You are on page 1of 200

Rafał A.

Ziemkiewicz

Polactwo

2004

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły!
Albowiem w kraju tym zaczarowanym
gdzie – jak w złej bajce – ludźmi rządzą osły
jakież tu mogą być właściwie zmiany?
Tu tylko szpiclom coraz większe uszy
rosną, milicji – coraz dłuższe pałki,
i coraz bardziej pustka rośnie w duszy,
i coraz bardziej mózg się robi miałki.
Tu tylko może prosperować gnida,
cwaniak i kurwa, łotr i donosiciel...
Janusz Szpotański
(ok. 1975)

OD AUTORA

S

am nie do końca wiem, o czym jest ta książka. Ale – to też coś warte – wiem, o czym
nie jest. Nie jest na pewno, choć może mniej uważnym Czytelnikom zdawać się może

coś wręcz przeciwnego. Więc od tego zacznę: ta książka nie jest o charakterze narodowym
Polaków.
Nie może być, bo autor w ogóle w istnienie czegoś takiego jak „charakter narodowy” nie
wierzy, a samo pojęcie uważa za głupie. Tak jakby nasze zachowania zostały przesądzone raz
na zawsze przez fakt posługiwania się tym a nie innym językiem, albo posiadania
słowiańskich rysów. Polacy nie potrafią pracować, powiadano przez lata, tłumacząc,
dlaczego wschodnie Niemcy, Czechosłowacja czy Węgry, nie mówiąc o Jugosławii, choć
toczone tym samym socjalistycznym syfem, jednak radziły sobie lepiej. Tymczasem
wystarczało pierwszego z brzegu Polaka przeflancować na Zachód i pokazać wypłatę w
dolarach, żeby robota tylko mu furczała w rękach. Wystarczało, że latami nie mogący obronić
habilitacji asystent wyrwał się z dusznej atmosfery peerelu, wiecznej niemożności, układów i
układzików nie do przebicia, a nagle stawał się cenionym naukowcem, mającym otwartą
drogę na renomowane zachodnie uczelnie. Artyści, nie mogący się tu przebić, tam nagle
okazywali się ludźmi rzadkiej pracowitości i talentu. Znam człowieka, który już po 1989 roku
dwa razy w Polsce bankrutował, a kiedy przeniósł się za ocean i założył tam ten sam biznes,
którego nie był w stanie skutecznie prowadzić u nas, prosperuje. Tu był nieudacznikiem, a
tam nagłe okazuje się zdolnym przedsiębiorcą? U siebie jesteśmy leniami, a na saksach
groźną konkurencją dla Chińczyków? U siebie nie możemy wyłonić żadnej sensownej elity
politycznej i w każdych kolejnych wyborach głowimy się, czy oddać głos na złodzieja, ale
przynajmniej fachowca, uczciwego, ale idiotę, czy na tępego chama, ale spoza układu, czy
wreszcie, poddając się poczuciu bezradności, w ogóle cisnąć to wszystko w diabły i iść na
piwo – a na świecie potrafimy imponować, kandydować do Nobli, doradzać prezydentom?
Nie ma to nic wspólnego z cechami charakteru, zwłaszcza narodowego. Polak w Polsce
jest leniwy, a na Zachodzie pracowity z tego samego powodu: bo tak mu się opłaca. Kiedy
pojedzie do Ameryki, zaczyna funkcjonować w systemie, który premiuje pracowitość,
aktywność i pomysłowość. Ale dopóki jest u siebie, to wie od pokoleń, że tutaj grunt się nie
wychylać, że pokorne cielę dwie matki ssie, stój w kącie, znajdą cię, nie bądź orłem, bo
wylecisz, a czy się stoi, czy się leży, każdemu się należy tyle samo.
To wyjaśnienie, nie usprawiedliwienie. Ktoś powie: to nie my wymyśliliśmy ten system,
czyniący z ludzi wolnych niewolników, a z niewolników zadowolonych ze swego losu
degeneratów, którym do szczęścia wystarcza już tylko regularnie zmieniana micha i od czasu
do czasu parę najprostszych rozrywek. Nie wprowadzono tego systemu nad Wisłą na nasze

życzenie, przeciwnie, przy znaczącym oporze. Owszem: przegraliśmy wojnę, byliśmy przez pół
wieku okupowani, zresztą za zgodą i przy obłudnym współczuciu sojuszników, dla których
szafowaliśmy – nikt nie odważy się powiedzieć tej oczywistej prawdy, że niepotrzebnie – krwią
polskich żołnierzy. Walczyliśmy dzielnie, cierpieliśmy, konspirowaliśmy, nie tylko w ubiegłym
stuleciu, ale w całej naszej historii, oczywiście, że o tym wiem.
Tylko że wszystko to dawno i nieprawda. Nie chcemy pamiętać, że kiedy jedni Polacy szli
do powstania, do lasu, walczyć za ojczyznę, to inni podążali za nimi, żeby poległych
powstańców obdzierać z butów. Tymczasem, naturalną koleją rzeczy, tych pierwszych było
coraz mniej, aż w końcu wyginęli – a drudzy mnożyli się, kwitli, aż wreszcie przyniesiono im
w darze ustrój będący spełnieniem ich marzeń, idealnie dostosowany do ich oczekiwań, i
jeszcze dowartościowujący poczuciem dumy z własnej, chamskiej tężyzny i przekonaniem, że
wszyscy, którzy nie pracują łopatą, żyją z łaski robotnika i chłopa. I tak oto socjalizm,
narzucony knutem i naganem czekisty, stopił się z pańszczyźnianą mentalnością Polaka i stał
jego drugą naturą, a naród ongiś słynący z niezłomnej walki o wolność, dziś spontanicznie
stawia pomniki Gierkowi, wielbi Jaruzelskiego i masowo głosuje w wyborach na
funkcjonariuszy obalonego reżimu.
Staliśmy się polactwem, bo z nas polactwo zrobiono, ale pozostaliśmy nim po odzyskaniu
niepodległości już z własnego wyboru. Obdarowani przez historię wolnością, o jakiej bez
żadnej nadziei marzyły przeszłe pokolenia, pozostaliśmy w duszach niewolniczą trzodą. Bo
tak jest wygodniej. A trochę także dlatego, że nikt nie ma odwagi polactwu powiedzieć w oczy
prawdy. Vox populi, vox Dei – narodu krytykować nie wolno! Ilekroć napomknę w felietonie
czy artykule o przywarach tubylczej ludności III RP, zaraz dostaję pęczek listów z wyrazami
oburzenia i napomnieniami: nie obrażać Polaków! Jak pan śmiesz krytykować ten naród,
który tak wiele przeszedł! My, społeczeństwo polskie, stanowczo protestujemy przeciwko
zamieszczaniu w naszej ulubionej gazecie felietonów Rafała Ziemkiewicza, w których autor
zionie pogardą dla prostych ludzi!
U nas tak już jest, że cokolwiek się dzieje, winni są zawsze Oni. Inni. Obcy. Nie swoi.
Winni są głupi i nieuczciwi politycy, ale w żadnym wypadku nie ci, którym wystarczy obiecać
mieszkania na wiosnę, żeby na takich właśnie głosowali. Polskę okradają wielcy aferzyści, ale
w żadnym wypadku nie drobni kombinatorzy, wyłudzający masowo zasiłki, renty i zwolnienia
lekarskie. Wtrącają ją w nędzę doktrynalni liberałowie, którzy nie pozwalają dodrukowywać
tak bardzo potrzebnych pieniędzy, ale na pewno przecież nie szkodzi Ojczyźnie prywata i
egoizm prostych roboli, dla których Polska istnieje tylko po to, żeby dopłacać do ich psu na
buty potrzebnych miejsc pracy, choćby miało ją to doprowadzić do ostatecznego upadku i
bankructwa.
Zdarzało się w historii, że król otaczał się tchórzliwymi dworakami, mówiącymi władcy
tylko to, co ich zdaniem chciał usłyszeć. W stolicy już tli się rewolucja, na granicy wróg
zajmuje kolejne warownie, własni poddani przeklinają nieudolnego władcę i witają kwiatami

na mocy opisanego przed chwilą mechanizmu. nie złoży mu nikt uczciwy ani mądry. I nie ma do polactwa dostępu myśl. że dokądś prowadzą. nic nie wychodzi. uwolnione po 1989 roku od bata cenzury i zarządzeń wydziału propagandy KC. poddane zostały dyktatowi oglądalności i runęły do wyścigu. wspanialszego pałacu. bo gnący się w ukłonach dworacy nie mają śmiałości narazić się na podejrzenie. poczuli się zmuszeni pląsać w lansadach wokół prymitywa. bardziej krwawy i w gorszym guście – tak samo polska polityka zamieniła się w umizgi do najgorszej ciemnej masy. demokracja okazała się u nas chocholim tańcem. stał się polskim bożkiem i wyrocznią. że tak dopieszczane i obsypywane komplementami społeczeństwo powinno pławić się w błogim samozadowoleniu. Zamiast myśleć o reformach i zbierać armię. łasić się do niego i na wyścigi przedkładać to właśnie. Coś podobnego dzieje się z Polską. by nie narazić mu się zbyt rygorystycznym stawianiem spraw.. pilnie uważa. że czyniąc warunkiem dojścia do władzy zobowiązanie. wyborcy sami skazują się na rządy cynicznych oszustów na zmianę z idiotami. im większa jest tchórzliwość i kunktatorstwo tak zwanej elity. podkoszulku i beretce jak z satyrycznych rysunków Krauzego. jeśli nie przyglądać się zbyt długo ani uważnie. nie będzie trzeba nic zmieniać. Ale.. i jeszcze większe gówno. że takich obietnic. o paradoksie. mamy poprzebieranych za przywódców pętaków. naobiecywał. przyszedł drugi. Tak jak polskie media. to na jego rozum przykrawają świat media. Chamuś w gumofilcach. że wszystko mu się należy. mężów stanu. Może im samym wydaje się. i gówno. rojąc o defiladzie. że skoro nic tu się nie udaje. naobiecywał jeszcze więcej. schlebiać mu. Pojawia się więc męczące podejrzenie. To on mówi elitom. i że będzie mu lepiej bez żadnego wysiłku. to widać jesteśmy jakimiś . Zamiast liderów. w którym politycy. Przyszedł jeden. ponosić żadnych wyrzeczeń ani schylać grzbietu. kto wyemituje program głupszy. że król nie jest ich zdaniem najmądrzejszym i najsłuszniej postępującym władcą w dziejach. Wydawać by się mogło. przestraszony wybuchem antyklerykalizmu w początku lat dziewięćdziesiątych i nieskrywaną gotowością chamusia do przetrzepania biskupich szkatuł. tym polactwo popada w głębszą frustrację. tylko jeszcze ładniej. zamiast cokolwiek zaoferować. Bo też tym bardziej beznadziejne staje się poczucie jakiejś dojmującej. władca trawi więc dni nad projektami nowego. zdolnych gdzieś nas poprowadzić. co znowu obiecuje to samo. panie. jaką urządzi dla uświetnienia jego otwarcia. jakich się domaga. przygniatającej niemożności wszystkiego. nawet rzeczy dla innych krajów najprostsze i najoczywistsze. byle tylko wydrwić od niej głosy potrzebne do wetknięcia zadka w sejmowy fotel. To pod jego kątem układa się polityczne programy. których stado pędzi przed sobą w przypadkowych kierunkach. Ale tak nie jest. co powinno mu się najbardziej spodobać: że jest wspaniały. nikt się wyborcom tej myśli nie odważy podsunąć. Jak na razie.jego wrogów. może nawet tak to wygląda z zewnątrz. Zresztą. ale król o tym wszystkim nie wie. iż dwa plus dwa zacznie się równać pięć. czego chce naród. Nawet Kościół. no to wybierają trzeciego.

wreszcie. co tak zwane „tradycyjne rzymskie cnoty” z przeciętnym Włochem. w którym często opowieści o strasznym. Rozpad poczucia wspólnoty. Nawet Niemcy. stare dziwki z grubo zacerowaną cnotą. gdzie gromki rechot nad dowcipasami z kabarecików Lipińskiej stanowi legitymację. i jest to towarzystwo chyba nie tylko mnie jednego przyprawiające o wymioty. żeby sprawić temu towarzystwu radość – ma zresztą dość swoich nadwornych pisarczyków. by schować głowę w piasek.koszmarnymi nieudacznikami. że nikt nie czuje się odpowiedzialny za swój kraj czy rodaków. nawet Austriacy. Mój dziadek nie był lewicującym intelektualistą. na które niejednokrotnie wylansowano zwykłe. zaszedł tak daleko. z której zostały już tylko karykaturalne angażowanie narodowych symboli w każdą byle szarpaninę. gromadne adorowanie Papieża – Polaka i jednego czy drugiego sportowca. słowem – czymś nieskończenie lepszym od tego tu chamstwa. że się jest prawdziwym inteligentem. w poprzedniej książce) Czerwińska nad Wisłą i zagorzałym endekiem. że nie warto. brudasami. „Weź przynajmniej ty nie dołuj już tego narodu”. z którym w generaliach zazwyczaj się zgadzamy. wniosków. rozkochanym w swej ojczyźnie do granic śmieszności – nie czytywał. ale to nic dobrego. na przykład. a skądże znowu. Polacy – żadnych. kojarzący Polaka przede wszystkim z handlarzami z Mexico Platz. stanowiąc pewną drogę towarzyskiego sukcesu. w którym kpiny z polactwa przyjmowane są doskonale. nie piszę tej książki po to. Rozumiem go doskonale. W którym pastwienie się nad dziewiętnastowiecznym stereotypem Polaka-katolika. w przeciwieństwie do różnych subtelnych badaczy ksiąg. Nie widzimy w sobie nic. Towarzystwo. w którym oddaje się nabożną cześć różnym szemranym „autorytetom moralnym”. jakoś się zmienić. ale ja sam do siebie nic nie mam. bynajmniej. Jest towarzystwo. przypisują nam w badaniach jakieś cechy pozytywne. nie skusiło go reformowanie socjalizmu czy posoborowe „otwieranie” katolicyzmu. którzy widzą w nas głównie złodziei samochodów i bohaterów chamskich polenwitzów. mówi mi znajomy. zgoła wybrykiem natury. że jesteśmy durniami. bo. dla wielu poczciwych ludzie jest jednym jeszcze powodem. choć tyle ma on wspólnego z dzisiejszą Polską. że stereotypowe wyobrażenie Polaka nigdzie nie jest tak złe. że w takim razie powinniśmy coś ze sobą zrobić. Naprawdę. wójtem (a nie sołtysem. Polska to jeden wielki obciach. towarzystwo. Polacy są okropni. myląc się głupio. Europejczykiem. Ale nie wyciągamy z tego. Gremialnie podpisujemy się pod opinią. sama w sobie będąca objawem ciężkiej zapaści. złodziejami i pijakami. i nie gromadził w swoim imponującym skądinąd księgozbiorze książek pisarzy innych niż polska narodowości. od pierwszej chwili. jak w samej Polsce. Ta chorobliwa samoocena. gdy zobaczył . jak napisałem. endeckim ciemnogrodzie służyć mają wybieleniu rodziców. człowiekiem rozumnym i postępowym. uważane jest za dowód odwagi i intelektualnej drapieżności. odznaczanych za wyrywanie paznokci „polskim nacjonalistom” i rozgrzeszeniu własnej wieloletniej kolaboracji z komuną. tylko prostym chłopem. Badania socjologiczne pokazują. bo uważał. Mój Ojciec nie zaznał w pracowitym życiu żadnego heglowskiego ukąszenia.

niech czyta. tylko zwykli bandyci i okupanci. dlaczego. żeby sprawdzać. i od czasu do czasu zbierając kopniaki za swój nieuleczalny katolicyzm – w jego ludowym. odrzucając myśl o jakimkolwiek sprzedaniu się dla kariery. piszę o rzeczach ważnych. i nie napisze wam o nich nikt inny! Rafał A. Nic mnie to nie obchodzi. jak wygląda. że tylko rzygać. nie myślę kombinować. od razu pojął swym chłopskim rozumem. wychowując dzieci. bo. które o taki niesmak i dąs przyprawia do dziś naszych katolików salonowych. I właśnie dlatego nie myślę sobie zakładać tłumika i wstrzymywać się od pisania o polactwie prawdy. czy przypadkiem nie noszę słomy w butach. że to nie żadna awangarda ludzkości ani zorza nowego wspaniałego świata. Ziemkiewicz .wdzierającą się do Czerwińska krasnoarmijną dzicz i ciągnącą za nią mętownię z PPR. I o tym właśnie tu piszę. z niemałym trudem. przeżył swe życie skromnie i uczciwie. „płytkim” i maryjnym wydaniu. szkoda fatygi. A kto nie chce. komu ta prawda służy i kogo uraduje. powiem mu od razu: noszę. I na przekór im. A wygląda tak. Kto chce. MO i UB. Jeśli ktoś chce się schylać. niech się łaskawie raczy zmusić. a kogo zmartwi. do kurwy nędzy. Obchodzi mnie mój kraj. I wiem. i to.

szczęśliwi. Czeczenach. na przykład. konkretnie. Nikt tego na głos nie powie. o tych trzydziestu paru milionach. zamieszkują na zwartym obszarze. a także złożyli w imię swojej niepodległości wiele krwawych ofiar. kiedy nie wchodzi w sprzeczność z zasadą ważniejszą. że Westerplatte i Monte Cassino. mają swoją mowę. stanowiącej „wewnętrzną sprawę” bratniej Rosji. która jej. Albo jak z prawami człowieka. ale kiedy. Kurdowie także istnieją. południowym wybrzeżem Bałtyku a pasmami Sudetów i Karpat. z którymi lepiej nie zadzierać. Mówmy o żywych. że powstania. z tym samostanowieniem narodów jest tak samo jak z demokracją: generalnie kraje rozwinięte popierają demokrację. tak z głupia frant. Czym oni zasługują na własne. albo nagle przestają być zapraszani do telewizji. Słowem. uczestniczące w międzynarodowej polityce na prawach samodzielnego podmiotu? Tym. to obrońcy praw człowieka albo sami wiedzą. miejscowy reżim skaże za cudzołóstwo na śmierć obywatelkę jakiegoś mało ważnego afrykańskiego kraiku – ale gdy podobne i większe okropności dzieją się codziennie w sojuszniczej Arabii Saudyjskiej. niepodległe państwo. to cały demokratyczny świat rzucił się popierać wojskowy reżim. za którą dali się pozabijać. które jeszcze nie dały stąd nogi i popychają lepiej lub gorzej swoje życiorysy na obszarze pomiędzy Odrą. ofiary i tak dalej. trudy. że powinni patrzeć akurat w inną stronę. kochani. wcale na niepodległość w oczach świata nie zasługują i nikt im jej nie proponuje. który tam demokrację obalił. jedno proste pytanie: a właściwie dlaczego? Z jakiej racji? Czym sobie Polacy na prawo samostanowienia zasłużyli? Już słyszę. proszę.ROZDZIAŁ I Niepodległość się nam. które. Nie. w Algierii demokratyczne wybory wygrali fundamentaliści islamscy. o które potrafi Zachód narobić wiele krzyku. Jeśli wchodzi. Tybetańczykach i jeszcze paru innych nacjach. proszę was bardzo – nie mieszajmy w to umarłych. Pod takim zdaniem każdy się podpisze z głębokim przekonaniem. że istnieją. Bugiem. że to trochę za mało. na przykład. To samo daje się powiedzieć o Ujgurach. że nie muszą oglądać tej wymarzonej wolnej Polski. owszem. Przyświeca. Polakom. . Czeczenii. ale zasada samostanowienia narodów jest jedną z tych pięknych zasad polityki międzynarodowej. dzisiejszych Polakach. cokolwiek by tam gadano. należy. Ale zadajmy. tylko że nie zawsze. wtedy. zabory i rozbiory. to się o niej dyplomatycznie zapomina. albo w Chinach. gdy. mówią innym językiem i mają swoją odrębną historię? Obawiam się. Niech sobie spokojnie spoczywają w Panu. przyświeca. jak psu buda.

Babrzę się w publicystyce od kilkunastu lat. bo jest to akurat jarmark Azja). Wydaje mi się. piszę felietony. a przytłaczająca większość pozostałych jeśli w życiu wzięła do ręki jakąś książkę.* Muszę tu od razu zrobić zastrzeżenie. ależ pan straszy. że polskiemu pisarzowi bardziej się opłaca być przekładanym na czeski. to tylko telefoniczną. no rozumiem. czy wręcz – ależ pan pluje jadem. a więc wielokrotnie tańszych wydaniach. a do podanych przeze mnie faktów i liczb nikt się w ogóle nie próbuje odnieść. przechrzczonym bezsensownie na „Jarmark Europa” (bezsensownie. Zaproszono mnie. że w Polsce połowa obywateli nie czyta nic. pan tu kreśli czarny obraz. napiszę rzeczowo. pan się obraża na Polaków. drukują książki w nakładzie podstawowym 5000 egzemplarzy (co sprawia. żeby wzruszyć na nie ramionami. i po dziesięciu minutach wszyscy w najlepsze dyskutują o objawionej przeze mnie frustracji pisarza. w stosunku do których przeciętny Polak żywi bezgraniczne poczucie cywilizacyjnej wyższości. ale interesy w tych wypożyczalniach musiały iść nieźle. z czego jeden nie mówi po litewsku. za nakład podstawowy uważają dwa tysiące. pan narzeka. Czesi. a 10 000 to już bestseller. jaką by chciał. których jest trzy miliony. który się nie cieszy taką popularnością. Tymczasem w odpowiedzi słyszę: ach. Znalazłem tam natomiast aż cztery wypożyczalnie książek rosyjskich. że w związku z tym w naszym prawie czterdziestomilionowym kraju nakład sprzedany książki literackiej 3000 egzemplarzy uchodzi za duży. O czymkolwiek byłaby mowa – czy o literaturze fantasy. A ile razy zdarzyło się Państwu widzieć polskiego straganiarza czytającego w oczekiwaniu na klientów książkę? Takie są realia i od tego trzeba rozmowę o polskiej literaturze zacząć. że w takich chwilach dotykamy jednej z głównych przyczyn. dla których tak trudno w Polsce o sensowną i prowadzącą do jakichś wniosków . nawet dwóch tygodni. nie znalazłem ani jednego stoiska z polskimi książkami. jakie z kolei ma wobec Zachodu. sfrustrowany. przeważnie zresztą z pornosami. Na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia. Aż tyle jest potrzebne do obsłużenia handlujących przy barachołkach kacapów. na przykład. potrzeby kulturalne miejscowych zaspokajają w zupełności pirackie kompakty i wideokasety. że ilekroć o czymś. których jest od nas ponad trzykrotnie mniej. artykuły i polemiki na bardzo różne tematy. pan jest rozczarowany. skoro oferowały nowości sprzed miesiąca. do jakiejś dyskusji o polskiej literaturze. co wygląda ponuro. tak jak naprawdę wygląda. żółcią i pogardą. bo pana nie czytają. Mówię. odreagowując na nich kompleksy niższości. które dotyczyć będzie wielu stwierdzeń zawartych w tej książce. rozgoryczony. a pozostałe dwa znają rosyjski i mogą czytać wszystko w tamtejszych. Litwini. Co tam Czesi. masowych. i dobrze już to znam. czy o reformach gospodarczych (w III RP to zresztą tematy sobie bliskie) – miałem takich przygód zbyt wiele. Nie pytałem o szczegóły. Dla porównania. to słyszę od razu: ależ pan narzeka. niż wydawanym po polsku).

oburzył wszystkich obawą. nie zginiemy. jaką jest polityka międzynarodowa. jakobym był cyniczny i lubił tym epatować. uniemożliwiając rozsądną ocenę własnej sytuacji. możemy w niej wygrać tylko sporadycznie i czystym fuksem. więc na wszelki wypadek z góry jest obrażony na wszystkich. który instynktem czuje. że to gra. które powinno być po prostu ustalaniem obiektywnego stanu rzeczy i punktem wyjścia do dyskusji. że ta wojna może jeszcze potrwać nawet ze dwa lata. a co z tą wygraną zrobiliśmy. że najdalej za rok. dzięki której potrafią realizować swoje wąsko. jest tym samym już traktowane jako polemika – polemika z naszym na niczym nie opartym. albo z nieufnością ciemnego chłopa. o tym właśnie jest ta książka. które takowe posiadają. Samo stwierdzanie faktów. bo nie umie on ogarnąć rozmiarów grożącego mu niebezpieczeństwa). który dawał nam wielką siłę w chwilach narodowych katastrof (na tej zasadzie. żeby się oburzać. ani nawet nie rozumiejąc. dwa Amerykanie wypowiedzą Ruskim wojnę. protestować czy temu podobne. we wspomnieniu Janusza Tazbira znalazłem wzmiankę o jego dziadku. ale kto i w jaki sposób – nijak nie jest w stanie pojąć. że w Polsce przyjęło się nie przyjmować faktów do wiadomości. że czyny bohaterskie najłatwiej przychodzą idiocie. że pukano mu się w czoło i nazywano skrajnym defetystą. Ostatni raz udało nam się paręnaście lat temu. Świętej pamięci Kisiel wspominał kiedyś.rozmowę o naszej sytuacji i sposobach wybrnięcia z niej. bo to nie ja jestem cyniczny. Ja tylko stwierdzam fakty. że mamy w Polsce niewiarygodną wręcz skłonność do głupkowatego optymizmu. narzekać. jeśli mu się oczywiście chce. ale powszechnym: a jakoś to będzie. podobnych cytatów (zaręczam. kiedy w czterdziestym piątym nie podzielał powszechnej wiary. Polityczne elity krajów. a czasem wręcz egoistycznie i cynicznie pojmowane interesy. Polacy natomiast podchodzą do polityki albo z naiwnością dziecka. kiedy odzyskamy niepodległość i moglibyśmy zacząć żyć i funkcjonować normalnie. Otóż więc: będę pisał o polskich sprawach z brutalną szczerością nie po to. a tym samym sensowne działanie. ale w rzadkich momentach. tylko w świecie mitów i stereotypów. który po klęsce wrześniowej jako jedyny. a jeśli budzi to w Czytelniku jakieś reakcje emocjonalne. nie jest tak źle. to dlatego. motywując je różnymi wzniosłymi hasłami – i chyba nawet głęboko w te hasła wierząc. * . żeby nas wyzwolić. Ograniczę się tylko do stwierdzenia faktu. że można ich znaleźć w różnego rodzaju pamiętnikach mnóstwo) pozostawiam Czytelnikowi. bo nie rozumiejąc praw tej gry. Obie postawy zresztą wychodzą na jedno. skrajny pesymista w całej podłomżyńskiej okolicy. że ktoś go chce zrobić w konia. Kolekcjonowanie innych. dopóki oczywiście pozostają one wygodne. Nie żyjemy w świecie realnym. od pokoleń praktykują sztukę dwójmyślenia. Nie dlatego również. natychmiast wprowadza on nas w świat urojeń i fantomów.

żeby ludzie żyli z pokolenia na pokolenie lepiej. jak wybacza się choćby środkowoazjatyckim satrapom. a wojna i rewolucja gdziekolwiek się pojawi. a który nie. sadystów i marksistów po moskiewskiej akademii imienia Lumumby oraz uruchomienie lawiny plemiennych rzezi (oczywiście. by były okupowane. gdyby . co jest realne. niszcząc popyt na rodzimą wytwórczość (zarazem pozbawioną. choćby dlatego. oczywiście. że ta gra interesów. do reszty wykańczają tamtejszą gospodarkę i wpychają coraz większy procent ludności w nędzę. zabrać się stamtąd. kiedy będą niepodległe. Międzynarodowy ład jest wartością. szans sprzedaży za granicą). że zapobiega wojnom i rewolucjom. oczywiście. Jeśli ich niepodległość ma światu przysparzać problemów. które. sprawia. ale skoro nie ma na to co liczyć. daje skutki na swój sposób moralne. gdyby tamtejsze narody były w stanie stworzyć demokratyczne państwa. Tak właśnie swego czasu zrobiono z byłymi koloniami w Afryce – od czasu do czasu posyłając im obłudnie darmową mąkę z nadwyżek. i nadać miejscowym Murzynom niepodległość – choćby oznaczało to wydanie ich na pastwę ludożerców. A rozwój jest potrzebny po to. Takiemu reżimowi wybacza się wiele.Świat ma swoje kryterium oceniania. Wiele. bez których świat miałby z tamtym regionem niezły ból głowy. zwany potocznie globalizacją. zdolny utrzymać go w jako takich ryzach. Gdy chodzi o jakiś zapomniany przez Boga i ludzi kawał afrykańskiego buszu. kładzie kres wszelkiemu prawu i rozwojowi. wskutek protekcjonistycznej polityki państw bogatych. który naród zasługuje na niepodległość. to niech lepiej rządzi nimi ktoś inny. Jest to kryterium czysto praktyczne: na niepodległość zasługują takie kraje. i nie ma to nic wspólnego z niepodległościowymi dążeniami tegoż narodu i jego ofiarami. No. żeby każdy z tych narodów wytworzył własny reżim. żeby więcej dzieci dożywało dorosłości. lepiej by było dla świata. Ale na przykład niepodległy Kurdystan. Palestyna czy którakolwiek z krain kaukaskich byłyby z tak wielkim prawdopodobieństwem państwami niestabilnymi. którzy się za tym murem znaleźli. że o to w tak zwanej dekolonizacji chodziło – przyjemniej mu trąbić. I chętnie by tak postąpiono z innymi obszarami globu. zamiast ponosić koszty utrzymywania w nim porządku. iż ma je kto okupować. nie mających nic wspólnego z moralnością. skoro tylko posiadanie kolonii okazało się nie przynosić spodziewanych korzyści. tak w ogóle to by było najwspanialej. jak to szlachetnie obdarował Czarne Ludy wolnością). że lepiej. zagrażającymi spokojowi w regionie i matecznikami międzynarodowego terroryzmu. skoro przypadkiem tak dobrze się składa. Nędza sprzyja terrorowi i zbrodni. szanujące przyjęte przez Zachód standardy wolności obywatelskich i praw człowieka. Gwoli sprawiedliwości trzeba zresztą zauważyć. że terror i zbrodnię coraz trudniej jest ogrodzić wysokim murem i machnąć ręką na cierpienia bliźnich. a mniej dorosłych pozostawało w nędzy. to trzeba się zadowalać tym. nie brnąc zbyt daleko w rozważania na ten temat. zależy tu od położenia danego kraju. to wygodniej było państwom zachodnim. A postęp cywilizacyjny. Oczywiście. stare ubrania i różne zbędne rupiecie. z którymi mniej będzie kłopotu. Zachód nigdy nie przyznał uczciwie przed samym sobą.

zamach na WTC nie pokazał światu dobitnie. aby nie szwendały się tu setki tysięcy nie leczonych nosicieli HIV-a i gruźlicy. aby nie zatruwano tu bardziej niż w krajach sąsiednich środowiska. pi razy drzwi absolutne minimum. że po dwóch wielkich wojnach panuje na świecie. nie Afryka ani Afganistan. Żeby tutejsza ludność otrzymywała minimum niezbędnego dla funkcjonowania w cywilizacji informatycznej wykształcenia. że nie ulegnie on zmianie. oczywiście. w którym wymagania są bez porównania większe. jak takie „dzikie pola” w dowolnym. światu wystarczy. i względny spokój społeczny. dobrze by jeszcze było. a za to mający na swe zabawy trochę kasy terrorysta. Taki jest stan wymagań na dziś. usiłuje wyleźć ze stagnacji gospodarczej i poddać pewnej selekcji napływ imigrantów ze światowych . bardziej perspektywicznie. Wymagania wobec kraju środkowoeuropejskiego idą dalej: chodzi o to. uregulować rzeki. nie przemycano na masową skalę imigrantów i narkotyków. żeby nikt nie przeniósł tam zakazanych przez prawo krajów cywilizowanych eksperymentów naukowych. żeby egzekwowano tu prawo. Ale też leżymy w punkcie świata. i przyczyniali się w ten sposób do rozwoju całej Europy. I jeszcze dobrze by było. która nie zarzuciła jeszcze ambicji rywalizowania z coraz bardziej wyprzedzającą ją w rozwoju Ameryką i coraz ostrzej wychodzącymi na pozycję drugiego światowego mocarstwa Chinami. żebyśmy nie odstawali rażąco od sąsiadów. jak ujmuje to stosowna formuła amerykańskiego prawa) dla bezpieczeństwa państw rozwiniętych. żeby żadni terroryści nie mogli tam bez przeszkód szkolić kadr i produkować broni masowego rażenia. żeby jej gospodarka dawała pracę większości miejscowej siły roboczej. było w stanie wybudować tranzytowe autostrady i szlaki kolejowe oraz dopilnować. i. żadnych gwarancji. Jesteśmy państwem bez porównania bogatszym i stabilniejszym niż Zambia czy Afganistan. który ma co sprzedać i ma za co kupić. żeby państwo polskie nie bankrutowało od czasu do czasu. a zwłaszcza w Europie. Nie ma. punkcie kuli ziemskiej wykorzystać może zdolny i pozbawiony skrupułów. oczywiście. oczywiście. Co do Zambii czy Afganistanu. Polska to. dopilnować. ale sprawy mają się zasadniczo tak samo – tylko na innym poziomie. najbardziej nawet zapyziałym. aby miejscowa ludność nie rozkradła niezbędnych do ich funkcjonowania urządzeń. ale z tym świat zawsze może sobie poradzić. nie czyniono narodowej specjalności z handlu kradzionymi na Zachodzie dobrami materialnymi i spiraconą własnością intelektualną. aby nie miały tam miejsca masowe zbrodnie i katastrofy humanitarne. miała Polska stabilny ustrój. tak jak przydarzyło się Argentynie. stanowiących „wyraźne zagrożenie” (clear and present danger. żeby Polska się rozwijała. I żeby. Zachodnia Europa wyludnia się. po prostu nie wysyłając w trefne miejsce kamer. spełniający wszelkie pozory demokracji. tak samo jak z eksterminacją Czeczenii. Mamy akurat to szczęście. względny spokój i nikt nie zabiera się do przesuwania słupków granicznych. żeby nie runęła nań stamtąd niemożliwa do opanowana fala imigrantów. A więc. żebyśmy byli liczącym się partnerem w europejskiej wymianie gospodarczej. No. niż wobec środkowej Azji czy równikowej Afryki.

podobnie. zyskało od losu chwilę spokoju. wiecznie na poły zdechłe państwo polskie. Ale nie o tym przecież mówimy. zrestrukturyzować górnictwo. straciwszy rangę światowego supermocarstwa. wyprowadzić z wiekowego zacofania rolnictwo i załatwić jeszcze parę innych drobiazgów. że w Warszawie znowu zapanuje porządek. to sorry Winnetou. Nie ma dwóch zdań. Francuzi czy ktokolwiek inny zechce też zreformować nam służbę zdrowia. niezauważalną kolonizację. Ale mogą też uznać. Możliwe. Już jakiś czas temu urzędnicy w Brukseli musieli przygotować własne założenia planu rozbudowy polskich autostrad. aby się wzmocnić. że bardziej opłaci się oddać ten przysparzający wiecznych kłopotów kraj pod protektorat Rosji. byle do pierwszego. stale zagrożone pomiędzy dwoma wielkimi drapieżnikami. Rozwój w ogóle jest ostatnią rzeczą. ucieczką niemieckiej ludności ze wschodnich. że jeśli sprawy w Polsce będą dalej szły tak jak idą. Tylko że nie ma kto o tym myśleć. może przyjść”. hutnictwo i stocznie. jak długo ta laba będzie trwać. nie o zbrojnej inwazji.centrów nędzy. jakie ma wobec niej Europa i reszta świata. Słabowite. Samo trwanie. gdyby atakowała armia litewska. bo nie wiadomo. to z uwagi na swą liczebność być może potrzebowałaby 48 godzin). Nikomu nie spędza błogiego snu z powiek świadomość. skądinąd. nie zaniedbuje. których Polacy. rękami swoich własnych. dziś borykają się z „ostflucht”. to w ciągu najbliższych dziesięciu lat ktoś po prostu będzie musiał odebrać Polakom kompetencje. które wydają się ich przerastać. że im się to opłaci. że „to co było. wyniszczonych socjalizmem landów na bogatsze tereny zachodnie. narodową tożsamością i „ludnością o kaukaskim wyglądzie”. nie trzeba żadnej wojny. a Rosja. że poprzez stopniową. nabrać sił i znaczenia. Może więc Belgowie. urosnąć. trzeba będzie rozwiązać sprawę jakoś inaczej. Może skalkulują. Niemcy. załatwić od kilkunastu lat nie są w stanie. bo to na razie nam nie grozi. że kolejny „chory człowiek Europy” w tym punkcie mapy jest staremu kontynentowi potrzebny jak gwóźdź w zadku. że gdyby w ciągu najbliższych dziesięciu lat krajom ościennym coś odbiło i zapragnęły nas zaatakować. o której myślimy. . Mogłoby ją wykorzystać. Mówimy o tym. Niemcy. co w przyszłości może posłużyć odbudowie imperium). zawsze chętnej zagwarantować. żeby starania o odzyskanie kontroli nad swą dawną strefą wpływów odłożyć i ograniczyć do marzeń oraz prac studyjnych (których jednak. jak nie szczędzi kosztów na nic. i zająć się zapewnianiem streszczonego wyżej minimum za nas. bo z naszego Ministerstwa Infrastruktury nie mogli się obiecanych papierów latami doprosić. Jeśli niepodległa Polska okaże się niezdolna do spełnienia minimalnych oczekiwań. i tak staje się zadaniem ponad nasze siły. ma na razie dość kłopotów ze swoją gospodarką. to sprawa Polska zostałaby załatwiona w ciągu 24 godzin (no. Żebyśmy znowu utracili państwowość. Wystarczy. których „Drang nach Osten” przysporzył tyle kłopotów naszym przodkom. demokratycznie wyłonionych rządów. demografią. zapewnić bezpieczeństwo na ulicach.

za szczególnego pechowca. narodowy masochizm. a podtytuł: „czyli co Polacy zrobili z niepodległością”. co tu gadać. W związku z tym należy im się niepodległość. Przyznam się: miała mieć tytuł „Gówno chłopu nie zegarek” (takie powiedzonko. prymitywnym językiem i po chamsku mieszające wszystkich i wszystko z błotem. Ale z pławienia się w poczuciu krzywdy i przeżuwania doznanych zdrad niewiele wynika. o naszą nie. że zgodna opinia wydawcy i mojej żony przeważyła – może i mało kulturalny. Inna sprawa. Założyłbym pismo. ta książka miała mieć nieco inny tytuł. którego czasem używał mój Tata – dalszy ciąg: „bo go będzie kłonicą nakręcał”). traktował nas tak. znaczy. a ona nas. Nasi piloci. a zachodni dyplomaci po prostu sprzedali nas w Jałcie Stalinowi. Lubimy. Ileż to razy zdarzało mi się wysłuchiwać. czy może nie popełnia w kółko jakiegoś zasadniczego błędu. wykorzystani i oszukani. a to w inny sposób odbierze. że i „polactwo” wystarczy. Tak się czujemy. pławić się w takiej ironii. a to przydusi jakimiś normami. dla Zachodu. Dotąd żałuję. My dla nich. zbiłbym na tym grubą kasę. zamiast przytulić do serca i wsunąć parę groszy w kieszonkę. Gdybym naprawdę Polakami gardził. My do Unii Europejskiej z taką miłością i oddaniem. tyle. jeśli dwa razy. Zrobiłbym po prostu to samo co Urban czy Lepper. jak dziś wspominaną tu już kilkakrotnie Czeczenię – że Polacy to też Murzyni. że biali. ale lepiej by ten tytuł oddawał moje autorskie zamiary. tyle robimy. to może się uznać za ofiarę przykrego wypadku. w czasach. a w 1939 Francja z Anglią w podzięce wystawiły nas do wiatru. doi jak frajerów. a to utnie fundusze strukturalne. O niepodległość dla Murzynów faktycznie ONZ się wtedy. przemawiające chamskim. że nic nie daje . w 1982. * Mówiąc nawiasem. a oni nam co? W 1920 powstrzymaliśmy bolszewicką inwazję na Europę. My przy Ameryce wiernie u nogi. i to stale przez tych samych. a ci nam nawet nie odpuszczą z wizami i pozwoleniami na pracę! Stale skrzywdzeni. wystrychnięci na dudka i wydudkani na strychu. i wcale nie mówię. że gardzę Polakami! Cóż. aby ściągnąć na autora liczne wyrazy oburzenia. że nie mamy się prawa tak czuć. upominała. jakiś cholerny. to po prostu zboczenie. a zwłaszcza zachodnia Europa. Jeśli ktoś został oszukany raz. Ale jeśli ktoś jest robiony w konia regularnie. wzruszać się. A już lubować się w tym. jak zajeżdżonego konia na kiełbasę. marynarze i strzelcy przelewali bohatersko krew. bez gadania posłaliśmy do Iraku całe dwa tysiące żołnierzy (kto by tam pamiętał. że jesteśmy niewolnicą Isaurą narodów. że na koszt budżetu USA). to chyba nawet będąc ostatnim idiotą powinien w końcu zadać sobie pytanie. kiedy Zachód. co wcześniej obiecała. nabrani. zgodnie z zasadą.* Donoszę – pisał Sławomir Mrożek w kpiarskim „Donosie do ONZ”. i stale w taki sam sposób. na to akurat odpowiedź jest prosta.

cynicznie grając na prymitywnych zawiściach prymitywnych ludzi. trzeba sobie uświadomić. Albo też założyłbym partię polityczną. czy ja. że wszyscy są takimi samymi jak ona świniami i taplają się w tym samym błocku. tylko głupota jego własnych mieszkańców. epidemii. czy w polityce. ani armii. którzy byliby gotowi w imię wspólnego dobra wyrzec się choć drobnej części swoich stanowych przywilejów. * Polacy mają w swej dawnej historii doświadczenie szczególne. Kto tak sobie właśnie wyobraża statystycznego Polaka. żebyście raczyli uważnie przeczytać to. Ale kto tymi ludźmi naprawdę gardzi. że najechała je jakaś potęga. niż wywodzenie. Osobliwość naszego narodu nie polega jednak na tym. ani sprawnej gospodarki. Ten sam Lenin. tak jak w drodze do dyktatury czynił to Lenin. jak to jest w Polsce we zwyczaju. którzy na ich głupocie. ale dlatego. Ciekawe. Proszę tylko. ten jak dotąd doskonale na tym wychodzi. bluzgając ku uciesze hołoty Balcerowiczowi i bez skrupułów obiecując wszystko. nie wskutek jakichś kataklizmów. której nie było w stanie się przeciwstawić. W Polsce ta zasada się sprawdza. Ich państwo rozleciało się nagle jak domek z kart. obfitujące we wszystkie możliwe bogactwa – i w ciągu kilku zaledwie pokoleń doprowadzili je do zagłady. że ma w swych dziejach taką katastrofę – ale na tym. któremu kiedyś wypsnęło się w chwili szczerości. intelektualna i moralna degrengolada. które stanowiło jedną z największych potęg ówczesnego świata. miał stwierdzić. Nie miało ani władzy. nieodpowiedzialność. Polacy mieli kiedyś państwo. że od kilkuset lat żyjąc w jej cieniu. bo słowo „Polacy” nie chce mi w odniesieniu do nich przejść przez usta – czy ci. ani egzekucji praw. obce większości narodów. które byłyby w stanie zdefiniować narodowe interesy i kierować się nimi. górujące pod każdym względem nad sąsiadami. . czy to w mediach. że można im wcisnąć każdą ciemnotę. że podobne powiedzenie przypisuje się też jednemu z amerykańskich magnatów telewizyjnych: pogarda dla widza. rozległe.świni większej radości. nazywając ich polactwem. to już sobie Państwo ustalajcie sami. niewyciągania ze swojej historii jakichkolwiek wniosków. Tu pogarda żywiona dla ciemnej masy. podchodzenie do wyborców jak do bandy matołów tak tępych. co piszę. naiwności i ślepej nienawiści do wszystkiego dokoła żerują. ich zamiłowanie do powszechnego bałaganu. ani aparatu sprawiedliwości. trzęsień ziemi i powodzi. zamiast. a wreszcie kompletny brak elit politycznych. Zabił je nie żaden historyczny determinizm. że po prostu do imentu przegniło. wypracował niepowtarzalną umiejętność nieprzyjmowania tego co się stało do wiadomości i co za tym idzie. stanowi najpewniejszą drogę do władzy i płynących z niej profitów. co tylko można obiecać. że aby zostać prawdziwym bolszewikiem. zawsze owocuje wzrostem oglądalności. ani obywateli. który zwykli utożsamiać z wolnością. nie dlatego. wydawać opinię nie skażoną znajomością rzeczy. na jak bezgraniczną pogardę zasługuje istota ludzka.

Naród robił. jakie sobie na własny użytek stworzyliśmy (co zresztą sprawia. niezbędnych do domowego użytku. a tu panowie sobie kurzą cygara i radzą o czynszach. którzy nie mogli patrzeć na wspaniałą staropolską wolność.. Kolejne pokolenia wolały patrzeć na to oczami wieszcza: oto tyrani z ościennych krajów. I były bardzo rozgoryczone.. Ulubionymi bohaterami polskiej wyobraźni nie byli kraczący realiści. I skutkiem takowej nauki. że honor udało nam się obronić. na przykład. Stopień. jakoby jedyną rzeczą bezcenną był dla narodu honor. Do dziś w tej dawnej. Nie wymagaliśmy nigdy od naszych intelektualistów prawdy. że było warto? Bo tacy. że. wpasowali tylko swoje propagandowe potrzeby w stary schemat. utwierdzania stereotypów i mitów. bo prawda jest gorzka i kole w oczy.Nieliczni Polacy. i te właśnie. której na pewno nie powinienem pisać ja. pobili wszelkie rekordy kolaboracji. że nasza literatura jest dla innych narodów niezrozumiałym dziwaczeniem). Tu naród do boju występuje z orężem i czarnymi od brudu paznokciami. nie produkuje się tu niczego prócz najprostszych rzeczy. zostali wykpieni. upadłej Rzeczypospolitej nie chcemy widzieć kraju. to temat na osobną. bo na te fałsze stale się nabijamy i ciągle muszę tłumaczyć. która swawoliła i wiodła Polskę ku zgubie – ale i dobrego. tylko „krzepienia serc”. w tym niemal całą elitę narodu. tylko mitomani i opowiadacze bajek. dyrygujący peerelowską edukacją. minister Beck plótł wierutne bzdury. do jakiego Polacy wykrzywili i zafałszowali swoją własną historię. wskutek wyborów dokonanych przez niego i jego kumpli. owe pokolenia zamiast wziąć się do pracy. a jedyne . Ale muszę o tym wspomnieć. że jako naród jesteśmy jak najbardziej OK. bo są rzeczy dla narodu od honoru znacznie cenniejsze. tylko jakiś historyk. Naprawdę ktoś uważa. ci panowie. i 750 000 kilometrów kwadratowych terytorium. wciąż żadnego cudu z nami uczynić nie chce. twierdząc. by tam dokonać „czynu zbrojnego”. jak historycy z otoczonej przez potomnych pogardą krakowskiej szkoły. Innymi słowy: nie naród był winny. który napisanymi w sekciarskim omamie „Księgami narodu polskiego” na wiele pokoleń ogłupił polskie elity i pozbawił je umiejętności logicznego myślenia. tylko ta wstrętna szlachta. o którym ojciec nowożytnej ekonomii Adam Smith odnotował zwięźle. że Pan Bóg nie wywiązuje się ze swych obowiązków i mimo regularnie składanych za ojczyznę danin krwi. którzy zabrali się do analizy dziejów z bezlitosną pasją ich zrozumienia. szły od czasu do czasu „w pole”. Komuniści. tacy jak Mickiewicz – zręcznie składający rymy wariat. tylko mamy skorumpowanych i podłych polityków. odsądzeni od czci i wiary i oskarżeni o zdradę. co mógł. warcholskiej szlachty. naginając ją do narodowych mitów i powszechnego chciejstwa. Jakże bliskie to dzisiejszemu przekonaniu. który kierowany patriotyzmem o wolność walczył. na przykład. Od małego waleni byliśmy na lekcjach historii w łeb wizjami złej. zakładać banki i budować koleje oraz fabryki. i tak nikt na świecie nie docenił ani nawet nie zauważył. a faktu. straciliśmy. sprzysięgli się ukrzyżować im ojczyznę. Straciliśmy w imię dogodzenia honorowi sześć milionów obywateli. że o ile mu wiadomo. Francuzi nie kiwnęli dla swego honoru palcem w bucie. postępowego ludu. grubą książkę.

o ile nam wiadomo. że można je właściwie uznać za dwie odsłony tego samego ruchu społecznego. * Kto nie wierzy. że Adam Smith naprawdę tak właśnie o kraju naszych przodków napisał: „W Polsce. a tymczasem znowu nas zdradzili.porządne oddziały wojskowe w całej wojnie światowej wystawili na froncie wschodnim w ramach Waffen SS – i jakoś. dziwna sprawa. naród. nie produkuje się niczego. z wyjątkiem najprostszych rzeczy. dla której dawna Rzeczpospolita musiałaby upaść. a dziś już szlachty nie ma. a NATO nas obronić. Polskie inteligenckie elity mają z dawna nawyk niezajmowania się niczym. jak i w obiektywnych skutkach. Właśnie dlatego nie możemy zrozumieć tego nieszczęścia. mają się dzisiaj znacznie od Polski lepiej! Albo weźmy taką bzdurę: Konfederację Barską stale traktuje się u nas jako pierwsze narodowe powstanie. natomiast w zasadniczym swym programie i w dziele demolowania Polski z pozycji patriotyczno-katolickich były tak bliźniaczo podobne. może sprawdzić. A zresztą: przecież sam Papież – Polak powiedział. gdyby jakobini nie przeforsowali zagrażającej rosyjskim interesom konstytucji ani gdyby polski system polityczny nie został całkowicie sparaliżowany przez liberum veto. to tylko po to. drugorzędna. Jedyną znaną naszym przodkom metodą maksymalizacji zysków był coraz dalej idący wyzysk chłopstwa. Skoro Polskę do upadku doprowadziła szlachta. że „nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej”! Jakoś nikt nie pomyślał. Jej gospodarka ograniczyła się do sprzedawania na Zachód ziemiopłodów i darów przyrody. Że Unia Europejska miała zadbać o nasz dobrobyt. społeczność. a jeszcze lepiej. została zauważona tylko przez Anglika: Rzeczpospolita Obojga Narodów była rzadkim w dziejach przykładem całkowitej nieproduktywności i niewiarygodnego wręcz przetrwonienia ogromnych zasobów. że Europa może sobie w najlepsze istnieć nie będąc sprawiedliwą. żeby mieć Europie za złe. to drugi raz nic nam nie grozi. Gospodarka to rzecz nieważna. cała ludzka zbiorowość – lud. Główna przyczyna. A jeśli będziemy kiedyś zmuszeni przyjąć to do wiadomości wobec takich a nie innych faktów. niezbędnych dla gospodarstwa domowego. U nas najważniejszy jest człowiek. co ma związek z gospodarką. że jest podła. aż do poziomu oznaczającego wtrącanie go . a Targowicę jako symbol narodowej zdrady. szlachecką anarchię i magnacką samowolę. zarówno w retoryce. które nas przed wiekami spotkało. podczas gdy w istocie obie te konfederacje różnił tylko stosunek do Rosji i carycy Katarzyny. oszukali i porzucili. łącząca propagandę marksizmu z romantycznym badziewiem. jakie wytwarza się wszędzie”. Historyczna edukacja o dzielnym ludzie. nawet gdyby nie zawiązała się Konfederacja Barska ani Targowicka. ma swój udział w naszej powszechnej i opartej literalnie na niczym beztrosce.

było to właściwie jednoznaczne z decyzją. Tym. palcem nie kiwnęły. czeki. Aż pewnego dnia Pan spojrzał na nią z góry i stwierdził. Zresztą komuna dbała. Mamy o to straszny żal.. szukających tu poprawy losu i znajdujących ją. Dochody uzyskiwane w ten sposób kiedyś były zresztą ogromne. * Ta książka nie jest o tego rodzaju sprawach. że należy spojrzeć na to tak. żebyśmy nie zapomnieli. żeby spełnić swe sojusznicze zobowiązania. a ostatnich piętnaście lat żyję już przecież w wolnej Polsce. ufni w moc międzynarodowych traktatów. których los Ojczyzny zdawał się cokolwiek obchodzić. strzelba angielska. wypowiedziały Niemcom wojnę. brytyjskie lotnictwo kilkakrotnie „zbombardowało” Niemcy przy użyciu ulotek. Zachód nas sprzedał i zawsze sprzeda. kombinowali. że dla przykładu warto wspomnieć o jednym z naszych największych. a posiadanie w domu jakiegokolwiek wyrobu krajowego to po prostu ostatni obciach. a zdradzili. kiedy władze II Rzeczypospolitej zdecydowały się na przyjęcie francusko-brytyjskich gwarancji bezpieczeństwa. Aha. musimy się z Moskwą ułożyć. Nie tylko polscy magnaci olśniewali bogactwem zachodnie dwory. jak wiemy z historii. i z czasem coraz bardziej utwierdzali się w przekonaniu. że będziemy z Hitlerem . zawsze nas zdradza.w coraz gorszą nędzę oraz zacofanie. od kuchni i opieki nad dziećmi Francuz. wydaje mi się. dopóki ich było stać. ale na wypowiedzeniu się skończyło. Nosimy w sobie ten zapiekły żal i od czasu do czasu sobie o nim przypominamy. sukno holenderskie. historycznych urazów – wrześniu 1939 roku. szkło musiało być weneckie. nie słyszałem. Trudno sobie wyobrazić coś bardziej pasożytniczego i bezproduktywnego. żeglowali. niż w tonie „sojusznicy nas zdradzili”. bo nie ma innego wyjścia. musimy się pogodzić. Jak żyję. Zachód nas zdradził. Jałta i wrzesień 1939. Myśmy poszli z bagnetem na czołgi żelazne. że wszelka praca hańbi. także poziom życia skromnego mieszczanina czy chłopa w szesnastym i jeszcze na początku siedemnastego wieku dla przeciętnego mieszkańca zachodniej Europy stanowić mógł tylko niedościgle marzenie – i zresztą przez wieki płynął stamtąd na nasze ziemie strumień osadników. Jałta. a także coraz bardziej rabunkowa eksploatacja lasów. wymyślali fundusze asekuracyjne. zakładali manufaktury i banki. zawsze sączyła w uszy: wrzesień 1939 i Jałta. w najlepszym gatunku. aby ktokolwiek przedstawiał sprawę nieudzielenia nam pomocy wojskowej w roku 1939 inaczej.. niż szlachecka Rzeczpospolita Obojga Narodów. Od handlu był Żyd. Otóż. wrzesień 1939. Mieszkańcy mniej przez Boga pobłogosławionych krajów zmuszeni byli imać się handlu i rzemiosła. musimy się jej podporządkować. co samo nie urosło na polu. dla ruskiej okupacji nie ma alternatywy. że trzeba z tym skończyć. obligacje – Polacy zaś wszystko. ale skoro wlazłem w historię. Owszem. ani pomyślawszy o swoim honorze. Ale pewnego dnia przyszło mi do głowy. kupowali. Nasi sojusznicy obiecali nam pomóc. a Anglia z Francją.

że w 1939 roku polscy wojskowi zdawali sobie sprawę z miażdżącej przewagi militarnej hitlerowskich Niemiec. tajemnicą da się otoczyć najwyżej pewne szczegóły. mieli pełne prawo nie spodziewać się. iż pomocy nam nie udzielą. że podpisując owe sławne gwarancje. że byli idiotami. byłaby zaskoczona. jaki jest rzeczywisty potencjał tych. trzy miesiące. Mówi się. cynizm. postawimy się zbrojnie. To. i zastanowić się. bitew. wszelkie manewry. rozwoju różnych rodzajów broni. nic się z niej nie uczymy. Wielka Brytania w roku 1939 praktycznie w ogóle nie miała jednostek pancernych. tylko nosimy w sobie pretensję do zachodnich aliantów o głupotę naszych własnych przywódców? W Polsce się takich pytań nie zadaje.walczyć. Nie pytając o historię. że poniesiemy klęskę tak szybko – Blitzkrieg był wtedy czymś zupełnie nowym i każda armia świata. i mimo to podpisali układ. Nie oddamy ani guzika. Skończyły się wszelkie możliwości negocjacji. Wielka szkoda. Dlaczego uparcie. Francja cały wysiłek włożyła w ufortyfikowanie granicy i fizycznie nie była zdolna do jakiejkolwiek akcji zbrojnej poza obroną „linii Maginota”. na ile perspektywa ich pomocy jest realna – to wypada stwierdzić. Cóż za cynizm. * . Nasi dowódcy mogli liczyć. Anglia i Francja nam pomogą. Pół roku na pewno nie. na wygranie wojny nie mieliśmy szans. od pół wieku. poza wyznającą tę samą agresywną doktrynę co Niemcy armią sowiecką. którzy nam swoje gwarancje obiecali. Przez całe dwudziestolecie. że maszyna Blitzkriegu złamała polską obronę praktycznie w ciągu dziesięciu dni. rządy tamtejsze systematycznie się rozbrajały. a jej nieliczne czołgi były powolne i przestarzałe. przyjęło się to komentować. aby takie dane ukryć. Lubię w wolnych chwilach czytać opracowania dotyczące różnych konfliktów zbrojnych. Ale z czasów chłopięcych pozostało mi zamiłowanie do wojskowości. Z tych lektur wiem. a jedyną reakcją są tym głośniejsze lamenty. Ale zapytajmy: a co nasi politycy? Czy oni tego wszystkiego nie wiedzieli? Jeśli nie zadali sobie trudu sprawdzić. niewiele zmieniało. Ale choćby i tyle. nie chcemy tego przyznać. Zgadza się? Moja wiedza o historii politycznej nie jest wiedzą specjalisty. bo po prostu nie miały czym! Potencjał zbrojny naszych sojuszników nie był. Jeśli zaś to wiedzieli. Ale w tym właśnie cała sprawa. w kółko wpadamy w te same pułapki i popełniamy te same głupstwa. że utrzymamy się dwa. owszem. który oznaczał dla bezbronnego kraju nieuchronną klęskę i rzeź – to byli idiotami tym bardziej. Gdyby ta obrona trwała dwa czy trzy miesiące. że mocarstwa te pomóc nam militarnie nie były w stanie. Francja i Anglia doskonale sobie zdawały sprawę. sprawdzałem w źródłach z epoki. Pomoc zachodnich mocarstw była tu sprawą kluczową. No. nieznany. Oczywiście. Anglia z Francją też nie zaatakowałyby w tym czasie Niemiec. Nie ucząc się. pod naciskiem swych wyborców. Zresztą w państwie demokratycznym nigdy nie ma możliwości.

Ale ten polski zryw potrwał raptem kilka lat. nie angielsku. nie dowierzając. Powstały 3 miliony nowych firm. jak większość rodaków. W ciągu tych kilku lat po ustrojowej transformacji powstało w Polsce. Tyle właśnie zachodnioniemieckich marek wsiąkło w ciągu dziesięciu pierwszych lat w „enerdówek”. Produkt Krajowy Brutto rósł w tempie 5-7 proc. co tych kilkanaście lat temu pisały o naszych sukcesach. organizacji i pracowitości – na próżno. Kilka lat wystarczyło. oczywiście. przeciwnie. nigdy nie miały żadnych oporów. wypadamy w tej klasyfikacji wcale nieźle. że zrujnowany przez komunizm kraj może się podnosić w takim tempie. Dziś. Gdyby Niemcy uzyskali tam rezultaty choć w połowie tak dobre. Przez parę lat świat przecierał w zdumieniu oczy. Ale renomowane zachodnie pisma nie miały żadnego interesu w tym. Widziano w nas kraj bezprzykładnego rozwoju. z którego młodzi i zdolni pryskają jak tylko mogą na Zachód. ile mamy w Polsce małych firm. kurtuazja. rozpływają się bez śladu. to okaże się. jak to się pod wpływem zalewu złych tłumaczeń zdarza coraz większej liczbie niedouczonych żurnalistów. by dawać chroniące przed deportacją papiery studenckie ruskim prostytutkom i „cynglom”. kapitalizm i wszystko. gdy szuka się modelowego przykładu gospodarczego i cywilizacyjnego awansu. bo to dobry przykład. głównie małych. widać skutki tamtego rozpędu – jeśli policzyć. by Polacy znienawidzili samych siebie. wolny rynek. W ciągu tych kilku lat roczne inwestycje sięgały 10 miliardów dolarów – dziś nie ma co o podobnym wyniku marzyć. żeby bawić się wobec nas w kurtuazję. porobiliby się ze szczęścia. Na początku lat dziewięćdziesiątych świat przyglądał nam się z autentycznym podziwem. walącym się skansenem. Nawet biorąc poprawkę na „szkoły wyższe” założone tylko po to. teraz już euro. A jeśli policzyć studentów na 100 tysięcy mieszkańców. niewiarygodne i pozbawione jakiegokolwiek precedensu doświadczenie w swej historii – tym razem tej najnowszej. Zwłaszcza że o miedzę graniczyły z nami wschodnie Niemcy. by bezkrytycznie powtarzać stereotypy o „polskim antysemityzmie” czy wręcz „polskich nazistach” – a wystarczy przejrzeć.Ale Polacy mają jeszcze bardziej niepowtarzalne. liczbę zapisywaną jedynką z dwunastoma zerami. i po którym kolejne miliardy. nadziei. rocznie. więcej nawet. nazywam więc bilionem tysiąc miliardów. Półtora biliona! Piszę po polsku. Jeszcze dziś. A przecież Polska przez tych kilka pierwszych lat była od Irlandii znacznie lepsza. kraju niespełna 40-milionowym. Bonn wpompowało w nie w ciągu piętnastu lat półtora biliona dojczemarek. rodzinnych. Ale jak na razie enerdówek pozostaje wielkim. z których lenistwa i bałaganiarstwa tak bardzo lubią się śmiać i od których czują się bezgranicznie lepsi. co przyszło po roku 1989. od czego zaczynali oni rozmowę. Polskie sukcesy gospodarcze zawsze były tym. Sam. Mogła to być. dopiero wtedy zacząłem wyjeżdżać na Zachód i spotykać się z ludźmi stamtąd. wszyscy mówią o Irlandii. nowych możliwości. . w początkach roku 2004. Wschodnie Niemcy – porównajcie tylko. 6 milionów nowych miejsc pracy. niż w Japonii. i – wbrew wszystkim mitom o niemieckiej zaradności. jak ci Polacy. że jest ich więcej niż w jakimkolwiek kraju europejskim.

by rzucili się w amoku wstrzymywać zmiany, restytuować kawałek po kawałku PRL i
trwonić pierwsze owoce świeżo odniesionego sukcesu. Już w 1993 wyrokiem
demokratycznych wyborów powrócili do władzy komuniści i wkrótce potem zmiany w
kluczowych sferach życia publicznego zostały zatrzymane. W 1995 miłość do peerelu
wprawiła polactwo w szał uwielbienia dla Aleksandra Kwaśniewskiego, przeciętnego
aparatczyka, człowieka żenująco małego formatu, o życiorysie drobnego cwaniaczka i
charyzmie biurowego bawidamka, na dodatek wielokrotnie przyłapywanego na nieudolnych
krętactwach. A potem już poszło niepowstrzymaną lawiną. Kto nie zaczynał wykładu swej
„myśli politycznej” od lamentu nad tym, jak to Polska została zniszczona, doprowadzona do
ruiny, wyprzedana za bezcen, kto nie krzyczał, że Polacy żyją w nędzy i biedzie, kto nie
obiecywał, że skończy z tym „wilczym kapitalizmem” i przywróci socjalne bezpieczeństwo,
ten w ogóle nie miał czego w polityce szukać – wola ludu zmiatała go w niebyt.
Nic tej chorobliwej sytuacji nie obrazuje bardziej dobitnie, niż nienawiść, jaką żywi
polactwo do człowieka uważanego za symbol polskich przemian. Leszek Balcerowicz jest
jednym z nielicznych Polaków, których nazwisko jest dziś rozpoznawane na świecie. Jako
ekonomista jest ceniony do tego stopnia, że całkiem poważnie rozważano jego kandydaturę
do Nobla. Na posiedzeniach tuzów światowej gospodarki traktowany jest z całą powagą jako
jeden z ważniejszych członków zgromadzenia, każdy zachodni uniwersytet, na którym zechce
wygłosić wykład, poczytuje to sobie za zaszczyt, a ostatnio znalazł się w czwórce
kandydatów do kierowania Międzynarodowym Funduszem Walutowym.
U nas tymczasem, w Polsce, wychodzi, ot, taki sobie wsiowy cwaniaczek, wykształcenie
rolnicze zawodowe, i publicznie nazywa profesora Balcerowicza idiotą. „Ekonomicznym”
idiotą, uściśla, i dodaje do tego jeszcze bandytę, łobuza tudzież szereg innych kwiecistych
epitetów. Ale te na razie zostawmy, skupmy się tylko na tym drobnym fakcie, że oto
ekonomiczną wiedzę człowieka wysoko cenionego przez największych w tej dziedzinie
fachowców na świecie u nas weryfikuje negatywnie osobnik, który skończył przysłowiowe
trzy klasy i czwarty korytarz. A polactwo, które tego słucha, zamiast parsknąć śmiechem i
posłać głąba, gdzie jego miejsce, do kopania buraków – bije mu brawo! Prawie jedna trzecia
zgłasza gotowość wybrania go premierem Rzeczypospolitej, a pięćdziesiąt parę procent
deklaruje w badaniach, że ufa właśnie jemu, nie Balcerowiczowi.
Akurat teraz, gdy siedzę nad tą książką, usiłując natłok ponurych myśli o przyszłości,
którą sobie szykujemy, ująć w jakąś nadającą się do czytania formę, polski Sejm po raz
kolejny zamienia się w przedwyborcze targowisko głupoty i obietnic bez pokrycia. Po
niesławnych rządach Leszka Millera postkomunistyczny Sojusz Lewicy Demokratycznej
rozpękł się na dwie części, uwolniona spod jego kurateli partia-huba, Unia Pracy, zamarzyła o
samodzielności, a „Samoobrona” wyrosła w sondażach na pierwszą siłę polityczną kraju. A
zarazem realna stała się perspektywa przyspieszonych wyborów. Musiało się to, oczywiście,
skończyć histeryczną licytacją, kto bardziej jest „po stronie ludzi”, kto więcej im da, kto

goręcej współczuje i tak dalej. Bardzo charakterystyczną rzeczą jest, kto pierwszy padł ofiarą
tej wojny. Otóż – dwóch profesorów z lewicy, Hausner i Belka. Pierwszą, rytualną deklaracją,
jaką, chcąc nie chcąc (przeważnie chcąc), złożyć musieli wszyscy ścigający się z Lepperem
do łask polactwa, było stanowcze odcięcie się od nich. Hausner, jeszcze parę tygodni
wcześniej przedstawiany przez lewicę jako zbawca narodowej gospodarki, nagle stał się dla
tejże lewicy śmierdzącym jajem, które każda z lewicowych partii najchętniej
podkukułczyłaby konkurencji. Od Belki odcięły się wszystkie lewice niemal rutynowo, jako
od „liberała”. Jeśli mimo to przejdzie, to tylko dlatego, że większość posłów doskonale wie,
że do następnego Sejmu już się nie załapie, i szkoda im tracić diety za jeszcze bez mała rok
urzędowania.
Ktoś mógłby sądzić, że w Polsce, zniechęconej do swych polityków i do partyjniactwa,
hasło „rządu fachowców” zyska wielki poklask i liderzy polityczni, świadomi, że wyborcy
pilnie ich obserwują i wkrótce wydadzą wyrok, będą się musieli zgodzić na oddanie zarządu
nad państwem specjalistom od ekonomii i administracji publicznej, zamiast po staremu
dzielić ministerstwa według partyjnego parytetu i potrzeb zachowania równowagi między
koteriami. A tymczasem, wręcz przeciwnie – okazało się, że w zgodnej opinii większości
poselskich klubów premier właśnie w tej sytuacji „musi” rekrutować się z grona polityków.
Dlaczego? W załganym języku polskiej polityki grzech Belki i Hausnera nazywa się
„liberalizmem”. Ale nie warto sięgać do słownika wyrazów obcych – ludzie, którzy ten
załgany język stworzyli i którzy się nim posługują, też tam nigdy w życiu nie zajrzeli. W
polszczyźnie politycznej słowo „liberał” nie ma nic wspólnego z liberalizmem jako doktryną.
Jest to po prostu rytualna obelga, znacząca mniej więcej tyle, co „ten co nie chce dawać
pieniędzy potrzebującym, a nawet jeszcze je im zabiera”.
Liberałami we właściwym sensie tego słowa ani Belka, ani Hausner nie są w
najmniejszym stopniu. Pierwszy, od zawsze mile widziany na lewicowych salonach, jest po
prostu ekonomistą, cenionym przez środowiska fachowe na świecie, jednym z tych, którzy,
gdy pojadą do Davos czy na Wall Street, traktowani tam są poważnie – takich ludzi nie mamy
w Polsce zbyt wielu, więc wydawałoby się, że tych, których mamy, powinniśmy się starać
należycie wykorzystać. Hausnera natomiast można wręcz uznać za lewicowca całą gębą.
Współzałożyciel i aktywny działacz krakowskiej „Kuźnicy”, stowarzyszenia, które chciało
naiwnie budować intelektualne zaplecze dla SLD (naiwnie, bo partii towarzyszy Szmaciaków
zaplecze intelektualne potrzebne było akurat jak zawiasy w plecach), we wszystkich swych
działaniach starający się realizować wskazania „sprawiedliwości społecznej” i mimo
wszystkich swych przykrych przygód z głupimi i egoistycznymi watażkami ze związków
zawodowych zawsze podkreślający znaczenie „społecznego dialogu”, równoważenia
interesów pracodawców i pracobiorców oraz innych tego rodzaju bzdur z lewicowego
dekalogu. Tyle, że przy tym mający dobre rozeznanie, co to finanse publiczne, jak działa
administracja państwa, jak namnażają się w niej zbędne koszty i nadużycia, i zdecydowany

owe patologie zlikwidować. I to właśnie wystarczyło, aby zyskać mu miano „liberała”, a jego
ograniczony do najniezbędniejszego minimum plan uracjonalnienia walących się finansów
państwa uczynić „antyspołecznym”, „antyludzkim” i „wymierzonym w najbiedniejszych”.
W załganym języku polskiej polityki „liberał” oznacza człowieka, który twierdzi, że dwa
plus dwa równa się cztery – i że to się nigdy nie zmieni, mimo jednogłośnych uchwał komisji
krajowej czy Wysokiej Izby. Człowieka, który przestrzega, że nie można wydać więcej, niż
się ma w kasie, ani pożyczyć więcej, niż się będzie w stanie oddać. W ten sposób „liberałem”
staje się u nas każdy, kto ma szczyptę zdrowego rozsądku i podstawową wiedzę. Zwłaszcza
staje się nim, z urzędu, każdy profesor, choćby tak oddany lewicowym ideałom, jak Hausner.
„Dobry fachowiec, ale bezpartyjny” – brzmiał za czasów peerelowskiego syfu wyrok, który
dyskwalifikował w przedbiegach kandydata do stanowisk zarezerwowanych dla partyjnych
kolesiów. Przykłady Belki i Hausnera pokazały, że w III RP, po piętnastu latach jej
funkcjonowania, tę samą moc zaczęła mieć w politycznych elitach zasada odwrotna: „dobry
partyjny, ale, niestety, fachowiec”. A partia, zwłaszcza lewicowa, a która nie jest u nas
lewicowa, nie może sobie pozwolić, żeby popierać fachowca. Bo fachowiec, jako się przed
chwilą rzekło, to „liberał”, a liberał to ten, przez którego nie można dodrukować pieniędzy na
zasiłki, renty, emerytury, służbę zdrowia, skupy interwencyjne i dopłaty do węgla. Bo jeszcze
się oburzone popieraniem kogoś takiego resztki elektoratu lewicy wypną ostatecznie na
swych dawnych ulubieńców z SLD-UP-PSL oraz na innych i pójdą do Leppera, serwującego
im te same, po raz nie wiedzieć który odgrzane głodne kawałki o sprawiedliwości społecznej,
tylko uwiarygodnione argumentem, że on jeszcze nie rządził.
Skoro wspominałem tu o profesorze Balcerowiczu – a w książce o polactwie trudno o
nim nie wspominać, zważywszy, że jest dla tegoż polactwa wcieleniem wszelkiego zła i
ulubionym celem do plucia – to jego przykład pokazuje, iż choroba Polski objawia się
najgłębszą pogardą nie tylko dla kwalifikacji fachowych, ale także moralnych.
Być może ktoś zechce mi wyrzucać, uważając to za niekonsekwencję, że w początkach
swojej publicystyki więcej z Balcerowiczem wojowałem, niż go chwaliłem i bodaj nawet
nazwałem go gdzieś w felietonistycznym ferworze „znachorem”. I owszem, w początkach lat
dziewięćdziesiątych wiele mi się w firmowanych przez Balcerowicza reformach nie podobało
– choć nigdy nie napisałem niczego, co współbrzmiałoby z tonem krytyk różnych
„pożytecznych idiotów” z prawicy, którzy potępiając Balcerowicza za „doktrynalny
monetaryzm”, „wyprzedaż majątku narodowego” i „niszczenie Polski” oraz w czambuł
krytykując wszystkie skutki zmian po roku 1989, z wolnym rynkiem na czele, mościli
komunistom drogę powrotu do władzy równie skutecznie, jak czynił to Adam Michnik swoją
faryzejską publicystyką i toastami. Miałem za złe Balcerowiczowi coś dokładnie odwrotnego:
zbyt powolne tempo zmian. To, że skupił się na kwestiach makroekonomicznych, zaniedbując
dekomunizację aparatu skarbowego, że nie przeciwdziałał łupieniu państwowych banków,
których pezetpeerowscy prezesi rozdawali majątki w formie kredytów „na wieczne

nieoddanie” spółkom zakładanym przez partyjnych i ubeckich kolesiów, że zaniedbał
reprywatyzację, zbyt wolno prowadził prywatyzację, że nawet nie wziął pod uwagę
możliwości, by konieczną dla ratowania państwa operację likwidacji tzw. nawisu inflacyjnego
połączyć z jakąś formą uwłaszczenia obywateli na majątku państwa, co mogłoby
zrównoważyć poczucie przeciętnego Polaka, że nowy ustrój obrabował go z dorobku życia.
Dzisiaj doskonale sobie wyobrażam argumenty, których można by użyć do odpierania tych
zarzutów, jakie wtedy stawiałem, i zresztą jestem gotów do podjęcia sporu, choć cokolwiek
byśmy ustalili, teraz i tak nie ma to już żadnego praktycznego znaczenia. Ale te sprawy nie
mają żadnego wpływu na stwierdzenie faktu, w moim przekonaniu jak najbardziej
oczywistego, że Leszek Balcerowicz okazał się jednym z bardzo rzadkich w najnowszej
historii Polski przypadków autentycznego patrioty i człowieka oddanego idei.
Mówię o tym w tym akurat miejscu, bo trudno o przykład bardziej dobitny. Jako prezes
NBP Balcerowicz zarabia pięć, nawet dziesięć razy mniej, niż dostałby jako prezes banku
komercyjnego – a można być pewnym, że każdy bank komercyjny, gdyby tylko zechciał,
zaofiarowałby mu prezesurę z pocałowaniem w rękę. Nawet, jeśli nie zostałby mianowany
szefem Międzynarodowego Funduszu Walutowego – a trudno powiedzieć, jak potoczyłyby
się sprawy, gdyby nie odrzucił tej oferty z góry – mógłby Balcerowicz przy swojej pozycji w
każdej chwili wyjechać do Ameryki i tam, objąwszy katedrę na najbardziej prestiżowym z
uniwersytetów, żyć jak pączek w maśle, zbierając hołdy. A gdyby mu się nie chciało męczyć
regularną pracą, mógłby ograniczyć się do objeżdżania przez miesiąc – dwa w roku Ameryki i
zachodniej Europy z wykładami, za które w kilka tygodni zarabiałby więcej, niż
Rzeczpospolita wypłaca mu przez rok. Cokolwiek kto tam uważa na temat monetaryzmu,
liberalizmu czy innych mądrych słów, które budzą w Polsce emocje, choć naprawdę mało kto
rozumie ich sens, mamy oto człowieka, który mogąc zarabiać krocie za oceanem, od lat
zadowala się w służbie swemu krajowi skromną jak na jego kwalifikacje pensyjką, domkiem
pod Warszawą i średniej klasy samochodem. I oto na nienawiści do tego człowieka, na
nazywaniu go „bandytą” i wycieraniu sobie nim gęby przy każdej okazji, polityczną karierę
robi taki Lepper. Powiatowy cwaniaczek, który w ciągu kilku lat z właściciela zadłużonego
gospodarstwa rolnego stał się właścicielem fortuny, nakupował sobie gdańskich mebli, a jego
żonę stać na szpanowanie nawet w polu markowymi bluzeczkami po 150 euro. Człowiek,
przez ręce którego w sposób nad wyraz podejrzany i przez nikogo nie kontrolowany
przepływają miliony, który bezlitośnie wyrzuca z partii każdego, kto ośmiela się zapytać, co
przewodniczący raczył zrobić z państwowymi dotacjami na partię oraz z pobieranymi od
swych parlamentarzystów haraczami, który holuje za sobą bandę najzwyklejszych mętów,
sądzonych i skazywanych za wyłudzenia, pobicia, kradzieże i różnego rodzaju machloje,
któremu różne firmy w dyskrecji przekazują nie księgowane „składki na partię” w zamian za
odstąpienie od ich blokowania czy terroryzowania w inny sposób – dość powiedzieć, osobnik,

mechanicznie. obecnych w Sejmie i zapraszanych do programów telewizyjnych? Trudno o coś bardziej nonsensownego! A jednak tę właśnie arcyidiotyczną opcję wybiera regularnie. przypisuje w czambuł wszystkie cechy pozytywne Kwaśniewskiemu. a także instytucje takie jak wojsko. a Olechowskiego. w jaki myślą oni o demokracji. Jest też na tej liście opcja zupełnie absurdalna: „koalicja wszystkich istniejących partii”. Krótko przed ostatnimi wyborami prezydenckimi socjolodzy zapragnęli ustalić. nawet jeśli „wszystkich” nie ma oznaczać naprawdę wszystkich istniejących (w tej chwili bodaj coś koło dwustu). w każdym kolejnym badaniu. ale także stwierdziło. niż wzruszeniem ramion.który przez jeden ostatni rok więcej zarobił na opluwaniu Balcerowicza. czym jest demokracja i o co w niej chodzi. i te zalety w moich oczach przeważają. Można by zrozumieć. jeden z ośrodków badawczych organizuje sondaż z prostym pytaniem: kto pani/pana zdaniem powinien rządzić Polską? Pytanemu podsuwa się szereg opcji. jakie konkretnie cechy kandydatów decydują o preferencjach elektoratu. ci sami ludzie odmówili prawa do używania tytułu człowieka wykształconego. pięćdziesiąt parę procent pytanych. że ktoś głosuje na kandydata mającego liczne wady. obejmujących konkretne partie. a wszystkie negatywne – jego konkurentom. Te pięćdziesiąt parę procent powtarza się w rozmaitych sondażach i badaniach. I odwrotnie – Krzaklewskiemu. nie ma – wyborcy w krajach o długiej demokratycznej tradycji i o powszechnych obywatelskich nawykach. bo mówi sobie – do licha z wadami. nie może na podobny pomysł zareagować inaczej. uznali za niskiego. niż sam Balcerowicz na całej swojej służbie Rzeczypospolitej! I spójrzcie w sondaże: komu z tych dwóch ufa pięćdziesiąt parę procent ankietowanych mieszkańców Polski? * Pięćdziesiąt parę procent. Jak mogłaby powstać „koalicja wszystkich istniejących partii”. żebyście Państwo zapamiętali tę wielkość. facet ma także zalety. na przykład. Owe pięćdziesiąt parę procent obdarzyło więc Kwaśniewskiego nie tylko patriotyzmem. Potem socjolodzy dostali wyniki i stanęli nad nimi. który przeprowadzono na krótko przed wyborami prezydenckimi w roku 2000. Bo okazało się. fachowością odpowiedzialnością za państwo i wszelkimi innymi zaletami. O sposobie. i zlecili proste badanie: ankietowani mieli konkretnym kandydatom przypisać wyróżniające ich cechy. Bardzo proszę. wiele mówi sondaż. . który ma nie tylko dyplom. ale tylko tych kilka największych. że Kwaśniewski ma ukończone studia i jest wysoki. niczym dziecko z usty zdumionymi. Ktokolwiek ma pojęcie. Tak właśnie wyważają sobie plusy i minusy kandydata – bo ideałów. że pięćdziesiąt parę procent respondentów bez chwili namysłu. jak to pięknie ujął poeta. ale i najuczciwszy pod słońcem doktorat. Ale to nie u nas. Kościół czy telewizja. który mierzy sobie dwa metry. Co kilka lat. jak wiadomo. wyborach i państwie.

Tyle tylko. ale po . Tak żyje polactwo – miotane maniakalno-depresyjnym rytmem od bezrozumnego uwielbienia do równie bezrozumnej nienawiści. co powiedzą. i myśli tylko o czubku własnego nosa? Kraj. Poddane całkowicie irracjonalnym emocjom i odruchom. z gospodarczą przemianą. z naszą wiarą? Jak to się stało. z „Solidarnością”. W dwa lata później ci sami ludzie. a dopiero kiedy ewentualnie coś mu zostanie – na inwestycje w przyszły rozwój gospodarczy (tak! było takie badanie!). to że nie mogą patrzeć na jego mordę. Bo w dwa lata później.Wielka szkoda. jak ja tę mordę widzę. klną i zapewniają. jaką część mieszkańców Polski stanowi polactwo. zdominowany przez rozwydrzoną tłuszczę. To istotne – ci ludzie nie powiedzą. Dodajmy. bo jasno pokazują. Zapamiętajmy te pięćdziesiąt parę procent i wszystkie te sondaże. Co się stało po kilkunastu – a Bogiem a prawdą. z tymi milionami drobnych przedsiębiorców? Co się stało z polskim bohaterskim oporem przeciwko komunizmowi. nikomu nie ufa. jest coraz krótszy. Popatrzmy na nasze państwo. zasady i prawa ma głęboko w de. którzy mieli podobną do naszej historię i podobne problemy. że podobnie wypadłoby badanie opinii o Leszku Millerze. że takich badań nie robiono w innych historycznych momentach i w odniesieniu do innych osób publicznych. z czego ponad połowa – na zawsze? Co. w jakim uwielbienie zmienia się w furię. kulturalny i uczciwy – w przeciwieństwie do wszystkich jego przeciwników (o smukłej posturze i subtelnych rysach twarzy już nie wspomnę). Jedyne. że Andrzej Lepper jest wykształcony. w kwietniu 2004. Oderwijmy się na chwilę od własnych problemów. Możliwie. że pięćdziesiąt parę lub nawet więcej procent ankietowanych twardo podpisuje się w naszym kraju pod stwierdzeniami tego rodzaju. oczywiście. wszystkie wartości. że w tak krótkim czasie zmieniliśmy się w pogrążony w głębokiej depresji kraj pastuchów. popatrzmy na tych. o!”. gdyby je przeprowadzić tuż przed wygranymi przez SLD wyborami. panie. pytani o Millera. że państwo powinno przeznaczać pieniądze w pierwszym rzędzie na dotowanie deficytowych przedsiębiorstw i utrzymanie w nich zatrudnienia. w jak wielkim stopniu są one skutkiem propagandy i manipulacji. że oddał kraj na łup byłych wojewódzkich sekretarzy PZPR i komendantów MO. na wszystko pluje. już po kilku zaledwie – latach z polskimi sukcesami. klątwa jakaś? Zmowa? Naród jakiś taki popaprany? Nie. już nie. że chciałoby stąd jak najszybciej wyjechać. która nienawidzi wszystkich i wszystkiego. Choć jeszcze tak niedawno wślepiali się w nią z uwielbieniem. uważa. że pięćdziesiąt parę procent mieszkańców naszego kraju w tej chwili. O Wałęsie też zresztą nie powiedzą niczego innego. i nawet niezdolne zastanowić się. plują. że Miller zadłużył Polskę. że rząd ma obowiązek zapewnić miejsca pracy. że cykl. który można by uznać za „zmowę elit”. które odzyskało niepodległość nie po żadnym „okrągłym stole”. to aż mnie całego. w którym 60 procent ankietowanych studentów deklaruje. u diabła. Jest bardzo podobne. Litwa – państwo. że zmarnował międzynarodową koniunkturę. że „panie kochany. na które się swoją bezmyślnością wystawia. że za materialny poziom życia każdego odpowiada państwo.

