You are on page 1of 33

Od czego by tu zacz...

STEINSTIGR, ziemie Lingjordu, zachodnie wybrzee


Saory.

Drzwi frontowe do karczmy Na Jomsborg!


otwieraj si ze zgrzytem. Przechodzi przez nie
jegomo w cikim od wody paszczu. Przy wejciu
towarzyszy mu haas szalejcej na zewntrz burzy,
na chwil zaguszajcy rozochoconych patronw
przybytku, teraz ciekawie spogldajcych. Powietrze
w rodku jest suche i wypenione zapachem
wdzonego nad ogniem misa. Przy stoach siedzi
tuzin osb, gono pijc, narzekajc na pogod, ceny
i omawiajc niedawne wydarzenia. Z tyu sali
znajduje si lada zastawiona drewnianymi
naczyniami, a za ni schody prowadzce na gr.
Przybysz kieruje tam swoje kroki, mijajc
rozstawione dookoa ogniska stoy.
Gdy dochodzi do lady, karczmarz ocenia
nieznajomego czujnym wzrokiem. Nowy go siada
przy blacie, opierajc si na nim, i z jkiem ulgi
wypuszcza powietrze. cigajc ciekncy kaptur,
odsania podun, mokr, blad jak popi twarz.
Jego gboko osadzone, brzowe oczy s szeroko
otwarte, nabrzmiae krwi, utkwione gdzie w dali,
mimo stojcej naprzeciwko osoby. Pod oczami
wida gbokie i sine doki, nad nimi gste brwi
podniesione jakby w zdziwieniu, a wydatne nozdrza
dugiego nosa pracuj niczym w amoku. Na
1

szerokim czole krtka i rozczochrana grzywka


czarnych wosw, przyklejona wilgoci, kontrastuje
z dyndajcym z tyu gowy koskim ogonem.
Przybysz ma zaniedbany kilkudniowy zarost nad
grn warg i na brodzie. Nie wyglda na wicej ni
szesnacie lat.
Karczmarz momentalnie si rozweseli.
- Niech zgadn! Wanie przypyne zza
oceanu, modzieniaszku? Go kiwa gow. Gos
karczmarza nabiera nieco zoliwoci. Wiesz, wy
wszyscy macie takie specyficzne spojrzenie, jakby
sama mier si z wami niedawno przywitaa. e
wci si znajduj tacy, ktrzy chc przepyn to
bezkresne pieko. Powiedz no, co ci
w epetyn rbno, e tu przyby?
Usta przybysza si rozchylaj, jakby chcia co
powiedzie, ale nie wychodzi z nich adne sowo.
Barman ochoczo stawia na blacie kufel i leje do
niego piwa z dzbana, obwieszczajc wszem i wobec:
Panie i panowie! Mamy kolejnego zza
Czarnych Wd! Jego zdrowie!
W odpowiedzi brzmi wzniesione w toacie
kufle, owacje i rechoty. Kilka osb nawet podchodzi
i klepie przybysza po ramieniu, gratulujc podry,
po czym wraca na sal i przycza si do piewania
szant. Barman pochyla si nad zdziwionym gociem.
Widzisz, kolego, taki zwyczaj. Za kadym
razem jak komu uda si przepyn t wzburzon
kipiel, to dostaje kolejk na mj koszt i wznosimy
mu toast. - Gdy cichn ju wiwaty, dodaje nieco
2

ciszej, z trosk w gosie: Pij miao, pij. Jeli


widziae tam to, co ja, to przyda ci si troch
trunku.
Przybysz nieco si rozlunia i powoli sczy
mtny, gorzkawy napitek. Mijaj chwile i pierwszy
kufel robi si pusty. Potem drugi. Potem trzeci. Za
kadym razem, gdy go paci za piwo
niecodziennymi monetami koloru brzu, waciciel
przybytku tylko umiecha si ze zrozumieniem. Po
solidnym przepukaniu garda od przybysza sycha
ciche Esyliasz.
- Co mwisz, chopcze?
- N-na imi mi Esyliasz.
- No nareszcie! Mio pozna, paniczu! Mi
mwi Ragin albo jak wol niektrzy bywalcy
spojrzenie karczmarza wdruje gdzie w kt z
wyran dezaprobat - stary sknerus! Mylaem,
Esyliaszu, e mi cay zapas oprnisz, zanim co z
siebie wydukasz! Szczerze mwic, do
niecodzienne imi, ale czego innego mgbym si
spodziewa po gociu z odlegych krain, co?
Powiedz no, skd przybywasz?
Esyliasz nieco si garbi i spina na to pytanie.
- Nie do koca chc o tym mwi... jednak...
Mam kilka pyta. Moe jeste w sta... Wcinajc
mu si w sowo, karczmarz wskazuje mu skinieniem
gowy w kt pomieszczenia.
Jak masz jakiekolwiek pytania, to lepiej do
Stigandra. Ja tu tylko podaj piwo
3

i pytam naszych bywalcw: co sycha?.


Czasem te przywitam takiego jak ty, innym razem
wynios takiego, jak tamci. A stary ramol zwiedzi
kawa Saory i widzia wicej dziwnych rzeczy ni ja
zapitych gb. Jakby na potwierdzenie jego sw, ze
stou obok opada z hukiem na ziemi p-przytomny
mczyzna trccy ryb. Sam widzisz,
o czym mwi dodaje Ragin i z penym
politowania umiechem rusza ocuca bywalca.
Esyliasz spoglda w gb pomieszczenia, w kt,
i ze zdziwieniem dostrzega
w pmroku potn sylwetk. Jakim cudem
nie zauway wczeniej kogo tak masywnego? Z
mieszank ciekawoci, strachu i godu wiedzy o
nowej krainie zmierza do osobliwej postaci. Gdzie z
tyu zostawia lad, wyrane wiato ognia i krzyki
karczmarza:
- Yngv! Wstawaj, do cholery! Wstawaj,
mwi! Jak Tfa znowu ci takim zobaczy, to zabije
i mnie, i ciebie! Ja mam biznes do prowadzenia,
Yngv, no nie daj si prosi!
Po chwili oczy Esyliasza przyzwyczajaj si do
pmroku i pojmuje, e to nie posta jest tak dua,
tylko zbroja, w ktrej siedzi... czy czymkolwiek jest
to, co na sobie ma. Gigantyczny strj z grubych pyt,
dziwnych rur, zazbiajcych si piercieni
i zamknitych w szkle wiateek, sycza i
zgrzyta przy najmniejszym nawet ruchu. Niemal
kada paska powierzchnia na dziwnym stroju
pokryta jest uchwytami, kratownicami, maymi
4

