P. 1
Rozmowy przy kielichu

Rozmowy przy kielichu

|Views: 69|Likes:
Polska wybiera Prezydenta,
W Europie na przemian ulewy i upaly.
W Afryce Mistrzostwa Swiata w Futbolu...
W Ameryce plama ropy na oceanie Atlantyckim.
W Chinach 400-lecie Mateusza Ricci wielkiego astronoma i misjonarza.
Polska wybiera Prezydenta,
W Europie na przemian ulewy i upaly.
W Afryce Mistrzostwa Swiata w Futbolu...
W Ameryce plama ropy na oceanie Atlantyckim.
W Chinach 400-lecie Mateusza Ricci wielkiego astronoma i misjonarza.

More info:

Published by: Victor A.Vic Zolcinski on Jun 28, 2010
Copyright:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as RTF, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

06/28/2010

pdf

text

original

rozmowy przy kielichu

Wstep Polska wybiera Prezydenta, W Europie na przemian ulewy i upaly. W Afryce Mistrzostwa Swiata w Futbolu... W Ameryce plama ropy na oceanie Atlantyckim. W Chinach 400-lecie Mateusza Ricci wielkiego astronoma i misjonarza. Do Kirgizji powracaja niektorzy uciekinierzy przebywajacy w obozach dla uchodzcow w Uzbekistanie. Obozy sa rozmieszczone w szkolach i hotelach andidzanskiego obwodu. Nasze siostry Matki Teresy planowaly dotrzec z pomoca humanitarna, ale okazalo sie to niemozliwe, bo w obozach panuje rezim wojskowy i osoby postronne nie sa dopuszczane z obawy o eskalacje kolfliktu na teren kraju. Dowiedzialem sie rowniez, ze w obozach sa glownie kobiety i dzieci. Mezczyzni pozostaja w Kirgizji by pilnowac swych domow, ponadto nie sa przepuszczani przez granice rowniez z obawy przed potencjalnymi prowokatorami. Ci ktorym udalo sie przedrzec sa od razu kierowani do aresztu. W samym Uzbekistanie tymczasem od tygodnia przebywa w goscinie czlowiek legenda. Wspoltworca malego cudu odrodzenia kosciola na "Jedwabnym Szlaku" po kilku stuleciach niebytu. Ciekawa rzecz, ze jakos bez echa minela 19-go czerwca 660-ta rocznica meczenstwa Franciszkanow z Armalyku. Szesciu braci z Wloch, HIszpanii, Francji i z Indii w brawurowym tempie odrodzilo upadlego ducha Nestorian przywracajac do zycia chrzescijanska wiare w Chorezmie w Samarkandzie i w krainie Ujgorow. NIemal 800 lat Nestorianie trwali w tych okolicach. Potrzebny byl im jednak nowy impuls, bo morze islamu zblizalo sie do tych okolic. Wspomniana grupa szalencow pomimo watlego zaplecza dokonywala cudow. Byli mlodzi i utalentowani. Za swe sukcesy zaplacili cene najwyzsza, przyjeli smierc meczenska. Ich mogila zachowala sie. Odszukal ja pewien pasjonat 84-letni misjonarz z USA. Znajduje sie 3 km od kazachskiej granicy na terenie Chin w prowincji Sin Dzian(Wschodni Turkiestan - Ujguria). Zapewne do dzis te okolice bylyby nestorianskie lub katolickie, gdyby nie fanatyzm Tamerlana, ktory z takim samym uporem jak dzisiejsi talibowie zmuszal swych poddanych do przyjmowania islamu. Warunki do powrotu chrzescijan powstaly po podboju Turkiestanu przez Rosyjskie imperium w 1865-1875-tych latach. Trafili tutaj rosyjscy kolonisci wyznajacy prawoslawie i polscy zeslancy katolicy. Zaroilo sie

wiec od cerkwi i kosciolow. Poprzez glupote i zlosliwosc komunistow meczety i wieze chrzescijanskich swiatyn zniknely. Kosciol jednak trwal poprzez zywiol polskich, niemieckich, nadbaltyckich, ormianskich a nawet wegierskich i ukrainskich zeslancow. W Azji Srodkowej w czasach sowieckich chrzescijanski zaczyn trwal jakby wbrew logice. Pomimo wielu przeszkod i ogromnej migracji ludow zaczyn ten trwa. Historia zna pewne nazwiska osob, ktore jak sredniowieczni Franciszkanie postawili na karte wszystko ryzykujac nawet zycie. Podobnie brawurowym czlowiekiem jak nasi meczennicy z Armalyka byl w latach 1975-1992 byl wzmiankowany wyzej gosc Uzbekistanu x. Pralat Jozef Swidnicki, ktory podazajac sladami innego wybitnego zeslanca ks. Bukowinskiego podniosl ducha tutejszych zeslancow i przekonal ich, ze ich cierpienia mialy sens teologiczny. Na te i inne tematy chce zwrocic uwage polskich powodzian, kibicow i politykow. Warto przeciez dla przewietrzenia mozgu zmienic temat i zaglebic sie w los odleglych ludow. Mam nadzieje, ze ta lektura poszerzy horyzonty czytelnika. Polacy juz dawno przestali byc ludzmi zasciankowymi. To podarunek wolnosci. Oby nam go nikt nie odebral, jak to bywa na codzien na Azjatyckim Kontynencie. Zapraszam do obejrzenia kilku egzotycznych zdjec dwu medrese z epoki Tamerlana, naszego kosciola i cerkwi w Taszkiencie oraz kaplicy w miescie Fergana. Zachecam tez do zapoznania sie z dwoma tekstami poswieconymi osobie Pralata Jozefa i jego wspolczesnych. Abstynentow chce uspokoic, ze wspomniany w tytule kielich byl pusty. Rozmowy natomiast byly pelne tresci. Nazbieralo sie tego 15-cie stroniczek A-4... Zycze milej lektury. ks. Jaroslaw Wisniewski - Taszkient - Uzbekistan web-page: www.orient.to.pl E-mail: w.jaroslaw@yahoo.com

ROMANTYCY W SOWIECKIM RAJU
Jubileusz 660 lat kościoła w Średniej Azji Męczennicy z Armalyka Corocznie 19-go czerwca katolicy Azji Środkowej czcza pamięć męczennikow z Armalyku. Rok temu pytałem abp Petę z kazachstańskiej Astany, czy są szanse na ich beatyfikacje. Są szczegołowe opisy ich misji, męczeństwa, znane

