STANISŁAW GRZESIUK PIĘĆ LAT KACETU 1958 W obozach koncentracyjnych: w Dachau, Mauthausen i Gusen siedziałem od 4. IV. 1940 r.

do chwili oswobodzenia przez armię amerykańską, tj. do 5. V. 1945 r. Jako jeden z nielicznych, którym udało się przeżyć w obozach tyle czasu, często pytany jestem przez znajomych, co ja takiego robiłem w obozie, jak żyłem, że tyle lat przetrzymałem. Wtedy opowiadam różne oderwane sceny obozowe bez żadnego ładu i kolejności przeżyć. Radzili mi często, bym opisał to wszystko, co pamiętam. Ja sam o tym nieraz myślałem, że warto by opisać to chociażby dla swoich dzieciaków, żeby w przyszłości, jak już będę większe, przeczytały sobie, co przeżył ich tata, kiedy jeszcze nie był ich tatą. Od roku 1943 (po klęsce Niemców pod Stalingradem) warunki w obozach zaczęły się poprawiać. Łatwiej było wówczas w obozie przeżyć przeciętnemu więźniowi trzy miesiące niż do roku 1943 trzy dni. W Gusen, mimo że warunki się poprawiły, byliśmy według twierdzeń Ludzi z Oświęcimia - dopiero w warunkach oświęcimskich z roku 1941. Więźniowie, którzy żyli w Oświęcimiu trzy lata, w Gusen wykańczali się po trzech, pięciu miesiącach. Mówili, że gotowi są w nocy i na kolanach wracać z powrotem do Oświęcimia, bo „tam było życie, a tu kamienia nie ugryzę i nie można zorganizować żadnych ubrań”. W książkach o życiu w obozie nikt dotychczas nie napisał tak gorzkiej prawdy. Ludzie opisują życie w obozach, a nikt jakoś nie chce opisać swego własnego życia tak dokładnie, ze szczegółami. Opisuje się, że były ciężkie warunki, że się to wszystko przeżyło, Lecz nikt wie wpisuje, jacy ludzie przeżywała te lata mordowni i głodu i co robili na co dzień, żeby przetrwać. W roku 1943 Stanisław Nogaj, dziennikarz z Katowic, obliczył, że z pierwszych dziesięciu tysięcy więźniów w Gusen żyje jeszcze trzystu czternastu. Gdy dowiedział się o tym komendant obozu, powiedział: „Ja chciałbym tych byków zobaczyć - przecież porządny więzień nie powinien żyć w obozie dłużej jak pięć miesięcy”. Podstawą życia w obozie było, w moim pojęciu, maksymalne miganie się od pracy oraz organizowanie jedzenia, a w zasadzie można to ująć w jedno zdanie - postępować przeciw wszystkim zarządzeniom władz obozowych, bo wszystkie zarządzenia miały na celu jak najszybsze wykończenie więźniów. Omijanie zarządzeń zawsze narażało więźnia na bicie i w zależności od tego, w czyje w danym wypadku wpadł ręce - na utratę życia. Określiłbym to tak: kto chciał przeżyć, nie wolno mu było bać się śmierci, bo każdy, kto chciał żyć, a bał się śmierci - bał się narazić na bicie i wykonywał ściśle zarządzenia, czekając na cud i koniec wojny, że go zwolnią albo że przetrzyma, Gdy się zorientował, że się kończy, za późno już wtedy było na zryw i dla takiego zostawało tylko krematorium. Ta bezwzględna walka o życie częsta była połączona z brutalnością, której nie można było uniknąć, i ta brutalność w pewnym stopniu istniała u wszystkich, którzy przeżyli dłuższy czas w obozie. Nie wiem, dlaczego nikt w swoich opowieściach nie łączy z tym zagadnieniem swojej osoby. Brutalność w życiu obozowym istniała na każdym kroku. Jak wyglądało życie przeciętnego więźnia przez pięć lat pobytu w obozie, postaram się opisać na podstawie własnych przeżyć, a ponieważ chodzi tu tylko o obóz, opiszę okres od momentu transportowania mnie do obozu, a zakończę chwilą otwarcia obozu i odzyskania wolności.

W swoim życiu w obozie zawsze starałem się być sprawiedliwy dla innych i dla samego siebie starałem się, żeby nigdy nie popełnić czynu, który by osiadł plamą na moim sumieniu, a przez ludzi byłby traktowany jako czyn hańbiący. Minęło już 12 lat od zakończenia wojny. Wiele przeżyć już zatarło się w pamięci. Wiele nazwisk zapomniałem, Lecz to, co mi w pamięci pozostało, postaram się opisać. Ponieważ nie we wszystkich wypadkach miałem możność porozumieć się z występującymi tu osobami względnie z rodzinami nieżyjących - czy życzą sobie, aby o nich pisać pełnym nazwiskiem, więc w niektórych wypadkach podaję tylko pierwsza literę. W drodze do Dachau Po aresztowaniu, gdy mnie ciupasem transportowana do obozu koncentracyjnego w Dachau, podróż przedstawiała się w ten sposób, że w dzień wieziono nas wagonem więziennym, a wieczorem dowożono do jakiegoś miasta i tam na noc lokowano w więzieniach. Czasem zaraz następnego dnia odsyłano nas dalej, a było i tak, że w jakimś więzieniu siedziałem kilka, a nawet kilkanaście dni, zanim odesłano mnie na następny etap. Towarzyszami w drodze byli przeważnie kryminaliści niemieccy, których przewożono do innych więzień lub na rozprawy. Nie mogłem się w tym zorientować dokładnie, bo wcale nie znałem niemieckiej mowy. Z mową niemiecką to u mnie był ciekawy problem. Po prostu nie chciałem się jej uczyć. Miałem do niej wstręt i przez pięć lat obozu nauczyłem się tylko tyle, ile mi na siłę wcisnęli do głowy ciągłym powtarzaniem. Zaznaczyć muszę, że w czasie gdy już mnie Niemcy wzięli na przechowanie - poszukiwany byłem za posiadanie broni - nie miałem, jeszcze 22 lat (urodziłem się 6 maja 1918 r.), a wyszedłem z obozu w dzień swych urodzin, kończąc lat 27. Droga do obozu przeszła względnie spokojnie. Nie bili mnie, jeść dawali tyle co i innym więźniom, paskudne tylko były przejścia z pociągu do więzienia i z więzienia do pociągu. Łączono nas wtedy za ręce kajdankami po kilku i pod silną eskortą prowadzono jezdnią przy samym chodniku. Przy ustawianiu się do przemarszu trzeba było się zdecydować, gdzie się ustawić. Jeśli się stanęło w pierwszej linii przy chodniku, to wtedy kajdanki założone były tylko na jedną rękę, druga natomiast była wolna i tą ręką można było zbierać z brzegu chodnika i z jezdni tuż przy chodniku niedopałki papierosów, które w więzieniu można było wymienić na jedzenie albo inne drobiazgi. Przy zbieraniu można było od wartownika oberwać kopniaka albo kolbą karabinu za podnoszenie niedopałków, ale warto było ryzykować. To była ta dobra strona maszerowania przy chodniku. Złą stroną natomiast była ludność cywilna, a szczególnie baby i dzieciaki, które prawie zawsze wymyślały nam, pluły na nas i rzucały w nas różnymi odpadkami, kamieniami i wszelkim świństwem, jakie im wpadło w ręce. To już lepiej mieli się ci, którzy szli od strony jezdni. Na jednym etapie w pociągu jechałem w jednym przedziale z Jugosłowianinem, który nazywał się Paweł Duiwiak; odstawiali go do granicy ciupasem jako uciążliwego cudzoziemca. Twierdził on, że nic mu nie udowodniono, a odsyłają go dlatego, że żyje na wysokiej stopie, a nigdzie nie pracuje. Z jego opowiadań wynikało, że jest to niebieski ptak i szuler. Potrafiliśmy się doskonale porozumieć i po całym dniu jazdy uczył mnie już techniki szulerki i kantowania ludzi głupich i naiwnych. Twierdził, że jego szpakowate na skroniach włosy są sztucznie robione, dlatego że taki szpakowaty pan wzbudza w otoczeniu większe zaufanie. Umówiliśmy się, że jeśli mi się uda uciec alba zostanę zwolniony, to mam zapamiętać jego adres i przyjechać do niego do Jugosławii. Ocenił mnie jako chłopaka sprytnego, którego łatwo będzie nauczyć wszystkich