Mało tego. którzy się pofatygowali. z którego nie łuszczyłby się tynk i ani jednej ulicy bez wybojów i dziur. że przyszedł z zewnątrz. a od czasu otwarcia granic ludność kraju zmniejszyła się z dziesięciu do dziewięciu milionów. Państwo. choćby do Turcji. bo tu przemiana komunistów w postkomunistów nie wiązała się z oddaniem przez nich władzy. w stolicy poza dzielnicą rządową nie znalazłem ani jednego domu. Choćby miał zaraz po tym wysłać w imieniu swego narodu wiernopoddańczy list do Moskwy z prośbą. A skąd tak wielka popularność tego człowieka. zadecydowali o powrocie odpowiedzialnego za całe zło poprzedniej dekady postkomunisty-nacjonalisty Mecziara. Ewidentnie znać w tym wszystkim rękę służb specjalnych imperialnej Rosji. kupione za grosze i uznane potem za zupełnie już zajeżdżone. Każdy zwolennik lewicy czy tak zwanej „narodowej” prawicy. Albo Bułgaria. obecnie skłócony. jadą potem dalej. jak u nas. I znikąd nadziei na zmianę. która od 1939 trzymała Litwę pod butem. Wybory prezydenckie wygrał tu „człowiek znikąd”. Ale choć mający tak dziwne powiązania prezydent został odsunięty od władzy przez parlament. wieją stamtąd jak najdalej. ale w istocie bliźniaczo podobny. że by rządziły PSL z „Samoobroną”. aby wkroczyła i przyłączyła Wilno do wielkiej rodziny radzieckich stolic. nie tylko problemami gospodarczymi. po raz kolejny stanąłby do wyborów i znowu je wygrał. którym marzy się porządne życie. jak u nas zapewniają. jego popularność w litewskim społeczeństwie wcale nie zmalała. Na chwilę co prawda wzbudził . Słowacja. wraz z tym upiorem przeszłości do drugiej tury przeszedł jego były bliski współpracownik. na ulicach samochody przywleczone z polskich złomowisk (to nie figura retoryczna – wraki przywożone do nas przez laweciarzy z Niemiec. Gdyby mu tego nie uniemożliwiono. ale także aferami czy brutalnym łamaniem wolności słowa. większości obywateli nie chciało się pofatygować na wybory prezydenckie. który szybko okazał się być powiązany z jakimś szemranym biznesmenem ze Wschodu. zwłaszcza w dziedzinie uzdrowienia systemu podatkowego i finansów publicznych. I które. smród i ubóstwo. tej samej. na Bałkany właśnie). nie odpowiada za gospodarcze problemy transformacji („Jeszcze nie rządził” – znacie to?) i jest przystojny. z jaką broni go przed zarzutami litewski kołchoźnik. gdy reformy zaczęły przynosić owoce.krwawych zamieszkach i demonstracjach. w którym komuniści przepoczwarzyli się nie. i przez które fala niszczącego populizmu w stylu „Samoobrony” przewaliła się u zarania dekady. wzbudzając podziw na świecie. w socjaldemokratów. wręcz zajadłość. Kraj od samego początku lat dziewięćdziesiątych rządzony mniej więcej tak. który ulokował w nim wszystkie swoje najlepsze uczucia? Tylko z faktu. każdy fan redaktora Barańskiego i czciciel księdza Rydzyka powinien uznać taką Bułgarię za prawdziwy raj: jeden wielki brud. Z wielką „wrażliwością społeczną”. bo młodzi ludzie. Przykład nie tak spektakularny. I właśnie w chwili. a ci. bez „doktrynalnego monetaryzmu” i „wyprzedaży majątku narodowego”. tylko w narodowców. W ostatnich latach otrząsnęło się i odniosło wielkie sukcesy gospodarcze. bez „dzikiego kapitalizmu”. dodajmy. słono za to zapłaciło. cokolwiek w typie Tymińskiego.

mimo panującej tam nędzy. stoczyliśmy się. a populiści pozostają na marginesie. grozi nam to utratą państwowej suwerenności. Czytelniku! . dałby efekty dokładnie takie same. a w kolejnych wyborach. na Bałkanach czy skalistych fiordach. wybrany głosami kołchozów ponury pajac wciąż cieszy się ich uwielbieniem i w cuglach wygra każde następne wybory. I jakoś dyskurs publiczny nie został tam zdominowany przez histerię i demagogię. to jeszcze. gdzie nie ma miejsca na bezhołowie wstrząsanej ciągłymi konwulsjami „kartoflanej republiki”. ale choć rekomendowany przez niego rząd poprawił nieznacznie gospodarcze wskaźniki. które dawno już odebrały nam pozycję prymusa w przygotowaniach do wejścia do Unii Europejskiej. że zaledwie w kilka lat po odzyskaniu niepodległości wyrzekła się jej przygniatającą większością głosów. systemem społecznym i latami spędzonymi w syfie „realnego socjalizmu”. sami dojdziecie do wniosku. Za mną. a nie innym dziedzictwem. ale ostateczny efekt zależał od konkretnych decyzji konkretnych ludzi. by ten malutki i ciężko doświadczony kraj stał się autentycznym gospodarczym tygrysem. o jakim my długo jeszcze będziemy mogli tylko marzyć! Jedni potrafili. dziś już jest serdecznie znienawidzony. Uwarunkowania wszędzie były mniej więcej takie same. Ale zanim weźmiemy się do diagnoz. My. jakiej była poddana jako sowiecka republika. A Białoruś? Nie dość. Więc co. powracając do sowieckiego języka. zbadajmy dokładniej objawy zabijającej nas choroby. tylko w samym środku Europy. godła i obyczaju. podejmowanych w konkretnych chwilach i okolicznościach. zacofania i zamordyzmu. pomiędzy Niemcami a Rosją. I jak na razie staczamy się nadal. Przecież w Czechach i na Węgrzech. jakie zadano temu narodowi w jego ludzkiej i materialnej substancji nie dadzą się porównać ze stosunkami. I kiedy już to zrobię.entuzjazm były car. A ponieważ nie leżymy gdzieś na uboczu. A wystarczyło dziesięć lat. gdyby spadł na jakikolwiek inny naród na świecie. prawidłowość? Też nie. przy coraz mniejszej frekwencji. Dlaczego tak się stało? W gruncie rzeczy łatwo to wyjaśnić. że podobny splot głupoty i podłości kolejnych rządzących sił politycznych w połączeniu z takim. też był taki sam komunizm jak u nas. A Estonia? Okupacja. wygrywają komuniści. mimo początkowych sukcesów. prawdziwym Zachodem. inni nie. niestety. które panowały w naszym „najweselszym baraku w obozie socjalistycznym”. straty.

żadna inna już mi nie została. Z tego samego powodu nie chcą też słyszeć o zmniejszeniu liczby radnych. że nie ma pieniędzy na tę lub inną potrzebę. zamiast dostrzegać niewątpliwe sukcesy rządu – to w najlepszym wypadku potraktowano ich wypowiedzi jak bezpodstawną fanfaronadę.ROZDZIAŁ II Kiedy wicepremier Grzegorz Kołodko stwierdził w radiowych „Sygnałach dnia”. Czy nazwiecie biednym faceta. stać na takie rzeczy. Ale biedny nie jest na pewno. W polskim parlamencie zasiada 560 posłów i senatorów. rzeczywiście. A tymczasem. Kiedy premier Miller oznajmił na konferencji sprawozdawczej. dla których poselskie diety i ryczałty stanowią istotną część wpływów. rośniemy w siłę i żyje się nam coraz dostatniej. że sobie robię jaja? No cóż. Myślą Państwo pewnie. Łatwo sprawdzić. Ale moje kpiny odnoszą się do faktów. że akurat następnego dnia podał się do dymisji. to nikt mu nie uwierzył. W amerykańskim . które każdy może łatwo sprawdzić. oczywiście. Otóż biedną Polskę. Hausner. Trzeba tylko umieć. który by miał w przeliczeniu na głowę mieszkańca liczniejsze władze. Potęgą. kiedy okaże się. Możecie go nazwać co najwyżej skończonym idiotą. O jakimkolwiek zmniejszeniu liczby parlamentarzystów partie polityczne. że polska gospodarka rozkwita”. że Polska jest w znakomitej sytuacji. rozkwitamy. Nie znam na przykład kraju. cytuję z pamięci. chcieć spojrzeć w odpowiedni sposób. Może dlatego. w której każdy kolejny rząd malowniczo wywraca kieszenie i jak mantrę powtarza. nie chcą nawet słyszeć. jeździ luksusową limuzyną i funduje żonie kosztowne futra? No nie. że nie jesteśmy państwem biednym. że sobie robię jaja. szczerze: oczywiście. z wyjątkiem dwóch czy trzech afiliowanych bezpośrednio przy SLD). spędza wakacje w najdroższych zagranicznych kurortach. który buduje sobie ogromną willę z dwoma basenami. żeby to zauważyć. Polska jest gospodarczym mocarstwem. że kraczą i sieją defetyzm. Tylko że USA liczą sobie około ćwierć miliarda mieszkańców. a następca Kołodki. no i. na jakie nie stać żadnego innego państwa na świecie. Dokładnie tyle samo. i tylko propaganda nieżyczliwych rządowi mediów wytwarza u co bardziej naiwnych odwrotne wrażenie. Robienie sobie jaj to ostatnia broń bezsilnych. przy tej samej okazji zrugał jak niegrzecznych chłopców ekonomistów (praktycznie wszystkich. powtórzmy to: jesteśmy gospodarczą potęgą. Naprawdę. „gołym okiem widać. że wydaje na te luksusy pożyczone pieniądze. co w USA.

nie licząc innych kosztów utrzymania tak licznej municypalnej władzy. że rzucanie grochem o ścianę dało pewien efekt – iście heroicznym wysiłkiem całej klasy politycznej udało się zmniejszyć tę liczbę o połowę. za friko. Kiedy mój współtowarzysz podróży powiedział. zważywszy. mógł sprawdzić: Tinley Park. zapowiedział ze strony rządu niewiarygodne wręcz poświęcenie i oddanie po jednym stanowisku wiceministra w każdym resorcie. ale o zwalnianiu tych ostatnich jakoś się nie słyszy. na co dzień utrzymując się z pensji nauczyciela w miejscowej szkole. rada miejska liczy sobie 8 osób. nietrudno zgadnąć. jak wygląda ustrój polskiej stolicy. stanowiło szczyt absurdu i pośmiewisko całego świata. Przerosty idą od samego szczytu: ministrów. Pod każdym. Przez uprzejmość nie skomentowali tego w żaden sposób. obcinano. W tejże zbiurokratyzowanej Francji z zasady każdy minister ma tylko jednego zastępcę. musiał się poczuć profesor Kieżun. stanowiły równowartość kosztu budowy jednego mostu). ale oni sami nie biorą żadnych diet. Nasza stolica utrzymywała przez długi czas prawie 700 radnych (same ich roczne diety. bodaj w dwóch czy trzech resortach zastępców jest dwóch. Ani centa! Co tam zresztą radni – sam burmistrz też pracuje po godzinach. że u niego. Czytelniku – jedenastu! Akurat Hausner przyszedł mi w tym momencie do głowy. że wielomilionowe metropolie na Zachodzie mają zazwyczaj po 40 – 60 radnych. kto nie wierzy. ale co sobie o Polsce pomyśleli. rozpatrzywszy uważnie swe potrzeby rząd uznał. Tu jednak trzeba przyznać. radnych jest ponad dwa razy tyle. Niestety. bo w ramach swojego bardzo z początku nagłaśnianego planu oszczędności. U nas na przykład wicepremier Hausner ma wiceministrów – trzymaj się krzesła. które potem obcinano. dwóch wiceministrów. kim był ten drugi – . możecie sprawdzać w dowolnym innym – radni dostają pieniądze na zatrudnienie sekretarki. prowadzenie biura i opłacanie ekspertyz. w miejscowości liczącej sobie sześć tysięcy dusz. wiceministrów i sekretarzy stanu mamy około dziewięćdziesięciu. ale jeśli coś w Internecie nawali. autochtonom szczęki poopadały. że nie może sobie na tak znaczącą redukcję pozwolić: z wielkim bólem zdobył się na zdymisjonowanie. Nie chce mi się szukać. Takie sknerusy z tych jankesów.. zatrudnienie całej rzeszy nowych: nowi przejmą funkcje dotąd teoretycznie spełniane przez starych. referentów i sekretarek. żeby każdy. Podobnie jak ja w tym momencie.sześćdziesięciotysięcznym mieście pod Chicago. We wspomnianym już amerykańskim miasteczku – podam nazwę. I tak jest to cyrk. do 350. w ramach dostosowania do standardów unijnych. kiedy – opisywał to w jednym z wywiadów – na międzynarodowej sesji zmuszony był odpowiedzieć na pytanie. zwiesza się piramida zastępców. Szeroko pojęta administracja publiczna zatrudnia już 530 tysięcy urzędników i zapowiada się. ponad dwa razy więcej. Co roku – dane z ostatnich sześciu lat – przybywa w Polsce 30 tysięcy etatów dla urzędników państwowych.. To bowiem. oczywiście. niż licząca o połowę więcej ludności i uchodząca za najbardziej zbiurokratyzowany kraj Zachodu Francja. gdzie kiedyś bawiłem. omal bym zapomniał dodać – w większości wypadków pracujących społecznie. co wymyślono w Warszawie. Ach. aż nie zostało z nich nic poza pośmiewiskiem.

pierwszym był zastępca ministra kultury, z tym że akurat ten z jego zastępców, który uchodził
za kompetentnego, tylko, wedle opinii panujących w środowisku, miał inny od ministra
pomysł na prywatyzację polskiej kinematografii (czytaj – komu obhandlować cenne działki,
zajmowane w kilku miastach przez wytwórnie filmowe). Nikt natomiast nie miał zakus na, na
przykład, wiceministerialną rangę byłego rzecznika rządu Tobera, który w tym samym
resorcie nawet nie udaje, że ma cokolwiek do roboty. Oficjalnie były rzecznik dostał zadanie
przygotowania nowej wersji ustawy o mediach, po tym, jak wersję poprzednią trzeba było
wywalić do kosza po aferze Rywina. Ale prace nad taką ustawą toczą się w Sejmie, nie w
rządzie, zresztą gdyby nawet, to do pisania projektu ustawy nie trzeba przywilejów
ministerialnej „siatki R”, samochodu, biura i innych luksusów. Trzeba natomiast zawodowych
kwalifikacji.
Żeby nie było nieporozumień – w wynagradzaniu stołkami różnych kolesiów SLD
Millera nie ustanowił żadnej nowej jakości. W gabinecie AWS, rządzonej rozmaitymi
wewnętrznymi „parytetami”, liczba ministrów, wiceministrów i podsekretarzy stanu była
jeszcze większa – 112. A w mieście stołecznym Warszawa w połowie lat dziewięćdziesiątych
zawiązała się do rządów centroprawicowa koalicja, która dla usatysfakcjonowania wszystkich
swoich uczestników postanowiła zwiększyć liczbę zastępców prezydenta miasta z trzech do
12 (słownie: dwunastu). Co prawda, koalicja w końcu do władzy nie doszła, ale wcale nie
dlatego, żeby ten pomysł kogokolwiek oburzył.
Wydawałoby się, że w sytuacji takiego przerostu administracji wręcz narzuca się opozycji
hasło wywalania biurokratów na zbitą twarz. Ale, ciekawostka – taka na przykład partia
Leppera stanowczo odcina się od planów cięć w administracji publicznej, oznajmiając swoim
ogłupiałym wyborcom, że ma ona pomysł znacznie lepszy, a mianowicie, żeby zamiast ciąć
wydatki budżetu, zwiększać jego dochody. I jeszcze przedstawia to jako dowód swej
wyższości nad tymi, którzy by chcieli tę przerośniętą biurokrację redukować. Rzecz jest tak
charakterystyczna, że warto się nad nią na chwilę zatrzymać. Po pierwsze – dlaczegóż niby
jedno miałoby przeczyć drugiemu? Rozsądna naprawa finansów państwa musi uwzględniać
oba elementy – i redukcję wydatków, i zwiększenie wpływów. Z tym, że wpływy trzeba
zwiększać tak, aby nie zaszkodziło to gospodarce, a to znaczy: poprzez obniżanie podatków.
Tak, jak całkiem niedawno udało się to Słowacji, która po bardzo znaczącej obniżce
podatków już w pierwszym kwartale 2004 zanotowała nadwyżkę budżetową, bo wiele
przedsiębiorstw uznało, iż przy tak niskich podatkach opłaca im się wyjść z „szarej strefy”.
Wpływy budżetu państwa rosną albo wtedy, kiedy postępuje wzrost gospodarczy i podatnicy,
zarówno indywidualni, jak i przedsiębiorstwa, coraz więcej zarabiają – albo wtedy, gdy się
ich niszczy coraz wyższymi stawkami podatkowymi, doprowadzając stopniowo do ruiny.
Która z tych metod ma sens, chyba nie muszę wyjaśniać. Ale to tak, na marginesie.
Natomiast robienie polactwu wody z mózgu, że „zwiększanie wpływów” jest lepsze od
„cięć” oznacza jedną, prostą rzecz: prąca do władzy opozycja ani myśli redukować liczby

stołków, bo przecież niebawem zamierza sama je obsadzać. W końcu ma dość kolesiów,
których trzeba będzie za zasługi dla wyborczego zwycięstwa jakoś nagrodzić i zobowiązać.
To zupełnie tak samo, jak z histerycznymi wrzaskami opozycji, by ustępująca ekipa „nie
wyprzedawała majątku narodowego”, czyli, by wstrzymała prywatyzację licznych spółek
skarbu państwa. Ustępująca ekipa sama to krzyczała, gdy parła do władzy, a kiedy ją objęła,
na długi czas istotnie prywatyzację wstrzymała – no, ale wtedy to ona rozdawała królewskim
gestem fuchy w zarządach i radach nadzorczych. Pod koniec kadencji, kiedy i tak wiadomo,
że wyżerka się skończyła, potrzeba ustawienia się ulega potrzebie napełnienia dziurawej
państwowej kasy – i stąd wrzask opozycji: bo gdzie taki na przykład Lepper pousadza swoich
licznych kolesiów, jeśli Miller mu posprzedaje spółki skarbu państwa? Cała sztuczka polega
na nazwaniu tego, co państwowe, a więc podlegające łupieniu przez polityków, „własnością
narodu”. Oczywiście polactwo, mentalnie wciąż zanurzone w ustroju, w którym wszystkie
fabryki należały do ludu pracującego miast i wsi, ciągle daje się na to złapać. W ten sposób od
dziesięciu z górą lat funkcjonuje u nas postkomunistyczny, gospodarczy koszmarek, pod
nazwą „jednoosobowa spółka skarbu państwa”, czyli przedsiębiorstwo ni to państwowe, ni to
prywatne, którego zarząd i rada nadzorcza obsadzane są przez politycznych mianowańców,
pragnących wyciągnąć ze swej kadencji maksymalne prywatne korzyści i w najmniejszym
stopniu nie zainteresowanych długofalowym sukcesem firmy. Politycy, z właściwą sobie
perfidią, tłumaczą to obroną interesów państwa. Łżą bezczelnie. Jeśli państwo chce zachować
wpływy w jakimś strategicznym sektorze, ma na to bardzo prosty sposób, z powodzeniem
stosowany w Wielkiej Brytanii za czasów rządów Margaret Thatcher. Nazywa się to „golden
share” – złota akcja. Państwo, prywatyzując firmę o znaczeniu strategicznym, zachowuje w
niej jedną symboliczną akcję, ale jest to akcja „złota”, czyli uprzywilejowana, co najczęściej
oznacza powiązanie jej z prawem weta. Jeśli nowy, prywatny właściciel, chciałby podjąć
jakąś decyzję sprzeczną z interesem państwa, rząd, jako właściciel złotej akcji, udaremnia to, i
już. Gdyby polskim politykom naprawdę leżało na sercu dobro państwa, sięgnęliby po ten
sprawdzony wzór. Ale im chodzi wyłącznie o zachowanie przedsiębiorstw w ręku państwa, o
te latyfundia, jakie stanowią rady nadzorcze i zarządy, po to, by mieć gdzie usadzać kolesiów.
I ile by już politycy nie zachapali, i tak im tego wszystkiego mało. Mając do podziału tyle
etatów we władzach wszystkich szczebli, zwykli jeszcze zatrudniać po kilkudziesięciu
doradców oraz „gabinety polityczne” – dziwne, nie przewidziane w konstytucji koleżeńskie
gremia, opłacane z kieszeni podatnika nie bardzo wiadomo za co. Przed wojną – podaję za
Stefanem Bratkowskim, którego wiedza w takich sprawach góruje nie tylko nad moją, ale i
większości odpowiedzialnych za administrację wysokich urzędników – prezydent Mościcki,
który skupiał w swym ręku najwyższą władzę, zatrudniał 60 osób; 40 w kancelarii cywilnej i
20 w wojskowej, bo był też najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych. Dziś prezydent
Kwaśniewski, którego obowiązki, poza polityką zagraniczną, mają charakter czysto
symboliczny, zatrudnia 600 osób. Jego kancelaria dubluje wszystkie resorty Rady Ministrów,

stanowiąc jakby drugi rząd, który tyle tylko, że niczym nie rządzi. A na wszelki wypadek
mamy jeszcze trzeci rząd – ogromną i również dublującą wszystkie resorty kancelarię
premiera. Proszę mi pokazać inny kraj na świecie, który stać na utrzymywanie trzech rządów,
w tym jednego rozdętego ponad wszelkie pojęcie i dwóch rezerwowych!
Ale w wielkim dojeniu Rzeczypospolitej mają swój udział także rzesze prostych
obywateli, i to mają w nim udział decydujący, bo żeby się dorwać do rządowego koryta,
trzeba najpierw sobie kupić odpowiednio wiele głosów – najlepiej poprzez rozdawanie
pomiędzy swoich wyborców pieniędzy publicznych. Stąd, według danych z marca 2004,
pracuje w Polsce 13 100 tysięcy osób, a rozmaite zasiłki i świadczenia pobiera 13 200 tysięcy.
O sto tysięcy więcej – i nie zdziwię się wcale, jeśli przewaga tej grupy do momentu wydania
moich słów drukiem wzrośnie jeszcze bardziej. Oczywiście, trzeba tu wziąć poprawkę na
tych, którzy pobierając zasiłki jednocześnie pracują, tylko nielegalnie. Ale z drugiej strony,
wielu formalnie żyjących z własnej pracy w istocie wykonuje jakieś bezsensowne,
biurokratyczne czynności, z których nic nie wynika. Summa summarum, można więc uznać,
że dane Eurostatu odzwierciedlają faktyczne proporcje. Pokażcie mi drugie państwo na
świecie, które stać na to, żeby połowę swoich dorosłych mieszkańców utrzymywać z budżetu!
A Trzecią Rzeczpospolitą – owszem. Stać nas na 3 miliony 100 tysięcy rencistów, w
większości w kwiecie wieku i zdrowych jak byki. Drugi po nas kraj OECD w tej konkurencji,
Norwegia, ma rencistów w stosunku do całej ludności dwukrotnie mniej niż my. Można by
sądzić, że przez nasz kraj przeszły jakieś potworne kataklizmy, jakaś Czeczenia i Afganistan
do kwadratu, tak, iż po prostu nie zostało tu ani jednej rodziny, w której ktoś nie miałby
urwanej ręki albo nogi. Ale odpowiedź jest prostsza. Wystarczy u nas iść do lekarzaorzecznika, powiedzieć, że ma się depresję albo chorą nóżkę, oczywiście wsuwając przy tym
drobną grzeczność do kieszonki, i renta załatwiona. Kolejne rządy przymykają oko na
radosne rozdawnictwo uprawnień rentowych, w błogim przekonaniu, że w ten sposób
pacyfikuje się nastroje bezrobotnych, poprawia statystyki i nie musi się im płacić zasiłków.
Co bynajmniej nie znaczy, żeby którykolwiek z naszych włodarzy skąpił na zasiłki dla
bezrobotnych. Jak przed chwilą wspominałem, znaczna część tych, którzy je pobierają –
według autorów raportu sporządzonego na jesieni 2003 jedna trzecia, czyli, skromnie licząc,
koło miliona – albo pracuje na czarno, albo nie pracowała nigdy w życiu i pracować nie
zamierza, a zasiłek traktuje jak rentę socjalną. Stać nas.
Przeciętny obywatel Unii Europejskiej odchodzi na emeryturę w wieku nieco ponad 61
lat, a USA – ponad 63. U nas na emeryturę przechodzi się statystycznie mając lat niespełna
57. Krócej od nas zachowują zawodową aktywność tylko Belgowie, Francuzi i obywatele
Luksemburga, ale i oni zauważają coraz częściej, że ceną takiego lenistwa jest spowolnienie
wzrostu gospodarczego i zadają swoim rządom pytanie, czy aby ich na to stać. W Polsce nikt
nie ma takich wątpliwości. Tłumy krzepkich ubeków i milicjantów, którym III RP łaskawie
pozwoliła lata poświęcone utrwalaniu w Polsce sowieckoj własti zaliczać sobie do stażu pracy

podwójnie, są dla pracodawców nader atrakcyjni, bo nie trzeba za nie płacić horrendalnych
składek na ZUS, podobnie jak za tych, którym rozmaite branżowe przywileje pozałatwiali
zawodowi związkowcy. Pozałatwiali, oczywiście, na koszt podatników, a nie swoich
związków. Zresztą ich związki też żyją na koszt państwa. Same pensje górniczych działaczy
związkowych to rocznie kilkaset milionów złotych, na wypłacanie których też Rzeczpospolitą
stać.
*
Skorośmy już o tym wspomnieli: górnictwo... Duma i potęga peerelu, wbrew potocznemu
mniemaniu, wcale nie przestała być oczkiem w głowie III RP. Nie wiem wprawdzie, czy
nadal jesteśmy – jak się chlubiła gierkowska propaganda – czwartą światową potęgą w
wydobyciu „czarnego złota”. Na świecie, generalnie, wiek dziewiętnasty dobiegł już końca
(choć nie wszyscy to zauważyli), zapotrzebowanie na węgiel kamienny jest niewielkie i
wydobycie tego surowca spada z roku na rok, mimo pewnych perturbacji na światowych
rynkach wywołanych podjęciem przez Chiny intensywnych zbrojeń, skutkujących
wzmożonymi zakupami tego surowca – więc możliwe, że awansowaliśmy w zaszczytnej
rywalizacji jeszcze wyżej; z drugiej strony, przodujący przed laty w wydobyciu bratni
Związek rozpadł się na kilka państw z równie rozbudowanym przemysłem wydobywczym, co
musiało namieszać w statystykach. Przyznam, że nie dotarłem do odpowiednich danych. Ale
dotarłem do wiadomości, że pod koniec 2003 mieliśmy w Polsce 140 tysięcy górników. Cała
Unia Europejska (ta jeszcze nie rozszerzona) razem wzięta miała ich w tym samym czasie
tylko 110 tysięcy. Unia to, bądź co bądź, 15 krajów, w tym parę znacznie od naszego
większych, ale jeśli ktoś uważa, że to za mało, by się czuć węglowym mocarstwem, to
dodajmy jeszcze 36 tysięcy górników pozostających na pięcioletnich urlopach, na których
dostają oni wprawdzie tylko 75 proc. pensji, ale zachowują wszystkie przysługujące im ze
wspólnej łaski komuny i „Solidarności” dodatki socjalne (z najzabawniejszym „ołówkowym”,
czyli zasiłkiem na przybory szkolne dla dzieci – co zdaje się dowodzić jakiegoś szczególnego
w tej grupie zawodowej zamiłowania do kształcenia potomstwa), deputat węglowy, nagrody
jubileuszowe i barbórkowe, trzynaste i czternaste pensje. Publicysta, od którego spisuję te
dane, oszacował takiego „urlopowanego” na pięć lat górnika na jakieś dwa tysiące
miesięcznie na rękę. W Warszawie to może niedużo, ale na Śląsku z taką kasą można już
funkcjonować, zwłaszcza że nie wiąże się ona z jakimikolwiek obowiązkami. Zresztą byle
tylko dotrwać do emerytury. Przeciętny górnik, który zjechał pod ziemię w wieku lat 18,
emeryturę dostaje mając lat 43; czas spędzony na urlopie liczy się oczywiście tak samo, jakby
pracował. Cóż, górnictwo to zawód niszczący zdrowie, a nasz naród, sądząc po liczbie
rencistów, jest wyjątkowo wątły. W takich Niemczech górnik haruje jak w każdej innej

Nie muszę chyba dodawać. jeśli nie jest działaczem związkowym albo partyjnym. ale i na to jest rada. najbardziej zaradni i najbardziej przedsiębiorczy z całej górniczej braci. Rzeczpospolita płaci. a górniczego zwłaszcza. Co prawda. co daje kolejną imponującą sumę 800 . jak każda hojna ciocia Rzeczpospolita bywa cokolwiek sfiksowana. Jakich znowu odprawionych? – ma prawo zapytać słabiej zorientowany w problematyce górniczej Czytelnik. odliczało zaraz od niej i przekładało do drugiej kieszeni różne składki i podatki. a kiedy słyszy. nikt im go nie poskąpił. Otóż urlopy dla górników. albo krzepki rencista. jaką można za tę tonę węgla uzyskać. Wydobycie tony węgla w polskiej kopalni kosztuje średnio 140 złotych. Według zgodnej opinii znawców problemu te 30 tysięcy górników. oficjalnie było to bodaj 55 tysięcy. który tylko łaskawie zgodził się przestać być górnikiem. u nas w 2002 roku 146 tysięcy górników wydobyło 100 milionów ton. Wyobrażam sobie tych niezaradnych – bo spośród zaradnych prawie jedna trzecia przehulała odprawy w kilka miesięcy i zgłosiła się po zasiłek do pomocy społecznej. Ostatni głąb. że do każdej tony dopłacamy 40 złotych. aczkolwiek zyskały sobie wśród nich największą popularność. Kopalnie. zresztą takie przekładanie z kieszeni do kieszeni pozwala znaleźć zatrudnienie dla tych rzesz urzędników. ta zaś dostarcza im siłę roboczą zatrudnioną na umowę zlecenie. czyli tych właśnie niby-urlopowanych bądź odprawionych. potrafi policzyć. bo państwo wyjąwszy tę sumę z jednej kieszeni. że przeważnie należącą do jakiegoś zawodowego obrońcy praw ludu pracującego. to najlepiej wykształceni. których utrzymywanie świadczy o opiekuńczości i wrażliwości społecznej rządzących). 12 tysięcy górników wydobywa w ciągu roku 33 miliony ton węgla. Przez kilka lat górnik. gdzie przed dwudziestu laty Margaret Thatcher w okrutny sposób pogwałciła prawa socjalne i związkowe. które na koszt państwa wypchnęły swoich pracowników na górnicze urlopy bądź emerytury. kapitalistycznej Wielkiej Brytanii.branży. stać ją na to. odprawach i zasiłkach) nie jest bezwzględnie związana z ilością wydobywanego węgla. ale brutto. z jak bogatym krajem sąsiaduje. kto będzie rył pod ziemią zamiast nich – inaczej spadłoby im wydobycie i przykopalniane spółki nie miałyby długów do hodowania. muszą przecież zatrudnić kogoś. a cena. Z tego 23 miliony sprzedaliśmy na eksport. którzy skorzystali z oferty i których możemy śmiało doliczyć do liczby 140 tysięcy nadal pozostających na utrzymaniu kopalń i 36 tysięcy urlopowanych. Oczywiście. z górnikami jest ten problem. tak się dziwnie składa. nie były jedynym sposobem okazywania im przez Rzeczpospolitą swej hojności. łapie się za głowę i nie może uwierzyć. We wstrętnej. Gdzieżby tam Polski nie było stać na zasiłki! W zasadzie liczba pracowników kopalń (zostawmy już na boku górników na urlopach. dostawał za to na rękę czterdzieści tysięcy z hakiem (piszę „na rękę”. Zresztą górnik na urlopie też. to około 100 złotych. że jego Polski kolega w wieku lat 43 już jest emerytem. że krzepki emerytowany górnik jest dla pracodawcy równie atrakcyjnym nabytkiem jak emeryt „mundurowy”. Podpisują więc umowę z prywatną firmą. że przeważnie nie potrafią oni niczego innego poza ryciem w podziemnych złożach.

o czym za chwilę. A gdyby kopalnia nie ponosiła strat. Spółki. którymi może handlować. a gdyby nie te miliardy. by zmalało. Ale wyrzucić z gabinetów tylu prezesów. bo akurat trwa kolejna reorganizacja. Jest to kwota. że górnictwo zamiast kulą u nogi i kotwicą. dziesięciu. obliczano. co ośmielają się podważać sens wydawania na górnictwo tak wielkich pieniędzy – to jeszcze pikuś. którą Rzeczpospolita. który komuś wyświadczył jakieś przysługi i sam ma prawo oczekiwać przysług – tego by system społeczno-polityczny III RP na pewno nie wytrzymał. czy nawet pięćdziesięciu tysięcy górników. jeszcze nie było w dziejach III RP takiej reorganizacji. Taką sprzedażą węgla kopalnie nie są zainteresowane. wyrzucenie na bruk pięciu. I nawet.milionów złotych. z których przecież każdy jest czyimś kumplem. jak usiadłem do pisania niniejszej książki. pasożytujące na deficytowym górnictwie jak pchły na zdychającym psie. I na to też nas stać. kogoś wspiera. które regularnie ofiarowuje górnictwu rząd. Więc Rzeczpospolita płaci. a kopalnie potrzebują także żywej gotówki. mogłoby się okazać. za półdarmo. nie miałyby więc z czego żyć spółki dające zarobek zawodowym związkowcom. dające z kolei zarobek partyjnym nomenklaturom. że wydobycie tony węgla wcale nie musi kosztować aż 140 złotych. którym straszy się u nas takich. Samo oddłużenie kopalń w roku . nie byłoby umorzeń. Boże uchowaj. mają swoje powody. Ale jestem dziwnie spokojny. bo kopalnie. albo. okazałoby się. skryptami przecież swoim prezesom i dyrektorom pensji nie wypłacą. które chciałyby kupić węgiel po obowiązującej cenie i sprzedać na opał tym. bo nie ponoszą na niej strat. to kupić go nie sposób. dotuje obywateli państw znacznie od nas bogatszych. nie mogę sprawdzić. kasują co jest do skasowania i upychają towar na rynku krajowym. w praktyce zresztą więcej. którzy go potrzebują. w końcu płaci z naszych pieniędzy. Że może nawet jesteśmy w stanie wydobywać węgiel po cenach zbliżonych jak w innych krajach i nawet sprzedawać go bez dopłat. Gdyby węgiel nie przynosił strat. nie miałaby długów. zwłaszcza na stanowiskach kierowniczych. Choć niektórzy pocieszają: w praktyce spora część tego węgla eksportowana jest tylko na papierze. pod kogoś jest podwieszony. po której zatrudnienie. że w polskim górnictwie na 20 pracowników pod ziemią przypada jeden prezes. Aby tę gotowiznę uzyskać. że węgla wydobywa się w Polsce za dużo. z pieniędzy zabranych swoim obywatelom. To by się jakoś przeżyło. by sprzedawać poniżej cen rynkowych. o zgrozo. zjednoczenia czy kompanie węglowe. Powiedzmy sobie szczerze. jeszcze by się mogło okazać. że w ogóle są psu na buty potrzebne wszystkie te ponadkopalniane biurokratyczne struktury. choć nikt nie ma wątpliwości. W efekcie działania tych wszystkich mechanizmów. mają przede wszystkim charakter rozmaitych umorzeń i oddłużeń. Jak to wygląda w tej chwili. Co jej szkodzi. opychają węgiel na krzywy ryj. Poza tym miliardy złotych. Na pustych składach przed kopalniami całymi tygodniami koczują kierowcy ciężarówek z firm. Rzeczpospolita nie pakowałaby w górnictwo miliardów. może być dla gospodarki napędem! Kilka miesięcy przed tym.

pozaplatano je w tak misterne pętelki i kłębowiska. wszelkiego rodzaju VAT-y i akcyzy na co tylko popadnie. 2 w Europie – ale wcale nie to decyduje o tym. co twierdzą niektórzy historycy. odprawy. podobnie jak węgiel. zapanowała moda na fitness i podobnie jak w krajach zachodnich. więc pewnie sprzedajemy ją gdzieś za granicę – wyrwie się może ktoś naiwny. dzierżymy chwalebne czwarte miejsce w Europie. . Myślą więc. oczywiście. jak funkcjonuje i czym się kieruje państwo polskie. 6 w Europie). cieszą się. Dziś w krajach cywilizowanych wieprzowina nie jest w modzie. urlopy. że to nie oni płacą. że opłaca się Nowozelandczykom sprzedawać swe produkty nawet na drugim końcu świata. jest droga. że to właśnie hodowla świń zadecydowała o potędze Imperium Rzymskiego (że niby nażarci wieprzowiną Rzymianie lepiej się rozmnażali i żwawiej bili od innych ludów śródziemnomorskich. Oczywiście. Bez mała 10 procent całego budżetu państwa! Do tego wspomniane już osłony i dodatki socjalne. Nie jesteśmy Nową Zelandią. oparto na tylu fikcyjnych przelicznikach i wyssanych z palca parametrach. gdzie całe rolnictwo zostało urynkowione i w ciągu kilku lat jego efektywność wzrosła tak. stroniących od tego wysokoenergetycznego pożywienia ze względów religijnych). tylko miastowi. Być może to prawda. ale o tym w innym miejscu). na co ją stać. żeby było ją stać na to wszystko. w produkcji żywca wieprzowego. * Według oficjalnej informacji ze strony internetowej Ministerstwa Rolnictwa. a siódme w całym świecie. Ale napiszę parę słów o hodowli świń. bo jeszcze parę akapitów na ten temat i szlag mnie trafi przy klawiaturze. bo przez trzynaście ostatnich lat celowo tak pogmatwano wszelkie rozliczenia tej branży. Zostawmy na razie górnictwo na boku. A przecież to nie jedyna podstawa naszej gospodarczej mocarstwowości. ubezpieczeń społecznych (osobny kryminał. A mimo to z roku na rok wzrasta jej produkcja. Na liście naszych sukcesów gospodarczych ten akurat plasuje się daleko za uprawą ziemniaków (3 miejsce na świecie. Lekarze zrobili jej fatalną opinię. Gdzie niby moglibyśmy ją sprzedawać? Po pierwsze. spożycie wieprzowiny spada w Polsce z roku na rok. co właściwie. dzięki czemu chłopi załatwili sobie zwolnienie z podatku dochodowego i wydzielenie rolnictwa z tzw. jest to doskonały przykład. że księgowy z Enronu nad bilansami naszych spółek węglowych tylko by gwizdnął z uznaniem i zaczął się rozglądać za jakąś prostą pracą fizyczną. Ach. a zresztą czort jeden wie. nie. Chłopi. Polska. bo od zarania III RP praktycznie nie dawało się tu stworzyć rządowej większości bez którejś z partii chłopskich. bo. musi nakładać wysokie haracze.2003 to 18 miliardów. ale było to już dość dawno temu. że nazywanie Polski „republiką kartoflaną” jest więcej niż uzasadnione) czy nawet buraków cukrowych (7 miejsce w świecie. Dobrze.

pomijając już ich moralny aspekt. ubrania. Natomiast ci. chcąc nie chcąc. których stać na takich księgowych. . jak wygląda. czego potrzebują. że jeśli fakty to marzenie niweczą. Że obietnice. kończąc tę dygresję. wyborcy po prostu przyjęli ją do wiadomości. to tym gorzej dla faktów. ale nie bardzo ma czym płacić. nie przestanie mnie dziwić. gumofilce. Płacą. Piekarz musi mieć buty. Rosja weźmie wszystko. tapicerów. z hurtowni do sklepu. mój maleńki kolego. Tylko w Ameryce. to z kolei nie miałby z czego zapłacić swojego podatku piekarz. zresztą chętniej kupi od zachodniej Europy. chyba że kręci coś na lewo. i które muszą zostać wielokrotnie przewiezione. iż władza zabierze bogatym po to. i dlatego Ameryka wygląda tak. Nasi hodowcy zatem. To przecież oczywiste. Widocznie marzenie o „sprawiedliwości społecznej” tak się ludziom rzuciło na głowy. kamerdynerów. z dwoma wyjątkami: miliarderów. po których można by ich świnie sprzedać na zagranicznych rynkach. Zresztą niby na których? Unia Europejska sama dusi się w nadprodukcji rolnej. muszą w rozmaitych cenach zapłacić podatki za tych. gdzie zresztą zasada przerzucalności podatków została odkryta. tylko jeszcze zarabiają – i nurków śmietnikowych. więc zapłaci w ich cenie część podatków nałożonych na szewca. którzy wszystko. maszyny. są gigantycznym łgarstwem: wszystkie nałożone na bogaczy podatki i tak zapłacą za nich właśnie biedni. i przez to są one drogie. każdy płaci za każdego. bo przecież muszą kupować benzynę i olej napędowy. że u nas tak elementarne rzeczy ogłaszać można niczym prawdy objawione. że nawet jak płacą. karmiąc molocha państwowej biurokracji – i właśnie dlatego nikt w Polsce nie ma kasy. których producenci bądź importerzy zmuszeni są płacić podatki i za siebie. Tak. a Polska też wygląda tak. i za pozwalnianych od podatków chłopów. ale i przeciętnego Francuza czy Niemca. nie mogą sobie pozwolić na ceny. żeby tej starej wyliczanki nie przedłużać. I tak. nawiasem mówiąc. no ale gdyby nie szewc. to w istocie nic nie płacą. A jednak przyjęcie do świadomości tej prostej prawdy. drogi Watsonie – jak mawiał sławny detektyw. A skoro płacą. z magazynu do hurtowni. z której bierze się prawie połowa budżetu tego najhojniejszego na świecie państwa. jak wygląda. bo tamci dopłacają do eksportu. jak „ścieka w dół” bogactwo. muszą kupować nawozy. którzy im dostarczają towarów i usług. niż wliczyć to z kolei w ceny swoich produktów. którzy chcą normalnie żyć i utrzymywać rodziny.Oczywiście się mylą – płacą. wyławiają z recyklingu. z fabryki do magazynu. dziwki i instruktora jazdy konnej – tak samo rozpływają się po obywatelach nakładane na nich podatki. że cały ten socjalistyczny bełkot o „redystrybucyjnej funkcji podatków” jest gigantyczną bzdurą. bo bogacz zatrudnia do swej obsługi sekretarzy. To przecież elementarne. Wystarczą trzy szare komórki. i w ten sposób przechodzi w ich cenę akcyza nałożona na paliwa. przekracza zdolności umysłowe nie tylko przeciętnego Polaka. że podatki są jak naczynia połączone – koniec końców wszyscy zapłacą mniej więcej tyle samo. zestawy satelitarne i wszelkie inne produkty. ogrodników. magnetowidy. że podatki są przerzucalne. by zrozumieć. to nie mają innego wyjścia. by dać biednym. kupujący u niego bułki. Nigdy.

co niejaki Kunik podpowiadał Nikodemowi Dyzmie – że . co rząd robi z tym skupem potem? Przecież nie sprzedaje nam. Z tego samego powodu nie ma co marzyć o podbijaniu rynku amerykańskiego. a potem jeszcze płaci cwaniakom. oczywiście. ile do tego trzymania potrzeba. nie jemy aż tyle. a po drugie. najbezczelniej ten przechowywany u nich skup interwencyjny sprzedają. Tak się przypadkiem składa. skupuje rząd nikomu niepotrzebne płody rolne. że gdyby chcieć tą metodą dogadzać wyborcom pana polityka. zakupionej interwencyjnie przez państwo żywności nie magazynuje się u nas w jakimś konkretnym celu. że to najprostsze rozwiązanie i bez cienia zażenowania obiecuje chłopstwu na wiecach i w ulotkach. wolimy kupować produkty z importu. ale to żaden problem – wynajmuje prywatne. znacznie niższej od interwencyjnej. Cwaniaczkom zresztą często i to jeszcze mało – chamowi zawsze mało. I trzyma. Potem. w błogiej nadziei. że hej. VAT-ów. Importu rząd zakazać nie może. to inne państwa z punktu nałożą cła na nas i dostaniemy na tym w plecy. Państwo. bo tańsze.żeby sprzedać taniej (dotując tym samym statystycznego Rosjanina z pieniędzy swoich podatników). z PiT-ów. już to wie. zrobi to za nas rząd. Albowiem. jak poseł Bonda z „Samoobrony”. co w tym wszystkim najważniejsze. i zniechęcone do zdrajcy szuka kogoś. światowa organizacja handlu. więc dalej żyje ono w przekonaniu. nie ma tylu chłodni i silosów. różne arbitraże. Polityk musi przyjąć to do wiadomości (choć coraz częściej odmawia – za złamanie przez rząd Millera umowy prywatyzacyjnej PZU możemy zabulić miliard euro. obowiązkowych składek i innych. o czym szerzej w innym miejscu – i. No więc – co robi Rzeczpospolita z tym nieszczęsnym skupem interwencyjnym? Ano nic. że zechcą je przechować w swoich magazynach. ale nie ma odwagi powiedzieć chłopstwu prawdy. Więc skąd to wysokie miejsce Polski w światowym rankingu produkcji rolnej? Odpowiedź jest prosta: ze skupu interwencyjnego. jak już się do władzy dopcha. pazerność jest jedną z jego głównych cech. ściągniętych w formie podatków. ale w żywej gotówce do własnej kieszeni. Ale może zapyta ktoś dociekliwy. za czyje pieniądze. jak się już rzekło. bo skoro ktoś dobrnął w lekturze aż tu. o nowozelandzkim nie mówiąc. że nikt się o te góry zboża czy mięsa nigdy nie upomni. że zabroni. że na jego bolączki jest sposób prosty jak w pysk dał. kto następny zrobi je w głąba. w chwili pisania tej książki sztokholmski sąd arbitrażowy otrzymał właśnie stosowne pozwy). za to. Jeśli ktoś naiwnie sobie wyobraża operację w stylu tego. którzy tym interesem kręcą. kasując po cenie rynkowej. Mówiąc krótko: najpierw z naszych pieniędzy. co oczywiście szalenie wzmaga determinację tych ostatnich w prowadzeniu chłopstwa na blokady i demonstracje do walki o zwiększenie zakresu skupu interwencyjnego i podniesienia jego cen. bo. akcyz. dowiaduje się – wtedy dopiero! – że jest coś takiego jak umowy międzynarodowe. Możecie śmiało nie kupować od rolników wieprzowiny czy zboża. Magazynuje go. po pierwsze. Już nie wyjaśniam. choć każdemu idącemu po władzę politykowi wydaje się. że w zdecydowanej większości należące do prominentów różnych chłopskich partii i związków.

i czego nie uda się ukryć przed pazernością aparatu państwowego. ani nawet z pomysłami jakobinów. trzeba być w parlamencie. że nachapią się i jej przywódcy. kiedy indziej znowu na górnictwo czy jeszcze co innego. w czternaście lat po jej zadekretowaniu. demokracja w Polsce. w Polsce budżet państwa to taki. kto się ułożył z innymi wygranymi. którzy takich możliwości nie mają. to mieć możność skierowania jakiejś części tej kasy do określonych środowisk. plus gwarancje. Każda chce zagarnąć jak najwięcej stołków. to jest argument. przyssać się do koryta w jak najliczniejszej gromadzie. według konspektu. Pamiętajmy. to zwróćmy uwagę. sprzedać i na tym zarobić – to jest po prostu jeszcze jednym z zaludniających nasz kraj naiwnych leszczy. że w każdej z branż czy grup interesu. Tamci chcieli tylko po dwa pięćdziesiąt za litr. a my wytargowaliśmy trzy pięćdziesiąt! Tamci chcieli skapitulować. trzeba dostać odpowiednio wiele głosów. . „społecznym solidaryzmem”. nabywa na czas kadencji prawo do łupienia społeczeństwa jako takiego i obdarzania zyskami swoich wyborców i – nie zapominajmy o tym – swoich sponsorów z czasów kampanii. plus jeszcze coś. metodycznie. ale taka to już jest książka – trudno o tym wszystkim pisać spokojnie. niż tamci. zależnie od układu sił i umów koalicyjnych. powiedzmy. dawno już weszły na taki poziom. Kto wygrał. która może ściągnąć pod URM parę tysięcy miotających mutrami i palących opony demonstrantów. trafia w ręce rządu. żeby być w parlamencie. rywalizują pomiędzy sobą liczne partie i związki. a da im. roczny udój Rzeczypospolitej. a myśmy wyrwali jeszcze po sto złotych dotacji do każdej tony.państwo skupuje w czasie klęski urodzaju. Po prostu. że o sprzedaży tego wszystkiego z zyskiem nie ma nawet co marzyć. że będzie się – jak to ładnie politycy w swoim załganym języku nazwali – „reprezentować jej interesy”. Raz kasa podatników szła na dofinansowanie banków spółdzielczych. ale co do kupowania sobie głosów rozmaitych grup. trzeba przekonać odpowiednio liczną grupę. Być w rządzie. czyli że się wyrwie innym. co się rocznie w Polsce udaje wytworzyć i zarobić. Żeby być w rządzie. w wersji solidarnościowej. Ceny interwencyjnych skupów. Do sponsorów wrócę potem. która może politykom dostarczyć struktury i kasę. A emeryci. my wam załatwiliśmy więcej. wyczekawszy na nieurodzaj. raz na interwencyjny skup. Silna branża.. pielęgniarki i wszyscy. Nic to nie ma wspólnego z pięknymi ideami ojców założycieli amerykańskiej demokracji. a żeby się nabrać głosów. Cholera. rozrywającej czerwone sukno Rzeczypospolitej jak stado sępów ścierwo. albo sparaliżować cały kraj strajkami. że w swej istocie oznacza to uruchomienie swoistego społecznego darwinizmu. wyrwie ze wspólnej kasy tyle.. to w praktyce zwykły bandycki targ. określane wskutek politycznych targów i pod naciskiem ulicznych rozrób. Ale skoro już przy tym. strajkowe mięso. i szeregowe. znowu zniesie mnie w dygresję. a droga do sukcesu wiedzie przez pochwalenie się polactwu: patrzcie. To na polactwo działa. względnie. by po paru latach. mogą sobie zdychać. Mniej więcej połowa tego. To się ładnie nazywa „sprawiedliwością społeczną”.

tylko za nasze. należących do zawodowych obrońców ludu. Oczywista bzdura: 130 tysięcy ton to wielokrotnie więcej. że za mrożone mięso można by drogą wymiany towar za towar kupić nowe samoloty dla naszego rządu. wspólne – a potem trzyma je w magazynach. ani pieniędzy na taką operację. że gdyby to oni nadal rządzili. że pewnie byśmy się o tym w ogóle nie dowiedzieli. bo lata takimi sowieckimi trupami. nie mamy statków-chłodni. kiedy ludzie aktualnej władzy. No i zaczął się lament: jak w parę miesięcy upłynnić 130 tysięcy ton mrożonej wieprzowiny? Ktoś wymyślił. za następców. żywiącym bezdomnych. może trzeba przeliczyć. uważając – skądinąd słusznie – że kto ma tak wielkie zapasy. ile milionów kotletów schabowych. Może na kimś ta liczba nie robi wrażenia. już mknę ku konkluzji. że cała razem wzięta Unia Europejska – było nie było 15 państw. niestety. w większości znacznie od Polski ludniejszych i bogatszych – w tym samym okresie miała w swoich chłodniach 140 tysięcy ton. Ale. niż takim jadłodajniom potrzeba. w jakikolwiek bądź sposób. i odpowiednio za to kasujących – przypomnę) 170 tysięcy ton mrożonej wieprzowiny. Pod koniec roku 2003 okazało się nagle. Ktoś nawet wymyślił. Większych zapasów Bruksela nie toleruje. że to wszystko pieprznie nie za jej kadencji. że w ramach akcesji trzeba będzie z tym i dziesiątkami innych absurdów coś zrobić. znaczy kompletnie załatwić bieżącą sprzedaż. macie Państwo prawo powiedzieć – ale może. nigdy by do czegoś takiego nie doszło. zresztą rzucić na rynek taką ilość darmowego mięsa. prędzej czy później rzuci je na sprzedaż po dumpingowych cenach i rozwali w ten sposób regulowany z takim trudem unijny rynek. żeby ją rozdać za darmo charytatywnym jadłodajniom. że według unijnych norm możemy mieć najwyżej 40 tysięcy. bo takich przecież nie ma. skończysz wreszcie o tym skupie interwencyjnym? Słuszna uwaga. Więc ktoś inny wymyślił – wysłać to wszystko do Afryki dla głodnych Murzynów. nasze kolejne rządy. Ziemkiewicz. Okazało się. że Polska przechowuje w chłodniach (prywatnych. Pewnie niedługo. skupuje ich produkty – nie za swoje pieniądze. Oczywiście. a jednocześnie stawiając przed biednymi krajami mury zaporowych ceł. jaką wiem. żeby ten dar dla głodującej Afryki zawieźć na miejsce. Że przy okazji puści się z torbami tysiące czarnych rolników. z różnych zresztą względów. A może wystarczy powiedzieć. już nachapani po uszy. prąc. wzorem niesławnej ustawy o . ile to setek tysięcy półtusz. Ale. od dawna metodycznie wtrąca je w coraz głębszą nędzę i jeszcze bardzo się przed samym sobą chlubi swą łaskawością. który upychając w Afryce swoje nadwyżki pod obłudnym hasłem „pomocy humanitarnej”. gdyby nie Bruksela. będą się mogli po cichu śmiać z polactwa w kułak. będzie tylko w zgodzie z tradycją postępowego świata. bo to ostatnia rzecz. do członkostwa w UE. aby okazać rolnikom swą łaskę. nie znaleziono na szerokim świecie chętnego do dokonania takiej wymiany. na co liczy.No dobrze. a głośno mówić. że aż żal. niestety. jakoś nie pomyślały. Liczy chyba tylko na to. I nie pytajcie mnie. Rzecz nader symptomatyczna. tylko kiedyś tam. A zatem: władza.

Po pierwsze: „cały świat” oznacza w ich ustach kilka bogatych państw zachodniej Europy. i USA jako całość. obrzydliwe kłamstwo. a nie za cenę. powstała u pana rezerwa rewaluacyjna na kwotę pięćset złotych. rząd zapłaci Brukseli za tę nieszczęsną wieprzowinę żądane kary i będzie ją trzymał nadal. tysiąc złotych – to znaczy. których używają cyniczni dranie. zaproponuje ktoś wzniesienie z mrożonej wieprzowiny drugiego kopca Kościuszki. Zanim do tego dojdzie. proponuję sposób prostszy: wszystkim tym mądrym. że nie wystarczy wyprodukować. pensje i premie w naturze. że opinia publiczna zajęta jest odkrywanymi co dnia nowymi aferami. znów sobie robię jaja. mają swój argument. Oczywiście. że mógłby to być iście kopernikański przewrót w myśleniu naszych elit politycznych o gospodarce. Stany Zjednoczone. wykręcać się. Myślę sobie nawet. I nie mogliby. To kolejne.. którą od miesięcy wycierają sobie gębę. że na bazie padliny robiono zaprawę murarską w średniowieczu). jedno z wielu. by na plecach zdesperowanej biedoty dorwać się do rządowej kasy i stołków. co to takiego ta rezerwa. o których tu piszę. jak wpieprzają cały ten wieprzowy nawis. wszystkim tym obrońcom chłopa i zawodowym związkowcom wypłacać wszystkie ich diety. wspominana tu Nowa Zelandia czy azjatyckie „tygrysy” zasadniczo od podobnych pomysłów stronią i świetnie na tym wychodzą. wczoraj dostał pan w naturze premię. to ostatnie co mogą ci.. Nie wierzcie w to Państwo. Gdyby tak nagle dowiedzieli się. jak to się skończy: po cichu. jak jeden z drugim nasz włodarz dostaje rano telefon: panie premierze. że im religia nie pozwala. chcąc przekupić wąską grupę wyborców w jakimś konkretnym stanie. subwencji i interwencyjnych skupów. którą sobie wymyśliła władza. jeden z drugim. ryczałty. żeby móc zobaczyć Kalinowskiego z Lepperem. którzy tej cholernej wieprzowiny nakupowali. Już widzę oczyma ducha.utylizowaniu nadwyżek produkcji rolnej poprzez dolewanie ich do paliw. i tyle właśnie ma pan zaraz zwrócić gotówką. ciężarówka zrzuciła pod kancelarią dziesięć ton węgla po stówie za tonę. jak w stosunkowo niedawnym przykładzie wsparcia udzielonego przez Busha amerykańskim stalowniom. Serafinem i resztą ferajny. i wspierana branża wychodzą na tym źle. albo ustawowy nakaz mieszania zgniłej wieprzowiny z cementem (gdzieś czytałem. ile nabywca gotów jest zaoferować. Na takie wydatki Rzeczpospolitą zawsze stać. rzecznicy tych wszystkich dopłat. i że sprzedać można tylko za tyle. Nie zrozumiałby wreszcie. mącąc w głowach naiwnym? Cóż. A jeśli od czasu do czasu. . i ten polityk. trzeba sprzedać. Dużo bym dał. któryś z tamtejszych polityków ulegnie pokusie i pójdzie na łatwiznę – to. ale jak już pisałem. przy tej wypisanej na twarzach wrodzonej inteligencji. Ale ponieważ dzisiaj węgiel zdrożał do stu pięćdziesięciu za tonę. Argument jest ważki i brzmi następująco: przecież tak jest na całym świecie. korzystając z faktu. którzy nic nie mogą – przecież i tak wiem.

jeśli najpierw przedstawicie i zobowiążecie się wdrożyć plan naprawczy. czyli w tych kilku państwach Unii Europejskiej. stać je na to – my natomiast jesteśmy państwem biednym. Ktoś siada i liczy: w skali kraju możemy wyprodukować wieprzowiny (czy czego tam) tyle a tyle ton. wypada po tyle a tyle ton i tyle a tyle euro na chłopa. odpowiedni minister obiecał przedstawicielom rolniczych związków. to po prostu daje kasę każdemu. i to po gwarantowanej cenie. że zmniejszycie wydobycie do wyznaczonego poziomu. który da państwu gwarancję. że za pięć czy siedem lat to. zamiast maleć. widać jednak jakąś szczątkową troskę o państwo. „Samoobrona”. zwrócicie mu w formie podatków – a przynajmniej staniecie na własnych nogach i przestaniecie być dla państwa ciężarem. Do protestów nie doszło. Tam. tylko pod warunkiem. z roku na rok nadprodukcja ta. choć są to kraje bez porównania bogatsze i niewiele mniej od nas przeżarte zarazą socjalizmu. I jeśli przy naszej polskiej biedzie zamierzamy się wzorować na Francji czy Niemczech. który za pożyczone pod zastaw domu pieniądze kupuje luksusową limuzynę. Podobnie z subwencjami do przemysłu: dostaniecie kasę podatników. mechanizm dość oczywisty. jeśli rząd dopłaca z pieniędzy obywateli do nadprodukcji rolnej. w budżecie do wyrzucenia mamy tyle a tyle milionów. że jeśli będzie ich naśladował. niepewnej produkcji.Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo. Ale w istocie wspieranie niewydolnego przemysłu i nadprodukcji rolniczej z funduszy publicznych „na całym świecie”. to są to państwa bogate i jeśli mają kaprys wyrzucać swoje bogactwa w błoto. I tak dalej. Chłop byłby idiotą. tu biznesplany. bo ledwie je zapowiedziano. i uznał. U nas. trwoniących co roku gigantyczne pieniądze na socjal i gospodarczy interwencjonizm. i wymieniamy się z ręki do ręki. i nie przestawiał się na hodowlę świń. a resztę przepuszcza na popijawy w ekskluzywnych knajpach. Stocznie – tu kasa. ale podtrzymamy was dotacją w ramach troski o bezpieczeństwo energetyczne. coraz bardziej rośnie. I cała subwencja ma charakter transakcji: masz tu kasę. zapowiedziała blokady pod hasłem skłonienia rządu do podniesienia tegorocznej kwoty przeznaczonej na interwencyjny skup i. kto się zgłosi – wskutek czego. którego chłop przekroczyć nie może. bo zobaczył. to zarazem wyznacza mu produkcyjny kontyngent. to zachowujemy się jak biedak. co dostaliście. co kolejne rządy Polski (a nie robią. ale za to ograniczasz produkcję. U nas jest inaczej. że kasa na wykupienie od chłopów i . górnictwo – nie opłaca się. W kilka tygodni po tym. peeselem. to też zostanie bogaczem. od radosnego rozpierdzielania budżetu przez Rzeczpospolitą różni się zasadniczo. o czym za chwilę). że tak żyją bogacze. jakże by inaczej. jak ujawniony został problem z zapasami mrożonej wieprzowiny. Jeśli państwo dopłaca chłopu do jego produkcji. interwencyjnych cen. „Solidarnością Rolników” i czym tam jeszcze. gdyby w tych warunkach nie rzucał innej. pospołu z kółkami rolniczymi. Powiedzmy. skoro wie. że świnie rząd skupi na pewno.

co roku zasypujących kraj stertami drogiego jak diabli cukru. bo piszę szczerze. Ale na owym „całym świecie” rolnicy to parę procent społeczeństwa. Ale nawet gdyby Francja nie sięgała po środki unijne. że Niemcy. kupowały sobie prawo powrotu do Europy po tym. Ronald Reagan. a o naszych politykach. No bo przecież tak się robi „na całym świecie”. Przeciętny angielski wyborca tych czasów wiedział. łożąc hojnie na rozmaite „wspólne polityki”. nie sposób myśleć dobrze – ale coś trzeba tu rzec na ich usprawiedliwienie. Margaret Thatcher mogła sobie pozwolić na to.zmagazynowanie kolejnej partii świniny znajdzie się na pewno. * Gwoli uczciwości: piszę tu sporo złych rzeczy o naszych politykach. Kiedy w Stanach Zjednoczonych strajk ogłosili kontrolerzy lotów. Dziś. która najwięcej im oferuje rozmaitych dopłat i z tego powodu stanowi natchnienie naszych działaczy. poza wyjątkami dającymi się wyliczyć na palcach jednej ręki. z którym nie ma co robić. Już samo to jest wystarczającym powodem. Podobnie. i jak znajdą się kolejne miliardy na dotowanie pamiętających jeszcze czasy carskie cukrowni. w dużej części robi to bardzo sprytnie za pieniądze niemieckie – bo taka była logika funkcjonowania wspólnoty europejskiej u jej zarania. po prostu ten strajk złamał siłą. że oto pewna grupa zawodowa walczy o swoje przywileje. odwołując się do swoich uprawnień. to z rolnictwa utrzymuje się w niej kilka procent społeczeństwa. że na to akurat kasa naprawdę się znajdzie. których koszt ponosi całe społeczeństwo. co zrobiły jej w czasie wojny. i że likwidacja tych przywilejów jest w interesie wspólnym. Tylko dlaczego miałby to ktoś powiedzieć akurat chłopom? A dlaczego nie pracownikom tej czy owej huty. prawie jedna piąta. jak u nas. by wypowiedzieć wojnę górniczym związkom zawodowym. w interesie kraju. jak wcześniej wspominałem. co myślę. że Polski na podchwytywanie francuskich pomysłów po prostu nie stać. by powiedzieć sobie. albo stoczni? A dlaczego nie kolejarzom? A czym się różnią pod tym względem od prostego chłopa z blokady tak zwane środowiska twórcze? Niewątpliwie mówią lepszą polszczyzną i mają mniejszą siłę przebicia. wydajność zreformowanego i zredukowanego do rozmiarów uzasadnionych ekonomiczną potrzebą brytyjskiego górnictwa jest najwyższa w Europie. Mógł to zrobić i puścić mimo uszu histeryczny wrzask . albo bankrutującej fabryki samochodów. jak się znajdzie na skupienie po absurdalnie wysokiej – w porównaniu ze światowymi – cenie kolejnych tysięcy ton zboża. bo przez cały czas miała za sobą poparcie większości społeczeństwa. ale przekonanie. a jego przywódców powywalał z pracy na zbity pysk. I jestem dziwnie spokojny. że ich właśnie Rzeczpospolita powinna utrzymywać i obdarzać szczególnymi przywilejami żywią dokładnie takie samo. Na dodatek Francja. a nie.

że to. Odruch solidarności: my wszyscy. kiedy pod naciskiem mediów policja zdecydowała się wreszcie zrobić na to targowisko nalot i zatrzymać parę trefnych bryk. Co dopiero wtedy. też pewnie pięćdziesiąt parę procent indagowanych przez ankieterów przyzna im rację. miesięcznie. okupuje gmachy publiczne. jak z roku na rok na fali ogólnej życzliwości dla wszelkiego rodzaju protestów ujawniają się roszczenia coraz bardziej groteskowe. Kiedy wyjdą na ulicę złodzieje samochodów. że kopacze mają rację. rzuca kamieniami i tak dalej – można być pewnym. domagając się – cytuję za gazetą – „m. z której się utrzymują. dzisiaj popieram roszczenia innych. zdegenerowany ślad bohaterstwa. czytam w gazecie.2 tys. To coś głębszego.. aby policja natychmiast przestała im utrudniać zarobkowanie i żeby za swą niewczesną akcję poniosła stosowną karę. że większość pytanych przez ankieterów rodaków wyrazi dla niego poparcie.wrogich mu mediów. czego egoistycznie domagają się kontrolerzy. jest sprzeczne z interesem ogółu. Nie zauważyłem. I Amerykanie się z nim zgodzili. Kiedy w Polsce ktokolwiek strajkuje. handlarze zrabowanym mieniem odpowiedzieli zablokowaniem jednej z ulic miasta. Oto. gdzie od lat działa w najlepsze wielkie targowisko kradzionych w Niemczech samochodów i wszyscy udają ślepych. Ci albo ci chcą od państwa więcej pieniędzy? Dać im! Mają rację! Widocznie im się należy! Należy się przecież każdemu. bo i on odwołał się do milczącej większości – wytłumaczył Amerykanom. kiedy ja sam będę chciał wyrwać coś dla siebie. którzy przestępcami nie są? Nawet nie dopatrywałbym się w tym jakiegoś wyrachowania – że niby. domagając się przywrócenia w kodeksie karnym peerelowskiego paragrafu o „czasowym zaborze mienia”. blokuje drogi albo tory kolejowe. Tylko że dzisiaj jest to solidarność przeciwko państwu własnemu. albo dilerzy narkotyków. Jest w tym jakiś wyrodzony. za którą tylu frajerów dało się zaszlachtować na jakichś redutach. oni popierali mnie. razem. w Szczecinie. przeciwko państwu. pali opony. żądając. W tym samym czasie pod wałbrzyskim ratuszem demonstrowało tysiąc kopaczy z tak zwanych biedaszybów. czego nikt jakoś nie dostrzega.. czyli drobnych przemytników. wykorzystując swe szczególne możliwości sparaliżowania amerykańskiej komunikacji. a jeśli byłoby to niemożliwe – trzyletnich zasiłków dla bezrobotnych i zaprzestania nękania przez policję. Oto. gdy od państwa domagają się pieniędzy jacyś ludzie. spontanicznego. w ramach protestu kilkaset tak zwanych „mrówek”. zapewnienia pracy na dwa lata z pensją co najmniej 2.”. wreszcie odzyskanemu. aby celnicy przestali im egzekwowaniem obowiązujących przepisów utrudniać działalność. za którą ludziom . Dziś jest to odruch walki przeciwko tej właśnie Polsce. który przez wiele lat zapewniał im bezkarność.in. z którym poprzednie pokolenia stawiały mniej lub bardziej czynny opór zaborcy czy okupantowi. żeby jutro. pytanych powiedziałoby. czytam kilka miesięcy później. ale i bez niego wiem. wybierając go na drugą kadencję. żądając. żeby w tej z kolei sprawie też przeprowadzono sondaż. czego dowód złożyli wkrótce potem. że znowu 80 proc. wysypuje zboże. zdemolowało przejście graniczne. Spójrzcie Państwo.

To nie jego problem. to tylko w naszej własnej przeszłości. dopóki w końcu nie wzięli ich za mordy i pod but caryca pospołu ze starym Frycem. . w przekonaniu polactwa „oni” – politycy – nie dają. wcale sobie poparcia nie kupują. mądrze – „wrogim państwem opiekuńczym”. skandowane rytmicznie: zło-dzie-je-zło-dzie-je podczas każdej demonstracji. mniej znani tłumom członkowie będą się ratować przemalowywaniem szyldów. rwały sejmy. nadrzędnym interesem. trudno sobie wyobrazić demonstracyjne postępowanie wbrew tej woli. ta pasja. Pieniądze z wielkiego wora. miażdżono genitalia. którą każdy chce klepać po cyckach. zsyłano na Sybir – Polsce chwilowo niepodległej. wydaje się ewenementem na skalę światową – i jeśli można znaleźć dla niej jakąkolwiek analogię. Ta Polska jest dla polactwa tylko dojną krową. z jaką pokolenia polskiej szlachty walczyły z urojonym zagrożeniem „absolutum dominium” i w imię swej „złotej wolności” paraliżowały wszelką władzę. zamiast przeznaczać. a jej szeregowi. że w większości swoich zachowań nie różni się polactwo od rozmaitych innych ludów. w którym polityk uzależniony jest od kaprysów tłumu jak gwiazda telewizji od humorów publiczności. Ale trzeba dodać. wczasy. biorą dla siebie i swoich kolesiów. pracę. Z jednej strony. opiekę zdrowotną. i tak zawsze daje za mało. * Oczywiście. Profesor Wilczyński nazwał ten fenomen – jak na profesora przystało. strzelano w potylicę. zobowiązanego zapewnić każdemu środki utrzymania. przetrąconych długotrwałym zniewoleniem. że krowa w końcu może paść. że ustępując przed najbardziej nawet egoistycznymi i szkodliwymi dla ogółu żądaniami. jak obiecali. niszczyły administrację i uniemożliwiały królom zdobywanie pieniędzy na zaciąg wojsk. aż do renty i emerytury. Z drugiej jednak strony ów wielki rozdawca dóbr jest powszechnie znienawidzony. I tak zostaną znienawidzeni. polactwo postrzega swoje państwo jako dawcę dóbr. Można tu więc i trzeba rzec na obronę polskich polityków. na nas. rozdając coraz to nowym grupom kolejne pieniądze i przywileje. Ta Polska nie jest dla przytłaczającej większości tutejszych mieszkańców wartością. złodzieje jedni. Ale ta perwersyjna solidarność przeciwko własnemu państwu. z jaką zwalczamy własny kraj. „Złodzieje” to jedno z kluczowych słów polskiej debaty ulicznej. szkołę. że ustępując tchórzliwe przed każdym tupnięciem. i nikogo nie obchodzi. jakim jest budżet państwa. wspólnym dobrem. i tak dalej. tylko w tej zajadłości.wyrywano paznokcie. i tak pod koniec kadencji rządząca partia będzie biła kolejne rekordy niepopularności. niż wspólny wysiłek skierowany na wyrwanie z tegoż państwa kolejnych pieniędzy i wtrącenie go w jeszcze bardziej beznadziejną sytuację. Ale nie dosyć na tym: państwo polskie jest dla polactwa głównym wrogiem. i poza skokami Małysza oraz adorowaniem Papieża nic nie jednoczy go skuteczniej. Bo ilekolwiek by dawał. ustępują zawsze przed wolą większości – a w końcu w demokratycznym kraju. bo nie chcą. Wspominam tu nieraz.

niż zniszczy. niż im się należało. afer było w naszym kraju. Oczywiście. Po to. my tutaj. luksusowy samochód. nie robimy nic złego. która ich jeszcze popiera. jedynka z dziewięcioma zerami). ale jeśli ktoś wierzy. kto miał przykrość przeżyć w domu włamanie: złodziej z reguły mniej ukradnie. nieuczciwi zarządcy państwowego majątku powodowali straty kilkanaście. Polactwo. znany każdemu. Można. w jakim celu i z jakich pozycji. zapewne. jak się dziś wydaje. co już mnie rozśmieszyło do rozpuku. żywiąc o postkomunistach jak najgorsze mniemanie.bez różnicy. Tych strat odzyskać po prostu nie można. skąd wziąć na te wszystkie zasiłki. były wpisane w logikę „pokojowego przekazania władzy”. żeby mieli obrócić się przeciwko ostatniej grupie społecznej. co niemiara – znacznie więcej. skonfiskować jakąś jedną czy drugą willę. A miliard to tysiąc milionów. Oczywiście w tej ludowej intuicji jest coś z prawdy. skąd się będziemy mogli nachapać” – ale na pewno nie jako „my wiemy. gdzie są pieniądze. stanowiła wręcz niewypowiedziany na głos warunek całej umowy. w końcu nie jesteśmy tacy głupi. bo przecież. nieco więcej lub nieco mniej niż 50 miliardów dolarów. i jak je wziąć. usiłując urwać coś dla siebie. Ba: bylibyśmy frajerami. aby bezkarnie ukręcić parę milionów. na zaspokojenie waszych oczekiwań kasy nie ma i nie będzie. kogo posyłamy do władzy. że z tego będzie na wypłacanie parunastu milionom ludzi minimum socjalnego dziewięćset złotych miesięcznie. A na dodatek działa tu mechanizm. w jedno wydaje się im wierzyć bez zastrzeżeń: w coraz to nowe obiecywane sposoby wyczarowania pieniędzy. zgoda „Solidarności” na bezkarną grabież przez funkcjonariuszy partyjnych i ubeków państwowego mienia. (Święta prawda. tak jak nie można złapanemu włamywaczowi odebrać pieniędzy. gdybyśmy tego nie robili. o jakie wskutek nich zubożono państwo. Rozliczanie aferzystów to jedna z najbardziej niezniszczalnych bzdur III Rzeczypospolitej. niż się to zdarza w starych demokracjach.) Więc przede wszystkim – pieniądze mają się wziąć z „rozliczania aferzystów”. jak w każdym innym kraju postkomunistycznym. stanowią inny zupełnie rząd wielkości. . żeby nie wiedzieć. kto demonstruje. Żaden polityk nie powie przecież wyborcom: słuchajcie. niż potrzeby budżetu (przypomnijmy: budżet na rok 2004 to pi razy drzwi 200 miliardów złotych. kilkadziesiąt razy większe. to jego nauczyciele dostali za swoją pracę znacznie więcej. Afery. jeśli rozumieć tę zapowiedź „my wiemy. jak Miller czy Lepper – my wiemy. Zamiast tego mówi. choć generalnie jest w stosunku do polityków po chłopsku nieufne. Ale wszystko wskazuje. Ale jest też wielkie rozgrzeszenie: skoro wszyscy tam na górze to w czambuł złodzieje. nie uważam ich za tak głupich. szwindle założycielskie. na dole. „Rozliczanie aferzystów” obiecuje nawet zdychający SLD. dopłaty i subwencje”. które kosztowała właściciela domu naprawa zniszczonych drzwi i wstawienie nowego zamka. że sumy. Zależnie od kursu.

Przy okazji jednym wyraźnie się pomyliła rezerwa rewaluacyjna z rezerwami walutowymi NBP. że naród niekształcony. żeby pod tę wirtualną rezerwę – ale bez sprzedawania rezerw walutowych NBP. Niedoceniony showman Grzegorz Kołodko wymyślił. że można by się dobrać do wspomnianej już rezerwy rewaluacyjnej NBP. Po prostu. bardzo rozpala namiętności różnych przywódców ludu i ich pomagierów. oczywiście. podchwytywany nawet przez polityków. W ogóle. że gdzieś tam u znienawidzonego Balcerowicza w piwnicy leżą skrzynie pełne dolarów. różnica pomiędzy ceną zakupu. rozliczyć by wreszcie należało. i oczywiście obiecywane korzyści jakoś nie nastąpiły. do których można by się dobrać. porcelanową durnostojkę. jak mantrę słyszałem. a pewnego dnia. i dlatego. których bardzo chciałbym móc uważać za poważnych. spirytusowej czy FOZZ. dał mu na piwo – pewnie byś go spuścił ze schodów. bo to wywołałoby skutki. Do tego stopnia. określanych przez Bank Centralny. jak Polska długa i szeroka. dodatkowej emisji pieniądza bez pokrycia. że nie pytają o szczegóły. czyni to po określonym kursie. I. powtarza się to na wiecach od lewicy do prawicy. że wymaga tego poczucie sprawiedliwości – nie dlatego. dlaczego rok temu twierdził. Tylko że kto chce wierzyć. W rok później euro było już prawie po pięć złotych. W istocie był to pomysł ryzykownej. a za czas jakiś. że obrońcy praw socjalnych ludu podkradają je sobie bez żenady. i te zmiany kursu. Pogłoska. które wykształconemu ekonomiście są znane – dodrukować trochę kasy na bieżące potrzeby dziurawego budżetu. Pomysł równie rozpaczliwy i doraźny. jak inne kołodkowe rady. żebyś już teraz. Ale trzeba to zrobić dlatego. a ceną bieżącą. inny podchwytuje. że tańszy złoty ma być lekiem na wszystkie problemy. jest tylko wielkością księgową. PT Czytelniku. rezerw obowiązkowych. przy powszechnej w naszej klasie politycznej ignorancji w dziedzinie ekonomii. skąd wziąć pieniądze na spełnienie wszystkich składanych po drodze do władzy obietnic. jeśli chodzi o pomysły. korzystając z faktu. panuje u nas swoisty głuchy telefon: nie dość. Kiedy euro kosztowało cztery złote. Czy czujesz się bogatszy o dwie dychy? Teoretycznie tak. uwierzy we wszystko. Dostałeś na imieniny. z niesławną abolicją podatkową na czele. i byle się osłabił. o dziwo.Afery. że będą z tego kokosy na dalsze finansowanie gierkowskiego „czy się stoi. prawda? Tymczasem pan Kołodko umyślił sobie. to jeszcze po drodze wszystko im się myli (byłoby to bardzo zabawne. Natomiast jeśli ktoś powiedziałby ci. te dwie dychy. to właśnie owa rezerwa. Owa rezerwa w istocie nie istnieje. . czy się leży”. Ale będziesz bogatszy dopiero wtedy. ale próżno by szukać kogoś. począwszy od tych głównych – rublowej. pomysł eseldowskiego żonglera przeżył jego samego. patrzysz na wystawę – taki sam mathom wyceniają w pamiątkarskim na siedemdziesiąt złotych. skoro ci nagle spadły z nieba. a ściślej. że chodzi w końcu o nasz kraj). że złoty jest za mocny. Ktoś coś tam powie. gdyby nie fakt. a innym – z poziomem tzw. bez sprzedawania czegokolwiek. która w sklepie kosztowała pięć dych. gospodarka rozkwitnie. kiedy NBP skupuje waluty. kto by umiał wyjaśnić. że na ich bezkarności cierpi państwo. gdy zdołasz komuś swoją figurkę za te siedem dych opylić.

porównał to z ilością pieniędzy w obiegu. sypiących się na każdego obywatela za to tylko. niestety. pod zastaw zaufania narodu do siebie samego (jak bogackiego. rządziłaby do dziś. z kredytem i stopami procentowymi. co komu do głowy przyjdzie. ale to tylko dla przykładu – jeśli chodzi o wymyślenie jeszcze jednego „dowodu”. czarna magia – można pleść. potęguje z kolei wściekłość na polityków. jak w wyidealizowanych przez sklerozę czasach słodkiego gierkowskiego nieróbstwa i radosnego przeżerania pierwszych dolarowych kredytów. że może być tak. Że polska gospodarka jest jak wysuszona gąbka i można ją nasycić „nieinflacyjnym dodrukiem pieniądza”. że cała rzesza ludzi łykała te brednie niczym karmny gąsior gałki. A wiara. Ba – gdyby umiała jakąś kasę wyczarować. nie zmieniało faktu. tak samo jak i dla jego wyborcy. tylko tę rękę wyciągnąć. to dla przeciętnego polityka. Albo że można by wykreować „pieniądz narodowy”. który straszył gdzieś na początku lat dziewięćdziesiątych. ograniczały się jego biznesowe uzdolnienia – i sypał różnymi genialnymi pomysłami na zamienienie Polski w Kuwejt (nie w sensie obfitości ropy naftowej. jak się zdaje. jeździł białym rolls-royce’em. a u nas przecież „liberalizm”. Dwa plus dwa równa się cztery. najgorszą nawet głupotę. facet. a potem zniknął nie wiedzieć gdzie i jak. co się wiąże z pieniądzem. jak się jego podaż w Ameryce i gdzie indziej ma w stosunku do długości granicy w centymetrach. Nie można więcej wydawać. którym podwoził zaczynającego wtedy przy nim karierę Leppera. że gigantyczne pieniądze są gdzieś w zasięgu ręki. że pieniądz jest ekwiwalentem obecnych na rynku towarów i przeliczanie. i więcej pożyczać.. a w Polsce wielokrotnie mniej złotych. można i należy w Polsce wydrukować ileś tam jeszcze miliardów. tylko sum pieniędzy. niż się będzie w stanie oddać – w innych . Ergo. robił długi – do tego. ile jest w Polsce ziemi ornej.Wszystko. że wyciągam tu jakieś skrajne przypadki. nie zamulajmy sobie mózgów pomysłami żądnych sejmowych diet cymbałów. dokładnie coś takiego usłyszałem kiedyś z ust działacza partii przekraczającej w sondażach pięcioprocentowy próg. Albo. którzy z niezrozumiałych przyczyn sięgnąć po nie nie chcą. Trzeba naprawdę tłumaczyć. Ich zasoby są ograniczone. rocznej produkcji parasoli albo dni deszczowych i słonecznych nie ma najmniejszego sensu. jego kreowaniem. i będzie tak zawsze. że w Ameryce na jeden hektar przypada ileś tam wyemitowanych przez bank centralny dolarów. i to jeszcze liberalizm „doktrynalny” i „antyspołeczny”. że gdyby jakiekolwiek cuda dało się zrobić. niż się ma. choćbyś pękł – w cywilizowanym świecie to podstawa rachunków. że istnieje). Bardzo przepraszam. Uchodził za milionera z Ameryki. jakim obwarowano wejście do sejmu). To. Jeden z nich szczególnie zapadł mi w pamięć. sama by się jeszcze nachapała! Ale. Do diabła zresztą z tym. wbrew przekonaniu wielkiej części mieszkańców naszego kraju pieniądze nie biorą się z drukarni. polactwo kupi każdą. politycy nie wahaliby się ani chwili? Przecież gdyby którakolwiek z rządzących ekip zdołała zaspokoić roszczenia. Przypomniał mi się niejaki Siemienas. Otóż policzył był pan Siemienas. i wyszło mu. następnie wykonał takie obliczenie w stosunku do USA..

Owoż: rząd musi wydawać pieniądze w pierwszej kolejności na to. Ja. rząd wydawać pieniędzy nie musi. które rządzi u nas konstruowaniem finansów publicznych. Duża część tych zasobów została od razu na starcie. żeby dać zarobić kolesiom władzy. kto chciałby sobie Polską porządzić – naprawdę. Na przykład – potrzebujemy opieki medycznej. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny. profesorem nie jestem. albo zachoruje mu ktoś z najbliższej rodziny. służące tylko temu. na idiotyczne ekspertyzy. czego potrzebują. i jeszcze potem chłopskiemu posłowi za to. czy deklaruje się jako katolik. Od chwili swego powstania III Rzeczpospolita trwoni nasze skromne zasoby na rzeczy. Pozwoliłem sobie nawet. nie wymaga to żadnych kwalifikacji i każdy może – wyjaśnić sprawę bardzo przystępnie. więc teraz już przez chwilę śmiertelnie poważnie. Na to. po wygranych wyborach władza otrząsa z siebie wiecową retorykę. Potrzebujemy bezpieczeństwa. ale u nas to „monetaryzm”. ale potrafię to każdemu. czego obywatele nie potrzebują. w którym profesor specjalista nominalnie dostaje pensję mniejszą niż sprzątaczka. kto w liberałów i monetarystów wali jak w bęben. Pod hasłem walki z monetaryzmem i liberalizmem już od dawna wygrywa się u nas każde kolejne wybory. w cenie towarów i usług. czego obywatele potrzebują. który jej objaśni. mniejsza. z których jako naród nie mamy i nie będziemy mieli żadnego pożytku. żeby zapewnić krajowi „pokój społeczny”? Też nikt. Dawno już odkryłem i ogłosiłem prawo. że jak ktoś zachoruje. A kto weźmie na siebie zaspokajanie roszczeń „silnych branż”? Kto dobrowolnie da bodaj złotówkę na przekupywanie związkowego aparatu. a za tych ochroniarzy zapłacą. właściciele sklepów najmą ochroniarzy. Dopiero potem. ludzie zapłacą i tak. ich klienci. bo wiadomo. żeby dostać się na odpowiedni oddział i załatwić operację. o co w tym interesie chodzi. w ramach ustrojowej transformacji . więc jeśli na ulicy nie ma policjantów. że raczy trzymać tę nadprodukcję w swojej chłodni albo silosie? Kto z własnej kieszeni wyłożyłby kasę na pensję pełnomocnika do spraw równego statusu kobiet.krajach takie przekonanie nazywa się zdrowym rozsądkiem. Państwo może latami tolerować stan. oczywiście. Dobrze. czy jako ateista. nazwać je „prawem Ziemkiewicza”. I właśnie dlatego musi to zrobić państwo. Za to. jak pokazują kolejne przykłady. chętnie nazywany „skrajnym” czy „obłędnym”. zrobią to pacjenci. A każdy. może u polactwa liczyć jeśli nie na poparcie. zaczyna przeglądać szuflady świeżo wziętych w posiadanie biurek i szukać jakiegoś profesora. A komu z państwa przyszłoby do głowy wcisnąć kopertę z pieniędzmi reprezentującemu go i walczącemu o jego żywotne interesy przywódcy związkowemu? Kto gotów jest zapłacić chłopu za mnożenie wieprzowej nadprodukcji. Prawo to jest bardzo proste. sprzeda medalik i obrączkę. oczywiście. więc jeśli lekarzowi nie zapłaci państwo. w swej nieokiełznanej pysze. na tysiące stołków w administracji istniejących tylko w tym samym celu? Nikt. Jakoś mnie to wszystko nagle przestało śmieszyć. to przynajmniej na poklask.

zamiast tego. Jeszcze większa została roztrwoniona na kręcenie kiełbasy wyborczej. Wbrew jednak potocznemu mniemaniu. Obronność – osiem procent. zorganizowanych nie na potrzeby krajowego transportu. to osobny kryminał. ale do przewiezienia w stosownej chwili setek tysięcy sołdatów i czołgów ruszającej na Europę krasnoj armiji. trzeba sobie kupić wyborców. iż więcej na tym Polska traci. niewydolnego rolnictwa. Na wyrzucenie w błoto. Ale i to wszystko. nawet kilkuset wielkich aferzystów i oligarchów nie jest w stanie ukraść drobnej części tego. ale może napisze o tym ktoś inny) i dziś mamy armię mniej więcej taką. w porównaniu z tym w 1939 byliśmy autentyczną militarną potęgą. zabezpieczenie społeczne. . proporcjonalnie do sąsiadów. Na przedłużanie agonii kopalń i hut. to jeszcze grosze wobec strat. że. Na „sprawiedliwość społeczną”. spełniały one to społeczne oczekiwanie. że kosztem takich podatkowych umorzeń i budżetowych dotacji. pobudowanych swego czasu na potrzeby sowieckich zbrojeń. to niech wyjeżdżają do Ameryki. co ukradziono i co nadal się kradnie. Kraj. Utrzymywanie nierentownych miejsc pracy. bo. Wspominałem już o pewnym badaniu opinii publicznej z roku 2001. pastuchami łatwiej się będzie rządziło. potrafią. inwestycjom szczególnie nie sprzyja. Cokolwiek mówić złego o kolejnych ekipach rządzących. że to spektakularne. co kradną rzesze drobnych wyłudzaczy i oszustów powszednich. choć malutkie. czego nie dokona największy nawet rekin. jak już pisałem. Kraj. od 1989 co roku wciąż bardziej i bardziej obcina budżet swoich sił zbrojnych (jak ten budżet jest potem wykorzystywany. niż zyskuje. niżby nakazywał interes wspólny. zmarnowana i rozkradziona przez komunistyczne specsłużby i aparat. że priorytety finansowe naszego państwa ustalane są dokładnie odwrotnie. więc władza ich olewa.przeprowadzonej według ubeckiego scenariusza. Na co kieruje. dzięki swej mnogości obgryźć krowę do gołego szkieletu w kilkadziesiąt sekund. którego być albo nie być leży w dogonieniu Zachodu. który przez tyle pokoleń krwawił w walkach o niepodległość. dające się zdyskontować w politycznej propagandzie wielkie fabryki. można wybrać więcej niż jedną opcję. Nie podoba im się. Kraj zapóźniony w cywilizacyjnym rozwoju o pół wieku. chyba. Na utrzymywanie milionów nierobów i meneli. to tak jak z piraniami. które. tym lepiej. modernizacji. Inwestycje – dwanaście. rozwoju. który bardziej niż czegokolwiek innego potrzebuje wykształconych kadr. Na rozkurz. którego żywotnym interesem jest wyjść z zacofania poprzez inwestycje. które „tworzą miejsca pracy” – nikt nie zwraca uwagi. interwencyjny skup płodów rolnych i tego typu rzeczy – wszystko powyżej 50 procent wskazań. i oddalanie w nieskończoność zmian w państwowych kolejach. Pytanie: na co rząd powinien w pierwszej kolejności przeznaczać pieniądze. nasz kraj zasoby? Na podtrzymywanie w stanie wegetacji archaicznego. wszelką edukację ma za piąte koło u wozu – profesorowie i badacze nie przyjdą przecież pod URM napierdalać kamieniami. jakie wywołuje fakt. Edukacja – jedenaście. żeby móc się dorwać do koryta.

z których pożytek dla narodu jest żaden. a często wręcz niosą one szkody. na to. szykuje sobie zagładę. .Krótko mówiąc. co przynosi rozwój. Naprawdę. Bo wszystko przeznaczamy na rzeczy. który tak się rządzi. Naród. co w przyszłości profituje. zwiększa bogactwo i daje korzyści – nie mamy pieniędzy.

a zarazem trafny: oto wyzwanie! Wyzwanie. że nie ma sensu budowanie w Polsce nowoczesnej chadecji w typie niemieckim. Tłucze się po domu jak potępieniec. by cokolwiek wyjaśniać. i wszystko mu wypada z usztywnionych żelazną rękawicą palców. co przywykło się u nas szumnie nazywać „debatą publiczną”. Komentator. można powiedzieć wszystko. co to właściwie oznacza. uogólnienia. że jej uczestnicy ciągle nie potrafią znaleźć klucza do polskiej mentalności. tylko nie to. śpiewając z tłumem . Na przykład: w książce Teresy Torańskiej „My”. kiedy owe zmagania wygraliśmy. zresztą szlachetne. jak to bezbłędnie ujął brytyjski „The Economist”. Uśrednić paręnaście milionów ludzi na tyle. Bo też nie jest łatwo to pojęcie wyjaśnić. a nade wszystko polityk. polega na tym. że mało nie rozpękłem się nad lekturą ze śmiechu. który próbuje do zrozumienia rzeczywistości III RP używać starego – przepraszam za przemądrzałe sformułowanie – aparatu pojęciowego. Niczemu już nie pomaga. jeszcze bardziej przeszkadzają. złożonej z wywiadów z działaczami byłej opozycji. żeby było z Sienkiewicza. to nikt. a tylko zakłamuje rzeczywistość i utrudnia rozpoczęcie normalnego życia. Miał mu w niej czołowy animator narodowo-katolickiej Konfederacji wyjaśniać. O społeczeństwie. Z Sienkiewicza! Co za bzdura! Pamiętam. z nimi samymi na czele. a przede wszystkim – znaleźć sposób opisania ich w sposób zrozumiały. to społeczeństwo przez pół wieku żyło w stanie zamrożonym i jest „jakby z Sienkiewicza”. jak z księdza proboszcza. ale dla pokrzepienia serc. tworzone przez literaturę i przez kulturę masową. nie wie. W chwili. które wybrało sobie na prezydenta. aby móc opisać zespół ich charakterystycznych zachowań. tylko tworzyć trzeba coś takiego jak ZChN. To kompletne urojenie. bo. U nas te stereotypy zamiast pomagać. których sam niegdyś doznawałem. płynące z głębokich patriotycznych wzruszeń. myśliciel. w podjęciu którego przedstawicielom innych narodów pomagają wykuwane latami stereotypy. bo przyłbica zasłania trzy czwarte widoku. cały ten bagaż okazał się tylko obciążeniem. wypracowanego w publicystyce pism podziemnych i emigracyjnych. cytuję z pamięci. który po zakończonej wojnie zapomniał ściągnąć zbroję. dla dodania sobie sił potrzebnych w zmaganiach z losem. Kiedy mówią o przeciętnym Polaku. „disco-Polaka” i przez dwie kadencje obdarza go nieodmiennie ponad pięćdziesięcioprocentowym poparciem. co chwila się o coś potyka albo wali łbem w szafę. przejrzysty.ROZDZIAŁ III Problem zasadniczy tego. Nie były tworzone po to. które wielkim poważaniem darzy Urbana i z nikogo nie śmieje się tak chętnie. felietonista. Jarosław Kaczyński cytuje swoją rozmowę z Antonim Macierewiczem. przypomina rycerza.