jest miejsce ich pobytu i pochowku. Znane są imiona, przydomki i miejsce pochodzenia naszych bohaterow. Ekscelencja, ktory się troszkę zmieszał wyraźnie ciekawi się tematem. Zamyślił się przez chwile i rzekł: “warto się modlić w tej intencji.” W tym roku wypadła 660-ta rocznica ich śmierci. Było ich sześcioro: dwu Włochow, dwu Francuzow, jeden Hiszpan i jeden Hindus. To byli Franciszkanie konwentualni pod wodza Ryszarda Burgundzkiego. Pojawili się w najstosowniejszym momencie. Chrześcijanie Nestorianie stracili pierwotny entuzjazm i jeden za drugim zaczęli ustępować pod wpływem szamańskich wierzeń panoszących się w tym terenie. Nasi misjonarze natrafili na wspaniały grunt dla swych misji. Byli młodzi lekko oswajali miejscowe narzecza. Pracowali w Chorezmie, Samarkandzie i w ostatniej fazie wśrod Ujgurow. Słynny promotor islamu w tym terenie Tamerlan był jeszcze dzieckiem, gdy to wszystko się działo. Pamięć o Chrystusie krzewiła się lotem błyskawicy. Tym nie mniej zwolennicy islamu nie spali i przemieszczanie się z Chorezmu do Samarkandy i do Armalyka było spowodowane niechęcią tych ludzi. Naszych bohaterow bito kilkakroć Az wreszcie zabito. Gdy opowiadałem to wszystko Austriakowi Gotfrydowi to ten z entuzjazmem stwierdził, że mamy powody do nadziei. Skoro chrześcijaństwo z tych okolic zostało zniszczone w drodze krwawych represji to ci ktorzy zginęli tam w niebie modlą się nieustannie, by wesprzeć aktualnych misjonarzy. Nowe pokolenia Chrześcijan w Turkiestanie Los sprawił, ze w 19-tym wieku miejsce Nestorian w Środkowej Azji zajęli prawosławni Rosjanie, ktorzy zawojowali te tereny. Śladem za nimi poszli urzędnicy i oficerowie pochodzenia niemieckiego w wielu wypadkach luterańskiej wiary oraz katolicy Polacy ukarani za Powstanie Styczniowe a następnie katoliccy Czesi, Węgrzy i Austriacy zesłani w czasie pierwszej wojny światowej w okolice Taszkientu do obozow jenieckich. Zrządzeniem Opatrzności to oni właśnie wznieśli szkielet imponujących rozmiarow kościoła katolickiego w Taszkiencie. Pracami kierował Kaplan litewskiego pochodzenia a gdy niespodzianie zmarł w lutym 1917-go roku to jego miejsce zajął kolejny Litwin. Istniało w mieście w tych czasach i do dziś istnieje Towarzystwo Litewskie. W kościele długie lata zbierali się członkowie Polonii i Towarzystwa Węgierskiego. Niemcy i Ukraińcy represjonowani za druga wojnę światową dołączyli do tego post-nestoriańskiego klubu. Ostatnio najbardziej zdyscyplinowanym żywiołem w okolicy jest ludność Koreańska... Te i inne myśli wrociły do mej głowy podczas odwiedzin Prałata Świdnickiego. Ten człowiek ma w sobie tyle energii, ze wystarczy jedna doba, by zmienić światopogląd wielu słuchaczy.

Obserwowałem z boku jak ten starzec oddziałuje na ludzi. Nie mogę ukryć, ze sam poddałem się urokowi tej postaci. Ksiądz Świdnicki jest z zamiłowania biblistą. Może godzinami opowiadać i cytować rożne historie biblijne na poparcie swych tez. Nie posiada głębokiej wiedzy historycznej chociaż potrzebne daty zna i we właściwej chwili nimi operuje. Historia, ktora najbardziej imponuje w jego wypowiedziach to najnowsza historia kościoła zwłaszcza w byłym ZSRR. Historia, ktorą tworzył i nadal. Tworzy on sam. Najnowsza historia Patrząc na postawę księdza Świdnickiego i na osoby, ktore on wspomina z rozrzewnieniem nie sposob zaprzeczyć takiej teorii. Tamerlan wyciął w pień większość chrześcijan w okolicy, tym niemniej w ornamentyce pozostały ślady tego, ze zmuszeni do przyjęcia islamu w sercu nie pogodzili się z takim stanem rzeczy. Islam w Azji Środkowej jest pogodny i pomimo wpływow z sąsiedniego Afganistanu można mowić o pokojowym obliczu tutejszym muzułmanow. Mowi się rownież, ze bratobojcze pogromy w Kirgizji nie są czymś typowym dla regionu a raczej probą zaszczepienia wojowniczego Islamu z południa. Po kilku dniach pobytu w Duszanbe ojciec Świdnicki wraz ze swym austriackim piętaszkiem powrocił do Taszkientu, by w sposob sentymentalny rozważyć wspolnie z uzbeckimi parafianami i księżmi swoj los. Patrząc na niego miałem nieodparte wrażenie, ze żegna się z nami. Na kazaniach owszem jak zapałka szybko wzniecał w sobie ogień i zapalał nim obecnych, lecz gdy trzeba było pospacerować na podworku więcej niż 100 metrow wyraźnie się męczył i aż wierzyć się nie chciało, ze ten misyjny parowoz tak szybko i na oczach gaśnie. Z początku myślałem, ze mu się nigdzie nie spieszy lecz Austriak Gottfried wyjaśnił mi, ze to wielki problem, by zmusić ojca Jozefa do wizyty u lekarza, a stan jest wyraźnie przedzawałowy. Każdego kto czytać będzie moja opowieść proszę o modlitwę za naszego gościa i prekursora wielu syberyjskich i środkowoazjatyckich wspolnot. Pater Świdnicki W Kazachstanie i w okolicy zesłańcy niemieccy nazywali swych kapłanow “paterami”… Ponieważ ksiądz Jozef lubi w swej mowie dorzucać niemieckie słówka, chwali szczerze swych parafian niemieckiego pochodzenia wiec przydomek pater bardzo do niego pasuje. Ojciec Jozef pochodzi z parafii Murafa, w ktorej mieszka obecnie 4000 katolikow i tyle samo prawosławnych. Przed wojna było jeszcze tyle samo Żydow ale ostatni z nich ponoć emigrowali w 1995 roku. Jak to się stało, ze pragnął być Kaplanem to pewnie można się dowiedzieć z jego własnych książek. Ja napisze tylko to co on sam bezwiednie

opowiedział podczas jednego obiadu w Taszkienckiej kurii. Jego lapidarny sposob mowienia pozwala z jednej gawędy wyprodukować sporych rozmiarow opowieść. Właśnie przystępuję do kompilacji tych wypowiedzi w jednym tekście. To rzeczywiście w czasach gdy trudno o ideały, cos co inspiruje i zachwyca. Ryga W czasach sowieckich role serca dla sowieckich katolikow Grala łotewska Ryga. Watykan dał personalna jurysdykcję biskupowi Vaivodsovi, by kierować kapłanow, ktorzy studiowali w Rydze na rozlegle tereny Kaukazu, Azji Środkowej i całej Rosji. W tym czasie nawet Białoruś i Ukraina nie posiadała oficjalnie żadnych rzymsko-katolickich biskupow. Owszem w głębokim podziemiu działała hierarchia greko-katolicka. Aby trafić do ryskiego Seminarium trzeba było spełnić wiele wymogow i niełatwo było otrzymać status studenta. Niektorzy probowali przechytrzyć władze sowieckie i studiować w podziemiu. Do takich należał rownież pater Świdnicki. Przez kilka lat Jozef Świdnicki studiował w świeckim instytucie budowlanym zaocznie i jednocześnie pracował na budowie. Raz w miesiącu udawał się na egzaminy indywidualnie składane u poszczegolnych profesorow. Nie miał pozwolenia na studia kleryckie ale miał wielka wole, by zostać księdzem i ta wola kruszyła lody. Profesorowie ryzykowali i gdy ostatecznie władze dowiedziały się, ze Jozef przyjął tajnie święcenia na Litwie, to rektor popłacił to utrata stanowiska. Musiało być cos w tym młodym niepozornego wzrostu studencie, co wzbudzało respekt. Świecenia na granicy Jeden z kolegow Jozefa ksiądz Abrantowicz obecny dziekan wileński podpowiedział Jozefowi znając jego trudności z uzyskaniem święceń, ze na samej granicy litewsko-łotewskiej mieszka pod domowym aresztem pewien wyświęcony tajnie biskup. Władze sowieckie obiecały mu, ze jeśli opuści te wioskę i zajmie się działalnością biskupia w terenie to skończy za kręgiem polarnym na zsyłce. Biskup zastosował się do porady. Tym nie mniej na pomysł księdza Abrantowicza zareagował w ten sposob, ze obiecał wyświęcić Jozefa pod warunkiem, ze biskup a poźniejszy Kardynał Vaivods się na to zgodzi. Zgoda była ustna i warunkowa. Biskup powiedział, ze ma to być zrobione po cichu i jakby cos to on nic nie wie. Co za dziwne czasy panowały w roku 1967-m. To schyłek panowania Chruszczowa i początki zastoju Breżniewa. Spotkałem się z teoria, ze babcia Breżniewa była Baptystka wiec on w

