You are on page 1of 19

Koyma, mga i mga

Ryszard Kapuciski
Cztery dni czekaem na lotnisku w Jakucku, eby mj samolot odlecia
do Magadanu. Na Koymie szalay burze niene, wszystko tam podobno
zawiao, zasypao, i z tego powodu wstrzymano zaplanowane loty.
Tak wyglda podrowanie po Syberii.
Wikszo lotnisk jest le owietlona, maszyny, ktre tam lataj, s stare i
czsto si psuj, czasem trzeba rwnie czeka gdzie hen, na kracach
kontynentu, eby dowieli do samolotw paliwo. Cay czas, bdc w
podry, czowiek yje w napiciu, w nerwach, w lku, e przez te
nieoczekiwane postoje, i zwoki straci jakie poczenie, jak rezerwacj i
wtedy dramat, nieszczcie, katastrofa, bo tu nie wolno grymasi, zamienia
biletw, wybiera innych terminw i tras, mona natomiast ugrzzn na cae
tygodnie na przypadkowym, nieznanym i zawsze zatoczonym lotnisku, bez

szansy, eby wydosta si szybko (wszystkie bilety s na miesice naprzd


wyprzedane), co wwczas z sob zrobi, gdzie mieszka, z czego y?
W takiej wanie sytuacji jestem teraz w Jakucku. Wrci do miasta te
nie mog, bo a nu na Koymie burza nagle ucichnie? Jeeli burza ucichnie,
samolot natychmiast odleci, musimy wic trzyma si go rkami i nogami, bo
jeli ucieknie, jeli odfrunie - jestemy straceni.
Pozostaje wic siedzie i czeka.
Oczywicie, okropna to bezczynno i nieznona nuda tak siedzie bez
ruchu, w stanie mylowego odrtwienia, nic waciwie nie robic, ale z
drugiej strony czy nie w ten bierny i apatyczny sposb spdzaj czas
miliony i miliony ludzi na kuli ziemskiej? I to od lat, od stuleci? Niezalenie
od religii, od kultur i ras? Wystarczy, e w Ameryce Poudniowej udamy si
w Andy albo przejdziemy zakurzonymi uliczkami Piury czy popyniemy
rzek Orinoko - wszdzie napotkamy biedne, gliniane wioski, osady i
miasteczka, i zobaczymy, jak wielu ludzi siedzi na przyzbach domw, na
kamieniach i awkach, siedzi bez ruchu, nic waciwie nie robic. Jedmy z
Ameryki Poudniowej do Afryki, odwiedmy samotne oazy na Saharze i
cignce si wzdu Zatoki Gwinejskiej wioski czarnych rybakw,
odwiedmy tajemniczych Pigmejw w dungli Konga, ma miecin
Mwenzo w Zambii, urodziwe plemi Dinka w Sudanie - wszdzie
zobaczymy, e ludzie siedz, czasem odezw si jakim sowem, wieczorem
ogrzej si przy ognisku, ale waciwie nie robi nic, tylko bezczynnie i
nieruchomo siedz, bdc poza tym (moemy przypuszcza) w stanie
mylowego odrtwienia. A czy w Azji jest inaczej? Czy jadc drog z
Karaczi do Lahore albo z Bombaju do Madrasu lub z Dakarty do Malangu nie uderzy nas, e tysice, ba, miliony Pakistaczykw, Hindusw,
Indonezyjczykw i innych Azjatw siedz bezczynnie, bez ruchu, i
przygldaj si nie wiadomo czemu? Lemy na Filipiny i na Samoa,
odwiedmy niezmierzone obszary Yukonu i egzotyczn Jamajk - wszdzie,
wszdzie ten sam widok ludzi siedzcych bez ruchu, caymi godzinami, na
starych krzesach, na kawakach desek, na plastikowych skrzynkach, w cieniu
topoli i mangowcw, opartych o ciany slumsw, o poty i framugi okien,
niezalenie od pory dnia i roku, od tego, czy wieci soce, czy pada deszcz,
ludzi osowiaych i nijakich, jakby w stanie chronicznej drzemki, waciwie
nic nie robicych, tkwicych tak bez potrzeby i celu, a take (mona przyj)
pogronych w mylowym odrtwieniu. A tu, wok mnie, na lotnisku w
Jakucku? Czy nie to samo?
Tum ludzi siedzcy bez sowa, bez ruchu, ociay tum, ktry nie drgnie,
ktry, mam wraenie, nawet nie oddycha. Przestamy wic denerwowa si i
miota, przestamy zamcza stewardesy pytaniami, na ktre i tak nie maj

odpowiedzi, i wzorem naszych braci i sistr z sennej wioski San Juan pod
Valdivi, z przygniecionych upaem osad na pustyni Gobi i z zamieconych
przedmie Szirazu - usidmy bez ruchu, patrzc wszystko jedno gdzie i
zapadajc si z kad godzin gbiej i gbiej w stan mylowego
odrtwienia.
Po czterech dniach burza na Koymie cichnie, zaywna stewardesa biega
po sali, budzi picych, woa dononie: Magadan! Komu w Magadan?
Pospiesznie, nerwowo zbieramy swoje torby, worki, paczki, kuferki i
okrcajc si szalami, zapinajc kouchy i wciskajc uszanki na gowy bezadnie pdzimy do samolotu, ktry zaraz kouje na pas startowy. Lecimy.
Obok mnie siedzi kobieta - leci odwiedzi syna, ktry na Koymie suy w
wojsku. Jest zmartwiona jego listami, wynika z nich, e le znosi
diedowszczyn.
Czy syszaem o diedowszczynie? Tak, syszaem. To system zncania si
podoficerw i starszych rocznikw onierzy nad rekrutami. Jeden ze
zoliwych nowotworw toczcych Armi Czerwon. Spoeczestwo
sowieckie sprowadzone do rozmiarw plutonu czy kompanii i ubrane w
mundur. Istota tego spoeczestwa: zncanie si silnego nad sabszym. Rekrut
jest sabszy, wic starsi rang czy staem w armii robi z niego swojego
niewolnika, pariasa, czycibuta, spluwaczk. Rekrut musi si wkupi w
now, zdzicza spoeczno, musi utraci osobowo i godno. W tym celu
rekruta maltretuj, gnbi, ami, niszcz. Bij go i katuj. Czasem nie
wytrzymuje pastwienia si i szczucia, okruciestwa i terroru, prbuje ucieka
albo popenia samobjstwo. Rekrut, ktry przemczy si i przetrwa
bezlitosny karcer diedowszczyny, bdzie y tylko jedn myl - odku si,
zemci, wzi odwet za swoje upokorzenia, za to, e tarzali go w bocie i w
kale, e musia wcha onuce kaprali, e kopali go buciorami w twarz. Ale na
kim wczorajszy rekrut wemie odwet? Komu bdzie zabiera paczki z domu,
komu odbije nerki? Oczywicie - sabszemu od siebie, a wic - nowemu
rekrutowi.
Ten tradycyjny ju, zwyczajowy sadyzm ma dzi nowe poywki, bo w
armii rozgorzay konflikty etniczne i religijne: Uzbek zabija Tadyka, pluton
prawosawnych (Rosjanie) ciera si z plutonem muzumanw (Tatarzy),
szamanista (Mordwin) wbija n w plecy ateicie (Niemcowi).
Strwoone, przeraone matki zaczy si organizowa w rne zwizki i
stowarzyszenia, aby zmusi wadze do walki z diedowszczyn. Mona je
spotka na rnych demonstracjach i pochodach, jak id niosc przed sob
dwie fotografie: na jednej mody chopiec, zdjcie zostawione matce na
pamitk, kiedy szed do wojska, na drugiej ta sama twarz, ta sama gowa ju w trumnie. Jeeli matka jest w miar zamona, te zdjcia s oprawione w

