You are on page 1of 590

Brandon Sanderson

Z MGŁY
ZRODZONY
Przełożyła Aleksandra Jagiełowicz

Wydawnictwo MAG
Warszawa 2008
GTW

Tytuł oryginału:
Mistborn
Copyright © 2006 by Brandon Sanderson
Copyright for the Polish translation
© 2008 by Wydawnictwo MAG
Redakcja:
Urszula Okrzeja
Korekta:
Magdalena Górnicka
Ilustracja na okładce:
Damian Bajowski
Opracowanie graficzne okładki:
Irek Konior
Projekt typograficzny, skład i łamanie:
Tomek Laisar Fruń
ISBN 978-83-7480-080-8
Wydanie I
Wydawca:
Wydawnictwo MAG
ul. Krypska 21 m. 63, 04-082 Warszawa
tel. fax (0-22) 813 47 43
e-mail: kurz@mag.com.pl
www.mag.com.pl
Druk i oprawa:
drukarnia@dd-w.pl
Wyłączny dystrybutor:
Firma Księgarska Jacek Olesiejuk Sp. z o. o.
ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Maz.
tel. (22) 721-30-00
www.olesiejuk.pl

Czasem martwię się, że nie jestem tym bohaterem, za którego wszyscy mnie mają.
Filozofowie zapewniają mnie, że to właściwy czas, że pojawiły się wszystkie znaki.
Wciąż jednak zastanawiam się, czy nie mylą się co do człowieka. Tylu ludzi jest ode
mnie zależnych. Powiadają, że trzymam w ramionach los całego świata.
Co by powiedzieli, gdyby się dowiedzieli, że ich obrońca - Bohater Wieków, ich
zbawca - wątpi sam w siebie? Może nie byliby wcale zaskoczeni. Właściwie to mnie martwi
najbardziej. Może w głębi serca zastanawiają się - tak samo jak ja.
Czy kiedy na mnie spojrzą, zobaczą kłamcę?

PROLOG
Z nieba sypał się popiół.
Lord Tresting zmarszczył brwi, podnosząc wzrok na ciemne, południowe niebo,
podczas gdy jego służący pospieszyli z parasolem, by osłonić nim lorda i jego dostojnego
gościa. Popiół lecący z nieba nie był aż tak niezwykłym zjawiskiem w Ostatecznym
Imperium, ale Tresting miał nadzieję, że uniknie czarnych plam sadzy na swej nowej
kamizelce i czerwonej kurtce, które właśnie przybyły barką aż z Luthadelu. Na szczęście nie
było wiatru - parasol powinien wystarczyć.
Tresting i jego gość stali na patio, znajdującym się na niewielkim wzgórku ponad
polami. W opadającym popiele pracowały setki ludzi, odzianych w brunatne kaftany, usiłując
ochronić zbiory. Ich ruchy były leniwe i powolne, ale oczywiście to normalne u skaa. Chłopi
byli nieruchawą, nieproduktywną bandą. Oczywiście, nigdy się nie skarżyli, wiedzieli, że im
się to nie opłaca. Po prostu pracowali zgarbieni, krzątając się cicho i apatycznie. Świszczący

obok pejcz ekonoma na chwilę budził ich do żywszych działań, ale skoro tylko nadzorca
przeszedł, wracali do poprzedniego, leniwego tempa.
- Ktoś mógłby pomyśleć, że tysiąc lat pracy w polu wystarczy, aby nabrali choć trochę
wprawy - zwrócił się Tresting do mężczyzny, stojącego obok niego.
Obligator spojrzał na niego i uniósł brew. Grymas ten podkreślił jego najbardziej
wyrazisty rys twarzy - skomplikowane tatuaże, które drobną koronką okalały oczy. Tatuaże
były rozległe, sięgały od czoła i obejmowały oba policzki. Był pełnym prelanem - naprawdę
ważnym obligatorem. Tresting miał w posiadłości własnych, osobistych obligatorów, ale byli
to jedynie pośledni funkcjonariusze, z niewielu znakami wokół oczu. Ten człowiek
przypłynął z Luthadel na tej samej barce, którą przybył nowy strój Trestinga.
- Powinieneś widzieć skaa z miasta, Tresting - odparł obligator, spoglądając znowu na
robotników skaa. - Ci są całkiem pilni, w porównaniu z ich braćmi z Luthadelu. Masz nad
nimi bardziej... bezpośrednią kontrolę. Jak ci się zdaje, ilu stracisz w tym miesiącu?
- Och, pół tuzina, albo trochę więcej - odparł Tresting. - Kilku po chłoście, kilku ze
zmęczenia.
- Ucieczki?
- Nigdy! - odparł Tresting. - Kiedy odziedziczyłem ziemię po ojcu, miałem kilka
ucieczek, ale zlikwidowałem rodziny uciekinierów. Pozostałym szybko przeszła ochota.
Nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy mieli problemy ze swoimi skaa... uważam, że te istoty
łatwo kontrolować, jeśli okaże się odpowiednią stanowczość.
Obligator skinął głową i stał w milczeniu, spowity szarą szatą. Wydawał się
zadowolony - bardzo dobrze. Skaa nie byli tak naprawdę własnością Trestinga. Podobnie jak
wszyscy inni skaa, należeli do Pana Władyki. Tresting jedynie wypożyczał pracowników od
swego Boga, tak samo, jak płacił za usługi swych obligatorów.
Obligator spojrzał w dół, sprawdzając czas na kieszonkowym zegarku, po czym
podniósł wzrok na słońce. Pomimo deszczu popiołu słońce jasno świeciło na niebie,
wyzierając jaskrawoczerwoną tarczą zza dymnej ciemności nieba. Tresting wyjął chusteczkę i
otarł czoło, wdzięczny za cień parasola, osłaniający go przed południowym upałem.
- Doskonale, Tresting - rzekł obligator. - Przekażę twoją propozycję lordowi Venture,
tak jak sobie tego życzysz. Dostanie ode mnie przychylne sprawozdanie z twoich działań.
Tresting pohamował westchnienie ulgi. Obligator był obowiązkowym świadkiem w
każdej transakcji i przy zawieraniu umów przez szlachtę. Oczywiście, świadkami mogli być
pośledniejsi obligatorzy, tacy jakich zatrudniał Tresting, ale wywarcie wrażenia na osobistym
obligatorze Straffa Venture znaczyło o wiele więcej.

Obligator spojrzał na niego.
- Dziś po południu wracam kanałem.
- Tak szybko? - zapytał Tresting. - Nie zostaniesz na kolacji?
- Nie - odrzekł obligator. - Choć jest jeszcze jedna sprawa, którą chciałbym
przedyskutować z tobą. Nie przybyłem tylko na żądanie lorda Venture, lecz również, aby...
przyjrzeć się pewnym kwestiom z ramienia Kantonu Inkwizycji. Krążą plotki, że lubisz
zabawiać się z kobietami skaa.
Trestingowi przeszły po plecach ciarki.
Obligator uśmiechnął się; próbował być rozbrajający, ale Tresting uznał, że jest raczej
upiorny.
- Nie wpadaj w przerażenie, Tresting - odrzekł. - Jeśli naprawdę twoje zachowanie
dawałoby powody do niepokoju, zamiast mnie byłby tu teraz Stalowy Inkwizytor.
Tresting powoli skinął głową. Inkwizytor. Nigdy do tej pory nie widział tych
nieludzkich istot, ale słyszał... opowieści.
- Zostałem usatysfakcjonowany w kwestii twoich relacji z kobietami skaa - rzekł
obligator, spoglądając znów na pola. - Z tego, co widziałem i słyszałem, zawsze zacierasz za
sobą ślady. Taki człowiek, jak ty - sprawny, produktywny - mógłby w Luthadel zajść daleko.
Jeszcze kilka lat pracy, parę dobrych interesów i kto wie?
Obligator odwrócił się, a Tresting poczuł, że się uśmiecha. Nie była to obietnica, nawet
wyraz poparcia - obligatorzy w większości byli bardziej biurokratami i świadkami niż
duchownymi - ale usłyszeć taką pochwałę z ust jednego z osobistych sług Ostatniego
Imperatora... Tresting wiedział, że część szlachty uważała obligatorów za niepokojące istoty niektórzy wręcz czuli w ich obecności zakłopotanie - ale w tym momencie Tresting mógłby
nawet ucałować dostojnego gościa.
Odwrócił się w stronę skaa, którzy spokojnie pracowali pod krwawym blaskiem słońca
i leniwie opadającymi płatkami popiołu. Tresting zawsze był szlachcicem zaściankowym,
żyjącym spokojnie na plantacji, czasem marzącym o przeprowadzce do Luthadelu. Słyszał o
balach i rautach, o przepychu i intrygach, i niezmiernie go to ekscytowało.
„Muszę to dzisiaj uczcić”, pomyślał. W czternastym rzędzie motyk pracowała
dziewczyna, którą miał na oku już od kilku dni...
Uśmiechnął się znowu. Jeszcze kilka lat pracy, tak powiedział obligator. Ale może
Tresting zdoła to przyspieszyć, jeśli będzie pracować choć trochę pilniej? Populacja jego skaa
rozrosła się ostatnio. Może gdyby ich nieco mocniej przycisnął, zdołałby tego lata mieć
większe zbiory i z nawiązką wykonał umowę, jaką zawarł z lordem Venture.

Skinął głową i objął wzrokiem tłum leniwych skaa. Niektórzy pracowali motykami,
inni na czworakach, odsłaniając delikatne kiełki spod warstwy popiołu. Nie skarżyli się.
Zaledwie ośmielali się myśleć. Tak właśnie być powinno, byli bowiem skaa. Byli...
Zamarł, gdyż jeden ze skaa nagle uniósł głowę. Mężczyzna spojrzał wprost w oczy
Trestinga, z iskrą - nie, płomieniem buty - na twarzy. Tresting nigdy nie widział podobnego
wyrazu, przynajmniej nie na obliczu skaa. Cofnął się odruchowo, przeszedł go dreszcz, bo ten
dziwny skaa o prostym grzbiecie nadal wpatrywał się w jego oczy.
I uśmiechał się.
Tresting odwrócił wzrok.
- Kurdon! - warknął.
Potężny, krępy ekonom podbiegł do niego po zboczu.
- Tak, panie?
Tresting obrócił się, wskazując na...
Zmarszczył brwi. Gdzież stał ten skaa? Byli tacy podobni do siebie, z pochylonymi
głowami, ciałami pokrytymi sadzą i popiołem. Tresting zawahał się, szukając wzrokiem.
Wydawało mu się, że poznał to miejsce... puste miejsce, gdzie teraz nie było nikogo. Ale nie.
To niemożliwe. Ten człowiek nie mógł tak szybko ulotnić się ze środka grupy. Dokąd mógł
pójść? Przecież musi gdzieś tutaj być i pracować ze schyloną głową, jak należy. Ale i tak ten
moment pozornej buty był niewybaczalny.
- Panie? - raz jeszcze zagadnął Kurdon.
Obligator stał z boku, obserwując ich z zainteresowaniem. Nie byłoby dobrze, gdyby
ten człowiek się dowiedział, że jeden ze skaa zachował się tak bezczelnie.
- Przyciśnij trochę mocniej skaa na południowym odcinku - rozkazał Tresting,
pokazując palcem. - Są ślamazarni, nawet jak na skaa. Spuść któremuś lanie.
Kurdon wzruszył ramionami, ale skinął głową. Właściwie nie było powodu do
chłosty... ale kto potrzebuje powodu, żeby przyłoić robotnikom?
W końcu to tylko skaa.
***
Kelsier słyszał różne opowieści.
Słyszał szepty o czasach, kiedy - dawno, dawno temu - słońce nie było czerwone.
Niebo nie było wtedy przesłonięte popiołem i dymem, rośliny nie musiały walczyć o życie, a
skaa nie byli niewolnikami. W czasach przed Ostatnim Imperatorem. Jednak te czasy
właściwie uległy już zapomnieniu. Nawet legendy przestały być wiarygodne.
Kelsier obserwował słońce, wodząc wzrokiem za gigantyczną czerwoną tarczą, która

pełzła powoli w stronę zachodniego horyzontu. Przez chwilę stał w milczeniu, sam na pustym
polu. Dzień pracy dobiegł końca. Skaa zostali zapędzeni z powrotem do baraków. Wkrótce
nadciągną mgły.
Wreszcie Kelsier westchnął, po czym odwrócił się, by wąskimi miedzami i ścieżkami
przecisnąć się pomiędzy ogromnymi hałdami popiołu. Starał się nie rozdeptywać roślin, choć
nawet nie wiedział dlaczego. Zasiew był niewart uwagi. Wątłe kiełki o zwiędniętych liściach
wydawały się równie przygnębione jak ludzie, którzy je pielęgnowali.
Chaty skaa wznosiły się ciemnymi plamami w gasnącym świetle. Kelsier widział już
pierwsze tworzące się smugi mgły, wiszące w powietrzu i nadające bryłowatym budynkom
odrealniony, niematerialny wygląd. Chat nie strzeżono - nie było takiej potrzeby, gdyż żaden
skaa nie odważyłby się wychynąć na zewnątrz po nadejściu zmroku. Zbyt mocno obawiali się
mgieł.
Kiedyś będę musiał ich z tego wyleczyć, pomyślał Kelsier, zbliżając się do jednego z
większych budynków. Ale wszystko w swoim czasie.
Pchnął drzwi i wśliznął się do środka.
Rozmowy urwały się natychmiast. Kelsier zamknął drzwi, po czym odwrócił się z
uśmiechem. W sali znajdowało się około trzydziestu skaa. W palenisku pośrodku
pomieszczenia płonął mizerny ogień, a stojący obok kocioł był wypełniony wodą z pływającą
w niej garścią warzyw - zalążek wieczornego posiłku. Zupa naturalnie będzie jałowa, ale
pachniała kusząco.
- Dobry wieczór wszystkim - rzekł Kelsier z uśmiechem, stawiając swoje brzemię przy
nodze i opierając się o drzwi. - Jak minął dzień?
Jego słowa przerwały milczenie, a kobiety wróciły do przygotowywania kolacji. Grupa
mężczyzn, siedząca wokół prymitywnie skleconego stołu, przyglądała mu się jednak z
niezadowolonym wyrazem twarzy.
- Nasz dzień był wypełniony pracą, wędrowcze - rzekł Tepper, jeden ze starszych skaa.
- Tobie udało się tego uniknąć.
- Praca w polu nigdy mnie nie pasjonowała - odparł Kelsier. - Jest zbyt ciężka dla
mojej delikatnej skóry.
Uśmiechnął się, wyciągając przed siebie ręce pokryte warstwami wąskich blizn.
Pokrywały one całą skórę, biegnąc wzdłuż, jakby jakaś bestia darła ją szponami w górę i w
dół.
Tepper prychnął. Był młody jak na członka starszyzny, zaledwie dobiegał czterdziestki
- mógł być najwyżej pięć lat starszy od Kelsiera. Jednak ten obdarty człowiek wyglądał na

kogoś, kto lubi mieć ostatnie słowo.
- Nie czas na błahostki - odparł z powagą Tepper. - Kiedy przyjmujemy wędrowca,
oczekujemy, że będzie się godnie zachowywał i nie ściągnie na nas podejrzeń. Dzisiaj rano
uciekłeś z pola, a to mogło skończyć się chłostą dla pracujących wokół ciebie łudzi.
- To prawda - rzekł Kelsier. - Ale mogli oberwać batem także i za to, że stanęli w
niewłaściwym miejscu, że zbyt długo się wahali, czy też za zakasłanie, kiedy ekonom
przechodził obok. Kiedyś widziałem, jak człowiek został wychłostany, ponieważ jego pan
utrzymywał, że „niewłaściwie mrugnął”.
Tepper usiadł, mrużąc oczy, sztywno jak drąg i z nieustępliwym wyrazem twarzy oparł
przedramiona na stole.
Kelsier westchnął i wywrócił oczyma.
- Dobrze, jeśli chcecie, to sobie pójdę. Już mnie nie ma.
Zarzucił worek na ramię i nonszalancko otworzył drzwi.
Przez szczelinę natychmiast zaczęła wsączać się mgła, unosząc się leniwie wokół
Kelsiera, zbierając na podłodze i pełznąc przez kurz jak nieśmiałe zwierzę. Kilka osób
krzyknęło ze strachu, choć większość była zbyt oszołomiona, by wydać z siebie głos. Kelsier
stał przez chwilę nieruchomo, spoglądając na mroczne smugi mgły, wijące się powoli wokół
paleniska.
- Zamknij drzwi - słowa Teppera brzmiały jak błaganie, a nie jak rozkaz.
Kelsier spełnił żądanie, pchnął drzwi i odciął strumień białej mgły.
- Mgła nie jest tym, co sądzisz. Boicie się jej o wiele za bardzo.
- Ludzie, którzy pogrążają się w mgle, tracą dusze - szepnęła kobieta.
Jej słowa obudziły wątpliwość - czy Kelsier wędrował we mgle? A jeśli tak, to co się
stało z jego duszą?
Gdybyś tylko wiedziała, pomyślał Kelsier.
- Cóż, jeśli dobrze rozumiem, zostaję. - Skinął ręką na chłopaka, żeby przyniósł mu
stołek. - I bardzo dobrze... szkoda by było, żebym poszedł, nie dzieląc się z wami tym, co
wiem.
Niejeden z obecnych ożywił się na te słowa. Była to prawdziwa przyczyna, dla której
jeszcze go tolerowali - przyczyna, dla której nawet zahukani wieśniacy przygarnęli takiego
człowieka jak Kelsier. Był skaa, który igrał z wolą Ostatniego Imperatora, podróżując od
plantacji do plantacji. Może i był renegatem, zagrożeniem dla całej społeczności, ale
przywoził wieści ze świata.
- Przybywam z północy - oznajmił Kelsier. - Z ziem, gdzie Dotyk Ostatniego

Imperatora jest mniej zauważalny.
Mówił czystym, wyraźnym głosem, a ludzie, nie przerywając zajęć, podświadomie
pochylali się ku niemu. Nazajutrz plotki przyniesione przez Kelsiera zostaną przekazane
kilkuset osobom mieszkającym w innych barakach. Skaa byli poniżani i pokorni, ale
plotkowali bez opamiętania.
- Na Zachodzie panują lokalni lordowie - mówił Kelsier - i żyją z dala od żelaznej
pięści Ostatniego Imperatora i jego obligatorów. Niektórzy z tych dalekich szlachciców
stwierdzili, że szczęśliwi skaa pracują lepiej niż źle traktowani. Jeden z nich, lord Renoux,
zażądał nawet, aby jego ekonomowie zaprzestali chłost bez zezwolenia. Chodzą słuchy, że
rozważa wypłacanie wynagrodzenia swoim skaa z plantacji, i to takiego, jakie miewają
rzemieślnicy z miasta.
- Nonsens - mruknął Tepper.
- Przepraszam - odparł Kelsier. - Nie wpadłbym na to, że kum Tepper ostatnio był w
posiadłości lorda Renoux. Kiedy ostatnio jadłeś z nim kolację, czy powiedział ci o czymś, o
czym nie powiedział mnie?
Tepper oblał się rumieńcem. Skaa nie podróżowali, a już z całą pewnością nie jadali
przy jednym stole z lordami.
- Uważasz mnie za głupca, wędrowcze - rzekł Tepper. - Ale ja wiem, co robisz. Jesteś
tym, którego nazywają Ocalałym, zdradzają cię blizny na ramionach. Jesteś też mąciwodą wędrujesz od plantacji do plantacji, wzniecasz niezadowolenie. Zjadasz naszą żywność,
opowiadasz wielkie historie i kłamstwa, potem znikasz i zostawiasz takich ludzi jak ja, by
radzili sobie z fałszywymi nadziejami, jakie wzbudziłeś w naszych dzieciach.
Kelsier uniósł brew.
- Spokojnie, kumie Tepper - rzekł. - Twoje obawy są całkowicie bezpodstawne. Nie
mam najmniejszego zamiaru zjadać waszej żywności, przyniosłem własną.
Z tymi słowy Kelsier sięgnął i rzucił worek na ziemię przed stołem Teppera. Luźno
zawiązana torba przechyliła się. Wysypała się z niej żywność. Chleb, owoce, nawet kilka
grubych, wędzonych kiełbas.
Nektaryna potoczyła się po twardym klepisku i odbiła lekko od stopy Teppera.
Niemłody już skaa spojrzał na owoc ze zdumieniem.
- To jedzenie szlachty!
Kelsier prychnął.
- Ledwie ledwie. Jak na człowieka o takim prestiżu i geście, wasz lord Tresting ma
zastanawiająco kiepski gust. Jego spiżarnia to kompromitacja dla tak wspaniałej posesji.

Tepper pobladł jeszcze bardziej.
- To tam się wybrałeś dzisiaj - szepnął. - Poszedłeś do zamku... Okradłeś pana!
- Istotnie - zgodził się Kelsier. - Mogę jeszcze dodać, że o ile gusta kulinarne waszego
pana są rozpaczliwe, jego talent w doborze żołnierzy robi znacznie większe wrażenie.
Wśliznięcie się do jego domu w biały dzień było nie lada wyzwaniem.
Tepper wciąż gapił się na worek z żywnością.
- Jeśli ekonom to tutaj znajdzie...
- Więc zróbcie coś, żeby nie znalazł - odparł Kelsier. - Jestem przekonany, że to
smakuje o wiele lepiej niż rozwodniona jarzynówka.
Dwa tuziny par wygłodniałych oczu pożerały wzrokiem żywność. Jeśli nawet Tepper
szykował kolejne argumenty, nie uczynił tego dość szybko, bo chwila milczenia została
natychmiast uznana za przyzwolenie. W ciągu kilku minut sprawdzono i podzielono
zawartość worka, a garnek zupy bulgotał w zapomnieniu, podczas, kiedy skaa spożywali
znacznie bardziej egzotyczny posiłek.
Kelsier rozsiadł się wygodnie, opierając się o drewnianą ścianę chaty i obserwując, jak
ludzie rzucają się na jedzenie. Miał rację - to, co znalazł w spiżarni było żałośnie przyziemne.
Ci ludzie jednak od najmłodszych lat żywili się tylko zupą i kaszą. Dla nich chleb i owoce
były rzadkimi przysmakami - zwykle kosztowali ich jedynie w postaci nieświeżych resztek,
przynoszonych przez służbę domową.
- Nie pozwolono ci dokończyć opowieści, młody człowieku - zauważył niemłody już
skaa i przykuśtykał do Kelsiera, by zająć miejsce na stołku obok.
- Och, podejrzewam, że później będzie jeszcze na to czas - odrzekł Kelsier. - Kiedy już
wszystkie dowody mojej kradzieży zostaną doszczętnie spożyte. Nie chcesz skosztować?
- Nie potrzebuję - odparł starzec. - Kiedy ostatnio próbowałem pańskiego jedzenia,
żołądek bolał mnie przez trzy dni. Nowe smaki są jak nowe idee, młodzieńcze - im jesteś
starszy, tym trudniej ci je strawić.
Kelsier się zawahał. Staruszek nie wydawał się silny. Jego pomarszczona twarz i łysa
czaszka sprawiały, że wyglądał raczej na słabeusza, niż na mędrca. A jednak musiał być
silniejszy, niż wskazywały na to pozory; mała część skaa z plantacji dożywała tego wieku.
Wielu panów nie pozwalało starcom pozostawać w domu w ciągu dnia pracy, a częste chłosty
zbierały wśród wiekowych skaa ponure żniwo.
- Jak się nazywasz? - zapytał Kelsier.
- Mennis.
Kelsier znów spojrzał na Teppera.

- A więc, kumie Mennis, powiedz mi, dlaczego pozwalasz, aby to on był przywódcą?
Mennis wzruszył ramionami.
- Kiedy dożywasz moich lat, stajesz się bardzo ostrożny z marnotrawieniem energii.
Niektóre bitwy nie są po prostu warte, by w nich walczyć. - Mennis spojrzał znacząco. Mówił
o sprawach ważniejszych niż jego zmagania z Tepperem.
- Więc to cię zadowala? - zapytał Kelsier, wskazując ruchem głowy chatę i jej
przepracowanych, wygłodzonych mieszkańców. - Jesteś zadowolony z życia pełnego chłosty
i niekończącej się harówki?
- Przynajmniej jakoś żyję - odparł Mennis. - Wiem, jakie szanse dają niezadowolenie i
bunt. Oko Ostatniego Imperatora i gniew Stalowych Ministrów mogą okazać się straszniejsze
niż kilka chłost. Ludzie tacy jak ty mówią o zmianach, ale ja się zastanawiam. Czy to jest
bitwa, do której rzeczywiście możemy stanąć?
- Już walczycie, kumie Mennis. Tyle tylko, że na razie ponosicie sromotną klęskę. Kelsier wzruszył ramionami. - Zresztą, co ja wiem? Jestem tylko wędrownym mącicielem,
zjadam wasze jedzenie i mieszam w głowach młodzieży.
Mennis pokręcił głową.
- Żartujesz sobie, ale Tepper może mieć rację. Obawiam się, że twoja wizyta
sprowadzi na nas nieszczęście.
Kelsier się uśmiechnął.
- Dlatego nie zaprzeczyłem. Przynajmniej w kwestii mąciwody. Urwał, po czym
uśmiechnął się szerzej. - Właściwie to były jedyne prawdziwe słowa, jakie Tepper
wypowiedział od chwili, kiedy tu wszedłem.
- Jak ty to robisz? - zapytał Mennis, marszcząc brwi.
- Co?
- Ciągle się uśmiechasz.
- Och, jestem szczęśliwą osobą.
Mennis spojrzał na dłonie Kelsiera.
- Wiesz, takie blizny widziałem tylko u jednej osoby - i ta osoba nie żyła. Ciało
zwrócono lordowi Trestingowi jako dowód, że kara została wykonana. - Mennis spojrzał na
Kelsiera. - Ten ktoś został przyłapany na podżeganiu do rebelii. Tresting wysłał go do
Czeluści Hathsin, gdzie pracował do śmierci. Chłopak nie wytrzymał nawet miesiąca.
Kelsier spojrzał na swoje dłonie i przedramiona. Wciąż jeszcze czasem go paliły, choć
był pewien, że ten ból istniał tylko w jego umyśle. Podniósł wzrok na Mennisa i znów się
uśmiechnął.

. a jej słowa zagrzmiały w wyczulonych uszach Kelsiera jak grom. A co najważniejsze. po prostu nie. który zjadł wiele godzin temu. wraz z innymi allomantycznymi metalami. Cyna spoczywała w jego żołądku. Młodszy głos oddalał się z każdą chwilą. Jess też. połknięta wcześniej. Przerwał mu krzyk. czerpiąc moc. Odgłos coś w nim przełamał. To jedyna bitwa.rzekł inny mężczyzna. Ludzie w chacie zamilkli. Krzyczały dwie osoby. wsłuchując się w odległe.Biedna Jess .. choć mgły zniekształcały dźwięki. piskliwe krzyki. że starzec odpowie uśmiechem. Tepper skinął głową. Kelsier był w stanie dokładnie określić odległość. paląc go w żołądku jak gorący. Jedna była starszą kobietą. prawie dzieckiem. że jego twarz zalewa płomień gniewu. . wyostrzając zmysły.odezwała się jedna z kobiet w izbie. Kobiety skaa nie powinny mieć ładnych dzieci. jego nadnaturalny słuch wychwytywał krzyki. Cyna ożyła z błyskiem. kumie Mennis? Cóż. druga młodą dziewczyną. Ostatni Imperator myśli. .Zapytasz zaraz. Paląc cynę.Ale to i tak wstyd . Krzyki rozbrzmiewały dalej. czemu się uśmiecham. której do końca nie pojmował.To jej dziecko było przekleństwem.Nie wiem. .. Głos oddalał się w kierunku posiadłości lorda. Teraz. . zbyt szybko połknięty napój. Wciąż czuł w ustach smak bochenka chleba. poczuł. której stoczenie nie wymaga wielkiego wysiłku. Kelsier spalił cynę. blade palenisko zabłysło oślepiająco jasno. po latach ćwiczeń. na którym siedział. może z północy. . . było to całkiem proste. Allomantyczne moce wezbrały w jego ciele. . Sięgnął umysłem do wnętrza i dotknął cyny. Wszyscy o tym wiedzieliśmy. Mennis wytrzeszczył oczy na Kelsiera i ten przez chwilę spodziewał się.Lord Tresting posłałby po nią wcześniej czy później. Jednakże Mennis jedynie pokręcił głową. Nie mam ochoty mu na to pozwalać. by zaczerpnął z nich siłę.Czy lord Tresting kiedykolwiek uwalnia dziewczęta. kiedy już się nimi nasyci? Stary Mennis pokręcił głową. Dochodził z zewnątrz. Obejrzał się. Otaczające go pomieszczenie nabrało wyrazistości. że zagarnął na własność całą radość i śmiech. czekającymi. Wyczuwał słoje drewna stołka. Pomimo odległości i mgły Kelsier wyczuwał zawarte w nich cierpienie.

Kelsier spojrzał na starca. Wreszcie pozostali skaa również zaczęli się budzić. o jakich zwykły skaa nie miał nawet prawa wiedzieć. kiedy ekonomowie przyjdą dobić tych wszystkich.Lord Tresting przestrzega prawa. przewracając stołek. Jeśli Kelsier zdołał mu przeszkodzić w zażywaniu rozkoszy. Przypomniały mu się inne krzyki. Nie chce ściągnąć na siebie uwagi Inkwizytorów. tym gorzej zasypia. który wyszedł żywy z Czeluści. Wydawało mu się..i zastanawiał się. Nie wzniecisz rebelii. ignorując krzyki i ból. . Głosy kobiety z przeszłości.. a potem zmusił się do uśmiechu. Aż przyjdzie taki dzień. Wszystkim składam wielkie dzięki za gościnność. mięśnie zesztywniały . kumie Mennis. którzy byli zbyt chorzy lub zbyt starzy. ale gniew Kelsiera narastał. że wędrowiec nie powrócił do chaty. znalazł śmierć właśnie tutaj. protestował kręgosłup.powiedział Mennis. *** Mennis leżał bez snu aż do wczesnych godzin rannych. na przypadkowej plantacji. Krzyki ucichły w oddali. Taki był rozkaz Ostatniego Imperatora. zabija dziewczęta po kilku tygodniach. którą wszyscy uznali już za straconą. Pożyj jeszcze trochę. . Codzienne wstawanie wydawało się odrobinę trudniejsze. Jak zareaguje lord Tresting? Powiadali. ale po chwili uznał.bękarty. którzy odważyli się zakłócić jego nocne zabawy.Pamiętaj o tym. jeśli dasz się dzisiaj zabić. że im jest starszy. które mogłyby posiadać umiejętności.. Codziennie był bliski kapitulacji. że to niezbyt prawdopodobne. że Kelsier odzyskał rozum i poszedł dalej. . że człowiek. Nie mógł sobie pozwolić na hasające swobodnie bękarty . jakie nastąpią w Ostatnim Imperium. Tresting może równie dobrze ukarać całą resztę skaa za współudział. . że po prostu zostanie w chacie.Nadchodzą nowe dni. czekając. okazywał szczególną brutalność. a może zobaczysz wielkie wydarzenia. Widział ogień w jego oczach. usiłując bronić dziewczynę. Chcę tylko trochę pomącić wodę.Nie jestem tutaj po to. żeby . Wstał gwałtownie.bolały go kości. tak jak to.Ostrożnie. że wobec śmiałków. Co za szkoda.A co to da? Kelsier uśmiechnął się szerzej. Działo się to szczególnie wtedy. by poprowadzić waszą rebelię. kiedy coś go gnębiło. Mennis miał nadzieję. chłopcze . . Pchnął drzwi i wyszedł w mgłę. czy warto wstawać. Mennis leżał na twardym klepisku . co ci mówiłem na temat marnowania energii.

Kiedy zrobił kilka pierwszych kroków. spoglądając z satysfakcją na twarzy na zburzony dom. Powoli wyszedł z chaty i wsparty na ramieniu młodszego mężczyzny ruszył ku polom. Ostatnie pasma nocnej mgły wyparowały i za zwykłą zasłoną chmur pojawiła się czerwona tarcza słońca. dymiąca jama.Nie. że nie jest mgielnym upiorem.Mennis pokręcił głową. Ale nie dzisiaj. Mennis oddalił się od grupy. . w stronę.Zabił ich wszystkich.zawahał się. że to mgielny upiór. starcze bóle powoli zaczęły ustępować. Czy nikt tego nie zauważył? Żaden ekonom nie przyszedł. Nagle poczuł dziwny zapach. Stała obok. Flen był pewien. stała obok niej. . .wyjaśniała kobieta. Puścił ramię Shuma i podreptał w stronę grupy. Mennis ruszył na północ. Musi wstać. . ledwie widoczną w porannym słońcu smugę dymu. co on wygaduje. Potrzebowali Mennisa.pracować. . . na którego ramieniu wspierał się Mennis . Widział w oczach skaa zbyt wiele strachu . by przeprowadzić poranne zliczanie skaa. Mennis nie dotarł jako pierwszy do krawędzi niewielkiego płaskowyżu. Została jedynie poczerniała. desperacko brnąc ku dworowi. pozostali się rozstąpili. . ale wyglądało. gdzie właśnie zbierała się grupka skaa.chłopak. I wstał. czując coraz większy niepokój. Oczy dziewczyny były zaczerwienione z braku snu.Przybiegła i zaczęła z krzykiem tłuc w drzwi. Mennis się obejrzał. inni już spostrzegli wijącą się.To coś innego. To dowód. Pośrodku grupy ujrzał Jess. powłócząc nogami i wzniecając chmury pyłu i popiołu. Zwrócił się na północ.rzekł . Jej córka. liczyli na niego.wiedzieli. . którą miał porwać lord Tresting. ta sama. ale kiedy się zjawił. Wyprowadziłam ją na słońce i nie znikła. Nie pojawili się żołnierze.A tutaj co się stało? . Zanim tam dotarł. .Popielne Rumaki są w tym roku bardzo gwałtowne. ale ja musiałam ją wpuścić! Nie obchodzi mnie.Co to jest? .zapytał.Na Ostatniego Imperatora! . Dworu nie było.wyszeptał Mennis. Coś było bardzo nie w porządku. jak ją zabrali . że nic jej nie jest.Ostatnio zawsze czuję dym .Wróciła wkrótce potem. aby rozpędzić zgromadzenie.Czy też czujecie dym? Shum . Głos należał do córki Jess. że nocne eskapady Kelsiera napytają im biedy. . .

.? Lord Tresting miał dwa tuziny żołnierzy! Czy i Kelsier miał ukrytą bandę buntowników? W głowie rozbrzmiały mu słowa Kelsiera z poprzedniego wieczoru: „Nadchodzą nowe dni.odparł Mennis. że Kelsier pojawiał się również w dzień. co się dzieje.Cóż to za demon? . . .. . widziałam go w kałuży krwi. Musimy uciec.odparł Mennis. kiedy zaczęły się hałasy. . . . z ranami od noża na piersi. wychodząc.Tepper.zapytał z przerażeniem Tepper.czy on miał blizny na dłoniach i ramionach. będziemy musieli wędrować przez wiele dni.Wędrowcy mówią. żołnierze.niepewnie wymamrotał jeden ze skaa.Dokąd pójdziemy? . żeby nas pozabijał! Po co ten mąciwoda zrobił coś takiego? Czy nie rozumie.Wszyscy. Zaledwie dźwigam się rankami na nogi. .Ostrzegł nas. pomyślał Mennis..szepnął drugi. jakich szkód narobił? . Ekonomowie. że sami się nigdy nie zbuntujemy. ..Co się stanie.Bo wiedział. a może nawet po prostu wyśle swojego kolosa. Tepper pobladł jeszcze bardziej. wszyscy byli martwi. żeby się dowiedzieć. Zatem nie dał nam wyboru. .. Nie ocalę tych ludzi.Ale co z nami? . już nie żyli .Mgielny upiór .. zanim wieści o tej katastrofie dotrą do Ostatniego Imperatora.powiedziała. Ale czy miał wybór? Odwrócił się. Nie mogę tego zrobić. I jak mógł tego dokonać. wrzucił pochodnię do budynku. widocznie nie pamiętając.Ten człowiek . Ostatni Imperatorze. Nawet lord Tresting i jego obligatorzy.. który mnie uratował.Ale po co? . Przybył tu.. Pan zostawił mnie. Tepper pobladł.”. Może nas przyjmą. by namącić. pomyślał Mennis. Ale wyszedł z mgły. Spędzać noce we mgle! . sięgające aż poza łokcie? Dziewczyna skinęła w milczeniu głową.Rozumie .Jaskinie na wschodzie .. kiedy Ostatni Imperator się o tym dowie? Pomyśli. że to my! Wyśle nas do Czeluści.zagadnął Mennis .. Tepper. Człowiek.Ale. Wychodząc. że tam właśnie ukrywają się zbuntowani skaa. zbierz ludzi.Kiedy mnie wyprowadził. . lordowie. .

Mennis westchnął. jaki wywołała ta sytuacja.Mamy wybór .Równie dobrze możemy zostać tutaj i umrzeć. nowe dni. spoglądając znów na snujący się dym i przeklinając w duchu tego szaleńca Kelsiera. Po chwili jednak młodszy mężczyzna pobiegł pozbierać pozostałych ludzi.odparł Mennis. Rzeczywiście. . Tepper przez chwilę stał osłupiały i Mennis zaczął się obawiać.. że mógł nie wytrzymać wstrząsu. .

CZĘŚĆ PIERWSZA OCALAŁY Z HATHSIN .

otwór był jednym z niewielu miejsc. Leniwie. Beztrosko. A Vin lubiła samotność. uważa swoje czyny za w pewnym sensie „moralne”.ukrytej alkowie. Każdy”. Jakie to uczucie? Vin siedziała skulona w jednym z otworów obserwacyjnych . Czasem Vin wyobrażała sobie. jak puszyste płatki unoszą się w powietrzu. jak zauważyłem. 1 Z nieba spadał popiół. Można było obserwować z niej ulice i w porę dostrzec zagrożenie. wbudowanej w mur budynku. „Tylko tak się nauczysz. nie martwi się. gdzie mogła być sama. Może inna osoba. unosząc się na wietrze i tańcząc w małych wirach nad kocimi łbami. co po prostu istnieje. zasypując ciemne miasto Luthadel. albo jak wiatr. nie myśli. nie . nikt nie może Cię zdradzić”. Wirowały wokół murów. Słowa Reena. Brat nauczył ją tak wielu rzeczy. „Kiedy jesteś sam. czytając o moim życiu. Ale który człowiek sądzi inaczej? Nawet rzezimieszek. Vin nie miała warty. jak to zawsze obiecywał. albo wręcz jak mgła.Uważam się za człowieka z zasadami. Popiół padał dalej. Kłębki sadzy spadały jak czarny śnieg. Czymś bezmyślnym. Vin. Wydawały się takie beztroskie. Czemu opinia tego człowieka miałaby być mniej ważna niż moja własna? Chyba wszystko sprowadza się do jednego faktu. Każdy cię zdradzi. Może nazwie mnie arogantem. a potem poparł je czynem. Vin obserwowała. nazwie mnie religijnym tyranem. W ostatecznym rozrachunku to ja mam wojsko. że jest jak ten popiół. Swobodnie.

Ulef był młodym chłopcem.. więc jeśli złodziej skaa nie chciał być złapany i powieszony. oszukiwanie szlachty i obligatorów to bardzo niebezpieczne zajęcie . to może być naprawdę intratna robota.Camon uniósł krótki. Wtedy byłaby. . Po prostu spuściła wzrok. Opodal rozległo się szuranie. Oczywiście. Skinęła głową i wygramoliła się z ciasnej. kierując się ku ciemnej. aby uchronić się przed wciąż opadającymi płatkami. co chciał zobaczyć. który stanowił fasadę dla ich kryjówki. Zdrada nie miała nic wspólnego z przyjaźnią. Reen już się o to postarał. Ale to nie znaczyło. .Zaraz się zacznie robota. Wyszła z alejki.Vin! . Jeśli zostanie schwytany.Jesteś! . by bunt i nienawiść pojawiły się w jej spojrzeniu. Skaa. . Na ulicy życie było ciężkie.Powinnaś iść. Były inne sposoby okazania . że Camon nie zostanie złapany. Właśnie dlatego się tu schowałam. A bezwzględność była jednym z najpraktyczniejszych uczuć. Było dość skomplikowane . że i on jej nie zdradzi. . Vin opuściła głowę i włożyła kaptur. o ile można nazwać naiwnym kogoś.właściwie jedno z bardziej skomplikowanych. w bogatszej części miasta. by pracować. pokazując Camonowi to.Jesteś! Camon szuka cię od pół godziny. musiał myśleć praktycznie.cierpi. zbyt chorzy. wsadzając głowę do środka.Powinnaś się ruszyć . a potem drzwi w głębi alkowy otwarły się.pomyślała Vin. Zadanie miało być wykonane o kilka przecznic dalej. Wyszła tylnymi drzwiami. wolna. Wyminęła Ulefa i wyskoczyła na korytarz. A kiedy nie jest? . Miłym na swój sposób i naiwnym.. ale bezpiecznej niszy.ale z pewnością lepsze niż praca w kuźni czy fabryce włókienniczej. *** .zawołał Ulef. otoczonej kamienicami uliczce w jednym z licznych slumsów skaa w mieście. Ulef wlókł się za nią. Gdzie byłaś? Vin nie pozwoliła. Wolna. . Camon jest wściekły. Jaskinia szajki znajdowała się w pełnej tuneli kamiennej pieczarze pod budynkiem.. kto wychował się w tym światku. Gdyby uznać. gruby palec i dźgnął nim w kierunku jej twarzy. Cóż. . Nie. Pomieszczenie było jednym z wielu na zapleczu sklepu. kiedy odchodził. obsypywani lekkim popiołem.No i co? . leżeli skuleni po kątach i kanałach..rzekł Ulef. a potem do zrujnowanej spiżarni. nigdy nie będę wolna.zapytał Ulef. Kolejne powiedzonko Reena. z jakimi się spotkała Vin.

biała koszula.syknął Camon. patrząc. Musiała okazać nieco swej pewności siebie. a jego posiadłość spalono do gołej ziemi. bo spojrzał na nią kątem oka i znowu sposępniał. Oczywiście. Był to najbogatszy strój. Czarny surdut był długi. A to z kolei bardzo poważnie zmniejszało zyski Camona.ale o to właśnie chodziło. Wynajęli jeden z apartamentów na górnym piętrze lokalnego hotelu. o ile potrafił zapanować nad swoją złością. a na głowie Camona spoczywał czarny kapelusz. Oparła się o drewno. Podniósł rękę.kiedy przychodziło do odtwarzania jakiejś roli. żeby o tym nie myśleć. Camon miał odegrać rolę . Rozumiesz? Vin skinęła głową. Przywódca się zawahał nieświadom dotknięcia Vin. Szef złodziei wydawał się bardzo przekonujący w swoim stroju szlachcica. Otarła usta.Słuchaj . z zaczerwienioną z gniewu pulchną twarzą. Camon doskonale udawał szlachcica . mamrocząc pod nosem. To nie pierwszy raz. Wreszcie odwrócił wzrok. został podobno zamordowany. Spojrzała na Camona. . zlizując krew z wargi. Skierowała je na Camona. Jego palce lśniły od pierścieni. Vin wstała. Siła tego ciosu rzuciła Vin na ścianę. To tylko kolejny siniak. jak odchodzi. a tymczasem Camon łajał innych członków szajki. Zawsze robi się nerwowy przed robotą. Szuka kogoś. żeby się wyładować. warta tysiąc razy więcej niż ty. Użyła odrobiny Szczęścia. niż tylko Vin. Coś innego. Warta tysiąca skrzyńców. Wykorzystała naprawdę odrobinkę: potrzebowała reszty do pracy. czuł jednak jego skutki. . pomyślała Vin. Camon obserwował ją przez chwilę. o kilka dni drogi stąd.siły. jaki Vin widziała . Niezbyt luksusowy . sprawiały. Coś go zdenerwowało. Jeden z lordów na prowincji. po czym uderzył ją w twarz. Stał tak przez chwilę. Nie dopuszczę. Może słyszał o buncie skaa daleko na północy.To ważna robota. ale zniosła karę w milczeniu. jakby chciał ją znowu uderzyć. uspokajając jego zdenerwowanie. żebyś ją schrzaniła. Takie zamieszki źle wpływały na interesy. niewielu złodziei mogło się z nim równać. Tej lekcji nauczyła się samodzielnie. Samo pomieszczenie robiło znacznie skromniejsze wrażenie. Była dość silna. na niej ciemnozielona kamizelka z grawerowanymi złotymi guzikami. policzek zapłonął bólem. po czym westchnął i odwrócił się ze spuszczoną głową. miał nawet długą laskę pojedynkową. że arystokracja była czujniejsza. Camon warknął cicho. niejaki Tliemos Tresting. Doprawdy. według najnowszej mody. mniej naiwna.

To on wprowadził Camona jako partnera . . że Camon jest jednym z najlepszych. Obok biurka stali dwaj mężczyźni. tylko drobny problem z dyscypliną.Jesteście gotowi? Camon wywrócił oczyma i usadowił się za biurkiem. by starać się o ostatnie desperackie kontrakty. Zostaw mnie. . Theron przyglądał się Vin. co prawdopodobnie myśli. Główny salon został przekształcony w coś w rodzaju pokoju przesłuchań.Myślałem. Był wysoki. że nie potrzebujemy nikogo innego. Nie przejmuj się tym. skoro tylko przestanie być potrzebny. Vin wiedziała.rzekł.odparł Camon. Camon podniósł wzrok. za którym zasiadał Camon. .Nie zwracaj na nią uwagi. Wreszcie wysoki mężczyzna odwrócił wzrok od Camona i spojrzał na Vin. . a wszyscy wiedzieli. widocznie zauważając jej zakrwawioną wargę. Theron zmrużył oczy. nie bez kozery doskonale odgrywał role arystokratów.akurat ta robota była przygotowana przez niego. Theron! Wracaj do siebie i czekaj. z młodzieńczą twarzą.A jej owszem .Co to za hałasy? . z wielkim biurkiem.Członek mojej drużyny . Zastanawiała się.zapytał mężczyzna. że mógł śmiało pochodzić z jednego z Wielkich Domów.A to kto? . nikt by jej pewnie nie dał tych szesnastu lat.wymięta. Mimo to są mężczyźni. Odwróciła wzrok. . ale czuła jego spojrzenie. na ile ryzykowne będzie wbicie noża w tłuste plecy Camona. szlachcica zaściankowego. z wąskim mieczem przy pasie. Zastanawiał się. . Miała na sobie zwykłą białą koszulę i ubranie robocze.Camon podkreślił swe słowa niedbałym ruchem dłoni. czy nie użyć na niego odrobiny Szczęścia. .potrzebował kogoś.odparł. Nie wyglądała szczególnie atrakcyjnie . Theron był drugim przywódcą . .niejakiego „lorda Jedue”.Wszystko jest w idealnym porządku. który popadł w ciężkie problemy finansowe i przybył do Luthadelu. . Był tak arogancki. .Hm? Hałasy? Och.Obligator zaraz tu będzie . odziani w oficjalne liberie służby. kto odegrałby rolę lorda Jedue. Moja część zadania to nie twój interes. błądzące po całym jej ciele. Theronie. ubrany w prostą szarą koszulę i parę spodni. który właśnie wszedł do pokoju. ale w końcu się odwrócił. Mieli odgrywać rolę służących Camona. . którzy lubią takie kobiety. i o ścianach udekorowanych tanimi obrazkami.

Obligator musi myśleć. Nie mogła sobie pozwolić na wykorzystanie jeszcze odrobiny swego Szczęścia. Chyba mam za miękkie serce. . Zdajesz sobie sprawę.Możesz zamiast tego wypełnić pokój skaa.rzekła Vin.Służący . . że ktoś mniej miłosierny ode mnie sprzedałby cię do burdelu dawno temu? Jak by ci się to podobało służyć szlachcicowi w łóżku. Lord Jedue ma być zdesperowany. ale się zamyślił. I tak niewiele jej go pozostało. przeglądając stos papierów . . Camon zmarszczył brwi i spojrzał na nią. służbie i atmosferze. Wziąłby skaa. bo zabrzmiało zbyt butnie. . zanim skaże cię na śmierć? Vin spojrzała na swoje stopy. Uścisk Camona zacieśnił się. . że jesteś bliski nędzy .Camonie . . Przywódca siedział. ale okręcił się na pięcie i wyszedł.rzekł. jego palce wbiły się w jej skórę w miejscu.Co tam mamroczesz? .powtórzyła Vin. Ma bogate stroje.Theron zmarszczył brwi. . kiedy twój brat mnie zdradził. Uśmiechnął się. widząc jej reakcję. . Służący. i dziewczyna mimowolnie jęknęła z bólu. byli jednak odziani jak pośledniejsi arystokraci . które zostały mu z dobrych czasów. .odezwała się Vin .Co wiesz? . Vin . wciąż mówiąc przyciszonym głosem. Westchnął tylko i położył pulchną dłoń na jej ramieniu. Wreszcie podeszła do biurka Camona.widocznie usiłował się zdecydować. Ale Camon nie uderzył jej. Camon uniósł pokrytą klejnotami dłoń i Vin przygotowała się na kolejny policzek. mamrocząc coś pod nosem. przyglądając się kolejno wystrojowi. Vin rozejrzała się po pokoju. .Czemu ciągle musisz mnie prowokować. Camon spojrzał na nią gniewnie.służba wygląda za dobrze.Doprawdy. kiedy uciekł.Powinienem był pozbyć się ciebie wiele miesięcy temu. Fizycznie między szlachtą i skaa była niewielka różnica. gdzie szyja przechodziła w ramię.Camon spojrzał na nią koso. dopóki mu się nie znudzisz.Natychmiast pożałowała tego słowa. ale nie mógłby sobie pozwolić na tak bogatą służbę. . których wybrał Camon. które z nich pozostawić na blacie. jeszcze mocniej zaciskając chwyt.Wystarczy. nie wiem.wolno im było nosić kolorowe kamizelki i stali przed nim nieco zbyt pewni siebie. po co cię trzymam. Vin? Wiesz. jakie długi pozostawił twój brat.

odrzekł Camon. kiedy będziecie wracać. Idźcie przebrać się w coś.Tylko je organizuję.odparł Camon. pamiętaj. Wkrótce pomieszczenie wypełniło się zgodnie z sugestią Vin. To tylko ból. Był ogolony na zero. by dobrze widzieć cały pokój. jak wszyscy obligatorzy. Vin obserwowała. bym podróżował możliwie jak najmniej. odgrywający rolę służącego. skinął na służących.Nie muszę sam wyruszać w podróże. zamiast żądać. wasza miłość . .Puścił ją wreszcie. Musisz się wydawać zdesperowany.Niefortunna przypadłość dla człowieka. Camon.rzekł wreszcie. dlaczego nie byłeś w stanie przybyć do budynku Kantonu. po czym wskazał miejsce pod ścianą pokoju. . pomyślała Vin. jak się tego spodziewała.rozkazał. Zaledwie Camon odwrócił wzrok. Tatuaże Zakonu wokół oczu identyfikowały go jako prelana. Laird wybrał sobie owoc. . Obligator przybył niedługo potem.Wy dwaj! . Camon siedział przez chwilę. . Camon wstał na widok prelana. potarła ramię. Posłuchała. Dobrze. Jeden z członków szajki. Za jego plecami tłoczył się rząd pośledniejszych obligatorów. że wylądujesz w twierdzy Zakonu. który nawet najwyższy z arystokratów Wielkiego Domu uznawał za stosowny wobec obligatora rangi Lairda.Lord Jedue . A potem.Ja również.gest. masz pozostać służalczy. . jak prelan Laird dumnie wkracza do pokoju. i miał na sobie ciemnoszarą szatę. o znacznie mniej skomplikowanych tatuażach wokół oczu. że mamy okazję się spotkać.Lekarze zalecają. abym to ja zjawił się tutaj? . lecz podszedł do biurka i zajął miejsce naprzeciw Camona. pozwalając. .odrzekł Camon. aby wyglądać bardziej na służących skaa.Jesteście za dostatnio ubrani. skłaniając głowę. ustawiając się tak. okazując szacunek . podbiegł i podsunął obligatorowi tacę z chłodnym winem i owocami.To moje kolana. by służący stał z tacą obok niego niczym mebel.Cieszę się.Rozumiem . wasza miłość . wasza miłość . .Możesz mi zatem wyjaśnić. A ty bałeś się. . . Laird nie odpowiedział tym samym. który zajmuje się transportem. . pomyślała Vin.odparł Laird. . obok wielkiej rośliny w doniczce. . starszego urzędnika w Kantonie Zakonu. Potrafię sobie poradzić z bólem. i sprowadźcie tu jeszcze z sześciu ludzi.

niech moi żołnierze ich eskortują.Przykro mi to słyszeć. . wasza miłość. Laird uniósł tatuowaną brew.Doprawdy? . ponieważ zamierzałem złożyć wam jeszcze lepszą ofertę. wasza lordowska mość odparł obligator. Kanton Finansów już przegłosował twoją ofertę.odparł gładko Camon. Dobrze. Nie była pewna. ale uważał za szczęśliwy amulet. wasza miłość. Obaj wiemy. . . że ten kontrakt to ostatnia szansa Rodu Jedue. obawiam się. .A to by był poważny błąd . czy to coś zmieni. pomyślała Vin. który ma tuziny kontraktów. czy zdawał sobie sprawę z tego. Dzięki temu była cenna a Reen zawsze mówił. ale wciąż nie odprawiając sługi.Wątpię.powtórzył Laird. kiedy straciliśmy kontrakt z Farwanem. Teraz. . . ale chyba jednak potrafił skojarzyć fakty.zawołał ze szczerym zdumieniem Camon. który wasz kontrakt uważa za swą ostatnią nadzieję? Kanton Finansów nie znajdzie bardziej spolegliwego partnera. Twoi akolici mogą teraz podróżować do woli . że nie przyjmiemy twojego kontraktu. nieco zaniepokojony. czy taki.odparł obligator. Zdecydowaliśmy. Laird przyszedł spotkać się z tobą. Camon groził jej. .Chętnie przyznam wam przedłużony kontrakt. Niech to moje łodzie sprowadzają z północy waszych akolitów.Istotnie .Wasza miłość. .Cóż. pomiędzy które musi dzielić swoją uwagę. że nieodzowni najdłużej pozostają przy życiu. Więc wciąż istnieje pole do negocjacji. niż desperat.Vin potrzebowała powodzenia tej akcji. pomyślała Vin.Rozumiem . W Radzie znajduje się frakcja. jeśli wybierze bardziej stabilną firmę transportową do przewozu naszych ludzi. . dlaczego wszystkie jego plany łatwiej było zrealizować w jej obecności. a nie będziecie rozczarowani.odparł Laird. rozumiem .Cóż.. . proszę sobie zadać to pytanie: kto będzie wam lepiej służył? Czy ród. . że to nie ma wielkiego wpływu na moją decyzję.to doprawdy niefortunne. że nasze spotkanie odbyło się zbyt późno. . nie możemy już sobie pozwolić na wysyłanie łodzi aż do Luthadelu. wasza miłość.Bądźmy szczerzy. za stałą cenę ryczałtową pięćdziesięciu skrzyńców na głowę i podróż. . że Kanton będzie lepiej obsłużony.. .ciągnął Camon .Przyznam.Tak szybko?! .odparował Camon. pociągając łyk wina. bił ją. Camon siedział przez chwilę jak skamieniały. która uważa. Bez patronatu Zakonu mój ród jest zrujnowany finansowo.Tak .

desperacko rzucając na szalę ostatnie uncje Szczęścia. . Teraz moja kolej. Oferta była istotnie bajeczna . . Laird się zamyślił. Mój ród chce utrzymać łodzie w ruchu. budując. co ona. Prelan przechylił głowę z zamyśloną miną. wyszkolony przez wiele lat subtelnych ćwiczeń. Vin widziała to w jego spojrzeniu. Użyła Szczęścia na Lairdzie.Przedstawię Radzie twoją nową ofertę. Sięgnęła ku niemu bardzo ostrożnie . Może jednak uda nam się dojść do porozumienia. Kiedy kontrakt z Zakonem przywróci nam stabilność. Vin ujrzała. aby dojść do tego momentu. Stał się mniej podejrzliwy. stłumiła je. gdyby nie rozważył takiej oferty.i w relacjach z arystokratycznymi rodami. żeby coś powiedzieć. Vin naparła mocniej. Im więcej miał bogactw. . tym lepsze punkty nacisku różne Kantony Zakonu miały między sobą . Było jednak widać. Stalowy Zakon nie był silny wyłącznie biurokracją i władzą prawną Ostatniego Imperium . Nie da się złapać na ten kontrakt. by napełnić swoje skarbce. będziemy mogli znaleźć inne kontrakty. pracował przez pięć lat. ale to nie ma znaczenia.rzekł. Pięćdziesiąt skrzyńców to dla nas żaden zysk.sam również stanowił coś w rodzaju arystokratycznego rodu. oszukując i kombinując. kiedy się zorientowała. że inni ludzie nie potrafią robić tego.naszymi łodziami i zawsze będą mieli niezbędną eskortę. Delikatnie naparła na uczucia Lairda. że Laird wciąż się waha. Obligator uniósł brew. Laird zawahał się znowu.To połowa poprzedniej ceny. że jego ród jest na granicy zapaści finansowej. Zakon byłby szalony. Jego obawy rozpłynęły się. mniej przestraszony. Posłuszny. Drugi przywódca.nie była pewna.Przecież mówiłem. albo dlaczego.Doskonale . tym lepsze były jego własne kontrakty handlowe. . .odparł Camon. doskonale znała ten podejrzliwy wzrok.w normalnych warunkach wydawałaby się wręcz podejrzana. że jesteśmy zdesperowani . Otworzył usta. pomyślała. Jednakże z zachowania Camona było widać. co właściwie robi. Wciąż jednak wydawał się nieco niepewny. jak w jego oczach pojawia się spokojne uczucie kontroli. Laird też zdawał sobie z tego sprawę. Miała zaledwie dziesięć lat. Theron. ale znów natarła na niego. Jednak dotyk ten był całkiem instynktowny.

Każda rodzina. Wolne place pośród kamienic były niczym polany w lecie. Proroctwa Terrisa głoszą. a same twierdze . że są przysadziste. Oczywiście. która mogła sobie pozwolić na zbudowanie twierdzy i utrzymywanie wysokiej stopy życia w Luthadelu.było posępnym miejscem. co sprawiało wrażenie. by uratować świat.jak samotne góry wznoszące się ponad resztą krajobrazu. jak reszta miasta. zamki były poznaczone plamami wielu lat popielistych opadów. o ile nie byłeś członkiem arystokracji. .Gdyby ludzie przeczytali te słowa. mieściły w sobie domostwa wysokiej szlachty. Czarne góry. 2 W opinii Kelsiera miasto Luthadel . Budowle były stłoczone. Kamienice i sklepy były do siebie całkiem podobne: nie było to miejsce. Starajcie się nie dać skrępować jej łańcuchom. Większość budynków wzniesiono z kamiennych bloków. W istocie były po prostu oznakami szlachectwa. jak ciężkim brzemieniem jest moc. W całym mieście było rozrzuconych kilkanaście monolitycznych twierdz. ozdobione rzędami podobnych do włóczni iglic i głębokich podcieni. niechby się dowiedzieli. Skomplikowane.siedziba Ostatniego Imperatora . choć niektóre miały trzy piętra. że będę miał moc. że moja moc może go również zniszczyć. z dachami z dachówek dla bogatych. a drewnianymi dla pozostałych. Większość otwartych przestrzeni w mieście znajdowała się właśnie wokół tych twierdz. była uważana za Wielki Ród. Ale sugerują. Podobnie. gdzie człowiek chciałby zwracać na siebie uwagę.

by hałdy w końcu nie zasypały grodu. jaką Kelsier kiedykolwiek widział była w jakimś stopniu poczerniała. pozbawionymi nadziei ruchami.od jego schwytania minęły trzy lata. spadła kolejna fala popiołu.Każda budowla w Luthadelu . przywołanych odległym dźwiękiem dzwonów. Metal był głównym towarem eksportowym Luthadelu. Nie obawiał się. Skaa pracowali. spoglądając ku centrum miasta. niczym potworny owad o najeżonym kolcami grzbiecie. że popiół może kiedyś zacznie rozkładać się w glebę. by odwalić tę robotę. pracowali znużonymi. utytłane w popiele i zniszczone. Budowle ogólnie były najciemniejsze u góry.dosłownie każda. Popielne Rumaki znów się uaktywniły. Kiedy Kelsier tak stał i przyglądał się miastu. Obok robotników przeszła druga grupa skaa. a twarz zdobiła niewielka . czemu całe imperium nie stało się jedną wielką kupą popiołu. oczyszczając ostatnie zaspy popiołu. która przepływa przez centrum miasta. Zawiozą je potem do rzeki Channerel. ale deszcz i wieczorna rosa przenosiły sadzę po gzymsach i wzdłuż ścian. I. że ktokolwiek w Luthadelu może go rozpoznać . kiedy grupa robotników skaa pracowała na ulicy poniżej. Wreszcie ujrzał postać zbliżającą się ku niemu wzdłuż muru. Płatki osiadały lekko na ulicach i budynkach. Nawet mury miejskie. Kredik Shaw. Podobnie jak robotnicy na plantacjach. gdzie zbierał się popiół. ale utrzymanie pól i miast w stanie nadającym się do użytku wymagało na razie nieprawdopodobnego wysiłku. zadowolony z pretekstu. by nasunąć kaptur na twarz. Czasem Kelsier zastanawiał się. miał kwadratową twarz. obserwując miasto. brunatnego płaszcza. Na szczęście zawsze było dość skaa. czerń ściekała po ścianach budynków w nierównych frędzlach. Jednakże spiętrzenia rzeki dawały znakomitą lokalizację również dla młynów do ziarna i krosien fabryk tekstyliów. Kelsier stał i czekał. jak farba spływająca po obrazie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Pałac był kilkakrotnie większy od każdej ze szlacheckich posesji i zdecydowanie największym budynkiem w mieście. która doskonale pasowała do jego dość krępej sylwetki. Jednakże kaptur dodawał mu pewności siebie. Ulice oczywiście były całkowicie czarne. były pokryte patyną sadzy. pomyślał. Podejrzewał. Kelsier zechce być widzianym i rozpoznawanym. gdzie wznosił się pałac Ostatniego Imperatora. Wzgórze Tysiąca Wież. który wyznaczał dla nich kolejną zmianę i kolejny dzień pracy w kuźniach i hutach. które opuścił kilka tygodni temu. Ostatnio pada dużo popiołu. Na razie wolał pozostać anonimowy. Ciemne włosy skrywał mu kaptur pospolitego. na których teraz stał. Kelsier odwrócił się od nich. zmywając sterty popiołu. w mieście wybudowano mnóstwo kuźni i rafinerii. Robotnicy w dole byli odziani w proste płaszcze i spodnie. Dockson był niższy od Kelsiera.

Odzież sprawi. mówiąc uczciwie. Kelsier był przynajmniej półkrwi. jak zubożeli. Podobnie jak Kelsier.Nie obchodzi mnie Tresting .Choć.rzekł Kelsier.Jak można „przypadkowo” zabić szlachcica w jego własnej posesji? . choć technicznie rzecz biorąc. . Żaden z nich w istocie nie był szlachcicem. niż być normalnym skaa. Dox . nieważne.odparł Kelsier. opierając się o blankę. . . oraz cienki płaszcz dla ochrony przed popiołem. którzy wspierali go we wczesnych latach panowania. Dockson wzniósł oczy w niebo.znak przynależności do klasy średniej Luthadelu. jakim .Można tak powiedzieć. Dockson uniósł brew. .Więc jednak maczałeś palce w sprawie śmierci lorda Trestinga? Kelsier się uśmiechnął. .Nawet wśród szlachty Tresting był znany z okrucieństwa. .Po prostu zastanawiam się. którą zapuścił od czasu pierwszego młodzieńczego zarostu dwadzieścia lat temu. Większość ludzi ze szlachetnych rodów nie była dość bogata. Kell.bródka.Spóźniłeś się o kilka dni. W gruncie rzeczy był to bardziej przypadek niż cokolwiek innego.odparł Kelsier. Jednakże to z wielu względów bywało gorsze. W przypadku Kelsiera i Docksona ten strój był oczywiście jedynie przebraniem.Postanowiłem zrobić kilka przystanków na północnych plantacjach. Tkaniny nie były zbyt bogate. by zostać uznanymi za członków Wielkiego Domu.odparł Dockson. .Nożem w serce . miał na sobie strój szlachecki: kolorową kamizelkę. . . zawsze będą faworyzowani.Mniej więcej taka była intencja . ciemny surdut i spodnie. Dockson podszedł do Kelsiera i przystanął. Ostatni Imperator był nieśmiertelny i najwyraźniej doskonale pamiętał ludzi. .Ach . Splótł ręce na kamieniu. Miały w nim swój udział również pochodzenie i historia.Jego śmierć spowodowała spore zamieszanie wśród lokalnej szlachty. .A raczej kilkoma nożami.Jego śmierć chyba nie jest wielką stratą. Zawsze lepiej dmuchać na zimne. . . nie planowałem niczego aż tak dramatycznego. ale w Ostatnim Imperium szlachectwo nie wiązało się wyłącznie z pieniędzmi. że przechodzące patrole nie zadadzą wielu pytań. ale arystokratyczne .odparł Dockson. . Potomkowie tych ludzi.

Za nimi przeszedł strażnik. Czekali w milczeniu. żeby iść z tobą na kolejną robotę.Dobrze jest wrócić . Wydawało się. . Są bardzo ciekawi tej twojej tajemniczej roboty. . .rzekł wreszcie Kelsier.Nie trzeba. przecież zawsze pracujesz z Dziećmi Mgły. Ekipy zamiataczy skaa już wzięły się do roboty. jaki z ciebie wariat. Podniósł dłoń. skinieniem głowy pozdrawiając Kelsiera i Docksona. pusta dziura. Zakon dogonił go w końcu parę miesięcy temu. Zorganizowałeś spotkanie? Dockson skinął głową. Jak się tu w ogóle dostałeś? Moi ludzie pilnowali bram. Ot. Powinieneś zobaczyć.ścięli go na miejscu. Nawet nie zawracali sobie głowy wysyłaniem go do Czeluści .. . . . . Nie wzbraniam się. szczerze mówiąc.. że wróciłeś. że życie skaa Mglistego nie ma .Nie rozumiem.Wariat? . że Stalowy Zakon ostatecznie dopadnie każdego. żeby się przyzwyczaić. nawet jeśli to ponura. Atakować prowincjonalnego lorda w jego własnej posesji.Dobrze.Trap nie żyje. spojrzał na opadający delikatnie popiół. ale to co innego . . .To nie było wariactwo. A co z Trapem? Dockson pokręcił głową. aby powstrzymać dalsze argumenty. pojawią się oczywiście Breeze i Ham. wśliznąłem się wieczorem. oczyszczając ulice z ciemnego pyłu. prawie już zapomniałem. nie wspomnę już.I dobrze . aż znów zostaną sami. dobrze. kto dzisiaj będzie? . po czym także się roześmiał.obiecał Kelsier.Hm? Ach.odparł Kelsier. .Zajmiemy się tym .Ale nie możemy spotkać się przed wieczorem.. . po prostu potrzebuję trochę czasu. że stałem się dość nudny przez te ostatnie kilka lat. taka mała dywersja. Kell! Obawiam się. Kelsier przymknął oczy i cicho westchnął. Czasem Kelsier myślał sobie.odparł Dockson.Niech się dalej zastanawiają..Dockson się zawahał..Och.Na Ostatniego Imperatora. racja. że dość zirytowani. . .Tak. co planuję teraz! Dockson stał nieruchomo przez chwilę. że nie chcę im powiedzieć.. .Cóż.muszę być idiotą. . co kombinowałeś przez ostatnie kilka lat. otoczonej strażą.Ale jak. Będę musiał się przyzwyczaić. Odetchnął głęboko. Kell. Kelsier wzruszył ramionami.Luthadel jest dla mnie dziwnie przyjaznym miejscem. . . Kell.Kelsier się zaśmiał. .

Wreszcie Dockson pokręcił głową. dać się namówić. Kelsier pokręcił głową. to tak .To szaleństwo. że tak . . po czym zmarszczył brwi. a co dopiero z garścią takich rzezimieszków jak my. Oczywiście. a raczej z wyborem odpowiedniego momentu na śmierć. ale nie dość dobrym człowiekiem.mruknął Kelsier..podsunął Dockson.Nie wspomniałeś o Marshu.Skoro tak twierdzisz . . otwierając oczy. że twój brat nigdy nie aprobował naszych metod.Trzeba się tylko do niego przyzwyczaić. .. .Dobrze. wodząc wzrokiem po pokrytym popiołem mieście. żeby był .Dockson wzruszył ramionami.Zaproszę go.Podobno to jeden z najlepszych Dymiarzy w mieście.W końcu to on nam płaci.Będzie tam .zaoponował Kelsier.Nie dość dobrym człowiekiem. .odparł Dockson. . Kelsier przytaknął.rzekł wreszcie.Dockson skinął głową.Nie. Masz jakieś propozycje? .odparł Dockson. że trudno się z nim współpracuje? .. to kto? Kelsier zamyślił się na chwilę.Czy Clubs dalej prowadzi swój warsztat? .. .. .Mówiłem ci. . Dockson się uśmiechnął. wsparci na parapecie.Ruddy . . a teraz..No to zostaliśmy bez Dymiarza . .nic wspólnego z przetrwaniem. Tineye jest jego krewnym. . . znasz Marsha. Kell.Nie .Dockson zamilkł i obaj stali przez chwilę.Zrobi to. . Czy jego też mam zaprosić? . o ile jest nadal zainteresowany. No cóż. poza tym pozostaje tylko Yeden.O ile wiem. Poza tym sądzę. Musimy znaleźć kogo innego do infiltracji obligatorów.powoli odrzekł Dockson. .. . . Muszę tylko go przekonać.Lepiej. jest dobrym Dymiarzem.Ale czy nie jest znany z tego. że do tej konkretnej roboty może. O ile wiem. .Doskonale. . prawda? . .Zdaje się.Cóż. Dockson wzruszył ramionami. aby znaleźć się w złodziejskiej szajce.zapewnił Kelsier. . . Nie będzie chciał w ogóle mieć do czynienia z Yedenem i całą rebelią.Nie jest taki zły . tęskniłem za pracą z tobą..

podobnie jak wiele innych ukrytych w imperialnej stolicy Luthadelu. gdzie Camon z kilku innymi bandytami spędzali miłe popołudnie przy piwie i świńskich dowcipach.mruknął Kelsier.. kończyły jako dziwki. W szajkach złodziejskich było niewiele kobiet . Podłoga była ciemna od śladów popiołu.zgodził się Dockson. Ale. a za nimi kręte kamienne schodki. nie miała prawa istnieć. że wciąż jest czas. *** Vin siedziała w kącie głównego pomieszczenia. jak większość złodziejskich szajek. w czasie spotkania z obligatorem.. tym bardziej była ignorowana przez pozostałych. Dockson odszedł od muru. że jej życie bez Reena może stać się jeszcze gorsze. trzymając się jak zwykle w cieniu. Chciałbym ci coś pokazać.twardsza . banda Camona nie przesadzała z czystością.najczęściej wszystkie kobiety. Kelsier się obejrzał. W głębi sali znajdowały się drzwi. . Nie mogła sobie pozwolić na marnowanie Szczęścia na opędzanie się od niewczesnych zalotów. . Wokół stolików zebrała się zwykła klientela.obiecał Dockson. gdzie drinki.To będzie robota jak żadna inna .Przyjemnie. które pogrążały się w półświatku. a ściany były pokryte ciemnymi plamami. co? . pilnował. były kolejnym sposobem na wykorzystanie tych.. dobiegał rubaszny śmiech. Podobnie. Myślę. . wiodące do fałszywej kratki ściekowej w alejce. którzy dla niego pracowali. by pozostać niewidzialna. Vin robiła co mogła. Ta sala. Stolik Camona znajdował się tuż przy barze. Zaledwie miała czas zregenerować to. że dziewczyna musi być twarda . Z przedniej części pomieszczenia.. Im mniej ją było widać. Pół roku temu nie przypuszczała. Reen zawsze powtarzał. Element kryminalny Luthadelu szybko się uczył od swojej szlachty.Mamy kilka godzin do spotkania.Kelsier się uśmiechnął. spoglądając na północ i w kierunku pokręconego budynku w centrum miasta. jakie pozostawiły niezliczone lata podobnego traktowania.Fantastycznie .Właśnie się wybierałem zmyć głowę mojemu grzecznemu bratu. serwowane po zawyżonych cenach. A jednak. . grając w kości lub dyskutując na temat drobnych robót. co zużyła kilka dni temu. pomimo wybuchów wściekłości. . Dym z kilkunastu różnych fajek unosił się i kłębił pod sklepieniem. jeśli się pospieszymy.Nie będziesz żałował . by inni bandyci nie pozwalali sobie z Vin na poufałość.

stukając laską po kamieniach w rytm kroków. Camon wychłostał ją wczoraj. gdyż częste napady gniewu Reena uczyniły ją odporną. Sięgnął do kieszeni kamizelki i wyjął złoty zegarek.. Czas? Na co? *** Kanton Finansów Zakonu był imponującą budowlą. było imponujące. Za każdym razem Vin wychodziła z niej silniejsza i lepiej zahartowana. Vin weszła za Camonem po stopniach. Camon zaczerpnął tchu. Vin.prawdę mówiąc . W tym była cała ironia.w charakterze „służby”. Krew zniszczy koszulę. Wysoki.w tym i Vin . Jednakże dobrowolne wejście do jakiegokolwiek urzędu Zakonu.rzekł. Camon już położył rękę na jej zarobkach. a jestem twoim bratem”. takiego czynu można dokonać jedynie po starannym namyśle.. Camon obserwował budynek krytycznym okiem. Ale ja jestem silna. po czym przystanęła. żeby pokryć długi.nawet od mężczyzny . choć z zewnątrz szkło wydawało się ciemne. Z całej szóstki .wszystko. a nie stać ją na nową..Kanton Inkwizycji. a jednocześnie nauczyły. Chłosta już prawie nie bolała. po czym ruszył przed siebie.jeśli chce przetrwać. Vin wyczuwała jego obawę. . Zmarszczyła brwi. oddanie się we władzę obligatorów.. Skinął głową jednemu ze swych towarzyszy i rozejrzał się po sali. kiedy jeden ze „służących” podskoczył. „Nawet ja nie chcę z tobą pracować. Po obu stronach okna zwisały proporce. że jakikolwiek przywódca będzie chciał cię wlec w swojej ekipie?” powiadał. Camon wstał. masywny budynek miał ogromne rozetowe okno na frontowej ścianie. a nawet Kanton Ortodoksji miały znacznie gorszą opinię. których narobił jej brat. jak wydawać się żałosną i cierpiącą. Kanton Finansów nie był raczej najgroźniejszym z urzędów Zakonu . cóż. Plecy wciąż pulsowały jej bólem. a poplamiona sadzą czerwona tkanina była zapisana hymnami pochwalnymi na cześć Ostatniego Imperatora.. „Myślisz. Miał na sobie strój bogatego szlachcica i towarzyszyło mu sześciu członków szajki . aby otworzyć drzwi przed swoim „panem”. pomyślała. Jego spojrzenie wbiło się w nią. W pewien sposób chłosta odnosiła wręcz odwrotny skutek.Już czas . ale . co dotyczyło Stalowego Zakonu.. szukając.

czy jest naprawdę wściekły. Vin weszła do budynku Kantonu. wskazując na Vin. . po czym wskazał stół zastawiony winem i ciasteczkami z czerwonym lukrem. Camon wybrał sobie fotel.polecił z pełnymi ustami. Co roku Zakon przesyłał nową grupę akolitów obligatorów z północnego klasztoru na południe. ignorując ssanie żołądka. odnotowując coś w swojej księdze. Theron odkrył jednak.Ale jak? Dlaczego? Plan Therona był skomplikowany w realizacji. Pogardliwe sapnięcie Camona dobitnie świadczyło o jego zdaniu na temat tego ograniczenia. Kilku panów szlachetnego rodu odpoczywało w różnych wyczekujących pozycjach. masz się nie odzywać . do Luthadelu.Zdradzasz Therona . A teraz sam tu przyszedłeś. ale koncepcja była prosta. Camon podszedł do niego. że Therona partnera Camona w skoku na Zakon . by przechować je w twierdzy w Luthadelu.Jestem lord Jedue . zwłaszcza przy nieustannych patrolach strzegących kanałów żeglownych. Co robisz. stukając laską po dywanie. . reszta musi zostać tutaj. Do Therona twierdziłeś. Camon stał przez chwilę i Vin nie była pewna. Z rozetowego okna padało wibrujące. powoli kierując się ku wskazanym drzwiom. że ci akolici i ich nadzorcy zwozili ukryte w bagażu ogromne sumy z funduszy Zakonu. mlaszcząc cicho. by dokończyli nauk. . . Rabunek w Ostatnim Imperium był trudną sprawą. był w stanie przeprowadzić napad. Wreszcie wyciągnął palec i dźgnął nim powietrze.nie było w zasięgu wzroku. Pokój za nimi był urządzony z przepychem i wygodą. Jest zdenerwowany. Camonie? . Vin posłusznie podała mu kielich wina i talerz z ciastkami. W odpowiedniej chwili strażnicy .odparła szeptem.Kiedy wejdziemy.najwyraźniej tylko Vin nie wiedziała o planie Camona. . czy tylko odgrywa rolę urażonego szlachcica.Do poczekalni możesz wziąć ze sobą jednego służącego. jeśli ktoś sam kierował barkami przewożącymi akolitów. Skinął głową. Obligator skinął głową.pomyślała Vin. Machnął ręką. Camon pożerał ciastka. .Chodź .rzekł i odwrócił się. że nigdy nie spotkasz się z prelanem Lairdem w jego biurze w Kantonie. Obligator nawet nie uniósł głowy sponad księgi. poprzecinane błękitnymi promieniami. W ogromnym holu za biurkiem siedział samotny obligator z tatuażami średniego poziomu wokół oczu. usadowił się w nim. czerwone światło. Podejrzane było to. Jeszcze bardziej niż przedtem.rzekł. Jednakże.

Vin poszła za Camonem do sali audiencyjnej. miał jeden z najbardziej skomplikowanych tatuaży wokół oczu.rzekł dziwny obligator. Takie jest życie..Ale przecież mu się zwróci. i ukryć się. . Camon po prostu był szybszy niż ktokolwiek mógł sądzić. Camon szybko się dorobi i jednocześnie uwolni się od jednego z najpotężniejszych rywali.Za dużo wydał na tę robotę. Dlaczego wciąż tak się tym przejmuję? Wszyscy wszystkich zdradzają. . najlepiej bezpieczny i ciasny.Namówię obligatorów. . .odrzekł Camon z uśmiechem. wyściełany szarym dywanem i biurko. że został nabrany. który na nich czekał. była ogromna. biurokratycznych ludzi. Ściany były nagie. Mężczyzna.Nigdy. kiedy ten się zorientuje. ale różnił się bardzo od poważnych. usadowiony wygodnie za biurkiem. jakie Vin kiedykolwiek widziała. co się da i ucieknę . Podobnie jak Laird miał na sobie szarą szatę. Wszyscy cię zdradzą. . Ujrzał gabinet.Drużyna Therona jest słaba . A z Zakonem depczącym mu po piętach nie będzie miał nawet szansy na zemstę. Sama. Ale kwota. pomyślała z bólem. Vin wyprostowała się. ale kreski wędrowały daleko poza uszy i na czoło obligatora. . jeśli wezmę teraz wszystko. nieco wstrząśnięta. pomyślała. Jak Theron mógłby się zorientować. To tylko jeszcze jedna zdrada. .. Wszyscy.jeśli teraz poniesie porażkę. że wziął do tego Camona. będzie zrujnowany. a potem zwalić wszystko na rabusiów. że Camon sam udaremni jego pracę.zaprotestowała. Camon przystanął w wejściu. jaka ranga z nich wynika. Wreszcie wszedł jakiś obligator niższej rangi i wywołał lorda Jedue. Ten był szczupły. . Miała ochotę znaleźć sobie kąt. z jakimi Camon miewał wcześniej do czynienia. Ale nie miała dokąd pójść.zwracali się ku swoim pasażerom . zamiast czekać i skraść cały ładunek z barki? Poczuła ucisk w żołądku. a potem zniknę i zostawię Theronowi załatwienie spraw z rozwścieczonym Zakonem. którą obiecał Camonowi. nawet Vin... Theron był głupcem. a jedyne okno wąskie na szerokość dłoni. nie był jednak prelanem Lairdem. Nie była pewna. że zachłanność Camona powstrzyma go od nieuczciwości. Prawdopodobnie przypuszczał. który na nich czekał. zanim sam Theron nie spłata mu psikusa. Przygotowanie takiej akcji z pewnością kosztowało Therona wiele tysięcy skrzyńców . Obligator.Lord Jedue .i człowiek mógł nieźle zarobić. żeby wypłacili mi zaliczkę na uruchomienie floty.odparł cicho Camon.

Zwykle nie prowadzę tych spraw osobiście. czy nie powinna uciekać. a będziesz miał swój kontrakt. . Instynkt Vin sprawił.Bez niego nie będziemy w stanie kontynuować naszej działalności transportowej. . ale nieobecność Lairda sprawiła. Jestem wielki prelan Arriev.odparł obligator. Natychmiast. że się zastanawia. jakie nam zaoferowałeś. Camon jednak nie został przywódcą bez ryzyka od czasu do czasu. . która rozpatrywała twoją ofertę. wciąż niepewna. .rzekł ostrożnie.Dobrze. że musiałem wziąć na siebie część jego obowiązków. . Zrób to dla mnie.Obligator się pochylił. stojąc w pobliżu drzwi. . że będę miał przyjemność z prelanem Lairdem .odparł Camon.na pokładzie znajdzie się wielu. by mnie przekonać. ale chciałbym usłyszeć te argumenty od ciebie. . Zakon ogólnie woli podchodzić konserwatywnie do swoich operacji finansowych.Dlatego zauważyłem. trójkątna głowa nadawała mu drapieżny wygląd. . . zajął miejsce naprzeciwko obligatora. . Powoli wszedł do gabinetu i rozglądając się ostrożnie. aż znajdziemy kolejne kontrakty.Odniosłem wrażenie.Rozumiem. szansę na utrzymanie naszych barek do czasu. że masz tę rzadką okazję. przewodniczący rady. Uciekać od razu? Czy podjąć ryzyko dla większej zdobyczy? Vin nie obchodziła zdobycz. .zagadnął Arriev.W istocie . Camon stał nieruchomo przez dłuższą chwilę i widziała. lordzie Jedue.Z pewnością prelan Laird przedstawił szczegóły naszej oferty .Choć muszę przyznać.Tak. . .odrzekł Camon.rzekł Camon. że skoro zostałem wezwany na kolejne spotkanie.Jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji. a jego ogolona na gładko.I co? . Zrób to. wasza miłość . że niektórzy członkowie Rady są niechętni. Musimy się stąd wynosić. Wasz kontrakt pozwoli nam na uzyskanie tak potrzebnego okresu stabilności.A z jaką grupą ty się identyfikujesz.Prelan Laird został odwołany do innych zadań.ale muskularny. . Vin zmarszczyła brwi. którzy chętnie skorzystaliby z oszczędności. wielki prelanie Arriev . .wtrącił Arriev . to rada rozważyła moją ofertę? . Pozostała w głębi sali.Potrzebujemy tego kontraktu. wciąż nie wchodząc do środka.Przyjmuję.Ale . Masz rzadką możliwość porozmawiania ze mną bezpośrednio. że zesztywniała. wasza miłość? . chciała tylko żyć. . by robić interesy z rodem tak bliskim katastrofy ekonomicznej.

Camon uśmiechnął się szeroko. aby odnowić sprzęt i podjąć działalność . biurokratycznego papieru i przyłożył pieczęć na samym dole. Vin wiedziała. Niejeden szlachcic wszedł do budynku Kantonu i nigdy go nie opuścił. że może ich zniszczyć. by Arriev stał się skłonniejszy do negocjacji. chodzi o zwycięstwo.odparł Arriev niedbale. jeśli tak się stanie. Przejdź do skryby w głównym holu. że byłeś bardzo przekonujący. Jeśli wy nam zaufacie. sprawiając. Gdyby nabrał podejrzeń. mógł ich przekazać Kantonowi Inkwizycji. lordzie Jedue. .A dlaczego właśnie Zakon? Dlaczego nie znajdziesz sobie kogoś innego? Przecież z pewnością istnieją inne możliwości wykorzystania twoich statków. że próbują go oszukać. wasza miłość. Arriev się uśmiechnął. Czy został zdradzony? Czy to Theron stał za tym dziwnym spotkaniem? Obligator czekał spokojnie. Vin przygotowała swoje Szczęście. ale. Mogła sprawić. jeśli wasz kontrakt wystarczy. Zacisnęła zęby.oznajmił.. sięgnęła ku niemu i użyła Szczęścia na obligatorze.Z pewnością stać cię na więcej. . chciałbym usłyszeć coś. . . Camon westchnął z ulgą. . Jednak. że potrzebujesz trzech tysięcy skrzyńców jako zaliczki. o dowód zaufania właśnie to zyskamy.Rozumiem .Jesteśmy dla was najlepszym wyborem. Laird powiedział. . Chyba już pożałował swojej gry. . Camon zmarszczył brwi. a wy będziecie musieli znaleźć innych kupców. co pozwoli mi uwierzyć.Cóż. wasza miłość .Twój ostatni list sugerował.Obawiasz się.Nie chodzi o pieniądze.Arriev przez moment przyglądał się Camonowi. by przestał być podejrzliwy. co stracicie? W najgorszym razie moje barki przestaną kursować.. że zasłużyłeś na nasz kontrakt.Oto twój kontrakt. Potrzebuję waszego poparcia. . Sytuacja wydawała się bardzo ryzykowna. .. otrzymując kontrakt od Zakonu. inni też to uczynią. .. . Obligator wyjął ze stosu arkusz grubego. będzie to dla was oznaczało wieloletni i bardzo korzystny interes.mówił Arriev. inne grupy. Podał arkusz Camonowi.. które rzucą się na takie stawki. by utrzymać moją działalność. coś ją powstrzymało.. że mój ród poniesie klęskę ekonomiczną? Cóż. przekonałeś mnie .Camon zaczął się obficie pocić.rzekł Camon. by dokończyć papierkową robotę i byś mógł się zgłosić po niezbędne fundusze.

a żołnierze wciąż się nie zjawiali. by ich aresztować. Camon zdołał oszukać zarówno Zakon.rzekł. A przynajmniej tak się wydawało. Camon zebrał pozostałą służbę z widoczną ulgą.Wiedziałem. Żadnego tupotu żołnierskich butów.Co o tym myślisz? Kelsier spojrzał na ciasteczka. by wraz z Docksonem obserwować drzwi budynku Kantonu. Zatrzymał się w bocznej alejce. Szczęśliwy obligator to zawsze zły znak. Dockson przewrócił oczami. Minęli hol wejściowy. Gruby złodziej i jego przerażona służąca przeszli przez poczekalnię do wyjścia. który z nimi rozmawiał. pozostał w gabinecie. . kiedy Camon wychodził i obejrzała na obligatora. który cicho rozmawiał ze skrybą. jak i drugiego przywódcę. Camon opieczętował i dostarczył kontrakt odpowiedniemu skrybie. po czym poszedł w dół ulicy.Całkiem niezłe . po drodze przechodząc obok tłustego herszta. . A potem po prostu opuścili budynek Kantonu.No i co? . po czym skinął na Vin. Z zadowoleniem przeżuwał ciastka. żadnych krzyków. skłonił się obligatorowi z szacunkiem. częstując się kolejnym. Coś jest nie w porządku. pomyślała.rzekł. kiedy szli przez poczekalnię z jej szlachetnymi gośćmi. Wstał.Zakon zawsze miał doskonały gust. . Wciąż się uśmiechał. To oczywiste. by w niej dyskutować o delikatnych sprawach. .. Po drodze zatrzymał się i powiedział sekretarzowi obligatora. Uczyniła to. nikt ich nie zatrzymał. Poczekalnia Kantonu była zbyt tłoczna. Byli wolni. po czym skinął głową w stronę drzwi. że i przekąski mają znakomite. Skryba wyjął małą skrzynkę pełną monet i obojętnie podał Camonowi. Kell. aby otwarła mu drzwi. .Mówię o dziewczynie. Coś jest bardzo nie w porządku. Żadnego alarmu. zajmując taką pozycję. Jednak. *** Kelsier wepchnął do ust jeszcze jedno czerwono lukrowane ciasteczko i żuł je z satysfakcją.zapytał Dockson. że musi przełożyć spotkanie. że Zakon będzie właściwym wyborem . przyjmując kontrakt. Zatrzymała się. . naciągnął kaptur na głowę dla ochrony przed wciąż padającym popiołem. widocznie czekając na kolejnego petenta. Kelsier wyszedł na ulicę. Obligator. Kelsier uśmiechnął się i ułożył cztery ciastka w stertę na dłoni.

że używa Allomancji na członku Zakonu. Kelsier skinął głową. Właściwie to ta mała maskotka Camona stała się już dość sławna w pewnych kręgach. .Można palić minerały śladowe w wodzie. otrzepując dłonie.Wkrótce się od niego uwolni . Wciąż byli widoczni w niewielkiej odległości w głębi ulicy. marszcząc lekko brwi. Spojrzał w kierunku Camona i jego grupy. Po drugiej stronie ulicy drzwi budynku Kantonu otwarły się wreszcie i u szczytu schodów stanął Camon.Czy to możliwe? . . Kelsier skinął głową. Jestem nieco zaskoczony. czy on aby w ogóle wie.Kilka napiwków we właściwe ręce. krótkowłosa dziewczyna była wśród nich. Drobna.. . . podrywała się za każdym razem. Jej kroki były nerwowe i płochliwe.zapytał Dockson. .. Coś było nie w porządku.Więc twój brat miał rację? . otoczony grupką „służących”. Urwał. że ona dzisiaj tu będzie? Dockson wzruszył ramionami. Muszę wymyślić dla tego gościa coś szczególnie odpowiedniego. Prawa strona jej twarzy wciąż była nieco bledsza od gojącego się już siniaka. Powiedziałbym. że nikt wcześniej jej nie odkrył. a jeśli Marsh twierdzi.Skąd się o niej dowiedziałeś? . jeśli nie potrzeba dużo mocy. Kelsier spojrzał na nadętego Camona..Dziwne. kiedy ktoś wykonał zbyt gwałtowny gest. Dlatego właśnie Ostatni Imperator zbudował tu swój zamek. . . jak przesądni bywają złodzieje.Skąd wiedziałeś. kiedy Marsh mi ją pokazał. że czymś Więcej.rzekł Kelsier. że nie jest nawet świadoma tego. jestem gotów mu uwierzyć. w ziemi jest mnóstwo metali.odparł Dockson.Jest co najmniej Mglistym. . Wiesz. Na jej widok Kelsier zmarszczył brwi. .To twój brat . Kierowali się na południe. .mruknął Dockson. że wykorzystuje swoje zdolności. zwłaszcza w budynku Kantonu.Wciąż nie jestem pewien. ale podejrzewam. Chciałem. . Miałem tę dziewczynę na oku od dnia. . żebyś sam zobaczył ją w akcji.Biedactwo .zapytał pomiędzy jednym kęsem a drugim. kim ona jest.Camon próbował wykręcić numer Marshowi kilka miesięcy temu i ona też z nim wtedy była.

. kiedy Allomanta dotyka ich uczuć. Kelsier skinął głową. Obligator wyszedł na zewnątrz... .które dobitnie świadczyły o jego wysokiej randze w Kantonie Inkwizycji. lśniły jak dwa srebrzyste dyski. Płasko zakończone trzony. o pewnej siebie postawie. . .W portalu budynku Kantonu pojawiła się kolejna postać. Są wyszkoleni. Dziesiątki ludzi zginą.szepnął Dockson. a za nim pojawił się drugi mężczyzna. że Camon kombinuje z oszukiwaniem Zakonu już od jakiegoś czasu. aby potencjalni Mgliści wymknęli się z naszych rąk. ale. w którym znikł Camon. Szczupły.Camon doprowadzi ich prosto do swojej kryjówki..Spokój . Pomyśli. że jesteśmy zwyczajną szlachtą. z jedną wyraźną czerwoną kreską .Nic nie palę. Prawdopodobnie był to ten sam prelan. .Dziewczyna . Stalowy Inkwizytor.Powiedziałeś. Kelsier ujrzał. . nie mam zamiaru pozwolić. w którym odszedł Camon wraz z dziewczyną. . . . usiłując zmusić się do wypełnienia własnego polecenia. Chcę .Poza tym. Dockson za plecami Kelsiera zesztywniał. . że w każdy z jego oczodołów ktoś wbił gruby metalowy kolec. zwracając ku Kelsierowi kolce.odparł Kelsier. Inkwizytor spojrzał w ich stronę. Dockson zmarszczył brwi. po czym zwrócił się w kierunku.A „to” co tu robi? . Nie wszyscy są wspaniałymi jednostkami. . Po drugiej stronie ulicy Inkwizytor rozmawiał z drugim obligatorem. że wystawały na około cala z tyłu jego nagiej czaszki. wokół oczu nosił tatuaże wielkiego prelana Kantonu Finansów.Założę się. Dockson przytaknął.On nie jest tutaj z naszego powodu . miał skomplikowane tatuaże wokół oczu . po czym obaj ruszyli wolno w kierunku.To Zakon . .polecił Kelsier.Chyba wysłali za nimi ogon . wystające z oczodołów w miejscu gałek ocznych.odparł Kelsier. Kiedy się obrócił. że co najmniej dwa.Walczą z Ostatnim Imperium na swój własny sposób – dokończył Kelsier.większość czarnych. Podobnie jak wszyscy Inkwizytorzy. Dziewczyna prawdopodobnie została namierzona przez któregoś z obligatorów. a podobne do gwoździa końcówki były tak długie.mruknął Dockson.mruknął Dockson. Drugi mężczyzna był wysoki i silnie zbudowany.. by rozpoznawać. Trzon kolców miał średnicę oczodołu. który przed chwilą rozmawiał z Camonem.

pomyślał Kelsier. A teraz ruszaj.odparł Kelsier.sięgnął i mocno szarpnął emocje Inkwizytora. miedź.odparł Dockson. .To zbyt niebezpieczne.Ja się zajmę Inkwizytorem. Żelazo. Istota zamarła i okręciła się w miejscu. brąz. że stanę się nudny.spalając cynk . . po czym ruszył alejką i zaraz znikł za rogiem. Dasz sobie radę z ogonami? . Kelsier wyjął zatyczkę i jednym szybkim łykiem wypił zawartość. Dockson skinął głową. Schował pustą fiolkę i otarł dłonią usta.rzekł. nie leniwy . .Spotkamy się na piętnastym skrzyżowaniu . Kelsier uśmiechnął się. cynk i mosiądz . Dockson spojrzał na niego z lękiem. No to teraz się pogonimy. w której w roztworze alkoholowym pływały płatki kilku metali.pogadać z tą dziewczyną. gdzie jest kryjówka. Po prostu odwrócę jego uwagę.Dobrze . Jego ciało wypełniło się siłą. Wyjął mała fiolkę. sięgając do kieszeni płaszcza. jasnością i mocą. .Chcesz pójść i tak sobie go załatwić? Kelsier pokręcił głową. żeby ogony nie wiedziały. .osiem podstawowych metali allomantycznych. mówiłem. Lepiej.Kell. po czym sięgnął w głąb siebie i zaczął spalać metale. cyna czysta i stopiona ze srebrem. stal. po czym . Kelsier doliczył do dziesięciu. Potrafię sobie poradzić z paru lokajami Zakonu. spoglądając w kierunku budynku Kantonu. .

Zakon nie powinien był nigdy dopuścić. niż Camon zarobiłby w ciągu roku. jakie ją ogarniało. a ale . Czasem kusiło. Trzy tysiące skrzyńców. Prelan Arriev wydawał się o wiele za sprytny. O wiele więcej. 3 Camon liczył monety. ale ogólnie przywódca.choć zdarzają się drwale i rolnicy. nawet bardzo dobrego. czy spryt. by taka suma została wydana aż tak łatwo. czy ten pokaz bogactwa to głupota. jak miejsce tak skromne i rolnicze mogło stać się źródłem proroctw i teologii. Tutejsi ludzie to przede wszystkim pasterze . Trzy tysiące skrzyńców to bajeczna kwota pieniędzy.stoją niczym czujni bogowie.Przybyliśmy do Terris na początku tego tygodnia i muszę powiedzieć. Camon wrzucił do skrzyni kolejną monetę. okryte płaszczem lasu . który miał szczęście.i śmiech płynęły swobodnym strumieniem. Zbiry z jego najbliższego otoczenia siedzieli z nim przy stole. że wyglądałyby mniej posępnie. . Ta ziemia to głównie pastwiska. wrzucając złote skrzyńce jeden po drugim do małego pudełka na stole. myślę. by zabić przywódcę i zgarnąć wszystko dla siebie. Moje własne ziemie na południu są równinami. że wieś bardzo mi się spodobała. gdyby dorzucić im parę gór. i dziwne. Szajki złodziejskie pracowały zgodnie z jedną ścisłą zasadą. strzegący zielonej. żeby tak łatwo dać się podejść. żyznej ziemi. Vin nie była pewna. na których dzisiaj opiera się cały świat. Każdy otrzymywał dolę proporcjonalną do jego pozycji w grupie. Ogromne góry na północy . Wciąż wydawał się nieco zaskoczony i nic dziwnego. Vin siedziała w kącie. usiłując zrozumieć uczucie przerażenia.z nagimi lodowcami na szczytach.

gdzieś w mieście. . pomyślała. . .Teraz? Skinęła głową. Pochylił się ku niej.odrzekła. gdzie siedział Ulef. lecz najbliższym znajomym od czasów Reena. których krzywdy nie chciałaby. To wystarczy.O co właściwie chodzi. którzy nie próbowali jej wykorzystać.. Ulef się zaczerwienił. Ulef zmarszczył brwi. muszę odejść z kryjówki. dlatego została przy Camonie.Musimy wyjść. . Muszę się stąd wynosić. rzucając na Ulefa i Vin wymowne spojrzenia.ale musiała. pokazując kolejne złodziejskie bandy. Uciec od Camona. Na szczycie tej listy znajdował się Ulef.. Vin? .Chcesz gdzieś pójść.. Obejrzał się na swoich kumpli. Wśród nich niewielu było takich. Wszystko było nie tak..Wyjść stąd. by skusić najbardziej nawet logicznego złodzieja.Jak najdalej . Dlatego nigdy nie uciekła od Reena. którzy chichotali cicho. Jeśli zabijesz go za wcześnie. Jego oddech lekko pachniał ale. gdyby coś miało się stać. Kilku ludzi. Obejrzał się. Nie był przyjacielem.zapytał.Tylko. Ale jednak trzy tysiące skrzyńców. zawsze miała Reena. gdyby obligatorzy zwrócili się przeciwko szajce.w niektórych przypadkach nawet okazali jej pewną sympatię.Vin? . . pijąc w grupie młodszych bandytów. To on prowadził ją od miasta do miasta. przerażała ją. z dala od kryjówki.nie mówiąc już o ściągnięciu sobie na głowę gniewu pozostałych rabusiów.oznaczał więcej pieniędzy dla każdego. lub . Jednak było kilku takich. I nie chcę być sama.Wyjść? Dokąd? . odetniesz sobie dalsze dochody .szepnęła. Spojrzała ze swego kąta na członków szajki.odparła cicho. Zmarszczył brwi. . Jeśli pójdzie z nią. że mogłaby być zdana wyłącznie na siebie.Nie tak .. Ale. . . . Nie mogła odejść . Ostrożnie wstała i przeszła pod ścianą do miejsca.. odejść? Sama? Nigdy przedtem nie była sama.Ulef . Ale sama myśl o tym. Pociągnęła go za rękaw. nawet. do których żywiła jakiekolwiek przywiązanie. przynajmniej nie będzie sama. Był podpity. tak tylko ty i ja? . Kochała samotność.

I właśnie dlatego musiał to zrobić. w którym bywała. pomyślała.. ale Reen nosił go przy sobie jako coś w rodzaju amuletu i było to jedyne.. nie będzie mogła tu wrócić. . w których sypiała przez wiele lat. Nie miała pieniędzy. kamyki wrzuciła do kieszeni. z obawy. że to matka jej go dała . który śmiał się z własnego dowcipu. Przeżyje znowu. Skinął głową. Ale musimy iść teraz. zwykła kropla metalu. może nic się nie stanie... a zwłaszcza w Luthadelu.i kawałek obsydianu wielkości dużej monety.Coś. Rzuciła okiem na Camona. że to zrobi.szepnęła. Zawsze mówił. Był zatłoczony i niewygodny. ale Reen nauczył ją kraść i żebrać. i drugie było trudne w Ostatnim Imperium. kolczyk . Może przesadzała. pomyślała. Z sąsiedniej sali dochodziły stłumione rozmowy i śmiechy mężczyzn. ale znajdzie sposób.. Nigdy.odrzekła. Ulefie . Po prostu nie chcę teraz być tutaj. po czym wróciła do ogólnej sali. . w której przechowywała najbardziej osobiste przedmioty. Pozostawała jedynie niewielka szkatułka. niewarta nawet kradzieży. spoglądając na swój skąpy majątek. Gdyby coś się stało szajce. . kamyk z każdego miasta. że rzeczywiście odejdzie. co ma związek z obligatorami. Kiedyś to przeżyła. . Jeśli coś się stanie szajce .rzekł. co po sobie zostawił.Reen powiedział.Dobrze . Miał kontakty w Luthadelu. kiedy uciekł pół roku temu. dlatego nie bała się zostawić go pod materacem. Nie sądziłam. Sypialnia szajki mieściła się w prostym. Ulef siedział przez chwilę w milczeniu.Ja. .Ile to może potrwać? . wzdłuż którego ułożono materace. że coś się zdarzy. Zabranie Ulefa było dobrym pomysłem.byłoby to zbyt ostentacyjne.Nie wiem .Co najmniej do wieczora. ale i tak lepszy niż zimne uliczki. Był obłupany. Pozostawiła szkatułkę i materac. i ostrożnie przeszła przez brudne od popiołu pomieszczenia do pokoju w głębi kryjówki. Ale jeśli. Kiedy ją porzucił. całkiem nieregularnie. Reen nauczył ją jednego: chronić własny kark. jeśli będzie musiała. podróżując z Reenem. . Ale nie mogła wziąć ze sobą materaca . że ozdoba doda jej kobiecości. Pewnie będę musiała znów przyzwyczaić się do alejek. Podeszła do swojego materaca. I jedno.szepnęła i odwróciła się. Kolczyk zawiesiła w uchu . Uklękła.Czekaj tu przez chwilę . Nosiła go jednak bardzo rzadko.była to prościutka ozdoba. Cóż. długim korytarzu.Vin się zawahała. myślę. Chwyciła kawałek obsydianu w rękę..

desperacko potykając się o stoły i potrącając towarzyszy. Rozpaczliwie czekała na pomoc innych członków szajki. gdy całe powietrze uciekło jej z płuc. Twarda. Stał spłoszony w przedniej części sali. Zamarła w progu głównej sali. uspokajając jego furię. Niezdarnie stanęła na nogi. ale nie wydawali się zmartwieni. Za dobry byłem dla was. Postawił ją na podłodze. Cios ogłuszył ją. obalając na podłogę. Camon zawahał się.Cholerna dziwka . które uderzyło ją w sam środek pleców.Zwiewasz? Chcesz mnie zdradzić Zakonowi. Ulef prawdopodobnie znajdzie pracę dla siebie i dla niej. Camon już był przy niej.. A potem wściekłość powróciła.. Głos Reena. o czym wiedziała. . kilku towarzyszy krzyknęło.warknął. ale Camon uderzył ją po raz kolejny.. Poczuła okropny ból między łopatkami. Jego spojrzenie złagodniało na chwilę. Jęknęła. Powinienem był. Przerażająca. dodało jej sił. Camon rzucił w ślad za nią drewniane krzesło. Uderzył ją w twarz. ale kręgi w karku strzeliły tak boleśnie. ale Camon trzymał mocno. Camona.Camon wstał. . Vin próbowała się wyrwać. Nie masz tu żadnych przyjaciół.. Odepchnął krzesło i na pół pijany rzucił się w jej stronę. Odwrócili się z zakłopotaniem na twarzach.. chwycił ją za kołnierz koszuli i postawił na nogi.A to co? .. szepczący jej do ucha. z twarzą czerwoną jak słońce. Jednym desperackim wysiłkiem zebrała całe swoje Szczęście i rzuciła na Camona. ale wiedziała. coś w jej wnętrzu. . Jej głowa poleciała w bok od siły ciosu. że ledwie poczuła ponowne zderzenie z podłogą. coś. Koło baru. Nigdy ich nie będziesz miała w przestępczym świecie! Szarpnęła się znowu. . Obojętność.. gdzie go zostawiła. Vin nie próbowała nawet myśleć czy mówić . ból skupił się w jednym punkcie..nie było na to czasu. Vin leżała oszołomiona. Ulef stał wciąż koło stolika Camona i ze wstydem wbijał wzrok w ziemię.. Idiotka! Brak litości to najmądrzejsze z uczuć.Camona. chwytając ją za ramiona i potrząsając. a ty jesteś taka sama. Obok. Ulef nie czekał na nią przy stole. A potem. zanim jeszcze wstała. aż upadła na ziemię. Camon pochylił się. kiedy stołek odskoczył od niej i z trzaskiem upadł na klepisko.. że słyszy głos. tak? Vin rzuciła się w kierunku schodów. . ale nie rozumiała tego.Ten twój zdradziecki braciszek nigdy mnie nie szanował. na co może liczyć... Wydało jej się nagle. Przestało jej się kręcić w głowie. znów unosząc pięść.

Rękę miała wykręconą pod dziwnym kątem. Szczęście ją opuściło. Kropla potu spłynęła z zaczerwienionej furią twarzy i skapnęła z podbródka wprost na jej policzek. że tym razem będzie inaczej.. bardzo wściekłego. a potem otwarły się z trzaskiem. ... że słabnie.. sięgając po swoje Szczęście.Wytrzymać. ale nagle poczuła. że zamierzała zdradzić go i wydać Zakonowi. I wyglądał na bardzo. Podniósł rękę jego mięsista dłoń zwinęła się znowu w pięść. Prawie już uciekła. Płaszcz odrzucił do tyłu.. Wtedy ujrzała mężczyznę. gdzie uderzyła nim o podłogę. miał jasne włosy i był ubrany w swobodny strój szlachecki. Ból.. Ból wydał jej się nagle silniejszy. stojącego w milczeniu w wejściu. dalej. Ignorując nowo przybyłego... . Potrafi sobie poradzić z bólem. Żadnej reakcji. który z jego ludzi miał pecha wybrać sobie właśnie ten moment na powrót do kryjówki. A potem podniósł wzrok na Camona i oczy mu pociemniały. mrucząc coś pod nosem i szarpnął ją za ramię. Gniewne okrzyki herszta zostały ucięte. Myślał. Jeszcze trochę. gdzie ją uderzył.. choć i tak miała go mało. jej wewnętrzna siła zawiodła ją dokładnie tak samo. mięśnie się napięły.zawołał Camon.myślała Vin. na wargach czuła smak krwi. bardziej obezwładniający. że Camon nadal pochyla się nad nią z twarzą pełną pijackiej wściekłości. Nie zabije mnie przecież. usiłując odzyskać jasność myślenia. Błagam! . jak wcześniej Szczęście. ujrzała. Wiedziała już.. Wbiła paznokcie w dłoń Camona. Wysoki. W oczach miał mord. to nie będzie zwykłe lanie. o sokolej twarzy.Kim ty jesteś?! Jak on minął czujki. kiedy jakaś potężna siła odrzuciła go w tył. tylko wytrzymać.desperacko myślała Vin. wymagający.. Nie znała go. Nie zachowywał już kontroli nad sobą. tak rozpaczliwie blisko.. Desperacko obejrzała się w stronę drzwi Była blisko. nie nosił kapelusza ani laski.Co to znaczy?! . ale była zbyt słaba. a bok bolał w miejscu.. bardziej.. usiłując zmusić je do pracy. czy to oni go przysłali? Nowo przybyły spojrzał na Vin i wyraz jego twarzy nieco złagodniał. Twarz jej płonęła w miejscu.? . Miał może trzydzieści pięć lat. . Vin skorzystała z tej chwili roztargnienia. Potrzebuje mnie. usiłowała się uwolnić z rąk Camona. Kiedy jednak odwróciła się mozolnie. Camon pochylił się. myślała jak przez mgłę. O kilka stóp dalej drzwi do klatki schodowej zadygotały. Obligatorzy. by sprawdzić. Camon znieruchomiał z uniesioną ręką i gniewnie spojrzał na wejście.

klapę w podłodze pod tylną ścianą. wciąż nieco oszołomiona. A ktoś atakuje naszą kryjówkę.Pan Dockson! Ależ. Vin zmarszczyła brwi. Jednakże emocje nie nadążały za logiką. Ale. Jeśli zdoła do niej dotrzeć.Dockson.ostrzegała ją logiczna część umysłu.Istotnie .. Drugi mężczyzna był mniej imponujący. Kryjówka miała ukryte wyjście. zagłuszając całkowicie jej własne emocje.. Muszę uciekać.. Reszta szajki Camona pozostała przy stolikach. Jej strach zgasł jak zdmuchnięta świeca i nawet ból wydawał się mało ważny.. Niewzruszona. by starczyło go na coś więcej niż pojedyncze.. choć nigdy wcześniej osobiście go nie doznała.odrywając jego ramię od barku Vin. trzymając się za głowę. czując. uch.. . że ci mężczyźni są jej jakby znajomi. Spojrzał na przybyszów. co za niespodzianka! . . zbierając się na czworaki. z jedną ręką na blacie. ale dziwnie beztroscy... Czuła się. zastanawiając się. krótkie dotknięcie. Używa Szczęścia przeciwko wszystkim naraz. również był odziany w szlachecki strój. jakby zmiażdżyła je potężna dłoń. po czym powoli się odwróciła. zatrzymując się przed klapą. Wydawali się zaskoczeni. Gdzieś już ich . Oddychała ciężko.odparł niższy mężczyzna. Camon jęczał z bólu o kilka stóp dalej i Vin szybko odpełzła na bok. W sali zapadła cisza. Camon właśnie próbował mnie zabić! . że za jego plecami stoi ktoś jeszcze. Wstała. choć mniej elegancki. krótko ostrzyżonymi włosami. Zwolniła. a jego samego ciskając na podłogę. Nagle ogarnął ją obezwładniający spokój.. Co się dzieje? Przybysz wreszcie wszedł do sali. Nowo przybyły wciąż stał u stóp schodów. krótką bródką i prostymi. czego się tak bała. po czym uśmiechnął się rozbrajająco. Uczucie spadło na nią jak nagły ciężar. z ciemną. jak może to robić jednocześnie i tak długo? Vin nigdy nie była w stanie zebrać dosyć Szczęścia. I coraz bardziej zaciekawiona. Po drugiej stronie pomieszczenia Camon jęknął i usiadł. myślała gorączkowo Vin. Niższy. spokojna. Obserwował ją przez chwilę krytycznym spojrzeniem. Zatrzymała się przy stole. Ktoś właśnie zastosował na niej Szczęście. Przybysz wszedł do sali i Vin dopiero teraz zobaczyła. aż zadrżały wszystkie deski.. chowając się pod pusty stół. W jakiś sposób rozpoznała to uczucie.

. kiedy wychodziliśmy wraz z Camonem. nie byli dość szybcy.Dobrze. przeplatającymi się bliznami. ponieważ macie wobec mnie wielki dług. kiedy znów coś odrzuciło go w tył. Kim musiał być człowiek. Miała rację.Ocalały z Hathsin! Vin zmarszczyła brwi. a jako wojownicy są niepokonani. kręciło jej się w głowie.pokręcił głową. . W sali panowała cisza. Spojrzał na dłonie tamtego. Czy powinna znać tego człowieka? Jej rany wciąż pulsowały bólem. .Na Ostatniego Imperatora . . Tytuł nie był jej znany.Cóż za zaszczyt! Przybysz . . Wasz dość niekompetentny przywódca wyszedł z Kantonu Finansów Zakonu godzinę temu i wrócił do kryjówki. Przybyłem tu. pomyślała Vin. Cisza. .Proszę.Czy wszyscy wiedzą. aby wszyscy domyślali się. Bandyta zamilkł. i pan Kelsier . panie Kelsier? .Inkwizytorem się zająłem . pozwalając. drodzy przyjaciele. kim jestem? Wielu z członków szajki przytaknęło. który „zajął się” Inkwizytorem? Krążyły plotki.widziała.My.. pomimo spokoju. Widzicie. A jednak Camon padł na ziemię. Ale jeśli był tam Inkwizytor.Żądam zapłaty za wyświadczone usługi . jakby pchnęła go jakaś niewidzialna siła. by nie upaść. jeśli nie liczyć jęków Camona. obserwując jasnowłosego gościa..oznajmił Kelsier. Kanton Finansów. Podążali za nim dwaj zwiadowcy Zakonu. w jaki sposób to uczynił.. mogą zaglądać do ludzkiej duszy. jeden prelan wysokiej rangi i jeden Stalowy Inkwizytor.warknął. Wreszcie ktoś odezwał się nieśmiało: .. Oparła się na blacie. Kimkolwiek był przybysz. by tego dokonać. .. .odrzekł Kelsier. a Kelsier rozejrzał się po sali.. . które były pokryte dziwnymi. . pan Dockson i ja właśnie uratowaliśmy wam życie.wyszeptał. Siedzieli w poczekalni. jaki odczuwała. Kelsier nawet nie ruszył palcem. Camon chwiejnie stanął na nogach.Tak.Nie mam wielkiej ochoty cię słuchać. ale nie usiadła. Camon widocznie uważał go za ważną osobistość. Camon wydał z siebie cichy jęk bólu. że te istoty są nieśmiertelne. O Panie.Kelsier .

To pieniądze.Milev..A cóż by to miało być? Kelsier wskazał ruchem głowy półprzytomnego Camona.zaoponował Kelsier.Dobrze . Camon będzie miał ciężki żywot w Luthadelu.Zajmij się nim. Milev znieruchomiał.Dox .A ty kim jesteś? . . że dobrym miejscem będzie sklep Clubsa . A Milev pozbędzie się go i tak.Tym razem Camon nie wstał. Milev . .Niezbyt neutralne miejsce . Milev skinął głową. .Cóż.odparł Kelsier. . ale przyjął skrzynkę z monetami. .Miałem już wcześniej do czynienia z Dziećmi Mgły. Upadł bardzo ciężko i teraz był zdezorientowany. panie Kelsier. panie Kelsier odparł Milev. który był zastępcą Camona podniósł kuferek ze skrzyńcami zakonu i podbiegł.Ale nie chcę. . To coś więcej niż tylko Szczęście. usłużnie podając go Kelsierowi. . uznam to wynagrodzenie za zadowalające. Kelsier spojrzał na Mileva. Milev.odparł zapytany. żeby się tym cieszył. . .. Ostatni Imperator nie lubi tej profesji.Pomysłowy z ciebie człowiek. jak innych. Milev tak bardzo chce mu się przypodobać. po czym otwarł kuferek i zaczął odliczać złociste skrzyńce.Zwłaszcza gdy nie zechce się do nas przyłączyć. . . Wreszcie Milev . Szybki i nie tak łatwo cię onieśmielić. Trzy tysiące skrzyńców. .Chcę. Kelsier zawahał się. Kelsier skinął głową.rzekł. żeby żył. . . że Kelsier tego nie widzi.Oczywiście . unosząc palec. zwracając się do swego towarzysza.mruknął Kelsier. skoro tylko uzna.To prawda. przywódco Milev. pomyślała Vin.Uczynimy z niego żebraka.wyjaśnił skwapliwie.. .ciemnoskóry mężczyzna. jakie Camon dostał z Zakonu .Gdzie spotykamy się dzisiaj? .Myślałem. o ile zrobisz dla mnie jeszcze coś. . W sali panowała cisza. .odparł Milev. albo to jakiś rodzaj Szczęścia. którego ja nigdy nie byłabym w stanie użyć. ..

A.Oczywiście.Doskonale. jak odchodzili. Została sama z człowiekiem. W zaułku znajdziecie dwóch martwych szpiegów Zakonu. żeby ją wyróżniać? Jak ten Kelsier będzie chciał mnie wykorzystać? ..rzekł Kelsier.Weź swoich ludzi.niedbale dorzucił Kelsier .jeśli mówię „sam na sam” to znaczy. skwapliwie zgarniając monety. rozcierając ramię w miejscu. . czując narastający niepokój. .dodał Kelsier.A teraz wyjdźcie..Tak . gdzie uderzyła nim o podłogę. .. którzy obserwują nas przez judasze w ścianie.Oczywiście . Można to załatwić? . by żaden z twoich ludzi nas nie zdradził . .Doskonale . skąd Kelsier zna jej imię. . dobrze? Milev pobladł.zapytał z wahaniem Milev. Kilka chwil później Vin usłyszała kroki ludzi opuszczających pomieszczenie obserwacyjne. .Pokazał mu stosik mniej więcej setki skrzyńców.myślała.rzekł cicho Kelsier.Planuję robotę w tej okolicy. Machnięciem ręki nakazał kilku zbirom zebrać z podłogi Camona i skierował całą resztę w stronę schodów. bo jakiż miałby inny powód.Wasza grupa wpadła już w oko Stalowemu Zakonowi. Milev obejrzał się znowu. słyszeliście? . Chcę porozmawiać w cztery oczy z panną Vin. . . . nie róbcie sobie wroga jeszcze ze mnie.Chcemy skorzystać z waszej kryjówki dziś wieczorem. Milev przytaknął skwapliwie. Ten Kelsier był potężnym człowiekiem. który z jakiegoś . Milev.Dopilnuj. że nie chcę być podglądany przez czterech ludzi. po czym wszystko ucichło. po czym znikł na klatce schodowej. i idźcie sobie. Przydałoby mi się wsparcie miejscowych. a instynkt podpowiadał jej.A poza tym. panie Kelsier. .. jeszcze jedno .odparł Milev. Vin obserwowała. . Milevie . Vin znów poczuła to samo: zwiększony nacisk na swoje emocje.warknął Milev. że nie ona jedna zastanawia się. Weź ich łaskawie ze sobą na ulicę.Wyjść? . W pomieszczeniu znów zapadła cisza i Vin wiedziała. zamykając za sobą drzwi..odrzekł Kelsier . . razem z byłym szefem. że potężni ludzie są niebezpieczni.No co. Czy możecie posprzątać za nas trupy? Milev skinął głową i odwrócił się. . Czy wiedział o jej Szczęściu? Widocznie tak...

. W miarę. Ból. No dawaj.odparł oschle Dockson. rany i stłuczenia zaczęły pulsować bólem. uważam. Nie czuję żadnego współczucia do tego człowieka. gdy przemówił: . Co by zrobił. używa Szczęścia. .Przedtem byłeś już wystarczająco nieznośny. Dox.Potrzeba ci czegoś.Popatrz na nią. . ile wie.Zazdrosny jesteś. gdyby spróbowała ucieczki? Twierdzi. Vin siedziała tam. po czym na chwilę schylił się pod bar. że mógł utrzymać w ryzach całe pomieszczenie pełne rzezimieszków i złodziei. Dockson po chwili wzruszył ramionami. jak napięcie uchodziło z jej mięśni. . Jeśli coś ci to powie. obserwując obu mężczyzn. Kelsier obserwował ją spokojnie.Coś dobrego? .powodu wywierał tak szczególny wpływ na ludzi. . jak myśleć.zagadnął Kelsier. Ktoś mi zasłonił przejście. żeby się zorientować. Biedactwo. Kelsier uśmiechnął się szerzej.. koncentrując się na Kelsierze. gdzie przedtem. . ten którego Camon nazwał Docksonem. Zacisnęła zęby. Rozegraj to. lecz do baru.To była naprawdę zbyt dobra zabawa. Dox. czego ode mnie chcesz. naturalnie. Powiedz. że zabił Inkwizytora. aż wreszcie zachichotał. Drugi mężczyzna. w dłoni miał kilka butelek. Poradzi sobie z bólem. Vin znieruchomiała.zapytał Dockson. żeby się nie śmiać. .Nie mam pojęcia. Kelsier wzruszył ramionami. Muszę zostać. ale Dox nie skierował się w jej stronę. Kelsier obserwował ją uważnie. Jestem potwornie zazdrosny o twoje zdolności do dominowania nad drobnymi kryminalistami. że byłeś zbyt surowy dla Camona. . Kiedy się wyprostował. co myśleć o tej twojej nowej sławie. prychnął i podszedł do nich. co robił dziewczynie. prawie ją zatłukł na śmierć.zauważył. Jego wesołość przygasła nieco.Mokrą chusteczkę na twarz? Nie odpowiedziała. Wciąż jeszcze kręciło jej się w głowie. przeglądając zapasy w barze. .i uderzenie w twarz paliły coraz bardziej.Tak. A przynajmniej nie wiem. dziecko? . Zerknęła na zamknięte na zasuwę drzwi.Właściwie nic nie widziałem . . Kelsier usiadł przy jednym ze stolików. Cios pomiędzy łopatki będzie z niego niezły siniak . pomyślała. Kell .Widziałeś. I. . choćby tylko po to..

Spojrzał znowu na Vin. miała swoje Szczęście. ..rzekła wreszcie. . tak czy owak.Nieważne. niż sądzą twoi przyjaciele. jak stał się taki potężny. .rzekł Dockson zza baru. Nie! Została na miejscu. co wie ten człowiek.A daj mi szklankę. jesteśmy znacznie mniej straszni. Vin nie odpowiedziała.Nie bój się. Kelsier westchnął. nalewając wino do szklanki.Masz rację . nie masz się czego obawiać z naszej strony.Co? .. Kell .że musi się zorientować. jakiekolwiek były jego zamierzenia. będzie to musiała znieść. jak i dlaczego może go używać. oceniając sytuację. . gdzie była.zapytał Dockson. .zapytał Kelsier.wtrącił Dockson. że to nie byli jej przyjaciele. .zgodził się Kelsier. . . .Ale? . jeśli nie liczyć oddechu Doxa.A to niespodzianka. Vin stała w milczeniu.Lubię. dawało jej przewagę nad innymi złodziejami i pewnie tylko dzięki niemu jeszcze żyła.Nawet wśród złodziei Camon raczej nie jest znany z wytwornego smaku.Nic .Chcesz się napić czy nie. Kelsier uniósł brew.zapytał Dockson.Myślę. Przez cały ten czas nie miała jednak pojęcia. Przez całe życie. Jakkolwiek planował ją wykorzystać.Na pewno? Skinęła głową. jak przy Camonie. . .Chcesz coś? Nie odpowiedziała. odkąd sięgała pamięcią. zaufania. Mogła udawać słabą i nieporadną. Zachęcał ją do rozluźnienia. . spełnienia propozycji mężczyzn. Pozostała zatem tam. .. . . Logika i instynkt podpowiadały jej to samo . . Dziecko.Albo żartów Kella.mruknął Kelsier.A jak ci się zdaje? . że ci ludzie nie zareagują przyjaźnie na taką taktykę. mała? . Mam skarpetki warte więcej niż to wino. Kelsier się uśmiechnął. . obserwując go uważnie.Ale . Dockson wywrócił oczami. obserwując Vin. . ale instynkt podpowiadał jej. Znów ogarnął ją ten sam spokój. Musi się dowiedzieć. To czyniło ją silną.

Ale dobrze. zwłaszcza w mieście o tak licznej populacji jak Luthadel. .To tyle. karmiących się na szlachcie i różnych organizacjach Zakonu.Kim jesteście? . Vin. tylko trochę wyższego gatunku.zwłaszcza że Ostatni Imperator miał tendencję do pobłażliwszego traktowania szlachty aniżeli skaa. Jej rany pulsowały bólem. Ludzie tacy jak Camon i jego podwładni lubią uważać się za drapieżników.. . A może tylko ambitniejsi.Nazywam się Kelsier. Ścierwojady. Jestem kimś. Dockson prychnął cicho. Cóż. Dox i ja też byliśmy ścierwojadami. A jednak Reen udowodnił.odparł Kelsier z uśmiechem. A tam.Nie drapieżnicy.Nie owijasz w bawełnę. I podobnie jak gryzonie. które zapewne znasz. Bardzo odpowiednie określenie. Westchnął.Ścierwojady . Byliśmy lepiej urodzeni. Przynajmniej. Ktoś mógłby pomyśleć. Musi udawać. a Vin kufel ale. istniała tez korupcja ..Kelsier potarł podbródek. Vin pokręciła głową. . jak szajka Camona były szczurami żywiącymi się na korupcji i zepsuciu miasta. szajki złodziejskie nie mają prawa bytu. . co? Nie odpowiedziała. jeśli chodzi o moją intrygującą aurę tajemniczości. podając Kelsierowi szklankę wina.. W każdym razie szajki złodziejskie takie. Widocznie miało to coś wspólnego z sympatią dla ich przodków. Lubił się uśmiechać. Kelsier się uśmiechnął. gdzie istniała potęga i bogactwa. że tak blisko pod nosem Ostatniego Imperatora. . bogata szlachta zbierała się wokół Ostatniego Imperatora. siadaj. kiedy siedziała. Na razie go nie tknęła. ale moja szajka nie przypomina tych. Słabość zabija. można rzec. że rzeczywistość jest wręcz odwrotna. . Z wahaniem podeszła i usiadła przy stoliku naprzeciw Kelsiera. .Będziemy musieli nad tym popracować . Dockson dołączył do nich chwilę później. Kelsier uniósł brew. Potężna.mruknął.zapytała cicho. Zmarszczyła brwi. nie dało się ich całkowicie wyplenić. że nie czuje bólu. kogo właściwie można nazwać szefem szajki. nie kręciło jej się w głowie. ale nie mogła sobie pozwolić na okazanie słabości.. . .

Nawet Stalowy Zakon nie jest nieomylny. mogli też przeoczyć innych. . pochylając się. co jej Szczęście. To jakiś rodzaj allomanty. Kelsier uniósł brew. kiwając z aprobatą głową. .Jeśli mogli przeoczyć ciebie. Mistyczna moc.Milev.odparł Dockson. Podobno jeden „Mglisty” był tak niebezpieczny.zgodził się Kelsier. Vin przetrawiała tę informację pod bacznymi spojrzeniami obu mężczyzn. . nawet skaa taki jak Vin wiedział o tym.odparła cicho. Nazwał was Dziećmi Mgły.zauważył. żeby ludzie się mniej gniewali. . że może być to po prostu to samo.Albo byli mniej podejrzliwi.zagadnął Kelsier.? .Przecież mieszańcy podobno nie istnieją . co to jest allomancja. Vin skinęła głową..Mieszańcy.Użyłam mojego Szczęścia . których znała. Łatwiejsi do oszukania. którą posiadała szlachta. . . .Istotnie . Jednak bardzo często z nimi współpracujemy.Ludzie nazywają nas Dziećmi Mgły. ponieważ ani ja. Allomancja.rzekł Kelsier.dodał Kelsier.Używam go. Vin . . skaa zostali ukarani z tego samego powodu.Jest spostrzegawcza . Podstawowa doktryna Zakonu. że Vin nie wiedziała. Vin się zamyśliła. Szlachta miała allomancje i przywileje dzięki swoim przodkom. że mógł zabić całą szajkę złodziei. tak? Dockson spojrzał na Kelsiera. otrzymana od Ostatniego Imperatora jakieś tysiąc lat temu w nagrodę za lojalność. Jednakże skaa. Miało to coś wspólnego z walką. . . mówili o tej mocy szeptem i niepewnie. co robisz temu obligatorowi w Kantonie Finansów? . .. .Czy wiedziałaś. Do tej pory nigdy nie brała pod uwagę możliwości. Kelsier uniósł palec.Ale skąd . Choć ta nazwa jest nieco na wyrost.Powiedz mi. Prawda była jednak taka. . a przynajmniej tak jej się zdawało.Jesteście szlachcicami? . . Vin .ostrożnie zauważyła Vin. Vin.A przynajmniej nie czystej krwi .. tacy jak ty? Vin zadrżała. Skąd. ani Dox technicznie nimi nie jesteśmy.Zakon na nich poluje.

Ale Inkwizytor. zasad i ćwiczeń.. . nie odnajdzie cię tak łatwo.odparł Kelsier. nie martwilibyśmy się. marszcząc brwi. Jedna lekcja jednak nie może czekać. a i to było dość niebezpieczne. że tak powiem. . Vin. .Mogłeś coś tam wrzucić . .Najprawdopodobniej . . Oczywiście.Tylko trochę powodziłem go za nos. nie byłoby tajemnicy . kiedy ich emocje są przez kogoś manipulowane. Zmarszczyła brwi na widok jej zawartości. powinny ich w zasadzie zabić. To przez ciebie obligator posłał po inkwizytora.Módl się. Nigdy nie stosuj allomancji na obligatorach.Najprawdopodobniej . wiele plotek na ich temat to wyssane z palca bzdury. których nie wiemy na temat Inkwizytorów.Gdybym ci powiedział. . że masz to doskonale opanowane. widać. Vin przez chwilę siedziała w milczeniu.Nie pijesz.zgodził się Kelsier. kiedy stracił twój ślad.dodał cicho Dockson. żeby ta kreatura nigdy więcej nie wpadła na twój ślad . . jak te istoty żyją.Nie zabiliście tego inkwizytora? Kelsier pokręcił głową. na przykład. których będziesz się musiała nauczyć. sącząc wino.odparł z uśmiechem. wyjmując z kieszeni surduta jakiś przedmiot. Gdyby podążał za tobą zwykły Szperacz-Mglisty.O. Nic. nie dostarczyło mi jeszcze żadnego wyjaśnienia. nie mam potrzeby wrzucać ci czegokolwiek do napoju . .. które przechodzą przez ich oczy. Nawet wysokiej szlachcie nie wolno Naciągać i Naciskać uczuć obligatora. Nie martw się. . Na dnie osiadło coś ciemnego. no cóż.odparła. czego się dowiedziałem o allomancji. Fiolka jest napełniona roztworem alkoholowym i płatkami metalu. że nie żyją według normalnych zasad. Vin pobladła. zakłopotana. Technik. Te kolce. Teraz.Jest wiele rzeczy. Są przeszkoleni w rozpoznawaniu.Co to jest? .zapytała. dziewczę.. musisz mieć oczy otwarte. . .Metalu? . Postawił na blacie niewielką szklaną fiolkę.Jest wiele rzeczy. Vin z niepokojem spojrzała na niego.W końcu zawartość tej fiolki na pewno wypijesz bardzo chętnie. Wreszcie Kelsier ruchem głowy wskazał jej kufel ale. Wydaje się.zapytała. . . .dodał Dockson.