dziurkami i osobliwymi wklniciami, jakby co


miao tam si wpasowa.
Cay obrazek byby niesamowicie zabawny,
gdyby nie tak niecodzienny. Oto siedzi, upchnity w
ciasny kt, metalowy potworek, trzymajc kufel
masywn, mechaniczn ap. Delikatnie i ostronie,
jakby to bya filianeczka, manewrujc naczyniem
od stou do ust. Z karku stalowej bestii wystaje
jedyny cielisty element. Jego maa w porwnaniu do reszty - gowa pokryta jest
bujnym, krtko obcitym i niemal biaym wosem.
Mczyzna nie wyglda jak stary ramol, tylko
jakby dopiero co skoczy czterdzieci lat. Z twarzy,
niczym
burak,
wyrasta
mu
bulwiasty,
zaczerwieniony nos, pod ktrym usadowi si
imponujcy i zadbany ws, teraz mokry od trunku.
Jedno
z jego srebrnych oczu widruje nowego gapia
zimnym, wyrachowanym spojrzeniem. Drugie jest
zakryte metalowym, penym ruszajcych si czci,
szklanym... czym. Zza szka metalowego czego
razi ostre czerwone wiato, skanujc niczym
renica. Czy on tym patrzy?
Esyliasz spodziewa si pooranej zmarszczkami
twarzy, a jedyne rysy, jakie tu znajduje, to stare
blizny i grymas irytacji. Po duszej chwili
kopotliwej ciszy
i wymiany spojrze, odzywa si pan okuty w
metal, brzmic, jakby nalea do rady starszych i
wanie beszta mae dziecko.
5

- No i czego si tak gapisz, may smrodzie?!


- Co? Ale ja...
- TAK, moe nie wygldam, ale JESTEM
czowiekiem. NIE, nie nale do Ligi Fore. NIE, nie
zrobi ci takiego samego pancerza. NIE, nie moesz
dotkn. NIE, nie bd naprawia myna. TAK, to
moje oko, do cholery! Jeszcze co?!
- Ale ja nietutejszy... Karczmarz powiedzia, e
z pytaniami do...
- Nietutejszy...? Zirytowany staruszek
spoglda jeszcze raz po swoim rozmwcy i wyraz
frustracji zostaje zastpiony przez szerokie otwarcie
ust
i podniesienie brwi, jakby dopiero teraz co
zrozumia. Aaaaaah! e ten zza wody! Trzeba byo
tak od razu. Irytujce, jak czowiek si nie
przedstawi, wiesz? Ja tu myl, e znowu jaki ffel
Jarla czy innej cholery, a ty po prostu ciekawy
wiata, co? Jasna dupa, widzisz. Tutejsi cigle mnie
zamczaj
niekoczcymi
si
pytaniami.
Stigaaaandr, zepsua si pia w tartaku, ty umisz
takie rzeczy. Stigaaaandr, dostajemy po dupskach od
Ansgvarrw, zrobisz nam takie blachy, jak ty nosisz?
Stigaaaandr, to co, co kupilimy od karawany Ligi,
nie dziaa. Jeste od nich, we zobacz..
Esjasz nie moe nic, tylko mia si, suchajc
tego narzekania. Oto mczyzna
w rednim wieku, z gosem sdziwego
staruszka, prbuje udawa narzekajcych mieszczan,
dajc przy tym pokaz min i gestykulacji. Staruszek
6

wydaje si tym nieporuszony i cignie swoj tyrad


jeszcze przez dusz chwil, gldzc co
o smokach, indukcji, krzywym spojrzeniu,
zoliwcu, paskudnej pogodzie, swdzcym go
poladku... Gdy widzi, e jego nowy towarzysz si
rozchmurzy, wznawia rozmow.
- No dobra, ja sobie ponarzekaem, ty si
rozweselie, chyba pora si przedstawi. Co prawda
swojego imienia nie pamitam, ale mwi mi tu
Stigandr, to chyba znaczyo po ichniemu Ten, co
duo widzia. Cakiem pasuje, bo wdruj po
wiecie
i staram si o nim co nieco dowiedzie.
Awanturnik, jak mwi w Krainach Centralnych,
albo Wypieprzaj, bo posmakujesz stali!, jeli le
trafi. A jak ciebie zw, modzieniaszku?
-Esjasz, panie Stigandr. Mimo usilnych prb,
umiech z twarzy chopaka wci nie schodzi.
Aj, tam od razu panie. Niepotrzebne mi
takie grzecznoci czy inne duperele. miao,
chopcze, mw do mnie jak rwny z rwnym. Swoj
drog, skd pochodzisz? Sporo si uganiam po tym
wiecie, ale niech mnie piorun pierdzielnie, jeli
syszaem kiedy takie imi! Gdzie w oddali
zagrzmiao. Dobra, dobra, moe gdzie syszaem,
jasna panienka si uspokoi... Albo czekaj! W sumie
ty masz pewnie wicej pyta, moe wic zacznijmy
od ciebie, to jak?

Esjasz zastanawia si nad now sytuacj. Po


chwili zbierania myli, siada naprzeciwko i powoli
zaczyna.
- W sumie... To moe opowiesz mi pokrtce o
Saorze? Nic o tych ziemiach nie wiem. Albo o tych
smokach? Wy w ogle macie tu smoki?! Mylaem,
e to tylko gupie opowieci... I czym jest ta caa
Liga Fore, o ktrej mwie? Albo powiedz, jak tu
mona zarobi. Groszem nie mierdz, a nie
przepynem takiego kawau , eby godowa... Nie!
Czekaj! Waciwie to ciekawi mnie jedno... W
drodze miaem kilka nieprzyjemnych... spotka.
Powiedz mi, eee... Stagindrze, tak? Pync tutaj, nasz
statek natrafi na marynark z moich ziem, piratw, a
nawet syreny! By sztorm czy dwa. Natknlimy si
te na gigantyczn ryb, ktr pomoglimy
upolowa... Chyba mwili na siebie wielorybnicy z
Ysn, cakiem ciekawi ludzie, podobno mieszkaj
gdzie na poudniowy... A, w sumie niewane, bo to
nic w porwnaniu z waszymi brzegami. Bo to
wanie nie daje mi spokoju. Czemu tylko na
waszych wodach spotkalimy nie jednego, a P
TUZINA bestii wielkich jak gra, zdolnych zere
statek w caoci?! Wiesz, ile musielimy kry,
eby omin te potwory?! Wypynlimy konwojem
trzech statkw, a zosta tylko jeden, I TO NIECAY.
Trudno si pywa
na okrcie bez grnego pokadu, wiesz?!
- To moe ty id po wicej piwa, a... a ja zaczn
od pocztku...
8