ramki, za szkem. Ale widzi si te kobiety biedne, ktre nios liche,


wystrzpione fotografie. Deszcz i nieg zmywa ju i zaciera rysy modej
twarzy. Jeeli, przechodzc, zatrzymacie si na chwil, kobieta podzikuje
wam za ten gest.
Ssiadka z samolotu mwi mi o udrkach swojego syna-rekruta szeptem,
na ucho: zdradza przecie tajemnice wielkiej armii. Nie wiem, czy czytaa
studium Michajowskiego o Dostojewskim. Stary, wielki tekst napisany w
1882 roku. Michajowski by rosyjskim eseist, mylicielem. Odrzuca
Dostojewskiego, nazywa go "okrutnym talentem", ale jednoczenie
podziwia jego przenikliwo, jego geniusz. Michajowski pisze, e
Dostojewski odkry w czowieku cech straszn niepotrzebne okruciestwo.
e w czowieku jest skonno do zadawania innym cierpienia - bez
przyczyny i bez celu. Czowiek zadrcza drugiego bez adnego powodu,
tylko dlatego, e drczenie daje mu rozkosz, do ktrej nigdy gono si nie
przyzna. Cecha ta (niepotrzebne okruciestwo), poczona z wadz i pych,
stworzya najokrutniejsze tyranie wiata. Odkrycia tego, podkrela
Michajowski, dokona Dostojewski, ktry w opowiadaniu "Wie
Stiepaczykowo i jej mieszkacy" opisa ma, prowincjonaln kreaturFom Opiskina, drczyciela, potwora, tyrana. "Dajcie Fomie Opiskinowi
wadz Iwana Gronego lub Nerona, pisze Michajowski, a nie ustpi im w
niczym i zadziwi wiat swoimi zbrodniami". Ponad p wieku przed
umocnieniem si Stalina na Kremlu i przed dojciem Hitlera do wadzy
Dostojewski z prorocz intuicj dostrzeg w postaci Fomy Opiskina
protoplast obu tych tyranw.
Foma, pastwic si nad swoimi ofiarami, zaspokaja potrzeb zncania si,
drczenia, sprawiania blu. Foma to czowiek niepraktyczny ("jest mu
potrzebne to, co niepotrzebne"), zadajc innym cierpienia nie osiga nic - nie
mona wic rozpatrywa go w adnych kategoriach racjonalnych,
pragmatycznych. Nie myli o tym, e zncanie si nad ludmi nie ma celu i
do niczego nie prowadzi - wany jest sam proces zncania si, samo
tyranizowanie, uprawianie okruciestwa dla okruciestwa. Istotna dla
oprawcy jest tu sama czynno mczenia innych, samo sadystyczne dziaanie,
samo bycie okrutnym. Foma "bez adnej przyczyny bije zupenie niewinnego
czowieka". To sprawia mu rozkosz i daje poczucie wadzy absolutnej. W tej
czystej, nieskalanej bezinteresownoci zadawania cierpienia, okrelonej przez
Michajowskiego jako "niepotrzebne okruciestwo", widzi on wielkie
psychologiczne odkrycie Dostojewskiego.
Ale dlaczego, zastanawia si Michajowski, ludzie typu Fomy Opiskina
znajdowali dla siebie taki podatny grunt w Rosji? Bo, odpowiada, "gwn
cech Rosjanina, utrwalon w narodzie rosyjskim - jest bezustanne denie

do cierpienia". Tak, to musia by Rosjanin, eby opisa posta Fomy, eby


odkry jego mroczn dusz, ktr przepenia "nieposkromiona, samoistna
zo", eby pokaza nam jego straszne, niepojte Podziemie.
Pod skrzydami samolotu przesuwa si biaa, nieruchoma paszczyzna,
gdzieniegdzie poznaczona ciemnymi plamami lasw, przestrze monotonna i
pusta, pagrki agodne, w ksztacie paskich, przysadzistych kopcw - nic, na
czym mona by zatrzyma oko, nic, co by przycigno uwag. To Koyma.
W Magadanie z lotniska do miasta jest ponad 50 kilometrw, na szczcie
zapaem takswk, poobijan, rdzewiejc wog. Jechaem z dusz na
ramieniu, gdy nie miaem do miasta przepustki, baem si, e mnie zawrc
z drogi, a od tak dawna mylaem o tym, eby tu przyjecha, zobaczy to
najstraszniejsze, obok Owicimia, miejsce na wiecie. Jechalimy onieon
szos, midzy wzgrzami, czasem mijajc rzadkie sosnowe zagajniki. Z
jednego z tych zagajnikw wyszo nagle dwch modych ludzi w ciemnych
okularach, w eleganckich, zachodnich paszczach z podniesionymi
konierzami. Typy jak ze sztampowego, kryminalnego filmu. Zatrzymali nas i
pytaj, czy wemiemy ich do miasta. Kierowca spojrza na mnie, ale byem
zdania, e nie ma si nad czym zastanawia i trzeba ich wzi. Okazao si,
e zesa ich dobry anio, bo dziesi kilometrw dalej by punkt kontrolny i
musielimy stan. Widzc z daleka milicjantw zdjem i schowaem
okulary. Tutaj nosz szka w tej lub brzowej plastikowej oprawie, a moja
oprawa jest metalowa, lekka, od razu zwraca uwag, e inna, nie std, i kiedy
chc si zgubi - chowam okulary. W mojej bawenianej tieogrejce i
reniferowej uszance wygldaem jak kto z Omska czy z Tomska. W istocie,
milicjanci od razu zainteresowali si tymi w ciemnych okularach, zacza si
ktnia, awantura, szamotanina, wywlekanie ich z samochodu. Sowem,
zatrzymali tych modych, a nam kazali jecha.
Kaukaska mafia, okreli tych zatrzymanych kierowca takswki. Sowo
"mafia" robi teraz byskawiczn karier. Coraz czciej zastpuje ono sowo
"nard". Tam, gdzie yo kiedy "w zgodzie i braterstwie" sto narodw, teraz
pojawio si sto mafii. Narody znikny, przestaly istnie. Na ich miejsce
pojawiy si trzy wielkie macie - mafia ruska, mafia kaukaska i mafia
azjatycka. Te wielkie mafie dziel si na nieskoczon liczb mniejszych
mafii. S wic mafie czeczeskie i gruziskie, tatarskie i uzbeckie,
czelabiskie i odeskie. Te mniejsze macie dziel si na jeszcze mniejsze, te z
kolei na zupenie mae. Mae, ale grone, uzbrojone w pistolety i noe. S
wic mafie operujce w skali kraju, w skali republiki, w skali miasta,
dzielnicy, jednej ulicy, ba- jednego podwrka. Geografia maili jest bardzo
skomplikowana, ale kto do jakiej mafii naley inni mafioso dokadnie
wiedz, od tego rozeznania zaley przecie ich ycie. Wszystkie mafie maj