sztuczek, i wtedy będziemy kręcili w życiu razem. Na następnym etapie rozdzielono nas i już więcej go nie widziałem. Innym pasażerem w naszej klitce w więziennym wagonie był facet w wieku lat trzydziestu. Ponieważ dobrze mówił po polsku, byłem pewny, że to jest Polak. Gdy między etapami spędzaliśmy noc w więzieniu, wieczorem rozmawialiśmy w trzech spacerując po olbrzymiej celi, która była celą przejściową. Będąc pewien, że drugi mój towarzysz jest Polakiem, z ciekawości zapytałem go, z jakich stron pochodzi, Na pytanie to otrzymałem odpowiedź: - Z tych, które żeście zabrali. Nie zrozumiałem, więc pytam jeszcze raz. Odpowiedział mi z drwiną w głosie: - Z Zaolzia. - A zwracając się do Jugosłowianina powiedział: - Czy ty wiesz, co te kurwy wyprawiali, jak tam przyszli? - i tu posłał pod adresem Polaków kilka lepszych wiązanek „słupów telegraficznych”. Na zajęcie Zaolzia patrzyłem z odrazą, jak patrzyłbym na hienę, która zdradliwie uchwyci ochlap z padliny zwierza, zamordowanego przez innego. Mimo to „wiązanka” przesłana - pod adresem wszystkich Polaków dotknęła mocno moje uczucia zarodowe, lecz nie powiedziałem nic, tylko w duszy zakiełkowała myśl oddać mu to w jakiś sposób, przy najbliższej okazji. Przyznając mu w pewnym stopniu rację, a to w zagadnieniu samego zajęcia Zaolzia, może szybko zapomniałbym o chęci odegrania się, gdyby okazja do tego nie trafiła się tak szybko. W kilka minut po tej rozmowie podszedł on do mnie z pytaniem: - Masz co zapalić? - i bezczelnie wsadził mi rękę do kieszeni marynarki, w której trzymałem niedopałki zbierane w czasie przemarszów. Zanim zdążył mi coś z kieszeni wyjąć, dostał taką bombę w nos, że go wyrzuciło na środek celi. - Ty padalcu - powiedziałem mu jeszcze - tylko nie z ręką do cudzej kieszeni! Jak chcesz zapalić, to poproś. Ale ja miałem i mam taką dziwną naturę, że nie potrafię uderzyć słabszego od siebie, a jeśli już uderzyłem, to dlatego, że przeceniałem siły przeciwnika myśląc, że jest silniejszy i odważniejszy. Tak było i w tym przypadku. Chłop był cwaniakowaty i byłem pewien, że uderzeniem sprowokuję go do awantury, a wtedy wygrany będzie sprytniejszy i silniejszy. Ten jednak nie ruszył się więcej do mnie, tylko stanął pod ścianą i trzymał się za uderzone miejsce. Po pół godzinie podszedłem do niego, dałem mu zapalić i wtedy dopiero dowiedział się, za co faktycznie dostał, mimo że za włożenie mi ręki do kieszeni też mu się trochę należało. Incydent ten zbliżył nas do siebie i już dalszą drogę, aż do czasu gdy nas rozdzielili, odbyliśmy w naprawdę serdecznej i koleżeńskiej atmosferze. W jednym małym prowincjonalnym więzieniu - a może to nawet nie było więzienie, tylko jakiś większy areszt - kilka dni siedziałem w celi sam. Nudziło mi się diabelnie. Po celi łaziłem jak dzikie zwierzę w klatce. Okno w celi było normalnym oknem mieszkaniowym, otwieranym do wewnątrz, z tą tylko różnicą, że szyby w nim były matowe, a dopiero za oknem były kraty. Często słyszałem, że za oknem rozmawiają ludzie, a czasem były to młode, wesołe głosy. U mnie w celi był niemożliwy fetor wydobywający się z kibla, z którego pozwalana mi wylewać tylko jeden raz dziennie, a w celi było nieznośnie gorąco od centralnego ogrzewania i kibel na dodatek nie miał żadnego przykrycia. Przy wprowadzaniu mnie do celi dozorca zastrzegł surowo - odpowiednią gestykulacją, inaczej i tak bym go nie zrozumiał - że nie wolno mi otwierać okna, bo zamkną mnie w ciemnicy. No cóż - myślę sobie - ciemnica też dla ludzi, a spróbować można. Otworzyłem. Zdążyłem tylko zauważyć, że za oknem jest park - ludzi w nim o tej porze nie widziałem - a tu już się drzwi celi otwierają i dozorca coś drze się do mnie.

Zrozumiałe, że okno od razu zamknąłem. Po wyjściu dozorcy - gdy już się dobrze nakrzyczał zacząłem zastanawiać się, czy jego przyjście było przypadkowe, czy też w jakiś pojęty, czy też niepojęty sposób wiedział, że ja okno otwieram. Żeby się o tym przekonać, postanowiłem okno otworzyć jeszcze raz. Otworzyłem. I znów za chwilę słyszę, jak „klawisz” już jest za drzwiami i szykuje się do otwierania. Zanim zdążył otworzyć drzwi, już okno było zamknięte, ten jednakże rozdarł na mnie twarz jeszcze bardziej, pokazywał na okno, dawał mi do zrozumienia przy pomocy gestykulacji, jak to będzie mi przyjemnie w ciemnicy - i poszedł. Teraz już byłem pewien, że przy tknie jest sygnalizacja alarmowa, która działa przy otwarciu okna. Przeczucia mnie nie omyliły. Oglądając wkoło ramę okienną zobaczyłem małe szpindle wystające z futryny i łączące się z połówkami okna. Pracując do wojny w zawodzie elektromechanika wiedziałem, jak przeciąga się przewody. Wiedziałem, że muszą one wychodzić za drzwi i że prowadzi się je najkrótszą drogą. Z tej strony okna, po której spodziewałem się, że przebiegają przewody, zacząłem dłubać ostrożnie w ścianie kawałkiem żyletki, które z przyzwyczajenia zamsze nosiłem w kieszeni w spodniach, w tej, w której nosi się zegarek, i dlatego nie znaleziono ich przy żadnej rewizji. Dłubałem w ścianie ostrożnie, żeby nożyka nie połamać, i w pewnym momencie patrzę - jest w ścianie drucik. Oddrapując go wkoło zrobiłem taki otwór, że mogłem już sięgnąć drutu palcem. Pomaleńku odciągnąłem go i przerwałem. Miejsca przerwania zaizolowałem kawałeczkami papieru, który znalazłem w sienniku. Otwór zalepiłem zgryzionym chlebem. Palcem smarowałem po ścianie i białym pyłem, który mi zostawał na palcu, smarowałem miejsce zalepione chlebem. Gdy już zrobiłem wszystko, otworzyłem okno i... nikt nie przyszedł. Od tej chwili przez te kilka dni, przez które jeszcze tam siedziałem, codziennie otwierałem sobie okno i przyglądałem się ludziom, a w nocy, jeśli nie mogłem spać, patrzyłem na drzewa, śnieg i gwiazdy na niebie. W ciągu dnia słuchałem tylko pilnie, czy nie zbliżają się kroki do mojej celi, lecz nawet wtedy, gdy dozorca wkładał już klucz do zamka, zdążyłem zawsze zamknąć okno. Dziwi mnie tylko, że nie zwrócił on uwagi na zmianę powietrza w celi, z ciężkiego i popsutego, na czyste, świeże. Może i widział różnicę, lecz dzwonek mu przecież nie dzwonił na alarm, a pewien był, że przez te kilka dni pobytu z więzienia nie ucieknę. Po kilku dniach pobytu w tym więzieniu pożegnałem się z parkiem i otwieranym oknem, bo pewnego dnia połączona mnie łańcuszkiem z kilku innymi i zaprowadzono na dworzec. Następny pobyt w więzieniu trwał prawie dwa tygodnie. Gdy tylko odprowadzono nas z dworca do więzienia, ze słów dozorców rozmawiających ze sobą zrozumiałem, że jest w więzieniu jeden Polak i że mnie chcą dać do niego, żeby nam się nie nudziło. Współlokator celi, Władysław Kowalczyk, był to chłopak lat 20, który zamknięty został za jakieś zbytki robione u chłopa, u którego pracował. Z opowiadań jego wynikało, że pochodzi on spod Zduńskiej Woli, że pracował tam we dworze przy koniach, a na roboty do Niemiec przyjechał na ochotnika i obecnie matka jego też ma tam przyjechać. Marzeniem jego było być jeszcze kiedy w życiu stangretem i rozwodził się długo i szeroko o pięknym życiu stangreta. Żeby nam się nie nudziło w ciągu dnia, dostawaliśmy do roboty papierowe torebki, których musieliśmy wykonać codziennie pewną określoną ilość. Władziowi w żaden sposób robota ta nie szła. W rezultacie ja robiłem torebki za siebie i za niego, a on codziennie sprzątał celę i wynosił kibel. W ten sposób przeżyliśmy spokojnie kilka dni. W ciągu dnia, robiąc torebki, opowiadaliśmy sobie różne przygody z życia - ja opowiadałem o pracy w fabryce i życiu na Czerniakowie, on znów o życiu jaśnie państwa i ludzi pracujących we dworze. Często w opowiadaniach swoich poruszał temat, jak to w Łodzi i w okolicach Łodzi biło się Niemców

