You are on page 1of 505

TRUDI

CANAVAN
GOS BOGW
ERA PICIORGA TOM III

Przeoy Piotr W. Cholewa

WYDAWNICTWO GALERIA KSIKI KRAKW 2010

Tytu oryginau: Voice of the Gods. Age of the Five: Book Three

Copyright 2006 by Trudi Canavan. All rights reserved


Copyright for the Polish translation by Piotr W. Cholewa, 2010
Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Galeria Ksiki, 2010

Autor ilustracji
Steve Stone

Przygotowanie do druku okadki


Elbieta Toto / d2d.pl

Opracowanie redakcyjne i DTP


Pracownia Edytorska Od A do Z / oda-doz.com.pl

Wydanie I
ISBN: 978-83-928837-8-4

Wydawca: Wydawnictwo Galeria Ksiki


www.galeriaksiazki.pl
biuro@galeriaksiazki.pl

Mojemu Tacie Winkowi Daunceyowi,


ktry kocha tworzy rzeczy

PODZIKOWANIA
Wielkie dziki dla:
Dwch Paulw i Fran Bryson, ktrzy przeczytali najpierwszy z pierwszych szkicw.
Take dla Jennifer Fallon, Russella Kirkpatricka, Glendy Larke, Fiony McLennan, Kaaren
Sutcliffe i Tessy Kum za cenne uwagi. Dla wszystkich czytelnikw, a zwaszcza moich
przyjaci z Voyager Online. I wreszcie dla Stephanie Smith i zespou Voyagera.

Spis treci:
PODZIKOWANIA........................................................................................................4
PROLOG......................................................................................................................... 9
CZ PIERWSZA......................................................................................................20
1................................................................................................................................. 21
2................................................................................................................................. 30
3................................................................................................................................. 38
4................................................................................................................................. 52
5................................................................................................................................. 61
6................................................................................................................................. 68
7................................................................................................................................. 81
8................................................................................................................................. 92
9............................................................................................................................... 102
10............................................................................................................................. 109
11............................................................................................................................. 117
12............................................................................................................................. 124
13............................................................................................................................. 138
14............................................................................................................................. 150
15............................................................................................................................. 157
CZ DRUGA..........................................................................................................164
16............................................................................................................................. 165
17............................................................................................................................. 175
18............................................................................................................................. 185
19............................................................................................................................. 192
20............................................................................................................................. 201
21............................................................................................................................. 216
22............................................................................................................................. 225
23............................................................................................................................. 233
24............................................................................................................................. 243
25............................................................................................................................. 253

26............................................................................................................................. 261
27............................................................................................................................. 269
28............................................................................................................................. 280
29............................................................................................................................. 289
30............................................................................................................................. 306
31............................................................................................................................. 317
32............................................................................................................................. 326
33............................................................................................................................. 333
34............................................................................................................................. 342
35............................................................................................................................. 350
36............................................................................................................................. 358
CZ TRZECIA.......................................................................................................364
37............................................................................................................................. 365
38............................................................................................................................. 374
39............................................................................................................................. 382
40............................................................................................................................. 389
41............................................................................................................................. 395
42............................................................................................................................. 406
43............................................................................................................................. 415
44............................................................................................................................. 423
45............................................................................................................................. 430
46............................................................................................................................. 440
47............................................................................................................................. 449
48............................................................................................................................. 460
49............................................................................................................................. 472
50............................................................................................................................. 480
51............................................................................................................................. 486
EPILOG....................................................................................................................... 498
SOWNICZEK........................................................................................................... 501

PROLOG
Mczyzna, ktry wtoczy si przez drzwi szpitala, by cay zalany krwi. Spywaa mu po
twarzy i ubraniu, sczya si spomidzy przycinitych do czoa palcw. Kiedy zobaczyli go
ludzie w sali przyj, wszyscy umilkli, ale po chwili gwar i zamieszanie powrciy. Przecie
kto si nim zajmie.
Wyglda na to, e ten kto to ja, pomylaa kapanka Ellareen, gdy spojrzaa na innych
pracujcych. Wszyscy kapani i uzdrowiciele byli zajci, cho tkacz Fareeh zacz szybciej
bandaowa rami pacjenta.
Kiedy nowo przybyy zobaczy, e Ellareen nadchodzi, wydawao si, e poczu ulg.
- Witaj w szpitalu - powiedziaa. - Jak si nazywasz?
- Mai Toolmaker.
- Co ci si stao?
- Napadli na mnie.
- Pozwl, e to obejrz.
Niechtnie pozwoli jej, by odsuna mu do z czoa. Z rozcicia sigajcego do koci
polao si wicej krwi. Znw przycisna mu do do rany.
- Trzeba to zszy.
Zerkn na najbliszego tkacza snw.
- Ty to zrobisz?
Stumia westchnienie i skina na niego.
- Tak. Chod ze mn.
Nie byo rzecz niesychan, by pacjent w szpitalu da cyrkliaskiego uzdrowiciela,
ale byo to nietypowe. Wikszo po przyjciu skonna bya przyj kad pomoc. Ci, ktrzy
nie lubili tkaczy lub im nie ufali, chodzili gdzie indziej.

Tkacze snw chtnie pracowali z cyrkliaskimi kapanami i odwrotnie. Wiedzieli, e


lecz wielu ludzi, ktrzy wczeniej nie mogli liczy na adn pomoc. Ale stulecie przesdw
wobec tkaczy nie dao si wymaza w cigu kilku miesicy. Ella zreszt tego nie oczekiwaa.
Ani nawet nie chciaa. Tkacze snw nie oddawali czci bogom, a zatem ich dusze umieray
wraz z ciaami. ywia wielki szacunek dla nich jako uzdrowicieli - nikt, kto pracowa u ich
boku, nie mgby powiedzie, e nie imponuje mu ich wiedza i talent. Jednak ich peen
nieufnoci i lekcewacy stosunek do bogw czsto j irytowa.
Ale nie akceptuj te lepej nietolerancji. Skonno niektrych ludzi, by wobec tych,
ktrzy si rni, odczuwa lk i niech, a do granic irracjonalnej nienawici, niepokoia j
bardziej ni typowa przemoc i zwyka ndza, ktre sprowadzay do szpitala wikszo
pacjentw. Ostatnio pracujcych tutaj zacza nka nowa grupa, zwca siebie prawdziwymi
cyrklianami. Ich arogancka wiara, e ich cze dla bogw jest wicej warta ni jej, irytowaa
j nawet bardziej ni obojtno tkaczy. Jedyna kwestia, w ktrej si z nimi zgadzaa, to
stosunek do pentadrian. Jednak w przeciwiestwie do tych ostatnich tkacze snw nigdy nie
twierdzili, e wyznaj bogw, ktrzy nie istniej. Nie wykorzystywali takiej bajki, by
mieszkacw caego kontynentu przekona, e cyrklianie s poganami i zasuguj na
wymordowanie.
Przynajmniej ten czowiek nie jest zbyt dumny, aby szuka naszej pomocy, mylaa,
prowadzc go korytarzem do wolnego pokoju. Wskazaa mu aw, podesza z mis do koryta,
przez ktre cay czas przepywaa woda, i ogrzaa j magicznie. Wzia z kosza ciereczk,
nalaa na ni kilka kropli oczyszczajcego olejku i przemya mczynie twarz. A potem
zacza zszywa rozcicie.
Mody kapan Naen stan w drzwiach, kiedy ju niemal koczya.
- Twoja matka przybya, kapanko Ello.
Zmarszczya brwi.
- Powiedz, e zobacz si z ni, gdy tylko skocz z tym pacjentem.
Yranno, spraw, by czekaa cierpliwie, a bd gotowa, i eby nie dostaa ataku tego
swojego zego humoru.
:Naen dopilnuje, eby ci nie przeszkadzaa, Ellareen, zapewni j jaki gos.
Ella wyprostowaa si i rozejrzaa. Nie zobaczya nawet ladu kobiety, ktra si przed
chwil odezwaa. Czybym syszaa gosy, jak ten zwariowany staruszek, ktry cay czas tu
przychodzi?
:Nie, nie jeste szalona. Jeste zdrowa na umyle jak wikszo miertelnikw. Nawet
bardziej. Nawet jeli cay czas ze mn rozmawiasz.

:Rozmawiam... Z tob... Yranno?


:Zgadza si.
:To niemoliwe.
:Dlaczego?
:No... Jeste bogiem. Bogini. Dlaczego miaaby ze mn rozmawia?
:Mam dla ciebie zadanie.
Dreszcz podniecenia i lku przebieg Elli po karku. Rwnoczenie usyszaa, jak jeden
z kapanw podnosi gos w sali przyj.
- Tum blokuje ulic na zewntrz. Nie pozwol nam opuci szpitala. Nie, nie
moemy... Najlepiej to przeczeka.
To chyba nie znowu ci prawdziwi cyrklianie, pomylaa, zawizujc ostatni szew.
:Tak, to oni. Otoczyli szpital.
Ella westchna, a potem nagle zrozumiaa.
:Ale... Ta blokada musi by inna ni wczeniejsze, inaczej nie prosiaby mnie, ebym
wykonaa dla ciebie zadanie.
:To prawda.
:O co chodzi?
:Chc, eby unieruchomia tego czowieka, ktrego wanie opatrujesz. Uyj magii,
lekw, czegokolwiek, co zadziaa.
Ella zamara, spogldajc na siedzcego przed ni mczyzn. Patrzy na ni, a renice
mia rozszerzone. Nie tylko z powodu blu jest taki zdenerwowany, uwiadomia sobie. To
raczej strach.
W gardle jej zascho, a serce zabio szybciej. By moe jest bardziej Obdarzony od
niej. A z pewnoci jest silniejszy. Jeli co le pjdzie...
Nie myl o tym, powiedziaa sobie. Kiedy bogowie prosz, aby co zrobi, mog si
tylko jak najlepiej stara, aby wykona ich polecenie.
Sia jej magii pchna go na cian i wycisna powietrze z puc. Potem Ella znw
pchna go na aw i przytrzymaa w nadziei, e jest zbyt zajty walk o oddech, by uy
Darw, jakie by moe posiada.
Ale szybko si pozbiera. Yranna sugerowaa leki...
Ella chwycia butelk sennego waporu, wylaa troch na ciereczk i przytrzymaa mu
przed nosem, a oczy mczyzny si zaszkliy. To go uciszy na kilka minut, ale co potem? Ta
blokada moe trwa par godzin.
Potrzebuj rodka nasennego.

Rozejrzaa si po pokoju i znalaza prawie pusty sj proszku usypiaki. Wymieszaa


napj z tych resztek i ostronie wlaa mu do garda. To niemal go obudzio. Zakaszla, a
potem pokn mikstur i znowu straci wiadomo.
Cofna si, aby oceni swoje dzieo, i uwiadomia sobie, e nie wie, na jak dugo
wystarczy ta niewielka dawka leku. P kubka wywoywao caonocny sen. Doza, ktr mu
zaaplikowaa, moe wystarczy na godzin, o ile bdzie miaa szczcie. Mogaby poszuka
wicej usypiaki, ale substancja ta bya niebezpieczna i trudna do aplikowania
nieprzytomnemu pacjentowi. Moe przedosta si do puc... Znowu przyjrzaa si
mczynie.
Yranna kazaa mi ci unieruchomi, pomylaa, a nie zabi. Co takiego planowae,
Malu Toolmakerze?
Pod wpywem impulsu chwycia kilka pasw bandaa, zwizaa mu rce i nogi i
zakneblowaa usta. Aby go ukry, chwycia koc i nakrya pacjenta, zostawiajc odsonity
tylko czubek gowy.
To mu jednak nie przeszkodzi, aby zwrci na siebie uwag, gdy ju si obudzi. Inni
bd chcieli wiedzie, dlaczego to zrobia. I co im wtedy powiem?
Nie bya pewna, czy uwierz, jeli im powie, e to bogini kazaa unieruchomi
mczyzn. W kocu moe i tak, ale pewnie go uwolni i bdzie mg zrobi to, co sobie
zaplanowa.
Mia ran na czole, wic wiarygodne bdzie wyjanienie, e cierpia na zawroty gowy
i ataki dezorientacji. Jednak rodki nasenne nie byy wtedy typow metod leczenia. Musi
znale inny sposb, by to wytumaczy.
- Ella! - zawoa z korytarza znajomy gos.
Odwrcia si - to jej matka musiaa si wymkn Naenowi. Ella szybko wysza z
pokoju, zanim starsza kobieta odkrya j ze skrpowanym i zakneblowanym pacjentem.
W korytarzu ta szczupa, siwiejca kobieta ubrana w czysty, dobrze skrojony taul z
drogiego materiau z dezaprobat zmarszczya brwi.
- Nareszcie, Ello. Musz z tob chwil porozmawia.
- Pod warunkiem e bdzie to chwila - odpara, starajc si mwi rzeczowo. Wracajmy do sali przyj.
- Nie moesz tu duej pracowa - powiedziaa matka cichym gosem, podajc za
kapank. - To zbyt niebezpieczne. I tak fatalnie si czuj, wiedzc, e wci jeste pod
wpywem tych pogan, a teraz doszo co jeszcze gorszego. Po caym miecie kr plotki.
Jestem zdziwiona, e nie miaa do rozsdku, aby si wynie...

- Mamo - przerwaa Ella. - O czym ty mwisz?


- Mirar wrci - odpara jej matka. - Moe nie syszaa?
- Najwyraniej nie.
- By, to znaczy jest przywdc tkaczy snw. No wiesz, Dziki. Mwili, e zgin sto
lat temu, ale przey. Ukrywa si, a teraz wrci.
- Kto tak mwi? - spytaa Ella, unikajc nazbyt sceptycznego tonu.
- Wszyscy mwi i nie patrz tak na mnie. Wielu ludzi go widziao. A Biali nie
zaprzeczaj.
- A mieli szans?
- Oczywicie, e mieli. A teraz posuchaj. Nie moesz tu duej pracowa. Musisz z
tym skoczy!
- Z powodu jakiej plotki nie opuszcz ludzi, ktrzy mnie potrzebuj.
- To nie jest plotka! - wykrzykna matka, zapominajc ju, e sama tak okrelia
pogoski o powrocie Mirara. - To prawda! A jeli on tu przyjdzie? Pomyl, co moe ci zrobi!
Nawet go nie rozpoznasz. Moe ju teraz tu pracuje w przebraniu! Moe ci uwie!
Ella nie bez wysiku zdoaa ukry umiech. Uwie, rzeczywicie!
- Tkacze snw mnie nie interesuj, mamo.
Ale kobieta nie suchaa. Kiedy moliwe zagroenia staway si coraz bardziej
wymylne, Ella pokierowaa matk w stron awki w sali przyj.
- A teraz zobacz, co si stao - rzeka nagle matka, siadajc. - Z powodu jego powrotu
jestemy tu uwizieni. Czy nie macie adnego tylnego wyjcia? Czy nie moemy...
- Nie. Kiedy dzieje si co takiego, przy tylnym wyjciu zawsze czekaj jacy
rozrabiacze.
- Gdyby bya wysok kapank, toby si nie omielili.
Ella zdusia westchnienie. Powiedz mi, Yranno, czy wszystkie matki s takie same?
Czy nigdy nie s zadowolone ze swoich dzieci? Gdyby udao mi si zosta wysok kapank,
czy uznaaby, e powinnam by Bia? A gdybym jakim cudem zostaa Bia, czy zaczaby
mnie mczy, abym zostaa bogini?
Udzielia matce zwykej odpowiedzi.
- Gdybym zostaa wysok kapank, nie miaabym czasu, aby si z wami spotyka.
Matka wzruszya ramionami i odwrcia si.
- I tak prawie ci nie widujemy.

Ledwie co drugi, najwyej co trzeci dzie, pomylaa Ella. Ale jestem niedbaa. Jake
nieszczliwi s moi rodzice. Jeli kiedy stan si do niej podobna, prosz, Yranno, niech
kto mnie zabije.
- Czy syszaa, kto ma zastpi Auray? - spytaa matka.
- Nie.
- Na pewno ju co wiadomo.
W jaki sposb potrafia sprawi, by nawet to proste stwierdzenie brzmiao jak zarzut?
- Jak ju wielokrotnie wskazywaa, jestem tylko nisko postawion kapank, niegodn
zauwaenia czy szacunku, czy nawet wiedzy o najgbszych sekretach cyrklian - odpara
oschle Ella, oczekujc skarcenia za ten sarkazm.
Lecz matka nie suchaa.
- To pewnie bdzie jeden z wysokich kapanw - powiedziaa gwnie do siebie. Potrzebujemy kogo silnego, a nie jakiej frywolnej modej dziewczyny, ktra dziwnie lubi
pogan. Bogowie mieli racj, e wykopali t mod Auray spord Biaych.
- Nie wykopali. Zrezygnowaa, eby pomc Siyee.
- Nie to syszaam. - Oczy matki byszczay radoci i dum z plotek, ktre zdya
pozna. - Syszaam, e odmwia wykonania polecenia bogw, wic odebrali jej ca moc.
Ella zgrzytna zbami.
- Wiesz, ja rozmawiam z Yrann przez cay czas i nic mi o tym nie wspominaa. A
poza tym dobry uzdrowiciel nie powica godzin pracy na plotki.
Matka zmruya oczy i uniosa lekko brod. Zanim jednak zdya si odezwa, Ella
usyszaa, e kto j woa. Obejrzaa si i poczua ucisk w odku, widzc, e kapani Naen i
Kleven id w jej stron ze zmarszczonymi czoami.
- Gdzie si podzia ten czowiek z rozcit gow, Ello? - zapyta Kleven.
- On... Rozzoci si, kiedy usysza, e jestemy tu uwizieni.
- Wic go upia?
Zostawia matk na awce, wstaa i podesza do Klevena, zniajc gos.
- Tak. By bardzo... rozzoszczony. Uyam waporu sennego, a kiedy nie zdradza
adnych niepodanych efektw, daam mu ma dawk usypiaki.
- Usypiaki? Ten czowiek zosta uderzony w gow! - zdumia si Kleven i ruszy
korytarzem.
Elli na moment zamaro serce, ale zaraz pobiega za nim.

- Kady, kto dozna urazu gowy i zdradza dziwne zachowanie, powinien by uwanie
obserwowany - mwi Kleven, wchodzc do pokoju. Zsun koc z gowy Mala Toolmakera i
odsoni knebel. - A to co takiego? - spyta.
cign cay koc i wykrzykn ze zdziwienia, gdy ujrza bandae krpujce stopy i
rce mczyzny.
- Zaatakowa mnie - wyjania.
Spojrza na ni ostro.
- Dobrze si czujesz?
- Tak. Nawet mnie nie dotkn.
- Powinna mi o tym powiedzie.
- Miaam taki zamiar, ale matka mnie zatrzymaa.
Kiwn gow i wrci do nieprzytomnego mczyzny. Dreszcz przeszed po jej
plecach, gdy zacz rozwizywa bandae.
- Czy to rozsdne? - spytaa z wahaniem.
- Naen bdzie go pilnowa. Ile mu daa usypiaki?
- Niewiele. Najwyej ma yeczk.
Powieki mczyzny poruszyy si w reakcji na dotknicie Klevena. Nie obudzi si
jeszcze, ale wkrtce miao to nastpi.
- Zostaw go - usyszaa wasny gos. - Nie moemy pozwoli, eby si obudzi.
Musimy ponownie go upi.
Kleven spojrza na ni zdziwiony.
- Dlaczego?
Westchna.
- To niesamowite, ale naprawd si zdarzyo. Zostaam przed nim ostrzeona i
polecono mi go unieruchomi... - Skrzywia si. - Wiem, e trudno ci bdzie uwierzy, ale to
bya Yranna.
Kleven unis brwi.
- Bogini?
- Tak. Odezwaa si do mnie w moich mylach. I nie, normalnie nie sysz gosw w
gowie.
Kapan przyglda si jej zamylony. Dostrzega powtpiewanie w jego oczach, lecz
nie moga oceni, czy waha si, czy jej uwierzy, czy raczej zaryzykowa dziaanie wbrew
boskim rozkazom.
- Skd mam wiedzie, e tego nie wymylia?

- Nie potrafi tego udowodni, jeli o to ci chodzi. Ale przypomnij sobie: nigdy nie
zachowaam si nierozsdnie i nie zdradzaam oznak szalestwa.
- Rzeczywicie - zgodzi si Kleven. - Ale to nie ma sensu, e Yranna przemwia
wanie do ciebie, a nie do kogo z pozostaych. Jeli ten mczyzna jest zagroeniem dla
szpitala, wszyscy powinnimy o tym wiedzie.
- Te mnie to zdziwio - przyznaa. - Moe niebezpieczestwo ju mino, ale
wolaabym nie ryzykowa. A ty?
Kleven przyjrza si z powtpiewaniem picemu mczynie.
- Czy mog w czym pomc?
Obejrzeli si. W drzwiach sta tkacz Fareeh. Ella jkna bezgonie. Kleven nie
rozwiza jeszcze wszystkich banday, a tkacz unis brwi, gdy je zauway.
- Kopotliwy pacjent?
Kleven zerkn na Ell.
- Nie tylko w zwykym sensie.
Tkacz snw popatrzy na picego, potem na nich i kiwn gow. Skierowa si do
wyjcia. Kleven westchn.
- Ella twierdzi, e Yranna polecia jej unieruchomi tego czowieka.
Odwrcia si ze zdumieniem.
- Ach - odpar krtko Fareeh.
Dlaczego Kleven mu to powiedzia? I nagle zrozumiaa. Gdyby tego nie zrobi, Fareeh
wiedziaby, e co przed nim ukrywaj, a to mogoby zmieni ich stosunki. Pokrcia gow.
Tak atwo mona zakci rwnowag zaufania i podejrzliwoci midzy naszymi ludami...
- Wierzysz jej? - spyta Kleven.
Tkacz znw wzruszy ramionami.
- Nie wierz w to, czego nie mog potwierdzi wasnymi zmysami, wic wiara nie ma
tu nic do rzeczy. Albo si myli, albo ma racj. Jedno i drugie budzi niepokj. Proponuj, eby
przenie pacjenta i kapank do sali przyj, gdzie wszyscy bdziemy mogli obserwowa i
reagowa, gdyby wynikny z tego jakie kopoty.
Starszy kapan skin gow.
- Dobra rada.
Ella patrzya niespokojnie, jak za pomoc magii Kleven unosi nieprzytomnego
czowieka i przenosi go do sali. Pacjenci i uzdrowiciele, znudzeni i szukajcy czegokolwiek,
co zajoby ich uwag, z ciekawoci obserwowali, jak obcy zostaje uoony na awie. Jednak
czas mija, a mczyzna tylko spa, wic szybko stracili zainteresowanie.

Obserwujc obcego, Ella zastanawiaa si, co takiego planowa. Czy chciae nas
zaatakowa? Miae zamiar wymkn si z pokoju, gdy bdziemy zajci, i wpuci swoich
ludzi tylnym wejciem? Za kadym razem kiedy si porusza, serce Elli bio szybciej.
Kiedy w kocu otworzy oczy, wstaa, przygotowana do obrony przed kadym
magicznym atakiem.
- Usid, kapanko Ello - powiedzia Kleven spokojnie, lecz stanowczo.
Posuchaa go. Obcy unis si na okciach i rozejrza sennie. Zauway Ell i drgn.
- Co si stao? - spyta. - Napada na mnie.
- Spokojnie, nic ci nie grozi - zapewni go agodnie Kleven. - Postaraj si wszystko
sobie przypomnie.
Wzrok mczyzny przebieg po sali.
- Wci tu jestem. Dla... Jestem winiem?
- Nie.
Zacz wstawa z wysikiem. Kleven podszed i go przytrzyma.
- Pu mnie.
- Wszystko w swoim czasie. Dostae niewielk dawk rodka nasennego. Zaczekaj, a
przestanie dziaa.
- Nasennego... Dlaczego mnie upilicie?
- Jedno z nas uwaao, e planujesz nas skrzywdzi. Czy to prawda?
Grymas, jaki przemkn po twarzy mczyzny, wzbudzi u Elli dreszcz. Poczucie
winy, uznaa. Co planowa.
- Nie. Przyszedem tylko...
Unis do i dotkn czoa. Skrzywi si, gdy palce trafiy na szwy. Odetchn
gboko, unis si i wsta. Koysa si przez chwil, a potem zrobi kilka krokw. Dziaanie
leku szybko mijao i nikt nie prbowa go zatrzyma, gdy z coraz wiksz pewnoci
przeszed do ciany i z powrotem.
- Czuj si dobrze. Czy mog ju i?
Kleven wzruszy ramionami i skin gow.
- Nie widz powodu, aby ci tu zatrzymywa... Tyle e na zewntrz czeka niechtny
tum. Jeli sprbujesz odej, w najlepszym razie zarobisz jeszcze jedn ran.
Mczyzna spojrza znaczco na Ell.
- Zaryzykuj.
Kapan wzruszy ramionami.
- Nie zatrzymamy ci. Moemy tylko ostrzega. Zaraz otworz drzwi.

Nikt si nie poruszy, kiedy mczyzna szed do wyjcia. Ella zmarszczya czoo.
Powinna si cieszy, e obcy odchodzi, e jego plan si nie powid. Co j jednak drczyo.
Dlaczego Yranna miaa mu pozwoli odej, jeli zagraa szpitalowi? Przecie powiedziaa...
I nagle zrozumiaa, o co chodzi.
- Stj - krzykna, podrywajc si z miejsca.
Mczyzna nie zwrci na ni uwagi.
- Ello - zacz Kleven.
Mczyzna wyciga ju rk do drzwi, gdy Ella cigna magi i wysaa barier, by
go zatrzyma. Nacisn na niewidoczn tarcz i odwrci si, patrzc gniewnie.
- Ello - warkn Kleven. - Pu go!
- Nie - odpowiedziaa spokojnie. - Yranna kazaa mi go unieruchomi. Nie
powiedziaa dlaczego. Moe miaam nie dopuci, aby nam zaszkodzi, a moe nie pozwoli
mu odej.
Mczyzna cofn si od drzwi i odwrci do niej. Twarz mia wykrzywion gniewem.
Poczua, jak Kleven chwyta j za rami.
- Ello, nie moemy...
Jego gos ucich i usyszaa, jak nabiera tchu. Od strony drzwi dobiego pukanie.
Kleven puci j.
- Opu barier, Ello - mrukn. - Przyby Rian z Biaych.
Spenia jego polecenie. Drzwi otworzyy si szeroko i przez prg przestpi
mczyzna w cyrkli bez zdobie.
Rudowosy Rian spojrza na obcego mdrymi oczami.
- Dugo musielimy ci ciga, Lemarnie Shipmakerze.
Obcy cofn si i poblad. Do szpitala wkroczya wysoka kapanka. Rian kiwn
gow, a ona skina na mczyzn. Min j sztywno i przeszed do drzwi, najwidoczniej
popychany niewidzialn si.
Rian odwrci si do obecnych.
- Napastnicy rozsdnie poszukali sobie innego miejsca pobytu. Moecie wychodzi
bezpiecznie. Moecie te zosta, by kontynuowa swoj prac i leczenie. Wedle woli.
Wok rozlego si kilka westchnie ulgi. Kleven wystpi naprzd i oburcz wykona
formalny znak krgu.
- Dzikujemy ci, Rianie z Biaych.
Rian skin gow, a potem spojrza na Ell.

- Dobra robota, kapanko Ellareen. Szukalimy tego czowieka od miesicy. Bogom


spodobaa si twoja lojalno i posuszestwo. Nie bybym zdziwiony, gdyby w por
zaproponowano ci stanowisko wysokiej kapanki.
Wpatrywaa si w niego zdumiona. Odwrci si, najwidoczniej nie czekajc na
odpowied, i wyszed.
Stanowisko wysokiej kapanki? Przecie chyba nie sugeruje... Nie, na pewno nie.
Ale Ceremonia Wyboru nastpnego z Biaych jest ju za miesic. Jaki moe by inny
powd awansu na wysok kapank, eby by w por?
Musz zaczeka i sama si przekonam. Lekko oszoomiona wrcia do pracy.

CZ PIERWSZA

1
Cigy szum spadajcej wody odbija si echem midzy cianami. Gdy Emerahl sza w gb
tunelu, haas cich nieco, ale take przygasao wiato. cigna troch magii i stworzya
iskr, a potem posaa j naprzd, do koca tunelu i dalej.
Wszystko wygldao tak, jak zapamitaa: porodku jaskini prymitywne ka,
zbudowane ze zwizanych pni i twardych pasm kory splecionych w ciasn sie; kamienne
misy, ktre wyrzebi Mirar, gdy tkwi tutaj zeszego lata, uczc si sztuki ukrywania umysu
przed bogami; ustawione pod cian soje, pudeka i torby z konserwowan ywnoci i
lekami, zebrane w cigu miesicy, kiedy tu mieszkali.
Tylko jedna z kluczowych czci jaskini nie bya widzialna. Poruszajc si wolno do
przodu, poczua, jak stenie magii przesycajcej wiat dookoa zmniejsza si i niknie
zupenie. Umiechna si z satysfakcj. Podtrzymujc wiateko zebran w sobie moc,
przesza do rodka groty, gdzie znowu otoczya j magia. Znalaza si w pustce.
Odetchna i usiada na jednym z posa. Kiedy wrcia tu zeszej wiosny, zauwaya,
e pozbawiona magii przestrze zmniejszya si od poprzedniej wizyty, stulecie wczeniej.
Magia wiata sczya si wolno, aby wypeni pustk. To sugerowao, e dawniej, zanim j
odkrya, pustka bya jeszcze wiksza oraz e kiedy zniknie bez ladu.
Ale na razie wystarczy. Pokonaa dzikie, nieprzyjazne tereny Si, czciej wspinajc si
ni idc, aby dotrze do tego miejsca. Co drugi krok przeklinaa Mirara, swego
niemiertelnego przyjaciela, e namwi j, aby podja si nauki Aurai. A co drugi
przeklinaa Blinita - niemiertelnych jeszcze bardziej pradawnych ni ona i Mirar, ktrych
w kocu poznaa kilka miesicy temu - za to, e si z nim zgodzili.
:Musimy wiedzie, kim jest Auraya, wyjania jej Tamun podczas sennego poczenia
w noc po tym, gdy Mirar przedstawi jej swoj prob. Jeli bdzie niemiertelna, moe si
sta cennym sprzymierzecem.
:A jeli tego nie potrafi?
:Nadal bdzie potn czarodziejk, odpar Surim z nietypow dla siebie powag.
:Pamitaj, bogowie nie lubi niezalenych czarownikw tak samo jak nas,
niemiertelnych. Jeli jej nie pomoemy, zabijaj.

:Zabij? To, e porzucia Biaych, nie oznacza, e zwrci si przeciwko bogom,


przypomniaa Emerahl. Auraya nadal jest kapank. Nadal im suy.
:Jej umys jest peen wtpliwoci, owiadczya Tamun. danie bogw, by bez sdu
zabia Mirara, zmniejszyo jej szacunek dla nich.
Emerahl pokiwaa gow. Sama to wiedziaa. Od czasu kiedy Auraya zdja z palca
piercie boskiej mocy, jej umys nie by ju osaniany. Z pomoc Blinit Emerahl nauczya
si zaglda w umysy i od czasu do czasu widziaa myli Aurai.
Kopot z mod kapank polega na tym, e cho jej lojalno osaba, wci uwaaa,
e powinna przynajmniej y z bogami w zgodzie. Jeli odkryje, kim jestem, bdzie wiedzie,
e chc mojej mierci, a poniewa nie czy nas dawna przyja, nie zawaha si przed
zadaniem ciosu, jak w przypadku Mirara.
Dostatecznie poznaa ju umys Aurai, by wiedzie, e dawna Biaa nie lubi zabija.
Jeli ich spotkanie przebiegnie dobrze, bogowie nawet si nie dowiedz, e Emerahl tu jest.
Znw rozejrzaa si po jaskini. Bogowie byli istotami magicznymi, wic mogli istnie
tylko tam, gdzie bya magia. Nie potrafili wkroczy do tych nielicznych, niewytumaczalnych
miejsc pustki, nie potrafili ujrze tego, co byo wewntrz, chyba e patrzyliby przez oczy
ludzi stojcych na zewntrz. Kiedy Auraya tu dotrze, bogowie nie bd mogli czyta w jej
mylach.
Nadal istniao ryzyko, e na prno pokonaa poow kontynentu. Moe nie uda si
nauczy Aurai czegokolwiek. Musi uwaa, co jej powie. Jeli Auraya wyjdzie z pustki,
zanim opanuje sztuk ukrywania myli, bogowie zobacz jej umys.
Emerahl pokrcia gow i znw westchna. To wielkie ryzyko. atwo jest Blinitom
ukrytym w Czerwonych Jaskiniach dalekiego Sennonu czy Mirarowi w Ithanii Poudniowej.
Nie musz si martwi, e Auraya zmieni zdanie i uzna, e zabijanie niemiertelnych bez
powodu jest czym cakiem do przyjcia.
Jednak pomoc Blinit bya bezcenna. Kadego dnia i kadej nocy sigali do umysw
na wszystkich kontynentach, przegldajc myli, wyczuwajc intencje, widzc dziaania ludzi
potnych. Przez tysice lat ta para doskonalia swoj sztuk. Znali miertelnych tak dobrze,
e z niepokojc dokadnoci potrafili przewidzie ich zachowania.
Mirar zawsze powtarza, e Dzicy - czy niemiertelni, jak nazyway ich Blinita maj wrodzone Dary. U Emerahl bya to umiejtno zmiany wieku. U Mirara ta niezrwnana
zdolno uzdrawiania. U Blinit - przegldanie myli. U Mewy... Nie bya waciwie pewna,
co to takiego, ale wiedziaa, e ma zwizek z morzem.

Auraya, jak twierdzi Mirar, posiada zdolno lotu. Emerahl poczua, e ciekawo
agodzi jej irytacj. Ciekawe, czy moe nauczy tego innych. Mirar nauczy mnie leczy, cho
nie a tak dobrze, jak sam potrafi. By moe nie zdoam lata jak ona... Chocia akurat latanie
nie jest umiejtnoci, ktr mona bezpiecznie opanowa w sabszym stopniu. Braki mog
okaza si zabjcze.
Parskna cicho. W takim razie warto sprbowa. Te musz odnie z tego jak
korzy. atwiej bdzie znie myl o uczeniu tej dziewczyny, jeli co mi wynagrodzi
odoenie poszukiwa Zwoju Bogw.
Blinita mwiy jej, e przechwyciy plotki o przedmiocie, ktry opisywa Wojn
Bogw z punktu widzenia dawno nieyjcej bogini. Emerahl postanowia go odszuka. Taka
kronika moe zawiera uyteczne dla niemiertelnych informacje - informacje, ktre pomog
uj boskiej uwagi albo przey, jeli to pierwsze si nie uda. A moe nawet da im rodki, by
walczy.
Wedug Blinit uczeni w Ithanii Poudniowej poszukiwali Zwoju od dziesicioleci.
Ostatnio dokonali pewnych postpw, ale wci brakowao im informacji, by pozna miejsce
jego ukrycia. Blinita zapewniy j, e ci uczeni nieszybko odnajd Zwj, ma wic do
czasu, by naucza Auray.
Przesza do rzdu sojw i dzbanw, ogldajc leki i ywno.
Najpierw musz zebra do jedzenia. Potem wymyli jaki sposb, aby cign tu
Auray i przekona, by zostaa na jaki czas, a wszystko to tak, by nie wzbudzi
podejrzliwoci bogw.
Statek wspina si nieustpliwie po zboczu fali, na moment znieruchomia na szczycie, a
potem run w d po drugiej stronie. Mirar ciska reling na wp przeraony, na wp
zachwycony. Piana ochlapywaa go bezustannie, ale nie wycofa si pod pokad. Wiatr i woda
byy przyjemn odmian po duchocie maej kabiny.
A staruszek nie potrzebuje mnie teraz, ebym mu przypomina, e umiera, tumaczy
sobie Mirar.
Leczy Rikkena w jednym z niewielkich portw na wybrzeu Awenu. Twardy i ylasty
stary kupiec zirytowa si, gdy Mirar oceni przyczyn sabncego zdrowia. To nie
wiadomo, e umiera, go niepokoia, lecz to, i moe zakoczy ycie poza ojczyzn.

Poprosi wic Mirara, aby towarzyszy mu w ostatniej podry do Dekkaru, w nadziei


e obecno uzdrowiciela zagwarantuje mu dotarcie do celu. Mirar zgodzi si z ciekawoci,
ale te dlatego e nie mg tu sobie znale miejsca. W Awenie nie natrafi na niech wobec
tkaczy snw, ale ta nieskoczona identyczno mijanych miasteczek zaczynaa go nudzi.
Domy zbudowane byy z cegie pokrytych botem, podobnie jak w Sennonie, ale nie rniy
si ani kolorem, ani ksztatem. Kobiety i mczyni nosili szare ubrania i zasaniali twarze.
Nawet ich muzyka bya monotonna.
Nie szukam kopotw, powiedzia do siebie, wspominajc oskarenia rzucone przez
Emerahl podczas ostatniego sennego poczenia. Lubi podrowa i odkrywa nowe
miejsca. Ju bardzo dawno nie mogem tego robi.
Jeden z eglarzy przebieg obok Mirara, skin gow i umiechn si, gdy spotkay
si ich spojrzenia. A ci poudniowcy s przyjani, doda w mylach Mirar i skoni gow w
odpowiedzi.
Znw spojrza w stron wybrzea. Niskie skalne urwisko pojawio si ju wczoraj, a
teraz wyroso wyej ni klify Torenu. Przed dziobem cie urywa si gwatownie i Mirar
wanie zacz dostrzega przyczyn.
Czas mija wolno; ze statku brzeg byo wida tylko na szczytach kolejnych fal. Mirar
czeka cierpliwie. A wreszcie midzy jedn fal a drug w polu widzenia pojawi si koniec
klifu.
Wysoka skalna ciana gwatownie skrcaa w gb ldu, a strome zbocza opaday,
przechodzc w niski zalesiony teren otoczony pask pla. Przemiana bya niezwyka: od
nagiej skay do bujnej rolinnoci. Klif cign si ku wschodowi, zygzakujc w oddali tam i
z powrotem i wyrastajc nawet wyej ni przy brzegu.
Widok by zaskakujcy. Wydawao si, e kraina na zachodzie zostaa wydwignita
jako jedna wielka pyta, wysunita do przodu i uoona na tej od wschodu.
Czy to naturalne? zapyta sam siebie. A moe jaka istota, boska lub nie, wyniosa ten
ld dawno temu?
- Tkaczu snw?
Mirar obejrza si, szukajc rda gosu. Zauway w pobliu eglarza z lin w doni.
Drug rk mczyzna wskazywa zalesione tereny.
- Dekkar - powiedzia.
Mirar kiwn gow, a eglarz z wielk wpraw powrci do pracy.

A wic to jest ojczyzna Rikkena. Dekkar, wysunity najdalej na poudnie ze


wszystkich krajw i znany ze swoich dungli. Klif by naturaln granic midzy nim a
Awenem. Jakby posuszne jakim miejscowym prawom, morze si uspokoio. Zaoga
wcigna wicej agli i statek przyspieszy.
Przez nastpne kilka godzin Mirar sucha, jak mczyni rozmawiaj, i prbowa
odgadn znaczenie sw. Obcy jzyk by kopotem, z ktrym nie musia si mierzy od
tysica lat. Dialekty Ithanii Poudniowej pochodziy z rodziny jzykw o wiele starszej ni
Mirar, wic niewiele byo sw wyranie pokrewnych tym z gwnego kontynentu. Dotd
nauczy si dostatecznej liczby podstawowych poj w jzyku Awenw, by jako sobie
radzi, a od napotkanych tkaczy snw przej wikszo tego, co byo mu potrzebne do pracy
uzdrowiciela.
Jego lud by tu liczniejszy ni na pnocy. Nie a tak, jak za dawnych czasw, ale
mieszkacy zwykle akceptowali i szanowali tkaczy snw, podobnie jak wyznawcw innych
kultw. Mimo to stara si unika tych nielicznych Sug pentadrian, ktrych zauway.
Wprawdzie miejscowi tkacze zapewniali go, e Sudzy s tolerancyjni wobec pogan, on
jednak przybywa z pnocy. Chorzy pentadrianie, ktrzy si o tym dowiadywali, albo
odmawiali przyjcia pomocy, albo godzili si na ni niechtnie, pod warunkiem e
towarzyszy mu miejscowy tkacz. Nie liczy na to, e kapani ich religii bd traktowa go
inaczej.
Klif, ktry by krawdzi Awenu, wyrasta nad lasem niby wielka fala, jakby groc,
e lada moment runie na Dekkar. Gdy eglowali na poudnie, skaa cofaa si wolno, a staa
si prostym jak horyzont niebieskawym cieniem. Na wybrzeu w pewnych odstpach od
siebie pojawiy si budynki. Stay na palach, zbudowane gwnie z drewna i poczone
pomostami, cho tu i wdzie, zwykle porodku osady, wyrastaa kamienna struktura. Te
kamienne budowle byy pomalowane na czarno z wyranie wyrysowan bia gwiazd,
symbolem Piciorga Bogw.
Soce wisiao ju nisko, gdy statek skrci w kocu w stron brzegu. Halsujc,
wpyn do zatoki penej innych jednostek i otoczonej najwiksz grup budynkw, jak
Mirar widzia tu do tej pory. Szerokie platformy, na ktrych wzniesiono domy, byy
poczone mostkami z lin i desek, a czasami z jaskrawo pomalowanego drewna.
Mirar pochwyci spojrzenie gadatliwego eglarza i pytajco wskaza gow miasto.
- Kave - rzek mczyzna.

A wic to jest gwne miasto Dekkaru, dom Rikkena. Mirar ruszy pod pokad. Stary
kupiec trzyma si przy yciu w rwnej mierze dziki swej determinacji, co za spraw
pomocy Mirara. Teraz, kiedy wrci do domu, cakiem moliwe, e ta determinacja osabnie i
starzec nie zdy zej na brzeg.
Mirar zatrzyma si zdumiony, kiedy zobaczy, e Rikken na chwiejnych nogach
wychodzi na pokad. Yuri, sucy i towarzysz, podtrzymywa go za rami. Mirar podszed
szybko i chwyci drugie.
Starzec skierowa wzrok ku miastu i westchn cicho.
- Sanktuarium Kave - powiedzia.
Mirar rozpozna sowo sanktuarium, ale mg tylko zgadywa sens nastpujcego po
nim mamrotania. Yuri zmarszczy czoo i milcza, gdy Rikken podszed do relingu. Marynarz
przynis skd stoek, a starzec osun si na niego i czeka.
Statek wpyn wolno do zatoki, rzuci kotwic, a potem, pord zamieszania,
delikatnie opuszczono Rikkena do szalupy. Mirar zabra z kabiny swoj torb i doczy do
starca.
Marynarze chwycili wiosa i maa dka zacza sun w stron miasta. Kiedy dotarli
do nabrzea, Mirar i Yuri pomogli Rikkenowi wysi. Mirar zauway, e pale, na ktrych
zbudowano domy, to cae pnie drzew, wygldajce jak stary bezlistny las.
Yuri poprosi, by dwaj marynarze wnieli Rikkena po schodach na platform. Dwaj
inni zabrali z dki spakowan lektyk. Kiedy ju stanli na jednej z platform miasta, Rikken
osun si do lektyki, ktr podnieli czterej marynarze. Mirar patrzy, jak ruszaj w stron
Sanktuarium, i w milczeniu przesa starcowi poegnanie.
Jakby syszc jego myli, kupiec odwrci si i zmarszczy czoo. Wychrypia co i
mczyni przystanli.
- Chod z nami - przetumaczy Yuri.
Mirar zawaha si, a potem kiwn gow. Pjd z nim a do Sanktuarium,
zdecydowa. Potem si poegnam i poszukam miejscowego Domu Tkaczy.
Maszerowa wic, podczas gdy lektyka z Rikkenem przemieszczaa si z jednej
platformy na drug, obserwowana przez mieszkacw Kave.
Z wolna pokonywali pltanin platform i mostw. Marynarze nie mogli przenosi
lektyki po mao stabilnych linowych mostkach, wic z koniecznoci podali krt drog.
Mina ponad godzina, zanim dotarli do Sanktuarium.

Bya to masywna schodkowa piramida wyrastajca z botnistego gruntu. Przysadzista,


wydawaa si cika i pospna i nawet najsolidniejsze drewniane domy wydaway si przy
niej mae i tymczasowe. Wok kryo kilkoro Sug. Mirar zbliy si do lektyki.
- To by prawdziwy zaszczyt... - zacz.
Rikken spojrza na uzdrowiciela. Twarz mia miertelnie blad i byszczc od potu.
Sowa poegnania zamary Mirarowi w krtani, gdy uwiadomi sobie, e mczynie grozi
kolejny atak. Yuri sykn cicho i zacz popdza marynarzy.
Gdy grupa pospieszya ku wejciu do Sanktuarium, Mirar westchn i ruszy za nimi.
Przysza pora przekona si, jak pentadriascy Sudzy zareaguj na tkacza snw z pnocy.
Sudzy podeszli, otoczyli kupca i pokierowali do Sanktuarium. W chodnym wntrzu
lektyka zostaa ustawiona na posadzce. Starzec trzyma si teraz za pier.
Yuri spojrza wyczekujco na Mirara.
Tkacz przykucn obok Rikkena i wzi go za rk. Przesa swe myli i wyczu, e
starca zawodzi serce. Normalnie pozwoliby mu umrze, gdy jedyn dolegliwoci tego
czowieka bya staro. Ale proszono go, by pomg mu wrci do domu, zdawa te sobie
spraw, e wielu mczyzn w czarnych szatach pilnie go obserwuje.
cign magi i wykorzysta j, by nieco wzmocni serce starca - do, by odzyskao
rytm i si uderze, ale to wszystko. Na twarz kupca powrci kolor i grymas blu znikn.
Rikken odetchn par razy i z wdzicznoci skin Mirarowi.
- Dzikuj.
Mirar unis gow i spostrzeg, e krg Sug przyglda im si z ciekawoci. Starszy
Suga wymin pozostaych i umiechn si do kupca. Zacz mwi szybko po dekkasku, a
Rikken co odburkn. Suga rozemia si, a potem zacz wydawa innym rozkazy.
Najwyraniej on tu rzdzi, uzna Mirar.
Przyniesiono krzeso i usadzono na nim Rikkena. Z zachowania Sugi i kupca Mirar
odgad, e dobrze si znaj. Cofn si i rozejrza po sali.
Czynic to, nie mg powstrzyma dreszczu podziwu. ciany byy pokryte obrazami
wykonanymi z malekich fragmentw byszczcej ceramiki uoonej tak umiejtnie, e
sugeroway wicej szczegw, ni rzeczywicie ukazyway. Sala bya picioboczna, a na
kadej cianie przedstawiono jednego z bogw pentadrian.
Sheyr, Hrun, Alor, Ranah i Sraal - Mirar nauczy si tych imion od tkaczy snw,
ktrych tu spotka. W przeciwiestwie do bogw cyrklian, ci byli raczej zamknici w sobie i
pojawiali si tylko w wyjtkowych sytuacjach. Pozwalali wyznawcom samodzielnie dba o
swoje sprawy, byle tylko nie odchodzili zbyt daleko od gwnej doktryny.

Mona si zastanawia, jak doszo do tego, e pentadrianie zaatakowali Ithani


Pnocn. Czy sami podjli t decyzj, czy wojna naley do doktryny? Ucz sztuki wojennej
swoich kapanw, wic to ostatnie nie jest niemoliwe.
Zmarszczy brwi. Jeli to prawda, nie wry to zbyt dobrze Ithanii Pnocnej.
- Tkaczu snw! - zawoa Yuri.
Mirar unis gow i spostrzeg, e przyglda mu si stary Suga. Mczyzna zacz
mwi, ale Yuri przerwa mu przepraszajco. Suga sucha przez chwil, a potem unis brwi
i znw spojrza na Mirara.
- Jeste z Ithania Pnocna? - spyta po hanijsku.
Mirar zamruga zdziwiony, e mczyzna zna jzyk pnocy, i skin gow.
- Tak.
- Jak dugo ty bywa w Ithania Poudniowa?
- Kilka miesicy.
- Podoba si?
Mirar si umiechn. Czy jakikolwiek go w obcym kraju mgby odpowiedzie na
to pytanie inaczej ni twierdzco?
- Tak. Wasz lud jest przyjazny i gocinny.
Kapan pokiwa gow.
- Tkacze snw le widziani na pnoc, ja sysz. Teraz bardziej le. - Z umiechem
spojrza na Rikkena. - Tutaj my nie tacy gupi.
- Nie - zgodzi si Mirar.
Bardziej le. Moe powinienem si skontaktowa ze starsz tkaczk Arleej i zapyta,
czy to prawda i dlaczego tak si dzieje.
- Ty robi dobra praca z tym czowiek. Dzikuj.
Mirar pochyli gow, przyjmujc podzikowania. Kapan odwrci si do Rikkena i
spowania. Powiedzia co w miejscowym jzyku, a potem wykreli w powietrzu znak
gwiazdy. Rikken spuci wzrok jak skarcone dziecko, a potem pokornie pokiwa gow.
Mirar nabra tchu i wolno wypuci powietrze. Suga by przyjazny i okaza szacunek,
chocia wiedzia, e Mirar przyby z pnocy. Moe to, e jest tkaczem snw, rwnoway
fakt bycia cudzoziemcem z wrogiego kraju? Moe Sudzy s bardziej rozsdni w tej kwestii
ni zwykli pentadrianie?

Ale bardziej prawdopodobne, e wielu spord Sug skonnych jest do podejrzliwoci.


Miaem szczcie, e spotkaem takiego, ktry nie jest, pomyla Mirar. Umiechn si
ponuro. A im duej zostan w Ithanii Poudniowej, tym wiksz mam szans, e spotkam
takiego, ktry jest.

2
nieg wci lea na najwyszych szczytach Si, lecz gdzie indziej byo ju wida skutki
cieplejszej pogody. Las zmieni si w istn burz nowych pdw i kwiatw. W wskich
dolinach i na naturalnych tarasach wzdu zboczy rosy zielone i gste zboa.
Ostatnie dni byy najcieplejsze, jakie przeya tu Auraya. W przeszoci odwiedzaa Si
w chodniejszych miesicach roku. Kraina ta dowiadczaa zarwno cieplejszych, jak i
zimniejszych okresw ni te, do ktrych bya przyzwyczajona. Zimniejszych, gdy Si
pokryway gry, i cieplejszych, gdy leaa dalej na poudnie ni Hania i na tej samej
szerokoci co pustynna kraina Sennonu.
Lot dawa jej troch ulgi. Powietrze wysoko w grze zawsze byo chodne, ale dzisiaj
leciaa nisko, gdy towarzyszcy jej Siyee nie mogli zbyt dugo walczy z zimnym wiatrem.
Chd usztywnia ich minie i pochania duo siy.
Spojrzaa na leccego obok mczyzn. Cho ju dorosy, by o poow mniejszy od
niej. Pier mia szerok, nogi muskularne, koci ostatnich trzech palcw tworzyy ram
skrzyde podtrzymujc membran sigajc a do bokw tuowia. Tak dugo przebywaa ju
wrd Siyee, e musiaa wiadomie zwraca uwag na rnice midzy nimi a sob. Kiedy
jednak to robia, zdumiewao j, e zaproponowali jej - ziemiochodzcej - stay dom w swej
krainie.
To nie znaczy, e nic im nie daa w zamian. Magiczne Dary, ktre zachowaa mimo
rezygnacji z funkcji Biaej, bezustannie wykorzystywaa dla ich dobra. Najczciej byo to
latanie i uzdrawianie. W tej chwili wracaa wanie z misji uzdrowienia rannej dziewczyny w
innej wiosce Siyee. I gdyby nie te Dary, wiele setek ludzi zmaroby od zarazy.
Przed nimi wida ju byo blad plam odsonitej skay, ktra wyznaczaa Przestrze
- gwn wiosk Siyee. Auraya czua, e rado wypenia jej serce. Nad krawdzi odsonitej
skay rozrniaa ju domy Siyee - altany zbudowane z membran rozcignitych na gitkich
drewnianych ramach i umocowanych do pni masywnych drzew. Na najwyszej skalnej pce
zobaczya te dwie znajome sylwetki, spogldajce w jej stron: Mwca Sirri i jej syn Sreil.
Auraya zanurkowaa i wyldowaa kilka krokw od nich, podobnie jak jej towarzysze.
Sirri si umiechna.

- Wczeniej wrcilicie - zauwaya. - Jak poszo?


- Udao mi si wyleczy jej rami - odpara Auraya.
- To byo niesamowite - wykrzykn najmodszy z towarzyszy Aurai. - Zaraz potem
dziewczyna moga lata!
Auraya skrzywia si lekko.
- Chocia ostrzegaam j przed tym. Nie zdziwi si, jeli taka lekkomylno
doprowadzi w przyszoci do skutkw gorszych ni zamana rka.
- Jej matka jest pijaczk.
Auraya spojrzaa ze zdziwieniem na mczyzn, ktry wanie si odezwa. Mwca
klanu dziewczyny a do teraz zachowa milczenie. Spojrza jej w oczy i wzruszy ramionami.
- Prbujemy nauczy j jakiej dyscypliny, ale nie jest to atwe, gdy matka pozwala jej
na wszystko, na co ma ochot.
Auraya przypomniaa sobie rozhisteryzowan kobiet, ktra opiekuczo krya wok
dziewczyny.
- Moe teraz to si zmieni.
- Wtpi - odpar mczyzna. A potem wzruszy ramionami. - Ale to moliwe. Nie
powinienem przecie... Co to jest?
Podya za jego wzrokiem i umiechna si na widok pdzcego w jej stron
zwierztka. Szpiczaste uszy leay na pask, a puszysty ogon powiewa za nim jak proporzec.
- To veez. Wabi si Figiel.
Pochylia si, a veez wbieg jej na ramiona, obwcha j, po czym zwin si wok
szyi.
- Aaja wraca - owiadczy z zadowoleniem.
Przywdca klanu patrzy na veeza ze zdumieniem.
- Powiedzia twoje imi. Potrafi mwi?
- Potrafi, cho nie ma co oczekiwa poruszajcej rozmowy. Jego zainteresowania
ograniczaj si gwnie do jedzenia i gaskania. - Podrapaa Figla za uszami, a on potwierdzi
prawdziwo jej sw, szepczco.
- Drapa mio.
Sirri parskna miechem.
- Obawiam si, e wkrtce znw bdziesz musiaa zostawi go opiekunowi. Dzi rano
przyby posaniec klanu Pnocnego Lasu. Mwi, e par dni temu natrafi na chor
ziemiochodzc. Prosia, aby to ty j leczya.
Auraya zamrugaa zdziwiona.

- Ziemiochodzc?
- Tak. - Sirri umiechna si pospnie. - Spytaam, czy nie podejrzewa, e to
pentadrianka. Jest pewien, e nie. Mwi nawet, e ju wczeniej odwiedzia Si, eby unikn
zagroenia, kiedy wybucha wojna. Czy chciaaby sama z nim porozmawia?
- Tak.
Mwca spojrzaa na Sreila.
- Mgby go przyprowadzi? A tymczasem - zwrcia si do Siyee, ktrzy wraz z
Auray wyldowali w Przestrzeni - zapraszam wszystkich na poczstunek w mojej altanie.
Ruszyli pieszo w stron domu Sirri. Auraya zastanawiaa si, czy to moliwe, by ta
ziemiochodzca bya pentadriask czarownic w przebraniu. Cakiem prawdopodobne, e
wieci o jej rezygnacji dotary do Ithanii Poudniowej i jedna z pitki czarownikw przybya
w poszukiwaniu zemsty za mier ich przywdcy Kuara, ktrego Auraya zabia podczas
wojny.
Cho odesza od Biaych, zachowaa zdolno lotu i uzdrawiania. Nie miaa jednak
moliwoci, by sprawdzi, czy wci posiada Dary walki, ktre zesali jej bogowie dla obrony
Ithanii Pnocnej.
Nie mam pojcia, jak silne s teraz moje Dary, ale jak dotd wydaje si, e ich moc si
nie zmniejszya. Dowiem si dokadnie, jeli ta kobieta naprawd okae si pentadriask
zabjczyni.
Moga tylko zakada, e nie jest ju niemiertelna. Minie kilka lat, zanim oznaki
starzenia potwierdz, e utracia ten Dar. Czy byo warto? Rozejrzaa si po Przestrzeni i
pokiwaa gow. Umiejtno przemieszczania si szybko z wioski do wioski poczona z
Darem uzdrawiania, ktrego nauczy j Mirar, podczas zarazy sercoera pozwoliy ocali od
mierci wiele setek Siyee. Jednak nie wszystkich. Nie potrafia przebywa w dwch
miejscach naraz, a kiedy zaraza osigna szczyt, byo zbyt wielu chorych, by zdya do nich
dotrze.
Cho oficjalny powd opuszczenia grona Biaych - zaraza w Si - by ju przeszoci,
przekonaa si, e nie tskni za dawnym stanowiskiem. Bya zadowolona, wiedzc, e
przeyje reszt ycia, pomagajc Siyee. Juran pozwoli jej pozosta kapank, przesa nawet
kapaski piercie i cyrkle dostarczone przez jednego z dwch kapanw, ktrzy doczyli do
przebywajcej ju w Przestrzeni pary.
Juran by jedynym Biaym, ktry wci si z ni porozumiewa. Od pozostaych nie
usyszaa ani sowa. Bogowie te ju jej nie odwiedzali, cho niekiedy w magii wok siebie
wyczuwaa co, co sugerowao obecno Chai.

Ciekawe, czy mnie obserwuje. On pewnie wie, czy ta ziemiochodzca jest


pentadriank, czy nie. Ciekawe, czy by mnie ostrzeg, gdyby bya.
Brakowao jej tych odwiedzin. Czasem nocami tsknia za jego dotykiem, za subteln
rozkosz, jak jej dawa, gdy byli kochankami. Lecz byo to tylko wraenie, a nie uczucie.
Najbardziej brakowao jej kogo, komu mogaby si zwierzy, z kim podzieliaby si
troskami.
Nawet jeli ten kto sam byby rdem tych trosk, mylaa.
Dotarli do granicy lasu i Sirri poprowadzia ich do swojej altany. Bya troch wiksza
ni przecitna, co pozwalao Mwcy organizowa tu zebrania. Usiedli wewntrz i zabrali si
do jedzenia chleba, owocw i orzechw, ktre Sirri uoya przed nimi na stole. Po kilku
minutach wrci Sreil z posacem, modym czowiekiem, ktry przedstawi si jako Tyve i
wydawa si znajomy.
- Spotkalimy si ju, prawda? - spytaa Auraya.
Siyee kiwn gow.
- Tak. Pomagaem tkaczowi snw Wilarowi, kiedy w zeszym roku przybya do
naszej wioski.
Wilar. Na dwik tego imienia dreszcz przenikn Auray, a we wspomnieniach
rozbysa twarz mczyzny. Wilar to imi, ktre przybra Mirar, gdy przebywa pord Siyee.
Wilar, Mirar, Leiard. Ciekawe, czy uywa te innych... Bya przeraona, gdy odkrya,
e czowiek, od ktrego w dziecistwie uczya si magii i uzdrawiania, ktrego kochaa i
ktremu ufaa jako dorosa, w rzeczywistoci by synnym Mirarem, niemiertelnym
zaoycielem sekty tkaczy snw. To oszustwo najpierw j rozgniewao, ale nie potrafia
zachowa tej wciekoci, kiedy otworzy przed ni umys, pokazujc prawd o swej
przeszoci.
Trudno byo sobie wyobrazi, jak to wszystko przey: zmiadony pod budynkiem,
pozostajcy przy yciu, acz pozbawiony pamici, kiedy jego okaleczone ciao z wolna leczyo
si samo przez wiele, wiele lat. Wymyli sobie osobowo, ktra bya Leiardem, i stumi
wasn, aby ukry przed bogami swoj tosamo.
To cud, e przey, pomylaa. I nic nie poradz, e go za to podziwiam.
Zanim spotkaa si z nim w wiosce klanu Pnocnej Rzeki, prawdziwa ja Mirara
odzyskaa panowanie nad ciaem, ale dopiero po poczeniu si w jaki sposb z osobowoci
Leiarda.
Wanie zaczynaam go lubi, kiedy bogowie kazali mi go zabi.
- Pamitasz? - spyta ostronie Tyve. Wrcia mylami do chwili obecnej.

- Tak, pamitam. Sirri mwia mi, e spotkalicie wczeniej t ziemiochodzc?


Kiwn gow.
- Tak, w tym samym miejscu, gdzie po raz pierwszy spotkalimy Wilara. Myl, e si
znali.
Serce Aurai zamaro. Czy to moe by ta przyjacika, ktr dostrzega w pamici
Mirara, kiedy ukaza jej swe myli?
- A jak ona wyglda?
- Wysoka, wosy koloru krwawego pdu, ale janiejsze, blada skra, zielone oczy.
Auraya kiwna gow. Kobieta we wspomnieniach Mirara miaa rude wosy.
- Czy podaa ci swoje imi?
- Tak. Jade Dancer.
- A co jej dolega?
- Nie wie. Co w brzuchu.
Jeli ta kobieta bya przyjacik Mirara, to po co przybya do Si? Moe go szuka, bo
liczya na jego pomoc i odkrya, e znikn? Auraya zmarszczya czoo. Czy ta dolegliwo
jest rzeczywista, czy wymylona, aby mnie do niej doprowadzi? Dlaczego chce si ze mn
spotka?
Jeli kobieta jest przyjacik Mirara, to prawdopodobnie nie wspieraj jej bogowie.
Czy ktry z nich nas teraz sucha? Przeszukaa magi wok siebie, ale nie dostrzega
adnego znaku.
Ostatnie, czego bym teraz chciaa, to eby bogowie kazali mi znowu kogo zabi. Im
szybciej spotkam si z t kobiet i odel j jej drog, tym lepiej.
- Pomoesz jej? - spyta Tyve. - Jest mia - doda.
Auraya skina gow.
- Pomog.
Nawet jeli nie jest chora, chc wiedzie, po co przebywa w Si. I moe ma wieci o
Mirarze.
Ciche szuranie i brzk acuchw zabrzmiay echem w studni schodw, kiedy kabina ruszya
w gr. Danjin przyglda si, jak mija kolejne poziomy Wiey. Czasami mia wraenie, e
klatka jest nieruchoma, a to Wiea przesuwa si w gr i w d wok niej. Wtedy
zastanawia si, czy Auraya ma takie samo wraenie, kiedy leci. Sw umiejtno opisywaa
jako przesuwanie si w relacji do wiata. A moe czasami czua, jakby przesuwaa wiat w
stosunku do siebie?

Klatka zwolnia i zatrzymaa si na poziomie szerokiego stopnia. Drzwi si otworzyy,


bez wtpienia pchnite magi kierowan przez stojc obok niego kobiet.
Zerkn na Dyar z Biaych, drug wrd przywdcw cyrklian co do starszestwa i
mocy. Wysza pierwsza, prowadzc go z klatki przez schody a do drewnianych drzwi.
Zapukaa, a Danjin poczu dreszcz niepokoju. To by kiedy pokj Aurai. Jako jej
doradca bywa tu wielokrotnie. Teraz komnata naleaa do jej nastpczyni, Ellareen z Biaych.
Praca doradcy bya trudna, lecz znon czyni j fakt, e Danjin lubi i szanowa
Auray. Czy liczyby na zbyt wiele, majc nadziej, e tak samo bdzie z najnowsz z
Biaych? Zastanawia si, czy j polubi, a rwnoczenie niepokoi, czy ona polubi jego.
Nie pomoe mi, gdy bd j cigle porwnywa do Aurai, pomyla.
Wiedzia, e czasami nie zdoa si powstrzyma, a ona nie moe nie wyczyta tego z
jego myli...
Drzwi si otworzyy i w progu stana wysoka szczupa kobieta. Wosy miaa uoone
w wyrafinowan fryzur, a na sobie bia tunik i cyrkle z tkaniny najwyszej jakoci.
Wydawaa si elegancka i zrwnowaona, ale nie pikna, zauway. Chocia nie
nieatrakcyjna. Wygldaa na starsz od Aurai, ale najwyej o kilka lat.
- Ellareen - powiedziaa Dyara. - To jest Danjin Spear.
- Wejd, prosz - odpara nowa Biaa i cofna si.
Wskazaa im miejsca i podaa wod. Sprawdzi ju, e pochodzi z Somreyu. Jej ojciec
pracowa dla bogatego kupca, a rodzina przeprowadzia si do Jarime, gdy zosta wybrany, by
kierowa hanijsk czci firmy. Ella wstpia do kapaskiego stanu, majc dwanacie lat, i
w kocu zostaa uzdrowicielk. Pracowaa w szpitalu od chwili jego powstania. Co
wydarzyo si w tym szpitalu krtko przed Ceremoni Wyboru, co dostatecznie
zaimponowao Biaym, by awansowali j do rangi wysokiej kapanki.
Musiaa te zrobi wraenie na bogach, skoro teraz bya Bia.
Pomimo skali odpowiedzialnoci, jaka na ni spada, promieniowaa spokojn
pewnoci siebie. To zaskoczyo Danjina. Kiedy pierwszy raz spotka Auray, wydawaa si
troch oszoomiona swoim Wyborem.
Dyara zacza wychwala zdolnoci Danjina, a on udawa, e zaprzecza... Tak jak to
robili, gdy przedstawiaa go Aurai, przypomnia sobie. Ellareen skrzywia lekko kcik ust i
uniosa do, by przerwa t prezentacj.
- Wiem, e Danjin Spear najlepiej nadaje si na to stanowisko - stwierdzia,
umiechajc si do Dyary. Przeniosa wzrok na niego. - W kocu jest jedynym, ktry moe
si powoa na wczeniejsze dowiadczenie w pracy z nowymi Biaymi.

Dyara wyprostowaa si nieco na krzele, jakby lekko zirytowana tym wtrceniem.


- Rzeczywicie, to zdecydowana przewaga.
- Na pewno. - Ellareen znw zwrcia si do Danjina. - Jak ci si pracowao z Auray?
Milcza przez chwil, zaskoczony tym szczerym pytaniem. Oczywicie, e jest
ciekawa swojej poprzedniczki, ale spodziewa si, e raczej bdzie unikaa tego tematu. Nie
by pewien dlaczego. Moe z powodu plotek krcych wok rezygnacji Aurai.
- To trudna praca, ale dawaa satysfakcj - odpar.
- Lubie j - stwierdzia.
- Tak - umiechn si.
Uniosa brwi, zachcajc, aby powiedzia co wicej.
- Odczuwaa empati wobec innych, myl, e to w rwnym stopniu uatwiao jej
prac i utrudniao.
Ellareen przytakna.
- Rzeczywicie. Jako uzdrowicielka wiem, e wspczucie moe by saboci, ale i
si.
Umiechn si na to przypomnienie, e Ellareen bya kapank uzdrowicielk. Moe
ta praca nauczya j panowania nad sob niezalenie od okolicznoci?
- A co ty uwaasz za swoje mocne i sabe strony, Ellareen z Biaych?
- Nazywaj mnie Ell - powiedziaa, a potem przygryza wargi, zastanawiajc si nad
odpowiedzi. - Nie wiem... Moe moj wiar w bogw. Kiedy nie ma oczywistych
odpowiedzi, robi to, co ka mi bogowie.
To brzmi jak jej osobista mantra. Interesujce.
- Rozsdna polityka.
Zerkna na Dyar, ktra umiechna si lekko, a potem znw spojrzaa na Danjina.
- Co prawda bogowie a do niedawna niczego mi nie zlecali - rzeka - jednak zawsze
daj im szans, zanim sama zaczynam robi porzdki.
Parskn lekko.
- Nie wtpi, e to doceniaj. Nie ebym sugerowa, e teraz zaczniesz baagani. Spojrza na Dyar. - Moesz wezwa wielu dowiadczonych pomocnikw.
- Tak, w tym i ciebie. Dyara mwia, e masz szpiegw w caej Ithanii.
- Szpiegw? - Danjin zamia si gono. - Trudno ich nazwa szpiegami. To po prostu
ludzie, ktrych znam, na rnych dworach i przyjaciele kupcy.
- Opowiedz mi o nich.

Doradca upi yk wody, poprawi si na krzele i zacz opowiada o ludziach, ktrych


zna, w grnych i dolnych warstwach spoeczestwa, a take o tym, jak pomagali mu w
przeszoci i jak mog zrobi to ponownie. Wydawaa si szczerze rozbawiona co weselszymi
anegdotami. To dobry znak. Poczucie humoru adnie rwnowayo t niemal irytujc aur
pewnoci, jak roztaczaa wok siebie.
Bdzie dobr Bia, uzna. Miejmy nadziej, e wytrzyma duej ni Auraya.

3
Auraya widziaa ju wodospady, gdy leciaa do wioski klanu Pnocnej Rzeki. Teraz, kiedy
opada ku nim mody przewodnik Siyee, zobaczya, e byo ich kilka, a kady spada do
niewielkiego jeziorka, skd pytka rzeka wypywaa do nastpnego progu.
Tyve skrci i wyldowa przy jednym z wodospadw, a Auraya opada obok.
Powietrze a syczao od szumu pyncej wody. Auraya rozejrzaa si. Miejsce byo pikne,
ale nie widziaa nawet ladu po ziemiochodzcej.
Tyve gestem wskaza jej kaskad.
- Ona mieszka w rodku, za wod. Moesz si tam dosta z boku.
- Dzikuj, Tyve. Lepiej wracaj ju do domu. Gdybym czego potrzebowaa, zajrz do
twojej wioski.
Kiwn gow, rozpdzi si lekko, wskoczy na gaz i rzuci si w powietrze. Patrzc,
jak odlatuje, Auraya przypomniaa sobie co o tym chopcu.
Chcia zosta tkaczem snw. Odczytaa to z jego myli, kiedy pomagaa Mirarowi
leczy chorych w wiosce. Mirar nie obiecywa, e bdzie go uczy, ale te nie odmwi.
Pewnie dozna zawodu, kiedy Mirar uciek z Si. Mimo wszystko tak byo lepiej.
Gdyby odwrci si od bogw, by zosta tkaczem snw, jego dusza zginaby wraz ze
mierci ciaa.
Koncepcja, e Siyee stan si tkaczami snw, troch j niepokoia. To ironia losu, e
kiedy ona zaoya szpital w Jarime, by zmniejszy liczb tkaczy snw, cigajc
potencjalnych uczniw do stanu kapaskiego, mody Siyee bardzo pragnie zosta tkaczem.
Niemal z ulg przyjmowaa fakt, e ju nie odpowiada za ten szpital. Juran donosi jej
o jego rozwoju. Dobrze wiedzie, e nadal dziaa, pomagajc mieszkacom miasta i
jednoczenie zwikszajc wiedz cyrklian o leczeniu. Ale nigdy nie czua si dobrze,
wiedzc, e chocia ratuje dusze, zachcajc potencjalnych tkaczy, by zostali kapanami,
jednak w ostatecznym rozrachunku prowadzi to do upadku tkaczy snw.
Teraz jej jedyn trosk byli Siyee. Przestaa myle o szpitalu i ruszya w stron
wodospadu.

Skalne urwisko pod oson wody tworzyo przewieszk i odkrya, e moe tamtdy
przelizn si do jaskini. Woda wpuszczaa do wiata, by ukaza pocztkow cz groty,
lecz w gbi czai si mrok. Signa po magi, stworzya wiateko, aby owietli tunel, i
ruszya nim do rodka. Przed ni pokazao si inne wiato i ukiem doprowadzio j do
wikszej jaskini. Przy jednej ze cian stay soje i dzbanki, a porodku dostrzega prymitywne
meble.
Na jednym z dwch prostych posa siedziaa odwrcona do Aurai plecami kobieta.
Nosia zwyczajn sukni, ale rozsypane na ramionach wosy miay barw gbokiej czerwieni.
Jej rce poruszay si przy jakiej czynnoci.
- Czy jeste Jade Dancer? - spytaa Auraya, uywajc mowy Siyee.
Kobieta musiaa si jako komunikowa z ludem niebios, skoro przesaa Aurai
wiadomo.
Uniosa gow znad tego, co robia, lecz nie odwrcia si.
- Tak. Wejd. Przygotowuj gorc mait. Mamy wiele do omwienia.
- Mamy? - Auraya ruszya naprzd.
Kobieta parskna.
- Owszem.
W tym miejscu byo co, co budzio niepokj. Auraya czua si odsonita, cho nie
dostrzegaa niczego gronego. Przystana wic, cigna nieco magii i osonia si barier.
Kobieta si odwrcia i przyjrzaa jej z zaciekawieniem.
- Skd ta ostrono? Nie chc ci zrobi nic zego.
Auraya patrzya na ni, szukajc jakich wskazwek w piknej twarzy. Zmarszczki
wok oczu i ust sugeroway, e kobieta jest ju w rednim wieku. Byy to lady wesooci, a
take blu czy rozgoryczenia.
- Wic czemu nie jestem o tym przekonana?
Jade zmruya oczy i spojrzaa w zadumie na Auray. Potem skina gow.
- Podejd jeszcze kilka krokw.
Auraya zawahaa si, a potem posuchaa. Jej bariera osaba nagle, wic znw signa
po magi, ale adna nie napyna.
I wtedy zrozumiaa to, co zmysy mwiy jej przez cay czas, i poczua przeraenie.
Wok niej nie byo adnej magii. Bya rwnie bezbronna jak zwyky, pozbawiony Darw
miertelnik. Cofna si i znw otoczya j magia.

- To, co wyczuwasz, to pustka. Ma tylko kilka krokw rednicy. Widzisz? - Kobieta


niedbale machna rk i przed ni pojawia si iskra wiata. - Moesz najpierw zebra troch
magii, by si chroni, gdy bdziesz j przekracza.
Auraya zastanowia si. Gdyby ta kobieta chciaa wykorzysta moment jej
bezbronnoci, ju by to zrobia. cigna wic magi, stworzya now barier i przesza
dalej. Teraz, kiedy wiedziaa o istnieniu pustki, atwo moga j zauway. Mimo to nie czua
si swobodnie, dopki znw jej nie opucia.
Jade przygldaa si jej z dyskretnym umiechem. Wskazaa drugie posanie.
- Usid.
Auraya usiada. Midzy dwoma kami sta okrgy gaz z wyrytym okrgym
otworem penym wrzcej wody. Jade przelaa czerpakiem wod do misy. Ziarna w misie
rozpuciy si, tworzc ciemnoczerwony pyn, a Auraya poczua wyrany zapach maity.
Kobieta nalaa pynu do dwch maych kubkw i podaa jeden Aurai.
- W zeszym roku na tym ku spa Mirar - powiedziaa.
Auraya wolno pokiwaa gow.
- Wic ty jeste t przyjacik. Tak podejrzewaam.
- To byo jeszcze zanim prbowaa go zabi - mwia dalej, nie zwracajc uwagi na
jej sowa. - Ale nie moga tego zrobi. - Zmruya oczy. - Dlaczego nie moga?
- Miaam swoje powody.
Kobieta przygldaa si jej ciekawie.
- Otworzy przed tob umys i pokaza ci prawd. Dlatego. Wiele zaryzykowa, eby
j poznaa.
- Albo po to, aby si ratowa.
Jade uniosa brwi.
- Tak wanie uwaasz? Czy nie przyszo ci do gowy, e zrobi to z mioci?
Auraya spokojnie patrzya jej w oczy.
- Mio nie ma tu nic do rzeczy. Chcia, ebym poznaa prawd, ale nie ukazaby mi
jej, gdybym nie prbowaa go zabi. Nadal by mnie oszukiwa.
Kobieta kiwna gow.
- Ale na pewno wiesz, e ci kocha. Czy ty kochasz jego?
Auray ogarny sprzeczne uczucia, ale uciszya je. Dlaczego ta kobieta zadaje takie
pytania? Po co chce wiedzie, czy kocham Mirara? Jest zazdrosna czy po prostu zaley jej na
przyjacielu? Auraya rozwaya moliwe odpowiedzi i potencjalne reakcje Jade. Zaprzeczenie
moe j rozgniewa, a tego nie chciaa. Jednak potwierdzenie moe zosta poddane prbie.

- Sama nie wiem - odpara szczerze. - Wtpi, poniewa waciwie go nie znam... A
raczej znam tylko jego cz. A czy ty go kochasz?
- Tylko jak przyjaciela.
- Pomoga mu odzyska tosamo.
- Tak. - Jade spojrzaa na swj kubek i zmarszczya czoo. - Sprowadziam go tutaj po
bitwie. By w strasznym stanie. Niepewny, kim waciwie jest. W jednej chwili Leiardem, w
drugiej Mirarem. - Skrzywia si. - W kocu jako to sobie poukada. Pomylaam, e tu, w
Siyee, bdzie bezpieczny, ale ma talent do pakowania si w kopoty. Najpierw ty o mao co
go nie zabia. Potem ledwo wymin Bia w Sennonie, a teraz... - Pokrcia gow.
Auraya przygldaa si jej sceptycznie.
- Poniewa najwyraniej chcesz, abym ci o to spytaa, wic: gdzie jest teraz?
W oczach kobiety bysno rozbawienie.
- Naprawd chc? Ale nie mog ci powiedzie, bo bogowie wyczytaj to z twoich
myli, kiedy tylko wyjdziesz z pustki.
- Kiedy wyjd... - Rozejrzaa si zdziwiona po jaskini, cho nie spodziewaa si
dostrzegalnych znakw potwierdzajcych jej podejrzenia.
- Pustka otacza nas ze wszystkich stron. Bogowie s istotami magicznymi, wic nie
mog nas tu dosign.
Auraya rozwaya t informacj. Jeli Jade powie jej, gdzie jest Mirar... Ale jeli ona
wie, gdzie jest, to bogowie mog uzyska te informacje od niej, bo przecie te musi kiedy
wyj z pustki. Chyba e... Chyba e Jade potrafi ukrywa swoje myli, tak jak Mirar.
Auraya opanowaa ch wpatrywania si w kobiet z osupieniem. Jak bardzo jest
potna? Moe take naley do niemiertelnych?
- Gdy odejd, bd wiedzieli, e ty tu jeste - zauwaya.
- To take odczytaj z moich myli.
Jade rozoya rce.
- Owszem. Ale dlaczego ma ich to interesowa? Jestem zwyk star zielark, ktra ma
wtpliwych przyjaci.
- Jeli Mirar ba si ujawni twoje istnienie, to masz powody do obaw.
Jade uniosa brwi.
- Wic nie jeste gupia. To dobrze.
- A jak planujesz mnie tu zatrzyma?
- Skadajc ci ofert zbyt dobr, by j odrzucia.
- A jeeli jednak odrzuc j i odejd?

- Wtedy nigdy wicej ju mnie nie zobaczysz.


Kobieta wydawaa si pewna siebie. Jeli jest niemierteln, to udawao si jej
uchodzi uwadze bogw przez setki lat. Unikanie mnie nie sprawi jej kopotw, pomylaa
Auraya.
- A jaka jest ta oferta?
Jade si umiechna.
- Naucz ci, jak ukrywa myli przed bogami.
A wic miaam racj. Potrafi zamkn swj umys. W kocu musi to umie, jeli ma
mnie tego uczy.
- Dlaczego?
- Dlaczego chc ci uczy czy dlaczego masz si na to zgodzi?
- Jedno i drugie.
Jade pochylia si.
- A gdybym ci powiedziaa, e Mirar ma kopoty i potrzebuje twojej pomocy? Co by
wtedy zrobia?
- Odpowiedziaabym, e nie mog mu pomc - odpara bez wahania. W pamici
zabrzmia znowu gos Chai: Jeli wystpisz przeciwko nam lub Biaym, lub naszym dzieom,
jeli sprzymierzysz si z naszymi wrogami, bdziesz uznana za wroga. - A jakie ma kopoty?
- Jest w miertelnym niebezpieczestwie.
Serce Aurai zabio szybciej. Czy ta kobieta chce j wyprbowa, czy moe faktycznie
zagraa mu mier? A jeli tak? Nie moga, nie chciaa mu pomaga, jeli to miaoby uczyni
j wrogiem bogw. Ju samo to, e nie chciaa go zabi, zbyt wiele j kosztowao.
Jade nagle wstaa i podesza do naczy przy cianie.
- Ciesz si, e nie musz podejmowa takich decyzji - powiedziaa. - Cho nigdy nie
dano mi wyboru. Zawsze byam przeladowana przez bogw. - Wzia jaki sj i odwrcia
si z umiechem. - Mirar jest w Murze, w maym nadmorskim miasteczku zwanym Bria,
gdzie tkacze snw s szanowani przez miejscowych ze wzgldu na swoje umiejtnoci. Nic
mu nie grozi.
Auraya odetchna z ulg, ale podejrzliwo szybko powrcia.
- Kamiesz przynajmniej co do miejsca jego pobytu. Nie powiedziaaby mi, gdzie jest,
skoro nie zgodziam si jeszcze uczy ukrywania myli.
Jade otworzya sj i powchaa zawarto.
- Na pewno nie? - Odoya naczynie. - Czy zechcesz zaryzykowa, e to prawda, i
sta si przyczyn jego zgonu?

Auraya pokrcia gow.


- Nie odpowiedziaa na moje pytania. Dlaczego chcesz mnie tego uczy?
- Mirar mnie prosi. Uwaa, e co ci grozi. Obawiaam si, e sam by tu przyby,
gdybym si nie zgodzia.
- Zaryzykowaa ujawnienie dla jego kaprysu?
Jade spowaniaa nagle.
- Obawiam si, e to nie kaprys. - Wrcia do posania. - Jeste w niebezpieczestwie.
- Niby jakim?
- Ze strony bogw, gupia dziewczyno. Rzucia im wyzwanie. Jeste zbyt potna.
Jedynym powodem, dla ktrego ci nie zabili, kiedy zrezygnowaa, byo to, e jeste dla nich
uyteczna. Teraz, gdy Siyee ju nie choruj, bogowie poszukaj jakiego pretekstu, by si
ciebie pozby.
Auraya przypomniaa sobie podsuchan rozmow bogw, kiedy ujawnia zamiar
rezygnacji.
:Dajcie jej, czego chce, powiedzia wtedy Saru. A potem moemy si jej pozby.
:Tylko jeli zwrci si przeciw nam, odpar Chaia.
- Potrzebny im jaki pretekst? - rzucia, wstajc. - Na przykad odkrycie, e nauczyam
si ukrywa przed nimi myli? Albo e przebywam w towarzystwie innej Dzikiej? - Omina
Jade i ruszya w stron wyjcia z jaskini. - Przeka Mirarowi, e najlepsze, co moe zrobi, by
mnie chroni, to nie miesza si do moich spraw.
Usyszaa za sob kroki kobiety.
- Mirar jest zadurzonym durniem. Dlatego nauczy ci uzdrawiania, cho wiedzia, e
w kocu odkryjesz, jak wanie ten Dar czyni nas niemiertelnymi. Da ci szans ucieczki.
Auraya wstrzymaa oddech i stana w miejscu. Jeli Jade mwia prawd, to Mirar
wiadomie pokaza jej co, co moe prowadzi do niemiertelnoci. Nic dziwnego, e
bogowie zakazali cyrklianom uczy si magicznego uzdrawiania. A jednak jej pozwolili na
nauk...
- Dostrzeg w tobie moliwoci... Ale bogowie take je dostrzegli - mwia dalej Jade.
- Mylisz, e dlaczego stawiali ci wobec tak niemoliwych wyborw? Znaj twoje saboci.
Chytrze wmanewrowali ci w porzucenie Biaych, a wyznawcy wierz, e powicia
wszystko dla Siyee. Teraz moesz zgin tragicznie i nikt si nawet nie zdziwi.
Auraya odwrcia si i spojrzaa na kobiet. Pokrcia gow.
- Kamiesz. - Na pewno kamie.
Jade rozemiaa si.

- Gdybym tylko kamaa... Czy zaryzykujesz?


W pamici Aurai powrcia twarz Chai. Nawet jeli Jade ma racj, to tylko czciowo.
Nie wszyscy bogowie chc mojej mierci.
Jeli odrzuci pomoc tej kobiety, to ryzykuje, e Huan i jej poplecznicy zabij j mimo
sprzeciww Chai. Jeli si zgodzi, ryzykuje, e straci wsparcie boga (o ile nadal je ma).
Odwrcia si. Gdy ruszya w stron wyjcia z jaskini, spodziewaa si, e Jade ruszy
za ni. Zamiast tego kobieta zawoaa.
- Jeste Dzika, Aurayo. Bogowie to wiedz. Po prostu czekaj na odpowiedni moment,
eby ci zabi.
- Jeszcze nie jestem niemiertelna - rzucia przez rami. Wyczua, e zblia si do
pustki, i wzmocnia magi, by utrzyma barier. - Nie musz sta si niemiertelna, nawet
jeeli mam potencja.
- Nie musisz te ukrywa swoich myli. Ale jeli bdziesz wiedziaa, jak to robi, to
gdyby obawy Mirara okazay si suszne, taki Dar moe ci si przyda.
Auraya zwolnia i zatrzymaa si w pustce. A po chwili zawrcia do wntrza bariery.
Jade patrzya na ni spokojnie.
Jeli nie ma zbrodni w posiadaniu wiedzy, ktra moe prowadzi do niemiertelnoci,
to nie ma jej te w wiedzy, jak ukrywa myli, uznaa. A jeli odmowa nauki u Jade
spowoduje powrt Mirara, to wywoa ca mas kopotw.
- Ile to potrwa? - spytaa.
Twarz kobiety zagodniaa.
- Kilka tygodni. Mniej, jeli szybko si uczysz.
- Siyee zaczn mnie szuka.
- Powiemy im, e zostaniesz, pki si nie upewnisz, e jestem zdrowa.
- Ach, tak, ta mityczna choroba. - Auraya podesza do kobiety. - Spodziewaj si
szybkiego wyzdrowienia, Jade Dancer, bo nie zamierzam zosta tu duej, ni to konieczne.
Kobieta parskna tylko.
- Zapewniam ci, e ja te nie.
Niewane jak czsto Reivan jechaa lektyk, nie moga si przyzwyczai do tego ruchu,
zwaszcza kiedy nioscy zaczynali biec. A moe chodzio o to, e czterej niewolnicy trzymali
w rkach jej godno i bezpieczestwo, co musiao budzi niepokj? Jak wszyscy niewolnicy,
i ci byli przestpcami, ale Sudzy Bogw wybrali ich do tego zadania ze wzgldu na
solidno, koordynacj i ch wsppracy.

Ktokolwiek ich jednak wybiera, z pewnoci zakada, e kady jadcy lektyk Suga
ma Talenty, ktrych uyje, gdyby musia si broni lub gdyby niewolnicy rzucili lektyk.
A ona nie miaa nawet wystarczajcych Talentw, eby poruszy nieruchomym,
dusznym powietrzem i troch si ochodzi. Zwykle Sug stawa si kto z Talentami, jednak
ona bya wyjtkiem. Powoanie na Sug Bogw byo dla Reivan nagrod za uratowanie
pentadriaskiej armii przed zagubieniem w kopalniach Sennonu... Czy to naprawd byo
niecay rok temu?
Westchna i prbowaa nie patrze na pot ciekajcy po grzbietach niewolnikw.
Oznaki ich zmczenia jej take odbieray spokj. A te czarne szaty Sugi te nie pomagaj,
dodaa w mylach, wsuwajc palce za brzeg dekoltu.
Niewolnicy skrcili w Parad i zaczli si przebija przez tum w stron Sanktuarium.
Grupa budynkw tworzca gwn wityni pentadrian wygldaa jak olbrzymie schody.
Imenja nakazaa, aby Reivan wrcia jak najszybciej, a perspektywa wspinania si przez
wiksz cz Sanktuarium, by do niej dotrze, nie wydawaa si przyjemna.
Niewolnicy postawili lektyk na ziemi przy szerokich schodach do budynku. Reivan
zatrzymaa si na chwil, by skinieniem gowy podzikowa ich nadzorcy, po czym
rozpocza wdrwk w gr.
Szeroka fasada zwieczona ukiem witaa goci w najwikszym pentadriaskim
budynku w caej Ithanii. Przechodzc przez jedno z wej, znalaza si w wielkiej,
przewiewnej hali. Sudzy kryli wok, gotowi do powitania nowo przybyych. Za hal
znajdowa si dziedziniec, ktry obesza brzegiem, trzymajc si chodnego cienia.
Potem zaczy si szerokie korytarze prowadzce przez Dolne Sanktuarium. Wszdzie
byli Sudzy w czarnych szatach, niczym plamy tuszu na tle biaych cian. Korytarz rozdziela
si kilka razy, a doprowadzi j do rodkowego Sanktuarium. Kiedy spieszya do Grnego
Sanktuarium, Sudzy schodzili jej z drogi i uprzejmie kiwali gowami.
Ich szacunek wzbudzi w niej pewn satysfakcj. Zachowuj si tak, odkd wrciy z
Imenj po wynegocjowaniu traktatu z Elai. Nie byo adnych protestw, gdy Imenja
mianowaa j swoj Towarzyszk. Ale i tak nie moga si powstrzyma, by nie szuka
znakw, e koczy si akceptacja dla niej wrd Sug.
Korytarze Grnego Sanktuarium byy szerokie i ciche. ciany udekorowano obrazami,
a podogi pokrywaa mozaika. Drzwi prowadziy do prywatnych dziedzicw, gdzie fontanny
utrzymyway chd. Reivan dysponowaa teraz kilkoma pokojami ozdobionymi w tym
samym surowym, cho luksusowym stylu, tak cenionym przez Gosy.

Przypuszczam, e gdyby kto mia spdzi wieczno, suc bogom, to wolaby przy
tym wygodnie y, pomylaa. Moe nie jestem niemiertelna i nie potrzebuj dla siebie wielu
komnat, ale ceni je rwnie za to, e s uznaniem pracy, jak wykonaam, a nie tylko su
wygodzie.
:Daleko masz jeszcze? w umyle Reivan odezwa si znajomy gos.
By moe tylko si jej wydawao, ale mylowe wezwanie Imenji sprawiao wraenie
naglcego. Reivan zmarszczya czoo.
:Nie. Jeszcze tylko dwa korytarze, odpara.
Teraz oprcz niepokoju czua take zatroskanie. Pewne drobne incydenty i sugestie
spowodoway, e podejrzewaa, i jej pani i Nekaun, Pierwszy Gos, przestali si lubi.
Zauwaya, e Imenja czsto nie zgadza si z Nekaunem, a Pierwszy Gos czsto zmienia
decyzje Imenji. Czynili to, oczywicie, uywajc najbardziej uprzejmego jzyka.
Istniay te bardziej subtelne oznaki. Kiedy byli w jednym pomieszczeniu, Imenja
nigdy nie patrzya wprost na Nekauna. Czsto krzyowaa rce albo odchylaa si od niego.
On za to wprawdzie umiecha si do niej, ale oczy zawsze wyraay inne ni dobry humor
emocje. Czasami gniew, czasami wyzwanie.
Pewnie zwyczajnie le ich odczytuj, tumaczya sobie Reivan, ale nic nie moga
poradzi na to uczucie niepokoju.
Kada oznaka konfliktu midzy Gosami, choby niewielka, wystarczy, by czowiek
poczu si nieswojo. Nawet gdyby zapomnie o ogromnej magicznej mocy, jak potrafili
przywoa, chodzio te o dugoterminowy dobrobyt ich ludu. Gosy musiay jako y z sob
przez ca wieczno. Lepiej, eby yy zgodnie.
Na paszczynie osobistej sytuacja bya jeszcze bardziej kopotliwa. Lubia Imenj.
Drugi Gos traktowaa Reivan jak przyjacik, a nie tylko Towarzyszk. Lubia te Nekauna,
ale w zupenie inny sposb. On nie traktowa jej jak przyjaciki, cho zachowywa si
przyjanie. Kiedy tylko kierowa na ni swj naturalny, odruchowy urok, czua przypyw
nadziei i podniecenia.
Liczya na to, e kilka miesicy na morzu uleczy j z pocigu do Nekauna, ale nic z
tego. Jednak wyprawa dodaa jej pewnoci siebie i determinacji, aby nie robi z siebie idiotki.
Nie moga wykonywa swojej pracy i jednoczenie go unika. Postanowia wic ignorowa to
mrowienie w odku i nieposuszne myli, ktre w niej budzi, dopki nie przyzwyczai si do
jego obecnoci tak, e stanie si zwyczajna i nieciekawa.

Dotara do pocztku korytarza prowadzcego na dug galeri, gdzie lubiy si


spotyka Gosy. Zatrzymaa si, aby uspokoi oddech, przygadzia szat, otara twarz,
oczycia umys i ruszya dalej.
Odgosy rozmowy doprowadziy j na sam koniec galerii. Kilka trzcinowych foteli
stao w miejscu, gdzie rozpociera si najpikniejszy widok na miasto. W fotelach siedzieli
Towarzysze i Gosy, wszyscy z wyjtkiem Nekauna, ktry jak zwykle sta oparty o balustrad
i spoglda z gry na innych rzdzcych.
Reivan wykrelia na piersi znak gwiazdy i z szacunkiem skina gow. Pity Gos,
Shar, sczy aromatyzowan wod. Jego blada skra i dugie jasne wosy kontrastoway z
krtk fryzur i brzow cer Genzy. Vervel, Trzeci Gos, by bardziej krpy i wyglda na
starszego ni jego towarzysze. Genza jak zwykle przyniosa jednego ze swoich tresowanych
ptakw, a u stp Shara lea vorn. Waciwie na stopach Shara, zauwaya Reivan. Bestia
dyszaa ciko w upale.
Unikajc wzroku Nekauna, Reivan spojrzaa na Imenj, Drugi Gos. Jej pani bya
smuka i elegancka; wygldaa na trzydzieci par lat. Imenja umiechna si do Reivan i
gestem wskazaa pusty fotel obok siebie.
Przybycie Reivan przerwao rozmow, ale kobieta nie cigna na siebie powszechnej
uwagi. Wszyscy nadal spogldali wyczekujco na Nekauna.
Umiechn si.
- Skoro ju wszyscy jestemy, chc wam przedstawi mojego dawnego przyjaciela,
Heshem Guidea. Wanie wrci z Ithanii Pnocnej, gdzie prowadzi dla mnie badania nad
pewnymi aspektami najnowszej historii.
Ktem oka Reivan zauwaya, e Imenja marszczy czoo. Jednak wyraz dezaprobaty
znikn z jej twarzy, kiedy w korytarzu zabrzmiay kroki. Reivan obejrzaa si i zobaczya
wchodzcego na galeri mczyzn w rednim wieku.
Spodziewaa si, e kto o tak wyranie sennoskim imieniu bdzie mia
charakterystyczn dla tej rasy szczup budow i ogorza cer, lecz Heshema wyglda
zwyczajnie. Gdyby miaa go opisa, trudno byoby jej wymieni jak cech, ktra
wyrniaa go spord innych. By cakiem bezbarwny. Ale jeeli zbiera dla Nekauna
informacje w Ithanii Pnocnej, to znaczyo, e by szpiegiem, a szpieg woli raczej nie
wyrnia si z tumu.
- To spotkanie jest dla mnie zaszczytem - powiedzia Heshema gbokim melodyjnym
gosem.

Kiedy Gosy mrukny co w odpowiedzi, Reivan si umiechna. Jego wyrniajc


cech jest gos, pomylaa. Cho pewnie nauczy si uywa tembru mniej zapadajcego w
pami, jeli zachodzia potrzeba.
- Poprosiem Heshem, aby przekaza wam to, czego si dowiedzia - owiadczy
Nekaun. - Niektrzy z was znaj ju cz tych wiadomoci, ale z pewnoci wszyscy
dowiecie si czego nowego.
Pierwszy Gos spojrza na Heshem, a mczyzna skin gow.
- Przybyem do Jarime pod koniec zimy - zacz. - Chd zachca wtedy prostych
ludzi, aby spotykali si w oberach, grzali przy paleniskach i wymieniali plotki. Najczciej
mwili o rezygnacji Aurai z Biaych. Oficjalne wyjanienie brzmi, e odesza, by powici
si pomocy Siyee, ktrych bardzo mocno dotkna zaraza. Wielu podziwiao j za to, e dla
tak szlachetnej sprawy powicia niemiertelno i wielkie magiczne moce. Niektrzy jednak
kwestionowali te wyjanienia, spekulujc, e by moe bogowie usunli Auray z krgu
Biaych za jakie przestpstwo czy bd. Bdem, ktry uwaali za najbardziej
prawdopodobny, bya sympatia dla tkaczy snw. To ona doprowadzia do tego, e
uzdrowiciele cyrklian i tkacze snw pracowali razem, leczc potrzebujcych w jednej z
dzielnic miasta, w budynku, ktry nazwali szpitalem. Nie byo to popularne posunicie,
zwaszcza wrd bogatszych obywateli. Inne wersje krce wrd ludzi to romans z tkaczem
snw i to, e zaniedbaa swoje obowizki Biaej, eby pomaga Siyee. Niektrzy nawet
twierdzili, e staa si pentadriank.
Gosy zachichotay, a Heshema rozcign wargi w umiechu.
- Pojawiy si te domysy, e Auraya wcale nie opucia Biaych - mwi dalej - i e
to tylko podstp, by skoni nas do bitwy. Jednak szybkie awanse wrd cyrklian sugeruj co
innego. Tylko wysocy rang kapanki i kapani mog zosta Biaymi. Ostatecznego wyboru
najwyraniej dokonuj ich bogowie, ale Biali dbaj o to, aby nie zabrako im kandydatw.
Jego gos by dziwnie pozbawiony sceptycyzmu, zauwaya Reivan.
- Czy zauwaye co, co kazao ci si zastanowi, czy ich bogowie s prawdziwi? zapytaa Imenja.
Heshema zerkn na Nekauna.
- Nic, co daoby mi pewno.
- Nie w tym celu wysaem tam Heshem - przerwa Nekaun.
- Nie? - Imenja umiechna si do niego. - Oczywicie, e nie, ale moe co zauway.
- Spojrzaa na szpiega. - Mw dalej, Heshemo.
Mczyzna skoni gow.

- Wtpiem, by Biali byli dla mnie uprzejmi, gdybym ich wypytywa, wic poszukaem
innego rda informacji. Udajc genriaskiego kupca, spotkaem si z dawnym doradc
Aurai, Danjinem Spearem. On wierzy, e oficjalne wyjanienie jest prawdziwe. Jego zdaniem
Siyee ju przy pierwszym spotkaniu skradli serce Aurai. Ale jestem pewien, e ukrywa jaki
sekret dotyczcy swej dawnej pani. Co osobistego. Mwi, jakby co, co zrobia, bardzo go
rozczarowao.
- Romans? - spytaa Genza.
Heshema wzruszy ramionami.
- To moliwe.
- Wspomniae, e kr plotki o romansie z tkaczem snw - przypomnia Vervel.
- Tak. Ale nie dawaem im wiary, dopki nie wypytaem Siyee. Syszaem, e w
Jarime mieszka garstka skrzydlatych ludzi, niektrzy jako ambasadorowie, inni - by szkoli
si na kapanw. Maj zaskakujco nisk tolerancj dla napojw alkoholowych. Para
nowicjuszy, z ktrymi rozmawiaem, z radoci przekazaa mi wszystkie plotki z Si dotyczce
ostatnich miesicy, ktre Auraya spdzia tam jako Biaa. Wrcia do Si na wie o
wyldowaniu tam waszych Sug, ale zostaa duej ze wzgldu na wybuch zarazy. Kiedy
przybya do pierwszej wioski, ktr zaatakowaa choroba, odkrya, e jest tam ju tkacz snw.
Znaa go i ci, ktrzy ich obserwowali, twierdz, e chowali do siebie jak uraz. Dogadali si
jednak i zachowywali przyjanie, kiedy Auraya opuszczaa wiosk. To, co zdarzyo si
pniej, jest tajemnic, ktr Siyee bardzo chcieliby pozna. Tkacz snw opuci wiosk bez
wyjanie, a Auraya wrcia do Jarime i wystpia z grona Biaych. Siyee wierz, e oba te
wydarzenia s powizane, ale nie maj pojcia jak. Kiedy jednak zasugerowaem romans, byli
przekonani, e to nie jest prawdziwy powd.
- Dla mnie brzmi to jak romans - uznaa Genza.
- Brzmi jak typowe plotki, ktre zawsze powstaj w takich sytuacjach, wic nie
powinnimy zakada, e to prawda - ostrzega Imenja. - Czy tkacz snw powrci do Si po
tym, jak Auraya wystpia z Biaych?
- Tego nowicjusze Siyee nie wiedzieli - odpar Heshema. - Byli zaskoczeni
nienawici, jak niektrzy Hanijczycy czuj do tkaczy snw. Mogli zatem postanowi, aby
powrt tkacza zachowa w tajemnicy. Ta hanijska niech i lk przed tkaczami snw ostatnio
pogbiy si jeszcze. Ich paranoja wzrosa tak mocno, e tu przed moim wyjazdem zaczy
kry pogoski, e przywdca tkaczy, Mirar, nie zgin i wrci, by dalej szkodzi
Hanijczykom.
Shar parskn miechem.

- Gdyby to bya prawda. Moglibymy go zwerbowa.


- Tkacze snw nienawidz przemocy - przypomniaa mu Imenja. - Ale spodziewam
si, e czowiek o jego talentach i dowiadczeniu, gdyby y, mgby sprawi cyrklianom
wiele kopotw.
- Te plotki kr take tutaj - zauway Nekaun. - Kilku moich przyjaci szukao ich
rda i wydaje mi si, e zrodziy si wrd tkaczy snw w caym Awenie, Dekkarze i Murze
mniej wicej w tym samym czasie.
- To ciekawe - mrukn Vervel.
- Owszem.
- Wic Biaych jest tylko czworo i by moe powrci jeden z ich dawnych
nieprzyjaci - stwierdzia Genza. - Czy moemy to jako wykorzysta?
- Nie - odpowied Nekauna bya stanowcza. - Pogoski o Mirarze to tylko plotki, a nasi
ludzie w Jarime donosz, e wczoraj wybrano nastpczyni Aurai. Nazywa si Ellareen
Spinner.
Analizowali t informacj w milczeniu, a potem Vervel mrukn co cicho. Spojrza
znaczco na Nekauna, a potem na szpiega.
Nekaun przytakn.
- Dzikuj ci, Heshemo. Teraz musimy omwi te sprawy na osobnoci.
Szpieg wykona znak gwiazdy i opuci galeri.
- A wic - rzek Vervel, gdy ucichy kroki - jeli Auraya wci jest sprzymierzecem
Biaych, maj teraz przewag.
- Tak.
- Czy mylicie, e nas zaatakuj?
- Nie moemy ryzykowa, zakadajc, e nie - odpar Nekaun. - Musimy znale
sposb, by znw przechyli szal na nasz stron.
- Gdyby tak Mirar wrci - westchn smtnie Shar.
- Nawet gdyby, to czarownik, ktry nie zabija, na nic si nam nie przyda przypomniaa Imenja. - Nie wtedy, kiedy Auraya robi to cakiem chtnie, co skutecznie
zademonstrowaa podczas bitwy.
- Musimy znale inny sposb - rzek Nekaun, cho raz zgadzajc si z Imenj, jak
zauwaya Reivan. - Prosz, ebycie to dokadnie przemyleli. Moi szpiedzy zbieraj
wszystkie moliwe informacje o tej nowej Biaej. Chciabym te wiedzie, jakie Dary i moc
zachowaa Auraya.

Gosy i Towarzysze pokiwali gowami. Po chwili milczenia Nekaun znw si


umiechn i bez ostrzeenia spojrza na Reivan. Dreszcz przeszed po jej ciele i poczua, e
si rumieni.
- A teraz przejdmy do innych spraw. Powiedz nam, Reivan, ile pirackich statkw
zatopili w tym tygodniu nasi przyjaciele z Elai?

4
Mirar zatrzyma si przed mostkiem i z umiechem spojrza na pitrowy dom na palach. Od
stu lat nie odwiedza Domu Tkaczy Snw... Jeli nie liczy tego w Somreyu, kiedy by
jeszcze Leiardem. Ju dawno znikny z pnocnoithaskich miast i miasteczek, wic
odkrycie, e wci istniej w Ithanii Poudniowej, byo przyjemn niespodziank.
Przeszed po mostku, zbliy si do drzwi i zapuka.
Z wntrza dobieg odgos krokw na drewnianej pododze, potem drzwi si otworzyy
i wyjrzaa kobieta w rednim wieku w stroju tkacza snw. Mirar si zawaha, pewien, e co
mu umkno, a uwiadomi sobie, e oczekiwa szczknicia odsuwanego rygla.
Tkacze snw w Ithanii Poudniowej nawet nie zamykali drzwi na zamek!
- Witaj. Jestem tkaczka snw Tintel. - Kobieta umiechna si i otworzya szerzej
drzwi.
To, co powiedziaa potem, byo dla niego niezrozumiae, ale wyczuwa sympati.
Gestem zaprosia go do rodka.
- Dzikuj ci. Jestem tkacz snw Wilar.
Wszed do niewielkiego pomieszczenia. Pod cianami stay rwno pary sandaw zdejmowanie obuwia pod dachem byo w tej okolicy powszechnym obyczajem. Z gbi
budynku dobiega gwar wielu gosw.
Sign do torby i wyj mieszek monet, ktry da mu Yuri, asystent Rikkena. Kiedy
Mirar odmwi przyjcia sowitej zapaty za swe usugi, Yuri poradzi mu, eby odda te
pienidze tkaczom snw.
- Dla Domu - powiedzia po awesku, wrczajc mieszek Tintel. Mia nadziej, e
zrozumie.
Kobieta wzia sakiewk i zajrzaa do rodka. Uniosa brwi i powiedziaa co w swoim
jzyku. Kiedy zmarszczy brwi i pokrci gow, przyjrzaa mu si uwanie i zobaczy w jej
oczach zrozumienie.
- Jeste cudzoziemcem? - spytaa po awesku.
- Tak. Z pnocy.
- Nieczsto miewamy goci stamtd.

To mnie nie dziwi, pomyla. Schyli si, by zdj buty, a kiedy skoczy, gospodyni
otworzya kolejne drzwi, odsaniajc znacznie wikszy pokj. Rzdami stay tam stoy, a
wiele krzese zajmowali tkacze.
- Zblia si pora posiku. Przycz si do nas.
Wszed za ni za prg. Tintel przemwia gono i tkacze odwrcili si, spogldajc na
ni i Mirara. Odgad, e go przedstawia, wic formalnie dotkn piersi, ust i czoa. Wszyscy
si umiechnli i kilku powiedziao co na powitanie, aden jednak nie powtrzy gestu.
Kiedy Tintel wskazaa mu krzeso, tkacze wrcili do przerwanych rozmw.
Atmosfera bya do swobodna i cho Mirar nie rozumia ani sowa, uspokajay go ich
miechy. Sucy wnieli posiek: paski, spieczony chleb ukadany na misach ostro
przyprawionego gulaszu oraz mleczny napj, ktry - ku uldze Mirara - agodzi pieczenie w
ustach. Jak zauway, wikszo tkaczy snw bya moda. W miar jak wypeniay si ich
odki, rozmowy nieco cichy i staway si bardziej powane. Tintel take usiada przy stole,
kiedy wniesiono jedzenie, a teraz spojrzaa na Mirara.
- Co wiesz o kopotach w Jarime, Wilarze? - spytaa po awesku.
Zmarszczy czoo.
- Wiem, e zbieray si tumy cyrklian, by protestowa przeciwko... szpitalowi. - Uy
hanijskiego sowa, gdy nie mg sobie przypomnie adnego aweskiego odpowiednika.
- Jest gorzej - skrzywia si Tintel. - Zdarzay si pobicia tkaczy. Zabjstwa. Spalono
dom tkaczy snw.
- W Jarime nie ma...
Mirar urwa, gdy poj, co ma na myli. Nie byo Domu Tkaczy Snw, ale byo kilka
bezpiecznych schronie, domw ludzi, ktrzy sympatyzowali z tkaczami i oferowali im
gocin.
Takich ludzi jak Milo i Tanara Baker. Poczu dreszcz, gdy przypomnia sobie t par,
u ktrej si zatrzyma. Tylko ssiedzi i przyjaciele wiedzieli, e ich dom by bezpiecznym
schronieniem dla tkaczy - dopki ja nie przybyem. Potem zostaem doradc Biaej i z
pewnoci wicej ludzi dowiedziao si o Bakerach. Mam nadziej, e to nie ich dom spon.
- O tym nie syszaem - zapewni. - Dzi w nocy pocz si z tkaczami snw na
pnocy i dowiem si jak najwicej od swoich przyjaci.
- Co ci sprowadza do Dekkaru? - zapyta jaki mody czowiek.
Mirar wzruszy ramionami.
- Lubi podre. Chciaem zobaczy poudnie.
- A nie uciec przed pogromami?

Tintel cmokna ostrzegawczo i rzucia mczynie spojrzenie pene dezaprobaty.


- Uczciwe pytanie - stwierdzi z umiechem Mirar. - Nie wiedziaem, e sytuacja tak
szybko i tak bardzo si tam pogorszy. Ciesz si, e tutaj jest dobrze, ale auj, e nie mog
pomc przyjacioom.
Mczyni i kobiety przy stoach ze zrozumieniem pokiwali gowami.
- Tkacze snw maj tu dobre ycie - stwierdzi inny z modych.
Mirar przytakn.
- Przekonaem si, e Sudzy s... - poszuka odpowiedniego sowa - ...przyjani.
- Nie znaj si na uzdrawianiu tak jak my - stwierdzia moda kobieta. - I dobrze pac.
- Sudzy pozwalaj wam si leczy? - zdziwi si Mirar.
Pokiwali gowami.
- Syszaam, e mylowe poczenia s na pnocy zakazane - odezwaa si moda
kobieta. - To prawda?
- Prawda.
Umiechna si, gdy na ni spojrza. I co w tym umiechu kazao mu popatrze
uwaniej. I kiedy rozpozna subtelne przekazy jej postawy i wyrazu twarzy, poczu, e serce
zaczyna bi mu szybciej.
Aha... Ona wie, czego potrzebuje od mczyzny, i nie waha si po to siga. Nie
zdziwiby si, gdyby odnalaza go pniej. Pytanie brzmiao jednak: co on zrobi, kiedy do
tego dojdzie?
- Tkacze snw w ogle si nie cz? - zapyta kto.
Odwrci si do modej kobiety i skin jej gow.
- czymy si, ale nie mwimy o tym cyrklianom.
W sali rozleg si pomruk rozbawienia. Moda kobieta nadal si do niego umiechaa.
- Pewnie niewiele masz okazji, jeli duo podrujesz. Moglibymy dzisiaj si
poczy.
Jej nie chodzi o poczenie umysw, uzna. Zreszt takie poczenie byoby bardzo
ryzykowne. Zbyt wiele mam do ukrycia... Chocia teraz, kiedy Emerahl pomoga mi
odzyska zdolno osaniania myli, pewnie udaoby mi si ich sucha, nie zdradzajc siebie.
Ale nie dzisiaj.
- Dzikuj, ale musz si wyspa - odpar.
Pozostali nie wydawali si uraeni. Tintel zmarszczya gronie brwi, patrzc na mod
kobiet, a potem rzucia mu przepraszajce spojrzenie, jakby si martwia, e to jego uraono.

- Wybacz Dardel, mwi za szybko. Moesz uczestniczy w poczeniu, jeli chcesz,


ale jeli nie, nie bdziemy tego kwestionowa. Pnoc i poudnie s wrogami. Moe si
zdarzy, e wiesz co, co rozprzestrzenione drog cza dotrze do nieodpowiednich ludzi,
przez co moe wywoa konflikty i wojn.
Zaskoczony jej domylnoci Mirar podzikowa za uprzejmo. Inni przestali
zwraca na niego uwag; prbowa ledzi ich rozmowy, kiedy poruszali inne tematy i czsto
wracali do miejscowego jzyka. Wreszcie wstali i zaczli zbiera talerze.
- Poka ci twj pokj - zaproponowaa Tintel. Przeprowadzia go korytarzem do
stromych schodw. - Jutro wieczorem, jeli nadal tu bdziesz, moesz si do nas przyczy
po kolacji.
- Dzikuj. Ale chyba nie bd mia wiele do powiedzenia. Wci nie rozumiem zbyt
dobrze aweskiego, a dekkaski jest dla mnie cakiem nowy.
- Jak dugo zamierzasz zosta w Kave?
- Nie wiem. A ile czasu potrzebuj, eby obejrze miasto?
Umiechna si.
- Niektrzy uwaaj, e trzeba roku, eby dobrze pozna Kave, inni twierdz, e
wystarczy godzina. Jeli masz czas, zosta, jak dugo chcesz. - Zatrzymaa si przed
otwartymi drzwiami. - To tutaj. Spij dobrze.
Podzikowa jeszcze raz, wszed i zamkn za sob drzwi. Pokoik by wski: mieci
tylko ko, kilka pek i stolik. Odstawi torb pod pki i usiad na ku. Byo jeszcze za
wczenie na sen, ale koniecznie chcia si skontaktowa z Arleej. Powinna wiedzie, co si
dzieje w Jarime.
Wsta znowu i zacz si rozbiera. Zdy zdj kamizelk, gdy kto zastuka do
drzwi.
Otworzy i umiechn si, widzc na korytarzu Dardel.
Nie bya pikna, ale nie bya te nieatrakcyjna. Niektre kobiety maj w sobie po
prostu jaki urok. Polega on na kombinacji szczerego i miaego zainteresowania seksem
oraz krgego, kobiecego ciaa, ktre zapraszao do zabawy. Nie mona nie lubi kobiety,
ktra wie, czego chce i jak to osign.
Trzymaa du mis i dzban wody.
- To dla ciebie - powiedziaa. - eby zmy z ciaa kurz podry.
- Dzikuj.
Wzi je i odwrci si, eby wnie do pokoju.
- Gdyby potrzebowa pomocy...

Pomocy przy myciu? Zdusi miech i obejrza si na ni. Staa oparta o framug,
krzyujc rce pod obfitym biustem. Lekki umieszek bdzi na jej wargach.
Musz porozmawia z Arleej, przypomnia sam sobie. Musz si dowiedzie, czy
Tanara i Milo Bakerowie s cali i zdrowi.
- Poradz sobie - zapewni.
Jej umiech znikn, ale nie do koca.
- Jutro porozmawiamy - stwierdzia, odstpujc od wejcia. W jaki sposb potrafia
sprawi, e sowa te zabrzmiay jak obietnica. - pij dobrze.
Kiedy drzwi si zamkny, nabra tchu i wolno wypuci powietrze. Jak mog si
interesowa kobiet, skoro... Nie. Jak mog stawia sobie takie gupie pytania! yj. Lubi
kobiety. Leiard odszed i nie moe mnie powstrzyma. Dlaczego mam odpycha t kobiet z
powodu Aurai?
Ale przecie to zrobi. Nie by a tak zmczony, a z Arleej mg si skontaktowa
pniej.
To gupie. Kocham Auray i potrafibym dla niej zrezygnowa z innych kobiet, ale nie
mog jej mie. Nie jestem nawet pewien, czy ona take mnie kocha. Zreszt ona te miaa
przynajmniej jednego kochanka oprcz mnie. Wic czemu ja nie mog?
Pokrci gow.
Z powodu tej ladacznicy, z ktr zobaczya mnie po bitwie. Wtedy wydawao mi si to
usprawiedliwione, ale wiem, e bardzo j zranio. Nie chc ryzykowa czego podobnego w
przyszoci. Przypumy, e udaoby nam si kiedy znowu by razem tak, by bogowie nie
zabili jednego z nas lub obojga. Wtedy odkrycie, e znowu wszystko popsuem, byoby
doprawdy ironiczne i irytujce.
Emerahl spodziewaa si, e Auraya bdzie trudn uczennic. Dawna Biaa miaa prawo by
przekonana o wasnej wyszoci, a take zbyt dumna, by przyjmowa polecenia, zwaszcza
od Dzikiej. Jednak Auraya bez dyskusji wykonywaa wszystkie instrukcje, a wszystkie
zadawane pytania byy sensowne i rozsdne.
Powinnam przyj to z ulg, ale tylko mnie to irytuje.
Odczuwaa pokus, by sprawdzi tolerancj Aurai, proszc j o zrobienie czego
miesznego i poniajcego. I to take martwio Emerahl. Nie podobaa jej si myl, e moe
by zdolna do takich tyraskich zachowa.

Teraz Auraya siedziaa ze skrzyowanymi nogami na posaniu, ktre kiedy zajmowa


Mirar. Oczy miaa zamknite, donie trzymaa na kolanach, spoczywajce lekko na materiale
biaej tuniki. Kapaski piercie tkwi na jej palcu, a kapaska cyrkla wisiaa na parawanie
obok. Emerahl nigdy by si nie spodziewaa, e bdzie uczy cyrkliask kapank, a co
dopiero dawn Bia. Nie umkna jej take ironia tego, e uczy kapank ukrywa myli
przed bogami.
Obserwujc Auray, nie moga zaprzeczy, e kobieta jest atrakcyjna. Fizycznie nie
mogaby chyba bardziej si rni od Emerahl. Twarz miaa wsk, o ostrych rysach,
Emerahl za szerok. Bya wysoka i szczupa, a Emerahl - niska i krga. Wosy miaa proste,
kasztanowe, Emerahl - rude i kdzierzawe.
Jeli Mirar takie wanie lubi, pomylaa, a potem niemal parskna miechem. Jestem
zazdrosna? I dlatego ona mnie tak irytuje? Stumia westchnienie. Przeylimy z Mirarem
wiele piknych chwil. Bylimy kochankami, ale nigdy nie byam w nim zakochana. Nie tak,
jak normalni ludzie si zakochuj, zostaj par i tak dalej. Nigdy nie byam zazdrosna o
kobiety, z ktrymi sypia. Bylimy tylko przyjacimi.
Wic skd ta uraza? Moe to zwyka troska o siebie... Mirar niejeden raz ratowa
Emerahl przed innymi i przed sam sob. Czy uczyni to znowu, jeli sprawa bdzie wymagaa
wyboru pomidzy ni a Auray?
Prawdopodobnie wybraby Auray, uznaa. A potem ona by go zabia. Nadal jest
wyznawczyni bogw.
To szalestwo! Po co tu siedz i tak si naraam?
Poniewa Mirar j o to poprosi, a Blinita go popary. Auraya miaa szans na
niemiertelno. By moe nigdy nie zrobi tego kroku z obawy, e bogowie si od niej
odwrc, ale istniaa moliwo, e co - lub kto - zmieni jej decyzj. Jeli zostanie
sojuszniczk, ten hazard i ryzyko si opac.
W takim razie lepiej nie bd z niej robia sobie wroga, zdecydowaa Emerahl.
Od pewnego czasu Auraya oddychaa powoli i rytmicznie. Zaskoczya Emerahl
informacj, e wie, jak osign senny trans - wiadomie wprowadzi si w stan psychiczny
niezbdny do uzyskania sennego poczenia z inn osob. Przyznawaa uczciwie, e niekiedy
sprawia jej to trudno. Wszystkie psychiczne poczenia byy dla cyrklian zakazane, ale
Auraya uwaaa to za niepraktyczne prawo, ktre niewielu traktuje powanie. W czasie
romansu z Leiardem czsto porozumiewaa si z nim poprzez senne cza.
Emerahl zamkna oczy, spowolnia oddech i stopniowo doprowadzia umys do stanu
snu. Kiedy bya ju gotowa, wezwaa Auray po imieniu.

:Nefryt? odpowiedziaa Auraya.


:Tak, to ja.
Emerahl wyczua u niej ulg i odgada, e to z powodu nawizania kontaktu.
:W czasie sennego poczenia moemy si porozumiewa, tumaczya, ale tylko jeli
obie strony s w transie albo przeszy do niego ze snu. Naucz ci siga do wiadomych i
przytomnych umysw. Nie bdziesz moga si z nimi porozumie, ale zobaczysz, o czym
myl.
:A wic Dzicy umiej czyta w mylach?
:Tak, ale tylko w transie. Wymaga to praktyki, koncentracji i moe by wyczerpujce.
Odczytane myli z pocztku wydaj si niezrozumiae, ale nauczysz si je interpretowa.
Nazywamy to przegldaniem umysw.
:Czyli nie jest to lekcja ukrywania myli?
:Nie, ale przybliy ci te same zasady. Signij umysem w lewo. To zaleta i wada pobytu
w Si - jest tu mniej umysw do przejrzenia, ale te, ktre istniej, wyrniaj si poprzez
swoj izolacj.
Mino kilka dugich minut, zanim Auraya cokolwiek wyczua.
:Trafiam na co... Aha. To Siyee. Poluje.
:Dobrze, ja te go znalazam. Widzisz teraz, e jego myli nie s uporzdkowane jak
mowa. Napywaj we fragmentach, s zarwno obrazem, jak i myl.
:Tak. To cakiem podobne do czytania w mylach.
Emerahl poczua irytacj.
Jak mogam zapomnie, e kapanka potrafia czyta w mylach? Ju wie, jak dziaa
umys.
:Poszukaj innego.
Tym razem Auraya odpowiedziaa ju po chwili.
:Widz Tyve. Zblia si do wodospadu... i niesie dla mnie wiadomo! Ja...
cze zerwao si, gdy kapanka stracia koncentracj. Emerahl przebudzia si z
transu i bez zdziwienia zobaczya, e Auraya wstaje z posania.
- Zosta tu - mrukna cicho. - Nie moesz wychodzi z pustki. Tyve bdzie musia tu
przyj i z tob porozmawia.
Auraya usiada i spojrzaa na Emerahl.
- W takim razie lepiej udawaj chor - odpara.
I znowu Emerahl ogarna irytacja. Pooya si i przykrya kocem. W korytarzu
zabrzmiay kroki, a po chwili u wejcia do groty stan mody Siyee.

- Tyve... - Auraya wstaa i skina na niego. - Wejd. Co ci sprowadza?


Spoglda na przemian to na ni, to na Emerahl.
- Mam dla ciebie wiadomo.
Auraya skina ponownie i chopak podszed... Umiechn si do lecej.
- Jak si czujesz, Nefryt? Lepiej?
- Tak. Dziki Aurai.
Siyee podszed do Aurai i szepn jej co. Spojrzaa na swj kapaski piercie,
wzruszya ramionami i cicho rzucia kilka sw w odpowiedzi. O czym rozmawiali, e nie
chcieli, by Emerahl usyszaa?
Auraya podniosa gos, gdy dzikowaa Tyve.
- Powiedz Mwcy Sirri, e musz zosta i opiekowa si Nefryt, ale niedugo wrc.
Le bezpiecznie, le szybko.
Chopiec kiwn gow, poegna si i odszed pospiesznie. Kiedy ucichy jego kroki,
Emerahl spojrzaa pytajco na Auray, ktra staa i zastanawiaa si, marszczc czoo.
- Co ci mia powiedzie?
- Sirri jest chyba zdziwiona, e zwyczajnie ci nie uzdrowiam i nie wracam.
- Ile potrwa, zanim zacznie co podejrzewa?
Auraya wzruszya ramionami.
- Tydzie. Moemy jeszcze troch zwleka, ale jeli co si zdarzy i bd mnie
potrzebowa, a ja odmwi wyjcia z jaskini...
- To nasza historyjka bdzie tak skuteczna jak ladacznica z pust sakiewk dokoczya Emerahl.
Auraya z rozbawieniem uniosa brwi, ale zaraz spowaniaa.
- Jeli bogowie patrzyli przez Tyve, kiedy wszed do jaskini, zobaczyli nas obie. A
take musieli go opuci, gdy wkroczy w pustk.
Emerahl kiwna gow.
- Tak. Przypuszczam, e mogaby utrudni im odkrycie pustki, gdyby rozmawiaa z
Tyve z jej granicy. Ale nadal widzieliby nas, a nie mogliby odczyta naszych myli. To
wzbudzioby ich podejrzenia.
- Mogli te wcale nie patrze.
- Tak sdzisz?
- Nie wiem. Nie odwiedzali mnie od miesicy, ale to nie znaczy, e nie obserwuj. Spojrzaa na Emerahl. - Wrcimy do transu? - spytaa.
Emerahl zamiaa si z tej determinacji.

- Moe najpierw co zjemy.

5
Kiedy wszed Danjin, Ella staa przy oknie. Opanowa drenie i stara si nie myle o tej
oszaamiajcej przepaci sigajcej a do ziemi, bardzo daleko w dole. Najnowsza Biaa
cofna si od okna i odwrcia do niego. Zobaczy co w wyrazie jej twarzy, jaki lk w
oczach... Umiechna si krzywo i nagle zrozumia, o co chodzi. Poczu lito.
Ona take nie lubia wysokoci. Moe nie bya tak przeraona jak on, ale jednak czua
si zdeprymowana.
- Dzikuj, e przyszede tak szybko - powiedziaa, wskazujc mu krzeso.
Usiad.
- Nie dzikuj. To naley do mojej pracy.
Znowu si umiechna.
- To nie powd, abym bya niewdziczna.
- W czym mog ci pomc?
Umiech Elli znikn.
- Biali i ja spotkalimy si dzisiaj przy Otarzu, a Juran powierzy mi pierwsze zadanie.
Nie bardzo wielkie, ale i nie atwe, wic potrzebuj twojej rady, jak si do niego zabra. Zmarszczya czoo. - Chce, abym powstrzymaa ataki na szpital i tkaczy snw.
Danjin wolno kiwn gow.
- To rozsdne, e powierzy to zadanie tobie. Pracowaa tam, spotykaa si z
tkaczami snw i z protestujcymi.
- Juran twierdzi, e odkd zostaam wybrana, liczba atakw na szpital znaczco spada.
Ale napady na tkaczy snw zdarzaj si czciej.
Danjin skin gow.
- Wybierajc uzdrowicielk ze szpitala, bogowie pokazali, e popieraj ten pomys.
- Wtpi, aby by to jedyny powd mojego wyboru i by zrezygnowali z moich usug,
gdy tylko zniknie zagroenie dla szpitala.
- Oczywicie, e nie. - Umiechn si. - Ale takie s wnioski, do jakich dochodzi
miertelnik w tego typu sprawach.

- Czyby niektrzy doszli do wniosku, e mj wybr usprawiedliwia przemoc wobec


tkaczy?
- Nie bardzo wiem, jakie mogliby poda argumenty. Nie, wydaje mi si, e dziaaj tu
inne czynniki, cho trudno powiedzie jakie. To wanie musimy odkry.
- Co mogoby skoni ludzi, aby napadali na tkaczy snw, mimo e jest to
przestpstwo? Czy oni w ogle zwracaj uwag na nas i nasze prawa?
Wydawao si, e jest szczerze zasmucona, cho nie by pewien, czy to z powodu
krzywdy, jakiej doznaj tkacze snw, czy z powodu amania praw.
- Zawsze znajd si ludzie, ktrzy uwaaj, e wiedz lepiej; wierz, e prawo ich nie
dotyczy. Albo tak wypaczaj sens tego, co mwi bogowie i Biali, aby im odpowiada. By
dalej mogli wierzy, e dziaaj w imieniu bogw, jednoczenie robic to, na co maj ochot.
Ella westchna i zniechcona odwrcia gow. Podajc za jej wzrokiem, ze
zdziwieniem zauway przy bocznym stoliku wrzeciono i koszyk z przdz.
Zajmuje si tym? zastanowi si. Z jej miny wynikao, e tak.
Byo to zajcie wrcz miesznie domowe jak na kogo z Wybracw Bogw, ale
wyraz jej twarzy wiadczy, e w tej chwili wolaaby tka. By moe byo to ogniwo czce
j z przeszoci. Praca, ktra pozwalaa zachowa pokor wobec sawy, wadzy i
odpowiedzialnoci na nowym stanowisku... Odwrcia si do niego, nagle zdecydowana.
- Co by zaproponowa, eby powstrzyma t przemoc?
Rozway problem.
- Trzeba zrozumie przeciwnika. Jeli ludzie zawsze nienawidzili tkaczy snw,
dlaczego zaczli ich atakowa wanie teraz?
- Z powodu rezygnacji Aurai? Moe obwiniaj o to tkaczy snw?
- Wtpi. - Przyjrza si jej z uwag. - Nie dostrzegam adnego powizania, co nie
znaczy, e inni go nie zauwa. Czy zagldaa do ludzkich umysw?
Zmarszczya czoo.
- Powinnam wyj do nastpnej grupy protestujcych przed szpitalem i sprbowa
odczyta ich myli?
- Tak, ale niekoniecznie pomoe ci to w zrozumieniu przeciwnika. Powinna odczyta
myli tych, ktrzy zachcaj do protestu; tych, ktrzy planuj zabjstwa tkaczy. Poniewa
powszechnie wiadomo, e Biali potrafi zajrze czowiekowi do umysu, wtpi, e tacy
ludzie wezm udzia w protecie.
- Wic jak mog ich znale?

- Od czasu do czasu musz odwiedza teren w pobliu szpitala lub wysya kogo, by
si rozejrza i wybra ofiar. Gdyby tam bya, obserwujc sytuacj z ukrycia, mogaby ich
na tym przyapa.
Powoli pokiwaa gow.
- Tak, cho zajmie to sporo czasu. - Westchna. - auj, e zwykli kapani nie
potrafi czyta w mylach. Szybciej znajdowalibymy mordercw i spiskowcw, gdyby
wicej nas mogo ich szuka.
- Gdyby czytanie w mylach byo Darem, ktry mog posi kapani czy kapanki,
byoby te Darem, ktry moe przypa nie tylko cyrklianom. I kto mgby go uy w zych
celach.
Przyjrzaa mu si z szacunkiem.
- Tak. Masz racj. Jeszcze jaka rada?
Kiwn gow.
- W wizieniu w Jarime siedzi czowiek, ktry w zeszym miesicu zamordowa tkacza
snw. O ile pamitam, Dyara zajrzaa mu do umysu, aby potwierdzi jego win. Gdyby
take sprbowaa zbada jego myli, mogaby atwiej rozrni umys zabjcy od innych.
Otworzya szeroko oczy.
- Odczyta morderc? Ja... nie mylaam o tym.
- Wolaaby, ebym z tob poszed? - zaproponowa.
- A chciaby? To moe by nieprzyjemne.
Wzruszy ramionami.
- Towarzyszyem kiedy Aurai przy podobnej wizycie.
Ella uniosa brwi.
- W jakim celu Auraya odwiedzia wizienie?
- Tkacz snw by oskarony o manipulowanie cudzymi snami.
Gdy opowiada, Ella patrzya na niego zupenie znieruchomiaa. Zdziwiony jej
zainteresowaniem, rozway moliwo, e to historia tkacza snw wzbudzia takie
zaciekawienie, ale zaraz j odrzuci. Nie, uzna, to Auraya j intryguje.
- Przekonaa si, e jest niewinny - zakoczy.
Wyprostowaa si nagle, znowu opanowana.
- Czy moesz zorganizowa wizyt u tego zabjcy?
- Oczywicie - zapewni. - Mam si tym zaj od razu?
- Tak. - Wstaa i zatara rce.
Wsta rwnie i podszed za ni do drzwi.

- Jaka pora bdzie dla ciebie odpowiednia?


Pomylaa chwil.
- Jutro rano?
- Zobacz, co da si zrobi. - Wykona znak krgu. - Miego dnia, Ellareen z Biaych.
Na zewntrz przystan, po czym ruszy w d schodami. Po drodze rozmyla o
zainteresowaniu Elli opowieci o Aurai. W jej zachowaniu byo co wicej ni tylko
ciekawo.
Moe zazdro, pomyla. Ale czego mogaby zazdroci? Miaa wszystko to, co
Auraya... Z wyjtkiem zdolnoci lotu. Umiechn si, wspominajc jej wyrany lk przed
widokiem z okna Wiey.
Wtpi, by jej na tym zaleao.
Wic jeli to nie zazdro, to co? Marszczya brwi... Z pewnoci nie z dezaprobaty.
Jaki mogaby mie powd, aby z dezaprobat myle o Aurai?
Pokrci gow. Zbyt wiele prbuj si doszukiwa w jej zachowaniu. Jeli zaczn
myle w ten sposb, skocz jak te plotkarki w miecie, wierzce w kad pogosk o
skandalu dotyczcym Aurai.
Ellareen jest po prostu ciekawa swej poprzedniczki, to wszystko.
- To wszystko?
Auraya patrzya na Jade z niedowierzaniem. Kobieta si umiechaa, a w jej zielonych
oczach migotao rozbawienie.
- A czego si spodziewaa?
- e bdziesz mnie uczy tak, jak Mirar uczy uzdrawiania. Poprzez mylowe cze.
Jade parskna miechem.
- Gdyby to tylko byo moliwe... Niestety, nie da si zajrze do osonitego umysu,
wic nie mog ci pokaza, co robi, eby osoni swj.
- Musz to sama wymyli? Nie potrzebuj pomocy? - Auraya zmarszczya czoo. Wic po co tu jestem?
- Potrzebujesz kogo, kto wyczuje twoje myli i powie ci, czy s ukryte, czy nie.
Auraya kiwna gow.
- Ale czyta w mylach moesz tylko wtedy, kiedy przegldasz umysy. Chcesz wic
cay ten czas spdzi w sennym transie?
- Wszyscy niemiertelni potrafi wyczuwa emocje - odpara Jade. - Wic kiedy nie
bd ju czua twoich emocji, sprbuj przejrze twj umys.

Bya to nowa, ciekawa informacja. Mirar pewnie te wyczuwa emocje, ale nie jej kiedy bya Bia. Jednak teraz byby do tego zdolny. A ona ju nie potrafi czyta w mylach.
Sytuacja si odwrcia, pomylaa. Dobrze, e go tutaj nie ma.
- Jak ju mwiam - cigna Jade - wyobra sobie, e zakrywasz swj umys
welonem. Ty moesz wyglda, ale nikt nie moe zajrze do rodka.
Auraya sprbowaa. Raz po raz wyobraaa sobie woalk, wyobrazia sobie nawet
ciki worek na gowie, lecz cokolwiek robia, jej emocje wci pozostaway dla Jade
wyczuwalne.
Wkrtce ogarno j tak silne zniechcenie, e wykryby je chyba nawet zupenie
nieobdarzony miertelnik. Mijay godziny, a w kocu Jade westchna i odoya koszyk z
robtk.
- Na dzi wystarczy. Ju pno. Sprbuj si przespa.
Auraya staraa si powstrzyma umiech, syszc ten lekcewacy ton. Po chwili leaa
ju w ku i suchaa, jak w gbi jaskini Jade szuka czego wrd zapasw.
Przez chwil leaa niespokojnie. Tyve mwi, e kapani z Przestrzeni bezskutecznie
prbowali si z ni poczy przez kapaskie piercienie. Wyjania, e jej wasny nie dziaa
jak naley, cho nie zdradzia, e przyczyn jest pustka.
Mam nadziej, e nie prbowa si ze mn skontaktowa nikt z Biaych. Im szybciej
bd moga wyj z tej jaskini, tym lepiej.
A zatem... welon na umyle. W taki sposb jest czasem opisywany sen. Wic moe to
jest jak zasypianie?
Zamkna oczy i pozwolia mylom wdrowa bez celu. Rozlunia si i poczua, jak
odpywaj napicie i znuenie umysu. Jestem bardziej zmczona, ni mi si wydawao... Jak
dobrze pozwoli mylom odpocz.
:Aurayo.
Gos pocign j w stron wiadomoci. Poczua irytacj, a potem uwiadomia sobie,
e go zna.
:Mirar?
Przez chwil trwaa cisza.
:Jak sobie radzisz?
:czysz si ze mn przez sen... Jak to moliwe? Mj kapaski piercie nie dziaa w
pustce.
:Nie wiem, ale ten piercie chyba wymaga staej magii. A moe do dziaania
potrzebuje cza z bogami.

:Wic senne poczenia i przegldanie umysw nie wymagaj nieprzerwanego


dopywu magii?
:Nie. Jak wic sobie radzisz?
:Jeli chodzi o osanianie umysu, to bardzo le. Nie wiem, jak mam wpa na to
samodzielnie, w cigu kilku dni. Poczua, e zniechcenie caodziennymi wysikami
przechodzi w gniew. Czy zdajesz sobie spraw, na jakie ryzyko mnie naraasz? W jakiej
pozycji mnie stawiasz? Bogowie pozwolili mi si wycofa i pozosta kapank pod
warunkiem, e nie bd im przeszkadza i nie sprzymierz si z ich wrogami. A jest cakiem
oczywiste, e ciebie uwaaj za wroga. Powinnam std wyj, gdy tylko zrozumiaam, e Jade
jest twoj przyjacik. Nawet jeli w efekcie bogowie by j odkryli. Nawet jeli mogliby
odkry ciebie.
:Jednak tego nie zrobia.
:Nie. Ale oboje mnie wykorzystalicie. Zmusilicie do nauki ukrywania myli, abym
moga chroni ciebie.
:Zmusilimy ci do nauki czego, co moe ocali ci ycie.
:Albo je zakoczy.
:A zatem wierzysz, e bogowie ci zabij, jeli nie bd mogli czyta w twoich
mylach?
Auraya si zastanowia. Gniew i zmczenie skaniay j do nielogicznych wypowiedzi.
:Nie, ale to pogorszy nasze ukady. Czy w ten sposb chcesz si zemci? Karzesz mnie
albo prbujesz zmusi, bym odwrcia si od bogw?
:Ani jedno, ani drugie! Chc, aby si nauczya ochrania sam siebie. Chc, eby
staa si tym, kim byo ci przeznaczone i na co zasugujesz! Potn czarownic.
Niemierteln. Przerwa na chwil. Nie chcesz by niemiertelna?
Auraya poczua dreszcz podniecenia.
Czy chc? Oczywicie, e tak. Ale nie chc by niemiertelna, jeli wymaga to
odwrcenia si od bogw. Nie chc by cigan i znienawidzon Dzik.
Poczua, e narasta w niej gniew, gniew na bogw. Dlaczego musi tak by? Przecie
mogabym by niemiertelna i nadal oddawa im cze. Dlaczego musz mnie
powstrzymywa od zostania tym, kim mog si sta, cho nie stanowi to dla nich zagroenia?
By moe Chaia pozwoliby jej na t swobod, lecz Huan na pewno nie. Od swych
wyznawcw Huan daa absolutnego posuszestwa. I tak ju straciam jej szacunek,
dowodzc, e jestem niegodna, pomylaa. By moe kiedy mi wybaczy, a tymczasem lepiej
nie dawa kolejnych powodw do nieufnoci.

:Jade powiedziaa, e tak dobrze nauczye mnie uzdrawiania, e sama potrafi odkry
tajemnic niemiertelnoci, wyjania Mirarowi. By moe pewnego dnia pojawi si taka
moliwo bez naraania si bogom. Ale to nie ma teraz znaczenia. To, co nazywasz
niemiertelnoci, nie jest ni naprawd. Nadal mog zosta zabita. I bd, jeli znowu
sprzeciwi si bogom.
Mirar milcza przez dusz chwil, zanim odpowiedzia:
:Bogowie dugo mog chowa uraz, Aurayo. By moe nie uyj magii, aby ci zabi,
ale dopilnuj, by zrobi to za nich czas. I pamitaj: gdybym uzna, e niemiertelno to
jedyny powd, dla ktrego bogowie mog ci zabi, nigdy bym nie prbowa uczy ci
uzdrawiania.
Po czym znikn.

6
Podobno to starsi ludzie s ostroniejsi, myla Ranaan, podajc za tkaczem snw Fareehem
przez ciemne zauki, a modsi pdz ku niebezpieczestwu. Wic co u nas jest nie tak?
Dlaczego mj mistrz potrafi podejmowa ryzyko, gdy ja jestem miertelnie przeraony?
Dotarli do wylotu zauka i Fareeh si zatrzyma, by wyjrze za rg budynku na
wiksz ulic.
Poniewa jestem tchrzem, odpowiedzia sobie Ranaan, a Fareeh nie. Poza tym dla
niego to atwiejsze. Jest Obdarzony i jest duy. A ja jestem chudym podrostkiem i wiem, e
przez sze miesicy nie nauczyem si nawet takich Darw, jakie pozwoliyby mi si obroni
przed atakiem ostruch.
Potny mczyzna wyszed na ulic, a Ranaan odetchn gboko i zmusi si, by za
nim pody. Szli szybko, ale w miar moliwoci trzymali si cienia. W tej czci miasta
jedynymi palcymi si latarniami byy te, o ktre dbali mieszkacy domw. Ksiyc na
szczcie wieci jasno.
Ranaan spojrza na swego nauczyciela. Ta spokojna pewno siebie niosa ukojenie
pacjentom w szpitalu. Przedstawia sob to, co tak cenili u tkaczy snw: si, spokj,
dowiadczenie i cierpliwo. Wyrusza na te wyprawy, by mimo niebezpieczestwa
odwiedza chorych, poniewa by uczynnym czowiekiem.
auj, e si uparem, by z nim pj.
Ranaan skrzywi si. Ja nie jestem uczynny. Jestem tchrzem, ktry raczej pozwoli
komu umrze, ni zaryzykuje pobicie. Nie zasuguj na takiego mistrza.
Drzwi przed nimi otworzyy si i serce Ranaana zabio szybciej, gdy na ulic, miejc
si gono, wyszli trzej mczyni. Fareeh nawet nie zwolni kroku. Omin ich, a Ranaan
pody za nim.
Modemu tkaczowi snw dray nogi, kiedy wraz ze swym nauczycielem szed dalej
drog. Wyta such, by wyowi odgosy pocigu. Dociera do niego coraz cichszy odgos
krokw. Czy to dlatego, e mczyni starali si skrada?
Obejrza si. Wszyscy trzej szli w przeciwnym kierunku.
- To ju blisko - mrukn Fareeh.