Na zewntrz powoli si rozpogadza. Ustaj


wstrzsy powodowane uderzeniami gromu, cichnie
deszcz dudnicy w okna i dach, coraz mniej wody
przelewa si przez prg. Wraz z mrokiem nocy
rozwietlanym przez ksiyc nastaje cisza i spokj.
Bard chwyta za sw lutni i zaczyna powoli
brzdka przy palenisku. Wikszo ludzi opucia
ju lokal. Poza dwjk nowych znajomych pozostali
tylko barman i grajek. Esjasz wraz ze Stigandrem
siedz przy stole obok trzaskajcych pomieni,
pochyleni nad kuflami i oprnionymi dzbanami
piwa. Gos opancerzonego jegomocia jest
niewyrany, za jego waciciel specyficznie
przeciga niektre sylaby.
Widzisz, kolego, ja nawet nie wiem od czego
zacz. Bo te ziemie to czysty chaos. Chaos, mwi
ci! Fakty? Faktem jest, e mona zarobi, jeli wiesz,
co ze sob zrobi... Pod warunkiem, e jaka bestia
nie wemie i nie upierdzieli ci gowy, gdy zboczysz
ze szlaku. Mina Esjasza mocno zrzeda. No, co
taka mina? Jak mylisz, dlaczego mam na sobie tyle
blachy? Bez tego ju dawno by mnie jakie
cholerstwo zejaro! W byle krzaku moe czeka
wygodniae, wynaturzone... Co, ktre czowieka
ma za dobry obiad. Na szlaku zreszt te nie lepiej!
Co dwa kroki natrafisz na chdoonych bandytw,
maruderw i inne taatajstwo tego rodzaju!
To... Alkohol zrobi swoje, Esjasz musi
chwil si skupi, eby zebra myli. To nie jest
takie ze, szczerze mwic... W moich stronach te
10

jest
sporo
bandytw.
I zwierzta potrafi nadepn na odcisk, taki
niedwied na przy... Stigandr brutalnie przerywa
mu wypowied, potnym rbniciem apska w st
wstrzsajc naczyniami. St oznajmia gonym
trzaskiem, e co pko. Z drugiego koca karczmy
kto krzyczy.
Stigandr... Czy to byo to, co myl?!
Cholera... Dolicz mi do rachunku! Ech, stary
sknera... Dodaje pod nosem, po czym zwraca si
ponownie przyciszonym gosem do Esjasza.
Chopcze! Ja tu nie mwi o chromolonych
niedwiedziach, twj puchaty leny zwierzaczek
moe si schowa! Ja tu mam na myli istoty, ktre
nie powinny by. Wynaturzone bydlaki zdolne
machniciem szponw, ogona, czy innego wyrostka
rozedrze
czowieka
na sztuki! Widziaem nieraz takie... Co. Oczy
Esjasza rozszerzaj si, z ciekawoci spogldajc na
rozmwc. Pomagaem drobnemu szlachetce w
pewnej
sprawie
i wymagao to wybrania si przez kraj z nim i jego
eskort. Przez ryzyko zbrojnego ataku musielimy
porzuci szlak i wybra si gstwin. Stigandr
spuszcza spojrzenie, jego wzrok nieobecny, na czole
pojawia mu si pot. Musielimy natrafi na jego
lee... ni std, ni zowd powietrzem wstrzsn
gboki, gardowy ryk nie z tego wiata i z cienia
rolinnoci wyonio si to co. Gigantyczne,
przypominao ksztatem psa, szczka TAKA wielka
11

rkami pokazuje co, co byo wiksze od samego


Esjasza parujca i pena kw. Ciao pokryte
ciemnym futrem i uminione niczym najwikszy
wojownik. apy ze szponami dugimi jak noe...
Zanim ktokolwiek zorientowa si, co waciwie si
dzieje, bestia skoczya i zacisna szczki na
pierwszym straniku. Nie zdy nawet krzykn,
jedno kapnicie, chrupot zbroi i rozerwao go na
dwoje. Nie podniosem jeszcze broni, kiedy szpony
wypatroszyy drugiego chopa. Gdy j miaem
w rku, trzeci mia urwan gow. Kiedy droga bya
wolna,
stworzenie
rzucio
si
na akomy ksek, jakim by ko szlachcica. To co
poruszao si za szybko, byo niczym cie! Mimo e
przeleciao tu obok mnie, mj cios uderzy
powietrze. Potem chwycio konia za kark i znikno
w gstwinie, tratujc mojego pracodawc i kolejnych
dwch ochroniarzy na mokr pak. Z grupy liczcej
sobie tuzin zostao nas szeciu. Mgby mrugn i
to przegapi. Zamykasz oczy, a gdy je otwierasz...
krew i flaki! Stigandr kieruje wzrok na Esjasza
Matka natura nie tworzy takich istot, chopcze.
Esjaszowi przez moment brakuje sw, z
kwanym wyrazem twarzy pyta:
W takim razie... Skd si bior takie
stworzenia? Bo rozumiem, e to nie byo twoje
jedyne spotkanie tego typu.
A eby wiedzia, e nie jedyne, chopcze,
eby
wiedzia.
Kiedy
polowaem
na te szkaradztwa, bo taki jeden zbiera osobliwe
12

