You are on page 1of 206

Jennifer Estep

Tajemnice Gwen Frost


AKADEMIA MITU III

Nike wzruszya ramionami.


- Akademi zdobd i zniszcz niwiarze. Twoi przyjaciele strac ycie.
Powiedziaa to tak spokojnie i chodno, jakby to byo ju przesdzone, jakby gdzie w
potnej klepsydrze przesypywa si piasek i los moich przyjaci i wszystkich innych
uczniw w Akademii Mitu zosta przypiecztowany.
- A jeli nadal bd twoj wybrank? Co miaabym robi teraz, kiedy Loki jest wolny?
Jak mog walczy z nim i ze niwiarzami?
- Jest tylko jeden sposb, eby ostatecznie zakoczy konflikt midzy Lokim,
niwiarzami i panteonem - odpara Nike ponurym tonem. - Kto musi zabi Lokiego, a tym
kim jeste ty, Gwendolyn.

Dedykuj, jak zwykle, mamie, babci i Andre, z podzikowaniem za mio, pomoc,


wsparcie i cierpliwo do moich ksiek i wszystkiego innego.
Dedykuj rwnie Lucy, najwspanialszemu z psw. Dziewitnacie lat to za krtko.
Zawsze bdziemy ci kocha i za tob tskni.

PODZIKOWANIA

Kady autor powie wam, e jego ksika nie powstaaby bez wsplnego wysiku
wielu, wielu osb. Tutaj chc podzikowa tym, ktrzy pomogli narodzi si Gwen Frost i
caemu wiatu Akademii Mitu:
Dzikuj mojej agentce, Annelise Robey, za cenne rady.
Dzikuj mojej redaktorce, Alicii Condon, za wyczulone redaktorskie oko i
wartociowe sugestie. Naprawd przyczyniy si do ulepszenia powieci.
Dzikuj wszystkim z wydawnictwa Kensington, ktrzy trudzili si nad moj ksik,
szczeglnie Alexandrze Nicolajsen i Vidzie Engstrand za wysiek promocyjny.
I wreszcie dzikuj moim czytelnikom. Pisz dla waszej rozrywki. Zawsze uwaaam
to za honor i przywilej. Mam nadziej, e z czytania o przygodach Gwen bdziecie czerpa
tyle samo radoci, co ja z pisania o nich.
Miej lektury!

Rozdzia 1

- Przestacie, niedobrze mi si robi od tego waszego obciskiwania.


Daphne Cruz zachichotaa i znowu daa gonego causa swojemu chopakowi,
Carsonowi Callahanowi. Z palcw strzeliy jej rowe magiczne iskry i kryy wok
zakochanej pary. Te miniaturowe tcze koloru niemal dorwnyway barw poncym
policzkom Carsona.
- Naprawd niedobrze - powtrzyam, przewracajc oczyma.
Daphne natychmiast oderwaa si od Carsona i spojrzaa na mnie:
- Och, Gwen, daj sobie spokj. Wcale si nie obciskujemy. Kto by to robi w takim
sztywniackim muzeum?
- Jak to kto? Spjrz na Carsona. Jest wysmarowany byszczykiem bardziej ni ty.
Chopak zaczerwieni si jeszcze mocniej, tak e jego ogorzaa twarz przyja
ognistoczerwon, pomidorow barw. Podsun okulary na czubek gowy i wierzchem doni
zacz sobie wyciera usta. Zamiast jednak usun byszczyk, rozmazywa go tylko po
palcach. Daphne zachichotaa i znowu daa mu causa.
- No, dosy, papuki nierozczki - westchnam. - Muzeum zamykaj o szstej, a nie
widzielimy poowy tego, z czym mamy si zapozna na histori mityczn.
- Super - prychna Daphne i obraona odsuna si od Carsona. - Ty to potrafisz
zepsu zabaw.
Ponownie przewrciam oczyma.
- Jaaasne, tyle e akurat zaley mi na stopniach. No, przechodzi do nastpnej sali.
Wedug tej broszury jest tam podobno wietna bro.
Daphne, za na mnie, tylko skrzyowaa rce na piersi i ciskaa byskawicami z
czarnych oczu, ale Carson.uda si do bocznej czci muzeum.
Byo kilka dni po Nowym Roku. We trjk poszlimy do Koloseum Kriosa lecego
na obrzeach Asheville w Pnocnej Karolinie. Wizyta w muzeum niezupenie staa na czele
ulubionych zaj, niemniej uczniowie drugiej klasy Akademii Mitu mieli w czasie ferii
witecznych obejrze tam wystaw artefaktw. A poniewa lekcje zaczynay si nastpnego
dnia z samego rana, to teraz bya ostatnia okazja na odrobienie zadania. Nie do, e uczono
nas walczy ze niwiarzami chaosu, to jeszcze zadanie domowe na ferie! To naprawd nie w
porzdku.

Z Daphne i Carsonem przyszlimy tu o trzeciej po poudniu. Od ptorej godziny


wczylimy si od jednej gabloty do drugiej. Z zewntrz Koloseum Kriosa wygldao po
prostu jak zwyky budynek ukryty w Appalachach, tu za miastem. Natomiast co do wntrza,
to zupenie inna bajka. Przekraczajc drzwi, wchodzio si do staroytnego Rzymu. Gwne
pomieszczenie zostao zaprojektowane w taki sposb, by przypominao koloseum. Jak okiem
sign, wszdzie rozcigay si pyty biaego marmuru przerywane tylko wysokimi biaymi
kolumnami. Zoto, srebro i brz pokryway cae sklepienie i schodziy na ciany. Szafiry i
rubiny pony w naszyjnikach i piercieniach na wystawie jak barwne wgle, a ubrania z
cienkiego jedwabiu w wietle lamp wyglday zwiewnie i lekko jak wata cukrowa. Zudzenie
przeniesienia w czasie pogbiali pracownicy muzeum w dugich togach.
Wystawy ukazyway nie tylko staroytny Rzym. Kada sala miaa ekspozycj o innej
tematyce i powicon innej kulturze, od nordyckiej, przez greck i rosyjsk do japoskiej,
plus pozostae ldy i ludy. A to dlatego, e koloseum byo powicone czonkom panteonu,
czyli bogom, wojownikom i stworzeniom mitycznym, krtko mwic tym, ktrzy przed
wiekami zjednoczyli si, eby uratowa wiat.
Wwczas wanie Loki, nordycki bg zoczyca, usiowa wszystkich zniewoli i w
rezultacie pogry wiat w dugiej, krwawej wojnie chaosu. Jednak czonkowie panteonu
powstali przeciw niemu i jego zwolennikom, niwiarzom chaosu. W kocu bogowie zamknli
Lokiego w mitycznym wizieniu, poza wiatem miertelnikw. W koloseum zebrano
artefakty: biuteri, odzie, bro, zbroje i inne rzeczy - ktrych obie strony uyway podczas
wojny chaosu i rozmaitych innych bitew. Pomimo uwizienia Lokiego, midzy panteonem a
niwiarzami cay czas trwa walka, w ktr angauj si coraz to nowe generacje wojownikw
i mitycznych stworze.
Oczywicie, wikszo ludzi nie zdawaa sobie sprawy z tego, e Loki jest o krok od
wyrwania si z wizienia i rozptania drugiej wojny chaosu. Ja nie mogam przesta o tym
myle, zwaszcza, e miaam podobno zrobi co, co zapobiegoby jego ucieczce.
- Ooo, fajne - powiedziaa Daphne, wskazujc na lecy w gablocie luk. Zosta
zrobiony z jednego kawaka onyksu i ozdobiony srebrnym ornamentem zwijanym, a kilka
cienkich zotych nitek zastpowao ciciw. Obok spoczywa smuky onyksowy koczan z
pojedyncz zot strza.
Daphne pochylia si i odczytaa brzow tabliczk.
- Podobno uk nalea niegdy do Sigyn, nordyckiej bogini powicenia, i za kadym
razem, gdy wyciga si z koczanu strza, na jej miejscu pojawia si nastpna. Och, to
naprawd wietne!

- A ja wol to - powiedzia Carson, wskazujc rg z koci soniowej, ktry


przypomina ma tub. Na gadkiej powierzchni byszczay plamki onyksu.
- Tu jest napisane, e to rg Rolanda. Nie wiem, co jest w nim specjalnego.
Gwatownie zamrugaam. Tak si zamyliam na temat Lokiego, niwiarzy i panteonu,
e chodziam bez celu, zamiast przyglda si wystawionym przedmiotom.
Znajdowalimy si w potnym okrgym pomieszczeniu wypenionym broni.
Miecze, paki, dzidy, sztylety, uki i shurikeny byszczay w szklanych gablotach i na
cianach, zawieszone koo obrazw przedstawiajcych mityczne bitwy. ciany byy pokryte
biaym marmurem, jak caa reszta muzeum, ale tu na jego powierzchni wyryto mityczne
stwory: gryfy, gargulce, smoki, chimery, Gorgony z wami zamiast wosw i okrutnymi
umiechami.
Na postumencie w samym rodku pomieszczenia siedzia na wypchanym koniu
staroytny rycerz w penej zbroi.
W rku dziery lanc i wyglda, jakby mia przebi ni woskowego rzymskiego
centuriona, rwnie stojcego na podwyszeniu i trzymajcego uniesiony miecz dla obrony
przed szarujcym rycerzem. W sali ustawiono te inne figury, w tym wikinga w rogatym
hemie i z potnym bitewnym toporem, ktrym celowa w tarcz znajdujcego si obok
niego Spartanina. Kawaek dalej stay dwie postacie, walkiria i Amazonka, z mieczami w
doniach, i bez emocji obserwoway nieustajc walk wikinga ze Spartaninem.
Ja te przygldaam si mczyznom i przez chwil miaam wraenie, jakby ich
twarze oyy. Woskowe wargi wygiy si ze zoci, palce zacisny na broni, ciaa napiy w
oczekiwaniu nieuchronnego starcia. Zadraam i odwrciam wzrok. Odkd weszlimy do
muzeum, dawa o sobie zna mj cygaski dar - magia psychometryczna.
- Hm, uk jak uk, nie widz w nim nic szczeglnego - wymamrota obok mnie jaki
gos z brytyjskim akcentem.
- Jak dla mnie, jest nieciekawy. Zwyczajny, powiedziabym.
Spojrzaam w d, skd dobywa si gos. To mwi Wiktor, miecz wiszcy w czarnej
skrzanej pochwie u mojego boku. Wiktor nie by zwykym mieczem. Po pierwsze, rkoje
mia nie gadk, jak zwyke, ale wyprofilowan tak, e przedstawiaa p twarzy. Jedno ucho,
zakrzywiony nos i nacicie wygldajce jak usta czyy si ze sob, tworzc rkoje. Och,
byo jeszcze wyupiaste okrge oko. Zawsze miaam wraenie, e w metalu zaklto
czowieka, ktry pragnie si wydosta. Nie wiem wiele o Wiktorze, poza tym, e jest
grubiaski, apodyktyczny i krwioerczy. Nieustannie gldzi o tym, e powinnimy
wykoczy niwiarzy.

Prawd mwic, chtnie zabiabym jednego niwiarza, a waciwie niwiark dziewczyn, ktra zamordowaa moj mam.
Kompletnie staranowany samochd. Bysk ostrza miecza w deszczu. I krew... tyle
krwi...
Wspomnienia mierci mamy wypyny na powierzchni umysu, niemal mnie
obezwadniajc, ale odsunam je od siebie i skupiam sina przyjacioach, ktrzy cay czas
wpatrywali si w onyksowy uk i rg z koci soniowej.
Zabraam dzi ze sob Wiktora, przekonana, e chtnie zobaczy niektre z
wystawionych obiektw. Poza tym potrzebowaam kogo do rozmowy, bo Daphne i Carson
bd gwnie chichotali i spierali si, czyli zajmowali sob. Bywao to niesmaczne,
szczeglnie dla mnie, ze wzgldu na nieudane ycie miosne.
- W kocu to tylko uk - cign Wiktor - a nie prawdziwa bro.
Przewrciam oczyma. Mj miecz potrafi mwi - a najczciej gldzi na temat tego,
jaki jest grony.
- No, niektrzy z nas lubi uki - prychna Daphne, mierzc Wiktora wyniosym
spojrzeniem.
- I to ci wanie zarzucam, walkirio - odparowa miecz, oddajc mojej przyjacice
nieprzychylne spojrzenie. Mia tylko jedno oko, i to w bardzo dziwnym szarofiokowym
kolorze. Przypominao barw niebo o zmierzchu - tu przed zapadniciem ciemnoci.
- A ty jeste Celtem - zwrci si do Carsona. - Gwen powiedziaa mi, e wolisz kij od
miecza. Kij! Nawet nie ma szpica na kocu! Skandal, czego to w obecnych czasach ucz w tej
Akademii Mitu.
Wszyscy uczniowie w akademii byli wojownikami, nasza trjka te. Daphne bya
walkiri, Carson - Celtem, a ja - Cygank. Wszyscy pochodzilimy od wojownikw panteonu,
ktrzy walczyli z Lokim i jego zwolennikami. Obecnie kontynuowalimy t tradycj, chodzc
do akademii, ksztacc nasze magiczne zdolnoci oraz uczc si posugiwa nimi do walki ze
niwiarzami chaosu. Nie stanowilimy wyjtku. Wikingowie, Rzymianie, Amazonki, ninje,
samurajowie, Spartanie - w Akademii Mitu byo ich na pczki.
- Haba, prawdziwa haba - mrucza Wiktor.
Carson spojrza na mnie i wzruszy ramionami. Miaam Wiktora zaledwie od kiku
miesicy, ale ju zdyam si przekona, e nie da si go uciszy. Mwi, co chcia, kiedy
chcia i tak gono, jak chcia. A jeli kto omieli si z nim nie zgadza, z radoci
kontynuowaby dyskusj - przyoony do szyi dyskutanta.
Wiktor i Daphne chwil patrzyli na siebie ze zoci, po czym walkiria odwrcia si

do swojego chopaka i na nowo zacza zachwyca si ukiem. Ja zajam si ogldaniem


reszty artefaktw w sali. Wiktor nieustannie mamrota, dowodzc, e jedynie miecze
zasuguj na miano prawdziwej broni, a najlepszym ze wszystkich mieczy jest on.
Przytakiwaam mu, co byo mniej kopotliwe ni ktnia.
Wiktor skoczy biadolenie, ale Daphne i Carson nadal nie mogli oderwa si od uku.
Czytaam akurat o motku srebrnej nici, ktr Ariadna daa Tezeuszowi, eby mg wyj z
labiryntu, gdzie przebywa Minotaur, gdy nagle usyszaam kroki i kto za mn stan.
- Gwendolyn Frost - usyszaam obudnie sodki gos. - Kto by pomyla, e ci tu
spotkam.
Odwrciam si i znalazam oko w oko z czterdziestokilkuletnim facetem,
czarnowosym, z chodnoniebieskimi oczyma i blad, niemal marmurow cer. Mia na sobie
granatowy garnitur i buty tak wyglansowane, e przymieway blaskiem wikszo gablot w
sali. Uwaaabym go za przystojnego, gdybym nie wiedziaa, jakim jest nadtym
sztywniakiem. I jak mnie nie cierpi.
- Pan Nickamedes - westchnam. - Co pan tu robi?
- Pilnuj eksponatw, naturalnie. Wikszo jest wypoyczona z biblioteki antycznej.
Nickamedes by gwn szych w bibliotece antycznej, jednym z budynkw lecych
na terenie kampusu Akademii Mitu w Cypress Mountain w Pnocnej Karolinie. Poza
ksikami potna biblioteka posiadaa bezcenn kolekcj artefaktw. Na siedmiu pitrach
stay setki, jeli nie tysice gablot z przedmiotami, ktre naleay niegdy do postaci
mitycznych, od bogw i ich wybracw poczynajc, a na niwiarzach chaosu koczc.
Tak, to logiczne, e Koloseum Kriosa wypoyczyo od nas niektre z artefaktw.
Pewnie dlatego uczniowie Akademii Mitu mieli za zadanie przyj na t wystaw. eby
obejrze i poczyta o tym, na co zwykle nie zwracaj uwagiNickamedes patrzy na mnie z
kwan min, podobnie jak ja niezadowolony ze spotkania.
- Widz, e ty z przyjacimi, zupenie jak wikszo klasy, czekalicie a do ostatniej
chwili, eby odrobi zadanie z historii mitycznej.
Morgan McDougall, Samson Sorensen, Savannah Warren i kilka innych osb wpado
mi w oko, kiedy chodzilimy po muzeum. Wszyscy, podobnie jak ja, Daphne i Carson, mieli
po siedemnacie lat, chodzili do drugiej klasy Akademii Mitu i teraz odhaczali zadanie przed
kocem przerwy witecznej.
- Byam zajta - mruknam.
- Jasne - prychn Nickamedes.
Wciekam si. Naprawd byam zajta. I to bardzo. Niedawno dowiedziaam si, e

niwiarze poszukuj sztyletu z Helheimu, jednego z trzynastu artefaktw uywanych podczas


ostatniej bitwy wojny chaosu. Wszystkie, ktre pojawiy si w tej najgortszej z bitew, miay
wielk moc. Ale w wypadku sztyletu szczeglnie istotne byo to, e mg posuy do
uwolnienia Lokiego z wizienia - i tego wanie najbardziej si baam.
Uparam si, e go znajd, zanim zrobi to niwiarze, wic podczas ferii czytaam na
jego temat wszystko, co wpado mi w rce. Kto przypuszczalnie go zrobi, jak mg by
uywany podczas wojny chaosu, jak prawdopodobnie mia moc. Jednak adne ksiki ani
artykuy nie zawieray informacji, na ktrej najbardziej mi zaleao: gdzie moja mama, Grace,
ukrya go, zanim zostaa zamordowana. Ani jak mam odnale go przed niwiarzami.
Naturalnie tego nie mogam powiedzie Nickamedesowi. Nie uwierzyby, e w czasie
ferii zajmowaam si czymkolwiek uytecznym. Niewtpliwie by przekonany, e czytaam
komiksy i zajadaam ciastka, jak to czsto si zdarzao w czasie mojego dyuru w bibliotece
antycznej. Zgoda, moe nie byam zaangaowana w prac pozalekcyjn. Wytoczcie mi proces
o to, e chciaam si troch zabawi, zanim bd musiaa stawi czoo nastpnemu
niwiarzowi, ktry uwaa mnie za osob waniejsz i obdarzon wiksz moc, ni to jest w
istocie.
Mimo chodnego powitania, rozejrzaam si za chopakiem w moim wieku - z
najpikniejszymi oczyma na wiecie i kpiarskim umiechem.
- Czy Logan przyszed z panem? - spytaam z nadziej, e nie wyczuje, jak mi na tym
zaley.
Nickamedes otworzy usta, lecz nim zdoa si odezwa, usyszaam:
- Tutaj jestem, Cyganko.
Na dwik jego niskiego gosu dreszcz przebieg mi po plecach, a serce gwatowniej
zabio. Powoli si odwrciam. Tu za mn sta Logan.
Gste, falujce, atramentowoczarne wosy, chodnobkitne oczy, pewien siebie
umiech. Przez chwil z wraenia nie mogam zapa tchu, serce zaczo tak wali, e musia
to sysze.
Logan mia na sobie dinsy i ciemnoniebieski sweter, a na nim czarn skrzan kurtk
Wszystko, naturalnie, markowe, poniewa Spartanin by rwnie bogaty, jak wszyscy
uczniowie w akademii. Ale nawet w achmanach nie mgby ukry siy tkwicej w szczupym
ciele i szerokich, muskularnych ramionach. Tak, wyglda jak chopak, przed ktrym
ostrzegaj rodzice, i jeszcze mia opini babiarza. Jedna z plotek na jego temat gosia, e
podpisywa materace dziewczyn, z ktrymi si przespa, eby nie straci rachuby.
Nigdy nie dowiedziaam si, czy plotki byy zasadne ani jak Logan miaby tego

dokona. Oczywicie, dotknam go i doznaam wizji, jednak wtedy skupiaam si na jego


umiejtnociach w walce, poniewa tego wanie potrzebowaam. Niewane, z iloma
dziewczynami chodzi na randki, i tak by naprawd wietnym facetem. Inteligentny, silny,
zabawny, czarujcy, opiekuczy. No i oczywicie jeszcze to, e ju kilka razy uratowa mi
ycie. Trudno nie lubi chopaka, kiedy nie pozwala niwiarzom ci zabi i wyrywa ci z
paszczy grasownika nemejskiego.
Logan spojrza w d, na moj szyj z naszyjnikiem. Da mi go w prezencie
gwiazdkowym, zanim rozjechalimy si na ferie. Sze srebrnych drucikw wok szyi
splatao si prosty, lecz elegancki wzr patka niegu, na ktrego koniuszkach wieciy
diamenciki. By przepikny, godny bogini. Dla mnie troch za delikatny i zbyt adny,
niemniej i tak go pokochaam.
- Woya naszyjnik - powiedzia pgosem Spartanin.
- Nosz go codziennie, odkd mi go dae - odparam. - Prawie go nie zdejmuj.
Logan umiechn si - i nagle zrobio si tak, jakby zza burzowych chmur wyjrzao
soce. Przez moment byo wspaniale.
A potem Nickamedes odchrzkn i pka mydlana baka szczcia, na ktrej miaam
wanie odpyn. Z niezadowolon min przenosi wzrok ze mnie na swojego siostrzeca i z
powrotem, po czym powiedzia:
- Wybaczcie, wkrtce zamykaj muzeum, wic musz sprawdzi, czy ekipa jest
gotowa zacz pakowanie eksponatw przed jutrzejszym transportem do akademii.
Odwrci si i wyszed z sali. Westchnam. Moe inni pracuj z wikszym
powiceniem ni ja, jednak cay czas wydawao mi si, e przyczyna niechci Nickamedesa
jest inna. Nie znosi mnie od samego pocztku, nie mam pojcia dlaczego.
Wyrzuciam z gowy bibliotekarza oraz jego stosunek do mnie i zajam si Loganem.
Kilka razy w czasie ferii wysya do mnie esemesy, ale i tak tskniam za nim jak szalona i
mczyam si tym bardziej, e nie wiedziaam, na jakiej waciwie stopie jestemy. Niedawno
dowiadczylimy tego, co uwaaam za pocaunek nad pocaunkami. Niemniej po nim nie
wyzna mi mioci ani nawet nie zaprosi na prawdziw randk. Trzyma mnie w stanie
niepewnoci. Postanowiam wyjani spraw raz a dobrze.
Odetchnam gboko, szykujc si do pytania, jak spdzi ferie i jak teraz bdzie
midzy nami.
- Suchaj, Logan - zaczam, lecz moje sowa utony w czyich wrzaskach.
Przez moment zastanawiaam si, czy sobie tego nie wyobraziam. Kto miaby
krzycze w muzeum? Po chwili jednak ponownie rozlegy si woania, a po nich dwiki,

jakby co si tuko, i ciki odgos krokw.


Spojrzelimy na siebie z Loganem i popdzilimy do drzwi. Daphne i Carson byli tu
za nami.
- Sta! Sta! - wysyczaa Daphne.
Zanim zdoalimy wypa za drzwi, zapaa mnie za rk, a Logana za kurtk i z
potn si, jak na walkiri przystao, pocigna nas z powrotem.
- Nie wiecie, co si dzieje - ostrzega - ani kto tam moe by!
Logan spojrza na ni z wciekoci, ale zaraz niechtnie skin gow. Ja uczyniam
podobnie i wreszcie Daphne nas pucia. We czwrk, trzymajc si blisko siebie,
podeszlimy ostronie do drzwi i zajrzelimy do ssiedniego pomieszczenia.
Koloseum Kriosa byo ksztatu potnego koa. W rodku znajdowaa si gwna sala
wystawowa, a od niej, jak szprychy, odchodziy korytarze i inne sale. Drzwi, przy ktrych
stalimy, prowadziy wanie do gwnej sali. Kiedy razem z Daphne i Carsonem
przechodzilimy tdy przed kilkoma minutami, krcio si tu mnstwo ludzi z
zaciekawieniem ogldajcych eksponaty na wystawie albo repliki biuterii, broni bd zbroi
w sklepie. Pomijajc obsug, wikszo stanowili uczniowie drugiego roku Akademii Mitu,
ktrzy przyszli tu odrobi zadanie, podobnie jak my.
Teraz jednak sala wygldaa zupenie inaczej. Dziesitki postaci w czarnych
pelerynach z kapturami i z ostrymi, zakrzywionymi szablami w rku atakoway uczniw
ogldajcych artefakty. Harmider wzrasta, krzyki odbijay si od sklepienia i wracay
zwielokrotnione echem. Brzmiao to zupenie jak strzelanina.
Ju byo za pno.
- niwiarze - szepna Daphne, ubierajc w sowa moje przeraone myli.
niwiarze chaosu przebijali szablami kadego, kogo udao im si dorwa, a martwych
i umierajcych porzucali. Pracownicy muzeum, doroli, dzieci - nikomu nie darowali. Figury
woskowe, posgi, gabloty - wszystko spadao na podog i rozbijao si w drobny mak. Krew
laa si strumieniami, po biaych marmurowych cianach pyny struki czerwonych ez.
Na widok rzezi zrobio mi si niedobrze. Syszaam, e niwiarze s jak bestie i e ich
jedynym celem jest nas wymordowa. Sama spotkaam dwoje niwiarzy, jednak to, co teraz
ogldaam, przekraczao wszelkie pojcie. Zamurowao mnie. Nie tylko mnie, ca nasz
czwrk. Wiedziaam, e powinnimy co zrobi, pomc kolegom, ale nie miaam pojcia
jak.
Niektrzy prbowali si broni. Mcili piciami, apali wszystko, cokolwiek im
wpado w rce, ale niwiarze wykaczali ich wszystkich, jednego po drugim. Samson

Sorensen upad na podog z krzykiem, trzymajc si za brzuch, a spomidzy palcw cieka


mu krew. Kilka osb rzucio si do ucieczki, lecz napastnicy schwytali ich za konierz,
przebili szablami od tyu i odrzucili na bok jak mieci.
Ktem oka ujrzaam, e Morgan McDougall pochyla si i wciska midzy cian a
wysoki i szeroki postument. Z jej palcw strzeliy zielone magiczne iskry - niechybny znak
zaskoczenia i paniki. Szybko zacisna pici i schowaa je, eby zatamowa potok
kolorowych iskier. Wiedziaa dobrze, e jeli niwiarze je zobacz, znajd j i wykocz w
mgnieniu oka. Walkiria mnie ujrzaa - za tym postumentem miaa dobry widok na nasze
drzwi - i posaa mi spojrzenie pene strachu.
- Sied tam! Nie ruszaj si! - krzyknam do niej, cho nie byam pewna, czy Morgan
syszy mnie wrd wrzaskw i ryku syren alarmowych.
Nie mina minuta, a byo po wszystkim, niwiarze zgromadzili si porodku sali i o
czym dyskutowali, ale ich gosy do mnie nie docieray, zaguszone jkami i paczem
umierajcych.
- niwiarze - powtrzya Daphne szeptem, nie mogc uwierzy w to, co widzi.
Jakby w odpowiedzi na jej sowa, kilka postaci w czarnych pelerynach odwrcio si i
ruszyo w naszym kierunku.

Rozdzia 2

Ponownie zamaram. W gowie miaam pustk. Patrzyam tpo na niwiarzy idcych


ku nam z szablami ociekajcymi krwi. Moe to moja wybujaa wyobrania, jednak
wydawao mi si, e sysz kad pojedyncz kropl kapic na podog. Czyniy taki haas w
mojej gowie, e przycisnam do do ust, eby nie krzycze.
- Wracamy! Wracamy! - sykna Daphne i znowu pocigna w gb sali najpierw
Carsona, potem mnie i na kocu Logana. - Musimy std zwiewa!
Odwrcilimy si - ale dokd mielimy ucieka? W tej sali byy tylko jedne drzwi.
- Jestemy w puapce - powiedzia Carson. - W puapce!
Cikie kroki robiy si coraz goniejsze - niwiarze si zbliali.
Przeraona, rozejrzaam si, szukajc drzwi, okna, choby wietlika, ktrego
wczeniej nie dostrzeglimy albo ktry moe nagle tajemniczo si zmaterializowa. Niestety,
niczego takiego nie zobaczyam. Za to mj wzrok pad na posta wikinga i Spartanina i na to,
co trzymali w rkach: topr i tarcz.
Bro! To nas przecie otaczao: miecze, dzidy, sztylety, paki. Stalimy w
pomieszczeniu penym broni. miercionone ostrza byszczay w wietle lamp i mrugay do
mnie, jakby wiedziay, o czym myl - i co mamy zrobi, eby wyj z tego cao.
- Jeli nie moemy uciec, to pozostaje nam jedno. Walczy - powiedziaam ponurym
tonem. - Tego w kocu si uczymy.
Daphne i Carson patrzyli na mnie z otwartymi ustami, natomiast Logan zaapa
natychmiast. Niewiarygodne: umiechn si, a w jego oczach pojawi si dziki pomie.
Spartanie byli nieco zewirowani, poniewa uwielbiali walczy. Do tego uchodzili za
najlepszych wojownikw w akademii i w ogle na wiecie.
Nie po raz pierwszy poaowaam, e jeli chodzi o walk ze niwiarzami, nie mam
takiej wiary w siebie jak Logan. Drc rk wyjam Wiktora z przypitej do pasa pochwy i
podniosam go do gry. Nasze spojrzenia si spotkay.
- Gotowa, Gwen? - spyta cicho.
- Chyba tak - odszepnam.
Gdyby mg, z aprobat kiwnby swoj powk gowy.
- Bd przy tobie na kadym kroku. Jeste wybracem, Gwen. Nic ci si nie stanie.
Nikomu z was nic si nie stanie. Nike w ciebie wierzy. Ja te.

Skinam gow w odpowiedzi. Troch mnie pocieszy. Przez moment staam,


zmuszajc si do regularnych oddechw: wdech, wydech, wdech, wydech, jak uczya mnie
mama. Tak radzia mi robi, ilekro jestem zdenerwowana, zmartwiona albo spanikowana. A
teraz dowiadczaam tego wszystkiego naraz.
Nie byo czasu rozmyla o tym, co mam robi, nie byo czasu na zachowanie ciszy
czy ostronoci. Podbiegam do gabloty, tej z onyksowym lukiem bogini Sigyn, podniosam
Wiktora nad gow i z caej siy spuciam go na szklany klosz.
Brzdk!
Gablota roztrzaskaa si, siejc wkoo ostre odamki szka. Wydawao mi si, e
wczy si alarm, powikszajc haas wszystkich innych wyjcych syren, ale ju
podchodziam do nastpnej gabloty, tej z dugim drewnianym kijem.
- Daphne! Carson! Logan! - wrzasnam. - Bierzcie bro!
Usyszaam, jak biegn po rozsypanym szkle. Bez wahania stukam nastpn gablot
- z mieczem ze zmatowia rkojeci z brzu. Ja rozbijaam Wiktorem ochronne klosze, a
nastpnie Daphne, Logan i Carson wyjmowali z nich bro. Dobrali si te do tego, co wisiao
na cianach i co trzymay w rkach woskowe figury. Spotkalimy si porodku sali i szybko
dokonalimy przegldu upw.
- Musimy trzyma si razem i od samego pocztku im si nie dawa - powiedzia
Carson, wpychajc jedn rk kilka sztyletw i rg z koci soniowej do kieszeni bojwek. W
drugiej rce dziery kij. - Musimy uderzy pierwsi. Inaczej zdobd przewag.
Daphne przytroczya do plecw koczan z jedn strza i sprawdzia nacignicie
ciciwy w onyksowym uku. Zadowolona, przygryza warg i rozejrzaa si, sypic z palcw
magicznymi iskrami.
- Staniemy za tym rycerzem i centurionem - postanowia. - niwiarze nie zobacz nas
od razu. Mam nadziej, e kilku z nich poo, zanim si zorientuj, co si dzieje.
- Idcie tam we trjk - rzek Logan, przypinajc do przedramienia tarcz zabran
woskowemu Spartaninowi.
- Ja ukryj si za wikingiem. Kiedy niwiarze zaczn was atakowa, podejd z tyu.
Dziel i zabijaj, zgadza si?
Skinam gow. To by dobry plan, mimo e na myl orozdzieleniu si z Loganem
poczuam ucisk w odku. Niemniej Spartanin by najlepszym wojownikiem w akademii.
Cae ycie trenowa po to, eby radzi sobie wanie w takich sytuacjach. Waciwie wszyscy
po to trenowalimy.
Wgramolilimy si na podest i ukrylimy jak najdalej od drzwi. Daphne zaja pozycj

pomidzy rycerzem a centurionem. Dumnie wyprostowana, ze zot strza zaoon na


ciciw onyksowego uku, wygldaa jak woskowa figura. Carson i ja chronilimy nasz
uczniczk, stojc po jej obu stronach, tak jak uczy nas trener Ajaks na wuefie. Na drugim
kocu sali, za woskowym wikingiem, kuca Logan.
- Nic nam si nie stanie, prawda? - upewni si Carson. Jego oczy ze strachu byy
bardziej czarne ni piwne.
- Jasne, e nic - odparam, silc si na beztroski ton. - Pomyl, jak inni bd nam
zazdroci, kiedy usysz, e rozbilimy ca band niwiarzy.
Carson chcia si umiechn, ale udao mu si jedynie skrzywi. Po tym, co
widzielimy, wtpi, czy kiedykolwiek jeszcze si umiechn. Nie bdzie zwycistwa. Nie
dzi. Nie w sytuacji, kiedy tylu kolegw i koleanek zgino albo zostao rannych.
- Staniemy za tym rycerzem i centurionem - postanowia. - niwiarze nie zobacz nas
od razu. Mam nadziej, e kilku z nich poo, zanim si zorientuj, co si dzieje.
- Idcie tam we trjk - rzek Logan, przypinajc do przedramienia tarcz zabran
woskowemu Spartaninowi.
- Ja ukryj si za wikingiem. Kiedy niwiarze zaczn was atakowa, podejd z tyu.
Dziel i zabijaj, zgadza si?
Skinam gow. To by dobry plan, mimo e na myl orozdzieleniu si z Loganem
poczuam ucisk w odku. Niemniej Spartanin by najlepszym wojownikiem w akademii.
Cae ycie trenowa po to, eby radzi sobie wanie w takich sytuacjach. Waciwie wszyscy
po to trenowalimy.
Wgramolilimy si na podest i ukrylimy jak najdalej od drzwi. Daphne zaja pozycj
pomidzy rycerzem a centurionem. Dumnie wyprostowana, ze zot strza zaoon na
ciciw onyksowego uku, wygldaa jak woskowa figura. Carson i ja chronilimy nasz
uczniczk, stojc po jej obu stronach, tak jak uczy nas trener Ajaks na wuefie. Na drugim
kocu sali, za woskowym wikingiem, kuca Logan.
- Nic nam si nie stanie, prawda? - upewni si Carson. Jego oczy ze strachu byy
bardziej czarne ni piwne.
- Jasne, e nic - odparam, silc si na beztroski ton. - Pomyl, jak inni bd nam
zazdroci, kiedy usysz, e rozbilimy ca band niwiarzy.
Carson chcia si umiechn, ale udao mu si jedynie skrzywi. Po tym, co
widzielimy, wtpi, czy kiedykolwiek jeszcze si umiechn. Nie bdzie zwycistwa. Nie
dzi. Nie w sytuacji, kiedy tylu kolegw i koleanek zgino albo zostao rannych.
Daphne nic nie mwia, cho sypaa magicznymi iskrami, zupenie jakby zamiast

palcw miaa sztuczne ognie. To znaczyo, e boi si nie mniej od nas. Walkiria spojrzaa na
mnie, potem na swojego chopaka i na koniec przeniosa wzrok na drzwi. Carson mocniej
uchwyci kij i poprawi okulary, a ja cisnam w doni Wiktora.
Poszukaam wzrokiem Logana. Nawet z tej odlegoci w lodowatym bysku jego oczu
wyczytaam niecierpliwo. By gotw na przyjcie niwiarzy, na praktyczne sprawdzenie
swoich umiejtnoci. Podnis kciuk w gr na znak, e ma wszystko pod kontrol. Nie
posiada wtpliwoci - ani co do siebie, ani co do nas, ani co do naszego zadania. Troszeczk
mnie to pocieszyo.
Schylilimy si, oczekujc na nadejcie wroga.
Nie mina minuta, a pierwszy niwiarz przekroczy prg. Mia na sobie czarn
peleryn i cikie czarne buciory. Biorc pod uwag wysoko i muskularno figury, chyba
by to mczyzna. Najstraszniejsze, e na twarzy nosi gumow mask, ktra sigaa a po
szyj, kompletnie kryjc rysy. Ju to by wystarczyo, tymczasem po chwili zorientowaam si,
e maska zostaa uksztatowana na wzr przeraajco zdeformowanej twarzy Lokiego, boga
zoczycy.
Przed wiekami, kiedy bogowie po raz pierwszy uwizili Lokiego za popenione
zbrodnie, przykuli go do skay pod potnym wem. Jad z pyska wa ciek mu na twarz,
wyerajc tkanki i sprawiajc niewypowiedziane cierpienie. Oblicze przystojnego niegdy
boga stao si znieksztacone, brzydkie, absolutnie groteskowe. Te wanie rysy niwiarz
dumnie obnosi na masce, ktrej widok zmrozi mnie do szpiku koci. Nawet bardziej ni
miecz w jego doni.
niwiarze pojawiali si jeden po drugim, a w kocu siedmiu zebrao si koo drzwi.
Ich siedmiu, nas czworo. Nie najlepiej, ale te nie beznadziejnie, skoro wydawao si, e w
gwnej czci koloseum naliczyam ich ze dwudziestu. Poza tym mielimy Logana, a on
mg starczy za tuzin.
Kucajc za wypchanym koniem, z bijcym sercem i Wiktorem w garci czekaam na
nowych napastnikw - na szczcie aden wicej ju si nie pojawi. Ciekawio mnie, co
robi pozostali, lecz nie zamierzaam narzeka. Dobrze, e nie wszyscy wybrali si do tej sali.
Wtedy niechybnie bymy zginli. Teraz przynajmniej mielimy jak szans.
Jeden ze niwiarzy wyszed przed grup i powiedzia:
- Rozej si.
Zamrugaam. To by gos... dziewczyny. Nie powinnam si dziwi, bo przecie
niwiarzem mg by kady, rodzice, nauczyciele, uczniowie i wszyscy inni. Dwjka
niwiarzy, z ktrymi walczyam, bya w moim wieku. Niemniej niski, gardowy gos nie

dawa mi spokoju. Wydawa si niemal... znajomy. Jakbym ju go gdzie syszaa.


- Zabiera wszystko, co jest interesujce albo ma w sobie magiczne siy - polecia.
Zmarszczyam brwi. Sdziam, e wrogowie widzieli nas, kiedy stalimy w drzwiach,
i dlatego tu si zjawili, tymczasem wygldao na to, e przyszli po artefakty.
- I rozejrzyjcie si za sztyletem z Helheimu - cigna dziewczyna. - Z naszych
oblicze wynika, e mogli go tu przenie.
Zabrako mi tchu. Sztylet z Helheimu? Skd ona o nim wie? I dlaczego myli, e jest
w muzeum? Poczuam zawrt gowy. Dziewczyna wydaa jeszcze kilka rozkazw, ale
przestaam sucha jej sw. Skupiona na gosie, porwnywaam go z innym gosem, tym,
ktry syszaam w noc, kiedy zgina mama. Gosem jej morderczyni.
Gdzie sztylet? Gdzie go ukrya? Jeste gupia. Nie ma takiego miejsca, w ktre nie
zajrzymy. To tylko kwestia czasu. Raz po raz odtwarzaam ten szyderczy gos.
Dziki darowi psychometrii nigdy nie zapominaam tego, co widziaam, syszaam lub
czuam, kiedy dotknam przedmiotu. Co wicej, potrafiam przywoa te wspomnienia i
przewija je, kiedy tylko chciaam, tak jakbym wracaa do ulubionych scen filmu na pycie
DVD. Wydaje mi si, e to co jak nietypowa pami fotograficzna wzbogacona o moliwo
precyzyjnego odtwarzania szczegw za kadym razem.
Kilka tygodni temu moja mentorka, profesor Aurora Metis, poprosia mnie, bym uya
swojej magii do zamania niwiarza imieniem Preston Ashton. Z przedmiotw zbieram
mocne wibracje, ale potne, naprawd potne widzenia daje mi dotknicie czowieka.
Widz wszystko, co kiedykolwiek zrobi, od dziecistwa do staroci, poznaj najciemniejsze
sekrety, najstaranniej ukrywane przed wszystkimi, a czasami nawet przed samym sob.
Profesor Metis chciaa wiedzie, co Preston wie o planach niwiarzy i jaki bdzie ich
nastpny ruch przeciwko panteonowi. Wziam wic do rki do Prestona i weszam w jego
umys.
Nigdy nie spodziewaam si, e zobacz, jak morduj moj mam. Przez cae miesice
yam w przekonaniu, e zabi j pijany kierowca, gdy wracaa z pracy do domu.
Tymczasem zajrzenie do jego gowy pokazao mi, co si zdarzyo naprawd. Preston
tam by, spowodowa wypadek, najedajc na samochd mamy swoim SUVem. Zrobi to na
polecenie tajemniczej niwiarki - bdcej wybracem Lokiego i poszukujcej ukrytego przez
mam sztyletu z Helheimu. A na koniec zobaczyam, jak dziewczyna przeszywa mam
mieczem.
Teraz ta dziewczyna staa przede mn.
Serce cisn mi potworny bl towarzyszcy ponownemu przeywaniu tej tragedii.

Jknam cicho. Jednoczenie pojawia si zo, i to taka, jakiej nigdy wczeniej nie
dowiadczyam. Wcieko szybko stumia bl, wypalia wszystko poza pragnieniem
zemsty.
- Gwen? - szepna Daphne, czujc zmian mojego nastroju. - Co jest?
Nie mogam si odezwa ani poruszy, nie mogam nawet myle. Nie byo we mnie
nic prcz zoci, ktra wypeniaa wszystkie komrki mojego ciaa. W kocu jednak
zmusiam si do wycedzenia przez zacinite zby:
- To ona. Ta niwiarka. Wybraniec Lokiego. Ona tu jest.
Dziewczyna, ktra zabia moj mam.
- Hej - odezwa si nagle jeden ze niwiarzy, patrzc na szko rozsypane na posadzce.
- Wszystkie gabloty s ju porozbijane...
- Teraz, Daphne! - wrzasnam. - Teraz!
Wypadki zaczy si toczy jakby w zwolnionym tempie. Daphne wysza ze swojej
kryjwki. W rku miaa uk i celowaa prosto w dziewczyn, ale ta zorientowawszy si, co si
wici, zapaa najblisz osob i zasonia si ni. Daphne wypucia strza.
Bya znakomit uczniczk i niechybnie trafiaa w cel, tylko tym razem strzaa utkwia
w sercu jakiego mczyzny, a nie niwiarki.
To walkiria, pomylaam. Musiaa by walkiri, skoro miaa si przesun dorosego
faceta tak, jakby nic nie way.
Obok mnie buchn zoty dym i w koczanie pojawia si nastpna strzaa.
Przyjacika miaa racj - wietna bro! Daphne spojrzaa na mnie, skina gow i signa
po strza.
- Zabi ich! - rykna niwiarka, przekrzykujc wyjce alarmy. - Zabi ich
wszystkich!
Jej towarzysze nie wahali si ani chwili. Dziewczyna zostaa na miejscu, a piciu
mczyzn runo na nas.
Kiedy dwch przebiegao koo woskowego wikinga, Logan z okrzykiem bitewnym
wyskoczy z kryjwki i zatopi miecz w ciele jednego z mczyzn. Przez chwil niwiarze nie
wiedzieli, co si dzieje, ale zaraz ci dwaj zajli si Loganem, a pozostali trzej zaczli nas
okra.
Wyszlimy im z Carsonem na spotkanie, starajc si nie dopuci ich do Daphne.
Walkiria wpakowaa strza w jednego z facetw, unieszkodliwiajc go na uamek sekundy,
zanim dotar do jej chopaka. Nic wicej nie widziaam, bo zaatakowa niwiarz z mojej
strony.

Tu nad moj gow wisn miecz. Szczliwie zdoaam odeprze cios. Niezbyt
dugo chodziam do Akademii Mitu i brakowao mi wieloletniego treningu z broni, jaki
przechodzili inni uczniowie, lecz od dwch miesicy miaam przyspieszony kurs tego, jak nie
da si zabi. Mczyzna znowu si zamachn, ja daam nura za centuriona, a miecz utkwi
w wosku. niwiarz zacz go nerwowo szarpa, eby ponowi atak.
Nie wahaam si ani chwili. Miaam wybr: zabi albo zosta zabit. Gdybymy
odwrcili role, on zrobiby to samo. Ta zimna logika nie bya adn pociech, kiedy rzuciam
si na niwiarza i z caej siy ciam go Wiktorem przez pier. Mj przeciwnik zakrzykn i
zapa domi za kling, usiujc wyrwa mi bro z rki. cisnam miecz silniej, szarpnam
ku sobie i wbiam napastnikowi w brzuch. Mczyzna krzykn znowu. Zatoczy si do tyu,
upad na podog i ju si nie podnis.
- Dobra robota, Gwen - zawoa Wiktor w moj spocon do.
- Zamknij si! - odwrzasnam.
Po drugiej stronie podestu walczy Carson, odparowujc ciosy miecza kijem. Daphne
staa nieco za nim, z ukiem w gotowoci, czekajc na szans wpakowania strzay w
niwiarza. W drugim kocu sali Logan wanie zabi jednego mczyzn i teraz walczy z
drugim.
Odwrciam gow, szukajc sidmego, ostatniego wroga - dziewczyny, ktra zabia
moj mam. Nie ruszya si z miejsca, w ktrym j ostatni raz widziaam. W doni okrytej
czarn rkawiczk trzymaa dug, wygit szabl. Patrzya na mnie. Przez otwory w masce
widziaam bysk jej oczu i jarzcy si na ich dnie czerwony ar. Zo i nienawi pony
jasnym pomieniem pod wykrzywion gumow twarz Lokiego:
- No, no, no - sykna dziewczyna. - Przecie to wybranka Nike. Macha mieczem tak,
jakby wiedziaa, jak to si robi. Miaam nadziej, e ci tu spotkam.
Na jej sowa cisno mnie w doku, ale odsunam od siebie strach. Wiedziaam, e
niwiarka chce mnie zabi. Mwia o tym we wspomnieniu ze mierci mojej mamy. Nie
powinnam si chyba dziwi, e wiedziaa, kim jestem i jak wygldam. Profesor Metis
mwia, e jeden wybraniec zawsze rozpozna drugiego, e s jak magnesy: jednoczenie si
przycigaj i odpychaj.
- Tak, to ja. Gwen Frost - warknam. - Wybranka Nike we wasnej osobie. Wiem, co
zrobia mojej mamie.
Dziewczyna odrzucia gow i si rozemiaa. miaa si dugo i gono, jakby to byo
takie mieszne, e z zimn krwi zabia mi mam. Jakby najbardziej zabawne byo take to,
e razem z innymi niwiarzami uczynia to samo grupie niewinnych osb w muzeum.

- To dobrze - powiedziaa w kocu. - Zabicie tego sabeusza i mazgaja byo baaardzo


zabawne.
Znowu ogarna mnie furia, usuwajc na bok wszystko inne: pytania, zmartwienia,
obawy. Byam tylko ja i zemsta, palca konieczno wzicia odpaty, zadania cierpienia za to,
co zrobia.
Z okrzykiem na ustach zeskoczyam z podestu, podniosam miecz i runam przed
siebie - a niwiarka wysza mi naprzeciw.

Rozdzia 3

Zrobiam zamach, usiujc jednym ciosem oddzieli gow przeciwniczki od tuowia,


zrobi co, eby uwolni si od tego potwornego blu w sercu.
Nie udao si.
Dziewczyna z atwoci odparowaa mj cios i znowu wybucha szyderczym
miechem.
- Tylko tyle potrafisz, Cyganko? aosne. Nic dziwnego, e panteon jest skazany na
klsk. Skoro Nike ma takiego wybraca! - Przy ostatnich sowach niwiarka wycigna rk
w rkawiczce i wymierzya mi policzek. Zatoczyam si do tyu. W szczce poczuam
eksplozj blu. Taki cios - pomylaam - zdecydowanie wskazuje na walkiri.
Gwiazdy nie zdyy znikn mi sprzed oczu, a niwiarka ju nacieraa. Ledwie
zdoaam si uchyli. Nie trafia mnie, miecz utkwi w drewnianym stole pod szklan gablot,
jedn z tych, ktre stukam. Dziewczyna si tego nie spodziewaa. Pod wpywem impetu
pucia bro i odrzucio j do tyu.
Z niedowierzaniem patrzyam na miecz niwiarki tkwicy trzydzieci centymetrw od
miejsca, gdzie przed sekund znajdowaa si moja gowa. Na klindze, tu pod rkojeci,
widniay dziwne symbole podkrelone zasychajc ju krwi.
Pani Metis powiedziaa mi, e wszyscy bogowie daj swoim wybracom bro, aby
mogli dobrze wypenia ich yczenia w krlestwie miertelnikw. Na tej broni jest napis, ale
odczyta go moe tylko osoba, dla ktrej owa bro jest przeznaczona. Na Wiktorze wyryto
Zawsze zwycistwo. Ciekawa byam sentencji na mieczu niwiarki. Co mi mwio, e
wie si krwi, blem i mierci.
Zauwayam jeszcze jedno. Rkoje miecza bya uksztatowana tak, e przypominaa
poow eskiej twarzy z karmazynowym okiem, ktre ypao na mnie ze zoci. Nienawi
pona w nim jasno jak krwawe soce.
Zdusiam cisncy si na usta okrzyk i podniosam Wiktora, eby te to zobaczy.
- Lukrecja! - rykn.
- Wiktor! - odburkna damskim gosem druga rkoje.
- A ju miaam nadziej, e kto ci wreszcie przetopi i sprzeda na zom.
- Zom! - rozemia si drwico Wiktor. - Ju ja ci poka zom, ty zaniedziaa
wykaaczko!

Okej, czyli niwiarka te ma gadajcy miecz, i to z osobowoci tak jak Wiktor.


wietnie, po prostu wietnie. Istnieje miecz bdcy lustrzanym odbiciem mojego! Teraz
jednak bardziej interesowao mnie, jak nie da si poszatkowa.
Dziewczyna wstaa na nogi, zapaa bro i stana twarz do mnie. Z dala syszaam
uderzenia miecza o tarcz Logana. Na podecie Carson walczy z ostatnim niwiarzem, a
Daphne krzycza do niego, eby si odsun i da jej strzeli.
- Gotuj si na mier, Cyganko - wycharczaa niwiarka, rzucajc si na mnie.
Walczc, miotaymy si po caej sali, nasze miecze dwiczay, a pod nogami
chrzcio szko. Wyjtkowa sia walkirii dawaa jej ogromn przewag. Kady z jej ciosw
omal nie wytrca mi Wiktora z drcej rki. Nie mwic ju otym, e niwiarka doskonale
umiaa walczy. Przechodzia z jednej pozycji ataku do drugiej i nawet na sekund nie
przestawaa napiera.
Desperacko usiowaam przywoa waleczno i wspomnienia Logana z nadziej na
podpicie si - dziki psychometru - pod jego umiejtnoci. Jednak tyle si dziao, e nie
mogam si skoncentrowa.
Wymieniymy ciosy. niwiarka znowu si rozemiaa. Z kad chwil jej miecz
zblia si do mojego garda. Odnosiam wraenie, e si ze mn drani. e moga mnie zabi
ju sto razy, ale przeciga walk, bo sprawia to jej przyjemno...
- Carson! - Przez moj wcieko przebi si gos Daphne. - Carson!
Rzuciam okiem na podium, akurat kiedy niwiarz pchn mieczem Carsona.
- Nie!
Nie wiem, kto krzykn: ja czy Daphne, a moe obie razem. Chopak osun si na
ziemi, broczc krwi. Logan z now furi rzuci si na swojego przeciwnika, eby go
wykoczy i pobiec na pomoc koledze. Wiedziaam jednak, e to wszystko na prno.
- Och, czyby jeden z twoich przyjaci zosta ranny? Wstyd! - zadrwia niwiarka.
Moje serce zalay wcieko, strach i adrenalina. Przestaam myle. Rzuciam si na
przeciwniczk i przewrciam j na podog. Zaskoczyo j to tak, e rozlunia chwyt i miecz
wypad jej z doni. Syszaam, jak Lukrecja krzyczy na swoj pani, lecz nie zaprzestaam
ataku. Podniosam wysoko Wiktora i z ca moc spuciam na twarz dziewczyny. Miaam
nadziej, e cho zmiad jej nos pod t ohydn mask Lokiego.
- Moja szkoa! - wrzasn Wiktor. - Tylko tak dalej, Gwen!
Ale to nie wyeliminowao niwiarki. W jaki sposb udao jej si wsun rce midzy
nas i zrzucia mnie z siebie. Wyldowaam na pupie. Czuam, e odamki szka wbijaj mi si
w dinsy i w donie.

niwiarka podniosa si. Kiedy sigaa po miecz, spomidzy fadw peleryny wypado
co biaego i mikkiego. Desperacko rzucia si, eby to schwyci, ja jednak te zdyam
wsta i zamachnam si mieczem.
Cofna si, zakla i obrzucia mnie wciekym spojrzeniem oczu jarzcych si pod
mask jak rubiny. A potem... odwrcia si i wybiega z sali.
- Co ona wyprawia? Dlaczego ucieka? - denerwowa si Wiktor, ubierajc w sowa
moje myli.
- Nie mam pojcia, ale nie zamierzam jej na to pozwoli
- burknam.
Zaczam biec za ni, kiedy Daphne krzykna znowu. Tym razem nie ze strachu,
tylko z wciekoci.
Odwrciam gow. Kiedy walczyam ze niwiark, Daphne zabraa si za tego, ktry
zrani Carsona. Onyksowy uk suy jej za tarcz, a ostatnia strzaa z magicznego koczanu za miecz. Raz po raz rania ni niwiarza, ktry zacz si cofa, zahaczy o co nog i si
zachwia. Daphne rzucia si i wbia strza w jego pier. Mczyzna krzykn i upad. Strzaa
sterczaa z jego serca jak zoty palec.
Daphne nie powicia temu adnej uwagi. Upada na kolana obok Carsona, zapaa go
za rk, a po jej twarzy popyny zy. Podbiegam do niej. Ktem oka ujrzaam, e Logan
zaatwi ostatniego wroga i biegnie w naszym kierunku.
- Stj, Gwen, stj! - wrzasn do mnie Wiktor.
Zatrzymaam si przed samym podestem. Logan te jako wyhamowa tu obok mnie.
- Co jest? - zapyta, odwracajc gow ku drzwiom. - Co si dzieje? S jeszcze jacy
niwiarze?
- Nie, chodzi o walkiri - odpar Wiktor. - Jej magia nareszcie dojrzewa. Tylko
patrzcie i nie przeszkadzajcie jej.
Zrobilimy, jak radzi. Jeli mia racj, to talent magiczny mojej przyjaciki - do tej
pory upiony - powinien wanie objawi si w spektakularny sposb.
Oparam miecz o wypchanego konia, eby mg obserwowa wypadki. Tymczasem
wok Daphne pojawiao si coraz wicej rowych iskier, a w kocu zaczy pyn z jej
palcw nieprzerwanym strumieniem. Dziewczyna cay czas pakaa, zy kapay jej z brody i
mieszay si z magi w atmosferze. Za kadym razem, gdy za przecinaa strumie iskier,
powietrze wypeniay trzaski i w miejscu zderzenia pojawiaa si ranozota powiata.
Powiata rosa i rosa, a w kocu obja ca posta Daphne i jej chopaka.
- Carson - jczaa bagalnym tonem walkiria. - Prosz ci, nie umieraj. Nie moesz.

Nie pozwalam ci. Syszysz?


Nie wiem, czy ona to zrobia, czy te jej magia miaa wasn wol, niemniej po tych
sowach co zaczo si zmienia. Magiczna atmosfera zgromadzia si wok niej, ju nie
trzeszczc ani nie iskrzc, lecz wypeniajc ca sal ciepem i moc. Mimo wyczerpania
walk widok tej powiaty wpyn na mnie kojco, poczuam przypyw si i witalnoci.
Zauwayam te, e z piersi Carsona przestaa pyn krew. Zota magiczna powiata
zgromadzia si wok jego serca, w miejscu, gdzie niwiarz go zrani. Brzegi cicia zaczy
si schodzi, a po chwili zrosy si bez ladu. Chopak wyglda tak, jakby nigdy nie odnis
adnej rany.
- Uzdrowia go - szepnam. - Daphne ma moc uzdrawiania.
- Wyglda na to, e niele sobie radzi - skomentowa Wiktor. - Moe Celt z tego
wyjdzie.
W tej chwili, niemale w odpowiedzi, Carson zacz gono kaszle. Zamruga
oczyma, spojrza na Daphne i si umiechn.
- Nie rb tego nigdy wicej - mrukna rozzoszczonym tonem.
Chopak otworzy usta, jakby chcia jej odpowiedzie, ale zaraz zamkn je znowu.
- Zabierz Daphne - powiedzia do mnie Logan. - Ja zajm si Carsonem.
Wspilimy si na podest. Logan uklk koo kolegi i delikatnie przyoy palce do
jego szyi, sprawdzajc puls. Uspokajajco skin do mnie gow, wic ukucnam obok
przyjaciki i wziam j za rk.
Jak tylko jej dotknam, wczya si moja magia.
Wiele ju razy dotykaam Daphne. Widziaam jej wspomnienia, poznaam emocje,
nigdy jednak nie czuam tego, co teraz. Miaam wraenie, jakbym... jakbym caa wpada w
ni, jakbym wesza w jej skr, tak jak nigdy z nikim mi si to nie zdarzyo, nawet z
Loganem. Ujrzaam jej aur, dusz, serce, jakkolwiek by nazwa t jasn row iskr, dziki
ktrej walkiria bya znakomita w walce i pena ycia.
Byo to pikne, tak pikne, e nie mogam si opanowa. Signam po swoj magi,
by dotkn tej cudownej iskry, by schwyta moc Daphne i poczu j osobicie.
I tak uczyniam.
Wypenia mnie ciepa, uzdrowicielska moc, przed ktr rozpyny si wszystkie ble
po walce ze niwiark. Znikny rany na rkach i stuczenia na caym ciele. Im duej
trzymaam t iskr, tym lepiej si czuam - silniejsza i peniejsza wigoru ni kiedykolwiek. Po
kilku sekundach nie pozostao ladu po walce.
Przyjacika szarpna si, jakby nagle zdajc sobie spraw, e jej dotykam. Jej palce

wylizgny si z mojej rki, poczenie zostao zerwane i kojce odczucia znikny.


Zaraz zacza te migota i znika rana powiata. Daphne wydaa dugie, pene
zmczenia westchnienie. Zrobia si blada, niemal tak blada jak ja. Rka si jej trzsa, kiedy
podniosa j, eby przeczesa wosy.
- Daphne - odezwaam si pgosem. - Co ty zrobia?
- Nie mam pojcia - wymamrotaa i zemdlaa, upadajc do przodu, prosto na Carsona.
Przez moment patrzylimy na siebie zdezorientowani. W kocu pochyliam si,
potrzsnam przyjacik za rami i zaczam woa j po imieniu. Ona jednak nie
odpowiadaa. Carson rwnie nie, cho rana na piersi bya ju cakiem wygojona.
Logan pooy mi rce na ramionach i powiedzia:
- Spokojnie, Cyganko, tylko spokojnie. Nic im nie jest. Tylko zemdleli. Carson z
powodu tej paskudnej rany, a Daphne dlatego, e dojrza jej magiczny talent.
Jego sowa przenikny przez pokady paniki. Spojrzaam na nieprzytomnych
przyjaci. Byli bladzi, ale ich klatki piersiowe unosiy si rytmicznie. Logan mia racj. Nic
si nie stao. To znaczy to, co si stao, byo przeraajce; jedyna pociecha, e przynajmniej ci
dwoje yli. A to najwaniejsze.
Po raz pierwszy zauwayam, e w koloseum panuje martwa cisza. Alarmy si
powyczay, ludzie przestali krzycze, nie byo sycha tupotu stp niwiarzy.
Czyby ju sobie poszli? Czy znaleli sztylet z Helheimu i zabrali go ze sob? Czy,
oprcz nas, w muzeum pozosta jeszcze kto przy yciu? Nam z Loganem nic si nie stao, ale
Daphne i Carson potrzebowali pomocy. Nagle wstrzsna mn myl, e inni rwnie oczywicie, jeli jeszcze kto z nich yje. Walka wszystko inne wypara mi z gowy.
- Mylisz, e niwiarze ju poszli? - spytaam Logana.
- Nie wiem. Tak czy inaczej musimy si zorientowa, co si dzieje z reszt uczniw. I
z Nickamedesem.
Nickamedes i Logan tak si od siebie rnili, e atwo byo zapomnie, i bibliotekarz
by wujem Logana i e Spartaninowi zaleao na nim tak, jak mi na babci Frost.
- Wszystko piknie - zapiszcza nagle Wiktor ze swojego stanowiska przy wypchanym
koniu - ale moe najpierw naleaoby sprawdzi, czy nie ma tu ju niwiarzy? Nie wolno
odwraca si tyem do wrogw, pki stanowi zagroenie. Dobrze o tym wiesz, Spartaninie.
- Ma racj - przyzna Logan, biorc do rki bro. - Zanim zaczniemy zajmowa si
rannymi, musimy upewni si, e jest bezpiecznie.
Z mieczami w rkach ruszylimy na obchd sali, Logan w jedn stron, a ja w drug, i
systematycznie sprawdzalimy, co si dzieje z pokonanymi niwiarzami.

Wszyscy nie yli. Wida to byo po groteskowych pozach, absolutnym bezruchu i


zmatowiaych oczach przewitujcych przez otwory w maskach.
Rozejrzaam si jeszcze wokoo, upewniajc si, czy nie przeoczylimy adnego
niwiarza, kiedy mj wzrok pad na jaki may, ale do gruby biay przedmiot na pododze,
lecy wrd krwi i odamkw szka. Ukucnam obok, eby si przyjrze.
Bya to zoona kartka. Aha, czyli to ona wypada niwiarce spod peleryny, kiedy
walczyymy. Dziwne. Raczej bym si spodziewaa, e w kieszeni nosi sztylet.
Nie byam pewna, jakie wibracje moe mie kartka i co bym zobaczya, dotykajc jej
go rk, wic nacignam rkaw i przez niego podniosam papier z podogi. Nie mogam
go rozoy, nie dotykajc palcami, zatem tylko wsunam do kieszeni dinsw.
- Co to? - zainteresowa si Wiktor.
- Nie jestem pewna. Chyba musi by wane, skoro niwiarka staraa si to odzyska,
naraajc ycie.
- Szkoda, e tego nie zrobia - prychn Wiktor.
Podniosam si i podeszam do Logana. Daphne i Carson leeli na podecie, a
poniewa do sali prowadziy tylko jedne drzwi, pomylelimy, e nic im nie powinno si sta,
kiedy my bdziemy sprawdza, co si dzieje w pozostaych czciach muzeum.
- Gotowa, Cyganko? - spyta Spartanin mikko. - Widok w tamtej sali nie bdzie
przyjemny.
Tutaj te nie by przyjemny, lecz nie musiaam mu tego mwi. Nie gorzej ode mnie
widzia krew i trupy.
- Nie mam pojcia, czy kiedykolwiek bd gotowa, ale jeli jest tam kto, komu
moemy pomc, to trzeba sprbowa.
Chopak spojrza mi prosto w oczy, obj mnie i przytuli. Przymknam powieki i
suchaam rytmicznego bicia jego serca. Mogabym tak sta cae wieki.
- Nic nam nie jest - powtrzy. - yjemy.
Na wspomnienie okropnoci, ktre si dziay i ktre sami czynilimy, poczuam
wzbierajcy szloch. Zdusiam go jednak i szepnam:
- Wiem, wiem.
Logan trzyma mnie jeszcze moment, a potem puci, podnis miecz i podszed do
drzwi. Podyam za nim, ciskajc Wiktora w garci. Zajrzelimy ostronie do gwnej sali.
Na pododze leeli ludzie i wygldali zupenie jak artefakty, tylko porozbijane na
wiksze kawaki. Szko, ceramika, metal i drewno pokryway marmurow posadzk jak
wystrzpiony dywan. Co tylko dao si stuc, zostao stuczone, obrazy zostay zerwane ze

cian i podeptane.
Muzeum wygldao jak po przejciu tornada - krew i kompletny chaos.
Nie wszyscy zginli. Kilka osb siedziao, przyciskajc donie do ran, eby
zatamowa upyw krwi. Inni leeli przy kolumnach, nieobecni duchem, z pustym spojrzeniem
w oczach. Jeszcze inni spoczywali w miejscu, gdzie upadli, i pakali cicho. Ramiona im si
trzsy, a zy spyway po twarzach i mieszay si z krwi i gruzem.
- Sprawd, co im jest - poleci Logan. - Ja przejd si po innych pomieszczeniach
poszuka ywych... i moe Nickamedesa.
Skinam gow. Spartanin skrci w jeden z korytarzy, natomiast ja weszam do
gwnej sali muzeum. Ptora metra ode mnie nad jakimi zwokami kucaa Morgan.
Znajdowaa si najbliej, wic podeszam do niej, ciskajc miecz i rozgldajc si za
niwiarzami, ktrzy mogli jeszcze gdzie si ukrywa.
- Morgan - odezwaam si pgosem. - Nic ci nie jest?
Walkiria odwrcia si i wtedy zobaczyam, nad kim si pochyla. To by Samson
Sorensen - jeden z najprzystojniejszych facetw w akademii. Nie y. Jego martwa twarz
cignita bya blem, puste oczy wpatryway si w sufit i odbijay blask metalowych pyt.
- Wszystko w porzdku - szepnam. - Chc ci pomc. Czy niwiarze ju poszli?
- Tak - odpara roztrzsionym gosem Morgan. - Jeden z nich wybieg z tego
pomieszczenia, w ktrym bylicie. Chyba dziewczyna. Zawoaa co do pozostaych i
wszyscy uciekli. Ju ich nie ma. Chyba wreszcie znaleli to, po co przyszli.
Zmarszczyam brwi. Nie widziaam, eby wybranka Lokiego braa jak bro czy
artefakty, a pozostali, ktrzy weszli z ni do sali, nie yli, wic nie mogli nic ze sob zabra.
Czy sztylet z Helheimu znajdowa si w innej czci koloseum? Dlaczego niwiarka i jej
przyjaciele oddalili si w takim popiechu? Gowa zacza mnie bole od pyta, na ktre nie
znaam odpowiedzi.
Morgan odwrcia si do Samsona i odgarna mu wosy z zakrwawionej twarzy.
- Wiesz, e naprawd go kochaam? Mimo e by chopakiem Jasmine i spotykalimy
si za jej plecami, to cay czas go kochaam.
Jesieni Morgan bzykaa si z Samsonem, ktry oficjalnie by chopakiem jej
najbliszej przyjaciki, Jasmine Ashton. Jasmine, o czym, nikt nie wiedzia, bya niwiark
chaosu. Poczua si tak dotknita nielojalnoci Morgan, e chciaa zoy j w ofierze
Lokiemu. I udaoby jej si, gdybym tego wieczoru nie pojawia si w bibliotece antycznej.
Ju otworzyam usta, eby powiedzie, e wszystko rozumiem, e wiem, co moga
czu do Samsona, kiedy nagle zauwayam na pododze zbliajcy si do nas cie! Moe

niwiarze wcale nie uciekli?! Przeraziam si.