gdy jak zwykle robiliśmy torebki i rozmawialiśmy na temat życia i egzystencji. Trochę ze złością odpowiedziałem mu na to. dlaczego ja ci opowiadałem o biciu Niemców w Polsce? To jest moja krew! To są moi bracia! Moja matka jest Niemką. Z początku trochę wystraszony. że Władzio to wariat. jeszcze większe głupstwa zaczyna gadać. tylko cieszyłem się w duchu patrząc. Niemcy. ba ten drań znów skoczył do dzwonka i dzwoni. Nie uderzył mnie. złapałem sens tego. które już rozumiałem. Jak pragnę Boga. Miałem go zamiar w nocy solidnie nastraszyć.po niemiecku. widząc. Tłumaczyłem mu jak pastuch krowie na granicy. jak mu pięknie puchną oczy i przybierają taki ładny..jak się kiedy spotkamy na wolności. na szkoły niemieckie itp. co mówił. bydlaku. bo po kilku minutach już ledwie na oczy widział. który mi dał nazwisko. że coraz bardziej się denerwuję. bo sam często jeździłem w okolice Lublina. Opowiadał o napadach na lokale niemieckie. bo zleciał ze stołka. Dozorca naparł na mnie z wielkim kluczem od cel w ręku. Pomyślałem sobie. bo go stuknę i wtedy dopiero zamknie. A ja nie wiem. Stuknąłem go nieźle. Dzisiaj w nocy uduszę cię. gdy już naprawdę nie mogłem wytrzymać tego gadania. myśląc. żeby nie oberwać od dozorcy. kto będzie w Polsce rządził . Wyglądało to tak.i pyta. co się stało. . Z poszczególnych słów. Odpowiadałem mu. bo ja powiedziałem. Reszta go nic nie obchodzi.Jak dostał między oczy i spadł na podłogę. jak to oni potrafili z Żydami zrobić u siebie porządek i jak ta teraz w Polsce ład i porządek zaprowadzą. jest moim ojcem. fioletowy odcień.. że on chwalił czy też trzymał stronę Niemców i ja go za to pobiłem. że jest Niemcem.usiadłem. Czekaj . żeby ktoś został pobity tylko dlatego. dlaczego ja tak broniłem Niemców? To ty nie wiedziałeś. a ja cofałem się tyłem. że on nie chce być ze mną w jednej celi. uderzony pięścią między oczy. powiedział: . że jemu to właściwie jest wszystko jedno.Tak? No to czekaj.” . tak mu spuchły. podniósł się i do dzwonka. On na to znów zaczął mi w idiotyczny sposób udowadniać słuszność swojego twierdzenia.Polacy. Kowalczyk dopiero rozpuścił buzię: . Zobaczysz. uczciwie go ostrzegłem.przed wojną. W końcu.Co? Żeby mnie Polak w mordę uderzył? To ty nie wiedziałeś. historie. Anglicy czy Żydzi. żeby zamknął twarz. Kowalczyk trajkocze mu szybko . Za chwilę do celi wchodzi dozorca młody jeszcze chłop . czy ten. . tylko gdy już mnie doparł do stołka. ale musiałem mieć wygląd stanowczy. że to są głupstwa i bajki niemieckiej propagandy i że ja w to bicie nie wierzę. Jednego dnia. idiota i wszystkie inne choroby umysłowe do kupy.Siadaj. żeby takie bydlę po świecie nie chodziło. Wreszcie znów nie wytrzymałem i mówię mu: . że takich głupich jak on w Polsce mieliśmy więcej i dlatego Polska zginęła. Moja matka jest Niemką i ja się czuję Niemcem! To jest moja krew! To są moi bracia! Żeby mnie Polak w mordę uderzył? I tak wciąż w kółko i w kółko. że nie ma racji.Na pewno się nie spotkamy .To z ciebie ładny ptaszek.odpowiedział. powiedział. . aby tylko jemu było dobrze. że go w nocy uduszę. W końcu zaczyna mocno chwalić Niemców . siedziałem cicho i nic się nie odzywałem. Lecz on gada dalej: „No bo Niemcy.i już nie dokończył. Jeszcze dzisiaj w nocy cię uduszę. . że ten nieźle mnie teraz przetrąci kluczem. a tam były nawet całe wsie kolonistów niemieckich i nigdy nie słyszałem. Słucham i wtedy dla odmiany ja zgłupiałem. Za chwilę już był dozorca i znów zrozumiałem. No cóż . a on jakby celowo. to ci gardło poderżnę. Gdy tylko dozorca opuścił celę.jacy to oni gospodarze.

Od dworca do więzienia było 10 minut drogi. kręciłem się i wypytywałem ludzi. w której był również Wilii.. Była to po prostu wielka sala. i wieczorem w naszych klatkach długo trwała dyskusja między Niemcami na ten temat.Tak? . Na następnym etapie miałem maleńką przygodę.w kajdankach. do której naszą ósemkę wprowadzono. Zamarliśmy w miejscu. i w tym momencie wszedł dozorca. że ja go nie rozumiem. ten dziad tylko jeden w pomieszczeniu.Tak . tak. Transport odbył się jak zwykle .mówię mu znów. Było to jakieś małe więzienie. inne rozprowadzono w różnych kierunkach. po dwudziestu minutach przyszedł i zabrał Kowalczyka do innej celi. . który pytał nas kolejno o nasze personalia. były z gęstej siatki. papierosy. Dozorca. Ten widocznie myślał. chcąc go koniecznie odszukać lecz nie udało mi się. medytując nad tym przypadkiem. co chcieliśmy zrobić. Obydwaj machnęliśmy się do bariery. 15 metrów do wyjścia. w której siedział jeden wartownik. który nie spodziewa się.Willi miał na imię . Siedzieliśmy tam jak małpy w klatkach. połapali się. wyszedł zostawiając na stole papiery naszego transportu. i myślałem o tym. zauważyłem. były drzwi bezpośrednio do kancelarii. Gdy nas wprowadzono do więzienia. W budynku więziennym. tak że dozorca nic nie spostrzegł. który można byłoby opanować. tak że dozorcy mieli nas zawsze na oczach. jak i ściany szczytowe. Przed nim na stole leżał olbrzymi pistolet. zapałki. 15 metrów od furtki. a ja z brzegu kolumny. którzy byli z nami w kancelarii.. co by było.Tak? . Przyjmował nas stary jakiś dziadek. że jeśli i jego przywiozą do Dachau.odpowiadam. Gdy wieczorem wagon więzienny rozładowano.Tak . Dwa dni jeszcze siedziałem w celi sam. W wagonie więziennym jechałem w jednej celi z Niemcem . i w tym momencie błyskawiczna myśl: z tyłu drzwi otwarte. jezdnią. solidnych więzieniach. żeby zbierać po drodze niedopałki. gdy byłem kilka miesięcy w Łodzi.który po odbyciu wyroku za przestępstwa pospolite jechał na dalszy pobyt do obozu. pojedyncze. to już ja będę się starał zapłacić mu jakoś za jego „polskość”.Tak. bo cele były maleńkie. że wszystko tu jakoś inaczej wygląda niż w innych. że ktoś mógłby coś podobnego zrobić. wchodziło się na podwórze. że Willi myślał tak samo. na środku której była olbrzymia klatka z drobnej siatki. a ściany między nimi. Pisanie trwa długo. Jedne grupy pojechały samochodami.Dozorca podchodzi bliżej mnie i pyta: . Okazało się. a przez furtkę. Od ulicy był niewysoki mur. Będąc już w Dachau. który nas przyprowadził.. Wtedy z wielkim zapałem odpowiedziałem mu aż trzy razy: .. Ja byłem w grupie ośmiu osób. lecz w zupełnie innym stylu. a także rozmawiać ze sobą. bo biorąc się rękami za gardło jeszcze raz pyta. w Mauthausen i w Gusen i nieraz przypominaliśmy sobie tę historię i zastanawialiśmy się. gdybyśmy wówczas wykonali swój zamiar. gdyby tylko przechylić się trochę mocniej przez barierkę. Razem byliśmy w Dachau. rozdzielono nas na kilka grup. a w roku 1947. a my też siebie widzieliśmy i mogliśmy sobie przekazywać niedopałki. tak! Dozorca uśmiechnął się tylko i wyszedł. Pyta drugi raz: . ale myśl przebiegła błyskawicznie. W pewnym momencie zapisujący nas dziadek wyszedł do drugiego pokoju. w którym przebywaliśmy tylko do następnego dnia rano. czy gdzie tego kołka nie zobaczę. do końca swego tam pobytu rozglądałem się. my w cywilnych ubraniach i jeden dozorca siedzący przy furtce. natomiast inni więźniowie.