trofea, cakiem fajny go, chyba e poz... A nie,


wrrr. Schodz z tematu, poyjesz tyle, co ja, to
bdziesz mia za duo do powiedzenia i za mao
suchaczy. Waciwie, jak o tym myl, to...
Stigandr... Esjasz patrzy na niego z
politowaniem.
Co? Nie lubi jak mi si przerywa, wiesz?
Chyba znowu to robisz.
Znowu co ro... Ach, no tak. To wracajc,
pytae o...?
Skd takie stworzenia?
A jak mylisz? Z magii, smyku, innej
odpowiedzi nie ma.
Magii? Przecie magii nie ma! Widziaem
wasze stworzonka przy brzegach, wic co do
smokw mam tylko wtpliwoci. Ta bestia z cieni
brzmi
gronie
i
nie
z tego wiata Esjasz parodiuje przy tym
wczeniejsz min i gesty Stigandra. No dobra,
rne rzeczy s na tym wiecie. Jednak moe jestem
smykiem w twoich oczach, ale naginasz to, w co
potrafi uwierzy. Magia to mit, bajeczka, ktr
nawet moja babka opowiadaa przed snem.
Metalowy podrnik wydaje si tym nieco uraony.
Unosi si tak gosem, jak i siedzeniem.
Taki mundry, may smrodzie? To co takiego
naopowiadaa ta twoja babka?
Jakie bzdury, e niby podobno dawno temu
kady jeden mg myl i si woli ksztatowa
wiat, zmienia prawa jakimi si rzdzi, ingerowa
13

w natur i takie tam. Babka mwia te co o tym, e


ludzie stali si zbyt zadufani, zbyt pyszni i dumni,
wic bogowie im to odebrali. W sensie, magi, czy
cokolwiek to byo. Wiesz jednak co? Teraz to
Stigandr
obrzuca
rozgadanego
modzieca
ciekawskim
spojrzeniem
i
siada
z gonym protestem awki.
No co takiego?
Patrzc na to, co si dziao w moich stronach i
syszc to, co si dzieje tutaj... Bo wspominae co o
wszdobylskich bandytach i maruderach. Takie
grupy gwnie bior si z wojny, ewentualnie braku
prawa, prawda? To teraz, co by byo, gdyby kady
taki rzezimieszek mg miesza z podstawowymi
prawami? To wszystko momentalnie poszoby w
drobiazgi. I nie nazywaj mnie smrodem! Stigandr
zakada rce, obserwuje przez moment swojego
towarzysza do kufla z mieszank aprobaty
i penej samozadowolenia arogancji.
A jednak nie taki gupi jak go maluj...
Bardziej w sedno nie moge trafi, chopcze. Bo
widzisz, to ju wzio i pierdzielno dawno temu.
To nie jacy tam bogowie odebrali ludziom moc.
My sami j sobie zabralimy. Wiele lat temu
wydarzyo si co, co wstrzsno w posadach
Imperium Saory. Ta cywilizacja, ktra wszystko
opieraa na zdolnoci manipulacji pierwotnej siy
stworzenia,
stracia
t umiejtno. Ot tak, z dnia nadzie. Wczoraj
pstryk i masz ognisko, dzisiaj nie wycigniesz nawet
14

iskierki. Do dzi szukam w ruinach odpowiedzi na


pytanie, co si waciwie stao, jakiego wielkiego
kataklizmu do dzi sysz echo na tych ziemiach.
Esjasz marszczy brwi, chwyta si doni za
czoo i spuszcza wzrok, jakby czego szuka w
mylach.
Zaraz, zaraz... Jakie Imperium?
Imperium Saory. No wiesz, te ruiny, o ktre
potykasz
si
co
kilka
staj.
O spadek i prawo do tych zakurzonych kamulcw
morduj
si
na
co
dzie
w Krainach Centralnych. Jedno krlestwo nawet
niele sobie radzi. To bya Warenia? Warania? Z
ich krlem mamy umow odnonie...
Stigandr. Po pierwsze, znowu schodzisz z
tematu. Po drugie, nigdy nie syszaem o
jakimkolwiek imperium...
Stigandr wyglda jak dotknitego paraliem,
podczas
gdy
Esjasz
wyczekujco
na niego patrzy. W kocu, po dugim milczeniu i
mierzeniu si wzrokiem odzywa si niepewnie;
Jaja sobie ze mnie robisz, prawda?
Zwyczajnie kpisz ze staruszka, co?
Odpowiada mu tylko krcenie gow. W
Stigandrze co wanie pko.
Jak mona nie wiedzie ani nigdy nawet nie
sysze o starym Imperium?! To co rozcigao si
na cay znany wiat! Z jakiego zadupia by nie by,
powiniene choby i plotki zna, mity, legendy,
banie, COKOLWIEK! Teraz w lot posza lina,
15

ktra obficie lduje na Esjaszu. To tak jakby


pszczoa nie wiedziaa po jak sromot zbiera mid!
Wszyscy o tym... Dobra, w diabli z tym, wiesz co?
Mam do. Jeli ty nie wiesz takich podstawowych
rzeczy, to nie ma sensu dalej strzpi jzyka.
Stigandr wstaje rwnie nagle, co gwatownie.
Esjasz jest wstrznity tym nagym wybuchem, jak
i faktem, e dopiero teraz widzi, jak przytaczajca
jest rnica midzy nim a rozmwc. Wyprostowany
starzec wyglda jak kolos z kamienn twarz...
Kolos, ktry wanie gromkim krokiem wychodzi z
karczmy, na odchodnym tylko rzucajc brzczcy
mieszek w kierunku lady. Esjasz potrzebuje kilku
wdechw, eby poj, co tak waciwie zaszo.
Chyba staruszek powanie si obrazi, cho
Esjaszowi nie do koca wiadomo, o co. Nie ma
zbytniego sensu za nim goni. Mimo wszystko, co
nieco si dowiedzia, najlepsze, co teraz mona
zrobi, to dopi piwo i si przespa.
Kiedy kufel jest ju pusty, modzieniaszek
rusza lekko chwiejnym krokiem do karczmarza i
prosi o pokj. Ragin prowadzi go po schodach, na
szczycie ktrych czeka korytarz z kilkoma drzwiami.
Po otwarciu drugich drzwi po lewej, oczom Esjasza
ukazuje si najpikniejsze, co widzia od duszego
czasu. Oto mae pomieszczenie pene skr i futer na
cianach. Na komdce w lewym rogu stoi miska z
czyst wod, przy tylnej cianie waciciel przybytku
ju rozpala ogie w maym piecyku,
a na prawo od niego zaprasza ciepe, wyoone grub
16

