstwo wyrzutw sumienia! - Kim w
takim razie jest? - pytam gniewnie.
Jesse bierze mnie za rce i pochyla si, by spojrze mi prosto
w oczy.
- Avo, ona jest po prostu przyjacielska.
- Przyjacielska? - prycham. - Ta kobieta nie jest przyjacielska!
- To przyjacika - wyjania uspokajajcym tonem. Nie chc,
by mnie uspokajano. Nie, mam ochot uderzy kogo w odte
czerwone wargi! Doskonale wiedziaa, co robi. Najwyraniej
chce sta si dla niego kim wicej ni przyjacik.
Gaszcze doni mj policzek.
- Moe teraz, gdy ju wyjanilimy sobie, jakie miejsce
zajmuje Sarah w moim yciu, porozmawiamy o nas?
Nagle do gowy przychodz mi wszystkie jego komentarze jeste moja", zatrzymam ci" i zmienisz zdanie".
- Co masz na myli? - pytam. Umiecha si znaczco.
- Mam na myli ciebie w moim ku. - Przyciga mnie do
siebie, wtulam si w niego, oddychajc z ulg.

- W Rezydencji? - pytam. To kawaek drogi.


- Nie, tu za nami znajduje si mj apartament, lecz do jutra
nie mog si do niego wprowadzi. Wynajmuj mieszkanie na
Hyde Park. Jed ze mn.
- Dobrze - odpowiadam bez wahania, cho wiem, e to nie
byo pytanie. Znw przypominaj mi si jego komentarze, a
zwaszcza ten ostatni: Naleysz do mnie".
To jego decyzja czy moja?
Jesse pakuje do samochodu mnie i moje torby, jedziemy przez
miasto w milczeniu, towarzysz nam niskie tony Teardrops
Massive Attack. Podkad muzyczny idealnie pasuje do sytuacji
po moim ataku paczu. Wikszo podry spdzam na
rozmylaniu na temat mojej decyzji, by pojecha z nim do
domu, on co chwil bierze oddech, jakby chcia co
powiedzie, lecz milczy.
Wjeda astonem martinem na ogrodzony parking, wysiadam
sama, a on bierze moje torby. Chwyta mnie za rk i razem
wchodzimy do budynku.
- Mieszkam na pierwszym pitrze. Pjdziemy schodami.
Prowadzi mnie do szarych drzwi przeciwpoarowych, na
klatk schodow. Docieramy do wskiego korytarza. Budynek
wyglda jak szpital specjalistyczny. Jesse otwiera jedyne drzwi
w dugim biao-szarym korytarzu i wciga mnie do wntrza.
Staj na rodku ogromnej otwartej przestrzeni. Wszystkie
ciany s biae, meble i kuchnia czarne - wok panuje
cakowita monochromatyczno; typowe mieszkanie kawalera.
Puste, zimne i klinicznie czyste. Ogromnie mi si nie podoba.
- To tymczasowe. Zao si, e obraa twj gust. -Jego oczy
byszcz, gdy umiecha si na widok mojej bez wtpienia
krytycznej miny.

- Wol twoje nowe mieszkanie.


- Ja rwnie.
Wchodz dalej, zauwaam absolutny brak ciepa i
przy-tulnoci. Kto tak mieszka? Nigdzie nie wida adnych
osobistych akcentw, adnych obrazw ani zdj. Zauwaam
desk snowboardow w kcie, rnego rodzaju wyposaenie
narciarskie, a w miejscu, w ktrym spodziewaabym si wazy
lub ozdbek, ley hem motocyklowy i skrzane rkawice.
- Nie trzymam w domu alkoholu. Moe chcesz wody? Podchodzi do ogromnej czarnej lodwki i otwiera j.
- Poprosz. - Staj obok niego w aneksie kuchennym,
wysuwam czarny stoek barowy spod czarnego granitowego
blatu wyspy. Jesse zdejmuje marynark i siada na stoku obok,
odwraca si do mnie twarz, po czym podaje mi szklank
wody, a sam otwiera butelk.
Pije swoj wod, obserwujc mnie znad brzegu butelki, a ja
bawi si szklank. Czuj si taka skrpowana. Wkrada si
pomidzy nas niezrczno, cho nie rozumiem czemu.
Jesse wzdycha, odstawia butelk, wyjmuje z moich rk
szklank i j take stawia na blacie wyspy. Potem apie
siedzisko mojego stoka, przyciga je do swojego i kadzie mi
donie na kolanach. Pochyla si ku mnie.
- Dlaczego pakaa?
- Nie wiem - odpowiadam szczerze. Cay ten epizod zbi mnie
z tropu.
- Ale wiesz. Powiedz mi.
Przez chwil zastanawiam si, co mam mu powiedzie, a on
wpatruje si we mnie, czekajc na odpowied. Pomidzy jego
brwiami pojawia si pytka zmarszczka, a ja uwiadamiam
sobie, e to wyraz troski. Co mam mu powiedzie? Moe to, e
nie mam absolutnie adnego za-

ufania do mczyzn, a fakt, e on jest najwyraniej ksiciem


uwodzicieli, oznacza dla mnie kopoty? Nie bdzie przecie
chcia sucha tych kobiecych bzdur.
- Nie wiem - powtarzam zamiast tego.
Wzdycha, zmarszczka zamienia si w grymas, zaczyna
bbni palcami w granit. Dosownie widz, jak w jego mzgu
obracaj si trybiki, gdy na mnie patrzy, przygryzajc doln
warg.
- Susznie podejrzewam, e twoja bdna interpretacja mojego
zwizku z Sarah to niejedyny powd, dla ktrego mnie
unikaa? - pyta, odpinajc rolexa i kadc go na blacie.
- Prawdopodobnie. - Odwracam wzrok zawstydzona... nie
wiem czemu.
- To rozczarowujce - owiadcza ostatecznie, lecz nie sysz
rozczarowania w jego gosie. Tylko irytacj.
Nie musz mu mwi, e mogabym, co bardzo
prawdopodobne, mocno si w nim zakocha. Kobiety musz to
robi kadego dnia.
Zanim mog zareagowa, chwyta mnie w talii i podsadza na
blat, strcajc szklank z wod, ktra rozbija si na pododze.
Rozpycha moje nogi udami, moja sukienka podjeda do gry;
atakuje moje usta nieustpliwym jzykiem, zanurzajc si w
nich gboko i znaczco.
Natychmiast reaguj gsi skrk i arem wilgoci w rodku,
gdy napiera na mnie biodrami, poerajc moje usta. Obejmuje
domi moje poladki, przyciga mnie do siebie, nasze
miednice niemal si zlewaj.
Niech to szlag! Jcz, gdy porusza biodrami, nie wstydz si
tego, e dowie si, jak bardzo jestem podniecona. Uwalnia
moje wargi, wpatruje si we mnie przez chwil, oddychajc
ciko; z jego zielonych oczu bije gd. Jestem pewna, e moje
maj taki sam wyraz.

- Ustalmy sobie co - dyszy ciko, zdejmujc mnie z blatu;


oplatam go w talii nogami. - Jeste gwnian kamczuch.
Tak, wiem. Rodzice cigle mi to powtarzaj. Zaczynam si
bawi wosami, gdy kami. To bezwarunkowy odruch - nie
mog nic na to poradzi.
Pochyla si i cauje moje wargi, lekko muskajc jzykiem mj
jzyk.
- Teraz jeste moja, Avo. - Porusza biodrami i sprawia, e
unosz si do gry i sztywniej, by zagodzi nieustpliwy ar
w moim ciele. Patrzymy sobie w oczy. -Zatrzymam ci na
zawsze - informuje mnie, nacierajc na mnie biodrami.
Zarzucam ramiona na jego szyj i cauj go w pontne,
wilgotne wargi. Mam na niego rozpaczliw ch.
Wpakowaam si w nieze tarapaty.
- Wezm w posiadanie kad cz twojego ciaa. -Kade
sowo wymawia gono i wyranie. - Nie bdzie na nim ani
jednego miejsca, ktre nie bdzie miao mnie w sobie albo na
sobie. - Jego gos jest zmysowy i miertelnie powany, mj
puls jeszcze przyspiesza.
Stawia mnie na nogach, obraca i siga do zamka mojej
biednej, le traktowanej sukienki. Zdejmuje mi stanik i odrzuca
go na bok rwnie szybko.
Pochyla si, skada pocaunek u podstawy mojego
obnaonego karku, owiewa go swoim chodnym, mitowym
oddechem, mieszanina aru jego jzyka i wieoci oddechu
wywouje we mnie rozkoszny dreszcz. Chryste, caa pon.
Wyginam szyj, poruszam opatkami, by ukoi mrowienie,
ktre odzywa si w caym moim ciele.
Przesuwa wargi na moje ucho.
- Spjrz na mnie.

Wykonuj polecenie, odwracam si, by na niego spojrze, na


jego twarzy maluje si czysta determinacja, gdy sadza mnie z
powrotem na wyspie. Kad donie na jego ramionach, on
jednak chwyta je i kadzie je znw na blacie, na co mu
niechtnie pozwalam. Zaciskam palce na krawdziach.
- Rce zostaj tutaj - owiadcza stanowczo, podkrelajc
danie pewnym tonem. Zahacza palce o brzeg moich majtek i
zaczyna cign. - Podnie si.
Przenosz ciar ciaa na ramiona, unosz poladki z blatu, by
mg cign bielizn z moich ng, po czym znw siadam.
Jestem cakiem naga, a on nadal ubrany. Nie wyglda na to, by
mia zamiar w najbliszym czasie si rozebra. Pragn
zobaczy jego tors, przesuwam wic donie z blatu na krawd
jego koszuli.
Cofa si, krcc powoli gow.
- Rce.
Wydymam wargi i znw zaciskam donie na krawdzi blatu.
Chc go zobaczy, poczu. To niesprawiedliwe. Kadzie do
na grnym guziku.
- Chcesz, ebym zdj koszul? - Jego niski, chrapliwy gos
sieje spustoszenie w moim ciele.
- Tak - szepcz na wdechu.
- Tak, co? - umiecha si znaczco, a ja mru powieki.
- Prosz - dodaj, wypuszczajc powietrze; jestem w peni
wiadoma tego, e moje baganie go podnieca.
Umiecha si i powoli rozpina koszul, nie odrywajc ode
mnie wzroku. Musz wyty ca si woli, by nie wycign
rk i nie rozchyli jej brutalnie. Dlaczego czyni z tego taki
rytua? Wie, co robi. Kae mi czeka, a to udrka.
Gdy w kocu dociera do ostatniego guzika, porusza
ramionami, zdejmuje koszul, a ja przez krtk chwil -

gdy oba ramiona ma napite, a minie kurcz si i


rozkurczaj w rytm jego ruchw - jestem pewna, e zemdlej.
Zdejmuje jasnobrzowe grensony i skarpetki, moje oczy
wdruj po jego doskonaym ciele, linka napywa mi do ust,
gdy nagle dostrzegam t straszn blizn na jego brzuchu.
Zatrzymuj si tam wzrokiem, lecz on znw staje pomidzy
moimi nogami i wyrywa mnie z zamylenia. Walcz z
pragnieniem, by go obj. Nacisk na moje ono sprawia, e
zaczynam si wierci, by osabi intensywne spazmy, ktre
mn wstrzsaj, on rwnie nie pozostaje niewzruszony. Jego
gigantyczna erekcja napina materia spodni i wbija mi si w
udo.
Opiera donie na moich udach, kciukami zaczyna zatacza
leniwe kka w ich wntrzach, milimetry od mojego obolaego
ona. Zamieniam si w czyste podanie, mj oddech tak
przyspiesza, e nie jestem w stanie go duej regulowa.
ciska moje uda.
- Gdzie by tu zacz? - mruczy, unoszc jedn do i
przemykajc kciukiem po mojej dolnej wardze. - Tutaj? - pyta.
Rozchylam usta, przygldajc mu si, wsuwa pomidzy nie
kciuk. Otaczam go jzykiem, kciki jego ust unosz si w
nikym umiechu. Wyciga kciuk, muska nim mj policzek, a
potem, bardzo powoli, przesuwa do wzdu mojej szyi na
ebra, by obj zaborczo pier. - A moe tutaj? - Jego
chrapliwy gos zdradza, e jego spokj to tylko fasada;
pytajco unosi brew, otaczajc sutek kciukiem. Oddech
winie mi w gardle.
Jeli chce, bym zacza mwi, moe o tym zapomnie. Brak
mi sw, zostay tylko krtkie, ostre wdechy.
- Nale do mnie. - Delikatnie ugniata moje piersi przez par
minut, po czym przesuwa do niej po mojej wraliwej
skrze. Przez chwil zatrzymuje si na brzu-

chu, po czym zsuwa si dalej; gdy ar jego doni dociera do


wntrza moich ud, zaczyna mi si krci w gowie z podania.
Ju myl, e wemie mnie palcami, lecz on nagle zmienia
kierunek i przemyka doni po moim biodrze; wzdrygam si.
Obejmuje moje poladki.
- A moe tutaj? - mwi cakowicie powanie. Sztywniej. Kady centymetr, Avo - szepcze. Wstrzymuj oddech, puca
mi pon, gdy umiecha si lekko, po czym wycofuje do z
powrotem na mj brzuch. Od razu mnie obejmuje. - Myl, e
zaczniemy tutaj.
Z wdzicznoci oddycham gbiej, ogarnia mnie
obezwadniajca ulga; nagle unosi palcem mj podbrdek,
zmuszajc mnie, bym spojrzaa w jego oszaamiajce oczy.
- Mwiem powanie, gdy wspomniaem o kadym
centymetrze - powtarza chodno, po czym kadzie do na
szczycie uda, drug nadal obejmujc moje ono.
Niech to szlag! Nie jestem pewna, czy jestem na to gotowa.
Matt prbowa mnie namwi par razy, lecz zdecydowanie
odmwiam. Przyjemniejsza droga, powiedzia chyba - jasne,
dla niego! Nie mam jednak czasu, by nad tym rozmyla. Palec
Jessego przesuwa si po koci onowej, wywoujc ukucia
rozkoszy, ktre promieniuj w milion rnych kierunkw po
caym moim ciele. Pochylam si, opieram czoo na jego
ramieniu, moje ciao podnosi si i opada w rytmie
omoczcego serca.
- Jeste mokra - mruczy do mojego ucha, wbijajc we mnie
palec. Natychmiast zaciskam minie wok niego. -Pragniesz
mnie - owiadcza stanowczo, wycofujc si i rozprowadzajc
wilgo na mojej echtaczce; tu potem naciera znw, tym
razem dwoma palcami.
Krzycz.
- Powiedz, e mnie pragniesz, Avo.

- Pragn ci. - Dysz na jego ramieniu. Sysz jk satysfakcji.


- Powiedz, e mnie potrzebujesz.
Na tym etapie powiedziaabym mu wszystko, co pragnie
usysze.
- Potrzebuj ci.
- Zawsze bdziesz mnie potrzebowa, Avo. Dopilnuj tego. A
teraz sprawdmy, czy przemwi ci do rozumu, jeli ci
przelec.
Wycofuje palce, ciga mnie z blatu i odwraca powoli w
swoich ramionach, bym moga oprze donie pasko na
granicie. Nie podoba mi si ta pozycja.
- Chc ci widzie - jcz, cho wiem, e nie ma na to szans.
Najwyraniej jest typem dominujcym.
Czuj, jak jego ciao zamyka si wok mnie, emanujc
arem. Gdy przyciska do mnie silny tors, opieram si na nim,
by oprze gow na jego ramieniu.
Przesuwa usta na moje wargi.
- Zamknij si i daj si ponie rozkoszy. - Naciska biodrami
na mj krzy, powoli wbija si we mnie i kadzie donie na
moich nadgarstkach. - adnego mwienia, chyba e ci
powiem. Rozumiesz?
Kiwam gow. Tak, ten mczyzna zdecydowanie lubi
kontrol.
Rozpoczyna powoln, zmysow wdrwk w gr moich
ramion, moja skra mrowi pod jego utalentowanymi palcami,
w yach ponie ogie. Moje piersi dopominaj si pieszczot,
gdy dociera do obojczykw i przenosi si na barki. Zaciskam
wargi, lecz i tak wyrywa si z nich jk. Nic nie mog na to
poradzi, nie wtedy, gdy sprawia, e tak wiele czuj.
Kadzie donie na moich ramionach, zatacza kciukami kka u
podstawy karku, rozmasowujc sztywno, ktra

si tam zakrada. Uczucie jest nie z tego wiata. Moje ciao


relaksuje si, gonitwa myli ustaje.
Pochyla si, muska wargami skr, po czym cauje mnie
lekko.
- Twoja skra jest jak narkotyk.
- Hm - mrucz. To nie jest mwienie. mieje si cicho.
- A tak dobrze? - pyta, obsypujc mnie lekkimi jak pirko
pocaunkami. Odwracam si do niego, patrz mu prosto w oczy
i kiwam gow.
Przez chwil rozkoszuje si moim spojrzeniem z zadowolon
min, cauje lekko moje wargi, po czym zsuwa donie na moje
biodra. Zaciskam powieki, z caych si powstrzymujc si
przed wzdrygniciem.
- Trzymaj rce tam, gdzie je trzymasz - nakazuje mi
stanowczo, uwalniajc mnie.
Sysz, e ciga spodnie, jego donie wracaj na moje biodra,
cofa si, zabierajc moje biodra ze sob. Mj puls przyspiesza,
zaciskam donie na blacie dla rwnowagi w tej pochylonej
pozycji, wzdrygam si, gdy kadzie do na moim karku.
Czuj, jak jego erekcja naciera na moj pochw; by
ustabilizowa oddychanie, bior gboki oddech, prbujc si
zrelaksowa tu przed penetracj. To najgorszy rodzaj tortury.
Pochyla si, muska ciepym, wilgotnym jzykiem moje plecy,
lie krgosup i koczy pieszczot mikkim pocaunkiem na
moim karku.
- Jeste na mnie gotowa, Avo? - pyta, wibracje jego ust na
skrze wywouj we mnie dreszcz rozkoszy. - Moesz
odpowiedzie.
Pomimo gbszych oddechw nadal brakuje mi powietrza.
- Tak.

Owiewa mnie kolejna fala powietrza z jego ust. Jego do


muska mj poladek, gdy staje za mn, po czym bardzo powoli
wchodzi w moj pulsujc pochw, zagbiajc si w niej
gadko i miarowo. Oddycham z trudem, mam ochot krzycze
z rozkoszy, lecz nie wiem, czy mi wolno.
Och, jest tak dobrze. W sumie, co zrobi, jeli zami rozkaz?
Moja strata bdzie jego strat. Przenosi do na moje biodro i
nieruchomieje, zaciskam donie na blacie z tak si, e a
bielej mi palce. Wypycham biodra ku niemu, przyjmujc go
a po nasad.
- Do diaba, Avo, przez ciebie trac rozum - mruczy,
zaciskajc do na moim karku, by mnie unieruchomi; drug
doni siga po moj pier. - Nie zdoam robi tego powoli. Dyszy ciko, wycofuje si powoli, po czym wbija we mnie
mocno i szybko.
- Jesse! - woam. Mowy nie ma, ebym milczaa, jeli bdzie
to dalej robi. Mj Boe, ten mczyzna jest naprawd potny.
Wycofuje si powoli.
- Cicho, Avo. - Znw uderza, pozbawiajc mnie oddechu.
Cay czas trzymam si blatu, lecz nie jest to atwe -moje
spocone donie lizgaj si na granicie. Napinam minie, by
nie popchn mnie do przodu, gdy znw bdzie naciera.
Jestem w szoku. Wbija si we mnie raz po raz, nie zostawia mi
miejsca na oddech pomidzy mocnymi, nieustpliwymi
pchniciami. Jest niezmordowany.
Zaciska donie na moich biodrach i przyciga je do siebie w
odpowiedzi na kade mocne pchnicie, wbija si we mnie do
absolutnego maksimum. Trac poczucie rzeczywistoci. Nie
istnieje nic poza Jessem, jego brutalnym atakiem i tsknicym
za nim moim ciaem. Trac rozum.

odek mi si kurczy, gdy narasta we mnie orgazm, naglony


bezwzgldnymi ruchami Jessego.
- Jeszcze nie, Avo - przestrzega mnie.
Skd wiedzia? Duej ju nie wytrzymam. Eksploduj lada
chwila. Sysz, jak nasze spocone ciaa zderzaj si z hukiem,
Jesse sapie chrapliwie. Koncentruj si na stumieniu
gwatownej potrzeby, by si uwolni, rozkosz graniczy z
blem. Jestem niewolnic potrzeb mojego ciaa.
Nagle Jesse wycofuje si i zostawia mnie pust. Co on robi?
Kwil cicho, gdy moc orgazmu sabnie, ju mam na niego
krzykn, gdy wsuwa palec pomidzy moje poladki.
Sztywniej od stp do gw.
O nie!
- Moesz to zrobi, Avo. - Przesuwa palec pomidzy moje
uda, zbiera wilgo, po czym znw wsuwa go pomidzy
poladki. - Rozlunij si, zrobimy to powoli.
Rozluni si? Nie mog si rozluni! Otacza palcem odbyt,
wszystkie moje minie zaciskaj si, mimowolnie opierajc
si inwazji.
- Avo, rozlunij si - powtarza z naciskiem.
- Prbuj, do cholery! - sycz. - Daj mi chwil, do diaba! Moe si stukn w gow, jeli myli, e wci bd milcze!
Sysz jego cichy miech, muska palcem moj echtaczk,
znw budzc we mnie rozkosz.
- Nie wyraaj si - ostrzega mnie. Koncentruj si na
gbokich, kontrolowanych wdechach.
- Nie potrzebujesz lubrykantw albo czego podobnego? pytam zadyszana.
- Jeste mokrzuteka, Avo. To wystarczy. Nie najlepiej ci
wychodzi wypenianie polece, wiesz? - Penetruje mj odbyt
kciukiem, przygryzam wargi. - Rozlunij si, kobieto.
- O Boe, to bdzie bolao, prawda?

- Tak, na pocztku. Musisz si rozluni. Spodoba ci si, gdy


ju znajd si w rodku. Zaufaj mi.
Niech to szlag!
Nadal masuje mj odbyt, gdy opuszczam gow, dysz i poc
si z nerww. Jego do opada na mj kark, zaczyna masowa
napite minie, podczas gdy ja tocz ze sob dyskusj.
Przenosi do na moje poladki, delikatnie je rozchyla, czuj,
jak naciera na mnie wilgotna gwka jego erekcji.
Niech to szlag!
- Spokojnie, kochanie. Pozwl na to - mruczy, powoli
rozprowadzajc wilgo wok odbytu.
Oddychaj, oddychaj, oddychaj.
Naciska mocniej, napicie sprawia, e instynktownie si
uchylam. Kadzie do na moim ramieniu, by mnie
unieruchomi, drug powoli wprowadza si we mnie.
Zaczynam si trz pod wpywem narastajcego napicia.
- Wanie tak, Avo. Ju prawie jestemy u celu. - Jego gos si
rwie, jego do poci si na moim ramieniu, palce si zaciskaj.
Naciera na mnie ze zduszonym jkiem, przeamuje barier
mini i wsuwa si we mnie gboko.
- Cholera jasna! - krzycz. To strasznie boli!
- O Boe, jeste taka ciasna! Przesta z tym walczy, Avo.
Rozlunij si!
Dysz ciko, zawieszona pomidzy rozkosz a agoni. Czuj
si taka wypeniona, e nie potrafi tego opisa, bl jest
ogromny, lecz rozkosz... O Boe, rozkosz take jest nie do
opisania, w ogle si jej nie spodziewaam. Moje ciasne
minie wok niego sprawiaj, e czuj kad pulsujc yk
i kady spazm jego erekcji. Moje ciao rozlunia si nieco,
napicie narasta, a w jego miejsce... atakuje mnie czysta
rozkosz.
- Jezu, wspaniae uczucie. Porusz si teraz, dobrze?

Kiwam gow, biorc gboki oddech; zaciskam palce na


blacie, jego do opuszcza moje rami i przesuwa si na drugie
biodro. Nie wzdrygam si, gdy mnie tam dotyka. Jestem zbyt
zajta przygotowywaniem si na to, co ma nadej.
- Naprawd powoli, Avo - jczy, wycofujc si ze mnie.
- Jezu, Jesse! - Jeli kae mi si zamkn, naprawd si
wkurz.
- Wiem. - Zanurza si we mnie powoli, miarowymi
pchniciami. Rozpadam si na kawaki. To przechodzi moje
wyobraenie. Nigdy nie sdziam, e mogabym si poczu w
tej pozycji inaczej ni spronie i le. Myliam si. On si ze
mn kocha i to jest dobre uczucie. Jestem oszoomiona. Moc, z
jak mnie bierze, sprawia, e mj odek zawizuje si w
supe. Jedno municie echtaczki posaoby mnie do gwiazd.
- Jeste wspaniaa, Avo. - Jczy chrapliwie, znw nacierajc. Mgbym to robi ca cholern noc, lecz nie wytrzymam
duej.
Odpowiadam na jego pchnicia, zapraszam go, by zwikszy
tempo. Nieoczekiwana rozkosz jest wrcz nierzeczywista,
pdz ku gwatownemu orgazmowi. Jestem zdumiona tym, e
to robi. Potrzebuj wicej.
- Nie przestawaj - wypowiadam sowa, ktrych nigdy bym si
po sobie nie spodziewaa.
- Dobrze, kochanie. Jeste blisko?
- Tak! - krzycz, nacierajc na niego. Oddech winie mu w
gardle, jedn do kadzie na moim ramieniu, drug muska
wntrze mojego uda. - Mocniej! - krzycz. Potrzebuj tego.
- Do diaba, Avo! - krzyczy, wbijajc si we mnie. Zaciska
palce na moim ramieniu, obejmuje moje ono i palcem zatacza
kka na pulsujcej echtaczce.

Odrzucam gow do tyu.


- Ju! - krzycz.
- Zaczekaj!
Krci mi si w gowie, czuj, jak jego czonek puchnie i drga.
Jestem oszalaa z rozkoszy, zaraz zemdlej, gdy on krzyczy:
- Teraz! - Odnajduj spenienie.
ciany wiruj wok mnie, opadam na blat, ramiona unosz
nad gow i zabieram Jessego ze mn. Nie jest lekki, lecz
jestem tak ociaa z rozkoszy, e czuj tylko jego twardy,
wilgotny tors przyciskajcy mnie do granitu, jego gorcy,
ciki oddech we wosach i jego pulsujcy czonek gboko w
moim wntrzu. Przechodz go spazmy, moje minie kurcz
si przy kadym paroksyzmie, ktry z niego emanuje,
wypompowujc go a do ostatniej kropli nasienia, gdy leniwie
wbija we mnie resztki swojego orgazmu.
Odpywam.