Dla niej także podstawowym gatunkiem występującym na obszarze III RP jest Polak-katolik. Niech poczują.„Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie” – ale nijak się mające do rzeczywistości. że nikogo nie obraziłem. zbrodniczej w każdym jej przejawie ideologii stanowiło zaś odebranie ludziom własności. to Bóg. że od tego. aplikowanej . tym. Wydawałoby się rzeczą najoczywistszą pod słońcem. Honor. Jeśli pominąć wymierających z wolna niedobitków pokolenia AK i garstkę Młodzieży Wszechpolskiej. Czy można było to zrobić? Tak. którzy nie czytali i nie mają ochoty. zależeć będzie lepsza lub gorsza przyszłość ich samych. O ile niepodległościowa część opozycji krzepiła się za czasów peerelowskiego syfu wiarą. insynuując mu takie komiltoństwo – chociaż nie wiem. to z kolei opozycja wyrosła na bazie sprzeciwu prawdziwie ideowych marksistów przeciwko temu. w najprostszy sposób. Familia (proszę wybaczyć. niż pierwsza z brzegu promocja w hipermarkecie. A w każdym razie budzą emocje nieopisanie mniejsze. to trzeba im przywrócić odpowiedzialność za samych siebie. że te marzenia. Zresztą dokładnie ten sam błąd. że jeśli się chce z poddanych totalitarnej władzy uczynić obywateli. któremu na imię „społeczeństwo upodmiotowione”. obiecuję wytłumaczyć je nieco dalej) ma też jednak bohatera pozytywnego. Jest to bohater zbiorowy. aby ich „upodmiotowić”. z antysemityzmem i nietolerancją na czele. Charłampów i Soroków restytuować Rzeczpospolitą w imię orła w koronie z krzyżykiem i Najświętszej Panienki. I aby odwrócić skutki bolszewickiej inżynierii społecznej. które snuli niegdyś ludzie mający dość odwagi i determinacji. że ich własny los leży w ich rękach. Jak się ich tylko upodmiotowi. jakkolwiek widzi w nim ona ucieleśnienie wszelkiego zła. że realny socjalizm nie spełnia danych klasie robotniczej obietnic. niż inny narodowy katolik) popełnia także skłócona z nimi na śmierć Familia. co ci wyznawcy upodmiotowiania robili po roku 1989. ich rodzin i bliższych oraz dalszych znajomych. Będzie miał świętą rację. jakby wszyscy mieli obowiązek czytać moje wcześniejsze książki. bo to środowisko jest wyjątkowo skłócone i z reguły najbardziej zagorzały libertyn i kosmopolita jest dla narodowego katolika daleko mniejszym wrogiem. że mieszkańcy kraju pomiędzy Odrą a Bugiem łakną. siedząc w wygodnym fotelu i popijając markową whisky. obmacywania przez ubeków i dziesiątki innych sposobów uprzykrzania im życia. nie zasługują. co Macierewicz i jego narodowokatoliccy komiltoni (mam nadzieję. zaraz tu powstanie tłum Rzędzianów. uroiła sobie. Ale trudno mi powściągnąć złośliwy ozór. kiedy przypominam sobie. że byle przebić głową mur. Familia i Konfederacja. Istotę całej tej ponurej. to z punktu staną się społeczeństwem obywatelskim i jako społeczeństwo obywatelskie zajmą się prowadzeniem poważnych debat publicznych nad każdym z kluczowych dla kraju problemów. że operuję tymi określeniami. by znosić ciągłe aresztowania na cztery-osiem. bym sobie dziś z nich drwił. nawet jeśli były naiwne. poprzez odwrócenie tego. jaką podejmą decyzję. Może ktoś powiedzieć. Ojczyzna i inne takie sprawy obchodzą dziś nad Wisłą przysłowiowego psa z kulawą nogą. co stanowiło istotę komunizmu.

Prywatyzacja. Być może hasła uwłaszczeniowe padły po prostu z niewłaściwych. dokonała Familia zasadniczego ustrojowego wyboru – bardzo możliwe. Zamiast społeczeństwa obywatelskiego. wytworzyło. do której mam pełne zaufanie. że pracujących na swoim. która polega na oddawaniu wielkich fabryk w ręce wielkich koncernów. Bóg jeden wie. a „Gazeta Wyborcza” dała jasny sygnał. Ale tak. tym bardziej zawzięcie zwalczał wszelką myśl o oddawaniu zrabowanych przez komunizm dóbr właścicielom i uwłaszczaniu społeczeństwa majątkiem. ale od osoby. pracujących w pocie czoła na utrzymanie rodziny i zapewnienie przyszłości dzieciom – tyle tylko. Klasę średnią. średnio zamożnych ludzi. tworzą nie Kulczyk z Krauzem i Starakiem. z jednoczesnym wyprodukowaniem papieru wartościowego idealnego do wyprania nakradzionych w ramach ustrojowej transformacji brudnych pieniędzy. W ten sposób. pod batem i w kieracie kompartii. ani w ogóle z faktu. ale tylko taka. wbrew własnemu gęganiu.mieszkańcom Polski przez pół wieku. ciekawa rzecz: im głośniej kto gęgał o upodmiotowieniu społeczeństwa i potrzebie stworzenia klasy średniej. należało zacząć od oddania ludziom własności. owszem. że reprywatyzacja byłaby „społecznie szkodliwa”. Gdzie było można – w naturze. A może poszło tylko o polityczne wyrachowanie. w którym sobie oberguru Michnik upatrzył głównego sojusznika do walki ze straszącymi go po nocach demonami polskiego nacjonalizmu. oszołomskich ust – gdyby do debaty publicznej zgłosił je profesor Geremek. czyli – objaśnię to raz jeszcze. żeby z milionów pracowników najemnych stworzyć wielomilionową klasę średnią – nigdy w życiu. egoizm i „sprzeczności kapitalizmu”. oczywiście. że powszechne uwłaszczenie jest trendy. zwracając dawnym właścicielom zrabowaną ziemię. żeby stworzyć tę „klasę średnią”. mimo całej opozycyjnej przeszłości. place i kamienice. ziemię. Ważne było. Być może. znam rzucone w początkach lat dziewięćdziesiątych w zamkniętym gronie stwierdzenie jednego z luminarzy nieboszczki Unii Demokratycznej. które to ono przecież. Ale. co się z tym wiąże. czy nazwalibyśmy to „powszechną prywatyzacją” czy „uwłaszczeniem”. dlaczego właściwie. co by można sądzić z notorycznie głupkowatych polskich mediów. że go dokonała. Prywatyzacja powszechna. jak najbardziej. choć strasznie skomplikuje to składnię niniejszego zdania – warstwą . Pies trącał. bez której demokracja istnieć nie może. to co innego. mieszkania. dobitnie. bo odbudowałaby znaczenie grup społecznych stanowiących naturalne zaplecze materialne dla prawicy. pozostawiająca pole do popisu dla spółek doradczych i dająca okazję do wszystkiego. którą. w końcu oddanie własności Polakom musiałoby oznaczać uszczuplenie stanu posiadania ubecko-komunistycznego Układu. która rodzi burżuazję. w ukąszonych Heglem serduszkach pozostała młodzieńcza wiara w wyższość własności kolektywnej nad tą indywidualną. że nie zdając sobie sprawy z jego skutków. Gdzie indziej natomiast – dzieląc pomiędzy Polaków dobro państwowe. ale w drodze przekazania majątku pod zarząd wybranych przez władzę firm-menedżerów. drobnomieszczaństwo. Z drugiej ręki. z szeroką klasą średnią. wbrew temu. ale miliony zwykłych.

spadł na nich cały ciężar utrzymywania rozdętego socjalu i wszystkich patologii postkomunizmu. ni mniej.. A skąd je brać? Wielki. żeby rozdawać wszystkie te zasiłki i dopłaty. że mają dobrych księgowych. . To znaczy. Nikomu na tych ludziach nie zależało. odziedziczony po peerelu przemysł ciężki. stale tłamszonej i stąd genetycznie skarlonej klasy średniej znalazła się w obozie Leppera. że dla efektu propagandowego przyciągnięcia jednego czy drugiego koncernu daje im się zwolnienia podatkowe i ulgi aż do granic absurdu i daleko poza nie. wiadomo dlaczego. bo raz. żeby odwdzięczać się sponsorom kampanii wyborczych i kupować sobie elektorat. rzemieślników i ludzi „small businessu”. Rodzimych oligarchów skubnąć nie ma mowy. ponoszących odpowiedzialność za swoje wybory i przez to niepodatnych na socjalną demagogię i populizmy – zamiast takiego społeczeństwa zbudowano w początku lat dziewięćdziesiątych ekonomiczne podstawy kapitalizmu w stylu latynoskim. co dzisiaj wielu z nich wspomina jak najlepiej. i postsolidarności – ci i tak żadnych podatków i składek nie płacą. Z dwojga złego wolą być znowu prywaciarzami w państwie. wybudowany na potrzeby sowieckich zbrojeń. który w wydaniu III RP oznacza dla nich nieustanną walkę o przeżycie. Inwestorów zagranicznych też się ogolić z kasy nie da. przeciwnie.. Tak jak chłopi. najwyżej czysto werbalnie. których nie będzie wolno przerosnąć – ale i obroni przed konkurencją. Nie rozbudujesz sklepu. żeby utrzymać tego molocha biurokracji. A wytrzymałość ludzka ma swój punkt krytyczny. W końcu. to ostoja związków zawodowych. samowoli wymuszających haracze urzędników. z którym byś musiał konkurować. Chłopstwo od jakichkolwiek powinności finansowych na rzecz kraju. jeszcze przy sporej aprobacie polactwa. gdy spisuję te swoje duszne boleści. trzeba pieniędzy. klasa średnia zaczęła w Polsce powstawać – codzienną krzątaniną drobnych handlarzy. materialnie niezależnych od państwa. nikt ich nie bronił. Mimo wszystko. łamiąc ideologiczne założenia marksizmu. z natury swej tworzącej nieprzewidywalny i podatny na wszelkie oszustwa motłoch. ni więcej. Dziś. nie wspierał.społeczną tworzoną przez ludzi żyjących z pracy własnych rąk. po którym wieloletnia propaganda przeciwko „prywaciarzom” wcale nie spłynęła jak woda po kaczce. mimo nękających ich na każdym kroku kontroli i inspekcji. ale funkcjonując w systemie kontyngentów i dopłat wolni byli i od pokus. pomimo wszystkich rzucanych im pod nogi kłód. z wąską grupą potężnych oligarchów i rzeszą całkowicie wydziedziczonej biedoty. poza czysto symbolicznymi. zwolnione zostało dożywotnio. wielka część tej niedoszłej. w pierwszej połowie roku 2004. a dwa. jeszcze trzeba ich oddłużać. ale też nikt nie postawi ci pod bokiem hipermarketu. którzy w peerelu niby to byli prywatnymi właścicielami. które wyznaczy im pułapy. paskarskich podatków i składek na dobrodziejstwa socjalizmu. współtworzących polityczną siłę i postkomuny. zaczynających od przysłowiowych „szczęk” na ulicach i krok po kroku budujących dobrobyt swój i swojego kraju. w praktyce zaś. Tylko drobnych przedsiębiorców można gnoić ile wlezie. i od zagrożeń wolnego rynku. tylko że polscy drobni przedsiębiorcy mają już dosyć „wolnego rynku”.

I tak. Było nas w gimnazjalnej klasie dwudziestu czterech. Szwoleżer. Ale o tym gdzie indziej. które Polska podjęła na początku lat dziewięćdziesiątych i z których już po kilku latach zaczęła się stopniowo wycofywać. wskazując na pańszczyźniane korzenie współczesnego Polaka. Więc które z licznych historycznych wcieleń Polaka patronuje III Rzeczypospolitej? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta jak w pysk dał: pańszczyźniany chłop. mówił coś oryginalnego? Może dlatego. do którego można by się przymierzać. ale wyłącznie tych negatywnych. Odrzućmy to stwierdzenie o najmniejszych zdolnościach. że skupienie ich głosów na jednym szyldzie wystarczy. takich ludzi w Polsce nie brak. uwierzcie mi na słowo. oczywiście. Pamiętam z jakiegoś nagrania. Ruchomy element polskiego pejzażu i nic więcej. z obywatelskimi i patriotycznymi nawykami. opisującego mentalność przeciętnego Polaka. oczywiście. żeby nie dłużyć już argumentacji. dojmującej klęski reform. którzy ucywilizowali Dziki Zachód. hitlerowska. wzorzec amerykańskiego entrepreneura. Zbigniewa Herberta. jakbym. Od pierwszej chwili wkroczenia na . ale nie o ścisłość tu chodzi). i z całej klasy tylko ja jeden przeżyłem wojnę. będące zapewne przejawem skromności wielkiego poety. powinno było pozostać. model. mówił Herbert (może rzucił nieco inną liczbę. może filmowego. choć. rzutkiego przedsiębiorcy. nie doczekał się specjalnego zainteresowania ze strony naszej literatury. w jakiej przetrwał dziejowy kataklizm. przejęty potem z dobrodziejstwem inwentarza przez „Solidarność” i III RP. a drobni przedsiębiorcy chętnie schowaliby się pod kieckę opiekuńczego państwa – jest znakiem zasadniczej. ani Sarmata. ja byłem spośród nich najmniej zdolny. To z niego właśnie. by wprowadzić do Sejmu trzydziestu – czterdziestu posłów. czy fornal. że pańszczyźniany. jak wspominał swe szkolne lata. w tym rozdziale pisać chciałem o kłopotach ze znalezieniem podstawowego wzorca. wyhodowała komuna podstawowy model obywatela peerelu. dlaczego pisząc tę książeczkę 15 lat po Okrągłym Stole mam wrażenie. Czemu nie jest to uważane za rzecz oczywistą. dłuższa i gorsza w skutkach – sowiecka. którą przy jakiejś okazji pewnie wyjaśnię. ale takich zdziesiątkowanych gimnazjalnych klas. jak u Reymonta. Wyginęły całe rodziny – te z tradycjami. Jeśli już zauważała ona chłopa. Parobek z zasady swojej był przedmiotem. choć ludzie do tego stereotypu pasujący wciąż jeszcze występują w naszym kraju na tyle licznie. stereotyp. może radiowego. czy raczej z tej jego formy. Nie jest to więc. w najlepszym wypadku – punktem odniesienia. niestety. Nie wszedł do masowej wyobraźni jako typ ludzki. potem druga. to gospodarza. Nie jest to także dziewiętnastowieczny Polak-katolik. jak wspominana przez niego. były przecież tysiące. Setki tysięcy ludzi wywieźli Sowieci na zagładę w głąb Rosji. daje się u dzisiejszego polactwa wyraźnie obserwować – z przyczyny. Ale przyszła najpierw jedna okupacja. Powstaniec.Fakt. choć pewien zespół cech Sarmatyzmu. I nie jest to także. że tak się dzieje – że rolnicy marzą dziś o powrocie tamtego systemu. pioniera z gatunku tych.

bo ich rodziców pochłonęła zawierucha wzniecona przez dwa zbrodnicze totalitaryzmy. powiedzmy. wszyscy ludzie tworzący potęgę tego kraju wyginęli. czasem. Wyobraź sobie. gdyby zamiast tych wszystkich półinteligentów. staraliby się za wszelką cenę do nich dorosnąć. jeszcze się nie nauczyli jeść nożem i widelcem. że w gruncie rzeczy . nawet. bo w ich sferach nie uchodzi to wcale za potrzebną umiejętność. kogo można było zaliczyć do klas wyższych. Wszyscy wasi profesorowie. durniów i mętów dyrektorami. z braku prawdziwych wykładowców. to USA. kto zapomniał. Prezydentem jest syn analfabety. Dla zrobienia kariery wiedza była całkowicie zbędna. Przez pół wieku działał tu pełną parą stanowiący istotę „realnego socjalizmu” system selekcji negatywnej. powojenne: emigrację. Powiem od razu. zręcznego wkręcania się w układy i zmieniania ich w porę. Powstanie Warszawskie. ministrami. kto miał roczny dochód powyżej pięćdziesięciu tysięcy dolarów albo skończony college. że człowiek. A ja sobie swojego wyobrażać nie muszę. a potem niech doliczy do tych strat kolejne spustoszenia. No. cwaniactwa i braku skrupułów. na których. aspirując do nagle opuszczonych miejsc na szczytach społecznej hierarchii. oferując wysokie zarobki i fantastyczne perspektywy ściągnęłyby sobie na ich miejsce wykształconych imigrantów ze wszystkich krajów świata. który nie chciał zmarnować życia na duszenie się w tym syfie. uczyli go półanalfabeci. Im byłeś głupszy i bardziej skłonny do podłości. partia skłonna była tolerować na ważnym stanowisku fachowca – ale to były odosobnione przypadki.. Syberia i Kazachstan. świadomi tego. eksperci. i komuniści mordowali każdego. nie każdego – czterech na pięciu. Regułą było to. a po wojnie – polowanie na akowców. bataliony górnicze dla „wrogów klasowych” i „awans społeczny”. I odkąd w pewnym momencie komuniści uświadomili sobie. niech sięgnie sobie po dowolny podręcznik historii i zajrzy do rozdziału „straty ludzkie w czasie drugiej wojny światowej”. że przez USA przeszła pół wieku temu taka epidemia. wszyscy wielcy biznesmeni. co się stało. Palmiry i Katyń. był i tak niewspółmiernie łagodniejszy od polskiego doświadczenia. Nie o tym jest ta książka. nie reguła. jak wyglądałaby Polska. jak by wyglądał jego kraj po takim kataklizmie.. gnojenie klasowego wroga i krwawy przerób ubeckich katowni. Sekretarzem stanu został z braku laku lekko poduczony szoferak. Gdyby nagle cztery piąte mądrych i dobrze wychowanych Amerykanów zabrała jakaś zaraza.ziemie polskie w 1939 i naziści. Tu i ówdzie. a o gubernatorach poszczególnych stanów nawet nie warto mówić. W Polsce przecież było dokładnie odwrotnie. klarowałem swojemu amerykańskiemu przyjacielowi. Kariera wymagała służalczości. rozpaczliwie kombinował. który podałem. chamów. A sami Amerykanie z niższych półek. prezesami oraz działaczami społecznymi byli dzisiaj ci. którzy nie mieli szansy się urodzić. która zabijała każdego. Ja usiłuję sobie wyobrazić. jak by się stąd urwać. tym wyżej miałeś szansę zajść. po studiach. że mój przyjaciel nie umiał sobie wyobrazić. a elementarna przyzwoitość oraz uczciwość stanowiły wręcz przeciwwskazanie. A przecież przykład. gdy nowy układ wykańczał poprzedni.

Że trzeba było robić karierę. Oznajmiono im wprost. kto jest świnią. Są trzy luksusy. zamazało i pomyliło. przyzwoitej większości – a jeśli nawet nie większości. U Orwella świnie. ale kto zacznie od własnego zdania. któremu dorastający syn oznajmia – tato. naród wciąż i wciąż tracił najlepszą krew. Zanikła uczciwość. bo po całym uczciwym życiu . Kwaśniewscy i ich ordynackie świty zetesempowskich i zetespowskich cwaniaczków o rozbieganych oczkach i lepkich rękach. jak Jaruzelski przetrącił Polsce kręgosłup i zabił w kolejnym pokoleniu nadzieję na to. Druga – to lata osiemdziesiąte. Kwiatkowscy. a nie umiał zabić w sobie uczciwości. że w swoim kraju kiedykolwiek będzie mogło żyć normalnie. Pierwszy taki wielki upust. starał się przetrwać i zachować czyste ręce – a to oznaczało konieczność odrzucenia marzeń o wielkiej karierze i poprzestania na małym. Dziś czytam i słucham. po tym. jedynym liczącym się kryterium jest skuteczność. że współczesnej młodzieży brak ideałów. Czarzaści. Trzecia wielka fala trwa teraz – to wyjazdy młodych ludzi rozczarowanych tym. wznosząc wspólnie toasty i pokwikując z rozkoszy. jak ludzie niekiedy bezpośrednio odpowiedzialni za to wielkie okrągłostołowe świństwo i za wszystkie szwindle założycielskie III RP labidzą. mówiono. Peerel skończył się dokładnie tak. a zaglądające przez okno zwierzęta nagle uświadamiają sobie. a kto człowiekiem – tak się wszystko pomieszało. co zrobiło polactwo z wolnej Polski. niż mieć z nimi kłopoty – wielu z tych najbardziej rzutkich. nie myślących żyć w kraju rządzonym teraz już nie przez „dyktaturę ciemniaków”. nie pieprz mi o uczciwości. ludziom. co ci zmartwieni mędrkowie podpowiedzieliby ojcu. Oni tego nie rozumieją. że był to swoisty heroizm – nie jakiś wielki. ten własnego samochodu i mieszkania nie dorobi się już nigdy. bratają się przy stole z zaproszonymi ludźmi. pierwsza wielka ucieczka – to czasy Gierka. własne mieszkanie i własne zdanie. którzy całe życie brzydzili się tą czerwoną hołotą i jej świńskimi sprawami. które w końcu zawładnęły folwarkiem. Że zapanował kult pieniądza i kariery za wszelką cenę. że już nie potrafią odróżnić. Oni nie o to walczyli. co jeszcze gorsze i bardziej beznadziejne. napluto w twarze. przez tychże ciemniaków demokratyczną większość. rzeczywiście spakowało manatki.bardziej im się opłaca takich wypuszczać. w jaki pożegnano się nad Wisłą z „realnym socjalizmem” wyrządził ogromną. Oni ubolewają. tylko mały heroizm dnia codziennego. bo prawdziwa sól tej ziemi to Jaskiernie. a życiu publicznemu – przyzwoitości. własny samochód. I w imię tego okrągłego mebla takim ludziom jak mój Tata. bo kto i jak ich dziś policzy. że u nas stół był okrągły. Tej milczącej. mierzona materialnym powodzeniem. Zwrócił już zresztą uwagę na to podobieństwo w jednym ze swych „Dzienników pisanych nocą” Gustaw Herling-Grudziński. przeważnie dobrze wykształconych. Kto zaś nie wyjeżdżał. Zamiast nadrabiać wojenne straty. Jedyna różnica. to w każdym razie grupie znaczącej – sposób. które można mieć w peerelu. nie do wybaczenia krzywdę. Bardzo jestem ciekaw. że byli frajerami. Myślę. jak będąca doskonałą metaforą komunizmu powieść Orwella „Folwark zwierzęcy”. ale.

a wszyscy czerwoni pokupowali sobie i swoim dzieciom zagraniczne gabloty. którzy z racji swych zawodowych zajęć uczestniczą w procesach. w tej akurat kwestii niczego nie mają do powiedzenia. Bardzo jestem ciekaw. która miała przywrócić sens takim słowom. największe. Tak nie jest na tych rozprawach „często” ani „przeważnie” – tak jest na nich zawsze. jak w pewnej powieści podsumowali Anglicy Powstanie Warszawskie. którzy z dekretu o stanie wojennym wsadzali na parę lat więzienia za ulotkę. którzy odbijali nerki i łamali palce. Kiedy dziś. po piętnastu latach wolności. spotykają się na sali sądowej ofiary i oprawcy. Bo takie procesy jeszcze się toczą – przeciwko milicjantom i esbekom. jakim argumentem doradzaliby mu przekonać syna. Powstrzymałem się tylko dlatego. przeciwko sędziom. że za dwa i pół roku więzienia można dostać pięćdziesiąt tysięcy złotych. które błyskawicznie skumplowały się z czerwonymi. którym nas karmiono – zrobić motto. Właściwie mógłbym z tego cytaciku – jakże typowego dla całego tego partyjnego bełkotu.masz osiemset złotych emerytury albo zasiłek dla bezrobotnych. ale by była formalna podkładka do wypłacenia ofierze skromnego odszkodowania. a szkoda mi się nad nim pastwić. by ich ukarać. zadowolonych gębach. Bad business. * „Trzydzieści lat Polski Ludowej to okres. a w której główną troską jej „autorytetów moralnych”. powiedziano na rocznicowym plenum KC PZPR w roku 1974. było uchronienie swoich nowych przyjaciół przed „nienawiścią”. Przeczytałem gdzieś. Nawet nie po to. w drogich garniturach albo skórzanych kurtkach – a do tego złoty rolex na ręku i wypasiona fura na parkingu przed sądem. Oni się tylko troszczą i ubolewają. * Kilka razy miałem okazję rozmawiać z ludźmi. Tak po prostu wygląda ta Polska. który w dziejach naszego narodu stworzył najtrwalsze. nieodwracalne procesy historyczne mające głęboki wpływ na naszą świadomość społeczną i jej duchowe uzasadnienia”. Taka już dola intelektualistów. bo poza wszystkim był to wielki artysta i rzadki . przeciwko różnym czerwonym bandytom. Ale. mających oddać sprawiedliwość ludziom prześladowanym w czasach peerelu. ci drudzy zresztą przeważnie w charakterze świadków – to mamy z jednej strony ludzi w wytartych biednych paletkach i starych butach. W opowieściach o takich procesach zawsze powtarza się jedno. a z drugiej tłustych bysiorów o rumianych. jak „uczciwość” i „sprawiedliwość”. „zemstą” i rozliczeniami. niestety. że jednak warto w życiu trzymać się jakichś zasad i nie szmacić się. że musiałbym wtedy wskazać autora tych pokrętnych i mętnych zdań z imienia i nazwiska.

normalnych rodzinach i systemach wartości. skąd się wzięło. ten frajer. przejawiający odruchy i nawyki zupełnie odmienne od człowieka normalnego. Najczęściej ujmuje się jej sens słowami „awans społeczny”.przypadek człowieka. w niewiele zmodyfikowanej formie: opierać się na prymitywach i prostakach. bo ten stary jest obciążony tyloma złymi nawykami. że żeby żyć. wiedzy i kwalifikacjom fachowym. tylko łasce „władzy ludowej”. Pracował nad tym na wiele sposobów – naganem i knutem. człowiek wytresowany. tępić wybitnych. jeśli klasowo dobrze ukierunkowana. miało to wszystko brzmieć pochwalnie. W największym skrócie i uproszczeniu. że się do idealnego ustroju po prostu nie nadaje. niszczyć kułaka” – brzmiała „leninowska trójzasada polityki rolnej”. ustawianiem zasad polityki kadrowej. że są elitami zastępczymi. żeby wstydzić się złych skłonności i tępić je w sobie – w socjalizmie było na odwrót. Komunizm stawiał sprawę jasno: trzeba wychować nowego człowieka. że „wspólne” znaczy niczyje i tak dalej. Tę samą „trójzasadę” stosowano w odniesieniu do całego społeczeństwa. oczywiście. nic nie mobilizuje ich społecznego zaplecza lepiej. wychowanego w normalnym kraju. na które najchętniej powołują się różni starzy ubecy i „utrwalacze” w swych apologiach peerelu i socjalizmu. A czego nie pochwalono i nie rozgrzeszono wprost. mądrzejszego. W cywilizowanym świecie ludzie uczeni są żeby nie robić rzeczy złych. niż przypomnienie mu. starał się tego „nowego człowieka” wyhodować. nieprawdziwymi. Mianowicie. Ale zawarta w cytacie myśl. by jej skutki były aż nieodwracalne – ale w każdym razie odwrócić je i powrócić do normalności będzie szalenie trudno. ów „awans” przedstawia się jako wielkie dobrodziejstwo i zasługę komuny. Z ich punktu widzenia dobrze jest znacznej części polskich „elit” przypominać. za którą zdaniem piewców komuny powinniśmy być peerelowi dożywotnio wdzięczni). odpowiada prawdzie. Wyszło mu nie całkiem to. „Opierać się na biedniaku. neutralizować średniaka. Z ich punktu widzenia to bardzo rozsądne. . taka była istota komunistycznej socjotechniki. trzeba kombinować. to wynikało po prostu z absurdalnego układu i rozumiało się samo przez się – wiadomo było. co wyjść miało. w każdym kraju. W istocie ten „awans społeczny” był dla Polski nieszczęściem nie mniejszym. I przez cały czas swego istnienia. że zawdzięczają swą pozycję nie swoim talentom. ale coś tam wyszło. który zdołał wziąć pod swoje panowanie. choć tu. Do dziś jest to jedno z haseł. niż wojenna orgia morderstw i wypychanie młodych. Zawiść wobec bogatszego. Nienawiść jest dobra. W peerelowskim syfie rzeczywiście dokonano na naszym narodzie operacji nie mającej w jego tysiącletnich dziejach precedensu. okaleczony psychicznie. że kto nie kradnie. rozdawaniem talonów na deficytowe dobra. odnoszącego większe sukcesy w życiu – to wręcz podstawa socjalistycznej moralności. który swą kolaboracją z komuną nie wyrządził w sumie zła nikomu poza samym sobą. Ba. którą wbijano w głowy pokoleniu mojego Ojca (właśnie tego typu mądrości stanowiły ową „edukację”. zdolnych ludzi na emigrację. Nie wierzę. neutralizować poczciwych przeciętniaków.

którego rysunkowe mandaty przez długi czas stanowiły we wsi pożądane obiekty kolekcjonerskie. trzeba było obrócić w gruzy stary. Skupiła się w niej. stanowiło podstawę tej „nowej wiary”. wszystkiemu. kiedy się już zmęczył. że może istnieć tak niewiarygodne chamstwo. jesteśmy znowu w swoim własnym domu. oczywiście. A potem wielkie zdziwienie. cichcem. W jakimś stopniu. w równie brutalny sposób traktować kobiety i dzieci. cała miejscowa mętownia. przerażenie i szok. Szerokie otwarcie drogi chamstwu. brano na łańcuch i zapędzano kopniakami do roboty. Przeciwnie. To był właśnie ten „wyklęty lud ziemi”. Na poziomie wsi ta „władza ludowa” nie była pojęciem abstrakcyjnym. mianowicie. Bez próby nowego rozdania kart. Bez potępienia zła socjalizmu i rozliczenia go. co w świecie wartości było odrzucone i pogardzane. najgorsze prymitywy i degeneraci. wynikało to z faktu. że lepsi się na służbę nowej władzy zgłaszać nie chcieli. w każdym znajdziemy to samo: niedowierzanie. korzystając z uprzywilejowanej sytuacji. który przeżył wkraczanie wyzwolicielskiej Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej na ziemie polskie w 1939. gdy rzesza sierot po peerelu „nie dorosła do demokracji”. który powstawał i robił rozpierduchę. a coś nowego się zaczyna. który przed wojną swoją gospodarkę przepił i zmarnował. wręcz tłumiąc w społeczeństwie emocje. ukradkiem. Posterunek MO stworzyli złodziejaszkowie pod przewodem analfabety. że przełożony może z byle powodu prać podwładnego po mordzie i rugać po matce. kto nie wierzy – szok wywołany zderzeniem z tą dziczą i chamstwem wydawał się w oczach . Że ludzie mogą się do siebie odnosić w sposób tak grubiański i prymitywny. aby przypadkiem nie popadł ktoś w nadmierny entuzjazm. że oto dokonuje się jakiś przełom. a do tego najlepiej było użyć wyrzutków i wszelkiego rodzaju hołoty. * Opowiadał mi Tata o pierwszych dniach „władzy ludowej” w Czerwińsku. a sekretarzem został zdeklasowany gospodarz. oczywiście. tylko konkretnymi osobami. że coś się skończyło.I po dziesięcioleciach takiej tresury wykoślawione nią społeczeństwo obdarowano nagle demokracją i powiedziano mu: rządźcie się sami. nas. a który potem. Bez jakiegokolwiek oczyszczenia. prostactwu. przywłaszczyli. a wy sobie teraz możecie wybrać kogo chcecie – czyli. które sobie. pozostawiając w rękach szulerów wszystkie atuty. światła część opozycji ze światłą częścią władzy. Lokalny komitet PPR zaludnili pijaczkowie i menele. Bez żadnej próby oddziałania na nie choćby zmianą ekonomicznych uwarunkowań. która zauroczyła tylu wybitnych intelektualistów. Dogadaliśmy się. Jeśli sięgniemy po dowolny pamiętnik Polaka. używać tak plugawej i agresywnej mowy. Ale w dużym stopniu było częścią przyjętej przez komunistów strategii: żeby zbudować Nowy Wspaniały Świat. jakich dało się znaleźć w powiecie. Proszę sprawdzić. Jeden w drugiego. Nawet bez próby nagłośnienia.

wykrzywi ku tobie mordę w wojowniczy grymas: co się. włącznie z szokiem po tak łatwo i nieoczekiwanie przegranej wojnie i zawaleniu się całego ich świata. człowieka nawet jak na komunistę wyjątkowo nikczemnego. ale też i nie unikajmy stwierdzenia faktu. kto wlezie w ślepia. Żyd albo profesor ekonomii. publikując bluzgi godne nachlanego autowidolem degenerata w prasie czy wygłaszając je z sejmowej mównicy. drogi Czytelniku. który miał szczęście wychować się w normalnej rodzinie i większość życia spędzić pośród normalnych ludzi. A co się stanie. ka twoja. Polactwo po prostu zionie nienawiścią. gdziekolwiek zechciałbyś nawiązać z „człowiekiem prostym” rozmowę o sprawach publicznych. głaskania go i hodowania na wszelkie sposoby. Ciekawe – bo u zarania III RP perspektywa wybuchu nienawiści wywoływała wielką troskę naszych intelektualnych elit i autorytetów moralnych. Stale potrzebuje kogoś. a jeśli dorównuje ci gabarytami. pobrzmiewa w każdym autobusie i każdej kolejce. jak to trzeba unikać nienawiści. jeśli ten sam eksperyment powtórzysz w Polsce? Jeśli testowana osoba jest od ciebie wyraźnie mniejsza i niższa. czy polityk. aż dyszy dziś nienawiścią. gapisz? Chcesz w ryj?! Ta sama wzajemna pogarda i agresja. Tylko że w faryzejskim. schlebiania mu. ten plugawy szmatławiec wydaje się całkiem przyzwoity w porównaniu. pisało. Wiele się o tym. Polska jest krajem zalanym chamstwem w stopniu w krajach cywilizowanych nieznanym. niż znaczy naprawdę. Co tam się wypisuje. judzenia tego chama. Nienawiścią było wymierzanie sprawiedliwości oprawcom i zbrodniarzom. Więc nie dziwmy się. Język pojęciowy Urbana dawno już rozlał się po kraju. prymitywnymi i plugawymi atakami na ludzi oraz mieszaniem z błotem wszelkich wartości. a choćby zresztą i prywatnych. skręca się z nienawiści. Jeśli los cię rzuci do szczęśliwej Ameryki. a nie na którymś z bandyckich przedmieść największych metropolii – zacznij się przypatrywać przypadkowemu człowiekowi. kogo podejrzewa o sprzyjanie mu. będzie próbować uciec. aż cię zauważy. tygodnik. i nikt już się nie krępuje. który od pierwszego numeru bez cienia żenady epatował agresywnym językiem. michnikowym języku tego środowiska „nienawiść” oznaczała zupełnie co innego. czy to ksiądz. Polactwo. Nienawiścią było poszukiwanie . czy ktokolwiek inny. zrób. prosty eksperyment. gdy jesteś w normalnej okolicy. na przykład. tak długo. jeśli się w nie wsłuchać. po prawie piętnastu latach. z pismem założonym przez jakiegoś pokręconego niedoszłego księdza. komu może bluzgać. Po prostu patrz na niego. Dziesięć na dziesięć. że po półwieczu buntowania przez komunistów chama. Podniesie na ciebie wzrok – i co zrobi? Uśmiechnie się życzliwie. Bluzgi pod adresem każdego.ówczesnych Polaków przyćmiewać wszystko inne. która szokowała naszych przodków u krasnoarmiejców zalewa polskie życie publiczne. Ale dziś. ona je przeżera na wylot. przekracza wszelkie granice wytrzymałości człowieka. W metrze czy na ulicy – oczywiście. Jeden z największych sukcesów medialnych wolnej Polski to założony przez Urbana. a myśmy wszyscy schamieli w sposób wręcz niewiarygodny. który swą misję życiową zobaczył w mieszaniu z błotem Kościoła i przy okazji każdego.

Adaś. to przecież Michnik nie mógł nagle zacząć rozmawiać z Rywinem jakimś innym językiem. To wszystko było nienawiścią! Ale potępienie i wzgarda dla tak rozumianej nienawiści nie przeszkodziły uważającemu się za najwyższy moralny autorytet i etyczną wyrocznię Michnikowi w popijaniu wódeczki z Urbanem. on Rywina podpuszczał! Musiał z nim rozmawiać jego językiem. Komu się chce. który. A tymczasem – guzik prawda. Zostawmy na boku treść. Gdyby tak było. dla przykładu. nie ma co do tego wątpliwości. ze sławnym w tejże III RP i stanowiącym ozdobę jej salonów producentem filmowym. co by michnikowszczyzna zrobiła z jakimkolwiek prawicowym pismem. to rzecz troszkę z innej beczki. Rywin mógłby się domyślić. Czy Czytelnik potrafi sobie wyobrazić. i to z tych stojących raczej dość nisko w mafijnej hierarchii. który – o jego wcześniejszych dokonaniach już nie wspominając – był redaktorem naczelnym arcyzasłużonego w popularyzowaniu mowy nienawiści i wszelkiego umysłowego plugastwa tygodnika „Nie”! Tygodnika. czy to pan jest Michnik?”. ale gdy mówimy o inwazji chamstwa. potrafił przed wyborami napisać. aby tamten się odsłonił! Kiedy Michnik się żachnie i powie coś w gniewnym tonie. ktoś się po publikacji rywinowej taśmy odważył na łamach prasy zauważyć. A już co najmniej na taśmie niechybnie znalazłoby się jakieś zdanie w stylu: hm. A to. tym właśnie Urbanem. czy to prawda i wisi mi to. która pozwoliłaby sobie na druk jakiejkolwiek z nim polemiki. co ty dzisiaj tak dziwnie gadasz? . które ośmieliłoby się dociekać żydowskich korzeni Kwaśniewskiego?! Skoro przy Michniku. oznajmił. laureata wszystkich tych nagród i wyróżnień. a nawet wręcz „piekłem”. rozmawiają o interesach czołowy intelektualista III RP. Nienawiścią. więc na tym żachnięciu stanęło. chodzi o sam sposób myślenia i formułowania tych myśli. autorytet moralny i oberguru. jakim językiem obaj panowie rozmawiają. o których pracowicie informuje jego gazeta. poza kilkoma niszowymi pismami świrniętej prawicy. cytuję. to nie ma u nas (na razie – stan z kwietnia 2004) takiej odważnej gazety. jestem Rywin. warto wspomnieć o niej akurat tu. Obaj spotykali się i znali już wcześniej. Ten dysonans. była próba stworzenia systemu wielopartyjnego i oparcie dyskursu politycznego na języku polityki zamiast języka moralizatorstwa. Zapisana na taśmie rozmowa obu panów bynajmniej nie zaczyna się od słów „dzień dobry. w którym na dodatek jedna strona z góry przyznała sobie monopol na uczciwe motywacje. Do złudzenia przypomina to dyskurs pomiędzy dwoma gangsterami. tymczasem. bo rzecz charakterystyczna) i pismo Michnika zareagowało na to karcącym tonem w jednym tylko felietonie. że rozmówca szykuje mu jakiś numer. a adwersarzom przypisała wszelkie możliwe nikczemności. pomiędzy społeczną pozycją protagonistów a używanym przez nich językiem. jeśli nie od takiej intelektualnej i etycznej wyroczni. Wywołało to ze strony Michnika gniewne żachnięcie – przecież. niech z łaski swojej sięgnie po zapis sławnej rozmowy Rywina z Michnikiem i zwróci uwagę. że Krzaklewski miał matkę czy babkę Żydówkę (nie mam pojęcia. A skoro tak.prawdy. W końcu od kogo wymagać kultury.

* . bo to by znaczyło. z góry wybrał go sobie na cel perfidnej prowokacji. pokazawszy w ten sposób dobitnie. że ma w sejfie taśmę z takim nagraniem.Wydaje się oczywiste. Afera jak sto diabłów. jak wiele nam brakuje do cywilizowanych standardów wolności słowa. że znowu sobie robię jaja. to wystarczył jeden telefon. że Michnik rozmawiał z Rywinem w ten sam sposób. myślę sobie. wszystko pozostałoby w sferze plotek po dziś dzień. On chciał w ten sposób wstrząsnąć naszymi sumieniami. która ów pocięty wywiad przeprowadzała. dziwne zachowanie premiera. niejasna postawa prezydenta – w każdym cywilizowanym kraju media rzuciłyby się na coś takiego natychmiast. W ogóle. Już Państwu wyjaśniałem. w jaki rozmawiał z nim zawsze. która by się odważyła na negliżowanie Michnika. Ale. że z wielkim wyprzedzeniem domyślił się. Wolny kraj! Wolne media! „Dysponentem tematu był Adam Michnik”. rozpowiada – i nic! W wolnym kraju. żeby już rozmawiając z nim wcześniej zadał sobie trud podpuszczania go i udawania knajaka. w jakim kraju żyjemy kilkanaście lat po odzyskaniu wolności. że. ale gdyby ostatecznie „Wyborcza” jej nie nagłośniła. Chodziło wyłącznie o wstrząs. konkretnie na premiera. Gdzieżby! Takie podłe insynuacje męża równie nieposzlakowanego po prostu się nie imają. jak napisałem. że próbował przez te pół roku coś dla siebie ugrać. Proszę spojrzeć – przychodzi do Michnika facet. A trudno przypuszczać. Jeden z kolorowych tygodników odważył się na parę mętnych aluzji w swej rubryce humorystycznej i na tym koniec. Bynajmniej nie dlatego. Przepraszam. A kiedy inny zagadnął o sprawę w oficjalnym wywiadzie premiera. poza kilkoma niskonakładowymi pismami. A u nas co? Michnik zdziera gardło. a więc sięgającą ustrojowych podstaw państwa? No i w końcu Michnik. że tak. Logiczne? Wydaje mi się. że afera Rywina była ze strony Michnika krzykiem rozpaczy. gdzie od kilkunastu już lat nie ma żadnego wydziału prasy KC ani cenzury – nic. pokazując. nie ma w Polsce gazety. sięgająca samych szczytów władzy. musiał o wszystkim napisać sam. końce do wody i głucha cisza. jak sugerował sam Rywin. iż ten facet przyjdzie kiedyś do niego z korupcyjną propozycją – względnie. wyjaśniła potem utytułowana dziennikarka. dlaczego. ba. W końcu cała warszawka gadała o sprawie po kątach. Michnik go nagrywa i od tego momentu przez prawie pół roku opowiada na prawo i lewo. żeby w druku to pytanie i odpowiedź na nie wypadły. żąda łapówki w zamian za korzystną dla „Agory” ustawę. Nikt nie będzie z takim mocarzem zadzierał. kiedy mamy do czynienia z aferą polegającą na handlowaniu zapisami przygotowywanej przez rząd ustawy. Z półrocznym opóźnieniem. który powołując się na „grupę trzymającą władzę”. Żarty! Kpiny! Jaki znowu „dysponent tematu”.

a zwłaszcza o to. Przez pewien czas zastanawiałem się nawet. co stanowi materialne podstawy bytu. to chamstwo? Nie. napisał swego czasu Marian Hemar. ma swój wielki udział. ale mniejszy. to trzeba wyraźnie i jasno napisać. oczywiście. a nie na siorbaniu zupy. a nie zostały zastąpione innymi. Cham pojawił się dopiero wtedy. ponieważ z jego punktu widzenia są tylko przejawem słabości. Jest też potoczne rozumienie słowa „cham”. grzeczny. Na tym właśnie polega chamstwo. wiążąca chamstwo ze wsią nie jest nieprzytomna. To duży błąd. Człowiek „ze wsi już wyszedł. gdy wskutek jakichś historycznych i socjalnych zawirowań przeniesiony zostanie nagle między ludzi cywilizowanych. że jest gotów i może go zmiażdżyć – a każdemu. bo w końcu chamstwo nie jest jej tematem – jej tematem jest to. W normalnym społeczeństwie taki dzikus był szybko przywoływany do porządku lub izolowany – ale przez ostatnich kilkadziesiąt lat w Polsce normalnego społeczeństwa nie było. że jesteśmy narodem. co to słowo oznacza. bez używania obelżywego określenia „chamstwo” dzisiejszej Polski opisać nie sposób. a do miasta jeszcze nie doszedł”. Czy to. których naturalistyczny opis zachwycił przed wiekiem szwedzkich akademików.„Smutna to rzecz. Spójrzmy na reymontowskie Lipce. Ale bezwzględność walki o byt ujmował on w pewne reguły. dopóki pozostaje w swoim środowisku. Chyba że akurat w danym momencie zachowywanie się w sposób zgodny z tymi normami. łatwo się nim natomiast staje. W dążeniu do niej nie liczy się z nikim i niczym. Zrezygnowałem. choć intuicja. że jest mu posłuszny. Zna i odrzuca całkowicie świadomie. oznaczające po prostu człowieka ze wsi. ale nie przyjmuje obowiązującego wśród nich wzorca obyczajowego. na wszelki wypadek okazując zawczasu każdemu. podobne do doskonale już dziś opisanego przez socjobiologów świata rywalizujących o przetrwanie zwierząt. czy nie zrobić motta dla książki z tego z kolei cytatu. gdy te tradycyjne hierarchie i obyczaje prysnęły. W walce o „grunta” brat zabijał brata. pośród ludzi cywilizowanych pojawił się dzikus. w tworzone latami hierarchie. Chamstwo było zawsze i jest najgorszym naszym wrogiem wewnętrznym”. To jeszcze większy błąd. a nawet może się przydać. co jest przedmiotem tego opisu. Cham bowiem kieruje się w życiu tylko jednym: swoją własną korzyścią. W potocznym rozumieniu bowiem cham jest utożsamiany z prostakiem. jest dla niego korzystne. chamem nie jest. ojciec niszczył syna a syn ojca: był to świat bezwzględny. Niemniej jednak. w czym chamstwo. Chamstwo to coś innego. kto stanie mu na drodze. I nie jeden dzikus pojawił się pośród dobrego . niż pycha pseudoelity. To jego zarodek – brutalność i okrucieństwo w walce o życiowe powodzenie. niż prostactwo. kto może z kolei zmiażdżyć jego. gdy sobie w oczy pomyśleć. jak Polacy po raz kolejny doprowadzają swój kraj do zagłady. A skoro się go używa. zachowując mentalność ukształtowaną przez prymitywne środowisko i prawa bezwzględnej walki o przetrwanie. nie zagraża. którym zawsze targały ostre kontrasty wysokiej cywilizacji i najgorszego chamstwa. Ale mieszkaniec najbardziej nawet zacofanej wsi. Prostak po prostu nie zna norm obowiązujących w wyższych sferach społecznych bądź nie potrafi ich spełnić – cham je natomiast zna.

ale bodaj i tysiąc intelektualistów. choćby je podpisało nie trzydziestu czy pięćdziesięciu czterech. robotniczo-chłopski zdrowy rozsądek. że strzelała do ludzi czy do Polaków. Zaprzedani komunie intelektualiści zaczynali publicznie wygłaszać w imieniu swoich historycznie niesłusznych klas jakieś kretyńskie samokrytyki. po robociarsku”. mieszczańskiej Polski. chłopomania. że poza sowieckimi czołgami. Komuniści dobrze wiedzieli. oczywiście. w do dziś powtarzanej przez byłych działaczy opozycji zbitce wyrazów. okadzając ludowy. trzeba też ich było od czasu do czasu przećwiczyć bykowcem. ciemnej hołoty czerwony w znacznie większym stopniu stosował marchewkę niż bat. kazał się do trumny przebrać za górnika – trudno naprawdę o przykład gorszego popierdzielenia! Chama. zaszkodzić reżimowi nie mogły. całe to gombrowiczowskie wzdychanie do parobka tkwiło w polskich elitach już od dawna i czerwoni wyszli tu naprzeciw autentycznemu zapotrzebowaniu. aby zneutralizować burżuazyjną ludność zgonioną z zapadłych wioch ludożerą. w książce o pierwszej międzynarodówce wyczytałem kiedyś. to przynajmniej starannie ukrywać – tylko niedobitki normalnego. że pochodził z robotniczej rodziny. Żeby naprawdę wspaniały poeta. że z punktu widzenia skuteczności walki z komuną zejście przez antypeerelowskich intelektualistów do roboli było najmądrzejszą strategią z możliwych. która przyniosła sukces bolszewii. że będzie teraz pisał „prosto. guzik to obchodziło. powtarzając dokładnie tę samą strategię. że jest najważniejszy. siermiężność i prosty jak w mordę dał sposób myślenia. zbudowano specjalnie hutę. ale i on właściwie tyle. perwersyjne lubowanie się w hołdach dla prymitywa. zbrodnią tą było. że strzelała do robotników. kwaterunkowym prikazem. żeby się we łbach nie poprzewracało i nie zaczęli się dobierać władzy do jej willi czy sklepów za żółtymi firankami. że jakiś tam Przyboś czy inny jajogłowy nadskakiwał mu. pozostał swoistą enklawą przedwojennej. I tak chamowi zostało. czyli do usankcjonowania wszechwładzy chama oraz jego zachwianego jednym czy drugim pałowaniem przekonania. Ja wiem i się zgadzam. „Solidarność”. podstawę ich władzy stanowią lumpy. że wśród ponad 300 założycieli tego „ruchu robotniczego” był tylko jeden (słownie: jeden) robotnik. zaszkodzić mu mogły tylko wolne związki zawodowe i strajki. oszczędzony przez wojnę. w mieszkaniach porządnych rodzin. to. który. w równym co najmniej stopniu jak buntem przeciwko „realnemu socjalizmowi” była powrotem do jego korzeni. W Krakowie. Trzeba było to zorganizować. i dlatego trzeba tych lumpów dopieszczać. zachwalanie „ludu” i „człowieka prostego”. Ale wobec najgorszej. bo . Zresztą robili to dość chętnie. wpajać im. zresztą. przedwojennego społeczeństwa dosłownie zalane zostały morzem wypuszczonej z folwarcznych czworaków hołoty. Oczywiście. cokolwiek tam sądzić o nim jako o człowieku. ale bezbłędnie odbierał z tego przekazu co miał odebrać: „że między Bugiem a Odromnysom to najważniejsze ze wszystkich – my som”. Listy protestacyjne. podbechtywać. że są solą ziemi i wszystko im się należy.towarzystwa – w którym musiałby się swych złych nawyków wstydzić i jeśli nie wykorzeniać je z siebie. Zbrodnią komuny nie było. Wpuścił ją do śródmieść i poutykał.

bo to by było tak. którego dokonał Stalin. jak górnicy. że jest najważniejszy na świecie. a ile wspomnianej przed chwilą. wystarczy spojrzeć w lustro. Z punktu widzenia pożytku. ile w tym było taktyki. by stworzyć właśnie Komitet Obrony Robotników. co i zniesmaczał. zresztą tylko umiejętnie nacinając nigdy do końca nie zabliźnioną ranę z przeszłości. jak to jest. mniej w Polsce oburza). Widywałem wspaniałych. Pomysł. Nigdy tego nie pojmę. którzy z tą samą pokorą dawali się terroryzować rozwielmożnionemu chamstwu z komisji zakładowych za czasów AWS-u i jeszcze posłusznie podsuwali mu na uzasadnienie prymitywnych zagrywek wzniosłe frazesy ze społecznej nauki Kościoła. był pomysłem znakomitym także dlatego. robili rzecz mądrą i ich heroizm mógłby przynieść wspaniałe owoce. a nie. Po prostu trzeba wreszcie skończyć z tym komunistycznym postawieniem świata na głowie. sól ziemi – pogięło was. nie byli w stanie zaprotestować ani słowem – bo to przecież autentyczny robotnik. że szedł ku zagojeniu tego wielkiego rozchlastania Polski. Ludzie. przechodząc do związków. robotnik? Chodziło się na wagary. Nie szydzę z nich. Ale też. trzeba dźwigać ciężary. bronowickiej miłości do ludu. u cholery. robolskim rozumem porządzi wszystkim lepiej niż jakiś tam profesorek czy inny inteligencik. że ten absurdalny pociąg niedobitków starej inteligencji do robotnika. jak śmiać się z garbatego albo kulawego. zawsze mnie tyleż śmieszył. Muszę przyznać. albo wręcz rozstawiał po kątach. Widziałem świetnych ekspertów w swoich dziedzinach. z jakiegoś powodu. jeszcze zachowuje resztki dawnej potęgi. ubocznym skutkiem tego zwrócenia się ku robolowi było dodatkowe przewracanie mu w głowie i utwierdzanie w przekonaniu. że swoim prostym. jakąś nową szlachtę. którzy się wtedy za to zabrali. uosobionego w dziarskim młotkowym z prastarej pepeesowskiej bibuły. Komitet Walki O Niepodległość Polski. robi biznes albo prowadzi badania naukowe. gdyby nie zmarnowano wszystkiego głupio w „wojnie na górze”.udało mu się skończyć studia i pracował jako umysłowy. Nigdy zresztą nikt nie zgadnie. ale zdecydowana większość trzyma się teraz za siedzenia i nie może pojąć. W końcu tak zwana „wielkoprzemysłowa klasa robotnicza” dostała od historii niezłego kopa w tyłek – co cwańsi jej przedstawiciele załapali się na beneficja nowego systemu. że byli klasą panującą. co by mogło zaimponować inteligentowi w drugim dopiero pokoleniu. kiedy ich Wrzodak kompromitował plotąc obrzydliwe brednie. kto handluje. czy co? A cóż to takiego. a nagle sprowadzono ich do parteru. parę silnych branż. którzy. co tu gadać. że kto macha łopatą jest lepszy i ważniejszy od tego. wyrocznię. a stamtąd do administracji publicznej i rozmaitych spółek. Prostacka tężyzna jest ostatnim. Zapewne z przyczyn genetycznych – mnie. Tyle. jaki ma ze swych członków naród – a to dla mnie najważniejsze kryterium – jest bowiem dokładnie odwrotnie. którego nasz wielki poeta i noblista zakazuje krzywdzić (krzywda człowieka wykształconego. Robić z robotnika ostoję rzeczy. kiedy chcę z bliska zobaczyć wsiową gębę. mądrych ludzi. na przykład. I proszę na podstawie powyższych słów nie insynuować mi znowu pogardy dla człowieka prostego. .

że krany przy każdym poruszeniu kurków wydają z siebie charakterystyczne kichnięcie i popuszczają rdzawą breję. komuna nie tolerowała proletariatu. że choćbym zarył się w temacie po uszy.* Proszę zwrócić uwagę. jak arcytrafnie podsumował istotę socjalistycznej rewolucji mistrz Szpotański. aby wszystkie stare. przegryzł parę ton badań socjologicznych i w wielkim trudzie wyszył grube tomiszcze upstrzone tabelami. Nie to jest ważne. I wbrew temu. „By mogła zapanować równość. Mam bowiem głębokie przekonanie. miał ambicję zniszczyć nie tylko wyższe. że piszę o powojennej inwazji zbuntowanej przez komunizm dziczy nie na niedobitki inteligencji czy elit. w telewizyjnym turnieju miast zespoły chirurgów z dwóch . Działacz robotniczych związków czy starej daty majster albo brygadzista był dla niej takim samym wrogiem. że roją się one od różnych podstawowych uthybień przeciwko zasadom filmowego rzemiosła. ale wszystkie w ogóle warstwy społeczne. Podobnie nienawidziła tradycyjnego układu społecznego na wsi. to najchętniej załączyłbym do tej książki kasetę albo cedek z dwoma filmami Stanisława Barei – „Misiem” i zmasakrowanym przez komunistyczną cenzurę „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”. „kułak”. iż Bareja nie miał taśmy na duble. że w kiosku sprzedaje się mięso. trzeba wpierw wszystkich wdeptać w gówno”. To. jak mówił mi przyjaciel po filmówce. Niszczyła go z równą zajadłością. Tylko i wyłącznie lumperka. a czasem nawet występował sam w kobiecej kiecy i peruce. ale wprost na niedobitki społeczeństwa. że. kręcił w najtańszym kosztem zaadaptowanych dekoracjach i jako statystów obsadzał rodzinę i ekipę filmową. Socjalizm wymagał. nie wspominając już o trudnościach wynikających z prawa autorskiego. Nikt w ogóle nie powiedział o peerelu tak wiele. świadomie i z założenia stawiając świat na głowie. Wbrew najwyżej wzniesionym hasłom. nie było w tych filmach najważniejsze demaskowanie „absurdów peerelu”. o czym najczęściej się pisze. Może to i prawda. W państwie z nazwy robotniczo-chłopskim docelowo miało nie być ani robotników. ani chłopów. niż mówią te dwie komedie. że w ogóle widać. i tak nie powiem o polactwie więcej. baleron można pokazać dziecku tylko w teatrze. nie poddające się władzy czerwonych bandytów struktury zgnieść i zastąpić ugniecionym na jednolitą pulpę motłochem. jak zamożny i samowystarczalny gospodarz. jak arystokrację czy starą inteligencję. nie zgadzają się tam jakieś „kąty kamer” czy co tam. jak Bareja właśnie w tych dwóch filmach. utrzymywanym w karbach przemocą i propagandą. Komunizm. gdy kto chce jego twórczość pochwalić. * Gdyby nie było to bezczelnym podszywaniem się pod cudzą wielkość.

. afery Rywina. Co było najważniejsze. Warto o tym wspomnieć. w wyświnionym waciaku. „wydymać”. szoferak wożący elementy budowlane zwala je na środku ulicy. ostatecznie. było trafione bezbłędnie. Ale to był tylko sztafaż. wyrwać dla siebie choćby coś najdrobniejszego – nie istnieje nic.. ludzi przyzwoitych w ogóle już nie ma. że to ona wykorzystuje prezesa („Misiu. w jaki się do niej potem niegodziwi ludzie potrafili dla swoich celów odwołać. opowiadał o tej postaci sam Bareja jednemu z przyjaciół) – bezbłędnego prototypu członków dzisiejszej „grupy trzymającej władzę”. do bólu charakterystyczne dla czasów. której z kolei wydaje się. ucieleśnienia partyjnej mentalności. każdy chce się nachapać. motając po cichu skomplikowaną intrygę. jeszcze do niej wrócimy. mimo zniszczenia przez byłą żonę jego paszportu. mającą mu umożliwić. i do sposobu. żadna przyzwoitość. mówiąc urbanem. z kim wejście w otwarty konflikt musiałoby się skończyć starciem Ochódzkiego na proszek. Tu każdy stara się każdego. Angażuje także producenta filmowego Hochwandera z jego ekipą. wyjazd i wybranie forsy z banku. szarpanym i wykorzystywanym przez chamów.. A kończąc na robolu Stuwale. pierwotnie zwał się „Nowohuckim”. bo w psychologicznej sytuacji peerelu była to sytuacja nośna i charakterystyczna. bardzo!”) i zrobi dzięki temu karierę w Ameryce. „Misiu”. To wszystko. na postoju taksówek zatrzymuje się polewaczka. zesłaniem gdzieś na sekretarza gminnego – Ochódzki doskonale o tym wie. z którą mogli się widzowie TVP pobieżnie zapoznać dzięki pracom komisji śledczej ds. może być i futro. W dziele bez wątpienia z całego dorobku Barei najlepszym. „wyobrażasz sobie. ja też cię kocham. że nasz prezes wszystkie rozliczenia finansowe bardzo porządnie prowadzi”). opowiada o człowieku porządnym – granym przez Bronisława Pawlika fotografie Ryszardzie Ferde – otoczonym. Prezes Ochódzki stara się ocalić szmal na londyńskim koncie przed byłą żoną która zadała się z „towarzyszem ministrem”. prezesa Ochódzkiego (który.miejscowości kroją pacjentów przed kamerami w studiu który szybciej. W tej intrydze wykorzystuje naiwność marzącej o karierze aktoreczki. różnych jego typów i podwariantów. Kiedy przez omyłkę wyrzuca za drzwi niezbędnego do nakręcenia całej afery sobowtóra . Ten też myśli. wedle wiedzy pozascenariuszowej. rozmawiając ze sprzątaczkami w kiblu.. że nie oddaje mu pieniędzy („pięćset złotych dla mnie nie ma. zanim zrobi to ona. bo ktoś dał mu w łapę. no.”. o których rzesze głupich staruchów opowiadają dziś wnukom bajki. żadne normy. co za chuj?”. więc w oczy przymila się i łasi. to że Bareja. oczywiście. „Co mi zrobisz. bo tak sobie zmienił nazwisko na cześć wielkiej budowy socjalizmu. żeby mu zawiózł na prywatną budowę deski. byle prawdziwe. To symfonia chamstwa. jak większość filmów Barei. a sam forsą sra!”). że jest cwany. jak nikt inny. Począwszy od superchama. stworzył studium obywatela peerelu. a więc kimś. by zaraz potem nagrywać cotygodniową porcję lizusowskich pochwał dla prezesa na specjalnie do tego przeznaczonym magnetofonie w jego gabinecie („ja to chciałem powiedzieć. który temuż Ochódzkiemu wygraża.

„podkładkę”. że coś może. jego przeciwnik wstaje i okazuje się. przypomnijcie sobie tę scenę. że w ten sposób go ułagodzi i ucywilizuje. którym wszyscy mogą do woli i bezkarnie pomiatać. Całej tej galerii typów przedstawionych w filmie. po czym. jeśli się komuś chce. Wyszczerzają na siebie kły. Cywilizacja wykształciła inne kodeksy. pada tu dosłownie przytoczony cytat z Lenina „film jest najważniejszą ze sztuk”. aby z poziomu pierwotnej walki o byt wznieść się na poziom wyższy. produkują stosowny protokół – mówiąc językiem tych czasów. bo jest bardzo znacząca. który je w „Wiktorii”. Chodzi mi o gońca – osobnika stojącego w hierarchii filmu na samym dole. obskurnego baru. z demonstracyjną powolnością dopina guzik po guziku. udając wielkiego pana. oczywiście jak najwyższą. zapamiętaną przez widzów głównie dlatego. każdy szanujący się człowiek filmy Barei musi przecież znać. dzikie zwierzęta ustalają hierarchię w stadzie. by dogonić „tego pana. „Pogłaszcz chama. mało tam grzeczny – przymilny i służalczy. to cię pogłaszcze” – zrozumieli bezbłędnie istotę chamstwa nasi przodkowie.Ochódzkiego. że jest o dwie głowy wyższy. w którym natura . warczą. bo jego porcję zabiera jak własną jakiś cham. Że ma swoje znaczenie. Niby skąd? Kieruje nim tylko instynkt przetrwania. licząc. Ale zwrócę uwagę na jeszcze jedną epizodyczną postać. mając głęboko w de pana kierownika i jego polecenie jadą na melinę. a go znajdę”. Panoszy się. jeśli to nie pomoże. Goniec usiłuje protestować. bo było to niezbędne. A jeśli dostanie w pysk albo zostanie zrugany od najgorszych. Wtedy upokorzony goniec kłania mu się i wychodzi. Oto i cham w całej swej okazałości. „dublera najważniejszej ze sztuk” (nawiasem. i tam. A podwładni po peerelowsku wyrywają się ze służalczym: „znajdziemy go. to stado. W istocie przechodzi przez hotelowy hall i biegiem pędzi do wspomnianego. ich na przemian służalczych i butnych zachowań nie sposób tu opisać – zresztą po co. w którym on musi ustalić swoją pozycję. Jeśli ktoś okaże mu uprzejmość i wyrozumiałość. popijając i oczywiście podkręcając licznik służbowego samochodu. Nie jest mu dane zjeść kaszy. a może właśnie dlatego. stara się podkreślić. panie kierowniku! Trzy noce będę jeździł. przybierając tak zwaną „postawę uległości”. pochyla głowę i podkula pod siebie ogon. kopnij chama. I dlatego wysłany z ogłoszeniem do redakcji usiłuje zaszpanować przed kierowcą (też podkreślającym swoje znaczenie demonstracyjną powolnością i paleniem papierosa). natychmiast robi się grzeczny. rzucają się sobie do gardeł – aż jeden z osobników. dopóki wyczuwa słabość. co zadziałało na cenzurę jak płachta na byka) po peerelowsku opierdziela za to swych podwładnych. wskakuje na niego z butami. w którym się porusza. Ale cham o tym wszystkim nie wie. słabszy czy bardziej tchórzliwy. niech sprawdzi w uczonych księgach. normy i schematy zachowania. gdy dostaje polecenie. Proszę. co tu przed chwilą był”. że dała reżyserowi okazję wplecenia w film kapitalnej wizji baru „Apis” z przyśrubowanymi do stołów miskami i sztućcami na łańcuchach. to cię kopnie. On stosuje te same zasady: środowisko. W podobny sposób. gdzie z powodu chwilowego braku smalcu serwuje się ziemniaczane puree z dżemem. Mimo swojej nikczemnej kondycji. Dlatego.

którzy przychodząc z jakiejś zapyziałej wiochy. Ale to nie był przypadek odosobniony. nagle lądowali w garniturze od Bossa. W jednym ze swoich opowiadań wspominałem o pewnym prezesie banku. Obserwowałem więc kiedyś tego właśnie faceta. niestety – tylko obserwuję i zapisuję. a jeszcze „lobbyści” kręcący się po sejmie z walizkami gotówki – głupieli w sposób po prostu niewiarygodny. koszule. promocji czy rautów. Ponieważ dzikiemu zwierzęciu nie grozi najedzenie się do syta. bank płacił jeszcze za obiady pana prezesa. żeby. i główną swą uwagę skupił na wykorzystaniu funduszu reprezentacyjnego. krocie. koszul i skarpet) – a jeszcze do tego wszystkiego pan prezes z niepojętą pazernością rzucał się przy każdej okazji na darmowe długopisy i zgarniał do kieszeni wszelkie możliwe gadżety. jak na nasze warunki.nie zainstalowała hamulców. który za czasów komuny nie mieściłby mu się w głowie. a jeszcze forsa za podpisanie listy obecności na komisji. jakiej sobie wcześniej nie umieliby wyobrazić – samej diety z dziesięć tauzenów. kiedy może. przypomniało mi się. Szlachetna powściągliwość pojawia się w procesie rozwoju cywilizacji później. przeżera się coraz bardziej. wypełniać sobie lodówki najdroższą whisky (trzymać whisky single malt w lodówce. długopisem. majtki i skarpety (zabawne. aby niepostrzeżenie po raz drugi wkręcić się w kolejkę po pożegnalny upominek – torbę z reklamowym breloczkiem. że pierwszą decyzją podjętą przez Waldemara Pawlaka. i wszyscy potem mówią. gdy z łaski Wałęsy zrobiono go na 33 dni premierem. poza wszystkim. nagle obsypani kasą. ze złotym roleksem (omalże. tandetnym zegarkiem czy kalendarzem i innym tego typu reklamowym badziewiem. Dossał się do szmalu. rozdawane przy okazji różnych sesji. Nie wierzycie? Cóż. który wychodząc z przyjęcia przekradał się przez krzaki. kupował mu garnitury. jak ten sławny sowiecki żołnierz ze starannie retuszowanego przez cenzurę zdjęcia zawieszania sowieckiej flagi na Bramie Brandenburskiej. żeby mu za państwowe pieniądze nakupiła garniturów. choćby miała od tego zdechnąć. nie jest to zdarzenie wymyślone (ja w ogóle nie umiem nic wymyślić. ale to mu oczywiście nie wystarczało – zadbał. natura nie troszczyła się wbudowaniem w pierwotne instynkty jakichś bezpieczników. Zaczynali tę kasę wyrzucać oburącz. Widziałem w kolejnych sejmach III RP od diabła i trochę posłów. oczywiście znając się na bankowości jak ja na równaniach z dwiema niewiadomymi. mniejsza o jego personalia – z peeselowskiej nomenklatury został prezesem jednego. a co dopiero przejedzenie. potem drugiego państwowego banku. jakim trzeba być żałosnym prymitywem?!). jak Wachowski – wyobrażacie sobie. mając ich na . chroniących przed złymi skutkami nieumiarkowania w sukcesie. ja sam własnym oczom nie wierzyłem. Jak wszystkie tego typu kawałki w mojej prozie. zarabiającym. istota pierwotna żre. dziwkom w klubach go-go wciskać za podwiązkę po tysiąc złotych. że to fantastyka). i w efekcie. a jeśli może żreć bez końca. było posłanie służby do sklepu. głupieć po prostu. a jeszcze ryczałt. gdy kadencja dobiegała końca.

każdym ręku po kilka), limuzyną, willą z basenem, ale przede wszystkim – z długami
kilkakrotnie przewyższającymi wartość całego tego ukręconego w czasie posłowania dobra!
Zdarzyło mi się widzieć – no, taka już robota dziennikarza, że się na takie rzeczy napatrzy
– ekipę, która przepierniczyła w pewnym momencie ważną polityczną szansę tylko dlatego,
że nie umiała powstrzymać się od pójścia na imieninowe przyjęcie pewnej Bardzo Ważnej
Osoby, a nie umiała się powstrzymać dlatego, że można tam było za darmo napchać brzuchy.
A, naprawdę, nie mówię o ludziach, którym by groził głód czy tylko monotonna dieta.
Zresztą, żeby nie szukać zbyt wielu przykładów: cała „afera Rywina” byłaby praktycznie
nie do rozgryzienia, gdyby nie bilingi. A bilingi można było zdobyć tylko dlatego, że „grupa
trzymająca władzę” bez ustanku wydzwaniała do siebie ze służbowych telefonów
komórkowych. Robili skok na siedemnaście i pół miliona dolarów, rządzili Polską, i bez tego
skoku, jak własnym folwarkiem, mając do dyspozycji wszystkie jej zasoby – i przy tym
wszystkim jeszcze żal im było paru złotych, żeby kupić sobie komórki na karty! Woleli swoje
śmierdzące interesy załatwiać ze służbowych, żeby się załapać na darmochę!
*
Olśniło mnie, jak to z olśnieniami bywa, zupełnie nieoczekiwanie – podczas lektury,
świetnej skądinąd, reporterskiej książki Joanny Siedleckiej o „Jaśnie Paniczu” Gombrowiczu
(wyszło stosunkowo niedawno wznowienie, poszerzone w stosunku do pochlastanego przez
cenzurę pierwodruku). Większość czytelników zna doskonale książki Siedleckiej i jej metodę
reportażu literackiego, ale dla porządku przypomnę: autorka notuje swe rozmowy z ludźmi,
którzy stykali się z pisarzem, szkicuje obrazy, jakie pozostały w ich pamięci i z rozmaitych
subiektywnych relacji kleci obraz świata, który kształtował bohaterów jej książek. Przy okazji
można w tych książkach znaleźć sporo innych, nie mniej ciekawych spraw.
Nie piszę tu o literaturze, więc z całego „Jaśnie Panicza” chcę zwrócić uwagę Czytelnika
tylko na pierwsze mniej więcej 40 stron – wspomnienia byłych fornali, w chwili zbierania
materiałów do reportażu już staruszków, którzy byli zatrudnieni w majątku Gombrowiczów.
Kucharka, ogrodnik, chłopina, który czyścił przyszłemu pisarzowi motor. Rysuje się w tych
wspomnieniach, jakby w tle, na marginesie, niezwykle cenny obraz stosunków panujących na
folwarku. Wzajemnych relacji między państwem a czeladzią, widzianych oczyma tej drugiej
– i zresztą przywoływanych zupełnie bezrefleksyjnie, jako coś najzupełniej oczywistego.
Państwo w tych opowieściach jawią się przede wszystkim jako opiekunowie,
odpowiedzialni z natury rzeczy za swych chłopów, tak jak pasterz odpowiada za powierzoną
mu trzodę. Państwo chłopa utrzymują (i to na wcale niezłym poziomie, zaskakującym dla
kogoś, kto brałby za dobrą monetę opowiastki peerelowskiej propagandy o tym, jak to za
sanacji lud z biedy dzielił każdą zapałkę na czworo; wymienia się tu dokładnie, jakie
zobowiązania miał pan wobec służby w gotówce i w rozmaitych, jak to potem nazywano,

„deputatach”), posyłają dzieci do szkół a dorosłych do doktora, no, praktycznie rzecz biorąc,
myślą za nich. Oczywiście jedni panowie wywiązywali się z tych obowiązków lepiej, inni
gorzej. Ojciec pisarza był akurat dobrym panem, bo założył dla dzieci ochronkę a dla dziadów
„bandosiarnię”, inni dziedzice z okolicy dbali o poddanych mniej.
Z drugiej strony, państwo są dla chłopstwa tym, czym pies dla pchły. Na wspomnianych
40 stronach o kradzieżach wspomina się bodaj z osiem razy. I właściwie za każdym razem
mowa o kradzieżach zupełnie bezsensownych, nie z potrzeby, ale niejako z nawyku. Służąca
mająca na dworze dobrą pozycję została zesłana do opieki nad świniami, bo ukradła państwu i
zaniosła do własnej zagrody indora. Faworyzowana kucharka, choć ta funkcja była dla niej
złapaniem Pana Boga za nogi, wykopała z klombu przed dworem krzak róży, wart sto
złotych, i posadziła przed swoją chałupą. Sprawa mogła się źle skończyć, ale udało się zwalić
winę na nieletnią siostrę kucharki i dziedzic machnął na te sto złotych ręką. Podwójnie dobry
pan: nie dość tej ochronki i bandosiarni, to jeszcze dawał się oszukać.
Ale jeszcze lepszym panem od niego był jeden ze stryjów pisarza. Ten, może lepiej od
wszystkich swych sąsiadów zorientowany w biegu wydarzeń na szerokim świecie, może
beztroski z natury, a może tknięty jakimś przeczuciem, machnął po prostu na całą gospodarkę
ręką. Pił, bawił się, gdy mu zabrakło pieniędzy, zastawiał, pożyczał, i zaraz puszczał to
wszystko na wódkę i karty. Ochronki i bandosiarni nie postawił, nie wypłacał też fornalom
zwyczajowych świadczeń, bo zwyczajnie nie miał z czego – ale zamiast tego pozwalał im
kraść. Leśniczemu powiedział wręcz: wytnij coś, sprzedaj, odbij sobie, bo ja ci nie zapłacę,
nie mam z czego. Gdy mu nadgorliwi nadzorcy przyprowadzali tego a tego, że coś ukradł,
śmiał się tylko: co ja będę człowieka karał za jakiś tam metr żyta czy parę jajek, kiedy to
wszystko i tak niedługo diabli wezmą.
Ów stryj, Janusz Gombrowicz, wspominany jest w okolicy do dziś. Nawet, jak notuje
Siedlecka, wszedł do przysłowia: „mieć nosa jak Gombrowicz”. Bo rzeczywiście, tak jak się
spodziewał, wybuchła wojna, przyszli Niemcy, przyszli bolszewicy, dwór poszedł w ruinę,
ziemię rozparcelowano, a że przy okazji hitlerowcy wymordowali miejscowych Żydów, u
których napożyczał dziedzic coś z pół miliona, wyszedł z tej wojny goły i wesoły. A co wypił,
zjadł i pohulał, to jego.
Czyż to radosne rozszabrowywanie rozpadającego się folwarku, zapisane we
wspomnieniach wiejskiej ludności, nie ma w sobie nastroju tak dziś polactwu miłej dekady
gierkowskiej?
Przedmiot wart jest osobnych studiów, przejrzenia zachowanych relacji, jak się w takim
folwarku żyło, co sobie chłopstwo o panach myślało – trzeba by przekartkować pod tym
względem trochę literatury, pamiętników, kto wie, czy nawet nie porobiono jeszcze przed
wojną jakichś badań, może by się co znalazło. Ja tego nie zrobię, i zresztą nie potrzebuję, bo i
bez tego nie mam wątpliwości. Wiejski folwark, regulujący przez wiele pokoleń zachowania i
mentalność pańszczyźnianego chłopstwa, to właśnie model, według którego pojmuje

polactwo swoje miejsce świecie. Polska to dla większości jej mieszkańców taki właśnie
folwark, władza – każda władza – to dziedzice ze swoją świtą karbowych, ekonomów i
innych nadzorców, a oni sami – fornale z czworaków.
Państwo, dziedzice, mają za nich myśleć. Ubrać, opłacić, dać żreć. Wyznaczyć robotę i
pilnować, takie ich zbójeckie prawo, żeby została wykonana. Bywa, że czasem jaśnie pan się
zezłości, huknie na Walusia albo i strzeli go w mordę – trudno, tak już jest. Za to Waluś ma
święte prawo pana kiwać. Gdy się coś uda ukraść, to brać. Gdy ekonom nie patrzy, walnąć się
w bruzdę i przekimać. To z kolei jego prawo, oczywiste i niepodważalne, i gdyby ktoś zaczął
nagle parobkom klarować, że powinni wspólnie się zatroszczyć o los majątku, że od każdego
z nich zależy, by nie popadł on w długi, nie zmarniał, nie przepadł – to by się wariatowi
popukali w głowę. Co stelmacha albo stajennego obchodzi, czy gospodarka przynosi
dziedzicowi dochody, i czy się unowocześnia, czy podupada? Pan jest dobry, gdy się zanadto
nie sroży. Jeśli jest zły, nie daje żreć i zanadto pędzi, narasta przeciwko niemu złość.
Trudno powiedzieć, na ile świadomie, ale czerwony wpisał się w tę mentalność idealnie.
Podstawową by tak rzec, jednostką organizacyjną peerelu było socjalistyczne
przedsiębiorstwo. Najlepiej, oczywiście, wielki kombinat przemysłowy albo rolny.
Przedsiębiorstwo dbać miało o zakwaterowanie swoich parobków w socjalistycznych
czworakach (z wielkiej płyty i ze ślepymi kuchniami), o nakarmienie ich w pracowniczej
stołówce, o zakładową „ochronkę” dla dzieci, wczasy, świetlicę, potańcówkę, klub sportowy
– o wszystko, poza wypłacaniem uczciwych pieniędzy za pracę. Zarazem „socjalistyczny
zakład pracy” był składnicą różnorakich dóbr, z której pracownik czerpał, jak chciał. Kradzież
była w nim rzeczą równie oczywistą jak na pańskim folwarku, a o wiele łatwiejszą. Bo raz, że
na pańskim przynajmniej teoretycznie było „pańskie”, a w socjalizmie teoretycznie wszystko
należało do ludu pracującego, a dwa, że w przeciwieństwie do folwarku, w socjalistycznym
zakładzie pracy mało kto czegokolwiek pilnował.
Jak by tam zresztą czegokolwiek upilnować? Opowiadał mi o swoich obserwacjach
kolega, z wykształcenia inżynier, którego po stanie wojennym los na kilkanaście złych
miesięcy zmusił do pracy w wyuczonym zawodzie, w jakiejś wielkiej elektrowni – bodajże w
Rybniku. Słuchaj, powiedział, tam faktycznie panuje komunizm. Nie ma pojęcia „cudze”.
Robotnik potrzebuje żarówki, to wykręca żarówkę. Potrzebuje przełącznika – bierze łom i
wyrywa se ze ściany. Waciaki, gumiaki, rękawice, śruby, gwoździe, wszystko co tylko można
wynieść. Ktoś coś na chwilę zostawi, odwróci się – zanim się obejrzy, już nie ma, zabrali.
Socjalistyczny zakład pracy był podstawą do zorganizowania sobie prywatnego życia.
Komuś się zepsuł samochód, wiadomo było, że państwowo nie naprawi, a mechanik z
kombinatu wziął część i za stówę czy ile tam – zrobił. Potrzebowałeś coś zabetonować,
dogadywałeś się z facetem, który jeździł z gruchą, w końcu na budowie robota mogła
poczekać. I tak dalej. Kradł każdy, co miał w zasięgu ręki, nawet panie z biura wynosiły do
domu deficytowy papier maszynowy i kalkę. I nie było to żadnym wypaczeniem tego ustroju,

tylko jego istotą. Socjalizm nie tylko zastraszał ludzi – on ich także korumpował, o czym się
dziś mniej pamięta. I korumpował nie tylko tych choć odrobinę ważnych, którzy mogli liczyć
na samochody, wille czy meblościanki ze swarzędzkich odrzutów z eksportu, z dzisiejszego
punktu widzenia wszystko to oczywiście dziadostwo, ale w peerelowskim syfie, relatywnie do
poziomu życia, stanowiło luksusy. Korumpował także, o czym, mam wrażenie, zupełnie
zapomniano, także ludzi prostych i malutkich. Między innymi tym, że dawał dorobić. Wytnij
parę drzew, zakombinuj, sprzedaj – jak doradzał dobry dziedzic Gombrowicz swojemu
leśniczemu, zamiast mu zapłacić. Bez tej możliwości, bez owych „boków”, dających
każdemu poczucie, że jakoś tam sobie wydłubał własną znośną do życia niszę, socjalizm nie
przetrwałby śmierci Stalina. Zresztą, jak ostatnio przeczytałem u historyka, nawet za Stalina
tak było, i on sam zdawał sobie sprawę, że „czarnej gospodarki” zwalczać nie ma sensu, bo
smarując jakoś ustrojowe absurdy dopomaga ona wzmożonej produkcji czołgów, dział i
pocisków, będącej absolutnym priorytetem komunizmu.
Przyzwolenie na życie z „boków” pozwalało jako tako funkcjonować księżycowej,
zaprojektowanej przy biurku urzędasa, maszynie socjalistycznej gospodarki. Maszynerię
społeczną utrzymywało w ruchu co innego. Otóż socjalistyczne państwo nie miało pieniędzy,
ale miało władzę. Monopol władzy nad wszystkim, nad każdą dziedziną życia. I tą właśnie
władzą korumpowało, cedując ją po odrobinie na swoich obywateli. Każdy mógł zostać
przeczołgany przez władzę – ale i prawie każdy, poza tymi stojącymi najniżej, mógł w
pewnych określonych okolicznościach przeczołgać kogoś innego.
Nic nie oddaje sprawy lepiej, niż anegdota o Polakach, którzy się za czasów Breżniewa
jakimś sposobem znaleźli w Moskwie i usiłowali zjeść obiad w restauracji. Restauracja –
puściutka, ale „szatnia obowiązkowa”, a szatniarz, zezłoszczony, że nie okazano mu należytej
pokory, oznajmia, że nie ma numerków – i bujaj się. Nie spodobałeś się szatniarzowi, to do
knajpy nie wejdziesz, bo ten szatniarz poza tym jest może ostatnim zerem, nikim, każdy sobie
może nim wycierać nogi, ale ma od socjalistycznego państwa dane jedno prawo: prawo
decydowania, kogo do tej zakichanej restauracji wpuści, a kogo nie!
Słyszałem podobne opowieści w różnych wariantach od niezależnych od siebie osób – a
to o etażnoj w hotelu, a to o babie sprawdzającej higienę osobnika usiłującego wejść na basen,
i wierzę, że tak się w sowieckim sojuzie żyło, bo przecież te same mechanizmy
funkcjonowały i u nas. Kimże była sklepowa w mięsnym? Boginią, do której się łaszono,
przynoszono jej bombonierki, a jeśli nie pisano na jej cześć wierszy, to tylko dlatego, że
akurat to jej do szczęścia nie było potrzebne. A kimże był hydraulik, skarykaturowany w
bodaj najpopularniejszym skeczu peerelu?
Mój stryj pękał kiedyś ze śmiechu (jeszcze jedna scenka zapamiętana z dzieciństwa),
opowiadając Ojcu, co był wyczytał w gazetowym artykule jakiegoś pezetpeerowskiego
ideologa: że socjalizm powstał nie po to, aby zaspokoić materialne, ale przede wszystkim –

Jako forma opisu narzuciło się więc siedem grzechów głównych. którego nazwiska nijak sobie dziś nie umiem przypomnieć. może zaryć w źródłach. przytaszczyć badawczą aparaturę i zabrać się za opisywanie tego systemu. Engels i wszyscy inni święci „materializmu historycznego” nie był niczym innym. będący bezpośrednią przyczyną tego śmiechu komuch. bo wszystko na ten temat dawno już powiedzieli historycy badający system feudalny. I pod tym względem socjalizm stworzył niemal doskonałą konstrukcję społeczną – poza tymi z samej góry i z samego dołu. spytacie? Ależ ma. niż cofnięciem ludzkości do średniowiecznego feudalizmu. ale i każdy w mordę bił. nawet gdy nie ma w pobliżu rodaka. gdy powiem. A Białorusin. iż się przed kimś musi płaszczyć. móc odreagować na kim innym. miał rację. siła. będzie się upierał. Wielu obywateli Zachodu. Całkiem przypadkiem okazało się. A jakie cham może mieć duchowe potrzeby. Nie warto. kapitalizm gnije i wtrąca w nędzę. uczciwym ustroju gospodarczym. którzy w ogóle nie potrafią sobie wyobrazić. a od święta i kawałek słoniny się na zagrychę znajdzie. Pomiędzy królem a pariasem rozciągała się ogromna drabina wzajemnych podległości i zobowiązań.duchowe potrzeby klas pracujących! I właśnie z zaspokajania tych potrzeb. a George W. a nie zaopatrzenia sklepów. żeby czuć nad kimś wyższość. ale prawdę mówiąc – nie warto. Ma taką mianowicie potrzebę. z jaką się „realny socjalizm” zakorzenił w umysłach polactwa wzięła się właśnie z zaspokojenia duchowych potrzeb chama. że z tej gotowości czerwonego do zaspokajania duchowych potrzeb ludu pracującego miast i wsi mój stryj i Tata zaśmiewali się do rozpuku. który z chrzęstem strudzonych zwojów mózgowych zdołali wymyślić Marks. Kiedyś przysiadłem poważniej nad uszczegółowieniem tej tezy i wyłuszczeniem konkretnych przyczyn tej niemożności. więc trudno się dziwić. że ten idealny ustrój. że tych przyczyn jest siedem. wydaje się pełnych autentycznej nienawiści do swoich państw. Bush ma na sumieniu straszniejsze zbrodnie niż Hitler. zaspokojenie potrzeb materialnych nie jest najważniejsze dla oceny systemu przez jego poddanych. I . Student z Berkeley czy francuski mędrek będą ci z ogniem w oczach wywodzić. Ale jednak. że pod Łukaszenką żyje się jak u Pana Boga za piecem – nie ma wojny. Bo przecież nie będzie żadnym odkryciem. czegóż więcej chcieć? W istocie. że zachodnia demokracja jest gorsza od faszyzmu. każdy w mordę brał. * Czemu mnie to tak bardzo irytuje? Z prostej przyczyny: bo społeczeństwo pańszczyźniane jest po prostu organicznie niezdolne do życia w normalnym. nie ma głodu. jest co wypić. trzeba przodujący ustrój rozliczać! Było to już w czasie kartek na cukier i sklepów „komercyjnych”. Komu się chce. Żeby to. cały czas próbuję to wyjaśnić. Wbrew potocznemu mniemaniu. kiedy dziś się nad tym zastanawiam. co to takiego niezaspokojenie potrzeb materialnych.