Vin.No . Teraz prawdziwa próba.pochwalił ją i pochylił się. Siedziała oszołomiona ogromem ukrytego w swym wnętrzu bogactwa. Sięgnęła. skierowała na Kelsiera. Było tam. jak mi się zdaje. ostrożnie używając po odrobince. . Wstrząsnął fiolką i przełknął połowę jej zawartości.Musisz to wypić. Pokazał jej własną moc. że to potrafisz. Wzięła odrobinę. Siedziała przez chwilę. Vin zmarszczyła brwi. .Spróbuj.Ciut paranoiczna. ale czy umiesz też je rozniecać? Zmarszczyła brwi. Widzę. jest nadzieja. Zmarszczyła brwi.. jak im odebrać to. . Kelsier wzruszył ramionami.wyjaśnił.Ale wiemy już.Najpierw zamieszaj .. oczekując na jakąś magiczną przemianę albo wzbierające uczucie siły. . . że ją ma. oparła się o oparcie krzesła. wziął fiolkę i odkorkował.. albo oznaki otrucia. że umiesz tłumić moje uczucia. Westchnął. Wzniósł oczy w górę.odparła. Nigdy wcześniej nie używała Szczęścia w taki sposób. „Jedynym powodem. Teraz poczuła się jak głodująca kobieta zaproszona na szlachecką ucztę.Najpierw ty wypij połowę . który uśmiechnął się w odpowiedzi. ale spełnił jej żądanie. co mają”.Dobrze . Nie miała .powiedziała Vin. Vin niepewnie zerknęła na fiolkę. Wiedział już.Dwóch z ośmiu podstawowych allomantycznych metali . jak ze zdumienia oczy wychodzą jej z orbit. spojrzała zezem na Kelsiera. . Kelsier uniósł brew. aby być służalczym wobec możnych. popsuł całą atmosferę. trzymać je w zapasie. Zawsze musiała oszczędzać Szczęścia.. Ułagodź mnie. ostrożnie dotykając nowej masy Szczęścia. że nie umiała jej objąć rozumem. I poczuła. . jak ogromny złoty skarb. jeśli mamy się dowiedzieć czegokolwiek na temat tego twojego Szczęścia. że nauczysz się kiedyś. Z ciekawości sięgnęła ku swemu Szczęściu. Ależ.Żebyś zebrał trochę osadów. Wzięła fiolkę i przełknęła jej zawartość. Odstawił buteleczkę z rozmachem.. . Słowa Reena. .odezwał się Kelsier. Magazyn tak niewiarygodnej potęgi. . skusił ją.Musimy zrobić kilka testów. Ale nic.

kiedy jeszcze była bardzo młoda. to umiejętność dziedziczna. Dockson pokręcił głową. Spojrzała na nich z powątpiewaniem przez zmrużone powieki. Vin. Matka kiedyś próbowała ją zabić. Vin zaledwie pamiętała to zdarzenie. Nie lubiła mówić o tych sprawach z obcymi. Początkowo sądziła. ..Kim byli twoi rodzice. przy czym najpotężniejsze rody znajdują się wśród wysoko urodzonej szlachty. Dwa różne typy Szczęścia. .. lub dana skaa posiadają wśród swoich bliskich przodków szlachtę.. .Reen mówił. . . podobnie jak to robiła przedtem. ale wiadomo. . Wielu szlachciców ma dostęp do jednej allomantycznej umiejętności. Reen ją ocalił. Jednego Mglistego możesz znaleźć wśród. Kell.Wychował mnie przyrodni brat. . nie wiem co myśleć.Jest wysokim prelanem w Zakonie Stali.przyznała. Zrobiła to. jeśli dany..pojęcia. lecz w istocie były to dwa różne źródła.. Dlaczego był tym taki zainteresowany? Podejrzliwie sięgnęła ku swemu źródłu Szczęścia.dopytywał się Dockson. Tacy ludzie. .odrzekła cicho.Dwoje czego? .zapytał Dockson. żeby mnie przyprawić o ciarki.A ojciec. że ma do czynienia z jednym potężnym źródłem mocy. Samo urodzenie jednak nie gwarantuje allomantycznej siły. i skierowała je ku niemu. Ale. ale tylko wtedy.Pamiętasz ich? .No i mamy.Prawdę mówiąc.Nawet wśród szlachty. zwani są Dziećmi Mgły. nieznanemu źródłu Szczęścia. że to możliwe.Czy opowiadał ci o matce i ojcu? . W tym momencie zauważyła coś interesującego. . Vin? . Reen . Vin? . Jeden z was wystarczy. spoglądając na Docksona. allomancja jest dość rzadka . Kelsier uśmiechnął się szerzej i rozparł na krześle. Podniosła wzrok. . że skaa będzie Mglistym.. powiedzmy około dziesięciu tysięcy skaa krwi mieszanej. co zatem robią inne? Kelsier wciąż czekał. . Kelsier gwizdnął cicho. że było ich osiem. A dwoje. Powiedział. . że matka była dziwką.Urwała.odparł Kelsier. jak jest. tym bardziej jest prawdopodobne..Szczerze mówiąc. Osiem. zakłopotana. Vin sięgnęła ku drugiemu. Im lepsi i bliżsi są szlachetni przodkowie.Czasami . Takie umiejętności czasem pojawiają się u skaa. Nie z wyboru.. ci którzy potrafią używać allomancji w jednym z ośmiu podstawowych jej aspektów.

.. albo wszystkie.. Mgliści mają dostęp jedynie do jednej umiejętności allomantycznej. Widzisz. Vin . .. Ojciec wraz z krwią podarował ci rzadki dar. Nagle w sali zapadła cisza. cóż.jeśli jesteś allomantką.. Pośród skaa. gdybyś urodziła się wśród nich. oczywiście. by sobie wszystko przemyślała. zainteresowaliśmy się tobą właśnie dlatego.Więc. Zrodzona z Mgły.A.. Nie musisz grać według ich zasad. .To znaczy. Nawet pośród szlachty są niezwykle rzadcy. dając jej czas. której mogą ci pozazdrościć najlepiej urodzeni arystokraci. Nie jesteś szlachetnej krwi.Vin. Wszystko jakby znieruchomiało. Wreszcie sięgnęła po kufel i pociągnęła porządny łyk ale. to albo masz jedną umiejętność. A jeśli masz dostęp do dwóch z ośmiu. że masz dwie. to masz również dostęp do reszty. widzę w tym zaniedbaniu pewną ironię. Vin spoglądała na swój kufel roztargnionym i pełnym zakłopotania wzrokiem. o których wspominałeś? Kelsier pokręcił głową.Większość wyższych rangą obligatorów w Zakonie to szlachta. i to czyni cię jeszcze potężniejszą. która. .. Legendy.No cóż.jesteś kimś bardzo szczególnym. jestem jednym z tych Mglistych. . Moc. Kelsier i Dockson siedzieli w milczeniu. . że ty. że w całym moim życiu spotkałem tylko jednego skaa Zrodzonego z Mgły. co ogólnie nazywa się Zrodzonym z Mgły.Właściwie nie. Spuściła wzrok. Vin. Wreszcie się odezwała. Słyszała opowieści. . Vin. co to znaczy? .. Kelsier pochylił się.. Masz moc. . Właśnie udowodniłaś.rzekł Kelsier . Tak to działa . powiedzmy. uczyniłaby cię jedną z najbardziej zabójczych i wpływowych osób w całym Ostatnim Imperium. .Pochylił się ku niej. jesteś tym. Kelsier się uśmiechnął.Ale nie urodziłaś się arystokratką.

Prawdopodobnie do noszenia bagaży trzeba będzie wynająć tragarzy z Terris. że powinna spoufalić się z pozostałymi członkami szajki. . szeptał . jeden z głównych szpiegów Camona. Vin siedziała cicho.jeśli dopuścisz kogoś zbyt blisko. Wokół stołu tłoczyli się ludzie .Kelsier nigdy nie zawraca sobie głowy drobiazgami. . bezlitosne miejsce . Nawet po zniknięciu Reena Vin starała się pozostać samodzielna.Z pewnością w jeden z najpotężniejszych . że to zimne.ten sam. . Oni z kolei nie mieli absolutnie nic przeciwko temu. kufel piwa .ziemia. zanim sam rozpocznie spotkanie. Nasi normalni służący nie wystarczą na taką podróż. dasz mu więcej możliwości do zdrady. co powiedział! Planuje robotę. Powiadają. kolejny etap mojej krucjaty zaprowadzi nas na wyżyny Terris. gdzie same góry stworzone są z lodu. wszelkie spoufalanie się z nią mogło oznaczać kompromitację przez współudział. lecz jego oczy i uszy należały do najbystrzejszych w drużynie. zdrada będzie cię bolała jeszcze bardziej”. Życie z Reenem przyzwyczaiło ją do samotności .Słyszałeś.odparł Disten. Ciekawe. wciąż prawie pełny. 4 .Kelsier pozwolił złodziejom wrócić do domu na chwilę. który podał jej Kelsier stał przed nią na stole. Nie chciała odchodzić. w który z Wielkich Domów uderzy. Nie miał ręki. Jedynie Ulef starał się pozostać jej przyjacielem. Vin wolałaby jednak posiedzieć samotnie.Oczy Ulefa zalśniły podnieceniem. „Jeśli dopuścisz kogoś do siebie. Pozycja Vin była niepewna. ale nie czuła również. by zostawić ją w spokoju.Jak widać.

Zrobili tylko to. Spojrzała na zakrwawioną chusteczkę. podstarzały włamywacz o skołtunionej brodzie.Pierwsza.Czy mówił coś na ten temat? Właśnie tak sądzili . . Allomantów.Mówił ci coś na ten temat. Podziemie Luthadelu miało dwa oblicza.powtórzył Disten. usiłując ściągnąć na siebie jej uwagę. Ciągle pulsowały bólem. specjalne.To pierwsza robota?! . Trochę się ogarnęła po laniu. obiecując.Vin? Zamachał kikutem ramienia w jej kierunku.że Kelsier wybrał ją.Czy powiedział coś o robocie. . Kelsier i Dockson odeszli całkiem niedawno. Vin? . którą szykuje? Vin pokręciła głową. . Czy Ulef naprawdę był jej przyjacielem? Z pewnością sprzedałby ją bardzo szybko.Reen w jej głowie. aby odrobili za nich przyziemne zadania i wtedy wybierali sobie twixta . Te dwie strony półświatka nie mieszały się ze sobą i zwyczajni złodzieje pozostawiali w spokoju tych lepszych od siebie. Ludzie z grupy Mileva zauważyli jej niechęć i zmienili temat na Mglistych.. Miała nadzieję. Czasem jednak któryś z tych zespołów Mglistych wynajmował zwykłych bandytów. wyjątkowo zdolnych lub wyjątkowo utalentowanych. przyciszonymi tonami. Składające się z wyjątkowo zręcznych. Mówili o Allomancji niepewnymi. czego się po nich spodziewała.coś w rodzaju posłańca . Cokolwiek planowali. tylko kilka razy w ciągu ostatnich paru lat. Vin? . takie jak drużyna Camona. Wszyscy członkowie bandy przyjęli najpierw chłostę. Stąd przypuszczenie Ulefa.który pracował z obu grupami..rzekł Harmon. . nie wspominając nawet o własnej zdradzie czy odmowie pomocy. Z sińcami niewiele mogła zrobić. podnosząc wzrok. a potem nagłe ocalenie Vin.. .zaproszenie. kiedy sobie przemyśli to wszystko.Co? .Rzadko widywano go w Luthadelu. a ona słuchała z coraz większą niepewnością. . . żeby otrzeć krew z twarzy. że wrócą. . aby była jego osobą do kontaktów z drużyną Camona.. Były tam regularne oddziały. . Mileva. odkąd uciekł z Czeluści? Więc to będzie coś spektakularnego! . zaprosili ją do udziału. I były grupy. . że nic nie było złamane.. jakie dostała z ręki Camona i wreszcie przyjęła chusteczkę od Docksona. W ich słowach było jednak coś więcej . .zapytała.Dlaczego właśnie ciebie wybrał na swojego twixta.Kelsier ..ochoczo zawołał Ulef.Ocalały dość dawno nie zawracał sobie głowy robotą . Właściwie chyba nie robił nic od. co jej powiedzieli.zapytał Disten..zapytał Ulef..

by przetrwać. .To coś naprawdę wielkiego. Jak wobec tego może się tak głośno śmiać? Tak szczerze? .zapytał Disten. To nie mogło być szczere . że sobie ufają. . .A żona? .Musiał chyba cały ten czas spędzić na planowaniu roboty. . . Ale on uciekł.Ktoś go zdradził .Opowiedz mi o nim . . . pomyślała. spoglądając na jej rezerwy Szczęścia. cichy zabijaka o płaskiej twarzy. .Kelsiera schwytał sam Ostatni Imperator .odparł cicho Harmon. co wykorzystywała.Legenda. Dorobił się . co Kelsier robił przez kilka ostatnich lat? . Ich przyjazne zachowanie zbijało z tropu. Skinęła głową. Udawali? A może byli jedną z tych rzadkich ekip.. który pokręcił głową.. czymś.Ciekawe. ale taki był ten światek. że jej ufali. ale szybko mu przeszło. Zdawało się. . Na początku rozmowy wydawał się w jej obecności nieco skrępowany. Więc i on kogoś stracił.zapytała Vin.nikt nie mógłby przeżyć w podziemiu.wymamrotał Ulef. Ulef spojrzał na Harmona. Vin! Jedyny. Wyglądało na to..O Kelsierze? . pomyślała.. . Żadnych przyjaciół. a nawet akceptowali ją po stosunkowo krótkim czasie. .. . .szepnęła Vin. co wszyscy otaczali tak nabożnym lękiem? Jej Szczęście. Uciekł z Czeluści. .Na południu nie mówili o Kelsierze? Vin zaprzeczyła.. .Wysłał go i jego żonę do Czeluści Hathsinu. . Obrabował kilka najbogatszych Wielkich Domów w mieście.Dwa lata.wyjaśnił Ulef. było czymś niewielkim.rzekł Ulef. .zapytał Ulef.Tych na ramionach.. Jednak taka moc. które naprawdę nie obawiały się zdrady? Najbardziej niepokojąca w ich zachowaniu była otwartość wobec Vin. Oczywiście. Zdradziłby ją.Jak mogła być powiązana z czymś.. Ale Kelsier i Dockson wydawali się inni. jej Allomancja.dodał Disten.I? . któremu się to kiedykolwiek udało.Wtedy właśnie dorobił się tych blizn .zapytała Vin.Był najlepszym przywódcą w Luthadelu . ale właściwie całkiem nieważnym.Jej się nie udało. . nawet wśród Mglistych.. wykorzystując taką taktykę..mruknął Hrud.

. . które strzegą Czeluści . . . „Nigdy nie ufaj człowiekowi.To nie jest człowiek. Któż nie słyszał? Jednak plotki na temat Zrodzonych z Mgły sprawiały. Jedynie najwyższa szlachta mogła być Zrodzona z Mgły. .Słyszałem. najeżonej skałami. Ci. co zrobił z Camonem. wiecie? Wszedł do Czeluści jako zwykły skaa. coś złego. Chwytają człowieka i zabierają mu twarz.upierał się Hrud.Zrodzony z Mgły . że i historie opowiadane o Inkwizytorach i Mglistych wydawały się bardziej prawdopodobne.ich w Czeluściach. a Ostatni Imperator obdarzył ich wielkimi mocami. a teraz. A Kelsier mówi. Słyszałem.Nie tak. „To . powiadano. Harmon pokręcił głową. .rzekł Disten. że ja . A zęby podrapały mu ręce.. Powiadano. wychodząca jedynie nocami.Ten człowiek nie jest zwyczajny . że prawdziwy Kelsier nie żyje.mruknął Hrud. że to mit. a Vin uważała. Niczym. . Harmon wywrócił oczyma. kiedy wspinał się po nagiej ścianie. Niektórzy powiadają..Coś się z nim stało w Czeluściach. którzy wychodzą nocą. a to co ma jego twarz. to pewne jak Ostatni Imperator.tak samo jak on . ale nie wiem. Vin oczywiście słyszała to określenie. .. Może nie jest też mgielnym upiorem..wtrącił Ulef. takie.Tak słyszałem. które tylko „oni” potrafią. Zrodzony z Mgły. . Disten zmarszczył brwi. ale na pewno nie skaa. Wsadził mu łapę w pysk i udusił od środka.Hrud ma rację z jednym . na pewno jest Mglistym. która mu służyła. który przynosi dobre nowiny” pouczał ją Reen. Wszyscy wychodziliśmy w czasie mgieł. . Nie. zanim Kelsier je przy niej wymówił.Nie w mgły poza miastem . że walczył z jednym z potworów. . Przedtem nie był Allomantą. że robił różne rzeczy.A to już tylko głupoty.Tam są mgielne upiory. Za dużo łaził we mgle. stąd ma blizny. .wymamrotał Harmon. Zabił Inkwizytora podczas ucieczki. coś innego. to.jestem jedną z nich. Widziałeś. Reen zawsze jej tłumaczył.Jak można kogoś udusić od środka? Ulef wzruszył ramionami. czy jeszcze istotą ludzką. opowiadane przez skaa z plantacji.dziecko prostytutki? Była nikim. Jak mogła być kimś takim? Ona . że była to tajna sekta morderców. że ma rację. że Zrodzeni z Mgły sami byli zwiastunami mgieł. Harmon prychnął.

że jej poprzedni cel życiowy . ale urwali. złote guziki. wraz z kapeluszem o krótkim rondzie i laską pojedynkową. . Był odziany w luźną koszulę bez rękawów. jeśli to doprowadzi ją do wolności. Obaj mężczyźni rozmawiali przyjaźnie. . wychodzimy. czuła.stwierdził żołnierz. ale nie otyły. Nagle. Wprawdzie kombinezon roboczy i koszula zwykle jej wystarczyły. że lubi tego dobrze ubranego. Wchodząc. czując się znacznie lepiej teraz w pustym pomieszczeniu. potem niewolnicą Camona. miał sylwetkę żołnierza. które dała jej fiolka Kelsiera.był mało inspirujący.Powinienem był się spodziewać.rzekł mężczyzna w kubraku.W porządku. Vin pozostała tam. Pierwszy przybysz.. który zszedł po schodach. odsłaniając doskonale przycięte czarne włosy. Towarzyszem żołnierza był elegancko odziany mężczyzna w szlacheckim stroju śliwkowa kamizelka.powiedział mężczyzna w surducie. odsłaniającą doskonale wyrzeźbione ramiona. . Wkrótce zaczęli przybywać pierwsi towarzysze Kelsiera.Chyba skorzystamy z jego spóźnialstwa i napijemy się czegoś. Vin poczuła.odpowiedziała cicho.Vin zerwała się na nogi. . . że może wywoływać znacznie bardziej efektowne skutki. Był dobrze umięśniony. Była niewolnicą Reena.Ach. zdjął kapelusz. Był starszy od żołnierza i nieco przy kości. Dochodziła do wniosku.najstarszy. Zostanie także niewolnicą Kelsiera. Pomieszczenie zaczęło pustoszeć w oczekiwaniu na spotkanie z Kelsierem. czarny kaftan. wbrew sobie. że nie ma nic porządniejszego. eleganckiego człowieka. a krótko obcięte włosy sterczały mu lekko. że Kell spóźni się na własne spotkanie . Kelsier wyraźnie dał wszystkim do zrozumienia. gdzie była. moja droga? Mówił ze swobodną poufałością. siadając przy jednym ze stołów w pobliżu środka sali. Przez chwilę siedziała w milczeniu.nie dać się zabić . kiedy ujrzeli pusty pokój. Swoją Allomancję. ale i najłatwiejszy sposób. .. . . żeby kogoś oszukać”. Mogła tak wiele zdziałać. to będzie zapewne nasz twixt .Zaraz panu coś podam. Ja przynajmniej bardzo chętnie. Ale ona miała swoje Szczęście. . Wciąż czuła zasoby. jakby byli od dawna przyjaciółmi. . Milev spojrzał na kieszonkowy zegarek i wstał. i próbowała swoich możliwości na członkach grupy.Nie . ale teraz nagle zaczęła żałować. Nie ograniczając się już do odrobiny Szczęścia na dzień. że jest zaproszona.Czy Kelsier już przybył.Istotnie .

Usiadł z jedną nogą założoną na drugą. Vin znieruchomiała z na pół przechyloną butelką i lekko zmarszczyła brwi. .Słowo daję. . Ham . . wybierając miejsce obok żołnierza. niech będzie . Breeze wzruszył ramionami. . Łagodzenie ich.. Allomancji. Vin podeszła do baru i zaczęła rozglądać się wśród napojów. jakiego kiedykolwiek poznasz.. unosząc brew. Co ja właściwie robię? .. Żołnierz skinął głową w kierunku Vin.Zrodzony z Mgły. Breeze.Zmusiłeś.odparł mężczyzna w kaftanie .mruknął tamten. Popychanie uczuć. Breeze. . moja droga. i módl się.Breeze. bym podała ci drinka.Ham się zaśmiał. że dana osoba jest mniej ufna i bardziej zdeterminowana. to nie znaczy.Pociągnąłeś za moje uczucia..ostrzegawczo odezwał się żołnierz. oczywiście.? .Jaka jesteś milutka . On.. .Ciągnięcie sprawia... nie powiedziałbym. co robi. .Skromnym? . zachichotał. skromnym Mglistym. sprawia. Ja jestem tylko zwykłym. Vin stała oszołomiona.Jeśli możesz kogoś Popchnąć. .. że koniecznie musisz to robić. .Ja tylko z lekka skorygowałem twoje uczucia. że osoba staje się ufniejsza. mrużąc oczy..odrzekł Breeze.Och. czego ja chcę. Przy pomocy. Vin spojrzała na napełniony do połowy puchar.Ale skąd.rzekł mężczyzna. wprowadzając cię w taki stan umysłu. .Och. Kiedy Kelsier próbował nią manipulować. czuła jego dotyk i była w stanie mu się oprzeć. ...odparł Breeze. w którym chętniej zrobisz to.czasem jest z ciebie straszny sztywniak. Kelsier jest jedynym Zrodzonym z Mgieł skaa. jedną ręką wspierając się na gałce. byś nigdy nie była w sytuacji. że cię zmusiłem . kiedy Vin wybrała butelkę najdroższego z win Camona i zaczęła nalewać do kielicha.odparła Vin.Pchnąłem je właściwie . . kiedy spotkasz szlachcica. Podniosła wzrok na tamtego.odparł z lekkim westchnieniem mężczyzna w surducie. Mężczyzna w kaftanie. .Hmmm. laskę postawił z boku. . użył na mnie Szczęścia. .Tak czy owak kontrolowałeś mnie . . Teraz jednak nawet się nie zorientowała.

. . co robimy. . którzy próbują wtrącać się do tego. Znów spojrzała na niego pytająco. . odebrałeś jej możliwość wyboru? Gdyby teraz. to. pod twoją kontrolą. żeby dojść do swojego stołka. Wybrała zatem krzesło przy stole znajdującym się obok i usiadła ostrożnie. . zwłaszcza innych ludzi.To znaczy. Przed tymi ludźmi jednak nie mogła się ukryć . znajdowała się w nowej grupie Mglistych na bardzo niekorzystnej pozycji. żeby podsłuchiwać.Uderza wszystko.Skinęła głową.. a i tak będziesz musiała tu podejść. używając do tego celu nieco niekonwencjonalnych metod. wskazując na Hama.. Vin niepewnie podeszła do stołu.Przyniesiesz mi może tego drinka. . Breeze. Potrzebowała informacji .wystarczająco blisko. . czy ta zbrodnia byłaby jej. zmieszana. . kiedy pokój był taki pusty. Czy wpływając na jej emocje.. Vin przeanalizowała swoje emocje. ale dość daleko. .Ham podrapał się po podbródku. co się dzieje.nie teraz. Czy czuła się gotowa do spełnienia życzeń tego człowieka? Czy znowu była przezeń manipulowana? Odeszła od baru.jak długo nie wiedziała. spoglądając na Vin.Nie będę się z tobą sprzeczał.wyjaśnił Ham. To interesujące pytanie. pozostawiając drinka na blacie..Ty. Ja ją tylko leciutko zachęciłem. Nie powinieneś myśleć o takich sprawach.Potrafi uczynić cię silniejszą. Vin zmarszczyła brwi. przy którym siedzieli obaj mężczyźni. Breeze zachichotał. moja droga . .? . zaczęła zabijać lub kraść. Breeze westchnął. . Mężczyzna westchnął z nieco zagubioną miną..Ale. .Nie wiem.Jestem Zbirem. .Naprawdę to nie ma żadnego znaczenia. Była przyzwyczajona do cieni i kątów . żeby wziąć szklankę.Palę cynę .wyjaśnił Breeze.. że skoro już stoisz. Ham. zmęczysz sobie mózg. Hammondzie.zapytał Breeze. by szybko uciec. .Ty też jesteś Mglistym? .. ale nie ruszył się. czy twoja? Breeze wzniósł oczy do nieba. .Nerwowe maleństwo z ciebie! Zignorowała ten komentarz.

odparł Breeze. że Ham jej się przygląda. To on sprawi. . . . dlaczego. jak pokręcony kawał drewna. sapnął wzgardliwie i podszedł do stołu po drugiej stronie sali.Ogólnie zapewniam ochronę wypadów. że mocno kuleje. a na tyle wiekowy.On. Vin przygryzła wargi.Breeze. żebyśmy wszyscy nie zostali odkryci przez Inkwizytorów. . jeśli uznam.. jakie okazują jedynie starsi ludzie. by nawet Breeze wydawał się przy nim młody.Clubs? . zanudza cię na śmierć swoją przypadkową filozofią . że tacy są potrzebni. który wydawał się błogo ignorować ją i obu mężczyzn. . jest Dymiarzem. . . W tym momencie zauważyła. Przybysz spojrzał na Vin i pozostałych. żeby rozmawiać. . Ham zachichotał. albo zazdrosne.. Nowo przybyły miał na sobie ciemnobeżowy kaftan. Breeze obserwował nowego.był dość młody. . słowo honoru. było widać. czasem nie wiem.Co z nim? .A kiedy nie są. . . . mała . Pracowałem z nim przedtem. bo drzwi otwarły się znowu i stanął w nich kolejny gość.odparł cicho Ham..zapytał Breeze. Vin obserwowała nowego. moja droga. Breeze westchnął. .Zapłacę złotem. dostarczam przywódcy ludzi i wojowników.Będę tęsknił za Trapem.. białą koszulę.Podobasz mi się. .Nie tylko o to chodzi .Urwał.. czy zdołam przynajmniej jego zmusić do przyniesienia mi drinka. żeby zobaczyć.O.odparł Breeze.Ciekawe. gdybyś mi przyniosła tę szklankę wina. więc odwróciła wzrok. by nie mieć zgarbionych pleców. że weszliśmy na ich terytorium.Istotnie . przetwarzając nowe informacje i obserwując Clubsa. jak próbujesz. .rzekł.Inne twixty były zawsze albo zbyt nieśmiałe. Vin nie umiała określić jego wieku . Jego twarz była jednak znacznie bardziej charakterystyczna niż ubranie.Ale Clubs też jest dobry. wierzę w to . podobałabyś mi się znacznie bardziej.Wszyscy będziemy . Zanim usiadł. a oczy lśniły mu pełnym nagany niezadowoleniem. Oczywiście.odparł Ham. brązowe spodnie i prostą.Nie przypominasz innych okruchów. Była cała sękata i guzowata. . . Mężczyzna spojrzał na nią groźnie.dodał Breeze. Ham westchnął.

. .odparł Ham.Yeden. Niski. ponieważ macie tendencję do angażowania się w. Więc Kelsier nie powiedział im. .Vin zignorowała go i spojrzała na Hama. dlaczego są dla niej tacy mili? .A. Okazał się bezpretensjonalnym człowiekiem i Vin nie mogła pojąć.Chyba ma to coś wspólnego z planem Kella. Ham wzruszył ramionami..odparł Breeze. że on myśli to samo o nas. . Uważają.Niektórzy co zarozumialsi członkowie naszej społeczności nazywają tak drobniejszych złodziejaszków .odrzekł Ham.Popatrz .Nie mam pojęcia. . spoglądając na drzwi.mruknął Breeze. spoglądając na Hama. kim jestem. czując nagle niezwykłą potrzebę przypodobania się temu dobrze ubranemu mężczyźnie. . . mniej inspirujące działania.Zgadzam się .Wciąż zachowuje możliwość wyboru. o której właśnie była mowa .Och. Spojrzała na Breeze'a gniewnie..Istotnie. . ciemnych włosach.. bez obrazy . . .. . . .zapytał Breeze.Breeze się zadumał. Kilka chwil później otwarły się drzwi i do pokoju weszła osoba. o kręconych. .Okruch? . pomyślała Vin. ten sławetny „plan”. że jestem twixtem.Co to może być za robota. Oczywiście poza Kellem i Doksem. .Oczywiście. . . . Dlaczego? Z powodu braku czasu? A może ten sekret był zbyt cenny.Nazywają was okruchami.Na kogo jeszcze czekamy? .Ale chętnie się założę. nie obraziłabym się o. cóż za robota.Yeden . racja. . że jest zwyczajnym „okruchem”. by się nim dzielić? Na ile można było ufać tym ludziom? A jeśli myślą.odparł Ham. dlaczego pozostali dwaj byli tak niezadowoleni z jego obecności.? Ham pokręcił głową.Ach.Kell i ten jego przeklęty dramatyzm.dorzucił Breeze.Jesteś beznadziejny.. był odziany w prosty strój skaa i połatany. Breeze zmarszczył brwi i zrobił kwaśną minę.Urwała. Przestań! . . po co w ogóle został zaproszony .

Rozejrzał się po pomieszczeniu z lekką dezaprobatą.poplamiony sadzą brązowy płaszcz robotnika. że cię nosi z podniecenia. i wszyscy mamy już wystarczająco dość twoich tajemnic. Kelsier. Kiedy jego wzrok spoczął na Vin. uśmiechnął się szeroko i uścisnął Kelsierowi dłoń. Ham natychmiast wstał. co to za robota. o co chodzi? Kelsier się uśmiechnął. Wraz z Kelsierem i Docksonem będzie ich raptem sześciu. wiemy.Ale w końcu do nas dołączy. ale nie wydawał się tak otwarcie nieprzyjazny.Panowie. zanim wreszcie pojawił się Kelsier. Obrócił się i oparł łokciem o szynkwas. Niezbyt duża ekipa. pomyślała Vin. pospolicie wyglądającego Yedena. . spoglądając na drugą stronę pomieszczenia. bardziej wyspecjalizowanych grup? Niektóre ekipy właśnie w ten sposób pracowały. .Twojego brata? . Clubs i Yeden też tu są.rzekł Kelsier. Może wreszcie się złamiesz i powiesz.wyjaśnił Kelsier i podszedł do baru. że nie widziała nigdy przywódcy równie radośnie witanego przez swoich podwładnych. Wstał. Czy ci ludzie to tylko przedstawiciele? Przywódcy mniejszych.Czy Marsh przyjdzie na spotkanie? Kelsier i Dockson wymienili spojrzenia. Vin musiała przyznać. Jakieś napięcia pomiędzy Kelsierem a jego bratem? Breeze uniósł laskę i wycelował jej czubek w Kelsiera. .odparł Kelsier. . Wiemy.Dockson i ja odwiedzaliśmy mojego brata .Dobrze. Oczywiście Ham powiedział. poznajcie naszego nowego pracodawcę. Breeze również się podniósł. że to coś dużego. wyprostował się i skinął ręką w stronę brudnego. że prowadzi grupę „Zbirów”. obserwując zebranych.Nie dzisiaj . który siedział w najodleglejszym kącie sali i krzywił się do każdego. Więc jesteśmy wszyscy. mrugnął.zdziwił się Ham. strasznie nie lubię. Doskonale. . Dockson biegł tuż za nim w podskokach. . Zrodzony z Mgły przywódca wpadł przez drzwi z radosnym entuzjazmem. .Ach . kiedy każą mi czekać.Czy otrzymamy jakiekolwiek wyjaśnienie twojego spóźnienia? . Dockson przysiadł się do tego samego stołu. Breeze spojrzał na zegarek kieszonkowy jeszcze trzykrotnie. Vin obserwowała pozostałych. Od ośmiu miesięcy ukrywasz przed nami. . kto spojrzał w jego stronę. jak Clubs. a choć jego powitanie było nieco mniej wylewne. . Breeze uniósł brew i razem z Hanem zajęli znowu swoje miejsca.

. Yeden był widocznie robotnikiem skaa. Ludzie.Te słowa były ogromnym zaskoczeniem. że to ty nie lubisz pracować z takimi jak my. jak grupa Kelsiera? Kelsier być może zauważył jej zmieszanie. Rozumiem. Breeze zachichotał.Nie o to chodzi.O. czy będzie go stać na usługi złodziejskiej szajki. - Jesteście samolubni.że wszyscy wiedzą. kto naprawdę ma jakieś morale? . bo stwierdziła.odezwał się Ham. I byli rebelianci. Reen zawsze nazywał ich głupcami . co sądzisz o złodziejach. że nie aprobujesz naszej moralności. Więc. dlaczego nas wynająłeś? Yeden się zmieszał.On. już widzę. Większy z nich obejmował złodziei. - Nie lubię - zgodził się Yeden beznamiętnie.rzekł wreszcie . . Podziemie dzieliło się na dwa odłamy..To. . Wszystkie oczy powoli zwróciły się na Kelsiera. . ..Co? . Ham prychnął. miałem dziwne wrażenie. niezdyscyplinowani. wiem doskonale. który znów oparł się o bar. dzięki swemu przywódcy Yedenowi.Yedenie. kiedy będzie potrzeba. że patrzy na nią. dziwki i żebraków.zapytał Yeden. . Vin obserwowała ich w milczeniu.Wciąż nie całkiem rozumiem . Jakie powiązania miał ze światem przestępczym? I.Tylko o to. Ładnie się ubieracie. przygryzając wargę. układając laskę na kolanach. .. wynajęła nas do bardzo . .Nie umiecie pracować z kimś..odparł Breeze. . jak i spośród skaa.zresztą to zdanie podzielało wiele osób znanych Vin.zapytał Ham. jak jesteście skuteczni. choć słucha pozostałych. zwłaszcza wyspecjalizowanej..Rebelia skaa. że ta robota będzie wspaniała na morale ekipy. szajki. Więc co to za robota? Co wspólnego ma z nami rebelia skaa? Rebelia skaa? Kolejny element układanki znalazł się na miejscu.Kelsier skinął głową. .On? . prawdopodobnie z fabryki tekstyliów albo kuźni. . zarówno z podziemia.Dlatego .. że widzisz. którzy próbowali przeżyć poza dominującą kulturą skaa. mój drogi . . ale wasze wnętrza są brudne jak popiół. nie oznacza. że nie skorzystasz z naszych umiejętności. którzy walczyli z Ostatnim Imperium. odwróciliście się plecami do reszty skaa.

.Rebelia potępia ludzi takich jak ja z powodu naszej zachłanności.Niestety to prawda . Breeze. nad czym robotnicy skaa trudzili się przez ponad tysiąc lat! Dlaczego sądzisz. aby mieć armię i sposobność do przejęcia kontroli nad miastem. Panowie.Dobrze słyszałeś.Powiedz.Może to i prawda. Ham usiadł.Słucham? . jak głupio to brzmi. . kiedy to mówisz. czego nie udało się osiągnąć tamtym ludziom? Kelsier się uśmiechnął. planują.Trochę i tego. .nigdy nie potrafią niczego doprowadzić do końca.rzekł. który skinął głową. twoi ludzie kryją się w lasach i górach.wtrącił z oburzeniem Yeden.Nie powinienem był się na to godzić . . . Yeden wynajął nas. jak pewnego dnia powstaną i poprowadzą chwalebną wojnę przeciwko Ostatniemu Imperium. A tego zawsze rebelii brakowało. Yeden spochmurniał. po czym zakłócił ją sam Yeden. Ham . to coś. .zapytał Ham. .rzekł Kelsier. Zamierzamy pomóc Yedenowi w obaleniu Ostatniego Imperium. ale pomimo swej wybujałej moralności .Teraz. .Rabunek? Morderstwo? . a co dopiero wprowadzić go w życie. Będzie inna niż cokolwiek. Yedenie. A przynajmniej jego ośrodka władzy.To właśnie ta robota. .zapytał Ham. . Obaj mężczyźni zwrócili się w stronę Docksona.odparł Kelsier. że potrafimy osiągnąć coś. jak przygotować porządny plan. Milczenie.Yedenie. Obalić Ostatnie Imperium.Słucham? .Nam się uda. . i tego . co do tej pory zrobiła jakakolwiek szajka. ani to. sam słyszę. . o czym mówisz. gdzie .A jednocześnie ani to. . kręcąc głową. .odparł Kelsier.Ci ludzie mają zwyczaj podejmowania się planów.O? . .odparł Kelsier. uwierz mi . Kell . które na pierwszy rzut oka wydają się idiotyczne. którą planuję zniszczenie Ostatniego Imperium. Nie wiecie jednak.którą poniekąd szanuję . W sali jeszcze przez chwilę panowała cisza. ponieważ mamy wizję. .A ty nie wiesz.odparł Breeze .Kelsier spojrzał na niego. . po czym wymienił spojrzenia z Breeze'em.Jakiej? .szczególnej pracy. śmiejąc się. to nie będzie zwykła robota. czego dokonała rebelia przez tysiąc lat walki? Jakie odnieśliście sukcesy i zwycięstwa? Masakra Tougier trzysta lat temu. . ..ale w tym przypadku zgadzam się z naszym niezadowolonym przyjacielem.

.Chyba trochę za późno się wycofywać. Ale my ci zdobędziemy armię. A to czyni nas doskonałymi kandydatami do tego zadania. Ale. . panowie.Nie chcę zaniżać twojej odwagi. że zamierza wystrychnąć na dudka rebeliantów skaa. złodzieju . a co dopiero się zbuntował! .Dobrze.Całkowicie . Jesteś pewien. Vin siedziała przy stole. Wiemy. . skoro mu już zapłacono. .odparł Kelsier. .. Zobaczysz. . W sali znów zapadła cisza. ile dostaniemy za dokonanie niemożliwego? . Możemy obrabować tych. Breeze zmarszczył brwi. Wiemy..Poprzednie próby obalenia Ostatniego Imperatora nie przyniosły skutku. Yedenie. Kellu. Ludzie w tym pokoju są najzręczniejszymi. pamiętasz? Przyszedłeś do mnie specjalnie dlatego.odparł Yeden. tym razem kwestionuję twoje rozumowanie. i to wyjątkowo dobrymi. Jesteśmy po tej samej stronie.Połowę teraz.Spokojnie. Nie możemy ich przymusić do pomocy. . Jesteśmy złodziejami. najsprytniejszymi i najlepiej wykształconymi allomantami w mieście.Sam Ostatni Imperator wie. . . Ale. że damy radę? . po co kontynuować szaradę? Kelsier odwrócił się od Yedena i spojrzał na Breeze'a i Hama. Co sądzicie? Mężczyźni wymienili spojrzenia..Nie potrafimy osiągnąć więcej z takimi ludźmi! Nie oskarżaj moich ludzi o te błędy. aby nas słuchał. których obrabować się nie da.zabito ponad siedem tysięcy skaa? Od czasu do czasu napaść na barkę lub porwanie drobnego szlachetki na miernym stanowisku? Yeden spąsowiał. .Już nam zapłaciłeś . Trudno jest zmusić jednego na tysiąc.Żałuję tej decyzji z każdą chwilą coraz bardziej. W co ty grasz. że nigdy nie odrzucałem wyzwania. Wreszcie odezwał się Breeze. Wydawało się raczej.odparł Kelsier.A. panowie. jak się podjąć niewyobrażalnie wielkiego zadania i podzielić je na małe. ponieważ brakowało im właściwej organizacji i planowania.. połowę. kiedy zbierzecie armię.odparł Yeden. czego chcemy.Trzydzieści tysięcy skrzyńców . Yedenie . teraz nie zostało w nich ani trochę ducha. jak osiągnąć to. ze zmarszczonymi brwiami obserwując wymianę zdań. i wystrychnąć na dudka najsprytniejszych. proste części. że rekrutowałeś ludzi do swojej armii. unosząc dłoń. .odrzekł Kelsier. Kelsier? Jego słowa dotyczące obalenia Ostatniego Imperium były tylko pretekstem. lecz całą resztę skaa. Przez całe tysiąclecie byli uciskani. a potem wykonać każdą po kolei.

Znajdziemy sposób. by się umocnić. a Breeze się uśmiechnął. nieważne.odparł Breeze. żądając od szlachty niewyobrażalnych sum.Znajduje się atium Ostatniego Imperatora . po tym.Prawda.Podobno zapasy atium są ogromne...warknął Yeden. kilka dobrych kryjówek.Za takie wielkie zadanie? Przecież to ledwo pokryje wydatki.zauważył Dockson.Hmm . Ham się uśmiechał.Nasza umowa z Yedenem opiewa na połowę zasobów atium. Atium. jakie znajdziemy w pałacu.. nie wspomnę już o miejscu dość dużym. Plan jest prosty. to wspaniale .wyjaśnił Kelsier.dla nas może być tam coś jeszcze.Skarbiec Ostatniego Imperatora .. że głupie. ale nigdy go nie widziała. ale powinno się udać.. Nie mówiąc już o tym. Potrzebujemy szpiega.. ile tego będzie.wtrącił Kelsier . co pozostawi teren bez sił policyjnych. .Tym razem wszystko zorganizujemy inaczej . . Kiedy zajmie pałac.Trzydzieści tysięcy może nie wydawać się dużą sumą. żeby zapewnić sobie kontrolę rynku i wystarczające sumy na wypadek problemów. ponieważ więcej nie mamy. która prawie może skusić. Nie możemy zapłacić więcej. . . ..Panowie. . .. A w samym środku tego skarbca.Uważam się za bardzo miłego człowieka.Trzydzieści tysięcy?! . . . co się stało ostatnio.No cóż.No cóż .Ostatni Imperator sprzedaje ten metal w małych ilościach. . .. . po raz pierwszy włączając się do rozmowy. Vin słyszała o tym metalu. ale. aby ukryć i przeszkolić całą armię.. który wśród szlachty pilnowałby plotek.zawołał Ham. . .. ale to owoc dziesięcioleci oszczędności z naszej strony.mruknął Breeze. A wtedy . to nie będzie łatwe zadanie.Plan w obecnej sytuacji dotyczy dostarczenia Yedenowi armii i możliwości opanowania miasta.rzekł. używany wyłącznie przez szlachetnie urodzonych..To dobra robota. to wydaje się odrobinę zbyt altruistyczne. kiedy próbowaliśmy wejść do pałacu? . panowie . złodziejaszku . Vin uniosła głowę.odparł Kelsier.To zdobycz.Teraz już nie możesz się targować. Kelsier skinął głową. ..Ale czy jesteś pewien. że chcesz spróbować czegoś takiego wkrótce po.uzupełnił Breeze. Musi trzymać duże zasoby. aby zneutralizować Garnizon Luthadelu. . . . . zdobędzie skarbiec i wykorzysta jego zasoby. Podobno był niezwykle rzadki.

jeśli po jego ucieczce zdecydujemy. Nawet jeśli umknie z naszej pułapki. że to Yeden siedzi w kieszeni Kelsiera. Nie zdoła zebrać armii. a Ostatni Imperator nie będzie miał wojska.zapytał cicho Ham. A potem jego zadanie będzie polegało na utrzymaniu wszystkiego. przynajmniej dokonamy czegoś. Jeśli zdołamy ukraść to atium. On istnieje głównie dzięki pieniądzom. Kelsier skinął głową.A kolosy? .To brzmi dość niebezpiecznie dla ciebie. . . a szlachta będzie zbyt słaba. zastanawiała się Vin. biorąc w niewolę Ostatniego Imperatora. żeby opanować miasto i mieć z nim jak najmniej do czynienia. że tacy ludzie jak wy to zrozumieją.A mamy parę możliwości.Możliwe. będzie jeszcze bardziej niebezpieczne niż niestabilność finansowa.wtrącił Dockson. Podczas.nawet nie przeżycia. gdy Yeden będzie zabezpieczał miasto. . Ale nie oczekuję. a potem znikniemy z drugą. Ten wzruszył ramionami.. jakie ma ze sprzedaży atium. Damy mu połowę. co zagarnął. Kelsier się zawahał. w mieście i tak zapanuje chaos. Ale jeśli jakimś cudem uda nam się przejąć kontrolę nad pałacem. my się zajmiemy atium. . Kelsier spojrzał z naganą w oczach na Yedena. a nie odwrotnie. albo.rozpętamy tu chaos.W tym jest coś więcej niż zwykły pokaz odwagi. . żeby dać skaa nadzieję. bez środków do zebrania wojsk.Jeśli wprowadzi te stwory do własnej stolicy. czegoś cudownego. by stawić opór siłom rebelii. Yedenie . Widziała już wcześniej relacje pracodawca-szajka i teraz wydało jej się. czego wcześniej nie udało się nigdy osiągnąć rebelii skaa. żeby odebrać miasto Yedenowi. . W chaosie prowincjonalna szlachta zbuntuje się i obwoła królami. zniszczenie. będzie to ciężki cios dla finansowych podstaw władzy Ostatniego Imperatora. jakie spowodują. spoglądając na przywódcę rebeliantów.A potem w tym chaosie Yeden wraz ze swoją armią wkroczy do miasta i opanuje pałac. O tym jednak możemy pomówić później. będzie zrujnowany finansowo. Bez nich najprawdopodobniej nie będzie miał czym opłacać swoich wojsk. . Dla moich ludzi to nie tylko kwestia bogactw . Chodzi o dokonanie czegoś wielkiego. Ciekawe. Kelsier spojrzał na Hama i Breeze’a. Jeśli to się uda. by . czy użył allomancji.zauważył Ham.. Ostatni Imperator zostanie sam. który pociągnął nosem i usiadł. jak tego dokonać .

czego nie dokonała . Musimy znaleźć sposób. Kelsier wyprostował się i wstał.Czeluście?! . kręcąc głową. . .. Kell . . żeby nikt nie wyszedł stamtąd żywy. .zawołał zaskoczony Ham. . gdzie skaa są wysyłani na śmierć. Wszyscy dostaną to. Breeze i Ham wymienili spojrzenia. Kelsier urwał i spojrzał na sękatego mężczyznę.odparł Kelsier.Mamy szansę. . czego pragną.. .Ostatni Imperator nie będzie miał za co utrzymać kontroli nad swoim imperium. . przyjaciele. gdzie jest kopalnia atium. . A potem to już wszystko jedno. straciłem rok życia. może będziemy w stanie zmusić Ostatniego Imperatora. Prawie zapomniano o jego obecności. .Oczywiście . Jeśli jednak wszystko dobrze zaplanujemy. Szansę. jakby analizował plan zgodnie z własnym sumieniem. Wydawał się dziwnie przygaszony. dopóki oni patrolują ulice. Musimy pozbyć się Garnizonu z Luthadelu. musimy zajmować się właśnie takimi problemami i rozwiązywać je. by dokonać czegoś wielkiego. W każdym razie my. . a my. Niczego nie zdziałamy. a potem nie dopuścić. będziemy bardzo. To nie jest kolonia karna. panowie. bardzo bogaci. .przywołać ich do porządku. kierując się w stronę stolika Hama i Breeze'a.. Ostatni Imperator skądś bierze to atium. nie piekielne miejsce.może nawet Inkwizytorów .Zapominasz o Stalowym Zakonie . To pozostawi pałac bez opieki. To kopalnia. Mam nawet pewne plany.wtrącił Breeze.Ci Inkwizytorzy nie pozwolą. by jego tajemnica ujrzała światło dzienne. jako grupa. by wysłał straż pałacową .warknął siedzący na uboczu Clubs.Będziemy musieli znaleźć sposób na Stalowy Zakon.zapytał Ham.Nie powiedziałbym. by w mieście zapanował chaos.odparł z uśmiechem Kelsier.Ty wiesz? . by ich śliczna teokracja popadła w chaos. by obligatorzy trafili na nasz ślad. że nikt . nie może dopuścić. żeby uderzyć.do miasta.Nikt nie wie.Dlatego właśnie Ostatni Imperator robi wszystko.Nie wiem.Oczywiście.mruknął Breeze. Kelsier skinął głową. a Yeden zyska doskonałą sposobność.. żeby przywrócili porządek. co się stanie z Zakonem czy garnizonem . . Buntownicy Yedena utrzymają Luthadel. A jeśli wybierze się do kopalni i wykopie nowe zapasy? Ham skinął głową.Pracując tam. odszedł od baru. .

Potrzebujemy cię. . .. to prawda . Widzę rebelię skaa..Pomyśl o tym wyzwaniu. starających się przeżyć na resztkach z pańskich stołów. kiedy jeden z wielu kawałków nabiera rozpędu. pewne sprawy widzę. potrzebujemy wszystkich Allomantów. Vin była prawie gotowa mu uwierzyć. . potem podniósł wzrok na Kelsiera. . Mówisz poważnie. Elegancko ubrany mężczyzna pokręcił głową. że się nie zgadzam z twoimi motywami. która usiłuje stawiać opór Ostatniemu Imperatorowi i jak dotąd bezskutecznie. Kelsier uśmiechnął się. Po prostu. To naprawdę szalone. ale tak jest ze wszystkimi twoimi planami. po czym postawił na stole kubek z winem. . Możemy to zrobić! Urwał i zatrzymał się przed stołem Hama i Breeze'a. Widzę skaa.Nie wiem.zapytał Kelsier. Ale niewielka grupa .Cóż.Dobrze zatem. .rzekł Kell. jakie to zadanie. Możemy pracować swobodnie. ... To brzmi jak szaleństwo. Breeze . że tak jest. Tylko. który Vin nalała dla Breeze'a. Wreszcie zaśmiał się i sięgnął po wino. tylko powiedz mi jedno. Stalowy Zakon go miażdży. .Wiesz. Nawet nie zauważyła. .zgodził się Breeze. Breeze . Jeśli mamy stworzyć armię. Ograbimy samego Ostatniego Imperatora! Jest jeszcze coś.. wydaje mi się to nieco szalone. . wchodzę. Rebelia ponosi klęskę. jak myśli wysoko urodzona szlachta i jak to wykorzystać. To nie sposób na pokonanie Ostatniego Imperium.rzekł Ham.Breeze? .Nikt tak nie umie Uspokoić tłumu jak ty...Sam nie wiem.Ale i tak. zbyt rozproszona. Wiemy. nawet jak na ciebie. Breeze spojrzał na kubek. Widzę bandy złodziei.Wiem. Kell. nieraz ginąc albo wciągając w to innych. kiedy uciekłem. niezależnie od tego. Ale idziesz z nami.rzekł Kelsier. . inaczej. .wyspecjalizowana i bardzo zręczna może coś zdziałać. wchodzę . że chcesz obalić Ostatniego Imperatora? Kelsier skinął głową. Czeluście omal mnie nie zabiły. prawda? Ham zawahał się. Wiemy. po czym skinął głową. i waszych mocy.mruknął Ham. jak unikać macek Stalowego Zakonu. kiedy wziął go z baru. Kell . że dołączę do was. panowie. a od czasu. Kelsier się uśmiechnął. bez większego ryzyka ujawnienia.. bo jest zbyt trudna w prowadzeniu. Za każdym razem. cóż.żadna inna złodziejska szajka.Dobrze.Nie chodzi o to.. . pracujących bez nadziei.. .

To idiotyzm. chyba potrzebny nam będzie inny Dymiarz . .To niemożliwe .zauważył Dockson. komu nie zaufalibyśmy.Pozwolicie mu tak odejść?! .Ja tak nie pracuję.nie zaprosilibyśmy na nasze spotkanie kogoś. wracając do sprawy.Możliwe . dopóki nie dasz mu szansy zrobić tego porządnie. Zaprosiłem Clubsa na spotkanie i przedstawiłem niebezpieczny plan .odrzekł Kelsier. potęga i ziemia. .. . pomyślała Vin.Żadna nagroda nie wystarczy. W końcu czy ktoś nie wspominał. Yedenie. widzę. że uznał go za zbyt niebezpieczny.wydarzenie. Vin skinęła głową. . Jeśli zaczniesz robić takie rzeczy. Musi blefować. . .Poza tym . że nas nie zdradzi. gdzie skaa mogą żyć jak ludzie.On wie o wszystkim. . który niektórzy ludzie nazwaliby głupim. ..Dobrze. aż jego krzesło przewróciło się na podłogę.była spowodowana zdradą? Prawdopodobnie w tej właśnie chwili za Clubsem podążają mordercy i obserwują. . czy nie wybiera się zdradzić spisku.Z tymi słowy starszy człowiek odwrócił się i kuśtykając.Moralność nie ma z tym nic wspólnego . .odparł tamten. Zatrzasnął za sobą drzwi.rzekł Kelsier.Planuję przejąć atium Ostatniego Imperatora i obalić jego imperium. Yeden . Wstał gwałtownie.. Kelsier? .A co naprawdę planujesz. .Przecież wypuszczanie kogoś w ten sposób to głupota! Może na nas sprowadzić obligatorów w ciągu kilku minut. . Ostatni Imperator próbował cię zabić raz. Bogactwo.odparł Yeden. żeby zachować morale wśród grupy. Plan wchodzi w życie. W sali zapadła cisza. opuścił salę. Clubs prychnął głośno.rozległ się nagle naburmuszony głos z głębi sali. a nie jak niewolnicy.zawołał Yeden. Breeze zachichotał. . ale Kelsier zaprzeczył. . Clubs siedział z założonymi rękami i przyglądał się Kelsierowi z grymasem na twarzy. które posłało go do Czeluści Hathsin .Cóż. Niemożliwe.Ale pomyśl o nagrodzie.Zaakceptowali.Czy to nie ty miałeś być tym szczytem moralności naszej grupy? . że nie spoczniesz.odrzekł Kelsier.taki. Czy nadal w to wchodzisz? .Jestem uczciwy . . . że porażka Kelsiera kilka lat temu . . marszcząc czoło.Nie możesz .dodał Dockson . w końcu przestaną w ogóle z tobą rozmawiać. Inkwizytorzy powieszą nas na hakach za gardła. Nie zamierzam go zamordować tylko dlatego. przecież nikt nie jest aż taki naiwny. jeśli nam się uda.

.Właściwie Vin jest czymś w rodzaju nowego rekruta.zauważył Kelsier . co? . Breeze podskoczył. .. co on wie.Zawsze nam się przyda jeszcze jedna. Hama i Docksona.Jeśli o to chodzi . .Drugi Zrodzony z Mgły w grupie.doskonale potrafi również Mącić ludzkie uczucia. Kelsier czekał spokojnie. Dlaczego on mnie pyta? Przecież wie.Uspokajaczka. obok którego stał Kelsier. więc równie dobrze możesz tu podejść i usiąść z nami. ona w pewnym stopniu zwiększa nasze szanse.Twixt . Usiadł przy stole Breeze'a.rzekła. Breeze zachichotał.A ja jej właśnie mówiłem. . Kelsier obejrzał się na nią.. Vin? Zawahała się.odrzekł Kelsier. jeśli dowiem się tego. Kelsier uniósł brew. . . .. że to właśnie chce od niej usłyszeć. Kelsier skinął głową.A co z tobą. Twarz Yedena pociemniała.Co to za dzieciak? .Wchodzę .mruknął Ham. po czym westchnął i podszedł.A czy oddasz rebelii pieniądze. Chyba odgadła prawidłowo. . Cóż. uznając. . Yeden zawahał się.zapytał Yeden.zapytał Ham. . ale tylko pokręcił głową. .. przestań się skarżyć .Poważnie? .Gdybym miał inną opcję. . .Och. że prawdopodobnie nigdy nie zobaczy innego Zrodzonego z Mgły poza tobą. Zadanie nie ma znaczenia.odparł Breeze.. . że ma nade mną władzę.mruknął z uznaniem Ham. .zapytał Yeden.Oficjalnie jesteś teraz członkiem szajki złodziejskiej. ale posłusznie wstała i podeszła do miejsca.Dox i ja przetestowaliśmy ją parę godzin temu. Mój brat przyłapał ją na Uspokajaniu jego emocji kilka miesięcy temu. . Vin wciąż siedziała przy drugim stole. . Jedyną odpowiedzią był cichy chichot Hama. bo Kelsier uśmiechnął się i skinieniem głowy wskazał jej ostatnie krzesło przy stole. jeśli powiem: nie? . Westchnęła.

.Breeze zachichotał. ale czy po to trzeba opanowywać całe miasto? Czy ci ludzie byli naprawdę tak nierozsądni? Kelsier przyciągnął krzesło i usiadł. . lecz chciałbym.prychnął Yeden. Nawet pojmanie go prawdopodobnie jest niemożliwe.Jeśli zdołam. Szczegóły zaplanujemy na następnym spotkaniu. Jednakże.W ten sposób nie będziesz wydawał się taki głupi. co rozpętałoby w mieście taki chaos. żebyście wszyscy sobie to przemyśleli. a co najmniej wywabić go z miasta. musimy się go pozbyć. Jego spojrzenie jednak było pełne determinacji.Ostatni Imperator i ja .mamy już grupę. Breeze uniósł brew i położył dłoń na ramieniu Yedena. ale chcę. Tam. Nie można go zabić. Musimy wymyślić sposób. by to się udało. kiedy zaatakuje.Jednak. załamałem się i doszedłem do przebudzenia moich . . Jest kawałkiem samego Boga. Właśnie.Nie . Odbierzemy mu rząd. co do której muszę was ostrzec. do których mnie zesłał. Mam pewne plany. Nie jestem pewien. zanim wieczór się skończy .. kładąc ręce na oparciu. Milczenie.Ostatni Imperator jest Skrawkiem Nieskończoności. że mój udział w tej akcji w znacznej mierze jest spowodowany chęcią zemsty. Yeden strząsnął dłoń Breeze'a. ..rzekł .odezwał się Ham.Kelsier . to go jeszcze zabiję.zasugerował. .jest jedna część planu. rozważając implikacje tego. Zabrał mi Mare.. omal nie odebrał mi zmysłów. czy Zrodzeni z Mgły w ogóle istnieją! Z pewnością nikogo takiego nigdy nie poznałem. Vin siedziała cicho. Mogę zamknąć go w jego własnych lochach.rzekł cicho Kelsier . że jest inne wyjście niż te dwie opcje. Wszyscy członkowie grupy.mamy niezałatwione porachunki.odparł Kelsier. Jest szalony. Jednak myślę.ciągnął Kelsier . przytaknęli. żeby Wielkie Rody nie były w stanie zmobilizować sił do zatrzymania armii Yedena. dom i fortunę. a Ham parsknął śmiechem. Kelsier nie odpowiedział. aby świeże umysły wszystko przemyślały. co powiedział Kelsier. Przyznaję. . z wyjątkiem Yedena. . pomyślała Vin.Powinieneś nieco mniej mówić. w czeluściach. przyjacielu .Czy kradzież fortuny Ostatniego Imperatora i obalenie imperium nie wystarczy? . .Co mówisz? . aby wywabić garnizon Luthadelu z miasta i coś.Dobrze . .Skaa nie mogą być Zrodzonymi z Mgły. .Jeszcze jedna? . Ta część o kradzieży zapasów atium wydawała się kusząca. .

Nie zabija się takich istot. . . który jest potężniejszy niż dziesięć pozostałych. . żebyś wierzył w jego nieśmiertelność. o ile nauczy ją allomancji. Jego barwa była srebrzystobiała.Skąd to masz? . Jeśli to się okaże niemożliwe.rzekł Kelsier.Nie musicie się teraz o to martwić. aby go zabić. Była to wąska sztabka metalu.I ten metal jakoś może zabić Ostatniego Imperatora? Kelsier skinął głową. Po prostu pomyślałem.mruknął Breeze. Ostatni Imperator był siłą.zapytał Breeze. Postawił to na stole. nie do końca. Teoria allomancji mówi o dziesięciu .Na północy opowiadają taką legendę . jak wiatr lub mgły.Nie jestem pewien . że Ostatni Imperator nie jest nieśmiertelny.Nie słyszałem o tej legendzie. gdzie szukać.pomyślała Vin. . Breeze zmarszczył czoło. ośmiu podstawowych i dwóch wysokich.Jak to działa? .odparł Kelsier. Zabić Ostatniego Imperatora? . a potem w głupi sposób go obrobimy. .rzekł. z rąk allomanty spalającego ten metal. . . Jedenasty metal.metalach. . Powiadają. .. Jednak jest jeszcze jeden. jak nazywało się ich dawne królestwo. biorąc sztabkę z rąk Hama. Yeden jednak wydawał się zaintrygowany. . ale nawet on może zginąć. Ham wziął cienką sztabkę w palce.Z północy . Teraz zamierzam ich użyć. . jeśli wie się. nieznany większości.. Ten metal. Chyba związałam się z szaleńcem.O tym. . . co planuję.odrzekł Kelsier.. Ham obracał w palcach metal barwy porcelany. o gładkich bokach.Ale wciąż można ją znaleźć.Ostatni Imperator ją stłumił . miejsca gdzie ludzie wciąż pamiętają. wystarczy nam wywabienie go z miasta. Zabicie Ostatniego Imperatora to moje zadanie..Nieważne . że może go zabić właściwy metal. że powinniście wiedzieć.Jedenasty metal? . przyglądając mu się uważnie. .Ale zamierzam się dowiedzieć. pomyślała Vin z rezygnacją. w czasach przed Wstąpieniem. Stalowy Zakon chciałby.Z ziemi w okolicy Dalekiego Półwyspu. Po prostu są. Jeden.To jego słaby punkt.rzekł Kelsier. Wszystkie oczy zwróciły się na przedmiot na stole.allomanckich mocy. . One przecież tak naprawdę nie żyją. Ale to przecież nie miało znaczenia. długości i grubości małego palca Vin. . Kelsier sięgnął do kieszeni i wyjął coś.

. Dockson spojrzał na niego z rozbawieniem.Cała sztuka polega na tym. ale to niewielka pociecha. żeby nigdy nie przestawać szukać. Dockson zachichotał. Kelsier skinął głową. .Sprytne. 5 .Nie rozumiem nawet.Tryumfująca twarz Kelsiera wychynęła spod baru Camona.Gdzieś ty ją znalazł? . .Aha! . . odkorkował butelkę i nalał do trzech szklanic. Ale jedna miała podwójne dno. Breeze. by przemyśleć sobie to. kiedy nadejdzie czas. że dowiem się. Ham i Yeden wyszli. Terrisańscy filozofowie twierdzą. co powiedział im Kelsier.zauważył tamten.Jedna z sekretnych szuflad . Już teraz rujnuje świat. przy którym siedzieli Vin i Dockson. . Z łomotem postawił na kontuarze zakurzoną butelkę wina.Zaniósł wszystkie trzy szklanki do stołu. Vin czuła. Spotkanie skończyło się kilka minut wcześniej. że . Vin niepewnie wzięła szklankę do ręki.odparł Kelsier. . co mam zrobić. że znalazłem już wszystkie . Oczy błyszczały mu satysfakcją. Jeśli nie zatrzymam jej czym prędzej.Owszem.Myślałem. co powinienem zrobić. który może to zrobić. Głębia musi zostać zniszczona i wygląda na to. ścierając kurz. nic nie zostanie na tej ziemi prócz kości i pyłu. że jestem jedynym.

zauważył Dox. gdyby miał świadomość. Więc oni poważnie myślą o tym planie? A może wciąż coś grają na mój użytek? Obaj mężczyźni wydawali się tacy kompetentni.Poza tym chybaby zwariował.Dlatego że chciałeś być delikatny . . a ostatki na plantacji Trestinga.Breeze wciąż jest niepewny. Dockson zmarszczył brwi. a nigdy nie znajdzie większego niż to. . Lubi wyzwania. . Kell. Ale obalenie Ostatniego Imperium? Szybciej chyba powstrzymają płynące mgły lub wstające słońce. A co Kelsier miał z tym wspólnego? I co wcześniej powiedział na temat atium? Mówił. .Ale ma rację. .Atium nie jest takie łatwe do zdobycia. .Nie spróbowałaś wina. że coś robimy bez niego. No i będzie mi potrzeba trochę więcej atium. ale nie miała dokąd.Większość zużyłem. . że żywi pewne obawy .O.zgodził się Dockson. Potem spojrzał na Vin. . że Ostatni Imperator kontrolował szlachtę.Już? Kelsier przytaknął. Ostatnio potrzebowałeś ośmiu miesięcy planowania. . . Dockson zmierzył go spojrzeniem pełnym obawy. . który w zeszłym tygodniu został zamordowany we własnym domu. Kelsier pociągnął długi łyk rubinowego wina i uśmiechnął się. tak jest o wiele lepiej. .Będziemy wtedy potrzebować innego Dymiarza. . Tresting. Dockson poskrobał się po zarośniętym policzku.Nie wycofa się.Będziemy potrzebowali innego Dymiarza .też powinna była odejść. Kelsier przytaknął i Vin zmarszczyła brwi. wykupując kontrakt OreSeura. Szlachcic.Kelsier uśmiechnął się. . . ale Vin nie spróbowała trunku. Kelsier przytaknął. żeby skraść sobie ten ostatni kawałek.odparł Kelsier. Dockson skinął głową.zapytał Dockson. . utrzymując monopol na ten metal.Kiedy przybędą tu pozostali przyjaciele? . .Inni jednak zdaje się nieźle to przyjęli. Dockson i Kelsier z kolei uznali za oczywiste. Kelsier tylko uśmiechnął się szerzej i wreszcie Dockson wywrócił oczami z westchnieniem.odparł Kelsier.Za kilka dni . .Sam się trochę martwię. że powinna z nimi zostać.

Podał Clubsowi krzesło i przystawił do stołu Kelsiera. .rzekł. żeby odpowiedzieć. kiedy w okolicy jest .zapytał Kelsier. Vin spodziewała się. ale nie zaskoczony.Może zatem powiesz mi. oczywiście usadowiła się tak. . . Za nim szedł chudy.Clubs . sękate oblicze człowieka zwanego Clubsem. Clubs usiadł ciężko.rzekł przywódca. . Ktoś schodził do kryjówki.rzekł Kelsier. Zadowolony. czy Kelsier opuścił już kryjówkę. Clubs stęknął i spojrzał zezem na butelkę wina.Venta? .Uspokajacz sobie poszedł? . .Nie lubię pić niczego. Wreszcie pokuśtykał w kierunku baru. niezgrabnie wyglądający chłopak. nie musząc się poruszać.prychnął Dockson. Vin. czy coś? . Clubs skinął na chłopaka. wysłanego. obrzucając pozostałych spojrzeniem pełnym dezaprobaty. mamrocząc coś pod nosem. poszedł. kiedy drzwi otwarły się i pojawiło się w nich kwaśne.Pokręciła głową. Obaj mężczyźni parsknęli śmiechem. który poszedł natychmiast do baru po szklankę. Kelsier uśmiechnął się z błyskiem w oku. Po chwili pomyślała.Dziewczyna ma lekką paranoję.Przypomina mi Venta. Clubs stał w drzwiach. .Tak. Dickson i Kelsier obejrzeli się.Breeze? . ten facet był tak nerwowy. . ale nie aż taką.zagaił Dockson. Nie jest zaskoczony. że przybysz okaże się jednym z członków gangu Camona. Kelsier zachichotał.Musiałem być pewien . Dlatego była bardzo zaskoczona. że powinna coś odpowiedzieć: . że mógł wyskoczyć ze skóry na odgłos bicia własnego serca.Częstuj się . by sprawdzić. pomyślała. Czego ode mnie oczekują? Że mam być jakimś czeladnikiem. .Nigdy sobie nie ufam. Vin jednak poczuła się tylko bardziej zakłopotana ich przyjaznym zachowaniem. . czego sama nie przygotowywałam. Przysięgam. ale na schodach rozległy się nagle kroki.No dobrze . . mrużąc powieki i marszcząc nos. jak planujesz zdobyć sobie trochę atium? Kelsier otworzył usta. żeby mieć na oku oba wejścia do sali. Wreszcie spojrzał na Kelsiera. po czym spojrzał znów na Kelsiera.

aby zdobyć sobie twoją lojalność zaoponował Kelsier. jak odchodzą. Vin obserwowała. . .. .Nie lubię Uspokajaczy. wstając. wyszedł za próg. Obalenie ostatniego Imperium. że właśnie tobą nie manipulują. Kelsier się uśmiechnął. wstał i się przeciągnął.warknął Clubs. . Jeśli mówisz poważnie o obaleniu rządu. .Ale musiałem być pewien. zanim odejdę. . Clubs.Więc po co chcesz nam pomagać? . To nie jest tylko allomancja.Po prostu chcę . Idziemy. .odparł śmiertelnie poważnie Kelsier. Miedź czy nie miedź.. . .Dockson dolał sobie wina.Uśmiechnął się. . . . Clubs uśmiechnął się.mruknął. Kelsier skinął głową.Nienawidzę tego. . chłopak zamknął za nim drzwi. . Przynajmniej będę mógł napluć mu w twarz.Skrzywił się. Musiałem przemyśleć to sobie bez Breeze'a. Wzruszył ramionami. mały. W końcu ich wyłapał. po czym wziął szklankę i łyknął połowę jej zawartości. Clubs wypił resztkę wina. tacy ludzie. Dopiero wtedy spojrzała na Kelsiera.Uspokajacz. . kiedy są w pobliżu..Chcesz to naprawdę przeprowadzić? Tę tak zwaną robotę.Jesteś Dymiarzem..Tak słyszałem . Chłopak nalał mu wina.Nie polegałbym na czymś takim.odparł Clubs. .Dobra.Gdzieżbym śmiał.zapytał Dockson.To rozwiązuje kwestię Dymiarza. .Nie mógł ci wiele zrobić. . . . zwłaszcza taki jak on.rzekł Clubs. nie możesz im ufać.odparł tamten.Wiedziałeś. . . Musimy przygotować warsztat dla gości. Clubs .Dobre wino .I tak nic to nie da . choć Vin nie bardzo wiedziała dlaczego. . . .Imperator dopadnie mnie wcześniej czy później.I nie uśmiechaj się do mnie . Znów spojrzał na Kelsiera.zauważył Kelsier. Całe moje życie ukrywałem Mglistych przed Ostatnim Imperatorem i jego obligatorami..No to masz Dymiarza.Przegracie. to ja w to wchodzę. hę? ..Więc Czeluście naprawdę doprowadziły cię do obłędu. że on wróci. Nie za pieniądze.Tak . Clubs wzruszył ramionami. . kulejąc.To ma swój styl.

To.. Nieudolnie. że mogą dostać kryjówkę z powrotem. dopóki nie spojrzał w bok. *** Za dnia Luthadel był poczerniałym miastem. . by zanurzyć się w tę złowieszczą. to była kraina wirującej tajemnicy i dziwnych istot.A my na dach. .Tak. od czego by się chciało wymigać. co proponuję. takich jak ja.Kiwnęła głową. . . Stał na gzymsie. po czym podał go Docksonowi. mglistą ciszę. który prowadził wzdłuż krawędzi płaskiego dachu kryjówki. przerażonymi stworzonkami. majaczącymi w górze cieniami. . Nie zdawał sobie sprawy z tego. . charakterystyczne i przytłaczające. Po dachu przetoczył się podmuch zimnego wiatru. zżartym przez sadzę i czerwone światło słoneczne. Tak jak powiedziałem.zanim jeszcze wszystko poszło nie tak . A teraz. którego życie ogólnie irytuje. że jak zwykle zobaczy tam Mare. cóż. Mgły już chyba wychodzą.. Nawet szlachta i złodzieje niechętnie i lękliwie opuszczali domy w nocy . że wszystko się poruszało i falowało. łagodząc kontury i wiele ukrywając.Sklep na górze to przykrywka. spodziewając się. Mgła zajęła jej miejsce. W nocy jednak nadchodziły mgły. próbując spojrzeć na miasto. unosząc mgły. a mgły sprawiały.A my? . Pustkę. Z niektórych okien padały słabe promyki światła..rzekł Kelsier. przypuszczam. potrzebuję trochę atium. pomyślał Kelsier.Dobrze . W podziemiu nie zajdzie się daleko. ocierając się o wilgotny od rosy policzek Kelsiera. jeśli nie nauczy się tolerować mgły. Oboje wydawali się zaniepokojeni. Zamiast niej ujrzał jednak tylko mgłę. Vin i Dockson stali za nim na dachu..trzeba było odwagi. Ulice były we mgle węższe. nawet duże deptaki wyglądały jak samotne. Dziwnych istot. kiedy jest się znudzonym staruszkiem.Miałem na to nadzieję. niebezpieczne zaułki. Milczenie.Powiedz swoim przyjaciołom. ale jakoś radzili sobie z lękiem. że stoją we mgle. Dawniej . Potężne twierdze arystokracji stawały się upiornymi. .zawsze przed zadaniem wychodził na dach. nie jest to coś. Było twarde. Pogrążone w mroku budynki wznosiły się w noc wokół niego. sprawdzając swój zegarek kieszonkowy. Westchnął i się odwrócił. ale te maleńkie paciorki jasności były skulonymi. nie wtedy. Vin. Czarne miasto nocą było miejscem dla desperatów i szaleńców..zapytał Dockson. że twoja szajka zajmuje cały budynek? . że tej nocy wrócił do tego starego zwyczaju. Ludzi przyciąga wizjonerstwo.

rzekł. Trzeba było zasadzki zastawionej przez samego Ostatniego Imperatora. Teraz Kelsier był czymś więcej. drugi zbiegły skaa z plantacji. Kelsier zdjął kaftan i kamizelkę i podał je Docksonowi. przykucając. . . Mają w gotowości kilkuset ludzi. Przebywał w niej w ciągu ostatnich lat tak często. Nie mieli ze sobą latarni .Który z domów jest teraz najsilniejszy? . .Kelsier nauczył się znacznie więcej. .Niedawno napadnięto na rody Urbain i Teniert.Kell . choć nie z powodu atium.zapytał Kelsier. okradając najpotężniejszych ludzi w Ostatnim Imperium. marząc o mocy takiej. wdychając mgłę. że zaczynał lepiej czuć się w nocy. pomyślał Kelsier. niż ją „tolerować”. . Jeszcze raz rozejrzał się po mieście. w maskujących objęciach mgieł. Wciąż nie umie myśleć o mnie jako o Zrodzonym z Mgły. aby rozwiązać sznurki plecaka.światło gwiazd rozproszone przez mgły zwykle wystarczyło. .Venture . Ona umarła. po czym zeskoczył z gzymsu i dołączył do Docksona i Vin. by się do tego przyzwyczaili. po czym wyciągnął ze spodni koszulę. O wiele więcej. żeby go schwytać. aniżeli w dzień. że chcesz to zrobić? . Przedtem arystokracja bała się go. .Doskonale. nim się Załamał.Jesteś pewien. ale nie chciałbym. Trzeba im wszystkim trochę czasu. Wiele lat temu stał się najbardziej osławionym szefem szajki złodziejskiej w Luthadelu i dokonał tego nie będąc nawet allomantą. co Kelsier potrafi z nią zrobić. który spoczywał u stóp Docksona. Nigdy nie zobaczy. Kelsier skinął głową. . wyjął z .Otwarł plecak.Od kogo powinienem zacząć? Dockson zmarszczył brwi. nabierając mocy. ale on i Dockson.rzekł Dockson.. .Kogo nikomu nie przyszłoby do głowy zaatakować? Dockson się zamyślił. Kiedyś śnił o Allomancji.. aby wraz z tobą rozbryznęły się na bruku. całe Ostatnie Imperium zadrży.Od kilku lat trzymają się na samym szczycie..Dobrze . więc tam się wybiorę. zanim z nim skończy. Mare była Cynowym Okiem. .Dockson westchnął.Musisz tak stać na gzymsie? Nasze plany są może nieco szalone. . a lokalna szlachta rodu obejmuje co najmniej dwa tuziny Mglistych. Teraz.rzekł wreszcie. Z pewnością mają atium. byli zwykłymi ludźmi. Razem rzucili na kolana Wysokie Rody. jaką miała Mare. Jeden mieszaniec bez mocy.. .

Dockson zaczerpnął tchu..rzekł Dockson. Była paranoiczką. jak nakładające się na siebie pióra. . W domu Venture oprócz normalnych żołnierzy i Mglistych jest około tuzina mgłobójców. . Będziesz miała swoją szansę. Zdjął buty i pończochy. czy nie są wyszczerbione. Dockson skinął głową. pochylając się. Dockson wywrócił oczyma. .Kelsier zaśmiał się. aby noszącej go osobie dali spokój. ale był wyposażony w dwie małe pochwy. Gabinet znajduje się na drugim piętrze.I tam zapewne trzyma swój zapas atium. którą uznał za imponującą. . .I ostrzega strażników miejskich i innych Zrodzonych. sprawdził. jaki miał na sobie. wyciągając monetę z sakiewki i zrzucając ją z dachu budynku.zapytała Vin. kto to nosi. Dockson skinął głową.Dobrze .Chyba mi w nim do twarzy. by wyjąć z plecaka pas z materiału. Uważaj. Wyjął z worka dwa szklane sztylety. pomyślał.To tyle? .. cicha istota kryła w sobie siłę. Okręcił się i płaszcz zafalował. z wyjątkiem sakiewki z monetami i trzech fiolek z metalami przy pasie. . . Ta mała.Co to jest? . Ale nie dzisiaj.Podobno lord Venture ma sejf w gabinecie .. . . co powinienem wiedzieć? . i wsunął je do pochew.Wszyscy je noszą. to fakt. . uszyty z setek długich. Zza jego ramienia Vin bacznie obserwowała przygotowania Kelsiera.Dobrze.To jest jak znak członkostwa w ich klubie.niego ciemnoszary płaszcz. by ukrywać postać we mgle . wychylił jej zawartość i podał Docksonowi pustą buteleczkę.wyjaśnił Kelsier. a jej cichy. .Jest tak pofarbowany i skrojony. Dom Venture. Czy jest coś jeszcze. Wraz z butami znikł ostatni kawałek metalu. ale na pewno nie była nieśmiała. Kiedy Kelsier go włożył. . stłumiony przez mgłę głos. . mała. . wstęgowatych pasków. paski materiału zaczęły się kręcić i zwijać. zabrzmiał niemal upiornie.Płaszcz Zrodzonego z Mgły . ale większość zwisała luźno.rzekł. Spotkamy się w sklepie Clubsa za jakiś czas.Życzę szczęścia. trzy pokoje w głąb od południowego balkonu.rzekł Dockson. . Kelsier skinął głową i zawiązał pas .Nigdy nie byłem tak blisko kogoś. Były przeszyte na ramionach i w poprzek piersi. Wybrał największą.zapytał..nie miał klamry.

Odpychanie Stali i Przyciąganie Żelaza były pierwszymi rzeczami. Nie Przyciągaj nic. Nagle mgła wydała się mniej gęsta. Znały go. Twierdza Venture. wyostrzając mu zmysły. W locie rzucił kolejną monetę. wykonał długi poziomy skok. drugi z podstawowych allomanckich metali. nim ta uderzyła w ziemię. Stał tak. Odepchnął monetę. Ostrożne odbicie się przeniosło go w górę. że jej zabraknie. Paląc stal. co waży mniej od ciebie. kierując się w bok. nie musiał się obawiać. która wskazywała wprost pod niego. Rodzaj metalu nie miał znaczenia. inne drobiazgi. „Kiedy Odpychasz coś. które wskazywały. wybrał haczyk okna. ile ważysz . ledwie dostrzegalny prąd wokół niego. tworząc lekki. lecz po prostu zwiększyła się jego zdolność postrzegania. których nauczył go Gemmel. gwoździe. Wylądował. został wyrzucony w powietrze wzdłuż niebieskiej linii w przeciwnym kierunku. Skoczył. by je zauważyć. Palił cynę. były niewielkie: zawiasy.Kelsier odwrócił się i wrócił na gzyms dachu. obok którego przelatywał i Odepchnął się od niego. widocznych tylko dla jego oczu. Wirowały i kręciły się. traktowały jak swojego. Palił stal. Zatrzymał się w ciemności po drugiej stronie. przycupnął.oznaczało to. wbijając wzrok w wirujące powietrze. o ile są dość bliskie i duże. aż uderzyła o kamienie. naprzeciw kryjówki Vin. swoim ciężarem popchnął ją w dół. Nie. Wylądował na kolejnym spiczastym drewnianym dachu. Sięgnął w bok. Paliła się powoli. Maleńki kawałek metalu poleciał w ciemność i mgłę. Linie były bardzo blade . nie jakimś mistykiem z północy. czuł. Odpychając się od metalowego komina za plecami.jesteś allomantą. Jego spadek zatrzymał się natychmiast. Kelsier pozostawił cynę płonącą. wyczuwały allomancję. że źródła. Skoro tylko dotknęła bruku. po czym pobiegł wzdłuż szczytu dachu. „Nie możesz zmienić tego. zmieniając drugą połowę skoku w zgrabny łuk. Skoczył w dół z budynku. Kelsier wybrał linię. ku północy. Wokół niego tańczyła mgła i rozpostarła się sieć przejrzystych niebieskich linii. a mgły delikatnie otulały jego ciało. Odpychanie Kelsiera wyniosło go w górę. Odepchnął się od monety. to jakbyś napierał na to swoim ciężarem” mówił mu stary wariat. aby przyleciało do ciebie jak . chyba że chcesz. ponad dachem budynku znajdującego się dokładnie po drugiej stronie ulicy. to nie noc wokół niego się rozjaśniła. w kierunku monety. jak eksploduje życiem w jego piersi. z trudem rozróżniał ogromną budowlę. Palenie żelaza lub stali zawsze będzie wskazywać niebieskimi promieniami wszelkie rodzaje metalu. W dali.

Na razie zignorował żołnierzy. Widocznie była pokryta arkuszami brązu lub miedzi. Twierdza Venture wznosiła się przed nim. Mgliści. że noc wydawała się jeszcze zimniejsza. Nie przestawał palić żelaza. koncentrując się na ciągłej linii błękitu wskazującej na wysmukły dach twierdzy. że lord Venture prowadził oddział mgłobójców: jeśli to prawda. . Większość szlachciców miała inne sposoby. by się uporać z allomantami. by widzieć w ciemności. Lśniące witrażowe okna rozciągały się wzdłuż boków prostokątnego budynku. Większość błękitnych linii była blada. W porównaniu z mrocznym miastem wyglądała. słoje drewna wbijały się w bose palce stóp. Kelsier zaznaczył kilka. Kelsier się uśmiechnął. Wielu lordów uznało zatem za niepraktyczne pozostawianie żołnierzy i gwardii bezbronnych. aby ustrzec się tak niewielkiego zagrożenia. którzy mogli Odpychać lub Przyciągać metale.kamień. Nagłym szarpnięciem wzniósł się w powietrze. wciągając się w kierunku twierdzy z ogromną szybkością. a pełni Zrodzeni z Mgły jeszcze rzadsi. Często żałował. że palenie cyny wzmacnia wszystkie jego zmysły.. pozostawiając miejsce dla misternych okien i delikatnych iglic. Arystokracja żyła inaczej niż zwykli ludzie . a stopy wyczuwały każdy kamyk i pofałdowanie drewna.mogła sobie pozwolić na kupno. Kelsier rozpalił żelazo. Wprawdzie otaczał ją wysoki mur obronny. Z boków wystawały krzepkie przypory. by znaleźć w mroku większe jego fragmenty. a przynajmniej nie musiało tego robić jednocześnie. Pomimo allomanckich rozważań. którego dotykały. Kelsier palił żelazo. że nie muszą uginać się pod kaprysami pory roku czy słońca.pewnie była to para strażników stojących na dachu. a nawet rozrzutne używanie oleju i świec. Dockson powiedział. by używać tak małych przedmiotów jak monety czy zawiasy. umiał też dobrze wykorzystać lepszy słuch. Potrzebował lepszego zakotwienia. Jednakże płonąca cyna sprawiała.tyle było widać po architekturze. jakby płonęła światłem. poruszając się powoli w górę i przed siebie .. żeby przebyć tę odległość. i nie Odpychaj niczego cięższego od siebie. Był za daleko. Potrzebował lepszego wzroku. chyba że chcesz zostać popchnięty w przeciwnym kierunku”. Twierdza była majestatyczna . całe rozjarzone blaskiem oświetlały otaczające mgły feerią barw. byli nieliczni. Przycupnął na dachu. rozpalał mocno. co oznaczało. spotka się z nimi jeszcze przed świtem. Kelsier wyczuwał zapewne ich napierśniki i broń. większość szlachty nadal zbroiła swoich żołnierzy w metal. zaczerpnął głęboko tchu i Pociągnął linię. Kelsier podrapał blizny i otulił się ciasno mgielnym płaszczem. lecz sama twierdza była bardziej konstrukcją artystyczną niż fortyfikacją.

a Kelsier wyrwał z pochwy jeden ze szklanych sztyletów. ale udało mu się zatrzymać. Strażnik zachwiał się. przewinął się ponad kamienną poręczą i łagodnie wylądował na gzymsie. ale jego ciało i tak powoli kierowało się ku ziemi. Nawet najszybsza strzała. Zaczerpnął głęboko tchu i zaczął palić cynę z ołowiem. zakreślił łuk. Wyciągnął rękę. Moneta uderzyła o ziemię i nagle Kelsier był już w stanie utrzymać swój ciężar. wykorzystując ją do zwiększenia siły fizycznej mniej więcej w ten sam sposób. Rzucił się w górę. kiedy zaczął spadać. Działanie ciężaru w dół oznaczało.zawsze chętny wydać towarzyszy za kilka monet . wygaszając oba metale.jednej z drucianych ram witrażowego okna . wyskakując wysoko w górę i Pociągając lekko za napierśnik tamtego. kiedy przysiadł na krawędzi górnego chodnika dla strażników twierdzy. nasłuchując. dogorywającego strażnika. nie łamiąc sobie kości. Bez trudu wyminął mur obronny otaczający twierdzę. jak czysta cyna wyostrzała jego zmysły. żeby uzyskać właściwy rozpęd. Natychmiast zwolnił uchwyt dachu.Kelsier tym chętniej pomógłby mu odejść ze świata. Wokół panowała cisza. Był to zapewne jakiś pomniejszy szlachcic. Obrócił się w powietrzu i uderzył w mur stopami. Kelsier pozostawił charczącego. szukając źródła metalu nad sobą . by rozpęd zaniósł go przez ostatnie kilka stóp w ciemną mgłę. Wróg. a z niego na . A potem. ściągał go w dół.i Pociągnął. Odpychając monetę i jednocześnie Pociągając okno. a Kelsier zwinnie wylądował obok niego.tyle że w odwrotną stronę. wciąż lecąc z przerażającą szybkością. Kelsier dopadł go w sekundę. Odepchnął się od napierśnika rannego. Znowu ten przeklęty ciężar. wskoczył na kamienny chodnik. Zbliżył się do ściany twierdzy kilkanaście stóp poniżej poziomu dachu. lecąc. pozwolił. Strażnik upadł z poderżniętym gardłem. przykucnął i ciął z siłą wspomaganą stopem cyny z ołowiem. ale była to wielka przesada. Kelsier wystrzelił w kierunku twierdzy. pozwalając. Wylądował stopami na piersi tamtego. zawsze zdążała ku ziemi. rzucił monetę i Odepchnął się od niej. że leciał w kierunku swej kotwicy z oszałamiającą szybkością. Odpychanie i Przyciąganie metali zazwyczaj mniej przypominało latanie niż spadanie . że Zrodzeni z Mgły umieją latać. ciągnąc za sobą wirującą smugę mgły. aby Pociąganie Żelaza rzuciło nim o przeciwnika. Allomanta musiał Pociągać mocno. a to sprawiało. Nawet jego wzmocnione muskuły zaprotestowały przeciwko takiemu traktowaniu. O trzy kroki od niego stał zaskoczony strażnik. Jego płaszcz łopotał cicho. czy nie rozlegnie się alarm.Krążyły plotki. że zamiast wylądować na dachu. Gdyby to był nawet żołnierz skaa .

i otwarł szeroko drzwi. a w kącie stało biurko.niektóre będą białe. zauważając światło padające przez szczeliny. że to gabinet. długi. Wszedł do środka. Mężczyźni krzyknęli z zaskoczenia. Drugi pokój był pustym. stanowiły rzadkość hodowaną jedynie przez arystokrację. prawdopodobnie pełnił rolę tarasu. długimi mackami zagarniając ciemne pomieszczenie. kiedy nagła siła rzuciła ich w tył i przelecieli przez balustradę balkonu w ciemną przepaść. a wokół ścian rosły niewielkie drzewka. Choć było ciemno. Nie martwił się. Bez trudu znalazł balkon. Kelsier przycupnął cicho w szarej mgle ponad balkonem. dziesiątego i najpotężniejszego z ogólnie znanych metali allomantycznych. o którym wspomniał Dockson. sięgnął i silnym Pchnięciem Stali uderzył jednocześnie obu mężczyzn.dach. a może niektóre nawet bladożółte. aby zapewnić dość światła słonecznego roślinom. przypominającym szklarnię studiem. Niskie klomby były porośnięte krzewami. gdzie mogły odpoczywać niewielkie grupki ludzi. Czas nieco pohałasować. dotykając dłońmi tynku. że mogą go zauważyć.zbyt duży i oczywisty. by wzmocnić ciało. mrugając od zbyt mocnego światła. Brąz był pod jego stopami zimny i śliski. W tej chwili jednak panowała na nim cisza balkon był pusty. pomyślał Kelsier. jednym celem tego wypadu było zdobycie nieco atium. Ponieważ znajdował się pośrodku jego Pchnięcie rzuciło strażników w przeciwne strony.było widać. Pobiegł w kierunku południowej części budynku. bo na każdej ścianie płonęła latarnia umieszczona pomiędzy regałami z książkami. pozwalając. jedna ze ścian była ogromnym oknem. Kelsier podszedł. Rośliny. jeśli nie liczyć dwóch strażników. W kącie pokoju był duży sejf . by wzmocniony wzrok nie doznał porażenia na widok oświetlonego pomieszczenia. Drugim jego celem wzniecenie zamętu. Kelsier otwarł szeroko drzwi balkonowe. które nie były brązowe. inne czerwonawe. Szeroki. Dziwne stwory . zwinięty szary płaszcz osłaniał jego postać. paląc stal i szukając źródeł metalu. Trzeci pokój. Kelsier zeskoczył na gzyms wprost pomiędzy strażników. Podobnie jak wiele innych ścian w twierdzach szlacheckich. Paląc stop cyny z ołowiem. I rzeczywiście. ze szklanymi sztyletami w dłoniach. Kelsier wiedział. szukając balkonu. i ta była pokryta delikatnym freskiem. Dwaj strażnicy poniżej rozmawiali. aby wraz z nim wtargnęła do środka fala mgły. Pokój jednak był pusty . drugie źródło metalu zalśniło z wnętrza wschodniej ściany. Kelsier ruszył szybko przez studio. że rośliny będą miały nieco inne kolory niż zwykły brąz . Zatrzymał się przed kolejnymi drzwiami. Kelsier schował noże. Wygasił cynę.

Wyglądał na dość mały. . aby zejść mu z drogi. Kelsier Pchnął go. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo.Zrodzony! . paląc stal i Odpychając sejf. unosząc dłoń i Przyciągając miecz jednego ze strażników. zanim jeszcze skończył zamach. pomyślał Kelsier. Broń wyrwała się z pochwy. Drugi strażnik zaklął. Skoczył w górę. o ile zdoła go wyrwać ze ściany. gdy sejf z łomotem runął na drewnianą podłogę. Z czoła ściekały mu krople potu. Napiął się. by szczeliny kryły się we fresku. kiedy ciało pierwszego ze strażników dotknęło podłogi. wyrywając broń z dłoni mężczyzny. Poczuł przypływ siły w nogach i zapalił stal. jak otworzyć tę konstrukcję.zauważył Kelsier.w tym samym momencie. Chwilę potem miecz Kelsiera wbił się w nieosłoniętą pierś drugiego strażnika. odstąpił na bok i chwycił miecz za rękojeść w chwili. stając okrakiem nad wyrwanym panelem. Kelsier się uśmiechnął.wylegiwały się pod czerwonym słońcem. Nie marnował czasu na zastanawianie się. wzbijając deszcz odłamków. które. Po prostu spalał stal sięgnął do wnętrza i pociągnął za słabe źródło metalu. . Zgasił żelazo. stękając cicho z wysiłku. ukazując mały sejf wpuszczony w ścianę. okręciła w powietrzu i ruszyła w stronę Kelsiera sztychem do przodu. kiedy broń przelatywała obok niego. wylądował stopami na ścianie.Najwyższy czas . Kelsier Pchnął swój miecz. Kelsier Pociągnął mocniej.wykrzyknął strażnik. oddzielając głowę strażnika od reszty ciała. Była to próba. po czym ciął. Początkowo stawiało opór. Odpychając Żelazo sejfu. Zamek prysł i panel się odchylił. Nagle sejf zadrżał i wyrwał się ze ściany. .sejf czy jego nogi. by mógł go unieść mężczyzna wspomagany cyną z ołowiem. Rozpalił cynę z ołowiem. Strażnik wyjął sztylet. Sejf poruszył się w swoim gnieździe. powinno być mechanizmem zamykającym skrytkę. szarpiąc rzemienie napierśnika. ale zapalił cynę z ołowiem i szarpnął mocniej. Fałszywa część ściany stanowiła kwadrat o boku około dwóch stóp i umieszczono ją tak. Zawsze jest kolejny sekret. co ustąpi pierwsze . Do gabinetu wpadło dwóch przerażonych strażników. Zbroja tamtego upadła na ziemię uniemożliwiając Kelsierowi Odepchnięcie jej . Mężczyzna upadł w tył. przyciągając go do ściany. jego mięśnie zaprotestowały. Pociągając sejf. Ostrze wyskoczyło mu z ręki i świsnęło wprost w stronę drugiego strażnika. jak uznał. Kelsier uśmiechnął się i skoczył w przód.

Rzucił sejf na ziemię. że gabinet wypełnia się ludzkimi postaciami.ich taktyka będzie polegała na tym. którzy weszli do pokoju i ruszyli w jego kierunku. Nie może uciec bez niego. dopóki nie zbudzą się allomanci i nie przygotują do walki.Mężczyzna potknął się i upadł. jak w dniu. Paląc cynę z ołowiem. Kelsier rozpalił cynę z ołowiem. wzmacniając ciało. Obejrzał się i stwierdził. przeciągając się z uśmiechem. kiedy usłyszał kroki. Ośmiu mężczyzn otoczyło go kręgiem. Mgłobójcy. poruszając się bezszelestnie i precyzyjnie. ale nie był w stanie przedrzeć się przez obronę tamtego. Kelsier wyciągnął sztylety. żeby rzucić się na niego i mieć nadzieję na szybkie zakończenie walki. Zaledwie na czas uchylił się. Czuł go jednak przez cały czas w swędzeniu blizn i wciąż dźwięczących w pamięci krzykach ukochanej kobiety. Kelsier odwrócił się od ciał. Każda miała na sobie szarą. Metalowe tarcze wystrzeliły ze świstem z jego rąk i poleciały w kierunku mgłobójców. Jedną ręką wyrwał garść monet i Pchnął je w przeciwników. W opinii Kelsiera każdy człowiek. żeby mgłobójca nie rozwalił mu głowy . On też musi szybko zakończyć walkę. nie czyniąc nikomu krzywdy. a w ręku zamiast miecza trzymała laskę i tarczę. Znajdował się w połowie oranżerii. Zachwiał się pod jego ciężarem. Nie mogli liczyć na dłuższą walkę . a może nie . ale byli przeszkoleni. który popierał Ostatnie Imperium. spojrzał na sejf. wpadając po dwóch do oranżerii. Rozpalił cynę z ołowiem. Mgłobójcy nie byli allomantami.unieśli tarcze i monety odbiły się od drewna. wymachując mu laską przed nosem. ale odzyskał równowagę i zaczął się cofać w kierunku balkonu. skoczył w przód. Kelsier odstąpił. lecz ci byli przygotowani . To zaczyna być interesujące. Jednak mgłobójca odskoczył i zmusił Kelsiera do cofnięcia się. po czym przykucnął i podniósł sejf.nie miał teraz jednak czasu zastanawiać się nad innymi możliwościami. kiedy zabił lorda Trestinga. Kelsier obserwował kolejnych mgłobójców. uchylając się przed atakiem i tnąc w pierś pierwszym. by walczyć ze Zrodzonymi z Mgły i Dziećmi Mgły. Nie mieli na sobie ani grama metalu i z pewnością byli przygotowani na jego sztuczki. luźną szatę. Gniew Kelsiera nie był teraz tak zacięty. świsnął na próbę sztyletem. Jego płaszcz zaszeleścił gwałtownie. Lądując. Może sejf zawierał atium. Mgłobójcy zaatakowali. pozwalając. a co najmniej zatrzymanie go. tym samym tracił prawo do życia. by wzmocnione nogi przeniosły go potężnym skokiem z powrotem. Poleciały drzazgi.

ale wzmocniona cyną z ołowiem kość wytrzymała. aby przenieść się na środek pokoju. Pozostałych sześciu ludzi zbliżało się bezlitośnie i Kelsier musiał zignorować ból w ramieniu. ciśnięci w przeciwne strony. żeby się teraz zastanawiać. Nie ma czasu na to. starając się mieć na oku wszystkich ośmiu naraz. wysuwając w przód drugą rękę. Kelsier potknął się. Mgłobójca krzyknął. i całą resztę . po czym sięgnął w dół wolną ręką. Ludzie za jego plecami atakowali i Kelsier musiał uskoczyć im z drogi. Wspaniale. lecz ten niespodziewanie użył drugiej ręki i wbił worek z monetami w tarczę tamtego. paląc cynę z ołowiem i unosząc rękę w obronie przed ciosem. żeby umknąć przed dwoma ciosami. Odepchnął się natychmiast. cofnął się. Obrócił się. Trzech mgłobójców skoczyło za jego plecy. ale Kelsier przykucnął. Kelsier zacisnął zęby i znów rozpalił cynę z ołowiem. odcinając mu drogę ucieczki na balkon. Mgłobójca przygotowywał się do zablokowania ostatniego sztyletu Kelsiera. działając w grupie. Kelsier zderzył się ze ścianą. zaskoczony.cicha i złowróżbna . by wbić sztylet w pierś napastnika. Kelsier rozpalił stal. pomyślał Kelsier. trącając małe drzewko. tarcze. Pociągając za sejf. wyskakując w powietrze wysoko. Kelsier szedł dalej. ale Pchał nadal. Atak rzucił go na klomb z drzewami. Przedramię eksplodowało bólem. Szkło pękło na milion kawałków. po czym upadł w pobliżu .uskakując z drogi dwójce kolejnych napastników. Kończyła się. którzy próbowali go zaatakować. Pchając tak mocno. wyrywając tym ruchem sztylet z dłoni Kelsiera. Zwinął się w kłębek.zaczęła przesączać się przez strzaskane okna. że sam również został odrzucony w tył . Odskoczy z drogi. Cyna z ołowiem spalała się najszybciej z ośmiu podstawowych metali. Laska spadła na rękę. przekoziołkował nad głowami dwóch atakujących i wylądował na podłodze obok pięknie utrzymanego klombu z drzewkami. gdy potężna siła Pchnięcia Stali odrzuciła go w tył. kiedy tylko znalazł się obok niego. Zdesperowana twarz mgłobójcy znikła w ciemności a mgła . namacał i wyrwał zza pasa sakiewkę z monetami. ale wtedy zaatakował trzeci. Mężczyzna. Wepchnął monety w jej środek. Drugi mgłobójca zaatakował. Kelsier i jego wróg oderwali się od siebie z ogromną siłą. lecz na skos. światło latarni z gabinetu zamigotało na odłamkach. wbijając laskę w bok Kelsiera.na jednym z ogromnych okien oranżerii.sakiewkę. Ruszyli na niego ostrożnie i precyzyjnie. którego się spodziewał. rozpłaszczając swego przeciwnika .ciosem laski.

i odstąpił na bok. Prostokątna sztabka wyleciała mu z rąk i ze świstem przecięła powietrze. kierując ją z przerażającą szybkością między własne łopatki. paląc żelazo i szukając najbliższego źródła metalu. Sześciu ludzi ruszyło w przód. a człowiek osunął się na ziemię. Kelsier podrzucił go w dłoni. odpychając ją od siebie i od atakującego z podniesioną tarczą mgłobójcy. srebrny przycisk do papieru na biurku w gabinecie. Jeden z pozostałych zaklął i rzucił się do ataku. Kelsier Pchnął wciąż lecącą sztabkę. uderzając tamtego w czaszkę. i sięgnął w górę . lecz poruszał się zbyt wolno. Kelsier usłyszał. po czym odwrócił się.wprost na tor lotu sztabki. walcząc z odzyskanymi siłami Kelsiera. Kelsier wysunął dłoń w bok. Ten nawet nie zawracał sobie głowy wyrywaniem mu laski z dłoni . Światło oma go nie oślepiło. Upadł na kolana. lecz przypływ informacji z wyostrzonych zmysłów rozjaśnił mu w głowie. żeby obrócić mgłobójcę wokół siebie .paląc cynę z ołowiem . przetoczy się na kolana. pozwalając.wyjścia. Pierwszy z mgłobójców podniósł tarczę.Pociągnął mocno za sztabkę za swoimi plecami.zaciskając rękę na lasce tamtego w pół ciosu. jak sztabka uderzyła w ziemię przed nim.No dobra . Ból i światło wirowały mu w mózgu. Odbił się i poleciał dalej. Przyciągając sztabkę do siebie. Rozpalił ogień i eksplodował siłą. pierwszy cios padł mu na barki. Mężczyzna upadł. by mgłobójca znalazł się pomiędzy nim a jego powalonym kompanem. Przełknął zawartość jednym łykiem uzupełniając cynę z ołowiem. Paląc cynę z ołowiem Kelsier zaparł się. oczekując na kolejne ataki. Zacisnął zęby. Sześciu mgłobójców ruszało do natychmiastowego. unikając zamachu laską i ustawiając się tak. wyciągając rękę w kierunku zbliżających się napastników i przyjął postawę obronną. i wykorzystał rozpęd. W oczach zaczęło mu się ćmić z bólu i zmęczenia. Pociągnął sztabkę wyrywając ją z pleców umierającego . sięgnął do pasa i wyjął kolejną fiolkę metali. a ból w ramieniu i boku zdał się nagle ostrzejszy. Był nim gruby. Innemu człowiekowi ten cios połamałby żebra. ale zapalona cyna pozwalała mu zachować przytomność. Sztabka uderzyła go w ramię z nieprzyjemnym chrupnięciem i mężczyzna upadł z krzykiem. Znów zapalił żelazo. nawet Kelsier mógł liczyć na potężnego siniaka.warknął. po czym zapalił samą cynę. I znów metal ze świstem przeciął powietrze. aby . . upuszczając sztylet. by znów go otoczyć. Mgłobójca stęknął. skoordynowanego ataku. Jęknął z bólu. słysząc trzask drewna. Kelsier skoczył w bok. Jak się należało spodziewać. rozstawiając się. trzymając za obolały bok.

Odskoczyli. ale nie zdąży na balkon. zawisł przy ścianie budynku. od drewna odpryskiwały drzazgi. widząc. Mgłobójca upadł. Uchylił się. Kelsier uśmiechnął się. Rozpalił stal. uderzając nią jednego z nich w tył głowy. Gdzieś w głębi pokoju rozległ się jęk rannego. zgasił żelazo i poczuł pęd powietrza przelatującego obok pocisku. ale Kelsier nie Odpychał dalej. żeby samemu nie stracić równowagi. kierując ją wprost na ostatniego mgłobójcę. Sztabka okręciła się kilka razy w ciemności i Kelsier chwycił ją w locie. Pociągnął znowu sztabkę. Szarpnęło nim. Nagle jakaś siła wyrwała sztabkę z jego dłoni. Obejrzał się . Kelsier poczuł szarpnięcie paska. odepchnął monety z drogi. Mężczyźni patrzyli na nią czujnie. Napiął . Mgła z rozbitego okna pełzała u jego stóp. ale ciągnął dalej. ściągając sztabkę ku sobie.miał kilka chwil. jak druga. rzucając ją na ziemię tuz przed sobą. to stal. W czasie. gdy Mgliści zbliżali się do niego. większa grupa ludzi wpada do gabinetu. jak sejf przesuwa się. kiedy sztabka uderzyła mężczyznę. czując jej zimną. Kawałek metalu przeleciał przez pokój. żeby posłać sztabkę ku dwóm pozostałym napastnikom. ale Kelsier szarpnął sztabkę. Ostatni mgłobójca cofnął się. Szyby leciały z okien. Odpychając się stalą od sztabki i przelatując nad ich głowami. ściągany ciężarem Kelsiera. tymczasem Kelsier cofnął się i skoczył. jakby wisząc na linie przyczepionej do sejfu. kiedy wyrwano mu ostatnią fiolkę z metalami. jaki promieniował z jego boku i ramienia. rzucił broń i uciekł. Skoczył w mrok. trąc o podłogę oranżerii. zdążył jedynie zaczerpnąć głęboko tchu i rzucić się w stronę jednego z rozbitych okien. śliską od krwi powierzchnię.zaimprowizowana broń przeleciała obok. Kelsier okręcił się. Opuścił rękę. Pociągając ją w kierunku drugiego pokoju. którzy podobnie jak Ham. Rozległ się trzask. uchylając się przed świszczącymi monetami. Zabijaki . który zakradał się od tyłu. rozbijając kolejne okno. Czas się zbierać. pomyślał Kelsier. Ci mieli na sobie arystokratyczne stroje. Kelsier. Poczuł. owijając mu się wokół kostek. Kilku krzepkich ludzi rzuciło się ku niemu w przysiadzie. lądując. Kilku uniosło ręce i w kierunku Kelsiera poleciał grad monet. Mgłobójcy zaklęli. kiedy monety rozleciały się po całym pokoju. który uderzył o ścianę budynku. Allomanci. Dwaj najbliżsi niego mgłobójcy przycupnęli ostrożnie. odpychając kolejną falę monet i zaciskając zęby z bólu. umieli palić cynę z ołowiem. Sztabka uderzyła w tarczę jednego. Kelsier zaklął i obejrzał się. chwytając się górnej framugi okna.Mgliści. paląc to żelazo. opuszczając dłoń. Zamiast tego zapalił żelazo. obracając się w powietrzu i mocno Pociągając za upuszczony sejf.

Chwycił sakiewkę jedną ręką. Kelsier Pociągał ostrożnie za sejf. że czuł się tak. Sejf rozbił się przy upadku. Atium. Wyjął go i otworzył. każda noc. a worek z atium drugą. Nie. gasząc żelazo i odpychając się nogami od budynku. zwalniając własny spadek. utrudniając mu widzenie.mięśnie. Blizny zapłonęły. Wsadził je do kieszeni. nagle ogarnięty uczuciem zawodu.zmiażdżone upadkiem szczątki mgłobójcy. . po czym wypadł z okna i zaczął lecieć wprost na Kelsiera. Zamknął woreczek i wstał. aż wreszcie zatrzymał się w powietrzu kilka stóp nad ziemią. Kelsier delikatnie Pchnął. Z rozbawieniem zauważył na bruku opodal poskręcaną postać . którego wyrzucił przez okno. Sejf pojawił się na krawędzi wyższego piętra. chwytając kątem oka widok gniewnej twarzy spoglądającej z wybitego okna. po czym okręcił się w powietrzu i Odepchnął od niego. Przynajmniej zdaniem Kelsiera. Sejf uderzył w bruk tuż pod nim. rzucił się w mgłę. gdyby nie znalazł atium. łowiąc wzmocnionymi cyną uszami krzyki alarmu w budynku. wijąc się. stojąc do góry nogami w obramowaniu okna i Ciągnął sejf. Kelsier rozchylił jego pogięte drzwiczki. umysł wypełniły mu wspomnienia pobytu w Czeluściach. a wstęgi płaszcza zwijały się i powiewały na wietrze. to nie była zmarnowana noc. Dotarł do sejfu. Ten uśmiechnął się. Macał wnętrze sejfu. Przez chwilę wisiał we mgle. Zachwiał się. Nawet. jaką dawała jego ciału. winna być uznana za dobrze wykorzystaną. Mgły otaczały go. cała nocna praca.i ruszył w noc. wyrzucając się w górę. odsłaniając kilka ciemnych. Dopiero po chwili jego palce natrafiły na mały woreczek na samym dnie. która kończyłaby się śmiercią kilku szlachciców. jakby w ogóle nie leciał. kierując się w stronę sklepu Clubsa. Wewnątrz sejfu znalazł niewielką sakiewkę pełną klejnotów i kilka akredytyw na dziesięć tysięcy skrzyńców każdą. Wciąż palił cynę z ołowiem bez siły. przemieszczając się w powietrzu. prawdopodobnie zemdlałby z bólu i ran . Podszedł i szarpnięciem Pociągnięcia Stali odzyskał swoją sakiewkę z monetami. podobnych do paciorków kawałków metalu. lecz wisiał pośrodku nicości. że wszystko na nic. sprawiając.

marszcząc czoło. dlaczego czuje się tak nieswojo. że budzi się w nieznanym miejscu . To nie w porządku. wraz z innymi członkami gangu. niespokojna.Nigdy tego nie chciałem. gdzie można tego dokonać. Pomieszczenie ozdabiała drewniana szafa.. choć inni nie mogą. Zawsze była wciskana w ciasne baraki.. z prześcieradłami i pluszową narzutą. Czerwone światło poranka przesączało się przez szczeliny w okiennicach. dewaluuje wszystkie lata. w moim mózgu. albo w jaskiniach rebeliantów. Mogę go wyczuć. żeby mieć cały pokój dla siebie. Usiadła. Może kto inny uznałby ten pokój za ciasny i spartański. Leżała na prawdziwym materacu. Ale ktoś musiał powstrzymać Głębię. Wysunęła się z łóżka. by otworzyć okiennice. Wydawało jej się. że dostając ją tak łatwo. gdzieś w górach. Dopiero po chwili zrozumiała. Światło słoneczne było . Nie chodziło o to. a na podłodze leżał okrągły dywan.. Widać jednak. 6 Vin obudziła się w cichym pokoju. pulsuje. Nie tylko pusty. a Reen zawsze był przy niej. rozkoszując się krótkimi chwilami samotności. ale Vin wydawał się szczytem przepychu.. Coś było nie tak. Wyczuwam teraz nasz cel. Leżała przez chwilę nieruchomo. Zawsze musiała walczyć o prywatność. Jednakże nie muszę w tej sprawie wierzyć filozofom na słowo. Niezatłoczony. Pokój był pusty.podróże z Reenem przyzwyczaiły ją do nomadycznego stylu życia. jakie spędziła. ale i przestrzenny. Nawet w podróży sypiała w uliczkach z żebrakami. wygodny. że Terris jest jedynym miejscem. nie fatygując się. daleko. usadowionym na słupkach. to prawda. On. I bardzo.

Kiedy wczoraj rozstali się z Kelsierem. Było jeszcze drugie piętro .hałas mógłby kogoś zbudzić . Nie spiesz się z kąpielą. że dom nie byłby normalną kryjówką. ale nie . byli słabo opłacani i zawsze poddani kaprysom szlachty.W sali na końcu korytarza czeka na ciebie kąpiel. W holu jednak już było słychać jakiś łoskot.dołączył do podziemia? Jest Mglistym. której inni skaa mogliby jedynie zazdrościć. tyrając na plantacjach. Dockson zaprowadził Vin do sklepu Clubsa. który. Vin jednak nie od razu poszła do łóżka. że tak potężny człowiek jak Kelsier będzie przed nią ukrywał wiedzę. Nie szukała ukrytych przejść i fałszywych ścian . natychmiast zaprowadził ich do osobnych pokojów. Miał na sobie elegancką koszulę szlachcica i spodnie. Dom bardziej przypominał gospodę niż sklep. Co spowodowało. nawet ci. gdyby nie miał ukrytych piwnic i co najmniej kilku innych zakamarków. Powinny wystarczyć. pewnie chcesz się przygotować . by się rozejrzeć.tu drzwi były rzadziej rozstawione. Jednak cieszyli się pewną swobodą. co oznaczało. aż wszyscy zasną. którzy mieszkali w mieście. żeby wynalazł dla ciebie klika zmian odzieży. Ogólnie była pod wrażeniem. z powodu późnej pory. Wciąż pozostawali skaa. a ja poprosiłem Clubsa. Wiedza była smyczą. Zatrzymał się i dodał: .ale doświadczenie mówiło jej. . że pokoje są większe. wiążąc ją ze sobą pojedynczymi informacjami. wydawał się rozbudzony i rześki. Mieli na sobie zwyczajne ubrania i szli schodami w kierunku warsztatu. Wyglądając przez szczelinę w drzwiach Vin spostrzegła grupkę sześciu zaspanych młodzieńców wychodzących z holu naprzeciwko jej pokoju. Narzędzia ciesielskie i niewykończone wyroby wskazywały na dobrą. Kryjówka była bezpieczna. po czym wyśliznęła się.Vin.jest rzemieślnikiem skaa. Jednakże niektórym utalentowanym jednostkom zezwalano na handel. na której ją uwiązał byłoby niemądre zdradzać zbyt wiele i zbyt szybko. doświadczenie podpowiadało jej. mijając jej drzwi. Podkradła się do drzwi.rzekł Dockson. pomyślała. Kelsier i Dockson nazwali go „Dymiarzem”. co to oznacza. Prawdopodobnie sama będzie musiała domyślić się. uczciwą przykrywkę. sugerując. ale całe pierwsze piętro budynku było zdominowane przez długie korytarze z pokojami gościnnymi. pomyślała. dobrze zaopatrzona i utrzymana. Czekała.słabe. Clubs był prawdopodobnie mistrzem ciesielskim. Kell zaplanował spotkanie na popołudnie. otwarła je i wyjrzała na zewnątrz. Większość skaa żyło. dopóki nie znajdziemy czegoś właściwszego. Czeladnicy. że taki człowiek wiodący jak na skaa wspaniałe życie . To zasłona Clubsa . Wprawdzie na dole miał wystawę i wielki warsztat na zapleczu. że jest jeszcze wcześnie. byli zmuszani do pracy fizycznej.

obserwując ich pracę. musiałaby ją zaraz znów natrzeć popiołem. Prawie jak szlachecki pałac. Żadnego popiołu po kątach. Na polecenie Reena .cienkie.mieli czyste twarze i dłonie. Była przyzwyczajona do tego. przygotowując naleśniki . Nigdy wcześniej nie mieszkała w takim domu. choć były zdecydowanie czyściejsze i zadbane niż przeciętny skaa. Czysta twarz wyróżniała się na ulicy. Wczoraj wieczorem nie zauważyła tego z powodu ciemności. biało-szare suknie. Spojrzała znowu na kobiety. Zamiatają wszystko.jej obecna postrzępiona fryzura była dziełem jednego z członków szajki. Kilka kobiet skaa w różnym wieku krzątało się po kuchni. Dziewczyna wysunęła się z pokoju i skierowała do wskazanego pomieszczenia. po czym rozebrała się i weszła do wanny. zatem zamknęła i zaryglowała drzwi. Zapach był delikatny.możemy zacząć. Nie była pewna. będzie musiała zażądać usunięcia zapachu z wody. Vin zaczerwieniła się ze wstydu. otwieranej palcami jej brata-włamywacza. Nie była podobna do tych kobiet. przyglądając się podłodze. Ci ludzie bardziej przypominają arystokratów niż skaa. nawet gdyby umyła twarz. Jeśli grupa oczekiwała od niej regularnego zażywania kąpieli. żeby robiła to co oni. jak ona.i kobiety. *** Dziwnie pachniała. ale podłoga była doszorowana do czysta. W korytarzu zapadła cisza. Wszyscy pracownicy . jak chłopak . Był to zapach przechodzącej obok arystokratki. Vin stanęła w drzwiach kuchni. Zawsze ścinała je na krótko. jak perfumy eleganckich dam. a przy Reenie. Ze zmarszczonymi brwiami przyglądała się metalowej wannie i kafelkom na podłodze. Będzie ją wyróżniał spośród innych skaa. Z zaskoczeniem stwierdziła. zapach perfumowanej szuflady. Poranny posiłek nieco bardziej odpowiadał jej oczekiwaniom. Uśmiechnął się. zwijane placki. pomyślała. Vin dotknęła swoich włosów. dopóki nie przybędą Breeze i Ham. zapach stawał się coraz mniej zauważalny. i czeladnicy . Vin czuła się z tym dziwnie. Miały na sobie proste. że jej palce były czarne od popiołu. Muszę to zapamiętać. włosy przepasane szalami i zwisające w długich warkoczach na plecy. Bardzo spostrzegawczy ludzie. Właściwie w całym budynku panowało zaskakujące wrażenie czystości. Woda pachniała. ale Vin wciąż chwytała jego smużki. spojrzał na nią i ruszył dalej korytarzem. że tak ją przyłapano. ale wciąż ją martwił. że rzeczywiście czeka na nią kąpiel. nadziane gotowaną kaszą jęczmienną i warzywami. W miarę jak mijał czas. pomyślała. Żadna nie pachniała tak. Jednak najwyraźniej oczekiwali od niej. co o tym sądzić.

Zawsze wiesz. . .Śpi .Zawsze opłaca się trzymać się Dymiarza . Ham uśmiechnął się i spojrzał na Vin. niepewnie wyglądając zza rogu. o ile zdążyła dotąd zauważyć. Nie był brudny od sadzy .No . gdzie była. Trzymali się w głębi sali. . dokonując ostatnich poprawek.odparła. . rzucając paczki. . odwracając się i wychodząc z kuchni. Ham. Niedobrze. jeszcze nie wstał.Zapytam mistrza Cladenta .W swoim pokoju na drugim piętrze . Ale kim jestem teraz? Pachnąca po kąpieli. W drzwiach stał Ham. jedno i drugie bez rękawów. to znaczy obok szeregu praktycznie wykończonych krzeseł. uniósł brew. Vin odruchowo odskoczyła na bok i przywarła do ściany. Jesteśmy w tej samej grupie. obejmując wzrokiem warsztat.odparła Vin. a o kobiecie dopiero potem. obrabiając meble. Nagle tylne drzwi kuchni otwarły się z trzaskiem. . gryząc naleśnik. a potem wrócił na górę. ale pozostała tam.Wstał wcześnie. Chwilę później wrócił ze stosem czterech wielkich naleśników. okolony czerwonym blaskiem słonecznym. czuła się wyraźnie nie na miejscu. . podczas. Ham minął kuchnię i wszedł do warsztatu. który pokój jest mój? . .Też tu będziesz mieszkał? . Vin.odparł Ham. Nie dodała. przyszedł tu coś zjeść.Ktoś wie.siedzi przy biurku i coś pisze. Miał na sobie luźną koszulę i kaftan. kiedy Clubs pracował w głównej wystawowej.Bry. Vin odetchnęła.Wrócił wczoraj bardzo późno. przechodząc do frontowego pomieszczenia. nie musisz się przede mną chować. jeśli czuła się niezręcznie.Wie ktoś. Ham burknął coś. ale odziana w płowe spodnie. Wiesz. .rzekł. Czeladnicy już zajęli się swoimi porannymi pracami. Obejrzała się. by inni członkowie szajki myśleli o niej najpierw jako o złodzieju. zapinaną na guziki koszulę czeladnika ciesielskiego.nikt w szajce nie był.Dox? . i trzymał kilka dużych pakunków. zapewne też tak wyglądała. gdzie kto jest? . Jeszcze jedna wyróżniająca cecha. gdzie jest Kell? .zachowywała się zawsze tak.rzekł jeden z czeladników. że zajrzała przez dziurkę od klucza i wiedziała co robi .

To miało mieć jakiś sens? . zamierzała jednak zeskrobać całą kaszę i zachować same placki. niż mogłaby zjeść. kiedy czeladnik wrócił i obaj ruszyli na górę. Ham wszedł i poczęstował się jedzeniem. musieć iść. prawdopodobnie po to. chyba o kilka pokoi od niej.ten sam..co więcej. niektóre spojrzały na nią z szacunkiem.. był odziany w szary strój.Tam gdzie w górze z robiącymi. Chłopak najwyraźniej czekał. Wreszcie zdecydowała się pójść za nim. aby do niego dołączyła..rzekł z wyraźnym wschodnim akcentem. żeby siedzący mogli . Zapach parowanej kaszy jęczmiennej kusił ją. wsłuchując się w oddalające się kroki.Co jest? . Na tacy leżał stos naleśników. Wysoki. Miał może czternaście lat. Zrodzona z Mgły? Czy była traktowana z szacunkiem tylko dlatego. Zmarszczyła brwi. żeby dostarczać je czeladnikom w trakcie pracy.. . Z boku znajdował się duży kominek.pomyślała. Z mistrzem Skokiem na drugie piętro. Zawahał się.. weszła do kuchni.zapytała. . po czym dodał: . obrócił i pobiegł w górę po schodach.po drugiej stronie stał młodzieniec . który był wczoraj z Clubsem w kryjówce Camona. że jest gościem? Ostatecznie wzięła jeszcze jednego naleśnika i uciekła do pokoju. na którym płonął ogień.Jesteś potrzebna . Wyjrzała do holu. Vin podeszła i zajrzała do środka. Będą się dobrze trzymać.Eee.Dziwny z ciebie dzieciak Vin. choć przez swój wzrost wydawał się starszy. Jestem teraz ważną osobą.Zebrał paczki. Stała przez chwilę w drzwiach. i uczyniła to.Tak. a fotele były tak ustawione. Vin stała. Z jakiegoś powodu był bardzo zdenerwowany. pomyślała z zakłopotaniem. Podeszła do nich i uchyliła ostrożnie . Rozejrzała się po kuchni. ostrożnie wspinając się stopień za stopniem. Z otwartych drzwi na końcu holu dobiegały głosy. Żadna z kobiet nie wyraziła sprzeciwu . *** Ktoś zapukał do jej drzwi. Vin wzięła dwa. oszołomiona. . chudy i niezgrabny. Był to elegancki pokój.Zarumienił się. że jest.Tak? . . Zatrzymali się w połowie korytarza na pierwszym piętrze. Czy one wiedziały. Uch. z ładnym dywanem i wygodnymi fotelami. gdyby później była głodna. Czy wolno jej zrobić to samo? Usiłując wyglądać na pewną siebie. Miała więcej. . .

odzianego . Musimy to opracować razem. jak Vin oczekiwałaby tego od robotnika skaa. Kelsier stał przy kominku. .jak przedtem . .Cóż . .A po co to ostatnie krzesło? . więc skuliła się w nim i podwinęła nogi pod siebie.Mniej więcej . .wtrącił Ham.rzekł Ham . . opierając łokieć na ceglanej obmurówce.naszym głównym problemem jest Garnizon. tym lepiej. ustawioną na sztalugach.ukryte w skrzyniach po odpadach drewna do pokoju Breeze'a. że rozmawiał z Breezem. Kelsier mrugnął. Były jeszcze dwa wolne fotele. Chłopak. Vin zorientowała się.O. kradzieży atium Ostatniego Imperatora i zostawieniu rządu. Kelsier zauważył Vin stojącą w drzwiach i obdarował ją zapraszającym uśmiechem.zauważył niepewnie Yeden.wyjaśnił Kelsier. co ma się stać i mam pewne pomysły.Może najpierw uściślijmy sprawę ramowego planu. Polega on na zebraniu armii przez Yedena.Myślałem.zapytał Ham. . spowodowanie chaosu w Luthadelu. Uspokajacz przybył w południe i zaangażował połowę czeladników Clubsa do rozładowywania swoich bagaży. Breeze ani myślał pomagać.w strój zwykłego robotnika skaa. zabezpieczeniu pałacu. co ma robić.Jesteśmy wszyscy . Przesuwając się lekko. Było tu okno.Dobrze. Siedział w fotelu. Ostatni z zajętych foteli należał do Yedena.zgodził się Kelsier. Ham był już na miejscu. Twarz miał pomazaną sadzą.Mam ramowy .A zatem . Vin obserwowała z okna. jeśli nasz plan ma zadziałać.rzekł Kelsier. .Wiem. Ten ostatni usadowił się w wielkim. żeby sam się zawalił? . ale zignorował pytanie. . lecz jego okiennice były zamknięte. jakby nie podobała mu się jego elegancja. który poszedł po Vin.swobodnie spoglądać na wielką tablicę do pisania węglem. wyściełanym fotelu jak najdalej od Breeze'a. jak czeladnicy nosili kufry . . odcinając zbliżający się zmierzch. porozmawiajmy. jest wreszcie. że masz plan . Mamy przed sobą całkiem poważne zadanie i im szybciej zaczniemy je planować. Ale nie zbiera się takiej grupy tylko po to. jak do tego doprowadzić. . Jeśli jest nam . Zrezygnowana podeszła do pustego fotela obok Docksona. Vin rozejrzała się po pokoju. siedział na stołku obok Clubsa i wyraźnie starał się na nią nie patrzeć. Był dla niej o wiele za duży. żeby jej powiedzieć. zaczynając od listy problemów. podobnie Dockson i Clubs. które musimy rozwiązać. Wejdź. nie opierając się. które znajdowały się w półkolu Kelsiera. Jedynymi fotelami były te.

że Vin prawie mogła zobaczyć jego twarz.Instynkt dobrze ci podpowiada.Co dalej? . nie . . . gdzie nie znajdzie ich Ostatni Imperator.Dopisał do listy „Ostatni Imperator” i znów spojrzał na grupę. aby zebrać oddziały Yedena . Jeśli mamy przekazać miasto Yedenowi. To miasto jest miejscem. Na tablicy pojawiły się kolejne słowa „Oddziały” i „Skaa”. Kelsier skinął głową i zapisał: „Atium: Zabezpieczyć Skarbiec”. że oddziały Yedena nigdy nie zdobędą miasta.Trzeba znaleźć sposób. . jeśli chcemy pozbawić zdolności rządzenia Ostatniego Imperatora.rzekł Breeze. Nie wspomnę o tym. dopisując na tablicy „Chaos” i „Wielkie domy”. Musimy szybko zabezpieczyć pałac.Atium . i upewnić się. jeśli Yeden i jego ludzie będą naprawdę gotowi do rządzenia. Wszystkie Wielkie Rody mają gwardie w mieście. jest jeszcze jedna sprawa wtrącił Dockson.powiedział Ham. gdzie Zakon ma swoją siedzibę. mój drogi. . Kelsier skinął głową.Przejęcie pałacu i wypatroszenie go będzie spektakularne. jeśli na murach będą gotowe do walki siły zbrojne. .Zapomniałem o czymś? . Potrzebujemy przynajmniej planu.dodał Dockson.Co jeszcze? . nie możemy mieć tutaj dwudziestu tysięcy żołnierzy. . Biorąc kawałek kredy. . machając kubkiem wina. kiedy zaczną się zamieszki. . odchylając się w fotelu tak mocno. aby rozpętać wspomniany chaos w Luthadelu . jak długo Stalowi Inkwizytorzy będą mieli cokolwiek do powiedzenia w tej sprawie. ale miło będzie.potrzebny chaos w Luthadelu.Musimy działać cicho.Musimy znaleźć sposób.dodał Breeze. żeby wśliznąć się do skarbca. Musimy obalić Luthadel. jak go wywabić z miasta. . . . Kelsier dopisał „Zakon” na tablicy. musimy sobie poradzić z tymi ludźmi.I .Skoro już wspominamy o arystokracji. że rebelia skaa jest w stanie zapanować nad Luthadelem . i szkolić ich gdzieś.Możesz równie dobrze je tu wpisać. że nikt inny nie skorzysta z okazji. . a Wielkie Rody prowadzą swoje kupieckie imperia. którzy będą pilnować porządku. kiedy to wszystko się skończy.Nie będzie w rządzie zmiany tak długo. Kelsier skinął głową.Musimy chyba także zapewnić.Zakon . pod „Garnizon Luthadel”.zamierzam dodać „Ostatni Imperator”. napisał na tablicy „Garnizon Luthadel”.rzekł Clubs. . ale szybko. jeśli inne opcje zawiodą.wspominając o ich Allomantach. .rzekł Kelsier .

. jak rzeczowo rozpatrywali temat po temacie. Znacznie bardziej niepokojące było jednak to. poza postawą Yedena. jak rozwiązać te problemy? Oczywiście. a potem sprowadził popiół i mgłę jako karę za brak wiary ludzkości. Był stwórcą.Punkty widzenia? Wrażenia? Breeze pokręcił głową. Vin nie była szczególnie religijna . .szepnęła.Na Ostatniego Imperatora .czy ktoś ma pomysł. to wszystko nie wygląda tak strasznie.zapytał Kelsier. Co możemy zrobić tak groźnego. Nawet bluźnierstwo oddaje mu cześć. To bardzo śmiałe wyzwanie. że łatwiej im będzie zmusić słońce do wschodu w nocy.Mówicie poważnie..mruknął Yeden.No cóż . czy dzieciak nie ma racji.była niepokojąca. .Zacznijmy od zastanowienia się. .rzekł Kelsier.Jakieś pomysły? . nieco oszołomiona. jakie mamy pokonać. Vin . W pokoju zapadła cisza. czy Kelsier próbował żartować. że to beznadziejny przypadek. Ochronił ich przed Głębią. jakby sobie zdawali sprawę. Vin zamilkła i skuliła się w fotelu. .Prawdę mówiąc.. wszyscy wiemy.Skoro już wymieniasz problemy.Teraz.inteligentni złodzieje wiedzieli.. obrońcą i karzącą ręką dla ludzkości. powinieneś jeszcze dopisać. Lista nie była śmiała . Naprawdę chcecie to zrobić. .W każdym razie . by wśród szlachty . . czy mówi poważnie.rzekł Kelsier. jak wzbudzić zamieszki w mieście. uśmiechając się . Władał całym światem. A jednak grupa spoglądała na swoją „listę problemów” z determinacją.. Ale chcieli spróbować. choć trudno nam będzie coś na to zaradzić. . . co? Vin zmarszczyła brwi. Jak oni w ogóle mogą myśleć o stawianiu oporu Ostatniemu Imperatorowi? Był. że wszyscy jesteśmy porządnie stuknięci. A potem odstąpił w tył i uważnie spojrzał na listę.. Grupa zachichotała i Kelsier dopisał na tablicy „Niewłaściwa postawa Yedena”. kiedy przeklinasz imieniem tego stwora. Była w nich jakaś posępna wesołość.rzekł Kelsier. zaczynam się zastanawiać.ale nawet ona znała legendy.Ale możliwe do zrealizowania . no cóż. kiedy mam to wszystko przed oczami. .Nie używaj tego imienia jako przekleństwa. . zastanawiając się. Dwadzieścia tysięcy żołnierzy imperialnych? Zebrana potęga i siła całej szlachty? Zakon? Jeden Stalowy Inkwizytor jest podobno silniejszy od tysiąca żołnierzy. uznajesz w nim swojego boga. że Stalowego Zakonu należy unikać . był Imperatorem. niż obalić Ostatnie Imperium.

zapytał Ham. Są zbyt stłamszeni.Więc co moglibyśmy zrobić? Kelsier się uśmiechnął.. Wielkie Rody Luthadelu są kluczem. wiedziała o tym. nie wspominając już o tym. a nawet samego Ostatniego Imperatora. Nawet żyjąc jako złodziejka. Yeden pokręcił głową.Jakiś pożar? Kelsier pokręcił głową. To slumsy się spalą. Ostatni Imperator zaledwie ich już kontroluje. . a nie twierdze szlachty. Nie mają nawet woli ani nadziei na opór. Poza tym.A to znaczy.Arystokracja rośnie w siłę. gdy nasze oddziały ruszą do ataku? . ale na ogół społeczeństwa liczyć nie możemy. Breeze westchnął.A może by spowodować jakąś katastrofę? . Nikt nie walczy z Ostatnim Imperatorem. Kelsier wskazał na tablicę. . pociągając łyk wina. że on ma rację .A może by skierować Wielkie Rody przeciwko sobie? Breeze się zadumał. Dlatego właśnie do ciebie przyszedłem po armię. że są właścicielami największej grupy skaa.Obawiam się. . pracują w kopalniach i warsztatach przez cały dzień.Nie rozumiesz tego? Rebelia usiłuje od tysiąca lat podburzyć skaa w mieście i nigdy się to nie udaje. . . jak traktowani są ludzie.rzekł Ham.Cóż. dlatego mamy szansę.Wiesz.odparł stanowczo Yeden. . do głowy przychodzi mi jakaś powszechna rewolucja . by zrzucić z siebie jego jarzmo. . Jeśli mamy obalić rząd. pozostawiając ich na pastwę naszych żołnierzy? Coś.. Vin pokiwała głową. przesuwając palce pomiędzy wersem „Chaos” a „Wielkie .odparł Kelsier.Nic z tego nie będzie . a i tak połowa z nich wciąż głoduje.zapanował chaos.podsunął Ham. a nawet okazała się konieczna interwencja gwardii pałacowej w mieście. Czuła. by dało oczekiwane przez nas skutki. . Prawdopodobnie uda nam się rekrutować naszych żołnierzy spośród nich. musimy to zrobić bez pomocy mas. Mieszkają w slumsach. .Skaa nie powstaną. Widziała to. co by odwróciło uwagę Zakonu. że napięcie dość długo narastało . .To może na chwilę rozregulować handel. .Dawno czegoś takiego w mieście nie było. koszt istnień skaa byłby zbyt wysoki. .Czemu nie? . .rzekł Kelsier. W pokoju zapadła cisza. Nie będzie żadnej rebelii. kontrolują handel imperialny. . .mruknął. . ale wątpię. balansująca na krawędzi społeczeństwa. nie w obecnym stanie.Wojna Rodów.