dwie
cechy:
a)
ich
czonkowie
nie
pracuj,
a
dobrze
yj,
b) cigle zaatwiaj porachunki. Kradnie, przemyca albo zaatwia porachunki
- tak wyglda codzienne ycie czonka mafii.
Ta obsesja mafii: natrtne mylenie w mafijnych kategoriach - nie jest tak
zupenie wzita z powietrza, ma ona swoje gbokie, tragiczne korzenie.
Wielki kataklizm koca lat dwudziestych: wojna wiatowa, padziernik 1917,
potem wojna domowa i masowy gd - pozbawiy w Rosji miliony dzieci ich
rodzicw i domu. Te miliony sierot, miliony bezprizornych, kryy drogami
kraju, po wsiach i miastach, szukajc jedzenia i dachu nad gow (to rnica
jednak by godnym i bezdomnym w Afryce i w Rosji, w Rosji bez ciepego
kta zamarza si na mier). Wielu z tych bezprizornych yo z kradziey i
rabunku. Z czasem cz z nich wcielono do NKWD, gdzie stali si
instrumentem stalinowskich represji, a cz przemienia si w zawodowych
zodziei - ci pniej byli w agrach praw rk nadzorcw z NKWD i
terroryzowali winiw politycznych. Skala tej patologii jest wana: i w
jednym, i w drugim wypadku byy to, na przestrzeni lat, miliony ludzi.
Dziadkami wielu dzisiejszych mafioso w Rosji s owi bezdomni i czsto
bezimienni bezprizorni. Oderwanie si od swojej przeszoci nie byo atwe, a
czasem wrcz niemoliwe. Kto raz popad w konflikt z wadz, ten swj
konfliktowy status przekazywa synowi i wnukowi. To jest wanie specyfika
postsowieckiego spoeczestwa w byym ZSRR - e istniej tam nie
jednostki, nie elementy przestpcze, ale caa, posiadajca rodowd i tradycj
inn ni reszta spoeczestwa, kryminalna warstwa ludzi. Kady kolejny
kryzys - druga wojna wiatowa, powojenne czystki, korupcja epoki
Breniewa, rozpad ZSRR - uzupenia i zwiksza szeregi tej warstwy.
O mafiach w Imperium mona by dugo. Temat intrygujcy, jeeli kto
si tym pasjonuje. Maniakalne, uporczywe widzenie wiata jako wielkiej,
totalnej struktury mafijnej (Kto prbuje odczy si od Gruzji? Mafia
abchaska. Kto atakuje Ormian? Mafia azerbejdaska, itd.) ma dwa
dodatkowe rda. Pierwszym jest upowszechniana latami przez stalinizm
spiskowa teoria dziejw (za wszystkim, co si dzieje niedobrego, stoj spiski,
organizacje, mafie), a drugim jest tradycja, praktyka i klimat oglnej
tajemniczoci, charakteryzujce ycie polityczne i spoeczne w tym pastwie
(Kto by u wadzy? Mafia Gorbaczowa. Kto bdzie rzdzi na Kremlu za
kilka lat? Jaka inna mafia!).
W miecie nikt mnie ju o nic nie pyta. Mimo e recepcjonistka hotelu
"Magadan" bya surowa i patrzya na mnie (nie wiem dlaczego) z nagan,
daa mi widny i ciepy pokj numer 256. Z okna widziaem onieon ulic i
przystanek autobusowy, a dalej mur, za ktrym byo stare wizienie.

Do Magadanu mona przyjecha jak ci trzej Japoczycy z firmy


tekstylnej w Sapporo, ktrych spotykam w hotelu. Nie wiedz, gdzie s.
Handluj, kaniaj si, uprzejmi, czyci, wydajni. Chc sprzeda swoje
tekstylia-to jest to, co ich tutaj sprowadza. Ale mona take przyjecha z
zupenie innym ni eleganckie tkaniny bagaem - to znaczy z bagaem
wiedzy o miejscu, w ktrym wanie rozmawiam z Japoczykami. Rzecz w
tym, e stoimy na ludzkich kociach. I gdyby nawet pod wpywem tej
wiadomoci odskoczy na krok albo nawet odbiec na kilkaset metrw,
niczego to nie zmieni: wszdzie cmentarz i cmentarz.
Magadan jest stolic pnocno-wschodniego obszaru Syberii, nazwanego
Koym od pyncej tu rzeki - Koymy. Ziemia wielkich mrozw, wiecznej
zmarzliny, ciemnoci - pusty, jaowy, prawie bezludny teren, dawniej
odwiedzany tylko przez mae plemiona koczownicze - Czukczw, Ewenkw,
Jakutw. Koyma wzbudzia zainteresowanie Moskwy dopiero w naszym
stuleciu, kiedy rozesza si wie, e jest tam zoto. Jesieni 1929 roku nad
Zatok Nogajewa (Morze Ochockie, stanowice cz Pacyfiku) zbudowano
tu pierwsz baz-osad. Taki by pocztek Magadanu. W tym czasie mona
tu byo dosta si tylko morzem z Wadywostoku lub Nachodki, pync na
pnoc 8-10 dni.
11 listopada 1931 KC WKP(b) podejmuje uchwa o utworzeniu na
Koymie trustu wydobycia zota, srebra i innych metali - Dalstroj. W trzy
miesice pniej do Zatoki Nogajewa wpywa statek "Sachalin", na ktrym
przybywa pierwszy dyrektor Dalstroju - otewski komunista, genera GPU,
Edward Berzin. Berzin ma wwczas 38 lat. Bdzie y jeszcze pi lat. Od
przyjazdu Berzina liczy si pocztek gehenny, ktra pod nazw Koymy
przejdzie, razem z Owicimiem, Treblink, Hiroszim i Workut, do historii
najwikszych koszmarw XX wieku. W potocznym jzyku rosyjskim nazwa
Koymy przemienia si w przedziwny sposb w sowo-pocieszenie. A
mianowicie, kiedy jest naprawd le, okropnie, strasznie, Rosjanin pociesza
Rosjanina: Nie rozpaczaj, na Koymie byo gorzej!
Na mronej pustyni Koymy potrzeba jednak ludzi do pracy. Dlatego,
jednoczenie z Dalstrojem, Moskwa powouje tam do ycia zarzd PnocnoWschodnich Obozw Pracy Poprawczej (USWITag). USWITag spenia
t sam rol wobec Dalstroju, co obz koncentracyjny Owicim-Brzezinka
wobec IG Farben - dostarcza niewolnikw.
Pocztek Magadanu to jednoczenie pocztek wielkiego terroru epoki
Stalina. Miliony ludzi dostaj si do wizie. Na Ukrainie dziesi milionw
chopw ginie z godu. Ale nie wszyscy jeszcze umarli. Niezliczone tumy
"kuakw" i innych "wrogw ludu" mona by wysa na Koym, ale wskim