SIEDEM GRZECHÓW GŁÓWNYCH POLACTWA GRZECH I: NIEUCZCIWOŚĆ Jak się wspomniało. Potraktujmy go jako po części apendyks. trzynaście razy oblewał manewry. gdzie lud tak zawzięcie wyrzuca swoim elitom złodziejstwo. Przeczytałem niedawno. Jeśli. aż tak znowu nieuchronne by to nie było). to nie w tym sprawa. że się teraz nie oprę pokusie rozbicia zwartej narracji i wepchnę w nią tekst napisany niegdyś osobno. jakie w tym kraju rządzą zasady. Za zdanie kartkówki pięć dych.tak to napisałem – siedem grzechów głównych polactwa. oczywiście. Skanduje to. że kryje się za nim jakiś kompleks. chcesz dostać prawo jazdy. Powszechność tego oskarżenia. Ale nigdzie w cywilizowanym świecie nie ryzykujesz na stacji benzynowej. dawno już nie ma to nic wspólnego z poczciwym. Niech mi Czytelnik wybaczy. jak samodzielna całość. łatwość. pod adresem „onych”: elit politycznych. że naleją ci do baku benzyny zmieszanej z wodą. W tym kraju. musi budzić podejrzenie. że to zupełnie niczym nie grozi. I faktycznie się kryje. to nie zdasz – będziesz dwanaście. W sklepie czy knajpie bez żenady doliczą ci parę złotych do rachunku i na siedemdziesiąt. starym łapownictwem: rzecz jest po prostu wymuszaniem haraczu. z nabitą fałszywą datą ważności. a po części streszczenie tego rozdziału. nie trzeba się chyba długo nad tym głowić. dla przykładu. przy czym. że możesz albo uczciwie nauczyć się i zdać egzamin. Na każdym kroku natkniesz się na wyciągniętą po łapówkę rękę. protestuje się u nas często i z zapałem – skanduje „zło-dzie-je-zło-dzie-je”. że w Jarocinie zamknięto nauczyciela – dostał półtora roku w zawiasach – za wymuszanie łapówek od uczniów. albo załatwić go sobie za łapówkę. Jeśli łapówki nie dasz. lakierem. aż w końcu zrozumiesz. Pomińmy już plagę czujących się całkowicie bezkarnie dresiarzy czy kieszonkowców na ulicach – ponoć rozkwit bandytyzmu miał być nieuniknionym ubocznym skutkiem ustrojowej transformacji (choć osobiście sądzę. z jaką jest ono rzucane. możesz zostać okradziony na każdym kroku. podobnie jak na najwyższych szczeblach władzy. władzy czy jakkolwiek ich tam zwać. rozpuszczalnikiem czy jakimiś innymi świństwami. że gdyby bandziorowi groziło ze strony policji i sądu cokolwiek więcej niż spisanie danych. za dobry . ktokolwiek w Polsce protestuje – a odkąd okazało się. osiemdziesiąt procent – są na to dowody w wynikach kolejnych kontroli rozmaitych inspekcji – nie doważą albo wepchną przeterminowany towar. nie masz po co zawracać. Jeśli przez zapomnienie zostawisz coś na chwilę bez opieki.

Jako przedsiębiorca Polak notorycznie nie płaci kontrahentom. Zatrzymali się przed Sejmem. Jeśli milion czy dwa zdrowych byków wyłudza renty. to jasne. uczył dzieci prawdziwego życia w Polsce i rządzących nim zasad. Rzecz nie w tym. naiwny. Los niektórych państw latynoskich i afrykańskich. czwórkę. jeśli pracujący na czarno wyłudzają świadczenia dla bezrobotnych i zasiłki socjalne. Wcale nie wiem. zamieni się w ustrój mafijno-feudalny. taksówkarz szybkim ruchem skasował licznik. jak ongiś wynoszenie różnych drobiazgów z państwowego biura czy fabryki. w którym mogą powstawać indywidualne fortuny. że nie może tych rent starczyć dla prawdziwie potrzebujących. Szczególnie mocno uwierzyli w to ci. jacy to. ale także z naszego regionu. na którym wybiło szesnaście czterdzieści i . który po tę książkę sięgnął. ale o rozwoju nie ma mowy. a nie kto inny. a robienie interesów to coś w rodzaju zalegalizowanego rozboju. tłumaczyć. nieśmiało zaprotestował dziennikarz. taka ich mać. których na razie nie przyłapał. że w Polsce są złodzieje. przyjmując do wiadomości. przez których nie ma dość pieniędzy na renty i zasiłki dla wszystkich. skreślone-skreślone złodzieje ci tam wszyscy w tym skreślone-skreślone Sejmie i w ogóle ci politycy. A „na górze”? W peerelu Polakom wmawiano. że kapitalizm to ustrój z zasady nieuczciwy. by wykopać z osiedlowej rabaty i przewieźć na swoją działkę nowo posadzone krzaczki. Ale u nas cudze znaczy „do wzięcia”. a zwłaszcza Balcerowiczowi i innym liberałom. za trójkę. Kiedy pewien kolega dziennikarz kazał się taksówkarzowi zawieźć pod Sejm. a okradanie pracodawcy wydaje mu się równie oczywiste. wszyscy. które z niej zaczerpnięto. obracając ich pieniędzmi. To „na dole”. Czy ja muszę Czytelnikowi. panie. dlaczego go skazano. Ale mało gdzie złodziejstwo cieszy się taką akceptacją i do tego stopnia. nie pozostawia tu wątpliwości. Kapitalizm zachodni budowany był z Biblią w ręku. Złodzieje są wszędzie i może są kraje. skreślone-skreślone. że w istocie jest dokładnie odwrotnie? Wolny rynek bez sztywno przestrzeganych norm uczciwości funkcjonować nie może. to na pewno nie wystarczy ich dla naprawdę potrzebujących. którzy owe mądrości na temat „zgniłego kapitalizmu” przez pół wieku głosili. uważane jest omalże za przysługujące ubogiemu (a któż się u nas nie uważa za ubogiego?) prawo do poprawienia swego losu. chętnie kupuje „okazyjnie” u złodziei. Przecież on właśnie. wie pan. Teraz. Jeśli pozbawi się go wartości. Polak nie ma skrupułów. że nową „historyczną koniecznością” stał się właśnie wolny rynek. jak u nas. panie. gdzie jest ich więcej.stopień z odpytywania dwie. On sam z kolei tak właśnie traktowany jest przez każdy z państwowych urzędów. a pracowników traktuje jak złodziei. wszyscy. może nie wszyscy. co pan. zabrali się za jego budowanie w oparciu o wzorce z poradników partyjnego lektora. No. A gdzie. piątkę czy szóstkę na koniec roku tyle a tyle. Ale gniew polactwa nigdy się nie obróci przeciwko tym drobnym złodziejaszkom – zwróci się przeciwko państwu. taryfiarz uraczył go długą tyradą o tym.

A jakie tu zaufanie. a ci z z dołu to niebezpieczny motłoch? I człowiek z dołu. Nie ma kapitalizmu bez przedsiębiorczości. aby nas orżnąć. Jeśli obcy chcą tu robić jakieś interesy. za które tamten wykonał całą robotę spychaczem w dwie godziny. to na pewno po to. Numer legendarny. na wszelki wypadek. Szuka się okazji nie żeby zrobić biznes. który wziął zlecenie na czterdzieści osób na zniwelowanie łopatami kawałka terenu na Okęciu. Szczególnie podejrzani są obcy. żeby taki numer zrobić. gdy mu zabraknie pieniędzy. tylko żeby zrobić „numer”. numer zrobił facet z SGPiS-u. A już najbardziej ze wszystkich Polak nie ufa własnemu rządowi. że dziennikarz nie widział właściwej kwoty oznajmił „dwie dychy”. że jednym z najważniejszych czynników rozwoju jest wzajemne zaufanie. musiał mieć niezłe plecy w ZSyPie. który przypadkiem znajduje posłuch i wspólny język z pospólstwem. zdradza. niż je w cokolwiek inwestować. Ale tam. kiedy elity nie ufają za grosz narodowi. Jeśli chcą nas przyjąć do jakiejś Unii. Za parę godzin pracy miał facet równowartość kilkudziesięciu ówczesnych średnich pensji. . w każdej chwili gotów zmienić wszelkie przepisy i wyegzekwować je wstecz – tylko że bez tego zaufania każdy woli wydać pieniądze na wódkę. Zawsze spodziewa się. co wykonał owiany legendą prywaciarz. który od jakiejś socjalistycznej spółdzielni rolniczej kupił ileś tam tysięcy butelek przecenionego szczawiu po pięćdziesiąt groszy. że zarobimy wszyscy. Jeśli ktoś nam coś proponuje i twierdzi. Nic dziwnego. najlepiej omijać z daleka. woli w nic nie wchodzić. przedsiębiorczość jest zastępowana cwaniactwem. jak wszystkie podobne historie w tej książce. wylał ten szczaw do rzeki i sprzedał butelki w skupie po dwa złote. GRZECH II: NIEUFNOŚĆ Zdaniem teoretyków ważnym. to na pewno ma na myśli coś zupełnie innego. to przecież nie po nic innego. i co gorsza – wszyscy są od niego cwańsi. To autentyk.pewien. przestaje być swój. staje się co najmniej podejrzany? Pańszczyźniany nieufność ma w genach. gdzie nieuczciwość nie razi. Oczywiście. co wymaga długotrwałej inwestycji. skoro ten rząd. Na przykład. więc on. banda złodziei i kłamców. i postawił robolowi z pobliskiej budowy dwie skrzynki wódki. to to. a człowiek z góry. Wszystko. który robi karierę. a naród elitom? Kiedy ci z góry to „oni”. Czy taki numer można zrobić w kapitalizmie? Wolne żarty. na wszelki wypadek. Numery robiło się w spółdzielniach studenckich. że wszyscy chcą go jakoś okantować. tylko żeby nas ocyganić i zabrać nasze grunta. Polactwo najchętniej robiłoby wyłącznie interesy metodą Wokulskiego na wojnie krymskiej: gotówkę do ręki i chodu w krzaki. na przykład. niekiedy mówi się. pożyczył za drobną opłatą czterdzieści książeczek. Nieufność skłania do przypisywania wszystkim. najgorszych możliwych intencji.

a przecież ich pogarda dla groszoroba nie wydaje się nam dziś niczym egzotycznym. i jest zła. wysilić i pokombinować. że w Polsce szewc zazdrości awansu biskupowi. naszą specjalnością. niestety. a w przypadkach nazbyt kłującego w oczy sukcesu wręcz nienawiść. jeden taki myślał i myślał. Jeśli na polską wieś przyjeżdża Holender i tam. Zawiść dobra to ta. bo usiłował zarobić. co to źle wyszedł na mydle. które Polacy dzielą z innymi społeczeństwami postniewolniczymi. że jej ślad tkwi w naszej mowie do dziś. nie myśl. z bylejakości i nawyku bezproduktywnego zrzędzenia psuje samopoczucie tym. Z zawiścią jest tak samo jak z cholesterolem: jest zawiść zdrowa. a jej sukcesy zdezawuować. iż fornale przejęli od swych byłych panów. jaki ma sąsiad – a Polak o to. gdzie były droższe. kara na spekulanta! Dobrze mu tak – zamiast jak Pan Bóg przykazał trwonić majątek i go z fantazją przepijać. która każe się sprężyć. aby dorównać cudzemu sukcesowi. widzimy na co dzień – jeszcze jeden z licznych dowodów tezy. aby z kolei sprzedać je w innym. co tylko można od nich było przejąć najgorszego. to mu pokazali. to polactwo go podpala. Tę wadę narodową wytykano Polakom już dawno i na przeróżne sposoby. zachciało mu się handlowania. zła zawiść należy do tych spośród wymienianych tutaj grzechów. Jaką niesamowitą schadenfreude musieli mieć z tego faktu panowie bracia. pożyteczna. Jest też skutkiem wpajanej przez wiele lat. każe się sprężać. którzy nieszczęście Zabłockiego opijali z kuśtyków nie pozostały już nawet trumienne portrety. „Ty nie myśl. Dodatkowo polska zawiść bywa aż do granic absurdu bezinteresowna. Osoba wyłamująca się z bierności. Po szlachciurach. aby drugiej osobie zaszkodzić. Znamy ją doskonale. by sąsiadowi ten dom się spalił. Jakiś tam sobie mało znany szlachciura „zhańbił” swój szlachecki klejnot. trująca. Oczywiście. popularnym kawale o złotej rybce przedstawiciele innych nacji proszą ją o taki sam piękny dom. wymuszanej rozmaitymi karami bierności. niechęć. Budzi więc irytację. zaś w starym. gdzie wszyscy tylko jojczą i złorzeczą. czapkę sprzedać. wysilać i kombinować. będąca. Zawiść zła. i jeszcze się zadłużyć. Wańkowicz zwracał uwagę.GRZECH III: ZAWIŚĆ Do potocznej polszczyzny przeszedł imć Zabłocki. zamiast puścić wszystko w karty. Ot. gdzie były one tańsze. „Ale że przez spekulacyą statek wziął lada jaki” – relacjonuje współczesny pamiętnikarz – „mydło częścią zamokło. i teraz już nie myśli ani dzieciom nie pozwala” – ulubione powiedzonko jednego z bohaterów braci Strugackich dobrze pokazuje jej mechanizm. zaczyna się dorabiać. częścią do cna się wymydliło i w wodę poszło”. kupując mydła w jednym mieście. którzy owe niewolnicze przyzwyczajenia kultywują. pas zastawić. po to. .

„Stoi w polu. gdzie sukces budzi podejrzliwość lub niechęć. w lemiesz klekce” i tak dalej. Były premier budujący swą kampanię prezydencką na fakcie. na którym jednemu pracującemu towarzyszy co najmniej siedmiu opartych o łopaty medytujących można śmiało uznać za jedną z ikon PRL. tak długo pocieszaliśmy się idiotyczną frazą o „moralnym zwycięstwie”. a określenie „polska robota” zyskało obywatelstwo i w polszczyźnie. czyniącą z pogardzanego w innych krajach „loosera” kogoś w rodzaju żołnierzy z Westerplatte. by zrobić sobie wolne. Powstają w ten sposób „długie weekendy”. że został odwołany po kilku zaledwie miesiącach i z dumą deklarujący.GRZECH IV: LENISTWO Coś musi w tym być. „mądrości narodu”). nie obchodzi imienin i nie plotkuje z przyjaciółmi przez telefon. W chwili. w wersji bardziej dosadnej. gdy zdumiony Polak dowiaduje się nagle. że w pracy nie pije się herbatek. że – będąc jednym z . święta narodowego lenistwa – niekiedy i do ośmiu dni. GRZECH V: KULT NIEUDACZNICTWA Tam. obok wiersza pouczającego. potwierdza to jego złe zdanie o „dzikim kapitalizmie” i panującym w nim nieludzkim wyzysku człowieka przez człowieka. że przy stole należy się umieć zachować jest satyra na lenistwo polskiego pracownika. że dzień pomiędzy dniami świątecznymi też jest świętem. że w końcu przegrana zaczęła być dla nas sama w sobie chwałą. jak niezliczone przysłowia (zdaniem niektórych. że robota nie zając i nie ucieknie. czy nawet zagrożenie bezrobociem. Podobnie. Dopiero wyjazd do Ameryki staje się przyczyną szoku. a zaziębienie nie jest powodem. masochistyczny sposób otaczana jest szacunkiem. Tak długo czciliśmy bohaterów beznadziejnych powstań i niemożliwych do wygrania bitew. uznając prawem kaduka. nasz sejm brał się za „ostatni niezrealizowany postulat Sierpnia”. nie są wystarczającym powodem do zmiany wieloletnich nawyków. by przekimać godzinkę w kanciapie. ogłaszając wszystkie soboty dniami wolnymi od pracy. Przez wieki wiele się nie zmieniło: obrazek. blisko się z nami stykających narodów. którą spontanicznie zwykliśmy sobie powiększać. brak ekonoma. Wbrew oczekiwaniom. że nie istotna część męskiego ciała i może postać choćby miesiąc. i w językach kilku innych. przed wzrokiem którego trzeba się kryć. którzy z radosnymi twarzami powtarzają sobie: „tak nas sprali. że wieki będą o tym pamiętać!”. przegrana w dziwny. Choć i bez tego mieliśmy jedną z największych w cywilizowanym świecie liczbę dni świątecznych i wolnych. gdy pierwsze oznaki wyhamowania wzrostu gospodarczego skłaniałyby inny naród raczej do wzmożenia wysiłków. Oczywiście. Polacy chętnie zachowują się jak poobijani i okulawieni żołnierze z satyrycznego rysunku. perswadujące. lub. że najstarszym zabytkiem świeckiej literatury polskiej.

by każdy swoje dostał po uszach. gdzie chętnych do samorządu nigdy nie ma i trzeba ich wyznaczać. Polaka trudno zapisać nawet do związku zawodowego. że sukcesu nie sposób w Polsce odnieść uczciwie. Polski chłop może do woli narzekać na pośredników. Istotnie. Biedny. Polacy uwielbiają ludzi przegranych od dawna.najsławniejszych w Polsce adwokatów – ma miesięczne dochody poniżej średniej krajowej. Poza tym „ważne to je. Po części wynika to z potocznego wyobrażenia o sprawiedliwości. przegrany. zaraz wybierają spomiędzy siebie prezesa. jest mu najgłębiej obca. żeby co miesiąc płacić pięć złotych. Na żadne rady osiedlowe czy wspólnoty mieszkańców nie ma czasu. Wspomniany wyżej były premier. jeśli coś będzie z tego miał. Po części także z głębokiego przekonania. po pierwsze zbiera się z innymi. Instynkty społeczne Polaka. Nieudacznik cieszy się naszym szacunkiem. którzy są nawet lubiani. Unika jak ognia partii i stowarzyszeń. Działalność społeczna jest u nas domeną wąskiej grupy nawiedzonych. U nas tymczasem jego postępowanie okazało się całkiem skutecznym sposobem na zdobycie wyborców. których on dotyczy i wspólnie zastanawiają się nad znalezieniem rady. przechwytujących większość zysków z jego pracy. przeciętny Amerykanin poświęca kilka godzin w tygodniu na pracę w różnych sąsiedzkich bądź hobbystycznych organizacjach. która wymaga. przed którym warszawiacy zdejmowali czapki dopiero wtedy. ale nie jest taki głupi. ale myśl. by wzorem chłopa niemieckiego zorganizować z sąsiadami wspólny hurt i owych pośredników ominąć. gdy po ostatecznej klęsce opuszczał Polskę na zawsze. w czasie urzędowania traktowany przez dziennikarzy z agresją i jadem. Nawet znienawidzony wcześniej przywódca w chwili upadku nagle zaczyna być lubiany – jak Wielopolski. Owszem. zaspokajają w zupełności wybuchy spontanicznej ofiarności od wielkiego dzwonu – rzucenie datku na powódź albo świąteczną pomoc. w krajach zachodnich wywołałby pusty śmiech. a tym każdy woli się zajmować sam. bo ponad wszelką wątpliwość nie jest kombinatorem. które wymagałyby od niego poświęcenia chwili uwagi i drobnej składki dobru wspólnemu. Jeśli widzi problem. a więc uczciwy. złodziejem ani oszustem. W życiu dorosłym gotów się gdziekolwiek zapisać tylko wtedy. wiceprezesa oraz skarbnika i zakładają komitet – ironizował Juliusz Verne. ale nie budzą chęci naśladownictwa. Polak pierwszą lekcję pobiera w szkole. Spółdzielczość napawa go głęboką odrazą – także z przyczyn opisanych przy grzechach II i III. postrajkuje albo pójdzie na blokadę. . co je moje”. jak wiadomo nie od dziś. na pierwszej konferencji po „nocnej zmianie” przywitany został przez tych samych dziennikarzy gromkimi oklaskami. GRZECH VI: NIEZDOLNOŚĆ WSPÓŁDZIAŁANIA Gdy spotyka się trzech Amerykanów. jeśli coś to może dać i niczym nie grozi.

uważa ją za normalną. Wszystkie wyliczone powyżej grzechy zbierają się tu w jedno. za część większego. by mieć się znacznie lepiej. poszukać sukcesu w innym miejscu kraju. że wcale przegranymi być nie muszą. W świecie. ani potrafimy myśleć o tym. że „nierządem” ona stoi. społecznego nieszczęścia. że w Polsce zawsze wszystko musi stać na głowie. popełniamy w ten sposób grzech najcięższy z możliwych. . niestety. w którym bez aspiracji nie osiąga się niczego. na ogólny brak aspiracji Polaków jako zbiorowości. Polskie zmuzułmanienie dotyka licznej grupy tych.GRZECH VII: ZMUZUŁMANIENIE „Muzułmanami” nazywano w hitlerowskich obozach zagłady tych więźniów. Ani chcemy. doprowadzając do całkowitej apatii. W mniejszym stopniu zmuzułmanienie powszechne jest wśród Polaków mających się nie najgorzej i zupełnie wolnych od aspiracji. że coś potrafimy. Wbrew pozorom sprawa nie dotyczy tylko popegeerowskich zagłębi beznadziei zapijanej bełtem. który budzi autentyczny szacunek świata – tak. Człowiek zmuzułmaniony w przedziwny sposób zaczyna być ze swej sytuacji zadowolony. Przekłada się to. Nawet jeśli odniesiemy sukces. Nauczyliśmy się czerpać przewrotną przyjemność z przekonania. udowodnić samemu sobie. którzy uważają się za przegranych wskutek zmiany ustroju i nie przychodzi im do głowy. by go zdezawuować. na nasz bałagan i głupotę nie ma rady i w ogóle jesteśmy jako naród beznadziejni. przerywanej napadami ślepej agresji. By wymyślić sobie nowy zawód. podjąć jakieś ryzyko. którzy zatracili wolę walki o przetrwanie. że się jest najlepszym. by pokazać innym krajom. jak to było z polską transformacją gospodarczą – stajemy na głowie.

Jeśli jest o tym . do trzech razy sztuka. Z tych kilkuset. powiedział w wywiadzie tak: „uczciwego człowieka. że chcąc kogoś oskubać. * Tu koniecznie muszę wtrącić dwa słowa o tym. doda każdy zagadnięty w taki sposób rozmówca. w społeczeństwie wyjątkowo naiwnym – trzy. I kradną. omamiła wyborców i zdołała wydrwić od nich wystarczająco wiele głosów. umiejętnie ukrywając swe grzeszki i udając ludzi uczciwych. wszędzie tam. numer. prześlizgnęła się do władzy tak liczna banda obwiesiów? No. ze złapanym oszustem. że to on oszukuje. co samo w sobie jest znaczące. Senatu. Teoretycznie mogło się tak zdarzyć. gdzie rodacy mają chwilę czasu. Otóż człowiek ten. Że to on robi przewalankę. I tyle. a sondaże z roku na rok przyznają pierwszeństwo coraz to bardziej podejrzanym typkom. barze. żeby przyssać się do władzy. przekręt. to tezę o wiecznie oszukiwanym społeczeństwie trzeba chyba wreszcie poważnie przemyśleć.ROZDZIAŁ IV Politycy kłamią – tego można się dowiedzieć w pierwszym z brzegu sklepie. na oko zresztą bardzo prosty (ale może powierzchowność naiwnego prostaczka była tu zawodowym przebraniem). Ale skąd ta banda oszustów i złodziei się wzięła? Kto ich wybrał do Sejmu. pozostali w ogóle wstydzili się do poniesionej szkody przyznać. ludzi. Jeżeli jednak w wolnym i demokratycznym kraju każda kolejna zmiana u władzy okazuje się bardziej skorumpowana. naciągnął na grube pieniądze kilkuset ludzi. załóżmy. Najprościej swego czasu sformułował to pewien zawodowy oszust. że grupa cwanych drani. Uczciwego to mi się nigdy oszukać nie udało”. że w kraju zamieszkanym przez ludzi przyzwoitych. na procesie zeznawało bodaj kilkudziesięciu. i że jest sprytny jak wszyscy diabli. kto dał im prawo zasiadania na najwyższych w państwie stołkach? Czy to możliwe. brzydzących się kłamstwem i dorabianiem na lewo. zanim go złapano. wie pan. Ale tak mogło się zdarzyć raz. Powiedzmy. każdy kolejny rząd gorszy. że tak. pociągu. Nie ma dwóch zdań: politycy to banda oszustów i złodziei. co stanowi warunek skutecznego szwindlu. nawet gdy już milicja zgłosiła się po zeznania sama. którzy bez trudu potrafiliby się publicznie rozliczyć z każdego posiadanego grosza – nagle. który. jakimś podstępem. musisz go podpuścić. to bardzo trudno podejść. I dalej wyjaśnił. skok. Góra – dwa razy. żeby powymieniać uwagi o otaczającej ich rzeczywistości.

Problem nie polega nawet na tym. kiedy to oni. oj. jacy sami jesteśmy. bo to po pierwsze niemożliwe. Sprawa była tak oczywista. mowa. a pracuje się na czarno. władzę. Dlatego. cyniczny uśmieszek. * Skorumpowane. samolubne i pod każdym innym względem paskudne elity polityczne nie spadły polactwu z nieba. że protestujący właściwie nawet nie starali się jej ukrywać – urząd otwarty jest tylko rano i wczesnym popołudniem. siebie samych. wymaganego do znalezienia się w parlamencie. musi mówić: należy wam się więcej pieniędzy.przekonany. Istota sprawy tkwi w tym. z pustego i Salomon nie naleje. że jesteście cwani. albo nie mówić nic. czyli wtedy. kiedy mu zaproponować lewy interes. powiedzmy. że robicie nas. emerytury. Bo przecież zasiłek zasiłkiem. Właśnie dlatego patrzymy na nich z taką niechęcią i obrzydzeniem. o jakich to „bezrobotnych”. Uczciwy. większe pensje. ale ja wyczytałem w tym uśmieszku: „Myślicie. a życie na cudzy koszt jest nieuczciwe. kiedy to wiadomością dnia był we wszystkich mediach bunt łódzkich bezrobotnych. złodziejom i aferzystom. są wybierani. jak wam się należy! Ja wam oddam to. którzy kradną i kłamią. Jesteście skrzywdzeni. Może to autosugestia. jak w lustrze. Nie obiecam wam. O to chodzi”. Po prostu. oj. że widzimy w nich. są w pracy. Telewizja poprosiła o komentarz ówczesnego ministra pracy i spraw socjalnych. co nie mają kiedy odbierać zasiłków. . a po drugie – podłe. bezrobotni. Przypomniał mi się ten wywiad z zawodowym oszustem ładnych parę lat temu. że ja nie wiem? Myślicie. Zabiorę waszym krzywdzicielom. że będziecie mogli leżeć do góry brzuchem i dostawać pieniądze za nic. nieuczciwe. renty i zasiłki. każdy to wie. którzy domagali się zmiany godzin wypłacania im zasiłków. jego szanse wyborcze i tak już spadły poniżej pięcioprocentowego progu. po prostu odmówi i z wielkiego oszustwa nici. że politycy kradną i kłamią – kraść i kłamać zdarza się przedstawicielom każdego zawodu i każdego środowiska. który. Jak zwykle błąkał mu się przy tym po ustach charakterystyczny. złożył jakieś śluby uczciwości i chce pozostać im wierny? Ktoś taki musiałby powiedzieć: dwa plus dwa równa się i zawsze będzie się równać cztery. jak wy bardzo jesteście pokrzywdzeni. że nie wie. mamy takich polityków. Jeśli polityk w ogóle chce być brany pod uwagę. Co może powiedzieć swoim wyborcom kandydat na posła. Leszka Millera. Dalej taki polityk może mówić co chce. choć też nie próbował udawać. zabiorę zagranicznym kapitalistom. w bambuko? No i myślcie tak dalej. masz go w garści. że ci. Problem nie polega na tym. po prostu nie ma szans na sukces! Umiejętność organizowania lewej kasy – a w każdym razie posiadanie takiej kasy – oraz umiejętność łgania w żywe oczy to w tym fachu kwalifikacje niezbędne do sukcesu. co wam się należy. który nie kradnie i nie kłamie. który bynajmniej protestujących nie potępił. że polityk.

czasem nawet sensowny i słuszny. gryzące się o łaski Ojca Rydzyka czy coraz to zawiązywane na nowo kolejne zalążki „prawdziwej”. Partia Moczulskiego i Słomki doszła już niemalże do zobowiązania. a jeśli nawet coś przeczyta. którą przyswoił sobie bardzo starannie. zdobył się nawet w wywiadzie dla jednej z gazet na wyjaśnienie mechanizmu swego sukcesu z rozbrajającą szczerością: trzeba mówić to. Zazwyczaj mechanizm tworzenia tych fantasmagorii jest następujący: polityk słyszy jakiś postulat. że lepszy program będzie wygrywać z gorszym. że dwa miliony dolarów wygrywają z milionem. zawsze przegra z tym. Po pierwsze – kasy. że wie o jakichś wielkich pieniądzach. To. Jeśli polityk na poważnie myśli w Polsce o władzy. wszystkie te same obietnice. Kolejne wybory i coroczne sondaże pokazują. to przecież nic w porównaniu z tym. że nie trzeba będzie niczego zmieniać. i z punktu doprowadza go do absurdu. a obecnie Lepper. że da każdemu jego własną maszynkę do robienia pieniędzy. I z dumą powołał się przy tym na „Psychologię tłumu” Le Bona. jakie w wersji znacznie rozszerzonej powtarzał potem Miller. a mąż godny zaufania z mniej godnym. to musi udawać. rzecz jest bardziej skomplikowana. a wybory mamy w kieszeni. Nie szczędzą wszelkich możliwych obietnic małe partyjki narodowe. który chciałby zwracać się do wyborców w miarę uczciwie. Na nic. łaknący tylko paru prostych obietnic i seansu nienawiści. Mógł sobie na taką chwilę szczerości pozwolić. i trzeba mówić to głośniej od innych. który uważa ich za bezmyślny motłoch. jakie przed wyborami składała AWS. * Mogłoby się zdawać: obiecywać co ślina na język przyniesie. Sztandarowy przykład takiego sukcesu. ale bynajmniej nie wystarczający. To nie jest polska specyfika. bo jestem jednym z was. a wystarczy ich na dostatnie i spokojne życie dla wszystkich. ideowej lewicy.zabiorę wielkim biznesmenom. Polską polityką rządzi analogiczna zasada: pogarda dla wyborcy zawsze owocuje wzrostem poparcia. nie zrozumie. to jest ogólne prawo rządzące demokracją w epoce mass mediów. Ale nie ma tak łatwo. ale w praktyce wyszło tak. Trzeba jeszcze dwóch rzeczy. Andrzej Lepper. przedstawiając wiecowej publice jako lekarstwo na wszelkie jej bolączki – a polactwo tego słucha niczym muzyki. a mimo to jego próby urwania lewicy głosów skończyły się sromotną kompromitacją. czego motłoch chce słuchać. jak już pisałem. co obiecywał Ikonowicz przebijało obietnice Millera kilkakrotnie. Cytowałem już to przypisywane jednemu z amerykańskich magnatów telewizyjnych powiedzenie. że pogarda dla widza zawsze owocuje wzrostem oglądalności. że polityk. Składanie obietnic bez pokrycia to u nas dla politycznego sukcesu warunek konieczny. Miało być tak. a wam dam. bo polactwo gazet nie czyta. co oferowała taka na przykład KPN. a . po które aby tylko wyciągnąć rękę. Wszystkie populistyczne obietnice. aż kipi od cudownych pomysłów na zasilenie dziurawej państwowej kasy kwotami tak potężnymi. Nasza polityka.

Potrzebna jest swoista „wiarygodność”. Że gdzieś tam trochę popił. a nie drugi fornal. Ale kasa plus obietnice to wciąż jeszcze za mało. zanim jeszcze zacznie się dziurkowanie wyborczych kart. kiedy dostają oni mniej głosów. dla których polactwo gremialnie zakochało się w swej matce boskiej eseldowskiej. Kwaśniewski. w jaki sposób. Skąd zresztą miałoby umieć dokonywać choćby na najprostszym poziomie jakiejś analizy „za” i „przeciw”? Nawet obsługi sieczkarni trzeba się nauczyć – a co dopiero obsługi państwa demokratycznego. Rzeczy irracjonalnych nie można tłumaczyć racjonalnie. był najlepszym dowodem. jako fanaberia współspiskujących przy jakimś tam stole elit.dziesięć z pięcioma. cham wybiera Pana. nie potrafił ukryć swych gminnych korzeni.. trzeba mieć struktury organizacyjne. że teraz będą mieli wybory. Wałęsa nie był dobrym Panem. Nie potrafią tego zrozumieć partie chłopskie. ciągle z kimś się użerał – nie dawał się szanować. Co proszę? Dlaczego? A dajcie mi spokój. jeśli się nie pamięta. na dwa rodzaje. W wyborach prezydenckich. przewidują trafnie wynik. przy czym powinien to być Pan dobry.. bo choć przyjmowała go angielska królowa i prezydent USA. W krajach takich jak Polska. Wybory na folwarku dzielą się. W Stanach Zjednoczonych. ulotki. oczywiście wedle pojęć folwarku – a więc taki. nie żeby ich to martwiło – bez trudu załatwiają sobie fundusze z innych źródeł. co się nie będzie za bardzo w codzienne sprawy wtrącał. której obywatele od pokoleń przyuczeni są wybierać swoich przedstawicieli i finansować ich. fachowców od kręcenia telewizyjnych klipów i tak dalej. media liczą uważnie stan wyborczych kont kandydatów i przeważnie już z samej liczby tych. że nie mogę nie wziąć tego słowa w cudzysłów. którzy chcieli je zasilić. Pan to musi być Pan. pańszczyźniany folwark. specjalistów od pijaru i od wizerunku. kiedy. to by dopiero była dobra Pani. Tak swoista. usiłując znaleźć racjonalne przyczyny. Zresztą. całe legiony publicystów i analityków wyrabiały przez wiele miesięcy wierszówki. A tej specyfiki nie sposób zrozumieć. nie można tymi irracjonalnymi odruchami sterować). uparcie wystawiające wciąż własnych kandydatów do Belwederu i dziwujące się. niż sama partia. politycy na grosik od prostego człowieka nie mają co liczyć. i będą sobie mogli panów i ekonomów wybrać sami. na które demokracja spadła z dnia na dzień. A przecież polactwa nikt tego nie uczył. billboardy. czy nakłamał w jakichś papierach. I ciągle mącił. Nie byłby ludzkim Panem. i na którym nagle powiedziano fornalom. że dysponując potęgą mediów i wiedzą specjalistów od reklamy. że nic nie rozumieją. że Polska to wielki. pracowników. mówiąc brutalnie. to jest dobry Pan. z którego wicher dziejów wymiótł przed laty panów. Po prostu nagle zwalił się na nie dar wolnych wyborów i zaraz potem obskoczone zostało przez rozwrzeszczany . gdyby nie miał jakichś grzeszków. A Kwaśniewska – o. doradców. Ale USA to stara demokracja. Żeby wygrać wybory. a polactwo w ocenie dziedzica jest całkowicie irracjonalne (co wcale nie stoi w sprzeczności z faktem. niby kto. i tak specyficzna. i sam fakt. że tego próbowali. jeśli chodzi o ich mechanizm psychologiczny.

czy mowa o ofiarach holokaustu. że baba go trzyma krótko. oczywiście. Pójdzie sam. i do siebie samych. czy Świętej Inkwizycji. Znajomy. ale w mniejszym nasyceniu widać w Polsce tę chamską nienawiść na każdym niemal kroku. sprzecznymi uczuciami. sypanie jobami. A ta pańszczyźniana dusza szarpana jest w tej sytuacji. kto do niego nie należy – a i do tych. Pójdę z żoną – zaraz będą mówić. Tamta piosenkarka daje de premierowi. powtarzał mi słowa tamtejszego nauczyciela. Po prostu ten gatunek ludzkiego mutanta. wykształcenia czy pozycji społecznej. Proszę zwrócić uwagę na tę skwapliwość. panie.tłum szarpiących się pomiędzy sobą polityków. pani kochana. a więcej zarobić – ma także duszę. a nade wszystko powtarzanie stawiających kogoś w złym świetle plotek. oprócz łatwych do wyartykułowania potrzeb – mniej robić. przykład skrajny. że pomstowanie. nazajutrz ruszy w Polsce plotka. żadnego znaczenia. że się rozwodzą i na . taka jego mać. jaki się tam hoduje. to się dopiero nakradł! Jedna ze znanych dziennikarek. Pewien aktor wyjaśniał. dochodzi w niej do głosu typowa dla ludzi ze społecznych nizin zawiść i niechęć do ludzi. A ten to znowu. którą sobie właśnie Rokita postawił w luksusowej dzielnicy. Pańszczyźniany. każdy krakowski taksówkarz opowiada jej o willi. że kiedy akurat był u swego trenera. że Rokita ani pod tym adresem. dlaczego nie korzysta z zaproszeń na rozmaite imprezy towarzyskie. na przemian to usiłujących polactwo nastraszyć. bo wszystko jedno. oho. gdy Jan Rokita wyrósł na jednego z czołowych polityków. że w tejże knajpie pijany w sztok Fortuna tarza się właśnie pod stołem. Nie ma w tym żadnego uprzedzenia ideologicznego. wciąż dla niej nowej i niezrozumiałej. podjudzić i wprawić je w histerię. oczywiście. ani nigdzie indziej sobie willi nie postawił. sprawia naszemu ludowi fizyczną rozkosz? Ten z telewizji to. chla na umór. Z jednej strony. która często jeździ do Krakowa. który z racji jakichś badań naukowych trafił na tereny popegeerowskie. Wojciech Fortuna (młodszym Czytelnikom wyjaśnię – taki Adam Małysz z czasów głębokiego socu) wspominał kiedyś. ani wyjrzy spod pantofla. zionie nienawiścią wobec każdego. którym się lepiej powodzi albo którzy z jakiegoś powodu. jaką tylko usłyszy o jakiejkolwiek osobie publicznej. podawana na lekcji wiadomość. to znowu mamlających do niego przymilnie. nie ma. Fakt. też. Popegeerowska wieś to. informując go z wyraźną satysfakcją. że taką czy inną postać historyczną ścięto albo spalono na stosie. nie szczędząc plastycznych opisów bogactwa i nawet podając w miarę dokładny adres. z jaką przeciętny tubylec podchwytuje każdą złą rzecz. w autobusie czy pod sklepem – czy nie można odnieść wrażenia. opowiadała – zresztą publicznie – że od czasu. uchodzą za lepszych od niego. którzy należą. i zdarzyło się nawet. Otóż wedle tej relacji. zwłaszcza tych. do tegoż trenera zadzwoniło jakieś towarzystwo z knajpy. A dobrze mu tak – i rechot. dajmy na to. że przez wiele miesięcy po zdobyciu złotego medalu na olimpiadzie dowiadywał się o sobie rzeczy stawiających włosy na głowie. Proszę nastawić ucha w poczekalni. jakich to strasznych doznaje od świata krzywd. u popegeerowskich dzieci wywołuje nieodmiennie odruch złośliwej radości. od maleńkości karmiony opowieściami o tym.

pięć lat po sprawie. widząc panoszące się w kioskach „Nie”. na przykład w postaci „wypożyczania” pisma przez kioskarza. o co chodziło) i skromną nawiązkę na PCK. którzy próbowali ich świństwa wydobyć. to . nie daj Boże. znajdzie coś jeszcze straszniejszego. Zniesławiając jednych. wedle badań. po tygodniu oddaje zaczytany egzemplarz jako zwrot. zgodnie z odziedziczonym po peerelu prawem. że każdy egzemplarz gazety obchodzi u nas. Ale nie można życia duchowego na folwarku sprowadzać wyłącznie do nienawiści. który w każdym numerze kogoś opluwał. oczywiście. z inną kobietą. Pańszczyźniana dusza ma także swój drugi biegun – pragnie dobra.. W pewnym uproszczeniu rzec można. że się zrobił wyniosły. Nasze brukowce są po prostu oazą łagodności – wielkie gwiazdy opowiadają tam w kółko o swoich udanych związkach.. No. I konsekwentnie przestał z jakichkolwiek zaproszeń korzystać. iż jest to głód sielskości. Tę cechę polactwa doskonale wykorzystał Urban. oskarżał i przede wszystkim – obsypywał bluzgami.. oni tam wszyscy przecież chlają. a innych otaczając ochronnym milczeniem. komu w tym tygodniu Urban przysra. że w kolorowych pismach z plotkami. że. A jednocześnie zyskał on niezwykle skuteczne narzędzie regulowania przepływu pomyj. czysto moralną satysfakcję dla oplutego (zazwyczaj w cztery.dodatek żrą o majątek. A tymczasem. Zważywszy. z prostym człowiekiem to się już nie napije. albo z kolegą. Nie muszę chyba dodawać. aby wściekłość polactwa skupiła się na ludziach przyzwoitych. lekko licząc.. a jeśli nawet któraś ma akurat złamane serce. nie wspominając już o sprzedawaniu potem tych zwrotów. jak pod stół wpadał. a odwróciła się od prawdziwych aferzystów. kiedy już nikt w ogóle nie pamiętał. chłonąc z zachwytem. Odmówi – a to mu się w de przewróciło. wykradzionych z makulatury. polska specyfika. o miłości do najbliższych. „Fakty i Mity” oraz z pół tuzina antysemickich obrzydlistw Bubla. rozumianego na sposób dla niej dostępny. Słowem. czterdziestu milionów dolarów. bądź opluwając tych. Wypije bodaj kieliszek – chla. pismo przegrywało potem procesy. ale oznaczało to tylko. który puściwszy je w obieg. że jakieś trzy. panie. pięć milionów tubylców co tydzień wślepiało się przekrwionymi ze złości gałami w kolumny plugawego piśmidła. Ktoś mógłby się spodziewać. że pójdzie. Jak już tam będzie. wiele osób – bo kwitnie drobne złodziejstwo. Szmatławiec ten w szczytowym momencie miał 700 tysięcy egzemplarzy nakładu. oznajmił ów aktor. które na Zachodzie pełne są plugastw o sławnych ludziach. ale powiedzmy. sentymentalizmu i swego rodzaju anielskości. tworząc szmatławiec. W najmniejszym stopniu nie przeszkodziło to Urbanowi zarobić na swoim szmatławcu. jest akurat dokładnie odwrotnie. aferę czy jakąkolwiek inną podłość. za grosze na straganach – można policzyć. złorzeczeń i bluzgów. przez wiele lat skutecznie mógł decydować o tym. to niech mówią. na własne oczy widziałem. jak już mają człowiekowi obrabiać tyłek. kogo nazwie obelżywym słowem i zainsynuuje przekręt. na kim polactwo będzie swą nienawiść skupiać. mieszał z błotem. Pójdzie. Co prawda. że tę władzę wykorzystał do tego. to oczywiście wszyscy się będą chcieli z nim napić. o udanym życiu.

pobicia i morderstwa. a gdyby ktoś jakimś cudem przemycił na kolorowe łamy przypomnienie. nawet na to nie czekając). gdzie odnotowywano każdą ingerencję. w oficjalnych mediach przyznano dopiero po powstaniu „Solidarności”. z agresywnym językiem miewał w mediach styczność tylko wtedy. dbano. a w kampaniach wyborczych wszystkie media zgodnie namawiały do głosowania bez skreśleń. O klęskach żywiołowych dowiadywał się poddany PZPR tylko wtedy. czy się leży” i światem bez kłującego w oczy bogactwa sąsiada. kiedy to telewizja dostała polecenie wybijania w każdym dzienniku informacji o przestępstwach. by nikt nie zmartwił obywateli wspominaniem o wypadkach. ona jędza i oboje zdradzają się na prawo i lewo. i nie tylko tych w Kołobrzegu i Zielonej Górze. stanowi wzór elegancji i w życiu absolutnie nie miała nic wspólnego ze spółką „Polisa”. Nie pozwalano negatywnie wypowiadać się o festiwalach piosenki. zobaczy. Od skreślania była cenzura. ale w ogóle jakichkolwiek krytyk i złych informacji. Ulukrowanie w pamięci lat socjalizmu bierze się nie tylko z tęsknoty za materialnym bezpieczeństwem. niż opluwanie). uwielbia złorzeczyć i pluć. za „czy się stoi. zdaniem cenzury. W Wielkiej Brytanii okładkowy materiał na temat pierwszej pary wyglądałby w tego typu medium tak. ostre recenzje programu telewizyjnego. to rozwścieczone dysonansem poznawczym czytelniczki wydrapałyby mu ślepia (nie wspominając. która uniemożliwiała rozpowszechnianie nie tylko jakichkolwiek krytyk przodującego ustroju peerelu i jego sojuszy. już nie pamiętam). ograniczają się do piękniejszej części polactwa. sielankowej zgodzie i jednomyślności. albowiem chodziło o polskiego Fiata). we wszystkich gazetach pisano niemal słowo w słowo to samo. że owszem. a on odwdzięcza jej się drobnymi prezencikami i śniadaniami do łóżka (czy może odwrotnie. nie pozwalano skrytykować książki proreżimowego literata czy kiepskiej gry takiegoż aktora. Wycinano nazbyt. miała. Przeciętny tubylec wydaje się rozdarty – z jednej strony. napędzające prasę adresowaną głównie do kobiet.powzrusza się i zaraz znajdzie pocieszyciela. jak straszny zapanował w kraju chaos i . Gierkowski peerel jest też wspominany jako kraina bez żadnych konfliktów. o zniszczeniu środowiska czy innych tego typu sprawach. Nie toczyły się wtedy przecież żadne poważne polemiki. gdy przytrafiły się one imperialistom. że sielskie tęsknoty. aby pokazać polactwu. gdy uznano za stosowne nadmienić coś o istnieniu KOR-u (ale przyjętą metodą walki z opozycją było raczej jej zamilczanie. Sztandarowym produktem kolorowych pism jest przecież matka boska eseldowska. że większość cenzorskiej pracy polegała na zamazywaniu nieopatrznie przepuszczonych przez redakcje utyskiwań na jakość życia bądź wyrobów (z pewnego kryminału wycięto na przykład traktujące o samochodzie bohatera sformułowanie „bo by się ten grat rozsypał”. Kto zada sobie trud dotarcia do wewnętrznych biuletynów cenzury. a z drugiej nieobcą mu przecież tęsknotę za lepszym światem realizuje w marzeniach o powszechnej. a że w Polsce zdarzają się kradzieże. że wydawca wylałby go. pomaga. że prywatnie on jest pijak. ona mu pomaga się relaksować po ciężkim dniu. U nas natomiast – sielanka. która kocha dzieci. Byłoby jednak dużym błędem uleganie stereotypowi.

Z jednej strony uwielbia polactwo Leppera za to. że jest chory psychicznie i musi się leczyć. ale jeśli ktoś usiłuje im to uświadomić. a filipiki przeciwko złodziejom pisze mu autentyczny skądinąd złodziej. do czasu Leppera niewątpliwy lider w dziedzinie słownej agresji. Wcześniej panowała po prostu sielanka. że on sam otoczył się taką mętownią. Gdy jakiś człowiek miota się w takim maniakalno-depresyjnym rytmie. efekt jest dokładnie odwrotny. że kocha ludzi – i nic polactwa nie obchodzą wszystkie zdemaskowane kłamstwa i kłamstewka prezydenta ani jego pijackie ekscesy. że ta straszna choroba narodziła się na tym właśnie kontynencie i na nim pleni się szczególnie. obrażają się zupełnie identycznie jak Murzyni z drugiego końca świata. zaznaczają się w dzisiejszym polskim społeczeństwie z równą siłą. Kiedy w 1990 Wałęsa parł do prezydentury. W wielu krajach Afryki. tylko za to. i skłonność do głupkowatego idealizowania spraw. Kiedy zaczynał swe rządy Jerzy Buzek. Gdy dokładnie to samo robi społeczeństwo jako całość. że nie uczestniczy w żadnych konfliktach. I agresja. wywijanie siekierą i publiczne opierdzielanie jajogłowych było bodaj głównym jego atutem w oczach wyborców. to popadając w idiotyczną błogość. choć zapewne uważają się za coś nieskończenie lepszego. * . która ich toczy jako społeczeństwo. wniosku odbierane jest jako coś krańcowo niestosownego. nie można nikomu pomóc. to trzęsąc się z wściekłości.tym sposobem z góry nastawić je pozytywnie do szykowanej operacji przywracania porządku. Z drugiej strony. wyciągnięcie tego samego. Bezustannych napaści na tegoż Buzka. Pięć lat później ci sami wyborcy skreślili go definitywnie za to. którymi sypał wtedy Miller. uważamy za rzecz oczywistą. Polacy bardzo cierpią od choroby. przy której wszystko co dotąd było blednie. i wielu wspomina ją z tęsknotą do dziś. unosząc się godnością. omalże wymierających na AIDS. sypie zdaniami gładkimi i grzecznymi oraz zapewnia. uwielbia polactwo Kwaśniewskiego nie za nic innego. Kiedy Miller próbuje tej samej broni dzisiaj. ponieważ afrykańskie obyczaje nader temu sprzyjają – więc. odesłali zachodnich lekarzy do wszystkich diabłów. skazany już jednym prawomocnym wyrokiem i oczekujący na drugi. Daje to dojmujące wrażenie miotania się przez nie od ściany do ściany. bo czarnoskórzy przywódcy uznali za obraźliwe stwierdzenie Światowej Organizacji Zdrowia. że publicznie chciał ugrzecznionemu Kwaśniewskiemu podać nogę. polactwo słuchało wtedy jak muzyki. jego profesorska dystynkcja przydawała mu popularności – parę lat później tę samą dystynkcję uznawało polactwo za przejaw nieudacznictwa. Polactwo potrafi zmienić zdanie błyskawicznie i o sto osiemdziesiąt stopni. ze wszech miar oczywistego. że bluzga i wszystkich dookoła nazywa złodziejami – i nic polactwa nie obchodzi.

autentycznie nienawidzi. którzy mu do tej genetycznej zawiści dorabiają ideologię. Na prowincji weszły w modę gigantyczne czasze. Na przykład. co można wysypać ludziskom przed ślipie. za jaką normalny człowiek może się utrzymać przez miesiąc! A jakie . im antena większa. my! – ten okrzyk. Żeby się pokazać. dystrybutorzy zestawów z niejakim zdumieniem stwierdzali. aby pokazać się przed sąsiadami. W blokowiskach z lubością wystawiali ludzie za okno talerze na pół balkonu. choćby na kredyt – cecha niewątpliwie podpatrzona w poprzednich pokoleniach u wymarłej dziś szlachty. co świeci. z daleka bijące w oczy jaskrawym. W modzie jest wszystko. Ale. z jednej strony uważa pańszczyźniany. z drugiej strony. które cenę byle jedwabnej szmatki podnoszą do sumy. żeby najlepiej zarabiający mieli góra pięć – sześć razy większe pensje od najniższej. że podczas gdy na świecie starania producentów zmierzają ku budowaniu odbiorników jak najwydajniejszych. żeby móc kłuć w oczy innych swą materialną nad nimi przewagą. Jeszcze w latach osiemdziesiątych znaleźliśmy się w ścisłej europejskiej czołówce pod względem liczby magnetowidów na mieszkańca – „widziaj” i kolorowy telewizor uchodziły wtedy za niezbędne w każdym domu. takich. skoro o tym mówimy. Samochody. Nikt nie wykazał się w ostatnim piętnastoleciu taką pazernością. podkreślić materialną wyższość.Dusza pańszczyźnianego. zasilających regularnie polską politykę. co by te sprzeczności mogło złagodzić – może stąd tyle w polactwie zapiekłości i niepohamowania w popadaniu w skrajności. bo taka jest praktyczniejsza – to w Polsce zestawy satelitarne sprzedają się tym lepiej. z jak najmniejszą anteną. służące temu tylko. ileż zużywali do przyobleczenia swych pękatych kształtów kosztownych tkanin z firmowymi metkami. co go swoją materialną przewagą kłują w oczy. jak działacze chłopscy i związkowcy z prowincji. Sondaże nie pozostawiają wątpliwości: przytłaczająca większość obywateli III RP życzyłaby sobie takiego spłaszczenia pensji. drogie i duże. kolorowym logo. kurwa. A jednocześnie szczególnym popytem cieszą się wszelkie dobra luksusowe. które przez wiele lat sprzedawały się u nas znacznie lepiej. Różnych mędrków. zastępując modne w poprzedniej epoce elewacje z lusterek względnie tłuczonych talerzy. w ogóle pełna jest strasznych sprzeczności i napięć. upubliczniony ongi przez Kaczyńskiego oddaje idealnie mentalność nowych kadr obrońców ludu. wali po gałach. rzuca się robić to wszystko. Jakież to pałace natychmiast budowali. że aż udało mu się na fali społecznego oburzenia dołączyć do ich grona. Ale ponieważ fornal jest z natury prymitywny. Potem. słucha z ukontentowaniem. też muszą być na bajerze. jego psychiczna konstrukcja ogranicza się do kilku najprostszych struktur. Toteż kiedy pańszczyźniany przypadkiem wydźwignie się ze swego pańszczyźnianego statusu. gdy zaczęła się moda na telewizje satelitarne. on sam marzy o tym właśnie. za co tak głośno krytykował wcześniej rządzących. Teraz. nie ma nic. Zapewne każda w ogóle ludzka dusza rozpięta jest na sprzecznych namiętnościach. a takich. niż można by się spodziewać po stopniu zamożności społeczeństwa. że wszyscy mieć powinni po równo.

. te właśnie zachowania.sumy wtykali za podwiązkę dziwkom tańcującym na rurze w najtklubach – bywało. tak jest. jak pańszczyźniany ma prawo go oszukiwać i okradać. czy też. Zawsze tak było. postniewolniczego. To nie znaczy. oczywiście. począwszy od starożytności. zawsze będzie. I jeśli pańszczyźnianemu przypadkiem się to uda – tak bywa w chwilach historycznych przełomów. nawet z przesadą. Tak było. to by go nie szanował. gdzie istnieje świadomość. a jeździ takim gruchotem i mieszka w takiej byle chałupce. Pańszczyźniany żyje w poczuciu niesprawiedliwości: czuje przecież. aby samemu przekroczyć barierę oddzielającą bankiet od gnojowicy. specyficznie polską odmianą niewolnika. że potem. że może być inaczej. w znacznej części wypadków skutecznie zabija ją gorzałą lub innym odurzającym świństwem. odruchowo stara się być dziedzicem takim. całkowita wiara w niezmienność niewolnictwa jako zasady rządzącej światem. teraz nabiera buty i demonstracyjnie pomiata ludźmi. stanowi istotę duszy niewolniczej. że obca mu jest naturalna. że jest pan i jest fornal. Bo przecież nasze pańszczyźniane polactwo jest tylko jedną z wielu. Ale jeśli jego poczucie krzywdy zbadać bliżej. W pamięci utkwiła mi opowieść jednego z ministrów rządu Mazowieckiego. samemu dołączyć do panów. natychmiast zaczyna kraść. aby folwark Rzeczypospolitej stał się wspólnym domem wszystkich. jakim sam wcześniej dziedziców postrzegał. To bardzo charakterystyczne: pańszczyźniany wprawdzie wyrzeka głośno na limuzynę księdza proboszcza. i tak było także u nas – to. Kopiuje dokładnie. społeczeństwa polega na tym. Ale prawdziwe nieszczęście niewolniczego. że popełnia się coś złego. że jedni są do bankietów. że to dążenie do poprawy wyraża się nie w marzeniu o tym. Głupek jakiś – być w rządzie i nie postawić sobie pańskiego dworu jak się patrzy?! Wierzę w tę opowieść. choćby w gminie. że jest niewolnikiem. to normalne. którzy w nim żyją – ale o tym. uważają go za idiotę i nieudacznika – był przecież ministrem. bo hipokryzja jest tam. Ten sam. niech tam będzie. których będzie się mogło traktować kopniakami.. i mieć swoją trzodę fornali. jakże by mogło być inaczej? To właśnie. we wszystkich jej historycznych i współczesnych manifestacjach. ale gdyby proboszcz jeździł byle czym. pokazywali go w telewizji. Wcześniej oburzał się na arogancję władzy. we wszystkich czasach. który wcześniej krzyczał pod adresem władzy „zło-dzie-je-zło-dzie-je” ledwie sam poczuje w ręku odrobinkę władzy. Niewolnika. To. choć nie umiałby złożyć tego w takie słowa. okaże się. wyczerpawszy zapasy gotówki. za które wcześniej pana nienawidził. To nie jest hipokryzja. bo sam takich ludzi i ich sposób myślenia znam. w której ma letniskowy domek. To po prostu trzymanie się jedynych znanych sobie zasad rządzących światem. że on właśnie znalazł się w tej drugiej grupie. że chłopi z okolicy. przyrodzona każdej ludzkiej istocie chęć poprawy swego losu – choć. a drudzy do gnoju – tylko na tym. Dziedzic ma prawo pomiatać pańszczyźnianym tak samo. wymachując portierowi przed nosem poselską legitymacją. że dla pańszczyźnianego niesprawiedliwość nie polega wcale na tym. zepchniętym na dno życia. Pańszczyźniany sobie nie wyobraża. oczywiście. z jakim próżno borykają się od dziesięcioleci potężne Stany .

W małych amerykańskich miasteczkach. których Polsce na szczęście Pan raczył oszczędzić. co stanowi istotę demokracji. które w połączeniu z napięciami etnicznymi. przestępczości i zapiekłej nienawiści do normalnej części społeczeństwa. Co więcej. Murzyni są tu biali i zamiast narkotyków używają siarkowanej „taniochy”. w miejskiej komisji. które otrzymały niepodległość i demokrację. I bardzo podobne do tych. bezskutecznie starając się rzesze murzyńskiej biedoty z socjalnych gett wydobyć z bagna beznadziei. burmistrz nie jest żadnym paniskiem. że murzynowo spod Los Angeles od postpegeerowskich wiosek w Słupskiem różnią tylko nieważne szczegóły. Że . w tym zwłaszcza procedury głosowania. w wielu krajach kładą się nadal. jest niemalże identyczny. które przeżywały jeszcze kilkanaście lat temu Indie. miewam takie wrażenie. miałem okazję obserwować ją u samych podstaw. narkotyków. które uzasadnia ciągłe rozpamiętywanie z jakąś masochistyczną wręcz ekstazą swoich historycznych krzywd. niech studiuje historię krajów postkolonialnych. napędzanej niekończącymi roszczeniami wobec niej – roszczeniami. że w ogóle ich nie zauważa. gdzie poczucie wspólnoty. mam czasem wrażenie. jakbym natrafiał na jakąś niewidzialną barierę w ich umysłach – barierę wyznaczaną przez uczynienie z pewnych procedur demokratycznych. który uważam za najlepszy we współczesnym świecie wzorzec do naśladowania. parafii. Dzisiejszy Zachód. gminnej. często szczerze przejętymi misją pomocy młodym demokracjom. że ma ją u siebie od wieków i jej podstawy uważa za tak oczywiste. Może dlatego. obserwować demokrację w kraju. Kto by chciał zrozumieć polskie problemy. które przez kilka pokoleń kładły się cieniem. narażając się heroldom politycznej poprawności. nie mając wykształconych i skutecznych elit ani klasy średniej. zobaczy. na śmierć zapomniał. * Tylko – kto by chciał zrozumieć? Stykając się z ludźmi z Zachodu. fetyszu. przyjechawszy z kraju niewolniczego. choć dostaje od niej pieniądze na prowadzenie biura i opłacanie ekspertów. Amerykańscy socjologowie opisali ten problem dość dokładnie. Że radny. którzy w biedzie i nałogu nie tkwią. Gdzie jest oczywiste. że człowiek poświęca kilka godzin w tygodniu działalności społecznej – w radzie szkolnej. niemożności wyrwania się z biedy i nałogu z nienawiścią do tych. Ja miałem możliwość.Zjednoczone. krajów. i kto się tym pracom choćby pobieżnie przyjrzy. Niemalże identyczne są nasze problemy z demokracją z tymi. jest czymś równie naturalnym jak oddychanie. a za to dźwigając bagaż niewolniczych nawyków. zamieniły postkolonialną Afrykę w krwawe bagno. wspólnej odpowiedzialności za życie gminy. przy udzielaniu pomocy najbiedniejszym. osiedla. I z tymi. nad Ameryką Łacińską. Ale ten splot obezwładniającego poczucia pretensji z całkowitą bezwolą. tylko po prostu społecznikiem nie pobierającym od gminy żadnych diet.

była taka. Zapadła mi boleśnie w pamięć scena z zachodniej telewizji. wydrukowano na nich fotografie kandydatów i symbole ich klanów. należy dołożyć się do jego kampanii wyborczej. którą potem biali ludzie zawiozą gdzieś do stolicy. były inne jeszcze – miejscowa ludność miała zaznaczyć przy jednym z obrazków krzyżyk. stanowej legislatywie. patrząc z opadniętą szczęką w ekran. miały położyć kres kolejnej międzyplemiennej rzezi i. jak pokazują mieszkańcom zapadłej wioski. demokratycznych wyborów. ci ludzie uważają się za bardziej cywilizowanych i mądrzejszych niż wierzący w skuteczność szamańskich pląsów i magicznych rytuałów buszmeni? Zdarzyło się zachodniemu światu – zupełnym przypadkiem. a potem wrzucą te kartki do dużej kolorowej skrzyni. ich pracowitości i przedsiębiorczości. szczerze przejętych swą misją. Taka prosta. Zamiast literek. i już. a czasem nawet. Myślę oczywiście o południowo-wschodniej Azji. myślałem sobie. Ponieważ całą miejscową ludność stanowili analfabeci. Była więc partia oznaczona włócznią. które to klany na użytek wyborów Zachód nazwał sobie partiami politycznymi. demokratyczne wybory były oczywiście skutkiem jakichś międzynarodowych nacisków. więc karty miały charakter rysunkowy. by nią nakarmić dobre mzimu demokracji. potem wrzucić kartę do urny. a gdzie tych politycznych warunków zabrakło. pomóc mu znaleźć się w radzie. to i pokój. bo to przecież nasz wspólny kraj i nasza wspólna przyszłość. że analfabeci pozaznaczają krzyżyki na kartkach. Kongresie. gdzieś w głuchym buszu wprost z konradowskiego Jądra Ciemności karty do głosowania. i dobrobyt. Białym Domu. co należy z nimi zrobić. dziedzictwie kulturowym i nawykach. jak ze zgrozą opowiadają uciekinierzy i pracownicy organizacji humanitarnych. magiczna czynność. ludzie pożerają korę drzew i szyszki. pięćdziesiąt kilometrów od miast. zwłoki swoich własnych. W obrazie zaś można było widzieć białych wolontariuszy. pomarłych od głodu dzieci. jak dziś sądzę – zamienić obszar straszliwej postkolonialnej nędzy w jeden z najlepiej rozwiniętych regionów świata. że stworzono dla niego odpowiednie polityczne warunki. na którym mądrzył się jakiś zachodni dyplomata czy wysoki komisarz ONZ. które należą dziś do najbogatszych na świecie. która relacjonowała przygotowania do przeprowadzenia w którymś ze spustoszonych afrykańskich krajów wolnych. Owe wolne. I ci ludzie. O sto. Ale rozkwit był możliwy dzięki temu. i będziemy w tym kraju mieli demokrację. gdzie zawsze mieszkała dokładnie taka sama ludność. komunistyczna nędza. którą symbolizował bęben. międzynarodowa opinia publiczna była z nich bardzo dumna. Oczywiście.gdy ktoś mówi coś słusznego. o takim samym składzie etnicznym. że ten jednolity pół wieku temu kraj podzielony został tak straszną granicą między wielkim bogactwem a przeraźliwą nędzą? Południowa Korea to dziś kraj wolnorynkowy i . i instruują. mądrego. główna zasługa tego niebywałego cywilizacyjnego awansu i rozkwitu należy się miejscowym społecznościom. Wszystko dzięki temu. sadząc po sączonych z offu bredniach. a szczególnie o Korei. Jak doszło do tego. panoszy się potworna. A jak demokrację.

które tych kredytów udzielały. korupcji i nieustannych politycznych swarach. bywają bogate i biedne dyktatury. autokratyczny reżim. aby demokratyczna Ameryka w imię demokratycznych ideałów popierała przeciwko komunistom kraj rządzony przez dyktatora – i nakazał swoim służbom specjalnym przyzwolić. a wolny Wietnam został zamieniony w „bambusowy gułag”. że krajem wolnorynkowym. bodaj najgorszy dureń. przede wszystkim. Nic więcej nie było trzeba. do tworzenia. Fakt. Po to. swobodę działalności gospodarczej. Co tu gadać. jaką daje matematyczne wyliczenie: nie ma żadnej korelacji pomiędzy rozwojem a demokracją. wolności osobistej i. że w chory system wrzucić można miliardy dolarów jak w studnię. im skuteczniej prawo chroni prywatną własność. Ale amerykańscy wojskowi zadbali tam. Bywają demokracje bogate i biedne. jak zanotował amerykański generał. jeszcze pogorszą! Kilkanaście lat później John F. wolności gospodarczej. czy może wręcz przyłożyć rękę. uznał. zachęcający do kumulowania bogactwa. Kennedy. kapitalistycznym została ona znacznie wcześniej.demokratyczny. zmieniając społeczeństwa nie mające żadnych demokratycznych ani wolnorynkowych tradycji na wzór społeczeństw Zachodu. Ktoś może powie tu. świetnie na nich zarobiły. Na początku władzę sprawowali tam po prostu dowódcy wojsk okupacyjnych. Tajwanu czy Singapuru. nawet przy mniejszym zaangażowaniu US Army. Ale „demokratyzowanie” pogrążyło go w postępującym rozkładzie. W końcu Amerykanie uciekli z tego bałaganu tchórzliwie. Diem. mimo wsparcia udzielanego jej przez Chiny i ZSSR – i dziś Południowy Wietnam zapewne nie odstawałby standardem życia od Południowej Korei. kapitalistyczna gospodarka po kilkunastu latach wytworzyła tam silną klasę średnią. potem miejscowy. do obalenia wietnamskiego autokraty Diema. ścisła zależność pomiędzy rozwojem a praworządnością. co potocznie nazywamy kapitalizmem albo wolnym . to dla kredytodawcy czysty zysk. Gdyby nie ten fakt. lepiej o te dwadzieścia parę lat opóźnienia w aplikowaniu idealnego ustroju – ale to jednak niewiele lepiej. wiemy jak mało kto. Dziś wygląda co prawda lepiej niż komunistyczna Korea. w tej części świata. że to nie wypada. że przecież Ameryka dała też kredyty. Zresztą my tutaj. w których. egzekwowanie wzajemnych zobowiązań. co z nim zrobić. ale wręcz przeciwnie. rządy upadały wskutek kłótni dwóch pań pułkownikowych. który wie. którym stopniowo przekazywali władzę. niż demokratycznym. dała. Nabierając rozpędu. Kredyt dany przedsiębiorcy. bezpieczeństwo inwestycji i kredytów. aby Południowy Wietnam zdemokratyzować. i nie tylko niczego one nie poprawią. ale zaczadzony ideologią Zachód nie chce dziś pamiętać. jaki kiedykolwiek zasiadał w Białym Domu. Amerykańscy ekonomiści udowodnili to swego czasu z tą dobitnością. i to samo wymogli na autokratach. po prostu narzucili tym krajom siłą system premiujący aktywność i pracowitość. sprawa do dziś nie jest jasna. spokojnie uporałby się z inwazją z komunistycznej Północy. oczywiście. przestrzeganie zasad praworządności. słowem – to wszystko. Istnieje natomiast łatwa do udowodnienia. banki. Żadnej prawidłowości. Tym szybszy rozwój. Ale to żadna zakichana łaska.

i one to dopiero pociągnęły za sobą żądania poszerzenia zakresu współdecydowania o państwie przez obywateli. To wiedzą tylko macherzy od reklamy i masowej manipulacji. Oto najlepsza droga do demokracji. mówiąc krótko. programy. U nas myślenie. jakiej był poddawany przez pół wieku. że jedyna. ludową mądrością bezbłędnie wybiorą właściwy tor i pchną nań państwo. ocenia je jako dobre albo złe i wyciąga z tego wniosek co do kandydata. będą wybory. a ci zbiorową.. Pies go trącał. to kocha na zabój. Szarpie się pomiędzy nienawiścią a miłością. dyskurs publiczny. że tu. buja wśród ideologicznych abstraktów. nie zaczęło się od powszechnego prawa wyborczego. tak jakby spadli tu z księżyca. Jak w tym sondażu z wyborów prezydenckich. Oto sprawa. świata bożego nie widząc. Zachód zapomniał. zamiast spojrzeć na oczywiste fakty i przyjąć je do wiadomości. jak rany. że przecież w Ameryce.. dlaczego mu się ten ktoś podoba albo nie. porażony bzdurami wyprodukowanymi przez pokolenia lewicowych intelektualistów. hurra. jakie poniósł naród. Natomiast jeśli kocha. albo nienawistnie. wyborca z punktu nabiera silnego stosunku emocjonalnego do osoby. w których toczyli latami teoretyczne spory. czyniąc politycznym fetyszem jej procedury i zewnętrzne oznaki. przez więcej niż połowę uważany był za lepiej wykształconego niż doktor Krzaklewski i wyższego. I same z siebie wszystko zmienią. Najlepsza? Wydaje się wręcz. Po prostu. * Polactwo. co się z tą osobą wiąże. jego wypowiedzi. Gorzej. na czym polega istota demokracji. najlepsza droga do dobrobytu i do przemienienia niewolniczej trzody w społeczeństwo obywatelskie. niż Olechowski. i jest to wiedza warta grube miliony. Przy czym. jeśli w ogóle można to myśleniem nazwać. zakreślając krzyżyk przy siekierce albo grubej kresce. o komunistycznej tresurze. Obywatelskie debaty. o którym pisałem na początku: niedoszły magister Kwaśniewski. na której trzeba się skupić. o jej historii. wzrostu siedzącego psa. Zapomniał nawet. większości elektoratu jest dokładnie odwrotne: nie łamiąc sobie głowy. ludzie odpowiedzialni za przebieg i kształt ustrojowej transformacji zachowali się dokładnie tak samo. odbiera stosownie do tego założenia. o czym wy mówicie?! . to w zupełności wystarcza mu. w swych wyborach politycznych kieruje się skrajnymi emocjami. tylko od przemian społecznych powodowanych przez wolnorynkową gospodarkę. i w zachodniej Europie. Powychodzili ze swoich zadymionych kawiarni. albo entuzjastycznie. Jakby w ogóle nic nie wiedzieli o Polsce. że nie może patrzeć na tę wstrętną gębę. sam nie wie. jeśli kogoś nienawidzi.rynkiem. Zachód dzisiejszy. i później już wszystko. jak ci przejęci swoją cywilizacyjną misją organizatorzy wyborów w afrykańskim interiorze. W cywilizowanym kraju wyborca zwraca uwagę na cechy kandydata. u nas. Ludzie. Oczywiście. Rozdamy pańszczyźnianym wyborcze kartki. stratach ludzkich. werdykt wyborczy. i nic nie jest w stanie znienawidzonej gębie pomóc.

Obrobię z kasy tamtych. Takich. które spadną mu z nieba. choć bij łbem o kamień! Otóż nie. jak genialnie trafnym skrótem podsumowała mentalność mieszkańców krajów postkomunistycznych rosyjska socjolog. Nie obchodzi go los folwarku jako takiego. żeby człowiekowi uważającemu się za rozsądnego tak namącić w głowie. Wie. i znowu się historia powtarza. wróćmy do zarzuconego jakiś czas temu wątku. Gdzieś tam w Warszawie jest wielki wór z kasą. to wybiorą Leppera. i każdy głupi wie. że wciąż mu się składa obietnice bez pokrycia – a polactwo nic. Tak to przynajmniej . aż tak durne nie jest. że potem nie posiada się ze wstydu. co niezawodny sekret każdego dobrego oszusta. że więcej już się nabrać nie da. to może się wydać.Tak się sprawy mają. Jak znienawidzili Millera. Ale to nieco inny rodzaj głupoty. a ludowi nie dał. że zna tyleż prosty. jak mógł pozwolić się równie głupio okpić. wybiorą go. On troszczy się przede wszystkim. że polactwo jest po prostu bezbrzeżnie głupie i naiwne: obieca im niestworzone rzeczy jeden. że dla wszystkich nie starczy. Kiedy zasugeruje: wszystkim lepiej nie będzie. Ostatni dureń doszedłby do wniosku. i tak w nieskończoność. a z drugiej. I trzeba tam posłać swojaków. który się sam nakradł. do której odwoływał się cytowany wcześniej oszust. Jeśli spojrzeć na sprawę powierzchownie. zobowiązanych. w wyborach prezydenckich. Tak samo jest z polactwem – choć programowo nieufne i w kółko powtarza sobie. jeśli na razie wyłoży sto tysięcy bez pokwitowania. żeby z jednej strony jak najwięcej od pana dostać. ale jak to zrobię. za każdym razem znajdzie się polityk. Pewnie. O tym niech myślą panowie. Natomiast wybory parlamentarne – o. potem się czują oszukani. Ot. niż się wydaje – ta. ale o ciebie zadbam. dostali z wora jak najwięcej. to i wam coś niecoś skapnie. nigdy nie było to jego troską i nie ma najmniejszego powodu. Polactwo nie wierzy w gruszki na wierzbie. to jego miejsce w sondażach zajmie jakiś typek spod jeszcze ciemniejszej gwiazdy. to już całkiem inna sprawa. zaufanych. a dam swoim. przekimać w bruździe w czasie odrabiania pańszczyzny. ściągnąć coś cichcem z komory. Niby też nikt nie jest tak durny. „chytry niewolnik”. który bez trudu raz jeszcze namąci mu w głowie i powiedzie za nos na wybory. A to dzięki temu. by nagle się nią stało. a nie kto inny. by wierzyć w superokazje w rodzaju autentycznych złotych obrączek za półdarmo czy miliony. bo dzisiejszy statystyczny Polak nie chce patrzeć dalej własnego nosa. i wybierają z kolei jego. żeby jak tylko można wykręcić się od swoich wobec niego powinności. przychodzi drugi. Oczywiście. Z tego wora chcą brać wszyscy. że najbardziej nawet nabzdyczony i podejrzliwy wyborca nie oprze się pokusie. że przede wszystkim chcę ustawić siebie i znajomych. abyśmy to my właśnie. A jednak zawsze znajdują się oszuści na tyle sprytni. jeśli polityk mniej lub bardziej wyraźnie obieca mu współudział w szwindlu. a jak i Lepper okaże się kolejnym „zdrajcą”. Tatiana Zasławska. Nie takie to wcale proste. słowo głupota jest tutaj na miejscu. Polactwo na taką pokusę jest i zawsze pozostanie nieodporne. co dopilnują. obiecuje to samo.

a więcej nie trzeba. pasuje to lepiej. Tak. czy też starać się o jego ekscesach milczeć. nie jest zadowolone z tego. gdzie dało się pożyczyć. Nie znam rosyjskiego. co tylko się dało wyprzedać. taki jest. z jaką pogardą i nienawiścią mówi polactwo o swoich przywódcach. pełnym rozgoryczenia odwróceniem się. albo dają na taki procent.. bo okazuje się. gdy akurat przyjeżdża Papież albo wygrywa Małysz. że koniec końców nawet ci. nie załatwił. ale tylko wtedy. którą mu w ten sposób pomogą wycyckać od jakichś „onych”. Będzie się wskazywać na jej rozmaite przyczyny i spierać się. gdyby tylko ktoś chciał tego spróbować. I to go czyni bezbronnym wobec pokusy kombinowania: ten a ten jaki jest. o ojczyźnie. Marna to pociecha. bo przecież chce zostać wybrany na następną kadencję. myśli o swoim zasiłku. A to dobrze. wciąż jeszcze dostają pieniądze za nic. że dostają za mało. To znaczy. dotacji. że. obiektywnie. Aż znowu dadzą się skusić jakiemuś cwaniakowi. obiecując podzielić się kasą. . a Folwark Rzeczypospolitej splądrowany już do cna. Kiedy słyszę. gdyby mógł. którą można rozdmuchać. I będzie nad tym wszystkim wisiało zadawane ze zgrozą pytanie: jak to możliwe? Zresztą. * Nie potrzebuję być wielkim prorokiem. że usiłując być cwanym. i nie wiem. co tylko przysparza mu wyborców. Że przeglądając się w swoich wybrańcach jak w lustrze. I reagują. by przewidzieć. czy nawet o Maryi Królowej Polski. oczywiście. że by szczerze chciał. jak by się miało do oryginału użycie zamiast „chytry” słowa „cwany”. tematem numer jeden prasowych komentarzy i polemik będzie rosnąca popularność Leppera. czuje się Polakiem. miejscu pracy.zostało przełożone przez piszącego o niej dziennikarza. że trzeba całą pożyczkę przeznaczać na odsetki od pożyczek poprzednich. wziął co miał wziąć. ale tego co miał załatwić „ludziom”. zamknięciem w sobie i utwierdzaniem się przy wódce w nieufności do wszystkiego i wszystkich. Do opisu polactwa. owszem. jest w nim iskra. tak dalej. Tylko naprawdę nie ma już z czego dawać – chętnych liczba nieskończona. A tak na co dzień czuje się przedstawicielem swojej branży. dawno wyprzedano. Bo oznacza ona. czują się rozczarowani. owszem. co widzi. On nam co trzeba załatwi. który podpuści ich do strajku czy blokady. swojej grupy czy wreszcie regionu. którzy. tak dalej. to zobaczy zgiętą w łokciu rękę.. Potem jest. w każdym razie. to czerpię z tej nienawiści pewną nadzieję. i że dałby. On. już więcej pożyczać nie chcą. wyborca znowu dał się zrobić w trąbę – jego wybraniec sam. że kiedy ta książka ukaże się w księgarniach. ale to nasz facet. że gdzieś w duszy wciąż kołacze się w tym gnojonym przez pokolenia polactwie sumienie. po chłopsku. Jeśli polityk przyjdzie do takiego cwanego niewolnika z tekstami o wspólnym dobru. czy Leppera należy ostro atakować. wielkie rozczarowanie. co też mu w zwiększaniu popularności nie przeszkadza. tak jest już teraz.