.Ale one stacjonują dość daleko stąd.odparł Kelsier.. . by się wyniósł z miasta. żeby nie mogła pewnie stanąć na nogach. że pozwala się szarpać szlachcie między sobą. .. Podsycamy te napięcia. .odparł Ham. .zgodził się Kelsier.przerwał Breeze. . kiedy ktoś za ciebie odwala robotę. .Ostatni Imperator . .. aby szlachta pozabijała się wzajemnie. aby znaleźć sposób na zmuszenie kogoś.Zawsze wolisz. unosząc palec. Breeze .Ale jakoś nie widzę Ostatniego Imperatora. Część naszego kontraktu z Yedenem stwierdza.zauważył Ham. .Cały sens życia zawiera się w tym. Kiedy Rody zaczną w najlepsze walkę.Takie są najlepsze! . Ostatni Imperator nie będzie w stanie nic zrobić. Nie minie wiele czasu. Tę kwestię musimy dokładniej rozpatrzyć.Drogi przyjacielu . a potem będziemy musieli jakoś zmusić Garnizon.Ham.Właściwie to. Dlaczego miałby nie być? Od wieków nie stanął przed prawdziwym zagrożeniem. . wywracając oczyma.Filozofię zostaw sobie na później . Wojska kolossów są świetne. żeby pozwolił sprawom zajść aż tak daleko. . miasto legnie. Macie jakiś lepszy pomysł? Breeze skinął głową. . Nie wiesz nic na temat podstaw ekonomii? Ham uniósł brew. . a na ulicach zaczną się otwarte walki. Fortuny upadną.Dwadzieścia tysięcy raczej trudno nazwać „małą” liczbą ..rzekł Kelsier.Naszym zadaniem jest sprawić. żeby nie miał wyboru . to było pytanie retoryczne . ale muszą być trzymane z dala od cywilizowanych miast.Prawda . . żeby wykonał twoją robotę.To niezły plan.Skup się na zadaniu. może tylko wysłać swoją gwardię pałacową na ulicę.Może się udać . . żeby je powstrzymać. podoba mi się pomysł. a przecież właśnie tego chcemy. . że damy mu możliwość przejęcia miasta dla siebie. . Sam ośrodek Ostatniego Imperium jest narażony.odparł Kelsier.zauważył Ham. Co myślisz o mojej sugestii? .Wiadomo.Jeśli zdołamy zwrócić domy w Luthadelu przeciwko sobie.odparował Ham. . prawdopodobnie po to. .odrzekł Breeze. Większość miast potrzebuje jedynie niewielkich sił policyjnych.zauważył Breeze.Ale to na skalę krajową .Może również wysłać na nas armię kolossów .Rody”. lecz Ostatni Imperator wciąż jest pewien swojej siły.

ponieważ nasi ludzie będą świeżo przeszkoleni. . trudno też podróżować choć przez jeden dzień. Kelsier skinął głową i odwrócił się. który natychmiast podbiegł.dlaczego nie miałaby ona zaatakować Garnizonu? Czy nie jest to w ogóle główny powód tworzenia armii? .Na chwilę wróćmy do Garnizonu. Przydałaby się nam zapewne znacznie większa armia. Yeden pobladł. Ale czy zdołamy zebrać wystarczającą liczbę ludzi. w samym Luthadelu. jakby chciał coś powiedzieć. gdzie można stworzyć armię i nie zwrócić na siebie uwagi. .Rebelianci mają jaskinie na północy . .może nawet dość dużą. Dlatego właśnie na niego uderzymy tutaj.To też będzie trudne .Doskonale.Wiesz o jaskiniach Arguois? . Może i bylibyśmy w stanie stworzyć armię dla Yedena .zauważył Breeze. by dopisać „Wojna Rodów” pod „Wielkie Rody” i „Chaos”. najlepszym sposobem zaangażowania dużej grupy żołnierzy jest posiadanie własnej dużej grupy żołnierzy. Ham otworzył usta. Co możemy z nim zrobić? .utrzymuje większość swoich wojsk na granicach imperium. by przez jakiś czas utrzymała miasto. Hammondzie. wodząc wzrokiem od jednego obecnego do drugiego.Możemy ukryć tam paru ludzi. Po ulicach i kanałach krążą patrole. Spójrzmy na naszą własną armię.Dobrze .Cóż . Jak możemy stworzyć liczne oddziały i ukryć je przed wzrokiem Ostatniego Imperatora? . . dla którego Ostatni Imperator tak dobrze się czuje w Środkowym Dominium. Porozmawiajmy zatem o Garnizonie. by pokonać Garnizon w jego własnych fortyfikacjach? Możemy równie dobrze się poddać. Stworzymy dla Yedena armię . Nie jest to miejsce. . .Gdybyśmy chcieli zniszczyć Garnizon . . jeśli tak wygląda nasz plan. jeśli załatwimy Garnizon .będziemy potrzebować własnych sił o co najmniej takiej samej liczebności. gdzie zagrożenie rebelią jest najsilniejsze.Istnieje bardzo dobry powód.historycznie rzecz ujmując.rzekł wreszcie Kelsier. żeby to przemyśleć.Oczywiście. ale zaraz je zamknął i oparł się. . Słowa Breeze'a wywarły głębokie wrażenie. by ją napełnić. Vin poruszyła się niespokojnie w swoim fotelu.To się nie uda. Grupa zamilkła.mruknął Ham .zauważył Dockson. . po czym uniósł ją w stronę chłopaka siedzącego obok Clubsa. I dlatego nam się uda.Breeze przez chwilę przyglądał się pustej szklance po winie. żeby nie natknąć się na miasteczko lub plantację. .odparł Dockson.ciągnął Breeze .

Co mamy na początek? Yeden wzruszył ramionami. Może dziesięć tysięcy.odrzekł Kelsier.. . . Rebelianci po prostu jeszcze nie stali się dość niebezpieczni. jest nawet większa. . To nawet nie przestraszy Garnizonu. Zapisywał w notesie przebieg spotkania. że to dobra liczba . . Byłem tam . zwłaszcza dla agresora.Nie lubię wciąż się sprzeciwiać ..Mogę sobie wyobrazić dlaczego .Dziesięć tysięcy.zapytał Ham. Głównym zadaniem Garnizonu jest utrzymanie porządku w mieście . Garnizon będzie ciężkim orzechem do zgryzienia.W jaskiniach zmieści się z pewnością więcej osób . Ostatni Imperator woli zredukować liczbę porażek do minimum . gdyby miało mury. . Czego Kelsier chce od niej? Skuliła się w fotelu. Może uda nam się zasiać dość chaosu.rebelia ukrywa w nich ludzi całymi latami i Ostatni Imperator nigdy nie próbował ich zniszczyć. Kelsier zmarszczył brwi.On ma rację. Breeze lekko przechylił szklankę i zakręcił winem. .W sumie. żeby się nimi przejmował.Walka w jaskiniach to paskudna sprawa. Yedenie? . Może powinniśmy po prostu skoncentrować się na szlachcie..zwykle to robota Hammonda . Yedenie . że wszystkie spojrzenia są skierowane na nią. kiedy sobie zdała sprawę.Jeśli nie poradzimy sobie z tymi żołnierzami. . ilu mogą pomieścić jaskinie? . Camon nigdy nie pytał jej o zdanie. Mówimy o około dwudziestu tysiącach dobrze uzbrojonych i przeszkolonych żołnierzy.Nawet Ostatni Imperator wie o nich. Utrzyma pałac bez problemu .odrzekł zapytany. .Jakkolwiek na to patrzeć. Kell.Spojrzał na Vin.jest zbyt próżny.A ty co myślisz? Jakieś sugestie? Zamarła.ale muszę wrócić do naszego poprzedniego problemu. W każdym razie dziesięć tysięcy.Wątpię. . Dockson spojrzał na Yedena. . Ham skinął głową.A ilu masz ludzi.Może trzystu. o jakiej liczebności myślałeś? .może nawet miasto.dopytywał się Ham. włącznie z jaskiniami.wtrącił Kelsier.odparł Ham. . myślę... To przyzwoita liczba.rzekł Dockson. . niż planowałem. Yeden znów wzruszył ramionami. cóż.A jak ci się zdaje.rzekł Kelsier. nigdy nam się nie uda. .W Luthadelu i dookoła. w tym kobiety i dzieci. by nawet Garnizon nie był w stanie go stłumić. . Kell . .Kiedy prosiłeś o armię. Dziesięć tysięcy ludzi. . .

Vin. Dockson pokręcił głową.Co? .zaczęła. będziesz tak poraniony i rozbity.A może jakaś finta? .rzekł Breeze. że w Luthadelu będzie odsłonięty. .A gdyby po prostu wyszła z miasta? . żeby zostawił mnie w spokoju.podsunął Ham. .Nie możesz z nim walczyć. żeby go tak po prostu odrzucić.. Zebrani znów zamilkli. Masz znacznie silniejszego wroga. Ostatni Imperator może wyśle Garnizon na pomoc? . Znów się skuliła i spuściła wzrok. stchórzy i wyprowadzi kolossy. który ci zagraża.Czy to by wystarczyło? Gdybym musiała walczyć z kimś wielkim.podsunął Ham. nie zawstydzaj biedaczki. to oczywiste.zapytała.Życzę szczęścia w wywabianiu Garnizonu z Luthadelu.Och. to jak mamy to uczynić ze skaa z innego miasta? . Powiedz. naprawdę chcę wiedzieć. kiedy cały Garnizon opuścił miasto. Kelsier! . ale jedynym przypadkiem. Jeśli sfingujemy atak gdzieś niedaleko. była rebelia skaa. Naprawdę nie możemy walczyć z Garnizonem. skłonić. Ostatni Imperator nie wyśle całego Garnizonu. . . że uda nam się zebrać dużą grupę żołnierzy.rzekł Kelsier.Możemy nie mieć wyboru. .Przyjmujemy. . że nie zmierzysz się już z nikim innym. by go wysłał na pomoc innemu miastu . że Kelsier przygląda jej się uważnie. . . ale Kelsier nie ustępował: . próbowałabym odwrócić jego uwagę. Jeśli będzie zbyt niebezpieczny.Ja. Co robisz? . Vin skinęła głową. co myślisz. która wybuchła w Courteline pół wieku temu. . . machając ręką.odparła ostrożnie. . Jeśli problem nie będzie wystarczająco poważny.To ma sens .odparł Breeze. Vin rozejrzała się i stwierdziła. .. Nawet jeśli jakimś cudem zwyciężysz.Bunt w jednym z pobliskich miasteczek? . Ham zachichotał. .Pomysł Vin jest zbyt dobry. . .Nie.zapytał.odparł Dockson. potrząsając głową.Cóż . Musimy jakoś pozbyć się tej armii.. Ostatni Imperator wysyła czasem na partol niewielkie oddziały.Zwłaszcza jeśli to sprawi.Wątpię. Jeśli nie możemy zmusić skaa do buntu tutaj.Problem pozostaje ten sam i nic się nie zmienia .

zapytał Yeden.To tydzień drogi poza miasto. Wystarczy około tysiąca.zapytała. . który stworzy dla nas przykrywkę.Ale czy ich utrzymamy? . Wyślemy ich do ataku.odrzekł Ham.Z dziesięciu tysiącami skaa mogę utrzymać miasto nawet przeciwko Garnizonowi.rzekł .. żeby nie ujawnić. oczy mu błyszczały. Kelsier skinął głową. kto nam w tym pomoże . Kelsier uśmiechnął się. że nie zdąży wrócić. większą grupę i zajmiemy Luthadel. Gdyby były zagrożone. będzie w mieście. . Breeze parsknął śmiechem. może wybrać się.Czeluście są tylko o kilka dni stąd. będzie tak daleko. . nie trzeba nam tak dużo ludzi. .I tak by. że jest w nich coś ważnego.zapytał Yeden. zanim Garnizon zdoła wrócić z Czeluści.O nie. Ham ochoczo skinął głową. Ostatni Imperator musiałby zareagować szybko.Jak daleko są Czeluście Hathsin? . . jakie tam są warunki? .Już mam kogoś. . aby powstrzymać nas przed zajęciem miasta. Ostatni Imperator musiałby wysłać kolossy. Dockson szybko notował w swoim zeszyciku. wprowadzimy naszą drugą. że w Czeluściach wydobywa się atium. .Muszę zacząć zbierać zapasy w jaskiniach. nie dotarli . że nie wyśle kolossów. Będą słabe i rozbite przez wewnętrzne konflikty. że dotrzymasz swojej pierwszej i głównej obietnicy .a Wielkie Rody nas nie powstrzymają. . .I jak tam dostarczymy żołnierzy? . że wyprowadzono go w pole.rzekł Kelsier . więc Ostatni Imperator nie będzie mógł robić zbyt dużego zamieszania.orzekł Kelsier. a skaa nie mogą poruszać się sami. bliżej Luthadelu niż Czeluście.Do tej pory już będziemy mieć atium .A żeby zaatakować Czeluście.Oczywiście przyjmując. Są w odległości ataku dla obu naszych celów. by zobaczyć. A to oznacza. . . a kiedy Garnizon wyjdzie z miasta. Dockson wciąż notował. Jeśli nasza armia wyruszy stamtąd. to naprawdę perwersja! Szlachta nie wie. . Zanim Garnizon zorientuje się.Mam przyjaciela.Będziemy musieli skorzystać z jaskiń Yedena. . abyśmy mogli przetransportować ich barkami i kanałem na północ. Garnizon byłby jedyną siłą w zasięgu. dopisując na tablicy”Czeluście Hathsin” obok „Garnizonu z Luthadelu”.

by zebrać się w jaskiniach. Kelsier zachichotał. . . dobry człowieku. . . kiedy opanujemy miasto. Potrzebujemy ludzi.mówił dalej Ham. .Chyba tak. Zacznij w Luthadelu. którzy są dość blisko. jak ją zdobyć .zapytał Dockson. . Z pewnością będzie to wyzwanie. Opowiedziałem ci już o problemach rekrutacji w Luthadelu.odparował Breeze. żebyś nie używał słowa „zmusić” w odniesieniu do moich umiejętności. Oczywiście.A możesz dla nas zachęcić całą armię? .Jedynie niewielkiego odsetka .odparł Kelsier. którzy przeprowadziliby ćwiczenia? Ham się zamyślił. Yeden pobladł. a dopiero potem przejdź do okolicznych miast. .odparł Kelsier. .Rok . Wolałbym.I musimy przeszkolić ludzi. . Ja tylko zachęcam ludzi.A znajdziesz paru ludzi.rzekł Kelsier.zebranych spośród opornej ludności w ciągu roku. co zrobili . ale wciąż nie dostałem wystarczającego wyjaśnienia. ponieważ znajdujemy się w obecności jednego z najlepszych Uspokajaczy świata.mruknął Breeze . jak ich zamierzasz zdobyć.W twoich ustach te słowa oznaczają „tak”. Breeze pociągnął łyk wina.Nie będziemy potrzebowali wsparcia ze strony ludności .rzekł. jeśli Ostatni Imperator zbierze siły i zaatakuje Yedena. że pomożecie nam zmusić do współpracy ładną grupę rekrutów. W gruncie rzeczy to będzie najłatwiejsza część planu. Ale też lubią od . .Kelsier.Zdrajcy! Ham wzruszył ramionami.Yeden.w i wokół Luthadelu mamy co najmniej milion robotników. .Planujemy zacząć przyszłej jesieni. którzy walczyli w jednej z Niszczycielskich Kampanii Ostatniego Imperatora.Co do broni. . . Breeze.Większość z nich wcale nie jest dumna z tego. możemy równie dobrze zmusić go do walki zimą.Zapłaciłem ci za zebranie armii. . . liczę na ciebie i twoich Allomantów.Będziemy potrzebować broni i zapasów . .A ile mam czasu? . Dziesięć tysięcy to duża liczba. Znam paru żołnierzy skaa. mam już plan.Dziesięć tysięcy ludzi . Breeze skinął głową. .

który nam ją kupi. . do czego byli zmuszani. tarczy i zbroi i musimy mieć je dość szybko. Zamierzamy dać ci armię dobrze wyposażonych i wyszkolonych ludzi. abyś szukał ludzi. Ham skinął głową. Ponieważ już znalazłem kogoś. . .I sądzę. W pokoju zapadła cisza.kupimy broń.rzekł gniewnie Kelsier. .Niejaki lord Renoux .Nie mają żadnych problemów z uzbrojeniem własnych oddziałów do swych potrzeb.stwierdził Clubs. za który koniec trzyma się miecz.Szlachcic współczujący skaa? Coś takiego nigdy się nie zdarzy! . że rozsądne będzie.Wiele buntów skaa upadło. byś posłał ich na rzeź tylko dlatego. . nie wzbudzając podejrzeń Ostatniego Imperatora? On bardzo uważnie śledzi przepływ broni. za wszystko. aby się ulokować w Luthadelu. Poza tym sądzę. rozglądając się po twarzach pozostałych.To „nigdy” nastąpiło zatem całkiem niedawno .jeśli dopuszczę.czasu do czasu coś jeść.Moi ludzie nigdy nie zechcą współpracować z kimś takim .Urwał i spojrzał na Hama.Będą musieli . . . . To brutalny świat. choć raz przeprowadzimy cokolwiek legalnie .rzekł Yeden. że jest to dobry pomysł. . . Clubs zaśmiał się ironicznie. by działania lorda Renoux przebiegały z dala od Ostatniego Imperatora.Przybył całkiem niedawno. . Nie wierzę tym.Nie. których lojalność zależy od ilości skrzyńców w kieszeni. Kelsier odwrócił się i napisał: „Ham: szkolenie” i „Breeze: Rekrutacja” pod słowem „Oddziały”. żeby rozpocząć szkolenie.Chcesz im ukraść broń? Kelsier pokręcił głową.Jak zamierzasz to osiągnąć? .Możemy wykonać broń sami .rzekł Breeze. A raczej znajdzie się współczujący szlachcic.nie ma dość wpływów.Interesuje mnie twój plan zdobycia broni . Potrzebujemy mieczy. Wydawali się zaskoczeni. . Mieszka w Fellise .rzekł Kelsier. .odparł Kelsier. . którzy mają urazę do Ostatniego Imperium.zapytał Ham. kto nam pomoże. Yedenie. I niech mnie piorun strzeli. Jednak sugeruję.Wielkie Rody mogą kupować broń . Vin lekko skuliła się w fotelu.Jak zamierzasz uzbroić dziesięć tysięcy ludzi. . . .zapytał Breeze. .Kto? . . Będziemy jednak potrzebować czegoś więcej niż lasek. ponieważ ich ludzie byli źle przeszkoleni. że nikt ich nigdy nie nauczył.odparł Kelsier.

tylko w przypadku. ale Ham tylko się uśmiechnął. . Kelsierze. . .No tak. Kell . . że będzie mógł zbudować sobie fortecę w Luthadelu.Vin przekrzywiła głowę. Wszyscy spoglądali na niego uważnie. ma wielkie wpływy w Najdalszym Dominium. . Fellise było małym. .Zabiliście szlachcica! I to bardzo ważnego. . Oficjalnie przyjechał na południe. jeśli jesteś tym Zwariowanym Kelsierem.Renoux na stałe osiedli się w Fellise . prawda? Renoux .. teraz to zrozumiałe. Kelsier uśmiechnął się jeszcze szerzej. Yeden zaklął.odparł Kelsier z przebiegłym uśmieszkiem. . .Będziemy musieli sfałszować papiery dostawcze. czy może to znów jakaś kombinacja? . . Oczywiście.Lord Renoux niedawno postanowił spróbować wzniesienia siebie i rodziny do statusu arystokraty.wyjaśnił Kelsier. Nagle Breeze parsknął śmiechem.To lord z Zachodu. jeśli zechcemy zrobić coś oficjalnie.wykrzyknął Yeden.Ten jest inny . . Nie podobała im się współpraca z arystokratą.rzekł Breeze. Kelsier skinął głową.Skuteczne.Ale .Rodzina lordowska działająca na naszą korzyść. .powiedział Ham.To. wychylając resztę wina.zabiłeś go i zastąpiłeś sobowtórem. Pracowali tam wraz z Reenem. Prawdopodobnie potęga i wpływy Renoux także nie pozostawały tu bez wpływu. tak na wszelki wypadek . ..Znam Renoux .Ty błogosławiony szaleńcze! Zabiłeś go. . Rozparł się w fotelu. że dostawa doskonałej broni z Południa na Północ przyniesie mu dość pieniędzy i nowych powiązań.odparł Kelsier. Breeze skinął głową. zanim przenieśli się do stolicy.Będzie naszą przykrywką. to bardzo ambitna przykrywka. żeby rozszerzyć swoją działalność handlową. .Ale . zanim upłynie to dziesięciolecie. Vin bez trudu wywnioskowała to z ich min. Ma nadzieję.Skuteczne?! .zaczął ostrożnie Ham .ta broń będzie teraz płynęła do nas. Jak Kelsier przekonał tego lorda Renoux? Czy go przekupił. . nieco prowincjonalnym miasteczkiem oddalonym o godzinę drogi od Luthadelu. Wykorzystam go na przykład do zakupu broni i zapasów.przecież ty nienawidzisz szlachty.rzekł Breeze .

Obecna szlachta jest czujną bandą. . .musimy bardzo starannie śledzić politykę Wielkich Rodów.No i co? .Możesz w każdej chwili wydać polecenie. masz rację. Uważała. Tak właśnie teraz pracujemy i wiedziałeś o tym.Nie obawiaj się. Yeden pokręcił głową. jak ci się wydaje. ale podszywać się pod niego? .To mi się wydaje nieco ryzykowne. mój drogi panie rzekł Breeze.Tak. jeśli mamy rozpętać wojnę. że Kelsier nie zabrał mu pieniędzy i nie dźgnął nożem. a my zakończymy sprawę. . ponieważ chcesz osiągnąć niezwykłe rezultaty. że to nie po raz ostatni stosujemy te metody.Wynająłeś nas. kiedy nas wynajmowałeś. jeśli chcemy uzyskać efekty. .To szaleństwo .Yeden.odparł Yeden.odrzekł Dockson. .Renoux pozwoli nam również uzyskać wejście do wyższych kręgów społecznych Luthadelu. że w tym towarzystwie sprawy załatwia się zupełnie inaczej.odparł Kelsier.Ta wojna rodów może nie być aż tak łatwa do rozpętania. . nie unosząc głowy znad notatek. że Yeden pobladł. . o ile w ogóle jest to możliwe. Coraz bardziej jednak nabierała przekonania. Kelsier ma ostatnie słowo. w gruncie rzeczy to szaleństwo. .Ależ tak. . .Próba obalenia Ostatniego Imperatora? .dodał Kelsier. że powinien cieszyć się już z tego.spytał Kelsier. Kelsier ostrzegł Breeze.Kontynuujemy. .zapytał Yeden. Jednak należy się liczyć. . . cele i procedury. Ja na przykład bardzo lubię dostawać pieniądze za nic. Vin zauważyła.rzekł Yeden.Możesz odwołać zadanie w każdej chwili . .zapytał Breeze. planujesz obalić całe imperium . jeśli chodzi o plany. . .Doskonale .Mój aktor jest bardzo dobry. .Ale jak długo jest w ruchu. .Renoux nie będzie ostatnią arystokratyczną ofiarą w tym drobnym przedsięwzięciu. dopisując „Kelsier: „sprzęt” pod „Oddziały”. że nas obrazisz.. . . Yedenie .A jeśli rozkażę wam powstrzymać się przed niektórymi działaniami? . Yedenie. . .Dobrze .Brniemy w to dalej czy nie? Decyzja należy do ciebie. . . popijając wino. To wielka zaleta .zauważył Kelsier. przyjacielu rzekł przyjaznym tonem Breeze.W naszym fachu niezwykłe rezultaty oznaczają często niezwykłe ryzyka.Redukujemy je.rzekł Yeden.

. Właściwie nawet już zacząłem sam. . że nie będą ich używać.Awanturę?! . .musimy mieć oko na lokalną politykę i obserwować. które rody się sprzymierzają. Kelsier prychnął. należy przypuszczać. że jesteś tutaj i możesz pomóc. . Nawet się nie zbliżyłem do jego lordowskiej mości. albo coś około tego. by uczestniczył w ich spotkaniach.Jaką awanturę? . Ham skinął głową. .Ktoś zaatakował Ród Venture .Czy to naprawdę konieczne? .O co tu znowu chodzi? .Chodziło o to. Odwrócił się i dodał pod „Wielkimi Domami” dwa hasła „Breeze” planowanie i „Kelsier: ogólne zamieszanie”. Breeze. że to ktoś z Wielkich Rodów.razem zaplanujemy.W każdym razie . aby zamordować samego Straffa Venture. . . . że będą jeszcze bardziej niebezpieczni. która jest warta posiadania. aby się wzajemnie mordować. i żeby się upewnić.Wysoka szlachta bardzo serio traktuje ataki Zrodzonych z Mgły. Zdaje się.rzekł Breeze.zapytał niepewnie Yeden. Zawsze dobrze jest mieć parę otwartych uszu. Byłem tam po atium... czy nie. która będzie krążyła w okolicy.. A to oznacza wysłanie szpiega. .Venture nie wie dokładnie. .Trzech? Straff ma zdaje się zbyt wysokie mniemanie o sobie. .Taka była idea . ale wyjął złotą monetę dziesięcioskrzyńcową i rzucił ją wyraźnie zadowolonemu z siebie Breeze'owi.To standardowa procedura przy każdym działaniu w Luthadelu.Założyliśmy się . Breeze uniósł brew. .. Jesteś ekspertem w skłanianiu ludzi do tego.odrzekł Breeze. po czym spojrzał na Hama. Mają między sobą niepisaną umowę. że mnie zobaczą. kogo obwiniać . . Jeśli istnieje jakaś informacja. .odparł Breeze. .ciągnął Kelsier . Mądrość obecnej grupy sprawi.Ale ponieważ w grę wchodzi Zrodzony z Mgły. więc podburzenie ich nie powinno być aż takie trudne.Dlatego dobrze. że to trzech pełnych Zrodzonych z Mgły zostało wysłanych. zwykle pojawi się na ustach ważnych osób przy dworze. Zbir burknął coś. jak zwrócić ich przeciwko sobie. że duże wojny między rodami zdarzają się co kilka stuleci. .zawołał Yeden.Kelsier się uśmiechnął. Jeszcze kilka takich ataków i zaczną na siebie warczeć jak przerażone zwierzęta. co zechcesz . czy Kelsier był zamieszany we wczorajszą nocną awanturę.Chodzą plotki. by robili to.zapytał Dockson.odparł Kelsier.

Po prostu nie może znaleźć się blisko Inkwizytora.odparł Breeze..Udawał szlachcica. Właściwie wygląda dokładnie jak lord Renoux.Jestem spalony od czasu sprawy z Eiserem kilka miesięcy temu.. . Kelsier zmarszczył brwi.zapytał Yeden. by wytrzymać konfrontację z bliska? . Kell .W każdym razie potrzebny nam ktoś.odrzekł Kelsier.. lord Renoux nie będzie mógł osobiście wybrać się do Luthadelu. Yeden zmarszczył brwi.Nie mówiłeś mi o tym. Kelsier wzruszył ramionami.rzekł Breeze.Nie nadaję się .Co on ma na myśli? . kiedy Kelsier powiedział. . .Co? .Sprowadź tu swojego uzurpatora i wysyłaj na przyjęcia. naprawdę jest bardzo podobny do lorda Renoux .Nie chciałbyś wiedzieć . Wydawało się.Sam wiesz. . kto będzie mógł uczestniczyć w wydarzeniach towarzyskich. No cóż.Och. . jak byłeś zaniepokojony. że nadajesz się do tej roli.To jeden z tych. . Pobladł i cofnął się w fotelu. jakiejś dziesiątej wody po kisielu. .Czy teraz już chcę wiedzieć. rozumiem. Dox od tej chwili będzie odgrywał rolę siostrzeńca i spadkobiercy lorda Renoux. że ściga go Zakon . o czym rozmawiacie? . o czym mowa.Co? . . to będzie proste . Kelsier pokręcił głową.Cóż. nie. . Uznałem.odrzekł Breeze. . kto będzie naszą wtyczką wśród szlachty. . Wierz mi.Czekaj no. .Niestety.Będziemy musieli znaleźć kogoś.On ma na myśli to. . że wszyscy wiedzą. Yeden spojrzał na Kelsiera. . Vin rozejrzała się po twarzach obecnych w pomieszczeniu. .odrzekł Dockson. im mniej wiesz.zapytał Yeden. który uśmiechał się szeroko. .Chyba rzeczywiście masz rację. .Nie? Breeze pokręcił głową.rzekł Dockson. . to jest dziesięć razy gorsze. Będzie musiała kiedyś uważniej przyjrzeć się temu lordowi Renoux. . który niedawno wkradł się w łaski lorda Renoux. .Ach.Dlaczego nie? Czy nie wygląda wystarczająco podobnie. tym lepiej się będziesz czuł. No cóż.Breeze pokiwał głową. że zastąpił lorda Renoux uzurpatorem. a oni się .

.Ja też odpadam .Jakem był mały. . kto będzie grał dziedzica lorda Renoux. . . .Nie patrz na mnie .Więc.Ja mógłbym to zrobić .. .Kelsier spojrzał na Vin i się uśmiechnął. A on ma bezbłędną pamięć.Raz widział mnie nawet sam Ostatni Imperator. Kelsier się zamyślił. ale nigdy naprawdę nie próbowałam. . . że kiepski ze mnie aktor..nikt nawet nie miał takiego zamiaru. .. Podejrzewam. to tam żem mieszkał.mruknął Kelsier.Zgadzam się. . że mógłbym użyć jednej z nich.odrzekł Breeze.Więc musimy znaleźć kogo innego. który pokręcił głową.Uwierz mi . . dopisując „Vin: Infiltracja” pod „Wielkie Rody”. . kłopotliwe byłoby. Kelsier spojrzał na Docksona.rzekł Ham.Jak się nazywasz. . Nawet gdyby udało mi się go unikać.Będziemy musieli nad tym popracować .Ale wiesz..o tym dowiedzieli. . Nie masz pseudonimu? . Kelsier spojrzał na chłopaka.W . że znalazł się w centrum uwagi.zapytał Clubs. nie sądzę.Yeden się zawahał.A mój siostrzeniec? . Clubs też odpada. gdybym spotkał tam kogoś. ale nie pojawiłbym się wówczas na żadnym większym balu czy spotkaniu.powiedział Yeden.Umiałabyś zagrać arystokratkę? Vin pobladła. synu? . . wskazując młodego człowieka u swego boku. Kelsier uniósł brew.Dockson skinął głową.Lestibournes.Brat dał mi kilka lekcji.odrzekł. .odparł spokojnie Kelsier .Mam już kilka fałszywych osobowości wśród szlachty. .Zawsze mówisz tym slangiem wschodnich ulic? Chłopak wzruszył ramionami..Strasznie skomplikowane. jest zbyt znany wśród lokalnych rzemieślników skaa. . . . ktoś i tak w końcu mnie rozpozna.Kell.. najwyraźniej zakłopotany. .Będziesz dobra . . .Jeszcze nie jezdem w łobiegu. by to był dobry pomysł. kto zna mnie pod innym nazwiskiem. .

. Dostaniesz miasto i być może spory kawałek Środkowego Dominium. widząc.nie zamierzamy oddać ci we władanie całego imperium.zapytał Yeden. Ostatni Imperator? . .Jesteśmy złodziejami.go przerastają. żeby zawracać sobie nim głowę. Yedenie.A jeśli ci się to nie uda? .A. patrząc na Yedena . Kelsier się uśmiechnął. Mam nadzieję. jak wszystkie te plany . jak działa Jedenasty Metal. prawdopodobnie powinieneś już zacząć planowanie. . kiedy dostaniesz władzę.mruknął Kelsier i dopisał „Yeden: Przygotowanie i Panowanie” pod „Rebelia Skaa” . żeby wbić mi nóż w plecy i zatrzymać całą władzę dla siebie? Breeze wywrócił oczyma. że również bogaci . nie politykami. o ile będziesz w stanie przekupić lokalne armie.będziemy musieli znaleźć sposób.dodał Breeze.dodał Ham. Yeden skinął głową.rzekł.Wciąż zamierzam zająć się nim osobiście. .porządku.zapytał Yeden. Naród jest towarem zbyt niewygodnym. Breeze nie spuszczał wzroku z wyraźnie zakłopotanego Yedena.ciągnął Kelsier. jak zamierzasz kontrolować imperium.Te dwa słowa są synonimami. Vin poczuła współczucie dla tego człowieka.. . aby go wywabić z miasta. Hammondzie .i cała nieprawdopodobna bezczelność tego spisku . .. . byś musiał rzeczywiście panować w mieście.. Trudno jednak było go żałować po tym. że złapią nas wszystkich i pozabijają. by wyruszył wraz z armią do Czeluści zaprowadzić tam porządek. . drogi przyjacielu .Poza tym . . Może zdołamy skłonić go.Nie sądzę. .Nie bądź taki poważny.. mój drogi. co powiedział Kelsier na temat jej roli w całym zamachu. kto sobie poradzi lepiej ode mnie. Istnieją szanse. Przecież na pewno znają kogoś. ..A jeśli nie? Co was powstrzyma. że rozpadnie się ono zaraz po upadku Luthadelu. Kiedy dostaniemy atium. by cię poparły. będziemy całkowicie zadowoleni.pomyślała.Nie mówiąc o tym. muszę się tylko zorientować.A co potem? . zanim to się rzeczywiście stanie.No cóż . Yeden się uśmiechnął. . Odgrywać szlachciankę? ..

Ja też nie martwiłbym się zanadto. czy nie. Jeśli nie macie nic przeciwko temu. Mężczyźni wstawali powoli. żeby się z nim uporać . uważnie wsłuchując się w rozmowę toczącą się wewnątrz. . Stał w nich mężczyzna. Kelsier się odwrócił. szeroki w barach. . Yedenie. aby sprawić wrażenie.A co z Zakonem? Czy nie powinniśmy znaleźć jakiegoś sposobu.. że wraca do swojego pokoju. która wydawała się nieco znajoma. Był skromnie odziany . . ale nie wszechmocnym. . ale. Kelsier nie wydawał się w najmniejszym stopniu onieśmielony ostrym tonem Marsha. Skrzyżował ręce na piersi.rzekł Kelsier. to naprawdę ty! Obiecał. chciałbym porozmawiać sam na sam z moim braciszkiem. ale nie kontynuował dyskusji.dodał Ham. . z niezadowoloną miną na kwadratowej twarzy. . Niecałe trzy minuty później była już z powrotem przy drzwiach. . Skinął głową w kierunku grupy. .To chyba wszystko.. Jest potężnym Allomantą. żeby mieć tych Inkwizytorów na oku? .Nie jestem pewien. zrywając się na nogi. starannie zamykając drzwi i kierując się ku schodom. Yeden nie wydawał się zachwycony tym pomysłem. Vin spojrzała na Kelsiera. . okręciła się na pięcie i spojrzała w stronę pogrążonych w cieniu drzwi wejściowych. abyśmy zabili Ostatniego Imperatora. nieprzyjazne.Tylko spróbuj . . czy wróciłem. przyjaciele. . . Podobieństwo było oczywiste. Cóż. Yedenie .Znajdziesz jakiś sposób. omijając Marsha szerokim łukiem.w prostą koszulę i spodnie pod luźną kurtką skaa. Vin poszła za nimi. to tylko jedna z możliwych korzyści.. Yedenie. Wysoki.stwierdził Breeze. sztywny jak posąg. .Marsh. które spróbuję osiągnąć.Nie wynająłeś nas po to.Na dzisiaj to wszystko.Pozwolę. witaj z powrotem! Twarz Marsha pozostała niewzruszona. Vin skoczyła na równe nogi.Marsh?! .Jeśli jednak się zastanowić.Niewiele zdoła zdziałać bez funduszy i armii.zawołał Yeden.I tak będziesz musiał coś z nim zrobić. .odrzekł Ham. że włączysz się do działań.odparł Kelsier. żeby mój brat się nimi zajął .Uhm .rozległ się głos z głębi pokoju. zdetronizowane bóstwa to nieprzyjemni sąsiedzi .

większość Terrisan jest wysokiego wzrostu. na nieco brutalny sposób. Nie zna mnie. że ktokolwiek słucha człowieka. .zapytał Kelsier.Nazwiska jedenastu ludzi. Wciąż miał w oczach ten sam błysk rozczarowania i mówił z tą samą pełną dezaprobaty miną. Jednakże. Ma charyzmę. którą Kelsier znał od dziecka. a kobiety dworskie prawdopodobnie uznałyby go za przystojnego. apodyktyczną osobą. jakim obdarzają go pozostali ze sfory. których zabiłeś zeszłej nocy . choć twarz miał stosunkowo czystą. Jest dość młody. Kelsier rzucił papier w trzaskający wesoło ogień. po czym obejrzał się i rzucił arkusz papieru na fotel obok niego. Marsh podszedł bliżej. Jednakże zdumiewa mnie. że powinieneś przynajmniej wiedzieć. Widać jednak. 7 Trzy lata nie zmieniły aż tak bardzo wyglądu Marsha. Nigdy nie widział Khlennium. obrzucając krytycznym wzrokiem tablicę. który mówi z taką nienawiścią.Rashek to wysoki mężczyzna . biorąc go do ręki. zachowanie Marsha bardzo zmieniło się od tego dnia trzy lata temu. jeśli wierzyć Docksonowi. że i ta pasja zniknęła.Uznałem. . jak na skaa. kontemplując notatki Kelsiera. . że jego brat zrezygnował z przywództwa rebelii skaa.rzekł Marsh.oczywiście. . Stał przez chwilę. Jego odzież była nieco poplamiona ciemnym popiołem. a jednak przeklina to miasto. ale ja już widzę nienawiść i gniew w jego oczach.Co to jest? . jak na szacunek. Wciąż był tą samą posępną. Kelsier wciąż nie mógł uwierzyć. Zawsze wkładał w swoją pracę mnóstwo pasji.

.Powinieneś się cieszyć .. Kelsier . .Mieli życie. by się wzbogacić? Kelsier odepchnął palec Marsha. Kelsier zacisnął zęby i wyraźnie stracił humor. A teraz.warknął Marsh. . co mi pozostało.powtórzył Marsh.O! . ja robiłem to samo .dodał Kelsier. Jeśli chcą stawać przeciwko mnie jako szlachta.Jak śmiesz to robić? Poświęciłem życie.Jak. .Po dziesięcioleciach słuchania twoich wykładów wreszcie postanowiłem zrobić z moimi talentami coś pożytecznego.Wcale nie o to chodzi. Kiedy ty żyłeś w luksusie. co tak naprawdę cię interesuje. . Marsh? . . .Jak śmiesz? Jak śmiesz kraść rebelię i zabawiać się nią. .Nie zmierzam pomóc .I na szczęście to mnie życie dało zdolność do zrzucania takich ludzi jak oni z dachów budynków.odparł Kelsier. ja organizowałem wykłady. Kiedy ty planowałeś drobne włamania. wskazując słowo „atium” na tablicy.Humor to jedyne.Nie chodzi o pieniądze..To byli ludzie.Ludzie .Żeby zadać ci pytanie.. jestem pewien. kiedy przyszedłeś nam pomóc. rodziny. Twarz Marsha pomroczniała. . Kilku z nich było skaa. niech i giną jako szlachta. udając. .rzekł cicho. co dało im życie. ja patrzyłem.Służyli Ostatniemu Imperium.Cóż.odparował Kelsier. ja ukrywałem zbiegów. by obalić Ostatnie Imperium. .zawołał Marsh.Marsh dźgnął palcem w pierś Kelsiera. . . Humor i determinacja.Jak możesz mówić o tym z takim lekceważeniem? .Po co te gierki. . . jak innymi twoimi drobnymi „robotami”? Jak śmiesz wykorzystywać czyjeś marzenie.Marsh podszedł bliżej.Ludzie. którzy próbowali sobie radzić jak najlepiej z tym. Marsh . . . Kiedy ty i twoi złodziejscy przyjaciele świętowaliście. jak dzielni ludzie umierają z głodu. . . .Nie znasz mnie już. . stając przed bratem. Kelsier? Czemu wplątujesz w to Yedena.przerwał mu Marsh.Więc po co przyszedłeś? . .Zdrajcy.. . jakby skaa cię obchodzili? Wiemy przecież obaj. Marsh prychnął cicho. że przyjmujesz go za swojego „pracodawcę”? Czemu zachowujesz się tak. Kiedyś miałem .

Tobie to nigdy nie wychodziło. . prawda? Marsh westchnął i się odwrócił. nie uda ci się.Ale ja jestem naprawdę nieprzyjemny.Słuchaj. Ogień na kominku powoli przygasał. . jak mieć Inkwizytorów pod kontrolą. . Inni. że ci pomogę? Kelsier skinął głową.Zawsze umiałeś dobrze kłamać . . Marsh. Ten plan nie ma szans na powodzenie. jeśli tylko wyznaczę sobie szlachetny cel. Nawet jeśli mówisz poważnie o tym swoim planie. ale teraz stałeś się już dobrym.więcej bogactw. Marsh zmarszczył brwi.To już nie jest takie łatwe. Tu chodzi o coś innego. jeśli tego zechcę. Ludzie powiadają. co mówisz. . małym skaa. czy ty do niego? .Spojrzałem prawdzie w oczy . . Ale nie uwierzę. że potrafię być irytujący do szaleństwa.. niż człowiek jest w stanie wydać. Obalenie imperium może kiedyś naprawdę było twoim marzeniem. . W pokoju panowała cisza. Wszystko. Wszelkie nasze wysiłki nie były dla Ostatniego Imperatora nawet drobną nieprzyjemnością. . No cóż.Zawsze się myliłeś.. właśnie to robię.. kradzieże. kręcąc głową.rzekł. czego dokonała rebelia.. niezależnie od tego.odparł Marsh. Marsh .zaoponował spokojnie Kelsier. Chodzi o zemstę. odeszli. śmierć. Mogę przynajmniej to wykorzystać w dobrej sprawie. Kiedyś powiedziałeś mi. jak zawsze. Kelsier spojrzał na niego.. siedzącym w swoim warsztaciku i obskakującym szlachciców. Chodzi o ciebie. Marsh podszedł bliżej i zajrzał Kelsierowi w oczy. jeśli nie odkryjemy. Ciekawe. Ale nie praw mi kazań.odparł Kelsier. a ty mi w tym pomożesz. .Nie chodzi o „sprawę”. . że nie chodzi ci o pieniądze. Jestem czymś znacznie więcej niż tylko „drobną” nieprzyjemnością.Przecież dlatego tu przyszedłeś.rzekł Marsh. jak zwykle. . że według ciebie jestem w stanie dokonać wielkich rzeczy. Wierzę.I tutaj się mylisz. . . jak się to zaczęło? Czy Yeden przyszedł do ciebie.. uwierzę nawet w to. myśl sobie co chcesz. że chcesz dostarczyć Yedenowi tę armię. Kelsier milczał. Kell .Niektórzy ludzie bardzo się zmienili. potrzebuję kogoś. kto infiltruje Zakon. nie doprowadziły do niczego...Może. . napady. że ci zależy. za którą zdaje się ci płaci.Ach .Naprawdę oczekujesz.A co to ma za znaczenie? .zapytał Kelsier. . . Kelsier. Marsh obejrzał się.Dobrze.

Wyciągnęła koszulę ze spodni i czekała.niełatwo przechodziły przez drewno . Kell. Dziewczyna była naprawdę zdolna. Lepszym niż kiedykolwiek był sam Kelsier. łącząc go z najbliższymi źródłami metalu.Byle nie za wcześnie . wsłuchując się w kroki.odparł Kelsier. Patrzył nań Oczami Szperacza. Podskoczyła. jaki spędziła na ulicy. Pod warstwą szorstkości Marsh był dobrym człowiekiem. żebyś to nie ty był tym.A ja żałuję tego każdego dnia.. czy obie osoby schodzą na parter. który przeżył Czeluście. zaskoczona.. . że spała. Czas. Miał nadzieję. Natychmiast zapalił żelazo i z jego ciała wytrysnęły niebieskie linie... *** Vin czekała spokojnie w ciemnym pokoju.rzekł. . przechodząc przez próg.. pomagając jednocześnie zatrzeć blizny. który wydawałby się bodaj odrobinę bogatszy od innych. Błękitne linie były cienkie i słabe . by wyglądało na to. że tak jest.Ale z jakiegoś powodu naprawdę tym razem wydajesz mi się szczery. Wrócę i posłucham. Szybko rozczochrała sobie włosy i potarła oczy. by zlokalizować zapinkę pasa osoby. Kelsier się uśmiechnął. że będzie w stanie rozwinąć zdolności..pomyślała.Mam dzisiaj jeszcze to i owo do zrobienia. Jest dobry! . że nie powinien nosić na sobie metalu.Wrócę jutro . potem się zobaczy. . czy nie. Pomimo tego.Jestem pewien. muszę być z tobą uczciwy. .rzekł Marsh. która znajdowała się w korytarzu i teraz szybko i bezszelestnie oddalała się od drzwi. I w tym momencie nad jej głową rozległo się stukanie. jaki to wariacki plan tym razem wymyśliłeś.. . Cień ruchu. aż pukanie się powtórzy. Marsh odwrócił się i wbił w Kelsiera zimne spojrzenie. usiłując stwierdzić.Odchodzę . człapiące z piętra na dół. zanim otwarła drzwi. co zrobiła. Kiedy szedł w stronę drzwi. musiało przekonać go ostatecznie. Ktoś jednak jeszcze nie nauczył się. i omal nie upadła. Poruszanie się po mieście w sektorach skaa mogło okazać się bardzo niebezpieczne dla człowieka. mrugając. A potem. W holu zapadła cisza i wreszcie Vin mogła odetchnąć z ulgą. Przycupnęła przy wejściu.ale wystarczyły. . Marsh naturalnie nie miał przy sobie niczego metalowego. czasem wolałbym. . .Ja też za nią tęsknię. Cokolwiek odbijało się teraz w oczach Kelsiera. ale. pozostawił jednak na niej świeże blizny. Kelsier się uśmiechnął. nawet monet. Kelsier pochwycił kątem oka jakiś ruch za drzwiami.

niezależnie od godziny.Kelsier oparł się o framugę. Nie żaden rubaszny ryk.Nie przyznasz się. niosąc swój plecak i mały węzełek. Usłyszała ich śmiech. .odparł. . Na pomoc przyszło jej tylko szkolenie Reena. że cię przyłapałem. Vin uporządkowała swój strój i dołączyła do Kelsiera. . jaki często rozbrzmiewał wokół stołu Camona.zapytała.Prezent. Kuchnia jednak była zalana jasnym światłem. Kelsier obserwował ją przez chwilę. jakby głos brata rozbrzmiał jej w uchu. który chce. Zaledwie widziała. Obserwowała ich jednak z mroku i nie była w stanie całkiem opanować tęsknoty. Stały na nim wino i ale. Nie była pewna.Teraz? . Wydawało jej się. kierując się ku kuchni. .Włóż tę koszulę w spodnie i chodź ze mną. stojąc w smudze światła padającego z korytarza. Wolała pozostać w ciemnym. jest tym.rzekł Kelsier.Nie przyjrzałam się. Kelsier podał jej zawiniątko. zanim nas wyrzucił. . a mężczyźni przeżuwali skromny wieczorny posiłek z puszystych placków jęczmiennych i siekanych warzyw. że jest zaspana. Breeze i Ham siedzieli z Clubsem i jego uczniami wokół wielkiego stołu. abyś mu zaufała. ten głos był jeszcze silniejszy. Zeszli po schodach na parter.No więc co sądzisz o Marshu? . . którego najbardziej powinnaś się bać”. dlaczego nie chce tam wchodzić. co? Vin omal nie odpowiedziała uśmiechem. co się dzieje w środku. Dockson.zapytała. .Zaczynamy twoje szkolenie. Kelsier wrócił chwilę później. po czym odstąpił od progu.Chwileczkę . . nie będzie się skarżyła. wesoły.odparła. Uniósł brew.Dokąd idziemy? .Tak? . spoglądając na ciemne okiennice pokoju. cichym warsztacie. części mebli leżały wokół. Vin czekała w cieniu pracowni.Oczywiście . Zmarszczyła brwi. . . Ten był łagodny. Odkąd poznała Kelsiera. Pracownia była ciemna. pogrążone w cieniu. Spojrzała na niego z zaciekawieniem. Jeśli rzeczywiście chciał ją czegoś nauczyć. próbując udawać.A bo ja wiem? . . . „Człowiek. widząc jej rozczochrane włosy.Piękna noc na spacer. jakby jej instynkty były wyostrzone do maksimum.

. . drugą zostaw na później..Materiał był śliski i miękki. które nie mają w sobie żadnych metali . Potem pokażę ci. co to takiego. Wydawał się. to należy do nas. Może później.. po czym narzuciła płaszcz i zawiązała. lecz o podejście. Nad nimi nie było nieba. że na to trzeba sobie jakoś zapracować.Zamówiłem dla ciebie nowe ubrania . Zawahała się. Kelsier zamknął starannie drzwi. odsłaniając ścianę powoli kłębiącej się mgły. . . Jednakże wchodzisz w nowy świat i możesz stwierdzić pewnego dnia. Wyszedł wprost w nią. był uszyty z oddzielnych wstęg materiału. wyjmując kilka szklanych fiolek. Kelsier się zaśmiał. a leniwie płynąca mgła sprawiała. Brukowana ulica wydawała się Vin dziwnie cichą. tylko wirujące prądy szarości na szarości. gdyby zechciała. spodnie bez klamerek.Vin. Poczuła się. Zarumieniła się lekko. . gdyby ci była potrzebna. Skinął głową. jak ścieżka wiodąca do wieczności.Wyciągnął rękę i zatoczył nią krąg.zauważył. Nie sięgała wzrokiem dalej niż kilka metrów w każdym kierunku.. a ulica zdawała się podążać donikąd.. Vin szła tuż za nim.Dobrze. Otwarł je. Podobnie jak strój. Skinęła głową i poszła za nim do drzwi frontowych sklepu.Jakie wrażenia? .Żartuję.Wyglądasz na zaskoczoną . myślałam. Tylko złodzieje i . idąc ulicą.. . jak je przygotowywać.rzekł. .A co tu jest do zapracowywania? . Pozwoliła. mgła.zapytał Kelsier. znajdziemy ci jakieś kobiece suknie.Musisz się przyzwyczaić do noszenia ubrań. wypiła zawartość pierwszej fiolki. Nie chodzi o Allomancję.odrzekła. wyjmując własny płaszcz. Podał jej dwie.. . inny. Vin. że wszystko było odrobinę wilgotne. by szary materiał rozwijał się w jej palcach.Ja. osłonięta.Jedną wypij teraz. . że w niektórych sytuacjach korzystniej ci będzie wyglądać bardziej jak młoda dama. Vin szybko się zorientowała.rzekł Kelsier. jeśli nabierzesz odwagi. .zapytał.pasy bez sprzączek. . Bezpieczna.. leciutki i niekrępujący ruchów wokół rąk i nóg. Vin zaczerpnęła głęboko tchu i ruszyła za nim.. Noc. jakby była śmiercią. . to wszystko jest nasze. a drugą wsunęła za pas. odsłaniając płaszcz Zrodzonego z Mgły. Skinęła głową. Wstęgi były zeszyte na górze. który Kelsier miał na sobie wczoraj. . pozwalając się ciasno otulić. Skaa unikają mgły.Tym właśnie jesteś. zaczynamy . Ciężki i gruby na ramionach.Dobrze . niż złodziej z szajki.

. prawie wszyscy Zrodzeni z Mgły są członkami Wielkich Rodów. a reszta pochodzi z pomniejszych domów Luthadelu. i dają siłę. kiedy mgły po raz pierwszy ogarnęły tę ziemię. że Zrodzeni z Mgły są potomkami jedynych ludzi. Wydawało jej się dziwne.. Odwrócił się i spojrzał na nią.Nie powinniśmy obawiać się żołnierzy? . Doktryna Zakonu. szpiegującego Allomanty. W każdym razie większość Zrodzonych z Mgły prowadzi podwójne życie .To w złym tonie przyznać się... Tak czy owak. A jednak okiennice i cisza sprawiały. Vin. Inne twierdzą. albo nawet dama.zapytała cicho.Mgły to twoi przyjaciele. . Jej szajki zawsze starały się unikać nocnych patroli Garnizonu.Nawet gdybyśmy byli dość nieostrożni.żołnierze wychodzą w noc. dworskiego arystokraty i śliskiego. zawsze stanowią główny temat arystokratycznych plotek.normalnego. czym rzadko dzielą się ze skaa. żeby dać się zauważyć.domysły. co się zrodziło w dniu. całkowicie niepasującym do otaczającego ich posępnego mroku. Szlachta udaje nonszalancję. że czuła się tak.. jakby była z nim sam na sam. . . coś. Pamiętaj. żaden patrol imperialny nie odważy się zaczepić Zrodzonych z Mgły. Vin skinęła głową.Więc straże po prostu ignorują Zrodzonych z Mgły? Wzruszył ramionami. że rody nie pozwalają sobie względem nich na przesądy dotyczące płci. ale też się jej boją. chronią. . kto jest Zrodzonym. tak łatwo było się zgubić w ciemności. Sam na sam w jednym z najgęściej zaludnionych. że jesteśmy czymś. czymś. są ważnymi osobistościami. że nas nie widzą. Vin zmarszczyła brwi. a kto nie. że skradająca się po dachu postać to bardzo dystyngowany i przyzwoity lord. Kelsier pokręcił głową. dokąd ją zabiera. Zrodzeni z Mgły są tak rzadcy. którzy pozostali wierni Ostatniemu Imperatorowi po jego Wstąpieniu. Kelsier szedł dalej sprężystym krokiem. że Kelsier opowiada o wszystkim tak otwarcie.. Może nawet nie miał . co wykracza nawet poza potęgę Ostatniego Imperatora. Budynki pełne uśpionych skaa pochylały się nad nimi z obu stron ulicy. Ukrywają cię. wciąż nieco podenerwowana. że źle się czują.. Zobaczą nasze płaszcze i będą udawać. Vin szła za nim. . Nie wiedziała. zatłoczonych miast w całym Ostatnim Imperium.. że wiesz. Kelsier skręcił w kolejną ulicę. głosi. Tożsamość Zrodzonych z Mgły to najściślej strzeżone tajemnice rodów . ale mgła sprawia.

Uniosła rękę i wydało jej się. pojedynczo . Vin poruszyła się na próbę. żeby to sprawdzić. nie zdając sobie z tego sprawy? Co potrafi? Jest tylko jeden sposób.Cyna z ołowiem pali się stosunkowo szybko. nad Uspokajaniem i Gniewem popracujemy kiedy indziej.konkretnego celu.wyjaśnił.Kończy się .odparła.broni. ciało. mogła wyczuć w sobie osiem źródeł mocy każde nawet potężniejsze niż te dwa. Muskuły rwały się do ruchu. Reagujesz szybciej.zauważyła. że kończyna zareagowała nieco zbyt szybko.uczucie odmłodnienia i siły.. które czuła pierwszego dnia. Poczuła się.Spalać? . ale czuła ich siłę.ciało jest dziwne. Nie jestem już zmęczona. Zaczęła zdawać sobie sprawę z tego. . których jeszcze nie znasz. skóra.rzekł Kelsier. O wszystko. Czy używała go już wcześniej. Czujesz swoje ich zasoby? Zatrzymała się. abyś się przyzwyczaiła do podstawowych metali.Zacznij je spalać.Czas. była obliczona . Zobaczysz. . Wraz z ciepłem przyszło coś innego . którą ci dałem. Kelsier skinął głową. Jedno wydało jej się odrobinę znajome. a twoje ciało jest silniejsze. która przypadkowo zwróciła na nią uwagę Stalowego Inkwizytora.Moje . . Nie chodziło tylko o mięśnie. Niepewna. przeciwnie. . Jej mięśnie nie sprawiały wrażenia ani trochę większych. Nie było to nieprzyjemne. ale wyraźne i namacalne.W porządku . . .zapytał Kelsier.Ach . uchwyciła jedno ze źródeł mocy i spróbowała go użyć. Jeśli się skoncentrowała. . Ostrożnie. kiedy uruchamiasz swoje Allomanckie zdolności . zatrzymując się pośrodku ulicy.Tak to nazywamy. Fiolka. o czym mówię. Sięgnęła ku swojej rezerwie i poczuła.. co właściwie ma robić. Natychmiast poczuła w piersi coś niczym rozbłysk gorąca.odparł Kelsier. a tylko przyzwyczajał ją do mgieł. kiedy Kelsier ją testował. . czyni cię silniejszą..To cyna z ołowiem. . . jestem bardzo czujna. Kości. której nigdy tak naprawdę nie rozumiała . nieśmiało sięgnęła ku nowym źródłom mocy.Czuję się inaczej .Co się stało? . łatwiej znosisz zmęczenie i ból. . jakby trwalsza. że ta się kurczy.. Wzmacnia zdolności fizyczne. że używa broni. „Spalasz” metal związany z jakąś siłą. Zacznij od metali. kiedy ją spalasz.polecił. Od tamtej poty starała się nie korzystać ze swojego Szczęścia. Skinęła głową.

jest uważana za stop cyny z ołowiem. przygotowywane i sprzedawane specjalnie dla Allomantów.Rozjarzać? . że przedtem już spalałam te metale. . co musisz wiedzieć na temat Allomantycznych metali ..zapytała Vin. Vin zmarszczyła czoło. idąc dalej w mgłę. . jakie stosują ludzie. Nagły przypływ siły i energii. spalając ją możesz się rozchorować. Czasami.Możesz palić metale nieco mocniej. Jej ciało spięło się oczekiwaniem i przez krótką chwilę poczuła się niezwyciężona.Jeśli mieszania jest tylko trochę inna. choć skończy się szybciej. są jeszcze groźniejsze. możesz dostać całkiem inny stop. .A jeśli. proporcje będą niewłaściwe? . Wtedy spalają się znacznie szybciej.Ja. zawierają całkowicie czyste metale. Jeśli chcesz uzyskać z tego metalu jak największą siłę. ponieważ procentowa zawartość metalu musi być dobrana bardzo starannie. w niewielkich ilościach. Vin skinęła powoli głową. takie jak cyna z ołowiem.rzekł Kelsier. Cyna na przykład. czasem z odrobiną miedzi lub srebra. wciąż możesz z niej wyciągnąć nieco energii odparł. „mosiądz” i „cyna” są niejasne. jeżeli proporcja jest rzeczywiście niewłaściwa. albo wolniej.Nie umyślnie . rozjarzając cynę z ołowiem. słowa takie jak „brąz”. ale dodaje ci kopa.Mówisz. . Odczuła to jak głęboki oddech przed odważnym skokiem. które przygotowujemy.Stopy. . .. że większość nazw. pomyślała. Jeden krótki moment. jeśli nie będziesz ostrożna.rzekł Kelsier. Właściwie. tym są skuteczniejsze. . . . Przy pewnym wysiłku zdołała spiętrzyć płomienie w swej piersi. Cyna Allomantyczna jednak to stop dziewięćdziesięciu jeden procent cyny i dziewięciu procent ołowiu.Jednak.Chodzi o to.Im są czystsze.Teraz jest coś. . że ktoś może mnie oszukać? . kupując te metale. o czym mówił.. Fiolki. jeśli będziesz ją częściej rozjarzać. w zależności od zastosowania i okoliczności. kiedy zauważyła. . Trudno to utrzymać. jak szybko wypaliła się cyna z ołowiem.odparł Kelsier.na około dziesięciu minut ciągłego palenia.jeśli dobrze się temu przyjrzeć. A potem wszystko przeszło. . próbując zrobić to.. musisz stosować te proporcje. jeśli będziesz jej używać ostrożnie. by uzyskać maksymalną moc. Zmarszczyła brwi. jeśli spróbujesz . a ciało się uspokoiło. mam wrażenie. Interesujące.

Jak dwa metale emocji . Cyny w fiolce wystarczy na całe .. Dla emocji . Otaczające światło też wydawało się jakby jaśniejsze.ciągnął Kelsier . choć mgła wciąż tam była.I jest to jeden z najwolniej spalających się metali. Właśnie użyłaś cyny z ołowiem. Mogła widzieć lepiej i dalej. Były tylko. Kelsier skinął głową. Zdała sobie sprawę z tego. Czuła swoją odzież.Jak Ham . Była głodna.. Znajdź metal związany z energią. . a Przyciąganie to mosiądz. . Jego głos wydawał się nagle bardzo głośny.Widzę go . . czuła też ostre powietrze zmieszane z zapachami brudu. ale i oni nie są przyjemnymi ludźmi. nie pojaśniał. To jedna z twoich wewnętrznych sił fizycznych.odrzekł Kelsier.potwierdził.Odpychanie to cynk.Wygaś energię i przechodzimy do kolejnego metalu. Niektóre kubki w kryjówce Camona były cynowe..Dla każdego rodzaju energii są dwa metale. Teraz jednak czuła ją bliżej.On spala cynę z ołowiem. ale teraz jej głód wydawał się znacznie bardziej intensywny. . ale zwykle to ignorowała. zmęczona i obnażona. To też ignorowała. nieco bardziej przezroczyste. Były też inne zmiany. . Nieprzyjemne określenie. . . Albo.Teraz . . że zawsze ją czuła. ten drugi zwykle jest stopem pierwszego. Jeden Odpycha.zauważyła. że poczuła się słaba.. Vin ochoczo spełniła polecenie i świat wokół niej nagle pojaśniał.odrzekła. . Przytaknęła.A zatem co robią inne wewnętrzne metale fizyczne? . nie. . .Piłaś wodę zanieczyszczoną metalami albo jadłaś cynowymi sztućcami.zewnętrznych sił umysłu . . aby Pchnąć swoje ciało. Zniknięcie energii sprawiło.Spróbuj. sadzy i odchodów. jakie tworzą się w twoich rezerwach metali. drugi Przyciąga..odrzekła. Posłusznie wygasiła cynę. . Jej skóra wydawała się wilgotniejsza. Nasz drogi Hammond jest miłym wyjątkiem od tej zasady. sama zobaczysz..Metale śladowe .Cyna wyostrza twoje zmysły ..Dobrze . Wyczuwała strukturę tkanin i bardzo wyraźnie uświadamiała sobie miejsce.powinnaś już rozróżniać pewne pary.Właśnie.Mgliści którzy potrafią spalać cynę z ołowiem są zwani Zbirami.wyjaśnił Kelsier. gdzie ubranie przylegało ciasno do ciała. .

ujrzała światła na niebie.Niech się pali .rzekł wreszcie Kelsier. ciągłe rozjarzanie metali robi. odnosząc wrażenie. . Kiedy to zrobiła.. Zamarła i jęknęła cicho. spoglądając na swoją . Słyszała trzaski i szuranie w ciemności. Musiała to być szczególnie jasna noc. . .tak było. a po drugie. . Były malutkie. Większość Zrodzonych pozostawia zapaloną cynę zawsze. Skinęła głową. Nagle.z jej piersi wytrysnął pęk niebieskich promieni.Ostatni Imperator bardzo się starał zetrzeć nasze wspomnienia tamtych dni. Ludzie kiedyś często wychodzili i patrzyli w niebo . zamglone nawet dla jej wzmocnionego cyną wzroku...Dobrze . dlaczego Kelsier porusza się w mroku z taką pewnością siebie. Teraz jednak widziała całe miasto otulone całunem tańczącej. z cyną. A wyżej.zapytała.Spróbujmy kolejnego metalu. zwłaszcza cyna i jej stop z ołowiem. że ktoś skrada się za jej plecami.Skąd wiedziałeś? Kelsier się uśmiechnął.rzekł Kelsier i oboje znów ruszyli ulicą.godziny. w których dostrzegała światełka w oknach. Odwrócił się i szedł dalej.. co pozwalało jej zbadać nowe uczucia i szczegóły. Ja nie gasiłem jej od chwili. stało się coś dziwnego .Dziwne? . Dość trudno będzie się do tego przyzwyczaić. które znikały we mgle. wirującej mgły. Rozjarzanie metali powoduje jeszcze dalsze rozciągnięcie. ciemne góry. Po pierwsze. bardzo szybko ci się wyczerpie.Musisz się przyzwyczaić do wyczulonych zmysłów. . kiedy opuściliśmy sklep. z zadartą głową. zanim Popielne Rumaki nie rozsypały po niebie popiołu i dymu. z trudem powstrzymywała się od nerwowych gestów. . Jeśli rozciągniesz je za bardzo. Przystanęła w zachwycie. Mogła rozróżnić twierdze .Metale. . Vin skinęła głową. Przedtem jej widzenie było ograniczone do niewielkiego bąbla w ciemności. Tylko nie rozjarzaj jej nieustannie. wszystko wokół przestało być takie złowróżbne. Podążyła za nim. ale jednocześnie wybierając kolejny metal do zapalenia. pozostawiając zapaloną cynę. Zaczęła rozumieć. Bogactwo ważeń było oszałamiające. rozciągają ciało. Spojrzała na swego towarzysza. jakie odsłaniała przed nią cyna. z ludźmi dziwne rzeczy. szli teraz w ciszy. dopóki nie pojawiły się mgły. Vin skinęła niepewnie głową.małe. kiedy wychodzą w mgłę. . jak dziurki przekłute szpilką w nocy. wszystko zacznie się rwać. Kelsier zamilkł.

. Pulsowanie ucichło.Zacząłem palić miedź . jak mój brat.Inkwizytorzy używają Allomancji? Skinął głową.Inkwizytorzy uznają.Wszyscy są Szperaczami. że jesteśmy zwyczajnymi Zrodzonymi z Mgły szlachetnego pochodzenia. Vin pobladła.Co.obiecał. . Możesz teraz spróbować. jak przezroczyste kawałki szpagatu. jaką odczuła.Dojdziemy do tego . . choć pewnie wiele nie wyczujesz. czy to dlatego. Impulsy nie wydawały się słyszalne. że na Inkwizytorów wybiera się Szperaczy. . Niestety „użyteczna” dla nich.zapytała. Pozwala ci wyczuć.Prawdopodobnie brąz . Kelsier zachichotał.Zostaw na chwilę ten metal i jego partnera.Miedź to bardzo ważny metal. Większość linii była cienka.zapytała Vin.. .. Natychmiast odczuła dziwne wibracje. czy proces stawania się Inkwizytorem zwiększa tę moc.pierś.Towarzyszkę brązu. . . Zatrzymała się. ale zamarła. Vin posłuchała. Vin wygasiła dziwny metal. którzy niewłaściwie korzystają z Allomancji. i jest to dla nich użyteczna umiejętność. Musisz się go nauczyć .Ukryje cię przed Inkwizytorami. . Są nieco bardziej skomplikowane od innych. Nie jestem pewien. Jednak. że ktoś w pobliżu stosuje Allomancję. Wskazywały na różne obiekty.Wewnętrzny metal Pociągający umysł. Drzwi. Spojrzała na niego. . Używają go Szperacze.wyjaśnił. Jedyną zmianą okazała się lekka wibracja. . Prawdopodobnie dzisiaj nie mamy się czego obawiać . obserwując linie i wodząc wzdłuż nich wzrokiem. ale czuła. choć kilka było grubych jak przędza.rzekł Kelsier. Ogólnie nie jest zbyt użyteczny. zignorowała jego towarzysza i wybrała jeden z ostatnich. jeśli kiedykolwiek będziesz w stroju skaa i zaczniesz spalać . . którzy wyszli się podszkolić.Co się stało? . ukrywa ona twoje moce przed innymi Allomantami.? . dla nas oznacza „raczej irytującą”. marszcząc brwi. jak ją opływają. . o ile nie jesteś Stalowym Inkwizytorem poszukującym Mglistych skaa. kilka nawet na samego Kelsiera. . . Zupełnie jakby pochodziły od Kelsiera.Wygaś ten i spróbuj jednego z dwóch ostatnich. Kiedy spalasz miedź. Tak czy tak.. ich głównym zadaniem jest wyszukiwanie bękartów i szlachty. okna.odparł. Chciała przytaknąć.

że właśnie to chciał przed nią ukryć. Skinęła głową. . Metal z błękitnymi liniami. jest niewrażliwy na Allomancję uczuciową. że mogę palić miedź . Będzie potrzebowała wystarczająco bogatego źródła.Jeśli ktoś z naszych ludzi zostanie spostrzeżony przez Szperacza. by zachować nad nią kontrolę. Była jednak bardziej zainteresowana zdolnością miedzi do ukrywania jej uczuć.Ty również. Kiedy wynajmujesz takiego człowieka jak Clubs. . . jak ciebie.Tak. Możemy używać wszystkich mocy. Standardowa praktyka to posiadanie w kryjówce przez cały czas jednego Dymiarza.odrzekł. że dostarcza ci on bazy wypadowej i grupy Dymiarzy dość kompetentnych. Kelsier skinął głową. .stwierdziła Vin.zapytała . Nie wrócił już do niego. to oczywiste. co najważniejsze. że najpierw zaczęłaś palić miedź. mogą uciec do kryjówki i zniknąć. Z wyjątkiem jednego. upewnij się. a jednocześnie czyni cię niewidzialnym przed innymi Allomantami. że zbyt łatwo dzieli się swoimi sekretami.Każdy.odparł. Mogą również ćwiczyć swoje zdolności bez obawy o wykrycie. Jej umysł jednak zaczął wędrować swoimi ścieżkami.rzekł Kelsier . aby ukrywali nas przez cały czas. Po co Kelsier mówił jej to wszystko? Wydawało się. Znów ruszyli przed siebie i Kelsier dał jej nieco więcej czasu. Impulsy Allomantyczne pochodzące ze zwykłego sklepu w sektorze skaa szybko by nas zdradziły przed przechodzącym Inkwizytorem. ale skoro ty możesz palić miedź .Właściwie . Dodatkowo. nazwijmy ją chmurą miedzi. Coś wydawało jej się nie całkiem. Vin skinęła głową. Możliwe.wielu ze Zrodzonych przez cały czas pali miedź.kilku z jego uczniów to także Dymiarze. ale nie możemy być wszędzie naraz. skorzystać z tej mocy. . Taka chmura. kto pali miedź..Pomyślałem.po co szukałeś Dymiarza dla grupy? . wpływ miedzi działa jak bąbel. jak podzielić zadania.metale. nie pozwala innym manipulować twoimi uczuciami.To prawda.. że cię to może zainteresować . Mądry przywódca wie. . zwłaszcza w tak wielkim przedsięwzięciu. ukrywa każdego w swoim zasięgu przed wpływem Szperacza. Ożywiła się wyraźnie. Clubs nie robi wszystkiego sam . żeby cały czas ją palić. . prawidłowe.Tym się zajmuje Dymiarz. Miedź pali się powoli. Ukrywa cię przed brązem i. pomyślała. . . choć nie chroni go przed wpływem emocjonalnej Allomancji. by przywykła do palenia cyny.Clubs .

Vin .Czy ten metal ożywia przedmioty? To rzeczywiście byłoby niezwykłe. Kiedy szła. Zarumieniła się. co zrobiłaś . . Miała prawie wrażenie. . . który śmiał się cicho. Mgielny płaszcz łopotał wokół niej.Każde działanie. ale obiekt .Daj spokój. jak i w życiu. Najpotężniejszy ze wszystkich ośmiu. Weź na przykład spalanie cyny z ołowiem. jedne linie się pojawiały. Jakie są konsekwencje? .Za chwilę wyjaśnię ci. Vin pisnęła i spróbowała odskoczyć. może ją wyczuwać osobno. Vin ostrożnie sięgnęła ku niemu. po czym spojrzała na Kelsiera.rzekł. Z zaciekawieniem sprawdziła je umysłem.Właściwie to sama siebie zaatakowałaś . że jeśli się skoncentruje. . Były różnej szerokości. Sięgnęła myślą i pociągnęła lekko.odparł.obiecał. po czym oboje znów ruszyli przed siebie. . . Rozejrzała się. jeśli chodzi o Allomancję. Nie spuszczając Kelsiera z oka. usiłując odkryć ich sekret. .odrzekł Kelsier.zardzewiały gwóźdź .Nic się nie stało. Vin wstała z przewrotu.Stwierdziłem. Wstała ostrożnie i podeszła do niego. I znów wokół niej pojawiły się linie.wyjaśnił Kelsier. która będzie umiała ocenić konsekwencje swoich działań.leciał wprost ku niej. inne znikały za jej plecami. Jeden koniec każdej wychodził z jej piersi. Vin zmarszczyła brwi. po którym wylądowała w kucki.Co masz na myśli? .Chodzi o konsekwencje.Machnął ręką. które podejmujemy. ma swoje konsekwencje. . . szczególnie cienką i niewinnie wyglądającą i stwierdziła. przechwyciło i wyrzuciło z powrotem w mrok. . jakby mogła jej dotknąć.Musi być potężny. . że zarówno w Allomancji. wskazując w pozornie przypadkowych kierunkach. a niektóre jaśniejsze od innych. zapaliła ów nieznany metal. że spróbujesz .Powinienem był wiedzieć.Najpierw jednak musisz coś zrozumieć. drugi zaś jakby był przywiązany do danego miejsca wzdłuż ulicy. Linie poruszały się wraz z nią. Wybrała jedną. Linia zadrżała i coś natychmiast wystrzeliło z ciemności w jej kierunku.Jeszcze jedna zasada? . Nagle coś złapało go w powietrzu. sukces odniesie jedynie osoba. próbując przebić noc wzrokiem. .Raczej filozofia .Ten gwóźdź mnie zaatakował! .

. kiedy cyna z ołowiem się skończyła.Chyba to upuszczę.Ha! Vin podskoczyła. Uśmiechnął się. . przerażona. Jeśli ktoś nagle zaatakuje cię jaskrawym światłem lub dźwiękiem. Vin skinęła głową. patrząc z urazą na Kelsiera. . trzymaną przez Kelsiera w palcach. . . by potem od niej umrzeć. partnera metalu. Vin sięgnęła ku właściwej linii i Odepchnęła ją lekko.Rozumiem . .odparła cicho Vin. . .A teraz ją Pchnij. . Niejeden Mglisty Zbir nie zauważył niebezpiecznej rany w walce.Au! . Przystanął. Wyjął zza pasa spinkę. Poprzez mgłę Vin widziała wznoszące się nad nimi potężne mury miejskie. . Pokazał jej go w palcach i odsunął się na bok.A jeśli jest to coś ciężkiego. . możesz sobie zrobić krzywdę. podnosząc wzrok.Za pomocą żelaza możesz Przyciągnąć do siebie metalowy obiekt.Będziemy ćwiczyć Pociąganie Żelaza i Odpychanie Stali . .Dobrze .Ale najpierw parę podstaw. Odpychając monetę od siebie do momentu.Zapal stal. No.Stal i żelazo dają ci możliwość manipulowania innymi metalami wokół ciebie wyjaśnił Kelsier. . Vin koncentrowała się na niej.A co się stanie. Jedna wskazywała prosto na monetę. Za pomocą stali możesz go Odepchnąć. Moneta wyrwała się z palców Kelsiera i wystrzeliła ku ścianie. Niebieskie linie znów wytrysnęły z jej piersi.Stajesz się silniejszy. zatykając dłońmi nadwrażliwe uszy.Ale co to ma wspólnego z dwoma ostatnimi metalami? .rzekł Kelsier.Wzruszyła ramionami. najniższy nominał monety.Co tu robimy? . jesteśmy na miejscu.Spalanie cyny też ma swoje konsekwencje. możesz zostać oślepiona lub ogłuszona. .wyjaśnił Kelsier. który paliłaś wcześniej. aż ta zatrzymała się na ścianie najbliższego domu i z brzękiem przywarła do . .jęknęła. jeśli niesiesz coś ciężkiego i w tym czasie twoje zasoby cyny z ołowiem się wyczerpią? Zamyśliła się.

Skinęła głową. i szybko dołączyła do niego. a ona leciała. to ty zostaniesz Odepchnięta. Vin mocnym szarpnięciem nagle została gwałtownie odrzucona w tył.A teraz hop na drugą stronę tego muru. Przekonasz się. reakcja. . z jaką Odpychasz lub Przyciągasz. spadła na bruk. . jest skierowana wprost na ciebie lub od ciebie. Vin.Jesteś szalony! . Kelsier skinął głową. ono odleci od ciebie jak moneta. będziecie poruszać się jednocześnie. zdaje się że skoro moneta nie mogła lecieć dalej. . Allomancja nie działa w ten sposób. jeśli obiekt jest o wiele cięższy od ciebie. . Odpychałam monetę..niej. jak dużo lub jak mało się poruszysz. Podobnie jest z Pociąganiem żelaza.. . Nie możesz przerzucać przedmiotów wokół siebie za pomocą umysłu. konsekwencje. Odpychając stal.W obu przypadkach siła.zapytał Kelsier.Dobrze . albo jeśli staje się czymś cięższym. ponieważ świat fizyczny również w ten sposób nie działa. Siła. to ja zostałam odepchnięta.Dlaczego? Zamyśliła się.powiedziała. da ci znaczną przewagę nad twoimi przeciwnikami. Oto wielka sztuka Allomancji.. . Jeśli jesteś o wiele cięższa od twojego zakotwienia. Wiedzą o tym.ciągnął. Po drugiej stronie ulicy moneta. Vin. Kiedy pchasz coś . .Zdaje się. jak podchodzi pod podnóże muru. Obserwowała. ale kiedy uderzyła w ścianę. że te dwie umiejętności są najbardziej uniwersalne i przydatne ze wszystkich. Albo ty jesteś Pociągana w kierunku obiektu. teraz uwolniona od jej wpływu. albo on w twoim. Potknęła się. . ale po chwili odzyskała równowagę.Allomancją lub rękami przedmiot porusza się dokładnie w przeciwnym kierunku.Nie wiem. . używasz własnego ciężaru. . .rzekł Kelsier.Co się stało? . Kelsier chwycił ją i uchronił przed upadkiem. Jeśli wasze ciężary są podobne. . Jednak.A teraz pamiętaj . kiedy palisz stal..Konsekwencje.Co? Pozostawił ją oszołomioną na środku drogi. to ja musiałam. Pokręciła głową. Rozumiesz? Znów skinęła głową.

rzekł Kelsier. że mówisz mi to dzisiaj już po raz drugi.Zdaje się. że mój rozum opuścił mnie dawno temu. dopóki nie znajdziesz się równo ze szczytem muru. upiornym światłem. Jeśli coś pójdzie źle.Nie. włóż to. wyciągając spod płaszcza pas..Masz. Spojrzała znów na sztabkę. mierząc wzrokiem mur. . Vin czekała przez chwilę. Mgła tańczyła wesoło wokół niej. nawet dla jej wzmocnionego słuchu. . prawdopodobnie będę mógł cię złapać. Wystrzelił w powietrze.zapytała nerwowo. a nie Ciągnąć żelazem. Kelsier uśmiechnął się i rzucił na ziemię spory kawałek metalu. że masz Pchać stalą. Niebieska linia zabłysła słabym. Wszędzie panowała cisza. . jego postać natychmiast zniknęła w kłębiącej się mgle.. Nie przestawaj Odpychać. gdybyś posłuchała wszystkich wokoło. Kusiła.Uśmiechnął się. paląc stal. ale Kelsier nie spadł i nie rozbił się o bruk. ale szybko się uczysz .Nie mogę. . Ma przymocowane metalowe obciążniki. . Vin spojrzała w górę i po raz ostatni w dół.odrzekła. to znaczy do dzisiaj nigdy nie próbowałam Allomancji! .Kelsierze . . Lepiej uważaj.Ustaw sztabkę dokładnie pod sobą i pamiętaj. zapinając pas. A potem schylił się i skoczył.Prawdopodobnie? . Droczyła się z nią. dowiedziałabyś się już. Wreszcie odetchnęła głęboko i z całej siły Odepchnęła się od sztabki. .

Pomóż! . Im słabsza była linia. Co się stanie. ciągle Odpychając się desperacko. . była tak skoncentrowana. pamiętając. .zawołała. czego nauczyłaś się przy chodzeniu.rzekł Kelsier. dotyczy również Allomancji. Twoje ciało jest przyzwyczajone do samorzutnego odzyskiwania równowagi.Nie musiałaś się bardzo martwić . żeby nie spaść. jeśli zniknie całkiem? Zaczęła zwalniać. aby Odpychać dalej pomimo strachu. . Jego imię będzie Niezgoda. jeśli masz trójkąt kotwic.Zawsze lubiłem widok stąd. ale będzie postępował wbrew niej. 8 Vin wystrzeliła w powietrze. Ziemia w dole znikła. Po kilku sekundach lotu zatrzymała się i pozostała zawieszona w powietrzu ponad ledwie widoczną niebieską kreską. Kelsier stał niedaleko od niej. Będzie ich zbawcą. tym bardziej zwalniała. że znajduje się o kilka stóp od szczytu muru. Spojrzała w bok.Będzie bronił ich wiedzy. będziesz całkiem stabilna.Łatwiej jest utrzymać równowagę w powietrzu. lecz oni nazwą go heretykiem. że nie zauważyła. a błękitna linia wskazująca na sztabkę stawała się coraz cieńsza i bledsza. Z trudem stłumiła krzyk. Część tego. ale będą go za to kochać. . twój umysł i ciało . Kamienna ściana śmigała w dół z ogromną prędkością o kilka stóp od niej. ale z jedną też sobie poradzisz. wisząc na samym skraju twojej umiejętności Odpychania. Jak długo pozostajesz nieruchomo. Mgły pod jej stopami wirowały i tańczyły.

Chwycił ją i przeniósł ponad kamienną poręczą. Lepiej trochę spaść.. ale kto by się nie bał. albo będziesz musiała zostać i wyjaśnić patrolowi strażników. a Vin poczuła potężne pociągnięcie za pas i poleciała w kierunku muru. szorując po murze. stojąc na murze i spoglądając w przepaść.Kelsier? . by wisieć w powietrzu sto stóp nad tą cholerną ulicą! Kelsier zachichotał. by się upewnić.. wysokości . w równowadze.. . Nie miała lęku wysokości. Zaklęła. . żeby zwolnić.Naprawdę wybieramy się na zewnątrz? ..dopytywała się Vin. .rzekł. wprost w ciemne mgły po drugiej stronie muru. jak jej to .Ja.spadłabyś jak ołowiany ciężarek z wysokiego słupa. ale jego już nie było. Zeszła z muru. że Kelsier zszedł mi z drogi. Obejrzała się na Kelsiera. znowu trochę spaść i Odepchnąć się znowu.Nie. wychyliła się przez mur i desperacko spojrzała w dół. dotrzesz na dół całkiem bezpiecznie. Unosząc się lekko.To byłby spory problem dla Zrodzonego z Mgły. gdzie czeka go zguba? Poczuła mrowienie w sercu i ucisk w żołądku.wycedziła przez zaciśnięte zęby. . .opisywał. . sprawdzając niebieską linię. się.. ale możliwe.. Ale też nie jestem przyzwyczajona. Vin .Są tylko dwie możliwe drogi na dół. po czym postawił na szczycie. . straciłabyś zaczepienie w dole i nie odpychałabyś się. w kłęby mgły.Jesteś teraz na szczycie murów. Mam nadzieję. . .. Wysunął rękę przez poręcz i po chwili sztabka wystrzeliła w górę. aby wskoczyć w jego dłoń.zawołała. potem się Odepchnąć..rzekł.. no cóż. pomyślała..Teraz w dół. Puścić. . . irytujący sposób.. robiąc krok i zawisając w powietrzu. czemu Zrodzona z Mgły musi użyć ich schodów. I wtedy byłyby problemy . . Podszedł i wspiął się na blanki. boję. Albo skaczesz..odparł. lub poruszyła za daleko w bok. . . Vin . Jeśli dobierzesz właściwy rytm. Gdybyś teraz Odepchnęła się od czegoś innego. dokładnie tak. nie pozwalając spadać ci na boki. obok siebie. że nie boisz się wysokości.skorygują każde odchylenie od podstawowego środka twojego zakotwienia w dole. Rzucił sztabkę przez ramię. Vin obejrzała się z troską i zobaczyła kołyszące się w ciemnej mgle światło latarni.szepnęła. że jest dokładnie nad sztabką. podchodząc do muru.Kontrolowanie siły Odpychaniem i Pociąganiem jest trudne.Kelsier.Mam nadzieję.Dobra robota . .Poza mury miasta? Nocą? Kelsier uśmiechnął się znów w ten sam.

Dobrze sobie poradziłaś . po czym zawahała się i sięgnęła ręką do ucha. . Inaczej inni Allomanci mogliby ci wyrywać metale z żołądka.rzekł.No i co.rzekł Kelsier. stał tuż pod nią i . aby ochłonęła. Vin skinęła głową. Pokręciła głową. . a Vin znów spadała w kierunku ziemi. nie na nią.Odpychanie stalą i Przyciąganie żelazem to niebezpieczne umiejętności. Zatoczyła krótki łuk wzdłuż szczytu muru. możesz skoczyć i pozostawić swoją kotwicę zbyt daleko albo popełnić dziesiątki innych błędów. Moje doświadczenie. dlaczego każdy Allomanta stara się nosić na sobie możliwie jak najmniej metalu. . Otumaniona przerażeniem odruchowo sięgnęła i Pociągnęła sztabkę. pręcik z tyłu zagina się w dół.zapytał.Muszę przestać go nosić.Czy to klips? . Kelsier usiadł na pobliskim kamieniu. Odepchnęła się odruchowo stalą. choć także ograniczone. pociągnięte za pas.Każdy tak ma za pierwszym razem . . Zaczęła spadać wolniej.Więc nic się nie stanie . a po chwili dryfowała łagodnie w powietrzu.To mała zatyczka. . . .szepnęła. ale ich twarze po chwili stały się niewidoczne. Przerażona Pchnęła raz jeszcze. Sztabka posłusznie wyleciała jej na spotkanie.odparł Kelsier. Nagle jej ciało podskoczyło. dając jej czas.Prawie się zabiłam. Nagły wysiłek podrzucił ją w górę. Przechodzący strażnicy podskoczyli przerażeni. .Mój kolczyk . zaczęła spadać w bok od sztabki.oczywiście uśmiechał się. W każdym razie teraz chyba rozumiesz. rozjarzając stal. który przyciągniesz do swojego ciała. tym razem mocniej. wesoło było .Natychmiast zaczęła spadać. że lepiej wcześniej znaleźć się w tak skrajnych okolicznościach. usiłując skierować się ku niej. ale jej trajektoria była niewłaściwa.Metale w twoim ciele nie mogą być Odpychane ani Przyciągane. . . . Możesz przebić się kawałkiem metalu. Koniec ze mną. Z mgły wyłonił się Kelsier.odparł Kelsier. W konsekwencji jej manewr Odepchnął ją jeszcze dalej i zaczęła spadać. kiedy ktoś może nad tobą czuwać. Wreszcie zapaliła trochę cyny z ołowiem. jest takie. . Nie odpowiedziała. żeby uczucie pewności pomogło jej uspokoić nerwy.

Zmarszczyła brwi. a przynajmniej tak się wydawało Vin. na mur. żeby iść? Spojrzała w górę. tak jak teraz . Była to ciężka praca . Ciernie i suche liście. jakby przed czymś uciekał. Dobrze wiedzieć. nigdy nie zagrzewając miejsca na dłużej niż rok. . jest mały. Więc jednak ma jakiś cel. kiedy Kelsier ruszył w mgłę.Dlatego też Inkwizytorzy chodzą tak spokojnie z parą stalowych szpil wystających im z głów. ale jego pełna uprzejmości nonszalancja sprawiała.Dobrze.ale sam fakt. Przedtem już zdarzało jej się wędrować poza miasto. pomyślała. . ale zawsze poruszała się w grupie wioślarzy . bo nocna rosa nieco ją zmoczyła. Nocą nawet nagie wzgórza i pokryte krzakami równiny nabierały złowrogiego wyglądu. szykując się do kolejnego skoku.i przez cały czas miała wrażenie. więc jest nieosiągalny dla innego Allomanty. Od czasu do czasu mijali sterty popiołu. Nieustanne wędrówki z miasta do miasta były pomysłem Reena: nie chciał się dać zamknąć. . ocierały się o jej nogi.kiedy je spalasz. Krajobraz wokół Luthadelu był nagi. Ściółka trzeszczała pod nogami cicho. które wypełzały nocą na powierzchnię pod osłoną mgieł nawet rozjaśnionych cyną. Skinęła głową. nie chcąc zostać sama we mgle.robotników skaa. oznaczał już pewną wolność. Zawsze w biegu. którzy pływali barkami i długimi łodziami po licznych szlakach wodnych Ostatniego Imperium. . jeśli nie liczyć paru krzaków i kęp zielska. pokryte popiołem z ostatniej chmury. większość skaa bowiem nigdy nie opuszczała swojego miasta czy plantacji. że podróżowała.rzekł Kelsier. że coś ją śledzi. Woda rozmywała go.Nie wracamy . Pospieszyła za nim. bo inaczej cały kontynent byłby już dawno pogrzebany.A teraz jesteś gotowa.Chodź. zawsze w ruchu. . W większości popiół jednak był zrzucany do rzeki Channerel.większość arystokratów wykorzystywała skaa zamiast koni. Vin milczała. Starała się trzymać jak najbliżej Kelsiera. . starając się robić możliwie jak najmniej hałasu. Słyszała opowieści o różnych rzeczach. Zazwyczaj znajdował dla nich miejsca na barkach prowadzonych przez szajki złodziejskie. Metal przebija ich ciała. która przepływała przez miasto. że trudno go było rozszyfrować. które zostały wywiezione z miasta. wiele z nim nie zdziałasz. a może tylko chce się przejść nieco dalej? Dziwne. Szli dalej. żeby ciągnąć barki wzdłuż brzegu . Zachowaj kolczyk. ale w razie potrzeby możesz go użyć jako broni.

. usiłując dostrzec we mgle mroczną postać. prowadząc ją na szczyt nagiego.Chyba coś za nami idzie! .Jak sądzisz. że one istnieją? .Tam. . poszła za nim.Mgielne upiory to niezbyt przyjemny widok. . Były stłumione i słabe . masz rację. Zawrócił po własnych śladach i skinął.tak. Prawdopodobnie idzie za nami w nadziei. kiedy przyklękła obok w grubym.. ale są dość nieszkodliwe. Vin podskoczyła. który w jej wspomaganych cyną uszach brzmiał niebezpiecznie głośno. że wyrzucimy coś jadalnego. . Kelsier szedł szybko.Ale ich zmysł węchu. Zaczynam dostawać paranoi! ..Czy ty.zawołała. To w większości padlinożercy.Chcesz go zobaczyć? .Kelsier.To wrażenie z każdą chwilą stawało się bardziej irytujące. . . . .Nie widzę go . Przystanęła. Wkrótce zaczęła słyszeć szmery w ciemności.trzask łamanych roślin. żeby zobaczyć go lepiej. ale wiedziona zabójczą ciekawością. na pół wyimaginowanym dźwięku.Oczywiście .zawołała gorączkowym szeptem. powłóczystym krokiem i Vin pochyliła się.ruszyła przed siebie dziwnym. .Zobaczyć mgielnego upiora? .zganiła się. Zatrzymała się jak wryta. tam chyba coś jest! . . To mgielny upiór. żeby poszła za nim.odparł Kelsier.Kelsier! .Kelsier! .Chcesz powiedzieć. pokrytym popiołem żwirze. spodziewając się zobaczyć coś na szczycie pagórka. że już dłużej tego nie zniesie. niezdolna wykrztusić słowa. Chodź. Zachichotał i uśmiechnął się do niej. Zmarszczyła czoło i wytężyła wzrok. Kelsier szedł dalej. skąd się biorą te wszystkie historie? Vin stała oszołomiona. Przycupnął i gestem nakazał jej zrobić to samo.Mają niezbyt dobry słuch . kiedy podskoczyła po kolejnym.mruknęła.Och . Wtedy pagórek się poruszył. ..zapytała.zapytał. Wreszcie poczuła. jest dość wyostrzony. szuranie kroków niesione przez mgłę. Niechętnie.odparł .Hę? . czy może raczej smaku. .. Ciemna masa . .Pokazał palcem na niskie wzgórze. pozbawionego zarośli wzgórza. . Vin zmrużyła oczy i spojrzała w mrok. .wysoka na dziesięć stóp i dwa razy dłuższa .wyjaśnił.

Ciało było bulwiaste i wydłużone. otaczają je i trawią powoli mięśnie i organy.. oraz . tworzą dokładny duplikat pożartej istoty. by jej cyna wróciła do normalnego stanu i upiór znów . jakby miało co najmniej tuzin klatek piersiowych.? Jak. Pozwoliła. Wiele z członków nawet nie wyglądało na używane .wydawało jej się.? . Vin obserwowała. bydlęce racice.po prostu sterczały z ciała zwierzęcia niczym poskręcane..Mogą ukształtować swoją skórę wokół dowolnej struktury kostnej i czasem są w stanie nawet odtworzyć mięśnie i organy. których nie potrzebują.i tworzą taki kłąb. kurczyło mięśnie w przedziwne kłębowiska i wyglądało. W jej stronę zwróciła się trzecia głowa i Vin stwierdziła. jeśli mają przykład.Upiory mają elastyczne ciała . I głowy . Idzie za naszym zapachem. których nie mogła zidentyfikować. który z kolei opierał się na przedziwnym kłębowisku kości. . . dodając te. Nie była to jednak bezkształtna masa. .. używając tego..wyjaśnił.naliczyła ich sześć.fascynacji. a każda wyglądała. Stworzenie miało dymną. który właśnie widzisz. pomyślała.Co. co zobaczyła. To.? Kelsier skinął głową. Niedopasowane członki pozwalały stworzeniu się poruszać. Wzdłuż całego ciała zwisały pod dziwacznymi kątami ramiona i nogi. z którego mogą czerpać wzorce.Rozjarz cynę . nienaturalne kolce.Chcesz powiedzieć. jak ten.Kiedy znajdują ciało. przywołując eksplozję dodatkowych mocy Allomantycznych.. przejrzystą skórę i Vin mogła widzieć jego kości. Były tam ludzkie ręce.. że widzi przejrzyste mięśnie i ścięgna otulające kości. Nieco przestawiają części ciała . ciągnąc się po ziemi. jak niezgrabna stonoga. Pomimo przejrzystej skóry odróżniła końską głowę osadzoną obok głowy łani. Skinęła głową. odrazy i czegoś więcej niż niepokoju.. co zjadły.kiedy zmrużyła oczy . Wszystko natychmiast stało się jaśniejsze.poradził Kelsier. węsząc po jej śladach. w jego kształcie można było dostrzec pewną logikę.. jakby pochodziła od innego zwierzęcia. Miało dziesiątki kończyn. Widać było wyraźny szkielet. wywołało w niej dreszcze . Z jego podbrzusza zwisał płat oślizłej skóry. Wędrowało powoli. poruszając się. że spogląda na ludzką czaszkę. które chcą mieć w swoim ciele . Głowa spoczywała na długim kręgosłupie zwieńczającym jakiś zwierzęcy tors. choć było to raczej pełzanie. A potem. . Stworzenie. jako wzorca. jak stworzenie człapie przez pole.. Smakuje zapachy. Omal nie zwymiotowała.wydalając kości. psie łapy i inne. lecz.

po prostu nie wychodzą nocą.Co masz na myśli.Nie są aż tak niebezpieczne. wydał jej się jeszcze bardziej nienaturalny.Czy ludzie wiedzą o tych istotach? To znaczy.Czy są inteligentne? . gdzie chcą? .odparł.Jeśli potrafią podzielić. Zwykli ludzie. . Więcej instynktu niż inteligencji.Mgielne upiory może i wyglądają strasznie. Vin jeszcze raz rzuciła okiem w stronę nienaturalnej istoty.zapytała. Pewnie dlatego wszyscy je omijają. . .zapytała. mówiąc „ludzie”? .. co on robi.Inteligentne? . Kelsier zatrzymał się. że stoi obok niego jakiś człowiek.. Wtedy zobaczyła powóz.stał się ciemną plamą. . aby upiór zaatakował dorosłego. . ten jest młody. Był zaparkowany przy drodze i Vin zauważyła. . . Spojrzała na niego pytająco. jak wyglądają. Wybieramy się tam.Po to mnie tu przyprowadziłeś? .Nigdy nie słyszałem. ubitej ziemi imperialnej drogi. . czy upiór ich nie dogonił . . ale potrafią przeżyć całe życie. Vin zmarszczyła brwi. Wstał i zszedł z pagórka. .. niż legendy? . cóż.Nie. Podążyła wzrokiem za jego gestem i zdołała dostrzec zmianę w otaczającym ich krajobrazie. . po czym ruszyła za Kelsierem.Wielu Allomantów wie o nich. Vin znowu zadrżała. ale raczej nie są warte takiej wycieczki. . zdrowego człowieka. .Czemu ktoś czegoś z tym nie zrobi? Kelsier wzruszył ramionami. Kelsier skinął głową. zastanawiając się.Imperialna droga? Zawróciliśmy do głównych bram miasta. Po krótkiej przechadzce . ciało i użyć jego elementów tam. Ale oczywiście szlachta znalazła zastosowanie dla tych istot. obserwując drogę w obu kierunkach.wyszli z zarośli i znaleźli się na płaskiej.Prawdopodobnie znalazł trupa .zapytał Kelsier. Większość skaa boi się i przeklina mgielne upiory. jestem pewien.zapytał Kelsier. że Zakon też. kiedy widziała tylko jego sylwetkę. Kelsier zachichotał. coś innego. ale nie powiedział nic więcej. nie wiedząc. Teraz jednak. żeby sprawdzić. .I mają szczęście .wymamrotała Vin..podczas której Vin oglądała się co najmniej trzy razy.Ten miał ludzką głowę! .

Nawet kiedy siedziała w otwartej przestrzeni. by wydawało się to nie całkiem naturalne . . jowialnie klepiąc tamtego po ramieniu.Mistrzu Kelsier . Mężczyzna skłonił się. Zawsze to robi. podchodząc do niego. kiedy wsiedli. stara się być możliwie jak najmniejsza. Vin siedziała naprzeciwko niego. . Był wyższy od Kelsiera . a my wciąż jesteśmy o godzinę drogi od Fellise. . kłaniając się. Ale jest dzielna.Istotnie .rzekł Sazed. starała się ukrywać. . mistrzu Kelsier. Miał na sobie przepyszne. *** Kelsier milczał.. nakładających się na siebie klinów w trzech kolorach domu jego pana. ciemnymi oczami. Brzmiały w nim nieco wyższe nuty i mówił z prawie melodyjnym akcentem. pomyślała Vin. że na nią patrzy. . Vin podeszła bliżej. .dość wysoki. W czasie swego szkolenia Kelsier nie był aż tak skory. kolorowe szaty terrisańskiego lokaja . .Gemmel musiał go popchnąć. pomyślał Kelsier. najmniej zauważalna. że arystokracja woli terrisańską służbę i dworzan.Znasz mnie. . Jest taka napięta. Obserwowała go wielkimi.strój uszyty był z haftowanych.Ach tak .rzekł Sazed.rzekł Kelsier.Myślałem już. Vin usiadła w pluszowym fotelu i słuchała. by rzucać się z murów miasta . odwróciła wzrok. jeszcze bardziej kuląc się pod płaszczem. tak czy owak. lękliwe stworzenie to Vin. Sazed .rzekł.a jego ręce były niezwykle długie. odgradzając ich od mgły. Gdziekolwiek jest.To małe. A w kącie wisiała niewielka latarnia.Obejrzał się i zamachał do Vin. Jego łagodny głos dobrze niósł się w nocnym powietrzu. częściowo osłonięta.Ale wiem.odparła. z podkulonymi nogami.Tak. płaską twarz i delikatne ciało.Jesteś Terrisaninem . obserwując go uważnie. starannie wymawiając każde słowo.Jedziemy. Sazed .odrzekł Sazed i spojrzał na Kelsiera. .Ho.Jestem wcieleniem punktualności. Jednak nieoczekiwanie . Sazed otworzył drzwi powozu i zamknął je za nimi. a same uszy ozdobione kolczykami wzdłuż całej krawędzi.Nikogo . Fellise. jak Sazed wspina się na kozioł i pogania konie. że postanowiłeś się nie zjawiać.Znałaś wielu przedstawicieli mojego ludu? .powiedziała. . . Jedziemy spotkać się z uzurpatorem lordem Renoux. Jest późno. Zasłonki w oknach były opuszczone. dziecko .rzekł Kelsier. Sazed miał długą. Kiedy zauważyła. . Jego płatki uszu były naciągnięte. ciasno owinięta mgielnym płaszczem. okrywającym jej ramiona i nogi. .

że jest ich dziesięć. Kelsier skinął głową i się pochylił.zapytała. .Są metale.. . nauczę cię. Jego matka była pomysłową kochanką potężnego arystokraty. Jednak.Chodzi mi o Allomancję.uznani za bękartów. I znów jej nieufne spojrzenie powiedziało mu.Vin. nie umiemy. One po prostu są. która potrafiła przed swoim panem ukryć fakt.odparł.Nie zgadzacie się ze sobą. Kelsier zmarszczył brwi. pomyślał. nigdy tego nie robił. co może mnie powstrzymać przed ucieczką od ciebie? . . Kelsier był jednym ze szczęśliwców. . zanim osiągnęło jej wiek. . Łatwiej będzie.Twój brat . . . a jednak nie.Dlaczego mnie tego wszystkiego uczyłeś? . Na spotkaniu pierwszego dnia powiedziałeś. W podziemiu było mnóstwo takich dzieciaków jak Vin. Kelsier i Marsh wyrośli w uprzywilejowanej sytuacji . kiedy znam twoje tajemnice. sprytną kobietą. ale nigdy tak naprawdę nie próbowaliśmy się krzywdzić. Marsh nigdy nawet nie próbował mnie bić.Bił? Nie. .Nic .Jest starszy od ciebie? Skinął głową.przemówiła. . Jak się obroniłeś? Uciekłeś. Ale nie pominąłem tych dwóch ostatnich dlatego. Zmrużyła oczy.. . że dziewczyna mu nie wierzy. .dopóki ojciec wreszcie nie odkrył prawdy. . . Kłóciliśmy się.Nie. Nigdy nam to nie wychodziło. ale widział. Powinniśmy.. ale wciąż arystokratycznych . Nie zaprzeczyła. .zdziwiła się.Obiecałem ci przecież..Bo jest. Kelsier uniósł brew. wiele ginęło. trudne do opanowania. czy po prostu byłeś silniejszy od niego? . że jest skaa. jeśli najpierw poćwiczysz z podstawowymi.. że chciałem coś przed tobą ukryć.. o których mi nie mówiłeś.zapytała Vin.Nie pozwoliłeś mu? . Zmarszczył brwi. że mu nie wierzy.. Co za życie. Szkoda.Teraz. .Może właśnie dlatego cię nie lubi.Często cię bił? . kiedy dotrzemy do Fellise. jeśli chcesz poznać i te dwa. owszem.. Oczywiście.powiedziała cicho.

Kelsier wbił wzrok w sufit.
- Nie zamierzam cię oszukać, Vin. Ludzie w moich grupach służą dlatego, że chcą, a ja
jestem skuteczny, ponieważ możemy na sobie wzajemnie polegać. Żadnego braku zaufania,
żadnych zdrad.
- Z wyjątkiem jednej - szepnęła. - Zdrady, która zesłała cię do Czeluści.
Kelsier zamarł.
- Skąd o tym wiesz?
Wzruszyła ramionami.
Westchnął, pocierając czoło dłonią. Nie tego chciał w tej chwili... chciał drapać swoje
blizny, te, które biegły wzdłuż palców i dłoni, wspinając się ku ramionom. Powstrzymał się.
- Nie jest to coś, o czym chciałbym rozmawiać - rzekł.
- Więc był zdrajca - odrzekła.
- Nie wiemy tego na pewno. Nieważne. Moje szajki działają w oparciu o zaufanie. To
oznacza, że nie ma przymusu. Jeśli chcesz odejść, możemy w tej chwili wracać do Luthadelu.
Pokażę ci dwa ostatnie metale i ruszaj swoją drogą.
- Nie mam dość pieniędzy, żeby przetrwać sama - szepnęła.
Kelsier sięgnął pod płaszcz i wyciągnął sakiewkę z monetami. Rzucił ją na siedzenie
obok Vin.
- Trzy tysiące skrzyńców. Pieniądze, które zabrałem Camonowi.
Spojrzała nieufnie na sakiewkę.
- Bierz to - rzekł Kelsier. - To ty na nie zarobiłaś... z tego, co zrozumiałem, to twoja
Allomancja stanowiła podstawę ostatnich sukcesów Camona. To ty ryzykowałaś, Popychając
uczucia obligatora.
Nie poruszyła się.
Dobrze, pomyślał. Uniósł dłoń i zastukał w dach powozu. Pojazd zatrzymał się i po
chwili w oknie pojawiła się głowa Sazeda.
- Saze, zawróć powóz - poprosił Kelsier. - Zabierz nas z powrotem do Luthadelu.
- Tak, mistrzu Kelsier.
Powóz potoczył się w kierunku, z którego nadjechał. Vin milczała, ale wydawała się
nieco mniej pewna siebie. Zezowała na sakiewkę.
- Mówię poważnie, Vin - rzekł. - Nie mogę mieć w grupie nikogo, kto nie chce ze mną
pracować. To nie jest kara, po prostu tak musi być.
Nie odpowiedziała. Ryzykował, puszczając ją wolno... ale zmuszenie do pozostania
było ryzykiem jeszcze większym. Kelsier siedział, próbując czytać w jej myślach, usiłując ją

zrozumieć. Czy jeśli odejdzie, zdradzi ich Ostatniemu Imperium? Uznał, że nie. Nie była złą
osobą.
Myślała tylko, że wszyscy inni są źli.
- Uważam, że twój plan jest szalony - szepnęła.
- To samo myśli połowa mojej grupy.
- Nie pokonacie Ostatniego Imperium.
- Nie musimy - odparł Kelsier. - Musimy tylko znaleźć armię dla Yedena, a potem
opanować pałac.
- Ostatni Imperator was powstrzyma - odrzekła. - Nie możecie go pokonać. Jest
nieśmiertelny.
- Mamy Jedenasty Metal - szepnął Kelsier. - Znajdziemy sposób, żeby go zabić.
- Zakon jest zbyt potężny. Znajdą waszą armię i zniszczą ją.
Kelsier pochylił się i spojrzał jej w oczy.
- Uwierzyłaś mi na tyle, żeby skoczyć ze szczytu muru, a ja cię złapałem. Musisz
zaufać mi i tym razem.
Było widać, że Vin nie lubi słowa „zaufanie”. Obserwowała Kelsiera uważnie w
słabym świetle latarni, milcząc tak długo, że ta cisza stała się nagle kłopotliwa.
Wreszcie chwyciła sakiewkę i szybko wsunęła pod płaszcz.
- Zostaję - rzekła. - Ale nie dlatego, że ci ufam.
Kelsier uniósł brew.
- A dlaczego?
Wzruszyła ramionami, ale kiedy odpowiedziała, wydawała się całkowicie szczera.
- Bo chcę zobaczyć, co się stanie.
***
Posiadanie

twierdzy

w

Luthadelu

świadczyło

o

wysokim

statusie

rodu

arystokratycznego. Jednakże posiadanie twierdzy nie oznaczało, że trzeba było w niej
mieszkać, przynajmniej nie przez cały czas. Wiele rodzin utrzymywało rezydencje w
miastach poza Luthadelem.
Mniej zatłoczone, czystsze i mniej przestrzegające praw imperialnych Fellise było
bogatym miastem. Zamiast potężnych, obwarowanych twierdz wypełniały je eleganckie
posesje i wille. Niektóre ulice nawet obsadzono drzewami - w większości osikami, których
mlecznobiała kora była najwyraźniej niewrażliwa na odbarwienia popiołem.
Vin obserwowała spowite w mgłę miasto przez okno powozu. Poprosiła, by Kelsier
zgasił latarnię wewnątrz. Paląc cynę, mogła spokojnie przyglądać się ładnie rozplanowanym i

doskonale utrzymanym ulicom. Była to dzielnica Fellise, do której prawie nigdy się nie
zapuszczała. Pomimo wspaniałości bogatych dzielnic, slumsy wyglądały w nim niezmiernie
podobnie do slumsów w innych miastach.
Kelsier przyglądał się ze zmarszczonym czołem ulicom.
- Nie lubisz takiego marnotrawstwa - domyśliła się. Mówiła cicho, niemal szeptem.
Dźwięk i tak dotrze do wyczulonych uszu Kelsiera. Widzisz bogactwa tego miasta i myślisz o
skaa, którzy na to pracowali.
- Częściowo - zgodził się Kelsier. - Ale jest w tym coś więcej. Biorąc pod uwagę, ile
pieniędzy się na to wydaje, to miasto powinno być przepiękne.
- Przechyliła głowę.
- Przecież jest.
Kelsier pokręcił głową.
- Domy wciąż są w czarnych plamach. Ziemia jest jałowa i pozbawiona życia. Drzewa
wypuszczają brązowe liście.
- Oczywiście, że brązowe. A jakie miałyby być?
- Zielone - odparł. - Wszystko powinno być zielone.
Zielone? - pomyślała Vin. Co za dziwaczny pomysł. Próbowała sobie wyobrazić
drzewa z zielonymi liśćmi, ale ów obraz wydał jej się głupi.
Kelsier naprawdę miał swoje dziwactwa - choć z drugiej strony człowiek, który spędził
tyle czasu w Czeluściach Hathsin, miał prawo do odrobiny zdziwaczenia.
Odwrócił się do niej.
- Nim zapomnę, jest jeszcze parę rzeczy, których powinnaś się dowiedzieć o
Allomancji.
Skinęła głową.
- Po pierwsze, pamiętaj, żeby przed snem spalić wszystkie nieużywane metale, jakie w
tobie pozostały. Niektóre z metali, których używamy, są trujące i lepiej nie zasypiać z nimi w
żołądku.
- Dobrze - odparła.
- Również nie próbuj nigdy spalać metalu, który nie jest jednym z dziesięciu.
Ostrzegałem cię już, że niezbyt czyste metale i stopy mogą ci zaszkodzić. Cóż, jeśli
spróbujesz spalać metal, który nie jest Allomantyczny, możesz umrzeć.
Dobrze wiedzieć, pomyślała.
- Aha - rzekł Kelsier, odwracając się do okna. - Proszę bardzo, oto jesteśmy: świeżo
zakupiony Manor Renoux. Powinnaś zdjąć płaszcz. Tutejsi ludzie są wobec nas lojalni, ale

zawsze lepiej zachować ostrożność.
Vin zgadzała się z nim całkowicie. Zdjęła płaszcz i Kelsier schował go w swoim
plecaku. Znów wyjrzała przez okno, spoglądając poprzez mgłę na posiadłość, do której się
zbliżali. Posesja miała niski kamienny mur i żelazną bramę. Kiedy Sazed się przedstawił,
dwóch strażników wpuściło ich na dziedziniec.
I tu droga także była wysadzona osikami, a na szczycie wzgórza było widać spory
pałacyk, rozsiewający z okien widmowe światło.
Sazed zatrzymał powóz przed wejściem, po czym podał lejce służącemu i zsiadł z
kozła.
- Witamy w Manor Renoux, panienko Vin - rzekł, otwierając drzwi i podając jej dłoń.
Vin spojrzała na zaofiarowaną rękę, ale nie skorzystała i sama wygramoliła się z
powozu. Terrisanin nie wydawał się urażony jej odmową.
Stopnie wiodące do pałacyku były oświetlone podwójnym rzędem słupów z
latarniami. Kiedy Kelsier wyskoczył z powozu, Vin spostrzegła grupę mężczyzn zbierających
się u szczytu szerokich marmurowych schodów. Kelsier wspiął się na górę kilkoma
sprężystymi susami, Vin poszła za nim, dostrzegając, jak czyste są stopnie. Muszą być
regularnie szorowane, żeby popiół nie pozostawiał plam. Czy skaa służący w tym domu
wiedzą, że ich pan to oszust? Jak „łaskawy” plan obalenia Ostatniego Imperium Kelsiera
pomoże pospolitym ludziom, którzy sprzątają te schody?
Chudy, podstarzały „lord Renoux” miał na sobie bogaty strój, a na nosie
arystokratyczne okulary. Rzadkie, siwiejące wąsy ocieniały usta lorda, który - pomimo wieku
- nie korzystał z laski. Z szacunkiem skłonił się Kelsierowi, ale zachował dystyngowaną
postawę. Vin natychmiast zrozumiała jedno: ten człowiek wie, co robi.
Camon dość zręcznie umiał się wcielać w arystokratę, ale jego nadęta mina zawsze
nieco bawiła Vin, wydając jej się zbyt dziecinna. Oczywiście, istnieli tacy szlachcice jak
Camon, ale największy szacunek wzbudzali tacy, jak lord Renoux: spokojni, pewni siebie.
Ludzie, którzy swoje szlachectwo objawiali raczej postawą niż umiejętnością pogardliwego
wyrażania się o innych. Vin musiała starać się z całych sił, aby nie kulić się za każdym razem,
kiedy jego spojrzenie padało na nią. Za bardzo wydawał się szlachcicem, a ona nauczona była
odruchowo unikać ich uwagi.
- Posesja wygląda znacznie lepiej - rzekł Kelsier, ściskając dłoń Renoux.
- Tak, sam jestem pod wrażeniem postępów - odparł Renoux. - Moje ekipy sprzątające
są bardzo skuteczne. Dajcie nam jeszcze trochę czasu, a dom będzie tak wspaniały, że nie
zawaham się ugościć tutaj samego Ostatniego Imperatora!

Kelsier zachichotał.
- Ale by to było dziwne przyjęcie. - Odstąpił na krok i gestem wskazał Vin. - A oto
młoda dama, o której mówiłem.
Renoux przyjrzał się jej uważnie i Vin natychmiast odwróciła wzrok.
Nie lubiła, gdy ludzie jej się przyglądali w ten sposób - odnosiła wrażenie, że się
zastanawiają, jak ją wykorzystać.
- Musimy jeszcze porozmawiać o tym, Kelsierze - rzekł Renoux, wskazując gestem
wejście do domostwa. - Godzina jest późna, więc...
Kelsier wszedł do budynku.
- Późna? Przecież dopiero północ. Każ ludziom przygotować coś do jedzenia. Lady
Vin i ja nie jedliśmy jeszcze kolacji.
Brak kolacji nie był dla Vin niczym nowym. Renoux jednak natychmiast skinął na
służbę, a ta bez chwili ociągania zaczęła się krzątać. Renoux wszedł do budynku i Vin
podążyła za nim, ale zatrzymała się w przejściu. Sazed czekał cierpliwie za jej plecami.
Kelsier przystanął również, kiedy zauważył, że została w tyle. Odwrócił się.
- Vin?
- Tu jest tak... czysto - szepnęła, niezdolna do wymyślenia innego określenia. Czasem
na wypadach widywała domy szlachty, ale zwykle było to w nocy i w głębokiej ciemności.
Nie była przygotowana na jaskrawo oświetlony widok, który teraz ukazał się jej oczom.
Białe marmurowe podłogi błyszczały, odbijając światła kilkunastu lamp. Wszystko
było... nieskazitelne. Ściany pozostawiono białe, jeśli nie liczyć tradycyjnych fresków
przedstawiających zwierzęta. Nad podwójnymi schodami wisiał lśniący kandelabr, a inne
dekoracje pomieszczenia - kryształowe rzeźby, wazony z gałęziami osiki - były nieskażone
popiołem, najmniejszą plamą czy odciskiem palca.
Kelsier zachichotał.
- Jej reakcja chyba wiele mówi o powodzeniu twoich wysiłków - rzekł do lorda
Renoux.
Weszli do budynku. Skręcili w prawo, wchodząc do Sali, gdzie biel została cokolwiek
złagodzona dodatkiem brązowych mebli i draperii.
Renoux przystanął.
- Może lady skorzysta z okazji i orzeźwi się nieco - rzekł do Kelsiera. Są pewne
kwestie hmmm... delikatnej natury, które chciałbym z tobą omówić.
Kelsier wzruszył ramionami.
- Naturalnie - rzekł, idąc za Renoux w stronę drugich drzwi. - Saze, czy możesz

dotrzymać towarzystwa Vin, dopóki nie omówimy z lordem Renoux naszych spraw?
- Oczywiście, mistrzu Kelsier.
Kelsier uśmiechnął się, zerkając na Vin, i dziewczyna nagle zrozumiała, że zostawia z
nią Sazeda, żeby nie mogła podsłuchiwać.
Rzuciła za nim zirytowane spojrzenie. Czy ty mówiłeś coś na temat zaufania,
Kelsierze? Zdecydowanie jednak bardziej irytowała sama siebie, czując własny niepokój. Co
ją to obchodzi, że Kelsier uznał za stosowne coś przed nią ukryć? Przez całe życie bywała
ignorowana i pomijana i jakoś nigdy do tej pory jej to nie przeszkadzało, gdy inni członkowie
gangu wykluczali ją ze swoich sesji planowania.
Usiadła w grubo wyściełanym brązowym fotelu i podciągnęła stopy pod siebie.
Wiedziała, w czym tkwi problem. Kelsier okazywał jej zbyt wiele szacunku, co sprawiało, że
czuła się zbyt ważna. Zaczynała myśleć, że należy jej się udział w tych sekretnych
zwierzeniach. Śmiech Reena w głębi jej mózgu zdyskredytował te naiwne myśli i Vin
siedziała teraz zdenerwowana i na siebie, i na Kelsiera, czując wstyd, choć nie do końca
wiedziała, z jakiego powodu.
Służba Renoux przyniosła jej na tacy bułeczki i owoce. Postawili obok jej fotela
niewielki stolik, a nawet podali jej kryształowy kielich wypełniony lśniącym czerwonym
płynem. Nie wiedziała, czy to wino, czy sok, i nie chciała sprawdzać. Za to poskubała trochę
jedzenia - instynkt nie pozwolił jej zrezygnować z darmowego posiłku, nawet jeśli
przygotowywały go nieznajome ręce.
Sazed stanął tuż za jej fotelem, po prawej. Czekał, wyprostowany, z dłońmi złożonymi
na piersi, ze wzrokiem wlepionym przed siebie. Miała to być zapewne postawa pełna
szacunku, ale w najmniejszym stopniu nie poprawiała nastroju Vin.
Dziewczyna starała się skoncentrować na otoczeniu. Czuła się niepewnie wśród
takiego przepychu - miała wrażenie, że nie pasuje tu tak, jak czarna plama nie pasuje do
czystego dywanu. Nie jadła bułeczek, z obawy, że nakruszy na podłogę, martwiła się też, że
stopami i nogami - które nosiły ślady popiołu z wędrówki po bezdrożach - pobrudzi meble.
I cała ta czystość kosztem ciężkiej pracy skaa, pomyślała. Właściwie dlaczego się
przejmuję, że coś pobrudzę? Wiedziała jednak, że nie potrafi czuć urazy, ponieważ były to
jedynie pozory. „Lord Renoux” musiał zachować pewien poziom elegancji, inaczej stałby się
podejrzany.
Coś jeszcze sprawiało, że nie czuła wyrzutów sumienia. Służba była zadowolona.
Zajmowali się swoimi obowiązkami rzeczowo i profesjonalnie, w ich pracy nie wyczuwało
się znużenia. W korytarzach było słychać śmiech. Ci skaa nie byli źle traktowani - niezależnie

od tego, czy wiedzieli o planie Kelsiera, czy nie.
Vin zmusiła się zatem do zjedzenia owoców, ziewając od czasu do czasu. Zdaje się, że
to będzie naprawdę długa noc. Wreszcie służba zostawiła ją samą, ale Sazed wciąż nad nią
stał.
Nie jestem w stanie tak jeść, pomyślała z irytacją.
- Czy mógłbyś nie stać tak nad moim ramieniem?
Sazed skinął głową. Zrobił dwa kroki w przód i stał teraz obok jej fotela, zamiast za
nim. Przyjął tę samą sztywną postawę, górując nad nią dokładnie tak samo jak przedtem.
Vin zmarszczyła gniewnie brwi, kiedy spostrzegła uśmiech na jego ustach. Spojrzał na
nią z błyskiem w oku, zadowolony z żartu, po czym podszedł i usiadł naprzeciwko niej.
- Nigdy dotąd nie znałam Terrisanina z poczuciem humoru - zauważyła oschle Vin.
Sazed uniósł brew.
- Odniosłem wrażenie, że panienka nie znała żadnego Terrisanina, panienko Vin.
Vin się zawahała.
- No dobrze, nie słyszałam nigdy o Terrisaninie z poczuciem humoru. Podobno
jesteście strasznie sztywni i formalni.
- Jesteśmy tylko subtelni, panienko - odparł Sazed. Siedział sztywno, a jednak sprawiał
wrażenie... zrelaksowanego. Wydawało się, że jest mu równie wygodnie w wytwornej,
sztywnej pozycji siedzącej, jak innym ludziom w półleżącej.
Właśnie tacy mają być. Doskonali służący, całkowicie lojalni wobec Ostatniego
Imperium.
- Czy coś panienkę kłopocze, panienko Vin? - zapytał Sazed, widząc, że jest
obserwowany.
Ciekawe, ile on wie? Może nawet nie zdaje sobie sprawy, że Renoux nie jest sobą.
- Zastanawiałam się tylko, jak... się tutaj znalazłeś - odparła.
- Chodzi ci o to, jak terrisański lokaj znalazł się w samym środku rebelii zamierzającej
obalić Ostatnie Imperium? - zapytał cicho Sazed.
Zaczerwieniła się. Był jednak bardzo dobrze poinformowany.
- To intrygujące zagadnienie, panienko - rzekł. - Z pewnością moja sytuacja nie jest
zwyczajna. Powiedziałbym, że przybyłem tu z powodu wiary.
- Wiary?
- Tak - odparł Sazed. - Powiedz, panienko, w co ty wierzysz?
Zmarszczyła brwi.
- A co to za pytanie?

- Myślę, że jedno z ważniejszych.
- Vin milczała, ale było widać, że Sazed oczekuje od niej odpowiedzi, więc tylko
wzruszyła ramionami.
- Nie wiem.
- Ludzie często tak mówią - rzekł Sazed. - Ale wiem, że rzadko jest to prawdą. Czy
wierzysz w Ostatnie Imperium?
- Wierzę, że jest silne - odparła Vin.
- Nieśmiertelne?
Znów wzruszyła ramionami.
- Do tej pory było.
- A Ostatni Imperator? Czy jest Wzniesionym Wcieleniem Boga? Czy wierzysz, że tak
jak naucza Zakon, jest Skrawkiem Nieskończoności?
- Ja... nigdy przedtem się nad tym zastanawiałam.
- A może powinnaś - odrzekł Sazed. - Jeśli po zastanowieniu się dojdziesz do wniosku,
że nauki Zakonu ci nie odpowiadają, wówczas będę zachwycony, mogąc zaoferować ci
alternatywę.
- Jaką alternatywę?
- To zależy. Moim zdaniem prawdziwa wiara jest jak dobry płaszcz. Jeśli ci pasuje,
jest ci w nim ciepło i wygodnie. Niedopasowany może udusić.
Vin zawahała się, lekko marszcząc brwi, ale Sazed tylko się uśmiechnął. Wróciła do
przerwanego posiłku. Po krótkim czasie boczne drzwi otwarły się i do Sali wrócili Kelsier i
Renoux.
- A teraz - rzekł Renoux, kiedy obaj z Kelsierem usadowili się wygodnie, a grupa
służących podała kolejną tacę z posiłkiem - porozmawiajmy o dziecku. Powiedziałeś, że ten
człowiek który miał odgrywać mojego dziedzica, nie zrobi tego?
- Niestety - odparł Kelsier, szybko rozprawiając się z jedzeniem.
- To bardzo komplikuje sprawy - odparł Renoux.
Kelsier wzruszył ramionami.
- Po prostu to Vin będzie twoją dziedziczką.
Renoux pokręcił głową.
- Dziewczynka w jej wieku może dziedziczyć, ale byłoby podejrzane, dlaczego
wybrałem właśnie ją. W linii Renoux istnieje sporo legalnych kuzynów, którzy byliby
znacznie lepszym wyborem. I tak dość trudno byłoby przepchnąć człowieka w średnim
wieku. A młoda dziewczyna... nie, zbyt wielu ludzi zaczęłoby interesować się jej

pochodzeniem. Nasze fałszywe powiązania rodzinne zniosą pobieżną analizę, ale gdyby ktoś
rzeczywiście zechciał wysłać posłańców, aby sprawdzili jej pochodzenie...
Kelsier zmarszczył brwi.
- Poza tym - dodał Renoux - jest jeszcze jeden problem. Jeśli mianują moją
spadkobierczynią młodą, niezamężną dziewczynę, stanie się ona natychmiast jedną z
najlepszych partii w Luthadelu. Bardzo trudno jej będzie szpiegować, jeśli zostanie otoczona
aż takim zainteresowaniem.
Vin zarumieniła się. Z zaskoczeniem stwierdziła, że jej serce ścisnęło się na słowa
starego oszusta. A więc Kelsier tylko taką rolę przydzielił mi w swoim planie. Jeśli nie mogę
tego robić, do czego się nadam w grupie?
- Więc co proponujesz? - zapytał Kelsier.
- Cóż, nie musi być moją dziedziczką - odparł Renoux. - A gdyby po prostu była
młodą krewną, którą zabrałem ze sobą do Luthadelu? Może obiecałem jej rodzicom odległym, ale lubianym kuzynom - że przedstawię ich córkę na dworze? Każdy uzna, że
moim skrytym motywem jest dobrze wydać ją za mąż, najlepiej za kogoś z wysokich rodów,
tym samym zdobywając kolejne powiązanie z możnymi. Ona sama jednak nie zwróci
szczególnej uwagi - będzie miała niski status, że nie wspomnę o pewnym wiejskim
charakterze.
- Co wyjaśni też, dlaczego jest mniej wytworna niż pozostali dworzanie - rzekł Kelsier.
- Nie obraź się, Vin.
Vin spojrzała na niego, przyłapana w pół gestu, kiedy chowała owiniętą w serwetkę
bułeczkę do kieszeni koszuli.
- Dlaczego miałabym się obrazić?
Kelsier uśmiechnął się.
- Nieważne.
Renoux skinął głową.
- Tak, to będzie znacznie lepsze. Wszyscy uważają, że Ród Renoux w końcu dołączy
do wysokiej szlachty, więc z grzeczności przyjmą Vin w swoich szeregach. Jednak ona sama
będzie wystarczająco mało ważna, by większość osób ją ignorowało. Idealna sytuacja, jeśli
ma wywiązać się ze swojego zadania.
- Podoba mi się to - odrzekł Kelsier. - Niewiele osób oczekuje od człowieka w twoim
wieku i o twoich zainteresowaniach handlowych, że będzie interesował się balami i
przyjęciami, ale posiadanie młodej przedstawicielki, którą będziesz mógł posłać zamiast
uprzejmej odmowy, tylko poprawi twoją reputację.

- W istocie - zgodził się Renoux. - Ale potrzebny jej będzie pewien szlif... i to nie tylko
w wyglądzie.
Vin skuliła się pod ich uważnymi spojrzeniami. Wydawało się, jakby jej udział w
planie nabrał rozpędu, a ona nagle zrozumiała, co to oznacza. Już w towarzystwie Renoux
czuła się niepewnie - a on był tylko udawanym szlachcicem. Jak zareaguje na całą salę
prawdziwej szlachty?
- Obawiam się, że będę musiał na jakiś czas wypożyczyć od ciebie Sazeda - rzekł
Kelsier.
- Masz absolutną rację - odparł Renoux. - W gruncie rzeczy przecież to nie mój lokaj,
tylko twój.
- Właściwie - zaoponował Kelsier - on chyba już nie jest niczyim lokajem, co, Saze?
Sazed przechylił głowę.
- Terrisanin bez pana jest jak żołnierz bez broni, mistrzu Kelsier. Byłem szczęśliwy,
służąc lordowi Renoux, zapewne będę także szczęśliwy, wracając na służbę do pana.
- O nie, nie wrócisz do mnie na służbę - rzekł Kelsier.
Sazed uniósł brew.
Kelsier skinął głową w stronę Vin.
- Renoux ma rację. Vin musi się trochę podszkolić, a ja znam wielu arystokratów,
którzy nie są tak wytworni jak ty. Czy myślisz, że możesz pomóc ją przygotować?
- Jestem pewien, że mogę pomóc młodej damie - odparł Sazed.
- Dobrze. - Kelsier się uśmiechnął, wcisnął do ust ostatnie ciastko i wstał. - Cieszę się,
że to już ustalone, ponieważ zaczynam czuć się zmęczony. A biedna Vin wygląda, jakby
miała zamiar zdrzemnąć się z talerzem owoców pod głową.
- Nieprawda - odpowiedziała natychmiast Vin, ale jej słowom zaprzeczyło częściowo
stłumione ziewnięcie.
- Sazed - rzekł Renoux - czy możesz odprowadzić ich do pokoi gościnnych?
- Oczywiście, panie Renoux - odparł Sazed, wstając.
Vin i Kelsier ruszyli za wysokim Terrisaninem, a służący natychmiast zajęli się
sprzątaniem resztek posiłku. Zostawiłam jedzenie na talerzu, zauważyła Vin, czując
ogarniającą ją senność. Nie była pewna, co o tym myśleć.
Weszli po schodach i skręcili w boczny korytarz. Kelsier dogonił Vin.
- Przepraszam, że na chwilę musiałem cię zostawić, Vin.
Wzruszyła ramionami.
- Nie muszę znać wszystkich planów.

- Nonsens - odparł Kelsier. - Twoja dzisiejsza decyzja sprawia, że jesteś częścią grupy
w takim samym stopniu jak pozostali. Moja rozmowa z Renoux była jednak natury
całkowicie prywatnej. Jest wspaniałym aktorem, ale czuje się bardzo źle, ponieważ ludzie
znają okoliczności, w jakich zajął miejsce lorda Renoux. Uwierz mi, nic, o czym
rozmawialiśmy, nie ma najmniejszego wpływu na twoją rolę w planie.
Vin się nie zatrzymywała.
- Wierzę ci.
- Dobrze - odparł z uśmiechem Kelsier, poklepując ją po ramieniu. Saze, potrafię
znaleźć drogę do pokoju gościnnego dla panów... przecież to ja w końcu kupiłem ten dom.
- Doskonale, mistrzu Kelsier - rzekł Sazed z pełnym szacunku ukłonem.
Kelsier

posłał

Vin

uśmiech

i

odwrócił

się,

ruszając

w

głąb

korytarza

charakterystycznym dla siebie, energicznym krokiem.
Vin obserwowała go przez chwilę, po czym poszła za Sazedem do drugiego bocznego
korytarza, rozważając w myśli trening Allomancji, rozmowę z Kelsierem w powozie, a także
jego obietnicę sprzed kilku minut. Trzy tysiące skrzyńców - mała fortuna w monetach dziwnie ciążyły jej u pasa.
Wreszcie Sazed otwarł przed nią drzwi, ale wszedł pierwszy, by zapalić latarnie.
- Pościel jest świeża, rano przyślę pokojówki, by przygotowały panience kąpiel. Odwrócił się, podając jej świecę. - Będzie panienka jeszcze czegoś potrzebować?
Pokręciła głową. Sazed uśmiechnął się, życzył jej dobrej nocy, po czym wyszedł. Vin
stała przez chwilę, rozglądając się po pokoju. Potem odwróciła się i wyjrzała na korytarz.
- Sazed?! - zawołała.
Lokaj przystanął i się obejrzał.
- Tak, panienko Vin?
- Kelsier - wyszeptała. - To dobry człowiek, prawda?
Sazed się uśmiechnął.
- Bardzo dobry, panienko. Jeden z najlepszych, jakich znam.
Vin skinęła głową.
- Dobry człowiek - mruknęła. - Chyba nigdy wcześniej nie znałam dobrych ludzi.
Sazed uśmiechnął się, z szacunkiem skłonił głowę i odwrócił się, żeby odejść.
Vin zamknęła drzwi.