Sienników wydano tylko tyle. że osoba jego będzie bardzo często przewijać się w moim opowiadaniu. mija drogowskaz „Warszawa-Bukareszt” z wypisaną ilością kilometrów. niż mogły pomieścić prycze ustawione wokół sali. mocno wysuwa nogi przed siebie. bez żadnych przygód. co do przeznaczenia której łatwo było się zorientować po zapachach snujących się po całej sali. tacy. Był on porucznikiem Wojska Polskiego. Datę napisałem uczciwie. Ja z B. W stosunku do mnie był zawsze w porządku. Był to chłopak słabo rozwinięty umysłowo i mocno głuchy. była olbrzymią salą. a w jednym rogu wybudowana była mała kabina. stało się to przyczyną awantury. Został on bez miejsca do spania. że musi bić ludzi. Niemcy . na których mieliśmy spać po dwie osoby na jednym sienniku. bo na sienniku. przy akompaniamencie wymyślających i grożących nam pięściami bab. zgodnie z prawdą. nachylony do przodu. jak zwykle złączeni kajdankami.Jazda moja pomaleńku zbliżała się do końca. co się wokół dzieje. którzy często dobrowolnie jechali na roboty i tu popadali w jakiś konflikt z władzami lub gospodarzem. bo inaczej nic z nimi zrobić nie można. którego nazwisko już zapomniałem. jak zwykle ciekawy wszystkiego. których albo złapano przy przechodzeniu granicy. Następnego dnia nocleg mieliśmy w Monachium. Ponieważ w celi było więcej osób. Nie potrafiłem sobie odmówić przyjemności uwiecznienia się na ścianie i przy ustępie napisałem taki wierszyk. Wieczorem. W godzinę po przybyciu naszego transportu wprowadzono jeszcze około 20 osób. lecz słyszałem. z plecakiem na piecach. bo na środku sali powstał mały raban. w tym większość Niemców.to ludzie. Było też kilku Czechów oraz kilku Polaków. Cela. przetrwał w obozie do końca i tak się nam życie ułożyło. z tytułu naszej starej znajomości. i rozmawialiśmy o swoich przeżyciach od aresztowania do chwili obecnej. na którym jeszcze było jedno miejsce. które zostały przywiezione następnym transportem. a w późniejszym okresie.to przestępcy pospolici. albo też ludzie. Razem w jednej olbrzymiej celi była nas przeszło 60 osób. niesławnie zapisał się w pamięci przez znęcanie się nad ludźmi jako starszy nad sprzątaczami sztuby. nie podpisałem się jednak nazwiskiem.wieczorem. Ja. Wkręciłem się między ludzi drugiego transportu. którzy po odsiedzeniu wyr oków w więzieniach kierowani byli do obozu koncentracyjnego na izolację. a właściwie na wykończenie . leżał jakiś Niemiec i nie chciał go wpuścić. ulokowaliśmy się na jednym sienniku. Prócz napisów były też różne pomysłowe rysunki. w którym go napisałem. Po dniu spędzonym w pociągu .tak jak wszyscy inni. który zwrócił uwagę wszystkich. i wszystkie niemieckie dzieci. Przerwaliśmy rozmowę. bo nic nam nie dali do przykrycia. licząc jeden siennik na dwie osoby. ciekawy i właściwy z powodu miejsca. o którym wspomniałem. już w Gusen. sam widziałem. zbierając po drodze niedopałki. Do więzienia przyprowadzono nas około 40 osób. znaleźliśmy się w więzieniu w Monachium. którzy przymusowo byli wywiezieni na roboty do Niemiec i nieraz już po kilku dniach uciekał i do domu. Leżeliśmy w ubraniach. Między innymi był narysowany były polski minister spraw zagranicznych Beck. a on też nie wstydził się i mówił. Heniek B. i Hitlera. Co . wokół której stały prycze. przyniesiono do celi sienniki. zacząłem krążyć po pryczach i odczytywać napisy. Między innymi Polakami był jeden młody chłopak zabrany za jakieś przewinienie u bauera. z Krakowa i Ślązak imieniem Willi. ile było potrzeba. Tu zawarłem znajomość z dwiema osobami. a drogę do ludzi otwierały mi zebrane po drodze niedopałki i ostatnie papierosy otrzymane od Jugosłowianina. w którym poruszyłem i Wilhelma. którymi były zamazane całe ściany. a napisałem tylko „Warszawiak”. Czesi i Polacy . w której nas ulokowano. po zjedzeniu kolacji. Byli to: I8-letni Henio B. kilka sienników rozłożono na podłodze. który z wywieszonym językiem.

patrz. Gdy tylko wsiedliśmy do samochodu. zatrzymałem się przed pryczą i wyzywająco zapytałem. żeby opanować okienka. Następnie chłopaka wsadziłem na siennik i zapowiedziałem mu. Nie strach. do siennika i położył się cichutko. Puściłem chłopaka. Po wywołaniu nazwiska wywołany odzywał się i wszystko szło klawo. zobacz. kręciłem się tak. Byliśmy ubici jak śledzie w beczce i było tak duszno i gorąco. sprawdzając. czy wszyscy są. Ustawiłem się razem z Heńkiem B. Każdy coś gada. W końcu esesmani zajęli się nami. Zeskoczyłem z pryczy. którego Niemiec nie chciał wpuścić na siennik.nic. jak gdyby chciały się odegrać za zabitą towarzyszkę. Od Monachium do Dachau jest kilkanaście kilometrów. więc podróż nie trwała długo. Wtedy dopiero zauważyłem. zacząłem kopać po bokach i brzuchu. że jak teraz wpuści tamtego bydlaka na siennik. że do każdej zabitej sto innych pcheł przychodziło na pogrzeb i jeszcze bardziej gryzły. Położyłem się na pryczę. a Niemcy wykrzykują też coś pod moim adresem. Chłopak nic mu nie mówił. Przecież nie miałem . więc trąciłem Heńka łokciem i pokazałem mu tych ludzi mówiąc: . że na sali jest szum. jakby mnie kto z armaty wystrzelił. Złapałem za kołnierz. bo niemieckiego nie znałem. którą nas wiozą. Wściekły. Dachau Rano następnego dnia załadowano nas w samochody więzienne i zawieziono do obozu koncentracyjnego Dachau. Trzeci raz nikt się nie odzywa. Chciałem zobaczyć. a tu rąbały bez litości. to miałem wrażenie. bo i on może oberwać. Nie zdawałem sobie absolutnie w tym momencie sprawy z tego. Pokazano na niego i wtedy się odezwał. to samobójstwo. Okienka samochodów miały od zewnątrz pochyłe daszki i były tylko maleńkie szparki. to dla odmiany jemu wleję. a sam wziąłem się za Niemca. Złapałem chłopaka za głowę i chciałem go położyć.ten chłopak chce się położyć. to też nic nie mówiłem. Ten znów stanął nad siennikiem i płacze jak dzieciak.Ty. Niemiec pomaleńku podszedł. W więzieniach etapowych było czysto i bez robactwa. a jak jaką złapałem i zabiłem. Esesman zawołał nazwisko drugi raz . jakie wariackie ciuchy. Wreszcie ktoś się połapał. jak wygląda droga. Zaczęli wywoływać nazwiska. że niesamowicie gryzły nas pchły. jeśli nie liczyć tego. a cywil ze znaczkiem w klapie walnął go w twarz z jednej i drugiej strony. Wyładowano nas przed bramą wejściową do obozu i ustawiono w dwuszeregu. Wreszcie po wywołaniu jednego nazwiska nikt się nie odezwał. Nikt nas nie zaczepiał i nikt o nic nie pytał. Staliśmy w ten sposób chyba dłużej niż godzinę i rozglądaliśmy się po terenie. Przyszło kilku esesmanów i jeden facet po cywilnemu z czerwoną opaską na rękawie i znaczkiem hitlerowskim w klapie. a że ja też już trochę oprzytomniałem. Ubrania te rozśmieszyły mnie. żeby wyskoczyć i dać mu solidnie po łbie. że to musi być ten jełop. Nie wytrzymałem. Mówiłem to po polsku. i od razu znalazłem się przy sienniku. czy może któremu coś się nie podoba? Niech lepiej uważa. Zagrało coś we mnie i tylko mi łapy drgnęły. i rzuciłem go na innych leżących na podłodze. żeby nie było śladów. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem pasiaste ubrania więźniów obozów koncentracyjnych. Noc przeszła spokojnie. Niemiec znów zaczął majtać nogami. że uderzenie takiego faceta to wyrok śmierci na mnie. bo mogłem oberwać od więźniów niemieckich albo od dozorców. przez które widać było kawałek jezdni i nogi przechodniów na chodnikach. że nie mieliśmy czym oddychać. bo on przecież był mocno głuchy. ale coś mnie powstrzymało. to tamten coś wymyśla mu po niemiecku i kopie go. nie. jaki dom wariatów. no i miałem świeże powietrze prosto w usta. zwlokłem z siennika. Przez bramę dokładnie widać było plac apelowy i pierwsze baraki dla więźniów.