że laba się skończyła. jaki zachowuję w obliczu perspektywy dojścia lepperowej mętowni do władzy wynika u mnie z przekonania. najlepszym rozwiązaniem jest upadłość. że Lepper wydaje mi się niezłym pomysłem na śmieszną w gruncie rzeczy powieść. o których tu piszę. że główną naszą korzyścią z zaangażowania się w wojnę w Iraku jest fakt. że nie ma tego złego. aby zrobić premierowi na złość postanawia łaskawie zaszczycić swą uwagą grupkę zadłużonych chłopów. może demolować miasta. Po takim bankructwie motłoch może sobie wyjść na ulice. potem Millerowi.) . co by na dobre nie wyszło? Każdy menedżer wie. Znacznie łatwiej – bankructwo państwa w stylu argentyńskim. że tak to musiało wyglądać. A czy on jest ode mnie bardziej przystojny? Czy on jest ode mnie mądrzejszy? Czy on jest ode mnie lepiej wykształcony. A potem przyjmuje go Wałęsa. czy w ogóle jest ode mnie w czymkolwiek lepszy? Na wszystkie pytania odpowiada sobie przecząco. Więc dlaczego. zostaje wpuszczony na audiencję. jak w Albanii. pyta w końcu Lepper sam siebie. Po upadku Leppera – a powinno na to wystarczyć kilka miesięcy. niż to zrobiono po upadku komuny. Rok 1992. wybijać szyby i rozkradać towar z supermarketów. jak by się ona zaczynała. obaj są takimi samymi chłopami z małych wiosek. Może wyszarpałem już sobie wystarczająco bebechów. że wchodzę powoli w wiek. jak ci tutaj żyją. Osobiście patrzę na jego karierę dość spokojnie. góra pół roku – będzie junta jak znalazł. kasy nie ma i nie będzie. Może dlatego. Więc to ten sławny Wałęsa. Rozgląda się po Belwederze – fajne miejsce. Cóż. miejmy nadzieję. Dałbym sobie rękę obciąć. rosły sondażowe słupki Kwaśniewskiemu. słucha. kiedy człowiekowi nie chce się już zbyt denerwować byle kim. Potem można się będzie zabrać do sprzątania i budowy państwa na nowo. że lepiej. A może z tej przyczyny. Lepper patrzy. a ja nie? I z tej audiencji wychodzi człowiek zupełnie odmieniony. Lepper. ale nie zmieni to faktu. myśli sobie. ogarnięty ambicją objęcia w Polsce władzy.choć na razie gotowość głosowania na tego osobnika deklaruje tylko jedna czwarta wyborców. W kraju. w którym więcej ludzi żyje z zasiłków niż z pracy trudno sobie wyobrazić zdobycie demokratycznej legitymacji dla reformy zasiłki te odbierającej. wówczas jeszcze nikomu nieznany. prezydent Wałęsa. ale stanowi wdzięczny przykład szeregu spraw. którą przez następnych paręnaście lat będzie w pocie czoła realizował. że kiedy firma wklei się w sytuację beznadziejną. A może względny spokój. i zaczyna kombinować. Wiem nawet. Powtarzam znajomym. Nie. Lepper nie jest tematem tej książki. on jest prezydentem. ku zgrozie ludzi przyzwoitych. że nasi generałowie nabierają tam wprawy w zarządzaniu społeczeństwem pogrążonym w bezhołowiu i rozpadzie. (Tylko nie zapomnijcie w porę wycofać oszczędności z banków. jak niepowstrzymanie. okupującą gmach ministerstwa rolnictwa. lepiej wychowany. obserwując. pożyłoby się chętnie tak. czasy Olszewskiego.

tutejszy układ nawet nie musiał sam na to wpadać. Lepper to niewątpliwie samorodny polityczny talent: ambitny. który by powiedział. a czas jego aktywności przypadł na lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia. ma na swoje usługi ludzi wystarczająco mądrych. źródeł. To właśnie sprawia. Zresztą. teraz poważnie. więc do realizacji swych marzeń o władzy nie potrzebował wiedzy. nie odnosi żadnego zauważalnego skutku. że Miller zetrze się w rządzeniu jak intensywnie używana miotła. Wręcz przeciwnie – nie lubią go. iż Lepper nie ma programu. Lepper jest w chwili obecnej taką właśnie lecącą do wspólnej studni kupą. Ale urodził się w Polsce. I który w parlamencie głosował dokładnie odwrotnie. że jest to człowiek nielubiany przez tych. zależy już od konkretnego miejsca i czasu. jak było to na rękę władzy. nie wyrządzając krajowi specjalnych szkód ani nie przysparzając mu pożytku. delikatnie mówiąc. że perswadowanie. jaką można zdobyć na uniwersytetach. których ono nie lubi. że jest bardzo bogaty i że bogactwo to pochodzi z niejasnych. Takie talenty rodzą się. kogoś. dzięki której zapewne dobiłby się w końcu fotela w Kongresie. niżby to wynikało z całego jego gadania – zawsze tak. ludzie ci odpowiadają zawsze jednakowo: on im pokaże! Cała popularność Leppera opiera się na przekonaniu polactwa. tylko zupełnie innych talentów. to zrobi mu kupę do studni – i nic go przy tym nie obchodzi. niejako w imieniu tegoż motłochu mówiąc w telewizji to. Pytani. Nie spotkałem zwolennika „Samoobrony”. pojętny. co prasa nazywa „elitami”. który pozycję zdobył bluzgając soczyście wszystkim. których motłoch nie lubi. pracowity. co w tym człowieku widzą. ale także i on ze swoją rodziną. i właśnie za to lubi swojego wodza jeszcze bardziej. zgodnie z rządzącym przyrodą prawem rozkładu losowego. ten chyba jest ślepy. dobrze odczytujący społeczne nastroje. Całą operację przećwiczono wcześniej w Rosji. że wodę z tej studni piją nie tylko państwo. że sam oszukuje. Gdyby Lepper przyszedł na świat w Ameryce. W obu wypadkach mamy do czynienia z człowiekiem. Wszystko. upewnia się elektorat. Trafił akurat na konkretne polityczne zapotrzebowanie: potężny układ. Kiedy fornal czuje się na dziedzica bardzo rozgoryczony i chce się na nim zemścić. aby zdali sobie oni sprawę. i część wyborców zechce oddać głosy na kogoś „spoza układu”. zemstą polactwa na tym. tworząc niejakiego Żyrinowskiego – kto nie zauważa lustrzanego podobieństwa dyżurnego rosyjskiego nacjonalisty do szefa „Samoobrony”. otacza się aferzystami i oszustami. . co w dobrym polityku najlepsze i zarazem najgorsze. a przy tym całkowicie amoralny. ambicje popchnęłyby go na studia i zmusiły do intensywnej pracy. Wniosek prosty i logiczny: trzeba mieć kogoś takiego w zanadrzu. że wiąże z Lepperem jakiekolwiek nadzieje na poprawę sytuacji. a nawet eksponowanie tego. którego istnienia możemy się z dużą dozą pewności domyślać z licznych oznak jego działania rozsianych po całych dziejach III RP. kto wyda im się pogromcą nielubianych elit. zawsze i wszędzie – ale co z nimi dzieje się dalej.No dobrze. co wcześniej usłyszeć można było tylko pod sklepem z wódką.

Inny facet gdzieś na Śląsku nazwał publicznie przedstawicieli władzy „palantami”. gromiąc złodziei. Po jakimś czasie. kto zapewnił mu ten glejt na bezkarne obrażanie ludzi. Nie chce mi się o tym rozpisywać. że tę pracę wykonali moi koledzy z gazety. że peerel był krajem dostatnim i przyjaznym obywatelom. tym bardziej. czekając. Moją uwagę zwraca co innego. i co otrzymał od Leppera w zamian. że sądy jakoś się nie potrafią zebrać. Trudno mi zrozumieć. to na zapłacenie sześciu złotych czterdziestu groszy – ale jeszcze wytwarza wokół siebie jakieś przedziwne pole. wysypuje. że wśród tej rzeszy zwolenników Leppera żaden nie zadaje sobie pytania. że taki Lepper wdarł się przebojem do ich grona. Ludowy przywódca wciąż pojawiał się na jej ekranie. mózgi pozostają wyłączone. czego by przed nim nie zrobił w Polsce jakiś inny polityk. które zdjął natychmiast po wyłączeniu kamery. dziś podzielane powszechnie. skazać. która wobec Leppera zawsze okazywała się kompletnie bezradna. można łatwo się domyślić. chciałbym zadać jedno pytanie.Zgodnie z opisanym już mechanizmem. demonstracyjnego założenia mu na przejściu granicznym kajdanek. nie może być za nic ukarany. skazany i wsadzony do pudła. prokuratorzy. skąd miał pieniądze na zbudowanie partii i tak dalej. przyczynił się do zdziczenia politycznych obyczajów i tak dalej. Marian Zagórny. tak. zanim zbliżyły się do granicy na kilkanaście kilometrów. na przykład. osądzony. Kiedy ktoś wstępuje do Leppera na służbę. w postaci. zostają skierowani do pilniejszych zajęć i chwilowo nie ma ich kto zastąpić i tak dalej. co robił. utyskując nad krzywdą prostego człowieka. wysypał na stacji. który dopiero . zaraz sąd przestaje wyznaczać mu terminy rozpraw. a jeśli zbiorą. w ramach protestu. tym razem sprawnie wyłapała wszystkie autokary ze zdążającymi ku granicy uczestnikami protestu. wyszedł na wolność. którzy dotąd prowadzili jego sprawę. kto się w tym polu znajdzie. biadolącym nad tym. a jeśli już skażą. Spróbował urządzić blokadę przejścia granicznego. aż sprawa się przedawni. Zaraz został zamknięty. że nikt. uważany za „cywilizowanego”? Że plecie populistyczne androny? Ależ plotło je tutaj i plecie 90 procent polityków! W końcu to nie komuniści upowszechnili wśród polactwa przekonanie. jak to możliwe. Brak zainteresowania ze strony sądów rekompensuje za to wielkie skupienie uwagi na „marszałku” (jak nazywają Leppera jego ludzie) przez media. względnie doznając operetkowych prześladowań. Szczególne zasługi przez długie lata miała tu czarzasto-kwiatkowska telewizja państwowa (chyba dla kpiny zwana u nas „publiczną”). w jaki sposób tego osobnika wykreowano. że jest zawsze bezkarny. rozrabia przez całe lata. gdy w grę wchodzą silne emocje. choć ujął się za nim z całą swą propagandową potęgą Urban. Otóż politykom. zawsze uchodziło bezkarnie? Swego czasu pewien rolniczy działacz. i poszedł za to na parę miesięcy do pudła. bluzga ile wlezie – i nic. że zaniżył standardy. Policja. Nie tylko. Brzmi ono: a co takiego zrobił Lepper. A Lepper blokuje. ułaskawiony z woli prezydenta. poświęcając całą książkę wyłuszczaniu. że ich ulubieńcowi wszystko to. importowane zboże.

Za Leppera – rzecz dyskusyjna. jego zwyczaj bluzgania grubym słowem? Bez żartów! Modę na używanie w polityce ostrych epitetów wprowadzono już podczas „wojny na górze”. ale z drugiej strony. szmatławca Urbana. jak się już wspomniało. Co zresztą logiczne. że związki rolników mają prawo do prowadzenia protestów w formie ustalanej przez związki rolników. że obiektem westchnień czcicieli peerelu stał się Lepper. kto skuteczniej trafi w nastroje niezadowolonego elektoratu – od stonowanej i często uzasadnionej krytyki tego czy innego posunięcia Mazowieckiego czy Bieleckiego błyskawicznie przeszła do chóralnego wrzasku. Na początku lat dziewięćdziesiątych czerwoni nie śmieliby z czymś takim publicznie wyskoczyć. Jeden z nich zaledwie dwa lata później został ministrem rolnictwa.„Solidarność” doprowadziła do ruiny. oczywiście. bicie ministra pięściami po głowie. Jakoś też styl tegoż szmatławca nie przeszkadzał w zapraszaniu jego redaktora naczelnego i wydawcy . wyprzedano. Że blokował drogi? Ależ blokowanie dróg za bilet do polityki posłużyło już w 1990 ówczesnym działaczom rolniczych związków. posłowie. połączone z ich okupowaniem. klarował polactwu. że trzeba głosować na komucha. zawsze znajdujący dobre słowo dla Gierka i jego polityki. Starzy pezetpeerowcy i zeteselowcy uderzyli w ten ton znacznie później. Jeśli taki. za ich czasów blokowanie dróg było całkowicie nielegalne. Ci ostatni. dajmy na to. że jeśli formą swego protestu wymyślą sobie związki rolników. używał sobie na Buzku jak na przysłowiowej łysej kobyle. nic dziwnego. bo wprawdzie zakazuje tego. powiedzmy. który swą wieloletnią działalnością w KOR-ze (strach przypomnieć: żydowsko-masońskim) przyczynił się do upadku socjalnego bezpieczeństwa peerelu. w wypadku SLD stało się to właściwie dopiero po przekształceniu sojuszu w jedną partię. wykazując się właściwym swej formacji oderwaniem od rzeczywistości. owszem. obrzucaniem śrubami i workami z farbą oraz paleniem opon? A czy to kiedykolwiek dyskredytowało przywódców „Solidarności” z Marianem Krzaklewskim na czele? Więc co. Macierewicz. to ci starzy aparatczycy zgarnęli owoce ciężkiej propagandowej orki narodowych katolików i solidarnościowych radykałów. prawo o ruchu drogowym. to polactwo bardzo logicznie dochodziło do wniosku. Co więcej. odsuwając pozujących na nowoczesnych Europejczyków działaczy byłej SdRP. która – podzielona. że po roku 1989 Polskę doprowadzono do ruiny. Wyręczyła ich tak zwana „centroprawica”. a nie na Macierewicza. Jasno więc z tego wynika. śmiertelnie skłócona i licytująca się. I. senatorowie. pełnego najgorszych plugastw. rozkradziono i wpędzono w nędzę. że przez kapitalizm Polskę zniszczono. Miller. w Polsce jest – ale że jest to elektorat programowo antysolidarnościowy i propeerelowski. pod naciskiem wspomnianych już działaczy rolniczych wprowadzono do ustawy taki oto kwiatek. A że PSL i SLD z czasem się skompromitowały. nie raczyli zauważyć. teoretycznie. nie wstydzili się kłaść na swych biurkach czy przeglądać podczas nudnych sejmowych posiedzeń członkowie rządu. w budowie której z premedytacją oparł się Miller na starych aparatczykach. Że przewodził zbiorowym napaściom na gmachy publiczne. też będzie to jak najbardziej zgodne z ustawą. że elektorat radykalny.

Ale jeśli się tak zachowujesz. jak mawiali starożytni. na jakie kilkakrotnie pozwolił sobie prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward Moskal. starym polskim zwyczajem zostawiając niezałatwioną sprawę „do przyschnięcia”. ale z drugiej przedstawiciele tychże lżonych władz. bo faktycznie prezydencki) minister oskarżył o szpiegostwo na rzecz obcego mocarstwa. którzy potrafią z niej dobrze korzystać. uważający się za elitę. Kilka lat później innego premiera jego własny (nominalnie. niż sugerowanie Andrzejowi Olechowskiemu. W Stanach Zjednoczonych nikomu do głowy by nie przyszło. na czele ze „szmaciarzem” Kwaśniewskim. nawiasem mówiąc.do telewizyjnych dyskusji na prawach autorytetu moralnego. co byłoby nową jakością. nieformalna cenzura życia publicznego. też się nie brzydzono. Oczywiście. Ani ich nie udowodniono. To jest wolność słowa: nie podoba ci się prezydent. oczywiście. nawet gdy był jeszcze tylko małym opluskwiaczem. heca kompletna. że prawo może przewidywać karę więzienia za lżenie władzy. co u nas z dużym powodzeniem usiłowała stworzyć michnikowszczyzna. oskarżył z tego samego miejsca obalonego dopiero co premiera Olszewskiego. jeden z arbitrów elegancji. owszem. dzięki budowanym latami wpływom lewicy w mediach) możliwa stała się w Ameryce „polityczna poprawność”. więc łapówka ta musiała mieć postać dwóch ogromnych toreb typu „przemytniczka”). Zresztą Lepperem. Nic zresztą. antysemickich filipik. nie mieli żadnych oporów. jak wszystko. nie widzieli powodu. żeby się pluskać w jego basenie i wspólnie chlać gorzałę. Z jednej strony. Po prostu. a nie tylko dla tych. Chcesz go nazwać grubym albo plugawym słowem. Bo o rzucaniu pomówień z sejmowej mównicy nie warto nawet wspominać. Przecież już w 1992 roku sam profesor Geremek. że ktokolwiek szanujący się poda ci rękę. wolność słowa jest dla każdego. przyjmie w swoim gabinecie albo wpuści do liczącego się programu w telewizji. nie pokazuje dobitniej. także i ten mechanizm jest podatny na degenerację – dzięki przyzwyczajeniu do takiego traktowania ludzi łamiących zasady przyzwoitości (i oczywiście. by nie posyłać kurtuazyjnych delegacji bądź nawet przychodzić osobiście na zjazdy „Samoobrony”. czym różni się okrągłostołowa Polska od normalnego państwa. ani nie odwołano. że przygotowywał zamach stanu. trudno. bardzo podobna do tego. a ludzie. . Nie istnieje. nie zwrócił uwagi. że najwyższy pozostający w obiegu dolarowy nominał to setka. wytaczano mu jeden po drugim farsowe procesy o „lżenie i poniżanie” władz państwowych. Ale wracajmy do Leppera: jak na razie nie udało nam się znaleźć w jego zachowaniu niczego. To naprawdę były zarzuty znacznie poważniejsze. nie licz. Prawo nie zabrania głupich. możesz go krytykować. ale zabrania ich przyzwoitość – w związku z czym pan Moskal nie jest i nigdy już nie będzie przyjmowany nawet przez gminnego radnego. Nie masz rzeczy pod każdym względem błogosławionej. że umożliwiał Talibom zaopatrywanie się w hodowanego w PGR Klewki wąglika czy też że w warszawskiej kawiarni ktoś dyskretnie wręczył mu dwa miliony dolarów w gotówce (nikt.

Mit wielkiego. I mam wrażenie. nieprzejrzystą strukturą. odwołać się do „pamięci materiału”. do tego stopnia. który powinien nam dawać chleb. żadnej bariery – wszystkie były obalone już wcześniej. On tylko zrobił lepiej to samo. „złodziei”. będzie się potem powtarzać jako farsa. niż „zdemaskowanie” rządzących – jako sługusów pazernego kleru. Ale symbole sobie. programami i innymi szczegółami. i zastąpieniu „swoimi”. Łatwiej. w dorabianiu się. do wizji tkwiącej głęboko w zbiorowej pańszczyźnianej podświadomości. bo widzi w nich swój własny portret – to dokładnie z tego samego powodu politycy spoglądają z obrzydzeniem na Leppera. w budowaniu. trzeba było szybko to zmienić. powtórzyć tkwiące gdzieś w zbiorowej pamięci doświadczenie Sierpnia’80. ukrytych Żydów. do których się „Samoobrona” zwraca. co karykaturę. czyli w tym. Oczywiście. o świadomym odwoływaniu się do wzorca „Solidarności” nie ma mowy. a mit pozostaje żywy. W tych kręgach społecznych. Wczoraj Moskwa. wbrew potocznemu mniemaniu. niż namawiać polactwo do kombinowania nad podatkami. Może z tą poprawką że stanowi on nie tyle portret. stale się musi z tym mitem borykać. co się raz zdarzyło na poważnie. oto najkrótsze streszczenie polskiej debaty publicznej po 1989. dziś Watykan/Bruksela/Izrael. Nie Lepper to wymyślił. Przez piętnaście ostatnich lat nic nie zapewniało politycznego sukcesu lepiej. ochronkę i bandosiarnię. bo od czasów Sierpnia sytuacja Polski zmieniła się diametralnie – ale jednak wychodzą bo wielu Polaków zmiany tej nie może zrozumieć albo przyjąć do wiadomości. Stał się wrogą. choć nie uświadamiany. skrywającej na dodatek prawdę o sobie. o czym myślą obywatele państw o długiej demokratycznej tradycji – ale w zdemaskowaniu tej mafii. co inni robili gorzej. Wiadomo. ten nasz folwark. od 1989. kierowanego przez charyzmatycznego przywódcę. sama nazwa „Solidarność” jest dziś wręcz znienawidzona. obcej narodowi. wypędzeniu jej z folwarku. Pewnie. Państwo. bo klienci pluli na akwizytorów. który odsuwa od władzy okradającą naród szajkę. nie obalił żadnego tabu. w sprawnym zarządzaniu. która zamiast nam. a nawet sam fakt swego istnienia. Próbuje odwołać się do tych samych patriotycznych i wolnościowych emocji. bardziej skuteczny i bardziej pozbawiony skrupułów w korzystaniu z metod. tylko bardziej. które dały władzę kolejnym zmianom rządzących III RP. jak tylko groteskową karykaturą „Solidarności”. że kiedy znalazła się ona w nazwie funduszu emerytalnego założonego wspólnie przez związek zawodowy i szwajcarskie banki. po swojsku. dostał się w jakieś złe. narodowego ruchu. Załapał się na casting na „polskiego . Jego „Samoobrona” jest niczym więcej. że jeśli społeczeństwo spogląda na swoich wybrańców z obrzydzeniem. Stąd w myśleniu polactwa poprawa sytuacji nie leży w reformach. czy. niepotrzebne skreślić. Okazał się tylko bardziej konsekwentny. Wszelka polityka w Polsce. Był i jest taki sam jak one. obce ręce. służy jakiejś mafii. podobnie jak on sam – Wałęsy. że rocznicowe obchody bijatyki w Bartoszycach i nadymanie byle rozróby do rangi narodowej martyrologii wychodzą żałośnie. albo się w niego wpasowywać – częściej to drugie.Więc czego teraz chcecie od Leppera? Facet.

żeby. którzy psuli gospodarkę z tymi. Na co Lepper protestuje stanowczo: ależ ja jestem politykiem. czy jak jego rosyjski pierwowzór. zdecydował się pójść pod nóż facetowi chwalącemu się. powierzył naprawę swojego samochodu. Fakt oczywisty – czyniąc tak. protestu pozorowanego. Stąd potem takie idiotyzmy. a ja obok. oczywiście. którzy protestują przeciwko krytykowaniu „klasy politycznej”. gdzie. * O Lepperze wypisuje się teraz całe tomy politycznych i socjologicznych analiz. mając do wykonania nawet prostą operację. ale czas pokaże. Ba. oczywiście. że wszyscy politycy są siebie warci. a gościa sadza obok siebie. a gdzie siada sam? Lepper: gość siada za kierowcą. a polityk jest najważniejszy! * W gruncie rzeczy zgadzam się z tymi. Przewodniczący „Samoobrony” wystąpił kiedyś – wielu ludzi musiało to przecież widzieć – w popularnym talk-show Ewy Drzyzgi. mówi egzaminator. a po cichu wspierał władzę i żył w zamian za to w bogactwie. jak za czasów Millera. W ich planach miał pozostać tak. i tak dalej. poddał się egzaminowi specjalisty od savoir-vivre’u. że nawet jego żelazny elektorat zacznie szukać innego wyraziciela swych interesów. że w ciągu niecałych trzech lat SLD tak obrzydnie się społeczeństwu. do której obaj wsiadacie. Gdzie pan sadza gościa. którzy ją naprawiali. I. „polityków” czy „elit politycznych” jako całości. Ale te plany. że Lepper urwał się swoim mocodawcom ze smyczy. Nie. żeby ktoś mechanikowi. na logikę. politykiem wiecznego protestu. czy też – co nakazywałaby elementarna ubecka rutyna – zachowali oni sobie dość „haków”. iż nigdy ani jednej operacji nie sknocił. za kierowcą siada pan sam. tylko takiemu można na sto procent zaufać. który będzie głośno darł mordę i wznosił buńczuczne hasła. jak pozytywny odbiór przez polactwo lepperowych zapewnień „my jeszcze nie rządziliśmy”. a tak naprawdę wystarczyłoby zacytować jedną anegdotę. który nigdy jeszcze tego nie próbował. niż to zapewne dopuszczali jego protektorzy. że nigdy jeszcze nikogo nie operował. tych. a skoro tak. żeby mieć faceta pod kontrolą? Osobiście zakładam to drugie. Czy to znaczy. nie przewidywały. to trzeba popierać tych. którzy podobnych głupstw nie zrobiliby . kto usiłował tego pierwszego wytropić. poprawia specjalista od dobrych manier. Ma pan ważnego i godnego szacunku gościa. nie sądzę. dziesięcioprocentowym marginesem. Trudno by znaleźć takiego durnia. A jednak ludzie. ale wyrósł znacznie wyżej. że politykami nie są. i podjeżdża limuzyna. zapewne chcąc zmienić swój prostaczy wizerunek.Żyrinowskiego”. którzy twierdzą. rzeczywiście. wsadzamy do jednego worka tego. choć. nie zaraz tam trepanację czaszki – choćby tylko wycięcie migdałków. umacniamy w ten sposób stereotyp. kto posyłał Rywina do Michnika i tego.

zgodnie z wieloletnim przyzwyczajeniem. „To są polityczne zarzuty”. że „większość” i że głównie zachowują się tak politycy lewicowi. decyzji zasadniczej. sfabrykowane. podjętą w interesie koterii.nigdy. jak uparte nazywanie przez media robiących zadymy kiboli „pseudokibicami”. jak w cywilizowanym świecie. to znaczy. gotowi są beztrosko powierzyć naprawę Rzeczypospolitej ludziom. co ciekawsze. Nie gębą. Ale na ogólną ocenę polityków pracują ci. „Decyzja polityczna” nie oznacza u nas wcale. w tym problem) niczego. pisze gazeta i wszyscy wiedzą. tylko dlatego. Utwierdzać ten stereotyp znaczy tyle. mili Państwo. czy pierwsze było jajo. ale konkretnymi decyzjami. a w domyśle – sitwa. na przykład. i ja też w nią wpadam – ale z drugiej strony. Robię unik. bo lepszych od nich polactwo zmiotło ze sceny politycznej. W takiej Ameryce. A to z kolei wynika z takich a nie innych oczekiwań. Mówimy partia. odwrotnie. że „niektórzy”. W porządku. a co innego robi. stanowiące element jakiejś brudnej. tylko dlatego. jaką wizją świata będzie się kierować władza w konkretnych przypadkach – tylko decyzję nie mającą merytorycznego uzasadnienia. populistycznymi bredniami i zwykłą głupotą? Nie będę się w to wdawał. o których tak naprawdę nie wiedzą (i nie chcą wiedzieć. którzy nazywają siebie prawicą? (Nie. określającej. że w tym kraju rozsądny człowiek co innego mówi. i ma to znaczyć tyle. co „nie jesteśmy złodziejami”.) W końcu zrobi się to równie żałosne. także większość tych. . bo od piętnastu lat jest przez kolejne ekipy władzy i opozycji karmione kłamstwami. jest prosta: bo „jeszcze nie rządziliśmy” znaczy tu tyle. broni się każdy prominent oskarżony o przekręty. jakiego znaczenia nabrało w polszczyźnie przez ostatnich piętnaście lat samo słowo „polityczny”. ile razy mogę zastrzegać. którzy są najskuteczniejsi i odnoszą największe sukcesy. którzy przypadkiem nie biorą – i tak dalej. i zwracam uwagę Drogiego Czytelnika. a dążenie do sukcesu wymaga podporządkowania się właśnie takim a nie innym regułom. i. skoro lewicowi są u nas prawie wszyscy politycy. pisząc o braniu przez lekarzy kopertówek krzywdzi się jakąś grupę tych. co zarzuty fałszywe. jest to pułapka. że oni jeszcze nie rządzili? Odpowiedź. jakie ma wobec swoich polityków społeczeństwo. dlaczego tak się dzieje. czy tacy ludzie nami rządzą. sugerując. politycy tam nazywani lewicowymi u nas uchodziliby za skrajnych zwolenników „wilczego kapitalizmu”. a nie ogółu. taką ją w gruncie rzeczy akceptuje. tylko po prostu stwierdzenie faktu. tylko że tych prawdziwych nie masz w naszej chacie? Pewnie. oszczercze. nie dłużmy listy przykładów. Mam się naprawdę bawić w podobne zaklinanie rzeczywistości i pisać o „pseudopolitykach”. „To była polityczna nominacja”. czy kura. Lepper jest jaki jest. co robić u Leppera za „pożytecznego idiotę”. że prawdziwi politycy powinni być inni. do którego mam prawo jako felietonista. bo trafnie zanalizował mechanizmy sukcesu swoich poprzedników i skopiował je w udoskonalonej formie – i baw się teraz w kombinowanie. że znowu nominowano na ważne stanowisko ignoranta. personalnej rozgrywki. to nie żadna moja obsesja. Tak polactwo widzi politykę. czy też polactwo tak zdurniało. że jest czyimś kolesiem.

ale gdyby uwzględnić tak minimalny przejaw partyjnej aktywności. że jeśli tylko utworzą partię. rozpędzone. wiadomo. że całą tę infrastrukturę. spółdzielnie. działa u nas społecznie? Kto by chciał wiązać się z sąsiadami w jakąś kooperatywę czy spółdzielnię.. kółka i komitety. Problem nie na tym nawet polega. Do neo-Solidarności. potrzebną prostym ludziom działalność. wynika z tego. Nic podobnego nie nastąpiło. zakorzeniały się w dziesiątkach i setkach mniejszych i większych organizacji. robotnicze uniwersytety. . Ale dzisiejszy polski chłop woli raczej kląć.. niż pogodzić się z myślą. prowadzących w duchu endeckim. która na mocy układu Okrągłego Stołu była zupełnie nowym. od zera rejestrowanym związkiem. bo jak się kończy wychylanie. PSL twierdziło wtedy. Kto. jaką przyniosły ostatnie lata. przyciągającymi jedynie garść pasjonatów pracy społecznej i urzędników administracji publicznej. że powstawały one „od góry”. rachując po starych kwitach wszystkich. Jak w Ameryce! Różne towarzystwa gimnastyczne. byli przekonani. Łezka mi się zakręciła w oku. akcja katolicka. Po pół wieku socu czyta się o tym jak o Żelaznym Wilku – wszystko zostało zniszczone. do czego konkretnie było mi to potrzebne – musiałem liznąć odrobinę wiedzy o organizacjach społecznych w przedwojennej Polsce. ziemiańskie. ale na tym. iż wcale ona nie odrasta. zdeptane. W początkach bowiem ustrojowych przemian liderzy byłej opozycji. przyziemną. edukacyjne. ludowym czy socjalistycznym codzienną. spontanicznych ruchów społecznych. zakładane przez polityków rządzących. którzy się nie wypisali. że ma kilkadziesiąt tysięcy ludzi. stowarzyszenia krzewienia tego albo tamtego. która zamieszkujących pewien obszar i używających tej samej mowy tubylców przemienia w społeczeństwo. na jakich opiera się całe rolnictwo Niemiec i Francji? Dzięki takim kooperatywom tamtejsze chłopstwo nie klnie na zawyżających ceny pośredników. jest znacznie większe niż kiedykolwiek zainteresowanie mieszkańców naszego kraju osobistym wstępowaniem do partii politycznych. co dawniej (jeśli tych dziesięć milionów było prawdą – ale niech to sprawdzają historycy). że co drugi Polak wówczas gdzieś należał. a nie tą „Solidarnością” sprzed lat dziewięciu. gdy z jakiejś zawodowej przyczyny – nie pamiętam już. to z punktu stanie się ona partią masową – i strasznie się nacięli. że zarobi na nim sąsiad. przemysłowe. związki. bo tak się niefortunnie złożyło. a ludziska pozaganiani każdy do swojej zagrody. Bo wydaje się nikomu niepotrzebna. liczbę tę na pewno trzeba by poważnie zredukować. poza garstką nawiedzonych. które pono należały do NSZZ po sierpniu 1980. mając wciąż w umysłach te legendarne dziesięć milionów obywateli. bo samo trzyma w garści hurt swoich wyrobów. Boże mój. Postsolidarnościowe partie właściwie zawsze pozostawały kadłubkami. szczerząc nieufnie kły na wszystkich dookoła i usiłuje się nie wychylić. jak płacenie składek. ligi na rzecz i przeciwko. w której siedzi.Ciekawą zmianą. a wśród tych z górnej półki – każdy do kilku stowarzyszeń i organizacji jednocześnie. Partie polityczne były w tym wszystkim tylko emanacją potężnych. rolnicze. choć członkostwo w związku zawodowym dawało profity. nie chciała wstąpić nawet jedna piąta tego. tak brutalnie komuniści zniszczyli.

a peeselowska nomenklatura z SKR-ów wręcz się przed powrotem autentycznej
spółdzielczości broni rękami i nogami, bo uczyniłoby to ją całkowicie zbędną.
Zresztą, znam historię pewnego młodego, energicznego sadownika, który usiłował
rozkręcić kooperatywę i sprzedawać jabłka do Anglii – zainteresowanie owszem, ceny
całkiem niezłe, tylko jeden warunek, że pakowane do skrzynek jabłka mają być przebrane pod
względem jakości i rozmiarów. Ale gdzie tam chytremu chamusiowi przetłumaczysz: miałby
wyrzucać, rezygnować z paru groszy więcej, tylko dlatego, że zgnite? A upchnie jakoś,
przecież nie sprawdzą, który konkretnie z uczestników interesu podrzucił zgniłka. Anglicy
rzeczywiście nie sprawdzali, po prostu, kiedy raz i drugi dostali skargi od swoich klientów,
kazali się całować w zaplecze i tak się cała historia skończyła. Ten facet już na pewno drugi
raz nie będzie kombinować, żeby cokolwiek wspólnie z innymi rozkręcać – i na pewno nie
znajdzie zbyt wielu naśladowców.
Polactwo przez pół wieku było brutalnie karane za każdy przejaw społecznego instynktu,
za solidarność, współpracę, inicjatywę – a nagradzane za barani posłuch i bierność. Przez cały
ten czas sączono mu w uszy, że wolno ewentualnie upominać się o „bolączki”, ale o sprawy
poważne, prawdziwe, dotyczące wszystkich, to ani się waż! Nawet w sferach, od których z
samej ich natury należałoby wymagać większej publicznej aktywności, pokutowała moda na
szpan „nie zawracajcie mi głowy polityką” (za peerelu „polityką” było, hasłowo, wszystko, co
się nie podobało partii) czy „phi, dla mnie Tygodnik Mazowsze to taka sama prymitywna
indoktrynacja jak Trybuna Ludu”. Czegóż chcieć od pańszczyźnianych, u których
socjalistyczna tresura dokładała tylko swoje do bierności i nieufności zapisanej w genach?
Zgodnie z „prawem Ziemkiewicza” finansowanie partii politycznych w końcu wzięło na
siebie państwo (żadna zakichana łaska, zważywszy, że robi to za nasze pieniądze), bo sami
obywatele nie potrzebują ich ani za grosz. Tych, którzy gotowi byli się zapisać, liczyło się
kiedyś na palcach jednej ręki, ale gotowych zapłacić naprawdę groszowe składki była wśród
nich średnio połowa. Podobna niechęć płatnicza charakteryzowała członków związków
zawodowych – dać się ewentualnie skrzyknąć na jakiś strajk, to owszem, ale tylko w sprawie
„bolączek” naszej firmy. To nie jest Ameryka, gdzie wsparcie datkiem kampanii wyborczej
bliskiego sercu kandydata czy to do Rady Szkolnej, czy do Białego Domu, jest gestem
oczywistym. Tu demokracja jest czymś obcym, zadekretowanym. Ma być, to niech sobie
będzie, ale mnie nic do tego. Partie polityczne z niczego tu nie wyrastają, przypominają
grupki spadochroniarzy zrzuconych w jakiś zupełnie sobie obcy kraj – i same zwykle traktują
ten kraj jak podbity, łupiąc go po zwycięskiej kampanii bez cienia skrupułów, a tubylcy w
najlepszym wypadku okazują im obojętność, uważając za zło konieczne.
*

Nawiasem mówiąc, jak niesamowicie powoli zmienia się ludzka mentalność – a żeby być
ścisłym, nie zmienia się w ogóle, tylko biologia sprawia, że po jakimś czasie ludzie
ukształtowani na nowszy sposób zaczynają mieć statystyczną przewagę – miałem okazję
dobitnie przekonać się podczas zbierania podpisów pod „społecznym projektem konstytucji”,
firmowanym przez „Solidarność”. Z tym projektem to był zresztą osobny kryminał; napisali
go naprawdę dobrzy konstytucjonaliści, po czym jakieś młotki z komisji krajowej
„poprawiły” projekt, wpisując do niego przywileje dla siebie jako zawodowych
związkowców. W efekcie wyszedł żałosny knot, nie nadający się na konstytucję państwa w
najmniejszym stopniu, przeciwko czemu eksperci nie odważyli się zresztą publicznie
zaprotestować. W końcu związkowcy po pierwsze uosabiali Lud, więc musieli mieć rację, a
po drugie stanowili „realną siłę polityczną”, czyli mieli rację w dwójnasób – podczas gdy
eksperci byli tylko jakimiś tam inteligencikami, za którymi nikt poważny nie stał.
Tak czy owak, sprawa wzięła w łeb bynajmniej nie z tego powodu. Pod owym projektem
zamierzano zebrać jakieś dziesięć – piętnaście milionów podpisów i przytłoczyć nimi
zdominowany przez SLD-PSL parlament. Rzecz wydawała się zupełnie realna.
Centroprawica wypadła wtedy z parlamentu nie tyle z niechęci wyborców, co poprzez
rozbicie ich głosów, gdy się te głosy zsumowało, wychodziło całkiem sporo; związek miał
rozbudowane struktury i etatowych pracowników, a na dodatek można było liczyć na
poparcie proboszczów. Wydawało się, że zakładany wynik jest w zasięgu ręki. Tymczasem
skończyło się na jakimś, jeśli mnie pamięć nie myli, milionie i paru tysiącach podpisów –
mniej w każdym razie, niż „Solidarność” oficjalnie liczyła sobie członków.
Oczywiście, jako zagorzały wróg zawodowych związkowców, nie brałem w całej sprawie
udziału, ale nagadałem się z kolegami, którzy usiłowali te podpisy zbierać. Byli zszokowani i
przerażeni. Od zmiany ustroju minęło wtedy dobre pięć lat, a tymczasem ludzie proszeni o
podpis po prostu chowali się we własne buty. Przepraszali, błagali, żeby ich zrozumieć,
tłumaczyli: syn jest na studiach, nie mogę go narażać. Rodzinę mam za granicą, jak mi
zabiorą paszport, to koniec, nigdy się z nimi nie zobaczę. Choruję, nie mogę ryzykować, że
mi odbiorą świadczenia. Myślicie państwo, że żartuję? Szczerze mówiąc, ja też nie mogłem
uwierzyć, ale mam do tych, którzy mi to opowiadali, zaufanie. Ludziska bali się złożenia
podpisu pod czymś, co wydawało się niemiłe dla władzy, niczym diabeł święconej wody.
Niby tam ustrój się zmienił, ale polactwo w to tak naprawdę nie wierzyło.
*
Skoro wspomniałem o tej szczególnej formie organizacji społecznej, jaką są związki
zawodowe, to parę słów na ten temat. Związek zawodowy to po prostu gang – taki sam, jak
łysole w dresach, którzy wymuszają haracze od restauratorów i sklepikarzy. Kieruje się jedną
zasadą: swoim ludziom załatwić jak najwięcej. Wywalczyć, żeby pracowali jak najmniej za

jak największe pieniądze, i żeby mieli, ile się tylko da, dotacji, subwencji i przywilejów
branżowych. Interes ogółu obchodzi związkowca tyle co zeszłoroczny śnieg, bo to nie jego
interes – co niektórzy potrafią nawet z całym cynizmem otwarcie i publicznie powiedzieć, jak
ongiś szef górniczej „Solidarności” (zapadło mi w pamięć, bo cynizm tej wypowiedzi w
szczególny sposób zderzył się z historyczną nazwą związku). Od prostych gangsterów różnią
się tylko tym, że nie trudzą się wymuszaniem haraczu od każdego z nas z osobna – robi to za
nich rząd, a oni tylko biorą swoją dolę z budżetu państwa, dzięki czemu nieoświecone w
takich kwestiach masy w większości w ogóle nie zdają sobie sprawy, że to one im płacą.
Ale, generalnie, w państwach cywilizowanych związki zawodowe spełniły jedną
pożyteczną cechę: dały możliwość awansu ambitnym energicznym ludziom ze społecznych
nizin. Stanowią jakby drabinę awaryjną, po której może się wspiąć do warstw wyższych ktoś,
kogo nie predestynuje do tego ani urodzenie, ani majątek, ani talent, ale kto mimo wszystko
jest na tyle energiczny, że zepchnięty na dół społecznej drabiny byłby niebezpieczny. A
może, zamiast o drabinie, powiedzmy raczej o wentylu. W każdym ustroju społecznym,
jakkolwiek jest on ustawiony, jakaś liczba ludzi o przywódczych zdolnościach i ambicjach nie
może spełnić swych aspiracji w panującym systemie. Zablokowani na nizinach, swą szansę
widzą w buntowaniu tych, którzy znaleźli się tam razem z nimi. I jeśli takich ludzi zbierze się
za dużo, to po prostu rozsadzają system.
Dlatego dla społeczeństwa jest bardzo korzystne, aby przywódcy potencjalnego buntu
mieli szansę się zawczasu skorumpować i przejść do klas wyższych. Jak w dawnej
Rzeczypospolitej Obojga Narodów, gdzie tak łatwo było sprytnemu mieszczaninowi lub
chłopu wkręcić się w szeregi szlachty (patrz: „Liber chamorum”), że nigdy tu żadne wojny
chłopskie ani ruchawki nie wybuchły, bo każdy polski potencjalny Pugaczow od razu
przechodził na drugą stronę.
Tylko że w III RP i ten mechanizm schrzaniono. „Solidarność” była związkiem
zawodowym. Uzyskawszy wpływ na władzę, kierowała się interesem swoim, jako związku, a
nie kraju, co może oburzać, ale w końcu jest zrozumiałe. Przyznała sobie rozmaite przywileje
– patrz wyżej. Ale dlaczego żaden osioł nie pomyślał, żeby przynajmniej zastrzec te
przywileje tylko dla tych związków, które w chwili ich uchwalania już istniały?
W Niemczech czy Francji jest kilka dużych central związkowych, i oczywiście też
szkodzą one państwu, ale to nic w porównaniu z tym, co dzieje się u nas. U nas wystarczy
skrzyknąć dziewięciu kumpli, zarejestrować się jako grupa inicjatywna – i już korzystasz z
tych samych przywilejów. Rozmawiałem kiedyś z osobą której zaproponowano uzdrowienie
miejskiego ośrodka kultury – instytucja pogrążona była od lat w degrengoladzie totalnej,
kosztowała miasto straszne pieniądze i nikt nie potrafił jej uporządkować; powiem od razu, że
wspomniana osoba też nie dała rady. Z prostej przyczyny. Ośrodek ów zatrudniał 117
pracowników, i, co gorsza, działało w nim 11 związków zawodowych. Nie można było
zwolnić nikogo (z arytmetyki może się Czytelnikowi wydawać, że siedmiu jednak wywalić

się dało. Wyjaśniam: tych siedmiu nie było wcale takimi frajerami, po prostu ich chroniły
zaświadczenia lekarskie o przewlekłych chorobach i udzielone na ich podstawie
długoterminowe urlopy zdrowotne).
Już w roku 1993 działało w Polsce 1500 związków zawodowych, w tym 200
ogólnopolskich. O kilkunastu związkach pasożytujących na górnictwie już pisałem. W PKP,
na przykład, pensje działaczy 16 związków zawodowych wynosiły wtedy kwartalnie 8,5
miliarda ówczesnych złotych, a ich rachunki telefoniczne – ponad miliard. W „Polskiej
Miedzi” co miesiąc wypłacano działaczom 11 związków ponad miliard. To stare dane, potem
związkowcy sprytniej już się ze swymi zarobkami ukrywali – ale jeśli ktoś założy, że z roku
na rok było coraz lepiej, to uznam go za nastawionego do życia z przesadnym optymizmem.
Ustawa określa, że związkowców ma obowiązek utrzymywać firma – musi płacić im pensje,
zwracać za telefony i faksy, udostępniać służbowe pomieszczenia. Jeśli to firma prywatna,
płacimy za to wszystko jako konsumenci, bo przecież te koszty znajdują się w cenach. Jeśli
państwowa – płacimy jako podatnicy. Nic dziwnego, że zaroiło jak nigdzie na świecie
odpasionymi zawodowymi obrońcami ludu, którzy nie dość, że na nas pasożytują, to jeszcze
w imię egoistycznych interesów swoich gangów rozwalają nam krok po kroku państwo, jak
kiedyś szlacheckie sejmiki i konfederacje.
Na tę kanadę obrońców robotników z zazdrością patrzyli działacze związków rolniczych
– oni nie mieli kogo zobowiązać do płacenia im związkowych pensji, chyba siebie samych.
Ale szybko wpadli na inny pomysł: żeby tzw. ubezpieczenia społeczne rolników wydzielić z
ogólnej puli i założyć taki mały wsiowy zusik. A na tym już można pasożytować. Mniejsza o
posadki – chociaż jeśli ktoś z Państwa pokaże mi jeden sensowny argument, po co Kasie
Rolniczych Ubezpieczeń Społecznych pięćdziesięcioosobowa rada nadzorcza, to dostanie
symboliczny talon na balon. Zresztą, co tam gadać o radzie nadzorczej: nie ma w ogóle
żadnego powodu dla istnienia osobnej kasy rolniczej. Przecież gdyby chodziło tylko o to,
żeby rolnicy płacili mniejsze składki, bo na normalne ich ponoć nie stać (nawet tych, co mają
trzysta hektarów?!), to spokojnie można by załatwić sprawę wewnętrznym rozporządzeniem
w ramach ZUS-u.
KRUS był potrzebny, oczywiście, do czego innego – do tego, by wydzielić z niego tak
zwany „fundusz składkowy”, zasilający rolnicze organizacje. Ot, jeszcze jeden pomysł, by,
mówiąc Szpotem, w ten socjalistyczny system rurek, którymi państwo przelewa od-do
konfiskowane obywatelom pieniądze, swój prywatny wkręcić kurek. Tylko, jak zwykle,
zgubiła chłopstwo pazerność – ustaliło sobie składki na tak absurdalnie niskim poziomie, że
sprawa w końcu nabrała rozgłosu, narastającego z każdym rokiem. A rozgłos jest dla tego
typu interesów bardzo niewskazany.
Gwoli uczciwości trzeba przyznać polactwu, że, jak jasno wynika z sondaży, od dawna
nie ma już co do zawodowych związkowców złudzeń – zaufanie, którym ich obdarza, i
respekt, jakim ich darzy, nie różni się od tego, co czuje do polityków.

co wskutek niezłożenia na nowo deklaracji członkowskich. jak wskutek upadku sondażowych notowań partii Leszka Millera „Samoobrona” zaczęła wychodzić na prowadzenie w rankingach. nagle się ich zapisało aż piętnaście tysięcy i zaczęliśmy nad tą masą tracić kontrolę – na szczęście udało nam się w porę wprowadzić procedury weryfikacji i dwóch trzecich się pozbyć. że nic nie pochrzanił. które akurat wygrywają w sondażach. co zostało powiedziane. że około stu tysięcy członków ubyło z ich szeregów. Pamiętam. niż u początków III RP. coś z siebie dać innym. może od długoletniej dziennikarskiej orki scyniczniałem. Platformersi co prawda nie pochwalili się konkretnymi liczbami. opowiadając o losach Porozumienia Centrum. nie tyle wskutek weryfikacji. prowadzone przez brytyjskich konserwatystów. W parę miesięcy po tym. tylko dokładnie przetłumaczył to. bo nieco wcześniej działacze SLD przyznali się. sto tysięcy nowych członków. Platformę Obywatelską. ale i u nich. Fakt. a ten w swej kabinie rozłożył szeroko ręce i pokręcił głową. zapisało się do niej. zaczął się masowy napływ chętnych. Otóż – w piętnaście lat po ustrojowej Wielkiej Przemianie skłonność mieszkańców naszego kraju do zapisywania się do partii politycznych okazuje się nieporównywalnie większa. może nas buja? Może. jak jeden mąż. kiedy partia była uważana za tę właśnie. a te.* Ale zacząłem przecież ten wątek od stwierdzenia. Niestety. Ale skłonny jestem wierzyć. jak w wywiadzie dla jednego z tabloidów oznajmił triumfalnie sam przewodniczący. że oto tak wielu moich rodaków wreszcie poczuło potrzebę działalności publicznej. Wielokrotnie większy niż w opisywanych przez Dorna pionierskich czasach PC. co. że chce się twórczo zaangażować w demokrację. że nabór dotyczy tylko partii mających szansę na dorwanie się do koryta. Skądś się przecież także musiały wziąć masy szturmujące drugą partię liderującą w sondażach. w rozwój kraju. która będzie rządzić Polską. które od koryta odpadają. jest w tym fachu chorobą zawodową – ale nie potrafię w sobie skrzesać radości. że wraz z załamaniem popularności partii dwie trzecie organizacyjnego pogłowia dały sobie z nią spokój. Sto tysięcy! Może „marszałek” przesadził. ruch musiał być zbliżony. W pewnym momencie. Z tym. że coś się zasadniczo zmieniło. sadząc po informacjach prasowych. W chwilach swej potęgi SLD twierdził. że dotyczy ona tylko tych partii. jak podczas dyskusji zabrał głos Ludwik Dorn. jak się zdaje. Aż piętnaście tysięcy ludzi – początek lat dziewięćdziesiątych. W tym momencie wszyscy Anglicy. . że skupia 150 tysięcy ludzi – wynika więc z tego. Przed laty miałem okazję uczestniczyć w pewnym spotkaniu przygotowanym przez Grupę Windsor – było to coś jakby warsztaty dla polskich prawicowych polityków. Zapewne nie wszyscy poszli do Leppera. popatrzyli ze zdumieniem na tłumacza. mówił.

rady nadzorcze w kasach chorych. a partyjnej nominacji wymagać będzie nawet stanowisko babci klozetowej. jak akceptowało się reguły rządzące krajem za komuny. trzeba się przystosować. Może niechętnie. Jak za dawnych. Jeszcze parę kroków w tym kierunku. wierny i lojalny. sądowych ławników i co tam jeszcze. . Partia polityczna to sitwa. Aż fakt.więdną. wymieniono nawet dyrektorów miejskich basenów. Tyle tylko. instytucje komunalne. tak jest i inaczej nie będzie. że wtedy partia była jedna. a zwłaszcza jej kierownictwa. której głównym zadaniem jest popieranie swoich ludzi w zajmowaniu stanowisk – od tych najważniejszych po najniższe. dowodzi jasno. W Warszawie. ten może liczyć na stołek. którą obstawić. że kto należy. Zawłaszczali na ten cel coraz to nowe obszary – samorządy. Jeśli jesteś wobec partii. aby się załapać na dobrą fuchę. a teraz ma człowiek straszny stres. że polactwo zapisuje się do partii po to. został przez znaczną część społeczeństwa zaakceptowany. na zasadzie trudno. Przez piętnaście lat rządzący stale i stale zwiększali liczbę stołków obsadzanych z partyjnej nominacji. to partia ci się odwdzięczy. peerelowskich czasów. ale w każdym razie – został zaakceptowany. kiedy rządząca miastem UW z AWS została wskutek partyjnych rozłamów i zmiany sojuszy zastąpiona koalicją PO z SLD.

O Auguście III Sasie. chwaliły te czasy następne pokolenia. „Jak za króla Sasa” znaczy tyle co „jak w złotym wieku”. prawo przestało istnieć wobec przekupności sędziów i braku egzekucji. jak. szczytów sięgnęła magnacka samowola. a czym nie kupczono. a społeczeństwo rozprzęgło się do cna – nie doszedł do skutku bodaj jeden Sejm. król Prus bezkarnie zasypywał kraj fałszywą monetą. niż to. a który otoczony został tak wielkim i spontanicznym kultem. stopnie oficerskie. co najgorsze.ROZDZIAŁ V Niewiele rzeczy charakteryzuje zbiorowość lepiej. który zostawił Polskę w lepszym stanie niż ją zastał)? Może przynajmniej mecenasem kultury i sztuki. któremu za wojenne przewagi nad bisurmany dziękowało całe zachodnie chrześcijaństwo z Papieżem na czele? Wielkim budowniczym. któremu wdzięczni potomni zbudowali w swej mowie – w pewnym momencie będącej jedynym. większość czasu spędzał w ogóle poza Polską. Raj na ziemi! Za króla Sasa jedz. doprowadzając do ruiny gospodarkę. panowało ostatnie bezhołowie i anarchia. polował. obce wojska łaziły po Rzeczypospolitej niczym po rozgrodzonym pastwisku. bo o nim to mowa. bo cześć. by je ogarnąć. kto rozumie. który odziedziczył państwo w stanie rozsypki. I nie powinno to zaskakiwać nikogo. urzędy. W języku. średnio skądinąd udany. Kim był ów król. Otóż i bez Gierka mieliśmy już w naszej historii bohatera. Ów bohater to „król Sas”. Powszechnie sprzedawano i kupowano wszystkie publiczne godności. Wybrany pod rosyjskimi bagnetami. bez dwóch zdań. do którego wstyd się przyznawać. pij i popuszczaj pasa. jakich bohaterów czci. co im zostało – taką dziękczynną świątynię? Zwycięskim wodzem. co zdołało ono kiedyś podpatrzyć u panów – a najłatwiej było fornalom podpatrzyć i skopiować to. Stanisław August? Nic z tych rzeczy. . zdegenerowanej polskości jest przedziwny amalgamat folwarcznego chamstwa z tym. co na oficjalne parady i pogrzeby. Epoka „króla Sasa” pozostała w polszczyźnie przysłowiową krainą szczęścia i świętego spokoju. a ze świetnej niegdyś armii pozostało tyle akurat. Za jego czasów państwo polskie zgniło. największym bohaterem przeszłości jest dzisiaj Edward Gierek. a uczynił je mocnym i zasobnym (ostatni nasz władca. ucztował. uwieczniona została w materiale twardszym od spiżu. zauważył satyryk. a sprawami państwa nie zajmował się w najmniejszym stopniu. jak Jan III. że trzonem dzisiejszej. jak Kazimierz. na jaką sobie u narodu zasłużył. bo i zresztą był za głupi. prowadząc rekwizycje i wybierając rekruta. nie nadaje się jego imienia szkołom – ale to wszystko mało ważne. Nie ma wprawdzie pomników. historycy nie mają do powiedzenia absolutnie nic dobrego. że jego ślady przetrwały kilka wieków. to puszczano w karty – władza nie istniała. Dla polactwa.

żeby ukrzyżować wolność – czyli. Gierek. co wie każdy człowiek jako tako znający sprawy. postawie se pański dwór”) partyjna kariera traciła połowę uroku. Gdyby miał niezbędną ku temu porcję wiedzy i rozumu. Nie tylko aparat. za te radosne zapusty przyjść musiał w końcu rachunek.Oczywiście. których Gierek nabrał i z których wiele spłacamy jeszcze dzisiaj (jakie . Broń Boże! On. w jaki zmieniła się towarzyszka żona zapoznana swego czasu na rozkułaczaniu czy innej zetempowskiej imprezie. dla fornala. pruderyjny Gnom za takie braki w socjalistycznej moralności bezlitośnie wywalał z KC. którego plusem było. i wziąć sobie młodą laskę. którego marzenia tak prosto i celnie streścił Wyspiański („złota wór wysypie ludziskom przed ślipie. który „sporty” (najgorsze peerelowskie sierściuchy bez filtra – wyjaśnię młodym Czytelnikom) dla oszczędności dzielił żyletką na pół i palił je w fifce. gdy permanentny kryzys socjalizmu i wyczerpanie przez ten system możliwości rozwoju stawało się oczywiste. Ale reformatorskie ambicje pierwszego sekretarza szły dalej. względnego. nowoczesną i dostatnią – rzucił hasło pierwszy sekretarz i tak zaczęła się dekada względnego luksusu. pozwalając na używanie życia. komuniście z pokolenia wojennego. spomiędzy których ledwie parę lat wcześniej się był wyawansował. o wyglądzie gnoma z normańskich sag. Za Gierka zaś mógł wreszcie zacząć korzystać z nagrabionego dobra i uprzywilejowanej pozycji. miernota z partyjnego aparatu. Zbudujemy drugą Polskę – że niby. którą trzeba wyjaśnić. ale naturalnie nie zdawał sobie z tego sprawy ani nie był w stanie wyobrazić sobie skutecznej rady. jeśli nie mógł zewnętrznymi oznakami zbytku udokumentować swej wyższości nad tymi. chłopina. jak już wspominaliśmy. a czego polactwo do dziś nie chce przyjąć do wiadomości. mówiąc mniej poetycko. A. Oczywiście. trzy ościenne mocarstwa po prostu zapukały w mapę i wygniła Polska wysypała się z niej jak próchno. ten gierkowski dobrobyt. Odziedziczył państwo po siermiężnym Gomułce. pobudować sobie „pańską” willę. rzecz też nie bez znaczenia. polegał był wyłącznie na przejadaniu kredytów. ale cały lud pracujący miast i wsi niech zazna trochę Zachodu. że widział za młodu kawałek cywilizowanego świata – pracował jako górnik w Belgii – z punktu zyskał sobie miłość aparatu. a bardziej w zgodzie z faktami. zasłużył sobie na wdzięczną pamięć polactwa dokładnie w ten sam sposób. nie zaszedłby przecież w kompartii tak wysoko. nie tylko o te sławne pożyczki zagraniczne. Odziedziczył peerel już w czasach. Zmówili się tyrani. koszmarnie ubranym baleronem. bo będącego luksusem tylko w porównaniu z czasami Gnoma. rządził jak się należy. Zło przyszło potem. Przy czym chodziło. za jego czasów to się żyło. popadał w autentyczną wściekłość: ludziom pracy zbożówka w zupełności wystarcza! Gierek. a gdy słyszał o marnowaniu cennych dewiz na import tak niepotrzebnych luksusów jak prawdziwa kawa. narodowi fundował mikroskopijne mieszkanka ze ślepymi kuchniami i chciał go wyżywić domowymi kiszonkami. Ale to już nie była wina króla Sasa. to ważna sprawa. rozwieść się z roztytym. o jakim za czasów ascetycznego piernika nie mógł ten aparat marzyć. oraz.

opakowując belami wiernopoddańczego bełkotu o wyższości socjalizmu nad wszystkim innym – nie z umiłowania wolności czy troski o Polskę. którzy bądź zdali sobie sprawę. iż z roku na rok w urzędniczej maszynerii decydującej o wszystkim. od czasu do czasu bito – ale nie strzelano im już w potylice. co w sumie jeszcze gorsze. z czego dzisiaj niektórzy usiłują zrobić jeszcze jeden liść w laurowym wieńcu dla Gierka. czyli tych. że mając w czaszkach nieco więcej mózgu niż stanowiło w kierownictwie partii przeciętną. Wymieńmy dwa. nachodzono. Obawa przed utrudnieniami w wyciągnięciu z Zachodu kolejnej transzy kredytu kazała jej też wziąć na nieco krótszą smycz ubecję. iż totalny zamordyzm musi doprowadzić „realny socjalizm” do zagłady. wzrastał odsetek kompletnych durniów. Ludzi. legitymizując swe prawo do istnienia. Postulowali ją – bardzo ostrożnie. uzależnienie się peerelu od zachodnich banków przyniosło istotne konsekwencje – aby uprościć sobie kontakty z Zachodem. zaczynali rozumieć. tylko dlatego. Po pierwsze.owoce najbardziej lubi Gierek? Zielune pożyczki – jeszcze jeden dowcip zapamiętany z podsłuchiwania rozmów Taty). gotowych bez zmrużenia oka podejmować decyzje najbardziej nawet bezsensowne i katastrofalne w skutkach. partyjnym literatom czy środowisku skupionemu wokół „Polityki” i Mieczysława F. albo. demolowano im mieszkania i samochody. w poufnych rozmowach i memorandach. mogły powoływać się ruchy opozycyjne. Liberalizacja systemu była zresztą hasłem w czasach gierkowskich żywym nie tylko w kręgach „opozycji demokratycznej”. na co potem. cichutko. gierkowszczyzna ratyfikowała międzynarodowe traktaty o prawach człowieka. I faktycznie. Liberalizacja chodziła po głowie także ludziom osobiście głęboko wobec komuny lojalnym. uznając peerel za swego rodzaju poletko doświadczalne nowej polityki „odprężenia”. preferująca typ człowieka bez żadnych wątpliwości i wahań. robotniczego lidera z października 1956. że PZPR-u zreformować się nie da i zaczęli swe poszukiwania prawdziwego socjalizmu w opozycji do kompartii. i skończyły na jakichś guzik wartych „dodatkach drożyźnianych” i wciągnięciu paru utalentowanych przywódców w partyjno-związkowe tryby. w ogóle nie podejmować żadnych. jak dziesięć lat wcześniej. prawdopodobnie zdając sobie sprawę. latami odsyłając sprawy ping-pongiem pomiędzy coraz liczniejszymi agendami i biurami stale się rozrastającej czerwonej biurokracji. Bez tej wymuszonej kredytami względnej pobłażliwości dla opozycji strajki roku osiemdziesiątego wypaliłyby się tak. . Rakowskiego. Sowiet pozwolił na zaciągnie kredytów. którzy otwarcie ogłaszali antypeerelowskie materiały nękano aresztowaniami. i to z wielu względów. selekcja kadr według kryterium lojalności i „ideowości”. niszczono materialnie zakazami pracy. ale politycznie tak. Owszem. że ekonomicznie na tym nie zarobi. o każdym najmniejszym nawet szczególe. nasyłano zbirów i aktywistów z SZSP. bądź też za nazbyt literalne czepianie się marksowskich obietnic wobec „ludu” zostali po prostu z tejże kompartii wyrzuceni. sprawiała. A Zachód udzielał ich chętnie. które prędzej czy później pomiażdżyłyby ich jak Goździka. stanowiły one jedną z ważnych przyczyn załamania się peerelowskiej gospodarki.

uczciwość i partyjność. najgłupszego nawet rozkazu. Wtedy władzy nie pozostawało nic innego. można było zmusić do posłusznego wykonywania każdego. Nikomu nie zależało na niczym. Partyjne czołówki produkowały miliony metrów bieżących czerwonych transparentów z hasłami „pracuj wydajnie”. Skoro wyżej de i tak nie podskoczysz. Nie można człowieka uwolnić „częściowo”. i nieuczciwym. (Naturalnie. nie może być mądry. Jeśli łaskawie pozwolono myśleć o „bolączkach” i szukać racjonalnego rozwiązania w jakimś szczególe. Kiedy w spójnym świecie wzajemnie się uzupełniających kłamstwa i przemocy. częściowo liberalizować. jak spróbowano tego w Polsce i w ostatnich. niż ściągnąć dochodzącego do zbyt daleko idących wniosków reformatora batem przez gębę. Przewróciło się. to po co się szarpać. Można było w to brnąć. dalej było podobnie. „wydajną pracą do socjalizmu”. jak prawie do samego końca brnęli Sowieci i większość krajów bałkańskich – wtedy koniec końców system musiał się załamać wskutek niewydolności warstwy rządzącej i bierności z pokolenia na pokolenie coraz bardziej zdegenerowanych (także biologicznie. „nasze czyny – partii”. to każdy w końcu logicznie dochodził do wniosku. częściowa wolność to coś takiego jak częściowa ciąża albo częściowo świeże jajko. przedśmiertnych drgawkach w samej sowieckiej centrali. tak. cała ideologia o kant dupy potłuc i nie ma co „naprawiać” socjalizmu czy malować mu „ludzką twarz”. można było być i głupim. A jeśli uczciwy i partyjny. że człowieka w socjalizmie opisać można trzema parametrami: mądrość. najsprawniejszy nawet. i sądząc po różnych relacjach i opracowaniach. tylko trzeba z tym świństwem wreszcie skończyć. Ale takie próby tylko przyspieszały upadek. że po różnych stronach granicy. można było bezkarnie deptać ich godność.Po drugie. a i w samym peerelu. ludzie poddani całkowitej kontroli. które . Można ich było. zwis pogłębiał się z roku na rok. przy czym zasada rządząca opisem jest taka. że razem nie mogą występować więcej niż dwa z tych parametrów. ubezwłasnowolnieniu i dyktatowi popadali po prostu w apatię i przestawali dbać o cokolwiek. z której to opcji korzystano najczęściej. aparat terroru. śmiertelnie zastraszyć. cenzury i propagandy nie mógł na dłuższą metę wzbudzić w poddanych systemu autentycznej aktywności i entuzjazmu. od nadmiaru pochłanianej gorzały) poddanych. stoją sowieckie dywizje. które w każdej chwili mogą z nas zrobić mazdygę. to na pewno nie jest partyjny. nie dawało to i nie mogło dać niczego. jakie dał Stalin. niech leży. Można też było. gdyby nie był anonimowy!). mając w ręku takie narzędzia. i na osłodę wyjaśnić mu. jaki ku podziwowi wieków zbudowali Lenin ze Stalinem. Jeśli więc ktoś jest mądry i uczciwy. Wódka i totalny zwis – to były dwie rzeczy najbardziej w socjalistycznym pejzażu rzucające się w oczy. że cały system jest oparty na idiotycznych założeniach. było tak w każdym kraju dotkniętym tą zarazą. Nie moje. jak gdy zacznie pękać tama – dziura rosła niepowstrzymanie.) Jedno zastrzeżenie. W sposób genialnie prosty opisał sprawę anonimowy autor powiedzonka (nieźle by on wyglądał. ale żaden. ale. nie może być uczciwy. Jeśli jest mądry i partyjny. i partyjnym. pojawiało się pęknięcie. rzecz dla normalnych ludzi oczywista.

czy muszę tłumaczyć. które miały się stać motorem ustrojowych przemian u schyłku lat osiemdziesiątych. a nie samo posiadanie legitymacji. gdy to pisałem. de zawsze będzie z tyłu: tego systemu nie były w stanie uratować nie tylko zachodnie pożyczki. Oczywiście. nazywało się to „Nieznośna względność bytu”. że z dalszą karierą w PZPR mógł się już pożegnać – nie pozostało mu więc nic innego. jakiej się dopuściłem. niż przystąpić do michnikowszczyzny. A konkretnie. czy nie wyszłoby to lepiej dla Polski. Jakbyś się nie kręcił. Wracam myślą do tej historyjki nie dlatego. ale w ogóle nic. dajmy na to. Kwaśniewski też wygrywał wybory prezydenckie. właśnie w dekadzie Gierka okazało się. historii alternatywnej. że wykazałem się wtedy godną pisarza SF przenikliwością – słabość kwaśniewskich „goleni” nie była wtedy. tej jej części. i którą setki tysięcy ludzi przyjęły jako konieczne nieszczęście. bez której nie można było wyjechać na wczasy. na którym. że kilku kolegów po lekturze zwróciło mi uwagę na herezję. by użyć staropolskiego określenia. że Napoleon wygrywa bitwę pod Waterloo. tak jak jakąś gibaną legitymację związku zawodowego. liberalizować jeszcze gorzej. a właśnie „realny socjalizm” wytwarza nierozwiązywalną sprzeczność – nie liberalizować źle. i ciekawe. Losy tego środowiska mogły się w sumie potoczyć zupełnie inaczej. ale na wszelki wypadek: rzeczywistość alternatywna to stary pomysł klasycznej SF. Otóż jednoznacznie wynikało z mojego opowiadanka. Nie wiem. Sprzeczności rozwiązać się nie dało. Ale ja nie jestem poważnym analitykiem i lubię zajmować czymś myśli w wolnych chwilach. Punktem zwrotnym całej historii było przyjęcie. za czasów późnego Gierka. * Skoro wspomniałem o partyjnych „liberałach”. ale skutki jej uświadamiania sobie widać było na każdym kroku: z każdym rokiem ubywało idiotów. ale dziś może już tak – słowo „partyjny” oznaczało tu zaangażowanie w partyjnym aparacie. którą nazywam Familią. którzy umieli być zarazem uczciwi i wierzyć w socjalizm. W mojej nowelce. Krótko po wyborach 1995. tak powszechnie znana – ale dlatego. tylko że jako kandydat neosolidarności. które dla wszystkich ludzi mających jednoznaczną opinię o peerelu stanowiły straszny szok – legendarny przywódca „Solidarności” pokonany przez ugłaskanego karierowicza z aparatu – napisałem sobie nowelkę z gatunku tzw. w ich gronie wyróżniając szczególnie środowisko „Polityki”. i z każdym rokiem przybywało cynicznych kanalii.. Mówiąc krótko. że wbrew marksowym bełkotom to nie kapitalizm. „puściło mu gardło”. młody zdolny działacz partyjny wypił o jeden kieliszek za dużo. tego rodzaju gdybania nie mają nic wspólnego z poważnymi politycznymi analizami.w tamtych czasach nie było potrzebne. bez której w wielu obszarach życia publicznego nie dało się wtedy istnieć ani pracować. bierzemy jakieś wydarzenie historyczne jako „zwrotnicę”. zakładamy. że Polska na . i logicznie staramy się układać dalszy bieg wypadków. czym sobie zarobił na tak daleko idącą niechęć małżonki ważnego towarzysza. i..

którzy coś tam niecoś w głowach mieli (jestem daleki od peanów. że paru Czytelników psyknęło przed chwilą z irytacji. to nie byliby tam. bo lepiej nie będzie. ale ja bym przecież nie pozwolił sobie na takie porównania.. jakimi czynił to Gall Anonim – o Okrągłym Stole pogadamy w następnym rozdziale. najpewniej to oni rządziliby „ustrojową transformacją”. ci faceci jeździli na Zachód. to trzeba czasem przyznawać rzeczy. Trudno. ale. nie mogło dać niczego poza przyspieszeniem śmierci leczonego w taki sposób pacjenta. I jeśli się zastanowić. ba. zaciągane od rządów i od banków komercyjnych. oczywiście. którzy go obsługiwali od lat. że trzeba „wchodzić” w Jaruzela. Wydawało mi się. to z ideowością tych naszych bohaterów z podziemia okazało się być. jego środowisko na pewno stanowiłoby trzon przemalowanej na socjaldemokrację postkomuny. że Rakowski byłby pierwszym reformatorskim premierem zamiast Mazowieckiego. to nie spaliwszy się wcześniej. Gdyby partyjni „liberałowie” nie poszli do Jaruzelskiego. dobrze). kiedy zagrały wybujałe ambicje. nie byłoby to wcale takie złe. .rządach Kwaśniewskiego – opozycjonisty wyszłaby lepiej. gdyby właśnie nie fakt. to drobna część zasobów. Ale ludzie typu Rakowskiego czy Urbana uznali po prostu. jakie pochłonęła budowa „drugiej Polski”. mieli możliwość nauczyć się tego i owego o gospodarce oraz demokratycznej polityce. jeśli się publicznie głosi pochwałę logiki i konsekwencji jako głównych cnót publicysty. że kiedy po Okrągłym Stole przyszło do egzaminu. niżby wynikało z ich dokonań w latach osiemdziesiątych – ówczesne reformowanie socjalizmu. Tak to się zabawnie polityka układa. od których serce boli. różnie. Ze swojego własnego punktu widzenia. byli w swych karierach mocno zablokowani. ale na takim a nie innym tle wypadają. w najlepszym wypadku. gdyby myśleli w taki sposób. gdzie byli. Jesteśmy cały czas przy Gierku i jego długach. Przecież ruskie nie odpuszczą. gdyby podjęli decyzję na ów czas niemądrą. że świat zachował się inaczej. hm. W czasach. Z punktu widzenia logiki karierowiczów podjęli. a nawet jeśli nie. w ten czy inny sposób – niewykluczone. Te zagraniczne. pod kierownictwem ludzi wierzących w moc rozkazów i wojskowego drylu i rękami tych samych bezmyślnych biurokratów. niż powinien. że tak zachwalam fachowe kwalifikacje ludzi. tylko poczekali parę lat. gdy ludzie opozycji siedzieli w więzieniach albo. dzięki swemu konformizmowi i dostępowi do Zachodu – ale którym przecież opozycja mogła przeciwstawić ludzi uczciywych i ideowych. która okazała się niesłuszna jedynie dlatego. powiedzmy uczciwie. Myślę. powściągnę się w rozpędzonej narracji słowami. dla socjalizmu nie ma alternatywy i tak dalej. upojenie władzą i osobiste korzyści. zachowaliby się mądrzej. * „Ale czemuż koło wyprzedza wóz”. że nauczyli się więcej. No. niż wyszła na prezydenturze Wałęsy.. przedkładając przyzwoitość nad kariery. decyzję jedynie słuszną. oczywiście.

Możliwości. dzięki dobrodziejstwom centralnego planowania. Za te pieniądze. A jednak. to przypominało sobie skąd jego ród i skąd ród pasących się u władzy komuchów. Ten „nawis” rósł. jakie ta huta przyniesie. a gdy już zaczynało szczerzyć zęby. wypłacimy przyszłym pokoleniom emerytury. że taka liczba fiacików nie zjedzie z taśm produkcyjnych przez dwadzieścia najbliższych lat. bez cienia żenady przyjęto przedpłaty od kilkuset tysięcy chętnych. najwyżej towarzysze z bezpieczeństwa wezmą nadgodziny. No i wreszcie – drukowano pieniądze bez pokrycia. kiedy zaczynało brakować michy. stosunek liczby ludzi aktywnych zawodowo do emerytów był nader korzystny. Czyli po prostu – masa pieniędzy bez pokrycia w towarach. Kiedy na przykład fabryce samochodów małolitrażowych udało się wyprodukować na licencji cudo socjalistycznej motoryzacji. o dzisiejszym szaleństwie rozdawania rent nie było mowy – składki emerytalne. Ale Gierek. polactwo szczerzyło zęby. potrącane z wynagrodzeń (składkami będące jedynie teoretycznie. na których latami odkładano po ileś tam złotych. tę założoną na nowo po Okrągłym Stole. wymytłane powojennymi migracjami i awansem społecznym. W wielu polskich domach leżą jeszcze książeczki oszczędnościowe PKO. bo szły do wspólnej państwowej kasy. w czasach Gierka przeżarto oszczędności i składki emerytalne kilku pokoleń. aż w końcu pogrzebał pod sobą i PZPR. Już za Gierka zaczęła się w rachunkach planistów pojawiać stale rosnąca wielkość. częścią zastraszone. wiecie. rósł. bo niby po co – przecież na tym właśnie polegała wyższość socjalistycznej gospodarki nad bałaganem wolnego rynku. że to polactwo zostało już tak kompletnie rozdeptane. Za swoich najlepszych lat komuna guzik by się tym przejęła – ot. nie bacząc na doświadczenie grudnia’70. Aby go zmniejszyć. że w tej pierwszej. Czerpano więc z tego źródła bez żenady. choć wtajemniczeni doskonale wiedzieli. częścią kupione. nie mógł sobie . a tymczasem mieli w ręku tylko papier. Podobnie jak za ciułane latami „wkłady mieszkaniowe” i inne przedpłaty. tak ogłupione kłamliwą propagadną. trochę rozstrzelać. wsadzić parę tysięcy ludzi więcej. sumy mające swoją wartość. że są wynagradzani za swą pracę. zbudujemy hutę. zgnojone. czy raczej „neosolidarność”. kiedy podobna operacja ekipy Gomułki przyniosła jej szybki kres. Czerpano też z oszczędności obywateli. Zdawało się. że można z nim zrobić wszystko. że huta będzie przynosić straty kierownictwo nie wzięło pod uwagę. kiedy czerwony dowiadywał się ze zdziwieniem. by po latach za wszystkie te składki razem z oprocentowaniem móc kupić sobie paczkę papierosów. którą w komunistycznym żargonie nazwano „nawisem inflacyjnym”. Podwyżka cen była takim momentem. ekipa Gierka zdobyła się na „regulację cen”. nie kapitalizowano ich) wystarczały z nawiązką na wypłaty bieżących świadczeń. Obywatelom wydawało się. jako się rzekło. i – jak o tym będzie dalej – „Solidarność”. i z zysków. małego fiata. Demografia wtedy komunie sprzyjała. wszystko się opłacało i wszystkie zasoby wykorzystywano w sposób optymalny – zatrudnienie wynosiło sto procent zdolnych do pracy i nic się nie marnowało.Przede wszystkim. czyli po prostu podwyżkę. że nie wszystko z polactwem przechodzi. tak zglajszachtowane.

to pewnie sobie robi jaja. oczywiście na jakąś tam partyjno-państwową rocznicę. tępiono bezlitośnie. burdelu. które potem rdzewiało i próchniało. Okłamywano się na każdym szczeblu. Zresztą niby jak? Tłum niedokształconych urzędasów. nikt zresztą nie wiedział. którzy mieli planować i kontrolować. przepraszam. czy zaliczał się do nich sam Gierek. co właściwie wolno napisać. Prawdy nie znał nikt. Na wszelki wypadek starał się jednak sprawić dobre wrażenie na zwierzchnikach. bo. Wcale nie było to oczywiste. na drugim buraki. jeśli się jeszcze u kogoś trafił. Niechby nawet – ale gdyby takie strzelanie było wtedy dla władców peerelu opłacalne. kazano robotnikom palić w piecu opony. a każdy odruch protestu przeciwko powszechnemu absurdowi. Przyuważył to partyjny literat i usiłował skrytykować. Na jednym polu gniją ziemniaki. że także nie chciał. przepraszam za jedyne stosowne tu słowo. bo żaden ze mnie historyk. co się najpierw zbiera? Plenum – żartowano. wiele wskazuje. jak z takimi ludźmi rozmawiać. nadmieniając o przedpłatach wyłudzanych za obietnicę samochodu dla każdej polskiej rodziny. To niesamowite. to jechały na Zachód w delegacje bandy kompletnych idiotów i kupowały za ciężkie pieniądze. że rozkaz strzelania do robotników był dla niego psychologicznie nie do przyjęcia. że cokolwiek jest nie tak. za grube miliony opychał peerelowi przeróżne kompletnie przestarzałe i zupełnie nikomu do niczego niepotrzebne badziewie. co popadło – kto wiedział. a żeby z komina portowej siłowni. Nikt nic nie wiedział. wycinała bezlitośnie. Kiedy otwierano Port Północny. ale te pozycje nic mu nie pomogły. co bodaj najbardziej te czasy charakteryzowało: wszechogarniającym. już kończę ten temat. Jego chwalcy podkreślają uparcie. już wtedy cenzorzy podejrzewali. cenzura wszelkie wzmianki. którzy znali prawdziwy stan rzeczy. aby delegacji politbiura zasłonić widok na niedokończone obiekty. od dołu do góry i od góry do dołu. jak łatwo zapomniało polactwo o tym. kto ciekaw. choćby nawet bardzo chciał. dyrekcja budowy „zasadziła” w przeddzień na wydmie całe zagajniki zrąbanych w pobliskich lasach świerczków. A ci – na swoich zwierzchnikach. oczywiście z pozycji socjalistycznych. że jeśli ktoś w zbyt gorących słowach wychwala komunizm.na to pozwolić. o istnieniu „wtajemniczonych”. Bardzo ciekawe. wszystko robiono na opak. a najmniej ci. że dla unowocześnienia technologicznego kraju należy kupować licencje albo nowoczesne maszyny. nie był w stanie układać ani realizować żadnych sensownych planów. kiedy na przykład poszedł z góry prikaz. walił czarny. zwłaszcza gospodarczej. jak się zdaje. że od samego początku nie kontrolował on sytuacji. każdy jęk zdrowego rozsądku. albo by go usunęli i zastąpili kimś bardziej zdecydowanym. to albo by Gierka postawili przed faktem dokonanym. Wspomniałem chwilę wcześniej. gęsty dym. Cenzurowano nawet przemówienia członków politbiura i samego Gierka. a czego nie – czasem zatrzymywano także kawałki zbyt komunistyczne. więcej i mądrzejszych informacji na ten temat znajdzie w innych książkach – to niesamowite. Polecenia Gierka spełniano bezmyślnie i na opak. Całą książkę można by wypełnić nonsensami gierkowskiego . zawalając magazyny. w której jeszcze nie było żadnych urządzeń.

Trzeba te nakrętki albo wywalić w diabły – straszne marnotrawstwo! – albo przechowywać. zżerała je rdza. Jeśli te dodatkowe nakrętki do czegokolwiek się przydadzą. może przez to zniszczeją. a to za mało. jak mówiono. kto co zrobi i na kiedy. i tak dalej. A jeśli plan był dobry. a skoro plan był tak doskonały. zwrotną pocztą dostarczając producentom odpowiednią ilość odpowiednich surowców na nowe partie. którzy wtedy rządzili: obsesja „przekraczania planu”. stosowne władze rozdzielą zadania na froncie robót. że zanim się na cokolwiek przydały. a fabryka nakrętek. że plan był do bani. że w danym roku potrzeba dla realizacji zadań miliona muterek. wożenie piasku z odległości stu kilometrów. Wyższość gospodarki socjalistycznej nad wolnym rynkiem. każdy robi co chce. bo tak to bystrzy planiści mądrze ułożyli – na razie transport potrzebny jest do . w każdym socjalistycznym zakładzie pracy było tak samo! Naprawdę. dla reklamy. to na cholerę nagle pół miliona nakrętek. wszystko przemyślane. jakieś ważne towary wylądują pod gołym niebem. Dam Czytenikowi tylko jeden prosty przykład. fabryka śrubek wykonała plan wzorowo. fragmenty szykowanej do druku książeczki Eugeniusza Korenza „Pamiętnik inżyniera budowy Ursusa”. W pierwszej mojej książce wydawca zamieścił. chociaż równie dobry był pod nosem. żeby zabrać jej produkty. że jest to gospodarka planowa. więc teraz tego surowca gdzieś zabraknie. niezbędne. ile czego będzie potrzebne. odpowiednie centrale rozdystrybuują gotowe produkty. to znaczy. dla uczczenia sławnej rocznicy. będą dopiero w terminie zgodnym z planem. a zresztą w ogóle peerelowskich czasów i dojmującą głupotę ludzi. na własną rękę i w tym bałaganie zawsze czegoś wyprodukują a to za dużo.„ładu”. Zaplanowano. póki się nie przydadzą. Dwudziestotonowe ciężarówki jeżdżące do magazynu po kilka pilników i rękawic. do których nawet nie ma śrubek? Co z nimi zrobić? Aby je wytworzyć zużyto dodatkowy surowiec. W Ameryce nikt nie planuje. czy ta książka w końcu się ukazała. niż jego niewykonanie. więc zajmuje się magazyny. Jeśli wziąć to za dobrą monetę – spróbujmy na chwilę. Nie wiem. trzasnęła pół miliona sztuk więcej. ale samochody czy wagony. polega na tym. i tak dalej – przecież na każdej socjalistycznej budowie. Fabryka wykonała plan przed terminem. A u nas wszystko idzie jak dobrze uregulowana maszyna: mądrzy ludzie przewidzieli i policzyli. tak wbijano mi w głowę w ramach „bezpłatnej. sprowadzane zanim jeszcze zbudowano dla nich halę i trzymane bez przykrycia na deszczu i mrozie. negliżujący z całą jaskrawością absurd gierkowskich. jest przez to straszne marnotrawstwo pracy i surowca. zatraciła się ta pamięć zupełnie? Nie jestem historykiem. to na pewno nie przewidziano w nim żadnych magazynów stojących na pusto. że przekroczenie przez którąś z firm powiązanych systemem centralnego sterowania wyznaczonego jej planu szkodzi systemowi w nie mniejszym stopniu. podstawią w porę transport. Więc przez fantazję fabryki nakrętek na coś teraz tych magazynów zabraknie. socjalistycznej edukacji”. a że huty wytworzyły go zaplanowaną ilość. tak. nic na żywioł. ale z samych zajawek można było wyłuskać co niemiara rzeczy charakterystycznych. nowoczesne maszyny. powszechnej. dla eksperymentu myślowego – to najgłupszy człowiek musi zauważyć.

mówi to z takim przekonaniem. wydajność pracy pod psem. ani razu. żeby uświadomić sobie i innym. w żadnym z porażonych nim krajów nie znalazł się w partyjnych kierownictwach nikt na tyle mądry. kosmiczny. Koszty własne – potworne. w upiornym blasku jupiterów tucząc swym gospodarskim okiem socjalistyczny ład i porządek. A tymczasem. więc uwierzcie mi na słowo. iż naprawdę mógł w to wierzyć. aby je potem łatwo było przekroczyć. Burdel. wrzeszczącej po sto razy dziennie. donosiła o tym triumfalnie telewizja. w obsesji przekraczania i oddawania przed terminem i tak cały plan szlag by trafił z punktu. która narobiła takiego zamieszania. Naprawdę mógł nie wiedzieć. nie mogli niczego zaplanować sensownie. przez cały czas trwania „realnego socjalizmu”. tylko mu podłożyli nogę zawistni konkurenci wewnątrz partii. Z zapałem więc okłamywali górę co do swoich rzeczywistych możliwości i potencjału. że plany trzeba ustalać tak. nigdzie. Jednym słowem – dyrektor fabryki nakrętek. co się w kraju dzieje. Przekraczanie planu i wykonywanie go przed terminem było dowodem cywilizacyjnej wyższości. jak było świetnie. że gotów jestem sądzić. jakie to licencje i technologie są kupowane za podpisywane przez niego pożyczki. że robienie z przekraczania planu cnoty i obiektu socjalistycznego współzawodnictwa to gorzej niż nonsens. to co cwańsi ludzie – a do partii szli i załapywali się na dyrektorskie beneficja głównie cwaniacy – instynktownie. Nigdy. A skoro z przekraczania planów uczyniono największą cnotę. odbierając meldunki o wzroście produkcji tudzież dobrobytu i ojcowskim tonem zadając wizytowanym fornalom swe ulubione. za przekraczanie planu i wykonywanie go przed terminem sypały się odznaczenia. opowiada Gierek bez ustanku. Zresztą gdyby nawet mogli. że jesteśmy dziesiątą potęgą gospodarczą świata (!) oraz obrazki z gospodarskich wizyt. I co najciekawsze. I na to wszystko nałożony lukier telewizyjnej propagandy. efektywność gospodarki – ujemna. Plan przekraczał więc kto mógł i o ile mógł. to po prostu zaprzeczenie całej idei gospodarki planowej. Nikt. naszą odpowiedzią na amerykański imperializm i wojnę w Wietnamie. jaki bałagan panuje . powinien zostać surowo ukarany. że nie byli – to bazując na danych fałszowanych na każdym możliwym szczeblu. Choćby nawet gierkowscy planiści byli autentycznymi geniuszami – nie chcę dłużyć tego wątku. jak gigantyczny sukces i spłacenie zagranicznych długów były już tuż-tuż. które towarzysz Gierek regularnie składał w socjalistycznych zakładach pracy. w lot chwytali. które dukali z kartki na rozmaitych posiedzeniach i naradach. marnotrawstwo – niewiarygodne. Tacy nami wtedy rządzili mędrcy – niezdolni zrozumieć nawet swoich własnych referatów.obsługi akcji żniwnej. który krótko po ustrojowej zmianie stał się wielkim bestsellerem. wręcz przeciwnie. powtórzę to brzydkie słowo. gospodarskie pytanie „a jak tam w waszym życiu osobistym?”. premie i tytuły bohaterów pracy socjalistycznej. wożenie produkcji przemysłowej nieprzypadkowo przełożono na później. W wywiadzie-rzece.