Ranaan spojrza na nauczyciela i dostrzeg umiech zrozumienia. Poczu, e gorco


oblewa mu twarz, ale milcza. Skrcili w inn uliczk. Fareeh zatrzyma si i stworzy iskr
wiata, by odczyta wskazwki zapisane na kawaku papieru. Kiwn gow, zgasi wiato i
pomaszerowa dalej.
Droga prowadzia wok wystajcego fragmentu budynku, a potem si koczya.
Fareeh zwolni i zacz si rozglda po domach dookoa.
- Pisz tu, e zostawili wiato...
Ciche sowa zaguszy trzask drzwi. Za nimi rozlegy si kroki. Ranaan si odwrci i
poczu, e serce znw bije mu w szaleczym tempie. Naliczy osiem, moe dziewi sylwetek
rozchodzcych si na boki, by otoczy jego i nauczyciela.
- Co tu robisz, tkaczu snw?
Akcent by typowy dla biednej dzielnicy miasta, ale byo w nim co, co Ranaanowi
wydawao si nienaturalne. Fareeh raz jeszcze zbada wzrokiem okna domw.
- Wanie odkrywam, e znalazem si w niewaciwym miejscu - odpar. Wskazwki, jakie otrzymaem, okazay si niepoprawne.
- Masz racj - odezwa si inny gos.
Ranaan spojrza na mwicego. Piskliwy gos mczyzny nie odpowiada jego cikiej
budowie.
- Nie bdziemy duej sprawia kopotu - zapewni Fareeh.
Zrobi krok w stron wolnego miejsca midzy dwoma napastnikami, ale ci zbliyli si
do siebie, by zablokowa mu drog.
Ranaan zdusi jk niepewnoci i lku. Nogi mu dray i zrobio mu si niedobrze.
Zastanawia si, czy serce moe bi jeszcze szybciej. Jeli tak, to za chwil moe wyrwa si
mu z garda.
Pojawia si iskra, owietlajc do Fareeha. Rozbysa i Ranaan spojrza poza ni, na
twarze mczyzn. W gardle mu zascho, gdy zrozumia, dlaczego akcent biednej dzielnicy
brzmia niewaciwie.
To nie by aden uliczny gang z tej okolicy. Udawali ten akcent. Wprawdzie ubrania
mieli o prostym kroju, ale zbyt dobrze uszyte: swobodna sportowa odzie dla bogatych.
Umiechy zdradzay niemal nieskazitelne zby. Mczyzna o piskliwym gosie nie by
muskularny, ale po prostu gruby - jak czowiek, ktry folgowa sobie we wszystkim.
Jeden z nich - blondyn z idealnie przycit fryzur - zrobi krok naprzd.
- Masz racj. Na pewno wicej nie sprawisz nam kopotu.

A potem caa przestrze wygia si od magii. Ranaan usysza, jak Fareeh kae mu
trzyma si wewntrz jego osony. Skuli si przy nauczycielu, a ataki trway ze wszystkich
stron.
Oni wszyscy... Wszyscy s Obdarzeni. Jak to moliwe? Czy bogaci pac za magiczne
szkolenie tych swoich synw, ktrzy nie zostaj kapanami?
Fareeh mrukn co gniewnie. Sign za siebie i chwyci Ranaana za rami.
Przecign go do przodu i pochyli si nad nim.
- Powstrzymam ich - mrukn. - A ty uciekaj. Biegnij do szpitala. Sprowad pomoc.
Ranaan zatoczy si, gdy Fareeh odepchn go od siebie. Zobaczy, e napastnicy
odwracaj si, by go zaatakowa, i poczu, e ogarnia go groza. Nogi odzyskay siy i pobieg.
Nikt go nie zatrzymywa. Nikt nie wynurzy si z ciemnoci, by stan na jego drodze...
Na kocu ulicy skrci za rg i pogna ile si.
Kilka przecznic dalej zda sobie spraw, e nikt go nie ciga, i panika nieco opada.
Zatrzyma si, a jego umys znw zacz normalnie pracowa. Uwiadomi sobie dwie rzeczy:
Fareeh nie wysyaby go po pomoc, gdyby wierzy, e sam potrafi si uwolni. Tamci na
pewno maj przewag.
Oczywicie, e maj. Jest ich omiu!
Od szpitala wci dzielio go kilka ulic. Fareeh nie wytrzyma ataku omiu
czarownikw tak dugo, by Ranaan zdy wrci z pomoc.
Powinienem sam wrci i mu pomc, pomyla.
Nie bd gupi, odpowiedzia sobie. Co moesz zrobi? Wyrecytowa im skad
zioowego leku?
Paraliowao go niezdecydowanie. I nagle uwiadomi sobie, e z tyu docieraj do
niego gosy. miech. Radosny rechot. Rozpozna piskliwy gos grubasa i zadra.
Zauway, e stoi w blasku lampy, wic odwrci si szybko, szukajc jakiej
kryjwki. Najbliej bya pytka nisza wejcia. Rzuci si tam i przycisn plecami do drzwi,
drc cay.
Gosy brzmiay coraz goniej. Dotary do niego sowa takie jak atwe, aosny i
dobra robota. A potem jeden z mczyzn kaza im si zamkn.
Przycichli. Nastpia jaka gwatowna dyskusja, a potem kroki. Ranaan wstrzyma
oddech, gdy szli w stron jego kryjwki.
- Szybciej!
Kroki przyspieszyy. Dwaj mczyni minli Ranaana i zniknli przy kocu ulicy.
Kroki pozostaych ucichy z wolna, kiedy rozdzielili si i rozeszli w rnych kierunkach.

Ranaan nasuchiwa odgosw w mroku: ciche szelesty - mia nadzieje, e to


zwierzta; sabe odgosy ktni gdzie wewntrz domu, przy ktrym stan, pluskanie wody
czy cieku w dole.
Ostrono i lk walczyy z pragnieniem sprawdzenia, co si stao z mistrzem. W
kocu - pewien, e napastnicy odeszli - wynurzy si z niszy, przeszed wzdu ciany za rg i
zajrza w alejk. Byo tam zbyt wiele mrocznych zakamarkw, by mia pewno, e nikt na
niego nie czyha. Serce bio mu jak motem, ale zmusi si, by pj dalej.
Wasny oddech wyda mu si nienaturalnie gony. Dotar do wystajcego budynku i
wyjrza. Zauek by ciemny, ale kiedy wpatrywa si w ziemi, zacz rozpoznawa ludzki
ksztat.
Fareeh...
Przekn lin i wolno przesun si w tamt stron. Wyranie by to czowiek i mia
kamizelk tkacza snw. Buty Ranaana zamlaskay lekko, gdy zbliy si do lecego. Spojrza
w d i zobaczy, e ziemia byszczy lekko; rozpozna w powietrzu ostry zapach - krew.
Ryzyko, e napastnicy mog powrci, przestao mie znaczenie. Skoncentrowa si i
zdoa wytworzy iskr. Widok wytrzeszczonych, martwych oczu Fareeha i wielkiej
czerwonej kauy krwi rozlewajcej si za jego gow zaszokowa go tak bardzo, e wiato
zgaso. Nie potrafi nawet rwno oddycha. Patrzc na martw twarz nauczyciela, wykrztusi
z siebie:
- Nie. Nie Fareeh. To niemoliwe.
A potem czyja do lekko dotkna jego ramienia. Ranaan podskoczy, ogarnity
powracajc groz. Mczyzna si cofn. Ranaan nie sysza, jak si zblia, nie zauway
nawet iskry pezajcej nad doni przybysza.
Jednak twarz obcego nie bya obliczem adnego z napastnikw. To bya dziwna twarz,
ale wyraaa wspczucie. Mczyzna obejrza si przez rami.
- Kto si zblia. Lepiej chod ze mn.
Ranaan si zawaha i odwrci w stron Fareeha.
- Teraz ju nikt nie zdoa mu pomc. Zostaw go albo skoczysz jak on.
Nogi Ranaana posuchay go niechtnie. Obcy chwyci go za rami i pocign do
drzwi. Dugim korytarzem przeszli do innego zauka.
Potem nastpia prawdziwa pltanina alejek i korytarzy. Mija czas, przytomno
umysu Ranaana pojawiaa si i odchodzia. W pewnym momencie skoncentrowa si na tyle,
by zapyta o imi wybawcy.
- Amli.

- Jeste zatem z Sennonu?


- Z poudnia.
- Dlaczego mi pomagasz?
- Bo potrzebujesz pomocy. Tam, skd pochodz, ludzie nie porzucaj innych na ask
zbjw czy zabjcw, jeli tylko mog co na to poradzi.
Ranaan si skrzywi.
- On mi kaza pobiec i sprowadzi pomoc.
- Och, przepraszam. Nie chodzio mi o ciebie, tylko o mnie. Nie moge ocali
swojego przyjaciela. Musz przyzna, e ja te nie. Byo ich zbyt wielu.
- Ale on wiedzia. Wiedzia, e nie zd na czas.
- To bardzo prawdopodobne. Jest take prawdopodobne, e odesa ci, aby uratowa
ci ycie.
Ranaan pokrci gow.
- Powinienem wrci do szpitala. Powinienem powiedzie im, co si stao.
Amli zatrzyma si i pooy mu rk na ramieniu.
- Ci zbje bd tam na ciebie czeka. Nie zdziwibym si, gdyby czekali te przed tym
miejscem, w ktrym przebywasz, kiedy nie jeste w szpitalu. Jeste wiadkiem. Czy dobrze
si im przyjrzae?
- Tak.
- A wic nie moesz wrci. Nie bd ryzykowa, e ich rozpoznasz.
Ranaan zadra.
- Czy mylisz, e ten pacjent, do ktrego szlimy, nie by chory? e to bya puapka?
- Przyszlicie tu, aby kogo leczy?
- Tak. Mielimy wskazwki.
Amli spojrza ponuro.
- To moliwe. Im szybciej znikniesz z ulicy, tym lepiej. Ruszyli dalej. Ranaan wci
mia przed oczami porzucone w ciemnym zauku ciao Fareeha. Nie potrafi myle o niczym
innym. Amli zatrzyma si i otworzy drzwi, a Ranaan pozwoli, aby wprowadzi go do
jasnego pokoju.
Kobieta w rednim wieku wstaa na powitanie. Amli przedstawi j jako swoj on.
Mruczaa co z trosk, suchajc opowieci, a potem usadzia Ranaana w fotelu i woya mu
w rce kubek. Napj by nieznajomy i alkoholowy, ale te sodki, i sprowadza przyjemne
ciepo, ktre agodzio bl wewntrz. Znowu mg jasno myle.
- Dzikuj - powiedzia z opnieniem. - Obojgu wam dzikuj.

Umiechnli si do niego.
- Przygotuj ci jakie posanie - powiedziaa kobieta i znikna na schodach na
piterko.
Ranaan rozejrza si po wskim pokoju. Przy cianie grza piecyk, a wok niego
ustawiono awy, co sugerowao, e czasem zbierao si tu wicej osb. Odgad, e na grze
jest sypialnia lub dwie. Dom by niewielki, lecz czysty i zadbany.
- Jak dugo tu mieszkacie? - zapyta.
Amli nala sobie napoju do kubka.
- Ju prawie, rok. Mam stragan przy gwnym rynku. Handlujemy przyprawami i
naczyniami.
ciany zdobio kilka niezwykych ornamentw - wydaway si nie na miejscu.
Niektre dzbanki przy piecyku miay dziwne ksztaty. Ranaan obejrza kubek, z ktrego pi znak garncarza na dnie by wizerunkiem jednego z tych dziwnych dzbanw z wyrysowan na
boku gwiazd.
Gwiazda... Ranaan poczu dreszcz, gdy przysza mu na myl pewna moliwo. Rzuci
okiem na szyj Amliego i pod konierzem tuniki zauway srebrny acuch - gruby acuch z
cikim wisiorem.
- Mwie, e pochodzicie z poudnia, tak? - zapyta.
- Tak.
- Jestecie pentadrianami?
Amli nie odpowiedzia od razu. Przyglda si modziecowi z powag, a potem wzi
od niego kubek.
- Dlaczego tak uwaasz?
- Nie czujecie nienawici do tkaczy snw.
Amli zachichota.
- Wic nie moemy by cyrklianami? Musimy by pentadrianami?
- Fareeh mawia, e Sennoczyka mona odrni od poudniowca, bo cho
Sennoczycy toleruj inne religie, to wci wol udawa, e takie nie istniej.
- Nie wszyscy w Sennonie s tacy.
- A kto nie jest?
Amli umiechn si.
- Sennoscy tkacze snw i sennoscy pentadrianie. - Nala napoju do kubka Ranaana. Jedni i drudzy wiedz, co to znaczy by przeladowanym za swoj wiar.
- Ale nie jestecie przeladowani na wasnej ziemi.

- Nie - umiechn si Amli.


Wic jest pentadrianinem, pomyla Ranaan. I uwiadomi sobie, e wcale mu to nie
przeszkadza. Jest zaskoczony, ale nie przestraszony.
Amli wrczy mu napeniony kubek.
- Kiedy przybylimy tu po raz pierwszy, zazdroni kupcy zaczli rozpowszechnia
plotki, e jestemy pentadrianami, eby ludzie od nas nie kupowali. To nas przekonao, e
susznie zrobilimy, rozgaszajc, e przybylimy z Sennonu.
- Pokrci gow. - To oczywicie nic w porwnaniu z tym, co robi z tkaczami snw.
Cyrklianie to li ludzie.
- A pentadrianie nie? Czy napadnicie na inny kraj nie jest czym zym?
- Jest - zgodzi si Amli.
Odwrci gow i westchn.
- To by bd. Nasi bogowie dostrzegli zo w cyrklianach i nakazali nam ich
powstrzyma. Uznalimy, e wojna jest najbardziej skuteczn metod osignicia celu. Ale w
kocu tylko zabijalimy tych, ktrych chcielimy ratowa, i zapacilimy za to mierci
naszych ludzi.
Wyglda na bardzo zasmuconego. Ranaan wrci pamici do Fareeha i poczu, e bl
ciska mu serce. Jego mistrz nie zosta zabity przez pentadrian, tylko przez zbjw.
Cyrkliaskich zbjw. To prawda, e cyrklianie s li.
- Powiedz mi wicej o pentadrianach. Jacy s wasi bogowie?
Amli unis gow, ju uspokojony. Umiechn si.
- A co chciaby wiedzie?
Korzenie, ktre obieraa Auraya, barwiy jej skr na pomaraczowo. Jade nie poprosia o
pomoc. Po prostu wrczya jej te korzenie i powiedziaa obieraj tonem kogo, kto oczekuje
posuszestwa. Auraya nie widziaa sensu, by odmawia. Przynajmniej miaa czym zaj
rce, kiedy staraa si odkry, w jaki sposb osoni umys.
Jade przynajmniej wytumaczya jej, do czego su te korzenie. By to barwnik, a
rwnoczenie lek na choroby skry gowy. Cho jako ten ostatni dziaay lepiej, gdy
stosowano wiey sok, a nie proszek zmieszany z wod.
Wrd innych lekw, ktre przygotowywaa Jade, by take zrobiony z jadu
owadw napj do oywienia leniwego serca, kora, z ktrej uzyskiwano rodek pobudzajcy
podobny do tego, o ktrym kiedy mwi Aurai Leiard, lecz silniejszy, a take grzyby, co do
ktrych Jade przyznaa, e s uyteczne tylko do celw rekreacyjnych.

Cakiem logiczne wydawao si odkrycie, e przyjacika Mirara zna si na lekach i


uzdrawianiu tak jak on. Przygotowywanie tych substancji pobudzio wspomnienia z
dziecistwa, z czasw kiedy pomagaa Leiardowi i uczya si od niego. Poczua ukucie alu.
Wszystko wydawao si wtedy o wiele prostsze.
- Czy zdajesz sobie spraw, ile czasu powicasz na ualanie si i martwienie? spytaa nagle Jade. - Nie wiem, czy rozmylasz o tym, e opucia Biaych, rozpaczasz, e
urazia bogw, czy robisz si sentymentalna z powodu wielkiej utraconej mioci. A moe
wszystkie trzy rzeczy naraz, ale z pewnoci robisz to czsto.
Auraya uniosa gow i umiechna si niechtnie. Jade cigle mwia Aurai, co
czuje, aby da jej do zrozumienia, e prby ukrycia umysu s nieskuteczne.
- A c innego mog robi przy obieraniu korzeni?
- Musz przyzna, e po byej Biaej nie spodziewaam si tak czstego roztkliwiania
si nad sob.
- Nie? A czego si spodziewaa?
Kobieta przygryza wargi.
- Arogancji. Zadufanej w sobie, pobonej modej kobiety z wyolbrzymionym
poczuciem wasnej wartoci.
- I nie znalaza tego?
- Nie. Z tym mogabym wytrzyma. A tymczasem musz znosi niewdziczno i
ualanie si nad sob.
- Niewdziczno? - Auraya zamrugaa ze zdziwienia.
- Tak. Pamitaj, e wyczuwam twoje emocje, i niewiele w nich wdzicznoci.
- Wdzicznoci nie da si wymusi i trudno j zachowa, kiedy twoja nauczycielka
stara si by towarzyszk tak niemi, jak to tylko moliwe.
- Ty te niewiele zrobia, aby by sympatyczna - odparowaa Jade.
- Co tylko dowodzi, e twoje oczekiwania byy bdne. Cho wydaje si, e raz
trafia.
- Tak?
- Rzeczywicie kocham bogw.
Jade przerwaa prac i spojrzaa na Auray z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- A wic myliam si. Jak mio, e mi to uwiadomia. - Mwia spokojnie, cho
Auraya wyczuwaa w jej tonie tumiony lk i gniew.
- A ty ich nienawidzisz - stwierdzia. - Dlaczego?
Jade zmarszczya czoo, a cicia jej noa stay si bardziej agresywne.

- Mogabym cay dzie wymienia powody. Miaam tysic lat, by je poukada. Ale
jaki sens ma tumaczenie tego tobie? Nie uwierzysz mi, a nawet gdyby, to nadal bdziesz
kocha bogw. Mio jest lepa, czy to wobec kochanka, rodziny, czy wobec bogw.
- Wiem, e w Erze Wielu byo mnstwo powodw do nienawici. Wanie dlatego
Krg walczy z pozostaymi. Pewnie jeste zadowolona, e tak wielu zgino.
Jade wzruszya ramionami.
- Na og tak. Ale nie wszyscy bogowie byli li.
- A Krg?
- Najgorsi ze wszystkich.
- Przed czy po wojnie?
- Jedno i drugie.
- A co takiego zego zrobili po wojnie?
- Zabili Mirara.
- To wszystko?
- Nie. - Twarz Jade pociemniaa. - Zabijali innych niemiertelnych. Przeladowali
tkaczy snw.
- Czy wiedza o tym, e Mirar przey, zmniejsza twoj nienawi?
Kobieta zmruya oczy.
- Nie. Kazali go zabi. Nie udao si, ale to niczego nie zmienia. Wicej nawet, tym
trudniej myle o cierpieniach, jakie przey pniej.
Auraya kiwna gow.
- Dlaczego sdzisz, e kazali zabi jego i innych Dzikich? Patrzc na n, Jade
przesuna palcem po ostrzu.
- Mirar czynnie si sprzeciwia ich kontroli nad miertelnymi. Podobnie jak niektrzy
inni niemiertelni. Reszta z nas... Wiedzieli, e ich nienawidzimy. e pamitamy, jacy byli
przed wojn. Gdybymy zdradzili wiatu ich prawdziw natur, miertelni nie podyliby za
nimi tak chtnie.
- Co tak strasznego zrobili bogowie?
Jade patrzya na desk do krojenia, lecz jej wzrok ogniskowa si gdzie daleko.
- Niewolili ludzi i narody albo niszczyli je cakowicie w zemcie za jakie drobne
wystpki w dalekiej przeszoci. Swoje wyznawczynie zmieniali w ladacznice, skadali w
ofierze dzieci. Zmieniali miertelnych w potwory, eby sprawdzi, czy potrafi sprawi, by
latali, zionli ogniem albo roli do nienormalnych rozmiarw.
Auraya bya zaszokowana.

- Siyee? Ale oni z wasnej woli pozwolili Huan ich przemieni.


- Huan ich wykorzystaa - odpara Jade. - Wzia najbardziej atwowiernych ze swych
wyznawcw, ktrzy byli gotowi zrobi dla niej wszystko, i zacza nad nimi pracowa. Nie
mogli wiedzie, jakie to przyniesie skutki. - Prychna z niechci. - Ale jeli chodzi o
uwodzenie niewinnych, najbardziej uzdolniony by Chaia. Wybiera na kochanki pikne
mode kobiety, a kiedy zestarzay si lub nie adoroway go cakowicie, odpycha je. Podobno
rozkosz, jak im dawa, doprowadzaa ich ycie do ruiny, gdy aden miertelny mczyzna
nie potrafi mu dorwna.
Auraya wpatrywaa si w Jade. Rozkosz, jak dawa... aden miertelny nie potrafi
dorwna... Zadraa. Przypomniaa sobie te noce, kiedy tsknia za dotykiem Chai. Od tego
czasu nie prbowaa szuka rozkoszy u adnego innego mczyzny. Czy dlatego, e nikt jej
nie interesowa, czy e wiedziaa, i aden nie zdoa jej zadowoli? Czy mnie take
zniszczy?
Jade obserwowaa j uwanie. Auraya zmusia si, aby kiwn gow.
- Masz racj. Rzeczywicie trudno mi w to uwierzy.
- Daj sobie troch czasu - odpara Jade. Odoya n. - Musz tylko... co zaatwi.
Niedugo wrc.
Wstaa i wysza z jaskini, a Auraya signa po nastpny korze i zacza go obiera.
Nie powicaa uwagi czynnoci, ktr wykonywaa. Wci wracaa mylami do tego, co Jade
mwia o bogach.
Kiedy stana przed Mirarem, aby go zabi, przekonywa j, e bogowie dokonywali
strasznych czynw. Nie powiedzia jakich, ale Huan praktycznie przyznaa, e bogowie s
czemu winni.
Era Wielu skoczya si dawno temu, powiedziaa Huan. Wybryki z tamtych
czasw ulegy zapomnieniu.
Nie wiedziaa, co Huan uczynia swym wyznawcom, by przemieni ich w Siyee.
Trudno byo uzna stworzenie ich za co strasznego, skoro w rezultacie nie powstaa przecie
rasa istot obrzydliwych.
Ale zianie ogniem? Nadnaturalne rozmiary? Huan prbowaa stworzy take inne rasy
ni Siyee i Elai?
Auraya pokrcia gow. Jak moe osdza bogw za rzeczy, ktrych dokonali tak
dawno. Nie bya ich wiadkiem, nie moga pozna prawdy... Chyba e Jade lub Mirar zgodz
si pokaza jej wasne wspomnienia.

Mirar pewnie by si zgodzi, pomylaa, ale jest daleko std. Czy zgodzi si Jade?
Raczej nie. Woli ukrywa swoje myli. Tak naprawd trudno mie do niej pretensje. Ja te nie
chciaabym przecie, aby kto bez powodu oglda mj umys. Przede wszystkim wolaabym,
eby nie odkrya prawdy o mnie i Chai.
Opowie Jade o Chai gboko zaniepokoia Auray. Czy te noce, ktre z nim
spdzaa, jako na ni wpyny? Czy prbowa zwiza j z sob poprzez rozkosz? Moe
rozsdnie zrobia, koczc ten romans.
:No, no. To wymagao odwagi.
Auraya drgna i upucia n. Gos w umyle by saby, lecz znajomy.
Jak mog sysze myli Jade?
A kiedy napyna odpowied, Auraya poczua jednoczenie gniew i zakopotanie. Ona
przeglda umysy! Czy po to wanie wysza? eby zajrze do moich myli? Poczua, e co
odpycha j psychicznie, i zapragna, eby pojawia si jaka mga, swego rodzaju chmura,
ktra przynajmniej przesoniaby jej umys.
Auraya wstaa. Chciaa wybiec z jaskini, ale nie moga wyj z pustki. Zamiast tego
zacza kry wok posa.
- To bya projekcja.
Auraya odwrcia si gwatownie i gniewnie spojrzaa na wchodzc do jaskini Jade.
- Jak miesz...
- Zastanawiaam si na pocztku, czy zdoaa zajrze poza moj oson, ale potem
zrozumiaam, e to ja nadawaam sowa, tak jak robi to automatycznie w sennym transie. Nie
spodziewaam si, e usyszysz, gdy nikt nie potrafi sysze myli przegldajcego. Nikt
oprcz ciebie. Nawiasem mwic, udao ci si.
- Co mi si udao?
- Twj umys jest osonity. Czy potrafisz wyczu, co zrobia?
Auraya patrzya na Jade rozdarta midzy pragnieniem wyadowania gniewu a
wiadomoci, e w kocu bdzie moga wyrwa si z pustki i porzuci Jade. Odetchna
gboko, skupia si i z wolna zrozumiaa, e stworzya mg, ktrej pragna. Nie zason mg.
- Tak - powiedziaa.
- To dobrze. To bya taka niespodziewana premia. Szukaam tylko czego, czym
mogabym ci przekona, by bardziej si postaraa. Teraz musisz nauczy si utrzymywa t
oson przez cay czas, a przestaniesz nawet by jej wiadoma... Jak oddychania. Dostarcz
ci elementw odwracajcych uwag, eby sprawdzi twoj koncentracj.

Jade usiada, wzia n i signa po kamie. Spluna na niego i zacza ostrzy


metal.
- Nie skoczya - powiedziaa, wskazujc na wiadro pene korzeni.
- Nie mog odej?
- Jeszcze nie.
Auraya odetchna gboko i stumia gniew. Usiada, signa po n i wrcia do
pracy.
- A wic twoim kolejnym kochankiem by Chaia - odezwaa si Jade konwersacyjnym
tonem.
Kiedy wezbra w niej gniew, Auraya poczua, e mga w jej umyle si przerzedza.
Skupia si znowu i z ulg spostrzega, e mga gstnieje.
Jade umiechna si chytrze.
- Mwia, e kochasz bogw, ale nie sdziam, e rozumiesz to tak dosownie.
Zaimponowaa mi, a o to nieatwo. Powiedz wic: czy bogowie naprawd s w mioci tak
dobrzy, jak mwi legendy?
- Nie wiem - odpara Auraya. - Trudno mi powiedzie.
Jade uniosa brwi.
- Widziaam to wyranie, Aurayo. Nie moesz mnie okamywa.
- Nie skamaam.
Nie warto zaprzecza, wic mog si postara, aby rozegra to po swojemu.
- Owszem, kamaa.
- Nie, wcale nie - odpara Auraya. - Nie mam pojcia, co mwi legendy.
Jade spojrzaa na ni pytajco, po czym odchylia gow i wybuchna miechem.
Noc bya ciepa i zapowiadaa nadchodzce lato. Reivan wyczuwaa to w powietrzu. Cho
wstawaa wczenie, by zaj si obowizkami, w takie noce trudno jej byo zasn. Powietrze
byo pene napicia, poczucia oczekiwania i lku. Ju wkrtce soce zacznie wieci wysoko,
a noce bd zbyt gorce na odpoczynek.
Dzi jednak rzucaa si i przewracaa, a jaki niepokj kaza jej wsta z ka i wyj
na balkon. Tutaj ochodzi j nocny powiew. Spojrzaa z gry na skpane w blasku ksiyca
miasto. Jasne punkty wiata wyznaczay gwne arterie. W Sanktuarium lampy pony
wok dziedzicw.

Na dziedzicu bezporednio pod jej pokojem niespiesznie spacerowaa jaka posta.


Znajoma mska posta. Reivan wstrzymaa oddech, zastanawiajc si, czy j zauway. Miaa
nadziej, e nie; na sam jego widok dreszcz przebiega po jej ciele.
Serce zamaro na moment, gdy unis gow i umiechn si do niej. Pomachaa rk
w odpowiedzi.
Bogowie, mam nadziej, e nie podejrzewa mnie o podgldanie. A potem parskna
cicho. Oczywicie, e tak. Przecie potrafi czyta w moich mylach. No, nie.
Zmieni kierunek i szed teraz w jej stron. Zmusia si, aby zachowa umiech i nie
zwraca uwagi na bijce mocno serce. Przystan pod balkonem i spojrza w gr.
- Piknie wygldasz w wietle ksiyca, Reivan - powiedzia cicho.
Serce skoczyo jej do garda i nie potrafia odpowiedzie. Jest po prostu miy,
powiedziaa sobie. artobliwy. Zalotny. Jego umiech zblad lekko.
- Mam nadziej, e nie pozwolisz, aby rnice zda midzy mn a Imenj popsuy
nasz przyja.
Przyja? Jak przyja? Pragn go, a on susznie to ignoruje...
To cyniczne rozbawienie Reivan zagodzio ucisk krtani.
- Oczywicie, e nie - odpara. A potem, pod wpywem impulsu dodaa: - Nie jestem
przyzwyczajona do pochlebstw.
Znw umiechn si szerzej.
- W takim razie bdziemy musieli to naprawi.
Skrzyowaa rce na piersi.
- A jakie wraenie wywrze to na innych?
- Suszne wraenie. Jeste zachwycajc kobiet.
Rumieniec wypyn na jej policzki, a nadzieja sprawia, e serce znw zabio szybciej.
- Nie dranij si ze mn, Pierwszy Gosie. - A potem skrzywia si, syszc w swym
tonie desperacj.
Zakopotana, cofna si, by ukry twarz.
- Wybacz - napyn z dou jego gos. - Nie chciaem ci rozgniewa.
Rozgniewa? Wcale si nie gniewam. Wstydz si. Z pewnoci to widzi. Na pewno
tak! Wyjrzaa ostronie przez porcz balkonu, lecz on odszed. Gdzie jest teraz? Podesza do
porczy i przeszukaa wzrokiem dziedziniec.
Znikn.
Czujc si tak, jakby powiedziaa co zego, wrcia do ka, aby jeszcze troch si
porzuca i poprzewraca.

7
W poprzednim tygodniu Tyve jeszcze dwa razy odwiedzi jaskini, najwyraniej po to, by
sprawdzi, czy Auraya i Jade potrzebuj ywnoci lub pomocy. Jade dzikowaa mu
uprzejmie i odsyaa z kilkoma lekami, ktre przygotowaa dla mieszkacw jego wioski.
My przygotowaymy, poprawia si Auraya, kruszc suszone licie pozostawione dla
niej przez Jade. Gdy Jade wychodzia na kilka godzin dziennie, by zgromadzi skadniki,
Auraya spdzaa sporo czasu na ich przygotowywaniu. Take teraz kobieta wysza na
poszukiwanie leczniczych substancji. Czasami Auraya zastanawiaa si, czy jest jaka realna
przyczyna rosncych zapasw w gbi jaskini, czy te Jade zwyczajnie nie lubi bezczynnoci.
Ciekawe, czy kiedy wraca do jaskini, waha si i prbuje odsun od siebie myl, e
zdradziam i wewntrz czeka ju kto z Biaych.
Auraya umiechna si, a potem spowaniaa. Wanie dlatego Jade przeglda jej
myli. Moe robia tak za kadym razem, kiedy miaa wej do groty, by si upewni, e
uczennica jej nie zdradzia.
Auraya wci martwia si o to, co Jade moe wyczyta z jej myli. Nie zdoaa
uzyska obietnicy, e zaprzestanie tego szpiegowania, postanowia wic jak najszybciej
uzyska siln, stabiln oson umysu. Ostatnio zauwaya, e atwiej jej t przeson
podtrzyma, a czasem nawet zapominaa, e istnieje. Ju niedugo bdzie moga wyj.
Przedtem jednak chciaa zada nauczycielce kilka pyta.
Zanim Jade wrcia, naczynie z roztartymi limi byo ju prawie pene. Starsza
kobieta bez sowa ustawia przy ku kuby i usiada. Z jednego wyja co, co wygldao
cakiem jak kamie, po czym zacza odupywa i zeskrobywa z niego do soja kawaki
biaej substancji.
- Co to takiego?
- Trucizna - odpara Jade. - W dowolnej dawce prcz absolutnie najmniejszej.
- Czsto uywasz trucizn?
- Zaskakujco rzadko. W ostatnim tysicleciu zaledwie trzy razy. To ten rodzaj
mierci, ktry rezerwujesz dla naprawd niemiych osb.

Kobieta mwia to tak lekko, e Auraya nie bya pewna, czy nie artuje. Zastanowia
si chwil, a potem uznaa, e woli nie wiedzie.
- Wic yjesz ju tysic lat? - spytaa.
- Co najmniej.
- Wic nie jeste tego pewna?
- Nie. Kiedy to liczyam, lecz po jakim czasie stao si bolenie oczywiste, e
uywane przez ludzi kalendarze s bdne. Potem narobili strasznego zamieszania, eby je
przeliczy. Duo podrowaam i straciam rachub, ale wtedy to ju nie byo dla mnie
wane.
- Jak to jest, y tak dugo?
Jade spojrzaa na Auray i wzruszya ramionami.
- Nie tak ekscytujce, jak mogoby ci si wydawa - odpara. - Przez wikszo czasu
w ogle si nad tym nie zastanawiasz. Zajmuj ci bezporednie potrzeby: co dzi zjesz, gdzie
bdziesz spaa. Wiedz, ktr zgromadzia przez te lata, przyjmujesz jak oczywisto. Kiedy
jej potrzebujesz, po prostu jest. Nieczsto wspominasz chwile, kiedy j zdobywaa. Od czasu
do czasu co kae ci si zatrzyma i zastanowi nad przeszoci, wtedy wanie jeste
najbardziej wiadoma swego wieku. Dostrzegasz zmiany, ktrych nikt inny nie widzi, nawet
historycy. Dostrzegasz te, e pewne rzeczy nigdy si nie zmieniaj. Ludzie zawsze bd si
zakochiwa i odkochiwa. Ambitni zawsze bd poda wadzy. Chciwi bd gromadzi
bogactwa, a miertelni bd umiera.
- Czy niemiertelni mog si zmienia w stopniu, w jakim miertelni nie potrafi?
Jade zastanowia si.
- I tak, i nie. Niemiertelno nie czyni nas mdrzejszymi. Dowiadczenie owszem.
Staramy si nie popenia tych samych bdw po raz drugi, lecz wspomnienia bledn, a
niektre zamazuj si szybciej ni inne. I nigdy nie brakuje nowych bdw do popenienia. Skrzywia si. - Czasem nawet chcemy popeni drugi raz ten sam bd. Na przykad mio.
Zakochujc si, miertelnicy zawsze ryzykuj cierpienie. Dla niemiertelnych cierpienie jest
pewne. Umiera albo mio, albo jej obiekt.
W gosie Jade pojawia si nuta goryczy i Auray ogarno wspczucie.
- Warto przeywa takie cierpienia?
Jade umiechna si smtnie.
- Tak, pod warunkiem e nie za czsto. Rodziam dzieci i patrzyam, jak umieraj. To
byo najbardziej bolesne, a jednak robiam to ponownie.
- Czyli niemiertelni mog mie dzieci.

- Oczywicie. - Jade zmarszczya brwi. - Dlaczeg nie? - A potem szeroko otworzya


oczy, gdy nadeszo zrozumienie. - Bogowie sprawili, e nie moga pocz dziecka, dopki
bya Bia, czy tak?
Auraya wzruszya ramionami.
- Gdybymy rodziy i wychowyway dzieci, nie mogybymy cakowicie powici si
naszej pracy.
- Bogowie nie uznaj wolnego czasu, co? Ale rzeczywicie, dzieci uczyniyby was
sabszymi. Uwierz mi, wiem, jak bardzo odkrywasz si na ciosy, kiedy kto prbuje uy
twoich dzieci przeciwko tobie.
- Co si stao?
Jade pokrcia gow.
- Wolaabym o tym nie mwi. Pewne wspomnienia niech zostan pogrzebane.
Auraya kiwna gow i zastanowia si, jak moe zmieni temat.
- Czy twoje dzieci byy czarownikami?
- Niektre. Inne miay niewiele Darw. adne nie byo niemiertelne. Nie miay do
mocy. Nie wydaje mi si, aby jaki niemiertelny spodzi niemiertelne dziecko.
- Nawet jeli oboje rodzice s niemiertelni?
- Nie syszaam o nikim, kto miaby takie pochodzenie.
- Moe wtedy byoby inaczej.
Jade wzruszya ramionami, a potem spojrzaa zaciekawiona.
- Planujesz w najbliszym czasie takie eksperymenty? Miaam wraenie, e nie jeste
a tak zadurzona w Mirarze.
Auraya zmarszczya tylko czoo, zastanawiajc si, skd u Jade ta naga zmiana
nastroju.
- Nie.
- Czy Mirar wie o tobie i Chai?
- Oczywicie, e nie.
- Zamierzasz mu powiedzie?
- A ty?
Jade odoya robtk.
- Tak. Mirar zasuguje na to, by wiedzie, e nie odwzajemniasz jego uczu.
- On wie - stwierdzia Auraya.
- Jeli ci na nim nie zaley, to dlaczego si przejmujesz, e dowie si, kto jest twoim
kochankiem?

- By - poprawia Auraya. - Dlatego e jest to osobista informacja.


- Czy to dobrze, czy le, to nie jest ju tajemnic. Rwnie dobrze mog mu
powiedzie, zanim z mioci do ciebie znowu zrobi co gupiego.
Auraya westchna.
- Wic mu powiedz. Nie chc bra na siebie winy za to, e ma zwyczaj pakowania si
w kopoty.
Jade zmruya oczy.
- Rzeczywicie ci na nim nie zaley, prawda?
- Kochaam Leiarda, nie Mirara.
- On jest Leiardem. Leiard jest jego czci. Auraya zmusia si, by spojrze jej w
oczy.
- Leiard nigdy nie by rzeczywisty. Nie potrafi odwrci si od tej czci mego ycia,
ktr powiciam dla sztucznie stworzonego fragmentu osoby, ukrytego gdzie wewntrz
mczyzny, ktrego nie znam. A po tym wszystkim, co mwia, e mio jest bdem, nie
rozumiem, czemu miaabym ocenia to inaczej.
Jade przygldaa si Aurai przez dusz chwil, a potem odwrcia wzrok.
- Chyba mnie zoci, e si z tob zgadzam - powiedziaa z naciskiem, cho cichym
gosem. - Postpiabym tak samo. Myl, e chc, by go kochaa, bo to by ukoio moje lki.
Gdyby go kochaa, toby nas nie zdradzia. A tak musz wierzy Mirarowi. On przysiga, e
tego nie zrobisz. Jest gupcem, ale nawet zalepiony mioci nigdy si nie pomyli w ocenie
czowieka. - Podniosa ostrzegawczo palec. - Nie udowadniaj, e jednak moe si pomyli.
Auraya milczaa. Jade wrzucia kamie z powrotem do kuba i zapiecztowaa soik
biaego proszku. Wstaa i umiecia naczynie wrd zapasw, a potem powrcia do Aurai.
- Wyjd teraz poszuka czego na kolacj.
Kiedy znikna, jaskinia staa si nieprzyjemnie cicha. Auraya nie potrafia pozby si
uczucia, e jako zawioda Jade. Jest rozczarowana, e nie kocham Mirara, pomylaa. A
przecie nie ma powodu, ebym si czua winna.
Rozejrzaa si po jaskini i westchna. Uwiadomia sobie, jak bardzo jest tu samotna.
Ciekawe, co sycha u Figla. Tsknia za jego towarzystwem i bezwarunkow lojalnoci.
Dlaczego veezy s takie? Przecie przywizanie do ludzi nie jest dla ich gatunku
korzystne... Cho jednak... Nie musz walczy o poywienie, maj szans na ciepe i
bezpieczne schronienie. Myl, e wanie odpowiedziaam sobie na pytanie.
Nigdy nie lubi, kiedy odchodzia. Gdyby tylko moga si jako z nim porozumie.
Ciekawe... Czy potrafi go znale przez przegldanie umysw?

Warto sprbowa. Pooya si, zamkna oczy i powoli wesza w senny trans. Kiedy
uznaa, e jest gotowa, signa mylami w stron Przestrzeni.
Jaki czas pniej trafia na umysy trjki Siyee wracajcych do wioski po udanym
polowaniu. Potem znalaza wiosk i zatrzymaa si, aby zajrze do umysu kobiety
przygotowujcej posiek. Jej gd sprawi, e Auraya zdaa sobie spraw z wasnego.
Odszukaa jeszcze kilku Siyee i poprzez oczy jakiego mczyzny z ulg rozpoznaa
Przestrze. Odszukanie Figla wrd masy umysw Siyee nie bdzie atwe. W kocu oczami
jakiego dziecka zobaczya wasn altan, co dao jej wskazwk, gdzie szuka veeza.
Signa do wntrza konstrukcji, skoncentrowaa si, gdy sdzia, e umys takiego
maego stworzonka bdzie mniejszy i sabszy. Wyczua go; by skupiony na jakim celu.
Zafascynowana patrzya, z jak atwoci - jakby po prostu bra oddech - ciga do siebie
magi. Wykorzysta j, aby przesun jaki mechanizm, a gdy mu si udao, poczua siln
satysfakcj zwierzcia. Zapa co, wycign z pojemnika, w ktrym byo zamknite, i zacz
je.
Myl, e veez wanie wama si do zapasw ywnoci, pomylaa rozbawiona.
Nigdy nie widziaam, jak uywa magii...
A potem co innego zwrcio jej uwag. Duo bliej. Przemwi gos, a ona
przewrcia si na bok, gdy o wiele silniejsze myli zalay jej zmysy i pdem cigny j do
miejsca gdzie na zewntrz jaskini.
:...polij jednego ze stranikw Siyee z poleceniem, by spotkaa si ze mn w wityni.
Jeli Chaia ma racj, nie omieli si okaza nieposuszestwa.
:A jeli si omieli?
:Bdziemy wiedzie, e Chaia si myli.
Pierwsz mwic bya Huan. Drugiego gosu Auraya nie rozpoznaa od razu. Gdy
jednak odezwa si ponownie, zrozumiaa, e to Saru.
:Nie powstrzyma nas przed jej zabiciem.
Auraya poczua, e krew zastyga jej w yach. Czyby mwili o niej?
:Ale bdzie prbowa, stwierdzia Huan.
:Tak. Jak mylisz, czemu tak bardzo chce zachowa j przy yciu?
:dza. To kolejna z jego drobnych miostek.
:Gdyby tak byo, nie wahaby si przed jej odrzuceniem. Tak robi z poprzednimi. Tym
razem jest inaczej.

:I to w najgorszy z moliwych sposobw. Ona nie jest jak liczn lalk, z ktr
dobrze si bawi, jak te wczeniejsze dziewczyny. Jest zbyt potna. Gos Huan spospnia. Na
pewno ma wobec niej jakie plany.
:Zbyt potna, by j zabi?
:Jeszcze nie. Nie, dopki nie jest wiadoma swojej mocy. Dlatego nie podoba mi si, e
znikna w pustce, eby leczy t kobiet. Jeli si nie myl, ta kobieta nie jest zwyk
uzdrowicielk. Auraya moe wanie uczy si wszystkiego, czego nie chcemy, by si
nauczya.
:Zachcia j, pozwalajc, eby nauczya si magicznego uzdrawiania.
:To miao przekona innych, e jest zbyt niebezpieczna.
:Mnie przekonao. Jak mylisz, co zdoa przekona Lor i Yrann?
Huan milczaa przez chwil.
:Potwierdzenie moich podejrze. Jeli wychodzc z tej pustki, bdzie wiedziaa to,
czego nie powinna, tylko Chaia bdzie si sprzeciwia jej mierci.
:W kocu zostanie przegosowany.
:Tak.
:A jeli wyjdzie i nic nie bdzie wiedziaa?
:Znajdziemy jaki inny sposb, aby ich przekona. Auraya w kocu znw si nam
sprzeciwi. To tylko kwestia czasu.
:A jej zabjcy?
:Sprawdmy...
Dwa umysy odleciay z niesamowit szybkoci, pozostawiajc oszoomion Auray.
Wrcia do penej wiadomoci i lec na posaniu, powtarzaa w umyle sowa bogw...
:Zachcia j, pozwalajc, eby nauczya si magicznego uzdrawiania... To miao
przekona innych, e jest zbyt niebezpieczna... Tylko Chaia bdzie si sprzeciwia jej mierci.
Huan chce mojej mierci, mylaa Auraya. Pragnie tego od chwili, gdy odmwiam
zabicia Mirara! Tak bardzo chce mnie zabi, e aby osign cel, manipuluje innymi bogami.
Poczua mdoci. To, e Chaia si jej sprzeciwia, nie ma znaczenia. Inni w kocu go
przegosuj.
Usiada prosto, patrzc na ciany jaskini.
Krcio si jej w gowie od tych wiadomoci. Szybko go przegosuj, bo kiedy wyjdzie
z pustki, bogowie bd wiedzie, e nauczya si ukrywa myli. Niewane, czy bdzie to
rzeczywicie robi, czy nie. Niewane, e nie miaa zamiaru osania przed nimi umysu.
Samo opanowanie takiej umiejtnoci czyni j przeklt.

Ale dlaczego? Poczua fal ciekawoci i goryczy. Poniewa jestem zbyt potna?
Ciekawe, jak bardzo potna?
Dostatecznie, by przestraszy bogw.
Poczua dreszcz, ale szybko min. Moe jestem zbyt potna, by ich zaniepokoi, ale
wtpi, czy a tak, by przetrwa, jeli postanowi, e musz zgin.
Jednak Mirar i Jade przeyli. Jeeli oni to potrafi, to i ja.
Wstaa i zacza kry wok pustki. Zastanawiaa si. Mam dwie moliwoci, uznaa
w kocu. Albo poddam si osdowi bogw i pozwol im si zabi, albo si sprzeciwi.
Wtpi, by Huan czy inni przyjli moj dusz, gdy umr, ale Chaia to zrobi. Czy jednak
przyjmie j, jeli bd walczy z pozostaymi i przegram? Z pewnoci nie porzuci jej, by si
rozwiaa i znikna. Jak wiele oporu bdzie skonny mi wybaczy?
Czy potrafi walczy z Huan i z innymi bogami, ale nie z Chai?
Nie chc rzuca wyzwania Chai, mylaa. W takim razie musz pozostawi decyzj w
jego rkach. Bd walczy z pozostaymi albo poddam si mierci, zgodnie z jego wol.
Ta decyzja przyniosa jej ulg, lecz nie cakiem uciszya strach. Czy naprawd potrafi
podda si wyrokowi, jeli Chaia uzna, e powinna? Nie, on tego nie zrobi.
A to doprowadzio j do innego pytania. Kim s ci zabjcy, o ktrych mwili Saru i
Huan?
Odpowied bya bolenie oczywista: Biali.
Jaki haas zakci jej myli. Uniosa gow i zobaczya wchodzc do jaskini Jade.
Kobieta trzymaa dwa ptaki girri.
- Dzisiaj bdziemy miay uczt - owiadczya.
Auraya umiechna si z przymusem. Nie bya ju godna. odek skrci si jej w
supe. Jade spojrzaa na ni zdziwiona.
- Wygldasz, jakby odebraa ze wieci.
Auraya odwrcia wzrok.
- Przegldanie umysw jest podobne do czytania w mylach. Czasami odkrywasz
rzeczy, ktrych by odkry nie chciaa.
- Aha. - Jade rzucia ptaki na kuchenny kamie midzy posaniami. - Uwierz mi,
wiedzie za duo to przeklestwo dobrze znane nam, niemiertelnym.
- Na przykad o tym, jaki jest sekret niemiertelnoci?
Jade uniosa wzrok i mruc oczy, spojrzaa na Auray.
- Nie, nigdy nie aowaam, e poznaam ten fragment wiedzy. - Uniosa brew. Zreszt ty te j posiadasz. Musisz powici tylko troch czasu, aby si nad tym zastanowi.

Jade miaa racj. Bogowie ju teraz uznali, e jej wiedza o magicznym uzdrawianiu
jest rwnie grona jak wiedza o niemiertelnoci. A Huan pozwolia na to, aby Auraya
poznaa tajniki magicznego leczenia, gdy chciaa przekona innych bogw, e naley j
zabi.
- Troch czasu, aby si zastanowi? Tyle to zajmie?
- Tak. - Jade si umiechna. - Rozwa wszystko, czego nauczy ci Mirar o
uzdrawianiu ciaa za pomoc magii. Musisz tylko zastosowa t wiedz w odniesieniu do
wasnego ciaa. Wprowad je w stan cigego odnawiania, a nie bdziesz si wicej starze i
nie umrzesz. Mirar mwi, e bardzo atwo nauczya si leczy, wic powinno ci to przyj
rwnie naturalnie. Ale nie myl o tym teraz - dodaa nagle praktycznym tonem. - Chc, eby
oskubaa i wypatroszya te pierzaste skarby. A ja zdobd troch warzyw.
Mimo aromatu oczyszczajcych zi w domu pachniao lekko zestarzaym potem i pleni.
Danjin ruszy po schodach w gr, starajc si nie oddycha zbyt gboko.
Ella wynaja kilka pokoi w budynku naprzeciwko szpitala. Nic nie dao si zrobi z
ich stanem. Musiaa mie w polu widzenia ludzi mijajcych szpital, a poniewa znajdowa si
on w biednej dzielnicy, wikszo domw bya zaniedbana. Elli zapach chyba nie
przeszkadza. Jednak nie tkna jedzenia, ktre przyniosa ona waciciela, a Danjin uzna to
za ostrzeenie, ktrego nie naley lekceway. Jeli kto, kto potrafi czyta w mylach,
rezygnuje z jedzenia, rozsdek nakazuje i za jego przykadem.
Ella zapewnia Danjina, e waciciel i jego ona nie bd plotkowa o swoich
gociach. Widzieli motoch zbierajcy si przed szpitalem i syszeli o morderstwach tkaczy
snw, wic woleli nie ciga na siebie uwagi.
Pilnowano, by w zauku za budynkiem nie krcili si bezdomni i wczdzy. Ella i
Danjin przybywali codziennie w zwykym plattenie, wchodzili tylnym wejciem i przez kilka
godzin kapanka siedziaa przy oknie, obserwujc ludzi na ulicy. Wczoraj w czyim umyle
wyczytaa plan zablokowania wejcia do szpitala i zdoaa temu zapobiec, nie dopuszczajc,
by wiadomoci dotary do jego pomocnikw.
Informacje o niedawnym zabjstwie tkacza snw i znikniciu jego ucznia rozgnieway
j i rozczaroway. Znaa i szanowaa tkacza, a ucznia pamitaa sabo. Danjin wiedzia, e
czuje si bezsilna. Mieli nadziej, e obserwujc ludzi wok szpitala, zdoa zapobiec takim
zbrodniom. Od dnia zabjstwa tkacza wyraz twarzy obserwujcej ulic Elli stal si bardziej
zacity.

Kiedy dotar na szczyt schodw, podszed do ostatnich drzwi i zapuka. Usysza


szczk zamka i drzwi otworzyy si do wntrza. Ella jak zwykle siedziaa przy oknie.
- Wejd, Danjinie Spearze - powiedziaa.
Danjin zamkn za sob drzwi i zobaczy, e Ella rozciera skronie.
- Wygldasz na przemczon, Ellareen z Biaych.
Wykrzywia si.
- To cae czytanie umysw jest troch dezorientujce. - Wyprostowaa si. - Doszam
do kilku wnioskw. Usid i powiedz mi, co mylisz.
Zaj miejsce na topornym drewnianym stoku, ktry kilka cienkich poduszek czynio
tylko troch mniej niewygodnym. Znw wyjrzaa przez okno i zmarszczya brwi.
- Pamitasz, jak mwiam, e ten morderca, ktrego przesuchiwalimy, nie tylko
nienawidzi tkaczy snw, ale te ba si ich? Sprawdzaam, czego ludzie si boj u tkaczy. To
ciekawe. Nie czuj lku przed pojedynczymi tkaczami snw ani przed tkaczami jako caoci.
Zawsze byli zbyt nieliczni, pozbawieni wpyww i ambicji, aby stanowi zagroenie. Ludzie
boj si, e to si zmieni. - Spojrzaa na Danjina. - Boj si, e powrt Mirara uczyni tkaczy
niebezpiecznymi.
- A wic kiedy te plotki ucichn, szpitalowi nic ju nie bdzie grozio.
Ella pokrcia gow.
- Nie ucichn. Mirar naprawd powrci.
Popatrzy na ni zdumiony. Mirar, niemiertelny przywdca tkaczy snw, wci yje?
Teraz rozumia, jak musieli si czu ci, ktrzy uwierzyli w t plotk. W kim nie wzbudziaby
lku wiadomo, e legendarny wrg bogw nadal jest wrd ywych? Aby by
niemiertelnym, czarownik musi posiada potne Dary. Juran, najpotniejszy z Wybracw
Bogw, otrzyma zadanie zabicia Mirara. Wszyscy wierzyli, e mu si udao. Czyby to byo
kamstwo i Juran zosta oszukany?
- W jaki sposb przey? - zapyta.
- By pogrzebany, a jego ciao poamane, ale za pomoc swojej uzdrawiajcej magii
podtrzyma ycie tak, e pniej by w stanie powrci do zdrowia. Stumi wiedz o swojej
prawdziwej tosamoci i zdoa si ukry przed bogami.
Ukry si na cae stulecia. Czeka na swoj szans, eby... eby co?
- Dlaczego teraz si ujawni? - zapyta Danjin w rwnym stopniu siebie, jak i Ell. Chcia tego?
Umiechna si.
- Nie.

- A co si stao?
Odwrcia wzrok.
- Nie wolno mi o tym mwi. Jeszcze.
Danjin odpowiedzia umiechem i kiwn gow.
- Ale jest wicej do opowiedzenia.
Pniej to sobie przemyli. Na razie mg tylko udziela jej rad na podstawie
informacji, ktre mu podaa.
- Wikszo ludzi nie jest pewna, czy ta plotka jest prawdziwa, czy nie - rzek, gono
mylc. - A ty musisz si martwi o tych, ktrzy w ni wierz i nienawidz tej myli tak
gwatownie, e atakuj tkaczy snw i szpital.
Kiwna gow.
- Ludzi drczy strach. Niektrzy nawet boj si prosi tkaczy snw o pomoc, aby ten,
ktrego spotkaj, nie okaza si Mirarem. Moe moglibymy zleci artystom namalowanie
jego portretu, aby wiedzieli, e tkacz snw, do ktrego zwracaj si o rad, jest zwykym
czowiekiem.
- Ludmi przychodzcymi do szpitala nie powinna si martwi - zauway. - Wtpi,
czy wichrzyciele w ogle bior pod uwag szukanie pomocy u tkaczy snw. Mwia, e
ludzie boj si, e tkacze si zmieni pod wpywem powrotu Mirara. Ten strach popycha ich
do zabjstw.
- Ale jak mog z tym walczy? - zmarszczya czoo. - Mog powiedzie, e z atwoci
powstrzymamy tkaczy snw, gdyby zwrcili si przeciwko nam, ale dlaczego ludzie mieliby
mi wierzy? Gdyby w ogle nam wierzyli, nie atakowaliby nikogo.
- Niekiedy warto przypomnie ludziom, e s bezpieczni. Dodanie odwagi od czasu do
czasu nigdy nie idzie na marne.
Zmarszczka na czole znikna i Ella zacza si zastanawia.
- Czy to nie bdzie wygldao tak, jakbymy si spodziewali, e tkacze snw bd
groni? Skoro oznajmimy, e jestemy na to przygotowani?
- Moliwe. Moe te nie byoby cakiem le, gdyby stali si podejrzliwi wobec tkaczy.
Mgbym ci te zaproponowa, aby sprbowaa przekona ludzi, e Mirar nie zdoa ani nie
sprbuje wpywa na tkaczy snw... Ale obawiam si, e byoby to niemdre. Spodziewam
si raczej, e Mirar znw obejmie wadz nad swoim ludem.
Ella skrzywia si.
- Nie poyje tak dugo.
Jej pewno podnosia na duchu, ale te budzia niepokj.

- Mio mi to sysze... - przerwa na chwil. - Moe to wanie powinni usysze


ludzie... Chyba e istnieje ryzyko, e jego egzekucja znw si nie powiedzie.
Przyjrzaa mu si, a jej oczy pociemniay.
- Nie. Chyba e potrafi odtworzy swoje ciao z popiow. - Kcik jej ust drgn lekko.
- Ale najpierw musimy go znale, wic lepiej na razie nie wspomina, e chcemy go zabi.

8
Na zewntrz jaskini korony drzew jarzyy si w ostatnich promieniach soca. Emerahl opara
si plecami o ska, dostatecznie daleko od wodospadu, by mie pewno, e wodna mgieka
nie przemoczy jej sukni. W tym samym miejscu odpoczywali kiedy z Mirarem i rozmawiali
o przyszoci. Bya wtedy pena optymizmu co od swych planw poszukiwania innych
niemiertelnych. Mirar walczy z sob, starajc si pogodzi z t czci swojej jani, ktra
bya Leiardem. T czci, ktra kochaa Auray.
Na szczcie wtedy jeszcze nie wiedzia, e Auraya nie odwzajemnia jego uczucia,
uznaa Emerahl. O wiele trudniej byoby mu wtedy zaakceptowa ten odprysk osobowoci,
ktry sam wytworzy. Czemu miaby si godzi na Leiarda, jeli oznaczaoby to cierpienia
zamanego serca?
Teraz sta si caoci. By silniejszy. Poradzi sobie z wieci o tym, e Chaia by
kochankiem Aurai. Przynajmniej miaa nadziej, e sobie poradzi. Istniao niewielkie ryzyko,
e jego osobowo znowu si rozpadnie.
Auraya zapewne o tym nie mylaa. A moe tak? Moe dlatego nie chciaa Mirarowi
nic mwi?
Emerahl westchna. Nie przesadzia, mwic Aurai, e na jej miejscu reagowaaby
podobnie. Byaby nieufna wobec wszelkich tlcych si jeszcze uczu wobec kogo, kto
okaza si nie tym, za kogo go uwaaa. Nawet perspektywa spotkania z tym czowiekiem
budziaby jej czujno. Co jeszcze okae si nieprawd?
Cho Leiard by czci Mirara, nigdy ju nie bdzie istnia jako czowiek, ktrego
znaa Auraya. Jak to powiedziaa? Nie potrafi odwrci si od tej czci mego ycia, ktr
powiciam dla sztucznie stworzonego fragmentu osoby, ukrytego gdzie wewntrz
mczyzny, ktrego nie znam.
Pod tymi usprawiedliwieniami kryy si jakie silniejsze emocje... Emerahl a sykna,
kiedy uwiadomia sobie, co to takiego.
Auraya auje Leiarda. Dla niej ten czowiek zgin. Czuje si te oszukana i
wykorzystana, gdy zakochaa si w iluzji.
Dlaczego wczeniej tego nie zauwayam?

Wszystko to doprowadzio do ogromnego chaosu, ktry nie suy ani Aurai, ani
Mirarowi. A nawet bez takich komplikacji szanse na wsplne szczcie tych dwojga
wydaway si raczej niewielkie. Auraya wci bya lojalna wobec bogw, a cho Emerahl ich
nie cenia, musiaa przyzna jej prawo do oddawania im czci, jeli miaa na to ochot. Za to
Mirar ich nienawidzi, w dodatku z wzajemnoci.
Im szybciej oboje uwolni si od tej uczuciowej udrki, tym lepiej. Mirar bdzie
cierpia bardziej, ale ju wiele razy radzi sobie z nieszczliw mioci. Auraya szybciej
otrznie si z alu po Leiardzie, jeli nie bdzie Mirara, by jej przypomina, co stracia.
Emerahl westchna.
Miaam nadziej, e Auraya czuje co do Mirara, gdy wtedy my, niemiertelni,
bylibymy troch bezpieczniejsi. Zachichotaa.
Budzenie w niej niechci do mnie na pewno nam nie pomoe. Powinnam okazywa
Aurai troch sympatii.
Usiada wygodniej. Przymkna oczy i pozwolia, by wiadomo zacza opada w
sen. Cienie ku penej utracie wiadomoci byo silne, ale zdoaa si oprze.
:Mirar! zawoaa.
Nie odpowiedzia. Tam, gdzie teraz przebywa, nasta wczesny wieczr, i pewnie nie
pooy si jeszcze do ka. Skierowaa wic wezwanie ku innym umysom.
:Tamun... Surim...
:Tak, Emerahl?
Czasami Blinita podczas czy odpowiaday jednym gosem. To byo dziwne, biorc
pod uwag, jak rniy si charakterem. W ten sposb zjednoczone sprawiay wraenie, e
stanowi osobowo bardziej zoon ni ludzka. Poczucie czego wikszego ni ludzkie.
Czego nieludzkiego.
W takich chwilach rozumiaa, dlaczego w swoim czasie cieszyy si takim
szacunkiem.
:Co u was sycha?
:Wszystko dobrze jak zawsze, odpowiedziaa Tamun. Surim znowu wzdycha do
dziewczyny z bagien, a ja staram si jako z tym pogodzi.
:Tamun chce, ebym zbiera jedzenie i materiay do jej tkania, ale nie pozwala mi na
odrobin zabawy w trakcie, poskary si Surim. To niesprawiedliwe i...
:Jak sobie radzi Auraya? przerwaa Tamun.
Emerahl poczua rozbawienie wobec tej gwatownej zmiany tematu.
:Tylko raz czy dwa opucia oson, odkd nauczya si j stawia.

:Mirar mwi, e szybko si uczy, przypomniaa Tamun. Moe dlatego, e jest jeszcze
moda. Nie byo czasu, by utrwali si nabyty sposb mylenia.
:Moliwe, zgodzi si Surim.
:Co si dzisiaj wydarzyo, oznajmia Emerahl. Podczas przegldania umysw
zobaczya co, co j zaniepokoio.
:Nie powiedziaa ci, co to takiego?
:Nie, ale chyba nie powinna przedua pobytu tutaj.
:Ale nie nauczya jej jeszcze niemiertelnoci.
:Zaproponuj jej to, ale jestem przekonana, e odmwi. A jeli jest taka sprytna, jak
mwi Mirar, sama do wszystkiego dojdzie.
:Masz racj, zgodzia si Tamun, ale przecie Mirar po to ci tam wysa. Moe by
rozczarowany.
:To bdzie musia z tym y. Nie zmusz jej do nauki, jeli sama tego nie chce.
:A jeli zechce, nauczysz j zmienia wiek?
:Mirar twierdzi, e to mj wrodzony Dar i nikt inny nie zdoa go opanowa.
:Mirar moe si myli co do wrodzonych Darw. Jest nim podobno magiczne
uzdrawianie, a przecie uczy tego innych.
:Ale nikt nie potrafi uywa tego Daru tak jak on. Ja nie zdoaabym przetrwa
zmiadona, a on tak.
:Tego nie wiesz. Ale jeli jeden niemiertelny potrafi uywa swego wrodzonego Daru
lepiej ni inni, to moe Auraya nauczy si zmienia swj wiek, cho nie tak dobrze jak ty.
Moe i ty zdoasz nauczy si lata, cho nie tak jak ona.
:Latanie nie jest Darem, ktry kto chciaby opanowa gorzej ni dobrze. Upadek
moe si okaza bolesny, a nawet miertelny. Nie zdoam raczej wrci do poszukiwania
Zwoju, jeli utkn w Si, leczc liczne zamania.
:To prawda. Jak mylisz, co zrobi Auraya, kiedy std odejdzie?
:Wrci do Przestrzeni. Bdzie robi to, co do tej pory, jakby nic si nie stao.
:Czy bdzie to moliwe, zaley od woli bogw, stwierdzi Surim, nagle powanym
tonem. Nie zdoaj jej atwo zabi, ale mog wykorzysta jej ufno, by zwabi j w puapk.
:Kiedy im si nie uda, mwia dalej Tamun, ju tylko nas bdzie moga prosi o
pomoc.
:Byaby potnym sprzymierzecem, dokoczy Surim.
:Mimo waszych zapewnie, e nie da si przewidzie przyszoci, wy dwoje mwicie
tak, jakbycie to potrafili, zauwaya Emerahl.

:Ja nie, zaznaczya Tamun. Ale kiedy Surim przemawia w sposb tak dramatyczny,
czuj, e powinnam go wesprze.
:Uwielbiasz to tak samo jak ja, zwrci si Surim do siostry. No, przyznaj si.
:Nieuzasadniona przesada ani teatralne gesty nie sprawiaj mi adnej przyjemnoci.
Ale to by byo...
:Jestecie pewni, e bogowie zwrc si przeciwko Aurai? przerwaa Emerahl. Nie
macie adnych wtpliwoci?
:Zawsze s jakie wtpliwoci, przyzna Surim. Przyszoci nie da si przewidzie,
mona j tylko odgadywa. Bogowie maj zwyczaj mordowania niemiertelnych, ale istnieje
szansa, e wstrzymaj rk wobec swojej wyznawczyni.
:Zwaszcza gdy ta wyznawczyni jest kochank Chai, przypomniaa Emerahl.
:By kochank, poprawia j Tamun.
:Myl, e Mirar powinien si w kocu dowiedzie, owiadczya Emerahl. Pora ju
chyba, by zrozumia, co myli o nim Auraya.
Blinita milczay przez chwil.
:Tak. Powiedz mu, zdecydowaa Tamun. Jest wrd dobrych ludzi. Pomog mu.
:A jedna jest bardzo chtna, by da mu ukojenie, jeli tylko poprosi, doda Surim.
Ukojenie? pomylaa z rozbawieniem Emerahl. Blinita regularnie przeglday
umysy wszystkich, ktrzy znaleli si w pobliu Mirara i Emerahl; pilnoway, czy kto nie
ma zych zamiarw. Emerahl nie przyszo do gowy, co jeszcze mog odkrywa. A zatem
Mirar w Domu Tkaczy Snw ma adoratork... W sam por, uznaa.
:Powiem mu dzisiaj, oznajmia.
:Delikatnie, poradzia Tamun.
:Oczywicie. Za kogo mnie masz?
:Za kogo, kto zna go ju od bardzo dawna. Pamitasz go z czasw, kiedy by
twardszy. Dzisiaj nie jest ju t sam osob. Pamitaj o tym.
:Na pewno.
:Dobrze. Spokojnej nocy. I szczliwej podry. Kiedy umysy Blinit powoli
znikny z zakresu jej percepcji, Emerahl skierowaa myli ku staremu przyjacielowi.
:Mirarze, zawoaa.
Odpowied nie nadesza. Kobieta rozbudzia si na tyle, by otworzy oko. Niebo
pociemniao, ale wci jarzyo si tam, gdzie zaszo soce. Jeszcze za wczenie.
Id spa, Mirarze, pomylaa. Nie wiesz, jakie to irytujce, jakie budzi napicie, kiedy
si czeka, eby przekaza ze wieci...

Jadalnia Domu Tkaczy Snw bya dzi wypeniona. Mirar pozwoli si zwerbowa do
pomocy w kuchni. Sucha tam niemilkncych pogawdek tkaczy, chon swobodn,
beztrosk atmosfer i koncentrowa si na zrozumieniu miejscowego jzyka.
Potrafi wykrywa emocje, wic atwiej mu byo rozumie tych ludzi, ale kiedy
przychodzio do nauki ich mowy, bya to take przeszkoda, nie tylko pomoc. Czasami
domyla si, o czym mwi, raczej na podstawie tego, co wyczuwa, ni sw, ktre
wypowiadali. Zmusza si, by zapamitywa te sowa i odgadywa ich znaczenie.
Pomocne byo te to, e poprzedniego wieczoru pojawi si tkacz snw z Ithanii
Pnocnej posiadajcy pewn wiedz o jzykach poudnia. Tkacz snw Moore przyby do
Dekkaru, by zbiera i kupowa leki.
- Genrianie ywi zwariowane przekonanie, e im bardziej egzotyczne czy dalekie jest
rdo leku, tym lepsze musi by jego dziaanie - wyjani Mirarowi. - Zapac nam za te
specyfiki mnstwo pienidzy, ktre potem dobrze wykorzystamy, dostarczajc cakowicie
skutecznych lekarstw mniej zamonym pacjentom. Jest wiele lekw wystpujcych tylko w
dekkarskiej dungli, cho za mojej poprzedniej wizyty byo ich wicej. Ci ludzie chyba
postanowili ca wykarczowa.
Wrd tkaczy panowa nastrj wyczekiwania. Mirar domyla si, e ma nastpi jaki
rytua czy wito. Po posiku pomg zbiera ze stow naczynia i sprzta. Kiedy skoczyli,
tkacze snw podyli za Tintel korytarzem na taras. Kobieta pokazaa mu to miejsce rankiem
po jego przybyciu. Przypominao drewniany dziedziniec, jednak uniesiony nieco nad
gruntem. Na rodku ustawiono w sporym krgu donice z rolinami i niskie cianki, a powstae
w ten sposb zakrzywione, trjktne altany tworzyy niewielkie ogrody i gwarantoway
pewn prywatno.
Zapach kwiatw wypenia parne powietrze; brzczenie i chrobotanie owadw nie
cichy ani na chwil, tak gone, e czu niemal wibracj powietrza. Mirar nie by
przyzwyczajony do upau; przez cay dzie mczya go senno, a noc nie mg zasn. Upa
mczy te miejscowych tkaczy, jednak nie tak silnie.
Utworzyli krg. Rozpoznajc pocztek ceremonii cza, Mirar poczu ukucie
niepokoju. Raz jeszcze rozway ewentualno, e jego umysowa zasona moe mu pozwoli
na poczenie bez zdradzania wasnych myli. Nie dowie si, pki nie sprbuje, ale jeli si
nie uda, moe niechccy ujawni swoj tosamo.
Tkacze snw wzili si za rce i skonili gowy. Mirar poczu, e ogarnia go tsknota i
frustracja. Nie liczc cza, w ktrym uczestniczy w Somreyu, ju bardzo dawno nie
dowiadczy takiego uczucia przynaleenia, jakie si wtedy budzio.

Co za ironia, pomyla, e ja, czowiek, ktry wymyli ten rytua i okreli sposb
ycia tkaczy, teraz waham si, czy si przyczy. Tak wiele mgbym si od nich nauczy,
tak duo dowiedzie o mieszkacach Ithanii Poudniowej... Warto zaryzykowa.
Poczu, jak zaciskaj si palce mczyzny trzymajcego go za praw rk, potem
zadraa do trzymajca lew. Ostronie, utrzymujc mocn barier wok umysu, szuka
myli ludzi obok siebie. Ju po chwili sysza gosy i zobaczy odpryski pamici.
Widzia wspomnienie tkacza snw, ktry bada chore dziecko. Niemowl miao
nierozwinite i zdeformowane organy. Zwyky tkacz nie mg go uleczy. Ojciec by
pentadriaskim Sug Bogw, co Mirar zauway ze zdumieniem. Tkacz przekaza mu ze
wieci. Pentadrianin przyj je i stwierdzi, e jeli tkacz snw nie moe uzdrowi dziecka, to
nikt nie zdoa...
...w tym roku podnieli podatki, pewnie eby zapaci za budow mostu. Suga Bogw
zbada ksigi Domu i by usatysfakcjonowany; chcia tylko skromnej apwki. Nadal by
wdziczny za rad, jakiej mu udzielono w sprawie kopotw maeskich. Nie zdawa sobie
sprawy, jak powszechne...
...woda obmywa brzegi platformy, na ktrej stoi Dom Tkaczy Snw. W zeszym roku
powd grozia zalaniem budynku. Ciekawe, jak bdzie w tym...
...tam, gdzie wznosiy si gigantyczne drzewa, teraz pozostay zwglone pnie otoczone
zboem. Wspomnienia dawnego lasu i obecnych pl nakadaj si na siebie. To szokujca
zmiana, ale przecie ludzie tu mieszkajcy musz je. Szkoda, e nie znalaz tej drobnej
roliny z rowymi kwiatami. Miejmy nadziej, e to nie jedyne miejsce...
...jest taka pikna... Wizja nagiego ciaa pospiesznie odepchnita...
...no to gdzie by poszed? Na pnoc zatoki? Raczej nie. Z powrotem na zachd?
Wtpliwe. A jeli na poudnie? A jeli jest gdzie tutaj? Moe nawet na tym dziedzicu...
...myl o tych historiach o powrocie Mirara. I nie jestem pewien, czy w nie wierzy.
Jeli rzeczywicie wrci, to czemu nikt z nas go nie widzia? Nie...
Mirar z trudem stumi miech. Nawet podczas cza tkacze snw nadal plotkowali o
jego powrocie...
Otrzewia natychmiast. Na pewno go szukaj. Musi by ostrony.
Ale czy rzeczywicie musi? Czy to tak le, e pozwoliby im odkry, kim jest?

Sucha i obserwowa, a cze trwao. Jak zawsze wspomnienia ktrej z osb zwracay
uwag pozostaych. Udzielano rad i sugestii. W pewnym momencie jeden z tkaczy snw
sign do wspomnie z niedawnego wita, a inni patrzyli zaciekawieni. Nikt chyba nie
reagowa na myli Mirara, a po chwili usysza stwierdzenie Tintel, e nie wczy si do
krgu.
To dziaa, pomyla z ulg.
A potem Tintel wezwaa do zakoczenia cza. Umysy si wycofyway, tkacze snw
usuwali swe wiadomoci, potwierdzajc przy tym wasn tosamo. Mirar otworzy oczy i
puci donie ssiadw. Tkacze wok robili to samo. Zauway, e kto mu si przyglda.
Dardel... Umiechna si i mrugna do niego, jak zwykle subtelna. Umiechn si w
odpowiedzi. Co szarpno jego myli. Poszuka tego, ale znikno.
Chyba kto prbuje si ze mn poczy przez sen.
Kilku tkaczy krcio si jeszcze po tarasie i rozmawiao w niewielkich grupkach. Inni
ju si egnali. Mirar wymkn si dyskretnie, dotar do swojego pokoju i zamkn drzwi. We
wzgldnej ciszy znowu poczu szarpnicie umysu.
Pooy si i pogry umys w sennym transie. Dryfowa w nim kilka minut i kiedy
ju zacz podejrzewa, e si pomyli, na granicy myli zabrzmia znajomy gos.
:Mirar?
:Emerahl!
:Nareszcie. Czemu tak dugo nie zasypiasz? W jej tonie dostrzeg cie ironii.
Mimowolnie pomyla o Dardel i poczu ukucie winy.
:Ceremonia cza, wyjani.
:Ceremonia cza? Mylaam, e postanowie ich unika.
:Pierwszy raz wziem udzia. Udao mi si sucha ich myli.
:Dowiedziae si czego przydatnego?
: Moliwe. Co u Aurai?
:Dobry przyjaciel zapytaby najpierw, co u mnie.
:Nie jestem dobrym przyjacielem. Co u ciebie?
:Lepiej. Chyba niedugo si std wynios.
:Nauczya j sekretu niemiertelnoci?
:Tak i nie. Powiedziaam jej, na czym polega, ale jej nie nauczyam. Nie mog jej
zmusi do nauki, jeli sama nie chce. A nie chce.
:Tego si obawiaem. Poczu irytujce rozczarowanie.
:Myl, e sama do niego dojdzie, jeli kiedy zmieni zdanie.

:Dojdzie. I opanuje z atwoci.


:Na pewno, zgodzia si Emerahl.
:A wic zmienia o niej opini?
:Nigdy nie twierdziam, e nie jest inteligentna.
:Ale teraz bardziej j lubisz.
:Dlaczego tak uwaasz?
:Przestaa nazywa j pobon i rozczulajc si nad sob.
:Przestaam? Moe nie chc si ju powtarza. Powinnam wymyli jakie lepsze
zniewagi.
:Powinna.
:A moe teraz twoja kolej. Mam dla ciebie ze wieci. Obiecaam Blinitom, e
przeka ci je delikatnie, ale nie mam pojcia, jak si za to zabra.
Milcza. Trudno byo zgadn, czy szykowaa jaki art, czy mwia powanie.
Milczaa przez chwil, a odezwaa si bardzo cicho.
:Auraya ci nie kocha, Mirarze. Kochaa Leiarda. Wie, e on jest teraz czci ciebie,
ale to nie wystarcza. Jeste dla niej obcy i nie ufa ci. Trudno mie do niej pretensje.
Czuabym to samo.
Nie odpowiedzia. W sowach Emerahl nie byo kamstwa. W aden sposb nie mg
le zrozumie tego, co mwi.
I nagle poczu, e ogarnia go pustka. Ciemno zapanowaa tam, gdzie wczeniej byo
co piknego i jasnego. Obok dymu tam, gdzie zgas pomie...
Lepiej sam siebie posuchaj, pomyla. No wic po raz kolejny masz zamane serce.
Moe znowu sprbujesz swoich si w poezji? Nie jestem pewien, czy wiat by to przetrwa.
Cho moe to by niezy sposb, by podrczy bogw.
Ale sarkazm i autoironia nie pomagay. W przeszoci take nie. Po prostu musi to
jako przetrwa. Kiedy w kocu zapomni o Aurai.
Chocia moe to by trudne, jeli stanie si niemiertelna. Za kadym razem, gdy j
zobaczy, znowu bdzie przeywa nadziej i bl. A gdyby...
:Mirarze...
:Och, Emerahl... Przepraszam.
:Dobrze si czujesz?
:Oczywicie, e nie. Ale nie planuj te rzuca si z okna. Jak sdzisz, moe w
przyszoci jest jaka szansa? Jeli Auraya i ja spdzimy razem do czasu, poznamy si, to
moe...

:Nie liczyabym na to. Powiniene wiedzie jeszcze o czym. Ona miaa innego
kochanka.
:Wiem. Wyczytaem to z jej umysu, kiedy uczyem j uzdrawiania.
:A wykrye, kto to by?
:Nie. Mirara zacz ogarnia duszcy lk. Juran? To by byo zrozumiae. Mgbym si
z tym pogodzi.
:Nie, to nie Juran.
Przerwaa. Milczenie si przeduao i Mirar poczu zniecierpliwienie. To jaka
teatralna sztuczka czy naprawd boi si powiedzie?
:To Chaia.
Ogarn go lodowaty chd. Wrcio wspomnienie bezradnych rodzicw i chudej,
wyniszczonej dziewczyny. Wci dao si dostrzec w jej twarzy lady dawnej urody, ale w
oczach miaa szalestwo. Leaa przywizana do ka, gdy uwolniona, bez przerwy tara
skr i drapaa si, najczciej w piersi i midzy nogami.
W tamtych czasach prawo nie zakazywao sennego uzdrawiania, wic poczy si z jej
umysem. Spodziewa si, e zobaczy co nieprzyjemnego. Ale to, co odkry, po
dziesiciokro wzmocnio jego nienawi do bogw.
Chaia...
Bg wybra t dziewczyn na swoj kochank i uywa magii, by wzbudzi w niej
niezwyk rozkosz. Co zyskiwa w zamian, tego Mirar nie potrafi zrozumie. Ale kiedy mu
si znudzia, porzuci j w takim stanie, podajc rozkoszy, jakiej ciao nie mogo
dostarczy w sposb naturalny.
Mg j uleczy, jedynie blokujc cz wspomnie. Od tego czasu jada niechtnie i
nigdy nie zdradzia najmniejszych zainteresowa seksualnych; ya w stanie nieustannego
znudzenia. Nie potrafia odczuwa adnej przyjemnoci.
aowa niemal, e nie pozwoli jej umrze.
:W przeszoci, zapewnia go Emerahl. Wydaje si, e nie cierpi na adne typowe
skutki.
Nie zauway adnej oznaki szalestwa, kiedy w Si uczy Auray uzdrawiania. Ale
przecie nie wszystkie ofiary Chai straciy rozum - tylko zdolno czerpania przyjemnoci z
ycia. I z seksu.
Nic dziwnego, e Auraya niczego nie czuje.
:Mirarze? Wszystko w porzdku?

:Jasne, e nie, odpowiedzia troch zbyt ostro. Przepraszam, Emerahl. Pniej


porozmawiamy.
Wycofa si z jej umysu, otworzy oczy i zacz si wpatrywa w cian.
Chaia... Ze wszystkich kochankw, ktrych moga sobie wybra... Jeli w ogle miaa
wybr.
Kto zastuka lekko w drzwi.
Wolno unis gow. To samo pene nadziei pukanie odzywao si co wieczr. Ciche,
eby go nie obudzi. Nigdy niepowtarzane, jakby chciaa mu tylko przekaza, e nadal jest
zainteresowana. Dardel.
Powinien j zignorowa. Ale co tym zyska, prcz tego, e przez ca noc bdzie lea i
drczy si mylami?
Wsta z ka. Kiedy opar do na klamce, zawaha si, ale sumienie milczao.
Zamiast tego myli powrciy tam, gdzie nie chcia ich posya.
Chaia...
Otworzy drzwi i wcign do rodka umiechnit, przyjemnie zaskoczon Dardel.

9
To byo takie atwe...
Auraya krya wok pustki. Robia to przez ostatni godzin, powoli stawiajc kroki
przy granicy pozbawionego magii obszaru. Wprawdzie osanianie umysu stao si ju
nawykiem i rzadko w ogle o tym mylaa, ale nie chciaa wychodzi, pki Jade nie
potwierdzi, e to bezpieczne.
Takie atwe... A trudno uwierzy. I prawie wcale nie zuywa magii.
Kiedy Jade wysza rankiem, Auraya zaja si tym, co jej podpowiedziaa: zacza si
zastanawia nad procesem magicznego uzdrawiania i w jaki sposb moe go zastosowa
wobec siebie. Ciekawo kazaa jej skupi si na wasnym ciele i eksperymentowa ostronie.
A po kilku chwilach dotara do niej logika przekazu Jade.
Kolejny etap w rozumowaniu skoni j do wykonania nastpnego kroku i
zastosowania odkrytej wiedzy. Jeli w oczach bogw ma by przeklta za sam wiedz o tym,
jak posi niemiertelno, to rwnie dobrze moe j uzyska.
Co okazao si niespodziewanie atwe.
Decyzj pomoga jej podj wiadomo, e ten sam Dar da si wykorzysta, by
uleczy j z niemal dowolnego urazu. Ten Dar pozwoli Mirarowi przey pod gruzami
budynku. Jeli z wol Chai ma si oprze Huan, by moe bdzie zmuszona do podobnych
wyczynw.
Przeraaa j myl, e moe skoczy jak Mirar, cigany przez bogw. Zachowaa
jednak nadziej, e pozostanie wyznawczyni Chai.
On mi wybaczy, kiedy si dowie, e Huan pozwolia mi na nauk magicznego
uzdrawiania tylko po to, by przekona innych do zamordowania mnie.
- wiczymy, tak?
Obejrzaa si. Jade wkroczya do jaskini, niosc dwa wiadra. Auraya wzruszya
ramionami i podya za ni ciekawa, co tym razem znalaza jej towarzyszka. Jade ustawia
kuby przy kuchennym kamieniu.
- Ucieszy ci wiadomo, e moesz ju wyj z pustki - powiedziaa. - Od kilku dni
nie udao mi si wyczu twoich emocji ani przejrze myli.

- Domylaam si, e to ju niedugo - odpara Auraya.


Oba wiadra wypeniaa czysta woda, ale w jednym pyway jakie dziwne stworzenia.
- Co to takiego?
- Shrimmi. Trudno je zapa, ale s pyszne. Pomylaam, e zanim odejd, zjemy
razem poegnaln kolacj.
- A kiedy odchodzisz?
- Jutro.
Auraya usiada na swoim posaniu. Miaa wielk ochot powiedzie Jade, e uzyskaa
niemiertelno. Nie znaa nikogo prcz Mirara, kto by jej pogratulowa, zamiast si oburzy.
A Jade przecie tego chciaa.
Jednak to wanie budzio wahanie. A jeli Jade ma jaki sekret, jaki wrogi powd, by
skoni Auray do nauki Daru?
Nie wiem, czy mog w peni zaufa tej kobiecie. Twierdzi, e pomaga mi na prob
Mirara, ale moe mie inne motywy, ktrych nie znam.
Nietrudno dostrzec, e pomagajc wyznawczyni bogw w opanowaniu Darw,
ktrych nie aprobuj, Jade zadawaa im niewielki cios. Ale nawet jeli doprowadzenie do tar
midzy bogami a ich wyznawczyni byoby celem Jade, to i tak niewiele zmieniao w ju
istniejcym konflikcie. Jeli istotnie taki miaa zamiar, lepiej jednak o tym wiedzie, ni
podejrzewa.
Auraya nie rozumiaa, w jaki inny sposb niemiertelno mogaby zosta
wykorzystana przeciwko niej. A jeli istnia taki sposb, to take lepiej pozna go wczeniej
ni pniej.
- Dugo mylaam o tym, o czym mwia, e powinnam - owiadczya.
Jade spojrzaa na ni, unoszc brwi.
- Tak? I do czego dosza?
- Miaa racj. To atwe.
- atwe, tak? - Jade pokrcia gow. - W jednej prbie. Jeszcze nie syszaam, eby
kto tak szybko si nauczy. - Zmruya oczy. - Jeste pewna?
Auraya umiechna si, rozbawiona jej podejrzliwoci.
- Cakiem pewna. Ale wczeniej potrafiam ju uzdrawia.
Jade pokiwaa gow i odwrcia wzrok. Signa po wiadro i nalaa wody do
zagbienia w kamieniu.
- S jeszcze inne zastosowania tego Daru? - zapytaa Auraya.
Kobieta spojrzaa na ni ostro.

- Na przykad jakie?
- Przyszo mi do gowy, e mona go wykorzysta do zmiany wygldu.
Jade przyjrzaa si jej z namysem.
- Chcesz zmieni swj wygld?
- Ja? - Auraya parskna miechem. - Jedna z rzeczy, ktrych si nauczyam, czytajc
myli, to to, e ludzie nigdy nie s zadowoleni ze swojego wygldu. Chciaabym poprawi
kilka drobiazgw. Mylaam nawet, czy nie sprbowa, ale nie miaam lustra i uznaam, e
lepiej ci zapytam, na wypadek gdybym miaa zrobi co nieodwracalnego.
- Rozsdnie.
- Potem pomylaam: czy bd si czua inaczej, jeli zaczn inaczej wyglda? A
gdyby tak, to czy staabym si inn osob? I kiedy ju zaczn, czy nie pojawi si pokusa
dalszych zmian? Czy mogabym nawet zmieni si w Siyee? - Pokrcia gow. - A pniej
przyszy mi do gowy jeszcze inne moliwoci. Czy kto moe zmieni swj fizyczny wiek
albo pe? Czy moe si uczyni mdrzejszym? No wic, czy takie zmiany s moliwe?
Jade umiechna si lekko.
- Moesz zmieni wygld, ale co do reszty... Nie wiem. Mdrze zrobia, e si
wstrzymaa. Wygld wpywa na osobowo czowieka, a Mirar jest dobrym przykadem, co
grozi temu, kto majstruje przy wasnej osobowoci.
Auraya pokiwaa gow.
- Czy mog ci czego nauczy za to, czego ty mnie nauczya?
Jade wydawaa si rozbawiona.
- Prosz tylko, eby nie zdradzia nas przed bogami.
- To rozsdne. Mwic nas, masz na myli siebie i Mirara?
Jade zawahaa si.
- Tak.
- Czyli nie interesuje ci nauka latania?
Kobieta przygldaa si Aurai z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- A nauczyaby mnie tego?
- Tak. Chciaabym si przekona, czy kto jeszcze moe si tego nauczy.
Jade zerkna na Shrimmi.
- Sdz, e jeszcze jeden dzie mogabym tu zosta.

Podczas oficjalnych bankietw Gosw nigdy nie znikao ukryte napicie, cho ich go ambasador Sennonu, bratanek sennoskiego cesarza - chyba niczego nie zauway. Reivan
signa po nastpny kawaek kandyzowanego korzenia i przeuwaa wolno, suchajc
swobodnych pogawdek. Genza opowiadaa zabawn histori o krcych w miecie
plotkach, a jej Towarzyszka Vilvan od czasu do czasu wtrcaa pene kliwego dowcipu
uwagi.
Kiedy wszyscy wybuchnli miechem, Imenja tylko si umiechna. Jeli ambasador
spostrzeg, e ona i Nekaun nie zamienili nawet sowa, to tego nie okazywa. Imenja niekiedy
wczaa si do rozmw, ale Reivan dostatecznie dobrze znaa swoj pani, by wiedzie, i
chce jedynie pokaza, e sucha. Bya wzorem uprzejmego gocia, a przecie powinna si
zachowywa jak gospodyni. Albo matrona. A przynajmniej kto, kto ma gos w wanych
sprawach.
Nekaun zamia si po zakoczeniu opowieci i na dwik jego gosu Reivan poczua
dreszcz na karku. Rozsdnie nie pozwolia sobie na rozwaanie przyczyny. Chwycia puchar i
wypia reszt wody.
Ju pno, pomylaa. I nie zapowiada si, ebymy mieli szybko wsta od stou.
Czasami te bankiety sprawiaj wraenie, jakby miay trwa w nieskoczono.
Nekaun wsta nagle.
- Ju pno - rzek. - A nasz go przyby z daleka. Musi by zmczony, a wiem, e
my - spojrza na Imenj, a potem na pozostae Gosy - mamy jutro wiele pracy. Pora na
spoczynek.
Czy to ulga pojawia si na twarzy Imenji? zastanowia si Reivan. Odsuna krzeso i
wstaa, po czym zaczekaa na swoj kolej, by yczy ambasadorowi dobrej nocy. Kiedy
mody czowiek wyszed, podya za Imenj na korytarz.
- Czy dzisiaj bd ci jeszcze potrzebna? - zapytaa.
Imenja popatrzya na ni z umiechem, ale tym razem by to ciepy, szczery umiech.
- Nie. Jest jeszcze pewna sprawa, ktr musz si zaj, ale nie wymaga twojej
pomocy. Id do ka, Reivan. Wygldasz na zmczon.
Reivan nakrelia znak gwiazdy.
- Dobrej nocy.
- Dobranoc.
Reivan odesza do swoich pokoi. Gorce noce nie pozwalay jej spa spokojnie. I cho
bardzo chciaa si pooy, wtpia, e uda jej si zasn.

Obawy okazay si uzasadnione. Ledwie si pooya, ju wiedziaa, e sen nie


przyjdzie atwo ani szybko. Westchna ciko i zacza w mylach ocenia wykonan dzi
prac oraz list zada na jutro.
A potem jaki gos zawoa jej imi.
Mski gos. Troch goniejszy od szeptu i dobiegajcy od strony balkonu. Od razu
wiedziaa, kto to taki.
Powinnam go zignorowa, pomylaa. Wtedy sobie pjdzie.
Tylko e przecie nie chciaa, by odchodzi. A poza tym by Pierwszym Gosem. Nie
mona ignorowa przywdcy pentadrian, najwyszego ze Sug Bogw.
Wstaa, wysza na balkon i spojrzaa w d. W cieniu staa jaka ledwie widoczna
posta.
Nekaun...
- Dobry wieczr, Reivan.
- Pierwszy Gosie...
- Nie musisz by taka oficjalna.
- Nie musz?
- Nie. Nikogo tu nie ma prcz nas dwojga. Wolabym, eby w takich sytuacjach
nazywaa mnie po prostu Nekaunem. Zrobisz to dla mnie?
- Jeli sobie yczysz.
- ycz sobie.
- A wic tak bdzie, Nekaunie.
Przechyli gow w bok.
- Jeste taka pikna, Reivan.
Jej serce zrobio co, o czym wiedziaa, e jest fizycznie niemoliwe. Zauwaya, e
odruchowo przycisna do do piersi.
- Uwaasz mnie za atrakcyjnego, Reivan?
Co za mieszne pytanie, pomylaa. Kady, kto jest tak przystojny, wie, e wszyscy
uwaaj go za atrakcyjnego, nawet jeli nie umie czyta w mylach. A on przecie czyta.
Wic dlaczego chce, ebym to powiedziaa?
- Czasami usyszenie takich sw z ust odpowiedniej osoby jest... - westchn bardziej rzeczywiste. Wicej znaczy.
Poczua, jak mocno bije jej serce.
- Tak, Nekaunie. Uwaam, e jeste atrakcyjny. Zbyt atrakcyjny.
Wyranie si zdziwi.

- Dlaczego zbyt?
- To... krpujce. Jestem Towarzyszk Imenji.
- Istotnie jeste. Ale to nie znaczy, e nie moemy zosta... przyjacimi.
- Nie znaczy. Ale nadal jest krpujce.
- Niech wic bdzie. Nie ma nic zego w tym, e bylibymy razem. Jako przyjaciele.
Albo nawet kto wicej.
Kto wicej... Nie moga wykrztusi sowa.
- Reivan?
- Tak? - gos brzmia sabo, jakby brakowao jej tchu.
- Czy wpucisz mnie, jeli stan u twoich drzwi?
Kilka razy gboko odetchna.
- Nie odprawi ci.
Odszed. Oddychaa z trudem, a serce bio jej jak szalone. Co ja wyczyniam? Wanie
go do siebie zaprosiam. W tym, co powiedzia, nie byo adnych subtelnoci. Nie jestem
gupia. Wiem, e zaley mu na wejciu nie tylko do moich pokoi.
Kroki ucichy. Wycofaa si do wntrza i znieruchomiaa. Zblia si do jej drzwi.
Teraz.
To by zy pomys. Co z Imenj? Nie bdzie z tego zadowolona. Wiem.
Rozejrzaa si i wybiega z sypialni. Od gwnych drzwi na korytarz dzielio j kilka
krokw. Wpatrywaa si w nie, czujc uderzenia serca.
Nie mog go wpuci, mylaa. Ja... Powiem mu, e zmieniam zdanie. Na pewno
zrozumie. Nie mog tego zrobi. Bdzie wiedzia, e kami.
Podskoczya, syszc pukanie, cho przecie na nie czekaa. Przekna lin i zmusia
si, by podej do drzwi. Chwycia klamk, nabraa tchu i otworzya.
Wpyn do pokoju jak obok ciepego powietrza. Jego zapach ogarn jej zmysy.
Zbliy si i ciepe donie ujy jej twarz. Patrzya na niego niezdolna uwierzy w ten wyraz
skierowanego ku niej podania.
- Ja... - zacza.
Zmarszczka zatroskania przecia jego czoo.
- Co si stao? - zapyta agodnym tonem.
- Ja... nigdy jeszcze tego nie robiam - wyszeptaa.
Umiechn si.
- A wic najwyszy czas - powiedzia. - I nie przychodzi mi do gowy lepszy
nauczyciel ni dawny gwny Suga wityni Hrun.

Te sowa odbijay si echem w jej gowie i nie moga si skupi, by dalej protestowa.
Zdoaa si tylko rozemia, kiedy wzi j na rce, niczym w tych gupich romantycznych
opowieciach, jakie niektre kobiety tak lubiy czyta, i zanis do sypialni.
Bd tego aowa, pomylaa, kiedy zrzuci z siebie ubranie, a ona z wahaniem
zsuna z ramion nocn koszul. A chwil pniej, gdy jego wargi i jzyk znalazy si na jej
sutkach, a palce suny w d brzucha, zacza zmienia zdanie.
Nie, wcale nie bd tego aowa. Ani troch.

10
Emerahl obserwowaa twarz Aurai, kiedy razem wyszy zza wodospadu na wiato soca.
Pospna mina byej Biaej znikna, gdy gboko i z przyjemnoci odetchna wieym
powietrzem. Zauwaya spojrzenie Emerahl i umiechna si.
- Dobrze znw by na zewntrz - owiadczya. Wspia si na gaz i przecigna si. Mam wraenie, e od miesicy ju nie lataam.
- Lubisz to?
Auraya umiechna si znowu.
- Tak. Lot jest taki... pozbawiony ogranicze. Czuj si wtedy swobodna. Wolna.
Zeskoczya. Emerahl si rozemiaa.
- To tak jak dla mnie eglowanie. Tylko ja i d, i adnych zmartwie prcz pogody.
- A tak. Pogoda. Lepiej unika lotw w czasie burzy. Chodzi nie tylko o zimno i
deszcz, ale moe ci trafi piorun albo moesz si zderzy z gr ukryt w chmurach.
- Zdaje si, e to rwnie niebezpieczne jak egluga w sztormie - zauwaya niechtnie
Emerahl.
Auraya zastanowia si i kiwna gow.
- No wic jak zaczniemy nasze lekcje latania?
- Nie mam pojcia. Tym razem to ty masz mnie nauczy.
- Rzeczywicie. - Auraya rozejrzaa si, po czym ruszya w stron paskiej, otwartej
polany w dole strumienia. - Ale nie mam pojcia, jak si do tego zabra. Inni Biali nie
opanowali tej sztuki, ale nie wiem, czy nie byli w stanie, czy to ja jestem z nauczycielk...
- Zaproponowaabym, eby postawi uczennic w takiej samej sytuacji, w jakiej ty
bya. Ale Mirar mwi mi, e odkrya latanie, spadajc z urwiska.
Auraya przyjrzaa jej si z powan min.
- Moemy tego sprbowa.
Emerahl obrzucia j niechtnym wzrokiem.
- Uznajmy, e to metoda ostatniej szansy.

- Nie byoby to a tak niebezpieczne, jak si wydaje - cigna Auraya. - Ale


potrzebowaybymy wyszych urwisk ni tutaj. Kiedy spadasz, musisz mie czas, eby min
pocztkowy szok, potem eby sobie to przemyle, potem zastosowa magi...
- Waciwie moe uznajmy, e to nie wchodzi w gr.
- Zapi ci, gdyby si nie udao. Nic ci nie grozi.
Emerahl postanowia nie reagowa. Nie bya pewna, czy a tak ufa Aurai.
- A jak prbowaa uczy Biaych? Rzucali si z Wiey?
- Nie, starali si unie nad ziemi.
Zatrzymay si na otwartym terenie.
- Wic i ja si postaram. Co mam robi?
- Wyczuwasz magi wok siebie?
- Oczywicie. - Emerahl pozwolia zmysom dotkn otaczajcej j energii.
- A wyczuwasz wiat wok siebie? To podobne wraenie.
- wiat?
- Tak. Mnie jest atwiej, kiedy si poruszam. Wtedy moja pozycja w stosunku do niego
si zmienia. Dlatego spadanie jest przydatne. wiat mija mnie pdem albo ja mijam wiat,
wic zauwaam zmian pooenia.
Emerahl zrobia kilka krokw, prbujc wyczu otoczenie - inne ni to, ktre
normalnie syszy i widzi. Okrya Auray.
- Niczego nie czuj.
- To podobne do wyczuwania magii.
Emerahl raz jeszcze obesza Auray dookoa, ale nie poczua nic zblionego do opisu.
Auraya zmarszczya brwi i rozejrzaa si.
- Moe nie przemieszczasz si dostatecznie daleko albo szybko. Gdyby zeskoczya z
gazu, leciaaby szybciej. Spadanie trwa krtko, wic musisz si skupi.
- Sprbuj.
Przeszy w d strumienia. Emerahl wybraa gaz sigajcy jej do ramienia i wdrapaa
si na czubek. Z gry wydawa si wyszy ni z ziemi.
Auraya cofna si, zostawiajc Emerahl do miejsca.
- Skoncentruj si.
Emerahl odetchna i zmusia si do skoku. Wyldowaa, tracc rwnowag, ale
Auraya przytrzymaa j za ramiona.
- Poczua co?
Pokrcia gow.

- Za bardzo byam zajta myleniem, jak twardy bdzie grunt.


- Sprbuj jeszcze raz. Moe jeli bdziesz czsto skaka, zapomnisz o gruncie.
Zapomn si ba, chciaa powiedzie, pomylaa niechtnie Emerahl. Wspia si na
gaz i skoczya. Zanim Auraya zdya zada pytanie, odwrcia si i znowu podesza do
gazu.
Po dwudziestu skokach ldowaa ju z wywiczon gracj. Udao jej si nawet przy
spadaniu nie zapomina o skupieniu na wiecie dookoa.
- Co nastpne? - zapytaa, raczej szukajc okazji do odpoczynku, ni bdc pewna, e
moe przej do dalszej nauki.
Auraya si rozpromienia.
- Zmieniasz swoj pozycj w relacji do wiata. Uywajc magii.
Emerahl patrzya na Auray, wiedzc, e jej mina wyraa cakowite niezrozumienie.
Ale nie dbaa o to.
Na twarzy Aurai pojawio si rozczarowanie.
- Urwisko moe si okaza jedynym sposobem. Moe konieczny jest szybki ruch przez
pewien czas, eby umys mg si skon...
- Bd dalej prbowa - przerwaa jej Emerahl.
Po chwili jednak przerwaa. Bolay j kolana i kostki. Ciao podpowiadao, e mino
sporo czasu, jednak wiat, ktrego wci nie moga wyczu, podtrzymywa jako iluzj, i
wci trwa wczesny ranek.
- To nie dziaa - mrukna do siebie. - Musi by jaki inny sposb.
- Moe gdybymy znalazy strome zbocze, mogybymy wyry dla ciebie rynn do
zjedania - zaproponowaa Auraya. - To by byo prawie jak spadanie.
Spadanie? Emerahl poczua dreszcz podniecenia, kiedy wpad jej do gowy nowy
pomys. Odwrcia si i przyjrzaa wodospadowi. Jeziorko, do ktrego spaday kaskady
wody, byo do gbokie. Jako dziecko uwielbiaa skaka i nurkowa w oceanie.
- Bdzie zimno - ostrzega Auraya, odgadujc jej zamiary.
- Jeli wytrzymuj ocean zim, to poradz sobie z t chodn kau - odpara Emerahl.
Wyniosa z groty lin. Wspinaczka na ska, do szczytu wodospadu, nie bya atwa.
Wrd wilgoci mech zarasta szczeliny i wystpy skalne byy liskie. Na grze przywizaa
lin do drzewa, a potem zwizaa ptle jako oparcie dla doni i stp.
Wesza do wody. Prd szarpa jej stopy i prbowa pozbawi rwnowagi. Na krawdzi
wodospadu sia nurtu wzrosa i staraa si j przekona, e nie ma innej drogi ni skoczy.

Za pierwszym razem skupi si tylko na poprawnym zeskoku... I eby w tym jeziorku


nie straci przytomnoci od uderzenia.
Zamkna oczy i signa pamici do czasu, kiedy bya modsza, o wiele modsza, a
wyobraone potwory yjce w ciemnych zakamarkach jej domu - bardziej przeraajce ni
skok z urwiska do wzburzonego oceanu.
Otworzya oczy, ugia kolana, zacza przechyla si do przodu i skoczya w
wypenione wodn mgiek powietrze.
Jeziorko pomkno na spotkanie i uderzyo j lodowatym zimnem. Gdy otoczya j
chodna woda, instynktownie wygia ciao w przd i w gr, by skrci nurkowanie. Kolana
stukny o dno.
A potem pyna ju ku powierzchni. Przemoczone sanday ciyy jej na stopach,
kiedy brna do brzegu. Przywoaa magi i skierowaa j, by ogrza powietrze wok siebie.
Auraya siedziaa na czubku pobliskiego gazu. Umiechna si, unoszc brew.
- Nawet nie prbowaam - wyjania Emerahl. - Chciaam najpierw sprawdzi, jak ze
skokiem.
Auraya zerkna na wiszc z urwiska lin. Otworzya usta, ale zamkna je i
wzruszya ramionami.
Troch rozgrzana i wicej ni troch podekscytowana Emerahl zrzucia sanday i
ruszya do zaimprowizowanej drabiny.
Jeli musz skaka z urwisk, eby si tego nauczy, pomylaa, mog przynajmniej
mie przy tym troch zabawy.
Danjin otworzy drzwi i si zawaha. Wosy i ubrania pary tkaczy snw lniy od kropelek
wody, a wok ich stp formoway si kaue. Raeli podya za jego spojrzeniem i
umiechna si lekko.
Ciepy podmuch musn skr Danjina. Ubrania tkaczy zaczy parowa. Po chwili
oboje ju cakiem wyschli.
- Przybylimy na wezwanie Ellareen Biaej - oznajmia Raeli. - To jest tkacz snw
Kyn, nastpca tkacza snw Fareeha.
- Witajcie. Ellareen z Biaych czeka.

Danjin wprowadzi tkaczy do pokoju. Ella staa przy stole, kilka krokw od tego, co
artobliwie nazywaa swoim szpiegowskim krzesem. Przez chwil widzia j tak, jak tych
dwoje: mod cyrkliask uzdrowicielk, ktr kiedy znali i z ktr pracowali, odmienion
przez bia szat bez ozdb, elegancko ufryzowane wosy i ask bogw w imponujc,
potn posta.
- Raeli, tkaczka snw, doradca Biaych - zacz prezentacj Danjin. - I tkacz snw
Kyn. To jest Ellareen z Biaych.
Ella umiechna si do obojga.
- Dzikuj, e przyszlicie. Przepraszam za te skromne warunki. Usidcie, jeli macie
ochot.
Kiedy oboje siedli na krzesach, Ella wrcia na swoje miejsce przy oknie. W pokoju
nie byo wicej mebli, wic Danjin sta.
Tkacze snw byli spokojni i rozlunieni. Po rezygnacji Aurai rzadko widywa Raeli,
choby przelotnie w Wiey. Mczyzna by w rednim wieku, mia szczup twarz i nosi
krtk brod. Troch przypomina Danjinowi Leiarda.
- W czym moemy ci pomc, Ellareen z Biaych? - zapytaa Raeli.
Ella umiechna si do niej.
- Miaam nadziej, e to ja mog pomc wam. Kilka tygodni temu powierzono mi
zadanie znalezienia sposobu, by przerwa akty przemocy wobec tkaczy snw i szpitala. - Jeli
nawet ta wiadomo ucieszya oboje goci, to - jak zauway Danjin - nie dali tego po sobie
pozna. - Zgodnie z sugesti mojego doradcy Danjina Speara, badaam powody, dla ktrych
ludzie mog le yczy wam albo szpitalowi. Dlatego wanie korzystam z tego pokoju zerkna przez okno - by obserwowa myli tych, ktrzy przechodz obok szpitala.
Tkacze unieli brwi.
- Odkrya co uytecznego? - spytaa Raeli.
- Odkryam. Nie musz wam przypomina, e niektrzy mieszkacy tego miasta ywi
irracjonaln niech do tkaczy snw. - Ella spowaniaa. - Tak byo ju od bardzo dawna i w
niczym to nie wyjania ostatnich napadw. Podejrzewaam, e kilka tygodni temu zdarzyo
si co, co zmienio podejcie ludzi. - Urwaa na chwil, spogldajc na swoich goci. Uwaam, e przyczyn bya wiadomo, e Mirar yje.
Raeli spojrzaa ostro.
- To plotka - rzucia. - Nic wicej.
Ella przytakna.
- Plotka, w ktr niektrzy uwierzyli dostatecznie, by zabija tkaczy.

- Chcesz, bymy zaprzeczyli tej pogosce? - zapyta Kyn.


- Nie uwierz nam.
- Nie - zgodzia si Ella. - Niektrzy uwierz tylko w to, w co chc wierzy.
Wikszo jednak jest atwowierna, rwnie atwo sprowadzana na manowce bezprawia, jak i
z powrotem na drog praworzdnoci. Musimy znale przywdcw, a take pozyska
poplecznikw. W tym celu... - Ella przerwaa i wyjrzaa przez okno. Zmarszczya czoo, po
czym wrcia do rozmowy. - W tym celu musimy uspokoi ich lki. A boj si, jak odkryam,
tego, co si stanie, jeli Mirar znw zacznie wpywa na tkaczy. Lkaj si, e tkacze stan
si groni.
Raeli przygryza warg, zastanawiajc si nad sowami Biaej. Zerkna na Kyna,
ktry marszczy brwi.
- Chcesz, ebymy przekonywali, e jest inaczej? - zapyta. - W to te nie uwierz.
Danjin myla, e Ella zaprzeczy, ale ona si nie odzywaa. Spojrza i zauway, e
znowu wpatruje si w okno. Kiedy si odwrcia, wygldaa, jakby mylaa o czym innym,
ale ten wyraz szybko znikn z jej twarzy.
- Nie - odpara, patrzc Kynowi w oczy. - Chc, bycie owiadczyli, e nie chcecie
mie nic wsplnego z Mirarem. e tkacze snw radzili sobie bez niego przez ostatnie sto lat i
e nadal bd sobie radzi. - Zwrcia si do Raeli, ktra otworzya usta, by zaprotestowa. Czy znaleziono ju tego zaginionego ucznia tkacza snw?
Raeli zamkna usta i pokrcia gow.
- Sdzimy, e nie yje.
Ella skrzywia si.
- Biedny Ranaan... - westchna. - Wiem, e moja sugestia ci rozgniewaa, ale
zapytam otwarcie: waniejsze jest ycie waszych ludzi czy lojalno wobec czowieka, ktry
porzuci was na sto lat, a teraz nie moe tu przyby, by pomaga w zwalczaniu przemocy,
ktr jego powrt... Przepraszam na chwil.
Szeroko otworzya oczy, poderwaa si i wyjrzaa przez okno, a potem odwrcia si
gwatownie i wysza z pokoju.
Tkacze sw popatrzyli zdziwieni na Danjina. Wzruszeniem ramion da znak, e nie
ma pojcia, o co chodzi Biaej. Potem ruszy za ni.
Bya ju na dole. Kiedy zacz schodzi, przystana i obejrzaa si.
- Zosta tu, Danjinie.
I znikna. Danjin niechtnie wrci do pokoju. Raeli podesza do okna i wyjrzaa na
ulic.

- Nie widz nic niezwykego - owiadczya.


Gdy Danjin stan przy niej, zerkna na niego i odsuna si. Zbliy twarz do szyby i
wstrzyma oddech. Ella pojawia si na ulicy. Przechodnie zatrzymywali si i ogldali za ni
ze zdziwieniem, ale nie zwracaa na nich uwagi. Ruszya do sprzedawcy chleba opartego o
swj wzek. Kiedy zda sobie spraw, e zblia si do niego, rozejrza si nerwowo, jakby
szukajc moliwoci ucieczki. A potem stan przed ni ze spuszczon gow.
Cokolwiek powiedziaa, wywoao na jego twarzy wyraz przeraenia. Odwrcia si i
odesza, a mody czowiek zawaha si i ponownie rozejrza. Ella zerkna na niego przez
rami i rzucia kilka sw. Sprzedawca zgarbi si i powlk za ni.
Kiedy oboje zniknli z pola widzenia, Danjin si cofn. Na pewno pochwycia jakie
myli tego mczyzny i zobaczya w nich co wanego. Co bardzo wanego. Nic innego nie
skonioby jej do zaryzykowania ujawnienia, e w sekrecie szpieguje przechodniw przed
szpitalem.
Milczenie w pokoju szybko stawao si niezrczne. Danjin zacz uprzejmie
wypytywa dwjk tkaczy. Co si dziao z Raeli po zakoczeniu wojny? Skd pochodzi Kyn?
Tkacz snw by Dunwayczykiem, tak jak sugerowao jego imi, ale jego matka pochodzia z
Genrii. To raczej, niezwyke poczenie; Danjin odgad, e zostajc tkaczem snw,
mczyzna szuka akceptacji i szacunku, na ktre jako mieszaniec nie mg liczy ani w
Dunwayu, ani w Genrii.
Kiedy w budynku rozleg si trzask zamykanych drzwi, Danjin przerwa i zacz
nasuchiwa. Sysza stumione gosy, ale nie rozrnia sw. Potem pojedyncze kroki
zabrzmiay goniej.
Drzwi si otworzyy i wesza Ella.
- Wybaczcie mi to nage wyjcie - powiedziaa. - Wanie znalazam kogo, kogo
szukaam, i nie mogam ryzykowa, e odejdzie, zanim zd z nim porozmawia. - Usiada i
poprawia cyrkle. - Do rzeczy... Prosiam, ebycie tu przyszli, eby wyjawi rezultaty moich
bada. - Zacza mwi z zapaem. - Mam nadziej, e przyjmiecie moj rad, ale
zrozumiem, jeli j odrzucicie. To nieatwa decyzja. Jeeli si zgodzicie, moecie si
skontaktowa z Mirarem i wytumaczy mu, e to konieczne... i tymczasowe.
Umiechna si i wyczekujco spojrzaa na goci. Tkacze snw porozumieli si
wzrokiem, a potem Raeli zwrcia si do Elli.
- Dzikuj ci za przekazanie nam tych informacji. To pocieszajce wiedzie, e
Biaym tak zaley na naszym bezpieczestwie. Przeka twoj rad starszej tkaczy snw
Arleej i dam zna, co postanowia.

Elli skina gow i wstaa.


- Zawiadomcie, gdybycie czego od nas potrzebowali.
Tkacze snw wstali take i Danjin odprowadzi ich do wyjcia. Kiedy wraca, Ella
staa na szczycie schodw.
- Kto, kogo szukaa? - zachci j...
Umiechna si pospnie.
- Tak. - Skrzyowaa ramiona i zabbnia palcami w rami. - Za chwil nasi gocie
wyjd z zauka... Ju. Chodmy, Danjin. Wracamy do Biaej Wiey.
Razem wyszli na zewntrz, gdzie czeka zwyky, zasonity platten, w ktrym zawsze
tu przybywali. Signa do klapy, znieruchomiaa na chwil i uniosa palec do warg, nim
skina, by wszed do rodka.
Kto ju tam by, uwiadomi sobie. Dwch ludzi... Wsiada powoli i ostronie. Jeden
z nich to wonica... Drugi to sprzedawca chleba, zwizany, zakneblowany i przestraszony.
Byo w tym co niepokojcego. Danjin prbowa sobie wyobrazi, co si dziao, kiedy
Ella i sprzedawca zniknli z pola widzenia. Czyby zmusia mczyzn, eby wsiad do
plattenu? Czy go zwizaa? Nie, raczej zrobi to wonica na jej polecenie.
Ella wspia si do wntrza za Danjinem. Z ponur min przygldaa si winiowi.
Skina gow wonicy, a ten wysiad. Platten zakoysa si, gdy mczyzna siad na kole i
popdzi arema.
- Ten oto Bagem dosta pienidze za to, eby obserwowa szpital - wyjania Ella. - W
szczeglnoci mia pilnowa tkaczy snw i ledzi ich, jeli zdoa.
I zabija? zastanowi si Danjin, spogldajc podejrzliwie na modego czowieka. Co
prawda sprzedawca wydawa si przeraony, ale moe to dlatego, e schwytaa go jedna z
Biaych.
- Nie mia im robi krzywdy - owiadczya Ella. - Ale wiedzia, e jest
prawdopodobne, i te informacje doprowadz do kolejnych zabjstw tkaczy snw. Potrafi
zidentyfikowa swojego zleceniodawc i innych zamieszanych w t spraw. Myl, e inni
Biali te powinni zobaczy, co odkryam w jego mylach. - Spojrzaa na Danjina z
niepokojem. - Poniewa jeli ludzie, ktrzy pacili Bagemowi, nie nosili przebra, to byli
kapanami.

11
Jeli Kikarn, asystent Reivan, by tego ranka zdziwiony jej zachowaniem, nie da tego po
sobie pozna. Na jej prob wymienia kolejne sprawy, ktrymi mogaby si zaj, a trafi na
tak, jaka wymagaa opuszczenia Sanktuarium na cay dzie. Byo niemal irytujce, jak
spokojnie przyj to wyamanie si z rutyny.
Moe po prostu rozumie, uznaa, e czowiek musi czasem wyrwa si z Sanktuarium,
by nie zwariowa.
Przez wiksz cz dnia udawao jej si koncentrowa wycznie na wykonywaniu
zada. Tylko od czasu do czasu apaa si na tym, e wraca mylami do minionej nocy, cho
teraz wydawaa si jej bardziej snem ni wspomnieniem. Te chwile zapomnienia byy
przyjemne, ale przyjemno szybko mina, gdy Reivan zacza si martwi, co pomyli
Imenja. Albo powie. Albo zrobi.
Na przykad mnie zwolni, pomylaa Reivan. Albo odele, bym bya pozbawion
Talentw Sug w jakim zapomnianym miasteczku i do koca ycia tumaczya zwoje. Nie,
tumaczenie zwojw byoby zbyt interesujce. Skoczy si raczej na nieprzyjemnych pracach
fizycznych albo nudnych administracyjnych.
Unikanie Imenji byo zachowaniem bezsensownym i dziecinnym. Tylko bardziej si
denerwowaa i wypeniaa czym godziny przed nieuniknion konfrontacj. Kiedy zakoczya
swoje sprawy i miasto zaczy ogarnia cienie, powloka si z powrotem do Sanktuarium.
Kiedy dotara wreszcie do schodw prowadzcych do jej kwatery, wszdzie panowaa
cisza. Zatrzymaa si i spojrzaa pod ukowym sklepieniem na wewntrzny dziedziniec.
Wszystko tam tono w bkicie mroku, z wyjtkiem miejsc, na ktre lampy rzucay
pomaraczowe kaue wiata.
Czy Nekaun znw mnie dzisiaj odwiedzi? zastanawiaa si. Serce bio jej szybko.
Mam nadziej, e tak, ale jestem zmczona...
Podesza do wejcia i opara si o cian. Byo tak spokojnie. Poczua, jak w jej ciele
rozluniaj si wzy napicia.

Moe Imenja nie bdzie za, moe to wszystko skoni j i Nekauna do pogodzenia. To
ja mog by t, ktra mimowolnie doprowadzi do zgody midzy Pierwszym a Drugim
Gosem.
Prychna cicho.
Mao prawdopodobne! Co ja mog wiedzie o agodzeniu rnic zda czy
doprowadzaniu do zgody? Ciko mi szo nawet przekonanie Mylicieli, aby cho dostrzegli
moje istnienie, a i tak wyrzucili mnie przy pierwszej okazji. Kiedy pierwszy raz tu przyszam,
reakcja Sug wyranie wiadczya, e nie uwaaj, by to byo moje miejsce. Wci nie mam
tu przyjaci, wic jaka jest szansa, e zdoam sklei pknicie midzy innymi ludmi?
- Masz jedn przyjacik - odezwa si tu za ni znajomy gos.
Obejrzaa si i umiechna przepraszajco, widzc Imen.
- Drugi Gosie, ja... ja... och, bardzo przepraszam za...
Imenja przytkna do jej warg dwa palce, a potem skina na ni i wysza na
dziedziniec. Odwrcia si, spogldajc na jedn z sadzawek. Woda zafalowaa, potem
uformowaa si struga i krople wody poleciay ukami na boki. Echo na dziedzicu
wzmocnio szum fontanny.
Imenja usiada na pobliskiej aweczce.
- Tutaj. To da nam troch prywatnoci. Jednake odradzam podnoszenie gosu.
Reivan kiwna gow. Imenja klepna doni w awk.
- Siadaj. Jak wiesz, musimy porozmawia. - Kiedy Reivan wykonaa polecenie, Imenja
umiechna si. - Za co przepraszasz?
- Za... za ukrywanie si przed tob.
- To byo gupie, ale widz, e ju to zrozumiaa. Nie musisz czu wyrzutw sumienia
z powodu tego, e wpucia Nekauna do ka. To nic wstydliwego.
- Wiem, ale...
- Ale?
- Ty i on...
Imenja zmarszczya nos.
- Rzeczywicie, ostatnio niezbyt si zgadzamy. - Wyprostowaa ramiona. - Ale to
sprawa midzy nami. Nie powinna ci powstrzymywa od szukania przyjemnoci tam, gdzie
moesz j znale. Nie trafia si to tak czsto, jak powinno.
- Tu pojawia si ale - rzucia Reivan. - Sysz to w twoim gosie.
Imenja rozemiaa si spokojnie i cicho.

- Tak, rzeczywicie. - Odetchna gboko, a rozbawienie znikno z jej twarzy. Moliwe, e Nekaun darzy ci uczuciem. Nie chciaabym rozwiewa twoich nadziei. Jest
take moliwe, e po prostu ci wykorzystuje.
- Przecie i tak nie moemy si pobra. Nie oczekuj tego.
Imenja pokrcia gow.
- Pomyl rozsdnie, Reivan. Nie unikaa mnie przecie przez cay dzie, bo wydawao
ci si, e potpi ci za t chwil radoci.
- Mylisz, e wykorzystuje mnie, aby ci zrani?
- Musz uwzgldni tak moliwo. Ty rwnie.
Reivan spojrzaa pod nogi. Gdyby Nekaun uzna, e Imenji nie spodoba si to, i sypia
z jej Towarzyszk, byby to dla niego sposb uderzenia w Drugi Gos. Jego zachowanie
byoby wtedy niskie i maostkowe, nakierowane jedynie na zirytowanie kogo, kto
teoretycznie powinien by jednym z jego najbliszych sprzymierzecw.
- Z pewnoci nie. Nic w ten sposb nie zyska.
Imenja westchna.
- Nic prcz tego, e mnie troch osabi.
Reivan spojrzaa na Drugi Gos i na twarzy kobiety zobaczya rezygnacj, ktrej nigdy
wczeniej nie dostrzega. Poczua ukucie niepokoju. Co si stao, e jej pani przestaa ufa
Nekaunowi? Jak kobieta tak potna moe si wydawa tak bezsilna?
Imenja wyprostowaa si i zwrcia do Reivan.
- Jeeli ma ze intencje, przekona si, e jestem twardsza, ni sdzi - rzeka. - To o
ciebie si martwi. Czy przetrwasz to, e bdziesz poniona i manipulowana? Czy zniesiesz
zamane serce? Jeli Nekaun ma ze zamiary, twoja sytuacja moe by trudna.
Reivan wpatrywaa si w kobiet.
- Sdzisz, e mgby by tak okrutny?
Imenja westchna.
- Czy sdz, e jest zdolny do niskiej i niemoralnej taktyki? Tak. Wiem, e to moliwe.
Czy sdz, e ywi do ciebie gbokie uczucia? - Umiechna si i wzruszya ramionami. Jeste atrakcyjn kobiet. Nie pikn, lecz bystr i inteligentn, masz poczucie humoru... To
wyrwnuje niedostatki urody. Wiele w tobie mona pokocha. Wic kto wie?
Reivan bezwiednie rozcigna wargi w umiechu i bezskutecznie usiowaa go ukry.

- Nie chciaabym ci okrada z szansy na mio i rozkosz - owiadczya Imenja. - A


jeli wszystko skoczy si cierpieniem, pamitaj, e masz we mnie przyjacik. Kiedy
bdziesz chciaa porozmawia, wysucham ci. Jeeli bdziesz musiaa od niego uciec, wyl
ci tam, gdzie zechcesz.
Zrobi wszystko, co mog, aby uchroni ci przed blem, ale nie zdoam ci ustrzec
przed zranionymi uczuciami. Ty take musisz by silna.
- Bd - obiecaa Reivan.
- To dobrze.
Imenja wstaa.
- A teraz mam spotkanie, wic lepiej ju pjd.
- Potrzebujesz mojej pomocy?
- Nie. Porozmawiamy o tym jutro. pij dobrze.
Reivan si umiechna.
- Ty take.
Kiedy Drugi Gos oddalia si, struga wody w fontannie opada i znikna. Reivan
odetchna gboko, ziewna i ruszya do swoich pokojw. Czua si lepiej ni wczeniej
przez cay dzie.
Soce wiecio tu nad drzewami, jakby szykowao si do skoku midzy ich czubki. Auraya
wpatrywaa si w koniec liny. Rozcigna j od szczytu urwiska do gazi drzew poniej, a z
kawaka drewna i sznura wykonaa krzeseko do zjedania. Bya to uproszczona wersja tego,
czego uywa Mirar, by przemieszcza si z platformy na platform w nadrzewnej wiosce
Siyee, w ktrej go znalaza kilka miesicy temu. Poczua nagy gniew i zacisna pici.
Co dosta w zamian za pomoc dla Siyee w walce z zaraz? pomylaa. Przysano mu
kata. A teraz Huan chce przysa jakiego take do mnie.
Odetchna gboko i wolno wypucia powietrze, uspokajajc gniew. Przez ostatnie
kilka dni czsto mylaa o rozmowie Huan i Saru. Zbyt czsto. Noc nie moga zasn, na
przemian wciekajc si z powodu braku zaufania bogw i ich zdrady albo walczc z
ukrytym, lecz osabiajcym wol lkiem, e ktre z Biaych - prawdopodobnie Rian - nagle
pojawi si w jaskini, by zabi j i Jade.
- Trzymaj.
Auraya oderwaa si od swych myli i wzia od Jade parujcy kubek maity. Wypia
yk i westchna z satysfakcj - gorcy napj szybko rozgrzewa.

Jade usiada obok i przyjrzaa si zjedalni. Ju wiele razy konstrukcja przeniosa j


bezpiecznie na ziemi, ale Jade nadal nie zdoaa wyczu wasnej pozycji wobec wiata
dokoa. Moe dlatego, e nie byo to zbyt wysokie urwisko.
- Pewnie mogybymy znale wyszy klif i dusz lin... - zacza Auraya.
Jade pokrcia gow.
- Nie. To chyba jasne, e nie mam tej zdolnoci wyczuwania wiata, ktr ty
posiadasz. Zreszt i tak musz ju rusza w drog.
- Chcesz zrezygnowa? Po jednym dniu?
Kobieta parskna miechem.
- Tak, chc. By moe kiedy bd miaa pecha i po prostu spadn z urwiska. Jeli tak
si stanie, przypomn sobie twoje instrukcje i sprbuj znowu. Na razie z satysfakcj stawiam
stopy na ziemi.
Auraya umiechna si.
- Wci moemy sprbowa skoku z urwiska. To mogoby podziaa.
- A moe i nie.
- Zapi ci.
- Nie chodzi o to, e ci nie ufam...
Auraya uniosa brwi.
- No tak, masz racj - przyznaa Jade. - Nie ufam ci dostatecznie. A nawet gdyby, to
cay mj rozsdek podpowiada, e skakanie z urwiska to zy pomys. Logika mwi, e
gdybym musiaa si przemieszcza, aby wyczu wasn pozycj wobec wiata, to ruch
poziomy byby rwnie dobry jak pionowy. Gdybym moga si tego nauczy, do tej pory ju
bym odkrya to wraenie wiata, ktre mi opisywaa.
- Prawdopodobnie masz racj. - Auraya westchna. - Albo jestem fataln
nauczycielk. A moe Mirar nie myli si, twierdzc, e to mj wrodzony, indywidualny Dar.
Jade spojrzaa na ni uwanie.
- Jak czsto si z nim kontaktujesz?
- Rozmawialimy par razy przez senne cze.
- Rozmawiacie? Mylaam, e go nie lubisz.
Auraya umiechna si.
- Nigdy nie mwiam, e go nie lubi.

Jade zmarszczya czoo, a potem odwrcia gow. Wszystko byo wyciszone, jakby
stworzenia w lesie czekay na ciemno, zanim zbior si na odwag i zaczn wydawa
dwiki. Auraya suchaa innymi zmysami, zwracajc uwag na to, co zwykle ignorowaa,
chyba e podczas lotu: na magi wok siebie, na poczucie umiejscowienia w wiecie. Odkd
tu przybya, jej zmysy si wyostrzyy.
Jej uwag zwrci delikatny szept lub wibracja. Skupia si na nich i zrozumiaa, e to
umys... W ich stron lecia jaki Siyee.
To Tyve.
Zo im krtk wizyt, zanim bdzie za ciemno, myla.
- Rwnie dobrze moesz to zdj - powiedziaa Jade, najwyraniej niewiadoma
zbliajcego si chopca.
Lina! Tyve moe w ni wlecie. Auraya odstawia kubek i wyskoczya w gr.
cigajc magi, pchna iskr aru w umocowany na szczycie urwiska koniec. Wkna
buchny pomieniem, a lina opada na ziemi, czciowo tonc w strumyku.
- Mio wiedzie, jak bardzo si ze mn zgadzasz - rzucia drwico Jade.
- Tyve nadlatuje. Mgby jej nie zauway.
- Tyve? A skd wiesz?
- Widziaam jego... - Auraya urwaa, zaszokowana tym, co wanie miaa powiedzie.
Skoncentrowaa si na umyle Tyve i ku swemu zdziwieniu wyranie czytaa jego
myli. Spojrzaa na Jade.
- Znowu potrafi czyta w mylach.
Kobieta wpatrywaa si w Auray, a potem odwrcia si w stron nadlatujcego
Siyee.
- Wyczuwam niecierpliwo i popiech. Po co tu leci?
- Sprawdzi, co si z nami dzieje.
Auraya zmarszczya czoo. W mylach Tyve na znuenie i ch powrotu do domu
nakadao si poczucie niecierpliwoci i podejrzliwoci. To rozdwojenie myli wydawao si
dziwne.
:Wreszcie stamtd wysza. Teraz si dowiemy, co prbowaa tam robi i czy ta kobieta
z ukrytym umysem jest tym, kim podejrzewam...
Myl urwaa si niespodziewanie i nagle wszystkim, co wyczuwaa u Tyve, byo
zmczenie. Za to zbliao si do niej co innego.
Co pozbawionego formy pdzio ku niej z niezwyk prdkoci. Huan.

Bogini przemkna obok, a za ni jeszcze kto. Auraya zakoysaa si na pitach. Tym


drugim bogiem by Saru. Znaleli si za ni, szukali jej...
:Gdzie ona jest? Nie widz jej!
- O co chodzi? - usyszaa pytanie Jade.
Powinnam teraz opuci tarcz wok umysu, aby dowie, e jestem godna zaufania.
Ale ja im nie ufam.
Huan pomkna w stron Tyve. Chopak nawet nie zauway, gdy z jego umysem
poczy si boski umys. Koncentrowa si na zmniejszaniu wysokoci i wyborze miejsca do
ldowania.
:Nie widz jej! Jej umys jest ukryty!
A potem bogowie zniknli, odlatujc szybciej ni Auraya moga to wyledzi.
Wic stao si, pomylaa. Ju wiedz. Ciekawe, czy to jest ten pretekst, ktrego
potrzebowaa Huan, aby mnie zabi.
- Co jest nie tak? - szepna Jade.
Auraya pokrcia gow, mylc, jak mogaby wyjani to, co si wanie stao.
- Przez chwil Tyve nie by sam. Bya przy nim Huan i obserwowaa nas przez jego
oczy.
- Huan? - Jade szeroko otworzya oczy. - Tutaj? Obserwowaa nas?
- Ale ju jej tu nie ma - uspokoia j szybko Auraya. - Oni, bo by z ni Saru, odlecieli,
eby powiedzie innym o moim osonitym umyle.
Jade wpatrywaa si w ni zdziwiona.
- Przez wszystkie te lata - mrukna - nigdy nie spotkaam kogo, kto mgby wyczu
bogw. Czy oni wiedz, e to potrafisz?
- Tak, ale nie w ten sposb. Przedtem udawao mi si, gdy byli blisko.
- A kiedy to si zmienio?
- Gdy nauczya mnie przegldania umysw.
Jade kiwna gow.
- Nie pozwl, aby si dowiedzieli. Czy jeste by Bia, czy nie, zabij ci, jeli si
dowiedz, e moesz ich szpiegowa. Nie mw nawet Chai.
Auraya otworzya usta, by zaprotestowa, e Chaia jej nie skrzywdzi, ale zamkna je,
gdy wyldowa Tyve. Jade spojrzaa na ni znaczco, a potem odwrcia si, by go powita.

12
Kilka sekund zabrao Kalenowi uwiadomienie sobie, e jest przytomny, a kilka kolejnych
przypomina sobie, gdzie si znalaz i dlaczego.
Dom pentadrian. Ciepo. Nie jestem godny. Zrobi mnie Sug.
Przebudzenie nie czyo si ju z lkiem przed tym, co moe przynie dzie.
Wszystko si zmienio, kiedy sprbowa okra kieszenie napotkanego czowieka, a potem w
jaki sposb przy kilku drinkach toczy z niedosz ofiar dyskusj na temat religii.
Mczyzna zoy mu ofert zbyt dobr, aby j odrzuci: noclegi i wyywienie w zamian za
nauk o jego rodakach.
Peny brzuch i bezpieczny sen w cieple warte byy kilku nudnych wykadw, ale Kalen
odkry, e ekscytuje go przynaleno do grupy tajnych wyznawcw zakazanego
pentadriaskiego kultu. Zdziwi si, gdy odkry, e uczy si i jest przyjmowany jak rwny
przez ludzi z bardzo rnych warstw. Jak ten mody czowiek picy na ssiednim legowisku,
Ranaan, ktry kiedy by tkaczem snw.
I ktry teraz oddycha szybko, jakby si czego przestraszy.
- Koszmar? - zapyta Kalen.
Odpowiedzi byo potwierdzajce ciche mruknicie.
Kalen wiedzia, e po przebudzeniu z koszmaru rozmowa pomaga si uspokoi. Zblia
si wit, stwierdzi, wic pewnie i tak ju nie zasn; rwnie dobrze mog pogada.
- Ranaan?
Odgos wiadczy, e mody czowiek odwrci si na drugi bok, twarz do niego.
- Naprawd bye tkaczem snw?
- Tak.
- To dlaczego przyczye si do pentadrian?
Ranaan westchn.
- Kiedy zgin mj nauczyciel, Amli pomg mi uciec. Ocali mi ycie i zaoferowa
schronienie, do czasu gdy bd mg bezpiecznie wrci. - Przerwa. - Ale powrt nigdy nie
bdzie bezpieczny. Zabjcy Fareeha wiedz, e mog ich rozpozna. Mnie take zabij.
- I dlatego stae si pentadrianinem?

- Bycie tkaczem snw jest zbyt niebezpieczne.


- A bycie pentadrianinem nie?
- Nie a tak. A przynajmniej nie dla mnie. Ja... mnie si podoba to, czego naucza Amli.
Ich bogowie nie ka im zabija tkaczy snw.
- To ju chyba nie jest dla ciebie wane. Nie jeste ju tkaczem snw.
- To, e nie jestem tkaczem, nie oznacza, e nie obchodzi mnie, co si z nimi dzieje.
Amli mwi, e tacy s pentadrianie. Tkacze snw nie zasuguj na krzywdy wyrzdzane przez
cyrklian. - Przerwa na chwil. - A dlaczego ty tu jeste?
Kalen parskn miechem.
- Karmi mnie, mam ciepe miejsce do spania. I uwaam, e warto przesiedzie te
nudne lekcje, jeli od czasu do czasu pozwol nam wzi udzia w orgii.
Ranaan wybuchn miechem.
- Przykro mi rozwiewa twoje nadzieje, Kalenie, ale oni nie maj orgii.
- Ale maj. Wszyscy to wiedz.
- To tylko plotka wymylona przez cyrklian. Pentadrianie maj specjalne rytuay dla
par maeskich, ktre pomagaj im w poczciu dziecka, ale nie s to orgie.
- Amli pewnie tak tumaczy, eby ci nie urazi.
- Tkacze snw wiedz o tym od lat. Pamitaj, e yj te w Ithanii Poudniowej.
- Och! - Kalen zakl pod nosem. - To ju druga niedobra wiadomo, jak dzi
dostaem.
- Przykro mi. - Ranaan take parskn miechem. - A jaka bya ta pierwsza?
- e nie potrafi z ludzi bez Darw uczyni ludzi Obdarzonych.
- Nikt nie potrafi wzmocni Darw - zgodzi si Ranaan.
- Cyrklianie nie chcieli mnie na kapana, ale tym pentadrianom nie przeszkadza, e nie
mam Darw.
- Czy sdzisz, e ich bogowie s prawdziwi?
- Z tego, co opowiada Amli, wyglda na to, e tak.
- Tak. Rzeczywicie. Co to za haas?
Obaj przez chwil leeli w milczeniu i nasuchiwali. Dotar do nich cichy odgos
pospiesznych krokw - z gry, z dou i zza ciany, ktra oddzielaa ich od zauka na zewntrz.
Rozleg si urwany nagle krzyk. Kalen poczu, e serce bije mu szybciej. Wsta i na palcach
podszed do okna. Co si stao. Co niedobrego.
- Co robisz? - zapyta sennie Ranaan.

On naprawd znowu zasn! Kalen pokrci gow. Moe jest Obdarzony, ale nie ma
instynktu przetrwania.
Wygldajc przez okno, zauway jaki ruch w cieniu. Haasy zabrzmiay goniej.
- Co si dzieje? - Ranaan usiad, w peni ju rozbudzony.
- Nie wiem, ale nie zamierzam czeka, eby si przekona - odpar Kalen. - W zauku
na zewntrz s jacy ludzie. Sdzc po odgosach, s te na grze. Na pewno jest jakie inne
wyjcie. Amli ma chyba ukryte drzwi. - Ruszy do schodw.
Zabrzmia gony krzyk, stumiony przez deski podogi.
- To Amli - stwierdzi Ranaan.
Iskra wiata rozjania pokj. Pod ni widoczna bya do Ranaana.
- Zga to - sykn Kalen. - Oni...
Tu za drzwiami usyszeli kroki. Kalen zakl i rzuci si do okna, ale jakie rce
chwyciy go za nog i cigny z powrotem.
- Nie bd idiot - powiedzia Ranaan, wstajc. - Moesz si zabi, spadajc z tak
wysoka. A przynajmniej co poama.
- Warto zaryzykowa - odpar Kalen i spojrza ponad ramieniem kolegi.
Drzwi si otworzyy i wkroczyli dwaj cyrkliascy kapani. Jeden zapa za rami
Ranaana, a drugi Kalena. Chopak zgarbi si z rezygnacj.
Po co komu instynkt przetrwania, jeli zbyt pno si wcza, pomyla.
Kapani wyprowadzili ich z pokoju i schodami zeszli na d. W gwnej sali w ciasnej
grupce stao kilku nawrconych na pentadrianizm, otoczonych przez kapanw i kapanki.
Amli i jego ona stali przed jeszcze jedn kapank, ktra przygldaa im si gronie.
- Przebralicie swoich ludzi za kapanw i kazalicie im wynajmowa innych, by
ledzili tkaczy snw - oznajmia. Mwia z tak pewnoci, e jej sowa byy raczej
stwierdzeniem faktu ni oskareniem. - A potem kazae swoim ludziom mordowa tych
tkaczy. Starae si zepsu opini cyrklian, eby pentadrianie wydali si lepsi, podczas gdy
prawda jest odwrotna. - Pokrcia gow. - Powiedziano mi, e pentadrianie szanuj tkaczy
snw. Czy to kamstwo?
Ranaan wyda zduszony jk. Amli milcza, wpatrujc si w podog. Kapanka
przyjrzaa mu si, a potem pokrcia gow.
- Jeli uwaae to za tak obrzydliwe, czemu to robie? - Przerwaa. - Aha. Taka
lojalno jest godna podziwu. Ale ma swoj cen.
- Jestem gotw wzi na siebie konsekwencje - odpar Amli.

- To widz. Zastanowie si kiedy, czy czowiek stosujcy tak niskie i niehonorowe


metody zasuguje na twoj lojalno?
- W ostatecznym rozrachunku su bogom - odpar Amli gosem tak cichym, e Kalen
ledwo go sysza.
Kapanka skrzyowaa ramiona.
- Jeli twoi bogowie s prawdziwi i tak godni twojej lojalnoci, jak uwaasz, czemu
pozwolili, aby kto taki wada waszym ludem? Myl, e... Aha! Tam jest, obserwuje przez
twoje oczy ze swego bezpiecznego domu. - Z byskiem w oczach pochylia si ku
mczynie. - Jeste kamc i tchrzem, Pierwszy Gosie Nekaunie. Gdziekolwiek na pnocy
s twoi ludzie, znajdziemy ich. I dopilnujemy, eby cay wiat si dowiedzia, co robilicie w
Jarime. Co zrobi twj lud, gdy si dowie, jak nisko upade?
Zamrugaa, umiechna si i odstpia. Zwracajc si do innego kapana, wskazaa
rk pentadrian.
- Zabierzcie ich wszystkich do wityni.
Kapani zaczli wyprowadza winiw, a kapanka rozejrzaa si po pokoju.
Dostrzega Ranaana i szeroko otworzya oczy. Kalen poczu, e serce w nim zamiera, gdy
kobieta podesza do jego nowego przyjaciela.
- Ranaan - powiedziaa cicho. - Czemu nie wrcie do szpitala?
Chopak nie podnosi wzroku.
- Baem si, kapanko Ellareen... To znaczy Ellareen z Biaych.
Twarz kobiety zagodniaa.
- To zrozumiae. Nie moge wiedzie, e ocalili ci ludzie, ktrzy zaplanowali
morderstwo twojego nauczyciela.
Ellareen z Biaych? Gdy do Kalena dotaro, e znalaz si w obecnoci jednej z
Wybracw, poczu, e ogarnia go przeraenie.
Biali to wrogowie pentadrian, wic powinna by take moim wrogiem.
Kobieta spojrzaa na Kalena i co cisno go w odku. Przystaem do nich dla
wyywienia i noclegu, myla do niej. No i dla dreszczu podniecenia, przyzna. Jestem taki
gupi... O czym ja mylaem? Nie maj nawet orgii.
Ellareen skrzywia usta.
- Czy to prawda? - zapyta Ranaan sabym gosem. - Czy to oni zabili Fareeha?
Biaa zwrcia si znw w jego stron, powana, ale pena wspczucia.
- Tak. Jeli nie masz do mnie zaufania, to przedstawi ci komu, komu uwierzysz.
- Ale... ale dlaczego to zrobili?

- eby cyrklianie wyszli na zych. Aby zachci ludzi, by przystawali do pentadrian. Rozejrzaa si po pokoju. Wikszo nawrconych pentadrian zostaa ju wyprowadzona, a
pozostali kapani spogldali na ni wyczekujco. - Dowiem si wicej, kiedy porozmawiam
ze wszystkimi. Obawiam si, e ty i twj przyjaciel take musicie i z nami. Ale dopilnuj,
eby was dobrze traktowano.
- Czy... czy zamkn nas za to? - zapyta Ranaan.
Umiechna si.
- Prawdopodobnie na jedn noc. Jutro bdziemy wiedzie, kto popenia zbrodnie, a
kto nie. Wtedy was wypucimy i bdziesz mg bezpiecznie wrci do swoich.
Ranaan przyj to z ulg. A kiedy Biaa odesza, a kapani wyprowadzili ich na
zewntrz, Kalen poklepa Ranaana po ramieniu.
- Nie martw si, przyjacielu. Nawet jeli jedzenie nie bdzie takie dobre, przynajmniej
na t noc dostaniemy ka.
Paskie bochenki z rozgniecionych korzeni, ktre Jade przygotowywaa co rano, byy
zaskakujco smaczne. Nauczya Auray, jak si je robi, i dzi rano kapanka sama
przygotowaa posiek, gdy Jade szykowaa si do odejcia. Chleb pieczony na rozgrzanym
kamieniu kuchennym by ju prawie gotowy, wic zaja si przygotowaniem gorcego
napoju.
Jade pakowaa si powoli i starannie; wyjmowaa i odkadaa soiczki i woreczki na
tylnej cianie jaskini, zanim zdecydowaa, co z sob zabra. Przygotowaa wiele maych
mieszkw i glinianych naczy, ktre za pomoc magii wypalia do twardoci. Potem
napenia je proszkami, suszonymi limi, grzybami, korzeniami, utwardzonymi lub lepkimi
ywicami i gstymi olejami.
Auraya uwiadomia sobie, e zna zastosowanie wikszoci z tych substancji. Podczas
przygotowywania lekw Jade tumaczya jej, co do czego suy, bez oporw oddajc
niewielk czstk tego, co - jak Auraya podejrzewaa - byo wielkim bogactwem
uzdrowicielskiej wiedzy.
Chleb zaczyna ju dymi, gdy spieka si skrka. Auraya zdja go i do dwch
kubkw nalaa gorcej wody.
- niadanie gotowe - oznajmia.
Jade wyprostowaa si i odetchna gboko.
- Ach, jak piknie pachnie maita o poranku.
Podesza do posa i wzia od Aurai kubek. Upia troch i westchna z satysfakcj.