tak jak buty wojskowe. Willi nauczył mnie. Ja otrzymałem ubranie jak z młodszego brata i dwa lewe buty. I tu znów pułapka. i bęc nim we mnie. jak wyuczoną lekcję. Niektóry to odchodził cały pomazany atramentem na gębie i gęba taka przypominała pisankę wielkanocną. A wyglądało to tak: pasażer siadał na drewnianym fotelu. okazało się.żadnego pojęcia. Ze swoich rzeczy mogliśmy zostawić sobie tylko chusteczkę do nosa i pasek do spodni. W ten sposób ubrałem się tak. że musiał zawijać rękawy i mankiety od spodni. a głowę opierał na specjalnej podpórce. jak odpowiedzieć na postawione mu pytanie. że był dla mnie dobry. Miał on obok siebie rączkę. jakby go kto wypchnął sprężyną. długa co najmniej na półtora centymetra.o ile w ogóle można mówić. co za bydlę wymyśliło talią sztuczkę. W obozie już wymieniłem ubranie z innym. ale poszło mi składnie i wyszedłem z tego z czystą twarzą. Teraz zaprowadzili nas do kąpieliska i tu już rozpoczął się taniec. siedzący wyskakiwał z niego w górę. Przy aparacie stał esesman i fotografował. za pociągnięciem której obracał się fotel z fotografowanym. butów. i zanim fotel wrócił na miejsce. poruszenie rączki . nacisnął rączkę i fotel wracał do właściwej pozycji. w którym spisywano nasze personalia. i to jeden duży. Żeby mnie też mordy nie umazał. Przedtem. Ustawiłem się któryś tam w kolejce i obserwuję.. obejrzałem się. Ponieważ inni też obserwowali. ale że drugi był i mały. Zastanawiałem się później. czy wielu jeszcze zostało ukłutych. Gdy był już w pół drogi. data urodzenia i inne. kolejne pytania i odpowiedzi. Następnym kolejnym zabiegiem było fotografowanie nas. wtedy usiadłem ja. który wydawał buty. a gdy go podniosłem. Uciekłem i stanąłem od niego w przyzwoitej odległości. Na początku było zdjęcie z przodu. a dostał ubranie takie. Prawdziwy dom wariatów. bo nie wszyscy znali język niemiecki.. który był ode mnie niższy. żeby mi wymienił. Przyglądam się i widzę. które odbierali zapisując dokładnie każdą sztukę. . taką jak ręczny hamulec w samochodzie. I przed tym zdążyłem się uchylić. Na początku należało zdać swoje cywilne ubranie. że każdy tak energicznie wyskakuje. z profilu. Do tej chwili wszystko odbywało się grzecznie. bicie. Duży był dobry na moją nogę. poganianie. Miałem sporą tremę i już kombinowałem sobie. że w takim przypadku obrywali Polacy i Czesi. już się schowała. chociaż trochę inny. i tajemnica się wydała.fotel obracał się i zdjęcie z półprofilu. gdziekolwiek kto posiadał. nabijane pod spodem gwoździami. Gdy już byłem blisko i miałem siadać do fotografii. że kto chociaż chwilę zawaha się. ogląda się za siebie i przygląda się siedzeniu fotela. że w tych wariackich ciuchach człowiek mógł być do ludzi podobny. bielizny i skarpet. ile ja kresek wyniosę na gębie. Po wyczytaniu wszystkich zaprowadzono nas do biura. co to jest obóz koncentracyjny. nie meblem zrozumieć. tak jakby dziurką. zeskoczyłem. i z tej samej nogi. Majtnął we mnie innym butem. Krzyk. Potem strzyżenie wszystkich włosów. czapki. każdy następny wysiadał wcześniej i nie wiem. Gdy esesman zrobił mi już trzecie zdjęcie. drugi mały. znów obrót i profil. że byłem trochę podobny do ludzi . i pokazuj mu. zauważyłem po lewej stronie siedzenia coś jak gdyby łepek gwoździka z ciemniejszym środkiem. następne poruszenie rączki i fotel wracał do początkowej pozycji. Gdy fotel stawał na miejscu. Buty były skórzane. następnie kąpieli wydawanie obozowego pasiastego ubrania. jeszcze w więzieniu. Z guziczka po lewej stronie siedzenia wylazła igła. Z siedzenia wyskoczył mój poprzednik. Ten złapał but. jak to mówi się po niemiecku: imię. że można niewinnego człowieka bić po twarzy. nazwisko. bez przerwy powtarzałem w myśli. to ten drań drapie go piórem po twarzy i maże takiemu gębę atramentem. więc podszedłem do tego. Wiadomo. który mu podałem.

po lewej parzyste. jakby dopiero wyszła spod maszyny.. bo po kilku dniach chwytano ich albo znajdowano już nieżywych. Mój numer w Dachau był 98. łyżkę.dalej nie pamiętam. Sypialnia łączyła się z jadalnią. w esesmańskim mundurze. Przyprowadzili nas pisarze blokowi. a od placu apelowego biegła jedna długa droga. biało-niebieskich poszewkach i w takich samych poszewkach były podgłówki wypchane słomą. że udało im się uciec. Wyłaziłem tak. a widzę. . przydzielili na blok nr 27. a każdy barak miał a cztery sztuby. Raz w tygodniu była też kąpiel wszystkich więźniów. bo wtedy potłukłbym się solidniej. strzyżenia i ubierania przeprowadzono nas do obozu i rozdzielono na bloki. mydło. łazienki i ustępu. miał w niej do swojej dyspozycji (i odpowiadał za te otrzymane rzeczy) stołek. że tyle ich tu siedzi i nawet dobrze wyglądają. Razem było 30 baraków. ściereczkę do wycierania naczyń. bo naczynia musiały być zawsze czyste aż do przesady. Mnie i Heńka B. to pisał raport i dostawało się za to oficjalną karę . niskiego wzrostu. Sprawiało to tylko dużo kłopotów. Wszystko było na miejscu. bo nie wyobrażam sobie. trzypiętrowe łóżka z siennikami napychanymi podobno maszynowo. w furażerce na głowie. Otrzymałem górne łóżko. Przemawiał do nas. Dobrze. ale już umarli. Stały tam żelazne. Był to jeszcze niestary facet. Niech jednak nikt nie stara się uciekać. Robili tak. Bielizna pościelowa i osobista zmieniana była co tydzień. że przy placu apelowym stała kuchnia oraz kąpieliska. że nie potrzeba było nigdy rano poprawiać sienników.. po bokach której stały baraki. Gdy była kontrola czystości. po śniadaniu wezwano nas wszystkich z wczorajszego transportu na plac apelowy. który w czasie dnia postawiony był na szafce.25 bykowców w tyłek. na trzecim piętrze. Nie mogło na nich być żadnej plamki. bo gdy się wstawało. Nie spałem jeszcze nigdy na takim wysokim łóżku i byłem zmęczony wrażeniami dnia poprzedniego. dopiero jak rąbnąłem o podłogę. Po prawej stronie numery nieparzyste. a jeśli esesman. Sienniki przykrywane były białymi prześcieradłami. u którego szafka nie wyglądała tak. ręcznik. że chuchali na aluminiowe naczynie i jeśli pod chuchnięciem wylazła plamka . Gdy leciałem na ziemię. Następnego dnia. szczotki i pastę do butów. W nocy musiałem wyjść do ustępu. widelec..Tu są żywi. Dobre w tym było to. że nie uderzyłem łbem o jakiś kant żelaznego łóżka. Byli tacy. w niedzielę. sztuba D. jak to się normalnie wychodzi z łóżka: opuściłem nogi i wstałem.Po ceremonii mycia. . więc spałem jak suseł i wyłażąc z łóżka byłem jeszcze w półśnie. Gdy już staliśmy z pół godziny. lecz to nie znaczy. a tłumacze przerabiali jego gadkę na język polski i czeski.. więc codziennie trzeba była czyścić wszystko wewnątrz szklistym papierem i biedny był ten. Dalszą jego mowę streścić można by było w następujący sposób: że za wrogą działalność naszą przeciw wielkiej Rzeszy zostaliśmy odizolowani od zdrowego. talerz i garnczek oraz nóż. aluminiową miskę. czterocyfrowy. jeszcze się całkowicie nie obudziłem. Obóz zbudowany był w ten sposób. Zaczął dość przyjemnie: . bo z Dachau jeszcze nikt nigdy nie uciekł. Jedną szafkę przydzielam dwom osobom. ale myślę sobie: gadaj zdrów. Na łóżkach mieliśmy koce w kraciastych. Po przybyciu na sztubę każdy otrzymał dla siebie miejsce w szafce. którym udało się wyjść poza linię posterunków. Szafka wewnątrz była z surowej. przyszedł wreszcie komendant obozu. że twardy był jak deska i jak na desce na nim się spało. Zrobiło mi się tak coś nieklawo. obudziłem się. że ma do nas przemawiać komendant obozu. Każda sztuba składała się z jadalni. nie malowanej dykty. przecież obóz jest dla ludzi. to jeśli robił to blokowy czy sztubowy . Dowiedzieliśmy się.było bicie na miejscu. siennik był taki równy jak poprzedniego dnia wieczorem. żeby można było tak naładować siennik. twórczego narodu i tu teraz odpokutować musimy nasze winy. sypialni.to bicie. każdy ludzi ze swojego bloku.