Rozdzia 9
Dobrze si czujesz? - szepcze mi do ucha.
- Wolno mi ju mwi?
Pochyla si i ciska moj ko biodrow, wzbudzajc we mnie
dreszcz.
- Nie bd taka mdra.
- Jestem naprawd dobrze wypieprzona - wzdycham.
- Avo, prosz, nie wyraaj si - przestrzega mnie, biorc mnie
w ramiona.
- To prawda.
- Wiem, lecz nie musisz przeklina. Nienawidz, jak
przeklinasz.
Marszcz brwi.
- Ja musz znosi twoje przeklinanie.
- Ja przeklinam, tylko gdy mnie wkurzysz, moja droga.
Wzdycham.
- No, dobrze.
Przez dugi czas leymy wyczerpani, prbujc odzyska
oddech. Jego cikie ciao przyciska mnie pasko do
granitowego blatu, z radoci witam chd na poladkach,
obserwujc, jak jego gorcy oddech muska lnic
powierzchni, pokrywajc j mgiek. Dryfuj z dala od
rzeczywistoci, ton w nagej fali uczucia. Jestem

wyczerpana, fizycznie i emocjonalnie, wpadam w jeszcze


wiksze tarapaty.
- Jesse?
- Hm?
- Ile masz lat? ciska moje rami.
- Dwadziecia dwa.
Przewracam oczami. Jeli on ma dwadziecia dwa lata, to ja
jestem Matka Teresa. Umiecham si do siebie. Po tym, w
czym wanie wziam udzia, to mao moliwe. Uwalnia mnie
powoli, gdy si ze mnie wysuwa, atakuje mnie uczucie pustki.
Cauje moje plecy, rozdziela nas, odrywajc od siebie nasze
ciaa. Ogarnia mnie chd.
- Chod tutaj - szepcze, obejmujc mnie w talii. Nie dotyka
moich bioder.
Opieram donie pasko na granicie i unosz si, a gdy w kocu
odrywam si od niadaniowej lady, odwracam si, by na niego
spojrze. Moje oczy staj si ogromne na widok jego
wzwiedzionego czonka.
Unosi mnie do pozycji siedzcej, staje pomidzy moimi
udami, podnosi w gr moje rce i zarzuca je sobie na szyj, po
czym opiera donie na mojej talii.
Patrzy mi prosto w oczy.
- Dobrze si czujesz?
Umiecham si do jego przystojnej twarzy.
- Tak.
- To dobrze. - Pochyla si i bierze mnie w objcia,
rozkoszujc si zapachem mojej szyi. - Jeszcze z tob nie
skoczyem.
Otaczam jego tali nogami, ciskam go udami.
- Zauwayam.
- Taki masz na mnie wpyw - mwi, wzruszajc ramionami.

Niemoliwe, bym tylko ja tak na niego dziaaa, lecz


przyjmuj komplement. Ukrywam twarz na jego ramieniu i
muskam nosem jego szyj. Pachnie tak adnie.
- Jeste godna? - pyta, muskajc kykciami mj policzek.
- Troch. - Wzruszam ramionami.
- Troch - mruczy, unoszc kciki ust. Jego oczy rozbyskuj,
gdy si umiecham. - Masz impertynencki umiech. Podoba mi
si. - Cauje kcik moich ust.
- Niech to szlag! - Krzywi si, gdy tylko te sowa padaj z
moich ust.
Odchyla si, otwierajc szeroko oczy.
- Jzyk! - cedzi przez zby, zaciskajc wargi. - Co si stao?
- Powiedziaam Kate, e wracam do domu. - Nie zadzwonia,
chyba e nie syszaam telefonu. - Musz do niej zadzwoni.
Potrzebuje mojego samochodu, by odwiedzi babci w
Yorkshire.
Wierc si, by si uwolni, a on w kocu puszcza mnie,
marszczc brwi. Sigam po torebk, przetrzsam j, znajduj
telefon i pisz Kate wiadomo, by wyjani, e jestem w
drodze. Dodaj te postscriptum na kocu, e nie ma adnej
dziewczyny. Wycigam dinsy z walizki.
- Musz ju i.
- I? - wybucha. Wzdrygam si.
- Mam tylko jeden komplet kluczykw, Kate ich potrzebuje wyjaniam. Strzepuj dinsy i wkadam nog do nogawki. Nie
zamierzam kopota si bielizn. - Och! -Z mojego garda
wyrywa si pisk, gdy nagle podrzuca mnie w powietrze i
przewiesza sobie przez rami. - Co ty robisz? - Mam przed
sob jego twardy, opalony tyek, gdy odwraca si bez sowa i
przechodzi przez salon. - Do

diaba! Jesse, postaw mnie! - Zrywa, ze mnie dinsy, rzuca je


na ziemi i wymierza mi klapsa. - Au!
- Jzyk!
Drzwi uderzaj w otynkowan cian, gdy otwiera je
kopniakiem, znajdujemy si w sypialni. Tu te krluj czer i
biel. Opuszcza mnie na morze luksusowej, biaej baweny.
Pachnie bosko, jak czysta woda... jak on.
Nie mam czasu, by otrzsn si ze zdumienia. W
na-nosekundzie znajduje si pomidzy moimi udami, wciska
moje nadgarstki w materac po obu stronach gowy, jego
ramiona niczym stemple podtrzymuj grn poow jego ciaa.
Jezu, ten mczyzna potrafi si szybko porusza. Wci nie
jestem pewna, gdzie i jak si znalazam. Rozpoznaj tylko
budzce si w dole brzucha zniecierpliwienie.
liska gwka jego czonka askocze wejcie do mojej
pochwy, serce gwatownie tucze si w mojej piersi, gdy
prbuj skupi si na jego wzroku. Wpatruje si we mnie z
mieszanin gniewu i zdumienia. Oszala?
- Nigdzie nie pjdziesz, do diaba - warczy, poruszajc
biodrami. Wbija si we mnie jednym ruchem, rozcigajc mnie
do granic wytrzymaoci.
Oboje krzyczymy, gdy rozpoczyna si penetracja. Siga tak
gboko, natychmiast obejmuj kady jego centymetr.
Nieruchomieje na par sekund, jego gowa opada, usta mikn,
po chwili zbiera si w sobie, patrzy mi prosto w oczy, wycofuje
si ze mnie, po czym znw naciera z gonym krzykiem.
Odrzucam gow do tyu z jkiem.
- Patrz na mnie! - Jego gos zamienia si w pierwotny jk.
Zwracam na niego oczy, gdy zamiera we mnie. Dysz jak
odwodniony pies.
- Tak lepiej. Potrzebujesz upomnienia? - pyta.

Upomnienia? Jeli zamierza mi przypomnie, jakie to


uczucie, gdy jest we mnie, odpowied brzmi: tak! Poruszam
biodrami, by sprowokowa go do akcji, trzs si i pon.
Patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
- Odpowiedz na pytanie, Avo.
- Prosz. - Nie mog uwierzy, e go bagam, lecz w tej chwili
moe zrobi ze mn wszystko, zada wszystkiego.
Umiecha si tym znaczcym, pewnym siebie umiechem, po
czym wdziera si we mnie.
- Jeste moja, Avo? jczy. Zaciskam powieki, krzyczc z
rozkoszy. - Otwrz te cholerne oczy!
Och, nie mam na to siy. Z trudem rozchylam powieki, gdy
wchodzi we mnie raz po raz w niewybaczalnie mocnym,
szybkim tempie. To zdumiewajce. Nasze zlane potem ciaa
zderzaj si, oddech winie mi w gardle, gdy prbuj
kontrolowa napicie, ktre wzbiera w moim onie. Pomimo
gwatownych ruchw nie odrywa ode mnie wzroku. Otaczam
nogami jego tali, wypycham lekko biodra, przyjmuj go
gbiej, stajc na krawdzi wybuchu.
- Jezu, Avo. Dobrze si czujesz? - Wymusza z siebie sowa
pomidzy szorstkimi okrzykami.
Gdy uwalniam nadgarstki z jego mocnego ucisku, wbija
pici w materac.
- Nie przestawaj! - krzycz, wbijajc paznokcie w jego liski
biceps. Prbuj si go trzyma, ponaglam go, by krzycza
goniej i atakowa mocniej. Odrzucam gow do tyu
rozpaczliwie. Nie potrafi obj rozumem tej mocy i kontroli.
- Do diaba, Avo. Patrz na mnie!
Przechylam gow, nasze oczy si spotykaj. Jego renice s
ogromne i szkliste, niemal nie wida tczwek, marszczy
czoo, z jego skroni leje si pot. Kad donie

na jego potylicy, wplatam palce w zmierzwione wosy,


przycigam do siebie jego gow, by nasze wargi si spotkay,
jzyki stoczyy walk, gdy nie przestaje kara mnie ruchami
bioder.
Nie mog si duej wstrzymywa.
- Jesse, finiszuj - sapi w jego wargi. Trzymam si go tak
kurczowo, e trac czucie w koniuszkach palcw.
- Do diaba! Razem, dobrze? - warczy przez zacinite zby,
naciera na mnie jeszcze kilka razy, po czym krzyczy: - Teraz!
Bariery puszczaj - sptany ciar w moim onie, ucisk w
pucach i ogie w brzuchu - wszystko to uwalnia si w
gwatownym przypywie napicia i bardzo gonym krzyku.
- Jezu Chryste! - krzyczy Jesse, wypychajc biodra z potn
si po raz ostatni. Nieruchomieje nade mn.
Czuj, jak jego pomie tryska do mojego wntrza, owijam si
wok niego i zamykam oczy z wyczerpania. Opiera si na
okciach, nie moe zapa tchu, ocieka potem, wycofuje si ze
mnie powoli, po czym znw wchodzi we mnie gboko dugim,
wywaonym pchniciem. Moje minie zaciskaj si wok
niego, wypompowujc z jego czonka resztki spenienia. Nie
mog zebra myli. Ten mczyzna da mi cztery
niewyobraalnie mocne orgazmy w mniej ni cztery godziny.
Jutro nie bd moga chodzi.
Le pod nim zaspokojona i zwiotczaa, dysz ciko,
wszystko mnie boli z wysiku, moje powieki staj si cikie.
Jesse opiera czoo na moim czole, zaciskajc oczy. Wij si
pod nim, by przyku jego uwag, jego czonek dry we mnie.
Otwiera oczy i unosi gow, by skupi na mnie wzrok.
Przyglda mi si przez chwil, opada na moje wargi i wyciska
na nich najdelikatniejszy z pocaunkw. Wzdycham, gdy
przygniata mnie ciarem torsu, ktre-

go jestem tak spragniona. Otaczam ramionami jego plecy i


opieram podbrdek na barku. Nadal wstrzsaj nim dreszcze,
gdy ukrywa twarz w zagbieniu mojej szyi i muska wargami
pulsujc yk.
Nigdy w yciu nie czuam si tak zadowolona. Wiem, e to
tylko seks i jego efekty, lecz to najlepsze uczucie na wiecie.
Musi takie by. Gwatowno tego mczyzny uzalenia, jego
czuo jest sodka, a ciao perfekcyjne. Jest okazem
doskonaej mskoci.
Wodz palcem po jego plecach, wsuchujc si w jego
spokojny, rwny oddech. pi, a ja uwizam pod jego
potnym ciaem. Gdy zaprzestaj pieszczoty, unosi biodra i
powoli wycofuje si ze mnie. Uczucie jest nieprzyjemne,
auj, e nie zosta ze mn duej - moe nawet na zawsze.
Unosi si na okciach, by na mnie spojrze.
- Upia mnie. - Jego gos jest szorstki.
- Owszem.
Bierze w palce pukiel moich wosw, okrca wok nich
lnicy mahoniowy kosmyk.
- Jeste zbyt pikna - szepcze.
Wpatrujc si w jego senne oczy, przebiegam kciukiem po
zmarszczce na jego czole.
- Ty rwnie.
Umiecha si do mnie mikko, pochyla gow i muska nosem
moje piersi.
- To byo upomnienie, moja droga.
Powoli odkleja si ode mnie i siada na pitach, fala zimnego
powietrza sprawia, e mam ochot znw go na siebie
pocign. Podaje mi obie donie i pomaga mi usi na swoich
udach, otacza ramieniem moje plecy i tuli mnie do siebie.
Plecami opiera si o zagwek, po czym odwraca mnie do
siebie twarz. Kadzie donie na mojej talii i muska kciukami
koci biodrowe, co

wywouje we mnie dreszcz. Unieruchamiam jego donie


wasnymi.
Umiecha si do mnie znaczco.
- Spd ze mn jutrzejszy dzie.
Mam spdzi cay dzie w ku z tym mczyzn? Po
dzisiejszej nocy bd potrzebowa tygodnia, by doj do siebie
- moe nawet duej. Jestem, cakiem dosownie, wypieprzona.
- Mam ju plany - mwi ostronie. Sil si na rozsdek.
Musz si zachowywa niedbale, bo w przeciwnym razie nigdy
go ju nie zobacz. Jest uosobieniem kobieciarza.
Niebezpieczny, enigmatyczny i cakowicie uzaleniajcy.
- Jakie plany? - pyta, wykrzywiajc usta.
- Musz si zaj pewnymi sprawami. - Zaciskam donie na
jego palcach, gdy znw zaczynaj si porusza.
- Jakimi sprawami? - Ma zdezorientowan min.
- Mieszkanie Kate to dla mnie tymczasowe rozwizanie.
Jestem tam od czterech tygodni, wszystko ley wszdzie.
Musz to uporzdkowa, zanim znajd wasne lokum.
- A gdzie mieszkaa cztery tygodnie temu?
- Z Mattem. Cofa si.
- Kim, do diaba, jest Matt?
- To mj byy chopak.
- Byy?
- Tak, byy. - Przez jego twarz przemyka ulga. Co si z nim
dzieje? - Jesse, musz i po mj samochd. Nie mog
pozwoli, by Kate samochodem dostawczym jechaa do
Yorkshire. Ta kupa zomu cay czas charczy i si trzsie, to by
nie byo bezpieczne.
- Nie martw si. Zawioz ci tam rano. Och, w takim razie
zostaj?

- Kate wyjeda koo smej - ostrzegam. Moe nie by


zadowolony, e wycigam go z ka o wicie.
- Koo smej - mamrocze z umiechem. Umiecham si tak
samo, po czym przenosz jego donie na moj tali. Sigam do
gowy i zaczynam wyciga z wosw spinki. Patrzy na mnie,
mruc powieki.
- O co chodzi?
- Mwisz, e nie spdzisz ze mn dnia, a potem wpychasz mi
te cudowne cycki w twarz. Nie grasz uczciwie, Avo. - Muska
palcem mj sutek, ktry natychmiast twardnieje.
Piszcz i api si za pier.
- Hej! Musz wyj spinki z wosw. Wbijaj mi si w skr.
Przyglda mi si z zainteresowaniem, po czym pochyla si,
bierze spink w zby i wypluwa j na ko. Jego usta opadaj
na moje piersi, umiecham si do siebie, gaszczc jego
wilgotne wosy i ignorujc gos w mojej gowie, ktry
przestrzega, bym nie daa si zbytnio ponie zadowoleniu.
Jesse bierze gboki oddech, po czym podnosi gow i wyciska
mikki pocaunek na kadym sutku. Odwracam si na jego
kolanach.
- Ja to zrobi. - Unosi si tak, bym usiada pomidzy jego
nogami, po czym zaczyna palcami przeczesywa moje wosy,
by odnale spinki, wyciga je i podaje mi je przez rami. - Ile
ty ich masz? - pyta, masujc moj czaszk.
- Par. Musz podtrzyma mnstwo wosw.
- Par setek? - pyta z powtpiewaniem. - Prosz, chyba
wyjem wszystkie. - Wyciga spinki z mojej doni i kadzie je
na stoliku przy ku. Przysuwa mnie do siebie, bym moga si
oprze na jego torsie.
To bardzo wygodna pozycja, moje powieki staj si
niewiarygodnie cikie. Mam za sob szalony dzie oraz

maraton seksu z tym intrygujcym mczyzn. Powinnam


sobie i, by unikn porannego skrpowania. Czuj jednak,
jak otacza mnie ramionami, moja gowa opada na jego bark.
Jest mi wygodnie, czuj si taka pica; nigdzie si nie
wybieram.
Wycigam do, by pogaska jego owosion ydk.
- Ile masz lat? - mamrocz, odpywajc w sen. Jego tors unosi
si lekko, gdy wybucha cichym miechem.
- Dwadziecia trzy.
Prycham sennie z niedowierzaniem, lecz nie mam ju si, by
wydoby z niego prawd. Moje powieki opadaj.

Rozdzia 10
Budz si w tej samej pozycji, w ktrej zasnam, tyle e
okryta pledem. Nadal otaczaj mnie ramiona Jessego, w
powietrzu unosi si ciki zapach seksu.
Rozgldam si po pokoju, zerkam na zegarek, sysz
spokojny, rwny oddech Jessego. Nie chc si wierci i go
obudzi, lecz naprawd musz skorzysta z azienki.
Delikatnie odrywam jego ramiona od mojego lepkiego ciaa.
Jczy przez sen, a ja umiecham si do siebie, zaskoczona
brakiem wyrzutw sumienia. Nie czuj adnej skruchy ani
przeraenia. Nie mam jednak zamiaru przedua pobytu. O
nie, moje bdzie na wierzchu.
Ju myl, e uczyniam jaki postp, gdy nagle jego ramiona
zaciskaj si wok mnie niczym imado, skutecznie mnie
unieruchamiajc.
- Nawet o tym nie myl, moja droga - mruczy, jego gos jest
szorstki od snu.
Chwytam jego przedramiona w donie, by je odsun.
- Musz skorzysta z azienki.
- Trudno. Wytrzymasz. Bardzo mi wygodnie.
- Nie mog.
- Nie puszcz ci - owiadcza rzeczowo, odsuwajc moje
donie.

Opieram gow na jego ramieniu w gecie desperacji, czuj na


policzku jego wargi, cauj mnie sodko, jego poranny zarost
drapie moj skr. To mie uczucie, lecz nie takiej porannej
reakcji si spodziewaam.
Gdy tylko jego ucisk nieco sabnie, a on angauje si w
pieszczenie mojej szyi, wykonuj ruch, lecz nie zdam nawet
napi mini, by uciec, gdy lduj na plecach z rozoonymi
nogami i nadgarstkami przycinitymi do materaca. Jesse
patrzy na mnie, jego oczy byszcz rozbawieniem. Och, tak,
jest bardzo z siebie zadowolony, wyglda wspaniale ze
zmierzwionymi wosami i cieniem zarostu na szczce.
Moje ciao reaguje na niego instynktownie, bl w pcherzu
szybko zostaje zastpiony pulsowaniem w moim onie, moje
serce skacze gdzie pomidzy mostek a gardo. Jego poranny
zapach to mieszanina czystego potu i tego uderzajcego do
gowy wieego aromatu wody, ktry tak lubi. Brakuje mi
tchu. Musi myle, e jestem taka atwa.
C, jestem... przy nim. Pociera nosem mj nos.
- Dobrze spaa?
Zebrao mu si na pogawdk?
- Bardzo. - Sugestywnie poruszam biodrami; unosi brwi, jego
wargi dr.
- Ja rwnie.
Czekam, by obj dowodzenie. Przyglda mi si uwanie,
pochyla si nade mn powoli, a gdy nasze wargi w kocu si
spotykaj, z mojego garda wyrywa si jk, otwieram usta
zachcajco, dr mimowolnie, gdy nasze jzyki si splataj.
Jesse si nie spieszy, uwodzi moje usta, wycofujc si od czasu
do czasu, by pocaowa delikatnie

moje wargi. Och, uwielbiam delikatnego Jessego. Milion


kilometrw dzieli go od dominujcego w seksie lorda, z
ktrym zmierzyam si wczoraj.
Usatysfakcjonowany stanem, w jaki mnie wprowadzi,
uwalnia moje nadgarstki, by leniwie pieci moje ciao
czubkiem palca wskazujcego. To wystarczy, bym zacza si
wi i porusza biodrami.
Jego dotyk jest uzaleniajcy. On uzalenia. Jestem
cakowicie uzaleniona.
Obejmuj jego twarde jak skaa poladki i wywieram na nie
nacisk, unoszc ku nim biodra. Oboje jczymy zgodnie w
swoje wargi.
- Cakowicie si w tobie zatracam, moja droga - mamrocze, po
czym odsuwa si, by spojrze mi w twarz, jednoczenie
zanurzajc si we mnie centymetr po centymetrze. Zarzucam
mu ramiona na szyj, zaciskam powieki. Jestem cakowicie
wypeniona.
Nieruchomieje, dajc mi czas, bym do niego przywyka, jego
plecy tej, oddech staje si pytki. Wiem, ile musi go to
kosztowa.
- Spjrz na mnie, Avo.
Otwieram oczy. Zaciska szczk, zmarszczka na jego czole
jest gbsza ni zazwyczaj, jego zielone oczy pon. Poruszam
biodrami, by da mu zna, e wszystko w porzdku; na moje
zaproszenie wycofuje si powoli, a do granicy, po czym
kawaek po kawaku zanurza si w najgbsz cz mnie - tam
i z powrotem, tam i z powrotem.
- Hm. - Z mojego garda wydobywa si jk, gdy bior gboki
oddech.
- Uwielbiam uprawia z tob leniwy seks - szepcze. Celowe,
miarowe pchnicia cakowicie pozbawiaj
mnie kontroli nad sob. Wypycham biodra, by wyj na

spotkanie penetracji, wcigam go gbiej i dalej. Uczucie jest


wyjtkowe.
- Dobrze ci, Avo? - pyta cicho. Przecie zna odpowied. Nie
odrywa ode mnie wzroku, a ja jestem zdumiona tym, e nie
przeraa mnie taka intymno. Jakby tak wanie miao by.
- Tak-wyznaj.
- Szybciej?
- Nie, wanie tak, prosz, wanie tak. - Jest idealnie. Twardy,
potny, apodyktyczny Jesse jest wspaniay, lecz teraz jest
doskonale.
Jego oczy zachodz mg, gdy patrzy na mnie, nie
przerywajc penetracji. Pragn, by mnie pocaowa, lecz jemu
wystarcza, e na mnie patrzy; otaczam nogami jego poladki i
przesuwam donie w gr i w d jego ramion delikatnie
niczym pirko.
Zamiera na chwil, zbiera w sobie siy, wpatrujc si we mnie
badawczo.
- Wystarczy ju tego leniwego seksu - mruczy, nacierajc na
mnie gwatownie, wdzierajc si w najgbsze zakamarki
mojego ciaa. Nie daje mi czasu, bym do tego przywyka.
Wydaje okrzyk, wycofuje si, po czym powtarza ten
rozkoszny ruch, wycofuje si powoli i uderza mocno. Rozkosz
przetacza si przeze mnie falami, wysyajc mnie na orbit.
Jego pchnicia s wymierzone i dokadne. Docieram do
granicy wytrzymaoci. Zaciskam palce w pici w jego
wosach, przycigam do siebie usta, przebiegam jzykiem po
dolnej wardze i przygryzam j lekko. Znw we mnie wchodzi,
jego twarz teje, gdy zaczyna mnie namitnie caowa.
- Nigdy ci nie wypuszcz - informuje mnie pomidzy
pocaunkami.

- Nie chc, by to zrobi.


Nagle nieruchomieje, przerywa rytmiczne ruchy, ktre
doprowadziy mnie niemal do szalestwa; wykrzywiam wargi,
aknc orgazmu. Nadal jest we mnie zanurzony po nasad,
unosi gow i spoglda na mnie. Na jego twarzy maluje si
dezaprobata, ktra natychmiast wyrywa mnie z rozmylenia.
Nie powinnam tego mwi. Daam si ponie chwili, to
wszystko. Odwracam gow. Wszystko zniszczyam.
- Spjrz na mnie, Avo. - Niechtnie patrz na niego, jego
twarz agodnieje. - Odbdziemy t rozmow, gdy bdziesz
moga rozsdnie myle i nie bdziesz oszalaa z podania. Wycofuje si a po czubek grubego czonka i zawisa nade mn.
Ma racj; przy nim nie myl rozsdnie, zwaszcza w takiej
pozycji. Obezwadnia mnie rozkosz i zmusza do
wygadywania bzdur.
Muska jzykiem moj doln warg, zaczyna ciko dysze,
po czym znw we mnie wchodzi, przywracajc ycie mojemu
ciau. Moja skra ponie, gdy naciera na mnie powoli i mocno,
tak gboko, jak tylko moe. Wygadzam domi jego wosy,
przycigam jego gow i poeram jego wargi.
- Zaraz dojd - mruczy. - Dojd ze mn, Avo. Daj mi to.
Po trzech kolejnych pchniciach w mj umys wkrada si
pustka, w mojej gowie eksploduj fajerwerki. Zaczynam
gono krzycze.
- Wanie tak, skarbie - cedzi przez zby, po czym docza do
mnie, gdy moje okrzyki cichn, zastpione przez dugi, niski
jk. Jego czonek si wydua, podryguje we mnie, po czym
wypuszcza we mnie kolejne porcje gorcego, mokrego
nasienia. Jesse opada na mnie, miady mnie

biodrami, by si upewni, e oprni kad czstk siebie.


Leymy w pltaninie koczyn, ciko walczc o oddech.
- Nie wiem, co powiedzie - szepcze do mojego ucha. Jeszcze
nie odzyskaam przytomnoci, lecz sysz go
gono i wyranie, nie wiem, co o tym myle. Chyba oboje
powiedzielimy za duo. To si zdarza, gdy czowiek daje si
ponie chwili. Podanie i napicie przejmuj wadz i bez
udziau mzgu przedziwne sowa wylatuj z ust.
Po kilku minutach ciszy mj dyskomfort staje si wrcz nie
do zniesienia, zaczynam porusza si pod nim.
- Czy teraz mog skorzysta z azienki? - pytam. Zsuwa si ze
mnie, po czym z wysikiem opada na
ko. Nie mam pojcia, co budzi w nim tak frustracj.
Bez sowa biegn po biaym dywanie do azienki, zamykam
za sob drzwi. Wiem, e ledzi kady mj krok. Czuam jego
wzrok na nagich plecach. Nieuniknione skrpowanie zostao
opnione, lecz w kocu nadeszo. Teraz si mci.
Korzystam z toalety, myj donie, po czym przez kilka chwil
zbieram w sobie siy. Otwieram drzwi, Jesse nadal ley na
plecach nagi i wpatruje si we mnie. Nie wiem, co mam robi.
- Musz ju i. Kate pewnie si zastanawia, gdzie jestem.
Przygryza gniewnie warg, trybiki w jego mzgu podejmuj
prac.
- Moe chciabym ci tu zatrzyma.
- Potrzebuje mojego samochodu. - Chc zachowa zdrowy
rozsdek i wyj, lecz jednoczenie tego nie chc. -Zawieziesz
mnie?
Umiecha si do mnie szeroko, a mnie natychmiast poprawia
si nastrj, niezrczno pryska tak po prostu.
- Co si mwi?