odrożnieniu od Chruszczowa odnosił się względem wierzących bardziej lojalnie i łagodnie. Warto pamiętać, ze Breżniew urodził się w dzisiejszym Dnieprodzierżyńsku na Ukrainie, gdzie w okresie rewolucji mieszkało 30 tysięcy Polakow i mieli przepiękny kościoł, ktory się cudownie ostał i pracują w nim obecnie księża kapucyni. Modlitwy tamtejszych Polakow niewątpliwie tworzyły jakąś aurę i klimat sprzyjający religijności i łagodzący obyczaje nawet tak dziwnych person jaka był Leonid Iljicz. Instytut Studiując po dwie godziny w dzień, pracując po 7 Jozef znajdował czas na to żeby się szykować do zdawania egzaminow z teologii. Ponoć płacił łapowki swym kolegom w pracy po to, by wykonywali jego robotę wtedy gdy musiał zdawać egzaminy. Byli lojalni wobec niego, pewnie cos się domyślali ale nie donosili. Tajniacy Donosy były w seminarium. Pomimo wielkiej dyskrecji ktoś jednak znal Jozefa w środowisku kleryckim i donosił na niego gdy tylko ten się zjawiał w seminarium. Ten sam kapuś dowiedział się o święceniach Świdnickiego i po takiej informacji tajniacy probowali Jozefa zawerbować. Kilka toczonych z nim rozmow trwało od 5 do 7 godzin. Prowadzący się zmieniali a on był jeden. Proponowali mu zatrudnienia w dowolnie wybranym przezeń miejscu ZSRR oficjalnie w kościele ale ten się nie zgadzał na przemian “palił głupa” lub przyzywał do rozsądku swych rozmowcow twierdząc, ze Kaplan musi cały dzień się modlić a skoro on jest w pracy 7 godzin i 2 godziny na studiach to oczywiście na kapłańską modlitwę czasu się nie znajdzie. 300 spowiedzi w Grodku Za jakiś czas ksiądz Jozef na zaproszenie pewnego Kapłana z Ukrainy wrocił w rodzinne strony i w Grodku Podolskim podjął prace. Policzył, ze za niespełna rok wyspowiadał 12.000 ludzi. Pewnego dnia przed Wielkanocą miał 300 spowiedzi od 7-mej rano do 8-mej wieczor non stop. Ponoć ostatnich spowiedzi ani słyszał ani rozumiał, ale wszystko powierzał Bogu z nadzieja, ze on wszystkiego dopełni. Ksiądz Świdnicki odprawiał w małym domku, w ktorym była podwojna ściana i wejście przez szafę. Gdyby jakaś łapanka się przydarzyła to on mogł się schować w tajnym pokoju. Władze oczywiście szybko się dowiedziały o działalności młodego Kaplana. Jakiś czas pracował on w okolicach Żytomierza ale najpiękniejsze lata

przeżył w Tadżykistanie dokąd się udał wiedziony legenda księdza Bukowińskiego i innych jemu podobnych charyzmatycznych kapłanow. Dla wielkiego statku wielkie morze Jednym z sąsiadow Jozefa był ksiądz Keller rodem z Odessy. Postać, ktora zasługuje na oddzielna opowieść. Prałat opowiedział, ze gdy w 1983-m roku po 8-miu latach pracy w Duszanbe poczuł, ze władze chcą go usunąć, zgłosił się do Biszkeku, do Kellera pytając czy nie potrzebuje wikariusza w Kirgizji. Ten miał w odpowiedzi wypowiedzieć prorocza frazę: “Dla wielkiego statku, wielki rejs”… Odmowił grzecznie i zaraz dopowiedział, ze marzeniem jego przedśmiertnym jest, by powstała choćby jedna parafia na Syberii. 14 parafii w Syberii Ksiądz Jozef nie pogniewał się na świątobliwego starca z Biszkeku i wedle jego prośby udał się do Syberii, by założyć nie jedna a 14 parafii. To był rzeczywiście wielki rejs. Wszędzie kupował małe domki i rejestrował wspolnoty. Wiele Goo kosztowało, by przekonać starych ludzi, ze tak trzeba. Większość żyła w przekonaniu, ze zsyłka się wkrotce skończy i ze te kaplice i parafie nie będą nikomu potrzebne. Jozef przekonywał, ze będzie inaczej, ze odjada oni przyjdą na ich miejsce inni. Był tez kłopot z niemieckimi katolikami, ktorzy niedowierzali, ze SA jeszcze w ZSRR prawdziwi katoliccy kapłani. Oni żyli w przekonaniu, ze Stalin wszystkich rozstrzelał. Takiego zdania był miedzy innymi mieszkający w Ferganie brat biskupa Frizona, ostatniego biskupa Saratowskiego. 2 diakonow Tym nie mniej powiewy pierestrojki dawało się odczuć. Było coraz więcej możliwości do pracy a małość kadr bardzo odczuwalna. Ksiądz Jozef jak wielu jego poprzednikow martwił się, ze trzeba szukać powołań i przygotowywać sobie wspołpracownikow i następcow. Znalazł nawet 2 kandydatow na stałych diakonow i jechał już z nimi z Nowosybirska do Czelabińska, gdzie miały się odbyć ich święcenia. Przez dwie doby powtarzał z nimi teologie i egzaminował ich. Był jednak na tyle odpowiedzialny ze nie kryl przed nimi trudności i odpowiedzialności. Na parę przystankow przed Czelabińskiem kandydaci czmychnęli, jak się potem dowiedział, ze strachu przed ciężarem odpowiedzialności jaka mieli przyjąć na siebie. Seminarium w Akademgorodku Najpiękniejsze chwile przeżył Jozef w Nowosybirsku w dzielnicy