Codziennie repetę otrzymywali tylko blokowi . Osobna kolejka była po dokładkę. że ten ktoś wyróżnia jakichś więźniów spośród swoich kolegów . Okazało się. która szafka ostatnia dostała repetę. gimnastyka. wolnych blokach można było porównać z karną kompanią w tym samym Dachau oraz z obozami w Mauthausen i Gusen i karnymi kompaniami w tych obozach. pytał. a wydzielał mu te porcje więzień wybrany do wydawania jedzenia. że.jeden bochenek na trzech w blokach więźniów pracujących i na czterech w blokach dla nie pracujących. bo zaraz po ganianiu. Wszyscy Niemcy na wolnych blokach to więźniowie polityczni. i następnego dnia zaczynano od następnej. a w tym wielkim ryku i tak nikt się nie rozeznał. bo taka jest kara za próbę ucieczki. Jedzenie to było: na śniadanie pół lita czarnej gorzkiej kawy. przysiady. Dokładka znów wydawana była kolejnością szafek. że od razu połapałem się. marmolady i twarogu. jak roznoszą na bloki obiad . twarogu czy marmolady pół łyżki. Prawie każdy zjadał swoją porcję zaraz na kolację i na śniadanie musiało wystarczyć pół litra gorącej kawy. z czerwonymi winklami.jak to co chwila przypominali nam kapowie. turlanie i co tylko który z nich potrafił wymyślić. Ganianka zaczęła się o godzinie 9. co to ma znaczyć. oraz maleńki kawałek kiełbasy. w tzw. którzy ganiali nas po placu apelowym. następnego dnia był na końcu. Piosenki śpiewano po niemiecku. na tym wykonywano wyrok śmierci. na kolację chleb . Zabawa polegała na tym. Wydawanie obiadu odbywało się tak. w pewnym momencie oberwałem solidnego kopniaka w kostkę i ciekawe. musiało to wyjść nieźle. dlaczego wcześniej tego nie powiedział.bo umierali z głodu. Widzieliśmy. Niemcy z winklami czarnymi (bumelanci) i zielonymi (przestępcy pospolici i bandyci) byli w . Od razu wydarłem mordę jeszcze głośniej od innych i mimo że nie znałem słów i melodii. Bo jak się jeden zmęczył. margaryny. że była gorąca. że mnie śpiew nie dotyczy.oraz ci. Gdy w pewnym momencie wystąpił z szeregu jeden starszy facet i coś mówił z miną proszącą zrozumiałem tylko słowo „syfilis” kapo jakby go przepraszał. Blokowy brał też dla siebie trochę większe porcje margaryny. twarogu lub marmolady. Widzieliśmy. gdy po wieczornym apelu wracaliśmy na bloki. który dzisiaj był pierwszy. na obiad około trzech czwartych litra zupy i do tego kilka kartofli w łupinach. a szafki też były numerowane. którzy sprzątali sztubę . Nie znajdujemy się w sanatorium. bo nikt mnie więcej nie kopał. jak odnoszono kody do kuchni . Każdy stół miał swój numer i codziennie pierwszy podchodził inny stół. Już na rannym apelu zwróciłem uwagę.ponieważ nie znałem języka niemieckiego i żadnej ze śpiewanych piosenek . żeby te warunki i stosunki w Dachau w 1940 r. Każdego dnia zapamiętywano.po pół porcji. lecz w obozie koncentracyjnym . Margaryny mogło być dwa deka. Było tam wszystko: biegi. Ulica między blokami była szeroka.zmieniano go na innego. przez cały czas gonienia nas po placu nikt nikogo nie uderzył. że sztuba wybierała zaufanego człowieka do wydawania jedzenia i jeśli zauważono. a my bez przerwy ganialiśmy.a my ganialiśmy. Ja . co kto śpiewa. bo i tak już jest dosyć wrzasku. więc obok siebie szło kilka bloków i wszyscy śpiewali. że to nieprawda. z tym że ten. A kto został złapany. Wreszcie przyszedł czas apelu wieczornego i wtedy dopiero dano nam spokój. Jedzenie na blokach wydawane było w ten sposób. czołganie. że każdy blok śpiewał inną piosenkę. żabki. że do kotła podchodziło się stołami. zastępował go inny.jedną miskę dodatkowo . a ganiali nas do godziny 16. i odstawił go na bok .uważałem.a my ganialiśmy. tak jak były ustawione na sali.a reszta ćwiczyła dalej. Opisuję to wszystko dlatego. że idąc na apeli wracając z apelu wszystkie bloki śpiewają. więc wychodził z tego jeden wielki wrzask. Przyznać muszę. która o tyle była dobra.

że bez przerwy trzeba tam pracować i nawet gdy deszcz pada. Po południu nie ustawiłem się już do grupy noszącej cement. a z mojego bloku wszyscy się rozłażą. Jak usiadłem w jakimś miejscu. a ci bez stałego przydziału. Mieszkali też na jednym bloku z Żydami. że każdy pracujący ma swoje stałe miejsce pracy i do tej samej grupy i tej samej pracy chodzi codziennie. Ta zabawa zaczęła się dopiero po tygodniu. Udało mi się tak. Pierwszy worek cementu. Zawsze mogłem powiedzieć. ale jak mnie tylko spuścił z oka.gdzie tylko znalazłem wygodne miejsce do odpoczynku. lecz nie było to ściśle przestrzegane. a Janusz dał mi naukę na przyszłość. Ale już po południu zauważyłem. Opowiadał. że z mojego bloku nie wszystkich biorą do pracy. że potrafi zejść z roweru i kopnąć w tyłek. Następnego dnia przed południem włączono mnie do kolumny roboczej. aż do przeniesienia mnie do karnej kompanii. ale mieszkający na blokach roboczych. że przed nim trzeba zdejmować czapkę. Kapo poganiał nas do pracy. wtajemniczał mnie w sprawy obozowe. gdy blokowy podbił jednemu więźniowi oko za to. i Janusz. w których jest za mało ludzi. bo to była dla mnie za ciężka praca. wagi 50 kg.” Ja rozumiem tylko: „wolno”. na dnie którego był żwir. „spać”. to ja od tamtego czasu już niosę trzeci worek. Jak już opisywałem. tak jak ja. I ci z zasady wpadają do najgorszej roboty. które dostają większą porcję jadła. Jego ojciec był strażnikiem więziennym w Ostrołęce. dobierają sobie do różnych grup roboczych. bo odpoczywałem z nimi co kilkanaście metrów . że jeśli mnie przedtem widział siedzącego. aż mnie jaki kapo lub esesman przepędził. bo do pogłębiania . że ja nie rozumiem po niemiecku słów: „prędko” i „robić. a czasem to kapo potrafi uderzyć w twarz. że inne bloki stoją i nikt ich do pracy nie łapie. który był już więcej niż dwa tygodnie w obozie. że ten się postawił. Na drugim bloku karnej kompanii mieszkali więźniowie z czerwonymi winklami. pognał. Przez tydzień pobytu na wolnych blokach nie dostałem żadnego lania. do której nikt już nie chce iść. dobierani są do grup roboczych. Na wolnych blokach wielką sensacją było pobicie więźnia przez blokowego czy sztubowego. jeśli już wlazło się na niego alba się po coś do więźnia zwracał. przeniosłem za jednym zamachem. Tak też było ze mną. jako stary więzień. to nikt czapki nie zdejmował. Kiedyś idąc razem zdjęliśmy czapkę przed jadącym na rowerze esesmanem. to zaraz przyłączyłem się do grupy. kopaniec. która nosiła worki z cementem z magazynu mieszczącego się w szopie na budowę domu znajdującego się o przeszło trzysta metrów od magazynu. Więc do przerwy obiadowej przeniosłem jeszcze tylko dwa worki. po wieczornym apelu spacerowaliśmy sobie między blokami i na pławnej ulicy. ale żal mi się zrobiło samego siebie i postanowiłem się nie spieszyć. która wieczorem zamieniała się w aleję spacerową. Wygląda to tak. Tego pierwszego dnia pracy nie połapałem się. że wpadłem do jeszcze gorszej roboty. który był razem ze swoim ojcem. jak cały nasz transport przeniesiony został do karnej kompanii. gdy już naprawdę jest duży deszcz. krzycząc prawie bez przerwy: „Robić! Robić! Prędko! Prędko!” Stanąłem koło niego z taczkami i zacząłem mu tłumaczyć. bo to takie bydlę. to siedziałem tak długo. „jeść”. Jeśli jechał na rowerze i kilka metrów z boku. Przestaje się pracować i wcześnie wraca do obozu. też pracy przerywać nie wolno. Pracował on na jakich plantacjach. którzy zostają. a wielki szum był wśród więźniów na bloku. Przez pierwsze kilka dni pobytu na wolnych blokach. Następnego dnia poznałem młodego chłopaka z Ostrołęki. Jak on mnie wtedy. a z tych kilkunastu.karnej kompanii i traktowani byli na równi z Żydami. pracującej przy pogłębianiu jakiegoś bajorka. to od razu zrozumiałem słowa: „robić” i „prędko”. Zdejmowało się wtedy. Był to Janusz Kempisty. pierwszy dzień pobytu w obozie to była ganianka na placu apelowym. Przed esesmanami trzeba było zdejmować czapkę. Ja odwoziłem ten żwir taczkami w inne miejsce.