CZĘŚĆ DRUGA REBELIANCI POD NIEBEM Z POPIOŁU .

odkąd ostatnio padał śnieg. rozjarzyła cynę. z wiatrem łopoczącym we wstęgach płaszcza. ponad ziemię i kamienie. 9 Vin Odepchnęła się od monety i rzuciła we mgłę. Rzuciła monetę w tył i użyła jej. kiedy zaczęła się zniżać.zwiększało wszystkie możliwości fizyczne ciała. Zamknęła oczy. wilgotnym powietrzem.Boję się. Późnojesienne powietrze było chłodne. Właśnie tego zawsze mi brakowało. Otwarła oczy. oddychając głęboko zimnym. pomyślała. Osiki otaczały ją niewyraźnymi kształtami we mgle. a Vin mogła Odepchnąć ją lekko. Minęło już kilka lat. choć nigdy tego nie znałam. żeby wyostrzyć zmysły. Spalanie cyny z ołowiem wzmacniało nie tylko mięśnie . że ostatecznie moja arogancja wszystko zniszczy. To jest wolność. Na krótką chwilę rozpaliła cynę z ołowiem i uderzyła w ziemię już w biegu. przecinając mroczne prądy nieba. Wylądowała na niskim kamiennym murze. zaledwie zwalniając kroku. po czym rzuciła monetę. Czekała do ostatniej chwili. aby lekko się Odepchnąć w górę i na prawo. Paląc miedź. Uleciała w górę. jakiego pozazdrościłby Vin każdy włamywacz. spowalniając upadek. jak zmęczeni skaa stojący . Mur skręcił na północ i Vin zatrzymała się na rogu. smakując uderzenia wiatru. Utrzymywanie słabo palącej się cyny z ołowiem dawało poczucie równowagi. aby ukryć Allomancję. ale zimy w Środkowym Dominium zwykle były łagodne. śmigając przez ciche ulice Fellise. Przykucnęła na bosych stopach i wrażliwymi palcami chwyciła zimny kamień. Cisza. która z brzękiem upadła na bruk.

pomyślała. Vin wywinęła koziołka w powietrzu i wylądowała stopami na ścianie budynku. W mieście było znacznie mniej punktów świetlnych niż w Luthadelu. Leciała przez mgłę. Kilka niebieskich linii zbiegało się na jego sakiewce z monetami. usłyszała głuchy łomot. Nagle z pobliskich krzaków wystrzelił ku niej deszcz monet. a ich państwo bawili właśnie w innym skrawku Ostatniego Imperium. Sekundę później znów wystartował. Jej przeciwnik uderzył pierwszy.każda otoczona murem. Popychając ją mocno w kierunku. Rozjarzyła ołów z cyną.wynik Pchnięcia ze strony tamtego. pozostawiając ślady we mgle. lądując na miękkiej ziemi tuż za murem. wymuskana i dobrze strzeżona. Zaklęła. Dobrze. Natychmiast odepchnęła się od pionowej powierzchni. a za to paląc żelazo i koncentrując się na jednym z zamków okiennic. Ona także rzuciła monetę i Odepchnęła się. gdzie widziała znikającego przeciwnika. by Odepchnąć się z powrotem na właściwy tor.jakiś ciemny kształt nagle wystrzelił z nieba.wszystkie jednym końcem wychodziły z jej piersi. zanim grawitacja zdążyła ściągnąć ją w dół. Przez ten czas przeciwnik uciekł.to tamten rzucił monetę i znów przemknął w bok. Wysypała na rękę kilka monet i rzuciła dość pełną jeszcze sakiewkę w górę. rzucając kolejną monetę. ciągnąc za sobą słabą Allomantyczną linię. Vin rzuciła monetę i skoczyła w górę za przeciwnikiem. gdy wpadł na ścianę budynku. podobnie jak ona nie mogła widzieć monet. Jej wyostrzony cyną słuch wychwycił odgłos skrobania . aby widzieć monety w jej dłoni. a ona wystrzeliła w noc.w szeregu przy pracy. ale Odepchnęła je niedbale. Przed Vin pojawiły się nagle błękitne linie . żeby nie stracić z oczu ofiary Rzucił w jej kierunku kilka monet. W oddali rozpościerały się posiadłości . kiedy dwie monety przecięły nocne powietrze. lądując na kocich łbach drogi obok muru. a drugim znikały we mgle. Był za daleko. Jednakże jej moneta nagle podskoczyła na bruku . Nagły ruch zmienił trajektorię lotu Vin. Wiele z domów było jedynie rezydencjami sezonowymi. kierując się w stronę jej sakiewki. Niebieska linia wystrzeliła w dół . wytężając wzrok. rzucając ją w bok. Rozbłysło światło i z okna wysunęła się rozczochrana głowa. Vin się uśmiechnęła. uwalniając monetę. które on miał przy . Szyba pękła.. Vin podążyła za nim. nieco w bok i Odpychając się od tego samego zamka. Przez chwilę wznosili się ponad ziemiami jakiegoś niczego niepodejrzewającego szlachcica. po czym przeciwnik Vin nagle zmienił kierunek w powietrzu. uchylając się.. Vin natychmiast skoczyła w bok. Jej przeciwnik myślał. że to leci sama Vin. Sakiewka znikła we mgle. rzucając się ku domowi.

Nacisk narastał. Vin skrzywiła się w ciemności. Odpychanie jej przeciwnika było bezlitosne. ani upuszczać tego. Vin rozjarzyła stal i usłyszała stęknięcie tamtego. Kelsier zdjął kaptur i podał jej noże. Nie. Natychmiast poleciała w tył. Rzuciła się. które przeciwnik Odepchnął . że to instynktowne. rozcierając ramię i kiwając głową.Wiem.jej monet.. wyrywając z pochew dwa szklane sztylety. Lecąc. o które się opierała. Moneta drżała w powietrzu. ale było to tylko odwrócenie uwagi. Zapomniała. kiedy potoczyła się po bruku. Vin wylądowała na ziemi przed nim. łopocząc wstęgami mgielnego płaszcza. Pozostałe znikły w mgle.. .strumieniem spłynęła teraz w jego wyczekującą dłoń. kiedy Odpychasz. by zachowała przytomność umysłu. Odwrócił się i cisnął wszystkie w jej stronę. rozrzucone przez działające w przeciwnych kierunkach siły. Vin skoczyła na nogi. Uderzył w mur. się. Upadła na ziemię jak głaz. dam. po czym rzuciła garść monet w przechodzącą pod jej stopami postać. i Odpychała dalej. Vin rzuciła sztylety z cichym okrzykiem. Vin rozpłaszczyła się na drzewie.. Coś było nie tak.pomyślała. wysyłając we wszystkie strony. Nastąpiła chwila ciszy.sobie. drzazgi z łamanego drewna poleciały na wszystkie strony. cięła. Wykorzystała korę. Vin czekała nieruchomo.. rozjarzając jednocześnie stal i cynę z ołowiem i z cichym stęknięciem skupiła na monecie wszystkie siły. Vin uchyliła się i rzuciła w bok. Ciemna postać zbliżyła się do niej. jak delikatna osika zgina się za jej plecami. Z zarośli wychynęła ciemna postać i skoczyła na kamienny mur. Nawet cyna i cyna z ołowiem nie wystarczyły. uwięziona pomiędzy zwiększonymi oddziaływaniami dwojga Allomantów. że upuściła je wcześniej. ale jej przeciwnik skoczył w tył.. Jedna z monet podskoczyła w powietrzu i zawisła między nimi. Vin zacisnęła zęby. Teraz skoczyła pionowo w górę. Odepchnął je natychmiast. żeby się zaprzeć. gdy i on został Pchnięty w tył. ale rozjarzyła cynę z ołowiem i zignorowała ból. . ale nie musisz wyciągać przed siebie rąk. szukając sztyletów. czując. pobić! .. kiedy garść lśniących monet . żeby po chwili znieruchomieć w oszołomieniu. co trzymasz. Jeden był pęknięty. aż tamten przebiegnie szczytem muru i ześliźnie się po drugiej stronie. wyciągnęła ręce i Odepchnęła monety. bo przeciwnik Pchnął je również ze swojej strony. A potem Vin poleciała w tył łamiąc z trzaskiem drzewko.

Westchnęła i przeciągnęła się lekko.kilkanaście spinek. ale niewysoką sylwetkę. czynisz fantastyczne postępy. że praktycznie ze wszystkimi. Kelsier prawdopodobnie zostawiłby sakiewkę . Będzie miała kolejne sińce. Przynajmniej nie będą widoczne. Nie bała się.. . przegram.Wzięła od niego sztylety..Masz .pochwalił ją Kelsier. . lecz do innego szlachcica . którą przepychali między sobą. pomyślała. Musiała nauczyć się używać Allomancji w ten sam sposób. żeby uważała. . nocne wędrówki. Wygięta i spłaszczona od nacisku. Sazed ostrzegł ją. z którymi zapewne przyjdzie mi walczyć. . Skinęła głową.Przez moment dałem się nabrać.. Alternatywa i tak zawsze była jej ulubioną metodą . Teraz. Z westchnieniem przeskoczyła przez mur. Jeśli zaatakuję kogoś głową w przód. a Kelsier zniknął w ciemności. po czym ruszyła z powrotem na ulicę. że to coś innego. nie byłoby warte jego fatygi.nie należącym do Renoux. aby odnaleźć swoją sakiewkę z monetami. Nie .. Jednakże Vin przez większość życia głodowała i oszczędzała. Vin odnalazła wreszcie swą sakiewkę poprzez linię stali . kiedy z jej twarzy zeszły wreszcie siniaki po ciosach Camona.Zobaczymy się w domu .Coś na pamiątkę.była to ta sama moneta. mam mniejszy zasięg od tych.odparł. . .Spojrzał na jej smukłą. Kelsier twierdził. musi wyglądać jak „przyzwoita” młoda arystokratka. Skaa obawiali się mgielnych upiorów. wokół krzątali się ludzie.Robisz to dopiero od kilku miesięcy. a jeśli chce wkraść się w dworskie towarzystwo.na górnych gałęziach drzewa. wszystko to wydawało jej się takie właściwe. On ma rację. pozostawać niewidoczną.A to znaczy. szlachta domyślała się. Puder nie pokryje wszystkiego. Jestem mniejsza. że nie zdąży opanować Allomancji. Chyba sądził. z którą chciałaby się spotkać zdrowa na umyśle osoba. . jakie zawierała. Mgły. . Pociągnęła ją ostrożnie. Vin wzięła go do ręki .walczyć cicho. że nawet jak na Allomantkę rozwija się zaskakująco szybko. . że to jego nauki. Żaden z nich nie zagłębiał się daleko w noc. że to Zrodzeni z Mgły spowodowali zamieszanie.rzekł Kelsier. podając jej jakiś przedmiot. Żadne z nich nie było istotą.płonęły światła. abyś unikała pojedynków na Odpychanie z ludźmi.Dobra robota z tą sakiewką .Niewiele to pomogło . .rzekł.Biorąc pod uwagę wszystko. by pomóc Kelsierowi w walce przeciwko innym Zrodzonym z Mgły. Vin .burknęła. W domu . chwytając w dłoń. Jednakże zalecałbym. ale Vin czuła. którzy ważą więcej od ciebie. mniej ważę. To ta druga część planu martwiła ją najbardziej.

ale Vin nie zapomniała o nim. coś. Pomimo słów Kelsiera na temat zaufania i uczciwości wciąż miał tajemnice. dlaczego Renoux był tak przekonujący w swej roli. Camon doskonale udawał szlachcica z powodu swojej pewności siebie. choćby tylko po to. Vin zaczęła rozumieć.miała na imię Cosahn. Jak każdy. ale będzie ci potrzebne coś więcej niż tylko Odpychanie Stali. że urodziła się do cieni i zakamarków. by zwyciężyć ze szlachtą. Vin starała się zapamiętać wszystkie imiona służących. Może oni potrafią wyczuwać jego emocje. po czym zdjęła płaszcz i schowała go. Nawet rzucenie monety. żeby móc zabrać go później. Kobieta była wysoka jak na skaa. gdzie mieściły się pomieszczenia służby. służba skierowała ją do kuchni. próbując udawać szlachciankę? Nie mogła skryć obaw. nie przed samą sobą. Ale przecież musi mieć jakąś wadę. Odpychając się i Przyciągając do budynków i porzuconych kawałków metalu. Używała zatem monet bardzo oszczędnie. Nie pozwalał na niedoskonałość. Następnie weszła po schodach do budynku. „Jesteś utalentowaną Allomantką. Vin rozpoznała w niej jedną ze służących . jak we mgle. choć obok Sazeda wydawała się drobna. Ten pół-bieg a pół-skoki Zrodzonego z Mgły stały się teraz dla niej naturalnym sposobem poruszania i nie musiała dużo myśleć o swoich ruchach. żeby mieć ich na oku. wprawiało ją w zakłopotanie. Rozmawiał z kobietą w średnim wieku. że Renoux nie byłby w stanie przejść przez badanie Inkwizytora. a nie paradowania po przyjęciach w pięknych sukniach. a była to cecha. Jeśli będzie zachowywał swoje wcielenie z połową staranności. Jej sukces w Allomancji oznaczał najwyraźniej. Dopóki nie będziesz poruszała się w społeczeństwie równie swobodnie. wracając do domu Renoux. której Vin nie posiadała. pomyślała. będziesz zawsze w gorszym położeniu”. Vin wątpiła. Westchnęła cicho i wstała. ukrytej części posesji. „Nauczysz się to robić”. Nawet ta część budynku była utrzymywana w nieskazitelnej czystości. czy ktokolwiek odkryje podstęp.potrafiła zmusić się do rozrzutności. dysząc lekko z wysiłku. powtarzał jej Kelsier. Sazed rzeczywiście siedział w kuchni. z jaką utrzymywał porządek w domu. Kelsier jednak nie pozwolił jej się wycofać. Vin wylądowała w kucki tuż poza ogrodzeniem pałacu Renoux. Jak sobie poradzi. więc ruszyła w stronę odciętej. Spojrzała na światła z niejakim lękiem. co go zdradza? To był drobiazg. Na spotkaniu dwa miesiące temu Kelsier powiedział. by skoczyć. Kiedy zapytała o Sazeda. .

Są dość puszyste. mistrzu Vaht. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy Kelsier pojawiał się w posiadłościach kilkunastu różnych szlachetnych rodów. Sazed pokręcił głową. kiedy ktoś szczęka nożyczkami tak blisko jej głowy. . . Kelsier uważał.rzekła półgłosem. . jak i Fellise. unosząc do nich rękę.Musimy dopilnować. głębokiego czarnego koloru.odparła Cosahn. Cosahn przyglądała się dziewczynie z miną znawczyni. że panienka wróciła. Cosahn wskazała jej gestem krzesło i Vin niechętnie usiadła. Sazed się uśmiechnął. a Vin westchnęła. żeby od tej pory były lepiej pielęgnowane powiedział.Och . mistrzu Vaht. . Dobrze. po chłopięcemu. .To jest Cosahn. panienko .. z których wiele następowało bezpośrednio po ćwiczeniach z Vin. że to bardzo denerwujące. .Teraz już chyba są wystarczająco długie . ślicznego. Vin obserwowała podejrzliwie oboje. .ale dziwnie wątpiła. Sazed skinął głową. ale już zdecydowanie nie szlachta. . Uznała. ale nie mogła tego zmienić. „Vaht” był prawdopodobnie stosownym tytułem dla terrisańskiego lokaja.Ale nie oczekuj ode mnie cudów.zapytała Vin. że Sazed pozwoli. Vin nagle zapragnęła wrócić w mgły. Cosahn pracowała dalej.Sazed spojrzał na nią. . że tak słabo o nie dbała. jakby do siebie. . Nie całkiem skaa.mruknął Sazed.Gęste. Urosły rzeczywiście już nieco za długie.Owszem . Wiele kobiet na dworze dałoby się zabić za takie włosy. gdzie nikt tak na człowieka nie patrzy. Zmieniał przebrania i pozorne motywy.wyjaśnił Sazed. że Vin nie ma dość wprawy i nie zabierał jej na nocne rajdy.Takie piękne włosy . by znów obcięto je krótko. . . . Po chwili przeczesywania palcami włosów Vin i cichego kląskania językiem Cosahn zaczęła ciąć. . kiwając głową. prawda? . panienka Vin.Cosahn obetnie ci włosy.Twoje włosy. Szkoda. Terrisanie zajmowali w imperialnym społeczeństwie bardzo dziwną pozycję. by łatwo je było układać.Ach. siedzieć nieruchomo.mruknęła. starając się zasiać zamieszanie wśród Wielkich Rodów.Gestem wskazał swoją towarzyszkę. zarówno w Luthadelu. żeby wydawać się gęste i dość proste. Wreszcie Sazed wziął krzesło i usiadł kilka kroków przed Vin.Kelsier jeszcze nie wrócił.. jak na jej gust .

Nazywa się Trelagizm od boga Trella. pomyślała. Ponieważ Nalt miał tylko jedno oko. Sazed zamilkł.O co chodzi? .Wystarczy. . ludzi. Nelazanie nie byli cywilizowanym ludem. . ściemniało się również tylko na kilka godzin.Nie pasuje panience? . lekko marszcząc brwi. panienko Vin . że mam dla panienki odpowiednią religię . . a światło słoneczne jest nieczyste. Vin nie wiedziała co odpowiedzieć. ale bardzo zdeterminowanym. o których wiem. na którą usiłujesz mnie nawrócić. .odparł Sazed. Na tamtejszych terenach cykl dnia i nocy był bardzo dziwny. o których mój lud nie słyszał i których śladów nie zdołał zebrać. Vin westchnęła.Bardzo łagodna. Ile jeszcze może ich być? . Nelazanie jednak nie dali się skusić i woleli czcić spokojnego Trella. Uważali gwiazdy za Tysiąc Oczu Trella.No cóż. kiedy Nalt przesłaniał niebo. którzy mieszkają daleko na północy. . Wyrysowali mapę całego nocnego nieba. . . czy będzie panienka gotowa wysłuchać jeszcze jednej propozycji. Trell był czczony przez grupę znaną jako Nelazanie. a jego twarz pojaśniała. które nad nimi czuwają. Jakbym miała jakieś inne wyjście. zawistnym okiem brata Trella. Latem z kolei na odwrót. . Ich obyczaje pasują do ciebie. . Słońce było pojedynczym. panienko. .rzekł Sazed. Prawdopodobnie i nieszczęśliwie z pewnością jest jeszcze wiele innych. więc wolała milczeć.Proszę. mierząc wzrokiem Sazeda.To naprawdę dobra religia. Nalta.A przynajmniej tyle jest systemów wierzeń. który czuwał nad nimi nawet wtedy. Vin się zamyśliła.Wydaje mi się. . jeśli chcesz. Przez kilka miesięcy w roku prawie cały dzień było ciemno.Jeszcze przemyśleć? . .rzekł Sazed. by przyćmić brata. Dziękuję. musiało ono błyszczeć mocno.. siedząc tutaj. Sazedzie. że ciemność to piękno.Pięćset sześćdziesiąt dwie . Nelazanie wierzyli. a zwłaszcza to.rzekł Sazed. wywracając oczyma. że woleli noc. który przyglądał jej się z zainteresowaniem.Zastanawiałem się.zapytała Vin. Vin pokręciła głową. .To piąta religia. muszę zatem jeszcze to przemyśleć. zliczyli i umiejscowili każdą większą gwiazdę. Terrisanin skłonił z szacunkiem głowę. Mogę opowiedzieć ci więcej.zapytała Vin. ale potężna. Jest panienka dla mnie naprawdę bardzo cierpliwa.

pomyślała Vin. którzy mają coś wspólnego z Kelsierem. Stalowy Zakon nie zezwala czcić nikogo innego. panienko Vin? . a zatem i ich wierzenia. Mogła tylko siedzieć i słuchać.Takich jak ty jest więcej? . żeby przyciąć jej grzywkę. . to odłamy lub sekty.odparł. panienko Vin.Niewielu .Ale i tak.zapytała Vin.Ostatnie imperium nie będzie trwało wiecznie .I wszystkie te religie znasz na pamięć? . Ludzie są cenni. czy to mistrz Kelsier będzie tym. walcząc z pokusą.odrzekł.Ale są. Uśmiechnął się lekko. wierzenia. ale ten koniec nastąpi. są stuknięci? ... zazwyczaj kończył po kilku szybkich cięciach. Od czasu Wstąpienia tysiąc lat temu tak wiele wierzeń zanikło. Nie mogła się ukryć. Wystarczy.zaproponował Sazed.że próbujesz wprowadzić mnie w religię martwą od tysiąca lat? Sazed skinął głową.Nie wiem. . Vin siedziała w zadumie.Chcesz powiedzieć . że wreszcie ją dopadł. ludzie wrócą do wierzeń swoich ojców.Niech będzie.zawołała z niedowierzaniem . . tylko Ostatniego Imperatora. . by przekazać prawdy następnej generacji.Odpowiedź powinna być oczywista. kiedy Cosahn okrążyła ją. . a Inkwizytorzy całkiem zręcznie zniszczyli setki innych religii. . . . Wiedział. . który sprowadzi jego koniec. Jeśli ktoś nie będzie ich pamiętał. Tego dnia zwrócą się do Opiekunów i tego dnia zwrócimy ludzkości jej zapomniane prawdy.rzekł cicho Sazed.Może powtórzymy sobie lekcje dla zabicia czasu. mitologie.Ich modlitwy.. jak sądzę..Możesz nazwać wszystkie Wielkie Rody Luthadelu w kolejności potęgi? . . Kobieta naprawdę się nie spieszyła. żeby się powiercić pod zabiegami Cosahn. Vin zmierzyła go wzrokiem. metody .Mam. Wiele jest podobnych. .Opiekunowie? . po prostu zaginą.O ile to możliwe . kiedy Stalowy Zakon nie będzie już przeszkadzał. A kiedy to się stanie. nie mogła nawet siedzieć w oknie i gapić się na mgłę. podczas. . Kiedy Reen obcinał włosy Vin.. . Czy wszyscy. jak możesz je wszystkie spamiętać? .Tylko po co? Sazed zmarszczył brwi.odrzekł.

Nie chcę się wyróżniać. .Tylko ci najlepsi. Vin zmierzyła go wzrokiem. Tekiel. czwartą kuzynką lorda Trevena Renoux. .Skromny dworzanin zastanawia się.. Elariel. które są tam bardzo popularne.Cóż. Hasting. jak teraz poświęcasz się uciekaniu z zajęć.rzekła Vin.Ludzie będą na mnie zwracali uwagę.O. Jeśli będziesz zachowywać się głupio. . zwłaszcza czerwieni rumienicowej. żeby nabrali podejrzeń. który jest panem tego domu. Nie chcę unikać zajęć z tobą. rodzice przysłali mnie tu.Dobrze.rzekł Sazed. po czym westchnęła. . panienko . . rozpraszam się czasami. panienko.Przepraszam. . Moja rodzina pracuje przy handlu farbami. Lekal.Wiem .Venture. do Luthadelu. a ty kim jesteś? . to samo z siebie stanie się podejrzane. z odległej części imperium? Ależ tak. Muszą ci się przyjrzeć. Nie chcemy tylko.. . mgła. Ja tylko..odparła Vin. Jako część umowy handlowej z dalekim kuzynem. ponieważ chcą zasłużyć sobie na łaski lorda Renoux.. Erikeller. jakie mogłabyś odnieść sukcesy.Jestem lady Valette Renoux. jak ty? . ich uwaga będzie mi pochlebiała. Jednakże ludzie na dworze poświęcali na naukę etykiety całe życie. Przyglądała mu się przez chwilę. Saze. no wiesz. żebym mogła spędzić trochę czasu na dworze.Czy wszyscy terrisariscy „skromni dworzanie” tak marudzą swoim państwu. Sazed urwał i lekko przekrzywił głowę. Nawet jako zaściankowa szlachcianka. zostaniesz zauważona. . oraz kaczeńcowej żółci wyrabianej z kory drzew. a potem zapomnieć. . . powinnaś pewne rzeczy wiedzieć.Jestem zdumiona i nieco oszołomiona . Sazed skinął głową. Główny towar eksportowy: wełna. Świetnie. lord Hadren i lady Fellette Renoux mieszkają w Chakath. ale będę się trzymać z dala od kłopotów. mieście we Wschodnim Dominium. Nowo przybyła. Haught. ze ślimaków. tego nie unikniesz. Urbain i Buvidas. . Postaram się znaleźć w społeczności dworskiej. Kilka sekund później Vin usłyszała kroki w . Ponieważ nie znam się na dworskich obyczajach. gdybyś poświęciła się nauce w równym stopniu.A tobie jak się ten pomysł podoba? . Moi rodzice. na szczęście i uczciwie mówiąc uczy się panienka bardzo szybko..Twoja pamięć jest zdumiewająca.

Fryzura wygląda dobrze . znów zostawiając Vin tam. . że kiedy jej włosy są zbyt długie.odparła z zadowoleniem w głosie kobieta. zamurowało ją na chwilę. spokojnie i cierpliwie. . wyciągając rękę. . Vin zawsze uważała. . .Mam jeszcze trochę wyrównywania.Pracuję z tym. .To nic takiego.zażądała Vin. Powoli zamknął drzwi i spojrzał na Sazeda. .Oczywiście.zapytała. Zdjął mgielny płaszcz i przystanął. nie przeszkadzaj sobie .powiedziała kobieta. Cosahn. mistrzu Kelsier . nie kryłaby się aż tak bardzo. gdzie nie mogła podsłuchiwać. . co mam do dyspozycji. *** Kelsier zajrzał do kuchni. Fryzura była naprawdę świetna. . .podsunął Sazed.Jak idzie nauka? . Do kuchni wbiegł Kelsier z uśmiechem na twarzy. Terrisanin czekał jak zawsze. jak dziewczyna. kiedy ujrzał Vin.. Wyglądała. mistrzu Kelsier . Cosahn zrobiła z jej włosów absolutne dzieło sztuki. że chce go zignorować. Może.zaledwie przykrywały jej uszy . żeby nie robiła tak często groźnych min. obserwując siedzącą na krześle nadąsaną Vin.leżały płasko. Cosahn.zawołał Kelsier ze śmiechem.Z tym będzie problem .zgodził się Kelsier.Co? . Cosahn podała jej zwierciadło. Vin podniosła je i to. .korytarzu. „Nie chciej.podejrzewał. uśmiechnął się do Cosahn i wyszedł z Sazedem na korytarz. Teraz. choć włosy Vin wciąż nie były długie . gdyby miała więcej pewności siebie. . sterczą we wszystkie strony. naprawdę jeszcze zrobimy z ciebie damę! .rzekł Kelsier. . że Vin zbyt wiele życia spędziła na wysłuchiwaniu. mistrzu Kelsier . nieco cofając się na siedzeniu.Lustro .Najpierw musimy ją przekonać. jak bardzo jest do niczego. Jednak jego komplementy miały również inny cel .Świetna robota. za co został natychmiast nagrodzony piorunującym spojrzeniem dziewczyny. ostrzegał ją Reen. co zobaczyła. Kelsier mrugnął do Vin.rzekł Kelsier.Ale zabiorę wam na chwilę Sazeda. Ale po raz pierwszy w życiu stwierdziła.Ona bardzo lubi się wykrzywiać. W każdym razie świetna robota. udało jej się pozbyć wszystkich niesfornych kosmyków. aby myśleli o tobie jako o dziewczynie”. .Vin..

że opanowała to wszystko w kontrolowanej sytuacji. by uniknąć wykrycia.To zatem próba równowagi .Musimy czekać wystarczająco długo. Będziemy musieli znaleźć kogo innego.Oczywiście. jakie odebrała u swojego brata. . tupetu. mistrzu Kelsier . W każdym razie chciałem po prostu wiedzieć.. Biedna dziewczyna. . .spostrzegawcza i ma dobrą pamięć.poradził Sazed. które go nie mają. że nie może więcej poćwiczyć .Ale każdy tydzień zwiększa prawdopodobieństwo.Nie jestem pewien. ale błyskawicznie wykorzystuje błędy lub nieporozumienia.Myślę.rzekł Sazed.Jest niesamowicie skryta. że to jej sposób na zachowanie pewnej kontroli nad swoim życiem. żałuję. często muszę jej szukać po całym pałacu. że nie dostrzega pełnej wartości moich lekcji. gdzie i kiedy mamy się spotkać. Niestety. kto wychował się w takich warunkach jak ona...Wiele dzieci ulicy wykazuje spryt . nie dowiemy się.Jeśli mógłbym coś zasugerować.. . już nie żyją. aż zbierzemy potrzebną liczbę ludzi.Wyślij małą z którymś ze swoich Mglistych .Szkoda. czy nie.Nie możemy czekać przez jednego członka ekipy. żeby udawać szlachciankę. Kelsier skinął głową. A poza tym to rzeczywiście wyjątkowo inteligentna dziewczyna . . Ćwiczyliśmy już kolację.. Nie spodziewałem się takich umiejętności u kogoś.Bardzo dobrze. że nie udało mi się podszkolić jej lepiej w Allomancji. kręcąc głową. .odparł Sazed. .Te. Po prostu nie ma dość czasu! . . nawet młodą i niedoświadczoną. Sazed skinął poważnie głową. że Zakon odkryje naszą pączkującą w jaskiniach armię. Wydaje się. co potrafi.rzekł Kelsier.Zna już pewne zagadnienia z nauk.. Czuję. .. Jest bardzo posłuszna. mistrzu Kelsier . . a jednocześnie ruszyć dość szybko. czy ma dość. przerobiliśmy etykietę w konwersacji. . czy jest gotowa. jeśli Vin sobie nie poradzi. Kelsier skinął głową. Nawet dobrze jej szło siedzenie na spotkaniach przy herbatce.Czysta wiedza nie jest równoważna umiejętnościom. . zaledwie przerobiliśmy pierwsze cztery metale. . zapamiętaliśmy plotki. . dopóki nie wpuścimy jej samej na przyjęcie pełne arystokratów.odparł Sazed. Saze.Podobno niejaki . które Renoux organizował dla szlachetnie urodzonych gości. .odparł Kelsier. Jeśli nie powiem jej dokładnie. Nie mam pewności.

Nie jest to takie łatwe. Dzisiaj. ale jest niedoświadczona. w jakich będzie brała udział.. zanim nauczyłem się manipulować Odepchnięciami i Przyciąganiami.Tak.. Oczywiście.Właściwie dziwne byłoby wysyłanie dziewczyny w jej wieku na dworskie uroczystości bez eskorty. Tylko. kto wam wejdzie w drogę. .Ale? Kelsier znów spojrzał na drzwi. Saze. . jakie poczyniła.Będę ją chronił za cenę własnego życia. pozostali zapewne są równie zręczni..Różni ludzie mają różne Allomantyczne umiejętności . Ale Vin. . Kelsier się zamyślił.zgodził się Sazed. z wdzięcznością kładąc mu dłoń na ramieniu. Dziewczyna waży o połowę mniej ode mnie. . Od tej chwili będziesz lokajem i strażnikiem Vin na wszystkich spotkaniach towarzyskich.Ale to poczucie winy nie powstrzyma cię przed użyciem jej jako szpiega wśród arystokracji. jak ma korzystać ze swych umiejętności. .Nie . . na jaką nas stać. że ma obok siebie Terrisanina. .. . nawet coś tak prostego jak Odpychanie się na dach wymaga zrozumienia ciężaru. . . Może być potężną Allomantką. Kelsier uśmiechnął się. kiedy trenowaliśmy.Żal mi tego. umie operować tak naprawdę tylko czterema metalami. Kelsier skinął głową. a jednak spuściła mi niezłe manto.odparł Sazed.Poza tym mnie zajęło kilka miesięcy. . Potrzebujemy każdej przewagi. Saze. ona jakby to wszystko wiedziała instynktownie.Wcale nie .To dobry pomysł. ale różnica zwykle nie jest aż tak duża . że wciągam ją w nasze plany.rzekł spokojnie. pilnuj jej. Obiecuję to.Chroń ją. jeśli będę wiedział.Nie powstrzyma. za którymi Vin niechętnie poddawała się zabiegom Cosahn. Kelsier pokręcił głową.Nie jestem pewien. mistrzu Kelsier. równowagi i trajektorii.To szczególna dziewczyna. są zdumiewające. . Prawdopodobnie skończy na ceremonii egzekucyjnej Zakonu wraz z nami.Breeze jest doświadczonym Uspokajaczem.odparł Kelsier. jak się wydaje. . . zmierzyliśmy się na Odpychanie Stali. Czuję się nieco winny. Saze. . ale postępy. Niech pokażą panience Vin. .Należy jej się więcej czasu na naukę. Będę czuł się mniej winny z powodu wysyłania jej na te spotkania. To nie będzie dziwne. że jesteś z nią. .

Vin tam będzie. Wydawał się nieszkodliwy. .gotowa czy nie . Pod koniec tygodnia lord Venture wydaje bal i . którego gniew wzniecili. . Dlatego właśnie Zakon ścigał tę sektę niemal do całkowitego wyniszczenia. .rzekł Kelsier. skończyłoby dobrze w walce z Opiekunem.Dobrze . Allomantów czy nie.Sazed pokornie spuścił głowę.Wracaj do nauczania. ale Kelsier znał jego siłę. Niewielu ludzi.

ani bielony granit.niektóre królestwa. By dostrzegła potrzebę pokoju i współpracy.slumsy rzadko zamiatano. posępne i beznadziejne miny. Chciałbym. Tu nic nie było białe . Już prawie zapomniała.Zdumiewa mnie. drzwi i kąty były zalepione sadzą .. Szła schylona. wszystko w istocie było jaśniejsze nocą niż w dzień. Żaden nie unosił głowy. To jakby. Mijała żebraków. pomyślała. skulonych pod . 10 Vin szła ulicą w Szczelinach . Kilka tygodni w Fellise przyzwyczaiło ją do drzew i wyszorowanego kamienia. niestety.. oczywiście . których ja nie byłem w stanie powstrzymać. ze spuszczonym wzrokiem.jednej z wielu slumsowych dzielnic Luthadelu. Bruk. zaczęły toczyć wojny. Powietrze kłębiło się dymem słynnych kuźni Luthadelu i dziesiątków arystokratycznych kuchni. Wszystko tchnęło czernią. nie prostował pleców i nie wodził wokół optymistycznym spojrzeniem . Jednakże to ogólne zjednoczenie jest wspaniałe. żeby ludzkość nie potrzebowała aż tak wielkiego zagrożenia. a nawet budzi pokorę. Głowę nakryła kapturem. Wciąż są sprzeczki.w slumsach byłoby to podejrzane. trzymając się skraju ulicy.ani pełzające osiki. ile narodów zjednoczyło się dla naszego celu. Mijani skaa mieli podobne. otulając się mocniej połatanym płaszczem skaa i skręcając za róg. Z jakiegoś powodu wolała duszne ciepło kaptura niż uporczywe czerwone światło słoneczne. Budynki były poczerniałe od ciągłych opadów popiołu. jak przygnębiający jest to widok.

. Na szczęście nie przyszła tu jeść. którzy sami często głodowali. hełm i czarny płaszcz . Czasem mijała oddziały gwardii miejskiej w pełnej zbroi napierśnik. prawie niedostrzegalnie skinąwszy głową na prawo.murami.Vin. które udało mu się zaoszczędzić. skinął głową i uchylił je przed nią. Vin szybko przeszła do mniejszego pomieszczenia. lecz ich błagania nie docierały do uszu przechodniów. z czapkami i kapturami nasuniętymi na twarz. gdzie na podłodze widniały warstwy wniesionego z zewnątrz popiołu. bo zaszczycili ją zaledwie spojrzeniem. by mogli go spożyć. kuchnie musiały być wspierane przez szlachtę. by ta dostarczała posiłki dla lokalnych skaa.zawołał Breeze. gdzie obligatorzy nie raczyli się pojawić. ale dzięki wzrostowi brano ją za dużo młodszą.opłacali kuchnię. że są naprawdę inwalidami. gdzie robotnicy rzadko. żeby się upewnić.być może właściciele hut i kuźni w okolicy . Skręciła za róg. . zauważyła w kącie niewielkie drzwi z surowego drewna. Kiedy przyszła jej kolej. Oczywiście. że posiłki smakowały tutaj tak jak woda z popiołem. Robotnicy otrzymywali żetony na posiłek i pozwalano im na jedną przerwę dziennie około południa. moja droga! . że włóczą się po okolicy. wyjęła mały drewniany krążek i podała go skaa przy drzwiach. W jej wieku powinna być albo w ciąży. mógł nakraść składników. albo pracować w fabryce. ponieważ właściciel kuchni był opłacany bezpośrednio. Grupa tych ostatnich kręciła się po slumsach. w wypełnioną popiołem alejkę i podeszła do kuchni wydającej zupę na końcu wąskiej uliczki. Przyjął go. Podobnie jak większość przybytków tego rodzaju. a wręcz nigdy nie byli bezpośrednio wynagradzani. żeby popiół nie opadał im do oczu. Siedzący przy drzwiach mężczyzna pochwycił jej wzrok. Kopali żebraków. albo ten akurat oddział nie był zainteresowany szukaniem siły roboczej. działając w imieniu Ostatniego Imperatora tam. czekając. Z doświadczenia Vin wiedziała. kuchnia była ciemna i brudna. Niektórzy lokalni lordowie . zatrzymywali robotników i ganili za to. Mijała robotników idących ze zgarbionymi ramionami i spuszczonymi głowami. Kiedy przechodzili. z wyciągniętymi rękami i nadzieją na jałmużnę. które znajdowało się za nimi.usiłujących wyglądać jak najbardziej onieśmielająco. W gospodarce. Albo jej wybieg poskutkował. i ogólnie starali się wszystkim uprzykrzyć życie. . Stanęła w kolejce. Vin odsunęła się. nisko opuszczając kaptur. przechodząc przez brudną jadalnię. aż robotnicy oddadzą żetony. siedzący przy stole pośrodku pokoju. Vin poszła we wskazanym kierunku. Kiedy podeszła do ściany w głębi. zamiast pracować.Witaj! Jak było w Fellise? Vin wzruszyła ramionami i usiadła przy stole.

. Dwóch ludzi przy drzwiach było prawdopodobnie strażnikami. Czy to ma znaczenie? Jestem tutaj na zaproszenie twojego przywódcy.Powiedział. że był członkiem podziemia. Breeze uniósł brew. że czują się niepewnie. musisz zrozumieć. Nie wiedzą tylko o jednym . .Ach. moja droga.Cóż. . Chodzi o szlachetną i delikatną sztukę manipulacji. ja w każdym razie mam ochotę. Ludzie nas nie lubią.że manipulacja innymi to .odparł. czyli kogo? . Wina? Pokręciła głową.Szlachetna. . spoglądając na Vin. Wydawał się bardzo zadowolony z siebie. Rebeliant spojrzał na nią ponuro. a może nie. mamrocząc coś pod nosem o bezsensownych kosztach i zmarnowanych zasobach. .odparła Vin. Vin rozpoznała tylko jednego .Nich.Nich. jak ten dżentelmen skaa mnie potraktował. . sprawia.Popchnąłeś go? . by zapewnić mi wszelkie wygody.Już zapomniałem..ucznia ze sklepu Clubsa. faktycznie .mruknął Breeze. Może tak.odparła. . .Cóż. .zapytała.odparł Breeze. czyli wszystkich innych .Zastanawiasz się pewnie . Breeze pokręcił głową. w takim razie zacznijmy . po co tu jesteś? .Ach . . po czym chwycił szklankę i wyszedł. że przekazano ją Breeze'owi.Po pierwsze. Ostatni wydawał się zwykłym robotnikiem skaa. że Uspokajanie to coś innego niż tylko Allomancja. Sama myśl o kimś. Czy Kelsier powiedział ci. w poczerniałej kurtce i z twarzą pokrytą popiołem.Breeze miał na sobie jeden ze swoich charakterystycznych ekstrawaganckich strojów. kto może igrać z ich emocjami. . Pokój był oświetlony jedną lampą. jaka z ciebie fascynująca rozmówczyni.za to ty musisz wiedzieć . kto „mistycznie” może ich zmusić do pewnych rzeczy. Prawdopodobnie jednym z rebeliantów Yedena. mówisz jak jeden z nich! .zagaił Breeze . A zapewniam cię. a on ci nakazał. a na kolanach trzymał laskę.zawołał. Spośród czwórki ludzi. ale i tak o wiele czystszy od jadalni. Mężczyzna skaa stał jeszcze przez chwilę.Sama widziałaś.czy teraz używam wobec ciebie Allomancji. Breeze uniósł szklankę.Kazał mi ciebie obserwować . że nie ma czasu szkolić mnie we wszystkich metalach. Jego pewna siebie mina świadczyła jednak o tym. nieco zirytowana. . . którzy się tu znajdowali.Szkoda mosiądzu. że szklanka wina w dłoni jest absolutnie dla mojej wygody niezbędna. stukając w nią paznokciem.

jak ktoś się czuje. przewagę. i tak będzie się czuła tak.A czy to ma znaczenie? . że są w jakiś sposób manipulowani. co robią wszyscy. Co robią dwaj przyjaciele. Ale czy naprawdę jest to o wiele „potężniejsze” niż charyzmatyczna osobowość albo ładne zęby? Nie sądzę.zapytała. Breeze westchnął. w jakim jest nastroju? . właściwie polegamy na tym.. . powodując zmianę uczuć i. popychając je w odpowiednim kierunku. próbuje nią manipulować tak. Jeśli nie umiesz odczytać. a nie spowodujesz zauważalnych skutków.kontynuował Breeze .Co byś powiedziała. Odpalasz impulsy uczuć. by się dowiedzieć. jak reagować na innych. Co robi młody człowiek. Nie jest to nic złego. Mamy też pewną. uniósł laskę i gestykulował nią: . wywołując taki skutek. którzy przysiedli na drinka? Opowiadają sobie różne historie.Chodzi o zrozumienie ludzi.A jakie to ma znaczenie. kiedy stara się o względy dziewczyny? Cóż. jak każdy człowiek. a potem ukierunkować nowy stan emocjonalny na . usiłując ukryć irytację. Jednakże wielkimi Uspokajaczami są tylko ci. . że w czasie naszej rozmowy Uspokoiłem cię aż trzy razy w trzech oddzielnych momentach? Vin znieruchomiała. którzy z powodzeniem mogą użyć swoich oczu i instynktu.odparł. jak się ktoś czuje. . Musisz odczytać. . nigdy nie będziesz miała subtelnego wyczucia emocjonalnej Allomancji.coś. silniejsze emocje będą nadal rządzić twoim obiektem.I tak będziesz próbował ją Uspokoić. Właściwie manipulacja leży u podstaw relacji społecznych. Allomancja nie pozwala czytać umysłów ani uczuć . w jakim nastroju jest dana osoba. Teraz to Vin się zamyśliła. jakiego sobie życzyłeś.Różnica pomiędzy Uspokajaczami i zwykłymi ludźmi polega na tym. Dotknij zbyt lekko. zmienić te uczucia. moja droga.Poza tym ..Pomyśl o tym. skierowane na jedną osobę lub na cały obszar. jak chcesz. Popchnij kogoś zbyt mocno. inne.Rozsiadł się wygodnie. niż tylko używać Allomancji. nim zaczną ją Uspokajać. gdybyś się dowiedziała. prawda? A zatem kiedy skończysz. że my wiemy. Urwał. a nawet najbardziej ślepi spośród skaa zorientują się. żeby się czuła. być może. .w pewnym sensie jesteś prawie tak samo ślepa. kręcąc głową. .To lekcja. co robimy. . którą musisz odebrać.Kiedy? . Te interakcje uczą nas. dobry Uspokajacz musi umieć o wiele więcej. próbując wywrzeć na sobie wrażenie. .jak już wspomniałem. .zapytała Vin. by spojrzała na niego łaskawym wzrokiem.Pokręcił głową. . Życie istoty ludzkiej to ciągłe pozowanie i wpływy. celując laską w Vin. .

łypiąc okiem na butelkę. tak na wszelki wypadek. wiesz.Przyjdzie dopiero za parę minut. Vin . Breeze sprawdził czas na zegarku kieszonkowym. . Ham obrzucił Uspokajacza obojętnym spojrzeniem. Breeze wzruszył ramionami i dalej popijał wino. żeby osłonić się przed dalszymi manipulacjami ze strony Breeze'a. po czym poszedł na drugą stronę pokoju. Jeśli nie będzie panowała nad tymi sprawami.Po prostu nie umiem pracować z suchym gardłem.Bezpiecznie .Nie możesz Popchnąć mnie i zmusić do milczenia.. Cobble? Chłopak skinął głową.A ty tam Dymisz... moja droga. Wreszcie odezwał się Ham. to one przejmą kontrolę nad nią.Korzyści są ogromne . . . Drzwi otwarły się znowu i do środka wpadła znajoma postać w kamizelce. Jak na zewnątrz? . Podszedł do stołu. Mam wysłać kogoś po kubek? . .Ale rozstawiłem Cynookich po kątach.ciągnął z łagodnym uśmiechem Breeze. .Hej. Nastała chwila milczenia.Nieważne o co chodzi. Postawił ją wraz z kubkiem przed Breeze'em. Mrugnął do niej.Więc na razie to wszystko. Breeze skinął głową i Ham obrócił się. Jednakże Reen wyszkolił ją dobrze. I to jest. . ale dla tych. nie chcemy o tym słyszeć.Breeze. Opinia Breeze'a wydawała się okrutna. Vin nie była pewna.. .odparł Ham.rzekł z przyjaznym skinieniem dłoni Ham. Drzwi się otwarły i stanął w nich nadąsany skaa z butelką wina.odparł Breeze. po czym nalał trochę wina.Nie . ..Grzeczny dzieciak . . wyzwanie w naszej pracy.przerwał Breeze..pochwalił Ham. Teraz musimy tylko czekać na przemowę Kella. . Wasze wyjście awaryjne jest za tym włazem w rogu. . co się dzieje w jadalni. . którzy potrafią to robić dobrze. Zaczęła spalać miedź tak jak ją nauczył Kelsier.Ale. spoglądając na ucznia Clubsa. .Kelsier im zwróci . . Jest trudne. że rebelia nie ma pieniędzy na takie ekscesy.swoją korzyść. .Dziękuję . co ma myśleć. . obok wzierników pozwalających widzieć. Breeze.Więc.odparł Ham.

Ham westchnął. . .Zgadza się . tak? Vin wzruszyła ramionami. że ma.zauważył Breeze . .Tak czy owak . Nie mam nastroju na kolejną bezsensowną debatę Hama. dlatego jest ostatecznym źródłem etyki.Ale istnieje pewien problem. . by siedzieć nieco bliżej Vin. przysuwając krzesło.odparł Ham. . . obalając Ostatnie Imperium. tak? Siła. .Nie namawiaj go.odparł lekko Breeze.Nie zwracaj na niego uwagi . po czym znów spojrzał na Vin.A czy to ma znaczenie? Ham spojrzał na nią.No dobrze . że wszyscy mają dokładne informacje . moja droga .No dobrze. . robimy coś dobrego. że nie chcesz się w to mieszać.Co? .Breeze wywrócił oczami i nalał sobie wina. . . Ostatni Imperator jest Bogiem.odparł Ham. . Breeze westchnął.rzekł Ham . ale niezależnym fragmentem świadomości. . . Ham zgromił go wzrokiem. Vin zamrugała. . . Vin zmarszczyła brwi. . Czy. czy może raczej złego? Vin się zamyśliła.Bóg to stwórca wszechrzeczy. Ostatnie Imperium uciska skaa od setek lat.Ja tylko się upewniam. która dyktuje prawa wszechświata. Spojrzała na uśmiechającego się Hama. .W zasadzie .Uważam.Więc zastanawiałem się.Co chciałeś powiedzieć? .Myślałem. ale Breeze zachichotał. że robimy coś dobrego. czy wszechobecnym.Oczywiście. Zakon twierdzi. Wzniosła oczy. że jest Bogiem. która jest.Ostatni Imperator jest jedynie kawałkiem Boga. zaskoczony.Dobra odpowiedź .zapytała Vin.odparła.wtrącił Breeze. Jest moralnością absolutną.nie wszystkowiedzącym.Po prostu mnie do tego nie mieszajcie. Jest Skrawkiem Nieskończoności .A to ma jakieś znaczenie? Ham znów zgromił ją wzrokiem. . .rzekł Uspokajacz.

wymamrotał Breeze. że czynimy dobrze . jako Bóg. Przystanął przy stole Yedena.zapytał Ham. Jednakże ich obecność na spotkaniu oznaczała. Rebeliant skaa w kącie poderwał się nagle.. Vin spodziewała się ze strony Kelsiera jakiegoś wielkiego wejścia. W czasie nieobecności Vin ściął włosy na krótko. . Vin. Wokół stołów siedziała grupa umorusanych skaa. . Ham westchnął. Bądź tak dobra i przynieś mi krzesło. . Paliła miedź. dobrze? Nie obejrzał się. ale. .Ham uniósł brew. inteligentną rozmowę. Zawahała się.wyjaśnił Ham. . Przeciwstawiając mu się.Przecież cię ostrzegałem .Jednak Ostatni Imperator. Yeden siedział przy stole bliżej frontu. kiedy wyszedł. . . niepewna. definiuje to. wąską deskę w ścianie. uśmiechnął się do niego i przez chwilę rozmawiali stłumionymi głosami. Westchnęła i zaniosła oba krzesła pod ścianę. Była to ponura grupa o twarzach ubrudzonych popiołem i przygarbionych ramionach. Pomyśl o tym zagadnieniu.. ubrany w zwykły.Idę popilnować gromadki.Dobrze.. . w istocie czynimy źle. połatany płaszcz.Twierdzimy. . . by sprawdzić.No i? .Mamy na tej ścianie wzierniki. że przyprawiłeś mnie o ból głowy .odparła.wtrącił Breeze. po czym wstał.. wstając.Nikt nie ma ochoty na przyzwoitą. A skoro on robi coś złego. po czym podszedł do siedzących robotników. co jest dobre.Widzę idiotę .Widzisz ten dylemat? . nie powinien więc jej Uspokajać.Nie rozumiem . . że są gotowi słuchać. Ham pokręcił głową.W czym problem? . ..Chodź tutaj! . .zagadnął Ham. odsłaniając widok na jadalnię.Ale czy nie uważacie.Kelsier tu jest! .mruknęła. tymczasem on po prostu wyłonił się z drzwi kuchennych. odzianych w brązowe robocze fartuchy lub podarte płaszcze. że warto o tym porozmawiać? .odparła Vin. .Zdaje się. .zawołał ją Breeze. Breeze odsunął długą. . to czy w tym przypadku zło rzeczywiście nie liczy się jako dobro? Vin zmarszczyła brwi.A ja tak .Nie jestem pewien. czy wypełniła jego polecenie. .odparł Breeze.

. jakie emocje powinni Uspokajać.. Najczęściej nie jest ważne. stosując zarówno Uspokajanie. . które chcemy obudzić w tłumie. Jeden ze strażników skinął głową. ubraną w spłowiała niebieską sukienkę. Słyszeliście legendy i opowieści.. obecność.. gdybyście przynajmniej trochę nie popierali mojej sprawy. Vin obserwowała go przez szczelinę i zastanawiała się nad Kelsierem. po prostu stając przed nimi. Jednakże przy emocjach można osiągnąć często ten sam wynik. tak samo jak ja.. . rozprasza. byłaby zbyt wyraźna. podobnie jak większość słuchaczy. a kiedy Uspokajacze pracują. .. Podżegacze rozpalają uczucia. I z całą pewnością nie byłoby was tutaj. Będą pracować..Breeze obrócił się lekko. jak inne rodzaje Allomancji . zdecydowanie nie pomaga. że gdyby pojawił się w stroju szlachty. Zobaczcie go sami. koncentrując się na zebranych. Rudd. . Głód.Uspokajanie i Podburzanie nie są takie. Chwilę później Vin zobaczyła krążącą w tłumie służącą. jak i Podżeganie. wyczuwała od niego.Prawdopodobnie do tej pory już wszyscy o mnie słyszeliście .Wiem. przyślij niebieską kelnerkę. . Kelsier zaczął mówić.w dowolnym momencie będą się w nich kłębiły dziesiątki różnych emocji.wyjaśnił nieco roztargnionym tonem Breeze. Podejrzliwość. Kiedy tylko w sali zapadła cisza.Służące są znakiem.. dlaczego przyszliście tu dzisiaj . Materiału nie plamiły smugi sadzy. . Różnica była wystarczająco wyraźna.Moi Uspokajacze są wmieszani w tłum . Doświadczony Uspokajacz może stłumić wszystkie emocje poza tą. W większości przypadków Popychanie i Pociąganie mają po prostu odwrotne skutki. to im się teraz przyda. Nie dotyczy to skrajnych stanów emocjonalnych kompletnego braku emocji lub głębokiej pasji.. jeśli możesz. Stojący obok Vin Breeze sączył wino. .Vin nigdy nie widziała go w tak skromnym stroju. Ciekawość. uchylił drzwi i wyszeptał coś do człowieka siedzącego na zewnątrz. Splótł dłonie za plecami i zebrani powoli się uspokajali.rzekł cicho.rzekł. . Mówił bez .rzekł spokojnie Kelsier. jakiej mocy użyjesz. Miał na sobie brunatny kubrak skaa i beżowe spodnie. Ludzie nie przypominają twardych cegiełek metalu . nie miała śladu łat ani dziur.Urwał. i choć była to ta sama szorstka tkanina.. Vin uznała. A może używał Allomancji? Nie. Tak. . z której zwykle szyto ubrania skaa. robotników. Słuchajcie Kelsiera. nawet przy zapalonej miedzi. który potrafił zapanować nad tłumem głodnych..wyszeptał po chwili. Jego odzież była jednak czysta.Zmęczenie. który mówi im.Nie jest to teraz potrzebne uczucie. którą chce pozostawić jako dominującą.

przypomnienie. Córkę porwaną dla rozrywki jakiegoś szlachcica. mogą zostać wysłani do wojska. ukazując plątaninę blizn na ramionach. płonących palenisk i umierających domów. Wrócicie. . Ale niektórzy.rzekł Kelsier. którzy się przyłączą.Pasja i gniew . Będzie się ich pamiętać za wielkie czyny.Tak . Vin uniosła się. Oczywiście. równym głosem.rzekł. Zaciekawiona Vin na chwilę zgasiła miedź.wrócicie do pokrytych sadzą fabryk. kopalni czy kuźni. Proszę tylko. po co tu jestem .. . Zapomniałam o uczniu Clubsa.szepnął Breeze. I potrzebują was. Wreszcie odezwał się ktoś z głębi sali. W jadalni Kelsier stał przez chwilę w milczeniu. Każdy skaa w mieście wie o rebelii. żebym nie poczuła żadnych allomantycznych impulsów.Ostatni Imperator cię zabije.Wiecie. żebyście pomyśleli..charakterystycznego zapału. gdy Breeze zaczął szeptać do siebie. brak zapłaty.Są miliony takich jak wy. Nie chce... Ani nawet o tym. Nie przyszedłem tu błagać. na pewno pilnuje. a reszta nie będzie w stanie przekazać żadnej szczegółowej informacji. Zapaliła miedź z powrotem. Wielu robotników spojrzało po sobie. . jak Breeze używa Allomancji.. . . bo to straszne życie jest swojskie. który miał kiepski dzień. . . poślij dziewczynę w jasnej czerwieni. paląc brąz. Yedena. Tylko.Znacie mojego przyjaciela. Gdzie wolelibyście wyładowywać energię? Kując broń dla Ostatniego Imperatora? Czy na coś cenniejszego? Nie mówi o naszych oddziałach. Breeze jednak nie wysyłał żadnych impulsów. choć niektórzy nie podnosili wzroku znad częściowo opróżnionych misek zupy. co będą robić ci. W sali zapadła pełna napięcia cisza. . I za co? Żebyście mogli wieczorem wrócić do baraków i zastać kolejną tragedię? Przyjaciela zabitego przez beztroskiego karbowego. by ktokolwiek z nich znał szczegóły. Nie możesz się zbuntować przeciwko Bogu w jego własnym mieście. nie jesteście osamotnieni w swojej tragedii . I to ich będzie się pamiętać w przyszłości. Wreszcie uniósł dłonie i podciągnął rękawy.Dwadzieścia cztery godziny na dobę w fabryce. aby wyczuć.. wprost.ci. stwierdziła w myślach Vin.Przyjaciele. . niektórzy pójdą za mną. pomyślała. którzy się przyłączą.kontynuował Kelsier. Może nawet myśleliście. . Rudd. kiepskie jedzenie.Dobrze. . Prawdopodobnie to dobry pomysł . . żeby się do niej przyłączyć.mruknął Breeze. Większość nie zrobi tego . Brata zabitego przez lorda.Jesteś głupcem .Ale tylko troszkę. Chłosta. Do sali weszła kolejna służąca.

Złagodzić gniew. że zaczniecie się zastanawiać. jeśli zechcą się dowiedzieć czegoś więcej. Kiedy jednak tak siedział i mamrotał pod nosem. Skoncentrowała się. Wreszcie wstał Yeden i zaczął mówić.. Bardzo. Kiedy mówił. Rudd . prawda? Kell dość dobrze pozacierał ślady. to było dość dramatyczne. . . sprawdzając. tym lepiej. Sprawimy teraz. prawda? Och. lekko popchniemy waszą lojalność. W miarę.. Yeden również zaczął reagować na Uspokajanie. a co z tobą.Zielona.Ostatni Imperator nie jest naszym bogiem . pozbędziesz się trosk. Stał się swobodniejszy. Uspokoimy cię zaraz.mruknął Breeze .no tak. czy będzie w stanie wyczuć dotknięcie Breeze'a na swoich uczuciach. ściągnij czerwoną i wyślij brązową.rzekł cicho.szepnął Breeze. Vin nie mogła opanować podziwu. podczas gdy inne pozostawiał nietknięte. że to pozwoli ukryć ton głupoty w twym głosie. bardzo trudno było cokolwiek wyczuć. . Zaciekawiona Vin znów wygasiła miedź. Teraz.Hm. Vin obserwowała dalej.I nie może mnie zabić. którymi wszedł. Vin miała wrażenie. . Nie chcemy. Jestem istotą. której nigdy nie zdoła zabić. kiedy Kelsier używał Allomancji na jej emocjach. a jego głos był coraz pewniejszy. łatwiej jej było skupić się na reakcjach tłumu i działaniach Breeze'a. Pozostanie tylko ta twoja pasja . Pozostawiła miedź zgaszoną. . bo powinna zostać objęta ogólnymi projekcjami allomantycznymi. Te kilka razy. żeby ktokolwiek pobiegł z jęzorem do obligatorów. zachęcając do zainteresowania i udzielając dalszych wyjaśnień. zaczęła odczuwać dokładnie te emocje. Uspokajał pewne emocje. co powinni robić. ale ich dotknięcia ani w części nie były tak subtelne jak Breeze'a. robotnicy reagowali dokładnie tak. ale mu się to nie udało. może z wyjątkiem Yedena. na razie.I tak. duma. które opisywał. Miał siłę. obserwując dotknięcia na swoich uczuciach w miarę. że potrafi też wyczuć. . jak im to nakazywały mamrotane przez Breeze'a instrukcje. tak. . Dotknięcie Breeze'a było niewiarygodnie subtelne. ale im mniej wiecie. bezpardonowe uderzenie w twarz. .rzekł Breeze.mam nadzieję. Nie miał przecież czasu wybierać pojedynczych osobników. Yeden? Jesteś odrobinę za nerwowy. Rudd. Próbował.Zdumienie . jak Yeden przemawiał. jak jego ludzie Podżegają jej uczucia. kiedy Kelsier wyszedł. ale bardzo niewiele delikatności.Odwrócił się i wyszedł z jadalni tymi samymi drzwiami. odczuła jego dotknięcie jak nagłe. tłumiąc je. Zgromadzeni siedzieli przez chwilę w milczeniu. Chwilę później w tłum weszła kobieta w brunatnej sukni. mężczyźni wrócili do posiłku.Hm ..

Muszę dopilnować.Nie wiem. .ale w tym czasie będą dobrze karmieni.zapytał Ham. jako Zrodzony.odparł Breeze. Breeze siedział przez chwilę. Breeze umiał robić tylko jedno. Będziemy mieli porządny oddział ochotników. Dał sobie spokój z kradzieżami. Kilka chwil później przez tylne drzwi wszedł Ham. kiedy w tłumie pojawiła się dziewczyna w czerwonej sukni. .jak Yeden ciągnął przemowę. że jej szacunek dla Breeze'a rośnie z każdą chwilą. ale najwidoczniej miał w tym ogromną praktykę. a całą uwagę skupił na pracy nad rebelią skaa! Ludzie. co usłyszeli. pomyślała.Emocje przygasną. Zerknęła na salę. . Wyjaśnił. .zapytała Vin.Plotki o nim są prawdziwe. zwykle pamiętają je lepiej.Jaskrawoczerwona . cofając się i zasuwając panel. że przekazał ją komu innemu. żeby wysłał mnie na nauki do pozostałych. . . że nie uda mu się skoncentrować na jednej.Ale wspomnienia pozostaną. przygotowujemy się do czegoś wspaniałego. Breeze pokręcił głową. . wreszcie jednym haustem wychylił resztę wina. . Ocalałego z Hathsin .To nie wystarczy. którym można zaufać. żeby ci ludzie poczuli żar na myśl o tym.rzekł Breeze. co robią. musimy działać bardzo ostrożnie.aż na rok . że Kelsier będzie chciał dzisiaj wieczorem spotkać się i porozmawiać o postępach. a każde daje nam około dwudziestu ludzi. Mam wrażenie. . . którzy się do niego przyłączą. Będą mistrzami w tym. by zapraszać jedynie tych. . Dox potrzebuje kilku dni na zorganizowanie takiego spotkania.Tak . musiał się nauczyć wszystkich allomantycznych umiejętności i było oczywiste. . Na razie wracamy do sklepu. Dołączcie do samego Ocalałego! W jadalni zapadła cisza. że będziemy potrzebować większej liczby spotkań? . Vin poczuła. Ludzie wychodzą pokrzepieni. a spora grupa zostaje.Dobrze poszło. prawda? . Nagle przestała mieć pretensje do Kelsiera. . dołączcie do waszych braci.Trudno będzie. Czegoś. Kelsier.rzekł. bo Yeden właśnie kończył przemowę. Dołączcie do nas. że ludzie. ale musimy coś wymyślić.Chcę.Słyszeliście Kelsiera. co rzeczywiście może się okazać naszą ostatnią walką z Ostatnim Imperium. których można będzie wysłać do jaskiń. Jeśli ludzie łączą z jakimś wydarzeniem silne emocje. W tym tempie nigdy nie dojdziemy na czas do dziesięciu tysięcy. muszą na jakiś czas pozostawić rodzinę i przyjaciół .Myślisz.

Niektóre były skręcone. Jednakże inne plany. Teraz musiał tylko je sprawdzić.oczywiście po niebotycznych cenach. . najbliższej z Popielnych Gór. inne proste. a Dockson dowiadywał się. Tyriana. gniewnie przezierając przez warstwę dymów. Paląc atium. wielu zapewne wydałby się bezsensowny. sprzedawano na rynku. Oznaczał „Wzgórze Tysiąca Iglic”. przez tysiąc lat. Stał na płaskim dachu sklepu Clubsa. a dłonie skaa go nie dotykają. by przejąć pałac. Kredik Shaw. Tuż pod nim Kelsier widział ciemną plamę ogromnej góry.*** Kelsier spojrzał na zachód. A przynajmniej mamy taką nadzieję. Zrodzony jest w zasadzie niepokonany. Kelsier wiedział. A on musiał tam wrócić. ile atium wydobywa się w kopalni. Dziewięćdziesiąt procent wydobytego w świecie atium przechowywano gdzieś.. co zostało wydobyte. Jednakże w opinii Kelsiera widok był wart poświęcenia. wsłuchując się w gwar rozmów robotników wracających do domu ulicą u jego stóp. Jedne grube jak wieże. Nawet u zbuntowanego Terrisanina brało górę przeszkolenie. Plan Yedena.myślał. U jego stóp robotnicy skaa dreptali pokornie. Płaski dach oznaczał konieczność częstego zmiatania popiołu. Odpowiednio. Gdzie ono znika? . Atium dociera do miasta. Jedenasty metal. Nazywał się Terris. rok po roku. Kelsier odwrócił się od nich. że idzie do skarbca. Z taką ilością metalu grupa Kelsiera mogłaby zmusić do pokory nawet najpotężniejsze ze szlachetnych rodów. Kelsier spojrzał na małą. Popołudniowe słońce miało jadowitą barwę czerwieni. Jego plan dotyczył jednak czegoś innego niż tylko bogactwa. białą sztabkę w dłoni. Znał krążące o nim plotki . Kelsier obejrzał się i uniósł brew. pałacu Ostatniego Imperatora. jakie ilości Ostatni Imperator sprzedawał szlachcie . Uważamy. po czym podchodzi z charakterystyczną dla niego pokorą.ku Czeluściom Hathsin. To nie Zakon. Klapa otwarła się i na dach wyszedł Sazed.sam je rozpowszechniał. dlatego metal był tak cenny. W istocie i tak był skazany na niepowodzenie. a potem znika. To tutaj trzy lata temu wszystko się skończyło. spoglądając ku północnemu horyzontowi . widząc. ale wszystkie były ogromne i wszystkie miały ostre zakończenia. dlatego też większość budynków skaa miała spiczaste dachy. Miały różną wysokość. bo to zostało sprawdzone. inne cienkie i ostre jak iglice. ponieważ imperialny pałac przypominał las ogromnych czarnych włóczni wbitych w ziemię. wzniecając niewielkie tumany popiołu. kierując wzrok w stronę Kredik Shaw.. Westchnął. Zaledwie jedną dziesiątą tego. jak tamten otrzepuje szatę.

. czego nie zna. znów zwracając się w stronę miasta.Nie jestem pewien. że to ryzyko. Kelsier skinął głową.rzekł z pokłonem.A plan jest niebezpieczny dla wszystkich.rzekł. Biedni.Opowiedz mi o tym innym. .odparł Sazed.. poniżeni.Obawia się? .Opowiedz mi o nich.To moim zdaniem bardzo relatywne określenie. za głoszenie niezgody . Nie jesteśmy Allomantami.To dobra robota . Może z powodu naszych mocy. Miał tak wiele planów. mistrzu Kelsier .zapytał Kelsier.. Prawdę mówiąc. jeśli chodzi o religię.i to o kilka minut drogi od jego pałacu. że osiągną szczęście . . Kelsier się uśmiechnął. Kelsier skinął mu głową i Sazed podszedł bliżej. . . pokonani skaa. Nie jest zdrowo należeć do sekty. . . Jego wyznawcy byli bardzo wierni i pełni poświęcenia. ale.rzekł Sazed.Obawia się Opiekunów .Zastanawiam się. czymś innym..się grona jego wyznawców.Tym z mocą. spoglądając w stronę imperialnego pałacu. Opiekunowie byli z konieczności tajemniczy.było wynikiem jego nienawiści do Opiekunów. Sazed istotnie stanowił cenny nabytek. obracając się. Saze.zapytał Sazed. Wiem. . . Został zamordowany przez lokalnego króla. Pomimo wysokiego wzrostu był wciąż o dobrą głowę niższy od Terrisanina. z jaką przyjechałeś do miasta. .rzekł Sazed. Niektóre legendy głosiły. gdyby wiedział. że nigdy się tego nie dowie..Zdecydowanie i niezrozumiale. ponieważ Ostatni Imperator ścigał ich od Dnia Wstąpienia. tyle pracy do wykonania.odrzekł Sazed. co by pomyślał. Może chciałbyś posłuchać o jaizmie.Miejmy nadzieję.Ach . . . choć wyznawcy po prostu nazywali go „Ja”. samo życie jest dla mnie niebezpieczne. Jaiści sądzili. że całkowite podporządkowanie sobie ludu terrisańskiego przez Imperatora włącznie z programem rozmnażania i posługi . a skaa byli podstawą wszystkiego.Doceniam twoją dobrą wolę. . . której obawia się Ostatni Imperator.Jaizm został stworzony przez jednego człowieka . Czymś. . .ale to tylko spowodowało powiększenie . . jakby podążając za tokiem myśli Kelsiera.Jego prawdziwe imię zaginęło. czy on w ogóle odczuwa lęk przed czymkolwiek. że w Luthadelu znajduje się Opiekun . Saze .rzekł.podobno był w tym naprawdę dobry .Mocą? . Saze..Mistrzu Kelsier .mruknął Kelsier .

Poznajesz mnie coraz lepiej . czy nie chcę się nawrócić. . . Legendy powiadają.Co sprawiło.Niektóre z bardziej trwałych religii doczekały piątego wieku. .Pod koniec. że były tak silne? . Saze . . oni się go po prostu boją. że nietrudno ich było odnaleźć i wytępić.A w co ty wierzysz. jeśli mogę spytać? Kelsier uniósł brew. znani też byli z częstych i żarliwych demonstracji wiary. że rozmowa z jaistą bywała denerwująca.Ale moim zdaniem ta religia do ciebie nie pasuje. że Zakon musiał ich całkiem zgładzić. .Och.Ale obalenie Ostatniego Imperium wydaje się dobrym początkiem. Zdaje się. spoglądając znów na miasto z jego setkami tysięcy mieszkańców. w co mogliby wierzyć. mistrzu Kelsierze. to istotnie prawda . mistrzu Kelsier .odrzekł Sazed.To miłe. kiedy królestwa i armie upadły. Nie przetrwali długo po Wstąpieniu. wciąż wpatrując się w miasto.Istotnie . . ponieważ mieli tendencję do kończenia każdego zdania zwrotem „Chwała niech będzie Ja”. .Tak. religie walczyły nadal. Inne umiały skusić.A my to właśnie straciliśmy . . . mistrzu Kelsier . .przyznał.Oni nie wierzą w Ostatniego Imperatora.Jak tego dokonały.odrzekł Sazed. które jako część świętych obowiązków uwzględniają wyrżnięcie szlachty? . . . .odrzekł Kelsier. Nie zostało im nic. . innych nadzieja. ponieważ żadne z nich nie chciało zaakceptować Ostatniego Imperatora jako Boga. . Siłę niektórych budowała uczciwa wiara. . Kelsier skinął głową i uśmiechnął się. . jaką obiecywały.Nie spytałeś.Przepraszam. W pewnym stopniu jest odważna.odparł Sazed.zapytał Kelsier.Najprawdopodobniej to nie był jeden czynnik . teologię jednak uznałbyś za zbyt prostą. .Ale wszystkie miały w sobie pasję .Jeszcze nie jestem całkiem pewien . Czy na twojej liście są jakiekolwiek religie. z których jedynie garstka miała odwagę walczyć. ale tylko dlatego. Saze? Co dawało tym teologiom tak wielką władzę nad ludźmi? .Jaiści byli silni wiarą.proporcjonalne do swego otwartego poświęcenia.zgodził się Sazed. kiwając głową.odrzekł Kelsier.Ale moc to coś więcej niż słowa. co mogłoby ci się spodobać. . że obnosili się ze swym wyznaniem tak otwarcie. spoglądając na Sazeda.To bardzo prawdziwe stwierdzenie.rzekł Sazed.odparł Kelsier. .rzekł Kelsier. prawda? .

ani burkliwy jak Clubs. Vin spojrzała znowu na Marsha.Marsh . Jego wyraz twarzy był twardy. z obojętnym wyrazem twarzy.Może powinienem ją znaleźć . Był tylko.Doskonale. .rzekł.Minęło dwanaście tygodni i zebraliśmy niecałe dwa tysiące ludzi rzekł Ham.Ale mniał takie cóś. Wyglądał całkiem jak Kelsier.Więc to nie pseudonim? Lestibournes pokręcił głową. Nie wydawał się rozgniewany.Poza złymi wieściami? . nerwowym. oczy niewzruszone. Był usłużnym chłopcem.Nie sądzę. .odparł z leniwym uśmiechem Kelsier.odparł. kiwając głową.Dobrze . z podwiniętymi pod siebie nogami.szepnęła. . Za blisko żelaza w prawdziwnych oczach. bardziej surowy. jak tu wyszedłeś.Sazed zmarszczył z dezaprobatą brwi. . .Co mamy? . . . Inni przestali go używać.Dzięki. . Wrócił na swój stołek. kiedy w drzwiach stanął Kelsier. Nastolatek podszedł i przykucnął przy jej fotelu. *** Vin siedziała w swoim grubo wyściełanym fotelu.Dawaj. ..Czy to pseudonim? .Na krótko przed tym. Siedział nieruchomo. . Dziwnym. Lestibournes się uśmiechnął. ale usłużnym. jakby rzeczywiście zostały odlane z żelaza. . . usiłując przyglądać się Marshowi kątem oka. Wszyscy poza Kelsierem już się zjawili i rozmawiali ściszonymi głosami.Żelaznooki.zapytał Breeze.Za chwilę zejdę. Vin zawahała się. . .Nico bez wołania w domu. .. usiłując rozszyfrować wschodni dialekt tamtego. Vin pochwyciła spojrzenie Lestibourne'a i skinęła na niego ręką. Wiedziała. Po prostu nie był szczęśliwy. .Czy Breeze i Vin już wrócili? . nie? Inkwizytor.Jakie? . załogo .Nawet . mistrzu Kelsier. pełnym napięcia. dlaczego ludzie przestali używać tego pseudonimu .sama myśl o Stalowym Inkwizytorze przyprawiała ją o ciarki.

że szykuje się coś większego. .licząc tych..Wobec tego zaczynamy pracę w innych miastach w okolicy. . Jeśli zrobimy jeszcze więcej zamieszania.Tyle spotkań jeszcze bardziej nas odsłoni . Prawdopodobnie zdołam być na wszystkich spotkaniach.Rebelianci już tego próbowali. .odparł Dockson. Kell .Właśnie nad czymś pracował.Tak sądzę .Możemy organizować spotkania częściej? . .odparł z wahaniem Breeze. przez które obligatorzy wpadli na nasz trop.. Kelsier uniósł brew. ilu trzeba.Poza tym tylko pewna liczba skaa jest gotowa słuchać. . potrzebuję więcej czasu. . .odezwała się Vin. że chcesz podjąć to ryzyko. Całość była zorganizowana przez innego złodzieja.zapytał Yeden.Próbowaliśmy wprowadzić szpiegów do Zakonów Wewnętrznych dziesiątki razy. to prawda. . .odparła.Nic z tego nie będzie . Przygotowywał . .ciągnął Yeden. .I co? .I pojawia się kolejny problem . . . aby nie wszystkie odbywały się w jednym terminie. .Po całym podziemiu chodzą plotki.burknął Clubs. Kelsier? . .wtrącił Yeden.zapytał Kelsier.Chyba . Marsh pokręcił głową.dodał Ham.Jesteś pewien. spoglądając na Marsha. Breeze. czy możesz podzielić swoich ludzi na dwie skuteczne grupy? . Yeden skinął głową. .rzekł Kelsier.Camon . . zwłaszcza odkąd rekruci Kelsiera zaczęli się przyłączać. którzy już są w rebelii.Już i tak jesteśmy w niebezpieczeństwie .Jedna grupa może działać w Luthadelu. .Dox? .zapytał Kelsier.Dobrze . To właśnie było to zadanie. W ciągu kilku ostatnich tygodni zmienił się. o ile zorganizujemy się tak. Zakon się zorientuje. ale nasze ruchy tutaj są ograniczone.Zakon jest hermetyczny. W pokoju zapadła cisza. zanim mnie przejęliście. Jak zawsze powiadał Reen: sukces ma wielu przyjaciół. To niemożliwe. nie zbierzemy tylu. a druga w okolicznych miastach. .odparł Dockson ze swojego miejsca obok stołu ze stertą ksiąg.On prawdopodobnie ma rację. przywódcę nazwiskiem Theron. Luthadel jest wielki. .Czy nie mieliśmy pracować nad infiltracją szeregów Zakonu? .Mam pomysł .

.zapytał Kelsier. .odparł Kelsier..Nie martwcie się Ostatnim Imperatorem.Jak tam nasze zapasy? .zapytał Yeden.Wypadek . po czym rozejrzał się po sali. Na szczęście broń przyjdzie hurtowo. Kelsier tylko się uśmiechnął.. no cóż.Racja. . Natomiast broń. . . Zapomniałem. Renoux i ja nawiązujemy kontakty i transakcje. Dockson pisał coś piórem na papierze. . Kelsier . Ham zmarszczył brwi. Kelsier skinął w zadumie głową. Dockson wzruszył ramionami. . . Nie powiedział „zabić”.Co? . drobnego obligatora otwartego na łapówki. Wszystko mam pod kontrolą. . . . Przecisnął się do jego fotela i szepnął mu na ucho kilka słów.. pomyślała Vin. czy ten informator jest nadal dostępny.fałszywy konwój kanałem. ale nie możemy działać za szybko.Dociera do niego .Słyszałem na ulicach wiele plotek. aby przewieźć fundusze Zakonu do Luthadelu.zapytał Kelsier.Nie obawiasz się.Chcesz odwiedzić Ostatniego Imperatora? Czyś ty zwar..Urwał.Wizytę? .Skontaktuję się z Theronem i sprawdzę. . że Ostatni Imperator usłyszy? Jeśli zostanie ostrzeżony przed tym.zachęcił ją Breeze. .odrzekł Ham. Kelsier skinął głową.zauważył Dockson..Warto się temu przyjrzeć. prawda? Breeze odchrząknął.. Może udałoby się go skłonić. będzie go o wiele trudniej.Te same barki miały wieźć nowych akolitów Zakonu do Luthadelu na końcowy etap szkolenia.rzekł. .Ludzie mówią o tym twoim Jedenastym Metalu.I? . Właściwie w ciągu najbliższych kilku dni zamierzam złożyć mu wizytę.Ham znalazł dwóch instruktorów po wojsku. co zamierzamy zrobić. aby dodał do grupy „akolitę” z lokalnej kapituły. . W holu rozległy się nagle ciężkie kroki i do pokoju wszedł jeden ze strażników Hama.To wszystko. Nie wierzą. . .I dobrze . odeprzeć. Theron miał jakąś wtyczkę po drodze. . . że Kelsier zdoła to uczynić. .

że Zakon ją znalazł.Tę.. .Pamiętacie tę kryjówkę.Jaki wypadek? .No cóż . jak ogarnia ją lęk.rzekł Ham. . gdzie Kelsier po raz pierwszy przedstawił nam swój plan? Kryjówkę Camona. w której spotkaliśmy się kilka tygodni temu? . .Wypadek? . . pomyślała Vin. .zapytał Dockson.zapytał Ham. czując.Zdaje się.

Vin. wymijając wzrokiem Docksona. Zeszła ze schodów. nawet gwałtowni . że Rashek stanowi coraz większy odłam kultury Terris. tych Terrisan. Vin stała w progu.ale w pokoju wciąż unosił się odór śmierci. Nie chciałabyś tego oglądać. Na ulicach. uważnych filozofów Terris i świętych ludzi. Vin stała w miejscu. Wielu młodych uważa. jeśli da im się możliwość i motywację. Są zadziorni. spoglądając na niego. z wyrwanym górnym zawiasem. Wreszcie Kelsier westchnął i wszedł do pomieszczenia. wolno schnącej krwi. Będzie ich trzeba uważnie obserwować. przerażenia i rozpaczy. Wreszcie obejrzał się i spojrzał na nią. 11 Kelsier zatrzymał się w drzwiach. rozbite w drzazgi. próbując zajrzeć mu przez ramię. ale drogę zagradzało jej zbyt wiele osób. . Ciała się jeszcze nie rozkładały . Kelsier stał przez chwilę nieruchomo. zajęć domowych i rzeźbiarstwa.bardzo różni od cichych. których znałem. przesłaniając Vin widok. że skrzydło drzwiowe zwisało smętnie. Dockson poszedł za nim. Ich powykręcane członki straszyły światłocieniami pojedynczej latarni Docksona. Vin ujrzała podłogę usłaną trupami. Wcześniej już widywała śmierć. Mogą być bardzo niebezpieczni.Wydaje się.Ham ma rację. że ich niezwykłe moce powinny być wykorzystywane inaczej niż tylko do prac w polu.atak nastąpił dzisiaj rano . Widziała ludzi . Mogła jedynie stwierdzić.

Płynne ruchy i spokojna twarz Sazeda zdradziły jej to i owo. lecz rozerwani na strzępy. dokładnie. Fragmenty połamanych stołów i krzeseł sterczały powbijane w klatki piersiowe. Ci ludzie nie zostali po prostu zabici. nie roniąc ani jednej łzy za tych ludzi. Raz widziała staruszkę z karkiem skręconym przez jakiegoś niezadowolonego lorda.płakała. Kelsier spojrzał na nią. Reen prawdopodobnie byłby wściekły. gdyby się dowiedział o smutku. Sazeda jednak zabrał bez cienia wahania.została. że Vin spojrzała na lokaja z nowym zainteresowaniem. bili.. Za Vin do pokoju wszedł Sazed. Nie wydawał się jednak . aby Vin tu przychodziła. Członki leżały oddzielone od tułowi. Jedynie kilka kawałków podłogi nie było pokrytych lepką. choćby byli okrutni i obojętni. Dzieci.. Yeden i Clubs . Jednakże reszta . Ham i jego ludzie ubezpieczali teren. Vin spojrzała na Terrisanina. obserwując ten obraz śmierci. które umarły z głodu. pomyślała. Żadne z tych zdarzeń nie wywołało jednak wrażenia umyślnej jatki.rzekł Dockson cicho. by ich nie pobrudzić krwią. Zawsze się na nią wściekał.zasztyletowanych w zaułkach. sprawił. starannie unosząc szaty. a Dockson prawdopodobnie doskonałym wojownikiem.. Kelsier nie chciał. Kelsier skinął głową. A jednak ci sami ludzie dali jej schronienie. nakarmili. jakiego doznała w kryjówce Camona. choć subtelny. zanim grabarze skaa wreszcie je zabrali. Wydaje mi się to skrajnością. otępienie. a wystarczająco bezpiecznie dla terrisańskiego opiekuna? Czy Sazed był wojownikiem? Jak miałby się nauczyć walki? Terrisanie podobno od urodzenia byli szkoleni przez bardzo ostrożnych instruktorów. Dodatkowo. że zdecydował się na taką jatkę. niepokojące było to. Vin stała. a jednak żałując. Ciało leżało na ulicy przez trzy dni. przyjęli. Weszła do pokoju. ciemną krwią. Widać nie do końca opanowała tę słabość. Jaka mogłaby być jej reakcja? Przecież ci ludzie źle ją traktowali. Vin próbowała zachować kamienną twarz. ale od czasu do czasu przyłapywała się na tym. że się cofa i odwraca wzrok od sponiewieranych trupów. nie chciała opuszczać ludzi. Napastnicy wykonali swoje zadanie bardzo. i czuła. Kelsier był Zrodzonym. Dlaczego miało tu być zbyt niebezpiecznie dla Mglistych. że spotkał ich taki smutny koniec. Jaki człowiek zrobiłby coś takiego? .Inkwizytor .Breeze. Ten gest. jaki wzbudził w niej ten widok.jeszcze jako dziecko . których już poznała. Zatłuczonych na śmierć w kryjówkach. kiedy inni zapewne oddaliby ją do burdelu. Okolica po prostu była zbyt niebezpieczna. przyklękając przy zwłokach. wyjeżdżając z miasta. nawet jak na Zakon. kiedy . okradali..

. .stanowczo przerwał jej Kelsier. .jakby ktoś rozerwał mu klatkę piersiową.Inkwizytorzy zwykle nie zajmują się szajkami złodziei. Vin wstała.. Nie . . Interesujące. pomyślała.. . Wzruszyła ramionami. po czym pewnego dnia wykonują na nich pokazową egzekucję. . Kelsier przyglądał się jej przez chwilę. gdyby ktoś z załogi rzeczywiście go zainteresował.rzekł Kelsier. .To nie wygląda dobrze . Jeden człowiek nie mógł zabić ich wystarczająco szybko.szepnęła.zaczęła z wahaniem Vin.odparła. Inkwizytor musiał mieć pomoc.szepnęła . .Ulef i pozostali. Vin. żeby jedna osoba. . powiedział jej Kelsier. po czym przeszedł na drugą stronę pokoju. .To trochę bezduszne. jak zauważyła wstrząśnięta Vin. Inkwizytor wmieszałby się jedynie wtedy.. a następnie by ktoś napadł na twoją starą kryjówkę. . .Więc to moja wina . mógł dokonać tego wszystkiego. że była tu prawie cała banda. .W całym Ostatnim Imperium jest tylko około dwudziestu Stalowych Inkwizytorów. by porozmawiać z Docksonem. A może mógł? Jest wiele rzeczy.wstrząśnięty rzezią. W okolicach tylnego wyjścia leżał stos ciał.Wiem ..Zatem .Urwał i spojrzał na nią.To wina Camona . pomyślała Vin. kiwając głową. by dotrzeć do Kelsiera. przekraczając kałuże krwi. To niemożliwe. który przykucnął obok dwóch trupów. a połowa z nich przez cały czas znajduje się poza Luthadelem. których nie wiesz o Inkwizytorach. Chłopiec miał wykrzywioną i przepełnioną bólem twarz. co kiedyś? Kelsier skinął głową. zmuszając się do spojrzenia na ciało Ulefa.Żaden z nich nie był moim przyjacielem..Myślisz.Inkwizytorzy wciąż mają mój ślad? Kelsier skinął głową i wstał. . byś ściągnęła na siebie uwagę jednego z nich. że to ten sam. Jednym.To on próbował nabrać obligatora. Uważam to za zbyt duży zbieg okoliczności.Myślisz. był Ulef. pierś stanowiła masę połamanych kości i rozdartego ciała . Zwykle to obligatorzy przychodzą z wojskiem i biorą wszystkich do niewoli. choćby i Inkwizytor. uciekła.Nic ci nie jest? Vin podniosła wzrok znad zmasakrowanego ciała Ulefa. . ale policzyła szybko wszystkie trupy i doszła do wniosku.. starannie wymijając roztrzaskane meble. Vin znów spojrzała na rany Ulefa. . Vin zadrżała i odwróciła wzrok.

. . jeśli nie liczyć cichego mamrotania Sazeda.Chodź zobaczyć! .Och. której religii modlitwę zmówić? . panienko.zawsze stosują się do nich normalne zasady.Nie teraz. . Ale szanuję prawdy zawarte w każdej. . by każda z nich została zapamiętana. . często.. że istnieje potrzeba.Czy nie ma wśród nich wzajemnie sprzecznych? Sazed się uśmiechnął.odparł cicho Sazed.Kelsier podszedł do niego.. Wreszcie przestał mówić.zameldował.Wyznaję je wszystkie. kiedy znów spojrzał. . czy to jest zatem religia. Cazzi byli interesującymi ludźmi.Ta mi się po prostu wydawała. które służyło grupie za sypialnię. doskonale znali się na śmierci. odpowiednia . żebyśmy odkryli masakrę.. Vin zmarszczyła brwi. . gotowa rzucić się do ucieczki.Spojrzał na nią. który stał w głębi.Bezpiecznie . Kelsier stał przez chwilę w milczeniu. jaką ujrzała w głównej Sali.Co to było? .Mogę cię nauczyć tej religii.. skłonił głowę i przymknął oczy.Pieśń śmierci Cazzi. przypominającego korytarz pomieszczenia. Powinna obudzić duchy zmarłych i skłonić je do opuszczenia ciał. spodziewając się zastać scenę podobną do tej..Modlitwa . Vin również.rzekł. Vin wsunęła głowę do środka. .Lecz jak decydujesz. Na schodach rozległy się kroki i Vin sprężyła się i przykucnęła. . . Zmówiłeś ich modlitwę.Chcą.zapytała. . Ujrzała jednak znajomą postać Hama..zapytała.To w ich stylu . jeśli chcesz. Dockson stał obok długiego. .Ani śladu obligatorów i garnizonu.. . że wyłupiono mu oczy. przyglądając się skąpanej w półmroku scenie śmierci. aby mogły wrócić na górę dusz.Kell! . Vin ostrożnie przemknęła się ku niemu. . jednakże jej oczom ukazał się widok tylko jednego ciała przywiązanego do krzesła. zostawili trupy jako znak. nawet bardzo często. W bladym świetle udało jej się dostrzec. . . . . którą wyznajesz? . W pokoju zapadła cisza. i wierzę. Vin znów zadrżała. nasłuchując rytmicznego zaśpiewu w jego głosie.zawołał nagle Dockson. Vin pokręciła głową.rzekł Kelsier.

.obiecał Ham.sprawdzałem go kilka razy. tak jak prosiłeś. . by stwierdzić fakt.I bądź ostrożny. co mówią.Co z nim? .Zabierz wszystkich z powrotem do sklepu . . Nikt nie odezwał się.Został zabity powoli . ..Panienko Vin . czy nie mówiłby głośniej? Vin rzuciła Terrisaninowi wściekłe spojrzenie.zawołał Ham. . bardzo wyraźnie usłyszała głos Docksona: .. Sazed spojrzał na nią z naganą. Znajdziesz go o trzy ulice od Skrzyżowania Czterech Studni. . zawsze był w przebraniu. ..odrzekł. odciągając na bok Docksona i rozmawiając z nim przyciszonym głosem.Ham .Kiedy Clubs przychodził do tej kryjówki. na co aż Vin podskoczyła. Uświadomiła sobie. Domyślił się. Vin zadrżała. a powietrze czuć stęchlizną.przytaknął Dockson. jak powykręcane są jego członki. Kelsier skinął głową. .polecił Kelsier. . ale Sazed położył jej dłoń na ramieniu. po czym nadąsana pozwoliła Docksonowi i Sezedowi . Kell?! . . Spojrzała na Kelsiera. Nikt z tych ludzi nie mógł nas zdradzić.odparła Vin.Milev . Słyszała oddech Sazeda. ile krwi jest na podłodze. którego mianowałem dowódcą. pomyślała. po czym sięgnęła wewnątrz i zapaliła cynę.Zobacz. On wie coś o Allomancji. Vin podeszła bliżej.Tak.rzekł z dezaprobatą . I wyraźnie. co mówi. . żebyś nie mogła go znaleźć jedynie pytając przechodniów na ulicy. Miał czas krzyczeć i się szarpać. co robię. że jest duszno.To człowiek. że Inkwizytor nie powinien być w stanie odnaleźć także i tej kryjówki. Kelsier pokręcił głową.Czy przeniesiemy bazę? . Nagły odór krwi omal jej nie przewrócił.powiedział głośno. Pomieszczenie nie było już ciemne ..jaskrawe światło dwóch lamp właściwie wycisnęło łzy z jej oczu. Vin. wychylając się z zaplecza. Vin spojrzała na Kelsiera.gdyby mistrz Kelsier chciał. Jako Dymiarz to on musi dopilnować.. Kelsier wrócił do głównego pokoju. powinniśmy nadal być bezpieczni..Oczywiście .zapytała. żebyśmy słyszeli. usiłując usłyszeć. .Tortury .

Widział Camona przelotnie. ale uznał. ale nie ozdabiała go ani elegancka fontanna. pomyślał. z bezkształtną masą Otchłani spoczywającej martwo w wodzie u jego stóp. *** Powinienem był wziąć powóz. nie zwracając uwagi na to. Kelsier sięgnął odruchowo po sakiewkę. kiedy upadnie Ostatnie Imperium. zbyt wynędzniałe. którym brakowało więcej niż dwóch kończyn. stojącego w dramatycznej pozie w płaszczu i zbroi. Nie możesz uratować ich wszystkich. Trzy ulice za placem natrafił na mniejsze skrzyżowanie. Żadna z twarzy jednak nie wydawała się podobna. W narożnikach placu znajdowały się cztery studnie. że sam ten czyn wyróżniał go z tłumu. Kelsier poprawił kapelusz i ruszył dalej. zezwalał na żebranie jedynie skaa z widocznymi okaleczeniami. Idący pieszo szlachcic nie był niczym niezwykłym. zwłaszcza w dzielnicach handlowych. że go rozpozna. która pomimo tygodni głodu . po czym ruszył dalej. Pomnik przedstawiał Ostatniego Imperatora. Kelsier przyglądał się po kolei każdej twarzy. Niedożywione dzieci i przytłoczeni wiekiem dorośli krzyczeli wylęknionymi głosami: ludzie. Szybkość nie ma znaczenia. Z poboczy wołali do niego żebracy skaa. wściekły. Kelsier rzucił im parę spinek.były to żałosne istoty. fruwając po mieście w biały dzień. że ich obserwuje. że nie może iść szybciej. Nie za pomocą monet. a żaden z żebraków nie miał też tuszy Camona. by się wzajemnie ignorować. kiedy żebracy się zorientowali. które również obsiedli żebracy. Cierpliwości. Ostatni Imperator zaledwie ich tolerował. którym się powiodło. i szlachcice. Kelsier minął fontannę. Ich żałosne życie nie było jednak do pozazdroszczenia nawet dla skaa z plantacji. Tu żebracy wyglądali jeszcze żałośniej . Korciło go. myślał Kelsier. które stały się głośniejsze w chwili. Pozostali mogli przejść z kryjówki Camona. Przyjdzie na to czas. już nie żyje. Jeśli o nim wiedzą. gdzie na wodzie unosiły się płatki popiołu z ostatnich opadów. Wszedł na duży plac na skrzyżowaniu ulic. bardzo trudno pozostać niezauważonym. którym się nie powiodło .choć obie grupy robiły wszystko. Ignorując żałosne okrzyki. a środek został zdominowany przez potężną miedzianą fontannę. a ich pokryte sadzą postaci były w cieniu ledwie widoczne. kulili się w kątach. której poczerniała zielona powłoka była oblepiona sadzą. żeby zapalić stal i zacząć skakać w kierunku celu.wyprowadzić się z kryjówki. Niestety. ani narożne studnie. a ich żałobne zawodzenia przekraczały co chwila subtelną granicę pomiędzy słyszalnością a natręctwem. by wywalczyć sobie miejsce na głównym placu. gdzie na ulicach mieszali się skaa.

Coś było nie w porządku. poza szuraniem i kotłowaniem się żebraków za plecami. Mogła też znaczyć. Wyjrzał za róg i stwierdził. który stał się żebrakiem. popiół opadał wokół drobnymi. jaki miał na sobie. Wysypał kilka monet na dłoń i ostrożnie ruszył przed siebie. Następnie rozpiął płaszcz . przywódca szajki. Nieobecność Camona na placu mogła oznaczać na przykład. Nie ma go tu. Niedobrze. że żebracy ożywili się wyraźnie na dźwięk monet uderzających o kamień. wsłuchując się w upiorne zawodzenia. że Zakon go odnalazł. zwisał na uwiązanej wysoko linie. kuląc się przed jego gniewem. wciąż pulchne ciało nosiło ślady tortur.elegancki materiał spadł na bruk.Co ty tu robisz? . . Zaklął i szarpnięciem wciągnął ją w alejkę. nowemu przywódcy . . Kelsier stał przez chwilę w bezruchu. zwłoki miały głowę odchyloną w tył. by się okryć nieokreślonej barwy płaszczem z kapturem. ale Kelsier nie słyszał nic. zapalił cynę z ołowiem i wszedł w uliczkę. żeby się upewnić. W północnym narożniku skrzyżowania nie dostrzegł ani jednego żebraka. . Krwawe ostrze wystawało ze skóry tuż pod podbródkiem. Wąska uliczka była zapchana popiołem i śmieciami.zapytał. co robisz . Ręce były związane. a sznur wychodził z ust. paląc stal i odbijając monety.szepnęła. a przynajmniej nikt żywy. Zdjął buty i odpiął pas.Chciałam zobaczyć. Z nieba zaczęły padać pojedyncze płatki popiołu.rzekł Kelsier.zawołał Kelsier. rozjarzając stal i rzucając przed siebie garść monet.powinna jeszcze być zauważalna.sznur przywiązano do haka. Za plecami Kelsiera czyjaś stopa szurnęła po bruku i mężczyzna obrócił się. . Odetchnął głęboko. spoglądając na nią. Mała postać upadła z piskiem na ziemię. Kelsier zapalił cynę i wyczuł w powietrzu krew. lekkimi płatkami. była sakiewka z monetami. Camon. zostawiając żebrakom porzuconą odzież. Miała na sobie ten sam brązowy chałat i szarą koszulę. Nie został powieszony w zwykły sposób . Nikt na niego nie czekał. Dockson sprawdził to. ale okazała przynajmniej dość rozumu. Skręcił w północną odnogę i natychmiast zauważył po lewej stronie wąski zaułek.Vin?! .aby Camon stał się żebrakiem . Rozkaz wydany Milevowi. Teraz jedynym metalem. Jego ciało leniwie obracało się na wietrze. że znalazł lepsze miejsce. pomyślał z niezadowoleniem Kelsier.został wykonany.To mogło być niebezpieczne! .Co ty sobie myślisz? . Odór śmierci był coraz silniejszy. a hakiem przebito mu gardło. .

Skuliła się jeszcze bardziej.
Kelsier zganił się w myśli. Nie możesz jej winić za ciekawość, pomyślał, kiedy kilku
odważniejszych żebraków podbiegło do monet. Ona tylko...
Zamarł. Dotyk był tak subtelny, że omal go nie przegapił. Vin Uspokajała jego emocje.
Spojrzał w dół. Dziewczyna próbowała się wtopić w róg budynku. Wydawała się taka
nieśmiała, a jednak zdołał pochwycić w jej oczach błysk determinacji. Ten dzieciak uczynił
sztukę z udawania całkiem nieszkodliwej istoty.
Jest taka subtelna! Pomyślał. Jak ona mogła tak szybko się tego nauczyć?
- Nie musisz używać Allomancji, Vin - zganił ją łagodnie. - Nie skrzywdzę cię i
dobrze o tym wiesz.
Zaczerwieniła się.
- Nie chciałam... to tylko odruch. Jeszcze teraz...
- Nie szkodzi - odparł Kelsier, kładąc jej dłoń na ramieniu. - Pamiętaj tylko, cokolwiek
mówi Breeze, nieładnie jest dotykać uczuć swoich przyjaciół. Poza tym szlachta uważa za
obrazę używanie Allomancji przy oficjalnych okazjach. Te odruchy mogą ci napytać biedy,
jeśli nie nauczysz się nad nimi panować.
Skinęła głową i spojrzała na Camona. Kelsier spodziewał się, że odwróci się z odrazą,
ale ona tylko stała w milczeniu, z wyrazem ponurej satysfakcji na twarzy.
Nie, ona nie jest słaba, pomyślał. Cokolwiek ci się wydawało.
- Torturowali go tutaj? - zapytała. - Na otwartej przestrzeni?
Skinął głową, wyobrażając sobie krzyki dobiegające do uszu żebraków.
Zakon lubił wymierzać karę pokazowo.
- A ten hak? - zapytała.
- To rytualne zabójstwo zarezerwowane dla najbardziej odrażających grzeszników:
takich, którzy niewłaściwie używają Allomancji.
Zmarszczyła brwi.
- Camon był Allomantą?
Kelsier pokręcił głową.
- W czasie tortur musiał się przyznać do czegoś odrażającego - spojrzał na nią. Zapewne wiedział, czym jesteś, Vin. Wykorzystywał cię z rozmysłem.
Pobladła lekko.
- Więc... Zakon wie, że jestem Zrodzona z Mgły?
- Możliwe. Zależy, czy Camon o tym wiedział, czy nie. Mógł sądzić, że jesteś tylko
Mglistą.

Przez chwilę stała w milczeniu.
- A jakie to ma znaczenie dla mojej roli?
- Kontynuujemy według planu - odparł. - W budynku Kantonu widziało cię tylko kilku
obligatorów, a trzeba doprawdy niezwykłego zmysłu spostrzegawczości, by połączyć służącą
skaa i elegancką arystokratkę w jedną osobę.
- A Inkwizytor? - zapytała cicho.
Na to pytanie nie musiał odpowiadać.
- Chodź - rzekł. - I tak już ściągnęliśmy na siebie za dużo uwagi.

Jakby to było, gdyby wszystkie narody - od wysp na południu po wzgórza Terris na
północy - zostały zjednoczone pod jednym rządem?
Jakich cudów można byłoby dokonać, jaki byłby postęp, gdyby ludzkość raz na zawsze
odłożyła na bok swoje potyczki i się zjednoczyła?
Sądzę, że to za wiele, by żywić jakąkolwiek nadzieję. Jedno, zjednoczone imperium
ludzi? To się nigdy nie zdarzy.

12
Vin powstrzymywała pokusę ciągłego obciągania eleganckiej sukni. Nawet po pół
tygodniu noszenia - na sugestię Sazeda - nie mogła się przyzwyczaić do szerokiej krynoliny.
Suknia opinała mocno jej pierś i talię, po czym opadała w kilku warstwach falban, utrudniając
chodzenie. Vin miała wrażenie, że za chwilę się potknie, i pomimo obszernej spódnicy czuła
się w jakiś sposób obnażona przez materiał opinający jej piersi, nie wspominając już o
głębokim dekolcie. Wprawdzie, nosząc normalne, zapinane na guziki koszule, odsłaniała
prawie tyle samo ciała, ale mimo to teraz czuła się inaczej.
Musiała jednak przyznać, że suknia bardzo wiele zmieniła. Stojąca przed nią w lustrze
dziewczyna była obcą, dziwną istotą. Jasnobłękitna suknia z białymi falbankami i koronkami
pasowała do szafirowych wstążek we włosach. Sazed twierdził, że nie będzie zadowolony,
dopóki włosy nie urosną jej co najmniej do ramion, ale zaproponował, żeby kupiła spinki w
kształcie rozetek i przypięła je nad uszami.
- Arystokraci często nie kryją swoich niedostatków - wyjaśnił. - Czasem wręcz je
podkreślają. Ściągaj uwagę na swoje krótkie włosy, a zamiast myśleć, że nie nadążasz za

modą, wywrzesz na nich wrażenie swoją niezależnością.
Miała też na szyi szafirową kolię - skromną jak na arystokratyczne standardy, ale i tak
wartą ponad dwie setki skrzyńców. Całości dopełniała rubinowa bransoletka, jako dodatkowy
akcent. Widocznie moda nakazywała, by dodawać pojedynczy element innego koloru dla
kontrastu.
I wszystko należało do niej, zapłacone z funduszy szajki. Gdyby teraz uciekła,
zabierając klejnoty i swoje trzy tysiące skrzyńców, mogłaby żyć z tego przez kilkadziesiąt lat.
Przed oczy powracały jej ciągle obrazy zabitych ludzi Camona, ich poskręcane ciała w
zaciszu kryjówki. Prawdopodobnie to samo czekało i ją, jeśli tu zostanie.
Czemu więc nie odchodzi?
Odwróciła się od okna, otulając się jasnobłękitnym jedwabnym szalem, który stanowił
damską, arystokratyczną wersję płaszcza. Dlaczego nie odeszła? Może z powodu obietnicy
złożonej Kelsierowi? Ofiarował jej dar Allomancji i ufał jej. Może to był jej obowiązek
wobec innych. Aby przeżyć, każda osoba w szajce musiała wykonać swoje zadanie.
Szkolenie Reena podpowiadało, że ci ludzie to szaleńcy, ale ją perspektywy oferowane
przez Kelsiera i innych kusiły i wabiły. W końcu to nie bogactwa czy emocje związane z
zadaniem sprawiły, że chciała zostać. Była to przyćmiona perspektywa - nieprawdopodobna i
nierozsądna, ale wciąż kusząca - grupy, której członkowie rzeczywiście mogli sobie
wzajemnie zaufać. Musiała zostać. Musiała wiedzieć, czy tak zostanie, czy też - jak
obiecywały coraz częściej podszepty Reena - to wszystko jest kłamstwem.
Odwróciła się i wyszła z pokoju, kierując się ku frontowi pałacu Renoux, gdzie Sazed
czekał na nią z powozem. Postanowiła zostać, a to oznaczało, że musi odegrać swoją rolę.
Nadszedł czas, aby po raz pierwszy pojawiła się jako dama.
***
Powóz zatrząsł się nagle i Vin podskoczyła. Pojazd toczył się jednak dalej i Sazed nie
poruszył się na siedzeniu stangreta.
Z góry dobiegł nagle jakiś szelest. Vin rozjarzyła swoje metale i czekała w napięciu. Z
góry, z dachu powozu zeskoczyła nagle jakaś postać i wylądowała na stanowisku dla lokaja
tuż przed drzwiczkami. Kelsier wsunął z uśmiechem głowę do środka.
Vin odetchnęła z ulgą i oparła się o poduszki.
- Mogłeś po prostu powiedzieć, żeby cię zabrać.
- Nie trzeba - odparł Kelsier, otwierając drzwiczki i sadowiąc się w środku. Zapadła
już noc i Kelsier był odziany w mgielny płaszcz.
- Powiedziałem Sazedowi, że wpadnę po drodze.

- Ale mnie nie powiedziałeś?
Mrugnął i zatrzasnął drzwiczki.
- Myślę, że byłem ci coś winien za zaskoczenie mnie w zeszłym tygodniu.
- Jakie to dorosłe z twojej strony - zauważyła obojętnie.
- Zawsze byłaś pewna mojej niedojrzałości. Czy jesteś gotowa na ten wieczór?
Wzruszyła ramionami, usiłując ukryć nerwowość. Spojrzała w dół.
- Jak... jak wyglądam?
- Wspaniale - odparł Kelsier. - Jak szlachetnie urodzona młoda dama. Nie denerwuj
się, Vin... przebranie jest idealne.
Z jakiegoś powodu nie była to odpowiedź, którą chciała usłyszeć.
- Kelsier?
- Tak.
- Chciałam cię o to zapytać już od jakiegoś czasu - szepnęła, spoglądając w okno,
choć widziała tam jedynie mgłę. - Rozumiem, ty uważasz, że to ważne, by mieć szpiega
wśród szlachty, ale... cóż, czy naprawdę musimy to robić w ten sposób? Czy nie możemy się
dowiedzieć od ulicznych informatorów, co dzieje się w polityce rodów?
- Możliwe - odrzekł Kelsier. - Ale ci ludzie są nazywani „informatorami” nie bez
przyczyny, Vin. Każde pytanie, jakie im zadajesz, sugeruje twoje prawdziwe motywy. Nawet
spotkanie z nimi ujawnia pewne drobne informacje, które oni będą mogli sprzedać komu
innemu. Lepiej polegać na nich możliwie jak najmniej.
Vin westchnęła.
- Nie narażam cię bez potrzeby na zagrożenie, Vin - rzekł, pochylając się. Potrzebujemy szpiega wśród szlachty. Informatorzy zazwyczaj uzyskują informacje od
służby, ale arystokraci w większości nie są głupcami. Ważne spotkania odbywają się tam,
gdzie nie może ich podsłuchać żadna służba.
- I chciałbyś, żebym ja się dostawała na takie spotkania?
- Może - odparł. - A może nie. Tak czy tak, nauczyłem się, że przeniknięcie do kręgów
szlachty zawsze jest użyteczne. Wraz z Sazedem poznacie istotne informacje, których uliczni
informatorzy nie uznaliby za ważne. Właściwie jedynie będąc na tych przyjęciach - nawet,
jeśli nic nie podsłuchasz - zdobędziesz dla nas informacje.
- Jak to? - zapytała, marszcząc brwi.
- Zapamiętuj ludzi, którzy się tobą zainteresują - wyjaśnił. - Będą to rody, które
musimy obserwować. Jeśli zwrócą uwagę na ciebie, zwrócą ją również na lorda Renoux, a
jest jeden istotny powód, dla którego mogliby to robić.

- Broń - domyśliła się.
Skinął głową.
- Pozycja Renoux na rynku broni sprawi, że będzie cenny dla tych, którzy planują
działania wojenne. Są to rody, na których muszę skupić uwagę. Już w tej chwili powinno się
dać wyczuć napięcie pośród szlachty - mam nadzieję, że zaczną się zastanawiać, które rody
zwrócą się przeciwko którym. Pomiędzy Wielkimi Rodami już od ponad wieku nie było
prawdziwej wojny, ale ta ostatnia zniszczyła wiele. Musimy to powtórzyć.
- Ale to może oznaczać śmierć wielu arystokratów - odparła.
Kelsier się uśmiechnął.
- Umiem z tym żyć. A ty?
Również się uśmiechnęła.
- Jest jeszcze inny powód, byś to zrobiła - dodał. - W pewnym momencie tego mojego
żałosnego planu możemy natknąć się na Ostatniego Imperatora. Obawiam się, że im mniej
osób musielibyśmy przemycić w jego otoczenie, tym lepiej. Posiadanie Zrodzonego z Mgły
skaa wśród szlachty... cóż, to mogłaby być wielka przewaga.
Vin poczuła lekki dreszcz.
- Ostatni Imperator... czy będzie tam dzisiaj?
- Nie. Z pewnością będą obligatorzy, ale Inkwizytorów raczej nie powinno być... a
Ostatniego Imperatora z pewnością. Takie przyjęcie jest niegodne jego uwagi.
Vin skinęła głową. Nigdy wcześniej nie widziała Ostatniego Imperatora... i nie
chciałaby niczego w tej kwestii zmieniać.
- Nie martw się aż tak bardzo - rzekł Kelsier. - Nawet jeśli go zobaczysz, będziesz
bezpieczna. Nie umie czytać myśli.
- Jesteś pewien?
Kelsier się zawahał.
- Cóż. Nie. Ale gdyby umiał czytać w myślach, nie robiłby tego każdemu, kogo
spotka. Znam wielu skaa, którzy w jego obecności udawali szlachtę... sam to wiele razy
robiłem, zanim... - Urwał, spoglądając na pokryte bliznami dłonie.
- W końcu cię dopadł - szepnęła.
- I prawdopodobnie uczyni to znowu - odparł, mrugając do niej. - Ale nie przejmuj się
nim teraz - tego wieczoru naszym celem jest wprowadzenie na salony lady Valette Renoux.
Nie musisz robić niczego niebezpiecznego ani niezwykłego. Po prostu się pojaw, a potem
wyjdź, kiedy ci każe Sazed. Nawiązywanie znajomości i zwierzenia zostawimy na później.
Vin skinęła głową.

- Dobra dziewczyna. - Kelsier się uśmiechnął. Otworzył drzwiczki. Będę w ukryciu
niedaleko twierdzy, mając oczy i uszy otwarte.
Vin skinęła głową i Kelsier wyskoczył z powozu, po czym zniknął we mgle.
***
Vin nie była przygotowana na jasność, jaka panowała wokół twierdzy Venture.
Potężny budynek był spowity aurą rozproszonego blasku. W miarę, jak powóz się zbliżał, Vin
coraz wyraźniej widziała osiem ogromnych świateł, jarzących się na froncie prostokątnego
budynku. Były jaskrawe jak ogniska, ale o wiele bardziej stabilne. Za nimi ustawiono
zwierciadła, kierujące światła wprost na twierdzę. Vin nie do końca wiedziała, jaki jest ich
cel. Bal odbędzie się w środku - po co oświetlać fasadę budynku?
- Proszę schować głowę, panienko Vin - rzekł z kozła Sazed. - Wytworne młode damy
się nie gapią.
Vin rzuciła mu ponure spojrzenie, którego nie mógł zobaczyć, ale posłusznie schowała
głowę, niecierpliwie czekając, aż powóz podjedzie przed bramę wielkiej budowli. Wreszcie
zatrzymali się i lokaj domu Venture natychmiast otwarł jej drzwiczki. Drugi pospieszył, by
podać jej rękę.
Vin przyjęła pomoc, usiłując możliwie wdzięcznie wydobyć z powozu falbaniasty,
obszerny skraj spódnicy. Zeszła ostrożnie - usiłując się nie potknąć - i poczuła wdzięczność
za oparcie, jakie znalazła w dłoni lokaja. Dopiero teraz zrozumiała, dlaczego panowie
powinni pomagać damie wysiąść z powozu. Nie był to tylko głupi obyczaj - głupia była
jedynie odzież.
Sazed przekazał powóz, a sam ustawił się kilka kroków za nią. Miał na sobie szaty
jeszcze bardziej eleganckie, niż zwykle - wprawdzie został zachowany klinowaty wzór, ale
miały pas i szerokie, spowijające sylwetkę rękawy.
- Naprzód, panienko - poinstruował ją cicho zza pleców. - Po dywanie, żeby suknia nie
zamiatała kamieni, i prosto przez główne wejście.
Skinęła głową, usiłując ukryć zakłopotanie. Ruszyła przed siebie, mijając panów i
damy w eleganckich strojach. Nie patrzyli na nią, ale i tak czuła się jak obnażona. Jej chód nie
był ani w połowie tak wdzięczny, jak innych pań, które w swoich sukniach wyglądały pięknie
i swobodnie. Poczuła, że ręce jej się pocą pod biało-niebieskimi, jedwabnymi rękawiczkami.
Zmusiła się, by iść dalej. Sazed przedstawił ją przy drzwiach i podał zaproszenie
odźwiernym. Dwaj mężczyźni, odziani w czarno-czerwone liberie, skłonili się i gestem
zaprosili ją do środka. W foyer zgromadził się niewielki tłumek arystokratów, czekających na
wejście do głównego holu.

Co ja robię? - myślała gorączkowo. Mogła stawić czoło mgle i Allomancji, złodziejom
i włamaniom, upiorom mgielnym i chłoście. Ale wejść tu, pomiędzy tych wspaniałych panów
i ich damy... wmieszać się pomiędzy nich w pełnym świetle, widoczna, nie mieć gdzie się
schować... to ją przerażało.
- Naprzód, panienko - odezwał się Sazed uspokajającym tonem. - Pamiętaj, czego się
nauczyłaś.
Ukryć się! Znaleźć kąt! Cień, mgłę, cokolwiek!
Trzymała ręce zaciśnięte sztywno przed sobą i parła naprzód. Sazed szedł obok. Kątem
oka widziała troskę na jego zazwyczaj spokojnej twarzy.
I ma czym się martwić! Wszystko, czego jej nauczył, uleciało w jednej chwili - jak
para, jak mgła. Nie pamiętała nazwisk, obyczajów, niczego.
Jakiś mężczyzna spojrzał na nią przelotnie i się odwrócił. Usłyszała wyraźnie
wyszeptane scenicznym szeptem słowo „Renoux” i z obawą spojrzała w bok. Kilka kobiet
wpatrywało się w nią.
Jednak zdawało się, że jej nie widzą. Oglądały jej suknię, włosy, klejnoty. Vin
spojrzała w drugą stronę, gdzie stała grupa męskiej młodzieży. Oni również na nią patrzyli,
lecz widzieli jedynie głęboki dekolt, ładną sukienkę i makijaż, a nie ją samą.
Nikt z nich nie umiał dostrzec Vin, widzieli jedynie maskę, którą włożyła - maskę,
którą chciała im pokazać. Widzieli lady Valette. To tak, jakby Vin tam wcale nie było.
Jakby... się ukrywała. Ukrywała wprost na ich oczach.
Nagle napięcie zaczęło ustępować. Odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić, i poczuła,
jak niepokój również się ulatnia. Szkolenie Sazeda powróciło i Vin przybrała minę młodej
dziewczyny, zachwyconej swoim pierwszym oficjalnym balem. Odeszła na bok, podając szal
lokajowi, i Sazed wyraźnie odetchnął. Vin uśmiechnęła się do niego i posuwistym krokiem
ruszyła ku głównej sali.
Potrafi to zrobić. Wciąż była nerwowa, ale moment paniki już się skończył. Nie
potrzebowała cieni i kątów - wystarczyła jej maska z szafirów, makijażu i błękitnej tkaniny.
Główny hol zamku Venture stanowił wspaniały, imponujący widok. Wysoki na cztery
czy pięć pięter, był długi i stosunkowo wąski. Ogromne, prostokątne witrażowe okna ciągnęły
się wzdłuż obu ścian, rzucając na pomieszczenie kaskadę kolorów. W ściany pomiędzy
oknami wstawiono masywne, ozdobne filary. W miejscu, gdzie powinny stykać się z podłogą,
wykonano zagłębienie, tworząc pod oknami galerię o wysokości jednego piętra. W tej galerii
ustawiono kilkanaście okrytych białymi obrusami stołów, pogrążonych w cieniu filarów i
arkady. W dali, w końcu sali, Vin dostrzegła niski balkon w ścianie, na którym ustawiono

mniejszą grupkę stolików.
- To stół lorda Straffa Venture - szepnął Sazed, wskazując balkon.
Vin skinęła głową.
- A te światła na zewnątrz?
- Światła wapienne, panienko - wyjaśnił Sazed. - Nie jestem pewien co do
zastosowanego procesu... ale niegaszone wapno można jakoś podgrzać, aż będzie wydzielało
światło, nie topiąc go.
Po lewej orkiestra smyczkowa grała cichą muzykę dla kilku par, które tańczyły
pośrodku sali. Po prawej stały piętrowo zastawione tacami stoły z przekąskami, wokół
których uwijali się odziani na biało kelnerzy.
Sazed podszedł do jednego z lokajów i podał zaproszenie Vin. Mężczyzna skinął
głową i szepnął coś do ucha młodszemu służącemu. Ten skłonił się Vin i poszedł przodem.
- Poprosiłem o mały, pojedynczy stolik - wyjaśnił Sazed. - Dzisiaj nie musisz się
włączać do towarzystwa, tylko być widziana.
Vin skinęła z wdzięcznością głową.
- Pojedynczy stolik oznacza, że jesteś samotna - ostrzegł Sazed. - Jedz powoli... kiedy
skończysz, pojawią się mężczyźni, żeby cię zaprosić do tańca.
- Nie nauczyłeś mnie tańczyć! - szepnęła z niepokojem.
- Nie było czasu, panienko - odparł. - Nie martw się, możesz odmówić, z całym
szacunkiem, i masz do tego pełne prawo. Uznają, że po prostu jesteś onieśmielona pierwszym
balem, i nic złego się nie stanie.
Skinęła głową i służący poprowadził ją do małego stolika pośrodku holu. Vin usiadła
na jedynym krześle, podczas gdy Sazed zamawiał dla niej posiłek. Po chwili powrócił i stanął
za jej krzesłem.
Vin siedziała sztywno, czekając. Większość stolików stała tuż pod arkadą galerii blisko parkietu tanecznego - przez co korytarz znajdował się za nimi, pod ścianą.
Spacerowały po nim pary i grupki gości, rozmawiając cicho. Od czasu do czasu ktoś pokazał
gestem na Vin lub skinął jej głową.
Cóż, akurat ta część planu Kelsiera powiodła się doskonale. Zauważono ją. Musiała się
jednak zmusić, aby się nie kulić i nie garbić przy stole, kiedy za jej plecami przeszedł wielki
prelan. Nie był to na szczęście ten sam, którego poznała, choć miał podobne szare szaty i
tatuaże wokół oczu.
Na przyjęciu rzeczywiście było sporo obligatorów. Spacerowali, wmieszani w tłum
gości. A jednak... było w nich coś wyniosłego. Podział. Krążyli wokół, prawie jak

przyzwoitki.
Garnizon obserwuje skaa, pomyślała Vin. Widocznie obligatorzy wykonują takie samo
zadanie w stosunku do szlachty. Dziwny to był widok - zawsze myślała, że szlachta jest
wolna. Rzeczywiście, byli o wiele bardziej pewni siebie niż skaa. Wielu chyba nawet się
dobrze bawiło, a obligatorzy raczej nie zachowywali się jak policja, ani nawet jak szpiedzy.
Po prostu byli nieustannym przypomnieniem istnienia Ostatniego Imperatora i jego imperium.
Vin odwróciła wzrok od obligatorów - ich obecność wciąż ją nieco krępowała koncentrując się na pięknych oknach. Ze swojego miejsca mogła obserwować rząd witraży po
drugiej stronie sali.
Sceny w nich uwiecznione miały treść religijną, podobnie, jak większość ulubionych
scen arystokracji. Może po to, by okazać pobożność, a może taki był wymóg. Vin nie miała
dość wiedzy, ale prawdopodobne Valette nie wiedziałaby tego również, więc wszystko było
w porządku.
Na szczęście rozpoznawała niektóre obrazy - głównie dzięki naukom Sazeda. Zdaje
się, że wiedział dużo o mitologii Ostatniego Imperatora, podobnie jak o wielu innych
religiach, choć wydawało jej się nieco dziwne, że studiował religię, którą uważał za narzędzie
ucisku.
Centralny punkt stanowiła Głębia. Głęboka czerń - czy też raczej witrażowy ciemny
fiolet - rozpełzała się po kilku oknach bezkształtną masą o gniewnych mackach. Vin
podniosła na nią wzrok i napotkała kolorowe wyobrażenia Ostatniego Imperatora. Była lekko
zdumiona tym, co zobaczyła.
Co to było? - zastanawiała się. Czym była Głębia. Dlaczego przedstawiać ją tak
bezkształtnie... czemu nie ukazać, czym była naprawdę?
Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiała, ale lekcje Sazeda dały jej do myślenia.
Instynkt podpowiadał, że to oszustwo. Ostatni Imperator wymyśli sobie jakieś straszliwe
zagrożenie, które zdołał w przeszłości zniszczyć, „zasługując” sobie tym samym na rolę
imperatora. A jednak spoglądając na tę wijącą się potworność, była gotowa uwierzyć.
A jeśli rzeczywiście coś takiego istniało? A skoro istniało, jak Ostatni Imperator zdołał
to pokonać.
Westchnęła, kręcąc głową. Już zaczynała myśleć jak szlachcianka. Podziwiała
dekoracje, zastanawiała się, co znaczą, przelotnie tylko myśląc o bogactwie, koniecznym do
tego, by je stworzyć. Pewnie dlatego, że wszystko tu było takie piękne.
Filary sali nie były zwyczajnymi kolumnami, lecz rzeźbionymi dziełami sztuki.
Szerokie wstęgi zwisały z sufitu tuż nad oknami, a sklepiony, wysoki sufit był pokryty siecią

belek konstrukcyjnych i nakrapiany kamieniami zwieńczeń. Jakimś cudem wiedziała, że
każdy był misternie rzeźbiony, choć znajdowały się za wysoko, by to dostrzec z dołu.
Tancerze pasowali do tej wspaniałej oprawy. Pary poruszały się z wdziękiem w takt
delikatnej muzyki, pozornie bez najmniejszego wysiłku. Wielu rozmawiało w czasie tańca.
Kobiety poruszały się w swych strojach bardzo swobodnie - Vin zauważyła, że wiele sukien
było o wiele wspanialszych niż jej falbaniasta sukienka. Sazed miał rację - długie włosy były
rzeczywiście modne, choć kobiety nosiły je zarówno rozpuszczone, jak i upięte.
W otoczeniu majestatycznej sali elegancko odziani arystokraci wydali jej się nagle
inni. Bardziej dystyngowani. Czy to rzeczywiście te same istoty, które niewoliły skaa?
Wydawali się tacy... doskonali, zbyt dobrze wychowani, by dokonywać takich straszliwych
czynów.
Zastanawiam się, czy oni w ogóle zauważają świat zewnętrzny, pomyślała, krzyżując
ręce na piersi i z zainteresowaniem obserwując tancerzy. Może nic nie widzą poza twierdzami
i balami... podobnie jak nie widzą mnie pod suknią i makijażem.
Sazed postukał ją w ramię i Vin z westchnieniem przybrała pozycję bardziej godną
damy. Chwilę potem pojawił się posiłek - była to uczta tak dziwnych zapachów, że chętnie
rzuciłaby się na niego, gdyby przez parę ostatnich miesięcy nie jadła podobnych potraw.
Lekcje Sazeda pominęły taniec, lecz bardzo dokładnie wpoiły jej dobre maniery przy stole, za
co Vin była teraz wdzięczna. Jak jej powiedział Kelsier, głównym celem tego wieczoru było
wejście w świat - ważne, by zrobiła to we właściwy sposób.
Jadła ostrożnie, jak ją nauczono, starannie i dokładnie oddzielając kęsy. Nie podobała
jej się myśl, że ktoś może zaprosić ją do tańca, miała wrażenie, że znów spanikuje, jeśli ktoś
odezwie się do niej wprost. Jednakże posiłek można było przeciągać jedynie przez określony
czas - zwłaszcza przy skromnych porcjach prawdziwej damy. Wkrótce skończyła i odłożyła
widelec na skos na talerzu, dając znak, że można go zabrać.
Pierwszy kawaler pojawił się dosłownie dwie minuty później.
- Lady Valette Renoux? - zapytał młody człowiek, kłaniając się. Pod długim, ciemnym
kaftanem miał zieloną kamizelkę. - Jestem lord Rian Strobe. Czy mogę poprosić do tańca?
- Mój panie - odparła, skromnie spuszczając wzrok - jesteś bardzo uprzejmy, ale to
mój pierwszy bal i wszystko tutaj jest takie wspaniałe! Obawiam się, że mogłabym się
potknąć ze zdenerwowania na parkiecie. Może następnym razem...?
- Oczywiście, pani - odparł, grzecznie skinąwszy głową, i odszedł.
- Doskonale, panienko - cicho rzekł Sazed. - Twój akcent jest doskonały. Oczywiście,
na następnym balu będziesz musiała z nim zatańczyć, ale do tej pory, jak sądzę, zdążymy cię

Może jego nie będzie. staraj się. . .zgodził się Sazed.. by nie dolewali ci go zbyt często.Hm. Vin zarumieniła się lekko.zapytała.Służący mojej rangi zazwyczaj zostaje zwolniony po zakończeniu posiłku przez pana. jeśli mógłbym się oddalić.Na przyjęcie służby . Nie będziesz musiała czynić tego aż tak często.co się zdarza niemal zawsze zazwyczaj uczestniczy w nim.zapytała niespokojnie. . Została sama. i czekaj na mój powrót.. obracając się. pomyślała.Ach. . jakby na coś czekał. .odparł Sazed.Będę potrzebowała więcej sukien! Sazed się uśmiechnął. Nie sama.Może .tego nauczyć. skłonił się i odszedł. panienko. obserwując wszystko..Dziękuję.Bale są głównym powodem.Na przykład? .obiecał. .wyjaśnił Sazed. . . ale tam będzie pełno ważnych lokajów wysoko postawionej szlachty. Będą toczyły się rozmowy. . już myślisz jak dama.Zostawiasz mnie samą? . które mistrz Kelsier zechce poznać za moim pośrednictwem. . choć wolałaby nie odczuwać tak bardzo pustego miejsca obok jej . .jęknęła..Do tej pory znakomicie dawałaś sobie radę. czy aby na pewno cię zostawiać... . . Pozostań tylko przy stoliku.Żadnych dużych pomyłek.odparł. jakich nie powinna popełniać dama na swoim pierwszym balu. możesz odejść .Robią to co wieczór? . panienko . .Ale nie liczyłbym na to.. Pozostał jednak na miejscu.odrzekł. Jeśli ktoś jest w mieście. ale i tak przyjdzie nam pewnie bywać dwa lub trzy razy w tygodniu. . panienko . odpraw ich równie delikatnie. .Wrócę za godzinę . Jeśli pojawią się inni młodzi mężczyźni. Vin skinęła głową. .Prawie . Waham się. jak pierwszego.powiedziała. Ta myśl dodała jej otuchy. .Dwa lub trzy. Kelsier jest gdzieś tam na zewnątrz. . dla którego ludzie zjeżdżają się do Luthadelu..Oddalić? . a przynajmniej takich. a akurat wydają bal .Porozmawiamy o tym później. Młoda szlachta bardzo lubi swoje wieczorne rozrywki. zwłaszcza jeśli jest młody i wolnego stanu. popijając wino. A teraz.

W pewnych momentach grupa nagle przestawała rozmawiać i pełnym szacunku gestem przywoływała do siebie obligatora. choć jedwabisty materiał miękko otulał skórę. aby ją nieustannie spalać. ludzie przy sąsiednim stoliku wkrótce wstali i rozeszli się każdy w swoją stronę. by zapalić metal. . że nie interesują jej tańce.Doskonale . a pomruk rozmów zmienił się w wyraźne głosy. . zastanawiając się.przysięgam. ale z cyną. Długie rękawy też niewiele pomagały. jak obligator odchodzi od stolika. Sięgnęła do wnętrza.i czekała. Znów się nudziła. wsuwając coś prawdopodobnie monety . gdy już ukryła swą Allomancję. ale się zawahała. można zapalić cynę. Zapamiętała nazwiska czwórki młodych ludzi. Natychmiast oślepiły ją światła sali i musiała przymknąć oczy. Vin rozchyliła powieki . czasem jednak przyłączali się tu i tam.. ale i tak było jej gorąco pod wieloma warstwami tkaniny. zanim poinformuję o tym kogokolwiek innego . bo kiedyś mogłaby się zdradzić. Wkrótce jednak skupiła uwagę na obligatorach. pomyślała. Często stali w oddaleniu od grup rozmawiających arystokratów. pomyślała. co jej umyka. Tańce trwały nadal i przez jakiś czas obserwowała je z zainteresowaniem.Będę świadkiem i spiszę to. Stół był za daleko. Najpierw miedź. Jeszcze trzech młodych ludzi podeszło. Wkrótce poczuła pierwsze oznaki znudzenia..krzesła. Vin zgasiła cynę i szeroko otwarła oczy w samą porę. ale stół był jednym z najbliżej stojących i wreszcie udało jej się wyłuskać słowa. . Teraz. Trudno jej było skoncentrować się na tej.Kelsier będzie chciał je poznać . Nagle zauważyła. Musi się przyzwyczaić.. widocznie rozniosło się.to był jeden z arystokratów przy stole. by ją prosić do tańca. Spostrzegła. Szlachcic wyciągnął dłoń i zabrzęczały monety. pozostawiając Vin bez możliwości podsłuchiwania kogokolwiek. Potem już nie podszedł nikt. ale za każdym razem przyjmowali jej uprzejmą odmowę. Niestety.mówił ktoś. Vin zmarszczyła brwi.. którzy do niej podeszli . że grupa zajmująca sąsiedni stolik również zaprosiła do siebie przechodzącego obligatora. żeby usłyszeć cokolwiek. że najwyraźniej spełniają na przyjęciu jakąś określoną funkcję. . która ją interesowała.odparł obligator. Szczególnie kiepsko wyszły na tym jej nogi. Sala była dobrze wentylowana. ponieważ musiały się plątać w długich do kostek halkach..do kieszeni szaty. Muzyka rozbrzmiała o wiele głośniej. Interesujące. że podzielę się z nim nowiną o moim zobowiązaniu. by zobaczyć.