akademickiej. Zaprzyjaźnił się z tak wieloma uczonymi ludźmi, ze ci z entuzjazmem podjęli jego pomysł by zorganizować podziemne kursy seminaryjne. Gdyby Watykan nie wyznaczył do Rosji w 1991 roku dwu Biskupow ksiądz Jozef niewątpliwie swoj zamysł by zrealizował. Biskup Andrzejewski 500 bierzmowanych Jednym z opatrznościowych wspołpracownikow Jozefa był bp Andrzejewski z Włocławka, ktory go entuzjastycznie wspierał. Odwiedzał Irkuck w 1988-m roku i na zaproszenie Jozefa odwiedził rownież Akademgorodok. Jak mu się udało przygotować do Bierzmowania 500 studentow i profesorow, jeden pan Bog wie. Entuzjazm był ogromny i była szansa cały ten uczony ludek przyprowadzić do kościoła. Niestety nasz prałat nie znajdował wspolnego języka ze świeżo upieczonym biskupem Jozefem Wertem i za jakiś czas opuścił Syberie. Nawiasem mowiąc ta historia o 500 bierzmowanych przypomina mi nieco przypadkowy pobyt biskupa Hurleya z Alaski na Magadanie w 1990-m roku. Biskup, ktory wcale nie planował zajmować się misjami przypadkowo odwiedził Magadan i zamiast kilku dni spędził w nim 2 tygodnie w okresie Bożonarodzeniowym. Na spontanicznie zorganizowanej mszy świętej zebrało się rownież 500 osob w tym większość formalnych ateistow, ktorzy nie mając pełnej wiedzy o kościele a raczej żadnej otrzymali awansem Pierwsza Komunie świętą. Wielu z nich już nigdy więcej nie przychodziła do kościoła, niektorzy jednak pozostali na zawsze. Należy ufać, ze to masowe Bierzmowanie tez nie było nonsensem. Na misjach rzeczy odbywają się w sposob paradoksalny i racjonalne myślenie o kościele chwilami nie ma sensu. Pater Jozef to człowiek czynu. On mocno ryzykował ale skutki tego ryzyka są widoczne do dziś. Pater Bukowinski Pracując w średniej Azji ks. Jozef nie był osamotniony. Wszędzie towarzyszyła mu legenda ojca Władysława Bukowińskiego. Nie udało im się spotkać osobiście ale ks. Jozef był na jego pogrzebie w Karagandzie. Znam z wypowiedzi pewnej siostry taka charakterystykę księdza Bukowińskiego, że ostatnie lata przed śmiercią z trudem chodził przytrzymując się płotu zabudowań lub ścian domow na drodze do chorych, ktorych miał wielu w swej kolekcji. Eucharystka widząc to odradzała księdzu takie pielgrzymki lecz on jej to komentował: “patrz się patrz, kiedy już mnie nie będzie to opowiesz ludziom jakiego mieli księdza”. Miał widać świadomość heroiczności swej posługi i chciał, by go naśladowano. Podobno ostatnie Msze święte sprawował na siedząco i tak było gdy się modlił po raz ostatni. Po

prostu spadł z krzesła odprawiając Msze i już przytomności nie odzyskał. Był ponoć chory na cukrzyce toteż ciało miał spuchnięte i zniedołężniałe ale mimo to stal na posterunku do samego końca. 15-cie lat bez spowiedzi W każdej miejscowości na antypodach średniej Azji gdziekolwiek by się nie udał ksiądz Jozef napotykał osoby jakie się u niego spowiadając rozpoczynały swe wyznania od słów: “ostatni raz spowiadałem się 15 lat temu u ojca Bukowińskiego”. Okazuje się, że ten niestrudzony Apostoł Kazachstanu bywał rownież w Tadżykistanie, Uzbekistanie i w Kirgizji z posługą kapłańską. Pater Keller Biszkek Wspomniany powyżej pater Keller był bardzo szczuplej sylwetki. Jadał mało i mowił cicho. Nie korzystał z taksowek nawet wtedy gdy ludzie przyjeżdżali z odległych końcow miasta by go zawieźć do chorego on rezygnował z transportu i uparcie szedł: godzinę, dwie, trzy, ile było trzeba. Nie bywał w domu całymi dniami. Pięknie się modlił. Pochodził z Odessy. Bardzo pokochał posługę dla chorych. Po porannej Mszy świętej starał się odwiedzać minimum 8-miu chorych . Nie miał gosposi i sam sobie gotował ziołka z cebulka. Ziołka na kolacje to był sekret jego zdrowia. Na dwa lata przed śmiercią władze w Biszkeku z własnej inicjatywy zalegalizowały tego Kaplana przy okazji legalizując pomocnika z Ukrainy greko-katolika księdza Bogdana. Wzruszający był jego pogrzeb. Dwa ostatnie lata był sparaliżowany. Trwały jeszcze inwigilacja i sowieckie porządki. “Pełnomocny” do spraw religii obawiał się, ze jego pogrzeb może być okazja do manifestacji religijnej wiec ostro zażądał od parafialnego starosty, by pogrzeb był ekspresowo. Mimo, ze rozesłano telegramy do kapłanow z sąsiedztwa nikt jednak nie zdążył. Ksiądz Jozef skorzystał z okazji, by nakrzyczeć na starostę. Inni milczeli, lecz on nie mogł pojąć, ze tak zasłużona osoba odeszła tak cicho i bez honorow. Grekokatolicy Wedle świadectwa ojca Jozefa wielu grekokatolikow włączyło się w duszpasterstwo pośrod rzymskokatolickich Niemcow i Polakow Środkowej Azji z powodu na brak zezwolenia powrotu na Ukrainę. Ich posługa okazała się opatrznościowa choć przebiegała w warunkach ekstremalnych i nie zawsze legalnych.

Hira Najpopularniejszym Kaplanem katolickim Średniej Azji obrządku wschodniego był biskup Hira. Miał on węgierskie korzenie, świetne wykształcenie arystokratyczny wygląd i maniery. Mitrę zaczął ubierać tuz przed śmiercią, ktora nastąpiła w podobnym czasie jak śmierć księdza Bukowińskiego. Ciało księdza Władysława przeniesiono do świeżo pobudowanej świątyni na przedmieściach Karagandy z cmentarza, ktory na skutek tąpnięć w kopalni został zamknięty i pozwolono wielu członkom rodzin na ekshumacje zwłok. Pogrzeb biskupa Hiry, ktory stal się manifestacja wiary w ogarniętej entuzjazmem katolickim Karagandzie. Jednym z przemawiających na pogrzebie był poźniejszy biskup nowosybirski Jozef Werth a w tym momencie diakon. Pobity na Ałtaju Ksiądz Świdnicki wspomniał postać ksiądz Krystofora, ktory pracował i zmarł w 160 km od Taszkientu w miejscowości Słowianka, gdzie wszyscy mieszkańcy byli katolikami. Kaplan zmarł w wieku 36 lat. Zmarł na skutek paraliżu, ktory mogł wyniknąć w trakcie represji. Kaplana bito na zsyłce w Ałtaju a potem w okolicach Astany zamarzł solidnie podążając na spowiedź pieszo 8 km w 30-stopniowym mrozie. Gdy trafił do Słowianki nie potrafił już władać prawa dłonią, rownież prawa część fizjonomii była zdeformowana. Zachowały się pokrzepiające listy, ktore ten Kaplan wysyłał do zaprzyjaźnionych rodzin i księży pisząc z trudem lewa ręką. Ten, ktory nic nie je Kolega Krystofora i rowieśnik trafił na wikariusza do Biszkeku. Nazywał się Bogdan i był najprawdopodobniej Redemptorysta wschodniego obrządku. W jego zachowaniu było cos co zadziwiało ludzi lecz rownież księży. Krążyła legenda, ze niczego nie jadł. Ksiądz Jozef zdementował te plotki. Powiedział, ze Bogdan żywił się dobrze ale jadał tylko raz w dzień i to po godzinie 10-tej wieczor. Ludzie w tamtych czasach z wielka troska odnosili się do księży i suto zastawiali stoły. Ksiądz Bogdan, ktorego Niemcy nazywali tez Gotliebem, czyli “Ulubieńcem Boga” nigdy nie dawał się skusić na gościnę. Sprawował obrzędy i szybko znikał. Albinas Ksiądz Albinas, Litwin z Karagandy nie był tak mobilny jak ksiądz Jozef Świdnicki i nigdy nie dal się namowić na podroże dookoła świata. Tym