- Wrcisz tu kiedy? - spytaa Auraya, rozamujc na p bochenek chleba i podajc


kawaek Jade.
- Kiedy tak. - Jade przyjrzaa si wszystkim dzbankom i woreczkom. - Nie mog
pozwoli, aby to si zmarnowao. Ale jeeli masz ochot, to te moesz korzysta. Szkoda,
eby zwietrzay.
- Dzikuj ci.
Jade ugryza kawaek chleba, przeua, pokna i popia z kubka.
- Nadal planujesz wrci do Przestrzeni?
Auraya kiwna gow.
- Moje miejsce jest wrd Siyee.
- W takim razie pamitaj, gdyby odkrya, e bogowie si na to nie zgadzaj, zawsze
masz miejsce wrd nas, niemiertelnych. Jeli tylko bdziesz potrzebowa.
- Bd o tym pamita.
- Postaraj si. - Jade parskna. - Na pewno zdajesz sobie spraw, e bdziemy pilnie
obserwowa, co zrobi bogowie. Od wiekw twierdzili, e wszyscy niemiertelni s li. Jeli
ci zaakceptuj, poka, e si mylili.
Auraya umiechna si.
- Przy zaoeniu, e ja nie jestem za.
Jade rozemiaa si gono.
- Tak.
Odwrcia si i kontynuowaa pakowanie. Odstawia kubek, chwycia chleb zbami, a
potem szybko spakowaa jeszcze kilka przedmiotw. Potem wzia sakw i wrcia do posa.
- Powodzenia, Aurayo niemiertelna.
Auraya wstaa.
- Dzikuj ci, Jade. Przychodzc tutaj, wiele ryzykowaa. Jestem ci wdziczna.
Kobieta wzruszya ramionami.
- Pamitaj, e zrobiam to dla Mirara. To jemu powinna dzikowa.
- Moe tak zrobi, kiedy nastpnym razem pojawi si w moich snach.
Jade uniosa brwi.
- W snach, tak? W ten sposb?
Auraya rozemiaa si.
- Nie, ju od dawna nie. Ruszaj. Im szybciej odejdziesz, tym szybciej bd moga
wrci do Siyee.

Kobieta odwrcia si i podesza do wyjcia z jaskini. Przystana jeszcze, obejrzaa


si, a potem znikna w mroku. Auraya spogldaa na tunel przez duszy czas.
Bya dziwna, mylaa. Zgryliwa, cyniczna, ale take silna i stanowcza. Sdz, e
takimi czyni ludzi dugie ycie. Czy ja te taka bd? Przypuszczam, e mogoby by gorzej.
Pod tymi humorami by w Jade jaki optymizm, ktry dodaje odwagi. Wci potrafia si
mia. Moe dlatego, e tak wiele przesza i wie, e jest tylko kwesti czasu, by ze sytuacje
jako si w kocu naprawiy.
Zgodzia si, aby da Jade trzy dni, zanim sama wyjdzie z jaskini. Auraya nie miaa
pojcia, jak daleko odejdzie w trzy dni osoba, ktra musi wdrowa po ziemi. Miaa nadziej,
e dostatecznie daleko, by unikn zwiadowcw Siyee, ktrych bogowie mogliby za ni
posa.
yje ju tak dugo, pomylaa Auraya. Jestem pewna, e potrafi o siebie zadba.
Signa po swoj poow bochenka i zacza je.
Tintel milczaa, prowadzc Mirara z platformy na platform. Wspczu jej, gdy wyczuwa,
e jej umys zajty by planowaniem i kopotami. Dom Tkaczy Snw w miecie zawsze by
miejscem gwarnym, a im wicej tkaczy zajmowao si organizacj, tym wicej byo spraw do
zorganizowania. Nie mg jej w tym wyrczy, pomaga jedynie przy nagych wypadkach, tak
jak tego wieczoru.
Jeli ju wczeniej nie domylia si, jak potnie jest Obdarzony, to teraz wiedziaa.
Odwiedzili kobiet krwawic obficie po porodzie i aby j ocali, Mirar musia uleczy j za
pomoc magii. Tintel bya wyranie pod wraeniem, ale milczaa.
Starajc si zatamowa krwotok, uya metody, ktrej nigdy wczeniej nie widzia. Od
kiedy tu przyby, zauway kilka udoskonale w dziaaniach miejscowych tkaczy snw.
Wiedza o postpach i odkryciach powinna si rozprzestrzenia poprzez cza umysw, lecz
najwidoczniej ograniczenia i nietolerancja na pnocy blokoway, a przynajmniej spowalniay
ten proces.
Przeszli mostem do Domu Tkaczy Snw. Otworzy drzwi przed Tintel, a ona
umiechna si z wdzicznoci.
- Chciaabym, aby mczyni w Dekkarze mieli maniery tych z pnocy - stwierdzia. Dzikuj ci za pomoc, Wilarze.
Wzruszy ramionami i wszed za ni do wntrza. Wypeniajcy sal zapach jedzenia
wywoa burczenie w brzuchu.

- Wyl kogo, aby zanis ci posiek - powiedzia, domylajc si, e Tintel pjdzie
prosto do swego pokoju, by dalej pracowa.
- Dzikuj. - Skina gow. - Nie zapomnij o sobie.
- Na pewno nie - odpar z umiechem.
Kilku sucych i tkaczy byo jeszcze w kuchni. Jedna z kobiet szykowaa jedzenie dla
swej maej creczki, inna skarya si na chrapanie ma. Po kolacji zostaa zupa i troch
miejscowego gliniastego chleba. Poprosi narzekajc on, by zaniosa posiek Tintel, a sam
zabra swj talerz na drug stron sali.
Przy stole siedziao kilku modszych tkaczy. Gdy si pojawi, wszyscy unieli gowy, a
potem szybko spucili wzrok na talerze. Zapada niezrczna cisza i Mirar wyczu mieszanin
tumionego rozbawienia i domysw.
Postawi talerz na stole, usiad i zacz je.
Milczenie trwao nadal, ale teraz z odcieniem zakopotania. Jeden z tkaczy
odchrzkn, by przemwi, a pozostali odetchnli z ulg.
- Wybacz nam t cisz, Wilarze - rzek mody czowiek.
- Twoje przybycie uwiadomio nam, e plotkujemy.
Mirar umiechn si.
- Ludzie plotkuj. To ley w ich... - Szuka odpowiedniego sowa dla natury i ktry
z tkaczy mu podpowiedzia.
- A co straciem?
Z umiechem porozumieli si wzrokiem. To pytanie zmniejszyo zakopotanie, lecz nie
wyczuwane w sali napicie.
- Najnowsze plotki gosz, e jeste Mirarem - powiedzia po awesku najmodszy z
tkaczy.
Pozostali spojrzeli na niego z dezaprobat. Rozoy rce.
Powinien wiedzie. Jeli kto potraktuje to powanie, moe by kopot.
Mirar zamia si i pokrci gow.
- Ja Mirarem? Dlaczego? Bo jestem cudzoziemcem?
Pokiwali gowami.
- Mirar przyby na poudnie - doda inny. - Wic musi by gdzie tutaj.
- Nie wiemy tego na pewno - zauway jeden ze starszych tkaczy.
- Niczego nie wiemy na pewno.
Zaczli przekrzykiwa si nawzajem i Mirarowi trudno byo ich zrozumie. Nagle
jeden z tych, ktrzy zachowywali milczenie, zwrci si do niego wprost:

- Wic nie jeste Mirarem?


Zawaha si. Jeli zaprzeczy, to w przyszoci, gdyby musia ujawni swoj tosamo,
zdradzi te, e ich okama. Kamstwo nigdy nie jest dobre. Ludziom si nie podoba, choby
wiedzieli, e byo uzasadnione
Umiechn si chytrze.
- Jestem nim dla kogo tutaj i nie chciabym jej zepsu tej iluzji.
Wok rozlegy si miechy. Jeden z mczyzn przewrci oczami.
- Na pewno Dardel.
- Ale to ona mi to zasugerowaa - rzek inny.
- To wszystko wyjania.
Znowu wybuchnli miechem. Tkacz siedzcy obok Mirara pochyli si bliej.
- Szczciarz z ciebie - mrukn.
- Powinnimy jej wszyscy powiedzie, e ma racj co do Wilara, a wszystkim innym
przekaza, e si myli - zaproponowa najmodszy. - Jak mylicie, jak dugo ukryjemy przed
ni prawd?
- Tintel jej powie.
- Wic Tintel te nic nie mwmy.
- Sama do tego dojdzie.
Mirar z umiechem sucha, jak planuj zaartowa sobie z Dardel. Ale chyba nie
mwili cakiem powanie, co przyj z ulg.
Ciekawe, co by zrobili, gdyby odkryli, e to ona ma racj? zastanawia si.
Prawdopodobnie powitaliby go z entuzjazmem. Wicej ni entuzjazmem - i na tym polega
kopot. Bardzo dawno ju nie wdrowa wrd swego ludu i teraz traktowali go z nabonym
podziwem.
To ironiczne. Od stu lat bogowie rozpowszechniaj kamstwa, e my, niemiertelni,
zachcamy, by inni czcili nas jak bogw. A teraz, pod moj nieobecno, mj wasny lud to
wanie robi.
Przejdzie im, pomyla. To nie o swoich musz si martwi, ale o pentadrian. To, co
dotd zobaczy, wygldao zachcajco. aden z tkaczy nie by w stanie przypomnie sobie
wicej ni kilka konfliktw z pentadrianami w ostatnich dziesicioleciach, a i w tych
nielicznych chodzio tylko o pienidze.
Jednak odkrycie, e osiedli si tutaj potny czarownik, o duych wpywach wrd
tkaczy, moe u miejscowych pentadrian wzbudzi poczucie zagroenia. Musia wiedzie, jak
zareaguj... I jest sposb, by si o tym przekona.

W Ithanii Poudniowej senne poczenia nie byy zakazane. Ale i tak musia zadba o
to, by nikt go nie wykry. Pentadrianie by go nie polubili, gdyby wiedzieli, e szpieguje ich
sny i manipuluje nimi.
Wsta, odnis do kuchni naczynia i poszed na gr do swojego pokoju. Zanim zdy
si rozebra, usysza znajome pukanie do drzwi. Umiechn si.
Dardel. Mgbym j zignorowa, pomyla, ale wtedy bdzie rozczarowana, a mnie a
tak si nie spieszy do grzebania w cudzych snach.
Gdy kilka godzin pniej odpyna wiadomo ciaru i ciepa Dardel, Mirar osun
si w sen. Poszuka wok i znalaz inne pice umysy. Sprawdzi ich tosamo, a potem
umieci w nich myl o swoim powrocie.
Reakcje byy rne, ale na og pozytywne. Niektrzy byli podejrzliwi wobec
kadego, kto mia moc, ale nikt nie wyobraa sobie, e podejmie dziaania, aby si go
pozby. Wikszo pozostaych nie przejmowaa si tym, co nastpi, o ile tylko nie wpynie
to le na ich ycie. Kilku nawet si ucieszyo. Cenili umiejtnoci tkaczy snw i uwaali, e
powrt Mirara jeszcze bardziej je udoskonali.
Mijay godziny, a on czu narastajc ekscytacj. Mgby to zrobi. Mgby przesta
si ukrywa i znw prowadzi swj lud. Ale jedna noc badania picych umysw nie
wystarczy. Musi to robi codziennie przez... tygodnie? Miesice?
A potem przypomnia sobie o Blinitach. Codziennie przegldali ludzkie umysy.
Mogli ju wiedzie, jak mieszkacy Ithanii Poudniowej zareaguj na wieci, e Mirar wybra
sobie siedzib w jednej z ich krain.
Wczeniej tylko kilka razy czy si z Blinitami. Nie spotka ich nigdy, wic
stosunki z nimi byy bardziej oficjalne ni z Emerahl. Kontaktowa si z nimi tylko wtedy,
kiedy mia do omwienia co wanego; podejrzewa, e traktuj go tak jak wadcw,
poszukiwaczy wiedzy czy uczonych, ktrzy dawno temu prosili ich o rad - z uprzejmym
zaciekawieniem.
Przekona si, e ich rady s rozsdne i przemylane, ale nie ufa im tak bardzo jak
Emerahl. To, e take byli niemiertelni, nie oznaczao, e zawsze pozostan
sprzymierzecami. Byo w nich co dziwnego, co go niepokoio. Wszystkie zronite
blinita, ktre w yciu widzia, byy identyczne. Ale oczywicie nie Surim i Tamun. Nie byli
nawet tej samej pci. Emerahl zlekcewaya ten fakt, sugerujc, e niemiertelno i zdolno
przegldania umysw s rwnie nietypowe. A jednak budzio to jego niepokj, gdy
Blinita mogy go okamywa.
:Tamun? Surim? zawoa.

:Mirar?
To bya Tamun. Jej reakcja bya niepokojco szybka, jakby przebywaa gdzie blisko.
:Co u was sycha? zapyta.
:To co zwykle. Tutaj niewiele si zmienia. Dzisiaj przegldam samotnie. Surim znw
wyruszy na owy.
Gos jej umysu zawsze budzi wraenie zoliwej zasuszonej staruszki, mimo
zapewnie Emerahl, e Tamun wyglda jak moda kobieta.
:Chciaem o co spyta.
:Zaczekaj. Sprawdz, czy zdoam zwrci uwag Surima.
:Jest na polowaniu?
:To ten typ polowania, ktrym i ty si przed chwil zajmowae. Zaraz potem zasypia...
O, ju jest.
:Znowu mnie podgldaa? oskarycielsko rzuci Surim.
:Bynajmniej. Mirar ma do nas pytanie.
:Mirar! zawoa Surim. Jak tam ycie w Dekkarze?
:Dobrze mi tu, zapewni Mirar. Lepiej ni si spodziewaem.
:Tak. Pod pewnymi wzgldami pentadrianie s bardziej tolerancyjni ni ci z pnocy,
zgodzia si Tamun.
:Kusi mnie, aby si ujawni, odzyska sw dawn pozycj wrd tkaczy snw. Jak
mylicie, jak zareagowaliby pentadrianie?
:Jeeli spodziewasz si parady, to si rozczarujesz, odpar Surim. Chocia wtpi, czy
Gosy zaczn ci ciga, planujc egzekucj. Pewnie jednak zechc si z tob spotka i
upewni, e nie stanowisz zagroenia.
:Dopki nie rzucisz wyzwania ich wadzy albo nie zaczniesz nawraca pentadrian,
zostawi ci w spokoju, dodaa Tamun. Ale nie jeste znany z zachowywania milczenia,
Mirarze, kiedy nie zgadasz si z wadcami. Potrafiby si wycofa i nie protestowa, gdyby ci
si nie spodobao, jak rzdz swoim ludem? Albo twoim ludem?
:Wanie spdziem sto lat, dokadnie tak si zachowujc. Nauczyem si ostronoci i
cierpliwoci.
:Nauczye si ucieka tam, gdzie kiedy walczye. To nie to samo, zauway Surim.
:Nie, przyzna Mirar. Teraz mierzybym w co midzy ucieczk a walk.
:Zawieraby kompromis i negocjowa? Surim by chyba rozbawiony.
:Gdybym musia.

:To ryzykowne dla ciebie i twoich ludzi. To zmiana, ktrej nie da si atwo cofn. Co
na tym zyskasz? Co zyskaj tkacze snw? spytaa Tamun.
:Dostan moj wiedz. Myl te, e mj powrt da im nadziej i odwag, zwaszcza
na pnocy.
:Mog zbyt wiele oczekiwa co do ciebie. Mog sdzi, e twj powrt pozwoli im
wszdzie zyska wiksze wpywy, ostrzega Tamun.
:Tkacze snw nie szukaj wadzy i z tego, co widziaem, to si nie zmienio.
:Zgadzamy si. Ale jest te inna sprawa, ktr powiniene rozway, powiedzia
Surim.
:Tak?
:Wprawdzie uwaamy, e pentadrianie nie bd protestowa przeciwko twojemu
osiedleniu, ale nadal nie naley im ufa. Syszae od swojego ludu o napadach w farime i
zaangaowaniu w to pentadrian?
:Nie. Co si stao?
:Niektre z atakw i morderstw tkaczy snw byy organizowane przez pentadrian.
Wiedzieli, e ta przemoc obciy cyrklian, i wykorzystywali zniechcenie ludzi, by zyska
nowych wyznawcw.
:To niepokojce.
:Owszem, ale motywem pentadrian nie bya nienawi wobec tkaczy snw, ale
bezlitosna logika. W Ithanii Poudniowej pentadrianie nie maj powodw, aby krzywdzi
tkaczy snw w celu nakonienia innych do przyjcia swojej wiary. Ale nie wyklucza to
moliwoci, e mog wykorzystywa twj lud na inne sposoby.
:Zawsze istnieje takie ryzyko.
:I jeszcze jedna sprawa, dodaa Tamun.
:Co takiego?
:Jeli zyskasz przyja pentadrian, moesz zrobi sobie wroga z Aurai.
Mirar zawaha si i zastanowi.
:Ju nim jest, odpar. Dopki czci bogw, musi uwaa mnie za swojego wroga. Ale
nawet gdyby nie bya to prawda, nie mog pozwoli, aby jej opinia wpywaa na moje decyzje
dotyczce tkaczy.
:Nie. Surim i ja nie zgadzamy si z tob. Auraya moe wcale nie podziela boskiej
nienawici do niemiertelnych, ale pentadrian rzeczywicie nie szanuje. Twoje zamieszkanie
tutaj moe sporo zmieni.

:Nic na to nie poradz. Ci ludzie nie zasuyli na jej pogard. Nie odepchn ich z
obawy, e urazibym Auray. Zawaha si. A co u niej sycha? Od wielu dni nie mam wieci
od Emerahl.
:Emerahl czekaa, a si z ni skontaktujesz.
:Martwi si, e j odepchn, poniewa ostatnio przekazaa mi ze wieci?
:Tak.
:Gupia kobieta. Przecie wie, e bym tego nie zrobi.
:Nie, ale nic nie moemy poradzi, e latami zachowujemy dawne lki i
przyzwyczajenia. Uprzejmie byoby...
:Auraya staa si niemiertelna, przerwa siostrze Surim.
Serce Mirara zabio szybciej.
:Emerahl uwaaa, e tego nie zrobi!
:Co j przekonao. Ujawnia te dwa nieoczekiwane Dary. Po pierwsze, odzyskaa
zdolno czytania w mylach.
:Ale... nie potrafi tego aden niemiertelny, prawda?
:Nie za naszego ycia, potwierdzia Tamun. Drugi Dar to umiejtno wyczuwania i
syszenia bogw. Najwyraniej widzi ich te, kiedy przeglda umysy.
:Emerahl poradzia jej, aby zachowaa to w tajemnicy przed bogami, doda Surim. Nie
wyobraam sobie, e byliby zachwyceni, wiedzc, e mona ich szpiegowa.
:Auraya powiedziaa, e bogowie wiedz, i potrafi wyczuwa ich blisko, mwia
dalej Tamun.
:To... Mirar zadra. To nie jest zwyky wrodzony Dar.
:Nie, zgodzia si Tamun. Wydaje si, e Auraya nie jest te zwyk niemierteln.
Moe to skutek tego, e najpierw bya Bia. Jako utrwaliy si w niej zesane przez bogw
moce.
:Tyle e nie daliby jej przecie mocy, eby moga wyczuwa ich i sysze. To co
nowego.
:To moe by nieplanowany efekt uboczny tego, e si z nimi czya, zasugerowa
Surim.
:Jakakolwiek jest przyczyna, lepiej niech zachowa to w tajemnicy. Za kilka dni
powrci do Przestrzeni. Wtedy zobaczymy, jak bogowie znios wie, e ich bya faworytka
nauczya si osania umys, i cokolwiek jeszcze pozwoli im odkry. Damy ci zna, co si
zdarzy.

Mirar poczu ukucie niepokoju. Usiowa sobie wytumaczy, e nie ma to znaczenia.


Auraya bya poza jego zasigiem i nic do niego nie czua. Problem polega na tym, e ta jego
cz, ktra nie potrafia pozby si niepokoju, nie bya skonna sucha tej drugiej czci,
korzystajcej z logiki i rozsdku.
:Dzikuj za wieci, powiedzia. I za rad.
:Dobrze j wykorzystaj, odpary chrem Blinita.
A potem oba gosy ucichy, a on pozwoli sobie zapa w zwyky, niespokojny sen.

13
- Aaja!
Niewielka puszysta kula przemkna przez altan. Auraya przykucna i wycigna
rce. Figiel wskoczy jej na ramiona i pyszczkiem z wsikami potar jej ucho.
Z bocznego pokoju, tego samego, z ktrego wyskoczy Figiel, wysza Tytee, kobieta
Siyee, ktra si nim zwykle zajmowaa.
- Witaj znowu, kapanko Aurayo - powiedziaa z umiechem.
Auraya wyczua u niej ulg. Figiel piszcza cicho, kiedy drapaa go po grzbiecie.
- Aaja wraca. Aaja wraca - mrucza raz po raz.
- Dzikuj ci, Tytee. Mona by pomyle, e nie byo mnie par miesicy powiedziaa zaskoczona. Nie widziaa u niego takich emocji, od czasu kiedy porwano go z jej
namiotu przed bitw z pentadrianami. - Czy co mu si stao?
- Nie. Wszystko byo dobrze a do nastpnego dnia po twoim odlocie - odpara Tytee.
- Nagle zacz si bardzo niepokoi. Powtarza cigle Aaja znika, a potem strasznie
posmutnia. Cakiem jakby umara, a on by po tobie rozpacza. Zabieraam go wszdzie z
sob. Baam si, e zacznie marnie, jak czasem starzy ludzie, kiedy umiera ich maonek.
Auraya podniosa Figla i spojrzaa uwanie.
- To ciekawe. - Osabia nieco oson wok umysu i natychmiast znajomy cichy
gosik przemwi w jej mylach.
:Aaja wraca!
Za radoci w tych sowach poczua smutek i zdziwienie.
Poczua wyrzuty sumienia. Figiel musia jako wytworzy poczenie z jej umysem,
wic kiedy wkroczya do pustki, to cze zostao zerwane. Jedyne wyjanienie, jakie przyszo
mu do gowy, to e umara.
- Biedny Figiel - powiedziaa i mocno go przytulia.
Rado nagle zmienia si w irytacj. Wyrwa si jej, wspi si do swego kosza i
zwin w kbek.
- Figi pi.
Tytee parskna miechem.

- Gdyby tylko wszystkich dao si tak atwo zadowoli.


- I wszystkim wybaczy - dodaa Auraya. - Dzikuj, e opiekowaa si nim, kiedy
mnie nie byo.
Kobieta wzruszya ramionami.
- To aden problem. Zawsze jest zabawny i ma mniejsze wymagania ni dzieci.
Musz...
- Kapanko Aurayo?
Odwrciy si obie. W otworze altany staa Mwca Sirri.
- Prosz - Auraya zaprosia j gestem.
Gdy Sirri wesza, Tytee przeprosia i wybiega z altany.
- Witaj w domu - powiedziaa Sirri.
- Dzikuj.
Wyczuwajc napicie w Mwcy, Auraya przyjrzaa si jej bliej. Odkrya, e Sirri
niepokoia jej duga nieobecno. Martwio j take pojawienie si nieproszonej
ziemiochodzcej.
- Jak poszo? - spytaa.
- Bardzo dobrze - odpara Auraya. - Jade odesza do domu. Wiele si przy niej
nauczyam. Ma spor wiedz o uzdrawianiu i lekach. - Wskazaa na sakw, ktr z sob
przyniosa.
- A jednak nie potrafia wyleczy wasnej choroby?
Auraya pokrcia gow.
- Posaa po mnie, bo sama nie moga zrobi tego, co konieczne.
- Wic ju z ni lepiej?
- Tak.
Sirri pokiwaa gow.
- To dobrze. - Umiechna si. - Znw mamy ci ca dla siebie.
- Czy co si tu dziao, kiedy mnie nie byo?
- Nic strasznego. Drobna ktnia midzy przywdcami klanw. - Sirri westchna. Obawiam si, e nie mog tu zosta duej i tumaczy. Byam na spotkaniu z nimi, kiedy
dotary do nas wieci o twoim powrocie. Zarzdziam przerw, ale nie mog jej przeciga.
Musz wraca i wbi im do gw troch rozsdku.
- A o co chodzi w tej ktni?
Skrzywia si.

- O kopalnie. Klan Ognistej Gry twierdzi, e kiedy sztolnie min grzbiet, ktry
stanowi granic ich terytorium, wszystko naley do nich i mog to sprzeda.
- Ach. Nieatwo bdzie to rozwiza. Wspczuj.
- Dziki - odpara niechtnie Sirri i ruszya do wyjcia.
- Zajrzyj i opowiedz mi potem o tym, jeli znajdziesz czas.
- Tak zrobi.
Wymkna si za zason i znikna. Nareszcie sama, Auraya usiada na stoku.
Wszystko wrcio do normy, pomylaa. A potem pokrcia gow. Nie, tylko tak si
wydaje. Mj umys jest osonity, a ciao ju si nie starzeje. Z punktu widzenia bogw nic
nie jest takie, jak byo, czy te jak by powinno.
Od ostatniej wizyty Huan i Saru nie wyczua ju obecnoci bogw. Kiedy oboje
odlecieli na poszukiwanie innych, Auraya spodziewaa si, e przybd Yranna, Lore i Chaia,
choby po to, aby sprawdzi informacje Huan.
By moe Huan nie powiedziaa Chai, pomylaa. Tak wiele od niego zaley. Musz z
nim porozmawia. Musz wiedzie, czy akceptuje to, co zrobiam.
Przez chwil zastanawiaa si, czy go nie wezwa, ale w przeszoci nie zawsze
zwraca na to uwag. Postanowia wic odnale go za pomoc przegldania umysw.
Zamkna oczy, spowolnia oddech i zapada w senny trans. Najpierw odszukaa
pobliskie umysy Siyee, znalaza kobiety i mczyzn zajtych domowymi sprawami, a take
grup bawicych si dzieci. Signa dalej i wyczua obecno umysw w wiecie jako
punkty myli podobne do maych wiateek; szukaa wikszych i janiejszych obiektw.
Odkrya nieznajom kobiec obecno i odgada, e znalaza Yrann. Bya pewna, e
Huan rozpoznaaby natychmiast. Bogini z nikim nie rozmawiaa, a Auraya nie syszaa jej
myli. Potwierdzia wic, e tak naprawd nie potrafi zaglda do boskich umysw, co byo
dla niej pocieszajce. Ruszya dalej i odkrya msk obecno. To nie by Chaia, wic
kontynuowaa poszukiwania.
Robi to po to, aby znale Chai, a nie podsuchiwa, tumaczya sobie.
Wreszcie usyszaa brzczenie, jakby kto mwi na samej granicy syszalnoci.
Zbliya si i przeszy j dreszcz tryumfu, gdy rozpoznaa gos Chai.
:...na miejscu. Jak mylisz, co teraz zrobi?
:Zaley, czy syszeli, co wydarzyo si w Jarime. Byliby gupcami, gdyby jeszcze raz
sprbowali tego samego. Drugi gos nalea do Lore.
:Nie s a tak gupi.
:Nie, ale jeli dostan rozkazy, to jaki bd mieli wybr?

:adnego, zgodzi si Chaia. Ale ciekawie bdzie to obserwowa.


:Tak. Poza tym przyszedem ci powiedzie, e twoja faworyta wrcia do Przestrzeni.
:Ach.
:Huan bdzie teraz chciaa, ebymy podjli decyzj.
:Oczywicie. Sam wiesz, jak bardzo lubi komplikacje, nudna suka.
Auraya poczua zdziwienie i rozbawienie. Nie sdzia, by Chaia w ten sposb wyraa
si o Huan, gdyby wiedzia, e ona tego sucha.
:Bywaj komplikacje ciekawe, a bywaj te niebezpieczne, ostrzeg Lore.
:Auraya nie jest niebezpieczna. A przynajmniej nie bdzie, jeeli Huan przestanie ni
manipulowa, odpar Chaia.
:Skd moesz wiedzie, czy Auraya jest niebezpieczna, skoro nie moesz zajrze do jej
umysu?
:Poniewa powiciem sporo czasu, aby j pozna. Nie zdradzi nas, jeli jej do tego
nie zmusimy.
:Ciebie nie zdradzi.
:Nie. To ironiczne, ale mog za to podzikowa Huan.
:Wic co teraz zrobisz?
:Nie pozwol, aby ta dziwka j zabia.
:Nawet jeli pozostali ci przegosuj?
:Zwaszcza wtedy. Sprawy dopiero zaczynaj by ciekawe. Zastanw si. Istniej inne
sposoby przywrcenia rwnowagi. Zawsze wolaem rekrutacj od eksterminacji.
:Odkrywam, e coraz bardziej si z tob zgadzam. Ciekawe, czy moglibymy
przekona Yrann...
:Ty masz wiksze szanse ni ja.
:Sprbuj.
Kiedy Lore nagle znikn, Auraya zacza odsuwa swj umys. Poznaa wicej
odpowiedzi, ni si spodziewaa.
:Zanim si std wymkniesz, Aurayo... Zamara.
:Chaia?
:Tak. Wyczuwam, e tu jeste, chocia siedzisz cicho. Jak czsto szpiegujesz nas w ten
sposb?
:Tylko dwa razy. Pierwszy raz przez przypadek, ale teraz przybyam, eby ci o co
zapyta.
:Wic pytaj.

Chaia nie wydawa si zagniewany, tylko rozbawiony.


:Czy ty... od jak dawna wiesz, e sucham?
:Od chwili kiedy si tu zjawia.
:A Lore?
:Nie ma pojcia. Nie wie, do czego jeste zdolna, wic nie pilnuje si przed szpiegami.
:Ale ty wiedziae, przypomniaa.
:Podejrzewaem, e w odpowiednich okolicznociach twoje zdolnoci jeszcze si
rozwin. Co skonio ci do nauki ukrywania myli?
:To, co usyszaam za pierwszym razem, kiedy podsuchiwaam.
:Aha. A czy staa si ju niemiertelna?
Zawahaa si. Lecz jeli przestanie ufa Chai, to rwnie dobrze moe cakiem
zrezygnowa z lojalnoci wobec bogw.
:Tak. Huan mwia, e i tak jestem zgubiona za sam wiedz, jak to zrobi.
:Jestem troch rozczarowany, e przedtem si mnie nie poradzia.
:Zrobiabym to, odpara szczerze, gdyby by gdzie blisko i mogabym ci spyta. Czy
mi wybaczysz?
:Stanie si niemierteln czy to, e nie szukaa u mnie rady?
:Jedno i drugie.
:Zobaczymy. Nie stracia mojej mioci i wsparcia. Wiem, e nie potrafi ci
przeszkodzi w osigniciu mocy, jak rodzice nie mog powstrzyma dorastania dziecka.
Zosta lojalna wobec mnie, a ja zachowam lojalno wobec ciebie.
Auray ogarna fala ulgi.
:Tak bdzie.
:Tylko nie myl, e to atwe, ostrzeg. Moe Huan chce, eby wiat by prosty i
nieskomplikowany, lecz jej spiski i puapki wcale takie nie s. Im bardziej stajesz si potna,
Aurayo, tym bardziej bdzie chciaa ci zniszczy. Ale tobie atwiej bdzie pokrzyowa jej
szyki. Przerwa na chwil. Nie zapominaj, e cho moe nie zdoa atwo skrzywdzi ciebie,
jednak moe wyrzdzi krzywd tym, ktrych kochasz.
Auraya pomylaa o Mirarze. Nie zaleao jej na nim tak, jak kiedy na Leiardzie, ale
nie chciaa, by cierpia tylko dlatego, e Huan wierzya, e jej zaley. Na szczcie jest poza
jej zasigiem, w Ithanii Poudniowej.
Kogo jeszcze moe skrzywdzi Huan? Figla? To byoby paskudnie maostkowe.
Danjina? Auraya go lubia, ale nie by ju jej doradc. Ojca? Nie widziaa go od lat...
:Jak mog ich chroni? Przecie Huan moe widzie ich umysy. Znajdzie ich.

:Nie moesz, odpar. Staraj si tylko nie podsuwa Huan adnych pomysw, ktre
pomog jej przekona innych bogw do dziaa przeciwko tobie. Ja... Urwa nagle. Wracaj,
Aurayo. I nie prbuj ju rozmawia ze mn w taki sposb. Tak jak ty nas syszysz, kiedy
rozmawiamy, tak i my moemy sysze, kiedy ty rozmawiasz. Niewiele trzeba czasu, by twoje
nowe zdolnoci zostay zauwaone.
Oddali si nagle i wymkn z zasigu jej zmysw. Wrcia do wasnego ciaa,
otworzya oczy i rozejrzaa si po altanie. Poczua ukucie samotnoci.
Wic to jest cena uczenia si tego, czego bogowie nie chc, bym umiaa: zamiast sama
ponie kar, musz pilnowa, eby nikogo nie pokocha, z obawy e Huan zaatakuje go, by
uderzy we mnie.
Wstaa i zacza kry po altanie. To nieuczciwe, mylaa. A potem rozemiaa si z
gorycz. Gdyby kto mnie sysza... Zachowuj si jak dziecko.
Ale to faktycznie byo nieuczciwe. Gdyby Huan zamierzaa skrzywdzi niewinnych
ludzi, by zrani Auray, byaby wanie tak godna pogardy, jak twierdzi Mirar. A gdyby inni
bogowie si z ni zgadzali? Auraya odetchna gwatownie i z lkiem. Wtedy jestem
zgubiona.
Ithania jest zgubiona.
Cichy pisk przerwa ten cig myli. Zauwaya, e Figiel przyglda si jej ciemnymi,
szeroko otwartymi oczami, a wsiki mu dr. Wyczua w nim lk i niepokj. Podesza, by go
pogaska i szepn uspokajajce sowa, a jej frustracja i gniew opady.
To kamstwa, mylaa. Obawiam si, Figiel, e nie wszystko jest dobrze. Natomiast
jedno jest pewne: nikomu nie pozwol ci skrzywdzi.
Krzyki ptakw rozlegy si nad miastem i Suga Teroan zakl pod nosem. Znw si spni.
Wprawdzie to, e treserzy ptakw le ocenili czas wiczebnego lotu swych podopiecznych,
jest moliwe, ale mao prawdopodobne.
Mniej wicej tak jak to, e soce le ocenio czas swego wschodu, powiedzia sobie.
Oddany Suga Cherinor mia wicej zegarw sonecznych ni ktokolwiek w Awenie.
Mwiono, e czowiek zarzdzajcy miastem i ptakami szkoli nawet swego faworyta,
eby skrzecza o penych godzinach. e jego asystent prowadzi plan zaj Cherinora z
dokadnoci co do minuty. I e Cherinor nigdy nie pi.
Wtpi, czy docenia rozkosz dugiej kpieli i rozmowy, pomyla kwano Teroan. A
jeli nawet, zao si, e kada minuta jest zaplanowana, eby ani chwili nie marnowa.

cieka do ani bya stroma, wic zdysza si, zanim dotar do wejcia i przystan, by
uspokoi oddech. Widok std by pikny i a szkoda, e anie nie miay okien. Ale
przypuszcza, e nie mogli pozwoli, aby ciepe powietrze uchodzio na zewntrz.
Sprzed wejcia widzia niemal cae miasto. Domy w Klaffie miay ten sam kolor co
klify. Gwna droga wychodzia z miasta wijc si alej, a potem prosta i wsza znikaa w
oddali. Gdzie na jej kocu leaa Glymma i Sanktuarium.
Przeklina swj pech, kiedy go tu zesano. W porwnaniu z Awenem gwne miasta
Murru i Dekkaru byy niczym wioski, a w porwnaniu z nimi Klaff by jak osada z jedn
chat. Trupy aktorskie, ktre tak lubi oglda, nigdy tu nie docieray. Wino czy inne
smakoyki, za ktrymi tskni, musia specjalnie i wielkim kosztem sprowadza z Glymmy, a
ona cigle si skarya na haaliwe ptaki. Jedyn pociech byy anie, rwnie dobre, a
moe nawet lepsze ni w Sanktuarium w Glymmie.
Wzgrza wok miasteczka byy poprzecinane jaskiniami, a niektre z nich kryy w
sobie rda. Woda nie bya tak czysta jak w Sanktuarium, ale niektrzy twierdzili, e ta
brunatnoczerwona barwa pochodzi od minerau, ktry wzmacnia zdrowie. Minera filtrowano
z wody pitnej i sprzedawano w caej Ithanii Poudniowej jako odmadzajce boto do
smarowania ciaa.
Ptaki kryy nad gow, a ich wrzaski oguszay. Skrzywi si i odwrci do drzwi.
Czasami musia si zgodzi z on: nie by to przyjemny dwik.
Domowy powita Teroana, wykreli na piersi znak bogw i wprowadzi go dobrze
znanym korytarzem. Wikszo drzwi, ktre mijali, bya przesonita kotarami, ale kilka
pozostao odkrytych. Wewntrz zauway niemal nagich niewolnikw szorujcych ciany.
Ostry zapach trafi do jego nozdrzy i oczy zaczy mu zawi. Zastanowi si, jak znosz to
niewolnicy.
Domowy zatrzyma si u drzwi i gestem zaprosi Teroana do wntrza. Pokj, w
ktrym si znaleli, zosta niedawno oczyszczony. Teroan uzna, e szkoda, jako e przy
wzorach tworzonych przez zielon ple atwiej mu byo wyobraa sobie, e nasika wod w
jakim naturalnym jeziorku w rodku lasu.
Jednak ple cuchna, a tutaj cay pokj pachnia oceanem. Parskn miechem i
zbliy si do innego czowieka, zaywajcego ju kpieli.
- Znowu morskie sole, Dameen?
Mczyzna z umiechem unis gow.
- Przypominaj mi dom.

Teroan zrzuci z siebie warstwy szat i cisn na aw obok rwno poskadanych szat
Dameena. Brunatna mtna woda nie do koca ukrywaa jego waki tuszczu oraz brak ng
poniej kolan u jego przyjaciela. Pomimo kalectwa Dameen zdoa jako zachowa
muskularn sylwetk. Teroan podejrzewa, e rutynowo wykonywa wiczenia, nie potrafic
zapomnie o swoim wyszkoleniu wojownika.
Przez chwil siedzieli w milczeniu, zadowoleni z odpoczynku w swoim towarzystwie.
- Miaem wczoraj dziwny sen - odezwa si w kocu Dameen.
- Tak?
- nio mi si, e do Ithanii Poudniowej przyby przywdca tkaczy snw.
Teroan spojrza ze zdziwieniem na przyjaciela.
- A ja niem wczoraj o tym samym czowieku. Przypuszczam, e nasze umysy
wzburzyy pogoski o jego powrocie. A co si dziao w twoim nie?
- Pytaem siebie, co bym zrobi, gdybym by jednym z Gosw. - Urwa i zmarszczy
brwi. - A moe kto inny mnie pyta... Tego nie pamitam.
- Miaem taki sam sen. I co zdecydowae?
- e nic bym nie zrobi, jeli tylko nie sprawiby kopotw.
Teroan pokiwa gow.
- Ja te. Dobrze by byo, gdyby wrci. To on da tkaczom snw wiedz o
uzdrawianiu, wic moe nauczyby ich jeszcze czego. Mamy wobec nich dug wdzicznoci
za pomoc, ktrej nam udzielili po bitwie.
- O tak. - Dameen spojrza na kikuty ng i wzruszy ramionami. - Ale ja jestem
uprzedzony. Dzi rano znw zaczem si nad tym zastanawia. By moe Gosy inaczej by
na to spojrzay. Ujrzayby tylko potnego czarownika, ktry moe si zwrci przeciwko
nim.
- I mylisz, e co by zrobili?
- Kuar by go skoni, aby zosta sprzymierzecem. - Zmarszczy brwi. - Ale nie znam
Nekauna. Nie wiem, co on by zrobi.
Teroan si umiechn. Wojownik nie potrafi si powstrzyma. Powinien zostawi
przeszo za sob, ale cho ciao nie byo ju tak sprawne, umys pozosta ywy jak zawsze.
Co za strata, pomyla. Nie mg si pogodzi z nikim, kto zaj miejsce Kuara, wic
skoczy tutaj, a jego potencja jako doradcy poszed na marne.
Za co Teroan by egoistycznie wdziczny. Gdyby Dameen opuci Klaff, kto jeszcze
by tu pozosta wystarczajco interesujcy i inteligentny, z kim mgby porozmawia? Z
pewnoci nie hodowcy ptakw. Ani wasna ona.

- Nie dziwi ci, e mielimy ten sam sen tej samej nocy? - zapyta
Dameen zmruy bystre oczy.
- Podejrzewasz, e tkacze snw przy tym majstrowali?
Teroan wzruszy ramionami.
- Dwaj ludzie, ktrzy ni ten sam sen tej samej nocy, to tylko przypadek. Jeli
znajdziemy kogo trzeciego, to by moe jest w tym co wicej.
- Albo jeli Mirar faktycznie pojawi si w Ithanii Poudniowej.
Teroan kiwn gow.
- Tak, to te mogoby mnie przekona.
Rozarzone wgle to wszystko, co zostao w palenisku. Przed kominkiem leay rozrzucone
poduszki, na nich spaa kobieta, a obok sta pusty kubek i dzban. Zanim podszed bliej,
Danjin przystan, aby podziwia krgo jej bioder i pikne rysy twarzy. Ogarny go ciepe
uczucia. Mia szczcie, e Silava bya jego on.
Owszem, byy czasy, kiedy uwaa si za przekltego, ale miny dawno temu i lepiej
ich nie wspomina.
Poruszya si, pewnie rozbudzona stukaniem jego sandaw. Otworzya oczy,
zamrugaa i umiechna si.
- Danjin.
- Silavo, chyba na mnie nie czekaa?
- Tak i nie. witowaam. Gdyby si zjawi i przyczy, byoby mio.
- A co ty witowaa?
- My - poprawia go. - witujemy narodziny kolejnego wnuka, a waciwie wnuczki.
Spojrza na ni zaskoczony.
- Urodzia si za wczenie?
- Tak. - Silava zawahaa si. - Chc zosta z Tivel przez jaki czas.
Kiwn gow.
- Oczywicie. Pom przy dziecku. Kiedy wyjedasz?
Spojrzaa na niego spod przymknitych powiek.
- Nawet w przyblieniu nie przejawiasz odpowiedniej niechci czy rozczarowania
perspektyw mojej nieobecnoci, wic nie mam nalenej satysfakcji.
- Nie - zgodzi si ze miechem. - Cho sugerowano mi, e jest to wbrew wszelkim
prawom natury i bogw.
Zmruya oczy jeszcze mocniej.

- Ja te mam wieci - oznajmi szybko. - Moe chciaaby ich wysucha, zanim


obedrzesz mnie ze skry?
- Tak?
- Ellareen jedzie do Dunwayu i chce mnie zabra z sob.
- Aha. - Zrobia smutn min, ale zaraz umiechna si i spojrzaa na niego
tryumfujco. Wstaa. - Zobacz. W ten sposb okazuje si rozczarowanie. To bardzo proste i
powinno si mieci w granicach umiejtnoci doradcy. Dlaczego Dunway?
- Hania nie jest jedyn krain, gdzie pentadrianie prbowali nawracania. Wysali swoje
Sugi do caej Ithanii Pnocnej, z wyjtkiem Si, z jakich powodw. Moe dlatego, e jest
tam Auraya, cho nie mam pojcia, dlaczego miaoby to ich powstrzyma.
- Przecie wysali ludzi do Si - przypomniaa mu Silava. - Z tego powodu Auraya tam
wrcia.
Uderzy si doni w czoo.
- Oczywicie! Zupenie zapomniaem. Wydaje si, e to ju tak dawno.
Silava wzia go pod rk i pchna w stron drzwi.
- Tsknisz za ni, prawda?
Danjin zmarszczy czoo.
- Chyba tak.
- Elli nie lubisz a tak bardzo, prawda?
Spojrza na ni zaskoczony.
- Dlaczego tak uwaasz?
- Bo nie mwisz o niej w ten sam sposb. A lubisz j?
Wzruszy ramionami.
- Ella jest mia, ale... Przy Aurai wiedziaem, e s rzeczy, o ktrych nie moe mi
mwi, ale atwo byo o tym zapomnie. Przy Elli pamitam o tym przez cay czas.
- Moe ma wicej tajemnic ni miaa Auraya?
Danjin parskn miechem.
- Wicej ni Auraya? Mam nadziej, e nie!
A przynajmniej nie tak skandalicznych tajemnic. Nie wyobraa sobie Elli, jak bierze
sobie tkacza snw na kochanka. Nie potrafi sobie wyobrazi Elli biorcej kogokolwiek na
kochanka. Cho rwnie pena zapau do pracy, bya jednak chodniejsza i bardziej obojtna.

Ale moe dlatego trudno byo mu rozluni si w jej towarzystwie. Auraya nie
zawioda jego zaufania, cho by ni rozczarowany, kiedy nawizaa ten romans z Leiardem.
Nigdy sobie nie wybaczy, e nie dostrzeg tego, co si dzieje. Nie mia nawet szansy, aby
odradzi jej to szalestwo. A teraz nie mg si powstrzyma przed uwan obserwacj Elli,
gotw zaproponowa jej rozsdny punkt widzenia, gdyby natrafia na podobny dylemat.
Dotarli do drzwi i wyszli na korytarz. Silava ziewna.
- A moe jednym z sekretw Elli jest Auraya.
Spojrza uwanie na on.
- Mylisz, e w rezygnacji Aurai kryje si co wicej?
- Moliwe. - Wzruszya ramionami. - Co nie znaczy, e teraz jest to dla kogokolwiek
wane. Nie ma jej, a Ella zaja jej miejsce. Wci mi nie powiedziae, dlaczego wybiera si
do Dunwayu.
- Pentadrianie co tam kombinuj.
- Ale ju nie morduj tkaczy snw, co?
Pokrci gow.
- Nie jestemy pewni, dlatego tam jedziemy.
Szokujce wieci o spisku pentadrian w Jarime szybko rozprzestrzeniy si po miecie.
Protesty przeciwko istnieniu szpitala i ataki na tkaczy snw urway si gwatownie.
Rwnoczenie do wityni przywleczono dziesitki ludzi - pobitych, wypdzonych z domu, a
nawet zamordowanych, czasami z powodu zwykego podejrzenia, e s pentadrianami. Ella
nie bya tym tak wstrznita, jak si spodziewa.
- Ludzie lubi mie co, przeciwko czemu kieruj swoj nienawi - powiedziaa
kiedy. - Pentadrianie zasuyli na to bardziej ni tkacze snw.
- Ale niektrzy z tych, ktrych zaatakowano, nie s pentadrianami - przypomnia jej.
- Tak, i tym wynagrodzilimy krzywdy, oczywicie po potwierdzeniu ich niewinnoci.
- Kiedy ten spisek zostanie ju zapomniany, ludzie znw zaczn si martwi tkaczami
snw - ostrzeg.
- Dlatego musimy im przypomina, kto jest ich prawdziwym wrogiem.
Silava cisna go za rami i przerwaa cig nieprzyjemnych myli.
- Chodzio mi o to, czemu jedzie tam Ella, a nie kto inny z Biaych. Jest nowa. wic
czemu powierzono jej takie zadanie?
Danjin wzruszy ramionami.
- Musieli uzna, e sobie poradzi. A im szybciej pozna inne kraje, tym lepiej.
- Jak dugo was nie bdzie?

- Nie wiem. Pewnie par miesicy.


Silava westchna.
- Przynajmniej nie ruszasz na wojn. Do kraju wojownikw, ale nie na wojn. Ziewna znowu. - Jestem zbyt zmczona, eby o tym myle. Chodmy si przespa.
Danjin te zacz ziewa, kiedy wchodzili na gr. Coraz to nowe wieci...
- Nastpna wnuczka - mrucza. - Czowiek zaczyna czu si staro.
Silava uniosa brwi, ale milczaa. Troch go to zaskoczyo. Nie drwi z niego? Musi
by zmczona.
Uzna to za sugesti, aby pohamowa jzyk, i pody za ni do sypialni. Mimo
zmczenia lea rozbudzony, wci mylc o sprawach, ktrymi musi si zaj przed
wyjazdem.
- Tak. Zestaw do kamieni. To wystarczy - mrukna Silava.
- Co?
- Ach - usysza, jak odwraca gow w jego stron. - Jeszcze nie pisz?
- Nie.
- Przepraszam.
- O czym mylaa?
- O pakowaniu - powiedziaa. - Teraz musz spakowa bagae dla dwch osb.
- Nie musisz nic dla mnie szykowa.
Zamiaa si.
- A odkd to sam si pakujesz? pij ju. I nie martw si. Wszystko zorganizuj.

14
Pod oczami Tintel pojawiy si cienie. Kobieta wydawaa si starsza, ni skazywayby jej lata.
Ze znueniem spogldaa na Mirara.
- O co chodzi, Wilarze?
Cofn si o krok.
- Jeste zmczona. Przyjd jutro.
- Nie, wejd.
Skina rk i odwrcia si, nie dajc mu szansy na wycofanie si.
- W takim razie bd si streszcza. Wszed do pokoju i zamkn za sob drzwi. Opada
na krzeso i wskazaa mu drugie.
- Nie przychodziby, gdyby nie chcia porozmawia o czym wanym. Chopcy
znw plotkowali?
Umiechn si.
- Nie wiem. Pewnie tak.
- Jeli ci to przeszkadza, ka im przesta.
- Co nie zrobi najmniejszej rnicy - odpar. - Szanuj ci bardzo i podziwiaj, tkaczko
snw Tintel, ale ucisza plotki to jak powstrzymywa przypyw. - Pokrci gow. - Nie,
jedyny niemiy skutek tych pogosek jest taki, e trudniej bdzie ci uwierzy w to, co mam do
powiedzenia.
Uniosa brwi.
- Doprawdy? Jakie zatem masz niewiarygodne wieci?
Przyjrza si jej, mylc o tym, co chce uczyni. Podejmowa powane ryzyko.
Zachowanie anonimowoci dawao liczne korzyci - przede wszystkim nie musiaby si
wysila, eby wszystkich zadowoli.
Ale gdzie to doprowadzi jego lud? Tutaj s silni, ale gdzie indziej nie. Moe si myli,
wierzc, e zdoa im pomc, ale kiedy patrzy na zniszczon, zmczon twarz Tintel,
ogarniao go wspczucie. Wiedzia, e musi sprbowa.
- Maj racj - stwierdzi. - Jestem Mirarem.

Zamrugaa zdziwiona, otworzya usta, by co powiedzie, zrezygnowaa i w


zamyleniu zmarszczya czoo.
- Rzeczywicie trudno uwierzy - przyznaa. - Jednak wydaje si, e nie mog
cakowicie odrzuci tego stwierdzenia. - Na chwil zacisna wargi. - Ani te cakowicie go
zaakceptowa.
Wzruszy ramionami.
- Tego si spodziewaem.
- Potrzebuj dowodu.
- Oczywicie.
- I jeszcze czego.
- Tak?
- eby wybaczy mi wtpliwoci, jeli si okae, e jeste Mirarem.
Rozemia si.
- Trudno mie pretensje.
Nie odpowiedziaa mu umiechem.
- A jeli nie jeste Mirarem...
- Spucisz mi porzdne lanie? - zaproponowa.
- To nie jest temat do artw.
- Nie? - Spowania. - Rzeczywicie nie. Zrobiem wszystko, co mogem, by mie
pewno, e ujawniajc dzi moj tosamo, nie nara ani siebie, ani swojego ludu. Ale
ryzyko istnieje.
- Ryzyko, ktre warto podj?
- Oczywicie. - Wycign rk. - Otwrz cze ze mn.
Znikna zmarszczka na jej czole. Przygldaa mu si przez chwil, po czym uja jego
do. Widzia, jak zamyka oczy. On zamkn take, po czym sign ku niej umysem.
Kiedy odsoniy si przed nim jej myli, podsun swoje wspomnienia. Dawne
wspomnienia o tworzeniu tkaczy snw. Wspomnienia o odkrywaniu metod leczenia i o
tkaczach dawno ju zmarych. O cywilizacjach, ktre wiele lat temu rozpady si w nico, i o
tych, ktre wci istniay.
Nie pokaza jej bogw ani ich dzie, wasnej mierci ani ycia jako Leiard. To powinna
by radosna chwila, nie powrt do grozy i blu.
Po chwili wycofa si z jej umysu, otworzy oczy i cofn rk. Ona take uniosa
powieki. Patrzya na niego przez chwil, po czym opucia wzrok.
- Ja... nie wiem, co powiedzie. Ani co zrobi. Jak mam si do ciebie zwraca?

- Nazywaj mnie po prostu Mirarem - odpar stanowczo, zaniepokojony jej niemal


pokor. - Jestem tkaczem snw, nie bogiem ani krlem, ani nawet dalekim kuzynem
siostrzeca ksicia. Nigdy nie prowadziem swego ludu za pomoc siy, a tylko poprzez
dowiadczenie i mdro, cho przyznaj, e w tym ostatnim zawiodem wicej ni kilka
razy. Spjrz na mnie.
Posuchaa. Nie spodziewa si, e wiadomo tak j oszoomi. Wycign rk i
ponownie uj jej do.
- Ty jeste tutaj przywdc, Tintel. Tak to zorganizowaem. Jeden tkacz snw zostaje
wybrany, aby zarzdza Domem i kierowa tymi, ktrzy w nim mieszkaj. Jest instancj
ostateczn i wszyscy wdrowni tkacze powinni mu si podporzdkowa albo odej. Ja
jestem wdrownym tkaczem snw. To znaczy, e moesz mi rozkazywa albo bd musia
odej.
Drgajcy kcik ust zdradzi jej rozbawienie.
- To byoby raczej trudne - stwierdzia. - A inni... bd ci podziwia. Oddawa ci
cze.
- Wic oboje musimy ich do tego zniechca. Warunkiem mojego... naszego
bezpieczestwa jest to, by pentadrianie nie uznali mnie za zagroenie. Jeli bd czczony jak
bg, to uznaj.
Pokrcia gow.
- Pentadrianie to nie cyrklianie, Wi... Mirarze. Nie czuj niechci do innych religii.
- Tylko dlatego, e bogowie tych religii nie istniej. Jedyna, ktrej nienawidz, to
wyznanie cyrklian, ktrych bogowie istniej rzeczywicie.
Zmarszczya czoo i wyczu jej zdenerwowanie. cisn jej do.
- Nigdy nie chciaem, by oddawano mi cze, i nadal nie chc. Byoby lepiej, gdyby
tutejsi tkacze snw traktowali mnie raczej jak nauczyciela ni boga. Sdz, e we dwoje
moemy do tego doprowadzi.
Kiwna gow.
- Postaram si.
- Wiem, e tak. - Umiechn si. - To jak ogoszenie zarczyn, nie sdzisz? Komu
pierwszemu powiemy?
Tintel zamiaa si cicho.
- Jeli nie chcesz, by oddawano ci cze, to dlaczego si ujawniasz?
- Chc znowu by wrd swoich - odpar z powag. - Jako ja.

Skina gow, cofna rce i wstaa. Zwrcona twarz do drzwi nabraa powietrza i
wypucia je wolno.
- W takim razie zaczekaj tutaj. Zbior wszystkich w holu i zawoam ci, kiedy bd
gotowi.
- Dzikuj ci, Tintel.
Otworzya drzwi. Zatrzymaa si jeszcze w progu, obejrzaa na Mirara i z
niedowierzaniem pokrcia gow. A potem wysza bez sowa.
Mirar umiechn si do siebie. Kiedy ju opadn uczucia zdumienia i oddania,
wszystko znowu bdzie jak za dawnych czasw. Bdzie mg wdrowa po Ithanii
Poudniowej jak kiedy po pnocy, spotyka nowych tkaczy snw i dzieli si z nimi wiedz.
Moe tym razem wszystkiego nie zepsuje.
Reivan zdmuchna lampk, wycigna si na ku i zacza wspomina dzie, ktry
wanie min. Wieci o tym, e Wielki Wdz Dekkaru zmar nagle od gorczki, przemkna
przez Sanktuarium i wzburzya Sugi, ambasadorw i innych dygnitarzy, jakby byli limi na
wietrze. Tutejsi mieszkacy byli teraz zgaszeni i niepewni.
Ktry z mniej wanych Gosw mia wyruszy rankiem do dekkaskiej stolicy.
Poprowadzi tam rytuay pogrzebowe, a kiedy oficjalna aoba dobiegnie koca, zorganizuje
Prby, aby wyoni nowego Wielkiego Wodza. Prby byy star tradycj. Mg do nich
przystpi kady mczyzna i kada kobieta, ale poza kilkoma wyjtkami zawsze zwycia
kto z krlewskiego rodu. U kandydatw sprawdzano si i wytrzymao, inteligencj i
wiedz, zdolnoci organizacyjne i przywdcze oraz oddanie bogom. Reivan uwaaa, e
atwiejszy dostp kandydatw krlewskiej krwi do ksztacenia oraz przygotowanie Prb
pod ich ktem tumaczyy przewidywalno wynikw.
Do Sanktuarium napyna rzeka wanych osobistoci, a przynajmniej ludzi za takich
si uwaajcych. Pytali, czy oni sami albo ich listy z wyrazami wspczucia mog wyruszy
na poudnie wraz z Gosem. Wszystko to sprawio, e Imenja i jej Towarzyszka do pnej
nocy miay mnstwo zaj. Za pno ju, tumaczya sobie Reivan, na nocne wizyty
Pierwszego Gosu. Poza tym by pewnie jeszcze bardziej zapracowany ni Imenja.
Moe odwiedzi mnie jutro, pomylaa.
A moe zaspokoi ju swoj ciekawo i nie ma zamiaru wraca. Jeli to wszystko nic
dla niego nie znaczyo, nie pojawi si po raz drugi. Ale druga wizyta te nie oznacza, e
spotka si z ni po raz trzeci, czwarty i tak dalej. Nie oznacza, e j kocha.
Niech to... Znowu zacza o nim myle. W ten sposb chyba nigdy nie zanie.

Przewrcia si na wznak i odkrya, e rzucajc si na ku, splota si z pociel w


ciasny supe. I kiedy zacza odwija j z siebie, usyszaa ciche pukanie.
Pukanie do drzwi wejciowych jej mieszkania!
Uwolnienie stao si nagle jeszcze trudniejsze. Kiedy udao si jej zedrze z siebie
przecierado, pospiesznie narzucia szat Sugi i wybiega z sypialni.
Kiedy w kocu stana przed drzwiami, zawahaa si. Drugie pukanie nie nastpio...
Jeli to Nekaun, na pewno wyczyta z jej myli, e idzie otworzy. Przecie nie odejdzie std
tylko dlatego, e nie podesza dostatecznie szybko.
Jeli to nie Nekaun ani nikt z Gosw, wieczorny go mg zrezygnowa i odej.
Westchna, chwycia klamk i otworzya.
Nekaun umiechn si do niej. Poczua, e serce jej zamiera.
- Dobry wieczr, Reivan - powiedzia, przestpujc prg. - To by niezwyky dzie,
prawda?
- Tak.
Wymin j i stan na rodku najwikszego pokoju. Odwrci si i skin na ni.
- Chc ci zada wane pytanie - powiedzia.
Wane pytanie! Nekaun usiad, a ona bezskutecznie prbowaa nie myle, o co
mgby zapyta. Czy chodzi o ich zwizek? Czy o Imenj?
Usiada na krzele naprzeciw niego. Zatar donie i zamyli si.
- Dzi wieczorem odwiedzili mnie bogowie - rzek.
Poczua rwnoczenie rozczarowanie i dreszcz podniecenia. Nie spyta o ich zwizek.
A jednak... Bogowie do niego przemwili, a on postanowi o tym opowiedzie wanie jej.
- Powiedzieli, e Myliciele poszukuj staroytnego artefaktu zwanego Zwojem
Bogw. Syszaa o tym?
Reivan zmarszczya czoo.
- Nie. Wiem, e w Hannai dziaa grupa Mylicieli, ktrzy badaj i poszukuj
staroytnych obiektw. Rzeczywicie mogliby szuka czego takiego.
Nekaun pokiwa gow.
- Bogowie obawiaj si, e jeli Myliciele odnajd ten Zwj - o ile wci istnieje... mog go zabra z bezpiecznej kryjwki albo nawet uszkodzi. Mam dopilnowa, by tak si
nie stao.
Skrzywia si.
- Polecenie, eby Myliciele zaprzestali poszukiwa, prawdopodobnie tylko ich
zachci, by szuka dalej.

- W takim razie widz tylko jedno rozwizanie. Bd musia umieci midzy nimi
szpiega. - Spojrza na Reivan. - Czy moesz wskaza kandydata?
Odwrcia gow.
- Waciwie nie znam tu zbyt wielu osb. To znaczy nie a tak dobrze, eby kogo
poleci.
- W takim razie jakiego typu czowiek byby twoim zdaniem odpowiedni?
Zawahaa si. Gdyby pomoga Nekaunowi szpiegowa ludzi, do ktrych kiedy
naleaa, czuaby si jak zdrajczyni. Ale potem wpada jej do gowy nowa myl.
Zmarszczya czoo.
- Dlaczego bogowie musz tam posya szpiega? Nie mog sami obserwowa
Mylicieli?
Zamia si cicho.
- Bogowie nie mog przebywa we wszystkich miejscach naraz, Reivan. Zreszt nie
chcieliby tego. Takie zadania lepiej zleca miertelnym.
- Aha.
Nie wykrci si zatem. Ale czy jest co winna Mylicielom? Nigdy jej nie
zaakceptowali. Nigdy do nich naprawd nie naleaa. Teraz obowizuje j lojalno jedynie
wobec bogw... i Nekauna.
- Twj szpieg musi by inteligentny - stwierdzia. - Nie powinien posiada Talentw
albo powinien posiada sabe, gdy Myliciele ich nie maj i zazdroszcz Utalentowanym.
Lepiej, eby by uparty.
- By? Czemu nie bya?
- Myliciele to w wikszoci mczyni. Kobiety s ignorowane.
- Dla szpiega lepiej, jeli bdzie ignorowany.
- Nie dopuszczaj ich take do wanych zada.
- Aha.
- Czemu nie spytasz swojego Towarzysza Turaana?
- Spytaem. - Umiechn si. - Ale dobrych rad nigdy dosy. I dziki temu miaem
pretekst do odwiedzin u ciebie.
Serce jej podskoczyo i zaczo bi jak szalone.
- Niepotrzebny ci pretekst, Nekaunie.
Umiechn si szerzej.
- Stary czy mody?
Zmarszczya brwi, ale zaraz zrozumiaa, e znw pyta o szpiega.

- Nie jestem pewna. Mody Myliciel mgby zdoby miejsce wrd szukajcych,
godzc si na wykonywanie nieciekawych prac. Starszy Myliciel musiaby im da co
cennego. Moe jakie wane umiejtnoci... Co, co przekona innych, by pozwolili mu si
przyczy.
- Jaka narodowo?
- To chyba bez znaczenia. Jeli ma im dostarczy wanych informacji, powinien
istnie rozsdny powd, dla ktrego sami do nich nie dotarli. S zazdroni o swoj wiedz i
podejrzliwi wobec szczliwych zbiegw okolicznoci. Niektrzy wszdzie wsz spiski.
- A gdyby ten szpieg pochodzi z pnocy? Czy nie wzbudzi to jeszcze wikszych
podejrze?
- Nie. Wikszo Mylicieli nie ywi wobec innych ras takich uraz jak zwykli ludzie.
Wiedza kryje si wszdzie, niezalenie od pochodzenia i rasy. Za to traktuj z wyszoci
tych mniej inteligentnych. Lubi powtarza Wiedza i mdro s wszdzie, ale wszdzie jest
te gupota.
Nekaun parskn miechem.
- Kady potrzebuje kogo, kim moe pogardza - stwierdzi.
...i kogo, kogo by kocha, dokoczya w mylach Reivan. Wsta. Ona rwnie,
powoli. Podszed bliej i wycign rk. Gdy jego do zsuna si do jej talii, kiedy
przycign j do siebie, poczua, e jej puls przyspiesza... I powrciy wszystkie uczucia,
jakie obudzia jego wizyta poprzedniego wieczoru.
- Czy mj plan, eby szpiegowa grup, do ktrej kiedy naleaa, nie budzi twojego
niepokoju?
Pokrcia gow.
- Nie.
Umiechn si i pocaowa j, a ona zapomniaa o Mylicielach.

15
Wracajc z kapaskiej altany, Auraya zauwaya siedzc wrd dzieci rozemian Sirri.
Kobieta spojrzaa na ni i skina gow.
Podchodzc, Auraya odskoczya na bok, gdy kilkoro dzieci nagle odbiego z piskiem.
Mae pociski latay we wszystkie strony. U stp Sirri sta duy kosz peen jagd. Wok warg
Mwcy zauwaya plamy z ciemnoczerwonego soku, podobnie jak na twarzach dzieci.
Sirri zauwaya szat Aurai i zasonia usta doni. Auraya zdaa sobie spraw, e jej
biaa cyrkla i tunika upstrzone s czerwonymi plamami. Sirri wstaa gwatownie.
- Wystarczy - rzucia stanowczo. Dzieci zatrzymay si i skupiy w ciasn grup,
spuszczajc gowy. - Nie marnujcie ich - polecia agodnie. - Niech kade wemie po garci i
zmykajcie std.
Dzieci posuchay i gdy tylko oddaliy si na dwadziecia krokw, rzuciy si biegiem.
Przywdczyni Siyee popatrzya na Auray i westchna.
- Tak mi przykro.
Auraya wzruszya ramionami i usiada obok kobiety.
- Mam zapasow.
- Ju nie. Ten sok nigdy nie zejdzie.
Auraya przyjrzaa si plamom i wzruszya ramionami.
- Jeli magia nie podziaa, bd musiaa zamwi nowe szaty. Zreszt jestem pewna,
e kapani maj kilka w zapasie. Jak poszo spotkanie z przywdcami klanw?
Sirri skrzywia si z niechci.
- Nie za dobrze. Kto by pomyla, e handel z ziemiochodzcymi wzbudzi u
niektrych zachanno?
Auraya milczaa. Trudne warunki, w jakich yli Siyee, zmuszay ich, by wzajemnie
sobie

pomaga

albo

zgin.

Ziemie

zwrcone

im

przez

Toreczykw

zostay

zagospodarowane w sposb dotd niedostpny dla Siyee z powodu braku ludzi i wiedzy.
Teraz nagle zaczli si kci o niespodziewane i nierwno rozdzielone bogactwo.
To nie ziemiochodzcy wzbudzili t zachanno.

- Zastanawiaam si, czy w tej sprawie nie powinnimy si poradzi bogw - mwia
dalej Sirri. - Zostawi t decyzj w ich rkach.
- Lepiej zaatwi to samemu - odpara Auraya.
Kobieta uniosa brwi.
- A dlaczego?
Auraya zmarszczya czoo. Uwiadomia sobie, e nie moe poda odpowiedzi, ktr
Sirri przyjmie. Czy staam si tak nieufna wobec bogw, e ostrzegam innych, aby ich
unikali? Zaczynam si zachowywa jak Dzika.
- Bogowie spodziewaj si, e zanim poprosicie ich o rad, zrobicie samodzielnie
wszystko, co moliwe - odpara, patrzc na kobiet. - Ale domylam si, e to ju zrobilicie.
Sirri si umiechna.
- Tak. Ale moe masz racj. Moe powinnimy si bardziej postara. Poczstuj si
jagodami. Teraz jest najlepsza na nie pora.
Obie zaczerpny z kosza i zaczy je. Auraya pomylaa o Jade. Smakowayby jej te
jagody. Pewnie wci wdruje do granicy Si.
Zdziwio j, e brakuje jej towarzystwa tej kobiety. Cho dominujca i czsto
naburmuszona, Jade znaa mnstwo anegdot i miaa rozleg wiedz. Auraya si umiechna.
Jade bya pewnie bardzo, bardzo stara, ale Aurai udao si zaskoczy j par razy.
- Zastanawiam si, czy jest jaki sposb, aby usun pustk - przypomniaa sobie
swoje sowa z ktrej nocy. - Moe gdyby cign magi z innego miejsca i uwolni tutaj,
daoby si j wypeni.
Jade spojrzaa na ni zdziwiona.
- Nie pomylaam o tym.
Sirri zjada swoje jagody i zacza opowiada o klanach kccych si o kopalnie.
Cho Auraya syszaa o tym poprzedniej nocy, pozwolia kobiecie na streszczenie
wszystkiego raz jeszcze. Wiedziaa, e Sirri musiaa da ujcie swojemu zniechceniu.
:Aurayo.
Podskoczya, syszc gos w swym umyle, a potem spojrzaa na kapaski piercie.
To poprzez niego wzywa j Juran.
No c, teraz nie musz si ju zastanawia, czy osona umysu przerywa takie cze.
:Juran? spytaa.
:Tak.
:Gdzie jeste?
:W Przestrzeni.

:Czy jest z tob Mwca Sirri?


: Tak, jest.
:Mam do niej pewn prob. Przemwisz za mnie?
:Oczywicie.
- Mwco Sirri - rzeka. - Juran z Biaych chce, abym przekazaa ci jego prob.
Sirri zamara z otwartymi ustami. Po chwili jednak otrzsna si z zaskoczenia,
wyprostowaa, umiechna i skina gow.
- Powiedz mu, e sucham. Przeka mu moje pozdrowienia i najlepsze yczenia.
:Podzikuj jej, odpar Juran. W Jarime odkrylimy ostatnio pentadriaski spisek.
Mordowano obywateli naszego miasta, a innych podstpem skaniano, by nawrcili si na
religi pentadrian.
Auraya przekazaa to Sirri.
:Doszukalimy si te pentadriaskich spiskw w Torenie i Genrii, badamy pozostae
meldunki o ich dziaaniach. Ich celem byo dyskretne przejcie wadzy na naszych ziemiach, a
rwnoczenie nakanianie cyrklian, by porzucili swoich i zaczli oddawa cze ich bogom.
Obiecywali wysokie stanowiska nawet pozbawionym Darw. Czy pentadrianie lub jacy
podejrzani cudzoziemcy odwiedzali ostatnio Si?
- Ostatnio nie - odpara Sirri. - Od ostatniej wiosny, kiedy poprosilimy Auray o
pomoc. Od tego czasu utrzymujemy strae na brzegach. Jedynymi gomi byli Elai.
:Mam nadziej, e si nie mylisz. Dugo dyskutowalimy, jaka byaby odpowiednia
reakcja na pentadriaskie dziaania w naszych miastach. Jeli je zignorujemy, stan si
bardziej zuchwali, by moe sprbuj ponownie wkroczy na wasze ziemie. Z pewnoci
zechc nawraca innych. Musimy da im do zrozumienia, e nie mog bezkarnie nas
zaczepia. Czy nam pomoecie?
- Oczywicie - odpara Sirri. - Co moemy zrobi?
:Huan zaproponowaa, bymy ich zaatakowali na ich terenach. Szybko i zaskoczenie
bd tu kluczowe, wic od razu przyszli nam do gowy wojownicy Siyee. Wtedy te i cel sta
si oczywisty: miejsce lgowe czarnych ptakw.
Sirri szeroko otworzya oczy.
- To byby ryzykowny i... brawurowy atak. Mam nadziej, e wiecie, gdzie one si
lgn?
:W maym miasteczku, z dala od gwnych miast pentadriaskich. Przelemy mapy i
informacj o tej osadzie, plany zaj hodowcw i ptakw, wszystko, co moe si przyda
waszym wojownikom.

Auraya uwiadomia sobie, e serce bije jej szybko. Juran prosi Siyee, by podjli
wielkie ryzyko. Musz wtargn na ziemie przeciwnika. Jeli co si nie uda, nikt nie bdzie
w stanie im pomc.
- Wyrusz z nimi - powiedziaa.
Sirri zmarszczya czoo.
- Juran wyruszy... Ach! Oczywicie. Teraz mwisz we wasnym imieniu, Aurayo.
Dzikuj.
:Moesz lecie, jeli chcesz, rzek Juran. Ale bogowie zakazuj ci uywania twoich
Darw, by pomaga Siyee albo szkodzi wrogom. Ten atak musz wykona Siyee, a nie Biali
czy byli Biali.
Auraya a sykna z niedowierzania.
:Czy naprawd oczekujesz, e pozwol im gin, jeli kto ich zaatakuje? spytaa
bezgonie.
:Bogowie oczekuj, odpar Juran. Atak ma by zarwno aktem symbolicznym, jak i
prb zaszkodzenia przeciwnikowi. Jeeli nie potrafisz by w tej kwestii posuszna bogom, to
nie powinna towarzyszy Siyee.
:A czy mog ich leczy, jeli zostan ranni?
Juran milcza przez chwil.
:Sdz, e nie zaneguje to symboliki ataku.
Auraya zmarszczya czoo.
:Przypuszczam, e bardziej symboliczne byoby, gdyby wszyscy Siyee zginli.
Szlachetna ofiara i takie tam rzeczy.
:Oczywicie, e nie byoby lepiej. Uderzenie i ucieczka bd o wiele lepszym dowodem
naszych moliwoci.
- I co? - spytaa Sirri.
Uwiadomia sobie, e przestaa przekazywa sowa Jurana, odkd wyjawi, e nie
wolno jej uywa Darw. Skrzywia si przepraszajco.
- Wybacz. Bogowie postanowili, e mog uzdrawia Siyee, ale nic wicej. Nie wolno
mi walczy z pentadrianami.
- No tak - mrukna Sirri. - Lepsze to ni nic.
:Czy Siyee polec? zapyta Juran.
- Musz, jak zawsze, naradzi si z Mwcami klanw - odpara Sirri. - Chocia wtpi,
by odmwili czego, na co zgodzilimy si w traktacie. Kiedy ten atak ma nastpi?
:Za kilka miesicy. Najpierw musimy wam dostarczy mapy i instrukcje.

- Dam ci zna, gdy tylko podejmiemy decyzj - obiecaa Sirri.


:Dzikuj. egnaj, Mwco Sirri, i ty, Aurayo.
Jego myli si rozpyny, a Auraya czua, jak wrze w niej gniew. Najwyraniej
bogowie chcieli, aby trzymaa si z tyu. Poczua lekkie dotknicie na rce i zauwaya, e
maa do Sirri spoczywa na jej przegubie.
- Na pewno znajdziesz jaki sposb, aby omin te ograniczenia - powiedziaa Mwca.
Auraya spojrzaa jej w oczy i kiwna gow, cho dostrzega w jej umyle pytania i
chciaa na nie odpowiedzie.
Dlaczego bogowie poddaj j takim prbom? zastanawiaa si Sirri.
Poniewa jedno z nich mnie nienawidzi, odpowiedziaa w milczeniu Auraya, cho
wiedziaa, e kobieta nie moe jej sysze. A potem z trudem stumia przeklestwo.
Kiedy Chaia powiedzia, e Huan sprbuje zrani tych, ktrych kocham, nie
pomylaam nawet o Siyee.
Ale przecie bogini nie skrzywdzi ludu, ktry sama stworzya?
wiato soca przewitywao przez licie. Torba Emerahl bya pena i cika, a kobieta
musiaa walczy z pokus, by uly sobie i wyrzuci troch lekw. Nigdy jednak nie bya w
Ithanii Poudniowej i nie znaa si na miejscowych miksturach. Jeli bdzie musiaa za
wszystko w tej podry paci, to musi mie zapasy.
Odlego do celu wydawaa si ogromna. Miesic zajmie jej wydostanie si z gr,
potem musi pokona Zote Rwniny, by dotrze do kolejnego acucha. Tam, za przecz,
musi przekroczy pnocn cz sennoskiej pustyni. Na brzegu wykupi sobie miejsce na
statku zmierzajcym do Hannai, stolicy Murru. To bdzie duga droga.
Zgodnie z tym, co twierdziy Blinita, tam wanie mieli siedzib Myliciele
szukajcy Zwoju Bogw. Miaa do wyboru: albo szuka tego Zwoju samodzielnie, albo
prbowa si do nich przyczy. I jedno, i drugie czyo si z trudnociami.
Jeeli postanowi szuka samodzielnie, Blinita bd przeglda umysy Mylicieli i
przekazywa jej wszystko, czego si dowiedz. Oczywicie musz obserwowa nie tylko
Mylicieli. Mieli na oku tkaczy otaczajcych Mirara i jak zawsze sprawdzali umysy ludzi w
Ithanii. W dodatku Emerahl nie moga pozostawa w bezustannym transie umoliwiajcym
kontakt z Blinitami. Dowie si, co odkryli, kiedy znajdzie czas, aby si z nimi poczy,
wic wane informacje moe otrzyma nawet z caodniowym opnieniem.

Jeli przyczy si do Mylicieli, dowie si, co odkryli, w chwili kiedy to odkryj.


Jedynym kopotem byby fakt, e zawsze s zazdroni o swoj wiedz, a kobiety traktuj z
pogard.
Blinita wtpiy, czy uda jej si zdoby ich zaufanie. Musi raczej wykaza sw
uyteczno... Potrafia czyta wikszo staroytnych pism. Sporo wiedziaa o historii.
Mwia w martwych jzykach.
Wychodzc zza uku ostrego grskiego zbocza, ktre pokonywaa trawersem,
zatrzymaa si i zakla. Wskie zagbienie w skale, wzdu ktrej podaa, kilka krokw
przed ni koczyo si gwatownie, zasypane lunym stosem gazw i kamieni. Widocznie z
gry zesza lawina.
Przechodzenie tdy byoby gupot, uznaa. Osypisko moe znowu si zsun... Musz
wrci i znale nowy szlak.
Przeklinaa pod nosem Auray i Mirara. Mogabym ju znale ten Zwj, gdyby Mirar
si nie upar, ebym tu przysza i uczya Auray.
Za to by jej winien wielk przysug. Umiechna si na t myl. Zreszt nauka Aurai
nie okazaa si taka trudna. Dziewczyna bya nawet sympatyczna, jeli nie zwracao si uwagi
na jej przywizanie do bogw. Szkoda by byo, gdyby to przywizanie doprowadzio j do
zguby.
Musiaa przyzna, e Blinita miay racj. Gdyby Auraya przyczya si do innych
niemiertelnych, byaby potnym sprzymierzecem. Ze sw zdolnoci wyczuwania i
syszenia bogw oraz umiejtnoci czytania w mylach miertelnikw pomogaby
wszystkim przetrwa.
Na pewno te nie zaszkodzi, jeli kto tak potny ma dug wdzicznoci...
Przypomniaa sobie, jak zmienio si zachowanie Aurai, gdy tylko moga wreszcie
opuci jaskini. Wyranie si cieszya, e przebywa w lesie. Bya rozluniona tak, jak ludzie
we wasnym domu.
Jak bya Biaa moe czu si jak w domu, skoro przebywa w grach Si, gdzie nie ma
adnych luksusw, adnej suby, gdzie niczym nie moe rzdzi?
Nagle zobaczya Auray w innym wietle. Ona lubi takie dzikie miejsca, pomylaa.
Nietknite przez ludzi... Oczywicie nie przeszkadza jej towarzystwo innych, a Siyee
wyranie maj miejsce w jej sercu, cho podejrzewam, e do gr wzywa j co wicej ni
Siyee. Emerahl zamiaa si cicho. Moe nie byaby taka zachwycona, gdyby musiaa si
wspina i schodzi z urwisk, czapa przez bota i wycina sobie drog w gstym poszyciu.

Czy Mirar zdawa sobie z tego spraw? Jego zawsze pocigay wypenione tumem
miasta. Powrcio wspomnienie rozmowy, ktr przeprowadzia z Auray.
- Mylaam, e go nie lubisz.
- Nigdy nie mwiam, e go nie lubi. - Umiechna si wtedy Auraya.
Emerahl westchna. Wiedziaa, e zawsze jest szansa, eby takie lubienie zmienio si
w mio. Wiele razy widziaa ju co takiego. Nie znaczy to, e i teraz moe si tak sta,
cho Emerahl ju zawsze bdzie si zastanawia, czy zniszczya szans Mirara, mwic mu o
romansie Aurai z Chai.
Teraz, kiedy poznaam Auray, nie przeszkadza mi ju myl, e mogliby by razem.
Co si stao, to si nie odstanie. Mirar by twardy. Lepiej eby szybko przecierpia bl
prawdy, ni przeywa dugotrway bl podtrzymywanych faszywych nadziei.
Zawrcia po swoich ladach w poszukiwaniu bezpieczniejszej trasy.

CZ DRUGA

16
Kiedy poprzedniego dnia horyzont przyj form falistego cienia, Auraya uznaa, e ona i
Siyee lec w stron niskich wzgrz. Teraz wydawao si jednak, e te gadkie, delikatne linie
na horyzoncie s o wiele wiksze. Przyzwyczajona do ostrych szczytw Si nie sdzia, e
widzi przed sob gry zachodniego Sennonu, dopki ich skala nie staa si wyranie
widoczna.
Wyczuwaa podniecenie Siyee. Nie mogli si doczeka chwili, gdy porzuc pustyni.
Ich nosiciel wody dwiga ciki adunek i Auraya rwnie miaa przywizane do plecw
dodatkowe bukaki. Figiel zwin si bezpiecznie w jej plecaku, a ona czua si, jakby miaa
na sobie ciki, nieforemny koc.
Pustynia sprawia im wicej kopotw, ni mogli sobie wyobrazi. Pocztkowo lecieli
na wprost, lecz burza piaskowa zdmuchna ich w stron wybrzea. Poniewa Siyee nie mogli
nosi zbyt wielkich adunkw, liczyli na to, e po drodze znajd wod. Kilka razy Figiel
pokaza im, gdzie maj kopa, raz znaleli te samotn studni, lecz to nie wystarczao.
Nie mieli odwagi ldowa przy osadach ziemiochodzcych. Cesarz Sennonu prowadzi
w swoim kraju polityk tolerancji wobec kadej religii, co znaczyo, e w wioskach na
pustyni mog mieszka pentadrianie. Zmierzajca na poudnie grupa wojownikw Siyee na
pewno zostaaby zauwaona, a wiadomo o nich przekazana pentadriaskim przywdcom.
Nawet gdyby na adnych nie natrafili, nadal istniaa moliwo, e zwyky Sennoczyk
dostrzee potencjalny zysk w zawiadomieniu o tym najbliszych pentadrian.
Wikszo osad znajdowaa si na wybrzeu, wic Siyee trzymali si w gbi ldu.
Liczyli na to, e od czasu do czasu znajd jak rzeczk, ale trafili tylko na strug mtnej,
niezdatnej do picia wody. By moe o innej porze roku byaby czystsza, ale w rodku lata
rzeka wyscha i zmienia si w botnisty potok. Auraya nigdy nie odwiedzaa Sennonu, wic
nie potrafia udzieli im adnej rady. Moga tylko codziennie rano lecie do najbliszego
rda wody i napenia bukaki.

Gry przed nimi wzbudziy nadziej Siyee, lecz Auraya nie bya optymistk.
Wojownicy kojarzyli gry z wod, ale to nie zawsze byo suszne. Szczyty byy zaokrglone
od erozji, a mimo to wyglday, jakby od wiekw nie spad tu deszcz. Rzadka bladota
rolinno wydawaa si wyschnita. Nigdzie nie widziaa ani ladu zieleni.
Bez rozkazu cay oddzia zacz opada w stron najbliszej z okrgych gr. U jej
podstawy widzieli krte koryto wyschnitej rzeki prowadzce do oceanu po ich prawej
stronie. Pomidzy korytem a szczytem erozja uksztatowaa zbocze w tarasy.
Nagle Auraya wyczua zdumienie jednego z Siyee. Odszukaa jego umys i odczytaa
myl, e te tarasy nie s naturalne. Przyjrzaa si uwanie i zrozumiaa, e ma racj. Suyy
take jako drogi, a drobne ksztaty mogy by ruinami budynkw. Byy rozrzucone po caym
zboczu gry, co sugerowao miasto. Miasto od dawna ju wymare.
Kilku Siyee take dostrzego ju t staroytn metropoli i wskazywao j innym. Ku
zdumieniu Aurai ten widok wzbudzi ich niezwyk ciekawo. Chcieli ldowa i zbada
teren. Widziaa, e Sreil si nad tym zastanawia.
Badanie ruin nie byo celem wyprawy, myla, ale skoro kiedy stao tu miasto, to
gdzie musi by woda. Moe tylko rzeka, ale tarasy wyglday tak, jakby kiedy suyy za
pola, wic jak je nawadniano? Moe wyej tryskao rdo... W kadym razie tutaj mieli tak
sam szans na znalezienie wody jak gdzie indziej...
Wyda rozkaz, by kierowa si w stron miasta, a nastroje Siyee natychmiast si
poprawiy. Pustynia poddawaa ich ciaa cikiej prbie, ale nie zajmowaa myli. Zabawy z
gwizdaniem, ktre podejmowali na pocztku wyprawy, zarzucili, kiedy w ustach zascho im z
pragnienia.
Auraya spogldaa na kapana Siyee, Teela. Nie nosi cyrkli, gdy utrudniaa lot, mia
natomiast przyczepiony przy krtani niewielki krek biaego materiau. Uwaaa, e zosta
wywicony zbyt wczenie. Brakowao mu dowiadczenia, a magi opanowa w stopniu
sabszym ni nowicjusze. A jednak to jemu, a nie Aurai bogowie powierzyli zadanie
codziennego skadania meldunkw Juranowi. Troch j to zirytowao. Przecie bya kiedy
Bia i obroczyni Siyee. Jednak on by Siyee, a ona ziemiochodzc, i pewnie to uznano za
waniejsze.
Ale to nieprawda, pomylaa. To tylko kolejny sposb zamanifestowania, e bogowie
mi nie ufaj.
Badajc magi wok siebie, z ulg stwierdzia, e nie towarzyszy im aden z bogw.
Wprawdzie Teel nie dosta adnych konkretnych rozkazw, jednak podejrzewaa, e zosta
tak wczenie kapanem tylko po to, by podczas tej misji mg mie j na oku.

Wczoraj Auraya syszaa, jak jeden z Siyee zastanawia si gono, dlaczego bogowie
nie dopilnowali, aby wojownicy mieli wie wod. Inny mrukn z irytacj, e bogowie
mogliby chocia kierowa ich do rde. Trzeci zauway, e pewnie by tu zginli, gdyby nie
towarzyszya im Auraya.
Usysza to Teel i cicho wyjani, e bogowie nie s ich sugami. Auraya umiechna
si tylko; osobicie podejrzewaa, e bogowie nie byli w stanie zrobi ani jednego, ani
drugiego. Nie byli wiadomi niczego w tym wiecie, co nie byo obserwowane przez
czowieka lub zwierz, wic jeli aden czowiek ani zwierz nie wiedzia o rdach wody w
pobliu, to i bogowie nie wiedzieli.
Jedyni ludzie, ktrzy mogli pokierowa Siyee, sennoscy przewodnicy, nie potrafili
lata. Nawet gdyby Biali zaufali ktremu dostatecznie, by posa go im na spotkanie, i tak
nie mgby dotrze na czas. Odlego bya zbyt wielka.
Jeden z Siyee wygwizda sygna lady i Auraya spojrzaa w stron, ktr wskazywa.
Linia poruszonego piasku prowadzia od miasta do rzeki, a potem wzdu suchego koryta w
kierunku morza. Albo odwrotnie. Moe miasto suyo za siedzib przypadkowym
wdrowcom?
By to jednak dobry znak. aden wdrowiec nie wspinaby si na te tarasy, gdyby nie
mia ku temu rozsdnego powodu, a woda bya cakiem prawdopodobnym powodem.
Podleciaa do Sreila.
- Mam sprawdzi, czy nadal tam s?
Gwizdn twierdzco. Auraya zanurkowaa przez suche powietrze, kierujc si w
stron ladw. Poczua, e Figiel budzi si z wolna.
lady wiy si wzdu rzeki przez dziwne skalne iglice, ktre okazay si zasypanymi
wieami, a potem kieroway si ku pocztkowi drogi. Tam trudniej byo ledzi trop, gdy
nawierzchni nie wszdzie pokrywa piasek. Auraya leciaa wic wolniej i rozgldaa si.
Jednak robia to tylko na pokaz. Nie wyczuwaa w miecie adnych umysw, ale
przecie nie moga powiedzie o tym Siyee, nie zdradzajc bogom, e rozwina Dar, ktry
wczeniej ofiarowali jej jako Biaej.
Wrcia do Siyee i wygwizdaa sygna, e jest bezpiecznie. Zanim wyldowali,
zatoczyli krg nad miastem - raczej z typowej dla nich ostronoci ni braku zaufania do jej
oceny. Ju na ziemi Sreil nakaza rozej si w parach, aby zbada okolic i poszuka wody.
Auraya zrzucia plecak i otworzya go. Figiel zamruga w jaskrawym wietle.

Nie chciaa zabiera go w t podr, jednak nie potrafia go zmusi do pozostania.


Odkd wrcia do Przestrzeni, towarzyszy jej nieustannie i niepokoi si, gdy kazaa mu
zostawa w altanie. Nie potrafi ju wyczu jej umysu, wic tylko przebywajc przy niej, by
pewien, e wci jest ywa. Na szczcie nie narzeka, e podczas lotu musi si zwin w
kbek w plecaku, okaza si te dla Siyee zarwno uyteczny, jak i zabawny.
Szepczc mu do ucha, przesaa mylowy obraz wody. Zmarszczy nosek i odbieg,
kiedy tylko postawia go na ziemi. Ruszya za nim.
Soce palio bezlitonie, a odbite od kamieni atakowao falami aru ze wszystkich
stron. Po kilku zakrtach zauwaya, e Teel postanowi j ledzi. Pogodzia si wic z
faktem, e gdziekolwiek pjdzie, bdzie za ni poda kapan.
- Jak mylisz, jak stare jest to miasto? - spyta po chwili.
Wzruszya ramionami.
- Nie mam pojcia.
- Popatrz. - Podszed do wielkiego gazu, wskazujc na znaki. - Potrafisz to odczyta?
- Nie.
- Przecie znasz wiele jzykw, prawda?
- Tak, ale to nie znaczy, e potrafi je odczyta.
- Powinienem to skopiowa - owiadczy. - Jeli kapani z Przestrzeni nie bd
wiedzie, co to znaczy, mog zna kogo, kto wie.
Z sakiewki wycign kawaek pergaminu; Auraya umiechna si, lecz jej
rozbawienie szybko mino. W gbi serca by uczonym, nie wojownikiem. Nie wybaczy
sobie atwo, jeli Teel zginie w tym ataku, cho nie moga by pewna, e znalaz si tutaj
wycznie z jej powodu.
Figiel znikn, nie dbajc o to, czy kapan ich ledzi, czy nie. Auraya skrcia za rg i
trafia na duy wylot korytarza, ktry wyglda, jakby zosta wykuty w litej skale. Dwik jej
krokw przy wejciu odbija si w sposb sugerujcy rozleg przestrze.
- Aaja?
- Ju id, Figiel - odpara.
Wesza w cie i jej oczy zaczy si przystosowywa do mroku. Krtki korytarz
prowadzi do duej groty. Na drugim kocu, w ciemnoci, widoczna bya gigantyczna figura.
Posg... Zadraa, oceniajc jego rozmiar.

cigna magi, stworzya iskr wiata i posaa j w gr, ku sklepieniu. Kiedy


rozjania grot i w caej peni owietlia posg, poczua dreszcz zachwytu. Przedstawia
muskularne mskie ciao, ale zamiast twarzy mia paski dysk gigantycznego oka bez
powieki. Figiel wpatrywa si w to oko, szeroko otwierajc oba wasne.
Jeden ze starych bogw, pomylaa. Dawno ju martwy.
Obok usyszaa syknicie i zauwaya, e Teel przyglda si posgowi ze zgroz. Na
jego twarzy pojawi si wyraz niechci.
- Takie rzeczy powinny zosta zniszczone - owiadczy.
Popatrzya na niego zdziwiona. Ten bg od dawna by martwy. Jakie zagroenie
stanowi teraz ten posg? Zniszczenie czego tak niezwykego byoby zoliwe i bezcelowe.
- By moe - powiedziaa wolno - takie rzeczy powinnimy zachowa, by
przypominay nam o Erze Wielu i o chaosie, ktry niewoli miertelnikw, dopki Krg nas
nie ocali.
Spojrza na ni tpo, a potem si zamyli.
- Skoro bogowie najwyraniej chcieli, aby tu pozosta, przypuszczam, e mona go
wykorzysta, by szokowa tych o buntowniczych sercach.
Auraya stumia westchnienie. W kadej rasie trafiali si fanatycy i nadgorliwcy.
Wygldao na to, e bogowie znaleli jednego nawet wrd Siyee.
Gwar myli na samej granicy syszalnoci nagle sta si goniejszy. To Siyee znaleli
wod - wielki staw w innej grocie, podobnej do tej. Pozwolia, by jej wiateko zgaso, i
zawoaa Figla. Niewielki cie wypad z mroku, wskoczy jej na rce i wspi si na ramiona.
Auraya wymina kapana i wysza na zewntrz.
- Sprawdmy, jak poszo innym, dobrze? - rzucia przez rami.
Danjin wsta z krzesa, podszed do wskiego okna i spojrza na to, co w Dunwayu uchodzio
za kosmopolityczne ycie stolicy. Sudzy i handlarze krztali si, aby wykona swoje zadania
przed noc. Tymczasem wojownicy przechadzali si wok, demonstrujc arogancj i
pewno siebie ludzi, ktrzy uwaali swoj wysok pozycj spoeczn za prawo naturalne.
Kamienne domy, wrd ktrych yli, byy zbudowane w rwnych rzdach midzy
piercieniami wysokich murw. Za ostatnim murem widzia rzek Dey wijc si w stron
dalekiego oceanu.

Chon by fortec, ktra jako najwiksza w Dunwayu penia take funkcj stolicy
administracyjnej. Aby si tu dosta, Danjin i Ella przypynli statkiem do ujcia Dey, skd
bark dotarli do miasta. W Chonie zostali powitani w typowy dla Dunwayczykw sposb, to
znaczy szybko i sprawnie; potem odprowadzono ich do kwatery, ktr Biali zajmowali
podczas wizyty jednego skrzyda w najbardziej wewntrznej czci fortecy.
Pokoje byy mae, o cianach z nagiego kamienia, umeblowanie proste i cikie, lecz
dywany na podogach i gobeliny na cianach okazay si kolorowe i piknie wykonane, cho
rysunki na nich nieco prymitywne. Wikszo przedstawiaa synne bitwy oraz dunwayskich
przywdcw i wojownikw, zawsze obserwowanych przez ich boga Lore.
I-Portak, wadca Dunwayu, nie by ani dziedzicznym krlem, ani wybranym
kanclerzem. Danjin nie spotka nikogo, kto by rozumia skomplikowane dunwayskie metody
wyboru rzdzcych. Wydawao si, e kady moe ogosi si wadc, jednak utrzymanie
tego stanowiska wymagao zgody najwikszych klanw. Kandydata mg wyzwa do walki
kady wojownik, ktry chciaby zaj jego miejsce, jednak nawet jeli wyzywajcy
zwyciy, lecz klany go nie aproboway, nie mg obj wadzy.
Mimo to kiedy zmar wadca, w procesie wyboru nastpcy nie zdarzyy si ani
pojedynki, ani ktnie. Syn I-Orma zaj miejsce ojca bez choby pomruku niechci ze strony
swego ludu - przynajmniej Danjin o niczym takim nie sysza. Dunwayczycy nie naleeli do
ludzi, ktrzy gono si skar. Kiedy prawdopodobn reakcj na bunt byo wyzwanie do
walki na mier i ycie, czowiek skonny by zachowa swoje opinie dla siebie, chyba e czu
si pewny zwycistwa.
- wiato ju przygasa - zauwaya Ella. Obejrza si i zobaczy, jak wzdycha i
niechtnie odkada swoje wrzeciono. - Min kolejny dzie i nadal adnych postpw. Jak
mylisz, ile czasu upynie, zanim pozwol mi wykona zadanie?
- Odejmij ich szacunek dla bogw i Biaych od gbi ich dumy, dodaj pragnienie,
ebymy wreszcie wyjechali, i uwzgldnij te resztki niechci za to, e ponad dziesi lat
temu Biali usiowali usun czarownika Scalara, a otrzymasz chwil, w ktrej niechtnie
zgodz si na wspprac.
Ella parskna ze smutkiem.
- Mwie mi, e s prostoduszni i praktyczni.
- W porwnaniu z innymi ludami Ithanii Pnocnej owszem, s. Musisz pozwoli, aby
klany same sprboway znale winnych. To sprawa honoru.

Danjin odsun si od okna - powietrze szybko stawao si chodne. W Dunwayu


uwaano, e ogrzewanie pomieszcze czy osanianie okien prowadzi do saboci, a choroby
wywoywane s przez brak dziaania, jedzenia, seksu i zbyt dugi lub zbyt krtki sen.
Hm... By moe udaoby si jako to wykorzysta, pomyla. Moglibymy powiedzie,
e Ella nie chce za dugo pozostawa bezczynna, bo moe si rozchorowa. Mog jednak
uzna, e rozwizaniem byoby przysanie wojowniczki, by udzielia jej kilku lekcji walki.
Wtpi, czy to by si jej spodobao.
- No c, co jednak zrobiam - mrukna Ella, spogldajc na stojcy obok koszyk.
Wiksza cz weny znikna, a gotowa ni bya zwinita w kbki. Dla Danjina
obserwowanie jej pewnych ruchw byo przeyciem niemal hipnotycznym. Nie mia pojcia,
co pniej zrobi z t wczk.
W cigu dnia waciwie zostawiano ich samym sobie, lecz co wieczr odwiedzali
miejscowych przywdcw klanw lub dygnitarzy z innych krain. Ella korzystaa z okazji, by
odczytywa myli wszystkich napotkanych, w tym suby.
- To bardziej niewolnicy ni sucy - powiedziaa Danjinowi. - Za swoj prac dostaj
tylko wyywienie i dach nad gow. Nie wolno im zakada rodzin bez zgody pana, a ich
dzieci pracuj od chwili, kiedy da si jako je wykorzysta. Gdy jako kapanka uczyam si o
Dunwayu, nikt mi o tym nie mwi.
Co do traktowania suby musia si z ni zgodzi, ale przypomnia, e Dunwayczycy
yli w taki sposb, odkd bg Lore uzna ich lud za wasny.
- A ycie sug nie jest tematem, ktry przyciga uwag modych nowicjuszy - doda.
Pokrcia gow.
- Niesprawiedliwo zawsze zwraca uwag modych - powiedziaa. - Ale kiedy si
starzejemy, odkrywamy, jak trudno jest zmieni wiat. Uczymy si wic odwraca wzrok od
tego, czego nie moemy naprawi, a w kocu w ogle nie widzimy ju niesprawiedliwoci.
- Nie wszyscy - powiedzia. - Niektrzy z nas wci szukaj sposobw na
wprowadzenie udoskonale.
- Ella wstaa i podesza do okna.
- Czowiek, z ktrym mamy si dzi spotka, jest powszechnie znany z okruciestwa
wobec suby.
Marszczc brwi, w milczeniu wygldaa przez okno. Podejrzewa, e przeglda umysy
ludzi w dole, i milcza, nie chcc jej przeszkadza.
Kto zastuka do drzwi.

- Gillen Shieldarm, ambasador Hani, przyby po Ellareen z Biaych i Danjina Speara,


doradc Ellareen z Biaych, aby zabra ich do domu Gima, talma Rommel, kalema klanu
Nimler - zahucza gos.
Danjin umiechn si i podszed do drzwi. Zwyczaj wykrzykiwania takich
pozdrowie zza drzwi by czysto dunwayski, lecz samo powitanie wygoszono po hanijsku.
Otworzy drzwi i zobaczy szeroko umiechnitego Gillena.
- Wystarczy, e zapukasz - powiedzia Danjin. - Nie bdziemy mie pretensji.
- Ale to nie byoby zabawne - odpar ambasador. Spojrza ponad ramieniem Danjina. Dobry wieczr, Ellareen z Biaych.
- Dobry wieczr, Ta-Shieldarm - odpara. - Czekalimy na ciebie.
Wskaza na korytarz za sob.
- Bd zaszczycony, mogc ci zaprowadzi do domu naszego gospodarza.
- Dzikuj.
Omina Danjina i wysza. Zamkn drzwi i pody korytarzem za ni i Gillenem.
Wkrtce opucili przeznaczone dla nich skrzydo i wyszli na chodne wieczorne
powietrze. Dzielnice miasta rozdzielay dobrze strzeone bramy i za kadym razem, kiedy
stawali przed kolejn, Gillen okazywa amulet, ktry stranicy ogldali uwanie, zanim
rozkazali muskularnym sugom otworzy wrota. Przeszli przez trzy takie bramy i dotarli do
kamiennego domu, ktry od ssiednich odrniaa dua tarcza wyryta na drzwiach i
pomalowana w jaskrawe kolory.
- To dom Gima, talma Rommel, kalema klanu Nimler - owiadczy Gillen. Zastuka, a
potem wykrzycza ich imiona i cel wizyty.
Drzwi otworzyy si ze skrzypieniem. Suga skoni si bez sowa i gestem zaprosi ich
do wntrza. Ella przestpia prg, a za ni Danjin i Gillen.
Znaleli si w przestronnej sali, w ktrej sta duy st. Byo ju toczno od kobiet,
mczyzn i dzieci. Gdyby nie ich miechy i rado, wytatuowane twarze tworzyyby
przeraajc sceneri. Desenie tatuau podkrelay wszystkie miny, wic lekkie zmarszczenie
brwi sugerowao gniew, a delikatny umiech - rado.
Danjin rozpozna kilkoro z obecnych i domyli si, e wikszo goci pochodzi z
klanu Gima. Sucy wyprzedzi ich i szepn co potnemu Dunwayczykowi siedzcemu u
szczytu stou. To wanie by Gim, czowiek dumny i arogancki nawet jak na normy
Dunwayu.
Wsta teraz i powita ich szerokim gestem.
- Witaj w moim domu, Ellareen z Biaych. Usid przy moim stole.

Machn na ludzi siedzcych obok niego, a oni natychmiast przesunli si na awach,


by zrobi miejsce. Ella usiada z godnoci i przyja puchar fwa, miejscowego napitku.
Danjin wcisn si obok niej.
Popija tylko tyle, eby nie urazi gospodarza - przynajmniej tak mia nadziej.
Sucha rozmowy Elli i Gima i przypomina sobie szczegy informacji o jego klanie, ktre
odkry ju po przybyciu do Chonu. Obserwowa te innych przy stole, wiadomy, e dla Elli
stanowi dodatkow par oczu.
Na dany sygna sucy zaczli wnosi pmiski z jedzeniem. Noem w ksztacie
maego miecza Gim odkroi udziec pieczonego yerna, a wtedy take inni gocie zaczli si
czstowa i zabrzmiay swobodne rozmowy. Midzy dwoma chopcami wybucha ktnia,
gdy jeden naoy sobie caego girri. Kiedy zaczli si poszturchiwa, jeden z mczyzn
wypchn ich za drzwi i przykaza sucemu, aby ich nie wpuszcza, dopki nie rozstrzygn
sporu w walce. Potem wrci do stou i wzi girri dla siebie.
Danjin poczu, e okie Elli szturcha go w rk. Uwiadomi sobie, e przesta ledzi
jej rozmow z Gimem.
- ...wiem, e pentadriaski sposb ycia przemawia do wielu z waszych ludzi powiedziaa.
Gim unis brwi.
- A c jest takiego pocigajcego w tym ich yciu?
- W niewol trafiaj tam tylko przestpcy.
Przywdca klanu zmarszczy czoo. Wzruszya ramionami.
- Przynajmniej oni tak to widz.
- Chcesz powiedzie, e mamy szpiegw wrd suby?
- To prawdopodobne.
Spojrza podejrzliwie na sucych w sali.
- Przesucham ich wszystkich.
Machna lekcewaco.
- To tylko niepotrzebnie zakci prac w twoim domostwie. Kiedy sprytny szpieg si
zorientuje, e prbujesz go schwyta, odwrci uwag od siebie, rzucajc podejrzenia na
innych. W efekcie moesz zacz skazywa na mier niewinnych i uytecznych ludzi. Lepiej
zastawi puapk.
Gim niechtnym mrukniciem wyrazi zgod.
- A co proponujesz? - spyta.

- Oczywicie nie moemy tutaj omawia szczegw - odpara z umiechem. - Kto,


kto zna twj dom, lepiej ode mnie potrafi wymyli skuteczn puapk. Na pewno masz
jakich sucych, ktrym ufasz.
Przywdca klanw zmarszczy brwi, a potem zmieni temat. Uczta trwaa, lecz Danjin
by pewien, e dostrzeg u Elli pewn zmian. Wydawaa si pogodniejsza ni zwykle
podczas takich przyj.
:Bo jestem, usysza w mylach jej znajomy gos. Nigdy nie dam Gimowi satysfakcji i
tego nie przyznam, ale to, e tak le traktuje sucych, zadziaao na nasz korzy. Jest
wrd nich wielu sympatykw pentadrian i kilku uznao, e pora ucieka. Jutro si
przekonamy, kto im pomaga.
Wreszcie jaki postp, pomyla. Nic dziwnego, e wydaje si weselsza.
Gim czkn gono, a potem kaza poda wicej fwa.
:Tak. I musz przyzna, e Gim wydaje mi si zabawniejszy, ni sdziam. Odpowiada
dokadnie stereotypowi prymitywnego wojownika, za jakich uwaa si Dunwayczykw. Je
rkami, mwi z penymi ustami, opowiada wulgarne arty i za duo pije. Co jeszcze?
Pewnie teraz wezwie jakie tancerki albo dziewk, z ktr zacznie si zabawia.
:Nie wydaje mi si, eby nawet on... Och.
Danjin umiechn si, kiedy weszli dwaj mczyni grajcy na dudach i bbnach, a za
nimi cztery kobiety noszce mnstwo biuterii, ale niewiele wicej.
To przynajmniej odpowiada na jedno z pyta, ktre mnie drczyy, pomyla z ironi
Danjin. Ich tatuae rzeczywicie sigaj do samego dou.
Tym razem okie Elli zdoa dosign jego eber, i to z duo wiksz si ni
poprzednio.

17
Reivan zbudzia si, gdy rowy blask witu barwi niebo za oknem. Poczua ulg i
rozczarowanie jednoczenie. Ulg, e nie zaspaa znowu, i rozczarowanie, e nie miaa ku
temu powodw.
Wstaa, podesza do misy z wod i umya si. Wilgo na skrze bya przyjemnie
chodna, lecz szybko wyparowaa. Wkrtce znw bdzie si pocia w upale kolejnego
letniego dnia, ale przynajmniej bdzie cuchna wieym potem, a nie starym. aowaa, e
tego samego nie moe powiedzie o kupcach i dworzanach, z ktrymi musiaa si spotyka.
Woya szat, opucia pokj i ruszya do gabinetu. Zatrzymaa si tylko na chwil,
aby poleci domowemu, by przynis jej niadanie. Sudzy kryli ju po korytarzach.
Kaniali si jej z szacunkiem, kiedy ich mijaa.
Nagle o mao co nie przewrcia si na obluzowanym sandale. Przystana, opara si o
cian i obejrzaa go. To pasek oderwa si od podeszwy.
- ...dlaczego j wybra. Nie jest pikna ani nawet adna - odezwa si czyj gos.
Uwiadomia sobie, e naley do jednej z dwch kobiet Sug, ktre przed chwil
mina. Zacza nasuchiwa.
- Podobno jest mdra. Mwi, e naleaa do Mylicieli. Moe opowiadaj sobie
zagadki, kiedy... no wiesz.
- Nie chc o tym myle.
Reivan umiechna si. A wic inni Sudzy wiedzieli ju o nocnych wizytach
Nekauna w jej pokojach. Czyby te dwie byy zazdrosne?
- Z tego, co syszaam, trudno utrzyma jego zainteresowanie. Szybko si nudzi.
- A zatem jest rozsdna, e trzyma to w sekrecie. Bdzie to wystarczajco
upokarzajce, kiedy j zostawi. Na jej miejscu nie chciaabym, by dowiedziao si o tym cae
Sanktuarium.
- Cae Sanktuarium ju wie.
Reivan poczua, e zamiera jej serce. Zdja sanda i zrobia kilka krokw. Nie miaa
ju ochoty podsuchiwa, ale chodzenie w jednym sandale byo niewygodne i niezgrabne.
Schylia si, aby zdj drugi.

- ...mie go raczej na pewien czas ni nie mie nigdy - powiedziaa jedna ze Sug.
- Ja rwnie.
Ta myl powinna j pocieszy, ale tak si nie stao. W odku czua ucisk. Odwiedza
mnie ju od miesicy, pomylaa. Jeeli to tylko rozrywka, to znudziby si po kilku nocach,
przecie w sypialni nie jestem bogini.
Dni, tygodnie, miesice, lata. Jakie to ma znaczenie? By niemiertelny, potny i
pikny. Wiedziaa, e nie moe liczy na to, i zatrzyma go przy sobie na zawsze. A jednak
nie wyobraaa sobie innego ycia ni obecne. Czasami trudno jej byo zrozumie, jak moga
egzystowa wczeniej.
Nigdy nie byam taka szczliwa. Ani taka niespokojna. Chyba jestem zakochana.
Sza dalej, niosc w rkach sanday. Gdy pojawi si kolejny domowy, przystana,
oddaa mu je i poprosia, by kto przynis jej now par. Wykona na piersi znak gwiazdy i
odszed pospiesznie.
Cho staraa si wrci mylami do czekajcej j pracy, sowa Sug wci tkwiy w jej
umyle. Szybko si nudzi.
Moe rzeczywicie zacza si nudzi Nekaunowi? Nie przyszed do niej ostatniej
nocy, a poprzedniego wieczoru jego wizyta bya bardzo krtka.
Zbyt krtka, pomylaa. Zdawao si, e jest roztargniony, jakby myla o czym
innym i tylko ciao byo obecne.
- Towarzyszko Reivan.
Zatrzymaa si i odwrcia, i ku swemu zdziwieniu ujrzaa zbliajc si Imenj.
- Drugi Gosie - powitaa j, wykonujc znak gwiazdy.
Imenja umiechna si.
- Chod ze mn. Chc ci o co zapyta.
Byy ju niedaleko gabinetu Reivan, jednak Imenja podesza do klatki schodowej i
zacza wspina si w gr. Reivan, cho bya boso, sza za ni. Dotary na jedn z wie
dolnych poziomw Sanktuarium. Przez otwr w suficie schody prowadziy do pomieszczenia
na szczycie, gdzie otwarte uki odsaniay widok na wszystkie strony. Imenja podesza do
balustrady od strony miasta.
- Tutaj nikt nie powinien nas podsucha - mrukna. Odwrcia si do Reivan. Nekaun wyjecha dzi wczenie rano.
- Wyjecha? - powtrzya Reivan. - Ale dokd?
- Nie mam pojcia - odpara Imenja. - Nikt nie wie. Miaam nadziej, e ty co wiesz.
Reivan pokrcia gow.

- Nie widziaam go od przedwczorajszej nocy.


Drugi Gos umiechna si i zacza podziwia widok.
- A zatem odszed i zostawi nas w niewiedzy.
- A inne Gosy?
Imenja pokrcia gow.
- S tak samo zaskoczeni jak ja.
Reivan odwrcia wzrok.
- Tamtej nocy by troch zamylony - mwic to, czua, e twarz oblewa jej rumieniec.
- Nie wspomina, e zamierza wyjecha.
Poczua ukucie niepewnoci. Przecie mg si jej zwierzy. Czy nie wiedzia, e
moe jej zaufa?
Ale przecie niczego nie mg jej powiedzie, jeli nie chcia, aby inne Gosy
wyczytay to z jej myli.
Imenja westchna.
- Myl, e dowiemy si, o co chodzi, gdy bdzie gotw, aby nam powiedzie. Wzruszya ramionami i odesza od balustrady. - Musz ju i. Zobaczymy si po poudniu.
- Tak. - Reivan umiechna si sabo. - Mam nadziej, e nie bd ci kopotaa zbyt
wieloma sprawami.
Imenja zmarszczya nos.
- Myl, e to najbardziej mnie irytuje. Wyjecha za jak przygod, a my zostalimy
tutaj z naszymi nudnymi zajciami. - Ruszya schodami w d.
Kiedy znikna, Reivan spojrzaa na miasto.
A wic wyjecha, pomylaa. Mg zostawi wiadomo. Choby niczego nie
zdradzaa. Po prostu... cokolwiek.
Nikt nie wie, jak dugo go nie bdzie... Poczua lk i tsknot. Z tym wanie wie si
bycie kochank Gosu, tumaczya sobie. Zawsze bd tajemnice i sekrety. Niewyjanione
zniknicia.
Roztargnienie w ku.
Westchna i odwrcia si. Nic nie poprawi jej nastroju prcz powrotu Nekauna, wic
rwnie dobrze moe wzi si do pracy.

Kupiec przypraw Chem, znany take jako Suga Chemalya, na glinianej tabliczce podliczy
zyski i zaznaczy sum. Siedzc w fotelu, umiecha si z zadowoleniem. Interesy szy
dobrze. Dunwayczycy polubili ostre przyprawy z jego ojczyzny, jak powinni wszyscy
kochajcy bl wojownicy. Jego specjalnie przyprawiona wersja miejscowego napitku, fwa,
przyniosa mu zyski o wiele wysze, ni si spodziewa. Kadego dnia drzwi sklepu
nieustannie skrzypiay, kiedy sucy klanw przychodzili po nowy towar.
Troch trwao, zanim Dunwayczycy polubili przyprawy. Chemalya nie robi tajemnicy
z faktu, e pochodziy z Ithanii Poudniowej, a to czynio je towarem pentadriaskim i
kojarzyo si z wrogiem. Mwiono, e dunwayscy wojownicy kochaj swego boga Lore
bardziej ni wasnych ojcw. Nic w tym dziwnego, skoro to najwyraniej bg zadba o to, by
sprzyja im kady aspekt dunwayskiego ycia. Nie dotykali niczego, co pochodzio od
wrogw.
Przynajmniej

na

pocztku.

Potem

pokusa

egzotycznych,

kojarzonych

niebezpieczestwem towarw sprowadzia pierwszych klientw. Pikantno tych przypraw


zaskoczya modych Dunwayczykw i wkrtce zachcali przyjaci do sprbowania. Kiedy
ktry z nich dosypa przyprawy do kubka fwa, odkryli, e te dwie substancje doskonale si
uzupeniaj.
Wtedy Chemalya zacz sprzedawa ju doprawione fwa. Trunek tak szybko zyska
popularno, e zaczy si koczy przyprawy, wic zamwi wicej i podnis ceny. W
kocu dwch sucych licytowao ostatni soik jego pierwszej dostawy, a przegrywajcy
wyda si tak zaamany porak, e Chemalya zaproponowa mu drinka na pocieszenie.
Wkrtce zosta nagrodzony opowieciami o brutalnym traktowaniu suby.
Sucha cierpliwie i uwiadamia sobie, e jego zadanie bdzie atwiejsze, ni si z
pocztku wydawao. Wszdzie wok kryli potencjalni nawrceni, a ich wadcy i panowie
przygotowali ich do nowej wiary o wiele lepiej, ni mgby jakikolwiek pentadrianin.
Wysa sucego do domu z maym garnuszkiem przyprawy, ktr trzyma dla siebie,
w nadziei e obroni go to przed chost, ktrej si spodziewa. Od tego czasu dobrze traktowa
wszystkich sucych, ktrzy przychodzili po jego towary. Opowiada zoon z pprawd
histori, dziki ktrej udao mu si otworzy sklep w Dunwayu: e jego matka bya
dunwaysk suc, ktra ucieka do Sennonu (prawda) i wysza za murraskiego kupca
(kamstwo, zostaa ladacznic), ktry zatrudni ich syna jako asystenta (posaca). Chemalya
przej interes, kiedy kupiec zmar (prawda, ale przyczynili si do tego pentadrianie), a potem
przyby do Dunwayu z ciekawoci, by zobaczy ojczyzn matki (kamstwo - nienawi matki
do jej rodakw ju wiele lat wczeniej zabia wszelk ciekawo).

Ku zdziwieniu kupca pobyt w Dunwayu jak dotd mu si podoba. Nie wszyscy


wojownicy byli okrutni i gupi, niektrzy traktowali sucych jak rodzin. Mieli tu
zaskakujco pikn poezj, a ich szczere, otwarte podejcie do fizycznej dzy byo
odwieajce w porwnaniu ze wstydliwoci i zakopotaniem mieszkacw Ithanii
Poudniowej.
Perspektywa powrotu nie cieszya go tak, jak tego oczekiwa. Teraz, kiedy przybya
jedna z Biaych, spodziewa si, e ten moment nadejdzie lada dzie. Ta myl napeniaa go
smutkiem i odrobin zniechcenia.
Spojrza na tabliczk.
Moe ta niech wynika bardziej z osiganych dochodw? W takich chwilach musia
sobie przypomina, e ma tu suy bogom. Majtek nie zyska mu miejsca przy ich boku,
kiedy dusza oddzieli si od ciaa.
Skrzypny drzwi. Chemalya unis gow i umiechn si, widzc jednego z
ostatnich rekrutw. Ton, sucy klanu Nimler. Wkrtce pomoe mu uciec na poudnie.
Schowa tabliczk pod lad. Ton podszed z wahaniem, zaciskajc palce.
- To przedsiwzicie, o ktrym mwie - powiedzia drcym gosem. - Czy moe
nastpi dzisiaj?
Zaskoczony Chemalya przyjrza mu si z uwag. Ton zawsze wydawa si nieco spity
i zalkniony. Czyby wreszcie jego pan posun si za daleko, czy chodzio o co
powaniejszego?
- Moe - zapewni. - A co si stao?
- Biaa... Bya wczoraj na bankiecie. Powiedziaa, e w domu s szpiedzy i e Gim
powinien zastawi puapk.
- Sign ponad lad i chwyci Chemaly za rami. - Jeli tam wrc, znajdzie mnie.
Zabije mnie. Musz wyjecha. Chemalya poklepa go po ramieniu.
- I wyjedziesz. Po co tu przyszede i co jeszcze masz dzi kupi?
- Przyprawione fwa. Ziarno. Oliw. - Mczyzna puci rami kupca i spod koszuli
wycign sakiewk z pienidzmi.
- Dobrze. Podaj mi nazwy sklepw, a ja wyl ci kogo na spotkanie. Wyprowadzi ci
z miasta.
- Dokd?
- Nie wiem. Moi przyjaciele i ja staramy si wiedzie tylko tyle, ile jest niezbdne, na
wypadek gdyby kto odczyta nasze myli. Musisz mi zaufa.
Ton kiwn gow i wzruszy ramionami.

- To ryzyko, ktre trzeba podj.


- Ty bdziesz ostatni na duszy czas - poinformowa Chemalya.
Mczyzna wyranie si przerazi.
- Ale... moja ona i dzieci. Powiedziae, e...
- Uciekn pniej. Kiedy wyjedzie Biaa i wszystko znowu zorganizujemy. - Przerwa.
- By moe bdzie mi potrzebna twoja pomoc.
Ton si wyprostowa.
- Moesz na mnie liczy.
- Dzikuj. A teraz lepiej powiedz, ktre sklepy chciae odwiedzi.
Po wyjciu Tona Chemalya wezwa jednego z ulicznikw, wrczy mu monet i
poleci przekaza zamwienie na pi i p baryki fwa. Na skrawku pergaminu wypisa imi
Tona i sklepy na jego szlaku, po czym wrczy zapiski chopcu.
Potem zaryglowa drzwi do sklepu i usiad za lad. Zamkn oczy, przycisn do do
ukrytego pod tunik wisiora w ksztacie gwiazdy i posa wezwanie.
:Deekan.
Po chwili odezwa si Oddany Suga, ktry szkoli Chemaly.
:O co chodzi?
Powtrzy mu, co mwi Ton.
:Czy powinienem zamkn sklep i wyjecha?
:Postaram si o pozwolenie.
Nastpia chwila przerwy. Chemalya usysza pukanie do drzwi, ale nie zareagowa.
:Nie, nadesza odpowied Deekana. Nadal wysyaj nawrconych na poudnie.
:A jeli znajdzie mnie Biaa?
:Nie dowie si wicej, ni wiesz ty sam. Deekan urwa na chwil. Przykro mi,
Chemaly: To s rozkazy Nekauna. Musi mie powd, eby ci tam trzyma.
Chemalya westchn i postara si zdusi wzbierajc panik.
:Bd im posuszny, obieca.
:Powodzenia.
Otworzy oczy i rozejrza si po sklepie. Kiedy Biaa go znajdzie, a nie by tak gupi,
by wierzy, e nie, z bogatego kupca stanie si schwytanym wrogiem. Nie wierzy te, by
skazacy dugo przeywali w dunwayskich wizieniach. Przez chwil rozwaa ucieczk, lecz
cen za przeycie byaby zdrada bogw. Nie by przekonany, czy strata wasnej duszy byaby
mniej straszna ni schwytanie przez Biaych.
Znw rozlego si stukanie do drzwi. Westchn i wsta niechtnie.

Przynajmniej udao mi si ocali kilka duszyczek, pomyla z umiechem. Mama


byaby ze mnie dumna.
Szerokie, czce si z sob ganki Kave byy pene ludzi, lecz spokojne. Ludzie siedzieli na
trzcinowych fotelach w cieniu, a ozdobne wachlarze byy w tym roku szczytem mody. Mirar
zauway kilka naprawd krzykliwych w doniach rwnie ekstrawagancko ubranych kobiet.
Mczyni, kobiety i dzieci w tej bogatej dzielnicy milkli, kiedy przechodzi;
wyczuwa ich intensywne zaciekawienie. Cho mia na sobie te same wytarte szaty tkacza
snw, jako zawsze go rozpoznawali. Kave nie byo duym miastem. I jak poczone byy z
sob domy, tak i ludzie mieli swoje kontakty, a plotki wdroway z szybkoci ulicznego
ruchu. W cigu kilku dni od ujawnienia Tintel i tkaczom snw prawdziwej tosamoci
Mirara, wieci rozeszy si po caym miecie.
Tkacze snw byli poczeni jeszcze skuteczniej - senne cza przekazyway informacj
o wiele szybciej. Nastpnej nocy skontaktowaa si z nim starsza Arleej z Sennonu. Chciaa
wiedzie, czemu nie ostrzeg jej o swoich zamiarach.
Umiechn si. Lubi j.
Wcale nie budz w niej lku, pomyla. Szkoda, e nie mog tego zobaczy miejscowi
tkacze. Szybciej poradziliby sobie z tym podziwem, ktry wobec mnie czuj.
Tintel bya wyjtkiem, cho i j musia czasem powstrzymywa przed okazywaniem
nabonego szacunku. Godzi si z nim tylko w takich chwilach jak teraz, kiedy wzywaa go,
by pomaga powanie chorym lub rannym pacjentom.
Stumiony pomruk ulicznych gosw dotar do niego gdzie z przodu. Skrci za rg i
zobaczy dom z werand wypenion ludmi, ktrzy umilkli teraz i patrzyli na niego. Sucy,
ktry przynis wezwanie i prowadzi go przez miasto, przeszed przez ozdobny rzebiony
most i znikn wrd tumu.
Mirar pomaszerowa za nim, a ludzie usuwali mu si z drogi. Wkroczy przez drzwi do
oszczdnie umeblowanego pokoju i przystan, by zorientowa si w sytuacji. Na pododze
lea nieprzytomny chopiec. Rodzice klczeli obok, szlochali i obejmowali si nawzajem.
Tintel staa nad nimi. Uniosa gow i spojrzaa na Mirara.
- Co si stao? - zapyta, kucajc przy chopcu.
- Spad - wyjania Tintel. - Ma zamany krgosup, poamane ebra i rozbit czaszk.
- Zakadali si, kto przeskoczy przez szczelin - wyjania zapakana matka. - Nie
udao mu si.

Mirar domyli si, e szczelina to przestrze midzy dwoma ssiednimi budynkami.


Kolejna gupia dziecica zabawa...
Pooy do na szyi chopca i posa umys do modego ciaa. Tintel poprawnie
ocenia sytuacj, ale nie opisaa w peni uszkodze. Organy wewntrzne byy porozrywane
albo potuczone i chopiec krwawi wewntrznie. Mia szczcie, e jeszcze y.
Mirar cign do siebie magi i wzi si do pracy.
Zatraci si cakiem w czeniu ciaa i koci. Czas przesta mie znaczenie. Przyjemnie
byo robi to bez udawania, e leczenie wymaga wicej czasu i wysiku. Kiedy proces
dobiega koca, zacz z umysu chopca wychwytywa przebyski wspomnie. Uformowaa
si typowa historia. Zakad by naladownictwem licznych zakadw ojca, ktre doprowadziy
do sprzedania mebli, a take prb zdobycia pienidzy na spat dugw.
Cakowite uleczenie ran spowodowanych gupot czasami przynosi wicej za ni
dobra. Widywa ludzi przekonanych, e wyjd cao z kadego wypadku, wic wyzywali
niebezpieczestwo raz po raz, a ponownie ranili si, albo koczyo si jeszcze gorzej.
W tym wypadku rodzicom i chopcu wyjdzie na dobre, jeli pacjent bdzie odzyskiwa
siy przez par tygodni.
Kto powiedzia, e tkacze snw nie osdzaj? pomyla Mirar. Poczu lekkie
rozbawienie.
Ja powiedziaem.
Lecz aden zwyky tkacz snw nie mg zrobi tego, czego on dokona przed chwil.
Oni nie musieli obserwowa skutkw idealnego uzdrowienia. Zostawi wic chopca
dostatecznie posiniaczonego i obolaego, by mia powd i czas na przemylenie przyszych
zakadw. Potem wycofa umys.
Odchyli si, syszc, jak matka woa syna po imieniu. Chopiec otworzy oczy i zacz
skary si na bl. Mirar doradzi odpoczynek i ostrone wiczenia. Przyj podzikowanie
rodzicw, ale kiedy ojciec zaproponowa pienidze, spojrza mu prosto w oczy. Mczyzna
zaczerwieni si i odwrci gow.
Byo ju ciemno, gdy wraz z Tintel wrci do Domu Tkaczy Snw. Ganki i mostki
jarzyy si lampami, zmieniajc Kave w migotliwe, zawieszone w powietrzu miasto. Tintel
nie odzywaa si i wyczuwa, e nie przeszkadza jej jego milczenie. Bya zadowolona.
A ja? zastanowi si. Nie jestem niezadowolony.
Nagle przypomnia sobie Auray i poczu lekkie ukucie smutku. Nie warto rozpacza
po tym, co mogo si zdarzy. Poza tym sprawiem jej do cierpie, po prostu bdc kim,
kim nie byem, nawet jeli nie miaem takiego zamiaru.

Teraz znowu by sob. Cakowicie. Kiedy dotarli do domu, przyspieszy, aby otworzy
drzwi przed Tintel. Lekkim umiechem zareagowaa na t demonstracj dobrych manier.
- Dzikuj. Sdzc po zapachu, wrcilimy na kolacj - stwierdzia.
W sali brzmiay gosy i unosi si zapach jedzenia. Gdy weszli, rozmowy przycichy,
ale kiedy ju usiad obok Tintel, wrciy do zwykego poziomu. Mimo to wyczuwa, e
tkacze snw tumi podniecenie i nerwowo. Jego uwag zwrcia jaka wyjtkowo silna
emocja poczonego lku i tsknoty. Odwrci gow i spojrza w bok, prosto w oczy Dardel.
Umiechn si, a ona szybko spucia wzrok na wasny talerz.
Gdy dowiedziaa si, kim jest, przestaa go odwiedza wieczorami. Bya zbyt poraona
odkryciem, e jej fantazje okazay si rzeczywistoci. Nawet z nim nie rozmawiaa.
Nie chcia jej mwi, e nadal jej oczekuje, na wypadek gdyby uznaa, e musi przyj
takie zaproszenie. Ten minus ujawnienia si niezwykle rozbawi Emerahl.
Drzwi domu otworzyy si znowu i wesza grupa modych tkaczy. Znowu wszyscy
umilkli, spogldajc z zaciekawieniem na nowo przybyych.
- Mam wieci - owiadczy jeden z nich. - Jutro zaczn si Prby na nowego Wodza.
Nastrj w sali zmieni si w peen wyczekiwania. Mirar sysza ju o rytuale wyboru
nowego przywdcy - spektaklu, ktry trafia si ludziom raz, najwyej dwa razy w yciu.
Mia wraenie, e wszyscy Dekkarczycy chc to zobaczy. Obecni spogldali pytajco na
Tintel.
Dobrze, pomyla Mirar. Wreszcie to od niej oczekuj decyzji.
- Nie mam zamiaru komukolwiek przeszkadza w uczestnictwie - odpara Tintel i
przewrcia oczami. - Ale byabym wdziczna, gdyby kilku z was zechciao tu zosta, na
wypadek gdyby potrzebne byy nasze usugi.
Pokiwali gowami i jeden czy dwch zgosio gotowo pozostania. Powrciy
rozmowy. Mirar sucha uwanie, zaintrygowany tym, e wybr wadcy jest traktowany jak
wielka zabawa.
- Te wemiesz udzia? - spytaa spokojnie Tintel.
Umiechn si.
- Tak, chyba e masz dla mnie na jutro jakie zadanie.
- Nie. Ale myl o twoim pierwszym publicznym wystpieniu. Zastanawiam si, jak
zareaguje na twoj obecno Gos, ktry uczestniczy w Prbach.
- Wtpi, by on czy ona w ogle mnie zauwayli - odpar ze miechem. - Nie mam
zamiaru stroi si specjalnie na t okazj ani da nalenego mi szacunku.
Kcik jej ust drgn lekko.

- Nie, raczej sobie tego nie wyobraam. Musz przyzna, e sucham tego z ulg. To,
e ogosie swoj obecno tutaj w chwili, gdy Dekkar by pozbawiony przywdcy, stao si
dla Gosw powodem do niepokoju.
Mirar otrzewia. Nie pomyla o tym. Zawsze tak jest. Czowiekowi wydaje si, e
dostrzeg wszystkie moliwe problemy zwizane z jego dziaaniem, a zwykle zapomina o
najbardziej oczywistym.
- Nie maj si czego obawia - odpar. - Z tego, co syszaem, zawodnicy musz
siedem razy obiec Kave dookoa. Jestem ju troch za stary...
Wszyscy przy stole zamilkli nagle i zwrcili gowy w kierunku gwnych drzwi. Mirar
take spojrza w tamt stron i na kocu sali zobaczy mczyzn w ozdobnym mundurze.
Mczyzna odchrzkn.
- Czy jest tu czarownik zwany Mirarem?
Gowy zwrciy si ku niemu. Wsta.
- To ja.
Mczyzna obszed st i skoni si przed nim ceremonialnie.
- Przynosz ci zaproszenie od Czwartego Gosu, Genzy, witej Sugi Piciu, aby w
jej towarzystwie oglda jutro Prby Wodzw. Jeli tylko nie masz innych planw.
Mirar poczu, jak kurczy mu si odek. Spotkanie z jednym z Gosw... Powinien si
tego spodziewa. U posaca nie wyczuwa adnych emocji oprcz zwykej nerwowoci i
zaciekawienia.
- Bd zaszczycony - odpar.
- Sucy przybdzie tu godzin po wschodzie soca, aby zaprowadzi ci na
ceremoni.
Posaniec skoni si znowu i wyszed z sali, pozostawiajc j pen ekscytacji i lku.

18
Korikana, przewodnik karawany nazywany przez wdrowcw Kori, by niskim mczyzn.
Jedn nog mia krtsz, wic chodzi, utykajc, jakby szarpanym krokiem. Lepiej czu si na
swoim aremie ni na ziemi. Bardzo o niego dba i traktowa jak wiernego towarzysza, a nie
zwierz robocze.
W cigu dnia Kori jedzi tam i z powrotem wzdu dugiej linii wozw i plattenw,
sprawdzajc, czy wszystko jest jak naley. Dwa dni temu podjecha do plattenu, w ktrym
wykupia miejsce Emerahl, i wskaza ciemn lini, ktra pokazaa si na horyzoncie.
- Hannaya! - oznajmi i ruszy dalej.
Teraz caa scena si powtrzya, ale tym razem wycignity palec zwrci jej uwag na
to, czym staa si ta ciemna linia - wysokim klifem. Czy te, cilej, fragmentem skalnej
ciany.
Wczoraj tylko kilka razy dostrzega j przelotnie, dzisiaj nie widziaa wiele wicej.
Rwnin, przez ktr jechali, porastay dziwaczne drzewa. Rniy si wielkoci,
wystpoway te w kilku zblionych odmianach. Najwiksza miaa jeden pie lub kilka,
wyrastajcych ze wsplnej podstawy, czasem prostych, czasem wowato powyginanych.
Kora bywaa gadka albo szorstka, jasna albo ciemna. Wszystkie wydaway si niezwyke,
gdy nie miay gazi. Kady pie koczy si pkiem duych, wknistych lici w rnych
kolorach. Drzewa rodziy dziwne owoce o sodkim, misistym miszu, bardzo popularne
wrd miejscowych. Niektre daway niezwykle smaczne jagody, jadalne w stanie wieym
albo jako suszone. Inna, niewielka odmiana dostarczaa pikantnych nasion. Emerahl
dostrzega leczniczy potencja tych jagd i nasion.
Inna powszechnie spotykana miejscowa rolina miaa kolce. Wystpowaa w
rozmaitych obych ksztatach, od malutkich, podobnych do kamieni - ktre szybko
zniechcay do chodzenia boso albo siadania na ziemi bez uprzedniego sprawdzenia - do
wielkich kul, dwa razy wyszych od czowieka, o kolcach dugich jak rka. Wikszo
odmian bya chyba jadalna. Kori pokaza to kiedy, rozcinajc mieczem kul wielkoci gowy
i czstujc ich wodnistym, zaskakujco sodkim sokiem.

Platten skrci i Emerahl zobaczya, e trakt, ktrym posuwali si od wybrzea, czy


si z szerszym gocicem. Ludzie, zwierzta i pojazdy poruszay si po nim w obu
kierunkach. Uniosa gow i a wstrzymaa oddech.
Wic tym si podnieca Kori, pomylaa.
Klif by teraz doskonale widoczny i musiaa przyzna, e nigdy jeszcze czego takiego
nie widziaa.
W wysokiej skalnej cianie wykute byy rzdy okien i balkonw. Ogromne ukowe
okna porodku sugeroway ukryte za nimi wielkie hale. Bliej brzegw okna byy mniejsze zapewne naleay do skromniejszych pomieszcze. Dym unosi si z otworw
przypominajcych poziome kominy, strugi wody spyway w d z ust wyrzebionych twarzy.
- Paac! - zawoa z dumnym gestem Kori.
To byo rwnoczenie fantastyczne i mieszne. W jednym miejscu skaa si osuna,
odsaniajc opuszczone pomieszczenia. Emerahl zastanawiaa si, jak gboko w ska sigaj
tunele i czy kryj lady innych osuni. Wiedziaa, e w takim miecie nie czuaby si
swobodnie - cay czas by czekaa, a runie na ni sufit lub zapadnie si pod ni podoga.
Gdy karawana si zbliya, Emerahl z ulg zauwaya u stp urwiska liczne budynki.
Mieszkacy Hannai nie yli jedynie w skalnych komorach - zabudowania sigay a do
brzegu rzeki.
Tsknie spogldaa teraz ku odziom; planowaa wykupi miejsce na jednej z nich, ale
cena okazaa si zbyt wysoka. Kori zatrzyma karawan niedaleko brzegu, gdzie obozoway
te inne konwoje wozw i plattenw. Wypacia mu ostatni wiartk nalenoci i spytaa,
gdzie moe szuka mieszkania. Wyrysowa na ziemi symbol gwiazdy w krgu i udzieli
instrukcji. Kiedy bya pewna, e dobrze je zapamitaa, poegnaa si i ruszya we
wskazanym kierunku.
Bez trudu znalaza schronienie i z rozbawieniem odkrya, e to dom noclegowy dla
podrujcych kobiet prowadzony przez pentadriaskie Sugi. Przydzielili jej ko w pokoju
wraz z trzema kobietami w rednim wieku, ktre najwyraniej podroway razem.
Prboway nawiza rozmow, lecz Emerahl udaa, e nie zna zbyt dobrze tutejszego jzyka.
Co zreszt byo prawd. Wprawdzie Blinita uczyy j w drodze murraskiego, ale
miejscowi mwili tak szybko, e czsto z trudem moga ich zrozumie.
Osonia baga magiczn tarcz i pooya si na posaniu. Wkrtce osuna si w sen musiaa tylko walczy, by nie zapa si w cakowit niewiadomo. Od wielu miesicy bya
w drodze i brakowao jej porzdnego, dugiego odpoczynku.

Jeszcze nie pora, pomylaa. Ale chyba daruj sobie przegldanie umysw. Blinita
powiedz mi wszystko, co powinnam wiedzie.
:Surim. Tamun.
:Emerahl, odpowiedzieli.
:Dotaram. Jestem w Hannai. Czy Myliciele nadal tu s?
:Tak. Pracuj w bibliotece, w gbi paacu, odpar Surim. Wybierasz si tam?
:Nie. Jestem zmczona. Jeli mam ich przekona, by przyjli mnie do siebie, musz
mie wypoczty umys. Nie zorientuj si chyba, e ten pergamin jest faszywy.
Z pomoc Blinit znalaza stary pergamin i podrobia fragment zwoju. Tekst by na
nim wypisany dwukrotnie - w jzyku, ktry Myliciele starali si odszyfrowa, i drugi raz w
nieco modszym, ktry znali. Nie dawa im jednak penego klucza do nieznanego pisma.
Kiedy Myliciele si przekonaj, e potrafi odczytywa to starsze pismo, zechc, by
przetumaczya napisy na badanych artefaktach. Na pocztku nie wiedziaa, czemu
Blinitom na tym zaley.
:Widzimy tylko to, co jest w umysach, ktre przegldamy, wyjaniy jej. Jeli
Myliciele nie rozumiej inskrypcji, my take nie. Dopiero kiedy zaczn studiowa ksztaty
napisw, moemy je zidentyfikowa. Ale rzadko to robi, wic praca posuwa si powoli.
Bdzie o wiele szybciej, jeli ty wszystko dla nas przeczytasz.
:Czemu nie posa im podrobionego pergaminu z penym kluczem do jzyka i niech
sami to rozwi? Moemy odczyta z ich umysw miejsce ukrycia Zwoju, a wtedy ja tam
pojad i go zabior.
:Jeli bogowie obserwuj Mylicieli i dowiedz si, gdzie jest Zwj, mog wysa
kogo, eby go zniszczy.
Logiczne byo zaoenie, e ani pentadriascy, ani cyrkliascy bogowie nie pozwol
na odnalezienie Zwoju zawierajcego ich sekrety.
:Wykonaa nasze instrukcje, wic ten pergamin powinien wyglda na autentyczny,
powiedzia Surim. Nie ogldajc go osobicie, nie moemy oceni, na ile jest przekonujcy,
ale wierzymy, e zrobia to jak naley. Jednak bdzie lepiej, jeli postarasz si im go nie
zostawia.
:Mamy te inne wieci, wtrcia Tamun. Jednemu z Mylicieli zaproponowano za Zwj
wielk sum pienidzy. Inni Myliciele nie chc go sprzedawa, wic on wie, e musiaby ich
zdradzi. Nie jest pewien, czy tego chce.
:Ktry to z Mylicieli?
:Raynora. Spodoba ci si. Jest przystojny i podstpny.

:Sama nie wiem, co powinno mnie bardziej zirytowa. To, e uwaacie, e mi si


spodoba, bo jest przystojny, czy dlatego e jest podstpny? Uwaacie, e przyjmie
propozycj?
:Moliwe, jeli cena wzronie. Bdziemy go uwane obserwowa.
:Dobrze. Byam zbyt zmczona na przegldanie umysw i wtpi, eby to si zmienio.
Pki co, Myliciele i Zwj mog zaczeka do jutra. Musz si wyspa.
:Dobranoc, powiedzieli chrem i ich myli si rozwiay.
Po lewej wznosiy si gry poudniowo-zachodniego Sennonu, nad ktrymi Siyee przelecieli
wczoraj. Fady w dolnej czci zboczy przypominay korzenie zagbiajce si w szeroki,
piaszczysty pas ldu pomidzy pasmem gr a morzem. Z drugiej strony, za wod widoczny
by niewyrany cie poudniowego kontynentu. Przesaniaa go mga i trudno byoby
stwierdzi, czy odlege ksztaty to gry czy tylko niewielkie wzniesienia.
Przed nimi cign si wski pasek ldu czcy oba kontynenty.
Przesmyk Grya, przypomniaa sobie Auraya. Wydaje si taki delikatny, e morze
powinno go zmy ju setki lat temu. Moe kiedy by szerszy, a fale powoli zmieniy go w
ten wski pasek ldu.
Danjin mwi kiedy, jeszcze przed wojn, e Przesmyk byby idealn pozycj do
obrony przed pentadriask inwazj, gdyby tylko Sennoczycy nie zgodzili si pomaga
nieprzyjacielowi. Teraz jednak Auraya nie bya pewna, czy si z nim zgodzi. Brak wody i
ywnoci na sennoskiej pustyni sprawia, e utrzymanie takiej pozycji byoby trudne. Mona
by dostarcza zapasy do Przesmyku, ale wymagaoby to wielkiego nakadu si.
Co oznaczao, e lepsz pozycj obronn byby Przesmyk dla pentadrian, jeli tylko
maj po drugiej stronie wod i ywno. Wiedziaa, e ich gwne miasto, Glymma, ley
niedaleko Przesmyku, wic odpowiednie zasoby musz by dostpne w dostatecznej iloci, by
utrzyma wielkie skupisko ludzkie.
Sreil skrci w stron poudniowego kontynentu, a pozostali poszli jego ladem.
Lecieli wysoko, w nadziei e gdyby jaki czowiek akurat spojrza w gr, wziby ich za
stado ptakw. Ta mgieka i chmury pyu take pomog ich ukry.
Sennon oddala si z wolna i na ldzie przed nimi Auraya zacza rozrnia
szczegy. Droga cigna si od Przesmyku i znikaa wrd pyu. Ciemniejsze ksztaty
okazay si dalekimi wzgrzami. Soce poyskiwao na powierzchni krtej, wskiej rzeki.
Potem wolno zaczy si wyania linie i bryy miasta.