powiemy. żeby się wyrwać z tego stanu. Koniec takich wiadomy . Przy robocie nie wolno było z sobą rozmawiać. że on mnie przed nim ostrzegał. która poszła uczyć się niemieckich piosenek. że z kilku tysięcy żyje ich jeszcze kilkudziesięciu. co było na początku. którzy przyszli świeżo z wolności. W języku obozowym organizować coś . W Dachau na wolnych blokach pracowałem tylko jeden dzień. gdy osadzono tu komunistów. Wieczorem Janusz Kempisty uświadomił mnie o istnieniu bloków nie pracujących. a w każdej grupie był jeden facet. a za chwilę przyłączył się do mnie jakiś młody chłopak z Łodzi i razem zaczęliśmy wyrzucony na brzeg szlam odrzucać dalej. żeby wyciągnąć szuflą trochę błota. a druga .to była kradzież.. albo sam opowiadał nam o obozie. mogą tylko kazać nam. Rozdzielili nas na małe grupy po około 50 osób. i widocznie wydawało mu się. ale bez szkody innego więźnia. czy też kanału. bo po brzegu łazili kapowie i esesmani pilnując. więc i ja po południu ustawiłem się do kolumny. Nauka odbywała się na siedząco. Byliśmy przygotowani na to. że jeśli nas kto zapyta. Ustawili nas na placu apelowym i prowadzili z nami gimnastykę .” . więc postanowiłem następnego dnia zaryzykować przerwanie się po apelu na ich teren. więc robił duże przerwy.i w tym samym momencie sam znalazł się w wodzie wrzucony przez przechodzącego esesmana. Do wieczora robota już przeszła bez żadnych przygód. natomiast z miejsca zacząłem migać się od roboty i migałem się do końca swego pobytu w obozie. to cały czas opowiadaliśmy sobie różne rzeczy. jak to się odbywało.dna jakiejś małej rzeczki. a on woła: „Uważaj. który był blokiem dla nie pracujących i. i dlatego wpakował go do wody. a że było ich zawsze kilku. udało się. Np. a ponieważ nauczyciel też nie był zachwycony swoją funkcją. w obawie przed biciem pracowali z maksymalnym wysiłkiem i nie organizowali jedzenia. żeby każdy robił i żeby nikt z wody nie wylazł. bo wpadniesz!. Chyba po dwóch godzinach pracy w wodzie kapo zawołał grupę ludzi i kazał robić to samo w innym miejscu. czterech miesiącach.to organizowanie jedzenia. Esesman posłyszał. bo już byli za słabi. było już za późno. kto nam tu kazał robić. lecz ponieważ nas nikt nie pilnował.. Do roboty nie poszedłem. coś w rodzaju kapa. a już nie musieliśmy stać w wodzie i nie było nad nami żadnego anioła stróża. opowiem osobno. a gdy się w tym spostrzegli. że część więźniów nie pracujących przechodzi lekcję śpiewu. a nie wolno było z niej wyjść. w czasie których kazał nam opowiadać. Nieklawo mi się zrobiło. lecz zabrać z wagonu czy też z wozu . Robotę wyszukaliśmy sobie sami.to miganie się od roboty. Twierdził. Organizować żarcie nauczyłem się dopiero w Mauthausen i o tym. Koryto to mogło mieć 8 metrów szerokości i stojąc w wodzie powyżej kolan dużymi szuflami wyciągało się z dna muł i inne świństwa i wyrzucało się na brzeg. W obozie należało przyjąć dwie zasady. Pierwsza . bo już następnego dnia po apelu przeskoczyłem na koniec innego bloku. zabrać chleb innemu więźniowi .prawdopodobnie po to. żeby poprawić spodnie. który uczył nas śpiewu. że obecnie w Dachau jest raj w porównaniu z tym. że tamten coś do mnie mówił. Po drodze zatrzymałem się nad rowem. że jeden kapo.. Twierdził on. robić co innego. Zostałem na brzegu. a inni poszli dalej. za co który z nas siedzi. W czasie przerwy obiadowej dowiedziałem się. żeby nam się w obozie nie nudziło..krematorium po trzech. Był to niemiecki komunista. że bardzo szybko wycieńczali się. Każda grupa ulokowała się za innym barakiem. więc i tak nie dojdą. Na przestrzeni tych pięciu lat obserwowałem. jak nam powiedział.to już jest zorganizowanie. że ludzie. Ale tu było znów coś nowego. że obecnie tylko karna kompania jest .to po prostu kraść. W pewnym momencie ja nachyliłem się nad wodą. Wynik był taki. jak to jest. Woda była przeraźliwie zimna.