nie mniej ma wielkie zasługi dla całej Azji Środkowej przez to, ze rozmawiał wiele o kapłaństwie ze swymi ministrantami i ulokował w Rydze około 10 osob w tym braci Messmerow i Wertow. Atmosferę wielkiego entuzjazmu religijnego w Karagandzie oprocz wspomnianych bpa Hiry i Władysława Bukowińskiego podsycały rownież tajne Eucharystki i katechetki w tym zwłaszcza siostra Gertruda Detsel. Wanags - Grodek Pośrod sowieckich romantykow w kościele katolickim ksiądz Jozef wymienił księdza Władysława Wanagsa, ktory nie miałby w normalnych warunkach szans na kapłaństwo. W młodości zakończywszy służbę wojskowa przeżył kilka lat w konkubinacie. Miał dwoje dzieci z kobieta, ktora go w rezultacie porzuciła. Ktoś z kapłanow napotkawszy go po latach dostrzegł, ze człowiek jest niezwykle religijny i szczerze polecał go w seminarium w Rydze. Władze sowieckie chętnie dały zgodę na studia takiemu kandydatowi spodziewając się, ze będzie łatwym obiektem do szantażu i wyśmiewania kościoła w przyszłości. Tymczasem człowiek miał wiele ukrytych talentow. Był uzdolnionym budowniczym, bardzo skromny i całkowicie nie podatny na szantaż. Nie skrywał przed ludźmi swej przeszłości i drogi do kapłaństwa. Gdy po święceniach mu zaproponowano wyjazd na Ukrainę jako Łotysz polskiego pochodzenia zle władał rosyjskim całkiem nie znal ukraińskiego i mocno kaleczył po polsku. Tym niemniej przyjął propozycje wyjazdu na Podole do tzw. “malej Warszawki”, czyli do Grodka Podolskiego. Gdy zgłosił wątpliwość czy sobie poradzi nie znając języka, ktoś skomentował, ze czy mniej będzie mowić tym lepiej dla niego. I rzeczywiście jego kazaniami stały się liczne świątynie na Podolu. Zbudował kilkanaście kościołów. Wszystkie w baśniowym stylu z ostrymi jak igła i bardzo sugestywnymi szpilami wież. Tak się złożyło, ze pracując na Ukrainie odwiedziłem kiedyś Grodek, Podwołoczyska i pewna wioskę. Wszystkie trzy kościoły jakie widziałem miały wygląd jak z bajki i z daleka zachęcały do modlitwy także tych, co nie wchodzili do środka. Parafianie z jednej wioski, ktorzy do Grodka mieli 18 km zapewniali mnie, ze w czasach księdza Władysława chodzili na niedzielna Msze świętą co tydzień pieszo. Nikt nie miał wątpliwości, ze tak właśnie trzeba. Ten milczący Kaplan umiał bez slow przekonywac o swoich racjach. Zawsze skromnie prosił władze o “niewielki remont istniejącej kaplicy”, mowil, ze chce ja poszerzyc o 5 metrow a gdy pytano dlaczego to wyjaśniał abstrakcyjnie, ze na czesc 5 ran Chrystusowych. \Gdy pewnego razu odmowiono mu w sposob kategoryczny, ze prędzej ktos z urzędnikow umrze niż on dostanie zgode na kolejna kaplice. Ksiadz Wlaadyslaw niewiele myśląc miał powiedziec, ze “parafia się w tej sprawie pomodli”. Za jakis czas w katastrofie samochodowej zgineli

wszyscy adwersarze wspomnianego księdza. Prosty lud lecz rownież urzednicy wytłumaczyli sobie ten przypadek w sposob dosłowny i już wiecej nikt temu Kaplanowi nie robil przeszkod. Owszem po kilku latach nie mogl zdobyc zgody na podlaczenie plebanii do kanalizacji miejskiej. Uczynil to samowolnie pośrod nocy. Gdy przyjechali urzednicy by to skontrolowac i nałożyć mandat bardzo lubiany przez ludzi ksiądz wyrzekl w obecności świadkow: “ja czego nie rozumiem, kiedy wladza walczyla z Bogiem to było jasne, gdy prześladowała ksiezy, to tez przywykliśmy, ale kiedy zaczyna wojowac z g-nem to się temu dziwie bardzo”. Powiedzonka księdza Wanagsa staly się znane w calym ZSRR… Latgalia O Latgalskich Polakach opowiedział ksiądz Jozef, ze mieli zwyczaj kalkowac jezyk lotewski podstawiając polskie slowa i wychodzilo cos bardzo dziwnego w stylu: ja przyszedłszy, mieszkawszy, zrobiwszy, chciwszy… Wlasnie taki podobno był polski dialekt Wanagsa. Gdy, ktoregoś razu ksiądz Wanags odwiedzil Jozefa w Duszanbe to już był dobrze znany parafianom i ci go spotykali jako osobe niezwykla. Na wszelkie pytania Wladysław komentował pod adresem Jozefa: “Ne breszite ojczenka - Eto wsio Bożeńka sdełał” “Po co kłamać Ojcze, to wszystko Bog zdziałał a nie ja” Ksiądz Zawalniuk W trakcie rozmowy padło tez nazwisko księdza Zawalniuka, ktory swego czasu pracował z dobrym skutkiem na Mołdawii, potem jednak udał się na Białoruś i odzyskał tzw. “Czerwony Kościoł” w Mińsku. W roku 1988 odwiedził on moje seminarium w Białymstoku. Opowiadał wtedy perypetie swej pracy w Mołdawii, miedzy innymi to jak jeden nowiutki kościoł przez niego zbudowany zniszczyły władze w biały dzień buldozerami. Potem jako neoprezbiter bywałem w gościnie z dziećmi i pamiętam z jakim entuzjazmem opowiadał nam o procesie odzyskania tej świątyni. Okazało się, ze ksiądz Zawalniuk jest rodakiem księdza Jozefa. Pochodzą z tej samej Murafskiej parafii. Kolejny raz się mogłem przekonać jak niezwykłym miasteczkiem jest Murafa. Jej mieszkańcy rozbiegli się po całym świecie służąc kościołowi w sposob niezwykle oddany. Nawet nie mam pomysłu na to by wyjaśnić fenomen powołaniowy tych okolic. Jozef Asceta W zachowaniu Jozefa Świdnickiego mogłem przez te kilka dni