- Prosz - umiecham si, a on podrywa si z ka.


- Grzeczna dziewczynka. Daj mi pi minut.
Klcz i zbieram odamki szka z podogi, gdy Jesse wychodzi
z azienki. Podnosz gow, ma na sobie grube beowe szorty,
biae polo od Ralpha Laurena - z postawionym konierzykiem i niebieskie conversy. Woski na jego nogach s niemal biae,
podkrelaj jego lekk opalenizn. Nie ogoli si, lecz jasny
zarost nie zakrywa jego przystojnych rysw. Klcz z
otwartymi ustami i czuj si zdeprawowana. Jestem
zdeprawowana.
Staje przede mn i umiecha si. Wyglda modziej. Mam
ochot na niego skoczy, lecz mam w doni peno odamkw, a
poza tym oboje jestemy ubrani i spnieni, opieram si wic
pokusie.
- Musz i - powtarzam, prbujc zignorowa mskie pikno
przed moimi oczami.
- Prosz. - Wyciga obie donie przed siebie, bym podaa mu
szko. - Trzeba byo to zostawi, Avo. Moga si skaleczy. Wrzuca odamki do zlewu. - Pniej to posprztam. - Wkada
okulary, bierze kluczyki i moje torby, po czym apie mnie za
rk i prowadzi do drzwi.
- Pracujesz dzisiaj? - pytam.
- Nie, w cigu dnia w Rezydencji niewiele si dzieje. - Mruga
do mnie, a ja si rozpywam. Jest taki szelmowski, uwielbiam
to.
Gdy otwiera drzwi, stajemy twarz w twarz z dwoma
niechlujnie ubranymi mczyznami w niebieskich mundurach.
Napisy wyhaftowane na ich piersiach gosz: B&C
Przeprowadzki".
- Pan Ward? - pyta jeden z nich; jego te zby wskazuj, e
pali co najmniej pidziesit papierosw i pije co najmniej
dwadziecia filianek kawy dziennie.

- Kartony z pustego pokoju id pierwsze. Moja gospodyni


przyjdzie za par minut, by pomc z reszt. - Cignie mnie na
korytarz, zostawiajc mczyzn i jego wsplnika, by poradzili
sobie sami. - Uwaajcie na sprzt rowerowy i motocyklowy! krzyczy jeszcze za nimi.
- Masz gospodyni? - Nie wiem, dlaczego czuj si tym
zaskoczona. Facet kupi penthouse w Lusso za dziesi
milionw dolarw. Musi by bogaty jak Krezus.
- To jedyna kobieta, bez ktrej nie mgbym y -odpowiada
nonszalancko. - W przyszym tygodniu jedzie do Irlandii
odwiedzi rodzin. Wtedy wszystko si rozsypuje.
Docieram do samochodu w rekordowo krtkim czasie, Jesse
ze swobod manewruje w porannym ruchu. Kierowcy wok
nas wydaj si bardziej skorzy do ustpstw na widok astona
martina i kilku gestw. Wkada moje torby do baganika, a ja
sprawdzam telefon. Dziesi po smej. Pisz szybko
wiadomo do Kate, by j poinformowa, e jestem w drodze;
podnosz gow i dostrzegam, e Jesse si we mnie wpatruje.
Nawet przez ciemne okulary -w ktrych wyglda nieziemsko czuj na skrze jego sugestywne spojrzenie.
Otwieram drzwi kierowcy w moim mini, wsiadam do rodka i
zapalam silnik, Jesse kuca przede mn.
- Zabior ci na lunch.
- Mwiam ci ju, mam mas roboty. - Nie zamierzam da si
rozproszy szelmowskiemu Jessemu, cho jest bardzo
przekonujcy.
- W takim razie na kolacj.
- Zadzwoni do ciebie pniej. - Spdziam z nim ca noc,
kocha si ze mn do nieprzytomnoci, potrzebuj czasu, by
doj do siebie.

Zwiesza ramiona i wykrzywia wargi.


- Odmawiasz mi?
- Nie, mwi, e do ciebie zadzwoni.
Opiera do na moim udzie i wyciska gorcy pocaunek na
moich wargach, pozbawiajc mnie tchu.
- Tylko zadzwo - mwi, po czym odchodzi swobodnym
krokiem. To by pocaunek z serii: patrz, co tracisz. Zadziaa.
- Ile masz lat, Jesse? - krzycz za nim.
Odwraca si, idzie tyem, umiechajc si nieznacznie.
- Dwadziecia cztery.
Silnik jego samochodu budzi si z rykiem, Jesse rusza z
piskiem opon niczym nastoletni rajdowiec. Moe ma
dwadziecia cztery lata. Czasami wanie tak si zachowuje.
Wbiegam przez frontowe drzwi na schody, Kate suszy wosy
na pitrze. Jest podenerwowana, co oznacza, e si spnia. Na
mj widok wycza suszark i umiecha si od ucha do ucha.
- Mio spdzia noc? - pyta, unoszc brew. Nagle przestaje
si spieszy.
- Byo w porzdku. - Wzruszam ramionami, mimowolnie
bawic si kosmykiem wosw. Nie mog powstrzyma
szerokiego umiechu, ktry wypywa na moje usta.
- Ha! - woa Kate. - Gadaj.
- Tak, to bg. Nie bd kama. Jest te nowym wacicielem
penthouse'u.
- Nie artuj! Jest rozkoszny i superbogaty? Umiecham si
twierdzco.
- Przepraszam, jeli ci zmartwiam, nie wracajc do domu.
Zostawiam ci wiadomo.
- Nie wycigaam telefonu. Zreszt, patrzy na ciebie w taki
sposb, e martwiam si tylko tym, czy bdziesz

moga dzi chodzi. - Wybucha miechem, kadzie suszark


na pododze, po czym wchodzi do swojej superczystej azienki.
- Jeli si nie myl, kulejesz!
Id za ni, opadam na jej idealnie zasane ko.
- Jezu, Kate. Facet ma dowiadczenie. - Ta myl uwiadamia
mi, ilu podbojw musia dokona przede mn. Pocieram twarz
z odraz.
- Chciaa si zabawi bez komplikacji. Wyglda na to, e ci
si udao. Przybij pitk! - Przybija mi pitk w powietrzu, po
czym wychodzi. - Nie ma dziewczyny?
Chciaam zabawy bez komplikacji? Czy to bdzie zabawa bez
komplikacji?
- Nie, lecz Sarah go pragnie. Tyle wywnioskowaam.
- C, w takim razie ma pecha. Musz ucieka. Wrc jutro
po poudniu. Co bdziesz robi, gdy mnie nie bdzie?
Staczam si z jej ka, wygadzam narzut i opuszczam jej
nieskazitelny pokj, zamykajc za sob drzwi.
- Posprztam swoje rzeczy. Mamy jakie worki na mieci?
- Hura! S pod zlewem. - Kate apie torebk i zbiega na d. Dziki za samochd. W razie czego moesz sobie poyczy
Margo. Pa!
Znw nadchodzi poniedziakowy poranek, tyle e tym razem
wszyscy s w biurze. Zazwyczaj kogo brakuje, bo jest na
spotkaniu lub na budowie. Po powrocie Kate z Yorkshire
poprzedniego wieczoru zwinymy si na sofie, podzieliymy
si butelk wina i tabliczk dairy milk, ja wtajemniczyam j w
moje przygody z Lordem, a ona opowiedziaa mi o
zniedoniaej babci.
Teraz siedz w kuchni z Patrickiem i zdaj mu relacj z
postpw prac w nowym domu pani Kent.

- Moe si przeprowadza co rok do koca ycia, jeli o mnie


chodzi, jeli tylko bdzie ci za kadym razem zatrudnia, by
urzdzia dom.
Marszcz brwi.
- Sama nie wiem. Myl, e po prostu lubi mie wok siebie
ekipy budowlane. - Unosz brwi i wybucham miechem.
Patrick mieje si razem ze mn.
- Ta stara koza ma siedemdziesit lat! Moe powinna
zatrudni sobie jakiego chopca do towarzystwa. Wszyscy
wiedz, e pan K. ma mnstwo nimfetek rozsianych po caym
globie. Syszaem z bardzo wiarygodnego rda. - Mruga do
mnie, a ja umiecham si do niego z sympati.
Wiem, e mwi o swojej onie Irene. Jeli w miecie co si
dzieje, Irene na pewno o tym wie. Jest zdeklarowan
intrygantk, mdral i plotkar. Jeli ona czego nie wie, nie
jest to warte zapamitania.
- Och, Van Der Haus chce si z tob spotka w rod
-kontynuuje Patrick. - Naprawd ci chc, kwiatuszku.
- Naprawd? Wybucha miechem.
- Jeste zbyt skromna, moja droga. Sprawdziem twj
kalendarz i wpisaem go na dwunast trzydzieci. Zatrzyma
si w Royal Park. Moe by?
- Jasne. - Odpycham si od blatu, by wrci do biurka. Dokocz kilka rysunkw i napisz do podwykonawcw.
- Jasne, kwiatuszku.
Siadam przy biurku i odbieram wiadomo od Kate, ktra
prosi, bym pomoga jej po pracy z dostawami. Odpisuj od
razu, by odebraa mnie z biura.

Koo poudnia ubieram si, by wyskoczy do delikatesw po


lunch, gdy do mojego biurka podchodzi Tom.
- Przesyka dla Avy! - piszczy, kadc na blacie pudeko.
Co to takiego? Nie spodziewam si adnych katalogw.
- Dziki, Tom. Dobrze si bawie w pitek?
- Zapomnij o moim weekendzie. Powiedz mi lepiej, kim by
ten facet. - Opiera donie na moim biurku i pochyla si ku mnie.
- Jaki facet? - pytam zbyt szybko, cofajc si w fotelu, by
unikn przesuchania przez mojego wcibskiego przyjaciela.
- Twoja reakcja mwi sama za siebie. - Mruy powieki, na
moj twarz wypywa gorcy rumieniec.
- To tylko klient. - Wzruszam ramionami. Uwany wzrok
Toma przesuwa si na moje palce,
ktre bawi si kosmykiem wosw. Szybko je odsuwam i
chwytam dugopis. Musz popracowa nad tym kamaniem.
Jestem w tym naprawd beznadziejna. Tom wypycha jzykiem
policzek, prostuje si, po czym odchodzi.
Co jest ze mn nie tak? Otwieram przesyk, na ksice
owinitej w bibuk ley pojedyncza kalla.
Giuseppe Cavalli, Fotograe, 1936-1961
Otwieram ksik, z ktrej wypada licik. Avo,
jeste jak ksika, ktrej nie potra odoy. Musz
wiedzie wicej. J
Wodz wzrokiem od kwiatu do liciku, zastanawiajc si,
czego moe chcie si dowiedzie. Sam mgby zacz

od wyznania mi paru rzeczy, na przykad tego, ile ma lat.


Marzc na jawie, odtwarzam w gowie kad chwil pitkowej
nocy. Prbowaam zaj myli sprztaniem przez weekend,
lecz nic to nie dao. Rozpaczliwie pragnam do niego
zadzwoni, lecz powstrzymay mnie niedobitki mojej
inteligencji, powtarzajc mi, e czeka mnie tylko
rozczarowanie. Nie chc znale si na asce mczyzny, a
Jessemu Wardowi zbyt atwo si podda. Niechtnie odrywam
myli od Lorda, unosz do nosa kwiat, po czym wrzucam go do
szuflady i bior si do pracy.
O szstej po poudniu Margo z jkiem zatrzymuje si przy
krawniku. Przez chwil siuj si z zardzewia klamk, po
czym wsiadam do rodka, spychajc z siedzenia tuzin
magazynw cukierniczych i puste kubki ze Starbucksa.
- Potrzebujesz nowego samochodu dostawczego. -W
porwnaniu z obdnie czystym mieszkaniem Kate Margo
przypomina nor.
- Cicho, zranisz jej uczucia. - Kate si umiecha. -Miaa
udany dzie? - Mierzy mnie uwanym wzrokiem.
Zwieszam ramiona. Wyjmuj ksik i licik z torebki, po
czym podaj jej. Jej liczna blada twarz marszczy si w
wyrazie niepewnoci, gdy licik spada na jej kolana. Podnosi
go, przebiega wzrokiem, po czym zerka na mnie, otwierajc
usta ze zdumienia.
- Ojej! Lord ma w sobie gbi. - Oddaje mi ksik, by
wczy si do ruchu.
- Owszem. - Zaczynam rozmyla o naszych pogawdkach,
jego zielonych oczach i twardym ciele.
- Jak dobry jest w ku? - pyta Kate swobodnie, nie
odrywajc wzroku od drogi.
Zerkam na ni z ukosa.

- Bardzo - odpowiadam. Najlepszy, zdumiewajcy,


wspaniay! Chc zrobi to znowu i znowu, i znowu!
- Bdzie twoj odskoczni?
Wzdycham, nie odpowiadam na to pytanie, poniewa boj si
przyzna do tego na gos.
Kate wyciga do i ciska moje kolano, umiechajc si
wyrozumiale. Wie, co si dzieje.
Rozdziau
Zwalniamy przed wjazdem w boczn uliczk, Kate zatrzymuje Margo.
- Dobrze. Przesid si do tyu.
- Sucham?
- Do tyu, Ava! - Podkrela powag rozkazu, klepic mnie w
kolano.
- Dlaczego? - pytam, marszczc brwi.
Pokazuje mi ulic, a ja zaczynam rozumie. Patrz na ni,
szeroko otwierajc oczy.
Ma na tyle przyzwoitoci, by zrobi skruszon min.
- Przypiam, wyoyam i zabezpieczyam, lecz ta ulica to
cholerny koszmar. Przez dwa tygodnie robiam ten tort. Jeli
si przewrci, mam przechlapane.
Spogldam na okolon drzewami ulic. Po obu stronach
parkuj samochody, na rodku jest miejsce tylko na jeden pas
ruchu. Nie to mnie jednak martwi, a straszne, czarne, gumowe
progi zwalniajce pooone co dwadziecia metrw. O Boe,
bdzie mn podrzuca jak pensem w suszarce bbnowej.
- Nie moemy go zanie? - pytam zrozpaczonym tonem.
- Ma pi piter, way ton. Po prostu przytrzymaj pudeko.
Bdzie dobrze.

Wzdycham ciko, odpinajc pas.


- Nie mog uwierzy, e mnie do tego zmuszasz -mamrocz,
przechodzc na ty samochodu i otaczajc ramionami wysokie
pudeko na tort. - Nie moga go przypi z boku?
- Nie.
- Dlaczego?
- Po prostu nie mogam. Trzymaj ten cholerny tort! -woa
niecierpliwie.
Obejmuj pudeko cianiej, rozstawiam nogi, by utrzyma
rwnowag, przyciskam policzek do pudeka. Stoimy u wylotu
ulicy, silnik wyje, scena przypomina komediowy skecz.
- Gotowa? - woa Kate. Sysz, e Margo wrzuca bieg.
- Jedmy ju, do diaba - sycz.
Kate wybucha miechem, ruszajc powoli do przodu; po
chwili tu za nami rozlega si klakson.
- Odwal si, frajerze! - krzyczy Kate, gdy uderzamy w
pierwszy prg. Wylatuj w powietrze, wciskam twarz w
pudeko, nogi rozjedaj si pode mn.
- Kate! - piszcz, ldujc na tyku.
- Nie puszczaj pudeka!
Wstaj powoli, chwytam za pudo, gdy samochd podskakuje
na nastpnym wyboju.
- Nie moesz jecha wolniej?
- Musz przyspiesza przed progiem, bo inaczej Margo go nie
pokona! - woa Kate, wjedajc na kolejny prg.
- Niech to szlag! - Znw wylatuj w powietrze i lduj na
pupie z hukiem. - Kate!
Kate zanosi si miechem, co jeszcze bardziej mnie wkurza.
- Przepraszam! - sapie.

- Wcale nie jest ci przykro - odpowiadam, podnoszc si.


Zdejmuj szpilki, by utrzyma rwnowag.
- O nie.
Zdmuchuj wosy z twarzy.
- Co si stao?
- Nie wycofam, czowieku! - syczy. Dostrzegam jaguara,
ktry staje przed nami, na ulicy
jest miejsce tylko na jeden pas ruchu, sytuacja staje si wic
patowa. Wok nas rozlega si wycie klaksonw, Kate dodaje
gazu, znw zbijajc mnie z ng.
- Staranuj ci - ostrzega kierowc jaguara, naciskajc
klakson. - Tort w porzdku?
- Tak! Nie pozwl mu wygra - krzycz, znw ldujc na
tyku. - Niech to szlag!
- Trzymaj si, jeszcze tylko dwa progi.
- O Boe!
Dwa upadki i siniaki pniej parkujemy na ulicy i wycigamy
z samochodu ten gupi piciowarstwowy tort. Kierowca
jaguara trbi, przeklina i macha rkami, lecz go ignorujemy.
Boso pomagam Kate wyj tort i dostarczy go do ogromnej
kuchni pani Link, ktra wydaje przyjcie z okazji szesnastych
urodzin swojej crki. Zostawiam Kate z pani Link, by
dopenia formalnoci, a sama wracam do Margo, by na ni
zaczeka, ignorujc ryk klaksonw.
- Przestaw samochd, ty gupia dziwko! - Agresywny ton
odrywa mnie od szukania butw na pace samochodu. W moim
kierunku zmierza gruby, ysiejcy biznesmen w rednim wieku
z rozwcieczon min.
Niech to szlag, zabije mnie. Zerkam na schody domu pani
Link, lecz drzwi s nadal zamknite.
Zachystuj si ze zdumienia, gdy zostaj mocno odepchnita.

- Prosz mi da pi minut - bagam wzburzonego dupka.


Gdyby Kate tu bya, sam ju siedziaby na tyku.
- Po prostu przesu t cholern kup zomu, ty durna krowo! ryczy mi w twarz; cofam si z odraz.
Wbiegam na krawnik, wpadam w kad dziur w chodniku
po drodze, lecz w kocu docieram do drzwi pani Link.
- Kate! - Dobijam si gwatownie, po czym odwracam si i
umiecham sodko do ysego dupka, ktry w zamian obrzuca
mnie stekiem wyzwisk. Przydaaby mu si terapia gniewu. Kate! - krzycz, tukc piciami w drzwi. Klaksony rycz,
obraa mnie najbardziej rozwcieczony facet, jakiego w yciu
widziaam, boli mnie tyek, a w stopy wbijaj mi si przeklte
kamienie. - Kate! - W dodatku zaczyna mnie bole gardo.
Nagle przychodzi mi do gowy pewna myl. Czy Kate
zostawia kluczyki w Margo? Wracam do samochodu od
drugiej strony, by unikn spotkania z ysym.
On jednak nie zamierza mi na to pozwoli, wpadam prosto na
jego grube, spocone ciao.
- Och! - krzycz, gdy do moich nozdrzy dociera odr
zwietrzaego potu.
Mczyzna chwyta mnie za rami i ciska mocno.
- Jeli zaraz nie przestawisz tej kupy zomu, skopi twj
cholerny chudy tyek.
Prbuj si wyrwa, lecz on tylko mocniej zaciska do na
moim ramieniu, sprawiajc mi taki bl, e mam ochot
krzycze. Zostan zatuczona na mier na spokojnej ulicy w
eleganckiej dzielnicy Belgravia, jutro bd o tym trbiy
wszystkie media. zy paniki napywaj mi do oczu, gdy zostaj
przycinita do ciany furgonetki. Nie mam pojcia, co robi.
- Zabieraj od niej te pieprzone apy! - W powietrzu rozlega si
ryk tak gony, e zagusza huk klaksonw

i odgosy ruchu ulicznego, kolana uginaj si pode mn z ulgi.


Odwracam si w kierunku, z ktrego dochodzi ten utskniony
gos i dostrzegam Jessego, ktry biegnie rodkiem ulicy w
garniturze z mordem w oczach.
Och, dziki Bogu! Nie wiem, skd si wzi i nie obchodzi
mnie to. Ogarnia mnie obezwadniajca ulga. Nigdy nie byam
tak szczliwa, e kogo widz, a fakt, e jest to mczyzna,
ktrego znam ledwie tydzie, zdecydowanie powinien da mi
do mylenia.
ysy grubas rwnie odwraca si w kierunku Jessego, na jego
spocon twarz wypywa panika. Czuj, jak ucisk agodnieje.
Grubas mnie puszcza, po czym si odsuwa, nie odrywajc
wzroku od gry mini, ktra biegnie ku nam. Najwyraniej
ma ochot wia. Nie zyskuje jednak na to szansy. Jesse naciera
na niego, odrywa go od asfaltu i ciska nim o ziemi.
Mj Boe! Myliam si. ysy zdecydowanie nie jest
najbardziej rozwcieczonym czowiekiem, jakiego w yciu
widziaam. Pi Jessego lduje na twarzy ysego, tu za ni
poda kopniak w brzuch.
- Rusz ten swj gruby tyek i przepro. - Jesse podrywa go z
ziemi i stawia przede mn. - Przepro! - ryczy.
Zerkam na ysego, ktry sapie i prycha, ma zamany nos,
krew kapie na jego paskudny garnitur. Byoby mi go al, gdyby
nie by takim podym draniem. Jaki mczyzna atakuje w taki
sposb kobiet?
- P.. .prze.. .praszam - duka oszoomiony. Jesse mocno nim
potrzsa.
- Tknij j choby palcem, to urw ci ten pieprzony eb. - Jego
gos jest zowieszczy. - A teraz spieprzaj. -Odpycha grubasa i
apie mnie za rce, by mnie przytuli.

Rozsypuj si. Zamieniam si w gupi mamroczcy wrak,


wybucham paczem i mocz zami jego drogi garnitur, gdy tuli
mnie do twardego, ciepego torsu.
- Trzeba byo wykoczy bydlaka - mruczy. - Hej, nie pacz
ju, bo naprawd si wkurz. - Kadzie do na mojej gowie i
wzdycha w moje wosy.
- Skd si tu wzie? - mamrocz, odsuwajc si. Nie dbam o
to, po prostu ciesz si, e si zjawi.
Zerka na mnie, jakby zawstydzony.
- Ja...
Nie potrafi powstrzyma zszokowanego okrzyku.
- ledzie mnie?
- I dobrze zrobiem - zbywa mnie. - Gdzie jest Kate? Wanie,
gdzie jest Kate? Rozptao si pieko, a jej
wci nie ma. Zabij j, jak tylko naciesz si Jessem.
- Hej, co si dzieje?
Podnosz gow, Kate stoi przed Margo i wpatruje si we
mnie ze zdumieniem.
- Chyba musisz przestawi samochd, Kate - doradza jej Jesse
dyplomatycznie. Nawet si nie spoci.
- Och, dobra. - Kate wzrusza ramionami, obojtna na
wszystko.
Jesse odsuwa si, przesuwa wzrokiem po moim ciele.
- Gdzie masz buty? - pyta, marszczc brwi, jego oczy znw
ciemniej z gniewu, najwyraniej myli, e zgubiam je
podczas przepychanki z ysym.
- Le z tyu. - Pocigam nosem. - W samochodzie -dodaj,
gdy marszczy brwi zakopotany.
Bierze mnie na rce, po czym sadza na krawniku przed
domem pani Link.
- Nawet nie zapytam, jak si tam znalazy.
- Ja je przynios - woa Kate. Powinna, do diaba. Wraca z
moimi butami. - Co si stao?

- Gdzie bya? - pytam krtko. Przewraca oczami.


- Zostaam zacignita na gr na pokaz sukienki. Jest
o wiele za maa, spektakl by bolesny. Dziesi minut zajo
im upchanie dziewczyny w sukni. - Zerka na Jessego, ktry
zabiera moj torebk z siedzenia Margo. - Co si stao? - pyta,
tym razem szeptem. - Wyglda na wkurzonego.
- Doszo do szarpaniny z wacicielem jaguara. -Otrzepuj
kamyki z obolaych podeszew i wkadam szpilki. - Jesse... urywam, zastanawiajc si, czy ledzenie kogo moe by
zakwalifikowane jako stalking. - Jesse tdy przejeda.
- Avo, tak mi przykro. - Kate siada na krawniku
i obejmuje mnie ramionami. - Bogu dziki za Lorda, prawda?
- Sysz wyran aluzj w jej tonie.
- Kate, musisz przestawi samochd, zanim rozpta si tu
wojna. - Jesse podchodzi z moj torebk, wstaj. Do diaba,
bol mnie nogi. Opieram si plecami o cian i wykrzywiam
wargi, gdy poladki spotykaj si z betonem. Jesse marszczy
brwi na widok mojej miny. - Zabieram Av ze sob.
- Czyby? - wypalam. Unosi brwi.
- Owszem. - Jego ton rzuca mi wyzwanie.
- Zobaczymy si w domu. - Kate cauje mnie w skro, po
czym odchodzi, nie spieszc si; odwraca si jeszcze przez
rami i umiecha si.
Ignoruj j i spogldam na wysok, przystojn besti
-wyglda rozkosznie w szarym garniturze i nienobiaej
koszuli. Mruy powieki, patrzc na mnie.
- Czemu si krzywisz?
Prostuj si, znw wykrzywiajc wargi, gdy moje stopy
przejmuj cay ciar ciaa.