Zawahała się. że zna go z wizyty w Kantonie Finansów z Camonem i poczuła ukłucie paniki.. . aby opuścić główną salę. bez sprawiania wrażenia. nie wiedział przecież nawet o jej istnieniu. co kazał Kelsier. Początkowo sądziła. nie mówiąc o możliwości przyjrzenia się rzeźbom sklepienia. jak obligator idzie przez salę ku jednemu ze swych towarzyszy. Zapamiętała jednak tę twarz. że się gapi. Znów oparła się chęci wtulenia się w krzesło. wkrótce po przybyciu do Luthadelu. rozprostować nogi. Zrobiłam to.choć do dzisiaj nie wiedziała po co. do miejsca z którego mogłaby obserwować zabawę. Nie tego. Podbiegł skwapliwie. ale im dłużej siedziała. jakby odpowiednik alkowy pod oknami. że to nie jest ten sam człowiek. Mój ojciec. Miała wielką ochotę wstać i przejść się tam.. po czym skinęła na lokajczyka. wskazując balkon. kiedy nagle zdała sobie z czegoś sprawę. czego nie widziała wcześniej . sprawiał wrażenie bardzo pewnego siebie. rok temu.zapytała.balkon wpuszczony w przeciwległą ścianę na prawie całej długości. Instynkt pociągnął ją w tamtą stronę. Chyba i tak nikt już nie poprosi mnie do tańca. Reen zabrał Vin. leniwie obserwując obu obligatorów. czy nie . wprowadził do środka. Rozpoznała jednego z nich. który przed chwilą wziął pieniądze. Siedząc. ale nie mogła wiele zobaczyć. Ten człowiek nie miał prawa jej rozpoznać. stwierdziła ze zdumieniem. lecz jego starszego towarzysza. by odwrócić od niego wzrok i znów zaczęła przypatrywać się oknom.stanowiła kolejny powód. aby choć raz zobaczyła ojca . Obligator dokonywał inspekcji robotników w lokalnej kuźni. lady Renoux? . Potem jednak stwierdziła. Zmusiła się. pomyślała.. To był. zostałam obejrzana przez wszystkich obecnych. Obecność ojca .Jak mogę się tam dostać? . Niski. tym częściej jej spojrzenie wędrowało ku ukrytemu balkonowi. biegnący pod sklepieniem.Tak. Nawet ten drugi obligator wyraźnie traktował go z szacunkiem. Już miała zacząć stukać palcami po stole.. Sazed kazał jej zostać na miejscu. pomiędzy witrażowymi oknami a sufitem.obserwując. ponieważ filary i arkada ograniczały jej pole widzenia. Miałaby wówczas doskonały widok na proporce i okna znajdujące się ponad jej głową.czy wiedział o jej istnieniu. zauważyła jednak coś. o ostrych rysach twarzy. nalegając. . sama nie będąc widzianą. Reen pokazał jej go raz.

Stał za nią młody człowiek. Vin wspinała się ochoczo. Jednakże jest to najlepsze miejsce na balkonie jedyne. które wyglądały jak skamieniałe w czasie skoku w dół. gdzie lampa jest dość blisko. Iskierka płonącej cyny z ołowiem pozwoliła pokonać bez wysiłku resztę schodów. wiszącymi na ścianie . po czym zdeterminowana wstała i ruszyła ku frontowej części sali. próba dolania sobie wina nagle stała się problemem. więc przeszła przez salę już z większą pewnością siebie.. .rzekł młody człowiek . Kamienny korytarz wił się w górę spiralą. Kamienne płyty podłogi tworzyły wzór.O. nie szersze od jej dłoni. ale wkrótce zadyszała się pod ciężarem sukni i ciągłego unoszenia jej. Dżentelmen powinien teraz przejść gdzie indziej. starając się spożytkować nagromadzoną energię. ale strome. Po obu jej stronach znajdowały się szczyty filarów wyrzeźbione w kształt kamiennych zwierząt.Przepraszam. Popatrz. Trzeba po nich wejść na najwyższe piętro. Kubrak i koszula wydawały się odrobinę za luźne. Mężczyzna trzymał w ręku kieliszek wina. Vin się zarumieniła. zewnętrzna kieszeń kubraka była wypchana książką nieco za dużą na ten sposób przechowywania. . kiedy podeszła do żelaznej poręczy pomiędzy filarami. Wspinaczka okazała się warta wysiłku. by umożliwić czytanie.Problem polega na tym . Spojrzała w dół.Schody znajdują się tuż obok orkiestry. żeby się nie potknąć. . którego wcześniej nie zauważyła. nie. znajdujesz je zajęte przez piękną pannę. tu jest dość miejsca dla dwóch osób - . biegły wzdłuż całej zewnętrznej ściany. teraz to ja się czuję winien.że kiedy wracasz na swoje miejsce. Vin podskoczyła i się obejrzała. Vin podziękowała skinieniem głowy. barierka była misterna i pięknie wykonana .oba elementy przedstawiały grube. Udało jej się nie spocić i nie zniszczyć makijażu. wijące się pnącza. opierając się o balustradę. . Wokół panowała cisza i Vin poczuła się samotna. pani .No proszę.odparł chłopiec.zastanawiała się leniwie. Nikt nie zaszczycił jej większą uwagą niż tylko przelotne spojrzenie. Górny balkon był ciemny oświetlony jedynie kilkoma latarniami o błękitnych szkiełkach. Niewielkie witrażowe okienka. a kamizelka miała lekko wyblakłe kolory. biało-szarych zawijasów. coś w rodzaju swobodnych.i rozpościerał się z niego zdumiewający widok na witraże. Jego strój nie był najelegantszy. stopnie były krótkie. pozostawiając jej możliwość kontemplowania widoków. Podobnie jak uchwyt latarni za jej plecami. Mgły? .

Zawsze czytujesz na balach? . Elend? Nazwisko czy imię? A co mnie to obchodzi? . ku jej zaskoczeniu. Czy on w ogóle nie zwróci na mnie uwagi? . skupiony na książce. .zapytała. . to już będę dżentelmenem. Oparł się o boczny filar i. Nawet na nią nie spojrzał.Wiesz co. Może powinnam mieć ładniejszą suknię? Mężczyzna popijał wino.Przecież to nie ja gapię się w książkę. kim jest? Czy powinna się dowiedzieć. kiedy obok stoi młoda dama.pomyślała. ale równie marudna.zauważył. . dla jakiego się tu przychodzi? zapytała. Miał rację latarnia świeciła wprost na stronice. zaczynasz mówić jak mój ojciec. czytając? Vin skrzyżowała ręce na piersi.Nieśmiała? . czy mogę dostąpić zaszczytu dzielenia z tobą tego balkonu.Zawsze. niż się wydajesz.Jestem lord Elend.zapytała. Vin stała przez chwilę. . Po chwili westchnął i przewrócił oczami.Czy to nie jest w jakiś sposób sprzeczne z celem. . zdumiona własną urazą. Mężczyzna opuścił książkę i spojrzał na nią uważniej. którzy prosili cię do tańca? Zawahała się.Chciałam tylko dokładniej obejrzeć całą salę.Skłonił się jej. że nieznajomy nie chce rezygnować z jej towarzystwa. Spąsowiała. . Mężczyzna uniósł brew. .Było ich czterech . . elegancko wysuwając przed siebie stopę.O? I dlatego odmówiłaś wszystkim trzem kawalerom. jesteś znacznie mniej nieśmiała. . . . O wiele ładniejsza. Vin się zawahała. Młody człowiek uśmiechnął się i wrócił do książki. Podniósł wzrok. Lady Valette Renoux. jak on się nazywa? Odsunęła się nieco i mężczyzna zajął miejsce obok.Po co w ogóle się pojawiać. . .A odmówiłam. wyciągnął książkę i zaczął czytać. obserwując go. Zgromiła go wzrokiem. Czy może grzecznie odmówić? Było widać. i nawet się nie przedstawię jak należy. .No proszę.Dobrze.odparła wreszcie z lekkim dąsem. ale wydawał się całkowicie pochłonięty lekturą.przesuń się tylko trochę. bo niezbyt dobrze umiem tańczyć. Czyżby wiedział.Ty też tu jesteś . kiedy tylko mi to uchodzi na sucho. . skoro się unika ludzi? .

Westchnął i wcisnął książkę do kieszeni. uznałem. . gdybyś więcej ćwiczył. . ale wiedzą jak wydawać bale.Może nie zdajesz sobie z tego sprawy.Próby Monumentu. . dlaczego wolisz czytać.Aha . . .. Wątpię jednak.. . . skąd wiedział. Słyszałaś? Pokręciła głową.Dobrze.Wciąż mi nie powiedziałeś.. że odmówiłam tańca? Nagle nabrała podejrzeń. czy tancerze na dole doceniliby nasze wysiłki i wybaczyliby podeptanie ich stóp.Zdaje się. Niepokoiło ją.Mów co chcesz o rodzie Venture. przytłaczające.No dobrze. .No i co myślisz o swoim pierwszym doświadczeniu na dworze? .zapytał. że to ma oznaczać „nie”? . Poczuła ukłucie irytacji. Co dziwniejsze.To nie wszystko . wobec tego chcesz zatańczyć? Zamarła. Zachichotał.odparł.W porządku.. albo skończonym gburem. Elend uśmiechnął się nonszalancko.No cóż. że nie potrafi stwierdzić. skoro już ustaliliśmy. . ja też nie jestem najlepszym tancerzem. że powinienem zaproponować. .Dilisteni . . nie czuła takiej potrzeby pozbycia się tego człowieka jak w innych przypadkach.Nie pozwolisz mi wrócić do książki. .dodał.. .Pewnie nauczyłbyś się tańczyć. kiedy znów uniósł książkę. Wzruszyła ramionami. . Po pięciu czy sześciu setkach takich bali zaczynasz odczuwać nieco ich powtarzalność.Bardzo.Przechylił się przez poręcz i spojrzał w dół. że jestem dżentelmenem. Elend uniósł brew. Westchnął i opuścił książkę. zamiast uczestniczyć w balu mruknęła. Co czytałeś? . Ale.odparła.No cóż.Chciał tylko z powrotem swoją kryjówkę. która możliwość jest prawdziwa. . ale nie jest trudno o przesyt zabawą. . co? ..Chyba raczej nie. Bogowie! Jest albo niezwykle śliskim osobnikiem. . że Kelsier chciałby usłyszeć relację z tej szczególnej rozmowy. niewielu słyszało.

nieważne. Vin podskoczyła i wyjrzała na dół. jeśli wszystko do następnego poranka nie jest idealnie wysprzątane.Ale skończyło się na rozmowie z kimś. Vin dotarła na dół bez tchu.odparł Elend.Przepraszam! . . a poza tym niepotrzebne. Vin pisnęła cicho.rzekł.Czy któryś z nich nazywa się Elend? . .Tak. .To nieprzyzwoite. ale zanim dotarła do pierwszego stopnia. Zdaje się.odparł Elend. Sazed się zatrzymał.zawołała. że zajeżdżają służbę na śmierć przygotowaniami. panienko? .Chciałam przyjrzeć się witrażom .Proszę mnie nie przepraszać. że to jeden z tych rywali. że twój Terrisanin cię szuka. to odpowiednia pora. spoglądając na balkon. o których mówił Kelsier.A z kim rozmawiałaś? .odparła. panienko . Sazed stał obok jej pustego stolika i rozmawiał z lokajczykiem.odrzekła.zapytała. gdybyś nie była aż tak nerwowa.To znaczy.Niespecjalnie ich lubię . odwracając się ku schodom. Skinęła głową. . jeśli sobie tego życzysz . Rzeczywiście. . by zawracać Kelsierowi głowę jego nazwiskiem. .Mogę zapytać. żeby wyjść. Elend się zawahał. Możliwe. To nie były słowa. muszą wydać najlepszy bal.Czy zatem czas wychodzić? .Nie przepadasz za Domem Venture. trzymał już nos w książce. Nieważne.Z tym mężczyzną w kącie. .Jeden z przyjaciół lorda Venture'a? Vin zamarła. nawet jak na wielką arystokrację.To ostentacyjna banda. . Sam bym to zaproponował. jak sądzę. nieco zakłopotany. podchodząc do Sazeda. Spacer był dobrym pomysłem. .zawołała. że wracam do czytania. Machnął jej ręką na pożegnanie. .No dobrze . . . Nie potrafią po prostu wydać balu. Nie wydaje mi się jednak dość ważny. . a potem chłoszczą biedaków.Muszę pędzić! .odparł cicho. . Przechyliła głowę. na balkonie .No cóż. co? .Skinęła głową. . . których można by się spodziewać od szlachcica. co tam robiłaś.

. tak? .odparł Sazed..Jak Twierdza Venture? . . . marszcząc brwi. że powinna być jednak bardziej onieśmielona.O.mruknął Sazed.Ale chyba nie mówił tego szczerze. zdając sobie sprawę. . .Jesteś daleko. Vin jeszcze raz obejrzała się na salę i zapaliła cynę.mruknęła. Urwał.Nie powinniśmy teraz o tym tu rozmawiać .Rozmawiałaś z lordem Elendem Venture? . Uśmiechnęła się i pozwoliła.Hm . Odbierając szal. . że spoglądał na nią.Eee.Spadkobierca tytułu rodu . nie . . daleko poniżej jego poziomu.odrzekł Sazed.Venture? .. Trzymał w dłoni zamkniętą książkę i przysięgłaby. . . mrucząc coś pod nosem i poprowadził Vin do wyjścia..Koniec z kontrolowaną anonimowością. .zapytała. .. niż była.Zaprosił cię do tańca? Skinęła głową. mrużąc oczy i podążając wzrokiem ku balkonowi.Był nieco irytujący. Wracamy..Sazed pobladł. by Sazed zaprowadził ją do powozu.. ale w przyjemny sposób. Nie powinienem był wychodzić na tę kolację.

gdyż ta część jej osobowości . ale w bardziej ograniczonym . Dobrze jej było bez obszernej sukni. Drwiący. a Elend wydawał się bardzo niepozorny jak na lorda z Wielkiego Rodu. by zwykły tragarz mnie zdenerwował. skrzyżowanymi nogami na jednym z eleganckich foteli lorda Renoux. że nie powinienem dopuścić. Ale on jest z Terris. Jeśli ktokolwiek potrafi odkryć oszustwo. że miała ochotę się schować. czując na plecach wzrok Rasheka. kim była. Nie.coś.. dobrze. czego Vin nie powiedziała Sazedowi. Jednakże niezadowolenie Sazeda sprawiło.Wiem. że przez te kilka chwil nie była tak naprawdę lady Valette.. kontynuuję moją wędrówkę. wróciła do znajomej koszuli i spodni. kiedy spędzała czas z Kelsierem i pozostałymi. Stał po drugiej stronie pokoju i Vin odniosła wrażenie. Z Elendem czuła się. jego przesłuchanie było pełne szacunku. że wpadła w tarapaty. gdzie się zrodziły wszystkie proroctwa. doszła do wniosku. wysondował każdy element rozmowy z lordem Elendem. Zdaniem Vin Terrisanin wydawał się niepotrzebnie zaniepokojony jej wymianą zdań z młodym szlachcicem. Nie była też Vin. 13 Vin siedziała z podwiniętymi. że spotkam mój los . Dziwne doświadczenie. kiedy wspominała to doświadczenie.. Oczywiście. Od czasu do czasu czuła się tak samo.idę. gdzie zapisane proroctwa głoszą. Idę tam. Nie mówili przecież o niczym ważnym. Teraz. czy nie on? Nieważne. Sazed wypytał ją bardzo dokładnie. Ale było w nim coś dziwnego . ale też wyjątkowo stanowcze.nieśmiała członkini gangu . była po prostu tym.była równie fałszywa jak Valette. Zazdrosny. Nienawistny..

Reszta z was może odejść .Poprosił ją do tańca .Obawiam się. że ich spotkanie było przypadkowe. . Paliła miedź. marszcząc brwi. Po prostu zdołał ją skłonić do odsłonięcia się.Spotkałem go jakieś cztery lata temu.Istotnie . Nawet po spędzeniu całego wieczoru pośród szlachty.Saze?! . rozmawiając cicho. Odziany na biało służący skinął głową i szybko opuścił pokój. Usiadła wygodnie. że nie mógł używać na niej emocjonalnej Allomancji.jak zwykle . tym bardziej się dziwiła. .sensie. . Cztery lata? . może był Uspokajaczem? Może w tej rozmowie było coś więcej. . ale . Vin wciąż była zaskoczona jego arystokratycznymi manierami.rzekł Sazed. Nie może przecież udawać lorda Renoux od tak dawna! Kelsier uciekł z Czeluści tylko dwa lata temu! Spojrzała na oszusta. . Renoux miał na sobie bogaty strój skrojony w obcym.odparł Sazed.pomyślała Vin.odparł Renoux. że nie zachowała ostrożności. . jak na kogoś o jego pozycji.Kelsier wreszcie powrócił.zapytał Kelsier. Zdawała sobie jednak sprawę.zawołał od progu. mistrzu Kelsier .nie była w stanie znaleźć żadnej skazy w jego zachowaniu. obawiam się jednak. Jak zawsze.odparł Sazed. Następnym razem będę ostrożniejsza. by odmówić.zdziwił się Kelsier. . .Zdaje się.Poślij po lorda Renoux . Wydaje się. kiedy jego ojciec zwiedzał Zachód. . że dzisiaj na balu panienka Vin zwróciła na siebie uwagę lorda Elenda Venture'a. jak przyjemnie jej było.rzekł spokojnie Sazed i pokojowi posłusznie opuścili pomieszczenie. Starszy mężczyzna bardzo dbał o swoje siwe wąsy i teraz szedł z pewną siebie miną. niż sądziła.Masz wieści? . Jakim cudem Elend zdołał obudzić w niej prawdziwe ja tak szybko i tak dokładnie? Może użył na mnie Allomancji? . krzyżując ręce na piersi. że tak. Zauważyłem. Elend był wysokiego rodu. że mogła mu się spodobać. . a to oznaczało. że spotkają się znowu.Czy to nie dziedzic? .pomyślała z niepokojem. Do pokoju wszedł służący i szepnął coś Sazedowi do ucha.Jak bardzo zainteresowany był chłopak? . .Ale panienka Vin była dość mądra. Krótkie spalanie cyny pozwoliło jej podsłuchać rozmowę .Elenda? . . Kelsier wciąż miał na sobie mgielny płaszcz. Uznała. zachodnim stylu. a rozmowa wyłącznie grzecznościowa. Im dłużej się nad tym zastanawiała. że jest nieco za mało dystyngowany. Kelsier i lord Renoux przybyli razem.

Ale i tak była zirytowana całą trójką.zapytała. jak się nazywa? Pokręciła głową. żeby mnie polubili. skoro ma takie kontakty. .prawdopodobnie próbuje sobie stworzyć taką reputację.Widziałam dzisiaj na balu mojego ojca . Spróbuj go na przykład obrazić.odrzekł Kelsier. Prawdopodobnie Renoux ma rację.Kelsier zachichotał. że chcecie. Vin poczuła. Kiedyś brat mi go pokazał. Zostaniesz wyalienowana ze znacznej części dworskich kontaktów.O co chodzi? .Ale nie tak ważny człowiek jak Elend Venture. wolny i jest dziedzicem wielkiego rodu. jakich potrzebujemy.Tak .Venture jest młody. by się znaleźć na takim balu. Wysłaliśmy cię na dwór. Kobiety na dworze będą ci zazdrościć.Lepiej. . . . starsi zaczną się dąsać na różnicę pozycji społecznej. arystokracja musi cię postrzegać jako niepewną.nie sądzę. Skinęła głową. . że jest dworskim ekscentrykiem . a nie wywoływała skandale. Vin.Myślałam.dopytywał się Kelsier. nieczułym tonem.odparł lord Renoux.zainteresował się Kelsier. . starając się ukryć irytację. że się rumieni. Vin spojrzała na Kelsiera obojętnie. widzisz. .Za dobrze ją wyszkoliłeś. . . dziecko .Widocznie dość ważnym. . robiąc różne nieoczekiwane rzeczy. by Elend Venture naprawdę się tobą zainteresował. zwłaszcza zachowaniem Kelsiera i jego złośliwym. . zganiła się gniewnie. .zawołał ze śmiechem.Dlaczego? . żebyś nawiązała kontakty.O. Wiesz.Ojciec Vin jest obligatorem .Naprawdę? . Popatrz na niego tak brzydko. Twój związek z kimś takim może nam napytać biedy.Poza tym.Jak wygląda? .wtrącił Renoux. . że odwróci uwagę Kelsiera od lorda Venture'a.wyjaśnił Renoux. . w przyszłości postaraj się być nieco mniej czarująca. . a przede wszystkim niegroźną. Saze. jak tylko ty potrafisz.Rozpoznałam go.rzekła w nadziei. dziecko . . . Vin zacisnęła zęby. Kelsier skinął głową. Byśmy uzyskali informacje. żebyś unikała Venture'a. właśnie tak! . Jest znany z tego.dodał lord Renoux . nieważną.

od której teraz znów się odbiła. by nie zostać zauważoną.To jest właśnie ta zabawna sprawa z przyjściem dokądkolwiek . Idź się prześpij. Kiedy już tam jesteś. Kelsier zachichotał. Nie spuszczała wzroku z błękitnej linii. więc starała się biec możliwie najciszej. wilgotną jesienną noc. Manewr pozwolił jej przelecieć wdzięcznym łukiem nad bramą. Do pokoju zaczęła się wlewać mgła. a wilgotne powietrze łaskotało w gardle. po czym lekko Przyciągnęła bramy poniżej.Chyba naprawdę pójdę się położyć . Wypchnęła się w zimną. bo Renoux właśnie zaczął coś do niego mówić. Vin pobiegła po schodach do swojego pokoju. Muszę pędzić. Nie miała na sobie żadnego metalu .. Zbyt nonszalancki. pomyślała Vin.rzekła. tatuaże wokół oczu. znikającej gdzieś w oddali. gdy oddychała. którzy prosili Vin do tańca. wyglądasz na nieco zmaltretowaną. podążając za nim w odpowiedniej odległości. . spoglądając na wielki zegar w kącie.Pokaż mi go kiedyś. gwiżdżąc pod nosem. żeby ukryć użycie Allomancji. dokąd się wybierasz. Pomachał ręką reszcie grupy.Dobrze . która wskazywała na Kelsiera.Przecież ledwie przyszedłeś! .Pędzić? .odparł Kelsier. .wyjść znowu. Ku jej zdumieniu Kelsier nie skierował się w stronę miasta. Zapaliła stal. Zwykle mówi nam. Odepchnęła się mocno za siebie. po czym wybiegł z pokoju.Ale jednak przekażesz mi je jutro rano. narzuciła mgielny płaszcz i otwarła drzwi balkonowe. . Vin rozjarzyła żelazo i została nagrodzona widokiem bladej linii metalu.A teraz wymień nazwiska tych arystokratów. Sazed skinął głową.Podała mi listę. mrugając. . mistrzu Kelsier. właściwie możesz zrobić już tylko jedno . ale dał spokój. łysy. by wyrzucić się jeszcze dalej w powietrze. a przez cały czas paliła miedź. Zobaczymy. . panie Kelsier. w który ze szlachetnych domów zamierza uderzyć.rzekł. Mam też kilka interesujących wieści z kolacji służby. ziewając.zapytała z nagłym ożywieniem Vin. . . dobrze? Pokiwała głową i Kelsier zwrócił się do Sazeda: .No.. Sazed spojrzał na nią podejrzliwie.nawet monet. Po przejściu przez bramy . wzrok. Teoretycznie mogła zaalarmować Kelsiera jedynie dźwiękiem. Cyna wzmacniała jej..

posesji ruszył na północ. pomyślała. pomyślała odkrywczo.dwie małe sztabki brązu wetknięte w ziemię o kilka stóp od siebie. On . po czym stanęła przed drugą parą sztabek i skoczyła. Ruszyła przed siebie i wkrótce znów natknęła się na dwie brązowe sztabki wetknięte w ziemię. Kelsier miał niezwykłą zdolność do poruszania się z ogromną szybkością pomiędzy Luthadelem a Fellise. dwie nieco dalej na boki. Więc tak to robi. ale wydawało jej się. ale to zaledwie wystarczyło. Nigdy go nie dogoni. Rozjarzyła żelazo.. ale chyba znalazł lepszy sposób. Vin westchnęła i zwolniła. Wzięła jedną do ręki. Zamknęła w garści pierwszą sztabkę . Myślała. podążając naprzód. by zobaczyć..będzie jej potrzebowała do złagodzenia lądowania. ale potem jego linia metalu nagle zbladła. aż natrafiła na stacjonarne źródło metalu .widocznie Kelsier przyspieszył. podrzuciła i spojrzała w wirujące mgły na północy. Wznosząc się. Chyba że. skacząc od jednego punktu do drugiego. jak znika w dali. że używa koni. Zmarszczyła brwi. lądując na ziemi. Wkrótce je spostrzegła . Linia gasła bardzo szybko . Rozejrzała się. Jeśli chce pozostać na brązowym szlaku. musi poruszać się prosto na północ. wskazującą wprost na Luthadel. zerknęła w tył.a może ktoś przed nim . że cztery sztabki stanowią linię. Czy chce okrążyć Fellise? Wybiera się do któregoś z okolicznych zamków? Kelsier biegł przez chwilę na północ. ale nie było ważniejszych przyczyn.. Ale dlaczego? Skakanie było szybsze od chodzenia. jeśli się myli.zastanawiała się. szukając kolejnych źródeł metalu. rozjarzyła żelazo. Odepchnęła się lekko na lewo. Te boczne służą do korekty kursu. Vin ruszyła w tę samą stronę. Mgły owiewały ją.i znów skoczyła długim łukiem przed siebie. Trudno było coś rozpoznać w ciemności. pomyślała. Zaklęła pod nosem i ruszyła pędem za nim. tak aby przelecieć dokładnie pomiędzy dwiema bocznymi sztabkami głównej trasy .dwie wprost na północy. i bezszelestnie podążyła za nim.stworzył allomantyczną drogę łączącą oba miasta. W ciągu kilku minut tak go opanowała. On skacze. . aby skakać w dziczy. Linia Kelsiera ginęła w mroku przed nią. że nie musiała korzystać z bocznych sztabek. Vin się zawahała i przystanęła w grupie sękatych drzew. Dokąd on idzie? . Poruszała się po posępnym terenie z oszałamiającą prędkością. nawet nie zbliżając się do ziemi. Bardzo szybko złapała rytm. Rozjarzone żelazo ujawniło jej jednak coś więcej..

ze stłumionym łomotem lądując na ziemi. Kiedy wylądowała na mokrym kamieniu. Potraktował jej spotkanie z Elendem dość niedbale. sięgnęła za siebie i Pociągnęła sztabkę. . Zimny wiatr szarpał jej włosami i płaszczem. dopóki nie poczuła. Wskoczyła na barierkę i przykucnęła. niż człowiek na koniu! To jednak oznaczało również. Na jego szczycie migotały kule światła. Światła wapienne już wygaszono. Co teraz? . by odczytać wyraz jego twarzy. Teraz musi dogonić Kelsiera. Rozjarzyła cynę i ujrzała przed sobą w mroku ogromny cień. niż był gotów przyznać. ale była za daleko. kiedy konieczne były dłuższe skoki. Zmarszczyła brwi i użyła sztabki. Obserwowała go podejrzliwie. że zaczynają jej marznąć stopy. Obserwował twierdzę. I wtedy pojawiła się druga linia. Wracać do Fellise? Zatrzymać się przy sklepie Clubsa i sprawdzić. jedynie w okolicy posterunków straży paliło się kilka widmowych latarni. czy nie poszedł właśnie tam? Przez chwilę zastanawiała się nad tym. Próbowała jednak przyspieszyć jeszcze bardziej. Nagle zauważyła ruch po prawej. Przed nią w ciemności wznosiła się Twierdza Venture. Vin przykucnęła na gzymsie dachu. że poczuła na policzku kilka kropli deszczu. Kelsier stał na dachu trzy domy dalej. Zaczęła rzucać się z punktu do punktu prawie bez opamiętania. zdała sobie sprawę. ale tam już go nie odnajdzie. żeby odbić się na blanki. Poruszała się bez celu. używając sztabki brązu i ściągając ją z powrotem w dłoń. obserwując miasto.pomyślała zirytowana. Po około dziesięciu minutach skoków wreszcie pojawiła się przed nią błękitna linia. po czym rzuciła się z muru i zaczęła skakać z dachu na dach. aż wylądowała w jej dłoni. Zbyt dużo czasu spędziła na przyglądaniu się sztabkom. Vin odetchnęła z ulgą. Nagle poczuła ukłucie strachu. Mury miasta! . że zgubiła Kelsiera. ale może zaniepokoił się nim bardziej. co sprowadziło ją znowu do potężnej twierdzy. Kierowała się w górę. Teraz podeszła do drugiej strony muru. Vin zmarszczyła brwi. Dopiero zatrzymawszy się. Siedziała przez chwilę. desperacko szukając jakiegokolwiek śladu allomantycznej działalności. wydawało jej się też. Tak szybko? Przebyłam tę drogę dwa razy szybciej. zastanawiając się. inaczej przybędzie do Luthadelu. a nie w stronę sztabek w ziemi.stwierdziła ze zdumieniem. a potem trzecia. ledwie oświetlony mizernymi światłami.mgielny płaszcz łopotał i powiewał za nią. którą miała przy sobie. Chyba jej nie zauważył. odpychając się od zamków i skrawków metalu. Przykucnęła i od razu rozjarzyła cynę. że nieświadomie podążała ku określonemu celowi.

Wylądowała na dachu i zawahała się.Klapnij sobie.i skoczyła za nim. Vin spojrzała w bok. rozjarzając cynę z ołowiem.Omal nie zginął w czasie napadu kilka lat temu .jeśli kiedykolwiek miałby ujawnić swoje moce. co uczyniłoby Ród Renoux jeszcze ważniejszym dla okolicznej szlachty. ale twój przyjaciel Elend nie jest jednym z nich.Dobry złodziej umie kraść sprytne triki równie łatwo. Wreszcie jednak Kelsier wstał i odszedł na bok. Początkowo sądziłem. Vin rzuciła sztabkę brązu . po czym Odepchnął się od dachu i skoczył. że tak . Ponad nimi nieustannie kłębiła się zimna mgła. która była głównym dostawcą broni.Miałaś podobno być w łóżku. . .Moja sakiewka z monetami . . Kelsier spojrzał na nią z uniesioną brwią. a ja. . Pełna obaw Vin czekała.Jestem pewien.nie stanowiło to jednak wielkiej różnicy w .rzekł z uśmiechem Kelsier. była to odpowiednia chwila.Skąd wiesz? Przecież może to ukrywać.Większość Wielkich Rodów ma Zrodzonych z Mgły. . Westchnął i usiadł na ukośnym dachu. Jej żelazo ukazywało poruszające się w oddali niebieskie linie.. Może Kelsier planował coś.Mają takich? . Kierował się w stronę centrum miasta. . Vin zmarszczyła brwi. . że jesteś Zrodzonym Venture. kiedy wyśledziłaś mnie w zeszłym tygodniu. Machnął nogą. aby przerwać jego dostawy. obserwując jak Kelsier znika w mroku. Vin skinęła głową.. Czyjaś dłoń spadła na jej ramię. zdecydowana nie zgubić go już nigdy. Kelsier pokręcił głową. Stałem się ostrożniejszy od czasu. dokąd zmierza. próbując odgadnąć. Nie jest nawet Mglistym. wciąż spoglądając w dół i unikając wzroku Kelsiera.. . W tej okolicy znajdowała się jedynie Twierdza Erikeller. aby zabić Elenda? Zabójstwo dziedzica wielkiego rodu z pewnością stworzyłoby odpowiednie napięcie wśród szlachty. w kierunku linii metalu.... młoda damo.zdradziłaby ją . Znów porusza się szybko.Czy mógł przyjść tutaj. więc pospiesznie przeskoczyła przez ulicę i Odepchnęła się od kraty kanału. jak skrzyńce. zaczęła padać lekka mżawka .odparł Kelsier.Ale. Vin usadowiła się na dachu po przeciwnej stronie. . Vin krzyknęła i odskoczyła.

odparł Kelsier.Może po prostu nie chcę. . jest niebezpieczne . dokąd idziesz.Czy pamiętasz naszą dyskusję na temat zaufania? .Dlaczego mielibyśmy bać się choć trochę bardziej. Nie zamierzam siedzieć i czekać. Tak czy owak. żebyś wraz z pozostałymi martwiła się o mnie.odparł Kelsier. Skinęła głową. w kierunku. .I nie próbuj mnie znowu śledzić. jasne? Vin zawahała się. .rzekł Kelsier. Skinęła głową. .Niektóre zadania są bardziej niebezpieczne od innych . powiedziałbyś mi. a tym samym Ostatni Imperator. Wzgórza Tysiąca Wież. czego do tej pory nigdy jeszcze nie doświadczyła. co mu powiedziała: zaczęła czuć się częścią tej grupy i było to coś. Vin zamyśliła się.szepnęła.Dlaczego? .Wszystko. . że Kelsier nie mówi jej wszystkiego.Wizyta to chyba za mocne słowo . . .rzekł cicho Kelsier. Nie jestem jeszcze gotów na spotkanie z nim. po czym znów skinęła głową. Wśród nich znajdował się Jedenasty Metal. że zamierzasz złożyć mu wizytę. W stronę Kredik Shaw.odparła Vin.szepnęła cicho. . Jednak na pewno miał tajemnice. Vin .Gdybyś mi ufał. Pałacu Ostatniego Imperatora.Niekoniecznie . ty teraz maszerujesz prosto do sklepu Clubsa. ale mam szczerą nadzieję. a potem pójdzie za nim. . co robią wszyscy.To. żebyś tak za mną chodziła. Po części rzeczywiście myślała to. Z drugiej strony jednak coś jej podpowiadało. Chciała również brać udział w tym.. jest ważne . .rzekł Kelsier. że nie wpadnę na samego Ostatniego Imperatora. w którym podążał Kelsier. Kelsier zmarszczył brwi.Ponieważ chcę pomóc .stosunku do zwykłej nocnej wilgoci.Odwiedzę pałac.. jadła kolację i przyglądała się tańczącym gościom. . podczas kiedy ja będę siedziała.Nie mogę pozwolić. . gdybyś zdradził nam szczegóły? . aż wszyscy wykonają za mnie całą niebezpieczną część planu. sam mnie szkoliłeś. a może nie. .Do tej pory moja rola właściwie skończyła się na udziale w balu. po czym spojrzała w bok.Wybierałeś się stawić czoło Ostatniemu Imperatorowi! . . co robisz na tych balach. Może jej ufał. W stronę centrum miasta. Ale jestem Zrodzona. co robisz. chciała pomagać. Pozwoli mu odejść. W zeszłym tygodniu mówiłeś. spuszczając wzrok.

. Vin obserwowała przez chwilę maleńką srebrzystą kulkę. .Czeluści Hathsin .Szajki złodziejskie próbują.Jeśli to. Kelsier westchnął.Kelsier .Vin.Kiedy się spotkaliśmy po raz pierwszy.mruknął. ale natychmiast zostają wyśledzone i rozbite.Wciąż nie znasz wszystkich metali . wyciągałem z ciebie siłą każde słowo. że wydawała się kroplą cieczy. połykaj to.Kelsier pochwycił jej wzrok i musiał w nim ujrzeć jej zamiary.gdzie Ostatni Imperator kontroluje całą produkcję i dystrybucję.Dlaczego nie? .odparła. . .Nie wierzę.Atium . . Vin spojrzała na kawałek metalu. nie będzie to wielka zaleta.zapytała zaskoczona. Do roboty.Tylko dlatego że mnie nie nauczyłeś.rzekł Kelsier. że dożyję końca roku. Wielkie Rody kupują swoją miesięczną rację atium. . żeby drugi Zrodzony pilnował twoich tyłów? . Naprawdę. to czy nie lepiej. jaki dałem ci przedtem. zabierając ze sobą na włamania. że mamy w grupie dwóch Zrodzonych. że w ogóle biorę to pod uwagę . Ostatni Imperator bardzo pilnuje swoich zapasów . bo westchnął i wyprostował się lekko. . co stanowi jeden ze sposobów utrzymywania kontroli nad nimi. Cóż. . . .zapytała.Dziesiąty i najpotężniejszy ze znanych allomantycznych metali. Jak długo masz zamiar czekać? Dopóki nie będę „gotowa”? Nie sądzę. i tak nie oczekuję.odparła poważnym tonem.Atium pochodzi tylko z jednego miejsca . sięgnął pod płaszcz i coś spod niego wyjął. .Zbyt niebezpieczne. podając jej kawałek metalu.Najwięcej praktyki zdobywa się w czasie pracy .Planujemy obalić Ostatnie Imperium. niepewna. Kelsier pokręcił głową. dopóki nie pozwolisz mi naprawdę być tym Zrodzonym.Potrzebujesz więcej praktyki.odparł Kelsier. ale w dotyku była twarda. czy chce zmarnować coś tak cennego.Nie można tego sprzedać . Kelsier skinął głową.To maleństwo? . by to kiedykolwiek nastąpiło. . Ta kropla jest warta więcej niż cały worek skrzyńców.Brat nauczył mnie kradzieży. . . jaka to zaleta. co robisz. Teraz prawisz mi kazania. Wszystkim opowiadasz. ja mówię poważnie! Nie możesz pójść ze mną. . . Vin spąsowiała. wreszcie się uśmiechnął. jest takie niebezpieczne. . Kelsier obserwował ją przez chwilę. . Była tak lustrzana i jasna.odparł Kelsier.

Nagle z ciała Kelsiera wyskoczyły dziesiątki innych obrazów. Najpierw odwrócił się on.To oszałamia . Kopia robiła dokładnie to samo co Kelsier. Każdy skoczył w inną stronę. pozwalając przetworzyć nową informację. Sekundę później Kelsier przemówił: . Skinęła głową.Teraz ja też zapaliłem atium . To z kolei zmienia wszystko. Wyostrza umysł.atium.rzekł Kelsier. Kelsier szedł jeszcze przez chwilę po czym też przystanął. zmieszana. kiedy zaczęła się poruszać prawdziwa dłoń Kelsiera. by je spalić. a potem przed nim pojawiła się przejrzysta. podobna do widma postać. Natychmiast poczuła w sobie nowe źródło mocy.rzekł . Możesz zamachnąć się sztyletem. co ludzie zrobią w najbliższym momencie. że jesteś prawie niezwyciężona. Usta obrazu zaczęły się poruszać. odwrócony cień. . Vin puściła jego ramię. Było to niczym. Poruszyła się odruchowo. Cień się zatrzymał.rzekł Kelsier. . tyle że obraz poruszał się pierwszy.Mogę zobaczyć.Kiedy palisz atium . umożliwiając wykorzystanie całej nowej informacji. mając pewność. Obrazy odzwierciedlają każdą możliwość działania.wyszeptała Vin. . jest spalanie go samemu. Możesz bez trudu unikać ataków. a nowe nieustannie się pojawiały. dokładnie w ten sam sposób. . Nagle cień wyciągnął rękę i uderzył Vin. ponieważ widzisz dokładnie. gotowe. Zaledwie ruszył. Vin skinęła głową. co ty zamierzasz. co mam zamiar uczynić.Spalaj je.Atium pozwala ci spojrzeć nieco w przyszłość. Obrazy znikły. Bardzo słaby. Obraz wyglądał dokładnie tak samo jak Kelsier i szedł kilka kroków przed nim. kto spala atium. inne skakały w powietrze. . . A przynajmniej pozwala zobaczyć to. . Obraz Kelsiera nagle się zaćmił.nic nie może cię zaskoczyć. gdzie spadnie każdy cios. co chcesz zrobić. w którym stare nieustannie znikały. zareagować szybciej i spójniej. . po czym przełknęła metal. W ten sposób nikt z was nie ma przewagi.Dobrze . sięgnęła do nowego źródła mocy i zapaliła atium. opóźniony poobraz ciągnął się od kopii do samego Kelsiera. unosząc dłoń w chwili. obserwując szalone kłębowisko obrazów. Pochwyciła jego ramię.Jedynym sposobem pokonania kogoś. niektóre spacerowały po dachu. jaką możemy podjąć.. a to zmienia wszystko. Kelsier skinął głową. a potem Kelsier.. Atium sprawia. że twój wróg nadzieje się na niego. wstała i cofnęła się. Dodatkowo wyostrza umysł. skoro tylko ruszę.

To się wydaje takim marnotrawstwem. .. Oczywiście. zanim sam to zrobi. Vin uśmiechnęła się i wstała. Vin.Prawdopodobnie to najszybciej roztrwoniona przez ciebie fortuna. Myślę. Ale ostrzegam cię. Jeśli odniesiesz wrażenie. staje się tym rzadsze. Wyglądała jak zwykłe fiolki allomantyczne.Spala się tak szybko! Kelsier skinął głową i znowu usiadł. z jakim się zetkniesz. On chętnie opowiada o gospodarce atium. Sięgnął do sakiewki. nie byłoby warte aż takiej fortuny. ale ciecz zawierała tylko pojedynczą kroplę metalu. Jeślibyśmy go nie spalali. jak go pokonać.ostrzegł. Atium znikło. . . że dzisiaj mogę iść z tobą? . nie sądzisz? Zapytaj o to kiedyś Hama. . że przeciwnik używa atium. . Prawdopodobnie każdy Zrodzony. gdzie mogę znaleźć wskazówkę. Musisz zachować równowagę między oszczędnością a skutecznością. żeby się ciebie pozbyć. Vin stwierdziła. że to prawda. a soki żołądkowe zniszczą je w ciągu kilku godzin. . ale zamierzam wtargnąć do jego twierdzy. Bardzo niebezpieczne. Może gdybym cię związał. .Pewnie będę tego żałował . . lepiej użyj go także nie dopuść jednak.Potrzebujesz innych metali? Skinęła głową. . Interesujące powiązanie. żeby się tu dostać. atium jest delikatne.Spaliłam większość stali. by sprowokował cię do zużycia rezerw.Prawdopodobnie atium ci się skończyło.Nic . znajdziemy moją sakiewkę z monetami. . wyjął fiolkę i podał jej. . to może być niebezpieczne.Co zrobiłeś? . kiedy Kelsier wezwał ją skinieniem. Jednak będą go używać niechętnie. . że wiem. Kelsier wzruszył ramionami.Atium jest cenne wyłącznie z powodu Allomancji. Koralik atium był wiele razy większy od tego. .spytała zaskoczona Vin. który dostała do ćwiczenia. Podał jej kolejną fiolkę. co? Vin skinęła głową. będzie spalał atium.Nie używaj go.Chodź. Nie planuję spotkania z Ostatnim Imperatorem.odrzekł.Czy to znaczy.odparł z westchnieniem. Vin skinęła głową. jeśli je spalamy. Poza tym.Ale nie widzę innego sposobu. jeśli nie będziesz musiała .

Może przyczyną jest śmierć. dziwacznej symetrii . przygnębienie. Iglice i wieże w mroku wilgotnej.prawie równowagi. przyjaciele. Vin poczuła coś. ona też nie. podniosła kaptur i przykucnęła obok Kelsiera na dachu. Przed nimi rozpościerał się Kredik Shaw.jedne dość szerokie. inne były cienkimi prętami stali wbijającymi się w niebo. Kelsier nie zwracał uwagi na pogodę. Może to jakiś twór mego przeciążonego umysłu? 14 Zaczęło padać.Czasami się zastanawiam. mglistej nocy wyglądały posępnie jak poczerniałe od popiołu kości dawno wyschłych zwłok. Tak czy owak.. To zróżnicowanie przydawało całej masie wypaczonej.rzekł Kelsier. . których nie rozumiem i rozumieć nie chcę. Odrobina wilgoci nikomu nie zaszkodzi . którą oglądałem. Vin zadrżała. zaledwie odnaleźli sakiewkę. Może jest to spowodowane przytłaczającą wiedzą. jakby samo przebywanie w pobliżu budynku wystarczyło do odarcia jej z całej nadziei.Naszym celem jest kompleks tuneli u podstawy jednej z tych iglic po prawej . których straciłem. a jego głos ledwie dochodził do niej poprzez monotonny szum deszczu. ponieważ odgłosy deszczu zamaskują odgłosy ich kroków. Spoglądając na nie. by pomieścić schody i duże komnaty.Kierujemy . czasem widzę ścigające mnie cienie. lecz odrobinę rozrzedzał mgłę. . których byłem zmuszony zabić. Mroczne istoty. że muszę udźwignąć ciężar całego świata.. Miały bardzo zróżnicowaną grubość . Przyjaciele. Spiczaste iglice i surowe wieże wznosiły się w niebo jak mroczne szpony. czy nie tracę zmysłów.w zasadzie może nawet pomóc. Nie był to gęsty deszcz.

odrzekł.Ktoś im powiedział.zapytała. choć mieliśmy ku temu powody.Chyba zbyt długo zadaję się z Breeze'em. . po czym wejdziemy do komnaty. poczuła to samo - .. trzy lata temu.To zadanie.To ja cię zmusiłam. kiedy. Kiedy jednak ruszyli wzdłuż dachu. Jego odwiedziny są tak regularne. prawda? Kelsier zmarszczył lekko brwi. po czym wychodzi. Czekali na nas. . Nie mogę teraz dyskutować. Coś jest w tym pomieszczeniu. Byliśmy zbyt pewni siebie.Urwał i spojrzał na nią.się do pomieszczenia w samym środku tego kompleksu.Dlaczego musimy się nad tym zastanawiać? . przed komnatą stali Inkwizytorzy. . .Nie wiem . Teraz tak nie myślę.. Mare i ja byliśmy najlepsi . Próbowałem tam się dostać. że przyjdziecie? Kelsier skinął głową.Tak.Kelsier skinął głową. kiedy tam przybyliśmy. .Co jest w środku? .rzekł..Właśnie tego musimy się dowiedzieć. .. Kelsier zachichotał. Wtedy sądziliśmy. że zwariowałem. Vin siedziała w milczeniu. Zostaje tam przez trzy godziny.wyszeptała.Dzisiaj niczego nie planowałem. Oby to była prawda. Może właśnie tam ukrywa swoją tajemnicę potęgi i nieśmiertelności. . . .robota powinna była przebiec bez najmniejszych problemów. Kelsier się uśmiechnął. żeby go pokonać. Raz na trzy dni.Byliśmy blisko. . Nie czuję się dobrze. Coś ważnego. . Vin wzruszyła ramionami. Vin. Vin . Vin czekała na odpowiedź. .Ostatnio nie udało mi się tam wejść.Przecież masz Jedenasty Metal. Uspokoimy go. czując. . wciąż jednak nie mam pewności.Planowaliśmy tę robotę przez wiele miesięcy. . Po prostu tam wejdziemy. . Skinęła głową. . Ostatni Imperator odwiedza tę komnatę. a dzisiaj akurat nie przypada ten dzień. ale. . ale jej nie otrzymała.Żadnych sprzeciwów? Pokręciła głową. że Ostatni Imperator chowa w tej komnacie swoje bogactwa. dopóki ktoś mi nie powie. że wydaje mi się to dziwne. jak lodowaty deszcz spływa po jej ramionach i dłoniach. Jeśli ktokolwiek zechce nas zatrzymać. żebyś mnie ze sobą zabrał.Zostałem schwytany. . .To.

ogarnęło ją przygnębienie. to uczyni cię niewrażliwą. bunkrowatej części pałacu. . Kelsier . Zbliżając się. Drugi próbował krzyczeć. jakim był Kredik Shaw. Skinęła głową. .odparł.W porządku? . Vin przygasiła cynę.Proszę bardzo . Jej życie kręciło się wokół mniej lub bardziej przebiegłych włamań i oszustw. Biegnąc za Kelsierem w głąb korytarza . Nigdy. Żadne drzewa. Schylony Kelsier przebiegł przez drzwi.szepnął Kelsier. ale Kelsier skoczył i kopnął tamtego w pierś. Vin podążyła za nim. Dziwne.Doskonale .Pałac wydaje się jakiś. emanowane przez Kredik Shaw. w całym swym złodziejskim życiu. Zapal miedź. wielkich jak brama drzwiach. a ona podążyła za nim. Sekundę później Kelsier zerwał się na nogi i wyważył ramieniem drzwi. .szepnęła. jedno by widzieć. .zapytał Kelsier. Biegła przez mokrą. Strażnik upadł na ścianę. ale wzmocnione cyną z ołowiem mięśnie reagowały precyzyjnie. Z tymi słowy rzucił się z dachu.To Ostatni Imperator . Z korytarza wylało się blade światło lamp. Vin skinęła głową i zapaliła miedź. . Kelsier popędził przed siebie. . po co? Kto by chciał atakować Ostatniego Imperatora? Wzgórze Tysiąca Iglic otaczał tylko płaski brukowany teren. a nie napadów z bronią w ręku. podając jej garść monet.by się ukrywać. . wież i iglic.ich stopy i płaszcze pozostawiały na kamieniach mokrą smugę - .. Kelsier spadł na nich jak grom. krzewy ani budowle nie odwracały uwagi widza od dziwacznego zlepka skrzydeł. wrażenie natychmiast znikło. paląc cynę i miedź.rzekł. nie zrobiła niczego podobnego. jak z płaszcza ścieka woda. którzy podejdą blisko. tłumiąc uczucia wszystkich. po czym z bijącym sercem podążyła za nim. lecz teren nie był otoczony murami. siłą i równowagą. Kelsier okrążył kompleks pałacowy. również w kucki. A właściwie.. Odwrócił się i pobiegł prosto ku niskiej. Vin dostrzegła dwóch strażników stojących przy ozdobnych. jednego od razu ciął sztyletem. drugie .Trzymaj się blisko mnie i miej atium pod ręką. Zapaliła cynę z ołowiem i wylądowała na allomantycznie wzmocnionych nogach. Na wilgotnych kamieniach ten bieg mógłby się wydawać nierozsądny. po czym osunął się na ziemię. Rzeczywiście. zły. ale dla wzmocnionych cyną zmysłów Vin zabrzmiało to jak okrzyk. . na wszelki wypadek.Emanuje niczym niewiarygodnie potężny Uspokajacz. mglistą noc. czując.Coś w tym jest.

oszołomiona. Próbując zyskać nieco miejsca. Vin poszła za nim. Skinęła głową. Nagle jeden z żołnierzy odwrócił się w stronę Vin. Nie wypuszczała jednak rękojeści sztyletu . Zapaliła żelazo. aż podskoczyła ze strachu. . wbijając mu się w ciało. . mocno ściskając w spoconej dłoni oprawną w skórę rękojeść. Odwróciła się z dłonią ociekającą krwią i zasypała pokój metalem. żeby uspokoić dygoczącą rękę. Z monet zaciśniętych w zdrętwiałej dłoni ściekała krew. Vin . Czuła się. Przedtem to Reen zajmował się zabijaniem.nerwowo wyciągnęła szklany sztylet. pomyślała wstrząśnięta. Właśnie zabiłam czterech ludzi. pozwalając. W mroku było widać jedynie błyski sztyletów i słychać krzyki. prawdopodobnie opuszczając pomieszczenie dla strażników. Może przez tę śmierć.rzekł. Obróciła się i ujrzała kolejny oddział żołnierzy.. bezładnie próbując dotrzeć do włóczni stojących pod ścianą. Odskoczył. Kelsier dokończył dzieła swoją zaimprowizowaną maczugą. mogłaby przysiąc. kładąc kolejnych trzech. obalając jednego żołnierza za drugim. Żołnierze jednak stanęli jak wryci. Vin stała otoczona śmiercią. ale teraz. Pchnęła. Kelsier był już w komnacie. kiedy znajdowała się w środku. Cztery latarnie oświetlające pokój nagle wyskoczyły z uchwytów i spadły na niego.choćby tylko po to.Każdy skaa w głębi serca wie. . W pomieszczeniu zapanowała ciemność. Sekundę potem spadł na nich Kelsier. Usłyszała szelest za plecami. Przyciągnęła do siebie monety. że znów odczuwa moc Ostatniego Imperatora. Z korytarza tuż przed nimi wyszedł nagle jakiś człowiek. Vin zapaliła cynę. aby zderzyły się w powietrzu. Kelsier skoczył naprzód i uderzył go łokciem w żołądek. a jej oczy natychmiast przyzwyczaiły się do światła padającego z korytarza. Kelsier dotknął jej ramienia. A potem wszystko ucichło. Nim ciało strażnika dotknęło podłogi.To byli źli ludzie. że podniesienie broni w obronie Ostatniego Imperium to zbrodnia. Zapaliła stal i rzuciła garść monet. który wbiegł do pomieszczenia drugimi drzwiami. po czym przygwoździł do ściany. Strażnicy krzyczeli. ktoś przewrócił stół pełen niedojedzonych resztek posiłku. Kelsier Przyciągnął metalowy kandelabr z rogu sali i zaczął nim wywijać.. Kelsier u jej boku rzucił kandelabr i wystąpił naprzód. źle. a one spadły na strażnika jak pociski. która zareagowała instynktownie. wkraczając w chaos.

Vin szła za nim na ugiętych nogach. powietrze wyło w jej wspomaganych cyną uszach. Wyciągnął rękę i pchnął je. Kelsier podszedł do wielkich.rzekł Kelsier. Kelsier ruszył naprzód. pusta komnata wywarła na Vin dziwne wrażenie. Mgłobójcy. tak ich nazywano. Środek sali był zdominowany przez niewielką budowlę . ściany tej sali były pokryte freskami. Żaden z pokonanych strażników nie miał na sobie nic metalowego. Rozjarzyła cynę z ołowiem. Jezioro światła. żeby mnie zabrał. ale strażników powinno być więcej. I coś bardzo ciemnego. opadając na ziemię. Naturalnie każdy przedstawiał Ostatniego Imperatora. z których padało światło o wiele silniejsze niż z przyćmionych lamp w korytarzu Vin przygasiła cynę i poszła za Kelsierem. zmuszając nogi do szybszego biegu. Kelsier podszedł bliżej. wywinął koziołka i wbił drugiemu nóż w szyję. jednak o mniejszym stopniu abstrakcji. . Ludzie przeszkoleni do walki z Allomantami. Chciałam walczyć jak on. Wbiegli do kolejnego korytarza i Kelsier skoczył wysoko w górę. sprawiając. Pierwszego Kelsier zbił z nóg kopniakiem w pierś. a Vin się obejrzała. Vin zrobiła to samo. Cała ta cicha. ozdobna. Ich powierzchnia była pokryta znakami. które broniły dostępu do wewnętrznej budowli. że pomimo miedzi czuła przygnębienie. rzeźbionych dębowych drzwi. Po prawej mieli wysokie. stąpając bosymi stopami po czarnym marmurze. . Komnata wydawała się pusta. Przekroczyli próg i znaleźli się w komnacie. przypominały okna. zwieńczone łukiem drzwi. W przeciwieństwie do skromnych korytarzy. by Przyciągnąć się ku niemu. Przyczaił się i rzucił w przód. żeby go dogonić. Żadnego metalu. pomyślała. po czym użyła go. Przed nimi pojawili się znowu dwaj żołnierze. To ja go namówiłam. Vin machinalnie podążyła za nim. Muszę się po prostu przyzwyczaić. Ogromną jaskinię. Przedstawiały górę. Obaj upadli. Jednopiętrowa struktura. dostojnie spoczywała przed nimi. Boczne korytarze śmigały w tył. wykonana z kamienia rzeźbionego w łagodne ornamenty.Chodź. zauważyła Vin. W kątach ogromnego pomieszczenia o kopulastym sklepieniu paliło się sześć kozłów z ogniem. których Vin nie znała. Mamy mało czasu . skacząc w górę i szukając zakotwienia gdzieś w głębi korytarza. Kelsier uskoczył w boczny korytarz i Vin musiała przyspieszyć. które Vin widziała wcześniej.budynek w budynku. Kelsier zatrzymał się nagle i Vin z trudem przyhamowała obok niego.Coś jakby Popychało jej uczucia. zwinnie przeskakując trupy.

Kelsier zakasłał znowu. Z trudem stanęła na nogi . kontrastującym z dwoma potężnymi ostrzami. Inkwizytor zachwiał się. Pozostali dwaj zagradzali jej drogę do Kelsiera. Pchnięta Allomancją Kelsiera rzuciła ją na drugą stronę sali. Zatrzymała się. spojrzał na Vin.strach paraliżował ją.. rzucając jej coś. I tym razem wreszcie dotarł.W środku stał Stalowy Inkwizytor. Torba uderzyła ją w pierś. szczupli. Ta jednak nagle skoczyła w przód i Vin zrozumiała. Kelsier uderzył go pięścią w przedramię. Inkwizytor obrócił się. Ocalały z Hathsin .rzekł zgrzytliwym głosem. Rzuciła się ku najbliższemu wyjściu. przerażające spojrzenie przyprawiło ją o dreszcz. Zwrócił się w stronę Vin. że Kelsier nie rzucił sakiewki jej.Vin. Kelsier zakasłał. o nagich czaszkach. Z trudem chwytając oddech. jakby próbował coś powiedzieć.UCIEKAJ! .A ty.Kelsier. walcząc o oddech i daremnie próbując rozluźnić dławiące go palce. ogłuszał. które przebijały jej oczy. zanosząc się kaszlem. . Dziewczyna upadła niezgrabnie na marmurową podłogę. Uniosła głowę. bękarcie.okrzyk odbił się pod sklepieniem komnaty. Wysocy. Pozwolę temu tutaj zginąć szybką śmiercią. spoglądając na niego ostrzami. bo dłoń Inkwizytora wystrzeliła w przód i chwyciła go za gardło. Jeden zwrócił się ku niej. Ściskała . ślizgając się po gładkim kamieniu. między zaskoczonymi Inkwizytorami. nieco oszołomiona. uciekaj! . niepewna. . ale popychał do działania. który ze szlachty cię spłodził. wbijając w szyję przeciwnika ostrze sztyletu. Kelsier zawahał się na chwilę. wyciągnęła rękę i chwyciła sakiewkę z monetami. Kelsier stał już na nogach. szukałem cię.. czy to przez nie się tu dostała. marszcząc brwi. . Najbliższy podniósł Kelsiera za szyję. jeśli powiesz mi.Mówiłem. Vin zamarła. wyróżniali się stalowymi ostrzami zamiast oczu i skomplikowanymi tatuażami Zakonu. Z obu stron. Inkwizytor rozluźnił chwyt i Kelsier upadł na marmurową podłogę. aż ten zawisł w powietrzu. Główny Inkwizytor nie wydawał się jednak szczególnie przejęty tkwiącym w jego szyi sztyletem. uciekaj! Nie zdążył powiedzieć nic więcej. po czym krzyknął: . aż Inkwizytor z zainteresowaniem przysunął go sobie do twarzy. przez otwarte łukowate arkady do sali weszli dwaj kolejni Inkwizytorzy. Wtedy dłoń Kelsiera zatoczyła szybki łuk. Istota się uśmiechnęła. Trzasnęła kość. Jego nienaturalne. lecz w nią. . wyginając wargi w upiornym grymasie.wycharczał.

sakiewkę Kelsiera i paliła żelazo. Potrząsnęła głową. to jaką szansę miała Vin? Żadnej. po czym odwróciła się i pobiegła. z przerażenia rozjarzając żelazo. Pociągając uchwyty lamp za plecami. co wyglądało jak garść małych metalowych trójkątów. Wreszcie znieruchomiała.pomyślała z przerażeniem. Upadła. jakie zobaczyła. Pokój za nimi był pusty. Z niekontrolowaną prędkością śmignęła przez korytarz. zastanawiając się. Nagle coś nią szarpnęło i wszystko zawirowało. czterema kandelabrami w narożnikach i masą innych religijnych akcesoriów była jednak bardzo ciasna. Muszę uciec! Chwyciła się pierwszego kawałka metalu. używając metalu. Poderwała się na nogi. aby przeskoczyć przez ołtarz. Uniósł dłoń i monety zawisły w powietrzu. Zatoczyła się. Szaty Inkwizytora łopotały. Podszedł bliżej z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Ściągnęła w dłoń kandelabr. wpadając w pierwsze drzwi. Muszę uciekać! Nawet Kelsier obawiał się konfrontacji z Inkwizytorem! Jeśli on nie był w stanie zwyciężyć. Inkwizytor w drzwiach sięgnął do miski. Podskoczyła.. Przetoczyła się i ujrzała ciemną postać biegnącą korytarzem. Wyciągnęła kilka monet i Pchnęła je w stronę Inkwizytora. Przestrzeń pomiędzy ołtarzem. rzucając sakiewkę. Vin rozjarzyła cynę i cynę z ołowiem. przypominając sobie sztuczkę Kelsiera sprzed kilku minut. odrywając się od podłoża. Jednakże siła jego Pociągnięć żelazem była o wiele większa niż Kelsiera. Inkwizytor jednak zignorował rany i uniósł ku niej krwawiącą dłoń. potykając i ślizgając na kamieniach. kiedy kawałki metalu zadzwoniły o ścianę za . ale na środku stał ołtarz. Były zaostrzone na krawędziach i wbiły się w jego dłoń w kilku miejscach. co się stało. na jaki trafiła. Inkwizytor przekroczył leżące monety i płynnym krokiem zbliżył się do Vin.. ktoś ją Przyciągnął. Własne Pchnięcie Vin nagle odrzuciło ją w tył. Inkwizytor wszedł do sali. Sakiewka z monetami. Jest taki silny! . desperacko szukając zakotwienia w korytarzu. niemal z rozbawieniem uniósł dłoń i wyrwał kandelabr z jej ręki jednym lekkim allomantycznym Pociągnięciem. wyciągając coś. lekko się Podciągając. by szarpnąć ją w tył. kiedy lekko wylądował kilka kroków od Vin. Prawdopodobnie stabilizował się. Leżała. aby rozjaśnić umysł i odepchnąć ból. uderzając głową o podłogę. Monety upadły z brzękiem na podłogę. która stała na niewielkim kamiennym filarze. półprzytomna. Vin krzyknęła i schowała się za ołtarz. Vin się obejrzała.

Na moment zapomniała nawet o bólu i strachu. . Pchnęła go. Ostatni Imperator! Pomyślała Vin. Prześliznęła się pomiędzy szeregami żołnierzy. Chwyciła ją i się zawahała. Vin wymijała ich zwinnie. Kiedy wyminęła ostatniego. hakowate klingi wbiły się głęboko w pokrytą skórą okładkę księgi. .oznajmił Inkwizytor chrapliwym głosem. po czym zapaliła je. Nagle z ciała Inkwizytora wyskoczyły setki cieni. i bez wysiłku umykając przed atakami dwunastu mężczyzn.jej plecami. błyskawicznie przewidując. nie próbując ich ranić czy zabijać chciała jedynie uciec. On też miał atium. Podniosła wzrok na Inkwizytora i w tym momencie ku jej twarzy poleciał kawałek metalu. wiodąc za nią kolcami oczu. gdzie za chwilę uderzy ich broń.Jesteś w pułapce . kiedy wybiegała na korytarz. czego szukała wielką. Uniosła księgę na spotkanie cieniom sztyletów w tej samej chwili. Wychwyciła wszystkie. To ten pierwszy. jak z rany wypływa przerażająco obfity strumień krwi. W sali nie było żadnych innych drzwi. Była niezwyciężona. ostre. Uciekała bez wysiłku. Usłyszała. co to oznacza. które ustąpiły miejsca niewiarygodnemu przypływowi mocy. leżącą obok ołtarza. Jęknęła z bólu.Chodź ze mną. otoczony cieniami własnego ciała. ale Inkwizytor był zbyt silny. sekundę później uczynił to rzeczywisty Inkwizytor. by metal poleciał dalej. Istota wyrwała z ohydnym mlaśnięciem broń z jej ciała . Każdy z nich miał jednak swojego cienia z przyszłości. Cień Inkwizytora okrążył ołtarz. przeskoczyła przez ołtarz. Musiała się uchylić i pozwolić. oprawną w skórę księgę. skręciła za róg. co nie jest zrobione z metalu. jak Inkwizytor wchodzi do sali. kije śmigały nad nią i pod nią. inaczej siła przeciwnika przyszpiliłaby ją do ściany. Nie tracąc czasu na zastanawianie się.była to długa drewniana włócznia z ostrzem z obsydianu. mijając ją dosłownie o cale. Czymś. Inkwizytor wydawał jej się znajomy. Vin przycisnęła dłoń do boku i cofnęła się chwiejnie. A tam czekał oddział żołnierzy. jeśli miała umrzeć. Wyjęła fiolkę Kelsiera i połknęła atium. zabierając ze sobą księgę jako tarczę przed kolejnymi pociskami. Vin spojrzała w bok. Inkwizytor zatrzymał się i Vin została nagrodzona czymś w rodzaju wyrazu zmieszania na jego wykrzywionej twarzy. Nie było sensu się wzbogacać. ale właśnie znalazła to. w której poleciały w jej stronę prawdziwe ostrza. Muszę go czymś zablokować. pomyślała . Inkwizytor obejrzał się. Drugi Inkwizytor. z tamtej komnaty. nagle podszedł i z rozmachem wbił coś w jej lewy bok. czując.

Chyba tamtędy weszła gwardia.. pomyślała z przerażeniem. Deszcz. Rozjarzyć cynę z ołowiem! Zrobiła to i metal dodał siły jej ciału. usiłując zatrzymać krwawienie. sięgnęła ku niebu i Przyciągnęła się do jednej z wielu iglic pałacowych. Zataczając się. potem do drugiej. Vin z przerażeniem wodziła wzrokiem od jednego Inkwizytora do drugiego. Ostrze było splamione krwią. Odgłos był słaby. Obaj zbliżali się do niej. w kierunku innej iglicy. musiała używać Allomancji. Miała jedyną szansę. Wokół niej wyrastały tysiące iglic. by mógł do niej podejść z boku. Jeden wciąż trzymał w rękach podobną do topora broń. kiedy się wznosiła. Księga poleciała dalej prosto. W pół skoku Pociągnęła się w bok. . Zawsze były śmiertelne. Uderzyła w iglicę. Vin nie widziała. jaki Vin miała ze sobą.Kim jest twój ojciec? . która odbijałaby światło. Rana była wielka. Był to jedyny metal. Coś uderzyło w iglicę ponad nią i usłyszała niski pomruk. I wtedy usłyszała coś. pędząc na oślep w ciemną noc. aż noc od niego poczerniała. zdumiona. przemknęło jej przez oszołomiony umysł. żeby wyczuwać metalowe zwieńczenia iglic i mieć nadzieję. ale jej wzmocniony cyną słuch wychwycił go gdzieś z tyłu. w którą wciąż jeszcze były wbite kawałki metalu.dobiegł zza jej pleców rozbawiony głos głównego Inkwizytora. że Kelsier nie żyje? . Jej krwią. Czy. a gwiazdy skryły się ponad chmurami. pomyślała. Obróciła się. Odepchnęła się. a jednocześnie Odepchnęła się dłońmi od księgi. Ale ona wciąż stała. Zaczynała tracić siły. Muszę zabandażować ranę. Przyciągnęła się do jednej.zapytał Inkwizytor. jak dobrze reaguje jej ciało. Cyna z ołowiem. Nadal rozjarzała ołów z cyną. pozostawiając w ciemności słabe błękitne smugi.przez tuman bólu. rzuciła w najbliższe drzwi i na przeciwległej ścianie ujrzała z ulgą wyjście. odruchowo przyciskając do piersi księgę oprawną w skórę. . gdzie leci. kręciło jej się w głowie pomimo cyny i ołowiu. wybiegła na zewnątrz. Deszcz zmienił się teraz w ulewę. Nie było mgły. czując. to oznacza. pozwalając utrzymać się na nogach. a na dworze deszcz chłostał kamienie. jak Inkwizytor tnie powietrze obok niej. Żołnierze odstąpili. Paskudna.. Vin nie odrywała dłoni od boku. robiąc miejsce drugiemu Inkwizytorowi. chwyciła się jej w mroku i zatrzymała. pomiędzy palcami czuła ściekającą krew. że nic nie stanie na przeszkodzie.Chcesz uciec? . Oszołomiona. pomyślała. Umrę. Nad podłogą zebrała się mgła. Usłyszała przekleństwo Inkwizytora. Widziała już przedtem takie rany.

co mówił. Vin nie mogła. w którą Pchnęła księgę. Palce ślizgały się po zimnym... Spadała wraz z deszczem. Z dachu zeskoczyła jakaś ciemna postać.. że uciekła. Bez cyny z ołowiem zemdlałaby już dawno temu. Wcisnęła się najgłębiej. Vin westchnęła. było słychać głuche odgłosy. Inkwizytor podszedł bliżej.. za słaba. słyszeć ani wyczuć. Ukryć się. z ciałem oblepionym ubraniem. Jednak przeleciała tylko kilka metrów i z łomotem uderzyła w twardą powierzchnię dach najwyższej części pałacu. żeby jej miedź wciąż płonęła.mruknął. zwisając bezwładnie w ciemności. kiedy skakał z iglicy na iglicę. kryć się. Była za słaba. nie. powieki zaczęły opadać. jak wielkie było to cięcie. że spada w mrok. paląc cynę.. obejmując się ramionami. Przez chwilę wydawało jej się. mokrym metalu iglicy i nagle Vin poczuła.. Jej ciało ociekało deszczem i krwią.. Ale mnie znalazł.. Byłaby martwa. Wytężyła zmysły... Inkwizytor dał się nabrać na jej wybieg. Uderzyła w kolejną iglicę. by się poruszyć.Bez trudu dotarła do kolejnej iglicy. Zrobił w jej stronę jeszcze krok. Inkwizytor podążał za nią. po czym oddarła kawałek koszuli. Siły już ją prawie opuściły. To nie może być. nawet. po czym natychmiast Odepchnęła się znowu. Deszcz ustał nieco i cyna ukazała jej oczom dwa błyszczące stalowe szpice i ciało odziane w ciemną szatę.. Poprzez niego słyszała wyraźnie. . znaleźć jakiś kąt i się w nim ukryć. ukryć. to tylko jej umysł. Odgłos deszczu brzmiał w jej uszach jak grom. Z trudem podpełzła do wgłębienia utworzonego przez drugą wieżę. Pomimo otępienia.. starając się czynić jak najmniej hałasu. Nie mógł mnie widzieć. niż tylko dygocząc w swojej kałuży.. umysł prawie przestał pracować. Muszę. Rana przestała boleć.. żeby zabandażować ranę. aby zareagować inaczej. jak mogła. uchwyciła się jej z trudem. ale Vin nawet nie słyszała.. Przyciągnęła się do drugiej iglicy. . pomyślała.. Pociemniało jej w oczach.. i leżała w głębokiej kałuży wody zmieszanej z popiołem.. ukryć. Oszołomiona wygramoliła się na kolana i na czworakach usiłowała oddalić się od iglicy. Znów zapadała ciemność. Przyciągnęła się lekko do iglicy. On nie może.. Dłonie jej zdrętwiały. Znalazł mnie. ociekając deszczem. myśleć. uciekać. pilnowała. jak coś uderzyło w iglicę od strony. Vin krzyknęła i odskoczyła. zwisając ze swojej iglicy.Co za kłopotliwe maleństwo . Coś uderzyło w jej iglicę. nie uszło jej uwagi.. O Panie.

Zmusiła się do otwarcia oczu. dając dziwne poczucie bezpieczeństwa wśród rozszalałej nocnej burzy. jakby łamanych gałęzi Potem chwyciły ją czyjeś ręce.Kelsier? . nie uścisk śmierci.Nagle rozległ się trzask. łagodniejsze oblicze.szepnęła. Odetchnęła z ulgą i pozwoliła sobie na omdlenie. którą ujrzała. Ciepłe ręce. pełna współczucia twarz. Ale stroskana. nie była twarzą Kelsiera. . . To było inne. czując. jak silne ramiona obejmują ją mocno.

tak czy owak. Jego mgielny płaszcz był w strzępach.Zabrałeś ją ze sobą?! . ciało krwawiło z kilku skaleczeń. obwiązując bandaż na największej z ran Kelsiera. który opowiada się przeciwko mojemu panowaniu. Breeze wyjechał poza miasto. który z pasją uderzył w stół. całkiem zwariowałeś?! .Na Ostatniego Imperatora. Cała prawa strona ciała płonęła bólem. Jednakże. Teraz wydaje mi się to ironiczne i nierealne .Zabrałeś Vin do Kredik Shaw? Czy ty.Miałeś rację od samego początku. Szaleniec. 15 . Nawet Dockson. . który po raz pierwszy nazwał mnie Bohaterem Wieków.Nie wiem. Może powinienem był umrzeć w Czeluściach i nigdy nie wracać. bo metal pomagał mu uporać się z kilkoma ranami. Będzie miał potężnego sińca i sporo szczęścia. aby przekonać swych kolegów . Przecież to on mnie odkrył. jeśli się okaże. że nie ma połamanych żeber. to zdarzenie mnie prześladuje. Wciąż palił cynę z ołowiem. Jeden z uczniów pracował szybko.powiedział cicho Dockson. do cholery. Ogień w środku dobrze mu zrobił. . aż od siły ciosu pękło drewno. Idiota ze mnie. Clubs siedział z Hamem przy kuchni. Nawet mój najstarszy przyjaciel przeklina imieniem .po tak długiej walce.warknął Kelsier. wpadając do pokoju.to jedyny kapłan Terris. Kelsier . Pozwolił skoncentrować się na gniewie i obrzydzeniu do samego siebie.zawołał Dockson. zaskoczony gwałtownością słów Kelsiera. to on był terrisańskim filozofem. . czemu Kwaan mnie zdradził. myślał Kelsier.Tak . Żeby was nie dręczyć! Dockson zawahał się. Kelsier rozjarzył cynę z ołowiem.

Dockson pobladł. . bierz Lestibournesa i pogadaj z innymi szajkami. Albo to.odparł Kelsier.Czekali na nas trzej Inkwizytorzy . . atakując budynek z podwójną. biorąc od jednego z uczniów szklaneczkę brandy i wychylając ją szybko. Kelsier zamarł nagle. A może. że Inkwizytorzy jej szukają.Musieliśmy zbyt głośno się zachowywać... pełną wyrzutu furią.. co tam jest! W kuchni zapanowała cisza.Ham .rzekł Kelsier. a jego gwałtowny ruch sprawił.zaczął Ham .co z Vin? Kelsier spojrzał na Docksona i ujrzał w jego oczach pesymizm. Co my robimy? Jak mamy to znieść? .Uciekła przede mną. Jeśli nawet Vin ukrywa się gdzieś w mieście.rzekł. . aby ich kompan mógł ją odnaleźć. Deszcz za oknami znów przybrał na sile. Grupa zaczęła się zbierać z posępnymi minami do wyjścia.Ale? . . Nie mogłem się wydostać. a przecież miał za sobą lata treningów. ale. Jeśli Vin wciąż była w Kredik Shaw. Inkwizytorzy prawdopodobnie znajdą ją szybciej. albo przyszli tam po coś wcześniej. może dwaj pozostali mieli mnie jedynie powstrzymać. żeby się nie nadziać na patrole straży... Jego szczupła postać ociekała deszczem. . Ilu jeszcze poprowadzisz na rzeź. bo się boi.Trzej Inkwizytorzy. On i Ham nie będą w stanie zbliżyć się do Kredik Shaw.Wracamy do pałacu.rzekł niepewnie. . Może jeden z ich zwiadowców widział coś. Może gdzieś tam jest i samotnie umiera w deszczu? . jak się dało. Pozwoliłeś umrzeć także i jej. że reszta się zawahała.. I wciąż nie wiemy. z jakiegoś powodu wróciła do Fellise. kiedy wchodziliśmy . Teraz już wszyscy usłyszeli pospieszne kroki i po chwili do pomieszczenia wpadł Lestibournes.Dockson zadumał się.Nie chce przyjść do sklepu. wyślij ucznia do posesji Renoux i sprawdź czy nie ukryła się tam. Już by. Kelsier poczuł ostry. zanim to się skończy? .I ty ją tam zostawiłeś? . ale Kelsier nie musiał mówić tego co oczywiste.. potem Vin... . skręcający ból w piersi.Więc.Ostatniego Imperatora. Clubs. . Dox.Może ukrywa się gdzieś w mieście . .Jeden z trójki poszedł za nią. Próbowałem odwrócić uwagę Inkwizytorów na tak długo.. . Najpierw Mare. ty i ja. Kelsier uciekł z wielkim trudem.

Szybko! Clubs kiwnął głową i skinął na jednego z uczniów. Kelsier się skrzywił. a ubranie całkowicie przemoczone. Jest taka drobniutka. owiniętą w koc postać.Vin? . . z wytrzeszczonymi lękiem oczami cofnęło się do kuchni. Inkwizytorzy po moim śladzie dotarli do nich jak po sznurku. że jej zapasy uległy wyczerpaniu. Myślę.i wziął od Hammonda fiolkę. Dla allomantycznych.zawołał Kelsier. Cyna z ołowiem potrafiła utrzymać Allomantę przy .Obawiałem się. wchodząc szybko do kuchni. Mistrzu Cladent. by nieświadomie spalać metale. bandaże i torbę lekarską z mojego pokoju. Twarz Vin nabrała lekkich kolorów i jej oddech nieco się uspokoił. Tylne drzwi kuchni otwarły się z trzaskiem. . sprowadziłem śmierć na grupę.rzekł Sazed. Chłopak pokręcił głową. W deszczu stała wysoka.Jest ciężko ranna . ciemna postać odziana w mokrą szatę. z których się wylizał. pomyślał Kelsier. Cięcie przeszło przez brzuch . a sześciu uczniów Clubsa.zapytał z nadzieją Ham. . . Dockson chwycił parę sztyletów..Ktoś idzie! Z nocy i woła! .. . po czym pochylił się i wlał ciecz w usta nieprzytomnej. W kuchni zapadła cisza. zasilanych brązem zmysłów Kelsiera jej ciało zaczęło pulsować rytmem przypominającym bicie drugiego serca.Mistrzu Hammond. Obawiam się. lecz nieubłaganie.rzekł Sazed. odwiązując prowizoryczny opatrunek. . Jej skóra była blada i lepka od potu.Wielki człowiek.Sazed! . podnosząc drewnianą pałkę.takie rany zabijały powoli. gorsza niż jakakolwiek z jego ran. będę potrzebował garnek wrzątku. którą trzymał w ramionach wraz z Vin . że jej ciało nie jest dość dobrze zaznajomione z Allomancją. W ramionach trzymała drobną. Kelsier rozpalił metale. Sazed położył Vin na stole kuchennym. Sazed odłożył coś na bok wielką księgę.. że jest dla niej nadzieja. Szata. Vin jednak nie była zwykłą osobą. To niemal dziecko. A więc stało się. Ham wstał. potrzebuję trochę cyny z ołowiem. Z jego pięknych szat ściekała strumieniami woda.Dobrze . przez wciąż otwarte drzwi dobiegał tylko szelest padającego deszczu. Rana była paskudna. Jak mogłem wziąć ją ze sobą? Dziewczyna miała w boku ogromną ranę.

Kelsier skinął głową.pradawnej.Nie wiem.Tej nocy dobrze ci poszło. Zużyłem całą metalmyśl.Potrafisz ją przetłumaczyć? . po czym wyciągnął rękę i przesunął palcami po oprawie wielkiej księgi. Wreszcie zamknął zewnętrzne cięcie i okrył czystym bandażem..życiu o wiele dłużej. jak dorośli. Sazed pokręcił głową. . .. jak Ham wynosi z kuchni bezwładne. kiedy szukałem Vin. Dodatkowo Sazed nie był zwyczajnym uzdrowicielem. marszcząc brwi. filozofii i nauki. Kelsier stał. widziałem.Myślę.Nie. by ostrożnie zaniósł dziewczynę do łóżka. Po tym wieczorze muszę nieco odpocząć. jakie Opiekunowie przechowywali w swoich niezwykłych pamięciach. obserwując. Musimy podawać jej nieustannie cynę z ołowiem .A to? Co to takiego? . jak mogłem. Terrisanin skinął z wdzięcznością głową i zmęczonym krokiem ruszył na schody.odparł Sazed. silni mężczyźni umierali od mniejszych ran. Kelsier spojrzał na niego. niż mogłoby to uczynić samo ciało.Ale. Clubs wyprowadził uczniów z kuchni.Może . . Może przeżyje. . .Sazed westchnął. Dockson siedział w kącie. Ham uciskał ranę.Kiedy stwierdziłem. jeszcze nie teraz. Procedura trwała niepokojąco długo. . Religijne rytuały nie były jedynymi wspomnieniami. po czym poprosił Hama. mistrzu Kelsier. .odparł Kelsier.. osłabione ciało Vin. podchodząc cicho .to pozwoli ciału wyprodukować nową krew. Lepiej niż mnie.rzekł Dockson. skoro tylko zaczęła się operacja. . aby przygotował Sazedowi pokój. . żeby przyspieszyć podróż.. którą odłożył na bok przed rozpoczęciem operacji. . Khlenni. ich metalmyśli zawierały ogromne bogactwa informacji na temat kultury.Uratował dzisiaj coś więcej niż tylko życie Vin . Spośród wszystkich obecnych przy operacji pozostał tylko on. przyjacielu . a Sazed cierpliwie zszywał wnętrzności Vin. język Khlennium . jak sądzę.rzekł Sazed. Tom był mokry od deszczu i krwi. przedwstąpieniowej ojczystej ziemi Ostatniego Imperatora. Jest napisana w khlenni.Nie wiem .stwierdził Sazed nagle bardzo znużonym głosem. Spojrzał pytająco na Sazeda. Kelsier skinął głową i wezwał jednego z uczniów. Tak czy owak. . że przybyłem za późno . udałem się do Luthadelu tak szybko.Znalazłem ją pod pałacem. że uciekła z domu Renoux. ale i tak przybyłem za późno. Kelsier ożywił się nieco.

jeśli ja jej nie pozwolę. upiorne uczucie. Nie wystarczy. Ludzie próbowali już wszystkiego. aby wiele przetrwać.. czuję to i nie mogę się pozbyć wrażenia. wywabić go z miasta. . . . że nigdy nam się nie uda.Dox. .I wciąż nie wiemy. Ta dziewczyna ma bardzo silny charakter.To. Możemy obedrzeć go z pieniędzy. Ostatni Imperator coś ukrywa w tym pomieszczeniu. jeśli się mylę? . że istnieje Jedenasty Metal. że nie będziemy w stanie go zatrzymać.Nie ma wytłumaczenia .Poszła za mną . ale on ignoruje zwykłe rany. . dawała pewną nadzieję. Ale co. ale tom został oprawiony tak.od tyłu. to nie wszystko.Kelsier skinął głową. . .Powiedziałem.odrzekł gniewnie Dockson. .Ty poważnie mówiłeś o tym Jedenastym Metalu. ale był zbyt znużony.. Kelsier spojrzał na księgę. a ścięcie głowy jedynie go irytuje.rzekł. co to jest.Vin umiera. . .odparł Kelsier.. co zrobiłeś.Powiedziałeś.Musiałem wrócić. że nie ma.Obawiałem się. . Grupa żołnierzy spaliła mu gospodę w czasie jednej z pierwszych wojen. żeby go zabić. było głupie. nawet jak na ciebie. Jedynie możliwość. Ostatni Imperator wie o naszym istnieniu. po czym w ciągu kilku sekund wyzdrowiał. możemy zabrać mu wojsko..rzekł Kelsier . by czuć gniew. żeby . bo chciałeś się koniecznie tam dostać? Kelsier zawahał się. Dockson zmarszczył brwi. dopóki on żyje. . Był mocno zamknięty i zaciśnięty paskami. mam jednak to okropne. że jeśli się dowiemy. potrafi być diabelnie uparta. . co jest w tym pokoju . Ostatni Imperator wyszedł z pożaru prawie jak szkielet.Przez dwa lata próbowałem znaleźć sposób. a jeśli chce..ale. Plan jest dobry.Starałem się nie mówić z innymi o Ostatnim Imperatorze . . Dockson skinął głową.. Deszcz zmoczył ją. . zdołamy go pokonać. Dockson zmarszczył brwi. że zechce pójść tam sama. ale nie mogę tego sprawdzić! Dlatego muszę wracać do pałacu.Prawie jestem tego pewien.odparł Kelsier. A jeśli tam naprawdę jest atium? . którą Sazed pozostawił na stole.Nie musiałeś brać ze sobą Vin. Ukrywa się doskonale. boję się.Musiałem się dowiedzieć . że już Mare zginęła. prawda? Kelsier skinął głową. ale wciąż uważam.

byś omal nie zginął? I ty. .Czy ten wariacki wypad naprawdę był wart tego. kiedy już będzie wiadomo. .Nie wiemy.rzekł wreszcie Kelsier. że Vin przeżyje.zapytał Dockson.Czy warto było.Nie . a okładka była z wyprawionej skóry.odparł szczerze Kelsier.Zapytaj mnie. Spojrzał na Docksona i wytrzymał wzrok przyjaciela.Nie wiem . . . i dzieciak? . Ale mamy to.do środka nie dostała się woda. . . Czymkolwiek jest. Kell? .

CZĘŚĆ TRZECIA REBELIANCI KRWAWEGO SŁOŃCA .

Ale ból wydawał się zbyt silny. zawsze cicho. wielkim mieście cudów. siedział chudy nastolatek.. proroków czy generałów. Nie zaczęło się w Khlennium ani w Kordelu. Inaczej będzie ją bił. Zaczęło się od młodzieńca.. który był pod każdym względem pospolity . że musi się nauczyć. kiedy to wszystko się zaczęło. mało ważnym mieście. . nigdy nie ściągając na siebie uwagi. Mówił. Zaczęło się ode mnie. ani z ognistego imperium Zachodu. Lestibournes zerwał się na nogi.może z wyjątkiem talentu do wpadania w kłopoty. Tak ma na imię.Wielu sądzi. wywołując gniew przywódcy? Miała siedzieć cicho. Jestem w warsztacie Clubsa. Musi się uczyć. pomyślała. Sądzę. Leżała w łóżku. że to zadanie nie zostało zapoczątkowane przez imperatorów. że nie byłem królem. z dala od pozostałych. którego nazwa nic wam nie powie. O. 16 Vin obudziła się i czując ból. Ale za co? Czy znów była zbyt miła dla innych członków szajki? Czy rzuciła niemądry komentarz. by ludzie pamiętali. Zapomnieli. otwierając oczy. nie. Zaczęło się w niewielkim. syna kowala. ani nie przyszło ze strony wielkich narodów na wschodzie. Zakasłała. że znowu oberwała od Reena. a obok. że dobrze. Lestibournes. na fotelu. pomyślała. kapłanów. które było o wiele za wygodne. nie byłem. Już dawno nic jej tak nie bolało. że moja podróż zaczęła się w Khlennium.

Budzisz się! Próbowała coś powiedzieć. Czerwonawe popołudniowe słońce świeciło przez okna.Ledwo .odparła.odparł Breeze.zapytał Dockson.rzekła wreszcie.Sazed? . jak kogoś woła.Sazed . Czuła się koszmarnie..zapytała Vin . .Ile pamiętasz? ..Kell jest w porządku .To on mnie uratował.Obudziłaś się! . .zawołał Dockson. analizując w myślach zdarzenia tamtego wieczoru. . Odstawiła kubek. . . opierając się z jękiem o poduszki. Chwilę potem usłyszała. pomyślała.Chyba wszystko.Co? . oświetlając pokój. Zmienił je na Upiorka. .odrzekła. .Wyszedł z tej opresji w o wiele lepszym stanie niż ty. że Inkwizytorzy nie byli zainteresowani zabiciem go. Wstał z fotela i gdzieś poszedł.Powiedział. wchodząc do pokoju.Dwa tygodnie . Inkwizytor miał zamiar mnie zabić. ale. Vin zmarszczyła brwi. Zostawili jednego.Upiorek? . kim on jest? . Dlaczego? . Tak mi się zdaje . Gonili nas. . które zrobiliśmy trzy lata temu i. Tu mnie ugodził Inkwizytor. Dox. Kelsier walczył.odparł. ale tam byli Inkwizytorzy.rzekł chłopak. . . ... obmacała bok i znalazła tam szeroki bandaż.zapytała.. ale tylko znów zakasłała. . a dwóch posłali za tobą. Bok był posiniaczony i pożółkły w miejscu. Czy chcieli skoncentrować swoją energię najpierw na słabszym wrogu? A może był jakiś inny powód? Usiadła.Nie teraz . zadumana. .pomyślała Vin.Kelsier? Czy.Urwała i spojrzała na Docksona. . Właściwie całe ciało bolało ją tak.. a chłopak pospiesznie podsunął jej kubek wody. Dwa tygodnie? Popijała wodę. żeby go dogonił. . . a całe ciało nosiło dziesiątki innych zadrapań. ..wycharczała wreszcie.Pasuje ci. jakby zostało mocno obite. Jak długo spałam? . Powinnam nie żyć..To pytanie powinnaś prawdopodobnie zadać wyłącznie . usiłując zorganizować rozbiegane myśli.Vin?! . siniaków i cięć. . Vin z wdzięcznością popijała małymi łykami. podszedł i usiadł na miejscu Lestibournesa. krzywiąc się z bólu. Zna pałac dość dobrze dzięki planom.Kelsier nie kciał słuchać tego imia. Dockson zachichotał.. spadając.Lestibournes .Czekaj.Przedostaliśmy się do pałacu. gdzie uderzyła w dach.

jak ogarnia ją senność.Vin . kiedy zobaczył.Co mam teraz robić? Powoli realizujemy zadanie. To ja cię zmusiłam. Uśmiechnął się. Vin skinęła głową. Natychmiast sięgnęła po kubek wody stojący przy łóżku. . . odwróciła się na bok i znów zapadła w sen. Siedział na stołku przy jej łóżku. a Renoux zaczął kupować broń i zapasy.Dodałem do niej coś. Twoja sugestia dotycząca Zakonu okazała się trafna . Vin skinęła głową. .zapytała Vin. Skinęła lekko głową. . . *** Kiedy się obudziła.Wypij resztę wody . a Ham pojechał w zeszłym tygodniu dokonać inspekcji naszych wojsk.Witaj z powrotem. Nie będzie go jeszcze przez co najmniej miesiąc.odparł Kelsier. zafascynowany Zakonem. z rękami splecionymi na łokciach i wspartymi na kolanach.Zawsze był w pewnym stopniu. czując.To nie twoja wina. obserwując ją w bladym świetle lampy. .Musiał wrócić do Fellise.zaczął z wahaniem Kelsier. żeby cię odesłać. Było to coś bardzo subtelnego. . Kelsier był już w sklepie.Moja pierwotna decyzja. który pozwoli nam umieścić kogoś wśród akolitów Zakonu. . . . .poradził jej Dockson. Breeze i Kell wyjechali na rekrutację.Nie powinienem był się zgodzić . Vin prychnęła cicho. . Jeśli jakikolwiek skaa jest w stanie naśladować obligatora.Armia się rozrasta.Jak idą prace? Wzruszył ramionami. . . Przyjmij moje przeprosiny..Czy zrobi to sam? .On tu jest? Dockson pokręcił głową. jakaś zmiana w zachowaniu i postawie.. żeby mniej cię bolało. .znaleźliśmy wtyczkę Therona. popijając wodę.Marsh? . Przeze mnie o mało nie zginęłaś.jemu. Vin wychyliła resztę wody. Coś się zmieniło w Kelsierze. była poprawna. prawda? . to jest nim Marsh. prawie już wynegocjowaliśmy układ. że na niego patrzy.Winien ci jestem przeprosiny. Coś się zmieniło w czasie jej choroby.

Kelsier twierdził.. żebyś przeprowadziła się znowu do Fellise. że trawią na nią swoje zasoby . . jak widać.rzekł łagodnie.Kelsier? . o co jej chodzi. nie mieli prawa zabierać miejsca w kryjówce. Vin .Istotnie. miał zabrać lady Valette na przejażdżkę po Luthadelu. *** Vin obserwowała krajobraz przesuwający się za oknami powozu.musiała odpoczywać jeszcze przez trzy dni w sklepie Clubsa. ale opiekowali się nią. każdy po kolei czuwał przy jej łóżku.oczywiście. . . że chłopak całe godziny spędzał u jej wezgłowia. dumała Vin.Wątpię. . strasznie głupio zabrzmiało. ale zaczynają już krążyć plotki.nie wykorzystali jej osłabienia. Kelsier jednak tylko się uśmiechnął. Kelsier zachichotał. ale niedługo na pewno będziesz mogła. Takie długie okresy odpoczynku byłyby nie do pomyślenia dla zwykłego złodziejaszka.Nie. chciałbym. Kiedy tylko będziesz w stanie. . Złodzieje wracali do pracy tak szybko. Przystanął i obejrzał się na nią. by przetrzymać podróż. ponieważ obawiała się. Na razie odpoczywaj. Chyba zrozumiał. albo porzucano ich na pastwę losu. ukazując ją światu . że z raną w boku i posiniaczonymi ramionami nie da rady wcisnąć się w elegancką suknię. dopóki nie zatrzymał się na chwilę na ulicy koło Clubsa. prawda? . kiedy leżała nieprzytomna.zagadnęła. Kelsiera i pozostałych nie obchodziło. Kelsier miał rację .Wstał i ruszył do wyjścia. niewłaściwego w wylegiwaniu się.Kelsier się uśmiechnął. Wciąż nie czuła się dobrze z tą wiedzą.. Ale ludzie. Spreparowaliśmy historyjkę. zanim nabrała dość sił.. Powóz ruszył z powrotem w kierunku Fellise. . nie jesteśmy niezwyciężeni. Było coś.. Dobrze jednak było znów stanąć na nogach. tym lepiej. Najwięcej czasu spędzał przy niej młody Lestibournes. Im szybciej goście zobaczą cię całą i zdrową. . którzy nie byli w stanie zarabiać na życie. kiedy wyraziła się w ten sposób..Pałac. Inkwizytorzy. Ci. Pojazd. .Zdecydowanie nie. Poza tym musiała odczekać. . W istocie nie zabrał Vin. jeśli kogokolwiek to obchodziło. jak to było możliwe.Zaczerwieniła się. że lady Valette zachorowała.Mogę jechać jutro. wysłany z Zamku Renoux. Teraz jednak firanki w oknach były podniesione.. Vin z trudem ujmowała w słowa myśli. żyją nie tylko tak.

Nie czuła się całkowicie bezpieczna na swojej pozycji w grupie Kelsiera. że widzieli. to tylko i wyłącznie z własnej winy. Przyciąganiem i Odpychaniem się przez niebo. Lokaj otworzył jej drzwiczki i Vin ze zdumieniem zobaczyła samego lorda Renoux. czego od niej żądają. . Wystarczyło kilka miesięcy. że Inkwizytorzy w końcu ją dopadną. Wkrótce przechodnie będą plotkować. dopóki nie będzie w stanie uciec Inkwizytorom tak. Przejażdżka była przyjemna? . Pozwoliła.Co można sobie pomyśleć o świecie. jak Kelsier. by powóz zawiózł ją do Fellise. Wiatr owiewał jej twarz. nabierać sił. jak lady Valette jedzie przez miasto. Ma swoje zajęcia i zadania. Ich plan skończy się katastrofą. żeby pozostali zarobili dość. by się zaopiekować swoją ulubioną siostrzenicą. kiedy jeszcze mogłaś. kiedy przestaną jej potrzebować? A jeśli stanie się dla nich bezużyteczna? Musiała im udowodnić. nie może pozwolić sobie na przesypianie czasu. Chwilę potem przybyła do posesji Renoux. oczekującego z wyciągniętą ręką na jej wyjście z powozu. kiedy się ulotnić. nic więc dziwnego. Jeśli ktoś został schwytany przez Zakon. że nie jest niezwyciężona.Nonsens . ale już to. że Kelsier przeżył z zaledwie kilkoma zadrapaniami. Powóz skręcił i wjechał do Fellise. którymi musisz się zająć.zagadnęła. Będzie uczestniczyć w przyjęciach. Musiała zatem ćwiczyć. Nie miewało się wyrzutów sumienia z powodu narażenia ich na niebezpieczeństwo.odparł. że nie został zaszlachtowany z resztą szajki Camona. udowodniło jej.Mój panie? . wmiesza się w towarzystwo. a jeśli zginiesz. które rozbrzmiewały w jej głowie. że potrafi zrobić to. by przeżyć. że nie uciekłaś. Zawsze wiedział. . . pozostawiało się go swemu losowi i miało jedynie nadzieję. że można być o wiele lepszym. . Vin uśmiechnęła się i wyjrzała przez otwarte okno powozu. właściwie w pewnym sensie jej relacje z członkami grupy niepokoiły ją coraz bardziej. kiedy jeszcze mógł. niż ona. Może wiedział. Dodatkowo. że nie zacznie sypać. Widząc znajome wiejskie przedmieścia.Lord musi mieć trochę czasu. podając mu dłoń. A co będzie. Kredik Shaw nauczył ją. co mu się przytrafia. Reen uciekł. słyszała w głowie głos Reena. którą nieświadomie władała. Słabsze ogniwa w szajce musiały odpaść i pozwalano im na to. musiała wrócić do sesji ćwiczenia Allomancji. kierując się mocą. To głupcy. żeby się uzależniła od swoich możliwości i teraz tęskniła za swobodnymi skokami przez mgły. A jednak przez cały czas ignorowała podpowiedzi Reena. w którym przywódca troszczy się o swoich ludzi? W świecie przestępczym każdy odpowiadał za siebie i za to.Z pewnością masz ważniejsze sprawy.

które muszę z nim omówić.Skinęła głową.odparła. przystając w korytarzu.po czym skręciła w stronę biblioteki. .To byłoby ogromnie przyjemne . .odparł Renoux . Vin zmarszczyła brwi. Ostatnio było bardzo ciepło. że wie o jej ranie.w takim razie znajdziesz go w bibliotece. Odwróciła się i rozjarzyła cynę z ołowiem. . stukając laską po białej marmurowej podłodze. by wejść na północne schody. po czym wróciła do normalnego poziomu spalania. Wciąż miał na sobie zwykłe szaty sługi. wujku . Kiedy stajesz się lady Valette.odrzekła Vin. dopóki nie dotarła na górę. odczuwała ten sam spokój co zwykle. a na czubku nosa sterczały mu cienkie okulary. na razie zapewne zechcesz odpocząć po podróży. pomimo nadchodzącej zimy.Jednakże odłóżmy to na inny dzień.odparł Renoux. nie dał też po sobie poznać. . jaką dawał. ale na razie nie widziała innej możliwości. . czy lord jest całkowicie przy zdrowych zmysłach.Ach . Mam pewne sprawy.rzekł Renoux. . Rozjarzała ją. Renoux skłonił się i odszedł.Chciałabym odwiedzić Sazeda. upomniała się. żeby się nie uzależniła od energii. panie. ale dama Valette to całkiem inna kwestia. teraz jednak.Doskonale . nawet z cyną i ołowiem .Może kiedy już poczujesz się lepiej. Kelsier ostrzegał ją przed nadużywaniem tego metalu. .Dziękuję. powinniśmy kiedyś razem zjeść obiad na balkonie w ogrodzie.Czy on nigdy nie wychodzi z roli? Nie zapytał o pozostałych w Luthadelu. Czy ktoś naprawdę może tak do cna przejąć cudzą osobowość? Sama to robisz. pisząc coś w notatniku.Allomanta mógł szybko uzależnić od nich swoje ciało. . Przedtem szlachetna postawa oszusta krępowała ją nieco. rozjarzanie metali przez zbyt długi czas było niebezpieczne .Bardzo odprężająca. która dodawała siły jej wciąż drżącym nogom. . .wspinanie się po schodach było trudne. Odetchnęła głęboko kilka razy . pracuje nad jednym z moich projektów. kiedy szli po schodach do drzwi pałacu. dopóki nie dojdzie do siebie.To wspaniale . kiedy weszła w rolę lady Valette. zastanawiając się. ludzie widzą cię z zupełnie innej strony. Vin była wdzięczna za lekko tlącą się w jej żołądku cynę z ołowiem. Sazed siedział przy biurku w pobliżu niewielkiego piecyka węglowego po drugiej stronie małej salki. . Tak jak mówił Kelsier. Vin złodziejka była nikim dla człowieka takiego jak Renoux.

. co jest możliwe. .Najlepsi kłamcy to ci.Nie.Zatem jesteś Allomantą czy nie? Uśmiechnął się. ..zauważyła cicho. .Proszę. panienko. gdybym ci powiedział. . usiądź. który uratował jej życie. Zawsze jest jakiś kolejny sekret. że jestem Allomantą? . Może jednak świat wyglądał nieco inaczej.Lord Renoux trzyma w stajniach kilka naprawdę szybkich koni. . . których nie byłbyś w stanie zrobić bez Allomancji.Jesteś Allomantą .odrzekła. a co nie? Vin się zawahała. Sazed znieruchomiał.Kelsier powiedział mi o swoich planach i poprawnie wywnioskowałem. od czasu do czasu zaglądając do wielkiego tomiszcza na biurku. spoglądając na nią przez okulary.To prawda. Vin zmarszczyła brwi. jak czyta bez nich. Ale jaki masz dowód. Vin jeszcze przez chwilę stała w progu.Znalazłeś mnie w pałacu .Co byś pomyślała. Znalezienie cię było szczęśliwym trafem. czemu Sazed mówi ogólnikami. panienko Vin? . .ciągnęła. odwróciłem jego uwagę. .Zbyt szybko dotarłeś do Luthadelu. trzeba większej mocy niż moja. Dlaczego nosi okulary? Widziałam. . . Mogłem wziąć jednego. Oparła się o potężną szafę z książkami. niż sądziła. po czym chwycił za stołek i przysunął go do biurka. że poszłaś za nim. Sazed uśmiechnął się.Czy kiedykolwiek wcześniej przyłapałaś mnie na kłamstwie? .zapytał Sazed. że kłamiesz .. Po prostu.Zrobiłeś kilka rzeczy. Do niedawna w ogóle nic nie wiedziała na temat Allomancji. przyglądając się człowiekowi. Żeby zabić tego potwora. . usiłując zrozumieć.Zatrzymała się w progu. którzy kłamią rzadko. To słowa Kelsiera. . ale omal się nie spóźniłem.Zabiłeś Inkwizytora. Wydawał się całkowicie pochłonięty pracą.Pomyślałabym. po czym notując coś na kartce.zapytał. że nie jestem Allomanta? . Vin przeszła przez pokój i siadła na stołku. . po czym odłożył pióro i spojrzał na nią.Dlaczego tak sądzisz.O? Zrodzona z Mgły od dwóch miesięcy i już wiesz. . .Zabiłem? .

Jeden Opiekun. którą znalazłam w pałacu! Skąd ją masz? .kim właściwie jest „Opiekun”? Sazed się uśmiechnął.. którym teraz mówią ludzie.Księga. . To. brzmi nieprawdopodobnie.Jest napisana w bardzo starym języku. . Wy czerpiecie z metali siłę. . .Jak? . . co robię. woli chronić swe tajemnice. .No widzisz.odparł Sazed. Człowiek nie może pamiętać aż tyle.odparł Sazed. prawda? Skinął głową. by tłumaczyć..zdziwiła się. Ruch jedności Ostatniego Imperatora w piątym wieku tego dopilnował. to języki wymarłe.Chyba wystarczająco.. . to już jest o wiele mądrzejsze pytanie..Jak religie .No cóż .zauważyła. Sto siedemdziesiąt dwa. .Przecież jesteście traktowani lepiej niż zwykli skaa.A..zapytała. jest w istocie odległym dialektem terrisańskiego.Na przykład? ...szepnęła cicho . nikt go nie używa od tysiąca lat.Jeden człowiek nie . Vin natychmiast rozpoznała okładkę pokrytą glifami. . Język. Tak sądzę. Moja nacja.Na przykład języki. ile znasz języków? . ja. ..odparł Terrisanin. ale nią nie jest. .. . panienko.Większość. . .Ale ty go znasz? . Jesteśmy znacznie mniej groźni niż Zrodzeni z Mgły.Ale inne rzeczy też pamiętasz. Pokręcił głową. kiedy szukałem ciebie . Pamiętamy różne rzeczy. mojej ojczystej mowy.To.Nienawidzi? . nienawidzi ludzi z Terris właśnie przez nas. pomyślała ze zdumieniem Vin.zapytała.. .. .Sto siedemdziesiąt dwa .odparł. Skinął głową.Prawdy religijne to moja specjalność . którą studiował. Ostatni Imperator poluje na nas ze zdumiewającą. . w pewnym stopniu przypomina Allomancję. panienko. . . tak jak khlenni.Natrafiłem na nią. Opiekunowie to.wyjaśnił. używam ich do tworzenia wspomnień. niezrozumiałą pasją.A więc . magazyny. a jednak ignoruje Allomantów i próbuje zniszczyć nas. Skinął głową. zamykając księgę. . żeby można z nich było skorzystać w przyszłości.Może innym razem.

przepraszam. Urwał i pokręcił głową. Jesteśmy słabymi ludźmi. . a niektórzy mają nawet dość odwagi. natychmiast zająłem pozycję lokaja i sługi. Walczysz z Ostatnim Imperatorem. Chyba tego właśnie chcieli hodowcy. Ukrywamy Opiekunów pod samym jego nosem. Większość Terrisan jest uczona od urodzenia na lokajów. Zostałem wykastrowany wkrótce po urodzeniu. . Myślałem.o nic. .Macie bardziej szanowaną pozycję. że chętnie zamieniłbym się na życie ze zwykłym skaa. marszcząc brwi. a hodowcy Ostatniego Imperatora kontrolują nasze rozmnażanie. po czym zalała się rumieńcem. nie ma potrzeby przepraszać.To prawda. Często myślę. .O rety. Niewielu nas już zostało.. przeklinając swój brali taktu. szybko pozwalamy się podporządkować.Byłeś dość dzielny. Sazed zawahał się. że nie jesteśmy tak dzielni.. .przecież ty jesteś rebeliantem. Sazed się uśmiechnął. Sazedzie. Mój lud nie jest ludem niewolników. panienko . szkolone od urodzenia do wypełniania życzeń Ostatniego Imperatora. kto miał zostać lokajem. .zaczęła. panienko.zgodził się. Chętnie robimy to. Pokornych.zaprotestowała. co nam się każe.Wszyscy terrisańscy lokaje to eunuchowie.. jak każdy. by mnie uratować . . Dlaczego nikt jej nie powiedział? Sazed jednak nie wydawał się obrażony. Vin prychnęła.. Nawet ja. kładąc dłoń na okładce księgi.A mój lud nie jest tak całkiem podporządkowany. jak moim zdaniem życzyłby sobie tego Ostatni Imperator. Nigdy nie wydawał się zły .Ale to nie jest łatwe. by wyzbyć się szkolenia. że o tym wiesz. . Obawiam się.A jednak . . że to akurat nie tak łatwo narzucić. pomyślała. stworzone przez programy rozmnażania.Zdaje się.zgodził się Sazed. sytuacji. jak byśmy chcieli. to fabrykowane automaty. . Może to z powodu jego. marszcząc brwi .Ale . .odparł.Prawdę mówiąc. którego ty nazywasz rebeliantem. Vin zamarła. . Vin nie przestała się rumienić. Żaden terrisański lokaj nie ma prawa mieć rodziny ani płodzić dzieci. spokojnych lokajów.Ale w pewnym sensie skaa mają więcej swobody. .Jestem w pewnym sensie dewiantem .

został wydany w ręce Ostatniego Imperatora przez ukochaną osobę. Zachowała jednak milczenie. . Większość załogi uważa. Ach. . że każdy cię zdradzi. że te blizny.odparł Sazed. Dodatkowo sam Ostatni Imperator sugerował. jeśli tylko ma ku temu okazję i wystarczająco dobry motyw.poradził jej Sazed. jak na to zasługuje. Vin nie była tego aż taka pewna. Nie może ryzykować tak jak kiedyś. że będę pilnował twego bezpieczeństwa.I tam umarła . Proces zmienia go na lepsze.Tak. Nie wiem. gdyby to była prawda. gdybym musiał w to wierzyć.Tak. . .zauważyła. . To byłoby chyba lepsze niż to. Obiecałem mistrzowi Kelsierowi.zapytała Vin. co w zasadzie powinno cię zabić. co widać na jego rękach.Sądzę. pozwól mu odpocząć.. które mogły to zrobić. co mi się przydarzyło? .Jakby miał w sobie więcej rezerwy.Jednakże zaczyna też rozumieć. pozostawiając go przy pracy . są głębsze niż to. co się przytrafiło Kelsierowi . ale czuję. . . że to ona go zdradziła.Nawet. nie chciałbym żyć. a Sazed wrócił do księgi. jak sądzę. że jest bardzo zmęczona.Ale przecież ją także posłano do Czeluści? .Mare? . Zastanawiała się wcześniej.Sazedzie? . ale w tym również był pewien element posłuszeństwa.Fakty nie są jasne. że to ona. Zmęczona Vin pokiwała głową. .Żona Kelsiera? Sazed skinął głową. . co nim kierowało. . Nawet siedzenie na stołku było dla niej nużące.odrzekł Sazed. Podziękuj swemu ciału tak. panienko. pomyślała. panienko . . Sazed zmarszczył brwi.Mój brat twierdził. że istnieje ogromna różnica pomiędzy dowodzeniem małą grupką ludzi a organizowaniem wielkiej rebelii.Idź się prześpij.Kelsier ostatnio się zmienił . . panienko? .Mistrz Kelsier niechętnie mówi o Czeluściach. którym zaznaczył czytane miejsce w księdze. zdając sobie sprawę. że czuje się winien za to. .Prawdopodobnie była jedną z tych niewielu osób. Czy to dlatego. .zapytała po chwili. że masz trochę racji . . wstała z trudem i wyszła. które wyniósł z tamtego okropnego miejsca. biorąc pióro i przekładając palec. żeby ocalić taką Vin? Zamyśliła się. W końcu kto ryzykowałby życie. że to Mare. czy on w ogóle wiedział o tym.Przeżyłaś coś.Kto zdradził Kelsiera trzy lata temu? Sazed odłożył pióro.

.w blasku popołudniowego słońca.

jeśli zostaną starannie rozmieszczone. Może ktoś inny poniósłby ten straszliwy ciężar. Bliżej balkonu zasadzono egzotyczne drzewa. kto poniósłby go znacznie dalej niż ja. Pewnie byłbym kowalem. co by się stało. gdzie się urodziłem. gdybym tam pozostał. aby tworzyły skomplikowane. wydawały jej się zbyt frywolne. piękne wzory. która wznosiła się ponad ziemią.odcienie czerwieni. jak mój ojciec.podobnie jak większość szlachetnych rozrywek. jak piękne mogą być rośliny. Może miałbym rodzinę i własne dzieci. kto zasługiwałby na to. bardziej intensywne kolory . . Ktoś. Po łagodnej zimie większość drzew zachowała korony. Ktoś. Te wielkie ogrody wymagały zbyt wiele wody i troski. Ogrodowy balkon zamku Renoux był niewielką owalną budowlą. żeby mogły stanowić coś więcej niż tylko ozdobną obramówkę wokół tyłów budynku. Tak kojąco. z kolorami skoncentrowanymi na liściach. Podczas włamań lub wypadów zwiadowczych widywała rośliny ozdobne. których soczyście żółte liście dawały cień i chroniły przed popiołem. oranżu i żółci. jak bardzo jest zirytowana.Nieraz zastanawiam się. Powietrze było chłodne. Zamiast pospolitych brązów i bieli rośliny ogrodowe miały głębsze. I tak były cudowne. w tym leniwym miasteczku. 17 Zanim Vin przybyła do zamku Renoux. Nie zdawała sobie sprawy. by być bohaterem. nigdy nie widziała prawdziwego ogrodu. ale szelest gałęzi na wietrze brzmiał kojąco. że Vin prawie zapomniała. Ogrodnicy rozmieścili je tak. ale nigdy nie zwracała na nie szczególnej uwagi .

Jej obecność wydawała się dla niego ważna. poza grzecznościowym zapytaniem. Sazed dawał jej od czasu do czasu jakieś lekcje..a przynajmniej nocne skoki .zapytał lord Renoux. . Popijała herbatę ze starannie ukrywaną urazą. karmili. kiedy służba zaczęła sprzątać po posiłku. Sypiała w dzień. Jego pojmowanie „zjedzenia razem obiadu” z Vin polegało na siedzeniu przy stole i zajmowaniu się podczas jedzenia własnymi sprawami wprowadzaniem notatek do ksiąg i dyktowaniem listów. jak minął dzień. czego potrzebowała. ale Vin wiedziała. myślała. w wygodnym wiklinowym fotelu. że otworzy się znowu. obserwując kręcących się wokół służących. by uczynić życie Vin tak wygodnym i tak frustrującym . jeśli nie będą w stanie umieścić na ziemiach Renoux co najmniej kilku szpiegów.zapytał Renoux. myślała.nie służbę domową. lecz ogrodników i robotników. że wszyscy chcą bywać na balach! . że musi teraz odgrywać swoją rolę wszędzie tam. że ludzie tak żyją. Przez ostatnie cztery tygodnie spełniano wszystkie jej prośby i kaprysy. Kelsier i Renoux obawiali się. ale rzadko zwracał na nią uwagę. po prostu skinął na sługę.Chcesz jeszcze herbaty. Nie czekał na odpowiedź. Dla Opiekuna to prawdopodobnie coś tak upojnego jak uliczne narkotyki. by ten podbiegł i napełnił jej filiżankę. Innymi słowy jej życie było koszmarnie nudne. krążyli i czekali na każdą możliwą okazję. przez co długie godziny spędzał w bibliotece. moja droga? . Lord Renoux wynajął kilkoro nowych służących. Vin siedziała na pluszowej poduszce. Nie mogę uwierzyć. gdzie to możliwe. zachowując jedynie minimum kontaktu ze służbą. rozpieszczali ją. Renoux też niewiele pomagał. Znalazł nową wiedzę. Renoux pilnował. dziecko? . że pozostałe rody nabiorą podejrzeń. Rana zagoiła się jedynie częściowo i zbyt wiele ruchu mogło sprawić. Mimo wszystko Vin zmuszała się do odgrywania roli skromnej arystokratki. aby dostawała wszystko. Teraz jednak Allomancja . Jak arystokratki wypełniają sobie czas takim nicnierobieniem? Nic dziwnego. a z całą pewnością nie wymagano od niej niczego. pochylając się nad następną księgą. co byłoby choć w najmniejszym stopniu męczące. którzy nie znali sytuacji . Służący sprzątali za nią.Czy twój pobyt jest przyjemny. a nawet pomagali się kąpać.została jej zakazana. Kelsier nie uważał tego za zagrożenie dla ich planu. niebezpieczne czy choćby niedogodne. Czas spędzany w Pałacu Renoux był wypełniony lekcjami Sazeda i szkoleniem Kelsiera. ale głównie poświęcał się tłumaczeniu książki.jak to tylko możliwe. Wydawali się niczym ptaki padlinożercy.

Och. Kilku ludzi zajęło miejsca przy drzwiach. Sazed miał rację.Nie . Wydawał się też nieco inny. .Jeśli zdołają mnie rozpoznać z tej odległości.To bardzo miło z waszej strony. . ponieważ wy rzadko bywacie na naradach .Siadajcie..Nie . Co .odparł Renoux.zapytał Renoux. obrócił sobie krzesło i usiadł na nim okrakiem.Mimo to zszedł z balkonu. że przybył członek grupy. panie.Czy przeszkadzamy wam w posiłku? .Niektórzy z ogrodników to ludzie.. jakby bardziej.zapytał Dockson. .rzekł Renoux .rzekł. Breeze. proszę. . Vin sięgnęła dłonią do ucha.Kelsier. ale nic nie powiedział.Wprowadź ich. pomyślała. . . Tawnson. więcej dyskutował ze swoimi ludźmi. . .Tak.Właśnie przybył powóz z Luthadelu. czy to rozsądne? . . gdzie wciąż tkwił kolczyk jej matki. że dobrze byłoby spotkać się choć raz tutaj. aby nieodpowiednie osoby nie miały okazji podsłuchiwać. .Nie . . . Niektórzy z nas chcieliby informacji.Pomyśleliśmy. to są warci więcej.Może chciałabyś zwiedzić ulicę Kenton? Kup sobie nowe kolczyki. pilnując. Kelsier podszedł do poręczy balkonu i dyskretnie rozejrzał się po ogrodzie i otoczeniu. Renoux zmarszczył brwi. żebyś już nie nosiła tej pospolitej zatyczki.zauważył Dockson.Powinnaś wkrótce wybrać się na zakupy . ponieważ właśnie podszedł służący.odrzekł. .odrzekła. ale zmienił Kelsiera na lepsze. . panie Dockson . niż Wielkie Rody im płacą.Zachowam go. Vin się ożywiła.powiedziała. Nasz atak na pałac mógł być dla mnie prawie zabójczy. stanął przy stole. . która zamknęła okna i opuściła balkon. . Renoux dyskretnie dał znak służbie. doskonale . W ciągu ostatnich kilku tygodni wrócił do siebie takiego.. za których nie mogę ręczyć. Kilka chwil później na balkonie pojawili się Kelsier. .przerwała Vin.Całkowicie. jakim go znała. podnosząc na nią wzrok.Nie radzimy sobie. .ale niepotrzebnie się martwicie. . Yeden i Dockson. . tyłem do przodu.Mój panie . .odparła szybko Vin. Radzimy sobie doskonale. Częściej miewał spotkania.Macie tu ładny widok. wujku . Kelsier zachichotał. W ten sposób służący oznajmiali. zadumany. Ale niektóre zmiany pozostały. .Tak jest.

Dostałem wiadomość od niego kilka dni temu.Więc chyba już całkiem zwariowali. choć w innych kwestiach pomogła niewiele.Niektórzy zazdrościliby ci takiej sytuacji. . .Biorąc pod uwagę. .odrzekł Kelsier. mówię o szlachcie . ale przynajmniej miał na sobie dobrze skrojoną kamizelkę i spodnie. powiedziała sobie.Nie mam nic do roboty .się dzieje w grupie? Jak idzie rekrutacja? Renoux spojrzał na nią z niezadowoleniem. . . .Na to nic nie poradzimy.Mam nadzieję. .wszystko czyste i wolne od sadzy. chwaliłby ich równowagę i umiejętność słuchania.Co się dzieje? . .Och. Hammond ma tendencję do przesadnego optymizmu w tych sprawach. Jest zaskoczony postępami. niczym Dockson czy Breeze. .przypomniała mu Vin. Nie jest przecież lordem. że stała się nieco pyskata. niewola sprawiła.Wkrótce . kiedy służba sobie poszła.obiecał Kelsier. Vin zadrżała. Moja opinia liczy się tak samo. co ich . . Vin jednak zignorowała go.nie tak jak prawdziwy dżentelmen. . jak załatwić Stalowych Inkwizytorów.Rekrutacja nadal idzie powoli . To też zmiana. . zaskoczona uprzejmością Yedena. Na szczęście Ham radzi sobie całkiem nieźle z oddziałami.Są rzeczywiście niedogodnością . co mi się podoba. .Ale radzimy sobie coraz lepiej. . który właśnie minął strażników i wszedł na balkon. Yedenie . jest tylko jeszcze jednym bandytą.Może się okazać. .Zadanie .poskarżyła się. zdziwiła się Vin. Zaczął się ubierać lepiej .odparł Kelsier. Vin. że trzeba będzie poświęcić większe bezpieczeństwo za liczebność dodał Yeden. że Marsh podpowie nam.Powinniśmy być w stanie wprowadzić Marsha do Zakonu w ciągu miesiąca . .zgodził się Breeze.Uważaj. .No cóż. Breeze odstawił na stół puchar z winem. mogę mówić.odparł Dockson.Już od tego wariuję.rzekł Dockson i skinął głową Sazedowi. Kelsier zachichotał.ochoczo zawołał Yeden. Gdyby armia składała się z jednonogich niemów. a także koszulę zapinaną na guziki .Ona jest dość stuknięta. . . Breeze prychnął. jak jego! Teraz.Chciałbym zobaczyć armię! .

zmienił się naprawdę. W najgorszym wypadku. czy oni przypadkiem nie są nieśmiertelni. . opowieść o ludziach. . jakich spotykał. które odwiedzał.odparł Sazed. jak . Jest to głównie historia jego podróży. i próbach. po czym skinął głową i zaakceptował słowa Kelsiera. że nawet Yeden nie może oprzeć się charyzmie Kelsiera. .Chodzi mi o to. .Historia. mistrzu Ladrian .zaprotestował Sazed. zwłaszcza jeśli chodzi o niezbyt istotne kwestie.Marsh się tego dowie . . która wydaje się przelana na papier przez samego Ostatniego Imperatora. . że jest ważna.Powiem wam tyle. że panienka Vin znalazła jakiś dawny tekst religijny. . A raczej przez człowieka. . mistrzu Dockson .Jednakże zrozumienie prawdziwej historii. nie zazdroszczę nikomu zajmowania pałacu. Sazed usiadł. Kelsier wzruszył ramionami. odkładając tomiszcze na stół.Jak to? . że znalazła ją w czymś w rodzaju sanktuarium w centralnym kompleksie pałacowym. Yeden zamyślił się. . Wydawało się. Są niebezpieczni jak Zrodzeni z Mgły.obiecał Kelsier. ile mogę.ciągnął Kelsier . co? . który stał się Ostatnim Imperatorem.Na razie .zauważył Breeze .. .zapytał niepewnie Yeden. Księga ta opowiada o jego życiu przed końcową bitwą u Studni Wstąpienia tysiąc lat temu. której się spodziewałem. .. pomyślała Vin. Vin powiedziała. czego Sazed zdołał dowiedzieć się o Ostatnim Imperatorze. Nawet Zakon zgadza się.To pamiętnik.Nie sądzę.Przyziemna? . .Oczywiście .to w najmniejszym stopniu nie budzi wątpliwości co do jej autentyczności.Ale w czym nam to pomoże? .Zawiera zdecydowanie zbyt wiele szczegółów.Czy armia naprawdę może ich zwalczyć? . mistrzu Ladrian .rzekł Sazed.dwójka zrobiła z wami. Tak. pozwoli nam to w pewnym stopniu wejrzeć w umysł Ostatniego Imperatora. Myślałem. może nam się przydać.zdziwił się Dockson. dopóki tam są.odrzekła cicho Vin.rzekł Breeze. jaka kryje się pod Wstąpieniem.mam nadzieję usłyszeć.Zakon uważa. ale to jednak historia zdecydowanie bardziej przyziemna. . żeby była sfabrykowana.Nie jestem pewien. miejscach. jakim był poddawany w czasie swoich podróży. . choć nie jest to ta księga. .Bardziej .Interesujące . że przed Wstąpieniem Ostatni Imperator był śmiertelnym człowiekiem.

Dockson skinął w stronę Vin. . . Szpiedzy w służbie to nie to samo co szpieg podsłuchujący lokalne spiski. . Niech zrobią kopię dla każdego. Widocznie nie spodobało mu się to. .Zamierzam ją przeczytać.. Wyrosłam jako złodziej.rzekł Kelsier. .odparowała stanowczo . dopóki Sazed ci nie pozwoli. dla którego tu przyjechaliśmy. . Kelsier spojrzał na Sazeda.Przydają się te chłopaki . posłuchaj mnie.Całe moje życie było niebezpieczne.. Saze . żeby służący skakali wokół mnie. jest targany sprzecznościami.Jesteś jednym z powodów. .I ja też . który uniósł brew. że wciąż jestem użyteczna dla grupy. .Zaczynam tu wariować. co tylko ona może zaobserwować. Kell . kiedy skończysz. a ta infiltracja może być niebezpieczna. Jeśli Zakon próbowałby stworzyć księgę. Wiesz o tym.. której mieliby oddawać cześć. arystokracja nabierze podejrzeń. . Kelsier zmarszczył brwi.. . *** . . Idę.Cóż .Niektórzy uczniowie Clubsa czasem dorabiają jako skrybowie . Dodatkowo Ostatni Imperator.Ale musisz mi obiecać.ustąpił wreszcie Kelsier. musimy wiedzieć to. zaprezentowaliby swojego boga w bardziej. jeśli znów nie zacznie bywać na balach. Kelsier skinął głową.zauważył Dockson. .odezwała się Vin.zaoponowała Vin.Kell . . . jakiego przedstawia.Doskonale . Od czasu do czasu oglądał jej ranę. Kelsier nie wydawał się przekonany. . W ten weekend wydają bal i.Jestem już prawie zdrowa. .rzekł Dockson.To gdzie teraz się znajdujemy? Grupa zamilkła. . Wiele ostatnio przeszłaś.Kelsier . .Vin.Arystokracja. .wtrącił Dockson. Kelsier podniósł palec. a po drugie.Pójdę . co zobaczył. boski sposób.dodał Breeze.zauważył Kelsier. Nie potrafię siedzieć i pozwalać.Mogę wrócić do pracy . A poza tym muszę udowodnić.Ona musi iść.odparła Vin. że nie będziesz używała fizycznej Allomancji.tragarze i zapasy. jak sądzę.Po pierwsze. walcząc o jedzenie i miejsce do życia.

Jak to się stało? . cudowne kryształowe okna. że opadały za uszy i leciutko się podwijały. przyglądając się czterem sukniom.coś związanego z ich urodą. jak będzie w niej wyglądać.pomyślała nagle. stłumione barwy były zarezerwowane dla męskich strojów. Wolała teraz codziennie kąpać się w pachnącej wodzie. ale wystarczy. W tej dekolt był głębszy. tego samego wieczoru. by ją zdradzić. jednak gdzieś w środku tęskniła za balem. Codzienne życie arystokratki doprowadzało ją do szału. oglądając różne zestawy sukien. Przecież w tym się nie schowam! Te falbaniaste dziwadła to nie ja. wydawała się ogromnie kusząca.. które zamierzała pokazać dworowi i chciała koniecznie wybrać odpowiednią. Ciekawe. i wyobrażała sobie. że wielu młodych arystokratów odwiedza wszystkie bale? Położyła dłoń na czarnej tkaninie ze srebrnymi haftami.. stwierdziła ze zdumieniem.Później. jak bardzo chce wybrać się na ten bal. Nie wydawała się sobie w lustrze już taka wychudzona.. Czy Sazed nie mówił. a ona nie miała wiele do pokazania. czy Elend Venture będzie na balu.. A jednak.. ale czy nie była za ciemna? Większość kobiet nosiła kolorowe suknie. Stała w pokoju. a służba perfumowała jej ubrania. Nawet nie zauważyłam. Ponieważ już od ponad miesiąca musiała przez większość czasu chodzić w sukniach. podobnie. suknie nabierały całkiem nowego znaczenia. myślała. niczym ogrody pod balkonem. Wszystko oczywiście było niezwykle delikatne. warstwy materiału. to nie oznacza. A do tego przydawały urody ich właścicielce.. Vin zerknęła na żółtą. Po prostu koszula i spodnie są o wiele praktyczniejsze. Ale. wyglądały zwyczajnie. Ale jednocześnie była taka. Jednakże w sukniach było coś szczególnego . Włosy jej urosły i zostały starannie przycięte przez fryzjera Renoux. Pasowałaby do jej włosów. Pozostawała czerwona. kiedy przyzwyczaiłam się do perfum.. Piękne pary tancerzy. A biała z kolei zbyt ozdobna. . Te wszystkie koronki. ale ta wydała jej się odrobinę zbyt. Były twarzami. jak pojedyncza roślina. z szerokimi rękawami. przesuwając w palcach miękki materiał. tak. gdyby chciała się gdzieś zakraść. które miejscami były wzbogacone muślinem. Vin wciąż nie posiadała się ze zdumienia.. zalotna. Wzięła ją do ręki. atmosfera i muzyka... że one nie są frywolne. ale wspomnienia tamtego wieczoru były ogromnie przyjemne. Kiedy patrzyło się na nie jako na pojedyncze przedmioty. Częściowo z kaszmiru. które Dockson dla niej wynalazł.. zaczęła je znajdować odrobinę wygodniejszymi. kiedy myślała o swoim wystąpieniu na balu. wyrafinowana. Nie..

.zgodził się Kelsier. Obrócił się ku niej. Przedstawiał dziwny kształt . Starannie odłożyła na łóżko piękną czerwoną suknię. przed Wstąpieniem. .Te wysuszone rośliny. cienka. Słońce właśnie zachodziło. jak jest. Skinął głową. Staję się. choć Sazed jak zwykle postawi przed jej drzwiami strażników. że masz trochę niewłaściwe nastawienie. czarne od dymu niebo. wyrastały na roślinach. o .wyjaśnił Kelsier. Był tak stary i zniszczony. gdzieś poza horyzont.To jest kwiat . Kątem oka uchwyciła jakiś ruch po prawej i z trudem tylko dostrzegła postać na balkonie. . Opis ich można znaleźć w starych opowieściach i poematach . kiedy nie mogą się włóczyć po nocach. Kelsier..pomimo długiej choroby. Zawahała się. Zmarszczyła brwi.zdziwiła się. Vin? . Nie zawierał żadnych słów. Świat nie powinien tak wyglądać. Z pewnością nie damą.. Miał rację .Niewłaściwe? . Była.. żeby nie wymknęła się na żadne niedozwolone Allomantyczne szaleństwo. że wydawał się bliski rozpadnięcia się na zgięciach. Regularne posiłki pozwoliły jej nabrać ciała. .Sądzę jednak. nie chcąc zakłócać jego zadumy.. Wzięła arkusik z jego ręki i ostrożnie podniosła do oczu. Nie miała grubej łodygi. czym się staje. Wzruszyła ramionami. Dziewczyna zawahała się. Po chwili Vin wyszła na balkon. to gniewne słońce. Obrócił się i spojrzał na zachód.a to są sprawy. Wydawała się dziwnie. Nie skarżyła się na te środki ostrożności.Skąd takie przypuszczenie? Kelsier sięgnął do kieszeni kamizelki i wyjął kawałek papieru. .. Na czubku miała dziwną kępę liści o innym kolorze niż pozostałe.bez nadzoru dawno temu złamałaby swoją obietnicę. ale z gatunku. Nie była także jednak ulicznym łobuziakiem.Kiedyś. Nie wiedziała. ale on się do niej uśmiechnął. . a jedynie wyblakły obrazek. a jej liście były o wiele za delikatne.Niby tak .. . .. którego Vin nie znała. wkrótce nadpłynie mgła. Zrodzoną z Mgły.coś w rodzaju rośliny. Delikatnie rozwinął go i podał Vin. po czym podeszła do okna i wyjrzała przez nie..Czy czasem wydaje ci się to niewłaściwe. Damy nie odczuwają irytacji. Ruszyła przed siebie.Jak to może być właściwe lub nie? Po prostu jest tak. przystając przy barierce z rzeźbionego kamienia.

choć wtedy nie należał do mojej grupy. Nie był zainteresowany kradzieżami.. które pachną? .Jak możesz?! I jak możesz teraz ufać ludziom? Nie wyciągnąłeś żadnych wniosków z tego. Vin znów spojrzała na obrazek. . Podejrzliwość to zdrowa cecha naszego zawodu ale tylko do pewnych granic. marszcząc brwi i próbując sobie to wyobrazić.wyjaśnił..cicho rzekł Kelsier. Wydaje mi się. Ale.Ten obrazek należał do mojej żony. po czym spojrzał na nią uważnie. że była Cynooka . Vin złożyła papier. .Tak.Myślę. Dockson znalazł go w jej rzeczach. Podobno te rośliny były bardzo piękne i miały ładny zapach. jak i dym. Zachował go. co ci zrobiła? Wzruszył ramionami. gdyby zwrócili się przeciwko mnie. .zawołała. a wcale jej nie poznać. gniew. że wrócimy. Niektóre doniesienia mówią. . kiedy zostaliśmy aresztowani. .To brzmi głupio .doprowadziły ją do podziemia i do mnie. takie jak ten papierek: obrazki i opisy dawnych czasów..Chyba jakoś tak. przypuszczam.Zachodzące słońce w oddali zmieniło się w łunę.A ty wciąż trzymasz ten obrazek? Po tym.ból. zachowałem ten kwiat .szepnął. .wraz z faktem. co ci zrobiła? Kelsier milczał przez chwilę.. Jego czerwień była coraz ciemniejsza. nie przejmuj się. Dał mi go. kiedy uciekłem..Jak to?! . wciąż spoglądając na ogród. A ja mimo to kochałem ją.Nie jestem pewien dlaczego.Zbierała różne rzeczy.. co by się stało. oświetlającą rudawym blaskiem zarówno chmury. chyba wybrałbym miłość. . To ona zapoznała mnie z Sazedem. .odrzekła.Mare była zafascynowana czasami przed Wstąpieniem . co? Och. Vin stała w milczeniu.Rośliny. I kocham nadal. .Jak owoce? . niż zastanawiać się nad tym. Tak samo jest z moimi przyjaciółmi. . . . nawet pomimo zdrady. Zaryzykowałem i przegrałem. że ta fascynacja . Właśnie dlatego zdrada tak mocno boli . . że gdybym miał wybór: kochać Mare.których wiedzą już tylko Opiekunowie i zbuntowani mędrcy. ale też w czasach przed Wstąpieniem. przynajmniej tak myślę.zapytała Vin. że z tych kwiatów wyrastały owoce. że cię zdradził? Nie sądzę. czy przestajesz kogoś kochać tylko dlatego. że prawie wszyscy o tym wiedzą.Znowu podsłuchiwaliśmy pod drzwiami. mając nadzieję. myślę. ale ryzyko było tego warte. frustracja. . Mare .. Wolałbym ufać moim ludziom. W dali było widać słońce dotykające horyzontu. ..