warstw somy ko. Bez zdejmowania ubra,


zmczony podrnik podchodzi i opada na nie
niczym w transie. Posanie przytula go ciepo,
niczym stskniona matka swe dzieci. Sen
przychodzi momentalnie. Tygodnie podry,
nieustannego stresu i alkoholowe upojenie od razu
prowadz go do krainy wyobrani...
***
Kwany smrd... Jakby... Jakby kto
rozgotowa kiszon kapust. W duym kuble,
penym brudnych szmat... Jakie dwiki... Moe
sowa...? Imi... Esjasz... Kto go woa?
Panie Esjaszu! Pobudka, panie Esjaszu, prosz
wstawa! Jego powieki powoli si rozchylaj.
Jaki obraz bez wyrazu, zdecydowanie zbyt jasny dla
oczu dopiero wycignitych ze snu. Mrugnicia
powiekami powoli usuwaj poranne zamglenie.
Karczmarz.
Karczmarz stoi nad nim, kaleczc mu uszy
krzykiem,
pochodni
wicc
po oczach,
jednoczenie otulajc jego nos wyziewami z ust. Czy
on nie wie, co to mycie gby?
Oooosssochoziii...? Esjasz zdecydowanie
bardziej woli si jeszcze zdrzemn, ni znosi ten
szturm na wszystkie zmysy.
Panie Esjaszu, musi pan wsta, jest pewien
problem z paskim rachunkiem.
17

Uczucie serca, ktre wanie podskoczyo do


garda, wybudza go z letargu. Jak poparzony staje do
pionu, ze dbami siana w ubraniu i wosach.
Zaraz, zaraz! Przecie za piwo zapaciem, a
mam jeszcze pienidze na nocleg.
Chodzi o Stigandra, musi pan zej i to
wyjani.
Ale o co chodzi? Czekaj... Nie zapaci za
siebie i zwali na mnie?
Karczmarz nabiera poirytowanego grymasu i
krci gow.
Chopcze, po prostu zejd na d, to si
dowiesz.
Ragin przewraca oczami z umiechem i
wychodzi na korytarz. Z dwikw mona
wywnioskowa, e budzi jeszcze kilku innych
bywalcw. C zrobi, dobrze byoby to wyjani.
Esjasz na szybko myje tylko twarz, poprawia nieco
ubrania i rusza na d.
To, co tam widzi, zbija go nieco z tropu. Oto
stoi Stigandr w swoim penym pancerzu, gdzie kad
wklso i dziur w blachach wypenia wszelakie
ustrojstwo. Niektre elementy wiec, inne brzcz,
kolejne terkocz, reszta albo si nie rusza, albo
wyglda jak pojemnik. Staruszek w lewej rce
trzyma gigantyczny pakunek, w ktrym mona by
schowa dwoje, moe nawet troje rosych mczyzn.
Jego spojrzenie skanuje piocha. Esjasz jest solidnie
zaskoczony. Czy on przypadkiem nie mia go do?
18

To wszystko, co ze sob masz, gaganie


jeden?
Stigandr? Mwie chyba, e nie chcesz na
mnie traci czasu?
Mwiem, e nie mam zamiaru ci gldzi nad
uchem
o
historii,
bo
szkoda
zachodu.
Zdecydowaem, e lepiej bdzie jak ci j poka.
Spod wsa podrnika szczerz si zby w
szerokim umiechu. Esjasz nie do koca pojmuje, co
si wanie dzieje... to chyba jeszcze sen, prawda?
Powiem ci, niecnoto, e chyba mi odbio i ci
polubiem, albo po prostu nie mam do kogo gby
otwiera i korzystam z okazji, kt to wie...
JEDNAKE. Nie pozwol, eby taki ignorant azi
mi po okolicy, bo jeszcze zrobi z ciebie porzdnego
obywatela tego... miasta. Bez urazy, panowie.
Zwraca si tutaj do kilku mieszkacw popijajcych
przy stoach. Pomruki od nich brzmi jednak na
uraone. Nie zwaajc na nie, obraca si z powrotem
do Esjasza. Wic zabieram ci na szlak, eby co
zyska midzy uszami. Umiesz czyta i pisa?
T-t-tak.
To ju co! Przejrzyj sobie i podpisz na dole
oznajmi,
walc
otwart
ap
w blat, zostawiajc na niej pergamin i dokadajc po
chwili piro z... metalu?
Tre pergaminu mwi o wsppracy,
wzajemnym szacunku - tutaj Esjasz si umiechn
dzieleniu zyskw p na p, wstpnym ufundowaniu
ekwipunku
19

i pniejszej spacie rzeczonego z wyej


wspomnianych zyskw, co o nauce historii,
pokazaniu Saory, poznaniu waniejszych osb...
zaraz, zaraz...
Czekaj, co to za ekwipunek, o ktrym tu
mowa?
Nie obra si, szczochu jeden, ale wygldasz
jak siedem nieszcz, wic kupiem ci kilka
podstawowych rzeczy. Na przykad ubrania,
narzdzia, namiot, racje... Lubisz ryby, prawda? Jeli
nie, to lepiej jak polubisz, bo nic innego tu nie maj.
Jest te kolczuga, bez ktrej nawet za bram bym ci
nie da wyj, no i bro. Nie wiem, czy umiesz
posugiwa si mieczem, ale bdziesz musia si
nauczy. Jakie pytania?
Esjasz nawet nie wie, co powiedzie. To tak,
jakby spada mu gwiazdka z nieba, jakby sami
bogowie...
Nie? No to ruszamy!
Jednym ruchem Stigandr chwyta modzieca w
pasie, zarzuca na plecy i rusza do wyjcia, nawet na
moment nie przestajc gada.
Przebierzesz si przy pierwszym postoju
wieczorem.
Esjasz protestuje tylko z przekory na
niecodzienn sytuacj. W rkach kurczowo ciska
pergamin i dziwne piro.
Stigandr, czekaj! Nic nie zjadem, poza tym
nie dae mi kaamarza!
20

Jego nowemu towarzyszowi raczej to nie


przeszkadza,
gdy
wyciga
go
na
na wp zalan ulic ani na chwil nie zwalniajc,
mimo mlaskajcego pod stopami bota. Cignie dalej
swoj tyrad.
Troch mi si spieszy, krl jak-mu-tam z
Warenii potrzebowa czego ode mnie. Cho nie
pamitam, jak go zwali, to mam nieprzyjemne
wraenie, e nie lubi czeka. A moe to jego
ochroniarz nie lubi, jak krl czeka? Tak swoj
drog, cakiem fajny go, jak ju z nim wypijesz,
cho swoje obowizki traktuje miertelnie powanie.
Jest jeszcze kwestia dupkw z dworu i caej masy...
Esjasz tylko wzdycha. Wyglda na to, e czeka
go ciekawa przyszo.