- Pupa mnie boli. - Pocieram obolae poladki i wycigam


do po torebk. - Podtrzymywaam tort Kate na pace.
- Nie miaa zapitych pasw?
- Nie. Z tyu samochodw dostawczych zazwyczaj nie
montuj pasw, Jesse.
Krci gow, bierze mnie w ramiona, po czym zaczyna i.
Wzdycham ciko, pozwalam mu na wszystko, skadam gow
na jego ramieniu i zarzucam rce na szyj.
- Nie zadzwonia do mnie. Powiedziaem, e masz
zadzwoni - mruczy oskarycielsko.
- Przepraszam.
- Ja rwnie.
- Za co?
- Za to, e nie przyjechaem wczeniej. Nie rb gupot, Avo. I
dzwo do mnie, gdy ci o to prosz.
Marszcz brwi, a on zerka na mnie, jakby wyczu moj
odpowied na jego reprymend. Umiecha si i muska
wargami moje czoo. Zamykam oczy. Nie mog tego ignorowa. Co si pomidzy nami dzieje, co, co pozbawia paliwa
mj jednoosobowy pojazd.
Jesse zatrzymuje si przed domem Kate, nie dziwi mnie to, e
nie widz nigdzie w pobliu Margo. Ten mczyzna jedzi jak
wariat. Wysiadam z samochodu sama, lecz natychmiast bierze
mnie w ramiona i niesie ciek do frontowych drzwi.
- Mog chodzi. - Wybucham miechem, lecz mnie ignoruje,
wyjmuje mi klucze z doni, gdy docieramy do drzwi, otwiera
je, po czym zamyka za nami nog. Gdy zaczynam si wierci,
stawia mnie na pododze, kadzie donie na mojej talii i
przyciga do siebie.
Unosi mnie na palce, nasze wargi si spotykaj, wzdycham,
zarzucajc mu ramiona na szyj; wsuwa jzyk do

moich ust powoli i spokojnie. Chyba jestem gupia, jeli nadal


myl, e mog mu si oprze.
- Dzikuj za ksik - szepcz w jego wargi. Odsuwa si, by
na mnie spojrze; w jego zielonych
oczach pojawia si rado.
- Bardzo prosz. - Skada niewinny pocaunek na moich
wargach.
- Dzikuj, e mnie uratowae. Umiecha si zawadiacko,
szelmowsko.
- Zawsze do usug, skarbie.
Frontowe drzwi si otwieraj, staje w nich Kate, dostrzega nas
w ucisku.
- Przepraszam - mamrocze, szybko biegnc na gr do
swojego mieszkania.
Jesse mieje si cicho, naciera na mnie biodrami, wywoujc
rozkoszne pulsowanie w moim odku. Oddech winie mi w
gardle, gdy nasze czoa si stykaj.
- Gdybymy byli sami, wzibym ci przy tej cianie i
wypieprzy do nieprzytomnoci. - Znw porusza biodrami, z
mojego garda wyrywa si jk. W mylach posyam Kate do
pieka.
- Potrafi by cicho - szepcz. - Zaknebluj mnie, jeli musisz.
Umiecha si znaczco.
- Krzyczaaby, zapewniam ci. aden knebel by temu nie
zaradzi. - Moim ciaem wstrzsa dreszcz. - A teraz, jeli
chodzi o jutro - dodaje stanowczo - chciabym umwi si na
spotkanie.
- Spotkanie, by mnie przelecie?
- Nie wyraaj si. - Zaczyna si mia. - Chc, by wrcia do
Rezydencji i dokoczya pomiary. Powinna rozpocz prace
nad projektami.

Otwieram usta ze zdumienia, a on pochyla si i wdziera si w


nie jzykiem, atakujc mnie namitnie. Pozwalam mu wzi
wszystko, czego pragnie, kolana si pode mn uginaj, gdy
znw porusza tymi przekltymi, rozkosznymi biodrami.
Ogarnia mnie zagubienie, gdy odsuwa si, dyszc; na krtko
zaciska powieki.
- Nie potrzebuj umawia si wczeniej na pieprzenie si z
tob, Avo. Bd to robi, kiedy mi si spodoba.
Odwraca gow i zerka na schody, wiem, e w duchu rwnie
przeklina Kate za to, e wrcia do domu.
- Rezydencja, w poudnie - owiadcza, muskajc palcem mj
policzek. Kiwam gow. - Grzeczna dziewczynka. - Umiecha
si, przyciska wargi do mojego czoa, po czym odwraca si i
wychodzi.
Zataczam si na cian, prbujc zapa oddech, w gowie mi
si krci. Zakochuj si. Zakochuj si mocno i szybko.
Jestem tym przeraona.

Rozdzia l2
Nastpnego ranka wchodz do biura z hukiem - dosownie.
Potykam si na drewnianej pododze zastawionej pudami,
Tom biegnie ku mnie, na jego dziecicej twarzy maluje si
przeraenie.
- O Boe. Nic ci nie jest? - Wyciga do, by mi pomc,
otrzepuje moj czarn, wsk spdnic i bluzk bez rkaww. Przepraszam ci bardzo. Wanie przenosiem to do magazynu.
- Drepcze wok mnie niczym matka kwoka, mamroczc co o
zdrowiu, bezpieczestwie i statystykach wypadkw.
- Tom, nic si nie stao. Natychmiast zabieraj apy z moich
cyckw!
Natychmiast cofa donie, chichoczc.
- Och, jakie ty masz adne cycki, Czerwony Kapturku!
- Gdyby nie by gejem, musiaabym ci za to spoliczkowa.
- Dzie dobry - dobiega mnie gos Victorii. - Tom, ju nigdy
wicej nigdzie z tob nie pjd - syczy do niego,
przycupnwszy w fotelu.
Przenosz wzrok z niego na ni.
- Co si dzieje?
- Znw mnie zostawi!

Rzucam torebk na biurko i przygldam si Victorii, ktra


miota rnego rodzaju oskarenia na Toma. Na jego twarzy
maluje si poczucie winy. Nie mam ochoty si w to
angaowa, wycigam wic telefon z torebki i odczytuj
wiadomo od Kate.
Wyszam wczeniej, nie chciaam Ci budzi, na wypadek
gdyby nia o swoim lordzie ;-)
Baroque o pierwszej? Musz wrci na 2.30"
Tak, na jawie rwnie o nim ni. Mj zdezorientowany mzg
ucieka w myli, ktre nie pozwoliy mi spa przez ca noc myli, ktre sprawiaj, e mam mtlik w gowie i w sercu.
Wzi mnie, walczy i wygra, lecz nie jestem pewna, czy
jestem gotowa, by znw mu si odda, zwaszcza e tak wiele
da. Jestem rozsdna, chyba e chodzi o niego. Potrzebuj
czasu, by to przemyle, z daleka od niego, by mnie nie
rozprasza swoim dotykiem.
Odpowiadam na e-maile, sprawdzam postpy prac, a w tym
samym czasie wymylam rnego rodzaju wymwki, ktrymi
mogabym nakarmi Jessego. Powinnam zaaranowa
spotkanie, okreli je jako zawodowe i trzyma si tego, co jest
o wiele atwiej powiedzie ni zrobi, gdy jestem blisko niego.
O jedenastej Patrick podchodzi do mnie z kaw ze Starbucksa.
Mogabym go za to ucaowa.
- Cappuccino, mocne, bez cukru i czekolady dla ciebie,
kwiatuszku. - Cmoka mnie w policzek, stawiajc kubek na
moim biurku. - Nie zapomnij, e jutro spotykasz si z
Mikaelem. - Przysiada na moim biurku, ktre znw zaczyna
trzeszcze. Wstrzymuj oddech.
- Nie zapomn. - Podsuwam mu mj kalendarz, aby zobaczy
duy, pogrubiony wpis.
- Grzeczna dziewczynka. Jak postpy w Rezydencji?

Natychmiast oblewam si rumiecem. Nie powiedziaam


Patrickowi o moim drugim spotkaniu, wystarczy jednak, by
przejrza mj kalendarz, by je zobaczy, co wanie robi.
- W porzdku - odpowiadam piskliwie.
- wietnie. Informuj mnie na bieco. - Podnosi si z biurka i
odchodzi, by rozda pozostae kawy.
Mimowolnie sprawdzam, czy pod biurkiem nie ma
poamanych desek ani poluzowanych rub, wydymam policzki
z ulg, gdy inspekcja nie wykrywa adnych uszkodze. Mam
tyle na gowie, e dotychczas nawet nie braam pod uwag, i
Patrick moe dowiedzie si, co robi z panem Wardem poza
godzinami pracy. Mogoby to mie szalenie szkodliwy wpyw
na moj karier. Nie mog tego ryzykowa, tak jak zamanego
serca. Pod wpywem instynktu odpisuj Kate, e si z ni
spotkam, po czym pisz wiadomo do Jessego.
Przepraszam. Musz odwoa spotkanie".
Nie mog go teraz widywa nawet na paszczynie
zawodowej. Bdzie naciska, a ja si ugn. Gdy tylko odkadam telefon i wypltuj palce z wosw, otwieraj si drzwi do
biura, kurier wnosi aranacj z kalli. To ta dziewczyna z Lusso.
Tom pokazuje jej moje biurko, a mnie natychmiast ogarnia
poczucie winy. Wciskam si w fotel. Wanie wystawiam go
do wiatru, a on przysa mi kwiaty. Odbieram przesyk,
podpisuj protok i sigam po licik.
Nie mog si doczeka naszego spotkania.
Ty te powinna.
J"
Ukadam ramiona na biurku i ukrywam w nich gow,
powtarzam sobie, e tak naleao postpi - to rozsdne.

Jego licik tylko potwierdzi, e spotkanie nie miaoby nic


wsplnego z interesami. Do diaba!
Rozdzwania si mj telefon. Nie musz nawet patrze na
wywietlacz, by zgadn, kto dzwoni. Nigdy by nie
zaakceptowa odmowy przez wiadomo tekstow ani adnej
innej odmowy. Dzwonek milknie, lecz zaraz potem rozlega si
sygna wiadomoci.
Z jakiego powodu?"
Czytam to proste pytanie zoone z trzech sw tuzin razy, nie
przychodzi mi do gowy nic, co mogoby go uspokoi, bior
wic byka za rogi i odpisuj prawd.
Daj mi troch czasu. To stao si bardzo intensywne w
bardzo krtkim czasie".
Wychodz z biura o dwunastej czterdzieci pi, by spotka
si z Kate, zignorowawszy jeszcze dziesi pocze od
Jessego, ktry najwyraniej nie jest gotowy, by da mi czas,
ktrego potrzebuj.
W barze panuje tok. Zauwaam Kate w kcie, napoje ju
stoj na stole. Natychmiast wyczuwa moje przygnbienie.
- Powinnam zapyta, co si stao? - mwi, gdy mj telefon
znw zaczyna dzwoni, a ja wzdycham gboko. - Kto to?
- Jesse.
Marszczy brwi.
- Nie odbierzesz? Odchylam si na oparcie krzesa.
- Odwoaam spotkanie z nim. Kate otwiera usta ze
zdumienia.
- Dlaczego?
Zastanawiam si nad pytaniem, lecz to zbyt bolesne.

- Nie jestem pewna... - Zwieszam ramiona. - Nie wiem. Poprzedniego dnia byam taka oszoomiona, pozwoliam, by
jego twardy tors, hipnotyczny gos i mikkie, pontne wargi
odebray mi zdolno logicznego mylenia.
Kate zerka na mnie ze wspczuciem, ktre szybko przeradza
si w zainteresowanie, gdy kto wpada jej w oko.
- Prosz, prosz, przystojniak na trzeciej! Och, patrzy na nas.
Jak moje wosy? Mam polew na twarzy? - Zaczyna nerwowo
otrzepywa policzki domi.
Odwracam si i widz przy barze faceta z Rezydencji, Sama.
Ma wielki umiech na szelmowskiej twarzy, unosi butelk w
toacie na mj widok. Unosz do i odwracam si z powrotem
do Kate.
- Znasz go? - pyta zdumiona.
- To Sam. Poznaam go w Rezydencji. Przyjaciel Jessego.
- Niech to szlag! Jesse naley do gangu przystojniakw. Zaczyna chichota, jej oczy robi si ogromne z podekscytowania. - Hej, idzie tutaj. Przedstaw mnie, prosz!
Krc gow. Kolejna pierwsza randka, w ktr moe wbi
zby. Sam dociera do naszego stolika, umiechajc si i
byskajc doeczkiem. Naprawd jest uroczy z tymi
zmierzwionymi wosami i rozemianymi oczami. Znw ma na
sobie dinsy i podkoszulek. Wida lubi swobodny styl.
- Jak si miewasz, Avo?
- Dobrze, Samie. A ty?
- wietnie. Co sycha u Jessego? - dopytuje z umiechem.
Na moj twarz wypywa rumieniec, cho od razu dochodz do
wniosku, e ze mnie artuje. To kumpel Jessego, na pewno zna
odpowied na swoje pytanie. Wzruszam ramionami, bo
naprawd nie wiem, co powiedzie. Gdy si wczoraj
rozstawalimy, odpala wszystkie swoje

seksualne cylindry, a ja dyszaam jak zdesperowana, rozpustna frajerka. Teraz zapewne jest nieco zdenerwowany, e
odwoaam nasze spotkanie. Nie. Raczej jest wcieky. Tak
mwi mi jego uparte telefony.
Kto mocno kopie mnie w gole, zerkam na Kate, ktra
wykrzywia si do mnie.
- Och, Samie, to jest Kate. Kate, poznaj Sama. - Macham
doni pomidzy nimi, Kate zamienia si w anioa, wyciga
do do Sama, ktry ciska j z umiechem.
- Mio ci pozna, Kate - mwi gadko, przeczesujc drug
doni krcone wosy.
- Ciebie rwnie. - Kate zaczyna chichota, gdy Sam
komplementuje jej dzik rud czupryn, ich donie pozostaj
zczone.
Na mj telefon przychodzi wiadomo; by odseparowa si
jako od ognistego flirtu, ktry rozgrywa si przede mn,
wycigam go z torebki i zerkam na ekran.
Oby miaa DOBRY pieprzony powd, by mnie wystawi
do wiatru. To, e potrzebujesz czasu do takich, nie naley! Oby
kto umiera. Odchodz od pieprzonych zmysw, moja
droga".
Czuj si tak, jakby mj biedny mzg mia zaraz eksplodowa. Co si ze mn dzieje? Kad telefon na stoliku i
podnosz wzrok na Kate, ktra odstawia najlepsze
przedstawienie, jakie w yciu widziaam. Ich donie s nadal
zczone.
W kocu odrywa oczy od Sama i kieruje je na mnie.
- To Jesse?
- Jesse? - powtarza Sam, rwnie odwracajc si w moj
stron.
- Tak - odpowiadam krtko, jakby nie miao to adnego
znaczenia. Podnosz do ust kieliszek z winem.

Siedz tak przez ca wieczno, ignorowana przez Kate i


Sama, ktrzy rozmawiaj i miej si. Mnie to odpowiada,
cho mam przez to za duo czasu na rozmylania. Niedobrze.
Potrzebuj ciszy. Spokoju. Ciszy i butelki wina, gdy poszczuj
serce na mj rozum.
Wstaj, gotowa wrci do pracy, by si czym zaj.
- Kate - umiecham si sodko, gdy odrywa chciwe niebieskie
oczy od Sama. - Nie bya przypadkiem umwiona na drug
trzydzieci?
- Nie - umiecha si do mnie, bijc mnie na gow sodycz.
Mru powieki, podnosz torebk i telefon.
- W takim razie zobaczymy si pniej. Mio byo ci znw
spotka, Sam.
Sam cauje mnie w policzek.
- Tak, ciebie rwnie, Avo. Trzymaj si.
Odwracam si do wyjcia. Przede mn stoi Jesse, mierzy mnie
gniewnym spojrzeniem niczym wcieky pies; wyglda
rozkosznie w grafitowym garniturze.
- Kto umar? - warczy.
Zamieram, na jego twarz wypywa grymas niezadowolenia.
- Nie bdziesz mnie zbywa, Avo.
Kate stara si patrze wszdzie, byle nie na nas, Sam z
marnym skutkiem udaje brak zainteresowania.
Jesse wyglda tak, jakby mia ochot kogo uderzy.
- Musz wraca do pracy - owiadczam cicho, po czym
wymijam go i wychodz z baru.
Mieszam si w tum na Piccadilly, wiem, e on za mn idzie.
Czuj na plecach jego przeszywajce spojrzenie, przyspieszam
wic, by jak najszybciej dotrze do biura, w ktrym bd
moga ukry si przed jego gniewem i przesuchaniami.

Przechodz przez drzwi, lecz w poowie drogi do biurka nagle


unosz si z piskiem w powietrze i zostaj wyniesiona na
korytarz.
- Co ty wyprawiasz, do diaba? - krzycz na niego, lecz on
mnie ignoruje. Wynosi mnie z budynku. Opieram donie na
jego poladkach i podnosz gow, Tom, Victoria i Sally
przyklejaj nosy do szyby i z otwartymi ustami gapi si na
ulic. O, Boe, spraw, by Patricka ju nie byo w biurze. Jesse, do cikiej cholery! Postaw mnie natychmiast!
Pozwala mi zsun si po jego torsie - na tyle powoli, bym
poczua kady rozkosznie twardy misie - i zatrzymuje mnie
centymetr nad ziemi. Otacza mnie ramieniem w talii, nasze
wargi znajduj si na jednym poziomie, jego wyrana erekcja
ociera si o mnie w idealnym miejscu. Jest szalony czy
podniecony?
Z moich ust wyrwa si zdradziecki jk, Jesse odsuwa si ode
mnie, jego gorcy, mitowy oddech owiewa moje wargi. Moje
zmysy znw zostaj zaatakowane, trzyma mnie tak przy
wszystkich moich wsppracownikach, ktrzy tocz si w
drzwiach biura, walczc o najlepszy widok.
- Nie wyraaj si! Wystawia mnie. - Przyciska wargi do
moich, po czym si odsuwa, jego oczy agodniej, gdy
wpatruje si we mnie wyczekujco.
- Przepraszam. - Odwracam wzrok od jego przeszywajcego
spojrzenia, nie wiem, co mam mu powiedzie. Gdy nadal
milczy, znw na niego spogldam. To moe by bd.
Krci lekko gow, po czym atakuje moje wargi na rodku
Bruton Street. To upomnienie. Wplatam palce w jego wosy,
poddaj si jego uzaleniajcym ustom, gdy bezwstydnie mnie
poera, obojtny na ruch uliczny i ciekawskie spojrzenia.

- Dlaczego potrzebujesz czasu? - Agresywnie naciera na mnie


biodrami, z mojego garda wyrywa si jk.
- By pomyle.
- Nie myl, Avo - nakazuje mi nieznoszcym sprzeciwu
tonem. - Jest, jak jest. Pogd si z tym. - Uwalnia mnie ze
swego ucisku, uderzam stopami o ziemi, trac rwnowag i
zataczam si do przodu.
Chwyta mnie za rami, by mnie podtrzyma, przeszywa mnie
ukucie blu, wyrywajc z transu. Puszcza mnie i cofa si, jego
ponce gniewem oczy koncentruj si na sicach na moim
ramieniu, ktre pozostawi tam ysy grubas. Zaciska zby, jego
pier unosi si ciko.
- Nic mi nie jest. - Zakrywam sice doni w nadziei, e jeli
nie bdzie ich widzia, nie wpadnie w sza. Wyglda na
gotowego do morderstwa. - Musz wraca do pracy - mwi
cicho, nerwowo. Nie podoba mi si mrok w jego zielonych
oczach.
W kocu krci lekko gow i odchodzi bez sowa, zostawiajc
mnie na ulicy. Nie potrafi poj, co si wanie wydarzyo.
Wbijam wzrok w ziemi, jakby tam znajdowaa si odpowied
wypisana kred na chodniku.
To wszystko? To koniec? Tak powiedzia mi wyraz jego
twarzy, lecz nie jestem pewna, jak si z tym czuj. W jednej
chwili wbija we mnie biodra z jkiem, a w nastpnej patrzy na
mnie z irytacj. Co mam o tym myle? Naprawd nie wiem,
otrzsam si wic z zadumy i wracam do biura.
W rodku panuje niezrczna cisza. Wszyscy udaj zajtych.
- Dobrze si czujesz? - pyta Tom, przechodzc powoli obok
mojego biurka. Podnosz wzrok, na jego wcibskiej zazwyczaj
twarzy maluje si troska.
- Tak. Ani sowa Patrickowi - dodaj ostrzej, ni zamierzaam.

- Oczywicie. Nic nie mwi. - Unosi donie w obronnym


gecie.
Niech to szlag! Brakuje tylko, by Patrick si dowiedzia, e
przyapano mnie z klientem. Powinnam by silniejsza i oprze
si jego zalotom. Naprawd le si teraz czuj. Myl... myl,
e czuj si... porzucona.
Jestem tak wyczerpana, e praktycznie wczoguj si do
mieszkania, Kate jest w kuchni, wychyla si przez okno i pali
papierosa.
- Musisz z tym skoczy - besztam j. Nie pali duo, tylko od
czasu do czasu, co nie zmienia faktu, e to zy nawyk.
Zaciga si po raz ostatni, wyrzuca niedopaek przez okno, po
czym schodzi z blatu.
- To mi pomaga myle - wyjania obronnym tonem. -Gdzie
jest wino? - Wyrywa mi torebk, otwiera j, po czym zerka na
mnie z dezaprobat. Popeniam wanie niewybaczalny
grzech: zapomniaam o winie.
Wzruszam ramionami. Miaam inne sprawy na gowie.
- Przepraszam.
Zerka na mnie ze wspczuciem.
- Ja pjd do sklepu, a ty si przebierz. Ryba z frytkami? Bierze ze stou torebk i wkada klapki.
- Tylko frytki. - Id do sypialni, czuj si cakiem sflaczaa.
Siedz z Kate na kanapie i skubi frytki z talerza. Nie mam
apetytu, ktem oka ogldam powtrki Przyjaci. Mylami
bdz gdzie indziej, jestem taka za to na siebie wcieka.
- No, dalej, wyrzu to z siebie - nagli mnie Kate. Odwracam
si do mojej ognistej przyjaciki z frytk
w doni. Byam idiotk, jeli mylaam, e bd moga si
boczy w spokoju. Wzruszam niezobowizujco ramio-

nami, wrzucam frytk do ust i przeuwam j leniwie.


Rozmowa o tym tylko wzmocni fakty, a fakty s takie, e
gniewam si na mczyzn.
- Lubisz go.
Tak, lubi. Nie chc tego, ale lubi.
- To zy pomys. Widziaa, jak si dzisiaj zachowywa mamrocz.
Przewraca ostentacyjnie oczami, po czym opada na kanap.
- Avo, widziaam mczyzn, ktry szaleje za kobiet. Odkada swj talerz na stolik.
Marszcz brwi.
- W takim razie dlaczego mnie porzuci? Teraz to ona
marszczy jasne brwi.
- Porzuci?
Natychmiast uwiadamiam sobie mj bd.
- Nie to chciaam powiedzie. Poszed za mn do biura,
powiedzia, e nie da mi czasu, po czym si wycofa.
- Dzwonia do niego?
- Nie - odpowiadam cicho. Prosiam przecie o czas,
potrzebuj go. Nie wiedziaam jednak, e poczuj tak pustk.
Postanawiam zmieni temat. - Powinna wiedzie, e Dan
przyjeda.
Jk, ktry wypenia pokj, jest dokadnie tym, czego si
spodziewaam.
- Wspaniale, dopki nie musz go widzie.
- Najpierw pojedzie do rodzicw, wic przez jaki czas
bdziesz bezpieczna.
- I dobrze - odpowiada ostrym gosem, pograjc si w
rozmylaniach.
Musz j z tego wycign.
- A Sam? - pytam z uniesion brwi. To przynosi
natychmiastowy efekt. Kate si oywia.

- Rozkoszny, prawda? Wzi ode mnie numer telefonu.


- Jeste dziwk, Kate Matthews! - Wybucham miechem.
- Wiem! - piszczy Kate, po czym znw powanieje. -Hej, ale
ty przebiega.
- Sucham?
- Rozmawiaymy o tobie.
- Wolaabym tego nie robi. - Ukadam si wygodnie na
kanapie. - Lepiej poogldajmy telewizj.
Kate odwraca twarz do ekranu.
- Lubi go - mwi cicho, jakby si baa do tego przyzna,
jakby nie miaa do tego prawa. - Tak tylko mwi. Jest bogaty,
gorcy jak lawa i naprawd wpada mu w oko. Mczyzna si
tak nie zachowuje, jeli to dla niego tylko zabawa, Avo.
C, moe nie, lecz to nie zmienia faktu, e zwia, a mj
telefon od tamtej pory ani razu nie zadzwoni. To przecie
dobrze - cay czas to sobie powtarzam.
- Masz ochot na porzdn imprez w sobot? - pytam. Gupie
pytanie, na ktre ju znam odpowied.
Posya mi szelmowskie spojrzenie. Umiecham si do niej
szeroko.

Rozdzia 13
Nastpnego dnia wkraczam do hotelu Royal Park o dwunastej
pitnacie, gotowa na spotkanie z Mikaelem Van Der Hausem.
Zostaj skierowana do maej salki z aksamitnymi sofami,
oprawionymi obrazami na cianach i misternie rzebionym
kominkiem, ktry dominuje w pomieszczeniu. Bardzo
krlewsko. Kelnerka proponuje mi herbat, z ktrej rezygnuj
na rzecz wody - jest piekielnie gorco, czarna owkowa
spdnica klei si do moich ng. Dwadziecia minut pniej
zjawia si nieskazitelnie wygldajcy pan Van Der Haus. Jest
naprawd bardzo przystojny. Umiecha si do mnie szeroko,
ukazujc rzd rwnych biaych zbw. Dlaczego obecnie tak
podobaj mi si starsi faceci? Szybko odpdzam t myl.
- Avo, przyjmij, prosz, moje przeprosiny. Nie lubi, gdy
dama na mnie czeka. - Jego niky duski akcent jest rozkoszny
i naprawd seksowny.
Podnosz si, gdy podchodzi i wycigam do niego do z
umiechem; ujmuje j, lecz zaraz potem zdumiewa mnie,
pochylajc si i caujc mnie w policzek. C, to nieco niestosowne, lecz nie protestuj. Moe tak si witaj Duczycy.
- Nic si nie stao, prosz pana. Sama wanie przyszam.

- Avo, to nasz drugi wsplny projekt. Wiem, e przy Lusso


miaa do czynienia przede wszystkim z moim partnerem, lecz
w The Life Building ja bd o wiele bardziej zaangaowany,
wic prosz, mw mi po imieniu. Nienawidz ceremoniau. Siada na krzele naprzeciwko mnie i krzyuje nogi. - Mam
nadziej, e wkrtce bd mg zobaczy jakie twoje
projekty.
- C, mam nadziej, e wkrtce poznam jak ogln
koncepcj.
- Ja rwnie. - Wybucha miechem. - Postpiem
nieuprzejmie, cigajc ci tutaj praktycznie bez uprzedzenia,
lecz w pitek lec do Danii. Mam twj adres mailowy. Przel
ci szczegow specyfikacj. Wykonaa doskona robot w
Lusso. To znacznie zmniejsza presj, jeli pracuje si z takimi
profesjonalistami - umiecha si.
Nie poda mi specyfikacji teraz? Przecie po to mnie tu
zaprosi, prawda?
- Moemy teraz przez chwil porozmawia - naciskam,
wymachujc notatkami.
Przez chwil przyglda mi si w milczeniu, po czym pochyla
si do przodu.
- Avo, mam nadziej, e nie uznasz tego za bezczelno,
lecz... C, jak to powiedzie? - Zaczyna stuka palcami w
podbrdek. Ogarnia mnie niepokj. - Obawiam si, e
cignem ci tutaj pod faszywym pretekstem. -Wybucha
nerwowym miechem, krcc si w fotelu.
- Och. To znaczy? - pytam, tumic wasny niezrczny
miech.
- Chciaem zaprosi ci na kolacj. - Zerka na mnie
wyczekujco, jestem przekonana, e na mojej twarzy rysuje si
autentyczne przeraenie. Oblewam si rumiecem. - Jutro
wieczorem, jeli bdzie ci to odpowiada, rzecz jasna - dodaje.