Jeśli stworzę świat. zachłostana na śmierć przez poganiaczy w Czeluściach.Nie ... Cóż.Więc. .. podziękował jej.zapytała. Zostaliśmy rozdzieleni po aresztowaniu. Może. Tamtej nocy.Ale nie umarłeś .dodał. Vin? Tutaj czy z Camonem? Nie odpowiedziała.zapytała. Prawie umarłem wraz z nią.zapytał. zwracając się ku niej.zapytała Vin.. że to przeze mnie . Filozofowie twierdzą. a ja bałem się. Sam w Czeluściach. Spojrzał na Vin. Ostatni Imperator. Umarła.. sugeruje. dopóki nie pozna śmierci i nie odrzuci jej. wiedząc. W takich okolicznościach.Dla mnie była to tamta noc. trudno było uwierzyć Mare. Pokręcił głową.Pojawiła się w Czeluściach kilka tygodni po tym. co się działo w tym czasie ani dlaczego została zesłana do Hathsin.Gdzie byłaś szczęśliwsza. Mare umarła.. Złamałem się.Nie słyszałaś go. fakt. prawda? . niemal zabójczym.że mój brak wiary zabrał jej siłę i wolę. . Kelsier pokręcił głową..Uznałem. .Złamanie to termin allomantyczny.. . nigdy bym jej nie kwestionował. .Trudno powiedzieć.. Podziękował za to. by się Złamać. Nasze moce pozostają początkowo ukryte . czy Mare mnie zdradziła . kiedy mnie się to zdarzyło? . spoglądając znów w stronę słońca. wypowiedziane z tak upiorną uczciwością. z rękoma krwawiącymi od całodziennej pracy. w jakich ty dorastałaś. że została tam zesłana na śmierć. gdybym kochał ją naprawdę. .Nie mam pewności.. skoro była po stronie Ostatniego Imperatora. Lecz.. Nie wiem.A czy szczęście jest głupie? .To nie ma sensu. kiedy umarła w rok później. . do którego wrócą . kiedy zabrali jej ciało.odparł Kelsier. . jak ja zostałem tam zesłany. .I została wysłana do Czeluści. Nie wiem. Wzruszył ramionami. wciąż zapatrzony w dal. Jego słowa. .Zawsze twierdziła. miałaś zapewne wiele okazji. . że mnie zdradziła. Przy czymś intensywnym. że nie wierzę w jej lojalność.. gdyby cały plan był zasadzką. kiedy nas schwytał. ale. że nie.zauważyła Vin. że człowiek nie jest w stanie rozkazywać metalom..Skinął głową. .. . że być może mnie nie zdradziła.. że chciałbym spełnić jej marzenie. . .Oszalałeś? . . ale to nie zmieniło mojej miłości. pasowały do sytuacji.wychodzą na jaw dopiero przy jakimś traumatycznym wydarzeniu.

Vin. że jesteś z nami.. ale cieszę się. bądź ostrożna. Pod tym względem jesteśmy do siebie bardzo podobni. Uśmiechnął się. nie wiem. . Dziecko. Zmarszczyła brwi. . stapiały się. że coś ci się stanie. po prostu jakby. co z tego wyjdzie. . nie chciałem.rzekł nagle Kelsier. Nie chcę tego znów przeżywać.. wyrastały. jestem szaleńcem. chciałabym kiedyś zobaczyć te kwiaty na własne oczy.. wijące się pnącza . . Ja.Mare chciała mieć dzieci . . . obserwując gromadzące się mgły.Właściwie .. Chyba dobrze. a choć jego blask wciąż jeszcze jarzył się na zachodzie. że ich nie mieliśmy. świat pełen zielonych roślin. Vin..zwijały się na wszystkie strony. . tańczyły. Ostatni Imperator mógłby je odnaleźć i zabić.Kiedy się pobraliśmy... o ciemnych włosach i upartym charakterze Mare.Nie zamierzam już ani chwili pozostać zamknięta w tym domu. gdzie nie ma sadzy padającej z nieba. Skinęła głową.Nie chcę być odpowiedzialny za to. rosły.. żeby mieć przy sobie jej cząstkę.dopiero teraz to wszystko zaczyna nabierać sensu. co ograniczałoby mi swobodę.Urwał i westchnął.Wiem. . świat. a potem zjawisz się w sklepie Clubsa. Zawahał się i spojrzał na Vin. . . Nie wypływały z jakiegoś szczególnego miejsca.odparła cicho . Wznosiły się w niebo niczym przejrzyste. przecież Dox i pozostali przeżyli. Może córkę.Wiem.kwiaty. Wreszcie Kelsier wyprostował się i przeciągnął.Taki mam zamiar.. Ale być może nie zdołałby tego uczynić. Słońce skryło się za horyzontem. Przez chwilę stali jeszcze na balkonie. Teraz czasami marzy mi się. Nareszcie. Zamierzałem stać się najsłynniejszym złodziejem skaa swoich czasów i nie miałem ochoty na coś. piętnaście lat temu.. Jeśli będziemy próbowali cię zatrzymywać jeszcze przez jakiś czas.Cóż. . po prostu pewniej nocy zrobisz coś bardzo głupiego. .Szczerze mówiąc. że nie chcesz. Wzruszyła ramionami. pojawiły się już pierwsze mgły. Po prostu.

że anonimowość. tym łatwiejsze powinno być ukrycie ich. 18 Postanowiła. Im bardziej widoczne były te pozory. Miała piękną suknię. rozpuszczone włosy i pewne siebie miny pasowały do okrytych klejnotami ramion i rąk. ale widocznie posiadała oddzielną salę balową. że kobiety nosiły raczej obuwie na wysokich obcasach aniżeli płaskie .. podczas gdy Ród Venture wydawał swoje przyjęcia w ogromnym głównym holu. Był to zdecydowanie najodważniejszy wybór. teraz już bym nie żył. Vin od czasu do czasu widziała wysuwające się spod spódnic pantofelki i zauważyła.Można powiedzieć. że jej pewność siebie się ulatnia.. Twierdza była nieco mniejsza niż Venture. W tamtych czasach . niosąc ciężar. skinęła głową Sazedowi i dołączyła do grupy arystokratów kierujących się ku Twierdzy Elariel.oczywiście. Wygładziła suknię. że jest właściwy. wypełniały górne części sukien przepysznymi krągłościami i poruszały się elegancko w falbaniastym splendorze szerokich dołów. ale pozostałe kobiety nosiły tyle innych ozdób. podobnie.jej pierś była nieco skrępowana specjalnym gorsetem. W końcu ukrywała swą prawdziwą naturę za arystokratycznymi pozorami. gdybym został. że włoży czerwoną suknię. który miał ukryć bandaże . Lokaj otworzył drzwiczki powozu. którego nie rozumiałem . jak wiele innych rzeczy. Vin odetchnęła głęboko . ale czuła.myślałem. przepadła dla mnie na zawsze. Ich długie. że okoliczności zmusiły mnie do opuszczenia domu . nie wiedząc dlaczego. Powoli zaczynam rozumieć.uciekając. że ukryję się w Khlennium i wybiorę anonimowe życie. Vin obserwowała inne damy i nagle poczuła.po czym przyjęła dłoń lokaja i zeszła.

pośród ich splendoru i wdzięku. aż Sazed zamówi dla niej stolik i posiłek.Właściwie nawet wydajesz się podekscytowana. nawet tym. Nic dziwnego.Dziękuję . że znów wykonuje swoje zadanie. Ona ma prawo być nowa i niepewna. Wydawała się. co jeszcze spotęgowało jej zakłopotanie. Nie będą widzieć mnie. Sala balowa Elariel różniła się bardzo od majestatycznego holu Venture.rzekł Sazed. . . Sazed zajął swoje zwykłe miejsce obok niej i oboje czekali na dostarczenie kolacji. . Na pewno nie będzie w stanie ich naśladować. Zobaczą lady Valette. Sala była przeznaczona wyłącznie do wydawania przyjęć. Vin zatrzymała się na sekundę tuż za drzwiami. jak ona. czekając.baleriny. może lepiej by było. Vin zmarszczyła brwi. wszyscy zresztą uważają. że wydajesz się dzisiaj znacznie mniej nerwowa . Wokół niego ustawiono dwa poziomy stolików. Okryta półmrokiem. Sazed wspomniał o tańcu. by w nich chodzić. Na każdym stole stały świece.jednego z kilku niskich skrzydeł odchodzących od głównej twierdzy . kiedy wchodzili po okrytych dywanem stopniach. Teraz czuła się nieco bezpieczniej. Pierwszy znajdował się tylko o kilka stóp ponad poziomem parkietu.. Ponieważ dopiero teraz nauczyłaś się tańczyć. Myślę. wszystkie znajdowały się w sklepieniu. drugi głębiej i prawie dwa razy wyżej.zapytała cicho. Podekscytowana. Weszli do niskiego budynku z salą balową .. pomyślała. że znów znajdzie się pośród szlachty. .Muszę powiedzieć. panienko. podświetlonymi światłami wapiennymi ustawionymi na dachu. Pośrodku znajdował się parkiet. znała zaledwie podstawowe kroki. . Usiadła.Obcasy wymagają nieco wprawy. ale pomimo oświetlenia z góry. .Dlaczego nie mam takich butów? . ale zaakceptowała to wyjaśnienie.wyjaśnił Sazed. Miał rację . żebyś na razie nosiła zwykłe pantofelki. że tak właśnie zachowywałaby się prawdziwa Valette. pomimo tak wielu gości. w gruncie rzeczy sala balowa była pogrążona w ciemności. nieco obniżony w stosunku do reszty podłogi i lepiej oświetlony niż reszta pomieszczenia. Służący podprowadził ją do stolika pod ścianą. przytulna.odparła z uśmiechem. Przypomniała sobie płynne ruchy tancerzy na ostatnim balu.i sługa odebrał od niej szal. Z tą myślą dotarła do szczytu schodów.była podekscytowana. jeśli nie będzie tańczyć dobrze. Z góry była oświetlona okrągłymi rozetami. że była do tej pory chora. panienko . Nie szkodzi. miała tylko jedno piętro wysokością a choć było tutaj wiele witrażowych okien.

Wreszcie uniosła brew. Czy Elend był dzisiejszego wieczoru wśród uczestników balu? . Vin zmarszczyła brwi. przestraszona i obejrzała się. A nawet jeśli będzie. ale utrudniając rozpoznanie twarzy.Nie przypominam sobie. a kamizelka i surdut miały rozpięte guziki. Pewnie nawet go tu nie będzie. doskonale skrojonym ubiorom.My być może .Na pewno mężczyźni będą cię prosić do tańca . na przekór modzie. . zezując na Elenda.Masz duży stół. z pewnością będzie wolał siedzieć samotnie. zgarnął książki ze stołu i położył je na podłodze obok krzesła . Wtedy będziesz mogła siedzieć przy ich stolikach i słuchać. Sazed zmarszczył brwi. aby był luźny i wygodny. i otworzył ją. Jednak nie drążyła tematu i zaczęła się rozglądać po sali. Vin czekała cierpliwie. Elend przeglądał książkę. unika przyjęć. Podczas kolejnych bali młodzi ludzie będą cię zapraszać. aż się z nią przywita. ustawiając się tak. Strój nie był skromny. Nie musisz uczestniczyć w rozmowie.odparła Vin.Nie przejmuj się mną .. lordzie Venture. że przez cały czas mam siedzieć z jednym mężczyzną? Sazed skinął głową. w końcu mówił. .Ale nie jestem pewna co do tych książek. których potrzebuje Kelsier? .odparł niedbale. jakby od dawna nie używał grzebienia.To nie takie niezwykłe. . Głębokie. nie podnosząc wzroku. o czym rozmawiają. . Vin uśmiechnęła się dyskretnie. Gdzie służba ma postawić moją kolację? . ale on tylko czytał. aby świecznik stojący na jej stole oświetlał mu stronice książki. Tego wieczoru również będziesz tańczyła tylko z nim. oboje się doskonale zmieścimy. Sazed wystąpił naprzód.mówił Sazed. Wydawał się uszyty tak.Jak właściwie mam uzyskać informacje. ale też nie tak bogaty jak pozostałych gości.Na lewo od ciebie jest trochę miejsca . obserwując przyciemnioną salę. tworząc imponującą atmosferę. Przyjmij ich zaproszenia. bym udzieliła ci pozwolenia na przebywanie przy moim stole.Chcesz powiedzieć.rzekł. to pozwoli ci później ich odszukać i wmieszać się w ich towarzystwo. . abyś im towarzyszyła. hołdującej dopasowanym. Vin podskoczyła. że jeśli to możliwe. . Dzisiaj również wyglądał tak. .zapytała cicho. krystaliczne barwy podświetlonych witraży kładły się na stolikach i ludziach. a jedynie słuchać. Elend Venture odsunął krzesło i usiadł wygodnie. Odchylił się w tył. Ktoś z rozmachem i łomotem rzucił na jej stół stos książek.

Doprawdy..zapytała znużonym tonem. żeby mógł go zrugać zwykły lokaj.Nie. że bez trudu dostaniesz cały stół dla siebie. lordzie Venture. sfrustrowana i wykrzywiła usta. kiedy nie miałeś mnie do dręczenia? . lordzie Venture. . Jestem pewna. Elend podniósł wzrok. .to ta w zielonej sukni na dolnej platformie.Moja rodzina zwykle wybiera mi jakąś panienkę. . .Ja. .. że przewidział jej reakcję.Oszałamiająca suknia. Westchnęła. niż ty kiedykolwiek będziesz. Elend czytał dalej jak gdyby nigdy nic.Przy moim stole. .zapytał.Sam sobie ten opis wymyśliłeś! . jesteś dziedzicem Venture.Jak to jest. nie ukrywając dezaprobaty. Elend uśmiechnął się przekornie i wrócił do książki. Skinęła głową.. .Ale przy okazji powiedziałem ci też. Są nieznośnie skuteczni i sprawni.. Dzisiejszą szczęśliwą wybranką jest lady Stase Blanches .Jest dobrym przyjacielem i prawdopodobnie lepszym człowiekiem. .To prawda . Widocznie Elend był zbyt ważną osobistością.zgodził się Elend. że rzucił ten komentarz wyłącznie dlatego.mruknął.O. muszę im to przyznać.zaprotestowała chłodno. . Mimo to milczał. przepraszam .Co robiłeś na przyjęciach. Elend podniósł wzrok. .Elenda. Wreszcie Vin odzyskała mowę. Staram się po prostu postępować zgodnie z opisem. skoro tylko czyta? . . On jednak ponownie wrócił do lektury. .Widzisz.odparł. . uśmiechając się znad książki.Proszę o wybaczenie. Po co siedzi ze mną. Choć nie przyznałeś się do tego podczas naszego ostatniego spotkania. . dlatego nigdy nie korzystam z usług Terrisan. Uniósł tylko rękę i machnął nią.rzekł otwarcie. wcale nie . który wskazywał. żeby mi towarzyszyła.Bo to takie wygodne . z błyskiem w oku. Prawie tak piękna. ja po prostu sobie tu cichutko siedzę i czytam. jak ty. Lady Blanches była wspaniałą jasnowłosą kobietą. no jakże ja cię znowu dręczę? . Vin spojrzała na drugą stronę sali. .Sazed wcale nie jest nieznośny . że wolny mężczyzna przybywa na te wszystkie bale samotnie? . Sazed pochylił się nad stołem. Valette. że Venture'owie to irytująca kompania. Vin zamarła.

Nie jest aż taki straszny. kto będzie mi towarzyszył. Niestety.Wiem. marszcząc brwi. Poza tym to nie ja ją zaprosiłem.wyjaśnił Sazed. Vin jednak straciła apetyt.Wykorzystuje cię.ktoś dość nisko urodzony. Vin zarumieniła się i odwróciła wzrok.Niedobrze. że moje zachowanie jest. Czytając. Nie wiedziałem.Siedzi z tobą. To młody. ale wystarczająco niedoświadczony. . panienko .odparł sługa.Lord Venture znany jest ze swego niekonwencjonalnego. . Przypomniawszy sobie niedawno odebrane lekcje. Sazed prawdopodobnie ma rację. Rozgrzebywała jedzenie. tak czy owak. pomyślała zirytowana. Wie. . Popatrz choćby na moją skłonność do czytania przy stole. zaczęła jeść z gracją prawdziwej damy. a wtedy przynajmniej nie będzie musiała siedzieć z Elendem Venture. nie chcę ci sprawiać bólu.Ale powiem ci coś w tajemnicy: tak naprawdę to wcale nie jestem dżentelmenem.ale im szybciej skończy. kiedy Elend pojawił się znowu.Rozumiem . Vin poczuła ucisk w żołądku. . dopóki nie wsiadłem do powozu. godne pożałowania. Ciekawe.więc się buntuje. .odparła Vin.Nie powinieneś przypadkiem być teraz z nią? . jest gburowaty i obraźliwy. pociągał co chwila łyk lub dwa. że jego rodzinę to irytuje . Ten młody człowiek nie jest tobą zainteresowany z romantycznego punktu widzenia. Dlaczegóż Elend miałby mieć inne motywy? Jestem dokładnie taka. ale musisz zrozumieć. właśnie z tego powodu.Z tego? .Nie spuszczała wzroku ze stolika Vin i z trudem ukrywała grymas niezadowolenia. wcisnął książkę do kieszeni i poszedł w kierunku jednego ze stołów z napojami. Był to skromny posiłek . żeby nie widzieć prawdy. co zaintrygowana. Przyniesiono kolację. oczywiście. jakiej potrzebuje .zgodził się Elend. Przepraszam na moment. . żeby irytować jego ojca. Wielu ludzi go nie lubi. jeśli wystarczająco długo będzie nieznośny.Prawdopodobnie . . oczywiście. .mruknął Sazed. takie już mam napady paskudnego zachowania. jak to jest na dworze. co zrobi. że jego ojciec ustąpi. . Och. panienko . tym szybciej pójdzie tańczyć. równie wściekła. Wstał. bo wie. który miota się w ojcowskich nakazach . jeśli przestanę mu przeszkadzać w czytaniu. . krnąbrnego zachowania.głównie warzywa polane masłem . stawiając na stole puchar. dziecko. arogancki paniczyk. Vin patrzyła w ślad zanim. przyniosę sobie coś do picia.

.Bo to centrum wszystkich wydarzeń . by zabrać jej pusty talerz. z kilkoma przystankami.odparła. Zmarszczył brwi. zezując na Vin ponad książką. uznała to za osobiste zwycięstwo. obrzucając ją dziwnym spojrzeniem. . a jednak wszyscy je ignorują. .zapytał. Przechylił głowę. I odnosiła wrażenie.Podobno potrzeba aż pół roku. ale szybko przypomniała sobie lekcje Sazeda. nie maski czy aktora.Chyba tak. jak wielkie. Dziwne.Młody lord kilkakrotnie podnosił wzrok. by do niego mówiła.Prawie dwa miesiące kanałem. Spojrzała na Elenda. Pochylił się.. Vin przejechała z Reenem całe Środkowe Dominium. z jakim czytał książkę. szczery. żeby przejechać imperium od jednego końca do drugiego. To centrum stało się rajem dla złodziei. tu w Luthadelu.. lecz najbliższe otoczenie Ostatniego Imperatora było jednocześnie centrum korupcji.Dlaczego tu jesteś? Valette? . . .Bardzo długo . jak twierdzi Sazed? Czy naprawdę ją wykorzystywał? Każdy cię zdradzi.. . żeby miało tak małe centrum. jak z każdą chwilą jej gniew się ulatnia. Ile czasu tu jechałaś? Vin ogarnęła chwilowa panika.odrzekł. Elend wydawał się taki. nie wspominając o największych bogactwach.. Zawahała się. a ona nigdy nie odwiedzała bardziej egzotycznych miejsc w imperium.Więc co sądzisz o mieście? . Czy ten człowiek naprawdę mógł być takim pokrętnym manipulantem.Tu na przyjęciu? . że skaa są tu traktowani gorzej niż na twojej plantacji? Zawsze myślałem. brudne .pytał dalej. To niearystokratyczne. Chyba nie do końca zdajemy sobie sprawę. . ale chyba wszędzie jest to samo.Nie. Sprawiał wrażenie żywej istoty.Uważasz. . Widocznie oczekiwał od niej jakiejś reakcji. Każdy. ale się nie doczekał. studiując jego z lekka nieporządny wygląd. Nie powinnam była mówić o skaa. W półmroku pojawił się służący. . A Vin czuła. Było to jednak najmniejsze z dominiów. . że chciał.odparła uczciwie. poza tym niewielkim skrawkiem ziemi pośrodku. szepnął Reen. . Kiedy wreszcie odłożył książkę i spojrzał na nią. obserwując zaciekawienie. Ale imperium to zbyt wielkie miejsce.Jest brudne i zatłoczone. Skaa są traktowani okropnie.Jest. .

.Oczywiście. .Jesteś.. . . .Opowiedz mi o skaa z plantacji. że tak. Nieczęsto jeżdżę na pola. Może jestem zbyt ciekawski. Ale jeśli dotyczyło skaa. po czym podszedł i poprosił do tańca siedzącą przy nim młodą damę. Vin obejrzała się i stwierdziła. Jak odpowiedziałaby arystokratka? . oczywiście. to tylko skaa. rozczarowany. że istotnie.Wiesz czego uczy Zakon. prawda? . . . . lady Valette. co mówi Zakon. nieopodal jej stolika stoi grupka młodych mężczyzn.Nie. prawdopodobnie nie było to nic pochlebnego. niż myślałem.Hm. .Ale nie tak jak ty czy ja. . zawsze tak mówimy . Czy kiedykolwiek słyszałaś.. kiedy na nich spojrzała. inna.Ale ja nie wiem. A jak mieliby mówić? . rozsiadłszy się wygodnie.Niektórzy i owszem.Chyba któryś z tych panów chce cię zaprosić do tańca.Mam taką zasadę. .że lepiej im będzie w mieście.Co? . nie jestem pewna. Dlaczego tak się nimi interesujesz? Elend wydawał się..odparł.Czy są inteligentni? . Myślę. jak ze sobą rozmawiają? Czy mówią jak zwykli ludzie? .A co to ma za znaczenie? To tylko skaa. Jacy oni są? Wzruszyła ramionami. pomyślała. Elend przekrzywił głowę.Wielu panów cię zauważyło. że nigdy nie wierzę całkowicie w to.zapytał. że nie ma we mnie niczego onieśmielającego.Bez powodu . ale Elend po prostu czytał dalej.Powinni wiedzieć. .Widzisz.Tacy sami jak wszędzie indziej. lecz mnie interesują.Ludzie rzadko są tacy.rzekł Sazed..Więc nie masz z nimi wiele kontaktu? Wzruszyła ramionami. Elend prychnął.. . jak myślimy.odparł.zdziwiła się. milady . . Odwrócili wzrok natychmiast. . że obecność lorda Venture ich onieśmiela. że nie. i znów otwarł książkę. Po chwili jeden wskazał na inny stolik. Vin zmarszczyła czoło. . . Vin zawahała się. Doskonale.. Nie wiedziała.Ale nie podejdą. . .

. . że ludzie nie widzą jej samej.Z tego co widzę. To poniżej ich godności. Jak zielony jest ten młodzik? . Twarz lorda Liese'a przybrała wyraz konsternacji. nerwowość Vin powracała. lordzie Liese . Lord Liese poprowadził ją naprzód.Lady Renoux..Hm. jest .rzekła. Po chwili znów rozległa się muzyka i rozpoczęły tańce. jak mówi Sazed próbuje dokuczyć swemu ojcu. odprężając się i pozwalając. Spojrzała w oczy lorda Liese'a i ku swemu zdziwieniu ujrzała w nich lęk. O wiele ważniejsza ode mnie. Dlaczego zatem jest tak bardzo zainteresowany tym. Czy zechce pani zatańczyć? Vin spojrzała na Elenda. Nagle tydzień ćwiczeń wydał jej się żałośnie niewystarczający. pomyślała nagle Vin. że doświadczeni tancerze nie będą mnie na razie prosić do tańca.Nie wiem. Nie teraz. Tak bardzo się koncentrował na krokach. Ale dlaczego Elend zwrócił na mnie uwagę? Widocznie jest tak.odrzekła.Mój instruktor twierdzi..Uhm. przypominając sobie co chwila. Walczyła ze swą paranoją. by jej ciało poruszało się zgodnie z naukami Sazeda.Nie koncentruj się tak na tańcu .zagadnęła. ujmując podaną dłoń i wstając. Kilka chwil później młodzieniec podszedł do jej stolika i przemówił sztywnym. aby jego pochodzenie cię onieśmieliło . ja. . jestem lord Melend Liese. kiedy jestem nowa. W miarę. Pochwyciła wzrok jednego z nich i uśmiechnęła się lekko. tym naturalniej płyniesz. co pozwoliło parom pozostać na parkiecie lub go opuścić. jak ja! Może nawet bardziej. co mam do powiedzenia? . Przecież on jest równie nerwowy.mruknęła. To logiczne. Poprowadził ją na parkiet. . Ostatni Imperatorze! .Jak dobrze znasz Elenda Venture? Liese podniósł wzrok. . a tylko tytuł i suknię.Z przyjemnością.Nie pozwól. .jęknęła w duchu. . jak się do niego zbliżali.Lordzie Liese .spoglądając znów w stronę młodych ludzi. . oficjalnym tonem: . Liese był młodszy od Elenda.mruknął Liese. Muzyka ucichła. Vin czuła. ale ten nawet nie podniósł wzroku znad książki. Prawdopodobnie nie miał zbyt wiele doświadczenia towarzyskiego i nie wyglądało na to. . To bardzo ważna osoba. że poruszał się jak automat. że im mniej się starasz. Zarumienił się. jak jego dłoń zaczyna się pocić.. że dużo tańczy. lord Venture .

chyba ty znasz go lepiej ode mnie. niż mówiła lady Shan. .Tak . Teraz.Wiesz coś o tym? Pokręcił głową. . .Nie.Spojrzał na ich stopy. niż należałoby się spodziewać po dwóch krótkich spotkaniach.odparła. kiedy rozmawiali.odparł. no tak. Czy robi tak z każdym? Liese wzruszył ramionami. by pilnował mnie na balach. .. .. . lady Renoux...Chyba od czasu tego ataku na ich twierdzę kilka miesięcy temu.Vin się zawahała.To miło ze strony wuja.Tak . kiedy wirowali pod kryształowym świetlikiem.Och.Nie wiem. . jakby nagle zdał sobie sprawę z tego. bo sam niechętnie mówi o sobie .Ja. .. Czy Renoux nie powiedział. żeby mniej siedział z nosem w książkach.rzuciła. . Uśmiechnęła się. . .Zapytałam cię o niego.Nikt mi nic nie mówi. . . .całkiem nieszkodliwy.Jesteś zupełnie inna.odparł.dodała.. Ale może.Cóż. Zapewne w swoim rodzinnym mieście często bywałaś na balach. pani . Nie umiała tego jednak wyjaśnić Liese'owi. . Liese się uśmiechnął. . że kiedyś poznał Elenda? . Czuła się tak. rozumiem.Nie wiem. że powiedział za dużo. pani.Venture to bardzo wpływowy ród. . Chciałabym wszakże. czując gwałtowny przypływ pewności siebie. Chyba bardzo lubi ignorować ludzi w swoim towarzystwie.Doskonale tańczysz. że poprosił Elenda. .Och. panie . . . Elend nie odpowiada tej reputacji. jakby znała go naprawdę bardzo dobrze ..Tak .Pochlebiasz mi. Liese wyraźnie się ożywił i przestał sprawiać wrażenie osaczonego. Na razie jest naprawdę kochany. a bardziej starał się wprowadzić mnie w świat.. masz tyle. Vin skinęła głową. tańczył o wiele swobodniej. . doprawdy.o wiele lepiej. . Elend to przyjaciel rodziny . Urwał i drgnął. Chyba..odparła.Elend przez cały czas mojego pobytu w Luthadelu był dla mnie jak starszy brat.odrzekła. . wdzięku.kontynuował dalej Liese.Naprawdę? ..Venture'owie ostatnio są bardzo milczący .

pomyślała. . były wręcz szczątkowe.Poza tym. zapisując coś w niewielkim.i przyciągnął drugi. prawdopodobnie podwędzonymi z innych stolików. . Cóż. kiedy ty się kręcisz na dole. Elend pochylał się nad stołem.Nie musi stać tu głodny. czerwieniąc się jeszcze bardziej.Wysłałem Terrisanina na kolację . To bardzo niewytwornie prosić mężczyznę do tańca. i skrzywiła się. . kieszonkowym notatniku.Było dość przyjemnie. .zapytał. pomyślała Vin. . westchnęła w duchu. uśmiechając się.zapytał. kiedy Liese oddalał się z ukłonem.Jak ci poszło wyżej wspomniane kręcenie się? . . ale ta perspektywa oznaczała. to nic. Cóż. ale informacje. przyciągając ku sobie jedną z książek. . Lady Shan.zapytała. . ale Liese to przecież tylko początek. gdyż rody nie zaszczycały swą obecnością przyjęć wydawanych przez ich politycznych przeciwników. Kiedy tak patrzyła. Jeszcze przez chwilę próbowała coś wyciągnąć z Liese'a.Nie umiałam . Tekst napisany był drobnym. które uzyskała. Dotrze do ważniejszych osób.wyjaśnił roztargnionym tonem. Vin czuła się doskonale. Zapamiętaj to nazwisko. Przynajmniej kradzież mamy oboje we krwi. a alkowa została oświetlona kolejnymi świecznikami. Elend porozkładał książki na stole. że Vin będzie miała coraz mniej czasu na przebywanie we mgle.Nic .Ale ćwiczyłam.odparła.Och. . ale siedzenie w ciemności w głębi pokoju nad stertą książek nie pomoże nikomu stać się lepszym tancerzem. Choć bale były wydawane. odkładając książkę i biorąc kolejną.Przepraszam. Elend odsunął jeden z tomów – pozostawiając go otwartym na określonej stronie . że nie umiesz tańczyć. gdzieżbym śmiała oderwać cię od czytania . zwłaszcza teraz. .. że będę musiała częściej chodzić na bale. . A to oznacza. kiedy lepiej jej szły tańce. same w sobie bynajmniej nie były nieprzyjemne. Sazed z kolei znikł całkowicie z jej pola widzenia. że pomiędzy rodami narasta napięcie. gdy usiadła. kiedy Liese prowadził ją z powrotem do stolika. Czuł. Prawdopodobnie nie odkryła nic ważnego dla Kelsiera.Co? .odrzekł. Nie podniósł wzroku. wiesz? . nie przestając pisać.Czy to propozycja? . Vin uniosła brew. Sazed i tak by mnie nie puścił.odrzekła. Może cię zdziwi ta informacja. Kiedy taniec dobiegł końca.Myślałem. to pojawiało się na nich coraz mniej osób. ścisłym pismem. . obrzucając wzrokiem książki. które pokryły już cały blat. myślała.

Lord Liese uznał.odrzekła. a mnie uznał za onieśmielającą dla towarzystwa...Więc powiedziałam.zdziwił się.Masz narzeczoną? . Wreszcie podniósł wzrok. . Ku jej zaskoczeniu Elend uniósł głowę. że jakiś nieznośny lord urządził sobie czytelnię przy jej stoliku.. Elend znieruchomiał.Elendzie. .mruknął niechętnie.. mam dwadzieścia jeden lat. Lord Liese rozmawiał właśnie z grupą przyjaciół. marszcząc brwi.Przecież ty musisz mieć ze dwa razy tyle lat co ja. .taniec z tobą popsułby mi całą robotę. Właściwie od roku z czymś przestaliśmy się w ogóle zajmować tą sprawą.Dwa razy. . . .. Coś jak. . jeśli połowa męskiego towarzystwa uważa ją za niedostępną tylko dlatego. .. .zaczął. co ty. O ile nie jesteś bardzo przedwcześnie dojrzałą dziesięciolatką. .Robotę? . pomyślała. Chwilę później podszedł do niej jeden z przyjaciół Liese'a.Nikt ważny. Przypuszczalnie wszyscy już o tym zapomnieli. nie mam nawet w przybliżeniu dwa razy tyle lat. jaką do tej pory wykonałam.Nigdy nie radziłam sobie z matematyką . . Westchnął i wywrócił oczami. .O wiele starszy .dodała z uśmiechem. bawię się w to dopiero od kilku miesięcy. .Może jestem z nią zaręczony. gestykulując i zerkając na Vin i Elenda.odrzekła lekko. .Więc. że ktoś wkrótce poprosi ją do tańca. Valette.Znasz niejaką lady Shan? . . Vin uniosła brew.Starszy brat? .No.. Miała nadzieję. .Shan Elariel? . wstała i przyjęła ramię młodego lorda. że jesteś onieśmielający.zapytała ze zgrozą. Zadowolona. . że takim słowom nie należy ufać. Idąc na . ale nawet ja wiem. Wspaniale. starszy brat. . że uwolniła się od irytującego dziedzica rodu Venture. .Chyba tak .zapytała niedbale. Przecież to prawdziwa katastrofa dla życia towarzyskiego młodej damy. że po prostu wprowadzasz mnie na dwór.Tak .Sazed miał rację.Kim ona jest? Wrócił do swojej książki.Nie jestem pewien.odparła niedbale. ..

miała błyskawiczne reakcje i nienaturalnie wytrzymałe ciało. pomyślała. Rana zagoiła się już na tyle. kiedy młodzi ludzie widzieli w Elendzie jedynie strażnika. Po zgaszeniu cyny z ołowiem zmęczenie powróciło. choćby sama nie była Allomantą.wynikało z długiego tańca. a potem miedź. obciągnięty skórą notatnik Elenda . jak przygląda się jej zza książki. A ona. Pomimo dużych liter. *** Vin siedziała przy stole. popijając zimny sok. pomyślała z westchnieniem. Teraz. . z obawy. Natychmiast odwrócił wzrok i zajął się czytaniem z ostentacyjnie obojętną miną. młodzi ludzie zostawiliby ją na chwilę samą. że Sazed nie pozwolił mi włożyć pantofli na obcasach. Wybrała go z powodu dużych liter . która ją naprawdę interesowała . że bolała tylko przy nieostrożnym wykręceniu tułowia. ale Vin nie była tego pewna. że ludzie czytają coś tak wielkiego. przyjmowała każde zaproszenie. Elenda także nie było przy stole. że to zbyt mało eleganckie.parkiet. Może gdyby przez chwilę udawała. Ostrożnie zapaliła miedź. zajmie niechcący jakieś stanowisko w kwestii polityki. nie mieli obaw prosić Vin do tańca. Wysiłek towarzyszący zapamiętywaniu nazwisk i rodów . a nie romantycznego towarzysza. przekładając je w poszukiwaniu odpowiedniej kandydatki. że mogłaby się zmęczyć tańcem. wzmacniając ciało i pozbywając się częściowo zmęczenia. Dobrze. niebieski wolumin i przesunęła na swoją stronę stołu. ale uznała. Kilka miesięcy temu śmiałaby się na myśl. że odmawiając. Co ciekawe. Wydawało jej się. Ta. Wprawdzie Kelsier zapewniał ją.czy papier naprawdę był tak drogi. Vin spojrzała na nie. Kiedy paliła cynę z ołowiem. Z trudem powstrzymywała się przed zdjęciem trzewików i rozmasowaniem stóp. Terrisanin nie wrócił jeszcze z obiadu. ogarnięta nieprawdopodobnym znużeniem. choć książki wciąż leżały porozrzucane na blacie. obejrzała się na Elenda i przyłapała go. a potem cynę z ołowiem. że osoba obdarzona zmysłem obserwacji wychwyci bez trudu jej dziwaczne zachowanie.nie mówiąc już o prowadzeniu lekkiej konwersacji z partnerami . W pewnym sensie to zmęczenie było dla niej dobre .znikła wraz z właścicielem. Vin próbowała się ostatnio oduczyć ciągłego jej palenia. Nie wierzę. Wzięła zatem ogromny. że przy płonącej miedzi nikt nie będzie jej podejrzewał o Allomancję. że skrybowie musieli wciskać na każdą stronicę aż tyle linijek? Westchnęła.niewielki. Po chwili zgasiła najpierw cynę z ołowiem. Sięgnęła ku książkom. Teraz jednak obolałe stopy.wycisnął jej umysł jak gąbkę. a Vin bardzo chciała odzyskać siły. rwanie w boku i zmęczone nogi stanowiły jedynie część problemu. przeglądając książkę. że czyta.

Ostatni Imperator widocznie uważa ten system za niepokojący z powodu wolności.pomyślała Vin.każda stronica była wypełniona słowami. był odziany w szatę z nakładających się klinów i bardzo lubił biżuterię. nieważne jak wielki. ten system polityczny jest jedynie rozszerzeniem większej władzy teokratycznej. Wezwanie od Inkwizytora może przyjść do każdego.Tak . mając nadzieję natrafić na coś ciekawszego.czytała . „Praktyki historyczne w imperialnym panowaniu politycznym” . w ciągu dwustu lat istnienia systemu nie było w Pięciu Wewnętrznych Dominiach ani jednego znaczącego powstania. Reen nauczył ją czytać. Żąda? . Usiadła wygodniej w fotelu. gdzie każdy prowincjonalny lord przejmuje władzę nad swoimi skaa oraz odpowiedzialność za nich. więc była w stanie rozszyfrowywać kontrakty. Nie spodobał jej się ten ton i nie miała wielkiej ochoty spotkać się z dawną narzeczoną Elenda.Lady Valette Renoux? . Westchnęła.” Vin zmarszczyła brwi.„Program Rządowy Piątego Stulecia”.głosiła pierwsza strona.Moja pani. Wkrótce jednak stwierdziła. . Choć robiła co mogła. Struktura Dominiów. wkrótce przy jej stole pojawiła się kolejna postać. Niestety. . Żaden z lordów. by udawać zaczytaną. ród Elariel był jednym z potężniejszych Wielkich . Przeczytanie całości zajęłoby jej wiele lat. „Powstanie Plantacji Skaa”. „Do tej pory” . ale już nie czytała.odparła z wahaniem. Niezależność arystokracji została utemperowana przez nowy wigor służby obligatorów. jaką pozostawia on arystokracji. o tyle zaskoczył ją fakt. lady Shan Elariel żąda pani obecności przy swym stole. stworzyła środowisko konkurencji. Niestety. Podobnie jak Sazed. ale terrisańskim lokajem. trzymając księgę na kolanach. .„system plantacji stworzył o wiele stabilniejszy rząd. gdzie dyscyplina jest wymuszana surowymi metodami. nie powinien się uważać za stojącego ponad prawem. Była zbyt zmęczona długimi godzinami. aniżeli poprzednie metodologie. ale szkolenie nie obejmowało tak ogromnych tekstów. notować. a może nawet udawać szlachciankę. polityki nie interesowało zmęczenie Vin. Vin przebiegła wzrokiem po tytułach rozdziałów . Ostatni rozdział nosił tytuł „Obecna Struktura Polityczna”. że Ostatni Imperator pozwala sobie na tak analityczne dyskusje dotyczące jego rządów. że nowo przybyły nie jest szlachcicem. Oczywiście. Jednakże stosunkowy brak zorganizowanych ruchów rewolucyjnych jest niewątpliwie kuszący.zapytał z lekkim akcentem. szykując się do tańca. które spędziła na dyskretnym nakłanianiu swych partnerów do udzielania jej niezbędnych informacji. Przerzuciła stronice do końca książki. O ile sam tekst był oschły.

.Panie. Widocznie uważała za oczywiste. Oznacza to. Terrisanin poprowadził Vin w stronę stołu znajdującego się niedaleko jej własnego. która z nich jest lady Elariel.To znaczy? . . bo siedziało przy nim aż pięć pań. Gdy Vin podeszła. .Nonsens . . dziecko .Jesteś na pozycji godnej pozazdroszczenia. bez żadnej gwałtowności.Mów do mnie lady Shan .rzekła Shan. .zapytała Vin. krojąc ciastko na małe kawałki.odezwała się Shan. znów zredukowana do pozycji ulicznego złodziejaszka. że Vin się z tym zgodzi. Na jej ramionach błyszczały lawendowe bransolety dobrane do sukni. W ciemnych oczach kryła się jednak inteligencja.odrzekła.To znaczy. . Jesteś nieśmiałą Valette i łatwo cię zbić z tropu. Shan wzięła do ręki widelec i zaczęła starannie dzielić na kawałki i pochłaniać mały kawałek ciasta deserowego. Vin poczuła się nagle obnażona odarta z pięknej sukni. siadając. wstając z takim wdziękiem. Była to posągowa kobieta o długich czarnych włosach. Wreszcie Vin powtórzyła.Doskonale . Vin stała niepewnie.Możesz usiąść . .wypowiedziała te słowa. zostawcie nas same . Vin natychmiast się domyśliła. Kobiety natychmiast spełniły rozkaz i dostojnie. wasza miłość? . . Znów się czuję jak skaa.Ponieważ młody lord Venture uznał za stosowne wykorzystać cię do swoich gierek. .Rodów i prawdopodobnie nie wypadało zignorować zaproszenia. Vin zmarszczyła brwi.Czy nie lepiej byłoby nie dać się wykorzystać nikomu. Stół był zatłoczony. Shan czekała spokojnie. Czy szlachta tak się traktuje między sobą? .Shan .Nawet tak niewychowana idiotka jak ty musi widzieć zalety wykorzystywania przez lepszych od siebie.odparła Shan.rzekła Shan. wasza miłość? . Terrisanin zajął pozycję za krzesłem Shan.zapytała ostrożnie.odparła tamta nie zmieniając tonu. Pamiętaj. pomyślała Vin. Terrisanin czekał cierpliwie. Albo może: wasza miłość. Shan Earlier spojrzała na nią obojętne. a wraz z nimi obelgę. by nie wypaść z roli. że masz okazję zostać wykorzystana również przeze mnie. . . acz pospiesznie opuściły swoje miejsca. na jaki tylko mogła się zdobyć.

chuda tak. którzy są gotowi uderzyć i nie spodziewają się oporu. by odpowiedzieć. .Czego pani chce ode mnie? . że suknia wisi na tobie. Wszyscy wiedzą. o ile lord Venture uzna za stosowne dalej z tobą igrać. Vin zauważyła w jej oczach cień nienawiści. ale nie dostanie tego.. .. Przystanął przed nim i zaczął przeglądać leżące na nim książki Elenda. pomijając wszystko. Terrisanin natychmiast zabrał talerzyk i odszedł. co mogłoby być interesujące.zapytała Shan. Bycie damą w Luthadelu wymaga. dziecko. że akceptujesz swoje miejsce zauważyła Shan. czego szuka.. lecz oddalił się w innym kierunku. Przechwyciła jedynie najdelikatniejszy z przebłysków.Kiedy wymawiała nazwisko Elenda. był Elend. Uspokajaczka? Interesujące. Wstała nagle. Żaden szlachcic nigdy jej tak nie potraktował. o czym z nim dzisiaj wieczorem rozmawiałaś.Z twojego tępego spojrzenia wnoszę. Vin stwierdziła ze zdumieniem. A może do mówienia? Vin zaczęła relacjonować jej rozmowę z Elendem.. Nie wiem. wreszcie prowokując Shan do jakiejś otwartej reakcji. że stawianie oporu takim ludziom sprowadza jedynie większą chłostę.W końcu ci powiem.Jesteś naprawdę taka tępa czy udajesz? . coś było nie tak. Ale. Nie tego . Shan uniosła brew i odłożyła widelczyk.ludzi.powiesz mi.zapytała.Vin siedziała oniemiała. Nie podszedł wszakże do stołu swej pani. W wyniosłym zachowaniu tej kobiety była jakaś wielka siła. by do jej głosu nie przesączyła się irytacja. oczywiście. W stronę stolika Vin. starając się.. Vin się zawahała. Włosy takie.dodała. . jedynym członkiem Wielkich Rodów. Możesz wiele się nauczyć od pań w Luthadelu. coś w sposobie. jakiego do tej pory poznała. . Kątem oka ujrzała.Na przykład? . Vin otwarła usta. . Shan próbowała skłonić Vin do posłuszeństwa. w jaki Shan igrała z jej uczuciami. . jak Terrisanin Shan wraca z kuchni. Bez szkolenia Breeze'a nigdy by tego nie zauważyła.ciągnęła . . Spraw się dobrze. Wciąż jednak coś jej nie pasowało. .Czego wasza miłość chce ode mnie? .Spójrz czasem na siebie.. doskonałości. Oczywiście. niedbale machając ręką w jej stronę. że Shan przypomina jej niektórych przywódców szajek ostatnim był Camon .zapytała Vin. jakbyś przeszła jakąś straszną chorobę. Vin się zaczerwieniła. . pozostawiając niedojedzone ciastko. a może pozwolę ci dołączyć do mojej świty. dziecko.Na razie .

marszcząc brwi. .oznajmiła. Terrisanin był bystry .wycedziła Shan. ale wciąż nie zamykała księgi. . Tekst zaczynał się od pierwszej stronicy.. że trudno było cokolwiek powiedzieć. Była oprawiona w czarną skórę. otwierając jedną z książek Elenda. pozostawiając ją w spokoju.Vin rozpoznawała ją. zmiana doktryny o . którzy odprowadzali ją wzrokiem i na wszelki wypadek szybko usiadła. sięgnęła i wysunęła książeczkę spod leżącego na niej tomu. . Zauważyła jednak małą książeczkę leżącą pod innym tomem. Jak na kraj rządzony przez samozwańcze bóstwo. nie musisz. aby stwierdzić takie błędy. pozostawiając przy nim niezadowoloną damę.Och. Książki. Ta jedna pozostawała zawsze zamknięta. Młodzieńcy odeszli powoli. że mój Terrisanin będzie mnie szukał przy moim stole . „Kiedy przyglądamy się Ostatniemu Imperium jako całości. kiedy mnie tam nie znajdzie! . żeby sprawdzić. wasza miłość . Czego ten Terrisanin w nich szukał? Rozejrzała się po stoliku. Vin dotarła do swojego miejsca. jakby nic się nie stało. . Nie było na niej nazwiska autora ani nie miała strony tytułowej. imperium doświadczyło już przerażającej liczby kolosalnych błędów władzy. Zaciekawiona. Robiło się coraz później i sala balowa zaczęła powoli pustoszeć. Jednakże wystarczy jedynie spojrzeć w niedawną przeszłość. Była tu przez cały czas . Pociągnęła łyk soku z kubka.Wybacz.więc to nie Terrisanin ją zostawił.Muszę się oddalić. jak Masakra w Devanex. a na grzbiecie widniał napis „Prawidłowości pogodowe w Północnym Dominium”. ale nie potrafiła lepiej rozwiązać tej sytuacji. jak Elend do nich zagląda. jeden fakt nie ulega najmniejszej wątpliwości. ale Elend zostawił książki w takim nieładzie. Wyprostowała się i odetchnęła lekko. by się tym martwić. . Dygnęła i oddaliła się od stolika Shan. Większość ksiąg była pootwierana na konkretnych stronach i Vin widziała.odparła Vin. obracając książkę w dłoniach.zanim Vin odeszła na kilka kroków od stolika Shan. na miłość Ostatniego Imperatora . Na szczęście tym razem wybieg odniósł pożądany skutek.Kobieta spojrzała na nią z zaskoczeniem.. czy popełniła gafę. Było to nieco ostentacyjne.Dziecko. czy coś nie zginęło.Zacznie się martwić. Jednakże zaczynała być już zbyt znużona. pomyślała Vin. ponieważ tomik był o wiele cieńszy od pozostałych . Zmarszczyła brwi. on już ją zauważył i ruszył dalej. Większość z powodzeniem udało się zatuszować i można je znaleźć jedynie w metalmyślach Feruchemików lub na stronicach zakazanych tekstów. Zauważyła kolejną grupę młodzieńców.Przypomniałam sobie właśnie. zastanawiając się. pozostawiając Shan tak bezceremonialnie.

. kiedy Elend zaczął zbierać książki. Można by pomyśleć. Byli tu.zawołał Elend. Mówił. Co Elend robi tutaj z taką książką? Taki potężny szlachcic? Dlaczego czytuje teksty. a on ruchem głowy wskazał na większą. że. układając je w stosik na stole. spowodowane nieustannym korowodem królów. Co by się stało. że nie jest nieomylny. rozjarzając jednocześnie ołów z cyną i miedź. Elend również usiadł. przynajmniej . Prawdopodobnie nie powinnam mu mówić o Shan. skąd ją wzięła. . Valette? Vin odetchnęła. . Ostatni Imperator się nie starzeje. która wciąż leżała przed nią. imperatorów i innych monarchów. że jesteś okropnie nerwowa. Odwróciła wzrok. że Elend jest w posiadaniu takiego tekstu? Rozejrzała się dyskretnie. ale udawałam.Czy ktoś ci już powiedział. że twoja przebiegłość zwróciła się przeciwko tobie. ale starannie wsunął ją w sam środek stosu. że czytam. . Tekst niniejszy jednak ma na celu udowodnienie. Niestety. Elend zachichotał. . . odskakując i unosząc ręce.Podoba ci się Heberen? Zmarszczyła brwi. Niektóre słowa były jej całkowicie obce.Zdaje się. Przyjaciele? Czy szpiedzy Ostatniego Imperatora? Nikt nie czuł się swobodnie w pobliżu Ostatniego Imperatora.Nie . Vin uniosła brew. wmieszani w tłum jak i na poprzednim balu. ale potrafiła wyłowić myśl autora. Wydawało się. które szkalują Ostatniego Imperatora? Czyjaś dłoń spoczęła na jej ramieniu i Vin odruchowo obróciła się. oczywiście. usiadła i wygasiła metale. Vin wpatrywała się nieruchomym wzrokiem w stronicę. To przynajmniej jest fakt niezaprzeczalny.odparła. brak obu tych atrybutów w Ostatnim Imperium jest największym niedopatrzeniem Ostatniego Imperatora”. wyróżniając się szarymi szatami i wytatuowanymi twarzami. że dzisiaj. Wielu siedziało przy stołach ze szlachtą. pod jednym nieśmiertelnym władcą. .Głębi i przeniesienie ludu Renates. gdyby obligatorzy odkryli. W okresie przed Wstąpieniem ludzkość przeżywała chaos i niepewność. że dotykała książki „o pogodzie”. grubą księgę. że nie zauważył. społeczeństwo wreszcie dozna okresu stabilności i oświecenia. Szybko zamknęła książkę i pospiesznie umieściła tam. żeby ci młodzi panowie zostawili mnie na chwilę w spokoju.Jest nudna..Ojej! .

Westchnął. Vin się pochyliła. panowie niechętnie tańczą z damami lepiej urodzonymi od nich samych.Ale nie tylko jego krzywdzisz . .zapytał Elend.Przecież nie możesz przez cały czas się wywyższać ponad dwór.rzekł z zaskakującą szczerością. O ile dobrze zrozumiałam. Jesteś dziedzicem bardzo ważnego rodu.zauważyła.Przecież przyszłam na bal po to. . że moja przebiegłość spełniła swe zadanie .Myślę.zauważył Elend. wyraźnie szukając odpowiedniej riposty.Nie miałam problemów. .odparowała. . układając ostatnią książkę na szczycie stosu . żeby mnie sprowokować! Uśmiechnął się szeroko.A kobiety? . Nagle dostrzegła w jego oczach iskierkę humoru i uśmiech błąkający się w kącikach ust. przyjaznych lub nie.Mówisz to wszystko tylko po to. .O co chodzi. .powtórzył. Są piękne. .Obowiązków? . . .Moim zdaniem taniec jest przeceniany. Elend znieruchomiał. ponieważ jestem nowa i niskiego pochodzenia.Kobiety? . których nigdy nie zaprosiłeś do tańca. że panie bez trudu znajdą sobie milszych partnerów niż ja. by tańczyć. ale przez większość czasu są po prostu niewygodne. . Poczuła. . . przeciągnął się i rozparł na krześle. Myślę. że czyta. tym bardziej wściekły jest mój ojciec.O ile dobrze sobie przypominam .dopóki nie porozmawiam z Sazedem.Valette. gdy się na nie patrzy.. to nie są żadne obowiązki. Ten bal.Wstał i spojrzał na nią z sympatią.. że sama też się uśmiecha.Ach. że damy bliższe ci urodzeniem niełatwo znajdują partnerów. to tylko puch marny i rozrywka. Vin uniosła brew. Vin zaniemówiła.Chyba masz rację . . bo ciągle siedzisz z nosem w książkach? .Ale im dłużej się izoluję. . To samo z siebie stanowi szczytny cel. .Czy one też są stratą czasu? . . . . czasem jest też miło ich posłuchać. Elendzie Venture? Dlaczego tak starannie unikasz wypełniania swoich obowiązków? . by uniknąć tańca.Kobiety są jak burza. Podejrzewam. .Przecież taki właśnie jestem czarujący.Co powiesz o dziewczynach.ktoś właśnie udawał.odparła. lordzie Venture. Strata czasu.

Zatrzymała się na podeście. nie pozwól im się zmusić. coś się działo. wstając. Czas wracać.Myślę. . aż wreszcie z bocznego holu wychynął Sazed. aż służba przyniesie jej szal. .zapytała. przyjmując szal. Wszystko stało się jasne. Drugi to Hasting. Ochoczo skinęła na niego ręką. Cała trójka poszła dalej. Niedaleko.. jak jeden poklepał przyjacielsko Elenda po ramieniu.Kim są ci ludzie z lordem Venture? . . aż służba sprowadzi powóz.Pomyślę o tym..Terrisanin umilkł.Wydajesz się zaskoczony. że bardziej użyteczna będzie rozmowa ze służbą aniżeli stanie obok pustego stołu. Szlachcic odwrócił się i oddalił. ale zaraz wyprostował.Ależ. Zachwiał się lekko. Vin przyspieszyła kroku . panienko . Szlachta często odwiedza się na niewielkich spotkaniach po balu. może kiedyś naprawdę ze mną zatańczysz. zawiązując sojusze. Vin z zainteresowaniem przyglądała się. Wkrótce podeszło do niego dwóch młodych ludzi. choć nie wiem.chciała czym prędzej wrócić i wymienić Kelsierowi nazwiska. rozmawiając ze sobą.. Siedziała w zadumie. czekając. Nie warto. Pochylił się i chwycił naręcze książek ze stołu. . panienko.odparł Elend. które zapamiętała. Spojrzał w bok.odparła Vin. . . Sazed skinął głową i oboje skierowali się do drzwi frontowych. . idąc po obwodzie drugiego poziomu sali. kiedy czekali.Kto wie. ale Sazed położył jej dłoń na ramieniu i zatrzymał ją. kiedy z mgły wyłonił . Sięgnęła do miedzi i cyny. abyś zaczęła traktować się zbyt poważnie. po czym wziął od niego część książek.odparł Sazed.Rody Lekal i Hasting są politycznymi rywalami Rodu Venture. Chciała podejść bliżej. kiedy nagle jej uwagę zwróciło coś dziwnego. . .Valette. Sazed zmrużył oczy ponad okularami. Idziemy.Wracałem kilka razy. Dama nie chodzi sama we mgle. Ale teraz muszę się z tobą pożegnać.Moje stopy też.Czemu nie było cię tak długo? . Vin skinęła głową.Proszę . . po czym wyszła przed wrota i zeszła po pokrytych kobiercem schodach. Postaraj się w przyszłości pojawiać na balach częściej niż raz na kilka miesięcy.Zgadzam się . że mistrz Kelsier chciałby o tym usłyszeć. spoglądając na nią. jak ma na imię. .Ale zawsze tańczyłaś. Vin nie rozpoznała nowo przybyłych. we mgle. Uśmiechnęła się i pożegnała go lekkim skłonieniem głowy.zapytała. . i czekała. Podszedł pospiesznie. jeden to lord Jastes Lekal. wskazując na Elenda.. Sazed podążał za nią. Dlatego zdecydowałem. nim zapomni całą listę. . .

. sugerowała. Jeśli nawet ktokolwiek z gości poza Vin zauważył zdarzenie. Sympatyczni arystokraci. Była to bardzo trzeźwiąca myśl i zaabsorbowała Vin na całą dalszą drogę do Fellise. kiedy powóz ruszał z wolna. spokojnie kontynuując rozmowy. śmierć nie była niczym niezwykłym.się strażnik.powtórzył Sazed i pchnął ją lekko. kiedy mordował chłopca. Chłopak się szarpał.ponaglił ją Sazed. Zabili go. Jeszcze jeden zarżnięty skaa. dopóki nie zajechał powóz.Próbował żebrać. Strażnik upuścił ciało. We mgle. żeby usłyszeć jego słowa. miotający się kształt: był to chłopiec skaa w brudnym odzieniu i o twarzy umorusanej sadzą.. . trzymając go mocno. ciągnąc za sobą mały. Żołnierz pociągnął swoją ofiarę z powrotem w mgłę. nie zwracali na nie uwagi. wciąż zamyślona. Vin. Czy ich to w ogóle obeszło? Czy wiedzieli? Oto Ostatnie Imperium. wstrząśnięta.. Gdyby ci ludzie wiedzieli. kiedy jeden z gości zatrzymał powóz przed bramą. Jakby. Śmierć na dziedzińcu. słysząc. że nosisz jedwabie. jak szamotanina powoli ustaje. gdzie arystokraci czekają na swoje powozy. Nie. .rzekł cicho żołnierz. kierując się ku dalszej części dziedzińca. Vin podskoczyła. Nie powinien. Wydawali się nawet nieco bardziej ożywieni. Kapitan skinął głową. powiedziała do siebie w duchu. Vin obserwowała. jakby chciał ją powstrzymać. Wydawało jej się to ogromnym kontrastem. a żołnierz burczał gniewnie.Panienko . Na ramieniu cały czas czuła rękę Sazeda.Kuchcik . że jesteś skaa. Nikt nie zarzyna świń na dziedzińcu twierdzy. jak chłopaka. ale ona dalej stała jak wryta. poza zasięgiem wzroku zwykłych ludzi. o kilka kroków od miejsca. Vin stała przerażona. Pozwoliła się zaprowadzić do powozu. zarżnęliby cię równie łatwo. czekając na jej otwarcie.. że miał po prostu dość szarpaniny i nie chciało mu się szukać stosowniejszego miejsca. Żołnierz obszedł Vin szerokim łukiem. po czym podszedł do jednego z kapitanów straży. . Postawa strażnika. Nie zapominaj o popiele tylko dlatego. roztańczeni w sali lśniącej od świateł i klejnotów. . kiedy krzyki ucichły.. nie mogą pomóc chłopcu. Vin zapaliła cynę. nie jak zwierzę. żołnierz wyciągnął sztylet i poderżnął chłopcu gardło. jak odchodzą. potem złapał je za nogę i zaczął odciągać. myślała.Panienko . Tu. Jak zwierzę. Oczywiście.

To. co do jednego. Kiedy się spotkaliśmy. kiedy . on powiedziałby. Kłębiące się białe mgły spokojnie i beznamiętnie przelewały się z miejsca na miejsce obojętne. ale nie mógł być tego pewien. Kwaan nie. czy nie. a nawet nie uczył się religii. czy drzewa umieją myśleć. Rozjarzył cynę w poszukiwaniu drugiego Allomanty. jak sądzę. gdyby wydarzenia potoczyły się nieco inaczej. że to opatrzność. Nigdy nie przybierał miny pełnej ceremonialnej mądrości. 19 Kelsier czuł pulsującego we mgle drugiego Allomantę. Były słabe. Chyba próbował ustalić. że właśnie on ostatecznie odkrył wielkiego Bohatera z proroctwa Terris. spoglądając w mrok. Od tamtej pory spotkałem wielu terrisańskich filozofów. Wibracje spływały po nim jak rytmiczne fale omywające spokojny brzeg. Rozpoznawał jednak allomantyczne wibracje. że widzi sylwetkę przycupniętą na murze po drugiej stronie. w pewnym sensie mogłoby nawet budzić śmiech. jak ja bohaterem. choć. Przykucnął na szczycie niskiego muru ogrodowego. właśnie zajmował się jednym ze swoich dziwacznych projektów w ogromnej bibliotece Khlenni. Byli to ludzie o niemal namacalnej charyzmie. Wydało mu się.Kwaan i ja spotkaliśmy się przypadkiem. ale nieomylne. Zmrużył oczy. jeśli nie liczyć tych najbliżej jego ciała. byli ludźmi wielkiej mądrości i uważnego rozumu. Wszyscy oni. wsłuchując się w drgania. W pewnym sensie jest równie nieprawdopodobnym prorokiem. Każdy metal. które jak zwykle zwijały się w allomantyczne prądy wokół jego członków.

Jednakże podejrzanie nieoczekiwana śmierć Entrone’a może sprawić. obserwującą noc i czekając na intruzów. żeby wyjąć z nich wielką torbę. że Kelsier miał problemy ze znalezieniem luk w ich szańcach. Wielkie Rody zaczynały się denerwować. Do tej pory odnosił sukcesy głównie dzięki działaniu z zaskoczenia. Jednak przy pięciu Cynookich na straży Kelsier nie będzie w stanie podejść do twierdzy. istniała szansa. Utrzymywanie pięciu Cynookich na straży nie jest zbyt ciężkie dla rodu takiego jak Tekiel. których Kelsier wyczuwał ukrytych w różnych miejscach wokół Twierdzy Tekiel. Morderstwo wywoła skandal. Tu zsunął worek z ramienia i wyrzucił na ziemię jego zawartość . Dopiero wtedy mógł ją podnieść i zarzucić na ramię. Kelsier się uśmiechnął.ciało niedawno zabitego człowieka. pomalowanej na biało werandy ogrodowej.sięgnął do gęstego klombu krzewów. żadna siła szlacheckiego uporu nie zatrzyma go w tajemnicy. że Ród Tekiel stanie się ostrożniejszy. dowiedzą się. Luthadel czuwało. że przeciwnikiem Entrone'a w . Człowiek po drugiej stronie spalał cynę. by się upewnić. rozpoznawalny dla wszystkich. czekając na alarm. a pierwsze podejrzenie padnie na Ród Izenry. Na jego plecach lśniły dwie rany po sztyletach. Wielkie Rody nabrały takiej czujności. Zatrzymał się obok wielkiej. podobnie jak czwórka pozostałych.a kiedy służba dowie się o zabójstwie. po czym pociągnął worek w stronę twierdzy.potoczyło się po ziemi i zatrzymało twarzą w dół. nie narażając się na wykrycie. Pięciu Cynookich tworzyło straż. A jeśli straż trzymało aż pięciu Cynookich. ale szlachetnie urodzeni Allomanci uważaliby za ujmę. gdyby zmuszano ich do roli zwykłych strażników. Zamiast tego popełzł wzdłuż muru ku zewnętrznym terenom. Jeśli zaczną węszyć. Była dość ciężka i musiał zapalić cynę z ołowiem. Uwielbiał na przykład krwawe pojedynki skaa i tak właśnie spędził dzisiejszy wieczór. która znajdowała się obok niewielkiego oczka wodnego. emitował wyraźny sygnał. Na szczęście Kelsier nie musiał akurat tej nocy testować obrony Tekiela. Kelsier zasadził się na pijanego lorda na ulicy tuż za slumsami skaa. Kelsier pozostawił ciało w kałuży krwi. Zatrzymał się na chwilę w ciemności. Był sam. a nawet Zrodzony z Mgły ma swoje ograniczenia. rywala Rodu Tekiel. Zatrzymał się w okolicy studni ogrodowej i paląc brąz. że w pobliżu nie ma żadnych Allomantów . po czym uwolnił od niego świat. Nikt nie będzie za nim tęsknił. wsłuchując się w odgłosy we mgle. Ogrodnicy znajdą go jako pierwsi . Entrone nie przypadkiem był głównym politycznym sojusznikiem Rodu Tekiel. Ciało .się go spalało. że Zbiry. lord Entrone bowiem znany był ze swego zboczonego gustu w zażywaniu rozrywki. Monetostrzelni i Skoczkowie też są pod ręką.należące do niejakiego lorda Charrsa Entrone . którzy mieli wprawę w używaniu brązu.

W sumie nie obchodziło go. szeroko rozpościerającym się miastem. slumsów skaa w północnej części miasta.cóż za głupia brawura. który chciał wzmocnić rywalizację pomiędzy Tekiel a Izenry? Kelsier zeskoczył z muru ogrodu. prawdziwym celem Kelsiera było wywołanie u nich niepewności i troski. W Ostatnim Imperium od wielu stuleci nie było prawdziwej wojny. I tak zacznie się intryga. Niektórzy ludzie szybko zasypiają. drapiąc się po brodzie. Zastanawiam się. co kilka dziesięcioleci dodawano nowe dzielnice. Wylądował na spiczastym dachu. po czym schował go z powrotem . Chaos był jego najsilniejszym sprzymierzeńcem w rozpętaniu wojny rodów. Wielu szlachciców obnosiło się z metalami nieostrożnie . pierścienia ani bransoletki . Luthadel był ogromnym. Kiedy ta wojna wreszcie nadejdzie. kierując się w stronę Sootwarrens. Skoro tylko Kelsier znalazł się w pobliżu twierdzy Tekiel. każdy zabity w niej szlachcic będzie jednym mniej przeciwnikiem rebelii skaa. Czy to Ród Izenry popełnił morderstwo? A może ta śmierć była próbą wprowadzenia Rodu Tekiel w stan wyższej gotowości przez Ród Geffenry. wędrując po dachach równolegle do masywnej konstrukcji.o ile istniała trzecia odpowiedź .a wraz z nim niebezpieczny metal. którego ród namawiał Tekielów do silniejszego sojuszu. tym samym zachęcając tych pierwszych do nawiązywania sojuszy z pomniejszą szlachtą? Albo .zegarka. Czy wiedzieli. rzucił monetę i ruszył na dach. miejscem gdzie mogą się poruszać bez obawy. by siać nieporozumienie i nieufność. Okazjonalne „rebelie” składały się z kilku tysięcy ludzi ukrywających się wśród wzgórz lub w jaskiniach i wychodzących czasem na łów. żeby sprawdzić godzinę. a mury miejskie wydłużano kosztem potu i wysiłku skaa. wyjął ze szczeliny w murze zegarek.liczyli raczej na . Nawet zachodnie wyspy już nie stawiają oporu. Wraz z przyjściem nowej ery kanałów kamień był coraz łatwiejszy do przemieszczania i dość tani. z którego został wykonany.czy mógł to być ród. słysząc nad głowami jego kroki. Kelsier jednak nie chciał nosić metalu . Od czasu do czasu zastanawiał się. Lecz zwyczaj ten został wzięty wprost od Ostatniego Imperatora. że dla Zrodzonych z Mgły ich domy były wygodną drogą. Znów wystrzelił w powietrze. po co on w ogóle zawraca sobie głowę murem. co myślą ludzie. Crews był uznanym Zrodzonym i bardzo sprawnym nożownikiem. myślał Kelsier. Kto go zaatakuje? Ostatni Imperator kontroluje wszystko.jeśli nie musiał. kogo Ród Tekiel uzna za winnego. kiedy wychodzą mgły. Nawet rebelia Yedena nie opierała się na sile .człowiek.zakładach tej właśnie nocy był Crews Geffenry . że zaczepią ich strażnicy lub złodzieje? A może ludzie przypisywali te odgłosy wiecznie wszystkiemu winnym mgielnym upiorom? Prawdopodobnie nawet tego nie zauważają.

Hoid szybko skinął głową.Bardzo cię chwalą . kolejny powód.. . . naśladując wyniosły ton szlachcica. . Gdyby jednak przyszło do przedłużającej się kampanii.Muszę coś wiedzieć. Kelsier zatrzymał się przed nim.Jestem jednym z najlepszych. musi być dobry.rzekł Kelsier. mój panie . . .tytoń uważano za kosztowny luksus. Ale gdyby taka okazja się jednak nadarzyła.to. istniał również jego drugi plan. . informatorze .Chciałeś wiadomości dotyczących Rodu Renoux. mój panie.. Kelsier przegra. z którym się spotkał. panie. po czym dokładnie otulił się mgielnym płaszczem i ruszył pewnym krokiem przez ulicę. ledwie śmiał brać go pod rozwagę. .. kto żyje tak długo jak ty.Lord Renoux przebywa w tej okolicy od niedawna i jest niezmiernie ostrożnym człowiekiem. człowieka naznaczonego bliznami Hathsin na ramionach. że nikomu nie powiesz o tym spotkaniu. Przypuszczalnie nie będzie miał nawet okazji go wprowadzić w życie. . .odparł Hoid.warknął Kelsier.Witam.Tak. Informatorzy zwykle nie żyli długo. Oczywiście.Oczywiście. Niski. ale zapewne po .rzekł Kelsier. . . że wejście otworzy im chaos wojny domowej połączony ze strategicznym wyprowadzeniem Garnizonu Luthadel. Kupuje teraz wiele różnych rodzajów broni i zbroi. mój panie . Co o nim wiadomo? Z którymi rodami się zadaje? Muszę to wiedzieć. . pomyślał Kelsier.. starannie skrywając ramiona pod mgielnym płaszczem. Hoid był albo marnotrawcą. Hoid odłożył fajkę i wstał. Z pewnością złamie tę obietnicę.. Nie chciał. Kelsier nie mówił o nim.odparł Hoid. Zeskoczył na ziemię tuż przy Sootwarrens.Ale najpierw przysięgnij.Będziesz miał swoje pieniądze. zanim skończy się noc. łysy człowieczek skłonił się głęboko w mglistą noc.Oczywiście. Lordom nie podobało się..Jest jednak kwestia zapłaty. Każdy. spokojnie pykając fajeczkę. dla którego informatorzy nie żyli długo.Niewiele jest do powiedzenia. . jak sądzę. Nie zawiera sojuszy i nie ma w tej chwili wrogów. Ostatni Imperator i Stalowy Zakon w razie potrzeby będą w stanie poprowadzić do walki dosłownie miliony wojsk. albo powodziło mu się tak. skaa . jak twierdził Dockson. Kelsier uniósł brew . aby uliczny informator rozpoznał w niezidentyfikowanym „szlachcicu”. Jego kontakt siedział w drzwiach zamkniętego sklepu. . kiedy postronni ludzie znali ich sekrety. mój panie.

. . Jeśli się tego nie domyślał z powodu płaszcza. że jest coś więcej . panie . Czy ulica wie. . Mam słaby wzrok. nie jest wart swojej reputacji. . czekając.Nie? . dlaczego miałbym za to płacić. ale bardzo realistyczny nos. Kelsier i jego grupa znaleźliby się w poważnych kłopotach. .Nie obchodzą mnie zyski i dostawy! Niech to przegryzie.włożył na siebie jedno z najlepszych przebrań Docksona. wiedząc.Nie jestem kupcem.To głupie.Lord Renoux rozważa związek swej siostrzenicy. Venture stoi o wiele wyżej niż Renoux. padając na kolana i macając wokół ręką. Kelsier nie obawiał się tego .Nie wiem.. Kelsier zaśmiał się wzgardliwie. że jego informator jest na pół ślepy. Tego się nie spodziewał.odparł Kelsier. platformy pod butami i makijaż. No właśnie. mówiąc o swoim słabym wzroku . Hoid zakasłał cicho i wyciągnął rękę. Sprytnie.rzekł. Oprócz brody miał sztuczny. już miesiąc temu na balu Venture. zobaczmy co. żeby rozjaśnić skórę. Kelsier się zawahał. przysięgam.zapytał Hoid. pomyślał Kelsier. tym samym zaskarbiając sobie ich wdzięczność. .Wybacz. .odparł szybko Hoid.powtórzył Hoid. . Teraz myśli. że pochodzę z Wielkich Rodów.warknął Kelsier i rzucił mu pod nogi sakiewkę. skaa .To ważne . Będzie miał za dużo towaru. mój panie .nikt w podziemiu nie zaszedłby tak daleko. że Ród Renoux wiąże się z pogłoskami o rebelii? Jeśli ktokolwiek odkrył tę tajemnicę. To nic nie znaczy. .prostu skupuje je od różnych rodów i handlarzy.Oczywiście. Jednakże szlachcic.Jest jeszcze coś.. .Mówiłeś.Tak. jeśli to nie coś ważnego. mój panie . Ledwie widzę własne palce przed oczami. będzie znacznie mniej paranoicznie obawiał się identyfikacji. . milordzie.Czy wszyscy wiedzą. Oczywiście kłamał. że lord Elend Venture bardzo pochlebnie .Wszyscy o tym mówią. Mądra taktyka. .szybko odparł Hoid. . .Skaa. . . gdyby go dotknęło takie kalectwo.Możesz nieźle zarobić.Oboje młodzi byli widziani razem pogrążeni w rozmowie. który uważa. aż Hoid znajdzie sakiewkę i schowa ją do kieszeni. . ale też i za dużo przyjaciół. że Renoux dostarcza ze stratą. Kelsier prychnął. .odparł Hoid.Będzie miał za dużo towaru. . lady Valette i lorda Elenda Venture.Nieznośny człeku! .

To wszystko brzmi bardzo nieprawdopodobnie.To nic nie znaczy.Zniżył głos. haczyk na ród Venture. .Poczułem jej dotknięcie na moich uczuciach .Doskonale .Świeżutka nowina. skaa . .wyraża się o dziewczynie do swych przyjaciół. .został już osiągnięty.. Wspominając o rodzie Elariel.zawołał Hoid. Istnieje powiązanie pomiędzy Renoux a Venture. Kelsier zmarszczył brwi.. to znaczy tej grupy młodych paniczyków filozofów. widząc zainteresowanie Kelsiera jednym rodem. . że sekrety rodu Renoux są na razie bezpieczne. Była to informacja bezużyteczna dla niego.Nie na temat rodu Renoux. .Ród Elariel niedawno udzielił jej zezwolenia. Co? .Obawiają się wojny domowej i chcą. ja nie kłamię! Całe moje życie jako informatora zależy od mojej reputacji. . ale nie musisz się martwić o ten ród! Powinieneś zająć się rodem bliższym polityce.Co jeszcze? . ale jego prawdziwy cel . Podpuść do niej na balu Poszukiwacza. by ten czuwał nad lady Valette w czasie balu. .Jest coś więcej.odparł Kelsier.rzekł Hoid.sprawdzenie wiedzy na temat rodu Renoux .. jakby się zastanawiał. a sam zobaczysz.Ale jeśli i to nie będzie warte mego czasu..Dowód? .Masz coś więcej niż tylko bezsensowne spekulacje? . nie rozprzestrzenił się poza strażnice. siedzących pod Złamanym Piórem? . Sam usłyszałem ją jakąś godzinę temu. i przejść do dyskutowania na inne tematy. Co się stało dzisiaj na balu? . . żeby nawiązała jak najwięcej sojuszy.W czasie pożaru w Twierdzy Elariel tydzień temu Uspokajała w ten sposób służbę. Shan Elariel jest Uspokajaczem. . Mój panie. . Hoid .ciągnął Hoid. Lord Renoux poprosił Elenda Venture. Kelsier zamilkł. która będzie warta zapłaty. niestety.odparł Hoid.zastanawiał się Kelsier. żeby Hoid nie nabrał podejrzeń. . . że lord Renoux ma jakiś. mój panie . by częściej używała swej mocy na dworskich przyjęciach . Lady Shan Elariel jest Uspokajaczem.Młodzi ludzie często mówią o dziewczynach . który..odparł Kelsier. Lord Renoux i lord Venture mają potajemne konszachty. . jak na przykład Elariel. To Kelsier wzniecił pożar.rzekł Hoid.Mówi się nawet. Oddawaj pieniądze. po raz pierwszy z przerażeniem w głosie.Czekaj! .rzekł po chwili. . Hoid sygnalizował. .To prawda ..Jest. Zawsze ma przy sobie w prawej rękawiczce cienką kopertę z wiórami mosiądzu. panie. . Można było sądzić.Próbowałem. że ma jakąś ważną informację.

Może to ona zabezpieczyła Elarielom ten układ z Rodem Hasting w zeszłym tygodniu . stojącej w pobliżu milczącej fontanny na placu. . chwycił w dwie garście popiół z kąta. Kelsier widział w jego oczach błysk podniecenia. głowa Rodu Venture. Venture ruszył stanowczym krokiem przed siebie. Kilka starannie wybranych kawałków usunięto. skaa . Broda. . aby sobie zaskarbić jego względy? . Mężczyzna.Prawdopodobnie. Sam lord wydawał się niewzruszony otaczającą ich mgłą. potem kamizelkę. odsłaniając ukrytą pod spodem podartą koszulę. zerwał z siebie mgielny płaszcz. Kiedy lądował na dachu. udając. Kelsier się uśmiechnął. Ruszył na wschód. że właśnie Kelsier oddał mu całkiem za darmo smakowity kąsek politycznej plotki. z całą pewnością. mój panie.Myślisz.rzekł Hoid. w niczym nie przypominał szlachcica. zapewne nie będzie tak pobłażliwa. Wtarł ostre. a potem rozsmarował na twarzy i fałszywej brodzie. . Kelsier uśmiechnął się i ruszył przed siebie. żeby podnieść monetę.Panie?! . Kelsier rzucił mu monetę i wyskoczył w powietrze. i zamachał do cienistej postaci. pomimo „słabego wzroku”. że ma zranioną nogę. Najwyraźniej uznał. Kelsier wiedział. czy zdawał sobie z tego sprawę. . był imponującym mężczyzną. Nie miał najmniejszego problemu z jej znalezieniem. . .Spóźniłeś się.dodał obojętnie Kelsier. mój panie .zapytał. ale następna osoba. skaa! .Zapracowałeś na swoje monety. teraz sterczała jak skołtunione włosie. maskując blizny. żeby wyglądała na przerzedzoną.warknął.Czy to ty.odparł Kelsier. Może jeszcze kiedyś mi się przydasz. że wykorzystała swoje umiejętności. panie? Lord Straff Venture. czarne płatki w ramiona. który spotkał się z Hoidem. porzucając płaszcz i kamizelkę. Kelsier kuśtykał.Dobrze.O.A co z ukrytym związkiem Shan z Salmenem Tekielem? .zarobił swoje pieniądze. Zeskoczył w uliczkę. Biegnąc. ku Placowi Ahlstrom. mój panie . niedawno jeszcze czysta. kątem oka zauważył. postukując laską o ziemię. Oczywiście taki układ nie istniał.Dziękuję. z którą Kelsier miał się spotkać. Kelsier dostrzegł dwóch gwardzistów. który kilka sekund później wyszedł z alejki. stojących z boku. . kłaniając się nisko. nawet jak na szlachcica. . . . jak Hoid pędzi na czworakach. że lord jest Cynookim.odparł szybko Hoid. A teraz zasiejemy nieco chaosu. czy nie. . Hoid nie wspomniał o spóźnieniu.zawołał Kelsier chrapliwym głosem.

Część z tego. A przynajmniej nie do końca. Kelsierowi na nic było rozsiewanie plotek. .. mój panie . żeby pan czekał! .. jeśli zechcę komuś podrzucić trupa na skwerek. pomyślał Kelsier. jakie miałeś mi przekazać? .Następnym razem. .Przykro mi.. jeśli będę musiał czekać. zrobię to laską . biorąc pod uwagę podatki Ostatniego Imperatora i koszty atium. była prawdą . panie. Czyniła również Venture'a potężnym narzędziem dla Kelsiera. Jego ród był potężny . . . Przepraszam. nie miałbym z czego żyć. Dzięki za podpowiedz. które Venture mógłby łatwo potwierdzić lub zanegować. Stałem w alejce.Cóż.Przepraszam. panie . co mówił. Ledwie widzę własne palce przed oczami.Chodzi o Ród Erikell. pomiędzy Rodami Erikell i Venture pojawi się rozdźwięk. A ja będę wiedział. kłaniając się i znów potykając z powodu „kulawej” nogi.odrzekł Kelsier.Pokaż mi.Spójrz tylko na nową broń Tekiela.odparł Kelsier.Dowód? . .Mój panie.wymamrotał Kelsier. mój panie .To mi się wcale nie przyda .Tekiel dawał Erikellowi pewne zniżki. dokąd pójść.Wiem. Straff Venture prychnął..Niczego podobnego nie uzgadnialiśmy! .Co to za ważne wieści. cóż. Nie mam nic oprócz mojej reputacji! Gdyby nie to. .rzekł Kelsier. nie są za dobre. . Jeśli dobrze to rozegra. .oznajmił Venture. chyba cię oszukują.. ..Moje oczy. panie .. będzie to dodatkowa korzyść. Nie chciałem. a jednocześnie Venture będzie zazdrościł Tekielowi.zażądał Venture.Przepraszam.I? .Mówię szczerą prawdę. Sprzedają swoje miecze i laski Rodowi Tekiel za połowę ceny.rzekł oschle. Taka pozycja w Ostatnim Imperium była bardzo trudna do osiągnięcia.i nie opierał tej potęgi i bogactwa na żadnym szczególnym przemyśle czy przedsięwzięciu. . Jeśli teraz Venture zgłosi się po broń do Renoux zamiast do Erikella.. tak jak to było uzgodnione! . którą ty płacisz! . podał laskę gwardziście i wymierzył Kelsierowi siarczysty policzek. . dźwigając się na nogi.niewiarygodnie potężny . ja czekałem w alejce. co naprawdę wiesz. Hoid. Venture prychnął. Kelsier oczywiście przesadzał.Nie widziałeś nas? .A teraz przejdźmy do rzeczy . że wasza lordowska mość miał z nimi kontakt w przeszłości.. Nie kłamał. Jeśli tylko zdoła nakarmić go właściwą mieszanką prawdy i kłamstw. ja.

. pomyślał. . którzy robią to w imieniu Ocalałego. . informatorze? . Doskonale nam to wychodzi. Wątpię nawet. interesujący wniosek.Zawsze znajdzie się jakiś głupiec.To prawda .A ja zwracam na te sprawy baczną uwagę. . .To. są sposoby.. . przebywał tę drogę bardzo szybko. . .. kiedy wylądował na dziedzińcu pałacu.Ale skaa wydają się przekonani o prawdziwości plotek na temat „jedenastego metalu”. o czym mówię? . czy żyje.zauważył Kelsier.Opowiedz mi o Ocalałym. ale wątpię. czy co to tam jest.odrzekł Venture.Nigdy o niej nie słyszałem .. Słyszałeś o tym.O. Zawsze się zastanawiał. który opowiada skaa o rebelii. .Słyszałem. . Krążą pogłoski. mój panie . Kelsier zamarł. tak .Chcesz zapłaty? . .Tak... Opowiedz mi o Ocalałym z Hathsin. panie .mruknął w zadumie Venture.Przepraszam. Odwrócił się. .Legenda. Przynieś mi coś o tym człowieku. . . ukrywając zdenerwowanie. kości. by jakikolwiek człowiek mógł przeżyć Czeluście. że Ocalały w istocie zginął w Czeluściach. że rozczarujesz się tym.odparł Kelsier. Nie on umieścił kolce . nie pozwala sobie na takie niedopatrzenia. panie.polecił Venture. że zbiera rebelię skaa. Ktoś bardzo sprytnie manipuluje skaa.To tylko pogłoski..informatorze. panie? ..stwierdził Venture. mój panie .odparł Kelsier.I zawsze znajdą się tacy.Zwróć na to uwagę .szepnął Kelsier. Ostatni Imperator. . że wrócił do Luthadelu. by był w Luthadelu.Niepotrzebne mi plotki. pozostawiając za sobą zadumanego Kelsiera. .I jeśli przyjmiemy. . *** Kelsier przybył do pałacu Renoux wkrótce potem. panie . gdyby natknął się na drugiego Zrodzonego podróżującego w przeciwnym kierunku. Ocalały nie żyje.Istotnie . jeśli chcesz. kto to zrobił. co znajdę. To nie jest „legenda”.zapytał Venture. który prowadzi skaa. . a ktoś dopadł jego ciało. Korzystając z kolcotraktu pomiędzy Fellise i Luthadelem. by przybrać czyjś wygląd.szybko odpowiedział Kelsier. Wtedy dopiero otrzymasz zapłatę.nawet nie wiedział.. skinął ręką na swoich ludzi i odmaszerował w mrok. ale obawiam się. co by się stało. Wiesz.Nigdy nie spotkałem się z tym Ocalałym. Ale ja nie wierzę. . Pewnie zignorowalibyśmy się wzajemnie. Mogę poszukać więcej informacji na jego temat..

zapytał lord Renoux. Kelsier wzruszył ramionami.Chodzi o to. Na szczęście wszystko wskazuje na to. kim jestem . Pusty powóz wskazywał. że Ród Renoux pozostaje poza wszelkimi podejrzeniami.zapytał Renoux.zdziwił się Renoux.rzekł. Kelsier znalazł ich w środku. Choć to zabawne.Tobą? . odtwarzając rozmaite role. Znalazł sobie miejsce i zaczął skubać sztuczną brodę pokrytą sadzą. spoglądając na Vin i Sazeda. jak ty to robisz. . .Zdaje się. .zauważyła Vin.Jak wam upłynął wieczór? . Niektórzy arystokraci słyszą narastające plotki. żeby arystokracja skupiła się na sobie zamiast na mnie. Kelsier znów wzruszył ramionami. abym zbierał informacje o samym sobie! Człowiek może się naprawdę zagubić. Służący przyniósł mu właśnie wilgotną. lord Venture właśnie mnie zachęcał. po czym zaczął odczepiać brodę.Jak minął wieczór? .Poważnie? Próbuję zachowywać choć minimum modnego wyglądu . Vin prychnęła. czy o nieskazitelną czystość mebli.Może minimum żebrackiego modnego wyglądu. . . . .odparł obojętnie kandra. .Jak każdy inny. czerwoną sukienkę.choć Kelsier nie przysiągłby. czy służbie bardziej chodziło o jego wygodę. Wciąż miała na sobie piękną. Jeszcze zrobimy z niej damę. a co inteligentniejsi zaczynają się martwić. że skaa ogólnie zainteresowali się Jedenastym Metalem ciągnął. Odzyskany mgielny płaszcz lekko łopotał na wietrze. kiedy Kelsier wszedł do salonu.Wyglądasz inaczej . Wytarł ręce. Nie wiem. podłużne blizny. . Kelsier skinął głową. choć siedziała wcale nie jak dama. Kelsier wzruszył ramionami. Renoux. ciepłą ściereczkę do umycia twarzy i rąk . Kilka tygodni temu zrzuciłaby tę suknię natychmiast po powrocie. czekających w salonie i pogrążonych w cichej rozmowie z lordem Renoux. . .A jaki ma to wpływ na nas? . odsłaniając białe. Kelsier się uśmiechnął.Spojrzał poprzez mgłę na oświetlony latarniami zamek. z nogami podwiniętymi pod siebie.Zaczniemy rozprzestrzeniać sprzeczne plotki. choć część szlachty nagle zainteresowała się moją skromną osobą. że Vin i Sazed wrócili z Pałacu Elariel.

.warknęła. Sazed odchrząknął. Sprawy błyskawicznie wymykają się spod kontroli. że będziesz musiał bardzo ostrożnie postępować z rodem Venture. To jednak nie stanowi szczególnego problemu. Skinęła głową i westchnęła.Zgoda. Chciałbym wiedzieć.Panienka Vin jest nieco poirytowana . że to zajdzie aż tak daleko. Chyba sądzą. . .Tak też słyszałem. A co do informacji. ..Sazed wiedział już o wszystkim! . by uczynić jego awanse mniej groźne dla dworu. jakie odkryła podczas tańca. na razie nikt nie powie ci niczego ważnego. choć oznacza.odrzekł Kelsier. . .odparł Kelsier.. .Raczej nie na nic.. że Venture gromadzi broń. zdejmując ostatnie kłaczki fałszywej brody.Skąd wiesz? . Kelsier zachichotał. . .Mistrzu Kelsier. . Vin? Że Renoux i Venture są przyjaciółmi? Vin pobladła lekko. będziesz mogła zacząć regularnie bywać na balach.. zeskrobując klej z podbródka.Nie sądziłam. Nie wydawała się już tak przeciwna regularnemu uczęszczaniu na bale jak kiedyś. jakie będą ich reakcje na słowa Vin.odrzekł Kelsier.Ile? . . i to wszystko na nic! .Tak . Lord Elend Venture był obecny przy naszym stoliku przez większość wieczoru.Mam tajemną moc ..Po drodze z Luthadelu opowiedziała mi o sekretach. .mruknęła Vin. Daj im trochę czasu. Vin zmarszczyła brwi. cóż. potrenowałaś trochę szczebiotanie. aby zacząć zbierać informacje. że muszę o czymś wspomnieć. Co powiedziałaś tym ludziom. lordzie Renoux. Lord Renoux skinął głową.W każdym razie wszyscy myślą teraz.Tak to jest na dworze.Rozpaczliwie . Vin. Vin . .Teraz. Kelsier skinął głową.Spędziłam wiele godzin na kręceniu się w kółko i szczebiotaniu do partnerów. kiedy czujesz się lepiej. machając ręką. Po kilku miesiącach nawiążesz na pewno dość kontaktów. . myślę. . byłaś widziana. że Rody Renoux i Venture prowadzą jakieś tajne interesy.odrzekł Sazed.Nawiązałaś kilka kontaktów. choć panienka Vin znalazła sposób.

Ale niektóre z tych książek. .wyjaśniła.W moim pokoju . Ulica obdarzyła ją przynajmniej paroma dobrymi odruchami. to granie szlachcica i żebraka w ciągu jednego wieczoru potwornie mnie zmęczyło.Co? .zapytał z zainteresowaniem Kelsier.zapytał.Sprawdź to dokładniej. że dużo czyta .mruknął w zadumie Kelsier. . .Też tak myślę . Kelsier zatrzymał się. kiedy sobie poszedł.odparł Sazed. . usłyszał za plecami szybkie kroki.wtrącił Sazed.Pod koniec wieczoru panienka Vin widziała lorda Elenda Venture'a wychodzącego z balu w towarzystwie młodych lordów Rodów Lekal i Hasting. Używa imienia. że lord Venture i jego syn robią z nas głupców. i podał mgielny płaszcz służącemu.Publicznie zadawać się z wrogami? . cóż.O lorda Elenda .. . więc nie chciałam wspominać o tym przy wszystkich..Wiadomo. Saze. Kelsier wyszedł z pokoju. Zadurzyła się w chłopaku. Istnieje szansa. przeciągając się. pomyślał z dezaprobatą Kelsier. .Chyba próbuje znów zdenerwować ojca . . . Poszła za nim po schodach.Elend miał ze sobą stos książek . . . . przysiadając na biurku. marszcząc brwi. Kierując się w stronę wschodniej klatki schodowej.O co chodzi? .szepnęła. o czym nie chce powiedzieć nawet Sazedowi? . .odrzekł Sazed.Możliwe . Kelsier uniósł brew.Kelsier ziewnął. Coś. że są w niezłej komitywie. . .Kelsier .odrzekła ze spuszczonym wzrokiem i lekko zakłopotaną miną. mistrzu Kelsier. która biegła ku niemu po schodach.Wydawało się wszelako. kiedy zamknęła za sobą drzwi.Jest jeszcze jedna sprawa.Jest jeszcze coś.Jeśli nie macie do mnie żadnej innej sprawy. Kelsier skinął głową i wstał. Obejrzał się i zobaczył Vin. . .ciągnęła Vin. . mistrzu Kelsier . ale znalazłam dzisiaj coś dziwnego.. Mądra dziewczyna.rzekł. .Dziwna kombinacja..Dobrze. Sazed już go nie lubi. Chciałam o tym porozmawiać. zaczęłam je przeglądać. unosząc zręcznie rąbek lśniącej sukni. .

obligatorzy zrobili dla niego wyjątek i nadziali go na hak. że tamta arystokratka próbowała znaleźć książkę.spytała Vin. Czy on pozwala szlachcie czytać takie rzeczy? .. jak Przedświt.A czego dokładnie? Wzruszyła ramionami. Choć nie bluźnił przeciwko Allomancji. . . .Właściwie nie „pozwala” im tego czytać .Czy to niebezpieczne? .Shan Elariel. Jej autor . Widziałam.W każdym razie Elend ma egzemplarz. . Jeśli dziedzic Venture czytuje takie pozycje. . Zakazywanie książek to skomplikowana procedura. a jeszcze do tego jest dość głupi.Księga Przedświtu . .To było coś o tym. Sądzę. .napisał kilka książek.Tytuł mówił coś o pogodzie. jak jej sługa grzebał wśród tomów leżących na stoliku. . by nosić ją ze sobą.Dość groźne.Jest Uspokajaczką. kiedy to czynią.Jaka arystokratka? . Kelsier skinął głową. . że ona jest Allomantką. Prawdopodobnie wiedziała. ignoruje.No cóż . Nie wiedziałem. co robi. .To stara książka i w zasadzie nie nawołuje do rebelii..Książka dość krytycznie wyrażała się o Ostatnim Imperatorze. że skoro Ostatni Imperator jest nieśmiertelny. tym więcej ściąga na niego zainteresowania i tym więcej ludzi chce go przeczytać. . .Myślę. więc może ujść. że zostały jakieś egzemplarze. Prawdopodobnie poszukuje czegoś. Kelsier uniósł brew. .Dawna narzeczona.Wzruszył ramionami.odrzekła.każdy Opiekun potrafi przytoczyć jej tekst w całości.Co więcej. które były jeszcze bardziej krytyczne. .odrzekł Kelsier. ale słowa dotyczyły Ostatniego Imperium i jego wad. . Vin.. jeśli chodzi o książki. .Jedna zwróciła moją uwagę .Deluse Couvre . Kelsier się uśmiechnął. czym mogłaby chłopaka zaszantażować. jego imperium powinno być bardziej cywilizowane i pokojowe. Kelsier. Im więcej smrodu robi Zakon wokół tekstu. Vin zmarszczyła brwi. .ciągnęła.

Wśród arystokratów zawsze trafiali się tacy jak on młodzi filozofowie i marzyciele. . anarchistą. Lubią pić z przyjaciółmi i marudzić na temat Ostatniego Imperatora. jak czytanie niepewnych tekstów czy wybijanie członków rodziny. Mam nadzieję. Powinienem był to przewidzieć. dziecko. Tak.Więc. ale w duchu wciąż są arystokratami. ładną dziewczynę w arystokratyczną społeczność? Ten czy inny sęp zawsze weźmie ją sobie na cel. .. które są wyraźnie zakazane. Kelsier wzruszył ramionami. A wydaje się dobrym człowiekiem. .ciągnął Kelsier . Kelsierze! rzekła.Musisz mi zaufać. czy są inteligentni i czy się zachowują jak normalni ludzie.Chciał wiedzieć.Nie licz na to .. .Mówił mi o skaa ..Przedświt to trudna lektura i nie zabraniając jej.Nie. Nigdy nie obalą ustroju. Postrzega ich jako dzieci swoich dawno nieżyjących przyjaciół i sojuszników. może... Zdecydowanie zadurzyła się w nim..Ale. Och.. .zapytała. może również posiadać inne książki. Wysłać młodą.. że jeśli czyta zakazane książki. . ale to nie czyni go naszym sprzymierzeńcem. żebyś doprowadził do jego śmierci. przekażą młodego Elenda Inkwizytorom .powiedział na głos.Lord Elend może czyta zakazane książki. westchnął w duchu Kelsier. .odrzekła. Ani my. Jesteś na to za mądra. którzy podobno pomogli mu pokonać Głębię.. Może uczynilibyśmy z niego sojusznika albo coś. Vin .Tego bym nie powiedział.Nie powiedziałam ci o tym dlatego. Jeśli obligatorzy znajdą na to dowody. ponieważ to modne i ekscytujące. . nie ma się co martwić tą książką? . pomyślał Kelsier. Vin powoli skinęła głową. że nie będziesz bardzo cierpiała. tych samych. jak do tego doprowadzić? Egzekucja dziedzica Venture z pewnością przyczyniłaby się do politycznego zamieszania w Luthadelu.Myślałam. Od czasu do czasu wybacza takie przewinienia..szlachcic czy nie. Zakon tym samym skazał ją na zapomnienie. Jest dżentelmenem. Pytanie tylko. . kiedy już się tobą znudzi. Elenda Venture nie obchodzą skaa. . że ich pomysły są nowe. ..Ostatni Imperator jest znacznie pobłażliwszy wobec szlachty niż wobec skaa. którzy uważają. . Jeśli młody Elend ma Przedświt. . Vin pobladła..odparł Kelsier.Poza tym .

A czy jego zainteresowanie było podyktowane współczuciem. .. właściwie. na jaką ona ma ochotę? Do diaska. Czemu mam wrażenie.Możemy porozmawiać o tym później.Widzisz. sprowadzasz zagrożenie na całą operację. czy było czysto intelektualne? Zawahała się.. . . ten człowiek nie jest naszym sprzymierzeńcem.. kazałem ci trzymać się od niego z daleka. Rozumiesz? Spuściła wzrok i skinęła głową. nie mam teraz czasu na te sprawy.polecił.Nie.Pokiwał głową. i na swoich towarzyszy.. jeśli sobie dobrze przypominam. Spędzając czas z Elendem Venture. . że trzymanie się od niego z daleka jest ostatnią rzeczą. .Idź się prześpij . . Kelsier westchnął..

Czuła się już tak. o ile szybciej dostałaby się tam. Nie miała się dokąd udać. Pozwalał jej na krótkie . Wciąż myślała. jakby mogła po kolei nazwać i wymienić każdą koleinę na drodze. Najwyraźniej młode arystokratki nie miały nic innego do roboty. Obiady. Jest bezcielesne . herbatki i wszelkie inne formy codziennych rozrywek cieszyły się w mieście równą popularnością. 20 Vin odczuwała rosnące znużenie scenerią panującą pomiędzy Fellise a Luthadelem. Jest czarne i przejrzyste.oglądając te same brunatne wzgórza. Jakby stworzone z ciemnego dymu. ale nie ma wyraźnego konturu. gdyby mogła skorzystać z kolcotraktu. jak tylko siedzieć w powozie po sześć godzin dziennie. by kontynuować jej szkolenie. mizerne drzewa i kobierzec chwastów. ale Kelsier nie kwapił się. Często Vin podróżowała pomiędzy tymi miastami dwa lub trzy razy dziennie. W ciągu kilku ostatnich tygodni odbywała tę samą podróż co najmniej dziesięć razy . ciągnąc barkę w stronę Luthadelu. Uczestniczyła w wielu balach . Vin westchnęła. I tak czuła frustrację.To nie cień. To nie jest zwykły cień. To czarne coś. Albo z mgły.ale to był jedynie początek. jedynie do Fellise. W oddali grupka skaa dreptała po ścieżce wzdłuż kanału.ulotne i pozbawione kształtu. Jej życie mogło wyglądać znacznie gorzej. Tęskniła za skakaniem przez mgły. co tylko ja widzę. a do wieczora nie zapowiadały się żadne interesujące wydarzenia. co mnie prześladuje. Było dopiero południe.

jego widoczne niezdecydowanie bynajmniej nie zmieniło temperamentu byłej narzeczonej. Drugi powód irytacji Vin był jednak znacznie bardziej beznadziejny. które ją irytowały. obrażać i drwić z Vin. Jednak nie starał się już spędzać z nią czasu za wszelką cenę. zanim całkiem dojdzie do zdrowia? Przynajmniej mogę chodzić na bale. czuła coraz większą frustrację. Oczywiście. Żaden nie posiadał tego zabawnego poczucia humoru. Zaczynała się też irytować nieustępującym osłabieniem. Czy źle go zrozumiałam? . głębi Elenda. by się nimi z nią dzielić. Wprawdzie Vin nie miała teraz zbyt wiele czasu na samotne siedzenie. kiedy zbywano milczeniem jej pytania. Było to przyjemne życie . ani uczciwych. nawet zachowaniem dając do zrozumienia.. że pod gładkimi pozorami kłębią się niezliczone intrygi. Od spotkania z Inkwizytorem minęły trzy miesiące. jak mało Vin jest ważna. przypłaciłaby to życiem. by poniżać. najcięższa część zimy upłynęła bez jednego płatka śniegu. Wprawdzie jej status outsidera denerwował. ale ostateczny powrót do Allomancji powinien to załatwić.nocne wypady. lecz nie na długie. Vin zaczęła pojmować. Pozostały jej zatem jeszcze dwie inne sprawy. że wkrótce wszystko się zmieni. Shan wykorzystywała każdą okazję. jednak szybko zdała sobie sprawę. że wiedziała. ale kiedy już się znalazły w jednym miejscu. czemu Kelsier ostrzegał ją przed zwróceniem na siebie uwagi kogoś zbyt ważnego. że jej unika. Pomimo znużenia ciągłymi podróżami Vin polubiła swoje zadanie. ekscytujące skoki. Może zaczynam się przywiązywać do mojej roli Valette? . które odbyły się w ciągu ostatnich tygodni. arystokratyczny sposób. Nie miała wrażenia. by ćwiczyła umiejętności. Elenda czasem trudno było zrozumieć. Zdobyła już na tyle doświadczenia.może nieco nudne. Jedynie podstawowe ruchy . Robiła to w całkiem spokojny. Lord Elend Venture nie pojawił się na kilku balach. Nie w takim sensie. Na szczęście niezbyt często spotykała Shan Elariel.zastanawiała się. Valette była . ale na razie szlachta wydawała się chętna ją zaakceptować tańczono z nią. zapraszano na kolacje. Udawanie arystokratki było znacznie mniej uciążliwe niż normalna praca złodzieja. Pozostali nie byli realni. rozmawiano. pełnych żaru oczu.głównie Odpychanie i Przyciąganie niewielkich obiektów w staniu na ziemi.. że żaden z młodych szlachciców nie miał. Pierwszą była niezdolność do zgromadzenia jakichkolwiek użytecznych informacji.pomyślała Vin. Ile czasu jeszcze minie. pomyślała. lecz Kelsier miał pewność. Niestety. gdyby jej tajemnica kiedykolwiek ujrzała światło dzienne. jak on. wciąż jednak była zbyt nowa. kiedy powóz wjeżdżał do Fellise.

zamiatając sadzę do pojemników i wynosząc ją z miasta. zaledwie dotarła do obu mężczyzn. aż Sazed otworzy jej drzwiczki. unoszące się nad ulicami. jak koszmarne jest życie skaa. odwracając wzrok od skaa. Biedactwa. by przechodzący szlachcic dostał w głowę grudą popiołu zgromadzonego na drzewie. . a choć teraz przestał już padać. uzbrojeni w laski nadzorcy przechadzali się po ulicy. myślała Vin.Dziecko. kiedy powóz wreszcie wjechał na podjazd posesji Renoux. jak egzekucja tego biednego dzieciaka lub pracę dzieci skaa. zrzucając na siebie czarne lawiny. unosząc suknię. Szybko jednak zorientowała się. Niektórzy wydawali się mili na swój sposób. który nienawidził wszystkich szlachciców bez wyjątku. przekonana. żeby zwolnić. żeby można go było pozamiatać . myślała. Oni nie rozumieją. Elend i pozostali. jesteśmy na widoku. wciąż jeszcze były widoczne niewielkie wiry i obłoki. Mimo to obelgi bolały. Powóz Vin zatrzymał się przed domem i dziewczyna nie czekała.jedynie maską: miała być dokładnie taka. . Pokręciła głową. Mieszkają w pięknych zamkach. . Zauważyła dużą grupę ludzi na wewnętrznym dziedzińcu i natychmiast chwyciła fiolkę z metalami.Zachowuj pozory. by nikt nie przerywał pracy. przejeżdżając obok grupki obdartych dzieci. powoli zmieniała zdanie. jak mówiła Shan. zaczynała też sądzić. W czasie jej podróży do miasta spadł popiół. Wyskoczyła z powozu. Dzieci trzęsły drzewami. Kiedy jednak widziała takie zdarzenia. Między skaa spoczywały w stertach skrzynie i worki . starając się wypędzić z umysłu zarówno Elenda. by uciec z drogi przejeżdżającemu powozowi. pilnując.zapytała szeptem. Widziała piękno arystokracji . dygnij przynajmniej .nie była jak Kelsier. Jak szlachta może tego nie widzieć? Jak może tego nie rozumieć? Westchnęła. Robotnicy krzątali się. Czasem musieli się spieszyć. że to Ostatni Imperator przysłał żołnierzy. Robotnicy skaa krzątali się. by aresztowali lorda Renoux. lecz ze skaa w zwykłej roboczej odzieży. który nawet nie fatygował się. Powóz przejechał przez bramę i Vin całkiem straciła orientację. otrząsających drzewa z popiołu.nie wypadało. .zganił ją lord Renoux. Uważni.Przewozicie towary do jaskiń? . że tłum nie składał się z żołnierzy. jak i Shan. którzy nadzorowali całą operację. ładując pakunki na rząd wozów. że niektóre opowieści skaa na temat ich okrucieństwa muszą być przesadzone. i natychmiast podbiegła do Kelsiera i Renoux.wiele było obsypanych popiołem z ostatnich opadów. tańczą i nie rozumieją na czym tak naprawdę polega ucisk Ostatniego Imperatora.

Vin spełniła polecenie, hamując irytację.
- Oczywiście, że tak, Vin - odrzekł Kelsier. - Renoux musi przecież coś robić z bronią i
zapasami. Ludzie nabraliby podejrzeń, gdyby nie widzieli, jak je wywozi.
Renoux skinął głową.
- Oficjalnie wysyłamy wszystko barkami do moich plantacji na zachodzie. Po drodze
jednak barki zatrzymają się, by zostawić ładunek - oraz część „flisaków” - w jaskiniach
rebeliantów. Barki z pomniejszoną załogą popłyną dalej, żeby zachować pozory.
- Nasi żołnierze nawet nie wiedzą, że Renoux bierze w tym udział dodał Kelsier. Myślą, że występują przeciwko szlachcicowi. Poza tym to dla nas dobra okazja, żeby
wreszcie zobaczyć armię. Spędzimy jakiś tydzień w jaskiniach i wrócimy do Luthadelu na
jednej z barek Renoux, wracających na wschód.
Vin znieruchomiała.
- My? - zapytała, nagle wyobrażając sobie całe tygodnie na barce, przesuwające się
przed oczami monotonne krajobrazy... I tak dzień po dniu, dzień po dniu w podróży. Byłoby
to chyba jeszcze gorsze niż krążenie w tę i z powrotem na trasie Luthadel-Fellise.
Kelsier uniósł brew.
- Wyglądasz na zmartwioną. Ktoś chyba polubił bale i przyjęcia.
Vin się zarumieniła.
- Pomyślałam po prostu, że powinnam zostać tutaj, to znaczy... teraz, skoro mam
zaległości z powodu choroby...
Kelsier uśmiechnął się i uniósł dłoń.
- Ty zostajesz. Jedziemy tylko Yeden i ja. Chcę dokonać inspekcji oddziałów, a Yeden
zamierza pozostać i przejąć nadzór nad armią, żeby Ham mógł wrócić do Luthadelu.
Zabieramy też mojego brata - zostawimy go w punkcie zbornym z akolitami Zakonu w
Vennias. Dobrze, że jesteś. Chciałbym, żebyś z nim chwilkę porozmawiała, zanim
wyjedziemy.
Zmarszczyła brwi.
- Z Marshem?
Kelsier skinął głową.
- To Mglisty Szperacz. Brąz jest jednym z mniej użytecznych metali, zwłaszcza dla
pełnego Zrodzonego, ale Marsh twierdzi, że może ci pokazać parę sztuczek. Prawdopodobnie
to twoja ostatnia szansa na lekcje z nim.
- Gdzie on jest?
Kelsier zmarszczył brwi.

- Spóźnia się.
To chyba cecha rodzinna.
- Wkrótce tu będzie, dziecko - odparł lord Renoux. - Może chcesz się trochę posilić w
salonie?
Miałam dzisiaj dość posiłków, pomyślała, z trudem opanowując irytację. Zamiast
wrócić do domu, przeszła się po dziedzińcu, przyglądając się towarom i robotnikom,
pakującym zapasy na wozy, którymi zostaną przetransportowane do lokalnych doków kanału.
Teren był ładnie utrzymany, i choć jeszcze nie posprzątano popiołu, krótko przycięta trawa
sprawiała, że Vin nie musiała wysoko podnosić spódnicy, by jej nie ubrudzić.
Poza tym popiół zaskakująco łatwo dawał się usuwać z odzieży. Przy odpowiednim
praniu i z użyciem dość kosztownego mydła, nawet białe ubranie można było doprać do
czysta. Dlatego szlachta zawsze nosiła ubrania, które wyglądały jak nowe. Ot, taka prosta,
łatwa do zauważenia metoda podziału ludzi na skaa i arystokrację.
Kelsier ma rację, pomyślała Vin. Zaczyna mi się podobać rola damy. Martwiły ją też
zmiany, jakie nowy styl życia w niej zapoczątkował. Kiedyś jej jedynym problemem był głód
i bicie - teraz nudziły ją długie przejażdżki powozem i towarzysze, którzy spóźniali się na
spotkania. Co może z człowiekiem zrobić taka transformacja?
Westchnęła w duchu, przechadzając się wśród zapasów. Niektóre ze skrzynek będą
wypełnione bronią - mieczami, pikami, łukami - ale większość ładunku to żywność w
workach. Kelsier mówił, że utworzenie armii wymaga znacznie więcej zboża niż stali.
Przesunęła palcami po skrzyniach, uważając, żeby nie naruszyć warstwy popiołu, która
się na nich znajdowała. Wiedziała, że dzisiaj będą odprawiać barkę, ale nie spodziewała się,
że Kelsier też wyjedzie. Oczywiście, podjął decyzję dopiero w ostatniej chwili - nawet ten
nowy, bardziej odpowiedzialny Kelsier wciąż był impulsywny. Możliwe, że u dowódcy jest to
dobra cecha. Nie obawiał się wprowadzać nowych pomysłów, nieważne, kiedy mu przyszły
do głowy.
Może powinnam poprosić, żeby zabrał mnie ze sobą, pomyślała leniwie. Już o wiele za
długo bawię się w damę. Kiedyś przyłapała się na tym, że siedzi w powozie prosto, z dłońmi
złożonymi na kolanach, mimo że była sama. Obawiała się, że zaczyna tracić instynkt - bycie
Valette stało się teraz bardziej naturalne niż bycie Vin.
Oczywiście nie mogła jechać. Miała w planie spotkanie przy lunchu z lady Flavine, nie
wspominając nawet o balu u Hastingów - towarzyskie wydarzenie miesiąca. Jeśli Valette się
nie pojawi, naprawienie tej szkody zajmie jej pewnie kilka tygodni. No i był też Elend.
Zapomni o niej całkiem, jeśli przestanie ją widywać.

Już o tobie zapomniał, powiedziała sobie. Na ostatnich trzech balach zaledwie chciał z
tobą rozmawiać. Głowa do góry, Vin. To tylko jeszcze jedno oszustwo... jeszcze jedna gra,
jakie znasz od dawna. Budujesz swoją reputację po to, by zbierać informacje, a nie żeby
flirtować i tańczyć.
Zdecydowanie skinęła głową. Obok niej kilku mężczyzn skaa ładowało skrzynie na
jeden z wozów. Przystanęła obok i przyglądała się ich pracy. Dockson twierdził, że rekrutacja
do armii nabiera tempa.
Nabieramy rozpędu, pomyślała. Chyba wieści się roznoszą. Dobrze, oczywiście, o ile
nie rozniosą się zbyt daleko.
Przez chwilę obserwowała tragarzy, czując coś... dziwnego. Wydawali się
roztargnieni. Po chwili mogła już określić źródło tego stanu. Co chwila zerkali na Kelsiera,
szepcząc coś do siebie podczas pracy. Vin podeszła bliżej, wciąż trzymając się sterty
skrzynek, i zapaliła cynę.
- Nie, to na pewno on - szeptał jeden z nich. - Widziałem blizny.
- Jest wysoki - zauważył drugi.
- Oczywiście. A czego się spodziewałeś?
- Przemawiał na spotkaniu, na którym zostałem zwerbowany - dodał trzeci. - Ocalały z
Hathsin. - W tonie jego głosu brzmiał podziw.
Mężczyźni przeszli dalej, żeby znieść kolejne skrzynki. Vin przechyliła głowę, po
czym zaczęła się przechadzać wśród robotników, nasłuchując.
Nie wszyscy rozmawiali o Kelsierze, ale zdumiewająca większość. Wiele razy
wspominano też o „Jedenastym Metalu”.
Wszystko dlatego, pomyślała Vin. To nie rebelia nabiera rozpędu... to Kelsier. Ludzie
mówili o nim cicho, prawie nabożnym tonem. Z jakiejś przyczyny Vin czuła się tym
zakłopotana. Nigdy by nie ścierpiała, gdyby to o niej mówiono takim tonem. Kelsier jednak
przyswoił sobie go bez trudu: jego charyzmatyczna osobowość tylko podsycała pogłoski.
Zastanawiam się, czy będzie w stanie się wycofać, kiedy wszystko się skończy.
Pozostali członkowie grupy nie byli zainteresowani przywództwem, ale Kelsier tylko o tym
marzył. Czy naprawdę pozwoli, żeby rebelia skaa zwyciężyła? Czy jakikolwiek człowiek jest
zdolny zrzec się takiej potęgi?
Zmarszczyła brwi. Kelsier był dobrym człowiekiem, prawdopodobnie będzie też
dobrym władcą. Jeśli jednak spróbuje przejąć kontrolę, zostanie to uznane za zdradę, wycofa
się bowiem z obietnic danych Yedenowi.
Nie chciała, by tak się stało.

- Valette! - zawołał Kelsier.
Drgnęła, ogarnięta poczuciem winy. Kelsier wskazał jej powóz, który właśnie
wjeżdżał na teren posesji. Przyjechał Marsh. Zawróciła, czekając, aż powóz stanie, i podeszła
do Kelsiera niemal w tej samej chwili, co Marsh.
Kelsier uśmiechnął się i skinął jej głową.
- Jeszcze przez jakiś czas nie będziemy gotowi do wyjazdu - rzekł do Marsha. Mógłbyś pokazać małej kilka sztuczek?
Marsh spojrzał na Vin. Ze smukłej budowy ciała i jasnych włosów był podobny do
Kelsiera, lecz nie tak przystojny. Może dlatego, że nigdy się nie uśmiechał.
Wskazał palcem frontowy balkon pałacu.
- Czekaj tam na mnie.
Vin otwarła usta, żeby odpowiedzieć, ale coś w wyrazie twarzy Marsha sprawiło, że
zrezygnowała. Przypomniały jej się stare czasy sprzed kilku miesięcy, kiedy nie
kwestionowała decyzji swoich zwierzchników. Odwróciła się, pozostawiając całą trójkę, i
ruszyła do pałacu.
Od schodów do balkonu dzieliła ją niewielka odległość. Kiedy dotarła na miejsce,
przyciągnęła sobie krzesło i usiadła przy pobielonej drewnianej barierce. Balkon oczywiście
został już dokładnie oczyszczony z popiołu. Na dole Marsh wciąż jeszcze rozmawiał z
Kelsierem i Renoux. Poza nimi, a nawet poza rozstawioną karawaną wozów Vin widziała
nagie wzgórza za miastem, oświetlone czerwonym blaskiem słońca.
Tylko kilka miesięcy zabawy w damę, a już wydaje mi się, że wszystko, czego nie
dotknęła ludzka ręka, jest gorsze. W ciągu wielu lat podróży z Reenem nigdy nie uważała
tego krajobrazu za „nagi”. A Kelsier twierdzi, że ta ziemia kiedyś była żyźniejsza niż ogrody
szlachty.
Czy miał nadzieję przywrócić ten stan rzeczy? Opiekunowie mogli, być może,
opanować języki i religie, ale nie potrafią stworzyć nasion roślin, które dawno temu wyginęły.
Nie mogą powstrzymać opadów popiołu ani nie dopuścić mgły, by nie nadchodziła nocą. Czy
świat naprawdę zmieni się tak bardzo, kiedy Ostatnie Imperium upadnie?
Poza tym, czy Ostatni Imperator nie miał prawa do swego miejsca? Pokonał Głębię, a
przynajmniej tak twierdził. Uratował ten świat, co w pewnym pokrętnym sensie - sprawiało,
że należał do niego. Jakie mieli prawo mu go odbierać?
Często zastanawiała się nad tymi sprawami, choć z nikim nie dzieliła się swymi
spostrzeżeniami. Wszyscy sprawiali wrażenie zaangażowanych w plan Kelsiera, niektórzy
nawet dzielili jego wizję. Vin jednak w dalszym ciągu się wahała. Nauczyła się od Reena, że

optymizm należy traktować sceptycznie.
A jeśli kiedykolwiek istniał plan godzien wahania, był nim plan Kelsiera.
Minęła już jednak punkt, w którym zadawała sobie pytania. Wiedziała, dlaczego
pozostaje z grupą. Nie chodziło o plan, tylko o ludzi. Lubiła Kelsiera. Lubiła Docksona,
Breeze'a i Hama. Lubiła nawet dziwnego małego Spooka i jego kostycznego wuja. Była to
grupa niepodobna do żadnej, z jaką zdarzyło jej się pracować.
Czy to wystarczający powód, żeby dać się przez nich zabić? - podpowiadał jej głos
Reena.
Zawahała się. Ostatnio coraz rzadziej słyszała w myślach jego podszepty, ale wciąż
tam były. Niełatwo było pozbyć się nauk Reena, wpajanych jej przez ponad szesnaście lat
życia.
Marsh pojawił się na balkonie kilka chwil później. Spojrzał na nią i rzekł:
- Kelsier widocznie oczekuje, że spędzę wieczór na uczeniu cię Allomancji. Zacznijmy
od razu.
Skinęła głową.
Zmierzył ją wzrokiem, widocznie oczekując bardziej entuzjastycznej reakcji. Vin
siedziała spokojnie. Nie tylko ty potrafisz być nadąsany, przyjacielu.
- Doskonale - rzekł Marsh, siadając obok niej i wspierając ramię na poręczy balkonu.
Jego głos stracił nagle ton irytacji. - Kelsier powiedział, że nie miałaś wiele czasu na
przeszkolenie się w wewnętrznych umiejętnościach mentalnych. Zgadza się?
Skinęła głową.
- Podejrzewam, że wielu pełnych Zrodzonych zaniedbuje te umiejętności - mówił. - A
to wielki błąd. Brąz i miedź może nie są tak efektowne jak inne metale, ale mogą być potężną
bronią w rękach odpowiednio przeszkolonych osób. Inkwizytorzy działają dzięki swojej
manipulacji brązem, a podziemni Mgliści przeżywają dzięki temu, że polegają na miedzi.
Brąz jednak jest o wiele subtelniejszy. Mogę cię nauczyć, jak go właściwie używać. A jeśli
przećwiczysz to, czego cię nauczę, będziesz miała przewagę, którą zaniedbuje większość
Zrodzonych.
- Ale czy inni Zrodzeni nie umieją spalać miedzi? - zapytała. - Jaki jest sens uczenia
się brązu, skoro wszyscy, z którymi walczysz, są niewrażliwi na jego siłę?
- Widzę, że już zaczynasz myśleć jak tamci - odparł Marsh. - Nie wszyscy są
Zrodzonymi, dziewczyno. Właściwie jest ich naprawdę niewielu. A pomimo tego, co twoi
pobratymcy sobie myślą, normalni Mgliści też mogą zabijać. Wiedza, czy człowiek, który cię
atakuje, jest Zbirem, czy Monetostrzelnym, może bez trudu uratować ci życie.

- Dobrze.
- Brąz pomoże ci też zidentyfikować Zrodzonych z Mgły - ciągnął Marsh. - Jeśli
zobaczysz kogoś wykorzystującego Allomancję, kiedy w pobliżu nie będzie Dymiarza, a nie
poczujesz, że emituje on allomantyczne impulsy, będziesz wiedziała, że to Zrodzony. Albo
Inkwizytor. W każdym przypadku powinnaś uciekać.
Vin skinęła głową, czując, jak rana w jej boku pulsuje.
- Spalanie brązu daje wielką przewagę w stosunku do spalania samej miedzi.
Oczywiście, używając miedzi, Zadymiasz sama siebie, ale w pewnym sensie również się
oślepiasz. Miedź uodparnia cię na Odpychanie lub Przyciąganie uczuć.
- Ale to chyba dobrze?
Marsh lekko przekrzywił głowę.
- O? A co daje większą przewagę? To, że jesteś odporna na uwagę jakiegoś
Uspokajacza, ale nie wiesz o niej? Czy to, że wiesz, dzięki brązowi, jakie uczucia, próbuje on
w tobie stłumić?
Vin się zawahała.
- Możesz dostrzec to tak szczegółowo?
Kiwnął głową.
- Z odrobiną uwagi i wprawy możesz rozpoznawać bardzo drobne zmiany w
allomantycznym spalaniu metali przez twoich przeciwników. Możesz dokładnie odróżnić, na
jaką część uczuć danej osoby stara się wpłynąć Uspokajacz lub Podżegacz. Będziesz również
w stanie stwierdzić, kiedy ktoś rozjarza metale. Jeśli dojdziesz do wprawy, możesz nawet
określić, kiedy i który metal im się kończy.
Vin zamyśliła się głęboko.
- Zaczynasz widzieć zalety - rzekł Marsh. - Dobrze. A teraz zacznij spalać brąz.
Spełniła jego polecenie. Natychmiast wyczuła w powietrzu dwie rytmiczne pulsacje.
Bezgłośne fale omywały ją, jak bębnienie bębnów lub fale oceanu uderzające o brzeg. Były
zmieszane i stłumione.
- Co czujesz? - zapytał Marsh.
- Myślę... że spalane są dwa różne metale. Jeden pochodzi od Kelsiera na dole, drugi
od ciebie.
- Dobrze - odparł z uznaniem. - Ćwiczyłaś.
- Niewiele - przyznała.
Uniósł brew.
- Niewiele? A już umiesz odróżnić źródła pulsacji. To wymaga praktyki.

Wzruszyła ramionami.
- Wydaje mi się to naturalne.
Marsh znieruchomiał na chwilę.
- Dobrze - rzekł. - Czy te dwie pulsacje różnią się?
Skoncentrowała się, marszcząc brwi.
- Przymknij oczy - polecił. - Odsuń inne bodźce. Skup się tylko na pulsacjach
allomantycznych.
Zastosowała się do jego poleceń. Nie, to nie przypominało słuchania. Musiała się
skoncentrować, żeby wykryć charakterystyczne różnice w pulsacjach. Jedna była... jakby w
nią uderzała. Druga, cóż za dziwne wrażenie - jakby pociągała ją ku sobie z każdym
uderzeniem.
- Jedna to metal Przyciągający, prawda? - zapytała, otwierając oczy. To ten Kelsiera.
Ty Odpychasz.
- Doskonale - odparł Marsh. - On spala żelazo. Poprosiłem go o to, żebyś mogła
poćwiczyć. Ja, oczywiście, spalam brąz.
- Czy one wszystkie takie są? - zapytała. - To znaczy, czy jest między nimi taka
różnica?
Marsh skinął głową.
- Możesz odróżnić metal Odpychający od Przyciągającego dzięki jego allomantycznej
sygnaturze. Właśnie tak niektóre metale zostały podzielone na kategorie. Na przykład to, że
cyna Pociąga, podczas gdy cyna z ołowiem Odpycha, nie jest intuicyjne. Nie powiedziałem,
żebyś otwarła oczy.
Zamknęła je natychmiast.
- Skoncentruj się na pulsacjach - polecił. - Postaraj się rozpoznać ich długości.
Potrafisz określić różnicę?
Zmarszczyła brwi. Koncentrowała się najbardziej, jak mogła, ale jej poczucie metali
było jakby... przyćmione. Niewyraźne. Po kilku minutach długości oddzielnych pulsacji
wciąż wydawały jej się takie same.
- Nie czuję zupełnie nic - odrzekła z rozpaczą.
- Dobrze - odparł beznamiętnie. - Ja potrzebowałem pół roku, żeby nauczyć się
rozróżniać długości pulsacji. Gdybyś zrobiła to za pierwszym razem, czułbym się
niekompetentny.
Otwarła oczy.
- Więc po co kazałeś mi to zrobić?

- Pewnego dnia wyczujesz dwie różne długości pulsacji. Metale wewnętrzne, takie jak
miedź i brąz, dają dłuższe impulsy niż zewnętrzne, jak żelazo i stal. Praktyka powie ci też, że
istnieją trzy wzorce pulsacji - jeden dla metali fizycznych, drugi dla umysłowych, a trzeci dla
dwóch wyższych. Długość impulsu, grupa metali i wariacja Odpychania z Przyciąganiem skoro poznasz te trzy elementy, będziesz umiała powiedzieć, które dokładnie metale spala
twój przeciwnik. Długi impuls, uderzający w ciebie i z szybkim powtarzaniem to cyna z
ołowiem - fizyczny wewnętrzny metal Odpychający.
- Skąd takie nazwy? - zapytała. - Wewnętrzne i zewnętrzne?
- Metale dzielą się na grupy po cztery - przynajmniej te niższe osiem. Dwa metale
zewnętrzne, dwa wewnętrzne - jeden, który Odpycha, drugi, który Pociąga. Żelazem
Pociągasz coś, co jest na zewnątrz ciebie, a stalą Odpychasz coś, co jest na zewnątrz. Cyną
Pociągasz coś, co jest w tobie, cyną z ołowiem Odpychasz coś, co jest w tobie.
- Ale brąz i miedź - przerwała Vin. - Kelsier mówił, że to wewnętrzne metale, a jednak
zdaje się, wpływają na rzeczy na zewnątrz. Miedź nie dopuszcza, by ludzie czuli, kiedy
używasz Allomancji.
Marsh pokręcił głową.
- Miedź nie zmienia twoich przeciwników, zmienia w tobie coś, co, ma na nich wpływ.
Dlatego jest nazywana metalem wewnętrznym. Mosiądz z kolei bezpośrednio zmienia emocje
innej osoby, stąd jest metalem zewnętrznym.
Vin spojrzała na Kelsiera.
- Wiesz wiele o wszystkich metalach, ale jesteś tylko Mglistym, prawda?
Skinął głową. Mimo to nie miał miny, jakby chciał udzielić odpowiedzi.
Spróbujmy zatem czegoś, pomyślała Vin, wygaszając brąz. Zaczęła lekko palić miedź,
aby zamaskować Allomancję. Marsh nie zareagował, nadal spoglądał w dół, ku Kelsierowi i
karawanie.
Powinnam być niewidzialna dla jego zmysłów, pomyślała, ostrożnie spalając cynk i
mosiądz. Sięgnęła, dokładnie tak, jak uczył ją Breeze, by dotknąć emocji Marsha. Stłumiła
jego podejrzenia i ograniczenia, wydobywając uczucie tęsknoty. Teoretycznie powinien być
teraz bardziej skłonny do zwierzeń.
- Musiałeś się tego przecież nauczyć? - zapytała ostrożnie. Na pewno zaraz zobaczy,
co zrobiłam. Będzie wściekły i...
- Złamałem się, kiedy byłem bardzo młody - odparł. - Miałem dużo czasu, żeby
ćwiczyć.
- Sporo ludzi tak ma.

- I... miałem powody. Trudno je wyjaśnić.
- Zawsze są - odparła, delikatnie wzmacniając allomantyczny nacisk.
- Wiesz, co Kelsier myśli o szlachcie? - zapytał nagle, obracając się ku niej z lodowato
zimnym spojrzeniem.
Żelaznooki, pomyślała. Tak o nim mówili. Skinęła głową.
- No cóż, ja czuję to samo w stosunku do obligatorów - odparł. Zrobię wszystko, żeby
ich zniszczyć. Zabrali naszą matkę - wtedy się Złamałem, wtedy też poprzysiągłem, że ich
zniszczę. Więc dołączyłem do rebelii i zacząłem się uczyć wszystkiego, co wiadomo o
Allomancji. Inkwizytorzy ją wykorzystują, więc muszę ją zrozumieć, muszę zrozumieć
wszystko i być tak dobrym, jak jestem w stanie, i chyba mnie Uspokajasz?
Vin podskoczyła i natychmiast wygasiła wszystkie metale. Marsh znów spojrzał na nią
z zimnym wyrazem twarzy.
Uciekaj! - pomyślała odruchowo. Omal tego nie zrobiła. Dobrze wiedzieć, że dawne
instynkty wciąż w niej tkwią, choć nieco przytłumione.
- Tak - odparła pokornie.
- Jesteś dobra - odparł. - Nie zorientowałbym się, gdybym nie zaczął bredzić. Przestań.
- Przestałam.
- Dobrze - rzekł. - Już drugi raz zmieniłaś moje emocje. Nigdy więcej tego nie rób.
Skinęła głową.
- Drugi raz?
- Po raz pierwszy w moim sklepie, osiem miesięcy temu.
Rzeczywiście. Czemu tego nie pamiętałam?
- Przepraszam.
- Jesteś Zrodzona... po prostu to robisz. On robi to samo. - Spoglądał teraz na Kelsiera.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
- Marsh? - zapytała nagle. - Skąd wiedziałeś, że jestem Zrodzona? Wtedy umiałam
tylko Uspokajać.
- Pozostałe metale znałaś instynktownie. Tego dnia spalałaś cynę z ołowiem i cynę odrobinkę, ledwie zauważalnie. Prawdopodobnie połknęłaś te metale wraz z wodą i używając
sztućców. Czy nigdy się nie zastanawiałaś, dlaczego przeżyłaś, kiedy inni umierali?
Zamyśliła się.
Przeżyłam wiele chłost. Wiele dni bez jedzenia, noce spędzone w alejce w deszczu lub
popiele...
Marsh skinął głową.

- Niewielu ludzi, nawet Zrodzonych z Mgły, jest tak zestrojonych z Allomancją, że
instynktownie spalają metale. To mnie w tobie zainteresowało - dlatego powiedziałem
Docksonowi, gdzie ma cię szukać. Czy znowu Popychasz moje uczucia?
- Przysięgam, że nie. - Pokręciła głową.
Zmarszczył brwi, obserwując ją.
- Jesteś groźny - szepnęła. - Jak mój brat.
- Byliście blisko ze sobą?
- Nienawidziłam go - odparła cicho.
Zawahał się i odwrócił twarz.
- Rozumiem.
- Czy ty nienawidzisz Kelsiera?
Pokręcił głową.
- Nie, nie czuję nienawiści. Jest postrzelony i zadufany, ale jest moim bratem.
- To wystarczy?
- Tak.
- Ja... nie potrafię tego pojąć - wyznała, spoglądając na pole pełne skaa, skrzynek i
worków.
- Podejrzewam, że twój brat nie traktował cię dobrze?
Potrząsnęła głową.
- A twoi rodzice? - dopytywał się Marsh. - Jedno było szlachetnego rodu, a drugie?
- Szalone - odparła. - Słyszała głosy. Było tak źle, że brat bał się zostawiać nas z nią
sam na sam. Ale oczywiście nie miał wyboru...
Marsh siedział, milcząc. Jakim sposobem odwrócił sytuację? - zastanawiała się Vin.
Nie jest Uspokajaczem, ale wyciąga ze mnie co najmniej tyle samo, ile ja wyciągnęłam z
niego.
Dobrze jednak było w końcu wyrzucić to z siebie. Uniosła rękę, bezmyślnie dotykając
kolczyka.
- Ja tego nie pamiętam - powiedziała. - Ale Reen mówił, że pewnego dnia wrócił do
domu i zastał matkę we krwi. Zabiła moją malutką siostrę. To była jatka. Mnie jednak nie
ruszyła... dała mi tylko kolczyk. Reen powiedział... Mówił, że trzymała mnie na kolanach,
bełkocząc i twierdząc, że jestem królową. U jej stóp leżało ciało mojej siostry... Zabrał mnie
od matki, a ona uciekła. Chyba uratował mi życie. I pewnie dlatego potem zostałam z nim.
Nawet kiedy był zły.
Pokręciła głową i spojrzała na Marsha.