Odczekaam sekund, eby cie znalaz si w moim zasigu, i gwatownie odwrciam
si z Wiktorem podniesionym ponad gow, gotowa spuci go na tego, kto si za mn czai.
- Gwendolyn! Od miecz! - zawoa Nickamedes, podnoszc rk. - To tylko ja!
Rzeczywicie, dopiero teraz poznaam bibliotekarza i zauwayam krew na jego
odzieniu oraz miecz w rce.
Marynark od garnituru mia rozdart, ze spodni wychodzia koszula, krawat zosta
ucity, tak e waciwie ocala z niego tylko wze pod brod. Na rkach mia mnstwo ci i
zadrapa, a prawa strona twarzy bya spuchnita i zaczyna mu si formowa siniak pod
okiem.
Rozejrzaam si wok i zauwayam, e oprcz uczniw akademii na posadzce ley
te kilka postaci w czarnych pelerynach. Pewnie do Nickamedesa dotar rozgardiasz, jaki
zapanowa, gdy niwiarze wtargnli do koloseum, i bibliotekarz przystpi do walki. No
oczywicie, by przecie Spartaninem, podobnie jak Logan, i mia te same umiejtnoci i ten
sam instynkt wojownika. Nickamedes pewnie goni niwiarzy, ktrzy nagle rzucili si do
ucieczki.
Bibliotekarz, w stanie rwnie opakanym jak ja, z przygnbieniem przyglda si krwi
na moim ubraniu i na Wiktorze. Po raz pierwszy zdaam sobie spraw, e by moe
Nickamedesowi nie jest obojtny los uczniw... nawet mj.
- Gwendolyn - odezwa si ponownie. - Gdzie Logan?
- Nic mu nie jest. Poszed pana poszuka.
Powoli opuciam miecz. Poczuam napywajce wyczerpanie i zrobio mi si zimno,
jakby w moje ciao wlewano, jak do szklanki, zimn wod. Popatrzyam na martwych
kolegw i koleanki, i na tych, ktrzy pakali i si wykrwawiali.
- Jak si czujesz? - spyta bibliotekarz ciepo.
- Nie jestem ranna, jeli o to panu chodzi - odparam. - Ale nie wiem, czy
kiedykolwiek jeszcze bd si dobrze czua.

Rozdzia 4

Nie pamitam, co byo potem. To znaczy niezupenie jest to prawd. Pamitam i bd


zawsze pamitaa, chobym nie wiem jak chciaa zapomnie.
Nickamedes zadzwoni do wadz szkoy i po trzydziestu minutach zaczli pojawia si
jacy ludzie. Wikszo z nich to byli nauczyciele ze szkoy, jak pan Llew od rachunkw,
pani Banba od ekonomii czy trener Lir majcy pod swoj opiek druyny pywackie. Nikt nie
wezwa policji. Zwyka policja zoona ze miertelnikw nie miaaby pojcia o tym, co si tu
wydarzyo, a poza tym nie potrafili walczy ze niwiarzami ani poradzi sobie ze skutkami
ich dziaa.
Poza nauczycielami pokazao si te kilku innych dorosych w grubych czarnych
kombinezonach. Otworzyli drzwi koloseum i wtoczyli metalowe wzki z czarnymi torbami.
Wiedziaam, e zaaduj na nie zwoki i zabior do szkolnej kostnicy. Zatrzsam si i
odwrciam wzrok.
Pani Metis i trener Ajaks te przyszli, poniewa naleeli do szkolnej rady
bezpieczestwa. Ci dwoje oraz Nickamedes odpowiadali za bezpieczestwo uczniw w
akademii. Tyle e teraz nie bylimy w akademii... i nikt nie by bezpieczny.
Najbardziej zdziwiam si, widzc w muzeum Raven, ktra obsugiwaa barek
kawowy w bibliotece antycznej. Ale to chyba tylko jedno z jej licznych zada. Raven bya
staruszk. Miaa kompletnie siwe wosy, czarne oczy i twarz pooran zmarszczkami. Nosia
dug, fadzist, bia szat, tak jak pracownicy koloseum, spod ktrej wystaway czarne
bojowe buty.
Raven stana z boku i oceniaa wzrokiem zniszczenia. Na skrzyowanych na piersi
rkach miaa nie tylko plamy wtrobowe, lecz rwnie stare, zblake ju blizny. Zauwaya,
e si jej intensywnie przygldam, i nasze oczy si spotkay. Przez moment wydawao mi si,
e pod zmarszczkami zamigotaa modsza, nieco adniejsza twarz. Najdziwniejsze jednak, e
kiedy patrzyam w jej oczy, poczuam napywajc fal blu i smutku tak gbokiego, e po
policzkach zaczy mi pyn zy. Jakby winia si za ten dzisiejszy atak.
Zamrugaam i zudzenie wyparowao. Przede mn znw bya tylko Raven sprzedajca
sodycze w bibliotece. Bl i smutek znikn i znikny te zy, ktre - jak mi si wydawao pyny mi po twarzy. Podniosam rk, ale skr miaam zupenie such. Dziwne. Naprawd.
Spojrzaam znowu na Raven. Staa koo kobiety wkadajcej zwoki Samsona na

metalowy wzek. Po chwili ruszya przez pobojowisko, zatrzymujc si od czasu do czasu,


eby porozmawia z dorosymi, ktrzy przyszli zrobi porzdek. Pewnie kolejnym z jej
obowizkw okae si nadzorowanie sprztaczek. Waciwie nie powinno mnie to dziwi,
poniewa w kocu razem z pani Metis naleaa do rady bezpieczestwa akademii.
Po chwili udao mi si zapomnie o Raven. Jej zmieniajca si twarz nie bya
najstraszliwsz rzecz, jak dzi ujrzaam. Mj wzrok powdrowa w d i zatrzyma si na
plamie krwi. Nie, widziaam duo gorsze rzeczy ni jej twarz.
Godzin po ataku znajdowaam si w gabinecie z tyu koloseum i asystowaam przy
badaniu Carsona. Pani Metis posadzia go na biurku i zdja mu koszul. Kilka minut
przygldaa si jego klatce piersiowej, mimo e nie pozostao ladu po ranie od miecza.
Potem pooya rce na ciemnych wosach chopaka i obmacaa gow, szukajc moliwych
ran. Na koniec zawiecia mu ma latark prosto w oczy i obserwowaa, jak renice reaguj
na wiato.
- Nic mu nie bdzie? - upewniam si.
Opieraam si o cian obok Logana. Po jego drugiej stronie sta Nickamedes, a trener
Ajaks tarasowa drzwi swoj potn sylwetk.
Pani Metis zgasia latark i odpara:
- Wyjdzie z tego. Obojgu nic nie jest. - Spojrzaa na Daphne siedzc na krzele jak
szmaciana lalka. Zanim poszam z Nickamedesem do sali z broni, walkiria si ockna, ale
nadal wygldaa na kompletnie wyczerpan. Co jaki czas z jej palcw spywaa saba rowa
iskierka, zupenie jakby dziewczyna wykorzystaa cay zasb magicznych si. Pewnie tak, do
leczenia Carsona.
Pani Metis skina Daphne gow. Przed kilkoma minutami zbadaa rwnie walkiri.
Teraz powiedziaa:
- Uratowaa go swoj magi.
- Pewnie to znaczy, e bd musia da ci co zupenie wyjtkowego na walentynki zaartowa jej chopak.
Daphne usiowaa si umiechn, lecz w oczach miaa bl. O mao nie stracia dzi
Carsona. Nie moga o tym zapomnie, mimo e obiekt jej uczu siedzia cay i zdrowy
naprzeciw niej. Wiem, co czua, bo miaam identyczne dowiadczenie. Logan spojrza na
mnie i mogam si zaoy, e myla o tym samym - jak kilka tygodni temu Preston Ashton
niemale zabi nie tylko nas, ale te naszego przyjaciela, Oliwiera Hektora.
Kiedy ogldziny dobiegy koca, Carson woy koszul, nie zwaajc, e bya
podarta i przesiknita krwi. Zreszt wszyscy podobnie wygldalimy.

- Jak mylicie, czego niwiarze poszukiwali? Czego chcieli? - spyta trener Ajaks,
krzyujc rce na szerokiej, muskularnej klatce piersiowej. wiato lamp pod sufitem odbijao
si od jego skry, ktra wiecia jak wypolerowany gagat.
- To znaczy oprcz tego, e chcieli zabi szeciu uczniw ipiciu pracownikw
muzeum oraz zrani dalszych kilkanacie osb? Uwaasz, e to im nie wystarczao? - zadrwi
Nickamedes.
Ajaks wzruszy ramionami. Dopiero teraz zauwayam, jaki jest zmczony. Zwykle
ten wielki, krzepki mczyzna, solidny i niezomny, bardziej przypomina granitowy pomnik
ni czowieka. Dzi jednak, pomimo postury, wydawa si jak balon, z ktrego spuszczono
powietrze.
- Szukali sztyletu z Helheimu - odparam cichym gosem. - Tego kazaa im szuka
niwiarka, ktra z nimi bya. Ta, ktra jest wybrank Lokiego. Przysza do sali z broni
specjalnie po sztylet. To z ni walczyam.
Profesor Metis na mnie spojrzaa.
- Jeste pewna, e to ona? I e chodzio o sztylet?
Skinam gow. Nauczycielka wszystko wiedziaa o nim io tym, e moja mama
ukrya go przed niwiarzami. Bya jej najblisz przyjacik, kiedy wieki temu razem uczyy
si w Akademii Mitu.
- No, to tumaczy taki frontalny atak - odezwa si ponurym tonem Nickamedes. niwiarze zrobi wszystko, eby dosta go w swoje rce.
Zapada cisza. Wszyscy zdawalimy sobie spraw, e ten sztylet by ostatni pieczci
na mitycznym wizieniu Lokiego. Jeli niwiarze kiedykolwiek go znajd, uwolni swojego
boga. Nie bardzo sobie wyobraaam, jak waciwie tego dokonaj dziki sztyletowi, ale
wiedziaam, e jeli Loki bdzie wolny, to zginie wielu ludzi. Bardzo wielu.
Tyle osb stracio dzi ycie.
- Zastanawiam si, dlaczego im si wydawao, e sztylet jest w muzeum - powiedziaa
pani Metis. - Koloseum Kriosa nie synie z kolekcji artefaktw. Specjalizuj si raczej w
ceramice i sztuce, nie w magicznych artefaktach, a ju szczeglnie nie w broni.
- Moe to co wyjani - odparam. Doni osonit rkawem bluzy signam do
kieszeni dinsw i wyjam kartk. - Zgubia to ta niwiarka, kiedy walczyymy. Nie
dotykaam jej, wic nie wiem, jakie moe mie wibracje. Po tym... po tym, co si dzisiaj stao,
chyba nie mam ochoty jej dotyka.
Pani Metis, Ajaks i Nickamedes spojrzeli po sobie. Pani Metis wzia ode mnie kartk
papieru i rozoya j na biurku. Wszyscy stanlimy wkoo i utkwilimy w niej oczy. Po

rozoeniu i wygadzeniu zajmowaa niemal cae biurko. By na niej szczegowy plan...


czego. Nie miaam pojcia czego. Sdzc po kole w lewym rogu, to co miao kopu. W
rozmaitych miejscach znajdoway si mae krzyyki, rozmieszczone bez adnego porzdku.
Wszystko razem wygldao na kompletne bzdury. Dlaczego jednak niwiarka naraaa si na
obcicie gowy, eby to odzyska?
Ajaks zakl i si odwrci. Pani Metis westchna i potara czoo, jakby zacza bole
j gowa. Tylko Nickamedes sta w miejscu, wpatrujc si w plan z zamylonym wyrazem
twarzy.
- O co chodzi? - spytaam. - Czy co si nie zgadza?
- To plan budynku - odpar Nickamedes.
Przewrciam oczami. No jasne. Tyle to i ja widz. Ale czego? Gdzie to jest? I
dlaczego jest taki wany?
Jakby w odpowiedzi na te kliwe uwagi bibliotekarz na mnie spojra.
- To plan biblioteki antycznej.
- Biblioteki? - zdziwiam si. - Po co niwiarce plan biblioteki?
Nickamedes nie spuszcza ze mnie wzroku. Nagle przysza mi do gowy myl.
- Biblioteka - szepnam. - niwiarze myl, e sztylet z Helheimu tam jest ukryty.
- Na to wyglda.
- No i? - spytaam.
-1 co?
-1 gdzie jest ukryty? Czy cay czas pan o tym wiedzia?
Z kadym sowem mwiam goniej i agresywniej. Logan pooy mi rk na
ramieniu, dajc znak, ebym si nie podniecaa. Tego dnia jednak wydarzyo si tyle
okropnoci, e ju nie potrafiam si opanowa.
53
Nickamedes zesztywnia, wyprostowa si i spojrza na mnie z wyszoci.
- Zapewniam ci - rzek - e sztyletu nie ma w bibliotece. Znam kady centymetr tego
miejsca i ju dawno bym go znalaz.
- Naprawd? A wiedzia pan, e Jasmine Ashton ukrywaa si w magazynie na trzecim
pitrze? I e trzymaa tam Czar ez? - odszczeknam si. - Jeli dobrze sobie przypominam,
uwaa pan, e czar wynis z biblioteki jaki niwiarz. Tymczasem okazao si to
nieprawd, zgadza si?
Nickamedes zaczerwieni si i otworzy usta, ale pani Metis nie daa mu doj do
sowa. Stana midzy nami, pooya mu rk na piersi, i rzeka:

- Wystarczy. Mwi do was obojga. Ktnie niczego nie rozwi. Jestem pewna, e
Nickamedes ma racj i e sztyletu nie ma w bibliotece. Inaczej ju dawno kto by na niego
trafi.
- Jednak to dlatego dzi pojawili si tu niwiarze, prawda? - wtrci Ajaks. - Bo
wikszo broni i artefaktw zostaa wypoyczona na wystaw. Z jakiego powodu
niwiarzom wydaje si, e sztylet jest ukryty w bibliotece. Pewnie myleli, e Nickamedes go
nie rozpozna, opisa jako co innego i wysa do koloseum na wystaw. Wiedzieli, e tu
atwiej bdzie im si wama ni do biblioteki.
- Nie wiadomo, na jak myl wpada genialna Grace Frost - zaszydzi Nickamedes. - I
gdzie ukrya sztylet. Czasami zupenie nie potrafiem zrozumie jej wyborw. Uwaam, e
czsto postpowaa po prostu gupio.
Na te szorstkie sowa w mojej piersi gniew strzeli jak raca. m
- A co pan w ogle wie na temat mojej mamy? - warknam, zacisnwszy pici. Ona nie yje, moe pan zapomnia? Zamordowana przez niwiarzy, poniewa nie chciaa
zdradzi miejsca ukrycia sztyletu. Wic ani sowa wicej na jej temat!
Oczy Nickamedesa pociemniay. Logan cisn mnie za rami. Czuam, jak jego palce
wpijaj mi si w skr. Bibliotekarz jeszcze chwil mierzy mnie wzrokiem, potem przenis
spojrzenie na siostrzeca i znowu zmarszczy brwi.
- Sztyletu nie ma w bibliotece - powtrzy uparcie. - Nie wiem, po co w ogle o tym
rozmawiamy. Id sprawdzi, czy pojawili si ju rodzice rannych uczniw.
Szarpniciem otworzy drzwi, wypad na korytarz i zatrzasn je za sob.
- Co mu jest? - mruknam pod nosem.
Pani Metis pokrcia gow i odpara:
- To duga historia.
Jeszcze raz spojrzaam na plan, zwracajc szczegln uwag na krzyyki. Odkd ju
wiedziaam, e to biblioteka, to nawet rozpoznawaam niektre zaznaczone obiekty. Lada do
wypoyczania i zwrotu ksiek, przy ktrej pracowaam, miejsce, gdzie niegdy znajdowaa
si Czara ez, barek kawowy. Dziwne. Codziennie przewijay si tam setki uczniw.
Spodziewaabym si raczej, e niwiarze zaznacz jakie mniej publiczne zaktki jako
miejsce ukrycia sztyletu, w ktrym od lat spoczywa bezpiecznie.
Pani Metis wzia plan i posza powieli na stojcej w kcie maszynie. Sporzdzia
kilka kopii, pewnie dla wadz szkoy. A potem z niemym pytaniem w oczach podaa mi
oryginaln kartk.
Westchnam. Po tym wszystkim, co si zdarzyo, wolaabym nie ucieka si do

mojego cygaskiego daru, ale chyba nie miaam wyboru. Musiaam znale sztylet pierwsza,
przed niwiarzami, a najwicej szans dawaa mi psychometria.
Usiadam wic w fotelu, zacisnam palce na kartce iprzygotowaam si na napyw
emocji i obrazw zwizanych z narysowanym planem.
Pierwsze, co pojawio si w mojej gowie, to obraz niwiarki ubranej tak samo jak
dzi: w czarn peleryn i gumow mask. Znajdowaa si w eleganckim pokoju. Meble z
ciemnego drewna, cikie antyczne kanapy, na cianach due obrazy, krysztaowe wazony z
czerwonymi i czarnymi rami. niwiarka pochylia si nad planem rozoonym na stole.
- Twierdzisz, e sztylet jest w bibliotece? - spytaa, odwracajc gow.
Zdaam sobie spraw, e te sowa kieruje do mczyzny. Nie mia na sobie peleryny
ani maski, wic widziaam jego twarz. Nie by to nikt z profesorw ani z innych pracownikw
akademii, nie miaam zatem pojcia, kim moe by.
- Owszem - odpar. - Potwierdzaj to wszystkie testujce zaklcia lokalizujce. Sztylet
z Helheimu ukryto gdzie w bibliotece antycznej.
niwiarka podniosa wzrok na obraz na cianie ukazujcy czarnego roka. Widziaam
ju tego ptaka na ilustracjach w podrczniku historii mitycznej, ten wizerunek jednak
ukazywa dokadnie jego wielko i dziko. Rok by tak ogromny, jak inne mityczne stwory,
na przykad grasowniki nemejskie czy fenriry, i mia potne zakrzywione szpony, ktrymi
mg unie do gry czowieka... albo rozedrze go na strzpy. Pira mia byszczce,
gboko czarne, a gbi t podkrelao czerwonawe zabarwienie - zaakcentowane na obrazie,
podobnie jak czerwony pomie w przejrzystych czarnych oczach.
niwiarka rozejrzaa si wok, a ja zdaam sobie spraw, e praktycznie wszystkie
meble i bibeloty s ozdobione malunkami bd paskorzebami ukazujcymi tego ptaka.
Krzesa, stoy, wazony, podprki pod ksiki, nawet w rogu sta jego marmurowy posg.
Jaka obsesja.
- Jeli sztylet jest w bibliotece - odezwaa si dziewczyna - to powinnimy pj po
niego, prawda?
Zacza si dyskusja na temat moliwego miejsca przebywania artefaktu i sposobu
jego wykrycia. Najwyraniej zaklcia, ktrymi Nickamedes chroni bibliotek, stanowiy
skuteczn zapor dla magii niwiarzy i dlatego nie byli pewni dokadnej lokalizacji.
Zmarszczyam brwi. Moe za sabo si koncentruj, pomylaam, bo wspomnienia
zwizane z planem wydaway mi si jakie... hm, lekko podejrzane. Umykao mi co
oczywistego. Co, co sprawiao, e to wszystko wygldao troch nierzeczywicie. Jakby nie
byo prawdziwe. Nie bardzo wiedziaam, dlaczego co mi si tu nie zgadza.

Powoli byski wspomnie i migotanie obrazw traciy na intensywnoci, co oznaczao,


e ju nic wicej z planu nie wydobd. Otworzyam oczy i spojrzaam na zgromadzonych.
- niwiarze szukali sztyletu, uywajc magii - oznajmiam. - Nie potrafi wskaza
dokadnego miejsca ukrycia, niemniej wiedz, e jest to gdzie w bibliotece.
- Jeli tak, to zrobi wszystko, eby przedrze si przez system bezpieczestwa na
kampusie i przeszuka gmach - powiedzia pan Ajaks. - Musz poinformowa o tym
Nickamedesa i Raven.
Pani Metis skina gow i Ajaks wyszed. Nauczycielka przecigle westchna.
Musiaa by chyba tak zmczona jak trener.
- Co si nie zgadza? - zagadna j Daphne. - To chyba dobrze, prawda? Nareszcie
wiemy, gdzie jest sztylet.
Pani Metis umiechna si smutno.
- Tak i nie. Dobrze, e wiemy, gdzie trzeba zacz szuka, ale biblioteka jest potna,
a on moe by wszdzie. Nawet gdybymy mieli armi ludzi do dyspozycji, to i tak dokadne
przeczesywanie wszystkich pomieszcze zajoby lata. Miejsce po miejscu, siedem
kondygnacji, nie liczc balkonw i terenu wok.
- Co jeszcze pani martwi, prawda? - odezwa si Carson.
Pani profesor skina gow.
- Najgorsze jest to, e nie tylko my wiemy, gdzie jest sztylet. niwiarze rwnie. A
oni zrobi absolutnie wszystko, eby dotrze do niego przed nami.
Potwierdzay to dzisiejsze wypadki. Pani Metis miaa racj. niwiarze pragnli
zdoby sztylet i nie dbali o to, ile osb zginie przy okazji.
To znaczy, e wszystkim w akademii grozi powane niebezpieczestwo.

Rozdzia 5

Kiedy wyszlimy z gabinetu do gwnej sali, wszystkie zwoki byy ju zabrane.


Uczniowie akademii, ktrzy przeyli atak, trzymali si w maych grupkach i przygldali si,
jak ludzie w czarnych kombinezonach robi zdjcia i wykonuj inne czynnoci, ktre zwykle
wykonuje si na miejscu zbrodni. Przy jednej z kolumn staa Raven i nadzorowaa zbieranie
dowodw rzeczowych oraz sprztanie.
Koledzy i koleanki mieszkajcy w pobliu szkoy czekali na rodzicw, natomiast inni
mieli zosta zabrani prosto do akademii. Zadzwoniam do babci Frost, eby poinformowa j,
co si stao, a ona postanowia od razu przyjecha. Dzi rano podwioza nas z Daphne do
koloseum. Umwiymy si tu z Carsonem, ktry wzi z akademika takswk.
Razem z Loganem, Daphne i Carsonem poszlimy w odwrotn stron ni wikszo
naszych kolegw. Bylimy osobno, ale niezbyt daleko od nich. Niektrzy pakali albo z
ogupia min siedzieli na pododze. Inni, jak Abigail Rose, elegancka walkiria chodzca ze
mn na literatur angielsk, prbowali pomaga potrzebujcym. Abigail rozdawaa butelki z
wod mineraln oraz chusteczki higieniczne i uspokajaa wzburzone temperamenty. Kiedy
zauwaya, e si jej przygldam, umiechna si lekko, a ja odpowiedziaam jej tym samym.
Rozejrzaam si wok. Ku mojemu zdziwieniu nie tylko ona na mnie patrzya prawd mwic, na nasz czwrk po prostu si gapiono.
Wszyscy wiedzieli ju, e walczylimy i zabilimy kilku niwiarzy. Chyba uwaali
nas za bohaterw, cho my jedynie staralimy si przey. Mielimy szczcie, e w chwili
ataku znajdowalimy si w sali z broni. Gdybymy byli w gwnym pomieszczeniu,
zostalibymy ranni. Albo gorzej.
Szczeglnie intensywnie wpatrywaa si we mnie jedna dziewczyna. Mniej wicej
mojego wzrostu, szczupa i silna, z kasztanowatymi wosami, ktre krciy si jak szalone,
zupenie jak moje, i zdumiewajcymi oczami zotej barwy, ktre wyglday jak przepikne
topazy wprawione w jej twarz. Nawet zaczerwieniony nos, brudna twarz i zy na policzkach
nie ujmoway jej urody. Ubrana bya w markowe ciuchy, jak wszyscy w Akademii Mitu.
Cigna za rkawy swojej bluzki, jakby bya za ciasna, cho tak naprawd z niej zwisaa.
Dziewczyna zauwaya, e si jej przygldam, zaczerwienia si i szybko odwrcia wzrok.
- Kto to jest? - spytaam, wskazujc j ruchem gowy.
Daphne spojrzaa ponad moim ramieniem.

- Vivian Holler. Te jest w drugiej klasie. Chyba Amazonka. Przyjani si z Savann i


Tali.
- Chyba nigdy jej nie widziaam.
Daphne wzruszya ramionami.
- Syszaam, e jest niemiaa. Niewiele mwi, duo czyta, ma dobre stopnie, nie
bardzo jej idzie na treningu z broni. Troch jak ty, Gwen.
- Super. Dziki za podsumowanie - odpowiedziaam suchym tonem.
Przyjacika przewrcia oczyma i pooya gow na ramieniu Carsona. Od ataku nie
puszczaa go nawet na krok od siebie. Chopak otoczy j ramieniem, a z palcw Daphne
wystrzelio kilka rowych iskier. Tyle strasznego si dzisiaj stao, dobrze cho, e Carson
jest zdrw. Nie wiem, co by zrobia Daphne, gdyby zgin. Nie wiem, co ja bym zrobia.
Logan zapa mnie za rk i pocign na bok.
- Nie chciaem, eby tak zacz si semestr - powiedzia - ani nie tak wyobraaem
sobie nasze spotkanie po feriach.
Umiechn si smutno. Nie, dzisiaj nic nie potoczyo si tak, jak miaam nadziej, e
si potoczy.
- Ze mn podobnie. - Zawahaam si, zanim odezwaam si znowu: - Czy mylisz,
e... e to moja wina? Ten atak?
- Dlaczego tak mwisz? - zdziwi si Logan.
Poczuam ciar w sercu i z trudem wyjkaam:
- Bo jeszcze nie znalazam sztyletu z Helheimu. Nie wypeniam polecenia Nike.
Moe, gdybym go znalaza, nic by si nie stao. Moe nikt by nie zosta poszkodowany. Moe
Carson nie zostaby ranny. Moe... moe Samson i inni jeszcze by yli.
Spartanin obj mnie ramionami. Ciepo jego ciaa przepdzio chd, ktry czuam w
kociach.
- Mwisz gupstwa, Cyganko, i sama o tym wiesz. To nie jest twoja wina. Tak jest od
czasu, kiedy bogowie umiecili Lokiego w wizieniu. Od tej pory niwiarze usiuj go
uwolni i zabijaj naszych wojownikw. Nawet gdyby nie szukali sztyletu, i tak pewnie by tu
przyszli, choby po to, eby ukra artefakty i zabi, kogo si da. Nawet przez sekund nie
moesz myle, e to twoja wina.
Skinam gow, cho wcale mu nie wierzyam. Byam przekonana, e gdybym
okazaa si inteligentniejsza, ju bym znalaza sztylet. Gdybym bya szybsza, nie
dopuciabym do zranienia Carsona. Gdybym bya silniejsza, zabiabym niwiark i pomcia
mam...

Gdyby... Czasami wydaje mi si, e to najstraszliwsze sowo na wiecie.


Logan przycign mnie do siebie. Pooyam mu gow na ramieniu, a on obj mnie i
trzyma...
- Suka! - usyszaam za sob czyj gos.
Podniosam gow i obrciam si. Za mn staa wcieka
Savannah - pikna Amazonka ze wspaniaymi zielonymi oczyma i rudymi wosami,
ktre spaday jej na plecy kaskad lokw. Bya to rwnie dziewczyna Logana, z ktr zerwa
tu przed feriami.
Staa, ciskajc w doniach butelki wody mineralnej z tak si, jakby chciaa nimi we
mnie rzuci. Jak wszystkie Amazonki bya ogromnie szybka i zwinna. Mogaby mnie waln
w gow butelk, zanim zorientowaabym si, o co chodzi.
Dziki plotkom, ktre si rozniosy po akademii, wiedziaam, e Savannah wini mnie
za to zerwanie. Przypuszczam, e miaa prawo tak to odczu. W kocu dwa tygodnie przed
feriami, kiedy ca szko wyjechalimy na festyn zimowy, zadaam od Logana, eby mnie
pocaowa albo zostawi w spokoju.
Mylaam, e nic nie jest w stanie pogorszy mojego samopoczucia, pki nie
zobaczyam blu w oczach Savanny na widok Logana trzymajcego mnie w objciach.
Dobrze znaam ten bl - czuam si tak samo, kiedy on j caowa. Chciaam tylko, eby
Spartaninowi zaleao na mnie tak, jak mnie na nim. Nigdy nie zamierzaam zrani Savanny.
A jednak to zrobiam.
Dlaczego knoc wszystko, czego si dotkn? Wyzwoliam si z obj Logana, cho i
tak byo ju za pno.
- Savannah? - powiedziaa pgosem Vivian.
Amazonka rzucia mi jeszcze jedno mordercze spojrzenie, a potem podesza do
przyjaciki i wrczya jej butelk wody. Vivian otworzya j trzscymi si rkoma i zacza
pi. Troch wylao jej si na koszul i Amazonka podaa jej chusteczki higieniczne, eby si
wytara. Jednak co chwil odwracaa si i patrzya na mnie ze zoci.
Logan westchn i rzek:
- Pjd z ni porozmawia.
- Lepiej nie, ona ma prawo by na mnie wcieka.
- Oczywicie, e ma - odezwa si jaki gos za mn. - Bo wszyscy wiedz, e Logan
ma fioa na twoim punkcie, Gwen. To ju niemal przeszo do legendy. Jak to Cyganka
utemperowaa zego Spartanina.
Usyszaam zbliajce si kroki i obok mnie pojawia si Morgan. Spojrzaa na

Savann, ktra rozmawiaa z Vivian i jednoczenie patrzya na mnie morderczym wzrokiem.


- Uwaaj, Cyganko - szepna Morgan. - Savannah wyglda sodko i niewinnie, ale
ma temperament. Lepiej jej si nie naraa. Jeli nie zejdziesz jej z drogi, szybko dorobisz si
mojej reputacji. Szkolna dziwka, ktra kradnie koleankom chopakw.
Walkiria rozemiaa si chrapliwie i wystrzelia kilka zielonych iskier. Morgan miaa
opini dziewczyny, ktra bzyka si z kadym, kto jej wpadnie w oko. Niedawno stracia
wszystkie koleanki, gdy okazao si, e za plecami najbliszej przyjaciki spotyka si z jej
chopakiem.
Nie wiem, ile Morgan pamitaa z tego wieczoru, kiedy o mao nie zostaa zoona w
ofierze Lokiemu. Dziki Czarze ez, artefaktowi obdarzonemu potn moc, Jasmine
zmienia przyjacik w bezmyln kuk. Morgan twierdzia, e nie ma pojcia o tym, co si
wwczas dziao. Lecz przeczucie mwio mi, e doskonale wszystko pamita, bo bardzo si
od tego czasu zmienia. Nie bya ju tak wyniosa i okrutna, a w czasie festynu pomoga mi
nawet ukradkiem wej do cudzego pokoju. Teraz niemal odnosiam wraenie, e mogabym
si z ni zaprzyjani, poniewa dowiadczyymy podobnych horrorw.
- Wcale nie uwaam ci za szkoln dziwk - powiedziaam pgosem. - A dzisiaj,
podczas ataku niwiarzy, ukrya si, wiedzc, e nie dasz im rady. Postpia bardzo mdrze.
Walkiria spojrzaa na mnie ze zdziwieniem i po chwili na jej twarzy pojawi si jakby
cie umiechu.
- Wiesz co, Gwen? Nie jeste taka za.
Morgan ju sobie posza, kiedy usyszaam prychnicie i zdaam sobie spraw, e
Savannah cay czas si na mnie gapi. Musiaa sysze, co Morgan mwia o fiole Logana na
moim punkcie, bo jej twarz bya wykrzywiona zoci.
Najdziwniejsze jednak, e jej oczy arzyy si i robiy coraz bardziej czerwone.
Okej, okej, niezupenie si arzyy, tylko wyglday tak, jakby przez uamek sekundy
pojawi si w nich pomie, karmazynowy blask, ktry kojarzy mi si ze niwiarzami.
Zamrugaam i czerwie nagle znika, tak jak si pojawia. Twarz Savanny znowu bya
normalna. Zaczam si zastanawia, czy sobie tego po prostu nie wyobraziam.
Pomasowaam czoo, bo nagle zacza bole mnie gowa.
- Gwen! - usyszaam znajomy gos. - Gwen!
Stanam na palcach. Przez kbicych si ludzi torowaa sobie drog starsza kobieta.
Wygldaa zupenie nie na miejscu: w fiokowej bluzce z jedwabiu, czarnych spodniach i
czarnych butach z zawinitymi noskami, zupenie jak din, ktry uciek z butelki. Od stp do
gw owinita bya w czerwone, szare i zielone jedwabne szale, ktre powieway i

pobrzkiway przyczepionymi do krawdzi srebrnymi monetami. Ten dwik odbija si od


sklepienia i powraca echem. Na ramiona miaa zarzucony szary paszcz - w kolorze jej
szpakowatych wosw. Fiokowe oczy - zupenie takie, jak moje - byszczay modzieczo na
twarzy penej zmarszczek.
Tak, wrd krwi i zniszcze w muzeum moja babcia, Geraldine Frost, wygldaa
zupenie nie na miejscu, ale poczuam si uszczliwiona jej widokiem.
Babcia zobaczya mnie i skrcia w moim kierunku.
Odsunam si od Logana i rzuciam si w jej otwarte ramiona.
- Babciu!
- Ju dobrze, dziecinko - powiedziaa, przytulajc mnie mocno. - Ju jestem z tob.
Wszystko bdzie dobrze.
Nie byam tego taka pewna, lecz jeszcze mocniej si do niej przytuliam, zamknam
oczy i przez chwil udawaam, e wiat wrci do rwnowagi.
Babcia dugo trzymaa mnie w objciach. Kiedy wreszcie pucia, spojrzaa na
Logana, ktry sta za mn.
- Rozumiem, e to ten Spartanin, o ktrym tyle mi opowiadaa? - zauwaya z
umiechem. - Jest jeszcze przystojniejszy, ni mwia. Zataia to przede mn, zotko.
- Babciu! - oburzyam si, czujc, e si gwatownie czerwieni.
Babcia spojrzaa na mnie z rozbawieniem.
-1 tak bymy si spotkali, wczeniej czy pniej. Uwierz mi, dziecinko. Nie sdziam,
e bdzie to dzi... ani e w takich strasznych okolicznociach.
Miaa racj. C mogam zrobi, trzeba byo ich sobie przedstawi.
- Logan Quinn, to moja babcia, Geraldine Frost. Babciu, to Logan. Mj eee...
przyjaciel.
A mnie skrcio, kiedy wymwiam to sowo. Niezupenie bylimy przyjacimi, ale
te Logan nie powiedzia, e jestem jego prawdziw mioci. Ani dziewczyn. Nawet nie
bylimy na randce!
Babcia i Spartanin podali sobie rce. Logan rozluni chwyt, jednak babcia zacisna
swoje donie na jego i przez moment jej oczy stay si szkliste, nieobecne, jakby patrzya w
dal. Poczuam wok nas obecno czego pradawnego i mdrego.
Babcia bya Cygank, tak jak ja, co znaczy, e te miaa magiczny dar. Widziaa
przyszo. Teraz wygldao na to, e zajrzaa w losy Logana.
- To nie twoja wina - mrukna do niego. - Nie byo to twoj win wtedy i nie bdzie
w przyszoci.

Logan zblad, jakby wiedzia, o czym ona mwi. Ju mia zada pytanie, otworzy
nawet usta, ale zaraz je zamkn.
Po chwili niewidzialna moc wok babci znika i zmienio si te spojrzenie jej oczu.
Pucia do Spartanina i cofna si o krok.
- Co takiego widziaa? - spytaam j.
Przez moment sdziam, e nie odpowie, tymczasem ona umiechna si i rzeka:
- Nic, czym naleaoby si martwi, kochanie. Poza tym tylko zainteresowanym
zdradzam ich losy. Wiesz, polityka prywatnoci i te rzeczy.
Polityka prywatnoci? Babcia bya wrk, nie prawnikiem. Niemal zawsze mwia
mi, jak miaa wizj - chyba e dotyczyo to mnie. Wizje dotyczce rodziny i przyjaci
zdarzay si rzadko - im blisza bya osoba, tym bardziej przyszo zaciemniay uczucia.
Nawet kiedy babcia miaa wizj na mj temat, rzadko dzielia si ze mn zdobyt wiedz.
Powtarzaa, e woli, abym sama podejmowaa decyzje, a nie polegaa na czym, co wcale
moe si nie zdarzy. Niemniej teraz na twarzy babci malowao si napicie, byam ciekawa,
co takiego widziaa... i czy byo to bardzo straszne.
Logan patrzy na babci niemal z uraz, jakby podzielia si jego najtajniejszym
sekretem z caym wiatem. Ciekawe, czy wizja pokazaa to, co ja sama zobaczyam kilka
tygodni temu, kiedy go dotknam: Spartanina stojcego nad zwokami kobiety i dziewczyny.
Wwczas skupiaam si na umiejtnociach walki, ale rwnie ten obraz mi si pokaza.
Ciekawe, czy to, co babcia powiedziaa Loganowi, miao co wsplnego z tym
wspomnieniem. A moe odgada, jakiej to tajemnicy chopak za nic nie chce mi zdradzi? Co
uwaa za tak strasznego, e mogoby zmieni mj stosunek do niego?
Nie miaam czasu odkry, co takiego przede mn ukrywaj, poniewa od razu si
rozstalimy. Carson, Logan i Nickamedes poszli prosto do Akademii Mitu, a babcia zabraa
mnie i Daphne do swojego domu lecego kilka przecznic od centrum Asheville. Rozstanie
nie miao by dugie, poniewa - pomimo niedawnej tragedii - rano zaczynay si lekcje.
Najwyraniej wadze akademii doszy do wniosku, e uczniowie bd najbezpieczniejsi na
kampusie. Nie dziwi si im, po tym, co stao si w koloseum. Cho raz z radoci przywitam
kamienne sfinksy strzegce bram szkoy.
Babcia zaparkowaa na ulicy i weszymy po szarych betonowych schodach. Koo
drzwi wejciowych wisiaa mosina tabliczka: Przepowiadanie przyszoci - w ten sposb
babcia sobie dorabiaa. W naszej rodzinie byo to niemal tradycj. Ja, dziki psychometrii,
dorabiaam sobie, szukajc zagubionych laptopw, komrek, kluczy, torebek, portfeli,
biuterii, biustonoszy, majtek i bokserek.

Cygaski dar pozwala mi bez trudu znajdowa zguby. Oczywicie, kiedy co si


zgubio, to nie mogam tego dotkn, ale ludzie zostawiali swoje wibracje niemal na
wszystkim, o co si otarli. eby zlokalizowa zapodziany telefon, zazwyczaj wystarczao
przejecha palcami po meblach. A jeli nie trafiaam na niego od razu, to dotykaam, co
popado - w pokoju czy tam, gdzie mnie prowadzia wizja - i w kocu si udawao.
Kiedy Daphne posza do salonu zadzwoni do rodzicw, usiadymy z babci w
kuchni. Bkitne ciany i biaa podoga z kafli czyniy z niej najweselsze pomieszczenie w
caym domu. Dzi jednak wydawaa si zimna, ciemna i ponura. Usiadam na krzele, prawie
kadc si na stole.
- Kiedy byycie w koloseum, upiekam jabecznik. Chcesz kawaek?
Wskazaa rk blach, ktra studzia si na stole. Leaa midzy dwiema puszkami na
ciastka. Jedna miaa ksztat muffinki czekoladowej, a druga bkitnego patka niegu. T
drug babcia dostaa ode mnie na gwiazdk - miaymy zwyczaj dawa sobie pod choink co
z motywem patkw niegu. To do normalne, jeli wemie si pod uwag, e nazywaymy
si Frost. W tym roku dostaam od niej dugi weniany szal, rkawice i czapk. Wszystko byo
ciemnoszare w byszczce nieynki.
- No i co, zotko? - dopytywaa babcia. - Jabecznika?
- Nie, dzikuj. Teraz nie mogabym nic przekn.
Babcia Frost znakomicie pieka, a ja uwielbiaam sodycze.
Dzi jednak sodki zapach wcale mnie nie kusi. Po tym, co si stao, jedzenie deseru
wydawao si nie na miejscu.
- Rozumiem, dziecinko. Sama nie mam ochoty je.
Babcia usiada przy stole obok mnie i wzia moj do w swoje rce, tak jak zrobia
to z Loganem. Zamknam oczy. Otoczyo mnie ciepo jej mioci i zmyo cz okropiestw.
- Czy do tego mona si przyzwyczai? - spytaam cicho, otwierajc oczy. - Do
wiadomoci, e niwiarze zabijaj wojownikw? e robi ludziom... takie rzeczy? Po walce
z Jasmine i Prestonem wydawao mi si, e wiem, do czego s zdolni. Dzi jednak, w
koloseum, byo... okropnie.
Babcia pokrcia gow.
- Chciaabym mc ci powiedzie, e z czasem robi si lej, e przywyka si do krwi i
przemocy, ale to nieprawda. Nie mog ci pomc inaczej, jak tylko bdc z tob wtedy, gdy
mnie potrzebujesz, Gwen. I tak bdzie zawsze, bez wzgldu na wszystko. Moesz na mnie
liczy.
Pomylaam o mamie. Mwia to samo. e bdzie mnie kocha bez wzgldu na

wszystko i e zawsze bdzie ze mn. Tymczasem j straciam, zostaa brutalnie zamordowana


przez t niwiark.
Nie mog nie pomci jej mierci.
Niezalenie od wszystkiego dowiem si, kim jest ta dziewczyna, a wtedy j zabij.
Moe to znaczyo, e jestem tak samo za jak zwolennicy Lokiego. Prawd mwic, miaam
ju to w nosie. Szczeglnie po tym, co dzisiaj widziaam, po tym, jak niwiarka szydzia,
wspominajc mier mojej mamy.
Z trudem odsunam od siebie smutki. Dzi byam w babcinej kuchni i o niczym
wicej nie chciaam myle. Chc si cieszy spokojem, jak dugo mog. Jutro wrc do
Akademii Mitu i zaczn szuka sztyletu z Helheimu.
Bardzo, bardzo dugi czas siedziaymy z babci w kuchni, trzymajc si za rce.

Rozdzia 6

Daphne skoczya rozmawia z rodzicami i wesza do kuchni, lecz adna z nas nie
miaa ochoty na konwersacj ani kolacj. Walkiria cay czas odczuwaa zmczenie po
objawieniu si jej talentu i po uleczeniu Carsona, wic zrobia sobie gorcy prysznic i posza
do ka, mimo e nie byo jeszcze smej. Po chwili obie z babci wziymy z niej przykad.
Staram par z lustra w azience i spojrzaam na swoje odbicie. Mokre brzowe wosy,
kilka piegw na bladej twarzy i oczy w dziwnej fiokowej barwie. Zmyam z siebie krew,
ktr byam caa umazana, i wyrzuciam ubranie do kosza. Okropne wspomnienia jednak nie
zniky, tkwiy tu pod powierzchni, gotowe w kadej chwili wypyn. Zadraam i
odwrciam wzrok.
Nie mogam spa, wic opatuliam si czerwonym flanelowym szlafrokiem i weszam
na drugie pitro. Prawd mwic, by to strych, na ktry babcia wstawia kilka mebli. Po
mierci mamy przesiadywaam tu godzinami, wygldajc przez okno, paczc i zastanawiajc
si, dlaczego tak nagle i okrutnie j straciam. Cho pytaam o to pewnie z tysic razy, nigdy
nie otrzymaam odpowiedzi.
Teraz, kiedy znaam przyczyn, wcale nie byo mi atwiej.
Wczyam wiato. Na strychu znajdoway si stosy pude uoonych w labirynt
cigncy si z jednego koca domu do drugiego. W wikszoci z nich byy zwyke mieci,
stare czasopisma, ktrych babcia jako nigdy nie wyrzucia, zniszczone ubrania, ktre ju na
nas nie pasoway, ozdoby choinkowe, ktre wycigao si na wita.
Wrd tych rupieci leay te nowsze puda - z rzeczami mamy. Jej ubrania, ksiki,
biuteria, nawet kosmetyki i ulubione perfumy o zapachu bzu. Wszystko, co zostao po niej w
naszym dawnym domu. Wszystkie codzienne rzeczy, ktrych ju nigdy nie bdzie
potrzebowaa.
Nie ruszaam tych pude, ostatnio jednak byo to konieczne. W czasie ferii
systematycznie przegldaam jej rzeczy, wycigaam jedn po drugiej, szukajc czego, co
mogoby mi zdradzi, gdzie mama ukrya sztylet z Helheimu. Miaam nadziej, e zostawia
jak wskazwk, z ktrej zbior wibracje ujawniajce mi miejsce jego ukrycia.
Okazao si to zadaniem niemal ponad moje siy.
Wszystko, czego dotknam, kady sweterek, wisiorek, oktry otaram si palcami,
przynosiy jej wspomnienia. Zupenie jakbym ogldaa kondensat jej ycia, tego, co widziaa,

zrobia, czua. Przyjemnie byo dotyka jej zabawek z dziecistwa i widzie, jak si nimi
bawi. Dziewczynka z kitkami i piegami, zupenie jak ja. Jednoczenie uwiadamiao mi to
bolenie, jak bardzo za ni tskni. I e ju nigdy nie zobacz jej umiechu, nigdy z ni nie
porozmawiam.
Dotykanie jej rzeczy byo traceniem jej ponownie, raz po raz - kilka tragedii w
kadym pudeku.
Niemniej postanowiam nie rezygnowa. Mama ukrya sztylet dawno temu, kiedy
chodzia do Akademii Mitu i bya wybrank Nike, greckiej bogini zwycistwa. Teraz moim
zadaniem, jako obecnej wybranki Nike, byo odnalezienie go przed niwiarzami.
Nadzieja powoli gasa, bo do tej pory na nic nie trafiam
- a zostao mi jeszcze tylko jedno pudo. Przycignam je do starego szarego fotela,
otworzyam i zaczam przeglda zawarto. Ubrania, stary kape, wysuszone flamastry,
kilka ksiek, rulon wierdolarwek, ktre mama zapomniaa zmieni w banku. Przedziwny
zbir przedmiotw.
Dotykaam wszystkiego, lekko zaciskaam rzeczy w doni i sigaam po magi
psychometryczn, usiujc wycisn z nich, co si da. Ale pokazao si tylko kilka
niewyranych migawek, jak mama kupuje odzie w sklepie lub ze zdenerwowaniem potrzsa
wypisanymi flamastrami. Nic nadzwyczajnego. Ze zwykych, codziennych przedmiotw,
ktre miay jedn konkretn funkcj i ktrych uywa si co dnia, jak komputery, pira,
spinacze do papieru, przewanie nie zbieraam adnych specjalnych wibracji. Potne
widzenia zdarzaj si, gdy dotykam obiektu, do ktrego kto przywizuje szczegln wag,
ktry jest dla tej osoby szczeglnie drogi, na przykad cenny piercie od pokole nalecy do
jednej rodziny czy ukochane zawieszki na choink, ktre wasnorcznie zrobio si w
dziecistwie.
Niemniej z uporem przegldaam przedmiot po przedmiocie, zagldaam do kieszeni,
wytrzsaam wszystko, co znajdowao si midzy kartkami ksiek. I nic. W kocu signam
po sweter z samego spodu, gotowa przyzna si do poraki, gdy zauwayam co pod
spodem: pudo po butach. Wycignam je i zdjam pokryw, przekonana, e jest tam para
zimowych kozakw, ktre mama przestaa nosi dziesi lat temu. Tymczasem w rodku,
owinity w bibuk, lea pamitnik w skrkowej oprawie.
Zaintrygowana, wziam zeszyt do rki. Dotykajc bibuki, ujrzaam mam przy
pakowaniu i nic wicej. Szara skrzana oprawa bya podniszczona i wyblaka, krawdzie
kartek - popkane i pomarszczone, jakby wylaa si na nie woda. Na okadce byszczay
drobinki srebra ukadajce si w powyginane ksztaty winogron i lici.

Nie miaam pojcia, e mama prowadzia pamitnik, ale teraz, kiedy go znalazam, nie
mogam si doczeka, eby pozna jej wspomnienia... i tajemnice.
Wziam gboki oddech, odwinam bibuk i z zamknitymi oczyma przesunam
palcami po mikkiej skrze. Psychometria zadziaaa od razu. Gwnie widziaam, jak siedzi
przy biurku w akademiku, bazgrolc w pamitniku. Bya wtedy moda, mniej wicej w moim
wieku - okoo siedemnastu lat. Brzowe wosy nosia cignite w luny kucyk. Zdaam sobie
spraw, e pamitnik pochodzi z czasw, gdy uczszczaa do Akademii Mitu. Jeden po
drugim przed moimi oczyma pojawiay si obrazy mamy piszcej w nim w rozmaitych
miejscach na kampusie: na trawniku na grnym dziedzicu, w eleganckiej stowce, nawet na
schodach biblioteki antycznej.
Skupiam si intensywnie na ostatnim obrazie, nie dawaam mu odej, wyostrzaam
kady szczeg z nadziej, e zobacz co, co powie mi, gdzie jest sztylet z Helheimu.
Niestety, wspomnienie pokazywao tylko, jak mama siedzi na stopniach pomidzy
strzegcymi wejcia gryfami.
W pewnym momencie spojrzaa na tego z prawej, po czym gwatownie odwrcia
gow. Nic dziwnego. Widocznie ona te dostawaa gsiej skrki na widok posgw.
Porzuciam ten obraz i surfowaam przez inne wspomnienia zwizane z pamitnikiem,
jednak nie znalazam nic wyjtkowego. Tylko uparte gryzmolenie.
Po kilku minutach wizja zacza blakn, co znaczyo, e niczego wicej si nie
dowiem. Otworzyam oczy i przerzuciam kilka pierwszych stron zapisanych piknym,
ozdobnym pismem. Nawet jeli nie zawiera wzmianki o miejscu ukrycia sztyletu, to nadal
bya to czstka mamy. Chciaam przeczyta jej dziennik, wiedzie, co robia, kiedy bya w
akademii, co mylaa o szkole, jakich miaa wrogw i przyjaci, w kim si podkochiwaa, a
szczeglnie skd braa odwag, by by wybrank Nike i walczy ze niwiarzami. Krtko
mwic, chciaam pozna jej tajemnice.
Poniewa w pudle niczego wicej nie byo, woyam wszystkie rzeczy z powrotem do
rodka, wyczyam wiato i zeszam do swojego pokoju na pierwszym pitrze. Daphne ju
spaa. Podniosam kodr i wczogaam si do ka obok niej. Walkiria mrukna co przez
sen i odwrcia si na drugi bok, iskrzc lekko z palcw. Leaam bez ruchu. Daphne
westchna cicho i z powrotem zapada w gboki sen. Pooyam pamitnik na nocnym
stoliku, a potem wsunam si gbiej pod kodr, zdecydowana zasn, eby rano nie by
kompletnie wyczerpana.
Powoli zaczam si odpra, moje myli stay si urywane i nieskadne, pojawia si
pocieszajca czer, w ktrej zatracay si horrory minionego dnia. Ju niemal spaam... kiedy

nagle za oknem rozlego si wcieke wycie.


Momentalnie otworzyam oczy.
Syszaam ju takie wycie i zazwyczaj oznaczao jedno: e co planuje mnie pore.
Nacignam kodr pod brod i, ledwie omielajc si oddycha, wytyam wzrok i
such, ale syszaam tylko Daphne. Walkiria chrapaa, jakby miaa w gardle tartak.
Wyjtkowo wkurzajce. Po jakim czasie doszam do wniosku, e to wycie musiaam sobie
wyobrazi. Po chwili znw zaczam zapada w sen... i wtedy usyszaam je ponownie.
Tym razem nie mogam udawa, e to sprawa wyobrani. Wysunam si z ka i
signam po miecz. Wyjam go ze skrzanej pochwy i na palcach podeszam do okna.
- Co si dzieje? - wymamrota Wiktor, okrutnie ziewajc.
- Chyba co jest za oknem - mruknam.
Miecz mrugn okiem, ktre w mroku byszczao jak purpurowy ksiyc.
- Chyba? To nie wiesz? Cyganko, ile razy ci to powtarzaem? Bud mnie tylko wtedy,
jeli wpadniesz w tarapaty. Albo jeli s jacy niwiarze, ktrych mog zabi.
Wiktor zatrzasn oko i wrci do drzemki. Ze zoci na niego spojrzaam,
zastanawiajc si, czy porzdnie nim nie potrzsn, eby si obudzi. Jednak ju si
przekonaam, e adne szykany nie nakoni go do porzdnego zachowania. Moe i by
przedmiotem gwnie nieoywionym, niemniej zawsze robi, co chcia.
Schwyciam go mocniej, odsunam zason i wyjrzaam na zewntrz.
Niczego nie zobaczyam... absolutnie niczego.
Nie, to nieprawda. Nie widziaam niczego podejrzanego. Okno wychodzio na
podwrze, na ktrym rs duy klon.
Jego gazie rozcigay si szeroko, tak e stukay o szyby. Kiedy byam maa,
wspinaam si na niego i, siedzc na gazi, czytaam komiksy. Mama dostawaa gsiej
skrki. Babcia podobnie. Bay si, e spadn i skrc sobie kark, ale ja lubiam si wspina,
byam w tym dobra. Dziki mojemu darowi zawsze wiedziaam, ktre gazie s najsilniejsze
i nie zaami si pode mn.
Teraz gazie chwiay si, jakby trzso nimi tornado. Dziwaczne. Nic innego si nie
ruszao, krzaki z tyu podwrka byy nieruchome, natomiast drzewo wygldao, jakby wanie
wystartowaa z niego gromada ptakw.
Ptaki podsuny mi myl, eby spojrze wyej - i zobaczyam jaki cie na niebie,
ktry - zdawao si - okra dom.
Przypomniaam sobie wszystkie paskorzeby i figurki ptaka roka, jakie widziaam,
kiedy dotknam planu zgubionego przez niwiark. Czyby wysaa roka, eby mnie ledzi?

Zaglda w moje okno? Moe nawet eby rozbi szyb, zabra plan i mnie zabi? Zatrzsam
si i mocniej cisnam miecz w doni.
Wpatrywaam si w ciemno za oknem, w lewo, w prawo, w gr, w d, szukajc
roka, grasownika nemejskiego czy innych mitycznych stworw, ktre mogyby czai si w
chmurach na niebie lub w cieniach na ziemi. Nic jednak nie widziaam. Nie byo bardzo
pno, ale mrz zdoa ju przyozdobi wszystko w srebrne uski. Podobaoby mi si to,
gdybym nie wiedziaa, co moe kry mrok...
Wycie ponownie si powtrzyo. Zamaram, czekajc, a si nagle urwie, tak jak
poprzednio. Tymczasem dwik wci trwa, czynic haas niczym auto na jaowym biegu.
Wsuchaam si wic we i wtedy dotaro do mnie, e to nie grasownik nemejski,
ktrego si obawiaam. Nie, grasownik wydawa syczcy ryk, a to wycie bardziej
przypominao... psa. Wielkiego, zego psa.
Od ciany garau za domem oderwa si jaki cie, wsun si w krzewy i przenikn
przez dziur w ogrodzeniu. Za potem rozcigay si nieuytki poronite wrzocami i
jeynami. Wytyam oczy, wypatrujc tego jednego cienia, zgadujc, co to mogo by.
Na pewno to co miao cztery nogi i ogon - mg to by bezpaski pies... albo wilk
fenrir.
Niedawno pomogam rannemu fenrirowi. Po tym wypadku stworzenie niemal zaczo
traktowa mnie jak przyjaciela. Niemniej nie widziaam go od czasu wyjazdu z kurortu
Powder. Pani Metis i inni profesorowie go szukali, ale zwierz schronio si w grach.
Waciwie cieszyam si z tego. Mimo e Preston je tresowa, bi i kaza mnie zabi, to
stworzenie wcale nie byo ze. Miaam nadziej, e doczy do stada i bdzie biega po grach
z pobratymcami.
Dlaczego wilk miaby by dzi pod moimi oknami? Jak zdoaby mnie tu wyledzi,
tak daleko od kurortu? I po co?
Raptem do gowy przysza mi inna, przeraajca myl. A moe to nie mj wilk, nie
ten, ktremu pomogam, tylko inny, ktrego wysali niwiarze, eby mnie zabi? Daphne
powiedziaa, e jeli kto im si narazi, to nie popuszcz, pki go nie wykocz. A ja w tym
krtkim czasie, jaki spdziam w akademii, zrobiam ju mnstwo, eby ich wkurzy.
Ukucnam przy oknie i cay czas penetrowaam ciemnoci. Nic jednak si nie ruszao
- ani na drzewie, ani na niebie, ani w mroku na ziemi. Westchnam z ulg. Cokolwiek to
byo, ju sobie poszo. Przynajmniej dzi bdzie spokj.
Mimo to duo czasu mino, zanim si pooyam, a jeszcze wicej, zanim zasnam.

Rozdzia 7

Nastpnego dnia wczenie rano babcia Frost przywioza Daphne i mnie do Akademii
Mitu. Normalnie wsiadabym w autobus, ktry dowozi turystw z Asheville do eleganckiego
przedmiecia, Cypress Mountain, gdzie miecia si szkoa, lecz po wczorajszych
wydarzeniach babcia upara si, eby nas odwie. Zmusia mnie te do obiecania, e nie
bd si wymyka z kampusu, eby si z ni zobaczy, jak robiam do tej pory. Nie chciaam
jej martwi, wic zgodziam si, cho niechtnie.
Wysadzia nas na parkingu za sal gimnastyczn. Przed nami bya duga kolejka
limuzyn z kierowcami odwocymi naszych kolegw i koleanki, ktrzy wysiadali, zabierali
markowe torby, adowali je na wzki golfowe i jechali do akademikw. Zanim
wycignymy z Daphne nasze bagae, wzki byy ju rozparcelowane, wic musiaymy
czeka, a kto odprowadzi pusty.
- Wszyscy s bardzo przygaszeni - mrukna Daphne, trzymajc w rku trzy wypchane
walizy, jakby nie wayy wicej ni rowa torebka na ramieniu. - Bardzo dziwne.
Miaa racj. Panowa zdumiewajcy spokj. Zazwyczaj uczniowie miali si, wysyali
esemesy i plotkowali na temat tego, kto si z kim zszed i kto si rozsta w czasie przerwy, ale
dzi mieli zwieszone gowy i donie schowane w kieszeniach dinsw. Nawet ci, ktrzy nie
poszli wczoraj do koloseum, czuli strach i smutek po ataku niwiarzy. Brutalnie przypomnia
nam, po co jestemy w akademii.
W kocu doczekaymy si wzka i mogymy rusza do akademikw. Zaniosymy
bagae do pokojw i o wp do smej rano znowu musiaam walczy o ycie. Tym razem
tylko w sali gimnastycznej z Loganem i jego przyjacimi, Oliwierem Hektorem i Kenziem
Tanak.
Szybko machaam mieczem, przed twarz Logana, za kadym razem zbliajc si do
jego gowy.
- Ha! - krzyknam, byskajc mu mieczem przed nosem. - Co na to powiesz?
Spartaninowi rozemiay si oczy. Nic nie mogo go bardziej uszczliwi ni walka szczeglnie e niemal zawsze wygrywa.
- Niele, Cyganko - oceni. - Nareszcie uczysz si atakowa, a nie tylko broni. Ale co
zrobisz teraz?
Spartanin wykona ca seri jeszcze szybszych i bardziej skomplikowanych

manewrw i po dziesiciu sekundach dotkn mieczem mojego garda.


- A tak dobrze szo - mrukn niezadowolony Wiktor.
- Zamknij si - poleciam mu z umiechem.
Tak, to prawda, e Logan znowu zabi mnie w pozorowanej walce, lecz po raz
pierwszy, odkd zacz ze mn trening, na policzkach mia rumieniec. Nie dysza z wysiku,
niemniej musia nieco przyoy si do zwycistwa. A to duo, biorc pod uwag, e by
najlepszym wojownikiem w akademii.
Oczywicie, kiedy przed kilkoma tygodniami pocaowaam Logana, miaam dotyczce
go widzenie i niejako zaimportowaam wszystkie jego umiejtnoci w walce. W ten wanie
sposb udao mi si nie dopuci, by Preston nas zabi. Jednak podczas sparingu z Loganem
nie korzystaam z tego udogodnienia. Chciaam nauczy si walczy i chyba wreszcie
zaczam robi postpy.
Spojrzaam na Kenziego i Oliwiera, ktrzy siedzieli rozwaleni na awkach.
- Jaki czas? - spytaam.
Kenzie spojrza na komrk.
- Dwie minuty i sekunda. O ponad minut duej ni ostatnim razem, przed feriami.
- Cakiem niele wygldasz, Cyganko - powiedzia Oliwier, podnoszc do gry kciuk i
posyajc mi promienny umiech.
Walczylimy ju na miecze przez p godziny. Nadszed czas na bro dalekosin, w
czym specjalizowali si Kenzie i Oliwier. Teraz Logan z Kenziem zajli si ustawianiem
tarczy i wyborem konkretnego uku, a ja podeszam do Oliwiera, ktry pisa esemesa.
- No i jak miny ci ferie? - spytaam go.
- Dobrze. Mnstwo jedzenia, rodzina, wiesz, to co zwykle.
- A spotkae jakiego przystojniaka?
Oliwier spojrza na komrk i si zaczerwieni.
- Moe.
- Naprawd? To wietnie. Musisz mi wszystko opowiedzie.
Oliwier przeczesa jasne wosy palcami i odpar:
- Chyba na to za wczenie. Wiesz, jeszcze si z nim nie umawiam ani nic. Poza tym
cay czas zaley mi na Kenziem.
Chopak rzuci okiem na najbliszego przyjaciela, ktry akurat dyskutowa z Loganem
na temat zalet rozmaitych typw kusz. Na widok Kenziego serce nie bio mi tak mocno, jak
na widok Logana, ale chopak te by przystojny: czarnowosy, z ciemnymi oczyma. Przed
feriami dowiedziaam si, e Oliwier si w nim kocha, a Kenzie, ktry nie by gejem, nie mia

o tym pojcia.
- Chcesz o tym porozmawia? - zapytaam mikkim gosem.
Oliwier pokrci gow.
- Nie. Jako sobie poradz, tylko potrzebuj czasu. - Wyszczerzy do mnie zby i
powiedzia: - Moe dla odmiany ty by chciaa pogada, na przykad o tym fajnym
naszyjniku, ktry masz na sobie? Jak tam midzy tob a Loganem?
Dotknam palcami srebrnych drucikw wok szyi i podniosam wzrok na Logana,
nadal pogronego w rozmowie z Kenziem.
- To takie skomplikowane... No wiesz, wczoraj nie mielimy czasu porozmawia.
Twarz Oliwiera zachmurzya si.
- Wiem. Logan zadzwoni wczoraj do mnie i do Kenziego i powiedzia nam, co si
stao. Nie wierz, e niwiarze zaatakowali koloseum, bo spodziewali si tam znale sztylet.
To okrutne, nawet jak na nich.
Nie zdyam mu odpowiedzie, bo otworzyy si drzwi na drugim kocu sali
gimnastycznej i stany w nich dwie dziewczyny i chopak. Zagldali do rodka, jakby
spodziewali si zobaczy co interesujcego. Rozejrzaam si, lecz wszystko wygldao tak
jak zawsze. Z belek zwisay transparenty ogaszajce zawody w ucznictwie, szermierce,
pywaniu i innych sportach, a na dwch przeciwlegych kocach sali ustawiono drewniane
awy. Pod cianami znajdowao si kilka stojakw z broni.
Jednak tamci musieli zobaczy to, czego si spodziewali, bo weszli do rodka. Na
wyoonych matami podogach sycha byo ich kroki.
- Kto to jest? - spytaam. - I jak mylisz, po co tu przyszli?
Oliwier rzuci na nich okiem i odpar:
- Z pierwszej klasy. Nie pamitam, jak si nazywaj, ale widziaem ich na kampusie.
Do Akademii Mitu chodzio si od szesnastu lat (pierwsza klasa) do dwudziestu jeden
(szsta). Starsi uczniowie utrzymywali stosunki towarzyskie, lecz nikt nie zadawa si z
pierwszakami, nawet kumple z mojej klasy, ktrzy byli tylko o rok starsi.
Trjka dzieciakw podesza na palcach do aw, usiada niedaleko i zacza si w nas
wpatrywa, jakby czekali na co zdumiewajcego. Chopak oprcz plecaka mia kij, a
dziewczyny miecze. Nic niezwykego. Waciwie kady w szkole zabiera na lekcje ulubion
bro. Bya ona oznak statusu spoecznego, podobnie jak modne komrki czy laptopy. Poza
tym po niej poznawao si, jakim kto jest wojownikiem i jakie ma magiczne dary.
Logan i Kenzie skoczyli wreszcie z tarcz i podeszli do nas. Logan spojrza na
pierwszakw, a potem na nas z Oliwierem. Wzruszylimy ramionami. Nie mielimy pojcia,

kto to jest ani czego chc. Zazwyczaj rano, przed rozpoczciem lekcji, w sali bylimy tylko
we czwrk.
- Szukacie czego? - spyta ich Logan.
- Eee... chcielimy... eee... was poobserwowa - odpara jedna z dziewczyn. Dowiedzielimy si, e co dzie rano trenuje tu Logan Quinn. To ty, prawda?
Logan zmarszczy brwi.
- Taaa, ale dlaczego chcecie mnie obserwowa? Tylko trenujemy. To samo codziennie
robicie na wuefie.
- Bo wczoraj zabie niwiarzy w koloseum - wyjani chopak. A oczy mu si
wieciy z podniecenia. - Byo super? To znaczy sama walka? Zao si, e wietnie ci szo.
Jego sowa uwolniy potok wspomnie. Przez moment miaam wraenie, e znowu
jestem w koloseum. Zobaczyam, jak niwiarz przebija Carsona, usyszaam krzyk Daphne. I
poczuam krew... krew, ktr wszystko byo oblane. Od smrodu zakrcio mnie w nosie.
odek podszed mi do garda, serce zaczo bi jak szalone.
- Super? - warknam. - W ogle nie byo super. Byo ciko, strasznie i
niebezpiecznie. Cay czas chciao mi si rzyga. Tylko idiota mgby uwaa, e byo super.
Chopaka zamurowao tak, e zapomnia zamkn buzi.
- No wiesz, jeste zazdrosna, e nie zabia tylu niwiarzy co Logan - obruszy si. Podobno tylko jednego, a on cay tuzin.
- A skd im si wzi tuzin? Logan zabi dwch, a nie dwunastu. Najwicej na koncie
miaa Daphne, bo trafia trzech.
- Czy ten gwniarz kwestionuje twoje umiejtnoci? - mrukn Wiktor. - Moe
pokaesz mu, kto tu rzdzi, co, Gwen?
Mocniej cisnam Wiktora, eby zaguszy jego sowa, niemniej rozzociam si. I to
a tak, e postpiam gronie w stron chopaka. Zorientowaam si dopiero, kiedy Logan
zapa mnie za rami.
- Spokojnie, Cyganko - szepn. - Uspokj si. On nie wie, co mwi.
Gboko odetchnam i rzekam:
- Nie powinien gada o rzeczach, o ktrych nie ma pojcia.
Chopak spojrza na mnie wyniole, a kiedy Logan pozwoli, eby przygldali si
treningowi, umiechn si zwycisko. Podeszam do tarczy i zaczam wiczy strzelanie z
uku. Kenzie i Oliwier stali z boku i podrzucali mi dobre rady.
Moe zestresowaam si publicznoci, a moe wkurzy mnie ten chopak, w kadym
razie rezultat by taki, e moja wczeniejsza pewno siebie znikna i raz za razem

pudowaam, co mnie oczywicie dobijao i denerwowao.