gardem jest transport. Jedna tylko linia kolejowa prowadzi do


Wadywostoku, kilka tylko statkw kursuje std do portu w Magadanie. T
wanie drog, nieustannie przez 25 lat, trwa przewz ywych szkieletw
ludzkich z caego Imperium do Magadanu.
ywych, a take ju martwych. Waram Szaamow opowiada o statku
"Kim", ktry wiz w adowniach trzy tysice winiw. Kiedy zbuntowali
si, konwojenci zalali adownie wod. By czterdziestostopniowy mrz. Do
Magadanu dowieziono zamarznite bryy. Inny statek, wiozcy tysice
zesacw, ugrzz w lodach Arktyki. Dopyn do portu po roku nikt z
wizionych ju nie y.
Oto statek "Durma", ktry wiezie skazane kobiety, dopyn do
Magadanu. Wiele z tych kobiet z godu i wycieczenia ju umiera. Takich
ludzi, ju w stanie powolnej agonii, nazywa si w jzyku agrw
dochodiagami.
"Dochodiagw wynoszono po kolei na noszach. Wynoszono i ukadano
na brzegu rzdami, z pewnoci dla uatwienia sprawozdawczoci, eby
unikn baaganu przy wystawianiu aktw zgonu. Leaymy na kamieniach i
ogldaymy si za naszym etapem, ktry wlk si do miasta na mki
wsplnej ani i dezynfekcji" (Eugenia Ginzburg - "Stroma ciana").
Do transportu dostawali si ludzie ju wycieczeni miesicami wizienia,
ledztwa, godu i bicia. Teraz nastpoway tygodnie mki w zatoczonych,
bydlcych wagonach, w brudzie, w obdzie pragnienia (bo nie dawano im
pi). Nie wiedzieli, dokd jad i co ich czeka na kocu podry. Kto przey
t gehenn, by w Magadanie pdzony do wielkiego agru etapowego. Tu
odbywa si targ niewolnikw. Komendanci agrw, rozmieszczonych przy
kopalniach, przychodzili i wybierali dla siebie najbardziej jeszcze sprawnych
fizycznie winiw. Kto z komendantw sta wyej w hierarchii wadzy wybiera sobie silniejszych skazacw.
agrw albo - jak nazywaj je rwnie - arktycznych obozw mierci
(Conquest) byo w Magadanie i na Koymie sto szedziesit. W cigu lat
skazacy zmieniali si, ale w kadym momencie przebywao w tych obozach
okoo p miliona ludzi. Z nich - jedna trzecia umieraa na miejscu, inni, po
odbyciu lat katorgi, wyjedali jako fizyczne kaleki lub osoby o trwaych
urazach psychicznych. Kto przey Magadan i Koym, nigdy ju nie by
tym, kim by kiedy.
agier by sadystycznie i zarazem precyzyjnie pomylan struktur,
majc na celu zniszczenie i zagad czowieka w taki sposb, aby przed
mierci dozna on najwikszych upokorze, cierpie i mczarni. Bya to

kolczasta sie zniszczenia, z ktrej, raz dostawszy si w ni, czowiek czsto


nie mg si ju wyplta. Skadaa si ona z nastpujcych elementw:
zimno - odziany w ndzne i cienkie achmany skazaniec cigle cierpia z
zimna, zamarza;
gd - zimno to odczuwa tym dotkliwiej, e by bez przerwy zwierzco,
obsesyjnie godny, majc jako wyywienie kawaek chleba i wod;
katornicza praca - godny i zmarznity musia ciko, katorniczo,
ponad siy pracowa, kopic i woc taczkami ziemi, tukc kamienie,
cinajc las;
brak snu - zmarznitemu, godnemu, umczonemu prac i najczciej
choremu - odbierano sen. Mg spa krtko, w lodowatym baraku, na
deskach, w achmanach, w ktrych pracowa;
brud - nie wolno mu byo my si, zreszt nie byo kiedy i gdzie, by
pokryty skorup lepkiego brudu i potu, mierdzia, cuchn nie do zniesienia;
robactwo - cay czas aro go robactwo. W achmanach gniedziy si
wszy, prycze w barakach oblepiay pluskwy, latem zamczay go roje
komarw i strasznych syberyjskich muszek, atakujcych caymi chmurami;
sadyzm NKWD - nieustannie pastwili si nad nim konwojenci i stranicy
- dozr NKWD. Krzyczeli, bili piciami w twarz, kopali, szczuli psami i z
bahego powodu - rozstrzeliwali;
terror krymina1istw - winiw politycznych terroryzowali, okradali i
zncali si nad nimi - kryminalici. Do nich naleaa faktyczna wadza
niszego szczebla;
poczucie krzywdy - psychiczn tortur byo znosi poczucie najgbszej
krzywdy. Ci wszyscy winiowie polityczni byli najzupeniej niewinni, nie
zrobili nic zego;
tsknota i strach - wszystkich mczya tsknota do najbliszych, do
domu (wyroki sigay 25 lat), zupene odcicie od wiata, niewiadome, coraz
straszniejsze jutro, strach, e kadego dnia nastpi mier.
"To straszne zobaczy agier - pisa Waram Szaamow, ktry spdzi w
agrach dwadziecia lat, z tego wikszo na Koymie. - aden czowiek na
wiecie nie powinien zna agrw. W agrowym dowiadczeniu wszystko jest
negatywne - co do jednej minuty. Czowiek staje si jedynie gorszy. I nie