Droga skrcaa ku niemu i zmieniaa si w brukowan ulic, szersz ni wszystkie,


jakie Auraya widziaa. Po obu stronach odbiegay od niej inne, wsze, tworzce regularn
siatk. Domy byy solidnymi budynkami krytymi dachwk. Zabudowania rozcigay si w
obu kierunkach, od nabrzey portu po granic zielonych pl. Tu i tam zielone ogrody i plamy
odbitego w wodzie nieba przycigay wzrok niczym klejnoty w fantastycznej kolii.
To miasto dorwnywao, a moe nawet przewyszao wielkoci Jarime. Nie byo w
nim jednak nic z chaotycznej pltaniny ulic hanijskiej stolicy. Oznaki wiadomego
planowania byy widoczne a do jego granic, a nawet dalej. Imponujce akwedukty niosy
wod z dalekich gr, a nad biegncymi od rzeki kanaami stay mosty o niezwykych i
piknych ksztatach.
W rodku miasta, gdzie koczya si szeroka droga, wzgrze przeamywao ten
urbanistyczny porzdek. Na nim wzniesiono skomplikowany system budowli z mnstwem
dachw i dziedzicw. Auraya nie rozumiaa, dlaczego akurat to miejsce wyglda
chaotycznie, inaczej ni reszta miasta.
Jeli to jest Glymma, to czy na wzgrzu znajduje si gwna witynia pentadrian?
aden inny budynek ani kompleks budowli nie wyglda tak wspaniale. Uznaa wic,
e jej domys jest suszny.
Rozgldajc si po miecie, zastanawiaa si, jak si tutaj yje. I ze zdziwieniem
odkrya, e wraca mylami do Mirara. Czy odwiedzi Glymm? Mg tdy przechodzi w
drodze do tego miasteczka, o ktrym mwia Jade. Miasteczka w Murze, na pnocy, jeli
kobieta nie kamaa, by go chroni. A wtedy Mirar mgby by teraz wanie tutaj...
Gwizd Sreila wyrwa j z zamylenia. Znowu zmieni kurs i oddala si teraz od
miasta.
Auraya wyczuwaa zmian nastrojw wrd Siyee. Glymma zrobia na nich silniejsze
wraenie ni na niej - wikszo nigdy jeszcze nie widziaa miasta ziemiochodzcych. Teraz,
kiedy otrzsnli si z fascynacji, ogarn ich pesymizm. Skoro przeciwnik by tak potny, jak
mogli liczy na zwycistwo?
Chciaaby doda im odwagi. Ale adne z gwizdni nie przekazywao wiary, jak w
nich pokadaa, a sowa nie byyby syszalne wrd wiatru.
Zreszt nie wiem, czy to miejsce, ktre mamy zaatakowa, bdzie bronione, mylaa.
Nie mog im obieca sukcesu. Czasami lepiej jest milcze.

Akwedukty i pola rozcigay si daleko poza granice miasta, a Siyee zaczynali ju


ulega zmczeniu. Sreil prowadzi ich do niskich wzgrz, gdzie mia nadziej znale
bezpieczne miejsce na nocny odpoczynek. Soce opadao powoli, a wszystko nabrao
koloru zota.
Do wzgrz dotarli, kiedy soce dotkno ju horyzontu. Z ulg zobaczyli, e suche
doliny i grzbiety s bezludne. Sreil da sygna do ldowania i zatoczy krg nad wwozem.
Wyldowali w sabym wietle dnia, ktre jednak zgaso w chwil potem,
pozostawiajc ich w nieprzeniknionej ciemnoci. Auraya wyczuwaa wok siebie Siyee,
niepewnych i odrobin wystraszonych.
- Czy mam stworzy wiato? - spytaa.
- Tak - odpar cicho Sreil. - Chyba warto zaryzykowa. Wzgrza dookoa powinny je
ukry.
cigna magi i uformowaa j w malek iskr, ktra ledwie owietlaa twarze
stojcych obok. Siyee stoczyli si przy niej.
- Gryz? - odezwa si cichy gosik nad ramieniem Aurai.
Dookoa rozlegy si miechy. Auraya umiechna si, widzc, e Siyee rozlunili si
troch. Uniosa rk i podrapaa Figla po ebku.
- Tak, chyba ju pora, eby co przegry.
Siyee zaczli rozkada si na noc. Rozpakowano jedzenie, a brzemi Aurai jako
nosiwody wyranie si zmniejszyo. Wytypowano stranikw, a z wybranych kawakw
gruntu zmieciono kamienie. Wprawdzie Siyee byli przyzwyczajeni do spania w hamakach,
nie na twardej ziemi, ale zmczenie zagwarantuje, e troch si przepi.
W obozowisku zalega cisza. I wtedy Auraya wstrzymaa oddech, wyczuwajc
zbliajc si znajom obecno. Wstajce wosy na karku zdradziy jej, e to Huan.
Huan zbliya si do kapana Teela i przemwia do jego umysu. Najpierw spytaa,
jak sobie radz Siyee, potem - jak zwykle - co robia Auraya. Teel dokadnie opisa wszystkie
jej ruchy.
:Nie wolno jej uczestniczy w walce, przypomniaa Huan.
:Nawet gdybymy przegrywali? spyta Teel.
:Nawet wtedy. To ma by ostrzeenie dla pentadrian, e za kadym razem, kiedy
sprbuj zaatakowa cyrklian, spotka ich kara. T kar musz wymierzy cyrkliascy
wojownicy. Jeli Auraya przystpi do walki, uznaj, e to ona j wymierza.
:Przecie ona te jest cyrkliank.

:Ale nie jest wybranym przez nas narzdziem zemsty. W jaki sposb pentadrianie maj
si nauczy szacunku do zwykych cyrklian, jeli zwykli cyrklianie sami nie stan do bitwy?
:Rozumiem.
:Tak. Dajesz dobry przykad swemu ludowi, Teelu. Jeste lojalny i posuszny. Auraya
wyczua, e Teel pcznieje z dumy.
:Zrobi wszystko, co mi kaesz.
:Wiem, e tak, Teelu. Twoje serce jest szczere. Ze wszystkich kapanw Siyee ty jeste
najbardziej obiecujcy. Wiem, e mnie nie zawiedziesz.
Auraya przewrcia oczami. Mody czowiek ju teraz nadyma si poczuciem wasnej
wartoci, a Huan jeszcze bardziej wzmacniaa jego pewno siebie i dum. Mdlio j od tych
bezustannych pochlebstw i zapewnie o lojalnoci.
Czy to jedna z bogw, ktrych kochaam bez zastrzee? pytaa sam siebie. Straszne
byo odkrycie, e Huan mnie nienawidzi i chce mojej mierci, ale to, co si teraz dzieje, jest
obrzydliwe. Ona zmienia go w zalepionego fanatyka. Bdzie tak pewny, e bogini osoni
swojego maego ulubieca, e rzuci si do bitwy i da si zabi.
Westchna i przewrcia si na bok. Nie kocham ju tak samo wszystkich bogw.
Kiedy umr, lepiej eby to Chaia przyj moj dusz. Gdybym miaa wybr midzy
trafieniem do Huan a rozwianiem si w nicoci, wybraabym chyba to drugie.
Wiedziaa, e to straszliwe blunierstwo, ale po raz pierwszy nie wywoao to u niej
dreszczu trwogi.

19
Obok Elli leaa rwno zoona cyrkla. Na biaej sukni kapanka nosia podrn chust,
uywan przez miejscowe kobiety. Narzucia j na ramiona, wzorem tutejszych niewiast.
Chust mona byo take unie i okry gow przed deszczem albo otuli si ni w chodne
dni. Danjin jednak nie zauway, eby prbowaa jednego czy drugiego. Odkd wyjechali z
Chonu, dni byy ciepe.
W plattenie naprzeciw Elli siedzia Yem, najstarszy syn przywdcy klanu Dregger.
Mody czowiek by szczupy i muskularny, jak wikszo wojownikw, a take inteligentny i
politycznie przenikliwy. Danjin zauway te, e Yem przejawia nietypowe wspczucie
wobec sucych, i z tego powodu by do dziwnym wyborem na przewodnika.
Dunwayscy wojownicy oczekiwali od suby lojalnoci. adne prawo nie zakazywao
sucemu opuci domostwa i szuka zatrudnienia gdzie indziej, cho byoby to trudne.
Wikszo klanw miaa wasn sub, a niewielu wojownikw przyjoby kogo, kto ju
wykaza brak lojalnoci, opuszczajc sub.
To, czego dokonali pentadrianie, organizujc ucieczki, mogoby doprowadzi do
oglnego buntu sucych przeciwko wojownikom. Danjin spodziewa si wic, e na
przewodnika Elli I-Portak wybierze kogo mniej przyjaznego wobec sucych. Na przykad
takiego jak Gim, gospodarza ostatniego bankietu.
Oprcz nich w plattenie siedzia take Gillen Shieldarm, hanijski ambasador. Przez ten
dugi czas, ktry Danjin i Ella spdzili w Chonie, Gillen odwiedza ich przynajmniej raz
dziennie i zabawia opowieciami albo gr w kamienie. Teraz, w drodze, robi to samo,
wykorzystujc niewielk podrn plansz, ktr Silava zapakowaa dla Danjina. Czasami
zdawao si, e rozmowa w plattenie toczy si tylko midzy Danjinem i Gillenem i dotyczy
gry.

Danjin podejrzewa, e Gillen zaproponowa swoje towarzystwo, gdy nudzi si w


Chonie. Ella przyja jego ofert, poniewa lepiej ni Danjin rozumia dunwayskie obyczaje i
niedawne wydarzenia polityczne. Sama prawie przez cay czas wpatrywaa si w przestrze i
nasuchiwaa myli ludzi, ktrych ledzili. Yem zachowywa milczenie, odzywajc si tylko
wtedy, gdy kto si do niego zwrci. Danjin by pewien, e milczenie Yema nie ma nic
wsplnego ze snobizmem, by to raczej znak, e mody czowiek nie jest jeszcze do pewny
siebie i czuje niemiao wobec Elli lub naley do tych, ktrzy wol raczej sucha, ni
mwi.
Yem i Gillen nie wiedzieli o celu tej podry tyle co Danjin. Podczas bankietu w domu
Gima Ella pochwycia nerwowe myli Tona, sucego, ktry planowa opuci swego pana.
Ju od pewnego czasu spotyka si z sennoskim sprzedawc przypraw. Kupiec powiedzia
mu, e dunwayscy sucy niewiele rni si od niewolnikw, i opowiada o miejscu, gdzie
wszyscy ludzie s rwni i dziel si midzy sob prac. O miejscu na poudnie od Dunwayu.
Wizyta na targu potwierdzia podejrzenia Elli. Jeden ze sprzedawcw przypraw by
sennoskim pentadrianinem i mia polecenie wyprowadzania z Chonu potencjalnych
nawrconych Dunwayczykw. Niestety nie wiedzia, gdzie ich posya, ale poprzez niego Ella
znalaza umys uciekajcego sucego Tona.
Tak jak miaa nadziej, Ton dopiero rozpocz podr do kryjwki. Od tego dnia
przechodzi pod opiek rnych mczyzn i kobiet, z ktrych nikt nie wiedzia, gdzie znajduje
si kryjwka, i nie zna te nikogo prcz nastpnego przewodnika. By to starannie
zaplanowany system majcy utrudni wyledzenie pentadrian.
Utrudnia, ale nie uniemoliwia, jak stwierdzia Ella. Musiaa tylko poda za
sucym. Cho przez wikszo czasu nie wiedzia, gdzie si znajduje, potrafia dowiedzie
si o jego pooeniu z umysw ludzi wok.
Wygldajc przez klap w osonie, Danjin spojrza na czubki wysokich drzew. Droga
bya wykuta w stromych zboczach gr na poudnie od Chonu. Jeli spoglda w d, czego
wola nie robi, widzia brzeg traktu i zbocze, ktrego nachylenie byo jak na jego gust zbyt
bliskie pionu.
Ella sykna niechtnie, zwracajc tym jego uwag. Pokrcia gow.
- O co chodzi? - zapyta.
- Dalej posali go samego. Nie ma pojcia, dokd zmierza. - Zmarszczya brwi i
spojrzaa na Yema. - Sprawdmy na mapie.

Mody czowiek wyj drewniany cylinder, odkrci go i wysun zwj cienkiej skry
pokrytej obrazkami i liniami. Powiedzia im, e to ludzka skra. Wojownik, ktry stworzy t
map, wdrowa latami po Dunwayu i tatuowa map na plecach swojego najbardziej
oddanego sugi. Odkd usysza t opowie, Danjin robi wszystko, co mg, by nie dotyka
zwoju.
Niewielkie rozmyte obrazki fortec byy rwnomiernie rozrzucone po caym kraju.
Drogi wydaway si nieprecyzyjnie proste, nie ukazyway adnego z tych zakrtw, ktre
obserwowali z plattenu. Linie wytatuowane wyblak czerwieni ukazyway granice
ziemskich wasnoci rnych klanw.
- Jest tutaj - stwierdzia Ella, wskazujc na kilka symboli oznaczajcych domy
robotnikw ziemskich. - Dosta polecenie, aby i wzdu tej drogi, a zobaczy duy gaz w
ksztacie arema, a potem skrci w lewo. Pniej ma szuka wielkiego drzewa i ruszy na
przeaj przez pola.
Danjin zrozumia jej zniechcenie. Tej drogi nie dao si wytyczy na mapie.
Mczyzna nie mia pojcia, gdzie si znajduje ani dokd zmierza. Nie mia te przewodnika,
ktry by wiedzia.
Pentadrianie s sprytni, uzna Danjin. Ale nie zdoaj si przed nami ukry. To tylko
kwestia czasu.
- W kocu zobaczy co, co bd umia rozpozna - uspokoi j Yem.
- Ale przez ten czas zostaniemy za bardzo z tyu - odpara Ella, wyranie
niezadowolona.
- Moemy pojecha do miejsca, ktre wanie opuci - zaproponowa Gillen. - A
potem poda zgodnie z tymi samymi instrukcjami.
Ich platten porusza si drog rwnoleg do szlaku sucego, po jego wschodniej
stronie, na wypadek gdyby pentadrianie czy ich pomocnicy zauwayli pogo lub zaczli j
podejrzewa.
- Nie - powiedziaa. - Lepiej zaczeka, ni ryzykowa, e nas odkryj.
Yem zwin map i wsun do futerau. Ella wpatrzya si w przestrze, a Gillen unis
brwi i spojrza na Danjina, ktry z umiechem wyj zestaw kamieni. By to piknie
wykoczony komplet podrny. Kady z pionkw mia u podstawy wystp, ktry wsuwa si
w otwory w planszy, lecz szufladka do przechowywania pionkw wypaczya si troch i
trudno j byo do koca otworzy.
- Moe zagramy?
Gillen pokiwa gow.

- Mylaem, e ju nigdy nie spytasz.


Miasto hodowcw ptakw byo pooone wysoko w dolinie o stromych zboczach i otoczone
jaskiniami. Nazywao si Klaff. Auraya odczytaa t nazw z umysu jednego z mieszkacw,
ale nie moga powiedzie o tym Siyee, nie ryzykujc, e bogowie odgadn, skd ma te
wiadomoci.
Zbliaa si najgortsza pora dnia i zwiadowcy Siyee, ktrzy wczoraj obserwowali
miasteczko, zauwayli, e o tej porze mieszkacy s najspokojniejsi. Miejscowi zwykle
wycofywali si do domw albo drzemali w cieniu. Ptaki byy bezpiecznie zamknite w
klatkach. Miny ju godziny od ich porannego lotu i min kolejne przed lotem
popoudniowym.
W cieniu gazu zwinity w kbek Figiel dysza ciko. W upale dnia plecak Aurai nie
by przyjemn kryjwk. Nalaa mu wody do niewielkiego zagbienia w skale, a on
wychepta j apczywie.
Siyee czekali tu za grzbietem w dolnej czci doliny. Kilku z nich obserwowao
miasto, a Sreil mwi do pozostaych.
- Ptaki trzymane s w jaskiniach - tumaczy - i powstrzymuj je tylko elazne prty,
wic moemy strzela z ukw i dmuchawek, nawet nie wchodzc do rodka i nie
wypuszczajc ich na zewntrz. Przed jaskiniami jest pusta przestrze otoczona budynkami i
tam wyldujemy. Wczoraj nie byo tam adnych stranikw, cho moe przebywali pod
dachem. Jeli bdziemy cicho, moemy si stamtd wydosta, zanim ktokolwiek zauway,
cho wtpi, by ptaki zachoway spokj. Chc, eby szeciu wojownikw wyldowao w
pokrgu z gotowymi ukami. Zajm si ziemiochodzcymi, gdyby jaki prbowa si
zbliy - przerwa i rozejrza si wyczekujco, a podnioso si sze rk. - Reszta wylduje
midzy t szstk a ska. Wejdziemy do klatek i zabijemy wszystkie ptaki. Jeli zauwaycie
jaja, rozbijcie je.
Auraya zaproponowaa, e sprbuje jako odwrci uwag mieszkacw, lecz Sreil
zrezygnowa. Chcia wykorzysta ich senno, a wszelkie dziaania, jakie mogaby podj,
tylko by ich zaalarmoway.
Wyprostowa si i spojrza na oddzia wojownikw.
- Musimy dziaa szybko. Nie zostawajcie tam duej ni to konieczne. Nie jestemy
ziemiochodzcymi. Jeeli napotkamy jakikolwiek opr, musimy odlecie. Spotkamy si tutaj.

Siyee gwizdnli na potwierdzenie. Auraya yczya im pomylnych oww, co


wywoao kilka umiechw na pospnych twarzach. A potem Sreil zoy ramiona, rozpdzi
si, pobieg w d po stoku i skoczy w powietrze. Reszta Siyee wzleciaa za nim.
Auraya obserwowaa, jak nabieraj wysokoci, a potem zataczaj uk w stron miasta.
Wspia si na grzbiet i znalaza gaz, przy ktrym moga przykucn, tak by jej sylwetka nie
bya widoczna na tle nieba. Serce bio jej szybko, a kiedy Siyee zaczli wytraca wysoko,
poczua, e lk zaciska jej odek.
Rozejrzaa si po miecie, szukajc kogokolwiek, kto mgby zauway zbliajcych
si Siyee. Lecz ulice byy puste.
Gaz promienia arem. Miaa nadziej, e mieszkacy Klaffu mocno pi.
Siyee byli teraz rojem malekich sylwetek tu nad miastem. Nagle zanurkowali w d,
na dziedziniec. Z trzech stron zamykay go budynki, a czwart blokowaa skalna ciana, pena
ciemnych otworw, tak jak opisywa to Sreil. Gdy wyldowali, Auraya wstrzymaa oddech,
lecz adne postacie nie rzuciy si do ataku.
...pewnie pi, usyszaa pen satysfakcji myl Sreila. Wyczuwaa jego dum z
wojownikw, kiedy zajli pozycje tak, jak im rozkaza. A potem od wszystkich Siyee dobieg
mylowy impuls zdumienia i trwogi.
Ze swego miejsca Auraya widziaa, jak co ciemnego rozpryskuje si z jednego z
otworw ponad Siyee. Poderwaa si na nogi, wyczuwajc ich zdumienie i dezorientacj. Nie
moga zrozumie, co si stao.
Spojrzaa w d i zauwaya, e ziemia jest daleko pod jej stopami. Zupenie
mimowolnie uniosa si w niebo. Ale teraz ju wiadomie poleciaa nad miasto, a znalaza
si nad dziedzicem. I teraz nadeszo zrozumienie, gdy zobaczya, jak Siyee walcz, by
uwolni si spod cikiej sieci. Sieci?
Po plecach przebieg jej zimny dreszcz, gdy zrozumiaa, e pentadrianie musieli
wiedzie o przylocie Siyee. Ale jak? Kto nas zdradzi? Kto?
Kilku Siyee szarpao si w panice, ale inni wyjli noe i prbowali rozci grube
powrozy. Auraya poczua mdoci z przeraenia, widzc mczyzn i kobiety w czarnych
szatach, jak wybiegaj z budynkw i staj na brzegach sieci, aby nie dopuci do ucieczki
wojownikw.
Parze Siyee udao si wyrwa. Pomknli w stron klatek, skoczyli na skaln cian i
wykorzystali rozpd, by wznie si szybciej. Skaczc w powietrze i z caych si machajc
skrzydami, zdoali przelecie nad dachami budynkw i odfrun ponad miastem.

Pozostali Siyee zrezygnowali z wyrywania si i Auraya poczua dum, widzc, e


prbuj uy dmuchawek i uprzy, by zatrutymi strzakami ostrzela ziemiochodzcych.
Kilkoro spord Sug osuno si wolno na sie, ale ich ciar tym mocniej przytrzyma
Siyee. Na reszcie nie zrobio to wraenia.
Osaniaj si magi, uwiadomia sobie Auraya, czujc, jak bije jej serce. Siyee nie
maj adnych szans w walce ze Sugami.
:Aurayo!
Serce zamaro jej na moment, gdy poznaa gos Jurana.
:Tak?
:Co si tam dzieje? W ogle nie mog zrozumie tego, co pokazuje mi Teel.
:Atak Siyee si nie powid. Pentadrianie wiedzieli, e nadchodz, i ich zapali.
Poczua fal nadziei od kogo w dole i zrozumiaa, e jeden z przytrzymywanych
sieci Siyee patrzy na ni do gry.
Pom mi, pomyla do niej.
Poczua win, zniechcenie, a potem gniew. Nie mog, odpowiedziaa myl
schwytanemu Siyee. Zacisna pici. Bogowie nie pozwolili mi walczy.
A bez walki w aden sposb nie moga im pomc.
:Co mam robi? zapytaa Jurana.
:Pentadrianie zabijaj Siyee?
:Nie.
Umilk; prawdopodobnie si zastanawia. Ale jego pytanie podsuno Aurai pewn
myl. Gdyby pentadrianie wiedzieli o ataku i zamierzali zabi wszystkich Siyee, nie uyliby
sieci. A wic planowali ich schwyta.
A jeca zawsze mona uwolni. By moe nie bd musiaa walczy z pentadrianami,
aby wyrwa im Siyee.
Zagldajc w umysy pentadrian, widziaa tam zarwno poczucie tryumfu, jak i
zdziwienie. Wczoraj w umysach mieszkacw miasta nie dostrzega nic, co sugerowaoby,
e spodziewaj si ataku lub planuj zasadzk. Teraz zobaczya, e dowiedzieli si o niej
dopiero kilka chwil temu, kiedy zostali wezwani tu na spotkanie i zobaczyli, jak Pierwszy
Gos Nekaun chwyta w sie latajcych ludzi.
Pierwszy Gos Nekaun? Serce Aurai zamaro, gdy zobaczya, e spoglda na ni jeden
z pentadrian. Poszukaa jego myli i nie wyczua niczego.

Powrciy wspomnienia Kuara, poprzedniego Pierwszego Gosu, ktry unieruchomi


j magi. Odepchna te myli. Kuar nie yje, przypomniaa sobie. Jednak ten nowy Pierwszy
Gos moe by rwnie potny.
Moe mgby strci j z nieba, gdyby zechcia.
Wycofaa si pospiesznie, ale nie prbowa jej zatrzymywa.
:Juranie.
:Tak?
:Jest tu przywdca wrogw. Musz odlecie. Ale bd si trzymaa blisko.
Wykorzystam kade moliwo, aby bez walki uwolni Siyee.
:Tak. Zrb to. Omwi sytuacj z innymi i dam ci zna, co postanowilimy.
Kiedy oddalaa si coraz bardziej, czua rozpacz Siyee. Koczyy si im strzaki i
wrogowie powalali ich po jednym, odbierali bro i wizali rce. Auraya dotara do grzbietu, z
ktrego obserwowaa miasto, i wyldowaa.
Czua si okropnie, jakby ich porzucia.
Ale na razie nic nie mog zrobi. Musz obmyli jaki sposb, aby ich uwolni.
- Aaja?
Wystraszony, lecz ucieszony Figiel podbieg do niej, wspi si na ramiona i usiad,
drc lekko. Podrapaa go po ebku i zauwaya, e trzs si jej rce.
- Oni yj - powiedziaa mu. - Przynajmniej tyle.
Jej uwag zwrci wist skrzyde w powietrzu. Obok niej wyldowali dwaj Siyee,
ktrym udao si uciec. Ich twarze byy straszne.
- Czy oni zginli? - zapyta jeden.
Pokrcia gow i wyczua ich ulg.
- Wic s jecami? - zapyta drugi.
- Tak.
- Co teraz zrobisz?
Auraya westchna.
- Wszystko, co mog zrobi, nie okazujc bogom nieposuszestwa. Powiedzieli, e
nie wolno mi walczy. Nie powiedzieli, e nie mog zakra si do wizienia, by kogo
uwolni.
Umilkli, spogldajc z gry na miasteczko. Magia wok zakbia si i Auraya niemal
sykna gono, gdy dwie potne obecnoci wyleciay nagle znad miasta prostu w kierunku
dwch stojcych przy niej Siyee. Poczua dreszcz, gdy rozpoznaa Huan, a potem uspokoia
si nieco, gdy zrozumiaa, e ten drugi to Chaia.

:I co teraz zrobi ta twoja ulubiona czarownica? spytaa Huan.


:Dokona wyboru, odpar Chaia. Przecie wanie to chciaa osign, prawda?
:W ten sposb? Nie, to tylko odwet za morderstwa w Jarime i prby nawracania
cyrklian, powiedziaa Huan.
:Za morderstwa tkaczy snw? Nie wiedziaem, e a tak ich lubisz.
:Ale nie czuj do nich a takiej niechci jak ty, odparowaa. Poza tym Biali chwilowo
zachcaj do tolerancji wobec tkaczy snw. Wic zemsta za ich morderstwa ma sens.
:Wic doprowadzia do klski Siyee. Jak niby ma to kogokolwiek pomci?
:To bez znaczenia. Liczy si to, e teraz pentadrianie wiedz o gniewie Biaych.
:Podejmujesz zbdne ryzyko, Huan. Juran uwaa, e ten atak jest niepewny. Nie
zdziwio go, e si nie powid. Ale teraz zacznie si zastanawia, dlaczego go nakazaa.
Zwtpi w sens wykonywania twoich polece.
:To niewielki test jego lojalnoci.
:Naprawd? A dlaczego nie porozumiaa si z nami, zanim to zorganizowaa?
:Naradziam si. Nie musiaam pyta ciebie, gdy zgodzili si wszyscy inni.
:Lore na pewno by si na to nie zgodzi.
:Zgodzi si. Zapominasz, e bardzo lubi takie wojenne gry.
:Wic dlaczego kazaa schwyta Siyee, zamiast ich zabi? To o wiele skuteczniej
doprowadzioby do wojny.
:W ten sposb jest ciekawiej.
:Ciekawiej? Ciebie wcale nie interesuje wojna, stwierdzi Chaia. Chcesz tylko pozby
si Aurai. Jeli ta twoja zasadzka doprowadzi do tego, e ona si od nas odwrci, to
poaujesz tego.
:To ma by groba? Huan si rozemiaa. Nie moesz mnie skrzywdzi, podobnie jak ja
nie mog skrzywdzi ciebie.
Po czym bogini odleciaa w stron miasta. Auraya odetchna z ulg.
:I tu si myli, powiedzia do siebie Chaia. Parskn miechem. Aurayo, syszaa to
wszystko? Mam tak nadziej.
A potem znikn, zostawiajc j zdziwion. Wiedzia, e syszy rozmowy bogw.
Czyby sprowokowa Huan, by zacza rozmawia z nim o zasadzce?
Moe chcia mi tylko pokaza, e on za to nie odpowiada... a Huan tak.
I nagle poczua mdoci, gdy zrozumiaa, co to oznacza. Huan zdradzia Siyee. Nie
tylko wymusia t wypraw jako test lojalnoci Aurai, ale take dopilnowaa, by Siyee wpadli
w puapk.

I wtedy przypomniaa sobie ostrzeenie Chai. Huan sprbuje zada jej bl, krzywdzc
tych, ktrych kocha. Wydawao si, e Huan jest take zdolna, by rani lud, ktry sama
stworzya.
Poczua czyj do na ramieniu.
- Jak moemy pomc?
Odwrcia si i zamrugaa zdziwiona, a potem skupia si na problemie. Natychmiast
zrozumiaa, e jeli Huan chce skrzywdzi Siyee, aby j zrani, to lepiej wysa ich jak
najdalej od tego miejsca.
- Wracajcie do naszego ostatniego obozowiska - polecia. - Wkrtce tam si z wami
spotkam. Dostarcz wam ywno i wod. Zostawcie troch na biwaku i w miejscach, gdzie
si zatrzymywalimy po drodze tutaj, na wypadek gdyby komu jeszcze udao si uciec.
- Mamy wrci do domu? - zapyta z powtpiewaniem Siyee.
- Tak. - Spojrzaa mu w oczy. - To bya zasadzka. Spodziewali si was. Zrobi, co
mog, aby uwolni pozostaych. A wy musicie zadba o to, by przetrwali podr do domu.
Siyee kiwnli gowami. Wiedzieli, e ma racj, lecz nie chcieli opuszcza towarzyszy.
- Ruszajcie - powiedziaa Auraya. - Sprbujcie wrci do domu. Mwca Sirri i rodziny
waszych towarzyszy powinny si dowiedzie, co tu si stao.
Pokiwali gowami na zgod. Patrzya, jak odlatuj, a potem znowu spojrzaa w stron
Klaffu. Zauwaya, e byo tu sporo publicznych studni oraz niewielki rynek przy granicy
miasta. Nawet jeli Nekaun czyta myli Siyee, kiedy mwia im o swoich planach, wtpia,
by dotar na rynek tak szybko, by j schwyta.
Zdja Figla z ramion i postawia na ziemi.
- Zosta - polecia.
Spuci gow, lecz posusznie przeszed do cienia i zwin si w kbek, by czeka.
Zadowolona, wzniosa si w powietrze i pomkna w stron miasta.

20
Obfity deszcz i gwatowny wiatr kilkakrotnie budziy Mirara noc. Jednak rankiem pogoda
si uspokoia. Kiedy wyjrza przez okno, chmury pokryway niebo, ale miejscami rozstpiy
si, ukazujc plamy bkitu. Mimo deszczu wci byo ciepo.
By wczesny ranek, lecz z kuchni dochodzi ju zapach piekcego si chleba, a Tintel
krztaa si po sali, krojc na czstki i zjadajc jaki owoc. Spojrzaa na niego i skina gow
na powitanie. Usiad, eby co zje, a wtedy znw zabrzmia stukot cikich kropel.
- Nie jest to dobry dzie na Prby - stwierdzia Tintel, siadajc przy jego stole. Bogowie mogliby to lepiej zorganizowa.
- Jak sdz, bogowie opieraj si na wasnym rozumieniu sowa prba.
Parskna.
- Tak, tak sdz. Czy chcesz, abym ci dzi towarzyszya?
Umiechn si i pokrci gow.
- Nie, ale dziki za propozycj.
Kiwna gow. Wyczuwa jej niepokj, cho trudno powiedzie, czy martwia si o
bezpieczestwo jego czy wszystkich tkaczy, a moe jedno i drugie. Jeli jego spotkanie z
Czwartym Gosem Genz si nie uda, czy wpynie to na dobre stosunki midzy tkaczami
snw w Ithanii Poudniowej a pentadrianami?
W takim razie musz dopilnowa, eby wszystko poszo dobrze, powiedzia sobie
Mirar.
Od gwnego wejcia dobiego stukanie. Tintel wstaa, by otworzy, i powrcia z
mczyzn i nastoletnim chopcem. Obaj nosili biao-niebieskie wstki przyszyte do ubra w
tych samych barwach, lecz aden z nich nie by tak pogodny jak ich kostiumy. Mczyzna
podtrzymywa chopca, ktry podskakiwa na jednej nodze, by nie obcia drugiej.
Tintel wezwaa z kuchni jednego z tkaczy snw, ktry wyszed, spojrza tylko na
barwn par i wyprowadzi ich. Tintel wrcia na miejsce.
- Bdziemy dzi oglda ca mas zamanych koci i zwichnitych ng - powiedziaa.
Mirar spojrza na ni zdziwiony.

- Wilgotne platformy s zazwyczaj niebezpiecznie liskie - wyjania. - Podczas takich


duych publicznych wydarze ludzie, a zwaszcza modzi ludzie biegaj po nich nieuwanie.
Aha, jest twj przewodnik.
Mirar obejrza si i w rogu sali zobaczy kobiet w rednim wieku ubran w szat
Sugi. Kobieta bya zaczerwieniona i spocona. Gdy Mirar wsta, przyjrzaa mu si uwanie.
- Ty jeste Mirar, zaoyciel tkaczy snw? - zapytaa.
- To ja - potwierdzi.
Uniosa brwi.
- Jestem Suga Minga. Mam ci zaprowadzi na spotkanie z Czwartym Gosem Genz.
Mirar odwrci si do Tintel.
- Powodzenia.
- Tobie take - odpara cicho. - I uwaaj dzisiaj na swoje kroki.
Umiechn si, przekonany, e nie chodzi jej o mokre platformy, po czym ruszy na
powitanie Sugi. Kobieta bya niska, lecz nosia si dumnie. Wyranie bya przyzwyczajona
do szacunku i posuszestwa. Mirar wskaza jej drzwi.
- Prowad, prosz.
Skina gow Tintel, a potem odwrcia si. Mirar nie mg powstrzyma odruchu
zdziwienia, widzc ten drobny gest szacunku. Cyrkliaska kapanka nigdy by czego takiego
nie zrobia.
Naprawd mgbym pokocha ten kraj.
Wyszli na zewntrz, na padajcy wielkimi kroplami deszcz, i entuzjazm Mirara szybko
zosta ugaszony. cign odrobin magii i osoni ich oboje, zyskujc ze strony swojej
przewodniczki lekki umiech wdzicznoci. Mimo deszczu wcale nie byo chodniej, ale cay
grny poziom Kave lni od wilgoci i pachnia mokrym drewnem.
Powoli przechodzili od jednej platformy do drugiej. Dekkarczycy siedzieli w fotelach
pod szerokimi baldachimami i wachlowali si. Gdy przechodzi Mirar, umiechali si i kiwali
gowami, co uzna za dobry znak. Jeeli Dekkarczykom podobao si, e tu zamieszka, by
moe i Gosy bd zadowolone.
Jednak po kilku minutach usysza za sob tupanie kilku par ng i serce w nim
zamaro, gdy wyobrazi sobie tum wielbicieli podajcy za nim a do Hali Wodzw. Gos
mogaby odnie wraenie, e Mirar ma tu wielkie wpywy, i pewnie nie byaby tym
zachwycona.
Przystan wic, spojrza przez rami i zdusi miech. Ten tum okaza si grupk
dzieci o szeroko otwartych, zaciekawionych oczach. Umiechay si do niego.

- Witajcie - powiedzia. - Dlaczego za mn idziecie?


- Bo ci lubimy - odpar chopiec.
- Uleczye Pinpina - owiadczya dziewczynka. - I Mimi.
- I mam Doridori.
- Idziesz na Prby?
Kiwn gow.
- My te! - zawoay chrem dzieci, a potem odbiegy, gono bbnic stopami w
deski.
Mirar odwrci si z umiechem i zobaczy, e Suga przyglda mu si zaciekawiona.
Wzruszy ramionami i poszli dalej.
Gdy przechodzili przez mostek, Mirar dostrzeg w dole jakie poruszenie i wyjrza. Na
ziemi, poniej platform, po obu stronach rzeczki wybudowano mae prowizoryczne
schronienia. Pochwyci zapach odpadkw i ciekw. To tu wanie yli ubosi mieszkacy
Kave, zbierajc to, co odrzucali ci lepiej sytuowani. Ci powyej narzekali na odory z dou,
lecz gdyby biedni nie zbierali zrzucanych z gry mieci i nie dbali o swobodny odpyw wody,
cae miasto cuchnoby o wiele gorzej.
Tintel mwia Mirarowi, e biedni zwizywali razem ciany swych szaasw, aby
tworzyy tratwy, gdyby nadesza powd. Te z kolei cumowali do drzew lub platform, by
woda nie zmya ich do morza. Pentadrianie skazali na niewol trzech bogatych modych ludzi,
ktrzy rok temu dla artu obluzowali cumy kilku tratw. Niektre rodziny zostay uratowane
przez statki i dlatego poznano winnych, ale wikszoci nigdy nie znaleziono.
Im bardziej zbliali si do Hali Wodzw, tym bardziej zatoczone byy werandy
domw. Wszyscy nosili jaskrawe ubrania ozdobione wstkami i kwiatami. Jeszcze wicej
kwiatw zdobio domy i platformy, cho nieosonite przed deszczem, ociekay wilgoci.
Deszcz usta nagle, lecz woda nadal kapaa z dachw. Czasami tum sta tak gsto, e
Suga musiaa chrzka lub gono da, aby ludzie zrobili przejcie. W kocu zobaczy Hal
Wodzw. Podobnie jak Sanktuarium w Kave, hala take bya zbudowana z kamienia.
Przypominaa nisk trjpoziomow piramid, wyrastajc z botnistej ziemi w dole.
Nachylone ciany wzniesione byy z wielkich kamiennych blokw i przypominay ogromne
schody. Porodku konstrukcji wycito schody normalnych wymiarw, prowadzce na
najwyszy poziom. Kady go musia dosownie wspina si po cianach, aby si tam
dosta.

Na pierwszym poziomie sta otwarty pawilon, a kilkoro mczyzn i kobiet siedziao na


trzcinowych fotelach pod dachem. Sucy starali si chodzi ich za pomoc wachlarzy.
Swoje wysiki kierowali przede wszystkim ku ciemnoskrej kobiecie w czarnej szacie,
siedzcej na trzcinowej sofie porodku pawilonu.
Przewodniczka Mirara przeprowadzia go przez most i zatrzymaa si przy jednym z
naronych masztw pawilonu. Ciemnoskra kobieta rozmawiaa z jednym ze swych
towarzyszy. Kiedy skoczy, uniosa wzrok na Mirara, umiechna si, a potem wstaa i
wysza mu na spotkanie.
Jest wysoka, zauway, i chodzi z gracj kogo, kto jest w dobrej formie fizycznej. Jest
raczej smuka ni muskularna, a twarz ma cakiem adn.
- Jestem Genza, Czwarty Gos Bogw - powiedziaa po dekkasku. - A ty jeste Mirar,
niemiertelny przywdca tkaczy snw?
- Tak, to ja - odpar i poczu niespokojny dreszcz, kiedy po tylu latach ukrywania tak
otwarcie przyzna si, kim jest. - Cho uwaam si raczej za zaoyciela i nauczyciela, a nie
przywdc - doda.
Genza skina gow przewodniczce, ktra natychmiast odesza.
- Usid przy mnie - powiedziaa i wskazaa na sof.
Zaj wic miejsce, wiadom, e takie zaproszenie to prawdopodobnie wielki zaszczyt.
Genza przedstawia go pozostaym, w wikszoci patriarchom i matronom bogatych rodw
Kave. Mirar spotka ju niektrych podczas wizytowania chorych. Wrd innych znajdowali
si Oddani Sudzy, wodzowie oraz ambasadorowie z Awenu i Murru.
- A tu s nasi kandydaci.
Wszyscy spojrzeli w stron wejcia do pawilonu. Stanli przed nimi kolorowo ubrani
czterej mczyni i kobieta. Wszyscy nakrelili przed Genz znak gwiazdy. Gos wstaa i
powitaa ich kolejno, yczc im szczcia.
Pierwszym by mczyzna przed czterdziestk, o wosach lekko przyprszonych
siwizn. Sprawia wraenie dbajcego o zdrowie i form, a wzrok mia bystry.
Za nim sta modszy mczyzna o szerokich ramionach i muskularnym ciele czowieka
aktywnego. Cay czas zerka na kogo za Mirarem i zdawao si, e prbuje powstrzymywa
umiech.
Obok sta inny mody czowiek, szczupy i powany. Fizycznie nie wydawa si tak
dobrze przygotowany jak dwaj poprzedni, lecz twarz mia przedwczenie poznaczon
zmarszczkami, sugerujcymi, e wiele czasu powica na mylenie albo na zmartwienia.

Czwartym kandydatem bya kobieta po trzydziestce. Staa sztywno wyprostowana, z


wyzywajc min. Na kocu ustawi si mczyzna, ktrego wiek Mirar oceni na
pidziesit kilka lat. Mia ylaste ciao i agodn twarz. Jego ubranie byo rwnie barwne jak
pozostaych, cho po bliszym przyjrzeniu si byo jasne, e jest uszyte z gorszych tkanin.
Na sowo Genzy picioro zawodnikw zwrcio si twarzami do tumu. Wysza przed
nich, na deszcz. Nad miastem z wolna zapada cisza.
- Dzisiaj kady z obecnych tu kandydatw podda si fizycznym i magicznym Prbom
- oznajmia nienaturalnie mocnym gosem. - Zostan zbadane ich wiedza, inteligencja i
moralno, potem bd ocenione ich reputacja i popularno. Musz pokona wszystkie
Prby, ale zwyciy ten z najwyszym wynikiem. yczcie im szczcia!
W tumie podniosy si okrzyki. Genza uniosa ramiona i znw wszyscy ucichli.
- Pierwsza Prba bada fizyczn si, wytrzymao i sprawno. Wytyczono ciek,
ktr musz pody. Nie prbujcie miesza si w przebieg wycigu - ostrzega. - Oszustwa
czy sabota bd karane mierci.
Opucia rce i zwrcia si do kandydatw:
- Jestecie gotowi?
Caa pitka przytakna.
Nad gow Genzy pojawia si iskra wiata. Iskra rozbysa.
- Prby Wodzw uwaam za rozpoczte! - zawoaa kapanka.
W tumie wybuchy brawa, a zawodnicy ruszyli, zbiegajc z piramidy. Genza wrcia
na miejsce. Chwil pniej Mirar dostrzeg kandydatw biegncych pod domami. Zauway
barwne drgi wbite w ziemi z rozcignitymi pomidzy wstkami i Sugi w czarnych
szatach stojce przy trasie.
Genza znw spojrzaa na Mirara.
- A zatem, Mirarze z tkaczy snw, jak dugo przebywasz w Dekkarze?
- Kilka miesicy.
- I przez jaki czas nie pozwolie si rozpozna, tak?
- Nie miaem pewnoci, czy bd tu bezpieczny. - Urwa na moment, a potem unis
pytajco brew i spyta kobiet: - A jestem?
Umiechna si.
- To zaley od twoich planw. Gdyby postanowi zawadn Dekkarem,
zadbalibymy o to, aby byo to najkrtsze w historii panowanie Wodza. A byo kilka bardzo
krtkich.

- Nie mam ambicji, aby rzdzi jakimkolwiek krajem. Do tego zadania lepiej nadaj
si ludzie tacy jak ty.
- A kim ja jestem?
Przyjrza jej si, zaskoczony pytaniem.
- Wybrank bogw. Inteligentn. Pikn. Ludzie lubi przywdcw o takich cechach.
Opara si i spojrzaa na niego spod pprzymknitych powiek.
- Jeste czarujcy i nawet cakiem przystojny. Musz przyzna, e spodziewaam si
raczej starca.
Umiechn si.
- Jestem starym czowiekiem.
Rozemiaa si. Pochylia si do przodu i lekko dotkna jego kolana.
- Powiem ci co w sekrecie. Te nie jestem tak moda, na jak wygldam.
Znw poczu zdziwienie. Genza patrzya na niego znaczco, a umiech miaa figlarny.
Myl, e ze mn flirtuje, a gdyby nie bya...
Gosem? Nie sysza nic, co by sugerowao, e Gosy zachowuj celibat. Wiedzia, e
ich Sudzy nie, cho zawsze podejrzewa, e te plotki o rytualnych orgiach s przesadzone.
Czy zachowuje si wobec mnie przyjanie, czy proponuje co wicej?
Gdyby to drugie byo prawd, to co powinien zrobi? Bya kobiet atrakcyjn i co mu
mwio, e dowiadczon... ale co innego kazao mu si zawaha.
Moe to naturalna ostrono? Nie mia pojcia, co moe wynikn z wejcia w oe
kobiety o takiej wadzy. A potem przypomnia sobie, e pentadrianie w Jarime jeszcze kilka
miesicy temu organizowali zabjstwa tkaczy snw. Genza moga mie z tym co wsplnego
i sama ta myl wystarczya, aby zgasi jego zainteresowanie.
Wydawao si, e to wyczua. Opara si wygodniej.
- Jakie wic masz plany na przyszo, tkaczu Mirarze? - zapytaa.
Wzruszy ramionami.
- Wszdzie w Ithanii Poudniowej s moi ludzie. Chciabym przewdrowa cay
kontynent, uczc si jzykw i obyczajw, a przy tym naucza uzdrawiania, jak to robiem w
przeszoci.
Pokiwaa gow.
- W takim razie musisz odwiedzi Glymm. Przybd do Sanktuarium i przedstaw si
Gosom. - Umiechna si szerzej, opucia gow i spojrzaa na niego z ukosa. - Nawet jeli
nie zrobisz na nich wraenia, to na mnie ju zrobie... Widz potencja dla korzystnego
przymierza.

Zamia si i popatrzy na ni z uwag.


- Wasi bogowie dobrze wybrali. Nie jestem pewien, czy prbujesz uwie mnie
politycznie czy fizycznie?
Oczy jej bysny, gdy umiechna si szeroko.
- Sukces to osignicie pozycji, gdzie czyje zdolnoci s najlepiej wykorzystywane.
Przytakn.
- To prawda. Obawiam si, e niekiedy okazywaem si dla tkaczy zym przykadem.
Staram si unika tego, do czego brak mi uzdolnie. Mam talent uzdrowiciela, nauczyciela i
przewodnika, wic mog przemawia w imieniu tkaczy snw tylko w bardzo ograniczonym
zakresie.
- Jednak twoje dziaania jako nauczyciela i przewodnika mog wpyn na przyszo
tkaczy snw. Moesz ich poprowadzi, powiedzmy, odwie od przyjani z pentadrianami.
- Mgbym, ale nie zrobi tego, oczywicie.
- Oczywicie.
- Mgbym te w ich imieniu szuka gwarancji, e pentadrianie nie wyrzdz nam
wicej krzywd.
Zmruya oczy, sugerujc, e dostrzega nawizanie do zabjstw w Jarime.
- Bd zatem pewien, e nie czujemy adnej wrogoci do tkaczy snw - zapewnia.
adnej wrogoci? pomyla. Ale nie zawahacie si znw powici pojedynczych
istnie, jeli posuy to waszym celom.
- Co wiesz o kandydatach? - spytaa, zmieniajc temat.
Wzruszy ramionami.
- Bardzo niewiele. Tylko plotki, ktre usyszaem od innych tkaczy. Nie do koca
rozumiem, po co s te Prby. Ten test fizyczny. Czy to konieczne? Wadca moe by
sprawny, a jednak nie nadawa si do rzdzenia.
Genza westchna tylko.
To tradycja. Zwiksza szans, e wadca przetrwa jaki czas. Prba fizyczna nie jest
zbyt cika, ale eliminuje sabszych i tych skonnych do lenistwa i luksusw.
- Mog zrezygnowa z lenistwa tylko na krtki czas, jakiego wymaga zwycistwo.
- Tak - zgodzia si. - Zawsze jest te szansa, e modo kandydata pozwoli dobrze si
spisa w tej chwili, lecz luksusy i lenistwo pniej zniszcz mu zdrowie. A skoro mowa o
luksusie...

Sucy wnieli do pawilonu pmiski z jedzeniem i due dzbany. Przez nastpn


mniej wicej godzin Genza zachcaa towarzystwo, eby jedli i pili. Z ich bezustannych
podzikowa Mirar odgad, e to ona pacia za uczt.
Od czasu do czasu kto dostrzega jednego z kandydatw i wskazywa go. Rozmowy
kieroway si wtedy ku spekulacjom co do zwycizcy i rosy stawki zakadw. Dwaj modzi
ludzie jako pierwsi powrcili do pawilonu, gdzie kazano im podnosi cikie kamienne kule
coraz wikszych rozmiarw. Potem przybya kobieta, ale nie szo jej podnoszenie, bystrooki
mczyzna pojawi si wkrtce po niej i poradzi sobie cakiem dobrze, a starszy czowiek
przybieg ostatni, ale zaskoczy wszystkich swoj si.
Po chwili kilku muskularnych mczyzn wtoczyo do pawilonu du drewnian ram
klatki wielkoci pokoju. Ze wszystkich stron pokrywaa j cienka siatka. Przed Genz
ustawiono proste urzdzenie do pomiaru czasu, piknie wykonane ze szklanych rurek. Mimo
gwaru rozmw dookoa Mirar usysza ciche brzczenie. Nabrao mocy, gdy przy siatce
postawiono pi duych koszy.
Miasto zareagowao gwarem, Mirar wyczuwa podniecenie i ciekawo. U
kandydatw wykrywa niepokj i odrobin strachu. Najbardziej wystraszony wydawa si
mody muskularny mczyzna.
Genza zbadaa ram, obchodzc j powoli. Po zatoczeniu penego krgu zwrcia si
do kandydatw.
- To Prba waszych zdolnoci magicznych. Jak si zapewne domylilicie, w kadym
z tych koszy s ostrosy. Po sto w kadym, a musz was zapewni, e nieatwo byo je
policzy. Kolejno wejdziecie do klatki, siatka zostanie zapita, a ostrosy uwolnione. Musicie
sami siebie chroni i moliwie szybko magicznie zabi cay rj. - Umiechna si. - Jeli
ktokolwiek z was wtpi, czy zdoa wykona to zadanie, niech zrezygnuje od razu. Mamy tu
tkacza snw, ale pewnie wolaby nie spdzi caego popoudnia na usuwaniu larw ostrosw z
waszych cia.
aden z kandydatw si nie ruszy, cho muskularny mody czowiek drgn.
- Dobrze. Kto wejdzie pierwszy?
Kandydaci wymienili spojrzenia, a potem wystpi bystrooki mczyzna. Z tumu
rozlegy si oklaski. Genza kazaa mu wzi jeden z koszy i wnie do rodka. Ustawi go w
kcie, a potem odszed na drugi koniec klatki. Zapito starannie siatk, Genza odczekaa, a
wszyscy umilkn, a potem wykonaa drobny gest doni. Pokrywa kosza odskoczya i
wyfrun czarny obok.

Bystrooki natychmiast zaatakowa magi, cigajc tym na siebie uwag ostrosw.


Trudno byo dostrzec pojedyncze owady, tak szybko si poruszay. Mirar dostrzega czasem
obrazy segmentw ogona lub czukw. Brzczenie skrzyde oguszao, ale rozbyski magii
byy bezgone.
Mirar sysza o tych owadach z dungli. Magiczne ukszenie pojedynczego owada
byo bolesne, cho nie miertelne. Jednak atak wielu insektw powodowa, e zwierz mogo
zosta sparaliowane. W wikszoci wypadkw owady odurzay zwierzta tylko po to, aby
chroni gniazda. Jednak o pewnych porach, pod wpywem peni ksiyca, atakoway, aby
zoy jaja w ywym ciele. Nad koszem wisiaa lampa, by zbudzi w ostrosach ten sam
instynkt.
Co zreszt byo zbdne dla tej Prby. Ostrosy atakoway gwatownie nawet bez
potrzeby skadania jaj, a kandydaci mieli si wykaza nie umiejtnoci walki z nimi, a tym,
ile czasu zajmie im wybicie wszystkich.
Brzczenie cicho powoli. Kiedy mczyzna zabi ostatniego owada, Genza spojrzaa
na czasomierz.
- Pi i p miarki. Dobry wynik.
Mirar poczu, e ogarnia go napicie, gdy kolejni kandydaci wstpowali do klatki.
Pierwszy mczyzna okaza si najszybszy, ten starszy za niemal mu dorwna. Powany
mody czowiek usuwa owady powoli, co zdradzio Mirarowi, e prawdopodobnie nie jest a
tak Obdarzony, by ciga magi niezbdn do wielokrotnych uderze.
Kiedy wypchnito klatk, na pododze chrzciy martwe owady. Kandydaci usiedli i
dostali wod i troch owocw.
Genza zachcia jednego z patriarchw w pawilonie, by zada im jakie pytanie.
Mczyzna opisa jaki skomplikowany scenariusz handlowy, obejmujcy matematyk i
zrozumienie terminw handlu. Wkrtce stao si jasne, e najstarszy mczyzna ma kopoty i
z jednym, i z drugim.
Genza wybraa kolejn osob, by zadaa pytanie, potem nastpn. Mirar zacz si
zastanawia, czy kady z obecnych bdzie przepytywa kandydatw. Wodzowie i Oddani
Sudzy korzystali z tej okazji z entuzjazmem, pytajc o strategi albo religi. Inni
patriarchowie sprawdzali wiedz kandydatw o prawie i pytali o dylematy moralne.
Kiedy wszyscy ju zadali pytania, Genza zwrcia si do niego.
- Nie poprosiam ci, aby przygotowa pytanie, Mirarze, ale moesz jakie zada, jeli
masz ochot.
Kiwn gow.

- Dzikuj, bd zaszczycony. - Zwrci si do kandydatw. - To pytanie jest


skierowane do was wszystkich. Nie wymaga oblicze ani recytacji praw. Chciabym po
prostu wiedzie, co podczas swego panowania zrobilibycie dla ludzi z dou.
Kobieta si umiechna, starszy mczyzna poczerwienia z radoci i wyprostowa si
dumnie, ale trzej pozostali zmarszczyli czoa. U chudego modego czowieka bya to jednak
zmarszczka zamylenia, u dwch pozostaych raczej grymas niezadowolenia.
- Zapytam ich, czego potrzebuj, i sprbuj dostarczy to, na co mona sobie... zacza kobieta.
- Trzeba zbudowa platformy - rzek starszy mczyzna. - Miasto sta na to. I kiedy
tylko znajdziemy si nad ziemi, bdziemy mieli tak sam szans jak wszyscy pozostali, a
miasto bdzie zdrowsze.
Mirar zwrci si do bystrookiego mczyzny, a ten spojrza na Genz i wzruszy
ramionami.
- Nic. Zawsze bd ludzie na dole. Nic nie moemy zrobi, aby im pomc, jeeli sami
sobie nie pomog.
Starszy mczyzna rzuci mu gniewne spojrzenie. Otworzy usta, ale kiedy Genza
chrzkna, zrezygnowa i zgarbi si na siedzeniu.
Mirar spojrza wyczekujco na dwch modych ludzi. Ten muskularny wzruszy
ramionami.
- Zaoferowabym pomoc tylko tym, ktrzy na ni zapracuj.
- Tak - zgodzi si ten powany. - Cho nie moemy oczekiwa, e bd pracowali
bardzo sabi lub bardzo modzi. Cz pomocy mona udzieli za darmo, a cz powinna
zachca do dziaa. Musimy pogodzi si z tym, e zawsze bd istnieli ludzie odrzuceni
przez spoeczestwo i ci, ktrzy nie potrafi sami sobie poradzi. Ale dla dobra miasta i
przyzwoitoci powinnimy szuka sposobu, aby poprawi ich los.
- Interesujce pytanie na koniec - przyznaa Genza. Wstaa, a jej gos odbi si echem
w caym miecie. - A teraz rozpocznie si Prba Reputacji.
Kandydaci wstali i przesunli si na bok. Suba zabraa stoki. Mirar zauway, e
deszcz znw usta i sabe wiato soca rozjanio nieco dzie.
- Teraz Prbie podlega reputacja kadego z kandydatw - zawoaa Genza. - Kady
moe przemwi w obronie lub przeciwko kademu z nich. Bdziemy sucha i rozwaa
wasze sowa.

Przez kilka kolejnych godzin ludzie stali w kolejce do pawilonu, aby opowiedzie o
swych spotkaniach z kandydatami. Niektrzy wyranie chcieli tylko spojrze na Genz albo
opowiedzie o drobnych krzywdach, choby o oszustwie przy wydawaniu reszty.
Mirar zauway, e starszy mczyzna jest popularnym przywdc wrd ludzi z
dow, podczas gdy kobieta bya lubiana powyej. Niewielu miao do powiedzenia co zego
o ktrymkolwiek z nich.
Modsi mczyni mieli mniej zwolennikw, a wicej krytykw. Muskularny
modzieniec mia skonnoci do gupich zachowa i pijastwa. Najgortszym oskarycielem
bystrookiego by utykajcy podstarzay kupiec, ktry twierdzi, e wysano na niego zabjc,
by nie mg zdradzi nielegalnego handlu, w ktrym uczestniczy ten czowiek.
Zabrzmia dzwon oznaczajcy koniec Prby. Niektrzy z tych, ktrzy nie zdyli
przemwi, byli wyranie zagniewani, ale odesano wszystkich. Raz jeszcze Genza odezwaa
si do tumu.
- A teraz rozpocznie si Prba Popularnoci. Zostawcie swoje wstki w
przygotowanych koszach. Dzi wieczorem kosze zostan zwaone, punkty zdobyte przez
kadego z kandydatw podsumowane, i poznamy nowego Wielkiego Wodza.
Mirar przyglda si, jak obywatele Kave zaczli przechodzi przez most. Z wielkiego
kosza wybierali wstki, a potem umieszczali je w jednym z piciu, oznaczonych barwami
kandydatw. Przy kadym z koszy sta Suga i obserwowa pilnie.
Genza wrcia na miejsce, po czym skrzywia si przepraszajc:
- Obawiam si, e to najnudniejsza cz rytuau, ale przynajmniej moemy sobie
wzajemnie dotrzymywa towarzystwa.
- Prby okazay si ciekawsze, ni si spodziewaem - zapewni. - Jestem wdziczny
za zaproszenie.
Rozemiaa si cicho.
- To dobrze. A wic... Jedno z tej pitki zostanie dzi wieczorem Wielkim Wodzem
Dekkaru - stwierdzia. - Jak sdzisz, kto z nich zwyciy?
- Ten, ktrego ty i lud Dekkaru uznacie za najbardziej odpowiedniego - odpar.
- Dyplomatyczne. Czy pokusisz si o odgadnicie, kto to?
Wzruszy ramionami.
- Nie wiem o nich wystarczajco wiele.
Uniosa brwi.
- Naprawd si nimi nie interesowae, prawda?
- Nie.

- Wydawaoby si, e cho troch ci zainteresuje, kto bdzie nastpnym Wielkim


Wodzem. Przecie to z nim bdziesz mia do czynienia.
- Wtpi, czy pojawi si ku temu jakie powody. Wol si nie miesza do polityki.
Umiechna si lekko.
- A co zrobisz, jeli polityka wmiesza si do ciebie?
- Bd si stara j zniechci.
- A ja? Czy mnie te sprbujesz zniechci?
Mirara ostrzegawczo zamrowia skra. Sprbowa si umiechn.
- Gdybym musia, cho przyznaj, e nie sprawioby mi to przyjemnoci.
Umiechna si szerzej.
- Wic nie rb tego. Za par dni wracam do Glymmy. Chciaabym, aby mi
towarzyszy. Powiniene pozna inne Gosy.
Dreszcz przebieg Mirarowi po grzbiecie. To nie byo zaproszenie, cho nie by to te
rozkaz. Przyglda si jej z powag.
- Zapewniam, e jestem zaszczycony tym zaproszeniem. Zamierzam odwiedzi
Glymm i chciabym pozna inne Gosy. Ale wolabym najpierw pozna lepiej Ithani
Poudniow. Czy moja wizyta musi nastpi tak prdko?
Kiwna gow.
- Podre mog zaczeka. Nie ma teraz dla ciebie waniejszej sprawy ni zawarcie z
nami przyjaznej znajomoci. - Spojrzaa agodniej i przechylia gow. - Sdz te, e
bdziesz miym towarzystwem podczas drogi powrotnej.
Mirar zdusi westchnienie. Niestety, nie zdoa jej odmwi.
- Kiedy wyjedasz?
- Za dwa dni.
Brawa day mu pretekst, by spojrze w inn stron. Muskularny mody czowiek
wykonywa wiczenia akrobatyczne, by zabawi gosujcych. Genza parskna niechtnie.
- Dziki bogom, e nie tylko popularno wpywa na wybr Wodza - mrukna.
- Czy te Prby maj jaki wpyw na decyzj?
Przyjrzaa mu si z uraz, najwyraniej jednak udawan.
- Oczywicie, e tak. Gdybymy nie pozwolili ludziom wierzy, e mieli w tym swj
udzia, mogliby nie uzna naszej decyzji.
Pokiwa gow.
- Tak mylaem.
- Nie popierasz tego?

- Ale skd. Wiem, e wybierzecie mdrze.


- Jak moesz by tego pewien?
- Wprawdzie ty i inne Gosy pewnie nie zawahalibycie si przed stumieniem
ewentualnych rozruchw w Kave, ale jestem pewien, e wolaaby nie pokonywa zbyt
czsto tej dugiej trasy, zwaszcza latem.
Zamiaa si cicho.
- O tej porze roku Kave nie wyglda najlepiej. Ale nie ma lepszej pory na wizyt w
Glymmie. Pojedziesz ze mn?
Zastanowi si. Nie mia adnych wanych powodw, by odmwi, ryzykujc uraenie
jej i innych Gosw. A skoro i tak pewnie pozna te Gosy, rwnie dobrze moe skorzysta z
zaproszenia. Kiwn gow.
- Wspaniale - zawoaa. - Ka przygotowa dla ciebie kabin na mojej barce.
W tumie znw rozlegy si oklaski. Spogldajc na miasto, Mirar wrci pamici do
bitwy midzy cyrklianami a pentadrianami. Pamita, jak obserwowa kobiet w czarnej
szacie, jedn z przywdcw pentadrian, ktra wyrzynaa miertelnikw za pomoc magii.
Zrozumia wtedy, e Genza bya tym Gosem, ktry wada czarnymi ptakami atakujcymi
Siyee, szarpicymi skrzyda, wydziobujcymi oczy, strcajcymi lud nieba na ziemi, ku
mierci.
I co z tego? Auraya pewnie zabia rwnie wielu pentadrian, przypomnia sobie.
Jednak atwiej mu byo wyobrazi sobie aujc tych czynw Auray ni Genz.
Od poprzedniego dnia Auraya wiele dowiedziaa si o Pierwszym Gosie Nekaunie. Kiedy
przekazaa dwjce Siyee skradzion ywno, przeniosa Figla na nowy punkt obserwacyjny.
Stamtd umysem i wzrokiem przygldaa si wydarzeniom na dole. Cho go wyczuwaa,
jednak nie moga zajrze do umysu Pierwszego Gosu; moga tylko obserwowa go przez
oczy innych.
Zosta wybrany przez swj lud, nie przez bogw. Przedtem zarzdza wityni Hrun,
jednej z pentadriaskich bogi. Bya to dobrotliwa bogini, zajmujca si mioci i rodzin, a
jego zadaniem byy organizacja i kierowanie rytuaami wityni.
Drugi Gos Bogw, Imenja, podobno nie zgadzaa si z Nekaunem i go nie lubia.
Przypisywano to faktowi, e doradczyni Imenji, Towarzyszka Reivan, bya podobno obecn
kochank Nekauna. Wszyscy spodziewali si poprawy sytuacji, gdy znany z niestaoci uczu
Nekaun znajdzie sobie kogo innego.

Przyjemnie jest wiedzie, e nasi wrogowie tak samo jak my lubuj si w skandalach i
plotkach, pomylaa.
Imenja i dwa inne Gosy byli w Glymmie. Jak na ironi, Genza, kobieta kierujca
bojowymi ptakami, ktre Siyee prbowali zaatakowa, znajdowaa si teraz najdalej od
miasta, uczestniczc w ceremonii na dalekim poudniu kontynentu.
Auraya dowiedziaa si te wiele o pentadriaskiej religii. Informacje zebrane przez
szpiegw Biaych mwiy o imionach Gosw, bogw, a take kilku Oddanych Sug, jednak
aden cyrkliaski szpieg nie potrafiby dostarczy tylu szczegw na temat ich wierze i
hierarchii. Wszyscy Sudzy potrafili uywa magii, z wyjtkiem - co ciekawe - Towarzyszki
Reivan, ktra zyskaa to stanowisko w zamian za zasugi oddane podczas wojny.
Reivan bya wczeniej czonkiem grupy intelektualistw, znanych jako Myliciele. W
Jarime istniay towarzyskie krgi akademikw i entuzjastw wiedzy, ale nie byo niczego
przypominajcego t zorganizowan spoeczno kobiet i mczyzn oddanych nauce.
Wkrtce po wschodzie soca miasto zaczo si budzi. Z Figlem na kolanach Auraya
obserwowaa, jak pentadrianie wstaj do codziennych zaj. Jednak niektrzy byli zajci
mniej typowym zadaniem, organizujc i dogldajc transportu schwytanych Siyee do
Glymmy.
Auraya widziaa, jak w jednej czci miasta wynajmowano odkryte platteny, a w innej
Siyee dostawali wod i chleb. Obserwowaa Nekauna przez oczy Sug. Cay czas szukaa w
jego planach luk, ktre mogyby da Siyee szans ucieczki.
Jak dotd Siyee byli dobrze pilnowani niedaleko Nekauna, wewntrz budynku. Kiedy
znajd si na zewntrz, jedyn osob, ktra moe jej przeszkodzi w ich uwolnieniu, by
wanie Nekaun. Jednak musi sprbowa, zanim dotr do Glymmy. Bya pewna, e gdy
znajd si w miecie, ucieczka bdzie o wiele trudniejsza.
Kolumna plattenw czekaa ju przed budynkiem. Pierwszy Gos przeszed wzdu
nich, jakby dokonywa inspekcji. Staa, wyczuwajc, jak wrd Siyee narasta lk.
Wyprowadzano ich z sali, w ktrej byli wizieni, a pentadrianie eskortowali ich na zewntrz
budynku. Patrzya, jak jeden po drugim wchodz na platteny i s przykuwani do elaznych
piercieni na burtach wozw.
Gdyby tylko nie byo tu Nekauna, pomylaa.
Ale nawet gdyby, to jak mogaby uwolni Siyee, nie bronic si przed atakami Sug?
Zacisna zby. Gos Chai odbi si echem w jej pamici: Jeli ta twoja zasadzka doprowadzi
do tego, e ona si od nas odwrci....

Postanowia, e rozczaruje Huan. Jeli ma zawie w tecie lojalnoci, to czynic co


mniej trywialnego ni walka, gdy zakazano jej walczy.
A jeli rezygnacja z walki doprowadzi do mierci Siyee? Auray bolaa ju szczka od
zaciskania zbw. Rozmasowaa minie, a potem westchna. Bd moga to rozstrzygn,
kiedy - i o ile - nadejdzie czas. Ale jeli oni zgin, Huan za to zapaci. Jako.
Skrzywia si, syszc wasne myli. Jak mogo doj do tego, e planowaa zemst na
jednym z bogw, ktrych kiedy kochaa?
Mirar uznaby to za zabawne.
Platteny byy ju pene Siyee i pentadrian. W ostatnim z pojazdw znalaz si tylko
Nekaun z wonic. Ruszyli naprzd.
Ludzie zatrzymywali si i patrzyli na sunc przez miasto procesj. Siyee byli dla nich
widokiem niezwykym, a take przeraajcym. Podczas wojny zabili wielu pentadrian.
Kiedy platteny dotary do granicy miasta i podyy drog w stron Glymmy, Auraya
wstaa. Figiel zaprotestowa sennie, kiedy wkadaa go do plecaka.
- Plecak le - wymrucza.
- Przykro mi, Figiel - odpara.
Zstpia ze skalnej iglicy, na ktrej siedziaa przez ca noc, i pomkna za Siyee i ich
stranikami.

21
Przed zniczem Sanktuarium z pochylon gow staa znajoma posta. Reivan zbliya si
wolno i zatrzymaa kilka krokw od niej, nie chcc przerywa Imenji zamylenia. Usyszaa,
jak Drugi Gos mruczy modlitw, a potem zobaczya, e si prostuje.
- Och, Reivan. - Imenja odwrcia si z umiechem. - Czym musimy si dzi zaj?
Reivan stana obok. Ogie falowa i strzela niczym cienki materia na wietrze. Jego
bezustanne poruszenia byy hipnotyczne, mwiono te, e bogowie mog odebra rozum
komu, kto zbyt dugo bdzie si w niego wpatrywa. Z wysikiem odwrcia wzrok.
- Karneya znw zwrci si do nas, by darowa synowi niewol. Prosia, ebym
meldowaa, gdy znowu sprbuje.
Imenja skrzywia si.
- al mi go. Trudno si pogodzi z tym, e wasne dziecko popenia straszn zbrodni.
- W kadym innym kraju skazano by go na mier.
- Owszem - zgodzia si. - I nie moemy speni jego proby, ale napisz do niego. Co
jeszcze?
- Tiemel Steerer chce zosta Sug, ale uwaa, e nie spodoba si to ojcu.
- Ma racj. To trudna sprawa.
- Ojciec nie jest w stanie mu przeszkodzi.
- Ale sprbuje. Nawet jeli to oznacza, e bdzie musia go porwa i wysa do Jarime.
- Tak bardzo nas nie lubi?
Imenja zamiaa si gono.
- Nie, wrcz przeciwnie. Ale Tiemel jest jego jedynym synem. Kto bdzie kierowa
flotyll, gdy ojciec si zestarzeje?
Reivan nie odpowiedziaa. Lepiej sprzeda cay interes, ni eby syn spdzi dugie
lata, zajmujc si tym, czego nie znosi, i marnujc magiczny Talent.
Imenja odwrcia si nagle i spojrzaa w dal. Zmarszczya czoo, a potem odprya si
i westchna.
- Te sprawy musz zaczeka - rzeka. - Powrci nasz niesforny znajomy.
- Nekaun? - Reivan poczua dreszcz nadziei.

Imenja skina gow i umiechna si ze zrozumieniem.


- Tak.
Umiech Drugiego Gosu sta si jeszcze szerszy, gdy Reivan poczua, e oblewa si
rumiecem.
- Wic chodmy razem.
Zabraa Reivan od znicza w stron budynkw Sanktuarium. Na pocztku napotykani
Sudzy byli raczej milczcy; zatrzymywali si na widok Imenji, by wykona znak gwiazdy. A
potem przemkn goniec i jego popiech sprawi, e Imenja zatrzymaa si i skupia. Bliej
wejcia do Sanktuarium napotkali niewielk grup szepczcych midzy sob Sug.
- Co si dzieje? - spytaa Reivan.
Imenja westchna.
- Syszeli raporty, e prowadzi z sob winiw. I e to nie s zwykli ludzie.
Wyczuwajc w gosie Imenji zniechcenie, Reivan uznaa, e dalsze pytania lepiej
zachowa dla siebie. Byo jasne, e jej pani nie pochwala tajemnic Nekauna. Gdyby ludzie si
domylili, e inne Gosy nie znay powodw jego zniknicia, mogliby doj do wniosku, e
Nekaun im nie ufa lub nie ceni ich zdania.
Dotary do holu i przeszy na drug stron. Pod jednym z ukowych przej czekali
Shar i Vervel. Imenja podesza do nich.
- Oto nadchodzi - mrukn Shar.
Spogldajc za jego wzrokiem, Reivan zauwaya, e zza jednego ze skrzyowa
Parady wlewa si tum. Rozla si po gwnej arterii i podzieli na dwie czci, zostawiajc
miejsce, by do Sanktuarium mogo podjecha kilka otwartych plattenw.
Siedzieli w nich Sudzy i grupa dzieci ze skrpowanymi rkami przywizanymi do
burt wozw.
Reivan usyszaa pene zdumienia syknicia; podzielaa to zaskoczenie. Dlaczego
Nekaun uwizi te dzieci? Co zrobiy, by zasuy na takie traktowanie?
- Siyee - rzek Vervel gosem cichym i mrocznym od nienawici.
Siyee? Reivan przyjrzaa si uwaniej. Twarze winiw nie naleay do dzieci, lecz
do dorosych. W jej umyle rozbysy wspomnienia z wojny. Trudno byo okreli wielko
ludzi nieba, kiedy znajdowali si w powietrzu. Jednak widziaa martwych, na ziemi. Jednego
nawet zbadaa, cho znieksztacone koczyny i tworzca skrzyda membrana napeniay j
fascynacj, ale i obrzydzeniem. Niektrzy z Mylicieli chcieli zabra kilku z sob, aby
przestudiowa ich budow, ale Gosy zakazay tego.

Ostatni platten wiz tylko jednego pasaera, a jej serce podskoczyo, gdy zobaczya
szeroko umiechnitego Nekauna. Kiedy si zatrzymali, zeskoczy i bez wysiku wbieg po
schodach. Nie spojrza nawet na Reivan, skupiajc uwag na Gosach.
- Jak sobie radzilicie przez ostatnie par dni? - zapyta. - Mam nadziej, e wszystko
przebiegao gadko pod moj nieobecno.
- Dostatecznie gadko - odpar spokojnie Vervel. - Widz, e bye zapracowany.
- Owszem. - Nekaun spojrza na platteny. Sudzy zaczynali odwizywa winiw od
piercieni. Siyee byli skuci razem za kostki. - Bogowie poinformowali mnie, e wojownicy
Siyee przybywaj, aby zaatakowa Klaff, i e powinienem zmierzy si z nimi i z ich
czarownic.
- Czarownic? - powtrzy Shar.
Nekaun unis gow i wzrokiem przebieg po niebie.
- By Bia.
Imenja sykna zdumiona.
- Auraya?
Spojrza na ni z umiechem.
- Tak. Podaa tutaj za nami, wic nie wtpi, e jest gdzie blisko.
- Czy stanowi zagroenie? - spyta Vervel.
- Raczej nie. Siyee wierz, e bogowie zakazali jej walki z nami. - Nekaun umiechn
si, a potem spojrza na ludzi nieba. - Lepiej odprowadmy winiw do celi.
Odstpi o krok. Reivan poczua ukucie rozczarowania - nie spojrza na ni, nawet
przelotnie.
- W Sanktuarium nie ma cel - przypomniaa Imenja.
Nekaun odwrci si z umiechem.
- Ale s, tylko bardzo dawno nie byy uywane. Kiedy chcia ju odej, Imenja
prychna z niechci.
- Jaskinie - stwierdzia z wyranym niesmakiem. - Kim si stajemy?
- Oni s naszymi wrogami i prbowali nas zaatakowa - przypomnia Shar.
- Miejsce Siyee jest w kompleksie wiziennym - owiadczya. - Poza Sanktuarium.
- Nekaun musi by blisko, aby nie dopuci do ich uwolnienia przez Auray. - Shar
wzruszy ramionami. - Nie moemy przecie da, eby zamieszka w wizieniu.
Imenja zmarszczya brwi, a potem westchna. Reivan zawahaa si, gdy jej pani
odwrcia si gwatownie i odesza. Drugi Gos przystana, obejrzaa si i umiechna z
wyranym wysikiem.

- Chodmy, Towarzyszko Reivan - powiedziaa spokojnie. - Mamy prac do


wykonania.
Sreil by obolay. Rce go pieky od trzymania ich tak dugo w jednej pozycji, a przeguby
byy zaczerwienione i obtarte przez powrz, ale to nie wszystko. Wozy, ktre wiozy ich do
miasta, bezustannie trzsy si i podskakiway, a Sreil mia wraenie, e wszystkie koci
powypadaj mu ze staww. Minie bolay od zapierania si o burty wozu, z boku mia sica,
bo uderzy si o porcz.
To by dopiero pocztek. Na pewno czekay ich gorsze rzeczy. By o tym przekonany
od samego pocztku, kiedy przygniota ich sie. Pentadrianie nie zabili ich, a zatem musieli
mie jaki inny straszliwy plan.
Poprzedniej nocy w duej sali zasypanej such traw, w towarzystwie zwierzt
cigncych wozy, zwizany, spa niespokojnie. Drczyy go koszmary pochodzce z dawnych
historii o pierwszych dniach Siyee. O czasach, gdy ich ciaa odksztacay si i zmieniay.
Starsi powtarzali te historie szeptem, w ciemnociach. Mdrze byo pamita ich ofiar i koszt
przeksztacenia. Bl. Cierpienia przy bdach. I tych zdeformowanych.
Te historie powracay teraz, aby go mczy, by moe cigane blem wykrconych
rk.

Pojedyncza

pochodnia

na

stojaku

bya

jedynym

owietleniem

olbrzymiego

pomieszczenia, w ktrym si dzi znaleli. W tej powiacie szerokie kolumny, do ktrych ich
przykuto, wyglday jak drzewa w Przestrzeni. Na podwyszeniu z boku wznosio si
ogromne kamienne krzeso, rozsypujce si ze staroci. By moe jeden z pentadriaskich
bogw bywa tu od czasu do czasu. A po tej myli zaraz nadesza inna: e Siyee zostali tu
sprowadzeni jako ofiary.
Oderwa swe myli od tych mrocznych miejsc, ale w efekcie wrci pamici do
matki; jak bdzie rozpaczaa, kiedy usyszy o ich klsce... Mia nadziej, e Siyee, ktrzy
uciekli, dotr do domu. Jeli nie, to matka moe posa nastpnych, eby si dowiedzieli, co
zaszo. Byo jasne, e zostali zdradzeni, a zatem pewnie i nastpni wpadn w puapk.
- Sreil.
A podskoczy, syszc ten gos; obejrza si. Patrzy na niego Siyee przykuty z drugiej
strony kolumny.
- Tiseel?
- Zastanawiaem si - powiedzia wojownik - nad tym, kto nas zdradzi.
Sreil zauway, e inni Siyee suchaj i obserwuj.
- Ja te - zapewni.

- Nie mylisz... Nie uwaasz chyba, e to Auraya?


- Nie - odpar twardo.
- Ale nam nie pomoga.
- Nie pozwolono jej. Bogowie zakazali jej walczy, pamitasz?
Tiseel westchn.
- Ale dlaczego to zrobili? Przecie to bez sensu. A moe ona tylko tak mwi.
- Teel te to mwi. Gdyby nas zdradzia, jechaaby razem z pentadrianami, a nie
podaa za nami w powietrzu - przekonywa Sreil. - Ten dowdca pentadrian cay czas j
obserwowa, jakby si ba, e ich zaatakuje.
Inni Siyee pokiwali gowami.
- Wic kto? - zapyta Tiseel. - Na pewno nikt z Siyee. Sreil pokrci gow.
- Nie. Co by na tym zyska?
- To zrobili ziemiochodzcy - sykn kto. - Szpieg, ktry usysza o naszych planach
od Biaych.
- To moliwe - zgodzi si Sreil.
- A moe Elai? - doda kto.
Wszystkie gowy zwrciy si w jego stron. Wzruszy ramionami.
- Syszaem, e klan Piasku podejrzewa Elai o handel z pentadrianami.
- Oni nigdy by nas nie zdradzili - stwierdzi Tiseel. - Zreszt jak mogliby si
dowiedzie o naszych planach?
- Huan mwi, e pentadriaski czarownik czyta w mylach - odezwa si nowy gos.
Wszystkie oczy zwrciy si w stron Teela. - Odczyta nasze zamiary z myli, kiedy
przelatywalimy nad miastem.
Sreil poczu, e serce w nim zamiera. To ja prowadziem nas nad miastem. To
wszystko moja wina. Ale skd mogem wiedzie, e ich przywdca jest do tego zdolny. Nikt
mi o tym nie powiedzia. Ani Auraya, ani Teel...
- Teelu, czy bogowie pozwol Aurai nas uratowa? - zapyta kto.
- Nie wiem - przyzna kapan. - Moe tylko wtedy, kiedy nie bdzie to wymagao
walki.
- A moe nasze schwytanie byo czci jakiego wikszego planu?
- Nie wiem - powtrzy Teel. - Moemy tylko zachowa wierno i si modli.
Po czym przystpi do tego drugiego. Wprawdzie kilku Siyee jkno ze
zniechceniem, ale Sreil czu, e te sowa go uspokoiy. Pocieszaa go nadzieja, e jest czci
oglnego schematu rzeczy.

e to nie by mj bd, powiedzia sobie.


Przymkn oczy i skupi si na sowach modego kapana, w nadziei e odpdz od
niego ponure myli.
ciany na dolnych poziomach Paacu Hannai byy tak grube, e komnaty wydaway si
poczone z sob krtkimi korytarzami. Wykuto w nich wnki, a niektre wyoono nowym
kamieniem. Wyglday z nich popiersia wanych kobiet i mczyzn z nieodmiennie srogimi
minami.
Mijali j mczyni i nieliczne kobiety. Emerahl atwo byo sobie wyobrazi, e starali
si jak najszybciej wydosta z tego dusznego miejsca. Ale nie wyczuwaa w nich lku,
jedynie ukryt nut irytacji, celowoci i niepokoju, ktre znaa z dziesitek innych miast.
Zdaniem Blinit paac by siedzib dawno wymarego krlewskiego rodu, ktry
kiedy wada Murrem. Labirynt komnat, zarwno wspaniaych, jak i prymitywnych, wci
zamieszkiwali sucy, dworzanie i rzemielnicy, ale wadc by teraz pentadriaski Oddany
Suga, znany jako Stranik.
Dwch spord Mylicieli szukajcych Zwoju pochodzio z bogatych, wpywowych
rodzin zamieszkujcych paac. To oni dawali mieszkanie wszystkim pozostaym. Jednak
przez wikszo dnia caa pitka pracowaa w bibliotece - i tam wanie zmierzaa Emerahl.
Chopiec, ktremu zapacia, by j tam zaprowadzi, skrci w korytarz prowadzcy
gbiej w ska. Puls jej przyspieszy, gdy stanli przed wielkimi rzebionymi wrotami.
Chopiec wycign do niej rk. Wrzucia do niej monet, a on odbieg szybko.
Emerahl odetchna, po czym zapukaa.
Odpowiedziaa jej duga cisza. Skupia si na przestrzeni za drzwiami, wychwytujc
emocje kilku osb. Wikszo bya czym zajta i spokojna, ale jeden czowiek by skupiony
i nieco zirytowany.
Potem uchwyt przekrci si i drzwi otwary si do wntrza. Stary mczyzna spojrza
na ni znad dugiego nosa.
- Tak?
- Chc si zobaczy z Mylicielami - powiedziaa. - Czy s tutaj?
Unis brwi, ale nie odpowiedzia. Odsun si tylko i wskaza sal za sob.

By to spory pokj. Strop, jak w wikszoci komnat paacu, znajdowa si


nieprzyjemnie nisko. Jakby w przeciwiestwie do niego przeciwlega ciana bya sporo
oddalona od drzwi. ciany pomieszczenia zastawiono pkami, na ktrych pitrzyy si zwoje
i inne przedmioty. Posgi i stoy, na ktrych poukadane byy niezwyke i staroytne
przedmioty, dzieliy sal na trzy czci.
Starzec podszed do zasanego zwojami stou obok na wp oprnionej pki. Z
glinianej tabliczki unis kawaek wilgotnej szmatki i odoy na bok, a potem sign po
rysik. Kiedy znw zaj si zwojami, Emerahl tylko umiechna si drwico. Najwyraniej
sama musiaa znale Mylicieli.
Wolno przesza wzdu biblioteki, przygldajc si przedmiotom na stoach. Kilku
mczyzn w rnym wieku stao w paru miejscach. Niektrzy czytali, inni pisali, a grupka
cicho rozmawiaa. Na drugim kocu sali piciu mczyzn siedziao na awie i rozmawiao.
Aromatyczny dym unosi si z poncego midzy nimi kadzida - prawdopodobnie rodzaju
stymulanta.
Gdy Emerahl si zbliya, trzej mczyni, ktrzy akurat nie rozmawiali, unieli gowy
i spojrzeli na ni. Najmodszy patrzy z zaciekawieniem, ale reszta po chwili skierowaa
uwag ku rozmawiajcym. Zatrzymaa si midzy awami i konwersacja nagle si urwaa.
Potny mczyzna z gstymi brwiami i chudy o wskich wargach spojrzeli na ni z irytacj i
zmarszczyli brwi.
- Witajcie, Myliciele - powiedziaa. Teraz wszyscy na ni patrzyli. Przebiega
wzrokiem od twarzy do twarzy, skupiajc si w kocu na oczach potnego mczyzny. - Czy
ty jeste Barmonia Tithemaster?
Lekko unis brew.
- Tak, to ja.
- Jestem Emmea Startracker, crka Karo Startrackera, szlachcica i matematyka z
Torenu.
- Zawdrowaa daleko od domu - zauway najmodszy z nich.
- Owszem. Wraz z ojcem interesuj si antykami. - Uniosa pudeko, w ktrym ukrya
faszywy zwj. - Ostatnio kupi to, ale e zdrowie nie pozwala mu na podre, wysa mnie
tutaj, ebym w jego imieniu zasigna informacji. Moje studia doprowadziy mnie do was.
Myl, e obiekt was zaciekawi.
Potny mczyzna parskn z powtpiewaniem.
- Nie sdz.
- Nie chodzio mi o pudeko - odpara oschle. - Raczej o zawarto.

- Tak si domylaem - rzek.


Spojrzaa mu w oczy.
- Ostrzegano mnie, e Myliciele nie znaj dobrych manier, nie szanuj kobiet ani nie
dbaj o higien osobist, ale spodziewaam si, e znajd bystre i badawcze umysy.
Te sowa wywoay umiech na twarzy modszego Myliciela, ale reszta pozostaa
obojtna.
- Jestemy dostatecznie mdrzy, aby wiedzie, e adna cudzoziemska kobieta nie
moe dostarczy nam niczego ciekawego.
Spojrzaa na podstawk kadzida, umiechna si i kiwna gow.
- Rozumiem.
Odwrcia si i ruszya przez sal. Na cikim stole leaa kamienna pyta z
pradawnymi symbolami. Zdziwia si, ale bya to inskrypcja z dawno ju zburzonej wityni
w Jarime czy Raosie, jak kiedy nazywano to miasto. Prawdopodobnie wiele razy w
przeszoci przechodzia obok tego kamienia, gdy lea w swym pierwotnym miejscu. Skd
si wzi w Murze?
Usyszaa kroki i wyczua, e kto si zblia. Wci spogldaa na pyt, spodziewajc
si, e idcy j minie, ale si zatrzyma. Stan u jej boku, a kiedy uniosa wzrok, zobaczya
najmodszego z Mylicieli.
Powstrzymaa umiech. Oczywicie, e to on.
- Bar zawsze jest taki - odezwa si. - Nie przepada za kobietami. Mam nadziej, e nie
jeste bardzo rozczarowana.
- To jego strata, nie moja. Powiedz, jak trafia tutaj ta pyta?
Wzruszy ramionami.
- Zawsze tu bya.
Parskna.
- Teraz rzeczywicie jestem rozczarowana. Czy te dymice zioa tak zamgliy umysy
Mylicieli, e nie wiecie nawet, jakie macie tu skarby?
- To aden skarb.
- Pyta kamienna ze staroytnego Raosu nie jest skarbem? Czy wiesz, jakie s rzadkie?
Cyrklianie zniszczyli tak wiele pamitek po Erze Wielu, e nasza historia rozsypaa si na
kawaki. - Pokazaa jeden z symboli. - Ten kapan, Gaomea, to jeden z nielicznych, ktrych
imiona wci jeszcze s znane. - Przesuna palcem wzdu linii symboli, tumaczc na
murraski. - S tu jeszcze inne takie kamienie?
Teraz patrzy na ni ze zdziwieniem.

- Nie wiem, ale mog spyta bibliotekarza. Jeli co jest, pokae ci, gdy go o to
poprosz.
Spojrzaa na niego.
- Jest a tak le?
- Co?
- e nie mog sama poprosi?
Skrzywi si.
- Nie, ale jak mwi Bar, jeste kobiet, i to cudzoziemk.
Westchna i przewrcia oczami.
- No c, i tak lepiej ni w domu. Jedynym sposobem na zobaczenie dawnych skarbw
jest odkupi je od jakiego bogatego arystokraty, i to tylko wtedy, gdy ma ochot sprzeda.
Odeszli od stou w stron starca, ktry katalogowa swoje zwoje.
- Wszystko to naley do pentadrian - powiedzia gosem sugerujcym, e niespecjalnie
si tym przejmuje.
- Ale przynajmniej tego nie zniszczyli, tak jak cyrklianie. Miaam szczcie, e
ocaliam to. - Poklepaa pudeko.
- Wic co tam jest?
- Och, kawaek starego zwoju.
- A dlaczego przysza z nim do nas?
Zawahaa si i spojrzaa na niego z uwag.
- Jest napisany w sorlu.
Patrzy na ni z niedowierzaniem. Ona za mwia dalej, jakby milczenie wzia za
niewiedz.
- To staroytny jzyk kapanw Murru. Wydawao mi si, e powiniene to wiedzie. Pokrcia gow, jakby zniechcona. - Miaam nadziej, e dla miejscowych bdzie to miao
wicej sensu. Mogliby zna te miejsca, o ktrych wspomina zwj, albo wiedzie, co oznacza
ofiara oddechu. - Wsuna pudeko do torby u pasa. - Czy moemy teraz spyta o inne
skarby? Myl, e tylko dziki nim ta podr bdzie warta powiconego jej czasu.
Napicie i podniecenie modego czowieka byo niemal namacalne. Jednak z godnym
podziwu opanowaniem zachowa milczenie. Tego si spodziewaa. Modsi Myliciele rzadko
robili cokolwiek, nie pytajc najpierw o zgod starszych kolegw.
- W takim razie musz zadba, aby Rikron pokaza ci wszystko.

22
W cigu kilku ostatnich dni Auraya sprawdzia granice niektrych swoich moliwoci.
Okazao si, e nie potrafi spa w powietrzu, wic zachowywaa przytomno, unoszc si
nad Glymm; jednak po paru bezsennych nocach trudno jej byo si skoncentrowa, wic na
yczenie Jurana wycofaa si na wzgrza, aby odpocz.
Jej gotowo okazywania bogom posuszestwa bya bezustannie poddawana prbom.
Syszaa myli Siyee. Wiedziaa, e przykuto ich gdzie poniej Sanktuarium. Wiedziaa, e
s wystraszeni i zrozpaczeni.
Jednak nie wyrzdzono im fizycznej krzywdy. Nikt w Sanktuarium - nikt, kogo myli
potrafia odczyta - nie wiedzia, jakie plany ma wobec winiw Nekaun. Niektrzy uwaali,
ze zada za nich okupu. Inni rozwaali moliwo - Auraya ucieszya si, e Siyee na to nie
wpadli - e ludzie nieba zostan przekazani grupie znanej jako Myliciele, ktra
prawdopodobnie bdzie ich bada i na nich eksperymentowa.
Powracajc na pozycj wysoko ponad Sanktuarium, Auraya zacza przeglda
umysy ludzi w dole. Pierwszy, na jaki trafia, nalea do Sugi, ktra miaa za zadanie
powiadomi Gosy, gdyby Auraya zbliya si do wityni. Kobieta dostrzega j i
telepatycznie powiadomia o tym Nekauna przez gwiezdny wisior.
Auraya zignorowaa j, by przej do umysw innych Sug i domowych, ktrzy
wykonywali najprostsze zadania. Dotary do niej fragmenty modlitw, przepisw, rachunkw i
pieni. Strzpy plotek, instrukcji i intryg mogy odwrci jej uwag. Ale pragnienie
odszukania Siyee byo przytaczajce.
Tam. Wci jeszcze tam s.
Niewygody dugiego przykucia zaczynay dziaa. Oprcz strachu wyczuwaa
ponienie i rezygnacj. I nagle odkrya, e trwoga Siyee pogbia si... Skupia si i
zrozumiaa, e jeden z nich jest wyprowadzany z sali. Poczua, e lk zaciska jej odek, i
nagle uwiadomia sobie, e opada w stron Sanktuarium. Podfruna w gr, patrzya i
czekaa, coraz bardziej przeraona.
Poprzez oczy Siyee zobaczya Nekauna. Powiedzia co, ale Siyee by zbyt
wystraszony, by zrozumie. Mwi co o odlocie.

Potem zdjto winiowi acuchy, drzwi si otworzyy i pojawio si niebo. Siyee


zrobi krok naprzd, lecz mczyzna chwyci go mocno za rami.
- Powiedz jej, eby spotkaa si ze mn na szczycie Sanktuarium - powiedzia wolno.
Siyee kiwn gow. A wic mia by posacem. To bya cena za jego wolno.
Mczyzna puci go. Siyee zatoczy si w kierunku drzwi. Na zewntrz bya niewielka
pionowa paszczyzna. Czyby okno? Niewane. Wiatr by sprzyjajcy. Siyee mia
zesztywniae nogi. Rozcign ramiona - przed startem powinien rozgrza minie, ale nie
mia zamiaru zostawa tu duej, ni to konieczne.
Dotar do otworu, skoczy i poczu jak serce wypenia mu rado, gdy wiatr unis go
w gr.
Wolny... Ale co z pozostaymi? Zatoczy krg, nabierajc wysokoci. Ten czowiek
chce rozmawia z Auray. Moe ona co wymyli. Ale gdzie ona jest?
Auraya zniya si szybko. Siyee zauway j i wzlecia na spotkanie. Zatoczy wok
niej ciasn ptl.
- Przywdca mnie uwolni, ale przekaza dla ciebie wiadomo. Chce si z tob
spotka. Na szczycie tych budynkw.
Gwizdna na znak, e rozumie.
- Co z innymi?
Opisa jej to, co ju widziaa w ich umysach: sal, brud i lk, e wkrtce strac
zdolno lotu.
- Daam ywno i wod Zyee i Siti, aby zostawili j w miejscach, gdzie
obozowalimy - powiedziaa mu. - Czy twj bukak jest pusty?
- Tak.
- Zamie si ze mn.
Leciaa obok niego, aby dokona wymiany. Potem znw zatoczy wok niej krg i
niespokojnie spojrza w d.
- Czy mog jako pomc?
- Nie. Wracaj do domu.
Gwizdn na potwierdzenie.
- A wic powodzenia. Bd ostrona. To moe by puapka.
- Wiem.
Patrzya, jak si oddala. By zmczony i godny. Jak uda mu si wrci do Si przez
sennosk pustyni bez adnego poywienia, prcz tej odrobiny, ktr ukrada w Klaffie, i
jednego bukaka wody?

Powinnam zdoby wicej, wrci tam i zostawi prowiant w niektrych naszych


dawnych biwakach w Sennonie. Zmarszczya czoo. Moe powinnam zrobi to teraz, dogoni
go i...
:Aurayo?
Spojrzaa w d. Jaki umys wzywa j po imieniu. Skupia si i znalaza kobiet,
Sug, ktra miaa j obserwowa. Kobieta nie bya pewna, czy jej woanie bdzie syszane,
ale Nekaun kaza jej prbowa.
Auraya wyszukaa kobiet. Zauwaya trzy postacie stojce na dachu najwyszego z
budynkw Sanktuarium.
Kobieta, Nekaun i jeszcze kto, peen tumionego podniecenia i poczucia wasnej
wanoci.
:Juranie? zawoaa.
:Aurayo. Co si stao?
Opowiedziaa, e Nekaun uwolni Siyee, aby przekaza jej wiadomo, i o jego
probie.
:Czy powinnam si z nim spotka? spytaa.
:To moe by puapka, ostrzeg Juran.
:Jestem skonna zaryzykowa. Jeli nie spotkam si z Nekaunem, moe si mci,
zabijajc Siyee.
:No to prbuj. Zobacz, czego chce.
Spojrzaa na maleki punkcik, ktrym by odlatujcy Siyee.
:Jeli Nekaun zada okupu za Siyee, zgodzisz si na to?
:To zaley od ceny.
Odetchna gboko, cigna magi, stworzya wok siebie barier i zacza opada.
Poczua ruch w swym plecaku i zakla pod nosem. Gdyby wczeniej przyszo jej to do
gowy, mogaby poprosi Siyee o zabranie Figla. Z drugiej strony veez byby dodatkowym
obcieniem, ktrego Siyee na pewno nie potrzebowa.
Obserwoway j trzy uniesione w gr twarze. Kobieta spojrzaa nagle na Nekauna,
wykonaa jaki gest doni i odesza. Uniosa klap w dachu i zesza w mrok.
Auraya wyldowaa kilka krokw od dwch mczyzn.
Nekaun umiechn si.
- Mio powita ci w Glymmie, Aurayo - powiedzia po hanijsku, cho z wyranym
obcym akcentem.

Spojrzaa na mczyzn stojcego obok Gosu i wyczytaa w jego umyle, e to


Turaan, Towarzysz Nekauna, i e ma pomc w tumaczeniu. Jego pan nie pozna jeszcze
dobrze adnego z pnocnych jzykw i wtpi, czy Auraya nauczya si poudniowych.
Musz uwaa i nie okazywa, e rozumiem cokolwiek, co mwi w poudniowych
jzykach, pomylaa. Nekaun moe uwierzy, e czego si nauczyam, ale bogowie wiedz,
e to nieprawda, i odgadn, i czytam w mylach.
- Mio? - odpara po hanijsku. - Wtpi w szczero tych sw.
Nekaun umiechn si szerzej. Powiedzia co we wasnym jzyku, a Turaan
powtrzy jego sowa po hanijsku.
- Pewnie nie wszyscy tak uwaaj, ale oni nie rozumiej powodw, dla ktrych si tu
znalaza.
- A ty rozumiesz?
- By moe. Musz przyzna, e w kilku kwestiach zgaduj. Z umysw Siyee
dowiedziaem si, e zakazano ci walczy. Z czego wnioskuj, e jeste tu tylko po to, by ich
chroni. Myl, e nie chcesz krzywdzi mojego ludu.
- Tylko jeli ty nie bdziesz krzywdzi mojego.
Unis brwi.
- Oni jednak przybyli tu, aby krzywdzi moich ludzi.
Umiechna si niechtnie.
- To nieprawda.
Zmarszczy brwi, a potem zachichota.
- Ach, no tak. Przyszli, eby krzywdzi ptaki. Wic gdyby jacy ludzie stanli im na
drodze, Siyee by ich nie atakowali?
Auraya skrzyowaa ramiona.
- Nie ja wydawaam im polecenia.
- To musi by trudne, kocha jaki lud, a jednak patrze, jak inni le nim rzdz.
- Taka sytuacja nie jest cakiem wyjtkowa.
Odwrci wzrok, jakby to, co powiedziaa, kazao mu si nad czym zastanowi, ale
zaraz si opanowa.
- Zo ci propozycj. Jeli tu zostaniesz i pozwolisz, abym pokaza ci mj lud i moje
miasto, uwolni Siyee. Za kady twj dzie tutaj jeden z nich odzyska wolno.
Zmruya oczy.
- A ja bd musiaa tylko tu zosta?
- I pozwoli, bym pokazywa ci swj lud.

- Dlaczego?
Nagle spowania.
- Twoi rodacy nie rozumiej moich. Uwaasz nas za okrutnych i zdeprawowanych.
Chciabym ci przekona, e to nieprawda. - Skrzywi si. - Nie chc krzywdzi Siyee ani nie
chc ich niewoli, cho jest to dopuszczalne przez nasze prawa. Mgbym prosi o pienidze
w zamian za ich wolno, ale nie s mi potrzebne. Bardziej zaley mi na pokoju. Nie jeste
ju Bia, ale wtpi, by ktry z Biaych przyby tutaj, niezalenie od tego, jak bardzo bymy
prosili. Jeste jednak ich sprzymierzecem. Moesz przekaza to, co tu zobaczysz. - Spojrza
na ni zachcajco. - Zostaniesz?
Auraya patrzya na niego podejrzliwie. To moga by puapka. Co prawda w umyle
Turaana nie znalaza wiedzy o tym, ale przecie mogli mu nie mwi.
Wic? Warto podj pewne ryzyko dla dobra Siyee.
- Jeden Siyee kadego dnia - powtrzya.
- Tak.
- Musz by wiadkiem, jak odlatuj.
- Oczywicie.
- I dacie im ywno i wod na podr do domu?
- Zorganizujemy to.
- I zapewnicie dobre warunki sanitarne tym, ktrzy zostaj?
- Moi ludzie szukaj ju rozwizania tego problemu.
- Czy przysigniesz to na swoich bogw?
Umiechn si.
- Przysigam na Sheyra, Hrun, Alora, Ranah i Sraala, e uwolni jednego winia
Siyee za kady dzie i noc, ktre tu spdzisz, i e w tym czasie nie doznasz adnej krzywdy.
Odwrcia gow, jakby si zastanawiaa.
:Juranie?
:Tak?
Opisaa mu warunki umowy.
:Sprbuje ci zwerbowa albo nawrci.
:Tego si spodziewam. Ale mu si nie uda.
:Tak. Wierz, e mu si nie uda. To niebezpieczna gra, Aurayo, lecz jeli chcesz w to
wej, masz nasz zgod. Powodzenia.
Auraya spojrzaa Nekaunowi w oczy i skina gow.
- Zostan.

Po poczeniu si z Emerahl i Blinitami i poinformowaniu ich o daniu Genzy, by


wyruszy z ni do Glymmy, Mirar pozwoli sobie na sen. ni, e Auraya usiuje mu co
powiedzie, ale przerwao mu pukanie. A potem uwiadomi sobie, e ma otwarte oczy, nie
pi i wpatruje si w sufit.
Co mnie obudzio. Wsta, zmarszczy brwi i nasuchiwa. Potem spojrza w stron
drzwi...
...i wyczu nadziej i niepewno. Kto znajomy sta za drzwiami, kto, kogo
determinacja gwatownie si ulatniaa.
Dardel. W kocu zebraa si na odwag, aby znw przyj do mnie.
Przez chwil targay nim sprzeczne uczucia. Wci pozostao mu w umyle ywe
wspomnienie obecnoci Aurai. Jednak wiedzia, e okazja, by uspokoi Dardel, moe si ju
nie pojawi.
Nie ma tu Aurai, powiedzia sobie. I ona ci nie kocha.
Wsta, podszed do drzwi i otworzy je.
Dardel spojrzaa na niego, szeroko otwierajc oczy.
- W czym mgbym ci pomc? - zapyta.
- Syszaam, e wyjedasz. Przyszam... si poegna.
Cho unikaa jego wzroku, czu jej gorce emocje. Miaa nadziej, e nie ograniczy si
do zwykego poegnania.
- Ciesz si, e przysza, Dardel...
Spojrzaa mu w oczy i uniosa brew. Wargi wygia w umiechu.
- Mam nadziej, e nie przeszkadza ci ta pna godzina. Nie mogam zasn.
- Ale skd. Te gorce noce utrudniaj sen. Moe zechcesz wej i... porozmawia?
Wlizgna si obok niego do pokoju. Zamkn drzwi, odwrci si i zobaczy, e
zdejmuje ju kamizelk.
- Ten upa sprawia, e mam ochot si rozebra.
Zamia si cicho.
- A ju mylaem, e tylko ja tak mam.
Zbliya si i chwycia jego kamizelk.
- Pomog ci.

Szaty tkaczy snw opady na podog, a oni przenieli si na ko. Pachniaa potem i
lenymi kwiatami. wiato ksiyca podkrelao lini jej ramion. Piersi. Biodra. Ciep skr
pod jego domi. Rce przesuwajce si po jego ciele. Przycigali si coraz bliej, kuszc
palcami, badajc wargami, a nie mogli zbliy si bardziej. Czu, jak jej pity wbijaj mu si
w plecy, a potem koysali si ju tam i z powrotem, a jedynymi dwikami byy ich oddechy i
ciche skrzypienie ka prowadzce do tych chwil, kiedy rozkosz pokonywaa myli.
Kiedy odzyskali zdolno mylenia, odsuna si od niego. Wycign do, by j
dotkn, ale chwycia go za rk. Zaskoczony przyjrza si jej uwanie i wyczu zamylenie.
- Co si zmienio - powiedziaa, spogldajc na niego z powag. - Mylaam, e teraz,
kiedy wiem, kim jeste, bdzie to bardziej podniecajce. Ale nie jest. Jest... - Zmarszczya
brwi i pokrcia gow. - Sama nie wiem.
Opar si o cian.
- Czasami fantazja jest bardziej podniecajca ni rzeczywisto - stwierdzi.
Przytakna, potem znw zmarszczya brwi i pokrcia gow.
- Nie o to chodzi. - Spojrzaa na niego z umiechem. - No, moe troch. Ale jest w
tobie co jeszcze, co zawsze mnie niepokoio. Przypominasz mi o... Czy masz...? - Raz
jeszcze przyjrzaa mu si w zadumie. - Mam takie uczucie, e co zaprzta twoj uwag,
nawet kiedy jeste najbardziej... hm... skupiony. - Przerwaa. - Normalnie uznaabym, e to
kobieta. Mam nadziej, e ci nie uraziam.
Jest spostrzegawcza, pomyla. On take rozpozna jej nastrj. Odrobina intymnych
rozmw adnie koczya kowe spotkania, cho kobiety lubiy to bardziej ni mczyni.
Ale ju dawno nauczy si docenia takie rzeczy. Rozmowy mog by frywolne, zabawne,
oburzajce albo pokazywa gbok inteligencj czy zrozumienie. Czasami po prostu chciay
pogada o swoich problemach. Czasami troch za duo. Co wymagao odrobiny cierpliwoci.
Dardel nie lubia si skary. Mgby zaprzeczy jej domysom, ale nie byo
powodw, byle tylko nie zdradzi tosamoci Aurai.
- To jest kobieta - powiedzia.
Spojrzaa zdziwiona.
- To dlaczego z ni nie jeste? Jest na pnocy? - Szeroko otworzya oczy. - Czy to
cyrkliascy bogowie nie pozwalaj wam si spotka?
Umiechn si.
- Nie. Na nieszczcie ona nie myli o mnie tak, jak ja myl o niej.
- Och. - Dardel przygarbia si nieco i umiechna wspczujco. - W takim razie jest
gupia.

Parskn.
- Wiele razy mwiem to kobietom w odwrotnej sytuacji, a teraz przekonaem si, e
to pomaga. Troch.
Dardel jednak chyba nie suchaa. Nagle uniosa gow i lekko uderzya go w rami.
- A wanie si kochalimy! Jak moesz to robi, kiedy tsknisz za inn?
Chwyci jej rk.
- Czy naprawd spodziewasz si, e zachowam celibat dla kobiety, ktra si mn nie
interesuje?
- Nie. Chyba nie.
- Przychodzi mi do gowy kilka sposobw, ktrymi mogaby wesprze moj decyzj
o niezachowaniu celibatu.
Uniosa brwi.
- Och, na pewno. - Przechylia gow na rami. - Przyjemnie jest wiedzie, e jeste w
dostatecznym stopniu czowiekiem, by zgupie z mioci.
- Naprawd? - Skrzywi si. - Ciesz si, e dla kogo jest to przyjemne.
- Au. - Umiechna si i poklepaa go po policzku. - W takim razie bd musiaa
dostarczy ci wyjtkowych przyjemnoci.
Pochylia si i przesuna palcami po jego piersi. Umiechn si, pochwyci jej do i
przycign bliej.

23
W przeciwiestwie do wityni, Sanktuarium byo kilkupoziomowym kompleksem
poczonych z sob budynkw. Auraya czua si tak, jakby wchodzia do labiryntu, lecz gdy
tylko ogarniao j poczucie zagubienia czy uwizienia, Nekaun wyprowadza j na otwarty
przynajmniej z jednej strony korytarz z widokiem na miasto lub na dziedziniec. Zrozumiaa,
e ta forma architektury pozwala, aby powiewy wieego powietrza docieray do wntrza,
dziki czemu ten suchy upa stawa si znony.
Jednak jej myli kryy gwnie wok sytuacji, w jakiej si teraz znalaza. Siyee byli
zakadnikami. Ale i tak mieli szczcie, poniewa przybyli tu, aby zaatakowa pentadriask
wasno - albo pentadriaskie jednostki, zalenie od tego, jak ci traktowali swoje ptaki - i w
odwecie mogli zosta zgadzeni.
Zamiast tego wykorzystano ich do szantau. Cena wydawaa si niewielka: Auraya
musi po prostu zosta tu i spotka si z poddanymi Nekauna. To wszystko.
Ale z pewnoci kryje si w tym co wicej. W najlepszym razie Nekaun sprbuje
uzyska ode mnie informacje o Biaych. W najgorszym razie bdzie trzyma mnie tutaj, a
jednoczenie szuka sposobu, aby mnie zabi.
Jak dotd Nekaun oprowadza j tylko po Sanktuarium. Zatrzymywa si tu i tam,
pokazywa jakie ciekawe zdobienia, tumaczy znaczenie i zastosowanie pewnych
elementw.
Gra rol uprzejmego gospodarza. Auraya czua, e chocia jej ciao wytrzymuje
tempo zdarze, umys nie nada, nie cakiem jeszcze rozumiejc wszystko, co zaszo w
ostatnich dniach, ani to, na co si zgodzia.
Nekaun powiedzia co dumnym tonem.
- A tutaj - przetumaczy Turaan - s twoje pokoje.
Sucy otworzy podwjne drzwi. Auraya rozejrzaa si nerwowo, wchodzc za
Nekaunem do wntrza. Pierwszy pokj, oszczdnie umeblowany, by rozmiarw domu.
Nekaun wskaza kolejne drzwi. Wchodzc przez nie, Auraya znalaza si w rozlegym pokoju
z wielkim oem porodku. ukowe przejcie z jednej strony prowadzio do pomieszczenia
cakowicie wyoonego ceramik, z wpuszczon w podog pust sadzawk porodku.

- Domowi przynios ci wod, jeli zechcesz si wykpa - poinformowa Nekaun za


porednictwem Turaana. Wskaza na szklane i kamionkowe butelki. - To zestaw perfum i
olejkw.
Wic mam tu y w luksusach, gdy Siyee s przykuci gdzie pod ziemi...
- Chc porozmawia z Siyee - usyszaa wasny gos. - Nie mog trzyma ich w
niewiedzy co do naszej umowy. To zbdne okruciestwo.
Nekaun przyglda si jej z namysem.
- W takim razie zaprowadz ci do nich - Turaan przetumaczy jego sowa. - Jeli
tylko przysigniesz na swoich bogw, e nie bdziesz prbowaa ich uwolni. Musiabym ci
powstrzyma, a oni mogliby przy tym ucierpie. Nie chc ich krzywdzi.
- Rozumiem - odpara. - Przysigam na Krg, e nie bd prbowaa ratowa Siyee,
ktrych trzymasz w niewoli, dopki trwa nasza umowa.
Kiwn gow.
- Chod za mn.
Ku jej uldze, nie szed wolno, wskazujc ciekawostki Sanktuarium, tak jak poprzednio.
Lecz nie narzuci te szybkiego tempa.
- Siyee uwaaj ci za swoj osobist Bia - powiedzia. - Wierz, e i ty uwaasz ich
za swj lud. Czy to prawda?
- Tak i nie. Nie jestem Siyee. I nigdy nie bd Siyee.
- Ale masz z nimi wiele wsplnego. Na przykad umiesz lata.
- To prawda.
- Czy to Si uwaasz za swj dom, czy Hani?
Zmarszczya czoo.
- Teraz moim domem jest Si, ale zawsze co bdzie mnie czy z Hani.
Umiechn si.
- Oczywicie. Czy opucia Biaych, eby zamieszka wrd Siyee?
- Nie zdradz ci, z jakich powodw opuciam Biaych.
Parskn.
- Tak mylaem, ale musiaem zapyta. Tutaj byo to tematem licznych spekulacji.
Zeszli do podziemnego korytarza. ciany byy tu nagie, a podoga zakurzona, co
sugerowao, e rzadko korzystano z tych pomieszcze. Podoga bya nieco zagbiona
porodku, jakby wskutek cierania jej stopami idcych przez wiele, moe nawet tysice lat.
Zaintrygowana rozejrzaa si za innymi znakami, ktre mogyby zdradzi, do czego uywano
kiedy tej czci Sanktuarium.

Nekaun przeprowadzi j przez bram do tunelu. Minli kilka wnk - w kadej staa
lampa. Potem dotarli do niewielkiego pomieszczenia. Due ukowe przejcie przegradzaa
elazna krata, a po obu jej stronach stali na stray Sudzy. Dalej znajdowaa si o wiele
wiksza sala z wieloma kolumnami, a na przeciwlegym jej kocu sta ogromnych rozmiarw
tron.
To stara witynia, pomylaa. A to jest tron boga. Prawdopodobnie martwego boga.
A potem jej uwag przycign jaki ruch u podstawy kolumny i poczua, e zamiera
jej serce.
Do kolumn przykuto Siyee. Siedzieli lub kucali na pododze, a ich myli wypenia lk
i przygnbienie. Obok kadego z nich ustawiono drewniane naczynia na ekskrementy i a
tutaj czua ich fetor.
- Mwie, e twoi ludzie zapewni im dobre warunki sanitarne - powiedziaa,
zwracajc si do Nekauna. - To, co widz, nie jest zdrowe.
Unis brwi.
- Przecie s winiami. Nie spodziewasz si chyba, e bd ich traktowa jak cennych
goci.
Przypomniaa sobie pokoje, ktre jej zaprezentowa.
- Nie - zgodzia si. - Ale spodziewam si, e bd dostatecznie zdrowi, aby powrci
do domu, kiedy odzyskaj wolno. W tych warunkach si pochoruj. Musisz im pozwoli na
wiczenia, poniewa minie skrzyde zbyt osabn, by mogli lata.
Popatrzy na Siyee i wolno kiwn gow.
- Rozumiem. Kiedy si upewni, e ta sala jest bezpieczna, ka ich odwiza od
kolumn. Wydzielimy specjalny sektor na fekalia.
Przemwi do Sug. Jeden wyj klucz spod szaty, podszed do kraty i otworzy.
Auraya wesza do rodka. Siyee unieli gowy, gdy si zbliya, a na ich twarzach i w
mylach pojawia si nadzieja. Odszukaa Sreila, podesza i przykucna przy nim.
- Czy kto jest ranny?
Mody czowiek pokrci gow.
- Dranicia, zwichnicia, ale nic wicej. Spojrzaa na pene nadziei twarze.
- Nie przyszam tutaj, aby was uwolni - powiedziaa. - A w kadym razie nie dzisiaj.
Ale zawaram umow z przywdc pentadrian Nekaunem. Uwolni jednego z was za kady
dzie mojego tutaj pobytu.
- Jest nas ponad trzydziestu - odpar jeden z Siyee. - To przecie cay miesic.
Wystarczy, e bdziemy tak przykuci przez tydzie, a aden z nas nie zdoa polecie.

- Wyjaniam to Nekaunowi - odpara. - Zgodzi si was rozku.


- Wierzysz mu? - spyta Sreil.
Spojrzaa na niego i westchna.
- Musz. Przysig na swoich bogw. Jeli to nie gwarantuje jego uczciwoci, to nic jej
nie zapewni.
- Czego chce od ciebie? - spyta kapan.
- Nie wiem - odpowiedziaa szczerze. - Twierdzi, e powinnam zosta tu i pozna jego
lud.
- Sprbuje ci zdeprawowa i odcign od bogw - ostrzeg Teel.
- Nie wtpi - zgodzia si. - Jutro rano zobaczymy, czy dotrzymuje sowa. Bd
nalega, bym moga zobaczy, jak uwalnia jednego z was.
Wrd ich wtpliwoci i nadziei wyczua take trosk o ni i wdziczno za ryzyko,
ktre dla nich podja. Ogarna j fala wspczucia. Gdyby Nekaun nie patrzy i nie sucha,
pewnie przeszaby midzy nimi, rozmawiajc i pocieszajc kadego po kolei. Nie chciaa
jednak pokazywa, jak bardzo s jej drodzy, bo cena za ich wolno mogaby wzrosn.
Wstaa wic i umiechna si z wysikiem.
- Bdcie silni i cierpliwi - powiedziaa. - Bd o was mylaa przez cay czas.
- A my o tobie - zapewni Sreil.
Odwrcia si z wahaniem i niechtnie powrcia do kraty. Wysza na zewntrz i
stana przed Nekaunem.
- Jeli ktrykolwiek z nich nie bdzie w stanie odlecie z Sanktuarium, uznam nasz
umow za zerwan.
- Oczywicie. - Umiechn si i skin gow. - Dopilnuj, eby byo im tu wygodniej.
Paacow bibliotek wieczorem zamykano dla wszystkich oprcz czonkw, co zwykle
dawao Mylicielom chwil odosobnienia, potrzebn, by omwi postpy w poszukiwaniu
Zwoju Bogw.
A raczej brak postpw, myla Raynora. Zastanawiam si, ile jeszcze ladw
przeoczyli lub zlekcewayli moi towarzysze, bo nie podobaa im si pe lub rasa tego, kto im
je wskaza. Czy zazdro wobec osb o magicznych Talentach skania ich take do
ignorowania wanych informacji?

Poczu znajome uczucie zazdroci i umiechn si ironicznie. Wszyscy Myliciele


podali magicznej mocy. Nawet on sam. Czowiek zawsze chce tego, czego nie moe
zdoby. Wiedza, e nigdy nie zostanie Sug, sprawiaa, e tylko bardziej go fascynowali.
Kiedy chcia by jednym z nich, ale gdy tu po wojnie powoano jednego Myliciela, jego
zainteresowanie stopniao. Nie mg liczy na prestiowe stanowisko Towarzysza, a proste
ycie zwykego Sugi nie pocigao tak bardzo, skoro nie byo w nim szans na magi.
Podczas gdy stanowisko Myliciela zapewnia mi pewien szacunek i nie musz
rezygnowa z moich atutw, choby niewielkich.
Gdy Ray doszed do takiego wniosku, przekona si, e jego zainteresowanie Zwojem
Bogw take opada. Kiedy wynikao z fascynacji religi, ale teraz, gdy znikna, coraz
czciej zauwaa, e nieprzyjemne osobowoci gwnych poszukiwaczy s do nuce.
Barmonia by si napdow caej grupy, lecz jego arogancja coraz bardziej irytowaa.
Cynizm Mikmera przesta bawi, a tylko bogowie mogli pomc, gdy Kereon rozpdza si,
przemawiajc na jeden ze swoich ulubionych tematw. Jedynym Mylicielem o zblionym
wieku by Yathyir, lecz Ray po cichu podejrzewa, e dekkarscy rodzice zawarli pakt z
bogami - dali synowi genialn zdolno zapamitywania wszystkich faktw, jednak by zrobi
na ni miejsce, bogowie usunli mu rozumienie wszelkich norm spoecznych, artw czy
subtelnoci konwersacji.
Wic czemu wci tu jestem? No c, zoono mi ofert zbyt dobr, aby j odrzuci.
- Czemu si tak umiechasz, Ray?
Obejrza si i zobaczy, e Mikmer przyglda mu si podejrzliwie, i ogarno go
poczucie winy. By jako sobie to wynagrodzi, umiechn si jeszcze szerzej.
- Obliczaem wanie, ile zota zarobibym na Zwoju, gdybym go sprzeda.
Pozostali popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
- Nie chcemy sprzedawa Zwoju - oznajmi Barmonia, a jego twarz zaczynaa ju
czerwienie.
- Och, nawet tego nie sugeruj - zgodzi si Ray. - Ale na pewno duo bycie zapacili,
eby dosta go ode mnie.
Yathyir si umiechn.
- Zamierza sam go znale.
Barmonia unis brwi.
- Mylisz, e poradzisz sobie bez naszej pomocy?
- Moliwe - odpar Ray, ze wiadom nonszalancj rozsiadajc si w fotelu. - Jeeli
przekonam t kobiet, eby mi pomoga, chocia tak niegrzecznie j wczoraj potraktowae.

- Kobieta z pnocy! - sapn Barmonia. - Prosz bardzo, id do niej. Jedyne, co ci da,


to wierzb.
- Bo wszystkie kobiety z pnocy s zaraone, tak?
Potny mczyzna spojrza na niego gniewnie.
- adna uczciwa kobieta nie podruje samotnie.
- A w kadym razie adna uczciwa kobieta bez Talentu - doda spokojnie Mikmer.
- Ma Talenty? - spyta Yathyir, zwracajc si do Mikmera. - Skd wiesz?
Starszy mczyzna lekko wzruszy ramionami.
- Zgaduj.
- Ale nie masz pewnoci?
Mikmer przewrci oczami. Nie by najcierpliwszym z ludzi, zwaszcza wobec tego
dosownego sposobu mylenia Yathyira.
- Oczywicie, e nie. Czy uya magii, kiedy tu bya? Nie. Czy jest prawdopodobne, e
poszedem za ni, odszukaem i poprosiem o demonstracj, a ona si zgodzia? Nie.
- Aha - odpar Yathyir zamylony.
Na szczcie nigdy si nie obraa na sarkazm Mikmera. Przyjmowa to jako normalne
zachowanie starszego, bardziej dowiadczonego Myliciela.
- Uwaasz, e powinnimy skorzysta z jej usug? - spyta Raya Kereon.
Wszyscy zwrcili si w jego stron. Kereon odzywa si rzadko, pki nie uzna, e ma
co wanego do powiedzenia. Ale kiedy to ju nastpio, potrafi gada godzinami.
- Tak - odpar Ray. - Przeczytaa t tablic, jakby bya spisana w jej wasnym jzyku.
Sugerowaa, e potrafi czyta staroytny sorl.
- A jeli sprowadzimy j tu, a ona tego nie potrafi? - spyta Mikmer.
- adna strata.
- Chyba e dowie si od nas czego na temat Zwoju - ostrzeg Yathyir.
- Nie dowie si, jeli nie zechcemy. Ma tylko sprbowa odczyta koci.
- A jeli je zrozumie, bdzie wiedziaa, czego szukamy - rzek Barmonia. - Nie
moemy ryzykowa.
- Dlaczego nie? Co zrobi z tak informacj?
- Moe sama poszuka Zwoju.
- Nie, jeli poprosimy, eby si do nas przyczya.
- Przyczya! - wykrzykn Barmonia. - Nie bdziemy pracowa z jak
cudzoziemsk latawic.
- Moe sobie przypisa zasug - zgodzi si Mikmer.

- Nie bdcie mieszni - rzuci Kereon, zdumiewajc tym Barmoni. - Kto jej uwierzy?
Nikt. - Pochyli si, zwracajc si gwnie do Barmonii. - Jeli moe nam pomc, zapromy
j. Zgodzi si, bo jeli nie, to nie zobaczy innych artefaktw i nie odkryje, co wiemy. A kiedy
my si dowiemy, gdzie jest Zwj, jej rola dobiegnie koca. W oczach Barmonii bysno
zaciekawienie.
- Nie powie nam, co mwi koci, chyba e j z sob zabierzemy.
- Jeli jest sprytna. Ale nawet kiedy ju bdziemy mieli Zwj, nie musimy jej niczego
oddawa. A zwaszcza uznawa jej zasug - Kereon si umiechn. - Czy naprawd sdzisz,
e kto uwierzy, by miaa co wsplnego z poszukiwaniami... oprcz gotowania dla nas?
Barmonia opar si wygodnie i pokrci gow.
- Nie. No dobrze. Sprowadcie j.
Kereon zwrci si do Raya.
- Zacznie co podejrzewa, jeli zjawi si u niej ktokolwiek poza tob.
- Znajd j. - Ray kiwn gow. - Nie mog zagwarantowa, e j przekonam, by si
do nas przyczya, po tym, jak j wczoraj potraktowalicie. Ale sprbuj. - Zmruy oczy i
spojrza na Barmoni. - Ciebie czeka najtrudniejsze zadanie.
- Dogadywanie si z ni. - Yathyir pokiwa gow.
- Nie - odpar Ray. - Pamitanie o tym, co to s dobre maniery.
Wszyscy skrzywili si i przewrcili oczami, a Ray zastanowi si, jak moe przekona
Emme do wsppracy. Nie mia zudze, e inni cho sprbuj by uprzejmi. Jeli ta kobieta
ma z nimi spdzi jaki czas, potrzebuje przyjaciela, ktry bdzie dla niej miy.
A moe wicej ni przyjaciela, pomyla. Jestem pewien, e wczoraj ze mn flirtowaa,
cho pewnie tylko po to, aby uzyska pomoc. Nie jest ju moda, ale wci atrakcyjna mimo
swojego wieku. Poza tym mwi, e starsze kobiety mog by bardzo ksztacce...
Wieci pdziy niczym chodny wiatr, mkny przez korytarze i sale do wszystkich zaktkw
Sanktuarium. Odkd o tym usyszeli, Sudzy i domowi byli rozgorczkowani strachem i
podnieceniem.
- Auraya jest tutaj! - szeptali. - Nekaun sprowadzi do Sanktuarium by Bia! T,
ktra umie lata! T, ktra zabia Kuara!

Kikarn powiedzia o tym Reivan rankiem, midzy wizyt kupca protestujcego


przeciwko ograniczeniom importu a spotkaniem z kuzynem nowego Wielkiego Wodza
Dekkaru, ktry przekaza spor darowizn od swej rodziny. Reivan pomylaa przede
wszystkim o Imenji. Jej pani szanowaa poprzedni Pierwszy Gos i rozpaczaa po jego
mierci. Co sobie pomyli, jeli si dowie, e zabjczyni Kuara swobodnie chodzi po
Sanktuarium?
Reivan niemal si spodziewaa, e zostanie wezwana, jednak a do wieczora adne
mylowe polecenie nie nadeszo przez wisior. Podczas pracy cay czas si zastanawiaa, czy
moe trafi na Auray w drodze na spotkanie z Imenj. Ten pomys nie by pocigajcy.
Kiedy wreszcie moga wyj z gabinetu, baa si drogi przez Grne Sanktuarium. Wydawao
si, e idzie duej ni zwykle, ale spotkaa tylko inne Sugi i w urywkach rozmw syszaa
niezwyke wieci.
Imenja bya w smtnym nastroju.
- A wic ju syszaa o naszym specjalnym gociu - powiedziaa, gdy tylko j
zobaczya. Wstaa i wyjrzaa przez okno na wiata miasta. - Przypuszczam, e wieci kr
ju po okolicy. Nekaun postanowi gra rol gospodarza wobec wroga.
- Ale ona nie jest ju Bia - przypomniaa Reivan.
- Nie, ale nadal jest cyrkliask kapank.
Reivan stana przy tym samym oknie i pilnie obserwowaa twarz Imenji.
- Czy Nekaun ma nadziej to zmieni?
- Nie widz innej przyczyny.
Reivan zmarszczya brwi.
- A jak zdoa j przekona, eby... Ach, Siyee.
- Tak. Obieca jej uwalnia jednego za kady dzie, kiedy tu zostanie.
- Nic wicej?
- Mgby pewnie zagrozi jej, e bdzie ich mordowa lub torturowa - mrukna
Imenja. - Ale nawet on ma do rozsdku, by zrozumie, e to raczej nie skoni jej, by si do
nas przyczya.
- Miaam na myli: czy prosi j tylko o to, by tutaj zostaa.
Imenja umiechna si blado.
- Tak. Wtpi, czy zgodziaby si przyczy do nas w zamian za ich uwolnienie. Nie,
bdzie musia jako j skusi, i ona o tym wie. To jego najwiksze wyzwanie. Uwiedzenie
godne... - Urwaa i umiechna si przepraszajco. - Wybacz, le dobraam sowa.

Reivan odwrcia wzrok, usiujc stumi to nieprzyjemne uczucie, ktre j


opanowao. Wczoraj w nocy miaa nadziej, e Nekaun j odwiedzi, skoro ju powrci, ale
jej oe pozostao puste.
To tylko jedna noc, tumaczya sobie.
Jest zajty planowaniem, jak uwie Auray, doda zoliwy gos gdzie w gbi
umysu.
- Dzisiaj wydaje uczt na jej cze. Nie jestemy zaproszone. Nie chce jej otacza
potnymi czarownikami, eby nie czua si zagroona.
- Myl, e w kocu i tak j spotkasz.
Imenja kiwna gow i nagle spojrzaa uwaniej, wskazujc za okno.
- Tam teraz jest.
Reivan odwrcia si i spojrzaa we wskazanym kierunku. Kilka poziomw niej, na
dziedzicu zobaczya jakie poruszenie. Dwoje ludzi szo chodnikiem i zatrzymao si w
plamie wiata lampy: mczyzna w czarnych szatach i kobieta w biaym stroju cyrkliaskiej
kapanki. Pod ni miaa krtk bia tunik.
I spodnie, zauwaya Reivan. To dziwne.
Para przesza do fontanny, w ktrej kiedy wracaa do zdrowia Imi, ksiniczka Elai.
Auraya odwrcia si, by spojrze na posg, i Reivan moga dobrze si przyjrze jej twarzy.
Serce w niej zamaro.
Nawet z tej odlegoci wygldaa piknie i egzotycznie. Reivan niechtnie zmusia si,
by odczyta sygnay przekazywane przez postaw Nekauna. Znw w jej umyle rozbrzmiao
sowo uwiedzenie. Wydawa si niezwykle zainteresowany Auray; by moe udawa, ale
robi to bardzo przekonujco.
Moe zbyt przekonujco?
Potrzsna gow i powrcia mylami do spraw bardziej praktycznych.
- A co si stanie, jeli zdoa j uwie? Znw ruszymy na wojn?
Imenja prychna cicho.
- Mam nadziej, e nie.
- Ale to moliwe - powiedziaa Reivan. - Moe po prostu usiuje zniwelowa
przewag, jak maj nad nami Biali.
- I samemu j uzyska - dodaa w zadumie Imenja.
- Na wypadek gdyby Biaym przysza do gowy inwazja. - Przerwaa i spojrzaa na
Imenj. - Czy to zrobi?

- Nie sdziabym tak, gdyby nie Siyee atakujcy Klaff. Gdyby planowali wojn z
nami, wybicie ptakw byoby sensowne. - Imenja skrzyowaa rce. - Siyee uwaaj, e ich
atak by zemst.
- Za co?
- Za nieudan intryg. Nie moj.
Reivan umiechna si, syszc ostrone sowa Imenji. Najwyraniej ta intryga bya
kolejn spraw, o ktrej jej pani nie moga dyskutowa. Spojrzaa znowu na dziedziniec.
Auraya skina rk i nagle co wyskoczyo z jej sakwy na brzeg fontanny.
By to jaki zwierzak, may i zwinny. Napi si wody, a potem obieg fontann
dookoa, po czym na szybki gest Aurai niechtnie wrci do torby.
Reivan przypomniaa sobie co, co opowiada jej Suga w klasztorze, w ktrym
dorastaa. Wiele mona si o kim dowiedzie z tego, jak traktuje zwierzta i jak zwierzta
traktuj jego.
Auraya i Nekaun zniknli z pola widzenia. Reivan westchna. Jeli Nekaun zdoa
uwie Auray, czy zostanie ona w Glymmie? Jeli tak, wikszo pentadrian nie powita jej z
radoci. W kocu to ona zadaa cios, od ktrego zgin Kuar, i to ona wygraa wojn dla
cyrklian. Nie bdzie miaa przyjaci.
Imenja odwrcia si gwatownie od okna.
- Kiedy si z ni spotkam, chc, eby bya przy mnie i pomoga w tumaczeniu.
Reivan ruszya za swoj pani w stron foteli.
- Bd. Nie jestem pewna, czy ucieszy mnie to spotkanie, ale z pewnoci bdzie
interesujce.
Imenja wygia wargi w pumiechu.
- Tak, ale interesujce nie zawsze znaczy przyjemne.

24
Emerahl zbliaa si wolno do drzwi biblioteki, koncentrujc si na tym, co kryo si za nimi.
Wyczuwaa tylko kilka umysw, jedne mroczne od irytacji i sceptycyzmu, inne
zaciekawione. Jeden by odrobin bardziej znajomy ni pozostali i wyczekujcy. To Ray, jak
sdz.
Dopad j na targu, na pozr nie dostrzegajc zakopotania, e nakry j sprzedajc
leki, i raz jeszcze zaprosi na spotkanie z Mylicielami, gdy tylko znajdzie woln chwil.
Umwili si na popoudnie, wic wrcia do pokoju, aby odoy torb z lekami i zabra
faszywe zwoje.
Chwycia za gak, przekrcia i poczua, e odsuwa si rygiel. Drzwi ustpiy bez
oporu, wesza wic do biblioteki i zamkna je za sob.
Bibliotekarz spoglda na ni podejrzliwie znad tego samego stosu zwojw, ktry
katalogowa ostatnio. Nie zwracajc na niego uwagi, przesza na koniec pomieszczenia. Tych
samych piciu mczyzn siedziao w tych samych pozycjach.
Cakiem jakbym std nie wychodzia, pomylaa. Tylko tym razem nie prbuj mnie
ignorowa.
Ray wsta z umiechem.
- Witaj. Dziki, e wrcia. - Wskaza jej fotel. - Usid tutaj.
Usiada na wskazanym miejscu i przyjrzaa si ich twarzom.
- To jest Emmea Startracker, na wypadek gdybycie poprzednim razem nie dosyszeli
nazwiska - zaprezentowa j pozostaym. Po czym kolejno ich przedstawi, zaczynajc od
tego najpotniejszego. - To jest Barmonia Tithemaster, nasz przywdca, specjalista od
historii i jzykw staroytnych. To Mikmer Lawmaker, kolejny historyk. Kereon Cupman,
poszukiwacz i kolekcjoner staroytnoci, i Yathyir Gold, ktry ma bezbdn pami do
faktw. - Potem pooy do na piersi. - A ja jestem Raynora Vorn i spdziem zbyt wiele
czasu, studiujc martwych bogw i ich wyznawcw.
Staraa si wyglda, jakby zrobio to na niej wraenie.
- Wobec takich kwalifikacji byabym zdziwiona, gdyby aden z was nie mg mi
pomc z tym zwojem. - Uniosa pudeko.

- A wic poka go nam. - Barmonia wycign rk.


Wrczya mu pudo, a serce zabio jej szybciej. Wprawdzie Blinita pomagay jej
przy tworzeniu zwoju, ale nie widziay go przecie na wasne oczy. Emerahl jej dzieo
wydawao si przekonujce, ale ci ludzie byli ekspertami.
Barmonia uchyli wieko i wyj zwj pergaminu. Rozwin go ostronie, wznoszc
oboczek delikatnego pyu. Unis brwi, a potem przesun wzrokiem po liniach glifw.
Wsta nagle i podszed do stou. Przycisn dwa rogi pergaminu i delikatnie rozwin
go dalej. Gdy pozostali podeszli, aby si przyjrze, Emerahl stana za nimi.
- To oznacza kapan. - Barmonia wskaza glif. - A to ulubiony albo szczeglny.
Przerwa.
- Tu jest napisane: bogini nakazaa jej ulubionemu kapanowi spisa jej sowa na
pergaminie - owiadczya Emerahl.
Zalega pena napicia cisza. Potem Barmonia odetchn ciko.
- Potrafisz to odczyta?
- Tak. Nie rozumiem czci. Co znaczy ofiara oddechu?
Barmonia si umiechn.
- Ofiarowanie swego ostatniego oddechu bogini. Inaczej mwic, owiadczasz, e
jeste wyznawc, w nadziei e bg czy bogini przyjmie twoj dusz po mierci.
- Rozumiem. - Emerahl kiwna gow. - Troch si niepokoiam, e to oznacza
dobrowolne uduszenie czy co w tym rodzaju.
- Kiedy mowa o historii, a zbyt atwo jest pozwoli, by wyobrania
niewyedukowanych przymia prawd. Zwaszcza jeli chodzi o mode kobiety.
Emerahl popatrzya nieruchomo w jego oczy, a twarz mczyzny pokrya si
czerwieni. A potem poczua do na ramieniu.
- Jestemy pod wraeniem, Emmeo - rzek Ray. - Przeczytasz dla nas cay ten zwj?
Znw spojrzaa na pergamin, stajc tu przy Barmonii. W zaoeniu by to skrawek
spisu kapanw bogini Sorli i wedug Blinit zawiera cakiem dokadne informacje. Kiedy
go odczytaa, mczyni milczeli zamyleni.
- Co jeszcze moemy jej da do odczytania? - spyta Ray.
Barmonia westchn.
- Przyniecie koci.
- Koci? - zdziwia si Emerahl.

Ray umiechn si, ale nie odpowiedzia. Kereon i Mikmer zniknli za drzwiami i
wrcili, niosc ostronie dug, wsk skrzyni. Umiecili j na stole, a Barmonia unis
wieko.
Emerahl nie musiaa udawa zaskoczenia. Wewntrz lea szkielet. Nie powinno jej to
dziwi. Blinita uprzedzay, e Myliciele przywizuj wielkie znaczenie do stosu starych
koci. Ale nie rozumiay, o co chodzio, poniewa Myliciele nie rozumieli.
Ale Blinita musiay wiedzie, dlaczego te koci s specjalne, pomylaa Emerahl. Po
prostu przemilczay ten fragment, ebym sama moga go odkry.
Koci byy pokryte glifami. Kiedy Ray poda jej jedn, zobaczya, e symbole zostay
wyryte na powierzchni, a potem pomalowane na czarno. Patrzya zdziwiona.
- Skd to macie?
- Wykopaem w starej wityni - rzuci swobodnie Kereon. - Ten czowiek musia by
bardzo wany.
Spojrzaa do skrzyni, przejrzaa reszt glifw i kiwna gow.
- By wany. To ostatni z ulubionych kapanw bogini Sorli.
Glify potwierdzay te istnienie Zwoju i miejsce jego ukrycia, ale... o tym ostatnim nie
zamierzaa im wspomina.
- Czytaj - rzuci cicho Barmonia.
- Glify na czaszce mwi: Jestem ulubionym kapanem bogini Sorli. Na prawej rce:
Mnie powierzya tajemnic bogw. Nie boga, uyto formy liczby mnogiej. Na lewej
widzimy: Szukajcie prawdy w witej komorze, gdzie bogowie s najbardziej.... Hmm,
najbardziej zblione sowo to zajci. - Parskna. - Zagadka. Uwielbiam zagadki. Nogi
mwi: Sorli wskae drog. Czowiek miertelny moe wej i posi tajemnic. Przerwaa.
Czowiek miertelny moe wej i posi tajemnic? Czy to znaczy, e niemiertelny
nie? Gdzie moe wej miertelny, a nie moe niemiertelny?
- Czy to ju wszystko? - spyta Barmonia.
- Nie, s jeszcze glify na ebrach. Czy le we waciwym porzdku?
Mczyni wymienili niespokojne spojrzenia. Wiedziaa, e aden nie by specjalist
od anatomii.
- Ale co mwi? Moe uda si je odpowiednio uoy. Przetumaczya im
wystarczajco duo, aby opisa miejsce okrelone na ebrach, ale ju nie wskazwki.
- Uoone w ten sposb - zamienia miejscami kilka eber - mwi serce powie
wicej. Zgaduj, e kolejne instrukcje s w tej witej komorze.

Barmonia zmarszczy czoo, ale wyczuwaa, e jest zadowolony.


- Wic chyba musimy ci tam zabra - rzek.
Zmruya oczy, udajc niepokj i podejrzliwo.
- Gdzie zabra?
- Do synnego miasta Sorlina.
Wonica plattenu i jego pomocnik zajli si rozstawieniem namiotw i rozpaleniem ognia.
Dunwayczycy czuli si rwnie dobrze pod goym niebem jak w swoich fortecach i nawet
najpotniejsi i najbogatsi przywdcy klanw podczas podry z zadowoleniem sypiali na
ziemi. Obozowiska utrzymywano wzdu kadej drogi. Jeli w pobliu nie pyna rzeka,
zawsze znalaza si studnia. Spotykali miejsca na paleniska rnych rozmiarw, stosy
drewna, a w niektrych miejscach wzniesiono take konstrukcje przeznaczone do wicze i
trenowania sztuk walki.
Kolejn zalet biwakowania jest to, e tosamo wdrowca trudniej byo zapamita,
ni gdyby zatrzyma si w fortecy. Ella odkrya szpiegw w kilku fortach, ktre odwiedzili,
by kupi ywno. Wprawdzie owi szpiedzy jej nie rozpoznali, ale syszeli o jej przybyciu i
wyjedzie z Chonu, i kazano im jej pilnowa, gdyby - wbrew twierdzeniu I-Portaka - nie
wracaa do Jarime.
Danjin i Ella siedzieli przy ogniu na drewnianych skrzynkach i zoonych kilkakrotnie
kocach zastpujcych poduszki. Gillen jeszcze nie wysiad z plattenu. Spa, kiedy przybyli, i
Ella wolaa go nie budzi. Yem gromadzi jakie przybory kuchenne i zapasy.
Gotowanie naleao do wielu nieoczekiwanych talentw tego wojownika. Twierdzi,
e najprostsze danie, jakie mona przyrzdzi na biwaku, zwie si coopa: skadniki
ugotowane w wodzie z przyprawami, z dodanym suchym chlebem, by powstaa jaka
odmiana sosu. Wczorajszej nocy znikn w lesie i wrci z duym ptakiem przebitym strza.
Zachowa pira i ukry je gdzie w wozie.
Teraz nis w stron ognia duy garnek, jakie korzenie i paczk. Danjin patrzy, jak
wojownik kroi skadniki i wrzuca do garnka. Od czasu do czasu wstawa, aby dola wody lub
zebra kilka lici. Zapach gotujcego si wywaru stawa si coraz bardziej apetyczny. Po
chwili Yem rozwin paczk.
W pierwszej chwili Danjin wstrzyma oddech ze zgrozy. W mroku jej zawarto
wygldaa jak opuchnite palce, ale potem Yem zacz je ci na plasterki i Danjin zrozumia,
e to niemoliwe. By to jaki rodzaj wypchanej misem rury. Yem unis gow i umiechn
si do doradcy.