- Rety - usyszaam po ktrej nieudanej prbie, kiedy strzaa, zamiast trafi w tarcz,
zsuna si po cianie. - Jak jej si udao zabi niwiarza? Jest kompletnie lewa.
Dziewczyny zgodziy si z koleg.
- Wiecie - powiedziaa jedna z nich - co w niej musi by wyjtkowego, nie? To chyba
ona przeya lawin podczas festynu? Ta dziwaczna Cyganka, nie?
- Moe z pogod idzie jej lepiej ni z broni. Prawd mwic, trudno radzi sobie
gorzej. - Chopak rozemia si ze swojego kiepskiego artu.
Moja rka zacisna si na uku. Miaam ochot podej i waln nim chopaka w
gow.
- Nie daj si wkurzy - powiedzia Oliwier, podajc mi nastpn strza. - Nie maj
pojcia, o czym mwi. Nie wiedz, e radzisz sobie wietnie, jeli wzi pod uwag, e nie
trenowaa przez cae ycie, tak jak my.
Wiedziaam, e Oliwier ma racj, lecz nie uciszyo to docinkw pyncych z tyu ani
nie umierzyo mojego gniewu. Niemniej zacisnam zby i podniosam uk na wysoko
ramienia, zdecydowana jak najszybciej skoczy ten trening. Wycelowaam i wypuciam
strza.
Nastpne podejcie, kolejne pudo. Drwiny robiy si coraz goniejsze. Miaam
wraenie, e odbijaj si od sklepienia i wracaj zwielokrotnione.
Westchnam. Nie musiaam mie daru jasnowidzenia, jak babcia Frost, eby
wiedzie, e cay dzie taki bdzie.
Kiedy upokarzajcy trening wreszcie dobieg koca, wyszam z sali. Grny
dziedziniec by sercem Akademii Mitu. Otaczao go, na ksztat gwiazdy, pi budynkw, w
ktrych spdzalimy wikszo naszego czasu: nauk humanistycznych, nauk cisych, sala
gimnastyczna, stowka i biblioteka antyczna.
Z daleka gmachy, zbudowane z szarego kamienia, z wysokimi, smukymi oknami,
wyglday na stare i pretensjonalne. Blisze spojrzenie ujawniao, e grube odygi bluszczu
czepiay si drzwi i okien jak kociste zielone palce, a balkony, wiee i blanki sterczay we
wszystkie strony jak noe i byszczay w zimowym socu. Kiedy patrzyam na wiee, zawsze
wydawao mi si, e ostrymi pinaklami bod niebo.
No i jeszcze posgi.
Gryfy, gargulce, smoki, Minotaur, chimery i dziesitki innych mitycznych stworw
pokrywao od gry do dou wszystkie budynki bez wyjtku. Gdzie nie spojrze, szpony,
pazury, zby dusze ni moje palce. Te zowrogie posgi nie tylko byy realistyczne, ale te

realistycznie ukazyway wszystko, do czego dane stwory s zdolne. Najgorsze, e cay czas
miaam wraenie, e ich otwarte oczy bez powiek ledz kady mj ruch. Zupenie, jakby w
posgach, pod kamienn powok, kryo si co, co czeka, eby mnie pore. Na kampusie
nie mogam uwolni si od ich zimnego, nieruchomego spojrzenia.
Dzi jednak nie tylko one mi si przyglday.
Mylaam, e wystarczy przetrwa trening, tymczasem mki trway cay dzie. Od
samego pocztku, odkd zaczam chodzi do Akademii Mitu, wszyscy mnie ignorowali. Nie
byam ani tak bogata, jak inni, ani tak adna, ani popularna, ani te nie pochodziam z
wpywowej rodziny. Jeli w ogle ktokolwiek mnie zauwaa, to tylko dlatego, e miaam
widzenia. I tylko wtedy, gdy miaam znale zgub: telefon, laptop albo szeciopak piwa,
ktry kto przeszmuglowa do pokoju.
Ale dzi byo inaczej.
Na kadej przerwie wszyscy na dziedzicu odwracali gowy i wytrzeszczali oczy,
jakbym bya kobiet z brod w cyrku. Od sali do sali przemykaam ze spuszczon gow,
jakby mogo mnie to jako ochroni przed ciekawskimi spojrzeniami.
Tymczasem w klasie wcale nie byo lepiej ni na korytarzu. Na kadej lekcji
uczniowie gapili si i szeptali, zasaniajc usta rk, albo przesyali sobie esemesy, a w
kocu wszyscy wiedzieli, co si stao. Najwyraniej rozesza si plotka, e wczoraj byam w
Koloseum Kriosa i e zabiam niwiarza. Niektrzy posyali mi niemiae umiechy, lecz
wikszo prychaa i potrzsaa gowami z niedowierzaniem. Jakbym po prostu miaa
szczcie, e zabiam niwiarza. Moe i miaam. Jednak to nie dawao im prawa do osdzania
ani do nabijania si ze mnie.
Pogoski krce po kampusie byy po prostu absurdalne. Wahay si od ograbienia
muzeum przez niwiarzy, eby zastawi zoto i szlachetne kamienie w lombardzie, po zabicie
przez Logana dwudziestu wrogw i odstraszenie reszty. Nikogo nie interesowao, jak byo
naprawd. Im fantastyczniejsza historia, tym lepiej si esemesowao na jej temat.
Zanim nadesza pora obiadu, miaam ju do ukradkowych spojrze i kliwych
uwag. Do tej pory nie zdawaam sobie sprawy, jak fajnie by ignorowan.
- Niech si ju przestan gapi - narzekaam. - O co chodzi, do diaba? Nie wiedz, e
po prostu mielimy szczcie?
- Wikszo chyba zdaje sobie z tego spraw - odpar Carson - tylko niemal kady z
nich zna kogo, kogo niwiarze zamordowali. Dla dzieciakw, ktre straciy rodzicw albo
kolegw, myl, e ty, Logan i Daphne zabilicie ich w bitwie, jest pocieszajca. Jakby to
dawao im cho raz przewag nad zoczycami. Jakbymy zemcili si w ich imieniu.

- Mimo e zgin Samson i inni?


Chopak wzruszy ramionami. Nie wiedzia, co na to odpowiedzie.
Westchnam i zaczam dzioba widelcem w talerzu z delikatnej porcelany. Nie
bardzo wiedziaam, co takiego dostaam. Przypominao jaki ozdobny makaron w sosie i co,
co wygldao na stek z sosem marinara. Jednak w Akademii Mitu nigdy nic nie wiadomo.
Rwnie dobrze mogo si okaza, e tajemnicze miso to limaki.
Brrr, naprawd limaki. To wanie podawano w stowce na niadanie, obiad i
kolacj. Poza tym inne paskudztwa, jak wtrbk, cielcin i homara. Powanie, wtrbka na
niadanie. Fuj! Kucharze gotowi byli usmay omlet z wtrbk, cebulk, kozim serem i
jakimi tajemniczymi zioami, jeli kto mia ochot tak zacz dzie. Nie wiem, dlaczego
wadze szkoy nie pomylay, eby da od kuchni czego normalnego... albo przynajmniej
zamawia w cateringu. Czasami zgodziabym si na dodatkowe zadanie domowe, eby tylko
dosta czekoladowy milkshake z restauracji Pork Pit.
Biorc pod uwag mae porcje i brak zwykego jedzenia, na obiad zazwyczaj
wybieraam jak saatk z grillowanym kurczakiem. Trudno zepsu surowe warzywa, cho
kucharze w akademii robili wszystko, co mogli. Wycinali marchewki, saaty i pomidory w
dziwne ksztaty i marynowali je w cudacznych sosach. Dzi jednak, w zimny styczniowy
dzie, miaam ochot na co gorcego, wic wybraam makaron. A teraz tego aowaam.
Odsunam misk i signam po deser: mus czekoladowy, mj ulubiony. Hm,
przynajmniej wygldao jak mus czekoladowy. Naczyko byo bardzo malutkie, tak e w
rodku miecio si niewiele ponad yeczk specjau. Wadze akademii wyranie skpiy
sodyczy.
Powinnam by chyba wdziczna, e kto nie przyszed, eby podpali mj deser. Z
jakich powodw kucharze w akademii uwielbiali igra z ogniem i w menu zawsze by co
najmniej jeden deser, ktry musieli podpali, zanim pozwolili go zje. Naprawd, daleko im
byo do wypiekw babci Frost.
Nagle w ucho wpady mi piskliwe chichoty. Odwrciam si w stron rda dwiku.
Podobnie jak wszystko w szkole, jadalnia te bya strasznie pretensjonalna. Znajdowao si tu
wicej zbroi anieli w caym Koloseum Kriosa. Rycerze z metalu, trzymajc w doniach
byszczce miecze i topory, stali na stray pod cianami, tu pod obrazami olejnymi
przedstawiajcymi czyny mitycznych bohaterw.
Okrge stoy przykryte biaymi serwetami i zastawione eleganck zastaw, platynowe
sztuce, krysztaowe wazony z ywymi narcyzami nadaway szkolnej jadalni wygld
piciogwiazdkowej restauracji. To nie wszystko, porodku znajdowao si patio z ogrodem.

W czarnej glebie rosy oliwki, drzewa migdaowe i pomaraczowe. Wok ich pni i gazi
wiy si pdy winnej latoroli. Pomidzy rolinami stay posgi bstw opiekujcych si
zbiorami, winem i jedzeniem, jak Dionizos i Demeter, ktrzy kamiennym wzrokiem
wpatrywali si w uczniw pochaniajcych drogie przystawki.
Znowu usyszaam chichot. Tym razem udao mi si okreli jego rdo. Koo stou,
przy ktrym siedzia Logan z Kenziem i Oliwierem, staa dziewczyna, jedna z tych, ktra
rano przysza do sali gimnastycznej. Powiedziaa co do Logana, a potem podaa mu kartk i
piro. Spartanin czu si skrpowany, a Kenzie i Oliwier zasaniali usta rkami, jakby z
trudem powstrzymywali miech.
- Czyby Logan da jej autograf? - zdziwia si Daphne. Zabbnia w stolik i spod
palcw trysny strumienie rowych iskier.
- Na to wyglda - powiedzia Carson.
Dziewczyna umiechna si do Logana, ponownie zachichotaa i pobiega do
koleanek. Usiada przy stoliku i pokazaa im kartk. Tym razem wszystkie wybuchy
miechem.
- O rety - mruknam. - Dziwne, e nie cign bluzek i nie dadz mu biustonoszy do
podpisania.
Daphne podniosa brwi.
- A tak zazdrosna? - skomentowaa.
Osunam si nieco niej w krzele.
- Nie jestem zazdrosna. To znaczy niezupenie. Przecie nie mam do niego adnego
prawa.
Chciaam pogada ze Spartaninem dzi rano podczas treningu, ale nie miaam szans,
bo pojawili si Kenzie i Oliwier. A potem Logan wybieg z sali, mwic, e musi wrci
przed lekcjami do akademika. Miaam wraenie, e mnie unika. Ciekawe, czy ma to co
wsplnego z tym, co wczoraj usysza od babci Frost: e to nie jego wina, ani w przeszoci,
ani w przyszoci.
Walkiria podniosa brwi.
- Daj spokj, Gwen. Na gwiazdk da ci diamentowy naszyjnik. Powiedziaabym, e
to do wyrany sygna, e ci bardzo lubi. A poza tym walczy u twojego boku w koloseum.
- Wiem, wiem - westchnam. - Szkoda tylko, e nie jestem pewna, na czym stoimy.
Chciaabym si tego wreszcie dowiedzie.
Od stolika pierwszakw wstaa nastpna dziewczyna i wzia autograf. Przewrciam
oczyma.

- Mona by si spodziewa, e od nas wszystkich bd bra autografy - mruknam. W kocu te tam bylimy, a ty ocalia Carsonowi ycie.
- Bd ci wdziczny do grobowej deski - powiedzia chopak, ciskajc do Daphne.
Zamiast si ucieszy jego sowami, walkiria zrobia niepewn min, a po chwili
zabraa mu rk.
- Przypomniaam sobie, e musz lecie do biblioteki po ksik na nastpne zajcia powiedziaa. - Do zobaczenia pniej.
Zapaa swoj torebk firmy Dooney&Bourke i wypada z jadalni, siejc za sob
magicznymi iskrami.
- Co jej si stao? - zdziwiam si.
Carson wzruszy ramionami. Widocznie te nie wiedzia. Daphne atwo wpadaa w
zo i miaa niezy temperament, ale jeszcze nigdy nie ucieka w poowie posiku.
Szczeglnie e niczym si nie zdenerwowaa. Dziwne.
Znowu dobiegy nas chichoty. Odwrciam gow i zobaczyam, e do Logana
podchodzi trzecia dziewczyna. Palce same zacisny mi si na widelcu.
Nie tylko ja zauwayam nowy fanklub Logana. Savannah, oddalona kilka stolikw od
nas, posyaa mordercze spojrzenia swojemu byemu chopakowi. Siedziaa razem z Tali
Pizarro i Vivian Holler. Przypomniaam sobie, jak Daphne mwia, e s przyjacikami.
Naturalnie, znaam Tali, bo chodziymy razem na wuef i czsto toczyymy
pozorowane walki. Czasami wpadaa rwnie na mj poranny trening ze Spartanami, bo
chodzia z Kenziem. Talia bya wysoka, szczupa, czarnoskra i miaa czarne, krtko obcite
wosy. Teraz opowiadaa co, gestykulujc, ale Savannah jej nie suchaa. Vivian rwnie, bo
siedziaa pochylona nad ksik i wok palca okrcaa pasmo kasztanowatych wosw.
Pierwszy dzie po feriach i ju odrabia zadanie domowe? Nawet ja nie byam tak pilna.
Savannah musiaa poczu na sobie mj wzrok, bo odwrcia si i nasze spojrzenia si
spotkay. Znowu odniosam wraenie, e w jej oczach ponie ogie.
Poczuam si nieswojo. Kilka razy widziaam tak karmazynow iskr, zawsze w
oczach niwiarzy albo stworze, ktre im suyy. Czy Savannah... czy to moliwe, eby
Savannah te bya... niwiark?
Moe nawet t, ktrej poszukuj? Wybrank Lokiego?
Nie wiem, skd mi si wziy te myli. Nie mogam si od nich wyzwoli. Siedziay
uparcie, jakby kto wbija mi je motkiem w czaszk. Zacza mnie od tego bole gowa i
wrcia palca nienawi do dziewczyny, ktra zabia mi mam. Z caej siy cisnam
widelec, wyobraajc sobie, e wbijam go w serce Savanny. Nie uwaaam si za osob

agresywn, niemniej ten obraz wyjtkowo podnis mnie na duchu.


- Gwen? - usyszaam nagle. - Nic ci nie jest? Wygldasz, jakby ci co rozzocio.
Martwisz si czym?
agodny, zmartwiony gos Carsona przebi si przez moj zo. Odwrciam wzrok
od Savanny i pokrciam gow. Niemal natychmiast wcieko ustpia, ale gowa bolaa
nadal, jakby zaczynaa si migrena. Cudownie. Tylko tego byo mi potrzeba.
Dobrze mi tak. Pokarao mnie za to, e jestem panikar i paranoiczk. Savannah nie
jest niwiark. Niemoliwe. Bya przecie wczoraj razem z Vivian w koloseum i zostaa
zaatakowana tak jak reszta z nas.
Savannah zacisna usta w cienk lini, a potem powiedziaa co do Talii. Po chwili
druga Amazonka te piorunowaa mnie wzrokiem. Nawet Vivian, cho nie tak wrogo
nastawiona jak jej koleanki, rzucaa mi oburzone spojrzenia za kadym razem, gdy
przewracaa kartk.
Westchnam. Tak, wiem, e Savannah winia mnie za rozstanie z Loganem, sama te
si o to obwiniaam, jednak Talia mogaby sobie darowa. W kocu nie zrobiam tego
celowo. Poza tym nawet nie wiadomo, jak okreli to, co jest midzy mn i Loganem: czy
jestemy par, przyjacimi czy czym porednim. Ta niepewno doprowadzaa mnie do
szalestwa do tego stopnia, e zaczam posdza Savann o bycie niwiark. We si w
gar, Gwen.
W kocu, zmczona wszystkim, a gwnie emocjami, wstaam i wziam do rki szar
raportwk.
- Dokd idziesz? - zainteresowa si Carson.
W stowce znowu rozlegy si chichoty i nastpna dziewczyna pochylia si nad
Loganem. Gowa bolaa mnie coraz mocniej.
- Gdzie, gdzie jest cicho i nie rozdaj autografw.

Rozdzia 8

Dzie cign si strasznie, jednak w kocu nadesza pora szstej lekcji - historii
mitycznej. Usiadam w awce za Carsonem, akurat gdy zabrzmia dzwonek.
Po chwili do sali wesza profesor Metis. Oliwkowa skra, krpe ciao, okulary w
srebrnych oprawkach, wosy zwizane w ciasny kok - wygldaa niby jak zwykle, ale bya
jaka poszarzaa, zmczona, przygarbiona. Wprawdzie wczoraj Daphne uzdrowia Carsona,
niemniej caa reszta poszkodowanych uczniw przypada pani Metis. Wygldao na to, e
nauczycielka, podobnie jak my wszyscy, nadal odczuwa uboczne skutki wczorajszego ataku.
Pani Metis stana przy katedrze, niemal tak wysokiej jak ona, i zacza przekada
papiery. Dopiero po chwili si odezwaa:
- Jestem pewna, e wszyscy ju wiecie o napaci i o tym, kto zosta zabity, kto ranny i
kto walczy ze niwiarzami.
Pani Metis spojrzaa najpierw na Carsona, a potem na mnie, i wszyscy uczniowie
odwrcili si w naszym kierunku. Carson westchn, a ja osunam si nieco niej na krzele.
Nie wiem, dlaczego pani Metis robia ze mnie bohaterk, skoro wcale ni nie byam i nigdy
nie bd.
- Wszyscy uczniowie w koloseum zachowali si bardzo dzielnie - kontynuowaa. - To
nas czego nauczyo. Przeraajcy atak przypomnia mi oraz innym profesorom o tym, e
jestemy tu po to, eby was uczy, jak posugiwa si magi, jak chroni siebie i bliskich oraz
jak walczy ze niwiarzami, jeli bdziecie mieli kiedy nieszczcie ich spotka.
Pani Metis spojrzaa na jedn osob, potem na drug, trzeci i tak dalej, a w kocu jej
oczy spoczy na mnie. Spuciam wzrok. Bardzo pragnam zapomnie o wczorajszym dniu,
ale wiedziaam, e nigdy mi si to nie uda.
- Na dzi zaplanowaam quiz na temat artefaktw, ktre mielicie obejrze w czasie
ferii w koloseum. Jednak, w zaistniaych okolicznociach, nie wydaje si to suszne.
Wszyscy odetchnli. Quizy ukadane przez pani Metis zawsze byy trudne, nawet
jeli kto porzdnie si uczy.
- Zamiast tego porozmawiamy dzi o unikatowej architekturze niektrych budynkw
na kampusie. Otwrzcie podrczniki na stronie dwiecie szedziesitej dziewitej.
Architektura? Co za nuda. Mimo to otworzyam ksik i moim oczom ukazaa si
biblioteka antyczna. Na czarnobiaej fotografii gmach wyglda mroczniej i jeszcze bardziej

zowieszczo ni zazwyczaj.
- Zaczniemy od biblioteki, poniewa jest najwiksza - zacza pani profesor. - Jak
widzicie, ma wiele balkonw, nie wspominajc wie na dachu...
Przez nastpne p godziny pani Metis opisywaa wygld budynku, opowiadaa o
stylach widocznych w jego architekturze i wymieniaa warto netto zota i kamieni
szlachetnych we freskach pokrywajcych od wewntrz kopu.
Blisko pi milionw! Poza tym jednym ekscytujcym faktem wszystkie pozostae
informacje byy usypiajce. Kilka razy musiaam si uszczypn, eby nie zasn. Ju miaam
po raz kolejny odpyn, kiedy pani Metis wreszcie poruszya ciekawszy temat.
- Porozmawiajmy teraz o posgach, ktre znajduj si w bibliotece - powiedziaa. Otwrzcie ksiki na stronie dwiecie siedemdziesitej trzeciej.
Zaszeleciy kartki i znowu pokazao si czarnobiae zdjcie. Tym razem byo to
zblienie ukazujce dwa gryfy strzegce wejcia do biblioteki antycznej.
W podrczniku wyglday rwnie dziko, jak w rzeczywistoci. Siedziay
wyprostowane, z wysoko uniesionymi orlimi gowami i skrzydami przytulonymi do
potnych cia lww, jakby gotoway si do zasalutowania albo... dziabnicia kogo
zakrzywionymi dziobami i ostrymi pazurami.
Przygldaam si im, gdy nagle fotografia zacza si rozostrza i rozmazywa, jakby
tusz by jeszcze mokry. Westchnam. Znowu to samo. Posgi same w sobie byy
przeraajce, nie potrzebowaam psychometrii, eby widzie je jak ywe. Czasami mj
cygaski dar wariowa i widziaam nieprawdziwe rzeczy. Nie wiem, dlaczego tak si dziao.
Wiedziaam, co zaraz si stanie, a jednak nie mogam si powstrzyma. Patrzyam na
gryfy, ktre zaczy si rusza, przeciga i wypina grzbiety jak koty budzce si po
zimowej drzemce. Wyginay si w rozmaite strony, machay lwimi ogonami, wycigay i
choway pazury, otwieray dzioby i zamykay je z gonym trzaskiem. A potem odwrciy
gowy w moj stron, utkwiy we mnie oczy bez powiek i ruszyy ku mnie, jakbym miaa by
ich ofiar...
Potrzsnam gow. Gryfy wskoczyy z powrotem na swoje miejsca i wszystko
wrcio do normy. Powoli odsunam si od podrcznika i odchyliam si w krzele, nie
spogldajc nawet w stron gryfw. Koszmarne. Brrr.
- Jak wszystkie posgi na kampusie, gryfy maj by stranikami - kontynuowaa
wykad pani Metis. - To wanie symbolizuj: ochron, powicenie, zaangaowanie w
wysze cele.
- Te gryfy po obu stronach gwnej bramy? - spytaa Amazonka z koca sali. - Te,

ktre maj wyrwa si z kamiennych skorup i zaatakowa niwiarza, ktry by chcia wkra
si na kampus? Tak to ma wyglda, prawda?
Pani Metis kiwna gow.
- Wanie tak. Wszystkie posgi, cznie z gryfami i sfinksami, s przesycone magi i
zaklciami zabezpieczajcymi teren szkoy przed wtargniciem niwiarzy. Nawet gdyby
niwiarze przedarli si jako przez zewntrzny piercie ochronny i zaatakowali, to posgi
wcz alarm, syren, ktra bdzie ostrzeeniem.
Zauwayam, e pani profesor niezupenie odpowiedziaa na pytanie dotyczce tego,
czy gryfy oyj i rozedr niwiarzy na strzpy. Po tym, co widziaam w koloseum, miaam
nadziej na taki wanie przebieg sprawy. Chyba za dugo przebywaam w towarzystwie
Wiktora i robiam si rwnie krwioercza jak on.
- Nic nie jest niezawodne, chciaabym jednak, ebycie czuli si w akademii na tyle
bezpieczni, na ile jest to moliwe - wyjania nauczycielka. - Dlatego mwilimy dzi o
posgach. Musz doda, e wszyscy pracownicy szkoy s tu po to, eby was chroni. A
teraz, po tragedii w koloseum, wzili to sobie do serca bardziej ni kiedykolwiek.
Pani Metis ponownie przenosia wzrok z jednej osoby na drug, a na samym kocu
spojrzaa mi prosto w oczy. Chciaam jej wierzy, naprawd, ale po tym, co widziaam
wczoraj, wiedziaam, e nikt z nas nie jest bezpieczny nawet za grubymi murami akademii.
- A teraz zadanie domowe. Wypracowanie.
Rozleg si chr protestw. Pani Metis nie zwrcia na nie uwagi.
- Wybierzecie sobie jaki posg, zdobdziecie na jego temat informacje i napiszecie o
jego historii, stylu i tak dalej. Oczekuj, e w bibliografii bdzie podanych kilka rde. Jedno
to za mao. I z prawdziwych ksiek, z biblioteki, a nie jakie pseudomityczne cytaty, ktre
znajdziecie na stronie kolegw z akademii.
Gone narzekania zaguszy dzwonek. Wszyscy wstali i zaczli si pakowa. Tylko ja
siedziaam ze wzrokiem utkwionym w fotografi z podrcznika historii mitycznej.
Gryfy, postanowiam. Napisz o gryfach. Najwyszy czas pozby si tego dziwnego,
paranoicznego strachu przed nimi i pozostaymi posgami.
Poza tym pisanie o czym, co przyprawia mnie o dreszcze na plecach, to chyba jedyny
sposb, ebym nie zasna nad wypracowaniem.
Po lekcji chciaam podej do pani Metis i zapyta, czy ona, pan Nickamedes albo
trener Ajaks maj jakie nowe informacje na temat niwiarzy, ktrzy zaatakowali koloseum.
Kim byli, gdzie mogli si ukrywa, czy wci bya z nimi ta dziewczyna. Chciaam rwnie
zapyta, co ona i inni maj zamiar zrobi w sprawie sztyletu z Helheimu, czy bd

organizowa grupy osb prowadzcych systematyczne poszukiwania w bibliotece. Profesor


pozwolia mi zatrzyma oryginalny plan budynku z nadziej, e zbior jeszcze jakie
wibracje, i wzia kopie, eby ona, Nickamedes, Ajaks i przypuszczalnie Raven mogli je
postudiowa.
Ku mojemu zdziwieniu nauczycielka spakowaa torb i wysza z klasy, zanim poowa
uczniw zdoaa si zebra. Zastanowio mnie, gdzie tak si spieszy, nie chciaam jednak
zachowa si jak wariatka, przepycha si przez tum ijej goni.
Wraz z innymi wyszam zatem z budynku nauk humanistycznych. W Cypress
Mountain byo zimno nawet jak na stycze. W czerwonym paszczu w kratk mrone
powietrze przewiewao mnie na wylot. Takim arktycznym mrozom powinien towarzyszy
nieg, ale oczywicie go nie byo.
Czuam, e co popsuo mi nastrj.
Wyjam z kieszeni rkawiczki, nacignam je na donie, a potem owinam szyj
szarym szalikiem w patki niegu. Woyam te szar czapk. Niestety, te dodatkowe
warstwy wcale mnie specjalnie nie ogrzay.
Rozmylajc o mrozie, pani Metis i niwiarce, ruszyam w d wzgrza i przeciam
dolne dziedzice. Brod schowaam pod szalik i nie zatrzymywaam si, pki nie doszam do
trzymetrowego muru odgradzajcego Akademi Mitu od zewntrznego wiata.
elazne prty bramy uprzytomniy mi, gdzie dokadnie si znajduj i dlaczego nie
powinno mnie tu by.
A przynajmniej nie dzisiaj. Przewanie codziennie po poudniu wymykaam si i
jechaam do miasta na spotkanie z babci. Zapomniaam, e ze wzgldu na ten atak niwiarzy
dzi mam nie wychodzi poza kampus. Obiecaam to. Bardzo pragnam si zobaczy z
babci, ale nie chciaam przysparza jej niepotrzebnych zmartwie.
Z westchnieniem spojrzaam na zegarek. Miaam mnstwo czasu przed dyurem w
bibliotece antycznej. Pomimo zimna nie chciaam wraca do akademika i zamartwia si
Loganem, niwiark, miejscem ukrycia sztyletu ani adnym innym problemem, ktry
aktualnie miaam na gowie.
Zadzwoniam do Daphne z nadziej, e si spotkamy, ale nie odebraa. Dziwne. Moja
najblisza przyjacika naleaa do osb optanych obsesj telefoniczn i zawsze odbieraa. I
za kadym razem odpisywaa na esemesy. Zastanowio mnie, co si z ni dzieje. Najpierw,
podczas obiadu, wyleciaa z jadalni jak z procy, a teraz nie odpowiada na telefony. Nie byo
trudno zgadn, e ma to co wsplnego z atakiem w koloseum. Jasne, by on strasznym
dowiadczeniem, lecz jako to przeylimy. Tak si na to staraam patrze, cho przed oczami

niejeden raz pojawia mi si twarz zmarego Samsona Sorensena i innych kolegw.


Chwilowo nie miaam nic do roboty, wic postanowiam przej si brukowan
ciek wzdu muru i przekona si, dokd prowadzi. Zazwyczaj biegam prosto do bramy, a
potem na przystanek autobusu. Nigdy nie przygldaam si otaczajcym akademi murom od
rodka, wic teraz skorzystaam z okazji, skrciam w lewo i ruszyam ciek.
Mimo chodu fioletowe bratki i inne drobne zimowe kwiaty staray si szeroko
rozpociera kolorowe patki. Ponad nimi drzewa wycigay nagie jak szkielety gazie we
wszystkich kierunkach, tworzc baldachim odcinajcy nike zimowe wiato. Przy wijcym
si, kompletnie oblodzonym potoku, majaczyo w cieniu kilka metalowych awek.
No, i oczywicie, nie brakowao posgw.
Zrobiono je z tego samego szarego kamienia co statuy na budynkach szkoy, cho te
tutaj byy mniejsze, miay nie wicej ni metr wysokoci. Wok kamiennego mostku nad
strumieniem staa ich caa grupka. Najwiksza rzeba miaa tors mczyzny, kozie kopyta i
krtki ogon. Z wosw wyrastay dwa rogi. Przy ustach trzymaa may flet, jakby gotowaa si
do zagrania wesoej melodii. Poznaam go - to by Pan, grecki boek patronujcy pasterzom i
caej masie innych rzeczy, zalenie od tego, jaki wzio si z biblioteki podrcznik historii
mitycznej.
Inne otaczajce go statuy przedstawiay nimfy i driady z uniesionymi rkami i
stopami, z kwiatami zacinitymi w doniach, jakby taczyy do widmowej melodii. Im duej
si im przygldaam, tym bardziej wydawao mi si, e nimfy przypatruj mi si spod
zmruonych powiek, rozsuwaj wargi, eby pokaza zby, i dusz w palcach delikatne
kwiaty.
Westchnam i odwrciam wzrok. Czasem przychodzio mi na myl, e chciaabym
nigdy wicej nie widzie adnych posgw. Ale teraz mam napisa to gupie wypracowanie
na lekcj pani Metis. Uch.
Szam dalej, mijajc nastpne awki i nastpne posgi. Zdziwiam si, widzc kilka
nowych bram prowadzcych na teren kampusu. Do tej pory przechodziam tylko przez
gwn i jedn boczn, t na kocu parkingu obok sali gimnastycznej. Tymczasem okazuje
si, e elazne prty przecinay mur co kilkaset metrw. Przy kadej bramie znajdoway si
kamienne sfinksy. Podejrzewam, e byo tyle bram na wypadek, gdyby uczniowie musieli w
popiechu opuszcza kampus, na przykad podczas ataku grupy niwiarzy, tak jak byo to w
koloseum. Na sam myl o tym poczuam, e odek podchodzi mi do garda.
Szam szybko, a mimo to chd przenika przez ubranie ibyam zmarznita do koci.
Odwrciam si, eby wrci do ciepego pokoju w akademiku, kiedy nagle usyszaam cichy

warkot.
Zastygam i poczuam, e robi mi si jeszcze zimniej. Zastanawiaam si, czy ten
dwik tylko sobie wyobraziam. Prawd mwic, tak miaam nadziej. Z dowiadczenia
wiedziaam, e taki warkot nigdy, przenigdy nie wry nic dobrego. Zazwyczaj oznaczao to,
e jaki wielki, straszliwy potwr, jak grasownik nemejski, czai si z zamiarem zatopienia we
mnie kw. Naprawd nie przepadaam za przeronitymi panteropodobnymi zwierzakami,
szczeglnie e niwiarze tresowali je specjalnie, aby siay mier.
Warkot rozbrzmia znowu, druzgocc nadziej, e byo to zudzenie albo kaprys
mojego cygaskiego daru. Powoli odwrciam gow... i ujrzaam wilka fenrira.

Rozdzia 9

Fenrir czai si podkulony w stercie lici po drugiej stronie bramy, przed ktr staam.
Potwr by wielki, jego dugo przewyszaa moj wysoko, mia grube, mocne ciao, ostre
jak brzytwa zby i takie pazury. Futro nie byo cakiem czarne, raczej koloru ciemnego
popiou, dziki czemu zwierz zlewao si z cieniami rzucanymi przez wysokie drzewa.
Ostatnim razem, kiedy widziaam wilka, zauwayam w jego wosiu karmazynowe pasma, u
tego jednak nic takiego nie spostrzegam. Jego oczy miay kolor rdzawy, przydymiony, nie
pon w nich ywy ogie.
Przyjrzaam si zwierzciu bliej. Jego prawe ucho miao wycicie w ksztacie litery
V. Czyli by to wilk, ktrego spotkaam w kurorcie. Ten, ktry uratowa mnie przed
zamarzniciem na mier, kiedy zasypaa nas lawina spowodowana przez Prestona. Tego
wanie dnia wilk rozszarpa sobie ucho.
- No, piesku? - powiedziaam niepewnym tonem, poniewa tak wanie mwiam do
wilka. - Czy to naprawd ty?
Na mj gos fenrir skoczy na nogi, a wargi uoyy si w co, co... hmmm, co
przypominao... umiech. Okej, to te przyprawiao o gsi skrk. Zazwyczaj potwory
mityczne bardziej cieszyy si na mj widok ni ja na ich - i oblizyway si na myl o
zatopieniu we mnie kw. Wydawao mi si jednak, e ten wilk cieszy si, e go zobaczyam,
jakby... jakby czeka z nadziej, e koo niego przejd.
Fenrir pisn cicho i przysun si do bramy, przy kadym kroku szeleszczc limi. Ja
te si zbliyam i po krtkim wahaniu przeoyam rk przez metalowe prty. Wilk
najpierw zrobi kilka krokw tam i z powrotem, ale po chwili podszed i wsun eb pod moje
palce.
Jak tylko go dotknam, poczuam, e mj umys napenia si obrazami. Lawina, ktra
niemal nas pochona, ga przebijajca nog zwierzcia, a potem ja, jak wycigam j z
rany, tak e wilk znowu moe chodzi. Zobaczyam nawet siebie, jak stoj przed Prestonem i
jak wilk trca go, kiedy niwiarz ma wypuci bet z kuszy.
Przez gow przemkno jeszcze wicej obrazw: nieg, drzewa, ucieczka przez las, i
uczucia zwierzcia. Prawd mwic, byo to tylko jedno uczucie: szczcie. Czyste,
gwatowne, gbokie szczcie, e nareszcie zwierz jest wolne od niwiarzy, ktrzy tak
dugo je wizili, ranili i torturowali. zy zakrciy mi si w oczach na myl o tej gbokiej i

intensywnej radoci.
A potem pojawi si inny obraz wilka, drugiego, ktry nie mia w oczach ani w futrze
czerwieni kojarzcej si ze niwiarzami. To pewnie jeden z tych dzikich wilkw, o ktrych
mwia pani Metis, tych, ktre mieszkaj daleko w grach i rzadko si je widuje. Najpierw
mj wilk traktowa tamtego podejrzliwie, ale wkrtce zwierzta ju razem poloway, bawiy
si, a nawet sypiay przytulone do siebie.
Po raz pierwszy zdaam sobie spraw, e to jest wilk rodzaju eskiego, i e... no tak,
e oczekuje ode mnie pomocy.
- Nie rozumiem - mruknam, otwierajc oczy i patrzc na wilczyc. - Po co tu
przysza? Dlaczego zostawia swojego towarzysza? Bya z nim szczliwa. Czego ode
mnie oczekujesz?
Fenrir parskn, jakby nie wierzy, e mog by tak niedomylna. Troch smutne,
kiedy mityczne stworzenie uwaa si za mdrzejsze od ciebie. Wilczyca odsuna si i
zacza chodzi tam i z powrotem przed bram, jakby na paradzie. Przygldaam si, nie
majc pojcia, co chce mi przez to powiedzie.
Po chwili zorientowaam si, e zwierz jest znacznie grubsze ni poprzednio.
Szczeglnie w poowie ciaa. Wycignam rk i dotknam jego brzucha. Pojawi si
nastpny obraz, iskierka uwiadamiajca mi, e wilczyca nie jest ju sama.
- Och... - powiedziaam - bdziesz miaa dziecko... to znaczy szczeniaka... czy jak to
si nazywa.
Nie wiem, ile z tego zrozumiaa, ale wydawao mi si, e niemal kiwa gow, jakby
mwic: gupia miertelna dziewczyna zrozumiaa wreszcie, co chc jej powiedzie.
Nie wiem wiele o zwierztach, jednak miaam wraenie, e fenrir jest te o wiele
wikszy ni kilka tygodni temu. Czy mityczne stwory rodz swoje mae po znacznie krtszym
czasie ni zwyke zwierzta? Czy to dlatego wilczyca bya taka dua? Kiedy urodzi si jej
mae? Nie znaam odpowiedzi na adne z tych pyta.
- Nadal nic nie rozumiem. Po co tu przysza? Jak mnie w ogle znalaza?
Wilczyca dmuchna, jej czarny nos zadrga.
- Wywszya mnie? Wytropia, idc moim ladem taki kawa z kurortu?
Fenrir kiwn gow. Okej, to znaczy, e szed za mn krok w krok. Prawd mwic,
to do straszne.
Nagle przysza mi do gowy nowa myl:
- Czy to ty bya koo domu babci w nocy? To ten duy fioletowy dom z szarymi
schodkami.

Zwierz znowu kiwno gow.


- Dlaczego?
Tym razem wilczyca nie skina, tylko wydaa warkot pyncy z gbi gardzieli: niski,
chrapliwy, ktry zdradzi mi, e chciaaby zatopi w czym zby i nie puci, pki ofiara nie
wyda ostatniego tchnienia. Cay czas trzymaam rk na jej brzuchu i staraam si odgadn,
co j tak zezocio, lecz psychometria pokazywaa mi tylko szczeniaka.
Zniechcona, opuciam do i kucnam. Okej, mylaam, fenrir, ktremu pomogam
przed kilkoma tygodniami, jako mnie wyledzi mimo kilku gr i tylu dzielcych nas
kilometrw. Teraz jest tutaj, w Akademii Mitu, i czeka, a go przygarn, jakby by
owczarkiem, a nie mitycznym stworem, ktry ma wicej zbw ni ja komrek mzgowych.
Od czasu przyjcia do tej szkoy widziaam niejedn dziwn rzecz, jednak to miao
szans przebi wszystko.
Wilczyca na mnie patrzya, niemal jakby doskonale wiedziaa, o czym myl.
Opucia smutnie uszy i pisna aonie. Ten pisk przebi mi serce jak miecz niwiarza.
Musz co zrobi, musz jej pomc! No, moe na pocztku chciaa mnie zabi, zgodnie z
rozkazami Prestona, ale po zejciu lawiny ogrzewaa mnie i uratowaa przed betem z kuszy.
Duo jej zawdziczam.
No c, nie wiedziaam, po co przysza do akademii. Moe nie chciaa rodzi w
grach? Moe cigali j niwiarze? A moe chodzio o jeszcze co innego, czego si nie
domylam? Tak czy inaczej, wilczyca pomoga mi, na ile bya w stanie. Teraz powinnam si
odwdziczy. Tak bdzie susznie.
Najpierw jednak musiaam zyska zgod wadz - czyli tych dwch sfinksw
usadowionych po obu stronach bramy. Tak si skupiam na fenrirze, e nie zauwayam
nawet, e w cigu tych kilku minut sfinksy zrobiy si wiksze i potniejsze - ich rysy si
wyostrzyy, a pazury zaczy byszcze w zimowym socu - jakby szykoway si do tego, by
skoczy i rozszarpa wilka na strzpy.
Profesor Metis mwia, e sfinksy maj nie wpuszcza na teren szkoy wszystkiego,
co ze: niwiarzy, grasownikw nemejskich i, naturalnie, fenrirw. Nie wiem, jak ich
rozpoznaway, bo Jasmine Ashton zdradzia mi, e w akademii s te inni niwiarze poza ni,
zarwno wrd uczniw, jak i nauczycieli. Podejrzewam, e niwiarze potrafili jako ukry
swoj prawdziw natur przed sfinksami; musia by jaki kruczek, ktry pozwala im przej
koo posgw i unikn ataku. Takich kruczkw w akademii byo wiele, szczeglnie jeli
chodzi o magi.
Ale pani Metis wspomniaa rwnie, e posgi nie skrzywdz mnie ani nikogo, kto ma

prawo tu przebywa.
Miaam nadziej, e pozwol przej mojemu futrzastemu przyjacielowi.
- Ta wilczyca jest moim gociem - wyjaniam. - Nie naley do niwiarzy. Ju nie.
Sfinksy zmierzyy mnie wciekym wzrokiem i zmruyy oczy, jakby zastanawiajc
si, czy nie kami. Odczekaam kilka sekund, ale nic si nie stao. Posgi stay naprone,
lecz nie oyy i nie rzuciy si na fenrira. Patrzyy tylko na mnie. Okej. Wygldao na to, e to
do mnie naley nastpny ruch.
Wycignam rk i kiwnam na zwierz.
- No, dziewczynko, chod do mnie.
Wilczyca jeszcze przez krtk chwil krya, przygldajc si sfinksom tak samo, jak
one przyglday si jej. Wreszcie si zdecydowaa i postpia do przodu. Zanurzyam rk w
jej futrze i delikatnie pocignam ku bramie. Miaam tak teori, e jeli sfinksy nie
zaatakuj mnie, to rwnie nie powinny skrzywdzi nikogo, na kim trzymam rk.
Wilczyca podpeza bliej i przecisna gow przez prty. Wydawao mi si, e przez
sfinksy przebiega skurcz, z gry spado kilka kamiennych odpryskw i odbio si od metalu.
Wilczyca wzdrygna si na ten dwik, ale cay czas trzymaam rk na jej grzbiecie, a
wzrok utkwiam w sfinksach.
- Mwiam, e to mj go.
Sfinksy patrzyy na mnie ze zoci, lecz nie posypay si wicej adne odamki.
Mino kilka sekund. Kiedy nic si nie stao, niecierpliwie pocignam wilczyc,
eby zdy, zanim posgi zmieni zdanie. Zwierz niepewnie przeoyo przez prty
najpierw jedn, a potem drug ap.
- No widzisz - szepnam. - Nie skrzywdz ci, jak dugo bdziesz w moim
towarzystwie.
Wilczyca znowu dmuchna przez nos, jakby mi wcale nie uwierzya. Jednak si nie
cofna. Byo jej trudno si przecisn. Szczeglnych problemw przysparza jej brzuch, lecz
w kocu przedostaa si na drug stron, przewracajc mnie przy okazji.
A potem usiada i zamachaa ogonem, jakby wysza jej wanie jaka fajna sztuczka.
Moe miaa racj.
Spojrzaam w gr, na sfinksy, nadal mierzce mnie zym wzrokiem spod zmruonych
powiek.
- Dziki - powiedziaam - za to, e nas nie poarycie.
Nie odpowiedziay, ale przez moment czuam, e wok nas kry pradawna sia,
ktra otaczaa wszystkie posgi na kampusie. A potem to wraenie zniko i sfinksy znowu

byy tylko kamiennymi rzebami.


W tej chwili wilczyca warkna cicho, gronie, jakby chciaa pokaza sfinksom, e tak
naprawd to wcale si ich nie boi.
- Chod - rzekam, tamszc j za ucho. - Musz zaprowadzi ci do mojego pokoju,
zanim kto ci zobaczy. Kamienne sfinksy to tylko kamienne sfinksy, ale profesorowie to
cakiem inna bajka.
Wstaam na nogi i ruszyam pomidzy drzewami, a za mn sza wilczyca.

Rozdzia 10

Nie byo atwo niezauwaenie przemkn z wilczyc do drzwi akademika, ale udao
si. Gwnie metod przeskakiwania od drzewa do drzewa i krycia si w cieniu. Prawd
mwic, rzucaam si w oczy bardziej ni fenrir, ktry dziki ciemnemu futru zlewa si z
otoczeniem. A ja? W czerwonym paszczu, dinsach i adidasach? Ju nie tak bardzo.
Kiedy stanymy przed Styksem, moim akademikiem, poszo duo atwiej, bo na
drugim pitrze, w wieyczce przystawionej do budynku, mieci si tylko mj pokj. ko,
szafki na ksiki, biurko, maa lodwka. Typowy pokj w akademiku, cho naturalnie nie
pozbawiony indywidualnych akcentw, na przykad oprawionej fotografii mamy na biurku,
obok poska Nike.
Wiktor powiedzia, e chce si zdrzemn, wic przed lekcj historii mitycznej
zaniosam go do akademika. Wisia w czarnej skrzanej pochwie, na zwykym miejscu na
cianie, koo plakatu z Wonder Woman i The Killers. Kiedy skrzypny drzwi, obudzi si i
powiedzia:
- Najwysza pora, eby wrcia...
Na widok fenrira wytrzeszczy oko i opada mu szczka. Prawd mwic, pewnie by
mu odpada, gdyby nie bya zespawana z reszt twarzy. Westchnam. Wiedziaam, co teraz
bdzie.
- Gwen Frost, czy stracia zmysy? - wrzasn.
- Ciii... - szepnam i przyoyam palec do ust. - Chcesz, eby ci wszyscy usyszeli?
- Co to... co to co tu robi? - wyrzuci z siebie miecz, mierzc zwierz wzburzonym
wzrokiem.
Wilczyca przymruya oczy i cicho warkna, wpatrujc si w miecz tak, jakby chciaa
zerwa go ze ciany i energicznie nim potrzsn.
- To nie jest co, to wilk. A waciwie wilczyca. Wkrtce bdzie miaa mae.
- Sam to widz. W obwodzie ma rozmiar krowy.
Warkot przybra niszy i groniejszy ton. Pooyam rk na gowie wilczycy i
zaczam j gadzi. To j nieco uspokoio, cho nadal powarkiwaa.
- No, wydaje mi si, e chce ze mn zamieszka... chyba
- wyjaniam. - Znalazam j koo jednej z bram. Zdaje si, e na mnie czekaa.
Znowu go zaskoczyam.

- Wic wpucia j na teren akademii? Po co?


- Ja jej nie wpuciam - zdenerwowaam si. - Wpuciy j sfinksy... kiedy
przekonaam je, e jest moim gociem.
Wiktorowi zabrako sw.
- Gdybym mia rk, popukabym si w czoo - mrukn w kocu. - Nie, jednak
wbibym ci ni rozum do gowy. Do diaba, to przecie fenrir, a nie szczeniak ze smutnymi
oczyma, ktrego z litoci bierze si do domu. Moe zapomniaa, e to ten sam, ktry mia
wielk ochot przerobi ci na mielonk w kurorcie narciarskim.
Westchnam.
- Wiem, wiem. Wiem te, e uratowa mnie od zamarznicia w czasie lawiny i
przeszkodzi Prestonowi zabi mnie z kuszy. Powiniene to pamita, bo te tam bye.
Wiktor prychn.
- Niczego takiego sobie nie przypominam. Poza tym, e wietnie si spisaem w bitce,
jak zwykle.
- Mniejsza z tym - mruknam przez zacinite zby.
- Jeli wilczyca chce tu zosta przez jaki czas, to niech zostanie. Przynajmniej pki
si nie dowiem, o co jej naprawd chodzi. Odkd ucieka od Prestona, duo przeya, a ja nie
mwi po wilczemu.
Wiktor sapn z irytacj i zamkn oko. Koniec dyskusji. Westchnam znowu. Jaki
obraalski. Pewnie bd musiaa go baga, eby si do mnie odezwa. Albo wczy
telewizj i puci mu maraton filmw akcji. Uwielbia patrze, jak faceci si bij,
rozkwaszaj sobie nosy i wysadzaj w powietrze. Wszystkiemu winna jest ta jego
krwioercza natura. Najbardziej podobay mu si filmy z Jamesem Bondem.
By jeden plus tej sytuacji. Jeli si do mnie nie odzywa, nie mg mi odpyskowywa
ani, co gorsza, wytyka, jaki koszmarny bd popeniam, zawierzajc stworzeniu, ktre
niwiarze tresowali po to, eby zabijao wojownikw. Ja jednak wiedziaam, e wilczyca ju
taka nie jest. Dziki mojemu cygaskiemu darowi poznaam jej serce i ulg, jak przynioso
jej wyzwolenie si od niwiarzy. Teraz mnie nie skrzywdzi.
Poszam do azienki, napeniam misk wod i pooyam przy ku, eby moga si
napi, jeli bdzie spragniona. A potem ukucnam obok niej na pododze.
- Zosta tu - powiedziaam. - Musz wyj na kilka godzin, ale kiedy wrc, przynios
ci co dojedzenia, dobrze?
Pogadziam j po uchu. Mrukna zadowolona.
- Wiesz, skoro masz tu spdzi troch czasu, to musz wymyli ci jakie imi.

Chciaaby mie imi?


Zastrzyga lekko nadszarpnitym uchem. Rozumiem, e miao to oznacza zgod.
Patrzc na ni, zaczam si zastanawia, co bdzie odpowiednie dla mitycznego stworzenia.
Jako nie pasowa mi Burek czy Reksio.
- Co powiesz na Nott? - spytaam w kocu, przypominajc sobie to imi z historii
mitycznej. - To nordycka bogini nocy, a twoje ciemne futro nadaje ci wygld mroczny i
tajemniczy.
Wilczyca przez moment siedziaa bez ruchu, a potem umiechna si radonie i
wywiesia jzyk. By w kolorze jej oczu, rdzawoczerwony, a nie jasnokarmazynowy, jak
dawniej.
- Czyli zostaje Nott - oznajmiam.
Stworzenie pochylio si i polizao mnie po policzku. Rozemiaam si i odepchnam
jego pysk, po czym wstaam z podogi i wyszam.
Najpierw poszam do jadalni, wziam tac i zastawiam j po brzegi wszystkimi
misnymi daniami, jakie byy w menu. Kotlety z jagniciny, poldwica z grilla, spaghetti z
ostrymi pulpetami z woowiny. Wiem, wiem, zwierztom nie powinno si dawa ludzkiego
jedzenia. Ale Nott bya stworzeniem mitycznym, jednym z tych, ktre poeray ludzi. Zatem
wydawao mi si, e miso jej nie zaszkodzi. Poza tym dzi wieczorem i tak nie miaam
wyjcia.
Kucharz, ktry pakowa mi wszystko w brzow papierow torb, patrzy na mnie
dziwnie, zapewne zastanawiajc si, ile jestem w stanie zje na raz. Ja jednak tylko si do
niego umiechnam. Miaam nadziej, e cielcina bdzie smakowaa Nott bardziej ni mnie.
Fuj.
Tak mnie to wszystko zaabsorbowao, e straciam poczucie czasu i musiaam pdzi
do biblioteki antycznej, eby zdy na swj dyur. Biblioteka, najwikszy i centralny gmach
spord budynkw gwiadzicie otaczajcych grny dziedziniec, bya te najbardziej
ozdobna: miaa najwicej okien, balkonw i wie.
No i najwicej posgw.
Wedug tego, co mwia na wykadzie pani Metis, przy bibliotece byo ich wicej ni
w jakimkolwiek innym budynku na kampusie. Ca j pokryway wyobraenia mitycznych
stworze, od dolnej galeryjki obiegajcej gmach dookoa po ostro zakoczone wieyczki na
najwyszym, szstym pitrze. Zwolniam kroku, stanam przed schodami i utkwiam wzrok
w dwch gryfach siedzcych po obu stronach wejcia.
Wyglday identycznie jak w podrczniku historii mitycznej. Gowa ora, ciao lwa,

mordercze pazury, zakrzywione dzioby. Groway nade mn, ostro zarysowane na tle szarego
zimowego nieba, i bezpowiekimi oczyma ledziy moje kroki.
Nagle w pamici pojawi mi si obraz, ktry ujrzaam, kiedy dotykaam pamitnika
mamy - jak siedziaa na stopniach biblioteki midzy gryfami. Zastanawiaam si, co onich
mylaa, czy j te przyprawiay o dreszcz na plecach. Gryfy, w znacznie wikszym stopniu
ni sfinksy strzegce bramy, sprawiay wraenie, jakby ada moment miay oy, zrzuci z
siebie kamienn skorup i mnie rozedrze.
Odsunam od siebie niepokojce myli i wstpiam na schody. Energicznie pchnam
drzwi i weszam do biblioteki. Za otwartymi masywnymi podwjnymi drzwiami rozcigao
si przejcie, ktrym - niczym po marmurowym dywanie - dochodzio si do centralnie
pooonej sali ze stoami do nauki oraz pomieszczeniami dla pracownikw biblioteki,
oddzielonymi od sali szklanymi przepierzeniami.
Zamiast i prosto na swoje miejsce za lad do oddawania ksiek, skrciam midzy
regay i poszam tam, gdzie niegdy znajdowaa si gablota, w ktrej spoczywa Wiktor.
Wyjam go z niej podczas walki na mier i ycie z Jasmine. Oczywicie gabloty dawno ju
tu nie byo, walkiria rozbia j w drobny mak. Ale przecie i tak nie to chciaam obejrze.
Przyszam tu, eby odwiedzi bogini.
Podniosam gow i spojrzaam na figur. Pierwsze pitro otacza wewntrzny balkon
z posgami bogw i bogi ze wszystkich kultur na wiecie. Byli to bogowie greccy, jak
Persefona, indiascy, jak Kojot i Borsuk, celtyccy, jak Balor i Branwen. Jednym sowem,
wszyscy czonkowie panteonu poza Lokim. Miejsce, gdzie powinna znajdowa si jego
podobizna, pozostawao puste. Nigdzie na kampusie nie byo posgu nordyckiego boga
chaosu. Nic dziwnego, skoro ten bg zoczyca usiowa przej kontrol nad wiatem, a jego
niwiarze chaosu z duym upodobaniem zabijali wojownikw.
Oderwaam wzrok od pustego miejsca midzy kolumnami i spojrzaam prosto w gr
na Nike, greck bogini zwycistwa. Bogini wygldaa dokadnie tak jak w rzeczywistoci.
Wosy opadajce na ramiona, zwiewna suknia, skrzyda na plecach. Bya chodna, pikna,
silna i straszna jednoczenie. To wanie zawsze odczuwaam w jej obecnoci: surow si
pync od niej gwatownymi mronymi falami.
Przypuszczam, e tak j odbieraam, dlatego e Nike bya wcieleniem zwycistwa,
czyli czego, co mogo mie bardzo, ale to bardzo gorzki smak. To wanie czuam po
wydarzeniach w koloseum. Mimo e najblisi przyjaciele przeyli, to zginli inni koledzy i
koleanki. I nigdy tego nie zapomn.
Niewtpliwie podobnie czuli to czonkowie panteonu, kiedy walczyli z Lokim. Siostra

zwracaa si przeciwko siostrze, wojownik przeciw wojownikowi, bg przeciw bogu, a cay


wiat stan na krawdzi zniszczenia. Gdyby Loki kiedykolwiek wydosta si z wizienia,
wiat pogryby si w kolejnej dugiej, krwawej wojnie chaosu. Przysigam sobie, e nie
dopuszcz do tego. Teraz ju wiedziaam, e sztyletu z Helheimu naley szuka w bibliotece i
bez wzgldu na wszystko byam zdecydowana go znale.
- Jeli tego nie zauwaya - powiedziaam - to informuj ci, e mam... eee...
zwierzaka. Moe podpowiesz mi, dlaczego Nott sza za mn a tutaj?
Posg si nie poruszy, nie zamruga oczami, nie skrzywi si. Krtko mwic, nie
zrobi nic, co mogoby sugerowa, e jest w nim bogini. Albo e mnie w ogle sucha.
Trudno. Pozdrawianie Nike i mwienie do niej, nawet jeli nie odpowiadaa, zawsze
mnie troch podnosio na duchu. Moe naprawd patrzya na mnie z Olimpu czy te z innego
miejsca, gdzie w obecnych czasach przebywaj bogowie.
- Wiem, wiem - cignam. - Nic mi nie moesz powiedzie z powodu tego paktu,
ktry zawarli bogowie. Tego, e postanowili nie interweniowa w sprawy miertelnikw.
Niemniej jeli kiedy zechcesz podrzuci mi po kryjomu jak wskazwk, to chtnie
posucham.
Posg si nie poruszy, ale przez moment wydawao mi si, e wargi Nike lekko
uniosy si ku grze. No, chyba rozbawienie bogini to nic zego.
Zostawiam posg w spokoju, wyszam spomidzy regaw i podeszam do lady.
Najwikszym pomieszczeniem w bibliotece antycznej bya potna sala przykryta
sklepieniem wznoszcym si na wysokoci szstego pitra. Zawsze wydawao mi si, e
biblioteka jest znacznie wysza, e pnie si w gr bez koca.
Wycignam szyj, usiujc dojrze freski pod kopu ozdobione zotem, srebrem i
milionami klejnotw, o ktrych pani Metis wspomniaa na wykadzie, lecz widziaam tylko
cienie. Moe to dobrze. Niewtpliwie freski byy rwnie przeraajce i realistyczne jak
kamienne posgi na kampusie. Mona mie do nadprzyrodzonych zjawisk.
Lada porodku biblioteki dzielia gwne pomieszczenie na dwie czci. Przy stoach
do nauki toczyli si uczniowie. Pierwszy dzie po przerwie, a nie byo ani jednego wolnego
stolika - i to bynajmniej nie dlatego, e ju tyle zadano.
Po prostu bywanie w bibliotece naleao do dobrego tonu. Pewnie, e przychodzono
tam po to, eby si uczy, ale rwnie eby patrze, kto przychodzi i wychodzi, eby gada,
wysya esemesy i plotkowa. Podejrzewam, e dzi byo tu tak toczno, bo wszyscy chcieli
si dowiedzie, co inni robili podczas ferii. Nie wspominajc krcych plotek oataku
niwiarzy - i o mojej w nim roli. Co chwila kto si na mnie gapi, a potem odwraca si i

szepta co do znajomych. wietnie.


Stanam za lad i. wsunam pod spd torb. Ledwie zdyam usi przy
komputerze, gdy skrzypny drzwi jednego z pomieszcze oddzielonych szklanym
przepierzeniem.
- Spnia si, Gwendolyn - usyszaam szept. - Jak zwykle.
Uniosam oczy ku niebu i odwrciam si na krconym stoku. Nickamedes.
Bibliotekarz sta ze skrzyowanymi ramionami i bbni palcami jednej rki w okie drugiej.
Wyrany znak, e go zdenerwowaam - znowu. Tylko, prawd mwic, kiedy on si na mnie
nie denerwowa? Cokolwiek zrobiam, zawsze byo le, nie mam pojcia dlaczego.
Odwrciam gow i spojrzaam na zegar na zewntrznej szklanej cianie.
- Nie, nie spniam si. Przyszam na czas.
Nickamedes odsun rkaw czarnego swetra i spojrza na zegarek.
- Nie masz racji. Minuta po. Czyli si spnia.
Przewrciam oczami.
- Minut? Powanie? Ma pan zamiar objecha mnie za minut spnienia?
Mczyzna zmarszczy brwi.
- Minuta czy godzina, to niewane. Spnienie to spnienie. Przypuszczam, e
znowu wymkna si poza kampus, eby odwiedzi babci, cho wiesz, e uczniowie mog
wychodzi poza tereny szkoy tylko w weekendy.
Jego obudny ton dziaa mi na nerwy. Moe przewanie wanie to robiam, ale
dzisiaj byam cay czas na miejscu, jak przyrzekam babci. No c, mimo e nie zamaam
regulaminu, i tak nie zmieni to mojej opinii w oczach bibliotekarza.
- Prawd mwic, chodziam po terenie kampusu jak grzeczna dziewczynka odparowaam. - Nie wystawiam nogi za bram.
Rk - owszem. Nogi - nie. Jednak nie zamierzaam mu mwi ani o tym, ani o Nott.
Nickamedes unis niedowierzajco brwi i obdarzy mnie spojrzeniem penym
rezerwy.
Miaam ochot zawy, tak jak Nott. Najpierw Daphne wpada w niezrozumiay nastrj
i ucieka z jadalni, potem profesor Metis wybiega, zanim zdyam z ni porozmawia, a
teraz Nickamedes wyywa si na mnie za minut spnienia. Na dzi miaam ju absolutnie
do ludzi i ich humorw, szczeglnie Nickamedesa, ktry gardzi mn, od kiedy pierwszy
raz przekroczyam prg biblioteki.
Zabulgota we mnie piekcy gniew. Otworzyam usta i nie mylc wiele, wypaliam:
- Dlaczego mnie pan nienawidzi? Co ja panu takiego zrobiam? Naprawd chciaabym

wiedzie.
Przez chwil bibliotekarz sta zamurowany, jakby przypuszcza, e nie widz jego
niechci do mnie i tego, e ochrzania mnie za kady drobiazg. Nawet bez cygaskiego daru
czuabym zimny gniew, ktry pyn w moim kierunku, ilekro Nickamedes na mnie spojrza,
a od czasu, gdy zobaczy mnie w koloseum razem z Loganem, wydawao si, e jest gorzej
ni kiedykolwiek. Jakby mia mi za ze, e przyjani si z jego siostrzecem. Jakbym
wychodzia ze skry, eby go obrazi.
Nickamedes sta z zacinitymi ustami, nie spuszczajc ze mnie wzroku.
- No? - ponagliam go - odpowie mi pan? Czy znowu mnie ochrzani? Mam xzi
mnstwo roboty i brak mi czasu na te gierki.
Blade policzki Nickamedesa zaczerwieniy si z gniewu, ale w zimnych oczach
dostrzegam mgnienie czego... czego, co wygldao jak smutek. Jakby co kiedy straci i
nie mg tego odzyska, wic w efekcie odgrywa si na wszystkich wkoo. Bibliotekarz
otworzy usta, eby mi odpowiedzie, lecz zaraz zamkn je z powrotem i wrci do swojego
gabinetu, zatrzaskujc drzwi.
Przez szyb widziaam, jak siada za biurkiem i zaczyna przesuwa papiery, celowo
mnie ignorujc. Wygldao na to, e niele mu dopiekam. Nie sprawio mi to jednak takiej
satysfakcji, jak si spodziewaam.