moe by inaczej. W agrze jest wiele tego, o czym czowiek nie powinien
wiedzie. Ale ujrze dno ycia - to nie jest najstraszniejsze. Najstraszniejsze
jest to, gdy owo dno staje si wasnoci czowieka, gdy miara jego
moralnoci zapoyczona jest z agrowego dowiadczenia, kiedy zastosowanie
w yciu znajduje moralno kryminalistw. Gdy rozum czowieka stara si
nie tylko usprawiedliwi owe agrowe uczucia, ale te im suy".
I
dalej:
"agier by dla czowieka wielk prb charakteru, zwykej ludzkiej
moralnoci, i dziewidziesit dziewi procent ludzi nie wytrzymywao tej
prby. Wraz z tymi, co nie wytrzymywali, umierali ci, co zdoali wytrzyma,
starajc si by lepszymi ni wszyscy, twardszymi dla samych siebie...".
(Waram Szaamow - "Opowiadania koymskie")
1 grudnia 1937 Berzin zostaje odwoany do Moskwy. Stalin uzna, e ten
oprawca postpowa jednak zbyt agodnie, kaza go aresztowa i rozstrzela.
Na jego miejsce, tego samego 1 grudnia, dopywa do Magadanu statek
"Mikoaj Jeow", ktry przywozi dwch nowych wadcw Koymy dyrektora Dalstroju pukownika Karpa Pawowa (zastrzeli si w 1956 r.) i
jego zastpc, szefa koymskich obozw mierci - pukownika Stiepana
Garanina. Garanin ma 39 lat. Bdzie jeszcze y jeden rok.
Garanin to czarna legenda Koymy.
"Iwanie
Kumiczu,
czy
pamitacie
Garanina?
Czy pamitam? Dobre sobie. Przecie widziaem go z bliska, tak jak ciebie
teraz ogldam. Obchodzi kolumn winiw. I by nie sam, ze wit. Zanim
si zjawi, przekazywano przez telefon: moe tu zajecha, eby osobicie
przeprowadzi inspekcj agru. By jeszcze w Magadanie, kiedy mymy ju
stali na baczno. Wszystko wyczyszczone, wymalowane, posypane tym
piaskiem. Komenda ciska si we wszystkie strony, nie mogc opanowa
nerww. Nagle szept: jad, jad. Brama agru otwarta szeroko. A on wjeda
w ni swoj kolumn - kilka samochodw osobowych, kilka ciarwek z
ochron osobist. Wysiada z pierwszego wozu, a wita byskawicznie ustawia
si po bokach. Wszyscy z mauzerami, w pkouszkach. On sam w
niedwiedzim futrze. Mina grona. Wzrok pijany i ciki jak ow.
Komendant naszego agru, major, podbiega do niego i skada meldunek
drcym
gosem:
"Towarzyszu komendancie USWITagu NKWD. Wydzielony podobz agru
do przegldu". "Czy s tu winiowie, ktrzy wymiguj si od pracy?".
"S" z lkiem odpowiada major. I wychodzi z szeregu ze dwunastu ludzi.
"Ach tak, nie chcecie pracowa, kurwa wasza ma?". I ju ma w rku
pistolet. Bach! Bach! Bach! Pooy wszystkich. Kto si poruszy, tego dobia
wita.

"A s tu rekordzici, tacy, co przekraczaj norm? Przodownicy pracy?".


"S, towarzyszu naczelniku USWITagu NKWD". Radosny, wesoy szereg
przodownikw. Oni nie maj si czego lka. Garanin podchodzi do nich ze
swoj wit, cigle jeszcze trzymajc w rce mauzer z pustym magazynkiem.
Nie
odwracajc
si,
podaje
go
do
tyu
swojej
wicie.
Dostaje od nich nowy, zaadowany pistolet, ktry chowa do drewnianej
kabury,
ale
rki
nie
spuszcza
z
kolby.
"A wic przodownicy pracy? Przekraczacie normy?". "Tak" - odpowiadaj. A
on
znowu
ich
pyta:
"Wrogowie ludu przekraczaj normy? Hm... Wy, przeklci wrogowie ludu!
Takich trzeba likwidowa...". I znowu: Bach! Bach! Bach! I znowu z
dziesiciu ludzi ley w kauy krwi. A on jakby powesela, oczy zrobiy mu
si spokojniejsze. Nasyci si krwi. Komendant agru prowadzi drogich,
szanownych goci do stowki na przygotowan uczt. I cieszy si, e sam
unikn kuli. Kiedy Garanin mia ochot, strzela i do komendantw agrw.
Straszna to bya samowola, kiedy naczelnikiem by Garanin. Ludzie padali
jak muchy" (Anatolij ygulin - "Czarne kamienie").
Garanin rozstrzeliwa kilku, kilkunastu, a czasem kilkudziesiciu ludzi
dziennie. Mordujc, mia si albo piewa wesoe czastuszki. Beria kaza go
rozstrzela nagle i nie wiadomo dlaczego, niby japoskiego szpiega. A
mona przecie sdzi, e ten tgi, rosy osiek, syn biaoruskiego chopa,
kowal z zawodu, panalfabeta, nie wiedzia nawet, e istnieje taki kraj Japonia.
Przyjedajc do Magadanu, miaem ze sob numery trzech telefonw.
Zadzwoniem. Pierwszy telefon - mody, mski gos odpowiedzia, e ta
kobieta ju nie yje. Drugi - cisza, nikt nie podnosi suchawki. Wykrciem
trzeci numer: 23344. Odezwa si niski, pogodny gos. Przedstawiem si i
usyszaem odpowied tak yczliw, nawet - radosn, jakby tamten, po
drugiej stronie linii (nie znaem go osobicie), czeka latami na moj wizyt.
Umwilimy si na spotkanie. Sprbuje poyczy gdzie wz terenowy,
abymy mogli troch pojedzi, co zobaczy.
Rano przyjecha zielony gazik. Kierowc bya kobieta, ktra powiedziaa,
e ma 47 lat. Dziwne, ale nie zapamitaem jej imienia (moe nie podaa go
w ogle), tylko ten wiek. 47 lat wygldaa na masywn, krzepk niewiast, w
ktrej wszystko byo wysunite do przodu, wypuke, wybauszone, przede
wszystkim - oczy i piersi. Miaa potne, silne ramiona i nie mogem
wyobrazi sobie rozmiarw mczyzny, przy ktrym poczuaby si
niemiaym, sabym malestwem. Nic (a myl rwnie, e nikt) nie mogoby
si jej oprze.

Koo kierowcy siedzia mj wczorajszy rozmwca - Albert


Mitachutdinow, pisarz, ktry spdzi na Koymie cae dorose ycie - ponad
30 lat - zajmujc si tu pisaniem, a take geografi tej czci Syberii.
(Poniewa na Koym mona byo kiedy dosta si tylko od strony morza,
utaro si mwi o niej jak o wyspie, co jeszcze bardziej podkrelao izolacj
tego miejsca od reszty wiata. Kto wyjeda z Koymy, mwi: jad na
kontynent.)
Pojechali!, powiedziaa pytajc-rozkazujc 47 lat. Ledwie ruszylimy,
zacza zachwyca si Rumunami. Moodcy Rumyni!, woaa. Obcili
Ceausescu gow! (Cho byo to ju dawno, nadal robio to na niej wraenie.)
Kiedy obetniemy gowy tym, co siedz na Kremlu?
Od razu - obci gowy. Pomylaem: jestem na Koymie, tu si mwi
takim jzykiem. Byem przeraony nie tyle jej sowami, ile faktem, e
trzymajc kierownic jedn rk, drug pokazywaa, jak naley obcina
gowy, a jechalimy ulic o tak strasznych dziurach, wybojach i
rozpadliskach, e czuem si jak astronauta w komorze prniowej - jechaem
nie wiedzc, gdzie mam gow, gdzie nogi, to wz stawa sztorcem, jakby
startujc w niebo, to lecia w bezdenn przepa. Ale 47 lat nie przejmowaa
si drog, miaa waniejszy problem. Ach, jak oni nas duraczyli!, mwia z
wciekoci. Jak oni nas duraczyli!
Jej impet, jej furia, wszystkie dziaa jej nienawici byy wymierzone w
Kreml. Tam byli ci, ktrzy przez 47 lat robili z niej idiotk, goszc jakie
niestworzone rzeczy, w ktre kazali jej wierzy.
Ale my ich dostaniemy! - upajaa si swoj olepiajc, gniewn wizj.
Dojechalimy do Zatoki Nogajewa i zatrzymalimy si nad wod, koo
porzuconych, rdzewiejcych kutrw. Jest to miejsce-symbol, miejscedokument, o takim ciarze, jak brama do obozu w Owicimiu czy rampa
kolejowa w Treblince. Ta zatoka, brama i rampa s to trzy rne scenografie
tej samej sceny: zejcia do piekie. Spord milionw ludzi, ktrych
wyrzucono na ten kamienisty, zasypany wirem brzeg, na ktrym teraz
stoimy, trzy miliony nie wrciy ju nigdy.
Zatoka wyglda jak wielkie jezioro o spokojnej, szarobrunatnej
powierzchni. Wejcie do niej, z Morza Ochockiego, ktre oddziela j od
Japonii, jest tak wskie, e, jak mwi, nawet w okresie sztormw nie ma tu
wielkiej fali. Ze wszystkich stron wida ciemnoszare, niemal czarne wzgrza
o agodnych zboczach, nagie, bez ladu zieleni, jakby dawno porzucone hady
wgla lub ulu. wiat ponury, monotonny, martwy. Bez drzew, bez ptakw.
Nie wida adnego ruchu, nie sycha adnych odgosw, Chmury niskie,