21

Bonus

Hartowana Stal

22

Rwniny...
Trawiaste rwniny jak okiem sign. Gdzie w
oddali na poudniu majaczy masyw gr o
pomaraczowych od zachodzcego powoli soca
szczytach. Tu i tam, przycupnite na granicy odlegych
lasw farmy kopc dymem dajc znak, e jeszcze kto w
nich yje. elazny konwj toczy si resztkami starej,
imperialnej drogi z kamienia, dudnic i wypuszczajc z
siebie kby pary wodnej. Trzy kolosalne Krowniki
Ldowe, napdzane myl wynalazcz Ligi Fore wracaj
wanie z Krain Centralnych, wypenione po brzegi
elazem i innymi surowcami ktrych mechaniczne
miasta potrzebuj do swej nieustajcej pracy. Dugie na
trzydzieci, wysokie na dwanacie i szerokie na osiem
metrw kolosy ze spawanych pyt i miedzianych rur,
pracujcych z sykiem tokw i zachodzcych na siebie
oskoczcych k zbatych. Cztery pokady z
wychodzcymi na zewntrz rusztowaniami. Na przodzie,
oszklona i otoczona kratownic, kabina pilotw pena
dwigni, skaczcych wskanikw i dwiczcych
wiateek. Dach zwieczony licznymi kominami
odprowadzajcymi par, dziaami przeciwlotniczymi
oraz masztem obserwacyjnym. Caa ta masa metalu
porusza si mozolnie na dziesiciu zgrzytajcych
okuciami koach ze stali. Wszystko to pene jest ludzi
trudzcych si, by Krownik bez par naprzd w
jednakowym, powolnym lecz nieprzerwanym tempie.
Stranicy, mechanicy, czonkowie Pancernego Legionu,
kady z nich dba o konwj na swj sposb.
Kapitan Wochodnik, czonek Legionu i obecny
gwnodowodzcy stoi na jednym z wyszych pokadw
najokazalszego z pojazdw. Kudata i zadbana broda
23

nadaje powagi jego sdziwej prezencji. Caa twarz


stanowi wiadectwo lat suby- kada zmarszczka nabyta
przez lata przejmowania si podkomendnymi, krzywy
nos - pozostao po licznych zamaniach, poprzeczna
blizna idca na wysokoci nosa, zdobyta przez wasn
brawur. Jego drobna postura skryta jest w masywnych
blachach pancerza wspomaganego. Bystre, mimo
widzianych lat, oczy czujnie wypatruj jakiegokolwiek
zagroenia. To jego ostatnia podr, ostatnie zadanie
przed emerytur i choby pieko miao si otworzy nic
mu nie przeszkodzi przed jego ukoczeniem. Cho jak
dotd wygldao na to, e dzie skoczy si spokojnie,
zoliwo losu zaczyna o sobie przypomina. Z
wbudowanego w systemy pancerza odbiornika dochodzi
jego uszu pilne wezwanie od obserwatora na maszcie.
- Kapitanie! Od strony soca pojawiy si cztery
skrzydlate obiekty, pod nimi inny obiekt, poduny i
sporych rozmiarw. Prawdopodobnie poudniowcy.
- Szacowany czas dotarcia?
- Yhm... - W tle sycha brzk przyrzdw
optycznych. -Jakie cztery minuty.
- Cholera jasna! - Kilka szybkich krokw pozwala
Wochodnikowi
schwyci
stacjonarny
nadajnik
zamontowany na blacie w kabinie pilota. Ustawiwszy
odpowiedni czstotliwo, dowdca wydaje z siebie
strumie rzucanych pospiesznie, acz pewnie rozkazw;
- Kapitan Wochodnik do wszystkich jednostek,
ogaszam alarm, wszyscy Stranicy do zbrojowni i na
stanowiska bojowe! Obsadzi dziaa przeciwlotnicze i
zabezpieczy wejcia! Wszyscy spoza si zbrojnych, do
adowni! Wycign Krzywe Spojrzenie i skierowa na
nadchodzcy od zachodu obiekt! Legionici, uformowa
24

si po zachodniej stronie konwoju! Ruchy panowie,


mamy do zarbania kilku brodaczy! - Gdy kapitan
odkada nadajnik widzi jak cay pochd powoli zwalnia,
za wszystkie pokady wr od aktywnoci Stranikw
zajmujcych stanowiska ogniowe i ustawiajcych sprzt,
dudni i skrzypi od cikich krokw zakutych w parowe
pancerze legionistw. W oddali zaczyna ju wyranie
rysowa si kontur powietrznego drakaru penego
uzbrojonych po zby wojownikw penych dzy krwi i
chci rabunku. Podobno przed bitw, w ktrej wojownik
ma zgin, widzi w nie jak do tego dojdzie, za wtedy
jedynym jego obowizkiem wobec swego boga jest
sprawi by ta mier bya pena chway. - Przypomnia
sobie kapitan. - Czy to prawda? Kt to wie, ale Ci ludzie
s nieustraszeni bo sami szukaj mierci gdy ta ma
nadej - ale jest to tylko jeden z powodw dla ktrych s
tak niebezpiecznymi przeciwnikami. Podniebna barka
cignita przez cztery, gigantycznych rozmiarw
uskrzydlone gady zaczyna opada ku ziemi nie dalej jak
czterysta metrw od konwoju. Okryte futrami postacie
ujedajce smoki odcinaj liny czce ich wierzchowce
z odziami, by pozostawi swoich pieszych towarzyszy i
sia zniszczenie z powietrza.
- MISJA OGNIOWA OD JEDEN DO SZE ZP,
OGIE ZAPOROWY DZIESI, SZEDZIESIT
CZTERY! - Krzyk w suchawce wyrwa Wochodnika z
obserwacji. Z niszych pokadw dobiega go teraz ryk
broni przeciwlotniczej. Wok skrzydlatych bestii mi si
od chmary wybuchw bomb szrapnelowych, jakie
wypluwaj z siebie dziaa, hukiem skaczcego cinienia
oznajmiajc nadchodzcy grad stali. Pki co wrogowie
nie mog si zbliy bez ryzyka rozszarpania, ale
25

amunicja kiedy si koczy, a dziaa si przegrzewaj.