Rozdzia 11

Usunam Nickamedesa z myli i zajam si robot. Odbieraam ksiki,


wyszukiwaam potrzebne informacje, pomagaam szuka tytuw koniecznych do odrobienia
zada.
Po godzinie nawa pracy troch zela i mogam zaj si tym, na czym mi naprawd
zaleao: sztyletem z Helheimu. Wyjam z torby plan budynku, ktry zgubia niwiarka, i
rozoyam na pce pod lad, eby kto, kto obok przechodzi, go nie zauway. Nie chciaam,
eby interesowano si tym, co robi, szczeglnie e teraz mnstwo osb si na mnie gapio.
Strasznie mnie to krpowao. Poza tym w szkole i tak miaam opini dziwaczki. Nie chciaam,
eby jeszcze miano si, mwic, e studiuj mapy.
Od wczoraj nie miaam czasu na ogldanie planu, wiec przez jaki kwadrans
przygldaam si mu, zapamitujc kad kresk, kady zygzak, rozmazanie tuszu czy
zmarszczk na papierze. Dziki swojemu darowi nigdy nie zapominaam tego, co widziaam.
Teraz, kiedy map miaam ju w gowie, bd moga w dowolnym momencie przywoa z
pamici jej obraz. To znacznie wygodniejsze; chodzenie z wielk kart midzy regaami od
razu by zdradzio, e co kombinuj, a wolaam nie zwraca na siebie uwagi.
Szczeglnie e nie byam pewna, czy nie czai si na mnie jaki niwiarz.
Nie byo to niemoliwe. Prawd mwic, istniao cakiem due prawdopodobiestwo,
e w bibliotece, wrd Amazonek, Rzymian, wikingw i walkirii, kryje si co najmniej jeden
niwiarz. Poniewa niwiarzom nie udao si wczoraj znale sztyletu w koloseum, byam
przekonana, e stawili si dzi w bibliotece w penym skadzie. Wiksza ni zazwyczaj liczba
uczniw krcych wrd regaw wzmacniaa moje przewiadczenie.
Naturalnie niektrzy szukali tylko spokojnego kta, eby si bzyka. W Akademii
Mitu zrobienie tego w bibliotece uwaano za szczeglny wyczyn. Ile razy odkurzaam ksiki
i gabloty z artefaktami, tyle razy znajdowaam zuyte prezerwatywy. Fuj.
Wyrzuciam te myli z gowy i przestawiam si na plan, szczeglnie na miejsca
zaznaczone iksami. Niektre rozpoznawaam, na przykad bufet z kaw, napojami
energetycznymi i sodyczami.
Raven, staruszka, ktra wczoraj nadzorowaa zabieranie zwok uczniw z koloseum,
rwnie sprzedawaa kaw. Nigdy nie zwracaam na ni szczeglnej uwagi, jednak ostatnio
nie mogam si obrci, eby jej nie widzie. Biae wosy, biaa suknia, zmarszczki. Siedziaa

na stoku przy bufecie, po uszy pogrona w plotkarskiej gazecie. Nie zauwaya, e


przygldam si jej, butelkom syropu, filiankom i srebrnemu ekspresowi do kawy stojcemu
tu koo jej okcia.
No c, Raven moe bya dziwna, niemniej sztylet chyba nie mg si kry w ladzie z
batonikami i muffinkami jagodowymi. Wrciam pamici do planu.
Nastpny krzyyk widnia w miejscu, gdzie niegdy staa gablota z Czar ez. Czar
stukam mieczem, gablota dawno nie istnieje, rozbita przez Jasmine.
Tam te nie byo sztyletu, przeszam wic do trzeciego iksa. Jeden po drugim
przegldaam wszystkie zaznaczone miejsca, coraz bardziej rozczarowana. Albo niwiarka
bya mniej sprytna, ni mi si wydawao, albo z planem byo co nie tak, bo kady krzyyk
znajdowa si w miejscu, gdzie sztyletu po prostu nie daoby si ukry. Na przykad bufet czy
kompletnie pusty fragment podogi. Dziwne. Bardzo dziwne. Po co zaznacza miejsca, ktre
nigdzie nie prowadz?
Ju miaam spisa plan na straty, gdy zdaam sobie spraw, e przeoczyam jeszcze
jeden krzyyk - na balkonie na pierwszym pitrze. Podniosam wzrok, starajc si dopasowa
iks do realnej lokalizacji, i zdaam sobie spraw, e wskazywa miejsce, gdzie sta posg
Sigyn, nordyckiej bogini powicenia i ony Lokiego.
Setki lat temu, kiedy Loki zacz rozrabia i zabi Baldera, nordyckiego boga wiata,
inni bogowie przykuli go do skay. Na skale spoczywa wielki w, z ktrego pyska
nieustannie kapa jad na twarz boga. Chcc mu uly, Sigyn, ona Lokiego, zbieraa jad do
Czary ez. Jad pryska rwnie i na ni, tymczasem ona przez cae lata staa, trzymajc czar,
i od czasu do czasu j oprniajc - pki Loki nie skoni jej, by pomoga mu si uwolni. A
potem uciek, sam, nie zabierajc jej ze sob.
Jaki czas temu uwaaam Sigyn za gupi, natomiast teraz byo mi jej al. Po prostu
musiaa go kocha. Wprawdzie by potworem, ale to nie jej wina. Mimo to w ksikach
dotyczcych historii mitycznej zawsze zbieraa cigi. Tak jakby winiono j za to, e Loki si
uwolni i wznieci wojn chaosu. Mnie si jednak wydaje, e trudno obarcza j
odpowiedzialnoci za to, e jej m okaza si psychopatycznym mistrzem zbrodni. Poz
tym babcia Frost zawsze powtarzaa, e ludzie sami dokonuj wyborw. Myl, e podobnie
jest z bogami.
Spojrzaam dokadniej na plan. Sigyn staa na pierwszym pitrze, w czci, do ktrej
rzadko chodziam. Do, e na zewntrz gapiy si na mnie gryfy i inne stworzenia. Nie
chciaam, eby bogowie te mnie obserwowali.
Niemniej, kiedy patrzyam na ten iks, poczuam, e ronie mi cinienie. Posg

znajdowa si w odlegym miejscu, z dala od schodw. Doskonaa lokalizacja na schowek na przykad dla sztyletu z Helheimu. Wtpi, czy sam Nickamedes odwiedza te rejony
czciej ni kilka razy w roku. Moe si myli i sztylet jednak by schowany w bibliotece?
Niczego nie pragnam bardziej, ni wej na pitro, znale miejsce ukrycia sztyletu i
udowodni bibliotekarzowi, jak bardzo si...
- Czy to ty jeste Gwen? - przerwa moje rozmylania cichy gos.
Podniosam oczy i ujrzaam Vivian Holler stojc przed lad. Kdzierzawe
kasztanowate wosy, adna buzia, zote oczy. Dziewczyna stana na palcach, starajc si
zajrze i zobaczy, co robi.
- Co ogldasz? - spytaa.
Szybko zoyam plan na p, ukrywajc rysunek.
- Nic takiego. Zadanie domowe na histori mityczn. Znasz profesor Metis. Zawsze
co musi zada.
- Ale to ty jeste Gwen, prawda? Gwen Frost? - upewnia si Vivian. - Ta Cyganka?
- Tak, to ja. Dziwna Cyganka. W czym mog pomc? Mam ci pomc znale ksik
czy co innego?
- Nie, nie ksik. Syszaam, e potrafisz odnale te inne rzeczy... zgubione, a
nawet ukradzione.
- No tak, robi to od czasu do czasu.
Prawd mwic, jakie dwa razy na tydzie, bo studenci akademii mieli taki przerb
aparatw komrkowych, jak inni chustek higienicznych. Nie wspominajc o innych rzeczach,
ktre gubili, zapodziewali albo podprowadzali innym.
- A co takiego zgubia?
- Albo mi ukradziono. - Vivian skrzywia si, jakby mwienie o tym na gos sprawiao
jej bl albo jakby dopiero wtedy stawao si prawdziwe. Takie brzydkie posdzenie gryzo si
z jej delikatnym, melodyjnym gosem.
- No dobra, to co ci skradziono?
Zagryza warg.
- Nie jestem pewna, e skradziono. Tylko e zazwyczaj pilnuj swoich rzeczy. Lubi
wiedzie, gdzie co jest w danej chwili.
Okej, wygldao na to, e Vivian jest nieco zbzikowana, ale co tam. Ja te taka
bywaam.
- Wic co zgino? - spytaam. - Komrka, klucze, karta kredytowa?
Pokrcia gow.

- Nie, nic z tych rzeczy. Pewnie bdziesz myle, e to nic takiego. Piercionek.
Wyjtkowy.
- Jak wyglda? Masz zdjcie? I dlaczego jest taki wyjtkowy?
To zwyke pytania, ktre zadawaam za kadym razem, gdy kto prosi, ebym
znalaza zgub. Dobrze jest wiedzie, jak wyglda to, czego si szuka. Piercionek,
komrka albo ulubiony czarny biustonosz to troch mao. Przewanie jednak szukaam
na lepo, bo niewiele osb robio zdjcia rzeczom, ktre byy dla nich cenne, na przykad
biuterii. Mio si wic zdziwiam, kiedy Vivian wycigna z torebki komrk i zacza
przesuwa fotografie.
- O, to ten - powiedziaa.
Odwrcia telefon w moj stron, ebym lepiej widziaa. Na zdjciu widniay
rozemiane Vivian i Savannah. Vivian obejmowaa przyjacik, wic widziaam piercionek
na jej palcu. By prosty, masywny, ze zota, i przedstawia dwie twarze: zwrcona w lewo
pakaa, a zwrcona w prawo - miaa si.
- Tak o nim mwia, e spodziewaam si diamentw, ale to fajny wzr. Co to jest?
Przed wiekami bogowie i boginie nagrodzili za wiern sub swoich wybracw i
wojownikw. Obdarowali ich zotem, srebrem i klejnotami. Przez lata majtek si mnoy i
dlatego teraz rodzice uczniw akademii byli tak nadziani. Wikszo dzieciakw w szkole,
szczeglnie dziewczyn, bya obwieszona wiecidekami bardziej ni gwiazdy Hollywood.
- Dziki - rzeka Vivian. - Wzr przedstawia staroytne maski teatralne. Czasami
mwi si o nich maski Janusa, od rzymskiego boga. A mam ten piercionek, bo nale do
kka teatralnego, podobnie jak moja mama, kiedy chodzia do akademii.
Zaczerwienia si i spucia gow, niemal jakby si spodziewaa, e bd si z niej
namiewa za te zwierzenia. Daphne miaa racj. Vivian jest jeszcze bardziej niemiaa ni ja.
Ciekawe, jak tak spokojna osoba moe przey w akademii, gdzie wynajdywanie nowych
zoliwoci i podoci zostao podniesione do rangi sztuki.
- To chyba fajnie by w kku teatralnym - powiedziaam. - Ja kocham komiksy.
Wiesz, superbohaterowie, zoczycy, te rzeczy. Podoba mi si, e na kocu zawsze wygrywa
dobro.
- wietnie.
Umiechnymy si do siebie.
- No i co teraz? - spytaa. - Mam ci zapaci przed poszukiwaniem czy po?
- Moja zaliczka wynosi sto dolarw. Moesz da mi je jutro po poudniu, kiedy
przyjd do ciebie szuka piercionka. Jeli znajd, pacisz mi drugie sto. Jeli nie znajd,

oddaj ci twoj setk. Zgoda?


Kiwna gow.
- Szukaam ju u siebie w pokoju - rzeka, marszczc brwi. - Szukaam wszdzie,
moesz mi wierzy. Niemal rozkrciam pokj na czci skadowe.
- Oczywicie. Z tym e ja mam swj sposb namierzania zguby. Najpierw musz
zajrze do twojego pokoju, okej?
Nie wspomniaam o psychometrii ani o tym, jak jutro zamierzam dotyka rnych
przedmiotw, czekajc na odpowiednie wibracje. Takie informacje lepiej trzyma dla siebie,
szczeglnie teraz, kiedy byam wybrank Nike. Babcia Frost mwia mi, e wybracy czuj
si, jakby na plecach mieli narysowan tarcz strzelnicz, a ja po ataku niwiarzy ju byam
caa roztrzsiona.
Vivian zmarszczya brwi.
- No dobrze, chyba nie zaszkodzi, jeli przeszukasz jeszcze raz mj pokj.
- Doskonale. To jak to zorganizujemy?
Umwiymy si, e przyjd do jej akademika, Walhalli, nastpnego dnia po szstej
lekcji. Vivian jeszcze raz umiechna si niemiao i wrcia do stou, przy ktrym siedziaa
razem z Savann i Tali. Przyjaciki spakoway ksiki i wyszy, tylko Savannah odwrcia
si jeszcze i obrzucia mnie wrednym spojrzeniem. Westchnam. Szkoda, e Amazonka nie
przysza jeszcze do siebie po zerwaniu z Loganem.
Nie mogam zrobi nic, eby poprawi nasze stosunki, a poza tym miaam waniejsze
rzeczy na gowie - mianowicie odnalezienie miejsca ukrycia sztyletu. Znowu wic rozoyam
plan budynku i zaczam si zastanawia, czy nie przeoczyam niczego, co mogoby
naprowadzi mnie na jego lad.

Rozdzia 12

W kocu, koo wp do dziewitej, biblioteka zacza pustosze. Zostay rozpuszczone


ostatnie soczyste plotki, mino szalestwo esemesw, nasta czas na odpoczynek przed
jutrzejsz powtrk z rozrywki.
Nickamedes siedzia obraony w swoim biurze, co znaczyo, e nareszcie mog wyj
zza lady, eby zacz poszukiwania sztyletu. Dobrze wiedziaam, gdzie zacz.
Wydawao si, e w bibliotece nikogo nie ma. Nawet Raven zamkna bufet i wysza,
ale mimo wszystko postanowiam zachowa ostrono. Zapaam wic wzek peen ksiek,
ktre naleao odoy na pki, i ruszyam midzy regay.
Kka potwornie skrzypiay przy kadym skrcie. Poniewa skrzypiay wszystkie
wzki bez wyjtku, pomylaam, e moe by to dobry kamufla. Byoby podejrzane, gdyby
nie skrzypiay.
Przez nastpne dziesi minut chodziam midzy pkami, odkadajc podrczniki na
miejsce, a potem pchnam wzek ku schodom na pitro. Rozejrzaam si, lecz niczego nie
zobaczyam ani nie usyszaam. Naturalnie, to nic nie znaczyo. Wedug mojego
dowiadczenia biblioteka bya najbardziej niebezpiecznym miejscem na kampusie. Zapaam
ostatni ksik i weszam po schodach, jakby zostaa wzita stamtd, a nie z podrcznego
ksigozbioru na parterze. Dziwnym trafem akurat bya to prawda.
Gdybym miaa opisa posgi stojce krgiem na wewntrznym balkonie,
powiedziaabym, e robi wraenie. Dziewiciometrowe rzeby z biaego marmuru byy
wypolerowane na bysk. W porwnaniu z eleganckimi statuami czuam si maa i
wyndzniaa, jak dziad. Kiedy biegam, moje adidasy lekko plaskay o posadzk, wic co
kilka krokw zatrzymywaam si i rozgldaam wok, nasuchujc, czy nikt za mn nie idzie.
Nikt nie szed i panowaa gucha cisza.
W kocu stanam przed posgiem Sigyn. Ku mojemu zaskoczeniu ssiadowa z
posgiem Nike. Jak mogam tego wczeniej nie zauway? No, ale prawd mwic, za
kadym razem przychodziam tu do Nike i nikt inny mnie nie obchodzi.
Sigyn bya rwnie wysoka i imponujca, jak pozostali bogowie. Miaa na sobie dug
sukni, a spod jej fadw wynurzay si bose stopy. Co dziwne, suknia wygldaa na podart,
jakby przez lata z posgu odupyway si kawaki kamienia. Nie mam pojcia, jak byoby to
moliwe w bibliotece. Szczeglnie uszkodzone byy ramiona i donie. Na piersi, jak srebrny

naszyjnik, byszczaa pajczyna. Bogini miaa adne rysy, ale na twarzy malowaa si taka
ao, jakby Sigyn bya winna caemu smutkowi na ziemi. Miaam ochot wycign rk i
j pocieszy.
Staam, patrzc w kamienne oczy. Po chwili oprzytomniaam, potrzsnam gow i
mruknam:
- No, Gwen, skup si.
Pooyam ksik na pododze, zrobiam gboki wdech, pochyliam si i dotknam
zimnego marmuru, czekajc na napyw obrazw i wspomnie.
Zamiast ujrze histori posgu i wszystkich, ktrzy tdy chodzili i mu si przygldali nie zobaczyam nic. Kompletnie nic. adnych iskierek uczu, wspomnie. Zupenie jakby tej
statuy nikt nigdy nie dotyka, nawet artysta, ktry j wyrzebi.
Zmarszczyam brwi. Mj cygaski dar zawsze pozwala mi co zobaczy, cokolwiek,
niewane, czy byo to istotne, czy nie. Jedyny raz, kiedy nic nie poczuam, to wtedy, gdy
dotknam iluzji, czyli czego, czego nie byo. Tak wanie sztuczk Jasmine sprawia, e
uwierzyam w jej mier: stworzya iluzj swoich zwok lecych na pododze w czytelni.
Zastukaam w kamie. Stukot odbi si i powrci echem. Posg by prawdziwy. Moe
po prostu nikt go nie dotyka tak dugo, e wszystkie wspomnienia i uczucia zdyy si
rozwia. Tak si czasami zdarzao z przedmiotami, ktre trafiay do schowka i nikt do nich
nie zaglda.
Poniewa nie odebraam adnych wibracji, postanowiam szuka w sposb
konwencjonalny. Obmacaam rzeb i ostukaam j tak wysoko, jak byam w stanie
dosign, z nadziej na jaki ukryty schowek. Okej, okej, moe w czasie ferii naczytaam si
starych komiksw ze ScoobyDoo, ale uwaaam, e nie zaszkodzi sprawdzi.
No i znowu nic. adnych wydronych skrytek, wszdzie solidny marmur.
Przycignam nawet drabin, eby sign jak najwyej. Niestety, nic to nie dao. Nie wiem,
dlaczego niwiarka zaznaczya na planie to miejsce, skoro nie byo tu sztyletu. Moe w ogle
nie byo go w bibliotece.
Rozczarowana zeszam z drabiny i odstawiam j pod cian, koo wysokiej, chudej
szafy na ksiki. W caej bibliotece stay takie drabiny, eby mona byo sign na
najwysze pki. Podniosam ksik, ktr pooyem u stp posgu, spojrzaam na numer na
grzbiecie i poszam odoy j na waciwe miejsce.
Kiedy wsunam j midzy inne tomy i ju miaam si odwrci, nagle moj uwag
przycigna srebrna tabliczka na cianie: ZBIR ARCHITEKTONICZNY NR 1-13.
Przypomniao mi si wypracowanie, ktre miaam napisa na histori mityczn. Skoro ju tu

jestem, pomylaam, to wezm kilka ksiek, bo pani Metis powiedziaa, e mamy sign do
prawdziwych rde.
Jedna po drugiej wycigaam woluminy, otwieraam je i przegldaam spis treci. Nie
odbieraam adnych wibracji, najwyej niewyranie wraenie uczniw przerzucajcych
kartki. Wikszo ksiek od lat nie bya ruszana, wic wszystkie wspomnienia zdyy
zblakn.
Po krtkim czasie wok mnie unosiy si tumany kurzu, ktry od dawna zbiera si na
okadkach. Krcy py przypomina mi magiczne iskry Daphne. Podczas zmiany w
bibliotece napisaam do przyjaciki esemesa, e znalazam miejsce moliwego ukrycia
sztyletu i zamierzam sprawdzi, czy mam racj. Tymczasem ona nie odpowiedziaa, a nawet
nie napisaa, e jest zajta. Nie rozumiaam, co si z ni dzieje, i martwio mnie to.
Wikszo ksiek na regale dotyczya budynkw akademii, a nie posgw, w kocu
jednak znalazam kilka, ktre mogy si przyda, w tym jedna z gryfem wyrytym na srebrnej
metalicznej okadce. Spojrzaam na tytu: Gryfy, gargulce i inne mityczne stworzenia w
architekturze. No, odpowiednio pretensjonalny tytu, eby nadawa si na zacytowanie w
wypracowaniu dla pani Metis. Przerzuciam kilka stron i znalazam fotografie kamiennych
gryfw, w tym tych sprzed biblioteki antycznej. Trafione, zatopione. Zamknam ksik i
wsunam j pod rami. Kto wie, moe nie tylko przyda si jako rdo, ale rwnie dowiem
si z niej, dlaczego mam wraenie, e posgi cay czas mnie obserwuj?
Nagle zaskrzypia adidas. Zamaram.
Delikatny, cichy dwik, ktrego bym nie usyszaa, gdyby na caym pitrze nie
panowaa martwa cisza. Spojrzaam na podog. Ku mnie zblia si jaki cie. Mocniej
cisnam ksik i nie podnosiam gowy, udajc, e przegldam tytuy na pce. Kiedy cie
by tu tu, odwrciam si na picie i podniosam rk z ksik, gotujc si do spuszczenia
jej na tego, kto sta za mn.
Tymczasem za mn nie byo nikogo.
Rozejrzaam si nerwowo po caej antresoli. Nikt si nie pojawi, nic si nie
poruszyo, nawet posgi. Miaam ochot zawoa: Hop hop, jest tu kto?, ale przypomniao
mi si, e taka scena zawsze jest w horrorach, wic trzymaam buzi zamknit. Za to na
palcach przekradam si do schodw i cichutko zeszam na parter.
Przemknam midzy regaami, rozgldajc si na prawo i lewo, i dopadam lady.
Wprawdzie Nickamedes by upierdliwy, jednak wolaam sucha, jak si na mnie drze, ni
czeka na atak niwiarza. Naprawd miaam ju dosy bijatyk w bibliotece.
Nie zauwayam nic poza ksikami, ksikami i jeszcze raz ksikami, a mimo to

miaam wraenie, e nie jestem sama, e midzy regaami kto si kryje i skrada w
zalegajcych cieniach. Co gorsza, zaczo mi wali w gowie, czuam, jakby w mj mzg
wbijay si niewidzialne palce.
Cyganko... - usyszaam chrapliwy gos odbijajcy si od cian biblioteki. Cyganko... id ci zabi.
Znowu zastygam w miejscu. Serce podeszo mi do garda, mylaam, e mnie zadusi.
Wystraszyy mnie nie tyle szeptane sowa, co osoba, ktra je wymwia: Preston Ashton. To
byy jego sowa, to wanie mwi, gdy szuka mnie na placu budowy w kurorcie narciarskim.
Co gorsza, grozi wtedy, e zabije babci w taki sam sposb, w jaki razem z dziewczyn
zamordowali moj mam.
Jednak to w adnym wypadku nie mg by Preston. Siedzia zamknity w wizieniu
znajdujcym si w gmachu nauk cisych. Zdziwiam si, skd mi to przyszo na myl.
Dlaczego nagle zaczam myle o wizieniu, o zamkach, magicznych zaklciach, ktre
trzeba zna, eby w ogle znale si przy drzwiach? Przywoywaam w pamici te wszystkie
wspomnienia. Walenie w gowie przybrao na sile i przez chwil nie mogam pozby si
napywajcych obrazw, ale waciwie niepotrzebnie si martwiam. Preston siedzia tak
gboko pod ziemi, e nie mia szans si stamtd wygrzeba.
Mam racj?
Cyganko...
Gos odbija si i wraca echem, brzmia coraz dononiej i bardziej chrapliwie. Moe
mia mnie przerazi, zmusi do krzyku. No tak, udao si, trzsam si ze strachu. Nagle
przypomniaam sobie to, co zdarzyo si w koloseum. Niesamowite gosy to jedno, a ywi i
prawdziwi niwiarze to drugie. Po wczorajszym ataku byy dziecic zabaw... cholernie
irytujce, jak powiedziaby Wiktor, lecz trudno uwaa je za prawdziwe zagroenie.
- Okej, niesamowity gosie - mruknam. - Zobaczymy, jak bdziesz chrypia, gdy
zapi ci za gardo.
Nie puszczajc ksiki o gryfach, przekradam si alejk midzy regaami, co chwil
zatrzymujc si i nasuchujc, aby wykry rdo dwiku. Nic nie widziaam, ale raz po raz
rozlega si gos, zupenie jakbym miaa w gowie dzwon, za kadym uderzeniem
przynoszcy now fal cierpienia. Zacisnam zby, udajc, e nic nie sysz, i starajc si
zignorowa nasilajcy bl w gowie.
Przez sekund zastanawiaam si, czy to wszystko nie dzieje si w mojej gowie.
Dziki psychometrii widziaam mnstwo paskudnych rzeczy. Jednym z najgorszych
dowiadcze bya wizja koleanki wykorzystywanej przez ojczyma. Jeli straciam zdrowe

zmysy... no c, mogam wyobrazi sobie znacznie gorsze rzeczy ni gos powtarzajcy, e


mnie zabije.
Chodziam alejkami, wygldajc zza regaw. Miaam ju da sobie spokj i wrci
do lady, kiedy kilka metrw ode mnie co zaszelecio.
Ruszyam w tamtym kierunku. Adidasy niosy mnie na marmurze niemal bezgonie,
niemniej i tak co moment przystawaam, rozgldaam si i nadstawiaam ucha. W kocu
dotaram do miejsca, skd dobywa si szelest. Gdy wyjrzaam zza szafy, ujrzaam, e kto
znika za regaem. By odwrcony do mnie tyem.
- Mam ci! - mruknam.
Pobiegam za nim w kierunku lady do oddawania ksiek. Podniosam wysoko tom o
gryfach, gotowa waln go z caej siy w gow...
Musia usysze moje kroki, bo w ostatniej sekundzie odwrci si i zapa mnie za
nadgarstek. Nagle znalazam si w powietrzu. Kiedy si ocknam, leaam na plecach na
pododze, caa obolaa, usiujc zapa oddech i zastanawiajc si, co tu robi.
Co zaszurao i jaki cie zasoni wiato. Po obu stronach mojej gowy stany
cikie buty. Niedobrze, naprawd niedobrze. Przesunam rkami po pododze, szukajc
ksiki, ktra wypada mi z rk, lecz nie mogam na ni natrafi. Spociam si ze strachu.
Potrzebowaam jej, potrzebowaam jakiej broni do walki ze niwiarzem, do obrony przed
Prestonem...
- Jak tam, Cyganko? W porzdku?
Zamurowao mnie. Nie widziaam jego twarzy, ale rozpoznaam gos. To nie Preston
sta nade mn.
Nie, skd. To Logan tak mnie urzdzi.

Rozdzia 13

Przez kilka sekund nie mogam zapa oddechu.


- Jasne - zaskrzypiaam w kocu, usiujc zatrzyma w miejscu wirujc wok
bibliotek. - W porzdku jak na dziewczyn, ktr Spartanin waln o podog.
Logan skrzywi si i pomg mi usi.
- Przepraszam - odpar zakopotany. - Zobaczyem ci ktem oka i... eee... zadziaa
instynkt. To jeszcze zostao po wczoraj.
No tak, tacy wanie byli Spartanie, wszyscy mieli instynkt zabjcy. Dziwne, e
Logan nie wyrwa mi ksiki o gryfach i nie przebi mnie ostrym rogiem. Nie artuj. W
jego rkach wszystko mogo by miercionon broni. To by taki facet, e potrafiby
czowieka przebi spinaczem do papieru. Dlatego by tak wietnym wojownikiem.
Kiedy przestao mi si krci w gowie, Logan poda mi rk i pomg stan na nogi.
A potem obj mnie w talii i przez bluz i tshirt poczuam piekce gorco jego palcw. Znowu
zaczo mi si krci w gowie, lecz z zupenie innego powodu.
- Na pewno nic ci nie jest? - spyta troskliwie.
Umiechnam si.
- Czuj si coraz lepiej, Spartaninie, szczeglnie kiedy mnie obejmujesz.
Chopak umiechn si, przycign mnie jeszcze bliej i zajrza prosto w oczy. Nade
wszystko pragnam zapomnie o ostatnich minutach, ale nie mogam przesta myle o tym,
co si stao z niesamowitym szepczcym gosem. Usta w chwili, kiedy napadam na Logana.
Moja gowa nada pulsowaa blem; na szczcie znikny palce wbijajce si w czaszk.
- Logan...
- Sucham? - szepn chrypliwie, patrzc na moje usta.
- Kiedy wszede do biblioteki, zanim mnie zobaczye, czy syszae jakie... szepty?
Albo inne dwiki? Moe jaki gos?
Spartanin pokrci gow.
- Nic w ogle nie syszaem, pki nie zacza si za mn skrada. Nie powinna nosi
adidasw. One zawsze poskrzypuj. Nie da si i cakiem cicho. A dlaczego pytasz ogosy?
Przygryzam warg. Nie chciaam przyzna si, e sysz jakie gosy. Nie chciaam,
eby pomyla, e trac rozum, chocia tak wanie mogo by. Jednak, mimo wszystko,
miaam wraenie, e w bibliotece by kto... kto, kto dobrze wiedzia, co Preston powiedzia

do mnie wtedy w kurorcie. Chocia... jak to moliwe? Poza mn by tam tylko Logan, a
dobrze wiedziaam, e Spartanin nie prbowaby takich sztuczek.
- Co si dzieje, Cyganko? Wygldasz, jakby czym si martwia.
- Nie, nic takiego - powiedziaam, starajc si zapomnie o dziwacznych szeptach. Wydawao mi si tylko, e kto chodzi po czytelni. Dlatego... no, dlatego wanie na ciebie
napadam. A przynajmniej prbowaam.
Logan si umiechn.
- No to nic takiego si nie stao.
- Masz racj.
- Chyba nadszed czas, ebymy porozmawiali... o nas.
- Co takiego? - Zamrugaam gwatownie na nieoczekiwan zmian tematu.
- No wiesz, o nas - odpar ze skrpowaniem. - Ty i ja. I to, co jest midzy nami.
Zdezorientowana, nie mogam wykrztusi sowa.
Chopak westchn.
- Dziewczyny zawsze chc rozmawia o takich rzeczach. Wic pomylaem, e tym
razem dla odmiany zaczn pierwszy. - Ostatnie sowa wymwi szeptem.
Okej, to niezupenie bya ta romantyczna rozmowa, na jak liczyam, ale przynajmniej
Logan powiedzia sowo my. To daoby mi nieco nadziei, gdyby nie fakt, e Spartanin cay
czas co przede mn ukfywa. Co, co - jak twierdzi - zniechci mnie do niego. Co wyjdzie
na jaw, gdy tylko zaczniemy si dotyka. Jeli zaczniemy si dotyka.
Zrobiam gboki oddech.
- Chciaabym, eby byli jacy my. Pragn tego bardziej ni czegokolwiek. To
znaczy, chyba jest jasne, co do ciebie czuj. Kompletnie straciam dla ciebie gow. Byo tak,
nawet kiedy chodzie z Savann, a przez ferie moje uczucia si nie zmieniy.
Waciwie si nasiliy, tego jednak nie zamierzaam mu mwi.
- Czuj w tym jakie ale - powiedzia Logan, marszczc brwi.
Zebraam si w sobie i odparam:
- Nie jest to takie proste. Wiesz, co do ciebie czuj, a ja sdz, e wiem, co do mnie
czujesz. Ale oboje wiemy, e co przede mn ukrywasz. Ten twj sekret.
Spartanin spi si..
- Co z nim?
- Dowiem si, co to jest. Nie dlatego, e chc - dodaam szybko, widzc gniew
wypywajcy na jego twarz - tylko z powodu mojego daru. Jak potrzymam na tobie do,
wczy si psychometria i bd wiedziaa wszystko na twj temat, nawet jeli tego nie chcesz.

- A nie moesz jej... wyczy? Przynajmniej kiedy jestemy razem?


Pokrciam gow.
- Uwierz mi, nie mog. Wiele razy prbowaam, ale to jest czci mnie. To czyni ze
mnie Cygank, tak jak twj instynkt zabjcy czyni z ciebie Spartanina. Bez tego daru
byabym inn osob.
Teraz czas na najtrudniejsze wyznanie, co, do czego od kilku tygodni baam si
przyzna.
- Cz twojej tajemnicy ju znam.
Logan puci mnie i odsun si o krok. W jego oczach ujrzaam strach.
- O czym ty mwisz?
- Kiedy pocaowalimy si na placu budowy, ebym moga podczy si pod twoje
umiejtnoci walki i pokona
Prestona, widziaam wicej ni tylko to, jak bijesz si z innymi - powiedziaam cicho.
- Widziaam ci jako maego chopca. Stae nad zwokami kobiety i dziewczynki. Wyglday
podobnie do ciebie... i byy cae zalane krwi.
- Widziaa to? - szepn.
Skinam gow.
- Fragmenty. Najpierw, jak siedzisz w szafie, ciskajc w rce miecz. Bye tak
przeraony tym, co si dziao za drzwiami, cieniami i krzykami. A potem zobaczyam, jak
stoisz nad zwokami... i paczesz. Wicej nie widziaam, bo pocaunek si skoczy.
Logan odwrci si i przejecha domi po twarzy, jakby chcia tym ruchem wymaza
wspomnienia. Po chwili spojrza na mnie i wcelowa we mnie palcem.
- Nie miaa prawa tego robi - rzek. - Nie miaa prawa buszowa po mojej gowie.
adnego prawa, Gwen.
Oho. Spartanin uywa mojego imienia tylko wtedy, kiedy mwi powanie... albo by
powanie wkurzony, jak teraz.
- Przecie nie robiam tego celowo. Tak si po prostu zdarzyo.
Na twarzy chopaka malowaa si zo. Najwyraniej nie wierzy, e wspomnienia
same mogy mi si ukaza, e nie staraam si ich odszuka. To prawda, e czasami
uywaam mojego daru, eby pozna czyje tajemnice, ale nie zrobiabym tego Loganowi.
Nigdy.
- Nie powiesz mi nawet, kto to by? - spytaam mikko, prbujc jako do niego
dotrze. - Ta kobieta i dziewczynka?
Rozemia si gorzko.

- Chyba nie mam wyboru, prawda? Znam ci, Cyganko. Jak si czego uczepisz, to
nie popucisz. Jak tylko zorientujesz si, e kto co przed tob ukrywa, nie moesz si
opanowa, eby nie wyniucha sekretu.
Cofnam si na te sowa.
- Chcesz wiedzie, Cyganko, co si wtedy wydarzyo? - warkn Logan. - To ci
powiem.
Spartanin zacisn pieci, rzuca na mnie wcieke spojrzenia i cay trzs si z gniewu.
Nigdy nie widziaam go w takim stanie.
- Do naszego domu wdarli si niwiarze i zabili kadego, kogo dostali w swoje rce,
podobnie jak w koloseum. Tylko e wtedy wszyscy oznaczao moj mam, Larent, i
siostr, Lariss. Przyszli i zarnli je jak zwierzta w rzeni, mimo e nie miay broni.
Podejrzewaam co takiego, ale serce cisno mi si na widok jego blu i
niepohamowanego alu.
- Och, Logan, tak mi przykro. Wiem, co znaczy kogo straci. Na pewno zrobie
wszystko, co w twojej mocy, eby pomc mamie i siostrze. Zrobie wszystko, eby je
ocali...
Rozemia si chrapliwie, nie dajc mi dokoczy.
- Nie masz o niczym pojcia. Nic nie wiesz o mnie, o tym, co to znaczy by
Spartaninem, o niczym. Twoja mama i babcia odseparoway ci od tego, ya bez
wiadomoci istnienia Lokiego, niwiarzy i w ogle caej reszty. Nie masz pojcia, co to
znaczy dorasta w naszym wiecie i kadego dnia radzi sobie z zagroeniem. Wydaje ci si,
e to jest zabawa. Nawet kiedy Metis i Nickamedes mwi ci, eby si nie naraaa, nie
wtrcaa, to musisz wsadza nos w sprawy innych ludzi. Kiedy wreszcie zrozumiesz, e
zginiesz przez t twoj obsesj grzebania w cudzych tajemnicach?
Otworzyam usta, eby zaprzeczy, powiedzie, e nie ma racji, ale si nie
odezwaam. Bo gboko w duszy si z nim zgadzaam - taka wanie byam. Kiedy przyszam
do akademii, kpiam z Lokiego i niwiarzy, mimo caej magii, jak widziaam wok. Nawet
teraz, kiedy miaam wiadomo, e czyha na mnie niwiarka, chciaam si z ni zmierzy
sam na sam. Chciaam znale sztylet z Helheimu i ukry go w bezpiecznym miejscu.
Chciaam by godna zaufania i wiary, jak pokadaa we mnie Nike. Chciaam by tak samo
sprytna, silna i odwana jak inne kobiety z rodu Frostw, ktre suyy bogini zwycistwa.
Najbardziej jednak chciaam, eby niwiarka zapacia za zamordowanie mojej mamy.
- Nie wiem, dlaczego sdziem, e bdziesz inna. e zrozumiesz. e nam si uda.
Przykro mi, Gwen. Po prostu... nie mog tego zrobi. Nawet dla ciebie. Szczeglnie dla

ciebie.
Spartanin odwrci si i ruszy ku drzwiom wyjciowym.
- Logan! Logan! - zawoaam. Nie - zatrzyma si, tylko przyspieszy kroku.
Staam na rodku biblioteki oguszona tym, co wydarzyo si w rodzinie Logana, i
strasznymi sowami, ktre mi powiedzia. Wolaabym, eby nie byy tak prawdziwe. W
oczach czuam piekce zy, chciao mi si paka, ale zdoaam si powstrzyma. Jak to si
stao, e rozmowa na nasz temat doprowadzia do zerwania, zanim wszystko na dobre si
zaczo?
- Hm - usyszaam za sob.
Otaram zy i odwrciam si. Za mn sta Nickamedes z moj raportwk w rce,
ktr trzyma przed sob jak tarcz. Z wyrazu twarzy mona byo wyczyta, e wszystko
sysza.
- Zao si, e dobrze si pan bawi, prawda? - warknam, walczc z zami. - Paski
siostrzeniec dokadnie mi uwiadomi, jaka jestem okropna. Czy moe da mu pan jakie
wskazwki? A moe zoliwo to cecha rodzinna?
Nickamedes si nie odezwa, tylko mierzy mnie pustym spojrzeniem.
- Zamykam bibliotek na noc, Gwendolyn. Pomylaem, e przed wyjciem zechcesz
zabra swoje rzeczy.
Wycign torb przed siebie. Niemal wyrwaam mu j z rki, zamierzajc odwrci
si i wybiec, zanim zobaczy, e pacz. Tylko e nie zapaam porzdnie, torba upada na
podog i wszystko si z niej wysypao. Doskonae zakoczenie doskonale aosnego dnia.
Ukucnam i zaczam wkada do rodka pira, zeszyty, komiksy, ktre ostatnio
czytaam, i worek z jedzeniem dla Nott. Signam po ksik o gryfach upuszczon podczas
walki z Loganem i usyszaam za sob kroki Nickamedesa.
- Skd to masz? - spyta pgosem.
Podniosam gow i ujrzaam bibliotekarza z pamitnikiem mamy w rce. Na twarzy
mia dziwny grymas, jakby okadka parzya go w donie i samo spojrzenie na ni sprawiao
bl. Wstaam i zabraam pamitnik, zastanawiajc si, czy wycisn na nim pitno swojej
nienawici.
- Prosz mi to odda - syknam. - Nalea do mamy i nie chc, eby pan go dotyka.
Nawet przez sekund.
Bibliotekarz zmarszczy brwi, lecz nic nie powiedzia. Moe wreszcie zda sobie
spraw, jak bardzo jestem za i uraona - jeli w ogle si nad tym zastanawia. Podszed do
stow i schyli si, bo zauway co lecego na pododze.

Staam, ciskajc pamitnik w rce i badajc go psychometri. Czuam tylko obecno


mamy, widziaam tylko j, jak siedzi pochylona i co w nim pisze. Nickamedes nie mia go w
rku na tyle dugo, by zostawi na nim swj lad. To dobrze.
- Gwendolyn, poczekaj - odezwa si bibliotekarz, nadal pochylony nad tym, co
znalaz.
Poniewa nie byam w nastroju do wysuchiwania nastpnej reprymendy czy czego w
tym rodzaju, przeoyam pasek raportwki przez gow i wybiegam z biblioteki ile si w
nogach.
W drodze do akademika staraam si nie paka, mylc oscenie z Loganem - ale
poniosam klsk na caej linii. Byam zadowolona, e cay grny dziedziniec i wszystkie
cieki s pogrone w cieniu. Nie - chciaam, eby kto zobaczy mnie w takim stanie ani, co
gorsza, zrobi mi komrk zdjcie i rozesa po caej szkole.
Minam kilka osb spieszcych do swoich pokojw przed cisz nocn, ktra
zaczynaa si o dziesitej, lecz udao mi si dosta do Styksu - mojego akademika - tak, e
nikt nie widzia mojej zaczerwienionej twarzy. Otworzyam drzwi identyfikatorem i
pobiegam po schodach na drugie pitro. Kiedy tylko weszam do pokoju, rzuciam torb i
padam na ko.
Nott, ktra leaa na pododze, zamachaa ogonem. Wiktor te usysza, e wrciam, i
si obudzi. Przez moment patrzy na mnie podejrzliwie fiokowym okiem.
- Co si stao? - spyta. - Dlaczego pakaa?
- Niewane - odparam i czknam.
Z jakiego powodu po paczu zawsze dostawaam czkawki. Kolejna rzecz odstajca od
normy, tak jak psychometria. Dlaczego nie otrzymaam innego daru? Dlaczego Nike nie
podarowaa mi siy takiej, jak maj walkirie? Albo szybkoci Amazonki? Psychometria staa
si powodem rozki z Loganem. A po tym, jak mnie dzi podsumowa, wtpi, czy zechce
da mi drug szans... da nam drug szans.
Dlaczego? Powiedziaam Loganowi, e poznaam jego tajemnic, e wiem, co
ukrywa, dlaczego jest tak bardzo smutny, mimo e usilnie stara si ten smutek ukrywa pod
przykrywk docinkw i figlarnych umiechw. Zamiast poczu ulg, rozzoci si. Nie
rozumiem, czy co jest nie tak z nim, czy ze mn.
Nasz zwizek si skoczy, zanim si zacz. Czasami mam wraenie, e tak mona
streci histori mojego ycia. Tato, Tyr, zmar, kiedy miaam dwa lata, zanim zdyam go
pozna. Mama zostaa zamordowana i nie miaa okazji powiedzie mi o Lokim, niwiarzach
ani o tym, e bya wybrank Nike. A teraz musz znale sztylet z Helheimu, eby uchroni

go przed wpadniciem w rce niwiarki. Tak, tragiczna strata i epicka klska - to


podsumowuje moje ycie.
Przewrciam si na plecy. Nott wstaa i pooya eb na ku. Spojrzaa na mnie
rdzawymi oczyma. Pisna. Pewnie chciaa mnie pocieszy.
Westchnam i zaczam gadzi j po uszach. Nott zamruczaa z zadowoleniem i
przysuna bliej gow. Gaskanie jej z jakiego powodu mnie uspokajao - cho wilczyca
bya tak wielka, e z atwoci moga mnie zje. W kocu wstaam. To, e ja cierpi, nie
znaczy, e ona te musi.
Kiedy Nott zaja si posikiem, ktry jej przyniosam ze stowki, wziam prysznic,
a potem zeszam na d, wycignam ze schowka koce i poduszki i uoyam z nich
legowisko midzy kiem i biurkiem.
- Mnie nigdy nie zrobia takiego wygodnego posania - odezwa si Wiktor. - A
jestem znacznie bardziej przydatny ni ten cholerny wilk.
Nott przerwaa jedzenie i warkna.
- To dlatego, e masz wygodn skrzan pochw - wyjaniam niezadowolonemu
mieczowi. - To twoje gniazdko.
- Hmmm - mrukn Wiktor i zatrzasn oko.
Westchnam i wrciam na parter, tym razem po wiadro spod zlewu we wsplnej
kuchni: Napeniam je wod i daam Nott, eby si napia. A potem, kiedy wikszo wiate
w akademiku zgasa i zapanowaa cisza, ukradkiem wyprowadziam wilczyc na dwr, eby
zaatwia swoje sprawy, zanim drzwi zostan automatycznie zamknite na noc.
W kocu szczliwie wrciymy do pokoju. Przyszo mi do gowy, eby otworzy
ksik o gryfach i zacz wypracowanie na histori mityczn, ale zamiast tego signam do
torby po pamitnik mamy i pooyam si wygodnie w ku.
Nott i Wiktor spali, ja jednak czuam si zbyt pobudzona, wczyam wic lampk
nocn i zaczam czyta.
Dzi zaczam drug klas w Akademii Mitu.... Te sowa byy na pierwszej stronie.
Wsunam si gbiej pod kodr, gotowa na dugie nocne czytanie, z nadziej na to, e
zapomn o wasnych problemach.
Mama notowaa w pamitniku to, co robia, kiedy miaa siedemnacie lat i bya
uczennic drugiej klasy, tak jak ja. Pisaa o nauczycielach i lekcjach, i o tym, jak nie lubia
pani Banby od ekonomii.
Umiechnam si, bo w napisanych sowach syszaam jej gos, niemal jakby czytaa
mi bajk na dobranoc. Byo to bardzo pocieszajce. Szczeglnie podobay mi si fragmenty

mwice o przyjani z pani Metis. Okazuje si, e obie niele rozrabiay za modu. Mama
narzekaa, e po jakim numerze wadze uczelni wezway j na.rozmwk. Wrd kartek
znajdowao si te kilka fotografii, gwnie przedstawiajcych mam z przyjacik, objtych
i umiechajcych si do aparatu. Odoyam je na bok, eby oprawi i postawi na biurku,
obok innych.
Wprawdzie pamitnik da mi wiele radoci, jednak nie znalazam adnej wskazwki
co do tego, gdzie mama ukrya sztylet z Helheimu. W ogle o nim nie wspomniaa. Chyba e
to on si kry pod wzmiank o wanej misji, ktr zlecia jej Nike. Przejrzaam ssiednie
strony, jednak nie napomkna wicej o misji, a nawet nie powiedziaa, czy skoczya si
powodzeniem.
Pamitnik zdradzi mi jedno: mama lubia bazgroli. Niemal na kadej stronie
znajdoway si szkice i rysunki, ale nie to, co zazwyczaj, czyli serca i kwiaty. Mama rysowaa
posgi: wszystkie posgi, ktre znajdoway si na budynkach akademii.
Gargulce, Minotaury, bazyliszki, smoki, chimery, gorgony i jeszcze inne stwory
kbiy si na kartach dziennika, na grze i na dole strony, a czasem nawet cigny si
wzdu grzbietu. Z jakiego powodu mama upodobaa sobie gryfy sprzed stopni biblioteki.
Rysowaa je czciej ni wszystkie inne posgi razem. Moe te miaa takie zadanie domowe,
eby zebra materia i napisa o nich? Nie umiaam wymyli adnego innego powodu tego
uporczywego powracania do nich w rysunku.
Pomimo dziwacznych gryzmow, ktrymi upstrzone byy kartki, i stresu zwizanego
z fiaskiem poszukiwa sztyletu, czytanie pamitnika i wsuchiwanie si w brzmicy w mojej
gowie gos mamy sprawiy, e poczuam si mniej przygnbiona. Moe pomogo te
trzymanie dziennika w rkach i nasikanie obrazami i uczuciami zwizanymi z mam i tym,
co robia. Mie chwil w akademii, ale te te ze. To wszystko stanowio cz niej i
pozwolio mi spojrze na ni tak, jak nigdy przedtem, jakbym patrzya na stare filmy, w
ktrych wystpowaa jako nastolatka.
Nie chciaam, eby te uczucia wygasy, wic gdy zgasiam wiato, wsunam
pamitnik pod kodr i zasnam, trzymajc go w rce.

Rozdzia 14

Nastpny dzie by zwyczajny. Naturalnie, pomijajc moje bolce serce. Przyszam na


trening dziesi minut przed czasem z nadziej, e porozmawiam z Loganem, zanim pojawi
si inni, z nadziej, e powiem mu... co, co pozwoli rozwiza nasz problem.
Ale tym razem Spartanin w ogle si nie pojawi.
- Przepraszam, Gwen - powiedzia Oliwier, rzucajc torb na awk. - Logan przysa
mi esemesa, e dzisiaj le si czuje.
- Nie tylko on - mruknam.
Wiedziaam, e mnie unika, a sdzc po wspczujcych spojrzeniach, wygldao na
to, e Kenzie i Oliwier rwnie to wiedzieli. Jakby nie do, znowu mielimy audytorium
pierwszakw, i to jeszcze bardziej liczne ni wczoraj. Pki si nie dowiedzieli, e Logan nie
przyjdzie. Bo potem wszystkie dziewczyny wyszy.
eby przetrwa t godzin tortur, zacisnam zby i przywaram do Wiktora tak
mocno, e zdrtwiay mi palce.
Reszt przedpoudnia zajy nudne lekcje, wykady i zadania, a nadesza pora obiadu.
Carson pobieg na prb przed zbliajcym si koncertem. Facet mia hopla na punkcie
zespou, by Celtem i posiada magiczny dar muzykowania - co jak bard wojownik.
Wiedzia, jak zagra na kadym instrumencie, ktry wpad mu w rce.
Zatem przy naszym stoliku w jadalni siedziaymy z Daphne tylko we dwie. Walkiria
dziobaa bez apetytu saatk owocow i kanapk z kurczakiem.
-...powiedzia mi, e ja nic nie rozumiem i nie zrozumiem i praktycznie ze mn
zerwa, zanim zdoalimy choby raz si umwi. Uwierzysz w to? - szeptaam, skarc si na
Logana.
Odczekaam moment, ale Daphne zamiast mi odpowiedzie, zaatakowaa widelcem
nastpn truskawk, ktrej i tak nie zjada.
- A potem Logan i ja bzykalimy si na stole na rodku biblioteki, na oczach
Nickamedesa. No i co ty na to?
- Niesamowite - mrukna Daphne. - Po prostu niesamowite.
Pomachaam jej rk przed twarz, eby wreszcie na mnie spojrzaa.
- Co si z tob dzieje? W czasie obiadu prawie si nie odezwaa i w ogle mnie nie
suchasz.

- Przecie sucham. Mwisz to co zwykle. Ty i Logan, i wasz pechowy zwizek, i to


wielkie zadanie, ktre powierzya ci Nike, bo jeste jej wybrank. Spokojnie, Gwen. Nie
jeste centrum wszechwiata. Inni te maj problemy.
Wytrzeszczyam oczy, lekko uraona jej sarkazmem.
- Co jest, Daphne? Dlaczego mwisz do mnie w ten sposb? W kocu chyba jeste
moj przyjacik.
Daphne spiorunowaa mnie wzrokiem i sypna rowymi magicznymi iskrami. Przez
moment przygldaa si im, a potem podniosa gow i jej wzrok sta si jeszcze bardziej
nieprzystpny.
- Niewane - wymamrotaa. -1 tak tego nie zrozumiesz.
Wstaa, wzia tac i bez sowa wysza ze stowki.
Patrzyam, jak si oddala, zastanawiajc si, o co chodzi. Daphne mylaa o jakich
swoich sprawach i prawie nie otwieraa ust. Mylaam, e ma pody nastrj po bitwie w
koloseum, w ktrej niemal stracia Carsona. Patrzenie na to, jak twj chopak niemal umiera,
a potem uleczenie go dziki magicznym zdolnociom, ktre si nagle objawiy, to do, eby
przyprawi o wstrzs nawet tward i pewn siebie walkiri. Wydawao mi si jednak, e nie
to byo powodem jej zego humoru, cho nie miaam pojcia co. W cigu dwch dni po raz
drugi usyszaam, e nie zrozumiem. No c, nie potrafi czyta w mylach. Na pewno, nie
zrozumiem, jeli nie powiedz mi, o co chodzi.
Reszta dnia wcale nie bya lepsza, szczeglnie wuef, na ktrym miaam wiczy
razem z Tali. Walczyymy na kije i Amazonka robia wszystko, eby mi wla, rozcign
na ziemi i da po apach. Jestem przekonana, e to z powodu przyjani z Savann.
Zastanawiaam si, czy Savannie uly, gdy dowie si, e Logan odsun si te ode
mnie, poniewa jestem taka, jaka jestem.
Nawet profesor Metis bya w nieswoim nastroju podczas lekcji historii mitycznej i
znowu wybiega z klasy zaraz po dzwonku.
Poszam do akademika sprawdzi, jak ma si Nott, i da jej wie wod oraz miso
zabrane ze stowki. Potem miaam w planie odwiedziny u Vivian Holler w Walhalli.
Walhalla bya najelegantszym akademikiem. Mieszkay tu gwnie walkirie oraz kilka
Amazonek, jak Savannah. Udaam si na pierwsze pitro, gdzie mieci si pokj Vivian, i
zastukaam.
Po sekundzie otworzya i umiechna si niemiao na powitanie.
- Prosz - powiedziaa, a kiedy weszam, zamkna za mn drzwi.
Rozejrzaam si wok. ko, komoda, pki na ksiki, adna toaletka. Mniej wicej

takie samo umeblowanie, jak u wikszoci dziewczyn.


Vivan mwia, e naley do kka teatralnego, lecz nie wspomniaa, e jest w to
pogrona po uszy. ciany pokryway plakaty popularnych musicali, jak Pikna i bestia czy
Szkaratny kwiat, oraz oprawione w ramki gazetki reklamujce sztuki wystawiane przez
uczniw akademii, w tym Odysej i Iliad. Byy te maski Janusa - zdobiy wszystko, od
brzowych podprek do ksiek po byszczce zote naklejki na lustrze toaletki i kartki do
notatek na biurku. Moja obsesja na punkcie komiksw to byo nic przy Vivian.
Spojrzaam niepewnie na podprki. wietnie, e dziewczyna tak si angauje, ale
mimo wszystko te miejce si i paczce twarze przyprawiay o dreszczyk...
- Jeste gotowa? - przerwaa moje rozmylania Vivian. - Bo za kilka minut umwiam
si z Savann i Tali.
- Jasne - odparam, odrywajc wzrok od masek. - Gdzie ostatni raz widziaa
piercionek? Czy by w twoim pokoju? A moe bardziej prawdopodobne, e zgubi si gdzie
na kampusie?
Prawd mwic, miaam nadziej, e jest w pokoju. Gdyby zgubia go, idc na lekcje,
znalezienie go zajoby mi kilka dni. O ile w ogle bym go znalaza.
- Ostatni raz - zawahaa si - widziaam go tutaj. Razem z Savann ogldaymy
telewizj w sobot. Pamitam, e zdjam go i pooyam na toaletce, obok kasetki z
biuteri. Teraz jednak go tam nie ma i nigdzie nie mog go znale.
Kasetka rwnie bya w ksztacie dwch twarzy, wyrzebiona z onyksu, i.miaa
gadk, wiecc powierzchni jak fortepian. Moe to wiato padajce z okna, niemniej przez
moment wydawao mi si, e twarze rozpuszczaj si, tworzc kau czarnej krwi
rozlewajc si po caym blacie...
Zamrugaam i obraz znikn. Kasetka znowu bya tylko kasetk.
- Gwen, nic ci nie jest? - spytaa Vivian. - Miaa dziwn min.
- Wszystko w porzdku. Poka mi, gdzie dokadnie na toaletce pooya piercionek.
Wskazaa tu obok kasetki na biuteri. Wziam gboki oddech, pochyliam si i
dotknam powierzchni, czekajc na napyw obrazw.
Nic.
Nic nie zobaczyam. adnych wspomnie, iskierek emocji, absolutna pustka.
Przecignam palcami po stole, dotknam kasetki - i nadal nie zebraam adnych wibracji
Nagle rzucio mi si w oczy, e toaletka jest fabrycznie nowa, zupenie nie jak wysuone
meble w akademiku.
- Nowa? - spytaam.

- Tak. Tato przysa j dzi rano. W tym roku pod choink dostaam meble. Wszystko
jest nowiutkie, nawet kasetka na biuteri.
Dziwny prezent pod choink. To prawda, e w tej szkole rodzice wyjtkowo
rozpieszczali swoje potomstwo, jednak raczej spodziewaabym si, e Vivian dostanie
bransoletk z diamentami, samochd albo miecz robiony na zamwienie.
Fakt, e wszystkie meble byy nowe, stanowi komplikacj. Nie miaa ich na tyle
dugo, eby odcisn na nich swoje emocje. To znaczy, e nie bd moga posuy si
psychometri, eby i ladem piercionka.
Zdarzao si, co prawda rzadko, e nie potrafiam znale zguby. Czasami dlatego, e
brakowao ladw. Co dzie w najrozmaitszych miejscach klucze wypaday z kieszeni,
komrki z torebki, zegarki zsuway si z rk. Niekiedy gubiy si na dobre i adna magia ani
ledztwo nie byy w stanie ich namierzy.
- Co nie tak? - spytaa Vivian.
Potrzsnam gow.
- Nie, tylko zdaam sobie spraw, e to nie bdzie takie proste, jak sdziam.
Vivian spojrzaa na mnie dziwnie, lecz nic nie powiedziaa. Usiada tylko na ku i
patrzya, jak kr po pokoju, przesuwajc domi po ksikach, kosmetykach i meblach.
Nie znalazam piercionka i nie udao mi si zebra ani jednaj przydatnej wibracji. To
znaczy par razy pokazao mi si, jak czyta ulubion ksik albo robi makija, tylko e to
byy zwyczajne wibracje, naturalnie zwizane z tego typu przedmiotami. A caa reszta
wyposaenia pokoju bya nowa i lnica. Ona pewnie si cieszya, ale ja nie, bo nie mogam
posuy si cygaskim darem.
W kocu uznaam porak, wstaam z podogi i wytaram rce w dinsy.
- No c, masz racj. Zajrzaam pod kady mebel i twojego piercionka nie ma.
Mylisz, e moga go zgubi gdzie indziej? Moe zdejmowaa go przed treningiem i
zostawia w szafce w sali gimnastycznej?
Zawahaa si, w jej oczach pojawio si zakopotanie.
- No wanie. Nie jestem pewna, czy zgubiam piercionek. Myl... myl, e kto
mg go zabra.
- Naprawd? Kto? Czsto dostaj zlecenia znalezienia rozmaitych rzeczy i
dowiadczenie mi mwi, e jeli uwaasz, e kto ci wisn piercionek, to pewnie masz
racj. To si zdarza czciej, niby sdzia.
Zdumiewajce, jak kleptomania szerzya si wrd modych wojownikw. Mieli
wszystko, czego tylko zapragnli, a jednak okradali innych - nawet swoich przyjaci - z

nienawici, zazdroci lub zoliwoci. Podejrzewam, e pacenie za co, co chciao si mie,


wyszo z mody.
Vivian znalaza jak nitk wychodzc z kodry i zacza j cign.
- Widzisz, ale to takie gupie. Ona jest moj przyjacik. Nigdy by tego nie zrobia.
Nic by mi nie ukrada, a ju na pewno nie piercionek. Wie, ile dla mnie znaczy.
- Dlaczego jest taki wyjtkowy?
Vivian zagryza warg i opucia gow.
- Nalea do mamy. Daa mi go, zanim umara.
- Och, tak mi przykro.
Nic innego nie przyszo mi do gowy, a zreszt i tak adne sowa niczego nie zmieni.
Nie dadz jej pociechy. Mnie przynajmniej nie pomogy, niezalenie od tego, kto je mwi.
Dziewczyna wzruszya ramionami.
- Miaam wtedy trzynacie lat. To bya sprawka niwiarzy.
Przypomnia mi si Logan. Jego mama i starsza siostra te zostay zamordowane przez
niwiarzy, i pewnie w podobny sposb zgina mama Vivian. Na myl o Spartaninie
poczuam kucie w sercu, ale zmusiam si do skupienia uwagi z powrotem na koleance.
- No, Vivian, zdrad mi, kto wedug ciebie mg podprowadzi piercionek. atwiej
mi przyjdzie go znale, jeli bd wiedziaa, gdzie zacz szuka.
- Savannah - powiedziaa z westchnieniem. - Myl, e to ona. Jak mwiam, ostatni
raz widziaam go w pokoju dwa dni temu, kiedy siedziaymy tu razem. Wysza przed
dziesit, a wczoraj rano nie mogam ju go znale. Po prostu... znikn.
Gos jej si zaama i zakrya oczy rk. Jakby zbierao jej si na pacz na sam myl o
tym, e winna moga by Savannah.
Dlaczego Amazonka miaaby okrada najblisz przyjacik? To prawda, e w
Akademii Mitu dzieciaki cay czas si okraday, jednak najczciej byy to bardzo drogie
przedmioty:

telewizory,

platynowe

zegarki,

kolczyki

ze

szmaragdami

wielkoci

wierdolarwki. Zabra zwyky zoty piercionek, szczeglnie jeli by cenny ze wzgldw


emocjonalnych? To wygldao na co, co zrobiby niwiarz z czystej zoliwoci.
Nagle przypomniay mi si czerwone byski w oczach Savanny, najpierw w koloseum,
a potem wczoraj w stowce. Czy to moliwe, eby dziewczyna bya... niwiark? Moe
nawet t, ktra zabia moj mam? Wybrank Lokiego?
Te myli nagle pojawiy si w mojej gowie i nie mogam ju ich przegoni. Wgryzay
si coraz gbiej, drc mj mzg jak zimne, zachanne palce...
- No i co teraz? - spytaa Vivian.

Znowu poczuam guchy bl z tyu czaszki, ale udao mi si w kocu otrzsn z


podejrze wobec Savanny.
- Daj mi sto dolarw zadatku, jak ustaliymy Postaram si sprawdzi kilka tropw i
za par dni zdam ci relacj. Jeli znajd piercionek, zapacisz mi reszt, a jeli nie, oddam ci
zaliczk. Zgoda?
Skina gow, z markowej torebki wyja portfel i podaa mi nowy banknot
studolarowy. Przytrzymaam go duej w palcach z nadziej na jakie wibracje, jednak
zobaczyam tylko, jak jedna osoba wrcza go drugiej, druga trzeciej i tak dalej, a w kocu
trafi do Vivian.
- Dziki - powiedziaam, wsuwajc pienidze do kieszeni spodni. - Za kilka dni
postaram si mie jakie wieci.
Nic wicej nie mogam zrobi i zebraam si do wyjcia. Zanim zdyam nacisn
klamk, Vivian podbiega i je otworzya. Mio z jej strony.
- Dziki - powtrzyam.
- Nie ma za co. Ja dzikuj za to, e zgodzia si poszuka piercionka. Nie masz
pojcia, ile dla mnie znaczy.
Umiechnam si.
- Po co jestem Cygank.
Wyszam z pokoju, zamknam drzwi i ruszyam w stron schodw, mijajc sypialni
Daphne. Jak przystao na rozpieszczon walkiri, take mieszkaa w Walhalli. Nie
rozmawiaam z Daphne od czasu sprzeczki podczas obiadu, a ona nie zadzwonia ani nie
przesaa mi adnego esemesa. Nie wiedziaam, co si stao, co j tak wytrcio z rwnowagi.
Poza tym zaczynaam za ni tskni. Nawet nie zdyam jej powiedzie o tym, e pojawia
si Nott. Chciaam porozmawia na temat wilczycy, Logana, a przede wszystkim o tym, czy
Savannah moe by niwiark.
Po krtkim wahaniu zapukaam do jej drzwi. Nikt nie odpowiedzia. Ze rodka nie
dobiegaa muzyka, ani stukanie w klawisze. Czyli walkiria nie siedziaa przy jednym ze
swoich komputerw. Rozczarowana, opuciam akademik i udaam si do gmachu nauk
humanistycznych, gdzie pani Metis miaa swj pokj.
Dzi by wtorek, czyli dzie, w ktry chodziam z wizyt do Prestona Ashtona. Odkd
zosta uwiziony, staraam si poprzez psychometri zajrze mu do gowy i dowiedzie si, co
planuj niwiarze. Teraz, oczywicie, miaam zamiar sprawdzi, co wie o sztylecie z
Helheimu i czy zna jak wskazwk co do miejsca jego ukrycia. Poza tym koszmarny szept
w bibliotece sprawi, e czuam potrzeb, moe irracjonaln, przekonania si, e Preston

nadal jest w wizieniu i nie moe uczyni krzywdy nikomu... szczeglnie babci Frost.
Zanim doszam do pokoju pani Metis, zauwayam, e drzwi s niedomknite, a
wewntrz poprzez matow szyb ujrzaam dwie postaci. Podniosam do, eby zapuka,
kiedy dobieg mnie czyj gos:
- Nie chc by uzdrowicielk. Nigdy tego nie chciaam.
Zmarszczyam brwi. Daphne? Zajrzaam przez szczelin. Tak, to ona. Staa przed
biurkiem pani Metis, z rkami na biodrach, a wok niej wiroway rowe magiczne iskry.
- Obawiam si, e nie masz wyboru, Daphne - odezwaa si pani profesor agodnym
tonem. - Twj dar magiczny dojrza. Nie moesz tego cofn. Spotykamy si po zajciach od
dwch dni i nic si nie zmienio.
No, to tumaczyo, dlaczego pani Metis tak si spieszya po lekcjach.
Daphne wyrzucia rce w gr, a iskry sypny si strumieniem.
- Ale dojrza dlatego, e tak si martwiam Carsonem. Bo niwiarz go zrani i Carson
umiera.
- Uratowaa go dlatego, e wtedy objawia si i dojrzaa twoja magia.
Daphne nic nie odpara, tylko osuna si na krzeso przed biurkiem.
- Pani nie rozumie. adna z walkirii w mojej rodzinie nie jest uzdrowicielk. Mama
ma dar ognia, taki jak miaa babcia. Mylaam, e te go odziedzicz. Co silnego, potnego.
A nie takie... bezuyteczne co.
Daphne podniosa rozcapierzone palce i skupia si. Po chwili rowe iskry zlay si,
tworzc ran lecznicz powiat wok jej rki. Znowu doznaam dziwnego wraenia, e
gdybym moga dotkn walkirii, jej magia wlaaby si we mnie. Podobnie czuam w
koloseum, kiedy dotknam rki Daphne i ujrzaam to przepikne, przecudowne jasnorowe
wiato ponce w jej sercu.
- No i jeszcze to - mrukna Daphne.
Pochylia si. Kiedy si wyprostowaa, zorientowaam si, e w rkach trzyma dwie
rzeczy: onyksowy uk i koczan z jedn jedyn zot strza, ktrych uywaa podczas walki
ze niwiarzami. Zamrugaam z niedowierzaniem. Wydawao mi si, e uk zostawia w
Koloseum Kriosa.
- Co mam z tym zrobi? - warkna. - Dwa razy ju je pani oddawaam, ale za kadym
razem, jak id do pokoju, to je znajduj na ku. Tak samo jak z Carsonem i tym jego gupim
rogiem, ktry zabra z koloseum.
Pooya bro na biurku. Po chwili pani Metis signa po uk, a potem po koczan,
przyjrzaa im si i odoya.