Niech to szlag! Co mam odpowiedzie? Jeli odmwi, moe


wycofa si ze wsppracy z Rococo Union, a wtedy Patrick si
wcieknie.
- Prosz pana...
- Mikaelu, prosz - przerywa mi z umiechem.
- Mikaelu, nie jestem pewna, czy mieszanie interesw z
przyjemnoci to dobry pomys. Byoby to przeciwne moim
zasadom. Bardzo mi pochlebiasz. - Wybucham miechem na
myl o wasnej bezczelnoci. Od kiedy jest to dla mnie taki
problem? I dlaczego powiedziaam przyjemnoci"?
Zaoyam i zasugerowaam, e zjedzenie z nim kolacji byoby
przyjemnoci. Mogoby by tak lub te cakiem inaczej. O,
Boe! W mylach wrzucam sama siebie do tego uroczego
kominka.
- Och, to szkoda, Avo - wzdycha.
- Tak, szkoda - zgadzam si.
Van Der Haus pochyla si do mnie.
- Podziwiam twj profesjonalizm.
- Dzikuj. - Znw si czerwieni, do diaska.
- Mam nadziej, e to nie wpynie na nasz relacj zawodow,
Avo. Naprawd bardzo chciabym z tob pracowa.
- Ja rwnie ju nie mog si doczeka, Mikaelu.
Wstaje z sofy i podchodzi do mnie z wycignit rk. Dziki
Bogu! Ujmuj jego do i lekko ni potrzsam. Naprawd
cign mnie tutaj, by zaprosi na kolacj?
- Gdy tylko wrc z Danii, chciabym pokaza ci budynek. W
midzyczasie moesz zacz pracowa nad projektami. Kto z
mojego biura przele ci rysunki, a ja e-mailem przeka ci
szczegy.
- Dzikuj, Mikaelu. Udanej podry.
- Do widzenia, Avo. - Odchodzi, zostawiajc mnie, bym
dokoczya wod.

O drugiej trzydzieci wracam do biura. Nie wspominam


Patrickowi o przedziwnym spotkaniu z Mikaelem Van Der
Hausem, gwnie dlatego, e boj si, by nie zada ode mnie
zgody na t kolacj dla dobra firmy. Patrick zaoyby, e
byaby to kolacja subowa, podczas gdy Mikael da mi jasno
do zrozumienia, e byoby to spotkanie cakowicie prywatne.
Wspominam wic tylko o e-mailach, rysunkach i propozycji
pokazania mi budynku, gdy Van Der Haus wrci z Danii.
Patrick wydaje si usatysfakcjonowany.
Bior si do pracy i zaczynam robi notatki na temat
skandynawskiego stylu. Wiem, e bd bazowa na czystych
liniach, bieli i swobodzie, lecz pociesza mnie fakt, e efektem
ma by spokj i ciepo, a nie oszczdno i chd.
Mj telefon zaczyna dzwoni, zbyt szybko wycigam go z
torebki. To Kate.
- Cze - witam j przesadnie radosnym gosem. Nie wiem, po
co to robi. Kate i tak wszystko wie.
- Udajemy obojtno, tak?
- Owszem.
- Tak wanie mylaam. Nie odzywa si?
- Nie.
- Mamy dzie odpowiadania monosylabami, co?
- Tak.
Wzdycha ciko do telefonu.
- Niewane. Pytaa Victori i Toma, czy maj plany na
sobot?
- Jeszcze nie, ale zapytam. Wanie wrciam z przedziwnego
spotkania. - Otwieram szuflad, by wyj spinacz do papieru i
zauwaam wcinit obok zszywacza kall.
- Co to znaczy: przedziwnego? - pyta Kate, zaintrygowana.

- Umwiam si z deweloperem z Lusso. C, jednym z nich.


Zaprosi mnie na kolacj. Byo to naprawd krpujce. - Bior
kwiat i wrzucam go do kosza, opierajc si pokusie, by jeszcze
raz go powcha.
Kate wybucha miechem.
- Ile lat ma ten facet?
- Musi by po czterdziestce, lecz jest szalenie przystojny, w
taki skandynawski sposb. - Wzruszam ramionami,
przesuwajc myszk bez celu po ekranie.
- Jeste teraz jak magnes na dojrzaych mczyzn. Idziesz?
- Nie! - piszcz. - Dlaczego miaabym i?
- A czemu nie? - Nie widz jej, lecz wiem, e pytajco wygina
brew. - To mogoby ci pomc zapomnie o pewnym kliencie.
Jeli w ogle chcesz o nim zapomnie, rzecz jasna.
- Nie, nie mog i, poniewa mam now zasad... nie
mieszam interesw z przyjemnoci.
- Rusz si! - krzyczy, a ja podskakuj. - Przepraszam, jaki
dupek wanie zajecha mi drog. Nie mieszasz ju interesw z
przyjemnoci, tak?
- Tak. Czy rozmawiasz przez komrk, prowadzc samochd,
panno Matthews? - pytam. Wiem, e w Margo nie ma zestawu
gonomwicego.
- Tak, powinnam ju koczy. Widzimy si w domu. I nie
zapomnij zapyta Toma i Victorii o ich plany na sobot.
- A jakie my mamy plany?
- Upijamy si w Baroque od smej. Upi si. Tak, to bardzo
dobry plan.
- Cze. - Wiem, e mam gos jak nieszczliwa krowa, lecz
naprawd staram si ni nie by.

Tom odrywa wzrok od egzemplarza Interiors Weekly" i


przesuwa okulary na czubek nosa.
- Kochanie, skd ta ponura mina? - pyta. Nie mam nawet na
tyle energii, by przyklei do twarzy sztuczny umiech.
Opadam na fotel, Tom rozkada si na moim biurku niczym
powj.
- Prosz, to ci poprawi humor.
Pokazuje mi artyku z magazynu, na zdjciu siedz ja, na
aksamitnym szezlongu w Lusso.
- Wspaniale. - Wzdycham. Nawet nie zamierzam tego czyta.
Musz wymaza z pamici wszystko, co ma zwizek z Lusso.
- Kopoty z facetem? - Tom zerka na mnie ze wspczuciem.
Nie, to nie kopot z facetem - przecie nie mam adnego
faceta. Pochmurniej i z ociganiem przyznaj... e naprawd
za nim tskni.
- Nic mi nie jest. - Jednak przyklejam umiech na twarz. - Jest
pitek, nie mog si ju doczeka, by si upi jutro wieczorem.
Potrzebuj dobrej zabawy.
- Naprawd si upijamy? Wspaniale! Patrick wtacza si do
biura.
- Kochani, pracujemy jeszcze czy ju witujemy weekend? Mija nas szybkim krokiem, wchodzi do swojego biura i
zamyka za sob drzwi.
- W takim razie moe jeszcze troch popracujemy, co? Spycham Toma z mojego biurka.
- Och, bybym zapomnia. - Tom si odwraca. - Van Der Haus
dzwoni, w poniedziaek wraca do Londynu. Zadzwoni do
ciebie po powrocie. Przele ci e-mailem szczegy i przekaza
nam jeszcze to. Jest seksowny? -Jego brwi unosz si
sugestywnie, gdy podaje mi kopert.

To prawdziwa gejowska dziwka, lecz postanawiam poprawi


mu humor.
- Bardzo. - Bior rysunki i dla lepszego efektu otwieram
szeroko oczy.
Jego dziecica twarz wykrzywia si z dezaprobat.
- Dlaczego to ty dostajesz wszystkich seksownych klientw? pyta, wracajc do swojego biurka. - Co bym da za to, by
wkroczy tu jaki adonis i przerzuci mnie sobie przez rami...
Wykrzywiam wargi na wzmiank o przedstawieniu, ktre da
Jesse, gdy go ostatni raz widziaam i zaczynam przedziera si
przez stosy zamwie, planw dostaw i instrukcji dla ekip
budowlanych, po czym obdzwaniam moich klientw.
Otrzymuj wiadomo od Mika-ela, przegldam j szybko i
postanawiam wrci do niej w poniedziaek.
Sally podchodzi do mojego biurka z przesyk w doni.
- Um... to chyba dla ciebie, Avo. - Przestpuje z nogi na nog.
- Chcesz?
Jeli przesyka jest dla mnie, to chyba oczywiste, e j chc.
Och, ta dziewczyna jest wrcz bolenie niepewna siebie. Bior
od niej pudeko.
- Dzikuj, Sally. Zrobisz Patrickowi kaw?
- Nie wiedziaam, e chce kawy.
Panika na jej twarzy sprawia, e to ja mam ochot zrobi
kaw jej.
- C, nie wyglda dobrze. Powinnimy si o niego
zatroszczy.
- Nic mu nie jest? Nie jest chory, prawda?
- Nie, lecz myl, e przydaaby mu si kawa - powtarzam, z
caych si starajc si nie straci cierpliwoci.
- Oczywicie. - Sally odchodzi, jej brzowa spdnica w kratk
powiewa wok jej czenek. Nie miem nawet

zgadywa jej wieku. Wyglda na czterdzieci lat, lecz intuicja


podpowiada mi, e zdumiaaby mnie, mwic, e jest z mojego
rocznika. Otwieram pudeko, w rodku znajduj prbki
materiaw, ktre zamwiam do The Life Building; wrzucam
pudeko pod biurko, do tego rwnie wrc w poniedziaek.
W sobot stoj w sypialni gotowa do wyjcia. Moje wosy s
grzeczne - ciesz si, e zostay wysuszone i podkrcone doni
Philippe'a, mojego fryzjera - nowa sukienka, ktr kupiam w
Selfridges, by polepszy sobie humor, idealnie pasuje. Jest
czarna, krtka i bardzo obcisa. Mam ciemny makija oczu,
naturalne wargi, wygldam cakiem zmysowo.
Wchodz do kuchni, Kate znw wychyla si przez okno i
ukradkiem pali papierosa. O czym znw myli? Wyglda
uroczo jak zawsze w kremowej sukience bez plecw.
- Ojej! - wypala. - Kto chce dzisiaj robi wraenie.
-Zeskakuje z blatu i wkada zote szpilki. - Wystarczajco
krtka?
Unosz brew, obejmujc wzrokiem jej sukienk.
- Przygania kocio...
Wybucha beztroskim miechem, ktry zawsze poprawia mi
humor.
- Prosz. - Podaje mi kieliszek wina, a ja przyjmuj go z
wdzicznoci i wychylam do dna. - Takswka ju czeka.
Chodmy si zabawi.
Po wejciu do Baroque od razu zauwaamy Toma i Victori
przy barze.
- Co, do diaba? - wykrzykuje Tom, wodzc wzrokiem po
moim odzianym w czer ciele z umiechem. - Avo, wygldasz
zabjczo!

- Naprawd dobrze, Avo - dodaje Victoria.


- Dziki. - Wzruszam ramionami, obcigajc brzeg sukienki.
- Co pijesz? - pyta Kate.
- Rowe, upewnij si tylko, e to zinfandel.
Kate zamawia drinki, torujemy sobie drog do wysokiego
stolika niedaleko dideja. Wino leje si strumieniami,
uwalniajc mnie od kopotliwych myli. miejemy si i
gawdzimy, zaczynam znw czu si normalnie. Moja mama
zawsze mawia: Alkohol rozlunia wargi, a rozlunione wargi
zatapiaj okrty". Wanie odkryam, e powiedzenie jest
bezapelacyjnie prawdziwe - jestem niele podchmielona i
przez to wtajemniczyam wszystkich w wydarzenia ostatnich
dni. Biorc pod uwag, e chc o tym wszystkim zapomnie,
nadal piekielnie mocno trzymam si wspomnie.
Tom jest zachwycony caym tym przypadkowym seksem,
ktry zaliczyam.
- Czyli po prostu sobie poszed i od tego czasu go nie
widziaa? - pyta krytycznie.
Victoria jest oburzona.
- To naprawd niefajnie.
Kate przewraca oczami, mierzy t dwjk wzrokiem penym
wyszoci.
- To chyba oczywiste? - prycha. Tom i Victoria zerkaj na
siebie, potem na mnie. Ja wzruszam ramionami. Co jest takie
oczywiste? Kate krci gow. - Jestecie ciemni jak tabaka w
rogu. To proste... on jej pragnie. aden mczyzna nie
zachowuje si tak po przypadkowym numerku. Mwiam ci,
Avo.
- Dlaczego w takim razie znikn? - Victoria pochyla si nad
stolikiem, zafascynowana wyjanieniami Kate.

- Nie wiem! Tak tylko mwi. Dowiadczyam tej chemii.


Wykracza poza skal. - Kate opada na oparcie wysokiego
krzesa z wyrazem irytacji na twarzy.
Wybucham miechem. Nie jestem pewna, czy to nie przez to
cae wino, lecz to wydaje mi si po prostu... zabawne.
- Niewane. To bya jednorazowa przygoda i na tym koniec. Moje sowa ich nie satysfakcjonuj, wszyscy wpatruj si we
mnie z powtpiewajcymi minami. Sama nie jestem
usatysfakcjonowana swoj wypowiedzi, lecz miny ju
cztery dni, podczas ktrych opieraam si pokusie, by do niego
zadzwoni. On rwnie tego nie zrobi. Postanawiam o nim
zapomnie. - Moemy zmieni temat, prosz? - jcz. Przyszam si zabawi, a nie analizowa szczegy
jednorazowej przygody.
- Jednorazowej przygody? - Kate unosi brew. - Tak bdziemy
go od teraz nazywa?
- Tak - odpowiadam stanowczo. Tom miesza swoj pia
colad.
- Wiesz, wszystko dzieje si z jakiego powodu.
- Och, tylko nie zaczynaj znw z tymi bajkowymi bzdurami! drwi Kate.
- Tak jest. Szczerz w to wierz. Twoja jednorazowa
przygoda to kolejny krok ku mioci twojego ycia. -Mruga do
mnie.
- A Matt by krokiem, ktry zaj ci cztery lata - wytyka mi
Kate.
- Za kroki do celu - woa Tom, unoszc szklank. Kate
docza si do toastu.
- I za alkohol!
Dopijam wino i unosz kieliszek.
- Tak, alkohol! - krzyczy Tom, po czym tanecznym krokiem
idzie do baru.

Zataczamy si w drodze do naszego nastpnego celu, The


Blue Bar. Mijamy bramkarza, ktry podejrzliwym wzrokiem
mierzy koszul Toma. Tom i Victoria id prosto na parkiet, gdy
rozlegaj si pierwsze takty Wild Ones Flo Ridy i Sii, ja i Kate
idziemy po drinki.
Zamawiam kolejk i bior drinki dla Toma i Victorii, stawiam
je na pce niedaleko miejsca, w ktrym odtwarzaj
skomplikowane figury. Gdy wracam do baru, Kate zaczyna
rozmow z jakim mczyzn. Nie zna go, wiem to, bo ostro z
nim flirtuje.
Gdy podchodz, podnosi gos, by przekrzycze muzyk.
- Avo, to jest Greg.
Umiecham si uprzejmie i wycigam do. Wyglda cakiem
normalnie.
- Cze, mio mi.
- Mnie rwnie. - Natychmiast odwraca si do Kate, kadzie
do na jej plecach i prowadzi j do kta. Kate go nie
powstrzymuje.
- Ava!
Odwracam si, syszc znajomy gos, zauwaam Matta, ktry
idzie w moj stron, potrzebuj caej mojej pijanej siy woli, by
nie jkn gono. Wyciga do mnie rce i przyciska do
swojego torsu, czym cakowicie wytrca mnie z rwnowagi.
Nigdy nie obejmowa mnie w taki sposb, nawet gdy bylimy
razem.
Odsuwa si i cauje mnie w policzek nieco duej ni to
konieczne.
- Jak si masz?
- Dobrze. - Odsuwam si od niego.
- adnie wygldasz - owiadcza radosnym gosem. -Masz
ochot na drinka?
- Nie, dzikuj. - Marszcz brwi, cakiem skoowana. Nie
mielimy ze sob kontaktu, odkd si rozstalimy;

wszyscy twierdz, e po rozstaniu mona zosta w


przyjacielskich relacjach, lecz to nie dziaa w przypadku, w
ktrym jedno z was przeleciao poow Londynu za plecami
tego drugiego. Matt zaczyna si wierci nerwowo, co wprawia
mnie w zakopotanie. Upijam yk wina, przygldam mu si
znad krawdzi kieliszka, gdy podryguje i bawi si swoim
kuflem. Co mu chodzi po gowie? W kocu bierze gboki
oddech.
- Tskniem za tob - owiadcza stanowczo. Podnosz
kieliszek do ust drc doni, gdy kontynuuje:
- Byem tak dziwk. Nie zasuguj na drug szans...
Prycham, niemal opluwajc go caego winem.
- Drug szans?
Opuszcza gow w gecie poraki.
- Tak, jasne, rozumiem twj punkt widzenia. - Podnosi gow,
na jego twarzy maluj si szczero i tkliwo. - To by si ju
nigdy nie powtrzyo, zapewniam ci.
Czy on sobie ze mnie artuje? Ile razy mam wysuchiwa tych
samych bzdur? To naogowy zdrajca.
- Matt, przykro mi, lecz nie ma mowy - odpowiadam
spokojnie. Otwiera szeroko oczy ze zdumienia, a ja krc lekko
gow, by podkreli swoj decyzj. Matt pogra si w
rozmylaniach, po chwili podnosi rk i delikatnie gaszcze
mnie po ramieniu.
- Byo nam dobrze razem.
- Nieprawda. - Wybucham miechem, nie chciaam zabrzmie
tak protekcjonalnie, lecz przyszo mi to z atwoci. Jedyn
osob, ktrej byo w tym zwizku dobrze, by on i to tylko
dlatego, e byam lepa.
Odwracam si, by postawi pusty kieliszek na barze i po to,
by uwolni si od dotyku Matta bez koniecznoci strzsania
jego rki. Gdy znw si do niego odwracam,

jego ju nie ma. Przez kilka sekund nie potrafi zrozumie, co


si wok mnie dzieje, a w kocu ogarnia mnie oburzenie.
Jesse trzyma do na jego szyi i przyciska go do filara.

Rozdzia 14
Trzymaj pieprzone apy przy sobie - warczy Jesse prosto w
zdumion twarz Matta. Skd on si wzi? Jeszcze tego mi
brakowao podczas wieczoru, ktry mia by rzekomo wolny
od arogantw.
- Jesse, pu go. Niczego zego nie robi. - Matt zerka na mnie
z wdzicznoci, wiedzc, e nie mwi caej prawdy.
Delikatnie gaszcz Jessego po ramieniu, by go uspokoi;
staram si ignorowa stanowczo jego mini. Wyglda,
jakby mia eksplodowa z gniewu.
- Kto to jest, do diaba?! - ryczy, oboje z Mattem wykrzywiamy wargi. Nie chc mu mwi. Jezu, wyglda na
zdolnego do morderstwa.
- Co si tu dzieje? - Kate staje obok mnie, szybko ocenia
sytuacj i wpatruje si ze zdumieniem w mojego byego. Och...
- Jesse, pu go.
Chyba mnie nie syszy. I co mam robi? Ju czuj si
wytrcona z rwnowagi, a nawet na mnie nie spojrza. Nie
mog tak po prostu odej i zostawi Matta, by radzi sobie z
nieusprawiedliwionym gniewem Jessego, nawet jeli jest
cakowitym frajerem.
Ogarnia mnie obezwadniajca ulga, gdy pojawia si Sam.

- Samie, prosz ci, uspokj swojego durnego kumpla. Odwracam si do Kate. - Idziemy.
Oczy Kate rozbyskuj jak wiateka na choince na widok
Sama. Sam prbuje spokojnie nakoni Jessego, by puci
Matta, a ja cign Kate na parkiet.
- Co si stao?
- Nawet nie pytaj - jcz. Jeli powiem jej, co si wanie
wydarzyo, odepchnie Jessego i sama udusi Matta. - Gdzie si
podzia Greg?
- Okaza si kompletnym dupkiem. Chod - teraz to ona
przejmuje dowodzenie - zataczymy.
Tom i Victoria witaj nas na parkiecie z otwartymi
ramionami, mj wczeniejszy swobodny nastrj prys, ogarn
mnie niepokj. Pojawienie si Jessego zbio mnie z tropu
jeszcze bardziej ni obecno w barze Matta.
Mija p godziny i kilka hitw, a Jessego nie wida ani nie
sycha. Sam musia go wyprowadzi albo zrobi to bramkarz.
Los Matta mao mnie obchodzi. Znw czuj, e mog wrci
do zabawy, ktr przerwa Jesse, tym razem bez wyrzutw
sumienia, e go odrzuciam - wybawio mnie od nich jego
nierozsdne zachowanie.
Daj znak Kate, e id do baru, umiecham si, gdy w
odpowiedzi krci biodrami i wybucha miechem.
Ogarnia mnie niepokj, gdy czekam na kelnera, od razu
wiem, jakie jest jego rdo. Woski staj mi dba na karku,
odwracam si i dostrzegam Jessego, ktry opiera si o ten sam
filar, do ktrego przyciska Matta nieca godzin temu.
Przeszywa mnie ponurym spojrzeniem, Sam i ten drugi facet z
Rezydencji rozmawiaj i pij. Jesse nie bierze udziau w ich
dyskusji. Nie, stoi pod filarem z ponur min i wwierca si we
mnie wzrokiem.
Barman klepie mnie po ramieniu, by zwrci na siebie moj
uwag, bior od niego drinki. Pac i chc odej, lecz

nie mog si ruszy. Czuj jego poncy wzrok na plecach.


Wiem, e powinnam odej, lecz ma tak magnetyczny wpyw
na moje ciao, e zamiast tego odwracam si do niego. Poera
mnie wzrokiem i cakowicie unieruchamia. Mog myle tylko
o jego gosie, jego zapachu, jego dotyku. Jego nieustpliwa
moc wybija mi z doni or inteligencji, moje serce wali dziko,
sysz szum krwi w uszach.
Idzie do mnie, Sam zerka w moim kierunku, gdy Jesse ich
opuszcza, Drew rwnie podnosi na mnie wzrok. Obaj maj
zaniepokojone miny.
Odzyskuj zmysy, gdy Sam chwyta Jessego za rami i
prbuje go zatrzyma, lecz zostaje odepchnity. Bagam nogi,
by posuchay rozsdnej czci mojego mzgu i uniosy mnie
jak najdalej std, zanim moja gupia strona pozwoli, bym znw
pada ofiar jego zwierzcego magnetyzmu. Zostawiam drinki
na barze i zaczynam przeciska si przez tum, potrcajc
ludzi.
Wybiegam na ulic, nie trac czasu na przyzywanie takswki,
rzucam si do ucieczki, gdy tu za mn rozlega si jego gos.
Nie udaje mi si uciec daleko. Z atwoci mnie dogania, unosi
z ziemi i wpycha w boczn uliczk, gdy krzycz i wbijam
pici w jego plecy - jakby to miao jaki sens.
Stawia mnie na chodniku, opieram si plecami o cian
budynku, oddychajc gboko. Nie mog na niego patrze, bo
si poddam. W co ja si wpakowaam? Jak mogam si znale
w takiej sytuacji?
- Avo, spjrz na mnie.
Krc gow, znw prbuj uciec, lecz z atwoci mnie
powstrzymuje.
- Do diaba, Avo.
- Zostaw mnie, prosz - szepcz, odpychajc jego donie.

- Nie, do diaba! Ava!


Po prostu musz odej. Nie moe mnie wizi w tak
publicznym miejscu. Musz odej, zablokowa to...
zablokowa jego. Moja druga prba ucieczki jest rwnie
bezowocna jak pierwsza. Zauwaam jego przyspieszony
oddech, czarna koszula unosi si i opada razem z jego klatk
piersiow. Rozpaczliwie opuszczam wzrok na dinsy, wiedzc,
e jeli znw spojrz na jego przystojn twarz, natychmiast
strac przewag.
- Avo, spjrz na mnie - nakazuje mi ostrym tonem.
Przyciskam donie do uszu, kucam na chodniku, zwijajc si w
kbek. - Avo, dlaczego to robisz?
Zaczynam sobie nuci w gowie ze wzrokiem utkwionym w
ziemi; czuj, jak jego donie zaciskaj si wok moich
nadgarstkw, odrywa mi rce od uszu.
- Nie chc robi tego tutaj, Avo.
- W takim razie nie rb. - Prbuj si uwolni. - Prosz, po
prostu pozwl mi odej.
Kuca obok mnie, nadal trzymajc mnie za nadgarstki.
- Nigdy - szepcze.
Z moich oczu lej si zy, rozpryskujc si na moich nagich
kolanach.
- Dlaczego mi to robisz?
Uwalnia moj do, zaciska palce na moim podbrdku i unosi
go tak, bym musiaa na niego spojrze. Ma zamglony wzrok.
- Co ci robi?
Och, co za dupek. Jego bezczelno nie zna granic. Woln
rk ocieram wilgo z policzkw, nagle przeraona tym, e
znw przez niego pacz.
- Uparcie si za mn uganiae, bombardowae mnie
telefonami i wiadomociami, wypieprzye mnie do
nieprzytomnoci, a potem znikne na cztery dni. Nawet nie

wiem dlaczego! - Wyrywam drug do z jego ucisku. -A


teraz zjawiasz si i psujesz mi wieczr. Teraz to on odwraca
wzrok zawstydzony.
- Licz si ze sowami - mruczy. - Prosia o czas.
- A ty nie zamierzae mi go da. Co si tak nagle zmienio? Zerkam na niego, jego twarz wykrzywia si w grymasie, na
czole rysuje si gboka zmarszczka. Nie jestem w stanie sobie
z tym poradzi.
Wstaj, cho on nadal kuca; wyciga donie i obejmuje nimi
moje nogi. Obawa przed jego sugestywnym dotykiem jest jak
najbardziej uzasadniona. Natychmiast staj na baczno, gdy
ar promieniujcy z jego doni rozprzestrzenia si jak ogie w
moich yach.
- Pu mnie, Jesse - sycz z ca stanowczoci, na jak sta
moje drce struny gosowe.
- Nie.
- W pitek doskonale sobie z tym poradzie. Podnosi si,
przesuwajc domi po moich nogach, co
wywouje kucie pomidzy udami.
- Byem zy - mwi cicho, patrzc na mnie.
- Nadal jeste zy.
- Natknem si wanie na twojego byego chopaka, ktry
si nad tob lini!
- Nie lini si! - odpowiadam, wdziczna wszystkiemu, co
wite, e nie sysza naszej rozmowy. - Skd wiesz, kto to by?
- Wydusiem to z niego! - krzyczy. - Wicej si z nim nie
spotkasz, Avo.
Ignoruj jego gupie danie. Nie ma prawa narzuca mi
adnych zasad. Fakt, e zrobiabym wszystko, by nigdy wicej
nie spotka Matta, nie ma adnego znaczenia.
- Wiedziae, e tu bd? - pytam. Patrzy na mnie, lecz nie
odpowiada. - Wiedziae, e tu bd, prawda? - naciskam.