obcowania dostrzec elementy charakterystyczne dla wszystkich opisanych osob. Choć z latami zrobił się z niego grubasek, to jednak za Stolem starał się nigdy nie wyciągać reki po drugie danie. Jego jedynym kaprysem były wiśnie. Głosił kazania i odprawiał Msze świetą bardzo pobożnie. Brewiarz odmawiał dyskretnie choć swego w drogę nie Bral, wszędzie gdzieśmy bywali wspolnie nie narzucając się tonem przestępcy pytał “gdzie by tu znaleźć modlitewnik”. Odrodzony jak Feniks z popiołu Materiałem do opowieści posłużyły mi wypowiedzi ojca Jozefa za Stolem po powrocie z Duszanbe. Widać, ze nie potrafi skryć dumy z tego w jakich czasach żył, jakich świętych kapłanow miał wokoł siebie i jakie niezwykle to były czasy, kiedy to wbrew nadziei w ZSRR dokonywały się misje na skale nie mniejsza niż dzisiaj i choć wszystkiego zabraniano wszystko zdawało się możliwe. Sprawiał to wielki entuzjazm ludzi tak wielu narodowości i światopoglądow. Glownym żywiołem katolickim w Azji Srodkowej i najbardziej oddanym kościołowi byli w tamtych czasach zesłańcy niemieccy. Dzis kiedy to większość z nich wyemigrowala do Macierzy czyli do Niemiec niewielkie kaplice i kościoły wzniesione na progu pierestrojki okazaly się bastionami wiaary dla nowych katolikow, ktorych ciagle po kropelce Opatrzność Boża podarowuje tym wspolnotom. Zdarzaja się katolicy Koreanczycy, jest sporo Tatarow w naszych wspolnotach. W Karagandzie jest seminarium gdzie klerycy studiują język Kazachski i od kilku lat odprawiana jest kazachska Msza swięta. Kazachstan niespodzianie stal się liderem pośrod Republik Środkowo azjatyckich ale te miejsca gdzie “wojował” “mały rycerzyk” Jozef Świdnicki tez nie straciły swego romantyzmu i jeszcze Czekaja w kolejce na ponowny rozkwit. Miejmy nadzieje, ze wiara katolikow nie zaginie w Biszkeku, Duszanbe czy Taszkiencie. Pozostały w tych miastach sporych rozmiarow Świątynię i piękne wspomnienia. Warto dodac, ze w tych okolicach jednym z najbardziej czczonych ptakow jest bocian kojarzony z legendarnym Feniksem, ktory odradza się z popiolu.

MYCIE KIELICHOW Opowieści księdza Jozefa
W pierwszy dzień swego pobytu w Taszkiencie Prałat Świdnicki dostrzegł, ze kielichy mszalne mamy brudne. Obiecał mi, ze nauczy mnie czyścic pastą do zębow. Liczne podroże nie sprzyjały wypełnieniu tej prośby. Na dziesiąty jednak dzień pobytu gdyśmy nocą odwieźli Austriackiego teologa Gottfrieda na lotnisko i ja spodziewałem się, ze Prałat dłużej pośpi, nad ranem jednak usłyszałem stuk w drzwi. Rześki staruszek z mina

spiskowca cicho poprosił: “Ojcze, kielichy pora czyścić!”. Nazbierałem kolekcje pięciu kielichow, paten i puszkę. Niektore kielichy były skomplikowanej konstrukcji tym niemniej on je bezlitośnie porozkręcał jak dziecko zabawki i dokładnie wymoczywszy w cieplej wodzie nanosił misternie pastę a potem pucował ręczniczkiem składając po kolei bez pospiechu kielich za kielichem. Sekundując przy tej pracy prosiłem, by ksiądz Jozef dokończył w szczegołach opowieść z poprzedniego dnia. Kto zna kościelny świat ten wie, ze gawędy na plebanii mogą być ciekawsze niż jakikolwiek “talk show“ na TV. Pamiętam z czasow kleryckich jak bardzo tęskniłem za takimi rozmowami. Nasz proboszcz miał dar gawędziarza. Ksiądz Jozef to kolejny w moim życiu przypadek. Ponoć w Polsce na TV dobrze to robi ojciec Knabit. Szczerze żałuję, ze telewizja nie mogła wysłuchać i nagrać opowieści “przy kielichu”, ktore dane mi było wysłuchać dzisiaj. Powołanie Nie owijając w bawełnę zapytałem jeszcze w łazience o to co trapiło mnie już dawno: “jak się u tego męża Bożego zrodziło powołanie“. Trzeba było widzieć jego szelmowska minę. Ksiądz Jozef ma pewnie 160 cm wzrostu, wysokie czoło czyli łysinę niemal do plecow i sympatyczne bialutkie jak śnieg pejsy. Twarz owalna, szerokie plecy. Wyraziste wargi oratora, regularny nos, błękitne szczere oczy. On tez nie owijał w bawełnę. Odwrocił się od zlewu trzymając kielich w dłoni i wypalił: “miałem zadatki na chuligana, wiec mama mnie powiozła do Winnicy na spowiedź. Wstydziłem się bardzo wiec czekałem aż kolejka się skończy i podszedłem na spowiedź ostatni. Trwała ona aż dwie godziny. Ksiądz ktory mnie widział pierwszy raz w życiu zawyrokował, za ja księdzem będę. Skąd on to wnioskował nie miałem pojęcia!! Tym niemniej ta myśl pozostała w głowie i świadomie czy nie dążyłem do tego, by wyrocznia się spełniła”. Wojsko W wojsku Jozef był przygotowany do kierowania lotami samolotow z punktu naziemnego. Musiał patrzeć na przybory i z pomocą kodow sprawdzać, ktore obiekty na niebie należą do własnej floty lotniczej a ktore są obce. To było daleko na połnocy w Murmańsku. Ryga Kandydatury Jozefa do seminarium nie zaakceptowały władze z urzędu do spraw wyznaniowych. Jozef pragnął kapłaństwa tak bardzo, ze

wstąpił do choru parafialnego, ktorym kierował rektor seminarium ks. Leon Kozłowski. Zapoznawszy się bliżej odważył się poprosić o rozmowę w cztery oczy. W trakcie rozmowy poprosił, by Kaplan przeegzaminował go z łaciny i dal ocenę jego wiedzy. Zdziwiony rektor powiedział, ze jego wiedza jest na poziomie 2-go roku seminarium. Zgodził się nawet postawić ocenę na odręcznie zrobionym indeksie. Tym fortelem miał ocenę od rektora. Obkolędował pozostałych profesorow prosząc by i oni ocenili jego wiedze z innych przedmiotow. Ci widząc podpis rektora nie śmieli odmowić. Takie eksternistyczne indywidualne zajęcia trwały 5 lat. Oczekiwanie jednak na święcenia trwało 4 lata. Wizyta w Polsce. Jeden ze znajomych kapłanow Jozefa o nazwisku Wojciech Olszewski został w 1959 roku nominatem na urząd biskupi. Dokument był wysłany poczta i trafił do rak NKWD. Księdza, ktory o niczym nie wiedział zawieziono na polska granice i dopiero w Brześciu przekazując polskim służbom pogranicznym deportowanego Kaplana poinformowali o przyczynie wyrzucenia. Odwiedziny w szpitalu u podupadłego na zdrowiu Kaplana były ważnym punktem wizyty. To on właśnie poprzez swoje znajomości w Polsce miał wesprzeć poprzez kardynała Wyszyńskiego pragnienie przyjęcia święceń w Polsce. Odbyła się upragniona audiencja u kardynała. Polecił on przeegzaminować kandydata i profesorowie uznali, ze potrzeba na przygotowanie do święceń 40-ci dni. Jozef nie dysponował tak długim zaproszeniem wiec umowiono się za rok. Zgody na wyjazd do Polski czy do Niemiec władze nie dawały przez następne 20 lat. Święcenia Święceń udzielił wiec zesłany biskup Sladkaviczius, ktory w przyszłości miał się stać kardynałem. Najpierw odbyły się 4 święcenia mniejsze: ostiariusza, lektora, akolity i subdiakona a za jakiś czas diakona i świecenia. Wszystko to w głębokiej konspiracji i bez świadkow. Biskup wyczuwał, ze Jozef jest śledzony wiec zadecydował, ze diakonat i kapłaństwo Jozef otrzyma tego samego dnia. Był rok 1971-szy. W przyszłości, by udowodnić, ze naprawdę jest Kaplanem nosił ze sobą jak relikwie zdjęcia, na ktorych widniała jego postać w towarzystwie znanych zesłańcom kapłanow. Żadnych dyplomow, dokumentow, hucznych prymicji. Wielka cisza, “misterium iniquitatis“. Praca w podziemiu Przez cztery lata poprzedzające świecenia Jozef pracował, studiował