- Daphne, czy... czy widzisz co na uku albo koczanie? Jaki napis? Albo rysunek? spytaa pgosem.
Serce podeszo mi do garda. Wiedziaam, dlaczego o to pyta. Kady wybraniec
otrzymywa bro od swojego boga itylko on mg przeczyta wyryte na niej sowa.
Pamitam, e w koloseum Daphne powiedziaa, e te rzeczy naleay do Sigyn, nordyckiej
bogini powicenia. Czyby Daphne bya jej wybrank? Czy to dlatego uk z koczanem bez
przerwy pokazyway si w jej pokoju? Czy dlatego te Carson mia ten dziwny rg?
Daphne westchna, podniosa bro i si jej przyjrzaa.
- Nic nie widz.
- No c, moe wkrtce zobaczysz. Musi by jaki magiczny powd, ktry czy te
przedmioty z twoj osob, wic chyba powinna je zatrzyma. I uywa ich, kiedy bdzie
potrzeba.
- Moliwe - mrukna Daphne. - Czy to koniec? Bo mam napisa wypracowanie z
literatury angielskiej.
Pani Metis skina gow. Daphne wstaa, zebraa swoje rzeczy, w tym onyksowy uk i
koczan. Ledwie miaam czas odsun si od drzwi, a walkiria otworzya je z rozmachem i
zobaczya mnie w korytarzu. Zdziwienie szybko zmienio si w zo.
- Rany, Gwen, nie moesz przez chwil nie wsadza nosa w cudze sprawy?
Zesztywniaam.
- Nie przyszam tu ze wzgldu na ciebie. Dzisiaj przypada dzie, kiedy mam i do
Prestona. Dowiedzie si, czy wiedzia co o ataku niwiarzy i czy zna miejsce ukrycia
sztyletu.
Walkiria prychna.
- wietnie. Bdziesz teraz grzeba w umyle niwiarza, a nie w naszych. Zawsze to
jaka odmiana. Podsuchiwanie przyjaci mogo ci si ju znudzi. Baw si dobrze,
Cyganko.
Z tymi sowami Daphne odepchna mnie na bok i popdzia ku wyjciu.

Rozdzia 15

Staam z otwartymi ustami i patrzyam na oddalajc si Daphne. No, to prawda, e


walkiria bywaa wybuchowa, dzi jednak po raz drugi zachowaa si po prostu paskudnie.
Moe rzeczywicie nie powinnam bya podsuchiwa jej rozmowy z pani Metis, ale to
dlatego, e si o ni martwiam. Czy to le, e zaley mi na przyjacice?
Pani Metis wyjrzaa na korytarz z trosk w zielonych oczach.
- Pewnie pani syszaa - powiedziaam z westchnieniem.
Pani profesor skina gow.
- Daphne jest bardzo wzburzona. Mylaa, e wie, jaki bdzie jej magiczny dar, a
okazao si, e otrzymaa co innego.
- Jasne, tylko dlaczego swoj zo wyadowuje na mnie?
Metis przechylia gow na bok i odpara:
- Bo twj dar jest taki, jaki ma by. W peni akceptujesz to, co dostaa, i starasz si
dziki niemu czyni co dobrego. To daje ci wielk si. Nie martw si o Daphne. Minie jej.
Potrzebuje troch czasu, eby si przystosowa. W kocu zrozumie, e nic nie dzieje si bez
powodu. Bogowie daj nam dary, jakich najbardziej bdziemy potrzebowa.
Spojrzaa niewidzcym wzrokiem przed siebie i powiedziaa:
- Te byam taka w jej wieku. Miaam nadziej, e moja magia bdzie natury
fizycznej, a nie umysowej.
- Co to znaczy?
Metis westchna.
- Magi mona podzieli na dwie kategorie: fizyczn imentaln. Magia fizyczna to na
przykad dar ognia, ktry ma mama Daphne. Zazwyczaj tego typu darw uywa si do
szkodzenia ludziom, natomiast magia mentalna jest raczej ochronna, jak na przykad moja
moc uzdrowicielska.
- To znaczy, e magia fizyczna ma jaki fizyczny ksztat, czy form? Jak deszcz
podczas burzy?
Metis kiwna gow.
- Deszcz podczas burzy mgby by fizyczn form magii, czym, co moesz
zobaczy, dotkn, poczu, natomiast telekineza czy telepatia byyby formami mentalnymi,
ktrych nie zobaczysz ani nie dotkniesz.

Z jakiego powodu w gowie dzwonio mi sowo telepatia. Powracao zupenie jak


bicie dzwonu. Dziwne. Nie pamitam, ebym kiedykolwiek spotkaa kogo obdarzonego t
zdolnoci. Wiele osb w akademii miao dar magii fizycznej, na przykad umieli strzela
byskawicami z palcw albo machaniem rkami wznieca wiatr. Podejrzewam, e wyczulone
zmysy wielu kolegw i koleanek mona zaliczy do magii umysowej.
- A ja? Co z moj magi dotykow?
Tak wanie niektrzy nazywaj psychometri.
- Twoja magia jest czym innym. To jedna z rzadkich zdolnoci, ktre mog by
fizyczne i zarazem mentalne.
- To znaczy?
Pani Metis zabbnia palcami po wardze, jakby starajc si znale waciwe sowa.
- Naturalnie znasz t cz mentaln. Tak si dzieje, kiedy dotykasz przedmiotw i
masz - jak to okrelasz - wizje. Wasnym umysem odbierasz ludzkie wspomnienia i emocje.
Skinam gow.
- Magia dotykowa ma jednak aspekt fizyczny. atwo zbierasz wibracje z
przedmiotw, ale ludzie obdarzeni takim darem jak twj mog rwnie wywiera wpyw na
innych. Wydaje mi si, e gdyby si postaraa, mogaby wepchn w gowy ludzi swoje
myli i uczucia i sprawi, by widzieli i czuli to, co chcesz. Teoretycznie moesz nawet wicej.
Psychometria pozwala ci widzie wspomnienia, doznawa uczu osoby, ktrej dotkna.
Dlaczego nie miaaby sign jeszcze gbiej? Moe nawet podczas walki mogaby
podczy si pod magiczny dar przeciwnika izwrci go przeciw niemu? Istniej bardzo
interesujce teorie dotyczce magii dotykowej, niestety, mao z nich jest potwierdzonych, bo
to niezwykle rzadki dar.
Sowa pani Metis przypomniay mi, e w czasie ataku niwiarzy ujrzaam w Daphne
t iskierk i prbowaam j schwyci. Przez moment wydawao si, e przechwytuj jej
uzdrawiajc energi, ale walkiria zemdlaa z wyczerpania i poczenie zostao przerwane.
Moe wanie to robiam? W kocu siniaki, ktrych nabawiam si w czasie walki, znikny.
Ciekawe, czy podczanie si pod moc Daphne czy innej osoby naleao do tych tajemniczych
rzeczy, ktre mogabym robi dziki cygaskiemu darowi?
Waciwie nauczycielka powiedziaa mi to samo, co babcia: e mj dar bdzie si
wzmacnia i e bd moga dziki niemu robi coraz wicej. Ciekawe, jak to dziaa. Nigdy nie
prbowaam zebra z przedmiotw nic poza wspomnieniami, a ju na pewno nie staraam si
zmusi nikogo do niczego si woli.
Nie zdyam zada nastpnego pytania, bo pani Metis mnie ubiega.

- Wezm akiet i pjdziemy do wizienia. Ciekawa jestem, co Preston dzi powie. I


nie martw si o Daphne. Nic jej nie jest.
Pani Metis wrcia do pokoju. Znowu przypomniay mi si niemie sowa Daphne i
zo w jej oczach. Nie wydawao mi si, eby walkiria dosza do siebie tak szybko, jak
przewidywaa to nasza profesorka.
***
Razem z pani Metis wyszymy z gmachu nauk humanistycznych i przeciymy
dziedziniec. Opuciam gow i woyam brod pod szary szalik, eby nie marzn. Jednak z
kadym krokiem wydawao mi si, e robi si coraz zimniej, jakby zbierao si na burz.
Weszymy do gmachu nauk cisych, a potem schodziymy i schodziymy w d,
mijaymy kolejne drzwi otwierane na czytnik i opatrzone magicznymi zamkami, a w kocu
zeszymy tak nisko, e wydawao si, i nigdy nie ujrzymy soca.
Wreszcie stanymy przed potnymi drzwiami z tego samego kamienia, z ktrego
wzniesiono cay budynek.
Spinay je elazne sztaby, a na kamiennej powierzchni wyryto dwa sfinksy zwrcone
twarzami do siebie. Wyglday jeszcze bardziej dziko i gronie ni te nad bram, jakby
jedynym uzasadnieniem ich istnienia byo nie wypuszcza na zewntrz tego, co jest w rodku.
Za kadym razem, kiedy tu przychodziam, na ten widok przebiega mi dreszcz po plecach.
Teraz te zadygotaam i odwrciam wzrok.
Pani Metis wyja z kieszeni akietu duy klucz i wsuna go w zamek. Drzwi
otworzyy si z przecigym zgrzytem.
Wizienie miao kopulaste sklepienie, podobnie jak biblioteka antyczna, i wydawao
si znacznie wiksze, ni mogo by, biorc pod uwag, jak gboko pod ziemi si
znajdowao. Byo koliste, a wok wewntrznego pomieszczenia wznosiy si trzy pitra
oszklonych cel. Zawsze wydawao mi si to dziwne, e nie byo tu adnych posgw bstw,
bogw ani mitycznych stworze. Zamiast tego na kamiennym suficie wyryto potn do
trzymajc wag. Swoj drog to wcale nie mniej niesamowite ni posgi.
Przy drzwiach stao biurko, a przy nim zazwyczaj siedziaa Raven, czytajc jak
ilustrowan plotkarsk gazet. Dzi jednak jej krzeso byo puste. Pani Metis dostrzega moje
pytajce spojrzenie i rzeka:
- Raven musiaa i do stowki po zapasy do bufetu. Poza tym Preston si nigdzie nie
wybiera. Gdyby niwiarze chcieli go uwolni, to ju dawno by si tu zjawili.
Miao to sens, ale wizienie wcale nie zrobio si przez to przyjemniejsze. Pooyam
torb na biurku Raven i odwrciam si.

Przy stole, tu pod wyryt doni z wag, siedzia Preston Ashton. Nawet w
pomaraczowym kombinezonie ipapierowych butach by przystojny: jasnowosy, bkitnooki,
o adnych rysach. Wydawa mi si cudowny, pki nie prbowa pozbawi mnie ycia. Teraz,
kiedy na niego patrzyam, gboko w jego oczach widziaam czerwony pomie.
Syszc nasze kroki, Preston szybko poprawi si w krzele, a jego usta skrzywiy si
szyderczo.
- No, Cyganko - powiedzia. - Nie bya tu kilka tygodni. Ju mylaem, e
zapomniaa o mnie w czasie ferii.
Jakbym moga zapomnie o Prestonie i jego strasznej obietnicy rozprawienia si z
babci Frost. Nie miao jednak sensu pokazywa mu, jak bardzo mnie przerazi - to by go
tylko ucieszyo.
- W czasie ferii kompletnie o tobie zapomniaam - powiedziaam zimnym tonem,
siadajc na krzele naprzeciw niego. - To bya ulga, przez kilka tygodni nie musie grzeba w
twoich niemoralnych wspomnieniach.
Preston rzuciby si na mnie, lecz acuchy przykuwajce jego rce i nogi nie
pozwoliy mu przesun si wicej ni okilka centymetrw.
- Ale miesznie si zocisz - zadrwiam.
Preston wyprostowa si i umiechn lodowato, cho policzki nadal pony mu
gniewem.
- Zobaczymy, kto si bdzie mia ostatni, Cyganko - powiedzia.
Jego szyderstwa zawsze przyprawiay mnie o zimny dreszcz; tym razem te, niemniej
zignorowaam je i wziam go za rce. Przez nastpny kwadrans przekopywaam si przez
jego wspomnienia, wszystko, czego by wiadkiem i co sam popeni. Widziaam ludzi,
ktrych zabi, torturowa, okaleczy. To byy straszne, odraajce sceny.
- Masz co? - spytaa po pewnym czasie pani Metis.
Pokrciam gow.
- Nic. To co poprzednio. Chyba nie wie nic na temat ataku w koloseum ani nie zna
miejsca ukrycia sztyletu z Helheimu.
Preston unis brwi.
- To jeszcze szukasz sztyletu, Cyganko? Mylaem, e taka sprytna dziewczyna ju
dawno go znalaza.
- Zamknij si, niwiarzu - warknam i jeszcze raz dotknam jego rk.
I znowu nic nie wskazywao, e Preston wiedzia o zamierzonym ataku lub zna
miejsce ukrycia sztyletu. Ledwie puciam jego donie, rozleg si dzwonek. Pani Metis

wyja z kieszeni telefon.


- Halo? Halo? - odsuna komrk od ucha i potrzsna gow. - Przerwao
poczenie. Tu nigdy nie ma dobrego odbioru. Musz i na gr, eby oddzwoni.
Poradzia, ebym zrobia sobie przerw, bo ona musi przekaza Nickamedesowi i
trenerowi Ajaksowi, e znowu pudo. Wymwia si na kilka minut i wysza, zostawiajc
mnie sam na sam ze niwiarzem.
Nie chciaam go dotyka pod nieobecno pani Metis, wic wstaam z krzesa i
zaczam chodzi po pomieszczeniu oraz zaglda do cel. Niewiele byo do ogldania. W
niektrych znajdoway si prycze, umywalki i elazne toalety, inne byy cakiem puste.
Przyszo mi na myl, e to pewnie w nich trzymaj mityczne potwory: grasowniki nemejskie,
fenriry i czarne roki, ktre wykonuj brudn robot za niwiarzy.
Preston si nie odzywa, tylko obserwowa mnie z nienawici. To byo gorsze, ni
gdyby obrzuca mnie przeklestwami.
W kocu, nie mogc znie milczenia, postanowiam zaczeka na pani Metis na
korytarzu i po jej powrocie zrobi jeszcze jedn sesj. Otworzyam drzwi... i w progu
ujrzaam niwiark.
- Cze, Cyganko - powitaa mnie drwico. - Stsknia si za mn? r
Kompletnie mnie zamurowao. Dziewczyna podesza i zadaa mi cios prosto w twarz.
Poleciaam kilka krokw do tyu i upadam na kamienn posadzk, ale to jej nie wystarczyo.
Kopna mnie w ebra. Jknam i odturlaam si. Mimo blu nie przestaam myle.
Zastanawiaam si, jak si tu przedara przez te wszystkie drzwi i zamki.
- Zostaw j w spokoju - wrzasn Preston. - Uwolnij mnie z tych acuchw. Szybciej!
Zanim przyjdzie Metis!
niwiarka przeskoczya nade mn i rzucia si do stou, do ktrego przykuto chopaka.
Ubrana bya w t sam czarn peleryn i mask Lokiego, ktr miaa w czasie bitwy w
koloseum. Wyja klucz - nie mam pojcia, skd go wzia - i zacza bawi si z zamkiem.
Po sekundzie zapadka odskoczya. Nikt nie musia mi mwi, e wpadam w prawdziwe
kopoty.
Stanam na nogi i daam susa do biurka Raven. Dziewczyna pobiega za mn.
Zdyam wycign Wiktora z torby i wysun go z pochwy. Idc do wizienia, zawsze
braam ze sob miecz, poniewa dziki niemu czuam si bezpieczniej. niwiarka rwnie
dobya broni spod falujcej peleryny.
- Lukrecja! - sykn Wiktor na ten widok.
Pomiennoczerwone oko Lukrecji rozpalia nienawi.

- Wiktor! - warkna w odpowiedzi.


Dalsz konwersacj uniemoliwia walka.
Miecze si zderzyy, krzeszc czerwone i fioletowe iskry, szydzc i obrzucajc si
wyzwiskami.
- N do masa! - zawya Lukrecja.
- Zardzewiaa ycha! - wrzasn Wiktor.
Przestaam zwraca uwag na t wymian zoliwoci i skupiam si na dziewczynie,
starajc si odgadn, co zrobi. Za mn dzwoniy acuchy - to Preston otwiera jeden po
drugim zamki na swoich kajdanach.
Ktem oka zauwayam, e niwiarz ju si uwolni i idzie do mnie, z domi
zacinitymi w pici i z chci morderstwa w oczach. Teraz pony jasn czerwieni - tym
krwistym, niesamowitym kolorem.
Machnam mieczem, zmuszajc dziewczyn do chwilowego odwrotu, a potem
odwrciam si, eby za plecami mie wizienne cele. Nie przeyabym minuty, gdyby
zaatakowali mnie jednoczenie z dwch stron. Tego nauczy mnie Logan. Poczuam cisk w
sercu. Logan. Och, jaka szkoda, e go tu nie ma. Wiedziaby, co zrobi i jak zwyciy. Bd
miaa szczcie, jeli przetrwam jeszcze chwil.
Jednak zamiast rzuci si na mnie, Preston stan i tylko mierzy mnie wzrokiem.
- Zwiewaj! - wrzasna na niego niwiarka. - Zwiewaj! Zwiewaj!
Preston umiechn si okrutnie, a potem wybieg z wizienia. Chciaam polecie za
nim, lecz dziewczyna stana mi na drodze i znowu podniosa miecz.
W tym momencie polizgnam si na gadkiej kamiennej pododze. Przeciwniczka
wykorzystaa to i znowu uderzya mnie pici w twarz. Poleciaam na cele, uderzyam gow
w szko i w mojej gowie eksplodowa bl. Oguszona osunam si na ziemi, z trudem
utrzymujc w doniach Wiktora.
- Gwen! - krzykn miecz. - Podnie si! Podnie si, zanim ci zabije!
Ale byam zbyt zmcona, eby go posucha, zbyt zmcona, eby w ogle cokolwiek
robi. niwiarka, staa nade mn z mieczem w doni. Wystarczy, e zrobi nim zamach, a ju
nie yj.
Proste.
Wahaa si, jakby wanie to miaa ochot uczyni. Jednak zamiast mnie wykoczy,
odwrcia si i znikna za drzwiami.

Rozdzia 16

Z trudem stanam na nogi i mocniej cisnam Wiktora. Nie zwracajc uwagi na bl


pulsujcy w gowie, twarzy i ebrach, wybiegam za niwiarzami - ale ju ich nie
zobaczyam.
Pognaam korytarzem do koca, mijajc po kolei wszystkie otwarte drzwi, a potem
schodami w gr i w gr, jak najszybciej. Niestety, byam za daleko. Nie syszaam nawet
echa krokw Prestona ani dziewczyny.
- Dalej, Gwen - mobilizowa mnie Wiktor. - Na pewno ich zapiesz!
W kocu pokonaam ostatni odcinek schodw, wypadam z gmachu nauk cisych i
gwatownie zatrzymaam si na grnym dziedzicu. Dyszc ciko, rozejrzaam si szybko,
lecz uciekinierw nigdzie nie byo wida. Pani Metis te nie. Po dziedzicu jak zwykle krcili
si uczniowie akademii. W drodze na pozalekcyjne zajcia miali si, rozmawiali i wysyali
esemesy.
Kilka osb popatrzyo na mnie, zdziwionych zapewne moj czerwon z wysiku
twarz i apczywym chwytaniem powietrza, ale ich zignorowaam. Co teraz robi Preston z
dziewczyn? - pytaam sama siebie. - Dokd mogli pj? Myl, Gwen, myl.
I wtedy pojawia si odpowied.
Lepiej skocz ze mn, Cyganko. Bo inaczej kiedy i tak bd wolny, a wtedy zatuk
t trzsc si staruch, ktr tak kochasz.
Babcia Frost, pomylaam, przypominajc sobie straszliw pogrk Prestona.
Wiedziaam, e tam wanie pjd. Chopak nie odpuci okazji skrzywdzenia mnie
poprzez zabicie babci, byam otym przekonana. A babcia nie ma pojcia, w jakim jest
niebezpieczestwie.
Na sam myl o tym przeraenie cisno mi serce, odsunam jednak od siebie strach
i zmusiam si do mylenia. Nie miaam pojcia, jak niwiarka przedostaa si przez
zabezpieczenia, ale jeli bya tak sprytna, to na pewno obmylia te sposb ucieczki
Prestona. Niewtpliwie jak najszybciej wyprowadzi z kampusu, a poniewa oboje bd
wychodzili poza bram, sfinksy ich nie zatrzymaj. A potem... co?
Samochd. Na pewno za ogrodzeniem akademii czekao na nich auto gotowe wywie
Prestona w bezpieczne miejsce, z tym e niwiarz na pewno nie zechce natychmiast si
schowa. Nie, z pewnoci zatrzyma si przed domem babci Frost. Znaczyo to, e ja te

potrzebuj auta, jeli nie chc zaprzepaci szansy uratowania jej.


Zrobiam gboki wdech i zaczam biec.
***
Wyszarpnam z kieszeni komrk. Nie byam w stanie jednoczenie biec,
esemesowa i trzyma Wiktora, wic postanowiam tylko przycisn klawisz szybkiego
wybierania. Najpierw babcia.
- Odbierz - dyszaam w biegu. - Bagam, odbierz!
Nie odebraa.
Z przeraenia poczuam gul w gardle. Niemal si udusiam, ale zmusiam si do
przeknicia. niwiarze nie mogli jeszcze do niej dotrze, mwiam sobie, wic babcia
pewnie wry jakiej klientce. Wtedy nigdy nie odbieraa telefonw. Wczya si sekretarka.
Zostawiam jej chaotyczn wiadomo, e niwiarka uwolnia Prestona i bagaam, eby
natychmiast do mnie zadzwonia. Pewnie bym mwia dalej, lecz sekretarka si wyczya.
Klnc, wybraam nastpny numer na licie, czyli Daphne. Najwyraniej walkiria nadal
bya wcieka i widzc, kto dzwoni, nie odebraa. Potem sprbowaam dodzwoni si do
Logana, rwnie bez skutku.
Dlaczego dzi wszyscy postanowili si na mnie obrazi?
Czwarta osoba na licie. Wreszcie kto postanowi odebra telefon!
- Cze, Cyganko - usyszaam w suchawce agodny gos Oliwiera. - Co si dzieje?
- Potrzebuj twojego auta. Spotkajmy si przy gwnej bramie. Szybko!
- Gwen! Gwen! - zawoa zaniepokojony, syszc panik w moim gosie. - Co si
dzieje?
- Preston zwia z wizienia - wyjaniam midzy jednym sapniciem a drugim. Myl, e jedzie zabi babci. Chc, eby mnie tam zawiz, wic spotkajmy si przed
bram, natychmiast. I we ze sob bro. Bdziemy jej potrzebowa.
- Gwen...!
Wyczyam si, zanim Oliwier mia moliwo jeszcze co powiedzie. Wiedziaam,
e mi pomoe. Po to ma si przyjaci.
Biegnc, prbowaam cay czas poczy si z babci, Daphne i Loganem, ale bez
rezultatu. Zaklam. Po co jej komrka, jeli nie odbiera? W kocu, kiedy ju leciaam
ostatkiem si, dotaram do Styksu. Wyjcie legitymacji, wsunicie jej w czytnik, otwarcie
drzwi i wprowadzenie na drugie pitro zajo mi duej, ni si spodziewaam. Musiaam po
drodze wpa do pokoju, bo miaam tu co do zaatwienia przed spotkaniem z Oliwierem.
By moe by to sposb na uratowanie babci.

- Nott! - zawoaam, wpadajc do pokoju. - Nott, potrzebuj ci!


Fenrir drzema na legowisku z kocw, lecz na dwik mojego gosu od razu poderwa
si z miejsca.
- Co robisz, Gwen! - powiedzia Wiktor. - Tylko marnujesz czas.
- Zamknij si - odparam, kadc go na ko i wsuwajc telefon do kieszeni dinsw.
- Musz si skupi.
Kiedy biegam przez kampus, przyszo mi do gowy, e wilk biegby znaaacznie
szybciej ni ja. Oliwier na pewno pdzi teraz do auta, jednak zanim je uruchomi i zanim
dojedziemy do centrum, minie troch czasu.
A jeli chodzi o babci, to czasu nie mielimy.
Upadam na kolana obok wilczycy, zastanawiajc si, czy mj szalony plan ma szans
powodzenia. Moe Wiktor ma racj i po prostu marnuj czas, ale musiaam, po prostu
musiaam sprbowa.
Pani Metis mwia, e swoim darem mogabym zrobi wicej ni tylko doznawa
widze, kiedy dotykam przedmiotw. e mogabym sprawi, by inni widzieli i czuli to, co
chc. Mam nadziej, e tak si stanie.
Nadal ciko dyszc, pooyam delikatnie rce na gowie Nott i spojrzaam prosto w
jej oczy - a potem signam po wspomnienia zwizane z babci Frost. Jej dobro i troska,
jak otaczaa mnie przez cae lata, a szczeglnie po mierci mamy, jej mio, ktr czuam,
dotykajc jej rki.
Skupiam si na tych wspomnieniach, wycigajc je z pamici, a potem... podsunam
je Nott. Zamiast dotyka czego i odbiera napyw obrazw, zrobiam co odwrotnego:
wasne wspomnienia pchnam w innym kierunku, w inny umys.
No i si udao.
Wilczyc drgna. Czuam t dezorientacj, kiedy jej mzg odbiera natok cudzych
wspomnie. Po kilku sekundach przestaa si denerwowa, bo przekonaa si, e nie
zamierzam jej skrzywdzi i e napywajce myli te jej nie szkodz. A potem przywoaam
obraz domu babci i wsunam go w umys Nott.
- Masz i do domu babci i jej broni, pki nie przyjad
- wyjaniam. - Prosz ci, zrb to. Zrobisz? Rozumiesz, co mwi?
Nott patrzya na mnie jeszcze przez krtki moment, a potem pochylia si, polizaa w
policzek i podesza do drzwi.
- Rozumiem, e to znaczy tak - powiedziaam, chwytajc Wiktora i biegnc za
wilczyc.

Sprowadziam j po schodach, majc w nosie, kto mnie zobaczy albo co pomyli, ale
miaam szczcie i nikogo nie spotkaymy. Otworzyam tylne drzwi i wilczyca wybiega. Od
razu znika mi z oczu.
Odetchnam i zaczam biec do gwnej bramy. Przeciskajc si midzy prtami,
nawet nie spojrzaam na sfinksy. Oliwier by szybszy, bo siedzia ju w zaparkowanym po
drugiej stronie ulicy cadillacu escaladzie.
Podbiegam do SUVa, szarpnam drzwi i klapnam na siedzenie pasaera.
- Gwen - rzek Oliwier, wrzucajc bieg. - Jeste pewna, e dobrze robisz?
- Nie. Jednak nie mog ryzykowa, jeli chodzi o ycie babci. No, ruszaj.
Oliwier bez sowa przycisn gaz. Pooyam Wiktora na kolanach i wycignam
telefon. Ponownie wybraam numer babci. I ponownie nie odebraa. Panika ustpia
paraliujcemu przeczuciu klski. Musiaam do niej dotrze, zanim pojawi si niwiarze.
Nie mog jej straci, tak jak straciam mam. Po prostu nie mog.
- Dzwoniem po pomoc do Logana i Kenziego - powiedzia, pdzc po krtej drodze
biegncej zboczem gry. - Nie odebrali telefonw.
Straciam nastpn czstk nadziei. Przygryzam warg i skinam, starajc si nie
wrzeszcze na Oliwiera, eby przyspieszy. Logan i Kenzie nie mieli teraz znaczenia. Jeli nie
dojedziemy na miejsce przed Prestonem i dziewczyn, to babcia bdzie martwa.
Wydawao si, e zjazd z gry zaj cae wieki, cho przemierzylimy t tras szybciej
ni kiedykolwiek autobus.
- - Skrcilimy w ulic, przy ktrej mieszkaa babcia, i zaparkowalimy naprzeciw jej
domu. Wyprysnam z SUVa, zanim auto na dobre stano. Oliwier zgasi silnik, otworzy
drzwi i pobieg za mn.
Na widok tego, co ujrzaam na ganku, zrobio mi si niedobrze. Tabliczka
Przepowiadanie przyszoci przy frontowych drzwiach ledwie si trzymaa, jakby kto
chcia j oderwa omem. Gorzej, e drzwi zostay wyamane, a z framugi w kilku miejscach
sterczay drzazgi.
- Gwen, stj! - zawoa Oliwier, chwytajc mnie za bluz z tyu, kiedy miaam
przekroczy prg. - Nie wiesz, co jest w rodku.
Niczego w tym momencie bardziej nie pragnam, ni wpa do domu, ale przyznaam
mu racj. Mogam tylko pogorszy sytuacj.
Zapaam mocniej Wiktora i uniosam jak do ataku. Oliwier zdj z ramienia kusz i
zaoy bet. Skin gow, dajc znak, e mam prowadzi, a on bdzie osania mnie z tyu.
Razem weszlimy do mrocznego holu.

W mieszkaniu panowa nieopisany chaos. Wszystkie meble byy poprzewracane, od


oszklonej szafki z najlepsz babcin porcelan do bkitnej sofy przed telewizorem, a ich
zawarto bya porozbijana, poamana i podeptana, jakby kto rozkoszowa si dzieem
niszczenia.
Preston, pomylaam, zagldajc do dalszych pomieszcze.
Oliwier pokaza nastpne wyamane drzwi. Podeszam na palcach i ostronie
zajrzaam do pokoju, w ktrym babcia wrya klientom. Zasony z paciorkw zostay
zerwane z okien, stolik z szar jedwabn serwet lea przeamany na p. Krysztaowa kula
zmienia si w kupk odamkw, ktre byszczay jak zy na zwiewnym obrusie.
Niedobre przeczucie cisno mi serce. Odwrciam si i pokrciam gow, dajc
Oliwierowi znak, e w pokoju nikogo nie ma. Przeszlimy ostronie pozostae pomieszczenia
na parterze, a w kocu skierowalimy si do kuchni. Baam si potwornie tego, co tam
znajdziemy, i tak mocno ciskaam Wiktora, e bolay mnie rce.
W kuchni co chrupno. Zatrzymalimy si i wytylimy such. Nastpia seria
szmerw i szurni, jakby kto co przesuwa. Spartanin pooy mi rk na ramieniu,
bezgonie pytajc, czy idziemy dalej. Kiwnam gow, zrobiam gboki oddech i zajrzaam.
Widok mnie obezwadni.
Porodku kuchni staa babcia z zakrwawionym mieczem w rce, obok siedziaa Nott, a
u jej stp lea martwy niwiarz.

Rozdzia 17

- Babciu - zawoaam pgosem, wpadajc do kuchni. - Wszystko w porzdku?


Babcia umiechna si zimno.
- Jeli tak mona nazwa sytuacj, gdy stoi si nad zwokami martwego niwiarza, a
obok przeronity wilk czeka na smakoyk.
Nott pisna cicho, najwyraniej zgadzajc si z tymi sowami. Pooyam Wiktora na
stole i przytuliam mocno babci, a kiedy ona podniosa pomarszczon do, eby przygadzi
mi wosy, i dotkna mojego policzka, poczuam, e wypenia mnie ciepo jej mioci,
przepdzajc zimny, paraliujcy strach.
- Nic mi nie jest, zotko - powiedziaa szeptem. - Naprawd nic.
Popakaam si z ulgi. W kocu odsunam si i otaram zy.
- Co tu si dziao? - spytaam. - Ilu byo niwiarzy? Jak ich pokonaa w pojedynk?
- Usid, to wszystko ci o powiem. Co do tego, jak ich pokonaam... - Babcia
machna zakrwawionym mieczem z zajadoci, ktra uradowaaby serce trenera Ajaksa.
- Zapominasz, zotko, e ja te byam kiedy wybrank Nike.
Po czym wzia cierk do naczy i zacza ciera z miecza krew, jakby by to
zwyky brud.
Po kwadransie babcia wycigna z piekarnika blach ze sodkimi bueczkami z
jabkami i cynamonem. Kuchni wypeni ciepy aromat topionego masa, brzowego cukru i
sodkiego cynamonu. Zrobio si przytulnie jak zwykle... naturalnie pomijajc zwoki
niwiarza na pododze. Oliwier zacign je do odlegego kta, a babcia przykrya szar
pacht, niemniej trudno byo cakiem o nich zapomnie.
Najwyraniej nieboszczyk nie popsu Oliwierowi apetytu.
- wietne - wymamrota, wgryzajc si w gorc, lepk od cukru bueczk. - Miaa
przede mn tajemnice, Gwen. Gdybym wiedzia, e twoja babcia robi takie desery, ju dawno
bym si tu pojawi.
Babcia pochylia si i poklepaa go po rce.
- Moesz przychodzi, kiedy chcesz. Tylko daj zna, to przygotuj co specjalnie dla
ciebie.
Mrugna do niego, a Spartanin odwzajemni jej umiech i wzi nastpny ks.
Ja te signam po bueczk, ale tylko pooyam j na talerzu. Jako straciam na ni

ochot.
- No to jak byo ze niwiarzem? - spytaam.
Babcia spojrzaa na mnie swoimi fiokowymi oczyma.
- Cay dzie miaam nieodparte przeczucie, e co si stanie, cho nie miaam pojcia
co. Wanie skoczyam wry klientce i odprowadzaam j do drzwi, kiedy zauwayam, e
naprzeciw domu stoi czarny SUV. Przyjrzaam mu si i wiedziaam, e jest to rdo moich
przeczu.
- No i co? - ponagli j Oliwier, biorc drug buk.
- Wyjam z szafy miecz, na ktrym zawsze mogam polega - odpara babcia,
poklepujc go czule. Wyczyciwszy z krwi, opara go o krzeso obok Wiktora, cho by to
zwyky miecz, nie mia twarzy ani nie mwi. - A potem wrciam do kuchni, eby na nich
zaczeka. Weszli przez frontowe drzwi, demolujc wszystko po drodze. Chyba si nie
spodziewali, e bd z nimi walczy. Pierwszy, ten na pododze, wszed tu z tak pewnoci
siebie, jakby to bya jego kuchnia, a nie moja. Szybko sobie z nim poradziam, lecz to nie by
koniec.
- A ilu ich byo? - spytaam.
- Jeszcze dwoje. Chopak w pomaraczowym kombinezonie i dziewczyna w czarnej
pelerynie i masce.
Preston i niwiarka. Pojawili si tu, tak jak podejrzewaam.
- Nie daam si, mimo e nie jestem ju taka moda jak kiedy. A potem niwiarka
zacza prbowa na mnie swoich sztuczek z umysem.
- Jakich sztuczek? - zdziwiam si.
- Chciaa mi zamci w mylach, ebym widziaa co, czego nie ma. Nawet usiowaa
wepcha mi si do gowy, ebym zastyga w miejscu i przestaa walczy. Zna wiele sztuczek i
ma wielk moc. Nie ustpuje nikomu, kto ma podobny dar mentalny.
Zmarszczyam brwi. Dar mentalny? Czyby miaa dar magii umysowej?
- Sabam, ale na szczcie wanie wtedy wbieg do kuchni twj przyjaciel - wskazaa
na Nott. - Oboje momentalnie dali drapaka. Nawet niwiarze nie maj ochoty stawi czoa
fenrirowi.
- Kochana dziewczynka - mruknam, drapic Nott za uszami.
Wilczyca zamruczaa z zadowolenia. Czasami wydawao mi si, e chciaaby, ebym
nigdy nie przestawaa jej gaska. Nic dziwnego. Kiedy bya pod wadz Prestona, on tylko
wali j batem.
- To co teraz? - spyta Oliwier. - Bo chyba nie chce pani cay dzie siedzie w kuchni

z nieboszczykiem?
Babcia spojrzaa na niwiarza. Spod pachty materiau wystaway tylko buty.
- Teraz zadzwonimy do Aurory i powiemy jej, co si stao.
Babcia zatelefonowaa do akademii i po p godzinie pojawili si pani Metis,
Nickamedes i trener Ajaks oraz kilku mczyzn i kilka kobiet w czarnych kombinezonach.
Nie zdziwiabym si, gdyby bya z nimi Raven, ale nie przysza. Moe Preston by nie uciek,
gdyby bya w wizieniu tak jak poprzednio. Moe gdyby pani Metis zostaa ze mn, udaoby
si nam schwyta niwiark. Nie wiem, na kogo byam teraz bardziej wcieka: Prestona i
niwiark za ucieczk czy Raven i pani Metis za nieobecno wtedy, kiedy najbardziej ich
potrzebowaam.
Tu przed ich przybyciem zabraam Nott na dwr i schowaam w garau za domem.
Nie wiem, jak pani Metis i inni zareagowaliby na widok fenrira, a nie chciaam, eby j
skrzywdzili albo zabrali od nas. Babcia mnie popara, bo Nott uratowaa jej ycie. Daa dla
niej koce i wiadro wody, ktre Oliwier zanis do garau. Gdy Spartanin wrci do domu,
tward betonow podog wycieliam mikk wen, eby wilczycy byo wygodnie.
Kiedy skoczyam, Nott rozoya si na kocach i westchna z ulg. Wydawaa si
zmczona. Uszy jej nieco opady a oczy byy bardziej matowe ni normalnie. Pogadziam
palcami jej futro i uruchomiam psychometri, zastanawiajc si, czy przypadkiem nie
przeoczyymy jakiej rany, lecz nic takiego nie widziaam. Czuam, e ten bieg z gry j
zmczy, ale po raz pierwszy poczuam rwnie, e co jest nie w porzdku, e jest nie tylko
wyczerpana. Wydawao si, jakby co wysysao z niej siy. Znowu uciekam si do
psychometrii, jednak nic nie zobaczyam.
Kilka minut gadziam Nott, a potem wrciam do domu.
Ludzie w kombinezonach zajli si sprztaniem baaganu we frontowej czci domu, a
pozostali zgromadzili si w kuchni. Pani Metis uleczya urazy, ktrych nabawiymy si w
czasie walki. Kiedy skoczya, trener Ajaks odsoni pacht i ujrzelimy twarz zmarego. Nie
poznaam go. Ku mojemu zaskoczeniu, nie mia na sobie maski niwiarskiej. Pewnie dlatego,
e Preston i dziewczyna uwaali, e po ich wizycie babcia nie bdzie moga nikomu
powiedzie, jak wygldali. Przeraziam si na t myl.
Przyjrzaam si uwanie zmaremu. Po chwili zmarszczyam brwi. Co mnie gryzo.
Co dotyczcego niwiarki i maski, co, co zrobia albo powiedziaa, a dotyczyo to
wspomnie zwizanych z planem biblioteki antycznej. Wysiliam pami. niwiarka patrzy
na map, rozmawia z jakim mczyzn o sztylecie z Helheimu, wszdzie straszne obrazy i
rzeby przedstawiajce ptaki roki. Raz po raz odgrywaam t scen, nie mogc odgadn, co

mi si wydaje podejrzane.
- Gwen - odezwaa si pani Metis. - Mylisz, e moesz zebra jakie wspomnienia od
zmarego? Mogoby si to okaza przydatne.. Moe wie, dokd udawa si Preston i kim jest
jego towarzyszka?
- Chce pani, ebym dotkna nieboszczyka? - zdziwiam si. - Dlaczego? Nie prosia
mnie pani o to w koloseum.
Metis, Nickamedes i trener Ajaks wymienili spojrzenia
- Wwczas te przyszo nam to na myl, ale nie chcielimy naraa ci na dodatkowy
szok po mierci kolegw. Teraz natomiast...
- Nie mamy wyboru - dokoczyam z gorycz w gosie. - Jeli chcemy znale
niwiark i Prestona, zanim skrzywdz jeszcze kogo.
Nauczycielka skina gow.
- Kiedy prbowaam oddzwoni, nikt nie podnis suchawki. Myl, e to niwiarka
telefonowaa, ebym wysza z wizienia i umoliwia jej uwolnienie Prestona. Musimy
odkry, co planuj i gdzie mogli si uda, a tylko ty moesz si tego dowiedzie.
Miaa racj, niemniej wcale nie byo mi z tym atwiej. Jeli istniaa choby maa
szansa zapania Prestona i niwiarki, musiaam pomc, nawet jeli oznaczao to dotknicie
trupa. Pragnam, aby ich schwytano i zamknito w wizieniu... tym razem na dobre. Wic
wziam gboki oddech, nachyliam si i ujam rk zmarego w swoje donie.
Od razu zaczy napywa obrazy.
Nigdy wczeniej nie dotykaam nieywej osoby, miaam jednak wraenie, e w miar
stygnicia ciaa ulatniaj si te obrazy i uczucia. Cho bardzo si staraam, widziaam tylko
to, czego niwiarz dowiadczy w kilku ostatnich minutach ycia. Reszta znika. Skupiam si
wic na ostatnim wspomnieniu: troje niwiarzy siedzcych w aucie.
- Jeste pewien? - spyta zmary, patrzc na dom babci po drugiej stronie ulicy. - Ona
moe jest stara, ale bya kiedy wybrank Nike. Wiesz dobrze, ile oni narobili nam kopotw.
- Spokojnie, Stuart - odpar szyderczym tonem Preston. - Jedna starucha nie da rady
trzem niwiarzom, szczeglnie e si nas nie spodziewa.
Obejrza si do tyu, na dziewczyn. Nie widziaam jej twarzy, bo miaa mask. Przez
szczeliny na oczy bysna czerwie.
- Co cicho siedzisz - powiedzia. - Co jest? Boisz si?
niwiarka zabbnia palcami w warg. No dobrze, nie w swoj warg, tylko w
stopione usta Lokiego. Przy tym ruchu na jej palcu bysno co zotego, co w znajomym
ksztacie...

- Nie, nie boj si - powiedziaa nieco gardowym tonem - ale moe powiniene by
nieco bardziej ostrony, Preston, skoro kilka tygodni siedziae w zamkniciu z powodu
wybraca Nike.
- Suka - warkn chopak. - Powinna bya da mi j zabi w wizieniu.
niwiarka pokrcia gow.
- Musimy trzyma si planu. Jestemy tu tylko dlatego, e upare si zabi babk i e
nie koliduje nam to z innymi zamiarami. Gdyby by naprawd sprytny, od razu by si
schowa w bezpiecznym miejscu, jak ci radziam.
Mwia zdawkowo, lecz w gosie czuo si autorytet. Jasne byo, e to ona rzdzi.
Preston skuli si odruchowo.
- Nie - odpar. - Musz najpierw dotrzyma sowa. Cyganka przez kilka tygodni
grzebaa mi w mzgu. Mam zamiar ukara j w sposb, ktry bdzie najbardziej bolesny.
Chodmy.
Preston otworzy drzwi samochodu i ruszy w stron domu, a pozostali poszli za nim.
Potem wspomnienia zmarego robiy si coraz bardziej chaotyczne. Jaki ruch, brzdk
tukcego si szka, a w kocu jaskrawy, potworny bysk blu, gdy babcia przebia go
mieczem. Pniej wiat robi si coraz ciemniejszy, a w kocu wszystko ogarna czer. Nie
mogam odczyta ju wicej tajemnic.
Odetchnam i otworzyam oczy. Wszyscy patrzyli na mnie zmartwieni i
zaciekawieni. Babcia pomoga mi wsta. Klapnam na krzeso przy stole.
- I co, masz co? - spyta trener Ajaks niskim, dudnicym gosem.
Pokrciam gow.
- Niewiele. Tylko kilka fragmentw rozmowy, gwnie ktni Prestona z dziewczyn,
cho wspomnieli co o bezpiecznym schronieniu. Mylicie, e nadal s w tej okolicy?
- Cakiem prawdopodobne - rzek Nickamedes. - Mino zaledwie par godzin, wic
niwiarze mogli nie mie czasu wywie Prestona z kraju, eby doczy do rodzicw,
gdziekolwiek si ukrywaj.
Potem pani Metis, Nickamedes i Ajaks zaczli dyskutowa, gdzie niwiarze mogli
ukry Prestona i jak zamierzaj przetransportowa go w bezpieczne miejsce. Babcia i Oliwier
rwnie na zmian co sugerowali.
Moe si myliam, jednak miaam wraenie, e wszystko potoczyo si dokadnie tak,
jak zaplanowali niwiarze. Wiedzielimy, e w koloseum jest ukryty sztylet tylko dlatego, e
dziewczyna zgubia plan. Poza tym nie zdobylimy adnych informacji. Kilkoro uczniw
stracio ycie, nie znalelimy sztyletu, Preston uciek i znowu mg terroryzowa ludzi.

Powiedziaabym, e wynik meczu niwiarze kontra Gwen to sto do zera.


I nie wygldao na to, eby mia si szybko zmieni.

Rozdzia 18

Zanim zaprowadzilimy w domu co w rodzaju porzdku, zrobio si ciemno. Pani


Metis chciaa zabra mnie do akademii, lecz odmwiam, pragnc na noc zosta z babci.
Babcia powiedziaa, e nie miaa wizji powrotu Prestona i dziewczyny, niemniej nie
potrafiam otrzsn si z wraenia, e mogliby sprbowa znowu, zostaam wic razem z
Nott. Profesor powiedziaa, e umieci na zewntrz stranikw - tych ludzi w kombinezonach
- eby mieli dom na oku.
Po kilku godzinach babcia przysza opatuli mnie na noc. Leaam na ku, patrzc w
sufit i rozmylajc.
- Oho - powiedziaa, siadajc na krawdzi ka. - Znam t min. Co si stao, zotko?
Westchnam.
- Wiesz, kiedy dotknem tego martwego niwiarza, zobaczyam co jeszcze, o czym
nie powiedziaam.
Babcia skina gow.
- Tak mi si wydawao, szczeglnie e zrobia si nagle bardzo milczca. Co takiego
widziaa? Moesz mi powiedzie. Nikomu nie powtrz.
Przewrciam si na bok, eby na ni spojrze.
- Kiedy walczyam ze niwiark w wizieniu, nie zabia mnie, cho miaa okazj. A
we wspomnieniu tego nieboszczyka mwia do Prestona o jakim planie. Jak mylisz, co to
jest? Czy... czy sdzisz, e jest jako ze mn zwizany? e miaabym co dla nich zrobi?
Nigdy im nie pomog. Cho troch boj si tego, co usyszaam.
Babcia splota swoje palce z moimi. Tym razem ciepo jej dotyku nie przynioso
pocieszenia.
- Wiem, e nigdy z wasnej woli nie pomoesz niwiarzom, dziecinko. Nie wiem, co
moga mie na myli. Moe po prostu popisywaa si przed Prestonem.
- Wydaje mi si, e to wane - upieraam si. - Jakbym czego nie zauwaya, czego,
co jest oczywiste i wszystko wyjania. Czuj si, jakbym miaa wszystkie elementy
amigwki, ale nie mog ich dopasowa, mimo e bardzo si staram.
- Wiem, zotko. Czasami te tak si czuj z moimi wizjami, szczeglnie kiedy ujrz
tylko fragment czyjej przyszoci. Sama musisz do tego doj. Odpowied przyjdzie, moe
nie od razu, ale z czasem na pewno. Wierz w ciebie, podobnie jak mama i Nike. Nie

zapominaj o tym.
Pocaowaa mnie w policzek i znowu poczuam delikatno jej mioci.
- No a teraz postaraj si zasn - powiedziaa i wysza, zamykajc za sob drzwi.
Mimo e wtpiam w skutek, to wsunam si gbiej pod kodr, zamknam oczy... i
ju po kilku minutach zasnam. Musiaam by pewnie tak zmczona jak Nott.
Pokaza mi si galimatias obrazw, wszystko, co widziaam w ostatnich dniach.
Czasami gowa robia mi takie numery, kiedy umys stara si przetworzy wszystkie
informacje, ktre do niego trafiay.
Dramatyczny atak w koloseum. niwiarka z byskiem czerwieni w oczach. Wiktor w
mojej doni i jego powarkiwania, kiedy walczylimy. Okrutne szepty w bibliotece i straszne
wraenie palcw grzebicych w mojej gowie. Podobizny czarnych rokw, ktre widziaam w
salonie niwiarki, nagle przemieniajce si w prawdziwe ptaki i rzucajce si na mnie, kujce
mnie ostrymi dziobami i duszce wielkimi czarnymi skrzydami.
A potem gryfy, ktre strzegy wejcia do biblioteki. Patrzyy na mnie jak zwykle, lecz
oczy, zamiast szare, kamienne, byy czerwone jak u niwiarzy. Przygldaam si posgom,
przeraona, a one zaczy si porusza. Ten z prawej zeskoczy z postumentu i zacz i
powoli w moim kierunku...
Obudziam si zlana zimnym potem, rzucajc si na ku. Pociel bya skrcona i
pozwijana wok mnie jak w wok ofiary. Po chwili zdaam sobie spraw, e ju nie pi i
e gryfy, roki oraz caa reszta byy tylko snem. Po prostu cholerny koszmar senny, jak
powiedziaby Wiktor. Rzuciam okiem na stolik nocny, o ktry oparam miecz. Wiktor mia
zamknite oko i wpotwarte usta. Wymamrota co niewyranie, co oznaczao, e pi.
- Cholerni niwiarze - mrucza - zabi ich wszystkich...
Co chwila mimowolnie zaciska oko, jakby goni wrogw nawiedzajcych jego sny.
Cho raz krwioercze zapdy miecza wywoay mj umiech. Mio wiedzie, e zawsze mog
polega na tym, e Wiktor... no, jest sob. Nawet kiedy pi.
Poniewa nie mogam zasn, wstaam i wyjam z torby pamitnik mamy.
Raportwk zostawiam wprawdzie w wizieniu, ale pani Metis j tutaj przyniosa.
Wczyam wiato i przerzucaam strony. Jednak nawet sowa mamy nie przynosiy
pociechy.
Odoyam dziennik. W torbie miaam jeszcze jedn ksik, ktr zabraam wczoraj z
biblioteki. Gryfy, gargulce i inne mityczne stworzenia w architekturze. Nie mogam
zapomnie posgw przeladujcych mnie we nie, otworzyam wic ksik, uoyam si
wygodnie i zaczam czyta.

Waciwie ksika bya supernudna. Jeli interesuj kogo stare budynki, czy w ogle
architektura, to moe by si ze mn nie zgodzi, lecz dla mnie to byo jak tabletka nasenna. Po
kilku stronach, zamroczona, skupiam si na przegldaniu obrazkw, znacznie ciekawszych
ni tekst. Gwnie byy tam fotografie stworw na sawnych budynkach wiata mitycznego.
Nie poznawaam wikszoci, ale znalazam Koloseum Kriosa i bibliotek antyczn. W
ksice zamieszczono mnstwo zdj posgw z biblioteki, a najwicej miejsca powicono
gryfom przy schodach - ca rozkadwk.
Wysoko, ciar, rodzaj kamienia. Te i inne informacje byy zamieszczone w
nudnych tabelach. Oceniano, e maj dwa metry wysokoci i wa po jakie trzy tony. Tylko
dwa metry? Naprawd? Mnie wydaway si o wiele wysze. Nawet na zdjciach wyglday
na wiksze, cho moe to sprawa owietlenia.
Westchnam. Nie wiem, po co tyle czasu straciam, gapic si na gryfy. W kocu to
tylko posgi. Powinnam skoncentrowa si na sztylecie z Helheimu, tymczasem do
odnalezienia go nie zbliyam si ani o krok. Nie mwic ju o tym, e w tym tygodniu
niwiarka dwa razy mnie zwyciya, Preston wydosta si na wolno, a Logan i Daphne
przestali si do mnie odzywa.
Nie czuam si jak wybraniec Nike. Nie byam odwana, silna ani sprytna. Czuam, e
nie zrobiam nic wartociowego. Byam tylko Gwen Frost, Cygank, ktra zawsze wszystko
sknoci.
Za na siebie, odoyam ksik, zgasiam wiato i leaam po ciemku, pogrona w
przygnbiajcych rozmylaniach.
Nastpnego dnia rano babcia Frost zawioza mnie do akademii. Nott siedziaa z tyu,
zajmujc niemal cae siedzenie. Wielki szary eb wystawia przez okno, zupenie jakby bya
psiakiem, ktrego wziymy na przejadk. W cigu ostatnich dni tylko ona potrafia
sprawi, e si umiechaam.
Zanim wyszymy z domu, spytaam babci, czy nie chce, ebym jej zostawia Nott na
wypadek powrotu Prestona albo niwiarki. Babcia popatrzya na wilczyc i jej oczy przez
chwil zrobiy si szkliste i odlege.
- Nie - mrukna - Powinna wrci z tob do szkoy, zotko. Przysza w kocu do
ciebie, a nie do mnie.
Poegnaymy si i przekradam si z Nott do mojego pokoju w akademiku, a potem
od razu poszam na trening. Kenzie i Oliwier ju na mnie czekali. Podobnie Daphne.
Walkiria siedziaa na awce i rozmawiaa ze Spartanami, ale wstaa, gdy tylko mnie
zobaczya. Miaa na sobie ulubiony rowy sweter w romby, czarn spdnic i czarne

rajstopy. Podesza do mnie sztywno, a potem rzucia si i zacza ciska tak mocno, e o
mao nie poamaa mi koci.
- Daphne - wycharczaam przyduszona, czujc, e zaraz pknie mi krgosup - nie
mog... oddycha...
- Ojej! Przepraszam. Jak si czujesz? - spytaa, odsuwajc si o krok i obrzucajc mnie
krytycznym spojrzeniem.
- Wczoraj zadzwoni do mnie Oliwier i powiedzia, co si stao. Baam si do ciebie
zadzwoni... mylaam, e nie odbierzesz po tym, co zdarzyo si przed gabinetem pani Metis.
Wzruszyam ramionami.
- Nic mi nie jest. Pani Metis wyleczya wszystkie urazy. Z babci te wszystko w
porzdku, a to najwaniejsze. Nadal nie mog uwierzy, e niwiarce udao si uwolni
Prestona.
Daphne zmruya oczy.
- Nie przychodzi ci do gowy, jak to zrobia?
Pokrciam gow.
- Nie mam pojcia. Ale kiedy otworzyam drzwi, bya tam, we wasnej osobie, jakby
znaa wszystkie kody dostpu i magiczne zaklcia. Nawet pani Metis nie wie, jak ona tego
dokonaa. No i oczywicie ja byam na tyle gupia, e sama jej otworzyam. Najwyraniej
sfinksy na drzwiach jej nie zaatakoway. Tak mwi pani Metis.
U babci nauczycielka wzia mnie na stron i powiedziaa, e ucieczka Prestona nie
jest moj win, e nie powinna bya opuszcza wizienia, szczeglnie pod nieobecno
Raven. Waciwie nie byam na ni za za to, e mnie opucia. Nie, gwnie czuam si
przygnbiona tym, e brako mi siy i sprytu, eby pokona niwiarzy. Co ze mnie za
wybranka.
- Opowiedz mi wszystko - polecia walkiria, prowadzc mnie do awek.
Usiadymy i zrelacjonowaam jej wypadki. Powiedziaam te o Nott, bo wczeniej
nie miaam okazji.
- No tak, wiem, e dzwonia... - przyznaa Daphne z min winowajcy. -.Mylaam, e
tylko po to, eby pogada. Albo ochrzani mnie za to, e rzucaam na ciebie takie oskarenia.
Gdybym wiedziaa, e twoja babcia jest w niebezpieczestwie, na pewno bym odebraa.
- Wiem. A jak u ciebie? Pogodzia si ze swoim magicznym darem? Nawiasem
mwic, moga mi powiedzie, e nie chcesz by uzdrowicielk i to ci wcieka. Przecie
bym ci wysuchaa.
- Wiem - przyznaa Daphne szeptem. - Ale, widzisz, ja... szukaam winnego.

Chciaam, eby to bya czyja wina, e mj dar okaza si inny, ni sobie wyobraaam.
Walkiria podniosa rk i wok pojawia si rana otoczka. Pochyliam si i
przytknam palce do jej doni. Znowu poczuam emanujc od niej lecznicz moc.
Przypomniao mi si, co pani Metis mwia o moim talencie: e dziki psychometrii
mogabym przejmowa moce innych. Nie wiem, jak to naleao robi, lecz wyszam moim
umysem naprzeciw, szarpnam i poczuam, e maciupka czstka daru Daphne przelewa si
we mnie.
Jej magiczny dar nie tylko pozwala leczy ciao. Dziaa te bardzo kojco - czuam
si podobnie jak w obecnoci pani Metis. Wiktor zawsze powtarza, e jej wykady dziaaj
na niego usypiajco, na mnie jednak miay wpyw uspokajajcy. Nawet kiedy mwia o
niwiarzach i innych potwornociach, wydawao si to tak odlege. Podobnie dziaaa na mnie
Daphne. Dziwne, bo walkiria atwo wpadaa w zo...
- Gwen - odezwaa si Daphne. Powiata wok jej palcw zacza blednc. - Co ty
robisz?
Opuciam rk i znikno odczucie jej mocy.
- Nic - odparam. - Zupenie nic.
Nie miaam ochoty wyjania jej niczego, w kadym razie nie teraz, kiedy sama
musiaam tyle przemyle. Walkiria zacisna pi i rana otoczka znikna w strumieniu
rowych iskier trzaskajcych, syczcych i powoli gasncych.
- Nie podoba mi si to, ale nic na to nie mog poradzi
- powiedziaa Daphne, potrzsajc gow. - Ja mam by uzdrowicielk? Wyobraasz
sobie?
Wyobraaam, atwiej ni jej si wydawao. Byo w niej tyle siy, dobra. Teraz miaa
do swojej dyspozycji sposb, eby si tym dzieli z innymi.
- Twj dar jest zadziwiajcy i jestem pewna, e dziki niemu dokonasz wspaniaych
rzeczy.
Daphne najpierw przyjrzaa mi si podejrzliwie, a potem si umiechna. Przez
moment nic nie mwiymy. W kocu walkiria odchrzkna i rzeka:
- Przepraszam, e byam taka wredna. Wiesz, najpierw Carson zosta ranny, pniej
dojrza mj dar i z tego wszystkiego dostaam bzika.
Moim zdaniem bzik to due niedopowiedzenie, lecz si nie odezwaam. Byam tak
pogrona we wasnych problemach, e te nie bardzo sprawdzaam si jako przyjacika.
- W porzdku. Po to s przyjaciele. eby razem mieli bzika.
Daphne znowu si umiechna i zadziornie walna mnie w rami. O mao si nie

przewrciam od ciosu. Zaczymy si mia i nagle wszystko midzy nami wrcio do


normy.
Gadaymy i artowaymy w najlepsze, gdy nagle otworzyy si drzwi i stan w
nich... Logan.

Rozdzia 19

Logan podszed do mnie i poczuam rado w sercu. Do tej pory Spartanin na pewno
dowiedzia si o babci, Prestonie i niwiarce. Miaam nadziej, e... nie wiem, czego
waciwie si spodziewaam. Cieszyam si, e po prostu jest.
Wstaam i niemal si do niego umiechnam... ale zauwayam, e otacza go fanklub
pierwszoklasistw. Dzieciaki, w tym kilka nowych dziewczyn, chodziy za nim jak groupies
za gwiazd rocka. Przewrciam oczyma.
Logan powiedzia co do chopaka, ktry po chwili zapdzi wszystkich na awki,
eby mogli oglda trening. Tylko wcale nie byam pewna, czy bdzie jaki trening. Nie
ruszajc si z miejsca, czekaam, a Logan zrobi pierwszy ruch.
- Hej - zawoa Spartanin, podchodzc do stojaka i wycigajc z niego miecz.
- Hej - odparam chodno.
Daphne na awce za mn prychna gono.
- No, pocaujcie si i pogdcie. Wiem, e oboje tego chcecie.
Niczego bardziej bym nie pragna, ale nie moglimy si pocaowa, ebym nie
poznaa do koca tajemnicy Logana.
ebym si nie dowiedziaa, dlaczego tak boi si podzieli ze mn tym strasznym
sekretem. W oczach Logana zobaczyam, e myli o tym samym. No, moe i chciaby mnie
pocaowa, lecz nie za cen ujawnienia tajemnicy. Smutne, e bya dla niego waniejsza ni
ja. Bolao mnie to bardziej, nibym przypuszczaa.
Zamrugaam kilka razy, eby powstrzyma zy krcce si w oczach. Znowu mj dar
jest przyczyn naszego oddalenia. Lubiam go i cieszyo mnie poznawanie cudzych sekretw,
a teraz po raz pierwszy zaczam si zastanawia, jak yoby si bez niego. Nie musie si
martwi, kogo dotkn i co zobacz. Poczu wok siebie ramiona Logana bez obawy
poznania jego tajemnic czy dowiedzenia si, e jemu na mnie nie zaley tak bardzo, jak mnie
na nim.
Spartanin energicznie machn mieczem, sprawdzajc, jak ley w doni, i zbliy si
do mnie. Moje serce gwatownie podskoczyo, mimo e doskonale widziaam, jaki jest
wcieky. Czarne wosy, bkitne oczy, silne ciao. Brakowao tylko radoci na twarzy.
Posaam mu umiech z nadziej, e go odwzajemni i wszystko znowu bdzie dobrze.
Jednak jego oczy byy zimne. Podnis miecz i delikatnie dotkn nim mojego.

- Gotowa, Cyganko? - spyta obojtnym tonem.


Zrobio mi si przykro, ale tylko kiwnam gow i mocniej cisnam Wiktora.
Przez godzin walczylimy i Logan raz po raz mnie zabija. Szkoda, e nie mg wbi
sztyletu w moje uczucia.
Po skoczonym treningu Spartanin od razu wyszed z sali otoczony swoj wit.
Patrzyam za nim, stojc przy awkach. Nie obejrza si ani razu.
- Nie martw si, Gwen - powiedzia Oliwier, pakujc si.
- Zobaczysz, e mu przejdzie.
Pomylaam o dzisiejszym chodzie w jego spojrzeniu i o tym wszystkim, co
powiedzia dwa dni temu. Nie przebaczy mi, nawet gdybym nie wiem co zrobia. Nie tym
razem.
- Gwen? - zaniepokoi si chopak.
- Masz racj. Wczeniej czy pniej Loganowi przejdzie.
Zmusiam si do umiechu, cho kamstwo przepalao mi usta.
Reszta dnia mina jak zwykle. Lekcje, wykady, zadania domowe, wymylny obiad w
stowce. W kocu po historii mitycznej zabrzmia ostatni tego dnia dzwonek. Pani Metis
spojrzaa na mnie, jakby chciaa podej i upewni si, e u mnie wszystko w porzdku. Dzi
jednak nie miaam dla niej czasu. Chciaam sprawdzi swoje przeczucie, a niestety Daphne
upara si, e bdzie mi towarzyszy.
Sczesaam wosy z twarzy i strzepnam z rkawa jak zabkan row iskr, ktra
uparcie nie gasa. Po chwili pojawio si kilkanacie nowych. Moja przyjacika zawsze
tryskaa magicznymi iskrami, gdy bya zdenerwowana, zmartwiona albo zestresowana..
Mona by pomyle, e nigdy wczeniej nie wamywaa si do cudzego pokoju.
I ona mnie uwaaa za dziwaczk! No c. Potrafiam zachowa zimn krew, jeli
sytuacja wymagaa maego wamanka. Albo szantau. No... prawd mwic, kilku rzeczy
niezupenie uczciwych. Mj cygaski dar i wszystkie okropiestwa, ktre dziki niemu
widziaam, uczyniy mnie w tych sprawach nieco zblazowan. Okej, okej, zupenie
zblazowan.
- Moe si pospieszysz? - sykna Daphne. - Ona lada chwila wrci. W ogle nie
rozumiem, co my tu robimy.
Wsunam prawo jazdy w szczelin midzy zamkiem a futryn drzwi do pokoju
Savanny Warren.
- Poszoby szybciej, gdyby siedziaa cicho i co chwila mnie nie przynaglaa. Nie
mog si koncentrowa na kilku rzeczach naraz.