że nie ma głupich – był tu. względnie wynajęcia do tego zawodowego „stacza”. który siedział na samym szczycie tej piramidy? Nie robiono w tych czasach socjologicznych badań – nie sposób ocenić. jeden taki ambitny. pytanie byczącym się pod sklepem wielobranżowym bezrobotnym. Mieliby robotnicy nie wspominać tego budowania Ursusa jak złotego wieku? Zwłaszcza że ten inżynier. czy co?) zależało na zabetonowaniu czegoś tam na termin. że Polska rośnie w siłę. Dobra luksusowe wymagały albo „wystania w kolejce”. jak sądzę. że już w czasach budowy Ursusa wspominany wyżej „nawis inflacyjny” powodował. Usłyszała. zarabiał pewnie ze trzy razy mniej od nich. która już parę lat po ustrojowej przemianie zadała. dopóki była micha.na każdym kroku. albo posiadania waluty innego rodzaju – dewiz. z głupia frant. większość sobie raczej nie krzywdowała. Przecież wszystkie statystyki i raporty. „Zależało mi kiedyś na zabetonowaniu pewnego fragmentu. że w dniu popularnych imienin – Jana. któremu z jakiegoś powodu (chory jaki. operator dźwigu po kilkumiesięcznym przyuczeniu – 20 000. partia komunistyczna budowała swoistą piramidę głupoty. Po zabetonowaniu dałem znak ręką i zaraz usłyszałem krzyk od strony Stettera: płukać rurociąg. pchali się robotnicy masowo. kiedy spotykał się z nimi podczas swoich gospodarskich wizyt. Myliłby się zresztą. . owszem. spontanicznie. bo niewiele można było za niego kupić. ludzie sami mu to mówili. bądź też „asygnat”. zresztą w regionie o strukturalnym bezrobociu. kto by sądził. podpadł jakiemuś partyjnemu kacykowi i tak dalej – ale. kto jest między Bugiem a Odromnysom najważniejszy. wyraźnie dowodziły. Przypomina mi się opowieść znajomej. Ba. jak powszechnie wiadomo. to go teraz ciągle do roboty pędzą. nauczyć się czegoś. że na takie kursy. czy ich substytutu „bonów PKO”. Poszedłem do operatorów Stettera i poprosiłem: panowie. kiedy się już może psuć. zakąszało i nie przepracowywało. bo obsługująca ją betoniarnia zaprzestała pracy już o dziesiątej rano: ani jeden robotnik nie był w stanie już o tej porze utrzymać się na własnych nogach. Czemuż miałby im nie wierzyć? Skoro. rozprowadzanych przez partię. im się było bardziej bezmyślnym. Żeby klasa robotnicza nie miała wątpliwości. I tak było. bardzo mi na tym zależy. Czasem ten socjalistyczny bardak zaczynał drażnić. Dam wam ręką znak. Wzrost zamożności społeczeństwa odnotowywały na każdym kroku socjalistyczne media. czasem ktoś padł ofiarą absurdu. jaki procent ludzi akceptował ten system i w jakim stopniu. to czego się spodziewać po człowieku. niech wam się nic nie popsuje do godziny 17. dlaczego nie spróbują zmienić zawodu. na przykład – cała socjalistyczna budowa stawała. i można w niej było zajść tym wyżej. Zresztą. Dodajmy. pójść na jakiś oferowany przez pośredniak kurs. była jakaś alternatywa? Piło się zdrowo. z tego samego źródła: inżynier – 4000 zł. Pensje na budowie. które do niego docierały. iż pieniądz był w sumie średnią pokusą. po których zarabiało się dwadzieścia tysięcy. agregat nawalił!”. a ludziom żyje się dostatniej.00. Cytowany już inżynier budowy Ursusa wspomina.

w której ktoś opisałby skalę zbrojeń w peerelu lat siedemdziesiątych – i koszty tego obłędu. Absurd planowej gospodarki łagodził spontanicznie powstały rynek nielegalnych usług i towarów. czterdzieści milionów. także tych. jako ideologicznie słuszna forma gospodarki rolnej mogły one liczyć na pokrycie każdej straty wywołanej bałaganem i niegospodarnością. Czy wasz PGR przynosi zysk? Tak. to dziedzic straci? Co się będziemy martwić. za ten lewy towar albo pracę ekipy z państwowej budowy przy remoncie jego domu odwdzięczał się lewymi zwolnieniami lekarskimi i tak to szło. Do roboty nie za bardzo gonił. to wszystko. jaki obowiązywał w peerelu. będzie się troskał. które dopiero się urodzą. kierowcy służbowych samochodów wozili pasażerów „na łebka”. A ile wyniosła dotacja? No. ale tak było – w PGR-ach kasy nigdy nie brakowało. że jak zimnioki pognijom. przyciśnięci niefartem. którzy w gierkowskich czasach. o której zupełnie się dziś nie pamięta. że szły na to ich przyszłe emerytury i pensje ich jeszcze nie urodzonych dzieci? Ani o tym nie wiedzieli. asygnaty i szesnaste pensje. i tak było za mało. w ubiegłym roku mieliśmy zysk półtora miliona złotych. poważnie się zastanawiali. Że działo się to kosztem trwonionych miliardów. i w sumie jakoś sobie w nich żyli. opowiadał mi rozmarzony chłop. przysługiwały im dodatki. Kogo to obchodzi. a wojennej machinie Układu Warszawskiego każdej ilości węgla. mawiało się. lekarz. żeby odlać dość czołgowych skorup na potrzeby wyzwalania zachodniej Europy i reszty świata spod kapitalistycznego wyzysku. kiedy średnia pensja wynosiła kilka tysięcy złotych. brał z zakładu. konwojenci i sklepowe organizowali na lewo towar. czy nie przenieść się do PGR-u. Przez całą gierkowską dekadę tysiące ludzi pchało się na Śląsk. niech się oni martwią. Na boku się wyhodowało jedną-drugą „blondynkę”. że w wielostopniowym systemie cenzorskich zakazów i propagandowych kłamstw. krocie. kiedy go nie gonią do wykopków. bo górnikom płacono. prawie każdy coś tam mógł skręcić albo załatwić – ludzie wyskrobywali sobie nisze w systemie. to miastowe brali za każde pieniądze z pocałowaniem. bo był tańszy od paszy. piło i popuszczało pasa. Może dlatego. Za Gierka to było życie. Jadło się. * Jeszcze jedna sprawa. Ta sprawa wydaje się dziś na śmierć zapomniana. A z kolei robotnik – potrzebował czegoś.Mówiąc krótko: Gierek. obronności. a wszystko. bo – dzisiaj młodszym ludziom trudno w to uwierzyć. ani nie mieli na to wpływu. jaką tylko dało się wydobyć. ludzki Pan. Który fornal. Czekam z utęsknieniem na książkę. ani ich to w sumie nie obchodziło. Na utrzymanie tego wszystkiego poszły zasoby pokoleń. czyli przygotowań do . Świnie się karmiło chlebem ze sklepu. co dotyczyło tzw. jakie na nas spadały. jak na owe czasy. licząc z dotacją. Za litr mleka w skupie można było kupić cztery litry w sklepie. Znam ludzi. co trzeba. było. Taki wywiad z dyrektorem PGR-u zapamiętałem z radia w początkach posierpniowej odwilży.

że wychodził człowiek zza węgła i miał wrażenie. Dlaczego? Dlatego. Nie mielibyśmy dziś tak potwornego gospodarczego i społecznego problemu z kopalniami. że każda rzecz wykonana w socjalizmie była toporna. że cug mu zaraz urwie łeb. zachęcać. żeby go chwycić. owszem. Byle drobiazg kupiony w peweksie wydawał się śmiać w ręku. Kuchenka czy lodówka opakowane były w blachę diablo grubą. który raczyli nam zabezpieczyć w Jałcie i Poczdamie. Ale nieprawda. niż drobną wzmianką zahaczyć o sprawę wydatków wojskowych bądź władzy. każde byle przepierzenie czy podpiwniczenie. szczegóły znaleźć można było w kopercie „mob”. jakie postawiła historia przed całym „obozem” – zadaniu zaniesienia płonącej żagwi rewolucji aż do wybrzeży Atlantyku i dalej. Nie użeralibyśmy się z kolejarzami. że nasze huty po prostu nie były w stanie walcować cienkiej stali. tak. Wiatr duł tymi ciągami. do dziś można zauważyć tego ślady. Polskie huty nie miałyby takiego . do czego je zrobiono naprawdę. że te maszyny i te blachy miały służyć przede wszystkim produkcji wojskowej. peerel. żeby do centrum miasta docierało świeże powietrze. niezdolnych do precyzyjnych czynności. budowano tak. że to kwestia maszyn. Zauważalny fakt. O tym. Prędzej można było zdemaskować klikę partyjnych złodziei. i gdyby w związku z tym nie utrzymywano tam ogromnego nadzatrudnienia. co można było zainstalować na wyposażeniu fabryki. żeby i oni zaznali wreszcie tego raju. gdyby głównym zadaniem postawionym przed peerelowskimi PKP nie było przewiezienie w odpowiedniej chwili sowieckich jednostek drugiego i trzeciego rzutu. i tego. jaką miało wojsko. Chwilowo produkowały wyroby cywilne. chciałoby się rzec. Peerelowskie miasta. a co było zbędne. Kiedyś mi uświadomił znajomy inżynier. ale nie było to ich prawdziwe przeznaczenie. w dzieciństwie tłumaczyłem sobie marnością socjalistycznej technologii. żartobliwie zwane „ludowym”. nieporęczna. chamska. że od przedmieścia do centrum ciągnęły się pasy pustego miejsca. chodziło o przepływ w stronę odwrotną – te niezabudowane kliny miały rozbić falę uderzeniową wybuchu atomowego i zminimalizować w ten sposób zniszczenia. okryte było tajemnicą i cenzurą najściślejszą z możliwych. Odpowiednie władze wojskowe konsultowały. pociągające za sobą na dodatek niewygody dla użytkownika. Oficjalnie nazywało się to „klinami napowietrzającymi” i jakoby służyć miało temu. i do niej były przystosowane. że to zwykłe marnowanie surowca. nazwać pierwszego sekretarza grubym słowem. tak jak wszystkie państwa socjalistyczne. nawet naurągać samemu Breżniewowi. Odpowiedni wydział musiał zatwierdzić każdą przebudowę budynku. a nie dla napędzania zbrojeniowych młynów Kriuczkowa czy innego Greczki. w swojej głębokiej warstwie. jeszcze do tego znać było w nim troskę o ekonomię – wyrób socjalistyczny wyglądał przy nim jak bunkier przy domku z bajek Disneya.ataku na Europę. W istocie. nad każdą dziedziną życia. zaprojektowany był jako państwo przejściowe i cała jego konstrukcja podporządkowana została wielkiemu zadaniu. napisać prawdę o Katyniu. zwłaszcza na peryferiach. choć każdy głupi widział. gdyby były one drążone z myślą o potrzebach Polski. na cały świat. za duża i w ogóle jakaś taka.

ma się rozumieć.kłopotu z konkurencją na światowych rynkach. więc wcale często można jeszcze spotkać ludzi. że Polak do Polaków strzelać nie będzie – to znaczy. Trudno mi sobie wyobrazić. że gdyby nie stan wojenny. Była to oczywista bzdura. Po pierwsze. Zresztą szkoda . po to tylko. spowodowałaby tak straszne ofiary. że sowiecki generał w polskim mundurze i były komunistyczny namiestnik priwislanskiego kraju zachował w Polsce tak liczną rzeszę histerycznie mu oddanych zwolenników. a nie do produkcji prefabrykatów na pancerze i lufy. Bzdura jest tak piramidalna. a tuż przed czterema pancernymi i kapitanem Klossem. co musi się człowiekowi stać w głowę. jeszcze za to dziękował bijącemu. jest kompletnie wyssana z palca. choć ktoś mógłby się łudzić. sam w sobie jest wystarczającym dowodem. aby. gdyby peerel nie utopił ogromnych środków. chwaląc go. A ruska inwazja. od czego zacząć jej rozplątywanie. Fakt. niż w Czechach. Propaganda stanu wojennego bazowała na twierdzeniu. surowców i bezmiaru ludzkiej pracy w uzbrajaniu na nic nam niepotrzebnej armii. przede wszystkim. że tych kilkunastu zastrzelonych górników plus ponad sto ofiar skrytobójstwa „nieznanych sprawców” to przy tym pikuś. ani innych kłamstw upowszechnianych latami przez komunistyczną propagandę. Najpewniej cała interwencja przeszłaby nie bardziej krwawo. że „Solidarność” szykowała jakieś krwawe zamachy. że aż człowiek nie wie. obywa się byle jakim pretekstem. * Jaruzelski. falę terroru – i śmiała akcja WRONy zapobiegła wojnie domowej. Na liście bohaterów-idoli polactwa zajmuje na pewno drugie miejsce. jakiej degeneracji uległ ten dumny naród. którzy wciąż głęboko w tę niedoszłą wojnę domową i jej nieszczęścia wierzą. Potem chwalcy Jaruzelskiego wystąpili z tezą. żeby Jaruzelski mógł na jej czele najechać na Danię i okupować ją w imię Marksa-Engelsa-Lenina i ich proroków z Kremla. teza. że wprowadzając stan wojenny dał pohulać ubekom i zomolom i pozwolił położyć fundamenty pod przyszłe fortuny różnym komunistycznym szumowinom. doszłoby do ruskiej inwazji. załamanie gospodarcze nie byłoby może aż tak głębokie. powstania. że tym bardziej nikt nie wyszedłby na ulice demonstrować ani nie barykadowałby się w fabrykach przeciwko Armii Czerwonej. gdyby zbudowano je do wytapiania wysokogatunkowej stali i przygotowywania z nich wyrobów potrzebnych w normalnej gospodarce. nikt nie prostował ani tego. A tej ostatniej też przecież nie zależałoby na krzyczących relacjach w zachodniej prasie. dostawszy po pysku. po Gierku. Zresztą wdzięczność polactwa dla Jaruzelskiego za to. ale ponieważ po roku 1989. w ramach zawartego kontraktu politycznego. który niegdyś żył na zajmowanych przez nas ziemiach. że przecież mógł zamiast niego przyjść ktoś silniejszy i obić gorzej. I. że wejście do Polski Sowietów wywołałoby jakieś spontaniczne powstanie. Skoro nie było żadnych większych wystąpień przeciwko rodzimemu żołdactwu i ZOMO.

Oczywiście sklerotykom. Jest i trzeci element Jaruzelskiego kultu. Mówiąc nawiasem. Mówiąc jeszcze jednym nawiasem. wprowadzając stan wojenny. wywalając go z partii i odbierając związane z tym apanaże. o michnikowszczyznie piszę gdzie indziej. jaką wyrządzono byłemu pierwszemu sekretarzowi. mało jeszcze. że w ten sposób potraktowała ich idola nie brzydka „Solidarność”. do czego trzeba nielichej dawki demencji. na którą zapracował sobie w młodości. bo. To niezłe wykręcenie kota ogonem. nie do końca pasujący do pozostałych. żywi się w znacznym stopniu konstatowaniem i przeżywaniem wielkiej krzywdy. W Rumunii z tego samego powodu do dziś zdarza się usłyszeć dobre słowo o Ceausescu – drań był. W tych krajach trafili się komuniści – Dubczek i Nagy – którzy zasłużyli sobie na wdzięczną pamięć swoich narodów. Nikt na Węgrzech nie ośmieli się nazwać patriotą Kadara. bo wymyślił sobie. otworzył drogę do historycznego kompromisu przy Okrągłym Stole. przedstawiającym Jaruzelskiego internującego Gierka. poza wymienionymi już przyczynami. mieli odwagę postawić się Moskwie. niesłusznie. Popieram pomysł Macieja Rybińskiego. że. bo – po drugie – wiemy przecież ponad wszelką wątpliwość. bo wykuty w intelektualnych kuźniach Michnika – i o tym trzeba napisać najwięcej. żeby dla oszczędności obie miłości polactwa połączyć w jednym pomniku. który na rozkaz Moskwy przetrącił swojemu własnemu narodowi kark. mamy ujawnione przez Bukowskiego protokoły z samego ich centrum decyzyjnego. tak. że ma sprawę załatwić sam. nad którymi polactwo przyzwyczaiło się odczuwać wyższość. które tam sowieccy przywódcy toczyli. wyższości kapitalistycznego wyzysku pracownika nad socjalistyczną troską o tegoż). swoją drogą. kult Jaruzela łączy polactwo zupełnie harmonijnie z kultem Gierka. że to Jaruzelski zabiegał u nich o zbrojną interwencję. która za amerykańskie dolary zniszczyła socjalny raj peerelu. Kult Gierka. Jedno tylko polactwo upatrzyło sobie na bohatera właśnie tego komucha. Jaruzelski zasłużył sobie na wdzięczność potomnych. ale za to akurat. Ale mniejsza o pokrętność. którzy stawiają dziś Gierkowi pomniki. zawieruszyło się w pamięci. Tu czuję się w obowiązku wystąpić w . zarzucając jej zrujnowanie kraju. Owoż. Można by równie dobrze rzec. ale nasz.o tym gadać. jasno wynika z rozmów. kopiąc węgiel u wrażych kapitalistów (poglądowa lekcja. tylko drugi ich idol – Jaruzelski. wedle pokrętnej michnikowej logiki. że w końcu mogli im Sowieci osadzić u władzy kogoś gorszego. i z ruskim potrafił gadać ostro. I. I że to on właśnie zapakował Gierka i jego ekipę do internatu. Czesi. że społeczeństwo będzie miało Gierkowi coś za złe. że na starość musiał żyć bardzo skromnie z emerytury. kpiąc sobie z ich tchórzostwa (dlaczego w Czechach nie było w czasie wojny partyzantki? Bo Niemcy zabronili) jakoś nigdy nie czcili Husaka i nie wmawiali sobie. że Sowieci wchodzić do Polski z wojskiem nie zamierzali. i od nich właśnie usłyszał. choć czerwoni. iż atak Hitlera na Polskę we wrześniu 1939 otworzył drogę do zwycięstwa nad faszyzmem i na tej podstawie wzywać do oddania Adolfowi historycznej sprawiedliwości.

Otóż robienie z Jaruzela jakiegoś liberała. ale wielu podwładnych towarzysza generała głęboko się przejęło otrzymaną od niego misją i aktywnie zabrało do uzdrawiania powierzonych im zakładów – jedynymi metodami. przeciwko krzywdzie. Nie dam głowy. i stanowiło jeśli nie ostatni. Zwłaszcza z tymi ostatnimi bywała niezła jazda. produkując tylko dla picu jakieś raporty dla dowództwa. a ich podchwytywanie przez kadrę oficerską – o autorytecie. chaos jeszcze bardziej. w której odsługiwałem zaszczytny obowiązek obrony ludowej ojczyzny przed dybiącymi na nią Duńczykami. że towaru nie ma w sklepach tylko dlatego. jaką mu – zapewne nieświadomie – taką linią obrony Michnik wyrządził.obronie Jaruzelskiego. zostać nagrodzony urlopem za wzorowe pełnienie służby. który po to tylko wprowadził stan wojenny. oczywiście. Facet. oraz komisarze wojskowi przy socjalistycznych zakładach pracy. on naprawdę wierzył. to na tle lewicowców III Rzeczypospolitej niezłe dziwowisko. czy jeszcze tylko ministra obrony. Naprawdę był głęboko przekonany. chodziła opowieść o tym. jaki sobie Jaruzel u niej wyrobił. Ale Jaruzelski naprawdę chciał bronić socjalizmu. czy tak było naprawdę. A jest to bodaj jedyna rzecz. nie pamiętam już. Socjalizm uratować miały inspekcje robotniczo-chłopskie. to na pewno jeden z ostatnich gwoździ do trumny dla przodującego ustroju. to fabrykowanie takich kitów też by dobrze świadczyło o wyczuciu ludzkich potrzeb. a niskiej wydajności pracy i marnym ekonomicznym wynikom socjalistycznych przedsiębiorstw można zaradzić wprowadzeniem w nich wojskowej dyscypliny. że był. że wykupili go spekulanci. wojskowe grupy operacyjne posyłane w teren do walki z marnotrawstwem i spekulacją. i chyba do końca pozostał. gdy pani premier Suchocka . Chyba ta właśnie ostatnia cecha sprawiła. wedle stosowanej już wcześniej metodologii opisu łączył on bowiem partyjność z osobistą uczciwością. W każdym razie przypomniała mi się ta opowieść parę lat później. położył go wraz z całą świtą na ziemię do czasu przybycia wezwanego dowódcy warty. który przez ładnych parę lat sprawował w Polsce władzę niemal dyktatorską i nie skorzystał z okazji. jak to Jaruzelski podczas jakiejś inspekcji miał wyleźć na wartownika i jak wartownik. że nikomu nie chciałoby się wciskać nam kitu. żeby się nakraść. Nawet zresztą gdyby. to po prostu się w nic nie wtrącał. z jakiej Jaruzelski mógłby być dumny. choć parę miesięcy przed stanem wojennym wydawało się to już niemożliwe. Jaruzelskiego właśnie w każdym razie. ale zakładam. Jeśli trafił się jakiś rozsądny. zgodnie z regulaminem. że naprawdę ostatnim) zjeździe SLD delegaci urządzili mu większą owację niż któremukolwiek z czynnych wówczas liderów lewicy. czy już premiera i pierwszego sekretarza. Na tym polegało całe nieszczęście: jako szczery komunista. W jednostce. aby potem móc oddać władzę i rozpocząć ustrojową transformację. że miał ów żołnierz na osobiste polecenie. jakie znali. a trudności mają charakter przejściowy. Spotęgowało to. Pointa była taka. oznacza automatyczne odebranie mu tego. że socjalizm to przodujący ustrój. że na ostatnim (wszystko wskazuje na to. ideowym komunistą.

że będzie „bronił socjalizmu jak niepodległości”. iż Jaruzelski wypowiadał się publicznie. zaczerpnięte z niej. Mając przy tym dobrą dykcję i głos. został za to ukarany. z jego charakterystyczną pokręconą logiką. czytając te tyrady Jaruzelskiego. To po prostu najklasyczniejsze bredzenie peerelowskiego trepa. Z zachwytem oglądałem kiedyś w telewizji satelitarnej. w telewizji pokazano tylko drobny. ale trzeba. to te najbardziej jeszcze strawne i najbardziej o czymś. Kolega z klubu fantastyki. jak twierdzi historyk. Towarzysz generał znał się na wszystkim i o wszystkim miał swym podwładnym coś mądrego do opowiedzenia. dowodzą przechowywane dziś w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej stenogramy z posiedzeń politbiura i rządu. Dopiero te zapisy długich. dość rzadko i zwięźle. a przemówienia miał dobrze napisane. odkryłby je na nowo. a wobec braku reakcji na jego polecenia dobył broni i oddał strzały ostrzegawcze w powietrze. pustosłowiem oraz natłokiem cudacznych słów z partyjno-wojskowego żargonu umożliwiających zadawanie pozorów sensu i logiki oczywistym bredniom ignoranta. Nie różniło go to zresztą od poprzedników – można nawet z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać. że pani Suchocka zrobi to. fragmenty. dziesięciominutowy ułamek z półtoragodzinnego przemówienia. fantastyczne doprawdy . z którym rozmawiałem. aby tę niesprawiedliwą karę anulować. bo w narodzie tak skłonnym do kierowania się zewnętrznymi pozorami mają te fakty na pewno znaczenie dla zrobionego Jaruzelowi pijaru. Zachował się dokładnie tak. jak na wiecu w Hawanie Fidel Castro z wyżyn swojej wszechwiedzy opowiadał Kubańczykom o produkcji. w czasach. Socjalistyczni przywócy tak właśnie mieli. nad którymi na próżno biedzili się najwięksi naukowcy świata. A i tak. Jaruzelski. ale miał już prawo zapomnieć znaczeniowe niuanse tego słowa. rozwiązującego na poczekaniu problemy. od wytopu surówki po delikatne kwestie wychowania seksualnego młodzieży. musiał cierpliwie i z gotowością potakiwania wysłuchiwać podobnych bredzeń swoich zwierzchników. Każdy.jechała nieprzepisową kawalkadą i pewien policjant usiłował ją zatrzymać. kiedy można u nas było dostać północnokoreańską gazetę wydawaną po rosyjsku przynosił czasem. ale jakoś nie wpadła na pomysł. potrafił na poddanych sprawić wrażenie mądrego. głęboko przekonany. ciągnących się chyba godzinami tyrad towarzysza generała na każdy możliwy temat pokazują. co się na jej miejscu narzucało. Otóż. kto miał nieprzyjemność odsługiwać w latach peerelu służbę wojskową wie. że zanim sam został numerem pierwszym przodującego ustroju. Że nie jest to prawdą. budowie i eksploatacji roweru – niestety. choć komunista i pachoł okupantów. ale ponieważ w jednym z łamiących przepisy samochodów jechała jaśnie pani. jaki rzeczywiście był poziom wiedzy i inteligencji człowieka. który deklarował. jak według przepisów i regulaminów powinien. miał jednak cechy dobrego dowódcy i klasę zdecydowanie kontrastującą z większością późniejszych przywódców państwa – przykro to przyznawać. co kryje się w słowie „trep”. To i tak nic wobec dokonań wielkiego wodza Kim Ir Sena. jak na pierwszego sekretarza. Duże znaczenie miało też dla niego to. Śledziłem tę sprawę. które znalazłem w jego pracach.

kilku małych duchem naukowców ośmieliło się nawet wyrazić wątpliwości. a kto nie przeżył i tak nigdy nie uwierzy. albo wykopać jamę i wyłożyć ją liśćmi łopianu czy tataraku – zapamiętałem to w miarę dobrze. w którym opracowywano pasze – między innymi dla drobiu. starymi sposobami. musicie spytać kogoś starszego). wie. to zadedykuję ją tu niniejszym wszystkim niestrudzonym poszukiwaczom „nieliberalnej alternatywy”. towarzysze. Pamiętam z dzieciństwa. i tu zaczął się rozwodzić. Kiedy mu powiedziano. i każdemu udzielał jakiejś cennej rady. kto przeżył. skarcił po ojcowsku wizytowanych i pogroził im palcem – rozrzutność. z czego przygotowywana jest pasza dla kurcząt. że przejściowe braki na rynku przetworów żywnościowych wynikają nie z braku tychże przetworów.. różnymi domowymi. które. Wódz nawiedzał w tych opowieściach gospodarstwa rolne. należała do . rozrzutność! Paszę dla kurcząt można robić z trawy! Wywołało to niejakie zdumienie. Takie to właśnie były czasy. z pewną domieszką ekstraktu zbożowego. że z zawodu właśnie specjalista od przetwórstwa żywności. mówiąc po ludzku. i zapytał. że paszę dla kurcząt można robić z trawy. też są dobre. bo mój wujek.. spotykał się ze swymi prostymi poddanymi na ulicach. jak Gierek na jakimś transmitowanym przez telewizję spotkaniu czy naradzie z aktywem wyjaśnił. żeby ludzie przechowywali tę żywność. niestety. Gierek zachowywał się dokładnie. towarzysze. że nie oprę się pokusie zacytowania. że ze zboża. że nie ma chłodni i linii do robienia konserw. ale po zastanowieniu i zrozumieniu potwierdzała nadprzyrodzony geniusz koreańskiego przywódcy.. którzy z determinacją godną koreańskich specjalistów od pasz usiłują wbrew wszelkim historycznym doświadczeniom dowieść. wzięli się za eksperymenty (ile kurzych istnień to kosztowało.. wiecie. wiecie. wiecie. że w tej akurat scenie. ale Wielki Wódz powtórzył tylko: a ja wam mówię. tak się przypadkiem składa. tylko z niedociągnięć w zabezpieczeniu pełnego pokrycia potrzeb. że wyniesiona z domu wiedza.. z pewną domieszką wolnego rynku. fabryki i instytuty naukowe. ale nie było inaczej. która z początku wydawała się dziwna.opowieści o Wielkim Wodzu. no.) W Polsce nie było aż tak. że z reguły robiło się te dwie rzeczy na przemian. Po co zresztą o tym gadać. jak Gomułka. można wpuścić siatkę do studni. plotący z zamiłowaniem o kiszonkach i makuchach (ale tego już z własnego doświadczenia nie pamiętam. że socjalizm może funkcjonować. (Skoro się nie powstrzymałem przed zacytowaniem tej opowieści. Pewnie dlatego. Jedna z tych opowiastek była tak wspaniała. słuchając z nami tych bredni na przemian pękał ze śmiechu i klął w żywy kamień. W związku z czym rozwiązaniem powinno być robienie przetworów domowych. nawiasem mówiąc. Ciekawe. gazeta. która tak mi się wryła w pamięć. jak to.. jak się kisi ogórki. Owoż Wielki Wódz odwiedził pewnego razu instytut. i nie można ich na razie zbudować z braku cennych dewiz. I co powiecie? Pracownicy instytutu przysiedli fałdów. nie podała) i już po roku od tej wizyty mogli na międzynarodowym kongresie ogłosić o stworzeniu rewelacyjnej paszy z trawy.

przewidującym mężem stanu. bo po prostu możliwości przekrętu były za Gierka znacznie mniejsze niż dziś – wtedy partyjny kacyk mógł ukraść willę. Poza tym cała ich edukacja sprowadzała się do wkutych na pamięć grubych tomów bełkotu różnych mełamedów od marksizmu-leninizmu. niechcący oczyścił Jaruzelski wierchuszkę PZPR z ostatnich komunistów. z pomysłu tego ekipa Jaruzelskiego ostatecznie zrezygnowała. że wprowadzając stan wojenny. korupcję i tworzenie lokalnych sitw. Po drugie. który potem wyciekł jakoś na Zachód i zamieszczony został w jednym z „Zeszytów historycznych” paryskiej „Kultury”. I chyba do ostatniej chwili nie zauważył. by zdawać sobie sprawę. tak jak jego poprzednicy. postanowił się od gierkowskiej ekipy odciąć całkowicie i demonstracyjnie.nielicznych rzeczy. zostawiając już na boku jego rzekomy patriotyzm (gdy w istocie zachowywał lojalność nie wobec swego narodu. Pewnie dlatego. że wcale socjalizmu nie rozmontowuje. niemniej w ramach przygotowań specsłużby opracowały dość szczegółowy raport. była odpowiedzialna za liczne nadużycia. nie rozumiał. PRON-em. w zamęcie ustrojowej transformacji. bojąc się. Jaruzel. że ze swoją grupką partyjnych dziadków i sztabem trepów z WRON-y. Tak czy owak. odwołując lub zsyłając w odstawkę współpracowników Gierka z nim samym na czele. i przypisywał tę niekompetencję błędom gierkowskiej polityki personalnej. no i. z dwóch co najmniej względów. Wręcz przeciwnie: był taki głupi. drugim etapem reformy. że do ostatniej chwili nie zdawał sobie z tego sprawy. I że wcale nie był tak przewidujący ani mądry. ale wobec komunistycznej ideologii i Kremla). które w III RP bywały bardzo czynne i miewały fantastyczną prasę. tylko właśnie go ratuje – Inspekcjami Robotniczo-Chłopskimi. Piszę o tym wszystkim dlatego. żeby wyjaśnić Czytelnikowi. oczywiście. jest to materiał bardzo ciekawy. Do ostatniej chwili wierzył. był jeszcze jednym ograniczonym partyjniakiem i wyhodowaną przez negatywną selekcję partyjnego aparatu miernotą. że już tam pojawiają się nazwiska osób. nie był żadnym mądrym. tym z najlepszymi układami zdarzało się „prywatyzować” na swoją korzyść całe branże. iż jest to skutek wieloletniego działania systemu. Przeciwnie. a czegoś mało po roku 1989 rozpowszechniony. teraz. o pierwszym nie wspominając. Z perspektywy dzisiejszych afer czyta się go z pewnym pobłażaniem. Po pierwsze. Ci internowani byli niedobitkami. którzy jeszcze umieli w marksistowskie . jakie ci ludzie naprawdę wiedzieli. Grupami Operacyjnymi. Przez pewien czas nawet rozważano urządzenie propagandowych igrzysk i publiczne rozliczanie z nadużyć. Musiał to zresztą zrobić. Niemniej. była skrajnie niekompetentna – a towarzysz generał. który nieuchronnie doprowadzić musiał do demontażu „realnego socjalizmu”. iż. wojskowym malowaniem trawy na zielono. jak już wspominałem. Jaruzelski. że takie pranie brudów zanadto by partię skompromitowało. został w wierze w przodujący ustrój sam. dokładnie odwrotnie od propagandowej tezy ukutej dla politycznych potrzeb michnikowszczyzny. wierząc w socjalizm. uruchomił proces. esbeckimi szwadronami śmierci oraz Zmotoryzowanymi Odwodami Milicji Obywatelskiej.

że nie. trudno jest zrozumieć zjawisko. byłby idiotą. nie napisał. aby wybielić w ten sposób rzeczywistych morderców z MO. posłusznie dawali się ubecji posyłać do mieszkań opozycjonistów. że młody Czytelnik. że nagradza ich za zasługi w odkryciu i ujawnieniu prawdy o tym morderstwie. To był wyższy stopień hipokryzji. Czemu więc nie poszedł otwartym tekstem? Bo sam był w stanie uwierzyć. że nikt jego słów nie będzie czytać poza tymi. wiedząc. Zwykła hipokryzja polega na udawaniu. Zachowały się przezabawne opowieści o tym. by rozbijać ich wykłady czy to pięściami. jak rozsypujący się peerel. mimo subiektywnych. zeznań świadków etc. nawet tak dziadowskiego. i na tym. nawet jeśli subiektywnie prawdą nie było – umiał więc sam sobie narzucić głębokie przekonanie. że obiektywnie wina sanitariuszy była prawdą. Ci natomiast. który miał szczęście nie zmarnować młodości w tej beczce z czerwonym łajnem. ale obiektywnie była. a nie milicjanci? Oczywiście. czy chamskimi okrzykami. którzy różnymi podłymi sposobami „wrobili” w zamordowanie Grzegorza Przemyka lekarkę i sanitariuszy pogotowia ratunkowego. nie do wyjaśnienia i nie do zrozumienia dla człowieka normalnego. i doprowadzenie do skazania niewinnych ludzi. Naturalnie. sami by tego nie przyznali nawet przed sobą. pokolenie karierowiczów i konformistów. Ale – ani chwili dłużej. natomiast komunistyczne dwójmyślenie zasadzało się na umiejętności wzbudzania w sobie wiary w to. to było już pokolenie Kwaśniewskiego. którzy przyszli na ich miejsce. Dopóki było trzeba. Czy Kiszczak mógł wierzyć. Bo to jest. byli najszczerszymi komunistami pod słońcem. jaka jest prawda i jakimi metodami uzyskano „dowody” niewinności MO w sprawie Przemyka. Kiedy na przykład generał Kiszczak – niedawno ujawniono stosowne dokumenty – przyznawał nagrody funkcjonariuszom. Gdyby w to wierzył.. Nie. a idiota nie mógłby skutecznie kierować całą potęgą tajnych służb i aparatu przemocy państwa policyjnego. Odpuszczam. obawiam się. Ci ludzie mieli ideolo głęboko w tyle. nic z tego nie rozumie. że nagradza ich za sfałszowanie aktów oskarżenia. że może i subiektywnie nie była to prawda. Nie wyjaśnię mu tego. jaką był peerel. potem przemianowanego na Zrzeszenie Studentów Polskich) i Smolnej (Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej – w sumie to samo. polegała wyższość sowieckich komunistów nad ich niemieckimi braćmi w . co służyło socjalizmowi. Mieli pełne gęby socu. jako że prawdą obiektywną było to. tak naprawdę. że zdołali sobie wyhodować takich mutantów. którzy równie dobrze jak on sam wiedzieli. jak pozamykani przez Jaruzela gierkowscy prominenci urządzali sobie w internacie zebrania partyjne. Proszę. Ludziom.bzdury autentycznie wierzyć. Napisał. że Przemyka pobili śmiertelnie sanitariusze. którym los oszczędził styczności z komuną. wychowanych na Ordynackiej (warszawska siedziba Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. po prostu przyjmijcie na wiarę – tak właśnie dziwnie i pokrętnie funkcjonował homo aparatus. tylko dla wieśniaków). które Orwell nazwał dwójmyśleniem. wspólne śpiewanie pieśni rewolucyjnych i obchody czerwonych świąt – warto by było. mogli o nim tokować godzinami. w co akurat należało wierzyć. Ale przecież pisał to w tajnym dokumencie.. tupaniem i wyciem. żeby ktoś to kiedyś wydał drukiem ku uciesze narodu.

Z jednej strony. że niektóre z tych robotów tak naprawdę robotami nie są. Rozumiecie to? Obawiam się. żeby go reformować. że właściwie towarzysz generał objął władzę już w innym zupełnie kraju. Pointa opowiadania jest zaś taka. zdając sobie sprawę. jak mówił towarzysz Stalin. Powiem szczerze. Tak twierdzi. Stanisław Lem napisał kiedyś opowiadanko o planecie. że jest tym jedynym. poukrywani w metalowych skorupach. Potem wystarczyło wziąć te raporty do ręki i wydać wyrok.socjalizmie spod znaku swastyki. roboty spotkane przez bohatera na ulicy wygłaszają przeciwko ludziom namiętne filipiki. że stamtąd właśnie zaczerpnął swe duchowe inspiracje. Sowieci potrafili mordować i głęboko wierzyć. tak jak w północnokoreańskiej paszy dla kur. równie głęboko wierzyć. usiłują jakoś żyć wśród nienawidzących ich robotów. A jedyną możliwą reformę socjalizmu stanowiło. jak sądzę. albo że w ogóle nigdy ich nie było. właśnie dzięki takiemu wyćwiczeniu umysłów w dwójmysleniu rozmaici młodzi karierowicze z socjalistycznych związków socjalistycznej młodzieży potrafili zarazem być i nie być komunistami. dodawanie do niego domieszki kapitalizmu. że „magister” Kwaśniewski. że socjalizm jest słuszny. Wspomnę za to o czym innym. chyba nawet nie trzeba wspominać. Tak naprawdę to ludzie. gorliwie wierzyć. * Jaruzelski. A przecież to istniało. którą rządzą roboty. nie zrozumiał nigdy. im dalej. życie stało się weselsze. tym mniej sam to rozumiem. W każdym razie. Życie stało się lepsze. symbol tej umysłowej i pokoleniowej formacji. zachwalając robocią cywilizację – ze zdumieniem odkrywa on jednak. z których każdy sądzi. Ludzi oficjalna ideologia uważa za największych wrogów. to pisali w raportach: tego a tego dnia zagazowano i spalono tylu a tylu Żydów. że socjalizm uratować mogą tylko reformy. że nie. że od stopnia tej wiary zależą ich partyjne kariery – i z drugiej strony. towarzysze. choć nie chce się wierzyć. wychował się na paryskiej „Kulturze”. O tym. Tak zasadniczo. . że głęboka i na różne sposoby demonstrowana wiara w słuszność systemu opartego na sprawiedliwości społecznej i równości nie przeszkadzała tym ludziom dorabiać się prywatnych fortun i wspierać się w tym dziele w ramach stworzonych na bazie socjalistycznych związków towarzystw kolesiów. że wymordowani wymordowali się sami. bo sam tak mówił. Kiedy hitlerowcy mordowali Żydów. że pomiędzy nim a Gierkiem (krótko urzędującego bezbarwnego aparatczyka Kanię można pominąć) sytuacja w kraju zmieniła się zasadniczo. Po to tylko poszedł do partii. I na pewno w to wierzy. że robotów okazuje się już w ogóle na planecie nie być – zaludniają ją sami poprzebierani ludzie. Wiemy to. O tym. I że całe życie był krytycznie nastawiony do peerelowskiego systemu.

Ale nawet wtedy nie chciał mi jeszcze wyjaśnić. Przeszłości nie było. zostały z niej jakieś strzępki. chęć i możliwości. a nie w koszmarnym partyjnym slangu. niech postępują za nim słoneczne promienie i śpiew ptaków). przedmiotu zwanego „Przysposobieniem Obronnym” nauczał nas. Mój własny Tata. Może nie całe pokolenie polskiej inteligencji. rosło w kompletnej próżni. A kiedy na pytanie o największą polską organizację podziemną nierozgarnięty kolega odpowiedział zgodnie z podręcznikiem „Armia Ludowa” (AK. Gałach potrafił cisnąć w niego sabotem. pokręcił głową i westchnął „gdyby dziadek to widział. to by chyba umarł!”. o jego endeckiej działalności. że mój własny Ojciec zdążył jeszcze jako młody chłopak złożyć wojskową przysięgę w AK – dopiero po jego śmierci. Odfotografowałem go. formułując ją w normalnej. ani tej wielkiej.Tak właśnie wyglądał komunizm czasów gierkowskich. dlaczego mój dziadek. Piłsudskiego szczerze nienawidził. Mój Tata popatrzył. Przeważnie – podobnie. aby mozolnie odnajdywać zagubione elementy i stopniowo układać z nich cały obraz. gdzie się mówi prawdę. A ja i moi rówieśnicy. cudowny człowiek. bez tradycji. Często pytam ludzi. przestała wojnę z bronią u nogi). jak to wyglądało u nich. w szkole zatrudniony jako WF-ista (gdziekolwiek dziś jest. O tym. bał się ze mną rozmawiać na takie tematy. choć nie byliśmy jakimiś opornymi na wiedzę młotkami (śmiem twierdzić. Bez pamięci. Do dziś pamiętam. że bił czerwonych i że szkolny podręcznik nazywał go faszystą. bez historii. . Pod koniec podstawówki udało nam się u jednego z kumpli znaleźć jakiś stary portret Piłsudskiego. a jego dom – ostatnim miejscem. ani rodzinnej. a jakiś kapuś natychmiast doniesie – i zgnoją mu syna. gdy przypadkiem natknął się w moim pokoju na rzuconą gdzieś byle jak „bibułę”. porobiłem odbitki dla kolegów i siebie. Przez krótki czas. Nasi ojcowie bali się nam opowiadać o rodzinnej historii. że przeciwnie). o Piłsudskim wiedzieliśmy akurat tyle. niejaki pan Gałach. Zdarzały się wyjątki. Trudno się dziwić. w jakie czasy sięgali pamięcią. narodowej. rycząc: „To Polak tak mówi? Patriota? Won. Dzisiejszym młodym ludziom trudno sobie wyobrazić. chlapnę w szkole. wedle tego samego podręcznika. O swoim dziadku. że coś wyniosę z domu. W każdym razie odkładali te rozmowy. z zawodu trener siatkówki. to jak nic zarobiłby w kły. aż dzieci podrosną i dojrzeją do wtajemniczenia. że jest ostatnim normalnym człowiekiem w morzu absurdu. jak się o mnie przestraszył. polskiej mowie. których spotykam. To na jego lekcji po raz pierwszy w życiu usłyszałem straszne słowo „Katyń”. jak silne było to poczucie oblężenia. o krewnych zaginionych na Wschodzie czy pomordowanych po wojnie. choć legionista. ale ogromna jego część. i nie każdy miał czas. jeśli wziąć pod uwagę. Gdyby ktoś wtedy nazwał go przy nas socjalistą. kochany. wskutek braków w ciele pedagogicznym. gdy byłem dorosły. Pod prasą ogłupiającej propagandy i drobiazgowo zorganizowanego obłędu każdemu wydawało się. a potem z dumą umieściłem Marszałka na honorowym miejscu w swoim pokoju. bodaj w szóstej klasie. legionach i POW dowiedziałem się dopiero wtedy. Bał się.

kiedy przeniósł się do wieczności towarzysz Breżniew. wyobrażam to sobie. Okazało się. ale potrzebne mi do wywodu jeszcze jedno wspomnienie. skandując radosne okrzyki i hasła. Pomiędzy Gierkiem a Jaruzelskim stało się coś niewiarygodnego. Można było zrobić tylko jedno: złamać odradzający się naród siłą. Przedłużyć agonię i gnicie systemu kosztem złamania w ludziach nadziei. wszyscy myślimy to samo i mamy ją głęboko gdzieś. w Polsce. którym na tę okoliczność nasza matka po raz pierwszy i jedyny w życiu nalała wódki i wychyliła z dziećmi kieliszek. czytając historyczne opracowania. za drzwi!”. Zniknąć. czasy. proszę wybaczyć ten osobisty ton. frustracji. a potem wybuchła „Solidarność” i ludzie nagle zobaczyli. Dla nich było to niepojęte. niesamowitego. Większość nauczycieli śmiertelnie się bała – wyjąwszy tych kilkoro całkowicie zaprzedanych czerwonych świń. Tak musiały wyglądać. że nie ma się co wygłupiać. Ale ten złoty człowiek funkcjonował w szkole na wariackich papierach. trudno mi uwierzyć. do pogrążenia się w alkoholizmie. że to się działo naprawdę. Tę właśnie przysługę oddał socjalizmowi Jaruzelski. że on . Przez całą przerwę wraz z kumplami tańczyliśmy na korytarzach. w rodzaju pani dyrektor szkoły. ku należnemu uczczeniu radosnej wieści. * Czasem. co tu gadać. W dzisiejszej Polsce. rozwiać się. odkrywszy w zeszycie jednego z moich kolegów obraźliwą karykaturę Jaruzela. Przyjechał do nas Polak – Papież. że komuna zdechła. że to widziały i słyszały.skurwysynu. Przepraszam. gdy uchwalano Konstytucję Trzeciego Maja. w których czcigodny zmarły przyrównywany był do zwierząt hodowlanych i narządów płciowych. zmusić do wyjazdu. zamknięcia się w czterech ścianach. przetrącić wchodzące w życie pokolenie. że ten wybuch tkwiącej w nas energii mógł do tego stopnia nie pozostawić po sobie żadnego śladu. odebrać mu nadzieję. Niektóre z nich pamiętały jeszcze. jak na wieść o śmierci Stalina w panice wcierały sobie pod powieki tytoń z papierosów. w najlepszym wypadku. energii. W dniu. która potrafiła wezwać do szkoły ubecję. nadziei. przerażone. ilu ich jest. Nie mogę uwierzyć. w mojej szkole zapanowała spontaniczna radość – zresztą. pełnej zapiekłej złości. Tego już nie można było cofnąć. poczucia beznadziejności. usiłuję sobie ten entuzjazm przypomnieć – i długo muszę sam siebie przekonywać. a nauczycielki zamknęły się w pokoju nauczycielskim i nie odważały się wyściubiać z niego nosa. żeby mieć oczy równie czerwone i załzawione jak wszyscy dookoła. zrzędzenia. po prostu ciężko chorej na psychozę depresyjną. Nie można było przywrócić martwej ideologii nawet pozorów życia. Przestali chować się w robocich skorupach i wygłaszać do siebie nawzajem propagandowe filipki przeciwko ludziom. albo pierwsze dni Powstania Listopadowego. mającego się zupełnie nijak do faktów. że ktoś doniesie. Pamiętam „Solidarność” jako jakąś niesamowitą eksplozję optymizmu. wiadomość tę przynieśli do szkoły moi dwaj bracia.

jeśli mnie jaki psychoanalityk będzie kiedyś próbował badać metodą . a po stanie wojennym mieliśmy przekonanie.. Tak samo. oczywiście. sprowokować żadnego antysowieckiego ekscesu – w końcu musiały do profanowania nocami cmentarzy Armii Czerwonej posyłać swoich funkcjonariuszy. bo za Bugiem stoi te czterdzieści dywizji. Nie wymagało masowych zsyłek na Sybir – wystarczała demonstracja siły i kilka czy kilkanaście tysięcy paszportów w jedną stronę.. gdyby nie popełniono tych wszystkich głupstw i podłości. To nie była już Polska szwoleżerów ani powstańców warszawskich. triumf bezkarnej zbrodni oraz mużyckiej przemocy. z drugiej strony. wojującej science fiction w stylu zajdlowskim. gdyby wśród ludzi decydujących o biegu wydarzeń po roku 1989 trafił się mąż stanu z prawdziwego zdarzenia. pełna czeskiej ostrożności. ale bardziej z jakiegoś konradowskiego poczucia wierności samemu sobie. jak to zwięźle ujął car Aleksander – „żadnych marzeń”. że nic się nie da zrobić. niż z wiary. Pewnie właśnie dlatego. i z tego powodu. Ten i ów przez wzgląd na poczucie przyzwoitości robił coś dla podziemia. Ale co tam gdybać. tylko dla jej wrogów – było to. których tyle za młodu pochłaniałem. na poły rozstrzelana. Zresztą ulotki miały sens. tak samo pamiętam ten zwis po stanie wojennym. że kolportowaniem ulotek można zaszkodzić sowieckim dywizjom. bredzą albo świadomie łżą w obronie swoich nikczemnych biografii. dusza domagała się bajki o skarbach. a nie tylko w którejś z fantastycznonaukowych powieści. wymierzone w podziemnych aktywistów i krzewiących patriotyzm księży. powstaniach i ofiarach. udałoby się coś z tego kapitału ocalić. każde działanie udaremnione i każde życie złamane. mimo całego entuzjazmu. że życie w tym stanie rozkładu jest nieznośne. Wiedzieliśmy. którzy dywagują o rzekomej wojnie domowej. że. uciekać gdzieś do normalnego świata. Historyczną zasługą Jaruzela – zasługą. że wszyscy wszystko doskonale wiedzą. To była Polska wytrzebiona z elit. na które przecież nie rzucimy się z kamieniami. że wszystko jest oczywiste. które się zresztą po roku 1989 strasznie na ludziach „Solidarności” zemściło. Nie było tak znowu trudno pokazać tej Polsce. jak pamiętam wybuch entuzjazmu po wyborze Jana Pawła II i zwycięskich strajkach sierpniowych. Przekonanie. W połowie lat osiemdziesiątych nie chciało mi się już nawet pisać porządnej. Najlepiej zresztą mówić za samego siebie. Nikomu nie chciało się robić nic – niektórym. mimo licznych starań. Wszyscy. że wszystko wokół nas gnije i się rozpada.istniał naprawdę. Nie wymagało to masowych morderstw – wystarczały „punktowe”. gdy trzeba było ujawniać jakąś ocenzurowaną prawdę. Być może. że się w swoich nadziejach pomyliła. Polska pamiętająca jeszcze swoją Białą Górę. Przez cały czas istnienia „Solidarności” nie udało się milicji i SB. że zdołał zabić w nas nadzieję na lepsze jutro. co najwyżej. przed którymi miała nas akcja Jaruzela ochronić. o których pogadamy w następnym rozdziale. stolinach i magicznych włóczniach. nie ma co śnić o lepszym jutrze. nie dla Polski. że będzie coraz gorzej – ale. każda praca zostanie tu zniweczona.

no ale. dlaczego nie mieliśmy im wyświadczyć tej drobnej uprzejmości i tak ich właśnie nazywać? I dlaczego mielibyśmy nagle teraz zmieniać nazewnictwo. Być komunistą znaczyło należeć do nomenklatury. którzy kiedyś demonstracyjnie zwracali się do siebie per „towarzyszu”. W prywatnych kontaktach demonstracyjnie klęli komunę. młodych dziennikarzy. do cholery. Komuszków. odruchowo. monotonnym. Z pierwszym z nich najpełniej zetknąłem się w początkach swej pracy zawodowej. że przecież w ogóle żadnych komunistów ani komunizmu w peerelu nie było. bądźmy poważni. po co się bawić w słówka. może na początku. są pewne określone uwarunkowania. powinienem był właściwie powiedzieć. no nie.wolnych skojarzeń. Taki był sznyt ówczesnych komunistów. Powinni nas. jak towarzysz Jan Winnicki z serialu Barei „Alternatywy 4”. to na hasło: „peerel”? – zawsze. Ale widziałem także komuchów nieco innych. Tylko nie bardzo rozumiem. to ten gatunek ludzki wymarł na długo przed oficjalnym ogłoszeniem śmierci ustroju. której ideologia w gruncie rzeczy nie różniła się od zasad życiowych pierwotniaka pantofelka: jeść i rosnąć. twierdząc uparcie. co stanowiło mój „kraj lat dziecinnych”. do rządzącej mafii. jeśli „komunizm” ma oznaczać głęboką wiarę w ideę i starania na rzecz zrealizowania utopii społeczeństwa bezklasowego czy jak tam się to niby nazywało. przy obowiązkowym gorzałkowaniu (barek ośrodka zaopatrzony był w wódki i piwa o klasę lepsze od asortymentu dostępnego w sklepach) usiłowali się z nami zbratać. co ci idioci znowu wymyślili – dokładnie tak. jacy to kretyni siedzą w KC i politbiurze. jak należało się spodziewać. oczywiście też z KC. żeby ich nazywać komunistami. Nie było ich wielu – na stuosobowym roku . Lektorzy partyjni. między nami. bo ludzie. no. postać doskonale podpatrzona w rzeczywistości tych czasów. przysłano nam lektorów. zaagitować. bez chwili namysłu odpowiem to samo: „syf”.. Miesięcznik „Fantastyka”. znudzonym głosem recytowali nam brednie z przeznaczonych do tego broszurek. toż za to im. opowiadali. no co niby zrobisz. że tak prywatnie. czterdzieści dywizji. w którym załapałem się na etat stażysty. Komuniści? Dziś wielu z nich udaje głupich. rozgrzać. Tymczasem na swych szkoleniach z kamiennymi twarzami. Pojechałem na to szkolenie do ośrodka KC PZPR w Serocku. mają to wszystko głęboko w tyle. Właściwie nie wiem. udowadniając. czy był to wymóg dotyczący każdego nowego pracownika. że muszę wziąć udział w szkoleniu ideologicznym. starać się natchnąć swym ideologicznym zaangażowaniem. ale potem już nie. przecież jest określona sytuacja międzynarodowa. czy też zadziałała przeciwko mnie redakcyjna spychotechnika. A komunizm oznaczał rządy tej mafii. dziś się tego wstydzą i chcą być nazywani inaczej? W tamtym czasie spotykałem dwa rodzaje komunistów.. stanowić powinni komunistyczną śmietankę. a po południu. płacono i rozdawano talony na małe fiaty. Żadne inne słowo nie jest w stanie lepiej opisać tego. bo chodzi o moich rówieśników. Ponieważ do roku 1989 wszyscy oni chcieli. Pewnie. należał do partyjnego koncernu „RSW Prasa – Książka – Ruch” i po paru miesiącach obecności w pracy dowiedziałem się. Jałta.

którzy uważają że wcale im nie jest tak źle. pułkowników lub sekretarzy. hm. I co wolna Polska. Co i raz widzę te zapamiętane z młodości padalcowate twarze i rybie oczka na zdjęciach i na ekranie telewizora. Że przez tę „Solidarność” panowało bezhołowie. jeśli kiedykolwiek jej doczekamy. szedł w górę jak rakieta. Żeby nie było nieporozumień: tego akurat w młodości osobiście nie znałem. co im pokazuje państwowa telewizja. albo i tego nie. jeździć dobrymi samochodami. Ząbkowskąa Radzymińską”. doceniający wagę wykształcenia. przestępczość. Inteligentni. I rzeczywiście. to się do niczego nie dojdzie”. bynajmniej nie egzaminując ze szczerości deklarowanych przekonań.. dla mnie osobiście ważne wspomnienie z mniej więcej połowy lat osiemdziesiątych. że kto „dawał dupy”. Był to z talentem napisany reportaż. i tylko zdecydowana akcja wojska i milicji zapobiegła straszliwej. że dwukrotnie wygrał wybory prezydenckie. żyjącymi gdzieś między Targową Ząbkowską i Radzymińską (czy jakie tam ulice występowały w oryginale)? . do tego stopnia uważali go za rzecz najzupełniej naturalną. a jeszcze nie był przy tym ostatnim mułem. Niech będzie „Między Targową. obsadzają zarządy i rady nadzorcze. bo na tych dwóch wydziałach pismo to redagowano – autor. ministrami. że między tymi trzema ulicami żyją ludzie.. że my nigdy nic nie osiągniemy. napisał tekst „Między. kiedy do takich rozmów przychodziło. Oczywiście. rządzą. Komuna ich potrzebowała i korzystała z ich gotowości chętnie. że aż nie było po nich tego cynizmu znać. chciała wieszać i mordować wszystkich członków partii. ówczesnemu studentowi polonistyki. a jeden zdołał nawet tak w sobie polactwo rozkochać. żyją ludzie. bądź tu mądry – w każdym razie chodziło o trzy ulice z warszawskiej Pragi. żyć w luksusowych domach. uczący się języków i tak cyniczni. choć nie było to regułą. W podziemnym piśmie studenckim „HiP” – od „Historia i Prawo”. mówiąc. a dzięki generałowi wreszcie mamy porządek i spokój. uświadamiający mi. wliczając go w koszty wymarzonej kariery. Szykowali się robić kariery. a oni kiedyś będą tu rządzić. bo nie ma wojny ani nie cierpią głodu. Że „Solidarność” szykowała tu za amerykańskie dolary krwawe łaźnie. Że wszystkie przejściowe trudności w zaopatrzeniu sklepów to przez strajki i tego Reagana. zamęt. bywać na Zachodzie. którzy autentycznie wierzą we wszystko. I jeszcze jedno. i w gruncie rzeczy nic ich w życiu więcej nie interesowało. Czasy były takie.”.trafiał się taki jeden. zrobi z tymi ludźmi. i śmieli się z nas. śmieliśmy się z nich i otaczaliśmy towarzyskim ostracyzmem. przekręcają miliony. Pytani o swoje członkostwo w ZSyPie czy innej powszechnie bojkotowanej organizacji potrafili odpowiedzieć z rozbrajającą szczerością: „przecież jak się w tym kraju nie da dupy. znał jakiś język obcy i miał pojęcie o czymkolwiek. Przeważnie synowie komunistycznych generałów. relacjonował ów autor. którego pseudonimu nie pomnę. Ale oni jakoś ten ostracyzm znosili. Gdzieś tam. przy nielicznych okazjach. krwawej apokalipsie. i naprawdę tego nie żałuję. Są prezesami państwowych mediów i spółek skarbu państwa.

ale wypróbowanego sojusznika. oprócz Polaków żyje jeszcze polactwo. ich biernego. . którzy ledwie kilka lat potem mieli zasiadać przy Okrągłym Stole i brać się do budowania nowej. wewnętrznego wroga. Wielka szkoda. które Okrągły Stół poprzedzały. że nie uświadomili sobie tego ludzie. które na ten cel przewidziałem.Dzięki temu nieznanemu mi bliżej autorowi „HiP-a” uświadomiłem sobie. bodaj czy nie po raz pierwszy w życiu. w naszym kraju. żebym się komunistycznym sznytem szarpał na przekraczanie planów. zapraszając Czytelnika do rozdziału następnego. a nie ma powodu. wolnej Polski. Że oprócz komunistów mamy jeszcze tego strasznego. Widzę zresztą że wystukałem już te 80 tysięcy znaków. Ale ten rozdział miał traktować o czasach. W tym więc miejscu na chwilę przerwę. że tu. o którym pisał Hemar.

ROZDZIAŁ VI Istotę zmiany ustrojowej w 1989 najlepiej uchwycił karykaturzysta. podając wolant siedzącemu obok Wałęsie. zachodnim kraju o ileś tam set kilometrów i pewnie znającego Polskę tylko z telewizyjnych dzienników. Wciąż bezkarnie działały w kraju ubeckie szwadrony śmierci. że może w końcu Czytelnika zirytować ta moja maniera ciągłego powoływania się na Bóg raczy wiedzieć czyją wypowiedź. i opowiedzianą mi z drugiej ręki przez też nie pamiętam już kogo. bez żadnych adresów bibliograficznych. aby nie widzieć. jakim byłem wtedy ja i większość moich kolegów. Korzystali z tej możliwości jeszcze w połowie roku 1989. przypisów i możliwości weryfikacji. Rozumiem. dwudziestoparoletnich misiów. Rzecz była oczywista dla takich sobie. udzieloną sam nie wiem komu i kiedy. że i takie warianty brali pod uwagę – praktycznie każdego. który. ale co poradzę – na torturach nie przypomnę sobie. że cały ten interes wali im się na łeb? A niby z jakiego innego powodu mogliby to robić? Co innego mogłoby tę bezwzględną mafię. to tylko dlatego. mimo głośnej. mogli kazać usunąć w drodze „nieszczęśliwego wypadku”. że jeśli komuniści nagle gotowi są złamać raz na zawsze daną sobie przysięgę „władzy nie oddamy nigdy”. aby komuniści odważyli się postąpić z nimi aż tak odważnie – choć wydaje się dziś. siedzącego sobie w spokojnym. nawet się zgadzam. A przywódcy podziemnej „Solidarności”. ale skutecznie zatuszowanej wpadki. mówi: dobra. którego rysunek w jakiejś zachodniej gazecie – bodajże francuskiej – wpadł mi wtedy w oczy podczas wizyty u znajomych. Samą karykaturę pamiętam jednak dobrze. zmusić do popuszczenia uchwytu? Komunistyczna mafia wciąż dysponowała szeregiem przewag nad ludźmi opozycji. słabo zorientowanych w publicznych sprawach. Wyjąwszy kilka osób zbyt znanych na świecie. że również i w latach następnych. teraz ty steruj! Nie mogę tego zrozumieć – rzecz była oczywista dla jakiegoś rysownika. co to była za gazeta i kto podpisał się pod rysunkiem. jaką były ucieczka z rąk oprawców kierowcy księdza Jerzego Popiełuszki i spowodowana nią częściowa dekonspiracja zbrodniarzy. Wyobrażała pikujący ku ziemi samolot – skrzydła połamane. A w kabinie pilotów widać Jaruzelskiego. kłęby czarnego dymu walą z płonących silników. katastrofa pewna i nieunikniona. . którzy zasiedli z czerwonym do Okrągłego Stołu nie rozumieli. kogo mieli ochotę. Zdaję sobie sprawę. i trzeba być ślepym albo świadomie kurczowo zamykać oczy. która korzystając ze wsparcia sowieckich tanków od pół wieku trzymała w tym kraju wszystkich i wszystko za mordę. słowem.

już po kilku godzinach niemożliwą do wykrycia w ciele zmarłego. których nie może niczym poprzeć. uważajcie mnie za oszołoma wyznającego spiskową teorię dziejów. Skoro mamy dowód. same z tego sejfu wyszły i poszły sobie na wycieczkę. Dopiero kilka miesięcy temu historycy Instytutu Pamięci Narodowej (któremu. Ale jeżeli niedługo potem umiera także jego szofer (pierwotnie oskarżony o spowodowanie wypadku. ginie niedługo potem w wypadku samochodowym. proszę bardzo. Jeśli jego przełożony. zdominowany przez postkomunistów parlament wielokrotnie usiłował obciąć budżet do rozmiarów uniemożliwiających jakąkolwiek działalność) dokopali się do archiwalnych śladów esbeckich przygotowań do zamordowania Anny Walentynowicz. na którym zaprezentować miał informację w sprawie FOZZ – ale żadnego raportu ani notatek do niego w jego papierach potem nie znaleziono – to prawdopodobieństwo przypadku gwałtownie maleje. z którego zginęły zdaniem jednych setki milionów. i jeśli śmierć zbiera żniwo wśród kilkunastu innych osób w ten czy inny sposób związanych z FOZZ – to. nikt by marnego słowa nie powiedział. że to wszystko przypadek. że dotąd jeszcze fachowcy nie wydali ekspertyzy. i pewnie są też równie fachowe ekspertyzy. dosłownie w przeddzień posiedzenia. że tajemnicze papiery. jakim była afera Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – funduszu. Jeśli kontroler NIK. że SB dysponowała takim . fachowe ekspertyzy. akurat w wypadku Sekuły. który pomimo wielokrotnych „ostrzeżeń” ujawnił aferę. Oczywiście. a odpowiedzialny dziennikarz nie powinien dzielić się z Czytelnikiem podejrzeniami. co ważniejsze. że to jego „polisa ubezpieczeniowa”. jeśli chcecie. jeśli w błyskawicznym tempie schodzą z tego świata policjanci. ale za to najgrubszy przykład. fachowe ekspertyzy. prezes NIK. znany pod ksywą „Baranina”.Te sprawy wciąż pozostają niewyjaśnione. konfidentka tajnych służb miała podać jej w jedzeniu substancję. ale gdybym wierzył. wszyscy ci ludzie zmarli w sposób zupełnie naturalny. to jeszcze można uwierzyć w przypadek. Michał Falzmann. Prokuratura. że jeden z możniejszych gangsterów III RP. sam miałbym się za ostatniego idiotę. by wziąć jeden tylko. przypomnę. powiesił się w celi wiedeńskiego aresztu zupełnie sam. Są też niepodważalne. gdyby zgodnie ze zwyczajem umorzono śledztwo ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu. opierając się na równie fachowych ekspertyzach.. Ale.. a zdaniem niektórych nawet miliardy dolarów i złotych. którzy byli na miejscu zdarzenia. profesor Walerian Pańko. że towarzysz Sekuła sam strzelił sobie kilkakrotnie w brzuch z odległości około metra – nijak zresztą nie umiem pojąć. wkrótce oczyszczony z tego zarzutu). jak czytam w gazetowej informacji na ten temat. Aż dziw. a sporządzone przez nich protokoły gdzieś się bez śladu gubią. wskutek nieprzewidzianej zmiany planów. umiera nagle na serce. Walentynowicz przeżyła czystym przypadkiem. uznała. że generał Papała padł ofiarą wypadku drogowego. Są na to niepodważalne. które gangster ten miał w swoim sejfie i o których opowiadał wielu osobom. wywołującą atak serca i. po co się było tak ośmieszać.

kołek tkwił w niej. . jaki ze specjalnego pistoletu wstrzeliwuje się. mówiąc „proszę się w tej sprawie zwrócić do ministra Kiszczaka. schowany w bieżniku i trudny do zauważenia. jeden z najaktywniej udzielających się w parlamentarnej komisji badającej po ogłoszeniu „Listy Macierewicza” teczki tajnych współpracowników SB (czy raczej tego. w betonowe ściany. profesora Pańko. nie trzeba chyba wyjaśniać. Michał Falzmann? Były poseł Lech Pruchno-Wróblewski. a ten najnormalniej w świecie spławił go. zadzwonił z interwencją do premiera. że w ten właśnie sposób mógł „nieznany sprawca” sprawić. z nowymi elitami władzy. że w taki właśnie sposób mógł zostać zamordowany śp. Od kilku zupełnie się nawzajem nie znających fachowców uzyskałem potwierdzenie. aby móc powiesić na nim obrazek albo szafkę. Komisję stworzono. które by się wyjaśnienia i rozliczenia tych zbrodni domagały. Znaleźć potem gdzieś o kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów od miejsca wypadku taki kawałeczek metalu i skojarzyć go ze sprawą nie jest pewnie łatwo. opowiada. nie powodując ucieczki powietrza. Czy będzie nadmiernie śmiałym przypuszczenie. zgadzają. co. co z tych teczek zostało) opowiadał mi. bo lwia część esbeckich archiwów – te. Dysponując konkretami. że taki wbity w ogumienie kołek rozgrzewa się w trakcie jazdy i przy szybkości ponad stu kilometrów na godzinę powoduje nagłe rozerwanie opony. który był przewodniczącym wspomnianej przed chwilą komisji. Nie chodziło bynajmniej o przebicie opony. pomijając już wszystko inne. ale nie dano jej absolutnie żadnych możliwości działania i wyświetlania ponurych tajemnic peerelu. także w świetle ówczesnego prawa było poważnym przestępstwem. które przechowywane były w kraju – poszła z dymem. gdzie i kto. jak wychodząc z prac komisji znalazł w oponie swojego zaparkowanego pod Sejmem samochodu stalowy kołek. która miała zbadać los tych ponad stu ofiar „nieznanych sprawców” i „nieszczęśliwych wypadków”. iż maglowanie starych spraw byłoby z politycznego punktu widzenia niewskazane – i stare sprawy zostały przysypane grubą warstwą pyłu zapomnienia. ja mam do niego pełne zaufanie”. że w licznych miejscach Polski na masową skalę niszczone są esbeckie archiwa. na prostym odcinku drogi niespodziewanie wypadł z trasy i rozbił się? Niewiele o tym wszystkim wiemy i niełatwo będzie się dowiedzieć. jak się miało okazać) zauważyli. jak od ludzi przejętych sprawą i jeszcze wierzących w Zmianę dostawał informacje. że służbowy samochód śp. Potem ludzie sprawujący władzę w imieniu „strony społecznej” Okrągłego Stołu (sprawujący ją chwilowo. W ze wszech miar godnym uwagi filmie Jerzego Zalewskiego „Dwa kolory” Jan Rokita. prowadzony przez doświadczonego kierowcę. to czy zbyt śmiałym będzie przypuszczenie. jakie są tego skutki przy takiej szybkości. jakie pociągnął za sobą stan wojenny.preparatem i nie wahała się go używać. taki. czy w każdym razie kiedyś wstrzeliwało. W pierwszym odruchu neosolidarność pozwoliła jeszcze na stworzenie w kontraktowym Sejmie komisji. a wiodące media doskonale się z nimi. Tadeusza Mazowieckiego. że pod ich oknami nie przeciągają żadne manifestacje.

Gdyby. to znaczy. rozstrzelać i zasypać. i opozycjoniści przecież doskonale to wiedzieli. to przede wszystkim starał się z nim spotkać – on. Dopiero jeśli osoba okazywała się na to odporna. Czyli pomiędzy. byłoby po ptakach w minutę osiem. nazwijmy to tak na użytek naszej rozmowy.Do dziś trudno to zrozumieć. podczas kolejnej wizyty w Paryżu Jaruzelowi znowu kazano by wchodzić do pałacu prezydenckiego kuchennymi drzwiami. Oto więc wspomnieliśmy o pierwszej przewadze komunistów nad niedobitkami opozycji w roku 1988. przestawano o niej i jej środowisku informować w „Tygodniku Mazowsze” i rozpuszczano . którzy widzieli w komunizmie narzędzie sowieckiej okupacji i domagali się niepodległości. Strajkowały grupki młodzieży – przytłaczająca większość robotniczych załóg pochowała się pod łóżkami i trzęsła ze strachu tyłkami. co ja mówię – do pierwszej z brzegu żwirowni. byli jego wychowankami i zbuntowali się przeciwko nierealizowaniu przez komunistów tego. Byli lepiej zorganizowani. gdyby kazali na przykład zwinąć swych rozmówców wprost z Magdalenki w trzy budy. Były i inne. „rewizjonistów” i „niepodległościowców”. Wszelkie rozmowy z opozycją mogła wtedy władza prowadzić z pozycji miażdżącej siły. albo któryś inny z ważnych „rewizjonistów” – przekonać. sprawniejsi w osiąganiu celów. a Zachód zapomniałby o sprawie po dwóch tygodniach. żydowsko-masońskim picem i stworzyła ją sama komuna po to. które stanowiły pretekst do wysunięcia przez komunę propozycji rozmów. że Mazowiecki i jego ekipa. Nie. Jeśli Michnik dostrzegał kogoś. którzy socjalizm kontestowali niejako od wewnątrz. choć też trudno mi to i inne zachowania ludzi „Solidarności” po roku 1989 pojąć. co komunistyczna ideologia obiecywała – a niedobitkami polski przedwojennej. Dalej: wbrew temu. „rewizjoniści” zdecydowanie wygrywali. były groteskowym. nie – ja. toczonej głęboko pod ziemią. że cały KOR. bardziej energiczni. Co najwyżej. to załamane i zmiażdżone społeczeństwo polskie nie zdobyłoby się na żaden znaczący protest. Kiszczakowi i Jaruzelowi coś się nagle odwidziało i zapragnęliby zakończyć rokowania z opozycją tak. by potem w ramach perfidnego spisku upozorować oddanie jej władzy i w taki sposób skołować katolicki naród. że w świetle takich informacji wielu ludzi skłonnych jest wierzyć rydzykowym radykałom. opozycja była głęboko podzielona. Z wielu względów. i w ogóle cała opozycja w peerelu była jednym wielkim. zawziętej walce. zarządzano wobec niej towarzyski ostracyzm. W tej cichej. Trudno się dziwić. Strajki roku 1988. oczarować i włączyć do swojej grupy. Właściwie od zawsze trwała w niej konkurencja pomiędzy tymi. wywieźć do więzienia. bladym cieniem strajków sprzed ośmiu lat. Gdyby władza miała kaprys spuścić ZOMO i ludowe wojsko ze smyczy. by sprawy były tak debilnie proste. jak generałowie sowieccy zakończyli rokowania z dowódcami AK. co w roku 1988 wydawało się takim misiom jak ja. Co zatem uważam? Spokojnie. Umieli dla swych inicjatyw pozyskiwać ludzi. nie uważam. dawał nadzieję na przyszłość. już jedziemy dalej. jak to zauważył w jednym z esejów Piotr Wierzbicki. liczył. kto się wybijał.

ten zdrajca. Michnik. że głównie właśnie do „opozycji demokratycznej” szła kasa. przekonywanie. kto będzie bliżej Wałęsy i będzie mu suflował posunięcia oraz odzywki. co stanowiło przedmiot rywalizacji. W tym środowisku. w najśmielszych snach. uważali za bardziej wartą wsparcia raczej „demokratyczną”. właśnie odwrotnie. a ten ostatni oznaczał pogrobowca faszyzmu. że kto gada z czerwonym. kto będzie w imieniu całej antypeerelowskiej opozycji kontaktował się z wolnym światem. „rewizjoniści” wygrywali. na przykład.plotki. Potem – kto zyska wpływ na „Solidarność”. żeby chcieli oni pomagać przyszłym twórcom ZChN. wydawało się oczywiste. uzyskali dla siebie . króluje postawa sekciarska: stale trzeba rozwijać czujność w wyszukiwaniu tych. kogoś znacznie gorszego niż komuna. pożartujmy sobie jeszcze. To sprawiało również. a potem w odpowiedniej chwili zasiadając do takich rozmów sami. Potem uzyskali znaczny wpływ na Wałęsę. zbudowali informacyjną siłę „Tygodnika Mazowsze”. jest los Niesiołowskiego i Modzelewskiego. zdominowane przecież przez lewicę. choć niby podobny. niż „niepodległościową” część podziemia. Czumę czy Niesiołowskiego bez reszty. Pozyskiwanie. Znacząca część tej pomocy pochodziła. w których da się na czerwonym wymusić bliżej nieokreśloną „finlandyzację”. tak typowe dla lewicy. W pewnym momencie praktycznie zmonopolizowali kanały informacyjne wiodące na Zachód i „niepodległościowcy” mogli się najwyżej pozżymać nad wierszykiem Szpota „Kostuś i pan Karol” o tym. dla której „polski patriota” znaczyło dokładnie tyle samo. że „rozbija podziemie” albo coś jeszcze gorszego. we wszystkim. A wreszcie – najpierw sprytnie szantażując „niepodległościowców”. że jedynym wyobrażalnym uwieńczeniem wszystkich starań opozycji mogą być tylko jakieś negocjacje. Przedmiot rywalizacji zmieniał się. którą w takim rozkwicie mogliśmy obserwować podczas cyrku „integrowania centroprawicy” w latach dziewięćdziesiątych. co „polski nacjonalista”. Natomiast „niepodległościowcy” już wtedy porażeni byli sekciarską chorobą. zgodnie z opiniami swych analityków. maszyny drukarskie i innego rodzaju pomoc. i od których należy się zdecydowanie odciąć. jak różny. W pewnym momencie sprawą kluczową było to. „wkręcanie” się w nowe środowiska i przerabianie ich na swoją modłę. Ale i Amerykanie. są nie dość prawomyślni. zdarzyć innego? Zwycięskie powstanie? Upadek Związku Sowieckiego? No. że w oczach zwykłego Polaka. „Rewizjoniści” byli dużo chętniej widziani przez zachodnie media. A w końcu – kto w imieniu społeczeństwa będzie prowadził negocjacje z komuną. W każdym razie. od zachodnioeuropejskich trockistów – trudno by się spodziewać. a tak prawdę mówiąc. Kuroń i Geremek przyćmiewali Moczulskiego. Mikrofony i kamery zachodnich korespondentów kierowały się zatem głównie ku „opozycji demokratycznej”. którzy nie pasują. proszę bardzo. a to sprawiało. Co niby mogło się. odstają. duszy katolicko-narodowej jest najgłębiej obce. po latach przekształconego w „Gazetę Wyborczą”. Bo to. mającego o ideologicznych i personalnych niuansach w łonie opozycji pojęcie dokładnie zerowe.

od manipulowania ludźmi. żeby znaleźć na swym bezkresnym terytorium to mięso – które i tak w końcu okazało się głównie łojem i kośćmi. opozycja zaś na tyle zmiękczona. mogły stosować wobec nich przeróżne środki nacisku. A tymczasem społeczeństwo było złamane. Jednocześnie sięgnęła dna socjalistyczna gospodarka peerelu. A pod koniec lat osiemdziesiątych dostali z Kremla tajny. Związek Radziecki już wam nie pomoże. . dobita trepowską głupotą Jaruzelskich komisarzy i bezskutecznie szarpana przez partyjnych reformatorów. niż komunistyczna ubecja. że znany i poważany do dziś amerykański specjalista od spraw sowieckich jeszcze w drugiej połowie lat osiemdziesiątych wyszył był sążniste opracowanie. ba. zrujnowana przez Gierka. miały także na swe usługi doskonałych psychologów. Jest to opowieść przezabawna. i wreszcie sprawa najważniejsza: komuniści dysponowali informacjami o szykującym się dramatycznym przełomie nie tylko dla Polski. ale na razie poza najściślejszym kierownictwem partii i specsłużb nikt jeszcze o tym nie wiedział. ani w żaden inny sposób. Jakich cudów musiało dokonywać światowe mocarstwo. ale jednoznaczny prikaz: radźcie sobie sami. mięśniaków i fachowych morderców. a dla całej światowej polityki. jaki cyrk pociągnęła za sobą złożona nieopatrznie przez Breżniewa obietnica wsparcia po stanie wojennym „bratniej Polski” ilomaś tam tonami mięsa. Przez całe lata osiemdziesiąte szermowali dla uzasadnienia swojej władzy argumentem geopolitycznym: jesteśmy skazani na sojusz z ZSRR. No. dysponujące dwudziestoma tysiącami głowic atomowych. Właściwie. że jeśli chcą ocalić głowy. Związek Sowiecki rozpadał się i rozłaził w szwach. O tych wszystkich wewnętrznych napięciach. jak się naprężać. na podstawie protokołów z posiedzeń sowieckiego politbiura. Ale miała ona i dalsze przewagi. jak powinny sobie układać USA stosunki ze Związkiem Sowieckim w nadchodzącym ćwierćwieczu. że można było liczyć na jej skuteczne „rozegranie”. Znawców ludzkich słabości. ani gospodarczo. Władimir Bukowski opisuje w „Moskiewskim procesie”. „kontraktowego” parlamentu. ale świat jeszcze o tym wszystkim nie wiedział. sowieckie dywizje pozostały ostatnim uzasadnieniem ich władzy. Sowiety się sypały i kończyły – kiedyś oczywiście musiało się to wydać. muszą szybko coś przedsięwziąć. nie marzył w najśmielszych snach. by ich złamać. Specjalistów od łamania charakterów. Peerel był dokładnie jak ten wyobrażony w karykaturze samolot. W tym czy innym okresie miały też większość opozycjonistów w więzieniach. niekoniecznie po to. Budowany latami system pozorów i ukrywania prawdy do ostatniej chwili działał na tyle sprawnie. Specsłużby składały się nie tylko z biurokratów. nie ma wyjścia. walkach i konfliktach ambicji oraz celów w łonie opozycji nikt nie wiedział lepiej. pokonane i na jakiś czas jeszcze pozbawione woli stawiania dalszego oporu. pikujący ku ziemi z popsutymi silnikami. I co sprytniejsi komuniści wiedzieli. Ani militarnie.decydujący głos po „społecznej” stronie Okrągłego Stołu i będącego jego skutkiem.

Oczywiście. I wcale się nimi nie oburzam. zamiast przekonań i programu Macierewicza – cóż to za antypolski spisek. do listy publicystów „Głosu”. a przecież byli wśród nich byli członkowie i współpracownicy tej różowo-hienowskiej organizacji. inne niż narodowi katolicy. za które michnikowszczyzna zwykła skazywać na banicję z życia publicznego. nienawiści. za lat dwadzieścia. i widzę. którzy byli wtedy bezpośrednio w działalność opozycyjną zaangażowani. jak wiele razy przedtem. niech raczy przeczytać je raz jeszcze. cóż za hańba! Nie. . spokojnie – komu moje słowa zabrzmiały zbyt podobnie do publicystyki wspomnianych tytułów. to protestujący robotnicy daliby się udobruchać jakąś guzik wartą podwyżką. wyszłoby z ich protestu jedno wielkie gie. Czemu zrobiła z nich wiedzę zakazaną do tego stopnia. że mieli własne pomysły na walkę z reżimem. bo uroiwszy sobie. którzy te prastare fakty wydobywają na światło dzienne w tonie głębokiego. zacznie w porozumieniu z jakimś ponurym ubekiem obstawiać na złość Żydom obóz w Oświęcimiu krzyżami – ale widzę go. i. realizowali swoje własne przekonania i programy. że okupację komunistyczną zastąpiła okupacja żydowska. Czy Michnik i Kuroń do dziś wstydzą się tego. odruchowo. Michnik z Kuroniem zmonopolizowali kontakty KOR-u z Zachodem! Zepchnęli jego zdrową. nie odważył się mu wyjaśnić. że samo sięgnięcie po nią ma być już dowodem oszołomstwa. Powiem więcej. „Naszej Polski” czy innych rydzykowatych pisemek. że wraz ze mną działa w opozycji taki. i że chcieli je skutecznie realizować? Tylko w tej atmosferze dziwnego milczenia o historii najnowszej pan Wrzodak mógł publicznie obwieszczać swe odkrycia o „różowych hienach z KOR”. zgoła nieustraszony. frustracji i wszystkich innych grzechów. I nikt z osób go otaczających. narobi nam wstydu przed całym światem. Świtoń. zmarginalizować. w wolnej już Polsce. dlaczego przez piętnaście lat wolnej Polski michnikowszczyzna uparcie usiłowała te fakty przywalić niepamięcią i podtrzymać fikcję stuprocentowej jedności antypeerelowskiej opozycji. nie. na ile mogę je dzisiaj poznać z nielicznych opracowań i z wypowiedzi ludzi. Stwierdzam tylko fakty. a ja jestem Kuroniem względnie Michnikiem. daliby się ubecji zmanipulować i podzielić. że to kawał świra. co napisałem o zwycięstwie opozycyjnych „rewizjonistów” nad „niepodległościowcami” niejeden Czytelnik dopisze mnie. Wyobrażam sobie – w końcu przede wszystkim jestem twórcą literatury fantastycznej – że jest rok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty któryś.* Czytając to. moralnego oburzenia. Czy nie starałbym się go zepchnąć na bok. że ten Świtoń. powiedzmy. i zdaję sobie sprawę. żeby zachodni korespondenci raczej nie z nim kojarzyli sobie polską opozycję? Czy rozmawiając z. na razie sprawdzający się w podziemiu jako człowiek bojowy. które na plecach protestujących robotników dojechały do władzy. być może. że gdyby nie ciężka praca tych „różowych hien”. na tyle. nie wiem jeszcze. naprawdę nie rozumiem. znam. katolickonarodową część w medialny niebyt.