- To Sam - odpowiada bez ladu skruchy.


- Sam?
Patrzy na mnie bez wyrazu.
- Zadzwoni do Kate.
Przebiega krowa! Nie mog uwierzy, e mi to zrobia. Ju ja
sobie z ni pogadam, gdy j w kocu dorw.
- Teraz ci pocauj - mwi tym swoim tonem, mam
przekichane. - Masz szczcie, poniewa w kadym innym
miejscu otrzymaaby upomnienie... wanie... teraz.
Wydaj jk przeraenia, gdy podchodzi do mnie zbyt blisko,
za mn jest ciana, wic nie mog si wycofa.
- Podoba mi si twoja sukienka - mruczy, muskajc moje
nagie rami czubkiem palca. - Jest za krtka, ale podoba mi si.
- Pochyla si, by wtuli nos w moj szyj. Kolana uginaj si
pode mn. Niech go szlag. I mnie rwnie.
Zamykam oczy, odwracam gow w kierunku, z ktrego jego
gorcy oddech owiewa moj szyj, moja sia woli pryska tak
po prostu. To niemoliwe. On jest niemoliwy.
Ugina lekko kolana, obejmuje ramieniem moje poladki i
jednym ruchem, bez wysiku prostuje nogi, by unie mnie z
ziemi. Przywieram do jego piersi, patrz w jego byszczce
zielone oczy.
Gra skoczona.
- Masz pojcie, co ze mn wyprawiasz? - szepcze chrapliwie,
patrzc na mnie. - Jestem w cholernej rozsypce, Avo.
On jest w rozsypce?
Rozlunia nieco ucisk, zsuwam si z niego, a nasze wargi
si spotykaj; przyciska mnie do ciany. Nie mam czasu, by
martwi si tym, gdzie si znajdujemy; jestem zbyt zajta
szukaniem w sobie siy, by to powstrzyma. Jego jzyk muska
moje zasznurowane wargi, nakania je do otwarcia si, a ja
jestem wcieka na siebie za to, e

reaguj. Powinnam przecie ju wiedzie... to nieuniknione.


Otwieram si na niego jak zwykle, mj jzyk wychodzi mu na
spotkanie, wplatam palce w jego wosy.
Z gbokim, niskim jkiem kadzie do na moim karku, by
mnie unieruchomi i wciska si we mnie, nasze wargi si
zlewaj, jzyki walcz, tacz i dgaj siebie nawzajem. To
zaborczy, wymagajcy pocaunek, znw wrciam do punktu
wyjcia. Poddaam si po jednym pocaunku. Przy tym
mczynie jestem saba. Bezradna.
Odrywam si od niego, dysz ciko, czujc na ebrach
gwatowne ruchy jego eber. Przyciska czoo do czoa, do
moich nozdrzy dociera jego mitowy oddech.
- Wanie tak - mruczy stanowczo. Umiecha si lekko i trca
nosem mj nos. - Tskniem za tob, skarbie.
- Dlaczego w takim razie odszede?
- Nie mam pojcia. - Skada czuy pocaunek na moich
wargach, pozwala mi si zsun po jego ciele. Czuj tward
wypuko jego podniecenia, gdy przesuwam si nad jego
brzuchem, na jego wargach igra mroczny umiech. Powinienem ci zmusi, by co z tym zrobia. - Kadzie do
na swoim kroczu, otwieram szeroko oczy ze zdumienia. Do
diaska, pewnie bym to zrobia. Zburzy wszystkie moje mury
obronne, zredukowa do zera moje racjonalne mylenie. Ma na
mnie przeraajcy wpyw. - Nie pozwol ci jednak tutaj klka.
Pniej powrcimy do przyjacielskich stosunkw.
Nie jestem pewna, czy czuj rozczarowanie, czy ulg. Podaje
mi do z umiechem, ktr, rzecz jasna, przyjmuj i pozwalam
mu zaprowadzi si z powrotem do baru.
- Co pijesz? - pyta, obejmujc mnie ramieniem. Gdy tylko
podchodzimy do baru, skupia na sobie uwag barmana.

- Poprosz zinfandela. - Przysuwam si do niego. Nie mog


si nim nasyci.
Obejmuje mnie wzrokiem, wydymajc wargi.
- A twoi znajomi?
- Och, wino dla Kate, wdka z tonikiem dla Victorii i pia
colada dla Toma.
Otwiera szeroko oczy.
- Toma? Umiecham si.
- Poznae go w Lusso, pamitasz?
Krci gow z przeraeniem, gdy tylko sobie przypomina,
uwalnia mnie i odwraca si do barmana, ktry czeka cierpliwie,
by Jesse zoy zamwienie.
Kate i Tom podchodz do nas, miej si i patrz na mnie.
Psuj humor mojej przyjacice, patrzc na ni znaczco.
- Jesse zamwi dla was drinki - informuj ich.
- Och... bg i dentelmen - zachwyca si Tom, otwarcie
gapic si na tyek Jessego. Nie wini go, to bardzo atrakcyjny,
odziany w dins tyek.
Jesse podaje drinki Tomowi i Kate, a ja ze zdumion min
przygldam si, jak Kate pochyla si, by pocaowa go w
policzek. Co jest nie tak z t kobiet? Jeszcze wikszy szok
mnie ogarnia, gdy Jesse umiecha si do niej wesoo, po czym
szepcze jej co do ucha. Co si tu dzieje?
Kate odwraca gow, mruga do mnie, po czym wraca z
Tomem na parkiet. Jesse podaje mi wino, a sam otwiera sobie
butelk z wod. Obejmuje ramieniem moj tali, by mnie do
siebie przytuli. Zerkam na niego pytajco.
- Hej, czowieku. - Podchodz do nas Sam i Drew, oboje bior
od Jessego butelki z piwem. - Ava, co sycha? - Sam pochyla
si, bym moga cmokn go w policzek i umiecha si przy tym
uroczo. Drew unosi butelk

w gecie powitania, z nich wszystkich to on jest najbardziej


nieprzystpny.
Umiecham si i pochylam do ucha Jessego.
- Wracam do przyjaci. - On jest z kumplami, a to mia by
babski wieczr... Tom si nie liczy. Wtula twarz w moj szyj,
wykorzystujc moj pozycj.
- Bd ci obserwowa - ostrzega mnie, skubic moj
maowin, po czym wymierza mi klapsa w poladek.
Opuchlizna zesza, lecz wci mam na pupie lady po wycieczce Margo. Odsuwam si i zabawnie wydymam wargi,
Jesse odpowiada szerokim umiechem i mrugniciem.
Zostawiam go przy barze i doczam do reszty na parkiecie,
wszyscy podskakuj wesoo w rytm muzyki i pij. miej si
do Toma, ktry znajduje si w swoim wasnym wiecie. Gdy
tylko z gonikw rozlega si LoveStoned Justina
Timberlake'a, ludzie zaczynaj gwizda i wiwatowa.
Jestem na wp pijana, nierozwanie wic wypijam moje
wino do dna, po czym odstawiam kieliszek na pk. Ten
kawaek zawsze poprawia mi nastrj. Idealne wyczucie czasu.
Wszystkie torebki lduj na rodku parkietu, Justin krzyczy:
Hej", a tum ogarnia gorczka.
wietnie si bawi z Kate, gdy nagle kto chwyta mnie w talii
i odwraca. Sam umiecha si do mnie i kiwa gow nad moim
ramieniem.
- Nadchodzi. Mam nadziej, e jeste na to gotowa -mwi.
- Sucham? - krzycz, by zaguszy muzyk.
Sam umiecha si szerzej, ukazujc doeczek w caej jego
krasie.
- Myli, e jest lepszy od JT.
Chwyta mnie za ramiona i odwraca w kierunku, z ktrego
nadchodzi Jesse. Nagle ogarnia mnie przeraenie, e Jesse
zaraz zrobi scen i cignie mnie z parkietu. Nie

wiem za co, lecz przecie jest znany z tego, e przerzuca mnie


sobie przez rami, gdy tylko ma na to ochot.
Przygldam mu si, przestaj taczy, koncentrujc si na
nim. Nie jestem pewna, co o tym myle. Ma mroczn,
wygodnia min, cakowicie pochania mnie jego wysokie,
szczupe ciao. Staje przede mn, najbliej, jak to tylko
moliwe bez dotykania mnie. Oddycham ciko, gdy otacza
ramieniem moj tali i przyciga do siebie, przenoszc moje
rce na swoje ramiona. Opiera czoo na moim czole.
- Mczyni bd pada jak muchy, jeli nadal bdziesz
taczy w ten sposb. Lubisz JT?
- Tak - szepcz.
Umiecha si rozkosznym umiechem zarezerwowanym
tylko dla kobiet.
- Ja rwnie. - Skada pocaunek na moich wargach, a potem,
ku mojemu zdumieniu, chwyta mnie za rk, odwraca, po
czym bierze w ramiona. Chyba nie zamierza taczy? - Na
szczcie to ta dusza wersja.
Zerkam na Sama, ktry przewraca oczami i wzrusza
ramionami. Jesse umiecha si, zadowolony z siebie. Zamierza
taczy.
Nie wiem, czy to przez fakt, e mj organizm tonie w winie,
czy te przez pewno siebie Jessego - zapewne to pierwsze lecz zaczynam krci nieprzyzwoicie pup, przesuwajc donie
od torsu Jessego a po jego uda. Kucam przed nim i podnosz
gow, jest najprzystojniejszym mczyzn, jakiego w yciu
widziaam. Sukienka podjeda mi obscenicznie do gry, lecz
jest mi to obojtne. Ca uwag koncentruj na tym boskim
stworzeniu, ktre wpatruje si we mnie grzesznym,
obiecujcym wzrokiem. Umiecham si odwanie, przesuwam
donie ku jego kroczu, po czym powoli wtulam si w niego
caym ciaem. Gdy

moja twarz mija jego krocze, muskam nosem rozporek


dinsw i czuj, jak wzdryga si, po czym chwyta mnie za
ramiona i podnosi. Moje serce rozpaczliwie tucze si w piersi,
gdy szepcze mi do ucha:
- Powinienem oprze ci o cian i pieprzy, a zaczniesz
krzycze. Ta sukienka jest absurdalna.
Nie mam nawet czasu powiedzie: Tak, prosz!", bo okrca
mnie na picie i sam zaczyna naladowa JT. Jestem zdumiona
tym, co rozgrywa si przed moimi oczami. Jesse Ward umie
taczy - robi to naprawd dobrze.
Porusza si wok mnie do rytmu, przycigajc zachwycone
spojrzenia kobiet. Wszystkie s pod wraeniem, wybucham
miechem. miej si z jego seksownych, pewnych siebie,
zwinnych ruchw, ktre s dla mnie tak mi niespodziank.
Ten facet umie si porusza nie tylko w sypialni. Czy jest co,
czego nie potrafi?
Pochyla si ku mnie, krci lekko biodrami, po czym obraca
mnie pod rk o trzysta szedziesit stopni, przyciga do
siebie i naciera biodrami na mj brzuch, jego erekcja jest wci
wyrana. Odwanie sigam w d, by pogaska jego odziane
w dins krocze; unosz brwi, gdy ostrzegawczo krci gow.
Zaczyna si zsuwa po moim ciele, umiecha si szeroko, gdy
podskakuj, czujc jego dotyk na biodrach. Nie odrywamy od
siebie wzroku, gdy opada przede mn na kolana, przez cay
czas do rytmu poruszajc wspaniaymi biodrami.
Ca uwag skupia na mnie i tylko na mnie, nic innego, nikt
inny nie istnieje. Uwielbiam w nim to, e si nie boi, nie
obchodzi go, co pomyl inni. Jest pewny siebie, mski i
pozbawiony wstydu. To odwieajce. Naprawd zakochuj
si w tym mczynie. Nie sdz, bym moga co na to
poradzi... w sumie nawet nie chc.

Szukam wzrokiem pozostaych. Sam taczy z Kate, a Drew z


Victori. Drew, z ca swoj msk klas, wydaje si nieco
zbyt spity dla butnej, czasami zbyt powanej Victorii, lecz
alkohol musia go rozluni, bo mieje si i zdj marynark.
Tom jest po prostu sob, ciska si po parkiecie niczym
szaleniec.
Odwracam si do Jessego, ktry chwyta mnie za biodra i
wyciska dugi, leniwy pocaunek na moim brzuchu, patrzc mi
prosto w oczy, po czym prostuje si, by pocaowa mnie w
usta. Zarzucam mu ramiona na szyj i wzdycham w jego usta.
- Wyglda na to, e mam konkurencj - mruczy w moje wargi.
- Nie, wygrywasz.
Odsuwa si i umiecha szelmowsko.
- Ju wygraem, moja droga. - Uwalnia mnie, a ja przerzucam
wosy na rami i pozwalam mu wzi si na parkiecie.
Poruszamy si w doskonaej harmonii. Jest idealnie. On jest
idealny, zapominam o wtpliwociach, gdy skupia na sobie
ca moj uwag.
Gdy energiczny rytm zwalnia, przechodzc w gadkie,
potne tony skrzypiec, brakuje mi tchu, zataczam si na ciao
Jessego. Ten wciska udo pomidzy moje nogi i koysze nas
oboje w rytm cichncej muzyki.
Spogldam na jego pikn twarz, gdy zaczyna dla mnie
piewa, w tej samej chwili spywa na mnie przeraajce
olnienie. Niech to szlag, chyba kocham tego mczyzn.
Niczego o nim nie wiem, lecz mimo to cakowicie zawadn
moimi mylami. Nie potrafi duej z tym walczy. Tak po
prostu jest.
Staj na palcach i wciskam w niego biodra, po kilku
sekundach jczy w moje usta i zaciska palce na moich
biodrach, czymy si w ciasnym, penym pasji ucisku.

Muzyka cichnie, rozlega si kolejny utwr, a ja zaczynam si


odchyla. Jesse pochyla si ze mn, podtrzymujc moje plecy,
nie zamierza oderwa ode mnie ust. Mruczc z dezaprobat, w
kocu z ociganiem odsuwa si, lecz wci mnie przechyla.
Nie jest to niewygodne, podtrzymuje cay mj ciar, jakbym
waya mniej ni pirko.
Jego zielone oczy byszcz, penetrujc moje serce i dusz,
pochyla ku mnie twarz i muska lekko moje wargi.
- Zapaa mnie, skarbie.
C... to stwierdzenie sieje zamt w moim pijanym umyle.
Razem schodzimy z parkietu, Jesse trzyma do na moim
krzyu i toruje nam drog przez tum drug rk. Prowadzi
mnie do wysokiego stolika, przy ktrym nie ma adnych
stokw.
- Zaczekaj tutaj. - Stawia mnie przy stoliku, obejmuje doni
moj szyj, przyciga do siebie i wyciska pocaunek na moim
czole. - Nie ruszaj si std.
Rzucam na st kopertwk, przygldajc si, jak znika w
tumie, nie mam jednak czasu na rozmylania - to
prawdopodobnie dobrze, bo nie mam pojcia, co o tym
wszystkim myle - poniewa przy stoliku zjawiaj si Kate i
reszta, rozemiani i spoceni.
Sam pierwszy mnie zauwaa.
- Gdzie jest Jesse? Marszcz brwi.
- Nie wiem. - Wskazuj, w ktrym kierunku poszed, a on
pojawia si w tej samej chwili, niosc nad gow stoek
barowy.
Stawia go na ziemi.
- Siadaj - nakazuje, podsadzajc mnie. - Drinki? -pyta.
Wszyscy kiwaj gowami, ciskajc w niego zam-

wieniami; wyglda na zakopotanego, gdy pochyla gow, by


ich usysze.
- Pomog ci - proponuje Sam.
- Tak, id z wami. - Drew poda za Jessem i Samem do baru,
pozostaa trjka wbija we mnie wzrok.
- No co? - pytam. Wiem, co. Krci mi si w gowie od
nadmiaru wina.
Kate unosi wyskuban brew i krzyuje ramiona na piersi.
- Przytulnie razem wygldacie - wypala.
Tom gadzi za due poy koralowej koszuli palcami.
- Przytulnie? Nie, nie, nie. To nie byo przytulne. To by
pewny gorcy seks jeszcze tej nocy, kochana! - Unosi obie rce
w gr, Kate i Victoria robi to samo.
Patrz srogo na Kate.
- Pogadamy pniej. Gwatownie wciga powietrze.
- Och, super!
- Widziaa, jak si porusza? - wtrca Victoria.
- Nie by taki zy. - Tom robi nadsan min, wszystkie
wybuchamy miechem. Kto ukrad mu tytu krla parkietu.
- A wanie... - Odwracam si do Kate. -1 kto tu mwi o
przytulnoci? - Kiwam gow na Sama, ktry toruje sobie
drog przez tum z trzema drinkami w doniach.
- To tylko zabawa. - Wzrusza ramionami.
- A ty? - Zerkam na Victori. Robi zszokowan min.
- Ja?
- Tak. Widziaam, jak krcia tykiem przy Drew. Tom
wyrzuca donie w powietrze w gecie rozpaczy.
- Jestem jak pite koo u wozu! Chc i do Route Sixty. Odwraca si do Victorii. - Prosz ci, kochanie!

- Nie! - protestuje Victoria gono, wcale si jej nie dziwi.


Mska uwaga to dla niej mia odmiana.
Sam stawia drinki na stole, Drew podchodzi tu za nim i staje
podejrzanie blisko Victorii. Ta zaczyna chichota i bawi si
wosami.
Sam si umiecha.
- Wino dla Kate. - Skania si i podaje jej kieliszek. -Wdka
dla Victorii i nie mam pojcia co, ale wyglda gejowsko, wic
musi by twoje. - Podaje Tomowi pia colad, puszczajc do
niego oko.
Twarz mojego przyjaciela powleka si krwistym rumiecem.
Nie mog w to uwierzy. Po raz pierwszy w yciu Tom okaza
niemiao! Och, nie mog przeoczy takiej okazji.
- Tom, twoja twarz zaczyna zlewa si z koszul! -wypalam,
wybuchajc miechem.
Wszyscy zerkaj na Toma, ktry czerwieni si jeszcze
mocniej ze wstydu. Wok nas rozlegaj si salwy miechu,
Tom prycha kilkukrotnie, po czym ucieka.
- Co was tak bawi? - pyta Jesse, podchodzc do nas. Stawia na
stole moje wino i butelk wody. Nie jestem w stanie mwi.
Wci wstrzsaj mn paroksyzmy miechu, nerwowo ocieram
zy z oczu.
- Wanie odkrylimy pit achillesow Toma - wyjania
Kate, widzc, e nie mog odzyska nad sob panowania. Jesse
robi zdumion min, przygldajc si hienom, do ktrych
wrci. Sam wzrusza ramionami, wymachujc butelk piwa.
- Czyli Sama - dodaj, nie mogc przesta si mia.
- Sama? - Jesse marszczy brwi. Do rozmowy wtrca si
Victoria.
- Tom lubi Sama! - woa radonie.
Jesse krci gow, po czym siga po swoj wod, odkrca
butelk i upija yk.

- Prosz, napij si. - Wpycha mi butelk pod nos, a ja chtnie


j przyjmuj pomimo gwatownoci jego dania. Czuj si
odwodniona. Zaraz potem wracam jednak do wina i szybko
oprniam kolejny kieliszek.
Siedz cicho, nie biorc udziau w rozmowie, ktra toczy si
wok mnie, gowa zaczyna mi ciy. Nie powinnam bya pi
tego ostatniego kieliszka. Gosy milkn, zaczynam widzie
podwjnie.
Tak, cel osignity... cakiem si upiam.
Jesse kadzie do na moim karku, masuje moje minie przez
wosy, gawdzc z Samem; zamykam oczy, rozkoszujc si
jego stanowczym dotykiem.
Gdy otwieram oczy, pochyla si nade mn, krcc gow.
- Chod, moja droga. Zabieram ci do domu.
Nie protestuj. Jestem zbyt pijana na cokolwiek... nawet na to,
by wsta. Wszyscy egnaj mnie pocaunkiem w policzek, gdy
Jesse mnie podtrzymuje. Gdy upewnia si, e poegnaam si
ze wszystkimi, wyprowadza mnie z baru; wstyd si przyzna,
lecz gdyby mnie nie powstrzymywa, wyldowaabym twarz
na chodniku.
Zataczam si lekko, gdy uderza we mnie fala wieego
powietrza. Jesse bierze mnie na rce, przyciska do swojej piersi
i niesie do samochodu.
- Nie zwymiotujesz na mnie, prawda? - pyta.
- Nie - prycham niewyranie.
- Jeste pewna? - Wybucha miechem, czuj wibracje jego
klatki piersiowej.
- Nic mi nie bdzie - mamrocz w jego koszul. Mwi jak mj
ojciec. Czy jest na tyle stary, e mgby by moim ojcem?
- W porzdku, cho bybym wdziczny za ostrzeenie.
Wsadzam ci do samochodu.

- Nie zwymiotuj - powtarzam z uporem.


Czuj na nogach dotyk chodnej skry, gdy opuszcza mnie na
siedzenie. Pochyla si nade mn, zapina mi pas, jego wiey
zapach i mitowy oddech wypeniaj moje nozdrza.
Rozpoznaj je nawet w stanie upojenia. Gdy si odsuwa, widz
go podwjnie. Prbuj si skupi i w kocu umiecham si
szeroko.
- Jeste urocza, nawet gdy jeste pijana. - Pochyla si i skada
niewinny pocaunek na moich wargach. - Jedziesz ze mn do
domu.
- Jeste apodyktyczny - mrucz.
- Przyzwyczajaj si do tego. - Odpala samochd, wibracje
silnika siej spustoszenie w moim wypenionym winem
odku. Sysz, e Jesse mieje si do siebie.
- Jesse?
- Tak, Avo?
- Ile masz lat?
Sysz jego westchnienie.
- Dwadziecia pi.
Jestem naprawd bardzo pijana, nadal krci mi si w gowie,
cho oczy mam zamknite.
- Niewane, ile masz lat - mamrocz.
- Nie?
- Nie. Nic nie jest wane... i tak ci kocham. Sysz jeszcze,
jak gwatownie wciga powietrze, po
czym trac przytomno.

Rozdzia 15
Au!
Mru powieki, gdy wiato zaczyna bombardowa moje
wraliwe oczy, zamykam je i przewracam si na bok.
Natychmiast uwiadamiam sobie, e nie spaam w swoim
ku. Otwieram oczy i siadam. Och, au!
Zaciskam donie na gowie, by ukoi bl - aby tego dokona,
musiaabym chyba sobie w ni strzeli. Mam nieuleczalnego
kaca. Wiem to.
Rozgldam si po pokoju i natychmiast rozpoznaj otoczenie.
Znajduj si w gwnej sypialni apartamentu Lusso, nie mam
jednak bladego pojcia, jak si tu znalazam. Nigdy wczeniej
nie byam tak pijana, by zawioda mnie pami. Prbuj
przypomnie sobie, co dziao si poprzedniej nocy, widz
oczami wyobrani bar i Jessego...
Chwytam za kodr, podnosz j, by pod ni zerkn i
dostrzegam na sobie stanik i majtki, uznaj wic za niemoliwe, by Jesse mnie przelecia. Umiecham si.
O Boe, potrzebuj szczoteczki do zbw i wody, i to szybko.
Niechtnie wypltuj si z pocieli, do moich nozdrzy dociera
zapach Jessego. Kady ruch odbija si bolesnym echem w
mojej biednej gowie, zataczam si, gdy wstaj. Nadal jestem
pijana.

- Jak si miewa dama mego serca tego ranka? - Jesse


podchodzi do mnie, wyglda cholernie dobrze w obcisych
biaych bokserkach i ze zmierzwionymi od snu wosami. Ja
musz wyglda okropnie, rozczochrana, z rozmazanym
makijaem.
- Strasznie - wyznaj ponuro. Jesse mieje si cicho. Gdybym
bya w stanie skoordynowa swoje ruchy, uderzyabym go.
Otacza mnie ramionami, jestem mu wdziczna za wsparcie,
wtulam twarz w jego tors.
- Masz ochot na niadanie? - pyta, gaszczc mnie po
wosach. Nawet lekka pieszczota wydaje mi si nieznonie
gona, zbiera mi si na mdoci na myl o jedzeniu. Chyba to
wyczuwa, bo znw wybucha miechem. - W takim razie moe
tylko woda?
- Poprosz - mamrocz w jego tors.
- Chod. - Bierze mnie w ramiona i znosi na d do kuchni,
delikatnie sadza na blacie.
- Och! - Do diaba, jest lodowaty!
Wybucha miechem, odsuwa si powoli, jakby si ba, e
spadn. To cakiem moliwe. Czuj si strasznie. Zaciskam
palce na krawdzi blatu, by utrzyma rwnowag, przez
przymknite powieki przygldam si, jak Jesse otwiera niemal
kad szafk w kuchni, zanim znajduje t ze szklankami.
- Nie wiesz, gdzie trzymasz szklanki? Przetrzsa szuflad, z
ktrej wyciga bia saszetk.
- Ucz si. Moja gospodyni prbowaa mi powiedzie, lecz
byem wtedy nieco roztargniony. - Rozdziera saszetk,
zawarto przesypuje do szklanki. Minie jego plecw
napinaj si, gdy wyciga z lodwki butelk wody, napenia
szklank i podaje mi j. - Alka-seltzer. Postawi ci na nogi w
p godziny. Pij.