- A mnie si wydawao, e masz podzieln uwag - mrukna Daphne, po raz dziesity


w cigu minuty penetrujc wzrokiem pusty korytarz.
Przewrciam oczyma i chciaam jej si odszczekn, lecz akurat karta wsuna si
tam, gdzie trzeba, i zamek odskoczy.
- Trafione, zatopione - mruknam, przekrciam gak i wkroczyam do rodka.
Przyjacika zawahaa si w drzwiach. Znowu przewrciam oczyma.
- Nie stj tak - powiedziaam, wcigajc j do pokoju.
- We wamaniu chodzi o to, eby si wama i wej do rodka. A nie sta na
korytarzu, gdzie kady widzi, co robisz.
- Przepraszam - mrukna Daphne. - Nie mam twojego dowiadczenia.
No tak, docinaymy sobie, ale mnie to nie przeszkadzao. I tak byymy sobie blisze
ni kiedykolwiek od czasu ataku niwiarzy.
- Powiedz mi, po co tu przyszymy - zadaa Daphne, podchodzc na palcach do
biblioteczki.
- Bo Vivian zaangaowaa mnie do znalezienia jej piercionka, a ostatni raz widziaa
go, kiedy bya u niej Savannah.
Wiem, e powinnam zajmowa si powaniejszymi sprawami, na przykad
sprawdzeniem, czy wykryto miejsce pobytu Prestona i niwiarki. Jednak, skoro wziam od
Vivian pienidze, to powinnam sprbowa znale ten piercionek, szczeglnie e nalea do
jej mamy i tak ogromnie jej na nim zaleao. Wiem, co to znaczy straci mam i jak bardzo
ceni si wszystko, co po niej zostao.
Poza tym chciaam, eby w tym tygodniu co mi si udao. Cokolwiek. Na przykad
znalezienie piercionka. Miaam nadziej, e to zadanie odwrci moj uwag od innych
problemw - przynajmniej na chwil.
- No to co z tego? Pewnie Savannah poyczya go, tylko jej o tym nie wspomniaa.
Przyjaciki cay czas to robi.
- Naprawd? Czyli nic si nie stanie, jeli za twoimi plecami poycz sobie twoj
ulubion torebk?
- Mnie si nic nie stanie, natomiast co do ciebie, to nie wiem, czy doyjesz koca
semestru.
- Tak mylaam - odparam, podchodzc do toaletki. - No a teraz pom mi szuka
piercionka.
- Doskonale - sapna Daphne - ale zaznaczam, e robi to pod przymusem.
- Dobra, zaznaczya. A teraz zamknij si i zacznij si rozglda.

Przez

dziesi

minut

przekopywaymy

pokj

Savanny.

No,

moe

przekopywaymy nie jest odpowiednim sowem, w kadym razie zagldaymy do


wszystkich szpar, szczelin i otworw, ktre tylko wpady nam w oko.
Naturalnie nie pomijaymy oczywistych kryjwek, ktre dzieciaki uwaaj za
nieodgadnione, gdzie nikomu nie przyszoby do gowy szuka supertajnych zapasw
sodyczy, piwa czy papierosw. Pod materacem. Przyklejone od dou do najniszej szuflady.
W plastikowej torebce, wsunite do zbiornika w toalecie. Znaam wszystkie znakomite
schowki, a mama, ktra bya policjantk, sama mi kilka podpowiedziaa.
- Nic - powiedziaa Daphne, kiedy skoczyymy. - Widzisz? Mwiam ci. Savannah
nie ma piercionka. A teraz moe wyjdziemy, zanim ona wrci? Umwia si tu po poudniu z
Tali i Vivian. Sama syszaam, jak to ustalay, kiedy staam za nimi w kolejce w stowce.
Wanie ta podsuchana rozmowa skonia mnie do wamania si, bo trudno szuka
czegokolwiek w pokoju zodziejki, pki ona nie wyjdzie.
Rozczarowana, podparam si pod boki i jeszcze raz rozejrzaam. Co mi mwio, e
piercionek Vivian tu jest, niemal jakbym czua jego woanie. Nie byam gotowa atwo
rezygnowa, wic ponownie, wolno i metodycznie, przegldaam pokj, mimo e im duej tu
byymy, tym wicej magicznych iskier leciao z palcw Daphne.
Walkiria ju szykowaa si do usunicia mnie si, kiedy niechccy uderzyam ksik
o biblioteczk i wylecia piercionek.
Zajrzaam do szafki, ciekawa, skd si wzi. Poprzednio wycignam wszystkie
ksiki, przetrzsnam je i szukaam za nimi. Jedyne miejsce, gdzie mg zosta wcinity, to
szczelina z boku, midzy pk a szafk. Nie taka za kryjwka. Bardziej pomysowa ni
rezerwuar w toalecie.
Daphne pochylia si, podniosa piercionek i przygldaa mu si zdumiona, obracajc
w prawo i lewo.
- To on? Naprawd mylisz, e Savannah go wzia? Taki... nieefektowny? Ani
jednego diamentu. Ani rubinw, szafirw, w ogle niczego nie ma. Chyba nie jest warty
wicej ni dwiecie dolarw. A te dwie twarze s po prostu brzydkie.
Skoczywszy krytyk, walkiria prychna i podaa mi piercionek.
Jak tylko go dotknam, pojawiy si obrazy.
Spodziewaam si wibracji, bo Vivian zdradzia mi, e jest to pamitka po matce,
bardzo dla niej cenna. I rzeczywicie, zobaczyam zwizane z tym wspomnienia. Vivian,
modsza ni teraz, stoi obok ka. Starsza kobieta wyciga skrwawion, trzsc si rk i
podaje jej piercionek. Vivian z paczem nasuwa go na palec. Czuam te emocje Vivian.

Smutek z powodu straty mamy i zo na tych, ktrzy j zabili. Zrobio mi si ogromnie al


koleanki. Wiem, jak trudno pogodzi si ze mierci matki - szczeglnie jeli spowodowali
j niwiarze.
Pojawiy si rwnie inne obrazy dorastajcej Vivian. Potem kadr si zmieni. Przez
moment mylaam, e co si popsuo. Wychwyciam jakie uczucie, jak emocj, ktr nie
cakiem rozumiaam, co, czego mj cygaski dar nie mg mi pokaza. Wprawdzie nie
bardzo wiedziaam, co to jest, ale rozpoznaam niejasne, niepokojce uczucie, ktrego
dowiadczyam, kiedy dotknam planu, ktry niwiarka zgubia w koloseum.
A wtedy pojawi si inny obraz: Savanny zakadajcej piercionek.
liczna Amazonka siedzi przy toaletce i pooywszy piercie na doni, podziwia
wiecce si zoto. Czuam jej satysfakcj z tego, e teraz naley do niej, e ukrada go i nikt
si nie zorientowa. Chciwo. Zrobio mi si niedobrze. Wic Vivian miaa racj, to
Savannah zabraa piercionek. Wspaniaa przyjacika.
Mylaam, e to ju koniec zwizanych z nim wspomnie, ale obraz nie chcia
znikn. Nawet si wyostrzy i wbija si w mj mzg. Savannah signa rk wysoko, do
pki nad toaletk, i co wzia. Mask niwiarza.
Przeraona, patrzyam, jak j nakada, a potem podnosi z podogi peleryn i zarzucaj
sobie na ramiona. Spoglda na swoje odbicie w lustrze i umiecha si, a jej oczy byszcz
czerwieni.
Poznaam j. Jak mogam nie pozna?
Sparaliowao mnie tak, e pozostaa cz wizji rozpada si, jak szko roztrzaskaa
na odamki, wkuwajc si coraz gbiej w mzg. Zachysnam si z blu i otworzyam oczy.
Piercionek wypad mi z trzscych si doni.
- Co ci jest? - zaniepokoia si Daphne. - Co si stao? Dlaczego masz tak dziwn
min?
- Bo Savannah nie tylko ukrada piercionek Vivian - odparam, utkwiwszy szeroko
otwarte oczy w przyjacice. - Jest niwiarzem. I to nie pierwszym z brzegu. To jest ta
niwiarka, Daphne. Wybranka Lokiego. Ta, ktra zamordowaa moj mam.

Rozdzia 20

- Savannah Warren? niwiark? - Daphne potrzsna energicznie gow. - Nie


wierz. Absolutnie.
- Ale ma piercionek.
Spojrzaam na niego. wieci mocno w socu wpadajcym przez okno. To mi co
przypomniao. Gdzie jeszcze widziaam bysk zota. Signam do wspomnie niwiarza
siedzcego w aucie przed domem babci i skupiam si, odtwarzajc sekwencj obrazw w
gowie. Nie zwracaam na to przedtem uwagi, lecz teraz zorientowaam si, e na prawej
doni dziewczyny byszcza ten wanie piercionek, mrugajc jak ze oko, gdy bbnia
palcami o warg.
- Widziaam, jak niwiarka miaa go na palcu w wizji pokazujcej atak na dom babci powiedziaam, wycigajc oskarajco palec w stron zotej obrczki. - To ten sam, ktry
Savannah skrada z pokoju Vivian.
Daphne znowu potrzsna gow i sypna iskrami z palcw.
- Ale Gwen, nie rozumiesz. Savannah w aden sposb nie moe by niwiark.
- Dlaczego?
- Bo niwiarze zabili jej ca rodzin.
- Co takiego?
Walkiria westchna.
- Wiesz, e praktycznie kady kogo przez nich straci. Rodzicw, ciotk, wujka,
przyjaciela...
Skinam gow.
- Ponad rok temu, jak tylko zaczlimy pierwsz klas, caa rodzina Savanny zostaa
zamordowana. Rodzice, modsza siostra, nawet jacy kuzyni. niwiarze wdarli si do letniego
domu w Londynie i ich zaszlachtowali. Ona przeya tylko dlatego, e bya tutaj. Potem
przerwaa nauk i na jaki czas pojechaa do ciotki. Wrcia dopiero po wakacjach. Sama
widzisz, Savannah nie moe by niwiarzem. To po prostu niemoliwe.
Daphne spojrzaa na piercionek lecy na pododze. Nawet bez daru psychometrii nie
miaa ochoty go dotyka. Bo moe jednak nalea do niwiarki.
- A Vivian? - spytaa.
- Co Vivian?

- To jej, prawda? - Daphne pokazaa piercionek. - Moe wic te obrazy pokazuj


Vivian. Moe co ci si pomieszao i to o ni chodzi.
- Naprawd mylisz, e to moliwe? Widziaa, jaka bya wystraszona po ataku w
koloseum. Sama mwia, e jest kiepska w walce. Ta niwiarka, kimkolwiek jest, doskonale
sobie radzi z broni. Dwa razy mnie pobia. Mylisz, e Vivian by si to udao?
Daphne wzruszya ramionami.
- W kocu to jej piercionek, wic zwizane z nim wspomnienia te mog by jej,
prawda?
- Nie wiem. Widziaam, jak mama daje jej piercionek i jak ona go nosi. A potem
obrazy si zmieniy. Zakadaa go Savannah i to ona miaa mask niwiarza. Nie Vivian.
- Nikogo innego w masce nie widziaa?
Pokrciam gow.
- Wic to musi by jedna z nich, prawda? Moe wspomnienia si wymieszay, bo obie
nosiy piercionek.
- Nie wiem. Po prostu nie wiem. Jeli Vivian jest niwiark, to po co mnie zatrudnia
do szukania piercionka? Podobno niwiarze wszystko wiedz o mojej psychometrii.
Musiaaby wiedzie, e gdy tylko go dotkn, dowiem si, kim naprawd jest.
- Kto zna motywy niwiarzy? - powiedziaa w kocu Daphne i podniosa piercionek z
podogi. - Lubi kombinowa. No, tak czy inaczej nie bdziemy tu sta i si zastanawia.
Chodmy, pki nie ma Savanny. Nie sdz, eby bya niwiark, ale jeli si myl, to
wolaabym, eby mnie tu nie przyapaa.
Po rewizji w pokoju Savanny poszymy do Daphne. Wyjam z raportwki
plastikow torebk i chronic palce rkawem, wsunam piercionek do rodka. Zote maski
byszczay w wietle, wygldajc jednoczenie promiennie i zowieszczo.
- No i co z tym zrobisz? - spytaa przyjacika.
- No c, chyba oddam Vivian. W kocu naley do niej. Poza tym nie chc mwi
pani Metis, e wedug mnie Savannah albo Vivian jest niwiark i wybrank Lokiego. A
przynajmniej nie bez dowodu.
- A jak moemy zdoby dowd?
- Musiaabym ich dotkn - powiedziaam po namyle.
- Przedmioty zbieraj wiele obrazw i uczu i czasami, jak mwia, wszystko si
miesza. Nie sdz jednak, eby niwiarka moga przede mn ukry swoj prawdziw natur,
gdybym jej dotkna. Tak mi si wydaje. Chyba warto sprbowa. Wtedy bd moga
wskaza j pani Metis.

- W porzdku. Od ktrej zaczniesz?


- Vivan. Bdzie atwiej. Teraz, skoro odzyskaam zgub, mam pretekst do spotkania.
Savannah mnie nienawidzi, wic zblienie si do niej to trudniejsze zadanie.
Umwiymy si na pniejsze spotkanie w bibliotece. Daphne obiecaa zabra ze
sob Carsona. Napisaam esemesa do Vivan, proszc o przyjcie do biblioteki, ebym moga
jej odda piercionek. A potem wrciam do swojego pokoju, zdjam Wiktora z haka na
cianie i wszystko mu opowiedziaam.
- No, najwyszy czas, eby odkrya tosamo niwiarki. Nie mog si doczeka,
kiedy znowu zatopi zby w Lukrecji - powiedzia i kapn szczk.
Zmarszczyam brwi i odsunam go od siebie. Czyby mia zby? Nigdy nie przyszo
mi do gowy sprawdza, a teraz nie byam pewna, czy mam na to ochot.
Kiedy Wiktor rozwodzi si na tym, jak to potnie Lukrecj na wstki, uklkam na
pododze i pogadziam Nott po gowie. Wydawao mi si, e wilczyca jest dwa razy wiksza
ni rano. Jej oczy byy bardziej matowe, jakby nadal czua si zmczona, cho cay dzie
odpoczywaa. Co si z ni dzieje? Dlaczego zawsze wyglda na wyczerpan?
Nott z luboci poddaa gow pieszczocie i poklepaa ogonem w podog.
Zamknam oczy i si skupiam.
Znowu poczuam iskierk ycia w jej brzuchu, mode, ktre ma si urodzi, cho nie
miaam pojcia, kiedy si to stanie ani jak mam w tym pomc. Przez te wszystkie wypadki
kompletnie zapomniaam, e Nott ma zosta matk. Musz zadzwoni do babci. Wychowaa
si na farmie, wic na pewno bdzie wiedziaa, co zrobi.
Sprawdziam, czy Nott ma wod i daam jej miso przyniesione ze stowki. Kiedy
zjada, zwina si na legowisku i zasna. Pogadziam j na poegnanie, a potem zapaam
Wiktora i wyszam. Drzwi zostawiam lekko uchylone, eby Nott miaa wicej miejsca do
spacerw, gdyby nasza j taka ochota.
Skierowaam si do biblioteki. Na zewntrz znowu zatrzymaam si, przygldajc si
gryfom przy schodach. Ostatnio wydawao mi si, e wszdzie gdzie spojrz, widz gryfy.
Najpierw w pamitniku mamy, potem w ksice o architekturze, a teraz w rzeczywistoci.
Gdyby tylko sztylet z Hlheimu byo tak atwo znale!
Przygldajc si posgom, zastanawiaam si, co by si stao, gdybym ich dotkna,
czy psychometria by je oywia i czy napadyby na mnie, tak jak wczoraj we nie.
Spojrzaam na ludzi wychodzcych i wchodzcych do biblioteki. miali si,
rozmawiali, jakby nigdy nic, opierajc si o posgi. Inni siedzieli przy, a niektrzy nawet na
gryfach i na innych posgach. Pewnie mnie te by nie pogryzy...

We si w gar, Gwen. Tak by prawdopodobnie powiedziaa Daphne, gdyby tu bya,


i miaaby racj. Baam si tych rzeb, odkd przyszam do akademii. Do tego. Najwyszy
czas zda sobie spraw, e to tylko kamie, nic wicej. Zdecydowana przeama swoj fobi,
wycignam rk, eby dotkn gryfa...
- Jak widz, znw si spnia - odezwa si za mn obudny gos. - Zazwyczaj
jednak zaczynasz marnowa czas dopiero w bibliotece.
Westchnam i opuciam rce.
- Sucham pana.
Bibliotekarz podszed i wrczy mi kilka ksiek, ktre taszczy pod pach.
- Prosz - rzek. - Postaraj si by uyteczna i powkadaj je na pki. Musz i do
gmachu nauk humanistycznych po nastpne.
- Tak, panie - mruknam do oddalajcych si plecw.
Przyszo mi do gowy, eby pooy ksiki na schodach i zrealizowa plan dotknicia
gryfw, zanim zaczn swoj zmian...
- Natychmiast, Gwendolyn - usyszaam woanie Nickamedesa z dziedzica.
Westchnam, poprawiam ksiki, eby nie pospaday, i weszam do budynku, zanim
znowu mnie popdzi.
Wieczr min jak zwykle. Wydawaam i przyjmowaam ksiki, pomagaam szuka
potrzebnych tytuw, a nawet udao mi si odrobi cz zada domowych. Postanowiam te
zacz wypracowanie na temat architektury. Wyjam ksik z gryfami i zaczam j
przeglda, szukajc przydatnych informacji.
Nie mogam si jednak skoncentrowa. Co rusz zerkaam na pamitnik mamy
schowany w torbie. Co, co wizao si z nim, powoli wydostawao si na powierzchni.
Wiedziaam, e lepiej nie popdza wspomnie. Dostaabym tylko migreny, a do ju
w tym tygodniu bolaa mnie gowa.
Koo szstej w bibliotece pojawia si Daphne z Carsonem. Walkiria podesza do lady,
jakby chciaa tylko o co spyta. Szybko wepchnam do ust kocwk batonu z ziarnami,
ktry kupiam u pani Raven, i popiam resztk wody z butelki.
- Gotowa? - spytaa pgosem.
Skinam gow.
- Aha. Tu mam piercionek. Vivian wanie przysaa esemesa, e ju idzie. Wic
patrz, co si bdzie dziao.
Daphne kiwna gow i podesza do stou, przy ktrym czeka Carson. Wrciam do
studiowania ksiki architektonicznej, kiedy do biblioteki wszed Logan.

Na jego widok zabrako mi tchu, mimo e rano, podczas treningu, by taki


nieprzystpny. Mylaam, e usidzie przy stole albo kupi co w barku, lecz ku mojemu
zdumieniu kierowa si wprost do mnie, jakby przyszed si ze mn zobaczy. Serce zaczo
mi wali, ale upomniaam si w duchu. Nie chciaam da si ponie nadziei.
- Cze, Cyganko.
- Cze, Spartaninie.
Przez moment patrzylimy na siebie; a potem Logan westchn.
- Wiesz, mylaem o tamtym dniu i... chciaem ci przeprosi. Wiem, e to nie twoja
wina, e masz taki dar. e wystarczy ci otrze si o mnie palcami, a wszystkiego si dowiesz.
To mnie troch przeraa.
- Przepraszam. Chciaabym mc to... wycza.
Kciki ust podniosy mu si delikatnie.
- Co nie znaczy, e musiaem zachowa si jak gupek. I by niemiy rano w sali
gimnastycznej. Zastanawiaem si, czy moemy zacz od pocztku, przewin tam do
tego, co byo w koloseum przed atakiem. Mylisz, e by si udao?
Spojrzaam w jego bkitne oczy i wiedziaam, e zrobi dla niego wszystko. e mu
przebacz.
- Bardzo bym chciaa, Spartaninie. Naprawd.
Umiechn si szeroko i nagle wszystko wrcio do normy. Bardzo chciaam
przechyli si przez lad i przytuli do niego, ale zmusiam si, by zachowa dystans.
Chciaam, eby tym razem wszystko si uoyo. Jak dugo Logan co przede mn ukrywa,
tak dugo nasze stosunki s niepewne. Pragnam, by podzieli si ze mn swoim sekretem
tak, jak zechce, i wtedy, kiedy zechce. Nie mog si do tego miesza.
- Moe nie bdziemy si spieszy - powiedziaam. - Wiesz, usidziemy i zaczniemy
rozmawia zamiast walczy ze niwiarzami i przeskakiwa z jednej sytuacji kryzysowej do
drugiej. Moe wreszcie uda nam si wypi t kaw, o ktrej ju tyle mwilimy.
- Doskonay pomys. A co do tempa, to w porzdku... oile bdziesz w stanie si
kontrolowa, Cyganko, w mojej obecnoci. Podobno nie mona mi si oprze.
Przewrciam oczami, a on rozemia si ciepo, a po plecach przeszed mnie dreszcz.
Dobry nastrj nie trwa jednak dugo, bo do czytelni wesza Vivian w towarzystwie
Savanny i Talii. Amazonki rozsiady si przy jednym ze stow, a Vivian zostawia swoje
rzeczy i stana za Loganem, sdzc pewnie, e przyszed odda ksik.
- Porozmawiamy pniej - szepnam pospiesznie. - Teraz musz co zaatwi, okej?
Zadzwo do mnie za jaki czas.

Umiechn si asymetrycznie.
- Jasne, Cyganko.
Mrugn do mnie i odszed, lecz nie wyszed z biblioteki, tylko zacz rozmawia z
Daphne i Carsonem. Walkiria mwia do niego, ale patrzya na mnie, ciekawa, czy dotkn
Vivian i doznam szoku, kiedy przekonam si, e to ona jest niwiark.
- Otrzymaam twoj wiadomo - powiedziaa Vivian, stajc przede mn. - Mwisz,
e znalaza piercionek?
Wyjam plastikow torebk z raportwki i pokazaam jej.
Twarz dziewczyny rozjania si na ten widok, jakby bya to najcenniejsza rzecz na
wiecie. Moe i bya, biorc pod uwag, ile dla niej znaczya. Mimo przekonywa Daphne nie
wierzyam, e jest niwiark. Nie wyobraam sobie, jak niwiarz mgby udawa tak mi
osob. Poza tym miaa agodny i sodki gos. Nie taki chrapliwy i niski, jak niwiarka. Co
prawda, gos Savanny te nie by podobny.
Vivian pooya na ladzie sto dolarw, ktre miaa mi dopaci. Dotknam pienidzy i
si skupiam, jednak odebraam wycznie obraz banknotu przechodzcego z jednej rki do
drugiej, a w kocu trafi do mnie. Tu nie byo adnej wskazwki. Schowaam pienidze do
kieszeni dinsw.
- No i gdzie by? - zainteresowaa si Vivian. - Gdzie go znalaza?
- W pokoju Savanny - odparam obojtnym tonem.
To zawsze byo najtrudniejsze: powiedzie, e zodziejem okaza si przyjaciel.
Patrzyam na ni uwanie. Na jej twarzy ukazay si wszystkie zwyke emocje:
zdziwienie, zmieszanie, a w kocu zrozumienie, co to znaczy, e piercionek znajdowa si w
pokoju Savanny.
- Och - wybkaa, blednc. - Och.
Kiedy ludzie dowiadywali si takich rzeczy o najbliszych przyjacioach, zazwyczaj
mieli wiele do powiedzenia. Czekaam na co.jeszcze, ale ona tylko staa z nieszczliwym
wyrazem twarzy i ze zami w oczach. Po chwili opanowaa si i wycigna rk.
Podaam jej plastikow torebk i niby przypadkowo dotknam jej doni.
W gowie pojawiy mi si rozmaite obrazy Vivian. Jak siedzi rano na lekcjach, je
obiad w stowce, idzie do biblioteki. Gwnie jednak czuam smutek i uczuciowy zamt na
myl o nielojalnoci przyjaciki. Najwidoczniej odczua to mocniej, ni dawaa po sobie
pozna, bo przyguszyo to wszystkie inne emocje.
Ani ladu tego, e jest niwiark. Nie wyczuam te w niej adnej zoliwoci.
Dziwne. Nawet najfajniejsza dziewczyna potrafi czasem by wredna. Gdybym si

dowiedziaa, e moja najblisza przyjacika mnie okrada, no c, pewnie bym si wcieka.


Natomiast Vivian bya tylko smutna i rozczarowana. Miaa znacznie lepszy charakter ode
mnie. Ja bym zapaa Savann za rude wosy i targaa nimi, pki by si nie przyznaa do
kradziey.
Zanim zdoaam odebra co wicej, Vivian odsuna si, przerywajc poczenie.
- Dzikuj, e go znalaza - powiedziaa napitym gosem.
- Nie ma za co.
Vivian posza do stou, przy ktrym siedziay koleanki. Savannah spytaa j o co, ale
Vivian tylko dziwnie na ni spojrzaa i odwrcia si.
Daphne, obserwujca wszystko z drugiego koca czytelni, podniosa pytajco brwi.
Pokrciam gow, informujc, e nie odebraam adnych wibracji identyfikujcych
Amazonk jako niwiark. Walkiria wzruszya ramionami.
Eksperyment jednak jeszcze si nie skoczy. Wziam ksiki do odstawienia na
pki i podeszam do stou trzech przyjaciek. Talia i Savannah o czym rozmawiay,
natomiast Vivian siedziaa bez sowa, patrzc na piercionek, ktry wsuna na palec.
Znowu zaaranowaam przypadek, tylko tym razem upuciam ksik na st,
pomidzy dziewczyny.
- Oooch, przepraszam. Zaraz j zabior.
Signam, muskajc palcami rk Savanny. Mj umys wypeniy wspomnienia i
emocje, wszystko, poczynajc od tego, jak dziewczyna siedziaa na lekcjach, do obiadu w
stowce i do tego, jak Logan odprowadza j do akademika, gdy jeszcze ze sob chodzili.
Odczuam sodki, agodny zawrt gowy wiadczcy o tym, jak bardzo Savannie zaleao na
Spartaninie i jak mocno zabolao j rozstanie.
Te ostatnie emocje sprawiy, e ogarno mnie poczucie winy. Zmusiam si jednak do
utrzymania kontaktu i skupiam, szukajc jakich ladw, ktre by wiadczyy, e dziewczyna
jest niwiark chaosu.
I nic nie znalazam.
No, oczywicie, Savannah miaa mi za ze cae mnstwo rzeczy: odebranie Logana,
sposb, w jaki on na mnie patrzy, nawet upuszczenie przed momentem ksiki prawie na jej
kolana. Amazonka chtnie daaby upust zoci, walczc ze mn na miecze w sali
gimnastycznej, ale w jej sercu nie czuam zapiekej, morderczej nienawici.
Zaskoczona, odsunam si, zabierajc ksik. Wszystkie trzy dziewczyny patrzyy
ju na mnie jak na wariatk. Pewnie tak wygldaam.
- Przepraszam - wymamrotaam jeszcze raz i szybko poszam odoy tomy na pki.

Amazonki nie spuszczay ze mnie wzroku i, niemal dotykajc si gowami, szeptay


co do siebie. Zacisnam zby i ignorowaam je, udajc, e nie wiem, i plotkuj na mj
temat. Wracajc do lady, zatrzymaam si przy stole, gdzie siedziaa Daphne z Carsonem i
Loganem.
-1 co? - spytaa pgosem walkiria.
Pokrciam gow.
- adnych wibracji. Ani od jednej, ani od drugiej. Vivian jest przygnbiona tym, e
Savannah zabraa jej piercionek, a Savannah wcieka na mnie jak zwykle. Jeli ktra z nich
jest niwiark, to znalaza sposb, by to ukry.
Chciaa mi zamci w mylach, ebym widziaa co, czego nie ma - usyszaam gos
babci Frost. - Nawet usiowaa wepcha mi si do gowy, ebym zastyga w miejscu iprzestaa
walczy. Zna wiele sztuczek i ma wielk moc. Nie ustpuje nikomu, kto ma podobny dar
mentalny.
- Savannah nie jest niwiark - odezwa si Logan, przerywajc moje rozmylania. Moesz mi wierzy.
Otworzyam usta, eby spyta, skd wie, lecz zdaam sobie spraw, e znam
odpowied: bo rodzina Savanny zostaa brutalnie zamordowana, podobnie jak jego mama i
starsza siostra. Ugryzam si w jzyk i nic nie powiedziaam. Wanie wszystko
rozpoczlimy na nowo. Nie chc niczego zniszczy swoimi posdzeniami. Spartanin spojrza
na mnie podejrzliwie, jakby dobrze wiedzia, co mi chodzi po gowie.
- No, do wszenia na jeden wieczr - powiedziaam.
- Moecie i, jeli chcecie. Ja musz jeszcze troch popracowa.
- Jeste pewna, e nic ci nie bdzie? - spyta Carson z trosk w oczach. - A jeli ta
niwiarka gdzie tu si czai?
Ju miaam mu odpowiedzie, ale zauwayam, e Nickamedes stoi w drzwiach
kanciapy i piorunuje mnie wzrokiem, wskazujc jednoczenie na uczniw kbicych si
przed lad.
- Gwendolyn! - zawoa. - Dlaczego tyle osb czeka w kolejce?
Spojrzaam wic tylko na Carsona i rzekam:
- Nie martw si. Nickamedes jest tak zrzdliwy, e niwiarka nie omieli si zbliy.
Podbiegam do lady i pod czujnym okiem bibliotekarza przez godzin przyjmowaam
ksiki, odkadaam je na miejsce i oglnie suyam pomoc. Daphne i Carson pokrcili si
jeszcze przez kilka minut, po czym wzili swoje rzeczy i wyszli.
Logan zosta nieco duej, niespokojnie przygldajc si na zmian mnie i Savannie.

Wreszcie wsta, spojrza na mnie bez wyrazu i wyszed. Westchnam, aujc, e midzy
nami nie jest inaczej, nie jest atwiej. Choby przez chwil. Zaleao mi na Loganie, a jemu
na mnie. Dlaczego zatem nie moemy by razem?
Wkrtce coraz wicej osb pakowao si i wychodzio. Widocznie wszyscy
postanowili wczeniej skoczy prac, bo o smej wieczorem zostalimy sami z
Nickamedesem, ktry zaszy si w swoim pokoiku i zaj tym czym, co zawsze robi, kiedy
mnie nie ochrzania.
Kiedy biblioteka opustoszaa, znowu przyszo mi do gowy, eby wyj plan budynku
i poszuka sztyletu. Tylko po co? Mogabym latami go szuka i nie znale kryjwki. No c,
jeli ja nie mogam, to niwiarka rwnie. Ta myl jednak jako mao mnie pocieszya.
Skoczywszy odkadanie na pki, nie miaam ju nic do roboty poza czekaniem na
koniec zmiany. Z nudw wziam ksik architektoniczn i postanowiam zaj si
wypracowaniem. I znowu otworzyam na stronie z gryfami. Wysoko, ciar, rodzaj
kamienia. Informacje byy identyczne jak poprzednio, ale nie mogam oderwa oka od
ilustracji. Co mi si tu nie zgadzao. Albo informacje byy bdne, albo fotografie mylce.
Ponownie rzuci mi si w oczy wystajcy z torby pamitnik mamy. Rysowaa gryfy,
gdy uczya si w akademii. Moe pamitnik pomoe odgadn, dlaczego te posgi tak mnie
optay. Wyjam go, otworzyam na stronach, gdzie znajdoway si rysunki gryfw, i
porwnaam je z fotografiami w ksice.
Po raz pierwszy zauwayam strzak wskazujc na postument.
Strzaa znajdowaa si na rysunku mamy. Bya maciupeka, tak e nie zauwayam jej
poprzednio, przekonana, e to po prostu fragment rozmaitych przypadkowych linii i
zawijasw nagryzmolonych na stronie. Lecz teraz, im duej si wpatrywaam, tym mocniej
bio mi serce. Dlaczego mama narysowaa strzak? Akurat w tym miejscu? Co takiego tam
byo, e trzeba to byo zaznaczy? Przenosiam wzrok z ksiki na zeszyt i z powrotem.
Dopiero po kilku sekundach zauwayam, e tylko jeden posg ma postument.
Ten po prawej. To na niego patrzya mama w wizji, ktr wywoao dotknicie
pamitnika. Ten gryf mia malutki, moe dziesiciocentymetrowy postument, natomiast drugi
wyglda, jakby go posadzono wprost na schodach.
Moje serce bio szaleczo, wtrujc mylom. A jeli... jeli mama wcale nie ukrya
sztyletu w bibliotece antycznej? Moe schowaa go na zewntrz? Moe wetkna go w
postument gryfa?
Nie, pomylaam. To gupie. Niemoliwe, eby odpowied bya tak prosta. Koo tych
posgw codziennie przechodziy setki osb. Do tej pory kto by znalaz sztylet, choby

przypadkowo. Ponosi mnie wyobrania. To nastpna faszywa wskazwka, jak te iksy a


planie biblioteki.
Zamknam pamitnik i ksik i woyam je do torby. Nie przestawaam jednak
niespokojnie krci si na krzele i myle o tej strzace. Co pchao mnie, eby i obejrze
posg, a im duej walczyam z tym impulsem, tym stawa si silniejszy, tak e w kocu nie
mogam si pohamowa, musiaam natychmiast dziaa.
Zeskoczyam ze stoka.
Obiegam lad i popdziam gwnym przejciem do podwjnych drzwi, a potem do
holu i wybiegam na zewntrz. Noc bya zimna. Tak zimna, e powietrze przepalao mi puca.
Cay dziedziniec pokrywa ciemny szron, malujc wszystko na zowieszczy szarosrebrzysty
kolor. Wok panowaa pustka. Byam tylko ja, szron, ciemno i posgi. Teraz te wydawao
mi si, e pogrone w mroku, ledz moje ruchy.
Ja jednak patrzyam tylko na gryfa, tego po prawej od wejcia. Nachyliam si, eby
lepiej widzie, i zaczam porwnywa go do drugiego. Podobnie jak na fotografiach iw
pamitniku mamy, prawy sta na postumencie, a lewy - nie.
Chwil tkwiam tak, niezdecydowana, zastanawiajc si, czy dobrze robi. Zawsze
czuam obecno jakiej mocy w kamiennych posgach, szczeglnie w gryfach obok
biblioteki. A jeli one nagle oyj pod moim dotkniciem? Na dziedzicu nie byo nikogo,
wic te nikt nie usyszaby moich krzykw. A nawet gdyby Nickamedes jakim cudem
usysza i wyszed sprawdzi, co si dzieje, do tej pory pewnie niewiele by ze mnie zostao.
Niemniej musiaam to zrobi. Nike mwia, e znalezienie sztyletu i przeniesienie go
w nowe, bardziej bezpieczne miejsce, to jedyny sposb, by Loki nie opuci wizienia.
Inaczej zbierze armi niwiarzy i znowu sprbuje przej kontrol nad wiatem.
W tym tygodniu widziaam ju, jak umieraj ludzie, koledzy i koleanki ze szkoy,
ktrzy nie zasuyli na tak mier. Widziaam zy i strach innych i mog sobie tylko
wyobrazi, przez co przechodz rodziny pomordowanych, jak smutek poera ich serca. Nie
chciaam, aby nastpne osoby doznay krzywd. eby dowiadczay rozpaczy.
Pomylaam o mamie, jak mdrze ukrya sztylet i jaka musiaa by odwana, eby w
ogle si tego podj. Nie byo ju jej na wiecie, ale chciaam, eby bya ze mnie dumna.
Ona, babcia Frost i wszystkie przodkinie, ktre od wiekw suyy Nike. Chciaam okaza si
godna magicznego daru, ktrym obdarzya mnie bogini, a ochronienie sztyletu przed
niwiarzami byo najlepszym sposobem, w jaki mogam to zrobi.
Najpierw jednak musiaam go znale, a jak na razie bya to najbardziej obiecujca
wskazwka. I moe ostatnia. Wystarczy pochyli si i dotkn kamienia. Wwczas dowiem

si, czy mam racj, czy te nie.


Z bijcym sercem wycignam niepewnie rk i musnam zimny kamie,
spodziewajc si oywienia wspomnie... i by moe gryfw.

Rozdzia 21

Natychmiast pojawiy si obrazy, zalewajc mj umys jak fala przypywu i zacierajc


wszystko inne.
Poczuam, e gryf jest stary, nawet staroytny - tak jak Wiktor. I, podobnie jak on,
mia w sobie iskr, moc czy te ducha, ktry patrzy na mnie z gbi kamienia. Moc ta
przypominaa ponce czerwone oczy, oczy Lokiego obserwujce mnie za kadym razem, gdy
dziki psychometrii wgbiaam si w umys Prestona. Jednak posg nie emanowa
wrogoci, ktr miay w sobie karmazynowe oczy. Raczej odnosiam wraenie... czujnej
obecnoci. Jakby gryf strzeg nie tylko biblioteki, lecz wszystkich, ktrzy codziennie go
mijali, a nawet samej akademii, tak jak wspominaa pani Metis. wiadomo ta napenia
mnie spokojem i poczuciem bezpieczestwa.
Staam z zamknitymi oczyma i z doni przycinit do chodnego kamienia, usiujc
zrozumie wszystkie obrazy przepywajce przez mj mzg. Na przestrzeni wielu, wielu lat
byy ich tysice. Pory roku zmieniay si w mgnieniu oka. nieg topnia, nastawaa wiosna,
zaczynao pali letnie soce, wiroway opadajce jesieni licie, i tak rok po roku, modzi
ludzie opierajcy si o posg, mijajcy go, a nawet czasem przyklejajcy do niego gum do
ucia. Fuj.
Po kilku krtkich chwilach przytaczajca fala wspomnie i uczu przetoczya si,
pozostawiajc za sob wolniejszy strumie, tak e mogam zacz sortowa obrazy, szuka
jednego, zwizanego z konkretn osob. Nie zwracaam uwagi na chopakw, ktry siadali,
dotykali czy opierali si o posg. Skupiam si na dziewczynach. Nie ta, nie tamta, ta te nie...
to ta!
Wspomnienie niemal przemkno niezauwaenie, zanim zdoaam je wyapa! Udao
mi si chwyci je w ostatniej chwili, nim znikno w ciemnoci umysu. Przestaam zwraca
uwag na inne przesuwajce si w tle widoki i wyostrzyam ten, na ktrym mi zaleao.
Bya zimna noc, taka jak dzisiejsza. Dziewczyna w moim wieku staa przed posgiem.
Brzowe wosy, fiokowe oczy, jasna skra z piegami. Jej twarzy bya mi znajoma tak jak
wasna, cho czuam, e nigdy nie bd rwnie pikna.
- Mamo - szepnam, cho nie moga mnie usysze, cho bya tylko wspomnieniem.
Mama rozejrzaa si po pustym dziedzicu, uwanie przypatrujc si cieniom.
Fiokowe oczy, rozemiane oczy - tak zawsze artowaa, ale nie tego dnia. Usta zacisna w

wsk lini, bya spita i wystraszona - baa si, e niwiarze znajd j, zanim wywie si z
zadania zleconego przez Nike. Cho czua, e czas ucieka, musiaa si rozejrze. Musiaa by
niezwykle ostrona.
Kiedy si upewnia, e nikt jej nie obserwuje, wyja z plecaka pakunek owinity w
czarny materia. Pooya go na stopniach biblioteki. Wtedy co zadrapao o kamie.
Mama zastyga i rzucia wkoo zaniepokojone spojrzenie, jakby ten dwik mg
zdradzi jej obecno niwiarzom.
Nikt jednak nie wyoni si z cienia. Odetchna z ulg i znowu skierowaa swoj
uwag na posg. Obmacywaa go, jakby czego szukaa. W kocu znalaza. Przekrcia
koniuszek ogona, a wtedy w postumencie otworzyy si drzwiczki, odsaniajc wydron
przestrze.
Mama rozejrzaa si znowu, upewniajc si, e nikt jej si nie przyglda, i szybko,
zawijajc brzegi czarnego materiau wok znajdujcego si w nim przedmiotu, wsuna
zawinitko w tajny schowek. Zapaa koniec ogona gryfa i pokrcia nim w przeciwn stron.
Drzwiczki wsuny si w postument, kryjc zawarto.
Mama westchna z ulg. Koniec. Misja wypeniona. Jeszcze raz si rozejrzaa,
nacigna kaptur, woya rce do kieszeni i pobiega przed siebie, znikajc wrd cieni.
Opuciam do i otworzyam oczy, oddychajc gboko. Nagle poczuam, e ledwie
si trzymam na nogach. Musiaam usi na stopniach, bo caa si trzsam. Kiedy mi
przeszo, wstaam i podeszam do gryfa.
Pochyliam si, eby obejrze jego ogon. Wyglda normalnie, jakby cay posg by
wyrzebiony z jednej bryy. Gdybym nie widziaa, jak mama przekrca sam kocwk,
nigdy nie przyszoby mi do gowy to zrobi. Ani e w postumencie moe by tajny schowek.
Ciekawe, jak mama go znalaza. Moe dowiedziaa si na lekcji historii mitycznej?
Prawd mwic, nie miao to znaczenia. Najwaniejsze, e teraz trzeba byo
przetransportowa sztylet w bezpieczne miejsce. Gdzie, gdzie niwiarze nigdy go nie znajd.
- Dobrze go chronie przez te lata - szepnam, zwracajc si do iskry wiadomoci
ukrytej w kamieniu. - Niestety, niwiarze s coraz blisi odkrycia sztyletu, wic musz
schowa go gdzie indziej. Mam nadziej, e rozumiesz. Postaram si jak najlepiej go chroni
- obiecuj.
Gryf nic nie powiedzia, ale w zotej powiacie rzucanej przez wiata podkrelajce
balkon biblioteczny wydawao mi si, e lekko zmruy swoje oczy bez powiek. Po raz
pierwszy ten lekki ruch nie odebra mi odwagi. Przeciwnie, nawet doda mi otuchy, jakby gryf
dobrze wiedzia, e najwyszy czas zmieni kryjwk sztyletu i e jestem jako zwizana z

dziewczyn, ktra schowaa go tu przed laty. Po chwili stworzenie opucio wzrok i lekko
skonio gow, niemal jakby dawao mi swoje przyzwolenie.
Niepewnie przekrciam koniec ogona.
Poruszy si gadko i lekko, tak jak we wspomnieniu. Drzwiczki z cichym pomrukiem
wysuny si i schowek stan otworem. Moja rka tak si trzsa, e zanim signam po
sztylet, zacisnam j w pi, eby j ustabilizowa. Kiedy w kocu dotknam czego
mikkiego, jedwabistego, przed oczami pojawi mi si nastpny obraz: mamy chowajcej
zawinitko w to samo miejsce, z ktrego ja je teraz wyjmowaam.
Przekrciam ogon gryfa z powrotem i schowek si zamkn. Delikatnie odwinam
jeden rg czarnego materiau, potem drugi... Przede mn lea sztylet z Helheimu.
By znacznie lejszy, ni si spodziewaam. Way niewiele wicej ni jedwab, ktry
go owija. Nie by wykonany z metalu, lecz z czarnego marmuru byskajcego gdzieniegdzie
brzowymi plamkami. W rkoje wprawiono rubin, ale kamie by ciemny, jakby zgas jego
ogie. Po chwili zorientowaam si, e klejnot ma ksztat jednego zmruonego oka.
Zaciekawiam si, czy to jest brama Lokiego na ten wiat, okno mitycznego wizienia. Czy
bg zoczyca moe wyglda przez rubin i widzie, jak trzymam go w rkach? Zatrzsam
si na t myl i szybko owinam sztylet czarn materi.
Przez moment staam, nie wiedzc, co robi dalej. No dobrze, udao si.
Umiechnam si na t myl i miaam ochot wznie dziki okrzyk, na szczcie si
pohamowaam i odsunam od siebie niestosowne zachcianki. Musiaam si zaj czym
innym, na przykad wymyli, co zrobi ze sztyletem, skoro go ju znalazam.
Powiem Nickamedesowi, pomylaam. Wrc do biblioteki i poka mu sztylet. On
zadzwoni po pani Metis i Ajaksa, a potem razem postanowimy, gdzie go schowa...
- No, Cyganko - odezwa si za mn jaki gos - dzikuj za znalezienie sztyletu.
Zaczynaam si zastanawia, czy to zadanie ci nie przerasta.
Co zaszelecio, zauwayam szybko zbliajcy si cie na niegu. Odwrciam si,
lecz byo za pno. Pi niwiarki wyldowaa na mojej twarzy i zapadam w ciemno.
Pierwsze, co poczuam po przebudzeniu, to palcy bl policzka pulsujcy w rytmie
uderze mojego serca. Skupiam si, starajc si usun go z myli. Nie bardzo kojarzyam,
co si dzieje, jednak doskonale wiedziaam, e wpadam w nie lada kopoty. Z otaczajcych
mnie ludzi emanowaa nienawi, dusia i przygniataa do ziemi jak ow. Czuam ich
pogard i wcieko zalewajce mnie jak morskie fale. Zrobio mi si niedobrze.
- No c - odezwa si gos. - Cyganka chyba si ockna.
Znaam ten gos. Zamroczona, nie mogam uwierzy, e to moe by ona. Wydawaa

si tak mia, tak podobna do mnie, a okazaa si niwiark i wykorzystaa mnie, eby dosta
w swoje rce sztylet z Helheimu. Tyle wiedziaam. Nie miaam jednak zielonego pojcia, jak
skonia mnie do postpowania wedug swoich planw.
Otworzyam oczy. Nade mn na biurku siedziaa Vivian Holler.
- Cze, Cyganko - powiedziaa. - Zaskoczona?
Potrzsnam gow, ale tylko bardziej rozbolaa mnie twarz. Poruszyam szczk,
usiujc pozby si upania. Powoli ostre, pulsujce rwanie przeszo w agodniejsze,
atwiejsze do zniesienia kucie i mogam rozejrze si wok bez gwiazd wirujcych nad
gow.
Siedziaam przywizana do krzesa w eleganckim pokoju z ciemnymi meblami,
antycznymi sofami i krysztaowymi wazami penymi czarnych i ciemnoczerwonych r.
Dawic si odurzajcym zapachem kwiatw, nie przestawaam si rozglda. Kiedy
odwrciam gow, zobaczyam zoty posek ptaka z rozoonymi skrzydami. Za nim, na
cianie, wisia obraz ukazujcy takiego samego ptaka w identycznej pozie. Zorientowaam
si, gdzie si znajduj: to by salon, ktry widziaam, dotykajc zgubionego przez niwiark to znaczy Vivian - planu biblioteki antycznej.
- Skrzyda - wymamrotaam, przygldajc si poskowi. - Co jest z tymi skrzydami?
Vivian podniosa brew.
- To wanie chcesz wiedzie? A nie, jak skoniam ci do znalezienia dla mnie
sztyletu? Doprawdy, Cyganko, spodziewaabym si po tobie czego ciekawszego. Lecz jeli
koniecznie chcesz, to chtnie ci poka.
Vivian gwizdna przeraliwie i odwrcia si ku drzwiom prowadzcym na balkon.
Mimo e na zewntrz byo ciemno, zobaczyam, jak z nieba sfruwa jaki ciemny ksztat i
lduje za oknem. Dziewczyna otworzya drzwi i cofna si o krok.
Po chwili do pokoju wskoczy potny ptak rok.
By wielki, tak wielki jak Nott, jeli nie wikszy. Mia byszczce czarne skrzyda
mienice si pasmami czerwieni, ktre wyglday jak rzeki krwi. Wielkie, czarne szpony
mogy by dugoci nawet mojej rki. Na lekcji historii mitycznej pani Metis powiedziaa, e
roki to stworzenia pochodzenia arabskiego i maj do siy, eby porwa ludzi. Wtedy
wydawao mi si to absurdalne, teraz jednak w to uwierzyam. Ten rok na pewno mgby
mnie zje, dwa razy kapnwszy ostrym dziobem.
Jego oczy te byy czarne i byszczce, a w ich gbi pona ta karmazynowa
niwiarska iskra. Zadraam i odwrciam wzrok.
- Nie podoba ci si moje zwierztko? - spytaa Vivian. - Szkoda. Hodujemy roki od

pokole. Praktycznie wszyscy niwiarze kupuj je u nas. Ptaki z naszej hodowli s znane ze
szczeglnego okruciestwa.
Gwizdna i pokazaa palcem na balkon. Rok wyszed na balkon, przy kadym skoku
drapic pazurami o podog. Dziewczyna zamkna za nim drzwi, ale nadal czuam jego
zowrog obecno, wiedziaam, e zerka zza szyby, jakby chcia przedzioba si przez ni,
eby si do mnie dobra.
Rozlegy si kroki. Obejrzaam si. Za mn sta Preston. Vivian z powrotem
przysiada na biurku, a chopak stan za ni. Zamiast pomaraczowego kombinezonu znowu
mia na sobie drogie ciuchy. Buty, dinsy od projektanta, elegancki kaszmirowy sweter,
skrzana kurtka. Wszystko, naturalnie, czarne, jak jego zgnia dusza.
Preston umiechn si nieprzyjemnie.
- Mwiem ci, e kiedy bd gr, Cyganko. auj, e mi nie uwierzya.
- No nie, nie wciskaj mi kitu - warknam. - Nie byoby ci tu, gdyby nie Vivian,
wszyscy o tym wiemy. To ona odwalia ca robot. To ona wydostaa ci z wizienia. Spojrzaam na dziewczyn. - Swoj drog, nale ci si brawa. Za to i za ca reszt tego
wymylnego planu. Udao ci si.
Wyranie si ucieszya.
- Niele, prawda? Nie lubi si chwali, ale tym razem przeszam sama siebie.
- Nie hamuj si, powiedz mi wszystko o mistrzowskich posuniciach. Przecie tego
pragniesz. Tylko dlatego jeszcze mnie nie zabia. Czarne charaktery w filmach i komiksach
uwielbiaj si puszy.
Nie chciaam dodawa, e to by zawsze pierwszy krok do upadku. Teraz to byo moj
ostatni desk ratunku.
Vivian rozemiaa si. Jej miech zabrzmia w moich uszach zgrzytliwie.
- No c, to jest na pewno jeden z powodw. Jeszcze z tob nie skoczyam, Cyganko,
poczekaj kilka minut.
Pytasz, jak doprowadziam do tego, eby zrobia to, czego chc. Jeste sprytna. Udao
ci si pokona Prestona, cho to akurat nie jest zbyt trudne. Moe wic to ty mi powiesz, jak
tego dokonaam?
Przez chwil mierzyam j wzrokiem, a potem rozejrzaam si wok. Zaczam
intensywnie myle. Powinna gada jak najduej, eby byo wicej czasu na znalezienie
mnie i uratowanie. Oczywicie nie wiedziaam, kto niby mia tego dokona. Nickamedes
pewnie doszed do wniosku, e wymknam si przed czasem. Nie przyjdzie mu do gowy, e
co mi si stao. Moje stosunki z bibliotekarzem byy tego typu, e pewnie si ucieszy, kiedy

wyjrzy ze swojej kanciapy i przekona si, e mnie nie ma.


- Cyganko! - zawoaa Vivian, strzelajc mi palcami przed oczyma. - Jeste tu jeszcze?
Z jej palcw jak krople deszczu posypay si czerwone iskry. Zapomniaam ju o tym,
a przecie podczas walki w koloseum przyszo mi do gowy, e niwiarka musi by walkiri.
Wykazaa si wtedy ogromn si. Teraz te - cay czas czuam bl w miejscu, gdzie mnie
uderzya. Ale nigdy nie widziaam, eby Vivian strzelaa iskrami tak jak Daphne.
- Jak to ukrya? - spytaam, wskazujc na jej palce. - Te iskry i w ogle fakt, e jeste
walkiri? W akademii wszyscy uwaaj ci za Amazonk.
Wzruszya ramionami.
- Tak jak wszystko. Chcesz pozna sekret? Nie jeste jedyn Cygank w akademii.
Szczka mi opada ze zdumienia. Babcia Frost mwia, e s te inni Cyganie, inne
rodziny obdarzone magicznymi darami. Mwia mi rwnie, e nie wszyscy Cyganie s
dobrzy, s te obojtni, a niektrzy nawet przystali do niwiarzy.
Do tej pory nie zetknam si z adnymi Cyganami, a teraz staam twarz w twarz z
najgorszym egzemplarzem z moliwych - Cygank, ktra bya wybrank Lokiego. Nike bya
dobra, a Loki zy, co znaczyo, e jego wybraniec jest rwnie wystpny i bezwzgldny.
- Co takiego...? A jakimi darami Loki obdarzy twoj rodzin?
Musiaam zada to pytanie. Jeli bd wiedziaa, jaki talent posiada Vivian, moe uda
mi si go wykorzysta do uskutecznienia ucieczki.
Umiechna si.
- Najwspanialszy dar ze wszystkich... magi chaosu.
- Co to takiego? - Nigdy o tym nie syszaam. W podrcznikach historii mitycznej,
ktre przegldaam, eby dowiedzie si czego o swoim darze magii dotykowej, o niczym
takim nie byo mowy.
- To nie adna magia chaosu - prychn Preston. - Gwnie to zwyka telepatia.
- Telepatia? To znaczy czytanie w mylach i wkadanie ludziom pomysw do gowy?
- Ot to - przywiadczy Preston. - Vivian potrafi sprawi, e ludzie widz i sysz to,
czego naprawd nie ma. Czy to nie wietnie?
Na kpice sowa chopaka w oczach Vivian bysno i pojawia si w nich czerwona
iskra.
Przypomniay mi si czerwone byski w oczach Savanny i nienawi na jej twarzy,
ilekro dziewczyna na mnie patrzya. Teraz przyszo mi do gowy, e to sprawka Vivian - nie
zwracaam na ni uwagi, bo podejrzewaam jej przyjacik. Tak te pewnie zmienia swj
gos, ebym nie poznaa go i nie odgada prawdy. Zaciekawiam si, czego jeszcze dokonaa.

Obawiaam si, e niestety dowiem si tego - i to na wasne nieszczcie.


- To prawda - przyznaa Vivian. - Potrafi sprawi, e ludzie bd widzie to, czego
nie ma, potrafi zasia w ich gowach myli, jakie pragn, a nawet zmusi ich, by wypeniali
moje polecenia. Iluzja, dezorientacja, chaos - to waciwie to samo, ale Loki da mojej
rodzinie dar magii szczeglnie okrutnej. Jeli chc, mog zajrze ludziom do gowy i sprawi,
e bdzie im si wydawao, e spotkao ich to, czego zawsze najbardziej si obawiali.
Chciaaby to ujrze, Gwen?
Zmroziy mnie te straszne sowa. Ze wzgldu na mj cygaski dar widziaam w
swoim yciu naprawd okropne rzeczy. Gdyby Vivian zajrzaa do mojej gowy, miaaby
bogaty asortyment koszmarw do wyboru.
- Myl, e by chciaa - rzeka. Zsuna si z biurka, podesza do mnie i z umiechem
obejrzaa si na Prestona.
Chopak zmarszczy brwi.
- Co robisz...?
Wicej nie zdy powiedzie, bo zblad jak przecierado i zacz krzycze.
Krzycza i krzycza, jakby nigdy nie mia przesta. Zatoczy si do przodu, jakby
liczc na to, e ruszenie si z miejsca pomoe mu wyzwoli si od magii. Uderzy kolanami w
st, cofn si, potkn o dywan i upad na podog. Zwin si w kbek i zakry oczy
domi, jakby ba si tego, co zobaczy. Jednak ochronna pozycja nic mu nie pomoga. Vivan
umiechaa si, suchajc wrzaskw przeraenia.
- Jego najgorszy koszmar jest nawet interesujcy - powiedziaa, patrzc na wijcego
si koleg. - Prawd mwic, to ty. Najwyraniej nic go nigdy nie przerazio tak jak ty, gdy
powiedziaa mu, e nie jest w stanie nic zrobi, eby powstrzyma ci przed grzebaniem w
jego gowie. Widzisz, on lubi rzdzi.
Vivian nie spuszczaa z kolegi oczu. Czuam emanujce z niej zo - w miar krzykw
Prestona fale za staway si coraz silniejsze, jakby strach chopaka dodawa niwiarce mocy,
jakby jego przeraenie czynio j szczliw. Kbice si wok nas zo byo niemal
widzialne, kryo i otaczao ofiar spiral, jak w, z ktrego pyska kapie jad zatruwajcy
umys i wywoujcy koszmarne wizje.
W kocu Vivian potrzsna gow i odwrcia si. Niewidzialna za moc znikna. Po
chwili Preston umilk, tylko jego ciaem wstrzsa gwatowny szloch.
- To zbyt atwe - powiedziaa dziewczyna. - On ma taki prosty umys. Co innego ty,
Cyganka Z tob zabawa bya ciekawsza.
Preston paka zwinity w kbek na pododze, a ja przemyliwaam wszystko, co

zaszo w cigu ostatnich dni.


- Wszystko zaplanowaa, prawda? - upewniam si. - Atak w koloseum, to, e ci tam
zobacz, e przekonam si, jaka jeste wstrznita, potem ten szepczcy gos w bibliotece, a
nawet zatrudnienie mnie do szukania piercionka. Robia to po to, eby ledzi moje
posunicia, kiedy bd szuka sztyletu z Helheimu.
Vivian wycigna rk i podniosa z biurka sztylet. Zamrugaam gwatownie. Jak to
moliwe, e go wczeniej nie widziaam? Obracaa go w rkach, podziwiajc mienice si
plamki brzu w marmurze. Teraz dopiero zdaam sobie spraw, co nie podobao mi si we
wspomnieniach zwizanych z planem biblioteki: to, e niwiarka miaa na sobie mask
chronic j przed rozpoznaniem. Nie robiaby tego, gdyby od pocztku nie zamierzaa
zgubi tego rysunku.
- Celowo porzucia plan biblioteki - powiedziaam. - Chciaa, ebym go znalaza i
miaa zwizan z nim wizj. Dlaczego?
Vivian wzruszya ramionami.
- niwiarze jaki czas temu doszli do wniosku, e sztylet jest ukryty gdzie w okolicy
biblioteki, ale przeszukanie jej zajoby lata, szczeglnie e jako uczennica nie wszdzie i nie
zawsze miaam do niej dostp. Postanowiam wic, e ty mnie wyrczysz. Poniewa jednak
nie miaa pojcia, e sztylet jest w bibliotece, postanowiam ci to podpowiedzie. Wszyscy
zawsze zwlekaj do ostatniej chwili z odrobieniem zada domowych. Pomylaam, e pewnie
pjdziesz do koloseum w przeddzie rozpoczcia szkoy, wic poprosiam Savann, eby
pomoga mi skoczy zadanie na histori mityczn.
- Jeli chodzio ci tylko o mnie, to dlaczego zabijaa innych? - szepnam. - Dlaczego
skazaa ich na mier?
Vivian wzruszya ramionami.
- No c, to musiao wyglda autentycznie, inaczej nigdy by nie uwierzya w
przypadkowe zgubienie planu. Poza tym nigdy nie lubiam Samsona Sorensena. Zawsze
uwaa si za lepszego, za zbyt dobrego, eby si ze mn umwi. Zaprosiam go raz, zanim
jeszcze Jasmine wbia w niego swoje szpony, ale mnie wymia. Spyta, co mi przyszo do
gowy, e zechce si umwi z tak mysz. No c, nie mia si, kiedy przebiam go
mieczem, prawda?
Wcieko wykrzywia jej twarz, a palce zacisny si wok sztyletu, jakby chciaa
jeszcze raz zabi Samsona.
- A w bibliotece? - spytaam, prbujc angaowa j w rozmow. - Po co w ogle
robia ten koszmarny gos?

Vivian nieco si wypogodzia.


- Musiaam pozna kody do drzwi i magiczne zaklcia, eby wej do wizienia i
uwolni Prestona. Wiedziaam, e zabieraj ci do jego celi, eby zagldaa mu do gowy.
Biorc pod uwag twoj psychometri i to, e nigdy niczego nie zapominasz, byo pewne, e
wszystkie kody dostpu masz w pamici. Musiaam po prostu wedrze si do twojej gowy i
zmusi ci do mylenia o Prestonie. Dziki temu zdobyam potrzebne informacje. Wiemy
wszystko o twoim darze magii dotykowej. Musz powiedzie, e okazaa si bardzo
przydatna. Pomoga mi uwolni Prestona, a potem znale sztylet. Dobra robota, Gwen,
naprawd niele si spisaa.
Te wszystkie ble gowy w ostatnich dniach, wraenie, e jakie palce wkrcaj mi si
w czaszk! To pewnie Vivian wyprbowywaa na mnie telepati. Na jakim poziomie
wiadomoci wyczuwaam, co robi, i prbowaam si temu przeciwstawi, ale si nie udao.
Nage co mi przyszo do gowy.
- Wiecie o moim darze magii dotykowej... i o tym, co mam dziki niemu uczyni powiedziaam, powtarzajc to, co kiedy usyszaam od Prestona.
- Ratunku - prychna. - Nie myl tylko, e mogaby zabi Lokiego psychometri!
Znowu zabrako mi tchu i przed oczyma zobaczyam wszystkie gwiazdy. Cios w
gow to byo nic w porwnaniu z obecnym wstrzsem.
- Mylisz... to znaczy czy niwiarze uwaaj, e... e zabij Lokiego magi? szepnam ledwie syszalnym gosem. Miaabym zabi boga? Ja? Jak mogabym to uczyni
dziki magii dotykowej? Czy to w ogle wykonalne?
Vivian dostrzega moje poruszenie i wybucha miechem.
- Chcesz powiedzie, e nie wiesz? Wielka bogini Nike ci tego nie powiedziaa? No
nie, to szczyt!
miaa si jak szalona. Tymczasem Preston, ktry przesta ju dre i paka, zdoa
przyj pozycj siedzc. Spojrza na Vivian z nienawici i star zy z policzkw.
- A o co chodzio z piercionkiem? - zagadnam, czujc kompletny zamt w gowie. Po co miaam go szuka?
Vivian wycigna rk, podziwiajc piercie byszczcy na palcu. Pamitam dwie
twarze, jedn miejc si, a drug paczc. Teraz obie wykrzywiay si zoliwie i okrutnie.
- Powinnam bya si domyli. Dwie twarze oznaczaj fasz, ty te masz dwie twarze.
To wcale nie s maski teatralne, prawda? Myl, e powinna kupi co panu Owidiuszowi,
nauczycielowi dramatu. Uczyni z ciebie niez aktork.
- Prawda. Jestem znacznie zdolniejsza ni ta gupia Amazonka Helena Paxton, ale on

zawsze jej daje gwne role. Naprawd przydaaby ci si powtrka z historii mitycznej,
Gwen. Mwiam ci, e to piercie Janusa, rzymskiego boga pocztkw i kocw. Ma dwie
twarze, jedna patrzy w przyszo, a druga w przeszo. Piercie jest w mojej rodzinie od
wiekw jako symbol tajnej wiernoci Lokiemu. Nalea do mamy... pki nie zabi jej kto z
panteonu.
Jej twarz si zmienia. Przypomniaam sobie, jak mama wrczaa Vivian ten piercie
i cay bl i smutek po jej mierci. Byoby mi jej al, gdyby nie sprawia mi tego samego blu,
mordujc moj mam.
A potem znowu rozjanio mi si w gowie.
- Dlatego wstawia zupenie nowe meble do pokoju! I dlatego podbiega otworzy
mi drzwi, kiedy wychodziam! Nie moga ryzykowa, e bd miaa jak wizj, kiedy
czego dotkn, na przykad toaletki, i zobacz, kim naprawd jeste. Po co mnie jednak
angaowaa do poszukiwa piercionka, ktry wcale nie zgin?
- Masz racj, jeli chodzi o meble. Co do piercionka, to musiaam przyjrze si, jak
prowadzisz poszukiwania, a nie chciaam, eby nabraa co do mnie podejrze przed
znalezieniem sztyletu. Dlatego wymyliam t historyjk oSavannie. i ukryam piercionek w
jej pokoju, eby moga go znale. Poza tym chciaam ci przekona, e to ona jest
niwiark. Wszyscy wiedz, e nadal walczycie o Logana.
- Ach, czyli miao mi to po prostu zaj czas? Musiaa jednak wiedzie, e jeli
dotkn piercionka, to zobacz jego histori, a dotkn go choby po to, eby upewni si, czy
to Savannah go zabraa. Jak udao ci si zmieni wspomnienia, eby wygldao na to, e to
ona jest niwiark?
- Magia chaosu, zapomniaa? Dezorientacja, iluzja. Pod niektrymi wzgldami mj
dar jest przeciwiestwem twojego, Gwen. Ty dotykasz przedmiotw i masz wizje. A ja, jeli
si postaram, mog odcisn na przedmiotach emocje i wspomnienia. Wic atwo mi byo
sprawi, e ja w piercionku w twojej wizji wygldaam jak Savannah.
- Ale...
Przerwa mi agodny dwik kurantw. Obejrzaam si. To bi stojcy pod cian duy
szafkowy zegar z hebanu w ksztacie roka.
- Nareszcie pnoc - mrukna Vivian. - Wiesz, co to znaczy?
- Co?
Dziewczyna si umiechna.
- e nasta czas, eby zrobia to, po co ci tu przywiozam.
Zmusiam si do zadania pytania:

- Czyli co?
- Umara.