- Robi si je z jelit shema - wyjani. - Trzeba je wymy i napcha misem i


przyprawami. Do tych uylimy bardzo rzadkiej przyprawy, takiej, jak sprzedaje szpieg w
Chonie.
Danjin kiwn gow i z powtpiewaniem patrzy, jak wojownik wrzuca pocite rurki
do garnka. Mieszanina bulgotaa cicho, unosi si nad ni smakowity aromat i Danjinowi
zaczo burcze w brzuchu.
- Jak dugo ju stoimy? - zapyta stumiony gos.
Wszyscy obejrzeli si na wysiadajcego z plattenu Gillena.
Spojrza na rozstawione namioty i zmarszczy brwi.
- A tak dugo? Powinnicie mnie obudzi.
- Wyranie potrzebowae snu - odpara Ella.
- Owszem. - Mczyzna si skrzywi. - Nie mw tego Dunwayczykom, bo nigdy nie
zdoam wynegocjowa adnego ukadu, ale jako nie polubiem spania na twardej ziemi mrukn cicho po hanijsku. Podszed do ognia i odetchn gboko. - Widz, e dzi
wieczorem czekaj nas smakoyki - powiedzia w dunwayskim. - A raczej wyjtkowy etap
kulinarnej wdrwki.
Yem umiechn si lekko.
- Byoby nam wstyd, gdyby gocie opuszczali Dunway, dowiadczywszy jedynie
spania na twardej ziemi i cigania zbiegych sucych.
Gillen zaczerwieni si, a Danjin parskn miechem. Ambasador usiad ciko i
westchn.
- Moja tajemnica wysza na jaw. Jestem niegodny - jkn.
Yem umiechn si i milczc, miesza w garnku. Danjin spojrza na Ell, ktra
wpatrywaa si w pustk.
Zmarszczka przecia jej czoo, a wargi zacisny si w wsk lini. Czegokolwiek lub
kogokolwiek suchaa, wywoywao to u niej zarwno niepokj, jak i gniew.
Suga, za ktrym podali, znajdowa si o p dnia drogi na wschd i zblia do
poudniowo-zachodniego wybrzea Dunwayu. Nie mia pojcia, czy jest ju bliski celu, a ci,
ktrzy pomagali mu w drodze, te nie byli lepiej poinformowani. Jeeli dotrze do brzegu,
bdzie musia skierowa si na zachd albo na wschd, albo opuci Dunway. Ella mniej
niepokoia si tym ostatnim ni moliwoci istnienia pentadriaskiej bazy w Dunwayu.

Wszyscy przyzwyczaili si do jej milczenia. Danjin zwrci si wic do obu mczyzn.


Przez chwil rozmawiali o miejscach, ktre widzieli, i dowiadczeniach z wojny. W ktrym
momencie Yem uzna, e coopa jest ju gotowa, i nala do ich misek. Nawet sucy dostali
troch, mimo kosztownych misnych rurek, ktre zawiera wywar.
Przyprawa z misa dodaa smaku caej potrawie, przez co staa si pikantna, a
podniebienie Danjina pieko przyjemnie. Jednak, jak na jego gust, samo miso byo zbyt
mocno przyprawione i bardzo sone.
Kiedy ju zjedli, wypili troch fwa i pogawdzili. W kocu przyczya si do nich
Ella. Gillen ziewn kilka razy, wic zaproponowaa mu, aby uda si na spoczynek.
Danjin wsta, by i za przykadem ambasadora, lecz Ella pooya mu do na rce.
- Zosta jeszcze chwil. Musz z tob porozmawia.
Usiad ponownie.
Umiechna si i spojrzaa w niebo.
- Popatrz na gwiazdy. S janiejsze ni w Jarime.
- Mwiono mi kiedy, e gwiazdy s sabiej widoczne przy tych wszystkich lampach i
latarniach miasta.
- Przed t podr jeszcze nigdy nie spaam pod goym niebem. To cakiem
przyjemne, cho wyobraam sobie, e nie byoby, gdyby zacz pada deszcz albo byo
zimno.
- Nie - przyzna, wspominajc kilka nieprzyjemnych nocy z czasw modoci oraz z
kampanii przeciwko pentadrianom.
- Siyee mieszkaj w namiotach przez cay czas, prawda?
Danjin kiwn gow.
- Ale wikszych i bardziej elastycznych ni te. Nazywaj je altanami.
- Altany - powtrzya, zerkajc na namioty Yema, Gillena i sug. - Dobrze - mrukna.
- Ju pi.
- Szybko im poszo - stwierdzi cicho Danjin. - Gillen nie czuje si na twardej ziemi a
tak le, jak opowiada.
Umiechna si, lecz jej twarz szybko spowaniaa.
- Mam ze wieci dla ciebie, Danjinie. Auraya przyczya si do pentadrian.
Zamruga, a potem szeroko otworzy oczy.
- Nie - usysza wasny gos. - Nie zrobiaby tego. Nie z wasnej woli.
- A jednak zrobia to, cho nie wiem, na jakich warunkach.

Danjin odwrci wzrok. Auraya i pentadrianie. To niemoliwe. Nienawidzia ich, jak


kady cyrklianin, za to, e omielili si napa na ich ziemie i spowodowali mier tak wielu,
zwaszcza Siyee.
Musia by jaki powd.
- Na pewno poprosili j o to bogowie - stwierdzi gono. - Nigdy nie zwrciaby si
przeciwko nim.
Ella si umiechna.
- Lojalno jest twoj si i saboci zarazem, Danjinie Spearze. Czy tak samo mocno
wierzysz we mnie?
Spojrza jej w oczy i kiwn gow.
- Oczywicie.
- Ale w przypadku Aurai twoje zaufanie jest chybione. Ju raz okazaa bogom
nieposuszestwo.
Odwrci gow.
- Wiem, e mwisz o jej rezygnacji. Godz si z tym, e s pewne szczegy, ktrych
nie znam, i e nie moesz ryzykowa ich zdradzenia.
- Ryzykowa? Nie, nie powiedziaam ci, bo nie chc ci rozczarowa - odpara
agodnie. - Widz przecie, e traktujesz j z podobn dum i mioci jak crk. Kady jej
zy uczynek by ci zrani. - Westchna i wyprostowaa ramiona. - Ale pora ju, aby pozna
prawd. Bo jeli naprawd sprzymierzya si z pentadrianami, to z pewnoci sprbuje
wykorzysta twoj lojalno.
Poczu ukucie lku, a potem umiechn si, dostrzegajc ironi sytuacji. Teraz, gdy
mia si dowiedzie, co takiego zrobia Auraya, wcale tego nie chcia. Ella jednak nie miaa
dla niego litoci.
- Wiesz o jej romansie z tkaczem snw Leiardem - zacza. - Czego nie wiesz, to e
nie jest on tym, za kogo si podawa.
Zmarszczy czoo.
- A kim jest?
- Mirarem.
Patrzy na ni przez dug chwil, czekajc na umiech i przyznanie, e to art. Jednak
nic z tego. Spogldaa na niego z pospn determinacj.
- Przecie... to niemoliwie - wykrztusi wreszcie. - Juran by go rozpozna!
Skrzywia si.

- W jaki sposb udao mu si stumi prawdziw osobowo tak, e ani on, ani
bogowie nie byli jej wiadomi. Kiedy j odzyska, bogowie go rozpoznali. Juran twierdzi, e
jego wspomnienie o Mirarze zupenie wyblako, a Leiard wyglda cakiem inaczej.
- Wtpi, by bogowie byli szczliwi z tego powodu.
- Nie. Wysali Auray, eby go zabia.
Danjin odetchn gwatownie i patrzy na ni z przeraeniem.
- Nie moga tego zrobi.
- Nie.
- Wic wyrzucili j z Biaych.
- Nie, sama zrezygnowaa, susznie uznajc, e niezdolno wykonania boskiego
polecenia to sabo, ktrej Biali zdradza nie powinni.
Skrzywi si.
- Nie spodziewali si chyba, e zabije kogo, kogo kochaa. Nikt inny nie mg tego
zrobi?
- To nie jest czowiek, ktrego kochaa. To Mirar. I by w Si. Nikt inny z Biaych nie
mg si tam dosta tak szybko jak ona.
- Aha. - Zao si, e wtedy przeklinaa swoj zdolno lotu, pomyla.
- Leiard by tylko tymczasow osobowoci, za ktr ukry si Mirar. Nie zabiaby
swego byego kochanka. Wiedziaa o tym.
Danjin westchn.
- Jestem pewien, e wiedziaa. Ale i tak nieatwo jest zabi kogo, kto wyglda jak
osoba, ktr kochaa.
- Nieatwo jest by Biaym.
Miaa racj, cho trudno mu byo pogodzi si z tym bezlitosnym wyrokiem. Z
pewnoci bya dla Aurai zbyt surowa. Ale jak moga jej wspczu, skoro sama nigdy nie
stana przed takim dylematem?
A w takim razie jak ja mog wspczu Aurai? Czy Ella ma racj? Jestem lepo
lojalny?
Westchn.
- A wic wrcia do Si... - Zmarszczy czoo, uwiadamiajc sobie, co to moe
oznacza. - Czy Mirar wci tam by?
- Nie. Uciek do Ithanii Poudniowej, gdzie pentadrianie powitali go z radoci.
Pentadrianie. A teraz bya tam i Auraya. Serce mu zamaro.
- Czy jest teraz kochank Mirara? - zapyta niepewnie.

- Raczej nie.
- A wic przyczenie si do pentadrian nie miao z nim nic wsplnego? - zapyta z
nadziej.
Ella odwrcia gow i zmarszczya brwi.
- Nie mam pojcia. Ale jest jeszcze co, o czym powiniene wiedzie. Kilka miesicy
temu Auraya spotkaa si z tajemnicz kobiet. Sdzimy, e bya to Dzika. Nauczya Auray
zakazanych Darw. Umiejtnoci osaniania umysu przed bogami i by moe take
tajemnicy niemiertelnoci.
- Auraya jest Dzik?
- By moe.
Pokrci gow.
- A wic to j czyni wrogiem bogw?
Ella zerkna na niego i znw odwrcia wzrok.
- Nie.
Nie tumaczya dokadnie i dziwnie byo widzie na jej twarzy niepewno. Moe nie
zna odpowiedzi na to pytanie...
Danjin rozway wszystko, czego si dowiedzia. Bogowie nie odepchnli Aurai. Ella
powiedziaa, e by moe Auraya jest Dzik. Ale akceptacja bogw moga oznacza, e
jednak nie jest.
A moe istnienie niemiertelnych czarownic nie przeszkadza bogom, dopki te
czarownice oddaj im cze. Ella znw mu si przygldaa.
- Wic kiedy ju otrzniesz si z zaskoczenia, zrozumiesz, e jeli pentadrianie mog
teraz wykorzysta moc Dzikiej, stan si o wiele silniejsi. Dodaj do tego wiedz o naszych
sabych i silnych stronach, ktr posiada Auraya, a potencjalny konflikt staje si grony.
- Owszem - zgodzi si Danjin.
- Za dobrze nas zna, ale ty znasz j lepiej ni ktokolwiek. Chc, aby rozway
wszystkie sposoby wykorzystania jej wiedzy przeciwko nam i jak my moemy uy naszej
wiedzy o niej przeciwko niej.
Kiwn gow.
- Dobrze. Bd mia jakie zajcie podczas podry.
Spojrzaa na niego dziwnie.
- Nie irytuje ci myl, e musisz spiskowa przeciwko Aurai?
Umiechn si.

- To kolejna zaleta mojej lojalnoci. Nie przeszkadza mi wyobraanie sobie, co ona


zrobi, poniewa nie wierz, e zrobiaby to.
Ella pokrcia gow.
- Jeeli tego ci trzeba, to postaram si nie niszczy dalej twoich iluzji. - Wstaa. Dobranoc, Danjinie.
- Dobranoc.

25
Mikki materac oznacza ko, a ko oznaczao, e Auraya jest w swoim pokoju w
Wiey... ale to przecie niemoliwe.
Otworzya oczy i jkna, przypominajc sobie wszystko. klsk ataku Siyee na
pentadriaskie ptaki, umow z Nekaunem i to, e bya w Sanktuarium, siedzibie wroga.
Rozbudzia si i natychmiast wrcia myl do dnia, ktry miaa przed sob, i tego, co
wkrtce musiao si zdarzy.
Miny ju prawie noc i dzie. Jeli Nekaun dotrzyma sowa, to jeden Siyee odleci
wolny.
A jeli nie?
Wtedy ona odejdzie - jeli zdoa - i znajdzie inny sposb, aby uwolni winiw.
Wstajc z ka, usyszaa cichy, senny protest. Spojrzaa w d i zobaczya, e Figiel
mruga niepewnie. Przecign si, a zadra mu czubek ogona.
- Jeeeee - powiedzia, rwnoczenie ziewajc.
- Zobacz, co da si zrobi - odpara.
Wczoraj sucy przynieli jej ca gr ubra. Wybraa prost koszul do snu, potem
oczycia i wysuszya cyrkle, spodnie i tunik, w ktrych si tu zjawia. Teraz znowu woya
szaty kapanki i podesza do okna.
Miaa std przepikny widok na miasto, a take na dachy i dziedzice Sanktuarium.
Pokoje, ktre jej przydzielono, byy zapewne przeznaczone dla wanych goci. Ciekawe, kto
wczeniej z nich korzysta. Byy due, ale niezbyt bogato wyposaone i oszczdnie
umeblowane. Krlowie i im podobni pewnie zatrzymuj si w wikszych i bardziej
wyszukanych kwaterach.
Figiel skoczy na parapet, postawi uszy i zmarszczy nosek.
- Zosta tu - ostrzega.
Uszy mu opady w rozczarowaniu, ale pogodzi si z losem. Przycupn tylko,
owijajc apki ogonem.

Z ssiedniego pokoju rozlego si pukanie. Zamara, potem nabraa powietrza i wolno


je wypucia. Przesza od okna do gwnych drzwi. Kiedy je otworzya, Turaan, Towarzysz
Nekauna, skoni gow podobnie jak grupa sucych za nim.
To nie sucy, upomniaa siebie. Domowi.
- Dzie dobry, kapanko Aurayo - rzek Turaan. - Przynosz jedzenie i wod.
Odsuna si. Domowi weszli do pokoju, a kady co nis. Turaan wydawa im
krtkie polecenia. Kilku z nich pooyo to, co przynieli, na stole, po czym zdjo piknie
tkane serwety, odsaniajc starannie przygotowane poywienie, w tym owoce i chleb. Na
pododze ustawiono dwa wielkie gliniane dzbany, po czym grupa ludzi napenia je wod a
po brzegi.
Inni domowi zniknli w sypialni. Zajrzaa tam i obserwowaa, jak wywiczonymi
ruchami ciel jej ko, zbieraj rzeczy, w ktrych spaa, i te, ktrych nie uywaa, a potem
wychodz. Nie dotknli jej plecaka i zdawao si, e nie dostrzegaj Figla na parapecie okna.
Moda kobieta stana przed Auray ze spuszczon gow. Wskazaa wyoony
ceramik pokj, a potem dzbany wody.
Auraya pokrcia gow, cho nie bez odrobiny alu. Ju dawno nie zaywaa gorcej
kpieli, ale nie byaby w stanie si odpry, wiedzc, e wkrtce musi gra rol gocia
Nekauna.
- Kapanko Aurayo.
Odwrcia si do Turaana.
- Pierwszy Gos prosi, by ci przekaza, e wkrtce si z tob spotka. Prosz, posil si i
odwie. Bdziesz mu towarzyszy na dachu jako wiadek uwolnienia Siyee.
Kiwna gow, a sucy rzdem wyszli z pokoju. Cho byli cisi i opanowani, jednak
ich umysy wypeniay ciekawo, niech i lk. Bya wrogiem. Bya niebezpieczna.
Dlaczego Nekaun traktuje j jak gocia?
Kiedy zamkny si za nimi drzwi, podesza do stou i przyjrzaa si poywieniu.
Zeszej nocy rozwaaa moliwo, e Nekaun zechce j otru. Nie wyprbowaa jeszcze na
trucinie Daru uzdrawiania, ale kiedy zastanawiaa si, jak by sobie poradzia z takim
zagroeniem, poczua, e wzrasta jej pewno siebie.
Wzia chleb i owoce i podesza do okna, aby tam zje. Ciche stuknicie zwrcio jej
uwag na st. Figiel obwchiwa jeden z talerzy i zacz zjada ktry z kskw, a ona
poczua lk. Co bdzie, jeli zje co trujcego? Prawdopodobnie zdoa go uleczy, ale jeeli
nie bdzie jej przy nim, kiedy to nastpi?
Bd musiaa wszdzie go z sob zabiera.

Skoczya posiek i zabraa plecak z sypialni. Wewntrz byo niewiele, tylko pusty
bukak na wod, troch lekw, zapasowa tunika i para spodni.
Oprnia plecak, wytrzsna piasek i kurz i odoya na bok. Potem usiada i czekaa.
Wkrtce usyszaa pukanie do drzwi. Tym razem sta za nimi Nekaun z Turaanem za
plecami.
- Witaj, czarownico Aurayo.
- Kapanko.
- Kapanko Aurayo. Czas ju, bym dopeni swojej czci umowy - rzek z umiechem.
- Jedn chwil.
Signa po plecak i wezwaa Figla. Veez podbieg i wskoczy jej na ramiona.
Przyzwyczajony do takich sytuacji, zanurkowa do plecaka. Zarzucia baga na rami i stana
przed Nekaunem.
- Jestem gotowa.
Kiwn gow, a potem wyprowadzi j na korytarz.
- Jak nazywasz to stworzenie?
- To veez - wyjania. - Z Somreyu.
- Domowe zwierztko?
- Tak.
- Mwi?
- Veezy ucz si sw potrzebnych im do wyraania pragnie i trosk, takich jak
jedzenie, ciepo czy niebezpieczestwo. Ale nie czyni ich to interesujcymi rozmwcami.
Zamia si lekko.
- Te tak myl. Dobrze spaa?
- Nie.
- Przeszkadza ci upa.
- Czciowo.
- Wybraa na t wizyt najgortsz por roku - przypomnia jej.
Zdecydowaa si nie odpowiada. Poprowadzi j w gr po schodach.
- Czy smakowao ci jedzenie?
- Tak.
- Czy chciaaby prosi o co konkretnego?
Poczua, jak Figiel porusza si w plecaku. Byo mu tam nieprzyjemnie gorco i
duszno.

- O surowe miso dla Figla - odpara. - I aby cae jedzenie zabierano z pokoju, kiedy
wychodz. Nie chciaabym, aby zjad co nieodpowiedniego.
Miso bdzie mu smakowa, pomylaa. A jeeli si zatruje, bd wiedziaa, e atak
zosta skierowany przeciwko niemu, aby mnie zrani, a nie e przez pomyk zjad co
przeznaczonego dla mnie.
- Dopilnuj tego - obieca Nekaun. - Jestemy na miejscu.
Poprowadzi j w gr wskimi schodami, a do otworu w dachu. Wyszli na ostry
blask soca. Na wielu dachach Sanktuarium zauwaya krzesa i drzewka w donicach, co
sugerowao, e s traktowane jak dziedzice.
Przy innym otworze w dachu stali czterej Sudzy. Spojrzeli pytajco na Nekauna.
Rzuci jakie sowo i wszyscy pochylili si nad otworem.
Serce zabolao Auray, gdy w otworze pojawi si Siyee. Skrzywi si i zamruga
gwatownie, kiedy jego oczy przyzwyczajay si do wiata. Przeguby mia zwizane, co
musiao by nieprzyjemne, gdy powrz ciska te membran skrzyde. Porusza gow z
boku na bok, badajc otoczenie. Uspokoi si, gdy obok Nekauna zobaczy Auray.
Jestem pierwszy, pomyla radonie. A potem ogarno go poczucie winy. Pozostali...
Nie chc ich zostawia... ale musz. Jeli nie, mogoby to zagrozi umowie, ktr zawara
Auraya.
Suga rozci mu wizy, a inny poda bukak z wod i pakunek z jedzeniem. Siyee
obejrza je podejrzliwie, a potem wsun pod kamizelk.
Spojrza na ni z wdzicznoci. Kiwna mu gow.
Le, pomylaa do niego.
Sudzy odstpili, a Siyee odwrci si plecami i ruszy biegiem, po czym zeskoczy z
krawdzi dachu i poszybowa.
Auraya wolno wypucia wstrzymywany oddech. Skrzydlata sylwetka zatoczya uk,
oddalajc si od Sanktuarium, omina wzgrze i ruszya na poudnie. Obserwowaa Siyee, a
znikn jej z oczu.
Nekaun zwrci si do niej z umiechem.
- A teraz ty musisz dotrzyma swojej czci umowy, czarownico Aurayo. Mam ci
wiele do pokazania.

Kadego dnia deszcz i upa atakoway Kave w nastpujcych po sobie falach, wic powietrze
byo duszne od wilgoci. Pranie nie chciao schn, a suche rzeczy staway si wilgotne od
potu, gdy tylko czowiek je woy. Smrd odpadkw spod miasta unosi si i pokrywa
wszystko obrzydliw warstw. Caymi chmurami roiy si ksajce owady, co zmuszao
mieszkacw, aby zostali w domach, wic idc w stron rzeki, Mirar i Tintel nie widzieli zbyt
wielu ludzi. Kobieta otara czoo wilgotn tkanin i westchna.
- Uwielbiam t por roku - stwierdzia ironiczne.
- Jak dugo trwa?
- Do czterech tygodni. Kiedy cigna si przez sze. Kady, kogo na to sta,
opuszcza latem miasto. Nawet jeli potrafi wytrzyma upay, staraj si unikn letniej
gorczki.
Mirar przypomnia sobie rosnc liczb chorych zjawiajcych si w Domu Tkaczy
Snw. Inni tkacze wyjanili mu, e zdarzao si to co roku i ju wkrtce cay dom bdzie
zastawiony posaniami. Na szczcie gorczka rzadko bywaa miertelna.
Przed nimi domy koczyy si gwatownie kilkaset krokw od brzegu rzeki. Wskie
drewniane stopnie prowadziy na botnist ziemi w dole, gdzie prowizoryczna, uoona z
desek droga wioda a do wody.
Mirar i Tintel zatrzymali si. Widzieli ju przywizan do pali, otoczon przez Sugi
bark. Ubrani tylko w krtkie spodnie mczyni wnosili na pokad skrzynie i puda. Grzbiety
tragarzy byszczay od potu.
- Mam dla ciebie prezent na poegnanie - powiedziaa Tintel.
Mirar spojrza na ni uwanie.
- Nie musisz...
- Czekaj i patrz - powiedziaa surowo. - Przyda ci si.
Signa do wiszcej na ramieniu sakwy i wyja glinian butelk z wsk szyjk. Bya
zatkana bryk wosku, z ktrej wystawa sznurek. Chwycia go i wycigna woskowy korek.
- Wycignij rce.
Mirar posucha. Przechylia butelk i wylaa mu na donie odrobin tawego olejku.
Pachnia przyjemnie, zioowo i odwieajco.
- Nacieraj tym odkryt skr - poradzia mu Tintel, wylewajc nieco olejku na wasn
do. - Odpdza owady i chroni przed letni gorczk.
- Wic to owady roznosz chorob? - zapyta, wcierajc olejek w rce i twarz.
- Moliwe. - Tintel wzruszya ramionami. - A moe to tylko wygodny efekt uboczny
dziaania olejku. Pomaga te ochodzi si podczas gorczki.

- Zaskakujco odwieajcy. atwiej znie ten upa.


Zakorkowaa butelk i podaa mu, a potem wyja niewielkie drewniane pudeko.
Otworzya je i pokazaa mu, e jest wypenione wiecami.
- Zawieraj ten sam ekstrakt. Uywaj ich oszczdnie, a powinny ci wystarczy a do
urwiska. Kadego lata sprzedajemy i wiece, i olejek po kosztach produkcji. Tylko my je
wytwarzamy, cho dajemy przepis kademu, kto poprosi.
- Wic ktokolwiek szukaby zysku, nie moe z wami konkurowa. Czy zabrako wam
kiedy olejku albo wiec?
- Owszem. - Zmarszczya czoo. - Czy sugerujesz, e powinnimy zarabia na lekach?
- Jeeli ludzie cierpi z powodu braku tego leku, to tak. Zyski moecie przeznacza na
dom albo na chorych.
- Nie masz pojcia, jaka to ulga sysze to od ciebie. - Zamkna pudeko, woya do
sakwy i podaa Mirarowi.
Umiechn si.
- Poddajesz mnie prbie, Tintel?
Parskna miechem.
- Moliwe. Zamiar i znaczenie mog si zmienia przez lata. Niektrzy tkacze snw
wierz, e zakazae sprzedawania lekw.
- Nie doradzabym...
- Tkacz snw Mirar?
Gos by wadczy i pewny siebie. Odwrci si i spojrza na kobiet, ktra wspinaa si
na platform.
- Czwarty Gosie Genzo - odpar - to jest tkacz snw Tintel, ktra kieruje Domem
Tkaczy w Kave.
Genza skina jej gow.
- Prosz o wybaczenie, e zabieram waszego zaoyciela i przewodnika. Wiem, e o
tej porze roku jego wiedza i zdolnoci bardzo by si w miecie przyday.
Tintel wzruszya ramionami.
- Ju od wiekw co roku mamy do czynienia z gorczk. Jestem pewna, e poradzimy
sobie bez niego.
W oczach Genzy bysno rozbawienie.
- Rzeczywicie radzicie sobie. Kave wiele wam zawdzicza. - Odwrcia si do
Mirara. - Jestemy ju gotowi do wypynicia.
Kiwn gow.

- Dzikuj, e mnie znosia u siebie - zwrci si do Tintel. - Mam nadziej, e letnie


upay skocz si w Kave wczeniej.
- Ufam, e w Glymmie wszystko pjdzie po twojej myli. Pewnie pniej bdziesz
dalej zwiedza Ithani Poudniow. Mam nadziej, e znw ci zobaczymy w Kave, cho przy
lepszej pogodzie.
- Chciabym zobaczy miasto wypenione wod.
- Moe nastpnym razem. - Wykonaa dawny gest pozdrowienia tkaczy snw,
dotkna serca, ust i czoa. - Do zobaczenia.
Zaskoczony, odpowiedzia tym samym gestem, a potem spojrza na Genz, ktra
uznaa, e jest gotowy, i poprowadzia go do schodw.
Szed za ni w d do drewnianego pomostu, a potem dalej, na bark. Myla o tym,
czego w nocy, przez senne cze, dowiedzia si od Blinit.
Powiedzieli mu, e Auraya jest w Glymmie. Kiedy opisali mu misj Siyee i jej
porak, Mirar by zdumiony, e Biali zdecydowali si na co tak gupiego. Nie dziwi si
niepowodzeniem ataku, cho troch si niepokoi, e pentadrianie byli uprzedzeni. Czyby
wrd Siyee znalaz si szpieg? Bo nie mogo go by wrd zaufanych Biaych. Odczytaliby
zdrad z jego umysu.
Nie zdziwi si, e Auraya przyja ofert Nekauna i w zamian za uwolnienie Siyee
zgodzia si zosta w Glymmie. Ciekawe, co pomyl Biali o tej umowie z nieprzyjacielem. A
raczej o tym, e ulega szantaowi i zostaa tam w zamian za wolno Siyee.
Pozostao jeszcze dwudziestu omiu winiw. Jednego wypuszcz dzisiaj. Z tego, jak
Tintel opisaa mu rejs rzek do urwiska, trzy czwarte Siyee bdzie wolnych, zanim pokonaj
trzeci cz drogi do Glymmy. O tej porze roku rzeka pyna tak wolno, e barki trzeba byo
popycha drgami albo holowa w gr i w d.
Wic Tamun i Surim nie maj si czym martwi. Blinita obawiay si, e Nekaun
zechce wykorzysta Auray przeciwko Mirarowi albo odwrotnie.
:Wszyscy myl, e ty i Auraya jestecie miertelnymi wrogami. Niektrzy uwaaj, e
Nekaun zabije ciebie w zamian za poparcie Aurai. Albo tobie zaproponuje, e zabije Auray
w zamian za twoje wsparcie.
:Auraya nie sprzymierzy si z wrogami Biaych, odpar Mirar, cho nie by cakiem
pewien, czy to prawda. W przeszoci wiele ju powicia, by ratowa Siyee.
:Dobrze, e nie wiedz, jakie s wasze stosunki, co? rzuci wtedy Surim. Musieliby
wybiera, ktre z was uwizi, a ktre szantaowa.
:Na ni szanta by nie podziaa, przypomnia im Mirar.

:Och, ale na pewno podziaaby na ciebie.


Surim mia racj, ale Mirar pociesza si dwoma faktami: po pierwsze, e nie dotrze na
czas do Glymmy, a po drugie, e trzeba wiele magii, aby uwizi kogo tak potnego jak
Auraya. Co najmniej jeden z Gosw musiaby jej pilnowa dzie i noc. W ten sposb nie
mogliby si skutecznie broni w razie ataku Biaych.
Stan wraz z Genz przy barce. Wprowadzia go na pokad i wskazaa przygotowan
kajut, niewielk, ale czyst.
Odwizano cumy od pali i zaoga za pomoc drgw wypchna bark na rodek rzeki.
Paskodenna d koysaa si ociale. Genza przesza na dzib, a potem odwrcia si i
wydaa jakie polecenie. Zaoga wcigna drgi.
Mirar cofn si mimowolnie, gdy barka ruszya po rzece, rozcinajc fale po obu
stronach dziobu. Czu, e niepokj ciska mu odek, a jednoczenie serce wypenia rado.
Chyba jednak zd do Glymmy na czas, aby zobaczy si z Auray.

26
Auraya spacerowaa korytarzami midzy misternymi mozaikami, wchodzia do pomieszcze
wyoonych dywanami o gbokich barwach i wdrowaa po dziedzicach chodzonych
eleganckimi fontannami wrd egzotycznych rolin. Podawano jej wyszukane posiki na
ceramice i szkle najwyszej jakoci, a jada zotymi sztucami. Suchaa piknej muzyki,
podziwiaa rzeby i obrazy, z ktrych najdziwniejszym bya uoona z malekich szklanych
pytek mapa caej Ithanii. Na tej mapie Elai przedstawieni byli jako zotowose panny z
rybimi ogonami, a Siyee z pierzastymi skrzydami wyrastajcymi z plecw.
Nekaun stara si, jak mg, zaimponowa jej.
Wprawdzie nie wiedziaa, jaki ma w tym cel, ale nie robi tajemnicy z tego, e usiuje
j do siebie przekona. Myl, e mgby uwierzy, i zdoa j skoni do porzucenia
cyrkliaskich bogw i sprzymierzenia si z pentadrianami, wydaa jej si tak mieszna, e z
pocztku j odrzucia. Wkrtce jednak uwiadomia sobie, e musia si zastanawia,
dlaczego porzucia Biaych. Moe przyczyn by jaki konflikt? Gdyby pragna zemsty,
powrotu do wadzy czy moe zwyczajnie odpowiadaa jej pentadriaska ideologia, mogaby
przej na drug stron.
Daby sobie spokj, gdyby uzna j za nieugit. A im szybciej si o tym przekona,
tym wczeniej zaprzestanie prb. W jaskiniach pod Sanktuarium tkwio dwudziestu siedmiu
Siyee, musiaa wic utrzymywa pozory jeszcze przez dwadziecia osiem dni.
Musz udawa tak, na jakiej zabiegi Nekauna robi wraenie, ale nie przesadnie
zainteresowan. Stawiajc opr, ale moliw do przekonania, tumaczya sobie. Musz od
czasu do czasu uda jak chwil saboci, by wci mia nadziej, e mnie przekona.
Nekaun prowadzi j wanie szerokim korytarzem, ktry najwyraniej czy Dolne
Sanktuarium z Grnym.
- Czy to prawda, e Biali yj w kwaterach tak prostych i niewielkich jak te, ktre
zajmuj zwykli kapani? - zapyta, a zawsze chodzcy z nimi Turaan przetumaczy te sowa.
- Proste, tak. Mae, nie - odpara.

Staraa si koncentrowa, by nie zdradzi umiejtnoci czytania w umysach. Im


szybciej nauczy si przynajmniej podstaw miejscowego jzyka, tym lepiej. Kto jej to kiedy
poradzi, a pami podsuna brzmienie znajomego gosu: Nigdy nie wiesz, kiedy moe ci
si przyda znajomo cho odrobiny miejscowej mowy. Moe ci nawet uratowa ycie.
Powiedzia to Danjin. Ogarn j smutek - ju tak dawno go nie widziaa. Tsknia za
jego spokojem i rozsdkiem.
- Mieszkaa w Biaej Wiey, prawda? - zapyta Nekaun.
- Tak.
- Czy wszyscy kapani ze wityni mieszkaj w Wiey?
Popatrzya na niego sceptycznie.
- Zgodziam si tylko tu zosta, a nie przekazywa informacje o twoich
nieprzyjacioach.
Umiechn si szerzej.
- Wybacz. Nie chciaem ci wykorzystywa. Po prostu jestem ciekawy. Tutaj. Wskaza jej wski otwr w murze. - To miejsce jest dla nas niezwykle wane. Gwiadzista
Komnata.
Wyczua u Turaana nag fal nerwowego podniecenia i wyczytaa z jego myli, e
byo to najwaniejsze miejsce pentadriaskiego kultu. Jaki rodzaj otarza. Gdy Nekaun
wszed do wntrza, Auraya si zawahaa. Jak niebezpieczny moe by otarz wrogich bstw?
Czy mog zrobi tam co, czego nie mog na zewntrz?
Nekaun przysiga na tych bogw, e nie zrobi jej krzywdy, przypomniaa sobie. A ja
zgodziam si tu zosta i zwiedza. Jeeli ktrekolwiek z nas zamie sowo, to nie ja bd
pierwsza.
Nabraa tchu i wesza do komnaty. Otoczyy j czarne ciany, podoga i strop. ciany
stykay si pod dziwnymi ktami... Zauwaya, e jest ich pi, pokj ma zatem ksztat
piciokta. Nekaun sta w samym rodku, pomidzy wyrytymi w posadzce srebrzystymi
liniami. Dreszcz przebieg jej po plecach, gdy uwiadomia sobie, e te linie tworz wielk
gwiazd.
Spojrzaa na Nekauna.
- Mam zosta przedstawiona twoim bogom? - spytaa, zadowolona, e jej gos
zabrzmia spokojnie.
Umiech Gosu, zwykle czarujcy, teraz wydawa si drwicy.

- Nie. To bogowie decyduj, kiedy przybd, nie my. Nieczsto do nas przemawiaj i
rzadko udzielaj instrukcji. Cenimy t swobod kierowania wasnym yciem, a oni ufaj nam,
e robimy to dobrze.
- Jeli nigdy si nie pojawiaj, to niektrzy z was musz doj do wniosku, e nie
istniej.
Parskn miechem.
- Nie powiedziaem, e nigdy si nie pojawiaj. Ty nie wierzysz, e s prawdziwi, czy
tak?
- Wiem, e przynajmniej jeden z nich jest - odpara. - Widziaam go podczas wojny.
Zamruga zdziwiony.
- Widziaa jednego z naszych bogw?
- Sheyra, o ile mi wiadomo.
- Pojawi si tylko raz. - Zmruy oczy. - Bya tam?
- Tak. Kiedy wasze wojska wyszy z kopalni. Dlatego wiedzielimy, e musimy
wrci z przeczy i stan wam naprzeciw.
Pokrci gow.
- A co tam robia?
Rozpaczaam po Leiardzie, pomylaa z ironi. Nie mog mu tego powiedzie...
- Badaam okolice. Miaam ju odej, kiedy Chaia mnie zatrzyma. - Umiechna si.
- Czasami lepiej jest, kiedy bg ma ochot odwiedza i instruowa swoich wyznawcw.
Unis brwi i zamyli si.
- A ty wierzysz, e nasi bogowie s prawdziwi? - zapytaa.
Wzruszy ramionami.
- Nie widziaem ich, ale uwaam, e to prawdopodobne.
- Czy wasi bogowie przetrwali Wojn Bogw?
- Nie wiem - odpar szczerze. - Nigdy nie twierdzili, e nie.
Pokrcia gow.
- Albo wasi bogowie s nowi, albo moi bogowie nie s wiadomi, e wasi ich uniknli.
cign wargi i przyjrza si jej z uwag.
- Nigdy nie niepokoia ci wiadomo, e wasi bogowie opowiadaj o wymordowaniu
tylu innych? I e s z tego dumni?
- Nie. - Zmarszczya brwi. - Dawni bogowie byli okrutni i wykorzystywali
miertelnych.
- A wasi bogowie nie?

I nagle Auraya przypomniaa sobie opowie Emerahl o Chai uwodzcym kobiety,


historie o znieksztaceniach w pierwszych latach transformacji dokonywanej przez Huan, o
ktrych Siyee opowiadali kademu nowemu pokoleniu.
- Wahasz si - zauway spokojnie.
Chyba wanie zademonstrowaam mu jedn z tych chwil saboci, ktre
zaplanowaam, pomylaa. Tyle e to nie byo zaplanowane i nie udawaam.
- Moe i nie s bez winy - przyznaa. - Ale jako istoty tak staroytne, musieli od czasu
do czasu podejmowa bdne decyzje. Wedug tego, czego mnie uczono, martwi bogowie byli
winni gorszych rzeczy. Ale waniejsze od tych dawnych bdw jest to, e od czasu
zjednoczenia Krg doprowadzi do pokoju, porzdku i dobrobytu w Ithanii Pnocnej. W
ostatnich stu latach sprzymierzyo si z sob siedem krajw i nie prowadzono adnych wojen
a do chwili waszego ataku.
Nie potrafia rozpozna wyrazu jego twarzy. Wyszed ze rodka gwiazdy, podszed do
niej, a potem wskaza na otwr w cianie.
- Pjdziemy dalej? Chciabym ci pokaza Dolne Sanktuarium, gdzie spotykamy si ze
zwykymi ludmi. Jeli tak ci zaley na pokoju, porzdku i dobrobycie, myl, e to ci
zainteresuje.
Umiechna si i askawie pozwolia wyprowadzi si z komnaty.
Niebo byo pokryte pasmami jaskrawopomaraczowych chmur, miejscami zabarwionych
rem, ale rdo wiata skrywaa ciana ciemnoci. Urwisko wyrastao ponad ziemi i
skracao dni, przesaniajc wieczorne soce.
Nie chciaabym tu mieszka, pomylaa Emerahl. Jest co zowieszczego w tym
urwisku. Sprawia wraenie, jakby lada chwila miao na nas run.
Myliciele z imponujc szybkoci zorganizowali karawan plattenw, ktre miay
ich zabra do Sorliny. Dwa dni po odczytaniu koci Emerahl zapacia za nocleg i przeniosa
swj baga do jednego z okrytych wozw zmierzajcych ku granicy miasta. Barmonia
owiadczy, e sam pokieruje wypraw, jako e podrowa do zrujnowanego miasta tyle
razy, e straci ju rachub. Ten artobliwy sposb, w jaki si do niej zwraca, mgby
wiadczy, e budz si w nim uczucia sympatii, gdyby nie wyczuwaa u niego niechci, jak
budzi sam jej widok.
Niech udaje przyjaznego, mylaa. W przeciwnym razie podr byaby do
nieprzyjemna. Przecie nie mog im powiedzie, e dokadnie wiem, i on i jego koledzy
planuj wsadzi mnie na statek, kiedy tylko znajd Zwj.

Ziemia zadraa dostatecznie mocno, by zawibroway linki namiotw. Emerahl


spojrzaa na mczyzn w obozowisku. Wikszo znieruchomiaa, czujna i niespokojna... Na
szczcie drenie szybko ustao.
- Wstrzs - mrukn Yathyir, zanim nala sobie jeszcze jedn misk zbyt mocno
przyprawionego dania z ziaren, ktre przygotowali sucy.
Ray spojrza na Emerahl z umiechem.
- Zdarza si to bez przerwy - powiedzia. - Wielki Myliciel Marmel uwaa, e to
urwisko to pyta wiata nasuwajca si na inn pyt, t, na ktrej teraz jestemy. Czasami
ziemia trzsie si tak mocno, e nie mona usta, czasami nawet burzy domy.
Emerahl spojrzaa na urwisko i zmarszczya brwi.
- Dziwi si, e Hannaya wci jeszcze stoi.
- Och, niektre jej czci wal si od czasu do czasu, ale jest dostatecznie mocna, aby
wytrzyma wikszo wstrzsw. Podobno czarownicy wykuli j w litej skale.
- A jak daleko siga to urwisko?
- A do poudniowo-zachodniego wybrzea. W niektrych miejscach jest wysze, w
innych nisze. Zmierzamy do jednej z kilku szczelin, gdzie pko. - Wycign rce domi w
d, demonstrujc, jak nasuwajca si pyta pka, a obie jej czci odsuwaj si od siebie. Teren midzy nimi to dugie, wskie zbocze. Przez tysice lat byo to jedno z nielicznych
ldowych przej z Awenu do Murru, wic ludzie, ktrzy nad nim panowali i pobierali co za
przewz towarw, stali si bardzo bogaci. A potem wybucha Wojna Bogw i w cigu roku
wadza przesza od wyznawcw martwych bstw do wyznawcw Piciorga.
- W cigu roku? Skd to wiesz?
- Jeli badasz opowieci z tamtych czasw, moesz je uoy w pewnym porzdku.
Oczywicie niektrzy twierdzili, e ich bogowie wci jeszcze yj, ale to nieprawda. Inni
uwaali, e bogowie ich wrogw s martwi, chocia ci wci jeszcze yli. Jednak wikszo
bogw zgina w do krtkim okresie.
Emerahl ze zdumieniem pokrcia gow. Nie miaa pojcia, w jaki sposb i kiedy
nastpiy te zgony, ale ich konsekwencje pojawiay si wolno.
- miertelnicy potrzebowali czasu, aby zrozumie, co si stao.
- Niektrzy nigdy nie zrozumieli. Trudno jest wykaza mier niewidzialnych istot.
Nie ma adnych cia, nie ma wiadkw. Tylko milczenie.
- A jednak ich strata dramatycznie wpyna na wiat.

- Tak. Kapani stracili moce, bogowie nie doradzali ju i nie kierowali swoimi
wyznawcami. Niektrzy ludzie starali si wykorzysta sabo i niepewno wrogw. Ale to
nie trwao dugo. Picioro zjednoczyo si i zaprowadzio porzdek.
- Czyli bogowie pentadrian istnieli przed wojn?
- Tak sdz. Sheyr by bogiem dobrobytu, Hrun bogini mioci, Alor bogiem
wojownikw, Ranah bogini ognia, a Sraal bogiem bogactwa. W niektrych okolicach wci
jeszcze czczeni s w tych postaciach.
Emerahl zastanowia si nad list imion i tytuw. Bogowie cyrklian te kiedy mieli
wasne. Chaia by bogiem krlw, a Huan bogini podnoci.
Podno i mio. To nie a taka wielka rnica. Obie strony maj swojego boga
wojny. Myl, e to sprawy, o ktre wierni najczciej si modl. Dajcie mi kochanka,
chrocie mojego kochanka, dajcie mi dzieci, uczycie mnie bogatym, nie pozwlcie mi
umrze...
Co do reszty bogw, pentadrianie mieli chyba przewag, pomylaa Emerahl. Bg
bogactwa jest chyba bardziej uyteczny ni Saru, dawny bg hazardu, albo nawet bg krlw.
Ale poudniowemu kontynentowi przydaaby si bogini kobiet, jeeli niech dla jej
pci bya rwnie powszechna wrd zwykych ludzi, co wrd tych Mylicieli. Barmonia
wsta i ziewn gono.
- Ruszamy wczenie rano - ostrzeg - wic nie siedcie za dugo.
Kiedy odszed w stron namiotw, inni mczyni take si podnieli, jak dzieci
niechtnie okazujce posuszestwo. Emerahl zauwaya, e Ray umiecha si do niej.
- Czy uczynisz mi ten zaszczyt i pozwolisz, e odprowadz ci do namiotu? - zapyta.
Zamiaa si cicho.
- To ja bd zaszczycona - odpara z t sam artobliw uprzejmoci.
Kereon spojrza na nich i przewrci oczami, ale milcza. Yathyir gapi si, a
podejrzenia co do motyww Raya byy a nadto widoczne w jego byszczcych niechci
oczach i modzieczej zazdroci, ktr wyczuwaa.
U Raynory odczytaa wyczekiwanie. Nie bya zaskoczona. Mczyni s
oportunistami i czsto zakadaj, e jeli kobieta prowadzi ycie inne ni wiernej ony, czyni
to, by bez kopotw znajdowa kochankw.
Co nie znaczy, e Emerahl taka nie bya.
Namiot nie sta zbyt daleko, ale przejcie do niego wymagao przekroczenia kilku
napitych linek. Ray szed blisko niej, gotw pomc, gdyby si potkna; wyczua u niego
rozczarowanie, kiedy dotara do celu bez adnych przygd. Odwrcia si do niego.

- Jeste bardzo pikna - powiedzia cicho.


Rozemiaa si niemal na gos. Wpatrywa si w ni jakby z podziwem, ale wyczua,
e powodem jest wycznie podanie.
By jednak miy i przystojny. By moe pjcie z nim do ka daoby jakie korzyci.
By te pierwszym mczyzn, ktry okaza jej zainteresowanie od czasu Mirara...
...a wtedy nic z tego nie wyszo.
Poczua wyrzuty sumienia. Bya niesprawiedliwa. Wtedy kontrolowa go Leiard.
I nagle przypomniaa sobie Leiarda w grocie w Si, kiedy patrzy na ni oczami Mirara.
...przyczenie si do zamtuzu byo konieczne... Zastanawiam si te, czy
niewiadomie nie szukasz tego samego potwierdzenia co Mirar. Chcesz pewnoci, e jeste
istot fizyczn, nie bogiem...
Odsuna si od Raya. Myl o wpuszczeniu go do ka przestaa by kuszca. Inni
Myliciele mogliby uzna to za dowd, e ich uprzedzenia wobec cudzoziemskich kobiet s
suszne. Co oczywicie nie znaczy, e nagle zaczn j szanowa, jeli bdzie zachowywa si
cnotliwie.
- Dobranoc, Ray - powiedziaa. - Jestem zmczona. Zobaczymy si rano.
Wycofaa si do namiotu i stanowczo zasznurowaa klapy. On by zaskoczony i
rozczarowany, a potem rozbawiony i zdecydowany. Po chwili usyszaa, jak odchodzi, i
odetchna z ulg. cigna do siebie magi i u wejcia wzniosa barier.
Musz mu odmwi jeszcze kilka razy, zanim zrezygnuje, powiedziaa sobie.
Spojrzaa na wskie posanie z cienkim materacem, ktre suyo jej za ko, i wzruszya
ramionami. Lepsze to ni dno odzi, a zreszt i tak prdko nie zasn.
Pooya si, przymkna oczy i rozlunia. Wkrtce myli zaczy dryfowa i zupenie
stracia poczucie czasu.
:Emerahl.
Podwjny gos Blinit by jak odbijajcy si w jej mylach szept.
:Surim. Tamun.
:Rozsdnie zrobia, odtrcajc adoratora, powiedziaa Tamun.
:Tak? Dlaczego?
:Surim za bardzo by si tym zainteresowa.
Emerahl poczua ulg. Nie przypuszczaa, e Blinita mog obserwowa jej wyczyny
przez oczy Raynory. Ta myl bya niepokojca.
:Gapiby si na mnie?

:Musiabym, na wypadek gdyby co ci si stao. Wycznie dla twojego


bezpieczestwa.
:Rozumiem. A gdyby rzeczywicie co si stao, co mgby zrobi, eby mnie
ochroni?
Nie odpowiedzia.
:Odkrylimy, skd naprawd pochodz pienidze, ktre zaproponowano Raynorze za
Zwj, owiadczya Tamun. Od Gosw. Oni albo ich bogowie musz wiedzie, e Myliciele
szukaj Zwoju, i nie podoba im si to.
:To tylko wzmacnia nasze podejrzenia, e Zwj zawiera co dla bogw
niebezpiecznego, doda Surim.
:Czy mog przekupi Raya, aby odda go mnie? spytaa Emerahl.
:Nie. Ryzykujesz, e ujawnisz swoj wiedz o jego misji. Bogowie mog go
obserwowa.
:Jeli tak jest, to pewnie ju jestem podejrzana, gdy nie potrafi odczyta moich
myli.
:To prawda. Przypuszczalnie toleruj twoje zaangaowanie, gdy dziki temu Ray
moe szybciej wykra Zwj.
:Jak mog go powstrzyma?
:To proste. Sama wykradnij.
:Ukra Zwj Mylicielom, najmdrzejszym ludziom w Ithanii Poudniowej, i to kiedy
patrz na to ich bogowie? Emerahl ogarno rozbawienie. To by byo nieze.

27
Kiedy zdyszany i spocony Ton dotar na szczyt wzgrza, stan, by zaczerpn tchu. Jednak
gdy unis gow, zapomnia o zmczeniu. Patrzy z zachwytem, jak kraina przed nim faluje
agodnymi wzgrzami i opada wolno do miejsca, gdzie w blasku nisko zawieszonego soca
lnia ogromna rwnina, cignca si a na spotkanie nieba.
To morze, pomyla. Wic tak wyglda.
Woda migotaa niczym kosztowna tkanina lub wielki zoty arkusz. Nagle zrozumia, e
ten dziwny posmak w powietrzu to sl.
Musz by ju blisko schronienia, chyba e ley za morzem... Rozejrza si po
wzgrzach, a cae jego ciao drao z niecierpliwoci i zmczenia. Czu si tak, jakby
wdrowa od zawsze. Cae dawne ycie wydawao si snem. Zym snem.
Przy brzegu dostrzeg ksztaty wielu, bardzo wielu domw. Midzy nimi wia si
cienka ni - to rzeka. Widzia smugi dymu wznoszce si w przedwieczorne niebo. Czy to jest
to schronienie, o ktrym opowiada mu Chemalya?
By tylko jeden sposb, aby si przekona: ruszy dalej. Z tego miejsca mia ju z
grki.
Mijay godziny, a on wci myla o swojej onie Gli i dwch synach. Podobaoby si
im tutaj. Nigdy nie widzieli morza. Musi si nauczy eglowa i zabra ich na wycieczk.
Moe zostan rybakami albo farmerami. Praca bdzie cika, ale to lepsze ni niewola w
Chonie. Co nie znaczy, e Ton cierpia tak bardzo jak Gli w latach modoci. Oboje
nienawidzili Gima i jego klanu. Cae to gadanie o honorze i dumie... W yciu nie spotka
wojownika, ktry miaby w gowie cho jedn przyzwoit myl. Im szybciej uda si wyrwa
stamtd rodzin, tym lepiej.
Nastrj pogorszy mu si, gdy zapada noc. Odpocz chwil przy drodze, dopki nie
wyszed ksiyc, owietlajc nieco szlak, a potem ruszy dalej. Kiedy zaczyna si ju
zastanawia, czy droga nie omina wioski, zobaczy w oddali wiata. odek a mu si
skrci z podniecenia, przypominajc o godzie, ktry mczy go od paru dni.

Gdy jednak stan przy pierwszym domu, nagle uzna, e nie powinien zwraca na
siebie uwagi ani zakca spokoju mieszkacw wioski. Zwolni wic i w milczeniu szed
dalej. Pocztkowo domy byy rozrzucone do rzadko, a potem wyrastay gciej, a wreszcie
stay ciana w cian. Jaki mczyzna wyszed z budynku przed nim. Zbliy si do Tona,
zmarszczy czoo i przyjrza mu si nieprzyjanie. Po chwili jednak rozcign usta w
umiechu.
- Nowy, co? Na pewno na ciebie czekaj. Ta wielka obera par domw dalej, po
prawej.
Ton wymamrota jakie podzikowania i pospieszy przed siebie. Nie mg przegapi
obery - wiata i gosy wyleway si przez okna i drzwi. Wysoki, chudy mczyzna siedzcy
na awce na zewntrz umiechn si na widok Tona i wsta.
- Jestem Warwel. A ty jak si nazywasz? - zapyta.
- Ton.
- Aha. Witaj w Dramie. Wejd do rodka. Musisz by zmczony. I godny.
- Bardzo - przyzna.
Mczyzna opar do na ramieniu Tona i pokierowa go przez drzwi. Chwil trwao,
nim oczy przyzwyczaiy si do jasnego wiata lamp, ale usysza, e umilky rozmowy.
Rozejrza si i zobaczy, e sala jest pena mczyzn i kobiet.
Niektrzy spogldali na niego z przyjaznymi umiechami, inni z ciekawoci, a kilku z
wyranie ostronymi minami.
- To jest Ton - przedstawi go gono Warwel. - Przybysz z... - Spojrza na Tona.
- Z Chonu - odpar cicho Ton.
- Z Chonu - zahucza gono Warwel. - Ton z Chonu. Ma za sob dug drog.
W caej sali rozlegy si powitalne pomruki. Warwel skin na kobiet.
- Kit, moesz mu przynie co do jedzenia?
Ton poczu rado, syszc t uprzejm prob i widzc porzdne ubranie kobiety. Na
pewno jest suc, inaczej Warwel nie prosiby jej, aby cokolwiek przynosia; jednak nie
traktowa jej jak niewolnicy.
Moe to prawda, co mwi sprzedawca przypraw... Oczywicie, e prawda. Przecie
nie zostawibym rodziny i nie dotar tak daleko, gdybym mu nie wierzy.
A jednak to naprawd ulga wiedzie, e nie zosta oszukany.
Warwel poprowadzi Tona na aw przy wielkim stole, gdzie siedziao ju kilku ludzi.
Pili, ale aden nie wydawa si pijany.
- Chem opowiada mi o tobie - rzek Warwel.

Ton zamruga zaskoczony.


- Opowiada? Mylaem, e on nie wie, gdzie jeste.
Warwel stukn palcem w czoo.
- Rozmawiamy naszymi umysami. Nie musz mu mwi, gdzie jestem.
- Aha.
Magia. Ton spojrza na ludzi wok siebie. Wszyscy wygldali jak Chem. A raczej
Chem wyglda jak oni.
I kiedy pojawio si zrozumienie, postawiono przed nim misk zupy i talerz z chlebem.
Wszyscy tutaj to pentadrianie, odgad.
Spojrza na zup i w brzuchu mu zaburczao.
Wrogowie...
W misce by jaki rodzaj sztuca. Unis go.
Jeli si do nich przycz, zostan zdrajc swego kraju.
Bya to niewielka yka, a w niej kawaek misa. Patrzy na to z niedowierzaniem.
Miso! Ale gdy dowiedz si o tym wojownicy, zabij mnie i moj rodzin.
Miso zatono pod powierzchni, kiedy wypuci yk. Spojrza na Warwela.
- Moja rodzina... - zacz, a potem szuka sw, aby wytumaczy.
- Zrobimy wszystko, eby ich tu sprowadzi - zapewni Warwel. - Cho musz ci
szczerze zapewni, e teraz, gdy klany szukaj szpiegw, jest to trudniejsze.
Ton kiwn gow.
- Czy Chem...
- yje? Tak, chyba udao mu si nie zwrci na siebie uwagi.
A wic wci istniaa szansa. Ton sign po yk i podnis j do ust. Zupa bya
gorca i pikantna i pachniaa sklepem Chema. Miso okazao si delikatne i tak pyszne, jak
zawsze podejrzewa. Inaczej dlaczego wojownicy trzymaliby je dla siebie? Jad szybko, a
znikna i zupa, i chleb. Potem zwrci si do Warwela:
- Wic jak mam si nawrci?
Mczyzna zamruga zdziwiony, a potem parskn miechem.
- Wcale nie musisz. Ale jeli chcesz, nauczymy ci o Piciorgu. - Zawaha si. - Tak
atwo odwrcisz si od Krgu?
Ton wzruszy ramionami.
- A co Lore zrobi kiedykolwiek dla mnie czy mojej rodziny? Obchodz go tylko
wojownicy.
- A inni bogowie?

- Te nic dla mnie nie zrobili.


Ziewn. Zmczenie, ciepo sali i poywienie sprawiy, e poczu si senny. Gli
zawsze oskaraa go o podejmowanie pochopnych decyzji, kiedy by zmczony. Zmarszczy
brwi.
- Myl, e powinienem zaczeka, a dotrze tu Gli, ale tymczasem nie zaszkodzi, gdy
dowiem si czego o waszych bogach.
Warwel umiechn si szeroko.
- W takim razie nauczymy ci. Ale myl, e teraz najbardziej przyda ci si porzdny
sen. Chod ze mn, znajd ci jakie ko.
Uwolniony Siyee by teraz punktem na zamglonym porannym niebie. Ktem oka Auraya
widziaa, jak Nekaun rozprostowuje rce, i wiedziaa, e gra rozpoczyna si od nowa.
- Pomylaem, e dzisiaj moemy obejrze miasto - powiedzia swobodnie. Chciabym ci pokaza mojemu ludowi.
Jego lud, pomylaa. Jakby by absolutnym wadc tego kontynentu. Ciekawe, co o
tym myl inne Gosy.
- To bdzie interesujce - odpara. - Jestem pewna, e do tej pory widziaam ju
wszystko i poznaam wszystkich w Sanktuarium, oczywicie z wyjtkiem Gosw.
- Marz o tym, by si z tob spotka - zapewni.
Umiechna si kpico.
- Wtpi.
Parskn miechem.
- Musisz pamita, e w przeciwiestwie do mnie kiedy spotkali si z tob po
przeciwnych stronach pola bitwy. Mog si troch ciebie obawia.
Obawia si? Zmarszczya czoo. Martwi si raczej, e mnie zaatakuj i zami jego
obietnic, e nie stanie mi si krzywda.
Wskaza jej schody.
- Pjdziemy?
Ruszya za nim najpierw do budynku, a potem korytarzami przez Sanktuarium. Turaan
w milczeniu poda za nimi. Sudzy przystawali, by spojrze na ni przelotnie, i odchodzili
pospiesznie. Z ich umysw odczytywaa znajome ju teraz poczenie ciekawoci i niechci.
Pentadrianie znali j tylko z bitwy - bya wrogiem, ktry zabi ich dawnego przywdc.
Jednak uznawali decyzje Nekauna, a skoro on postpowa wobec niej uprzejmie, oni
traktowali j podobnie.

Darzyli Nekauna duym szacunkiem, ale nie cakiem tego samego rodzaju co sympatia
okazywana innym Gosom. Pochwycia te myli, w ktrych by porwnywany do swego
poprzednika, i dowiedziaa si z nich, e chocia jest lubiany i szanowany, to Kuar by
uwielbiany.
Nekaun pragnie tego uwielbienia, odgada. Co zrobi, aby na nie zasuy? Zadraa.
Znowu napadnie na Ithani Pnocn? Jednak przedstawiajc j swemu ludowi i pokazujc jej
ich obyczaje, wykonywa niewielki krok w stron porozumienia midzy cyrklianami a
pentadrianami. Moe mia nadziej, e unikajc wojny, zyska sympati ludzi.
Przybyli do wielkiego holu, ktry stanowi wejcie do Sanktuarium. Toczyli si tutaj
Sudzy i zwykli ludzie, jak wtedy gdy Nekaun przyprowadzi j tu po raz pierwszy. Wszyscy
zatrzymywali si, aby popatrze, jak Pierwszy Gos prowadzi cyrkliank w stron ukowej
fasady budynku. Wyszed na zewntrz i zacz schodzi po szerokich stopniach.
Przy drodze w dole czekaa lektyka, a obok Suga i kilku muskularnych mczyzn z
nagimi torsami. Auraya przyjrzaa im si bliej i wychwycia wraenie znudzenia i niechci, a
take rezygnacji. Byli to pierwsi niewolnicy, jakich tu spotkaa. Nekaun wytumaczy jej
tradycj skazywania przestpcw na niewol. Bya to dla niej nowa koncepcja - bardziej
litociwa ni egzekucja, cho uyteczna wycznie dla Sug, poniewa system dziaa tylko
wtedy, gdy nadzorca niewolnikw by dostatecznie Obdarzony, by stumi bunt.
Nekaun pomg Aurai wsi, a sam usiad naprzeciw wraz ze swym Towarzyszem.
Suga rzuci jakie polecenie i niewolnicy pochylili si, aby unie lektyk. Byo to dziwne
wraenie: by niesion przez ludzi. Wprawdzie najgorsze, co mogli zrobi, to upuci t
lektyk, lecz nie moga stumi uczucia niepokoju.
Na polecenie Nekauna ruszyli wzdu szerokiej gwnej ulicy miasta. Gospodarz
zacz mwi, a Turaan tumaczy. Opowiada o domach, ktre usunito dawno temu, by
zrobi miejsce dla tej arterii, a take o innych zmianach, jakich dokonano sto lat temu. Auraya
prawie nie suchaa. Jej uwag pochaniay myli ludzi dookoa.
Kiedy dostrzegali lektyk, przystawali, aby popatrze. Z pocztku ich zaciekawienie
budzi Nekaun, jako e widok Pierwszego Gosu by niewtpliwie ekscytujcy. Pochwycia
przebyski planw, aby przechwala si tym spotkaniem przyjacioom i rodzinie.
Jednak to podniecenie byo krtkotrwae. Wszdzie wok zaciekawienie zmieniao si
w zaskoczenie i oburzenie, ktrych przyczyn bya Auraya. Pamitajcy j z wojny
informowali tych, ktrzy jeszcze jej nie widzieli. Ju wczeniej kryy pogoski, e przebywa
w Sanktuarium. Niewielu to pochwalao, a teraz wszyscy byli oburzeni, e pokazuje si tak
otwarcie rodzinom tych, ktrych zabia ona i jej sprzymierzecy.

Niewane, e to pomys Nekauna, pomylaa niechtnie.


W tumie narasta gniew i Auraya poczua ostrzegawcze mrowienie skry. cigna
odrobin magii i otoczya si lekk niewidzialn barier. Nekaun zacz mwi wolniej, a
midzy jego brwiami pokazaa si niewielka zmarszczka, jednak nie przerywa. Auraya
staraa si zachowa spokj, majc nadziej, e jeli bd si przesuwa szybko, tum nie
bdzie mia szansy zgromadzi si i zaatakowa.
Co nie znaczy, e powinnam si ich obawia, tumaczya sobie. Ale bdzie to
krpujce dla Nekauna, a to nigdy nie jest dobre dla czowieka na jego stanowisku.
Ludzie szli za lektyk. Poczua, jak szybko bije jej serce. Tum narasta, niewolnicy to
dostrzegli i zaczli rozglda si niespokojnie. Turaan by blady, ale nadal uparcie tumaczy.
Nekaun nakaza skrci w boczn ulic.
Pokonali tylko niewielki odcinek, gdy ludzie zaczli si wysypywa z wskich uliczek
po obu stronach. Haaliwy tum otoczy lektyk i zmusi ich do zatrzymania.
- Morderczyni! - krzykn kto.
- Wracaj do domu. Nie chcemy ci tutaj!
Poczua, e serce wali jej jak szalone. Wprawdzie nie lkaa si tych ludzi, ale
reagowaa na ich grone zachowanie. Nekaun kaza postawi lektyk. Potem wsta. Tum
cofn si kilka krokw i przycich.
- Ludu Glymmy, nie przyno mi wstydu - powiedzia. - Rozumiem wasz gniew. Siedzi
przed wami czarownica, ktra kiedy bya naszym wrogiem; nie widzicie powodu, by dobrze
j przyjmowa. Ale jest powd, bardzo wany. Nie zna was i nie rozumie. Gdyby was
poznaa, pokochaaby tak jak ja. I jak ja nie mogaby patrze na krzywd waszych rodzin.
Wiem, e jestecie ludmi honorowymi i lojalnymi. I wanie to jej pokacie, a nie
bezsensown nienawi.
Ludzie nie byli do koca przekonani, ale sowa Nekauna nieco ich uspokoiy, budzc
niechtne posuszestwo. Cofnli si, pomrukujc z niezadowolenia. Nekaun usiad i skin
na kierujcego niewolnikami Sug. Lektyka uniosa si znowu, a tum rozstpi si,
pozwalajc im na dalsz podr.
Wprawdzie Nekaun wydawa si odprony, jednak Auraya dostrzegaa pewn
sztywno, gdy przytrzymywa si w rozkoysanej lektyce. Nie patrzy jej w oczy. Byo jasne,
e le oceni reakcj swych poddanych.

Serce Aurai wci bio szybko, ale czua tylko smutek. Nienawidz mnie, mylaa.
Nienawidz mnie, a ja rozumiem dlaczego. Reprezentuj wroga. Nekaunowi trudno bdzie
ich przekona, aby kiedy sprzymierzyli si z Ithani Pnocn. Waciwie moe to by
niemoliwe.
Gdy tylko lektyka skrcia w kolejn ulic, Nekaun nakaza powrt do Sanktuarium.
Auraya spojrzaa na niego pytajco.
- Wrcimy i przesidziemy si do okrytego plattenu - powiedzia. - Nie dla twego
bezpieczestwa. Nic ci nie grozi - zapewni. - Ale tak bdzie wygodniej i uchroni nas to przed
przystankami. Przykro mi, e musiaa na to patrze.
- Naprawd? A moe chciae mi pokaza skutki moich rzekomych zbrodni?
- Nie, nie spodziewaem si tego - odpar. - Czasami zapominam, e wikszo ludzi
jest mniej skonna do wybaczania ni ja.
- Wic nie bye na wojnie?
- Byem. - Odwrci si i spojrza jej w oczy; wszelkie lady saboci znikny.
- A wic z pewnoci rozumiesz ich gniew - stwierdzia.
- Nie jest atwo wybaczy mier rodziny czy przyjaci, a oni nie maj wyboru:
musz wierzy, e inwazja na Ithani Pnocn bya usprawiedliwiona. Inaczej straciliby
wiar w swoich bogw i przywdcw. A zatem obwiniaj ludzi, ktrych napadli.
- Teraz i twj lud nie jest bez winy - przypomnia jej. - To zabawne sysze, jak nas
oskarasz, gdy sama towarzyszya tym, ktrzy na nas napadli.
- Atak Siyee na ptaki? - pokrcia gow. - To nie bya adna inwazja, a jedynie gupi
akt zemsty za dziaania waszych ludzi w Jarime. - Nakazany przez Huan, dodaa bezgonie.
- To ciekawe, e tak uwaasz - odpar.
- A czym jeszcze mogo to by? Wasza obrona musi by naprawd saba, skoro
trzydziestu Siyee mogoby zagrozi Ithanii Poudniowej.
- Trzydziestu trzech Siyee i jedna czarownica - sprostowa. - Ach, lecz twoi bogowie
zakazali ci uczestniczy w walce, prawda? To dziwne.
Wzruszya ramionami. Umiechn si.
- Podejrzewam, e bogowie mieli inne powody, aby ci tu wysa. Kopot polega na
tym, e nie potrafi ich odgadn. Chyba e jeste szpiegiem.
- Wic dlaczego oprowadzasz mnie po miecie?
- Bo wiem, e nie znajdziesz tu ani wielkich tajemnic, ani saboci. Nie planujemy
kolejnej inwazji na pnoc. Naprawd chc doprowadzi do pokoju midzy naszymi ludami.
Spojrzaa na Nekauna.

- Ale odkryam tu pewn sabo. Tak naprawd nie rozumiesz swojego ludu. Moe
odczytujesz ich myli, ale nie chcesz si pogodzi z tym, e zbyt wiele jest nienawici midzy
nami a wami, by atwo nasta pokj. Obie strony bd si gwatownie sprzeciwia paktom z
tymi, ktrzy zabili ich krewnych. Pragn rewanu i jeli do niego dojdzie, przeprowadz
nalen zemst. To moe trwa i trwa, rok po roku, stulecie po stuleciu. Dlaczego? Poniewa
bogowie nakazali twojemu ludowi napa na mj.
Wpatrywa si w ni spokojnie, a potem umiechn.
- A czy zastanawiaa si kiedy, dlaczego to zrobili? - zapyta. - Poniewa wasi nie
toleruj wyznawcw adnych innych bogw prcz Krgu. Czy ludzie tego wiata nie
zasuguj na wolno wyznania?
Lektyka dotara ju do stopni Sanktuarium. Auraya spojrzaa Nekaunowi w oczy.
- By moe tak. Lecz jeli wasi bogowie uznali, e inwazja na Ithani Pnocn uwolni
miertelnych od cyrkliaskiej nietolerancji, to popenili niezwyky i straszliwy bd. Osignli
tyle, e zgino mnstwo ludzi, i cyrklian, i pentadrian, a w przyszoci zginie ich jeszcze
wicej.
Lektyka si zatrzymaa. Nekaun nie wyda adnych polece, zastanawiajc si nad
sowami Aurai.
- Mam na to tylko dwie odpowiedzi. Po pierwsze, to nie byo polecenie bogw,
poniewa nam zostawiaj decyzj w takich sprawach. Po drugie, nigdy nie osigniemy
pokoju, jeli nie zaczniemy si stara i o niego walczy. Moe to wymaga czasu i wysiku. Umiechn si. - Ale w przeciwiestwie do ciebie mam do dyspozycji cay czas wiata.
Odkd poinformowaa, e sucy dotar do celu, i nakazaa im, by wsiedli do plattenu, Ella
skupia sw uwag na jakim odlegym miejscu. By jej nie rozprasza, mczyni rozmawiali
teraz ciszonymi gosami. Kiedy Gillen wygra w kamienie, jego przemieszna tumiona
rado i gesty uciechy sprawiy, e Danjin mniej bolenie odczu utrat monety.
Pomaga rwnie fakt, e rzadko przegrywa z Gillenem. Yem za to by zaskakujco
sprawnym graczem. Na szczcie gardzi zakadami i hazardem w takim samym stopniu, w
jakim Gillen si nimi zachwyca. Przegrana kosztowaa wic Danjina tylko nieco dumy.
Gillen odoy plansz i kamienie i usiad z przymknitymi oczami. Z wolna przechyli
gow na bok i otworzy usta. W wozie rozlego si lekkie chrapanie.

Yem jakby tego nie zauwaa. Siedzia z modziecz swobod i spod przymknitych
powiek wpatrywa si w pustk. Przechodzi w ten stan medytacji, kiedy tylko cicha
rozmowa, a Danjin nie byby zdziwiony, gdyby si dowiedzia, e tej sztuki uczono
wszystkich wojownikw. Kiedy tylko rozlega si goniejszy haas albo kto si odezwa,
Yem otwiera oczy i by natychmiast przytomny.
Przydaaby mi si taka umiejtno, pomyla Danjin.
Odwrci si, spojrza na Ell i ze zdziwieniem spostrzeg, e go obserwuje.
Umiechna si.
- Duo si dowiedziaa? - zapyta.
Kiwna gow i zerkna na Yema, ktry teraz przyglda si z zaciekawieniem.
- Opowiem wam - powiedziaa - ale potem musimy si przespa. Bdziemy
podrowa noc, aby zmniejszy ryzyko zaalarmowania wieniakw. Platten przejedajcy
noc moe wzbudzi ciekawo, ale gdybymy podrowali za dnia, na pewno by nas
dostrzeono.
- Aremy tego nie wytrzymaj - ostrzeg Yem.
- Wic kupimy nastpne.
Yem zmarszczy brwi, ale milcza. Danjin widzia, jak mody czowiek pomaga
sucym przy zwierztach, a nawet sysza, jak mruczy co do ucha jednego z aremw,
ktrego wystraszyo wycie w dalekim lesie. Niewielu dunwayskich wojownikw posiadao
reyny, ale ci, ktrzy mieli, niemal je czcili. Jednak Danjin nigdy nie widzia, eby wojownik
okazywa szacunek powolnym i pracowitym aremom.
Zerkn na wci chrapicego Gillena i czubkiem sandaa stukn go w stop. Musia
to powtrzy kilka razy, zanim mczyzna si zbudzi.
- Co? Ju si zatrzymujemy? - zapyta, mrugajc sennie.
- Nie. Ellareen powie nam, co odkrya - odpar Danjin.
Gillen przetar oczy.
- Aha.
- Zaczekamy chwil, a si cakiem obudzisz - zaproponowaa delikatnie Ella.
Ambasador klepn si po policzkach.
- Ju dobrze. Moesz mwi.
Ella wzruszya ramionami.

- Historia, ktr wyczytaam z umysw wieniakw, jest taka: prawie rok temu
pentadriaski statek rozbi si w pobliu wioski o nazwie Dram. Mieszkacy uratowali, kogo
mogli, i przyjli rozbitkw w domach. Ocaleni odpacali si, pracujc na polach albo w
gospodarstwie. Kiedy wyrazili ch pozostania, miejscowi pomogli im pobudowa domy i
znale prac, za zgod klanu, ktrego wasnoci jest ta ziemia. Nie wiedzieli jednak, e
statek zosta rozbity umylnie i e rozbitkowie nie pracowali ciko, jak twierdzili, na jaowej
ziemi swej ojczyzny. To byli pentadriascy kapani z rodzinami, wysani, aby zaprzyjani
si, a potem nawraca Dunwayczykw.
Zmarszczya czoo.
- Jak dotd udao im si nawrci poow wioski. Reszta godzi si ze zmian wyznania
wspmieszkacw, cho jest grupa, ktra z rnych drobnych powodw ywi niech do
przybyszw. - Zerkna na Yema. - Kiedy ju si osiedlili, pentadrianie zaczli organizowa
przerzuty niezadowolonych sucych do Dramu. Nie wiem, dlaczego miejscowy klan
pozwoli tym pentadrianom zosta, ale zamierzam si tego dowiedzie. Dziki dodatkowym
robotnikom wzrosy plony i wieniacy wierz, e w rezultacie przywdcy klanu nie bd
bada sprawy zbyt dokadnie.
Yem wzruszy ramionami.
- Nieczsto widujemy klan Correl w Chonie. Pac podatki, gosuj, ale poza tym
trzymaj si z dala.
- Zamierzam zoy im wizyt - powiedziaa.
- Jutro miniemy drog prowadzc do ich fortecy - odpar.
Ella si zastanowia.
- Dobrze. Potrzebujemy ich pomocy, by schwyta pentadrian.
- Odwiedzajc fortec, ryzykujesz, e ostrzeesz pentadrian o swym przybyciu uprzedzi Gillen. - A co bdzie, jeli maj tam szpiegw?
- Znajd ich i si z nimi policz - powiedziaa stanowczo.
Yem poruszy si na awie.
- A co zrobisz z pentadrianami?
Ella zmarszczya brwi.
- O tym zdecyduj Juran i I-Portak.
- I o losie wieniakw?
- Tak.
Yem jeszcze bardziej zmarszczy brwi, ale milcza. Gillen skrzywi si i westchn.

- Wieniacy zostali oszukani - zauway Danjin. - Winni s tylko udzielenia pomocy


ludziom, ktrych uwaali za potrzebujcych. Przecie nie mona ich za to kara.
- Klany nie bd si tym przejmowa - stwierdzi Gillen.
- Bd chciay, eby kara bya przykadem dla innych, eby zniechcia sucych do
opuszczania panw czy ukrywania nieprzyjaci.
- Bd mieli szans, aby zoy wyjanienia - zapewni Yem.
Ale czy to im co pomoe? zastanowi si Danjin. Dunwayska sprawiedliwo bywaa
zwykle bezlitosna i brutalna.
- Odwrcili si od bogw - rzeka pospnie Ella. - Nie s cakiem bez winy, Danjinie.
Przyglda si jej z niepokojem. Zmruya oczy, a on poczu na grzbiecie zimny
dreszcz. Dlaczego odnosz wraenie, e ona szuka oznak nielojalnoci? Stumi to uczucie.
Moj rol jest doradza. Powinienem zadawa niewygodne pytania.
- Co si stanie z wieniakami, ktrzy nie odwrcili si od bogw i nie wiedz, e ich
oszukano?
- Ktrzy powinni poinformowa o obecnoci nieprzyjaciela? - odpowiedziaa
pytaniem. - W tej sprawie nikt nie jest niewinny, Danjinie.
- Brak interwencji ze strony klanu mg zosta uznany za zgod - przekonywa Danjin.
- Baliby si wystpowa przeciwko swoim panom.
- Nie wiesz tego, Danjinie - odpara z umiechem - ale wkrtce si przekonamy. Jeeli
ma to uly twojemu sumieniu, poszukam takich myli pord wieniakw. Wtpi jednak,
czy klany oka takie samo wspczucie jak ty. - Spojrzaa na Yema, ktry z rezygnacj
wzruszy ramionami.
- A teraz sprbujmy si przespa. Jutro czeka nas pracowity dzie.

28
Sala, w ktrej odbyway si oficjalne przyjcia, odbijaa echem kroki Reivan i Imenji. Na
kocu dugiego stou znajdowao si pi nakry - tylko tyle osb miao je w tej ogromnej
hali. Wydawao si to mieszne, ale byo elementem planu Nekauna, by zaimponowa Aurai.
Gdy zbliay si do koca stou, z boku otworzyy si drzwi. Wesza kobieta i przez
chwil Reivan widziaa jedynie szat cyrkliaskiej kapanki. Ogarn j lk.
Za kobiet szed Nekaun w towarzystwie Turaana. Czer jego stroju kontrastowaa z
biel tuniki Aurai, podkrelajc wyranie zestawienie. Poczua, e lk opada, zastpiony
nerwowym podnieceniem.
W obecnoci Imenji i Nekauna Reivan czua si bezpieczna. Auraya nie byaby w
stanie magicznie pokona obu Gosw... cho trudno byo sobie wyobrazi, e bd ze sob
wsppracowa.
Ale bd, jeli okae si, e musz, pomylaa. Odetchna gboko, majc nadziej, e
jej twarz niczego nie zdradza. Oczywicie niewiele jej to pomoe, jeli Auraya potrafi czyta
w mylach. Zerkna na Imenj.
:A potrafi?
:Nie jestemy pewni.
- Kapanko Aurayo, to jest Drugi Gos, Imenja - przedstawi Nekaun, a Turaan
przetumaczy na hanijski. - Imenjo, to kapanka Auraya, niegdy z Biaych - dokoczy.
- Witaj w Glymmie i w Sanktuarium - powiedziaa Imenja po awesku. - O wiele
lepiej spoglda na ciebie ponad stoem ni ponad polem bitwy.
Twarz Aurai pozostaa nieruchoma, dopki Turaan nie przetumaczy, co sugerowao,
e jednak nie czyta w mylach.
Bya Biaa umiechna si lekko.
- Z pewnoci. Dla mnie take.
Imenja zwrcia gow w stron Reivan, tylko troch, jakby nie chciaa traci Aurai z
oczu.
- To moja Towarzyszka, Reivan.
Auraya spojrzaa jej w oczy.

- Jestem zaszczycona, e mog ci pozna. Nekaun wiele mi o tobie opowiada; take


o tym, jak wyprowadzia pentadriask armi z kopalni.
Reivan poczua, e si rumieni.
- I ja jestem zaszczycona, e mog si z tob spotka.
Jak duo jej o mnie opowiedzia? Och, nie bd mieszna, Reivan. Przecie nie bdzie
z by Bia omawia spraw sercowych.
Bya Biaa wydaa si rozbawiona, z pewnoci z powodu rumieca Reivan. Ta z ulg
zobaczya, e kobieta znw spoglda na Imenj; Drugi Gos wspomniaa, e Reivan zna
sennoski i mogliby wszyscy mwi w tym jzyku. Jednak Reivan niemal tego nie syszaa,
gdy Nekaun w kocu spojrza jej w oczy. Umiechn si i serce w niej zamaro, ale zaraz
odwrci gow i wskaza st.
- Usidmy, prosz. Wygodniej bdzie nam rozmawia.
Imenja i Auraya przeszy na przeciwne strony, a Nekaun zaj swoje zwyke miejsce u
szczytu stou. Reivan siedziaa naprzeciw Turaana. Mczyzna spojrza na ni z wyszoci, a
potem znw zacz ledzi rozmow.
- Stanowisko Towarzysza to pomys do interesujcy - powiedziaa Auraya. - Miaam
doradc, ale nie musia by kapanem.
- A dlaczego? - zdziwia si Imenja.
- Doradca musi by inteligentny, wyksztacony i mie dobre kontakty. Kapan musi
by Obdarzony. Gdybymy ograniczyli wybr doradcw do kapanw, zrezygnowalibymy z
usug osb potencjalnie cennych.
- To prawda - zgodzia si Imenja. - Dlatego i my ju nie wymagamy, by wszyscy nasi
Sudzy posiadali Talenty.
:Prosz, nie mw jej, e nie mam magicznych zdolnoci, pomylaa Reivan do Imenji.
Wolaabym, eby ona o tym nie wiedziaa.
- Sudzy w wikszoci s utalentowani - doda Nekaun. - Ta niewielka grupka, ktra
jest pozbawiona Talentw, ma inne wyjtkowe zdolnoci, wynagradzajce brak magicznych
mocy.
- Czy macie grup zblion do naszych Mylicieli? - spytaa Imenja.
Auraya pokrcia gow.
- S ludzie bogaci i wyksztaceni, ktrzy badaj kwestie akademickie dla rozrywki,
wiedzy czy w celach handlowych, ale o ile wiem, nie utworzyli jednej grupy. Co ostatnio
odkryli czy rozwinli wasi Myliciele?

Nekaun zacz opisywa kilka konstrukcji, ktre opracowali Myliciele, tymczasem


sucy wnieli pierwsze dania i rozmowa zesza na inne tematy, hamowana przez cig
potrzeb tumaczenia. Turaan pi duo wody, ale gos mia coraz bardziej chrapliwy. Reivan
w ogle nie musiaa si odzywa. Skupia si na suchaniu i rozwaaniu wszystkiego, czego
moga si dowiedzie o Aurai.
Po ostatnim daniu, kiedy sucy wynieli nakrycia, Imenja pochylia si nad stoem.
- Jakie s twoje wraenia z Sanktuarium i Glymmy?
Auraya umiechna si.
- Sanktuarium jest piknym miejscem. Glymma bya najwyraniej zaplanowana i
wzniesiona w sposb przewidujcy i rozsdny. Szczeglne wraenie wywieraj wasze
akwedukty i niezatoczone ulice.
- A mieszkacy?
- Ani lepsi, ani gorsi od tych z miast na pnocy.
Imenja umiechna si.
- Nie gorsi?
- Nie.
- Moim zdaniem przynajmniej jedno przemawia na nasz korzy.
- Co takiego?
- Nie traktujemy le tkaczy snw i nimi nie pogardzamy, podobnie jak tymi, ktrzy
wyznaj umarych bogw.
Auraya kiwna gow.
- To prawda. Ale mj lud nie napada na inne kraje. Myl, e ta nasza zaleta przewaa
wasz. - Przerwaa na chwil, aby spojrze Imenji w oczy, a potem wzruszya ramionami i
spojrzaa na Nekauna. - W dodatku stosunek do tkaczy snw zmienia si na lepszy, do czego
zachcaj Biali.
Imenja uniosa brwi.
- Zachcaj? Czy ostatnio nie wypdzili Mirara z Ithanii Pnocnej?
Auraya szeroko otworzya oczy i zaraz je zmruya.
- Nie taki by ich zamiar - powiedziaa z odrobin ironii w gosie.
- Nie? Zatem jeeli zechce, w kadej chwili moe wrci?
- Wtpi. Krg pragnie zapewne akceptacji dla tkaczy snw, ale nie zmienili opinii co
do Mirara.
- Dlaczego ywi do niego tak niech? - zapyta Nekaun.
Auraya zacisna wargi, zastanawiajc si nad odpowiedzi.

- Ich konflikt zacz si przed wiekami i waciwie trudno mi wyjani dlaczego.


- Musi chodzi o co wicej ni o to, e tkacze snw nie czcz bogw - stwierdzia
Imenja.
Auraya kiwna gow.
- Myl, e sprzeciwi im si nierozsdnie. Nie sdz, by drugi raz popeni ten sam
bd.
A moe jednak? zastanowia si Reivan. Gosy chc wiedzie, czy Mirar jest
niebezpieczny. Jeli jest tak grony, e cyrkliascy bogowie usiowali go zabi, czy jest
rwnie grony dla nas? Przetrwa starcie z najpotniejszym z Biaych, wic musi by
magicznie silny... a Genza sprowadza go do nas.
Auraya zerkna szybko na Reivan, po czym znw si odwrcia.
- Chciaaby wiedzie, gdzie jest teraz? - zapyta Nekaun.
- Nie interesuje mnie Mirar - odpara Auraya. - Jeli przebywa w Ithanii Poudniowej,
to moecie go sobie zatrzyma.
- Mog? - Nekaun parskn. - Jeste bardzo szczodra. - Pochyli si i przebieg
wzrokiem po siedzcych. - Ju pno. Jutro znowu chc pokaza Aurai miasto, a potem
zjemy kolacj z Trzecim Gosem Vervelem. Teraz odprowadz Auray do pokojw.
Reivan prawie go nie syszaa. Bya pewna, e zdarzyo si co dziwnego, cho nie
wiedziaa dokadnie, co takiego. A teraz Nekaun jakby spieszy si do wyjcia. Inni take
wstali i odsunli krzesa. Poegnali si uprzejmie i rozstali; Nekaun, Auraya i Turaan wyszli
drzwiami, ktrymi tu przybyli.
Gdy Imenja ruszya z powrotem przez sal, Reivan odtworzya w pamici rozmow o
Mirarze.
Spojrzaa na mnie, a przecie nic nie powiedziaam. To chyba znaczy...
- Prawdopodobnie potrafi czyta w mylach - owiadczya Imenja. - Chyba w kocu j
przyapalimy. Jednak nie chcemy, by o tym wiedziaa, gdy wtedy stracimy t niewielk
przewag.
- Wic ju si z ni nie spotkam?
- Nie, dopki nie ujawnimy wiedzy o jej moliwociach. - Imenja umiechna si
przepraszajco. Wyszy z sali i ruszyy korytarzem. - Co o niej sdzisz?
Reivan zastanowia si.
- Trudno powiedzie, czy mamy szans, aby przesza na nasz stron.
- Nawet gdyby Nekaun zaproponowa, e odda jej lub zabije Mirara?

- Nie - odpara wolno Reivan. - Jeli jest lojalna wobec swoich bogw, nie odwrci si
od nich, cokolwiek zaoferuje jej Nekaun.
- To zaley, na czym bardziej zaley jej bogom. Czy powic j w zamian za mier
Mirara? Ona nie jest ju Bia, wic moe jej strata nie jest dla nich taka wana.
- Jest potn czarownic. Nie bd chcieli z niej zrezygnowa, a ju zwaszcza na
nasz korzy.
Imenja kiwna gow.
- To prawda. Ale moe przecie udawa, e si do nas przycza, aby doprowadzi do
mierci Mirara.
- To by bya niebezpieczna gra. Czy zaryzykuje ujawnienie i wasn mier, aby tylko
zamordowa Mirara?
- To zaley, jak bardzo jej bogowie chc jego mierci.
- I czy chce tego Nekaun - dodaa Reivan. - Mirar jest potnym niemiertelnym
czarownikiem. Jeli si z nami sprzymierzy, nie bdzie miao znaczenia, czy Auraya zrobi to
samo, czy raczej zostanie sprzymierzecem cyrklian.
- Moim zdaniem taki ukad byby dla wszystkich o wiele lepszy - uznaa Imenja. Genza go lubi; uwaa, e i my polubimy.
- Jest jednak pewien istotny problem.
- Tak?
- Tkacze snw nie zabijaj. Nie bdzie tak uyteczny, aby zrwnoway potg Aurai.
- No tak. To prawda.
- Jeszcze lepiej byoby mie ich oboje po naszej stronie. - Reivan parskna. - Chocia
to do problematyczne, gdyby przez cay czas skakali sobie do garde.
Imenja zamiaa si pospnie.
- Owszem, cho mogoby by zabawnie.
Danjin unis klap plattenu i zobaczy przed sob bram imponujcej budowli. Forteca klanu
Correl otaczaa szczyt wzgrza z niemal wow gracj. Z tej strony wida byo tylko
wysokie mury, ktre wyrastay z ziemi niczym naturalne skay. Wyglday, jakby stay tu od
tysicleci, i mimo, a moe dziki dyskretnym naprawom tu i tam wydawao si, e bd tu
sta przez wieczno.

Fortec zamieszkiwa niewielki, unikajcy kontaktw klan Correl. Yem twierdzi, e


upadek tego rodu wynika gwnie z niewielkiej liczby mskich spadkobiercw. Obecny
przywdca by starym czowiekiem, ktrego jedyny syn zgin w wypadku podczas wicze.
Na nastpc wyznaczy syna jednej z wnuczek.
Mieli jednak do siostrzecw i kuzynw, by wystawi niewielki oddzia
wojownikw.
Yem wyszed naprzd, by uprzedzi o ich przybyciu. Danjin cay czas martwi si o
bezpieczestwo modego czowieka. Jeli wojownicy take nawrcili si na pentadrianizm,
kto wie, co moe si zdarzy.
Danjin opuci klap i spojrza na Ell. Umiechna si do niego.
- Nie martw si. Yem jest bezpieczny i wszystko zorganizowa.
Platten zwolni, dojedajc do wzgrza. Aremy byy zmczone. Stukanie kopyt nagle
zabrzmiao echem midzy murami, a platten znalaz si na paskim terenie. Gdy si
zatrzyma, Ella narzucia na gow kaptur paszcza. Danjin wysiad za ni, a na kocu
wygramoli si Gillen.
Znaleli si na dziedzicu midzy dwoma murami fortecy. By pusty, jeli nie liczy
dwch wojownikw stojcych przy kolejnej bramie i pary stranikw, na ktrych Ella
zerkna przelotnie. Jednym z wojownikw by Yem, a drugim mczyzna o szerokich barach
i wosach przyprszonych siwizn.
- Bd pozdrowiona, Ellareen z Biaych. Witaj w moim domu - powiedzia cicho
mczyzna.
Ella umiechna si.
- Witaj, Grecie, talmie klanu Correl. To s Danjin Spear, mj doradca, i Gillen
Shieldarm, ambasador Hani.
- Witajcie. Wejdcie do rodka i porozmawiajmy wygodnie - zachci.
Ella poprosia Yema, aby to spotkanie miao moliwie niewielu wiadkw. Nie
zauwayli nikogo innego, gdy przeszli przez drug bram i wskim korytarzem doszli do sali.
Ella wydawaa si nieco roztargniona i Danjin odgad, e szuka umysw niewidocznych
obserwatorw.
Gret przeprowadzi ich przez sal do stopni, ktrymi dotarli do korytarza. Zatrzyma
si przy drzwiach i wprowadzi ich do ogromnej komnaty ozdobionej wielkimi gobelinami.
Ella usiada na wskazanym jej fotelu. Stary wojownik przeszed do bocznego stolika,
nala fwa do piciu pucharkw i poczstowa wszystkich.
- Pikny gobelin - mrukn Gillen.

Spoglda na najwikszy, ktry przedstawia wzgrza podzielone niskimi murkami na


pola uprawne. Wrd pagrkw kryy si mae wioski. Morze byo migotliw powierzchni w
tle, a nad wszystkim unosiy si wielkie chmury.
To tylko kolorowe nici na materiale, pomyla Danjin. Ale jak mona zwykymi
ciegami sprawi, e morze jest migotliwe, a chmury wygldaj tak realnie?
- Wyhaftowaa go moja zmara ona - rzek Gret. - Bya bardzo utalentowana w tej
sztuce. Przedstawia widok z dachu naszej fortecy.
- Istotnie, bya utalentowana - przyzna Gillen. - To do niezwyky temat jak na
dunwayski gobelin.
- Niezwyky jak na tak du tkanin - zgodzi si Gret. - Kobiety czsto robi
niewielkie makatki przedstawiajce ich domy i wieszaj je w swoich pokojach. Wanie
dlatego wczeniej ich nie widziae. - Umiechn si. - Tia bya bardziej ambitna. Podobaj
mi si te tkaniny, dlatego po jej mierci kazaem przewiesi je tutaj.
Odwrci si i usiad naprzeciwko Elli. Gillen i Danjin zajli miejsca po obu stronach
Biaej. Znw spogldajc na gobelin, Danjin zastanawia si, czy ktra z przedstawionych na
nim wiosek bya wanie t, w ktrej osiedlili si pentadrianie.
- Yem uprzedzi mnie, e przybylicie tutaj w pilnej i wanej sprawie - rzek Gret. Jak mog wam pomc?
- Potrzebujemy eskorty twoich wojownikw - zacza Ella.
Opowiedziaa mu o pentadrianach, ktrzy osiedlili si w Dramie; na twarzy starca
pojawia si niech.
- Jestecie pewni, e maj ze zamiary?
- Odczytaam to z ich umysw - odpara Ella.
- Mwiono mi, e dobrze pracuj i zachowuj swoje obyczaje dla siebie.
- Sam tego nie zbadae?
Pokrci gow.
- Ufam wjtowi Dramu. Zawiadomiby mnie o kopotach. Pentadrianie pac podatki.
Niektrzy zawarli nawet maestwa z miejscowymi.
- Pozwolie na maestwa midzy cyrklianami a pentadrianami?
Wzruszy ramionami.
- Oczywicie.
Ella z niedowierzaniem pokrcia gow.
- Powiedz, czy rytua by cyrkliaski, czy pentadriaski?
Gret ponownie wzruszy ramionami.

- Nie pytaem.
- Czy pentadrianie w tych parach nawracaj si na cyrklianizm, czy cyrklianie na
pentadrianizm?
Rozoy rce.
- Czy ich dzieci bd pentadrianami czy cyrklianami?
- Nie wiem. - Zmarszczy czoo. - Takie sprawy wol zostawia im samym.
- Byaby to bardzo szlachetna polityka, gdyby ci ludzie pochodzili z Sennonu albo
Hani. Ale ci w Dramie s naszymi wrogami. Wyznaj wiar w bogw, ktrzy zniszczyliby
nas, gdyby tylko mogli. Nie moemy im ufa, jak to ju tutaj wykazano. - Pochylia si i
spojrzaa na Greta. - I-Portak zgadza si ze mn. Pentadrianie i mieszkacy Dramu musz
zosta zabrani do Chonu i osdzeni.
Gret otworzy usta, zamkn je i poczerwienia na twarzy.
- Do Chonu? Czy to konieczne? Proces moe si odby tutaj.
Ella pokrcia gow.
- Nie da si ukry tak powanej sprawy, Gret. Ludzie si dowiedz.
- Czemu pentadrianie maj zyska satysfakcj z tego, e wiat dowie si o ich
sukcesach, choby i krtkotrwaych?
- Ludzie musz to zobaczy, by wiedzieli, e w przyszoci trzeba uwaa na takie
oszustwa. Musz widzie, e tym, ktrzy ukrywaj pentadrian, wymierzana jest szybka i
sprawiedliwa kara.
- Czy wszyscy wieniacy maj wyruszy na pnoc? Co ze starcami, kobietami i
dziemi? To daleka droga i okrutnie cika dla niewinnych.
Ella si skrzywia.
- Musz wyruszy wszyscy albo w przyszoci niewinni stan si celem. Pomoesz
mi?
Gret si zgarbi.
- Oczywicie.
Ella zacza omawia liczb ludzi, taktyk otoczenia i schwytania wieniakw, a
Danjin myla o starym wojowniku. Z pewnoci jego duma ucierpi, gdy inni si dowiedz,
e zosta oszukany przez nieprzyjaciela. Jego dochody take spadn. Wioska bez robotnikw
oznaczaa, e pola, zwierzta i odzie rybackie zostan bez opieki. Danjin zastanawia si, w
jakiej czci niech Greta wynika z przewidywanej ujmy na honorze i straty zyskw, a w
jakiej z myli o podry i karze czekajcej jego poddanych.

Danjin by wdziczny Gretowi za jego protesty; jednoczenie drczya go obawa. Czy


Ella bdzie tak gorliwa w przykadnym karaniu wioski, e z rwn surowoci potraktuje
wszystkich, nawrconych czy nie, starych i modych, dorosych i dzieci?
Wkrtce si okae.

29
wit sun przez dungl. Mirar otar czoo i usiowa ignorowa ciekajcy po grzbiecie pot.
Ju wkrtce Genza wynurzy si ze swojej kajuty i znw pchnie bark w gr rzeki, a ruch
przyniesie dajc ulg bryz.
Mg sobie wyobrazi, jak nieprzyjemna bya podr przez Dekkar bez Gosu na
pokadzie. Kadej nocy, kiedy Genza przerywaa, by co zje i si wyspa, bryza zamieraa.
Na rzece niemal nie byo wiatru, a upa stawa si nie do wytrzymania.
Mirar przekona si, e w kabinie jest duszno, wic co noc wymyka si na pokad, by
spa z zaog. Dungla nigdy nie bya cicha. Brzczenie owadw i nawoywania ptakw
tworzyy bezustanne to dwikowe. Od czasu do czasu echem odbijay si te inne odgosy,
ktre przycigay wiksz uwag. Kiedy przy obiedzie wszystkie rozmowy przerwa niski
ryk tu przy brzegu. Kto z marynarzy powiedzia Mirarowi, e to zew legendarnego roro,
drapienika pokrytego czarnym futrem, z wielkimi szpiczastymi uszami. Opowiadano historie
o roro, ktre nocami podpyway do barek i poryway pasaerw lub zaog.
To tumaczyo, dlaczego przez ca noc zawsze pono kilka lamp i dlaczego
cumowali porodku rzeki, z dala od wiszcych gazi. Obwieszali te bark dzwonkami.
Marynarz, z ktrym rozmawia, by mczyzn w rednim wieku i nazywa si Kevain.
Co noc zaprasza Mirara, by w zamian za odrobin olejku Tintel spa obok niego na
zatoczonym pokadzie, pod jego siatk na owady. Kevain wyjmowa te niewielki bukak
mocnego napitku i wymieniali opowieci, dopki nie zdoali zasn.
Jaki dwik w pobliu zwrci uwag Mirara. Kevain stan na nogi, po czym
sprawnie zwin i schowa siatk. Umiechn si.
- Dzisiaj osigniemy D - powiedzia. D byo to miasteczko, do ktrego zmierzali. Boisz si wysokoci? - zapyta, wskazujc wyrastajce ponad nimi urwisko.
Mirar pokrci gow.
- Dobrze. Dobrze. - Mczyzna zacisn pi i pomacha ni; gest, ktry Mirar uzna
za aprobat dla swojej odwagi. - Tym, ktrzy si boj, jest ciko. Gdyby si le poczu, nie
patrz w d.
- Zapamitam to sobie - obieca Mirar. Kevain umiechn si szerzej.

- Potem pocignie was wiatr. Masz szczcie. O, Czwarty Gos ju si obudzia, wic
lepiej wezm si do pracy.
Pospieszy, by doczy do reszty zaogi, a Mirar powita Genz. Podano szybkie
niadanie i Czwarty Gos zaja swe zwyke stanowisko na dziobie.
Mirar znalaz miejsce, gdzie mg usi, nikomu nie przeszkadzajc. Patrzy, jak na
brzegach przesuwa si dungla i coraz wyej wznosi si urwisko. Mniej wicej po godzinie
zwolnili, a na brzegu pojawi si niewielki pomost. Genza zostawia bark pod opiek ludzi z
drgami, ktrzy zacumowali sprawnie i bezpiecznie.
Nastpi krtki okres wytonej pracy, kiedy domowi wyadowywali zapasy. Mirar
zabra z kajuty swoj sakw, skin na poegnanie Kevainowi, a potem czeka w pobliu
Genzy, a daa mu znak, by si do niej przyczy. Wyszli razem na pomost, a za nimi
podali Sudzy i domowi.
Na kocu pomostu zaczynaa si wska uliczka midzy drewnianymi domami
ustawionymi tu obok siebie. ciany pomalowano jaskrawymi, cho wyblakymi ju farbami.
Powierzchni ulicy pokrywa piasek, co wydawao si dziwne. Jak dotd Mirar nie zauway
w dungli ani ladu piasku. Nad kadymi drzwiami wisia szyld informujcy, czym zajmuj
si mieszkacy. Mirar nie dostrzeg zbyt wielkiego urozmaicenia. Miejscowi handlowali
ywnoci i winem, oferowali transport, noclegi i kobiety.
Te ostatnie stay w drzwiach, demonstrujc nieprzekonujce umiechy i jaskrawe,
skpe szaty. Wydaway si chore i nieszczliwe; na widok Genzy i Sug znikay we
wntrzach domw. Ogarno go wspczucie; postanowi wrci ktrego dnia i przekona je,
by pozwoliy sobie pomc. Genza ledwie je zauwaaa, zmierzajc szybko do koca uliczki.
Sta tam duy budynek, a za nim wyrastaa ju ciana urwiska. Genza przystana, aby
spojrze na wielk drewnian skrzyni, ktra zacza si wznosi z dachu. Mirar zauway
biegnce w gr grube liny. Unis gow - na tle ciemnej skay przesuwa si jaki obiekt:
druga skrzynia.
- Zapasy wdruj ju na gr - powiedziaa Genza. - My zapiemy ten, ktry teraz
zjeda.
Mirar zauway czekajc przed budynkiem niewielk grupk ludzi. Wyczu, e
irytacja zmienia si u nich w niechtny szacunek, gdy zobaczyli, z czyjej przyczyny opnia
si ich droga w gr.
Genza wprowadzia go do wntrza budynku, gdzie prawie ca sal zajmowao wielkie
elazne koo. Grube jak rami Mirara liny wybiegay od koa przez szczeliny w dachu.

- Obsuga musi pilnowa, eby ciary byy mniej wicej rwne - wyjania Genza.
Wycigna donie, po czym uniosa jedn, opuszczajc drug, a potem odwrotnie. - Ciar
opuszczanego adunku jest czsto mniejszy od tego jadcego w gr, poniewa Dekkar ma na
sprzeda wicej produktw ni zachodni Awen. Aby to zrwnoway, operatorzy aduj
worki z piaskiem.
Mirar pokiwa gow. To wyjaniao t piaszczyst uliczk w wiosce. Nie warto
przecie wysya piasku z powrotem na gr.
Kiedy sunca w d skrzynia z wolna wjechaa przez dach, Genza wprowadzia Mirara
po drewnianych stopniach na platform. Czeka ju tam mczyzna, ktry na widok Genzy z
szacunkiem wykreli na piersi znak gwiazdy.
Skrzynia zatrzymaa si na poziomie platformy. Grna cz jej ciany bya otwarta i
Mirar widzia wewntrz kilka osb. Wyczu u nich lk i ulg, u niektrych take podniecenie
lub nud. Rozpozna zapach korzenia, ktrego Dekkarczycy uywali ze wzgldu na jego
uspokajajce dziaanie - uo go kilku pasaerw.
Kiedy zobaczyli Genz, szeroko otworzyli oczy i wszyscy wykonali znak gwiazdy.
Operator odpi doln cz ciany skrzyni i otworzy j niczym drzwi. Ludzie wysiedli i
zeszli z platformy, a mczyzna wycign kilka workw piasku. Potem odstpi i spuci
wzrok, kiedy wchodzia Genza. Idcy za ni Mirar pochwyci jego szybkie, zaciekawione
spojrzenie.
Zadzwoni dzwonek, a skrzynia szarpna i ruszya w gr. Kiedy znalaza si nad
dachem, Mirar zobaczy wok morze drzew.
Przed nimi rozcigaa si dungla, rozcita tylko wijc si rzek. A wic to widzi
Auraya podczas lotu, pomyla nagle. Nieoczekiwanie poczu ukucie zazdroci. Emerahl nie
zdoaa nauczy si latania, ale to przecie nie znaczy, e i mnie by si nie udao. Ciekawe,
czy bd mia kiedy okazj, aby poprosi Auray o lekcje. I czy si zgodzi. Nauczyem j
uzdrawiania, co jest mi za to winna...
- Co mylisz o tej naszej niewielkiej konstrukcji? - zapytaa Genza.
Mirar zwrci si do niej:
- Imponujca. Czy wiele byo wypadkw?
- Kilka. - Wzruszya ramionami. - W wikszoci z powodu gupoty pasaerw. Liny
wymienia si co roku i bardzo starannie sprawdza, czy nie ma sabych miejsc. - Spojrzaa na
okolic i westchna lekko. - Ten widok nigdy mnie nie znudzi, chobym ogldaa go nie
wiem ile razy.

Mirar spojrza raz jeszcze. Rzeczywicie wygldao to wspaniale. A nazbyt szybko


skrzynia zwolnia i zatrzymaa si z szarpniciem na rwni z platform przylepion do ciany
urwiska i otoczon porcz. Mirar wyszed za Genz i znaleli si w kolejnej maej wiosce.
Ta wioska okazaa si tak rozrzucona, jak D by zwarty. Szeroka ulica biega midzy
stojcymi daleko od siebie glinianymi domami. Wydawao si, e wszystko tu ma ten sam
kolor wyblakego piasku, nawet ubrania miejscowych, cho mg by to efekt jaskrawego
soca. Jednoczenie byo bardziej gorco i sucho, a nieustajcy brzk owadw i piew
ptakw zastpio bezustanne wycie wiatru.
- To jest Gra - powiedziaa Genza. - Wiem, niezbyt pomysowa nazwa.
Puda i kufry z barki zostay zaadowane na tarn. Dwa platteny czekay obok, aby
zabra Sugi. Genza sprawdzia, czy wszystko zorganizowano zgodnie z jej yczeniem, a
potem poegnaa si ze Sugami. Mirar spojrza na ni pytajc.
Umiechna si.
- Od tego miejsca pojedziemy sami. Bdzie o wiele szybciej.
- Ale jak?
Umiechna si szerzej.
- Wietrzn odzi. Chod za mn.
Poszli przez wiosk. Na jej granicy Mirar zobaczy pask, monotonn pustyni,
sigajc a po horyzont. Genza poprowadzia go do jednego z kilku kamiennych,
pozbawionych okien, pitrowych budynkw na kracu wioski; wesza do rodka. Po
jaskrawym socu wntrze wydawao si ciemne, jednak gdy oczy Mirara przywyky do
mroku, zauway, e nad nim nie ma sufitu. Budynek by pusty, a z jednej strony mia kilka
wielkich drewnianych wrt. Jedne byy otwarte i wpuszczay do wiata, by dostrzeg jakie
dziwne konstrukcje.
odzie. Dziwaczne wskie odzie z wielkimi aglami. Mirar rozejrza si po
pomieszczeniu, spogldajc na inne pojazdy. Wszystkie miay paskie drewniane kaduby i
jasne agle przymocowane do smukych masztw. Genza spojrzaa na niego z umiechem.
- Spodoba ci si.
Odwrcia si, gdy podszed mczyzna w rednim wieku. Wyprowadzi ich na
zewntrz.
- Wietrzni eglarze ju na was czekaj - powiedzia, wskazujc dwie postacie obok
dziwnych odzi.
- Mnie eglarz nie bdzie potrzebny - odpara. - Ale mojemu towarzyszowi owszem.
Czy wiatr nam sprzyja?

Mczyzna kiwn gow.


- Jeli si utrzyma, moe was doprowadzi do samej Glymmy.
Podzikowaa mu i ruszya w stron odzi. Mirar pody za ni.
- Czy naprawd mog nas dowie do samej Glymmy?
- Jeli tylko wiatr si nie zmieni - odpara. - Powinnimy tam by za cztery dni.
Cztery dni? Mirar pokrci gow. Teraz ju wiem, dlaczego nie chciaa pyn
statkiem wzdu wybrzea. Statek nigdy nie dotarby tak szybko do Dekkaru i z powrotem.
Postacie okazay si dwjk modych mczyzn. Gdy Genza podesza, umiechnli si,
krelc znak gwiazdy. Obejrzaa wietrzne odzie, a potem wybraa jedn. eglarz odsun si
od niej z wahaniem. Mirar domyli si, e odzie naleay do eglarzy i byy przez nich
remontowane. Zastanawia si, w jaki sposb mody czowiek odbierze swj dziwny pojazd.
Dmuchn wiatr i eglarz z trudem utrzyma d. Kiedy powiew ucich, Genza
wskazaa Mirarowi dzib kaduba.
- Ty siedzisz tutaj, twarz w przd - objania. - Nie ruszaj si. eglowanie wymaga
zachowania rwnowagi, wyczucia wiatru i zdolnoci magicznych.
Mirar zaj miejsce i wsun sakw midzy kolana. Obejrza si i zobaczy, e wietrzny
eglarz owin sobie twarz szalem i usiad na rufie. Genza take zaja miejsce w swojej
odzi. Znw zawista wiatr, nagle agiel si rozwin i d skoczya naprzd.
d pod Mirarem przechylia si, wic chwyci za burty. Usysza, jak mody
czowiek mwi co zduszonym gosem; obejrza si i zobaczy, e wskazuje co w kadubie.
Spojrza i odkry tam uchwyty i dwa zagbienia na stopy. Wykorzysta jedne i drugie, a
mody czowiek krzykn przecigle i d ruszya.
Nie pomkna naprzd, jak d Genzy, ale wolno nabieraa rozpdu. Mirar unis
gow i zobaczy, e eglarz powoli rozwija agiel.
Nabierali prdkoci. d wysuna si poza granice wioski i Mirar czu ju
podmuchy bocznego wiatru. Rozleg si kolejny krzyk eglarza, zaopota materia i agiel
rozwin si cakowicie. d skrcia nagle i pomkna po piasku.
Uczucie byo tak wspaniae, e Mirar zacz pokrzykiwa wraz z eglarzem. Pdzili w
stron niezmiennego horyzontu. Wkrtce eglarz umilk, cho prdko odzi wcale nie
zmalaa. Od czasu do czasu jaki podmuch ciska py w twarz Mirara. Powietrze byo gorce,
a soce grzao mocno i bezlitonie.
Mijay godziny. W kocu dotarli do pasa niewysokich wydm i uderzenia wiatru
zaczy ich atakowa z boku. Mirar wyczuwa kady ruch eglarza walczcego z bocznym
wiatrem; rs w nim szacunek dla umiejtnoci modego czowieka.

Potem przypomnia sobie Genz i przeszuka wzrokiem pustyni. Po Czwartym Gosie


nie byo ani ladu. Jej d miaa tylko jednego pasaera, wic moga porusza si szybciej;
prawdopodobnie nie zobacz jej przez wiele godzin, pki nie zatrzymamy si na noc.
Fontanna piasku i radosny okrzyk przekonay go, e si myli. Genza przemkna obok
nich ze miechem. Mirar take si rozemia, gdy sprawnie przeskakiwaa odzi przez
szczyty wydm i zjedaa po ich zboczach, demonstrujc umiejtnoci zdobyte pewnie w
cigu wielu lat, jakich aden miertelnik nie mg powici na nauk eglugi.
Na przykadzie Genzy mona doj do wniosku, e Gosy potrafi si bawi lepiej ni
Biali, pomyla.
A potem otrzewia. atwo byo podziwia Genz tu i teraz, ale to ta sama kobieta,
ktra hodowaa i szkolia ptaki, aby zabijay miertelnikw, wypowiadaa wojny i wraz z
innymi Gosami rzdzia caym kontynentem.
Zapamitam j od tej strony, powiedzia sobie, ale nie dam si oczarowa - nie
zrezygnuj ze zdrowego rozsdku i ostronoci.
Cho Barmonia udawa obojtno, ruiny Sorliny zawsze robiy na nim wraenie.
Wysoka ciana urwiska, ktra ju od kilku dni rzucaa na nich cie, w tym miejscu si
zawalia, a na jej pokruszonych usypiskach zbudowano miasto. Katastrofa stworzya
naturalne, cho strome przejcie midzy wyynami Awenu i nizin Murru i trudno si dziwi,
e miasto korzystao w przeszoci z dobrodziejstw swojego pooenia; dziwne raczej, e
adne nie rozwino si tutaj obecnie.
Przez cay ranek cudzoziemka wpatrywaa si w miasto, niemal ogupiaa z podziwu.
Przy przekraczaniu rzeki rzucia do Raynory jak uwag na temat tego, e jest tu zbyt mao
wody, by wystarczyo jej dla miasta. Mikmer pokaza, gdzie jest jej miejsce, wyjaniajc, e
panuje przecie pora sucha, wic oczywicie wody jest mao.
Spojrzaa wtedy na niego z t rozbawion, niemal wspczujc min, ale milczaa.
Oczywicie jeli miasto nie miao zaopatrzenia w wod przez cay rok, musiao podupada i
umiera. Jednak Barmonia nie mia zamiaru zawstydza Mikmera, wspominajc o tym fakcie.
Stara droga biega zygzakami w stron zbocza. Kiedy bya gadko wybrukowana, ale
powierzchnia popkaa w wyniku ruchw gruntu. Z tego powodu zostawili za sob wozy i
jechali teraz wierzchem na aremach, cignc z tyu juczne zwierzta obadowane zapasami i
namiotami.

Droga wia si obok niskich kamiennych murw - pozostaoci dawnych domostw. A


nawet nie takich dawnych, poprawi si w mylach Barmonia. Miasto wymaro zaledwie
kilkaset lat temu, nie tak jak stara Jeryma na pnocy czy Karn na poudniu.
Jednak im modsze ruiny, tym mniejsze ryzyko, e zostay spldrowane. W przeszoci
Barmonii zdarzao si otwiera wci wypenione skarbami grobowce. Wiele posgw i rzeb
wywiz z powrotem do biblioteki w Hannai i sprzeda kolekcjonerom. Nie byy tak
poszukiwane jak staroytne znaleziska z innych zrujnowanych miast, ale nadal osigay dobre
ceny. Posgi czsto miay na sobie resztki farby, czego kupujcy nie lubili. Tylko on jeden
zna sposb jej usuwania bez uszkadzania kamienia.
Umiechn si. Jeli wskazwki spisane na kociach kapana byy poprawne, to
odkryje nie tylko nowy grobowiec, ale ca now cz wityni Sorli.
Mijali wanie wiksze budynki w grnej czci miasta. Barmonia sysza, jak Raynora
tumaczy co kobiecie.
- ...o tam. Publiczne latryny. Tak, zgadza si. Sikali przy swoich ssiadach, a uywali
tych latryn mczyni i kobiety. Wyobraasz sobie ten zapach? Och, wykopalimy ze rodka
troch odpadkw. adnego wgla drzewnego ani barwnikw, ale mnstwo takiego samego
materiau podobnego do somy, jaki znajdowalimy w latrynach prywatnych domw. I bardzo
wiele monet...
Droga skrcia i znaleli si na pierwszym z wyszych poziomw miasta, gdzie
wznoszono budynki publiczne. Pozostao jeszcze wiele cian, gdy zbudowano je grubsze i
solidniejsze, aby podtrzymyway wiksze konstrukcje. Ray wskazywa kolejne budynki i
opisywa ich przeznaczenie.
Droga znowu skrcia i wjechali na duy plac. Widok, jak zawsze, okaza si
imponujcy i niepokojcy. Plac by dawniej wybrukowany gigantycznymi kamiennymi
pytami, a kiedy ziemia si poruszya, pyty poprzesuway si i poprzekrzywiay. Niewiele
wci leao pasko, wic cay plac wyglda jak nierwna sterta kamieni. Niektre z pyt
zdoay przybra pozycj pionow, inne sterczay pod takimi ktami, e wyglday, jakby lada
chwila miay si przewrci.
Ray zamilk, gdy Barmonia zsiad i poprowadzi swojego wierzchowca przez plac. To
miejsce zawsze wydawao mu si dziwne. Wiatr wydawa niesamowite dwiki. Przejcie
wymagao skupienia i nie pozwalao na popiech, gdy ciko obadowany arem nie radzi
sobie ze zbyt duym nachyleniem.
Odetchn z ulg, gdy dotar na drug stron. Usiad na przewrconej kolumnie i
czeka, a dogoni go pozostali. Kobieta spogldaa na konstrukcj za jego plecami.

- To witynia Sorli - powiedzia cicho Raynora, pochylajc si do niej.


Pozostali spojrzeli w gr, a Barmonia widzia, jak pospniej ich twarze.
- Kopua znikna - stwierdzi Yathyir, zauwaajc to, co byo oczywiste dla
wszystkich.
- Tak. - Barmonia wsta i odwrci si, by spojrze na resztki budowli. Prawdopodobnie runa przy tym ostatnim wstrzsie. Miejmy nadziej, e niczego nie
zablokowaa, bo bdziemy musieli sprowadzi miejscowych do pomocy.
Przekaza domowemu uzd arema, odwrci si i wszed do wntrza.
wiato i gruz wypeniay teraz hol, wczeniej zawsze niemal cakiem ciemny. wiato
ukazywao freski w ich penej wietnoci, a take szkody spowodowane przez deszcze. Gruz
pokrywa podog odamkami od wielkoci kamyka po wielkie kamienne pyty. Barmonia
dotar do otarza i zatrzyma si, by spojrze w gr. Gowa masywnej kamiennej bogini
odpada. Rozejrza si i za duym fragmentem zrujnowanej kopuy zauway oko.
Inny fragment spoczywa midzy cian a biodrami siedzcej postaci. Musia wspi
si na trjktn szczelin z tyu, by dotrze do wejcia do wewntrznej komory. Wspaniale
rzebione drzwi zabrano std przed wiekami i stay si ozdob rezydencji kolekcjonera w
Glymmie.
Lepsze to, ni gdyby miay tu zgni, pomyla. Cho pewnie miejscowi ju dawno by
je porbali na opa.
Komora za przejciem zachowaa sklepienie, wic panowaa tu ciemno. Barmonia
posa Raya po pochodnie i zdziwi si, gdy ten przynis tylko pi i wrczy je Mylicielom.
Cudzoziemk zostawi bez wiata.
By moe nie jest ni a tak oczarowany, jak by si wydawao.
Wewntrzna komora bya niewielkim pomieszczeniem z pustym otarzem porodku.
Barmonia nie mia pojcia, gdzie znikn posg, i chtnie zapaciby spor sum, aby si tego
dowiedzie. Widzia jednak rysunki. Teraz z satysfakcj patrzy, jak kobieta spoglda na
otarz i marszczy czoo.
- Koci mwiy Sorli wskae drog - stwierdzia. - Ale Sorli ju tu nie ma.
- Najwyraniej nie - odpar oschle Mikmer.
- Ale w bibliotece jest jej rysunek - owiadczy z powag Yathyir. - Pamitam go.
Barmonia si umiechn. Wanie dlatego wytrzymywa z tym niezwykym chopcem.
Moe jest dziwolgiem, ale ma fenomenaln pami.
- Opisz nam j - poleci Barmonia.
Modzik przyjrza si kamieniom, po czym podszed do Raynory.

Pom mi tam wej - poprosi. Ray podnis go. Chopak przeszed na rodek otarza
i zatrzyma si, aby pomyle.
- W jednej rce trzyma puchar, a drug wskazuje na posadzk - powiedzia, przyjmujc
zapamitan poz.
- Wic wejcie do tajemnej wityni jest pod tym kamieniem? - spyta Ray, z
powtpiewaniem przygldajc si potnemu blokowi.
- Prawdopodobnie. - Barmonia przeszed za gaz i przetar podog butem. - S tu
jakie rysy. Myliciele zawsze uwaali, e powstay, kiedy ukadano ten blok, ale by moe
przesuwano go czciej.
- Jak? - zdziwi si Yathyir, zeskakujc, by obejrze zarysowania.
- Magicznie - odpar Barmonia. - Od kapanw zawsze wymagano posiadania
Talentw.
- A jak my go przesuniemy?
- Za pomoc naszych talentw. - Barmonia spojrza na wejcie. - Wanie dlatego
kazaem zabra tyle sprztu.
- Nie musiae - powiedziaa cicho kobieta.
Barmonia spojrza na ni. Bez wtpienia chciaa si pochwali posiadanym Talentem,
ale nie mia zamiaru jej na to pozwala.
- Gaz trzeba przesun delikatnie i ostronie, bo w przeciwnym razie...
- Daruj sobie ten wykad - przerwaa mu. - Najwyraniej nie wiesz nic o magii, jeli
sdzisz, e jest mniej delikatna ni dwignie i liny.
Poczu, e wzbiera w nim gniew na jej arogancj, ale zdusi przeklestwo, gdy
odwrcia si do niego plecami i spojrzaa na otarz.
- Nawet nie... - Zrobi krok naprzd i wycign rce, by chwyci j za ramiona, ale
donie zsuny si po niewidocznej barierze.
Inni ju si cofali, a ich twarze wyraay zaciekawienie i podniecenie.
- Najpierw go podnios - powiedziaa do Raya. - Zajrzyj pod spd i powiedz, co
widzisz.
Barmonia poczu, e zimny dreszcz przebiega mu po plecach - kamie otarza unis
si powoli. Co cisno mu odek - magia zawsze tak na niego dziaaa. Kobieta nie
powinna unosi wielkich kamiennych blokw. To nienaturalne.
Ray przyklkn, pochyli si i zajrza do szczeliny midzy blokiem a podog. Nie do
wiary, wsun tam nawet rce, wierzc, e kobieta nie opuci na niego ciaru.

- Pod spodem jest kwadratowy otwr. Moesz chyba przesun ten otarz w gb
pomieszczenia, niczego przy tym nie amic.
Kiwna gow i gaz zacz przesuwa si do tyu. Po chwili odsoni prowadzce w
ciemno schody. A potem bezszmerowo osun si na posadzk.
Ta suka wie, co robi, przyzna niechtnie Barmonia. A potem kolejna myl przysza
mu do gowy: jeli jest taka potna, to jak zdoamy si jej pozby?
Trzeba j jako oszuka, co nie powinno by trudne. Jest samotn kobiet w nieznanej
sobie krainie, gdzie ludzie mwi jzykiem, ktry, jak sama twierdzi, poznaa dopiero
niedawno. By moe trzeba bdzie raczej uciec i j zostawi, ni gdzie odesa. Cokolwiek
si stanie, nie mia zamiaru pozwala, by zasuga znalezienia tego grobowca przypada jakiej
obcej czarownicy.
Moe nawet uda si to jako wykorzysta. Jeli powiemy ludziom, e przesuwaa
kamienie jak magiczne zwierz robocze, to tak zostanie zapamitana.
Podszed bliej. Nagle pena szacunku, odsuna si i pozwolia mu sprowadzi innych
schodami w d. Przynajmniej zna swoje miejsce... Jest tylko magicznym zwierzciem
pocigowym. A on przywdc ekspedycji.
Na cianach wyrzebiono religijne sceny, lecz zbyt duo byo kurzu, by je oceni.
Pniej bdzie na to czas. Zrezygnowa z liczenia schodw, kiedy przekroczyli setk. Zejcie
zdawao si trwa wiecznie, wic kiedy nagle dotar do samego dou, by zaskoczony.
Zatrzyma si.
W ciemno prowadzi wski korytarz, nie szerszy ni jego ramiona. Ruszy nim
powoli. Z pocztku nie byo adnego gruzu, ale wkrtce na pododze pojawiy si odamki. W
pewnym momencie przekroczy przecinajc tunel szczelin, szerok jak jego do. Niedugo
potem zobaczy przed sob sabe wiato, a po kilku krokach dotar do koca korytarza.
- Sta! - zawoa, obawiajc si, e inni wpadn na niego i zepchn w przepa.
- Co to takiego? - zapyta Mikmer tu za ramieniem Barmonii.
- Szczelina - odpar Barmonia. - Gigantyczna rozpadlina. Na drug stron jest ze
dwiecie krokw.
- Czy korytarz cignie si po drugiej stronie?
- Nie wiem. Mao co wida.
- Przepu mnie do przodu, to zrobi wiato - zaproponowaa kobieta.
Barmonia mia ochot z czystej zoliwoci odmwi, ale nie widzia innej metody
poznania rozmiarw rozpadliny.
- Przechod wic.

Usysza za sob szuranie, kiedy mczyni odsuwali si, by zrobi jej miejsce. Iskra
pojawia si nagle, przepyna nad jego ramieniem i wolno uniosa si w pustk, owietlajc
przeciwleg cian. Nie byo tam adnego korytarza.
- Nie - oznajmi Barmonia. - Tunel koczy si tutaj.
Gdy wiato pojaniao, spojrza w d. Nie tak daleko zobaczy wypeniajcy
rozpadlin stos gazw. Kiedy unis gow, poczu, e krew w nim teje.
Masywna pyta oderwaa si od ciany i runa naprzd, a teraz spoczywaa nad nimi,
niepewnie oparta o przeciwleg powierzchni. Wstrzs o dostatecznej sile uwolni j pewnego
dnia, a wtedy runie w d na gruzowisko.
Nabra tchu i powoli wypuci powietrze. Spojrza w d i zbada dno rozpadliny.
Niektre odamki skay byy wiksze ni dom.
- To beznadziejne - mrukn. - Jeli cokolwiek tu byo, teraz znikno.
Odwrci si i przecisn obok kobiety. Pozostali patrzyli na niego, odczytujc z
twarzy rozczarowanie. Zacz przesuwa si w ty, by poprowadzi ich z powrotem.
- W skale s uchwyty.
Barmonia obejrza si i zobaczy, e Yathyir wychyla si poza krawd.
Wrci, wyjrza i stwierdzi, e chopak ma racj. W cianie poniej korytarza wyryto
szczeliny. Przyjrza si bliej i zauway ozdobne rzebienia na zewntrznej krawdzi
tunelu... a zatem to miaa by przepa.
Wychyli si bardziej i zobaczy, e te uchwyty prowadz na samo dno.
- Jeeli cokolwiek tu byo, zostao porzdnie zasypane - poprawi si.
- Ale mona to odkopa - stwierdzia kobieta.
- To zajmie nam miesice.
- Nie musi.
Barmonia popatrzy na ni gniewnie.
- A moe musi. - Wzruszya ramionami. - Twj wybr.
- Moe ja zobacz - zaproponowa Kereon.
Kobieta i Yathyir wycofali si w gb tunelu, pozwalajc, by Mikmer i Kereon zajrzeli
do szczeliny. Mikmer odwrci si potem i przepuci Raynor.
- Nie podoba mi si ten kawa skay nad nami - stwierdzi Mikmer. - Uwaam, e
cokolwiek zrobimy, powinnimy to zrobi szybko.
Kereon pokiwa gow.
- Zgadzam si zdecydowanie - rzek Raynora, wci spogldajc w gr.

Barmonia zdoa jako pohamowa gniewne spojrzenie. W kocu miejscowym


robotnikom trzeba bdzie paci i ich pilnowa, co znaczy, e cay czas kto musiaby by tu z
nimi. Mog by te nieostroni. Gony haas moe wystarczy, by ta pyta runa... A potem
bdzie jeszcze wicej gruzu i gnijce ciaa do usunicia.
- W takim razie lepiej zacznij.
- Zaczn - odpara, patrzc mu w oczy. - Jutro. To wymaga koncentracji, wic musz
si wyspa.
Wzruszy ramionami.
- A wic jutro.
Inni przyjli to z ulg, zadowoleni, e kto inny zajmie si cik prac. Jednak
Barmonii nie podoba si pomys, e ta kobieta bdzie tu pracowa zupenie sama. Mogaby
przecie co ukra. Kto musi j obserwowa.
Zastanowi si.
Nie Raynora. Wobec kobiet nie potrafi okaza stanowczoci. Mikmer i Kereon, jeli
ich wybior, bd si upiera, aby robi to na zmiany. A zatem zostaje Yathyir. Tak, on
bdzie dobry.
Chopak by uytecznym dziwolgiem, ale jednak dziwolgiem. Jeli runie na niego
strop, nie bdzie to wielka strata dla wiata.
Barmonia odwrci si na picie i poprowadzi wypraw z powrotem przez wski
tunel.
Auraya opracowaa ju rutyn wieczornych rytuaw. Najpierw ona i Nekaun wracali do jej
pokojw. On wskazywa jej jaki nowy podarek, a ona wypowiadaa odpowiednio gone
wyrazy wdzicznoci i podziwu. Potem odchodzi, a ona przez chwil rozgldaa si wok i
oddychaa z ulg.
Blaty i pki w pokoju byy teraz zastawione licznymi prezentami. Due kamienne
rzeby tancerzy, mali wojownicy z dmuchanego szka i wyrzebione drewniane zwierzta
stay tu obok modeli statkw pywajcych w glinianych misach. Na awie leay rwno
zoone zwoje tkanin zdobionych obrazkami rolnikw i akweduktw. Trzcinowe fotele
dostarczono jej w dniu, kiedy ogldaa brzeg rzeki, gdzie zbierano odpowiedni trzcin. Po
spacerze w jednym z bujnych ogrodw miasta znalaza u siebie klatk z dwoma jaskrawo
ubarwionymi ptakami.

Wszystko to moga zatrzyma, przynajmniej tak twierdzi Nekaun. Oczywicie nie


miao to znaczenia, poniewa nie moga lecie do Si, dwigajc trzcinowe fotele czy
kamienne posgi, a nie zamierzaa wraca na pentadriaskim statku.
Potem szukaa Figla, ktry zawsze si chowa, kiedy w pobliu by Nekaun. Dzi
wieczorem nie zajo jej to zbyt wiele czasu - znajomy szpiczasty nosek zauwaya za jednym
z wielkich glinianych naczy na wod, ktre codziennie jej dostarczano. Przykucna obok.
- Tu jeste, Figiel.
Umiechna si, gdy wsta z wyranym wysikiem i pozwoli podrapa si po gowie.
W tym upale may veez by senny i ospay. Za dnia lea rozcignity na kamiennej posadzce
i wstawa tylko po to, eby co zje albo si napi. Domowi byli nim zafascynowani;
przynosili mu ryby i uczyli aweskich sw oznaczajcych jedzenie i wod.
Danjin byby zdumiony, gdyby zobaczy teraz Figla. I zirytowany, dowiadujc si, e
veez nie sprawia pentadrianom adnych kopotw.
Uspokojona, e Figiel jest cay i zdrowy, usiada na jednym z trzcinowych foteli,
przygotowujc si do kolejnego wieczornego zadania. Zamkna oczy i skoncentrowaa umys
na piercieniu, ktry nosia na palcu.
:Juranie.
:Aurayo. Co u ciebie?
:Mczy mnie ju ta gra. Mam serdecznie dosy widoku Nekauna. Ale poza tym
wszystko w porzdku.
:A jak Siyee?
:Dwudziestu jeden wolnych, dwunastu wci uwizionych. Co melduje Teel?
:e wszyscy s w dobrych nastrojach, cho w zamknitej przestrzeni wizienia
zachowanie odpowiedniej kondycji do lotu jest coraz trudniejsze.
:Czy ktry z nich dotar ju do Si?
:Nie wiem. aden nie dotar do Przestrzeni. Przerwa na chwil. Nie sdz, aby Gosy
udzieliy ci jakichkolwiek uytecznych informacji o sobie.
:Nic nowego.
:A kiedy ma przyby Mirar?
Auraya poczua, e serce zatrzymuje si jej na moment.
:Teraz ju lada dzie.

:Dugo o tym rozmawialimy. Pocztkowo uznalimy, e bdzie lepiej, jeli go


zignorujesz. Ale jeli Gosy planuj przecign go na swoj stron, to powinna zrobi
wszystko, co moliwe, aby do tego nie dopuci. Albo przekona go, aby si do nich nie
przycza.
:Sugerujesz, e niby jak mam to zrobi?
Auraya nie potrafia ukry lekkiej urazy w gosie.
Juran milcza przez chwil.
:Nie proponuj, eby go uwodzia.
:Nie, ale kiedy spotkaam go ostatnim razem, posano mnie, by go zabi. Raczej nie
bdzie mi teraz ufa.
:Moe bdzie. W kocu go nie zabia.
adne z nich nie powiedziao tego, co oczywiste: e gdyby wtedy wykonaa polecenie,
teraz Mirar nie stanowiby problemu.
:Nie dowiem si, co jest moliwe, dopki tu nie przybdzie, odpara. A tymczasem
moim gwnym zadaniem jest uwolnienie Siyee.
:Tak, oczywicie. Porozmawiamy znowu jutro wieczorem.
Auraya wstaa z fotela, przesza do sypialni i pooya si. Zamkna oczy, prbujc
si odpry, ale jej myli wci wdroway od sytuacji Siyee do coraz bliszego przybycia
Mirara. Wkrtce zacza wpatrywa si w sufit.
Skontaktowaa si z kapanami w Przestrzeni, aby przekazali Mwcy Sirri ze wieci, a
pniej by powiedzie o umowie z Nekaunem i zaproponowa, eby Siyee dostarczyli na
sennosk pustyni ywno i wod dla powracajcych wojownikw. Kilka razy prbowaa
przeglda umysy, aby odszuka powracajcych Siyee. Znalaza tylko kilku. Byli zmczeni,
spragnieni i niespokojni. W aden sposb nie moga im pomc.
Na pewno nie chciaa si martwi o spotkanie z Mirarem. Ale pentadrianie bd
uwanie obserwowa i j, i jego. Spodziewaj si, e potraktuje Mirara jak wroga albo
przynajmniej kogo, kogo uwaa za niebezpiecznego i niegodnego zaufania. Sdz pewnie, e
i on zachowa si podobnie. Problem polega na tym, e ich relacje byy bardziej
skomplikowane. Nie miaa pojcia, jak zareaguje na jego obecno.
Musz udawa, e go nienawidz. I on powinien robi podobnie. Dla niego bdzie to o
wiele trudniejsze, jeli nadal uwaa, e mnie kocha.
Jeli Gosy uznaj, e ona i Mirar ywi wobec siebie jakie cieplejsze uczucia,
sprbuj to wykorzysta. Nekaun ju raz pokaza, e jest zdolny do szantau.

Waciwie spodziewam si propozycji, e zabije Mirara w zamian za jak przysug.


Albo raczej zaproponuje, e mnie zabije, aby przypiecztowa umow z Mirarem.
Mam nadziej, e Mirar zrozumie, w jak nieodpowiedniej chwili odbywa si ta jego
wizyta.
Mam nadziej, e rozumie, jakie to dla nas obojga niebezpieczne.
Mam nadziej, e wie, i musi si zachowywa, jakby mnie nienawidzi.
Mam nadziej, e nie zamierza przyj propozycji Nekauna, aby mnie zabi.
Mam nadziej, e... Och! Powinnam poczy si z nim przez sen i zapyta.
Przymkna oczy i spowolnia oddech. Staraa si, aby jej umys odpyn, ale nie
potrafia wyprowadzi go poza ten niespokojny stan pwiadomoci.
Ciche, lekkie uderzenie i drenie wyrway j do przytomnoci. Uniosa gow i
umiechna si lekko, widzc, e to Figiel wskoczy na ko i zwija si w kbek obok niej.
Byoby mu chodniej, gdyby spa przy pojemnikach z wod, ale wci wola by blisko, gdy
zasypiaa.
Jego obecno w jaki sposb uatwia odprenie. Stracia poczucie czasu. Jej myli
rozpady si, a potem skupiy znowu. Bya wiadoma, ale nie w peni przytomna. Pora
wezwa Mirara.
Zareagowa natychmiast.
:Aurayo!
To poczucie zaskoczenia i radoci, ktre odebraa wraz z jego odpowiedzi, wyjawio,
e nie musi si martwi o jego zgod na plany Nekauna co do jej mierci. Powinna si raczej
niepokoi, e to jego zadurzenie moe sprowadzi kopoty na oboje.
Mimo to mio byo wiedzie, e rozmowa z ni kogo cieszy.
:Syszaam, Mirarze, e zmierzasz do Glymmy.
:Tak. Nie miaem wyboru. Czwarty Gos Genza jasno daa do zrozumienia, e to
zaproszenie mam traktowa jak rozkaz, a nie propozycj.
:A jak si dowiedzieli, kim jeste i gdzie si znajdujesz?
:Mylaa, e bd tutaj ukrywa swoj tosamo? zapyta w odpowiedzi.
Zastanowia si. Pentadrianie przyjanie traktowali tkaczy snw. Dlaczego miaby si
ukrywa? Jedyny powd, jaki przyszed jej do gowy, to unikanie Gosw. Ale by moe nie
chcia tego. Moe od pocztku planowa si z nimi sprzymierzy?
Wydawao mi si, e odwiedza Glymm w nieodpowiedniej chwili, ale prawd
mwic, nie ma w tym nic niezwykego. To raczej ja znalazam si tutaj w niewaciwym
momencie.

:Chyba nie, odpara. Ale to, e oboje bdziemy tutaj w tym samym czasie, moe si
okaza kopotliwe. Gosy uwaaj, e jestemy miertelnymi wrogami.
:A nie jestemy?
:Nie mam zamiaru ci zabija.
:Nawet jeli rozka ci bogowie?
:Znaj granice mojego posuszestwa. Chocia ostrzegam, e jeli dasz mi powd,
mog jeszcze raz rozway t kwesti.
:Wic moe od razu zapewni, e nie mam zamiaru ci zabija ani godzi si na
propozycj, by Gosy zrobiy to za mnie, owiadczy.
:To prawdziwa ulga. A jak twoje talenty aktorskie?
:Potrafi ich przekona, e tob gardz. Chyba o to ci chodzi, prawda?
:Raczej nierozsdnie byoby udawa, e jestemy najlepszymi przyjacimi. Nekaun ju
raz mnie zaszantaowa i nie zawaha si przed ponown prb. Jeli zaproponuje jednemu
lub obojgu z nas zabicie tego drugiego, moemy rozwaa propozycj, zyskujc w ten sposb
na czasie. Jeli uzna, e groc jednemu z nas, moe manipulowa drugim, zrobi to bez
wahania.
:A udajc, e si nienawidzimy, zyskujemy czas dla Siyee.
:Tak. Auray ogarno ciepe uczucie wdzicznoci i sympatii. Dzikuj, e to dla
mnie robisz. Mam nadziej, e nie zagrozi to ani tobie, ani tkaczom snw na poudniu.
:Nie. Kiedy ju odejdziesz, mog przekonywa, e wizaa mnie przysiga tkaczy, by
nigdy nikogo nie krzywdzi. Nawet wroga.
:Ta przysiga zmniejsza twoj warto jako sprzymierzeca.
:Ale przekona ich, mam nadziej, e nie stanowi zagroenia. Jestem pewien, e jako
dojd do porozumienia z Gosami.
:Ciesz si, e rozwizalimy t spraw. Kiedy si tu zjawisz?
:Jutro albo pojutrze. Zaley od wiatru.
:Wiatru?
:Wyjani ci, gdy si spotkamy.
:Nie zapomnij zrobi to gniewnym i zoliwym tonem.
Wyczua jego rozbawienie.
:Wyjani ci w sennym czu, obieca. Powinnimy kontaktowa si co noc, eby si
upewni, co oboje mwimy czy robimy i co powiedziay albo zrobiy Gosy. Ciekawe, kto
dostanie lepsz ofert w zamian za przyczenie si do nich. Powinnimy liczy punkty.
:To nie jest gra, Mirarze.

:Nie. Ale moemy mie troch zabawy ich kosztem, dopki to nikomu nie szkodzi.
Idea bya kuszca, ale...
:Wol nie ryzykowa. Nie kiedy chodzi o ycie Siyee.
:Nie, masz racj. W takim razie lepiej si przepijmy. Jutro czeka mnie duga jazda.
yczya mu dobrej nocy, a potem osuna si w sen. Trudno jej byo nie dostrzec, e
teraz czuje si duo lepiej. Jakby zrzucia cikie brzemi. Z ogromn ulg przyja fakt, e
Mirar zgadza si z ni co do tego, jak powinni si zachowywa.
Nie bd tu ju samotna, pomylaa sennie. Bd miaa... sprzymierzeca. Nie, moe
po prostu przyjaciela.

30
Gdy na korytarzu rozleg si odgos krokw, rozmowy na balkonie przycichy. Przy wejciu
ukaza si Suga i wykona znak gwiazdy.
- Pierwszy Gos Nekaun prosi o wybaczenie. Nie uda mu si uczestniczy w tym
spotkaniu.
Gosy i Towarzysze porozumieli si wzrokiem.
- Dzikujemy, Ranrinie - odpara Imenja.
Mczyzna skoni gow, a potem odszed pospiesznie.
Reivan ogarno rozczarowanie. Nie widziaa Nekauna od tygodni, waciwie odkd
przybya Auraya. Domylaa si, e kiedy wieczorem rozstaje si z gociem, pozostaj mu
jeszcze normalne obowizki Pierwszego Gosu. Jest zbyt zajty, by j odwiedza. Z tym
mogaby si pogodzi... cho im duej to trwao, tym silniej odczuwaa zazdro.
Jednak... dzi wieczorem po prostu chciaa usysze jego gos, zobaczy go. I to, jak
umiecha si do niej, jak gdyby bya jego wyjtkow tajemnic...
Kiedy kroki Sugi oddaliy si i ucichy, trjka Gosw przestawia fotele, by usi
twarzami do siebie. Vervel skrzywi si, jakby wanie skosztowa czego niesmacznego.
- Kontynuujemy? - spyta.
Imenja zerkna na Shara.
- Nie widz powodu, eby nie.
Jasnowosy Gos kiwn gow.
- Ja te nie. Od czego zaczniemy?
- Od naszych krain, jak zawsze - postanowia Imenja.
Reivan suchaa, jak omawiaj sprawy Glymmy, a potem przechodz do lokalnych
problemw w Awenie, Dekkarze i w Murze.
- Pomys nowego Wielkiego Wodza ma pewien sens - stwierdzia Imenja.
Vervel unis brwi.
- Tak?

- W innych miastach obywatele niszego stanu mog przez prac osign wysze
pozycje w spoeczestwie. Na przykad z ebraka sta si domowym. Jednak fizyczne
ograniczenia narzucone biedakom yjcym pod Kave sprawiaj, e przejcie do wyszych
warstw jest praktycznie niemoliwe.
- A jak Wielki Wdz ma zamiar to rozwiza? - zapyta Shar.
- Chce stworzy poziom poredni, ktry mgby posuy za szczebel w drabinie.
Drabinie prowadzcej do samodoskonalenia.
- Dziwaczny pomys - uzna Vervel. - Wtpi, czy okae si praktyczny.
- Ale warto sprbowa. - Imenja uniosa ramiona. - Moe z pocztku na niewielkim
terenie.
Vervel potrzsn gow.
- By moe.
Oba Gosy spoglday na siebie. Po chwili Imenja si umiechna.
- Skontaktuj si z Genz i zapytaj, co ona o tym myli. Niedawno bya w Kave.
Vervel prychn niechtnie i odwrci gow.
- Po co marnowa jej czas?
Imenja zmarszczya czoo.
- Poniewa powinnimy chocia prbowa suy bogom - odpara stanowczo.
Zapada krpujca, lecz na szczcie krtka cisza. Reivan spojrzaa na swoj szklank
wody. W tej krtkiej wymianie zda Gosy prboway dostosowa si do zmian
wprowadzonych przez Nekauna. Wiedziaa, o co chcia spyta Vervel: po co marnowa czas
Genzy i pyta o opini, kiedy Nekaun moe podj ostateczn decyzj, nie zwaajc na inne
Gosy?
Nabraa tchu, ale powstrzymaa westchnienie. Takie traktowanie innych Gosw przez
Nekauna z pewnoci nie byo konieczne. Wiedziaa to, ale rwnoczenie jaka inna jej cz
wierzya, e musi mie jakie powody, nawet jeli ona sama ich nie dostrzega. Wybrali go
bogowie. By inteligentny i sprytny.
Jak to moliwe, e potrafia dostrzec jego wady, ale nie moga uwierzy w to, co
widzi? Albo nie odczuwa niepokoju?
- Genza twierdzi, e powinnimy poprze t ide. - Vervel wpatrywa si w pustk.
Imenja kiwna gow.
- A teraz pomwmy o tym, co dzieje si poza naszymi krainami. Czy Sennon wyrazi
jakkolwiek ch porzucenia Biaych i ponownego przyczenia si do nas?
Shar pokrci gow.