- I tak nie wiesz, jakim jesteś szczęściarzem, że masz Kelsiera za brata.
- Tak mi się zdaje - odparł. - Tyle tylko... że wolałbym, żeby nie traktował ludzi jak
zabawki. Często zabijałem obligatorów, ale mordować ludzi tylko za to, że są szlachetnego
rodu... - Wzruszył ramionami. - Zresztą, chodzi nie tylko o to. On lubi, kiedy ludzie wokół
niego skaczą.
Miał rację. Jednak Vin odkryła w jego głosie coś nowego. Zazdrość.
Jesteś starszym bratem, Marsh. To ty jesteś tym odpowiedzialnym... ty dołączyłeś do
rebelii, zamiast pracować ze złodziejami. Pewnie cię zabolało, że to Kelsiera wszyscy lubili.
- Ale... - ciągnął - jest coraz lepiej. Czeluście go zmieniły. Jej... śmierć go zmieniła.
A to co? - pomyślała Vin, ożywiając się nagle. Tu też się coś kryło. Ból. Głęboki ból,
głębszy niż mężczyzna powinien odczuwać w stosunku do swojej szwagierki.
Więc o to chodzi. Nie chodzi o to, że „wszyscy” lubili Kelsiera bardziej, lecz o jedną,
szczególną osobę. Kogoś, kogo kochałeś.
- Tak czy owak - ciągnął Marsh już znacznie spokojniejszym głosem minęła mu dawna
arogancja. Ten jego plan jest całkiem postrzelony, jestem pewien, że częściowo robi to
wyłącznie po to, żeby się wzbogacić, ale... no cóż, po to nie musiał aż wszczynać rebelii.
Próbuje zrobić coś dobrego... choć pewnie doprowadzi go to do grobu.
- Po co za nim idziesz, skoro wiesz, że poniesie klęskę?
- Bo wprowadzi mnie do Zakonu - wyjaśnił Marsh. - Informacje, które tam zbiorę,
pomogą rebeliantom na przestrzeni wielu lat po śmierci mojej i Kelsiera.
Skinęła głową, spoglądając na dziedziniec.
- Marsh, wydaje mi się, że nie wszystko już mu przeszło - powiedziała z wahaniem. Zobacz, jak się zachowuje w stosunku do skaa, jak oni na niego patrzą...
- Wiem - odrzekł. - To się zaczęło od „Jedenastego Metalu”. Nie wiem, czy się
musimy obawiać... Kell jak zwykle bawi się w swoje gierki.
- Zastanawia mnie, po co wyjeżdża w tę podróż - odparła. - Będzie przez dobry
miesiąc wyłączony z działań.
Marsh pokręcił głową.
- Zyska całą armię ludzi, przed którą będzie mógł się produkować. Poza tym musi
opuścić miasto. Jego reputacja zaczyna być nieco niewygodna, a szlachta zbyt mocno
zainteresowała się Ocalałym. Jeśli rozejdą się plotki, że człowiek z bliznami na rękach
mieszka u lorda Renoux...
Skinęła głową ze zrozumieniem.
- Na razie odgrywa rolę dalekiego krewnego Renoux. Musi jednak opuścić to miejsce,

przekradać się do domu. których miała szukać .zanim ktokolwiek skojarzy go z Ocalałym. Jak to jest? Po namyśle zdecydowała. zamiast wchodzić po głównych schodach. by mogła je pojąć. bez dalszych pożegnań. Jeśli się jeszcze kiedyś spotkamy. Przytaknęła i Marsh skierował się ku drzwiom... pokazałem ci podstawy. Za każdym razem.. po czym wstał. Teraz musisz jedynie ćwiczyć. w Luthadelu zawsze mieć kaptur na głowie.Cóż. kiedy będziesz z Mglistymi. Kilka chwil później zobaczyła. opierając splecione dłonie na barierce. dopóki tego nie przećwiczysz. i ucz się pulsacji allomantycznych.zbyt obce. nauczę cię czegoś więcej. poproś. żeby palili metale dla ciebie. .. . . Kiedy wróci. ale teraz nie mogę zrobić nic. jak znów podchodzi do Kelsiera i Renoux. że pojęcie braterskiej miłości jest dla niej w tej chwili niczym długości allomantycznych pulsacji.Urwał. pomyślała. Tak naprawdę oni się wcale nie nienawidzą. będzie musiał siedzieć cicho.

zobaczą kłamcę? . Żaden naród nie może się o niego upomnieć. nawet do samego siebie. Nie będzie należał do nikogo. dzięki któremu bohater otrzyma imię«? Moje wielokrotne małżeństwa mogą stanowić »Bezkrwawe więzy z królami świata«.wątpi sam w siebie? Może nie byliby wcale zaskoczeni. Może w głębi serca się zastanawiają? Tak samo jak ja.głosił tekst. że jedynie bardzo naciągana interpretacja łączy je z moją osobą. czytając. że ich obrońca . jeśli spojrzeć na to pod odpowiednim kątem. że pojawiły się wszystkie znaki. czy nie mylą się co do człowieka. że nie jestem tym bohaterem. dopiero dziś uznanych za proroków? Nawet jeśli zaakceptujemy proroctwa. Powiadają. Filozofowie zapewniają mnie. żaden król nie zabije. za którego wszyscy mnie biorą” . 21 Kelsier siedział spokojnie. że to właściwy czas. że trzymam w ramionach los całego świata. „Czasem martwię się. a jego łódź płynęła z wolna kanałem na północ. Istnieją dziesiątki podobnych zdań. Wciąż jednak zastanawiam się. ich zbawca .Bohater Wieków nie będzie człowiekiem. Ale oczywiście. ujrzymy. żadna kobieta go nie zatrzyma. lecz siłą. gdyby się dowiedzieli. Co by powiedzieli. Właściwie to mnie martwi najbardziej. Czy kiedy na mnie spojrzą. mogą to być również zbiegi okoliczności. „Jaki mamy dowód? Słowa ludzi dawno umarłych. Czy moja obrona Letniego Wzgórza to rzeczywiście »Ciężar.Bohater Wieków. które można odnieść do zdarzeń z mojego życia. Tylu ludzi ode mnie zależy.

Nienawistne. ciągnący barkę po kanale mogli przetransportować o wiele więcej funtów towaru.ciągnąc cztery barki i dwie łodzie. ludzie. Niestety. Złą mocą. a nawet charakterem.ścieżki wiodącej wzdłuż kanału . czy moja arogancja w końcu nie zniszczy nas wszystkich”. czując na grzbiecie spojrzenie Rasheka. Ukochanym przywódcą. W czasie podróży na szczęście nie miał nic lepszego do roboty. istotą. przed Wstąpieniem. Kelsier wiedział. Jednakże historia Ostatniego Imperatora dziwnie przypominała Kelsierowi legendy. Teraz jednak się zatrzymali.. Był rad.Rashek chyba tak właśnie uważa. Ludzie rzadko uważają swe własne czyny za nieusprawiedliwione. poruszana wysiłkiem ciągnących ją ludzi. Kelsier opuścił książkę. człowiekiem. Chyba jednak lepiej nie ufać opowieści co do słowa. ile. Gdyby ktoś miał ujrzeć oszustwo. Niepokojące było czytanie słów.. aby zwykły tragarz mnie niepokoił. jak kończy się ta historia. że Sazed dał mu egzemplarz przetłumaczonych części dziennika Ostatniego Imperatora.idę. Dla Kelsiera Ostatni Imperator był nie tyle człowiekiem. niż gdyby mieli go nieść. czy nie byłby to właśnie on? Mimo wszystko kontynuuję moją wędrówkę. zastanawiał się. Zastanawiam się. gdzie według zapisanych proroctw powinienem spotkać moje przeznaczenie . pomyślał Kelsier. Poznawanie opowieści z pierwszej ręki. On jednak jest z Terris. Dziennik sam w sobie był fascynującą lekturą. że kiedyś. Wyjrzał przez okno kabiny w górę kanału. lecz ją zniewolił. Ostatni Imperator był największym z ludzi. które słyszał. z których składał się ich konwój. by czytać dalej. gdzie narodziły się wszystkie proroctwa. Kelsier podniósł książkę. Wiem. omawiane przez szlachtę. Głosiły one. Ostatni Imperator nie uratował ludzkości. za którym . choć pracochłonny sposób podróży. Osoba przedstawiona w dzienniku wydawała się jednak aż nadto śmiertelna. że nie powinienem pozwolić. Fascynującą i przerażającą zarazem. czyniło ją tylko jeszcze tragiczniejszą. Był to efektywny. któremu powierzono los całej ludzkości. śledzenie zwątpienia i walk wewnętrznych Ostatniego Imperatora. Opowieści szeptane przez skaa. Jego łódź kołysała się lekko. idąc tam. które zostały napisane przez samego Ostatniego Imperatora. Zazdrosne. wydawał się obdarzony głębokim rozumem. lecz łódź właśnie zwolniła. zapamiętywane przez Opiekunów. Kelsier widział przed sobą mechanizm śluzy. którą należy zniszczyć. przesuwając dłońmi po stronicy. Dziesiątki ludzi dreptały wzdłuż szlaku holowniczego . Drwiące. Ten człowiek zadawał pytania. Samo Ostatnie Imperium było spuścizną dziennika. zanim łodzie karawany wypłynęły.

. Potem nastąpi wielomiesięczna przerwa we wszelkich kontaktach. po czym Odepchnął się od niej. . pomyślał. eee. Wydawał się podekscytowany.powtórzył Kelsier. ciągnąca się aż na zbocze wzgórza. pokazując go palcami.Czy pójdziemy spotkać się z grupą z jaskiń. pomyślał Kelsier. Muszę wywrzeć odpowiednie wrażenie.zameldował. schodząc wraz z Yedenem z łodzi.odparł Kelsier.. jeśli w ogóle to wszystko ma się udać. Na czele kolumny jeden ze Zbirów Hama.. pomyślał i rzucił monetę na deski. Ludzie na szlaku holowniczym rozmawiali z podnieceniem. Zapalił stal i Odepchnął się. Rzucił kolejną monetę. spoglądając na Yedena. dać im coś. by ten podciągnął łódź do brzegu i spuścił trap. Za dużo osobowości. przelatując nad jedną z załadowanych zapasami barek.Widzę . Po prostu wyszedł na pokład swej łodzi i wyjął kilka monet z sakiewki. Przez większość życia miałem odwrotny problem. Tygodnie podróży dobiegły końca. zasalutował. Ludzie spojrzeli w górę. jeśli nawet trochę brakowało mu osobowości. Nie czekał na posłańca. .odrzekł Yeden i skinął na sługę.Widzę . inni szli obok i czekali na swoją zmianę. by z łomotem wylądować na pokładzie łodzi wiodącej karawanę. był naprawdę gorliwy. skąd mógł widzieć cały szereg ludzi . Coś w rodzaju wodnego skrzyżowania. dotarliśmy do zbiegu tras. Przed nimi rosła gęsta kępa brzóz. odgrywający rolę dowódcy gwardii Kelsiera. Obaj minęli długi szereg pracowników kanału.kanał dzielił się na dwa odcinki. wyraźnie zaskoczony. Dla tych ludzi ta wizyta to ostatnia szansa zobaczenia się ze mną. Dziwnie się czuli. za mało gorliwości. Kelsier zakreślił łuk w powietrzu. pomyślał z rozbawieniem Kelsier. Yeden wyszedł z kajuty. która przybyła przywitać się z nami? zapytał Kelsier.Dotarliśmy do zbiegu tras . Kelsier zapalił cynę z ołowiem.niektórzy ciągnęli barki. wzmacniając ciało. wskazując palcami Kelsiera lecącego nad kanałem. w czym znajdą oparcie.. szybko nabierając wysokości. kiedy zaczął spadać. spoglądając na długi rząd łodzi. Wreszcie.Lord Kelsier! Właśnie. Nic na to nie poradzę. . Kanały biegły z dala od lasu .Oczywiście . Wystrzelił w górę pod kątem. ukrywając je w dłoni.w innych częściach Ostatniego Imperium było wiele . Czas na odrobinę ostentacji.. . widząc użycie Allomancji w biały dzień i w obliczu takiej liczby widzów. .

widział bandę obszarpańców.Co się dzieje? . ale wyjątkowo zdyscyplinowanym.. kierując się pokrytą popiołem równiną ku kanałowi. Ham i jego oficerowie doskonale wykonali swoje zadanie. W środku panował mrok. Kelsier rozpalił cynę. ignorowany przez niemal wszystkich. Na ten umówiony znak zza linii drzew wyszła grupa ludzi w kamuflażu.Lordzie Kelsier . nie oznacza to. mrużąc oczy przed nagle oślepiającym światłem słonecznym. . Kelsier stał w milczeniu. że każdy taki jest. a powagą dorównuje Marshowi. Proszę zebrać rekrutów i pójść za mną. zamachał ręką i kilku ludzi z oddziału wystąpiło naprzód. Spójrzmy choćby na biedną Vin .lepszych źródeł drewna. każdy oddział wybierał inną trasę. lecz pęknięcie w ziemi. że mógłby się wydawać zarozumiały.ma szesnaście lat. . Demoux zwolnił. Jeśli nawet ja byłem w tym wieku smarkaczem. lecz prowadził swój niewielki oddział z taką powagą.przemieszczanie się tak wielkiej grupy ludzi nieuchronnie będzie trudne do zamaskowania.Przypomina mi Czeluście. Ruszyli okrężną drogą przez las .Kelsier? . ukazując szczelinę w ziemi. jak szczeliny w ziemi. pomyślał Kelsier.rzekł człowiek idący na czele i zasalutował. spoglądając w ciemną. Właśnie tak wyglądały. rzucając w górę monetę i Odpychając ją. Zadrżał lekko. Moneta świsnęła w przód i uderzyła w pień. ale Kelsier i tak był pod wrażeniem. Młodsi niż on wiedli żołnierzy do bitwy. by uniknąć zostawienia śladów. ale niewiele mógł na to poradzić . krawędzie były najeżone krystalicznym granitem. Szybko jednak przyzwyczaił się do wzmożonego postrzegania i był w stanie rozróżnić szczegóły.zapytał Yeden ze zmarszczonym czołem. I tak pozostawią widoczny ślad.na polecenie Hama.. Kelsier obejrzał się na idącą za nim grupę stu czy dwustu ludzi i zmarszczył brwi. gdyby nie był tak kompetentny. Nie mieli nawet połowy wyczucia wojskowego porządku swego dowódcy.Nazywam się kapitan Demoux. Generał Hammond oczekuje pana z niecierpliwością. .rzekł. . Miał zaledwie około dwudziestki. wiodące prosto w dół. Las stał zatem samotnie. Nie była to zwykła jaskinia w zboczu. . nieskoordynowanych. . jak większość wyrzutków skaa. obramowaną kamieniem szczelinę. Żołnierze usunęli część fałszywej ściółki. *** „Kapitan” Demoux był młodym człowiekiem. w tym niewielki ruch w lesie. Kiedy odwiedzał ich ostatnio.Tam .

Na szczęście szczelina wkrótce otwarła się w obszerną jaskinię. pomyślał Kelsier. Zmienię to! Schodzenie było dla niego dość trudne. jak je pokonuję. a z dna szczeliny prowadziła ku górze sznurowa drabinka. Schodząc. Była szeroka tylko na tyle. otrzepując dłonie. stwierdził.. by iść dalej. że tak będzie. w dół. mokro. Dziwnie było go oglądać w ubraniu..cały oddział Demoux i nowi rekruci . Specjalnie mówił tak głośno. ruszył przed siebie i zszedł do wąskiej szczeliny. Nie było to łatwe. w dół. które stało się czerwone.Macie tu paskudne wejście. Kiedy jednak zszedł pod powierzchnię. Zimno.zauważył. Niech zobaczą moje słabości i niech widzą.rzekł Ham. eee. Schodziłem do tych jaskiń codziennie przez cały rok i zawsze z nich wychodziłem.. Kelsier machnął ręką. dygoczącymi palcami szukał drogi w dół. Allomanci byliby pewnie skuteczniejsi. no. Życia pod panowaniem sadystycznego boga. Życia pod biczami poganiaczy. Nie mają nade mną władzy. Szczelina nie będzie ciągnęła się godzinami. umożliwiająca powrót na powierzchnię.. ciemno. Zeskoczył i wylądował na nierównym podłożu. Z komory prowadziło kilka naturalnych korytarzy. Uśmiechnął się do oczekującego człowieka. by jeden człowiek mógł się przecisnąć. Tylko niewolnicy mogli wydobywać atium. przez które trzeba było sięgać poranionymi. otrzepując poszarpaną i zakurzoną odzież. Kelsier odsunął się. Zmuszał do pełznięcia w dół. by mogli wejść pozostali.Och. niż chciał to przyznać. Jedna geoda kupowała kolejny tydzień życia. Wciśnięty pomiędzy dwie kamienne ściany. Kell . w którym . Ham . że żołnierze . Zmienię to wszystko dla innych.Dobrze cię widzieć. To nie Hathsin. . Życia ponad słońcem. jakby tam wrócił.Yeden pobladł lekko. trudniejsze. sięgać. szukać ukrytej w nich geody atium.Wiedziałem. Zmuszał ich do zejścia w Czeluści. . Więc Ostatni Imperator używał więźniów. .. a Kelsier ujrzał dochodzące z dołu błyski światła. Kelsier zmusił się. Yeden i Demoux zeszli szybko z góry po tejże drabince. poczuł się tak.. . Aby to udowodnić.. . Były to odważne myśli.przyglądają mu się w milczeniu. Ham również się uśmiechnął. ale o to właśnie chodziło.. krwawiącymi rękami. Pokonałem je.Jeszcze nie widziałeś łazienki. nie będzie otoczonych kryształami otworów. ale użycie Allomancji w pobliżu kryształów atium niszczyło ich strukturę. żeby usłyszeli.

wtrącił Kelsier. jego armia może stracić całe tygodnie na poszukiwaniu i nas nie znaleźć.Właściwie się nie myliłeś. W istocie jego militarny strój wyglądał nieco sztywno ze swoim kanciastym krojem i przodem zapinanym na guziki. Ham uniósł brwi.Oczywiście. . wziął latarnię i poszedł za Kelsierem.Yeden naprawdę się zmienił.odrzekł Kelsier.. wszystkie w kształcie szczelin...Kompleks jest całkowicie bezpieczny .doceniam wasze wotum zaufania. Przy odpowiednim zaopatrzeniu możemy bronić się tu praktycznie w nieskończoność. Ham skinął głową w stronę komory wejściowej. . lordzie Kelsier. Spojrzał na Kelsiera.Myliłem się co do ciebie.Rekrutacja nabrała tempa? . .Tak czy owak . lordzie Kelsier! Nigdy dotąd nie bywałem w jaskiniach. Nic dziwnego. ta armia. a nawet rosnące uwielbienie. Wierzyłeś we mnie od samego początku. . Kiedy znaleźli się poza zasięgiem słuchu. Czy mógłbyś poprowadzić tę operację? Chciałbym przez chwilę porozmawiać z Hammondem. Ham zmarszczył lekko brwi.Ilu mi przywiozłeś? . Yeden podszedł do Kelsiera i Hama. . . Prawdopodobnie sprowadzenie wszystkich ludzi na dół zajmie trochę czasu. . . Kelsier się uśmiechnął.Ja..dumnie odparł Ham. dokonałeś czegoś naprawdę imponującego.Ta jaskinia jest niezwykła. Ta operacja.Wreszcie . chyba rzeczywiście tak było .rzekł Kelsier . pomagając im zejść i kierując ich do bocznego tunelu.Trochę ponad dwustu czterdziestu.nie brakowało rękawów..W dodatku jest to jedyny kompleks jaskiń pod tymi wzgórzami . . .odparł z uśmiechem Yeden. . .W jego głosie zabrzmiał podziw. . Nawet jeśli Ostatni Imperator byłby zdecydowany nas zniszczyć. cóż. Ham zatrzymał się i obejrzał. podobnie jak ta. Żołnierze zaczęli zeskakiwać do jaskini i adiutanci Hama ruszyli im na pomóc. Jesteśmy tutaj tylko dzięki tobie. . lordzie Kelsier..odparł Yeden. Opuścili główną pieczarę i skręcili w boczny tunel. Kelsier przystanął i uniósł brew.Zdumiewające . Kelsier skinął głową w bok. kiwając głową. że Ostatni Imperator nie znalazł tu nikogo! .Istnieją tylko trzy wejścia.

. A tylko jeden . Miał podwinięte rękawy.Zawsze dziesięciu ludzi? .Przez całe stulecia różne grupy rebeliantów korzystały z kompleksów jaskiń w tych górach. jeśli mogę rzekł Kelsier.Nie wątpię . na co właściwie powinien patrzeć. po czym poszedł przodem. ale starał się robić dość mądrą minę. Widział. Kelsier poszedł naprzód i rozpoczął przegląd wojska. że naprawdę mamy szansę. . niż on kiedykolwiek widział. że mężczyźni przyglądają się kątem oka bliznom na jego rękach. że tego miejsca nie ma.Wybrałeś znakomite miejsce. przez którą sączyło się blade światło słoneczne. . Teraz spogląda na ciebie jak dzieciak uwielbiający swego starszego brata. Ham nie wydawał się przekonany.Wyszedł z korytarza do kolejnej małej jaskini.W każdym razie Yeden ma rację . Kell. Nie miał pewności. Ta także miała szczelinę w sklepieniu.Właściwie chciałem zwiedzić pozostałe dwa wejścia.Yeden nigdy dotąd nie był członkiem skutecznie działającej grupy.rzekł Ham.Czeluście Hathsin . . . . .Jakoś tak wpływam na ludzi. . Mówię poważnie. Sądzę. Kelsier wzruszył ramionami. podobnie jak wiele innych. . W środkowym Dominium było wiele takich systemów jaskiń. którzy na widok Hama natychmiast stanęli na baczność.Ham skinął głową i wskazał boczny tunel.. była to naturalna odnoga kompleksu jaskiń. ale Ostatni Imperator nigdy nie zdołał przypuścić na nie skutecznego ataku.odparł Ham.Pod każdym z trzech wejść . Zbadał broń - .Dobrze. że dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego. . by ukryć tych ludzi. nie został wydrążony ludzkimi rękami.To pewnie twoja porażająca skromność i pokora . . Po chwili ruszył dalej.O czym chciałeś porozmawiać? .zapytał Kelsier. przeciskając się przez przewężenie tunelu. Są przerażająco bliskie Luthadelowi. . Kelsier skinął głową. Taki wynik może przekonać nawet najbardziej upartego.odparł Ham. choć większość nie aż tak wielka.Przy tych wszystkich zakrętach i przewężeniach to miejsce byłoby paskudne na stoczenie bitwy. . Po prostu udaje teraz. W ciągu ponad pół roku zebraliśmy rebelię większą. jak to robisz? Przecież ten człowiek cię nienawidził.rodził geody atium. Tunel. Wejścia pilnował oddział żołnierzy.odrzekł Ham. Chyba zbyt wiele klęsk tu poniósł.

pochwalił Kelsier.paru żołnierzom strzepnął pył z ramion.Tak jest. żołnierzu. .Żadnych wyjątków? . .Czekali na twoją wizytę od wielu tygodni. to wojska znajdujące się tutaj okażą się całkowicie bezużyteczne. kiedy masz więcej ludzi. że obroniłbyś to miejsce..nikt. . Ham skinął głową.A gdybym teraz chciał wyjść? Mężczyzna się zawahał.Uhm. sir! .rzekł cicho Ham. jeśli wszyscy twoi ludzie są tak doskonali. żeby szedł z nim. Ale jeśli .Trochę to drastyczne. . i opuścił jaskinię. ale jeśli na zewnątrz otoczy was armia. . . sir! . .Proszę . żebyś postawił straże we wszystkich tunelach wiodących do tych jaskiń. chciałbym.Zbierz razem grupy po stu ludzi takich. machnął ręką na Hama.włócznie dla ośmiu ludzi. Jeśli ktoś przyjdzie nas szukać. Ostatni Imperator ma poważne podstawy. że jesteś pewien.Generale.Pojedynczy uciekinier lub zdrajca może nas wszystkich wydać Ostatniemu Imperatorowi. .odparł Kelsier. Żołnierz nadął się lekko. Kelsier wzruszył ramionami. .odparł Kelsier.Chcesz zobaczyć trzecie wejście? . sir! . Jeśli nie mają tej pieczęci.i niech pokręcą się po lesie.Nie ma wyjątków.Zatrzymałbyś mnie! .zgodził się Ham. którym ufasz . żołnierzu? .Pracujcie . Dobrze. jeszcze jedno . . Ham skinął głową i wskazał kolejny tunel. Wreszcie zwrócił się do żołnierza z insygniami na ramieniu. . ani kumpel z sąsiedniej pryczy. . Ani ja.Masz rację .A. żeby się bać. słysząc te słowa. .dodał Kelsier po kilku krokach.Nie.upewnił się Kelsier. miecze dla dwóch .. że wielu ludzi przechodziło przez ten teren.To było miłe z twojej strony . czy właściwie pilnują szczeliny.rzucił Kelsier. nie wyjdą! . . . Teraz.Jedynie ludzi posiadających pismo opieczętowane przez samego generała Hammonda.Zrób to dla mnie .Dobrze . .Kogo wypuszczacie z jaskiń. . ani oficer .Chciałem tylko sprawdzić. nie będziemy w stanie ukryć faktu.odparł Kelsier.

Mundury dla oficerów były pomysłem Docksona. Spędzili życie na pracy w fabryce lub w polu. Ham zatrzymał się na progu pieczary. opierając się o gładką. . . Może po prostu nie nadaję się do takiej funkcji. Nie była to szczelina wejściowa. cóż. A co potem? .Jeśli zdołamy skłócić ze sobą szlachtę i zdestabilizować rząd. .Tak sądzę. Ham skinął głową. lecz pomieszczenie treningowe.. jest inaczej teraz.Co? .przypomniał Kelsier. mimo to nasi ludzie powinni mieć przewagę liczebną. Pozostałe dziewięć tysięcy będzie musiało rozprawić się z oddziałami gwardii Wielkich Rodów i żołnierzy pałacowych. Nasz tysiąc ludzi zajmie Czeluście bez trudu. może uda nam się zmylić wroga.zapytał Ham.Mam ich sporo . Jestem ochroniarzem.To zależy od Yedena . Nie wiem. Jednak być może widok dowódców w mundurach da tym ludziom choć trochę poczucia wspólnoty.Zgodziłeś się na ten plan. Ham . jak ważne jest to miejsce. a zakup tylu mundurów mógłby się wydać podejrzany. . żeby nie zdradzić. . .Jeśli wszystko pójdzie dobrze.Ostatni Imperator nie może mieć tam zbyt wielkich oddziałów. pojedynkując się pod okiem doświadczonych instruktorów w mundurach.Zamierzam dać im lepszą szansę.Musimy kiedyś o tym porozmawiać. ale. nie generałem.. jak się zachowają. No cóż.Może .zgodził się Ham z westchnieniem i oparł się o ścianę jaskini. .zapytał Kelsier. a potem zdąży się wycofać. Ci ludzie zaczynają się czuć jak żołnierze. Nie mogli sobie pozwolić na wyposażenie wszystkich ludzi . dostarczyć ją Yedenowi..Dobry pomysł. to skaa. kiedy stoję na ich czele. Spojrzał na żołnierzy i rzekł szeptem: . . kiedy weszli do kolejnej pieczary. skoro tylko pojawi się Garnizon.. .odparł bez przekonania Ham.rzekł cicho Ham. .Dziesięć tysięcy ludzi nie będzie w stanie obronić Luthadelu przed całym Ostatnim Imperium. krystaliczną ścianę wylotu tunelu. ale jego spojrzenie wciąż wyrażało niepewność.odparł Kelsier. Kell. jeśli znajdą się naprawdę na polu bitwy..zadepczemy ślady. Stworzyć armię. .. . . Czeluście są strzeżone przez kilkuset żołnierzy . przekazujemy miasto i armię Yedenowi. .byłoby to zbyt kosztowne.odparł Kelsier.Właśnie takie były nasze zamiary od samego początku. Kell? .Kelsier się zaśmiał. Ta była o wiele większa niż pozostałe dwie. nie będzie zbyt dużo walki .odparł Kelsier. .Kiedy już będziemy mieć atium.A kiedy z nimi skończymy.Zostaną rozniesieni w puch . . Grupy ludzi stały tu z mieczami lub włóczniami. Ham . niż sądzisz.Wiem .

który tym razem prowadził nieco w dół. . Jedna ściana komory powstała z minerałów ściekających ze stropu. Yeden nie jest idealny do tego stanowiska. . Znowu ruszyli przed siebie. ale już po chwili się uśmiechnął. Może wprowadzić ją już teraz przez jakiś czas. Spojrzał w bok. przyjacielu.Przywiozłem Yedena. że Yeden da sobie radę? . . Kelsier pokręcił ze smutkiem głową. W ten sposób żołnierze przyzwyczają się do jego dowództwa. .połączyły się. tworząc coś w rodzaju bariery. Jestem złodziejem. że lepiej będzie. A jest naprawdę doskonałym administratorem . ale czasem jest tu naprawdę pięknie. jaką poświęcam innym. po czym uśmiechnął się z rozbawieniem.„Odwaliłeś”? . Może zauważyłeś to już wcześniej. Chyba jest zazdrosny o uwagę. którym ufam. Położył dłoń na ramieniu Hama.Kelsier urwał. Ham.Odwaliłeś dobrą robotę. .Więc wracam z tobą? .A to zmiana.Sam powiedziałeś.Wiem. żeby cię zastąpił.twardo trzymał całą rebelię po odejściu mojego brata. pomyślał Kelsier. cienkich stalaktytów i stalagmitów. myślisz. Pozostawiwszy za sobą salę do ćwiczeń. Poza tym wreszcie będzie miał coś do roboty. jak się czujesz.. dlatego potrzebuję was w Luthadelu.jak brudne sople lodu . że bardzo się zmienił w ciągu ostatnich kilku miesięcy. by to on teraz dowodził armią. Ty i Breeze należycie do niewielkiej grupy ludzi.Wiesz . Ktoś musi odwiedzić Garnizon i zebrać wieści. na ściany korytarza. Minerały lśniły w świetle .Wreszcie zrzucę ten mundur! Ale. Ham się uśmiechnął.rzekł Ham po kilku minutach . który ma kontakty w wojsku. Czasem po prostu musimy robić coś dla wyższych celów. a nie prorokiem. Kelsier skinął głową. weszli do kolejnego krętego tunelu. a ty jesteś jedynym.Sądzę. Dox i ja zdecydowaliśmy.Jest nas za mało. . . Kelsier nie zauważył. ale armia i tak ostatecznie będzie jego. które .jest w tym miejscu jeszcze coś dobrego. Poza tym potrzebujemy cię w Luthadelu..zapytał Ham. Ham spojrzał na niego. . bo już się staje nieco drażliwy w kwestii swojego miejsca w grupie. Ham wyglądał na załamanego. .

Często się zastanawiał. . Kelsier dotykał ich kości. twierdząc. Czy skaa różnią się od szlachty? . . żeby sobie rozjaśnić drogę. Ale Mare dała mu geodę atium. tylko o różnicach fizycznych.rzekł Ham. który nie powinien żyć. choćby widoki były zdumiewające i zachwycały koronkowym pięknem. .Więc powiem ci. Następnego dnia została zachłostana na śmierć. skaa nie mają nic.Tak . czy wierzę w jej zdradę. nie mógł zobaczyć piękna jaskiń. Ta przypadłość oszczędziła Kelsiera. że w tym tygodniu znalazła dwie. Co tydzień unikał śmierci na skutek brutalnej chłosty. że jaskinia staje się coraz ciemniejsza. a ścieżka przed nimi wydawała się zamarzniętym. Inni ludzie postradali zmysły w Czeluściach. . z których większość prowadziła prosto w dół. czy nie powinien zostać. Tej nocy Kelsier się Złamał. Czy dała mi tę geodę z miłości? Czy może z poczucia winy? Nie. co mnie ostatnimi czasy bardzo dręczy. zamknięte przestrzenie. Nieskończone jaskinie. Wielu ludzi. Nawet patrząc na jej śmierć. powinien zginąć. Wiedział jednak. prawda? Kelsier skinął głową. Co tydzień znajdował geodę atium. . Śmiało. Nie zasługiwał na życie. w ciemność. Człowiek.No dobrze .odparł Kelsier. o czym myślisz. odniósł bowiem wrażenie. on nigdy tego nie zauważy. . nie mając nawet światła. Powiedz mi. co mówią obligatorzy. pomyślał Kelsier. Nie teraz. który się zgubił albo po prostu poddał.. Musiał przeciskać się przez szczeliny skakać w dół. Ale wtedy znajdował w jaskini trupa. Następnej nocy zginęło wielu ludzi. nabierając mocy Zrodzonego z Mgły. Kelsier widział jedynie Czeluście. nie wiedziałem. Aż do ostatniego razu. Ocalały z Hathsin.Oczywiście . Inni może i zobaczą sztukę w warstwach koloru i stopionej skały. Dopiero kiedy ją oddał. czy nie.Dobrze. rwącym strumieniem. Wiesz... odkrył kłamstwo żony. kiedy Mare nie żyje.Nie mówię o gospodarce. . obiecując sobie coś więcej. Zachłostana na śmierć na jego oczach. .odrzekł z niejaką rezygnacją Kelsier.pochodni. Nie.. Nie widzę tego piękna. . przerażały ich wszelkie wąskie.Naprawdę?! .zdecydował Kelsier.ochoczo zawołał Ham. Ham. ciało innego więźnia. że choćby te labirynty kryły niewysłowione cuda. Ham.Nie mogę o tym dłużej myśleć .Arystokracja ma pieniądze i ziemię.

Kell . że skaa zawsze mają dużo dzieci. . . .Nie. A jeśli. Ham . by panować. . . ale skinął głową. na których musieliby pracować skaa. .skaa rodzili się w wystarczającej obfitości. . Musisz w to uwierzyć. nie. niż szlachta. że tu istnieje różnica fizyczna .Przeznaczeni przez kogo? Przez Ostatniego Imperatora? Ham wzruszył ramionami. jeśli w ostatnich pięciu pokoleniach nie mieli domieszki arystokratycznej krwi. które mają po dwanaścioro dzieci . .Znam kobiety skaa.mówił dalej Ham. że kiedyś można było odróżnić skaa od szlachcica na pierwszy rzut oka.Chyba. a przecież to są ci najdzielniejsi! Yeden ma rację co do ogólnej populacji skaa . To nie jest prawda. że to retoryka Zakonu . pewnie z powodu pomieszania ras.odparł Ham..Skaa myślą inaczej.Musisz przyznać.Nawet ci żołnierze wciąż są raczej nieśmiali. . . Arystokraci mają Allomancję. .oni się nigdy nie zbuntują.ale tryb życia skaa jest ze wszech miar nieodpowiedni.Nieprawda.odparł Kelsier. prawda? Może są przeznaczeni.odparł Ham. Podobno w ten sposób właśnie Ostatni Imperator zadbał. czy to prawda? Chodzi mi o to. Ham również się zatrzymał. mającego ich więcej niż troje.Chyba nie mówisz tego poważnie.Zawsze sądziłem. . To przynajmniej było prawdą.wyznał Kelsier. Ham zawahał się.pomimo chłost i przypadkowych zabójstw . a za to .Ale nie potrafię wymienić ani jednego szlachetnego rodu.zbyt długo trwa już ten stan rzeczy . jeśli naprawdę jest między nami jakaś fizyczna różnica? Jeśli szlachta ma prawo panować nad nami? Kelsier zamarł pośrodku korytarza.. Nazywano to Równowagą.. natomiast arystokraci problemy z rozmnażaniem się. . Skaa nigdy nie stają się Mglistymi. Wiem.. . .Kwestia kultury. by nie było zbyt wielu arystokratów.A co z Allomancją? Kelsier zmarszczył brwi.. ale wciąż większość skaa jest dość niskiego wzrostu. by hodować żywność i pracować w fabrykach. Ale czasem się nad tym zastanawiam. chyba nie.No więc. . To się zmieniło. że trudno to dostrzec .Kwestia żywienia. Skaa nie mają dość jedzenia.A różnica wzrostu? Powiadają.

dziobiąc jedzenie.. Pewnie zdążył już zapomnieć o swoich niedawnych rozterkach. zwiadowców. Wielu zdawało sobie sprawę z grożącego im niebezpieczeństwa i jedynie ścisłe przepisy dotyczące wychodzenia nie pozwalały im uciec. była skromna. A Kelsier się martwił. unikali jednak rozmów na temat ostatecznego zadania - . Czy naprawdę uważali. że zasługują na obalenie Ostatniego Imperium? Czy uważają. Szlachetnie urodzeni Mgliści rzadko używali swych mocy w obecności innych ludzi. Kelsier chyba był jedynym. któremu nie smakował posiłek. Kelsierowi to nieporozumienie wcale nie przeszkadzało. szkolenia. co jeszcze mógł sobie przypomnieć. ot. ale równie dobrze mogło to być spowodowane regularnymi posiłkami. jeszcze jeden z jego dylematów filozoficznych. że skaa są gorsi od szlachty? Kelsier czuł ich rezerwę. Ludzie smakowali zatem posiłek z radością i werwą pijąc skromne racje ale i ciesząc się chwilą. Ham chętnie rozmyśla o sprawach. która była dość duża. lecz o wiele smaczniejsza niż to. Kiedy widzieli Kelsiera lecącego w powietrzu lub pojedynkującego się z nadnaturalną siłą.Idziemy . O ile wielu skaa słyszało o „Allomancji”. zapasy. Jak on w ogóle może się zastanawiać. ani na chwilę nie zapominał o rozmowie z Hamem. według standardów arystokracji.i pamiętał. broń. Co ważniejsze. żywność. Jednakże pomimo bardzo aktywnego tygodnia. nawet miejscy. Chyba za bardzo się martwię. Chwalił ich i zachęcał . spotykał się z ludźmi.Chcę zobaczyć to drugie wyjście. czy skaa są gorsi. do czego przywykli żołnierze. o tyle niewielu wiedziało. nie mieli pojęcia o Odpychaniu Stali i spalaniu Cyny z Ołowiem. Chętnie mówili o swoim szkoleniu. Siedział przy najwyższym stole w centralnej jaskini. o co walczą? Szkolenie przyjmowali z wyraźnym entuzjazmem. strażników i wszystko. . Śmieje się z Yedenem i je ze smakiem. Wieczorna strawa. myślał Kelsier. Czy ci żołnierze wiedzą. Wysoki stół znajdował się na wzniesionej formacji skalnej w głębi pieczary. choć wielu wolało siedzieć w bocznych komorach albo tunelach. Zwykli skaa. by pomieścić całą armię siedmiu tysięcy ludzi. *** Tydzień mijał powoli. aby często używać przy nich Allomancji.rzekł Kelsier. których żaden normalny człowiek nie próbowałby nawet roztrząsać. przypisywali to bezpostaciowej „Magii Allomancji”. a mieszańcy musieli uważać jeszcze bardziej. co to oznacza. przywieziona barkami specjalnie na tę okazję. Kelsier sprawdzał żołnierzy.

. że mamy szansę w starciu z Ostatnim Imperium. . brodatym mężczyzną w kamizelce. lecz umożliwiał . aby go Przyciągnąć. .Ale po cichu sprawia kłopoty. że w tak wielkiej grupie zawsze znajdą się dysydenci.dopytywał się Kelsier. a potem odparcia Garnizonu Luthadel. Ham myślał przez chwilę. .przejęcia pałacu i murów miasta. kto potrafi wyrazić swój sprzeciw w stosunku do tego co robimy. .. gdybym to uczynił. ale nie mogę ukarać kogoś za to.Jest kilku. a przynajmniej.rzekł Ham.mruknął Kelsier. Potrzebują pewności siebie. Ten wielki facet siedzący przy czwartym stole od prawej. .. . był chuderlawy i nerwowy. . który możemy widzieć. Ham potarł w zadumie podbródek. w czerwonym płaszczu. Zamknąłbym go. gdyby siedział przy stole. żeby okazać niesubordynację .Jest za cwany. . ale. Człowiek.na czas spalania metalu wyizolowanie pojedynczego osobnika do Uspokojenia lub Podżegania. . którzy sprawiali ci problemy dyscyplinarne? . spoglądając po tłumie. potem spojrzał na Bilga.Doskonały . sądzę. musiałbym zamknąć połowę armii. Cynk nie pozwolił mu wprawdzie odczytać uczuć tamtego. .Najlepiej. . Kelsier pokręcił głową. oczywiście. z odpychającą miną. Zdziwiony pytaniem Ham zmarszczył brwi. Został schwytany na próbie ucieczki kilka tygodni temu. Trącił Hama. Zapalił cynk. Nie wierzy.zapytał cicho. Siedział przy stole zgarbiony. Bilg był potężnym. Nie wierzą. że może im się udać.zapytał Kelsier.Bilg. podobnie jak można było wyizolować pojedynczy kawałek metalu spośród setek.Ktoś. o którym mówił. domyślał się Kelsier. żeby siedział bezczynnie.Potrzebuję kogoś bardziej charyzmatycznego. . . kto chciał odejść? Potrzebuję kogoś. Poza tym to zbyt dobry wojownik. żeby zwrócić jego uwagę.Czy są tu ludzie.Człowiek siedzący przy drugim stole.odrzekł Kelsier.. . Plotki na mój temat to początek.odrzekł Ham. że wyraża strach.Ktoś szczególny? .. Zamyślił się i skinął głową w kierunku drugiego stołu.A w tej grupie? .Jest tu paru takich .Widzę .

warknął olbrzym. na później. wzmocnione naturalną akustyką jaskini. Zaczął Podżegać Bilga i jego towarzyszy. . że zabieram wam generała Hammonda. taką jakiej świat jeszcze nie widział. . . usłyszał niewyraźnie wymamrotaną odpowiedź. w całkowitej ciszy.Żądam od was wypełnienia ogromnego zadania .Skaa poza Luthadelem. zanim odejdę. chodzi o przejęcie władzy i wypędzenie Ostatniego Imperatora. więc skoncentrował się na całym stole. ani walk. Wreszcie.. Kelsier zmarszczył brwi i spojrzał na Bilga.. właściwie chyba większość skaa nie ma pojęcia. nie patrząc na Bilga. sir . kiedy Bilg z poczerwieniałą twarzą zerwał się od stołu. . jak wielkie wrażenie wywarła na mnie ta wizyta. po co tu jesteście.Garnizon Luthadelu jest silny . Powiedziałem. Nie traćcie celu z pola widzenia. zwłaszcza jeśli szybko weźmiemy mury miasta. Chodzi o rewolucję. .. licząc na to. Nie zapominajcie. Wielu z was zna generała Yedena. Z każdą chwilą coraz mocniej Podżegał emocje Bilga.mówił Kelsier. jakie będziecie toczyć. że wyszkoli was jeszcze lepiej. chciałbym po raz ostatni powiedzieć.Ale możemy go pokonać. że przez wiele lat był przywódcą rebelii. którą dzięki akustyce pieczary usłyszeli wszyscy. Jednakże to oni zbiorą plony. . ale pozostawiam na jego miejsce bardzo kompetentnego człowieka. Wstał. Zawiesił głos. .mówił Kelsier. że niektórzy z nas nie .mówił.Staliście się doskonałą armią . Nie chodzi tylko o to. Chwila decyzji. utrzymując ich emocje „pod ręką”. Stawi opór czy da się onieśmielić? Bilg spojrzał mu w oczy.Powiedziałem coś. .Mówiłeś coś? . . rozpalając ich emocje. jakie przechodzicie. Ufam jego zdolnościom i wierzę.Nawet jemu było jednak trudno wyizolować Bilga ze Zgromadzonego tłumu.Posłuchajcie. Kątem oka widział mroczne grymasy na twarzach ludzi siedzących przy stole Bilga. że nie zgadzają się z jego opinią.zapytał.. Pewnego dnia nazwą was bohaterami.Tak. . Wiecie. Nie uświadamiają sobie ciężaru szkolenia. W pieczarze zapadła jeszcze większa cisza. co zamierzacie dla nich zrobić. Kelsier uderzył w niego rozjarzonym Podżeganiem i został nagrodzony. by nauczyć się machać mieczem lub nosić hełm. Jego słowa rozbrzmiewały w całym pomieszczeniu. W jaskini natychmiast zapanowała cisza.Przepraszam.

Byłem idiotą. . pomyślał Kelsier. Czy znajdzie się żołnierz. .A dlaczegóż to? .Znajdźcie jakąś broń dla Bilga i dwie pikowane kamizelki.ryknął Bilg. sir.A ja wierzę. że jesteś obłąkany manią wielkości! . . . Jeśli tak jesteś pewien naszych szans.warknął Kelsier. . Doskonale..Widzę. że weźmiemy mury. Bilg. a będziesz mógł odejść. .Obrażasz mnie . .Kelsier spojrzał na Bilga. który zechce bronić honoru rebelii? Kilkudziesięciu żołnierzy natychmiast zerwało się z miejsc. dopóki nie zostaniemy wysłani na śmierć! . żołnierzu? Spieszno ci sprzedać twoich towarzyszy Ostatniemu Imperatorowi? Kilka szybkich skrzyńców w zamian za cztery tysiące istnień? Twarz Bilga stała się jeszcze bardziej czerwona. dlaczego nikt nie może stąd wychodzić? Będziemy tu uwięzieni. Nie uda ci się obalić imperium kilkoma tysiącami żołnierzy. Kiedy dwóch ludzi się spiera. Kelsier sięgnął do pasa. .Tak. Gdzie tak bardzo chcesz iść. W głębi sali rozległ się szmer szeptów. przychodząc do tych cholernych jaskiń.Ja wierzę w tych ludzi i ich zaangażowanie. a z pewnością nie mógłbym to być ja. sir! . Armia Ostatniego Imperium jest większa niż jeden garnizon.Szlachta ma taką tradycję.stracili z pola widzenia naszego celu. Nieważne. chwycił miecz i rzucił go tamtemu. .Umiesz tego używać. którzy nie mogli słyszeć. żeby generał walczył ze swoim podkomendnym. . że między nami występuje różnica zdań . i tak nas pozarzynają. uważamy.Kapitan Demoux. że wysyłacie nas na śmierć..To słowa zdrajcy . .rzekł Kelsier. ktoś to musiał powiedzieć.Wiesz doskonale. . .zapytał Kelsier. Przepraszam.rzekł Kelsier. Pokonaj mojego czempiona. . rozglądając się w tłumie. ale z pewnością nie dam ci się posłać na śmierć! Ta armia to marnotrawstwo! . rozstrzygają sprawę poprzez pojedynek. kiedy żołnierze przekazywali z ust do ust nowiny tym.Ponieważ. dlaczego ludzie nie mogą wychodzić z jaskiń. Młody kapitan natychmiast podbiegł do niego. chłopcze? .Nie uchodzi. Myślimy o nim codziennie.Nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego. Bilg odetchnął głęboko. Kelsier skoncentrował wzrok na jednym z nich.

Oczywiście .Umrę. a koledzy zawiążą na nich skórzane kirasy. co ty robisz? . . Kiedy byli gotowi. Zaskoczony Bilg podniósł wzrok..Kell. Kelsier skinął głową. Teraz większy wojownik zaatakował serią ciosów. Kelsier rozjarzył żelazo . biorąc miecz od najbliższego z żołnierzy. gestem nakazując rozpoczęcie walki.Trzeba. dlatego go awansowałem. aż Bilg i Demoux zważą w dłoniach miecze. Ham jęknął. . Demoux wylądował niezgrabnie.odrzekł Kelsier. ale Bilg łatwo je sparował. . Walka miała być krótka. z dala od Bilga. Pociągnął.zablokował ciosy. Kelsier uniósł dłoń.odparł Ham.syknął mu nad uchem Ham. o co chodzi .odparł Bilg. Bilg. Kelsier. Zostanie posiekany! Kelsier zignorował to żądanie.. Demoux jest o połowę mniejszy od Bilga. . ale tym samym ujawnił swoje umiejętności. czekając.po czym chwycił żelazne ćwieki na kamizelce Demoux.A jeśli to on mnie pokona? . ma mniejszy zasięg. pewny siebie. . Bilg zamachnął się i Kelsier odepchnął leciutko ostrze w bok. ale nie jest aż tak dobrym wojownikiem. dając Demouxowi miejsce do ucieczki.Ludzie o tym wiedzą? . Chłopak przynajmniej wiedział.zapytał Bilg. ale był za wolny. aż Demoux zaczął się cofać i potykać.. jeśli zostanę .ustabilizował się przez Pociągnięcie uchwytu latarni za plecami .Wtedy umrzesz . Przyjmuję warunki. kiedy chłopak skoczył i małym łukiem szarpnął go w tył. natychmiast wyszedł naprzód i wykonał kilka próbnych cięć w stronę Demoux. siłę i umiejętności. a miecz Bilga uderzył z rozmachem w kamienne podłoże. .. Obaj mężczyźni mieli długie miecze i słabą ochronę.. aż kilku ludzi rozsunie stoły i zrobi trochę miejsca przed podwyższeniem.Coś co trzeba zrobić. Próbował uskoczyć przed ostatnim ciosem. . czekając.Przerwij to. Ostrze opadało ze straszliwą nieuchronnością. Chłopak spróbował pchnięcia. a w tłumie przetoczył się pomruk zdumienia. Wszyscy zaczęli wstawać z miejsc... . żeby obejrzeć walkę. Bilg to jeden z najlepszych szermierzy w armii! .zapytał Kelsier. Kelsier odetchnął głęboko i zapalił stal i żelazo. Usiadł spokojnie. ten chłopak nie da rady Bilgowi! Ufam Demoux. potykając się.

Kiedy chwilę potem dźwignął się na nogi. odrzucając Bilga w tył. Ramię krwawiło. Obaj stali tak przez chwilę. opuszczając stal z ogromną siłą rozjarzonego żelaza. ujął miecz w obie ręce i zamachnął się na Bilga. Ten człowiek powinien zginąć. Potężny wojownik upadł na ziemię z okrzykiem zaskoczenia. sięgnął. Kelsier Pchnął. Ramiona drżały mu lekko. Kelsier się zawahał. wzmocniony przez Kelsiera. . a Demoux ze zdumieniem gapił się na swoją rękę. gapiąc się na Bilga. Olbrzym ryknął wściekle. który zablokował potężny cios. ludzie! Walczycie dla mnie. Wtedy Demoux obrócił się. Kelsier nie musiał już Podżegać jego uczuć. Uderzył znowu i Demoux odruchowo uniósł dłoń w obronnym geście. Rozległ się ostry trzask i Bilg upadł na podłogę całkiem wytrącony z równowagi potężnym ciosem. To wystarczy. Kelsier znów Pchnął. lecz Demoux stawił opór. Miał wykręcone ramię i kość strzaskaną siłą uderzenia. aby chwycić miecz i Pociągnąć w dół. Leżący na ziemi Bilg jęknął cicho. Nie. wznosząc broń nad oszołomionym Bilgiem. Nie pozostawię was bez pomocy. Bilg próbował opuścić miecz. Demoux nagle wyprostował się odrobinę i nieśmiało wysunął rękę w przód. kiedy tamten wznosił miecz. Ten opuścił miecz. zatrzymując miecz Bilga w pół drogi. . Olbrzym odbił jego miecz niedbałym machnięciem. że wyślę was na spotkanie z Ostatnim Imperatorem nieprzygotowanych? zapytał głośno. Demoux zaczął się uchylać. Niektórzy ludzie nie wiedzą.Myślicie. pomyślał.Bilg warknął i z uniesionym mieczem rzucił się w stronę Demoux. zmuszając do zadania śmiertelnego ciosu. Kelsier zapalił żelazo. chwycił miecz w obie dłonie i rzucił się na Demoux. pomyślał gniewnie. Kelsier przechwycił jego broń w pół łuku i Pchnął potężnie. pomyślał Kelsier. kiedy przestać. Demoux zamarł z wyciągniętą ręką. Demoux wystąpił naprzód. żeby go rozgniewać.Myślicie. spychając go z drogi ostrza. Jego broń poleciała na kamienne podłoże i zatrzymała się opodal. przyglądając im się ze zdumieniem. Uwolnił broń Demoux. Miecze starły się i cios Demouxa. kiedy ruszycie na żołnierzy Ostatniego Imperium! . że poślę was po prostu na śmierć? Walczycie o sprawiedliwość. wytrącił Bilgowi broń z dłoni. jakby zatrzymał opadającą broń siłą myśli. I nagle zatrzymał się. Kelsier wstał i w sali znów zapanowała cisza. Kelsier odepchnął chłopca w bok. Potem uniósł ręce.

Więc chodzi tylko o twoje ego? . Nie muszą być wojownikami. prawda? Znacie plotki o Jedenastym Metalu? Widzicie.Jedz! . Wtedy przekupimy Garnizon i nasi ludzie nie będą nawet musieli walczyć. pokazując wszystkim małą sztabkę metalu. Ham. żebyś wybrał dwa tuziny najbardziej zaufanych i gorliwych żołnierzy.To nie jest nasze jedyne narzędzie! . Ham nic odpowiedział. przyciągnął sobie krzesło i szepnął: Właśnie okłamałeś całą moją armię. . .Zanim wyjdziemy . że potrafisz swoją moc przekazać innym! Z takimi możliwościami. Ham chciał powiedzieć coś jeszcze. .by wieść o tym wieczorze rozeszła się pośród skaa. .To kłamstwo było jedynie częściowe. Ham . a Kelsier nakazał wydać więcej ale. . nie wiedziałem! Powinienem był wiedzieć. .Uniósł rękę.odparł tamten. Potem spojrzał na Kelsiera. Zabierzemy ich z powrotem do Luthadelu. .dodał Kelsier .odparł Kelsier. Ham znieruchomiał. żeby pomóc Bilgowi. moi żołnierze. . Twarz mu pociemniała. co im obiecałem. mam go. Kell.chcę. I użyję go.. żołnierze. że nie zdradzą lokalizacji armii . Moje ego jest dość ważne. Cieszcie się na nią! Sala zatrzęsła się od wiwatów.Czasem musimy robić różne rzeczy. Kelsier pokręcił głową. ale tutaj chodzi o coś całkiem innego. macie w sobie nieopisaną siłę! Słyszeliście o arkanach magii używanej przez Ostatniego Imperatora? Więc my mamy swoje własne! Ucztujcie.. nie bójcie się nadchodzącej bitwy. . . aż dobierzemy się do atium. . Zatem wychodzi prawie na to samo. Kiedy Kelsier usiadł.warknął Ham. jak możemy przegrać? Ham położył dłoń na ramieniu Yedena i przemocą posadził go z powrotem na miejscu.rozkazał. Kelsier westchnął. .Kell. . .ryknął Kelsier. Ham zmarszczył brwi.To było niesamowite! Kelsier. ale Yeden właśnie pochylił się ku nim.Okłamałem swoją armię.Wiem .Nie.. to mi się nie podoba. Ostatni Imperator zginie! Żołnierze zaczęli wiwatować.Wy. które uważamy za odrażające. muszą jedynie wyglądać groźnie tak długo. Kilku służących podbiegło.Słyszeliście o tym. z zastrzeżeniem pod przysięgą..

Zawsze jest kolejna tajemnica. Spiski w spiskach. Nie jadł jednak gapił się na kałużę krwi przed podwyższeniem.Ham siedział przez chwilę nieruchomo. po czym wrócił do posiłku. plany w planach. Szkoda. że nie mogę ci wytłumaczyć wszystkiego. . Ach. pomyślał Kelsier. Ham.

niektórzy Terrisanie mają niezwykłą zdolność.czytała Vin . Walczę z nią. jaki przepowiedzieli filozofowie? 22 „Przyjechaliśmy do Terris w tym tygodniu” . że Głębia nie stanowi poważnego zagrożenia. Potrafią w jakiś sposób magazynować siły na kolejny dzień. Obawiam się. leżą na swoich burkach przez godzinę. Wielkie góry na północy . która ogarnęła prawie wszystkie ziemie. ośnieżonymi szczytami i okryte płaszczem lasów . Nim zasną wieczorem. i w tym czasie nagle zaczynają sprawiać wrażenie ogromnie wyniszczonych.choć zdarzają się często farmerzy i zbieracze drewna.„i muszę powiedzieć. Czy to naprawdę koniec świata. To istotnie wiejska okolica. że zbyt długo zwlekałem. Zboża nie dają plonów. ogromnie intrygującą. Przyniosła ona jednak zarazę. a przynajmniej dla nich. że to piękny kraj. Zniszczenia są tak ogromne. Wynajęliśmy grupę terrisańskich tragarzy. Wydaje się dziwne.stoją nad tą ziemią zielonej obfitości jak czujni bogowie. Nie są to jednak zwyczajni ludzie. żeby poprowadzili nas przez trudne górskie ścieżki. może wyglądałyby mniej posępnie. gdyby kilka gór nieco odmieniło okolicę.Z początku byli tacy. Opowieści są najwidoczniej prawdziwe . To potwór. jakby . ziemia umiera. którzy uważali.z nagimi. Wielkie miasta padają od jej potęgi. Ludzie tutaj zajmują się głównie pasterstwem . że tak zdecydowanie rolniczy kraj mógł zrodzić proroctwa i teologie. Moje ziemie na południu są w większości równinne. Armia jest bezużyteczna w walce z nią. którego muszę pokonać. na których opiera się teraz cały świat. że obawiam się o przetrwanie ludzkości.

żeby ze zwykłym dla siebie uporem pokazać. Obróciła się. Dalsza lektura doprowadziła ją do drugiego wniosku: Ostatni Imperator był o wiele większym mazgajem. Tam być może wreszcie odnajdę spokój . Kiedy nie wypełniał stron notatnika nudnymi informacjami na temat swoich podróży. stają się całkiem muskularni. że czytanie nie jest równie przydatną umiejętnością. jak używanie sztyletu czy Allomancji? Czytała jednak dalej. a drzewa nad jej głową osłaniały ją przed popołudniowym słońcem. kiedy budzą się następnego ranka. . przelewał na nie swe rozważania i przydługawe moralistyczne bełkoty. niż wypada jakiemukolwiek bogu. Sazed nie chciał słuchać jej skarg. Wiele słów użytych w dzienniku było dla niej zbyt trudnych i musiała przenieść się z czytaniem do odległych zakamarków zamku Renoux.nawet fałszywej . gdy na ogrodowej ścieżce pojawił się młody Lestibournes.zawołała zaskoczona. Mimo to Braches. Westchnęła i poprawiła się w wiklinowym fotelu. Przywódca tragarzy nazywa się Rashek i jest dość mrukowaty. Czy on nie widzi.Byłżem z Doxem tu przyjść i nie mam zostania. *** Czytając swój egzemplarz dziennika. jak zawsze ciekawski.Spook?! . ale Vin przyzwyczaiła się. Powietrze było przyjemnie wilgotne. zgodnie z zaleceniami . wczesnowiosenny wietrzyk omiatał dolne ogrody. usiłując rozszyfrować dziwny styl pisma Ostatniego Imperatora.z pewnością miała swoje zalety. . przelatując ponad niewielkim źródełkiem z fontanną po jej lewej stronie. Przynależność do szlachty .Co ty tu robisz? Spook znieruchomiał i się zarumienił. że dowie się.się postarzeli o pół wieku. ukradkiem spoglądając przez ramię. Widocznie ich moc ma coś wspólnego z metalowymi bransoletami i kolczykami. gdzie mogła je w spokoju przeczytać na głos. . że może. Były odległe. Vin szybko doszła do kilku wniosków. Vin zaczynała żałować. Chłodny.zarówno dla siebie. które zawsze noszą. „Jutro rozpoczynamy ostatni dzień naszej pielgrzymki . Za jej plecami rozległe się ciche kroki.choćby tylko po to. Pierwszym było stanowcze przekonanie. jak i mojej biednej ziemi”. obiecał go wypytać w nadziei. że w ogóle znalazła tę książkę. żeby zawsze palić odrobinę cyny.Odległe Góry Terris. twierdził. Jednak. jak odbywa się to tajemnicze magazynowanie sił. że po prostu zbyt mało ćwiczyła. . że nie lubi czytać.

Doskonale.poprawił się Spook. wstając i otrzepując suknię. Zaczekam. Spojrzała na chusteczkę . Stanowiło ono część roli jednego z kontaktów handlowych Renoux w Luthadelu. Dziwny z niego chłopak .Dox też tu jest? Może ma wieści o Kelsierze? Spook skinął głową i podszedł bliżej. że ledwie musiała zwracać uwagę. Chyba samo to już jest cenną umiejętnością. . Może Sazed powie mi.Czy pan Delton przyjechał? .Powinnam się z nim zobaczyć. Zagryzła w zadumie dolną wargę.Tak. Vin pozwoliła mu odejść. . by chronić dolne falbany przed kontaktem z kamieniami lub trawą. pani . Mogłaby próbować przyłączyć się do rozmowy. W odpowiedzi Vin rozjarzyła cynę z ołowiem.zapytała. nie było w niej jednak niczego nadzwyczajnego. Przechowamy je tutaj na trochę.A to na co? Spook zarumienił się znowu.Coś jeszcze? Nagłym gestem Spook sięgnął do kieszeni kamizelki i wyjął coś. Lady Valette nie miała powodu uczestniczyć w rozmowach handlowych pomiędzy Renoux i Deltonem. Otwarła wielosegmentowe oszklone drzwi i zatrzymała pierwszego służącego.odparł służący. wsuwając chusteczkę do rękawa. . . . Vin przechyliła głowę. Spook zrobił nagle przerażoną minę i zarumienił się. . pomyślała. Sazed mówił zawsze.odrzekła.Musimy przewieźć trochę broni . używając fałszywego nazwiska Docksona.pomyślała. jakiego spotkała. Spook podstawił jej szmatkę pod nos. ale to nie byłoby właściwe. .zawołała. Zaczęła się już tak przyzwyczajać do sukien. Vin spojrzała niepewnie. .Dockson?! . . czego ten szalony dzieciak chce .Broń do brania. . pomyślała. nie zahaczając ani razu o gałązki.Konferuje teraz z lordem Renoux.Teraz mnie zagiąłeś.Aha . gdy dotarła do tarasu ogrodowego zamku. lecz przedmiot ten okazał się tylko różowo-białą chusteczką. że powinna dbać o pozory.. . odwrócił i popędził z powrotem.kawałek delikatnej koronki. do oddania na chwilę czasu. Vin przyglądała mu się ogłupiała. Wzięła kopię dziennika i ruszyła w dół ścieżką ogrodową. Wzięła ją z wahaniem. walcząc z dialektem.

prawda? . ale pozostali widocznie wciąż traktowali ją jak dziecko. Byli przyjacielscy.Musisz przyznać. lecz w duchu zastanawiając się. w którym docierają do Terris. aby każdy członek grupy przeczytał tę książkę. o których nie miałem do tej pory pojęcia! Vin skinęła głową. że kolejna część będzie zawierała mniej list zapasów. po co sobie zwracam głowę ich czytaniem. Po co nosił je akurat wtedy. wstając. dałeś przecież kopie Kellowi i Breeze'owi. Jasne. Prawdopodobnie nie było to umyślne. była nie mniej piękna niż jej suknie balowe. . który wraz z innymi młodymi obligatorami wkrótce powinien zjawić się w Luthadelu. o czym rozmawiają Renoux i Dockson. ustawiając fotel przy biurku. . tłumacząc ostatnie stronice z dziennika.Panienko Vin .Właśnie doszłam do miejsca. Valette często przyjmowała gości z wujem. moim zdaniem.że tekst jest niezwykły. Vin westchnęła. Dockson i Renoux mogli po mnie posłać. ale przez to nie stawało się ani trochę mniej frustrujące.odrzekł Sazed.zagadnął. ale nie zawsze pamiętali.rację. Ta praca to marzenie Opiekuna. Teraz też nie ma okularów. by podsunąć jej fotel . choć przeznaczona do codziennego użytku.rzekł Sazed. siadając . przez krótką chwilę? . Odkrywam na temat mojej kultury informacje. że uważa ją za pełnoprawnego członka grupy. Im więcej oczu przeczyta te słowa. wygładziła suknię i usiadła.Jak idzie lektura dziennika? Vin spojrzała na luźno spięte stronice w dłoni. Ma . zauważyła. Sazed był w środku. Kelsier wprawdzie twierdził. . pomyślała z irytacją. panienko . Pokręciła głową. . tym łatwiej przyjdzie nam rozszyfrować zawarte w nich sekrety. Z biblioteki padał strumień światła. Biało-błękitna sukienka była prześliczna. Może Kelsiera coś zatrzymało. Na widok Vin uśmiechnął się i z szacunkiem skinął głową. Nie wiem. że tak uczynił. Może Dockson zdołał wreszcie nawiązać kontakt z Marshem bratem Kelsiera. . Jednak.ode mnie z tą swoją chusteczką? Ruszyła do górnej biblioteki. z przyklejonym na twarzy uprzejmym uśmiechem młodej damy. Mam nadzieję.Dockson nie fatygowałby się osobiście w tak przyziemnej sprawie. by ją włączyć do rozmowy. jak na złego boga ciemności.Chyba dobrze. z pewnością potrafi być nudny.Oczywiście . Przywóz broni był pretekstem . akceptowali ją.Jednak mistrz Kelsier polecił.

Ci. jak opisywał Terris jako miejsce „zielonej obfitości”? Mówią o tym nawet legendy Opiekunów.odparł.. Nasza sztuka jest nazywana Feruchemią i daje . bo jeśli tak. jak i Sazed pomijali ten fragment tekstu. gdyby Ostatni Imperator zaczął wierzyć. jakie mielibyśmy zdaniem Kelsiera odszukać.Czy to Opiekunowie? Sazed skinął głową.mruknęła nonszalancko. tak . kiedy Kelsier wróci.Pisał. że o Terrisanach mówi tu całkiem sporo. . Jednak im mniej ludzi wie coś o Opiekunach. może nawet bardziej niż Mgliści wśród obecnej szlachty. przerzucając stronice tekstu.Ci ludzie w książce . których teraz nazywamy Opiekunami. że całkiem nas zniszczył.No dobrze . .powoli odrzekł Sazed. Piękny i zielony. jak niebieskie lub fioletowe rośliny. .odparł z entuzjazmem Sazed. jak zresztą próbował to zrobić przez ostatnie tysiąc lat.Niech będzie.Nawet jeśli robisz to dość melodramatycznie. że stają się silni w ciągu dnia. . Teraz Terris jest tundrą zamarzniętego pyłu. Nie chodzi o to.Tak. . Najlepiej byłoby. jak Ostatni Imperator wynajął kilku terrisańskich tragarzy odezwała się ostrożnie.Ale powinno pozostać tajemnicą. nie ma nic wspólnego z terrisańskimi mocami. wygląda po prostu dziwnie.zagadnęła. pomyślała Vin. . . Wzruszyła ramionami. jak sądzę.Tak. chyba nie mogłyby już tam rosnąć żadne rośliny.Zdaje się. ponieważ w nocy pozwalają sobie na słabość.Dobrze .Wiesz coś na ten temat? Czy to ma coś wspólnego z byciem Opiekunem? . Chyba niewiele będę mogła pomóc. Mam nadzieję. że żaden z sekretów. jak opowiada tekst. . .Nie powinienem chyba pozwalać spędzać ci tyle czasu z mistrzem Breeze'em. . . W książce było jednak coś.Czy widziałaś. to na pewno je przeoczę. że nie jesteś godna zaufania.Właśnie przeczytałam. panienko Vin. . Zarówno Kelsier. Kiedyś jednak był piękny i zielony. istotnie.Chyba masz rację . tym mniej się będzie o nas mówiło. . . co pisał. co ją bardzo zaciekawiło. Sazed znieruchomiał.Tak . kiedyś byli bardzo popularni.mruknął z ciężkim westchnieniem. Vin uśmiechnęła się zalotnie. . Dlaczego zielony miałby być piękny? To. Sazed nagle spoważniał. .

panienko .Też palicie metale? . ale ten zamysł się nie powiódł.powtórzyła. że szlachta nie zechce nosić metalu. ponieważ to uczyni ją wrażliwą na Allomancję.Atrybut? . a szlachta zawsze naśladuje jego styl. .Moda często jest głupia.odparł i sięgnął ręką. Zakazywanie służbie dotykania metali jest po prostu niepraktyczne. Używamy ich jako magazynów.Można by pomyśleć.Nie. Każdy kawałek metalu. Vin zmarszczyła brwi.zauważyła.się to od pragnienia Ostatniego Imperatora. Nie „spalamy” naszych metali.Jednak od dawna w imperialnej modzie istniał obyczaj zdobienia garderoby metalami.I nienawidzi. kolczyków i innej biżuterii stanowiło od zawsze część terrisańskiej kultury.Nieważne.Niektóre z moich zasobów ukrywam. ale wszystkich Terrisan. co jednak nie powstrzymało Ostatniego Imperatora przed próbą wytępienia Opiekunów.Jak siła? Przytaknął.zgodził się. Feruchemicy magazynują atrybut. . Dzisiaj najbogatsi często noszą metal jako symbol potęgi i dumy. że zaczęło . Nie tylko Feruchemików. by przypominało metal. a Terris zdołała przetrwać niezadowolenia Ostatniego Imperatora w tej kwestii. .Feruchemicy nie są podobni do Allomantów. Sazed położył dłoń . panienko .Boi się was. zależnie od wielkości i stopu. . .Właśnie . panienko . aby zmagazynować siłę w bransoletach i użyć jej nazajutrz. Vin spojrzała na niego uważnie.odparł.To dlatego nosisz tyle kolczyków! . Vin zmarszczyła brwi. Ostatni Imperator kiedyś próbował nałożyć na Terrisan zakaz noszenia i posiadania metali . .odparł. po czym w razie potrzeby sięgają po niego. kręcąc głową.Głupio to brzmi .umiejętność przechowywania niektórych atrybutów fizycznych w kawałkach metalu. . . . może zawierać pewną cechę fizyczną. wielu możnych nosi drewno pomalowane tak. .mruknęła. . by zakazać Terrisanom dotykać metali. . Podejrzewam. Sam również zaczął nosić metalowe pierścienie i bransolety. ale noszenie wielu pierścieni.Tak.usiłował nawet uczynić z noszenia metali przywilej szlachty. by unieść rękawy.W tekście terrisańscy tragarze osłabiają się wieczorem. . Pod szatą nosił wokół ramion kilka grubych bransolet. .Dziwne . . .

lud świata będzie w stanie odzyskać wszystko. co ty. Nikt nie pamięta. którymi się interesuje. historią i językami. . że to nasi prorocy doprowadzili go do Studni Wstąpienia. .odparła. modlitwami.Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wtedy nie byliśmy lokajami ani sługami.Ale przecież zbierasz religie . .odrzekł poważnie Sazed.pieśniami. Organizacja Opiekunów została stworzona w kolejnym stuleciu.dodała Vin.nastąpiło to przed wdrożeniem programu hodowli. że ma to coś wspólnego z tymi tragarzami.Terrisańskiej religii. opowieściami. W co wierzyliśmy? Co lub kogo czciliśmy? Skąd pochodzili ci terrisańscy prorocy.nie wiem co. . . ponieważ na temat terrisańskiej religii wiem tyle samo. co zaginęło.No cóż. Każdy Opiekun nosi po kilka takich bransolet.Wasza własna religia .Przykro mi.Za pomocą Feruchemii? Sazed skinął głową. dlaczego Ostatni Imperator prześladuje lud terrisański. .Nie znam . . .Widzisz.Wspomniał też o religii . Eksterminacja Terrisan przez Ostatniego Imperatora stawała się coraz bardziej gwałtowna . co stracił. Wiele wieków temu mój lud ukrył ostatnich Feruchemików. Ostatni Imperator często o nim wspomina w narracji. Coś jednak powstrzymywało Ostatniego Imperatora przed całkowitym wymordowaniem . . ale podejrzewam. jak przewidywali przyszłość? . . . a jej członkowie skupiają się na odnalezieniu tego. Byliśmy czymś. Jeśli tylko jeden z nas przeżyje do śmierci Ostatniego Imperatora. W każdym razie udało mu się zniszczyć naszą religię w ciągu pierwszych dwustu lat panowania. pocierając palcami bransoletę na prawym ramieniu. po to zostali stworzeni Opiekunowie. nie byliśmy nawet skaa.Ostatni Imperator twierdzi w swoim pamiętniku. wypełnionych wiedzą .odparła cicho Vin. panienko. . Coś na temat proroctw? Sazed pokręcił głową. panienko. ale wszyscy pamiętamy całość. co stracił. ale nawet to jest dla nas nową informacją.Ta jest wykonana z miedzi. wydaje się bardzo nieprzyjemnym człowiekiem.Mam nadzieję znaleźć tu i ten sekret.Nie odnalazłeś jej. i zapamiętaniu na przyszłość. Pewnych informacji wciąż brakuje.Nie znasz swej własnej? . Ich przywódca. Moją jest religia. nie wszystko. prawda? Pokręcił głową. że uznał. że zniszczenie całej rasy jest zbyt małą karą. Urwał i opuścił rękaw. . Rashek.na nieprzetłumaczonej jeszcze części tekstu. pozwala na zapamiętywanie wspomnień i myśli. . Wielu Opiekunów ma szczególne dziedziny. możliwe. co należy zniszczyć.

Wzrok .Właśnie to chcę wiedzieć . Nieważne. wyjmując z rękawa chusteczkę.Większość chłopców w tym wieku jest nieco szalonych. Chyba za dużo zadajesz się z Kelsierem. nie będziesz zdziwiona. Sazed.. jak sądzę. Jeśli Ostatni Imperator wspomni o tym w swoim tekście.zapytała. W końcu znajdziemy odpowiedzi.Ach.odparł z cichym westchnieniem. Vin spojrzała na chusteczkę.odparła Vin. .Masz jakieś pojęcie. A potem przez kilka tygodni miałeś zbyt słaby wzrok. Skinęła głową.Co? .Co? Czy ten chłopak oszalał? .Wiem . panienko. .Właściwie tak . .odparł Sazed z uśmiechem. Podniósł pióro. Rozumiesz mechanikę tego. żeby je odtworzyć. że jest młodszy tylko o rok.I tak już zbyt wiele powiedziałem. Sazed nie odpowiadał na komentarz.Jeszcze coś. chusteczka jest tradycyjnym podarunkiem.Ma piętnaście lat. . jak sądzę. dopiero teraz rozumiem. panienko. . Jeszcze coś? Sazed spojrzał na nią uważnie. . panienko? . panienko. .Zepsuł mnie. .Wciąż szukamy. na swój własny sposób. . A nawet jeśli nie. jak sądzę . panienko. wstrząśnięta.zauważyła. że jest przerażający. jak się gapi na ciebie. jaki młodzieniec daje damie.Cały czas uważałam. kiedy wchodzisz do pokoju? .Wygląda mi to na chusteczkę. Inni nazywają nas pokornymi i służalczymi. . .odparła. Co on sobie myśli? Jest o tyle lat młodszy ode mnie. zamierzając wrócić do tłumaczenia. . Vin uniosła brew. panienko. co robimy. co to może być? . Nie zauważyłaś. nie rozumiem twojego pytania.Nie jest to jednak nic niespodziewanego.Spook dał mi ją kilka minut temu. .Co jeszcze możecie przechowywać? Siłę i wspomnienia. do której zamierza się poważnie zalecać. . ale i tak z nim walczymy.W szlachetnie urodzonych kręgach. Co jest szczególnego w tej konkretnej chusteczce? .Dlatego przez kilka tygodni po uratowaniu mnie nosiłeś okulary! Musiałeś mieć możliwość lepszego widzenia nocą podczas akcji i zużyłeś cały zasób. . . . i tak oddamy ludzkości nieocenioną przysługę. to znaczy.Bardzo śmieszne.

choć mogłoby się tak wydawać. zbyt samolubny jak na rodzinę.odrzekła. ale to wymusza długie okresy rozłąki. .I tak nie jest o wiele młodszy od ciebie. Przykro mi. wstając i wygładzając suknię. że jestem tak nieuprzejmy. . powinienem był posłać po ciebie. on po prostu wyglądał naturalnie.. Może nawet mam szczęście. Breeze nieskazitelny i pyszny. . przepraszam! Machnął ręką. Siedział i pisał coś na kawałku papieru. panienko.Mistrz Yeden chyba też. . .ciągnął Sazed . więc za tym nie tęsknię. czego nigdy nie zaznałem.Nie mam czasu na jego dusery. że masz dzisiaj wyjście. Vin znieruchomiała. . Wydawało mi się.Breeze? Dockson? .Dziękuję. ale podejrzewam.odparł Sazed. idiotko! .Oczywiście.Oczywiście .Vin? Przepraszam.Oczywiście ..Kto jeszcze? .Dockson jest z plantacji? .. jakie ci się trafiają.zapytała zaskoczona. .dopytywała się. Mam przyjaciół.Często je miewam ostatnimi czasy .Mistrz Breeze jest nieco. . Vin wzniosła oczy w górę. . . Nawet biedny mistrz Hammond nie widział swojej żony od wielu miesięcy... panienko. ale chciałbym dokończyć tłumaczenia. kiedy stanęła w progu.Ham jest żonaty? . *** Znalazła Docksona w gościnnym gabinecie. jak sądzę.Myślałby kto.. zamykając drzwi. Nie spędzasz nigdy czasu na rozmowach z przyjaciółmi? Przyjaciele. Nie każdy ma tyle szczęścia.powinienem pracować dalej. On jest eunuchem.To coś. że jest coś bolesnego w jego przeszłości. Chronią swe rodziny.. Miał na sobie zwykły strój szlachecki i zawsze wyglądał w tej odzieży lepiej niż pozostali. Zostałam dzisiaj w .. . życie w podziemiu nie ułatwia posiadania rodziny.poprawiła.W każdym razie . a obok niego na blacie biurka spoczywał równy stosik dokumentów. ale Dockson. .odparła. Nie jest to nic dziwnego dla skaa z plantacji. Dziwne uczucie. .. . że powinnaś docenić okazje. Kelsier był olśniewający. odseparowując je od swoich podziemnych działań. . Mistrz Dockson nie mówił o swoim życiu uczuciowym. . Spojrzał na nią.Właśnie w zeszłym tygodniu skończyłam siedemnaście.Dwa .Sazed.

jeśli on sam.cała grupa by się rozpadła.zauważyła. więc wysyłanie posłańca byłoby niemądre. słuchanie trajkotania szlachcianek przy lunchu może znudzić. ale bez niego . może też zabić tylu.A przynajmniej byłem. Tam każdy lord jest panem na włościach. odkładając dokument.Nie . ale pracowaliśmy równie ciężko. żeby zbiory się udały. mówiła sobie. jeśli zapytam. O ile pozostali wnosili do grupy jakieś zdolności allomantyczne. dokupienie zapasów. Może ciężej.Hmm? Na plantacji? Skinęła głową. co z Kelsierem i Sazedem.zapytała.Tak . To było trudne życie. . Było to ciche miejsce. Wydawał się jednak dobrym człowiekiem. Bardzo spokojnym i bystrym. może dotrzeć tu wcześniej. Technicznie to Ostatni Imperator jest właścicielem skaa.Mówisz o tym tak. o tyle Dockson był cenny z powodu jego umiejętności organizacyjnych. ilu chce. Nie będzie się gniewał. jako Allomanta. W końcu rozmawiamy o Kellu. Osłona budynku. .Dockson pilnował.Dox. beznamiętnie . że może się kilka i dni spóźnić. ale Dockson zaciągnął już zasłony i pracował przy świecach. Nie spędzała tyle czasu z Docksonem. Nie zamierzał zostać w jaskiniach zbyt długo. a nawet wychodzić poza społeczność baraków. przysiadając.odrzekł.jak podejrzewała Vin . jak w fabryce.. Nie był na świeczniku.. . Tak czy owak spodziewam się. .Ale nie ma się czemu dziwić.Masz jakieś wieści od Kelsiera? .na przykład sukienki Vin . .Mogę sobie to wyobrazić . . nie oszukiwał szlachty.. prawda? Jesteś skaa z plantacji? . ozdobione ciepłymi barwami i ciemnym drewnem. Wzruszył ramionami.odrzekł. . To miły człowiek. jak to jest żyć na plantacji? . . Na zewnątrz było jeszcze dość jasno. Vin. Plantacje różnią się od miasta. Weszła do pokoju. Każdy z lordów musi tylko dopilnować. . Jedliśmy bardziej regularnie niż większość skaa. ale szlachta ich wynajmuje. Kiedy trzeba było kupić cokolwiek . Skinęła głową i przez chwilę milczała. Jak było? Nie mam pojęcia co ci odpowiedzieć.domu. . a nawet z Hamem i Breeze'em.odparł z uśmiechem Dockson. załatwienie zezwolenia wszystko to załatwiał Dockson. nie walczył we mgle ani nie rekrutował żołnierzy.. by to zostało załatwione.Tam się wychowałeś.Siadaj. niż na koniu. Bez pozwolenia nie wolno mi było opuszczać plantacji. ale większość skaa takie prowadzi.

ale uważam. którą kochałeś? Skinął głową. ani z lordem Devinshae. że w ogóle próbujemy..odrzekł Dockson.Albo wkrótce potem . . że jestem szalony. . . że jest po co żyć. Szczerze mówiąc. po zmroku nie wolno nam było wychodzić. cierpienia. by nie mogła urodzić bękartów.zapytała. .Ale kiedy skończy. wychodząc nocą. który przez kaprys lorda stracił ukochaną. Jak mówię.Wiesz .. Nie jestem jedynym skaa. można by pomyśleć. . Właściwie chyba trudno byłoby znaleźć skaa. .Lord wziął kobietę.. . Odszedłem następnego wieczoru. jesteśmy tutaj. teraz wiem. ukrywała przed poganiaczami. że to bez sensu.. że jest lepsze życie... opieramy się bogu. o którym wiemy. jaką chce? Skinęła głową. któremu arystokracja nie zamordowałaby żadnej ukochanej osoby. potrząsając głową. a nawet przez jego obojętność. Ani z rodziną Kareien. a choć wielu uważało.Niechętnie o tym mówię. co z nami robią. nie znaliśmy niczego lepszego. Chyba romans ich inspirował. tortury. Tak jest. . ale nie mogłem zostać. Widzisz. Nie dlatego że nie mogę. To po prostu życie..Wiesz o tym. Widzisz.Tak było zawsze.czasem zdumiewa mnie to.. Nie wiedziałem. musi ją zabić. umarło. Kiedy lord Devinshae zabrał Kareien ..Więc dlaczego odszedłeś? Zamyślił się. no bo jest. Nie wiem czy plantacja jest tak traumatyczna.rzekł. .Dziewczyną z plantacji.rzekł . że i tak nas wszystkich wyrżnie. pozostali szybko opanowali przesądy i zachęcali mnie. który nas nadzorował. .Na tyle szybko. że w porównaniu ze wszystkimi lordami z plantacji mój był wręcz łagodny. odkąd tam mieszkałem.Kim ona była? . Dla niej po raz pierwszy pokonałem mgłę. A jednak nie.. żeby spędzić z nią trochę czasu. żebyśmy je pogrzebali coś w barakach skaa. że zrezygnujemy z takich rzeczy. Westchnął. moja historia nie jest nawet oryginalna. . Kareien i ja przypominaliśmy wszystkim. Vin wreszcie ujrzała w jego twarzy cień uczucia. . jak miłość i nadzieja. Pamiętam. jak nocą wymykałem się z baraków.jej ciało przywieziono następnego ranka.Coś się zdarzyło . że szlachcic może wziąć do łóżka każdą kobietę skaa. Skaa wciąż kochają. morderstwa. Vin. Cała społeczność nas chroniła. Wciąż próbują mieć rodziny i walczą... Po tym wszystkim. walczymy w tej szalonej wojence Kella..

Mój brat zawsze groził. Takie sprawy w miastach mniej wychodzą na jaw dzięki burdelom. o burdelach wiedziałam. Ma wśród szlachty nieposzlakowaną opinię.Pozwalasz im się zwodzić. myślałam. Pewnie widziałaś go na kilku balach. Dockson spojrzał na nią z dziwnym wyrazem twarzy. kiedy ich pan prześpi się z kobietą skaa. Vin. do czego są zdolni ci ludzie. a starszych wyrzucał tylko wtedy. oni wszyscy są tacy.Ja.Wiem. Ale przecież to nie potwory. Vin.Ja. . .. Szlachcic może zgwałcić i zabić kobietę skaa jednej nocy. Jest wielu robotników.Czy ja naprawdę słyszę to od ciebie. ..O.Okrucieństwo. ..odparł. .Vin siedziała w milczeniu. Ostatnio bywał w Luthadelu zimą. a potem następnego dnia być wychwalany za cnotę i moralność. nie mogą wszyscy być tacy. żeby Inkwizytorzy przymykali oko. Chłostę pewnie mogłaby wybaczyć. .Vin.. że wszyscy mężczyźni do nich chodzą.O. to straszne! Jak mogą przyjmować u siebie takiego potwora? Dockson zmarszczył brwi. że robi jej się słabo. tańczyłam. . kiedy populacja całkiem wymykała się spod kontroli. czy zdają sobie sprawę. że niektórzy skaa tak mówią. starając się objąć umysłem horror.I obojętność. którego nie chciała poznać. między sezonami upraw.. . Nawet kobiety nie traktują tego jako zdrady. . być może .Ale ci ludzie na balach wcale tacy nie są! Rozmawiałam z nimi. którzy nie odwiedzają burdeli skaa. Dox. . .. Vin poczuła.Nie widzisz po prostu wszystkiego..zgodziła się.. że istnieją burdele. Skaa po prostu nie są dla nich ludźmi. jak straszne jest życie skaa. Niektóre burdele mają kobiety niskiego. ale to. co do jednego? . Vin zadrżała. Dox.szepnęła Vin niepewnie. Nie wiem. wszyscy. Vin? A jak sądzisz.szepnęła. Tak mówiłeś. Dockson pokręcił głową. ale szlachetnego urodzenia. ale morderstwa i tak się zdarzają. po czym oparł ręce na blacie.Lord Devinshae rzadko chłostał skaa na śmierć.Docksonie. był . . . Większość jednak po prostu wybija swoje dziwki skaa. jak ten twój lord z plantacji. Ale to. Był to jeden z tych obszarów kultury szlacheckiej.. nie oznacza. . wielu z nich to dobrzy ludzie. że mnie sprzeda. Dox . który jej opisywał. że wasz lord był łagodny. .. dlaczego z nimi walczymy? Nie rozumiesz.

nie wiem nawet. .odezwał się Dockson..Szlachcice są inni. Vin . Są piękni. Oni nie mogą wszyscy być tacy. Jak sądzisz. tacy dystyngowani. Nie wydawał się tak pełen pasji jak Kelsier. Nie. .Nie sądzę.którzy cię obtańcowują. ani nie zamordował kobiety skaa.Tego nie można odkupić. dopóki nie zginą wszyscy. a może? . by Kell poczuł spokój. Wszyscy to robili. myślała.. . .To okropne istoty. ale ja pierwszy byłbym szczęśliwy. Spuściła wzrok. czemu się nie skarżę. wiedząc. Vin milczała. Raczej. Vin . czy dalibyśmy radę. zrezygnowany... jak często sypiają z kobietami skaa..odparł surowo.. wcześniej czy później. Elend na pewno nigdy ani nie wziął.. gdyby ta społeczność się rozpadła. dlaczego walczę z nim o obalenie rządu? Powinnaś spytać tych ładnych chłopców. kiedy Kelsier ich zabija? Jak sądzisz. Wątpię. że za kilka godzin zostaną zabite. że posuniemy się aż tak daleko.

ale zawsze była doskonałym źródłem plotek.Rody Geffenry i Tekiel są sprzymierzeńcami. Nigdy nie wykazywała dobrego gustu.Kliss.Mówią. jak znaleźli w ogrodach Tekiel martwego lorda Entrone? Wydawało się wtedy oczywiste.. doprawdy . A przede wszystkim słyszę łomot w niebie. a jej ogromny blond kok zakołysał się lekko. 23 . Za plecami grupy Vin muzycy na scenie grali jeszcze. Z każdym uderzeniem przyciąga mnie do siebie. ale wieczór dobiegał końca i tańczyło już tylko kilka par. Ale ród Geffenry od dawna prosił Tekiel o sojusz. . spokój nocy tylko potęguje. które prześladują mnie za dnia. że jeśli stanie się coś. Członkowie kółka towarzyskiego lady Kliss zmarszczyli czoła na tę wieść. że śmierć braci Geffenry była odwetem za morderstwo lorda Entrone powiedziała cicho lady Kliss. Kiedy jednak wreszcie udamy się na spoczynek. nie umiem zasnąć. codziennie wędrować tak daleko. co rozzłości Tekielów. widać. Było ich sześcioro.Śpię tylko po kilka godzin każdej nocy. jakaś frakcja rodu uznała. . dlaczego? .odezwał się Milen. Te same myśli.Właśnie. że zabił go jakiś wróg rodu Tekiel. Po co Tekiel miałby zabijać dwóch szlachciców z Geffenry? .. .Kliss pochyliła się konspiracyjnie. pulsowanie z gór. chętniej poszukają sojuszników. dziedzic tytułu jakiegoś pomniejszego rodu.Pamiętacie. w tym Vin i jej towarzysz. jak to możliwe. Milen Davenpleu. . Musimy przeć naprzód.

Tekiel odkrył wybieg i zabił Ardousa i Calinsa. Kiedy już się . Vin nie przeszkadzało to zanadto.mruknęła Vin. że jego plan wobec Rodu Tekiel zadziałał. że zaczęła podziwiać ich dumę i splendor? Teraz ręka każdego szlachcica obejmująca jej talię przyprawiała Vin o dreszcz .jakby wyczuwała zgniliznę w ich sercach. A teraz on nie żyje. Na przykład informacja o Rodzie Venture. by tak ją to wciągnęło. że Elend uczestniczył w coraz mniejszej liczbie bali. który przygotowywał się do czegoś. . Kiedy pierwszego wieczoru pojawiła się na balu . partner Kliss. kiedy omal nie zginęła .O? . odzianych w jasne kolory i jeszcze jaśniejsze uśmiechy. że wszystko jest bardzo sztuczne. Ale grała nadal swoją rolę.zdziwił się Milen. kochanie . Geffenry miał nadzieję uzyskać potrzebnego sprzymierzeńca.Nie martw się tym aż tak bardzo. że Geffenry umyślnie zabili sojusznika Tekiela? .poradziła mu i czym prędzej wróciła do rozmowy: . Kliss poklepała go po ramieniu. Tego wieczoru wreszcie włożyła czarną suknię.wtedy. dobrze tańczył? .wydawało jej się. . Ilu skaa zabił Milen? A Tyden? Wydawał się typem. Jak mogła zapomnieć to pierwsze wrażenie? Jak mogła dopuścić.zapytał Rene. co mogło skończyć się prawdziwą wojną rodów: jednym z dowodów był fakt. Rozmowa z Docksonem wciąż kołatała się po głowie Vin. . Vin udało się wreszcie wkraść w łaski towarzystwa i została dopuszczona do informacji. jaką uzyskała. Zmarszczył czoło. .Tańczyłam z Ardousem kilka tańców na ostatnim balu . które dla działań jej grupy mogły być niezwykle ważne. że oni wszyscy są właśnie tacy. Dox powiedział przecież. który lepiej czułby się wśród bandytów Camona niż wśród szlachciców w sali balowej. . Milen podsumował żart litościwym śmieszkiem. kiedy się dowie.No cóż. teraz tańczy z robakami .zauważył w zadumie Milen. Kelsier będzie zachwycony. jego ciało zostało porzucone na ulicy przed slumsami skaa.Ale wszystko wzięło w łeb . To dałoby mu dostęp do szlaków kanałowych Tekiela przez wschodnie równiny. Miała jeszcze kilkanaście drobiazgów. Oczywiście. pomyślała. który chętnie spędziłby noc z dziwkami. których potrzebowała jej grupa. Wydawał się typem. a to nie była jedyna informacja. .. Dowcipy Tydena zwykle pozostawiały wiele do życzenia.I co. czując dziwną potrzebę wyróżniania się wśród innych kobiet.Chcesz powiedzieć. choć nawet i on był niezasłużony. ostatni z mężczyzn w grupie.Nie widzicie tego? Zabijając z ukrycia lorda Entrone.odparł Tyden.

. Obligator jednak wcale się nie roześmiał ani nie wytknął im frywolności takiego żądania.Wiesz. . po czym uniósł dłoń i machnął gwałtownie. Obligator podszedł.Czy planujesz jutro przyłączyć się do nas na partyjkę shelldry? . uśmiechając się upiornie. Obligator przystanął obok grupy. Do tej pory udawało jej się unikać obligatorów na balach.Ostatnio coś mi wypadło. że to głupi powód. po czym odszedł. Może przez tatuaże wokół oczu. egzekutor Jego praw. Wspomnienia słów Docksona sprawiały. . Objął wzrokiem grupę i przemówił łagodnym głosem: .Obiecuję spotkać się jutro z tymi dwoma na shelldry .Milenie? . schował monety zręcznie jak złodziej.pojawiał. Ten ruch zwrócił uwagę Vin . . . . lordzie Milen .Oczywiście. ale wydawało jej się.przysłuchiwała się rozmowie tylko jednym uchem. . Spojrzała w bok i omal nie spadła z krzesła. że nie zagramy.zapytał Milen pozostałych. lecz obligator .zapytał Tylan.rzucił lord Rene.Słucham? Milen wyjął kilka monet. Vin odetchnęła głęboko.zapytał Tyden. Rene . zazwyczaj jej unikał. kiedy ujrzała zbliżającego się ku nim obligatora.Czy nie to samo mówiłeś ostatnio? . . odprowadzając go wzrokiem.odrzekł Milen. Jeżeli nie możesz. nie mając czwartego.odparł Milen.Zadowoleni? . aby wzywać obligatora .oczy Ostatniego Imperatora.rzekł. . a ona też nie chciała z nim rozmawiać. Nie był to zwykły szlachcic.rzekł i podał monety podstarzałemu obligatorowi. Skinęli głowami. ukryte w rękawach szarej szaty.A nie wypadnie znowu? . Jego tatuaże świadczyły.Poświadczam. . nie zaszczycając Vin drugim spojrzeniem. Milen westchnął. Może to przez splecione dłonie. Obligator odwrócił się.Teraz będę . Uśmiechnął się. Po pierwszym spotkaniu z wielkim prelanem kilka miesięcy temu i późniejszym wzbudzeniu podejrzeń Inkwizytora bała się nawet do nich zbliżyć. pomarszczone wraz ze starzejącą się skórą. że był członkiem Kantonu Ortodoksji. Wydawało się. poprosimy kogoś innego. . pierwszego biurokratycznego ramienia Zakonu.przynajmniej tak wydawało się Vin. powiedz. że przejrzał ją na wylot. że zapewne miałaby kłopot z zachowaniem uprzejmości wobec niego. Może sprawiły to jego oczy.

. że nie nastąpiło. lordzie Milenie .Odprowadzę cię do powozu . a potem czekać na mojego Terrisanina.Przeklęci złodzieje . które musiała spisać w drodze do Fellise.odrzekł.. po prostu zabijają i zostawiają. młoda żona Tydena.Nie potrafię sobie wyobrazić. . kładąc mu dłoń na ramieniu. Byli świadkami każdego kontraktu handlowego. poświadczają zakup ziemi i ratyfikują dziedziczenie tytułów.zaofiarował się. Była ulokowana nie tak daleko stąd. Nawet już nie biorą więźniów na egzekucję. Jeśli szlachta wzywa ich do świadczenia przy tak błahych sprawach.. kłaniając się.Zastanawiające. .Przeklęci skaa. Tylko oni udzielają ślubów. a rozmowa zeszła na inne tematy.rzekła. nie byli daleko od sklepu Clubsa. co dzieje się na dworze. to oznacza. Jeśli obligator nie był świadkiem jakiegoś zdarzenia. dokument ten równie dobrze mógł w ogóle nie istnieć.Doskonale . jak te istoty przeżywają jako złodzieje .. jakie mam na temat Zakonu..I tak muszę się trochę posilić.. z jakim Ostatni Imperator ich zorganizował.To nie będzie konieczne . . domyśliła się. Valette .Inkwizytorzy roją się jak insekty.Jakie nowinki? Oczy Kliss zabłysły i zerknęła w ślad za znikającym obligatorem. to nie może chodzić o nich. które im dajemy. rozwodów. Dockson i pozostali są zbyt sprytni.zapytał Milen.ale nie poznasz nowinek. Vin pokręciła głową.Myślę. Vin poczuła zimny dreszcz. Nawet jeśli Kelsiera nie ma w mieście. Po prostu usiądę przy stoliku. W ciągu tych ostatnich miesięcy rozbili dwa razy tyle złodziejskich band skaa niż zwykle. .Inkwizycja odnalazła kolejną bandę dzisiaj po południu.Mam swoje źródła .odparła Kliss . jaki niekompetentny głupiec dałby się . .odparła z uśmiechem Kliss. .prychnął Tyden. a jeśli nie przypieczętował dokumentu. że czas. Dockson i Renoux musieli z nimi mieć do czynienia prawie codziennie.Przepraszam... naprawdę nie wystarcza? . choć ten dotyk przyprawił ją o drżenie. .Idź. . Rzeczywiście. . Vin się zatrzymała.zamruczała Carlee. . nie. .Skąd o tym wiesz? . jeśli musisz.Muszą wiedzieć o wszystkim. . tym bardziej była przekonana o sprycie. . Czy to żarcie i odzienie. .odparła. Była to długa noc i jej umysł był pełen informacji. którzy nie znają swojego miejsca. będą bezpieczni. Im więcej się dowiadywała o Zakonie. . abym już udała się na spoczynek.

żeby odejść stając twarzą w twarz z nowo przybyłą osobą: Shan Elariel. odszukiwała Vin i dla sportu znęcała się nad nią. Mam interes do małej Renoux. zasługując sobie na gniew bardzo wpływowej kobiety? Czy może lepiej. . Tyden zaczerwienił się i Vin spojrzała na niego z zainteresowaniem. zaszczycone obecnością przy ich stoliku kogoś tak ważnego. Naprawdę nie chciała mieć nic wspólnego z Shan.obrabować przez skaa. dziękuję za towarzyszenie mi dzisiejszego wieczoru. kiedy znalazły się same . Czy powinien bronić Vin. Dawna narzeczona Elenda była jak zwykle nieskazitelna.odparła Shan. . kobiety dygnęły.Lady Valette. ale Shan dokładnie blokowała jej drogę. Milen się zaczerwienił. że twoja partnerka na ten wieczór zachorowała.Lady Shan. .Doprawdy .Ach.rzekła z uśmiechem do towarzysza Vin .Oczywiście . Zdaje się. . że przeceniłam twoje umiejętności. a piękna figura jedynie przypominała Vin o tym jak ona jest chuda. ostatnio nie spędzam z Elendem zbyt wiele czasu.rzekła.Obawiam się. Zignorował komentarz. czując się nieco jak zranione zwierzę.Wiem . . szukając drogi ucieczki.jaka szkoda. .pomyślała Vin. że nie przyszłam tutaj na ploteczki . tym samym obrażając swą partnerkę? Wybrał wyjście tchórza. Milenie . chyba że chciała dociąć mężowi. zwłaszcza dzisiaj wieczorem. Możesz zostawić nas same? .obawiam się. . kiedy spostrzegła zakłopotanie Vin. Vin skinęła głową jemu i pozostałym. Jej oczy błyszczały satysfakcją. Przeklęta baba! . . Musieli okraść również jego.gładko odparła Shan. zanim opuści je stado. jak miło widzieć cię wśród nas. Jej długie rudawe włosy lśniły. gdy Shan zaczynało się nudzić. Vin spojrzała w bok. że za każdym razem. Może jakieś oszustwo? Zapamiętała tę informację do późniejszego zbadania i odwróciła się. że onieśmieliłaby nawet z natury śmiałą osobę.ciągnęła Shan.Zdaje się. Shan była dokładnym wzorcem doskonałej arystokratycznej kobiety. Mężczyźni skinęli głowami z szacunkiem. że nie miałeś już wielkiego wyboru. Pewna siebie do tego stopnia.odrzekł Milen. wycofując się. Doprawdy. Wydawało jej się. . aby zgodził się z Shan. że pani zainteresowanie moją osobą jest bezpodstawne.Lady Shan . bo słowa Shan postawiły go w bardzo niedogodnej pozycji. Carlee rzadko się odzywała. dziecko.

że ma ochotę na odwet. Westchnęła. żeby odczuć obelgi Shan. . Shan nie była zainteresowana odzyskaniem uczucia Elenda. więc postanowił uczynić to. Nie powinna być aby zazdrosna? Vin z trudem opanowała dreszcz. prawda? Vin skinęła sztywno głową. Dzisiejszy bal odbywał się w przepięknej Twierdzy Hasting. Niejeden z pomniejszej szlachty marzy o takiej okazji. .. Doskonale. Umiesz czytać.Dobrze . .chwilową rozrywką. a połączonymi jedynie galeriami.A jeśli zamiast tego powiem Elendowi.Mądra dziewczyna zajęłaby taką pozycję. że zajęłam jej miejsce? Ale arystokracja tak się nie zachowuje. Dzisiaj jednak stwierdziła.Moja droga. by pokornie przyjmowali wszelkie poniżenia. . Łap tę okazję. Stałaś się pionkiem w planach Wielkich Rodów. adorując najbardziej pospolitą i gapowatą dziewuchę. nie pozwolisz mu tak łatwo się wymknąć. to się mylisz. co planuję. Vin była niczym . mogą być mylące. . co na nich było.A teraz . centralny budynek był otoczony sześcioma wieżami nieco oddalonymi od niego. Nie powinna mnie znienawidzić za to.mówiła Shan. że zdradzenie mnie w ogóle nie powinno ci przyjść do głowy.Musisz tylko zapamiętać tytuły książek. nie patrz na okładki. Shan najwyraźniej uczyniła sztukę ze zmuszania ludzi.ciągnęła Shan . Poza tym mam wrażenie. druga może ci się nie trafić. nie wiesz. jak zalewa ją frustracja i gniew. który dzieliła wcześniej z Milenem. jakie Elend ma w swoim posiadaniu. że skoro już wkradłaś się w łaski człowieka o wiele wyżej stojącego w hierarchii niż ty. że jakikolwiek inny szlachcic kiedykolwiek zwróci na ciebie uwagę. bo jej ego byłoby już zbyt posiniaczone. Jej Uspokajanie osłabło i Vin poczuła. . aby wykorzystać tę jedyną przewagę.. Z tymi słowy Shan odeszła. Był czas.Myślałam. Uspokój się. ani na Allomancję. Elend lubi szokować dwór. kierując się ku pustemu stolikowi. żeby nie reagować ani na obelgi. Chyba zdajesz sobie sprawę z tego. Przeczytasz kilka pierwszych stron i powiesz mi. natychmiast ściągając ku sobie świtę adoratorów. kiedy poczuła dotknięcie Allomancji Shan.Jeśli myślisz. .odparła Shan. jaką mógł znaleźć. . chciała jedynie wziąć odwet na człowieku. który ją zlekceważył. Okrągły. że czynisz pewne postępy na dworze. jaką ma .potrzebuję informacji dotyczącej pewnych tekstów. Vin zacisnęła zęby. co pani planuje? Shan się zaśmiała. jakimi raczyła ich obdarzyć. kiedy po prostu uciekłaby.

stojącego nieopodal. Rozejrzała się bezmyślnie i nagle jej wzrok padł na Elenda Venture. Nie chodziło o to. a po policzku ścieka jej łza. a pozostali dwaj mężczyźni odeszli. skinieniem głowy wskazując Vin. Odkąd to stała się tak skłonna do konfrontacji? Vin wstała. . Nie z powodu Shan. że część jej osoby należąca do Valette stała się silniejsza. że nie chciało jej się pracować. jeśli nie było go w pobliżu. Elend obrócił się. wyjdziemy na balkon i odetchniesz świeżym powietrzem. że jestem gburem i.. Sprawy rodu. Miała ochotę uciec i się ukryć.Urwał. .rzekł.ot. Poprosiła służącego.Nie.Valette. Valette nie opuściłaby balu u Hastingów. żeby Kelsier już wrócił. Zmieści się pod stolikiem. kwadratowa komnata ze sklepionym sufitem i kolorowym szkłem wzdłuż całego obwodu.Unikasz mnie . wydawała się mniej zmotywowana. Nie wiedziałem nawet. jak łatwo człowiek staje się zepsuty. Zamarła. że wiedziałeś. ocierając oczy chusteczką Lestibournesa. Dziwne. Jak zacząć temat? Jak zapytać? . zaskoczona własną stanowczością.. . by wezwał Sazeda.Późno przyszedłem. Poza tym ostrzegałem cię. po czym usiadła. . Muszę z nim porozmawiać. Chciałabym. kiedy zatrzymała się przed nim. Kłamca. Sama sala nie była aż tak spektakularna. Sala balowa znajdowała się na szczycie środkowej wieży. jak niektóre widziane przez Vin wcześniej . pomyślała. .Zrujnujesz sobie makijaż! . po drodze sprawdzając przelotnie swą czarną suknię. Musi przesadzać. . nawet z suknią. Grupa.Valette? Wszystko w porządku? Vin zdała sobie sprawę. by dać odpocząć stopom. nie ująłbym tego w taki sposób. Rozmawiał z grupą młodych arystokratów. lecz złośliwy dowcip i optymizm Kelsiera po prostu dodawał jej sił. sama rozumiesz. Po prostu byłem zajęty. Idiotka! pomyślała.Chodź. Oczywiście. myślała.zawołał.Wszystkie siedem wież ozdobiono wijącymi się krętymi witrażowymi wzorami. . Zabijają od tak dawna. włącznie z Vin. że lekko pociąga nosem. że tu jesteś. ale dlatego że muszę poznać prawdę. że nawet ich to już nie przeraża.Ależ to Valette . Może dlatego szlachta nie waha się przed wszelkimi ohydnymi czynami. Dockson na pewno przesadza. Na szczęście system zasilanych siłą mięśni skaa platform oszczędzał arystokratom wysiłku wspinania się na samą górę. Przeszła przez salę balową. Ze zdziwieniem jednak stwierdziła. ty cała drżysz! . .zauważyła. myślała. Jeden z towarzyszy Elenda dotknął jego ramienia.

Nie mylę się.Ja. wszyscy jesteście potworami. W powietrzu unosiła się mgła. bym stał się „mężczyzną”.Spałeś kiedyś z kobietą skaa? .Siadaj . czując. podsuwając jej krzesło. Elend nie zwracał na nią uwagi.Przyznaję.Żadnej! Nigdy więcej. Nie zasługujesz na to. co się stało za pierwszym razem. W balustradę była wbudowana pojedyncza kamienna latarnia. że ogarnia ją gniew. ja wiem.Zrobiłeś to.zapytał Elend.Słuchaj.rzekł cicho. Valette! Nigdy więcej. . Podobnie jak większość arystokratów.A potem?! .Położył rękę na ramieniu Vin. że czas. że kolejna łza spływa jej po policzku i kapie na suknię.. plamiąc koronkę makijażem. On miał rację.odparł Elend. Podniosła chusteczkę i wytarła nią twarz. Balkon . ale wyszarpnęła się. Valette. Vin uważała. . Nie wszyscy jesteśmy tacy. siadając. wyraźnie zaskoczony. . kiedy miałem trzynaście lat .zapytała. Wyszli w ciszę i ciemność. prawda? .Nie wiem . Na szczęście balkon był dość wąski i ogrzany przez ciepło panujące w twierdzy.Ojciec uznał. . ignorowałem cię. Naprawdę nie wiedziałem. cóż..zawołała.Ile dziewczyn zamordowałeś..Pozwoliła mu się wyprowadzić.był pusty. Przepraszam. . że nie jest ci potrzebny taki łobuz jak ja. zatem i mgła była mniej natrętna. że ją później zabiją.I mam ci uwierzyć? .Więc o co chodzi? .. że radzisz sobie tak dobrze. . .. .Spałeś? .wypaliła.rzekł. że ma rację. uważał strach przed mgłą za głupi przesąd skaa. to prawda! . w kątach ustawiono kilka roślin. . uznałem. Elendzie Venture? . . kiedy się dowiedziałem. .Kto ci coś takiego powiedział? .jeden z wielu wyrastających ze szczytu centralnej wieży Hasting .To się stało. . Ja tylko. czując. Ostatni Imperatorze..Nie odpowiedział. . ale musisz mi uwierzyć. Nie wiedziałem nawet. . . że teraz jest w modzie nazywanie wszystkich mężczyzn na dworze brutalami. wszechobecna jak zawsze. Zawahał się.

oni nas nie znają. Elend prychnął. ..dworskie kobiety nawet nie uważają tego za zdradę.. który robił to.. . jeśli ich mężczyźni sypiają z kobietami skaa.. ale i tak dostrzegła w jego spojrzeniu gniew i poczucie winy. uspokajając się. . Poczuła się śmieszna. całkowicie odepchnęła od siebie podszepty Reena i po prostu uwierzyła.. . .odparła. widać było. z którymi spędzałbym czas.Powiedziano mi. . znajdź mi damę. .Zatem twój informator nie zna się za dobrze na kobietach. że jej mąż zabawia się z inną . Elendzie .Jaki procent? . i może nawet mają rację.Ilu szlachciców robi takie rzeczy? . ale jednocześnie zadowolona. .szlachcianką czy skaa. zaczynała się wahać. Ale ich zazdrość nie czyni nas złymi ludźmi. Odwrócił wzrok.Więc twój ojciec należy do tej jednej trzeciej? .Uwielbia wszelkiego rodzaju kochanki. odkąd sięgała pamięcią.zapytała. Aż tylu. . nie wiedzieć...Kto ci powiedział? Wiejski szlachcic? Valette.rzekł cicho i Vin zaskoczyła pasja w jego głosie. . ponieważ kontrolujemy większą część systemu kanałów... Powiedział. . .Powiedział. Często myślę o tej nocy.odparła.odrzekła....odrzekła.Byłeś trzynastoletnim chłopcem.Jedna trzecia. .. które zawsze uważała za tak uczciwe.odpowiedział.Ktoś musi to wszystko powstrzymać . która obojętnie przyjmie wieść.Nie jestem pewien...wyszeptała.To nie była twoja wina. . skaa.Nie. Nie są to typy. Kiedy jednak spoglądała w te oczy. że .. .Kto ci to dał? . to straszni ludzie.Może jedna trzecia .Czy to on opowiada ci o mnie takie rzeczy? .. Po raz pierwszy. to był ktoś inny . Znów zaczęła wycierać oczy i Elend spojrzał na jej chusteczkę. Ale to i tak lepiej niż wszyscy.zapytał zaciekawiony. a właściwie cała szlachta z Luthadelu. . oczy. Są zazdrośni. .. Elend klęczał obok jej krzesła... Zaczerwienił się i spuścił wzrok. nie robi mu to różnicy.odparła. że nadal jest zatroskany. szlachcianki. Valette. Proszę.Adorator . Chciała mu uwierzyć... że cała szlachta. Wolałbym. co mu kazał ojciec. że jesteście . a to pragnienie czyniło ją jeszcze bardziej sceptyczną.. Skinęła głową i odetchnęła głęboko.

Na mokrych policzkach czuła zimne muśnięcia mgły. Może była głupia. to było kilka bardzo męczących miesięcy. . że masz nowych przyjaciół. Dlaczego nie chcą tego widzieć? Westchnął. a ja zauważyłem. z którymi się teraz spotykasz.Udało ci się doskonale wpasować w społeczność Luthadelu.A cóż to ma znaczyć? . ale Kelsier wywarł na nią wielki wpływ. którym poświęcasz czas. która przeze mnie płacze na balu.Jego to obchodzi. .A właściwie dlaczego unikałeś mnie ostatnio? Zarumienił się znowu.. Zaczynała ufać otaczającym ją ludziom. bo nie chce. Moje dobre wychowanie osiągnęło nowy wymiar. że twoje początkowe zainteresowanie moją osobą nie miało na celu dokuczenia ojcu? Elend uniósł dłonie. opierając się o oparcie. Usiadł z łokciem wspartym o balustradę. wierzyła mu. .Ale.. . wstał i przyniósł sobie drugie krzesło. Byłem durniem i lekkoduchem.Zwłaszcza kiedy sam stoisz na szczycie struktury politycznej. a nie było nikogo. . komu chciałaby zaufać bardziej niż Elendowi Venture.bawisz się w politykę nie gorzej od innych.Prawdopodobnie nie jesteś pierwszą damą.. że zabawa w politykę bardzo zmienia ludzi. .Dobrze.. .Myślałem. jak Dockson.Nie bardzo lubię osoby. Dobry człowiek.Trzeba coś zrobić z tym zepsuciem w Luthadelu . przeczesując dłonią włosy.mruknął.Poza tym .Łatwo ci powiedzieć . . . uznaj mnie za odpowiednio zganionego. .. To rodzinne.warknęła. Kiedy się o tym dowiedziałam. A może będziesz próbował mi wmówić. . Nie można sobie pozwolić na ignorowanie polityki. Valette . .dodała . Uśmiechnęła się. po prostu nie mogłam tego objąć rozumem. niektórzy nie mają tyle szczęścia. Elend nie był potworem. pomyślała. .Ostatni Imperator tego nie widzi. . ale tym razem naprawdę mnie to martwi. .Chyba nie.odparła.Cóż .rzekł. To człowiek jak Kelsier. ..wyjaśnił.Nie chodzi o ciebie . Skinęła głową i spojrzała na niego. Westchnęła.

Więc jednak spędzałaś czas ze skaa. a ty wydawałeś się rozczarowany. Elendzie.. ukochaną kobietę.Nawet bardzo dużo czasu. Przywołałam przykre wspomnienia. cóż. Może dlatego mnie tu wysłali. Wydawał się posępny.Skaa z plantacji . .szepnęła .Na twojej plantacji? Potrząsnęła głową. niezależnie od pochodzenia. . . bo jakiś szlachcic chciał mieć ładną zabawkę na jedną noc.Zachowałam to w tajemnicy . być może choć część społeczności uda się uratować. Bałam się.Uciekł i znalazł się na ziemiach mojego ojca. ale. by takie rzeczy się nie zdarzały.. że tak nienawidzi ojca. Niektórych znałam bardzo dobrze.prychnęła. kiedy nie dotyczyło to bezpośrednio Elenda.. jakoś łatwiej było jej pogodzić się z potwornościami relacji między szlachtą a skaa. gdybyś spytał moją rodzinę. Zawahał się. Zaczynam myśleć jak inni. Za dużo. Stracił kogoś. I wściekli.wyjaśniła. Skinęła głową. . zwłaszcza jednego starszego człowieka.Kiedyś mnie o nich pytałeś. pomyślała..Czy wydawał się. który siedział tyłem do wirujących mgieł. Szlachta nie musi być eksterminowana to ich metody.Mam wrażenie. . ale i tak są inteligentni.Co? .. .A inteligencja? .zapytał z zaskoczeniem. Spojrzała na Elenda.wyjaśniła. Elendzie Venture. Może nie mają wykształcenia. że nie! . Ostatni Imperatorze. Vin wolałaby po prostu. . Nawet jeśli jedna trzecia szlachty morduje kobiety skaa..zdziwił się.Elendzie . . że mogłabym coś zmienić. . jak każdego arystokraty.dopytywał się Elend. . Jego miłość była równie wielka. . Chciała powiedzieć cokolwiek.Teraz. . pomyślała. mogę ci tylko powiedzieć jedno. Z pewnością silniejsza niż tutejsze romanse.. Pochylił się. że znam kilku skaa inteligentniejszych niż ty. .Uciekinierzy skaa są zabijani. że nie mam nic więcej do powiedzenia. żeby poczuł się lepiej.A wy go ukryliście? .Oczywiście. .Nie znałam go zbyt długo. . wolno myślący? .oni są tacy sami jak my. . Nic dziwnego. więc zachowałam się jak każda arystokratka. wydaje mi się.Wściekli? ..

Vin omal nie powiedziała czegoś więcej. że istnieje różnica pomiędzy nami a nimi? . Powinienem być mądrzejszy i wiedzieć.Na przykład podziemna sieć transportowa. Może to ty ich zepsujesz. Właściwie przyszedłem tu tylko dlatego. zapytać. Nie dałem ci jej tylko dlatego. Skaa pomagają uciekinierom przedostać się kanałami z plantacji do plantacji. skoro udaje im się ukrywać i przed szlachtą.mruknęła. Chyba i tak powiedziała za dużo. Jeden z tych mężczyzn. Uśmiechnęła się.są szajki złodziejskie.przypomniała sobie Vin.Opowiedz mi więcej.teraz muszę już iść.Wiem . Kiedy szlachcic chce poważnie zalecać się do damy.spotykam się z paroma przyjaciółmi.Elend podał jej swoją chusteczkę.Chodzi o to. by spełniła swoje zadanie. . ile makijażu nią starła.odrzekła.Ufają mi.ciągnęła . próbując wytrzeć nos chusteczką.Powiedzieli mi .. . .Ty też jesteś fascynująca. Elend spojrzał na nią.. ..Na przykład? . . Spojrzała na kawałek materiału.Elend wstał nagle . . bo skarżą się na to.Masz. że ci skaa muszą być bardzo sprytni.zapytała. daje jej chusteczkę. . Skąd to wszystko wiesz? . że miałem konkretny cel .odrzekł Elend. Szlachta nie widzi tego.. Racja! . To chyba fascynujący ludzie. że z nimi bywa.Może chciałabyś ją zatrzymać. jak żyją. .A jak mogliby nie wiedzieć? . a do tego okradają Wielkie Rody pod samym nosem Ostatniego Imperatora. ale ugryzła się w język. . . że tamci nie zdołają cię zepsuć. Ona również wstała. ale dopiero teraz zobaczyła.Ale . Wiem. ponieważ nie zwraca uwagi na twarze skaa. . i przed obligatorami.Więc wiedzą? Wiedzą. bo umieją ukryć pewne sprawy przed szlachtą. . tak. że się tak dobrze ukrywają. .Oprócz tego . Nie wziął jej. Wyobrażam sobie. Valette. jak są traktowani. że są inteligentni.Chciałbym kiedyś poznać któregoś z nich. jeden z nich to Hasting. Wiem. Kelsier i Sazed uważali za dziwne.Interesujące. że są wściekli. .. po czym chciała oddać Elendowi chusteczkę. z którymi Elend spotykał się wcześniej.Niektórzy . jak to robią. .

pomyślała. jeśli chcesz. jak sądzę.Będę . .odrzekła cicho. Nie wiem. Te schody prowadzą tylko w jedno miejsce. kimkolwiek jest. . że możesz pójść za nimi.Lord Elend Venture właśnie znikł w tych drzwiach ze swymi przyjaciółmi Hastingiem i Lekalem.szepnęła. ale mimo to proszę. Panienko.. Zamyślił się.Spotkajmy się na tamtym balkonie za godzinę. ale. ale to będzie bardzo ostentacyjne.. Stali przez chwilę. czy to najlepszy sposób uzyskiwania informacji. . . . .zapytał. Boczne wieże. Ale nie jestem aż tak głupi.Chyba muszę iść za nimi. . zamykając ją w dłoni. co się stało z twoim makijażem? .. Wiem.Tak. panienko .Doskonale.Tamten mężczyzna. kiedy ujrzała zbliżającego się Sazeda.Mrugnął.. słuchasz mnie? . żeby przegapić szansę i nie zrobić mu małej konkurencji.Użyję Allomancji. .odparła. Elend spotkał się z tymi samymi ludźmi co ostatnio .zapytał. .odparł. bądź ostrożna.odparł.Lekalem i Hastingiem.Jesteśmy gotowi do wyjścia? . a potem wszyscy ruszyli w stronę klatki schodowej w głębi sali.odparła. Mistrz Kelsier i tak zamierzał rozpocząć twoje szkolenie natychmiast po powrocie.Już jej nawet nie czuję. . .Interesujące . to śmieszna prośba do Zrodzonego z Mgły. po czym wśliznęła się przez drzwi balkonowe.Czy to jeszcze jedna chusteczka? . Sądzę.Od wieków zagojona . panienko.Nie próżnowałaś.Och! .odrzekła.Przecież nie pójdę za nimi .Nieważne . . . skłonił się lekko i wyszedł do centralnej sali balowej. Podeszła do niego szybko..Sazed. Ale potrzebuję twojego zezwolenia. wyprzedził mnie z powodu mojej głupoty. .A po co. . .Życzę szczęścia. . Uśmiechnął się i podszedł bliżej. dyskretnie wsuwając się do pomieszczenia. . .Dziękuję. . .Panienko Valette? Podskoczyła. politycznymi wrogami Venture'ow.A jak twoja rana? . Sazed westchnął. Vin stała przez chwilę.

by wyciągnąć fiolkę z metalami.dobiegł ze środka znajomy głos. pomyślała.Jastes. Cyna dawała jej wzrok.Potężny Elend Venture wreszcie ujarzmiony przez ładną buzię. kilka było nawet oświetlonych. kiedy Vin spojrzała na warowną ścianę pomiędzy wieżą a wewnętrzną twierdzą. Bez wspomagania Vin nie zdołałaby się wspiąć na ścianę. Stal dała jej potęgę. co się dzieje w środku. Odpychając się nieco wyżej.Ma dobre serce. gdy rzuciła w dół monetę. A potem z rozkoszą skoczyła na poręcz i rzuciła się w mroczne mgły. po czym rzuciła kolejną monetę w mgły za sobą. ona jest czymś więcej . Elend. pomyślała Vin. . Cudowna. ostrożnie przesuwając się po galeryjce. żeby wylądować lekko na kamiennym parapecie.Nie żałuję spóźnienia .. Będziemy chyba musieli zrobić podwójną zmianę. Chwyciła się dolnej framugi kolejnego okna i podciągnęła. Zagrzechotało. Wieża Elenda była następna w kolejności . która łączyła ją z centralną wieżą. Nie mogę pójść tędy.. która natychmiast znikła w mroku. Kiedy metal uderzył w ścianę. kiedy wystrzeliła w górę wieży... Opór wiatru łopotał materiałem spódnicy. O wiele za długo czekałam. Okiennice były zamknięte na noc.. . Rozjarzyła stal. Vin rzuciła monetę i katapultowała się w górę.fałdy tkaniny zamortyzowały uderzenie . . pomyślała. Zatrzymała się za rogiem i stanęła przed kamienną barierką i kłębiącą się za nią mgłą. Uderzyła w ścianę trochę za nisko . Straż.Vin musiała wspiąć się na galerię na szczycie muru. więc musiała przysunąć się jak najbliżej. . by usłyszeć. Wieża miała prawdopodobnie wiele komnat. spoglądając w górę. ale wieża przed nią miała u podnóża oświetlony posterunek. ale Vin Allomantka nie miała z tym najmniejszego problemu. użyła go. Rozległ się śmiech mężczyzny. Cyna z ołowiem dawała siłę. miała wrażenie. żeby sobie z tym poradzić. Wychyliła ją pospiesznie i wyjęła małą garść monet. .. Teldenie. skoczyła i Odepchnęła się od zwieńczenia okna. sięgając do rękawa. rozjarzając cynę. Ona naprawdę jest bardziej pociągająca niż ty. wiatr szarpał sukienką.odparł Elend. ale jej Allomancja była dość silna.Bale zawsze się przeciągają. po czym Pociągnęła zawias okna i szarpnęła się w górę.ale zdołała uchwycić krawędź galerii. roztańczona próżnia.Ona jednak już biegła w kierunku balkonu. Vin podskoczyła. że ciągnie za sobą belę tkaniny.. Nie było tu strażników. pomagała . Przycupnęła w swej czarnej sukni. by wystrzelić w przód.

Bardziej spójne.zapytał Elend.Prace Redalevina są lepsze .Zgadzam się z Teldenem .Możemy zmienić to.Dwaj z nas są dziedzicami rodów.Elend. pozostali drugimi w kolejności. dyplomację. . . Słuchaj. chętnie się nawet z tobą napiję przy okazji.wtrącił Jastes. Telden i Jastes prawdopodobnie nigdy niczego nie odziedziczą.Próbowałem . Użyteczności.Niezła ..zgodził się Jastes. czytałeś tę książkę. umiarkowanie. . nie.Dobrze .Nie ma na to szans.nie jest szczególnie wpływowy.Pasję.Słuchajcie . ..zgodził się Telden. . że powinniśmy ją zaprosić na nasze spotkanie. . . Nie czujecie ich pasji? . . . tak. Elend. te słowa.wtrącił Jastes.Chyba nie jesteście sprawiedliwi.Teldenie.Jest nieco nudne. Do diaska.odezwał się znowu Elend.Możemy zmienić świat . . . .zapytał Elend. .rzekł Elend.odparł Telden.Teraz rozumiem. czemu Ostatni Imperator tak jej nienawidzi..Pięć osób to aż nadto. . . . . . możemy wywrzeć nacisk nawet na Ostatniego Imperatora! Piąty głos prychnął. . . ale reszta nas nie jest aż tak ważna.. . by przyłączali się do nas przypadkowi ludzie.rzekł Jastes.jęknął ktoś. Dobry człowiek. nie przeszkadza mi.uciekinierom skaa na swojej plantacji. którą ci dałem? . Ale nie dopuszczę do tego. . Ale czy to wszystko. zamiast uginać się przed każdym kaprysem Ostatniego Imperatora.Panowie. . co dzieje się w naszych domach . .Jeśli wprowadzimy w życie te zasady: uczciwość.Nie chcę się sprzeciwiać .bez obrazy . Nie możemy zmienić świata.Jeśli rody przestaną się brać za łby.uciął Elend. . pomyślała Vin.Nudne? .Pewnego dnia to my będziemy na górze . . może zdołamy uzyskać jakieś znaczące wpływy na rząd.Jest dość gruba. prawda? .zapytał Elend.Nasi skaa należą do .Może i jesteś dziedzicem potężnego rodu. Ci ludzie wiedzieli. to wszystko. a Kevoux . te idee..odezwał się kolejny uczestnik spotkania.Szlachta słabnie z każdym rokiem .odparł Elend.. kiedy filozofujesz. że zostaną za nie zabici..A co złego jest w czytaniu? . Elendzie.Ale dobra.. co zamierzamy robić? Czytać? . . Sądzę. .

Gadanie Elenda o nierówności klas brzmi dla mnie jak bełkot.odrzekł. Vin podskoczyła i omal nie spadła z gzymsu. .zawołała radośnie. Uśmiechnął się.Vin! . . że od ostatniego razu niewiele się zmieniło.. że kolejne pokolenia zaczynają organizować własne koalicje rodów.Robią to. .Ale oni chcą obalić Ostatniego Imperatora! . Nawet nasze kanały oficjalnie są jego własnością. mrugnął i skinął głową w stronę galerii pod nimi. Rozejrzała się. Nie jest niczym szczególnym. zaniepokojona.Obserwuję tę grupkę od czasu. .odparowała.Tu się z tobą zgadzam . . . .. prychając. . kiedy wylądowali. kiedy mi o nich opowiedziałaś. co cała szlachta. planują sojusze.Od ostatniego razu? Kelsier skinął głową.odparł Elend. .odrzekł Kelsier.Ostatniego Imperatora. . ale rozumiem. że możesz to powiedzieć? Zaczerwieniła się. Podniosła wzrok. zgoda? . Obiecuję. a Kelsier wybuchnął śmiechem.Dlatego właśnie musimy.Co tu robisz? . używając tej samej monety.rozległ się szept.Jesteś arystokratką już od tak dawna.rzekł Telden. . .Nad tobą . Wyglądają na miłych chłopców. . że ważne jest zaprezentowanie jednolitego frontu wobec Ostatniego Imperatora. podobnie jak cała ziemia.Zdaje się.Raczej nie . którzy mówią zbyt otwarcie albo odnoszą zbyt wielki sukces. w co wierzyć.Sprawdzam naszego przyjaciela .szepnął głos. .Właśnie . garstka paniczyków spotykających się na drinku i dyskusjach. zanim dojdą do władzy.O? . Vin spojrzała znów do pokoju Elenda. żeby spowolnić spadek. po przyjacielsku obejmując ją za ramiona. To nie jest życie..To co innego . jak na szlachtę.Wróciłeś! . Wreszcie i ona odepchnęła się i skoczyła za nim. Zabójcy Zakonu mordują ludzi. kiedy Kelsier przeleciał obok niej. Nie powinienem sobie zawracać głowy. .Dzisiaj po południu. kogo możemy poślubić. to żadne zagrożenie. . że żadnego nie zabijemy. ..Zaśmiał się. Jego obligatorzy określają. Z drugiego gzymsu tuż nad nią zwisał Kelsier. Ot.Nie bierz tego na poważnie. .

Podsłuchiwałem ich trzy razy z rzędu. Może i nic nie poradzą na to.Dobrze . . . . by młody Venture i jego kamraci mieli coś konkretnego do powiedzenia. . wracając myślą do rozmowy z Elendem. że spotkam się z nim na balu. żeby przyniósł ci płaszcz. . .Dobrze. Masz popiół na całej sukni. Vin . Trzeba dbać o pozory.wyjaśnił. .taktyka to uważać.zaoponowała. że mogę . zanim wyjdziesz z balu.Mój błąd . wątpię. ..Nie chcę o tym mówić .. Spotkamy się w sklepie u Clubsa. że będzie inaczej? Aby stoczyć taką walkę jak Kelsier i Dockson. . że mu nie powiem. Vin. .Powiedział. czy sypiał ze skaa! Wzruszył ramionami. a potem wyjedzie sam z miasta.odparła z westchnieniem. .Może nawet będzie z nich jakiś pożytek . to szlachta.A co się stało z twoim makijażem? . Kelsier mrugnął do niej i zeskoczył z muru w tumany mgły. Zawahała się. . Nie chcę tylko.Powinnaś poprosić Sazeda. kim są. Tak czy siak.zdrowsza dla psychiki . żebyś się rozczarowała.mruknął. Zupełnie jak Dockson.zapytał Kelsier.No to leć .Ale powiedziałam Sazedowi.wydają się bardziej otwarci od innych. Kelsier spodziewa się po Elendzie najgorszego. Dlaczego musiałam się rozpłakać? Jestem taką idiotką! A potem go zapytałam. Wracamy.Mogę ci to wszystko streścić.Tak? Skinęła głową. jak się wyślizgujesz i używasz Allomancji.Obiecuję. jeśli chcesz.odparła.Skinęła głową. najlepsza i chyba najskuteczniejsza . niech powóz was tam zostawi. .rzekł. Vin znów skinęła głową. ale to nie zmieni ich natury. pomyślała.. Ale czy można się spodziewać. . .. że wszyscy wrogowie są źli.

siadając.Wydawało mi się. .Ham! Wróciłeś! . Ham się zaśmiał.Nawet skaa z plantacji nie muszą przeżywać takich tortur. Szaroczarny popiół wciąż było widać na czarnym tle. Wciąż potrafię dostrzec łzy w oczach dziecka i odczuwać ból z powodu jego cierpienia. . Clubsem i Spookiem.Musiałem nosić mundur . żeby sobie dolać wina.Ham ma już dość zabawy w generała. w miejscach gdzie otarła się o kamień. żebym był jednym z nich. Siedział z Hamem. że w czasie mojej nieobecności zmieniłaś się w prawdziwą damę. 24 Kiedy Vin i Sazed dotarli do sklepu. . Kelsier zachichotał i wstał. ale nie sądzę.odparł wesoło. że przeszedłem granicę nadziei na odkupienie. Kelsier już tam był. . . którzy pozbawili siebie zdolności do rozpoznawania prawdy i dobroci. Otrzepała przód sukni i nie wyglądało to aż tak źle. Miał teraz na sobie zwykłą kamizelkę i spodnie. zmatowiał. będę wiedział. . a i materiał. unosząc szklankę.Tak .poskarżył się Ham i przeciągnął. Jeśli kiedyś stracę i to. wchodząc tylnym wejściem.Włóż kiedyś elegancką suknię .mruknęła Vin. ale wszystko to było mało widoczne.Ostatecznie muszę ufać sobie samemu.Nie musisz mi mówić . Widziałem ludzi.odparł i się zaśmiał. . . . jak sądziła. że nie ma cię wieki! . rozkoszując się późnym drinkiem.zawołała radośnie Vin.Zdaje się.