Rozdzia 22

Do pokoju wszed jeszcze jeden niwiarz - mczyzna, ktrego widziaam, kiedy


pierwszy raz dotknam faszywego planu. Przeci sznury, ktrymi byam przywizana do
krzesa, a potem razem z Prestonem wycignli mnie przez drzwi balkonowe na zewntrz.
Pocztkowo opieraam si, ale Preston przyoy mi miecz do klatki piersiowej i
powiedzia, e przebije mnie, jeli choby mrugn okiem. Postanowiam wic nie mruga.
Prowadzia Vivian, a ja szam za ni, popychana z tyu przez dwch mczyzn.
Najpierw zeszlimy po kamiennych schodach w d, potem za skrcilimy do lasu lecego
za rezydencj. W ciemnociach sabo widziaam okolic, odniosam jednak wraenie, e
nadal jestemy w grach, w Pnocnej Karolinie, i to niedaleko akademii. Podnioso mnie to
na duchu, nie wiadomo dlaczego. Jeli umr, to przynajmniej blisko domu. Moe czonkowie
panteonu znajd moje zwoki i mnie pogrzebi.
Coraz bardziej zagbialimy si w las. Pokryte szronem licie chrzciy pod nogami
jak drobne koci. wiata rezydencji powoli zanikay, za to pojawiy si przed nami jakie
inne. Migotay i chwiay si - po jakim czasie zorientowaam si, e s to pochodnie.
Wyszlimy zza drzew na du polan. W samym rodku znajdowa si potny krg z
czarnego marmuru, a wok niego stay drzewa jak filary w koloseum. W szczelinach w
kamieniu umieszczono dugie, wskie pochodnie. Pony jasn czerwieni, rzucajc w niebo
snopy iskier, zupenie jakby miay podpali las.
Nikogo po drodze nie spotkalimy, lecz w kamiennym krgu zebrao si ju trzynacie
osb, jedna osoba staa przy kadej pochodni. Wszyscy mieli na sobie maski niwiarzy i
czarne peleryny.
Rozejrzaam si, przenoszc spojrzenie z jednej wykrzywionej twarzy Lokiego na
drug. Nie widziaam twarzy, wydawao mi si jednak, e pewnie niektre z nich znam, e
mog to by profesorowie i uczniowie akademii. Promieniowaa od nich potworna nienawi.
Czuam, e kady ze niwiarzy w krgu z ogromn radoci by mnie zabi. Przygryzam
wargi, usiujc nie pokaza po sobie strachu.
- Co to jest? - spytaam.
- To brama Grma - odpara Vivian z zadowoleniem - jedna z setek znajdujcych si

na caym wiecie. Jest portalem do innych bram, a nawet innych wiatw... w tym Helheimu.
- Helheimu? - szepnam.
Czytajc na temat sztyletu, dowiedziaam si, e otrzyma swoj nazw od
nordyckiego wiata zmarych... i rzeczywistoci, w ktrej miecio si wizienie Lokiego.
Podobno byo to miejsce, z ktrego nikt - ani bg, ani miertelnik - nie mg uciec. No c,
obawiaam si, e dzi okae si to nieprawd.
Vivian spojrzaa na mnie drwico.
- Nareszcie zaczynasz rozumie, co, Gwen? Musz przyzna, e podoba mi si ten
wyraz przeraenia na twojej twarzy.
O nic wicej nie zdyam zapyta, bo Preston z drugim mczyzn zacignli mnie
na rodek krgu. W marmurowej posadzce co zostao wyryte. Po chwili si zorientowaam:
rka trzymajca wag. Identyczna jak na sklepieniu wizienia.
Vivian rwnie wysza na rodek. Zatrzymaa si i zwrcia do pozostaych niwiarzy:
- Bardzo, bardzo dugo czekalimy na ten moment. Nasi przodkowie od stuleci suyli
wiernie Lokiemu, przygotowujc si do dnia, gdy wreszcie bdziemy mogli uwolni naszego
boga z wizienia, w ktrym tak dugo przebywa. Ten dzie wreszcie nadszed.
No tak, wiedziaam, e mam umrze, ale nie mogam powstrzyma si, eby nie
przewrci oczyma na te grnolotne sowa. Pewnie wiczya przed lustrem, co, Vivian?
- Wszyscy wiecie, co naley robi. Zatem zaczynamy - zakoczya dziewczyna.
Rozlego si ciche nucenie. Nie mam zielonego pojcia, co to byo za magiczne
abrakadabra, lecz na te niskie, gardowe dwiki dreszcz mi przelecia po plecach. Stopniowo
sowa staway si coraz bardziej wyrane, gosy coraz ostrzejsze. Czuam je fizycznie niby
setki noy dotykajcych mojego ciaa.
Vivian odwrcia si do mnie, krcc w doniach sztyletem z Helheimu, jakby bya to
paeczka cheerleaderki, a nie miercionone narzdzie.
- Z pewnoci zastanawiasz si, dlaczego nie zabiam ci w wizieniu, kiedy miaam
okazj, albo nawet wczeniej, jesieni, kiedy tylko si pojawia w akademii - odezwaa si. Odpowied jest prosta: miaa znale sztylet i potrzebowalimy twojej krwi. wieej, a nie
takiej, ktra ju zostaa rozlana. Jasmine omal nie zepsua caego planu, podobnie jak jej
braciszek Preston.
Chopak zesztywnia na te sowa, ale zachowa milczenie. Wydawao mi si, e nie
moe nikogo nienawidzi bardziej ni mnie, jednak tu, stojc midzy tyloma niwiarzami,
czuam jego wyjtkow, zazdrosn nienawi do niwiarki.
Razem z drugim mczyzn nadal trzymali mnie za ramiona. Vivian podesza, cay

czas dzierc w rce byszczcy sztylet. Poczuam skurcz w odku i zrozumiaam, co ma


zamiar zrobi: zoy mnie w ofierze, eby wyzwoli Lokiego z wizienia.
Babcia Frost twierdzia, e bycie wybracem rwna si noszeniu na plecach tarczy
strzelniczej. Nike te to mwia i dodaa, e jego krew ma potn moc, poniewa zosta
namaszczony przez swojego boga. To zrozumiae. Nike pomoga uwizi Lokiego, a teraz
Vivian dziki mojej krwi chce go wyzwoli.
I nic nie mogam zrobi, eby temu zapobiec.
Gdybym sprbowaa si wyrwa, Preston przeszyby mnie mieczem. Jeli si nie
rusz, niwiarka wypatroszy mnie sztyletem. Tak czy inaczej jestem ju martwa.
Vivian spojrzaa na mnie chodno, z satysfakcj. Jak ja mogam j kiedykolwiek
uwaa za urocz i niemia? Czerwona iskra w jej wzroku pona coraz mocniej, janiej, a
w kocu cae oczy zrobiy si karmazynowe jak ogniste pochodnie.
- Wycignij rk - polecia.
Rk? Po co jej moja rka? Nie powinna raczej wybra serca?
Preston si rozprostowa mi palce. Vivian machna sztyletem, robic gbokie
nacicie w mojej doni. Syknam z blu, ale ona tylko gbiej wbia ostrze. Miaam wraenie,
e chce mi przeci rk na p. Zdusiam krzyk blu i skupiam si na opanowywaniu
mdoci.
Z rany zacza pyn krew, pokrywajc sztylet lepk mazi. Przez kilka sekund nic
si nie dziao, a potem w rubinowym oku wprawionym w rkoje zamigotaa czerwona iskra
- gorce karmazynowe wiato, ktre znaam a nazbyt dobrze.
- Nie - szepnam - tylko nie to!
Vivian znowu przyoya sztylet do rany i zacza go obraca, aby pokrya go krew.
Odsunam si o krok - i zorientowaam si, e wcale nie opywa krwi. Przeciwnie,
wydawao si, e j pochania, zupenie jak odkurzacz. Kiedy znikna w nim ostatnia kropla,
rubin zacz promieniowa nieziemskim purpurowym wiatem, a w kocu cay sztylet
jania t sam czerwieni co oczy Vivian.
Wtedy dziewczyna ostronie woya go w szczelin w centrum kamiennego krgu, na
rk trzymajc wag, dokadnie w tym samym miejscu, w ktrym przecia moj do.
Odsuna si, a wtedy Preston i ten drugi mczyzna zacignli mnie na rodek.
Sztylet z Helheimu pon coraz janiej, lc w niebo smugi gryzcego czarnego dymu
i stopniowo... wtapiajc si w kamie. W jednej chwili sztylet by, a drugiej ju go nie byo.
W chwili, gdy znikna rkoje, wszystko wok si zachybotao, jakbymy znajdowali si w
epicentrum potwornego trzsienia ziemi. Pochodnie jedna po drugiej gasy, po czym na nowo

rozbyskiway, jeszcze gwatowniej ni poprzednio. Czarny marmur pod naszymi stopami


zacz si wybrzusza i falowa, jakby kto od spodu wali w niego potn pici.
Po kilku sekundach kamienna brama Garma ustpia przed naporem i na rodku krgu
pojawio si pknicie. Posadzka znw si uniosa, a z pknicia w ksztacie potnego iksa
buchna chmura czerwonego dymu, zupenie jak lawa z wulkanu, ponc jeszcze janiejsz
czerwieni ni pochodnie. Od gorca pieka mnie twarz. Powietrze wypeni dranicy,
cierpki smrd jakby uperfumowanej siarki.
A potem wszystko si skoczyo, rwnie nagle, jak si zaczo. Ziemia si uspokoia,
dym znikn. Zamrugaam, usiujc zorientowa si, co si dzieje, i ujrzaam, e w centrum
kamiennego krgu, w samym rodku iksa na posadzce, pojawi si kto w czarnej szacie.
Mczyzna jakby klcza, skulony i poskrcany. Klatk piersiow niemal dotyka
ziemi, szyja bya nienaturalnie wykrcona, rka odstawaa od ciaa do tyu pod dziwnym
ktem. W prawej doni trzyma sztylet z Helheimu zwrcony ku grze, jakby przebija si nim
przez kamienne pyty.
Widziaam tylko kawaek jego twarzy, gadkiej i lnicej, jakby uczynionej z wosku.
Czuam bijce od niego fale gniewu, szalestwa i absolutnej nienawici.
- Loki! - szepnam z przeraeniem.

Rozdzia 23

Nordycki bg chaosu trwa bez ruchu w centrum kamiennego krgu. Powoli jego
palce zaczy si kurczy i rozkurcza, muskuy napina, jakby w tej morderczej pozycji
przebywa bardzo, bardzo dugo i teraz mia problemy ze wstaniem na nogi. W kocu opuci
rk, szyja przyja normaln pozycj, odchyli korpus i zacz si podnosi. Przy kadym
ruchu jego koci trzeszczay, jakby do wtru pochodniom, a ja zgrzytaam zbami i kuliam
si ze strachu. To nie byo moje pierwsze spotkanie twarz w twarz z bstwem. Nike dwa
razy mnie odwiedzia, ale teraz... teraz to zupenie co innego.
Bo to by Loki i emanowa czystym zem.
W kocu bg si wyprostowa - mia niemal dwa metry wzrostu. Sta do mnie
plecami, wic widziaam tylko, jak odwrci gow w lewo, a potem w prawo, przygldajc
si zgromadzonym niwiarzom. Nastpnie podnis rce w gr i zakrzykn - by to dziki,
nieopanowany wrzask peen tumionej przez wieki nienawici. Peen krwawego chaosu i
obietnicy zgonw, ktr jego niwiarze powtarzali przez cae lata.
Najohydniejszy dwik, jaki mona sobie wyobrazi.
Wystarczyaby jego zapowied, eby serce zaczo mi wali motem. Pena sia
spowodowaa, e po policzkach popyny zy, a cae ciao zabolao, jakby ten wrzask mg
oddzieli mi minie od koci. Nic gorszego nie mogo mnie spotka... a przynajmniej tak
mylaam, pki bg si nie odwrci i nie pokaza mi swojej twarzy.
Bya... po prostu koszmarna.
Nigdy nie widziaam ani nawet nie wyobraaam sobie nic rwnie paskudnego.
Rysunki w podrcznikach historii mitycznej nie oddaway prawdziwie jego natury.
Przenikliwe bkitne oczy, silna broda, wysokie koci policzkowe, orli nos, alabastrowa cera.
Poowa twarzy bya doskonaa, pikna, jak marmurowa rzeba w bibliotece antycznej. Wosy
spyway mu do ramion jak zota rzeka.
Natomiast druga strona twarzy bya stopiona. Rysy, jakby byy z wosku, zmiky i
zlay si ze sob, pierwotn czysto i prostot przemieniajc w co zowieszczego i
brzydkiego. Oko nie byo bkitne, lecz czerwone - t czerwieni typow dla niwiarzy.
Policzek wyglda jak ugnieciona plastelina, a nos jak zakrzywiony dzib, ktry prbuje
przekopa si do brody. Ta cz twarzy nie bya gadka, tylko poznaczona bliznami, wosy
za czarne, przetykane karmazynowymi pasmami wieccymi midzy rzadkimi, matowymi,

osmalonymi lokami.
Wyglda jak ucieleniony koszmar - ktry uwolni si z wizienia. I to przeze mnie.
Przez mj idiotyczny bd, przez atwowierno, z jak pozwoliam si wykorzysta przy
poszukiwaniu sztyletu, z mojej winy zgin ludzie. Przeknam piekc , ktra podesza
mi do garda.
Vivian uklkna przed bogiem na jedno kolano.
- Panie - powiedziaa tonem penym trwogi - udao nam si w kocu ci uwolni, a
teraz, po wielu latach, czekamy na twoje polecenia.
Loki spojrza na niwiark i rzek:
- Powsta. Zawsze suya mi godnie. Teraz sprawimy, e w wiecie miertelnikw
na nowo zapanuje chaos.
Pomimo powykrzywianych rysw gos mia peny, gadki, niski i gardowy, nawet
uwodzicielski, taki, ktry mgby przekona niemal do wszystkiego. Cho wiedziaam, do jak
strasznych rzeczy Loki potrafi namwi niwiarzy, to jego gos brzmia w moich uszach
piknie, sodko i czysto. Czuam hipnotyczn si jego sw. Owijay si wok mnie, usiujc
dosta si do mojego mzgu, podobnie jak Vivian dziki telepatii. Zacisnam zby i
odsunam to wraenie jak najdalej od siebie.
Vivian wstaa. Jej oczy pony gorc czerwieni. Bg wrczy jej w podarunku
sztylet z Helheimu. Dziewczyna skonia gow, a potem podniosa go wysoko.
- Za chaos! - zawoaa.
- Za chaos! - powtarzali za ni niwiarze raz po raz, przypiecztowujc nie tylko mj
los, ale take los caego wiata.
W kocu dzikie echo krzykw ucicho i Loki znw spojrza na Vivian.
- Teraz chc obejrze ofiar, ktr mi przyprowadzia - powiedzia.
niwiarka wskazaa na mnie gow. Loki obejrza si przez rami, zwracajc ku mnie
pikn poow twarzy. Bkitne oko si zmruyo i bg zacz zblia si do mnie.
Przy kadym kroku trzeszczay mu koci. Pod dug szat nie mia butw, lecz nie
zwraca uwagi na odamki marmuru pod stopami, mimo e ostre krawdzie musiay wbija
mu si w ciao.
Odnosiam wraenie, e co mu dolega. Chodzi sztywno i cay czas krzywi si
mimowolnie, jakby przebywanie w wiecie miertelnikw sprawiao mu bl. Albo jakby
przez te wszystkie stulecia cierpia mki, jak za pierwszym razem, gdy bogowie go uwizili.
Loki zatrzyma si, a moi stranicy zawlekli mnie do najbliszej pochodni, eby mg
mi si przyjrze.

- Nastpna Frostwna - powiedzia gosem ociekajcym nienawici. - Widz, e


mimo upywu stuleci Nike nie zmienia taktyki.
Nie miaam pojcia, o czym mwi, ale nie obchodzio mnie to. Cho pragnam tylko
zwin si w kulk i paka, to nie pozwol si zastrasza, nawet bogu zoczycy. Wyjd
dzielnie naprzeciw mierci, podobnie jak mama.
Przez chwil zbieraam si na odwag, po czym podniosam oczy i spojrzaam w jego
twarz. To byo dziwne uczucie, patrze na oblicze tak niesamowite, w poowie doskonae, w
poowie kompletnie zniszczone. A Loki by wanie taki - zrujnowany pod kadym
wzgldem.
- Wprawdzie ucieke z wizienia - odezwaam si, starajc si, eby gos mi nie dra
- ale to nie znaczy, e wygrae. Nike i inni czonkowie Panteonu zbior si i pokonaj ci tak
jak poprzednio. Trafisz tam, gdzie twoje miejsce - tym razem na dobre.
Loki patrzy na mnie, a ja czuam, jak uciekaj sekundy mojego ycia - zupenie,
jakby bg rozmyla nad tym, co ze mn zrobi, jak wymyli tortur, ebym cierpiaa tak
jak on.
Tymczasem zamiast zniszczy mnie poncym okiem czy magi, on odrzuci gow i
si rozemia. Przestaam oddycha, eby nie zgi si z blu. Kpicy miech mia si ciosu
w odek. Kiedy Nike mi si ukazaa, czuam pync od niej zimn, surow moc, lecz byo
to nic w porwnaniu ze zem, niegodziwoci i wciekoci promieniujcymi od Lokiego.
Zawsze uwaaam, e nie ma silniejszej osoby od mojej bogini, teraz jednak zaczam si
zastanawia, czy si nie myliam.
- Och, Cyganko, biedna Cyganko - mrukn Loki. - Ta wiara w Nike jest po prostu
aosna, podobnie jak wiara twoich przodki.
Bg pochyli si, przysun do mnie twarz i wpi si poncym wzrokiem w moje
fiokowe oczy.
- Nie wiesz, e zawsze wygrywam? Jestem wolny i mam ci w swojej mocy. Niczego
wicej nie potrzebuj, eby osign ostateczny cel.
Zanim zdyam si zastanowi nad jego sowami, Loki skin na Vivian i rzek:
- Zabij j.
Na jej ustach pojawi si umiech.
- Z przyjemnoci - odpara.
Podesza do mnie, wymachujc sztyletem z Helheimu. Pragnam zamkn oczy, ale
tego nie uczyniam. Postanowiam patrze jej w twarz, kiedy bdzie mnie zabija, tak jak
mama. Gwen Frost, Cyganka dzielna do samego koca.

- Szkoda, e to ju koniec, Gwen - powiedziaa. - Fajnie byo si tob zabawia. s


- Id do diaba, suko - wymamrotaam przez zacinite zby.
Vivian rozemiaa si radonie.
- Chyba ciebie wyl tam pierwsz.
Podniosa sztylet wysoko nad gow. Czarne ostrze, byskajc w wietle pochodni,
zaczo zblia si do mojego serca...
Nagle rozleg si warkot, a spomidzy drzew wyskoczy wielki cie i rzuci si na
niwiark, przewracajc j na ziemi. Sztylet polecia z brzkiem po kamiennej posadzce i
Vivian skoczya za nim. Zwierz rzucio si na zgromadzonych w krg niwiarzy, szczerzc
zby.i chwytajc kadego, kto znajdowa si w pobliu. W cigu piciu sekund dwch stracio
ycie, a potem jeszcze dwch nastpnych.
Stworzenie odwrcio si, eby obroni si przed napaci z tyu, i wtedy je poznaam.
- Nott - szepnam.
Nie wiem, jak odnalaza mnie w tej guszy, ale ucieszyam si na jej widok. Po raz
pierwszy pojawi si cie nadziei.
Wilczyca odwrcia gow i umiechna si do mnie, a potem wbia zby w
nastpnego wroga. Preston, widzc j, ze zdziwienia opuci miecz, ktry trzyma przyoony
do mojego boku. Zaczam wydziera si z rk trzymajcych mnie mczyzn. Gdybym tylko
si uwolnia, mogabym uciec do lasu i si ukry. Jest ze mn Nott, ktra rozdziera niwiarzy
na kawaki, jakby byli lalkami z papieru. Za moment bdzie ich za mao, eby nas
powstrzyma przed ucieczk...
Wtedy wanie usyszaam krakanie. Prawd mwic, dwik przypomina bardziej
krzyk ni odgos wydawany przez ptaka. Nie zdyam si nawet rozejrze, a rok ju
atakowa. Nie widziaam go wczeniej, cho musia siedzie w pobliu na drzewie i
przyglda si temu koszmarnemu rytuaowi, bo teraz, z wycignitymi szponami, rzuci si z
gazi prosto na Nott.
Wilczyca przeczua napa. Odwrcia gow i wyszarpna napastnikowi gar pir.
Rok wznis si w powietrze z obrzydliwym krakaniem. Nott nie spuszczaa oczu z ptaka,
ktry kry, szykujc si do ponownego ataku. Na nic wicej nie zwracaa uwagi, nie
widziaa wic Vivian, ktra podkrada si ze sztyletem w rce.
- Nott! - zawoaam ostrzegawczo, sama walczc z dwoma niwiarzami. - Uwaaj!
Ale byo za pno. Vivian wbia sztylet w bok zwierzcia raz, a potem drugi.
Wilczyca zatoczya si i upada na posadzk. Trysna krew, zalewajc wszystko wokoo.
Nott spojrzaa na mnie aonie i zaskomlia z blu. Z oczu popyny mi zy. Walczyam ile

si, lecz Preston i drugi mczyzna trzymali mnie zbyt mocno.


- Nott! - woaam. - Nie umieraj! Nott!
Oczy wilczycy zamrugay, a potem powoli si zamkny. Z jej boku krew laa si
strumieniami. Pakaam, krzyczaam i szarpaam si w rkach niwiarzy, jednak bez skutku.
Kopanie na olep, wyginanie ciaa ani adne inne manewry nie przynosiy skutku.
Syszc moje przeraliwe krzyki, Loki wykrzywi szyderczo wargi.
- Zamknij jej gb - poleci Vivian.
Z dala dobieg wysoki, przenikliwy dwik. Ostrym, jasnym echem jak grzmot
przetoczy si po ziemi i odbi od drzew. By rwnie gony jak miech Lokiego, ale - z
jakiego powodu - mnie nie przestraszy. Przeciwnie - da nadziej.
Przez chwil nic si nie dziao. niwiarze zamarli w bezruchu, nawet ci poksani
przez Nott i wijcy si z blu na ziemi.
- Panteon! - sykn jeden z nich. - Jak oni dotarli do tej kryjwki?
- Niech przychodz! - zawoaa Vivian, wymachujc zowrogo sztyletem, tak eby
wida byo krew Nott na ostrzu.
- Zakoczmy t wojn, raz a dobrze.
Dwik rozleg si znowu, jeszcze goniej, jeszcze przenikliwiej. Ku mojemu
zdumieniu Loki, syszc go, zatoczy si do tyu i zakry uszy domi.
Patrzc na niego, Vivian nagle stracia pewno siebie.
- Panie...? - rzeka.
- To rg Rolanda - wycharcza Loki. - Po latach pod ziemi ten dwik jest jak... jak
sztylet wbijajcy si w mzg.
Rg zagra po raz trzeci. Bg zakrzykn w straszliwej udrce i zacz si wi z blu.
Jeden ze niwiarzy stan przy Vivian.
- Szybko - powiedzia. - Wsadmy go na roka, zanim znowu zagraj. Jest jeszcze
saby, a nie moemy pozwoli, aby go schwytali. Troch za wczenie na transformacj, nie
jest jeszcze gotowy.
Transformacj? Jak? O czym oni gadaj?
Vivian gwizdna i czarny rok znowu sfrun na ziemi. Podaa Prestonowi sztylet z
Helheimu i podbiega do ptaka.
Przy pomocy kilku niwiarzy pospiesznie zaoya na niego skrzan uprz i
posadzia wijcego si jeszcze Lokiego, przypinajc go do grzbietu ptaka. Czyby
zamierzali... zrobi z roka wierzchowca? Odpowiadajc na niezadane pytanie, Vivian usiada
z przodu, przed bogiem, i uderzya lejcami po skrzydach.

- Czekaj - wycharcza Loki. - Jeszcze... jeszcze jedno.


Spojrza na mnie i znowu poczuam moc jego nienawici palcej tak mocno, jakbym
staa na powierzchni soca.
- Najpierw zabij t Frost. Tym sztyletem. Pki nie jest za pno.
Zanim zdyam mrugn okiem, Preston wznis sztylet i wbi mi go w pier.

Rozdzia 24

Przez sekund nic nie czuam.


A potem mzg zapa kontakt z reszt ciaa. Krzyknam, czujc, jak Preston wbija mi
sztylet w pier, i potem znowu, gdy go wyciga. Bl by po prostu... by straszny. Nieustanne
fale cierpienia przetaczay si przez moje ciao, kada nastpna gorsza od poprzedniej. Nie
pamitam, ebym kada rce na ran, ale widocznie musiaam to zrobi, bo nagle poczuam
krew midzy palcami. Bya ciepa, mokra, lepka i cuchna miedzi.
Przed oczyma zobaczyam gwiazdy, a po chwili okazao si, e le na ziemi i patrz
na Lokiego, Vivian i czarnego roka.
Bg zoczyca spoglda na mnie z gry, a jego groteskowe rysy wykrzywi umiech.
Na gadkiej czci twarzy kciki ust uniosy si do gry, a na drugiej - opady w d.
Przypomniao mi to dwie twarze na piercieniu Vivian - tylko te byy znacznie brzydsze.
- No c - powiedzia triumfalnie Loki. - Jeden problem rozwizany. Pozdrw Nike,
kiedy j zobaczysz, Cyganko. I powiedz jej, e to tylko kwestia czasu, zanim panteon upadnie
i zapanuje chaos.
Vivian cigna cugle i spojrzaa na Prestona.
- Upewnij si, e Cyganka nie yje - zadaa. - Co do pozostaych, schowajcie si w
lesie. Spotkamy si w drugiej kryjwce. I zabijcie przy okazji tylu wrogw, ilu si da.
niwiarze skinli gowami i zniknli wrd drzew. Vivian klepna lejcami roka po
grzbiecie i potny ptak wzbi si w powietrze z tak atwoci, jakby lecia bez obcienia.
Mimo blu nie mogam oderwa wzroku od tego niecodziennego wierzchowca i jego
pasaerw.
Dziewczyna, ktra zamordowaa moj mam, i Loki, bg zoczyca, ktrego
uwolniam wbrew wasnej woli.
Nie wiem, czy Loki sysza moje bolesne myli, ale wychyli si ku mnie, palc swoim
czerwonym okiem. Poczuam potne promieniujce uczucie czystego triumfu. Jakby poprzez
rozkaz zamordowania mnie spenia dugo tajone marzenie, jakby osiga ostateczne
zwycistwo.
Stopiona twarz boga zoczycy bya ostatni rzecz, ktr widziaam, zanim rok nie
znikn na nocnym niebie.
Preston z kwan min patrzy, jak Vivian i Loki znikaj w ciemnociach.

- To powinienem by ja - mrukn. - To mnie powinien wybra Loki, a nie j!


Kopn mnie w bok tak silnie, e przewrciam si na brzuch. wiea fala blu
przetoczya si przez moje ciao. Jknam.
- No - powiedzia. - Przynajmniej bd mia przyjemno zabicia ciebie. A to ju co.
Preston kucn i umiechn si kpico.
- Teraz nie jeste taka twarda, co, Cyganko? Ani tak odwana, ani tak silna jak wtedy,
kiedy przekopujesz si przez wspomnienia osoby przykutej do krzesa. Twoja aosna
psychometria niewiele pomoe, prawda?
Twoja aosna psychometria niewiele pomoe, prawda?
Czuam si caa spowita w cierpienie, a przecie z jakiego powodu sowa Prestona
cay czas powracay. Co w nich wydawao mi si... faszywe.
Umierajc, zamiast skupi si na swojej niemiertelnej duszy, usiowaam odgadn,
co takiego nie podoba mi si w sowach niwiarza.
Dopiero po kilku sekundach przypomniao mi si, co mwiy babcia i profesor Metis.
e psychometria to nie tylko dotykanie przedmiotw i zbieranie z nich wibracji.
Psychometria pozwala ci widzie wspomnienia, doznawa uczu osoby, ktrej
dotkna - zabrzmia mi w gowie gos nauczycielki. - Dlaczego nie miaaby sign jeszcze
gbiej? Moe nawet podczas walki mogaby podczy si pod magiczny dar przeciwnika i
zwrci go przeciw niemu?
Znowu pomylaam o uzdrawiajcej mocy Daphne, ktr odczuam w koloseum, a
potem w sali gimnastycznej, jak dotknam tej mocy i zacza mnie napenia. Szkoda, e nie
ma tu walkirii. Mogabym sign po jej uzdrowicielsk magi...
Nagle przysza mi do gowy przedziwna myl. Daphne tu nie ma, ale jest Preston!
Zaczam si zastanawia, czy nie mog z nim zrobi tego, co z Daphne... Gdybym
moga go dotkn i uy jego magii, jego energii, eby si uleczy... Na pierwszy rzut oka to
wygldao idiotycznie, lecz gotowa byam zrobi wszystko, eby usta ten straszny bl...
nawet dotkn niwiarza.
Preston mia racj. Umieraam. Czuam, jak z krwi sczc si na czarny marmur
wypywa ze mnie ycie. Szalony czy nie, pomys trzeba Wyprbowa. Nic wicej nie mog
zrobi.
Wziam pytki oddech, wycignam trzsc si rk i zaczepiajc palcami o
pknicia w marmurze, podcignam si kawaek do przodu. Potem to samo uczyniam
drug rk. Nie ustawaam, cho byo trudno, piekielnie trudno. Wreszcie Preston zauway,
co robi, i rozemia si nieprzyjemnie.

- Nadal walczysz, Cyganko? Idziesz do mnie? To ci nic nie pomoe. Rana, ktr ci
zadaem, jest miertelna. Za kilka minut bdziesz martwa. Nie ciem ci gowy mieczem
tylko dlatego, e chc, eby duej cierpiaa, tak jak cierpiaa moja siostra, Jasmine, kiedy j
zabia. Oczywicie nie mog sprawi, eby cierpiaa tak dugo, jak powinna, lecz i to
wystarczy.
Nie odpowiedziaam. Nie miaam na to siy. Chodzio mi tylko o dotknicie Prestona.
Kuca jakie p metra ode mnie. Spodnie nieco mu si uniosy i widziaam nad skarpetk
blad skr na kostce. Coraz bardziej zbliaam si do jego stopy, znaczc krwistymi
smugami swoj drog.
Preston umiecha si drwico. Moje wysiki go bawiy. Uchwyciam si tej emocji i
rozpalaam ni mj gniew na wszystko, co si dzi wydarzyo: oszustwo Vivian, uwolnienie
Lokiego, mier Nott.
To ostatnie wspomnienie niemal mnie zaamao. Przypomniaam sobie skomlenie
wilczycy i jej spojrzenie, jakby czua, e to ona mnie zawioda, a nie ja j. Nott rzucia si na
krg niwiarzy, aby mnie ocali. Jedyne, co mogam zrobi, aby odpaci jej za powicenie,
to zrealizowa mj szalony plan. Poza tym i tak nie miaam nic do stracenia.
Ostatnie podcignicie si i zacisnam palce na kostce Prestona - ale poczuam tylko
skarpetk.
Materia by gadki i liski pod palcami. Nie tego jednak potrzebowaam. Musiaam
dotkn skry. Tylko tak dziaaa moja magia i tylko w ten sposb mogam zrealizowa plan.
Oczywicie, jeli w ogle ten plan mia sens.
- Co ty wyprawiasz, Cyganko? - mrukn Preston. - Plamisz mi skarpetki z kaszmiru.
Bd do niczego. Mgbym ci za to zasztyletowa.
Teraz ju pakaam zupenie otwarcie, macaam go po kostce, usiujc cign
skarpetk, eby dobra si do goej skry.
Preston zmarszczy brwi, jakby przyszo mu do gowy, e nie straciam rozumu na
skutek blu, tylko mam w tym jaki cel.
- Co robisz...?
Ostatkiem energii przysunam si o kilka centymetrw, zsunam skarpetk,
delikatnie objam palcami kostk chopaka i szarpnam.
Natychmiast napyny wspomnienia i uczucia Prestona. Tym razem jednak
odsunam je od siebie i signam gbiej, szukajc jego magii, tej iskry, ktra sprawiaa, e
Preston by... po prostu Prestonem.
I znalazam j!

Byo trudniej ni z Daphne, duo trudniej, pewnie dlatego, e chopak nie mia daru
uzdrawiania. Nie wiem, prawd mwic, jaki mia magiczny talent, ale czuam, jak ta brzydka
czerwona iskra pulsuje w rytm uderze serca. Wyobraziam sobie, e otaczam palcami jego
serce, t iskr w samym rodku jego istoty. I szarpi j ku sobie.
Pocignam jego magi, to mocne, pulsujce uczucie, z caej siy, zabierajc je
Prestonowi i wkadajc w siebie.
Pocztkowo nie zdawa sobie sprawy, co si dzieje, potem jednak musia co poczu,
bo jakby si zachysn.
- Co ty... co wyprawiasz?!
Nie zwrciam uwagi na jego okrzyk. Prawd mwic, sama nie wiem, co robiam.
Byam tylko wiadoma tego, e bl w klatce piersiowej zacz si zmniejsza i znowu
mogam normalnie oddycha.
Po kilku sekundach niwiarz zorientowa si, e co nie gra. Usiowa wsta, ale do tej
pory odzyskaam ju duo siy. Udao mi si wycign drug rk, zsun mu drug
skarpetk i owin palce wok kostki. Preston szarpn si, lecz nie ruszy z miejsca, tylko
zamacha ramionami i upad na kamienn posadzk.
Prbowa mnie kopa, ja jednak wczepiam si w jego nogi i nie puszczaam.
Wiedziaam, e jeli uda mu si wyrwa, strac poczenie, ju nie dotkn ani jego, ani jego
magicznego daru i umr. Cay czas wycigaam z niego energi i wlewaam w swoje ciao,
wyobraajc sobie, e pokrywa ran w sercu, e ciga rozdart skr, zblia krawdzie rany,
tak jak widziaam, kiedy Daphne leczya Carsona w koloseum.
Preston zacz wrzeszcze - nadaremnie, zablokowaam w sobie odbieranie dwikw.
Mj cay wiat skupi si na jednym: trzymaniu niwiarza i uywania jego magii.
Nie wiem, ile minut mino, zanim zauwayam, e przesta si porusza i krzycze.
I e rana na piersi przestaa mnie bole.
Zmarszczyam brwi, zastanawiajc si, co si stao, dlaczego niwiarz si nie wyrywa,
dlaczego jego energia przestaa si we mnie wlewa. Z trudnoci rozprostowaam palce i
puciam jego kostki. Odwrciam si na wznak, rozpiam bluz i podcignam
podkoszulek. Moje ciao byo lepkie od krwi, jakbym pomalowaa si na mecz piki nonej.
Jednak rana znikna. Pozostaa tylko cieniutka linia na skrze w miejscu serca.
Udao si! Uleczyam si dziki psychometrii!
Opuciam podkoszulek, przetoczyam si na brzuch i podczogaam do Prestona.
Nadal byam bardzo saba i kilka razy musiaam przystawa, eby zapa oddech. W kocu
jednak udao mi si spojrze na twarz chopaka.

Preston wpatrywa si niewidzcymi oczyma w niebo, a usta mia skrzywione w


niemym krzyku.
Nie y. Wreszcie zrozumiaam, co si stao. Zabiam go. Zabiam go moim darem,
psychometri wycignam z niego wszystkie siy yciowe.
Opadam bezsilnie na ziemi, starajc si nie myle o tym... e popeniam
morderstwo.

Rozdzia 25

Nie wiem, jak dugo bym tam leaa, gdyby przez moj zo, nienawi i abominacj
do samej siebie nie przedar si cichy pisk. Podniosam wzrok i ujrzaam, e Nott patrzy na
mnie przez szparki oczu.
- Nott - powiedziaam.
Podczogaam si do niej, jak najszybciej mogam. Udao mi si usi i pooyam jej
wielki eb na moich kolanach. Wilczyca wycigna jzyk i z trudem polizaa mnie po
palcach. Poczuam jej bl pulsujcy w moim ciele. By jeszcze wikszy ni ten, ktrego sama
dowiadczyam. Tak wielki, e nie wiem, skd braa si, by oddycha i walczy oycie. Jej
rdzawe oczy byy ju cakiem ciemne, pokryy si cieniutk szar bonk.
- Nie martw si - szepnam jej do ucha. - Pomog ci.
Signam po swoje siy magiczne i pchnam je ku Nott, aby uleczy j tak, jak sama
si uleczyam, kradnc energi Prestonowi.
Nie udao si.
Byo dla niej za pno albo to ja nie miaam do mocy. Caa energia, ktr jej
wysyaam, wsikaa w ni, ale w ogle nie pomagaa. Byam na skraju wyczerpania. Ledwie
miaam si, by sama si uratowa, a Preston ju nie y. Teraz tego poaowaam. Gdyby nie
by martwy, zacignabym go tu i z radoci zamordowaa swoj magi, jeli tylko miaoby
to ocali Nott.
Wilczyca jeszcze raz lizna moje palce, jakby prbujc powiedzie, e nic si nie
stao, e i tak zrobiam wszystko, by j ocali.
- Nott - szepnam. - Nott!
Pooya gow, zamkna oczy i wydaa westchnienie
- jakby zadowolenia. A potem zastyga w bezruchu. Na zawsze.
Pooyam gow na jej szyi i zapakaam.
Znaleli mnie o wicie, kiedy zniky ostatnie fioletowe cienie i wiat przygotowywa
si na nowy dzie - pierwszy dzie bez Nott. Leaam zwinita w kbek na zimnym
kamieniu, gaszczc jedwabiste uszy wilczycy zmarznitymi palcami.
W lesie zabrzmiay krzyki, a potem dwiczenie uderzajcych o siebie mieczy. Z
trzaskiem amanych gazi i szuraniem lici na polan wypado kilku niwiarzy. Zatrzymali
si gwatownie, widzc mnie porodku kamiennego krgu, z gow opart na zimnym karku

fenrira.
- Czy to Cyganka? - spyta jeden z nich. - Ta, ktr Ashton zasztyletowa? Jak to
moliwe, e jeszcze yje?
- Nie wiem - odpar inny. - W kadym razie nie poyje dugo.
Podszed do mnie i wznis miecz, gdy nagle...
Krzykn, podskoczy, odchyli si do tyu i upad na ziemi. W jego plecach tkwia
zota strzaa. Daphne, pomylaam, i pogaskaam Nott.
Pozostali niwiarze odwrcili si, a za moment na polan wypadli moi przyjaciele.
Logan z mieczem i tarcz przypit do ramienia oraz Daphne z onyksowym lukiem i
koczanem. A take Olivier, Kenzie, Metis, Nickamedes i Ajaks, wszyscy z broni. Nawet
Carson z nimi by, z kijem i rogiem z koci soniowej podobnym do miniaturowej tuby, tym
samym, ktry zabra z koloseum. Rg Rolanda, pomylaam. Tak nazwa go Loki.
- Gwen! - zawoa Logan, zamierzajc si mieczem na niwiarza, ktry si przed nim
pojawi. - Gwen!
W krgu wok mnie wrzaa bitwa, ale wydawaa mi si odlega. Przeklestwa,
okrzyki, dwik stali uderzajcej o stal. Zupenie jak niewyrany sen. W kocu jednak moi
przyjaciele przebili si do centrum krgu i zaczam rozrnia ich gosy w zgieku.
- Z drogi, Spartaninie! - usyszaam Daphne. - Chyba e chcesz dosta strza w plecy!
- Nie - odkrzykn jej Logan. - Musz dosta si do Gwen, zanim bdzie za pno!
Nie pozwol jej umrze, tak jak mamie i siostrze!
Zmarszczyam brwi. To nieprawda. Logan nie mia ma to wpywu. Kiedy niwiarze je
zamordowali, by maym chopcem. Nie by w stanie im przeszkodzi. Gdyby sprbowa, sam
by zgin.
Logan zauway, e na dwik jego gosu mrugnam i podniosam gow.
- Gwen! - powiedzia kompletnie oguszony. - Gwen!
Z zaskoczenia zrobi co, o co bym go nie podejrzewaa - przesta walczy. niwiarz
skorzysta z okazji i podnis miecz. Przeraenie przebio si przez zimn mg spowijajc
mj umys. Logan umrze przeze mnie - zupene jak Nott!
Otworzyam usta, eby go ostrzec, ale Nickamedes rzuci si midzy przeciwnikw,
odparowa cios i wbi niwiarzowi miecz w serce. Logan przesta si we mnie wpatrywa i
podj walk.
Po chwili bitwa wygasa. niwiarze byli martwi. Przyjaciele podbiegli do mnie,
przeskakujc nad ciaami polegych.
- Gwen! - powiedzia Logan. - Nic ci si nie stao?

Spartanin spojrza na mnie z cierpieniem we wzroku, lecz ja nie widziaam nic poza
krwi, ktra pokrywaa jego rce, miecz i tarcz, jakby wykpa je w byszczcej farbie. Na
twarzy te mia krew - wyglda, jakby paka karmazynowymi zami.
Spojrzaam za niego. Daphne, Carson, Oliwier, Kenzie, Metis, Nickamedes, Ajaks.
Wszyscy pokrwawieni - tyle krwi. Walczyli ze niwiarzami, eby przebi si do mnie, ktra
nie zasugiwaam na ich przyja.
Nie zasugiwaam w ogle na nic.
- Gwen - odezwa si znowu Logan, zniajc gos do szeptu. - Co si stao? Nic ci nie
jest?
- To Vivian - odparam tpo. - To cay czas bya Vivian. Ma dar telepatii, iluzji,
dezorientacji, chaosu. Oszukaa mnie. Kiedy znalazam sztylet, odebraa mi go, a potem
otworzya portal do wizienia Lokiego. Jest ju wolny, a Nott nie yje.
Nie przestawaam gadzi zimnych uszu wilczycy.
- Biedna Nott. Nie miaa szansy poy na wolnoci. A teraz jej nie ma - przeze mnie.
To wszystko moja wina. e zamordowano mam, e Vivian uwolnia Lokiego - wszystko.
Nie powiniene mnie ratowa. Powiniene pozwoli zabi mnie niwiarzom. Powinnam
pozwoli zabi si Prestonowi.
Logan spojrza na pozostaych, a potem odoy miecz i tarcz, uklk obok mnie i
rozoy rce, jakby chcia mnie przytuli.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknam i odchyliam si gwatownie. - Nie wa si mnie
dotkn!
Zaskoczyo go to i urazio, ale znowu wycign do mnie rce. Jako udao mi si
stan na nogi i odsunam si.
- Nie zbliaj si! - wrzasnam, obracajc si wok. - Nie podchodcie do mnie!
- Gwen, uspokj si - odezwaa si Daphne i postpia krok do przodu. - Nikt ci nic
nie zrobi. Jestemy przyjacimi. Przyszlimy ci pomc.
Rozemiaam si gorzko.
- Nie o was si martwi, tylko o siebie.
- Czy niwiarze... czy ci zranili? - spyta Oliwier pgosem.
Rozemiaam si znowu, tym razem goniej i chrapliwiej.
- Jasne, jasne. Vivian przebia mi do do samej koci, a Preston wbi midzy ebra
sztylet z Helheimu.
- Ale... nie wygldasz na rann - powiedzia z wahaniem w gosie, jakby nie by
pewien, czy ma racj. Spojrza na innych, szukajc wsparcia, oni jednak byli rwnie

zaskoczeni i niepewni.
- No tak, teraz ju nic mi nie jest. Bo zrobiam to Prestonowi.
Wszyscy odwrcili gowy ku niwiarzowi rozcignitemu na posadzce.
- Co mu si stao? - spyta Carson. - Nie widz adnych ran.
- Co si stao? Zabiam go, Carson. Magi dotykow. Mj dar jest bardzo rzadki i
wyjtkowy. Po prostu zapaam go i wycignam z niego ca energi, ca magi, cae jego
cholerne ycie, i wlaam w siebie. eby si uleczy, uratowa. Nieza ze mnie wybranka, co?
Chopak patrzy na mnie bez sowa.
Odwrciam si do pani Metis.
- Wspomniaa mi pani, e psychometri mog wpywa na ludzi i przedmioty powiedziaam oskarycielsko - ale nie mwia, e mog ich zabija. To pani przemilczaa.
- Wszystko bdzie dobrze, Gwen - odezwaa si uspokajajco pani Metis i zacza
powoli do mnie podchodzi.
- Wszystko bdzie dobrze, zobaczysz. Najwaniejsze, e jeste bezpieczna.
Podniosam gow do gry, jakbym moga tam jeszcze ujrze Vivian, Lokiego i
czarnego roka, na ktrym odlecieli.
- Nikt z nas nie jest bezpieczny - wymamrotaam. - Ju nie.
Caa energia nagle mnie opucia, nogi ugiy si pode mn i zemdlaam. Ostatnie, co
pamitam, to twarz Logana.

Rozdzia 26

Pani Metis uzdrowia mnie swoj magi i po kilku minutach obudziam si, lec
nadal obok Nott. Nastpne godziny pamitam przez jak przez mg ez. Mimo da, by si
odsunli, przyjaciele pooyli mnie na nosze i wynieli z lasu. To samo zrobili z Nott, cho
ich nawet nie prosiam.
Zawieli mnie do babci. Powiedziaam jej to samo co innym - eby mnie nie dotykaa,
ale, naturalnie, nie posuchaa.
- Jeste moj wnuczk - odpara zdecydowanym tonem.
- Nic zego mi nie zrobisz.
A potem wzia w donie moj umazan krwi twarz i poczuam, jak obmywa mnie jej
mio, silniejsza ni kiedykolwiek. I znw zaczam paka.
W kocu poszam na gr do azienki, ale zamiast wej pod prysznic, zaczam
oglda si w lustrze. Brzowe wosy zmierzwione, ubranie podarte, fiokowe oczy
podkrone ze zmczenia. Nawet naszyjnik z patkiem niegu wyglda na zmatowiay.
Srebro byo pobrudzone krwi: moj i Nott. Zdjam go i pooyam na stoliku. Tak si
cieszyam, gdy Logan mi go da, a teraz nie mogam na niego patrze. Na siebie te nie.
Wykpaam si mechanicznie i zeszam na d, do kuchni. Kiedy usiadam przy stole,
pani Metis opowiedziaa, jak mnie odnaleziono. Najwyraniej ratunek zawdziczam Morgan
McDougall. Wracajc na noc do akademika, zauwaya, jak niwiarka niesie mnie
nieprzytomn. Posza za ni a do bramy. Tam niwiarka zdja mask i pokazaa swoj
twarz. Kiedy Morgan ujrzaa, e Vivian wynosi mnie z kampusu, zadzwonia do pani Metis i
podniosa alarm. Profesorowie zorientowali si, e niwiarka zabraa mnie do posiadoci
rodzinnej i zorganizowali ekspedycj ratunkow, ktra musiaa walczy z mnstwem
niwiarzy zgromadzonych w rezydencji i na terenie wok.
Kiedy pani Metis skoczya opowiada, zabraa mnie do azienki i jeszcze raz
obejrzaa rce i miejsce na piersi. Po obu ranach nie pozostao niemal ani ladu, poza cienkimi
biaymi liniami zrostu. Nauczycielka rwnie prbowaa je usun, ale mimo wlewania we
mnie leczniczej energii nie chciay znikn. Moe dlatego, e zostawi je sztylet z Helheimu.
Powiedziaa, e artefakty obdarzone specjaln moc mog czasem zostawia trwae blizny.
Podobnie bdzie z moim sercem - czuam, e rany na nim nigdy si nie zablini. Nie
potrzebowaam blizn, eby przypominay mi o tym, co si wydarzyo. I tak nigdy tego nie

zapomn, nigdy nie przestan wini si za wszystko.


Po poudniu pochowaymy Nott w ogrdku, obok ogooconego z lici bzu. Logan i
Oliwier zgosili si do kopania grobu. Uparam si, e im pomog, cho niczego nie
pragnam bardziej ni zwin si w kulk na ku i nigdy z niego nie wyj. Pani Metis,
Ajaks, Nickamedes i babcia Frost wyszli na dwr poegna si z Nott, zabierajc ze sob
Daphne, Carsona i Kenziego.
- Czy powinnimy co powiedzie? - spyta mnie szeptem Oliwier, kiedy byo po
wszystkim.
Spojrzaam na pryzm ziemi i pokrciam gow. Chciaam powiedzie, jaka delikatna
bya Nott w gbi duszy, lecz sowa nie mogy mi przej przez zacinite gardo. Babcia
cisna mnie za rk, a inni obdarzyli mnie wspczujcymi spojrzeniami i mwili, jak im
jest przykro. A potem po kolei wracali do domu, tak e na kocu zostaam tylko z Loganem i
babci.
- Dam wam dwie minuty - owiadczya babcia, znowu ciskajc moj rk, i wesza
do domu.
Stalimy z Loganem nad grobem Nott. Spartanin podnis ramiona, jakby chcia mnie
obj, ale zaraz je opuci. Poza pani Metis i babci nikt inny mnie nie dotkn. Nie
chciaam.
Nie chciaam, eby ktokolwiek kiedykolwiek mnie dotyka. Nie po tym, co zrobiam
Prestonowi. Kiedy dowiedziaam si, do czego jestem zdolna.
Nie wiem, ile czasu tak stalimy. Zrobio si zimniej iz jasnego, mronego nieba
posypay si patki niegu. Opaday mi na wosy i mieszay si ze zami pyncymi po
policzkach. Byy zimne, lecz nie tak zimne jak moje serce.
- Jestem tchrzem, Gwen - powiedzia Logan, przerywajc milczenie.
To ostatnia rzecz, jakiej si po nim spodziewaam. Podniosam gow i spojrzaam mu
w twarz.
- Nie jeste. Widziaam, jak walczye ze niwiarzami na polanie, a Ajaks powiedzia,
jak poprowadzie wszystkich do bitwy w rezydencji. Jest z ciebie dumny. Nickamedes
rwnie.
Logan westchn.
- Nie dzisiaj. Wtedy, w dziecistwie, kiedy zamordowano mam i siostr. To jest ten
mj wielki sekret, Gwen. To, czego nie chciaem ci zdradzi. Jakim byem wtedy tchrzem.
Zawaha si i podszed o krok. Chciaam si wyrwa, ale on delikatnie wzi moj
twarz w donie, podnis do gry i spojrza mi w oczy. Zalay mnie wspomnienia.

Logan jako chopiec chowa si w szafie i ciska w doni miecz. Jest przeraony
krzykami i przeklestwami, ktre dobiegaj zza drzwi. A potem stoi nad martwymi mam i
starsz siostr. Wreszcie, paczc, przygnieciony smutkiem, kadzie si pomidzy nimi.
Widziaam to ju wczeniej, gdy go pocaowaam, teraz jednak pozwoli mi wej
gbiej w te wspomnienia, poczu swoje emocje, odkry tajemnic.
Zobaczyam to wydarzenie jego oczyma. Bawi si swoim mieczykiem, udajc, e
walczy ze niwiarzami. A potem widzi, jak kilku odzianych na czarno niwiarzy przeskakuje
przez ogrodzenie przy cianie lasu. Biegnie do domu z krzykiem, ostrzegajc rodzin. Mama
woa do dzieci, eby si schoway. A potem niwiarze wpadaj do rezydencji, a mama i
siostra id z nimi walczy, cho wiedz, e nie wygraj. Logan chciaby im pomc, jednak
zamiast doczy, odwraca si i biegnie w gb domu.
Logan znienawidzi siebie za to, e wtedy si wystraszy. A Spartanie, jako najlepsi
wojownicy i najtwardsi w bitwie, nie mog si ba ani ucieka z pola bitwy - nigdy.
Poczuam jego wstrt do siebie samego, tak silny, e zrobio mi si niedobrze. Wina,
wstyd, strach, odraza. Przepeniay go te uczucia, bo uciek i schowa si w szafie, zamiast
walczy ze niwiarzami, jak zrobiy to mama i siostra, jak go uczono i jak pragn. Czciowo
wierzy, e byoby lepiej, gdyby cho prbowa broni rodziny, nawet gdyby zgin.
- Widzisz? - szepn. - Widzisz, jakim byem tchrzem? Jak pozwoliem im zgin,
eby ocali ycie?
Pokrciam gow i odsunam si o krok. Opuci donie i poczenie znikno.
- Nie jeste tchrzem. Miae wwczas tylko pi lat. Gdyby prbowa walczy,
ciebie te by zabili. Wiesz o tym. Mama te wiedziaa. Dlatego kazaa wam si chowa.
Chciaa, ebycie byli bezpieczni, nawet kosztem opuszczenia jej. Zapewne siostra mylaa
tak samo, postanowia pomc mamie i zapewni ci bezpieczestwo.
Spartanin umiechn si smutno.
- Moe to prawda, lecz ja to widz inaczej. Czuj, e je zawiodem, sam siebie
zawiodem. Tego dnia przyrzekem sobie, e zostan najlepszym ze wszystkich wojownikw,
eby broni innych. eby ochroni przed mierci z rki niwiarzy ludzi, na ktrych mi
zaley. Ktrych kocham.
Te sowa wisiay midzy nami, kryy wok razem z patkami niegu. Poczuam,
jakbym wzniosa si w powietrze, jakby serce wyrwao mi si z piersi i wzleciao w niebo.
Loganowi zaleao na mnie tak samo, jak mnie na nim. Kocha mnie, tak jak ja jego. Przez
moment wiat wydawa si wspaniay.
A potem zdaam sobie spraw, e nie zasuguj na jego mio... ju nie.

Logan spojrza na mnie z ogromn nadziej w oczach i z wielk tsknot. Z trudem


zdobyam si na to, eby si odwrci i odrzuci szczcie, jakie dao mi jego wyznanie.
- Pomylaem, e o tym wiesz, kiedy powiedziaa, e zobaczya mnie nad zwokami
mamy i siostry - westchn Spartanin. - e poznaa, jakim byem tchrzem. Nie jest mi
obojtne, co o mnie mylisz. Dlatego tak si zdenerwowaem wtedy w bibliotece. I dlatego
powiedziaem ci te wszystkie straszne rzeczy. Czy moesz mi przebaczy, Cyganko?
- Nie mam czego wybacza. Nie uwaam ci za tchrza. Jeste jedn z
najodwaniejszych i najsilniejszych osb, jakie znam.
Logan obj mnie i jego oddech pocaowa mnie w policzek, ale nawet to nie mogo
przepdzi zimna, ktre poczuam, gdy zdaam sobie spraw, e jego donie znajduj si
niebezpiecznie blisko moich. Przed oczami pojawia mi si twarz martwego Prestona i
ogarna mnie panika.
- Pu mnie - powiedziaam. - Pu!
Logan natychmiast opuci ramiona i si cofn.
- Co si dzieje? Co takiego zrobiem?
Pokrciam tylko gow, starajc si opanowa szalecze bicie serca.
- Nic. Ty nie zrobie nic zego. To tylko ja i ta moja gupia psychometria.
Spartanin zmarszczy brwi. Po jego oczach poznaam, e nie rozumie. A ja nie
wiedziaam, jak mu wyjani, e baam si go skrzywdzi, tak jak skrzywdziam Prestona.
Logan by uwaa, e to niemoliwe. Nie widzia przecie, co uczyniam tamtemu, nie czu
jego strachu i przeraenia, a ja - tak. Nie wiedzia, e zignorowaam ten strach; co gorsza,
jaka cz mnie cieszya si moc, jak miaam nad chopakiem. Logan nie mia pojcia, do
czego jestem zdolna, i nie chciaam, eby kiedykolwiek si dowiedzia.
Moliwe, e teraz ja naprawd staam si tchrzem z wasn okropn tajemnic.
- Przepraszam, Logan - powiedziaam w kocu. - Po prostu mnie zostaw. Dobrze?
Odwrciam si i wbiegam do domu, zanim zdoa wycign do mnie rk.
Wkrtce wszyscy pojechalimy do akademii. Chciaam zosta z babci, ale pani Metis
upieraa si, ebym te wrcia, pki panteon nie zorientuje si, co w praktyce oznacza dla
nas ucieczka Lokiego.
- Teraz to najbezpieczniejsze miejsce, Gwen - przekonywaa agodnie. - Nie martw
si. Ustaliam z panteonem, e kilka osb przyjdzie tu i bdzie strzego Geraldine.
Wbrew woli pojechaam wic na kampus. O trzeciej bylimy na miejscu. Stanam
przed drzwiami do swojego pokoju, dziwic si, e tak normalnie wygldaj, e wszystko jest
takie zwyczajne. Zapytywaam si, czy i ja bd si kiedy czua normalnie, bezpieczna i

szczliwa. Drzwi byy otwarte, pewnie po tym jak Nott wysza mnie szuka. Na myl o niej
zakuo mnie serce. Ciekawe, czy kiedy przestanie mnie bole.
- Gwen, chcesz, ebym z tob zostaa?
Przez oszoomienie przebi si gos Daphne, ktra mimo moich protestw
odprowadzia mnie do pokoju.
Pokrciam gow.
- Teraz wol by sama. Dobrze?
Walkirii si to nie podobao, ale skina gow, ostronie otoczya mnie ramionami i
przytulia, podobnie jak inni. Wszyscy mnie przytulali i obejmowali, zanim wyszlimy od
babci, jakby to miao mnie przekona, e nie stanowi zagroenia. Teraz to nie byo prawd.
Ju nie.
Przyjacika o mao nie zamaa mi karku, cho staraa si obchodzi ze mn
delikatnie. Staam nieruchomo, pilnujc, by nie dotkn przypadkiem jej skry. W kocu
Daphne opucia rce i odsuna si o krok.
- Zadzwo pniej, dobrze? - poprosia zmartwionym gosem.
Skinam gow, cho wcale nie miaam zamiaru tego robi. Nie miaam zamiaru nic
robi. Bo i po co? Schrzaniam wszystko, czego si dotknam. Loki jest wolny, a wkrtce
niwiarze chaosu przejm rzdy nad wiatem i zabij albo zniewol ca reszt. Po co jeszcze
si stara?
Nigdy nie czuam si rwnie podle i wiedziaam, e na to zasuyam. To wszystko
byo moj win, tylko moj. Gdybym si zorientowaa, do czego zmierza Vivian,
zostawiabym sztylet w dotychczasowej kryjwce, gdzie by bezpieczny, a Loki nie
wydostaby si z wizienia. Tymczasem wypuciam zoczyc na wolno. Nie byam ju
Gwen Frost, Cygank, ktra miaa wizje. Ju nie. Byam teraz Gwen Frost, totaln klsk.
Daphne sobie posza, wic otworzyam pokj i rzuciam torb na podog. Po raz
drugi w tym tygodniu pani Metis przywioza j do babci Frost. Wyjam z niej Wiktora.
Wczoraj nie miaam okazji uy go w walce przeciw Vivian ani innym niwiarzom, nawet nie
wycignam go z pochwy. adny ze mnie wojownik, nie ma co.
Wiktor otworzy oko i przez chwil mierzy mnie wzrokiem.
- To nie twoja wina, Gwen. Nawet wybracy nie s nieomylni.
On take by dla mnie miy, co dobitnie mi uwiadomio, jak potwornie wszystko
sknociam.
- Dziki, Wiktor - mruknam i powiesiam go na cianie.
Miecz nie spuszcza mnie z oka, wic eby unikn jego spojrzenia, rzuciam si na

ko. Loki, Vivian, Preston, Nott, Logan. W gowie wiroway mi obrazy z wczoraj,
zwikszajc poczucie winy. Nie wiem, ile czasu leaam, gapic si w sufit, gdy nagle do
moich uszu dobieg znany pisk.
- Nott? - zawoaam, siadajc na ku.
Pokj by pusty.
A potem sobie przypomniaam. Nott nie yje. Widziaam, jak umieraa, trzymaam j
wtedy w ramionach. To tylko moja nadaktywna wyobrania pata mi okrutne figle. Ju
miaam si pooy, kiedy znowu usyszaam pisk.
Rozejrzaam si i zauwayam, e na legowisku Nott co si porusza. Byo to mae,
lecz na wszelki wypadek zdjam Wiktora ze ciany. Podeszam na palcach i rozgarnam
koce.
Ze rodka patrzy na mnie wilczy noworodek. Po gowie pltay mi si nieskadne
myli: Jak... dlaczego... skd...? W kocu zrozumiaam.
- Nott - szepnam.
Musiaa urodzi, kiedy mnie porwano. A potem pewnie wyczua, e dzieje si co
zego, i pobiega do mnie. Babcia powiedziaa, co czy mnie z wilczyc, ale nigdy bym nie
oczekiwaa tego!
Spoczywajcy w mojej doni Wiktor zmruy oko i zerkn na szczeniaka.
- wietnie - mrukn. - Po prostu wietnie. Mamy nastpnego.
- Zamknij si, Wiktor - powiedziaam. Odoyam miecz i pochyliam si nad
zwierzakiem.
Szczeni miao popielate futerko i wayo jaki kilogram. Nie wiedziaam, co robi,
wic niepewnie wycignam do niego rk. Nie miaam pojcia, czy mnie wyczuje, czy wie,
kim jestem i co stao si z jego mam. Maluch wsun ebek pod moj do i poliza po
palcach. Pokazao mi si mnstwo obrazw. Szczeniak by zdezorientowany, przestraszony i
godny.
To najpikniejsze uczucia, jakie kiedykolwiek odebraam. Przebiy tward, zimn
skorup, ktra otaczaa moje serce od mierci Nott. Umiechnam si, a po policzkach
popyny mi zy. Otuliam malucha z powrotem w koce i zaczam gorczkowo szuka
telefonu. Byam zbyt podekscytowana, eby pisa esemesy, wic przycisnam numer w
funkcji szybkiego wybierania. Podniosa po drugim dzwonku.
- Babciu! - zawoaam. - Nie zgadniesz, co si stao!
- Zotko, nic ci nie jest? Co si dzieje?
Ledwie zaczam opowiada, szczeni na uamek sekundy otworzyo oczy. To, co

zobaczyam, odebrao mi dech i zaczam si zastanawia, czy nie ni. Telefon wypad mi z
rki i stukn o podog.
- Gwen! - syszaam gos babci, ale nie zwracaam na niego uwagi.
Patrzyam na wilczka. Szczeni znowu otworzyo oczy. Nie, nie wyobraziam sobie
tego.
Oczy szczeniaka miay ten sam kolor, co Wiktora - agodn barw zmierzchu.
***
- Mode fenrira - zdumiewaa si pani Metis godzin pniej. - Nigdy nie widziaam
wilczego szczeniaka.
Przysza do mojego pokoju razem z trenerem Ajaksem i ca trjk przygldalimy si
noworodkowi. Pani Metis przyniosa pudo, ktre wyoyam kocami. Pozwolia mi nakarmi
malucha mlekiem z butelki, a teraz szczeni - to bya dziewczynka - spao. Pogadziam
malekie uszka i szczeniak mrukn z zadowolenia.
- Myli pan, e po to tu przysza Nott? - spytaam. - ebym si zaja jej dzieckiem?
Czyby wiedziaa, e umrze?
Ajaks wzruszy potnymi ramionami
- Niezrozumiae s drogi boskie i drogi wiata, Gwen. Po Nott co zostao i my si
tym zajmiemy. Moesz na to liczy.
- Hmmm - chrzkn Wiktor ze swojego miejsca na cianie. - Bdzie z nim mnstwo
problemw i wszdzie bdzie zostawia kaki.
Spojrzaam na niego z oburzeniem i ju miaam kaza mu si zamkn, gdy ze
zdumieniem ujrzaam, e twarz miecza zagodniaa, a w oku byszczy za.
- No, ale smarkacz jest cakiem adny. Oczywicie, o ile moe by adne co, co jest
pokryte futrem - doda zrzdliwie.
Kilka razy pocign nosem i miaam wraenie, e starby sobie z z oka, gdyby mia
rk. Poniewa jednak jej nie mia, zapaam chusteczk higieniczn i go wyrczyam.
Wiktor umiechn si i oboje z powrotem zainteresowalimy si szczeniakiem.
- Jak go nazwiesz? - spytaa pani Metis.
- Nyks - odparam po krtkim namyle.
- Jak grecka bogini nocy? - upewni si Ajaks.
Skinam gow.
- Tak, bo wyonia si z ciemnoci, tak jak Nott.
Maluch poruszy si w pudeku, zupenie jakby usysza imi mamy, mimo e - jak
wyjania mi pani Metis - noworodek co najmniej jeszcze przez kilka dni bdzie lepy i

guchy.
Ukucnam i zaczam gadzi jedwabiste uszka, co pewnie spodobaoby si Nott.

Rozdzia 27

Do koca dnia dotrzymywaam Nyks towarzystwa, dziwic si, jaka jest malutka i
liczna. Daphne przysza z Carsonem i siedzielimy we trjk, patrzc na szczeniaka.
Chciaam te zadzwoni do Logana, lecz za kadym razem, gdy podnosiam telefon,
pokazywaa mi si twarz Prestona. Nie mogam przemc obawy, e Spartaninowi zrobi to
samo co tamtemu.
Cay czas mylaam jeszcze o jednej rzeczy, ktr powinnam uczyni. Wyszam wic
na chwil, zostawiajc przyjaci, ktrzy mieli nakarmi Nyks.
Biblioteka staroytnoci wydawaa si taka, jak zwykle. Na parterze uczniowie miali
si i rozmawiali, a Raven sprzedawaa sodycze i napoje. Za lad sta Nickamedes, pomagajc
pani Banbie znale ksik. On, pani Metis i Ajaks postanowili nie zakca porzdku dnia i
udawa, e nic si nie stao, pki wadze szkoy nie dadz zna, w jaki sposb chc
przedstawi informacj o ucieczce Lokiego.
Zauwayam, e bibliotekarz na mnie patrzy, ale zignorowaam go i weszam na
pierwsze pitro. Z gry spojrzaam na kolegw i koleanki pogronych w lekturze. Nie mieli
pojcia, jak bardzo tej nocy zmieni si wiat. Kilka dni temu przeyli atak w koloseum. A
teraz, kiedy Loki jest wolny, bdzie jeszcze gorzej. Nadciga wojna. I nie miaam pojcia, jak
j mona wygra.
Ruszyam wok biegncego naokoo wewntrznego balkonu i zatrzymaam si obok
posgu Nike, greckiej bogini zwycistwa. Wygldaa jak zwykle, cho dzi wydawao si, e
ma troch smutn min. Moe dlatego, e tak bardzo j zawiodam.
- Przepraszam - powiedziaam, czujc, e do oczu napywaj mi zy. - Przepraszam za
wszystko.
Staam chwil z nadziej, e bogini odpowie, ale oczywicie tego nie uczynia.
Bogowie ukazuj si miertelnikom tylko wtedy, gdy sami chc. Czuam jednak, e Nike
mnie odwiedzi, wic usiadam koo posgu, uzbrajajc si w cierpliwo.
Nie wiem, ile czasu czekaam na to, eby Nike si poruszya, mrugna okiem, czy
przemwia - w ogle zrobia cokolwiek, co daoby mi nadziej, e nie wszystko stracone.
Lecz nie doczekaam si.