zaocznie w Petersburskim Instytucie Budowlanym. Gdy został Kaplanem dalej pracował jako budowlany ale tez coraz częściej znikał z miejsca pracy zwłaszcza na weekendy, bo zbierał młodzież na rożne imprezy zwłaszcza obozy biwaki i wycieczki. W kościele zaroiło się od młodzieży i to nie mogło ujść uwagi służb specjalnych. W tym rownież czasie od czasu do czasu odprawiał nabożeństwa w Grodku Podolskim. Tego rodzaju praca w Rydze trwała około 3 lat. W tym rownież okresie ksiądz Jozef zaczął się pasjonować ekumenizmem. Dostrzegł u Baptystow cos czego nie widział u katolikow. Ich wiara była żywa. Oni w trakcie modlitwy planowali co będą robić w ciągu tygodnia. Jakie dzieła miłosierdzia czy akcje budowlane na rzecz parafian podejmą. Kręgi biblijne i znajomość Pisma Świętego mocno zaintrygowały Kaplana. Owszem był dobrze traktowany tak długo poki jakiś baptysta nie dowiedział się, ze Jozef jest katolikiem, to go deprymowało. Stawiał swej młodzieży baptystow za wzor do naśladowania, a jednocześnie znajdował tam natchnienie do lepszej pracy. To właśnie Baptyści z Rygi zapoznali go z Sandra Rigą wielkim ojcem chrzestnym ekumenicznego ruchu w ZSRR. Częste wezwania do urzędu wyznaniowego czy kgb i wypytywanie zakończyły się kompromisem. Ksiądz Jozef za obietnice legalnej pracy na Ukrainie zgodził się opuścić Rygę i na cały rok otrzymał skierowanie na wikariusza w Żytomierzu. Żytomierz Proboszcz Żytomierski znal księdza Jozefa, bo ten już kiedyś odprawiał w zakrystii w sposob tajny Msze świętą. Teraz widzieli się po raz kolejny z samego rana. Stamtąd udał się do urzędu wojewodzkiego. Urzędnik obiecał, ze da odpowiedz w sprawie zatrudnienia o 13.00 O godzinie 9-tej rano 20 stycznia 1974-go roku odbyła się rozmowa. Trwała 2-godziny. W drzwiach wyjściowych na Jozefa czekał już tajniak, ktory zaprosił Jozefa do pewnego konspiracyjnego pokoiku w hotelu. Wedle księdza Jozefa w każdym hotelu w czasach sowieckich KGB miało podobne pokoiki dla “intymnych rozmow”. Rozmowa trwała tak długo, ze Jozef obawiał się spoźnić do Urzędu w sprawie decyzji. Tajniak go uspokoił, ze bez zgody KGB żadna decyzja nie będzie wydana i ze może być cierpliwy. Rzeczywiście. Zgodę na prace wydano. Młody wikariusz przepracował w Żytomierzu cały rok. Ponieważ i tam grunt Się palił pod nogami nadaktywnego Kaplana pozwolono mu na wyjazd do Duszanbe. Ksiądz Jozef przystał na te propozycje chętnie. Rodacy z Murafy

Prałat wspomniał, ze ich proboszcz faworyzował pośrod ministrantow pewnego chłopca, o ktorym się mowiło, ze będzie księdzem. Nic jednak z tego nie wyszło. Ministrant zakończył świeckie studia w Leningradzie, ożenił się i nawet ostatnio zmarł. Ksiądz Bernadski święcenia otrzymał w 1972 a ksiądz Zawalniuk w 1974-m. Bronisław stal się legenda na Podolu i w Odessie Zawalniuk w Kiszyniowie iw Mińsku. Ci trzej koledzy z jednej parafii zapisali się złotymi zgłoskami w historii wielu państewek postsowieckich. Bernadski uchronił od zniszczenia kościoł katolicki i grekokatolicka cerkiew miasteczku Bar. Podobne zasługi miał w Czerniowcach na Bukowinie. Ksiądz Zawalniuk pod Kiszyniowem zbudował betonowy kościoł w ciągu dwu dni a trzy dni żołnierze ten nowy kościoł niszczyli używając dynamitu. W Mińsku odzyskał nie tylko jeden z najładniejszych kościołów Białorusi lecz rownież wydal wiele modlitewnikow po białorusku i wyemitował po radio coniedzielne Msze święte. Był jeszcze trzeci kolega rowieśnik, ktoremu udało się przez Wilno repatriować do Legnicy i tam przyjąć święcenia kapłańskie. Kapucyn Kaszuba Okazuje się, ze w swych licznych wojażach ksiądz Jozef zahaczył rownież o Kokczetaw. To podobno bardzo patriotyczni ludzie z okolic Proskirowa czyli dzisiejszego Chmielnickiego i z Winnicy deportowani w 193536. Ojciec Kaszuba był bardzo lubiany w tych okolicach. Ponoć jego nabożeństwa trwały po 3 i Pol godziny. Kazania były po polsku co ludziom się bardzo podobało. Kiedy Ksiądz Jozef przyjechał to cale 2 godziny egzaminowała go mama księdza Antoniego Heja, by się przekonać czy to prawdziwy Kaplan. Na koniec spytała czy zna ojca Kaszubę, gdy ten potwierdził odprowadziła go do mieszkania, w ktorym kapucyn się ukrywał. Ponoć w rozmowie był bardzo sceptyczny i zmartwiony, ze dla ludzi wierzących nie ma żadnych perspektyw, ze los kościoła przesadzony… Parafie na Syberii Probowałem się dowiedzieć jakie konkretnie parafie na Syberii otwierał ksiądz Jozef. Wszystkich nie zapamiętałem. Wyliczę niektore: Omsk, Sargatskoje, Marks, Razdolnoje, Czelabińsk, dwie wspolnoty w okolicach Pietropawłowska Kazachskiego, Nowosybirsk, kilka wspolnot grekokatolickich. W Nowosybirsku na przykład miał tylko trzy adresy gdy przyjechał zima