- Nie. Cesarz nie chce wysucha naszych posw i zwraca nasze dary.
Imenja skrzywia si.
- Nie sdz, eby co si zmienio. - Inne Gosy pokiway gowami. Westchna. - Nasi
ludzie w Jarime zostali straceni.
Ta wiadomo wstrzsna Reivan. Nie wiedziaa, co si nie udao w misji, ktr
Sudzy podjli w Jarime, ale ogarno j wspczucie dla tych, ktrzy zginli.
- Czy kto widzia ostatnio w Dunwayu now Bia? - spytaa Imenja.
- Nie, odkd znikna - odpar Vervel.
- Czy ostrzeono naszych ludzi?
Vervel odwrci gow.
- Nie. On uzna, e wpadn w panik i cign na siebie uwag.
Reivan domylia si, e on to Nekaun. Imenja na chwil zmruya oczy.
- Rozumiem. Idmy dalej. Otrzymaam dziwne wieci z Genrii i Torenu. Oba kraje
nagle zgromadziy swoje armie, kazay im obozowa w pobliu gwnych miast, a potem bez
adnych wyjanie znw je rozpuciy.
- Obaj wadcy nie mog si pogodzi, a ich kraje w przeszoci czsto prowadziy
wojny - przypomnia Shar.
- Ale od bitwy s najlepszymi przyjacimi. - Imenja pokrcia gow. - Nie byo
adnych meldunkw o konflikcie midzy nimi. Waciwie onierze obu armii spodziewali
si, e w jakim celu pocz si z tymi drugimi, cho nikt nie zna powodw.
- Moe chcieli rozstrzygn, ktre wojsko jest sprawniejsze - zgadywa Bavalla,
Towarzysz Shara.
Imenja umiechna si i rozoya rce.
- Kto wie? Czasami mam wraenie, e ze wszystkich ludw pnocy najtrudniej jest
zrozumie Toreczykw i Genrian.
Vervel odchrzkn.
- Mam wieci o wiele mniej przyjemne. Naszym ludziom polecono opuci Somrey.
Imenja zmarszczya czoo.
- Dlaczego?
- Decyzja Rady Starszych. Podobno Starsi tkaczy snw i cyrklian po raz pierwszy w
historii gosowali zgodnie.
- Ze wszystkich krain pnocy oprcz Sennonu to Somrey by najbardziej tolerancyjny
wobec innych religii czy kultw - przypomniaa Imenja. - Nasi ludzie studiowali ich prawa.
adnego nie da si wykorzysta do ich usunicia, skoro ju raz zostali przyjci.

- Rada ustanowia nowe prawo, aby osign swj cel - wyjani Vervel.
Imenja uniosa brwi.
- Aha. Nasi ludzie powinni zbada to prawo, eby sprawdzi, czy da si je jako
obej.
- Ju im zleciem to zadanie.
- To dobrze. A teraz Genza.
Trzy Gosy przez chwil wpatryway si w przestrze, potem umiechny si i
spojrzay na siebie.
- Wszystko w porzdku - powiedziaa Imenja, zwracajc si do Towarzyszy. - Czy s
jakie inne dziwne lub grone wieci z pnocy? Albo dobre wieci?
Wszyscy pokrcili gowami.
- Dobrze. Dwa kolejne tematy chciaam poruszy w obecnoci Nekauna, ale wol je
omwi teraz ni w ogle. Po pierwsze, obecno kapanki Aurai. Po drugie, zbliajca si
wizyta tkacza snw Mirara. Co do Aurai, Nekaun chyba zamierza j zwerbowa. Nie
powinnimy robi nic, co mogoby temu przeszkodzi.
- Jeste pewna, e to wanie planuje? - spyta Shar.
Imenja spojrzaa zdziwiona.
- A czy powiedzia lub sugerowa co innego?
Shar pokrci gow.
- Ale musimy rozwaa inne moliwoci. Moe po prostu odwleka wyjazd Aurai, by
nie moga pomaga Biaym. Albo eby bya tutaj, kiedy przybdzie Mirar.
- By moe Genria i Toren rozpuciy swoje wojska, poniewa pobyt Aurai tutaj
skomplikowa jaki wikszy plan - prbowa odgadn Vervel.
- Na przykad inwazj na Ithani Poudniow? - spytaa Imenja.
- O ile wiemy, adne inne pastwo pnocnego kontynentu nie przygotowywao si do
wojny.
- O ile wiemy - powtrzy Shar z umiechem. - Trudno powiedzie, poniewa
zdecydowali si zacz regularne wiczenia wojskowe i werbunek, ale jeszcze nie robi tego
na szerok skal.
- Jeli Nekaun nie chce dopuci, aby pomagaa Biaym, czemu jej zwyczajnie nie
zabije? - zastanawiaa si Imenja.
- Moe nie jest pewien, czy planuj inwazj - odpar powoli Vervel. - Bo jeli nie, a on
zabije Auray, ten czyn moe doprowadzi do wojny.

- Przecie nie pozwoli jej odej - stwierdzi Shar. - Zabije j, kiedy odleci ostatni
Siyee. - Spojrza na Imenj, pytajco unoszc brwi.
Drugi Gos milczaa. Reivan spojrzaa na jej twarz i zobaczya roztargniony wzrok.
- O co chodzi? - szepna.
Imenja spojrzaa na ni, a potem na pozostaych.
- Mam pewne podejrzenie. Trzymaam je dla siebie, poniewa po mierci Kuara nie
warto byo o tym wspomina. Trudno spiera si z tym, co oczywiste, a gdybym to zrobia,
niektrzy mogliby uzna, e chc zrzuci win na Kuara. A to byoby maostkowe. Przerwaa i signa do dalekich wspomnie. - Podczas bitwy z cyrklianami czerpalimy
magi do granic moliwoci naszych Talentw. W takich chwilach ryzyko jest due, a ja
nierozsdnie polegaam na Sugach, e bd mnie ochrania. Jaki Siyee trafi mnie jedn z
tych swoich zatrutych strzaek.
Pokiwali gowami. Reivan dokadnie pamitaa t chwil.
- Musiaam uy magii, aby si pozby trucizny - kontynuowaa. - A to kosztowao
mnie odrobin mocy. W tej wanie chwili Auraya zaatakowaa Kuara.
I zabia go, pomylaa Reivan. Na wspomnienie tej sceny co cisno j w piersi.
Widziaa jego ciao - uderzenie poamao mu wszystkie koci.
Imenja pokrcia gow.
- Moja moc zmniejszya si tylko odrobin, nie dosy, by tak osabi Kuara.
- Czyli... podejrzewasz, e Biaa bya silniejsza? - Vervel zmarszczy brwi.
- Tak sdz - przyznaa. - Ale co waniejsze, to wanie Auraya go powalia. Atak
innych nie straci na sile. A zatem to ona musiaa mie w rezerwie dodatkow moc.
Pozostali wymienili spojrzenia.
- Czy to znaczy, e jest potniejsza od Pierwszego Gosu? - zapyta Shar.
- To moliwe.
- Wic moe Nekaun nie potrafi zabi Aurai.
- Nie bez pomocy.
- Ale nie zdaje sobie z tego sprawy.
Imenja wzruszya ramionami.
- Usiowaam mu to powiedzie. Vervel westchn i przewrci oczami.
- A jak na t sytuacj wpywa Mirar?
Imenja umiechna si krzywo.
- Zaley, jak bardzo Auraya chce jego mierci. Wtpi, czy w zamian przyczy si do
nas, ale moe zgodzi si zosta duej, jeli uzyska gwarancj jego mierci.

- Nie sdzisz, e Nekaun zechce zwerbowa Mirara? - spyta Shar.


- Mirar chyba wie, e jego przyszo w Ithanii Poudniowej zaley od porozumienia z
nami. Ale wtpi, eby by skutecznym sprzymierzecem w bitwie, poniewa tkacze snw nie
zabijaj. Nie zrwnoway przewagi cyrklian, jeli po swojej stronie bd mieli Auray.
- Chyba e zabijemy Auray - rzek Shar.
Imenja umiechna si pospnie.
- To prawda.
- Czy nie powinnimy trzyma Mirara z daleka od Aurai? - spyta Vervel.
Imenja zastanowia si.
- Nie, chyba e Nekaun uzna to za konieczne. Chciaabym ich obserwowa, kiedy si
pierwszy raz spotkaj.
Vervel parskn.
- Wszyscy bymy chcieli. To moe by bardzo interesujce.
- A wic zobaczymy, co da si zaaranowa - Imenja wyprostowaa si w fotelu. - Czy
s jeszcze jakie pytania? Sprawy do omwienia?
Jeden z Gosw zacz mwi o konflikcie midzy kupcami w miecie, a myli Reivan
zaczy dryfowa bez celu.
Ciekawe, czy Auraya wie, e Nekaun nie ma zamiaru jej wypuci? Ciekawe, czy wie,
e jest silniejsza od Nekauna, a on ma nadziej unicestwi j bez pomocy Gosw? Serce
zabio jej szybciej, gdy do gowy wpada jej przeraajca myl.
Ona go zabije! Nekaun nie sucha Imenji, wic nie ma pojcia, w jakim jest
niebezpieczestwie. Musz go ostrzec!
Mina duga chwila, zanim rytm serca wrci do normy i znw usyszaa rozmow
pozostaych. Ale wtedy chciaa tylko, aby Gosy skoczyy. Wiedziaa jednak, e nie moe od
razu pobiec do Nekauna. Nie kiedy jest przy nim Auraya, zdolna do odczytania jej myli.
Czeka j naprawd bardzo dugi dzie.
Emerahl potrzebowaa kilku godzin, by usun na boki usypisko kamieni i ziemi. Mogaby
pracowa szybciej, ale nie chciaa ryzykowa, e drgania zwizane z przesuwaniem gruzu
porusz skalny blok wiszcy chwiejnie nad jej gow. Wprawdzie bariera, ktr przez cay
czas utrzymywaa nad sob, powinna wytrzyma, ale nie podobaa jej si myl o pogrzebaniu
ywcem.

Uwaaa take, by nie uszkodzi niczego, co odsaniaa. Uywajc magii, najpierw


zdmuchiwaa na boki ziemi i kurz, a nastpnie unosia odsonite kamienie i gazy. Potem
przerywaa i znw usuwaa warstw ziemi.
Oczyszczone przejcie cigno si teraz od linii uchwytw w skale do przeciwlegej
ciany. witynie maj zwykle symetryczn budow, wic jeli cokolwiek tu zakopano, to
pewnie w jednej linii z uchwytami i tunelem powyej.
Cay czas pamitaa o zapisie na kociach. Jeli tylko miertelny moe wzi Zwj, w
takim razie co musi powstrzymywa niemiertelnych. Cokolwiek to jest, zapewne jest
potne i niebezpieczne.
Gdy wczeniej przerwaa, by odpocz, uniosa wiato wyej, chcc zbada t
kamienn pyt nad gow. Odkrya wtedy co jeszcze. W jednym rogu moga zajrze poza
gaz. To, co pozostao z dachu, pokryway pknicia. Jednak w przeciwiestwie do tych w
tunelu, biegncych rwnolegle do rozpadliny, tutaj rysy tworzyy promienisty wzr. A w
samym rodku dostrzega niewielki krater.
Emerahl bya pewna, e to lady po magicznym ataku. Jednak na cianach nie
zauwaya nic podobnego. Ktokolwiek to by, atakowa konkretnie strop, by moe wanie
po to, aby spowodowa zawa, ktry zasypa dno odamkami.
Znw odgarna ziemi na boki i tym razem odsonia gadk kamienn powierzchni.
Odrzucia wicej gruzu i odkrya co, co wygldao jak kopua.
- Znalaza to! - wykrzykn Yathyir.
- Na to wyglda - zgodzia si Emerahl.
- Zawiadomi pozostaych.
Ju otworzya usta, aby kaza mu zaczeka, ale zrezygnowaa. Nie zaszkodzi, jeli
Myliciele bd patrze, jak koczy odsania t kopu; sami si przekonaj, jak ostronie to
robi. Cho przecie nie oczekiwaa podzikowa od Barmonii.
Pracowaa dalej, odsaniajc dalsze czci kopuy. Wkrtce na grze zabrzmiay kroki.
Obejrzaa si i zobaczya schodzcych w d piciu Mylicieli.
Barmonia dotar do niej, spojrza na kopu i zmarszczy brwi.
- Yathyir chyba si troch pospieszy - wyjania, wzruszajc ramionami.
Popatrzy na ni, unis brwi i odwrci si na picie.
- Pracuj dalej - poleci.

Przewrcia oczami. Wrcia do wykopanego otworu i znw zacza przemieszcza


ziemi i kamienie. Kopua bya spora, wic skupia si na usuwaniu gruzu z jednej strony.
Dotara do jej brzegu i po chwili odsonia cz ciany. W kocu pojawi si szczyt
ukowego otworu. Resztki drewnianych drzwi wci zwisay z zawiasw, a gruz sypa si do
wntrza.
- Stj! - warkn Barmonia.
Przerwaa prac. Zszed na d, do otworu, i wsun do rodka pochodni, owietlajc
wewntrzne ciany. Potem wyszed.
- Pracuj dalej.
Stumia westchnienie i oczycia wejcie. Kiedy byo odkryte, Barmonia znw kaza
jej przerwa. Przesun si, zajrza do rodka i odwrci si.
- Reszt wybierzemy rkami.
Pozostali Myliciele weszli za nim. Ray przystan obok niej, spojrza na strome
zbocza gruzu po obu stronach.
- Doceniam twoj cik prac, Emmeo - mrukn.
Umiechna si.
Ty doceniasz czy ten twj tajemniczy zleceniodawca, zastanowia si. Spojrza w gr.
- To niepokojce. Ta rozpadlina i pknicia w tunelu biegn w tym samym kierunku
co urwisko. Cay czas wydaje mi si, e miasto zsuwa si i opada na nizin.
Emerahl spojrzaa na niego zdziwiona, zdajc sobie spraw, e pewnie ma racj. A
jeli tak, to wybrano gupie miejsce na ukrycie skarbu. Cho eby by sprawiedliwym,
pewnie kapan Sorli nie wiedzia, e tak si stanie.
Ray wszed do budowli. Idca za nim Emerahl zatrzymaa si przy wejciu i
zobaczya, e Myliciele goymi rkami odgarniaj gruz z duej kamiennej skrzyni. Barmonia
umiecha si szeroko i wyczuwaa u niego niecierpliwo i podniecenie. Zrobia kolejny
krok...
...i zatrzymaa si. Ogarno j znajome uczucie. Skra zamrowia, ale mino jeszcze
kilka sekund, zanim zrozumiaa dlaczego.
Ta kopua bya pustk!
Pustka. Akurat tutaj. Czy to jeden z powodw, dla ktrych aden niemiertelny nie
moe wyj Zwoju? Bez magii nie potrafi si ani chroni, ani leczy. Ale nie potrafi tego
take miertelnik...

Yathyir przerwa prac i spojrza na ni. Zmusia si, aby przestpi nad pkniciem,
cay czas pilnujc, czy nie zauway jakiej puapki, czy co nie wystrzeli ze cian, stropu albo
podogi. Myl o wiszcej nad gowami skalnej pycie staa si nagle bardziej niepokojca.
Spojrzaa na kamienn skrzyni - miaa ksztat trumny. Barmonia pochyli si i
zdmuchn kurz z powierzchni, odsaniajc glify.
- Co tu jest napisane, Emmeo? - zapyta Ray.
Podesza bliej i przesuna palcami po rzebieniach.
- Napis mwi: Nawet ci, ktrzy nie maj ciaa, mog umrze.
- Grobowiec dla bogini - odezwa si Kereon.
- Przynajmniej tym razem nie bdziemy zakca spokoju zwokom - odpar
swobodnie Barmonia.
Opar donie o krawd skrzyni i pchn. Nic si nie stao. Ray przyczy si do niego
i razem wolno, ze zgrzytem zsunli wieko.
Wszyscy westchnli gboko, z zachwytem i chciwoci.
wiato pochodni odbijao si od cennych metali i klejnotw. Ca skrzyni wypeniaa
pltanina acuchw, pucharw, bransolet i broni, ale uwag przyciga zoty przedmiot w
samym rodku.
Zwj ze zota, pomylaa Emerahl. Pergamin pewnie ju by si rozpad.
Lea rozoony i piknie wygity, czego nie daoby si zrobi z prawdziwym
pergaminem. Prty na obu kocach przypominay spltan mas misternych rzebie,
wzorw i rysunkw, a wszystko wysadzane byo klejnotami. Runy take byy dekorowane,
niektre wrcz znieksztacone ozdobnymi liniami.
- Jest pikny - westchn Kereon.
Nie, wcale nie jest, pomylaa Emerahl. Jest krzykliwy a do przesady.
- Co tam jest napisane, Emmeo? - zapyta Yathyir.
Starajc si nie zwraca uwagi na brzydot przedmiotu, Emerahl skupia si na tekcie
i niemal jkna gono.
- To rymy. Poezja. Fatalna poezja.
- Ale co tu jest napisane?
Emerahl przerwaa na chwil, aby przeczyta.
- To opowie. Mwi o tym, jak bogini rozpaczaa po mierci innych bogw i... Tak,
to ciekawe. Jest tu napisane, e pomagaa ich zabi i drczyo j sumienie. - Przeczytaa
jeszcze kawaek. - Przekazaa kapanowi wszystkie tajemnice bogw. Nakazaa mu zapisa je
w niezniszczalnej postaci, a potem... Och!

- Co takiego? - dopytywa si Barmonia.


Emerahl spojrzaa na niego z umiechem.
- Potem si zabia. Tutaj. Wanie w tym miejscu. Ciekawe, czy bogowie zmieniaj si
w duchy.
Yathyir rozejrza si nerwowo, budzc umiechy pozostaych.
- A te tajemnice? - zapyta Ray.
- Zwj ich nie opisuje - odpara i zmarszczya czoo, gdy zrozumiaa, e to prawda.
Blinita bd rozczarowane, pomylaa, nagle rozgoryczona. A ja na darmo znosiam
tych Mylicieli. Przynajmniej nie bdzie miao znaczenia, czy Ray zniszczy ten Zwj. Wart
jest tylko tyle, ile mona dosta za zoto po przetopieniu.
- Wyniemy std to wszystko - powiedzia Barmonia.
Wszyscy umilkli, kiedy pochyli si, by chwyci Zwj.
Stkn, gdy go podnosi.
- Jest ciki - powiedzia. - Yathyirze?
Mody czowiek szeroko otworzy oczy i wycign rce po Zwj.
- Tak?
- Nie to, ty idioto - warkn. - Wr na gr i przynie co, eby wszystko spakowa.
Sakwy bd najlepsze. Puste sakwy.
Yathyir pospiesznie wybieg z budowli, a Emerahl podya za nim. Wysza na
zewntrz i odetchna z ulg, gdy znw otoczya j magia. Nic zego si nie stao. Moe ta
puapka ustawiona na niemiertelnych dawno si rozpada...
- Emmeo? - zawoa Ray.
Odwrcia si i zobaczya, e przyglda si resztkom drewnianych drzwi, wci w
poowie zasypanych.
- Co tu jest napisane?
Zmusia si, by wrci do wntrza. Przyjrzaa si drzwiom i zobaczya due glify,
ktre wyryto na powierzchni. Ogarn j chd.
- Napis mwi: Strzecie si, niemiertelni - powiedziaa. - Ale jest co wicej.
Oczyci troch gruzu i odsoni reszt napisu.
- Strzecie si, niemiertelni. Nie ma tu kamstw magii. Wejdcie i poznajcie swj
prawdziwy wiek.
Poczua, e rozciga wargi w umiechu. adnej magii. Pustka. Ktokolwiek wyry to
tutaj, wierzy, e niemiertelni nie mog istnie wewntrz pustki. Pewnie wyobraa sobie, e
bez magii, ktra ich podtrzymuje, wrc do swego prawdziwego wieku.

Byby to imponujcy, cho do upiorny widok. Odwrcia si, by Ray nie mg


widzie jej umiechu. Przyjemna bya wiadomo, e bogowie i kapani nie zawsze wszystko
wiedz.
Wci jednak marzya o tym, by wydosta si z tego miejsca na wiato dnia, jak
najdalej od tych samolubnych i aroganckich mczyzn. Dzi wieczorem przedyktuje
Blinitom tyle z tego poematu, ile zdoaa zapamita. Jutro... jutro pogratuluje Mylicielom
i wyruszy w dug powrotn drog do znajomych krain.

31
Danjin spoglda na okrycie plattenu i powoli docierao do niego, e ju nie pi. Dwaj
mczyni naprzeciw byli przytomni, ale zamyleni. Gillen wydawa si bardziej pobudzony
ni kiedykolwiek w tej podry - zaciera rce w podnieceniu i zniecierpliwieniu. Yem za to
by bardziej przygaszony ni zwykle. Odkd opucili fortec, wojownik przez cay czas mia
ponur min. Danjin podejrzewa, e wspczuje sucym, ktrzy uciekli spod okrutnej
wadzy klanw, i zoci si na pentadrian, e ich buntowali.
Danjin spojrza na Ell. Miaa zamknite oczy i oddychaa wolno.
Przecie musz wierzy w ni i mdro bogw. Gdyby nie musieli surowo kara za
kontakty z pentadrianami, pewnie wraz z miejscowymi wojownikami nie otaczalibymy teraz
wioski.
Platten zwolni. Ella podesza szybko do otwartej klapy.
- Jestemy na miejscu.
Danjin poczu ucisk w odku, ale milcza. Usysza trzaskanie drzwi i dalekie krzyki.
Platten zatrzyma si i otoczyy ich gniewne, przestraszone gosy.
Ella wygadzia cyrkle, a potem spojrzaa na Yema, Gillena i Danjina.
- Trzymajcie si blisko - rzucia, a potem odsuna klap i wysiada.
Danjin poszed za jej przykadem, potem Yem i Gillen. Mczyni i kobiety kbili si
wok plattenu. Kiedy zobaczyli Ell, otworzyli szeroko oczy i uspokoili si troch. Kilka
twarzy zdradzao lk i niepokj, inne tylko zaskoczenie i ciekawo.
Spogldajc wzdu ulicy, Danjin zobaczy wojownikw popdzajcych ludzi w stron
rosncego tumu. Mczyni, kobiety i dzieci wychodzili z domw, niektrzy jeszcze w
nocnych koszulach. Z innego kierunku nadesza spora grupa miejscowych. Sdzc po
kroplach potu na ich czoach, zabrano ich z domw i gospodarstw bardziej oddalonych od
centrum wioski.

Tum rs, a Danjin przyglda si wieniakom. W wietle pochodni wyraniej byo


wida fizyczne cechy, ktre odrniay Dunwayczykw od tych z Ithanii Poudniowej.
Pentadrianie miewali cer jasn lub ciemn, a budow ciaa tak rn, e najatwiej byo ich
zidentyfikowa po prostu jako tych, ktrzy nie wygldali na Dunwayczykw. Oceni, e w
tym tumie stanowi jedn czwart.
Wieniakw otaczaa grupa dunwayskich wojownikw z twarzami niemal czarnymi od
tatuay. Siwowosy Gret, przywdca klanu, wystpi naprzd. Uczyni znak krgu.
- Sprowadzilimy tu okolicznych mieszkacw - poinformowa Ell. - Niektrzy
mogli nam uciec.
Ella kiwna gow.
- Kto przewodzi tej spoecznoci? - spytaa dwicznie, przekrzykujc gwar tumu.
Wywizaa si krtka dyskusja. Danjin zrozumia tyle, e starszy wioski reprezentowa
mieszkacw w kontaktach z miejscowym klanem. Teraz wyszed przed tum.
- Kto kieruje spoecznoci pentadrian? - zapytaa.
Zawaha si, ale Ella ju si odwrcia.
- Wystp, Sugo Warwelu.
Zapada cisza. Ludzie wymienili nerwowe spojrzenia. Wzrok Biaej przesun si po
nich i znieruchomia.
- Moesz wyj sam - ostrzega - albo ci wywleczemy. Twj wybr.
Mczyzna wyszed naprzd. By wysoki i porusza si z godnoci. Twarz mia
pospn i pen rezygnacji. Zatrzyma si kilka krokw przed Ell i w milczeniu popatrzy jej
w oczy.
- Mieszkacy Dramu, zostalicie oszukani. Ten czowiek i inni z jego statku zostali tu
przysani przez Nekauna, przywdc pentadrian - oznajmia, spogldajc na starszego wioski.
- Ich statek nie roztrzaska si przypadkiem. Zosta rozbity wiadomie, by wzbudzi
wspczucie miejscowych. Pentadrianie mieli osiedli si tutaj i zaprzyjani z moliwie
licznymi Dunwayczykami, aby kiedy nawrci ich na sw religi.
Przyjrzaa si tumowi.

- Udao si im to zbyt atwo. Widz tu wielu, ktrzy ulegli ich wpywom. Widz te
wielu, ktrych obietnic wolnoci skoniono do ucieczki ze suby swoim klanom. Tym
klanom, ktrych wojownicy walczyli za nich ledwie kilka lat temu. Walczyli z tymi, ktrzy
napadli na nasze ziemie, eby nas zniewoli. - Rozlegy si pomruki, lecz Ella tylko podniosa
gos. - Tym razem uyli agodniejszych metod, lecz ich zamiary bez wtpienia s takie same.
To jest, a raczej bya kolejna inwazja. Przyszli tu, aby odczy was od Krgu Bogw, aby
wykorzysta wasz szlachetno i wasze saboci.
Zamilka na chwil i przygldaa si kolejnym wieniakom.
- Szkoda, e dopucilicie, aby to zaszo tak daleko. Widz wrd was tych, ktrzy nie
pozwolili si przekona, ale milczeli ze strachu lub chciwoci. Widz nielicznych, ktrzy byli
bezsilni, ktrzy nie mogli protestowa ani dziaa, a zatem przemwi w ich obronie. Co do
reszty, to I-Portak zdecyduje, co z wami zrobi, tak z Dunwayczykami, jak i z pentadrianami.
Ella skina gow Gretowi.
- S twoi. Rb, co naley.
Przywdca klanu wyda rozkazy i wojownicy zaczli rozstawia ludzi wzdu drogi
prowadzcej z wioski. Danjin zauway, e stary wojownik wykonuje polecenia Elli z
demonstracyjn niechci. Za kadym razem, kiedy obok przechodzio zapakane dziecko,
spoglda na ni znaczco. Nie zwracaa na to uwagi. Jej twarz bya surowa i pena niechci.
- Dokd nas zabieracie? - zawoa kto.
- Do Chonu - odpar wojownik.
- Pozwlcie nam wrci po ubrania - bagaa wojownika ktra z kobiet. - Inaczej
zamarzniemy na mier.
- Moje leki - wychrypia starzec. - Nie dotr tam bez lekw.
- Co bdziemy jedli?
- Moja matka choruje. Nigdy nie dojdzie do Chonu.
Gret zwrci si do jednego ze swoich ludzi:
- Niech kto zabierze kobiet i starca do domu. Natychmiast podniosy si kolejne
gosy, proszce o t sam moliwo.
- Nie - rzucia Ella. - Ustpisz kilku, a reszta zada tego samego. Zatrzymaj
winiw, a polij do domw kilku wojownikw, eby zebrali koce, ubrania i ywno dla
wszystkich.
Gret unis brwi, a potem skin na swojego czowieka.
- Zrb tak.

Danjin poczu, e dreszcz przebiega mu po karku. Z pewnoci krtka zwoka teraz


byaby lepsza ni zgony po drodze...
Ella zwrcia si do Danjina:
- Sprawd, czego potrzebuje ten starzec, i przynie to - mrukna.
- Tak, Ellareen z Biaych - odpar.
Odszed, rozgldajc si za starcem. Okry tum i obejrza si na Ell. Trzymaa
gow wysoko i patrzya na winiw z gry. Poczu, e ogarnia go niech.
Robi to tylko po to, aby zastraszy ich i wymusi posuszestwo, tumaczy sobie.
Ale oni zapamitaj. Powiedz innym, jak zimna i obojtna bya Ellareen z Biaych.
Jak okrutna i twarda jest sprawiedliwo Biaych.
Pokrci gow. Musi to robi. Nie moe narusza dunwayskich praw. A gdyby nie
czua litoci, nie posaaby mnie po leki dla tego starca.
Wic dlaczego nie mia wraenia, e udaje? Dlaczego podejrzewa, e Ella nie staraa
si przekona Dunwayczykw, aby okazali wiosce nieco litoci, poniewa tego nie chce?
Dlaczego czasem go przeraa?
Westchn, odwrci si, znalaz starca i odcign na bok, by go wypyta.
Sanktuarium nie byo tak imponujce jak witynia w Jarime. Nie miao strzelistej Biaej
Wiey ani potnej Kopuy, grujcych nad okolic, a jedynie szerokie schody i
jednopoziomow fasad z otwartych ukw, a potem labirynt budynkw na zboczu wzgrza.
Pewnie takie byo zaoenie, duma Mirar. Nie chc zastrasza goci; wol, eby czuli
si tu mile widziani.
Wiatry nie zaniosy ich tak daleko, jak liczya Genza, wic reszt drogi musieli
pokona plattenem. Lektyka, w ktrej poruszali si od przystani, zatrzymaa si wreszcie i
niewolnicy opucili j na ziemi. Genza wstaa, a Mirar poszed za jej przykadem.
- Witaj w Sanktuarium, Mirarze z tkaczy snw.
- Dzikuj.
Skina na niego i ruszya schodami w gr. Przeszli pod jednym z ukw do szerokiej,
przestronnej sali penej Sug w czarnych szatach i zwykych ludzi.
- Tutaj wanie witamy goci Sanktuarium - wyjania Genza. - Sudzy wysuchuj
wszystkich, od najndzniejszego ebraka po tych bogatych i potnych, a potem kieruj ich
do tego, kto najlepiej zaatwi ich spraw.

Mirar zauway, e niektrzy z goci rozmawiaj ze Sugami pewnie i zuchwale. Inni


s niemiali, nerwowo czekaj, a kto do nich podejdzie, i mwi ze spuszczonymi gowami.
Wyczuwajc cierpienie, odszuka wzrokiem Sug, ktry gadzi po ramieniu paczc
kobiet.
- Mylicie, e uda si wam odnale moj crk? - usysza pytanie.
- Moemy tylko prbowa - odpar Suga. - Jeste pewna, e porwa j ojciec?
- Tak. Nie... Ja...
Jaki miech zwrci jego uwag na bogato odzianego mczyzn, ktry przechodzi
przez sal w towarzystwie Sugi.
- ...eby wrczy dary take Elai. W kocu zatapiaj te statki, ktre...
Elai zatapiaj statki? Powstrzyma odruch, by obejrze si za mczyzn.
- To jest gwny dziedziniec - powiedziaa Genza. - Std prowadz korytarze do
wszystkich miejsc w Sanktuarium.
Dziedziniec by otoczony krugankiem. Wygosi kilka pochlebnych komentarzy, gdy
wskazaa mu fontann i wyjania, e pomaga chodzi powietrze, a jej szum uatwia
prywatne rozmowy. Podajc dalej w gb Sanktuarium, zauway, e Sudzy przystaj, by
spojrze na Genz i nakreli znak gwiazdy, gdy tylko spojrzaa w ich stron. Wyczuwa u
nich podziw, szacunek, a nawet zachwyt.
Wykrywa rwnie ciekawo wobec wasnej osoby i zastanawia si, ile o nim
wiedz. Czy s ciekawi, poniewa tkacze snw rzadko bywaj w Sanktuarium? Zastanawiaj
si, czy to ten legendarny, niemiertelny zaoyciel sekty tkaczy? A moe ju wiedz, kim
jest, poniewa syszeli, e ma tu przyby z Genz?
Kobieta tymczasem prowadzia go coraz wyej korytarzami i przez dziedzice. Od
czasu do czasu z okna czy balkonu mg zobaczy miasto i ten widok robi na nim coraz
wiksze wraenie. Ale kiedy coraz bardziej zagbiali si w labirynt Sanktuarium, drczy go
coraz wikszy niepokj.
Maj nade mn przewag, myla. Gosy mog by potniejsze ode mnie, nawet jeli
nie pojedynczo, to z pewnoci jeli si pocz. Otaczaj ich setki lub nawet tysice
miertelnych czarownikw wykonujcych rozkazy.
Tego si spodziewaem. Nie liczyem jednak, e to miejsce jest takim gszczem
korytarzy. Bez Genzy bybym zupenie zagubiony.

A jednak nie czu tu zagroenia. Z oddali dobiegay gosy miasta, od Sug nie
wyczuwa adnych nieprzyjaznych emocji, a rozcignita struktura Sanktuarium z jego
dziedzicami i otwartymi korytarzami sprawiaa wraenie miejsca odpoczynku i spokoju.
Jednak by to take orodek politycznej i magicznej potgi, i dlatego nadal nie opuszcza
wzniesionej wok siebie magicznej bariery.
W kocu Genza wysza z korytarza na dugi i szeroki balkon, na ktrym w
trzcinowych fotelach siedziao kilkoro kobiet i mczyzn. Spojrzeli na niego, a w ich oczach
byszczaa ciekawo.
- To Mirar, przywdca tkaczy snw - przedstawia go Genza. Obejrzaa si. - Mirarze,
to jest Drugi Gos Imenja.
Kobieta, ktr mu wskazaa, bya wysoka i smuka; trudno byo odgadn jej wiek. To
ona osaba podczas bitwy, przypomnia sobie, co pozwolio Aurai zabi Kuara.
Umiechna si uprzejmie.
- Ciesz si, e wreszcie mog ci pozna. Genza opowiadaa o tobie wiele dobrego.
Mirar skoni gow.
- To wielka przyjemno pozna ciebie, Drugi Gosie.
- A to Trzeci Gos Vervel - mwia dalej Genza, wskazujc mczyzn o mocnej
budowie.
Pamitam go z wojny, ale nic o nim nie wiem. Musz to naprawi.
- I Pity Gos Shar.
Smuky, przystojny, jasnowosy mody czowiek umiechn si do niego, a Mirar w
odpowiedzi skin gow.
To ten, ktry hoduje vorny. Ten, o ktrym tkacze snw z poudnia mwi, e jest
zdolny do okruciestwa.
Potem Genza przedstawia pozostaych. To byli Towarzysze i penili funkcje
pomocnikw i doradcw. Blinita i Auraya ju mu o nich opowiadali.
- Przycz si do nas, tkaczu snw Mirarze. - Drugi Gos Imenja wskazaa mu pusty
fotel.
Mirar usiad i od jednego z Towarzyszy przyj puchar z wod.
- Tak si zoyo, e omawialimy wanie wojn - powiedziaa Imenja.
- Jak konkretn wojn? - zapyta.
Pokrcia gow.
- Wszystkie wojny. Wojny jako temat. Tkacze snw nie walcz w wojnach, prawda?

- Nie. Uznajemy, e osoba czy kraj musz si czasem broni, ale nasza przysiga, by
nigdy nikogo nie krzywdzi, nie pozwala nam bra udziau w walkach.
- Wic nie pochwalasz naszego ataku na Ithani Pnocn, ale uznaby, e sami
musimy si broni, gdyby to nas zaatakowano? - spytaa.
Kiwn gow.
- Jednak twj lud nie pomaga w obronie swojego kraju.
- Robimy to, jedynie leczc rannych.
- Leczycie rannych po obu stronach.
- Tak. Moi bracia przysigaj leczy wszystkich, ktrzy tego potrzebuj. I t przysig
traktuj z rwn powag jak lojalno wobec ojczyzny. Wiedz, e tkacze snw wszdzie
postpuj tak samo.
- Rozumiem.
- Z pewnoci prowadzi to do konfliktw midzy nimi a innymi mieszkacami ich
krajw? - zapytaa Towarzyszka. - Czy ludzie nie maj pretensji o to, e tkacze snw
pomagaj wrogom?
- Oczywicie. - Mirar si umiechn. - Tak samo czsto, jak bywaj wdziczni
tkaczowi wrogiego kraju za ocalenie rodaka.
- Biali i cyrklianie wyrzdzili wiele krzywd twojemu ludowi - rzek Vervel. - Czy nie
chcecie z nimi walczy?
- Nie. - Mirar pokrci gow.
- Nawet eby uwolni si od ucisku? Nawet o wolno wyboru wasnej drogi?
- Nawet gdybymy myleli, e to moliwe. Moemy zabi wszystkich Biaych, ale
bogowie szybko znajd ich nastpcw.
- Wic wierzysz, e cyrkliascy bogowie s prawdziwi? - spytaa Imenja.
Mirar umiechn si smtnie.
- Wiem o tym. I pewne godne zaufania rdo zapewnio mnie, e wasi take s.
Gosy spojrzay na siebie, szybko i znaczco.
- Gdybymy pokonali Biaych - rzek Vervel - gdyby wszyscy cyrklianie zostali
pentadrianami, to cyrkliascy bogowie nie znaleliby nikogo, kto chciaby zaj miejsce
Biaych.
- Ach, gdyby to byo prawd! - Mirar westchn. - Niestety, wszyscy cyrklianie
musieliby si wyrzec swoich bogw i nawrci na waszych.

- Tak moe si z czasem sta - stwierdzi Shar. - Oczywicie, grupki wyznawcw


Krgu nadal bd si spotyka w sekrecie, pozostan buntownicy i im podobni. Bdziemy
musieli ich wyapa i...
- Chodzi o to, e jeli my obejmiemy wadz, twj lud bdzie wolny. Bdzie mg y
tak, jak zechce - przerwa mu Vervel. - To chyba cel, dla ktrego warto nagi kilka regu?
Mirar pokrci gow.
- Kopot polega na tym, e to nie jest jaka pomniejsza regua, ale nasze gwne prawo
i zasada.
- Przecie prbowali ci zabi - przypomniaa mu Genza.
Mirar spojrza jej w oczy.
- A wasi ludzie organizowali morderstwa tkaczy snw w Jarime, eby zrzuci win na
kapanw.
Genza zmruya oczy i spojrzaa na Imenj.
- Chyba mamy szczcie, e twoi ludzie nie chc stan po adnej stronie - stwierdzia
cicho Imenja. - Bd pewien, e nie wszyscy z nas popierali ten obrzydliwy plan.
Zauway, e Towarzyszka kobiety patrzy na swoj pani, zdradzajc podejrzliwo i
zgroz.
- Nie zamierzamy powtrzy tego bdu - kontynuowaa. - Jednak jestem pewna, e
Biali ponownie sprbuj ci zabi, jeli tylko zdoaj.
Mirar rozemia si ponuro.
- Wiem. Ju prbowali.
Oczy Imenji bysny zaciekawieniem.
- Ostatnio? Dlatego przybye na poudnie?
- Tak. I teraz dowiaduj si, e kobieta, ktr wysali, by mnie zabia, przebywa tutaj
jako szanowany go.
Zauway, czyje twarze wyraay zaskoczenie, a czyje nie.
Imenja umiechna si.
- Wiesz, e jest tutaj Auraya? - spytaa Genza. - A mimo to przybye?
Wzruszy ramionami.
- Oczywicie, e wiem. To miasto jest pene plotek. I tkaczy snw.
Imenja parskna miechem.

- A Nekaun nie prbowa trzyma tego w tajemnicy. - Spojrzaa na tkacza snw i


spowaniaa. - Nic ci tu nie grozi. Nie pozwolimy, eby ci skrzywdzia. Nie musimy si
chyba obawia, e ty sprbujesz skrzywdzi j. - Patrzya na niego uwanie, szukajc oznak,
e byby skonny uczyni wyjtek od reguy zakazujcej przemocy. - Za jaki tydzie std
odejdzie.
Mirar kiwn gow.
- Nie ma powodw, ebycie si spotykali, jeeli wolisz jej unika - mwia dalej.
Wyczu rozczarowanie pynce od Towarzyszy i stumi umiech. Najwyraniej byli
ciekawi, co si stanie, kiedy spotka si z Auray.
Ja te jestem, pomyla. Wiedzie, e jest tak blisko, i nie zobaczy jej ani razu... Z
pewnoci spotkanie niczym nie grozi.
- Nie dbam o to - powiedzia gono. - Prawd mwic, przyjemnie by byo, gdyby
zobaczya mnie ywego i dobrze traktowanego przez wrogw.
Imenja znw parskna miechem.
- To take mona zorganizowa.

32
Tkacz snw Mirar jest przystojny, pomylaa Reivan, patrzc, jak z Imenj zmierzaj w stron
znicza Sanktuarium. Ale jednak nie w moim typie. Wyglda na takiego z pnocy... I jest w
nim co jeszcze...
Przypomina jej Myliciela, w ktrym durzya si kiedy jako moda dziewczyna. Ten
Myliciel pojawi si na spotkaniu i wszystkich oczarowa. Kilka miesicy pniej znikn.
Przez nastpne lata wiele razy zjawia si i odjeda bez zapowiedzi. Przy kadych
odwiedzinach w Glymmie znajdowa sobie inn pikno, a potem j zostawia. Reivan z
pocztku bya zazdrosna, a potem wspczua tym biednym dziewczynom, ktrym tak wiele
obiecywa, a ktre zostaway ze zamanym sercem, a czasem z dodatkowym ciarem w
brzuchu.
Mirar mia w sobie jak pewno, ktra przycigaa ludzi, i wanie w tym
przypomina jej Myliciela. Mia ten sam niepokj w spojrzeniu, jakby cay czas planowa
swj nastpny cel. Myliciel jednak wyjeda, kiedy pojawiao si co, przed czym chcia
uciec; wyobraaa sobie, e Mirar po prostu dryfuje wok, obserwujc to, co go spotkao, a
potem dryfuje dalej.
Nie spieszy si, pomylaa nagle. Na tym polega rnica. A zreszt dlaczego miaby
si spieszy, skoro jest niemiertelny?
To wanie j fascynowao. Gosy byy niemiertelne, bo tak chcieli bogowie. Mirar
osign to bez adnej pomocy. Miaa ochot spyta, jak tego dokona, cho wtpia, czy
zrozumiaaby odpowied.
Sta z Imenj przed zniczem Sanktuarium. Teraz odwrcili si i ruszyli w stron
Reivan.
- ...kiedy zgas?
- Kilka razy. Nie ukrywalimy tego faktu. W takich sprawach ludzie s przesdni.
Gdybymy im nie mwili, e czasem si to zdarza, mogliby pomyle, e jeli zganie
pomie, nastpi koniec wiata albo co rwnie bzdurnego. Zreszt i tak prbuj przypisa
tym kilku przypadkom jakie znaczenie.
Mirar parskn miechem.

- Wyobraam sobie. - Unis gow. - Czy to Siyee?


Reivan podya wzrokiem w tym samym kierunku i zobaczya zataczajc krgi
skrzydlat posta wznoszc si coraz wyej.
- Tak - potwierdzia Imenja. - To jeden z grupy, ktr trzymamy w niewoli.
Zaatakowali jedn z naszych wiosek. Nekaun wypuszcza ich pojedynczo w zamian za to, e
Auraya zgodzia si tu zosta.
Mirar kiwn gow.
- Syszaem o tym. To rozsdne, e wypuszcza ich osobno. W ten sposb nie mog
znw si poczy i ponownie zaatakowa.
- Owszem.
- Musicie dobrze ich traktowa - doda. - Inaczej nie byliby w stanie lata. Dostaj
jakie zapasy, eby dotarli do domu?
- Niestety, nie mog dwiga a tyle, by wystarczyo im do Si. Ale z tym, co od nas
dostaj, powinni dotrze do Sennonu.
Imenja doprowadzia go do stopni prowadzcych od znicza Sanktuarium do budynkw
poniej. Idc za nimi, Reivan usyszaa dobiegajce gdzie z przodu gosy. Mirar z Imenj
skrcili za rg i zatrzymali si. Podchodzc do nich, Reivan rozpoznaa te gosy i poczua na
plecach zimny dreszcz. Zerkna na Mirara. Rozcign wargi w umiechu, a oczy byszczay
mu jasno - moe ze strachu, a moe z rozbawienia.
Reivan spojrzaa na obiekt jego uwagi: Auraya spogldaa na Mirara spod zmruonych
powiek. Staa nieruchomo, jak skamieniaa. Nekaun popatrzy prosto w oczy Imenji, a potem
zwrci si do niej i otworzy usta, aby co powiedzie, jednak nie zdy.
- Mirar - rzeka Auraya gosem penym pogardy. - Wic przybye.
- Istotnie - odpar, zerkajc na Imenj. - I zostaem mio przyjty.
- Po naszych gospodarzach nie spodziewaam si niczego innego.
Wzrok Aurai by gniewny, ale Mirar nawet nie drgn.
- Mgbym si spodziewa czego innego na podstawie przyjcia, jakie spotkao mnie
na pnocy - rzek swobodnie. - Jednak z drugiej strony, na poudniu musiao by lepiej, bo
gorzej ju by nie moe.
Auraya umiechna si.
- Po prostu jeszcze ci nie poznali.
Umiech Mirara znik, a midzy brwiami pojawia si niewielka zmarszczka.
- Jak wiedzie si ostatnio Siyee?
- Dobrze - odpara krtko.

- Czy Biali uwaaj ich za cennych sprzymierzecw?


- Oczywicie.
- Syszaem, e ich ostatnia misja zakoczya si porak.
- Obawiam si, e tutaj to adna nowina.
- Faktycznie - zgodzi si Mirar. - Myl, e powinienem podzikowa Biaym za
moliwo ponownego spotkania z tob, i to w o wiele przyjemniejszych okolicznociach.
- Obejrza si na Imenj. - Mam nadziej, e bdziemy mieli czas, by znowu
pogawdzi, zanim wyjedziesz. Moe podczas kolacji?
- Mona to zorganizowa - zapewnia swobodnym tonem Imenja.
- Jaka spokojna kolacja na osobnoci. - Oczy Aurai bysny. - Tylko my dwoje.
Moglibymy wrci do naszej poprzedniej rozmowy. Podj temat tam, gdzie przerwalimy.
- Jestem pewien, e moi nowi przyjaciele chcieliby si przyczy - odpar. Zwaszcza e wkrtce wyjedziesz. Maj pierwszestwo, poniewa twj czas tutaj jest
ograniczony, a mj nie.
Nekaun parskn.
- Tkacz snw Mirar ma racj. Wci mam ci wiele do pokazania, a czas twego pobytu
szybko upywa. - Spojrza na Imenj. - Moe wszyscy spotkamy si dzi na kolacji?
- Dopilnuj tego - odpara Gos.
- Mam w planie kolejn podr za miasto, w ktr chciabym ci zabra. - Nekaun
dotkn lekko ramienia Aurai, a ona oderwaa wzrok od penej wyszoci miny Mirara, by
spojrze na Pierwszy Gos. - Dotarcie na miejsce zajmie nam p dnia, wic powinnimy
wyjecha natychmiast.
Mirar spod zmruonych powiek obserwowa oddalajc si Auray, gdy jednak Imenja
zwrcia si do niego, spojrza na ni z szerokim umiechem. Wskazaa korytarz, prowadzcy
w innym kierunku.
- Moe chciaby zobaczy Gwiadzist Komnat, gdzie odbywaj si nasze
ceremonie?
Kiwn gow.
- Brzmi fascynujco.
Ruszyli swobodnym krokiem, a Reivan prbowaa analizowa rozmow midzy
Mirarem a Auray.
Mgbym si spodziewa czego innego na podstawie przyjcia, jakie spotkao mnie
na pnocy.
Po prostu jeszcze ci nie poznali.

Auraya wygraa w tej wymianie zda, uznaa Reivan. Bya Biaa sugerowaa, e Mirar
staje si niemiym gociem, gdziekolwiek si zjawi. Moe miaa racj.
Potem Mirar rzuci zawoalowan drwin na temat Biaych, ktrzy posali Siyee z misj
skazan na porak, ale na Aurai nie zrobio to wraenia. Nastpnie zadrwi z niej, sugerujc,
e nic nie moe mu tutaj zrobi.
...Tylko my dwoje. Podj temat tam, gdzie przerwalimy.
Reivan powstrzymaa wzbierajcy w niej miech. Jej zdaniem t wymian Auraya te
wygraa. Praktycznie wprost powiedziaa, e jego bezpieczestwo zaley od nas i e zamierza
go zabi, jeli tylko Gosy dadz jej szans. Jednak myl, e to Mirar mia ostatnie sowo. Co
takiego powiedzia?
Jestem pewien, e moi nowi przyjaciele chcieliby si przyczy... Twj czas tutaj
jest ograniczony, a mj nie.
Zmarszczya brwi. Czyby Mirar odgad, e Gosy nie zamierzaj wypuci Aurai? A
moe po prostu przypomina, e Gosy maj wicej powodw, by ochrania jego ni j,
poniewa on by niemiertelny i na dusz met bardziej przydatny?
Jest wystarczajco inteligentny, aby odgadn plany Gosw, uznaa Reivan. Kady
mgby je odgadn, gdyby starannie przemyla sytuacj.
Ale czy odgada Auraya?
Figiel wskoczy na materac. Kilka minut spdzi, wdrujc po nim w poszukiwaniu najlepszej
pozycji do spania wedug jemu tylko znanych kryteriw. Gdy wreszcie trafi na odpowiedni
punkt, zwin si i sapn.
Wpatrzona w sufit Auraya mylaa o tym, co zameldowaa dzisiaj Juranowi. A raczej
czego nie zameldowaa.
:Jest tu Mirar. Trafilimy na siebie w jednym z tych przypadkowych skrzyowa
naszych cieek, cho najwyraniej nie byo ono przypadkowe.
:I co si stao?
:Nic. Zasugerowa, e Gosy bd go ochrania i e misja Siyee bya skazana na
porak.
:Obawiam si, e mia racj w obu wypadkach.
Nie powiedziaa Juranowi o swojej umowie z Mirarem, by zachowywa si tak, jakby
byli wrogami. Daaby mu wtedy wyranie do zrozumienia, e w rzeczywistoci nie uwaa
Mirara za wroga, a z tego Juran nie byby zadowolony. Nie chciaa podsuwa mu kolejnych
powodw, by jej nie ufa.

A teraz pozostao jej jeszcze ostatnie zadanie wieczoru. Odkd po raz pierwszy
poczya si we nie z Mirarem, codziennie porozumiewali si w ten sposb. Dzisiaj mieli
wiele do omwienia. Przymkna oczy, zsuwajc si do odpowiedniego stanu umysu.
:Aurayo.
Dopiero po chwili zrozumiaa, e musiaa od razu zasn.
:Mirar?
:Wreszcie! Jak pno kadziesz si spa? Rozbawia j jego niecierpliwo.
:Tak pno, jak mam ochot.
:Ach, wic to tak? Odkd Gosy traktuj ci jak gocia, zrobia si dumna i wyniosa?
:Tylko wtedy, kiedy trzeba. Dobrze nam dzi wyszo?
:To dopiero pocztek.
:Ha! Zuyam najlepsze zoliwe riposty!
:I tak miaem ostatnie sowo.
:Rzeczywicie, zgodzia si.
:Wic gdzie bya dzi wieczorem? Mylaem, e bdziemy kontynuowa t wymian
zda przy kolacji.
:Imenja ci nie powiedziaa? Pojechalimy tak daleko od miasta, e nie zdylimy z
powrotem.
:A wic to prawda?
:Tak. By moe spdzilimy wicej czasu ni to konieczne, ogldajc warsztaty
szklarzy.
:Gosy chyba si spodziewaj, e bd ci unika.
:A ja obawiam si, e skocz mi si zoliwoci, jeeli zbyt czsto bdziemy si
spotyka.
:Czyli masz ca kolekcj, tak?
:Gar. Wszystkie czekaj na odpowiedni moment.
:Kto by pomyla, e jeste tak utalentowan jdz?
:Dziki. Czy Gosy zoyy ci ju jak propozycj?
:Nie. Kiedy tu przybyem, wypytywali mnie o nasze prawo zakazujce przemocy. Moe
zniechciy ich moje odpowiedzi.
:Hm. Pamitaj, e jeli nawet nie zaproponuj, e zabij mnie dla ciebie, to wci
mog zaproponowa, e zabij ciebie dla mnie.

:W takim razie wyjtkowo dobrze to ukrywali. Duo rozmawialimy o tkaczach snw i


moim miejscu pord nich. Czy jestem przywdc, czy przewodnikiem. Imenja powiedziaa, e
czy chc by ich przywdc, czy nie, tkacze ywi dla mnie wielki szacunek. Kopot polega na
tym, e jeli czowiek nie yje przez duszy czas, inni zachowuj w pamici jego
wyidealizowany obraz. Zapewniem j, e nie pozwoliem czci si wczeniej i teraz te nie
pozwol. Powiedziaa, e mi wierzy.
Wyranie spowania i Auray ogarno niepokojce wraenie, e rozmawia z
Leiardem. Stumia je.
:Przypuszczam, e czytaa w mylach tkaczy snw, aby si przekona, co o tobie sdz.
:Tak. Aha, powiedziaa co jeszcze... Oni chyba wiedz, e potrafisz czyta myli.
Przenikn j chd. Czy to niebezpieczne, e Gosy o tym wiedz? Jade uwaaa, e
niebezpiecznie bdzie, jeli odkryj to bogowie, ale przecie chodzio jej o bogw cyrklian.
A jednak moliwe, e cyrkliascy bogowie czasami czytaj w umysach pentadrian.
Chyba e...
:Mylisz, e tylko Gosy o tym wiedz, czy inni take?
:Nie wiem. Mgbym przeszuka dzi kilka snw i sprawdzi, czy zdoam si tego
dowiedzie.
:Dobrze. Ja te przejrz kilka umysw. By moe kto jeszcze nie zasn.
:Przy okazji, poszukaj myli na temat Elai. Kiedy tu przybyem, podsuchaem
rozmow, z ktrej wynikao, e zatapiaj statki.
:Zatapiaj statki? To niepokojce.
:Owszem. Teraz oboje mamy sporo do zrobienia, a noc nie staje si dusza.
:Nie. Dobrej nocy.
:Dobranoc.
:Mirarze?
:Tak?
Urwaa na chwil w obawie, e to, co chce powiedzie, wywrze na nim faszywe
wraenie. Ale po chwili uznaa, e jednak nie.
:Dzikuj ci za pomoc.
:Jeszcze nie dzikuj. Dopki wszyscy Siyee nie odzyskaj wolnoci, a ty nie uciekniesz
z tego miejsca. Kiedy odleci ostatni z nich, przygotuj si na zdrad, ostrzeg. Nie wydaje mi
si, by Gosy chciay ci wypuci.

Kiedy zerwa poczenie, unosia si w niespokojnym stanie snu, mylc o ostrzeeniu.


Gdybym bya na miejscu Nekauna, te bym siebie nie wypucia. Zatem musz da mu jaki
powd, aby go do tego skoni.
Bya zbyt zmczona, by teraz o tym myle, a miaa jeszcze zaj si przegldaniem
umysw... Skupia si i wysaa swe myli w wiat.
Przeskakujc od umysu do umysu, przegldaa myli tych Sug i domowych w
Sanktuarium, ktrzy jeszcze nie spali. Kiedy trafia na Towarzyszk Gosu, poczua dreszcz
zadowolenia. Ta kobieta, Reivan, nie moga zasn, a jej myli obracay si wok
Pierwszego Gosu Nekauna.
To ju tak dugo, mylaa Reivan. Na pewno mg znale chwil, eby mnie
odwiedzi. Jak mam go ostrzec o podejrzeniach Imenji? Nie mog si do niego zbliy, bo
Auraya mogaby to zobaczy w moim umyle.
Auraya zamara. To potwierdzao domysy Mirara. Wykryli jej zdolno czytania
myli.
Ale z drugiej strony, dlaczego miaby mnie wysucha, jeli nie sucha Imenji? Nie,
mog tylko mie nadziej, e nie lekceway Aurai. Wrci do mnie, kiedy ju j zabije,
przekonywaa Reivan sam siebie.
To wstrzsno Auray. W jaki sposb byo bardziej przeraajce tak wyranie
usysze o zamiarach Nekauna. Ale wyczua take zwtpienie. Reivan wiedziaa, e inne
Gosy te uwaaj, e Nekaun chce j zabi, ale przecie nie maj pewnoci. By tajemniczy i
nie zdradza im swoich planw.
I wtedy Auraya natrafia na najwikszy lk tej kobiety, ukrywajcy si nieustannie
gdzie na granicy umysu. Inne Gosy wierzyy, e Auraya jest potniejsza od Nekauna.
Reivan martwia si, e jeli zachce zabi Auray, sprbuje zrobi to sam. Baa si, e
przegra.
Interesujce, pomylaa Auraya. Ciekawe, czy maj racj. Dziwne, e Nekaun izoluje
si od innych Gosw. To sabo, ktr mona wykorzysta.
Towarzyszka zapadaa w sen. Jeli wiedziaa co na temat Elai, to z pewnoci
nieprdko bdzie o tym myle. Jej umys wypenia Nekaun. Auraya wyruszya dalej,
szukajc innych.
Nie porzuci pozostaych Siyee uwizionych w Sanktuarium. Ale kiedy odleci ostatni,
bdzie gotowa, by broni si przed Nekaunem.

33
:Zrobia kopi tego Zwoju? spytaa Tamun, gdy tylko Emerahl poczya si we nie z
Blinitami.
:Prbuj, odpara. Barmonia pokazuje mi Zwj tylko dlatego, e potrafi
przetumaczy tekst. Nie pozwala spisywa tumaczenia. Nie pozwala nawet robi notatek.
Musz uczy si na pami, ile zdoam, i zapisywa w tajemnicy.
:W jakiej formie to notujesz? spytaa Tamun.
:Wypaliam tekst po wewntrznej stronie mojego bukaka. Nigdy go nie znajd.
:W jakim jzyku?
:Po hanijsku. Wic nie zrozumiej, co zapisaam, nawet gdyby znaleli.
:Musisz uywa oryginalnych glifw! Najmniejszy bd w tumaczeniu moe zmieni
znaczenie zdania!
:Ona nie popeni bdu w tumaczeniu, wtrci Surim.
:Dzikuj, rzeka Emerahl, zadowolona, e j broni.
:Moe nie zdawa sobie z tego sprawy, sprzeciwia si Tamun. Nie wolno nam
ryzykowa. W dawnej mowie kapanw sowa czsto miay wicej znacze.
Gdyby Emerahl nie spaa, pewnie by teraz westchna. Tamun le przyja wiadomo,
e Zwj jest bezuyteczny. Nie chciaa w to uwierzy. Twierdzia, e wiersz musi by
szyfrem.
:No dobrze. Sprbuj jako skopiowa te glify. Ale co potem? To tylko opowie. Nie
ma tam adnych wskazwek co do tych tajemnic bogw.
:Nie? W umyle Emerahl zadwiczao rozbawienie Tamun. To, co ju nam
przekazaa, zawiera przecie oczywiste wskazwki.
:Oczywiste?
:Tajemnice zachowane s w niezniszczalnej postaci. A co jest niezniszczalne?
:Nic.
:Zoto, stwierdzi Surim. Tak kiedy mwi mi kowal. Mona je roztopi i zmiesza z
innymi metalami, ale samo nigdy nie rdzewieje ani si nie rozpada.

:Jeli sekrety zapisano w zocie, a zoto da si roztopi, to i te sekrety ulegn


zniszczeniu, zauwaya Tamun.
:Musi to by wic co tak twardego i wytrzymaego, e nie da si zniszczy.
:Diament? zaproponowaa Emerahl.
Wrcia pamici do znalezionych w trumnie skarbw. Wrd biuterii i pucharw
byo sporo szlachetnych kamieni.
:Diament mona rozci innym diamentem, stwierdzia Tamun. A to czyni go rwnie
delikatnym jak zoto.
:Co jeszcze wic zostao? spyta Surim.
Blinita umilky i zamyliy si. Emerahl powrcia pamici do klejnotw i
wiecideek. Jeli tajemnice zostay utrwalone w diamencie, ukrycie go wrd skarbw
byoby sprytn sztuczk.
Jednak niewiele tajemnic da si wyrzebi w diamencie. Niektre z kamieni miay
imponujce rozmiary, ale i tak trudno byoby znale na nich miejsce na wicej ni kilka
sw.
:atwiej by byo, gdyby to ukrada i dostarczya nam.
:Nie mam zamiaru kra tej kupy zota. Nawet gdyby nie bya taka paskudna i cika,
to przecie wiemy, e Zwj chc dosta pentadriascy Sudzy. Poowa Sug z Ithanii
Poudniowej cigaaby mnie przez ca drog a do wybrzea. By moe nie znalazabym
statku, eby...
:Emerahl. Obud si. Co si stao. Zdrajca...
Nagle Emerahl uwiadomia sobie, e syszy gos. Gos Barmonii. Krzycza.
Natychmiast wyrwaa si ze snu do penej wiadomoci.
- ...ten mierdzcy, zdradziecki zodziej! Wasnymi rkami wyrw ci flaki i nakarmi
nimi...!
Wstaa, zarzucia koc na ramiona i wybiega z namiotu. Krzyki dobiegay od strony
aremw i namiotw domowych. Sowa Barmonii odbijay si echem w nocnej ciszy. Kereon i
Yathyir stali przy ognisku; Kereon marszczy brwi, a mody czowiek szeroko otwiera
zalknione oczy. Starszy mczyzna spojrza na Emerahl, a potem skin w stron namiotu
Barmonii.
Gwna klapa bya odsunita i widzieli baagan wewntrz. Na pododze lea pogity,
znieksztacony przedmiot: Zwj.
- Zniszczony - powiedzia.

Emerahl zacza kl bezgonie. Barmonia tak pilnowa Zwoju, upiera si, aby by
obecnym, kiedy tylko kto go bada, e uznaa, i bdzie bezpieczny.
Jestem gupia, pomylaa. A Blinita bd wcieke.
Krzyki ucichy, a potem z mroku wynurzyy si dwie postacie. Mikmer i Barmonia
kcili si.
- ...przeoczymy go w ciemnoci. Kiedy wzejdzie soce, moemy go wytropi tumaczy Mikmer.
- Zatrze lady, kiedy zrozumie, e go cigamy. Natychmiast ruszam za tym
wychowankiem ladacznicy, tym zdradzieckim...
Barmonia zamar, gdy zauway Emerahl, a potem zamkn usta. Staraa si nie
zdradza rozbawienia.
- Co si stao? - zapyta Yathyir cichym, przeraonym gosem.
Barmonia zmarszczy czoo.
- Ray zniszczy Zwj. Domowi twierdz, e wzi arema i odjecha.
- Kiedy?
- Niedawno.
Par minut temu, zrozumiaa Emerahl. Ray zdecydowa si na to, kiedy rozmawiaam
o Zwoju z Blinitami. Gdyby planowa to wczeniej, na pewno by wykryy.
- Zabra co jeszcze? - spyta Kereon.
- Skrzyni i du sakw - odpar Mikmer. Zmarszczy czoo, gdy Barmonia pogna do
namiotu. - Czemu pytasz?
Przywdca rykn gniewnie i wynurzy si z namiotu, czerwony z wciekoci.
- Zabra skarb.
Zimny dreszcz przebieg Emerahl po skrze. Jeli miaam racj i te tajemnice s
wyryte gdzie na diamencie nalecym do tego skarbu...
Nie zdziwio jej, e Ray ukrad klejnoty. Wiedzia, e bdzie potrzebowa pienidzy,
skoro usun go z grona Mylicieli, gdy tylko si dowiedz, e ich zdradzi. Ale dlaczego
zniszczy Zwj? To bez sensu, mia go przecie wykra.
Czyby jako domyli si, e tajemnica jest wrd klejnotw?
Zwj std nie zniknie. Jeli Myliciele potrafi go odtworzy, zrobi to, ale ona nie
musi czeka, a im si uda. Teraz wane jest, by odzyska skarb.
- Nie moemy czeka do rana - warkn Barmonia.
- Powinnimy si rozdzieli. Niech kady wemie kilku domowych i ruszymy w rne
strony - doradzi Kereon.

Mikmer westchn i skin gow.


- Pojad na pnoc. Kto powinien tu zosta i pilnowa tego, co zostao ze Zwoju.
Barmonia zastanowi si.
- Nie warto wysya Yathyira. Ja te lepiej zostan. - Spojrza na Kereona i Mikmera. Sprowadcie go tutaj. Ja si z nim policz.
Obaj przytaknli, a potem szybko odeszli. Emerahl syszaa, jak wykrzykuj
domowym rozkazy.
- Te mog jecha - zaproponowaa.
Barmonia spojrza na ni surowo i podejrzliwie.
- Nie. To moe by niebezpieczne.
Umiechna si lekko.
- Wtpi.
- Jeste mi tu potrzebna.
- Przetumaczyam Zwj - przekonywaa. - Co jeszcze mam do zrobienia?
- Zosta tam, gdzie mog ci widzie - warkn. - Szczerze mwic, wcale ci nie ufam.
Wzruszya ramionami.
- W porzdku. Wracam do ka.
- Zosta przy ogniu - rozkaza.
Zawahaa si. Kusio j, eby odej. Nie mg jej zatrzyma. Ale by moe da si
odkry jeszcze co wanego na temat Zwoju, lepiej wic zachowa dobre stosunki.
Z ciemnoci wynurzy si domowy. Zameldowa, e na drodze prowadzcej na nizin
widziano przesuwajce si wiato.
wiato, tak? Nie sdz, aby Ray by tak gupi i uywa latarni, kiedy jest
wystarczajco jasno po wschodzie ksiyca. Raczej przywiza lamp do arema, skierowa go
na niziny i solidnie klepn po zadzie. A sam ucieka w przeciwnym kierunku, w stron
Glymmy i swojej nagrody.
Odrobina przegldania umysw powinna to potwierdzi.
Westchna z demonstracyjnym zniechceniem i przesza do gasncego ju ogniska.
Pooya si na macie i otulia kocem.
Yathyir i Barmonia wrcili do namiotw. Syszaa, jak Barmonia mamrocze co o
Zwoju i o tym, czy uda si go uratowa. Wkrtce bdzie zbyt zajty, by zauway, e
znikna.
Wtedy spakuje swoje rzeczy, zabierze arema pod wierzch i wyruszy za zdrajc i
skradzionym skarbem.

Auraya pyna samotna w sennym transie. Jeszcze dwch Siyee czekao pod Sanktuarium na
uwolnienie. Za niecae dwa dni ucieknie z Glymmy i od Nekauna.
W pokoju gdzie bliej odpoczywao ciao Mirara, a jego umys przeglda sny innych
ludzi. Ogarna j czuo i tskne rozbawienie. Pocztkowo, jako Leiard, by jej
nauczycielem, potem kochankiem. W Si znw sta si nauczycielem, a potem wrogiem. Teraz
by tak potrzebnym sprzymierzecem. Pomocnikiem. Przyjacielem.
Lubi go, pomylaa, i to nie dlatego, e przypomina mi Leiarda. Nie widz go, wic
oczy nie mwi mi, e rozmawiam z Leiardem. Czasami dostrzegam jaki cie Leiarda w
tym, co mwi przez senne cza, ale na og jest to kto cakiem inny.
Mirar. Wrg bogw. Auraya w mylach wzruszya ramionami. Wrogiem bogw jest
te Jade, ale nie przeszkodzio mi to polubi j, gdy ju si poznaymy. Czy mam obowizek
nienawidzi tego co oni, eby uznali mnie za lojaln?
Nie mog mnie zmusi, ebym kogo pokochaa. Czy to samo dotyczy nienawici?
To interesujce pytanie, ale nie miaa czasu, aby si nad nim zastanawia. Przegldaa
umysy, odkd Mirar pierwszy raz to zasugerowa. Po kawaku skadali razem informacje
potwierdzajce, e pentadriascy Sudzy dotarli do wszystkich krain Ithanii Pnocnej, aby
osiedli si tam i nawraca miejscowych. Biaym udao si wykry i powstrzyma wikszo
takich prb, w tym najbardziej udan, w Dunwayu.
Teraz wysaa swj umys, szukajc w pobliu innych, ale zatrzymaa si zaskoczona.
Niezbyt daleko jakie potne gosy budziy wibracje w magii wiata.
:...si dzieje, kiedy nie radzisz si innych.
:Radziam si.
:Mwilimy o wiczeniach i prbach, a nie o mobilizacji caych armii.
:Mobilizacja armii wymaga praktyki.
Ten bronicy si gos nalea do Huan, a ten oskarajcy to Saru.
:Ale take budzi oczekiwania i...
Znw trafiam na rozmow bogw, pomylaa Auraya. Chaia ostrzega, e mona mnie
wykry. Powinnam przesta sucha i...
:Czy naprawd sdzisz, e uwierzy w takie marne usprawiedliwienie?
To by starszy mski gos - bg Lore. Auraya zawahaa si, zdumiona, e take inni
bogowie sprzeciwiaj si Huan, nie tylko Chaia.
:Cyrklianie zastanawiaj si teraz, czy w ogle wiemy, co robimy.
:To ju nie moja wina, odpara Huan. Nie ja wydaam rozkaz, eby armie si rozeszy.

:A co twoim zdaniem miay zrobi, jeli nie zakoczy te wiczenia i wrci do


domw?
To pytanie zada Chaia. Na dwik jego gosu Auraya poczua ciepo w sercu.
:Wicej wiczy? zasugerowaa Huan. Szkoda, e kazae im si rozej. Przydaoby
im si troch szkolenia.
:Wiedziaa, e pentadrianie si o tym dowiedz, rzek Lore. Nie moesz udawa, e
nie zdajesz sobie sprawy z konsekwencji.
:Zabiliby Auray, odezwa si spokojny kobiecy gos. To moga by tylko Yranna.
Odzyskalibymy rwnowag.
:Nie, przewaga przesunaby si na stron pentadrian, odpar Lore. Maj Mirara.
:Ktry nie bdzie walczy, przypomnia im Saru.
Huan nie zwracaa na niego uwagi.
:Nigdy nie mielimy lepszej okazji, eby si go pozby, zaznaczya.
:Jeli martwi ci tylko rwnowaga, moemy rozkaza Aurai, eby nie wczaa si do
bitew.
:A posucha, kiedy cyrklianie zaczn przegrywa?
Chocia bogowie zaczli teraz dyskutowa, czy mona jej zaufa, Auray zdziwiy
ostatnie sowa Huan, e nadarzya si okazja, aby usun Mirara. Jak to moliwe, kiedy
znalaz si w centrum potgi pentadrian? Moe kry tu gdzie wynajty przez Biaych
skrytobjca? Ale jak zdoa unikn wykrycia przez Gosy? Moe nie wie, kim jest jego
zleceniodawca.
:Auraya nie jest powodem, dla ktrego cyrklianie pjd na wojn, owiadczya nagle
Huan.
Na wojn? Auraya nagle poaowaa, e przestaa sucha. Czy cyrklianie naprawd
chc zaatakowa pentadrian, czy te bogowie omawiali tylko moliwoci?
:Nie pjd na wojn, odpar Lore. Kilka pentadriaskich spiskw, aby nawraca
cyrklian, nie jest dostatecznym powodem najazdu na drugi kontynent.
Auraya poczua ulg.
:Biali pjd na wojn tylko wtedy, gdy my im rozkaemy, zgodzi si Saru.
:A wic? spytaa spokojnie Yranna.
:Nie mona si wtrca, owiadczy stanowczo Lore. Sami musz podj t decyzj.
:Ale nie rozumiem, dlaczego nie moemy ich popchn, rzek Saru. Ostatnim razem
bya to decyzja miertelnika. Czemu teraz nie nasza?
:Zgodz si tylko wtedy, kiedy Auraya nie bdzie w to zamieszana, rzek Chaia.

:Ty gupcze, zawoaa Huan gosem a ociekajcym zoci i pogard. Chciaby, aby
powrciy dawne czasy, kiedy bogowie toczyli si na wiecie i nikt z nas nie mg zrobi nic,
eby inni nie szpiegowali...
Szpiegowali... Przypomniaa sobie ostrzeenie Chai i niechtnie oddalia si od bogw,
ktrzy znowu zaczli si kci.
:...jej powie...
:A kiedy to ju nastpi, to ktre... zabi?
:Wcale nie...
Gosy ucichy i stay si niesyszalne. Auraya powrcia wiadomoci do wasnego
umysu i otworzya oczy.
Urywki boskich rozmw rozbrzmieway jej w pamici. Musiaa si zastanowi nad
tyloma sprawami...
Poukadaa sobie to, czego si dowiedziaa.
Bogowie chc wojny. Nie mog si tylko dogada co do czasu i tego, kto ma by w ni
zaangaowany.
Jak na istoty, ktrym nie przeszkadzao amanie wasnych praw, by zabi Mirara,
dziwnie si troszcz, by wojna bya uczciw walk midzy rwnymi siami.
Chaia nadal mnie broni. Zaproponowa nawet, e poprze wojn w zamian za moje
bezpieczestwo.
Mirar nie jest tu tak bezpieczny, jak mu si wydaje.
A jeli go uprzedzi, czy to znaczy, e sprzymierzy si z nieprzyjacielem bogw?
I czy j to obchodzi?
Lu nie czua si taka zmczona, odkd... odkd urodzia si Ti. I podobnie jak tamtej nocy,
mimo zmczenia nie moga zasn. Wtedy drczy j lk o Ti, ktra bya saba i chorowita.
Teraz obawiaa si o ca rodzin.
Odwrcia si i spojrzaa na ma. Dor patrzy gniewnie w nocne niebo. Policzek pod
okiem mia opuchnity i siny po uderzeniu wojownika zmczonego jego probami, by ich
wypuci.
Rwnie dobrze mgby namawia gwiazdy, eby zeszy z nieba, pomylaa.
Wojownicy i sucy s lepo posuszni swoim zasadom i tradycjom. Tak mwili
pentadrianie. Zmarszczya czoo. Mwili, e mog zmieni Dunway, ale nic si nie zmieni,
jeli nie zechc tego klany. A im si podoba tak, jak jest.
- To wszystko ich wina - powiedzia gos w pobliu.

Kto inny wymrucza co w odpowiedzi uspokajajcym tonem.


Prowadzone szeptem rozmowy toczyy si midzy wieniakami i przybyszami od
chwili, kiedy wojownicy rozkazali im, aby si pooyli i spali. Suchaa argumentw i
oskare, lkw i nadziei. Przez cay czas ze wszystkich stron dobiegay szlochy, a stary Ger
znowu zacz kaszle.
- ...i komu wierzymy? Jej czy im? - odezwa si gos.
Lu rozpoznaa Moza, kowala.
- Ona zna prawd. Ma moc. Potrafi czyta w mylach - odpar inny gos.
To Pol, rolnik.
- Moe kama.
- Ale po co?
- Bo nie podoba jej si, e przybysze wtrcaj si w nasze ycie i sprawiaj, e biedni
ludzie s odwaniejsi. Ma umow z I-Portakiem, eby broni wadzy jego i wojownikw.
- Bogowie j wybrali - przypomnia Pol. - Ja nadal wyznaj Krg.
- To by si nigdy nie stao, gdybymy mieli wasnego kapana - rozpacza jeszcze inny
gos.
Roi, ona piekarza.
Nastpia krtka chwila ciszy. Ger przesta kaszle.
- To niewane - rzek chrapliwie. - Nikt si nami nie przejmuje. Ani przybysze, ani
wojownicy, ani Biali. Gdyby przybysze si nami przejmowali, wrciliby do domu, a nie
pakowali nas w kopoty.
- Prbowalimy poprawi wasze ycie - powiedzia inny gos.
Lu rozpoznaa Noenei. Kiedy podziwiaa godne zachowanie i spokj tej kobiety.
Teraz, w drodze do Chonu po wyrok, te cechy nie miay znaczenia.
- Nie powinnicie ciga tu sucych - powiedziaa Roi. - To zwrcio na nas uwag.
- My... chcielimy tylko im pomc.
- Ale nie pomoglicie. Spjrzcie teraz na nas. Wszyscy zginiemy, bo nie wiedzielicie,
kiedy przesta.
Znw zapada cisza.
- Dlaczego nie moglicie zrezygnowa ze swoich bogw dla naszych? - zapyta kto
gniewnie. - Ani jeden z was nie zosta cyrklianinem, a wielu naszych zostao pentadrianami.
Wydaje mi si, e gdybycie chcieli by Dunwayczykami, jak twierdzilicie, byoby inaczej.
Odpowied nadesza od innego z przybyszw, zbyt daleko, by Lu usyszaa.

- Ale wasi bogowie nie pomagaj wam teraz, prawda? - odpara gorzko kobieta. - Nam
te nie pomagaj. auj, e w ogle przybylicie!
Podniosy si inne gosy, wyraajce poparcie. Ger zakaszla goniej. Zabrzmiay
kolejne oskarenia. I nagle bardzo duo osb zaczo krzycze, a powietrze a wibrowao od
powstrzymywanego gniewu i strachu. Kto skoczy i Lu drgna, widzc, e kopie z caej siy,
cho nie widziaa ofiary. Zabrzmia krzyk blu, kilka protestw, a potem ludzie w caym
obozowisku podrywali si na nogi - jedni, by zaatakowa przybyszw, inni, aby uciec.
Lu wstaa, chwycia Ti i obejrzaa si na Dora, ale ten gdzie znikn. Szukaa go, a
serce bio jej szybko ze zgrozy.
- STA!
Bysno wiato tak jaskrawe, e Lu na moment stracia zdolno widzenia. Ti zacza
paka.
- ADNYCH BJEK!
Gos nalea do Biaej. Wzrok powraca powoli. Lu zamrugaa i mocniej przytulia Ti,
wci szukajc ma. Wojownicy chodzili po polu i rzucali rozkazy.
- Pentadrianie na lewo, cyrklianie na prawo - rzuci jeden z wojownikw.
Prbuj nas rozdzieli. Ale gdzie...?
Z tumu wynurzy si Dor; twarz mia ciemn od powstrzymywanego gniewu.
Podbiega do niego i zobaczya, e wzrok mu agodnieje. Kiedy j obj, odetchna z ulg. A
potem dostrzega krew na kostkach jego doni. Spojrzaa pytajco.
Umiechn si ponuro.
- Szczliwy traf - powiedzia. - Potem nie mogem ju dotrze tak blisko. Nikt nie
mg. Wikszo z nich to czarownicy.
- Czarownicy? - zdziwia si.
- Tak - westchn. - Myl, e Biaa ma racj. Zwykli ludzie mog mie kilka Darw,
ale nie takich. Oszukali nas, Lu.
Lu spojrzaa na Ti, na jej wykrzywion od paczu ma twarzyczk, a potem na
pentadrian, ktrzy rozkadali si teraz po drugiej stronie pola. I wtedy poczua co - po raz
pierwszy w yciu.
Nienawi.

34
Rozwizali mu rce, wcisnli bukak z wod i pakunek z jedzeniem. Sreil spojrza na Auray.
Niepokj o ni i o samotnego teraz w lochu kapana by tak silny, e niemal czua jego ciar.
Patrzya mu w oczy i widziaa, jak jego myli biegn do tych, ktrzy odlecieli wczeniej do
domu. Skin jej, a potem zeskoczy z budynku.
Patrzya, jak odlatuje, i czua ulg. Nadal musia jeszcze przetrwa dug drog do Si,
ale rosa szansa, e bdzie moga stan przed Mwc Sirri bez straszliwych wyrzutw
sumienia i drczcej rozpaczy. Nie wiedziaa, czy byoby to moliwe, gdyby syn Sirri nie
wrci do domu.
Zosta tylko jeden Siyee, pomylaa, wiadoma obecnoci mczyzny obok niej. Jeli
Nekaun ma jakie wrogie plany, musi dziaa szybko.
- Co mi dzisiaj pokaesz? - spytaa, zwracajc si do niego.
Wzruszy ramionami.
- Nic. Pokazaem ci ju wszystko w rozsdnej odlegoci od miasta. Dzisiaj...
Mylaem, e odpoczniemy troch i porozmawiamy.
Auraya umiechna si ironicznie. Rozmawiajc z nim, nie moga sobie pozwoli ani
na chwil rozlunienia. Poprowadzi j w d dugimi korytarzami do wntrza budynku.
Zdya ju pozna niektre czci Sanktuarium i rzadko tracia wyczucie kierunku. Nekaun
zabra j o kilka poziomw wyej ni bywali kiedykolwiek i poczua rosnc ciekawo.
Dotarli do koca korytarza, Nekaun otworzy podwjne drzwi i wprowadzi j do
duej, przewiewnej sali. Domowi ju czekali.
- To moje prywatne pokoje - wyjani.
Kilka sw po awesku sprawio, e domowi oddalili si pospiesznie. Nekaun
otworzy drewniane drzwi prowadzce na balkon.
- Wyjdmy na zewntrz - zaproponowa. - To przyjemne miejsce, gdzie mona usi i
porozmawia, zwaszcza w dzie, gdy chodna bryza pomaga znie letni upa. Zamwiem
napoje i jedzenie.

Auraya wysza za nim. Na balkonie stay piknie plecione trzcinowe fotele oraz st z
dzbanem z dmuchanego szka i dwa zdobione puchary. Nekaun napeni je wod i wrczy
jeden Aurai.
Usiada i napia si ostronie. Nekaun zaj miejsce naprzeciw.
Turaan usiad nieco dalej. W ostatnich dniach Towarzysz rzadko si odzywa.
Wczeniej Nekaun mwi we wasnym jzyku i pozwala Turaanowi tumaczy, lecz teraz
uywa hanijskiego. Jednak Towarzysz nadal ich nie opuszcza. Pierwszy Gos radzi si go
czasem co do rzadziej uywanych sw.
Auraya zawsze czekaa, a zacznie mwi po hanijsku, cho wiedziaa, e jej
umiejtno czytania w mylach zostaa ju wykryta. Dopki Gosy udaway, e ten fakt jest
tajemnic, ona czynia podobnie.
- Wic co mylisz o moim kraju teraz, kiedy lepiej go poznaa? - spyta Nekaun.
- Sanktuarium jest pikne - odpara.
Umiechn si.
- A miasto?
- Bogate, uporzdkowane. Chciaabym, eby Jarime zostao tak przewidujco
zaplanowane.
- Czowiek nie planuje, dopki nie jest mu to niezbdne. Hania nie jest tak sucha jak
Awen. A mj lud? Co teraz o nim sdzisz?
- To co zawsze - odpara. - Ludzie wszdzie s tacy sami. Kochaj i nienawidz.
Przestrzegaj dobrych i zych tradycji. Pracuj, jedz i pi, zakadaj rodziny i rozpaczaj po
zmarych.
Nekaun unis brwi.
- A jednak nie mylisz o nich w taki sam sposb jak o Siyee.
- Siyee nie czuj do mnie nienawici. Twoi ludzie tak.
- Hm. - Pokiwa gow. - Ale nie wiedziaa o tym, dopki tu nie przybya.
- Nie, ale domylaam si, e tak jest. Doznaabym rozczarowania, sdzc, e
przywitaj mnie z radoci. Twoi poddani maj wiele powodw, eby mnie nienawidzi.
Oczy mu bysny.
- Mogaby to naprawi, gdyby tu pozostaa - rzek cicho. - Masz okazj zyska ich
wzgldy.
- I nienawi moich rodakw? - spytaa.

- Ale czy naprawd? Gdyby doprowadzia do trwaego pokoju midzy naszymi


ludami, byaby kochana przez wszystkich. Z pocztku nie byoby atwo, ale gdyby si
powiodo...
Auraya odwrcia gow, spogldajc na miasto ponad balustrad balkonu. To bya
pikna wizja. I kuszca. Jako Biaa daa si pozna poprzez umiejtno jednoczenia ludzi. To
jej naiwne propozycje doprowadziy do uwolnienia mieszkacw wioski zagarnitej przez
Dunwayczykw. Jej znajomo tkaczy snw pozwolia doprowadzi do paktu z Somreyem i
do wzrostu tolerancji midzy tym kultem a cyrklianami. Empatia i mio do Siyee zczyy
lud nieba z cyrklianami. Pokj midzy cyrklianami i pentadrianami wydawa si kolejnym,
niemal logicznym krokiem.
Ale nie bya ju Bia. A co waniejsze, nie cieszya si penym zaufaniem Biaych.
Negocjator potrzebuje wsparcia wszystkich stron, z ktrymi ma do czynienia.
Byli take bogowie. Nigdy nie zdoa doprowadzi do pokoju midzy cyrklianami a
pentadrianami, skoro Huan dziaa przeciwko niej. Nie zdoa, jeli bogowie nie chc pokoju.
Wszyscy bogowie.
Nie bdzie pokoju, pki Krg nie postanowi uzna swoich pentadriaskich
odpowiednikw.
Przebieg j dreszcz, kiedy zrozumiaa, e to prawda. Pokj nie lea w jej rkach ani
w rkach adnego miertelnego czy niemiertelnego. Ludzie byli bezradni, dopki walczyli z
sob bogowie.
A take dopki bogowie uywali miertelnych jako swoich narzdzi i jako broni.
Dlaczego musz nas w to miesza? pomylaa gniewnie. Dlaczego nie mog sami zaatwi
swoich konfliktw i da nam spokoju? W kocu w wojnach tracili wyznawcw. Z pewnoci
lepiej byoby zawrze pokj.
Z tego, czego si dowiedziaa, podsuchujc Huan, wtpia, czy bogini potrafi si
wznie ponad te maostkowe nienawici i dum, aby podj negocjacje z bogami pentadrian.
Zreszt z boskich rozmw wynikao, e ich przymierze take nie jest tak trwae, jak
sugerowali to miertelnikom.
Nekaun poruszy si w fotelu i znw spojrzaa na niego. Poczua nieoczekiwan
sympati. Nie rozumia, e ten jego ambitny plan nie moe si urzeczywistni.
- Chciaabym, aby byo to moliwe - powiedziaa. - Ale nie jestem w stanie
doprowadzi do pokoju. Przynajmniej dopki wszyscy bogowie nie bd tego chcieli.
- Moi bogowie pragn pokoju. A twoi?
Skrzywia si.

- Nie wiem.
Zajrza do wntrza. Zauwaya, e wrcili domowi z pmiskami jedzenia. Wynieli je
na balkon i ustawili na niskim stoliku. Nekaun wzi gar orzechw i przeuwa je wolno,
czekajc, a domowi odejd.
- Czy mog ci ofiarowa cokolwiek, co ci przekona, by tu zostaa? - zapyta po ich
wyjciu.
Auraya zawahaa si nad odpowiedzi. Kiedy da mu do zrozumienia, e nic jej tu nie
zatrzyma, nie bdzie mia powodu, aby dotrzyma obietnicy i wypuci ostatniego Siyee.
adnego powodu oprcz obietnicy, ktr zoy.
- Moe chocia troch duej - powiedzia. - Kilka miesicy?
Pokrcia gow.
- Jeli uda ci si osign ten pokj, ktrego pragniesz, rozwa ponowne odwiedziny
w Glymmie.
Umiechn si.
- Jest co, co mgbym ci zaofiarowa, cho to drobiazg i trudno si spodziewa, e w
zamian zrobisz co wicej ni niewielkie opnienie odlotu.
Umys Turaana nagle wypenio oczekiwanie. Pojawio si imi. Auraya zdoaa
powstrzyma umiech.
- Tak?
- Mirar. - Nekaun machn rk. - Moemy zorganizowa jego mier. Moemy nawet
zorganizowa to tak, eby sama go zabia, jeli zechcesz.
Auraya pozwolia sobie na lekki miech.
- Wybacz, ale przez chwil musiaam si zastanowi, czy interesuje ci nawrcenie na
cyrklianizm.
- Dlaczego? - Wyranie si zdziwi.
- Bo to bardzo ucieszyoby moich bogw.
- Rozumiem. Ale twj pobyt tutaj z pewnoci nie.
Wzruszya ramionami.
- Dopki nie zasugeruj czego innego, tak wanie zakadam.
Kiwn gow.
- A zatem musz mie nadziej, e zasugeruj co innego. Znw wzi do rki kilka
orzechw i jad w milczeniu.
Auraya wykorzystaa okazj i ostronie skosztowaa suszonych owocw.

Wewntrz pokoju trzasny drzwi. Nekaun unis gow i zmarszczy czoo. Na balkon
wszed Suga wrcz promieniujcy niepokojem. Powiedzia co szybko. Auraya zamara,
odczytujc z jego umysu znaczenie sw.
Nekaun zwrci si do niej.
- Obawiam si, e zachorowa ostatni z Siyee. Nie sdz, aby by w stanie odlecie
jutro rano.
Poderwaa si.
- Zaprowadcie mnie do niego. Kiwn gow i wsta.
- Oczywicie. Natychmiast tam pjdziemy.
Ranek potwierdzi to, co noc tylko sugerowaa. Awen by praktycznie pustyni. Wschd
soca malowa ten wygadzony erozj pejza w przepikne odcienie. Ale gdy tylko soce
wznioso si wyej, wyssao wszystkie kolory. Powietrze byo suche i pene kurzu, rolinno
albo kulia si wok rzadkich rde wilgoci, albo - twarda i karowata - rozprzestrzeniaa si
cienk warstw po skalistym gruncie.
Jedyna droga z Sorliny prowadzia z miasta w gboki wwz, podajc wzdu
wskiej rzeczki, kiedy zaopatrujcej miasto w wod. Przez ca noc Emerahl utrzymywaa
rwne tempo arema. Rankiem wwz i rzeczka byy ju za ni, a droga wia si pomidzy
fantastycznie rzebionymi wiatrem formacjami skalnymi.
Przed sob wyczuwaa iskr tryumfu i zoliwej radoci. Czasami iskra oddalaa si, a
czasami Emerahl miaa wraenie, e si do niej zblia. Ray pogania arema i zatrzymywa si
na odpoczynek, gdy zwierz byo zmczone. Nie by a tak gupi, by zajedzi je na mier.
cigajcy atwo by go wtedy dopadli, a piesza wdrwka przez t such krain byaby trudna,
a moe i grozia mierci.
Wymykajc si z obozu Mylicieli, Emerahl zabraa swj bukak, ale zawiera tylko
tyle wody, ile w tym upale starczao na jeden dzie. Musiaa liczy na to, e po drodze trafi na
rdo wody. Jeli t drog podroway aremy, musiay gdzie by studnie. Jednak nie bya
pewna, czy wdrowcy nadal uywaj tego traktu. Nie spotkaa nikogo, kto by zda na
niziny, a samo miasto tylko z rzadka cigao ciekawskich podrnikw.
Lecz Ray nie wybraby tej drogi, gdyby nie by pewien, e zdoa dotrze do Glymmy,
tumaczya sobie. Jest zdradziecki i chciwy, ale przecie nie gupi.

Duga jazda noc znuya Raya i jego emocje nie rozbrzmieway tak gono w umyle
Emerahl. atwiej byo ledzi trop jego arema na pyle drogi. Bya zmczona, a walka ze snem
trudniejsza, gdy wyczuwaa te znuenie arema. Chciaa przekaza Blinitom, co si stao,
ale nie bya pewna, czy obudzi si po sennym poczeniu.
Ciekawe, czy mogabym drzema w czasie jazdy. Mogabym sprbowa. Kiedy uderz
o ziemi, bd wiedzie, e mi si nie udao... Nie, musz zachowa przytomno, gdyby
lady...
Zatrzymaa arema. Powierzchnia drogi przed ni bya cakiem gadka. adnych
ladw.
Obrcia si w siodle i spojrzaa za siebie. Nie tak daleko z tyu zauwaya schodzce z
drogi lady. Zawrcia arema i podjechaa do tego miejsca. Trop prowadzi do skalnego
gruzowiska.
Przeszukujc umysem okolic, odnalaza lekkie poczucie ulgi, tak sabe, e rdo
prawdopodobnie spao. Umiechna si.
Zejcie na ziemi okazao si bolesne. Zdusia jk, rozmasowaa nogi i siedzenie, a
potem przecigna si ostronie. Nalaa odrobin wody do misy, ktr woya midzy
kamienie i zostawia dla arema.
Zesza z drogi i wolno zbliya si do ska, starajc si nie robi zbyt wiele haasu na
zasypanym kamieniami podou. Przed sob widziaa gaz wielkoci duego domu. Obesza
go ostronie, a potem przystana od strony cienia i znw si umiechna.
Ray lea na kocu. Arem sta niedaleko ze zwieszon gow, z uzd przywizan do
przegubu Raya. Wci mia na sobie juki i siodo.
To pewnie na wypadek, gdyby musia odjecha w popiechu, pomylaa. Biedne
zwierz. Cay ten skarb jest pewnie ciki.
cigna magi, otoczya si najprostsz tarcz ochronn i podesza bliej. Arem
odsun si o kilka krokw i szarpn rk Raya. Emerahl umiechna si, gdy mczyzna
usiad skrzywiony i przetar oczy. Gdy kto jest tak zmczony, przebudzenie nie jest
przyjemne.
- Witaj, Ray - powiedziaa, zatrzymujc si kilka krokw od niego.
Patrzy na ni, mrugajc, po czym usiad ze skrzyowanymi nogami i westchn. Jego
lk by niemal dotykalny. Wyczuwaa take zawd. Wiedzia, e jest czarownic i e nic nie
moe zrobi, eby j powstrzyma.
- Emmea... Powinienem si domyli. Barmonii bardzo zaleao, eby si ciebie
pozby. Jeste tu, eby mnie zabi czy raczej zacign z powrotem?

- Ani jedno, ani drugie. To nie Bar mnie tu przysa. Kaza mi siedzie na miejscu, a za
tob wysa Mikmera i Kereona. Oczywicie dali si nabra na twoj sztuczk i podyli za
tamtym aremem.
Umiechn si z przymusem.
- Ale ty nie.
- Oczywicie, e nie. - Wzruszya ramionami. - Wiem, dokd zmierzasz, i od pocztku
wiedziaam wszystko o twojej misji.
- Jak? Sam nie wiedziaem, czy si zgodz. A do zeszej nocy.
Umiechna si tylko. Zmarszczy czoo.
- Dlaczego nie powiedziaa reszcie?
- Sdzisz, e by mi uwierzyli?
- Nie. - Ray pokrci gow. - Ale jeli znaa moj misj, dlaczego mnie nie
powstrzymaa przed zniszczeniem Zwoju? - Szeroko otworzy oczy. - Bo chciaa, eby
zosta zniszczony, jak Sudzy!
Parskna cicho.
- Nie, nie obchodzi mnie sam Zwj. Tak naprawd jest do paskudny. Nie wart zota,
z ktrego go wykonano. I nigdy nie wywiozabym go z kraju. Chciaam tylko tego, do czego
prowadzi. - Wskazaa gow juki.
Pody za jej spojrzeniem i szeroki umiech rozla si na jego twarzy.
- Aha.
- Tak. Egzotyczne, stare, stosunkowo adne. - Podesza do arema i pogadzia go po
nosie. - A teraz nie musz si ju z nikim dzieli.
- Ale...
- Ale co? Masz odebra nagrod?
Podesza do jukw i otworzya ten z wygldu najciszy. Wewntrz, w pltaninie
acuchw, tkwiy klejnoty oraz zote i srebrne przedmioty. Signa do wntrza i
przeszukiwaa je bez przekonania, szukajc czego niezwykego, cho nie bya pewna, co to
by mogo by. Co zawierajcego...
Diament! Klejnot by imponujco wielki i nietypowo oprawiony w srebro. Wyja go i
przyjrzaa si dokadnie. Caa oprawa pokryta bya glifami. Spojrzaa na klejnot i poczua, e
serce jej zamiera, gdy zobaczya wewntrz malekie znaczki.
To jest to! pomylaa. Wiedziaam!

Wycigna acuszek i zaoya sobie na szyj. Ray siedzia z twarz w doniach.


Kiedy zacza zamyka juki, dostrzega bysk zieleni - by to ogromny szmaragd na zotym
acuchu. Uwolnia go, zawizaa sakw, zdja j z arema i przerzucia sobie przez rami.
- Ray.
Unis gow.
- Trzymaj.
Rzucia szmaragd, ktry wyldowa w jego doni.
- A to po co? - zapyta.
- Pamitka po mnie.
Westchn. Znuenie i rezygnacja stpiy jego gniew. Uwiadomia sobie, e kiedy ju
si wypi i bdzie mia czas, eby pomyle, ten gniew mgby mu podpowiedzie, aby j
ciga. Chyba e da mu powd, by z tego zrezygnowa. Ruszya w stron drogi i nagle
odwrcia si, jakby sobie o czym przypomniaa.
- Czy pentadrianie prosili ci, eby zniszczy Zwj, czy tajemnice, ktre s w nim
zawarte?
Wzruszy ramionami.
- Och, Ray - powiedziaa z umiechem. - Ty jeden bye dla mnie miy. Naprawd
wolaabym, eby by to kto inny... I nie chciaabym, aby po tym wszystkim nie dosta
swojej nagrody. Czy wiesz, e Barmonia wysa kopi Zwoju do Hannai?
Szeroko otworzy oczy i wyczua u niego nagy niepokj.
- Powodzenia - rzucia.
Odwrcia si, przerzucia cik sakw na drugie rami i wrcia do swego arema.
Lepiej ebym si nie mylia z tym diamentem, pomylaa. Zao si, e mam racj co
do Zwoju. Barmonia nie jest gupi. Przypuszczalnie wysa kopie do miasta. I to pewnie
wicej ni jedn.
Miaa tak nadziej, poniewa cakiem moliwe, e Zwj zawiera wicej wanych
wskazwek. Blinita byyby wcieke, gdyby Rayowi udao si zniszczy wszelkie
egzemplarze, a Emerahl pomylia si w swoich przeczuciach co do diamentu.

35
Auraya opucia balkon wraz z Nekaunem i odszukaa umys kapana Siyee. Zajo jej to
dusz chwil. Ale kiedy wreszcie si udao, zrozumiaa dlaczego miaa z tym kopot: Teel
by ledwo wiadomy i bardzo cierpia.
Cho Nekaun maszerowa szybkim krokiem, aowaa, e nie moe i jeszcze
prdzej. Moe nawet biec. Jednoczenie wci pamitaa o tym, e Teel by jedynym Siyee,
do ktrego odczuwaa niech. Jego zadufanie, pycha i fanatyzm, podsycane jeszcze przez
Huan, dziaay jej na nerwy podczas caej podry. Nigdy jednak nie yczyaby modemu
czowiekowi takiego blu i cierpienia.
Dotarli do starszej czci Sanktuarium i przebiegli korytarzem prowadzcym do sali.
Dwaj Sudzy strzegcy bramy otworzyli j, gdy tylko zobaczyli Nekauna. Jeszcze dwch
czekao wewntrz - mczyzna i kobieta. Pochylali si nad Siyee lecym obok wielkiego
tronu. Z ich myli wyczytaa zdziwienie i niepokj. Nie wiedzieli, co mu dolega. Zobaczyli
Nekauna z Auray i odstpili. cigna magi, ustawia wok siebie barier i przykucna
obok Siyee.
- Co si stao? - spyta Nekaun.
Oboje Sudzy zaczli mwi jednoczenie, a potem kobieta umilka. Auraya pooya
do na piersi Siyee.
- Dzi rano wyglda jeszcze bardzo dobrze - zapewni Suga. - To dziwne. Jest...
Nekaun unis do, by go uciszy.
- Auraya sama zechce to oceni - powiedzia. - Spojrza na ni i kiwn gow. Moesz pracowa.
Zamkna oczy i uspokoia umys, jak uczy j Mirar. Nie byo to atwe, ale cierpienie
ciaa pod doni wolno wcigao j w gb.
- On umiera - stwierdzia.
- Moesz co z tym zrobi? - spyta Nekaun.
Zacza wpywa na procesy ciaa, wzmacnia serce, zachca puca do wydajniejszej
pracy. Gdziekolwiek spojrzaa, kolejne organy zawodziy, i w kocu dostrzega przyczyn:
co kryo w jego yach, a rdem by odek.

Teel zosta otruty.


Signa po wicej magii i ogarno j zdziwienie i przeraenie, kiedy prby leczenia
Siyee zawiody. Signa na zewntrz, aby przycign do siebie moc, ale nic nie nadpyno.
W popiechu opucia ciao kapana. I wtedy rozpoznaa ten brak magii wok.
Pustka. Jestem w pustce. I to duej. Powinnam od razu j rozpozna, ale mylaam
tylko o Teelu. Trzeba bdzie go przesun. Ciekawe, czy Nekaun wie...
Chd ogarn jej ciao. Oczywicie, e Nekaun wie o pustce. Jak mgby nie wiedzie.
Przecie to Sanktuarium, siedziba Gosw.
To puapka. A ja wpadam prosto w ni.
Nagle zauwaya, e pochyla si nad ni. Odsuna si, wstaa i odwrcia twarz w
jego stron.
- Zosta otruty - powiedziaa.
Nekaun si umiechn, ale nie by to ten czarujcy umiech, do ktrego j
przyzwyczai, a raczej grymas satysfakcji i groby. Serce zabio jej szybciej.
Zrobi krok w jej stron.
- W takim razie nie wydaje mi si, abymy mogli jutro uwolni twojego przyjaciela.
Cofna si. Moe nie wie o pustce. Moe le zrozumiaam ten umiech...
- Czy to na twj rozkaz? - zapytaa.
- Tak. Inaczej w jaki sposb cignbym ci tu na d?
Spojrza ponad jej ramieniem i poczua ucisk w odku. Za plecami miaa dwoje Sug.
Z ich umysw odczytaa wydane im rozkazy.
Otoczcie j. Nie zdoa z wami walczy. Jak zauwaylicie, nie ma tutaj magii.
Nie znali jego planw, ale szybko opanowali zaskoczenie. Poczua, e chwytaj j za
ramiona; sprbowaa si wyrwa, ale byli zbyt silni. Oboje byli wojownikami i oprcz
magicznych Talentw szczycili si fizyczn sprawnoci.
- Pucie mnie - zadaa.
Rozbawia ich tym poleceniem; nie mieli zamiaru go wykonywa.
Nekaun umiechn si szeroko, wyranie cieszc si t chwil. Gdy podszed bliej,
serce Aurai zamaro. Czy tak umr? zastanawiaa si. Czy Chaia przyjmie moj dusz?
Szukaa znakw, e bogowie s blisko, ale nic nie znalaza. Nekaun spojrza poza ni, na
Sugi.
- Za tronem znajdziecie acuchy.
acuchy? Serce Aurai wezbrao rozpaczliw nadziej. Nie chce mnie zabija! Chyba
e chce to zrobi powoli. Co to bdzie? Gd? Wolno dziaajca trucizna? Czy co gorszego?

Umys cofa si przed tak wizj. Wpatrywaa si w Nekauna; chciaa mu co


powiedzie, skoni go do zmiany zdania, postraszy czym, skusi ofert. Ale umys nie
chcia o tym myle i nie moga si zmusi, by przemwi. Serce bio jej mocno i odruchowo
wyrywaa si trzymajcym j doniom, nadal bezskutecznie sigajc po magi. Suga
przynis acuchy i umocowa je do porczy tronu.
- Ustawcie j tyem do tronu - poleci Nekaun. - I zamknijcie przeguby w obrczach.
Kobieta przytrzymaa najpierw lew rk Aurai, potem praw, a mczyzna zatrzasn
obrcze wok jej nadgarstkw. Kiedy skoczyli, Nekaun odprawi ich skinieniem.
Wycign rk i chwyci do Aurai. Zdusia protest, kiedy zdejmowa jej z palca
kapaski piercie.
Przecie w pustce i tak by nie dziaa, przypomniaa sobie.
Odsun si, aby na ni spojrze.
- To byo a za atwe - powiedzia, krcc gow. - Kto by pomyla, e Biaa, bya
Biaa, bdzie tak atw zdobycz?
Zacisna zby. Spodziewa si, e bdzie go baga czy prosi? Targowa si o swoj
wolno?
To tyle, jeli chodzi o traktaty i pokj. Tyle, jeli chodzi o obietnice bezpieczestwa.
- Przysigae na swoich bogw, e nie doznam krzywdy, dopki tu zostan powiedziaa w jego jzyku, eby zrozumieli Sudzy. - Jak moesz, ty, ich Pierwszy Gos,
ama przysig zoon w ich imieniu?
Jego umiech znikn, ale oczy nadal byszczay.
- Mog - powiedzia twardo i z powag. - Ale tylko na rozkaz moich bogw. To oni
kazali mi to zrobi. Tak jak kazali mi sprawdzi, czy dasz si przekona, by si do nas
przyczy. Tak jak uprzedzili mnie o ataku Siyee. - Wzruszy ramionami. - Tak jak zabij
ciebie, jeli mnie o to poprosz. Moesz liczy tylko na to, e tego nie zrobi. - Umiechn
si ponownie. - A ja w kocu mog powrci do ciekawszych zaj.
Odwrci si na picie i wyszed z sali, a za nim Turban i dwoje Sug.
Drog do Chonu wolno podaa smutna procesja. Na pocztku szli pentadrianie otoczeni
przez wojownikw. Za nimi, w okrytym plattenie, jechali Ella, Danjin, Yem, Gillen i Gret.
Wieniacy wlekli si z tyu, take pilnowani przez wojownikw. W jednym z gospodarstw
znaleziono wz i arema dla starcw, dzieci i chorych.

W plattenie niemal nikt si nie odzywa. Kilka godzin po wymarszu Gillen prbowa
zacz rozmow, lecz pozostali praktycznie go zignorowali. Uraony, pogry si w
ponurym i niechtnym milczeniu.
Danjin spojrza na Yema. W towarzystwie przywdcy klanu mody wojownik
zachowywa si ze spokojem i godnoci. Gret sprawia wraenie, jakby postanowi si dsa
z powodu haby, jaka na niego spada, gdy jedna z jego wiosek przyja pentadrian, a teraz
dowd na to przemierza cay Dunway. Ella bya zamylona, jak przez ca drog do wioski.
Nie zwracaa uwagi na otoczenie. Od czasu do czasu wyraz jej twarzy zmienia si lekko,
marszczya brwi, wzdychaa lub umiechaa si bez adnego wyranego powodu. Wiedzia,
e pilnuje pentadrian, na wypadek gdyby prbowali uciec lub zaatakowa wojownikw.
Wprawdzie wojownikom nie brakowao Darw, ale aden z nich nie by potnym
czarownikiem i w razie buntu winiw przyda im si pomoc.
Klapy plattenu byy podwinite. Danjin podziwiaby krajobraz, gdyby nie psu go
widok idcych z tyu wieniakw; budzi w nim wyrzuty sumienia. Teraz jeszcze bardziej
popsu mu si nastrj, gdy usysza ciche stukanie i zrozumia, e to deszcz. Ile czasu trzeba,
zanim przemoczeni zaczn chorowa?
- Do wioski przed nami dotarli wojownicy Scalarw - owiadczya nagle Ella. Spotkamy ich tam, zatrzymamy si, aby odpocz, i wemiemy zapasy ywnoci.
Wszyscy pokiwali gowami. Brwi Greta zbiegy si jeszcze bardziej. Patrzy gniewnie
na padajcy deszcz.
Minli dom, a po kilku chwilach nastpny. Platten z wolna zjeda w dolin,
podajc drog biegnc wzdu brzegu bystrego nurtu rzeki. I nagle znaleli si porodku
gstej zabudowy skupionej w zakolu rzeki. Miejscowi stali na drodze albo w drzwiach
domw i patrzyli.
Ella spojrzaa na Greta.
- Czy powitasz Scalarw w naszym imieniu?
Gret nieco si uspokoi. Daa mu szans na sprawienie wraenia, e dowodzi t grup.
Kiwn gow, podszed do otwartej klapy i zeskoczy na ziemi, cho platten wci by w
ruchu. Danjin usysza, jak wydaje rozkazy.
Po chwili pojazd zatrzyma si i wysiada Ella, a za ni ruszy Danjin, rozgldajc si
po okolicy. Pentadrianie zostali zagonieni w miejsce, ktre wygldao jak zagroda dla byda.
W pobliu sta Gret i kilku dunwayskich czarownikw. Uwizieni wieniacy zbili si w du
grup na szerokiej werandzie wiejskiego skadu. Podwadni Greta podeszli do Elli w
towarzystwie mczyzny o szerokich barach, z pasmami siwizny we wosach.

- To jest przywdca wioski, Wim - przedstawi go wojownik. - Mwi, e ma duo


jedzenia, i proponuje, abymy wzili troch na drog.
Mczyzna wykona znak krgu, a Ella skina mu gow.
- Tak uczynimy. Dzikuj ci.
Gdy si oddalili, Ella posza przywita Scalarw. Czarownicy wygldali wspaniale w
swych bkitnych szatach i promienistych tatuaach na twarzach. Gret przedstawi wszystkich
dowdcy, Wekowi.
Po wymianie powita Ella odwrcia si i skina na grup pentadrian.
- Jest tam kilku silnie Obdarzonych - ostrzega. - Do tej pory nie sprawiali kopotw.
Wek kiwn gow.
- Mamy rozkaz, by natychmiast ich straci. - Spojrza na ni. - Czy moesz
potwierdzi, e kada kobieta i mczyzna w tej grupie to pentadrianin?
- Tak. - Kiwna gow. - Wszyscy oprcz trzech kobiet i jednego mczyzny
pochodz z Ithanii Poudniowej. Czwrka Dunwayczykw uwaa si za w peni nawrconych
pentadrian.
Wek z niesmakiem zmarszczy nos.
- A wieniacy?
- Niektrzy s winni pomagania pentadrianom, inni tylko zaniechania, gdy nie
zameldowali o ich obecnoci. Niektrym mona wybaczy, uzna, e byli za modzi lub o
umysach zbyt zamionych wiekiem, by odpowiada za swoje czyny.
Wek kiwn gow i nie zadawa ju wicej pyta, a Danjin poczu, e lk uciska mu
odek. Spojrza na Ell, ale unikaa jego wzroku. Zwrcia si do Greta:
- Musimy porozmawia na osobnoci.
Odchodzili ju, gdy Ella przystana i spojrzaa na Danjina.
- Ty te.
Niemal si umiechna, lecz spowaniaa natychmiast, gdy tylko oddalili si na tyle,
by pozostali ich nie syszeli.
- Mam jak najszybciej wyruszy do Chonu - powiedziaa do Greta. - Danjinie, ty
pojedziesz ze mn, ale inni nie. Musz podrowa praktycznie bez bagau. - Przerwaa. Mam dla was obu ze wieci: ruszamy na wojn. Bogowie wezwali Biaych do Otarza i
postanowili, e mamy zrobi to, co powinnimy od samego pocztku: uwolni wiat od
pentadriaskich czarownikw.
Wic tym si zajmowaa podczas podry plattenem, pomyla Danjin. Bya poczona
z Juranem lub z ktrym z Biaych i naprawd rozmawiaa z bogami!

Zdziwiony Gret unis brwi, a oczy bysny mu nadziej. Danjin wiedzia, e te


wydarzenia dziaaj na korzy wojownika. By moe niewiadomie, ale da schronienie
pentadrianom, teraz jednak zyska szans, aby zmy plam na honorze. Nie musia te znosi
wstydu podry z wieniakami do Chonu.
- Pojad z tob, Ellareen z Biaych - rzek. - Kiedy odjedamy?
Umiechna si ponuro.
- Gdy tylko znajdziemy platten i wiee aremy.
- Pozwl mi to zorganizowa.
Odszed sprystym krokiem, sztywno wyprostowany. Danjin pokrci gow.
- Wojownicy - mrukn.
Ella parskna miechem.
- Owszem, uwielbiaj chwali si swoimi umiejtnociami.
Odwrci wzrok.
- A wic wojna? I to tym razem my jestemy najedcami.
Przytakna.
- Skoczya si boska cierpliwo dla tych prb nawracania cyrklian. Znalelimy
pentadriaskie Sugi we wszystkich krajach oprcz Si. W Somreyu byli przeraajco
skuteczni w nawracaniu. W Torenie wykrylimy tajn grup, ktra werbowaa biednych i
bezdomnych, a w zamian za nawrcenie uczya ich magii, by okradali bogatych. W Genrii
udawali uzdrowicieli specjalizujcych si w podnoci. W Sennonie... no c, zawsze byli w
Sennonie, podobnie jak kady inny szaleniec, ktry wyznaje wiar w martwych bogw albo
wymyla nowych. - Skrzywia si z niechci. - Jest tam nawet cakiem nowy kult; czcz
Stwrc, ktry podobno stworzy samych bogw. Dziwne, e bogowie nic o tym nie wiedz.
- Faktycznie dziwne - umiechn si Danjin.
Westchna.
- Ale nie przejmuj si tym Mdrcem i jego pomysami. Naszym problemem s
pentadrianie. Nie moemy zabi ich bogw, ale jeli zabijemy Gosy, moemy ich osabi na
tyle, by przez duszy czas nie stanowili zagroenia.
Kiwn gow, ale nie przesta myle o tym, jak rwne byy siy w poprzedniej bitwie.
Dopki Auraya nie zabia wrogiego przywdcy, cyrklianie przegrywali.
Ella umiechna si.
- Tak, zastanawialimy si nad tym. Lecz tym razem mamy przewag.
- Auray? Zmarszczya brwi.

- Nie. Nie moemy liczy na jej pomoc. Bogowie zapewnili nas jednak, e nie bdzie
nam przeszkadza. Nie, nasz przewag nie jest pojedyncza osoba, lecz nard. Tym razem
mamy po naszej stronie Sennon.
- Dopki cesarz w ostatniej chwili nie zmieni zdania.
- Nie zrobi tego - zapewnia. - Nie tym razem. Mamy zamiar zanie wojn na ziemie
pentadrian, a on wie, e w takim razie bdziemy walczy na jego ziemiach, na Przesmyku.
Danjin spojrza na uwizionych wieniakw.
- A co z tymi ludmi? Skd I-Portak bdzie wiedzia, kto jest niewinny, jeli nie
potrafi odczyta ich myli?
Ella wzruszya ramionami.
- W przeszoci ich system sprawiedliwoci dziaa dostatecznie dobrze bez mojej
pomocy. Jestem pewna, e poradzi sobie i teraz.
- Naprawd w to wierzysz? - zapyta.
Spojrzaa na niego i westchna.
- Musz. Co jeszcze mog zrobi?
- Sporzdzi list - zasugerowa. - Zapisa, ktrzy wieniacy s winni jakich
przestpstw.
Zastanowia si, a potem kiwna gow.
- To mog zrobi.
- Ale pewnie nie dasz si przekona, aby zwolni z koniecznoci tego marszu dzieci i
chorych.
Ella pokrcia gow.
- Kto si nimi zajmie?
- Kto si znajdzie.
- Ale nawet jeli, czy chciaby by tym, ktry wydziera dziecko rodzicom?
Na to nie potrafi odpowiedzie. Chciabym jak najwicej czasu spdza ze swoim
dzieckiem, pomyla, zwaszcza gdybym sdzi, e niewiele mi go ju zostao.
Ella westchna i nagle wydaa si bardzo zmczona.
- Musz przyzna, e to prawdziwa ulga... W kocu mog si std wyrwa.
Danjina ogarno wspczucie.
- Nie jest atwym zadaniem patrze, jak inne kraje wymierzaj tak surowe kary.
Popatrzya na niego zdziwiona.

- Chodzio mi o to, e ruszamy na wojn. Bogowie cigle zmieniali zdanie. Kazali nam
si przygotowywa, potem zwolni nasze armie, pniej znw je zmobilizowa. Myl, e to
z powodu Aurai. Zniweczya boskie plany, kiedy postanowia zosta w Glymmie. Teraz
chyba odleciaa i moemy spokojnie wykona nasz ruch.
Danjin kiwn gow.
- Czyli wkrtce si do nas przyczy?
- Tego nie wiem. - Ella wzruszya ramionami i ruszya na spotkanie Greta, ktry
nadjeda zaprzonym w dwa aremy plattenem.

36
Kroki rozbrzmieway w gowie Teela jak walenie motem. Otworzy oczy. Zbliali si ludzie
w czarnych szatach. Okryli go. Poczu ich rce na sobie, pod sob, wok siebie. Bl
przeszy cae ciao. Zmiady myli.
Co chodnego dotkno jego warg. Ockn si znowu i przekn, gdy kto wla mu do
garda wod. Smakowaa kwano. Pamita wczeniej jaki gos. Znajomy gos.
- Zosta otruty.
Wyplu t wod, ale rce i czarne szaty przytaczay go. Okrutne palce przyciskay
szczk. Za woda polaa si znowu i tym razem si podda. Im szybciej umrze, tym szybciej
skoczy si bl. Pjdzie do Huan. By jej faworytem. Ona go przyjmie.
Przez dugi czas unosi si w ciemnoci. Bl zela. Nie mia ju si i byo mu bardzo
zimno, ale czu si lepiej. Otworzy oczy, spojrza na wysoki strop sali i przypomnia sobie
innych Siyee latajcych ostronie w tej ciasnej przestrzeni.
Wszyscy odeszli, pomyla. Jestem tu sam.
:Nie, Teelu, nie jeste.
Ten gos w umyle go zaskoczy. To nie bya Huan. Mia w sobie co mskiego.
Jestem Chaia.
Chaia!
:Tak. Spjrz w praw stron, Teelu.
Posucha. Ponad nim wznosi si ogromny tron. Pamita, jak go tam wlekli, gdy
opanowaa go choroba, a waciwie trucizna. Pamita, jak go potem podnieli i znw
zawlekli w dawne miejsce.
Jaki ruch przycign jego wzrok i przez moment nie mg uwierzy wasnym oczom.
Przed tronem staa kobieta... Zakuta w acuchy.
Auraya!
:Tak. Zostaa zdradzona. Teel jkn.
:Nigdy si std nie wydostan, prawda?
:Masz niewielk szans. Nie mog ci uwolni. Nie ma tu nikogo, kto suchaby moich
polece.

:Dlaczego Auraya nie uyje magii, by zerwa acuchy?


:Jest w miejscu, gdzie nie ma magii.
Wzrok Aurai kierowa si gdzie w przestrze. Wydawaa si oszoomiona... Teela
nagle ogarno wspczucie - bya tak przyzwyczajona do wasnej potgi i nietykalnoci... Ta
sytuacja musi by dla niej trudna. I poniajca.
:Nie mog do niej dotrze, powtrzy Chaia. Wic ty musisz to zrobi. Przemwisz do
niej w moim imieniu?
:Oczywicie.
:Wic powiedz jej...
Teel sucha uwanie, a potem nabra tchu i zawoa. Okrzyk okaza si sabszy, ni
zamierza, lecz wzrok Aurai zogniskowa si i spojrzaa w jego stron.
- Teel! - Niespokojnie zmarszczya czoo. - Jak si czujesz? Sudzy co ci podali. Mam
nadziej, e to antidotum na trucizn.
I nagle wiedzia, czyj by gos mwicy o trucinie.
- Och. Mylaem, e... - przerwa, nagle pozbawiony tchu - ...e podaj mi wicej
trucizny.
Mwienie byo trudne. Mia wraenie, e odbiera mu energi.
Umiechna si blado.
- Nie, ale to by logiczny wniosek. Te bym tak pomylaa. Chcia wzruszy
ramionami, ale brakowao mu si.
- To niewane. Chaia... ma wiadomo... dla ciebie.
- Chaia? - Szeroko otworzya oczy i dostrzeg w nich nadziej.
- Tak. Powiedzia... e sprbuje... rozmawia z tob... przeze mnie. - Sowa wymagay
tak wielkiego wysiku. - Jeli wrogowie... zabior mnie std... znajdzie kogo innego. Poznasz
go... po sowie... cie.
Przerwa; w gowie mu si krcio. Zamkn oczy, czujc, e traci przytomno.
- Teel!
Z trudem otworzy oczy i umiechn si do niej.
- Nie zasypiaj - powiedziaa. - Mw do mnie. Otworzy usta, ale kosztowao go to zbyt
wiele wysiku.
Szum wypenia mu uszy, sala pojaniaa i zamglia si jednoczenie. To byo zimne
wiato. Nie czu ani wasnych doni, ani stp. Oddychanie wymagao wielkiego wysiku.
Zbyt wielkiego. Zrezygnowa i wiato napyno fal, aby wypali jego myli.

Reivan westchna, wchodzc do ka. Letni upa by bezlitosny. Nie pamitaa ju innych
pr roku, ale atwo moga sobie wyobrazi, e ta nie bdzie miaa koca.
Min ju ponad miesic od ostatniej wizyty Nekauna. Ostatnio zacza sobie
tumaczy, e wicej do niej nie przyjdzie. Dosta wszystko, czego chcia. Jego ciekawo
zostaa zaspokojona. Zatem przeszed do bardziej interesujcych wyzwa.
Takich jak Auraya.
Tyle e Nekaun nie stara si ju oczarowa Aurai. Imenja z wyran satysfakcj
poinformowaa Reivan, e Nekaun uwizi kapank.
Reivan wci nie do koca rozumiaa, jak to byo moliwe. Ani te dlaczego Nekaun
nie zabi Aurai. Gdy o to spytaa, Imenja po prostu zmienia temat.
Te wieci wywoay umiechy na twarzach wielu Sug; w gosach tych, ktrzy
plotkowali w aniach i na korytarzach, sycha byo ulg. Reivan zdziwia si wasn
radoci.
Powinnam si martwi, e tracimy przewag, nie zyskujc wsppracy Aurai, ale
potrafi myle tylko o tym, e teraz Nekaun nie bdzie spdza z ni caego czasu.
Pukanie do drzwi wyrwao j z zamylenia. Westchna. Wieci musiay ju sign
poza Sanktuarium i wielu ludzi, z ktrymi si kontaktowaa w imieniu Imenji, bdzie chciao
dosta jakie potwierdzenie.
Ruszya do drzwi, otworzya i zamara z niedowierzaniem.
- Dobry wieczr, Reivan.
Ja ni, pomylaa. Pewnie przynio mi si, e wstaam z ka. I za chwil si
obudz.
Ale si nie budzia. Za progiem faktycznie sta Nekaun. Nie wiedziaa, co zrobi lub
powiedzie.
Nekaun si umiechn.
- Nie wpucisz mnie?
Odsuna si bez sowa. Gdy j mija, poczua jego zapach i natychmiast ogarna j
tsknota. Nekaun odwrci si i spojrza na ni.
- Zbyt wiele czasu mino, odkd ostatnio rozmawialimy. Kiwna gow i zamkna
drzwi. Przesza do stou, nalaa wody do dwch szklanych pucharw i podaa mu jeden.
Tak jak kiedy.
Wypi, odstawi puchar, a potem podszed bliej i wyj jej z rki drugi. Tak jak
kiedy.
- Syszaa wieci? - spyta. - Auraya jest uwiziona i bezradna pod Sanktuarium.

Auraya. Zmarszczya czoo. To sowo wyrwao j z oszoomienia.


- Tak.
Westchn.
- Sam nie wiem, czemu bogowie kazali mi przez to przechodzi. Mnie chcieli
wyprbowa czy j? Nie wiem. I w tej chwili zupenie mnie to nie obchodzi.
- A wiec nie odpowiadao ci jej towarzystwo? - usyszaa wasny gos.
- Nudne nie do opisania. - Skrzywi si i zmruy oczy. - Bya o ni zazdrosna?
Odwrcia wzrok, wiedzc, e nie warto zaprzecza. Zamia si cicho i wzi j w
ramiona.
- Och, Reivan. Jeste taka niemdra. Kogo mogaby pociga tak skwaszona i
podejrzliwa kobieta? Wolabym uwodzi arema.
Jego zapach i ciepo odbieray jej zmysy. Wrci, mylaa. Ale na jak dugo, spyta w
mylach pospny gos. Sied cicho, rzucia.
- Tskniem za tob - powiedzia.
Serce zabio jej mocniej.
- Ja te za tob tskniam.
Przytuli j. Wiedziaa, co nastpi, i poczua, e serce bije jej jak szalone. Pochyli si,
by j pocaowa.
I wtedy znieruchomia, szeroko otwierajc ze zdumienia nagle rozjarzone oczy. Reivan
wysuna si z jego zesztywniaych ramion, troch przeraona wyrazem jego twarzy. Mocno
zmarszczy brwi, a potem odetchn krtko i spojrza jej w oczy. Wyranie by rozgniewany.
- Przykro mi, Reivan. Nie mog tu zosta. - Na moment zacisn zby. - Bogowie
wanie mi polecili, ebym zacz przygotowywa armi. Cyrklianie planuj inwazj.
Patrzya na niego, a szok niemal stumi rozczarowanie. Nekaun delikatnie dotkn jej
policzka, a potem odwrci si i wyszed z pokoju.
Drugi Gos Imenja przez cay dzie dbaa, by Mirar mia co robi - pokazywaa mu warsztaty
rzemielnikw na przedmieciach miasta. Zjedli wieo zowion ryb i rozmawiali o
uzdrawianiu i magii. Przez cay dzie zdawa sobie spraw, e do uwolnienia pozosta tylko
jeden Siyee. Oczekiwa, e lada chwila Imenja zaproponuje mu mier Aurai, ale nie
wspominaa o tym.

Kiedy wraca do Sanktuarium, wyczu w powietrzu szum satysfakcji i zadowolenia.


Dotar do pokoju, pooy si i wprowadzi w senny trans, zamierzajc przejrze umysy
wok siebie i odkry, co tak poruszyo Sugi. Zanim jednak wysa swj umys, przywoa go
kto inny.
:Mirarze!
:Surim? Tamun?
:Tak, odezwa si Surim.
:Mam wieci. Ze wieci.
:Tak?
:Gosy uwiziy Auray pod Sanktuarium, oznajmia Tamun.
Zaskoczenie wyrwao Mirara z transu. Gapi si na sufit, a potem zamkn oczy i
zmusi si do spowolnienia rytmu serca i oddechu. Potrzebowa irytujco dugiego czasu, by
znowu zapa w trans.
:Surim?
:Mirar. Wybudzie si?
:Tak.
:Przepraszam. Powinnam ci to przekaza delikatniej, zmartwia si Tamun.
:Nie przepraszaj. Powiedz mi, w jaki sposb i dlaczego.
:Wydaje si, e pod Sanktuarium jest pustka. Bya tajemnic znan tylko Gosom.
:Pustka. A wic Auraya jest cakiem bezbronna.
:Tak bezbronna, jak kady miertelnik.
:Dlaczego jej nie wyczua? Przecie nie weszaby tam, gdyby wiedziaa.
:Sama nie wiem. Pewnie jako odwrcili jej uwag.
:Ale dlaczego j uwizili? Dlaczego nie zabili? Mirar przerwa. Nie odkryli chyba, e
kiedy bylimy kochankami, prawda?
:Nie, o ile wiadomo to komukolwiek z tamtejszych miertelnych, zapewni go Surim.
:Dowiesz si, jeli zechc j wykorzysta przeciwko tobie, zauwaya Tamun.
:Raczej zaprowadz ci tam na d i zaproponuj, e pozwol ci j zabi w zamian za
co, ostrzeg Surim.
:I co zrobi, kiedy odmwi?
:Na twoim miejscu bym nie odmawia. Udawabym, e si zastanawiam.
:Nie ma pewnoci, e zrobili to z twojego powodu, powiedziaa Tamun. Cyrklianie
zbieraj swoje wojska. Planuj inwazj na Ithani Poudniow. Niedopuszczenie Aurai do
walki do decyzja rozsdna.

:Jeszcze rozsdniej byoby j zabi, zauway ponuro Mirar. Jeli pentadrianie wiedz,
e wybuchnie wojna, raz jeszcze sprbuj zwerbowa mnie i moich tkaczy.
:I co zrobisz?
Mirar nie odpowiedzia. Czy pentadrianie ka mu wybiera midzy zamaniem praw
swego ludu a powiceniem Aurai?
Pewnie sprbuj.
:Uwolni Auray, obieca Blinitom.
:To bdzie wyjtkowo gupie, ostrzega Tamun. Zyskasz tylko wrogo pentadrian i
ucierpi wszyscy tkacze snw.
:Tylko wtedy, gdy bdzie wiadomo, e to ja.
Zerwa senne poczenie i znw zapatrzy si w sufit, a potem posa swj umys, aby
przejrze umysy osb w pobliu.
Rzeczywicie, wieci o uwizieniu Aurai rozeszy si po caym Sanktuarium. Poszuka
chwil i znalaz umysy dwch Sug wojownikw strzegcych wrt do podziemnej sali.
Poprzez ich oczy zobaczy samotn posta z rkami przykutymi do ogromnego tronu. Serce w
nim zamaro, jakby rwnie przeraone tym widokiem, co umys.
W pustce nie miaa dostpu do magii. Bya bardziej bezbronna ni najmarniej
obdarzona ebraczka. Nawet gorzej, gdy nie bya przyzwyczajona do fizycznych trudw i
ponienia.
Wycofa si, zanurzy gbiej w senny trans i poszuka jej umysu.
:Aurayo?
Nie odpowiadaa. Po kilku prbach powrci do umysw Sug. Przykuta posta
poruszya si i zrozumia, e nie pi.
Na jej miejscu te nie mgbym zasn, pomyla. Zniechcony, mg tylko
obserwowa j cudzymi oczami.
Uwolni j, obieca sobie. Znajd jaki sposb. A kiedy mi si uda, Gosy nawet nie
bd podejrzewa, e miaem z tym co wsplnego.
Dwie gowy atwiej ni jedna tworz chytre plany. Opuci stranikw, zapad w senny
trans i poszuka umysu starej przyjaciki.

CZ TRZECIA

37
Tyziss od tygodnia odpoczywa na skraju lasu Si, majc pod dostatkiem poywienia i wody
dostarczonej przez miejscowy klan. Mimo to aby wzlecie, wci musia walczy z gbokim,
nieustannym znueniem. Pragn odpoczynku, ale bardziej tskni za Przestrzeni i swoj
rodzin. Wprawdzie wieci, e uciek pentadrianom, musiay ju tam dotrze, ale wiedzia, e
nie przestan si martwi, dopki nie wrci do domu.
Sreil lecia w pewnej odlegoci przed nim. Odkd wyruszy z Sanktuarium,
przywdca nie wypoczywa w adnym miejscu duej ni jedn noc. Odmawia pozostawania
gdziekolwiek duej. Postanowi, e nie bdzie powodem opnienia powrotu wojownikw
do Przestrzeni.
Musi by zmczony, pomyla Tyziss. Tylko poowa uwolnionych Siyee dotara do
granic Si. Woda i ywno, w ktre zaopatrzyli ich pentadrianie, nie wystarczya na tak
tras. Jednak Siyee i tak nie mogli zabra wicej.
Tyziss postanowi wrci do domu inn drog, wzdu wybrzea Sennonu. Ldowa w
pobliu wiosek i prosi o ywno i wod. Uzna, e nie ma ju powodu, aby si obawia
sennoskich pentadrian i tego, e donios o obecnoci Siyee.
Podr przetrwali jedynie ci wojownicy, ktrzy doszli do tego samego wniosku.
Jednak bya to dusza trasa i Tyziss potrzebowa czterech tygodni, by dotrze do Si. Sreil
zjawi si tydzie po nim.
Kiedy pierwsi Siyee dotarli do granic Si, miejscowy klan wylecia na pustyni z wod
dla kolejnych uwolnionych. Lecz wikszo Siyee, ktrzy zginli, prawdopodobnie zmara z
pragnienia wkrtce po przekroczeniu granicy Sennonu. Kilka dni przed przylotem do Si
Tyziss poda za lini sabych odciskw stp w rozpaczliwej nadziei, e zostawi je jaki
ziemiochodzcy, ktry moe mu pomc. Zamiast tego znalaz lecego na piasku Siyee. Gdy
wyldowa, zobaczy, e tamten nie yje. Ponowny start kosztowa go tyle energii, e niemal
zemdla. A tylko nieco dalej zauway studni.
Biedny Tilyl. Nie wiedzia, jak by blisko.

Stumi t myl i prbowa skupi si na domu, lecz umys wdrowa ku bardziej


mrocznym miejscom. Nie tylko pragnienie zabijao Siyee. Kiedy dzie po swoim przybyciu
Sreil postanowi wyruszy do Przestrzeni, kto zapyta go o kapana.
- Teel nie yje, a Auraya jest uwiziona - odpar ponuro Sreil. - Przemwia do mnie
we nie i opowiedziaa mi o tym.
Przynajmniej udao jej si uwolni nas wszystkich prcz jednego, pomyla Tyziss.
Nie potrafi sobie wyobrazi, jak pentadrianie zdoali j uwizi. Bya przecie potn
czarownic. Ale potni byli te przywdcy pentadrian, a jest ich picioro.
Siyee przelecia nad grzbietem i przed nim pojawia si wielka kamienna blizna na
zboczu gry - Przestrze. Tyzissa ogarny tak potne emocje, e poczu sabo i zawroty
gowy. Minie ramion zaczy dre. Odetchn gboko; zmusi si, by zachowa energi i
kontrol.
Nie poddam si teraz, tak blisko domu.
Mia wraenie, e mina caa wieczno, zanim osign ten daleki pas odsonitej
skay. Siyee wylecieli im na spotkanie i powitali gwizdami. Tyziss znw zacz dre, gdy
zobaczy on. Miaa zy w oczach - jego wasne osuszy wiatr.
A wreszcie zatoczyli krg, by wyldowa. Dotkn stopami ziemi i westchn z ulg.
Yissi obja go mocno. Wreszcie by w domu.
- Dziewczta? - zapyta.
Umiechna si.
- Zdrowe. Zostawiam je z siostr. - Zmarszczka pojawia si midzy jej brwiami. Och, Tyz... Polecisz od razu? Jeste taki wychudzony i zmczony.
- Polec? - zdziwi si.
Usysza mocny gos Sreila:
- Kiedy odlecieli? - zapyta.
- Przy ostatnim czarnym ksiycu - odpar starzec, w ktrym Tyziss rozpozna Mwc
Rylissa.
Sreil spojrza na przybyego wanie Siyee.
- Musimy do nich doczy.
- Nie - rzek twardo Ryliss. - Ty i twoi wojownicy jestecie zmczeni. Nie macie siy,
eby ich dogoni.
- Wystarczy nam jedna noc odpoczynku - odpar Sreil.

- Nie, Sreil. Zakazuj. Odeszo ju zbyt wielu i zostalimy niemal bezbronni.


Potrzebujemy wojownikw, na wypadek gdyby nas zaatakowano. - Mwca spojrza na nich i
ze smutkiem pokrci gow. - Mielimy nadziej, e powrci was wicej.
- Jestemy zbyt nieliczni, by odeprze atakujc armi - rzek Sreil. - Ale moemy
pomc cyrklianom w walce z pentadrianami. Nie ma sensu, ebymy tu zostawali...
- Tak ci zaley, eby znowu cign tych ludzi przez pustyni? - zapyta starzec.
Sreil patrzy na niego przez chwil, po czym pokrci gow.
- Oni nie walcz w zielonej Hani - wyjani Ryliss. - Chc zanie t wojn do
pentadrian. Przekrocz Sennon i zaatakuj poudniowy kontynent. Nie dogonisz ich na czas.
Bardziej prawdopodobne, e nigdy ich nie dogonisz. Zosta tu, gdzie jeste potrzebny.
Sreil si przygarbi. Kiwn gow i Siyee wok niego odetchnli z ulg. Tyziss
zwrci si do Yissi:
- Cyrklianie chc zaatakowa Ithani Poudniow?
Przytakna.
Wyprostowa si i pokrci gow.
- Kolejna wojna tak krtko po ostatniej? - Zmarszczy brwi, gdy pojawio si
podejrzenie. - Gdzie s moi rodzice?
- Wyruszyli - odpara, wzdychajc. - Nie byli jedynymi zbyt starymi lub zbyt
modymi, by i na wojn, a mimo to nasza armia bya o poow mniejsza ni ostatnio. Obja go w talii. - Gdybym nie bya taka pewna, e wrcisz, sama bym wyruszya.
Spojrza na ni i na widok jej powanej miny ogarna go czuo.
- Ty? Wojowniczk? - zapyta z artobliwym niedowierzaniem.
Szturchna go pod ebro.
- wietny z ciebie m. Tumacz ci, e nigdy nie straciam nadziei, ale szukaabym
zemsty za twoj mier, a ty si ze mnie namiewasz.
Kiwn gow.
- Tak. I pozwl mi si mia. Ostatnio nie miaem ku temu zbyt wielu powodw. A
teraz gdzie s te nasze dziewczta?
Umiechna si i poprowadzia go do altany.

wiato zasilanej magi iskry wypenio puste pomieszczenie. Emerahl schylia si, wchodzc
do wntrza przez niskie drzwi, i uspokoia si, e nic nie zostao naruszone. Jej mieszkaniem
bya teraz kopua upleciona z trzcin, umocowana do piaszczystego brzegu. Wszystko tutaj,
przy rzece, byo zbudowane z trzcin: od odzi i mebli po domy, a take te mae kopuy do
wynajcia.
ciany daway iluzj prywatnoci, cho w splocie pozostao do szczelin, eby kto
mg tu zajrze. Jak dotd jednak nie przyapaa nikogo na szpiegowaniu. Miejscowi uwaali
takie zachowanie za przestpstwo, jednak nikogo to nie powstrzyma, jeli zacznie
podejrzewa, e wiezie skarb wart fortun.
Otworzya trzcinowy kosz zawierajcy wieo kupion ugotowan na parze ryb i
trzcinowe pdy. Jedzc, spogldaa na kawaek maty, pod ktr zakopaa sakw ze skarbem.
Przynosi zreszt wicej kopotw ni poytku. Przez ostatnie dwa tygodnie nie
natkna si na miasteczko dostatecznie due czy bogate, by cokolwiek sprzeda. Nawet
najmniejsza byskotka z tego skarbu najwyraniej bya bardzo wiele warta i kady, komu
prbowaaby cokolwiek sprzeda, zaoyby, e j ukrada. I nawet gdyby si tym nie
przejmowa, mgby odgadn, e ma wicej, i prbowa j okra. Wprawdzie bya pewna,
e potrafi si obroni, ale nie chciaa zwraca na siebie uwagi.
Wedug Blinit kilka dni po tym, jak Emerahl uwolnia Raynor od skarbu,
przyapano go, gdy zakrada si do namiotu Barmonii. Przekona Barmoni, e Emerahl
oszukaa go i okrada. Barmonia wysa ostrzeenie do Mylicieli w Glymmie, nakazujc im
szuka kobiety podobnej do Emerahl posiadajcej skradzione cenne przedmioty.
W efekcie sprzeda biuterii w Glymmie staa si niebezpieczna. Blinita szukay w
miecie kogo, kto zechciaby kupi precjoza. Oczywicie moga niektre egzemplarze
rozdzieli i sprzedawa pojedyncze klejnoty, a osobno zote acuchy, ale nie podoba jej si
pomys handlu z jakim prymitywem, ktry nie pozna si na ich prawdziwej wartoci. To w
kocu byo co wicej ni zoto i drogie kamienie - pochodziy z innej ery, kiedy byo wicej
bogw ni teraz krajw w Ithanii.
Bezpieczniej bdzie sprzeda skarb na pnocnym kontynencie, ale to oznaczao, e
musi taszczy t cik sakw z sob. Kusio j, aby gdzie j ukry, ale nie znalaza jeszcze
miejsca, ktre uznaaby za dostatecznie bezpieczne. Tymczasem jednak koczyy si jej
pienidze. Jako uzdrowicielka nie moga tu liczy na due zyski; tkaczy snw mona byo
spotka rwnie czsto jak kowali czy kupcw. Par dni temu bya zmuszona sprzeda arema.
Pienidze, ktre za niego dostaa, powinny jej wystarczy a do Glymmy.

Jeli zdoa tam sprzeda kilka klejnotw, wykupi sobie miejsce na statku do Karienne.
Jeli nie, bdzie musiaa przej pieszo przez Przesmyk albo sprbowa odpracowa rejs
jedn z niewielkich odzi eglujcych do Diamyane, miasteczka na sennoskim kocu
Przesmyku. Tak czy owak, potem wyruszy do Czerwonych Jaski, do Blinit.
Blinita. Umiechna si. Zaniepokoio je, gdy dowiedziay si, e zaryzykowaa i
opucia Mylicieli, kierujc si tylko przeczuciem, e tajemnice bogw s ukryte w
skradzionym przez Raya skarbie. Teraz nie mogy si doczeka, eby ten diament zobaczy.
Moe uda im si zrobi z nim co wicej ni Emerahl.
Uznaa, e nie znajdzie ju misa na rybich ociach, i wytara donie. Wycigna
acuszek spod sukni i zbadaa wiszcy na nim diament. Przytrzymyway go dwa
skrzyowane srebrne paski, a na kadym widziaa glify. Pierwszy albo drugi w kadym
zestawie by odwrcony:
Jedno wiato/reim
Dwa wiata/ czulk nedej
Trzy wiata/ydwarp eiwd
Cztery wiata/ecinmejat yzrt
Przyjrzaa si dokadnie diamentowi. Srebrne pasma otaczay cztery najwiksze powierzchnie
kamienia. Kiedy uniosa klejnot do iskry, wiato rzucio cie na ciany. Jeeli by to jaki
jzyk, to tak stary lub tak zapomniany, e nigdy wczeniej si z nim nie spotkaa. Problem
polega na tym, e Blinita te nie.
Gdy wisior obraca si wolno na kocu acuszka, cienie glifw przesuway si,
niektre w lewo, inne w prawo. Te drugie byy rozmyte i rozpoznaa odwrcone wersje
ksztatw suncych w przeciwn stron. Ciemna linia cienia przesuna si po cianie, kiedy
przed iskr przemkn srebrny pasek. A za nim znowu linie i glify.
Nagle rozpoznaa jeden z nich. Peny glif z jzyka Sorli, przedstawiajcy wiato.
Odwrcia si i spojrzaa na wiato. Paszczyzna kamienia skierowana w stron iskry
zawieraa si midzy liniami oznaczajcymi jedno wiato/ mier i dwa wiata/jeden klucz.
Obracaa diament w palcach, cay czas trzymajc go t ciank do siebie. Jeli czytaa
tylko te glify, ktre byy odwrcone we waciw stron, pojawiajce si nad diamentem
sowa brzmiay:
Jedno wiato/jeden klucz

Emerahl umiechna si. Uywajc tej samej zasady, zdoaa odczyta reszt:
Dwa wiata/dwie prawdy
Trzy wiata/trzy tajemnice
Cztery wiata/mier
Chwycia acuszek i diament znw zawis w powietrzu. Przesuna iskr bliej i
patrzya, jak rosn linie i ksztaty na cianie. Odnalaza glif wiata i poczua dreszcz
podniecenia, gdy uwiadomia sobie, e to, co braa za kolejne obce symbole, to w
rzeczywistoci proste znaki liczb.
To podniecenie szybko zgaso. Nadal nie moga nic zrozumie. Obce glify na
przeciwnej stronie nakaday si i przesaniay te znajome. Przysunicie iskry tylko pogbio
ten efekt.
Gdybym moga pozby si symboli na odwrotnej stronie... Zamrugaa, a potem si
umiechna. Oczywicie, e mog. Musz przesun wiato poza nie.
Ale to oznaczao umieszczenie iskry we wntrzu diamentu. Nie bya pewna, czy w ten
sposb go nie uszkodzi.
Opucia naszyjnik na kolana i zastanowia si nad ryzykiem. Moe powinna
poczeka, a dotrze do Blinit, a przynajmniej zapyta, czy mona wsun wiato do
diamentu, nie niszczc go przy tym. Moe ju tego prboway.
Spojrzaa na mat, pod ktr zakopany by skarb.
A moe sama mog sprawdzi na jakim innym klejnocie.
Najpierw sprawdzia, czy w pobliu nie ma innych umysw, ale nie znalaza nikogo
bliej ni ssiednia trzcinowa kopua, oddalona o kilka krokw. Szybko i ostronie wydobya
skarb, pilnujc, by wilgotna ziemia nie zasypaa maty, co by sugerowao, e co jest tu
zakopane. Przeszukaa biuteri i inne wiecideka. Z satysfakcj znalaza diament
umieszczony w zotym piercieniu, wpltany w acuchy na samej grze.
Uwolnia go, usiada i przyjrzaa si. Kamie nie mia adnych oznacze. Przez
ostatnie kilka tygodni starannie przejrzaa ca zawarto skarbu. Nie znalaza niczego, co
zawieraoby jakie glify czy inne wyrniajce cechy.
Przysuna iskr blisko i uczynia j ma i tak zimn, jak tylko potrafia. Powoli
przysuna j do powierzchni diamentu. Nie napotkaa na aden opr, kiedy si woli pchna
iskr dalej i wsuna do wntrza.