Podczas gdy smoki lawiruj pomidzy ogniem i metalem
z drakaru wylewa si horda wojw odzianych w kolczugi
i uzbrojonych w tarcze, miecze i topory. Skaczc z
pokadu od razu formuj cian tarcz, ktra uchroni ich
przed nieuniknionym ostrzaem. Ponad piset ludzi
gotowych na wszystko by ograbi konwj do cna. Mur z
ludzkich cia, drewna i metalu rozciga si na dwiecie
metrw i rusza w kierunku garstki metalowych postaci
stojcych w linii midzy nimi a upem. Dowdca bez
chwili zwtpienia przeskakuje z atwoci metalow
barierk tarasu, na ktrym sta i przy akompaniamencie
wistu amortyzatorw hydraulicznych i ogromnej
chmury pyu lduje pardziesit metrw niej, o krok od
swoich podkomendnych.
- Tutaj Kapitan Wochodnik! Uformowalimy szyk i
ruszamy na przeciwnika! Operatorzy! Zapewni wsparcie
ogniowe gdy tylko bd w zasigu! Reszta stranikw!
Utrzyma pozycj, odstrzeli dupsko kademu kto nas
ominie i bdzie chcia wej na pokad. Zrozumiano?!
Czy Rusznica rozstawiona?
- Tak jest panie kapitanie, czekamy na pask
komend.
- Beczka piwa jak odstrzelicie ich przywdc.
OGNIA BEZ ROZKAZU! -Okrutny pisk, grom niczym
walca si gra i olepiajcy bysk daje zna, e
dokonano strzau z Krzywego Spojrzenia Fore.
Trzymetrowa rusznica wystrzelia rozgrzany do biaoci
pocisk, ktry teraz, przy akompaniamencie gonego
wistu pdzi w kierunku agresorw i robi dziur w ich
formacji. Ta bro za nic ma sobie tarcze i zbroje.

26

- LEGIONICI! Rozgrza
wrogowie sami si nie zabij!

bro

naprzd,

Z chrzstem nachodzcych na siebie elementw


pancerza i sykiem mechanizmw, pitnastu pancernych z
Kapitanem na czele rusza, by zatrzyma fal
barbarzycw. Kady z nich w skafandrze z
wielowarstwowej blachy, wspieranej egzo-szkieletem i
poruszanej pneumatyk. Zamknita w hemie gowa jest
widoczna tylko poprzez niewielkie wizjery. Na plecach
umiejscowione maj osobiste generatory produkujce
moc potrzebn do zasilania zarwno pancerza jak i
uzbrojenia. A w tym zakresie Pancerny Legion ma si
czym chwali. Kady z nich na rozkaz Kapitana
aktywuje ostrza indukcyjne. Po kilku sekundach
trzymana przez nich bro zaczyna jarzy si sabym
wiatem. Caa linia otacza si coraz silniejsz powiat
rozgrzewajcej si stali. Midzy nimi a formacj
najedcw jest ju tylko szedziesit metrw,
wikingowie rozbijaj szyk i z bojowym okrzykiem
ruszaj do szary.
- Odstp pi metrw, dugie pene cicia, macie
ich kosi jak zboe! Nie dajcie im przej! DO
ATAKU!!! - Na te sowa pancerni ruszaj by zgnie
wikingw swym impetem i ciarem. W odpowiedzi leci
chmara toporw, z brzkiem odbija si od grubych
pancerzy, gdzieniegdzie tylko pozostajc we wnkach.
Kapitan i jego podwadni zderzaj si z hord wysyajc
ludzi w powietrze, tamci rbi, uderzaj, prbuj
zepchn obrocw i przedrze si do konwoju.
W odpowiedzi legionici tn, szerokimi zamachami
wielkich broni dzielc ciaa na kawaki, tarcze ktre
27

blokuj ciosy s natychmiast podpalane przez okrutnie


wysok temperatur ostrzy. Jednak mimo zadanych w
pierwszych chwilach strat grabiecy si nie cofaj, wrcz
przeciwnie, nacieraj coraz mocniej wyginajc lini
szeregu i izolujc onierzy Ligi. Kilka mniejszych grup
odcza si od walki i omija j by zaatakowa pojazdy na
drodze. Jeszcze inne prbuj zaj zmechanizowanych
wojownikw od tyu.
- Do operatorw cikich broni! Kilka grup
wikingw prbuje na...! - Kapitanowi przerywa silne
rbnicie tarcz dwu-metrowego woja ktre odpycha
Wochodnika i wytrca z rwnowagi. Woj stara si
przytrzyma kapitana w miejscu by inni znaleli luki w
jego pancerzu.
- Ty cholero! -Nage szarpnicie, uderzenie gowic
w hem po czym cicie na odlew, dzieli ciaa napastnika i
dwch pobliskich wrogw na dwie czci.
- Nikt mi nie przerywa, psie! Operatorzy! Kilka
grup si odczyo i prbuje nas otoczy. Uyjcie bomb
fosforowych na nasze tyy!
- Zrozumiano Kapitanie -Kolejnych kilku rusza na
niego. Blokada ramieniem, dgnicie najdalszego i
szybki wymach z wci wijcym si wojownikiem na
ostrzu, umierca kilku kolejnych i wyrzuca ciao w
szeregi wroga. Dowdca rozglda si na tyle szybko, na
ile pozwalaj mu ograniczone przez skorup ruchy i
przerwa jak sobie wyrba. Sytuacja nie wyglda
dobrze, mimo e wrogie siy zmniejszyy si o jedn
pita a kanonada bomb fosforowych wypala wicej to
wci jest ich za duo. Grabiecy przechodz przez ich
lini jak piasek midzy palcami, otaczajc samotnych
pancernych. Spord czterdziestki jego ludzi, kilku nie
28