pezajce ziemi, zawsze jakby cigny w naszym kierunku, na nas. To


otoczenie prowokuje do skrajnych zachowa, mona tu wpa w sza, w
obd albo w najbardziej przygniatajcdepresj; najtrudniej ocali
normalno i wiar, e natura moe by yczliwa, e nie chce nas si pozby.
W takim miejscu jak Koyma przyroda brata si z oprawc, pomaga mu w
niszczeniu bezbronnej i niewinnej ofiary, wysuguje si zbrodniarzom,
paszczy si przed nimi, podsuwajc im coraz to nowe narzdzia tortur
trzaskajcy mrz, lodowate wichry, pitrowe niegi, ogromne, nie dajce si
przej zimne pustynie.
Wic do tej zatoki dopyway statki wiozce w swoich lukach
stoczonych, pywych z godu i duchoty winiw. Ci, ktrzy jeszcze
poruszali si, schodzili trapami na brzeg. Wtedy wanie po raz pierwszy
widzieli zatok. Pierwsze wraenie odnotowane w dziesitkach wspomnie:
std si ju nie wrci. Formowano ich w kolumny. Zaczynao si liczenie
winiw. Wielu stranikw byo waciwie analfabetami, dodawanie
wikszych liczb sprawiao im ogromne trudnoci. Apel trwa godzinami.
Pnadzy zesacy stali nieruchomo, chostani wichur, w nieycy. Wreszcie
rozlegao si rutynowe ostrzeenie konwojentw: Krok w lewo lub krok w
prawo uwaa si za prb ucieczki - strzelamy bez uprzedzenia!
Formua ta bya identyczna na caym obszarze ZSRR. Dwustumilionowy
nard musia kroczy zwart kolumn w nakazanym kierunku. Kade
odchylenie w lewo lub w prawo oznaczao mier.
Znad zatoki pdzono ich teraz gwn ulic Magadanu, przy ktrej stoi
dzi mj hotel. Bya to pierwsza ulica w miecie. Zbudowa j Berzin i da jej
swoje nazwisko - szefowie NKWD dawali swoje nazwiska miastom, placom,
fabrykom, szkoom, z wolna (czy nawet - szybko) powstawa prawdziwy
NKWD-land. W 1935 roku Berzin otworzy w Magadanie Park Kultury,
dajc mu nazwisko swojego przeoonego, szefa NKWD -Jagody. W trzy lata
pniej i Berzin, i Jagoda zostali rozstrzelani. Ulic Berzina nazwano ulic
Stalina, a Park Jagody dosta imi nowego szefa NKWD - Jeowa. W rok
pniej rozstrzelano Jeowa i park dosta imi Stalina. W 1956 roku ulic
Stalina zamieniono na Marksa, a park Stalina nazwano parkiem Lenina. Na
jak dugo - nie wiadomo. Rada miejska wpada jednak na dobry pomys i
nadaje ulicom nazwy apolityczne. Jest wic Gazetnaja, Pocztowaja,
Garanaja, Nabierenaja. Przecie gazety, poczta, garae i nabrzea bd
zawsze.
Umczone kolumny, po przejciu ulic Berzina-Stalina, znikay w
bramach agrw tranzytowych, ktrych w miecie i najbliszej okolicy
istniao kilka. W Magadanie byo do niedawna zaledwie par murowanych
budynkw i cae miasto, skadajce si z licznych drewnianych domkw, nad

ktrymi wznosiy si wieyczki stranicze, wygldao jak wielki, rozrzucony


na wzgrzach agier, zim zasypany niegiem, latem toncy w bocie.
Po kilku dniach wizienne kolumny szy dalej, popdzane krzykiem
konwojentw, kolbami, ujadaniem psw. Najwaniejsze byo doj na
miejsce, bo kto osab i pada - by dobijany. Kolumny posuway si w gb
Koymy, do wyznaczonych im obozw i prymitywnych, opatami i kilofami
dronych kopal zota, platyny, srebra, oowiu, uranu. Ruszay z Magadanu
czasem codziennie, czasem co tydzie, przez dziesitki lat, jedna za drug,
setna za setn, tysiczna za tysiczn, idc do miejsc przeznaczenia jedyn tu
drog - Pnocn - i kolejno znikajc w wiecznie panujcej, gstej i zimnej
mgle.
Albercie, spytaem, czy moemy zobaczy stare agry? Znad zatoki
pojechalimy w gr, szlakiem winiw - do miasta. 47 lat przeklinaa
miejscow biurokracj. Ot Magadan i stan Alaska nawizay wspprac.
Zaproszono na dwa tygodnie grup dzieci amerykaskich. Kade dziecko
miao mieszka z jak rosyjsk rodzin. W miecie doszo do wojny, bo
kady chcia mie takie dziecko u siebie. Oczywicie, nie szo tylko o maego
Amerykanina, cho ludzie s tu nad wyraz szczodrzy. Rzecz w tym, e komu
przyznano takiego zamorskiego gocia, tam natychmiast odbywa si remont
kamienicy, malowanie cian, wkrcanie arwek na klatkach schodowych,
wstawianie szyb w oknach, zamiatanie podwrza, reperowanie kanalizacji,
naprawa kranw, wymiana zleww i wanien, oliwienie zamkw i zawiasw
w drzwiach. Wanie kto z bloku, w ktrym mieszkaa 47 lat, stara si o
maego Jankesa, ale, jak powiedziaa nam wrd krzykw, miechu i
przeklestw, da za ma apwk. Wic klatka schodowa jest nadal ciemna i
nie ma ciepej wody.
W ogle yje si ciko.
Mieszkaniec Magadanu K. I. Iwanienko skary si w licie do swojej
gazety: "Kilka dni temu w czasopimie "Krestianka" przeczytaem swj
horoskop, z ktrego wynikao, e istnieje prawdopodobiestwo, i uda mi si
zakupi co drogiego, ale uytecznego. Tote ustawiem si przed drzwiami
sklepu "Melodia", nim jeszcze zosta otwarty, z nadziej, e kupi telewizor.
Niestety, nie udao si. Ale obok jest przecie sklep z obuwiem, wic pdz
kupi buty. Niestety, i tu mi si nie udao. Poszedem do trzech kolejnych
sklepw warzywnych-nigdzie nie byo kartofli. Zaczem chodzi od sklepu
do sklepu, aby kupi cokolwiek, nawet eby ju niekoniecznie byo drogie i
niekoniecznie potrzebne, ale nigdzie nic nie dostaem. W kocu znalazem si
w sklepie nr 13, zwanym powszechnie "Trzy winki". Sprzedawali piwo.
C, kiedy okazao si, e piwo sprzedaj tylko wwczas, jeeli kto
przyniesie sobie z domu kufel" ("Magadanskaja Prawda", 27 IV 1990).