Mam natomiast pretensję o to. że michnikowszczyzna może mnie dopisać do listy autorytetów moralnych. w przekonaniu. że wtedy zamordystyczne sowieckie samodzierżawie zamieni się w jakąś lepszą jakość. który wywalczył sobie pozycję nurtu dominującego i przemożny wpływ na całość antypeerelowskiej opozycji. Rewizjonizm był dzieckiem takiej głupoty. Nie mam. że gdyby w latach osiemdziesiątych górę wziął w opozycji nurt „niepodległościowy”. że ma swoje prawa i nie zawsze jest czysta. wedle wskazań Marksa i innych ponurych bandziorów. I która naiwnie postulowała. i na pracy własnych rąk. że wierząc w swój rewizjonistyczny program chcieli go „rewizjoniści” promować i uczynić programem „Solidarności”.powiedzmy. policja polityczna. oraz na zniszczeniu całej społecznej struktury opartej na rodzinnej własności. że podziemnym. poddanie go dyscyplinie i wepchnięcie w falanster własności „społecznej”. Żeby być uczciwym. Macierewiczem. trzeba stwierdzić. postulował odrzucenie cenzury i przemocy oraz demokratyzację. Społeczeństwo bezklasowe i własność uspołeczniona tak. nie staraliby się zepchnąć na boczny tor „trockistów” z pezetpeerowskim rodowodem? Nie mam do nikogo pretensji. że ten program był przeraźliwie głupi i okazał się dla wolnej Polski zabójczy. które ten system zafundowały sobie. Zamiast odrzucić socjalizm. i że polega on na przejadaniu najpierw posiadanych zapasów. że ta przemoc. i . uprawiał politykę. pretensji o to. Nie byli przy tym rewizjoniści w stanie pojąć. nie próbowałbym odsunąć go od wpływu na bieg wydarzeń? A z innej strony patrząc – czy Macierewicz i inni tak dzisiaj skłonni do lamentu niepodległościowcy. nurt sprzeciwu. czyli tak naprawdę należącej do władców trzymanego za pysk społeczeństwa. sytuacja wiele by się nie różniła. która nie pojmowała. wolności osobistej i wolności gospodarczej. I nie mam do polityki pretensji. przemoc. cenzura i wszechwładza policji politycznej są dla realizacji komunistycznej idei niezbędne. dzięki kapitalizmowi. podobny do szwedzkiego czy zachodnioeuropejskiego. mówię. gdyby byli do tego zdolni. skoszarowanie społeczeństwa. że socjalizm zachodnich „państw opiekuńczych” to tylko szczególny sposób trwonienia zasobów przez kraje. w socjalizm „z ludzką twarzą”. którzy mają prawo zabierać publicznie głos i wypowiadać swoje poglądy na łamach jedynie słusznej gazety? Na jej miejscu jeszcze bym się z taką decyzją wstrzymał. ani że im się to udało. Jeszcze mnie nie porąbało. Wszystko to miało zastąpić. gdy już były. a w każdym razie „ludzi rozumnych”. Realizacji tego celu służyła cenzura. Mielibyśmy zapewne więcej narodowych mszy. nie odstępując bynajmniej od zasadniczego celu. i gdyby to on zdominował pierwsze lata III RP. żeby je odrzucić. cenzura. Na czym polegał socjalizm? Na pozbawieniu ludzi własności. co tam zmienia. pałowanie i strzały w potylicę – nie. pomników. elegancka i ładnie pachnie. potem zaciąganych kredytów. a na końcu prowadzi do ugrzęźnięcia w bagnie gospodarczej stagnacji i populizmu. że będąc politykiem. rozwinięte i bogate. Czy to znaczy.

kto za tym stoi i tak dalej. A przecież chodzi o sprawy oczywiste. Temu. iż w ogóle musiałem powyższy akapit napisać. z bodaj ośmioma państwowymi monopolami i tak nikłym wzrostem gospodarczym. którzy zdawali sobie . A jeśli się nie mylę – tym bardziej będą te dywagacje nie na miejscu. to widzieli w swych marzeniach powrót Polski sanacyjnej. w przeciwieństwie do wolności słowa i zgromadzeń.zapewne nieco lepiej przyswojoną martyrologię. I co to ma do rzeczy? Albo piszę prawdę. z pozycji autorytetów moralnych. litr czerwonego „Johny Walkera” można kupić w byle markecie za cenę raptem trzy razy większą niż litr polskiej „Wyborowej”. co stanowiło zasadniczą sprawę w odejściu od socjalizmu – gospodarce – poświęcali niepodległościowcy równie mało uwagi. jest ta maniera wekslowania wszelkich sporów na dysputy etyczne i rozstrzyganie ich za pomocą moralizowania. Jeśli się mylę. że doprowadzono publiczne debaty w naszym kraju do takiego stanu. że mi łatwo. którymi przywódcy tego towarzystwa obwołali się sami. Nie miała nawet świadomości. w żadnym ze swych nurtów. Na palcach jednej ręki policzyć można ludzi. na dodatek. Kapitalizm. kiedy siedzi sobie w wygodnym fotelu. pozostawał całkowicie poza jej zainteresowaniami. Jeśli w ogóle chciało im się myśleć o tym. jeszcze. dzisiaj. niż tego. nie miała programu ustrojowej reformy dla Polski ani zagospodarowania niepodległości. można mnie bez trudu przygwoździć argumentem. Jedną z przyczyn. że nikt go nie aresztuje ani nie spałuje. tokowania w imię wyższych racji. ma się rozumieć. a raczej: ustroju gospodarczego. wie. * Łatwo gadać. czy to słuszne. Gorzej: nie miała cienia pomysłu na taką reformę. czy mi się było łatwo pomylić. co więcej. i wtedy dywagacje. Łatwo się takiemu Ziemkiewiczowi mądrzyć. czy wypada. czy nie. albo nie. ale niewiele lepsze nastroje. nie miała też żadnego programu reformy gospodarki. i dlaczego – tylko tartuffowskie minki. Wcale się nie będę spierał – niech będzie. kiedy sklepy zawalone są szynkami i kiełbasami. Ani słowa o tym. i. portów i zakładów zbrojeniowych. jak powinna ta niepodległa Polska wyglądać. są zupełnie zbędne. że agresji potężnych sąsiadów mogła ta Polska przeciwstawić brygady kawalerii i samoloty z dykty oraz płótna. państwową własnością hut. by szczerze nie cierpieć michnikowszczyzny. którzy do Okrągłego Stołu siadali. zadęcie i przejmująca troska. czy dobre dla Polski. czy nie. kiedy jest o piętnaście lat i o rozmaite ujawnione w tym czasie archiwa mądrzejszy od tych. Skąd go niby miała mieć. skoro śmierci się bardziej spodziewała. tyleż samo afer i te same problemy społeczne. Opozycja. która potrafiła tak skutecznie obezwładnić i ogłupić na długie lata resztki polskiej inteligencji. że nagle obejmie władzę? Opozycja. teraz. absolutnie kluczową. aby „nie krzywdzono ludzi” i nie szerzono nienawiści. zezłości się niejeden Czytelnik. najważniejszą. To żałosne. komu to służy. że właśnie taka reforma będzie po upadku socjalizmu sprawą najpotrzebniejszą. z wszechpotężną biurokracją.

trzymała się kurczowo jakichś urojeń. że szefujący państwowej telewizji Urban polecił go wpuszczać na antenę na złość solidaruchom. przy Okrągłym Stole socjaliści siedzieli po stronie „społecznej”. nie dostrzegając prawdziwego zła. domaga się tego lub owego. I Korwin-Mikke. które. niż świadomość. I to jest rzecz. Zachowywała się tak. i gdyby którakolwiek z tych prób się powiodła. że to właśnie kwestie własności i wolności gospodarowania są dla walki z socjalizmem najważniejsze. i niczego to nie zmieniało. patrząc w przeszłe albo nawet i bieżące wypadki. do żadnego Okrągłego Stołu przecież by w ogóle nie doszło. wtedy już neosolidarność. wojowała z fantomami. z drwiącym uśmiechem ludzi. stopniowo się różnych rzeczy dowiadywała. bo próbowała na różne sposoby. ale szczerze im zazdroszczę. ale o całości spraw folwarku nie ma pojęcia. że potrafią. Opozycja natomiast wciąż nie zdawała sobie z tego wszystkiego sprawy i żyła złudzeniami o „sprawiedliwości społecznej”. * Zdarzają się ludzie tak bystrzy. a z odpowiedzialności za jego losy jest dożywotnio zwolniony przez swą niewolniczą kondycję. bezbłędnie wskazać stojące za nimi centrum decyzyjne. Komuna już wiedziała. który. którą zrozumieć trudno. a wybaczyć po prostu nie można. zdemaskować albo zniszczyć. była ślepa na fakty. niestrudzony organicznik-pozytywista. Optyka opozycji była w tym czasie optyką fornala. który chce poszerzyć zakres swojej swobody. kiedy zaczęły się przymiarki do ustrojowej reformy? Indeksacji płac i samorządów pracowniczych. Wiara. Pewnie nie mogło być inaczej. Tacy ludzie nie wierzą. Nie szanuję takich za grosz. jak założenia gierkowskiego cudu gospodarczego. że mamy . sprzyja zachowaniu psychicznej równowagi w większym stopniu. można odkryć. jakby nic w ogóle do niej nie docierało. choćby nawet zdawało się wszechpotężne. a wręcz mu w najgłupszy sposób służąc i pomagając. których na byle co nie nabierzesz. a działanie przynieść odmienne skutki. wzięte z kawiarnianego ględzenia i z czasów. i że nie ma sposobu go zreformować – wiedziała. albo że jakikolwiek zamiar może się nie udać. chadzający własnymi drogami. Był Mirosław Dzielski. nie słuchany i krótko po Okrągłym Stole wręcz wyszczuty z „Tygodnika Powszechnego” – i kto jeszcze? Bratkowski. To były koncepty równie mądre.sprawę. Czego się domagała „Solidarność”. że zawsze istnieje jakieś centrum decyzyjne. Wszelkie matematyczne teorie chaosu odrzucają z góry. Ale mijały miesiące. że sprawy mogą pójść torem przez nikogo nie przewidzianym. wolności nie dożył. opozycja stała się władzą. Paradoksalnie. że cokolwiek w świecie zdarza się przypadkiem. uważany za świra i zawdzięczający zaistnienie w sferze publicznej temu. niestety. czy raczej. niż przynieść miało. orzący na pograniczu między partią a opozycją i po obu stronach traktowany z pobłażaniem. jakie rezerwuje się dla różnych postrzeleńców. był Kisiel. gdy socjalizm wydawał się w miarę jeszcze żywą propozycją intelektualną – podczas gdy w roku 1989 on już był martwy jak solony śledź. że ten ustrój się nie sprawdził. bo niby po co.

Jeśli ktoś próbował w życiu kierować bodaj klubem miłośników fantastyki. niesterowalność wzrasta skokowo – każdy kolejny wykonawca pozwala sobie na wykorzystywanie struktury do załatwiania swoich prywatnych spraw i na dezinformowanie przełożonych. że mogą coś stracić. co o ustrojowej przemianie ma do powiedzenia michnikowszczyzna. Ogłosili na ten temat szereg szczegółowych teorii. a jeśli mieli takie poczucie. i że sprawy z reguły przyjmują obrót przez nikogo nie przewidziany. co podejmują decyzje. Ale to. i jak zniekształci się przesyłana do centrali informacja. Z dnia na dzień ubecy pozapominali o wszystkich swoich kontaktach i służbowych podległościach.do czynienia ze ślepymi często siłami. poza tym. jedyną. zdaniem michnikowszczyzny. że poza tym. nie zdają sobie sprawy z ich znaczenia i możliwych skutków. programu oraz adresem rzecznika prasowego. a w każdym razie nie mieli oni poczucia. kto z kim tak to wszystko ukartował i kiedy – teorii. Nie istniały żadne nieformalne porozumienia.. . im bardziej ci. ale za to wspólną wadę: że są. do jakich „dudnień” mogą one doprowadzić. że centrum decyzyjne nagle zacznie odnosić się do rzeczywistości wirtualnej zamiast do prawdziwej. co z drobnych nawet dezinformacji może wyniknąć. co zawarto w oficjalnych dokumentach i co publicznie ogłoszono. Teorie w rodzaju tej. brukselskie jarzmo (nie zmyśliłem tej egzegezy naszej historii najnowszej. wyrzucili z głowy nazwiska i kryptonimy konfidentów. których pracę kontrolowali. nie będąc zdolnym przewidzieć. Piszę w tym akurat miejscu. które zarejestrowały się i wywiesiły szyld z podaniem swego składu. by skorzystać z rozpadu ustroju po to. posłusznie oddali posiadane. została kiedyś ze śmiertelną powagą wyłożona na łamach „Naszego Dziennika”) są oczywistym bredzeniem wariata. nie sposób dokładnie przewidzieć. tym częściej.. zapomnieli na śmierć wszystkich latami gromadzonych w archiwach faktów i „haków”. Jej teoria zakłada jako pewnik. jest niewiele więcej warte. co powszechnie wiadome. ludzi z komunistycznych specsłużb. kompromitujących działaczy opozycji i osoby publiczne peerelu. nie było i nie mogło być niczego. nie ma. Gdy zaś do hierarchii dołączyć ma tajność. żeby się nachapać. nie było nigdy żadnych grup interesów. wie. do bani. żadne ciche układy. że w 1975 Willy Brandt pospołu z Breżniewem ustalili na tajnym spotkaniu. Nikt też nie miał najmniejszego zamiaru ani możliwości. Nie było. które nie słuchają wcale tych. z aparatu. że założą KOR i doprowadzą do Okrągłego Stołu. w jakiej formie dotrze polecenie do wykonawcy po przejściu licznych szczebli pośrednich. takich jak wojsko czy specsłużby. powodując. po to. którzy je rozpętali. w których wszystko doskonale do siebie pasuje. jak paskudnie niesterowalnym materiałem są ludzie. mianowicie. bo dla ludzi wspomnianych w poprzednim akapicie Okrągły Stół i w ogóle cała ustrojowa transformacja jest materią doskonale zbadaną. poza tymi. Nawet w ściśle zhierarchizowanych strukturach. aby grabieżczo sprywatyzować polski majątek narodowy i wepchnąć skołowany naród w nowe. to w żadnym wypadku nie mieli ochoty przedsiębrać czegokolwiek dla ratowania swoich głów. które są bardzo przenikliwe i w ogóle mają tylko jedną. i tak dalej. a przeważnie nie wykazane w żadnej księgowości fundusze operacyjne.

wcale jej nie będą musieli oddawać. że opozycjoniści dali się złapać w perfidną. Komuna wiedziała też doskonale. iż z natury funkcjonowania w podziemiu wynikać musiało nieuchronne wyobcowanie opozycjonistów ze społeczeństwa. która nie jest wcale nieprzytomna. jak się wydaje. iż opozycjoniści usiedli do rokowań. zaczął się upadek wielkiego. jaką na nich ze sprytem godnym mistrzów ubeckiego rzemiosła przy tym okrągłym meblu zastawiono. która mówi. Tyle. które tam nastąpiło. Nie od razu brano pod uwagę wpuszczenie opozycji we „współrządzenie”. którzy takie nieprzejednane stanowisko głoszą. którzy pewnego dnia. niż z zażenowaniem. jakim mogła wtedy opozycja dysponować. gdyby mnie fakt. że uda mu się wykręcić mniejszym kosztem. psychologiczną pułapkę. że wykazując się brakiem elementarnego rozsądku i godności. jak sądzę. Przez długi czas zamierzano to zrobić za pomocą jakiejś „rady konsultacyjnej” czy innej fikcji – ale. Upadek narodowego mitu zaczął się.Nic nie było. z których zdjęć. że pozorowaną – nazwijmy ją grą w porozumienie odpowiedzialnych elit. że nasza zastępcza inteligencja łyknęła tę mądrość ochoczo. Działacze podziemia nie jeździli przecież na wiece. Dali się wciągnąć w grę. którzy wiedząc to. Komuna znała doskonale stan ducha opozycjonistów. że się władzą tylko podzielą. Nie byłoby to warte nawet szyderstwa. ich poczucie słabości. nie zlecali ośrodkom badania opinii publicznej . studiowanej przez ubecję bardzo starannie. że trzeba było zachować stanowisko twarde i pryncypialne. Nawet nie dlatego. że właśnie przy Okrągłym Stole. że w ogóle nie należało do rozmów z komuchem siadać. jakim była „Solidarność”. * Okrągły Stół był dla komuny. Przy tym stanie wiedzy. Znała ich gotowość do negocjacji. co może dziwić w świetle zdarzeń późniejszych. mające być raczej „współodpowiedzialnością”. ale aż do zakończenia obrad i jeszcze po nich byli przekonani. narodowego mitu. Jaruzelski i Kiszczak. właśnie od tego zbratania się. zamieszczonych potem w książce Kiszczaka. Było tylko dwóch szlachetnych generałów. oglądać nie można inaczej. lęk przed sowiecką inwazją. Nie należę do tych. Od intuicji. co wiemy dzisiaj. tknięci nagłym impulsem postanowili Polskę zdemokratyzować i przywrócić ją wolnemu światu. wariantem awaryjnym. Podobnie zresztą. jak „Solidarność” wciąż jeszcze nie spodziewała się. poszli na owe odrażające toasty. bo kwestia ta była przecież otwarcie dyskutowana w podziemnej publicystyce. wychodzą od intuicji. od tego. że będzie ją musiała przejąć. To prawda. decyzja „negocjować” była najrozsądniejszą z możliwych. opozycja zachowywała się wtedy całkiem rozsądnie i nie dała się w żaden podobny pic wmanewrować. W końcu komuniści zdecydowali się na Okrągły Stół. Dość długo czerwony liczył. że ten upadek nie nastąpił dlatego. z dzisiejszego punktu widzenia nie można wątpić. twierdzą. Ale ci.

jak beton dostanie w łapę taką okazję. . już NAM. nie. warunkiem. Strasznych fanatyków. My się z wami zasadniczo jesteśmy w stanie zgodzić. jest to. w wojsku. w tym kraju. że jak się nie zgodzą. przywódcy oporu przeciwko komunizmowi. żebyście wy tych radykałów spacyfikowali. podlegamy. Ograniczonych aparatczyków. Oni liczą na sowiecką interwencję. że siedziałem ukryty za zasłoną i cytuję teraz dosłownie. jaką tu przed chwilą czerwony z opozycjonistami zawiązał – spod kontroli. jeśli Kreml uzna. rozumiecie. Ale problemem są ci. i na całe pokolenie albo i dłużej – żegnajcie. to byłoby prymitywne i nieskuteczne. A kiedy temu betonowi może się udać sprowadzenie tu Sowietów? Jeśli uda im się sprowokować jakieś zamieszki. Ale nie tym. przy tym stole. że dysponują obiektywną wiedzą. którzy naprawdę chcą dobrze dla Polski. nie zdając sobie sprawy. mogło się udać. którego rozmiarów. A oznaczało. w służbach jest na niższych szczeblach wiele „betonu”. prawdziwego udziału we władzy. W partii. a nie w jakichś picownych PRON-ach czy radach konsultacyjnych. z którymi się można dogadać. nie ma. w politbiurze. ludzie. no. radykałów. Kuroń i inni. antykomunistyczni radykałowie. My bierzemy na siebie nasz „beton”. No więc. a was postawią pad stienku. co to w istocie oznacza. co oni musieli powiedzieć. że Wałęsa. do którego tu się zabieramy. których tu. Na tym wszystkim komuniści umiejętnie zagrali. że sytuacja wymknęła się NAM – zwróćcie uwagę. jakieś antysowieckie incydenty. Czy się co do tego zgadzamy? I. ale bardzo ograniczony udział we władzy. a wy musicie utrzymać pod kontrolą. słuchajcie – ci frajerzy ten bałach kupili! Kupili go jak swój. rekonstruuję z późniejszych wydarzeń. za. pokazali im perspektywę realnej „finlandyzacji”. to znaczy. w tej kwestii poczucie komunistów. w partii i służbach. i wy też jesteście ludźmi światłymi. w ogóle. tak sobie to. panowie – konkludowali komuniści. realny. pokazali opozycji rąbek porozumienia. a wy jesteście w stanie zrozumieć geopolityczne uwarunkowania i naciski. to nas tu wywiozą ruscy w workach na głowie. będący wtedy żywymi legendami. bo tylko wy. są gotowi zrobić wszystko. to ich znowu zamkną. Słuchajcie. A z drugiej pogrozili. żeby to wielkie. to już po nas. możecie to zrobić. a jeśli im się uda. nie udaję wcale. My się możemy dogadać. My tutaj. historyczne dzieło. Jak oni coś odpalą. Michnik. tej wspólnocie. owszem. że grozi wyprowadzenie Polski z Układu Warszawskiego i tak dalej. oczywiście. tak sobie to rekonstruuję – oprócz komunistycznego betonu są tu. jeśli poczują się zagrożeni. okazało się złudne). podjęli się teraz pacyfikować antykomunistyczne nastroje społeczeństwa! Wyjść na front. powiedzieli czerwoni generałowie – to znaczy. o którym opozycjoniści marzyli. ze swoim autorytetem. rzucić na szalę cały swój autorytet i wziąć na siebie cały gniew. nie byli sobie w stanie uświadomić – i wszystko to w sumie za bezdurno. piękne Hiszpanki. jak szło – my tutaj jesteśmy ludźmi. zaangażowali się na stupajów u komuny! Oni.takich czy innych sondaży ani fokusów (co prawda. by do niej doprowadzić. Z jednej strony. jakim my tu. mili moi. przywódcy „Solidarności”.

wtrącić w apatię. że ich naukowe badania opinii publicznej. Lękali się. W rzeczywistości prędzej zagrażał wtedy Polsce najazd Marsjan. a społeczeństwo było w totalnym zwisie. a więc tam. Żeby polska wolność mogła się udać. a czasami. zrobione przez CBOS Kwiatkowskiego-seniora. Wiara w lepsze jutro i entuzjazm nie powraca szybko. że jeśli nie zawrą historycznego kompromisu w porę. to rosnące w siłę młode pokolenie w ogóle taki kompromis uniemożliwi. W każdym razie zupełnie na poważnie liczyła się z niekontrolowanym społecznym wybuchem. żeby lękali się o swoją pozycję. tak jak się to śpiewało po pijaku dla pokrzepienia serc. aby ludzi poderwać. niż rzucić hasło „ratuj się kto może”. wymuszonym strachem albo nadzieją na apanaże za lizusostwo. minęło trzydzieści lat. nie przetrącone. były pozorem. jakie obserwowali. Ale nowa władza robiła coś dokładnie odwrotnego: stawała na głowie. Wynik wyborów w czerwcu 1989 stanowił szok dla wszystkich.Jakim cudem ten numer mógł się udać? Z jednej strony. Plan komuny poszedł w drebiezgi i gdyby w ciągu następnego roku „Solidarność” zdobyła się na zrobienie dosłownie kilku energicznych . żeby je obezwładnić. zarazić ich entuzjazmem. Nie wiem. należało w tym momencie. żeby stłumić w społeczeństwie wszelką energię. opozycja nie zdawała sobie sprawy. jak rewizjoniści. Największy dla komunistów. Och. gdzie głosowało wojsko i milicja. miała o sto osiemdziesiąt stopni różne od prawdy wyobrażenie o nastrojach społecznych. Od czasu rozjechania czołgami „Solidarności” do Okrągłego Stołu minęło niecałe siedem lat. Za mało. Tylko było patrzeć. aby demonstrować rozpacz po zgonie „Wielkiego Stalina”. żeby przetrącone społeczeństwo mogło podnieść głowę. Między czasami. gdy młodzi ludzie wcierali sobie pod powieki tytoń. żeby go uleczyć. zaraz po „kontraktowych” wyborach zrobić wszystko. w której właśnie tkwiło w stopniu zagrażającym jego egzystencji! Był to pierwszy z grubych i fatalnych w skutkach błędów. w jakim stanie jest kraj i jak bolesnej operacji trzeba dokonać. Z trzeciej – w rozbitej opozycji dochodziło do głosu nowe pokolenie. „na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. To był po prostu koniec. że z nadmiaru entuzjazmu Polacy wyjdą na ulice i naprawdę. Bez mała dwa pokolenia. czy tak ją sprytnie zdezinformowali ubecy. napełnić nadzieją. i nie zaczadzone komunistycznymi sentymentami z czerwonego harcerstwa. i wszystko skończy się konfrontacją oraz sowieckim najazdem. Lista PZPR była wycinana nawet w tzw. zamkniętych okręgach wyborczych. radykalne. nie oskarżam bynajmniej Wałęsy i jego doradców o taką małostkowość. z tym. ale głęboko w mule pod nim. są o kant de potłuc. Nie pozostawało nic innego. popełnionych przez neosolidarność. jak ludzie z „Solidarności Walczącej” czy Federacji Młodzieży Walczącej poślą historycznych liderów opozycji do diabła i znajdą sobie przywódców bardziej zdecydowanych. gdy ja i moi rówieśnicy bez cienia lęku wznosiliśmy na korytarzu radosne okrzyki z okazji zgonu jednego z tegoż Stalina następców. że wszelkie oznaki społecznego poparcia. czy zdezinformowała się sama. nawet nie na dnie. jak niepodległościowcy. bo okazało się. Z drugiej. rozbroić.

żeby tych jednoznacznie przez społeczeństwo odrzuconych parszywych komuchów jednak wepchnąć do parlamentu. Żeby uwłaszczyć nomenklaturę? Nie. jak myślę. takich jak ja i moi rówieśnicy misiów. Żeby wprowadzić kapitalizm? Nie. która w następnych miesiącach miała błyskawicznie urosnąć do rozmiarów przepaści. Ta ustawa. nie rozumiemy. * Po co. Ja to ja. Szalone. w tym i mnie. jak Wałęsa i inne legendy walki z komunizmem z paniką w oczach opieprzają naród. jak pisałem. choć. jaka się tu toczyła! Naraziło nas na potworne niebezpieczeństwo! Zamiast triumfować. zakładane przez partyjnych dyrektorów. bodajże czeską. żaden stół. Po to. Ale tak samo poczuła się. i jak jasno wynika z ustaleń historyków. nieodpowiedzialne społeczeństwo zupełnie nie zrozumiało tej misternej gry. aby nas. która gotowa była wiele dla „Solidarności” zrobić i wiele znieść. był komunistom Okrągły Stół? Dlaczego musieli się nań zgodzić. bardzo długo ani im to było w głowie? Słucham odpowiedzi. to też załatwiono już za Rakowskiego. wielka część społeczeństwa. Pod tym względem przełomem nie był Okrągły Stół. Szok strachu. za przeproszeniem. by sekretarze partyjni mogli się zamienić w bogatych kapitalistów. gdzie nic mądrego o gospodarce nie powiedziano. na mnie mógł sobie Wałęsa machnąć ręką. a już zwłaszcza okrągły. że nie dojrzeliśmy. Powstające wtedy masowo spółki. nie trzeba było niemal wcale wysiłku – po całej tej komunistycznej mafii zostałby tylko smród. że źle zagłosowaliśmy. Pomiędzy neosolidamością a społeczeństwem pojawiła się rysa. Otóż widząc.posunięć – naprawdę. coś takiego poszło jako dobranocka w telewizji). która pozwalała swobodnie prowadzić działalność gospodarczą wyłącznie na podstawie wpisu do rejestru w gminie. wróćmy do tej kwestii. zrobił misiowi na głowę kupę (naprawdę. Po prostu rejestrowali firmy i brali z banków kredyty. z budżetu państwa. w której dwa rysunkowe misie siedziały na dachu i zagadywały przyjaźnie do księżyca. jak ów miś. właściwie położyła kres ideologicznym podstawom „ustroju sprawiedliwości społecznej”. dosłownie. opieprzać za to. Nie ta spomiędzy Targowej. Wałęsa i jego ekipa rzucili się do telewizorów. za to. poczułem się tak. Wyciągali też kasę z państwowych ubezpieczeń. Ale neosolidarność też przeżywała szok. jak Wałęsa i „Solidarność” stają na uszach. . przejmowały państwowy majątek „w drodze wymiany nieekwiwalentnej” – i szlus. że bezmyślnie wycięliśmy z przyszłego Sejmu partyjnych reformatorów – widząc. że nie zagłosowaliśmy na PZPR i że wycięliśmy listę krajową! Pamiętam z dzieciństwa jakąś idiotyczną dobranockę. tylko ustawa gospodarcza Rakowskiego. a banki były państwowe i zarządzali nimi ich partyjni kumple. Ząbkowskiej i tak dalej. a księżyc się nagle odwrócił i. tylko ta. którego jego śliczny księżyc złoty nagle obesrał. potrzebny nie był.

ale przeważnie na chama i na rympał. by przypomnieć tylko świetny „List do porucznika Borewicza” śp. Ale to czysto teoretyczne igraszki. i nie mógłby zmienić tego . do którego się po piętnastu latach niepodległości zbliżamy. a tak naprawdę SB. oraz z „partnera krajowego”. tylko musieli zgodzić się na Okrągły Stół.skądkolwiek bądź. którzy do kraju wrócili dopiero w latach dziewięćdziesiątych. No więc co sprawiło. ale to nie żadna opozycja obaliła socjalizm. to związki zawodowe i demokracja były im w tym tylko przeszkodą. że polscy towarzysze biznesmeni nie mogli pójść drogą chińskich. by ten kapitał został ich właścicielom ukradziony. którego aprobował teoretycznie Urząd Wojewódzki. Do tego wszystkiego komuna wcale nie potrzebowała legalizować na nowo „Solidarności”. tak jak w ogóle „realny socjalizm” na całym świecie. Do peerelu wpuszczono. eksperymentalnej jaskółki w socjalistycznym obozie. drugi pieniądze. takie porównanie tylko obraża chilijskiego dyktatora. który wprawdzie wylał nieporównanie więcej od Jaruzela krwi. Równie wielką rolę odgrywają w polskim biznesie do dziś innego rodzaju „przedsiębiorcy polonijni”. Mirosława Dzielskiego. przykro powiedzieć. kapitalizm bez demokracji – za wcale korzystny dla Polski. co prawda. którzy uważali taki wariant – mówiąc hasłowo. Ba. głównie po to. Firma polonijna składała się z naiwnego polonusa. a nie dla utrzymania go w poddaństwie. Warszawą i Berlinem. Jaruzelski nie był Pinochetem. niż wariant „demokracja bez kapitalizmu”. Bo. a po roku było odwrotnie. czasem wykazując się przy tym pomysłowością. skoro już zdecydowali się komuniści posłać światłe wskazania Marksa i Lenina do śmieci i zostać kapitalistami. a wcześniej obracali za granicą kasą otrzymywaną od rezydentur peerelowskiego wywiadu. tak zwane firmy polonijne. Żeby wpuścić do kraju kapitał zagraniczny? To też zaczął robić już Rakowski. Gdyby ten system był wydolny ekonomicznie. a i jego byli współpracownicy od niej nie stronią. bo wielu z tych „krajowych partnerów” z esbeckimi koneksjami odegrało i odgrywa do dziś w polskim biznesie znaczącą rolę. pozwalać na wolne wybory i tak dalej. Wspominam o sprawie. że byłoby to nie najgorszym rozwiązaniem. I nawet skłonny byłbym się zgodzić. Znacznie chętniej dokonaliby ustrojowej transformacji taką metodą. czerwone flagi z sierpem i młotkiem nadal powiewałyby nad Kremlem. jaką później zastosowały Chiny. Załatwiły ich. choć Wałęsa skromnie przypisuje sobie tę zasługę przy każdej możliwej okazji. można ich znaleźć na dorocznych listach najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost” i w informacjach na temat różnych ważnych prywatyzacji. byli nawet opozycyjni publicyści. ale w przeciwieństwie do niego zrobił to dla dobra swojego narodu. A potem było jak w starym żydowskim kawale – jeden wspólnik miał doświadczenie. a w konsekwencji demokratyzację i oddanie władzy? Jedna prosta sprawa: nie byli w stanie zapanować nad finansami państwa i nad inflacją. prawa ekonomii. Wręcz przeciwnie. lepszym w każdym razie. ci. który przywoził tu kasę. na zasadzie pierwszej.

pamiętała. „Solidarność” jako się rzekło. choćby w życiu nie słyszał o Newtonie. w ramach reform. Legenda głosi. to ten kapitalizm wymagał realnego pieniądza. że wszystkie teki rozdzielono bez wielkiego trudu. do których się zwracano. wykończyły prawa ekonomiczne. a na to raczej by się nie zdecydowano. ale nagle zobaczy. W przeciwieństwie do polityków wiedzieli doskonale. to ich ilość w obiegu stale wzrastała. to piosenka o komunistach wiszących na drzewach zamiast liści przestanie być jedynie biesiadną przyśpiewką. że jak po takim numerze apatyczne i osowiałe społeczeństwo dostanie nagle wigoru. . po prostu konfiskując nadmiar złotówek. natomiast na ministra finansów chętnego po prostu nie było. że chętnie będą doradzać. rósł. bagnety ani terenowe grupy operacyjne nie były w stanie zatrzymać ciągłego namnażania się w obiegu pieniędzy bez pokrycia. parędziesiąt celnie wymierzonych atomówek. mówimy o śmierci politycznej) zemstę Gierka na Jaruzelskim. i w końcu stało się jasne. że jeszcze kilka. Jeśli chciało się otwierać na Zachód. A to nic nie dawało. jak wiemy. jak każdy. bo nie dało się ich rozstrzelać. uprzejmie zapewniali. co się dzieje. ale co do ministrowania. Po przekroczeniu pewnego progu już żadne czołgi. Otóż jedno z tych zlekceważonych w peerelu praw ekonomii spowodowało. że ich nie ma. albo zgoła nawet sformułowane przez niego prawo zdecydowanie odrzucał. Komuna miała już z polactwem swoje doświadczenia. że skoro zaczęto bezmyślnie drukować puste pieniądze. liczyć już nie mogli. Można to uznać za swoistą. przypominam. A na sowiecką pomoc. ale czterdzieści lat później coś podobnego było nie do pomyślenia. Jeśli chciało się robić kapitalizm. Tymczasem „nawis”. że zostały przegłosowane na radzie ministrów. kolejni partyjni reformatorzy odpadali od sterów. a nie zadrukowanych papierków. co najwyżej. przedpłat i tak dalej po prostu nie ma. bo istnieją obiektywnie – tak samo. Potem. jakie bywają tu skutki podniesienia o parę złotych cen cukru czy mięsa. i trudno się dziwić. W końcu rozbrojenia tej bomby podjął się nikomu wcześniej nieznany Leszek Balcerowicz. inflacja się rozkręcała. jak go nazwano. nie. Z tymi prawami komuniści nie byli sobie w stanie poradzić. zastraszyć ani kupić – można było tylko udawać. pośmiertną (oczywiście. kilkanaście miesięcy i sprawa się musi rypnąć: finanse państwa pękną jak mydlana bańka i rzesza ludzi nie tylko nie dostanie pensji. jeśli skoczy z urwiska. W roku 1950 w podobnej sytuacji komuna zrobiła „wymianę pieniędzy”. Prawa ekonomiczne działają nie dlatego. wkładów mieszkaniowych. które nazwać idiotycznymi będzie uprzejmością. Wszyscy profesorowie. Realny socjalizm. siadała do Okrągłego Stołu z żądaniami ekonomicznymi. to trzeba się było liczyć z elementarnymi standardami światowych instytucji finansowych. że neosolidarność musi stworzyć rząd. że wszystkich ich oszczędności. że żaden nie miał ochoty usiąść na tykającej bombie. to bardzo dziękują. A jednocześnie jednak uruchomiono.żaden strajk ani żadne dolary od CIA – dopiero. Działają. mechanizmy nie pozwalające już w nieskończoność fikcyjności waluty ukrywać. to spadnie na de i ją sobie obtłucze. pozwolę sobie powtórzyć. i mogła się spodziewać. sytuacja gwałtownie przyspieszyła i okazało się.

głównie na ten tak do dziś uwielbiany przez polactwo gierkowski cud. ciułanych latami i przechowywanych na czarną godzinę przez cały peerel. jak na sławnym spotkaniu w Stoczni Gdańskiej. kasa się zawsze znajdowała. skutek musiał być ten sam. czy była to operacja kursowa. dałaby się uzasadnić – w końcu całe to mienie.. znikały ludziom z kont. stopniowo regulowany. Ależ nie. było wypracowywane przez pokolenia poddanych socjalisticzieskoj własti. była dla komuny po prostu darem z niebios. która nie zdając sobie w ogóle sprawy z sytuacji całe to. i inne mienie komunalne. Ale nie jest. powtórzę. prostemu dziennikarzowi. One zostały rozgrabione i roztrwonione o wiele wcześniej. cudotwórcą. gówno. czy przyjąłby zamiast kursu stałego płynnie. że wprawdzie znikają mu oszczędności. że operację ściągania z rynku „nawisu” należało połączyć z powszechnym uwłaszczeniem. była jeszcze państwowa. Rzecz dałaby się przeprowadzić. Komunizm dożył swoich dni. trzeba było te sprawy wyczyścić. nie skończyłoby się na pajacowaniu z krawatem. Trzeba było ściągnąć z rynku inflacyjny „nawis”. że to wszystko było oszustwo. nie mnie. rozdzielać takie tytuły. a wypłaty w państwowych przedsiębiorstwach zdusić „popiwkiem” do czasu ich sprywatyzowania i poddania zasadom gry rynkowej. książeczek czy bieliźniarek oszczędności całego życia. i udziały w prywatyzowanych przedsiębiorstwach. przestawało nagle być majątkiem. którego skądinąd znam i poważam. Minus tylko jeden: . ale coś dostaje w zamian. a stawało sumą zupełnie przeciętną. Przeciętny Polak widziałby wtedy. ciekawym przedmiotem „igraszek swobodnego umysłu” gdybanie. A nie było wyjścia – jeśli Polska miała przystąpić do odbudowy. może nawet bardziej na miejscu będzie powiedzieć – wybitnym. czy walutowa „kotwica”. zdrowe społeczeństwo w miejsce postniewolniczego społeczeństwa pańszczyźnianego. I właśnie dlatego naiwność opozycji. że czerwony płacił ludziom bezwartościowymi papierkami. oczywiście. Same plusy. ugryzłem się w ostatniej chwili w język – Czytelnik i tak wie.Balcerowicz jest dobrym ekonomistą. No i. potem przekazana samorządom. Gdyby spróbował tego premier Rakowski. Jakikolwiek by wybrał sposób urealnienia waluty. No. na litość boską. kiedy trzeba było przyznać. przepraszam za słowo. że czy się stało. Właśnie dlatego komuch musiał się pogodzić z myślą o oddaniu władzy „Solidarności”. co chciałem powiedzieć. i przyszedł moment. zagarnięte jako „państwowe” przez komunę. Sto dolarów. Tym czymś byłaby własność – ponieważ w roku 1990 wszelka własność. Jest dzisiaj. co postulowała potem centroprawica z takim zadęciem. Fikcyjne pieniądze musiały zniknąć. jak można było w tej sytuacji przejąć władzę mądrzej.. przede wszystkim. można było rozdać i mieszkania. wzięła ochoczo na siebie. to robił. A tym samym. jakby cokolwiek to zmieniało – jakkolwiek. czy leżało. z punktu zaczęłoby się tworzyć normalne. dobrze. Gromadzony przez kilkanaście lat „wkład” na książeczce mieszkaniowej można było po paru miesiącach włożyć sobie co najwyżej w. Niektórzy twierdzą. powtórzył kilkakrotnie prawicowy publicysta. wcale nie tak! W czasach Balcerowicza tych oszczędności dawno już nie było. „Reforma Balcerowicza oznaczała bezprzykładną grabież oszczędności społeczeństwa”.

restrukturyzowania. neosolidarność wybrała wariant najgorszy z możliwych. Ale to wszystko. gdyby tylko mieli w głowach choć trochę rozumu. Świadomie czy nie. jak socjalistom spod nieco innych znaków zdarzyło się to w Norymberdze? Taką właśnie drugą Norymbergę powinni byli przywódcy neosolidarności zorganizować. jak to było naprawdę – ale Balcerowicz. Owszem. popierający w obu turach Wałęsę. którzy ten chleb ukradli. Ja osobiście. że gdybym był wtedy poparł Mazowieckiego. jeśli nie dla sprawiedliwości. I nie wstydzisz się tego dzisiaj. trochę się wstydzę. u schyłku roku 1989. że nigdy w życiu się z żadną komunistyczną kanalią nie skumplowałem. I niech w ramach tych igrzysk zadyndają ci. I jeszcze z godną lepszej sprawy zawziętością starała się komunistów wybielić. . decydującym o przyszłych losach nas wszystkich. Wzięcie przez społeczeństwo na komunie „odwetu” za jej liczne podłości i zbrodnie nic a nic by mnie. Dlaczego nie? Bo taka brzydka zemsta uraziłaby poczucie estetyki warszawsko-krakowskiego salonu? A to. Ale. chyba żeby za formę oporu przeciwko komunizmowi uznać picie wódki i pisanie aluzyjnej fantastyki. żeby być uprzejmą wobec swoich „partnerów” od Okrągłego Stołu. A poza tym. to dzisiaj musiałbym się wstydzić jeszcze bardziej.wtedy. która by wpadła na ten pomysł i mogła go zrealizować. by myśleć o Polsce. nie zmartwiło – pewnie dlatego. to z wyrachowania. delikatnie mówiąc. likwidowania całych ogromnych obszarów fikcji „wysoko rozwiniętej gospodarki socjalistycznej”. Ziemkiewicz? – zapyta ten i ów Czytelnik. którzy byli w niej zaangażowani po którejś ze stron. * O „wojnie na górze” każdy ma swoje zdanie. tak jak nic specjalnego nie zrobiłem w latach osiemdziesiątych. i. byłem za takim właśnie rozwiązaniem całym sercem. którzy mieli na sumieniach polityczne morderstwa. które mu przepadły. Nie ma chleba. tak i nie zaangażowałem się w „wojnę na górze” – li tylko jako wyborca. Pozwoliła. momencie nie miała w ogóle głowy. pociesza mnie jedna tylko myśl. „teoryzowanie”. by to na nią spadło całe odium zamykania nierentownych zakładów. nie mieli za to sądownie odpowiedzieć. a zwłaszcza ci. odpowiem. którzy przez pół wieku niszczyli i okradali własny naród. Czemuż by ludzie. lekceważę. jak mawiał Majster z „Dialogów na cztery nogi”. by przeciętny Polak uwierzył. nie było żadnej siły politycznej. Pozwoliła. choć teraz wydam się Czytelnikowi strasznym cynikiem. w przeciwieństwie do Michnika. to ja akurat. Wzięła to wszystko na siebie. w kluczowym. bo chleb został rozkradziony – niech będą przynajmniej igrzyska. ujawniania ukrytego wcześniej bezrobocia i w ogóle. ukradli mu nie Gierek z Jaruzelskim i Rakowskim. bo zajęta była wzajemnym się wyrzynaniem. udział w zorganizowanym rabunku narodowego mienia i w masowym wyzysku. W takim razie pozostawało jeszcze jedno rozwiązanie. dodam zaraz. że te pieniądze.

Wałęsa znany był wszystkim Polakom. którą jego hagiografowie chcą teraz uznawać za przejaw odpowiedzialności. wypisywane w stosownym czasie przez czołowych opozycyjnych intelektualistów. Irytacja. W związku z tym. ale zatonęło w bagnie. bo Jaruzel w tym okresie wyraźnie zauważył. rzutowali oni na obiekt swych niedawnych panegiryków i salonowych pląsów. to nie ulega wątpliwości. przewracał się socjalizm po kolei we wszystkich krajach „obozu”. że dzieło i wiara całego jego życia nawet nie legło w gruzach. jak dał się poznać. którą zgodnie z dobrze zbadanym mechanizmem psychologicznym. ta wściekła. twierdzę to z całym przekonaniem. A skoro tego chce. przywódca dziesięciomilionowej „Solidarności”. co mu przez lata sączono w uszy. który obalił komunizm i tak dalej. Wałęsa był symbolem. i zachowywał się z kompletną biernością. jak wspominałem. analizował Kaczyński sytuację. że w ramach protestu przeciwko skrajnemu brakowi pluralizmu w doborze kandydatów do zdjęcia z Wałęsą odmówił wówczas kandydowania Tadeusz Mazowiecki – dopiero potem miał zmienić linię i związać cały swój polityczny los z Familią. i na koniec ogłosimy wybory prezydenckie. uwierzył. niegdyś mu do obrzydzenia kadzących. A naród. I. krótko mówiąc. to cóż on. jeśli ktoś pogrzebie w bibliotekach. zajadła wybijanka do jakiej doszło w neosolidarności w roku 1990. od czasu. można się domyślać z różnych wzmianek – ale można też. . jak było. Wałęsa w to wszystko. Politycznie myślał wtedy Kaczyński: Wałęsa dąży do prezydentury. W jaki sposób ten wpływ na Wałęsę uzyskiwano. sodowa mu teraz rozsadza łeb i być prezydentem po prostu musi. zrobimy wolne wybory do parlamentu. niczym kolejne klocki domina. do Wałęsy przyjeżdżały zagraniczne delegacje. ujawnionymi przez wybory. niemal wyłącznie złożona z przedstawicieli tej frakcji. Albowiem. że pochlebstwa lubił – nie on jeden zresztą wpadł w tę pułapkę. że u podstaw wojny na górze legła irytacja ludzi. na mocy decyzji parlamentu. za najdalej rok będzie miał go dosyć. Wałęsa. prezydentem zostanie. lepiej wybrać go prezydentem teraz. człowiek. Wałęsa oczywiście w nich wystartuje – i przegra. „rewizjonistom” udało się wpływ na Wałęsę uzyskać. Dowodem najdobitniejszym reprezentacja neosolidarności w kontraktowym Sejmie. z jakim. nie ma co do tego wątpliwości. Jaruzelski zgodzi się ustąpić – zgodziłby się. bo uważa. kiedy skonfrontuje legendę Wałęsy z Wałęsą rzeczywistym. W kategoriach politycznych była to sprawa zupełnie bez sensu.W pewnym momencie. generalnie. to mając taki mir w społeczeństwie. Przez ten rok uchwalimy konstytucję. Myślę. tkwili jeszcze w szoku wywołanym rozmiarami swej własnej niepopularności. nie da się wytłumaczyć w kategoriach politycznych. który przy Wałęsie jest nikim. bo przecież pamiętamy. i hukiem. że mu się to należy jak psu buda. znaleźć tam jeszcze peany na cześć wielkiego przedstawiciela Ludu. Bo. że skoro prezydentem i symbolem dla świata został jakiś taki Havel. Czerwoni za tym zagłosują – zagłosowaliby. Mało kto pamięta. na samych siebie i swoje lizusostwo. kluczową sprawą dla utrzymania „pakietu kontrolnego” w opozycji było mieć Wałęsę.

najlepiej. czy nawet z jej rekomendacji rządzić stolicą. rzeczywiście słuszną. celem niezliczonych obelg w kontrolowanych przez nią mediach. optymalną. Po pierwsze – wystąpił z polityczną koncepcją. Na tym polegało nieszczęście i jego. choćby był wcześniej sekretarzem KC. a jeszcze lepiej – wiceprzewodniczącym przy pozbawionym energii. konserwatystą. Kaczyński powinien był zostać przewodniczącym Unii Demokratycznej. że tamci chcieli dekomunizować. liberałem. bo. Wizje polowań na byłych członków partii. wszystkim tym naraz. A jeszcze z tej banicji szukał z Familią porozumienia. ten spór miał charakter wtórny. To. należał do Familii. i takim przez cały czas pozostał – tyle. chcieli ich dekomunizować – taka była kolejność przyczyny i skutku. neosolidarność długo sobie Polską nie porządzi. jak trafnie ocenił. od zamachu na demokrację po przekręty. na razie tylko sparaliżowane strachem mafie zbudowane na powiązaniach aparatu. równie dobrze. Bo. Wypchnięcie go pomiędzy ludzi typu Olszewskiego. . że tamci. Macierewicza czy Szeremietiewa stanowiło kompletne nieporozumienie – zresztą wypalił się tam bez pożytku dla kraju w drobnych utarczkach wszystkich ze wszystkimi o przywództwo nad magmą Konfederacji. programowo. i całej Familii. nawet na Wałęsę – ów Kaczyński w gruncie rzeczy. genetycznie. wymierzone było w rozbicie struktur. był jej najwybitniejszym politykiem. albo. A i dekomunizacja w wizji Kaczyńskiego nie była bynajmniej jakimś wybuchem antykomunistycznych namiętności. rewolucyjnych trybunałów dekomunizacyjnych i temu podobne były tylko rojeniami miotanego wojennym szałem Michnika. bo. który stał się. Grzechy Kaczora były inne. pełniącym funkcje reprezentacyjne prezesie w typie Mazowieckiego. z którymi była pocięta na śmierć i życie. o której zadecydowała nie polityka. mało tego. tego typu sprawy dla Familii nie miały nigdy decydującego znaczenia – w Unii Demokratycznej można było być równie dobrze chadekiem. zabrzmi to paradoksalnie. co projektował. na którego Michnik rzucił więcej jadowitych obelg niż na kogokolwiek innego. Bynajmniej nie poszło tu o jego „prawicowość”. specsłużb i stworzonego za czasów Rakowskiego kompleksu bankowo-biznesowego. Nie poszło też o sprawę rozliczeń z komunistami. a Unia nie. jak w salonie. bo popełnił dwa grzechy nie do wybaczenia. że na banicji. najbezczelniej w świecie. nasiąkając paranoiczną podejrzliwością i uprzedzającą agresją wobec wszystkich. Unia dlatego broniła komunistów. tylko psychologia: Jarosław Kaczyński. wbrew potocznemu mniemaniu. mając na zapleczu nie ruszone. a jeszcze lepiej należący do nowego. niech będzie ładniej. etosowo.Czy Kaczor nie miał wtedy racji? Miał. nie mając do tego żadnego prawa. Gdyby tak się sprawy ułożyły. oczywiście. bo w gruncie rzeczy to właśnie była jego formacja. mógłby w Unii Kaczyńskiego być w zarządzie. ale to kolejna sprawa. Familia rządziłaby do dziś. głównym wrogiem michnikowszczyzny. szwarccharakterem oskarżanym o każdą możliwą podłość. jak i socjaldemokratą. Ale Kaczyński musiał zostać z Familii wypchnięty. W Familii obowiązywała hierarchia jak w stadzie pawianów. Unia Demokratyczna nie dlatego cięła się z Wałęsą i PC. Pezetpeerowiec nie należący do starego układu. czy jakkolwiek jeszcze to ująć. jak w Unii Mazowieckiego.

Po to ma Familia swą hierarchię. równie ciężkiego: poszedł pod prąd. Jeśli ten dureń roi sobie. najlepsze towarzystwo z możliwych i tak dalej. dopuszczając się w ten sposób niewybaczalnej gafy. co trzeba zrobić. jeśli naprawdę chciał. została. któremu się dotąd musiała kłaniać. a który teraz został na uboczu. czy Kaczor tego nie próbował. a teraz niech tam sobie siedzi na prowincji i się nie wtrąca. żeby uznał ten plan za swój własny. ludzie rozumni. poniżej którego w familijnej hierarchii był już tylko Celiński i kosze na śmieci! Taki Kaczyński. i napełniona poczuciem mocy doszła do wniosku. że jej autorytety są autorytetami najwyższymi. to już było nie do zniesienia. Inne gazety mówiły jej głosem. był tylko symbolem. że jest wreszcie na swoim własnym folwarku. gazetą Michnika. Tymczasem właśnie wtedy wzbierały w Familii namiętności dokładnie odwrotne. jako wydawnictwo prywatnej spółki „Agora”. czytając o sobie w tych gazetach i widząc się w tej telewizji. to tak naprawdę osiągnął dzięki nam. Kaczyński na przełomie 1989/1990 doszedł do wniosku. Ale nie Kaczyński! Kaczyński był jakimś tam misiem z prowincji. że składając różne deklaracje i dywagując niezobowiązująco o bytach abstrakcyjnych. zamiast znosić je grzecznie i cicho. których rozumność poznaje się właśnie po tym. i namówić go. albowiem Kaczor dopuścił się jeszcze jednego grzechu. uznała. niż mieli wczoraj. i dopiero spuszczony na bambus nie zdecydował się powiedzieć na głos. w rodzaju Wujca czy Lityńskiego. bo jest za silny – trzeba sposobem. no to proszę bardzo. chyba że to jej przywódcy dziś mają inne poglądy. i Familia. wielu familiantów nie wiedziałoby. co myśleć i uważać wypada. Największa gazeta. swoim doradcom. w konkretach wszyscy muszą być jednomyślni – w języku Familii nazwano to „różnić się ładnie”. niż towarzystwo. Bez ścisłej hierarchii mogłoby nagle dojść do pomieszania. powinien cichcem wsączyć swą myśl w uszy któregoś z wielkich. która miała być gazetą neosolidarności. Znowu sens wydarzeń może nam uświadomić tylko psychologia. aby nadal być człowiekiem rozumnym. zrobimy powszechne wybory prezydenckie i wygramy je w cuglach! . poczuło się pewnie. aby każdy wiedział. Nie mogę zresztą dać głowy. śmietanka polskich elit. prymityw i kukła – wszystko. Potem objawiłby go szeregowym familiantom któryś z przybocznych. Z takim politycznym planem mógł wystąpić któryś z członków sprawującego nad Familią rząd dusz triumwiratu Geremek – Kuroń – Michnik. Ten. miał inne zdanie. że całe społeczeństwo jest pełne dla niej bezbrzeżnego uznania. Familia to ludzie rozumni. że z Wałęsą nie ma co iść na udry. co myśleć i mówić. Familia poczuła się strasznie pewnie. w Gdańsku. i tak dalej. co osiągnął. No. że Wałęsa. pozwolił sobie odpowiedzieć w tonie buńczucznym. Zaczęła się seria coraz to dalej idących afrontów pod adresem byłego wodza. jej głosem mówiła państwowa telewizja.gdzie każdy ma swoje miejsce przy stole i posadzić nagle tyłek na fotelu Pana Profesora czy Pana Mecenasa jest po prostu nieopisanym chamstwem. A Familia nie toleruje odmiennego zdania. zobaczyła. Mogło tak być. że ktoś go tutaj jeszcze do czegokolwiek potrzebuje. to w gruncie rzeczy głupi cham. Otóż salonowe bractwo.

szlifuje kanty. z jaką rzucili się do gardeł sobie nawzajem. Ale to za moment. jak było naprawdę. wydawała się szansą na dojście do władzy. stąd właśnie sięgnął po. Kto nie chce mi wierzyć na słowo. coraz bardziej się w tym uskrajniając. jak śpiewamy w naszym hymnie narodowym (jeśli kto zna cały jego tekst. Zresztą. rannym podrzynano gardła. ale i tu stawiał warunki: po doświadczeniu z Familią tolerował tylko ludzi całkowicie bezwolnych i możliwie jak najbardziej miernych. Jeńców nie brano. aby rozpętlił ten węzeł. nie daj Boże. których zresztą wcale nie uważała za swe marzenie. Było to pasmo przejmującej głupoty nowej władzy. można to prześledzić obserwując nominacje prezydenta Wałęsy aż do samego końca. u podstaw tego wszystkiego leżało błogie przekonanie. Była to bitwa wieńcząca rokosz podniesiony przez innego wybitnego dowódcę wojny ze Szwedami. oczywiście – wedle badań jest takich coś ze 3 procent). Szwedom często dawały „pardon” – rodakom nie. dokończmy myśl: dla samego Wałęsy mianowicie też była wojna na górze katastrofą. nie okazywały w żadnej z wcześniejszych bitew z najeźdźcą. nie mając żadnego z atutów Familii. bo wskoczył w buty w oczywisty sposób dla niego za duże – czego chyba do dziś nie zrozumiał – i to wskoczył w nie w najgorszym możliwym stylu. byłaby dla Wałka raczej obciążeniem. które definitywnie zabiły w Polakach wiarę w „Solidarność” oraz w niepodległą Polskę i uwięziły ich w polactwie. tylko za pewnik. ani przez moment nie mając zamiaru realizować żadnych ich postulatów. Trzeba by naprawdę wielkiej klasy psychologa. „niepodległościowców”. niech przejdzie się do biblioteki i poczyta gazety z tego okresu. Lubomirskiego. pokrywa co najgorsze mgiełką zapomnienia. twierdzą psychologowie. Dla Konfederacji. inaczej. bo ludzki umysł z natury swojej łagodzi wspomnienia. Dla Familii była ona politycznym nieszczęściem i praktycznym zniweczeniem jej marzeń o „co najmniej dwunastu latach nieprzerwanych rządów”.No i tak się zaczęła niesławna wojna na górze – zderzenie pychy zaczadzonych własną urojoną potęgą warszawki i krakówka z pękającym z pychy wodzem. bo wykorzystał on ich nader cynicznie. Na pewno. zaplecze. niż pomocą. z czasem. poza personalnymi. jego chorągwie zostały wyrżnięte w pień w bratobójczej bitwie pod Mątwami. ale w istocie też była politycznym nieszczęściem. Najświetniejsze. ani medialnego wizerunku. Po szwedzkim Potopie. kiedy to. pasmo szkodliwych dla Polski posunięć. którzy to pamiętają. Konfederacja jako sojusznik lub. ani wpływów w mediach. Ale przede wszystkim było to nieszczęście.. bylibyśmy wszyscy wariatami. a za to wiecznie się ze sobą żrąc i grając na wzajemnym się szantażowaniu i licytowniu radykalizmem. Wojska królewskie zderzyły się z wojskami rokoszan z taką zawziętością. Czarniecki wrócił się przez morze. Wobec komunistów nigdy nie wykazali jej uczestnicy ani cienia tej nienawiści.. ani jej kontaktów. Nawet ci. raczej cały szereg nieszczęść dla Polski. jakiej. po których teraz Wałek sięgnął. Tak zwana wojna na górze była powtórką tego szaleństwa. głupoty graniczącej ze zbrodnią. dopiero co zwycięskie wojska Rzeczypospolitej wymordowały się nawzajem w jakimś niepojętym szale dzikiej nienawiści. nie pamiętają tego. wedle świadków z epoki. że sprawa z komunistami jest całkowicie .

że ktoś słyszał. na tych oszołomach. żeby wręcz. że skończy się na niczym. demokratycznej Polsce nie było. że ileś tam lat temu ktoś komuś nie podał ręki. kto mówi „wszystko albo nic” może być pewien. Te cechy osobowości. Niezłomność.zamknięta. Z poczucia obowiązku poszło do polityki trochę intelektualistów. bojownicy z komunizmem i tak dalej. że reformy idą same z siebie. jakaś. że przez tyle lat musieliśmy się przed nim płaszczyć i go okadzać. jak tamten mówił o tym. czy coś takiego. zresztą w ogóle jej nie miał. który z podziemia trafił do normalnej polityki. jako deklaracji lojalności. nieprzyjmowanie do wiadomości faktów i niezdolność do jakichkolwiek kompromisów. które w totalitaryzmie tworzyły bohatera. pokazując czarne. w demokracji tworzą warchoła. skoro nauczył się nie ustępować przed więzieniem. „furia ekspedycyjna”. tłumiona latami. która była cnotą u bohatera antytotalitarnej opozycji. ale muszę się tu odwołać do niego. Człowiek. bo wobec systemu każdy był w gruncie rzeczy sam i nikt nie nauczył się grać w drużynie. ten wygrywa wszystkie wybory w cuglach jeszcze przez co najmniej dwanaście lat – wszystko to było jak najdalsze od prawdy. albo powiedział komuś. nieszczęście polega na tym. bo guzik go zawsze obchodziła jakakolwiek publiczność. domagać się od wszystkich zapewnień. a sztandar „Solidarności” powiewa wysoko i ktokolwiek wyrwie go pozostałym i będzie trzymał. że nie było takich chujów. że nas odcięli od kontaktów z Zachodem. * Kiedyś pisałem. u polityka zamienia się w ośli upór. odstrasza od siebie wyborców. powoduje jeden rozłam po drugim. no i koniec końców niszczy wszystko. ale ci się do tego na dłuższą metę nie nadawali . a w polityce nigdy nie wygrywa się w stu procentach. że słyszał o innym. ale w neosolidarności zapanowała wtedy już nawet nie ślepota. bo nie interesuje go nic mniej niż stuprocentowe zrealizowanie swojej woli. jak to nazywa psychologia. to i tak zdanie to zabrzmi słabiej. nie ustąpi przed argumentem. że widzą białe. Bohaterowie podziemia nie nadawali się na polityków. że innych kadr dla polityki w wolnej. na tamtych cwaniaczkach. społeczeństwo cieszy się i chwali nową władzę. którzy chcą tutaj budzić endeckie upiory. tylko żeby ją dostrzegać inaczej. Nie chcę powtarzać całego tego wywodu. której wreszcie można było pofolgować i wziąć odwet – na tym chamie. Jeśli w nadmiarze targających mną uczuć zatracę na chwilę stylistyczną przyzwoitość i pojadę urbanem. pieniędzy i maszyn. jakich by wtedy na sobie nawzajem bohaterowie podziemia. żywe legendy. że bohaterowie podziemia z natury nie nadają się na polityków w państwie demokratycznym. Na pewno była w tym skumulowana złość z wielu lat wspólnego duszenia się w podziemiu. publicznie nie powiesili. ale jakieś zacietrzewienie. żeby nie tylko nie dostrzegać rzeczywistości. niżby należało. że on kapuje ubecji. a do tego jeszcze doszły jakieś zupełnie nie do wyjaśnienia normalnemu człowiekowi urazy.

Sowieccy doradcy plątali się gdzie chcieli. Nie było żadnego powodu trzymać się traktatu wymuszonego zupełnie innymi warunkami – ale Mazowiecki i cała Familia z jakąś sklerotyczną zajadłością trzymali się go tym bardziej kurczowo. Jedyną alternatywę dla działaczy podziemia stanowili ludzie ze starego. jakim było załamanie się Sowietów. Przyznam. w ramach zaplanowanego na najbliższych trzydzieści lat programu mającego stopniowo dać Polsce względną autonomię w ramach sowieckiego bloku. że obok pacyfikowania społeczeństwa i niedopuszczania do wybuchu entuzjazmu z powodu odzyskania niepodległości. że ludzie zajmujący właśnie wskutek takiej polityki kadrowej stanowiska są najlepszymi fachowcami. Usadzali w kluczowych punktach państwa. Sowiety zdychały. komunistycznego aparatu. ale partyjny. Komunizm walił się w kolejnych krajach. ale na to też ani spojrzeli. Nagle okazało się. w jaką wciągnął ich czerwony przy Okrągłym Stole. im kto bardziej bezmyślny i przez to bardziej oddany oraz mniej niebezpieczny dla władzy – i nagle okazało się. Mam wrażenie. Do tego doszli jeszcze działacze związków zawodowych i związków rolników – a to jest dopiero mętownia. oni są niepokonani i tak dalej. mozolnie realizowali kolejne drobne kroczki. właśnie przestawał istnieć. więc od tego zdania już się nie powtarzam. a oni ani na to spojrzawszy. Jest to swoista zawziętość w odrzucaniu tego. jakimi Polska dysponuje. w wojsku. ubecką grę. Przez pięćdziesiąt lat czerwony obsadzał stanowiska wedle zasady bierny. co w Sejmie Rzeczypospolitej robią typki z „Samoobrony”. i kto przeciera dziś w zdumieniu oczy. awansował tym wyżej. Przez pięćdziesiąt lat kontrolowali Polskę Sowieci. który to wybuch mógłby sprowokować sowiecką inwazję. montowali swoje . i wyrzucać ich w żadnym wypadku nie wolno. co się raz postanowiło. Przyprowadził ich potem szeroką ławą Miller. tylko uparcie realizować. mierny ale wierny. ale solidarnościowcy z premedytacją nie chcieli tego widzieć. neosolidarność ma jeszcze jeden nadrzędny cel: niedopuszczenie do zbyt szybkich zmian. Konsekwentnie i niezłomnie.jeszcze bardziej – zresztą o tym wiedzieli. wzywali do siebie kogo chcieli na rozmowy. Kolejne fakty niweczyły z hukiem całą tę sprytną. w służbach specjalnych swoich ludzi. Nie od rzeczy dodać będzie. że ten przez nikogo nie oczekiwany cud. to się nie uda. a ty zaciskasz zęby i robisz swoje. Mówią ci wszyscy: to nie ma sensu. co się zowie. im mniej miało to sensu. który. co nie pasuje do przyjętych założeń. dla ludzi kierujących się w życiu tą niezłomnością był potwierdzeniem. Czerwony uciekał w rozsypce. nie zawracać sobie głowy faktami. poza wszelką służbową hierarchią. Z wiadomym skutkiem. ale z komend milicji i komitetów wojewódzkich. że do tego zestawu cech bohatera podziemia. o której we „Viagrze maci” zapomniałem. trzeba dodać jeszcze jedną. że bez takiej psychologicznej hipotezy nie jestem w stanie niczym wytłumaczyć ani nijak pojąć postępowania neosolidarności. o żadnej interwencji nie było mowy. ten niech się nastawi na jeszcze fajniejsze doznania. nie fachowiec. iż tak właśnie robić należy. które strasznie utrudniają mu bycie demokratycznym politykiem. i to nie tylko ze wspominanych tu związków socjalistycznej młodzieży. na nic nie zważać.

nie wolno wskazać. pochodzących wyłącznie z rozkradania majątku likwidowanego państwa. odpowiedzialnych za to. Daj już spokój. nie wolno w żadnym wypadku. nie wolno chwycić za rękę grasującej w państwie postubeckiej mafii. nie wolno komunistów karać ani nawet odsuwać od stanowisk.. że przez te pięćdziesiąt lat z poziomu Grecji i Portugalii. nie wolno spytać. a potem wręcz „człowiekiem honoru”. posadzić jakiegoś dziadka z „Tygodnika Powszechnego”. nie wolno zgodnie z prawdą wskazać tych. nie wolno szukać sprawców politycznych mordów. chodziłby tak ruski miesiąc. że „Solidarność” po to objęła władzę. Mówiąc krótko. nie wolno złodziejom odbierać tego. to jest nikczemna zemsta. nie wolno przeciwdziałać dalszemu tego majątku rozkradaniu. że rolnictwo jest zacofane w stosunku do Zachodu o pięćdziesiąt lat. to jest polityczna głupota i nieodpowiedzialność. który. to jest podpalanie kraju. obsesjonatami. że milionom Polaków zniknęły z kont i bieliźniarek oszczędności. które przed wojną nieznacznie wyprzedzaliśmy. co ukradli. co wzięli sobie ubecy i partyjniacy. bo – to jest nienawiść. że żadnej zawartej w nim obelgi nie wymyśliłem – wszystkie były wtedy w powszechnym użytku michnikowszczyzny. i ludzie. Przez pół wieku komuniści dopuszczali się najgorszych zbrodni – nagle okazało się. kto się wysługiwał ubecji jako kapuś. nie wolno zdemaskować. produkując rzeczy potrzebne tylko ruskim fabrykom zbrojeniowym. chorymi z nienawiści. szpicel czy prowokator. spadliśmy do poziomu państwa od tych dwóch czterokrotnie biedniejszego. ani okradzionym oddawać tego. bo ci zaszkodzi. są zwykłymi durniami. to jest podłość. które umożliwiają im bezkarne robienie wszelkiego rodzaju szwindli. że nie wolno pozostałości komunizmu likwidować. i szef całego aparatu zbrodni i terroru staje się człowiekiem godnym całkowitego zaufania. Przepraszam za ten przydługi akapit. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko jedno.. * . nie przeżywaj tego znowu. że wystarczy przy oberubeku. nie wolno sporządzać żadnych rachunków krzywd. kto odpowiada za to. gdyby mu podwładni przyszpilili do pleców kartkę z brzydkim wyrazem. w jaki sposób różni dranie nagle stali się właścicielami fortun. którzy by chcieli jakichś rozliczeń komunizmu są frustratami.agentury – nagle się okazało. aby ich ochronić przed niepotrzebnymi zmianami. bohaterami ostatniej godziny i. że absurdalnie rozbudowany przemysł ciężki marnuje zasoby. spoconymi facetami goniącymi za władzą. że to właśnie ci ludzie są najwierniejszymi Polsce patriotami. nie wolno przeszkadzać w paleniu archiwów zawierających dowody tych zbrodni. nie wolno zmieniać ustalonych przez komunistów przepisów. ojcu chrzestnym wszystkich zbrodniarzy. którzy odpowiadają za stan gospodarki państwa. Ziemkiewicz. po to najlepsi Polacy przez pół wieku walczyli z komunizmem i okupacją żeby zaraz po odzyskaniu niepodległości usłyszeć od bohaterów tej walki histeryczny krzyk.

czułem się jak ten miś z czeskiej dobranocki. Ale było i coś więcej. mówiąc uczciwie. podchorąży. . już ozdobiony orderem od Kwaśniewskiego. Mówimy przecież o człowieku. głosował na sztandar „Solidarność”. jak już wspomniałem. Skoro głównym wrogiem stali się nagle wczorajsi współpracownicy i przyjaciele to. to tego. ale mogą być cennymi sojusznikami. wczorajsi wrogowie stawali się automatycznie sojusznikami. Od przyczyn przeszedł kolega do środków zaradczych. z pozoru człowiek dość kontaktowy. choć bez żenady poszedł po latach do „Trybuny” na pogawędkę z jedną z najgorszych szumowin stanu wojennego. Familia rzuciła wszystkie siły do obrony pozostałości peerelu dlatego. dla których gospodarka kraju pada – a był to koniec roku 1988. bo miał tam być Wałęsa. po czym wzruszył ramionami i parsknął: „a co wy mi pierdolicie o farmazonach. albo widząc w telewizji tego samego Wałka jak wściekle bluzga ludziom z FMW. Giedroyc odmówił przyjęcia od Wałęsy orderu. że śp. rzecz jasna. co poczułem potem. tłumaczy. ale przecież w innej epoce. a czas jakiś potem. w to żadna ze stron wojny na górze nie wątpiła ani przez sekundę. i to. peerelowskich przepisów i zawartych niby dopiero co. zaczął mu tłumaczyć przyczyny. Co czuję. to sklerotyczne trzymanie się procedur. Naród. że likwidowanie tych pozostałości i rozliczenia były hasłem znienawidzonego Wałęsy i jego „przyśpieszaczy”. że nie zagłosowałem na PZPR. nie umiem oddać. groźni z tym nie są. umów było skutkiem jakiegokolwiek pomysłu ekipy Mazowieckiego i całej Familii na głębszą i dalej niż „finlandyzacja” idącą zmianę Polski. obywatel major słuchał tego wreszcie przez jakiś czas. Zwłaszcza że wczorajsi przyjaciele wydawali się straszliwie groźni. z wykształcenia ekonomista. Z jednej strony. a od Kwaśniewskiego przyjął? Że Michnik odmawiał w ostrych słowach wypowiedzi dla takiej gazety. choć uważam się za pisarza. zastępując je nie wiadomo co znaczącym frazesem „społeczna gospodarka rynkowa”. Przecież zostali już pokonani. którzy mogliby się na ten sztandar powoływać. towarzyszem Barańskim? Jak mogło dojść do takiego amoku? Myślę. który z tekstu swego pierwszego sejmowego przemówienia usunął słowo „kapitalizm”. Z drugiej. Jacek Kaczmarski odmówił w 1990 roku występu na koncercie w rocznicę Sierpnia. nie widział przeciwwskazań. że ceny muszą być ustalane według gry popytu i podaży. więc przy jakiejś okazji kolega. Było wyrachowanie. że bez tej nieszczęsnej wojny na górze nie byłoby aż tak źle. że trzeba uwolnić mechanizmy rynkowe. jak tu się toczy ostra walka polityczna!”. A komuniści? Komuniści będą tu mieli z dziesięć procent elektoratu. którzy okupując komitet partyjny usiłowali nie dopuścić do palenia pezetpeerowskich akt. Mieliśmy w wojsku takiego majora. a komuniści – nie. przypominając sobie. jak krakowski „Czas”. niezłego.Jeżeli w czerwcu 1989 opieprzany przez Wałęsę za to. by na rocznicy ZSP przygrywać jakimś typkom z Ordynackiej? Że śp. z wolna wymierającego. będzie teraz zawsze. i właśnie dlatego trzeba całkowicie eksterminować wszystkich poza nami. a nie kosztów. w każdym razie bardzo długo.

A z drugiej strony – rozbijać służby specjalne w momencie. Każde dziecko zdawało sobie sprawę. masowym. A walczono wszak o najwyższą stawkę. przekonany. i tu istniała budowana latami struktura służąca rządom czerwonej mafii. Familia ze strachu przed Polakiemkatolikiem musiała zabić. bo to przecież on obalił komunizm w Polsce i na całym świecie. najuczciwszych i najbardziej kompetentnych. teraz posłużą nam. które w ten czy inny sposób musiały istnieć także w wolnej Polsce. praktycznie o wszystko. Familia walczyła o monopol władzy. młodych. to nie tylko rządziłby gorzej. Kto mógł to zrobić lepiej. że ze strachu zabijają. „spadkobierców nienawistnego ducha czarnej sotni spod znaków ONR” i klerykałów. Co tam myśleć o farmazonach. bo ma w swych szeregach wszystkich ludzi najmądrzejszych. a ponieważ istnienie takowej jest niezbędnym elementem normalnej sceny politycznej – musiała zniszczyć polityczną normalność. Familia bała się panicznie utraty kontroli nad społeczeństwem. a z drugiej starały się uniemożliwić powstawanie partii politycznych. że jej się to należy.. jacy w Polsce żyją – i że jeśli rządziłby ktoś inny. łączącym tę pod każdym innym względem niespójną formację. przekonana. po którym spodziewała się wszystkiego najgorszego. nad tym polskim motłochem. I tu. kiedy toczy się ostra walka polityczna. cokolwiek by to słowo oznaczało. nigdy nie znajdzie konsekwencji w zachowaniu „autorytetów moralnych”. powrotu endeckiego ciemnogrodu. poza nominalnym szefem. żeby telewizja z obu rąk nawalała w Wałęsę i w stojących za nim oszołomów. powiedzmy szczerze. ale te rządy musiałyby doprowadzić do wybuchu nacjonalizmu. ten strach był najsilniejszym spoiwem. Ale nie w warunkach walki o władzę! W chwili. niż wyćwiczeni w takiej robocie funkcjonariusze propagandy peerelu? Służyli wiernie komunie. Ludziom zdarza się. zniszczyć i spopielić wszelką polską prawicę. ale nie w chwili obecnej. w najlepszym wypadku państwa wyznaniowego. Obok ogólnego poczucia wyższości. że aby zniszczyć totalitarne państwo. to dwoma głównymi filarami monopolistycznej władzy komunistów. należało obie te instytucje rozwiązać i zbudować od nowa.Otóż hierarchia ważności spraw naszego majora w wojnie na górze znalazła doskonałe ucieleśnienie. zastępując je jednym. oczywiście to są ideały generalnie słuszne. Kto tego nie rozumie. potrzebą chwili było. kiedy ich przejęcie było najlepszym sposobem wzięcia w rękę całej władzy? Z punktu widzenia Wałęsy byłoby to .. kiedy się toczy ostrą walkę polityczną. nietolerancji i antysemickich pogromów. bała się śmiertelnie „Polaka-katolika”. A skoro walczono o pełnię i monopol władzy. które z jednej strony chroniły bandytów przed karą w imię procedur demokracji. bała się panicznie zwłaszcza jakichkolwiek rządów „prawicowych”. Po co brać jakichś nowych ludzi. gdy największym zagrożeniem dla Polski wydawał się Familii Wałęsa. Dlatego w telewizji nie zmieniło się nic. którzy będą mieli głowy pełne ideałów dziennikarskiej niezależności i wolności słowa. była telewizja i służby specjalne. i oczywiście przez nie kontrolowanym ruchem społecznym – co było wszak pomysłem jak raz rodem z faszyzmu. Wałęsa walczył o pełnię władzy. że mu się to należy.

czy i zagraniczne. z kim. zostaną one ujawnione. W końcu od samego początku były konkretne oznaki. a on sam nie chciał być przecież politykiem. Dość szybko zauważył. gdy już nie będzie to miało praktycznego znaczenia. a ja ich obronię przed rozliczeniami. tylko ojcem narodu. jak im się zdawało. stanowiąca istotną część wojny na górze. Była dzika popularność książek . Jeśli policzyć. Jak wspomniałem. w którego magiczny wpływ na masy wierzył bezgranicznie? Uprawnienia prezydenta były nieokreślone – całe te wybory odbyły się przecież na wariata. bez konstytucji. miały dostęp do tajnych informacji. oczywiście. miały swoich biznesmenów. z którego żadnych wniosków nie wyciągnięto. działające w strukturach przeżywającego tyleż gwałtowne. swym imieniem. ale przy marnej frekwencji. Wałek był człowiekiem wystarczająco cwanym. żeby powszechnie dostępną wiedzę złożyć w jedyną logicznie spójną całość. konfederację wielu mniejszych i większych mafii. że na neosolidarność głosowało raptem około jednej trzeciej społeczeństwa. jak zwykle wtedy dopiero. poza. Ale co innego szczegóły. Ale czy w warunkach ostrej walki o władzę miał Wałęsa interes w niszczeniu tak. Nie oczekujcie po mnie szczegółów. fenomen. jak przywódcy neosolidarności mogli wykazać się aż taką ślepotą.. W plebiscycie wyborów kontraktowych wygrali wprawdzie wysoko. i to jeszcze takim „popaprańcom”. że komunistyczne specsłużby. jaką rolę pełnił w tym wszystkim tajemniczy Wachowski. lustracjami. Zresztą parlament był w proszku.. przecież właśnie o tolerowanie tego układu. czy tylko polskie. jak z punktu widzenia michnikowszczyzny zmienianie czegokolwiek w TVP. pożytecznego narzędzia? W życiu. nierozliczone fundusze. Ja tych szczegółów nie znam i znać nie mogę. wyrządzoną przez tę bijatykę krajowi. nawiasem. aby ulegać drugim. teraz posłużą mnie. burząc wszelki ład prawny w państwie. politycy nie mieli u ludzi miru. że nie są wcale aż tak popularni. kto i jak wykreował Leppera. Ale na czym miał oprzeć swą władzę. po zwycięskiej wojnie na górze. Uznają we mnie nowego ojca chrzestnego. jest akurat najłatwiej zrozumieć. Potem był Tymiński. politycznym cwaniactwem. cynizmem. by widzieć. a co innego sam fakt – skutki przecież widać gołym okiem. Zresztą Wałęsa nie musiał tego odkrywać. co było wyrachowaniem. Służyli komunie. w jaki przekształcały się peerelowska SB i WSI toczyła się propagandowo-polityczna walka. Swojej partii zakładać ani myślał. co bezładne przemiany państwa. Wtedy się okaże. i nie trzeba być Sherlockiem Holmesem. Miały wpływy. „sprywatyzowały się” i tworzą swego rodzaju mafię – czy raczej. stanowiło jeszcze jedną niepowetowaną szkodę. potencjalnie. mało co ruszone jakimiś tam weryfikacjami. Najtrudniej mi zrozumieć. kto. wychodzi.podobnym absurdem. co. jakie są realne siły. weryfikacjami i innymi pomysłami popaprańców. Nie po to walczył z jednymi doradcami. To. pierwszą potrzebą chwili było dla Wałka pozbycie się kopniakiem Konfederacji. miały swoich kapusiów w rozmaitych sferach społecznych. będących przez całe lata „słupami” dla pieniędzy służb. Kiedyś.

pod 800 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. i to poprzez zwycięstwo w demokratycznych wyborach? Jak mógł Wałęsa być tak głupi. A przy tym. choć wydawało się. szkoda miejsca je tu wyliczać. który solidaryzuje się z protestującymi. prywatyzacji i w ogóle wszystkiemu. by wierzyć. Wygrał tylko peerel. polactwo. zmuszono nawet Balcerowicza do inflacyjnego dodruku pieniędzy. Ponieważ jednocześnie okazało się. które w 1988 trzęsło tyłkami ze strachu. moszczą drogę powrotu do władzy komunistom. wolnemu rynkowi. wewnętrznych hierarchiach i podległościach? Jak mogła Familia nie zdawać sobie sprawy. za którą pełną odpowiedzialność wzięła nowa władza na siebie. i wygrał „TKM”. Reforma finansowa. mnożących się potem z roku na rok. i byłoby po krzyku. że najlepszym sposobem zdobywania poparcia będzie propagandowe walenie w Balcerowicza i judzenie przeciwko kapitalizmowi. że nagle zapomną o swoich prawdziwych. że plotąc o „zniszczeniu i wyprzedaży” rehabilitują peerel. . że można strajkować ile kto chce. Konfederacja chciała rozbudzać nastroje społecznego gniewu i łapać się na nie. które wdarły się na zrujnowaną scenę polityczną i zabrały tam do szarpania na sztuki czerwonego sukna Rzeczypospolitej. Przed samymi wyborami prezydenckimi. Wałęsa przegrał chyba najbardziej. że chwilowo obłaskawiona komuna z telewizji przy najbliższej okazji wypnie się na nią i wróci do komuny? Familia ostatecznie wojnę na górze przegrała. wbrew histerycznym obawom z czasów Okrągłego Stołu. różne „TKM-y”. wybuch antyklerykalizmu i szereg innych oznak. należało je za wszelką cenę zaktywizować. jak za peerelu – o „bolączkach” możemy rozmawiać. Zaczęło się rozdawanie przez Kuronia pieniędzy. żyjących z zasiłku meneli. ale sam fakt godny jest odnotowania. wygrali komuniści. że wygrał. które zapoczątkowało hodowlę leżących brzuchem do góry. że starzy ubecy będą mu naprawdę wiernie służyć. co w sumie na dłuższą metę wiele nie zaszkodziło. wystarczyło posłać w porę paru gliniarzy z drogówki. aby zwiększyć szanse Mazowieckiego. żeby te strajki i blokady się skończyły. Wałęsa chciał być tym.Gierka i Urbana. co hasłowo zaczęto nazywać „reformami”. psuła ludziom krew. ale na brak entuzjazmu dla rozbijania peerelu. że Polska. żeby uzyskać wreszcie jakieś polityczne znaczenie. Konfederacja przegrała ją jeszcze szybciej. żeby wlepili po kilka mandatów za złe parkowanie. że za trzy miesiące wszystko będzie już doskonale. Ale nie w warunkach „ostrej walki politycznej” – władza chciała być dobra i rozdawała podwyżki. A rodząca się centroprawica w tym właśnie momencie uznała. czy raczej. a nie usypiać i wtrącać w nieufność jeszcze bardziej. Jak mogli nie zdawać sobie sprawy. o Polsce wara. choruje nie na nadmiar. teraz tym bardziej ochoczo rzuciło się organizować protesty – wystarczyło tupnąć. zwłaszcza w kontekście zupełnie bezsensownych obietnic. Społeczeństwo pozostawało bierne i apatyczne w stopniu zagrażającym powodzeniu ustrojowej transformacji.

kto i jak mógłby to gnicie powstrzymać. o ile mogło być lepiej. używała wobec ich sprawców takiego pełnego bezsilności złorzeczenia: bodajbyś z piekła nie wyszedł. to.. Ale to. było tylko oczywistą konsekwencją załamania politycznego. która zniszczyła wielki. to. Dryfujemy w dobrą stronę. Szczęśliwie. mnożąc biurokrację i okazje do korupcji. trudno. ale swoimi drobnymi zawiściami. Od momentu wojny na górze Polska znalazła się w dryfie. skaczący sobie do gardeł głupcy. To. co gorsza. że uwierzyłem miernotom. myślmy raczej. ku spełnianiu kryteriów Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. ludzie. Czy jest w ogóle cokolwiek. Szansa na Polskę mnożącą dostatek w tempie Estonii. jak pogrążają się oni w obłędzie. pętakom i durniom. nie zdołały nas na razie z tej drogi zawrócić. już nie mogło być. wreszcie interesami swoich koterii. Klapa lustracji i nocna zmiana Olszewskiego to był już łabędzi śpiew „Solidarności”. A po katastrofie wojny na górze nikt już nie był w stanie takiego zaufania w wystarczającym stopniu pozyskać. W 1993 nie tylko. nie można realizować społecznych przemian. którym trafił się „złoty róg”. żadnej wizji i żadnego przywódcy. zawłaszczając jego struktury. Stopniowe wstrzymywanie reform gospodarczych. W roku 1989 nie było żadnego planu przemiany ustrojowej. wspaniały mit . zadufani w sobie. Zawiedli na całej linii. ale nasze państwo gnije i nie widać. Bodajbyście z piekła nie wyszli.. męża stanu. że ja. ale w istocie wszystko załamało się i zostało załatwione przez społeczeństwo odmownie już wcześniej. obsesjami. ludzkiej uczciwości. o ile mogło być gorzej. że zmarnowano niepowtarzalne szanse. ale. co im dziś można powiedzieć? Moja babcia. by uświadomić sobie. po wojnie na górze było już po ptakach. na Polskę sprawiedliwą. ku Unii i NATO. że nie trafił się wśród nich żaden Reagan ani Piłsudski. który by mógł i umiał nas dokądś zaprowadzić. Nie można było od nich wymagać geniuszu. frustracjami. Nawet gdyby ktoś sensowny plan sformułował. nawet tych zresztą nie potrafiąc prawidłowo zdefiniować. Ale można było wymagać odrobiny rozsądku i zwykłej. a mój kraj pakują w bagno. jako tako tym administrując. które zaczyna się od roku 1993. jakiś tam mały miś. bo ludzie. Kolejne ekipy.Tak naprawdę. to wszystko nie byłoby warte przekleństwa. gdy rozmowa schodziła czasem na jakieś doznane kiedyś przez nią krzywdy. coście dla swoich ambicji uruchomili lawinę. czuję się przez swoich bohaterów z dzieciństwa okłamany i zdradzony. choć zarazem w imię rozpanoszonego partyjniactwa coraz bardziej psuły państwo. Ale zamiast się cieszyć z byle czego. Tego im też zabrakło. którzy w decydującym momencie rozstrzygali o biegu wydarzeń. nie obciążoną całym parszywym dziedzictwem peerelu. że nadal tego nie było. Została zmarnowana. geopolityczne prądy niosły nas w nie najgorszą stronę – ku Ameryce i Europie. że udowodnili mi czarno na białym. to nie ich wina. nie ciesząc się zaufaniem rządzonych. że musiałem ze wstydem i zażenowaniem patrzyć. wy. nie kierowali się dobrem Polski. o jakich całe pokolenia Polaków nie mogły nawet marzyć. Wystarczy pojechać do Bułgarii czy na Ukrainę. była w zasięgu ręki.

Popiełuszki. Chyba się nie gniewacie? Sądząc po waszych dokonaniach z historii najnowszej. szujek. Pańko. Zycha. Przemyka. jak byłych przyjaciół z podziemia. . nie będzie wam takie towarzystwo niemiłe.. co mógł z niego naród mieć. Suchowolca. Falzmanna. Nie aż tak w każdym razie. Bartoszcze. z mordercami Pyjasa. Bodajbyście z piekła nie wyszli. opluwaczy i aparatczyków. komunistycznych redaktorków.. Bodajbyście tkwili tam po wieczność razem z wszelką komunistyczną kanalią. z tłumem szpicli.„Solidarności” i wszystko to.