wida, a wielu szarpie si pod mas cia, tnc i uderzajc


na lepo.
- Lewa flanka si wali, musimy si wycofa!
- Zacie ze mnie do kroset!
- Jest ich za duo, nie damy rady! -Wiadomoci
napywaj od caej grupy, kada kolejna coraz bardziej
rozpaczliwa, trzeba co zrobi bo inaczej ich rozszarpi.
- Do wszystkich, tu Kapitan Wochodnik! Przebi
si do najbliszego towarzysza, poczy siy, powtrzy!
O ile kapitan ma jeszcze nieco miejsca na ruch to
wikszo jego ludzi jest otoczona i musi wirowa w
tacu mierci. Wymachuj dookoa ostrzami by trzyma
wroga na dystans, albo aktywnie prbuj zrzuci
natrtw rbicych na olep z pancerzy. Niedaleko
powalili na ziemi legionist Ormiska. Gupi i zbyt
pewny siebie, dlatego pewnie da si tak otoczy. Przemkno przez myl dowdcy. - Kierowany potrafi
jednak wietnie walczy. Dobry na pocztek. Wochodnik
robi kolejne szerokie cicie, jeden najedca rozdarty na
strzpy, drugi si uchyli, trzeci blokuje cios tarcz. Jej
strzaskane i podpalone kawaki lec na wszystkie strony
haratajc innych wikingw. Ten ktry unikn prbuje
teraz zaatakowa z dou, odpowiada mu solidny kopniak
ktry wysya go par metrw dalej przewalajc innych.
To jest szansa. Metalowy, masywny weteran rzuca si z
rykiem do biegu w kierunku legionisty siekc,
rozpychajc si naramiennikami i naokietnikami zbroi.
Ormisk ley przygwodony do ziemi przez kilku ludzi,
mieczem i toporem prbuj mu otworzy blachy. Inni
trzymaj onierza albo biegn zatrzyma kapitana. Jak
jednak zatrzyma rozpdzone trzysta kilo metalu i
gniewu? Dopadajc grupy kapitan rzuca si na nich i
29

sam si rozpdu jaki nabra uwalnia towarzysza broni


trzaskajc przy tym kilka bw.
-Na co czekasz?! Wstawaj musimy poczy si z
reszt! - Cicie Wochodnika, zablokowane tarcz, le w
niebo nastpnego wikinga.
-Mio pana widzie, to kiedy witujemy
zwycistwo? - Nawet pomimo hemu na gowie da si
czu e Ormisk szczerzy si jak gupi.
-Nie jestem dzisiaj taki pewien zwycistwa,
chopcze. Ten wyczyn pozbawi mj pancerz wikszoci
energii -Kolejny zamach dookoa daje nieco przestrzeni i
kapitan pomaga wsta modziakowi.
-My nie damy rady?
-Nie gadaj tak tylko ich tnij! Musimy wszystkich
zebra i jako wycofa si do konwoju. -Ustawieni
plecami do siebie, dwaj legionici odpieraj cios za
ciosem, nie pozostajc dunymi. Reszta ludzi pod
komend Wochodnika rwnie zbiera si w dwu-, trzyosobowe grupki i kada z nich uparcie prze w kierunku
innych towarzyszy. Umys kapitana jednak spostrzega
teraz dwie rzeczy. Jedna - cho cia zbytnio nie przybyo,
to wrogw jest duo mniej. Druga - zamiast kanonady
dzia przeciwlotniczych, sycha obecnie tylko
pojedyncze
ich
wystrzay
i
wizg
wyrzutni
pneumatycznych. Jest niedobrze. Nawet le. Bardzo le.
Spojrzenie w kierunku niedalekiego konwoju wystarczy,
by zrozumie sytuacj; wrgowie przechodz do
oblenia. Agresorzy wspinaj si po rurach, drabinach,
w ich tarczach i ciaach tkwi powbijane harpuny
posyane przez Stranikw. Na pierwszych poziomach
bj jest najbardziej zacity, tam dochodzi do bliskiego
kontaktu. Cho Stranicy Oppido s przeszkoleni do
30

walki wrcz to nie posiadaj pancerzy i bezporednie


starcie z zaprawionymi wojownikami jest dla nich
wyrokiem mierci. Kolejne poziomy rusztowa trzymaj
si lepiej, jednak i to nie potrwa dugo. Do natarcia
przechodz te dwa ze smokw. Ziej piekielnym ogniem
i szarpi pazurami, prbujc uciszy wci strzelajce
dziaa podczas gdy pozostali jedcy odwracaj uwag.
-Ogie, szpony, topory, gady... e Oni tam nie
popuszczaj w portki trzymajc te pozycje, co Kapitanie?
-Zamaszysty cios wymierzony przez legionist
dekapituje czowieka w rogatym hemie.
-Zachowaj te barwne uwagi dla siebie, Ci ludzie
oddaj ycie za innych do cikiej cholery! -Prosta finta i
tarcza wojownika kieruje si nie tam gdzie trzeba, a
ostrze przechodzi przez jego biodro i nog.
-Zauwaam tylko e musz mie nieze jaja, my
przynajmniej taszczymy fortece ze sob. Oni tam bawi
si w paszczykach, hemach i tych szkieletach. Ach, no i
te wyrzutnie na wykaaczki. Pchnicie wsparte mas
pancerza, nadziewa ostatniego najedc w pobliu.
Ostatniego? Teraz wikingowie albo le trupem na polu
albo nacieraj na czciowo spowite ogniem krowniki.
Z pitnastu ludzi, ktrych kapitan poprowadzi do
natarcia, tylko omiu stoi na nogach. Dowdca zwraca
si do podwadnego, jednoczenie nadajc sygna
nawoujcy do przegrupowania na jego pozycji.
-Ormisk, strzelae kiedy z rusznicy?
-Kapitanie... Wiesz e Fore nigdy nie daby mi tej
zabawki.
-Wic poprowadzisz ludzi do kontrnatarcia na
najbliszy Krownik. Usuwasz wszelkie zagroenie z

31

parteru i pierwszego poziomu a potem idziesz do


nastpnego krownika, czy to jasne?
-Nie wspiera naszych maluczkich kompanw?
-Musz radzi sobie sami, pki co utrzymuj ich na
dole. Miejmy nadziej e tak zostanie.
-A ty?
-Id znowu bohaterzy... -Dodaje bardziej do siebie
kapitan, po czym kieruje swe kroki w stron z ktrej
pochodzi ostatni strza Krzywego spojrzenia.
***
Cig dalszy nastpi.

32

Autor
Kamil Michalak
Korekta
Iza Podgrudna
Maciej Rogalewicz
Podzikowania
Jackowi bez ktrego Saora nie poznaaby
silnika parowego.
Makowi dziki ktremu zostao to w kocu
spisane.
Izie ktra znosia chaos mojego stylu pisania.
Wszystkim tym ktrzy dali mi motywacj i
inspiracj.

33

Related Interests