Efekt okaza si cakiem adny. Fasety kamienia rzucay na ciany kolorowe wzory.
Przesuway si, wzmacniajc najlejszy ruch rk; niewane, jak bardzo usiowaa trzyma
nieruchomo donie, pomieszczenie i tak wygldao, jakby si trzso.
Wysuna wiato z klejnotu, odoya piercie i signa po naszyjnik. Odetchna
gboko, przytrzymaa go w miar moliwoci nieruchomo i wsuna wiato do rodka.
Na cianach zataczyy glify i linie; po chwili znieruchomiay. Rozejrzaa si i
ogarno j potworne rozczarowanie. Glify wci si na siebie nakaday, tworzc pltanin
niezrozumiaych symboli. Gdy jednak obejrzaa si za siebie, poczua dreszcz tryumfu i ulg.
Jeden fragment by wyrany. Linie i liczby otaczay glif, ktry rozpoznaa.
Jednak teraz zrozumienie tego, co widzi, utrudniaa zakrzywiona ciana kopuy.
Potrzebowaa paskiej ciany albo jakiej innej rwnej powierzchni.
Rozejrzaa si i zobaczya, e rzucony na torby szal miejscami wisi praktycznie pasko.
Wysuna wiato z diamentu, odoya naszyjnik i signa po koc. Zawiesia go u sufitu,
uywajc haczykw i linki na ryby.
Signa po diament i znowu bardzo ostronie wsuna w niego iskr. Odwrcia
naszyjnik paszczyzn jedno wiato/jeden klucz w stron koca, a potem spojrzaa na
ksztat, ktry si pojawi.
Omiokt wyrysowany rwnymi liniami... Porodku tkwi glif oznaczajcy wiato.
Omiokt przecinay linie punktw, a kada bya oznaczona liczb. Cay ten wykres falowa
od niewielkich drga jej doni.
Nie miaa pojcia, co to znaczy. Sowo wiato wewntrz omiokta z pewnoci
oznaczao iskr wewntrz diamentu. Ale co oznaczaj te liczby i promieniste linie?
Nigdy nie radzia sobie dobrze z liczbami i rwnaniami. To zadanie dla Blinit,
uznaa. Przygldaa si tak dugo, a wszystko dobrze zapamitaa, a potem wysuna iskr z
diamentu. Zawiesia sobie acuszek na szyi, odoya piercie na miejsce i znw zakopaa
skarb. Sprawdzia jeszcze, czy kopua jest dobrze chroniona magiczn barier, i pooya si
spa.
:Z pocztku uznaem za mao prawdopodobne, by uratowane dziecko Elai byo ksiniczk,
opowiada Mirar Aurai. Z pewnoci ksiniczka jest zbyt dobrze strzeona, aby wpa w rce
piratw. Ale kady, czyj umys przegldaem, wierzy, e to prawda.
:Podobnie kady, kogo ja spotkaam.

:A potem wczoraj Nekaun powiedzia mi o pakcie, ktry zawarli z Elai. Wydawao si,
e jest z tego bardzo dumny, chocia sam nie przyczyni si do jego podpisania. To dzieo
Drugiego Gosu Imenji i jej Towarzyszki.
:Nie wyobraam sobie, eby krl Elai podpisa traktat z ziemiochodzcymi za co
mniej istotnego ni powrt swojej crki. To prawdziwy wyczyn.
:I niespodzianka. Nie widz, jak korzy mgby przynie pentadrianom ten traktat.
Elai nie s ani potnym, ani licznym ludem. Mog ograniczy liczb piratw, ale nie bardzo
wspomoe to handel, skoro niewielu pentadriaskich kupcw ma ochot pywa do Torenu
czy Genrii.
:Ale jeli potrafi zatapia statki, mog by cennym sprzymierzecem podczas wojny.
Biali powinni si o tym dowiedzie. Auraya zastanowia si. Przelesz im ode mnie
wiadomo?
Mirar poczu ucisk w odku.
:Nie uwierz adnym moim sowom.
:Nie musz wiedzie, od kogo pochodzi przekaz. To musi by anonimowe ostrzeenie.
:Nie jestem pewien, czy to rozsdne. Co Biali zrobi z Elai? Kiedy si dowiedz, e lud
morza przyczy si do pentadrian, mog ich zaatakowa jeszcze przed bitw, eby nie mogli
wzi w niej udziau. Najlepiej nie ujawnia tej sprawy. Wtpi, czy Elai bd mieli wpyw na
wynik wojny. A jeeli Biali wygraj, przynajmniej zostaje szansa na pniejszy pokj.
:Biali ich nie zaatakuj, zapewnia Auraya. Ale musz wiedzie, e ich statki s w
niebezpieczestwie.
Mirar zacz aowa, e poruszy ten temat. Wydawao si niewaciwe, e nie
zgadza si z Auray, gdy ta od tygodni tkwia przykuta w podziemnym wizieniu, a
tymczasem on wci by szanowanym gociem. Nie znalaz jeszcze sposobu, by j uratowa,
ukrywajc swj w tym udzia, by nie zniszczy dobrych stosunkw midzy tkaczami snw a
pentadrianami. Nie mg jednak pozwoli, by wyrzuty sumienia i lito skoniy go do
zrobienia czego, z czym si nie zgadza.
:Czy udao ci si przejrze umysy tak odlege, jak cyrkliaska armia? spyta,
zmieniajc temat. Moe wiesz co o ich planach?
:Jeszcze nie. Ale obawiam si, e napotkam ten sam kopot co wtedy, kiedy
szpiegowaam pentadriaskie narady wojenne. Bd tam bogowie, wic musz trzyma si z
daleka, eby mnie nie wykryli.

Mirar poczu uczucie lku. Musia zakada, e jeli podczas przegldania umysw
kto potrafi wyczu bogw, jak Auraya, to bogowie potrafi wyczu jego. Niestety, sam nie
mia okazji, eby szpiegowa narady wojenne. Zawsze wtedy by zajty, oprowadzany po
Glymmie czy Sanktuarium przez Oddane Sugi.
:Wystarczy, e po radzie przejrzysz umysy Towarzyszy i sprawdzisz, co zapamitali,
poradzi jej. To samo zrb z doradcami Biaych.
:Owszem, zgodzia si. Cho myli Towarzyszki Reivan zawsze kr wok Nekauna.
:Jest nim zauroczona, zgodzi si Mirar. Chocia nie wydaje mi si, eby naprawd go
lubia. Wiem, e jej pani nie lubi go na pewno... Zauwaya, e plotkujemy jak stare baby?
:To bardzo uyteczne plotki, jeli tylko potrafimy jako wykorzysta sytuacj.
:To prawda. Kopot polega na tym, e nie mam pojcia jak.
:Wymylisz co. Albo ja wymyl. Nie mam tu nic innego do roboty.
Mirar poczu bl w sercu.
:Na pewno dajesz sobie rad?
:Tak. Nic mi nie jest. Potrafi wytrzyma odrobin fizycznej niewygody.
Nie przypomnia jej, e drczy j co wicej. Wprawdzie nic o tym nie mwia, lecz
wiedzia, e yje w bezustannym lku. W kadej chwili Nekaun moe postanowi, e czas j
zabi. Mirar nie by cakiem pewien, dlaczego przywdca pentadrian jeszcze tego nie zrobi.
Jaki dwik zwrci jego uwag i Mirar poczu, e wyrywa go z sennego transu.
:Musz i, Aurayo. Pocz si z tob wieczorem.
:Lepiej tak zrb, odpara. Albo ja...
Lecz reszty ju nie usysza. Gono rozbrzmiewao pukanie do drzwi. Wsta z ka,
rozejrza si i westchn.
Obawiaem si, e nie zdoam porozumie si z Gosami, e nie zechc mnie w swoich
krainach. Teraz, kiedy powitali mnie z otwartymi ramionami, nie umiem si z tego cieszy.
Gdyby nie byo tu Aurai, bybym zachwycony. Ale e jest ich winiem, odruchowo myl o
nich jak o wrogach.
Bya to dziwna i skomplikowana sytuacja, a cyrklianie przybywajcy, by wyda wojn
pentadrianom, z pewnoci nie czynili jej prostsz.

38
Zgrzyt otwieranych wrt przywoa Auray do rzeczywistoci. Serce jej zamaro, gdy
zrozumiaa, e kto wchodzi do sali, a potem poczua ucisk w odku, gdy zobaczya, e to
Nekaun.
Jak zawsze w jej umyle toczyy si pytania. Czyj uwolni? Czy j zabije? Czy bdzie
j przesuchiwa, torturowa, czy w zamian za wolno poprosi o jak straszn usug?
Nabraa tchu, wyprostowaa si i odepchna pytania i wtpliwoci, ktre pogray
umys w lku.
Zatrzyma si i patrzy na ni w milczeniu, z lekkim umieszkiem na wargach.
Nie, wyglda na to, e bdzie si zachowywa tak jak poprzednio, pomylaa,
odpowiadajc sobie na wczeniejsze pytania.
Niemal tsknia za samotnoci pierwszych dni, kiedy nikt jej nie odwiedza i nikt na
ni nie zwraca uwagi. Jedyn wskazwk, e kto pamita o jej obecnoci, byli Sudzy
strzegcy wrt.
Przykuta do tronu nie moga si pooy, by zasn. Zamiast tego osuwaa si do
pozycji na wp klczcej, na wp wiszcej. Ramiona drtwiay jej z wolna, a barki i kolana
zaczynay bole. Chd w sali te nie pomaga, ale byo to najmniejsze z jej zmartwie.
Po jednym dniu cykle biologiczne ciaa zaczy stwarza nieprzyjemne problemy.
Najpierw bya spragniona, potem zacz j drczy gd. Nieatwo byo je znie, ale
konsekwencje byy o wiele mniej poniajce ni konieczno wyprniania si. Nie moga
zdj szaty ani odsun si zbyt daleko. W kocu wyginaa ciao jak moga najdalej w jedn
stron, aby nie musiaa sta we wasnej urynie i ekskrementach.
Kto by pomyla, e zwyke procesy biologiczne, ktrym czowiek podlega
codziennie i waciwie o nich nie myla, mog wywoa takie trudnoci? Pocieszaa si, e
jeli nie dostanie jedzenia i picia, to wkrtce przestan j drczy takie problemy.
Gdy Nekaun powrci po trzech dniach, bya zbyt saba, aby usta prosto. Nic nie
powiedzia, tylko marszczy z niesmakiem nos, patrzc na ni i obrzydliwy stos obok. A
potem zacz si nad czym zastanawia, a oczy mu bysny. Odwrci si do Sug i
przemwi.

Niemal krzykna, aby zaprotestowa przeciwko jego rozkazom. Jednak ugryza si w


jzyk, uznajc, e bardziej poniajce bdzie baganie go i proszenie ni wytrwanie tego, co
dla niej zaplanowa. Zreszt bagania pewnie i tak by go nie powstrzymay.
Sprowadzono domowych. Rozcili na niej szat i wylali wiadra zimnej wody na ni i
na posadzk. Przynieli jej wod do picia i rzadk ma, ktr - jak si domylaa - gotowali z
jakiego ziarna. Nie moga sama je, wic pozwolia, aby wlewali jej wod i ma prosto do
ust.
Nekaun si umiecha. Oczy rozjarzyy mu si mocniej, kiedy rozebrano j do naga, i
znw przygasy, gdy bya karmiona. To oczywiste, e bawio go jej ponienie. Miaa ochot
splun na niego t mazi, ale bya zbyt godna, by j marnowa.
Tego dnia odkrya, e jednak chce y. Nie bya pewna, jak bardzo, ale baa si
odkrycia, co byaby skonna zrobi, by przey... I nie tylko. I w ktrym miejscu zmieni
zdanie i zapragnie umrze...
Jeli Nekaun chcia odpowiedzi na te same pytania, to chyba si z tym nie spieszy.
Jedyne, co robi, to drwi z niej.
- Witaj, Aurayo - mwi. - Mam nadziej, e kwatera ci odpowiada.
Nie zwracaa na to uwagi. Za kadym razem pyta o co podobnego. Jeste
zadowolona z pobytu? Czy mgbym co dla ciebie zrobi?.
Zauwaya ruch za jego plecami i skupia wzrok na domowych, ktrzy weszli do sali.
Wyminli go niepewnie. Pierwsza dwjka trzymaa wiadra wody. Zacisna zby, czekajc na
codzienn zimn kpiel. Drugie wiadro wylali na podog, a potem uyli szczotki, eby
oczyci posadzk z fekaliw.
Trzeci z domowych unis do ust Aurai misk z wod. Wypia wszystko, wiedzc, e
na wicej moe liczy dopiero jutro. Ostatni przynis tradycyjn misk mazi z ziarna.
- Stj - poleci Nekaun.
Auraya poczua, e zamiera w niej serce, gdy domowy opuci misk. Nekaun zbliy
si, a Auraya miaa nadziej, e jej twarz pozostaa obojtna i nie zdradza lku. Bya pewna,
e kada oznaka strachu zachci go tylko, by znalaz nowe sposoby drczenia jej.
Wzi misk od domowego i unis jej do ust.
Zawahaa si tylko przez chwil. Jeli odmwi jedzenia z jego rki, bdzie godowa,
a si podda. Lepiej udawa, e to nie ma znaczenia.
Patrzy z umiechem, jak je. Unikaa jego wzroku, skupiajc si na niewielkiej blinie
z boku jego nosa. Nie zauwaya jej wczeniej. Ciekawe, skd si wzia? pomylaa.

Przechyli mocniej misk, zmuszajc j, by przekna szybko, inaczej ma przelaaby


si nad krawdzi i zmarnowaa. Kiedy naczynie byo puste, Nekaun odstpi. Odsun misk
na bok i ktry z domowych odebra j pospiesznie.
- Odejdcie - poleci.
Oddalili si pospiesznie z wyran ulg. Jeden z nich zastanowi si, dlaczego tak
bardzo boj si Pierwszego Gosu tutaj, a gdzie indziej ju nie. Uzna, e w tej sytuacji nie
wiedz, czego si po nim spodziewa. Czarownica bya wrogiem. Nekaun mgby rozkaza,
by uczyni z ni co potwornego, a domowy nie chcia by tym, na ktrego to spadnie.
Jeeli Nekaun sysza myli domowego, nie da tego po sobie pozna. Patrzy na
Auray. Ona wbia wzrok w cian ponad jego ramieniem. Cho nie widziaa jego myli,
czasami czua, e wie, co zajmuje mu umys. Tak jak teraz, kiedy zsun wzrok poniej jej
twarzy. Albo udawa, e interesuje go jej nago, by bardziej j zastraszy, albo... albo by
podniecony.
Zrobi krok w jej stron, potem nastpny. Poczua, e serce znw zaczyna
przyspiesza, i spowolnia oddech, starajc si zachowa spokj. O krok przed ni zatrzyma
si i zmarszczy nos.
- Doprawdy, Aurayo - powiedzia, krcc gow. - Powinna lepiej o siebie zadba.
mierdzisz okropnie.
Odwrci si na picie i odszed.
Patrzya, jak wychodzi. Sudzy zamknli za nim wrota. Kroki z wolna ucichy.
Odetchna z ulg.
Prbuje mnie tylko zastraszy, tumaczya sobie.
Opara si o podstaw tronu i wysaa swj umys do wiata. W ten sposb spdzaa
wikszo godzin na jawie. Kilka razy dziennie sprawdzaa, co si dzieje z Figlem. Jedna z
domowych wzia go do swojej kwatery. Zosta, poniewa Auraya zachcaa go do tego przez
senne cza, a by przyzwyczajony do tego, e zostawia go pod czyj opiek.
Wieczorami kontaktowaa si przez sen z Mirarem. Przez reszt czasu przegldaa
myli ludzi. To, e bya przykuta w zimniej, pustej sali, nie pobudzao szczeglnie jej umysu,
a przynajmniej nie w pozytywny sposb. Badanie wiata dawao jakie zajcie.

Bya dumna z tego, e coraz lepiej potrafia wyczuwa umysy. Za kadym razem, gdy
tego prbowaa, odczytywaa myli z wikszej odlegoci ni poprzedni: W ten sposb ju
dzie po swoim uwizieniu usyszaa plotki o wojnie. Zamanie przysigi przez Nekauna
nabrao wtedy sensu. Jeli cyrklianie przygotowywali inwazj, nie chcia ryzykowa, e nie
uda si jej oczarowa. Wiedzia, e jeeli j wypuci, Auraya prawdopodobnie wrci do
Biaych i bdzie walczy wraz z nimi.
Zrobiabym to? zapytaa sam siebie. By moe. To by mi si nie podobao, ale jeli
taki byby rozkaz bogw, walczyabym za nich.
Nie rozumiaa za to, dlaczego Nekaun jej nie zabi. Po co j wizi? Czy planowa
dobi innego targu, a ona miaa by zapat? Czy sdzi, e skoni Biaych do zaniechania
inwazji w zamian za jej wolno?
Umiechna si krzywo. Huan nigdy si na to nie zgodzi. Ale Chaia... by moe.
Mylaa o jego wiadomoci przesanej przez umierajcego kapana Siyee. aden z
domowych, ktrzy si ni zajmowali, nie wymwi nie tylko tego hasa, ale w ogle
adnego sowa. Wtpia, by wiadomo od Chai nadesza poprzez Nekauna. A nikt inny jej
nie odwiedza.
Natomiast bogowie owszem. Saru, Yranna i Lore przez krtki czas kryli wok niej.
Dowiedziaa si z ich rozmowy, e przybyli potwierdzi fakt jej uwizienia, ale nie zdradzili
nic wicej.
Czy Chaia mia jaki plan, by j uwolni? Czy by zbyt zajty przygotowaniami do
wojny? Niewiele mgby zrobi w krainie, gdzie nikt go nie czci i nikt nie wykonywa jego
polece.
Moe planuje, e zostan uwolniona po zwycistwie cyrklian. Ale Nekaun pewnie
dopilnuje, abym zgina, gdyby pentadrianie przegrali. Wyda stranikom rozkaz, eby mnie
zabili.
Uchylia jedn powiek i spojrzaa na Sugi przy wrotach. Chyba e kto ich
powstrzyma.
Mylaa o tej sugestii, ktr podsuchaa u bogw, e mog pozby si Mirara, chocia
cieszy si ochron Gosw. Jeli jest tu jaki skrytobjca, moe on mgby jej pomc.
Ale nie zrobi tego, chyba e na rozkaz Biaych. A ona nie zdoaa powiadomi Biaych
o swojej sytuacji. Nawet gdyby Nekaun nie odebra jej kapaskiego piercienia, nie mogaby
go uywa - pustka blokowaa jego dziaanie. Zamiast tego staraa si poprzez senne cza
skontaktowa z Juranem, jednak bez sukcesu. Prbowaa poczy si z Mairae, a nawet
Dyar, ale adna z nich nie odpowiadaa. Dzi rano Mirar podsun jej pewn myl.

Wystarczy, e przejrzysz umysy Towarzyszy... To samo zrb z doradcami Biaych.


Nie moga si poczy przez sen z Biaymi, ale moe uda jej si dosign Danjina.
Opara si o tron, spowolnia oddech i zapada w senny trans, a potem zawoaa
Danjina po imieniu. Pocztkowo nie byo adnej reakcji, lecz po kilku prbach usyszaa
znajomy, cho zdziwiony mylowy gos.
:Auraya?
:Tak, Darninie. To ja.
:Auraya... Ja ni.
:Tak, nisz, a jednak nie. W ten sposb porozumiewaj si tkacze snw.
:Senne cze?
:Tak.
Przerwa, a ona wyczua u niego trosk i poczucie winy.
:Nie powinienem z tob rozmawia.
Dreszcz przebieg jej po plecach.
:Dlaczego? Czy Biali wierz, e przeszam na stron wrogw?
:Oni... rozwaali tak moliwo. Od tygodni nie mieli od ciebie wiadomoci.
:Nie mog do nich dotrze. Nekaun oszuka mnie i uwizi wewntrz... Przerwaa,
przypominajc sobie, e przecie Danjin nie wie, co to jest pustka. A czy wiedz o tym Biali?
Ona sama nie miaa pojcia, dopki nie spotkaa Jade.
:Aurayo? zapyta niespokojnie Danjin.
:Nekaun zabra mi mj kapaski piercie. Prbowaam si poczy przez sen z
Juranem i innymi, ale to nie dziaa. Moe dlatego, e nigdy nie pi, kiedy prbuj; albo nie
mog... albo mnie co nie pozwala. Chc, by przekaza Juranowi, e jestem winiem.
Danjin nie odpowiedzia.
:Danjinie?
:Tak. Jestem... Nie jestem blisko Jurana. Powiem Elli, a ona przekae to dalej.
Wyczua podejrzliwo.
:Nie jeste pewien, czy moesz mi wierzy, stwierdzia.
:Tak, przyzna. Biali radzili, ebym zachowa ostrono.
To j zabolao, a potem rozgniewao.
:Wic powiedz im ostronie. Oni zdecyduj, czy mi wierzy, czy nie.
:Chc ci wierzy. Wierz ci. Mwi tak, jakby co go drczyo. Bd ci wierzy, dopki
nie pojawi si dowody, e nie powinienem. Ale musz si zachowywa tak, jakbym ci nie
wierzy, dopki co mnie nie przekona.

I to mu si wcale nie podoba. Ach, Danjinie, pomylaa. Tskni za tob.


:Rozumiem. Dzikuj ci, Danjinie.
Przesza do penej wiadomoci, rozejrzaa si po sali i westchna.
No c, Chaia mnie uprzedza, e Huan wykorzysta przeciwko mnie tych, ktrych
kocham.
Dua, wyoona terakot komnata odbijaa echem rozmow Gosw, Towarzyszy, Sug i
Mylicieli. Stojca obok Imenji Reivan spogldaa na podog. Mozaikowa mapa poyskiwaa
delikatnie, odbijajc wiato lamp, wniesionych tu, aby wspomc dzienny blask sigajcy do
komnaty od strony drzwi. Na pododze ustawiono gliniane figurki cyrklian i pentadrian.
Wyglday jak zabawki zapomniane przez dziecko. I to bogate dziecko, gdy figurki byy
przepiknie

wykoczone.

Reivan

zauwaya

wrd

cyrklian

maych

Siyee.

przeciwiestwie do skrzydlatych ludzi przedstawionych na mozaice, ci byli odwzorowani


dokadnie, a po koci widoczne przez membran skrzyde.
- Idzie Nekaun - rozleg si gos od strony wejcia.
Wszyscy zamilkli i odwrcili si w oczekiwaniu. Gdy Nekaun wszed do wntrza,
wiele rk wykrelio w powietrzu symbol gwiazdy. Pierwszy Gos mia dziwny wyraz twarzy,
ktry jednak znikn, gdy Nekaun zobaczy, e wszyscy go witaj. Rozejrza si po komnacie,
kiwajc gow w odpowiedzi.
- Wybaczcie mi spnienie - powiedzia. - Inna sprawa wymagaa mojej obecnoci. Przeszed na skraj mapy i spojrza na figurki cyrklian. - Czy tutaj jest wroga armia?
- Tak twierdz nasi szpiedzy - odpar Oddany Suga Meroen.
Mczyzna mia ledwie trzydzieci par lat, ale podczas ostatniej wojny wykaza, e
jest inteligentnym strategiem.
Nekaun okry map, a oczy wszystkich podyy za nim. Do Reivan dobiego ledwie
syszalne prychnicie Imenji i odgada, co myli jej pani. Pierwszy Gos nie musia okra
mapy - po prostu chcia cign na siebie uwag.
- Czy cesarz Sennonu odpowiedzia na moj wiadomo? - zapyta Nekaun, tym razem
patrzc na Vervela.
Trzeci Gos pokrci gow.
- Nie.
Nekaun musia o tym wiedzie, pomylaa Reivan, ale zapyta pewnie po to, by
informacja dotara do wszystkich. Pokiwa gow i rozejrza si po komnacie.
- Czy kto ma pomys, co mogoby zmieni jego decyzj?

Gdy nie usysza odpowiedzi, znw spojrza na biae figurki.


- Jak dua jest cyrkliaska armia?
Teraz odezwao si kilka osb. Meroen mwi o zgromadzonych do tej pory tysicach,
inni zaczli si zastanawia, jak wielu moe si do nich przyczy. Na miejscu nie byo
jeszcze Dunwayczykw. Otwarta pozostawaa kwestia, czy Sennon wystawi wasne wojsko,
czy raczej nie bdzie si angaowa, ograniczajc udzia w wojnie do zgody na przemarsz
cyrkliaskich wojsk.
- Tym razem jest mniej Siyee - doda Meroen.
- Jak szybko podruj cyrklianie? - spyta Nekaun. - Kiedy dotr do Przesmyku?
- W rwnym tempie, jeli nie zatrzymaj ich burze piaskowe, w cigu jednego cyklu
ksiyca - odpar Shar. - Wdruj przez pustyni. Bd musieli nie wod i ywno.
Miasteczko Diamyane nie zdoa ich wyywi, wic musz transportowa zapasy z pnocy.
- A wic zaatakujmy ich karawany z zaopatrzeniem.
- Albo statki.
Nekaun umiechn si.
- Nasi przyjaciele Elai mog si na co przyda. - Spojrza na Imenj. - Czy
odpowiedzieli ju na nasz prob?
- Wtpi, czy zdya do nich dotrze - odpara.
Rozejrza si po komnacie.
- Jakie s nasze silne i sabe punkty?
- Sabych mamy niewiele - rzek Vervel. - Przesmyk to skuteczna bariera. Wojska
cyrkliaskie nie mog jej przekracza zbyt szerokim frontem. Nie brakuje nam zapasw
ywnoci ani wody i walczymy na znanym terenie. Powinnimy bez kopotu zebra podobnie
wielk armi. Nasze floty s rwne si, ale nasze zaogi lepiej wyszkolone.
Oddany Suga Meroen pokrci gow.
- Dlaczego atakuj, jeli nie maj wyranej przewagi?
- Musz liczy na pomoc Aurai - rzek Shar.
- By moe - umiechn si Nekaun. - Ale jej nie dostan.
- Czy zawrc, jeli dowiedz si, e zostaa uwiziona? - zapytaa Genza.
Kilka osb zabrao gos rwnoczenie.
- Na pewno ju wiedz.
- A jeli nie wiedz, zadbajmy, eby si dowiedzieli.
- Polijmy im jej trupa.

Nekaun nadal si umiecha, cho z wyranym roztargnieniem. Mia ten sam


niezwyky wyraz twarzy jak wtedy, gdy zjawi si w komnacie. Z jakiego powodu wzbudza
u Reivan dreszcz. Byo w tym umiechu co nieprzyjemnego.
- Kiedy cyrklianie dotr do Przesmyku, bd musieli zwolni - rzek Meroen,
podnoszc gos tak, by by syszanym. - Ale pamitajcie, Przesmyk dla nas te jest barier.
Moemy da si wcign w dugotrwa wojn. Zboa nie bd zasiane, kupcy nie
przypyn, a Gosy nie bd mogy opuci Przesmyku, aby Biali nie wykorzystali ich
nieobecnoci.
W komnacie zapanowaa cisza. Nekaun zmarszczy brwi, patrzc na Meroena, a potem
przesuwa wzrokiem od twarzy do twarzy.
- Co zatem zrobimy, aby unikn takiego impasu?
Podnis si gwar, gdy obecni zaczli omawia t kwesti.
- Moemy ukry nasz armi za grami Sennonu - zaproponowa jeden z Mylicieli. Kiedy dotr do Diamyane, zaatakujemy ze wszystkich stron i wepchniemy ich do morza.
- Zobacz nas zwiadowcy Siyee.
- I stracimy nasz gwn przewag: Przesmyk - odpar spokojnie Nekaun. - Nie,
pozwlmy im rozbi obz w Diamyane, a potem odetnijmy im linie zaopatrzenia. Niech
troch pogoduj, zanim ich zamiemy.
Umiechn si znowu i przez moment wpatrywa w pustk. Reivan zadraa i
odwrcia gow. Kiedy ponownie spojrzaa, zauwaya, e si jej przyglda. I nagle poczua
si gupio. On tylko przewiduje zwycistwo. Po prostu niepokoia j ta sugestia dzy krwi w
oczach czowieka, ktrego wpucia do oa. To powinno go uczyni bardziej ekscytujcym.
Potnym. Niebezpiecznym. Ale jako nie czynio.
Odwrci wzrok, a na jego twarzy pojawi si zupenie inny wyraz. Poczua, e ogarnia
j chd.
Chyba e sobie to wyobrazia... a wiedziaa, e nie... by to wyraz nieskrywanej
pogardy.

39
Dunwayska armia wygldaa imponujco.
Wojownicy maszerowali drog po dziesiciu w szeregu. Na czele kadego klanu szed
czowiek cakiem nagi, jeli nie liczy krtkiej skrzanej spdniczki; nis jaskrawo
pomalowan wczni. Czonkowie klanu kolejno zajmowali t pozycj i kady rozbiera si,
by odsoni klanowe tatuae. Zmieniali si nie dlatego, by unikn dugich godzin zej
pogody, gdyby si trafia, ale dlatego, e w przeciwnym wypadku wszyscy wojownicy
walczyliby o ten zaszczyt.
Kady z pozostaych wojownikw dwiga uzbrojenie wace okoo poowy ciaru
ciaa, albo i wicej. Nawet czarownicy, gdy posiadanie ponadprzecitnych Darw nie
zwalniao od wojskowego szkolenia. Dwukoowe bojowe platteny, zaprzone w hodowane i
szkolone do walki reyny, jechay za oddziaami, by wojownicy nie musieli cierpie
upokorzenia deptania po odchodach zwierzt - z wyjtkiem tych, ktre cigny platten ich
przywdcy. Jeszcze dalej toczyy si czterokoowe tarny z zapasami i sucymi klanw.
Danjin mia dobry widok na t kolumn walecznoci. Ich platten nie mia osony. Ella
oraz I-Portak siedzieli twarzami naprzd, a Danjin i dunwayscy doradcy jechali zwrceni do
Biaej i swego wadcy.
Nie musieli si oglda, by wiedzie, e wojsko poda za nimi - rytmiczne tupanie
stanowio niemilknce to rozmw. Kiedy Danjin spoglda poza Ell i I-Portaka, prawie go
hipnotyzowao to niemal idealnie rwne unoszenie si i opadanie gw i ramion.
Jeszcze bardziej fascynowao go rozbijanie obozu. Wszyscy znali swoje zadania i
pracowali, nie potrzebujc ustale ani rozkazw. Wszystko dziao si z wypraktykowan
sprawnoci, wiadczc o doskonaym szkoleniu. Jeli ktokolwiek z Dunwayczykw
odczuwa niepokj przed nadchodzcym starciem, nie dawa tego po sobie pozna.
Ciekawe, co si dzieje z nieudacznikami. Z chopcami, ktrzy wyrastaj sabi. Z
mczyznami, ktrzy cierpi od ran, chorb albo melancholii. Czy s ukrywani, czy usuwani
z klanu, by pracowa jako sucy?

Wspomina dzie, kiedy wojska wychodziy z Chonu. Kobiety stay na ulicy i rzucay
na drog cierpko pachnce zioa, by wojownicy po nich przeszli. Niektre wyglday na
przeraone, inne jakby odczuway ulg.
Mam nadziej, e moje listy dotr do domu... Stumi westchnienie. Szkoda, e nie
mogem zobaczy si z Silav i dziewczynkami. A nawet z moim ojcem, cho jestem pewien,
e mnie przeyje, nawet jeli nie zgin na tej wojnie.
ni o rodzinie kadej nocy, odkd dowiedzia si o losie wieniakw. Wystarczajco
cikie byo ogldanie egzekucji pentadrian, cho to reakcje wieniakw okazay si
najtrudniejsze do zapomnienia. Niektrzy wiwatowali, niektrzy pakali, ale wikszo kulia
si w milczeniu, blada ze strachu. Mieli powody, by si obawia - dunwayska sprawiedliwo
bya surowa. Pniej, w Chonie, ci najbardziej sprzyjajcy pentadrianom zostali straceni.
Tych, ktrzy tylko nie protestowali, zesano do pracy w kopalni. Jednak - co Danjin przyj z
ulg - I-Portak okaza si askawszy dla tych, ktrych Ella wymienia jako bezsilnych, by
zaprotestowa przeciwko obecnoci pentadrian. Oni, a take starcy i dzieci zostali odesani do
wioski. Danjin wyobraa sobie, e jest teraz smutnym miejscem, zamieszkanym przez tak
niewielu ludzi.
W snach o rodzinie toczy bezsensowne rozmowy z Silav i crkami. Czasami nie
wiedziay, e jest przy nich, choby nie wiadomo jak stara si zwrci na siebie uwag.
Wspominajc teraz te sny, odczuwa znajome poczenie obaw i rezygnacji. Jeli nie wrci...
Nie myl o tym, powtarza sobie. Mylc, moesz sprawi, e tak si stanie...
Jednak w ktrym momencie midzy wyjazdem z Chonu a chwil obecn myl, e nie
przeyje tej wojny, zagniedzia si w gowie i teraz nie mg si jej pozby. Gdzie si
podziaa ta pewno siebie, jak miaem w poprzedniej wojnie? Skrzywi si. To nie bya
pewno, tylko ignorancja.
A moe to Auraya dawaa mu nadziej? Widzie j w locie... Trudno byo sobie
wyobrazi, e cokolwiek zdoa j pokona.
Zadra. Zeszej nocy we nie powiedziaa mu, e Gosy uwiziy j pod Glymm. Nie
mia adnej wizji, jedynie gos, ale sen wydawa si tak rzeczywisty, e by pewien, i to
naprawd Auraya do niego przemwia. Nastpnego dnia opowiedzia o tym Elli i zapyta,
czy jej zdaniem Auraya moga si z nim kontaktowa. Ella uznaa, e to moliwe, ale nie
syszaa takich wieci ani od Biaych, ani od bogw.
Od tamtej nocy lea bezsennie i myla o Aurai. Martwi si, co moe si zdarzy,
jeli jest wiziona. Skoro Gosy s tak potne, by trzyma j w niewoli, to mog take j
zrani, a nawet zabi.

Ale jeli tak, czemu tego nie robi?


Martwi si te, e Auraya - jak ostrzegaa Ella - prbuje go oszuka. Zastanawia si,
z jakiej przyczyny chciaaby go przekona, e jest uwiziona.
ebym uwierzy - ja i Biali - e nadal jest po naszej stronie, cho nie jest. Ale dlaczego
miaaby tak postpi? By skoni nas do walki, ktrej nie moemy wygra...
Czasami by prawie pewien, e to jednak sen i nie ma si czym martwi.
:Jeli to nie by sen, Auraya jest winiem, odezwa si w jego umyle gos Elli. A jeli
by, nadal jest wiele powodw do niepokoju. Od tygodni nie mielimy od niej wieci.
Zaskoczony tym gosem Danjin podnis gow i spojrza na Ell.
:Ostronie, dodaa. Jedn z zalet mylowych rozmw jest to, e inni o nich nie wiedz.
Ale nic z tego nie wyjdzie, jeli bdziesz tak podskakiwa, ile razy si do ciebie odezw.
Odwrci gow.
:Domylasz si, gdzie ona jest? spyta.
:Nie. I nie, bogowie te nie wiedz.
:Co si stanie, jeli przejdzie na stron pentadrian?
:Bogowie s pewni, e potrafi nie dopuci, by walczya przeciw nam.
:Nie dopuci... Chyba to nie oni doprowadzili do jej uwizienia?
Jej rozbawienie odczu jak brzk szka.
:Moliwe. Ale byby to cakiem niezy wyczyn, prawda? Przekona nieprzyjaci, nie
alarmujc przy tym ich bogw, eby uwizili kogo, kto chce si do nich przyczy.
Miaa racj. To gupi pomys.
:Jeeli jest winiem, to nie zwrcia si przeciw nam.
:Niekoniecznie. W sercu moga si zwrci przeciw bogom, ale nadal nie miaa ochoty
przyczy si do pentadrian. Moe te wcale nie by winiem.
:Moe nawet wcale nie przebywa w Ithanii Poudniowej, doda, gwnie do siebie.
Moe by gdziekolwiek.
:Wic dlaczego nie skontaktuje si z nami? Albo z bogami? spytaa.
Na to nie znalaz odpowiedzi. Zerkn na Ell i zobaczy na jej twarzy peen
wspczucia umiech. Ale potem nagle spowaniaa. Zapatrzya si w przestrze i si
uspokoia.
- Juran informuje, e wanie minli ostatnie miasteczko przed przecz. W cigu
tygodnia powinnimy si z nimi spotka.
I-Portak spojrza na ni z powag.
- Albo nawet wczeniej, jeli pogoda si utrzyma.

Umiechna si.
- Wojownicy bezustannie zaskakuj mnie sw wytrzymaoci, I-Portaku. Pozostaw
im nieco si na drog przez pustyni.
Lekko unis ramiona.
- Pozostawiam. Warunki pustynne nie s nam cakiem obce. Nie wspominaj o tym
cesarzowi Sennonu, ale od wiekw wysyamy na pustyni niewielkie grupki wojownikw, by
ich szkoli.
Zamiaa si cicho.
- Jestem pewna, e sennoski wadca zdaje sobie z tego spraw.
I-Portak przyglda si jej z ledwie skrywanym niepokojem.
- Chcesz powiedzie, e te wszystkie tajemnice, ktre utrzymywalimy od lat, s na
nic?
- wiczenie jest jedyn drog do doskonaoci - odpara, cytujc dunwaysk mdro.
Zamia si i odwrci gow.
- A doskonao istnieje tylko w dziedzinie bogw. - Wzruszy ramionami. - Dopki
cesarz udaje niewiedz, my bdziemy udawa, e nasze wyprawy na jego teren pozostaj
niewykryte.
Daleko, przy samej granicy miasta leay tereny szkolenia Sug-wojownikw. Auraya
przegldaa tam umysy, wykrywajc wiczenia zarwno fizyczne, jak i magiczne. Kiedy
znalaza to, czego szukaa, umiechna si. Dwaj Oddani Sudzy przy posiku omawiali
wielko oraz silne i sabe punkty pentadriaskiej armii.
Donony brzk metalu przerwa ich rozmow. Przez moment zastanawiaa si,
dlaczego ani mczyzna, ani kobieta nie reaguj. A potem lk cisn jej serce, gdy
zrozumiaa, e syszy ten dwik wasnymi uszami.
Powrcia wiadomoci do najbliszego otoczenia. Otworzya oczy, nabraa tchu i
wolno wypucia powietrze. Zbliaa si do niej ta sama co zwykle czwrka domowych, a za
nimi szed wolno Nekaun.
Wraz z nimi napyn zapach kwiatw. Serce zabio jej szybciej, cho nie bya pewna,
dlaczego powinno j to niepokoi. Spogldajc na domowych, zauwaya, e wszyscy nios
wiadra. Przez ramiona mieli przerzucone jakie sakwy. Najwyraniej mieli nie tylko umy j i
nakarmi.
Opara si pokusie, by popatrze na Nekauna.

Pierwszy z domowych chlusn na ni z wiadra. Przygotowaa si na strumie zimnej


wody i niemal sykna, gdy zamiast tego zalaa j ciepa. Nim zdya si opanowa, drugi
domowy wyla jej wod na gow - take ciep.
Odstawiwszy puste wiadra, domowi signli do sakw. Odkorkowali gliniane dzbany.
Donie nabray czego podobnego do drobnego, wilgotnego piasku.
Drgna, kiedy pierwszy rozsmarowa t substancj na jej ramieniu i zacz trze o
skr. To rzeczywicie by piasek. Przypomniaa sobie, e miejscowi w ten wanie sposb
si myj, przy czym bogatsi uywali sprowadzanego z daleka rzadkiego, bardzo drobnego
piasku. Obaj domowi wyszorowali jej rce, szyj i gow, a potem - ku jej zakopotaniu przenieli si niej. Pracowali szybko, a twarze mieli pozbawione wyrazu, ale zaciskaa zby,
starajc si nie pokazywa, jak bardzo ich dotyk j wzburza.
I przez cay czas przyglda si temu Nekaun.
Wreszcie domowi wyszorowali j ca. Podeszli dwaj pozostali, take z wiadrami, i
starannie spukali z niej piasek. Ta woda zawieraa pachnce dodatki, ktre wyczua
wczeniej. Bya chodniejsza, ale nie zimna.
Kiedy odstpili, skra Aurai mrowia. Taka czysto sprawiaaby jej przyjemno,
gdyby nie byo tu Nekauna.
Nie zada mi jeszcze adnego z tych swoich gupich pyta, uwiadomia sobie.
Domowi zmyli postument i pospiesznie wyszli z hali. aden nie przynis nic do
jedzenia. Moe nie byo sensu? Po co marnowa czas na karmienie, jeli za chwile mam
umrze? Ale po co mnie myli? Czy on lubi zabija tylko czystych?
Niewiele brakowao, by zacza chichota, tak absurdalny wyda jej si ten pomys.
Ale wesoo rozwiaa si bez ladu, kiedy Nekaun si zbliy. Jej skra wydawaa si zbyt
czua. Jej ciao zbyt odsonite. Opara si pokusie, by zwin si w kbek na tyle, na ile
pozwalay acuchy.
- Tak lepiej - stwierdzi cicho. - Nie zrozum mnie le. Lubi troch potu i kurzu, ale
nie a taki brud.
Zatrzyma si o krok od niej.
Chce mnie zastraszy, powiedziaa sobie. Ale teraz sam te jest w pustce. Jest tak
samo podatny na atak jak ja.
Teraz, kiedy musiaaby naprawd si wysila, by na niego nie patrze, spojrzaa mu
prosto w oczy z czym, co - miaa nadziej - byo obojtnoci.
On take patrzy.

To co innego, uznaa. Zwykle umiecha si, a potem mwi co zoliwego i


drwicego, eby pokaza, e to on ma wadz.
Kiedy si odezwa, mwi po awesku. Dwaj Sudzy przy drzwiach zatrzymali si, a
potem odeszli.
To wzbudzio w niej dreszcz czystej grozy. Po co miaby odsya stranikw, gdyby
nie chcia zrobi czego takiego, o czym nie powinni si dowiedzie nawet jego poddani.
- Nareszcie - rzek. - Chwila odosobnienia.
Miaa ch odsun si, kiedy wycign do niej rk; potem usiowaa nie drgn, gdy
palce dotkny jej krtani. Do obja szyj, ciepa i mocna.
- Jaka cienka... Mgbym ci teraz udusi - wymrucza. - Ale zabijanie nie sprawia mi
przyjemnoci. - Opuci wzrok. - Mwiem ci, e zanim zostaem Pierwszym Gosem, byem
gwnym Sug wityni Hrun?
Do zsuna si w d, do jej piersi. Aurai zascho w ustach. Zastraszenie, powtarzaa
sobie. Nie reaguj. Bd nudna. Nic nie rb, a straci zainteresowanie i odejdzie.
- Hmm... Ale jeste spita. - Jego oddech by obrzydliwie ciepy. Staraa si go nie
wdycha. - Ja te jestem. Poka ci.
Caym ciaem przycisn j do kamiennej ciany. Dawiona czarn szat, zemdlona
jego oddechem zadraa ze zgrozy, wyczuwajc twardo jego krocza pod tkanin.
On naprawd zamierza to zrobi...
Nie. Uspokj si. Nie omieli si Po prostu chce ci zastraszy.
Do zsuna si z jej piersi, ale ulga trwaa krtko. Poczua, e kostki wbijaj si jej w
brzuch, kiedy odciga szat. Oddycha szybko. Wbrew sobie uniosa wzrok - obnay zby.
- Tak. Zgadza si. Gdzie s teraz twoi bogowie, Aurayo? Nie mog ci pomc.
Myli pdziy wkoo coraz bardziej rozgorczkowane. I nagle z przeraajc
wyrazistoci zrozumiaa, e naprawd chce zrobi to, czym grozi. To bdzie obrzydliwe,
poniajce i bolesne, ale potrafi to znie. Bd musiaa... Ale widziaa ju rany i blizny w
umysach kobiet wykorzystywanych przez mczyzn. On te je wykorzystywa. Wie, e
zostawi mi co wicej ni tylko swoje... Bogowie! Nie miaa tu adnych magicznych
sposobw zapobiegania poczciu. Ale przecie on nie chce spodzi dziecka, tumaczya
sobie. Tylko e te jest w pustce. Jego magia take nie dziaa. Bogowie, nie! Zdusia krzyk,
kiedy zobaczya sam siebie, przykut i nabrzmia jego dzieckiem, w tym miejscu...
Uwizion od zewntrz i we wntrzu...
Ale skoro jest w pustce, take nie jest chroniony. Mog go zrani. Mog go zabi.
Mimowolnie zacisna zby.

Przegryz mu gardo...
- Nekaunie.
Gos brzmia nieziemsko. Odbija si szeptaniem echa w caej sali, niczym wiatr.
Nekaun odwrci si byskawicznie. Spogldajc ponad jego ramieniem, Auraya zobaczya
istot ze wiata. I znowu zascho jej w ustach.
Widziaa ju tego boga...
- Sheyr! - wykrztusi Nekaun.
- Podejd tu.
Nekaun zbieg z platformy i rzuci si na posadzk u stp janiejcej istoty.
- Nie rb krzywdy Aurai - rzek bg. - Zemsta nadejdzie, ale nie w ten sposb. To, co
zamierzasz, moe nam zaszkodzi.
- Ale... - Sowo byo ledwie syszalne.
Istota wyprostowaa si.
- Omielasz si sprzeciwia?
- Nie, Sheyrze!
Nekaun pokrci gow tak, e cae ciao zatrzso si od ruchu.
- Podejmujesz zbdne ryzyko dla chwilowej satysfakcji. - Bg unis gow i spojrza
na Auray. - Bd zadowolony, e jest tutaj samotna i bez przyjaci, majc do towarzystwa
tylko swj cie. - Znw popatrzy na Nekauna.
- Zrozumiae?
- Tak.
- Wic odejd.
Nekaun powsta niezgrabnie i wybieg. Janiejcy bg znowu spojrza na Auray.
A potem mrugn do niej i znikn.
Na jego miejscu sta Suga. Zamruga niepewnie i rozejrza si po sali, a potem si
cofn. Zajrzaa do jego umysu i zrozumiaa, e odda bogu swoj wol. Gdyby nie to, Sheyr
nie mgby jej widzie ani przemawia rzeczywistym gosem.
Uratowa mnie...
Pokrcia gow. Jak moe odczuwa wdziczno wobec jednego z pentadriaskich
bogw, skoro to oni rozkazali Nekaunowi zama obietnic i uwizi j tutaj?
...majc do towarzystwa tylko swj cie...
I wtedy dotaro do niej znaczenie jego sw. Cie!
Zacza mia si cicho, nie dbajc o nut histerii w gosie.
To by Chaia! A Nekaun da si oszuka!

40
Przy pierwszej okazji Reivan wysuna si z ka. Nogi jej dray i przez chwil nie
wiedziaa, co robi. Zobaczya na pododze swoj szat i uznaa, e lepiej bdzie si czua
ubrana. Lecz te rzeczy byy podarte. Podesza wic do szafki i wycigna nowy komplet.
- Co nie tak?
Obejrzaa si na Nekauna. Rozcignity nago na ku by bolenie pikny. Brakowao
jej tchu, ale zmusia si, aby stan prosto. I sprzeciwi mu si.
- To byo nieprzyjemne - powiedziaa.
Unis brwi.
- Nie podobao ci si?
- Nie.
- Zwykle ci si podoba. Czy nie jestem tu ju mile widziany?
- Nie, jeli ma to tak wyglda. Ty... prawie mnie udusie.
- Niektre kobiety to lubi. Twierdz, e strach bardziej je podnieca.
Odwrcia si i narzucia szat.
- Nie mnie.
- Nie gniewaj si. Skd moglimy wiedzie, dopki nie sprbowalimy?
Czua, e jej gniew sabnie.
- Powiniene mnie najpierw zapyta.
- Ale wtedy by tego oczekiwaa. Niespodzianka jest czci rozkoszy.
- Nie bya. I reszta te nie bya przyjemna. Jakby... - Skrzywia si. Czua, e ma
posiniaczone wntrze.
- Jakbym co?
Zmarszczya czoo. Co syszaa w jego gosie. Niemal zarozumiao. Jakby mu si
podobao, e widzi j tak zakopotan.
Odwrcia si do niego i spojrzaa mu w oczy.
- To byo, jakby bi mnie swoim... Z pewnoci przy twoim dowiadczeniu w sztuce
miosnej wiesz, e dla kobiety nie jest to przyjemne.
Rozemia si.

- Trudno ci uzna za bogini mioci. Musisz si jeszcze wiele nauczy. Sdz, e


polubisz nieco ostrej zabawy.
- Nie wydaje mi si.
Umiechn si szeroko.
- Och, sdz, e byo to dla ciebie bardziej ni troch podniecajce.
Spogldaa na niego z niedowierzaniem.
- Nie mwisz chyba powanie. Z pocztku byo przyjemnie, ale potem... Ktrej czci
z Przesta, to mnie boli nie zrozumiae?
Zamia si.
- Nie mwia powanie.
- Wiesz, e tak. - Pokrcia gow. - Myl, e podobao ci si, e sprawiasz mi bl.
Miae w oczach to samo spojrzenie, ktre widuj, odkd zakue Auray. Spodziewaam si
niemal, e wykrzykniesz jej imi.
Umiech mu przyblad. Zmruy oczy, przetoczy si na brzeg ka i wsta. Patrzya,
jak szaty unosz si z podogi do jego rk. Szybkimi, gniewnymi ruchami zacz si ubiera.
Poczua, e zo w niej opada, zostawiajc otpienie.
- Odchodzisz?
- Tak. Moje wysiki nie s tu doceniane. Pjd tam, gdzie bd.
Zraniona, poczua w oczach zy. Przesta, powiedziaa sobie. Nie bd idiotk. Chcia
ci zrani, wic nie daj pozna, e mu si udao.
Wymaszerowa z sypialni. Odgos zatrzaskiwanych drzwi odbi si echem w jej
pokojach. A potem cisza a huczaa w uszach. Raz po raz w jej gowie rozbrzmieway sowa:
Trudno ci uzna za bogini mioci.
Nie jestem dla niego do dobra. Dlatego by dla mnie tak szorstki. Straci do mnie
cierpliwo.
Ruszya do ka, by zwin si na nim i cierpie w milczeniu. I wtedy zobaczya
plamy krwi. Swojej krwi. Tylko kilka kropel, ale wystarczyo, by przypomnie jego ciao
uderzajce o ni, obkaczy wzrok, jego rce na jej gardle i to, jak si mia, kiedy
protestowaa. Znw ogarn j gniew. Wstaa i posza do azienki.
Wyszoruj ze skry wszystkie lady po nim, powiedziaa sobie. Moe mie w ku
kad kobiet w Glymmie. Moe si przespa z Auray, nic mnie to nie obchodzi. Jeeli
takich rzeczy trzeba, aby go zadowoli, to niech szuka gdzie indziej. Ja z nim skoczyam.

Gdyby nie bezustannie drczca go myl, e Auraya cierpi w wizieniu pod Sanktuarium,
Mirar uwaaby ten dzie za bardzo udany i przyjemny.
Spotka si z ponad setk tkaczy snw z Glymmy, by omwi ich rol jako
uzdrowicieli w nadchodzcej bitwie. Tkacze wdrowali do miasta z caego kontynentu i
Arleej prosia, by zadba o noclegi dla nich, wyywienie i moliwoci podry. Wprawdzie
wikszo pracy wykonywali przywdcy Domu Tkaczy Snw, jednak wszyscy potrzebowali
kogo, kto decyduje w wypadku nieporozumie i negocjuje z Gosami i Sugami.
Tkacze snw poczyli si w jednym ogromnym czu umysw i wiele si od nich
dowiedzia. Pozwoli swej tarczy odchyli si tylko na tyle, by potwierdzi swoj tosamo.
Chcia im przekaza opowie o swojej mierci i przetrwaniu, jednak zbyt wielk rol w tej
historii odgrywaa Auraya. Nie chcia ryzykowa, e Gosy odczytaj potem umysy tkaczy i
odkryj, e nie jest takim jej wrogiem, jakim si im wydawa.
U tkaczy odkry podejrzenia, e nie jest prawdziwym Mirarem. e to Gosy znalazy
tkacza skonnego udawa Mirara, by wpyn na Ithani Pnocn. Arleej zapewniaa ich, e
to nieprawda, ale niektrzy wci byli zdumieni odkryciem przez cze, e spotkali swego
legendarnego i niemiertelnego zaoyciela.
Zjad posiek z przywdc Domu Tkaczy Snw w Glymmie, wrci pno do
Sanktuarium i natychmiast otrzyma zaproszenie na spotkanie z Drugim Gosem Imenj.
Suga zaprowadzi go na balkon z widokiem na dziedziniec, gdzie w blasku kilku latarni
migotaa fontanna. Siedzca w trzcinowym fotelu Imenja wstaa, by go powita.
- Tkaczu snw Mirarze - powiedziaa. - Jak przebiego spotkanie z twoim ludem?
- Bardzo dobrze - zapewni. - Wci nie mog si przyzwyczai do widoku tkaczy
yjcych tutaj bez lku przed przeladowaniami. Cieszy mnie, e mog egzystowa w
harmonii z dominujc religi.
Umiechna si.
- Jak za dawnych czasw?
Pokrci gow.
- Tak i nie. W przeszoci byo tylu bogw, e tylko nieliczni dominowali, jak wasi.
Pojedynczy bg mg wada maym krajem, takim jak Dunway, ale nigdy caym
kontynentem. I nigdy nie jednoczy si z innymi.
- Chciaabym posucha o tych czasach. Jak nazywaj je cyrklianie?
- Era Wielu.
- Tak, a teraz yjemy w Erze Piciorga. Czy moe w Erze Dziesiciorga?
Mirar wzruszy ramionami.

- Przynajmniej kiedy bd opowiada o przeszoci, to nie powiem o zych uczynkach


waszych bogw.
Parskna miechem.
- Nie... Jak rozumiem, cyrklianie nie s wiadomi przeszoci swoich bogw?
- Nie. Wiedz o tym tylko tkacze snw, przekazujc swoje dowiadczenia i opowieci
poprzez mylowe cza.
- Wic by moe istnieje powd, dla ktrego twj lud tam jest traktowany le, a
dobrze tutaj. Nasi bogowie nie maj powodw, aby lka si opowieci, ktre mogliby
przekazywa tkacze snw.
Mirar spojrza na ni zaskoczony. Jej teoria miaa sens, cho by pewien, e w kocu i
sam doszedby do tych wnioskw.
Imenja spojrzaa na dziedziniec.
- Musz ci uprzedzi, e im bardziej zblia si wojna, tym bardziej bdziemy chcieli
w jaki sposb uzyska od ciebie pomoc.
Odwrcia twarz ku niemu, a on spokojnie spojrza jej w oczy.
- Tkacze snw nie walcz.
- Nie, ale s te inne sposoby, w jakie mgby nam pomc.
- Uzdrawiamy rannych. Co jeszcze mog zaproponowa?
Przesuna si w fotelu, aby usi przodem do niego.
- Jeli kto zaatakuje pacjenta, ktrego uzdrawiasz, co wtedy robisz? Pozwalasz, by go
zrani, czy starasz si go chroni?
- Chroni - odpar.
- A jeli kto zaatakuje przyjaciela albo nawet obcego, co zrobisz wtedy? Pozwolisz,
by go zrani, czy bdziesz go broni?
Zmarszczy brwi, podejrzewajc, do czego to zmierza.
- Bd broni.
Umiechna si i znw spojrzaa na dziedziniec.
- Moe Nekaunowi wystarczy taki kompromis. - Spowaniaa nagle i westchna. - Nie
mog ci obieca, e nie ukarze ciebie lub twojego ludu, jeli czego mu nie zaproponujesz. To
co nie musi obejmowa innych tkaczy snw. On chce, by wygldao na to, e legendarny
Mirar stoi po naszej stronie.
Mirar pokrci gow.
- To moe zagrozi tkaczom snw na pnocy.
Spojrzaa na niego ze smutkiem.

- Wiem. To wybr, ktrego ci nie zazdroszcz. - Wstaa i umiechna si. - Ale jeli
si do nas przyczysz, istnieje spora szansa, e zwyciymy, a to pewnie bdzie dla tkaczy
snw lepszym rozwizaniem ni alternatywa.
Kiwn gow.
- Jest w tym pewna logika.
- Rozwa to, co ci proponuj - powiedziaa. - Ale jest ju pno i nawet Gosy musz
si od czasu do czasu przespa.
- Niemiertelni rwnie - przyzna, wstajc. - Dobrej nocy, Imenjo.
- Dobranoc.
Pojawi si Suga, ktry wczeniej by jego przewodnikiem, i odprowadzi go do
kwatery. Mirar przez chwil wyglda przez okno, mylc o sowach Imenji.
Kompromis. Taki, jaki nie obejmuje mojego ludu, tylko mnie. Mam magicznie
ochrania pentadrian. To uwolni Gosy i bd mogy wicej mocy woy w walk. A e
Auraya jest uwiziona pod Sanktuarium, pentadrianie tym razem z pewnoci zwyci.
Co pomyl o nim inni tkacze? Czy strac do niego szacunek za to, e stan po czyjej
stronie? To moliwe, cho tkacze z poudnia poczuliby si zdradzeni, wiedzc, e mg nie
dopuci, aby cyrklianie podbili poudniowy kontynent i skazali ich na tradycyjne
uprzedzenia.
Westchn i pooy si do ka. Gdy tylko osign senny trans, odszuka umys
Aurai, jednak jej reakcja bya urywana i niechtna. Postanowi wic, e pozwoli jej spa.
Wezwa kogo innego.
:Emerahl.
:Mirarze, odpowiedziaa natychmiast. Wanie rozmawiaam z Blinitami. Jak tam
ycie w Glymmie?
:Dla mnie dobre. Dla Aurai bez zmian.
:Biedna kobieta. Znalaze jaki sposb, by j uwolni?
:Nie. Jest zbyt dobrze strzeona. Zreszt ja rwnie. Mam nadziej, e to si zmieni,
gdy wojna odwrci ich uwag. Kiedy tylko zdradzam jakie zainteresowanie jej osob,
Nekaun zaczyna pyta, czy chc by obecny, gdy bdzie j zabija. Gdy pytam, czemu z tym
zwleka, odpowiada tylko a bogowie zdecyduj. Imenja zoya mi dzi propozycj.
Opowiedzia o sugestii Drugiego Gosu. Jak sdzisz, co powinienem zrobi?

:Nie mieszaj si. Ale poniewa ju jeste wmieszany, to nie opowiadaj si po adnej
stronie. Tyle e Gosy pewnie ci na to nie pozwol. W takim razie rb to, co ona proponuje,
ale nie od razu. Jeli zgodzisz si teraz, zaczn prosi o wicej. Czekaj do ostatniej chwili.
Jeli moesz, sprbuj wczy do tej umowy los Aurai, nawet jeeli oznacza to tylko
odsunicie jej egzekucji.
Jak zawsze bya rdem dobrych rad.
:To wyglda na dobry plan. Jak tam przebiega wyprawa po Zwj Bogw?
:Jeszcze nie wymylilimy, co oznaczaj te symbole. Nie miaam zbyt wiele czasu, eby
nad tym popracowa. Blinita chc, abym wyjechaa z Ithanii Poudniowej, na wypadek
gdyby Myliciele mnie tropili. Bd przejeda przez Glymm. Zawahaa si. Czy moemy
bezpiecznie si spotka? Chciaabym, eby obejrza ten diament.
:Te chciabym go zobaczy, ale to chyba zbyt ryzykowne. Co prawda mog swobodnie
wychodzi i wraca do Sanktuarium, lecz nie wiem, gdzie moglibymy si zobaczy. Jestem
te pewien, e kto mnie ledzi, gdy tylko wychodz.
:Blinitom pewnie by si to nie spodobao. Nie tylko ryzykowalibymy, e znajd nas
Gosy, a potem odbior i zniszcz diament, ale te nie chcemy, by pentadrianie rwnie mnie
zaczli szantaowa i zmusza, abym si do nich przyczya.
:Nie, zgodzi si Mirar. Bogowie cyrklian byliby chyba zachwyceni. Wedug Aurai
czsto si krc wok Sanktuarium.
:Bogowie pentadrian ich nie przepdzaj?
:Nie mwia, by wyczuwaa kogo jeszcze.
:To dziwne. Moe obawiaj si bogw cyrklian.
:A moe maj tak rn natur, e Auraya nie potrafi ich wykry? zgadywa Mirar.
:A moe wiedz, e potrafi podsuchiwa bogw, wic jej unikaj. Pewnie nigdy si nie
dowiemy.
:Nie, chyba e postanowi nam powiedzie.
:Jako nie wyobraam sobie tego w najbliszej przyszoci. Jakie inne wieci?
:Nie.
:No to powodzenia. Dam ci zna, kiedy znajd si w Ithanii Pnocnej.
:Powodzenia.
Umys Emerahl ulotni si z zasigu jego zmysw. Walczc z irytujcym
zmczeniem, przystpi do ostatniego zadania tej nocy: wysa umys, by przeglda myli
otaczajcych go ludzi.

41
Miny trzy dni, a Nekaun nie wrci. Domowi nadal rutynowo polewali Auray zimn wod
i karmili rozgotowanym ziarnem. Trzsa si caa po takim myciu i waciwie aowaa, e nie
zostawiaj jej brudnej. I tak ju cierpiaa od nieustannego chodu, ale lodowata woda niemal
odbieraa jej wszelkie siy.
Tsknia za normalnym jedzeniem, czasami nawet o nim nia. Kiedy przegldaa
umysy jedzcych ludzi, wrcz bolenie podaa jedzenia. Chciaaby si pooy. Bolay j
ramiona. Zdarzao si, e dostawaa skurczw w nogach, cho staraa si naciga minie.
Przez wikszo czasu bya tak zmczona, e kulia si, oparta o kamie.
Badanie umysw na wiecie odrywao jej wiadomo od zimna, chodu i blu.
Poprzez innych ludzi widziaa, jak wstaje i zachodzi soce, czua szczcie, mio i
zadowolenie. Zacza unika umysw tych, ktrzy cierpieli bl lub byli nieszczliwi. Myli
ludzi przygotowujcych si do wojny nie wydaway si ju na tyle wane, by traci na nie
czas.
Jaka to rnica, czy dowiem si, co planuj? Nie mog ich powstrzyma. Nie mog
nawet dosign Biaych i przekaza im, czego si dowiedziaam. Danjin mi nie ufa, a
Chaia...
Chaia j ocali... Lecz w gbi umysu rodziy si pytania. Jeli Chaia moe udawa
innego boga, to czy inni te to potrafi? Czy pentadriascy bogowie mogliby udawa
cyrkliaskich? Pewnie dlatego poda jej haso: cie...
Wspomnienie wizyty Chai zbyt mocno kojarzyo si z tym, co chcia jej zrobi
Nekaun, wic kierowaa myli gdzie indziej.
Nie zawsze si to udawao. Czasami co popychao j ku pamici o tych duszcych
czarnych szatach i wcibskich, natrtnych doniach. Przenika j dreszcz, a serce
przyspieszao.
Nienawidzia tego, e tamto zdarzenie tak na ni wpyno. To tylko zmczenie
sprawia, e czuj si taka saba, powtarzaa sobie. Gdybym bya silniejsza, mniej bym to
odczua. Skrzywia si. Gdyby Chaia mu nie przerwa, byabym teraz w jeszcze gorszym
stanie.

- Aurayo.
Przez chwil sdzia, e ten gos jest wspomnieniem, ale potem powtrzy jej imi,
wic otworzya oczy i znowu ujrzaa janiejc posta. Pentadriaski bg Sheyr umiechn
si do niej.
- Wyjd z cienia, Aurayo - powiedzia.
- Chaia - szepna.
- Tak.
Pamitajc o sudze, ktrego odsoni, znikajc poprzednim razem, przyjrzaa mu si
uwaniej.
- Kim jest...?
- Kolejny lojalny miertelnik - odpar. - Nie bdzie pamita tej rozmowy.
Zrezygnowa dla mnie ze swej woli.
- Dla Sheyra.
Wzruszy ramionami.
- Niektrych miertelnikw atwo jest oszuka.
Spojrzaa na par stranikw. Wpatrywali si, peni podziwu i lku. Na pewno musieli
otworzy wrota, by wpuci do sali czowieka opanowanego przez boga.
- Ale co z bogami pentadrian? - zapytaa.
Chaia umiechn si szerzej.
- Zadbaem o to, by ich uwaga bya skierowana gdzie indziej.
- Musz wiedzie, e oszukae Nekauna. Czy odwoaj twj rozkaz? Czy Nekaun
wrci, by skoczy to, co zacz?
Bg pokrci gow.
- Gdyby to zrobili, ujawniliby, e kto moe si pod nich podszywa.
Odetchna z ulg, a potem zmarszczya brwi.
- Czy jeste tu, aby mnie uwolni?
- Nie mog. Jeli ten miertelnik wkroczy w pustk, strac nad nim panowanie.
- Ale moesz mu rozkaza, aby mnie uwolni.
Znowu pokrci gow.
- Nie mog si miesza i nie mog wyjani, dlaczego nie mog si miesza. Wykrzywi wargi w ironicznym umiechu. - Wiesz ju, e my, bogowie, mamy umowy,
ktrych musimy dotrzyma.
Nagle bysno zrozumienie.
- Huan chce, ebym tu zostaa.

- Nie cakiem.
Auraya spojrzaa spod zmruonych powiek.
- Ach, rozumiem. Chce mojej mierci, a to jest kompromis?
- W tej chwili pozostawienie ciebie tutaj wanie nim jest.
- Czyli wszyscy chcecie usun mnie z drogi.
- Tak.
- Dziwi si, e nie chcecie mojej pomocy w tej wojnie.
Zmarszczy czoo.
- Jak si dowiedziaa o wojnie?
Ogarn j chd. On wci nie wie, e potrafi odczytywa myli.
- Chyba Nekaun mi mwi. Nie chciae, ebym wiedziaa? - spytaa.
- Przyszedem ci o tym powiedzie. - Odwrci gow w zamyleniu, a potem podszed
krok bliej i umiechn si. - Wci ci kocham, Aurayo. Zrobi, co mog, eby ci std
wydosta. A potem... w zamian za to chc, by mi obiecaa, e bdziesz trzyma si z dala od
konfliktw tego wiata, nawet tych dotyczcych Siyee. Trzymaj si z daleka, inaczej Huan
znajdzie pretekst i sposb, by ci zabi. Ja... - Przesun wzrok w lew stron i zmarszczy
czoo. - Musz ju i.
Zanim znikn, Auraya wyczua obecno innego boga. Posta Sheyra take znikna,
a na jego miejscu sta mody Suga, niemal chopiec. Rozejrza si po sali, dostrzeg Auray,
natychmiast spuci wzrok i zaczerwieni si gwatownie.
Czyj gos zawoa do niego od wrt. Modzik odwrci si i widzc stranikw,
pobieg w ich stron. Jeden ze Sug poklepa go po ramieniu. Chopak sta tam chwil i z
podnieceniem opowiada o swym przeyciu, a potem odszed.
Auraya westchna i opara si o podstaw tronu. Chaia moe mnie kocha, ale nie a
tak, by sprzeciwi si Huan i mnie uwolni. Ile ostatnich wydarze zostao ukartowanych
przez bogw? Czy to oni nakazali mnie uwizi, by usun z drogi?
Przypomniaa sobie reakcj Nekauna na rozkaz Chai/ Sheyra. Powiedzia Ale....
Ale co? Rozkazano mu, aby j zgwaci? Bg mu rozkaza?
Zadraa. Nie miaa jak si tego dowiedzie i znw poczua si niepewnie. Przymkna
oczy i wysaa umys w poszukiwaniu jakiej rozrywki.

Stojc na rufie odzi, Emerahl patrzya, jak Glymma zmienia si w oddali w lini wiate.
Poczua ulg i rozczarowanie. Ostatnie dni okazay si pene mczcych opnie. Kiedy
wykupia ju rejs trzcinow odzi do miasta, gdy udao si jej sprzeda bransolet
kolekcjonerowi, ktrego poleciy jej Blinita, odkrya, e nabrzea Glymmy s pene Sug
pilnie sprawdzajcych, kto przybywa do miasta i je opuszcza. Potrzebowaa kilku apwek i
kilku zawoalowanych grb, by znale kapitana, ktry zgodzi si zabra j przez Zatok
Ognia do Diamyane.
Teraz, gdy ju opuszczaa miasto, czua rozczarowanie, e nie miaa okazji, aby je
zbada. Przygldaa si migoczcym wiatom i drczyy j lekkie wyrzuty sumienia. Gdzie
pod rozlegym Sanktuarium tkwia uwiziona w pustce Auraya.
Gdybym moga j uwolni, Mirar nie musiaby ryzykowa ycia, prbujc tego
dokona. Pokrcia gow. Lecz jeli on nie potrafi tego zrobi, wtpi, czy mnie by si udao.
W cigu tych tygodni nauki zacza szanowa Auray. Nawet j troch polubia. Miaa
nadziej, e pentadrianie nie traktuj jej le. A potem prychna na t myl. Oczywicie, e
traktuj. Bya ich wrogiem. Zabia ich poprzedniego przywdc. Postaraj si, aby cierpiaa
na wszystkie sposoby, jakimi mona sprawi bl kobiecie. To w kocu wojna.
Pokrcia gow, westchna i odwrcia si. To nie zgasi mojej nadziei, e Auraya nie
straci tego ducha i optymizmu, ktry widziaam u niej wczeniej. Ani nie ukoi alu, e nie
mog jej pomc tak, by nie naraa si na ryzyko, e znajd si na jej miejscu albo zgin.
Dwie lampy na odzi rzucay na pokad cienie masztw. Ona take rzucaa dwa cienie,
ktre nakaday si, tworzc komicznie chud sylwetk. Umiechna si do niej, a potem do
siebie, e w ogle to dostrzega. Przez ostatnie dni przygldaa si tylko ksztatom, ktre
rzuca na ciany diament, i bya a zbyt mocno wiadoma cieni. Przynajmniej diament
potrzebowa tylko jednego rda wiata, by zacz co znaczy...
Nagle wstrzymaa oddech. Czy rzeczywicie?
Co by si stao, gdyby uya dwch, trzech albo kilku? I gdyby nagle glify na bokach
klejnotu zyskay nowe znaczenie. A wykres...
Jedno wiato/jeden klucz...
Diagram mona byo zobaczy przy jednym rdle wiata i stanowi klucz do
pozostaych.
Dwa wiata/dwie prawdy...
To takie proste! Dwa wiata sprawi, e cienie nao si na siebie w taki sposb, by
powstay inne ksztaty. Moe nawet glify.

Rozejrzaa

si. Statek

by

zwyk

jednostk

handlow

szeroki

kadub

wykorzystywano do transportu adunku, a nie pasaerw. Caa zaoga przebywaa na


pokadzie. Nie spali w czasie drogi, gdy rejs przez Zatok mg si odbywa dniem i noc.
Nie sdzia, aby schodzili pod pokad, chyba eby sprawdzi adunek, wzi poywienie lub
wie wod.
By pewien sposb, aby moga zej na d i mie pewno, e nikt jej nie przeszkodzi.
Podesza do kapitana i poczekaa, a odwrci si i na ni spojrzy.
- Potrzebuj chwili na osobnoci - powiedziaa do niego, umiechajc si z
zawstydzeniem. - Czy moe to by pod pokadem?
Kiwn gow.
- Przypilnuj, aby nikt tam nie schodzi. Znajdziesz odpowiednie naczynie.
- Dzikuj.
Wskaza jej klap. Kilku marynarzy skino jej gowami, kiedy ich mijaa.
Odpowiedziaa tym samym; wyczuwaa, e teraz, kiedy ju opucili Glymm, ciekawo
zastpia ich wczeniejszy lk przed jej obecnoci. Kapitanowi opowiedziaa o tym, jak kilka
miesicy wczeniej przybya tu z mem, ktry szuka partnera handlowego. Zostawi j tutaj,
gdy wyjecha zaatwia interesy w Sennonie, a wojna nie pozwolia, by po ni wrci, wic
musiaa ucieka na wasn rk.
Signa do klapy i zesza po drabinie w ciemno. Wytworzya iskr wiata i
rozejrzaa si za nocnikiem. Gdyby go nie uya, kapitan mgby podejrzewa, e prbowaa
co ukra lub wszya pord towaru. Znalaza naczynie niezbyt daleko od miejsca, gdzie
ustawia swj podrny kufer, zakupiony w celu przewoenia skarbu.
Wyja z bagau sznurek i przywizaa do hakw sucych mocowaniu towarw po
obu stronach kaduba, a potem przerzucia przez niego szal. Gdyby kto zszed na d,
uznaby, e zasonia si, by nikt jej nie podglda.
Sprawdzia, czy nocnik jest czysty, odwrcia go dnem do gry i usiada na nim.
Potem wycigna spod ubrania naszyjnik.
Nieatwo byo utrzyma go nieruchomo na rozkoysanym statku. W kocu uya
magii, by zawis w powietrzu. Stworzya iskr i wsuna j do wntrza klejnotu, a potem
odwrcia go tak, by faseta z kluczem rzucia cie na jej szal.
Zbadaa diagram i poczua dreszcz podniecenia. Jedna kropkowana linia przecinaa
jedn stron omiokta, dwie nastpn, trzy kolejn i cztery ostatni. Liczby mogy mie
zwizek z ktami. Nie bdzie pewna, dopki nie sprawdzi.

Obrcia wisior tak, e naprzeciw szala znalaza si druga faseta, dwa wiata/dwie
prawdy; wsuna drug iskr. Przesuwaa je wok siebie wewntrz diamentu. Kiedy si
oddalay, zobaczya, e cienie na szalu przechodz wzajemnie przez siebie - i nagle dostrzega
rozpoznawalne glify. Zatrzymaa ruch iskier i przesuna je odrobin bliej.
Gotowe! To jest to!
Na szalu pokazay si normalne glify sorli. Emerahl krzykna tryumfalnie, cho
szeptem, i zacza czyta.
Kiedy Surim pierwszy raz trafi na bagna, uzna, e to brzydkie i cuchnce miejsce. Po paru
tysicach lat ycia w luksusie botniste, zawsze wilgotne i dzikie otoczenie byo dla niego
najgorszym koszmarem.
Gdy jednak przyzwyczai si do ycia tutaj, nauczy si docenia pikno bagien. Tyle
tu ycia, myla, sterujc odzi przez wod. Liczne odmiany rolin, zwierzt i owadw, a
wszystko to w jednym, wyjtkowym miejscu.
Tutejsi to doceniali, w pewnych granicach. Dopasowali swoje ycie do bagna,
podobnie jak przystosowali bagno do swego ycia. Przybysze z zewntrz tego nie rozumieli,
nie prbowali zrozumie. cinali drzewa, pogbiali i poszerzali rzeki, usiowali osuszy
zalane tereny.
Bagno byo pikne za dnia, ale niesamowite noc. Bez iskry owietlajcej drog Surim
zgubiby si w cakowitej ciemnoci. Pochyli gow pod pajczyn rozcignit w poprzek
rzeczki, potem odwrci si i zasalutowa czekajcemu w rodku ogromnemu pajkowi.
- Uwaaj, gdzie splatasz swoje sieci, bo staniesz si moj kolacj - uprzedzi go.
Odwrci si i spojrza na skaln cian przed sob. Sterujc odzi wzdu niej,
nasuchiwa odgosw bagna. Kade wierkanie, brzczenie czy zawoanie przywoywao w
umyle obraz stworzenia, ktre ten dwik wydao. Brzczc, przelecia mu koo ucha
tczowy latacz. Na daleki zew podnieconego bagiennego botniaka gdzie w pobliu
odpowiedzia inny.
Sterowa odzi wzdu zakola rzeki i pokierowa j do ciemnych otworw u podna
skay. Gdy wpyn do wntrza, wydawao si, e cienie cofaj si przed jego wiatem.
- Uciekajcie, cienie! - szepn. - Uciekajcie jak najszybciej!
d wpyna do groty. Inne wiato i jaka posta pocigny go na przeciwn stron
- to Tamun czekaa ze skrzyowanymi ramionami.
- Spnie si.

- Naprawd? - Umiechn si. - Nie wiedziaem, e mam si gdzie znale o


konkretnej porze.
Zmruya oczy.
- Wiesz, o co mi chodzi. Zwykle wracasz przed zmierzchem.
- Rzeczywicie - przyzna. - Ale to bya niezwyka noc. A moe raczej zwyczajnie
niezwyka noc. - Podpyn odzi do pki i wsta. - Ile razy musi by niezwyka, eby sta
si zwyczajnie niezwyk noc?
Prychna.
- O wiele mniej ni to, ile razy zadajesz to gupie pytanie. Pospiesz si. Emerahl
rozszyfrowaa tajemnic. - Odwrcia si i przesza po pce do jaskini.
Surima ogarno podniecenie. Zeskoczy z odzi, przywiza j szybko i pody za
siostr.
Bogowie nigdy nie chcieli dyskutowa o swoich ograniczeniach ze miertelnikami ani
z niemiertelnymi. Kiedy on i Tamun znaleli wskazwki, e gdzie w Ithanii Poudniowej
moe istnie Zwj zawierajcy tajemnice martwej bogini, ta wiedza bya bolenie kuszca.
Zastanawia si ju, czy nie opuci jaski i samemu nie wyruszy na poszukiwania. To byo
prawie warte ryzyka, e zostanie odkryty przez bogw. Prawie. Powstrzymywaa go myl nie
o tym, e bogowie dostrzeg go i spowoduj jego mier, ale e Tamun na tak dugo zostanie
sama. Pierwszy raz od dwch tysicleci. Lubi myle, e potrafiby przey bez niej. Przez
ostatnie stulecie z nich dwojga on bardziej si zmieni. Nie chcia ryzykowa, e ona nie
przeyje bez niego.
Nasza sia jest nasz saboci. Nasze saboci s nasz si. Dostatecznie trudno byo
im si pogodzi z rozdzieleniem cia. mier byaby niewyobraalna.
Potem zjawia si Emerahl i z radoci podja si misji poszukiwania Zwoju Bogw.
Tamun uwaaa, e narazia si na wielkie ryzyko, opuszczajc Mylicieli i zakadajc, e
tajemnice s ukryte w skarbie. Surim si tym nie przej. Tylko kto skonny czasem do
ryzyka mg ruszy na poszukiwania. Zreszt Emerahl miaa racj.
Szed teraz za siostr do ich ulubionej jaskini. Oboje uoyli si w gniazdach
poduszek, ktre uszya Tamun. Sysza, jak nabiera powietrza, a potem powoli wypuszcza.
Przymkn oczy i bez wysiku zsun si w poczeniowy trans. Splt swj umys z umysem
siostry.
:Emerahl? zawoali.
:Tamun, Surim. Nareszcie.
:Witaj, Surimie, odezwa si inny gos.

Surim zdziwi si nieco.


:Mewa?
:Tak, to ja.
:Pomylaam, e zechce wysucha, co Emerahl ma nam do powiedzenia, wyjania
Tamun. A Mewa zgodzi si, e ju pora, by Mirar dowiedzia si o jego istnieniu.
:Natomiast ja wci nie mog si otrzsn ze zdziwienia, doda Mirar.
:Zostawcie to na pniej, rzucia Emerahl. Doszam do tego, w jaki sposb odczyta
glify w kamieniu.
Gdy opisywaa swe odkrycie, Surim poczu zdziwienie.
:To takie proste, dokoczya Emerahl. Nie mog uwierzy, e nie zrozumiaam tego od
razu.
:Wikszo zagadek jest prosta, kiedy znasz ju odpowied, pocieszy j Surim. A wic
co mwi glify?
:Zaczam od strony oznaczonej jako dwa wiata/dwie prawdy. A napis gosi:
Wszyscy bogowie zrodzili si miertelni. Najpierw nauczyli si niemiertelnoci. Na kocu
nauczyli si by bogami. Potem jest przerwa i dalej: Wszyscy bogowie kochaj, pragn i
nienawidz tak jak miertelni. Wszyscy bogowie potrzebuj miertelnych, by widzie, czy
si i zmienia wiat.
Pitka niemiertelnych umilka. A gdy cisza trwaa coraz duej, Surim zacz si
zastanawia, czy nadal s poczeni.
:To wyjania kilka spraw, powiedzia, nie potrafic wytrzyma ciszy.
:Rzeczywicie, wyjania, zgodzi si Mewa.
:Czyli bogowie byli kiedy niemiertelnymi, zastanawia si Mirar. Czy to znaczy, e i
my moemy zosta bogami? To by tumaczyo, dlaczego tak bardzo si nas boj.
:Obawiaj si, e odkryjemy, jak zosta bogami, zgodzi si Surim.
:Ale czybymy chcieli? zapyta cicho Mewa. Glify mwi, e bogowie odczuwaj
ludzkie emocje, a jednak potrzebuj miertelnikw, eby wpywa na wiat.
:Odczuwaj podanie, ale nie s zdolni, by je zaspokoi, rzek Mirar. Nic dziwnego,
e nie maj poczucia humoru.
:Emerahl, czy klejnot wyjania, jak zosta bogiem? spytaa Tamun.
:Nie.
:A czy przeczytaa pozostae strony?
:Tak.
:Powiedz nam, co mwi.

:Trzy wiata daj nam trzy tajemnice, odpowiedziaa Emerahl. Oto one: aden bg
nie moe przebywa w dwch miejscach rwnoczenie. aden bg nie moe istnie tam, gdzie
nie ma magii. aden bg nie zabiera i nie zachowuje dusz zmarych.
Tym razem cisza trwaa jeszcze duej. Surima rwnie zaskoczyy wypywajce z
tego wnioski.
Bogowie nie zbieraj dusz! Kamstwo, ktre utrzymywali przez tysice lat, byo tak
gigantyczne, e Surimowi zakrcio si w gowie. Potrzebuj miertelnych, by wpywa na
wiat, pomyla. A wic chc, by miertelni wierzyli, e potrzebuj bogw.
:Pocieszy to twoich tkaczy snw, Mirarze, zauwaya Emerahl.
:Pocieszy? Nie jestem pewien. Wiedzieli, e zostajc tkaczami snw, rezygnuj z
wszelkich szans, by ich dusza trwaa po mierci. Ale jak si poczuj, wiedzc, e to adna
ofiara?
:Myl, e wikszo twego ludu i tak nie wierzy w dusz, stwierdzia Tamun.
:A co z pozostaymi dwiema tajemnicami? spyta Mewa.
:Wiedzielimy, e bogowie nie mog istnie w pustkach, i podejrzewalimy, e nie
mog znajdowa si w dwch miejscach rwnoczenie, stwierdzi Surim. Emerahl, co byo na
ostatniej stronie kamienia?
:Mylaam, e ju nigdy nie spytacie, odpara z dum. Czwarta strona, jeeli
pamitacie, to mier. Posuchajcie tego: Wszyscy bogowie s rwnie potni. aden nie
moe wpywa na innych z wyjtkiem ich pozycji. Potem jest przerwa i dalej: Szeciu,
otaczajc jednego, unieruchamia go. Szeciu otaczajcych jednego i zabierajcych magi
daje uwizienie lub mier.
:Szeciu otaczajcych jednego? powtrzy Surim.
:Jeden w grze, jeden w dole i po jednym ze wszystkich czterech stron, wyjani Mirar.
Ofiara wewntrz. Jeli ta szstka cignie ca magi, bg wewntrz nie moe istnie.
:Pustki! wykrzykn Mewa. Zao si, e tak wanie powstay.
:Oczywicie, potwierdzia Emerahl. Ciekawe, jak bd si czua, gdy nastpnym razem
w ktr wejd, wiedzc, e zgin tam bg.
:Zaley od boga, mrukn Mirar. Gdybym wiedzia, gdzie zgino kilku konkretnych
bogw, kusioby mnie, aby wyruszy tam i jako to uczci.
Co si nie zgadzao. Surim kilka razy powtrzy sobie w mylach tajemnice, zanim
dostrzeg problem. Jeeli szeciu bogw musi otoczy innego, aby go zabi...
:Jest tylko picioro bogw, zauway. Gdzie jest ten szsty?

:Sorli bya szsta i sama si zabia, przypomniaa mu Emerahl. Pamitasz t opowie


na Zwoju? Miaa wyrzuty sumienia z powodu tego, co zrobia, i zabia si.
:Ale jak? spyta Mirar. Ach tak, oczywicie. Pustki. Musiaa wej do ktrej.
:Rzucia si w nico, zgodzi si Mewa. Rzeczywicie musiay j bardzo drczy
wyrzuty sumienia.
:Was by drczyy? spytaa Emerahl. Ktrekolwiek z was?
:Znowu zaley to od boga, uzna Mirar. Nie czubym si ani odrobin winny, gdyby
udao nam si pozby tej grupy, ktr mamy teraz.
:Jeste tkaczem snw. Nie zabijasz, przypomnia mu Surim.
:Nie zabijam ludzi. Myl, e dla bogw mgbym zrobi wyjtek, nawet jeli kiedy
byli ludmi.
:A dlaczego pytasz, Emerahl? zdziwia si Tamun.
:Zastanawiaam si, odpara gosem penym podniecenia, czy niemiertelni mog
tworzy pustki.
Ciarki przebiegy Surimowi po skrze.
:Moglibymy sprbowa, uznaa Tamun.
:Moe midzy nami, doda Mirar.
:Gdyby nas byo szecioro, dokoczy Mewa. Ale jest tylko picioro.
:Moe Auraya... zacz Mirar.
:Nie zrobi tego, stwierdzia Emerahl. Nadal uwaa, e im suy.
:Moga ostatnio zmieni zdanie w tej sprawie, sprzeciwi si.
:Nie moemy ryzykowa, uznaa stanowczo Tamun. Jeli si dowie, e moemy to
zrobi, moe te ostrzec bogw. W przeciwiestwie do nich w wypadku poraki nie moemy w
jednej chwili odlecie na drugi koniec wiata.
:Powinnimy wyjawi jej reszt: wszystko, czego si dowiedzielimy, z wyjtkiem tego,
jak zginli bogowie, owiadczya Emerahl. Powinna pozna prawdziw natur tych bogw,
ktrym suy.
Pozostali mruknli cicho z aprobat.
:Wic co moemy zrobi bez niej? spyta Mirar. Czeka, a kolejny niemiertelny
uzyska odpowiedni moc? To moe potrwa tysic lat.
:Jeli bdziemy musieli, odpara Tamun. Albo dopki bogowie nie zrani i nie ura
Aurai tak bardzo, bymy zyskali pewno, i nienawidzi ich rwnie mocno jak my.
:Cokolwiek nastpi wczeniej, zgodzi si Mewa. Cho jeli obecna sytuacja Aurai
zakoczy si fatalnie, moemy nie mie ju wyboru.

:Nie, jeli zdoam temu zaradzi, zapewni Mirar.


:Mirarze, poprosia Tamun. Nie podejmuj zbdnego ryzyka. Bdziemy musieli czeka
bardzo dugo, aby para niemiertelnych zyskaa moc...
:Musz koczy, przerwa gwatownie Mirar.
A kiedy jego obecno znikna z cza, Surim westchn.
:Naprawd wolabym, eby przestaa go tak zachca, siostrzyczko.

42
Odrtwienie ramion zmienio si w ostry bl, a w rkach ju dawno stracia czucie. Auraya
otworzya oczy i z wysikiem wyprostowaa nogi. W kolanach jej strzykao, a minie ud
zaczy dre.
Niedobrze, pomylaa. Robi si coraz sabsza. Musz wiczy.
Napinaa minie, przenoszc ciar ciaa z nogi na nog. Czucie rk powrcio i miaa
wraenie, e tysice igie przebija jej skr. Co bym daa za krzeso..
I nagle bl wzrs dziesiciokrotnie, gdy co dotkno jej ramienia. Sykna i
spojrzaa, a potem znowu sykna ze zdumienia, gdy zobaczya par okrgych oczek.
- Figiel!
Veez siedzia na siedzisku tronu i wychyla si, by na ni popatrze. Teraz zeskoczy, a
ona skrzywia si, gdy wyldowa na jej obolaych barkach.
- Co ty tu robisz? - szepna. - Mwiam ci, eby zosta z t mi suc.
- Aaja - odpar, askoczc wsikami jej ucho. - Zy czowiek. Goni.
Promieniowa z niego lk i podniecenie. Skupia si na jego mylach i dostrzega
rozbyski wspomnie. Mczyzna, ktrego zna. Ten, ktry czsto z ni bywa. Krzyki.
Odskakiwanie przed magi. Ucieczka.
- Nekaun - sykna Auraya.
Przesaa veezowi wspczucie i dum z niego. Sprytny Figiel.
Trci j w ucho.
- Drapa.
- Nie mog - odpowiedziaa, demonstrujc trzymajce j acuchy. - Auraya
uwiziona.
- Puci Aaja - odpar stanowczo.
Przebieg po jej rce i obwcha kajdany. Poczua dreszcz nadziei i spojrzaa na
stranikw. Wydawali si pochonici rozmow. Wsiki Figla zadray, pooy uszy po
sobie. Wyczua w nim zdziwienie i nagle zrozumiaa.
- Nie ma magii - wyjania. - Tutaj nie ma magii. Uywasz magii, eby otwiera
zamki.

Veez nie zrozumia. Skoczy na siedzenie tronu i przycupn na krawdzi. Nastroszy


futerko i wyczua, e jest gboko nieszczliwy.
Nie moga powiedzie nic, co by go pocieszyo, wic milczaa. Westchna, zamkna
oczy i posaa swj umys na zewntrz.
Z przyzwyczajenia najpierw musna umysy dwch Sug, ktrzy jej pilnowali.
Rozmawiali o tych dwch wypadkach, kiedy Sheyr opanowa miertelnika i wszed do sali.
Nie przyszo im do gowy, e bg mg nie by tym, kim si wydawa. Nie wiedzieli, e jeden
z tych ludzi oszala, a drugi kadej nocy kilka razy budzi si z krzykiem. Odkrya to,
przegldajc ich umysy.
Przesuna si dalej i nasuchiwaa myli innych Sug. Ich umysy wypeniay
codzienne zadania, drobne urazy, plotki, przyjaciele, rodzina oraz wojna. Przegldaa je,
poszukujc czego niezwykego. Kilka razy jej uwag zwrcio imi Nekauna. Niektre
kobiety, Sugi i domowe, niechtnie wspominay jego wizyty w ich sypialniach. Auraya
wycofaa si z tych wizji, ale potem trafia na domow, ktra opiekowaa si Figlem. Z
satysfakcj odkrya, e kobieta jest zaniepokojona prbami Nekauna, aby zabi veeza, jak i
tym, e zwierzak nie wrci.
Opucia mylami Sanktuarium i przebiega po umysach mieszkacw Glymmy. Ich
myli byy skupione na zwykych troskach: pracy, rodzinie, mioci, godzie, poywieniu,
ambicjach, blu i rozkoszy. Wszyscy te myleli o wojnie. Poprzedniego dnia udao jej si
sign poza granice miasta, do niektrych wiosek nad rzek. Dzisiaj wysaa swe zmysy w
innym kierunku. Byo tam mniej umysw, czemu trudno si dziwi, skoro otaczay ich piaski
pustyni. Wikszo koncentrowaa si na uyciu magii i umiejtnoci fizycznych do
kierowania jakim rodzajem pojazdu. Kiedy przyjrzaa si bliej, zrozumiaa, e to napdzane
wiatrem odzie lizgajce si po piasku.
Wyglda to na niez zabaw, pomylaa.
:Aurayo!
Na to wezwanie umys odruchowo przeszed w senny trans.
:Mirar?
:Jak si czujesz?
:Zmczona. Obolaa. Nekaun prbowa zabi Figla. Veez jest teraz ze mn.
:To dra. Straszne, e kto taki rzdzi tymi ludmi. Reszta jest o wiele milsza.
:Nawet Shar, ktry kaza swoim vornom zabija niewinnych ludzi w Torenie?
:No wiesz... waciwie nie rozmawiaem z nim zbyt wiele. W kadym razie chciaem ci
co przekaza. Inni niemiertelni uznali, e powinna wiedzie.

:Inni Dzicy?
:Tak. Emerahl i kilkoro innych, ktrym udao si unikn mierci z rk Biaych.
:Emerahl?
:Ta kobieta, ktra nauczya ci, jak ukrywa umys.
:Ach, Jade.
:Tak. Jade. Emerahl. Wiedma. Przerwa na moment. Martwi si o ciebie i pomagali
mi szuka sposobu, aby ci uwolni.
:Pomagali? Chocia jestem Bia?
:Nie jeste ju Bia, Aurayo.
:No tak, to prawda. Ale jednak... Jestem sprzymierzecem bogw i w ogle...
:Na pewno dobrze si czujesz?
:Tak. Jestem zmczona. I co tam kazali ci przekaza?
:Mog ci powtrzy tylko to, co do czego pozostali si zgodzili, by ci zaufa,
owiadczy.
Staraa si skoncentrowa.
:Czyli jest tego wicej, ale a tak mi nie ufaj?
:Tak.
:A ty si z tym zgadzasz?
:Powiedzmy, e wiem, jakimi sekretami mona ci obciy, a jakimi nie.
Zastanowia si nad jego sowami i stwierdzia, e za to go lubi.
Chce mi co przekaza, ale nie chciaby stawia mnie w trudnej sytuacji.
:A wic jakie s te tajemnice, ktre mona mi powierzy?
:Wi si z pewn opowieci. Nie mog wymieni wszystkich w to zaangaowanych,
ale skoro spotkaa ju Emerahl, mog bezpiecznie opisa jej rol w caej sprawie.
W skrcie opowiedzia jej o pogoskach o istnieniu Zwoju, e zawiera sekrety bogw i
e Emerahl go znalaza.
:To jest ta sprawa, ktr odoya, by mnie uczy?
:Tak. Ten Zwj spisa ostatni kapan Sorli... Opowiedzia jej histori Zwoju. Pod
koniec wojny zostao szecioro bogw, mwi. Sorli zabia si po tym, jak nakazaa utrwali
sekrety bogw tak, by mona je byo odnale.
:I znalelicie te sekrety?
:Emerahl znalaza je i odszyfrowaa. I inni zgodzili si, eby przekaza ci tyle: wszyscy
bogowie urodzili si miertelnymi, zostali niemiertelni jak my, po czym przeksztacili si w
bogw.

:Na pocztku byli Dzikimi?


:Tak. I byli te kiedy zwykymi miertelnikami o potnych Darach. Ale to nie
wszystko. To ci si nie spodoba. Nie sdz, by komukolwiek si spodobao. Bogowie z
pewnoci nie bd zadowoleni, e ktokolwiek to odkry. Mog...
:Powiedz to wreszcie, Mirarze.
:Bogowie mog istnie tylko w jednym miejscu naraz i aden bg nie moe istnie tam,
gdzie nie ma magii.
:To ju wiedziaam.
:Ale zao si, e nie wiesz tego: bogowie nie zabieraj ludzkich dusz. To kamstwo,
ktre od tysicleci wykorzystuj, by da ludziom powd do posuszestwa.
Auraya poczua, e jej ciekawo zmienia si w niedowierzanie.
:To nie moe by prawda. Nie wierz w to.
:Nie chcesz uwierzy. Ale to s sowa samej Sorli. Szstej bogini, ktra pomoga
Krgowi zabi wszystkich pozostaych. Jak ona to okrelia? aden bg nie zabiera i nie
zachowuje dusz zmarych.
:Kamaa. Prawdopodobnie bya szalona. W kocu siebie zabia. Moe nawet nie
istniaa i to jest jaka sztuczka, ktr kto wymyli przed setkami lat, aby zemci si na
bogach.
:Nie wierzysz w to, gdy nie chcesz uwierzy. Zreszt trudno ci si dziwi. Ja sam...
:Nie, ty wierzysz, poniewa chcesz uwierzy. To pasuje do twojej wizji wiata, Mirarze.
I czy to nie budzi w tobie podejrze? Gdybym chciaa ci oszuka, wanie tak bym to
zaplanowaa. Karmiabym ci tym, co chcesz usysze, aby nie kwestionowa tego, co
przychodzi wraz z tym. Przerwaa na chwil, gdy wpada jej do gowy niemia moliwo. A
co przyszo razem z tym?
:Tego nie mog ci powiedzie.
:W takim razie bd ostrony. Jeli to oszustwo, to ta druga cz moe by puapk.
Milcza przez dugi czas, zanim odpowiedzia.
:Bd o tym pamita. Ale jest jeszcze co, co mog ci powtrzy.
:Tak?
:Pustka powstaje tam, gdzie zgin bg.
Poczua dreszcz niepokoju i podekscytowania.
:Czy Zwj opisa, w jaki sposb bogowie zabijali si nawzajem? Milcza.
:Czy jest jaki bg, ktrego chciaaby zabi? spyta po chwili.
:Moliwe.

:Kto? Ach, pentadriascy, oczywicie. Co oni ci zrobili?


:Kazali zaku mnie w acuchy w tej pustce.
:To rozsdna, cho do osobista uraza, przyzna.
:I zachcali tutejszych ludzi, aby wdarli si do Ithanii Pnocnej.
:Tak, to nie byo zbyt uprzejme.
:Podejrzewam, e bdziesz mi teraz tumaczy, e bogowie cyrklian s winni gorszych
rzeczy.
:Mgbym, ale nie zrobi tego. Wic nie masz adnych osobistych uraz wobec nich?
:Jedn, niewielk. Wydaje mi si, e jeli Huan chce mojej mierci, to mog jej yczy
tego samego.
:To brzmi rozs... Zaraz. Huan chce twojej mierci?
:Czemu jeste zdziwiony? Ostrzegae, e bogowie bd prbowali mnie zabi.
:Ale nie prbowali.
:Chaia przybywa mi na ratunek. Przynajmniej tak czsto, jak moe, poniewa istniej
pewne ustalenia czy co takiego, ktre mu to utrudniaj. Twierdzi, e nie moe mnie
uwolni.
:Naprawd? Sdziem, e aden z cyrkliaskich bogw nie moe pokaza si w
Sanktuarium, nie zwracajc uwagi bogw pentadrian.
:Te tak mylaam. Opowiedziaa mu krtko, e Chaia dwukrotnie udawa Sheyra,
cho nie wspomniaa, z jakiej przyczyny. Twierdzi, e Sheyr nie powie o tym pentadrianom,
poniewa w ten sposb przyznaby, e to moliwe.
:A wtedy nikt by ju nie wiedzia, czy kiedy si pojawia, to ma wierzy, e to on, czy
nie. To musiaoby by frustrujce. Inni... Och, musz i, Aurayo.
:Cokolwiek zrobisz, nie naraaj z mojego powodu ani siebie, ani tkaczy snw.
Ale jego umys ju od niej odpyn i nie syszaa odpowiedzi.
Westchna i przez chwil dryfowaa bez celu, jednak jej myli wracay do Mirara.
Jest o wiele bardziej pewny siebie ni Leiard, mylaa. Cho Leiard te taki by, kiedy
przebywa w puszczy. Zrobi si lkliwy dopiero w Jarime, w pobliu Biaych. Tyle e... nie
by lkliwy, gdy bylimy kochankami. By raczej...
Zrozumienie tego byo niczym adunek energii. Kiedy Leiard by jej kochankiem,
zachowywa si bardziej jak Mirar. I to on przebywa z ni cay czas, gdy bya z Leiardem,
nawet jeli w stumionej, na wp zapomnianej formie.
Moe to tylko efekt jej osabienia i bezbronnoci, ktra wzmacniaa uczucia, lecz nagle
ogarna j tsknota. Chciaa by przy nim.

A potem nadesza fala rwnie potnej grozy.


Musz bardzo uwaa, tumaczya sobie rozpaczliwie. Chyba mogabym si zakocha
w kadym, kto by mnie wycign z tego miejsca. I nigdy bym si nie dowiedziaa, czy to
prawdziwe uczucie.
Przez ostatnie dni dunwayska armia maszerowaa pomidzy Grami Pustymi po prawej
stronie a morzem po lewej. Droga wia si agodnie, pogoda sprzyjaa, a zapach morza
sprawia, e powietrze wydawao si wiee i czyste. Lasy Dunwayu ustpiy miejsca
skalistym terenom pokrytym kpkami trawy oraz poskrcanymi wiatrem krzewami i
drzewami.
Rzadka rolinno pozwalaa czciej dojrze biae piaski i bkitn wod. Danjin
odczuwa tskne rozczarowanie za kadym razem, kiedy widzia na pozr idylliczny fragment
play. Nie mg si zatrzyma, by podziwia pikne okolice; by czci armii, a ta armia
pieszya na spotkanie z inn.
Kupcy podrujcy z towarem do Dunwayu uywali czasami tej drogi, lecz przez
wiksz cz roku pogoda skaniaa ich raczej do korzystania z transportu morskiego. IPortak od czasu do czasu bada wzrokiem horyzont, bez wtpienia wypatrujc swoich
okrtw. Po kilkuset latach pokoju na pnocnym kontynencie tylko Dunwayczycy
utrzymywali wojenn flot i szkolili swoich wojownikw w sztuce walki na morzu. Wedug
meldunkw szpiegw pentadrianie mieli wasn niewielk flot i pewne umiejtnoci
wykorzystywania jej. W czasie poprzedniej wojny Danjin zapyta Lanrena Songmakera,
wojennego doradc Biaych, dlaczego pentadrianie nie przypynli do Jarime, zamiast
atakowa przez gry. Lanren wyjani, e duga egluga wok zachodniej czci kontynentu
byaby powolna ze wzgldu na niesprzyjajce wiatry, a wschodnia strona bya strzeona przez
flot Dunwayu. Dunwayczycy z radoci skorzystaliby z okazji, by sprawdzi swe
umiejtnoci na przeciwniku.
Jednak Dunwayczykom nic nie utrudniao eglugi na poudnie. Nie wtedy, gdy Sennon
sprzyja cyrklianom. Dunwayskie okrty miay spotka si z reszt armii w Karienne, stolicy
Sennonu, a potem broni statkw zaopatrujcych armi wdrujc na poudnie, do Przesmyku
Grya.
Ale najpierw musimy si dosta do Karienne, pomyla Danjin. Przez sennosk
pustyni. Polegajc na tym, e Sennon dostarczy nam tyle wody, by wojsko nie umaro z
pragnienia.

Teren wydawa si coraz bardziej suchy. Danjin uwiadomi sobie, e min ju dzie,
odkd widzia drzewo wysze od czowieka. Kpy trawy byy coraz mniejsze i rzadsze, a
gleba tak sucha i pylista, e wydawaa si piaskiem. Spogldajc na Ell i I-Portaka, Danjin
zauway nosiwodw, wdrujcych tam i z powrotem wzdu kolumn wojownikw i
napeniajcych chtnym puchary wod z duych bukakw. Przez najblisze tygodnie takie
usugi bd miay wielkie powodzenie.
I-Portak wyprostowa si na awce. Zerkajc na Ell, Danjin dostrzeg jej skupiony
wyraz twarzy. Oboje patrzyli nad jego gow. Poczu, e platten si pochyla, i zrozumia, i
minli grzbiet i teraz rusz w d.
- Zaczyna si pustynia - mrukn I-Portak.
Danjin obejrza si, podobnie jak inni doradcy. Przed nim lea paski, jasny teren, a
jego powierzchni zakcay tylko zmarszczki wydm. Od stp grskiego grzbietu droga
cigna si dalej, a do horyzontu, prosta jak dunwayska wcznia. Na horyzoncie skrcay
si ku niebu oboczki piasku. To moe by burza piaskowa. Danjin sysza o pustynnych
burzach tak gwatownych, e niesiony piasek zdziera wdrowcom skr lub zasypywa ich
ywcem.
- To armia - usysza gos Elli. - Mieli dobre tempo.
Danjina ogarno podniecenie, ale te i ulga. adna burza. Tylko cyrklianie.
- Powinnimy ich dogoni jeszcze dzi wieczorem - odpar I-Portak. - Albo wczeniej,
jeli sobie yczysz.
Danjin odwrci si i z ulg zauway, e Ella krci gow.
- Dzi wieczorem cakiem wystarczy. Nie obciajmy si nadmiernie, dopki nie ma
takiej koniecznoci.
Ramiona Elli wzniosy si i opady, zdradzajc westchnienie. Danjin ukry umiech.
Podr okazaa si nudna. Wprawdzie ju podczas wyprawy do pentadriaskiej wioski
Ella wiele czasu powicaa na obserwacj umysu zbiegego sucego, lecz wynurzaa si
dostatecznie czsto, by podj rozmow lub patrze, jak Danjin z Gillenem graj w kamienie.
Nawet Yem by ciekawszym towarzyszem ni I-Portak i jego doradcy.
Ella spojrzaa na niego i dostrzeg niewielkie skrzywienie jej warg. Pochylia si.
- Danjinie, czy zapakowae ten swj podrny zestaw do gry?
Kiwn gow.
- Wic zagrajmy, eby jako zaj czas.

Zaskoczony, wycign spod siedzenia baga, a z niego pudeko z gr. Otworzy


szufladk, wyj pionki i zacz je wsuwa w otwory. I-Portak przyglda si z
zaciekawieniem.
I dlatego Danjin z pewnym zakopotaniem odkry, e nie moe znale ostatniego
pionka. Szufladka, jak zwykle, nie chciaa si do koca otworzy. Pionek pewnie tkwi gdzie
w gbi, ale nie mg przechyli pudeka ani nim potrzsn, nie strcajc ju ustawionych
kamieni. Sign do wntrza palcem i odkry, e pionek zaklinowa si gdzie pomidzy tyem
szuflady a wntrzem pudeka.
Westchn, wytrzsn kamienie na kolana i zacz wycign pionek tkwicy w
szufladce. Kiedy zasun j z powrotem i potrzsn pudekiem, usysza, jak wewntrz co
grzechocze.
Nie, pomyla niechtnie. Tam w rodku s jakie dwa przedmioty.
Otworzy szufladk i odkry, e kamie przemieci si do przodu. Wyj go, a potem
znw sign w gb. Byo tam co jeszcze, odrobin zbyt szerokie, eby szufladka moga si
otworzy. Co gadkiego.
Danjin chwyci to co i delikatnie podway grn cz pudeka. Przedmiot wylizn
si i szufladka wreszcie si otworzya. Danjin rozprostowa palce i spojrza na biay piercie.
Ella pochylia si i wzia go.
- To kapaski piercie.
- Tak - przyzna. - Ale skd si wzi w moim pudeku z gr?
Wzruszya ramionami, a potem zmarszczya brwi.
- Chyba e... - Spojrzaa na niego podejrzliwie spod zmruonych powiek. - Co si stao
z piercieniem cza Aurai?
Danjin przypomnia sobie, a potem ogarny go wyrzuty sumienia. Poczu, e twarz
mu czerwienieje.
- Ja, no...
- Nie oddae go, prawda?
Rozoy rce.
- Nikt o niego nie pyta. Odoyem go na bok i zapomniaem.
- Woye go tutaj? - Wskazaa pudeko.
- Nie. - Spojrza na pudeko i zmarszczy czoo. - Kto musia to zrobi. Moe kto, kto
chcia, ebym go znalaz.
Znw popatrzya na piercie.
- Kto, kto chcia, eby mg si skontaktowa z Auray?

- Niespecjalnie mog go uy w innym celu.


Ku jego zaskoczeniu wrczya mu piercie z powrotem.
- Za go.
- Teraz?
- Tak. Chc sprawdzi, czy dziaa.
Porozmawia z Auray... Poczu rwnoczenie zapa i zwtpienie. Spojrza na Ell.
- A jeli ona...
Umilk i zdoa nie zerkn na I-Portaka.
- Nosisz take mj piercie - przypomniaa. - Powinnam sysze wszystko, co ci
powie.
Odetchn gboko i wsun piercie na palec. Nic si nie stao. Ella zmarszczya
brwi.
- Zawoaj j - zaproponowaa.
Wyobrazi sobie w mylach Auray.
:Aurayo!
Odpowiedziaa mu cisza. Zawoa j znowu i znowu, zastanawiajc si, czy go
ignoruje, pi czy - ta myl wzbudzia w nim lk - nie yje.
- Danjinie.
Ella przygldaa mu si z nieczytelnym wyrazem twarzy.
- Oddaj mi go.
Zdj piercie i upuci na jej wycignit do. Umiechna si i wsuna go pod
cyrkle.
- Lepiej go na razie zatrzymam - powiedziaa.
- Czy mylisz...?
:Nie wiem co myle, odpara. Nie chc spekulowa, dopki Juran go nie obejrzy.
Pochylia si i spojrzaa znaczco na plansz.
- To byo dawno, ale kiedy byam niezym graczem.
Zdoa si umiechn, a potem wzi pudeko i zacz ponownie ukada pionki.

43
Diamyane byo wci takim samym suchym i brzydkim miasteczkiem, jakie Emerahl
zapamitaa z poprzedniej wizyty, w drodze do Czerwonych Jaski. Jednak odkd dotary tu
wieci o zbliajcej si armii cyrklian, szerzya si panika. Poprzedniego dnia pentadrianie
przejli wszystkie statki w okolicy, aby nie dopuci do wykorzystania ich przez wroga. Teraz
ludzie uciekali z miasta wszelkimi moliwymi sposobami, gwnie pieszo, dwigajc swj
dobytek.
Na ich miejsce przybywali tkacze snw. Emerahl miaa wraenie, e tkaczem jest co
trzecia lub czwarta mijana osoba. Nic dziwnego, e nazywa si ich zwiastunami wojny,
pomylaa. Mwi, e kiedy nadchodzi bitwa, z ca pewnoci przybd tkacze snw i ptaki
cierwojady. Ci pierwsi leczyli rannych, te drugie zajmoway si trupami.
Zawsze staraa si trzyma z daleka od bitewnych pl, a do ostatniego starcia midzy
pentadrianami a cyrklianami. Pola bitew to niebezpieczne miejsca. Jednak teraz dziwnie nie
miaa ochoty std odchodzi. Ciekawo kusia j, aby zosta i oglda zmagania.
Nie, uznaa. To co wicej. To jaka drczca mnie myl, e moe trafi si okazja,
abymy my, niemiertelni, wykorzystali wiedz z diamentu. Niewane, jak mao jest to
prawdopodobne. Jeli nie bdzie nas tutaj, aby to wykorzysta, dugo przyjdzie nam czeka
na kolejn szans.
Tam, gdzie cierali si cyrklianie z pentadrianami, gdzie walczyli Gosy i Biali, z
pewnoci pojawi si te bogowie. Caa dziesitka. W jednym miejscu. A to nie zdarza si
czsto. Waciwie zdarza si pewnie tylko podczas wojny.
Potrzebujemy szeciu niemiertelnych, a zatem wszystko zaley od Aurai. Czy wierz
w to, e gdyby bya wolna, pomogaby nam ich zabi?
Pokrcia gow. Nie, ale jeli Mirar wierzy, e istnieje szansa, moe powinnimy tu
by, na wypadek gdyby mia racj.

Rozejrzaa si po swoim pokoju. Meble byy stare, a wygody nieliczne, lecz okno
wychodzio na gwn drog do miasta. Mieszkacy wynosili si w popiechu, zostawiajc za
sob wiksz cz dobytku. Poczua tylko lekkie wyrzuty sumienia, przejmujc ten dobytek
dla siebie, poniewa co noc musiaa przepdza rabusiw. Kramy pozamykano, wic nie
miaa wikszego wyboru i jada to, co znalaza w maym sklepiku z ywnoci. Pewnie
mogabym kupi zapasy od tkaczy snw, ale bd potrzebowali wszystkiego, co maj, a to, co
znalazam tutaj, zepsuje si, jeli kto tego nie zuyje.
Przez okno zobaczya kolejn przechodzc par tkaczy snw. Mylami wrcia do
kwestii tego, jak zabi bogw.
Szeciu atakujcych, mylaa. Jeden z gry, jeden w dole i po jednym z kadego boku.
Ale jak mamy to zrobi?
W przeciwiestwie do bogw niemiertelni poddaj si grawitacji. Mog zaj pozycje
ze wszystkich bokw, cho w tym celu bogowie musieliby si znale blisko gruntu. Miejsca
powyej i poniej wci byy problemem.
Oprcz Aurai, poprawia sam siebie. Ona umie lata. To miejsce u gry oczywicie
naley do niej. Jeli zgodzi si je zaj... Ale co z tym na dole?
Bogowie, jako istoty niematerialne, mog si przemieszcza przez ciaa stae.
Niemiertelni oczywicie nie. Ten, kto zajmie miejsce na dole, musi liczy na jak jaskini
albo tunel w odpowiednim miejscu.
Ale gdzie bdzie to odpowiednie miejsce? Przed bitw Biali i Gosy zapewne stan
naprzeciw siebie, by wymieni zwyke groby i przechwaki. Umiechna si, gdy
zrozumiaa, gdzie zapewne dojdzie do tego spotkania: na Przesmyku.
Wrcia pamici do swojej ostatniej wizyty w Diamyane i pomylaa o tunelu, przez
ktry pyna wraz z rodzin wdrujc na pnoc, by wysucha Mdrca z Karienne.
Tunelem wadali zodzieje, ale to mona naprawi.
Zodzieje zreszt mogli uciec wraz z miejscowymi. Cho bardziej prawdopodobne jest
to, e rabuj teraz domy, co jest niezwykle dochodowym zajciem. Umiechna si szerzej,
gdy przypomniaa sobie, jak uciekali przed jej magi, kiedy roztopia bram, ktr blokowali
drog przez tunel.
Jedyny problem polega na tym, e tunel przecina Przesmyk w poprzek, a nie bieg
wzdu - i znajdowa si bliej wybrzea Diamyane. To by znaczyo, e ona i reszta
niemiertelnych musz liczy na spotkanie niedaleko wylotu tunelu, na co szansa jest
niewielka. Bardziej prawdopodobny byby rodek.

A potem przypomniaa sobie, co opowiada ojciec tamtej rodziny. Mwi, e kiedy


pod Przesmykiem byo kilka tuneli, ale zostay zasypane.
By moe ktry z nich da si otworzy.
Ale ktry? Och, przyjemnie sobie pomarzy, pomylaa z ironi. I pewnie pozostanie
to tylko marzeniem. Wstaa, wrcia do ka i pooya si.
Lepiej sprawdz, co si dzieje z Mirarem.
Zamkna oczy, zwolnia oddech i skierowaa swj umys w stron snu. Gdy tylko
osigna odpowiedni stan, zawoaa Mirara. Nie otrzymaa odpowiedzi, wic rozszerzya
zmysy, by przejrze umysy wok siebie. Jak atwo byo przewidzie, wikszo ludzi
skupiaa si na nadchodzcej bitwie. Signa w stron nabrzey i znalaza kilku
pentadriaskich szpiegw. Pniej podya za kilkoma kupcami, podrnymi i
pentadrianami, ktrzy wdrowali Przesmykiem. Szukajc dalej, nie znalaza adnych ludzkich
myli poniej tego wskiego pasa ldu.
:Emerahl!
Pozwolia, by wygasa wiadomo umysw na zewntrz.
:Mirarze. Co sycha w Glymmie?
:Nic nowego.
:Gdzie jeste?
:W Diamyane.
:Kiedy wyjedasz?
:Ja... sama nie wiem. Zaczynam podejrzewa, e wszyscy powinnimy si tu znale.
Na wszelki wypadek. Jeli nie pojawi si okazja, by zabi bogw, to nic nie stracimy, ale jeli
si pojawi, a nas tu nie bdzie...
:Bdziemy sami siebie przeklina, dokoczy.
:Wanie.
Powiedziaa mu o swoich pomysach, jak ustawi niemiertelnych wok bogw, i o
tunelu.
:Warto to zbada. Ale zdajesz sobie spraw, e jeli mamy zaatakowa w chwili, kiedy
spotkaj si Biali i pentadrianie, to ci z nas, ktrzy nie znajd si pod ziemi, bd w peni
widoczni.
:Owszem. Lecz jeli zgodzie si chroni pentadrian, to i tak tam bdziesz. Co do
reszty, miejmy nadziej, e bogowie skupi si na spotkaniu. Mog si jako zamaskowa...
waciwie to cakiem niezy pomys. Nie masz nic przeciw temu, ebym udawaa tkaczk
snw?

Wyczua jego rozbawienie.


:Czemu pytasz? Ostatnio nie spytaa.
:Nie wiedziaam, e bdziesz w pobliu, odparowaa.
:Racja. Ale oczywicie bdzie mi mio, jeli doczysz do mego ludu. Moe znajd jaki
pretekst, eby tkacze snw podali za Biaymi na Przesmyk... Mogaby wtedy ukry si
wrd nich.
:W takim razie Surim i Tamun musz si zbliy z obu stron. odziami.
:Tak. A ja musz tylko uwolni Auray.
Wyczua ton desperacji.
:Nie masz jeszcze pomysu?
:Przejrzaem umysy kilku Sug, ale dowiedziaem si tyle, e nie zdoam si tam
zakra i jej uwolni. Jak dotd mj plan jest taki, e koniecznie chc j zawiadomi o
porace Biaych, a to zachowa j yw a do czasu po bitwie. Gdy pentadrianie bd
witowa zwycistwo, przedr si do Glymmy i wtedy j uwolni.
:miay plan. Bdzie ci nienawidzi za to, e pomagae zabi Biaych.
:Siebie te bdzie o to wini, a jednak zawsze wol, aby to ona przeya, a nie Biali.
Mam przeczucie, e ju teraz win za swoj sytuacj obcia cyrkliaskich bogw. Wydaje
si, e nienawidzi Huan, twierdzi, e to bogini doprowadzia do schwytania Siyee i j te chce
zabi. Chaia przyzna, e mgby j uwolni tylko wtedy, gdyby zgodzili si na to inni
bogowie.
:A zatem chtnie zabije Huan, ale nie tych pozostaych? Nie wiem, jak moemy to
zorganizowa.
:Nie moemy. Poza tym jeli twj plan ma zadziaa, to i tak musimy j uwolni przed
bitw.
:Tak. Hmm... Wanie co mi przyszo do gowy. Auraya jest nam potrzebna nie tylko
jako szsty niemiertelny. Jest jedyn, ktra potrafi wyczu, czy bogowie rzeczywicie s tam,
gdzie trzeba.
:Naprawd powanie to traktujesz, co?
:Prbuj tylko wymyli, jak do tego podej, gdyby nadarzya si okazja.
:W takim razie najpierw powinna sprawdzi t teori. Chc mie pewno, e zdoam
odcign do magii, by stworzy pustk, i to zanim ustawi si w pobliu Biaych i Gosw
w celu zabicia ich bogw.

:Tak, warto potwierdzi, czy to dziaa. Jedno z nas musi prbowa wytworzy pustk.
Najlepiej jedno z Blinit, bo takie uycie magii cignie uwag, a tego ani ty, ani ja nie
potrzebujemy.
:Tak. No to pogadaj z nimi. A ja porozmawiam z Arleej. I sprbuj poszuka sposobu,
eby uwolni Auray przed bitw.
Zaniepokoia si troch.
:Bd ostrony.
:Zawsze jestem ostrony. Po tylu latach zaczynam cieszy si yciem.
Kiedy ju rozwiaa si obecno Mirara, Emerahl zwrcia myli ku Blinitom.
:Surim. Tamun.
Jak zwykle odpowiedzieli natychmiast.
:Witaj, Emerahl.
:Mam kilka pomysw i propozycji.
:Tak?
:Ile czasu potrzebujecie, ebycie wy i Mewa dotarli do Diamyane?
:Ale posuchaj, odpara surowym tonem Tamun. Przecie zgodzia si z nami. Sama
te nie wierzysz, aby Auraya kiedykolwiek zwrcia si przeciwko bogom.
:Nie wierzyam. Ale jeli istnieje taka szansa, to powinnicie tu by. Suchajcie, sporo
si nad tym zastanawiaam...
Odkd oblano j zimn wod, Auraya cay czas dygotaa. Marzya o kocu albo odrobinie
magii, ktr mogaby rozgrza powietrze dookoa siebie. Figiel owin si wok jej szyi.
Cuchno mu z pyszczka tak paskudnie, e nie chciaa sobie wyobraa, co zapa i zjad.
Bya wdziczna za t odrobin ciepa, jak jej dawa, ale by za may, eby poprawio to jej
sytuacj. Bolay j ebra i ramiona...
Myl o czym innym, nakazaa sobie.
To byo trudne. Bya zmczona, a jej umys codziennie pracowa jakby nieco wolniej.
Ale za to miaa mnstwo czasu. Rozmylania nad tajemnicami, ktre przekaza jej Mirar,
dostarczay jej zajcia. Jak bg moe popeni samobjstwo? Zmarszczya brwi, pewna, e
odpowied jest istotna. Moe by wskazwk do tego, jak bogowie zabijali si nawzajem.
Pustka powstaje tam, gdzie zgin bg.
To kolejna wskazwka. Pustka to miejsce, gdzie nie ma magii, a bogowie s istotami
magicznymi i dlatego nie mog wchodzi w pustk. A co by si stao, gdyby sprbowali?
Czyby umarli? Jeli tak, to moe w ten sposb bogini zabia sam siebie.

Czy inni bogowie mog zmusi ktrego do wejcia w pustk? By moe, ale Mirar
powiedzia, e pustka powstaje tam, gdzie zgin bg. Moe wic jest stwarzana wiadomie?
By moe wanie po to, by zabi.
Wic jak mona stworzy pustk? Jak bogowie powoduj brak magii? No c, to do
oczywiste. Trzeba odcign ca magi z jednego miejsca.
Zamrugaa. Czy to a takie proste? Czy jaki bg odciga ca magi z miejsca, gdzie
sta inny, aby go zabi? A co powstrzymao tego drugiego, by nie postpi podobnie?
Dlaczego po prostu si nie odsun?
Pokrcia gow. Te pytania powodoway zamt. Pozwolia, by jej myli pyway
bezcelowo, zbyt zmczona, aby przeglda umysy. Nie miaa do energii, aby si
skoncentrowa; zmysy si przytpiy.
Jaki czas pniej usyszaa kroki, ale nie chciao jej si nawet otworzy oczu, by
sprawdzi, kto nadchodzi. Dopiero kiedy Figiel zsun si z jej szyi, dopuszczajc tam
chodne powietrze, ockna si nieco.
- Aurayo.
Na krawdzi podestu staa lnica posta. Sheyr.
- Chaia? - wychrypiaa zaskoczona.
- Tak. Przybyem zaproponowa ci ucieczk, Aurayo.
- Inni bogowie w kocu si zgodzili, tak? - Mwienie wywoywao potrzeb kaszlu.
Opanowaa j. - Jak przekonae Huan?
Umiechn si.
- Nie przekonaem. Nie wiedz i nie zaaprobuj tego, co wanie chc ci
zaproponowa.
Wyprostowaa si i poczua fal nadziei. Czyby sprzeciwi si dla niej pozostaym? A
potem ogarn j napad kaszlu. Kiedy min, czua si osabiona, a jej puca pony.
- Wic co to za propozycja? - szepna.
- Nie mog ci uwolni - odpar. - Pozostali na to nie zezwol. Ale nic nie mwili o
nauczaniu. Mog nauczy ci czego, co pozwoli ci samej si uwolni.
Spojrzaa na niego. Umiecha si.
- Mw. Sucham.
- Od pewnego czasu jest dla mnie jasne, e swoimi Darami przewyszasz wszystkich
czarownikw. Jeste niemiertelna, ale jeste potniejsza od innych. Umiesz czyta w
mylach. Wyczuwasz obecno bogw. Syszysz, jak z sob rozmawiamy. Potrzebujesz tylko
niewielkich instrukcji z mojej strony, by si do nas przyczy.

- Przyczy... do was?
- Tak. Aby sama zostaa bogiem.
artuje sobie ze mnie, pomylaa. Ale waciwie po co? Byby to marny art. A moe
to jednak przyby Sheyr, aby mnie podrczy?
Gdzie z gbi umysu napyno wspomnienie sw Mirara: Wszyscy bogowie
urodzili si miertelni, zostali niemiertelnymi jak my, po czym przeksztacili si w bogw.
Przez jej ciao przebieg dreszcz podniecenia tak intensywny, e a bolesny. Mog sta
si bogini!
Jednak w pamici nadal rozbrzmiewa gos Mirara: Bogowie wci odczuwaj
ludzkie emocje, a jednak potrzebuj miertelnikw, eby wpywa na wiat.
No c, jaka cena by musi, jednak to lepsze ni bycie martwym.
Bogowie nie zabieraj ludzkich dusz.
Zmarszczya czoo i pokrcia gow. Jej umys zawirowa od tego ruchu. Odetchna
gboko, by si opanowa, ale w efekcie znw zacza kaszle. Kiedy odzyskaa oddech,
spojrzaa na boga.
- A dlaczego?
Umiechn si.
- Nie chc ci straci, Aurayo. Jeste chora. Twoje ciao umrze, jeli nie zyskasz
szansy, aby je uleczy. Gdyby bya bogiem, nigdy wicej by nie chorowaa. I moglibymy
by razem na zawsze.
- Ale jeli umr, to i tak bdziemy. Bdziesz mia moj dusz.
Jego umiech znikn.
- To nie to samo, Aurayo. Umarli nie mog dotyka ywych. A ja chc, eby wadaa
wiatem u mego boku.
- Z Huan?
- Nie, jeli sobie tego nie yczysz.
- Jeli zostaniemy wrogami, nie bdzie to dobre dla miertelnikw.
- Czy pozwolisz jej, aby ci zastraszya i zniechcia do penej realizacji twojego
potencjau?
Odwrcia gow.
- Nie.
Wycign rk.
- Czy przyczysz si do mnie, Aurayo?

Zawisa na acuchach. Nie wiem, czy chc zosta bogiem, oddzieli si od fizycznego
wiata. Poznawa go i innych ludzi tylko poprzez ich umysy... a inni niemiertelni bd dla
mnie niewidoczni. Czy Mirar uzna mnie za wroga?
Jedna przez drug toczyy si konsekwencje decyzji - zbyt wiele, by jej wyczerpany
umys zdoa to zanalizowa.
- Sama nie wiem - powiedziaa. - Jestem zbyt zmczona, by o tym myle. Musz si
zastanowi.
Chaia kiwn gow.
- Dobrze. Powiem ci, co musisz zrobi. Jeste chora i boj si, e kiedy wrc, bdzie
ju za pno.
Auraya kiwna gow. Zamkna oczy i ca swoj energi skupia na suchaniu Chai,
ktry wyjania, co powinna zrobi, by zosta bogiem.

44
Mirar wytyczy tras do podziemnej groty na podstawie myli i wspomnie Sug i domowych,
ktrzy pilnowali i dogldali Aurai. Na trasie znajdoway si trzy bramy, a kada strzeona
przez par potnych magicznie Sug.
Gdy zblia si do pierwszej z nich, pilnujcy jej dwaj Sudzy spogldali na niego
czujnie. Mirar umiechn si do nich.
- Wic tutaj trzymacie synn Auray? - powiedzia swobodnie.
Obaj mczyni porozumieli si wzrokiem, po czym jeden kiwn gow.
- Czy mog tam wej? - spyta Mirar.
- Tylko w towarzystwie Gosu - odpar drugi.
Mirar zajrza za bram i wzruszy ramionami.
- Wic moe innym razem. - Odwrci si i ruszy korytarzem z powrotem.
Nie spodziewa si niczego innego. Gosy pewnie miay jaki powd, aby trzyma j
przy yciu, wic nie chciay, aby j zabi. Jeszcze.
Gosy dowiedz si o jego wizycie u bramy. To take przewidzia. Chcia, by
wiedzieli, e myli o Aurai i e ona musi by elementem kadej umowy, jak z nimi zawrze.
Skrci za rg, zatrzyma si i zamruga zdziwiony. W jego stron swobodnym
krokiem szed Nekaun.
Wieci w Sanktuarium szybko si rozchodz. Musia ukry ludzi w korytarzach
prowadzcych do tego podziemnego wizienia.
- Pierwszy Gos Nekaun - rzek. - Co za szczliwy przypadek. Wanie si
zastanawiaem, kogo mog prosi, aby mnie zaprowadzi do Aurai.
Nekaun unis brwi.
- Chciaby z ni porozmawia?
Mirar skrzywi si.
- Nie. Chc tylko j zobaczy. Nasze rozmowy byy zabawne, kiedy bya wolna, ale
myl, e teraz nawet nie warto krzyowa z ni mylowych mieczy.
Nekaun wymin go, po czym si obejrza.
- No to chodmy. Podziwiajmy ten widok.

Dwaj stranicy nie wydawali si zaskoczeni, kiedy Mirar wrci z Nekaunem. Brama
czekaa ju otwarta. Za ni Mirar widzia kamienne ciany bez tynku. Kurz pokrywa
wszystkie powierzchnie.
- Mam wraenie, e od bardzo dawna nikt nie korzysta z tych pomieszcze.
Nekaun umiechn si.
- Nie. To dawna kaplica.
- Kaplica?
- To wzgrze przez tysice lat byo witym miejscem. Sanktuarium zbudowano na
ruinach staroytnego orodka religijnego, wityni Ieddy.
- Iedda? Jeden z martwych bogw? - zdziwi si Mirar. - Mylaem, e bogowie
wybraliby raczej nowe miejsce. Takie, jakie nie kojarzy si tymi dawnymi.
- Dlaczego? Zo dawnych bogw umaro wraz z nimi.
Mirar spojrza na sklepienie i kiwn gow.
- Przypuszczam, e budowa nad star kaplic to jakby wymazanie dawnych
zwyczajw. Jeliby trwaa, nawet w ruinach, duej yyby wspomnienia.
- Cigle trwa - zapewni go Nekaun. - Chodmy dalej.
Minli kolejn bram. Korytarz opada niej, a potem skrca gwatownie. Przed
trzeci bram stao dwoje Sug. Za ni otwieraa si wielka sala. Uwag Mirara od razu
przyku olbrzymi, gigantyczny wrcz tron.
Potem dopiero zobaczy przykut do tronu posta. Naga, brudna i bardziej
wychudzona, ni j zapamita, Auraya kulia si u podstawy tronu. Widzia, e czoo ma
lnice od potu, i sysza cichy odgos cikiego oddechu.
Nie wydawaa si przytomna.
- Co j tu zatrzymuje? - Zmusi si, aby zapyta.
- Jest w pustce. Wiesz, co to jest pustka.
Mirar kiwn gow.
- Spotkaem je ju wczeniej.
Nie potrafi oderwa wzroku od Aurai, cho wiedzia, e Nekaun uwanie go
obserwuje.
- aujesz jej - rzek przywdca pentadrian.
Mirar westchn i pokiwa gow.
- auj kadego, kogo bogowie, Krg, wykorzystali i kim manipulowali. Wci si
zastanawiam, kim mogaby si sta, gdyby nie wychowali jej kapani i nie nauczyli
nienawici. Mam taki niewygodny zwyczaj, e lituj si nad wrogiem.

- Mylisz, e mgby cofn te szkody?


- Nie. - Mirar pokrci gow. - Nie daaby mi szansy. Przy pierwszej okazji
prbowaaby mnie zabi.
Nekaun odetchn z satysfakcj.
- Nie bdzie miaa takiej okazji. Ale oczywicie jeli Biali zwyci, to nie Aurai
bdziesz musia si obawia.
Mirar spojrza mu w oczy.
- Nie mog dla was walczy - owiadczy szczerze. - Ani mj lud. Byoby to
zamaniem tysicletniego prawa. - Spuci wzrok. - Ale mog uy swoich mocy w obronie.
Mog osania ciebie, inne Gosy albo wasz armi. W zamian prosz tylko o jedno.
Nekaun zmruy oczy.
- Co takiego?
Mirar obejrza si na Auray.
- Chc by tym, ktry powie Aurai o klsce Biaych.
Kciki ust Nekauna uniosy si w gr.
- Ach.
Nie powiedzia nic wicej, wic tkacz spojrza na niego pytajco.
- Przyjmiesz moj ofert i warunki? - zapyta. - Zapewne musisz si skonsultowa z
pozostaymi.
Pierwszy Gos zerkn na Auray i pokrci gow.
- Nie musz. Omawialimy ju wszystkie opcje i moliwoci. Ta jest do przyjcia.
Wycign do niego rk, szeroko rozkadajc palce. Mirar zawaha si, a potem zrobi
to samo. Nekaun ucisn mu do.
- A zatem umowa stoi.
- Stoi. - Mirar kiwn gow.
Nekaun puci do Mirara, odwrci si i ruszy z powrotem korytarzem. Mirar raz
jeszcze obejrza si na Auray i poszed za nim.
- Musz te doda, e wedug mojej fachowej opinii twj wizie ma chyba gorczk powiedzia cicho. - I nie podoba mi si jej oddech. Wolabym, eby bya raczej ywa i
dostatecznie zdrowa, by kiedy nadejdzie czas, zrozumie wieci o upadku jej wiata.
Nekaun pokiwa gow.
- Szkoda by byo, gdyby stracia zakoczenie tej historii. Wyl kogo z moich
uzdrowicieli, eby si ni zaj.
Mirar pokiwa gow.

- Gdyby potrzebowa rady tkacza snw, z pewnoci kto z moich ludzi zgodzi si
pomc.
- Dzikuj. Bd o tym pamita, gdyby moi Sudzy uznali, e przekracza to ich
moliwoci.
Byo co w propozycji Chai, co nie miao sensu, lecz Auraya nie znalaza do si, aby to
dokadnie przemyle.
I tyle mi przyszo z tego czasu do namysu. Zreszt po co w ogle si mcz? Moe mi
si nie podoba, e strac fizyczne ciao i bd dostrzega wiat tylko poprzez oczy
miertelnych, ale to i tak lepiej ni umrze.
Zwaszcza jeli Mirar mia racj i bogowie kamali o przyjmowaniu ludzkich dusz. Ale
Chaia zaprzeczy, prawda? Wspomnia co o tym, e dusze umarych nie s w stanie
kontaktowa si ze wiatem ywych. Bg moe, wic to chyba lepszy wybr...
Zastanawiaa si nad tym przez chwil, ale potem umys odpyn. I nagle zbudzi j
dotyk zimna. To woda. Znw zacza si trz. Domowy zbliy si i przysun jej do ust
mis wywaru. Przekna troch, ale potem zacza kaszle i ju nie moga przesta...
Co uderzyo j w twarz. Zrozumiaa, e stracia przytomno. Ockna si z
wysikiem. Musz je. Otworzy oczy...
Zobaczya przed sob nieznan twarz. Mczyzna. Marszczy czoo. Byli te inni. Co
tu robi... A potem zobaczya Nekauna stojcego na krawdzi podstawy i nagle staa si
bardziej czujna ni przez ostatnie dni.
Z umysw Sug wok niej odczytaa, e kazano j wyleczy. Czytaa te ich ocen
swego stanu: puca zajte infekcj, ciao odwodnione i osabione brakiem odpowiedniego
poywienia. Widziaa te ich niech; woleliby raczej pozwoli jej umrze.
Maci, jakie wcierali jej w piersi i ramiona, pachniay bolenie znajomo. Przynajmniej
uywali waciwych. Przynieli te du koszul. Jeden ze Sug podszed do Nekauna, ktry
rzuci mu na do niewielki przedmiot. Suga powrci i stan przy lewej rce Aurai. Serce
zamaro jej na moment, gdy poczua, e rozlunia si acuch. Nekaun da temu czowiekowi
klucz. Patrzya na ten klucz i nie widziaa nic wicej. To ten niewielki przedmiot nie pozwala
jej si ruszy. Prosta rzecz, kady mg go uy. Nie korzysta z adnej magii...
Potem rka opada jej w d, bl rozerwa rami i zapomniaa o wszystkim innym.

Sudzy rozmasowali jej rk i bark, a bl usta. Potem wcignli koszul przez gow
i przecignli rami przez rkaw. Zakuli znowu t rk, uwolnili drug i wsunli w rkaw.
Materia by szorstki, nie ogrzewa ani doni, ani stp, lecz wci moga si wyprnia, nie
brudzc nowego ubrania.
Suga odda klucz Nekaunowi, a potem pomg innym napoi j wod i nakarmi
ciemnym chlebem. Kiedy skoczyli, opara si znowu o tron, zmczona, lecz po raz pierwszy
od tygodni wolna od godu i pragnienia. Przez na wp przymknite oczy obserwowaa, jak
Nekaun i Sudzy odchodz.
Wypucie mnie z tej pustki, mylaa do nich. Wszystko, czego mi trzeba, aby
wyzdrowie, to magia. Przymkna oczy. Albo ebym staa si bogiem.
Zmarszczya czoo. Jak mog zosta bogiem, gdy jestem w pustce? Bogowie to istoty
z magii. W pustce nie mog istnie. Gdy tylko stan si bogiem, przestan istnie.
Pokrcia gow. Chaia zamierza j uwolni. Ale przecie nie to powiedzia.
Powiedzia, e moe to zrobi sama, kiedy go tu nie bdzie.
Nagle przeszy j lodowaty dreszcz zimniejszy ni woda, ktr j wczeniej polewano.
Chyba e to jaka sztuczka.
Czy Chaia prbuje si mnie pozby?
Przecie mnie kocha.
Nie ma adnego sposobu, by staa si bogiem i przetrwaa. Ciche popiskiwanie
zwrcio jej uwag na siedzenie tronu. Figiel spoglda na bram.
- Zy on - powiedzia cicho.
- Tak - zgodzia si. - Poszed sobie.
W umyle z wolna pojawiay si moliwe wyjanienia. Jeli naprawd mogaby zosta
bogiem, moe stara si do tego nie dopuci, zachcajc j do przemiany w jedynym miejscu,
w ktrym ta przemiana j zabije. Wola nie ryzykowa, e nastpi to gdziekolwiek indziej.
Jeli chcia jej mierci, to w takim razie musiao si zdarzy co, co zmienio jego
stosunek do niej. Huan twierdzia, e Auraya jest niebezpieczna. Czy nastpio co, co
przekonao o tym Chai?
Nagle przypomniaa sobie opowie Mirara, e inni Dzicy zdobyli wane tajemnice.
Te, ktrych nie chcieli jej powierzy. Mylaa o jego pytaniu: Czy jest bg, ktrego
chciaaby zabi?. Uznaa, e to art, ale jeli nie? Jeli Dzicy naprawd mog zabi boga?
W takim razie to Mirar jest grob, a nie ja. Chaia powinien wiedzie, e ja nigdy... Z
drugiej strony, zrobiabym to, gdybym miaa wybr midzy moj mierci a mierci Huan.

Skrzywia si. Najwyraniej on nie odczuwa tego tak samo. Albo nie mg uwierzy,
e nie sprbuje zabi pozostaych bogw. Nie potrafi ju zajrze do jej umysu, a ona staa
si, jak to okreli, potniejsza ni niemiertelni.
Nie ufa jej. Prbowa j zabi. Przez jaki czas patrzya w przestrze; czua si
przeraajco opuszczona i zdradzona. Bya zbyt zmczona, by si gniewa, zbyt zmczona,
by szuka usprawiedliwie. Jedyne, na co jej pozostao energii, to pogodzenie si z losem.
Odetchna gboko i pozwolia, by odpyn od niej ostatni strzp lojalnoci wobec bogw.
:Danjinie.
Gos by senny i smutny. Z wolna uwiadamia sobie, e ju nie pi, ale te nie jest w
peni rozbudzony.
:Daaaaanjiiiiin.
Zna ten gos. Kiedy wreszcie go rozpozna, poczu lekkie zaskoczenie.
:Auraya?
:Tak, to ja. Co z tob?
:pi.
:Niezupenie. Znw czymy si przez sen.
:Naprawd? To go zaniepokoio, a myli si wyostrzyy. Gdzie jeste?
:Wci uwiziona. Czuj si lepiej. Chorowaam. O mao co nie umaram, ale
najwyraniej nie leao to w planach Nekauna. Kaza przynie mi jakie ubranie i lepsze
jedzenie.
Ubranie? Danjin poczu ukucie przeraenia i troski, gdy zrozumia, co to oznacza.
:Na pewno si nie spodziewae, e tak szybko wyruszysz na kolejn wojn,
powiedziaa.
Ostrzegawczy dreszcz przebieg mu po karku. Skd wiedziaa o wojnie? Czy Gosy jej
powiedziay? Oczywicie, e tak.
:Nie, odpar ostronie.
:Przygldaam si armii, oznajmia. Patrzyam, jak wszyscy maszerujecie przez
pustyni. Patrzyam, jak pentadrianie przygotowuj si na spotkanie z wami. Szkoda, e nic
nie mog ci powiedzie.
:Powiedzie...?
:Zdradzi jakiego sekretu pentadrian. Czego wanego, co pomoe wam wygra t
bitw. Ale szpiedzy i doradcy Biaych wiedz ju wszystko.
:Skd...?