1983-go roku. Umowił się na Wielkanoc na następne spotkanie i te trzy pobożne Niemki zesłanki uzbierały 40 osob na te następne spotkanie. W trakcie Wielkanocy zostało napisane i skierowane do władz podanie o rejestracji wspolnoty. Dalsze rozmowy Zbliżała się pora obiadowa i ksiądz biskup nadszedł, by zabrać prałata na obiad. Opowieściom nie było końca. Biskup Taszkiencki zapytał o losy bpa Kiernickiego. Mowił, ze ten miał schemat odwiedzin u chorych dzięki czemu apostolstwo chorych stało się we Lwowie najpopularniejsza dziedzina życia chrześcijańskiego. Ksiądz Jozef z kolei opowiedział jak udawało mu się zakonspirować swoje liczne wojaże… Konspiracja Ksiądz Jozef miał przy sobie ogromna liczbę adresow i telefonow ale notował je sobie znanymi szyframi a o tym, ze odwiedzi jakieś miasto i kiedy informował życzeniami urodzinowymi wysłanymi przez telegram. Ktoregoś Rayu w trakcie konspiracyjnej Mszy świętej nadjechała milicja z kontrola twierdząc, ze wedle ich informacji w środku domu odbywa się zebranie modlitewne. Kobiety na podworku uparcie zaprzeczały mowiąc, ze tam pewna staruszka świętuje swoje 80-lecie. Miały na tyle dobrze opanowana sztukę perswazji, ze milicja odjechała nie kontrolując pomieszczenie. Następna msza miała się odbyć z rana. Uprzedzony Kaplan starał się być ostrożny i bardzo się modlił, żeby o ile kontrola się powtorzy, by areszt nastąpił po konsekracji i po przyjęciu komunii świętej. Areszt Kiedy w Nowosybirsku powstała kaplica i ksiądz Jozef mogł tam legalnie pracować to jego gosposia przyszła z rana plącząc opowiedziała swoj sen. Twierdziła, ze gdy śnią jej się ptaki to na trzeci dzień będzie jakieś nieszczęście. “A co może mi się stać”, żartował Kaplan, “co najwyżej aresztują”. Nie przydał wagi słowom gosposi choć ta twierdziła, ze zawsze się jej spełnia. Otoż aresztu dokonano właśnie w środę feralnego 1984-go roku na jesieni. Opuścił areszt ksiądz Jozef wiosna 1987. Opowiedział nam rownież, ze o szostej rano tego dnia gdy dokonano mordu na dwu jezuitach w Moskwie on miał podobne przeczucia ale nie we śnie. Do jego okna rwały się z rana jakieś ptaki i ich jazgot go zaniepokoił. Jezuitow ksiądz Jozef znal dobrze i zawsze im sympatyzował. W 1992-m roku zgłosił się na poł roku do Gdyni, by u jezuitow odbyć nowicjat.

Co do aresztu to jakoby nie żałuje a nawet się cieszy, ze to miało miejsce. Pewien ksiądz Kazimierz z Litwy, ktory dużo nerwow popsuł prałatowi w latach jego pobytu w Tadżykistanie. Niezadowolony wspołpraca z prałatem wrocił na Litwę i opowiadał znajomym, ze sekret misyjnych sukcesow Jozefa polega na jego kolaboracji z KGB. Gdy nastąpił areszt wszelkie podejrzenia zniknęły i wielu dawnych adwersarzy zaczęło traktować Jozefa jako męczennika i proponować pomoc wszelaka. Świętokradztwo Pośrod innych przykrych spraw prałat wyliczył kradzież jakiej w jego taszkienckiej parafii dokonał Kaplan oszust podający się za grekokatolika. Pod nieobecność Jozefa jakiś czas sprawował liturgie w obu obrządkach ale parafianom się nie spodobał. Pozostawił po sobie sutannę i krzyż oraz pusty sejf. Ksiądz Prałat się śmieje, ze suma jaka ukradł w dolarach sięgała 16 tysięcy i ze ten krzyż i sutanna to jakby podarunek za zabrane pieniądze. Jozef skorzystał z krzyża i wielokroć chwalił się, ze to najdroższe dewocjonaliom na świecie. Krzyż Bukowińskiego Podobnego “bezcennego” krzyża używa w Karagandzie niedawno wyświecony biskup Schneider. Historia tego dziwnego misjonarza, ktory wyrosł w Kirgizji, jako dziecko emigrował do Estonii razem z rodzina a potem do Niemiec. Tam gdy podrosł wstąpił do seminarium i przyjął święcenia u Kanonikow Regularnych. Jako kapłan udał się na misje do Brazylii. Zrobiwszy taka oszałamiającą podroż po świecie powrocił do Azji Środkowej. Być może wpływ na to miał los, ktory zetknął go w dzieciństwie z księdzem Bukowińskim. U nich w domu tez była konspiracyjna Msza święta i odbyła się kontrola milicji. Pani Schneiderowej udało się ukryć księdza do szafy za co szczęśliwy Kaplan wynagrodził ja dużym krzyżem misyjnym. Tego krzyża używa jako insygnium biskupie Kaplan, ktory ojca Bukowińskiego spotkał jako mały chłopczyk. Tutaj się kończy gawęda Prałata. Kielich Prałata Peszkowskiego Skończył się tez obiad a biskup zaproponował, ze przyniesie do czyszczenia jeszcze jeden stary kielich podarowany dla Taszkientu przez Prałata Peszkowskiego. Chodzi o jednego z 400 więźniow Kozielska, ktory jako młody oficer cudownie uratowany przez Opatrzność nie zginął w Katyniu. Pośrod kielichow już wyczyszczonych był ten, ktory podarowały dzieci

sieroty, ktorym udało się właśnie pod opieka harcmistrza Peszkowskiego bezpiecznie opuścić ZSRR w grupie żołnierzy Andersa… Epilog Ojciec Lucjan Szymański, nasz proboszcz w Taszkiencie wyznał kiedyś na swych imieninach, ze myśl o kapłaństwie podjął on kiedyś we Lwowku śląskim gdy stracił mamę i jako uczeń Technikum zaglądał często do kościoła bez powodu. Przyznał się rownież, ze dziwna radość sprawiała mu scena mycia kielichow czyli puryfikacji. Ta niewinna myśl popchnęła go z czasem ku kapłaństwu. Pisząc opowieść ja nie wykluczam, ze te świadectwo powołaniowe księdza Jozefa Świdnickiego jakiemuś chłopcu z chuligańskim charakterem podsunie myśl o kapłaństwie. Przecież to taka pasjonująca praca… Czy dobre czasy czy złe. Państwo sprzyja czy nie. Ludzie dobrzy lub zli. Powołania były są i będą. Nawet gdyby nam tak jak ojcu Kaszubie opadały ręce i po ludzku sądząc czas na takie decyzje całkiem niesprzyjający. Może jednak. Może to właśnie ta chwila i ten sam glos. Prałat ma 73, ja grubo po czterdziestce. Rok kapłański właśnie minął a my uparcie pucując kielichy czekamy. Oboje czekamy na trzecie misyjne pokolenie. Nie tylko my zresztą. Pan mowi jak zawsze: “Pojdź za mną.”
Ks. Jaroslaw Wisniewski www.orient.to.pl Taszkient, 22 czerwca 2010

You're Reading a Free Preview

Download
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->