Pitro niej Nickamedes oznajmi, e zamyka bibliotek na noc. Ostatni uczniowie


spakowali si i wyszli. Nie chcc spdzi nocy w czytelni, zeszam na d i skierowaam si
ku drzwiom. Byam ju przy nich, gdy usyszaam:
- Gwendolyn? Poczekaj chwil.
Westchnam i odwrciam si. Nickamedes sta za mn, trzymajc co w doni.
Skin, ebym do niego podesza.
- O co chodzi? - spytaam zrezygnowana. - Zamierza mi pan uwiadomi, jak
wszystko zabaaganiam? Nie musi pan. Dobrze wiem, e czekaj nas nie lada kopoty.
Nickamedes pokrci gow.
- Nie, Gwendolyn. Nie zamierzam ci prawi kaza. Uwaam, e, biorc pod uwag
okolicznoci, poradzia sobie zdumiewajco dobrze. Nie wiem, czy bybym rwnie odwany
jak ty.
Zamrugaam. Bibliotekarz nigdy nie prawi mi komplementw. Oczekiwaam, e
bdzie wygasza tyrady i wcieka si o to, e skazaam wiat na zagad - no c, miaby
racj. Tymczasem zaprosi mnie gestem do jednego ze stow. Zaskoczona, usiadam, a on
przysun sobie drugie krzeso i ulokowa si naprzeciw. Przyszo mi do gowy, e po raz
pierwszy nie patrzy na mnie z gry. W ogle nie patrzy na mnie, tylko na kartk papieru,
ktr trzyma w rkach z tak rewerencj, jakby to bya najcenniejsza rzecz na wiecie.
Po chwili odchrzkn i rzek:
- Kilka dni temu spytaa mnie, czemu ci tak nienawidz.
- A teraz pan mi to powie? Po prostu cudownie - mruknam.
Bibliotekarz pokrci gow.
- Nie, nie powiem ci, bo to nieprawda. Nie nienawidz ci, Gwendolyn.
- No to co jest z panem za kadym razem, kiedy tu przychodz? Bo zachowuje si
pan, jakby mnie nie cierpia.
- To... skomplikowana sprawa - westchn.
- Jak prawie wszystko w Akademii Mitu.
Powiedziaabym co bardziej zoliwego, gdyby nie zbolay wyraz twarzy
bibliotekarza.
- Co si dzieje? Co tym razem zrobiam?
Nickamedes w kocu na mnie spojrza.
- Nic. Nie zrobia nic zego, Gwendoyn. I wcale nie chodzi tylko o ustawiczne
spnienia.
Odetchn gboko.

- Znaem twoj matk. Razem chodzilimy do szkoy. Waciwie bylimy


przyjacimi, Grace, Aurora i ja.
Nickamedes machn kartk, ktr trzyma w rce, i zorientowaam si, e jest to
fotografia - moja mama, pani Metis i Nickamedes siedz rozemiani na stopniach biblioteki.
Zabrako mi tchu.
- Skd... skd pan to ma?
- Kilka dni temu wypado z pamitnika twojej mamy i wleciao pod st - wyjani. Chciaem ci je odda, ale ju wysza.
A, to dlatego wtedy za mn woa. Mylaam, e chce si natrzsa z tego, e Logan
mnie zostawi.
- Przyjani si pan z mam? Naprawd?
Skin gow i umiechn si.
- Naprawd. Grace, Aurora i ja wszystko robilimy razem. Mielimy wielkie
marzenia, jak bdziemy walczy ze niwiarzami i zmienimy wiat, jak uczynimy go bardziej
bezpiecznym, eby wojownicy nie byli potrzebni.
- I co? - spytaam, czujc, e historia nie ma szczliwego zakoczenia.
Nickamedes wzruszy ramionami.
- Walczylimy ze niwiarzami cay czas, gdy bylimy w akademii. Grace i Aurora
zostay wybrankami. A potem wszystko si zmienio. My sami si zmienilimy. Zanim
skoczylimy szko, nie bylimy ju tacy jak na tym zdjciu. Twoja mama czua si...
zmczona. Zmczona walk ze niwiarzami, funkcj wybraca, krwi, mierci i
odpowiedzialnoci.
Doskonale j rozumiem. Jestem wybrank Nike zaledwie od miesica, lecz
niezalenie od tego, jak si staram i jak walcz, pojawiaj si nowi niwiarze. A teraz, kiedy
Loki wyrwa si na wolno, bdzie jeszcze gorzej.
- No c, wkrtce po skoczeniu szkoy pokciem si z twoj matk - cign
bibliotekarz. - Chciaem doczy do panteonu. Ma on wasn policj rozmieszczon na
caym wiecie, a ich celem jest wyszukiwanie niwiarzy i wsadzanie ich do wizienia. Od
kiedy byem w akademii, marzyem, by wstpi do tej policji. Podobnie Grace.
- Tymczasem ona si zmienia - dokoczyam. - I nie chciaa ju walczy, prawda?
Nickamedes skin gow.
- Tak. Nie mogem tego zrozumie, bo przecie bya wybrank, miaa tyle mocy, takie
magiczne dary... Powiedziaem jej... eee... no c, niektre rzeczy nie byy mie. Prawd
mwic, wyzwaem j od dezerterw i owiadczyem, e nie zasuya, by by wybrank

Nike.
- Do ostro - skrzywiam si.
Mczyzna umiechn si smutno.
- Masz racj. aowaem tego bardziej, ni jeste w stanie sobie wyobrazi. Po szkole
nasze drogi si rozeszy. W kocu postanowiem tu wrci i zaopiekowa si artefaktami z
biblioteki.
- A mama zostaa policjantk w wiecie miertelnikw.
- Chyba zrealizowaa swoje marzenia. Czsto o niej mylaem, zastanawiaem si,
gdzie jest i co si z ni dzieje, czy rzeczywicie, tak jak chciaa, prowadzi ycie bez
niwiarzy. A potem, na wiosn, Aurora przysza tu i powiedziaa mi, e Grace zostaa
zamordowana. I e ma crk, ktra jesieni zacznie chodzi do akademii. Natychmiast
oznajmiem jej, e chc, eby pracowaa ze mn w bibliotece.
Zmarszczyam brwi.
- Dlaczego?
Szczeglnie biorc pod uwag sposb, w jaki mnie traktowae. Nie powiedziaam
tych sw, ale wisiay midzy nami.
- Bo jeste crk Grace - powiedzia cicho. - A ja bardzo kochaem twoj matk.
Oguszy mnie. Cakowicie. Nerwowy, nadty, zarozumiay Nickamedes i moja
mama! Razem? Czy byli par? Kochali si? To nie miao sensu. A potem przypomniaam
sobie Logana. On i ja - to te nie miao najmniejszego sensu. Okrutny Spartanin i Cyganka,
ktra dopiero uczy si walczy.
- Przepraszam za to, jak ci traktowaem - powiedzia Nickamedes. - Nasze rozstanie
byo do... przykre, jak moesz sobie wyobrazi. Mylaem, e zapomniaem o twojej matce,
a przynajmniej przestaem si na ni gniewa za to, e odesza, jednak kiedy si pojawia...
Wygldasz tak jak ona, szczeglnie gdy si umiechasz. I jeste, tak jak ona, mdra i silna.
Jego twarz zagodniaa i przed oczyma mign mi obraz faceta, jakim mg by w
modoci - w jakim przed laty zakochaa si mama. A potem Nickamedes odchrzkn i ten
obraz znikn.
- Byem zy na twoj mam, ale wyywaem si na tobie. To nie w porzdku.
Chciaem ci za to przeprosi. Wicej si to nie powtrzy.
Nie odezwaam si. Nie miaam pojcia, co mog powiedzie. Nickamedes zakochany
w mamie; mama pragnca normalnego ycia; mama rezygnujca z pozycji wybraca Nike.
Trudno byo to wszystko przyswoi. W mojej gowie pojawiy si tysice pyta.
- Chciaem, eby wiedziaa, dlaczego traktowaem ci tak, a nie inaczej. I chciaem

da ci to.
Poda mi fotografi. Wziam j drc rk. Od razu wczya si psychometria i
poczuam wszystko to, co czua mama i Nickamedes, bo przecie oboje mieli w rkach to
zdjcie. Gwnie widziaam mie wspomnienia mamy i al, e wszystko midzy nimi
skoczyo si w taki sposb. Podobnie myla Nickamedes, cho teraz do tego doczyo
postanowienie chronienia mnie tak samo, jak obiecaa pani Metis.
- Dzikuj - odparam, wycigajc do niego zdjcie - panu chyba przyda si bardziej
ni mnie. Prosz to zatrzyma na pamitk. Myl, e mama by tego chciaa.
Nickamedes skin gow. Zanim schowa fotografi, przez moment jego palce
dotykay twarzy mamy. Czuam, e myli o niej i auje, e ich losy nie potoczyy si inaczej.
Wreszcie spojrza na mnie. Jego oczy byy bardzo podobne do oczu Logana.
- A teraz ostatnia rzecz, ktr ci chciaem dzi powiedzie. Nie moesz si poddawa,
Gwendoyn. Musisz walczy, tak jak my wszyscy.
Westchnam.
- Po co? Przeze mnie Loki jest wolny. Nie udao mi si ochroni sztyletu z Helheimu,
wic on i niwiarze bd zabija ludzi. Wybuchnie nowa wojna chaosu, wiat pogry si w
wiecznym mroku.
Wtedy w lesie nie zwracaam na nic uwagi, lecz wiedziaam, e Oliwier znalaz sztylet
przy zwokach Prestona. Nie miaam pojcia, co si z nim teraz stanie. Moe wadze uczelni
umieszcz go na wystawie w bibliotece antycznej jako wspomnienie mojej epickiej klski.
- Posuchaj mnie, Gwendolyn Kasandro Frost - powiedzia Nickamedes ostrym tonem.
Zamrugaam, zdziwiona, e zna moje drugie imi. Postanowiam go jednak o to nie
pyta, bo piorunowa mnie wzrokiem - znowu!
- Jeste wybrank Nike, podobnie jak twoja matka. Nie pozwol, eby nurzaa dobre
imi Grace Frost w bocie tylko dlatego, e zajta dumaniem nad swoim losem i rozczulaniem
si nad sob, nie masz czasu robi, co do ciebie naley. Zanosi si na wojn, a my musimy si
spi, eby j wygra, co znaczy, e powinna zabra si za czyszczenie tego gadajcego
miecza. Rozumiesz?
Moe sprawi to nadty ton bibliotekarza albo zawzito na jego twarzy, a moe
dlatego, e czuam to samo co on w stosunku do mojej mamy - mio i gorzki al. Ale ten
moment, ta jedna chwila daa mi iskierk nadziei, e moe nie wszystko jest stracone. e
moe uda si jako pokona Lokiego.
e moe faktycznie mogabym zabi boga.
- Rozumiem - odparam.

- To dobrze.
Rozmowa dobiega koca. Wstalimy z krzese. Powiedziaam Nickamedesowi
dobranoc, a potem odwrciam si i ruszyam do wyjcia.
- Tylko si jutro nie spnij - zawoa za mn bibliotekarz, gdy przechodziam przez
drzwi.
Tym razem mnie nie zdenerwowa. Prawd mwic, nawet si umiechnam. Mia
bya wiadomo, e nawet jeli zdarzy si najgorsze, niektre rzeczy nigdy, przenigdy si nie
zmieni.

Rozdzia 28

Zeszam po stopniach biblioteki i zatrzymaam si, eby popatrze na posg gryfa,


ktry przez tyle czasu pilnowa sztyletu z Helheimu.
- Przepraszam, e ci zawiodam - szepnam.
Moe to sprawa ksiycowej powiaty, ale wydawao mi si, e gryf pokrci gow z
rozczarowaniem. Westchnam. Pomimo motywujcej rozmowy z Nickamedesem nie dao si
zaprzeczy, e ostatnia doba nie naleaa do sukcesw.
Odwrciam si, eby ostatni raz spojrze na bibliotek - i wtedy j ujrzaam.
Staa na szczycie schodw, owietlona ksiycowym wiatem. Brzowe wosy
spyway poniej ramion, a ich grube sploty odzwierciedlay fady biaej sukni
przypominajcej tog. Miaa szczupe, silne ciao i pikn twarz. W ciemnoci jej rysy
wydaway si surowe i zimne jak marmur. Skupiam si na oczach: niezupenie fioletowych,
cho te nie cakiem szarych. Nawet teraz, w tym wietle, przypominay mi barw zmierzchu.
- Nike - szepnam.
- Witaj, Gwendoyn - odpara bogini.
Grecka bogini zwycistwa zsuna si po schodach, niemal nie dotykajc ich stopami.
Skrzyda wyrastay ponad jej gow jak dwie powki serca. Pira faloway elegancko, z
gracj. Kiedy bogini si zbliya, znw poczuam moc - bijc od niej zimn, pikn, okrutn
si.
- Witaj, Gwendolyn - powtrzya, umiechajc si.
Jej pogodna mina wcale mnie nie pocieszya. Wiedziaam przecie, jak bardzo j
zawiodam.
Przeknam lin.
- Przypuszczam, e przysza po to, eby odebra mi Wiktora oraz magiczny dar, i da
je komu innemu. Komu, kto bardziej na to zasuguje.
- A dlaczego miaabym to zrobi?
Przeknam znowu, lecz nie mogam si pozby guli w gardle.
- Bo si nie sprawdziam - szepnam. - Bo nie potrafiam ukry sztyletu. Bo Vivian
posuya si nim i wylaa moj krew, eby uwolni Lokiego. Bo teraz pogry wiat w
drugiej wojnie chaosu. Bo bd gin ludzie. I to wszystko przeze mnie. - Nie mogam
powstrzyma ez. - Przeze mnie.

- Och, Gwendolyn - powiedziaa Nike, podchodzc bliej. - To nie twoja wina. Byo
wiadomo, e to si kiedy zdarzy.
- Nie rozumiem. Jak to moliwe, eby zawsze byo wiadomo, e Loki ucieknie z
wizienia? Czy... czy ty o tym wiedziaa? e niwiarze w kocu znajd sztylet i wyzwol
swojego boga?
Bogini powoli kiwna gow, nie spuszczajc ze mnie wzroku.
Zakrcio mi si w gowie.
- Ale... ale... dlaczego??? Dlaczego na to pozwolia? Jeli wiedziaa, e mi si i tak
nie uda, to dlaczego kazaa mi szuka sztyletu? Dlaczego nie mg zosta w ukryciu? Jeli
wiedziaa, e zawiod, dlaczego nie wybraa kogo innego?
Zamiast odpowiedzie, Nike usiada na schodach, porodku midzy dwoma gryfami.
Uoya fady sukni na kolanach, a potem poklepaa kamienny stopie tu obok siebie. Jej
palce zostawiy lekkie lady na ciemnym szronie, ktry ju zdy pokry wszystko wokoo.
Zdumiona, usiadam obok, uwaajc, eby jej nie dotkn. Nike moga twierdzi, e nie
odbierze mi magicznego daru i nie spopieli mnie na miejscu, jednak zawsze istniaa obawa, e
zmieni zdanie.
- Wasze podrczniki historii mitycznej nie mwi, e wizienie Lokiego byo
rozwizaniem tymczasowym. Czas ma inny wymiar dla miertelnikw ni dla bogw, wic
mijay stulecia, a Loki nie odzyskiwa wolnoci. Czonkowie panteonu zaczli w kocu
myle, e pozbyli si go na dobre, czyli e zostanie w wizieniu a do koca czasw.
- Okej - powiedziaam, usiujc to zrozumie. - Czyli schwytanie Lokiego nie miao
trwa wiecznie, tylko przypominao lepienie czego, co si potuko, tam klejc, pki si
tego nie naprawi na dobre. W porzdku. W takim razie dlaczego kazaa mi szuka sztyletu?
- To byo konieczne ogniwo w cigu wydarze.
- Konieczne? - Wlepiam wzrok w bogini. - Co w tym koniecznego??? Niemal
umaram i, posugujc si twoim darem, zabiam jedn osob. Nott naprawd zgina, tak
. samo jak Samson i inni w koloseum. Jaki to miao cel? Jaki cel miao cierpienie?
Nike spojrzaa na mnie ze smutkiem.
- Cierpienie to cz ycia, Gwendoyn, tak w wypadku ludzi, jak i bogw.
- Jestemy dla ciebie tylko pionkami w grze, prawda?
- mruknam z gorycz w gosie. - Lalkami, ktrymi si bawisz.
Teraz ju wiedziaam, dlaczego mama przestaa by wybrank Nike. Wyobraam
sobie, jak si czua, dzie po dniu, rok po roku walczc ze niwiarzami, prbujc robi, co
trzeba, ale nie majc pojcia, do czego naprawd zmierzaj bogowie ani jaki to bdzie miao

wpyw na jej ycie. Nic dziwnego, e opucia akademi i mityczny wiat.


- Twoja mama te tak mylaa - odezwaa si Nike, wtrujc moim mylom. Mylaa, e posuguj si ni do swoich celw.
- A nie byo tak?
Bogini umiechna si kpico.
- Bardzo trudno jest ocali wiat. Niektrzy musz si powici, eby inni mogli y
szczliwie.
- Dlaczego to wanie ja musz si powica?
- Bo jeste silna, Gwendoyn. Na tyle silna, eby i naprzd, nawet jeli bdzie
trudno i beznadziejnie, nawet jeli bdziesz uwaa, e nie dajesz rady. Moga si podda,
gdy niwiarz przebi ci sztyletem. Wikszo by si poddaa. Ty tymczasem wymylia
sposb, eby ocali ycie. To znaczy, e jeste bardzo, bardzo silna. Dlatego niwiarze si
ciebie boj. Dlatego nawet Loki si ciebie boi.
Powanie wtpiam, czy Loki czegokolwiek si boi, a ju szczeglnie mnie, wolaam
jednak nie sprzecza si z bogini. Chwil siedziaymy w milczeniu, przypatrujc si, jak
ksiyc i chmury pyn po nocnym niebie. Wreszcie Nike odezwaa si znowu:
- Teraz musisz podj decyzj, Gwendolyn, czy chcesz nadal by moj wybrank.
- Pozwoliaby mi si wycofa? Tak po prostu? Dlaczego? Jeste bogini. Masz nade
mn wadz. Mogaby ze mn zrobi, co by tylko chciaa.
- Mogabym ci zmusi do bycia wybrank, ale nie wkadaaby w to serca, a po
krtkim czasie by mnie znienawidzia. Masz woln wol, Gwendolyn, jak kade stworzenie,
miertelnik czy bg. Pamitaj o tym, poniewa to najwaniejsze, co ci kiedykolwiek
powiedziaam. Nie zapomnij, bo to wanie to, co Loki i niwiarze chc ci zabra: prawo do
decydowanie o wasnym losie.
Nike si zawahaa.
- Wiem, e ju wiele wycierpiaa. Jeli chcesz, mog zwolni ci z funkcji wybraca.
Och, bardzo chciaam powiedzie tak! Udawa, e nigdy nie syszaam o Nike,
Lokim ani o caej reszcie, podobnie jak mama. Znowu by tylko Gwen Frost, dziwaczk,
ktra ma widzenia. Lecz nie mogam powstrzyma si przed zadaniem pyta:
- A co si stanie, jeli zrezygnuj? Co bdzie z akademi? Moimi przyjacimi?
Nike wzruszya ramionami.
- Akademi zdobd i zniszcz niwiarze. Twoi przyjaciele strac ycie.
Powiedziaa to tak spokojnie i chodno, jakby to byo ju przesdzone, jakby gdzie w
potnej klepsydrze przesypywa si piasek i los moich przyjaci i wszystkich innych

uczniw w Akademii Mitu zosta przypiecztowany.


- A jeli nadal bd twoj wybrank? Co miaabym robi teraz, kiedy Loki jest wolny?
Jak mog walczy z nim i ze niwiarzami?
- Jest tylko jeden sposb, eby ostatecznie zakoczy konflikt midzy Lokim,
niwiarzami i panteonem - odpara Nike ponurym tonem. - Kto musi zabi Lokiego, a tym
kim jeste ty, Gwendolyn.
Vivian powiedziaa to samo, jednak te sowa w ustach Nike brzmiay jeszcze bardziej
nieprawdopodobnie.
- Ale... ale jak? Jak mam to zrobi? - wybekotaam. - Skoro nie mogam powstrzyma
niwiarzy przed uwolnieniem Lokiego, to jak mam go zabi? Jeli tego nie zauwaya, to ci
zdradz, e to przecie bg!
Nike podniosa brwi, lecz nie cofnam swoich sw ani nie spuciam oczu. Zabi
boga. Ona chciaa, ebym zabia cholernego boga! Widziaam Lokiego, czuam, jaki jest
potny, mimo e przez stulecia siedzia zamknity w wizieniu. Nie wyobraam sobie, e
mogabym po prostu podej i zatopi Wiktora w jego sercu.
- Dlaczego ty nie moesz tego zrobi? - spytaam bagalnym tonem. - Ju raz go
pokonaa.
Nike pokrcia gow.
- Kiedy Loki spowodowa mier Baldera, pozostali bogowie zawizali pakt, w myl
ktrego nie mog zabija si wzajemnie. Dlatego nie zabiam Lokiego pod koniec wojny
chaosu. I dlatego zosta uwiziony. Ale, widzisz, nie byo wtedy mowy o miertelnikach. Jeli
miertelny wybraniec jest silny i sprytny, moe zabi boga - nawet tak potnego jak Loki.
Musisz jednak dziaa szybko, Gwendoyn. On jest teraz jeszcze osabiony po wizieniu. Nie
minie wiele czasu, a zacznie rosn w si... i zwolennikw.
- Przecie nawet nie wiem, gdzie on jest. Nie wie te pani Metis ani aden czonek
panteonu. Jak mam go znale?
- Nie bdziesz musiaa go szuka. Wszdzie ma szpiegw i wczeniej lub pniej sam
pojawi si w akademii. Jest tu wiele artefaktw, ktrych poda, i ludzie, ktrych potrzebuje,
eby nas pokona.
Objam si rkami, by osoni si od chodu, ktry przenikn mnie po tych sowach.
Rozejrzaam si po dziedzicu, po otaczajcych go budynkach, metalowych awkach i
wysokich drzewach. Na pocztku nienawidziam tej szkoy, a teraz nie mogam sobie
wyobrazi chodzenia do innej. Jako w cigu kilku miesicy staa si dla mnie drugim
domem, miejscem, ktre powoli stawao si moim, gdzie uczyam si by silna.

I ona ma zosta zniszczona, jeli zostawi si Lokiemu woln rk... jeli nie znajd
sposobu, eby zabi boga zoczyc.
- No, Gwendoyn, odpowiedziaam na twoje pytanie. Czy pomoesz mi walczy z
Lokim? Czy zrobisz wszystko, co w twojej mocy, eby nas uratowa?
Pomylaam o Loganie, Daphne i pozostaych przyjacioach. O niwiarzach na
kampusie, zabijajcych wszystkich, kogo dopadn. Pomylaam o posgach i budynkach
rozpadajcych si w proch. Pomylaam o ciemnociach, w jakich pogry si wiat wtedy,
na polanie. I wiedziaam ju, jaka bdzie moja odpowied... teraz i zawsze, pki mi starczy
tchu.
- Dobrze. Bd twoj wybrank. - Spojrzaam na bogini i dodaam: - Tylko nie wi
mnie, jeli zawiod. Mie na gowie los wiata to jednak strasznie stresujce.
- Nigdy si nie zawiod na tobie, Gwendolyn - odpara Nike mikko. - Posiadasz
wszystkie zalety miertelnikw. Masz czyste serce i robisz, co moesz, nawet jeli jest to
trudne. Nie przestajesz si stara. Niczego wicej nie mona oczekiwa od wybraca.
Nie byam wcale pewna tych zalet i czystego serca, ale nie chciaam si kci z
bogini.
Nike wstaa.
- Mam dla ciebie niespodziank, Gwendolyn. Wizyta starej przyjaciki.
Na balkonie nad nami rozlego si szuranie pazurw oposadzk. Zdziwiona,
obejrzaam si i ujrzaam...
- Nott - szepnam.
Ile si w nogach pobiegam schodami w gr i zarzuciam wilczycy rce na szyj.
- Och, Nott - powtrzyam.
Po policzkach popyny mi zy. Gdy zaczam gadzi j po gowie, zamruczaa z
zadowolenia. Wydawaa si zupenie prawdziwa.
- Tak mi przykro - powiedziaam przez zy. - Robiam, co mogam, eby ci uratowa.
Nott polizaa mnie po twarzy. Poczuam jej zrozumienie i wybaczenie, a oprcz tego
jeszcze jedno. Obejmujc j, odwrciam si ku Nike. Bogini wchodzia na gr, ku nam.
- To ty j do mnie wysaa, prawda? Dlaczego? I jak? Nie sdziam, e moesz mi
pomc w ten sposb. - Nastpna myl wpada mi do gowy. - Czy to dlatego Nott tak
wczenie urodzia? Czy w tym te pomoga?
Nike skina gow.
- Tak, w obu wypadkach masz absolutn racj. Wiedziaam, e w lesie bdziesz
potrzebowaa pomocy, kiedy Loki zostanie uwolniony, a ty pomoga wilczycy, gdy

uratowaa j przed niwiarzem. Wic poprosiam j o pomoc i wysaam do ciebie.Zgodzia


si odda swoje ycie za twoje. Masz racj, bogowie nie mog ingerowa w wiat
miertelnikw, ale Nott niezupenie jest miertelna, prawda?
Umiechna si z zadowoleniem i zrozumiaam, o czym mwi - jeszcze jedna luka w
systemie. Podobnie jak wybracy, dziki ktrym bogowie znaleli sposb, by realizowa
swoj wol w wiecie miertelnikw. Czasami zastanawiaam si, po co bogom zasady, skoro
tylko szukali sposobw, by je obej.
- Ale umara - powiedziaam cicho. - Dlaczego miaaby chcie umrze?
- Nott bya chora, Gwendolyn. Bardzo niewielu czonkw panteonu wie o tym, e
niwiarze podczas tresury fenrirw i innych stworze uywaj silnego narkotyku, prawd
mwic trucizny. To on nadaje oczom i futru ten niesamowity czerwony kolor. Podaj go od
dnia narodzin, eby mie nad wilkami wadz. Dziki niemu zapewniaj sobie ich
posuszestwo. Zwierzta si nie buntuj, bo potrzebuj codziennej dawki narkotyku, eby
y. Bez niego umieraj powoli i w blach.
Susznie wydawao mi si, e z Nott co jest nie w porzdku, e cay czas jest
zmczona. Mylaam, e to moe cia, a tymczasem to ten rodek powoli niszczy jej ciao.
- Na pewno jest antidotum. Jaki sposb, eby zniweczy dziaanie trucizny.
Nike pokrcia gow.
- Nie w wypadku Nott. Zbyt dugo j dostawaa.
- A Nyks? - zapytaam, przeraona. - Czy ona bdzie zdrowa?
- Szczeniakowi nic nie jest.
Ogarna mnie ulga i spokojnie gadziam Nott po gowie.
- No c, czas na nas - powiedziaa Nike delikatnie. - Loki ju przygotowuje si do
dziaa przeciw panteonowi. Musz si spotka z przyjacimi i stronnikami.
Skinam gow i otaram zy.
- Bd za tob tskni - szepnam wilczycy do ucha. - Bardzo. No i obiecuj, e
zajm si Nyks.
Nott polizaa mnie w rk i odesza.
Wstaam, a Nike zbliya si do mnie, pochylia i pocaowaa w policzek. To
wystarczyo, by zalaa mnie potna, lodowata fala jej mocy. Nie byo to nieprzyjemne.
Raczej dao mi poczucie - choby chwilowego - uczestnictwa w jej mocy. To wraenie
niesamowitej siy natchno mnie odwag, ktrej potrzebowaam, wiedzc, co musz zrobi,
eby wszystkich ocali - zabi Lokiego.
- Uwaaj na siebie, Gwendolyn Frost - powiedziaa Nike.

- Miej si dobrze i bd silna, pki znowu si nie spotkamy, bo bdziesz poddana


prbie, i to szybciej, ni mylisz.
A potem bogini i wilczyca odeszy, znikajc w mroku nocy, a wok mnie zostay
tylko cienie na szronie.

Rozdzia 29

Nie sdziam, e to moliwe, a tymczasem powoli ycie wracao do normy.


Chodziam na lekcje, opiekowaam si Nyks i wymykaam z kampusu do babci. Nawet
pracowaam regularnie w bibliotece. Nie powiem, e zostalimy z Nickamedesem
przyjacimi od serca, ale te nie warczelimy na siebie przy kadej okazji. To ju co.
Atmosfera w akademii bya napita. Wadze zwoay zgromadzenie i odprawiono
mody za uczniw i wszystkich, ktrzy zginli w Koloseum Kriosa. Po naboestwie
poinformowano uczniw, e niwiarzom w kocu udao si wyzwoli Lokiego, cho nie
wspomniano, jak to si stao, ani nie wymieniono, jaki miaam w tym udzia. Reakcje byy
rne, od osupienia do strachu i pragnienia natychmiastowego rzucenia si do walki. Znaam
te uczucia, poniewa co dzie si z nimi zmagaam.
To ode mnie oczekiwano, e zabij Lokiego, a ja nie miaam pojcia, jak to zrobi ani
czy to w ogle jest moliwe. Powiedziaam pani Metis i babci, co usyszaam od Nike, lecz
nie zdradziam swojej misji. Nie byo sensu ich martwi.
Ja martwiam si za wszystkich.
Kilka dni pniej siedziaam z Daphne i Carsonem w jadalni. Oni si caowali, a ja
grzebaam widelcem w wymylnej potrawie z misem, ktr kucharze postanowili poda na
obiad. No tak, zwyky dzie w Akademii Mitu, mimo e bg zoczyca by na wolnoci.
Daphne zachichotaa i w powietrze wystrzeli snop rowych iskier. Przewrciam
oczami i odoyam widelec.
- Powanie? Musicie si migdali rwnie podczas obiadu? Wiecie, jakie to
obrzydliwe? Niektrzy chcieliby co zje.
- Ju nie - powiedziaa Daphne. - Odoya widelec.
- A co ty na to, Carson? Wiesz, e znowu jeste umazany byszczykiem do ust?
Carson zaczerwieni si i zacz wyciera twarz serwetk. Daphne tylko zachichotaa i
cmokna chopaka w policzek. Znowu przewrciam oczami.
Nie tylko ja przygldaam si zakochanej parce. Savannah take. liczna Amazonka
siedziaa metr od nas, razem z Tali i Morgan, ktra najwyraniej si z nimi zaprzyjania.
Nie rozmawiaam z Savann, jednak wszyscy w akademii wiedzieli ju, e Vivian bya
niwiark i wybracem Lokiego. Wadze szkoy powiedziay o tym podczas zgromadzenia.
Amazonki jady bez apetytu, a Savannah miaa wyjtkowo nieszczliw min.

- Zobaczymy si pniej, dobrze? Mam co do zrobienia.


Daphne i Carson pomachali mi na poegnanie, a potem znowu zaczli si caowa.
Zapaam torb i podeszam do stolika Savanny. Staam przez minut, zanim Amazonka
wreszcie zdecydowaa si przesta udawa, e mnie nie widzi.
- Czego chcesz? - spytaa w kocu.
Wziam gboki oddech.
- Chciaam powiedzie, e przykro mi, e Logan si z tob rozsta. Wiem, jak ci na
nim zaleao, i wiem, jak oboje ci skrzywdzilimy. Przepraszam za to wszystko.
Savannah zamrugaa, jakby nie mogc uwierzy w to, co syszy. Talia wygldaa na
rwnie zdumion. Tylko Morgan si umiechaa. Zastanawiaam si, czy walkiria planowaa
kiedykolwiek przeprosi Jasmine za podrywanie jej chopaka. No tak, teraz i tak byo na to za
pno.
Ju od jakiego czasu mylaam o tym kroku. Nie wiedziaam, czy to co zmieni. Z
pewnoci nie oczekiwaam, e Amazonka mnie polubi czy chocia mi przebaczy, ale czuam
wewntrzn potrzeb naprawienia sytuacji. W kocu zrobiam Savannie krzywd.
Dziewczyna spojrzaa na mnie spod zmruonych powiek, jakby nie bya pewna, czy
nie artuj. A potem jej wzrok powdrowa do stolika, gdzie siedzia Logan z Kenziem i
Oliwierem, i posmutniaa.
- Wiedziaam, e Logan ci lubi, gdy tylko zobaczyam was razem na balu. Po prostu
chciaam, eby wybra mnie. Wiesz o tym?
- Tak - odparam pgosem. - Wiem.
- Patrzy teraz na ciebie.
Nie odwrciam si, eby spojrze na Spartanina. Nie byam gotowa, eby stan z
nim twarz w twarz. Przez dusz chwil milczaymy. Sycha byo tylko brzk talerzy i
strzpy rozmw dobiegajce od innych stolikw.
- No to jak, jestecie razem? - zainteresowaa si Morgan.
Talia szturchna j okciem.
- O co chodzi? - zdziwia si Morgan. - Przecie wiecie, e nie mog oprze si
soczystym plotkom.
- Nie wiem, jak z nami jest - odparam. - Wiem, e mi na nim zaley. Nigdy nie
chciaam by zodziejk chopakw, a tymczasem si ni okazaam. Tak jak powiedziaa w
koloseum.
Morgan spojrzaa na mnie i umiechna si znowu, strzelajc w powietrze zielonymi
iskrami.

- No, Cyganko, duga droga przed tob, jeli chcesz mi dorwna - zaartowaa.
Umiechnam si.
- Poza tym - kontynuowaa - powiedziaam Savannie i Talii o tym, jak ocalia mnie
przed Jasmine w bibliotece antycznej. Wiedz, e nie jeste a taka za. Nawet Talia musiaa
to przyzna.
Talia obrzucia swoj koleank oburzonym spojrzeniem, a Morgan szybko usuna
si z krzesem poza zasig jej okcia.
- Pamitasz? - spytaam. - Pamitasz tamt noc?
- Wszystko widziaam i syszaam - przyznaa z udrczon min. - Tylko nie mogam
reagowa.
Dziewczyny spojrzay na ni ze wspczuciem, ale Morgan udawaa, e tego nie
widzi. Wszystkie wiczyymy ignorowanie tego, co nam si nie podoba.
- Okej - powiedziaam. - Chciaam tylko przeprosi. No, to na razie.
- Gwen - zatrzymaa mnie Savannah.
Odwrciam si.
- Bd dobra dla Logana. Zasuguje na to.
Chciaam jej powiedzie, e nie jestem pewna, czy ja i Logan bdziemy kiedykolwiek
razem, a nawet czy on jeszcze tego chce, lecz tylko kiwnam gow.
- Nie myl sobie, e nie dam ci w dup na wuefie, gdy tylko bd miaa okazj zawoaa za mn Talia.
- Niczego innego si nie spodziewam! - odkrzyknam, umiechajc si od ucha do
ucha.
***
Nastpnego dnia poszam na poranny trening po raz pierwszy od czasu, kiedy Vivian
zmusia mnie do uwolnienia Lokiego.
Po raz pierwszy od tego czasu zaoyam naszyjnik. Babcia daa go do odczyszczenia i
na srebrnych pasmach nie zostao ani ladu krwi. Mimo to za kadym razem, gdy go
dotykaam, wraca horror minionych wydarze, poniewa w gadki metal wsikny moje
uczucia i emocje. Jednak skoro wbrew wszystkiemu delikatny naszyjnik przetrwa t dug
noc, by znakiem przeycia - i nadziei, e moe Logan i ja pokonamy nasze problemy.
Kiedy si pojawiam, w sali gimnastycznej jeszcze nikogo nie byo. cignam wosy
w koski ogon i, przechadzajc si przed awkami, o ktre oparam Wiktora, zaczam
wiczy to, co chciaam powiedzie Spartaninowi.
- Och, powiedz mu po prostu, e go cholernie kochasz, i niech ju bdzie po

wszystkim! - jkn miecz. - Niedobrze mi si robi od tej caej mioci. Zgadzasz si,
czupirado?
Chciaam jej powiedzie, e nie jestem pewna, czy ja i Logan bdziemy kiedykolwiek
razem, a nawet czy on jeszcze tego chce, lecz tylko kiwnam gow.
- Nie myl sobie, e nie dam ci w dup na wuefie, gdy tylko bd miaa okazj zawoaa za mn Talia.
- Niczego innego si nie spodziewam! - odkrzyknam, umiechajc si od ucha do
ucha.
Nastpnego dnia poszam na poranny trening po raz pierwszy od czasu, kiedy Vivian
zmusia mnie do uwolnienia Lokiego.
Po raz pierwszy od tego czasu zaoyam naszyjnik. Babcia daa go do odczyszczenia i
na srebrnych pasmach nie zostao ani ladu krwi. Mimo to za kadym razem, gdy go
dotykaam, wraca horror minionych wydarze, poniewa w gadki metal wsikny moje
uczucia i emocje. Jednak skoro wbrew wszystkiemu delikatny naszyjnik przetrwa t dug
noc, by znakiem przeycia - i nadziei, e moe Logan i ja pokonamy nasze problemy.
Kiedy si pojawiam, w sali gimnastycznej jeszcze nikogo nie byo. cignam wosy
w koski ogon i, przechadzajc si przed awkami, o ktre oparam Wiktora, zaczam
wiczy to, co chciaam powiedzie Spartaninowi.
- Och, powiedz mu po prostu, e go cholernie kochasz, i niech ju bdzie po
wszystkim! - jkn miecz. - Niedobrze mi si robi od tej caej mioci. Zgadzasz si,
czupirado?
Nyks szczekna. Nie wiem, czy na znak zgody, czy te nie podobao jej si
przezwisko. Szczeniak ju otworzy oczy, wic rano wsadziam go do raportwki i
oprowadziam po kampusie. Miaam nadziej, e w czasie treningu bdzie siedzia w torbie,
lecz on oczywicie ju si z niej wygramoli i prbowa wskoczy na awk. Umiechnam
si i podsadziam go, a on poliza mnie po rce i zacz biega po drewnianej desce tam i z
powrotem, zupenie jak pirat po pokadzie.
- Fajna - usyszaam za sob. - Zupenie taka, jak mwi Oliwier.
Obejrzaam si. Za mn sta Logan w dinsach i niebieskim podkoszulku z dugimi
rkawami, ktrego kolor podkrela barw jego zimnobkitnych oczu.
- Cze - powiedziaam cicho.
- Cze - odpar ostronie.
Stalimy naprzeciw siebie. Logan si nie zblia, nie droczy si ze mn, nie zrobi nic,
co daoby mi zna, co myli. W kocu odchrzknam.

- A gdzie twoja wita? - spytaam.


Logan wzruszy ramionami.
- Przestali przychodzi kilka dni temu. Teraz, kiedy Loki jest wolny, maj waniejsze
rzeczy na gowie.
Skinam gow.
- Co tu robisz, Cyganko? Wysaem ci chyba z sze esemesw, ale nie
odpowiedziaa.
- Wiem. Przepraszam. Przyszam tu, eby ci przeprosi za... za wszystko.
Szczeglnie za to, jak zachowaam si w ogrodzie babci. Przyszede mi na ratunek,
ryzykowae yciem, eby mnie ocali, a ja nie chciaam mie z tob nic wsplnego.
Przepraszam. Jest mi bardziej przykro, ni sobie wyobraasz.
Nie tumaczyam si i nie opowiadaam, o tym, co przeyam w kamiennym krgu i
jak cierpiaam. Carson wielokrotnie mwi, e wszyscy w akademii kogo stracili przez
niwiarzy. Ja te. Najpierw mam, a teraz Nott. Nie wspominajc kawakw siebie, ktre
musiaam powici, eby przey. A to jeszcze nie koniec cierpienia, blu i mierci - dla
wszystkich.
Logan westchn.
- Ja te przepraszam, Cyganko. Za t noc w bibliotece, kiedy oskaryem ci o
grzebanie mi w mzgu. Wiem, e nic na to nie poradzisz, e masz wizje, czy tego chcesz, czy
nie. Prawda jest taka, e si baem... e poznasz si na tym, jakim jestem tchrzem. Ale kiedy
dowiedziaem si, e porwali ci niwiarze, liczyo si tylko to, eby ci ocali, a nie moje
tchrzostwo.
- Nie jeste tchrzem - powiedziaam. - Nawet przez chwil tak nie pomylaam. To ja
jestem tchrzem.
- Dlaczego tak mwisz?
- Bo chc by z tob i jednoczenie bardzo si tego boj.
Logan spojrza na mnie pytajco. Podniosam ostrzegawczo rk.
- Nie chc ci zaszkodzi moj magi - szepnam. - Nie wiesz, co to znaczyo, wyssa
z Prestona ycie. A jeli znowu si to zdarzy? Jeli ci dotkn i zrobi to samo? Nigdy bym
sobie nie przebaczya. Nie wiem nawet, czy kiedy sobie wybacz to, co zrobiam Prestonowi,
mimo e nie mogam inaczej si uratowa. Na myl o tym, e mogabym ci zrani, robi mi
si niedobrze.
Objam si ramionami i odwrciam wzrok. Logan wycign rk i pooy j na
moim policzku. Otworzyam oczy i wlay si we mnie wszystkie jego emocje - troska,

zmartwienie, zrozumienie. Kiedy poczuam intensywno tych uczu, odebrao mi dech.


Dokadnie to samo czuam w stosunku do niego.
Logan umiechn si asymetrycznie.
- Nie zranisz mnie. Wiem o tym.
- Skd wiesz? - szepnam.
Umiechn si szeroko.
- Bo jeste Cygank, a ja Spartaninem o fatalnej reputacji. Chyba ju nadszed czas,
ebymy byli razem, nie sdzisz?
Staam, czujc, jak kbi si we mnie te wszystkie emocje ponce coraz mocniej, a
nie dao si ich utrzyma w ryzach i zrobiam jedyne, co mi przyszo do gowy. Stanam na
palcach, objam go za szyj i przycisnam swoje usta do jego ust.
Przez moment wiat po prostu si zatrzyma. Byam wiadoma tylko ust Logana na
swoich, jego mocnych ramion i siy jego ciaa napierajcego na mnie. To byo najwspanialsze
uczucie na wiecie, a pocaunek speni moje wszystkie oczekiwania, wszystkie marzenia:
gorcy, seksowny, sodki, namitny.
Waciwie to byo wicej ni tylko pocaunek. Po raz pierwszy Logan cakowicie si
na mnie otworzy. Widziaam i czuam tyle rozmaitych rzeczy, poznaam tyle wspomnie,
emocji. Wszystkie jego zwtpienia i strachy, niepewnoci i zmartwienia, ktre starannie
ukrywa przed caym wiatem. Czuam te jego si i determinacj, eby za wszelk cen
walczy ze niwiarzami.
Najwaniejsze jednak, e dowiedziaam si, jak bardzo mu na mnie zaley.
Czuam to wszystko: agodny zawrt gowy za kadym razem, gdy si do niego
umiechaam. Figlarne zadowolenie, kiedy bawiy mnie jego arty. Rado, gdy si ze sob
droczylimy. Nawet dum z moich postpw na treningu.
Nie sdziam, e mog by tak szczliwa.
Kiedy pocaunek si skoczy, Spartanin otworzy oczy i wysapa:
- Wiem, e wietnie cauj, ale ty te jeste nieza, Cyganko.
Przewrciam oczyma, odsunam si i uderzyam go pici w rami. Spartanin tylko
si zamia. Chciaam jeszcze raz mu przyoy, lecz Logan zapa mnie za rce, przycign
do siebie i znowu pocaowa. Straciam z oczu cay wiat...
- Uhuuu - usyszelimy nagle.
Zaskoczeni, odskoczylimy od siebie bez tchu. Za nami stali, szczerzc zby, Oliwier,
Kenzie, Daphne oraz Carson. Walkiria jeszcze raz zawoaa i zacza bi brawo, sypic
rowymi iskrami.

- No, chyba wszystko si wydao - westchn Logan.


- Chyba tak - odparam.
- Najwyszy czas - mrukn Wiktor z awki. - Zastanawiaem si, kiedy wreszcie si
dogadacie.
Nyks zaszczekaa, przywiadczajc jego sowom.
- Zamknij si, Wiktor - powiedziaam z umiechem.
Logan obj mnie w pasie i pochyli si, delikatnie muskajc moje czoo swoim.
Poczuam ogromn rado z dotyku jego skry, mocnych ramion, a szczeglnie z tego, e nie
mamy ju przed sob adnych tajemnic.
Tak, na razie jest do kitu. Uwolniony Loki razem z Vivian spiskuje przeciwko
panteonowi, a niwiarze chaosu gotuj si do walki. Ale w tej chwili byam w akademii,
bezpieczna, z Loganem i przyjacimi.
Martwi si bd jutro. niwiarzami, Lokim, a szczeglnie tym, jak mam zabi boga
zoczyc. Jednak dzisiejszy dzie jest przeznaczony dla mnie, Logana i naszych uczu.
- No, chopie! Tylko na tyle ci sta? A moe mam ci pokaza, jak to si robi? zawoa Carson z drugiego koca sali i tylko rozemia si na oburzone spojrzenie Spartanina.
Logan odwrci si do mnie i rzek:
- Moe pokaemy im co ekstra, eby ich zatkao, co, Cyganko?
- Prosz bardzo, Spartaninie - odparam.
- Dzieciaki - mrukn Wiktor.
I to bya ostatnia rzecz, jak usyszaam, zanim nasze usta si zetkny.
TLE OPOWIECI
Wypracowanie Gwen na temat wystawy
ARTEFAKTW

KOLOSEUM

KRIOSA

NA

ZAJCIA

HISTORII

MITYCZNEJ
Z powodu ataku niwiarzy w koloseum pani Metis nie zrobia zapowiedzianego quizu,
ale powiedziaa, e moemy napisa wypracowanie na temat niektrych wystawianych tam
artefaktw. Oto moje wypracowanie:
Moneta Andwariego: to zota moneta pochodzca podobno ze skarbu zgromadzonego
przez kara imieniem Andwari. Mwi si, e Loki go schwyta i zabra mu cae zoto.
Wyglda na to, e zawsze dziaa podstpnie, nawet zanim sta si ucielenieniem za.
Ni Ariadny: to kbek srebrnej nici. Pewnie przyda si Tezeuszowi, gdy szuka
wyjcia z labiryntu, w ktrym y Minotaur. No ale mimo wszystko to tylko ni. Nie wywara
na mnie specjalnego wraenia.

Rkawiczki Bastet: naleay pono do Bastet, egipskiej bogini w postaci kota.


Wygldaj jak zwyke rkawiczki, tylko s zrobione z delikatnej zotej siateczki, a na kocach
palcw znajduj si zakrzywione pazury z onyksu, takie jak kocie, tylko znacznie bardziej
ostre.
Przedstawienia Kojota: rysunki, rzeby i figurki Kojota, boga Indian. Cho kade
przedstawienie jest inne, wszystkie ukazuj go jako przecher i podkrelaj, e potrafi
zmienia posta.
Onyksowy uk Sigyn: wyglda fajowo i byszczy, poniewa jest w caoci z onyksu.
Osobicie wol walczy Wiktorem, mimo e od czasu do czasu pyskuje. W zasadzie, non stop
pyskuje.
Rg Rolanda: nie potrafi gra na adnym instrumencie, wic nic dziwnego, e
bardziej interesowa si nim Carson. Wedug mnie przypomina ma tub. Podobno Roland
by wielkim wojownikiem, ktry zgin w bitwie, dmc w rg. Nie wiem, dlaczego ten rg ma
by taki wyjtkowy, skoro Roland nie przey bitwy...
Bro, bro, bro: gdybym chciaa wymieni wszystkie miecze, uki, sztylety i kije,
ktre widziaam w muzeum, wypracowanie nie miaoby koca. Powiem wic tylko, e na
wystawie byo mnstwo rozmaitej broni. Czasami zastanawiam si, czy profesorowie i
uczniowie w akademii w ogle przywizuj wag do czego poza ni.
Kocowe przemylenia: wiele artefaktw zostao zniszczonych podczas walki ze
niwiarzami, w tym ceramika, klejnoty i odzie znajdujce si w centralnej czci koloseum.
No i oczywicie z przyjacimi uylimy do walki broni i niektrych artefaktw.
Wtedy wanie Daphne wzia uk Sigyn, a Carson rg Rolanda - teraz wyglda na to,
e chcc nie chcc musz je zatrzyma, poniewa artefakty wracaj do nich za kadym razem,
gdy usiuj je odda profesor Metis.
Do niesamowite, mie co, czego nie mona si pozby. Chyba ten uk i rg s
przepenione jak magi.
Przeczuwam, e wczeniej czy pniej si o tym przekonamy... i moe okae si, e
Daphne z Carsonem maj do odegrania wane role w walce ze niwiarzami...
Wojownicy z Akademii Mitu i ich magiczne dary
Wszyscy uczniowie w tej szkole s potomkami staroytnych wojownikw i przyszli
do Akademii Mitu po to, eby uczy si walki, posugiwania si rozmait broni oraz
rozwijania swoich szczeglnych umiejtnoci. Troch informacji na temat tych cudownych
dzieci:
Amazonki i walkirie: wikszo dziewczyn w akademii to Amazonki albo walkirie.

Amazonki s superszybkie. W sali gimnastycznej podczas treningu z broni poruszaj si tak,


e wida tylko rozmazan plam. Walkirie s niebywale silne. I czsto strzelaj kolorowymi
magicznymi iskrami z czubkw palcw.
Rzymianie i wikingowie: wikszo chopakw w szkole to albo Rzymianie, albo
wikingowie. Rzymianie, podobnie jak Amazonki, s niezwykle szybcy, a wikingowie, tak jak
walkirie, bardzo silni.
Rodzestwo: Dzieci rnej pci z jednych rodzicw s obdarzone tymi samymi
zdolnociami i talentami magicznymi, ale czsto s inaczej klasyfikowane. Na przykad jeli
dziewczyny s Amazonkami, to ich bracia bd Rzymianami. A jeli dziewczyny s
walkiriami, to chopcy - wikingami.
Jednak w innych rodzinach wszystkie dzieci nale do jednej klasy wojownikw. Tak
dzieje si na przykad, jeli rodzice s Spartanami, samurajami czy ninjami. Wwczas i
chopcy, i dziewczynki s tymi samymi wojownikami.
Magiczne talenty: Jakby nie wystarczao by superszybkim czy supersilnym, wszyscy
uczniowie w akademii maj rwnie inne zdolnoci magiczne. Mog mie dar uzdrawiania,
zmieniania pogody, a nawet tworzenia goymi rkami ognistych kul. Wielu te ma wyjtkowo
wyczulone zmysy. Kady posiada inny dar, lecz generalnie wszyscy s niebezpieczni.
Spartanie: Ze wszystkich rodzajw wojownikw najmniej liczni s Spartanie. W
akademii jest ich zaledwie kilku. S najbardziej niebezpieczni ze wszystkich, poniewa maj
wrodzone zdolnoci do walki. Intuicyjnie wiedz, jak walczy, a nawet zabi wszystkim,
cokolwiek - naprawd cokolwiek - wezm w do. Nawet niwiarze chaosu boj si stan do
uczciwej walki ze Spartanami. Ale niwiarze chaosu rzadko walcz uczciwie...
Cyganie: Cyganie s rwnie rzadcy jak Spartanie. Zostali obdarzeni przez bogw
magicznymi zdolnociami. Nie wszyscy jednak s dobrymi ludmi. Niektrzy s rwnie li,
jak bogowie, ktrym su. Gwen jest Cygank obdarzon darem psychometrii, czyli
zdolnoci widzenia i odbierania uczu zwizanych z tym, czego dotknie. Jest to dar od Nike,
greckiej bogini zwycistwa.
Chcesz wiedzie wicej na temat Akademii Mitu?
Przycz si do wycieczki po kampusie
Sercem Akademii Mitu jest pi budynkw, ktre - na ksztat picioramiennej
gwiazdy - otaczaj grny dziedziniec. S to: biblioteka staroytna, sala gimnastyczna,
stowka oraz gmachy nauk humanistycznych i nauk cisych.
Biblioteka antyczna: to najwikszy budynek na kampusie. Poza ksikami mieci
rozmaite artefakty: bro, biuteri, odzie, zbroje itd., ktre naleay niegdy do staroytnych

wojownikw, bogw, bogi i stworw mitycznych. Niektre z tych artefaktw maj potn
moc i niwiarze chaosu pragnliby dosta je w swoje apy, eby dziki nim popenia nowe
zbrodnie.
Sala gimnastyczna: to drugi co do wielkoci budynek w Akademii Mitu. Poza
normalnym basenem i boiskiem do gry w kosza s tam stojaki na bro z pakami, mieczami i
innymi rzeczami, ktrych uywa si do pozorowanych walk. W akademii wuef to naprawd
trening wojskowy, a stopnie dostaje si za to, jak si walczy - co, czego Gwen naprawd nie
umie opanowa.
Stowka: to trzeci co do wielkoci budynek. Biae obrusy, delikatna porcelana i
wewntrzny

ogrd

pod

otwartym

niebem

sprawiaj,

wyglda

bardziej

na

piciogwiazdkow restauracj ni szkoln kafejk. Stowka jest znana z wymylnych


potraw, takich jak wtrbka, cielcina, limaki. Fuj, jak powiedziaaby Gwen.
Ginach nauk humanistycznych: prowadzi si tu zajcia midzy innymi z literatury
angielskiej, historii mitycznej, geografii, sztuki. Znajduje si tu te gabinet profesor Metis.
Gmach nauk cisych: tutaj uczy si matematyki i innych nauk cisych. Poza klasami
s tu jeszcze kostnica i ukryte gboko pod ziemi wizienie. Brrr, koszmarne.
Akademiki: akademiki wraz z kilkoma budynkami gospodarczymi s pooone
poniej grnego dziedzica. Dziewczyny i chopcy mieszkaj w odrbnych akademikach,
cho nie przeszkadza im to regularnie ze sob sypia.
Posgi: wszystkie budynki na kampusie s ozdobione posgami mitycznych stworw:
gargulcami, gryfami itd., ale najwicej jest ich przy bibliotece. Gwen na widok posgw
dostaje gsiej skrki, poniewa wydaje jej si, e j obserwuj...
Kto jest kim w Akademii Mitu uczniowie
Gwen (Gwendolyn) Frost: Gwen jest Cygank obdarzon darem psychometrii, czyli
zdolnoci poznawania historii przedmiotu poprzez dotyk. Gwen jest nieco pokrcona,
poniewa ceni swj dar midzy innymi za to, e pozwala jej wdziera si w tajemnice innych
ludzi - nawet jeli prbuj je gboko ukry. Bardzo lubi sodycze i kocha komiksy.
Niezalenie od tego, gdzie si wybiera, zawsze ubiera si w dinsy, podkoszulki, bluzy z
kapturem i adidasy.
Daphne Cruz: Daphne jest walkiri i znakomit uczniczk. Ma rwnie niebywae
zdolnoci informatyczne oraz sabo do ubra od projektantw i drogich torebek. Namitnie
kocha rowy kolor. Cay czas ubiera si na rowo i swj pokj w akademiku rwnie
urzdzia gwnie w tych odcieniach.
Logan Quinn: wyjtkowo przystojny i niezwykle niebezpieczny Spartanin walczcy

najlepiej w caej akademii. Gwen powanie si w nim buja.


Carson Callahan: jest dyrygentem Orkiestry Marszowej Akademii Mitu. Jest rwnie
Celtem pochodzcym pono z dugiej linii bardwwojownikw. Spokojny, cichy, trudno o
bardziej sympatycznego chopaka, jednak w razie potrzeby potrafi by twardy i nieustpliwy.
Oliwier Hektor: Oliwier jest Spartaninem, przyjacielem Logana i Kenziego, i pomaga
doksztaca Gwen w sztuce walki. Po tym, co zdarzyo si na festynie zimowym, zosta jej
przyjacielem.
Kenzie Tanaka: Kenzie jest Spartaninem, przyjacielem Logana i Oliwiera. Rwnie
pomaga doksztaca Gwen w sztuce walki. Jego aktualn dziewczyn jest Talia.
Savannah Warren: Savannah jest Amazonk i dziewczyn Logana... a przynajmniej
bya ni przed festynem. Teraz si rozstali. Savannah obarcza za to win Gwen.
Talia Pizarro: Talia jest Amazonk i jedn z bliskich koleanek Savanny. Ma zajcia z
wuefu razem z Gwen i czsto staczaj ze sob pozorowane walki. Obecnie chodzi z Kenziem.
Helena Paxton: Helena jest Amazonk, ktra ma ochot zosta aktualn krlow
akademii, a przynajmniej drugiej klasy.
Morgan McDougall: Morgan jest walkiri. Kiedy naleaa do najpopularniejszych
dziewczyn - ale to byo zanim jej przyjacika, Jasmine Ashton, postanowia zoy j w
ofierze Lokiemu. Obecnie walkiria raczej unika towarzystwa, cho zanosi si na to, e
zaczyna trzyma si z Savann i Tali.
Jasmine Ashton: Jasmine bya walkiri i najbardziej popularn dziewczyn we
wszystkich drugich klasach w Akademii Mitu - pki nie postanowia zoy Morgan w ofierze
Lokiemu. Zabi j Logan, a wczeniej Gwen walczya z ni w bibliotece antycznej i udao jej
si uratowa Morgan. Zanim zmara, Jasmine wyznaa, e caa jej rodzina to niwiarze... i e
w akadehiii jest ich mnstwo.
Preston Ashton: Preston jest starszym bratem Jasmine, ktry wini Gwen za mier
siostry. Usiowa zabi Gwen podczas festynu zimowego w kurorcie Powder, lecz Gwen,
Loganowi i Wiktorowi udao si w kocu go pokona i w rezultacie Preston trafi do
wizienia akademii.
Kto jest kim w Akademii Mitu
(NIE TYLKO DOROLI)
Geraldine (babcia) Frost: Geraldine jest babci Gwen, Cygank widzc przyszo.
Dorabia sobie jako wrka w miasteczku w pobliu Akademii Mitu. Kilka razy na tydzie
Gwen wymyka si z kampusu, eby si z ni zobaczy i naje si sodkoci, ktre babcia
piecze na jej przyjazd.

Grace Frost: Grace bya mam Gwen, Cygank z darem wyczuwania kamstwa.
Najpierw Gwen mylaa, e mama zgina w wypadku, potrcona przez pijanego kierowc.
Jednak dziki Prestonowi Ashtonowi wie, e naprawd zostaa zabita przez niwiark chaosu,
ktra jest wybrank Lokiego. Gwen podja twarde postanowienie, aby odnale t
dziewczyn i zemci si - bez wzgldu na konsekwencje.
Nickamedes: Nickamedes jest szefem biblioteki staroytnej. Ponad wszystko kocha
ksiki i artefakty zgromadzone w bibliotece, natomiast nie moe cierpie Gwen. Prawd
mwic, stara si jak moe, eby dowali jej roboty za kadym razem, kiedy dziewczyna ma
dyur. Nickamedes jest rwnie wujem Logana, cho ten sztywniak zupenie nie przypomina
tak luzackiej osoby jak Logan. A przynajmniej tak si Gwen wydaje.
Profesor Metis: Metis jest nauczycielk historii mitycznej i uczy na temat niwiarzy,
Lokiego i starodawnej wojny chaosu. Bya najblisz przyjacik Grace, mamy Gwen, kiedy
jako dziewczynki uczyy si w akademii. Metis jest rwnie wybrank Ateny, greckiej bogini
mdroci, i opiekuje si Gwen w szkole.
Raven: Raven to staruszka, obsugujca bufet w bibliotece staroytnej. Gwen widziaa
j te w wizieniu, gdzie raz na jaki czas pilnuje winiw. Niewtpliwie jest kim wicej,
ni si wydaje...
Trener Ajaks: Ajaks jest szefem wydziau kultury fizycznej i odpowiada za trening
uczniw, z ktrych ma uczyni prawdziwych wojownikw. Logan Quinn i jego przyjaciele
nale do najlepszych uczniw Ajaksa.
Wadze akademii: ciao zoone z rozmaitych czonkw panteonu, ktrzy nadzoruj
wszystko, co si dzieje w Akademii Mitu, poczwszy od zatwierdzania menu w stowce po
karanie studentw. Gwen chyba nigdy nie spotkaa adnych czonkw tego ciaa, ale nie moe
by pewna, bo nawet nie wie, kto wchodzi w jego skad. To jednak moe si zmieni... i to
szybciej, ni sdzi.
Wiktor: Wiktor to gadajcy miecz, ktry Gwen dostaa od Nike. Jego rkoje nie jest
zwyka, tylko uksztatowana jak mska twarz. Gwen niewiele wie o mieczu poza tym, e jest
naprawd krwioerczy i nade wszystko pragnie zabija niwiarzy.
Kto jest kim w Akademii Mitu
(BOGOWIE, POTWORY I WSZYSTKO INNE)
Akademia Mitu: akademia ley w Cypress Mountain w Pnocnej Karolinie. Jest to
eleganckie przedmiecie usytuowane na stoku gry, ponad miastem Asheville. Akademia jest
czym w rodzaju poczonej szkoy redniej i wyszej, w ktrej studiuj potomkowie
staroytnych wojownikw, jak Spartanie, walkirie, Amazonki i inni. Uczniowie maj od

szesnastu lat (pierwsza klasa) do dwudziestu jeden (szsta klasa). S tu wysyani po to, eby
nauczy si posugiwa magicznymi talentami i opanowa sztuk walki w celu pokonania
Lokiego i niwiarzy chaosu. Oddziay Akademii Mitu s rozsiane po caym wiecie.
Artefakty: Artefakty to bro, biuteria, ubranie lub zbroje uywane od zarania dziejw
przez rozmaitych wojownikw, bogw i stworzenia mityczne. Istnieje trzynacie artefaktw
obdarzonych moc wiksz ni wszystkie inne - cho s rozbienoci co do tego, o ktre
przedmioty chodzi i jak rol odegray podczas wojny chaosu. Czonkowie panteonu chroni
artefakty przed niwiarzami, ktrzy chc ich uy do uwolnienia Lokiego z wizienia. Wiele
z artefaktw znajduje si w bibliotece antycznej.
Czarne roki: te stworzenia wygldaj jak kruki, tylko s o wiele wiksze. Maj lnice
ozarne pira nakrapiane czerwieni, dugie, ostre szpony i czarne oczy, w gbi ktrych ponie
ogie. Roki s w stanie porwa ludzi i wzbi si z nimi w powietrze... zanim rozerw ich na
strzpy.
Fenriry: te stworzenia wygldaj jak ogromne wilki. Maj szare futro, ostre jak
brzytwa pazury i ponce czerwone oczy. niwiarze uywaj ich do pilnowania, polowania i
zabijania czonkw panteonu. Mona powiedzie, e to domowe psiakzabjcy.
Grasowniki nemejskie: te stworzenia wygldaj jak przeronite pantery. Maj czarne
futro z czerwonym odcieniem, ostre pazury i ponce czerwone oczy. niwiarze uywaj ich
w tym samym celu co fenriry. To domowe kociakizabjcy.
Loki: Loki to nordycki bg chaosu. Dawno temu, przed wiekami, doprowadzi do
mierci jednego z bogw i zosta za to ukarany wizieniem, ale udao mu si uciec i zacz
zbiera armi zoon z bogw, bogi, ludzi i rozmaitych stworze. Swoich zwolennikw
nazwa niwiarzami chaosu i razem starali si przej kontrol nad wiatem. Zostali jednak
pokonani, a Loki po raz drugi trafi do wizienia. Do dzi dnia usiuje uciec i ponownie
pogry wiat w drugiej wojnie chaosu.
Nike: Nike jest greck bogini zwycistwa. To ona zwyciya Lokiego w walce
wrcz podczas ostatniej bitwy wojny chaosu. Od tej pory Nike i jej wybracy walcz ze
niwiarzami chaosu, ktrzy usiuj uwolni Lokiego z wizienia.
Panteon: Panteon skada si z bogw, bogi, ludzi oraz stworze, ktrzy zjednoczyli
si do walki z Lokim i niwiarzami chaosu. Czonkowie panteonu to pozytywni bohaterowie.
Sigyn: Sigyn to nordycka bogini powicenia. ona Lokiego. Podczas pierwszego
pobytu w wizieniu Loki by przykuty do skay, a ponad nim znajdowa si gigantyczny w.
Jego jad kapa na twarz boga, niegdy przystojnego. Sigyn godzinami trzymaa Czar ez nad
gow Lokiego, eby ochroni go przed jadem. Jednak kiedy czara si zapeniaa, bogini

musiaa j oprnia, a wtedy krople jadu paday prosto na Lokiego, ktry wi si z blu. W
kocu Loki namwi on, eby go uwolnia. Nie mino wiele czasu, wybucha duga i
krwawa wojna chaosu. Nikt nie wie, co si stao z Sigyn...
Wojna chaosu: dawno temu Loki wraz ze swoimi zwolennikami usiowa
podporzdkowa sobie bogw i ludzi. W rezultacie wiat pogry si w odmtach wojny.
Byy to cikie i smutne czasy, ktre niemal doprowadziy do koca wiata. niwiarze pragn
uwolni Lokiego, eby poprowadzi ich do drugiej wojny chaosu.
Wybracy: kady bg i bogini ma wybraca, czyli kogo, kogo sami wyznaczyli, eby
dziaa w ich imieniu w krlestwie miertelnikw. Wybracy s obdarzeni rozmait moc i
broni. Mog by li lub dobrzy, zalenie od tego, komu su. Gwen jest wybrank Nike,
podobnie jak wczeniej jej mama i babcia.
niwiarze chaosu: niwiarz to bg, bogini, czowiek albo stworzenie, ktre suy
Lokiemu. Moe nim by kady, w akademii i poza ni: rodzice, uczniowie, nawet koledzy.
niwiarze skadaj swojemu bogu ofiary z ludzi w nadziei osabienia jego magicznego
wizienia, aby ktrego dnia mg powrci do wiata miertelnikw.
Jennifer Estep to pisarka nieustannie krca po ulicach wyobrani w poszukiwaniu
nowych pomysw na powieci.
Pisze seri Akademia Mitu, dla modych dorosych i Elemental Assasin. Stworzya
rwnie seri paranormalnego romansu Bigtime. Jennifer jest czonkiem midzy innymi
Amerykaskiego Zwizku Pisarzy Romansw (Romance Writers of America) oraz
Amerykaskiego Zwizku Pisarzy Science Fiction iFantasy (Science Fiction and Fantasy
Writers of America). Jej powieci byy prezentowane na amach Cosmpolitan, Entertainment
Weekly, Southern Living i innych wydawnictw.
Aby dowidzie si wicej, zajrzyj na jej stron internetow www.jenniferestep.com.
Moesz rwnie odwiedzi stron dla jej fanw na Facebooku i obserwowa j na
Twitterze.