Nie musielimy daleko jecha. Puste agry pozostay w starych


dzielnicach, przy zanieonych ulicach bez chodnikw i latar. Cz z nich
przemieniono w jakie skady i magazyny. Reszta niszczeje i rozsypuje si.
Stoj jeszcze, widoczne to tu, to tam, wieyczki wartownicze, krzywe,
pochylone, butwiejce. W niegu i bocie le rozbite bramy, poty i supy,
bez drutu ju - drut rozkradli. Wikszo barakw zostaa rozebrana na
drewno, na opa, kilka stoi jeszcze, ale s puste, bez drzwi i okien.
Wszdzie, w Workucie, w Norylsku, w Magadanie, uderza ndza
agrowego wiata, jego skrajna, ebracza bieda, nieudolna, niedbaa
prowizorka, niechlujstwo i prymitywizm. To wiat sklecony z at i
achmanw, pozbijany zardzewiaymi gwodziami zwykym toporem,
powizany parcianym sznurem, cignity byle jakim drutem.
eby zatrze lad zbrodni, nic tu nie trzeba rozkuwa, rozbiera,
wysadza w powietrze. Poowa archipelagu GUAG ju zatona w bagnach
i w bocie. Poow agrw na Syberii zars las, a drogi do nich rozmyy
wiosenne wody. W miastach na miejscu wielu agrw stoj ju nowe
dzielnice, fabryki, stadiony sportowe.
Latem, jeeli kto bdzie jecha przez Koym drog Pnocn - na
Karamken, Strelk, Bolszewik, a bdzie wiedzia, w ktrym miejscu,
zasonite lasami i wzgrzami, s stare agry, znajdzie tam stosy
murszejcych drgw, kawaek elaznej szyny, resztki gliny, z ktrej
zbudowana bya kuchnia. Wtpliwe, eby znalaz jaki przedmiot mogcy
mie uytek nie bdzie tam ani yki, ani miski, kilofa ni opaty, cegy ni
deski, to wszystko zostao zabrane jeszcze przez winiw lub ich
konwojentw albo pniej rozebrane przez miejscow ludno, bo kada z
tych rzeczy ma tu swoj cen, swoj warto.
Za kilka lat wiat agrw zatrze za sob ostatnie lady.
Albercie, spytaem znowu, czy w Magadanie nie zostao nic z tamtych
lat?
adnego
materialnego
wiadectwa?
Zamyli si. Waciwie nic, powiedzia po chwili. Siedziba Dalstroju zostaa
zburzona. Koszary NKWD - zburzone. Wizienie ledcze- zburzone.
Wszdzie ju stoj nowe domy albo biegn tamtdy nowe ulice.
Ale jest cigle jeden dom, ten zachowa si, bo stoi troch na uboczu,
schowany midzy blokami dzielnicy mieszkaniowej. To dawny Dom
Szkolenia Politycznego kadry NKWD koymskich agrw.
Wspinajc si po olbrzymich zwaach niegu, poszlimy do tego domu.
Jest pitrowy, stary i wydaje si dzi may. W gwnej sali kilkanacie

szkolnych uczennic, bladych i powanych, wiczyo w skupieniu figury


baletowe. W tej wanie sali odbyway si odprawy mordercw. Tu ustalano
czstotliwo i rozmiary egzekucji. Tu przychodzili Garanin i Pawow,
Nikiszow i Jegorow. Setki innych, ktrych lufy naganw byy jeszcze ciepe.
Na ich oczach, z ich pomoc, a czasem z ich rki - zginy trzy miliony
ludzi.
Chodzilimy po pustym budynku. A tu?, zapytaem Alberta, pokazujc
jakie drzwi.
Za drzwiami bya ubikacja oprawcw. Miaa wielko redniego pokoju.
adnych muszli klozetowych. Tylko w betonowej, nierwno pooonej
pododze sze owalnych dziur. Szare, pene brunatnych zaciekw ciany.
Poamany kran. To wszystko, co pozostao, Albercie? To wszystko,
odpowiedzia.
Mam ze sob dwie ksiki: Warama Szaamowa "Opowiadania
koymskie" i Aleksandra Weissberga-Cybulskiego "Wielk czystk".
Pasjonujce jest zestawienie tych autorw, ich wiatopogldw i postaw.
Porwnanie to pozwala cho troch wnikn w mylenie rosyjskie, w jego
zagadk i specyfik. Obie ksiki s opowieci-dokumentem o tym samym
dowiadczeniu ofiary bolszewickiej represji, ale jake rne s umysy ich
autorw!
Obaj nale do tego samego pokolenia (Weinsberg urodzony w 1901 r.,
Szaamow - w 1907). Obaj zostaj aresztowani w 1937 r. (Szaamow, ju po
raz drugi, w Moskwie, Weissberg w Charkowie, gdzie pracuje jako inynier
kontraktowy). Obaj zamczani, torturowani, gnbieni, upokarzani przez
NKWD. Zupenie niewinni, czyci, uczciwi ludzie. Ale tu zaczynaj si
rnice.
Pytanie jest nastpujce: co bdzie w nas przewaa, decydowa o
naszym stosunku do ycia, do rzeczywistoci? Cywilizacja, tradycja, w ktrej
wyrolimy, czy te wiara, ideologia, ktr posiadamy i wyznajemy?
Austriak Weissberg jest czowiekiem Zachodu, wychowanym w duchu
kartezjaskiego racjonalizmu, w duchu myli dociekliwej i krytycznej.
Szaamow jest Rosjaninem z krwi i koci, nigdy z Rosji nie wyjecha, z
myl zachodni styka si sporadycznie, wszystko jest w nim od pocztku do
koca rosyjskie.
Jednoczenie czowiek Zachodu - Weissberg jest gorliwym i
przekonanym komunist, a czowiek Rosji, dla ktrego Moskwa jest

"najbliszym mu miastem wiata" - Szaamow, jest gbokim antykomunist.