Sigam po szklank, lecz moje ramiona nie maj kontaktu z


mzgiem, Jesse bez sowa staje pomidzy moimi udami i
przytyka mi szklank do ust. Wypijam wszystko jednym
haustem.
- Jeszcze? Krc gow.
- Ju nigdy nie wezm alkoholu do ust - mamrocz, opierajc
si na jego torsie.
- To by mnie niewymownie uszczliwio. - Gaszcze mnie po
plecach. - Obiecaj mi, e nie doprowadzisz si do takiego
stanu, gdy nie bdzie mnie w pobliu, bym si tob zaj.
- Kcilimy si? - pytam; przypominam sobie nasz dyskusj
na zewntrz, lecz potem chyba si pogodzilimy.
Wzdycha.
- Nie, tymczasowo zoyem bro.
- To musiao by dla ciebie prawdziwe wyzwanie
-odpowiadam sucho.
Podnosi rk i strzela obwodem mojego stanika.
- Owszem, lecz rezultat by wart wysikw. - Odwraca si do
mnie twarz, cauje moje wosy, po czym odsuwa si i
obejmuje mnie wzrokiem. - Uwielbiam ci w koronkach mwi cicho, muskajc brzeg moich majtek. - Prysznic? Kiwam gow, otaczam go rkami i nogami, a on unosi mnie z
blatu.
Niesie mnie do azienki na grze i stawia przed kabin
prysznicow. Chwiej si na nogach, gdy odsuwa si, by
odkrci wod. Gdy tylko do mnie wraca, opieram si ciko
na jego torsie.
- Ualasz si nad sob, prawda? - Podnosi mnie i sadza na
blacie pomidzy umywalkami. - Mam mie wspomnienia z
tego miejsca.

Marszcz brwi, lecz po chwili sobie przypominam... nasz


pierwszy stosunek mia miejsce wanie tutaj. Zerkam w jego
zamglone zielone oczy.
- Wreszcie miae mnie tam, gdzie chciae, nieprawda?
Obejmuje doni mj policzek.
- To si musiao wydarzy, Avo. - Bierze szczoteczk do
zbw, wyciska na ni troch pasty i moczy j pod biec
wod. - Otwrz usta - nakazuje mi.
Delikatnie myje mi zby, podtrzymujc moj brod drug
doni. Koncentruje si na maych okrnych ruchach w moich
ustach, obserwuj go, gdy nagle wraca do mnie objawienie z
parkietu - chwila, w ktrej w kocu przyznaam, e
zakochaam si w tym mczynie. Nie byam jeszcze a tak
pijana, gdy dotaro to do mojego nasiknitego winem mzgu.
Kad do na jego zaronitym policzku, patrzy na mnie i
lekko rozchyla wargi. Odkada szczoteczk, obraca wntrze
mojej doni do swoich ust i cauje je czule. Tak, kocham go. O
Boe, co ja zrobi?
- Wypluj - szepcze w moj do.
Opuszczam rk i pochylam si nad umywalk, by pozby si
pasty z ust, po czym odwracam si do niego.
- Dzikuj - mwi amicym si gosem. Kciki jego ust
unosz si w umiechu.
- Robi to w takim samym stopniu dla ciebie, jak i dla siebie. Pochyla si, skada na moich wargach mikki, leniwy
pocaunek, jego jzyk muska je czule. - Masz okropnego kaca.
Czy mgbym co dla ciebie zrobi? -ciga mnie z blatu,
otacza domi moje poladki i unosi mnie do gry.
- Masz bro? - pytam go powanie. To by uleczyo mj bl
gowy.

Wybucha gonym miechem.


- Jest a tak le?
- Owszem, dlaczego tak ci to bawi?
- Ale skd. Przepraszam. - Powanieje i muska rodkowym
palcem mj policzek. - Zaraz ci pomog.
Och? Alkohol nie wpyn najwyraniej na moje libido,
poniewa kade moje odwodnione zakoczenie nerwowe
nagle budzi si do ycia. Musz wyglda okropnie, a on mimo
to ma na mnie ochot?
Siga na moje plecy, rozpina mi stanik i zdejmuje go, po czym
pochyla si i cmoka oba sutki. Twardniej natychmiast pod
wpywem pieszczoty jego ust, moje piersi staj si cikie.
Moje ciao cakowicie zapomina o skutkach upojenia, oywa,
oczekujc na jego dotyk.
Unosi gow, a ja wplatam palce w jego mikkie, jasne wosy.
Och Boe, tskniam za tym. Miny zaledwie cztery dni, a ja
tskniam za tym tak bardzo, e mnie to przeraa.
- Jeste uzaleniajca - szepcze w moje usta. - Teraz wrcimy
do przyjacielskich stosunkw.
- Nie jestemy jeszcze przyjacimi? - pytam. Mj gos si
rwie.
- Nie do koca, lecz wkrtce znw bdziemy, skarbie.
Przechodzi mnie fala dreszczy, gdy cauje delikatnie mj nos;
pada przede mn na kolana, obejmuje moje biodra wielkimi
domi i zahacza kciuki o brzeg mych majtek.
Sztywniej i czekam, lecz nie prbuje ich cign. Zerkam
na niego, klczy przede mn, opiera czoo na moim brzuchu, a
ja przeczesuj palcami jego wosy. Trwamy tak przez ca
wieczno, uwizieni w naszym maym nie, przygldam si,
jak przesuwa czoo po moim brzuchu, tam i z powrotem.

W kocu bierze gboki oddech, pochyla si, przyciska wargi


do mojego ppka i powoli ciga majtki z ng. Klepie mnie w
kostk - niema instrukcja, bym j uniosa -po czym powtarza to
samo przy drugiej stopie.
Patrz na niego, gdy klczy przede mn z pochylon gow,
wiem, e co si rozgrywa w jego mylach, cign go wic za
wosy, by wyrwa go z marze na jawie, a on podnosi gow i
spoglda mi prosto w oczy. Marszczy czoo, opiera donie na
moim krzyu i znw pochyla gow, by pocaowa mj brzuch.
Osobliwie si zachowuje.
- Co si stao? - Nie potrafi duej ukrywa troski. Umiecha
si bez przekonania.
- Nic. Nic si nie stao.
Ju mam zaprzeczy, gdy pochyla gow nad szczytami
moich ng.
- Och! - Moja gowa opada do tyu, mocniej zaciskam palce
na jego wosach. Jednym rozkosznym liniciem cakowicie
mnie rozbraja, zapominam o jego nastroju.
Przesuwa donie na moje biodra, podrywam si dziko.
Stanowi cae moje oparcie. Czuj ruchy jego gorcego,
sprawnego jzyka na mojej wraliwej echtaczce, pieci j
leniwymi, dokadnymi okreniami, po czym zagbia si w
moim wntrzu. Eksploruje mnie ca.
- Potrzebuj prysznica - marudz.
- Ja potrzebuj ciebie.
Rozpywam si, gdy zwiksza nacisk i zaciska palce na moich
biodrach. Wiem, e zaledwie sekundy dziel mnie od orgazmu,
fale napicia wstrzsaj moim onem, wstrzymuj oddech,
serce podchodzi mi do garda.
- Smakujesz wybornie. Powiedz mi, e jeste blisko.
- Jestem blisko! - wyrzucam z siebie na dugim wdechu. Do
diaba, jestem blisko!

- Kto jest dzisiaj niecierpliwy. - Zabiera do z mojego


biodra i wbija we mnie dwa palce, posyajc mnie na orbit.
- Niech to szlag! - krzycz. - Prosz! - Chyba wyrywam mu
wosy z gowy.
- Nie... wyraaj... si... - beszta mnie pomidzy potnymi,
miarowymi municiami. Nie zmusi mnie, bym przestaa
przeklina w takich chwilach. To jego wina.
Rozciga mnie palcami, kry i pcha, jednoczenie pieszczc
kciukiem echtaczk i oblizujc moje wraliwe wargi.
Mogabym przez ca wieczno dowiadcza tej rozkosznej
tortury, lecz napicie ronie we mnie, domagajc si
uwolnienia.
- Jesse! - krzycz rozpaczliwie.
Kilkoma pocigniciami palcw, kciuka i jzyka posya mnie
w przepa, zapadam si w pustk, omotanie w moim
odwodnionym mzgu zostaje zastpione iskrami rozkoszy.
Jestem uleczona.
Oblizuje i ssie, powoli i delikatnie, pomagajc mi wrci do
siebie, moje ciao si relaksuje, puls si wyrwnuje, gdy
zataczam lekkie kka w jego wosach palcami.
- Jeste najlepszym lekarstwem na kaca. - Bior dugi, gboki
oddech.
- Ty jeste najlepszym lekarstwem na wszystko - odpowiada,
muskajc jzykiem mj brzuch i mostek, gdy si podnosi.
Muska szyj i przechyla moj gow, gdy dociera do garda. Hmm, a teraz - cauje lekko moj brod - przelec ci pod
prysznicem. - Cignie za mj podbrdek, by moja gowa
opada, dajc mu dostp do ust. -Zgoda?
- Zgoda - przytakuj. Co za gupie pytanie. Nie miaam go od
czterech dni.

Nie spiesz si, przesuwam donie po jego uroczym torsie,


mj wzrok zatrzymuje si na paskudnej blinie.
- Nawet nie pytaj. Jak twoja gowa?
Odrywam wzrok od blizny, by spojrze mu w oczy, patrzy na
mnie ostrzegawczo. Tak, nie bd prowokowa tego tonu ani
tej miny.
- Lepiej - odpowiadam. Jego twarz agodnieje, spoglda na
swoje bokserki.
Odczytuj aluzj, wsuwam donie za gumk majtek i
przeczesuj jego woski grzbietem doni, muskajc porann
erekcj. Podnosz wzrok i dostrzegam, e przyglda mi si
uwanie, a gdy przysuwam si bliej, korzysta z okazji i
przytula czoo do mojego czoa, owiewajc mnie tym swoim
mitowym oddechem.
Para unosi si wok nas, gdy poruszam doni w jego
bokserkach, gaszcz jego twardy, wyjtkowy tyek.
- Uwielbiam go - szepcz, uciskajc poladki.
- Jest cay twj, skarbie.
Umiecham si z aprobat, przesuwam donie na jego brzuch,
by zacisn palce na jego grubej pulsujcej erekcji u podstawy.
Jczy z wdzicznoci, opada na moje wargi, wdziera si
pomidzy nie zaborczo, zmuszajc mnie, bym uwolnia jego
tward msko i przeniosa donie na jego poladki. Wbijam
si w jego tors, przyjmujc na siebie uderzenie mskoci, ktr
naciera na moje ono. Pragnienie, by mie go w sobie, sprawia,
e przerywam pocaunek i zaczynam ciga bokserki z jego
dugich, szczupych ng. Pomaga mi jedn rk, pozbywamy
si jego bielizny, wymierza potn erekcj prosto we mnie.
Wiem, e czeka mnie szok i zachwyt.
Nie myl si. Otacza ramieniem moj tali i przyciska do
swojego mocnego ciaa.

- Obejmij mnie udami w pasie - warczy w moj szyj, ssie j i


gryzie. Bez wahania wykonuj rozkaz, otaczam go nogami w
talii, unosi mnie, a jego czonek wsuwa si w moj opuchnit
pochw. Z mojego garda wyrywa si rozpaczliwy krzyk.
- O Boe.
Miady ustami moje wargi, jczy, gdy nasze jzyki cz si
w ceremonialnym tacu; gadz domi jego zarost, gdy
podtrzymuje mnie jedn rk i niesie mnie pod prysznic.
Zostaj przycinita do pytek, opiera do na cianie za moj
gow, wielbi moje wargi, gorca woda leje si wok nas.
- To bdzie mocne, Avo - ostrzega. - Moesz krzycze. Boe,
dopom. Caa pon i nie ma to nic wsplnego
z temperatur wody. Przesuwam donie na jego poladki,
Jesse wycofuje si, gotw, by we mnie znw wej, rozluniam
uda, by da mu wicej miejsca. Odrywa do od ciany,
wprowadza si w moj pochw i patrzy mi prosto w oczy, gdy
gwka jego erekcji naciera na mnie. Wstrzsa mn dreszcz.
- Ty i ja - mwi, caujc mnie wygodniae. - Nie walczmy z
tym ju. - Jednym zdecydowanym ruchem bioder wdziera si
we mnie a do nasady, wbija do w cian za moj gow z
rykiem.
- Boe! - krzycz.
- Nie, skarbie, to tylko ja - jczy pomidzy potnymi
pchniciami, wciskajc mnie w cian. - Dobrze ci?
Wbijam paznokcie w jego ramiona, prbuj si go uchwyci,
lecz woda lejca si po jego plecach mi to uniemoliwia.
- Avo?
- Tak! - Odrzucam gow do tyu, dysz ciko, oszalaa z
rozkoszy, gdy z kadym mocnym pchniciem wchodzi

we mnie gbiej i popycha mnie ku ekstazie. Jego wargi


zamykaj si na mojej odsonitej szyi, woda sprawia, e
lizgaj si na poncej skrze.
- Jeste cholernie doskonaa - mruczy w moj szyj,
nacierajc na mnie mocno, nienasycenie. - Pamitasz ju?
Och, a wic to upomnienie! Nie musi si martwi. Nie ma
szans, bym kiedykolwiek zapomniaa.
- Avo, pamitasz ju? - warczy, podkrelajc pchniciem
kade sowo.
- Nigdy nie zapomniaam! - krzycz bezradnie, gdy wbija si
druzgocco w moje ciao. Puszczam jego plecy, wiem, e mnie
utrzyma, przycigam do siebie jego twarz, odgarniam z niej
lejc si wod. Spoglda mi w oczy. -Nigdy nie zapomniaam
- krzycz raz po raz.
Czuj, jak si we mnie porusza, czuj, jak dygocze z powodu
intensywnoci naszego poczenia, atakuje moje emocje ze
wszystkich stron. Zachystuje si powietrzem, pochyla gow,
by zawadn moimi wargami. To potny pocaunek,
rozpywam si pod jego wpywem. Jczy w moje wargi, gdy
przyciskam do siebie jego twarz, pawic si w pasji, ktra
emanuje ze wszystkich porw jego ciaa. Wbija si we mnie
mocno i szybko, atakuje nas gd, ktry sprawia, e docieram
do punktu bez powrotu, zaciskam uda na jego wskich
biodrach, kady misie w moim ciele napina si do granic,
spenienie jest na horyzoncie. Jesse dygocze, mamrocze
niezrozumiae sowa w moje wargi.
Och, do diaba!
Odrzuca gow do tyu.
- Jezu Chryste!
- Jesse, prosz! - krzycz. Nie znios tego duej. Nie wiem,
co mam ze sob zrobi.

Spoglda mi prosto w oczy mrocznym wzrokiem. Ogarnia


mnie niepokj.
- Mocniej, Avo?
Sucham? Boe, rozerwie mnie na p.
- Odpowiedz na pytanie - da.
- Tak! - krzycz. Czy moe to robi mocniej?
Z jego garda wyrywa si jk, zwiksza tempo pchni -nie
podejrzewaam nawet, e to moliwe. Zaciskam na nim uda a
do granicy blu, lecz to tylko potguje tarcie, a przez to moj
rozkosz.
- Jesse! - Zostaje przepchnita przez prg, wybucham wok
niego z krzykiem, dugi jk, ktry wyrywa si z jego garda,
mwi mi, e jest ze mn, gdy zanurza si we mnie gboko;
jego potne ciao podryguje, gdy wykrzykuje moje imi.
Czuj w sobie ar jego spenienia, opuszczam gow na jego
rami, moje serce gwatownie tucze si w piersi.
O mj Boe! Jedn rk mnie podtrzymuje, drug opiera si o
cian, twarz ukry na mojej szyi. Nie moe zapa tchu, moje
minie w naturalny sposb przystosowuj si do rytmu
drgni jego erekcji, gdy koysze si we mnie powoli. Woda
tryska z dysz, lecz ja pomimo jej szumu wci sysz nasze
urywane oddechy.
- Do diaba - szepcze, nie mogc zapa tchu.
Wzdycha. Tak, do diaba. To przekroczyo wszelkie granice
intensywnoci. Mj umys jest jak galaretka, wiem, e nie
zdoam utrzyma si na nogach, jeli wypuci mnie z obj.
Jakby czyta w moich mylach, odwraca nas tak, by plecami
dotkn ciany, po czym zsuwa si w d, zabierajc mnie ze
sob; siada na pododze, a ja siedz na jego kolanach,
obejmujc go udami w pasie. Przyciskam policzek do jego
torsu, wci czuj w sobie jego pulsowanie.

Jestem cakowicie wyczerpana. Kac min, lecz zastpio go


absolutne zmczenie. Zamykam oczy i le cicho, wtulona w
jego twarde ciao.
- Moja droga, jeste moja na zawsze - mwi cicho, gadzc
obiema rkami moje mokre plecy.
Otwieram oczy, w gowie mam gonitw myli, a
najgoniejsza z nich krzyczy, e chc nalee do niego. Nie
mwi tego jednak. Po olnieniu poprzedniego wieczoru boj
si miertelnie, e zamie mi serce. Moja sia woli jest do bani,
nie mog si mu oprze.
- Ju jestemy przyjacimi? - pytam, przyciskajc usta do
jego sutka.
- Jestemy, skarbie. Umiecham si.
- Ciesz si.
- Ja rwnie.
- Gdzie bye?
- To nie ma znaczenia, Avo.
- Dla mnie ma - protestuj cicho.
- Prosia o czas. Wrciem. Tylko to si liczy. -Obejmuje
moje poladki i przyciga mnie do siebie, jego sabnca erekcja
muska mnie delikatnie.
Wzdycham, po czym odrywam si od niego, unoszc cikie
powieki.
- Musz umy wosy.
Odsuwa mokre loki z mojej twarzy i wyciska delikatny
pocaunek na moich wargach.
- Jeste ju godna?
W sumie jestem. Seks na kaca pobudzi mj apetyt.
- Bardzo. - Schodz z niego i sigam po szampon. -Tylko
tyle? - Zerkam na szampon, potem na Jessego. -Nie masz
odywki?

- Nie, przykro mi. - Odpycha si od podogi, bierze ode mnie


butelk i wyciska nieco szamponu w moje wosy. - Ja to zrobi.
Zrzekam si obowizku mycia wosw, pozwalam mu je
zmoczy, jego potne donie delikatnie masuj czaszk.
Zamykam oczy, pozwalam gowie opa do tyu, rozkoszuj
si rytmicznymi ruchami jego palcw. Zdecydowanie zbyt
szybko przesuwa mnie pod prysznic i spukuje mydliny.
- Co to jest, do diaba? - warczy.
- Co takiego? - Odwracam si, by zobaczy, o czym mwi,
dostrzegam jego zszokowan min, gdy chwyta mnie za
ramiona i znw odwraca do siebie plecami.
- To!
Zerkam przez rami; wpatruje si w blednce sice na moich
poladkach, ktrych nabawiam si podczas wycieczki na pace
Margo.
- Przewrciam si na pace Margo.
- Sucham? - warczy niecierpliwie.
- Trzymaam tort - przypominam mu. - Nieco mn rzucao.
- Nieco? - syczy, muskajc doni moj pup. - Avo,
wygldasz, jakby kto uy ci zamiast piki do rugby.
Wybucham miechem.
- To nie boli.
- Koniec z podtrzymywaniem tortw. Mwi powanie.
- Przesadzasz.
Warczy co niezrozumiale, klka i przyciska mikkie wargi
do obu poladkw. Zamykam oczy i wzdycham.
- Porozmawiam o tym z Kate - dodaje; podejrzewam, e to
wanie zrobi.
Wstaje, odwraca mnie do siebie twarz i ociera z niej wod.
Otwieram oczy, wpatruje si we mnie bez wyrazu,

lecz jego oczy mwi mi wszystko. Jest taki zy z powodu


paru siniakw?
Przyciska wargi do mojego obojczyka, muska jzykiem szyj
i zaciska zby na maowinie, pocigajc za ni delikatnie.
Jego gorcy oddech sprawia, e zaczynam dygota. Do diaba,
mogabym znw to zrobi!
- Pniej - szepcze, na co odpowiadam rozczarowanym
jkiem. Nie mog si nim nasyci. - Wychod - nakazuje,
odwraca mnie i zaciska donie ma mojej talii, by wyprowadzi
mnie spod prysznica.
Stoj w milczeniu, gdy wyciera rcznikiem moje ciao i
wosy. Jest taki czuy i delikatny. Podoba mi si to. Nawet za
bardzo.
- Gotowe. - Owija si rcznikiem w talii bez wycierania.
Pokusa, by pochyli si i zliza kropelki wody z jego ramion,
jest nie do odparcia, lecz chwyta mnie za rk i cignie do
sypialni, zanim jej ulegam.
Rozgldam si po pokoju, szukajc sukienki i odwracam si
do Jessego, gdy jej nie dostrzegam. linka napywa mi do ust,
gdy naciga dinsy.
- Bez bielizny? - pytam.
Zapina rozporek z mrocznym umiechem.
- Nie, nie chc adnych niepotrzebnych przeszkd. -Jego ton
jest sugestywny i peen pewnoci siebie.
Marszcz brwi.
- Przeszkd?
Wkada przez gow nienobia koszul. Gapi si na niego
z otwartymi ustami.
- Owszem, przeszkd - potwierdza niskim gosem. Podchodzi
do mnie, kadzie do na moim karku i przyciga mnie do
siebie. - Przygotuj si - szepcze, przyciskajc mocno usta do
moich ust.
- Gdzie jest moja sukienka?

Uwalnia mnie.
- Nie wiem - odpowiada lekcewaco, po czym swobodnym
krokiem wychodzi z pokoju.
Sucham? To on musia j ze mnie zdj, bo ja nie byam w
stanie. Id do azienki, by woy bielizn. Przynajmniej j
znalazam... nie, nie znalazam. Mj stanik i majtki znikny.
W porzdku, bawi si ze mn. Wchodz do jego garderoby i
zdejmuj z wieszaka koszul, ktra wyglda na najdrosz,
wkadam j, po czym schodz na d. Jesse jest w kuchni.
Siedzi na wyspie i wyjada palcem maso orzechowe ze soika.
Marszcz nos z niesmakiem.
Jego umiech mnie oszaamia, gdy podnosi gow, w ustach
trzymajc pokryty masem palec.
- Chod tutaj - nakazuje mi.
Stoj w progu naga, mam na sobie tylko jego bia wizytow
koszul i marszcz brwi.
- Nie - odmawiam. Jego umiech zamienia si w cienk lini.
- Chod... tutaj - powtarza, akcentujc sowa.
- Powiedz mi, gdzie jest moja sukienka.
Mruc powieki, stawia soik z masem orzechowym na
blacie. Trybiki w jego mzgu znw zaczynaj prac, bbni
niecierpliwie palcem w blat i wpatruje si we mnie.
- Masz trzy sekundy - owiadcza ponurym gosem z obojtn
min.
Unosz brwi.
- Trzy sekundy na co?
- Na to, by przyholowa tu swj tyek. - To ten ostry ton. Trzy...
Otwieram szeroko oczy. Mwi powanie?
- Co si stanie, jak doliczysz do zera?

- Chcesz si przekona? - Jest cakowicie obojtny. - Dwa...


Czy chc si przekona? Do diaba, niewiele da mi czasu na
przemylenia.
- Jeden...
Do diaska! Pdz prosto w jego wycignite ramiona i
zderzam si z jego twardym ciaem. Dostrzegam wyraz
mrocznej satysfakcji na jego twarzy, zanim ukrywam twarz w
zagbieniu szyi. Nie wiem, co by si stao, gdyby doliczy do
zera, lecz wiem, jak bardzo kocham jego ramiona wok mnie,
wic to aden dylemat. Gdy muskam nosem jego tors i wodz
palcami po plecach, sysz leniwy rytm serca pod uchem.
Wypuszcza powietrze i wstaje, sadza mnie na wyspie i opiera
donie na szczytach moich ud.
- Podoba mi si twoja koszula. - Muska domi moje uda.
- Jest droga? - pytam, wydymajc wargi.
- Bardzo - umiecha si znaczco. Wie, o co mi chodzi. - Co
pamitasz z wczorajszej nocy?
Co pamitam? Byam idiotycznie wrcz pijana, szokujco
odwana na parkiecie i przyznaam si sobie w duchu, e go
kocham. Nie musi wiedzie tego ostatniego.
- Jeste dobrym tancerzem.
- C mog powiedzie? Mam sabo do JT. - Wzrusza
ramionami. - Co jeszcze pamitasz?
- Czemu pytasz? - Marszcz brwi. Wzdycha.
- Pamitasz spotkanie ze swoim byym?
- Tak - potwierdzam, nie potrzebujc upomnienia.
- Pamitasz moj prob?
- Tak. - Nie ma sensu si mu sprzeciwia. Nie chc widywa
si z Mattem.
- W ktrym momencie wspomnienia si zacieraj?

- Nie pamitam drogi do domu, jeli do tego zmierzasz.


Byam bardzo pijana i szalenie nieodpowiedzialna.
- Pamitasz, co si dziao, gdy wyszlimy z baru?
- Nie - przyznaj. Nigdy wczeniej mi si to nie przytrafio.
- Szkoda. - Wpatruje si we mnie, jakby czego szuka. Nie
mam pojcia, o co mu chodzi. Pochyla si, cauje mnie czule w
usta i gaszcze mnie po twarzy.
- Ile masz lat? - pytam, patrzc mu prosto w oczy. Znw mnie
cauje, rozchyla moje wargi i leniwie muska je jzykiem, po
czym przygryza moj doln warg i cignie lekko.
- Dwadziecia sze - szepcze, wyciskajc mikkie pocaunki
na moich ustach.
- Przeoczye dwadziecia pi - mamrocz, zamykajc oczy
w wyrazie zadowolenia.
- Nie przeoczyem. Po prostu nie pamitasz, e o to pytaa.
- Och. Po wyjciu z baru? Muska nosem mj nos.
- Tak, po wyjciu z baru. - Przesuwa kciukiem po mojej dolnej
wardze. - Lepiej si czujesz?
- Tak, ale musisz mnie nakarmi.
Wybucha miechem, skada na moich wargach niewinny
pocaunek.
- Stawiasz dania?
- Tak - owiadczam stanowczo. - Przynie mi moje ubranie.
Mruy powieki, kadzie do na mojej koci biodrowej, ciska
j mocno, a ja si wzdrygam.
- Kto ma wadz, Avo?
- O czym ty mwisz? - Wybucham miechem, gdy zaczyna
mnie torturowa.