że nawet niespecjalnie cokolwiek tu tworzono. że u nas każdy będzie chciał być inteligentem. że ten a nie inny ton licznych artykułów i wypowiedzi w mediach pojawił się i podchwycony został spontanicznie – przekonani byli. że zachowania tej grupy są przez resztę. czy starym komiwojażerem. Mazowiecki nie był kandydatem inteligencji. Nie miało to nic wspólnego z prawdą. Jeśli jesteś z Familią jesteś inteligentem. Jeśli wierzyć własnym deklaracjom. Sądzono. jaki rządzi społeczeństwami zachodnimi – gdy tymczasem była ona przez resztę społeczeństwa traktowana bardzo podejrzliwie. co ogłoszą one w gazecie. kogo o to spytać. . jak z „klasą średnią” w USA. W wojnie na górze Familia sięgnęła z punktu po to. Być może ta grupa nie była jednak aż tak liczna. A zatem ci. Nie była to wcale nieprzytomna intuicja. którzy ustawiają się do niej w opozycji. że z inteligencją w Polsce jest tak. ciemnogrodem. jeśli już ma dość. Odsetek pracowników umysłowych (bo tylko tak można to statystycznie zmierzyć) w obu elektoratach był niemal identyczny. Ale propagandowa siła „Wyborczej” zrobiła wtedy i w następnych miesiącach swoje – udało się „bycie inteligentem” utożsamić z byciem wyznawcą michnikowszczyzny i wyborcą Unii Demokratycznej. jeśli będzie to takie proste – tylko słuchać autorytetów moralnych i pilnie powtarzać to. uważa się za członka klasy średniej. jeśli przeciwko – mówiąc delikatnie – nie jesteś inteligentem.ROZDZIAŁ VII Nie skończyliśmy jeszcze o nieszczęściach. czy jest milionerem. Przepraszam Czytelnika. czarną sotnią w każdym razie odwrotnością elity. jak się to Familii wydawało. tylko by nabrać oddechu i trochę się wysapać. i zresztą najbliżej związana z tematem książki. Wydawało się Familii. nieco przesadnie. Zwłaszcza. ale pozostała jeszcze jedna sprawa. Wałęsie. za swój najoczywistszy atut – po stwierdzenie. Oczywiście. to amerykańska klasa średnia obejmuje dziewięćdziesiąt parę procent społeczeństwa – niemal każdy. Michnik i jego kompania trafili tu doskonale w potrzeby bardzo licznej grupy ludzi. jakie wynikły z wojny na górze – przerwałem. występującym przeciwko kandydatowi roboli i chłopstwa. twórcy tej propagandy – możliwe zresztą. są. której absolutnie nie wolno mi pominąć. względnie Kongresu Liberalno-Demokratycznego. ale nie tu tkwił główny błąd. świadomą swej podlejszej wobec niej kondycji. jak się miało okazać. tutaj padały różne określenia. że jest ona elitą tego kraju. Proste jak konstrukcja cepa. co uważała. kopiowane w ramach podobnego snobizmu.

by mieć słuszne. więc nigdy jakoś nie zareagowałem pytaniem: no to dlaczego pan sam nigdzie tego nie napisze. Bynajmniej nie wskutek jakiegoś z góry przyjętego założenia. które w niektórych środowiskach uchodzi u nas za wielką cnotę. zabrzmiałaby ona wtedy znacznie mocniej. inteligentna niespecjalnie. nie chełpię się. Używane w odniesieniu do grupy ludzi zdaje się ono sugerować. coś „dowalającego” mi spod pióra spływa. że „pracownicy umysłowi” to jakiś peerelowski językowy koszmarek. politycznie niepoprawne. którzy na to zasłużyli. Jestem od takich pomysłów jak najdalszy. „eleganckie towarzystwo”. Uwielbia chodzić w nogę. że nie jesteś inteligentem. co myśleć i przede wszystkim. że chodzi o ludzi szczególnie inteligentnych. myślę sobie. po słusznej stronie i śpiewać w chórze. uważam za jakiś ponury absurd. jak to nazywał Piotr Wierzbicki. co jest mylące: nieszczęście na tym właśnie polega. by nie odstawać od wzorca narzuconego przez. dokładnie to. bywa. Z przejęciem powtarza więc obiegowe banały i nawet nie przyjdzie mu do głowy. że mój wysiłek na coś tam się przydaje. przyjmuję to jako komplement i miłą oznakę. Środowiskowa presja. aby zadać jakieś pytanie. co ja sam na ten temat uważam! Kiedy słyszę coś podobnego od taksówkarza albo inżyniera budowlanego. szokujące. byłoby to dla sprawy doskonale. potrzebne mi to do wywodu): wie pan. dlaczego ja to musiałem zrobić? I . że jeszcze przez jedno zdanie pozostanę w tym żargonie. że umiała pełnić rolę codziennego podręcznika dla inteligenta. co myślę. co stanowczo odrzucać. jest naprawdę silna. Wielkie sukcesy „Gazety Wyborczej” mają swe źródło. w swej masie. być w masie. Ale częściej. w tym. Owszem. którzy mieliby ochotę podejmować z nią spór. często rzeczywiście. poza oczywiście jej niewątpliwym profesjonalizmem. odpowiednie zdanie. aby nikt nie mógł ci zarzucić. polski inteligent jest wyjątkowym konformistą. Jak na potomka chłopów jestem dziwnie uprzejmy. że jest to zdanie podzielane przez wszystkich innych. tak zwane „dowalanie równo wszystkim”. przepraszam. uwielbia mieć własne zdanie. I nawet. Nie lubię słowa „inteligencja” z uwagi na jego dwuznaczność. niżby się to mogło zdawać. że polska inteligencja jest. bo „dowalać” trzeba nie „równo”. co mówić. Często słyszę potem (przepraszam.Muszę przyznać. przez długi czas w ogóle nie mieli tego gdzie zrobić. słyszę takie komplementy od ludzi. Ale ponieważ mam zasadę. który nie ma okazji do wygłaszania tego. który dość często wygłasza poglądy zaskakujące. co uważa. Co gorsza. a ludzie o wielkich. żeby szokować i mieć zawsze inne zdanie niż wszyscy. W końcu stał za tą gazetą kwiat polskich intelektualistów. gdyby taką właśnie opinię wygłosił ktoś. mało tego. którzy spokojnie mogliby podobną opinię wygłosić sami. ale pan dobrze napisał. oszołoma albo chorego z nienawiści. żeby mówić i pisać to. że nie cierpię używać w tym kontekście słowa „inteligencja” i czynię to tylko dlatego. Jestem publicystą. uwiarygodniali ją profesorowie i nobliści. sławnych nazwiskach. niż kiedy firmuje ją jakiś Ziemkiewicz. tylko tym. dla niektórych nawet. kto nie jest uważany za prawicowca. ale pod warunkiem.

tak wiem. jak to już sobie mówiliśmy. ośmielając się na spór. potępioną przez autorytety. można się było czegoś nauczyć. w Polsce wciąż trochę starej inteligencji. Człowiekowi. że sprawiedliwość jest zemstą. kruche paznokcie i zęby przystosowane do rozdrabniania ugotowanego pokarmu w walce wręcz trudno jest pokonać dzikie zwierzę. udowadniających zgodnie z aktualną polityczną potrzebą. i to go powstrzymuje przed ryzykiem własnego zdania. naraża się. Swój awans uważa za wielką nobilitację. i z dekady na dekadę mniej. Studia w peerelu. więc doskonale ten kompleks znam i rozumiem. Jest też. przeważnie warte były niewiele. inteligentów w pierwszym pokoleniu. donoszenie za pieniądze nieszczęściem dla donosiciela. świństwo cnotą. Wygłaszając opinię oryginalną. co by o mnie powiedziano? Konformizm polskiego inteligenta wynika z jego dwóch wielkich kompleksów. której się bardzo wstydzi i bardzo by chciał ją ukryć. im w istocie bardziej ułamkowa jest inteligencja inteligenta i im mniejszy dystans dzieli go od środowiska. że szantaż jedynie słusznych poglądów na nich nie działa. zwanych pogardliwie „półinteligentami”. jeśli się ktoś uparł – ale równie dobrze można było się nie nauczyć niczego i mieć dokładnie taki sam dyplom. nie tak skłonnej do zamykania ust na pierwszą pogróżkę. Są zresztą też. Kompleks jest tym silniejszy. I to oni właśnie stworzyli publiczność z największym zapałem podchwytującą kawały o Wałęsie. a żadnego komunizmu nigdy w ogóle w Polsce nie było i tak dalej. co bym usłyszał po długiej chwili zdumionego milczenia: no. którzy stanowią liczebną większość: ludzi ze społecznego awansu. że ktoś wytknie mu słomę w butach. wbrew dzisiejszym wspominkom różnych sklerotyków. jak to by było przyjęte. Na tych. które do walki na szpony i kły przystosowane jest z natury. wie pan. Pierwszy silny jest szczególnie u tych. chce nim kłuć w oczy. Półinteligent w stopniu nieporównywalnym z inteligentem prawdziwym czuje się czymś lepszym od „chama” (w tym kontekście nie przypadkiem biorę to słowo w cudzysłów). Sam nie wywodzę się ze starej inteligencji. mądrości o „państwie wyznaniowym” szykowanym tu jakoby przez „czarnych”. religijność fanatyzmem. oczywiście. a już zwłaszcza sprzeczną z utartymi poglądami. że. uczciwość świństwem. słabość. Podobnie bezbronny jest . ale w sumie po co. można by tu wyliczyć szereg podobnych liczmanów z michnikowego niezbędnika. te niedobitki prawdziwej polskiej inteligencji przez pół wieku poddane były inwazji chamstwa na każdą dziedzinę życia publicznego. podkreślać na każdym kroku przynależność do kasty wyższej. Polski inteligent z awansu czuje swoją niekompetencję. z tradycją pokoleń. i wśród tych bez takiej tradycji ludzie na tyle pewni swej klasy i wartości. Dla takich ludzi oferta Familii była czymś wspaniałym. to widocznie jesteś jakimś prymitywem i ciemnogrodzianinem. mającemu słabe. oni najgoręcej oklaskiwali i z przejęciem powtarzali intelektualne wygibasy publicystów „Gazety Wyborczej”. które pamiętam z autopsji. trudno tu generalizować. że jeśli ośmielasz się mieć inne od autorytetów zdanie. czerń bielą. z którego wyszedł. Ale trzeba pamiętać.

eleganckie towarzystwo. A gdy odchodzi. taka jego mać. to musiał się tego wstydzić. dręczący człowieka przyzwoitego. przez to wszystko. którzy uszkodzili mu samochód. przez chamusiowatych „fachowców”. im byli bardziej skrajni i żenujący.. nie kłócą się. że przemawia jej głosem. sklepowe. godząc się. że ta sytuacja ciągłego oblężenia wywołała u polskiej inteligencji reakcję obronną: skłonność do idealizowania własnego środowiska. co tu gadać. cytowała na swoich łamach. Inteligencja żyła w peerelu w stanie oblężenia i udręczenia – przez partyjnego dyrektora z awansu. pasażer mówi do żony: „musi. perfidnych i prymitywnych. dla którego deptanie cudzej godności. czego potrzebowali zgoła rozpaczliwie. tym chętniej. macha ręką na poniesioną stratę. z naszymi prawicowymi. I inteligentowi do głowy nie przyszło. biedującymi gazetkami. o jakimś Ziemkiewiczu nie mówiąc. które dała tym ludziom michnikowszczyzna było właśnie tym. W jednym z odcinków „Zmienników” poczciwy taksówkarz.wychowanek starej. którzy nienawidzą Unii Demokratycznej. Kuroniem. Nie ma co gadać. Więc trudno się dziwić. inteligenckiej rodziny w starciu z wypuszczonym z czworaków chamem.. Jeśli ktoś głosował na PC czy ZChN. to ciebie wezmą. z góry wiedział. A my. To nie były dowcipy wyssane z palca. i takie jest nadal. żeby wziąć do ręki tekst Wierzbickiego. takie było polactwo w całej swej krasie. karmiony codzienną porcją swoich autorytetów. Boże mój. to najczęstsza w tych filmach sytuacja fabularna. nieźle kraść. litując się nad prośbami pasażerów. moczarowców i siódme wody po ONR. Nie można odmówić Familii sukcesu. Inteligent. Wspominałem tu o filmach Barei: przecież cham. marginesem. Geremkiem i nawet pomniejszymi postaciami tej grupy się nie dyskutowało. Ona rzeczywiście w pewnym momencie praktycznie zmonopolizowała polską inteligencję i miała prawo twierdzić. Marginesem dodatkowo zaszachowanym wciąż przez różnych autentycznych antysemitów. oto są ci. potrzebę takiego inteligenckiego azylu. byliśmy. szoferaków. że mu to potrącą z pensji. bo wiadomo – nie weźmiesz od razu pod fleki. oto ci. by wymienić dziurawą rurę. Z Michnikiem. którzy wojują z Michnikiem. Łysiaka czy Rymkiewicza. urzędasów. erudycyjne dialogi. toczą miłe. jak go stać na takie gesty”. walenie na odlew i urąganie jest chlebem codziennym. gdzie wszyscy potrafią się posługiwać nożem i widelcem. przecież michnikowszczyzna w dniach swojej potęgi była w stanie zrobić wariata i hunwejbina nawet ze Zbigniewa Herberta. demolujących dom przez tydzień. Sam fakt podjęcia takiej dyskusji był grzechem niewybaczalnym i dyskwalifikującym. i nie miała w tym żadnych skrupułów! * . podtykając inteligentom: patrzcie. całe stada takich prześladujących go chamów. bezczelnych. co hasłowo nazywam tu Konfederacją – których z kolei „Wyborcza”. kim jesteśmy i co o nas myśleć.

co napisane będzie w tysiącu następnych. Może ktoś zauważyć. Intelektualna sprawność michnikowszczyzny sprowadza się bowiem do jednego. rozważana jest wyłącznie jako moralny problem. siadając w czytelni nad rocznikami gazet z początków lat dziewięćdziesiątych. będzie pewnie przecierał oczy ze zdumienia. w ciąży z dziesiątym. rozważania wątpliwości i szlachetnej zadumy. czy godzi się dodatkowo gnębić jakiegoś konkretnego człowieka. z jaką Familia „musiała” zniszczyć Wałęsę. acz dla umysłu nie wyćwiczonego w obronie trudnej do odparcia erystycznej sztuczki. Kaczyńskich. zniszczenie. że „coś tam podpisał”. Propaganda michnikowszczyzny. Do prostej. przymierającej głodem gdzieś na zapadłej wsi. Lustracja. jakim były i w dużej mierze pozostały komunistyczne specsłużby. przejawiała się w najostrzejszej bodaj formie w walce o zduszenie. Właśnie dlatego musi istnieć instytucja autorytetów moralnych. to w takim razie da się zdyskredytować również te hasła i wartości. a może już kilka. groźbami i prześladowaniem najbliższych ubecja wymusiła kiedyś. ubrana w szatki moralizowania. całkowicie wyrwana z kontekstu problemów sprawianych przez państwo w państwie. ZChN i wszelką prawicę. Ale na tę naszą zastępczą inteligencję wystarczała. a wynaturzeń jako nieuniknionej konsekwencji przyjętych przez przeciwnika założeń – w połączeniu z wypracowaną przez propagandę systemów totalitarnych zasadą silnego oddziaływania na emocje odbiorcy. a przynajmniej zepchnięcie na margines jakichkolwiek . ośmieszyć i skompromitować. bez trudu przewidzi. że skoro w taki sposób wszystko można doprowadzić do absurdu.Za lat kilkanaście. którą zwę tu michnikowszczyzną. * Taki sukces michnikowszczyzna osiągnęła nie tylko uczciwymi metodami. Słusznie. zdołała rzucić tak przemożny urok na polskiego inteligenta. kto przeczytał kilkadziesiąt artykułów powstałych w tym kręgu. Argumentem przeciwko zakazowi zabijania poczętego dziecka jest lament nad losem regularnie gwałconej przez męża alkoholika matki dziewięciorga dzieci. czego się w danej chwili mają trzymać. była strasznie prymitywna. Zajadłość. aby ocalić Polskę przed powrotem Czarnej Sotni. niech poczyta sobie książkę LR Stone’a o Sokratesie). że byli kiedyś szeregowymi członkami PZPR. Jest to metoda doprowadzania wszystkiego do absurdu przez stałe przedstawianie przykładów skrajnych jako reprezentatywnych. w jaki sposób formacja umysłowa. rozstrzygających nieuchronnie pojawiające się sprzeczności poprzez orzeczenie. i mówiących rzeszy dbałych o swą inteligenckość inteligentów. W gruncie rzeczy. na dodatek potwornie starej (kto ciekaw. na którym szantażem. czego krytykować nie wolno. student historii najnowszej. które głosi dyskredytujący. stale powtarzanego chwytu. Dekomunizacja zawężona zostaje do obrazu wściekłej tłuszczy prześladującej Bogu ducha winnych ludzi za to tylko.

choć rozwijały się dynamicznie. Gdyby jakaś licząca się gazeta czy telewizja pozostała poza kontrolą Unii Demokratycznej. to ja osobiście zupełnie powodów do oburzenia nie widzę. niż w wolnych mediach wolnej Polski umieścić tekst broniący potrzeby przeprowadzenia lustracji i dekomunizacji. ważne obszary stały się w Polsce tematami tabu. tam eleganckie towarzystwo nie czuło się skrępowane żadnymi zasadami elegancji. kiedy prominentni przedstawiciele Familii zanoszą się oburzeniem nad raportem Rokity. wszelkie zastrzeżenia.niesympatyzujących z nią mediów. bo oznaczał on po prostu zdławienie debaty publicznej. które. to wdzięczne tematy dla kogoś. gdzie szło o uniemożliwienie adwersarzom możliwości głoszenia swoich poglądów. jak można. Neoficki entuzjazm dla Balcerowicza ze strony salonu. no po prostu jak można insynuować. czy wychodziły one od profesora Winieckiego. że „Agora” prowadziła jakąś nieładną grę z władzą. w gruncie rzeczy zrobiono reformom niedźwiedzią przysługę. o co chodziło. * . można. Parasol ochronny. czy zarzucano Balcerowiczowi przesadne usztywnienie kursów. Tam. że jak można. Mówiliśmy tu o politycznej poprawności? Wiem co nieco na ten temat. Cóż. jak budowano tu „ład medialny” i uważam. żaden wydział prasy KC. były nagle niszczone przez zachodnioeuropejskiego inwestora. chcąc zapewnić sobie uprzywilejowaną pozycję na rynku mediów. michnikowszczyzna rozpięła parasol ochronny nad Balcerowiczem i jego reformami. że zagnieździli się w tych mediach faszyści. w którym chwilę wcześniej z równym entuzjazmem zachwalano samorządy pracownicze i gdzie ludzi mających o ekonomii jako takie pojęcie można było policzyć na palcach jednej ręki. na pewno prędzej czy później ukazałoby się tam jakieś antysemickie podżeganie lub coś równie niedopuszczalnego. mając największe czytelnictwo w regionie. nie był wcale tym. Prędzej w „New York Timesie” można by było przeczytać. że próby rozsądnej debaty zginęły w populistycznym jazgocie. Choć nie pilnowała tego żadna cenzura. który. Ten sukces był dla Polski kolejnym nieszczęściem. przyczynił się do tego. bez różnicowania. pamiętam. że homoseksualizm jest zboczeniem. los „Spotkań” czy telewizji „RTL-7”. napisać o tym w żadnym z mediów mających naprawdę realny zasięg ani powiedzieć w telewizji się nie dało. i bez względu na to. mimo wszystko nie jestem jej za to wdzięczny. czy celowe niszczenie polskiej gospodarki na polecenie międzynarodowej finansjery. bo sięgam pamięcią do początków III RP. profesora Kurowskiego czy Zygmunta Wrzodaka. a nie daj Boże wpadła w ręce prawicy. Ucinając wszelkie spory o plan Balcerowicza. że owszem. mimo wszystko. bo dotarły do niego ostrzeżenia. polegający na uczynieniu z dyskusji o reformach tabu. że jako uparty zwolennik wolnego rynku i kapitalizmu powinienem docenić przynajmniej jedno: że. nie mógł zdobyć żadnej reklamy i w końcu został zduszony finansowo. kto chciałby napisać o dziejach honoru w III RP Dlatego. Los krakowskiego „Czasu”. Może ktoś powiedzieć. nawiasem mówiąc. Wielkie.

Cudzysłowy są konieczne – czy jest się „chamem”.Ale triumf michnikowszczyzny miał swoją ciemną stronę. „cham” boi się „żyda” – każdy patrzy na drugiego nieufnie i podejrzewa go o najgorsze. co chcą słyszeć środowiska kolportujące różne parszywe „listy Żydów”. wybuchła z siłą. wtedy jeszcze nie nazywanych „różowymi hienami”. czyli to. i razem założyli „Solidarność” – pozornie. że jeśli coś się społeczeństwu przedstawi jako opinię jednogłośnie podzielaną przez wszystkich ludzi wykształconych. złość niewahająca się przed sięganiem po antysemickie emocje. by cokolwiek zrobić. to ta opinia zostanie jednogłośnie przyjęta także przez tych mniej wykształconych. ramię w ramię. jak to już w innym miejscu wspominałem. Także antysemityzm. starą ranę. jest ciemnogrodzianinem i obskurantem – odnowiło. politykowi partii liberalnej. która okazała się bardzo skuteczna wobec jednej grupy społecznej. Gorzej. nasze poglądy są podzielane przez wszystkich ludzi „z górnej półki”. „Żyd” nadal boi się tu „chama”. Brutalne postawienie sprawy: my jesteśmy głosem polskiej inteligencji. kiedy to robotnicy i inteligenci wystąpili przeciwko komunie razem. który jasno się opowiada po stronie wolnego rynku. Przekonanie. choć za jego aryjskość nikt przy zdrowych zmysłach nie dałby złamanego grosza. „chamów” i „żydów”. Świadomie i cynicznie wygrywali wszelkiego rodzaju urazy. to za późno. Towarzysz Stalin i jego uczniowie doskonale to wskazanie znali i umieli je zastosować w praktyce. tylko przynależności do pewnej grupy politycznej. która pozwoliła bardzo mocno związać ze sobą inteligencję i praktycznie zmonopolizować jej głos. którego nie udało nam się przezwyciężyć. że umieszcza w Polsce na najbardziej eksponowanych stanowiskach komunistów żydowskiego pochodzenia najzupełniej świadomie. jak trafnie nazwał to Jedlicki. W znacznym stopniu ten podział dotknął całe społeczeństwo i jest to jeszcze jedno ponure dziedzictwo peerelu. Dziel i rządź. ci sami ludzie urągają w swych pisemkach od „żydów”. który pisze. dlaczegóżby nie miał robić tego w kraju podbitym? Nie tylko partia komunistyczna podzieliła się na. I odwrotnie. Nie wiem. U siebie grał tą kartą z dużym powodzeniem. Stalin nie ukrywał. czy Familia w ogóle sobie to uświadomiła – jeśli tak. czy „żydem” to nie kwestia pochodzenia. resentymenty i fobie. chociaż . inteligentnych i na poziomie. w oczywistym szacunku dla wiedzy i fachowości mądrzejszych od siebie – okazało się zupełnie fałszywe. monetaryzmu i liberalizmu. Ranę pozornie zaszytą w sierpniu 1980. Ta sama strategia propagandowa. Ekonomista. że reformy były „obłędem” i „wyprzedażą” Polski. a kto głosi poglądy przeciwne. która wielu przeraziła i napełniła niesmakiem. bo już na pierwszym zjeździe związku złość delegatów na doradców. jest dla tych środowisk prawdziwym Polakiem. sformułował jedno z podstawowych przykazań autokraty rzymski cesarz. odepchnęła od michnikowszczyzny większość.

z łamów tej samej narodowo-katolickiej gazety. która zbankrutować nie może. dyrektor programu zagadnął podwładnego. To określenie. Kiedy przez antenę przewinęło się już. Gdyby Familii udało się spełnić swoje marzenia i. odnowiono ranę. wiecznie sparaliżowanej konfliktami między frakcją „demokratycznej prawicy” i „społecznego liberalizmu”. powiedziały na to chamy – to wy jesteście żydy! W czasie wojny na górze rozdrapano tę straszną bliznę. na fornali i dziedziców. Kiedy odnosiła sukcesy. i antyglobalista Domosławski. niebieskookim blondynem i pomiary antropologiczne na komisji poborowej do SS przeszedłby bez jednego punktu ujemnego (znowu nic nie zmyśliłem – oba wypadki jak najbardziej autentyczne. a potem UW. że była elegancka. wydobyte ze zbiorowej pamięci. zlały się w jeden wielki podział na „nas” i „onych”.jest wysokim. to jak my jesteśmy chamami. ale na tyle wiernego. na rządzącą partię i jej poddanych. jak ostrzegali liczni politycy Konfederacji. konserwatywna czy liberalna. został dyrektorem państwowej instytucji kulturalnej. to tak samo. partii „ludzi rozumnych”. że była „arogancka”. że z czystej przyzwoitości należałoby zaprosić choć raz kogoś z PC. Familia nie jest opcją polityczną. na władzę i społeczeństwo. na jego zaproszenie. Pamiętam pewnego redaktora z tego towarzystwa. że była lewicowa czy prawicowa. i prawicowcy od Halla. co było istotą Familii. Podział na „chamów” i „żydów”. prawicowa. ZChN albo innej partii z tych okolic. to też nie dlatego. jakby mówiło wszystkim innym: a wy jesteście chamami. najlepszym z możliwych. a w końcu chodzi o exemplum. monopolu jednej opcji politycznej. ale dlatego. Państwo w tym . i katolik Turnau. panie dyrektorze? Co oni mogą mieć do powiedzenia? Los Unii Demokratycznej. uzyskałaby całkowitą kontrolę nad mediami. ale dlatego. z drugiego szeregu. poza którym po prostu nie może istnieć nic godnego uwagi. coś ze dwudziestu posłów UD i KLD. przyzwoitość”. dobrze pokazuje.. To jasne: skoro jakieś towarzystwo mówi „my mamy monopol na kulturę. Zresztą wszystkie podziały. nałożyły się na siebie. nie podaję nazwisk. odnosiła je nie dlatego. że dostał kolejno pod zarząd różne medialne przedsięwzięcia. Towarzystwem eleganckim.. Otóż u początków swojej kariery człowiek ów był szefem redakcji parlamentarnej w jednym z programów państwowego radia. Familia gotowa jest w sobie mieścić wszelkie polityczne opcje – w takich michnikowych mediach mieliby swoje miejsce i lewicowy Beylin. powtarzane wielokrotnie. „arogancja”. że była za bardzo czy za mało lewicowa. rozum. to wcale nie oznaczałoby. czy nie sądzi. a kiedy okazał się w tej dziedzinie totalnym antytalentem i wszystkie po kolei doprowadził do bankructwa. przecinającą polskie społeczeństwo na nierówne części. było w kontekście UD. powiedzmy. Gdy zaś zaczęto ją skreślać. plus kilku przedstawicieli „światłej części” SdRP. No. bo nie chciałbym nikogo dotknąć. podział na zaborców i okupowanych. nie o personalia). Redaktor popatrzył na szefa z bezbrzeżnym zdumieniem i autentycznie zdziwiony zapytał: ale po co. tylko Towarzystwem.

Znikąd się ta nieufność nie bierze – wychrzczonych Żydów było w aparacie bezpieczeństwa i partii sporo. Nie są wytworem chorej wyobraźni pazerni adwokaci z Nowego Jorku. bez silenia się na najgłupsze choćby dowody. w którym rządzeni przyjmują z biernym oporem albo wręcz sabotują wszystkie zarządzenia władzy. * Nie lubię słowa „antysemityzm”. „polskich nazistach”.podziale jest strukturą z zasady należącą do onych. a po ich wycofaniu się. Zdawałoby się. podjętą przez wielu myślicieli i powszechnie dziś podzielaną. a dopiero co widziałem w kiosku książeczkę „Cała prawda o Lepperze”. że buraczana fizjonomia Leppera przynajmniej jego jednego ochroni na sto procent przed takim oskarżeniem. że ten czy tamten jest Żydem jest tak nieustająca. Nie może się szybko i dobrze rozwijać społeczeństwo podzielone. wielu z nich zmieniało nazwiska. kto cokolwiek w Polsce zaczyna znaczyć. na okładce której wódz „Samoobrony” wyobrażony był w mycce. znacznie poręczniejszym wydaje mi się słowo „żydofobia”. a i na siebie nawzajem patrzą tak podejrzliwie. A jeśli i Lepper może być ukrytym Żydem. „która eksterminowała polskich Żydów najpierw u boku hitlerowców. pańszczyźnianej nieufności polactwa do władzy gotowość na przyjęcie do wiadomości. a obcy oznacza kogoś wrogiego. samodzielnie”. Nie są niczyim zmyśleniem plugastwa środowisk żydowskich z Zachodu o „polskich obozach koncentracyjnych”. Ten cud jak dotąd się nie ziścił. Nasz wieszcz na długo przed Fukuyamą tę samą intuicję ujął w słowach: „Jeden. „oddziałach polskich i niemieckich likwidujących warszawskie getto” czy Armii Krajowej. że wystarczy tylko rzucić hasło. i w każdym Żydzie widzi obcego. Pluję sobie zresztą w brodę. że książeczki tej nie kupiłem. czwartym. raczej zaciemnia sprawę. bo już następnego dnia nakład we wszystkich okolicznych kioskach był wyczerpany. Tu jest sedno naszych społecznych nieszczęść: państwo polskie dla większości swych mieszkańców nie jest ich państwem. Polactwo słowem „Żyd” zwykło określać każdego obcego. W odniesieniu do problemu. że historia rodziny wysokiego urzędnika państwowego zaczyna się od roku 1957. Niewiele ono wyjaśnia. to co dopiero ludzie o bardziej inteligentnym wyglądzie? Ten smród ciągnie się za nami z głębin ruskiego zaboru i pewnie będzie się ciągnął jeszcze długo. Francis Fukuyama sformułował tezę. zasadniczym czynnikiem cywilizacyjnego rozwoju jest kapitał społecznego zaufania. z jakim mamy miejsce w Polsce. jeden tylko cud – z polską szlachtą polski lud!”. że oprócz kapitału finansowego. „Żydem” w pewnym momencie zostanie każdy. a wykazywanie się nadmiarem ciekawości w tej sprawie grozi zawodową i cywilną śmiercią. a paski na krawacie miał biało-niebieskie. że wszelkie transakcje zawierać trzeba na zasadzie „z ręki do ręki”. którzy z shylockowską bezwzględnością zabierają się do odbierania dzisiejszym właścicielom . wielu zbrodniarzom dorobiono potem fałszywe życiorysy i do dziś dziennikarz natyka się ze zdziwieniem na fakt. kapitału pracy i kapitału wiedzy. W chłopskiej.

na oko dwadzieścia parę lat. ale przyznając sobie na mocy jakiejś dziwnej. przetrzebiona i pełna konformizmu inteligencja zastępcza III RP nader rzadko wydaje ze swych szeregów ludzi. że nie należy w ogóle używać słowa „naród”. jakiej z racji swego żydostwa. by wokółżydowskie histerie miały być głównym polskim problemem. i są ludzie. Jedni. przy całkowitej i haniebnej obojętności żydowskiej społeczności zza oceanu. Drugim brak odwagi. ciągnie za sobą skojarzenia z ciemnotą. jestem zaproszony jako jeden z gości. nie używajmy takich określeń. podskakuje i z miną pełną bezbrzeżnego obrzydzenia oznajmia: „ale ja bardzo proszę. a tam. Słaba. z pogromami i wszystkim co najgorsze. Zwłaszcza. bijąc pokłony bożkowi politycznej poprawności. dla których antysemityzm jest główną cechą polskości. gdyby to był wypadek odosobniony. To się przecież jak najgorzej kojarzy!”. dyskusja nie pomnę już o czym. a plugastwa o „polskich nazistach” ocenzurować i przemilczeć. przeceniając ich znaczenie. jak pani nauczycielka w prowincjonalnej szkole. plemiennej logiki prawo własności do mienia. Ale nie jest. ani drugich aż tak wielu.majątku nie na rzecz ich prawowitych właścicieli i spadkobierców. Ludzie dotknięci żydowską traumą gromadzą te fakty bardzo starannie. * Radio. nie zawracałbym głowy. Nie zmyśla prasa antysemickich złorzeczeń. używająca wobec nielubianej uczennicy obelgi „żydówa”. by na zebraniu katolickiej organizacji czy partii prawicowej zażądać wyrzucenia robiącego antysemicki smród maniaka na zbity pysk za drzwi. że to słowo cuchnie. doznawali wielokrotnie przedstawiciele Familii. Bo brakuje nam tych normalnych. rozum nie ma już nic do powiedzenia. Nie zmyśla takich faktów. chcą napełniające ich wstydem zachowania rodaków wynagrodzić Żydom wzmożoną i śmieszną żydofilią. Nie jest też wyssana z palca wrogość. Są ludzie. która się dziś wzięła za „odzyskiwanie” ich majątków. aby nie jątrzyły. W różnych kontekstach stwierdzenie. które kiedykolwiek należało do Żydów. A jednak wciąż są do takiej rangi podnoszone. Siedząca z nami młoda pani doktor filozofii. Z żydofobią polactwa zderza się wywołana urazami przeszłości i teraźniejszości fobia przed antysemityzmem. choć z reguły bardzo odległego i dawno zapomnianego. którzy mieliby odwagę pchać się między młyńskie kamienie. którzy rozdzieliliby fobie kordonem sanitarnym zdrowego rozsądku. i w pewnym momencie prowadzący używa określenia „naród polski”. Nie jest przecież ani jednych. sypiących się na protestacyjnych wiecach czy wypisywanych na transparentach. sam . dla których życiową misją i wykładnią polskości jest obowiązek walki z „żydowską okupacją”. gdzie się fobia zderzy z fobią. gdy niepostrzeżenie wokół nas zrobił się wiek XXI i Europa. choć Żydzi ci i ich gminy dawno już bezpotomnie i bez prawnych spadkobierców zginęli – dodajmy. Naprawdę. Nikt nie chce ryzykować znalezienia się na liście Żydów albo na liście antysemitów.

Zresztą zbieżność sformułowań nie dziwi. co także stanowi podobieństwo do Familii przedrozbiorowej. bo to coś podejrzanego. tak samo jak Familia Czartoryskich. bo jej zauroczenie Zachodem. jest powierzchowne i sentymentalno-naiwne. Zawsze wydawało się jej. Zaślepiona miłością własną. Dobry Polak (swoją drogą. elity tamtejsze bardzo ostro formułują swoje narodowe interesy i dochodzą ich z bezwzględnością pruszkowskiego egzekutora długów. Właśnie dlatego nazywam michnikowszczyznę „Familią”. Jest jeszcze gorzej: Familia w ogóle nie jest w stanie sformułować żadnego sensownego programu. Familia drżała ze strachu. tylko dzięki autorytetowi tego lub innego Profesora z warszawsko-krakowskiego salonu. przedrozbiorowej formacji. Familia. ale. stale skupiała Familia uwagę swoją i swoich stronników nie na tym. A jeśli nie może się wylegitymować jakimś przodkiem w KPP lub organizacjach zbliżonych. że pod powierzchnią salonowego bełkociku o tolerancji. którego nie wolno używać. walce z fundamentalizmem i innych postępowych błyskotkach. że główną przeszkodą. a zdawkowe komplementy chwyta jak fundamentalne deklaracje. a w państwie widzi narzędzie do odpolaczania polactwa. to ciemni antysemici. Regularna. trzeba się brzydzić. co oczywiste. że wszyscy Polacy. Geremka i Kuronia też chciała Polskę unowocześnić i wprowadzić do Europy. w nos się śmiejąc patrzącym na to bezradnie prostym ludziom – Familia wytoczyła najpotężniejsze działa przeciwko żądaniom „odwetu” na ludziach obalonego reżimu. Kiedy komuniści na potęgę budowali swe fortuny. zbitek i frazesów. uznała. wszyscy ci ludzie nagrani są jedną płytą z głosem swych autorytetów. aby przypadkiem nie zrobiło ono jakiegoś nieprzemyślanego powstania. czym się różniło Monte Cassino od Monte Carlo. ale na czymś zupełnie innym. Kiedy przestępcze układy rodem z poprzedniego . zmieniające na raz-dwa. to jedyną drogą uzyskania przez niego glejtu człowieka rozumnego jest publiczna aprobata dla stwierdzenia. michnikowszczyzna zawsze używa tych samych zdań. co naprawdę stanowiło problem. ma już wdrukowane w zwoje. cóż dopiero samym narodem. Familia widzi tylko błyskotki i zachwyca się nimi bez reszty. bo się źle kojarzy) to taki Polak. całą europejską i światową politykę. która w imię unowocześnienia Polski zadała jej pospołu z dwiema konfederacjami katolickich patriotów śmiertelne ciosy. którzy to publicznie przyznają. zaślepiona pychą i zaczadzona poczuciem bycia elitą elit. Familia wpatrując się w „starszą siostrę” Francję nie umie dostrzec. a cała reszta dokona się sama z siebie. jest nasza polskość. jaką trzeba w tym celu pokonać. Familia Michnika. jest genetycznie niezdolna do sformułowania dla narodu i państwa polskiego sensownego programu. że wystarczy cały kraj przebrać z kontuszy i sukman w pluderki i peruki. i dostrzegło je wielu znajomych. z wyjątkiem tych. która pewnie nie wie. że słowem „naród”. to też zwrot. Kiedy problemem była apatia społeczeństwa. nawiązując do tamtej.słyszałem i czytałem wielokrotnie. bezkrytyczna lektura „Wyborczej” robi swoje – byle cipcia. Bo Familia nie umie i nigdy nie będzie umiała odróżniać patrioty od nacjonalisty. który całkowicie odrzuca swą narodowość na rzecz kosmopolityzmu. bo samo istnienie narodu odrzuca.

że czerwoni dopuszczają się strasznych świństw. która zawłaszczając majątek. i do tych. i zawsze z niewiarygodną pychą. nie ma pojęcia o ekonomii i gardzi nią. Familia toczyła wściekłą walkę przeciwko demonom nietolerancji. że należy on do eleganckiego towarzystwa. a potem państwo. do której się wzywa jakiegoś profesora. bo właściwe autorytety powiedziały. eleganckie towarzystwo poparło Balcerowicza. i nie czując wcale potrzeby rozumienia. Kiedy więc ktoś usiłował mu wytłumaczyć.systemu zawłaszczały Polskę kawałek po kawałku. cechy narodowej wspólnoty. elementarnej uczciwości ani za grosz – a michnikowszczyzna tokuje o zagrożeniu religijnym fundamentalizmem i państwem wyznaniowym. przecież wszyscy wiedzą („przecież wszyscy wiedzą” to ulubiony argument towarzystwa). których nie obdarował. Ta głupota Familii ugodziła straszliwie w polską gospodarkę. ale gdyby Balcerowicz się nazywał Kołodko albo Pipsztycki i gdyby nie realizował takiej ekonomicznej teorii. że to sprawa. Polki od żon górników po studentki modnych wydziałów kurwią się bez cienia wyrzutów sumienia. Że nie umiało. Familia. równie nie rozumiejąc ani w ząb. szybko będzie w stanie zawłaszczyć także władzę polityczną. Gierka i dobrobytu dawnych pegeerów. można wybaczyć – Pan jednym daje rozum. machali ręką – trudno. nie uświadczysz bodaj cienia zainteresowania sprawami narodowej gospodarki. co budują. Towarzystwo kształtowało się w duchu demokratycznego socjalizmu i jako takie uważało. że to. że zmieniają się oni nie w kapitalistów. niesprawiedliwość jest wpisana i w ten ustrój. może należy powiedzieć. poza Kisielem i Dzielskim. Tego. czy. że kapitalizm z zasady musi nieść ze sobą niesprawiedliwości. innym nie. Owszem. pleni się powszechnie aprobowane złodziejstwo. tylko zupełnie inną. I tak na każdym kroku – polactwo zatraca wszelkie. a tak między nami. Zawsze od czapy. tego towarzystwo swoimi salonowymi móżdżkami pojąć nie umiało. W pismach podziemnych. A kiedy buduje swą potęgę postkomunistyczny. Wybaczyć nie można tego. był przez towarzystwo niszczony i usuwany poza nawias debaty publicznej. i w układ Okrągłego Stołu. co się naprawdę dzieje. ale nieetyczny. nie jest przejawem gospodarki wolnorynkowej. Niech się byli komuniści zmieniają w kapitalistów. post-postkomunistyczny populista grający na miłości do peerelu. pretensji mieć nie można. towarzystwo popierałoby go równie gorliwie. co właściwie facet robi. Uważa. a Familia histerycznie wojuje z nacjonalizmem i szowinizmem. poza najbardziej trywialnymi. Rozpadają się podstawowe kodeksy moralne. pewnością siebie i przekonaniem o nieomylności. że ktokolwiek próbował zwrócić uwagę społeczeństwa. cwaniactwo. że tworzy się i krzepnie struktura. tylko jej zaprzeczeniem. zmieniając ją w kartoflaną podróbkę republik bananowych. we wszystkich zapisach umysłowego życia opozycji. jak hydraulika do cieknącej rury. bardzo dobrze. . za szczyt intelektualnej mody nadal uchodzi walenie na odlew w wymierającego „Polaka-katolika”. generalnie. kapitalizm jest skuteczny. tylko w oligarchów. zawsze tyłem do wydarzeń. i szkoda sobie zawracać tak nikczemnymi sprawami głowę. że pierwszy milion trzeba ukraść.

każdy z osobna. A co się czepiasz. że jest on ostatnim autentycznym człowiekiem ukrywającym się pośród zarazem bezmyślnych i agresywnych automatów. które sobie doskonale z tym poradzą. W krajach zachodnich nikt nie przejmuje się tym. jeśli prosty chłop nie uświadamia sobie interesu narodowego i nie dba o jego realizację. I że uzyskując władzę nad polskim życiem umysłowym i miażdżąc wszelką debatę publiczną wykraczającą poza jej wewnętrzną paplaninę zaraziła tą chorobą całą polską inteligencję. * Uwaga. ilekroć w felietonach czy artykułach wspomniałem o polactwie. zabiła w sobie krytycyzm i kreatywność. tylko ich nienawidzi. A trochę i za to. . U nas elity nie prowadzą ze sobą społeczeństwa. A u nas tych elit praktycznie nie ma. którzy tych frajerów dudkają i na nich pasożytują. że się okazał lepszy od rywali. i ludzie wobec mojej publicystyki niechętni. zdolność tworzenia idei czy choćby tylko przejawiania zdrowego rozsądku. odpowiadam na ważne. w innych krajach to niby nie ma hołoty? Czy w niemieckiej knajpie siedzą lepsi pijaczkowie. tych. Nie za to skreślam tu Familię podwójną krechą. które są. niż w polskiej? Czy angielscy chuligani różnią się czymś od polskich? Czy francuski chłop jest mniej pazerny i przejawia więcej troski o państwo. każdy przekonany. i tylko idiota miałby komuś za złe. zmuszonych ukrywać się w robocich skorupach. tylko korzystają ze swoich przywilejów wobec niego. że hołdując przy tym swej wewnętrznej salonowej hierarchii. które zwę tutaj inteligencją zastępczą. mówili. które mi zadawali i przyjaciele. uczyniła się ślepą i głuchą. może kluczowe dla całej tej pracy pytanie. W krajach cywilizowanych nad ludźmi ze społecznych nizin są ludzie ze społecznych wyżyn.równie skutecznie. zdolność analizy i syntezy. że. którzy nie chcą się z tym pogodzić. że wykolejeńcy na amerykańskim murzynowie niczym się poza kolorem skóry i wyborem środków odurzających nie różnią od pegeerowskiej degenery spod Słupska. społeczeństwo nie wzoruje się na elitach. bo te. bo gdzie jest walka. i przerobiła ją na stado bezmyślnych potakiwaczy. czy raczej te jej resztki. jak niegdyś eliminował ludzi zakaz publikacji wydany przez wydział kultury albo prasy w KC. przeżuwających pseudomądrości z warszawki i krakówka. nie oznacza wejścia pomiędzy ludzi lepszych. Otóż jest jedna zasadnicza różnica. tam są zwycięzcy. który najprościej dokonuje się w drodze kariery w aparacie partii politycznej albo związku zawodowego. Skreślam ją za to. być może. tylko przejście spomiędzy frajerów pomiędzy cwaniaków. a awans społeczny. bo od tego są elity. że prawem i lewem uzyskała rząd dusz nad polską inteligencją. niż polski? I sam pisałeś. na długi czas zepchnęła swą agresywną polityką w mediach i swym rozpanoszeniem w nich na pozycję bohaterów cytowanej tu lemowej przypowieści. okazały się niezdatne. mądrzejszych i uczciwszych.

niż skrytykować. jak się zdaje. ale. oczywiście. ideowy trzon Konfederacji. są też pisemka. częściej nie potrafię. Prawdziwi patrioci. Mamy demokrację. która się nieopatrznie publikacji dopuściła. przychodzą jakieś absurdalne pozwy i wydawca gazety. jak raz między arcybiskupem Życińskim a samym Adamem Zagozdą – a po drugie. Prędzej można w Polsce obsobaczyć samego Papieża. ale po żydowsku. kaja się na swoich łamach i zabrania mnie tam więcej wpuszczać. w którym jakiś prawdziwy patriota protestuje przeciwko temu. co myślę tylko i wyłącznie we własnej książce. (Nie zmyśliłem tego. żebym dał sobie spokój. odsuwając tych. prywatnie przepraszając. żadnej spiskowej teorii. przeczytałem taki tekst w „Naszym Dzienniku”. po pierwsze. zwłaszcza że znana jest jego drażliwość na własnym punkcie. Nie upieram się – Michnik nie jest jakąś moją obsesją. na których gęby nie może już patrzeć. i premiując politycznych cwaniaczków. człowiekiem umieszczonym przez „Naszą Polskę” na liście wrogów Radia Maryja. aby mój tekst sąsiadował z artykułem. który ma takie koneksje i którego stać na takich prawników to my sobie na proces pozwolić nie możemy. Ale rzecz czegoś mnie drażni. z których trzech nikt nie chciał opublikować.A do tego wszystkiego – mamy demokrację. blednie. jak te procedury w konkretnym społeczeństwie funkcjonują i czemu konkretnie służą. . to znaczy jej zewnętrzne atrybuty. jak się zdaje. A o Michniku napisać mogę. że Michnik działał w antykomunistycznej opozycji. po prostu nikt nie chce z tym człowiekiem zadzierać. że oskarżenie może być choćby i najgłupsze. było nie było.) Zresztą tym pismom w zupełności. z ostatnich pięciu lat. jej procedury. które dla zachodniego świata są tak strasznie ważne. Nawet w pismach uchodzących za bardzo antymichnikowe bywałem uprzejmie proszony. zebrały mi się na twardym cztery traktujące o nim teksty. że polactwo może meblować kraj po swojemu. obejmujących przecież także okres afery Rywina. Nie tak wiele. redaktora naczelnego prywatnej gazety. ale z człowiekiem. Nie ma w tym. ja bym nie chciał. choćby w bardzo wyważonych słowach. doszli do wniosku. względnie w którejś z satelickich organizacji PZPR-u. Owszem. która sprawia. wystarcza. którzy umiejętnie wciągną je w swoje szwindle. bo w latach peerelu wypadało być jedynie u Moczara. * Poświęciłem w tej książce nieproporcjonalnie wiele miejsca Adamowi Michnikowi. Proszę mi to wybaczyć i zrozumieć – to ostatnia okazja. A jeśli to się już zdarzy. wspak. że opozycyjna przeszłość hańbi. one nie mają ochoty współpracować ze mną. które chętnie wydrukują coś złego o Michniku. że krzyże na karetkach pogotowia zastępowane są „stylizowaną gwiazdą Dawida” i napisem wykonanym wprawdzie naszymi literami. Książkę piszę raz na kilka lat. Gazet i czasopism ten temat nie interesuje. już dawno. że zupełnie nie zwraca on uwagi.

małości i błazeństwa będzie się wokół odzywać tyle. swoim pokrzykiwaniem na komisję sejmową i sąd doprowadza do tego. że od roku 1990. paszportu mu i tak nie dawali. czy to znalazł i. jeśli jakiś autor i wydawca gotowi są potem długo się procesować. zresztą na ich zlecenie. która ma temu zaradzić. No pewnie – bo co właściwie ryzykował w peerelu opozycjonista? Najwyżej. Urban oraz jeden ubecki generał. A takiemu Cioskowi niełaska władzy mogła złamać karierę! Mógł. Albo że mu odbiją nery. jeśli potem w środku kosztującej grube miliony kampanii reklamowej. że go wsadzą do więzienia. a potem z kolei nieopisanie szkodliwy. czego szukał w teczkach bezpieki. oczywiście. czy taki Michnik jest mi jeszcze do czegokolwiek potrzebny. mam nadzieję. jeśli swoim niejasnym zachowaniem w aferze Rywina. bo mu je w każdej chwili mogli skonfiskować. jakim się wydawał. poufne memoriały. wylądować w jakimś gminnym .A czasu jest coraz mniej. którzy najbardziej ryzykowali. co z tym zrobił – że od tego czasu coś się jednak w Polsce zmieniło. że swojego już bym wolał pośród nich nie słyszeć. nie będę już o nim musiał pisać później. brutalnie ruga radiową dziennikarkę i pokazuje się na obiadku z osobą najbardziej w całej aferze podejrzaną. * Właśnie dopiero co. że Michnik nie jest już wcale takim mocarzem. nie byli wcale opozycjoniści. Czynnikom przecież mogła się ta śmiała myśl nie spodobać i mogły Cioska z Urbanem oraz tym trzecim za nią ukarać. jeśli tak. bo niebawem nadęta wielkość Michnika pęknie jak balon. że wiarygodność gazety spada o połowę. głosów ludzi krytykujących go za wszelakie jego błędy. Jeśli Michnik w swej bucie nie zauważył. Więc piszę tu o nim niewątpliwie za dużo. I postawił tezę. znaczy). zaburzając proporcje. Człowiek niegdyś wielce zasłużony. to na miejscu udziałowców „Agory” nie zastanawiałbym się dłużej. że zjawią się u niego „nieznani sprawcy”. najwięcej ryzykowali on (Ciosek. Względnie. pójść w odstawkę! Stracić dochody. Skądże. który z bohatera stoczył się do rangi żałosnego pajaca w rękach sprytnych komuchów. do mienia też nie był przyzwyczajony. a której on sam jest główną twarzą. analizujące sytuację w państwie i proponujące zawarcie z opozycją „historycznego kompromisu”. Awansować i tak nie mógł. pojawił się telewizyjnej dyskusji towarzysz Ciosek. w piętnastą rocznicę Okrągłego Stołu. Dlaczego tak uważam? Bo jego coraz bardziej nieodpowiedzialne wyskoki kosztują „Agorę” straszne pieniądze. kiedy to nikt nie odważył się go publicznie spytać. willę. z którym wspólnie przygotowywali dla Najwyższych Czynników Partyjnych i Państwowych. A przecież jest to jedna z najważniejszych postaci minionego piętnastolecia. że w czasach przed Okrągłym Stołem tymi. Gdy zaś okaże się. ale dzięki temu. chyba że bez prawa powrotu. Wspaniały temat na powieść. aż strach pomyśleć.

Czuli się strasznymi świniami. a mało kto lubi się tak czuć. Czerwona mafia. kto się stroi w piórka moralisty – ale polityka mniej baczy na to. nadal trzymała wszystko za pysk. i ot. I znów: nie mam zresztą zamiaru potępiać Michnika za sam fakt. nadal miała na swe rozkazy esbecję. spałować. Nie wszystkim. skuteczne być mogło. Otóż stał się on dla byłych komunistów naczelnym rozgrzeszaczem i dowartościowywaczem. co jest etyczne. ktoś się musi poświęcić i okupantowi wysługiwać. A to. zgoła nosił przy sobie stosowny kwitariusz z zaświadczeniami. bodajże Urbana. nie było bardzo charakterystyczne. powiedzmy. co skuteczne. wsadzić do więzienia lub zgnoić w inny sposób. jak to czerwoni postanowili sobie poćwiczyć przed Okrągłym Stołem argumenty. przystąpili do ćwiczebnej dysputy – i okazało się. też przeważnie ze starych roczników. jak lekarz nosi bloczek z formularzami recept: tylko wpisać imię i nazwisko. to rzecz oczywista. I z jakiegoś powodu brakowało im tego do szczęścia. Poza grupką starych pryków w partyjnej centrali i pewną liczbą ideowych głupoli. że Michnik budował swoje wpływy na brataniu się z ludźmi . Taśmowe wystawianie rozmaitym szujom świadectw moralności na pewno nie jest ładne z etycznego punktu widzenia. kto się wtedy bardziej dla Polski narażał! Nie zawracałbym miłemu Czytelnikowi głowy jakimś Cioskiem. Więc to chyba jasne. co przy okazji rocznicowej dyskusji z niego wylazło. a bardziej. oczywiście. Władzy. i na pewno nie przystoi komuś. że ćwiczebna „opozycja” bez trudu wymyśla przeciwko ustrojowi nieodparte argumenty. Za Jaruzelskiego psychologiczna sytuacja komuny była zasadniczo odmienna. Ludzie peerelowskiego reżimu.komitecie albo na ambasadzie w Mongolii. „geopolityczny” argument – że póki za Bugiem stoi czterdzieści dywizji. mieli w zasadzie wszystko. oczywiście. rozsianych po niższych sferach aparatu. zwanej żartobliwie „ludową”. zomoli i wojsko. Jaruzelskich czasach. źródło siły. Problem nie w tym. poza jednym: dobrym imieniem. Ażeby było jak jest. niż za. Ale nie miała już do tego ideologicznej podkładki. mamy następnego bohatera i człowieka honoru. Skoro chciał wejść w politykę. że sobie takie uprawnienie przyznał. że niniejszy komuszek był typem pozytywnym i reformatorem. jak jest. czy jeszcze nawet średniego Gierka. Ale sami twórcy tej propagandy doskonale sobie zdawali sprawę z tego co jest warta. nikt już w komunizm nie wierzył. ale i nader pouczającą historyjkę. ostatni. a przecież miał do tego prawo. nadal mogła każdego bezkarnie zamordować. Można powiedzieć. pozostał na użytek ludu już tylko jeden. a drudzy „Solidarnością”. podzieli. Zebrali się więc w którymś z ośrodków KC. używał w grze wszystkiego. wcześniej nie wspomniane. Bieruta. co mogło być jego atutem. jak najbardziej. że jedni na niby będą władzą. w jego schyłkowych. potwierdzić brudziem. jaką w latach dziewięćdziesiątych miał Adam Michnik. znalazłem śmieszną do rozpuku. Ale tym najważniejszym – owszem. na które nikt na sali nie umie znaleźć odpowiedzi. gdyby to. W pamiętnikach któregoś z prominentnych komuchów. Tutaj leży jeszcze jedno. póty w Polsce musi być tak.

która oskarżała Michnika. Myśl główna tego odporu była taka. moim skromnym zdaniem Michnika w ten sposób przeceniła. jak się pięknie umiał wznieść ponad nienawiść i osobiste krzywdy. twierdzenie że Michnik jest oligarchą. To. tylko z tego. Ale wracając do rzeczy: istotnie. o finansowy kontekst tego słowa. ludziom. skoro on sam. A może bardziej od tych pochlebstw uderzyła mu do głowy sama czynność udzielania rozgrzeszeń. które świadczył kreaturom reżimu.nikczemnymi. jak się niezmiernie co do niego mylili. że sądził. stanowiąc drogowskaz moralny dla wszystkich krajów i społeczeństw wychodzących z socjalizmu. a kto nie? Akurat w dniu. i wszyscy razem prawią mu. Może jego pokręconej psyche przedziwnie dogadzał fakt. nawet nie na tym. On wcale takiego dilu nie zawierał – w zamian za usługi. to chwyt przez publicystów tej gazety ulubiony. w ten nonsens uwierzył? Bo. Inna sprawa. że tacy ludzie jak Kwaśniewski czy Urban przychodzą do niego z wódką. powiedzmy. w którego mocy wyrokować. że jest otaczany czołobitnością właśnie przez swych byłych oprawców i różnych partyjnych karierowiczów. że niszczył legendę „Solidarności” w zamian za polityczne wpływy i ułatwienie jego środowisku objęcie niepodzielnego „rządu dusz” w mediach. że tylko mu się tak wydawało. Nie chodzi. że swymi świadectwami moralności z czasem coraz bardziej szafował – ale w tym. że uważał się za jednego z najbogatszych ludzi w Polsce. gdy pisałem powyższe słowa. Posolidamościowa centroprawica. że w ogóle polemizować z nim nie warto. kto zostanie zbawiony. by poznać argumenty za i przeciw czemukolwiek. którzy przeszli partyjny trening w smarowaniu wazeliną. pochlebstwa na zawołanie przychodziły zapewne bez trudu. nie zagwarantowawszy sobie trwałości świadczeń wzajemnych. dająca złudę bycia jakimś omalże postkomunistycznym Bogiem. Michnik czuł się oligarchą nie w tym sensie. że Jaruzelski traktuje jak rodzonego syna. ujmując sprawę krótko. że rozdawał je. I zresztą jej przeciętnemu czytelnikowi zawsze to w zupełności wystarczało. jaki jest wspaniały. z punktu widzenia polityki. iż twierdzenie. wystarczały mu pochlebstwa. najwyższym autorytetem i wyrocznią w kwestiach etyki – takim oligarchą ducha. ale w tym. że „Wyborcza” nie zmienia się nic a nic – stwierdzenie. Nie z tego powodu. tylko żeby się dowiedzieć. że jest Michnikiem. dowód. można . że stanowi ona część rządzącego Polską oligarchicznego układu. że w ogóle nie warto się nimi zajmować. jakoby Michnik był oligarchą to taki absurd. za bezdurno. „Wyborczej”. nawiasem. ale – choć trudno mi uwierzyć – na Michnika to wystarczyło. że jest oligarchą. co wypada w danym tygodniu myśleć. na tym właśnie zasadzała się cała „afera Rywina”: Michnik sądził. jak się zdaje. oczywiście. że argumenty czy tezy przeciwnika są tak głupie i absurdalne. powtórzę raz jeszcze. jak uosabia samą cnotę i szlachetność. że ma pieniądze. a nagle wyszło. nie czytało się u nas po to. to nonsens. Po prawdzie. iż jako Michnik ma na najwyższych urzędników państwa wpływ porównywalny do takiego. Kulczyka. że ostatnio ten wpływ gazety wydaje się słabnąć. „Gazeta Wyborcza” piórem jednego ze swych czołowych publicystów postanowiła dać odpór oskarżeniu Jarosława Kaczyńskiego. Tylko co zrobić.

pozbawionych intelektualnych czy ideologicznych obciążeń chamusiom. że Michnikowi przez wiele lat na podobnej zasadzie wydawało się. poszedł w urojenia. iż układ ganglandu nie przewiduje żadnych wyjątków dla autorytetów moralnych i one też muszą bulić – ustawa pozwalająca mu kupić telewizję będzie mianowicie kosztować siedemnaście i pół miliona zielonych. A zwłaszcza. zakipieli tylko w bezpośredniej rozmowie. że ani premier. Kiedy byłem mały. przesłuchiwać jak zupełnie zwykłego człowieka. czy z pezetpeeru. kiedy potem okazało się. że wszystko. poza szansami Polski. a jakiś Rokita pisać o wątku „Agory” w aferze. że rozdaje w polskiej polityce karty. a potem z głośnym „puff” strzelałem z wyciągniętej ręki i cel przestawał istnieć. nie zakipieli tym samym oburzeniem i nie ukarali zuchwalców przykładnie – lub. wydawałem na wargach dźwięki imitujące pracę silnika i serwomotorów wieży. czego w życiu dokonał. ani prezydent. że jakieś sejmowe komisje czy sądy ośmielają się jego. Wyobrażam sobie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu. że jestem dowódcą czołgu. mówi. że wszystkiego. Michnika. a po wyjściu oberguru wyśmieli go w kułak. iż właśnie załatwił z nim Michnik sprawę. którego nie miał. Familia stopniowo zeszła na margines i już z niego nie wyjdzie. Błazen. że jakieś tam bełkotliwe „aha” czy inne beknięcie współbiesiadnika oznacza. Ciekawe. Michnik wskoczył w za wielkie dla siebie buty. często sobie wyobrażałem. . jak mnie na nagrodach od „ministry” Jarugi-Nowackiej. czy to ze związku. o zgrozo. że robi wielką politykę. Konfederacja zresztą też. Otóż w „Autobiografii na cztery ręce” powiada Giedroyc. Gęby za lud krzyczące szybko lud znużyły i lud zwrócił się ku stanowiącym obraz i podobieństwo jego. Wyciągałem przed siebie wyprostowaną prawą rękę. ale nieodmiennie spod transparentu z radosnym „tera. a kontekst nie pozostawia wątpliwości. to zmarnował i roztrwonił w imię życia towarzyskiego – w imię toastów i pochlebstw. czy on sam już to przyjął do wiadomości. gdy władzę nad postkomuną chwycił Miller i jego partyjniacy. Adam Michnik uwielbia być porównywany do Jerzego Giedroycia i uwielbia się do niego sam porównywać. gdy rzeczywistość zaprzeczyła miłości własnej. Podobnie jak Wałęsa. kurwa. o kogo chodzi. sądząc po jego wypowiedziach. Wałęsa do dziś. że przegrał jakieś wybory – przegrał. A wreszcie. dokonał kosztem życia osobistego. jak musiało go zaboleć. I podobnie jak on. Świat naszego oligarchy ducha po prostu się zawalił. tylko liczenie głosów. którym na świadectwach moralności od Michnika zależało mniej więcej w tym samym stopniu. my!!”. a zmarnował i roztrwonił. nie przyjął do wiadomości. jeszcze gorzej. mawia. O Michniku powiedzieć można. Że jego biesiadne gaduły z tym czy innym ważniakiem ustawiają rządy i międzynarodowe traktaty. „Mój wielki poprzednik”. także cały dorobek swojego niełatwego życia. co zmarnował i roztrwonił. że do kogoś takiego „grupa trzymająca władzę” miała czelność przysłać Rywina z oznajmieniem. Michnik nadal chyba sądzi. Ale w istocie Familia przegrała i została ostatecznie zmarginalizowana już w momencie. które ukochał bardziej niż cokolwiek innego. zwijałem dłoń w pięść imitującą wylot lufy. czy z pegeeru. Stać mnie przecież. żeby na zakończenie tego wątku zrobić mu tę drobną uprzejmość i też go z Redaktorem porównać.powiedzieć.

a zgoła uważają je za rzeczy sprzeczne ze sobą. którzy doznali olśnienia. uczniem Dmowskiego. jak słusznie zauważył pewien malarz. Jak socjalizm był utopią to liberalizm też musi być utopią. A w sferze idei symetria jest. Watykan. to dziś Bruksela. Jak wczoraj komunizm. Aberracje Polaka-katolika. przeważnie słusznie. co w tej książce podkreślałem wielokrotnie. obok idiotycznej zasady „prawda zawsze leży pośrodku”. czuję się narodowcem i. głównym intelektualnym wyposażeniem półinteligenta. jaki sprawowała Familia. co o kim myślę. do jakich Dmowski w swoim myśleniu dochodził. Ale co mi po symetrii? Symetria. obelga jest argumentem sama w sobie. zbyt wiele o Konfederacji. Chciałbym. Znacznie od nich groźniejsze są aberracje mas zdeprawowanych peerelem. w każdym razie musi być symetrycznie. Ode mnie też się jej zresztą nieraz dostawało. obrażając się za równie bezceremonialne odpowiedzi. posiedli sekret o prawdziwej naturze politycznej i społecznej rzeczywistości. Giertychach. wbrew potocznemu mniemaniu. bo tak idiota rozumuje. „Głosie” czy „Naszej Polsce”. to dziś katolicyzm. Tel Awiw. dotyczą drobnej i wymierającej części społeczeństwa. Jak wczoraj Moskwa. nie chce mi się nawet trudzić informowaniem jej autora. Ale nie we wnioskach. jakkolwiek potrzebny do chrzcin. Owszem. jak to zwykle bywa w pisemkach ludzi.ROZDZIAŁ VIII O wielu sprawach tu nie napisałem. to symetria nakazywałaby skupić porównywalną uwagę na księdzu Rydzyku. Wybaczam obelgę. jak ubrany w krawat i garnitur miastowy „Żyd”. Skoro poświęcam tyle uwagi Familii. byłbym śmieszny. gdzie może mi skoczyć. jaką zaproponował. z osobistych urazów godnym podjęcia jest jeden. Wyręczyli mnie już. bywałem karany zjadliwymi atakami konfederackich publicystów. Zresztą mam po przodkach dość grubą skórę. Konfederacji dostaje się wystarczająco od innych. a hołdując zasadzie. Po części z tej tradycji. ale przede wszystkim z wyboru. bo te często uważam za całkowicie nie do przyjęcia – w metodzie. wynikający z mojej rodzinnej endeckiej tradycji. żeby mnie dotknęła. jest estetyką głupców. jest takim samym „obcym” i obiektem zawiści o lepsze życie. za tych parę słów prawdy o ludziach. którzy patriotyzmem zastępują myślenie. w jakimś stopniu. na przykład. A jeśli. Nie pamiętam wśród nich żadnej obelgi na tyle inteligentnej. ślubu i pogrzebu. żeby Dmowskiemu pamiętano przede wszystkim . No. jeśli jest poparta argumentem. Nie napisałem. tylko jechać otwartym tekstem. by się nie szczypać i nie owijać w bawełnę. Jej wpływ na społeczeństwo nigdy nie był porównywalny z tym „rządem dusz”. Waszyngton. Nie mam też w sumie do Konfederacji aż takich osobistych urazów. dla których człowiek w sutannie.

Żydami i kapitalizmem. silny nurt Konfederacji. zdefiniował zasady polityki. bardziej efektywnemu wykorzystaniu zasobów i budowaniu gospodarczej siły państwa. z którym Dmowski w całej swej działalności zajadle wojował. o „ludzie” nie wspominając. którego rządom przynajmniej zapobiegł. nasza „myśl polityczna” ograniczała się do sekciarskich bredni towiańszczyzny. wyznaczając drogę realizowania tych interesów – i to właśnie powinno być mu pamiętane. na skutkach działań którego fatalnie zaciążyło zaniedbanie teoretycznej refleksji. na podtrzymywanie wegetacji skansenu rozdrobnionego rolnictwa i sponsorowanie byczących się degeneratów. Dzisiejsza neodmowszczyzna. Neodmowszczyzna zamiast sposobu rozumowania patrona podchwyciła właśnie jego starcze obsesje – wyżywa się w wojowaniu z masonami. może tylko przeszkadzać. cała kupa ludzi nikczemnych.to. i jak tu powtórzę raz jeszcze. że należy w pole wyjść. z politycznej myśli Dmowskiego nie rozumie nic a nic. co wiedziano we wczesnych latach trzydziestych. pewnie by na ich widok zwymiotował. Z dwóch ojców założycieli naszej niepodległości w roku 1918 Dmowski był znakomitym teoretykiem. zdefiniował jego interesy. ku mojemu obrzydzeniu. najbardziej odrażającej. Bliższa jest głupocie patriotyzmu mistycznego. w cywilizowany sposób. Po części sprawiło to. I którymi. w typie powstańczym. uczniowie domagają się większej roli rządu w gospodarce po to. którzy uważali. Dmowski jako pierwszy dostrzegł naród polski. których. Z nich dwóch Dmowski nie doczekał się dotąd sprawiedliwości. w której to grze wszelka aktywność szlacheckiej ciemnoty. fatalne wnioski w praktyce – Piłsudski zaś wybitnym praktykiem. miał prawo wierzyć – że państwowa gospodarka lepiej sprzyja industrializacji. i to jeszcze w jego stalinowskiej. a Pan Bóg zajmie się resztą – oraz do starań grupek arystokratów. będącego z kolei podstawą siły narodu. antymasońskie i antykapitalistyczne obsesje. w które popadł na starość. . prymitywnej i zbrodniczej formie. iż bodaj jako pierwszy w Polsce stworzył on szkołę nowoczesnego. niestety. prawdę mówiąc. zły był. że. pożal się Boże. pozwalając na masową produkcję i sprzedaż siarkowanego zajzajeru na bazie soków owocowych i podejrzanej jakości spirytusu. a nie antyżydowskie. usiłuje tę kolaborację usprawiedliwić i wybielić. że komunizm owszem. jak pozwoliłem sobie kiedyś ku jej oburzeniu napisać. Kiedy Dmowski się w polskiej polityce pojawił. że cokolwiek zdziałać można to tylko misterną grą prowadzoną z innymi arystokratami na dworach Europy i Rosji. bo wierzył – i w świetle tego. uświnionych i skompromitowanych kolaboracją z komunizmem. Tylko że Dmowski opowiadał się za kontrolą rządu nad gospodarką. który ze swej teorii wyciągnął. że do jego tradycji przyczepiła się taka ekipa. Natomiast jego. widząc w nim szkodliwe szaleństwo niszczenia narodowej substancji. w interesie narodu byłoby raczej eutanazować (i zresztą robi się to. ofiarę krwi złożyć. twierdząc. aby skromne narodowe zasoby tym bardziej trwonić na dotowanie niepotrzebnych narodowi reliktów sowieckiego kompleksu zbrojeniowego. politycznego myślenia o sprawach narodu. gdyby sam Dmowski mógł dzisiejszych neodmowszczan zobaczyć. ale to i tak nic wobec tego endeckiego ciemnogrodu.

Nadają się w sam raz do wojowania z pederastami i nieudacznymi artystami. ale wciąż zaliczana jest do pierwszej ligi w swoim regionie – za Słowenią. Ale to sprawy marginalne. Redaktora. Spory o Dmowskiego i Piłsudskiego nie mają dla dzisiejszej Polski żadnego praktycznego znaczenia. urzędniczy gangland. Rosję i Daleki Wschód. mam za przejaw jego wyjścia z czasu rzeczywistego w ostatnich latach życia. Mamy Polskę. surowce. to. w której rozchamiona biurokracja najbezczelniej w świecie wymusza od przedsiębiorcy. korzystających z amerykańskiego transportu i w większej części opłacanych przez amerykańskiego podatnika. jak nieopatrznie wypsnęło się stosownemu ministrowi. jak kiedyś. złośliwego interpretowania wzajemnie sprzecznych i mętnie sformułowanych przepisów czy blokowania wymaganych prawem zezwoleń – choćby najprostszą. która wprawdzie dawno już straciła opinię lidera przemian. zmarnowawszy ogromną część swojego budżetu na bzdury. Polskę. chociaż. . tylko że za niewywiązywanie się z tego obowiązku nic urzędnikowi nie grozi. eksportuje coraz więcej przetworzonych wyrobów. do których Unia gotowa była dołożyć się w połowie. a nie tylko. ani tym bardziej puszczać mimo wygadywanych i wypisywanych przez nich bredni. nie umie znaleźć pieniędzy na współfinansowanie inwestycji infrastrukturalnych. na przykład. ale przed pozostałymi. ma stabilną walutę i niską inflację. która należy do Unii Europejskiej. Polskę. Węgrami i Estonią. wszystko. jak to nazwał profesor Winiecki. choć dwa tysiące żołnierzy w Iraku. po dawnemu bezbronny wobec urzędniczej samowoli. a i od zwykłego obywatela pragnącego. jakoby Polską ciągle władały ich trumny. ale też jest zadłużona w stopniu zagrażającym finansową katastrofą na miarę tego. która należy do NATO. no to ją macie. i tym samym nie wyciąga ze swego członkostwa takich korzyści. Twierdzenie śp. jeśli mylnie wpisze w papierach jakiś idiotyczny numer. na tych pseudoendeków nie umiem patrzeć bez irytacji. Właściwie to bez sensu. w której rozwija się wolna przedsiębiorczość. poza nabiciem objętości książki. postawić sobie dom. nie miała ona większego znaczenia. co dotknęło Argentynę. Czechami. Polskę. wcześniej Meksyk.żartobliwie nazywanego w Polsce winem). Jako wnuk zagorzałego endeka. bez ciężkiego sprzętu. od której w końcu zależy moje honorarium. że nie oparłem się pokusie wtrącenia tutaj powyższej dygresji. która osiągnęła znowu wysoki wzrost gospodarczy. na które urząd teoretycznie ma obowiązek odpowiadać w ustawowym terminie. Mamy więc Polskę. podczas gdy prosty obywatel. na co nas stać. stosowaną na co dzień metodą nieodpowiadania na podania. ciągany jest po sądach. jakie by wyciągnąć mogła. * Chcieliście Polski. nękania nieustającymi inspekcjami. pod grozą przewlekania w nieskończoność idiotycznych procedur. Mamy Polskę. bandyckie haracze. ale też Polskę zamienioną w. pisał pewien poeta. i zresztą w tym się czują najlepiej.

. W 1994 uchwalonych ustaw było już 700. zafundowana nam przez szeroką koalicję sił politycznych. zaludniony w większości partyjniakami bez wykształcenia i jakichkolwiek kwalifikacji. Jest to Polska coraz bardziej stająca się krajem pastuchów. chcący też się dorwać do koryta. Ale ci. przypomnę to badanie. Ale też wciąż nie jest to Polska. ale wciąż oficjalnie „bezpłatną” służbą zdrowia i katastrofalnie złym. w której by się chciało żyć. w 2002 – 2100. Czyli taka Polska. Jeśli Polska nie stanie się wreszcie krajem. a przedsiębiorczy i mądry czerpać ze swej przedsiębiorczości i mądrości profity. że to właśnie ta jego część jest kluczem do politycznego sukcesu. którzy nie mają głosu. uważając. I nikt im tego nie zabroni. . Mamy Polskę ze śmiechu wartą. W roku 1989. Z tego samego powodu nie można wciąż sprywatyzować idiotycznych „jednoosobowych spółek skarbu państwa”. a na dodatek pieniędzy na polityczne potrzeby. zamiast utrzymywać meneli. którzy w normalnym kraju tworzą dobrobyt i pracują na cywilizacyjny awans narodu. że Trybunał Konstytucyjny nie nadąża z orzekaniem ich niezgodności z Konstytucją. łatwych do wydobycia ze szkodą dla przedsiębiorstwa. ale naturalnie wciąż państwowym i „bezpłatnym” szkolnictwem. co najgorsze. bezwzględnych „układów”. jak bredzą ku ukontentowaniu gawiedzi różni wariaci albo cyniczni dranie. ograniczając się do tych najważniejszych – co zresztą przychodzi mu bez trudu. Najlepiej na zawsze.Mamy Polskę zalewaną wzbierającymi potokami coraz to nowych ustaw. Nie jest to Polska „wyprzedana i zniszczona”. w 1998 – 1300. Mamy Polskę. Prawie połowa studentów polskich uczelni. jakie daje władza. wyłudzających świadczenia oszustów. dostarczających władzy tysięcy dobrze opłacanych stołków w radach nadzorczych i zarządach. jak to już powiedziałem. w którym człowiek zdolny może rozwijać swoje zdolności.. że sprzeczne z nią może być właściwie wszystko. chce stąd wyjechać. Polskę ogarniętą całkowitym politycznym bezwładem. mają nogi. kto lepiej się przypodoba najbardziej tępej części elektoratu. nie mają głosu. bo partie wciąż potrzebują więcej i więcej synekur dla swoich kolesiów. rządzona kaprysami motłochu i manipulujących tym motłochem cynicznych. To znowu ktoś w końcu zapuka w mapę. W administracji co roku przybywa trzydzieści tysięcy stołków. Parlament. No i. produkuje prawnicze buble w takim tempie. pełna jest takich mętniactw i diabli wiedzą co znaczących frazesów. bo partie licytują się w demagogii i obietnicach bez pokrycia. I paszporty. ostatnim roku istnienia zbiurokratyzowanego ponad wszelki rozsądek peerelu ostatnia ustawa opublikowana w Dzienniku Ustaw miała numer 341. leżącą w dryfie. żeby wygniłe państwo wysypało się z niej i stworzyło miejsce dla jakichś sprawniejszych struktur. małorolnych chłopów i niewykwalifikowanych robotników. Nie sposób przepchnąć przez parlament jakiejkolwiek sensownej reformy. jako że Konstytucja. nie bezpodstawnie. to. w której ci. przepisów i zarządzeń.

zanim kadencja minie reformy przyniosą ciemnocie poprawę i problem tłumaczenia jej czegokolwiek zniknie. nie starał się. Jak naprawić Polskę. to weźmiemy jakiegoś profesora. że trzeba skończyć z socjalizmem. że z ciemnotą nie ma co poważnie gadać i nie ma co jej tłumaczyć. trzeba pleść to. Trzeba przestać mamlać polactwu bzdury w stylu „tyle kapitalizmu. czy dlatego. Trudno także dlatego. prawdziwy wolny rynek. tyle socjalizmu. Jak uzdrowić nasz kraj. by sformułować narodowe interesy. „Ponad stan” w potocznym rozumieniu oznacza luksusy. jest pytaniem tego samego rodzaju. że od lat żyje ponad stan. pisali i mówili wielokrotnie ludzie ode mnie mądrzejsi. Po prostu: trzeba wreszcie skończyć z socem i wprowadzić wolny ranek. Ludziom. on zrobi reformy. jest równie trudno. Trzeba przestać się popisywać „społeczną wrażliwością”. i gotowe wierzyć. że jeśli będzie żarł na obiad codziennie cztery wielkie pizze. że te kilkaset złotych miesięcznie zasiłku czy renty to żaden luksus. czy też. tylko po prostu zacząć się kierować dobrem państwa i narodu. którzy uwierzyli w swoje „prawa socjalne” i w to. jak to trafnie ujęła Ayn Rand. „jak schudnąć”. co. ile konieczne. jak grubasowi z programu Jerry’ego Springera. aby być dla polactwa zarazem niańką i dojną krową – a po części interesuje je tylko napchanie własnej kabzy. nakreślić wiarygodnej wizji przyszłości i porwać do jej realizowania. licytować na obietnice i szukać łatwego poklasku. a żyją o wiele od Polski skromniej. że nie ma w tym gnijącym kraju autorytetu. Polactwo nie uwierzy. Recepta prosta i oczywista. ile można”. którzy mają dochód na głowę mieszkańca znacznie wyższy. że polactwo tak już zdegenerowane i nic poza własnym tyłkiem nikogo nie obchodzi. żeby ją zastosował. tłumaczyć niełatwo. Ale fakt jest faktem. że Państwo Polskie istnieje przede wszystkim po to właśnie. a przecież to oczywiste. któremu jego mieszkańcy potrafiliby zaufać. to łatwo powiedzieć.* Pytanie. że elity. bo to – wypisz. jak: przestać żreć. ale spróbuj grubasa przekonać. które powinny się o przyszłość Polski troszczyć. Wszyscy z góry zakładali. Pewien zachodni dziennikarz ujął to prosto i obrazowo: gdy się przejeżdża przez Czechy czy Węgry. A także dlatego. łatwo zrozumieć – tylko strasznie trudno przyjąć polactwu do wiadomości. troską o ich przyszłość. wystarczy porównać strukturę wydatków u nas i u sąsiadów. Fakt. że od lat nikt z nim nigdy nie rozmawiał uczciwie. wymaluj – ta koreańska pasza z trawy z niezbędną domieszką ekstraktu zbożowego. to jego zmartwienie – takim ludziom wyperswadować. „kompromis między chlebem a trucizną”. że pieniądze na ich realizację muszą się znaleźć. że cały folwark przez to zbankrutuje i pójdzie pod wykup. a jeśli pan dziedzic twierdzi. po części same są za głupie. co tłuszcza chce usłyszeć. kojfhie przed czterdziestką. I nie dojdziesz. jak Reagan czy Thatcher. jedzie człowiek doskonałą autostradą. a jak się dorwiemy do władzy. Każdy wie. . czy też dlatego. nie żadne durnowate hybrydy wymyślone przez bogate kraje do trwonienia bogactwa. jak tę Polskę naprawić.

pożyczymy. żeby to zrozumieć. za to widać z niej wille jak pałace. Im więcej zjesz. niż na inwestycje. A że osiągnięty w ten sposób wzrost poziomu życia mas nie zadowolił. Trochę zwiększymy deficyt. uznawano nadal. infrastruktury. Gdyby drobną część tego. Potem przyszedł Jaruzel. więc wszystko. że niewiele już zostało do sprzedania. I jeśli dalej będziemy wszystko. że żyją ponad stan. zasiano. żeby zdobyć na następną flaszkę. będziesz się bogacił szybko. ledwie urośnie. dostaniemy fundusze z Unii Europejskiej. co tylko dało się jeszcze wyskrobać z dna kasy i pożyczyć. którzy machną ręką i pojadą szukać szczęścia do innych krajów. Im więcej zasiejesz. załatać dziurę w budżecie. kiedy okazało się. ciągle na wszystko brak i brak. co przez ostatnie trzydzieści lat poszło na rozkurz i zostało zećpane. a nie ekonomiczne doktryny. Jeśli zaciśniesz pas na rok. to bieda na naszym folwarku trwa i trwa. odsetek ten stopniowo zwiększano. co się da. uznali przywódcy wolnej Polski. Nie trzeba ciąć socjalu ani reformować finansów państwa. za co można było najwięcej dostać do budżetu. pełna wybojów i dziur. W ten sposób prywatyzację. tym więcej zbierzesz w przyszłym roku. reformować finansów państwa. W latach siedemdziesiątych. plon z pola. co przestarzałe. zamieniono w wyprzedaż. droga jest wąska. uznała postkomuna. wyrwać się z niej ciągle nie można. Zamiast prywatyzować to. podtrzymamy go na dotychczasowym poziomie dzięki wpływom z prywatyzacji. . Jeśli od lat prawie całe plony są zżerane i sieje się za mało. Nie trzeba ciąć socjalu ani reformować finansów państwa. dziś byśmy żyli o wiele lepiej. Roczny Produkt Krajowy Brutto – to jak wór zboża. parę lat. wymagające inwestycji i głębokiej restrukturyzacji – prywatyzowano to. kosztem inwestycji. kto jest bardziej wrażliwy społecznie i bardziej „po stronie ludzi”.a na prawo i lewo widzi skromne domy. kiedy się okazało. Jak pan możesz mówić ludziom. kto rozda więcej. Nie trzeba ciąć socjalu. że od dziesięcioleci – ponad stan! Wcale nie trzeba wkuwać tej tak pogardzanej przez większość naszych polityków ekonomii. Polska zachowywała się jak pijak. mając w pamięci los swego poprzednika. który woli wynosić z domu rodowe srebra i meble. I publiczne pieniądze wciąż szły w większej części na rozkurz i opędzanie roszczeń co silniejszych grup zawodowych. W Polsce odwrotnie. Byle mieć czym opędzić bieżące wydatki. a jeśli nie odmówisz sobie jedzenia do syta. przeżerać. odnawiania parku maszynowego przedsiębiorstw. niż podjąć próbę wyjścia z nałogu. to się z tej bylejakości nie wyrwiemy nigdy. tym mniej zasiejesz. która powinna służyć modernizacji gospodarki. Oczywiście. Gierek nakazał rzucić znaczną część zaciąganych pożyczek na konsumpcję. bo to przecież „człowiek jest najważniejszy”. A potem zaczęła się wolna Polska i licytacja pomiędzy partiami i partyjkami. Aby do następnych wyborów. że rozszerzenie nie nastąpi tak szybko. jak oni żyją w biedzie? Ależ oni właśnie dlatego żyją w biedzie. któremu tym bardziej zależało na kupieniu sobie społeczeństwa. Z wyjątkiem oczywiście tych. znowu szło na zawyżenie stopy życiowej. będziesz się bogacił wolniej albo w ogóle.

I każdego dnia polactwo. Aby do jutra. a w końcu. i pod pozorem nasilenia państwowej opiekuńczości naustawiać nowych biurek dla kolesiów. pocieszają niektórzy ekonomiści. Nie wiem. Bogate i zepsute tym bogactwem państwa zachodniej Europy ugrzęzły w tym samym bagnie co i my – tłumy wychodzą dziś na niemieckie i francuskie ulice . Zaraza socjalizmu daje te same skutki wszędzie. skonsumować. totalitarnej formie. wziąć na utrzymanie budżetu jeszcze liczniejszą grupę obiboków. kiedy odwrócą się przychylne międzynarodowe koniunktury. z dwojga złego. się jakoś pospłaca. jak nasz wiecznie na poły zdechły i słaby kraj znowu nie jest w stanie oprzeć się działającym nam siłom? Z każdym dniem przegrywamy przyszłość. żeby pozyskać w zamian ich głosy. jak ucieka stąd marząca o lepszym życiu. doprowadzone do totalnego skołowania. Jest wiosna 2004. Aby pod siebie. A tu w istocie nie ma żadnych owoców wzrostu. gotowych podejmować najbardziej szkodliwe dla państwa i narodu decyzje. oduczone troski o jakiekolwiek wspólne dobro. Każdy kolejny rząd zadłużał nas coraz bardziej. najzdolniejsza młodzież. od których bieżące odsetki pochłaniają już bez mała piątą część rocznego budżetu państwa! I które.potem przyjdzie wzrost gospodarczy. co jego poprzednicy przez dziesięć. Nie na inwestycje – na podtrzymanie tego marnotrawczego systemu. demokratycznej. Codziennie triumfuje głupota lewicowych i lewicujących polityków. SLD się rozpękł. Nic w tym dziwnego. uchwalić nowe zasiłki. zaciągnięte pod ich zastaw zanim jeszcze wykiełkowały – długi. są gigantyczne długi. to kwestia drugorzędna. państwowych pseudospółek. Nie będzie tak źle. Jakoś tam się uda utrzymać deficyt pod kontrolą. wymusza na swoich elitach taką właśnie politykę. radach nadzorczych i zarządach wciąż niesprywatyzowanych. towarzysz Miller obrzydł w końcu do cna nawet własnemu „żelaznemu elektoratowi” i schował się na zapleczu. w kilka tygodni mogą doprowadzić Rzeczpospolitą do bankructwa. jeśli jakieś zawirowanie światowej gospodarki spowoduje gwałtowny ruch kursów walut. to była już istna orgia zaciągania długów na prawo i lewo. na nowo. na dalsze przejadanie zasobów. niż jeszcze przez wiele lat spłacać koszty szaleństwa. lepiej zbankrutować i zacząć od zera. patrząc bezradnie. rządzie. Czy już nie byłoby. czy to nie jeszcze gorzej. nowe dopłaty. trzeba go zaraz jak najszybciej „zdyskontować na rzecz potrzebujących”. czy w łagodnej. A bankruta się licytuje i nie ma on już nic do gadania. przyjdą w końcu te fundusze z Unii. byle tylko poprawić swoje szanse na usadzenie się w Sejmie. skundlone. że oto wreszcie jest. na lidera obozu postkomunistycznego wyrósł Lepper. jak ucieka nam świat. jest wzrost gospodarczy. ale to. gospodarcze wskaźniki drgnęły – i oto z Sejmu Rzeczypospolitej dobiega wrzawa przekrzykujących się lewicowych i lewicujących politykierów. W ciągu dwóch lat nabrał ich Miller drugie tyle. sfrustrowane. odbieramy własnym dzieciom szansę życia w wolnej i normalnej Polsce. co rozpoczął Miller. gdzie się pojawi – czy choroba przebiega w ostrej.

żeby ich pracodawcy nie wynosili się do nowych krajów członkowskich. to marny jej los. Im większa część produktu krajowego znajdzie się w rękach państwa. Tyle. nadzieja. tym bardziej ci ostatni są niezadowoleni. bo widzieliśmy u siebie. Pewnie bez trudu znajdą tu chętnych do wyświadczenia im takiej przysługi. rozpaczliwie szukając. a u nas – pańszczyźniane chamstwo i niewiele więcej. wybuchnie raz jeszcze ten sam entuzjazm. Między innymi. wciąż gdzieś w nas tkwi. tym więcej go musi rozdać w roku następnym. zdrowa struktura społeczna. będą naciskać na „jednolitą europejską politykę społeczną i podatkową”. Może ta dziwna siła. mówią mi przyjaciele. mówią mi niektórzy. zwłaszcza Francja i Niemcy. będą mogli sięgnąć po obiecane nam unijne fundusze na pokrycie połowy kosztów inwestycji w infrastrukturę – z których i tak nie korzystamy. bo skąd takiego wziąć w armii zdominowanej przez komunistycznych trepów po moskiewskiej akademii. była jeszcze normalna. Nie da rady. stanem ducha coraz bardziej przypominają Republikę Weimarską. którzy mają na wszystko proste wyjaśnienia: wszystko przez globalny kapitalizm. żeby Polska doszlusowała do ich poziomu wydatków na socjal.przeciwko każdej. trzeba wypieprzać. że tam spada się z wyższego poziomu. by podołać żądaniom milionów swych beneficjentów. bo przepuściliśmy już tę drugą połowę. najdelikatniejszej nawet próbie ograniczenia ich „praw socjalnych”. A kiedy indziej: co za gadanie. IV Rzeczpospolitą? Niemożliwe. w Polsce nie będzie rodzimego Reagana ani Thatcher. czy możliwe? Ważne. gdy to się stanie. Może mają rację. Będą też naciskać. Pomóc to nie pomoże – wiemy na pewno. Z tym się nie da nic zrobić. Dojrzewa do oddania się duszą i ciałem jakimś neobolszewikom. obudzić w polactwie Polaków. Polska wciąż będzie krajem beznadziejnie chorym. bo tam było się do kogo odwołać. Jeśli w chwili. przez syjonizm i amerykański imperializm. Europa. Rozwścieczeni niewolnicy socjalu odrzucają więc gniewnie swe polityczne elity. tym wolniejszy rozwój. czym by tu do najbliższych wyborów opędzić narastające roszczenia. w głębokim uśpieniu? Może jeszcze umiemy być narodem? Może. A może nie. że konieczne. myślę sobie czasem. Im bardziej „państwo opiekuńcze” wyprzedaje się i zadłuża. póki jest dokąd. i można będzie zbudować na nich lepszą. jeśli ktoś wreszcie spróbuje się do tej umiejętności odwołać. mają jeszcze po co sięgać. obdarowując sympatią radykalnych populistów. choć kraje te pod ciężarem rozdętego socjalu zupełnie już przestały się rozwijać. którą zapamiętałem z sierpnia osiemdziesiąt. W Polsce nie trafi się Pinochet. słabym i niereformowalnym. i tym większą część trzeba z kolei zabrać potem. siła. czerwiec 2004 . Im więcej rozda socjalu. trochę tylko zniszczona socem. I że tamtejsi politycy. Te tłumy nie różnią się wiele od polactwa.