:Przegldanie umysw, Danjinie. Nie mam tu nic innego do roboty. Mog rozmawia
z Figlem, ale sam wiesz, jakim jest wspaniaym rozmwc. Szkoda, e nie mog czciej
czy si z tob. Wszyscy wiemy, e Gosy zabij mnie, zanim wyrusz na spotkanie Biaych.
Przyjemnie byoby w ostatnich dniach pogada z kim, kto nie da, aby go drapa za uchem,
i nie zasypuje mnie resztkami tego, co ostatnio udao mu si zapa i zje.
Danjin mia wraenie, e si krztusi. Jak moga tak swobodnie mwi o swojej
mierci? Moe dlatego, e wszystko to wymyla?
Nie, jest co jeszcze. Wyraa si z lekcewaeniem, ale tak naprawd jest zrozpaczona.
Ogarna go fala alu i wspczucia. Jest samotna. Wie, e nie wyjdzie z tego ywa. W jaki
sposb ta niezwyka kobieta, jak znaem, moe tak skoczy? Przypuszczam, e jedyn
alternatyw jest mier w jakiej spektakularnej magicznej walce.

45
:Danjinie?
:Jestem tu.
:Na wypadek gdyby myla, e to sen, co ci powiem. Wkrtce do obozu wkroczy
posaniec od cesarza Sennonu.
A potem wraenie jej obecnoci znikno. Danjin otworzy oczy, usiad i rozejrza si.
Chwyci koc, by okry si przed nocnym chodem pustyni, wsta i wyszed z namiotu.
Myl o tym, e Auraya obserwuje ich wszystkich, bya jednoczenie niepokojca i
pocieszajca. Musia wiedzie, czy to prawda, a najlepszym sposobem, by si przekona, byo
pj do namiotu Biaych i sprawdzi, czy rzeczywicie przybdzie posaniec cesarza.
W wietle ksiyca namioty cyrklian wyglday jak armia ogromnych duchw z
dawnych mitw. Rozcigay si we wszystkie strony, rozwietlone przez lampy od wntrza i
ogniska od zewntrz. Armia nie bya wiksza od tej, ktra kilka lat wczeniej pokonaa
pentadrian, waciwie nawet mniejsza, ale z miejsca, gdzie sta, wydawao si, e nie wida
jej koca.
Pas pustyni, na ktrym wojsko rozbio obz, by stosunkowo paski. Poniewa nie
musieli si przejmowa adnymi rzekami czy wzgrzami, namioty, wozy i platteny ustawiono
w krg, wielkie koo, gdzie Biali i przywdcy zgromadzili si w osi, a odstpy midzy
poszczeglnymi armiami tworzyy szprychy. Danjin nie wiedzia, czy takie rozstawienie
obozu daje jak taktyczn przewag. Moe tylko tak, e wielu ludziom dodaje odwagi
zastosowanie symbolu bogw w takiej skali.
Dotar do namiotu rady wojennej i poleci stranikowi, aby przekaza prob o
zezwolenie na wejcie.
Czy potrzebujemy czego, co nam doda odwagi? zapyta sam siebie. Ostatnio
wygralimy. Jednak to, e mamy bogw po swojej stronie, nie daje przecie pewnoci
zwycistwa. Najlepszym dowodem na to s pentadrianie. A pentadrianie znaj nas teraz
lepiej. Nie popeni tych samych bdw.
- A oto mj zawsze peen zwtpienia Danjin - odezwa si z wntrza znajomy gos.

Klapa namiotu uchylia si i Ella skina na niego, aby wszed. Wewntrz zobaczy, e
Juran i Dyara stoj przy rozoonej mapie, ktr pamita z poprzedniej wojny. Mairae i Rian
byli nieobecni.
Przywdca cyrklian skin Danjinowi gow. Doradca wykona znak krgu.
- A wic, Danjinie, dlaczego nie moesz przesta si martwi? - spytaa Ella.
- Kto musi - odpar. - Uznaj mnie za swojego osobistego zamartwiajcego.
Uniosa brwi i zerkna na Jurana, ktry odpowiedzia jej lekkim umieszkiem.
- Powiedziaem co niewaciwego? - spyta Danjin.
Ella rozemiaa si.
- Nie. Po prostu jeszcze przed chwil Juran mwi co bardzo podobnego. Twierdzi, e
jeste moim sumieniem i zdrowym rozsdkiem.
Juran parskn.
- Nie wierzysz lepo, e wydarzenia potocz si tak, jak tego sobie ycz bogowie powiedzia. - Ella nie potrafi sobie wyobrazi niczego prcz wygranej.
- Po co mieliby nas wysya na poudnie, jeli nie potrafi zagwarantowa
zwycistwa? - spytaa.
- Zawsze istnieje ryzyko poraki - odpar Juran. - Nawet jeli niewielkie.
- Po co bierzemy z sob armi, skoro moc bogw, zsyana poprzez Biaych, miaaby
cakowicie wystarczy? - zapyta Danjin.
Ella pokrcia gow.
- Wszyscy wiemy, e armia potrzebna jest tylko po to, aby kontrolowa krainy, ktre
si zdobywa. Prawdziwa walka jest magiczna. Magia to domena bogw, a zatem zwycistwo
jest pewne.
- Chyba e bogowie pentadrian s silniejsi - zauway Juran.
- Gdyby tak byo, Krg nie posaby nas na wojn.
Juran zamia si i machn rk.
- Do tego. Danjin przyby tu, aby omwi inne sprawy.
Danjin poczu, e serce w nim zamiera, gdy przywdca cyrklian spojrza na niego z
powag.
- Widz, e znowu rozmawiae z Auray.
Danjin przytakn, a potem przekaza to, co zapamita. Kiedy skoczy, Biali w
milczeniu wymienili spojrzenia, porozumiewajc si w ten swj niezwyky sposb.
- A zatem yje, chorowaa, a teraz czuje si lepiej - podsumowaa Dyara. - Naprawd
moe nas widzie?

Juran wzruszy ramionami.


- Moemy tylko czeka, by si przekona, czy przybdzie posaniec. - Zwrci si do
Danjina: - Ella mwia, e znalaze w bagau ten piercie cza, ktry Auraya dla ciebie
zrobia. Wiesz, dlaczego tam trafi?
Twarz Danjina zalaa fala ciepa.
- Nie jestem pewien, ale podejrzewam, e moga go tam umieci moja ona.
- Ale dlaczego go tam ukrya?
- Och, niekoniecznie chciaa go ukry - wyjani pospiesznie. - Kiedy pakuje baga,
czsto wkada rne rzeczy w dziwne miejsca, eby wicej zmiecio si do kufra. Pewnie
pomylaa, e znajd ten piercie, kiedy otworz pudeko z gr, a nie zdawaa sobie sprawy,
e moe si zaklinowa w szufladce.
Juran kiwn gow.
- Ale po co go spakowaa?
- Myl, e z ostronoci. Przez lata znajdowaem w swoim kufrze wiele dziwnych
przedmiotw, a kiedy o nie pytaem, zwykle odpowiadaa, e woya je na wszelki wypadek.
- Na jaki wszelki wypadek? - zdziwi si Juran.
Powiedzia to takim tonem, jakby zastanawia si gono, nie oczekujc odpowiedzi.
Danjin wzruszy ramionami.
Przywdca cyrklian wyj co spod szaty. Biay piercie. Danjin odgad, e to ten, o
ktrym mwi.
Juran poda mu piercie.
- Za.
- Ale... - Ella spojrzaa na Jurana, lecz jego twarz nie zdradzaa niczego. Przygryza
warg i patrzya, jak Danjin bierze piercie.
Jej spojrzenie wyraao lekki niepokj, wic Danjin stara si nie okazywa, z jak
radoci przyjmuje szans, by porozumie si z Auray. Pomyla, e moe powinien zapyta,
czy uywanie tego piercienia jest niebezpieczne. Ale nawet jeli, to co z tego? Juran wyda
mu polecenie i Danjin nie mg odmwi.
- Co mam powiedzie? - zapyta.
Ella wzruszya ramionami.
- Powiedz jej, e cieszymy si, e jest ywa.
Kiwn gow. Odetchn gboko, wsun piercie na palec i zamkn oczy.
:Aurayo?

Nie byo odpowiedzi. Wezwa j jeszcze kilka razy, a potem spojrza na Biaych i
wzruszy ramionami.
- Moe on ju nie dziaa?
- Zdejmij ten piercie, Danjinie - polecia Ella.
Juran wycign rk. Danjin poda mu piercie. Trjka Biaych marszczya brwi.
- To nie ten, prawda? - spyta ostronie.
Juran przyjrza mu si z namysem.
- By moe piercie nie pozwala nam rozmawia z Auray, ale nie straci swojej
drugiej waciwoci. Kiedy go nosisz, nie potrafi czyta w twoich mylach. Ella oczywicie
moe, bo masz te jej piercie cza, wic musiaem ci obserwowa poprzez jej umys.
- Wic to ten sam piercie?
- Tak, stanowczo ten sam. Wiedzielimy o tej jego wadzie, ale nie mielimy ju czasu,
aby przygotowa nastpny, poniewa Auraya musiaa lecie do Si.
Juran w zadumie przyglda si piercieniowi, a potem spojrza na Ell.
- Moe nam si to przyda. Dopki Danjin nosi ten piercie, jego umys jest ukryty
przed wszystkimi prcz nas.
- I Aurai - przypomniaa.
Zacisn wargi.
- Chciabym wiedzie, czy moemy jej ufa. - Zacisn palce na piercieniu, a potem
opuci rk.
Kto odchyli klap namiotu. Wszed stranik i wykona znak krgu.
- Posaniec od cesarza Sennonu prosi o audiencj u Biaych.
Juran spojrza na Danjina, lecz jego umiech by wymuszony.
- Dzikuj, e nas o tym uprzedzie, Danjinie. Teraz lepiej si przepij.
Kiedy szed ju do wyjcia z namiotu, Ella delikatnie dotkna jego ramienia.
- Przynajmniej yje - powiedziaa cicho.
Westchn.
- Tak. Ale jak dugo?
- To ju jest w rkach bogw.
Kiwn gow, wyszed w pustynn noc i skierowa si do wasnego namiotu.

Mewa czu, jak wzbiera za nim potga fali. Gdy dotara do niego, rozcign si i pomkn na
niej do przodu. Skalna ciana Stogu zbliaa si szybko. W ostatniej chwili skrci,
odruchowo wygi ciao, by zmniejszy si uderzenia, a palcami chwyci znajome szczeliny i
wystpy. A kiedy fala si cofna, rozpocz wspinaczk.
Robi to ju tyle razy, e nie musia si zastanawia, gdzie jest kolejny chwyt. Dotar
do jaskini, wsun si do wntrza i wsta.
Rozejrza si, spojrza na wznoszce si i opadajce wok Stogu ciemne fale. Nie
zauway ani ladu wraku. Nawet w jasny i pogodny dzie nie potrafiby spojrze tak daleko.
Uspokoi jednak umys i sign na zewntrz.
Cisza.
Mewa pokrci gow i westchn. Na pewno wszyscy utonli. Ironia losu polegaa na
tym, e sam zamierza zatopi piracki statek, jednak w odpowiednim czasie, kiedy zdy ju
pozna zaog, oddzieli ofiary zego losu od ofiar wasnej zej natury.
Nie zdy. Gdyby nie spa, moe wyczuby zbliajcych si Elai i mgby ostrzec
zaog albo pomc tym, ktrych warto byo ratowa. Lecz potrzebowa snu, jak kady zwyky
miertelnik.
Nie marnowa te si, by zoci si na Elai. Po tym wszystkim, co wycierpieli od
piratw, ich ataki byy usprawiedliwione. Martwi si, e ta nowa pewno siebie i ch
zabijania w kocu opanuje ich cakowicie. Ale nie zamierza tym sterowa. Chocia i on, i
Elai znani byli ze swego zwizku z morzem, to jednak nic wicej ich nie czyo. Przez
tysiclecia by legendarn postaci z ludowych poda ziemiochodzcych, ktrych Elai
nienawidzili. Elai za to byli mod ras stworzon przez bogini, ktra nienawidzia
niemiertelnych.
Huan, pomyla niechtnie. Zmarszczy brwi, wspominajc te dziwne znieksztacone
istoty, martwe lub ledwie ywe, na ktre trafi kiedy, bardzo dawno temu. Widywa je przez
prawie stulecie i rozwizanie tej zagadki odkry dopiero wtedy, kiedy na wiecie zjawili si
pierwsi przodkowie Elai. Te kalekie istoty byy efektem nieudanych eksperymentw
czarownikw realizujcych wielkie ambicje Huan, by stworzy lud zdolny do ycia w morzu.
Ona i jej wyznawcy nie cierpieli tak, jak te zwierzta i ludzie.
Ale ludzie przynajmniej sami wybierali swj los, cho pewnie si nie spodziewali, e
wrzuci ich do morza lub zostawi na pewn mier, gdy prby si nie powiod.

W kocu jednak Huan si udao. Z wizji bogini i gorliwoci miertelnych w


wykonywaniu jej rozkazw powstay dwa cudowne ludy, Elai i Siyee. Z okruciestwa
zrodzio si pikno. Tak dziao si te w oceanie. Czasami najpikniejsze zwierzta byy te
najgroniejsze. Ryba zwana gwiezdnym wachlarzem miaa jaskrawe barwy, ale bya tak
jadowita, e jedno ukucie jej kolcem zabijao po kilku oddechach. Doi byy wesoymi,
inteligentnymi stworzeniami, przyjaznymi i miymi. Marynarze wierzyli, e pywajce w
dziobowych odkosach doi przynosz szczcie. Jednak Mewa wiedzia, e doi traktuj
wspbraci z okruciestwem, jakie dotd obserwowa tylko wrd ludzi.
Wzruszy ramionami. Bogowie byli kiedy miertelni. Odczuwali te same emocje i
potrzeby. Nic wic dziwnego, e potrafili by rwnie okrutni jak ludzie. Kopot polega na
tym, e chocia od czasu do czasu jaki czowiek mia skonnoci do zego zachowania,
wrd bogw wszyscy w ktrym momencie traktowali ludzk ras z okruciestwem.
Nie, nie wszyscy, poprawi si. Dawni bogowie nie wszyscy byli li. Czy to takie
dziwne, e pozostali tylko ci okrutni? To przecie ci, ktrzy byli skonni mordowa
pozostaych.
Jego myli zaczy kry po starych znajomych torach. To mu nie przeszkadzao, ale
obieca, e dzi wieczorem skontaktuje si z Blinitami. Przeszed w gb jaskini, pooy si
na starych kocach, zamkn oczy i posa mylowe wezwanie.
:Mewa, odezwaa si Tamun. Spnie si.
:Nie zwracaj na ni uwagi, poradzi Surim. Jest marudna.
:Tak? A dlaczego?
:Wszystko dzieje si za szybko i to j przeraa.
:Wcale nie jestem przeraona! zaprotestowaa Tamun.
:Nie, wcale nie, zgodzi si Surim nieprzekonujco.
:Ale co dzieje si za szybko? spyta Mewa.
:Emerahl chce, abymy wyruszyli do Diamyane, wyjani Surim. ty te.
:Chce sprbowa zabi bogw?
:Tylko jeli pojawi si okazja. Cakiem susznie zauwaya, e byoby szkoda, gdyby
jednak si trafia, a nas nie byoby na miejscu, aby j wykorzysta.
:To prawda.
:I chcesz popyn do Diamyane, krci si po polu bitwy, ryzykujc odkrycie, tylko na
wypadek gdyby Auraya zdoaa uciec i postanowia pomc nam zabi tych swoich
ukochanych bogw?

Mewa zastanowi si. Widzia zalety takiego rozwizania. Znajd si w miejscu, gdzie
bd walczyli Biali i Gosy. Bogowie na pewno si tam pojawi. Moe uda si zabi kilku
rwnoczenie.
Rozumia jednak, e niewielka jest szansa, aby wszystko uoyo si pomylnie. Jeli
jednak istnieje...
:Tak, odpar. Jeeli ukryj si w wodzie, raczej mnie nie zauwa.
Tamun zakla.
:Przykro mi, siostro, stwierdzi Surim, ale tym razem Emerahl wygraa. Lepiej
zacznijmy si pakowa.
:Przede mn te duga wdrwka, doda Mewa.
:Zdysz na czas?
:Tak, jeli wyrusz jeszcze dzisiaj.
:A wic szczliwej drogi. Odezwiemy si do ciebie jutro wieczorem, zakoczy Surim.
Mewa otworzy oczy i spojrza na strop jaskini. Wsta i podszed do otworu
wyjciowego. Zamkn oczy i wysa myli w wiat, wypatrujc znajomych wzorcw.
Szukanie nie trwao dugo. Powolny, mski, spokojny umys wznis si, wyczuwajc
jego znajom obecno. Mewa zada pytanie; umys odpowiedzia twierdzco.
Zadowolony czeka.
Jaki czas pniej w tym samym umyle wyczu oczekiwanie celu. Wyjrza na d i
zobaczy ogromn gow roala, wielkiego jak rybacki kuter. Roal wynurzy si z wody,
obrci i opad znowu. W wietle gwiazd bysno oko.
:Dzikuj ci, powiedzia do niego Mewa. Popyniemy razem na poudnie, gdzie woda
jest ciepa i pena ryb.
:Tak, odpowiedzia roal. Jedzenie.
Mewa rozoy rce, skoczy ze Stogu i zanurkowa w morzu.
Za kadym razem gdy Gosy zbieray si pod nieobecno Nekauna, Reivan czua si
niepewnie. Jednak w jego obecnoci te ju nie bya swobodna.
Gosy nie spiskoway przeciwko niemu, jednak kiedy go nie byo, czciej wygaszay
wasne opinie. Nie pomagao to, e czsto dyskutowali o sposobach agodzenia skutkw jego
pomyek, a czasem wrcz narzekali na jego metody.

Dzisiaj rozmowa dotyczya gocia Sanktuarium, tkacza snw Mirara. Cho Reivan
widziaa go ju kilka razy, wci trudno jej byo uwierzy, e ma ponad tysic lat. Nie
chodzio o to, e wyglda najwyej na trzydziestk - Imenja te bya duo starsza, ni si
wydawaa, jednak jej postawa sugerowaa rozwag i mdro starszej kobiety. Mirarowi
brakowao tej aury mocy, ktrej si u niego spodziewaa. Wydawa si zbyt skromny, aby by
wielkim legendarnym czarownikiem i zaoycielem kultu tak starego jak tkacze snw.
Gosy martwiy si o powaniejsze kwestie.
- Wic Mirar moe czyta w mylach czy nie? - spyta Shar.
- Nie moe - stwierdzia Genza.
- Ale twoja prba si powioda. Zareagowa.
- Wyczu zagroenie dla siebie, ale nie jego natur - wyjania Genza. - Gdyby
wiedzia, jakie to zagroenie, nigdy nie wszedby do tej niszy. To sugeruje, e potrafi
odgadn nastrj wok siebie, ale nie czyta myli.
- Gdybym to ja obserwowa ludzi od tysica lat, te bym wyczuwa ich nastroje owiadczy Vervel. - Czy to magiczna umiejtno, czy po prostu zdolno obserwacji?
- Skrytobjca nie by widoczny - przypomniaa mu Genza. - To nie jest obserwacja. To
Talent.
- Jest jeszcze jeden test, ktry chciaabym przeprowadzi - powiedziaa Imenja. Inni
spojrzeli na ni pytajco. - Test, ktry z pewnoci ujawni jego umiejtnoci.
- Jaki test?
- Pozwlmy naszym Towarzyszom, aby poznali prawdziw natur relacji midzy
Mirarem a Auray.
Pozostae trzy Gosy wymieniy spojrzenia.
- Jeli umie czyta w mylach, dowie si, e wiemy - zauway Vervel.
- Tak. Wyczyta te, e to tylko wzmacnia jego pozycj, gdy mamy co, co moemy
mu zaproponowa w zamian za pomoc w bitwie. Wiedzc, e jestemy skonni zoy tak
ofert, chtniej zgodzi si na wspprac.
- Ale moemy straci t przewag, jeli Auraya umrze - dodaa Genza.
- Najprawdopodobniej - zgodzia si Imenja.
Gosy spoglday po sobie dugo, a potem Imenja kiwna gow. Zacza mwi, a jej
wzrok przenosi si od jednego Towarzysza do nastpnego.
- Bogowie zdradzili nam, e Mirar i Auraya byli kiedy kochankami. Istnieje spora
szansa, e wolaby j raczej uwolni, ni zabi.
Kochankami? Reivan wyprostowaa si zaskoczona. Niemoliwe!

- Przecie ona oddaje cze bogom, ktrzy chc jego mierci! - zaprotestowa Karkel,
Towarzysz Vervela.
Reivan przypomniaa sobie co jeszcze.
- Mirar mwi, e Auraya prbowaa go zabi. Czy to kamstwo?
- Prawdopodobnie - odpar Shar.
- Czy to znaczy, e jest szpiegiem Biaych? - spytaa Vilvan, Towarzyszka Genzy.
- Tego bogowie nie powiedzieli. - Imenja rozoya rce. - Ostrzegli tylko, e sprbuje
j uwolni.
- Proszc, aby mg jej osobicie przekaza wie o porace Biaych, prbuje uzyska
gwarancj, e Auraya poyje troch duej - stwierdzia Genza.
- A sugerujc, e mu j oddamy, gwarantujemy sobie jego pomoc podczas bitwy doda Shar.
Genza zmarszczya czoo.
- Ale chyba tak naprawd nie oddamy mu Aurai, prawda?
Imenja westchna.
- Jeli chcemy zachowa dobre stosunki z Mirarem, musimy to rozway. Nie podoba
mi si ten pomys, lecz jeli Biali odejd, Auraya nie bdzie dla nas zagroeniem. Nekaun si
nie zgadza. Chce zachowa j yw, tylko dopki Mirar jest uyteczny.
Vervel parskn miechem.
- Troch mi al Mirara. Wyglda na dobrego czowieka.
- Jeli Mirar jest dobrym czowiekiem, to nie zechce swymi dziaaniami sprowadza
zagroenia na swj lud - doda ponuro Shar.
Vervel skrzywi si.
- Jeeli nadal kocha Auray, cho trudno w to uwierzy, stawiamy go przed trudnym
wyborem. Bdzie musia wybra midzy swoj kochank a swoim ludem. Teraz al mi go
jeszcze bardziej.
Shar parskn z lekcewaeniem.
- Nie al mi nikogo, kto ma taki marny gust co do kobiet - mrukn.
Imenja wykrzywia wargi w umiechu, lecz zaraz spowaniaa.
- Nie sdz, abymy musieli zmusza Mirara do takiego wyboru. Tkacze snw to lud
bardzo uyteczny, a jednoczenie niestanowicy dla nas zagroenia. Nie powinnimy
ryzykowa, e zerwiemy t przyja z powodu osobistych niechci do Aurai czy te dla
zemsty. Nie bylibymy wtedy lepsi od cyrklian.
- Zgadzam si - rzek Vervel. - Moe dlatego bogowie chc zachowa j przy yciu.

- Na razie. Jeli Auraya okae si kopotliwa, moemy pozby si jej pniej. W kocu
jest tylko miertelna - uzna Shar.
- Ale co z Nekaunem? - spytaa Genza. - Wszyscy wiemy, jak bardzo chce j zabi.
Imenja milczaa przez chwil, potem uniosa gow i spojrzaa na nich po kolei.
- Jeeli zgadzamy si w tej kwestii, musimy go przekona, by ustpi.
Zapada cisza. Serce Reivan bio szybko. Imenja sugerowaa, aby zjednoczyli si
przeciw Nekaunowi. A do tej chwili nigdy nie chcieli wprost przeciwstawia si Pierwszemu
Gosowi.
- Ja bym przynajmniej sprbowa - odezwa si Vervel.
- I ja - dodaa Genza.
Shar wzruszy ramionami.
- Nie sprzeciwi si bogom, ale gdyby sprbowa, macie moje poparcie.
Znw zapada cisza. Imenja skonia gow.
- Dzikuj wam. - Odetchna gboko i wstaa. - Teraz Reivan i ja sprawdzimy, czy
Mirar potrafi czyta w mylach. Jeli nie, to chyba nadal bd w stanie dopilnowa, by Mirar
nie prbowa uwolni Aurai i nie popsu naszych planw.
- Jak tego dokonasz? - spytaa Genza.
Imenja umiechna si.
- Dam mu do zrozumienia, e jeli pomoe nam wygra t wojn, oddamy mu Auray,
eby z ni zrobi, co zechce.
Shar zamia si.
- Pomyli, e sami uatwiamy mu zadanie. Chyba e potrafi czyta w mylach.
- Mam nadziej, e wkrtce si o tym przekonamy - podsumowaa Genza.

46
Auraya zbudzia si, przypomniaa sobie, gdzie jest, i jkna. Kopot z odzyskanymi
czciowo siami polega na tym, e mylaa i odczuwaa wszystko z wiksz intensywnoci.
Powrcia do przegldania umysw, ale miaa wraenie, e poza Sanktuarium ludzi zaprzta
tylko jeden temat: wojna.
Wojna, wojna, wojna, mylaa. Trudno si dziwi, e tak si na niej skupili, ale bardzo
bym chciaa, eby pomyleli czasem o czym innym... albo eby ju si skoczya. To
oczekiwanie jest nie do zniesienia.
A przy tym kada chwila przybliaa jej mier. Czy tak jej zaleao, eby umrze?
Bdzie mi o wiele wygodniej ni teraz, pomylaa z gorycz. I moe wtedy Figiel mnie
zostawi i znajdzie drog do jakiej bezpiecznej kryjwki. Poczua niepokj. Nie pojawi si
od ostatniej wizyty Nekauna, kiedy Sudzy pierwszy raz podali jej leki.
Signa umysem wok siebie, przymkna oczy i wezwaa go po imieniu.
:Figiel?
Znajome myli dotkny jej umysu, przesyajc nieokrelone uspokojenie, wic
odetchna z ulg. Gdziekolwiek si znajdowa, nie by wystraszony ani ranny.
:Figiel co robi?
:Poluje.
Umiechna si. Zyska spor wpraw w owach i przyciga do hali ptaki i mae
zwierztka. Czasem jej ktre proponowa, ale nawet gdyby zmusia si do zjedzenia, bez
uycia rk byoby to praktycznie niemoliwe. Pewnie te mniejsze zdoaaby przekn w
caoci, ale na sam myl o tym wywraca si jej odek.
Zadowolona, e veez jest cay i zdrowy, zamkna oczy i posaa swj umys w wiat.
Najpierw zbadaa myli ludzi w Sanktuarium, szukajc ladw Mirara. Zauwaya now fal
plotek rozprzestrzeniajc si wrd domowych, ktrzy nie spali o tak wczesnej porze. Mirar
zgodzi si wesprze Gosy w bitwie. Ma swoj si wzmocni ich obron, ale e tkacze snw
odrzucaj przemoc, Mirar nie przyczy si do adnych atakw na nieprzyjaci.
Sprytnie z twojej strony, Mirarze.
:Auraya?

Zaskoczona, osuna si znowu w senny trans.


:Mirar? Syszae, co mylaam?
:Nie. A o czym mylaa?
:O tobie.
:Naprawd? Mam nadziej, e to dobre myli.
:Dotary do mnie najnowsze plotki. Legendarny Mirar zgodzi si pomc Gosom, ale
tylko w obronie.
:Ach... Tak. Kompromis. Ja... przykro mi. Gdybym potrafi to zrobi, nie ranic twoich
dawnych kolegw, na pewno bym prbowa.
Zamilka, kiedy dotaro do niej, o co mu chodzi.
Jeli pomoe Gosom, Biali prawdopodobnie zostan pokonani. Juran, Dyara, Mairae i
Rian umr. A z nimi ta nowa, Ellareen.
Nie mog mie alu o to, e wybra tak drog, uznaa. Dla dobra swego ludu musi
zachowa dobre stosunki z Gosami. A jeli Biali zwyci, tkacze snw w Ithanii
Poudniowej bd traktowani tak samo jak na pnocy. I chocia sytuacja si poprawia, min
jeszcze lata, nim ludzie naucz si cho w czci szanowa tkaczy tak jak pentadrianie. By
moe nigdy si nie naucz.
Mimo to nie chciaa mierci Biaych. Ani tego, eby pentadrianie zapanowali nad
Ithani Pnocn. Sama myl o rzdzcym na pnocy Nekaunie wywoywaa mdoci.
:Dzisiaj wyjedamy z Glymmy, powiedzia jej Mirar. Mniej ni dzie drogi dzieli nas
od Przesmyku. Wczoraj Drugi Gos obiecaa, e w zamian za moj pomoc po bitwie oddadz
mi ciebie. Nie mam pojcia, ile ta bitwa moe potrwa. Przesmyk ograniczy liczb onierzy,
ktrzy mog rwnoczenie stan naprzeciw siebie. Dunwayska flota i okrty pentadrian
oczywicie nie maj takich problemw, wic moe bdzie to bitwa morska. Do tego s Biali i
Gosy. Czy bd walczy rwnoczenie na okrtach i Przesmyku, czy poczekaj?
:Skoro Gosy maj przewag w magii, zmusz Biaych do walki od samego pocztku,
uznaa Auraya. Wtedy mniej ich ludzi zginie.
:Fakt.
:Jeli twoja pomoc doprowadzi do szybkiego zakoczenia walki, przynajmniej ocalisz
wielu miertelnikw.
:Mam nadziej. Zawaha si. Przesaem wiadomo do swojego ludu, delikatnie
sugerujc, eby stosowali magi w obronie tej strony, ktr zechc wspiera, pentadrian czy
cyrklian.
:A jak zareaguj na to Gosy? Bd podejrzewa, e to twj rozkaz.

:Przypomn im, e chocia nie mog wydawa tkaczom rozkazw, nie mog te ich
powstrzyma przed naladowaniem mnie. Trudno mi zakazywa czego, co sam robi. A
przewaga nadal naley do Gosw, gdy tkacze snw tutaj s silniejsi ni ci bronicy
cyrklian.
:Jeste za sprytny, powiedziaa.
:Jestem? Powiedz to Eme... Czekaj, kto puka do moich drzwi. Musz i.
:Powodzenia.
:Tobie rwnie.
I znikn. Auraya wpatrywaa si w podog; czua bl w sercu.
Mam nadziej, e on wie, co robi. Jeli zginie... Przekna lin. Myl, e naprawd
bym go aowaa. I nie tylko dlatego, e wraz z nim umrze wszystko, co pozostao z Leiarda.
Ani dlatego, e ja prawdopodobnie te zgin. Chyba po prostu bdzie mi al, e Mirar z
Dzikich ju nie istnieje.
Szeroka Parada przed Sanktuarium dobrze si nadawaa na prezentacj wojsk. Tysice ludzi
wypeniay ca przestrze. Po jednej stronie w rwnych, zdyscyplinowanych szeregach stali
Sudzy w czarnych szatach, po drugiej w sprawnych formacjach onierze w czarnych
mundurach, z byszczcymi pancerzami. Udekorowane lektyki dla Gosw i ich Towarzyszy
oraz doradcw czekay przy schodach. Na dalekim kocu armii czekay wielkie czterokoowe
tamy z zapasami.
By to imponujcy widok. Gdyby Mirar nie widzia caych armii rozbijanych przez
garstki czarownikw, uznaby, e zwycistwo pentadrian jest pewne.
Ale gdyby nie podburzana przez bogw garstka czarownikw, czy ci ludzie w ogle
by si tu znaleli? Na takie pytanie nie mona byo odpowiedzie. Nigdy nie istnia wiat
wolny od bogw, kt wic mgby zgadn, jak bez nich zachowaliby si miertelnicy?
Widywa ju wojny wybuchajce z tak bahych powodw, jak zemsta za jak obraz albo
zwyka chciwo. miertelnicy nie potrzebowali boskich rozkazw, by zabija si nawzajem.
Bez trudu znajdowali powody, eby przystpi do tego samodzielnie.
Pierwszy Gos Nekaun wystpi, by przemwi do tumu. Mirar przesta go sucha po
kilku zdaniach. Sysza ju takie rzeczy.
- O czym mylisz? - zapyta cicho kto stojcy za jego ramieniem.
Obejrza si i zobaczy Drugi Gos.
- O daremnoci wojny - odpar.

Imenja umiechna si. Uwaa j za sympatyczn, cho ya ju tak dugo, e moga


udoskonali sztuk wprowadzania rozmwcw w swobodny nastrj. Udoskonali tak bardzo,
e bya nieodrnialna od jej naturalnych zachowa.
- Mylisz, e wojna jest daremna?
Wzruszy ramionami.
- Nawet jeli zabijecie Biaych i pokonacie cyrklian, Krg Bogw nadal bdzie istnia.
- To prawda - przytakna. - To, co nastpi po tym starciu, bdzie rwnie wane jak
sama bitwa. Ludzie z pnocy przekonaj si, mamy nadziej, e nasze normy s lepsze i
agodniejsze. I w rezultacie przyjm Picioro. Zawsze bd te tacy, ktrzy oddaj cze
Krgowi, ale wadza Krgu nad Ithani Pnocn zostanie znacznie ograniczona.
- Czyli nie cakiem daremna, z twojego punktu widzenia - stwierdzi.
Znowu si umiechna.
- Nie. Ale zrozumiaabym, gdyby pragn, ebymy zabili te cyrkliaskich bogw.
wiat byby dla ciebie o wiele bezpieczniejszy. Dlaczego si umiechasz?
Mirar parskn miechem.
- To przez ten pomys, e zabijecie dla mnie cyrkliaskich bogw...
...i gdyby niemiertelni pozwolili Gosom i Biaym na odkrycie, jak si to robi,
moglibymy pewnie siedzie z zaoonymi rkami i patrze, jak jedni i drudzy uwalniaj
wiat od naszych problemw.
Co moe by niezym planem rezerwowym, jeli nie trafi si szansa uwolnienia Aurai
albo jeli ona sama odmwi pomocy.
Na razie Mirar nie wymyli adnego sposobu wyrwania jej z niewoli, oprcz wdarcia
si si do wizienia. Z pewnoci zepsuoby to dobre stosunki midzy nim a Gosami, a by
moe te pogorszyo sytuacj tkaczy. Dla nich najlepsza bya nadzieja, e Imenja dotrzyma
sowa.
Jednake gdyby Gosy wygray bitw, moe nie by ju Biaych, by zaatakowa
pentadriaskich bogw. Mimo to Gosy mogyby zabi cyrkliaskich, a Dzikim by to pewnie
wystarczyo. Ci pentadriascy dotd nie wydawali si tacy li.
Nekaun umilk i rozlegy si wiwaty. Szerokim gestem da do zrozumienia, e Imenja i
pozostali maj i za nim do lektyk. Umiech Imenji zmieni si nieco i Mirar by pewien, e
jest teraz wymuszony.
Szed o kilka stopni za Gosami, w grupie Towarzyszy i doradcw. Par krokw od
lektyk Genza obejrzaa si na niego, w zamyleniu mruc oczy.

- Nie masz nic przeciw temu, Pierwszy Gosie, e tkacz snw pojedzie ze mn? spytaa. - Wiesz, e dugie podre s dla mnie nuce.
Nekaun przyjrza si jej, unoszc brwi.
- Trudno to uzna za dug podr - odpar. Z uprzejmym umiechem zwrci si do
Mirara. - Tkaczu snw Mirarze, czy zaszczycisz mnie swoim towarzystwem, kiedy
wyruszymy?
- To ja bd zaszczycony - zapewni Mirar.
Genza wzruszya ramionami.
- Moe pniej, kiedy znudzi go ju rozmowa o przemocy i strategii.
Zajli miejsca w lektykach, po czym kad z nich chwycio kilku muskularnych,
odwitnie ubranych niewolnikw. onierze dobrze widzieli swych dowdcw.
I mnie, myla ponuro Mirar. Zeszej nocy zbada sny tkaczy. Ich reakcje na ukad z
Gosami byy bardzo rne. Niektrzy go krytykowali, inni nie. Wszyscy prcz kilku
wierzyli, e zosta zmuszony do zawarcia takiej umowy, prawdopodobnie przez okolicznoci,
a by moe bardziej bezporedni grob.
- Nie powiniene czu si... zobowizany wobec Genzy - odezwa si Nekaun, kiedy
lektyka ruszya.
- Nie bd - umiechn si Mirar.
Zaraz po powrocie do Sanktuarium Genza przestaa z nim flirtowa. Nekaun
najwyraniej o tym nie wiedzia.
- Czuem, e powinienem ci ostrzec. Potrafi by uparta. Im bardziej si jej opierasz,
tym bardziej interesujcy si wydajesz.
- Znam ten typ - zapewni oschle Mirar.
Nekaun rozemia si.
- Tego jestem pewien. Domylasz si te zapewne, e da ci spokj, kiedy tylko
zaspokoi ciekawo. Chce tylko sprawdzi, czy twoja reputacja jest zasuona... jak zapewne
wiele kobiet.
- Nie jestem niewolnikiem swojej reputacji - odpar Mirar.
- Nie, nie jeste. - W oczach Nekauna bysno zadowolenie. - Jeste czowiekiem,
ktry wie, kiedy naley by elastycznym, a kiedy niezomnym.
Mirar powstrzyma si od niechtnego grymasu, syszc t aluzj do swojego
porozumienia z Gosami. Umiechn si ironicznie.
- Mylaem, e to tylko kobiety rozpowszechniaj o mnie takie plotki.

A kiedy lektyka ruszya naprzd pomidzy rzdami Sug i onierzy, na caej Paradzie
da si sysze miech Nekauna.
Tamun z umiechem spogldaa na dzib odzi. Jej brat sta tam wyprostowany, a wiatr
szarpa jego wosami. d pdzia, popychana magi kierowan jego wol. Odkosy wody
wznosiy si po obu stronach dziobu, a kadub dygota za kadym razem, kiedy zderza si z
fal.
Dostrzegaa jego potne minie, wyrobione przez dugie godziny wiosowania i
popychania odzi drgiem po mokradach. Odkd tu zamieszkali, sta si bardziej mski. Jej
zastpcza siostra zmienia si w cakiem przystojnego brata. Czemu wczeniej tego nie
zauwaya?
By moe spdzaa z nim tyle czasu, e nigdy nie przyjrzaa mu si z dystansu. Zreszt
zmiany nie byy wycznie fizyczne. No i Surim zmienia si powoli, by da jej czas na
przyzwyczajenie. Nabra te skonnoci do przygd.
Wczeniej byo to niemoliwe, mylaa. Byli poczeni nie tylko psychicznie, ale i
fizycznie. Przesuna palcami po blinie na boku. Jak zawsze wspomnienie rozdzielenia
nioso bl i smutek, ale te ulg. Bardziej dla niego, ni dla mnie, przyznaa w duchu.
Jestemy blinitami, ale przecie rnimy si pod wieloma wzgldami. Ja siedz w naszej
jaskini i mam al do niego, bo zostawia mnie sam; boj si, e jeli ktokolwiek mnie
zobaczy, bogowie mnie odnajd. On bada mokrada i nawizuje kontakty z mieszkacami,
pewien, e ta zmiana nie pozwoli bogom go rozpozna.
A teraz i ona znalaza si daleko od Czerwonych Jaski, daleko od mokrade; pdzia
przez wod do tego wanie miejsca, gdzie zobacz j tysice miertelnikw i zapewne kilku
niemiertelnych, gdzie z ca pewnoci zgromadz si bogowie. To przecie szalestwo - ale
te co nieodparcie logicznego. Jeli maj kiedykolwiek zabi bogw, musz si znale w
pobliu.
To, e okazja nadarzy si w cigu najbliszych kilku dni, byo rzecz wtpliw. Kiedy
o tym mylaa, krcio jej si w gowie. Zamkna oczy i signa w przestrze wok siebie,
szukajc innych umysw.
Znalaza kilku rybakw pno wracajcych z morza. Potem natrafia na zaog statku
handlowego zmierzajcego na poudnie z zapasami dla Diamyane. Na pokadzie byo kilku
sennoskich wojownikw i cyrkliaski kapan, a w pobliu egloway dunwayskie okrty.
Marynarze spodziewali si, e pentadrianie sprbuj odci zaopatrzenie dla cyrkliaskiej
armii.

Jeszcze dalej usyszaa brzczenie wielu umysw - to wojska cyrklian maszeroway


wzdu brzegu. Wiedzieli, e dzie drogi dzieli ich od Diamyane. Bardziej dowiadczeni
kapani i onierze czekali na bitw z lkiem i determinacj.
Kolejny przeskok doprowadzi j do celu. Diamyane zamieszkiwali teraz zodzieje,
tkacze snw i sennoscy onierze, wysani przodem, by przygotowa wszystko na przybycie
gwnych si. Przejrzaa umysy tkaczy snw, szukajc w ich mylach Emerahl. A raczej
kobiety, ktr Emerahl udawaa.
Jest...
Tamun umiechna si, widzc myli dotyczce rudowosej obcej. Arleej, oficjalna
przywdczyni tkaczy, nie wiedziaa, jak powinna traktowa Emme. Mirar poleci jej wczy
j do wszystkich dyskusji i planw. Kobieta okazaa si cakiem mia, cho niekiedy troch
niecierpliwa.
Teraz Arleej przekazywaa Emerahl, co si stao, kiedy powiadomia Jurana z Biaych
o decyzji Mirara, e on i wszyscy tkacze mog uy swych Darw, by osania t stron,
ktr wybior.
- Cay zblad - owiadczya Arleej.
Emerahl parskna.
- A co powiedzia?
- Przyj nasz ofert pomocy, chocia wydaje si, e chcia odmwi. Na pewno
podejrzewa zdrad, ale skoro Mirar przyczy si do nieprzyjaci, cyrklianie s sabsi, wic
musia zaryzykowa.
- Nie kusi ci, eby stan przeciw cyrklianom?
- Nie, oczywicie, e nie. - To pytanie rozbawio Arleej. - Juran zgodzi si te na moj
sugesti, eby niektrzy z nas towarzyszyli Biaym, kiedy rusz Przesmykiem na spotkanie z
Gosami. W kocu Mirar na pewno bdzie tamtym towarzyszy.
- Chciaabym nalee do tej grupy - owiadczya Emerahl. - Mirar wysa mnie do
ciebie, poniewa jestem mocna i mog pomc przywrci rwnowag si, ktr on by
zmuszony naruszy.
Arleej zastanowia si i skina gow.
- Prosz bardzo.

Rozmowa przesza na sprawy bardziej praktyczne. Tamun wiedziaa, e nie zdoa


nawiza sennego poczenia, dopki Emerahl nie zanie. Przesuna si wic dalej na
poudnie, ku nastpnej grupie umysw. Pentadriaska armia maszerowaa ku Przesmykowi.
P dnia drogi dzielio j jeszcze od wejcia na ten ldowy pomost - lecz nie zamierzali go
przekracza. Troch wicej czasu wymagao odszukanie Mirara, jako e w pobliu niego
znajdowa si tylko jeden nieosonity umys. Kobieta miaa na imi Reivan i bya
Towarzyszk Drugiego Gosu, Imenji.
Reivan spogldaa na Mirara z nieufnym szacunkiem. Podobay jej si jego ideay i
rezygnacja z przemocy, ale nie uwaaa ich za praktyczne. wiadomo, e znajduje si w
obecnoci czowieka majcego ponad tysic lat, budzia w niej wicej ni odrobin lku.
Kiedy spogldaa na pentadriaskiego przywdc, jej umys wypeniay sprzeczne uczucia i
emocje: tlce si jeszcze resztki oczarowania, niepokj, gniew oraz powoli, ale bezustannie
rosnca nienawi.
:Tamun? Surim?
Tamun rozpoznaa mylowy gos Mewy. Niechtnie porzucia Towarzyszk i
skoncentrowaa si na niemiertelnym.
:Witaj, Mewo. Gdzie jeste?
:Zbliam si do Zatoki Smutku. Dzi wieczorem dotr na Przesmyk.
:Znae te tunele, o ktrych mwia Emerahl?
:Tak. Czsto z nich korzystaem, kiedy byy jeszcze otwarte.
:Musimy mie nadziej, e jest wrd nich taki, ktry biegnie pod miejscem, gdzie
Biali spotkaj Gosy.
:Wymyliem rozwizanie tego problemu. Gdybym zawali niewielk cz Przesmyku,
musieliby sta po przeciwnych stronach.
:Aha. Pojawiy si wtpliwoci. Ale bd si zastanawia, kto go zniszczy i po co.
:Moliwe, przyzna. Mgbym si postara, eby wygldao to na zjawisko naturalne.
:Uznaj co takiego za nazbyt nieprawdopodobny przypadek.
:W takim razie przychodzi mi do gowy tylko jedna moliwo.
:Jaka?
:Musimy wyrba taki tunel w rodku Przesmyku, pod drog.
:To wymaga czasu
Mniej wicej dzie. Zaczn w rodku, gdzie najprawdopodobniej spotkaj si Biali z
Gosami. Jest tylko jeden minus...
:Jaki?

:Co takiego moe spowodowa osunicie. Na szczcie dopiero za kilka lat i nie
wtedy, kiedy ja bd w rodku.
:W takim razie musisz by ostrony, Mewo. Znajdziemy ci, gdyby co si stao.
Wykopiemy ci, jeli zajdzie konieczno.
:Wobec tego chyba wezm u Mirara lekcje z tematu: jak przetrwa, bdc zasypanym
ywcem, pomyla drwic: A teraz lepiej pjd. Roal zapomina, e mnie nosi, jeli od czasu do
czasu nie zwrc mu na to uwagi. Nie dotr na miejsce wieczorem, jeli nagle zacznie
nurkowa.
I kiedy jego umys ju odpywa, Tamun kilka razy gboko odetchna. To, co robili,
byo pod wieloma wzgldami bardzo niebezpieczne. Moe nawet nie zadziaa. Ale bdzie
prbowaa, raz za razem, jeli nie ma innego sposobu, by uwolni si od bogw.
Czasem warto podj ryzyko.

47
Soce niedawno schowao si za horyzont; opadao w jednostajnym tempie, jakby cierpliwie
wykonywao swe zwyczajowe czynnoci, wiedzc, e jutrzejsza bitwa nastpi we waciwym
czasie. Lnienie zalao niebo na zachodzie, miejscami w niezwykych kolorach. Reivan sza w
tamt stron i zastanawiaa si, czy moe ktry z Mylicieli wie, dlaczego o tej porze niebo
nabiera takich dziwacznych barw jak ziele i fiolet.
Dotara do Imenji i zatrzymaa si. Drugi Gos spogldaa na Przesmyk skpany w
niesamowitym blasku wieczornego nieba. Wybiega w pmrok, ku ledwie widocznemu
cieniowi.
Sennon. Ithania Pnocna.
- Jeszcze nie dotarli - poinformowaa Imenja.
- Czy wkroczymy tam i zajmiemy Diamyane? - Reivan spytaa o to, gdy w trakcie
kilku narad omawiano tak moliwo.
- Nie. Przewag daje nam czekanie tutaj. Cyrklianie mog przechodzi tylko wskim
frontem, wic atwo powinnimy ich likwidowa.
- A jeli na czele wojsk nadejd Biali?
- Wtedy Gosy stan do walki z nimi.
- Przez co onierze stan si zbdni - zauwaya Reivan.
Imenja rzucia jej krzywy umieszek.
- Owszem. Co nie jest zym rozwizaniem. Wojna nie traktuje agodnie
nieutalentowanych miertelnikw.
Reivan zadraa. Ona wanie bya nieutalentowanym miertelnikiem.
Imenja pooya jej do na ramieniu.
- Nie martw si. Bdziesz chroniona.
- Wiem. - Reivan kiwna gow i westchna. - Ale te bd bezuyteczna.
Blask nieba przygas i twarz Imenji znalaza si w cieniu. Reivan nie widziaa jej
wyrazu.
- Nie dla mnie. - Drugi Gos cisna jej rami i obejrzaa si. - Namiot ju stoi zauwaya. - Powinnymy wrci do pozostaych.

Razem ruszyy w stron obozu. To, co byo suchym, piaszczystym pasem ziemi,
pokryway teraz czarne, szpiczaste ksztaty, a midzy nimi niczym pomaraczowe gwiazdy
migotay ogniska. Kiedy Reivan pierwszy raz zobaczya rozbijane namioty, przygldaa si
im z przeraeniem. Picioboczna konstrukcja bya zbdn komplikacj, trudn do
zrozumienia dla niektrych domowych, a czarne pokrycie chwytao ciepo soca.
Zastanawiaa si czasem, czy pentadrianie nie traktuj symboliki zbyt powanie.
Kiedy wzejdzie soce, onierze nie bd tkwi w przegrzanych namiotach. Bd
przelewa krew - albo obserwowa czarownikw miotajcych zabjcz magi i mie
nadziej, e nie znajd si w niewaciwym miejscu, kiedy czar chybi. Mylaa o sowach
Imenji. Bitwa jedynie midzy Gosami a Biaymi byaby zbyt pikna, by zdarzya si
naprawd. Ale Sudzy i kapani te przecie si wcz. Bd dodatkowo wspomaga magi
swoje strony. Kiedy ju Gosy pokonaj Biaych albo - niech bogowie chroni - Biali
pokonaj Gosy, nie bdzie sensu, by Sudzy i kapani nadal prowadzili walk. Ale przecie
mog, choby przez lojalno dla swoich bogw.
I co potem, pytaa sam siebie Reivan. Kiedy ju jedna ze stron przegra, co si stanie z
wojskami?
Wtpia, by Gosy pozwoliy cyrklianom wrci do domu, jak Biali pozwolili
pentadrianom po ostatniej wojnie. Wiedziaa te, e po tej bitwie ani Gosy, ani Biali nie
pozwol y swoim odpowiednikom.
Imenja zwolnia i westchna. Reivan zobaczya, e zbliaj si do duego namiotu,
nie zwyczajnie piciobocznego, ale majcego ksztat gwiazdy. Wejciem bya szczelina
midzy dwoma jej ramionami. Wchodzc za Imenj, Reivan znalaza si w piciobocznej
komorze. W kadej ze cian bya klapa - zapewne przejcie do prywatnych pomieszcze
Gosw.
Podog pokrywa ogromny dywan, na ktrym ustawiono kilka wyplatanych z trzciny
foteli. Na niskich stolikach stay naczynia z orzechami i suszonymi owocami oraz dzbanki z
wod. Suga wykreli na piersi znak gwiazdy, spuci wzrok i wskaza Imenji klap w cianie
namiotu.
Imenja odsuna j, podajc tkanin Reivan, a sama wesza do rodka. Na pododze
lea dywan, a przy wielkim ou stay kufry.
- Gdzie bd spaa? - spytaa Reivan.
- Namiot dla ciebie powinien sta w pobliu.
Reivan kiwna gow.
- Czy kwatera ci odpowiada?

Odwrciy si. W przejciu sta umiechnity Nekaun. Dreszcz przebieg Reivan po


skrze.
- Pewnie nawet nie zauwa, e opuciam Sanktuarium - odpara chodno Imenja.
Nekaun umiechn si szerzej.
- Jutro zauwaysz. - Obejrza si przez rami. - Podano do stou. Chodcie je.
Wycofa si z przejcia. Reivan zauwaya, e Imenja take si umiecha.
- Przyjemnie widzie, e wyrwaa si spod jego uroku - wymruczaa. - Szkoda, e
doszo do tego w tak bolesny sposb.
Reivan zamrugaa zdziwiona, ale zaraz zdaa sobie spraw, e Imenja ma racj. Nie
zachwycaa si ju Nekaunem, nie wzdychaa na jego widok. Nie marzya, by zwrci na ni
uwag. Odkd...
Zadraa, gdy przypomniaa sobie ten ostatni raz. Odkrya w nim okruciestwo i
zoliwo; bya zadowolona, ale i troch zalkniona, e nigdy tego nie zapomni. Teraz, kiedy
go widziaa, czua odraz.
Przechodzc, Imenja poklepaa j po ramieniu.
- Chodmy je.
Reivan wysza za swoj pani i zobaczya, e przybyy ju wszystkie Gosy i ich
Towarzysze. Domowi wnosili tace parujcych potraw, a smakowite zapachy unosiy si w
powietrzu. Usiada obok Imenji i zacza je. Po chwili weszli Oddani Sudzy, a nawet kilku
Mylicieli. Nekaun wygosi krtkie przemwienie, wyjaniajc im, e kiedy oni ucztowali,
zmczeni cyrklianie pokonywali ostatni etap dugiej i wyczerpujcej wdrwki, tylko po to by
jutro da si pokona.
Rozmowy kryy wok wojny. Oddany Suga zameldowa, e zatopiono kilka
cyrkliaskich statkw z zaopatrzeniem. Reivan usyszaa, jak dwch Mylicieli dyskutuje o
wielkim morskim stworze, ktrego widziano w Zatoce Smutku. Chcieliby go zabi i zbada.
- Jeli to zrobicie, wycofamy nasze wsparcie w tej wojnie - zabrzmia mocny, gboki
gos z silnym obcym akcentem.
Wszyscy spojrzeli w stron wejcia, a Reivan serce zabio mocniej na widok znajomej
postaci. Rozejrzaa si i zobaczya, jak widok krla Aisa podziaa na tych, ktrzy nigdy
wczeniej nie widzieli Elai.
Nawet gdyby by ziemiochodzcym, wzrost, potna pier i mnstwo biuterii mogy
wzbudza lk. Granatowa skra, cakowity brak owosienia, podwjne powieki i bony
midzy palcami rk i ng tylko potgoway wraenie niezwykoci, dla niektrych
fascynujce, dla innych zapewne odpychajce.

Krl wszed do namiotu, spod zmruonych powiek obserwujc Mylicieli.


- Rual jest pradawn i yczliw istot z morza. I cho z jednego takiego stworzenia
zyskalibymy do ywnoci dla bardzo wielu rodzin, jednak my, Elai, nie polujemy na nie. A
zabi tak istot dla zaspokojenia ciekawoci byoby... - Krl pokrci gow. - Byoby
okruciestwem i marnotrawstwem.
- Nikt nie zabije tego stworzenia - uspokoi go Nekaun. Wyszed krlowi na spotkanie.
- Witaj w Awenie, krlu Aisie, w pentadriaskim obozie wojennym. Mam nadziej, e twoja
podr nie bya trudna.
Kiedy obaj przywdcy wymieniali oficjalne uprzejmoci, Reivan znowu si rozejrzaa.
Ludzie suchali i wpatrywali si z ciekawoci w krla Elai. Nekaun odwrci si i zmarszczy
brwi, a ci, ktrzy przygldali si zbyt otwarcie, szybko wrcili do rozmw.
- Krl Ais dobrze nauczy si aweskiego - zauwaya Imenja.
Reivan przytakna.
Drugi Gos rozejrzaa si po namiocie i zwrcia do Vervela.
- Gdzie Mirar? - spytaa cicho.
Vervel wzruszy ramionami.
- Wrci do swojego namiotu.
- Podr tak go zmczya? - umiechn si Shar. - Czy moe Genza? Spdzi z ni
sporo czasu.
Genza rzucia Pitemu Gosowi pene niesmaku spojrzenie.
- Na lektyce. Widziany przez ca armi.
- Mia szczcie.
- Czy niemiertelny moe si zmczy? - zastanowi si Vervel.
Nikt nie odpowiedzia.
- Moe wymkn si z powrotem do Sanktuarium - mrukna Genza. Zwrcia si do
Nekauna, ktry zostawi krla Aisa i zbliy si do nich. - Czy Auraya jest dobrze pilnowana?
Pierwszy Gos umiechn si zoliwie.
- Tak. Nie martwcie si. Mirar jest pilnowany. A stranicy maj rozkaz zabi j, gdyby
kto sprbowa si tam dosta. - Imenja spojrzaa na niego ostro. Nekaun umiechn si
szerzej. - Mam ochot poleci im to i tak, a potem sprowadzi tu jej ciao i podarowa je
Biaym. To mogoby ich powstrzyma.
Pozostae Gosy w milczeniu porozumiay si wzrokiem.
- Ale tego nie zrobisz - powiedziaa cichym gosem Imenja. - Bo wanie ona jest
powodem, dla ktrego zgodzi si nam pomaga.

Nekaun wzruszy ramionami.


- Mirar nie zaryzykuje popsucia tych miych stosunkw, ktre cz nasz lud i jego.
- My te nie powinnimy.
Pierwszy Gos prychn lekcewaco.
- Nie potrzebujemy tkaczy snw.
Zamilkli. Wszyscy suchali i z ciekawoci obserwowali oba Gosy. Serce Reivan bio
mocno. Imenja nigdy jeszcze nie sprzeciwia mu si publicznie.
Imenja w zamyleniu przygryza warg.
- Moe powinnimy zasign opinii naszego ludu, zanim w jego imieniu podejmiemy
tak brzemienne w skutki decyzje. Nie chciaabym wywoywa zbdnych podziaw ani
zamyka mu dostpu do uzdrowicielskich umiejtnoci tkaczy. Moe powinnimy podda t
kwesti pod gosowanie.
Spojrzaa na pozostae Gosy. Caa trjka pokiwaa gowami, patrzc wyczekujco na
Nekauna.
Zmarszczy brwi i Reivan mylaa ju, e si rozgniewa, ale on umiechn si nagle i
rozoy rce.
- Oczywicie, e tak. Po wojnie. Na razie skupmy si na najpilniejszych sprawach.
Chodcie, poznacie Aisa, krla Elai.
Gosy ruszyy za nim, a Reivan zostaa na miejscu. Obserwowaa Nekauna. Co nie
dawao jej spokoju,
I nagle zrozumiaa. Po wojnie wszelkie dyskusje o tkaczach snw strac sens. Nekaun
zabije ju Auray albo Mirar sprbuje j uwolni i zmusi Nekauna, by speni swoj grob.
Drugi Gos odwrcia gow, spojrzaa jej w oczy i przytakna. Byo jasne, e albo
odczytaa myli Reivan, albo niezalenie od niej dosza do takich samych wnioskw. Nekaun
wiedzia o obietnicy Imenji, e po wojnie oddadz Mirarowi Auray. Czy drani si z innymi
Gosami, opowiadajc, e chce j zabi? Czy moe zabije Auray, by pokaza innym Gosom,
e nie powinni si wtrca w jego decyzje?
Reivan zadraa. Nie potrafiaby dzisiaj okreli, ktra z tych moliwoci jest bardziej
prawdopodobna.
Cignca si przez wiele dni jazda plattenem nie poprawia kondycji fizycznej Danjina. Pot
cieka mu po twarzy i wsika w tunik. Piercienie wrzynay si w palce, kiedy ciska
wiosa. Bolay ramiona. Marzy tylko, by si pooy i zasn.

- Nie spiesz si - powiedziaa Ella i poklepaa go po ramieniu. - Jeli trzeba, moesz na


to powici ca noc. Byleby tylko o wicie by daleko.
A potem jak najdalej popychaa jego i d. Z migotania wiate po obu stronach
zgadywa, e doprowadzia go prawie na rodek zatoki. Kiedy d si zatrzymaa, wysun
wiosa i wzi si do pracy.
Mniej wicej co sto pocigni przerywa, by zapa oddech. W kocu po raz kolejny
doszed do setki - ju dawno straci rachub, ile ich byo - i obejrza si za siebie. Z ulg
odkry, e zdoa utrzyma waciwy kurs. wiata obozu pentadrian byszczay cakiem po
lewej, a po prawej rozcigaa si ciemno. Za sob mia ledwie widoczn, wsk, jasn lini
play.
I wtedy pojawio si na niej i zgaso niebieskie wiateko.
Nareszcie sygna! Odwrci si i znowu chwyci wiosa; podniecenie dodao mu si.
Jaka jego cz czerpaa satysfakcj ze wiadomoci, e powierzono mu zadanie
odpowiedniejsze dla modszego, bardziej lubicego przygody czowieka.
- Dlaczego ja? - zapyta Ell.
- Znasz Auray dostatecznie dobrze, by si oprze, jeli skontaktuje si z tob przez
piercie i sprbuje odcign. Jeste te dostatecznie inteligentny, by unika bohaterskich
czynw.
- Na przykad prb jej uwolnienia? - zapyta.
Umiechna si.
- Tak. Nawet z osonitym umysem nigdy nie dostaniesz si do Sanktuarium ani nie
pokonasz stranikw.
Oczywicie, e rozwaa tak moliwo. Gdyby mia szans ocalenia Aurai, z
pewnoci by to uczyni. Nie tylko z lojalnoci wobec niej, ale te dla dobra wszystkich
cyrklian. Potrzebowali jej mocy, by znowu przechyli szal na swoj stron.
Ale Biali nie po to go wysali, by uwalnia Auray. Wysali go, aby spotka si z
kolejn przyczyn nierwnowagi si.
Dno odzi zaszurao po piasku. Danjin wcign wiosa i sprbowa wsta, ale niemal
upad, gdy co szarpno dk od brzegu. Chwyci za burty i odwrci si, sdzc, e zobaczy
kogo na dziobie.
Ale nie widzia nikogo. Pyn w stron czarnej plamy cienia w ksztacie czowieka.
d zatrzymaa si kilka krokw od celu i Danjin przestpi burt - woda ochodzia jego
stopy i kostki. Spojrza w d i zmarszczy brwi, ale nie z obawy o zamoczenie spodni i
butw.

Lepiej ebymy rozstali si w zgodzie, myla. Nie jestem pewien, czy zdoam
cign d na gbsz wod...
Spojrza na ciemn sylwetk, odetchn i pobrn w jej stron. To, e zosta zdradzony
i czeka na niego Suga, byo najgorsz moliwoci, cho nie jedynym rdem obaw. Nawet
jeli na play sta waciwy czowiek, to cho Danjin ju kiedy z nim pracowa, mia jednak
wiele powodw, by obawia si go i ywi uraz.
- Witaj w Ithanii Poudniowej, Danjinie Spearze - rzuci oschle Mirar.
Dreszcz przebieg Danjinowi po plecach. Gos by a nadto znajomy, ale takiego tonu
nigdy jeszcze nie sysza. Leiard zawsze zachowywa si z godnoci i powcigliwie. Kiedy
cokolwiek mwi, to cicho i spokojnie.
Te sowa, cho take ciche, a huczay pewnoci siebie. Chocia nie arogancj,
uwiadomi sobie. Byy w nich mdro i dowiadczenie - to zabrzmia gos Mirara
niemiertelnego.
A moe sysz tylko to, czego si spodziewaem, pomyla niechtnie.
- Dzikuj ci, Mirarze - odpar. - Cho musz si zastanowi, czy masz zgod, eby
wita mnie w imieniu pentadrian.
- Czego nie wiedz, to ich nie rozzoci - odpar Mirar.
Czyby zabrzmia w tym cie pogardy? zastanowi si Danjin.
- Ale im szybciej powrc, tym mniejsze ryzyko, e moja ucieczka zostanie
zauwaona i zaczn si nad ni zastanawia - doda po krtkiej chwili Mirar. - Co chciae mi
przekaza?
Danjin wyprostowa ramiona.
- Biali przysali mnie, bym zoy ci ofert. Jestem z nimi poczony, wic gdyby mia
jakie pytania...
- Chc, ebym nie miesza si do bitwy - przerwa mu Mirar. - Na to nie mog
przysta.
Danjin przekn lin.
- Nawet w zamian za wolno twojego ludu?
Mirar zamilk na chwil, nim zapyta:
- Oni skadaj mi propozycj czy gro?
- To nie groba - zapewni pospiesznie Danjin. - Jeli powstrzymasz si od pomocy
pentadrianom, obiecuj, e pozwol twojemu ludowi na praktykowanie wszystkich Darw, w
tym czy umysu.

- Ale jeli porzuc pentadrian, ucierpi mj lud tutaj. Ktra ze stron ma wiksze szanse
na zwycistwo, jeli przyjm propozycj Biaych?
- Nie da si tego przewidzie.
- A ktra, jeli zostan przy pentadrianach?
- Wasza. - Danjin westchn.
:Spytaj, czy Auraya wybaczy mu mier przyjaci i rodakw.
Gos Elli by jak szept w umyle Danjina. Opanowa odruch, by dotkn piercienia.
- Co pomyli o tobie Auraya, jeli pomoesz sprowadzi mier na jej przyjaci i
rodzin, na jej lud?... - zapyta agodnie.
- Och, bdzie po prostu zachwycona - odpar Mirar gosem ociekajcym sarkazmem. Jednak zyska przynajmniej niewielk szans na to, e nie bdzie wtedy martwa. Jeli
zwyci Biali, ona umrze.
- Dlatego to robisz? - Danjin zauway, e mwi szeptem.
Dlaczego szepcz? Czybym uwaa, e Biali nie mog mnie sysze?
Mirar nie odpowiada. Milczenie mogo sugerowa, e nie chce si do czego
przyzna. Czyby nadal czu co do Aurai? Danjin rozway jego odpowiedzi... Niczego
waciwie nie zdradzi. Moe nie chce si przyzna, e motywy jego dziaa nie s a takie
szlachetne? e powoduje nim zemsta?
- Czy Biali cokolwiek mog ci zaproponowa? - spyta Danjin.
Ze zdziwieniem usysza westchnienie.
- Nie - odpar Mirar. - Ale bd pewny, e nadal mam zamiar nie stosowa adnej
przemocy. Szkoda, e cyrklianie nie s tacy konsekwentni. Ledwie kilka lat temu byli
oburzeni, e pentadrianie najechali na inny kraj. Teraz sami szykuj najazd. Przeka Biaym,
e jeli moja pomoc szkodzi cyrklianom, moe powinni zrezygnowa z inwazji. Tak byoby
lepiej dla wszystkich.
Danjina ogarn gniew. Jakim prawem ten pogaski czarownik mie sobie wyobraa,
e potrafi zmieni przebieg wojny, jakby by bogiem? Ale potem przysza mu do gowy
pewna myl i uspokoia wzburzenie.
- Czyli gdyby Biali zgodzili si zrezygnowa z inwazji, ty take wycofaby obietnic
pomocy pentadrianom?
Mirar zawaha si.
- Rozwaybym to. - Obejrza si nagle. - Nadchodzi patrol. Powiniene std odej.
Lk przeszy serce Danjina.
- Daleko?

- Masz do czasu, jeli ruszysz natychmiast. Popchn twoj d jak najdalej.


Danjin z wdzicznoci skin gow. Po czym uwiadomi sobie, e w ciemnoci jest
rwnie sabo widoczny jak Mirar.
- Dzikuj ci - powiedzia gono.
Odwrci si, wrci do odzi i wspi si do wntrza. Usysza chlapanie, obejrza si i
odkry, e Mirar poda za nim.
- Zrobi dla Aurai, co tylko zdoam - powiedzia cicho tkacz. - Ale musz ci ostrzec.
Kiedy wrci, nie bdzie ju t sam kobiet, ktr znae. Bogowie zdradzili j, wykorzystali
jak pionek w grze o maostkow zemst. Nie mona przey czego takiego i pozosta
wolnym od goryczy.
Danjin zadra. Tym razem w gosie mczyzny wyranie sysza ton dowiadczenia,
pyncego z bardzo dugiego ycia.
Chwyci burty odzi, ktra wyrwaa si z piasku i zsuna ku wodzie. Zakoysaa si
swobodnie, odwrcia ruf w stron play i Danjin dostrzeg tam niewyran samotn posta.
Potem d wystrzelia naprzd. Nabieraa szybkoci, a po obu stronach dziobu trysna
piana. Danjin coraz mocniej ciska burty, a serce bio mu szybko. Zacz si obawia, e si
o co rozbije, ale by zbyt wystraszony, by si obejrze.
Ogarna go ulga, kiedy d wreszcie zacza zwalnia. wiata na pentadriaskim
brzegu wydaway si pocieszajco dalekie. Odwrci si i sykn ze zdziwienia.
wiata Diamyane okazay si niespodziewanie bliskie.
Mirar odesa mnie o wiele dalej ni Ella. Czy to znaczy, e jest silniejszy?
Zmarszczy czoo i zastanawia si nad tym przez kilka minut. To z pewnoci
niemoliwe. Ella zastpia Auray, a to znaczy, e musz by mniej wicej rwnej mocy. A
bogowie nie posaliby Aurai, by zabia Mirara, gdyby bya od niego sabsza.
Chlupnicie w pobliu zwrcio jego uwag na najblisze otoczenie. Wyjrza za burt,
nie spodziewajc si niczego zobaczy. A tymczasem spojrzaa na niego para oczu.
Sparaliowany zdumieniem, patrzy nieruchomo. Dwie ciemne donie wystrzeliy z
wody do jego garda.
Odsun si gwatownie i odepchn je; mia wraenie zimnej i liskiej skry. Donie
pochwyciy burt odzi. Byy niezwykle wielkie, z bon midzy palcami. Usysza klanicie
i kolejna do wysuna si nad drug burt. ciskaa dziwn bro.
:Ello!
:Widz ich. Daj mi chwil, ebym ci znalaza.

Pojawiy si gowy - czarne i yse, z dziwnymi, przesonitymi bon oczami. Groza


ogarna Danjina. Chwyci wioso i machn na jednego z napastnikw. Ten si uchyli.
Danjin uderzy pirem drugiego. Przyjemny stuk zdradzi mu, e cios trafi w cel. Napastnik
run do wody, a zaraz potem znikn rwnie ten pierwszy. Danjin nie wiedzia, czy wioso
zadao powan ran. Jeli tak, towarzysz zapewne zechce odprowadzi rannego. Jeli nie albo jeli napastnik zgin - to wkrtce jeden albo obaj wrc tu szuka zemsty.
Wystraszy si, kiedy z wody w pobliu wynurzyy si dwie gowy. Jedn zdobi
obficie krwawicy nos. Krew ciekaa do ust, wyszczerzonych w grymasie nienawici; miaa
barw jaskrawej czerwieni na tle biaych zbw.
Ale jeszcze przed chwil byo za ciemno, bym co zauway...
Dwaj mczyni spojrzeli w gr i w stron brzegu, a ich twarze przesoni lk.
Zniknli pod wod. Danjin odwrci si i zobaczy pdzc ku sobie iskr. Pomacha rkami,
a potem przewrci si na dno odzi, ktra ruszya gwatownie. Odetchn z ulg i postanowi
tam zosta.
Podr do brzegu bya askawie krtka. Kiedy d zwolnia, Danjin zacz podciga
si na aweczk. Ella staa na brzegu - jak lnicy biay posg bogini. I kiedy kadub zaszura
o piasek, wysza mu na spotkanie; jej suknia i cyrkla moczyy si w wodzie.
Poczu dla niej nag sympati.
- Nic ci si nie stao, Danjinie?
Wysiad i obejrza siebie dokadnie.
- Nic. Jestem troch poobijany tu czy tam, ale poza tym szczliwy, e nadal yj. Obejrza si. - Co to byy za stwory?
- Elai - odpara, marszczc brwi. - Tylko dzisiaj zatono kilka naszych statkw z
zaopatrzeniem i dunwayski niszczyciel. To, co zauwaye, nie byo broni. To byo
narzdzie do wiercenia dziur.
Danjin przytakn. Oczywicie. Teraz, kiedy o tym wspomniaa, rozpozna przyrzd
uywany przy naprawach kaduba. W rkach tych osobliwych stworze wydawa si dziwnie
grony.
- Powinnimy opracowa jak metod walki z nimi. Inaczej nigdy nie wytrzymamy
dugotrwaej wojny - dodaa Ella.
- W kadym razie ciesz si, e nie przewiercili mojej odzi - stwierdzi Danjin.

- Ja te si ciesz - zapewnia z umiechem. - auj, e musiaam ci tam wysa, ale


inaczej, aby skontaktowa si z Mirarem, trzeba by rozmawia za porednictwem Arleej. A
zawsze mogo istnie co, na co by si zgodzi tylko pod warunkiem, e inni tkacze si nie
dowiedz.
- A czy moja wyprawa na co si przydaa? - spyta Danjin.
Ella wzruszya ramionami.
- Moliwe. Musimy to przedyskutowa. A ty powiniene si przespa w tych ostatnich
godzinach przed nadejciem wojska.
- Chyba nie dam rady.
- Nie, ale masz sprbowa - odpara stanowczo. - Jutro bdziesz mi potrzebny czujny i
w doskonaej formie.
Pooya mu do na ramieniu i razem ruszyli do miasta.

48
Gdy Auraya znowu zdaa sobie spraw z wasnego obolaego ciaa, niemal jkna gono.
Przynajmniej kiedy pi, zapominam o blu, frustracji, nudzie i niepokoju... Co si
dzieje?
Co musno jej ucho. Otworzya oczy i odwrcia gow; pole widzenia wypeniy
okrge oczka i szpiczasty nosek. Wski rowy jzyczek poliza j po nosie.
- Aaja... - powiedzia cicho Figiel.
- Wrcie... - Prawie zaszlochaa z ulgi.
- Figi poluje. Figi znalaz.
Przeoy co z apki do pyszczka i zbieg po jej rce.
Zmienia pozycj i a zesztywniaa z blu, ktry przeszy j od ramienia. Oddychajc
wolno, czekaa, a powrci krenie krwi.
- Au! To boli!
Nie zwraca na ni uwagi. Pochylia si i prbowaa zobaczy, co robi.
I wtedy fala obkaczej, oszaamiajcej nadziei odebraa jej oddech.
Figiel trzyma w pyszczku klucz. I prbowa wsun go do zamka obrczy na jej
przegubie. Auraya wpatrywaa si oszoomiona, ale kiedy zobaczya, e veez usiuje wcisn
do dziurki niewaciwy koniec, odzyskaa zdolno mylenia. Zerkna na stranikw - obaj
stali ze spuszczonymi gowami, oparci o cian za bram. Signa ku nim umysem i
odkrya, e obaj s uraeni, gdy zostawiono ich tutaj.
Jestem najpotniejszym Oddanym Sug w Glymmie, a stoj tu jako dozorca
wizienny, myla jeden z nich. Musiaem zrobi co zego. Co zrobiem zego?
Auraya dotkna umysu Figla i przesaa mu pomys odwrcenia klucza.
Znieruchomia na chwil, po czym przekrci go, uywajc apek i pyszczka.
Zdawao si, e ca wieczno zajo mu wsunicie klucza do dziurki. I wyczua, e
nie jest pewien, co robi dalej; przypomniaa sobie jednak, jak zwykle otwiera zamki za
pomoc magii. Zwykle wewntrz byo co, co si obracao. Prbowa przekrci klucz, ale
jego apki nie byy przystosowane do takiego dziaania. Auraya jeszcze raz spojrzaa na
stranikw i wstrzymaa oddech, widzc, e jeden z nich na ni patrzy.

- Lepiej si pospiesz - powiedziaa do Figla. - Bo jeli nie, to na kolacj ci dwaj bd


dzi jedli potrawk z veeza.
Kiedy stranik sign do kraty, ogarna j rozpacz. Figiel musia to wyczu, bo nagle
wbieg jej po rce i poliza po policzku.
- Nie, nie, nie... - wymruczaa.
Ku jej uldze pobieg z powrotem do zamka. Obwcha go. Usyszaa, jak otwiera si
krata i drugi stranik pyta o co podniesionym gosem. Spojrzaa na Figla, ktry w skupieniu
wpatrywa si w klucz. Ktem oka widziaa, jak stranik wchodzi do hali.
Figiel zapa klucz pyszczkiem i przekrci.
Zamek otworzy si ze szczkiem, a Figiel uciek na tron. Zaciskajc zby z blu,
wysuna rk z obrczy i przekrcia j, by chwyci klucz.
Odgos krokw zabrzmia goniej, a potem przyspieszy, kiedy wyja klucz i z
wysikiem przesuna rk, by wcisn go do obrczy obejmujcej drugi przegub. Przekrcia.
Zamek si otworzy.
Zauwaya bysk wiata od strony stranika i rzucia si w bok. Magia przypalia
podstaw tronu. Odskoczya za ogromne krzeso, dyszc z wysiku. Serce bio jej szybko.
Musz wydosta si z pustki!
Syszaa dwie pary ng zbliajce si z obu stron - Sudzy prbowali obej tron.
Na prb signa po magi i znalaza j - obszar z tyu tronu by ju na zewntrz
pustki! cigna j chciwie i stworzya tarcz akurat w chwili, gdy Sudzy zaatakowali.
Strumieniem mocy powalia pierwszego, potem spojrzaa na drugiego. Wytrzeszczy na ni
oczy, rozszerzone ze zdumienia i przeraenia.
Przeszya go wzrokiem wyraajcym - tak miaa nadziej - absolutn wcieko.
Zrobia krok w jego stron.
Rzuci si do ucieczki.
Z umiechem cigna wicej magii i posaa j do wntrza swego ciaa, by je
uleczy. Ale natychmiast wyczua, e jej rdo wysycha. Oddalajc si od tronu, ze
zdumieniem znowu odkrya przestrze pozbawion magii.
Ale zaraz przypomniaa sobie, e pustka z jaskini w Si take zawieraa magi we
wntrzu: piercie pustki otacza magiczny rodek. Tutaj byo tak samo - przynajmniej do
chwili, kiedy zuya magi z wntrza.
Im szybciej wyjdzie z pustki, tym lepiej. Wysza zza tronu na brzeg podestu, po czym
zstpia z niego i magia otoczya j znowu. Signa po ni i czua, jak ustpuje bl, kiedy
leczyo si ciao.

- Aurayo.
Serce jej zamaro, kiedy rozpoznaa ten gos. Obejrzaa si i zascho jej w gardle.
Janiejca posta staa tu obok, a jej oczy pony gniewem i nienawici.
Huan...
Auraya pospiesznie wzmocnia barier ochronn.
- Przykro mi, e udaremniam ci prb ucieczki - rzeka bogini.
- Nie, nie udaremnia - usyszaa Auraya wasny gos. Lk zmieni si w dziwne
poczenie zuchwaoci i rezygnacji. - Szukaa jakiego pretekstu, eby mnie zabi. Teraz go
masz.
- Nie chc ci zabija - zapewnia Huan. - Ale zrobi to, jeli zajdzie potrzeba. Zbliya si o krok do Aurai. - Zawr z tob ukad.
- Ukad?
- Tak. Prosz tylko o drobiazg: eby otworzya przede mn umys. W zamian
pozwol ci zachowa ycie.
Auraya spogldaa na janiejc posta. Pod rysami bogini ledwie rozrniaa
pprzytomn twarz Sugi, ktry odda jej sw wol - tego wanie Oddanego Sugi, ktry by
uraony obowizkiem pilnowania Aurai. Najpotniejszego Oddanego Sugi w Glymmie.
Bogini wzmocni jego siy, ale jak bardzo? Chyba nie a tak jak u Gosw.
Ale rwnoczenie zastanawiaa si nad propozycj Huan. Czym moe jej zaszkodzi
odsonicie umysu? Huan dowie si, e Auraya jest teraz niemiertelna, ale pewnie i tak to
podejrzewaa. Dowie si, czego nauczya j Jade-Emerahl; bdzie wiedziaa, e istniej inni
niemiertelni i e wiedz, jak zabi boga.
Ja te wiem, jak zabi boga. A ona i tak mnie zabije, kiedy tylko to zobaczy.
Dowie si te, e Auraya jest dostatecznie silna, by sama sta si bogini, chocia jeli
Chaia to wiedzia, Huan prawdopodobnie rwnie podejrzewaa.
A jeli tak, pomylaa Auraya, to jestem silniejsza od tego Oddanego Sugi...
Ta myl wywoaa umiech.
- Nie wydaje mi si, eby moga mnie tu zatrzyma. Oczy Huan bysny.
- Mylisz si. Ale jeli potrzebujesz dowodu...
Lnica posta otworzya do. Biae wiato rozbyso i uderzyo w barier. Auraya
zatoczya si do tyu, cigajc wicej magii do obrony. Potem cisna jej cz z powrotem w
bogini.

I nagle obie zwary si w miertelnym starciu mocy i szybkoci. Auraya czua, jak
rzednie magia wok niej, gdy czerpay z niej obie. Czua, jak wibruje midzy nimi powietrze.
Odchylaa fale aru, byskawice i potne uderzenia.
Huan przesuna si bliej, blokujc jej ucieczk i spychajc w bok hali. Auraya nie
moga jej omin. Magia, po ktr moga sign, koczya si z wolna; musiaa si cofa, by
dotrze do nowej. Huan patrzya na to z umiechem.
Przegraam. To tylko kwestia czasu.
Ale walczya dalej. Nie poddawaa si. Dla osony wykorzystywaa kolumny w hali, a
magia wyrywaa z nich kamienie, a paday jedna po drugiej. Auraya zacza si obawia, e
runie strop. Poczua, e sabnie. Huan znw uderzya w barier i ta w kocu ustpia.
Moc pochwycia Auray, pocigna naprzd i postawia kilka krokw od janiejcej
postaci.
- Wanie... - rzucia drwico Huan. - Teraz otworzysz przede mn umys.
Auray ogarna uparta przekora. Zabije mnie, cokolwiek zrobi.
- Nie - powiedziaa.
Huan zmruya oczy.
- Tobie si chyba wydaje, e masz jaki wybr. Przekonam ci, e jest inaczej.
Magia popyna od bogini i oplota Auray. Wpyna do wntrza jej ciaa. Bl by
straszny; pulsowa wzdu koczyn i rozdziera wntrznoci. Oczy paliy; widziaa tylko biel.
Czua ju tylko cierpienie.
I nagle mino. Powrcio widzenie. Auraya zdaa sobie spraw, e ley na pododze,
cho nie pamitaa upadku. Miaa wraenie, e caa jest posiniaczona. Z trudem apaa oddech
i podejrzewaa, e przestaa oddycha podczas ataku Huan. Jej umys zacz pobiera z
otoczenia resztki magii, by rozpocz leczenie.
A wic to bd tortury, pomylaa. Poczua, e sabnie jej determinacja. A potem
pomylaa o Mirarze i Jade. Nie moga ich zdradzi. I skd znalaza w sobie do siy woli,
by zachowa milczenie.
- Widzisz? - odezwaa si Huan. - Nie trzeba duych iloci magii. Jeli zechc, mog
to robi latami. Mog te robi rzeczy o wiele, wiele gorsze. Mog sprawi, e umrzesz z
blu. Powoli. Bardzo powoli.
I znowu Auraya zastanowia si, co takiego jest w jej umyle, co bogini koniecznie
chce zobaczy. Przysza jej na myl tosamo Jade. Tajemnice, ktre przekaza jej Mirar.
wiadomo, e Dzicy co planuj. Dowiedzieli si, jak mona zabi boga. Czy chcieli tego
sprbowa?

Mog pokaza to Huan i umrze bardzo szybko. Mj opr sprowadzi jedynie wicej
blu.
Ale jeli si poddam, Dzicy strac wszelkie szanse pozbycia si bogw.
A bogowie zasuguj na mier.
Mylaa o historiach, ktre opowiadaa jej Jade, o kamstwach bogw, o manipulacjach
Huan i skazanej na klsk misji Siyee. I nagle wezbra w niej gniew.
Potrafi to znie. Nie bdzie atwo... I lepiej, eby Dzikim si udao.
Patrzya na Huan.
Nie chc umiera, wiedzc, e zmarnowaam szans, by kto zabi t suk.
Widzc jej spojrzenie, Huan wyprostowaa si i znowu popyna od niej magia. Przez
dugi czas Auraya bya wiadoma jedynie przemieszczajcej si po ciele agonii, odkrycia, e
cierpienie moe by paleniem, nieznonym zimnem, miadcym blem i mnstwem
straszliwych dozna.
Kiedy tortura ustaa, Auraya leaa twarz w d. Krwawia z nosa. Czoo pulsowao
blem, jakby kto rytmicznie w nie kopa. Sprbowaa si ruszy, potem sprbowaa mocniej,
wreszcie ciao spenio danie i przewrcia si na plecy. Tysice bolcych punktw dao o
sobie zna i przez dug chwil z trudem apaa oddech.
Huan patrzya na ni z gry, z odlegoci kilku krokw.
- Umierasz - powiedziaa bogini.
Bogowie, chciaabym zetrze jej z twarzy ten zarozumiay umieszek... Albo wydrapa
jej oczy! Ale... Huan moe mnie widzie tylko przez oczy miertelnika, pomylaa nagle
Auraya. Jeli odcign j od tego Sugi, przynajmniej nie zobaczy, jak umieram. Wicej! Jeli
odcign j od tego Sugi, w ogle nie bdzie moga mnie zrani!
- To fatalnie - odpowiedziaa przez zacinite zby. - Nawet kiedy Chaia wemie moj
dusz, i tak ci nie powiem, co wiem.
Huan zamiaa si drwico.
- Chai tu nie ma. A ja nie chc twojej duszy. Zwyczajnie przestaniesz istnie.
Auraya take si rozemiaa.
- Gdyby bogowie musieli by w miejscu, w ktrym umiera dana osoba, aby przyj jej
dusz, nie mogliby odebra wszystkich. Musieliby znale si w tak wielu miejscach
rwnoczenie... - Przerwaa, by zapa oddech. - Ale przecie wcale nie zabieracie dusz,
prawda? To wszystko kamstwo!
Huan uniosa rozjarzone brwi.
- Tak? A skd jeste taka pewna?

- Chaia mi powiedzia - skamaa Auraya.


- Tak? - Huan zmruya oczy. - Wydaje si, e jednak nie lubi ci tak bardzo, jak
twierdzi. Stale dostarcza mi nowych powodw, by ci zabi.
- Wic mnie zabij.
Huan pokrcia gow.
- Hmm... Naprawd sdzisz, e pozwol ci umrze, zanim zajrz do twojego umysu?
Musz wiedzie, co jeszcze ci ujawni.
Auraya miaa tylko krtk chwil, by cieszy si gorzkim tryumfem potwierdzenia
tajemnicy Mirara. Znowu powrci bl. Tym razem by gorszy, a kiedy atak si skoczy,
bl trwa nadal. Czua ciep wilgo za gow, a kiedy si poruszya, czaszka zgrzytna
niepokojco. Ostry bl w rce informowa o zamanej koci. Pity miaa jak w ogniu, cae
ciao posiniaczone, obola szczk i obluzowane zby. Huan umiechaa si nad ni.
- Otwrz swj umys, Aurayo.
Jeli to zrobi, bdzie musiaa opuci Sug, mylaa Auraya. To jest moja przynta.
Kiedy przyjdzie do mnie, znowu podnios oson. Ale nie mog jej powstrzyma przed
powrotem do Sugi...
Jkna. Bl w gowie narasta. cigna magi i zacza leczy uszkodzenia - i bl
si zmniejszy. Mam szczcie, e nie le w pustce.
Pustka! Gdyby udao si zwabi Huan w pustk... Nie, bogini nigdy nie da si tak
oszuka.
- Otwrz umys, a bl przeminie. - Huan pochylia si nad ni.
Potrzebna mi pustka. Domylia si przecie, jak powstaj. Trzeba odcign ca
magi z jakiego miejsca. Jeli Huan to wyczuje, odsunie si.
Ale wtedy nie bd miaa magii, eby si uleczy... Oprcz tej, ktr przycign...
- Pozwl mi tylko spojrze i bdzie po wszystkim. Wywabi j... stworzy pustk... nie
dopuci, by wrcia do Sugi.
I nagle wszystko si poczyo. Auraya otworzya oczy.
- Dobrze - wychrypiaa. - Popatrz! Sama zobacz, jak bardzo ci nienawidz.
W oczach Huan bysn tryumf. Jej wietliste rysy znikny i pojawia si twarz
Oddanego Sugi. Zamruga zdziwiony.
Auraya wycigna zdrow rk i chwycia go za kostk. A rwnoczenie cigna ku
sobie ca magi, jak wyczuwaa. Ca naraz. Moc przepyna przez jej ciao. Zmysy
dostroiy si do magii wiata i poczua, jak cofa si i znika obecno bogini. Magia wok
rozpada si jak podarta tkanina, pozostawiajc sfer nicoci.

To byo rozdarcie wiata, rzecz straszna. Auraya krzykna ze zgrozy. Inny gos
doczy do niej i poczua donie chwytajce jej rami. Bl przywrci wiadomo wiata,
gdy Oddany Suga oderwa jej do od swojej kostki.
Ostrzee pozostaych, jeli Huan ju tego nie zrobia, pomylaa Auraya i poczua
ukucie paniki. Wystrzelia strumie magii; nadal w pustce, Suga nie mia szansy, by si
osoni. Usyszaa trzask amanych koci, gdy trafio go uderzenie; odlecia w ty i run w
drgawkach na podog.
Powicia mu krtki moment wspczucia, ale pilne wezwanie ciaa wymagao
powicenia caej uwagi. Wykorzystujc zebran magi, uzdrowia tyle ran, ile zdoaa, zanim
wyczogaa si z pustki i signa po wicej. Koci zrastay si powoli, zaklsy opuchlizny,
zblady sice. Podniosa si na nogi. Na caej skrze poczua jakby ukucia szpilek - to
protestoway nerwy wystawione na prb torturami Huan.
Ruszya do bramy, otoczona teraz silniejsz magi. Niewielka jej struka wyamaa
zamek.
Auraya obejrzaa si. Przyszo jej do gowy, e atwo mogaby zniszczy t hal.
Jednak zaraz sobie przypomniaa, e przebywa tu kto, kto nie powinien dozna adnej
krzywdy.
- Figiel! - zawoaa cicho - Figiel!
May kudaty zwierzak zeskoczy z tronu i podbieg do niej. Wskoczy na
pokrwawiony worek, ktry suy jej za ubranie, i wbieg na rami. Auraya podrapaa go za
uszami, po czym wysza z hali na korytarz.
I stana twarz w twarz z grupk Sug. Utworzyli lini w poprzek tunelu. A po chwili
wyczua, e przycza si do nich Huan.
Niech przekln j bogowie, pomylaa. I zaraz, kiedy dotara do niej ironia tej sugestii,
zakrztusia si obkaczym miechem.
Moe mnie atakowa tylko wtedy, kiedy opanuje Sug. Jednak ci Sudzy nie s tak
potni jak ten ostatni. Ci najsilniejsi ruszyli na bitw.
Sudzy zaatakowali i Auraya z ulg przekonaa si, e miaa racj. Jednak gdyby
sprbowaa utorowa sobie drog do wyjcia, zbiegnie si ich tu wicej.
Ale czy musz?
A j wierzbiao, by zburzy te podziemia. Wiedziaa, e ponad hal ley gruba
warstwa skay, a wyej budynki Dolnego Sanktuarium. Cofna si w stron, o ktrej
wiedziaa, e nie jest pozbawiona magii. Potem wrcia do hali; Sudzy szli za ni. Tu za
bram odwrcia si do nich plecami, cigna magi i wystrzelia j w sufit.

Zabrzmia oguszajcy huk i zadygotaa podoga. W miejscu uderzenia pojawiy si


pknicia. Posypay si odamki. Atak Sug si zaama. Obejrzaa si i odkrya, e odstpuj,
wymieniajc przeraone spojrzenia.
Potrzebowaa jeszcze trzech coraz potniejszych uderze, by si przebi. Szczeliny
przeciy strop hali. Blask dnia sczy si do wntrza, tworzc wietlne zasony w pyle
spowijajcym stosy gruzu zacielajce podog hali.
Sudzy uciekli.
Auraya pogaskaa przestraszonego Figla, ktry schowa si pod jej workowatym
okryciem. Potem wyprostowaa si, chciwie signa po magi i wypucia j. Wielki kawa
stropu - grubszy ni wysoko domu - run z przeraajcym trzaskiem, grzebic pod sob
tron. Odamki ska przeleciay obok niej, a niektre stukny o barier. Nie czekajc, a py
opadnie, ruszya naprzd. Przestpowaa nad gazami i uwaaa, eby omija obie pustki.
W grze dostrzega biae ciany - cz Sanktuarium. Na widok nieba w grze serce
wezbrao jej radoci. Byo rowe... wit.
- Aaja leci - odezwa si Figiel prosto do jej ucha.
- Tak - odpowiedziaa. - Trzymaj si mocno.
Poczua, jak chwytaj j apki veeza. A potem skoczya do gry, przez otwr, prosto w
niebo.
:Wschodzi soce, stwierdzia Tamun. Ju wkrtce zbudz si obie armie. Dzisiaj wiat zmieni
si znowu, niezalenie od tego, czy nam si powiedzie, czy nie.
Emerahl ukrya rozbawienie. Blinita przemawiay czasem takim dramatycznym
tonem i napuszonymi frazami. Moe tylko dlatego, e dorastay w dawnych czasach, wic
mwiy jak postacie z epickich poematw historycznych.
Nie, nie wydaje mi si, eby ludzie w dalekiej przeszoci uywali takiego jzyka,
kiedy robili pranie albo szykowali jedzenie. To tylko Blinita staraj si nam przypomnie,
e to, co robimy, jest tak ryzykowne, jak wyczyny dawnych herosw, e dramatycznie
odmieni nasz wiat.
Kolejny gos zabrzmia w czu.
:Skoczyem, poinformowa Mewa. Stworzyem tunel wzdu Przesmyku i poczyem
go z tym, ktrym przepyna Emerahl. Wydryem te tunele z tego centralnego na zewntrz,
po obu stronach, eby Tamun i Surim mieli gdzie si schowa razem z odziami.

:Zajo ci to chyba ca noc, powiedziaa Emerahl, na ktrej wyczyn zrobi wraenie.


Jeli dzisiaj nie dostaniemy szansy, bdzie to wietne miejsce, eby zwabi tam bogw przy
innej okazji.
:Tylko jeli szybko znajdziemy szstego niemiertelnego, uprzedzi Mewa. Po tym, co
zrobiem, Przesmyk nie przetrwa dugo.
:Jeli okazja si nie nadarzy, a nie wyglda na to, musimy obserwowa, czy nie
pojawiaj si nowi niemiertelni, uznaa Emerahl. Poniewa cyrklianie i pentadrianie
rekrutuj potnych czarownikw ju w dziecistwie, pewnie trzeba bdzie szuka w ich
szeregach. Trudno ich znale, a jeszcze trudniej skoni, eby si do nas przyczyli.
:A jeli nawet nam si uda, musimy znale sposb, by skoni bogw do zebrania si
gdzie, gdzie zdoamy ich otoczy, doda Surim.
:Surim? Tamun? odezwa si Mirar, nawizujc kontakt.
:Witaj, Mirarze, odpowiedzieli.
:Pentadrianie si budz. To bdzie chyba moja ostatnia szansa poczenia z wami.
Wszyscy jestecie na miejscach?
:Niezupenie, odpar Surim. Dotarlimy do Diamyane. Mewa skoczy drenie tuneli,
wic on, Tamun i ja wkrtce znajdziemy si na pozycjach. Emerahl musi czeka na Biaych.
Co z Auray?
:Nie wiem. Nie spaa, kiedy chciaem si z ni skontaktowa. Prbowaem
przegldania umysw, ale nikogo tam nie ma. Nawet stray.
:Ja sprbuj, zaproponowa Surim.
Czekali w milczeniu. Emerahl zastanawiaa si, czy inni odczuwaj ten sam lk. Gosy
mogy wyda rozkaz zabicia Aurai, wierzc, e Mirar dowie si o oszustwie dopiero po
bitwie. To by tumaczyo brak stranikw - nie warto przecie pilnowa martwego winia.
:Ona bya jedyn luk w naszych planach, stwierdzi cicho Surim. Mamy doskona
puapk; wiemy, e potrafimy tworzy pustki, poniewa Tamun wczoraj si udao.
Potrzebujemy tylko Aurai.
:Musielimy si tu znale na wszelki wypadek, powtrzya Emerahl po raz tysiczny. I
ogarno j rozczarowanie. Gdybymy wczeniej odkryli sekrety bogw, moglibymy
sprbowa jako j uwolni...
:AURAYA JEST WOLNA!
Gos Surima by tak potny, e niewiele brakowao, by wyrwa umys Emerahl z
sennego cza.
:ywa? Wolna? Jak? Gdzie jest? Dlaczego nie ma jej tutaj? pyta gorczkowo Mirar.

:Aha! Widz j! Wanie rabuje jakiego kupca, stwierdzia kwano Tamun. Bierze
ywno. Jaki materia. No tak, obiecuje mu, e wrci i zapaci, kiedy tylko zdoa. Nie wierzy
jej oczywicie, a ja...
:To pikny materia, doda Surim. Kto by pomyla, e ma taki dobry gust? Pewnie
miaa ju dosy tych bezsensownych biaych szat...
:Nie miaa wyboru, przypomniaa mu Tamun. Nie moe si zjawi w brudnej...
:GDZIE ONA JEST? krzykn Mirar.
Blinita umilky na moment.
:Niedaleko gr.
:Szybko jej poszo, przyzna Mewa. Jest o kilka dni drogi od Glymmy.
:Jeli zechce, potrafi si przemieszcza bardzo szybko, zapewni z dum Mirar.
:To dobrze, bo jeli zamierza wrci i nam pomc, bdzie musiaa, stwierdzi Surim.
:Dlaczego poleciaa w stron gr? zdziwia si Emerahl. To w przeciwnym kierunku
ni bitwa.
:Pewnie chce by jak najdalej od Gosw i bogw, zgadywa Mirar.
:Ale jednak nie przyczya si do Biaych, zauwaya Tamun. Powiedziae jej, e
bdziesz broni Gosw. Wie, e Biali s skazani. Porzucia ich czy tylko zwleka?
:Nie wiem. Ale z ca pewnoci nie ma pojcia o jednej z moliwoci, poniewa nie
pozwolilicie mi jej powiedzie o naszych planach.
:Musimy jej powiedzie! uzna Surim.
:Nie, to zbyt ryzykowne, zaprotestowaa Tamun. Jeli zdradzi nas bogom...
:Przybylimy tu w nadziei, e nadarzy si okazja. Jeli nie bdzie wiedziaa, nigdy nie
zyskamy szansy.
:Ale jak moemy jej powiedzie? spyta Mirar. Nie pi
:I raczej nie zanie, dopki nie oddali si od pola bitwy. Czekajcie... Mam pomys.
Wraenie jego obecnoci znikno.
:Nie moemy jej powiedzie, upieraa si Tamun. Za due...
:Przykro mi, siostro, przerwa jej Surim. Jeste przegosowana. Mam racj? Emerahl?
:To rzeczywicie ryzyko, przyznaa Emerahl. Ale nie sdz, eby powiedziaa bogom.
Zwaszcza kiedy si dowie, e bez niej nic nie zrobimy. W przeszoci bardzo si staraa, eby
nam nie zaszkodzi.
:Jeste pewna?
:Nigdy niczego nie jestem cakiem pewna.
:Mewa? spytaa Tamun.

:Emerahl i Mirar znaj j najlepiej. Zgadzam si.


:Jestecie gupcami. Jeeli ona...
:Jade?
Wszyscy zamilkli zdumieni, gdy usyszeli gos Aurai.
:Tak, to ja, odpowiedziaa Emerahl, kiedy cisza zacza si przedua.
:Czy powinnam mwi: Emerahl?
:To moje najstarsze imi.
:Figiel zacz wanie wypiskiwa przez sen imiona. By Mirar i ty, a potem Linita.
:Blinita.
:Czyli jedno z was czyo si we nie z Figlem?
:Tak, odpowiedzia Mirar. Ja.
:A kim s pozostali?
:My jestemy Blinitami.
:Blinitami? Mylaam, e ju od dawna jestecie martwi.
:Wcale nie. Jestem Surim.
:A ja Tamun.
Witajcie, powiedziaa Auraya. Nie tak czsto czowiek spotyka si z mitem. Byo tam
jeszcze jedno imi. Jakby Ewa...
:To chyba ja, Mewa.
:Ach... Kolejny yjcy mit.
:Jak rozumiem, udao ci si uciec, powiedziaa Tamun.
:Tak. Czciowo dziki Figlowi. Przynis mi klucz.
:I co masz zamiar teraz zrobi? spyta Mirar.
:Nie wiem.
:Przydaaby si nam twoja pomoc.
:Macie kopoty?
:Nie tak cakiem... I nikt z nas nie bdzie mia pretensji, jeli odmwisz.
:Powiedz.
Emerahl wyjania jej, e pustki to miejsca, gdzie ginli bogowie.
:Wiem. Mirar mi powiedzia. Krg zabija innych bogw, odcigajc ca magi,
prawda?
:Tak. On ci to powiedzia?
:Nie. Miaam niedawno interesujce spotkanie z Huan.
:Tak?

:Zaatakowaa mnie. Przypomniaam sobie, co Mirar mwi o pustkach, i


postanowiam sprawdzi teori, ktra przysza mi do gowy w cigu tych dugich godzin,
kiedy byam przykuta wewntrz jednej z nich.
:Huan nie yje? zapyta podniecony Surim.
:yje. Uskoczya. Ale domylam si, e do tego jestem wam potrzebna. Musi by sze
osb, eby nie pozwoli im uciec.
:Tak, potwierdzia Emerahl. Pomoesz nam?
:Tak.
Przez dug chwil trwao milczenie. Emerahl czua, jak narasta w niej podniecenie.
Pojawia si szansa. Musi im si uda.
:A co z Chai? spytaa Tamun.
:No i dlaczego musiaa j o to spyta? wykrzykn Surim.
:Bo nie chc, eby w ostatniej chwili zmienia zdanie.
:Chaia prbowa mnie zabi, wyjania Auraya. Jest taki sam jak inni. Jeeli nie mog
mu zaufa, to jestem jak wszyscy Dzicy... Co nie znaczy, e to le...
:Wiemy, co to znaczy, zapewni j Surim. adnemu z nas nie odpowiada perspektywa
ukrywania si przez tysiclecia jak przestpcy. Dlatego tu jestemy.
:Jaki macie plan?
Gdy Tamun zacza tumaczy, jaki dwik - odgos rogu - niemal wyrwa Emerahl
ze snu.
:Musz i... zacza.
A potem wynurzya si z niewiadomoci i zobaczya pochylon nad sob Arleej.
- Przepraszam, jeli przerwaam co wanego - powiedziaa. - Ale posaniec Biaych
stoi pod drzwiami i pyta, czemu jeszcze si nie przyczyymy.

49
Nie mogc stumi ziewnicia, Danjin osoni usta doni. Mimo polecenia Elli nie spa
dobrze. Pechowo, kiedy zabrzmia rg, by zbudzi armi, poczu tak ulg, e noc dobiega
ju koca, e a zasn. Zanim znw si obudzi i dotar do namiotu Elli, zdya wyj.
Sucy poinformowa Danjina, gdzie moe j znale. I ta wie strzsna z niego resztki
snu.
Przyczya si do Biaych na Przesmyku.
Wyszed z namiotu i pobieg na pocztek Przesmyku. Z ulg przekona si, e Biali
jeszcze nie wyruszyli. Ella umiechna si na jego widok, po czym przywoaa do siebie.
- Nie chciaam ci budzi - wyjania. - Po wczorajszej nocy potrzebowae
odpoczynku.
- Hmf... - wyburcza. - Znam prawd. Prbowaa si wymkn beze mnie.
Zamiaa si.
- No tak! Za sprytny jeste dla mnie. - Spowaniaa. - Na pewno chcesz i z nami?
Zabieramy tylko niewielk grupk wiadkw. S wrd nich potnie Obdarzeni kapani,
kapanki i tkacze snw, ale nie zdoaj ci osoni, jeli Gosy uderz pen moc.
Danjin poczu ukucie lku. Otrzsn si szybko.
- Wojna zawsze niesie ryzyko, a moecie mnie potrzebowa.
Nie tumaczy dlaczego... Istniaa niewielka szansa, e jeli Auraya przyczya si do
nieprzyjaciela, jego obecno moe zmieni jej decyzj. Bardzo maa szansa, ale warta tego,
by si na ni przygotowa.
- Moemy - przyznaa Ella. Spojrzaa poza niego. - A oto nasi tkacze snw. Wtpi,
czy mieli tak istotne powody jak ty, eby spa do pna.
Do grupy zbliao si kilkoro kobiet i mczyzn w kamizelkach tkaczy snw. Danjin
rozpozna wrd nich Starsz tkaczy Arleej oraz doradc Raeli. Obie odczyy si od grupy i
zbliyy do Jurana. Kiedy zakoczyy krtk wymian zda, Ella umiechna si do Danjina.
- Pora na spotkanie naszych przeciwnikw - powiedziaa. - Bd ostrony, Danjinie.
- Bd - obieca.

Wrcia do Biaych, a on stan obok Lanrena Songmakera. Doradca wojskowy


umiechn si ponuro i obaj ruszyli za Biaymi, idcymi wzdu Przesmyku.
Wszyscy milczeli. Danjin na przemian obserwowa biae postacie przed sob, w
koyszcych si w rytm krokw cyrklach, i drog przed nimi, usiujc wypatrzy
przeciwnikw. Czas pyn. Soce wznosio si coraz wyej, a jego promienie niosy ciepo,
zapowiadajce upalny dzie. Fale pluskay na brzegach Przesmyku z delikatnym, ale
niemilkncym szumem.
Szli chyba przez godzin, gdy Lanren odetchn z satysfakcj.
- Tam id...
Danjin wytrzeszczy oczy, ale nie zobaczy niczego. Moe w mgiece przed nimi byy
jakie ciemne plamki...
- Masz dobry wzrok, Lanrenie.
Mczyzna wzruszy ramionami.
Mino jeszcze kilka minut, nim ciemne punkty w oddali zmieniy si w ruchome
ksztaty. Zanim stay si postaciami ludzi, Danjin by pewien, e mina kolejna godzina.
Z wolna dostrzega szczegy. Naprzeciw im szo sze postaci. Pi okrywaa czer,
szsta niemal zlewaa si z kolorami drogi.
Mirar, pomyla Danjin. Przywoa wspomnienia o czowieku, z ktrym rozmawia
zeszej nocy; poczu jednoczenie lito i irytacj.
Wolabym, eby Auraya go zabia. Wiem, dlaczego si cofna, ale gdyby wtedy bya
twardsza, dzisiaj tamci nie mieliby takiej przewagi.
Po chwili mg ju pozna, ktre z Gosw s mczyznami, a ktre kobietami.
Czworo pamita, ale najbardziej interesowa go ten, ktrego jeszcze nie zna. Nekaun, nowy
Pierwszy Gos, by przystojnym mczyzn o nieco egzotycznej urodzie. Sprawia wraenie
aroganckiego. Z umiechem zblia si do Biaych.
Kiedy Danjin spojrza na niewielk grup ludzi podajcych za Gosami, dozna
szoku. By wrd nich potny, bezwosy, czarnoskry mczyzna, zbyt podobny do tych
wodnych ludzi, ktrzy noc zaatakowali Danjina, by nie nalee do tej samej rasy. Jego zota
biuteria migotaa w socu. Po chwili zanurzy kawaek materiau w duym naczyniu, ktre
nis za nim sucy, ochlapa si i wytar.
To pewnie krl Elai, domyli si Danjin. Biali nie przyprowadzili z sob wadcw
Somreyu, Torenu, Genrii, Sennonu ani Si, poniewa gdyby wybucho magiczne starcie, by
moe nie zdoaliby ich osoni. Gosy s chyba przekonane o swojej przewadze. Pewnie
susznie, skoro maj Mirara.

Gosy i Biali zatrzymali si w odlegoci kilku krokw od siebie i obserwowali


czujnie. Za sob Danjin usysza cichy gos ktrej z tkaczek:
- Mirar jest z Gosami. Nie moemy trzyma si z tyu i walczy z t przewag, ktr
im daje.
- Przyczymy si do nich, kiedy zacznie si starcie - odpara Arleej.
- Wtedy moe ju by za pno.
Danjin chcia si obejrze i sprawdzi, kto to mwi, ale znieruchomia, kiedy zobaczy
wpatrzonego w niebo Lanrena.
- Czy to jest to, co myl? - spyta doradca.
Danjin odwrci gow w sam por, by zobaczy, jak co bkitnego mknie po niebie.
Zbliyo si do nich. Nabrao ksztatw - kobiecych ksztatw. Kiedy zrozumia, co widzi,
fala ulgi i radoci niemal odebraa mu siy.
Auraya.
Wreszcie bya wolna. Przybya, by im pomc. Pentadrianie stracili przewag. Teraz
uzyskali j cyrklianie, jeli Mirar nie kama i naprawd nie zamierza walczy i zabija.
Auraya bdzie walczy dla cyrklian i dla bogw.
Biali j zauwayli. Gosy take spojrzay w t stron i umiech ich przywdcy rozwia
si nagle. Auraya pikowaa w d, a trzepotaa bkitna tkanina jej sukni. Z bliska Danjin
zobaczy, jak jest wychudzona i blada. I nie miaa na sobie sukni, ale pat materiau, ktrym
si owina.
Umiechn si do siebie. Sdzc po minach Gosw, jej przybycie nie byo czci ich
planu.
Auraya zatrzymaa si nagle i zawisa ponad Biaymi i Gosami. Nigdy nie widzia u
niej takiego wyrazu twarzy.
Wyrazu wciekoci i nienawici.
Auraya spogldaa z gry, jak Biali i Gosy zbliaj si do siebie. Czua, jak zaciska si jej
odek. Widziaa Mirara idcego z Gosami, widziaa Towarzyszy i Sugi podajcych o sto
krokw za przywdcami. Widziaa idcych z tyu doradcw, kapanw i tkaczy snw.
Czy potrafi zrobi to, czego chc inni niemiertelni? Gdyby chcieli zabi Huan,
udzieliabym im wszelkiej pomocy. Ale Chaia...
Co z tego, e Chaia? Prbowa j zabi.
Jednak w przeszoci by dla niej taki dobry...

I pewnie dlatego jego zdrada bardziej j zabolaa. Gdyby chwycia jego przynt,
zginaby, nie wiedzc nawet, e zwrci si przeciw niej.
A inni bogowie? Nic jej przecie nie zrobili...
Ale te jej nie pomogli. Widziaa, jak dla kaprysu przenosz swe wsparcie od Chai do
Huan.
Bogowie pentadrian? Nic o nich nie wiedziaa. Ale wysali swych wyznawcw, by
zaatakowali Ithani Pnocn. Rozkazali Nekaunowi, by zama dan obietnic i uwizi j
pod Sanktuarium.
I wtedy co przyszo jej do gowy.
Oni take musz zgin. Jeli umr bogowie cyrklian, Ithania Pnocna bdzie
bezbronna. Pentadrianie znowu dokonaj inwazji. Poleje si krew...
Jeeli zgin dzisiaj wszyscy bogowie, nie bdzie ju powodw, by toczy bitw.
Auraya ocali wiele, bardzo wiele istnie.
Oczywicie nie bogw. Ale to wydawao si sprawiedliwe. Przez tyle lat kazali nam
wierzy, e potrafi zapewni ycie po mierci, a w rzeczywistoci kamali, by
zagwarantowa sobie nasze posuszestwo. Pora, by spotka ich taki sam los...
Jaki jednak bdzie wiat bez bogw? Czy bez ich przewodnictwa ludzie pogr si w
chaosie i barbarzystwie? Bez kapanw, ktrzy opiekowaliby si i kierowali Obdarzonymi,
czy czarownicy nie bd naduywa swej mocy?
Ale ta wojna - czy nie jest barbarzystwem? Czy bogowie nie naduywaj swej
wadzy?
Biali w dole zwolnili. Ju tylko sto krokw dzielio ich od Gosw.
Po chwili obie grupy zatrzymay si kilkanacie krokw od siebie.
Gdzie s bogowie? Poczua ukucie lku, kiedy zdaa sobie spraw z tego, e ich nie
wyczuwa... Wytya zmysy.
I nagle wykrya co - Krg. Przelatywali midzy Biaymi a Gosami tak prdko, e
niczego by nie zauwaya, gdyby specjalnie ich nie szukaa. Zdziwiona takim zachowaniem,
zniya si, podleciaa bliej i skoncentrowaa. Wprawdzie nie moga odczyta myli Biaych
ani Gosw, ale nadal syszaa gosy bogw.
Docieray do niej urywki rozmowy:
:...na to si nie godzilimy.
Rozpoznaa gos Huan.
:Ale tak, sprzeciwi si Chaia. Wiedzielimy, e pojawi si elementy poza nasz
kontrol.

:Ale drobiazgi. Pogoda, choroby... Ale nie ci przeklci i wcibscy niemiertelni! Sam
ich zachcie...
:Nigdy adnego z nich nie zachcaem.
:Nie pozbye si go! Powiedziae Aurai, e nie zabieramy dusz!
:Wcale nie.
:Przestacie si kci. To by Lore. Najlepsza cz gry wanie ma si rozpocz.
Gry? Auraya pokrcia gow. Jakiej gry? I dlaczego s w umysach obu stron? A w
jaki sposb bogowie mog wnikn w umysy Gosw? Przecie bogowie pentadrian by do
tego nie dopucili! I gdzie s bogowie pentadrian?
Dopiero wtedy zrozumiaa. Odpowied bya tak oczywista, e poczua si jak gupia,
gdy nie dostrzega jej wczeniej.
Bogowie cyrklian s bogami pentadrian.
To odkrycie wzbudzio w niej wcieko. Wszyscy dali si oszuka: Biali, Gosy,
miertelnicy... Wszyscy. Chaia nie udawa Sheyra, kiedy pojawi si w hali. On jest Sheyrem.
Bogowie wci si kcili. Oszoomiona odkryciem prawdy Auraya zmusia si, by
wrci do ich rozmowy.
:...nieciekawa, rzucia Huan. To nie jest rwna walka.
:Dzicy stanow element przypadkowy, tumaczy Lore. To wanie jest ekscytujce.
:Ja popieram Huan, wtrcia Yranna. Od samego pocztku zgodzilimy si
przestrzega pewnych regu. Jeli jedna strona wygra dziki Dzikim, walka nie bdzie
uczciwa.
Pewna myl zacza dojrzewa w gowie Aurai. Odrzucia j. Wydawaa si nazbyt
przeraajca.
:Teraz nic ju nie poradzimy, stwierdzi Chaia. Cieszmy si bitw.
Aurai zamaro serce.
Cieszmy si bitw...
Gdyby Chaia nie prbowa jej zabi, nigdy by nie uwierzya, e moe powiedzie co
takiego. Ale powiedzia, a ona to usyszaa. Nie zdawa sobie sprawy z tego, e jest blisko, e
sucha rozmw bogw. Ich dyskusja trwaa nadal. Raz po raz syszaa w niej sowo gra. I za
kadym powtrzeniem jej opr wobec prawdy kruszy si nieco bardziej. Spojrzaa z gry na
Gosy i Biaych. Mczyzn i kobiety w bieli. Mczyzn i kobiety w czerni. Pionki w grze. A
plansz by cay wiat.
Jestemy dla nich tylko pionkami w grze. Pomkna w d, mierzc w punkt powyej
Gosw i Biaych, i bogw krcych wok jak padlinoerne ptaki.

Kiedy Auraya spyna z nieba spowita w trzepoczc bkitn tkanin, Mirarowi zamaro
serce. Przez chwil opanoway go wtpliwoci. Przyczy si do Biaych, pomyla. Zdradzi
niemiertelnych.
Stan przeciwko sobie w bitwie. Ale - inaczej ni on - Auraya gotowa bya zabija.
Znieruchomiaa w powietrzu nad nimi. Biali i Gosy wpatrywali si w ni nieruchomo.
Poczu lekkie szturchnicie. Obejrza si i spojrza w oczy Drugiego Gosu Imenji.
Miaa powan min.
- To chyba oznacza, e nasza umowa jest niewana - mrukna. - Id, jeli chcesz.
Dopilnuj, eby ci nie zatrzyma.
Rozejrza si. Wszystkie Gosy i Biali zdawali si sparaliowani widokiem Aurai.
Dostrzeg jaki ruch za plecami Biaych - to Emerahl wysuwaa si naprzd, a za ni
zaskoczona Arleej. Z boku zauway Tamun wygldajc zza krawdzi drogi. Zerkn w
przeciwn stron i zdy zobaczy chowajcego si Surima.
Wszyscy s ju na miejscach... Oprcz mnie.
Odsun si od Gosw. Nekaun rzuci mu gniewne spojrzenie, ale natychmiast midzy
nimi stana Imenja. Mirar odszed pospiesznie i odwrci si. Popatrzy na Auray.
Spojrzaa mu w oczy i kiwna gow.
- Teraz! - krzykna.
I Mirar zacz ciga magi szybciej ni kiedykolwiek w yciu.
Reivan sykna, gdy lnica kula wiata otoczya Biaych i Gosy. Bya olepiajco jasna;
patrzenie na ni sprawiao bl.
- Co si dzieje? - zawoa kto.
Rozpoznaa gboki gos krla Elai.
- Walcz z sob nawzajem! - wykrzykn Suga. - Atakujmy!
- Jak? Nie widzimy ich!
- A oni nas nie widz - usyszaa Reivan wasny gos. - Moemy tylko osoni si i
czeka.
Ku jej zaskoczeniu mczyni i kobiety wok uspokoili si. Z bijcym mocno sercem
zamkna oczy i wyszeptaa modlitw, proszc bogw, by Imenja bya caa i zdrowa.
Emerahl bya zdumiona, ile magii potrafi cign do siebie i utrzyma. Istniaa jednak
granica, a gdy j osigna, przeksztacaa nadwyki w wiato. Inni robili to samo, otaczajc
Gosy i Biaych wielk, olepiajc sfer. A nagle magia skoczya si i wiato zgaso.

Emerahl odkrya, e stoi nieprzyjemnie blisko dziesitki zdziwionych czarownikw.


Rozgldali si, czujni i niepewni. Jeden z Gosw rzuci jej wrogie spojrzenie.
Pora std znika, pomylaa. Ale nie ruszya si z miejsca.
Nie wiemy, czy nam si udao, czy nie...
I nagle na rodku Przesmyku pojawio si lnienie. Emerahl poczua ucisk w odku,
kiedy rozpoznaa Chai. Nie patrzy na ni, ale na Auray. Pojawiy si jeszcze cztery
postacie.
Emerahl zascho w gardle. Serce walio jej jak motem. Korzystajc z powszechnego
zaskoczenia, przesza na skraj drogi. Nikt nie prbowa jej zatrzymywa. Z ulg zobaczya, e
Surim czeka tam w wskiej dce. Zsuna si ze stromego brzegu i wspia na pokad.
- Udao si? - szepn.
Pokrcia gow.
- Pojawi si Chaia. Nadal yje.
- I jest uwiziony w pustce - odezwa si nowy gos.
Obejrzeli si oboje. Ze szczeliny w skale Przesmyku w podobnej wskiej dce
wypynli Tamun i Mewa.
- Pamitajcie, e wewntrz pustki czsto pozostaje nieco magii. My stworzylimy
tylko skorup bezmagicznej przestrzeni wok nich.
- Uwizieni na wieczno... - Surim wzruszy ramionami i umiechn si zoliwie. Waciwie nawet mi si to podoba.
- A mnie nie - mrukna Emerahl. - Dopki yj, wci jest szansa, e przetrwaj, a
magia przesczy si z powrotem.
- W takim razie musimy si tu zakra i zakoczy spraw, kiedy nie bdzie ju
Gosw ani Biaych, ktrzy by mogli nas powstrzyma.
- Pewnie spodziewaj si tego. Postaraj si, eby ich dobrze pilnowano.
- Ale kto? Bez bogw, ktrzy zwikszali moc ich Darw, Biali i Gosy nie bd tacy
potni - zauway Mewa.
- Bd, wewntrz pustki - stwierdzia Emerahl.
- Ale bogowie potrzebuj tej mocy, eby przetrwa.
- Gdzie jest Auraya? - Mewa wyjrza ponad brzegiem Przesmyku.
- Kiedy odchodziam, nadal si nad nimi unosia - odpara Emerahl.
- Ma jeszcze sprawy do zaatwienia - uznaa Tamun. - A kiedy skoczy, moe po
prostu odlecie. My nie. Powinnimy std odpyn.
- Co z Mirarem?

Tamun zmarszczya czoo i spojrzaa na stromy brzeg Przesmyku.


- Zosta tam pewnie, bo zostaa Auraya.
W milczeniu patrzyli na ska. Emerahl westchna ciko.
- Ja poczekam - zaproponowaa. - A wy troje lepiej si std wyniecie.

50
Byszczca posta Chai przenosia wzrok od Aurai do Jurana. Porusza wargami, ale nic nie
syszaa.
Oczywicie, pomylaa. Nie sysz go, poniewa midzy nim a mn jest pustka. Potrafi
przemawia tylko do umysw, a do mojego nie by w stanie, odkd nauczyam si go
osania. Albo musi posi kogo innego, albo... opuszcz oson wok myli.
Juran kiwn gow i unis wzrok.
- Chaia prosi, aby zesza na d i porozmawiaa z nami - powiedzia, marszczc czoo.
- Chce wiedzie, dlaczego zrobia to, co zrobia.
Auraya zastanowia si, czujc na sobie wzrok Biaych i Gosw. Zobaczya Nekauna i
zadraa. Miaa ochot uciec od niego jak najdalej.
Ale Biali powinni usysze prawd, nawet jeli w ni nie uwierz.
Czy oni, Gosy albo bogowie potrafi mi zagrozi? Mog mnie zaatakowa, ale tylko
wykorzystujc magi z wntrza pustki. Bogowie nie pozwol, by j zuywano. Korzystaj z
niej, by sta si widzialni. Kiedy si skoczy, przestan istnie.
Odetchna gboko, cigna magi zasilajc tarcz, aby jej nie zawioda, gdy
bdzie przelatywa przez pustk, a potem opada na ziemi.
Chaia odwrci si i spojrza na ni. Nadal nie moga go sysze, dopki nie opuci
osony wok umysu. Nie miaa jednak do ukrycia nic, czego by ju nie wiedzieli. Spojrzaa
na Biaych i Gosy i ze zdumieniem odkrya, e potrafi czyta ich myli. Oznaczao to, e nie
dysponuj ju Darami, ktre otrzymali od bogw. A wic nie potrafili czyta w cudzych
umysach.
Mimo to opuszczenie osony wymagao pewnego wysiku woli. Gdy tylko to zrobia,
przemwi Chaia:
:Po raz kolejny nie docenilimy ci, Aurayo. Ty i twoi niemiertelni przyjaciele
schwytalicie nas w puapk. Przynajmniej wytumacz dlaczego.
- Dlaczego? - powtrzya. - Wiesz dlaczego. - Ogarn j gniew. - Mylae pewnie, e
zakoczysz moje cierpienia, gdy mi tumaczye, e mogabym uciec z Sanktuarium, stajc
si bogiem.

:Nigdy nie sugerowaem, eby zostaa bogiem. Nie chciabym widzie ci przykutej do
takiej postaci. To byoby dla ciebie jak wizienie.
- Wic dlaczego mi tumaczye...
Nagle ogarno j zwtpienie. Czy naprawd mi to zaproponowa? Byam wtedy
bardzo chora. Ale chyba to nie sen...
- Powiedziae, e chyba lepiej, bym staa si bogiem, ni umara. e przyjcie mojej
duszy to jednak nie to samo. - Zamiaa si gorzko. - No, ale chyba miae racj, skoro Huan
przyznaa, e nie zabieracie dusz.
Chaia spojrza na Huan. Pozostali bogowie take odwrcili si do bogini. Ta stana
dumnie wyprostowana i patrzya na nich zuchwale.
:Powiedziaa jej, jak zosta bogiem? rzucia oskarycielsko Yranna. Zamaskowaa
si?
Chaia obejrza si na Auray.
:Czy uyem naszego hasa? Czy uyem sowa cie? zapyta.
Zmarszczya czoo. Wspomnienia byy do mgliste.
- Nie pamitam - przyznaa. - Byam umierajca. Nie potrafiam jasno myle.
Huan zamiaa si.
:Tak. Nietrudno byo ci oszuka.
Auraya uniosa gow i zadraa, widzc zadowolon min bogini.
:A wic przyznajesz si? spyta Chaia.
Bogini, milczc, rzucia mu gniewne spojrzenie.
:A kto jeszcze mgby to by? rzuci z gorycz Lore. Nikt z nas nie ama regu tak
czsto jak Huan.
:Reguy! Reguy stosuj si do gry, a nie do zagroenia naszego bytu! wykrzykna
Huan. Gdybycie suchali moich ostrzee co do niej, wskazaa na Auray, nic takiego by si
nie stao.
Chaia umiechn si ponuro.
:Wszyscy nabralimy zwyczaju, eby nie zwraca na ciebie uwagi, kiedy zaczynasz
plu tymi gupimi paranoicznymi bzdurami. Niemiertelni mog zosta bogami! A wtedy
zabij nas wszystkich! Auraya jest niebezpieczna!
:Huan najwyraniej miaa racj, zauway Lore.
Wszyscy umilkli. Juran wyda zduszone chrzknicie.
- Nie rozumiem. Ale co si stao?

:Dzicy zrobili z nami to, co my z innymi bogami cae wieki temu, wyjani Lore.
Usunli magi wok nas i uwizili w tej niewielkiej oazie w rodku. Nie moemy si std
wydosta.
:Przynajmniej dopki magia nie napynie z powrotem, dodaa Yranna. Co zajmie
jakie tysic lat.
Juran zwrci si do Aurai.
- Pomoga im to zrobi?
Zmusia si, by patrze mu w oczy.
- Tak.
- Dlaczego?
- Bo nas okamywali. Oni nie zabieraj dusz. Graj nami, tak jak...
Pogardliwy miech zaguszy jej sowa. Wszyscy popatrzyli na Nekauna.
- Uwizia wasnych bogw? - Pokrci gow. - Co mog ci podarowa za tak
przysug? Zoto? Ziemi? Miejsce u mego boku?
Auraya poczua dreszcz. Bdzie miaa przynajmniej t satysfakcj, e przekae mu ze
wieci.
- Bogowie cyrklian i pentadrian to ci sami - owiadczya. - Odgrywali podwjne role. Zerkna na Chai, a potem kolejno na kadego z Biaych i Gosw. - Wiecie, dla nich to co
w rodzaju gry. A wy bylicie pionkami. Polegli w tej wojnie i poprzedniej to jedynie punkty
zdobyte przez jedn ze stron. Punkty, nie prawdziwi ludzie, ktrzy maj rodziny i przyjaci.
Nie...
- Nie s tymi samymi bogami - warkn Nekaun, a twarz pociemniaa mu z gniewu. Moi nie wygldaj tak samo. Nawet nie brzmi tak samo.
:Auraya mwi prawd, zapewni go Chaia.
Jego posta zmienia si i nagle sta si Sheyrem. Gosy wpatryway si w niego
zszokowane.
- To oszustwo! - wykrzykn Nekaun.
Auraya stana przed nim.
- Wkrtce si przekonasz, e to prawda. Bez bogw, ktrzy wspomagaj wasze
magiczne Dary, wszyscy osabniecie. Ju teraz nie potraficie czyta umysw. I z pewnoci
nie jestecie niemiertelni.
We wzroku Nekauna pojawia si niepewno. Auraya odwrcia si i ten sam wyraz
zobaczya na twarzach Biaych.

- Ja... przykro mi - usyszaa wasny gos. - Ale poniewa bogowie bez przerwy
rozgrywali was i Gosy przeciwko sobie, i tak nie przeylibycie zbyt dugo. Oczywicie
jeeli bdziecie cign t wojn, nadal jest moliwo, e nie przeyjecie. - Skrzywia si. To wasz wybr. Nie bd wam ani przeszkadza, ani pomaga.
Juran patrzy to na Auray, to na Chai.
- To prawda?
:Tak.
Nieartykuowany krzyk wciekoci wydar si z garda jednej z Biaych. Wszyscy
spojrzeli na Ellareen, ktra z poblad w furii twarz wpatrywaa si w Auray.
- Ty - warkna. - Ty zdrajco! Nie zasugujesz na to, by y!
Wykonaa gwatowny gest i struga biaego wiata uderzya i rozprysna si na
barierze Aurai.
:NIE! Przesta! krzyknli chrem bogowie.
Yranna przesuna si i stana przed Ell.
:Aby przey, potrzebujemy magii, ktra zuywasz do ataku, Ellareen. Czy chcesz nas
zabi, aby nas pomci?
Oszoomiona Ellareen patrzya na bogini, a potem pokrcia gow. Odstpia na krok
i spojrzaa na Auray oczami zwonymi z nienawici.
A potem kolejny atak uderzy o barier Aurai, a zaraz po nim rozleg si obkaczy
miech. Krzyki i protesty wyrway si ludziom i bogom. Nekaun zamia si znowu i
adunkiem mocy uderzy w Jurana.
- Wy gupcy - zawoa. - Wanie mi powiedzielicie, jak zabi waszych bogw!
Chaia zmieni posta na Sheyra.
:STJ! nakaza.
Nekaun tylko si zamia.
- Drugi raz nie dam si tak oszuka. To pewnie ty nie pozwolie mi zabawi si z
Auray. No wic ja teraz...
I nagle zatoczy si do tyu, szeroko otwierajc oczy ze zdumienia. Chd, ktry zacz
obejmowa Auray, gdy suchaa jego sw, zanika wolno, gdy zobaczya, e pozostae
Gosy magicznie odcigaj Nekauna. Opiera si, jak widziaa, ale z niewielkim skutkiem. A
potem nagle szarpn si, jakby kto uderzy go w twarz, i nieprzytomny upad na ziemi.
Jak jeden Gosy stany przed bogami, umiechajc si z satysfakcj. Na chwil
zapada cisza, a potem Juran zwrci si do Chai:

- Jaki los czeka miertelnych bez waszego przewodnictwa? Jak mamy si uchroni
przed zanurzeniem w chaosie bezprawia?
Auraya poczua wspczucie.
- Dopki mamy tak dobrych przywdcw jak ty, Juranie, miertelnicy sobie poradz.
:Ma racj, umiechn si Chaia.
- A kiedy umr? - spyta Juran z napiciem w gosie.
:Wtedy twoje miejsce zajmie nastpca, ktrego starannie wybierzesz.
:Ktrego my wybierzemy, poprawia go Huan. A potem spojrzaa gniewnie na Biaych
i Gosy. Wasi bogowie nie umarli. yjemy przecie! Zbudujecie tutaj wityni. Bdziecie
przychodzi, by radzi si nas w sprawach rzdw nad waszymi krainami.
Chaia pokrci gow.
:Problem z wojn polega na tym, e przeywaj najsilniejsi, najbardziej bezlitoni i
majcy najmniej skrupuw. Nie s przyjemnym towarzystwem.
Huan parskna pogardliwie.
:Ty te przeye, przypomniaa mu. A potem zwrcia si do Biaych i Gosw: Musi
si zacz nowa era wsppracy. Zbudujecie tu wityni i wyznaczycie kapanw, ktrzy
bd nam suy. Zostawicie na stray swoich najpotniejszych czarownikw, gdy my...
Auraya przestaa sucha, bo zwrci si do niej Chaia.
:Jest gupia, powiedzia, jeli nie wrci tu jeden z twoich przyjaci, eby z nami
skoczy, i tak kiedy zginiemy. Niewiele trzeba magii, aby podtrzyma nasze istnienie.
Moemy nawet przey do dugo, by std uciec, ale nie bdziemy ju zdrowi na umyle.
Wikszo bogw, ktrych odizolowalimy wewntrz pustki, oszalaa, Aurayo.
Potrzebujemy miertelnych, aby zapewniali nam kontakt z fizycznym wiatem.
Poczua wyrzuty sumienia.
- Przykro mi, e ci nie zaufaam. Powinnam wiedzie, e to nie ty. Ale nie tra nadziei.
miertelni tu przyjd, zbuduj t wityni, ktrej da Huan. Nie dopuszcz, abycie
oszaleli.
Kiwn gow.
:Owszem, zrobi to. A ty?
Zawahaa si. A potem skina gow.
- Tak. Dla ciebie. Chaia umiechn si.

:Dobrze to wiedzie. Gdyby nie Huan, kazabym ci to obieca. Ale oboje wiemy, e
Huan wci bdzie usiowaa ci zabi, nawet z wntrza tej pustki. Co do mnie, bycie bogiem
bez fizycznego ciaa zaczo mnie nuy ju tysic lat temu. Wol raczej w ogle nie istnie,
ni spdzi kolejny tysic uwiziony w jej towarzystwie.
Serce Aurai zamaro. Narastao w niej przeraajce podejrzenie.
- Nie mw tak, jakby umiera, Chai. Znajd sposb, eby wypeni t pustk. Musi
by jaka metoda.
Chaia wycign do i dotkn jej policzka. Ten dotyk by dziwny i znajomy.
:Zrb tak, Aurayo. To bdzie dobry uczynek. I nigdy nie korzystaj z wiedzy, ktr daa
ci Huan. Bycie bogiem nie jest tak wspaniaym dowiadczeniem, jak staramy si wmawia
miertelnikom. Swego czasu dokonywaem strasznych rzeczy. Ale nie auj, e ci chroniem
i wspieraem. egnaj, Aurayo.
Odstpi od niej. Niespokojna, skoncentrowaa si na otaczajcej ich magii, oczekujc,
e zaniknie. Ale pozostawao jeszcze do, aby podtrzyma Chai i pozostaych.
I nagle poczua, e wszystko spywa w stron Chai.
W kocu zrozumiaa, co robi.
- Chaia! Nie!
Olepio j jaskrawe wiato. Cho nic nie widziaa, wci wyczuwaa bogw. I czua,
jak znikaj jeden po drugim, Huan w p zdania. Chaia odszed ostatni, ale usyszaa jeszcze
jego poegnalne sowa:
:Pamitaj o mnie.

51
Reivan czua podziw, a potem lk, kiedy lnice postacie pojawiy si pomidzy Biaymi,
Gosami i Auray. Nie miaa wtpliwoci, e to bogowie, ale ktrzy bogowie?
Mirar przeszed na brzeg drogi, jakby zamierza rzuci si do morza, ale potem
znieruchomia i nasuchiwa. Reivan nie syszaa rozmowy. Zaciekawiona przesuna si do
przodu, ale zanim podesza dostatecznie blisko, Auraya zacza krzycze i nastpi drugi
rozbysk wiata.
Olepi j i dopiero po chwili odzyskaa zdolno widzenia. Gosy i Biali patrzyli na
Auray. Bogowie zniknli.
- Nie ma ich! - krzykna Auraya. - Chaia zabi ich i siebie!
Chocia Reivan nie syszaa dokadnie, co si dzieje, byo jasne, e Biali i Gosy
zaprzeczaj temu, co powiedziaa. Wyraz twarzy Aurai by straszny. Zacisna usta w
grymasie grozy i alu. Potem zasonia twarz domi, potrzsna gow i odwrcia si.
Kiedy zacza odchodzi, przywdca cyrklian ruszy za ni. Reivan a podskoczya,
gdy odezwa si Mirar:
- Zostawcie j - powiedzia, podchodzc.
Patrzyli, jak wymija ich, staje obok Aurai i obejmuje j ramieniem. Opara si o niego.
Wzruszajca scena, pomylaa Reivan i umiechna si ironicznie. Bogowie mieli
racj co do nich. Kto by pomyla?
Mirar pocign Auray na brzeg drogi. Wygldajc przez krawd, Reivan zobaczya
kobiet kierujc w ich stron niewielk dk. Auraya zawahaa si, a potem pozwolia, by
Mirar pomg jej zej na d, do odzi.
- I co teraz? - zapyta jeden z Biaych.
- Wracamy do domu - odpar ich przywdca.
Gdy si odwracali, zabrzmia miech. Dreszcz przebieg Reivan po plecach, kiedy
zrozumiaa, e to Nekaun odzyska przytomno i wsta.

- Ale chytra sztuczka! Wiedzielicie, e przegracie, wic udalicie, e wasi bogowie


gin, ebycie mogli teraz uciec do domu, zachowujc twarz. Twierdzicie, e wasi bogowie s
naszymi, ebymy was nie cigali. Aha! Teraz zrozumiaem wasz plan. Mylicie, e zwabicie
nas na tamt stron i...
- Zamknij si, Nekaun - rzucia Imenja.
Nekaun zwrci ku niej pociemniaa z gniewu twarz.
- Bogowie nie pozwol, by wasza zdrada pozostaa bez kary - zacz.
Imenja przewrcia oczami i pokazaa mu plecy. Ona i pozostae Gosy odwrcili si
od odchodzcych Biaych, wyminli Nekauna i zaczli si zblia do Reivan i reszty grupy.
- Wracajcie tu natychmiast! - Nikt nawet nie spojrza na Nekauna. - Rozkazuj wam
wrci!
Gosy zignoroway go. Reivan drgna, gdy zamachn si na nich, ale nic si nie stao.
Spojrza na swoj do, zmarszczy czoo i rozejrza si, wyranie czym zdziwiony.
Imenja z umiechem spojrzaa na Reivan.
- Zawsze by troch tpy.
- Ale co si stao?
- To wymaga duszych wyjanie. - Imenja zerkna na inne Gosy, stojce wrd
Sug i doradcw, obok krla Elai. - Czuam, e co si zmienio po tym pierwszym bysku
wiata. Rozrzedzia si magia. - Spojrzaa na swj wisior i zmarszczya czoo.
- To... to troch nie ma sensu - stwierdzia Reivan.
- Nie, nie ma. - Imenja westchna. - Auraya powiedziaa, e bogowie s martwi.
Wszyscy bogowie. Uwaam, e ma racj.
Reivan patrzya na ni ze zgroz.
- Ale te janiejce postacie? Co to byo? - spyta ktry z doradcw.
- To byli bogowie. Ich bogowie. Nasi bogowie. Ci sami, jak si okazao. Zostali
uwizieni przez co, co zrobili Auraya i Mirar. Ale to ich nie zabio. Sami si zabili. Zrobili
co i... przestali istnie. A przynajmniej tak uwaa Auraya.
- A ty jej wierzysz? - zapyta krl Elai.
- Tak.
Gdy ruszyli w stron Awenu, do Reivan z wolna docieray konsekwencje wydarze.
- Czy nadal masz swoje Talenty? - spyta Suga.
- Myl, e mam te, ktre posiadaam w sposb naturalny, zanim zostaam Gosem. To
znaczy, e straciam niemiertelno. Podejrzewam, e nie jestem teraz potniejsza od
naszych najpotniejszych Oddanych Sug. Tyle e... wci potrafi czyta w mylach.

Stracia niemiertelno? Reivan wspczua swej pani.


- Jeeli ty i inne Gosy nie jestecie tak potni, to jak bdziecie rzdzi? - zapyta krl
Elai.
- Czy bez bogw nie zaczniemy walczy? Czy wiat nie pogry si w chaosie? doda Suga, a w jego gosie zabrzmiaa histeria.
Reivan nie potrafia powstrzyma umiechu.
- Przecie ju z sob walczylimy.
Imenja parskna.
- Tak, walczylimy. Ale czy teraz mamy jaki powd, aby to robi? Jak sdzisz,
Towarzyszko Reivan? Powinnimy nadal rzdzi naszym ludem czy raczej znale sobie
jak spokojn chatk na zboczu gry i czeka, a skoczy si wiat?
Reivan przyjrzaa si Imenji. Kobieta patrzya jej w oczy. Uwiadomia sobie, e to nie
jej pani prosi o rad, ale przyjacika oczekuje otuchy.
- Myl, e w Ithanii Poudniowej wszystko bdzie dobrze, jak dugo bdziesz
przywdczyni.
Imenja umiechna si.
- Mam nadziej, e wszyscy na poudniu zgodz si z tob.
Ponad ramieniem Imenji dostrzega jaki ruch. Obejrzaa si i zobaczya, e to Nekaun
maszeruje w ich stron, wyranie rozgniewany.
- Ale obawiam si, e walka czeka ci ju teraz - mrukna.
Imenja parskna.
- Nie wydaje mi si, aby Nekaun stanowi problem. W tym krtkim czasie, odkd
zosta wybrany, zdy urazi zadziwiajco wielu ludzi. - Wyprostowaa ramiona. - I nie
dopuszcz, eby uszo mu na sucho to, jak potraktowa ciebie i inne kobiety, ktre skrzywdzi
tamtej nocy. - Spojrzaa na inne Gosy. - Co o tym mylicie?
Reivan spojrzaa na Imenj zaskoczona i przeraona informacj, e nie ona jedna
przeya to, co Nekaun uwaa za seks z dreszczykiem.
- Chyba powinnimy zastosowa najsurowsze z naszych praw - stwierdzia Genza.
Vervel i Shar pokiwali gowami. Imenja odwrcia si i stana przed Nekaunem.
- Nekaunie, niegdy Pierwszy Gosie Bogw, oskaram ci o gwat na Sugach, a
wiem, e zawinie po trzykro. Co masz do powiedzenia na swoj obron?

Wyranie zdumiony Nekaun zwolni i zatrzyma si. Reivan obserwowaa twarze


Gosw, a serce bio jej mocno, pene zarwno lku, jak i mrocznej nadziei. Chyba tego nie
zrobi... ale przecie nie bd tolerowa Nekauna jako swojego wadcy teraz, kiedy ju nie
musz.
Nekaun otrzsn si z zaskoczenia.
- Nie omielisz si - rzek do Imenji.
- Wanie si omielam - odpara.
- Bogowie nigdy na to nie pozwol.
- Bogowie s martwi, Nekaunie.
Przewrci oczami.
- Naprawd jeste gupia, e w to wierzysz. A nawet jeli byaby to prawda, to nikt
inny nie uwierzy ani w to, ani w wasze oskarenia. Uznaj, e to tylko wygodne kamstwo,
wymylone, aby si mnie pozby. Pamitaj, e ludzie na mnie gosowali. Nie spodoba im si,
gdy odrzucisz ich decyzj.
Imenja obejrzaa si na krla Elai.
- Wasza wysoko, czy wywiadczysz mi t przysug i pomylisz jakie sowo? Tylko
nie wymawiaj go gono.
Zmarszczy czoo, a potem wzruszy ramionami.
- Bunt - powiedziaa Imenja. - Mam racj?
Krl kiwn gow.
- Prosz pomyle jakie inne. - Przerwaa. - Traktat.
Krl przytakn. Powtrzywszy to wiczenie jeszcze trzy razy, Imenja spojrzaa na
Gosy, Sugi i doradcw.
- Czy to was przekonao, e wci potrafi czyta w mylach?
Potwierdzili.
- Czy wierzycie mi, kiedy twierdz, e Nekaun jest winien zarzucanych mu czynw?
Znowu przytaknli.
- Czy potwierdzicie, gdyby kto poda to w wtpliwo?
I przytaknli znowu. Imenja z satysfakcj zwrcia si do Nekauna:
- Gdybym moga oskary ci o niekompetencj i uzyska te same wyniki, zrobiabym
to - powiedziaa. - Ale oskarenie o zgwacenie Sug jest powaniejsze i nie byoby uczciwe,
by kobiety, ktre skrzywdzie, nie doczekay si sprawiedliwoci. - Spojrzaa na inne Gosy.
Vervel pokiwa gow.

- Pojedynczy gwat karany jest niewol na dziesi lat. Drugi gwat to cae ycie w
niewoli. Trzeci...
- ...karany jest mierci - dokoczy Nekaun. Skrzyowa rce na piersi. - Nie macie
adnej...
ar sign twarzy Reivan. Usyszaa, jak Imenja krzyczy z wciekoci, a powietrze
wypenio s