- Mwi o tym, o ile atwiej si porozumiemy, jeli


zaakceptujesz, kto dziery wadz.
Och, nie znios tego duej.
- Ty!
Natychmiast mnie uwalnia.
- Grzeczna dziewczynka. - Chwyta mnie za wosy i cignie do
przodu, wyciskajc na moich wargach twardy pocaunek. - Nie
zapominaj o tym.
Rozpywam si przy nim, absorbuj t jego tak zwan wadz,
oddychajc gboko; pieszczota koczy si zbyt szybko,
zostawia mnie na blacie i wraca chwil pniej z moj bielizn,
sukienk, butami i torebk. Wykrzywiam si do niego i bior to
wszystko.
- Nie patrz tak na mnie, moja droga. Wicej nie woysz tej
sukienki, zapewniam ci. Na na ni koszul. -Podaje mi
sukienk, patrzc na mnie z dezaprobat, po czym wychodzi z
kuchni, by zadzwoni.
miej si do siebie w duchu. Kto dziery wadz? Ja,
oczywicie! Wkadam ubranie, przetrzsam torebk, szukajc
tabletek antykoncepcyjnych, lecz cho przeszukuj take
kosmetyczk, a nastpnie ca zawarto wysypuj na blat, nie
znajduj ich.
- Gotowa?
Odwracam si. Jesse stoi w progu, wyciga do mnie rk.
- Dwie sekundy. - Wkadam wszystko z powrotem do torebki
i podchodz do niego.
Unosi brwi.
- Dobrze, e nie ma Cathy. Przyprawiaby j o zawa w tej
sukience.
- Cathy?
- Mojej gospodyni. - Mierzy sukienk spojrzeniem penym
dezaprobaty, po czym zaczyna zapina guziki koszuli. - Tak
lepiej - konkluduje z zadowolonym umieszkiem.

Wychodzimy z windy do holu Lusso, Clive zerka na nas, gdy


przechodzimy obok.
- Dzie dobry, panie Ward - wita nas radonie. -Wygldasz
dzisiaj nieco lepiej, Avo.
Jesse kiwa mu gow, lecz si nie zatrzymuje. Na moj twarz
wypywa krwisty rumieniec, umiecham si sodko i
przyspieszam kroku, by dogoni Jessego.
Zostaj zapakowana do astona martina i odwieziona do domu
w typowym dla niego wycigowym tempie, podczas gdy an
Brown koi moje uszy.

Rozdzia 16
Wysiadam z samochodu przed domem Kate, Jesse docza do
mnie. Obserwuje mnie tymi swoimi cudownymi, zielonymi
oczami. Nie chc si z nim rozstawa. Chc, by zabra mnie z
powrotem do swojej wiey i ukry na zawsze w swoim ku.
Jestem
niewolnic
tego
mczyzny.
Cakowicie,
bezapelacyjnie podbi moje serce.
Podchodz do niego, wtulam si w jego tors i odchylam
gow; on stoi swobodnie z rkami w kieszeniach dinsw,
wpatruje si we mnie byszczcym wzrokiem, gdy staj na
palcach i muskam wargami jego wargi. To wystarcza, by wyj
rce z kieszeni, przytuli mnie do swojej piersi i wdar si
jzykiem do moich ust, gwatownie domagajc si tego, czego
pragnie. Moe to mie, nie mam nic przeciwko temu.
Zarzucam mu rce na szyj i rozkoszuj si tym, jak mnie
poera, lecz po chwili odsuwa si, oddychajc gboko;
zostawia mnie bez tchu, pragn o wiele wicej. Odwracam si
na drcych nogach i id do drzwi Kate, w gowie mi si krci,
mj puls galopuje.
Gdy docieram do drzwi, odwracam si, by zobaczy, jak
odjeda, lecz on stoi tu za mn. Marszcz brwi.
- Co robisz? - pytam.
- Zaczekam na ciebie.

- A dokd jad?
- Jedziesz ze mn do pracy - odpowiada, jakby to byo
oczywiste.
Bdzie pracowa? Oczywicie, hotele pracuj take w
weekendy, lecz co ja bd robi w tym czasie? Co za rnica,
jeli tylko bd z nim?
- Przecie wanie pocaowae mnie na poegnanie.
Umiecha si szelmowsko.
- Nie, Avo. Po prostu ci pocaowaem. - Odsuwa wilgotne
pasmo wosw z mojej twarzy. - Ubieraj si.
- Dobrze. - Zbyt atwo si poddaj. Nie zamierzam jednak
narzeka.
Wchodzimy do salonu i natykamy si na Kate i Sama, ktrzy
le na kanapie w pltaninie pnagich koczyn i jedz razem
patki. adne z nich nie prbuje si zakry na nasz widok.
- Hej, stary! - woa Sam.
Wzrok Jessego wdruje po jego nieokrytym ciele, na jego
twarzy maluje si dezaprobata.
- Jak si czujesz, Avo? - pyta Sam.
- Dobrze. - Zerkam na Kate i spojrzeniem mwi jej, e ma
natychmiast przyj do mojego pokoju. - Szybko si z tym
uwin. - Zostawiam Jessego w salonie i id do siebie, spaceruj
po sypialni, czekajc na Kate.
Wchodzi do rodka rozczochrana.
- Kto tu kogo porzdnie przelecia! - umiecha si do mnie
szelmowsko, odpowiadam tym samym.
- Nie patrz tak na mnie, Kate Matthews. Co jest pomidzy
tob a Samem?
- Uroczy, prawda? - Mruga do mnie. - Po prostu dobrze si
bawimy.
cigam przez gow koszul Jessego i sukienk, rzucam je
na podog.

- Po prostu dobrze si bawicie?


Kate przewraca oczami, podnosi moje brania i kadzie je na
ku, po czym sama opada na narzut, rude wosy otaczaj
chmur jej blad twarz.
- Tak. Nie tylko ty dostajesz swoj porcj czuoci
-odpowiada powanie. Otwieram usta ze zdumienia. - Avo,
masz to wypisane na twarzy.
- Jad do pracy z Jessem. - api suszark, by nieco
zdyscyplinowa wilgotne gniazdo na mojej gowie.
- Baw si dobrze. - Sysz, jak sobie nuci, wychodzc z
pokoju. Pochylam gow i susz wosy niedbale, spieszc si,
by wrci do Jessego.
Gdy podnosz gow, dostrzegam w lustrze jego odbicie, ley
na ku, opiera si na zagwku, donie trzyma za gow.
Zajmuje praktycznie cay podwjny materac. Wyczam
suszark i odwracam si do niego twarz. Mam ochot
wczoga si na ko obok niego.
- Cze, skarbie. - Mierzy mnie wzrokiem.
- Cze - umiecham si. - Wygodnie ci? Podskakuje nieco.
- Nie, ostatnio wygodnie mi tylko w jednej pozycji. -Unosi
sugestywnie brwi.
To spojrzenie i jego sowa sprawiaj, e kolana uginaj si
pode mn, a w caym moim ciele budzi si tsknota. Jesse
odpycha si od materaca i podchodzi do mnie powoli, odwraca
mnie twarz do szafy. Siga ponad moim ramieniem, przeglda
ubrania i ciga z wieszaka kremow sukienk.
- W to - szepcze mi do ucha. -1 dopilnuj, by pod spodem
znalaza si koronka.
Zaciskam powieki, bior od niego wieszak i jcz, gdy jego
do muska moj pier, a jego biodra koysz si za moimi
plecami.

Och, dobry Boe, wystarczy!


- Pospiesz si. - Wymierza mi delikatnego klapsa w poladek,
po czym odchodzi, zostawiajc mnie w cakowitej rozsypce,
uczepion kremowej sukienki.
Wkadam to, co dla mnie wybra i przetrzsam kad torebk,
ktr posiadam, szukajc piguek. Nigdzie nie mog ich
znale. Kate robi w kuchni herbat w samym podkoszulku.
- Widziaa moje piguki? - Przetrzsam szuflad na drobiazgi
w kuchni, w ktrej trzymamy wszystko, od baterii i adowarek
do telefonu po szminki i lakier do paznokci.
- Nie.
Zamykam szuflad z trzaskiem, marszczc brwi.
- Zawsze trzymam je w kosmetyczce.
- Jaki problem?
Podnosz gow, Jesse stoi w drzwiach.
- Nie mog znale piguek.
- Pniej ich poszukasz. Chod. - Wyciga do mnie rk. Podoba mi si twoja sukienka - dodaje cicho, mierzc mnie
wzrokiem, gdy do niego podchodz.
Oczywicie, e mu si podoba; sam j wybra.
Wsuwa do pod materia i palcem wskazujcym gadzi
wntrze mojego uda, zaciskam wargi i zarzucam mu ramiona
na szyj. Umiecha si grzesznie i przesuwa palec na szew
moich majtek, ocierajc si delikatnie o moje ono. Z mojego
garda wyrywa si jk.
- Mokra - szepcze, zataczajc palcem kka. Zaraz zaczn
szlocha z rozkoszy. - Pniej. - Wycofuje palec i oblizuje go
do czysta.
- Musisz przesta to robi.
- Nigdy - umiecha si szeroko, po czym wyciga mnie z
kuchni.

Wyjedamy z miasta ku Surrey Hills. Zerkam na Tessego od


czasu do czasu, patrzy na mnie zamiast na drog. Za kadym
razem umiecha si i ciska moje kolano, na ktrym przez
wikszo podry trzyma do.
- Od jak dawna jeste wacicielem Rezydencji? -pytam.
Posya mi zaintrygowane spojrzenie spod wygitych brwi,
przycisza muzyk.
- Od dwudziestych pierwszych urodzin.
- Zaoye hotel w tak modym wieku? - Ton mojego gosu
odzwierciedla moje zdumienie.
Umiecha si do mnie szeroko.
- Odziedziczyem Rezydencj po moim wuju Car-michaelu.
- Zmar?
Jego umiech znika.
- Tak.
- Przykro mi.
- Mnie rwnie. - Pogra si w rozmylaniach. Kad do na
jego kolanie i ciskam je delikatnie
w gecie pocieszenia. Umiecha si do mnie, na co
odpowiadam tym samym.
- Ile masz lat, Jesse?
- Dwadziecia siedem - odpowiada obojtnie. Wzdycham.
- Dlaczego nie chcesz mi powiedzie, ile masz lat?
- Mogaby pomyle, e jestem dla ciebie za stary i uciec.
- Mylisz, e jeste dla mnie za stary? - Biorc pod uwag to,
co si pomidzy nami wydarzyo, zgaduj, e nie, lecz kwestia
ta urasta do takiej rangi, e warto o to zapyta.
- Nie. - Nie odrywa wzroku od drogi. - Mj najwikszy
problem to twj problem.

Marszcz brwi.
- Nie mam adnego problemu. Odwraca do mnie przystojn
twarz.
- W takim razie przesta dopytywa. Wykrzywiam twarz w
grymasie, lecz postanawiam
zmieni temat.
- A twoi rodzice?
Zaciska wargi w wsk lini, co sprawia, e natychmiast
auj mojego pytania.
- Nie widuj si z nimi.
Opieram si w fotelu i nic wicej nie mwi do koca
podry. Jego pogardliwe podejcie tylko pobudza moj
ciekawo, lecz te zamyka mi usta.
Gdy dojedamy do posiadoci, Jesse naciska przycisk na
desce rozdzielczej, by otworzy bram. Duy John wysiada ze
swojego rang rovera w czarnym garniturze i okularach
przeciwsonecznych. Kiwa mi gow na powitanie, gdy
wysiadam z samochodu i podchodzi do Jessego.
- Co si dzieje, Johnie? - pyta Jesse, biorc mnie za rk i
prowadzc po schodach do drzwi Rezydencji. Przechodzi mnie
dreszcz na myl o mojej ostatniej wizycie tutaj. Nie sdziam,
e jeszcze tu wrc i oto jestem. Zerkam na Jessego, ktry
podaje rk Duemu Johnowi. Koncentruje si na interesach.
- Wszystko w porzdku - mwi John, przepuszcza mnie i
Jessego w drzwiach, po czym idzie za nami do restauracji. Jak
na dziesit w niedzielny poranek w hotelu panuje wyjtkowy
spokj.
Jesse zamawia niadanie, umiecha si do mnie i prosi o moje
ulubione danie - jajka po benedyktysku z ososiem - po czym
dodaje, by przysano to do jego biura razem z cappuccino
zaparzonym wedug moich upodoba - bez czekolady i cukru.
Bierze mnie za rk i cignie

za sob korytarzami, a gdy tylko zamykaj si za nami drzwi


jego biura, opiera mnie o nie i unosi mi sukienk do talii.
Ukrywa twarz na mojej szyi, zaciskam palce na jego
podkoszulku. Jego gwatowno zbija mnie z tropu. Leniwie
budowane napicie czy gwatowne szybkie pchnicia - rezultat
jest taki sam. Oddycham pytko, urywanie, gotowa baga.
Sia, z jak przyciska mnie do drzwi, jeszcze si wzmaga, gdy
miady ustami moje wargi. Przygryza doln.
- Jeste mokra?
- Tak - szepcz, zaciskajc palce na jego podkoszulku.
Wystarczy, bym na niego spojrzaa, a ju jestem podniecona.
Zdejmuje donie z moich piersi, rozpina rozporek, jego
wczeniejszy komentarz o braku przeszkd nagle staje si
jasny. Odsuwa na bok moje majtki.
Nie mam czasu, by przygotowa si na tward, szybk
inwazj. Jedn z moich ng otacza si w pasie, przysuwa si i
wbija we mnie, wciskajc mnie w drzwi z gonym krzykiem.
To ja krzycz.
- Cicho - mruczy.
Nie daje mi czasu na przystosowanie si. Wbija si we mnie
uparcie, kaco, raz po raz, posyajc mnie do gwiazd.
Zaciskam wargi, by powstrzyma krzyki, opieram czoo na
jego ramieniu pogrona w delirium.
- Czujesz mnie, Avo?
Boe, daj mi si, chyba zaraz zemdlej. Kocha si ze mn jak
szaleniec, wbija si we mnie i dyszy ciko.
- Odpowiedz na pytanie.
- Tak! Czuj ci.
Wdziera si we mnie coraz gbiej i gbiej. Sekundy dziel
mnie od wybuchu.

- Dobrze ci?
- O Boe, tak! - krzycz, gdy zaczyna brakowa mi tchu, a on
atakuje mnie chciwymi ustami.
- Powiedziaem: cicho. - Przygryza moj warg tak mocno, e
graniczy to z blem.
Atakuje mnie ar, skwierczy, syczy i wybucha w moim
wntrzu, posyajc mnie w gorczkowe spenienie, gdy
osigam orgazm z gonym krzykiem. Ucisza mnie wargami,
gdy wszystkie myli pierzchaj z mojej gowy. Dygocz
niekontrolowanie, a on naciera dalej, w kocu sam krzyczy,
gdy nadchodzi spenienie, jego czonek pulsuje i dry, gdy
oprnia si w moje wntrze.
Och, dobry Boe. Dziko krci mi si w gowie. Nurzam si w
zachwycie w wyniku tego, co wyprawia ze mn ten
mczyzna.
- Mgbym ci zabiera do pracy codziennie - dyszy w moj
szyj, odsuwa si powoli i pozwala mi stan na nogach. Dobrze si czujesz?
- Nie puszczaj mnie - mamrocz w jego rami. Nie mog
odzyska rwnowagi.
mieje si cicho, otaczajc ramionami moj tali. Zdmuchuj
wosy z twarzy, wpatruje si we tymi oszaamiajcymi oczami.
Umiecham si.
- Cze.
- Wrcia. - Przyciska wargi do moich warg, bierze mnie na
rce i niesie na kanap, sadza mnie na niej, po czym poprawia
si i zapina rozporek.
Wygadzam materia sukienki i opadam na sof, umiechajc
si lekko. Oszaamia mnie kontrast pomidzy dwiema stronami
jego natury - dzik i wymagajc oraz czu i delikatn.
Kocham je obie.
Podchodzi i siada obok, bierze mnie na kolana.

- Pomylaem, e mogaby i do dobudwki i zacz prace


nad projektami.
- Nadal chcesz, bym zaprojektowaa wntrza?
- Oczywicie, e tak.
- Mylaam, e pragniesz tylko mojego ciaa - mwi
artobliwie, za co spotyka mnie prztyczek.
- Pragn ci z wielu innych powodw, moja droga.
Gdy rozlega si pukanie do drzwi, schodz z jego kolan.
Natychmiast ogarnia mnie tsknota za jego twardym ciaem.
- Prosz.
Chopak z restauracji wchodzi z tac i kadzie j na stoliku do
kawy.
- Dziki, Pete.
Chopak kiwa gow, po czym posya mi przyjacielski
umiech i wychodzi.
- Jedz swoje jajka, skarbie - nakazuje mi Jesse. Zabieram si
do nich, nie tracc czasu, podaj mu
troch na widelcu na jego yczenie. Gdy wszystko znika z
talerza, umiecha si do mnie i znw bierze na kolana,
przyciska do kanapy swoim ciarem.
- Mam ochot ci pore, lecz mam mnstwo cholernej pracy.
- Obdarza mnie ostatnim pocaunkiem, po czym z jkiem
frustracji podnosi si i wyciga notatnik oraz owek z szuflady
biurka.
- Pjd do dobudwki. - Wstaj z kanapy, odsuwajc od
siebie jego donie ze miechem, gdy prbuj go wymin.
- Pocauj mnie.
- Wanie to zrobiam.
- Nie ka mi znw prosi, Avo.
Umiecham si i speniam jego danie, po czym pozwala mi
opuci biuro.

Gdy otwieram drzwi, natykam si na Duego Johna, ktry


czeka, by mnie odeskortowa.
- Wiem, dokd id, Johnie. - Nie musi cay czas za mn
chodzi.
- Wszystko w porzdku, dziewczyno.
Gdy stajemy przed witraowym oknem nad schodami na
trzecie pitro, zerkam na szerok klatk schodow. Na szczycie
dostrzegam misternie rzebione podwjne drzwi. S zamknite
i oniemielajce, moj uwag odrywa od nich jednak
trzanicie innych drzwi na dole. Przechylam si przez porcz i
dostrzegam mczyzn, ktry wychodzi z apartamentu,
zapinajc rozporek. Dostrzega mnie, a moja twarz oblewa si
rumiecem, gdy zerkam na Johna, ktry mierzy mczyzn
wzrokiem i zowieszczo krci gow. Na twarz gocia wypywa
niepokj, chowam si w przejciu prowadzcym do
dobudwki, by unikn tej niezrcznej sytuacji.
Id do najdalszego pokoju i z braku mebli siadam na
pododze.
John zaglda do rodka.
- Zadzwo do Jessego, jeli bdziesz czego potrzebowa mamrocze.
- Pjd go poszuka.
- Nie, zadzwo do niego - powtarza, po czym zamyka drzwi.
Marszcz brwi. Czy jeli bd musiaa skorzysta z toalety, te
mam po niego zadzwoni?
Kilka godzin pniej mam obolay tyek i surowy szkic
wspaniaej sypialni. Wodz owkiem po papierze, cieniujc i
rozmazujc. Powiedzia, e kluczowe jest wielkie ko - to,
ktre wybraam, wsparte na czterech supkach i ustawione na
rodku pokoju, stanowi uosobienie luksusu i zmysowoci.
Przygldam si rysunkowi, czerwieni si

pod wpywem wasnej pracy. Jezu, to jest niemal erotyczne.


Skd mi si to wzio?
Rozmylania przerywa mi pukanie do drzwi. Gdy tylko si
otwieraj, dostrzegam w nich odte wargi Sarah. Jcz w
duchu. Ta kobieta jest wszdzie - wszdzie, gdzie jest Jesse.
- Ava, c za mia niespodzianka. - Cicho zamyka za sob
drzwi i staje na rodku pokoju. Marz, by potkna si w tych
niedorzecznych szpilkach. Naprawd nie lubi tej kobiety.
Wyzwala we mnie najgorsze instynkty. Mia niespodzianka?
Jasne.
- Sarah. Mio ci znw widzie. - Zakadam lune pasmo
wosw za ucho i zaczynam si nim bawi, jej czerwone wargi
wygldaj tego dnia na wyjtkowo spuchnite. Na pewno je
sobie poprawiaa.
Fakt, e siedz na pododze, a ona stoi, sprawia, e czuj si w
gorszej pozycji. Podniosabym si, gdyby moje poladki nie
zdrtwiay i miaabym pewno, e zaraz nie upadn.
- Pracujesz w niedziel - mwi, rozgldajc si po pustym
pokoju. - Wszystkich swoich klientw traktujesz tak
wyjtkowo jak Jessego?
- Nie - umiecham si. - Tylko jego.
Krzyuje ramiona na obfitym biucie. Tam na pewno te co
sobie poprawia.
- Co takiego ma w sobie mj Jesse, e powicasz swj wolny
czas na prac?
Mj Jesse?
- Nie jestem pewna, czy to twoja sprawa. - Najeam si.
- Moe chodzi o jego pienidze?
- Nie interesuje mnie jego majtek.
- Oczywicie, e nie. - Podchodzi do okna, po czym odwraca
si do mnie, jej twarz jest rwnie zimna jak jej

gos. - Ostrzegam ci, Avo. Jesse nie jest typem mczyzny,


na ktrym mona oprze swoje marzenia.
Patrz jej prosto w oczy, prbujc naladowa jej zimn min
i ton. Nie jest to wcale trudne - wydaje si naturalne przy tej
okropnej kobiecie.
- Dzikuj za ostrzeenie, lecz myl, e jestem ju na tyle
dua, by samodzielnie decydowa, na kim opr moje marzenia.
Prycha cicho. Z litoci, co sprawia, e ogarnia mnie pody
nastrj.
- Dziecko, wyskocz ze swojej bajki i otwrz... Drzwi si
otwieraj, do rodka wchodzi Jesse, zerka
na mnie, po czym na Sarah.
- Wszystko w porzdku? - pyta.
Wzdrygam si w duchu z odraz. Dlaczego pyta j, do diaba,
kiedy powinien pyta mnie? Ogarnia mnie jeszcze wiksze
zdumienie, gdy Sarah przykleja do twarzy niedorzecznie
sztuczny umiech i podchodzi do niego, wypinajc biust.
- Tak, skarbie. Omawiaymy wanie z Av wystrj nowych
pokojw. Ma wspaniae pomysy. - Zaczyna masowa mu
ramiona.
Mam ochot zerwa te sztuczne paznokcie z jej palcw.
Poda, kamliwa suka! On chyba si na to nie nabierze? Peen
satysfakcji umiech, ktry jej posya, mwi mi, e jednak tak.
lepy dure!
- Jest dobra - odpowiada z dum. Czuj si przez to jak
cholerny dzieciak.
- Tak, bardzo utalentowana - mruczy Sarah, umiechajc si
do mnie przebiegle. - Zostawi was. - Cauje go w policzek.
Dosownie pon z gniewu. - Avo, mio byo ci znw spotka.

Zdobywam si na niky umiech.


- Ciebie rwnie, Sarah.
Wychodzi, zostaj z Jessem sama. Jak rol gra ta kobieta w
jego yciu? Jest tu przy kadej mojej wizycie, zjawia si te na
imprezie w Lusso. Chce si mnie pozby, a jest tylko jeden
powd, ktry to tumaczy... pragnie Jessego. Na myl, e Jesse
mgby by z kim innym, moje serce ciska si z blu - mam
ochot zrobi komu krzywd. Nigdy nie byam zazdrosna ani
zaborcza. Teraz czuj jednak, jak zalewaj mnie te wanie
uczucia. Nie jest mi z tym dobrze. Znalazam si w tarapatach wielkich, cholernych tarapatach. Powiedziaa, e Jesse nie jest
typem mczyzny, na ktrym mona oprze marzenia. Myl,
e sama to wiem.
- Rzumy okiem, moja droga. - Siada na pododze obok mnie i
siga po notatnik. - Ojej! Podoba mi si to ko.
- Mnie rwnie - przyznaj ponuro. Cay mj entuzjazm z
powodu tego pomysu prys.
- Co to takiego? - Wskazuje palcem baldachim nad kiem.
- To taka kratka. Drewniane belki przecinaj si, tworzc
siatk.
- Mona na nich wiesza rne rzeczy? - Zerka na mnie
pytajco.
- Tak, tkaniny, moe owietlenie. - Wzruszam ramionami.
Otwiera usta ze zdziwienia.
- O jakich kolorach mylaa?
- Czer i zoto.
- Bardzo mi si podoba. - Przesuwa doni po rysunku. Kiedy moemy zaczyna?
- Och, to tylko szkic. Musz go jeszcze dopracowa,
wyskalowa, zaprojektowa owietlenie i tym podobne. -

Nie wiem, czy bd to robi. Ostrzeenie Sarah wywoao we


mnie gbok depresj. Musz przemyle powanie sens
mojej obecnoci tutaj. - Zawieziesz mnie do domu?
Podnosi gow, w jego zielonych oczach maluje si troska.
- Dobrze si czujesz?
Odrywam zdrtwiae poladki od podogi, przyklejam na
twarz rwnie sztuczny umiech jak Sarah.
- Tak. Musz jeszcze popracowa przed jutrem. -Wygadzam
sukienk.
- Dobrze. - Rwnie si podnosi i podaje mi notes. -Jeste
pewna, e wszystko w porzdku?
Umiecham si jeszcze szerzej.
- Tak. Dlaczego miaoby by inaczej? - Przyciskam donie do
bokw, by nie zacisn palcw na kosmyku wosw.
Mierzy mnie podejrzliwym spojrzeniem.
- W takim razie chodmy. - Podnosi z ziemi moj torebk,
bierze mnie za rk i wyprowadza z pokoju.
W holu rozglda si nerwowo.
- Zaczekaj tutaj, musz wzi telefon i kluczyki. Albo id do
samochodu. Jest otwarty.
Marszcz brwi, gdy wypycha mnie za drzwi, po czym biegnie
do biura.
Schodz po stopniach na d, lecz zanim docieram do
samochodu, sysz miech pewnej bestii o kliwym jzyku i
odtej twarzy. Tej, odwracam si na picie i dostrzegam j.
Stoi na stopniach z Jessem.
- Dobrze, skarbie. Zobaczymy si pniej. - Cauje go w
policzek. Zbiera mi si na mdoci. - Do zobaczenia wkrtce,
Avo! - woa do mnie.

Przeszywa mnie lodowatym spojrzeniem, gdy Jesse


podchodzi do mnie, podaje mi torebk, po czym bierze mnie za
rk. Wsiadam do samochodu; gdy tylko Jesse uruchamia
silnik, rozlegaj si dwiki Creep Radiohead. Umiecham si
do siebie. Tak, co ja tu robi, do diaba?
cig dalszy nastpi...
3 kwietnia 2014 Ten Mczyzna
Tom 2
Jego Kamstwa

Related Interests