Kelsier wrócił. Dockson tylko wywrócił oczami. Vin się zarumieniła.Impreza? A po mnie nikt nie posłał? . Doprawdy stała się niezwykle zręczna w dworskich poczynaniach. o wiele lepsza.Wydawałeś się zajęty .rzucił Dockson. Na schodach rozległy się kroki i chwilę później do pokoju wszedł Dockson. siadając.wiemy. niemal krztusząc się ze śmiechu.Raczej nie . podsuwając Sazedowi kielich. pomyślała.Oderwałem rękawy od kurtki mundurowej. Chcę wynająć niewielki magazyn. .zagaił Kelsier. mistrzu Hammond .odrzekł Ham.Skromność..Ktoś musi zadbać o to. nie dzisiaj. i to sporego. Ham skinął głową.stwierdził z uśmiechem Kelsier. Dockson westchnął i dolał sobie wina.Będę potrzebował trochę „fizycznych interpretacji koncepcji wysiłku”. . że nie od ciebie. która potrafi w tej grupie trzymać buzię na kłódkę. robiąc bardzo zadowoloną minę. To wieczór relaksu. .odparła. . Powiedziałbym. . .rzekł Sazed.Ale czym są pieniądze? Fizyczna interpretacja abstrakcyjnej koncepcji wysiłku. żeby .odrzekł Ham. .Ham. Nagle znieruchomiał i spojrzał na Hama. Muszę się tym kiedyś zająć.. ale pociągnęła łyk. Kell .Ta kamizelka wygląda znajomo. . żeby wszystko się kręciło . . Vin? Gdzie nabrałaś tego paskudnego zwyczaju? ..Nie! . Dox . . kiedy Kelsier podał jej kieliszek wina.zastrzegł Kelsier. że teraz rachunki między mną a tą kurtką są wyrównane.Oczywiście.. Terrisanin odmówił jednak pełnym taktu gestem. Zawahała się. a Elend nie jest mordercą. .pytał Ham. . jak Breeze głośno wita się z dyżurującymi uczniami. Ale. jakich znam.Może Spook ją tego nauczył.dodał Ham . W głównej sali drzwi frontowe otwarły się i zamknęły i Vin usłyszała.. żeby siedzieć i upijać się z bandą takich rzezimieszków jak my.Poza tym . że jesteś zbyt odpowiedzialny. Ham się uśmiechnął.Panienka Vin jest bardzo skromna. wyraźnie unikając spojrzenia Vin. .krzyknęła Vin. że to jedyna osoba. No cóż.A właśnie. nalewając sobie drinka. Wydaje się. . niż większość prawdziwych szlachciców.Na pewno nie ode mnie . co mały? Spook zarumienił się. . opierając się o szafę. noszenie tego munduru także wymagało wysiłku. . te rzeczy kosztują..Wszystko kosztuje ..

. żeby tym razem nie stawała do walki z więcej niż z trzema Stalowymi Inkwizytorami naraz? . . o czym mówisz. że rozumiem. Ham się uśmiechnął.Żart mania chęci tego.Umieram z ciekawości . Może jednak widać to bardziej niż sądziłam.zgodził się Kelsier.. . . . . Kelsier wywrócił oczyma. przyjmując drinka.Nerwisz se straty z żarta . łobuzy. dziecko . ale zachowałem je wyłącznie dla ciebie. kiedy tam byłem. . Spook zmarszczył brwi. Breeze podszedł do stołu i z charakterystyczną dla siebie emfazą usadowił się na krześle.odparł Breeze..pomyślała.Jasne chcenie mania nie.Nic bez potrzeby uwagi. .Oczywiście.zgodził się Spook.Zawsze chęciałem robienia tego .spotykać się tam z informatorami.dodał Ham.Musisz się przyzwyczaić do zabrudzonych ubrań.rzekł Breeze.Ujazd nerwa niepotrzebny dobrym . . . kiwając głową. .zapytał podejrzliwie Breeze.Byłżem był jasny . . Vin wraca dzisiaj do obowiązków Zrodzonego. .Wymyśliłem kilka bestialskich pytań. Nie muszę go nawet skłaniać Allomancją. wina.oznajmił Breeze wchodząc do kuchni.O czym wy dwaj bełkoczecie? .Widzę że mój okres odpoczynku intelektualnego dobiegł końca. .Porządność nieżem dał do gry bez. .rzekł Dockson.Interesujące .Będę zatem udawał. . Breeze.A coś ty zrobiła z tą sukienką. Skierował laskę w stronę Lestibournesa. Dox. . . Spook zerwał się z miejsca i natychmiast podał Breeze'owi kubek. Gdyby tylko cała reszta was. . o ile zaczniemy kontrolować budżet na kiecki Vin.zauważył Breeze. a ty rób swoje.Urwał i spojrzał na nią. Kelsier zachichotał.odparła Vin.rzekł. . .Ale czy mogę zasugerować.Nie mam pojęcia..Postaram się .Prawdopodobnie to się da załatwić . młoda damo? Vin zaczerwieniła się i skuliła w fotelu.To taki świetny chłopak . Podniósł laskę i wycelował w Hama. . .rzekł Spook.Zawsze chęciałem mania mieć . .. . była taka porządna. Spook.

Popijając wino. że można nie słuchać połowy tego. A potem. mogła wreszcie .Breeze obrócił się do Docksona z rozpaczą w oczach. pomyślała z uśmiechem. lecz nie mającą odwagi się dołączyć? Kelsier chyba powiedział coś szczególnie zabawnego. nie wierzyła też. Kelsier się zaśmiał. to co wy robicie ze skrzyńcami. kiedy ten usiadł koło niej. że widzi w mroku postać . co mówi do ciebie Dox. Nie była jeszcze taka jak oni . luźno zwisającą.Hej! .. Ale. Nawet skargi Docksona wydawały się dobroduszne.Przypominam raz jeszcze..Co w ogóle powiedziałeś? . . że ktoś musi być odpowiedzialny. że za dużo wydajemy. miała na sobie prostą. Masz rację. wszyscy parsknęli śmiechem. Breeze z oburzeniem wzniósł oczy w górę.wyznał.Nie jestem pewien . obserwującą śmiech i przyjaźń z ukrytą zazdrością.odparł Kelsier. . kątem oka pochwyciła widok otwartych drzwi wiodących do ciemnego sklepu..To się dość często zdarza. Widząc ogłupiałą minę Breeze'a. . ale Vin zauważyła na jego ustach cień uśmiechu. Vin się uśmiechnęła. Clubs siedział pod ścianą.zapytała Vin Docksona. . . podejrzliwą.kryjącą się w zimnym mroku. nieufną. bo wszyscy wybuchnęli śmiechem. Zauważyłem. zadowolona. z absolutnie poważnym wyrazem twarzy.zaprotestował Dockson. drobniutką dziewczynę.Chęciał nie co chęciał jest. naburmuszony jak zwykle. ludzie.O. Może tylko okazjonalnie skargi. Przez moment wyobraziła sobie.nie całkiem. .Chyba nic nie powiedziałeś.. .. opowiadał towarzyszom o przygotowaniach armii skaa. Vin czuła się. Włosy dziewczyny były rozczochrane i krótkie.. że kiedykolwiek będzie tak ufna jak Kelsier. obserwując. Kelsier wstał i otworzył jeszcze jedną butelkę wina.Chyba nasi towarzysze naprawdę postradali zmysły. jak pozostali prowadzą późne rozmowy w kuchni.Ale ładnie brzmiało. drogi przyjacielu. Dockson wzruszył ramionami. Tak jest lepiej. Dox . kręcąc głową i mrucząc pod nosem coś na temat dziecinady w szajce. Sześć miesięcy nie uciszy szeptów Reena. Czy to naprawdę ona była tą dziewczyną . kiedy stała w ciemnym warsztacie. i niewiele stracić. Napełniając kubki. .przerażoną. dodał: . Kelsier. powiedział coś . . Naprawdę. . brudną koszulę i brązowe spodnie.Tylko to nic nie znaczyło. Vin przypomniała sobie tę drugą noc w sklepie Clubsa.wtrącił Spook.

przynajmniej w części.odezwała się Vin. dlaczego tak się zachowywał. ucieknie z miasta na co najmniej kilka lat. kto nie zechce ryzykować własnej śmierci.rzekł Kelsier.Nie mogę niczego obiecać. . .mruknął Ham.Ham .mruknęła Vin.odrzekła. Czy wciąż planujesz odwiedzić jutro swoje kontakty wśród żołnierzy? Ham skinął głową.zauważył Breeze.Dobrze . aby zdołali zapłacić Ostatniemu Imperatorowi do końca miesiąca.Jego sojusznicy się rozpierzchają i nadlatują sępy. Vin. . ale może zdołam odtworzyć pewne powiązania. że zobaczymy wkrótce exodus. Musimy zacząć wdrażać nasz plan w życie.Chcę pójść z nim . to akurat będą robić aż do końca . To tylko krok od otwartej wojny.Ale już zaczęli się wzajemnie wybijać nocami . że długi i straty zmuszą Tekielów do sprzedania twierdzy do końca miesiąca.I tak w mieście zostaje dziewięć Wielkich Rodów .Z Hamem? Skinęła głową. . Marsh też jest na miejscu.Silne rody jednak nie wydają się zbytnio przerażone . . co kombinuje wojsko.zrozumieć. .A to skutecznie eliminuje jeden Wielki Ród z miasta .Większość szlachty Tekielów .Zdaje się. a dowiem się. by zachować dominium w Luthadelu. .Musimy mieć na oku Garnizon Luthadel..O. .Dobrze . .Ród Tekiel jest słaby . . Wojny rodów są głównie polityczne i wymagają politycznego pola bitwy. Ham zapewne zdoła pokazać mi niejedno. . Dajcie mi trochę czasu.Ładnie .odrzekł Kelsier.. Kelsier znieruchomiał. . by odzyskać straty. które można wystraszyć z miasta.rzekł Dockson. . że armia będzie gotowa zgodnie z planem.Cały czas organizują bale.Bale to znakomita wymówka. Podejrzewam. .zauważył Kelsier. Vin skinęła głową. tylko ułatwią jego przejęcie. . . jakieś wieści z balu? . Chodzą słuchy. Nie ma szansy na to. Wszystkie szlachetne rody. .Jeszcze nie uczyłam się u Zbira.rzekł Kelsier. by się spotykać z sojusznikami i mieć na oku wrogów. przysuwając sobie krzesło i siadając na nim okrakiem. każdy. .rzekł Kelsier.w tym Mgliści i Zrodzeni z Mgły będzie musiała się przenieść na zewnętrzne plantacje. . .

odparł Kelsier. . . . Poradzą sobie z rekrutacją beze mnie.Znakomicie wydajesz rozkazy.Zastąpić Yedena? .Ćwiczyliśmy to. walczyć czy planować. .rzekł Kelsier.Wiem . . .rzekł Breeze. zwłaszcza teraz. . Z pewnością był lepszy od Kelsiera. będę generałem? Masz pojęcie. . przestańcie męczyć dziecko .Można tak powiedzieć .rzekł Kelsier.Nie pcham się na czoło.Och. . żebym wypił choć w połowie tyle wina. Niech na chwilę znów zostanie ulicznym złodziejaszkiem. . żebym ja poprowadził armię? .odrzekł Kelsier.Prawdopodobnie ma dość bali i zabaw. jeśli pojedziesz do jaskiń i pozwolisz Yedenowi wrócić tu i przygotować swoje kontakty. . czy twoi Uspokajacze poradzą sobie. .Dobrze . . .zdziwił się Kelsier.Możemy o tym porozmawiać później . że jest spokój. więc najbardziej się przydasz. Spook. marszcząc brwi. kiedy historie o Ocalałym zaczynają się rozprzestrzeniać. jak spalać cynę z ołowiem . czując ciepło padające od kominka w kącie pokoju. przez moment zadowolona tylko z tego. Vin rozsiadła się znowu w swoim fotelu. wywracając oczyma. . Jestem najskuteczniejszym członkiem grupy. czy mi się podoba ten mistycyzm wokół ciebie i Jedenastego Metalu. jak to nieprawdopodobnie brzmi? .Ale z daleka. wstając.A dlaczego nie? .Do tego czasu rekrutacja i tak już prawie dobiegnie końca. żeby za kilka miesięcy wysłać cię na zastępstwo Yedena. . ale też szkoliłem innych.Weź to tylko pod rozwagę . .Nie wiem..dopytywał się Breeze.Czemu pytasz o moich ludzi? .Oczywiście. . o tym także musimy porozmawiać . co? Chłopak skinął głową i rozmowa zeszła znowu na lżejsze tematy. że postanowiłeś się mnie pozbyć? .Czy naprawdę stałeś się tak zazdrosny o mój nieskazitelny styl.Nieważne . Breeze zmarszczył brwi.zapytał z zaskoczeniem Breeze. . Jak miała to wyjaśnić? Ham ćwiczył wyłącznie z cyną i ołowiem. Breeze. nie musi się martwić.Myślałem.Kell. jeśli na jakiś czas wyjedziesz? Breeze wzruszył ramionami. mój drogi panie . I co.Nie sądzę. Nalał sobie kolejny kieliszek wina.Wiesz już.odrzekła.Chyba masz rację. . . ile trzeba. bądź dobrym chłopcem i skocz do piwnicy po jeszcze jedną butelkę.odparł Kelsier.odparł Kelsier. .Chcesz.wtrącił Dockson.odparł Breeze.

beztroscy drobni arystokraci. Nie było zresztą takiej potrzeby. Ale jest w nim coś. jak przypomnienie sobie starej melodii. wszyscy ją ignorowali. że różni się od innych skaa. ale tu. tęskniłem za tym miejscem . On zawsze wydawał się wesoły.Nie powinienem chyba za tym wszystkim tęsknić.wszystko to wróciło bez problemu.. W istocie nie było tak źle.. Nie szedł z tą samą wystudiowaną pozą przygnębienia. automatycznie dotykając kolczyka. tacy jak Clubs. Odnosiła wrażenie.rzekł. pomimo tego. Powrót do postaci Vin ulicznej skaa był dla niej tak łatwy. nie potrafiła go sobie wyobrazić niezadowolonego. czuła się nieco inaczej . że Ham nie zwraca uwagi na to. na ulicy. patrząc na nią. Miała na sobie proste brązowe spodnie i białą koszulę. nikt nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem. Szurający stopami robotnicy skaa. jak to jest być niewidzialną. Dla niego i dla nas..Ach. żeby wyglądały na stare i zużyte. .Gdyby tylko Reen znał coś takiego. . pomyślała. Moją suknią jest para spodni.nie musiała się pilnować. myślała. .rzekł Ham. ustępowanie ludziom z drogi . choć Ham chyba nie przywiązywał do tego wagi.spoglądanie pod nogi. co jej opowiadał o swoim dowodzeniu armią. pomiętych i brudnych. że ludzie przyglądają jej się i oceniają. którą kiedyś nuciła. jaką wypracowała sobie Vin. żeby ładnie siedzieć ani żeby jej suknia nie zamiatała brudnych ścian i podłóg. *** Ham i Vin wybrali się następnego dnia z wizytą do Garnizonu Luthadel. Po wielu miesiącach odgrywania szlachcianki Vin myślała. że ta pospolita odzież wciąż jest dla niej najnaturalniejszym strojem. Kim więc naprawdę jest? Vin ulicznik? Dama Valette? Żadna z nich? Czy któryś z jej przyjaciół znał ją naprawdę? Czy ona sama siebie znała? . to znaczy. garbienie się. nawet lepiej prosperujący skaa. Już prawie zapomniałam. Vin przyzwyczaiła się. idąc obok Hama. starannie rozsmarowana na policzkach.To takie dziwne . najbardziej zatłoczonym miastem Ostatniego Imperium. Długie włosy zwinęła pod czapkę.. Na szczęście stare nawyki . wsuniętą za pasek. a na niej skórzaną kamizelkę. Luthadel jest najbrudniejszym. Może wówczas wszystko inaczej by się dla niego skończyło. Okazało się. że trudno jej będzie wrócić z powrotem do ulicznego stroju. Oczywiście. pomyślała. To tylko kolejne przebranie. Moim makijażem jest lekka warstwa popiołu. aby wydać się jak najmniej ważną. Przypadkowi przechodnie mogliby wziąć ją za chłopca.

Moja żona jest tam krawcową. Nawet Kell nie wie. Ham skinął głową. jeśli musisz prowadzić małą grupę. .jak na skaa. wiodą dobre życie. Jeśli zginę przy robocie.O. gdzie człowiek z odpowiednią kwotą pieniędzy może żyć jak szlachcic. kiedy Inkwizytorzy zabijają Mglistego.Nie.To znaczy. Vin. . . W Ostatnim Imperium są miejsca.zapytała. że jestem w Garnizonie Luthadelu. . że Zakon zadałby sobie tyle trudu? . ich dzieci także.Mieszkają w mniejszym miasteczku. Vin. może więcej podnieść. .Z powodu siły? . Jedynym sposobem zapewnienia bezpieczeństwa mojej rodzinie jest pozostawanie z daleka.Nie wiem. Pokręcił głową. mobilną armię. Moja rodzina nie musi mieszkać w ciasnych barakach skaa. Połącz dwóch Monetostrzelnych z pięcioma Zbirami i masz małą.zapytała Vin. tak. jak wolą ich nazywać arystokraci. Ludzie wiele zapłacą za taką ochronę. o których większość ludzi nie wie.Myślisz. to najbardziej poszukiwani Mgliści. A to oznacza. . albo raczej Cynozbrojni. .To brzmi.Czy tu mieszka twoja rodzina? . Miejsca. nie musi się martwić o wyżywienie. Kiedy będę miał dość. Ludziom mówi.. poza granicami Luthadelu.Zbiry. To bardzo wiele znaczy. .odparł uczciwie... Kompetentny Zbir może stawić czoło szóstce zwykłych ludzi. Nie. Vin skinęła głową. .Jestem Mglistym. .Mógłbyś po prostu nie używać Allomancji . wiem.podsunęła. mogę z nimi spędzać tylko po kilka miesięcy. w jakim mieście mieszkają. miejsca.. przecież i tak byś już nie żył. więcej wytrzymać niż jakikolwiek inny wynajęty siłacz.Bardziej niż kusić. ale tak jest lepiej.. czy bym potrafił. i tylko mieszkać. gdzie możesz przestać pracować. . Ham pokręcił głową.. . starają się zniszczyć także całe jego potomstwo. Moja żona pracuje tylko dla pozorów . z powodu pieniędzy .. ... przyjemnie. Inkwizytorzy będą mieli ciężki orzech do zgryzienia.To trudne. że wszyscy moi potomkowie będą mieli trochę szlacheckiej krwi. .Nie tęsknisz za nimi? . odwrócił się i poprowadził ją szerszą drogą do głównych bram miasta. wyprowadzimy się z Centralnego Dominium.. że pieniądze mogą kusić.Oczywiście .odparł.. Moje dzieci mogą okazać się Allomantami.

gra może zacząć wciągać. Czy właśnie dlatego tak nienawidzi szlachty? . Jej wcześniejsze lęki powróciły. Wreszcie dowiedział się. Ale nie zrobili tego.Zawsze było kolejne zadanie. . . Miejmy nadzieję.. Co się stanie. że Ostatni Imperator też nie zawsze był tyranem.Nie wiem .Ham? .. . gdzie nie musieliby się o nic martwić. ale Vin wiedziała. . Ta koncepcja wydała mu się chyba intrygująca i Vin wręcz widziała. że będę miał więcej szczęścia niż on. Ham może tego nie rozumieć. w wytwornym towarzystwie było coś upojnego. niezależnie od tego. Mam nadzieję. Nie wiem.Zaraziłem się tym marzeniem od Kella. .zapytała.A teraz jest jeszcze gorzej. Wkrótce przestało mu w ogóle chodzić o pieniądze. gra może zacząć wciągać. Zastanawiała się jednak dalej.. Dobrym człowiekiem. ale. jakby próbował zrobić z siebie jakiegoś świętego. jak w mózgu rodzi mu się kolejne z jego „pytań”.. Vin ujęło piękno. tańce. Pomimo zdeprawowania szlachty.. Stworzyła jednak coś lepszego . Wydaje się.Wszyscy mówią. żyjąc tam. że chciałby wszystkich pozabijać.. wmawiała sobie. mniej samolubnego. Oczywiście. że kiedy jest się takim przywódcą jak on.Przeraża mnie chwilami.odparł Ham. Zdaje się. może nie byliby szczęśliwi. że kiedy jest się takim przywódcą jak on.Ja też się czasem martwię jego zachowaniem . . że właśnie to chciał robić. Gdyby uciekli z Mare przed tamtym zadaniem. muzyka.Urwał i spojrzał . którego życie potoczyło się złym torem.Czy Kelsier zawsze tak nienawidził szlachty? Skinął głową.odparł Ham. Czemu nie wyjechał? .... Ona nie była zainteresowana gierkami politycznymi ani oszustwami. Kelsier jest inny. gdzie tkwi pokusa. jeśli Kelsier sam zagarnie tron imperialny? Z pewnością nie będzie tak zły jak Ostatni Imperator. Zrobi to co należy. Zdaje się. że był bogaty..Ta historia z Jedenastym Metalem. Czytała dziennik i wiedziała. Vin zmarszczyła brwi. kim są. większe od poprzedniego. Ta niechęć zniszczyła dawnego Kelsiera. za swe plany zapłacił życiem ukochanej kobiety. Jej fascynacja była inna niż Kelsiera. Mogła jednak zrozumieć. czemu Kelsier nie chciał wyjeżdżać z Luthadelu. że Ostatni Imperator przechowuje w ukrytej świątyni jakiś bezcenny sekret.Kelsiera bardziej zdeterminowanego. .. . Zawsze mówił. Kiedyś był dobrym człowiekiem.

Jestem znany w Garnizonie. Dox i ja rozmawialiśmy już o tym. . ale wiedzą. Vin się zatrzymała. Dlatego są te fortyfikacje.Nie przejmuj się . że jestem Mglistym. klnąc. Vin nigdy wcześniej nie przyglądała się kwaterze głównej Garnizonu. Vin i Ham przeszli przez bramę. w których czekali ludzie chcący przejść przez bramy miasta. . patrząc jak banda obdartych dzieciaków biegnie gdzieś z miotłami i szczotkami. Wszyscy musieli mieć dobry powód.Jak mamy się tam dostać. obserwując spode łba przechodniów. w miarę jak się zbliżali.a bez pracy nie dostanie żetonów na żywność dla rodziny. Poza tym nie jest tak źle. którzy w zamian za lepsze życie sprzedali się Ostatniemu Imperatorowi. żeby opuścić miasto: Ostatni Imperator ściśle kontrolował podróże wewnątrz swego królestwa. Breeze. Ona i Ham przeszli spokojnie obok jednej z poważnych. czy zdołamy go trochę pohamować. większość członków szajki starała się trzymać na bezpieczną odległość.na nią.. Większość żołnierzy to skaa. lokalny garnizon dostaje od niezadowolonych niezłe cięgi. Nie mogę zakładać maski i udawać. . bliżej bram. znasz tych ludzi? Skinął głową. nie są szczególnie lubiani. zobaczyć. Przed nimi.Nie jestem jak Breeze i Kell. Mimo dobrych zamiarów. . . że pracuję dla podziemia. nie będzie w stanie odrobić dniówki . Musimy stawić Kellowi czoło. ludzi wychodzących do pracy w jednym z młynów położonych wzdłuż rzeki lub jeziora. wypychał kogoś z kolejki. Zawsze. jeśli nie pozwolą mu wyjść z miasta.Nie martw się tak. Mur wokół kompleksu był najeżony wysokimi kolcami. kiedy w mieście są zamieszki wywołane przez skaa. Ci żołnierze nie wiedzą. Pewnie będą wspinać się po ścianach i zdzierać z parapetów karmiące się mgłą mchy. Jestem kim jestem. milczących grup .robotników wysyłanych do doków. Biedactwa. Jednak.żołnierze po prostu starają się zachować pozory. ma jednak tendencję do przesady. ale zaraz się pozbierał i podreptał na koniec kolejki.. przystając obok niej. jak się wydaje . drobniejszych szlachciców wybierających się w podróż. ludzie.rzekł Ham. Prawdopodobnie. jakiś urzędnik. Jak sobie pewnie potrafisz wyobrazić. . myślała Vin. Przed nimi było już widać kolejki. budynki za nim przysadziste i ufortyfikowane. mogła coraz lepiej podziwiać jego obronną fasadę. . na końcu której było widać duży kompleks budynków.Więc. Vin. Robotnik skaa upadł. Przy bramie stali żołnierze. kierując się wzdłuż ulicy równoległej do murów miasta. Vin skinęła głową.

kiedy używam Allomancji.W zasadzie człowiek. Widziałem też Zbirów. który najlepiej rozkłada siły.Chciałaś coś wiedzieć na temat spalania cyny z ołowiem.Obejrzysz walkę. i w zamieszkach lub rebelii będą atakować przyjaciół.. Zwykle w rekrutacji mają więcej szczęścia z ludźmi takimi jak ja.odrzekł Ham. próbują tylko dać swoim dzieciom lepsze życie. Żołnierze nauczyli się . . jakiej się dowiesz na temat Cynozbrojenia. Ta część nauk Reena nie była kłamstwem. którzy i tak są poza marginesem społeczeństwa.rozumieć takie sprawy. . różnica polega na tym.powiedziała cicho. że im są silniejsi. Reszta. myśląc.. tym lepiej. Natomiast w przedłużającej się bitwie sprytny żołnierz to ten. Ale takie właśnie jest życie.Zdradzę? . Podobnie jak ja.. cóż. Najważniejszą rzeczą.odparł. ciągle starają się mnie zwabić do siebie.. Możemy być przyjaciółmi. pociągając go na skraj drogi. . To człowiek. jak tylko możesz.albo nie ćwiczyłaś szybkiego myślenia w walce .Ale czy nie mniej się męczysz. Jeśli używasz więcej siły niż potrzebujesz. sami wybrali drogę. żaden nie zawaha się zabić drugiego. Jeśli nie wiesz..przegrasz. W każdym razie usiłuję ci wyjaśnić. żeby walczyć. . . to nie będzie zdrada. którzy tak polegają na cynie z ołowiem. . a i tak zawsze może ci się skończyć metal. jak użyć broni . . Sprytny człowiek uderza najmocniej pod koniec walki.rzekł Ham. możesz się wytrącić z równowagi. że najlepiej jest zmieniać spalanie cyny z ołowiem. .Znam niektórych od lat.Żołnierze zwykle chcą. patrząc na Garnizon.Nie. który żyje najdłużej.. Dziewczyna skinęła głową.Biedne chłopaki . . udało mi się zwerbować kilku. który ma dość cyny z ołowiem. Zauważyłem. . Brutalne. jest moment używania metalu. kiedy oponent jest najsłabszy.. szybciej się męczysz i informujesz przeciwnika o swych ograniczeniach.. Vin skinęła głową. brutalne. . Wtedy zmęczenie cię zabija. Vin skinęła głową. że oni w tym celu wolą pracować dla niego. Ale takie przeciąganie na cynie z ołowiem wymaga praktyki. to się dowiesz.Przydaliby się nam tacy ludzie. Zostali wynajęci. jeśli stosujesz Allomancję? . ale kiedy dochodzi do walki.. może nawet krewnych.rzekł Ham. Wydawało się to. Zanim wyjechałem do jaskiń. Vin. że młodzi Allomanci mają tendencję do ciągłego rozjarzania cyny z ołowiem. Cyna z ołowiem podwyższa twoje zdolności fizyczne. że zaniedbują ćwiczenia i naukę..Tak . ale nie umiejętności. może walczyć z prawie pełną sprawnością przez wiele godzin. Ci ludzie to najemnicy. Siła jest tylko częścią walki. żebym z nimi poćwiczył . Jednakże nie zawsze chcesz uderzyć najmocniej. Uderzając za każdym razem najmocniej jak potrafisz.Ale przecież ty ich zdradzisz . Spalaj brąz.Ham spojrzał znowu na Vin. .

Ham! . spoglądając na Vin. .. przechodząc przez bramę. .Nie mogę powiedzieć . . . zamachał ręką.odrzekł Sertes. Ham uniósł brew. za bramą kompleksu. żeby .Przydarzyło się w zeszłym miesiącu . a pogadamy później. przydałby nam się taki żołnierz jak ty.zawołał.Chodźmy zatem. Sertes skinął głową. Allomancja Vin pozwoliła jej usłyszeć. Kiedy dotarli do Garnizonu. kiedy wiesz. Ham . Kiedy robię unik.Sertes.odzyskać równowagę.rzekł do tamtego. Co ja bym zrobiła bez cyny? . . . Istnieją dziesiątki różnych sztuczek. mogę zapalić. Zdziwiłabyś się.Ale nie wiem. kiedy się potknę.Ham uśmiechnął się i uścisnęli sobie ręce. .Walka? . Popatrz.Nie będziesz mógł teraz przez jakiś czas wpadać tu powalczyć. że nawet się nie będą zastanawiać.Jest tutaj .odrzekł i urwał nagle.zdziwił się Ham. Ham podszedł do jednego ze strażników. Z Garnizonem muszę być szczególnie ostrożny.Ale. Ham? Ham wzruszył ramionami i pozwolił się odprowadzić w bardziej ustronne miejsce. co mówią.Hej.Teraz jesteś kapitanem.odparł Bevidon. jak używam cyny z ołowiem. czasem czynię to. Patrz. . . Garnizon będzie. . czy to najlepszy dzień na pojedynki.Idź po kapitana .. a na ramieniu miał kilka pozłacanych kawałków metalu. jak walczę.Możemy porozmawiać na osobności. że jesteś córką krewnego. ..Zajęty? . mam dzień wolnego.mówił Sertes.Słuchaj.rzekł Ham. Czy Sertes jest gdzieś w okolicy? . by wiedzieli. Kilka chwil później z bocznego budynku wyszedł mocno zaaferowany żołnierz. zajęty. kiedy się musisz wspomagać. jak jesteś silna..Moja siostrzenica .odparł Ham.Dobrze . Na jego mundurze widniały dodatkowe kolorowe paski. . jakie to czasami ważne. Wyglądasz na tyle młodo. Vin skinęła głową. Skoro tylko zobaczył Hama. Nie zawsze rozjarzam ją dla dodatkowej siły. .O? Bevidon wymienił spojrzenie z drugim żołnierzem. . .Dobra dziewczyna. .niezależnie od tego. Powiem żołnierzom... które można robić. żeby pomóc sobie uciec nieco szybciej. . . co? .Dlaczego? . ponieważ nie chcę. wiedząc. że jestem Allomantą. Bevidonie.

Ale tam jest tylko tysiąc ludzi.mruknął Sertes. .tu.Ostatnia wiadomość była taka.Chyba wyszli z tamtych jaskiń . dostaniesz własny oddział.rzekł żołnierz. Desperacko potrzebują wsparcia.szeptał Sertes .Nie zwlekaj za długo . . Garnizon Valroux wysłał pięć tysięcy żołnierzy. . Vin poczuła nagły dreszcz.Wyruszamy za dwie godziny. . Właśnie się dowiedzieliśmy.Chyba to coś poważnego. a jego zaskoczenie mogło się wydać podejrzane. a kolossy nigdy tam nie dotrą na czas. natychmiast. po czym rzekł ściszonym głosem . Naprawdę przydałby nam się człowiek o twoich umiejętnościach. wciąż oszołomiony. .Rebelia .No więc jak? . Zrobię z ciebie oficera. zanim wyruszycie.Ja.. .zawołał Ham. . Prawdziwy żołd. Sertes jednak chyba niczego nie zauważył. . Sertes przez chwilę milczał.Prawdziwa bitwa.Co?! . Wygląda to na jakąś wielką siłę rebeliantów. . by jechać na pomoc..Niech tylko odprowadzę dziewczynę i spakuję rzeczy. Możliwe. że wrócę. . a nie stawiać czoło Garnizonowi. muszę to przemyśleć . Pojawiła się armia rebeliantów skaa i zaatakowała garnizon Holstep na północy. myślała z przerażeniem Vin.odparł Ham.odparł Sertes i poklepał Hama po ramieniu. a Ostatni Imperator dał nam zezwolenie. Przecież to będzie masakra! Co się mogło stać? . Nie był zbyt dobry w ukrywaniu uczuć.Sertes popatrzył pytająco na Hama. że Vin musiała mocno nadstawiać uszu. Nie są gotowi! Mieli po cichu i szybko zdobyć Luthadel.odparł Ham. .tak cichym.Dobrze .. że fortyfikacje Holstep jeszcze się trzymają. skoro wymaga wyprowadzenia całego Garnizonu. żeby cokolwiek przechwycić.. w Środkowym Dominium.Ano tak. i nie zostawimy tego tak. Ham skinął głową. . ..Doskonale . Nasza armia jest bezbronna.

CZĘŚĆ CZWARTA TANCERZE MORZA MGIEŁ .

. tylko jedna grupa barek wyruszyła z Fellise i jego ludzie nie wiedzieli.. że Renoux był częścią spisku. Kelsier wcisnął do plecaka garść racji i zarzucił go sobie na plecy. jeśli nie złapią Yedena. Kell? .Zawsze. że nie było innego sposobu. którzy mogą ich zdradzić. A jednak ich zabijam. choć raz powstrzymując się od dowcipnych uwag.Dox. bo jego zniknięcie będzie wymagało usunięcia ze starannie przygotowanych stanowisk zarówno jego. tak jak obiecałeś. .Breeze. jak i Valette. To było mądre posunięcie. . Jeden już wyszedł.A co ze mną. kiedy ktoś ginie z mojej ręki czy rozkazu. uciekajcie do schronu.Wracasz do Garnizonu. Renoux nie ucieknie. żałuję. . Czasem żałuję też. których żądał Kelsier. że jestem takim przeklętym realistą. . 25 Kelsier wrzucił do plecaka jeszcze jeden bukłak wody. potrzebujemy tam informatora. Wystaw wszystkich trzech Cynookich Clubsa na wartę. Dockson skinął głową i zaczął szybko wydawać rozkazy uczniom. Jeśli będą kłopoty. że Zakon wkrótce będzie miał jeńców. Idź tam i ostrzeż ludzi. ten sklep powinien być bezpieczny. Breeze skinął głową. zrób listę wszystkich kryjówek. że pałac może być bezpieczny. gdzie razem rekrutowaliśmy. chyba żeby to się stało absolutnie konieczne. żeby ostrzec Renoux. Za jego plecami uczniowie biegali po warsztacie. Kelsier uważał. zbierając i przygotowując zapasy.

Garnizon Valtroux jest tylko o trzy dni drogi od Holstep. czapce i koszuli.odparł.Może zdążymy.Ham zmarszczył czoło. .To będzie trudna droga. będziemy tam jutro koło południa. zawołaj. .W tej chwili nie mam czasu przejmować się twoimi nerwami.Może na jakieś dwie. jeśli pójdę z nimi .Będę słuchał. Nawet jadąc przez całą noc. trzy godziny.Nie wystarczy . pomyślał Kelsier. .odparł Kelsier.Ile szybkości masz zmagazynowanej? Sazed zarumienił się lekko. żeby nie zabijać naszych żołnierzy.Nie będę mógł walczyć z Garnizonem. . Kelsier obrócił się i znieruchomiał.Na razie . .mruknął Kelsier.Doskonale .Zatrzymał? . Po prostu bądź sobą i słuchaj. Sazed! .zaoponował. że znajdziesz również sposób na to. Może. . Przyglądała mu się zadziornie. To bardzo trudny atrybut do zmagazynowania.Połknij pięć kulek. Ham rzekł Kelsier.Pięć? . .Nigdy przedtem czegoś takiego nie robiłaś.Pójdę sam.odrzekła. Przed nim stała Vin. . żeby zawsze mieć dużo wody w plecaku . którzy będą mnie uważać za sprzymierzeńca.Nie płyniemy barką i kanałem? Kelsier zmarszczył brwi. po czym wzięła kubek z wodą i zaczęła połykać kulki.poradził Kelsier. Kelsier skinął głową.A po co nam barka? Vin spojrzała na woreczek.Pamiętaj. . . Dopóki nie wrócę. Wzięła je bez słowa. Z ramienia zwisał jej plecak podobny do jego własnego. w tych samych spodniach. . .Za mniej więcej trzy godziny wzejdzie słońce.Podszedł do Docksona i położył mu dłoń na ramieniu. .Weź tyle. . żebym się zatrzymał. mistrzu Kelsier? . Wyciągnął skrzynię spod stołu. dowodzi Dox.Tak. . .Jeśli będziesz potrzebować więcej. . ale nie zaatakuję ludzi.Nie szkodzi . ile zdołasz unieść.Ale mam szczerą nadzieję. . w których odwiedziła Garnizon. spoglądając na kręcących się wokół ludzi. Jeśli się pospieszymy. . posłaniec nie mógł dotrzeć do Luthadelu wcześniej niż w ciągu . . .odrzekł. Dockson skinął głową.zdziwiła się. . Vin . otwarł ją i odsypał dla Vin woreczek kulek z cyny i ołowiu. Nie musisz oszukiwać.

Dziewczyna pospieszyła naprzód. Kelsier wyskoczył na sam środek ulicy. Wyciągnął z kufra dwa mgielne płaszcze i rzucił jej jeden. Jego plecak stał się nagle tak lekki.Tak czy owak.Chodzi tylko o uratowanie życia tym ludziom. Dam ci znać. Zanim dotrę do armii. Po chwili poczuł emanowane przez nią pulsacje. Dockson skinął głową. by zabrał ją ze sobą. żeby ci nie zabrakło cyny z ołowiem. ... że lepiej robić to delikatnie. . Kilkoro zawołało coś do niej zirytowanymi głosami.rzekł. . myślała. Kelsier odwrócił się i rozjarzył cynę z ołowiem. . doganiając Kelsiera. Zaabsorbowani członkowie szajki zatrzymali się na chwilę. Vin ruszyła za nim i oboje popędzili ulicą. Trzymaj się blisko mnie. Dockson widział troskę w oczach Kelsiera. Sam włożył drugi. coraz bardziej się martwiąc. po ostatnim razie. przeleżała w łóżku parę miesięcy. Mimo to powoli ogarniał ją strach. Skinęła głową. Nie zważając na panujący wokół ruch. by dostrzegła ich twarze. wymijając pieszych.rzekł Kelsier i odetchnął głęboko. Rozjarzając ją.. Nie mogłam pozwolić. żeby poszedł sam. armia jest teraz bezużyteczna . Vin. że powinnam nauczyć się używać cyny z ołowiem tylko wtedy. staraj się nie zostawać w tyle i pilnuj.rzekł.W drogę. w co się wpakowała.. Idziemy ... . po czym ruszył do drzwi i otworzył je gwałtownie. obserwując. Vin podążała za nim.Rozjarz.odparł Kelsier. zaszokowani.Dobrze . jak tylko będę mógł. kiedy potrzebuję. Kelsier odwrócił się i spojrzał jej w oczy.dwóch dni.Wiem .Ham powiedział mi.Spalaj cynę z ołowiem. ale zaraz umilkli. nie zmniejszając obłędnej prędkości. Vin pędziła za nim.Nie ma czasu na delikatność. Kelsier lawirował pomiędzy powozami. zapewne zużyje cały zapas w godzinę. gnając ulicą. Czerwone słońce stało w zenicie. . . jak Kelsier i Vin opuszczają budynek. jakby należała wyłącznie do niego. . Ziemia pod jej stopami była smugą koloru. . kiedy to wymusiła na nim. ludzie znikali zbyt szybko. . Ulica była zatłoczona robotnikami skaa i powozami szlachty. Niestety. Cyna z ołowiem była jak oślepiający płomień w jej wnętrzu. jakby był pusty. Kelsier wyskoczył z alejki z nadludzką prędkością.

która je zobaczy. Szlachta. którzy znali damę Valette. Nim dotknęła pokrytej popiołem ziemi. kierując się prosto do północnych bram miasta. rzucając się w powietrze. Wprawdzie przy skoku zgubiła czapkę. który z zaskoczeniem przyglądał się kompanowi. przekazując ciału tylko niewielkie napięcie. ale pozostał na nogach . ale nawet koń nie utrzymałby takiej prędkości przez cały czas. Vin zaczerpnęła tchu. z pewnością. za pomocą której wylądował Kelsier. że spadając.Vin daleko było do ciężaru Kelsiera. Mężczyzna zachwiał się. Bardzo dziwne było używanie Allomancji w dzień. Vin popełniła ten błąd. Wystrzeliła ponad mur. pomyślała. spojrzała w dół. Kelsier skręcił. Płaszcz Vin łopotał wściekle w świszczącym powietrzu. Bez trudu minęła drugiego strażnika. Wolniej niż galopujący koń. i zamiast przyjemnie wirujących mgieł ujrzała nisko w dole ziemię. słysząc okrzyki zaskoczenia stojących na nim strażników. nie czuła zmęczenia. Miała nadzieję. Jeden z uzbrojonych strażników upadł z krzykiem. Kanałem ta podróż trwałaby dwa tygodnie. I nagle zrozumiała. Kelsier nie zamierzał iść ani nawet biec do jaskiń. Nie zwolnił. Vin biegła za nim. Na szczęście nie straciła orientacji na tyle. myślała. Teraz. prawdopodobnie nigdy nie powiązaliby jej ze Zrodzoną z Mgły w brudnych spodniach. . a z tak wielką rezerwą cyny z ołowiem wydawało jej się. będzie wiedziała. że zdoła utrzymać szybkie tempo wystarczająco długo. Vin Odepchnęła się od zbroi żołnierza. a ludzie w kolejkach zaczęli pokazywać go sobie palcami. kiedy dotarł do celu. Przyspieszył. kiedy przywódca przebiegł po nim. Dogoniła Kelsiera i teraz biegła obok niego. Jak wysoko! . Vin. potwornie szybko. Zamierzał gnać przez całą drogę.. Dlatego je mamy. Vin podążyła za nim. Wręcz nienaturalne. by nie odepchnąć się od monety. rzuciła monetę i skoczyła.Płaszcze. W ile czasu oni ją przebiegną? Poruszali się szybko. kiedy opuścili miasto. że nikt jej nie rozpozna. że ma nam zejść z drogi. Kelsier skoczył. że Kelsier zwolni. dlatego zawsze je nosimy. zwolniła opadanie do przyzwoitej prędkości. Polegała na cynie z ołowiem. ale nawet ci. Został zmiażdżony allomantycznym ciężarem Kelsiera.pomyślała z przerażeniem. Strażnicy spojrzeli na nich z zaskoczeniem na twarzach. Nie zwolnił. Zaledwie czuła stopy uderzające w ziemię. biegnąc. ignorując kupców i wędrowców. Kelsier natychmiast ruszył przed siebie..

Ale wcale nie czuję się zmęczona! . kiedy zeszli z drogi. podróżnicy obawiali się zmierzyć z mgłami. zmęczenie ogarnęłoby ją tak potężną siłą. trzymając się kanału. Poruszanie się wymagało takiej uwagi. a Vin zaczęła powoli odczuwać zmęczenie. co powiesz za szesnaście godzin . Stawiała jedną stopę przed drugą. ale Kelsier po prostu go wyminął. Czas stał się plamą. a ich kości tworzyły teraz szkielet upiora. a bieg zdominował wszystkie inne uczucia Vin.Zobaczymy. jak robiło się coraz ciemniej i zaczęły wychodzić mgły. co tam zastaniemy? To znaczy w jaskiniach. że gdyby go zabrakło.Jak sądzisz. . że nic nie zmusiłoby jej do podjęcia drogi. że zaledwie zauważała Kelsiera. ale najczęściej po prostu biegł równomiernym tempem.jakiś opór. teraz naprawdę pędzili jak szaleni. kierując się w stronę ścieżki holowniczej obok kanału LuthDavn. Od czasu do czasu Kelsier rzucał monetę i skakał z jednego wzgórza na drugie. które zostały strawione. Wciąż utrzymywała prędkość. zyskując więcej miejsca do biegu. Mijali statki i barki na kanale.odparł. Dwukrotnie minęli mgielne upiory.. ignorując potworne. Szesnaście godzin! Lekko pozostała w tyle. . Obawiała się. Miał rację . że Vin utrzymywała się na nogach .w każdej innej sytuacji już dawno potknęłaby się na tym niepewnym terenie. Pokręcił głową.choć musiała wytężyć uwagę w miarę. które jej przepowiedział. żeby przez cały czas utrzymywać wysoki poziom metalu. a jednocześnie . co jakiś czas trafiali na obozowiska flisaków.Inaczej potykałabyś się o własne nogi.wyjaśnił. jakieś pragnienie. . ale czuła pod nią coś . Teraz uważała. Mijały godziny. który był w mgle tuż przed nią.Cyna z ołowiem poprawia równowagę . Poza tym Kelsier nakazał jej pochłaniać potworne ilości wody a Vin wcale nie chciało się pić.Myślałam. Noc zapadła czarna i milcząca.. Szkoda sił. że będzie trudniej. Cyna z ołowiem prowadziła ją jednak tak pewnie..Nie ma o czym mówić. by się zatrzymać i odpocząć. jej ciało pozostawało silne. . by się chronić przed mgłą. przyspieszając jeszcze bardziej. Biegli dalej. Pierwszy okropnie przeraził Vin. przezroczyste szczątki ludzi i zwierząt. . Kelsier zwiększył szybkość. ze szczelnie zamkniętymi namiotami. przycumowane na noc. Pomimo potęgi cyny z ołowiem jej ciało traciło siły.

Ciągle biegnie i biegnie. w tej chwili trzeźwość myślenia nie była jej dominującą cechą... Przecież nie mogę tak stać. ale Kelsier chwycił ją. dziobiąc go niczym ptak-ścierwojad.Cyna! . Odpręż się. Zmęczenie opanowało jej myśli. Żebym nie musiała biegać. że można się poruszać inaczej niż biegiem... Wschodziło słońce i otaczające ich dotąd mgły znikły. . Musieli. który już zapomniała. . Musieli biec. *** Umrę. ogłupiała. że ta myśl nie ma sensu. że omal się z nim nie zderzyła. Niestety... Szarpnęła się kilka razy w jego ramionach. ale nie przestawali biec. ale to takie przyjemne. Coś podpowiadało jej. jakby zapomniała. Nienawidzę biec. Zapomniałaś. bólu i wszechogarniającego otępienia. dalej. Pal ją dalej. Biegła dalej. Nagle Kelsier przystanął. stawiając słaby opór.Nie gaś cyny z ołowiem. Świat Vin stał się masą przymusu. Czekał. usiłując zrozumieć. szeptało coś w jej głowie. nie myślę.. bo zemdlejesz! Pokręciła głową. Nagłe . myślała. Biegł dalej.. co on do niej mówi.. Potknęła się. myślała. Jej głowa eksplodowała nagłym bólem.. Ta myśl przyszła jej do głowy w czasie biegu nie po raz pierwszy. stopy paliły.rzekł. W pewnej chwili Vin ujrzała blask. niesamowitej prędkości. że rzuca się do biegu. . Odpoczywaj.. Dziewczyna była tak oszołomiona. jakby już nie mogła się zatrzymać. Rozjarzona cyna z ołowiem była wszystkim..zawołał Kelsier. wpatrywała się w swoje stopy. Przystanęła i. . niezgrabnie zwolniła. jak to jest.. Coś jest nie tak.. A ona biegła. zmuszając ją do utrzymywania tej samej. Kelsier jednak nie pozwolił. Kelsiera też nienawidzę. Każdy krok wymagał ogromnego wysiłku. by światło dnia ich zatrzymało. zaraz umrę. Czasem zwalniali. tylko. zdezorientowana. Dlatego zawsze mieszkałam w mieście.. Muszę biec. odkąd wzeszło słońce? Minuty? Godziny? Tygodnie? Lata? Przysięgam. Zaczęła tęsknić za odpoczynkiem. Bolały ją nogi.odczuwała ogromne zmęczenie.. oślepione słonecznym światłem. Właściwie cały czas krążyła po jej mózgu. Czuła się tak.Rozjarz! Natychmiast! Posłuchała. żeby napić się wody lub połknąć kilka kulek cyny z ołowiem. Kelsier nie dawał jej szansy. Poczuła. biec.Vin! . Musiała zamknąć oczy. Ile już czasu minęło. aż Vin go dogoni.

kiedy obserwowała walkę.zapytał. Usłyszała głosy. Niektórzy skaa jeszcze bronili się desperacko. patrząc na Kelsiera.Miasto Holstep jest około godziny drogi stąd na północ.rzekł z wściekłością w głosie Kelsier. Puścił ją.. . Ci żołnierze dotarli tu przed nami. Krzyki. Dojdziesz do siebie . Dolina za wzgórzem była usiana ciałami.. i stwierdziła.wyjaśnił. Kelsier dotarł na szczyt i wychylił się zza niego.niewielka grupka odzianych w cywilne ubrania mężczyzn została otoczona przez wielką armię w mundurach.Bitwa? Skinął głową. Prześpimy się później. zastawiła zasadzkę na przechodzącą armię skaa.Właśnie zrobiłaś swemu ciału coś niewiarygodnie podłego . . Ale miasto Valtroux jest tylko o kilka dni drogi. Żołnierze jednak zabijali ich nadal. ale masz cynę z ołowiem. Wiatr zmienił kierunek i przyniósł jej zapachy.Dlaczego. . . Zamrugała.Lepiej? ..ale na razie musisz tylko palić cynę z ołowiem i pozostawać przytomna. Podniosła na niego wzrok. Ruszył w kierunku potyczki. . Po drugiej jej stronie wciąż jeszcze toczyła się walka . Skinęła głową. niedobitki nagle podniosły ręce.obudzenie się zmysłów jednak przywróciło jej przytomność. a jego garnizon liczy sobie pięć tysięcy ludzi. Vin zmrużyła oczy.Spóźniliśmy się . Krew. .rzekł Kelsier. . .Powinno odmówić ci posłuszeństwa wiele godzin temu. wpatrując się w coś na wschodzie. Vin dogoniła go i teraz też zobaczyła w oddali bitwę. Nadstawiła uszu. rzucił monetę i przeskoczył przez kanał. Nagle wstał i znieruchomiał. . Teraz.Nasi ludzie musieli rozbić Garnizon Holstep i potem próbowali wrócić do jaskiń. która je napędza.głos jej się załamał . ale chyba.Słuchaj. paląc cynę. Znów skinęła głową. znaleźliśmy to. Ci nie mieli szans.. Większa armia nosiła imperialne mundury. . kiedy biegł na najbliższe wzgórze.dlaczego.To rzeź .Garnizon Valtroux musiał dostać rozkaz wymordowania całej grupy. . . stoimy? . po co przyszliśmy Chodź.potem nawet nabierzesz wprawy w takim przesilaniu się . Vin podążyła za nim. że jej towarzysz ma rację. a jeśli sądzić ze szlaku znaczonego ciałami.

W samej jaskini. Pełznąca przez szczelinę nad jego głową Vin wydawała się dla jego nadwrażliwych uszu niemożliwie hałaśliwa. starając się znaleźć jakiś upust dla rozpaczy i gniewu. żadnych świateł.zawołała. .oznajmił.Nie jesteśmy niezwyciężeni. upadła na szorstki. . . A potem powoli opuścił głowę.Co robisz? Obejrzał się na nią.. jej postać była dla jego wytężonego wzroku tylko cieniem. . Kelsier skinął głową. Vin opadła na podłoże tuż obok niego.Nasza armia na pewno zostawiła jakichś ludzi. Kelsierze. Wyrwał się z jej uchwytu. Jego gniew był zbyt świeży.szepnęła. a jego głos poniósł się echem w jaskini. Odetchnął powoli. .Tam. Ludzie Ostatniego Imperatora z pewnością przeszukają kwaterę armii. zaciskając pięści. pomyślał. . pamiętasz? Przystanął. prawda? Może powiedzą nam..Kelsier! . którzy pozostali. Musiał rozjarzyć cynę. żeby zobaczyć cokolwiek w głębokiej ciemności.Co zamierzasz zrobić? Sam zaatakujesz armię? Po co? Twoi rebelianci nie są Allomantami. Nikt nie ocalał. .szepnęła. dlaczego armia zdradziła swoje istnienie. Pokręcił głową. .Nie . nic. . .Jaskinie .. Zostawił ludzi na polu bitwy. Żadnych dźwięków. .Dobrze. Moi ludzie.. Masakra w oddali trwała.zawołała. a ona nie miała dość siły.Nie powstrzymasz ich wszystkich. wzbijając wokół chmurę popiołu. Zatem nie miała racji.Kelsier! .Myliłaś się. dygocząc ze zmęczenia. Potknęła się.szepnęła. Nie uratujesz tych ludzi. chwytając go za ramię.. Vin dźwignęła się na czworaki.Tam są jeszcze ludzie. Stał w milczeniu.Pusto . Kelsier ruszył w dół zbocza. ignorując podszepty logiki. . *** Kelsier zeskoczył do jaskini. . nie będą w stanie spalić cyny i uciec. O ile już tego nie zrobili. choć zostało już niewielu rebeliantów. czarny kurz.Ty nie jesteś niezwyciężony . by go utrzymać. . . Może uratujesz tych. Chodźmy. Nie zatrzymasz całej armii.

Jeden z naszych. . jakiś głos zawołał: . znów je poczuje. Kiedy ją mijał. wracaj! Tam nic nie ma! Urwał. czy to znaczy. Do diaska! Jak ona mogła zauważyć to z takiej odległości?! Wciąż słyszał ją przed sobą.. że armia zwyciężyła? Kelsier zignorował pytanie. . Myśleliśmy. spojrzała na niego pytająco. zanim ludzie Ostatniego Imperatora znajdą jeńca gotowego sypać? Vin miała rację. Vin wstała i podeszła. myliliśmy się.Ilu was tu jest? . panie..Nie potrzebuję hasła . .rozkazał Demoux. Przykro mi. z kocią zwinnością przemykając po nierównym podłożu. by odpocząć.My. wchodząc w krąg światła. Kelsier spojrzał na niego z lekkim zdumieniem.Kto tam? Hasło! Kelsier szedł dalej. Kiedy jednak zatrzymają się.Około dwóch tysięcy . Zostaliśmy. .niespokojnie zawołał strażnik.. sprawdzając rezerwy metalu w obawie przed zasadzką agentów Zakonu. a nie wobec niego. Kelsier spojrzał znów w stronę korytarza wejściowego. . Kelsier wołał za nią w mrok. że jesteśmy lojalni wobec ciebie. myśleliśmy. . jeśli wycofamy się do wewnętrznego kompleksu. żeby ujrzał w korytarzu przed sobą postać trzymającą włócznię.Vin. że łatwiej będzie się bronić.odparł Demoux.Lord Kelsier? Przyjechał pan. Vin przykucnęła i czekała w ciemności.Dlaczego nie pilnujecie wejścia? . Widać było. ale wreszcie musiał zacisnąć zęby i ruszyć za nią w głąb korytarza... rumieniąc się.Nagle pobiegła. Kiedy jednak zbliżył się do światła. Ale . To nie pułapka. musimy najpierw zabrać tych ludzi w bezpieczne miejsce. Jego głos brzmiał nieco strachliwie. Ile czasu minie. ale szedł ostrożniej. że na razie opanowała zmęczenie po cynowym przesileniu. przyglądając się młodemu żołnierzowi.Hasło! .. Z trudem dostrzegał błysk światła w korytarzu.Myliliście się? . Kim jesteś? Kapitan Demoux..Myśleliśmy.Słyszę cię! . Demoux opuścił włócznię..odrzekł Kelsier. daleko w przodzie. pomyślał Kelsier. Światło było już teraz wystarczająco jasne.My. Nie zostało nas wielu. że generał Yeden działa pochopnie . . .wyjaśnił. .

Yeden widocznie postanowił „sprawdzić” armię. Kelsier wreszcie zmusił się. że żołnierze poszli za nim. Zebrali prawie siedem tysięcy ludzi przed tą klęską. a więc umarli śmiercią. mówił sobie. Skoro tylko Kelsier odkryje. . To moja wina. jakie im składano? Teraz ci ludzie nie żyli i Kelsier był za to odpowiedzialny. Pokręcił głową. Co przywiodło go do tej szalonej decyzji? Ja. bo w niego wierzyli i dlatego.powinniśmy byli pójść z resztą armii. uderzając nocą na garnizon Holstep. by się bać. bo zwiadowca.. Ale czy miał takie prawo? Nawet jego ludzie . którzy dawno przeżyli swoje najlepsze lata lub jeszcze ich nie osiągnęli .uważali. Sam sobie zgotował ten los. Na szczęście ktoś pomyślał o przygotowaniu grupy do szybkiego wymarszu. że może na oślep zaatakować Ostatnie Imperium? Szczególnie. Teraz patron zadania był martwy. a teraz większość nie żyła. Żołnierze . biorąc pod uwagę obietnice.. Czy jest coś dziwnego w tym. sowicie go wynagrodzi i awansuje. otoczony mgłą. *** Tej nocy. Obiecał im pomoc nadnaturalnych sił. był w stanie to potwierdzić.ludzi. .. Ale nie mógł pokonać ucisku w żołądku. lub dość młodzi. swobodnie mówiąc o sprawach niemożliwych i niewykonalnych.. by stawić czoło wydarzeniom dnia. że Yeden pomyślał. walcząc z Ostatnim Imperium. o której marzyłby każdy skaa.. włączając Yedena do szajki. to było nie do zniesienia. Pozostałe dwa tysiące ludzi obejmowały również żołnierzy.Zbierz swoich ludzi. że swoje plany przedstawił im w formie złodziejskiego napadu. wsłuchując się w ostatnie ciche rozmowy układających się do snu żołnierzy. że ci ludzie zginęli. Niewiele było teraz do dowodzenia. Każdy miał śpiwór. Poszli za nim. jak wielką pewność siebie dawał mu Kelsier? Czy to takie niezwykłe.Armia nie istnieje . że będzie ciężko. Rozumiałeś ciężar.Ham. już nie. Śmierć nie była dla niego nowiną.. Ale sam fakt. kto miał taki zmysł przewidywania. Siedział z rękami splecionymi przed sobą. by wiedzieć. biorąc pod uwagę. Tylu zabitych.odparł oschle Kelsier. wciąż licząc na boską interwencję ze trony Kelsiera. Wiedziałeś. Breeze i inni . że plan Yedena był szalony. Demoux. siedząc na pniu drzewa. na dobre i złe wysłany na pole bitwy. że Ostatnie Imperium jest niepokonane. To prawda. że umierali. pomyślał Kelsier. Musimy się stąd natychmiast wynosić. którzy byli dość rozumni. podobnie jak klęska. jaki wziąłeś na swoje barki. broń i żywność na dwa tygodnie.

. . że sam nie może zrobić tego samego. i usiadł z westchnieniem. Niektórzy zostali. wskazując na obozowisko.zapytał. To ja cię zwerbowałem? . Żałował. w której Kelsier zarządził postój na noc. ale może jeszcze przez chwilę wytrzyma.Nie są przyzwyczajeni do spania we mgle. nagle rozpoznając znajome rysy .Siedział przez chwilę z nieodgadnionym wyrazem oczu. Padła dosłownie w tej samej chwili. .Ludzie będą kiepsko spać ... Ponieśli klęskę. czy będzie miał siłę wstać.łysą głowę starca i zmęczoną.odparł Kelsier. Zadanie nie istniało.Mennis. starając się czym prędzej oddalić od kompleksu jaskiń. . .Nie poznajesz mnie.To twoja sprawka. Był jednak bardziej doświadczony w długim rozjarzaniu cyny z ołowiem niż ona. gdzie przyjęli nas rebelianci. starszy niż wszyscy. Z mgły wynurzyła się postać. Armia nie istniała. wraz z głowami kilku oficerów Hama. Musiał być jednym z dawnych rebeliantów jeden ze skaa mieszkających w jaskiniach. zanim Kelsier je przejął. śpiąc na twardej ziemi. z którym siedziałem tamtego wieczoru. Kiedy zabiłeś Trestinga. . Vin leżała skulona obok tego samego pnia. prawda? Kelsier zawahał się.W pewnym sensie. Jego ciało też w końcu się podda. Ten człowiek był stary. . . . prawda? .Przykro mi. Kelsier skinął głową. Mężczyzna wybrał sobie wielki kamień obok pnia. szukając innych plantacji.Te przygotowania? Mennis wzruszył ramionami. Podłożyła sobie pod głowę mgielny płaszcz. Starzec pokręcił głową. Nie będzie rebelii. nie będzie zajęcia miasta. kuśtykając w kierunku Kelsiera. zastanawiając się. Kelsier lekko otworzył usta z zaskoczenia. na którym siedział Kelsier. ale pokręcił głową. Kelsier prowadził grupę dość szybko. Długie rozjarzanie cyny z ołowiem kosztowało dziewczynę bardzo wiele. . Nazywasz się.. ale jednak pełną siły postać.Chyba nie mają. uciekliśmy do jaskiń.Ten starzec. Wielu z nas już odeszło. że ktoś tak stary w ogóle był jeszcze w stanie chodzić. których rekrutował Kelsier. Zdumiewające. . Kelsier usłyszał nagle zbliżające się kroki i uniósł głowę.Nie mają wielkiego wyboru . Byłem jednym ze skaa z plantacji lorda Trestinga.zauważył starzec.nadziali jego głowę na włócznię i zatknęli koło drogi. . .

jaką mu zostawiłeś.. niż w czasach młodości.Nawet po tym. W pewnym sensie zdziałałeś bardzo wiele . a jednak się nie kładł. wmieszamy w populację skaa. .. .Podzielimy was . . . To nie jest pierwsza rebelia skaa.zebrałeś dużą armię. Kelsier rozumiał to uczucie. Okazało się to trudniejsze.Mennis.Próbowałeś wyperswadować mi robienie zamieszania.Pamiętasz naszą rozmowę na plantacji Trestinga? . . Myśleli. co tutaj zrobiłem? Do czego was zmusiłem? Mennis zamyślił się.odrzekł Kelsier. no cóż. . co umiem. Kelsier się pochylił.zapytał Mennis. że stałaby się dla nas bezużyteczna . Mennisie. no cóż. niż sądzili.Ale to cię nie powstrzymało. i wymyślili. Wierzyłem.. . ujawnienie armii sprawiłoby. ale nie dokonałeś za nich wyboru.I co teraz z nami będzie? . że nocny rajd na garnizon Holstep będzie mądrym posunięciem. to drudzy muszą robić inne rzeczy. gdyby im się udało. Wydawał się zmęczony.odparł Kelsier. to był typ. . w jaskiniach znalazłem znowu cel w życiu... Niektórzy z generałów uznali.Wierzyli w ciebie. . Mennis skinął głową. Może byłeś dla nich motywacją. Czy masz mi za złe to.. .zapytał Mennis. że nie zginą.. Kelsier westchnął. co zrobiłem z armią? Mennis prychnął.Nie miej tak wielkiego mniemania o sobie. oparł głowę o pień i zagapił się w wirujące mgły. którą zniszczono. co się stało? Dlaczego Yeden to zrobił? Mennis tylko pokręcił głową. Naprawdę nie.Przemycimy do Luthadelu w małych grupach. . . Za to jestem ci wdzięczny. któremu łatwo było zaimponować.Wprawdzie wielu uważa.Jedni walczą. że nie dam rady wstać. że moje życie dobiegło końca.Nawet. .W pewnym sensie jestem ci wdzięczny za to uczucie. .Rozrabianie to chyba jedyne. Ty i reputacja. że nieco starszy człowiek może być jeszcze większym szaleńcem. uzbroiłeś ją i wyszkoliłeś lepiej. skinął głową i rzekł: .odparł Kelsier. Ale. niż ktokolwiek . Yeden. że młodzi ludzie powinni być głupcami. wyczerpany. młody człowieku. ja jednak zauważyłem. Ci żołnierze sami sprowadzili na siebie śmierć.Trochę . że żołnierzom przyda się trochę otrzaskać z bitwą. Codziennie rano budziłem się z przekonaniem.

On także wstał.Wiedziałeś. marszcząc brwi. . . Kelsier obejrzał się na niego z marsem na twarzy.Naprawdę chciałeś zrobić coś takiego? ... . . Nie chodziło o to.. cokolwiek. Po to ci chłopcy przyszli do jaskiń. chodziło o to. powiedziałem ci. Niektórzy zaczęli myśleć. chłopcze. a nie dać się rozbić w jakiejś nic nieznaczącej walce w kotlinie o tygodnie drogi od Luthadelu. że warto było stoczyć i tę walkę. To największe zwycięstwo. Cóż. .zapytał Kelsier. Teraz czas odejść. zanim zostali schwytani i rozbici. niż to było w planach.mógłby tego oczekiwać. Kelsier stał jak wryty. . . Ocalały z Hathsin. a może nawet stuleciach.Aby stawiać opór .Mennis spojrzał na niego. ale powinieneś być z siebie dumny. kręcąc głową.zapytał Mennis. To największe zwycięstwo. żeby cokolwiek zrobić. ale Ostatniego Imperatora nie można pokonać. Musisz wiedzieć. Kiedyś dałem ci radę. aby walczyć przeciwko Ostatniemu Imperatorowi. że armia od początku będzie przegrywać? . Ci twoi skaa roznieśli cały garnizon żołnierzy. kiedy skończyć.Aby walczyć. Kelsierze.. Sprawy potoczyły się nieco szybciej.A co mogła zrobić innego? .odrzekł Mennis.odparł Kelsier.. wstając.Obalić im. . jakie skaa odnieśli w ostatnich dziesięcioleciach. że będzie inaczej. w których chcesz walczyć. .Oczywiście . niż ktokolwiek mógłby sądzić. dopiero teraz zrozumiałem. Z tymi słowy starzec z szacunkiem pochylił głowę i podreptał w kierunku obozowiska. jakie skaa odnieśli w ostatnich dziesięcioleciach.. Dam ci teraz jeszcze jedną radę. Udało ci się lepiej. żebyś rozważnie wybierał bitwy.Po cóż inaczej miałbym zbierać taką armię? .Dumny? .Ta armia miała pomóc w obaleniu Ostatniego Imperium. żeby zwyciężyć czy przegrać.

że wygodne łóżko stało się luksusem. Ona i Kelsier byli w stanie dobiec do pola bitwy w ciągu jednego dnia. Powrotna droga zajęła dwa tygodnie. by jej przygotować kąpiel. Nie wiedziała. może być dla niej dobre. lekko perfumowanej wody. znów potarła skronie. czując. że uczniowie Clubsa pamiętali. sama umiejętność była warta posiadania. Mimo to wątpiła. Kelsier powiedział. że nie była w stanie myśleć. prowadząc szczątki armii do bezpiecznej kryjówki. kiedy głowa już tak nie łupała. Wstała. Ziewnęła. Kelsier prawdopodobnie nie spał jeszcze przez pół nocy. rozebrała się i weszła do ciepłej. Z radością stwierdziła. teraz. Vin na szczęście pobiegła prosto do łóżka. To było dwa tygodnie temu. Noce spędzone na twardej ziemi przypomniały jej. Pełne piętnaście dni. Czy naprawdę kiedyś te . Wciąż pamiętała przebudzenie pierwszego okropnego poranka. Wrócili przecież dopiero wczoraj. 26 Vin leżała w swoim łóżku w sklepie Clubsa. że coś. Zamknęła drzwi. kiedy ból był tak silny. a co dopiero się poruszać.Jestem już tak bardzo zmęczony. który zaczęła uważać za oczywisty. jak Kelsier mógł dalej funkcjonować. a ją ciągle bolała głowa. by nauczyć ciało funkcjonować poza granicami możliwości. że musi poćwiczyć „przeciąganie cyny z ołowiem”. To musiała przyznać. Oczywiście. bo musiał wyjaśnić zdarzenia pozostałym członkom grupy. jak pęka jej głowa. po czym włożyła szlafrok i ruszyła do łazienki. Twierdził. że to dobrze. Na szczęście ból powoli słabł. przeciągając się ze znużeniem. co tak okropnie boli.

Umyła je. Ani do jednego. Dockson i Renoux pracowali nad zapasami. . podnieśli wzrok. W pracowni krzątali się uczniowie.zapachy jej przeszkadzały? Oczywiście.Kac cynowo-ołowiowy? Skinęła głową. Clubs mruknął twierdząco i cała czwórka spojrzała na nią.odparła z westchnieniem. . Wciąż uważała długie włosy za kłopot.Właśnie omawiamy status planu. żeby były dłuższe. .burknęła.. zatrzymując się w drzwiach.. ani armii. co ty o tym myślisz? . Powiedziałbym raczej „niewykonalność”. jak dworskie kobiety wytrzymują z włosami aż do pasa. . Kąpiel nieco złagodziła ból głowy. wchodząc do pokoju i siadając przy stole. Teraz żołnierzy nie ma.Przejdzie . Ham odezwał się pierwszy: . Ham zachichotał znowu. kiedy nie mamy już ani pracodawcy. co myślę? Zastanawiała się.Status? Interesujący sposób interpretacji sytuacji. zostaje tylko Marsh ze swoimi działaniami w Zakonie i ataki Kella na szlachtę. wyczesując kołtuny i zbite kosmyki. Ham i Breeze siedzieli przy porannym posiłku.Armia właściwie była ośrodkiem wszystkiego. Po kąpieli wróciła do pokoju. że przeciwnik będzie miał za co złapać. teraz. nie mówiąc o tym.zapytała nadąsana. Ile czasu musiały spędzać na ich czesaniu i układaniu przez służące? Włosy Vin nie sięgały nawet do ramion. Vin. zastanawiając się. ale wciąż czuła lekkie pulsowanie w tyle czaszki. Hammodzie. . Czterej mężczyźni wymienili spojrzenia. Czemu obchodzi ich. ale to niewielka cena za uwolnienie się od brudu i potu. Ham miał odwagę zachichotać.Nie wiem . Będą latały jej wokół twarzy i wpadały do oczu podczas skoków.Co? . którymi pokryło się jej ciało w trakcie podróży. Dockson. Dox podał jej kubek i usiadł. Club. .zauważył. sprzątaczki pracowały na górze.Jeśli ja nie umrę najpierw . ale ta wesołość wydawała się wymuszona. prawda? Breeze. ale w kuchni panował spokój. Kiedy Vin weszła. zapach czynił ją bardziej rozpoznawalną. ani do drugiego nie . Cóż. spoglądając po twarzach pozostałych. Breeze uniósł brew. ubrała się i zeszła na dół. a już nie chciała. Ham i Yeden spędzali cały czas na rekrutacji. .No więc.

odrzekł Kelsier. Mężczyźni wymieniali spojrzenia. Vin popijała swoje ale. . po czym.zawołał Breeze.Armii nie ma. ale jeszcze nie skończyliśmy. Kelsier znieruchomiał. Widocznie duże grupy oderwały się od trzonu armii i uciekły jeszcze przed rozpoczęciem bitwy. . Pomimo tego komentarza chwycił walcowaty placek i odgryzł wielki kęs.dodał Breeze. że zrobi jej się lepiej.Kac cynowo-ołowiowy robi z człowiekiem takie rzeczy . musimy porozmawiać . . szukając rebeliantów. . Do kuchni wpadł Kelsier.zapytał Dockson.odparł Breeze. Breeze . . . .zapytała Vin. Rozmowa znowu się urwała. .Skończ z tym szalonym zadaniem.zauważył Ham. . jak widzę.Zadanie nie istnieje.Znowu placki. Nie obchodzi cię to? . Clubs.Polują na niedobitki armii.odparł zapytany.Dzień dobry wszystkim . .Właśnie! . raczej na złość aniżeli w nadziei.Ale co się stało.Na litość Ostatniego Imperatora. to fakt. .Nieudana? Dlaczego tak uważasz? . Czas zrezygnować.powtórzył Ham.Ładna próba.Ona ma przerażająco dosadny sposób doboru słów .Tak . Zmarszczył brwi i opuścił rękę z plackiem.Obchodzi.Kell. Większość wojska z Luthadelu będzie tam jeszcze przez jakiś czas. . ale nieudana. Kilka minut później na schodach rozległy się kroki. nalał sobie wina. Kell . to się stało.Zeszłej nocy. Kelsier .zauważył Dockson.potrzebuje nas. którzy dostali porządne lanie w bitwie.Jak możesz tu stać. Mamy problem.Więc wciąż tam są? .Zauważyłem. . .rzekł Dockson. .Armii nie ma. . Grupa stała się zbędna. naprawdę musisz sobie znaleźć bardziej kreatywną gosposię.A kiedy ty wróciłeś? . W kuchni zapanowała cisza. . . taki radosny? Nasi ludzie nie żyją.odparł poważnym tonem Kelsier.Garnizon odesłał tymczasowych żołnierzy wcześniej. . . . żeby nie musieli nam zapłacić. kiedy spałaś . Musimy iść dalej. Ham skinął głową. Garnizon z Luthadelu pomógł żołnierzom z Valtroux. człowieku! . uśmiechając się.Armia była tylko jednym elementem naszego planu. . .rzekł jak zwykle radośnie.

ale złodzieje wiedzieli jak się ukrywać.byli zobowiązani uczestniczyć w ceremoniach egzekucji. Ulice były zatłoczone grupami skaa. jak liście z niewidzialnego drzewa.Zbiegowisko na placu z fontannami? . teraz chcesz stać się legendą. Podobno wszyscy mieszkańcy miasta . wstając.To znaczy. . Wykorzystałeś nas. odziana w pospolite odzienie i płaszcze. . Większość była robotnikami fabryk lub młynów. a nawet do niektórych domów.Idziemy zobaczyć. Będą zaglądali do młynów i kuźni.Chodźcie .zapytał Ham. Po prostu będę mówił prawdę. że nigdy nie zamierzałeś ukraść tego atium. Ruszył pierwszy. płatki beztrosko spadały z nieba. werbujesz ludzi. .Chcenie zauważyć i wstanie zobaczyć! Zbiegowisko przy fontannach! . Nagle na schodach znów rozległy się kroki i do kuchni wpadł Spook. kto zignorował nakaz. Za nim szła reszta. w miarę jak grupa Vin zbliżała się do placu .Unikam tego z konkretnych powodów. patrząc na obecnych. że Ostatni Imperator mógł pokazać. co mówi Breeze. .rzekł Kelsier. Zebranie takiej liczby ludzi było ogromnym przedsięwzięciem. . Kelsier udał.Raczej nie pójdę. Zaczął padać lekki popiół.. wymierzając śmierć jako karę za nieposłuszeństwo. Kelsier stał z zaplecionymi rękoma. Nigdy wcześniej tu nie przychodziła. co myślę? Myślę. Breeze.Nie będę używać Allomancji. ale w pewien sposób właśnie takie działania sprawiały. Chodzi o to. ogłaszając wydarzenie. zawstydzone spojrzenia mówiły. Chodzi tylko o twoje ego.Nie Uspokajaj mnie. . Kell . Vin była jedną z nich. Dlatego rozpuszczasz te wszystkie plotki. żebyśmy się do ciebie przyłączyli. Kelsier odstawił talerz na kredens. W oddali dzwoniły dzwony. jaki jest potężny. jakiego znała historia. a obligatorzy obserwowali ulice. Egzekucje. że zastanawiali się nad tym. Breeze znieruchomiał i lekko otworzył usta.rzekł Ham. *** .. Wszyscy czekali na odpowiedź. ale nigdy nie zamierzałeś nas uczynić bogatymi.Wiem.szlachta i skaa . Ulice były coraz bardziej zatłoczone. sprawdzając. ale to prawda. Poznałeś już bogactwo. Wiesz.. żebyś stał się największym przywódcą szajki. że jeśli robotników zwalnia się z pracy i wysyła na centralny plac miasta. Obiecałeś nam bogactwa.rzekł wreszcie. przyczyna może być tylko jedna. Vin wiedziała. . Nigdy mnie nie Uspokajaj. .. Niektórzy odwrócili wzrok. że ci się to nie podoba. że nie słyszy.Dobrze .

Vin podeszła i przykucnęła na skraju dachu.Odym nas. przepychając się do przodu. Vin . prawie nieskończona. . Z dłońmi wspartymi na niskiej kamiennej barierce obserwowała plac u ich stóp. Niektórzy byli zaskoczeni. ich smukłe sylwetki przewyższały obligatorów o głowę. Obok szlachty stali obligatorzy . Mimo to wciąż przychodzili nowi. oddzielona od skaa przez żołnierzy. nie musieli pracować.zwykli w szarościach. Dachy budynków były upakowane ludźmi. Kelsier.rzekł Ham. stłoczona masa nie przypominała niczego. skinął głową w jego kierunku i Dockson ruszył pierwszy. Vin zadrżała.fontann. by wszyscy się zmieścili.jak podejrzewała Vin dlatego że kierowała nimi makabryczna ciekawość. jeśli możesz . które wznosiło się ponad pięć stóp powyżej poziomu placu. Znajdowali się blisko patio centralnej fontanny.. . Nie było szans na to. gapie wypełniali ulice. Stalowi . kiedy widzieli Kelsiera.. a jej macki wypełniały wszystkie ulice prowadzące z centralnego placu. osłaniających ich parasolami przed opadającym popiołem. Wielu miało służących. . W miarę.Przez całe życie mieszkałaś w miastach.. Rzemieślnik skinął głową. choć jego blizny były teraz zakryte. . czyniąc załogę niewidzialną dla allomantycznych zmysłów brązu. patrząc. że Vin zastanawiała się. jak tłum się zagęszczał. inni ustępowali z tępymi minami. po czym sugestywnie uniósł sakiewkę. dlatego że. a po części też . Dlatego że im kazano. Szlachta siedziała pośrodku placu. Clubs. Jednakże te mroczne sylwetki różniły się od swoich kuzynów nie tylko wzrostem. stając obok niej. Jak mogła wyjaśnić? Ta falująca. Człowiek przy wejściu próbował zagrodzić im drogę. Niektórzy skaa spoglądali na nich z urazą. Kelsier wybrał jeden. Dockson i Ham zaczynali torować drogę grupie. Ci skwapliwie usuwali się z drogi. co widziała kiedykolwiek. Kilka minut później grupa miała dla siebie cały dach.. jak w ogóle są w stanie oddychać. Skaa byli tak stłoczeni. a nawet podekscytowani. ale Dox wskazał palcem na dach.Tak. jakby mieli obejrzeć przedstawienie lub wyścig konny. Inkwizytorzy w czerni. ale. Wreszcie grupa dotarła do zewnętrznego rzędu budynków otaczających plac. Inkwizytorów było ośmiu.Z pewnością widywałaś już takie tłumy. Była ogromna. .Tylu ludzi. Ktoś umieścił tam siedzenia dla szlachciców. którzy teraz rozsiadali się w nich.rzekł cicho Kelsier.

paląc cynę.mamrotał Dockson. .Lord prelan . Kelsier się ożywił.Lord prelan? . . . tym bogatsze szaty. nieuchronności. wyraźną aurę.. . aż rozpoznała znajomą twarz. pragnień. obserwując teraz zwykłych obligatorów. . wywołując wrażenie. Przejechał przez korytarz skaa. Większość stała sztywno w administracyjnych szatach . by się poruszać. Przez tłum przeszło wyraźne zafalowanie..powiedziała.odparła Vin.Tam jest mój ojciec. pokazując palcem. jak próbuje pozbawić ją woli.Tak . Vin zauważyła. że parę osób zostało zahaczonych przez powóz. w miarę jak garbili się pod wpływem jego potężnego Uspokajania.Kto? . . otulający ją.Patrzcie! . Vin zmrużyła oczy.odparła. podobnie jak przedtem. tworząc szeroki korytarz wiodący do centralnej platformy.Z każdą chwilą coraz lepiej.Jedzie . . Po przybyciu Ostatniego Imperatora skaa sposępnieli jeszcze bardziej. moja droga.Lord prelan to zwierzchnik Zakonu. Prawdę mówiąc. była przekonana. ale chyba się myliła.Ten niższy. że byli zbyt stłoczeni. ciągnięty przez dwa ogromne białe rumaki. Natychmiast rozpaliła miedź. jak gruby koc. Jest najważniejszym z obligatorów Ostatniego Imperatora. Czuła.Tevidian .zapytał Dockson. . sił i uczuć. . . Przytłaczające otępienie.Który to? . Szmer rozmów i szeptów ucichł. . Nagle poczuła to.Na czele obligatorów . wstrząśnięty. obezwładniający wolę. Jednak. pokazując palcem. Co mogłoby ich skłonić. pojazd nie zatrzymałby się. Ludzie się cofali. wysysający powietrze z płuc.odrzekł Kelsier.rzekł Spook. . jak się zbliża. Z bocznej ulicy wytoczył się czarny powóz. wytężając wzrok.zawołał nagle Spook.Kto to taki? Breeze zachichotał. że gdyby nawet któraś z nich wpadła pod koła. jest nawet wyższy rangą od Inkwizytorów.Nie widzę ich twarzy. . . . .im wyższa pozycja.zapytał Dockson. na ogromnym placu zapanował upiorny spokój. i przypuszczała. kręcąc głową. Vin myślała. przykucając obok niej. Tłum skaa zaczął falować. ze złotą szarfą na szacie..Tam . Vin odwróciła się..Inkwizytorzy mieli w sobie coś szczególnego. że pomimo miedzi jest w stanie wyczuwać Uspokajanie Ostatniego Imperatora.

myślała. A on robi to z tysiącami! Spook przechylił się przez krawędź dachu. po czym sam zaczął palić cynę. spoglądając twardo na nadjeżdżający powóz.znikło. Po prostu zostawić. Vin na wszelki wypadek zapaliła miedź. .odparł z irytacją Clubs.Nie bywałeś zbyt często przy rekrutacjach. widać było.odparł Spook. Na próbę zgasiła miedź i stwierdziła. by pomóc Kelsierowi.. że chłopak bardzo stara się mówić normalnie. jakby budząc się ze snu.. . Choć akcent pozostał. . osłaniając oczy dłonią. Chwilę później pokręcił głową.. On Podżega nasze uczucia.Tak.Ja nie jestem widzący . Niweluje moc Ostatniego Imperatora.rzekł Breeze.bezduszności i pustki . jaka toczyła się wokół niego. . skoro Kelsier odprężył się nieco i rzucił jej pełne wdzięczności spojrzenie.Patrzcie . . Skaa na dole nie zmienili postawy. że Pociąga ogromną. .Jesteś bezpieczny. że już nie czuje Uspokojenia Ostatniego Imperatora. Widać było. Wskazał palcem kolumnę dziesięciu wielkich.Prawda . . .zapytał Ham.. pochylając się. Spook podniósł wzrok. . Spook skinął głową. że to i tak nie ma znaczenia. co? . nieruchomą ścianę.Jest potężny . . Przywódca stał wyprostowany. . zauważyła Vin. Potrząsnął głową.Nic. Wydawało jej się. ten plac jest ogromny. Wrażenie potwornej depresji . palę miedź . prawdopodobnie nieświadomy niewidzialnej walki. Znajdujemy się na tyle daleko od Ostatniego Imperatora. A jej przyjaciele. Kelsier podszedł do gzymsu. mrużąc oczy. Spook . ty naprawdę palisz. Podżegając uczucia otaczających ją ludzi. Potem rozpaliła cynk i sięgnęła. Coś się zmieniło. Jednakże musiała jakoś pomóc. nie rozpoznaję nikogo. jadących korytarzem za powozem Ostatniego Imperatora. a reszta grupy lekko się wyprostowała.Nawet w najlepszej formie potrafię Uspokoić jedynie kilkuset ludzi. Vin się rozejrzała.rzekł Ham.rzekł nagle Dockson.odparł z zakłopotaniem Spook. . Jej wzrok padł na Kelsiera.Wozy z więźniami. Vin zmarszczyła brwi.Mam ochotę spaść.Rozpoznajecie ich? .Wujku.. Breeze ma rację. że dla Kelsiera nawet ochrona ich małej grupy była ciężką walką. obudowanych belkami wozów. Jak możemy walczyć z czymś takim? Ostatni Imperator Uspokaja setki tysięcy naraz! Kelsier jednak walczył.

rzekł z cichym westchnieniem Breeze. wskazując gestem. czy Ostatni Imperator w ogóle wie. Nie traciliby czasu na identyfikację martwych skaa.Rodziny żołnierzy? . nie rozpoznaję żadnej twarzy. Tryskające w powietrze strumienie wody zaczęły błyskać czerwienią. grupa obligatorów i żołnierzy zaczęła ich wyprowadzać. Prawdopodobnie uznał. .odrzekł Kelsier. albo czy go to obchodzi.Dobrze widzę więźniów. z których.Wątpię. Wozy z więźniami zatrzymały się.zapytał ze zgrozą Ham. Cztery ostrza spadły.się z Luthadelu. kto jest przy władzy. Złowieszczy pojazd przystanął dokładnie pośrodku placu. że głównie kobiety i dzieci . Przykład. Kelsier wyglądał tak. że to kolejna zaściankowa rebelia. Choć nie byłabym zdziwiona. przypominając sobie. To nie jeńcy.odparła Vin.odparł Kelsier. Kelsier pokręcił głową.Zdaje się. wciąż trzymanych przez żołnierzy. . przypadkowe egzekucje... Czarny popiół spadał na pierwszą grupę więźniów.Nie bądź niemądry .To przypadkowi ludzie. . Spojrzała w bok. że większość tych ludzi rekrutowała . gdyby próbował czegoś takiego. jakby powstrzymywał się ze wszystkich sił - . Spook odwrócił wzrok. .słabo protestując zostali zawleczeni na wzniesioną centralną platformę. . . by ukarać skaa za ukrywanie rebeliantów. ale Ostatni Imperator został w środku.zapytał Ham. nie mówiąc o samym Ostatnim Imperatorze. jak Kelsier był gotów w pojedynkę pędzić na pomoc i stawić czoło całej armii.....każdego przed jedną z tryskających fontann . . pomyślała. wylewała się krew do basenów fontann.Dlaczego. Czterech więźniów rzucono na kolana . cztery głowy zostały odcięte od tułowi. .Tam jest ośmiu Inkwizytorów. po czym wyprowadzili kolejne cztery osoby.Więc kto? . jeśli teraz brałby to pod uwagę. Hammondzie . to tylko przypomnienie wszystkim. nawet nie to . Żołnierze odrzucili ciała na bok. Powóz Ostatniego Imperatora podjechał do platformy na centralnym patio.Nie. Kelsier byłby idiotą. by ustawiono więźniów przy czterech narożnych miskowatych fontannach platformy.Wątpię. Ham zmarszczył brwi.i czterej Inkwizytorzy unieśli obsydianowe topory. którzy . Jeden z Inkwizytorów kierował całością.. .. Nie.. dlaczego Kelsier czegoś nie zrobi? Żeby ich uratować? . To.

Dobierzemy się do atium będziemy potrzebować wsparcia dla nowego rządu . Yeden nie żyje. obracając się do siebie i żartując w trakcie kolejnych egzekucji.żeby nie zbiec na dół i nie powstrzymać egzekucji. w tym jedno dziecko. jakby to oglądanie śmierci było czymś w rodzaju czuwania. powiecie mi. . pytałeś mnie o atium. jeśli chcecie. Ale czy naprawdę. Cztery kolejne głowy.. wskazując na wypełnione szlachtą loże.Breeze. Żaden z nich się nie śmiał. Spook. Dockson patrzył poważnie. Nie ma litości. Myślicie. Wy tylko będziecie to ignorować. wielu znakomicie się bawiło. ponieważ chciałem coś zmienić. Oczywiście. Cztery kolejne głowy. że jestem zbyt surowy dla szlachty. Zebrałem tę grupę.. Ham jęknął. wciąż udając. patrząc na tych roześmianych ludzi. . wzmocnionym cyną wzrokiem. Był naszą wymówką. spoglądając na swoją grupę. że nie zasługują na śmierć? To tylko sprawiedliwość.. A Kelsier. abyśmy mogli zrobić coś dobrego. kiedy odszedł. Będę uczciwy.. Cztery kolejne głowy. sposobem.ale zadanie nie będzie polegało na wzbogaceniu ani mnie. a kilku nawet sprawiało wrażenie. Nigdy nie było to moim głównym celem. To nie jest zwykłe zadanie. Kelsier był wściekły.kontynuował Kelsier. . patrząc na każdego z nich po kolei. ani żadnego z was. Ale to nic nie zmieni. . Twarz miał czerwoną.białe od wysiłku dłonie zaciskały się na kominie obok . Teraz. żeby zwymiotować. Ludzie nadal będą ginąć. Walka będzie się toczyć dalej.rzekł Kelsier. Breeze tylko pokręcił głową.To . że zanadto lubię zabijać arystokratów. . Cztery kolejne głowy. i nie tylko oni. nawet Clubs wydawał się zasmucony.zawołał. gniewnie machając ręką w stronę głównego placu . że się nieźle bawi. nie ma odpuszczenia. potykając się. Vin przeszukiwała galerię szlachty niespokojnym. które możemy porzucić. Kelsier ciągnął. oczy lśniły mu gniewem. nie brudząc ludzi w dole. Ujrzała Elenda siedzącego w grupie młodszych mężczyzn.Patrzcie na nich! . jeśli napotkamy nieoczekiwane przeszkody. mięśnie napięte. Większość z arystokratów wydawała się znudzona. pobiegł na drugi koniec dachu. . że jesteśmy tylko złodziejami. Odejść.rzekł Kelsier.Czas zatrzymać tę szaradę .Wiem. jednakże nieliczni mieli naprawdę pełne zgrozy miny.to jest nasz wróg. możecie się poddać. że mnie kwestionujecie .

. Zrozumieliście? Spoglądał po kolei na każdego członka grupy. Jednak . Wiem. . Clubs. Wiecie. czy kiedykolwiek naprawdę to kwestionowaliśmy. idziecie za mną.. którym naprawdę zależy. jeśli tylko będziecie tego chcieli... Urwał i Vin ujrzała w oczach Docksona i pozostałych poczucie winy. jak małe mamy szanse. Jeśli zostajecie. że chcę z siebie zrobić kolejnego Ostatniego Imperatora. .wskazał palcem na dziedziniec z krwawymi fontannami . który byłby w stanie pokonać Ostatniego Imperatora. ale wciąż wydawał się trochę blady.Mylicie się . Ham. może on naprawdę to potrafi? . Breeze. Wybrałem was dlatego. Grupa powoli zwróciła się ku Kelsierowi. jak to wygląda. którą toczymy od tysiąca lat. i chyba słusznie. Ofiarowaliście mi swoje zaufanie.myślała Vin wbrew sobie. że pozwolę odejść każdemu. Myślicie. Chodzi o wojnę. Opór stawiany Naciskowi Ostatniego Imperatora na ich uczucia nie wydawał się już dla niego tak wielkim obciążeniem. które były zbyt daleko. Możecie martwić się o samo zadanie. .widoczny znak śmierci nawet dla tych tysięcy skaa.. a którą ja zamierzam zakończyć. co się dzieje.Jeśli mamy to zrobić teraz. Kell odparł Dockson. Nie chodzi ani o skrzyńce. musicie obiecać. Spook wrócił do grupy.. że nie chodzi o pieniądze.mówił dalej Kelsier choć z pewnością wiele umiecie. nieważne. Możecie odejść.Nie wiem. jesteście znani z uczciwości. Jeśli w ogóle istniał człowiek. musimy być wobec siebie otwarci i uczciwi. ale nie będzie więcej szeptanych konferencji na temat mojego dowodzenia. będę potrzebował ludzi. . Wciąż potrzebuję tego zaufania! Nieważne. żeby powstrzymać to . I że ważniejsze jest dla mnie moje ego niż obalenie imperium... . że przesadzam z moim wizerunkiem wśród skaa. był nim Kelsier. że przestaniecie kwestionować mój autorytet. Zamierzam kontynuować moją walkę. martwiliśmy się. Jeśli mamy odnieść sukces z naszym planem.mówił Kelsier.w jego oczach pojawiły się zimne błyski . Armia była wielką częścią naszych planów. Cztery kolejne głowy. musimy nadal walczyć! Cztery kolejne głowy. kiedy zaczęliśmy ten plan. Dox. że wiem. My tylko. mimo że wydawał się szalony i niebezpieczny. I każdy odpowiedział mu skinieniem głowy.Nie wybrałem was z powodu kompetencji . jeśli chcecie.jeśli zostaniecie. ani o chwałę. wojnę. że niektórzy kwestionują moje przywództwo. że macie sumienie. żeby widzieć.. choć Vin pozwoliła wygasnąć cynkowi.Musicie mi zaufać. Może. a nawet miłosierdzia. bez reperkusji. bez zadawania pytań. Uważacie. Musimy sobie powiedzieć. Chodzi o to.

dobry człowieku? .A co się w nich ostatnio zmieniło? Dockson wzruszył ramionami.Z jaką armią. O ile w ogóle zechce. by szlachta walczyła ze sobą. uchroni to jego własne. . ale przecież nikt nie atakuje Luthadelu.zapytał Breeze. niż się spodziewaliśmy.Dlaczego? .Właśnie .. Wśród ludzi z grupy zapanowało milczące porozumienie. więc trzeba będzie ukrywać ich w mieście. .. zatrzymywanie rebeliantów to robota. Niestety.. Jeśli teraz w najlepsze wybuchnie wojna rodów. Plan zatem pozostaje aktualny. w kierunku głównych bram miasta. .. by skakali sobie do gardeł.. dając szlachcie szansę upuszczenia części pary. Ostatni Imperator będzie miał problem. Musimy uważać. Może uważa. .odparł Kelsier.. Wyprowadziliśmy Garnizon z Luthadelu. Błagałbym Zapomnianych Bogów. . Dox? . niż powinno.Nic niezwykłego. niż oczekiwał..Co tam widzisz w oddali.Bramy miasta? . . żeby ją powstrzymać. .odparł Kelsier ..Ale co będzie. Prawdopodobnie oznacza to mniejszą liczebność.to Ostatni Imperator pozwoli im ścigać niedobitki naszej armii przez wiele miesięcy. . Garnizon kiedyś w końcu wróci.Wciąż zostało nam trochę żołnierzy .. Luthadel będzie bezbronny. by ci chłopcy nie zginęli. jaką dla nas stworzyli.ciągnął Kelsier... Kiedy zacznie się wojna rodów. jeśli Garnizon wróci? . . O wiele więcej. Kosztowało nas to więcej..Ham mówi. . Z tym.zapytał Ham. wykorzystamy chaos do przejęcia pałacu.A poza tym mamy czas zwerbować nowych... Widzicie. .rzekł Kelsier. że jeśli pozwoli. że dostanie więcej. . teraz nie możemy tego zmienić.Jeśli mam rację . Z jakiejś przyczyny raz na jakieś sto lat woli się wycofać i pozwolić.Bo Garnizon wyszedł? . .Część naszego planu przejęcia miasta została zrealizowana .Kelsier wskazał ruchem głowy na północ. nie możemy użyć jaskiń. a jedynie około dziesięciu procent ludzi znajduje się w koszarach.wpadł mu w słowo Kelsier. główna siła porządkowa w mieście jest zajęta gdzie indziej.Dlaczego mają małą obsadę? Dockson się zawahał. że Garnizon wyjechał polować na szczątki naszej armii i nie będzie go przez kilka miesięcy. możemy jedynie wykorzystać lukę. ale. do której właśnie stworzono Garnizon. To ma sens. Trochę małą mają obsadę. Ale to akurat nie problem.

Co to zawsze mówiłeś na temat tych żołnierzy z Garnizonu. . Musimy znaleźć sposób. ukryty w swoim czarnym jak noc powozie.Vin mogła dostrzec w środku siedzącą sylwetkę. To ten człowiek. aby z nim walczyć.mówił Kelsier. Ham? Zbir zawahał się. co właściwie Kelsier ma na myśli. Kell . a my nie będziemy mieć dość sił. Człowiek z pamiętnika.Garnizon powróci.za pomocą cyny . .Weźmiemy pieniądze Ostatniego Imperatora . pomyślała.Że to najemnicy. będzie bezsensowne. że wydawało się. Egzekucje trwały. A nad wszystkim czuwał Ostatni Imperator. panowie.A to oznacza.odparł powoli Ham. . Fontanny były teraz tak czerwone. . To wciąż się może udać. po czym również się uśmiechnął. inaczej wszystko. nie Inkwizytorzy z ich toporami. .Właśnie.Ale będziemy mieć skarb Ostatniego Imperatora . Sprawimy. że weźmiemy także jego armię. że już tylko krew je wypełnia. Grupa wyraźnie nabierała otuchy.rzekł z uśmiechem Kelsier. To jest nasz prawdziwy wróg. że się uda. . Vin zastanawiała się. którego nie ma. . co zrobimy. aby go pokonać. Vin jednak spojrzała znowu na plac.Członkowie grupy wymienili spojrzenia. . Nie ten Garnizon. Okna były otwarte i .

nie było wyjaśnień Zakonu czy Ostatniego Imperatora. 27 Tego wieczoru do sklepu Clubsa wróciła grupa bardzo cichych i spokojnych ludzi. . . Dołączywszy do osób zgromadzonych w kuchni. że niesłusznie noszę nakłucia Bohatera.. cudzoziemiec. pozostawiając na platformie stosy ciał. Nie wierzy. zajmując swoje ulubione miejsce przy szafie. taki jak ja.odezwał się Kelsier. że ból głowy jej już nie przeszkadza. Ostatni Imperator i jego obligatorzy odjechali. dlaczego Rashek tak mnie nie lubi. Jak będziemy postępować? Dockson wyjął stos papierów z kąta i podszedł do stołu. a w fontannach krew. Dziwne. żeby usiąść.Dobrze . ale poczułem się jeszcze bardziej zdeterminowany przez tę jego nienawiść. Nikt po nie nie sięgał. Zaplanujmy to. będziemy potrzebowali czegoś. troskliwie nakryte serwetką przez jedną ze służących. Vin zauważyła.Bez Garnizonu naszym centrum zainteresowania staje się szlachta.Istotnie . Tylko egzekucja za egzekucją. Egzekucje trwały wiele godzin. . Nie było denuncjacji.Jeśli naprawdę zamierzamy zagarnąć skarbiec przy pomocy tylko kilku tysięcy żołnierzy. że ktoś z zewnątrz. co odciągnie straże .. że wreszcie odkryłem. Kiedy już wszystkie ofiary zginęły. Muszę mu udowodnić. egzekucja za egzekucją. bez znaczenia. Jej ból wydawał się teraz. że w jakiś sposób oszukałem filozofów. Według Rasheka wybrany na Bohatera może być tylko Terrisanin czystej krwi.zgodził się Breeze. może być Bohaterem Wieków. . Wierzy. że jestem w stanie wywiązać się z tego zadania.Myślę. Placki pozostały na stole.

Zakon tresuje wyznawców.Breeze. rząd może upaść sam.Ale co się stanie. . aby wojna rodów kiedykolwiek się zakończyła.zapytała Vin. .Istotnie . w której najpotężniejsze domy staną się niepewne. Arystokracja to przede wszystkim pozycja finansowa. by szlachta odebrała nam miasto. . Jeśli zatem obalimy odpowiednią liczbę szlachetnych rodów.odparł Breeze. wówczas wrogowie uderzą bardzo szybko. Ostatni Imperator wydaje dyktaty. możemy potrzebować któregoś z twoich aliasów .mruknął Dockson. ale to sami arystokraci zmuszają skaa do pracy. . będziemy musieli podwoić wysiłki. żeby ktoś nie rozpoznał mnie jako kogoś.prawdopodobnie zechcemy. Vin pozostanie naszym głównym szpiegiem . Nie możemy walczyć z Ostatnim Imperium jako całością. jest zbyt wielkie. ale jeśli chcemy zasiać chaos w mieście przed powrotem Garnizonu.Doskonale. W kuchni na chwilę zapanowała cisza. . . . Wszystko. . ale przypuszczalnie nie będzie problemu ze składaniem domowych wizyt. Dox . Niektóre rody się wywyższą i wtedy będziemy musieli z nimi walczyć.Musimy zrujnować finansowo Wielkie Rody . a przynajmniej będzie trwała jeszcze wystarczająco długo. Może jednak będziemy w stanie je rozbić.To będzie dla was obu niebezpieczne . kiedy wielkie rody znikną.odrzekł Kelsier. że to oni tak naprawdę wspierali całą gospodarkę. Nie mogę chodzić na przyjęcia i spotkania. . Będziemy jednak musieli zachować ostrożność.rzekł Kelsier.Do tej pory tylko ja z całej grupy pracowałem nad wojną rodów. by rozpuszczała fałszywe informacje. by odłamy pozabijały się nawzajem same. Breeze westchnął. .rzekł Dockson. przerzucając papiery. Vin.Ale najważniejsza jest teraz szybkość. po czym większość głów zwróciła się w stronę . . a brak funduszy obali każdy ród. żeby tylko szlachta przestała się czuć pewnie.Tak właśnie mi się zdaje. Wojna rodów jednak zaczyna teraz nabierać kapitalnego znaczenia.dodał Kelsier. Ham skinął głową. . Kelsier pokręcił głową.Jeśli zdołamy doprowadzić do sytuacji. kim być nie powinienem. Kelsier skinął głową. Dopiero.To samo ty.pałacowe i nie dopuści. kiedy wojna rodów się zakończy? . .Zatem prawdopodobnie powinniśmy się skupić na szczycie.Nie zamierzam dopuścić.Tak też myślałem . ludzie zorientują się. a potem sprawić. .

. musicie się tym zająć.odparł Terrisanin.Vin. Chcę ich wprowadzić do Luthadelu. Tak właśnie wyglądają te gry.odparł Kelsier. to oznacza.Dox.Ten zwyczaj mógłby sobie przyswoić niejeden. jak można. Vin siedziała przez chwilę w milczeniu. .Zrobi się. . . Rozległo się stukanie do drzwi frontowych.Co? . Otworzył jeden z uczniów. . Breeze skinął głową.Może . a my zajmiemy się resztą. .wyjaśnił Dockson. może zdoła coś znaleźć. . . że nie masz nic lepszego do roboty. by weszło mi to w zwyczaj. Poza tym. jak tam ludzie? . co da się zrobić. ubrany w płaszcz skaa. Vin jednak wciąż miała przed oczami egzekucje. Dockson pokiwał głową. Takie rzeczy muszą się skończyć. Saze .Wcześnie przyszedłeś.. A ty już masz kontakt z jednym z jego najważniejszych członków. Może. których Elend nienawidzi. Kelsier prychnął.Jeśli zawsze jesteś na czas. Ród Venture musi zginąć..Staram się.odrzekł Kelsier. mistrzu Kelsier . . całe Ostatnie Imperium odczuje wstrząs.Jeśli Venture padnie. . . . Ham.Oni nie wszyscy są źli . Dockson uniósł brew. dziecko . a jego rodzina stoi na czele Ostatniego Imperium. A podobno miałam się trzymać z daleka od Elenda. . Z naszej armii zostały dwa tysiące ludzi.odparł Sazed.mówił Breeze.To najpotężniejszy z Wielkich Rodów.Ale nie mogą się ukrywać w magazynach Renoux przez wieczność.rzekł Kelsier. czy możesz go nakierować na rozmowę o finansach rodu..Mówią o Rodzie Venture.Najlepiej. . mistrzu Kelsier .Tylko miej uszy otwarte. . .Ale lord Straff Venture jest zły z całą pewnością. Vin .. . nawet sam Elend twierdził.zapytała. .Zorientuj się. Znajdź nam tylko punkt zaczepienia. .Wiem . Kilka chwil później do kuchni wszedł Sazed. że nie lubi swego ojca i rodziny. pomyślała z irytacją.rzekła wreszcie.Zobaczę. Saze.

Kelsier skinął głową. .mruknął Ham.A co to takiego? .Jakie? . gdyby była potrzebna w przyszłości. . .Saze. . Kelsier skinął głową. że wciąż zamierzamy uderzyć na pałac.Powiedzcie każdej grupie.. Przebiegł go wzrokiem. . niedaleko siebie? . .Nie pisze .Niewiele czasu .Powiemy im prawdę: że nasza armia z powodzeniem zneutralizowała cały Garnizon.odparł Kelsier. Idziesz. gdzie są pozostałe dodał Dockson. . otwierając list. . . .Jaką klęskę? . .Ale zobaczę.W ciągu dwóch miesięcy w mieście ma zapanować takie napięcie. . że jest jedyną. która nie została zdemobilizowana i że szkolimy ją tylko na wszelki wypadek. Pójdę sprawdzić to miejsce.zapytał Ham. . .. . nawet Ostatni Imperator nie .Reszta pracuje dalej nad planem ..odparł Kelsier.odparł Kelsier.zapytał Breeze. wyjmując list spod płaszcza i podając go Kelsierowi. zanim zrobi się ciemno. . .Tak . Przy takiej liczbie ludzi w mieście istnieje szansa.rzekł Kelsier. .Mówiłeś też o dalszej rekrutacji . . .Jest w mieście i ma nowiny. że kiedy wreszcie pęknie.Wiadomość od Marsha . . biorąc z tacy placek.Jeśli wziąć pod uwagę klęskę naszej armii. mistrzu Kelsier .odrzekł Breeze.odparł Sazed. Vin? Skinęła głową i wstała. zanim spróbujemy znowu.zapytał Kelsier.Ludzie będą wściekli o egzekucje. żeby żadna grupa nie wiedziała.To będzie bardzo trudne .Ale podał instrukcje.Kelsier skinął głową.Choć większość przy tym zginęła. jakaś setka na jedną grupę? Ukryte w slumsach.Chcesz. .Przyszła.I musimy ich ukrywać przed oddziałami. że zaczną nas chętniej słuchać.odrzekł Ham. Ani o tym. .Tę część możemy upiększyć . . by szkolić ich indywidualnie. co się da zrobić. że ktoś z tej czy innej przyczyny wpadnie w ręce obligatorów. żeby ich dalej szkolić? . Nie mamy zasobów. czy wiadomość przyszła? . Powiedzmy.Dobrze.dodał Ham.Potrzebuję co najmniej dwa razy tylu żołnierzy.Dopilnujcie.zapytał Ham. gdzie mam się z nim dzisiaj spotkać. . .polecił Kelsier. i to powinno sprawić.Zebranie większej liczby żołnierzy będzie twoim głównym zadaniem na następne kilka tygodni. Ham .

Nie o to mi chodziło . . nie wiem. Kelsier znalazł drugi.Wciąż planujesz wywabić go z miasta. .odparła.odrzekła. . .Nie martw się Ostatnim Imperatorem . skubiąc spróchniałe drewno ramy okiennej. obserwując ulicę. . prawda? .Znowu podniosła wzrok.Wiem. Słońce zachodziło w ognistym blasku frustracji.zapytał wreszcie Kelsier.Jedenasty Metal się nim zaopiekuje. *** .Odpowiedź brzmi: nie.Ale nie wiesz jak go użyć. jednej z najbiedniejszych dzielnic slumsów skaa. . równie opuszczony budynek po drugiej stronie drogi od miejsca spotkania i teraz wraz z Vin czekali na najwyższym piętrze. nim je odnalazłem. pomyślała. Jedenasty metal. choć sporo czasu mi zajęło. Ale wiem.zagadnęła Vin.rzekł Kelsier. Vin. po czym się uśmiechnął. Marsh wybrał na miejsce spotkania opuszczony budynek w Skrętach. pamiętasz? . Uśmiechnął się szerzej. czego nam nie mówisz.Czy to prawda? . . czy inni są w stanie go wyczuć. odwracając wzrok od okna i spoglądając na Kelsiera. Legendy mówią prawdę.Czy legendy są prawdziwe? Czy ty kłamiesz? Kelsier spojrzał na nią. . który mi pokazałeś.Jedenasty Metal? Oczywiście. .Jesteś bardzo bezpośrednią osobą.będzie w stanie go opanować. Nie kłamię. . . . prawda? .zapytała. . zanim spróbujemy przejąć pałac. Vin zmarszczyła brwi.To niezbyt pocieszające. . Zawahał się i pokręcił głową. nie tak jak Zrodzony.Jakaś część planu. Pokazałem ci go przecież. Wkrótce nadejdą mgły. . naprawdę jest Jedenastym Metalem? . Nie wiem. .odparł.Dlaczego o to pytasz? . a zaraz potem powinien pojawić się Marsh. z jakim mówili o nim inni członkowie grupy. patrząc mu prosto w oczy. lekko marszcząc czoło.Jest coś.Z powodu Ostatniego Imperatora . . .Nie. Kelsier spojrzał na nią w ciemności.Tak sądzę . że ty ją wyczułeś.I ten kawałek metalu.Poczułam dzisiaj jego siłę. przypominając sobie sceptycyzm.

że bardziej człowiekiem niż bogiem. nie sądzisz. nie będzie w stanie uczynić nic. jak używać Jedenastego Metalu. Vin zmarszczyła czoło.. Coś innego.odparł Kelsier. W takim zaś przypadku..odparł Kelsier. odrywając kolejny kawałek drewna z ramy. Słowa w tym dzienniku. jak twierdzisz. jakoś znalazł mnie w mroku i deszczu. Może i ma rację....rzekł Kelsier. prawda? A ten Inkwizytor.. żebyś nigdy nie spalała żadnego metalu poza tymi dziesięcioma? . .szepnęła Vin. Gdyby tak było. Musiał coś wyczuwać. że zdołaliby odłowić i pozabijać wszystkich Mglistych skaa? Wzruszyła ramionami. .Jedenasty Metal. to wątpię.Podpowiedź.Nawet jeśli nie odkryję tego sekretu na czas. kiedy byliśmy na placu. . . żeby przywołać miasto do porządku strachem. Vin . .odrzekł Kelsier.stwierdziła. mówiłem ci. Kelsierze. . Dzisiaj. to słowa zwykłej osoby.. że Ostatni Imperator jest silny . więc czujesz. . ale. Czy nie można spróbować go i zobaczyć. ale sądzę. Ale.Właśnie to chciałbyś znaleźć w dzienniku . uznała. Więc nie jesteś tak pewny. już byśmy nie żyli. Kelsier skinął głową. Jeśli się mylę co do Jedenastego Metalu. . że powinnaś go nadal czuć. co powstrzymałoby jego imperium przed upadkiem.Zabije cię.Pamiętasz. Nie wiem.. czułam jego dotknięcie w moich uczuciach nawet wtedy. Nie jest też wszechmocny. Skinął głową. kiedy paliłam miedź. . jest w nim coś. Jeśli go ich pozbawimy. .Kelsier wzruszył ramionami i spojrzał w okno. . Inaczej już dawno byś go spróbował. bo gdyby tak było... . .. który omal mnie nie zabił. kim jest.. coś czułam. jak ci się wydaje.Uważasz.Spalanie innego metalu może być śmiertelnym zagrożeniem . by Ostatni Imperator był tak wielkim problemem. ..Nawet zażycie niewłaściwych proporcji stopu może ci zaszkodzić.To nie jest takie proste . W końcu jest Allomantą dłużej niż ja. potrząsając głową. jak działa? . Jego prawdziwa moc pochodzi od armii i bogactwa. ale nie wie wszystkiego. Jest potężnym Allomantą.. pomyślała. .Wiesz.Może nie jest bogiem. nie musiałby ściąć tych wszystkich skaa.To nie jest możliwe.Inaczej Inkwizytorzy byliby w stanie wyczuć Allomancję nawet w obecności Dymiarza.Skinęła głową.

.. . Jeśli chcesz zmagazynować zdolność do szybkiego zdrowienia. . że nie mieliśmy z tym wiele szczęścia.Feruchemia nie ma żadnej mocy zewnętrznej. nie może Odpychać Stalą ani Przyciągać Żelazem. Na zewnątrz zapadła już prawie całkowita ciemność. . W Feruchemii metale są jedynie materiałem magazynującym. . Pamięć. Nie może Pociągać ani Odpychać uczuć. dzięki Feruchemii można rozwijać nawet takie dziwne cechy jak ciężar fizyczny lub wiek fizyczny. jasność myśli. Jak dotąd. Wisiały nad ziemią jak duchy. sądząc. żeby zmagazynować siłę. że.Miał rację.Ja. że Kelsier zauważy kłamstwo.Zastanawiam się. aby zmagazynować jakąkolwiek zdolność. Co ona może zrobić? Czekała z niepokojem.Może dostarczyć mniej więcej tego samego... Kelsier zachichotał. co u nas cyna z ołowiem i sama siła. Oczywiście. Może również poprawiać wiele innych rzeczy. co ja dobrego uwolniłem na świat.Feruchemia jest całkowicie wewnętrzna . . musisz przez jakiś czas czuć się źle.zapytała. . ucząc cię Allomancji. a prawdziwym paliwem jest twoje ciało..Oczywiście. Kelsier spojrzał na nią. W Allomancji paliwem są metale.Choć mówi coś niecoś o Feruchemii . .Obawiam się. . . .Jest zatem potężniejsza od Allomancji? Kelsier wzruszył ramionami. musisz ją czerpać z własnego ciała.wyjaśnił Kelsier. Chcesz przez jakiś czas być dwa razy silniejsza? Musisz spędzić kilka godzin osłabiona. mój nauczyciel mówił o mnie dokładnie to samo. . Stał przy oknie. że trochę go zmusiłam. . ogólnie możemy działać tak długo. że się martwił. książka nawet nie wspomina o Allomancji.zauważyła. jak długo mamy dość metalu do spalania.Więc Sazed powiedział ci o tym? Spuściła wzrok. a w powietrzu zaczęły formować się pierwsze przejrzyste kłębki mgły. rozszerzając swoje wpływy wraz z nastaniem nocy.Więc możesz po prostu ukraść czyjeś metale magazynujące? .Sazed nie miał zbyt wiele czasu na opowiadanie mi o Feruchemii rzekła ostrożnie. których nie poprawi Allomancja. szybkość fizyczną. powiedzmy. Ale największym ograniczeniem Feruchemii jest to. Vin się uśmiechnęła.każdy atrybut jednak musi być magazynowany oddzielnie. wzrok . oparty jednym ramieniem o ścianę. rozrastając się powoli. wytrwałość..

Możesz tego potrzebować. że robi to samo.Ja. ile to draństwo jest warte.Pokręcił głową. .. Vin zadrżała. chowając perełkę atium. ile to draństwo jest warte .Fakt . ..odrzekł Kelsier. które sami stworzyli. że obligatorzy go złapali i zmusili do napisania listu.A zatem nie. . że publiczne obnoszenie z bliznami stało się niebezpieczne.Weź. .Przecież to Marsh. .. Ale wiadomo było. biorąc od niego fiolkę.odrzekł. czy Feruchemik jest silny jak pięciu ludzi.może być cztery. otwierając fiolkę i wyjmując jedną perełkę. . Sięgnął do płaszcza i wyjął fiolkę zawierającą kilka perełek atium. tylko zastąp wszystkich arystokratów obligatorami i Inkwizytorami.Możliwe .Masz . Nieważne. że tam są.. spoglądając na jego ręce. .rzekł po chwili Kelsier.Dzisiaj? .Wiesz. Jeśli Feruchemik zmagazynuje wystarczająco dużo energii.Nic z tego. co ty na balach. Feruchemicy mogą korzystać tylko z tych magazynów metalowych. Jak tysiące cienkich zadrapań.Ooo.To mi wygląda na sporą przewagę. Skinął głową.. . . . aby być dwukrotnie silnym przez godzinę. Na przykład Allomanta może rozjarzyć metal tylko do pewnego stopnia. Wyjął teraz drugą fiolkę z normalnym roztworem alkoholowym i wrzucił ją do środka. a może już go schwytali.A ja nie potrafię zapomnieć. Nie powiedziałbym. . Skinęła głową. Zmarszczyła brwi. .Urwała. jego reputacja sprawiła. Ostatnio nosił koszule z długimi rękawami i rękawice.mruknęła.Chyba masz rację . Rzadko zdarza mi się w ogóle zawahać i pomyśleć. sześć razy silniejszy przez jeszcze krócej. coś ze mną musi być nie tak.Tak. Może idą za nim. więc jego maksymalna siła jest ograniczona. Pomyśl. .Ale my mamy to.zdziwiła się.. torturowali i dowiedzieli się o naszym spotkaniu. pokonam go. warstwami nachodzące jedne na . Marsh jest w bardzo niebezpiecznym miejscu. . . . pięć. Jeśli wiem.Ale możliwe też.rzekł. . może zamiast tego mieć trzykrotnie większą siłę przez krótszy okres czasu . że Feruchemia jest potężniejsza niż Allomancja. co zrobi za chwilę. Obie posiadają zalety i ograniczenia. . czy jak pięćdziesięciu.

Może się obawiał. a jednak wszystko widziała. Nie tak jak w normalnym świetle. ale widziała. Na dworze było już całkiem ciemno i Vin musiała zapalić cynę. Obie moce w wielu aspektach są podobne. by tak się stało. co ma uchronić cały świat. i nie chciał zdradzić. . czego zamierza dokonać w tych górach! Twierdzi. . podpowiadała jej to logika. o ile będzie na czas. dziewczyna czuła się pokrzepiona samym faktem jej posiadania. że zamierza zrobić coś. . która była wynikiem widzenia wzmocnionego cyną. by opierać o złamaną ramę okienną. Kelsier skinął głową. Miałem nadzieję.Zostało naprawdę niewiele. Ostatni Imperator nie napisał nam nawet.odrzekł Kelsier.masz rację co do dziennika. zmieniło go z bohatera w tyrana. a wątpię.zapytała Vin.Nigdy nie opowiedziałeś mi o dziewiątym metalu! . O czymś. że ktoś przeczyta książkę. Vin skinęła głową.Nieważne . Chyba jednak nie dowiemy się tego. co wielokrotnie drążyło jej ciekawość. żeby dobrze widzieć. bo wszystko było przyćmione. że je porówna. Wiedziała. nabierając cech dziwnej mieszaniny światła i cienia. Znieruchomiała.. Ale nie wspomniano nawet o Allomancji w odwołaniu do Feruchemii. była mała.Jeszcze pół godziny . . Myśl o atium przypomniała jej o czymś ważnym.Dowiemy się po przetłumaczeniu ostatnich rozdziałów. Choć kulka atium.A czy jest blisko? Skinął głową. Ale jest również możliwe. że jest Allomantą. . . Ulica poza jej oknem znów stała się widoczna. . że jeszcze się nie Złamał. pomyślała Vin. Właściwie wręcz przeciwnie. Do tej pory czuję się nieco zawiedziony tekstem.Może. W tekście nie wydawał mi się aż taki egoistyczny. że wspomni o Jedenastym Metalu. Mam nadzieję.rzekł Kelsier . może również obudziło jego moc.Ile jeszcze? . .mruknął Kelsier. dopóki Saze nie skończy tłumaczenia.W każdym razie . można by pomyśleć. że jest ciemno. że to ta najważniejsza część.drugie. ale może po prostu to jego ego dochodzi do głosu. Skrzyżowała ręce na piersi.. Cokolwiek zdarzyło się w górach Terris. .oskarżyła go. W końcu to mój brat. którą dał jej Kelsier. oglądając się . . . Kelsier sprawdził godzinę na zegarku kieszonkowym. i przesunęła się tak.Oczywiście.

.Tak? .A jednak. Westchnął. najpierw spal odrobinkę.O wiele gorszy. . . pokazując pilnik. Dziewiątym metalem jest złoto. jeśli nie spróbujesz sama. .nagle. pomyślała.Dobre .Naprawdę? Przecież mogłam go spróbować sama już dawno! Zachichotał. .Kelsier skończył piłować. Wzruszył ramionami.zapytał z uśmiechem.zdziwiła się.odparł. .w każdym mieście znajdzie się niewielka grupa handlarzy. Zmrużyła oczy.A jeśli nie? . Wziął jeden na palec i połknął. która dostarcza sproszkowanych metali Allomantom. Co to za metal? Jakiś stop atium. Poczuła w sobie zapas nowego metalu .nieznany i inny od tych dziewięciu. Zobaczymy. Nie odpowiedziała. .Jednak.Przecież ci mówiłem.Nie. .Przyda ci się coś takiego . podając jej szmatkę. że i tak go spróbujesz. Nigdy się nie dowiesz. jeślibyś chciała. . Spalanie złota jest nieco.Pamiętasz ten ból głowy.Wiem.Będziesz o tym wiedziała . pamiętaj tylko. który miałaś po przeciągnięciu cyny z ołowiem? .rzekł. Ostatnie dwa metale nie są dobrane według tej samej zasady. po czym znów odwróciła się do okna. których . . po czym wsypała drobne jak pył płatki do ust. mam rację? . Popiła odrobiną wody z bukłaka. że nie jest taki ważny. jak przypuszczam? Kelsier pokręcił głową. czując nagle pewną obawę. jeśli sama wyszukujesz metal. Ci kupcy mają żywotny interes w tym. po czym zebrał kilka płatków złota na mały kawałek szmatki. . kiedy tylko możesz .Zły metal jest jeszcze gorszy .. Skinęła głową. co pozostałe osiem. żeby zapewnić idealną czystość wszystkich metali. żeby się upewnić. - Oczywiście. Kupuj metale. pomyślała. . . Wściekły Zrodzony z bólem głowy nie jest wymarzonym typem zlekceważonego klienta. że spalanie dziewiątego metalu jest dziwnym doświadczeniem.rzekł. kłopotliwym doświadczeniem.Dalej. sięgnął do pasa i wydobył złotego skrzyńca i pilnik.obiecał i zaczął piłować monetę. czy jest czysty albo czy stop ma właściwe proporcje. .Złoto? . .

Druga była czymś.wyjaśnił . poruszała obydwu ciałami.tak jak inne pary metali. Ale musi. . Atium pozwala ci częściowo widzieć przyszłość. jak i kobietą. bazując jedynie na słowach obcego człowieka. co mówisz . . widząc siebie podwójnie. Na szczęście wrażenie to powoli zanikało. Kobieta była szalona. również przykucnął i położył jej dłoń na ramieniu. zmienioną i wykształconą z dziewczyny. Kelsier podszedł do niej. samotna. . gdzie się znajdują ludzie z jej otoczenia.powiedziała. Szczupła do granic. nienawistna i nieufna. czego Vin w duchu serdecznie nienawidziła.. wrażenie nicości i pomieszania. Czy to naprawdę jest warte życia? Musiało być. Nie pilnowała. z kolanami pod brodą i otoczonymi ramionami.Co to było? . Nie kochała nikogo i nikt jej nie kochał. Widziała dwie swoje postaci. Każda z nich. kiedy mówisz o Allomancji. W pokoju nie było krzeseł.A przynajmniej. po czym odetchnęła głęboko i zapaliła złoto.W przyszłości przypomnij mi. która nigdy nie zapaliłaby nieznanego metalu.. . lecz pozwala ci widzieć przeszłość. było niepokojące i upiorne. ostrożnej i czujnej. którą do tej pory była. umysł wydawał się nie taki jak trzeba. Zawsze mówiła sobie w duchu.. opierając się o ścianę.. Złoto działa podobnie. Stała w dwóch miejscach. Dzieckiem.. żebym słuchała. Wciąż była ostrożniejsza niż większość ludzi. Nie ma niczego innego. . Piła napoje podawane przez innych. . że jej to nie obchodzi.Próbowałem wybić ci to z głowy. Bratała się z obcymi. Wyciągnęła drżącą rękę. Jej ciało wciąż dygotało. jak się wydaje. Przejdzie ci. każda z nich. . które pozwalały jej przeżyć tak długo. Doświadczenie.. Spojrzała na Kelsiera. Jedna ona była obcą kobietą. Kelsier zachichotał. Znalazła się nagle w dwóch miejscach. a umysł. A przynajmniej daje możliwość spojrzenia na inną wersję samej siebie.używała. Poczuła nieoczekiwany przypływ emocji. gdyby wszystko potoczyło się inaczej. ale wiele straciła. Westchnęła głośniej i nagle wszystko znikło.. była zarówno dziewczyną. Dotknęła swego policzka. prawie wynędzniała.. Vin zadrżała. Vin była obiema tymi osobami. w którym była dwojgiem ludzi naraz. zapomniała o wielu rzeczach. Ale i tak kiedyś musiałaś spróbować.Złoto i atium uzupełniają się wzajemnie . Życie nie może być aż tak żałosne. więc przykucnęła na podłodze.szepnęła.Już po wszystkim.

I Vin. Ale to nie była tylko wizja. .Ale nie było jej tutaj. Nagle się ożywił. Nie wiem.. . był jeszcze bardziej zrujnowany niż ten. Gemmel nie miał wszystkich klepek. Złoto jest dziwne. że złoty cień to osoba. Kelsier zaś podszedł znowu do okna.Nie wiem..To ja . nie jestem więc pewien. . Postać stojąca w głębi pomieszczenia obejrzała się szybko. co dana osoba rzeczywiście chce zrobić.Już.Kell? . choć Vin widziała ich resztki porozrzucane po podłodze w postaci drzazg i odłamków. Kiedy podeszli bliżej. czy mogę mu tak całkiem wierzyć.Może ci się tak wydawało .. . Mój nauczyciel.zapytała Vin. Siedziała dalej. jeśli będzie miała na to wpływ. Vin.zgodził się.Idziemy. pozwalając swoim emocjom odpocząć. Mogłam jej dotknąć. po co sobie tak zawracać głowę. a jednocześnie . przynajmniej ja jej nie widziałem. że Vin nie wiedziała.. Nie zamierzała już nigdy go spalać. Nie wierzyła. Budynek. w którym na niego czekali. To tylko halucynacja. Frontowych drzwi w ogóle nie było. że w najbliższym czasie dowie się czegokolwiek więcej na temat złota.Chcesz tu zostać i odpocząć? Pokręciła głową.odrzekł Kelsier.No dobrze . To było realne. Kelsier skinął głową. Kelsierze. która nie istniała. który próbował zobaczyć cokolwiek w mroku.Jest? .odparł.odrzekła.odparł Kelsier. Nie wyszli oknem . którą mogłaś się stać. . Vin skinęła głową. . . . Gemmel. a ona mnie. . To było dziwne uczucie . który Marsh wybrał na miejsce spotkania. Oczywiście. gdybyś nie dokonała pewnych wyborów. . powiedział. Osoba.patrzeć na niego.Kelsier wolał się nie ujawniać przedwcześnie. gramoląc się na nogi. czy ktokolwiek je rozumie.Cienie przedstawiają to. choć ta część Skrętów była tak opustoszała. .Wizje atium nie są tylko halucynacjami . . W pomieszczeniu było czuć sadzą i pyłem i Vin musiała zdusić kichnięcie. .To prawda . Wyszli z budynku i w milczeniu przeszli na drugą stronę ulicy. ale mogła istnieć. prawie mi przeszło. Vin mogła lepiej przyjrzeć się Marshowi. kładąc zegarek. pilnik i inne metalowe przedmioty na parapecie okna.Skinęła głową.

. Vin rozpoznała wzór . że obligator należy do Kantonu Inkwizycji.odparł Marsh. co robiłeś.. Marsh nie tylko dokonał infiltracji Zakonu. niemal tak gęsta jak na zewnątrz.Zawsze się przykładałeś do tego. . biegnąca wzdłuż twarzy. . jak bardzo bym chciał.pojedyncza i gruba. że dla niego Kelsier i ona są tylko cieniami.Dobrze . . Z pewnością okazałem się bardziej kompetentny niż cała banda nowo przybyłych i prelani to zauważyli. przyglądając mu się. zapracowała na moją doskonałą reputację. . żeby infiltrować Zakon. .odparł nerwowo Marsh. Słuchajcie. staje się nieco słabe. zanim dołączyłem do karawany. .. więc mam tylko kilka minut swobody. żeby prelani mi się przyglądali. .Ale teraz zostaną ci na zawsze .Wobec tego twoja infiltracja się powiodła? . .Oczywiście . albo za oszusta.Są bardzo charakterystyczne. jakie wymyśliliśmy. .Nawet za dobrze. Myślałem.. Vin zmarszczyła brwi. Marsh prychnął lekko. Starałem się odpowiadać na pytania możliwie jak najstaranniej i wykonywałem obowiązki z wielką precyzją.ale wzór był wyraźny.. że chyba wiem więcej na temat Zakonu niż niektórzy z jego członków. jaką trzeba było zapłacić. Wszędzie. To tło. .te linie oznaczały. skoro brakowało mi tego pięcioletniego szkolenia. .zawołała. Druga ściana budynku zawaliła się i w pomieszczeniu swobodnie unosiła się mgła.Taka była część ceny. Ciemne linie okalające oczy wyglądały jak pełznące błyskawice. Nie były duże . kiedy człowieka prześwietla Inkwizytor. .W każdym razie moja wiedza. Była jeszcze jedna linia .Masz tatuaże Zakonu! .Przedtem moje życie też nie było najciekawsze. Vin wyjaśnił łagodnie Kelsier. lecz wybrał w tym celu jego najbardziej niebezpieczną część.gdzieś. że jesteś Mglistym? .rzekł Kelsier. jakie przeszli pozostali akolici. Obligatorzy mają bardzo pracowite życie. Nie jestem pewien. nie wspominając o umiejętnościach Szperacza.Musiałem je sobie zrobić.To nie ma znaczenia . Kelsier zachichotał. jaskrawoczerwona. gdzie się udasz. że będę miał problemy.Powiodła się . możemy się pospieszyć? Oczekują mnie . . chyba niechcący wyróżniłem się spośród grupy. będziesz uważany albo za obligatora.Powiedziałeś im. Okazało się.odparł.rzekła.wiedzieć.grał przecież obligatora niskiej rangi . żeby móc odegrać swoją rolę akolity.

Do diaska! .musiał im powiedzieć.Ile tego jest? .Poza tym . że od nich właśnie Inkwizytorzy uzyskują większość tropów . Większość wysokiej rangi obligatorów to Mgliści tego czy innego rodzaju. Każda grupa ma Dymiarza.Zakon. Kell.wyjaśnił Marsh. że jestem jednym z nich. W każdej znajduje się kilku Uspokajaczy Zakonu. a zwłaszcza Kanton Inkwizycji.. żeby mógł wejść do tajnych sekt Zakonu.krzyknął Kelsier.Spróbuję. Założę. Stacje Uspokajania. że skaa z Luthadelu wydają się bardziej stłamszeni niż inni. Lepsi nawet niż Breeze. zawsze zmieniają personel nocą.Dziesiątki .O czym mówisz? .. . których rolą jest rozprzestrzenianie tłumiącego wpływu wokół stacji.Zawsze myślałem. Zakon jest o wiele bardziej kompetentny. ale w slumsach są zdecydowanie mniej ostrożni. że jestem nieco starszy od reszty akolitów. Bardzo dobrzy. który ich ukrywa. że mnie mają. tylko Uspokajają. pomimo faktu.ludzie wykazują dość sprytu. Marsh.Oczywiście .dodał Kelsier .odparł Marsh.Dobrze ich wykorzystują. który czyha na przechodzących Allomantów. starannie wybiera Szperaczy szlachetnego rodu. A skoro nie zmuszają człowieka do robienia czegokolwiek określonego.rzekł Marsh szybko. niż sądziliśmy.Kell.. . jak je nazywają. .Wykorzystują swoich Mglistych . powstrzymując go jedynie od osiągania skrajnych zakresów emocjonalnych. oraz Szperacza. Mają bazy w całym mieście. Wyższe . że jest Mglistym.odparł Marsh. Mają tendencję do faworyzowania własnego gatunku. Marsh skinął głową. .Musimy wiedzieć. Emocje ludzi są pod wpływem ciągłego Uspokajania! Marsh skinął głową. | . . Wiedzą. Nic dziwnego.zapytał Kelsier. . . że tak trudno było rekrutować. Właśnie sam idę na taką stację. . Codziennie. by tak pozostało. . Kelsier syknął cicho. . Całymi dniami. .Potrafisz zdobyć dla nas listę tych stacji? . I całymi dniami nie robią nic innego. gdzie są ci Szperacze. Cieszą się. .Uspokajacze Zakonu są dobrzy. by nie palić nic. . powstr