Jak kady z nich odniesie si teraz do swojej sytuacji ofiary barbarzyskich
represji, "niepotrzebnego okruciestwa", do caego otaczajcego ich
koszmarnego wiata stalinowskich czystek, wizie, agrw, egzekucji?
Weissberg jest przekonany, e trafi do domu wariatw, e oficerowie
ledczy NKWD to ludzie obkani, e Sowiety epoki Stalina to wiat obdu,
paranoi, absurdu, To, co si tu dzieje - pisze - "jest kompletnie bez sensu, s
to wybryki rozpasanego aparatu, urgajce wszelkiej racjonalnej
interpretacji". Albo: "Zapaem si za gow. Czy dostaem si do domu
wariatw?" Albo: "Wszystko jest przecie najczystszym szalestwem. Brak
mi po prostu sw na scharakteryzowanie tego". Rok 1937: "Nastpi wycig
obdu". Itd., itd. Przy czym ani na moment nie odstpuje wwczas od
swoich przekona: "Jestem niemieckim komunist, rzuca oficerowi
ledczemu, i przybyem do tego kraju, by wzi udzia w budowaniu
socjalizmu. Jestem patriot Zwizku Sowieckiego".
Przekonany, e jest w domu wariatw, e jest w upiornej krainie obdu i
surrealistycznej paranoi, Weissberg nie zaamuje si, jego umys zachodniego
racjonalisty w najstraszniejszych warunkach zatoczonych, brudnych i
ociekajcych krwi wizie pracuje intensywnie - szuka racjonalnego,
rozsdnego wytumaczenia tego, co si wok niego dzieje. W kadej celi, do
ktrej go wrzucaj, Weissberg prbuje dyskutowa, pyta, chce wymienia
opinie. Ale jego rosyjscy wsptowarzysze niedoli wanie na Weissberga
patrz jak na wariata! Czego si rzucasz?, mwi. Co tu prbujesz
zwojowa? Cierp i sied cicho!
Midzy tymi dwiema postawami nie ma adnej komunikacji, adnego
jzyka. Dlatego nie wiem, czy Weissberg i Szaamow mogliby si
porozumie.
Poniewa dla Szaamowa wszystko, co go otacza, jest czci wiata
natury. agry nale do porzdku natury, a nie do porzdku ludzkiego. Czy
czowiek moe buntowa si przeciw temu, e nastay wielkie mrozy albo e
przysza straszna powd? Jeeli przysza powd, a kto zacznie wygraa
rzece, to powiedz, e jest obkany, e uciek z domu wariatw. Jeeli
przysza powd, trzeba wej na najwysze drzewo i czeka cierpliwie, a
woda opadnie. To jest racjonalno, to jest jedyne rozsdne dziaanie. Jeeli
czowiek trafi do agru, nie powinien buntowa si, bo za to go rozstrzelaj,
tylko tak y, eby przetrwa. Moe woda w rzece kiedy opadnie, moe z
agru kiedy wypuszcz. Nic wicej zrobi nie da si i nawet nie trzeba.
W "Opowiadaniach koymskich" wiat poza drutami agru waciwie nie
istnieje. Wiadomo o kocu drugiej wojny wiatowej dociera tu z

opnieniem i nie wywouje wraenia. Prawdziwym i jedynym wiatem jest


agier. agier to zborna i logiczna struktura. Dlaczego Weissberg dopatrywa
si w tym wszystkim absurdu? Gdyby agier by absurdalny, rozleciaby si
natychmiast. Tyle e logika agru jest logik morderstwa, jest inn
racjonalnoci ni ta, ktrej poszukiwa austriacki inynier-komunista.
To umys Szaamowa jest racjonalny i logiczny, a umys Weissberga
zbkany, zagubiony w abstrakcjach. "Kada ingerencja w to, co niesie los, w
wol bogw, bya czym, co nie przystoi i sprzeczne jest z kodeksem
postpowania w agrze", wspomina Szaamow. I w domyle - kto sdzi, e
mona zachowywa si inaczej, ten nigdy nie dotkn prawdziwego dna
ycia, nigdy nie przyszo mu dogorywa w "wiecie bez bohaterw".
T rnic postaw Szaamowa i Weissberga wobec wiata represji,
"innego wiata" (I-Ierling-Grudziski), do ktrego zostali wtrceni, objania
moe najwikszy filozof rosyjski Wadimir Soowjow: "Przeciwstawno
dwu kultur - wschodniej i zachodniej - zarysowaa si ostro ju u zarania
dziejw ludzkoci. Jeeli Wschd budowa fundamenty swej kultury na
bezwzgldnym
podporzdkowaniu
czowieka
sile
wyszej,
nadprzyrodzonoci, to na Zachodzie przeciwnie, czowiek pozostawiony by
inwencji wasnej, pozwalajcej na szerok twrczo samorodn".
Po ulicach Magadanu chodzi si wysokimi korytarzami wykopanymi w
niegu. Jest wsko, przy mijaniu trzeba przystawa, przepuszcza drug
osob. Czasem zdarzy mi si tak stan oko w oko z jakim starszym
mczyzn. Zawsze, zawsze przychodzi mi wtedy do gowy pytanie: A wy
kim bylicie? Katem czy ofiar?
I dlaczego mnie to intryguje i porusza? Dlaczego nie potrafi spojrze na
tego czowieka zwyczajnie, bez tej nieznonej i natrtnej ciekawoci?
Gdybym jednak zdoby si na odwag i zada mu to pytanie, a on zachowaby
si szczerze, mgbym usysze odpowied: Widzicie, macie przed sob i
kata, i ofiar.
W tym te bya cecha stalinizmu - e w wielu wypadkach nie sposb
oddzieli tych dwch rl. Najpierw kto bi jako oficer ledczy, potem
siedzia i by bity, po wyroku wychodzi i mci si, itd. By to wiat
zamknitego krgu, z ktrego istniao tylko jedno wyjcie - mier. Bya to
koszmarna gra, w ktrej przegrali wszyscy.
Zapuciem si daleko, nad zatok. W tym miejscu nie byo ju sycha
miasta. Przede wszystkim nie byo sycha Koymy. Gdzie za wzgrzem
schodzcym do zatoki, w ciszy i ciemnociach leeli jej zmarli. W ktrym ze
wspomnie przeczytaem, e wieczna zmarzlina Koymy tak konserwuje

zwoki, i twarze pogrzebanych zachowuj nawet swj wyraz. Twarze ludzi,


ktrzy zobaczyli to, czego, jak ostrzega Szaamow, czowiek nie powinien
widzie.
Pomylaem o straszliwej bezuytecznoci cierpienia. Mio zostawia
swoje dzieo - to nastpne pokolenia przychodzce na wiat, trwanie
ludzkoci. Ale cierpienie? Tak wielka cz ludzkiego przeycia, bolesna i
najtrudniejsza, przechodzi i nie zostawia ladu. Gdyby zebra energi
cierpienia, jak day tu z siebie miliony ludzi, i przemieni j w si
tworzenia, mona by z naszej planety stworzy kwitncy ogrd.
Ale co zostao?
Zardzewiae kaduby statkw, butwiejce wieyczki stranicze, gbokie
doy, z ktrych kiedy wydobywano jak rud. Ponura, martwa pustka.
Nigdzie nikogo, bo umczone kolumny ju przeszy i znikny w wiecznej
zimnej mgle.