których gimnastykowano na placu apelowym. Na rusztowanie wchodziło się po kilku stopniach. Przy ciężkiej pracy i niedożywieniu brak snu był jeszcze jednym czynnikiem umęczenia człowieka. którzy potrzebowali. żeby przypadkiem chwilę nie odpoczęli. W czasie walcowania chodził przy nich esesman z bykowcem i pilnował. Dlatego do tego przybytku stały dwie długie kolejki i wyglądało to tak. Widzieliśmy ich tylko. więc ci. dlatego też od pierwszych dni pobytu w obozie do samego końca zawsze starałem się poleżeć. Budzono nas o 4. gonionego zwierzęcia. którzy stali na placu. W Gusen spałem wszędzie . jak wychodzili do pracy na osobnym. Było to wysokie rusztowanie. bo żarcia było mało. bo wtedy już na nic nie reagował i nic go nie obchodziło. ten się szybko wykańczał. też były szlabany. znaliśmy tylko z widzenia i tego też mieliśmy dosyć. którzy pilnowali z zegarkiem w jednym ręku. żeby być w grupie śpiewaków. gdy trwało to kilka minut. Jeszcze jedna sprawa obozowa. o której on opowiadał. spałem na ziemi z kamieniem pod głową. czyli cały tydzień. był łapany i wcielany do karnej kompanii. mówiąca o dręczeniu więźniów w sposób zorganizowany. że poród to wesoła zabawa w porównaniu z jękami. Poważniejszą potrzebę trudno było załatwić w dwie minuty. tj. wyodrębnionym terenie. musieliśmy uciekać między baraki. Kto psychicznie załamał się. kombinując tak. bo kto zbliżył się na odległość mniejszą jak 50 metrów. natomiast na kiblu wolno było siedzieć tylko dwie minuty. Więźniowie. i kręciłem się zawsze tak. którym nudziła się gimnastyka i chcieli sobie trochę odpocząć. W Mauthausen na spanie wykorzystywałem każdy dogodny moment . Stali tam specjalnie do tego postawieni ludzie. Wspominając o karnej kompanii. obiedzie i kolacji. obstawieni byli esesmanami na rowerach. a wewnątrz. gdy sytuacja na to pozwalała. zawsze po zjedzeniu obiadu. więc z tą potrzebą chodziło się raz na cztery dni i zdawało mi się zawsze. Tak samo ci. . Nie dc pomyślenia było. organizowaniem jedzenia i miganiem się od pracy.lecz tam ciężej było ze spaniem. znajdowali się wyżej od głów tych. spałem zawsze i wszędzie w przerwach między jedzeniem. Był tylko jakiś ciągły niedosyt. czy też przespać się nawet wtedy. nie mogli chodzić na bloki do ustępu. zawsze. którym walcowano uliczkę między barakami. a gdy nie było pogody i w zimie . Gdy wychodzili albo wracali do obozu. ale i tacy. do których nie wolno było zbliżać się więźniom z wolnych bloków. nie mówiąc o żelaznym zdrowiu i odporności na choroby oraz bystrości dzikiego. gdy było ciepło. a kijem w drugim i po dwóch minutach Opędzali facetów waląc kijem po grzbiecie. jak ciągnęli wielki walec.na bloku. odizolowani od innych więźniów. po śniadaniu. w którym były umocowane dwie olbrzymie kadzie. Do tego celu służył ustęp przenośny ustawiony na placu. W ten sposób. Swoje potrzeby należało załatwić na placu apelowym. w nie ogrzanej hali na deskach. Karną kompanię. do których nie wolno było zbliżać się więźniom karnym. co wychodzili lub wracali z pracy.bardzo ciężka. Mieściła się ona na blokach 15 i 17. którzy musieli z ustępu korzystać. Spaliśmy od godziny 9 do godziny 4 rano. muszę jeszcze dodać. Przez pierwsze dni pobytu w obozie nie odczuwało się jeszcze głodu. wydawano po niepełne pół litra czarnej. o tym opowiem osobno. spałem na kamieniach. Do tego ustępu chodzili nie tylko ci. W Dachau kładłem się zawsze rano pod barakiem i spałem aż do zbiórki na apel. na uliczce. Spałem też i w zimie. że można było stać godzinę w kolejce. Sprawa snu. Do końca mego pobytu na wolnych blokach zawsze tak się urządzałem. żeby przed południem i po południu być w grupie. jakie się wtedy słyszało.w lato w chwilach wolnych od pracy. żeby trafić do tego samego kapa. że w uliczce przed ich barakami były szlabany. żeby ktoś mógł jeść kartofle razem z łupinami. ale gorącej kawy i już na dworze czekaliśmy co najmniej dwie godziny na apel. To były między innymi najważniejsze czynniki potrzebne do przetrwania. za bramą oddzielającą te baraki od reszty obozu. która uczy się śpiewać. Jednym z ważnych czynników była też psychika człowieka. dociągnąłem do soboty. Często też można było ich widzieć.

żeby kilku nie było zabitych przez posterunki otaczające K.K.umierali wykańczani przy pracy albo widząc. używani byli do wykonywania najgorszych robót. Teren naszej pracy otoczony był murem. różnił się tym od regulaminu wolnych bloków. polityczni. to widziałem.K. Zdarzyło mi się raz przechodzić przez blok szpitalny. zsiadłego mleka w papierowych szklaneczkach lub sacharynę. że przeżyć nie mógł. a niedziela była wolna od pracy.bumelanci i Żydzi.K. W niedzielę zaraz po śniadaniu. Na wolnych blokach do szpitala przyjmowali dopiero wtedy. że ich wykańczają. Jeden po lewej stronie na piersi pod numerem. Niemcy należący do tych dwóch ostatnich kategorii traktowani byli na równi z Żydami i nawet w K. Jeśli ktoś czuł się chory i nie mógł pracować. też nikt na bloku nie umierał . Apele odbywaliśmy przed swoimi blokami. Leżeli na normalnych szpitalnych łóżkach. W K.karna kompania. że ciężko dostać się do szpitala. Podobno w następnych latach warunki w Dachau całkowicie zmieniły się na gorsze. w następną niedzielę rano. przykrytym czystym. tak że nikt z wolnych bloków nie . Niektórzy mieli znów nad winklem pasek tego samego koloru. na tej samej sztubie. drugi na plecach i dwa na spodniach. czarne 4 cm średnicy. że posiadacz takiego punktu uciekał z obozu. oraz z winklami czarnymi . między innymi mnie i B. i w takim przypadku zrozumiałe. a w szpitalu też słabo leczą. bo nie wierzył. białym prześcieradłem. to kapowie wykańczali go za to. gdy ja to widziałem. tylko w szpitalu. szli na linię posterunków i nie było dnia. Po tygodniowym pobycie na wolnych blokach. Pierwszego dnia po południu sztubowy przydzielił nam łóżka i szafki oraz wydał nam kółka z czarnego i białego materiału. Nikt z K. Białe kółka miały 8 cm średnicy. jak blokowy zabił więźnia kijem za to. Oznaczały one. po kawie.bandyci i przestępcy pospolici. trzech do pięciu zmarłych więźniów. Niektórzy starzy więźniowie mieli jeszcze czerwone punkty. widziałem. że można przeżyć. prowadzono nas do kąpieli i do roboty. bo dziennie wywożą za bramę. gdy więzień miał 39° temperatury. gdy na wolnych blokach od czasu do czasu można było otrzymać pewną określoną ilość papierosów. że chorzy mieli zupełnie znośne warunki. że właściciel jego znajduje się już drugi raz w obozie. Nie wolno też było otrzymywać nic z kantyny. W południe więźniowie powrócili z pracy na obiad. nie mówiąc już o zwykłym biciu po twarzy. Jak wspomniałem. Na wolnych blokach nikt nie umierał na bloku. do krematorium. Zmarły więzień wywożony był za bramę wózkiem szpitalnym.K. Po wywołaniu pisarz blokowy zaprowadził nas na blok 17 .Człowiek taki biernie poddawał się losowi. Przestawał walczyć o życie. Tym razem znaleźliśmy się z Heńkiem B. Regulamin K. tak jednak wyglądały wtedy. tj.K. że wywołani to więźniowie. co winkiel. Na wolnych blokach jeden z więźniów mówił mi. Po kilku dniach pobytu w K.K. z boków powyżej kolana.K. Pasek ten wskazywał na to. pisarz blokowy wywołał kilku więźniów. że listy wolno było pisać i otrzymywać raz na trzy miesiące. że znaleziono u niego bibułkę do kręcenia papierosów. że się uchylał od pracy. mieli ubrania szpitalne i karty gorączkowe. Zauważyłem od razu. z którymi razem przywieziono mnie do obozu i razem przydzielono nas na jeden blok. W K. W czasie pracy nie wolno nam było z sobą rozmawiać i za to dostałem wiele razy solidne bicie. Na wolnych blokach praca w sobotę trwała tylko do obiadu. Na 15 bloku byli wszyscy z winklami zielonymi . Na bloku 17 byli umieszczeni więźniowie z czerwonymi winklami. W środku białego kółka przyszywało się czarne i takie bukiety przyszywało się do marynarki i spodni. praca trwała okrągły tydzień oraz niedzielę i święta od rana do wieczora. nie był przyjmowany do szpitala obozowego. Zabronione było całkowicie palenie papierosów. a po obiedzie już i my razem ze wszystkimi poszliśmy do pracy.

bo widząc. Gdy uczyliśmy się śpiewać . Wożenie odbywało się biegiem. Po przyjściu na teren pracy z „radosnym śpiewem” na ustach obliczono nas. Po ćwiczeniach szliśmy bez jednej chwili odpoczynku do pracy. Usypisko to była już duża góra żwiru. ponieważ kapowie krzyczeli i bili bez przerwy. aż do samej góry. więc trzeba było po ułożonych deskach wjeżdżać na samą górę i tam sypać dopiero żwir. i wiedzieliśmy.to szufle o specjalnie wygiętych rękojeściach. Biegi. gdy kolumna nie idzie raźno albo za cicho lub nierówno śpiewa. W pewnej chwili zwrócił się do mnie mężczyzna lat około czterdziestu i tonem. Łopaty te . Na jednej ścianie były od dołu do góry platformy i na każdej platformie stało dwóch więźniów. bo porozumiałem się z jednym warszawiakiem z Woli . Każdy z nas myślał wtedy o tym. razem z kolacją. czułem. bałem się. co się robi w wypadku. no i miałem już pęcherze na rękach. Gdy patrzyłem na pracę w kopalni żwiru. Kopalnia żwiru był to olbrzymi dół głębokości około 20 metrów. dla których już nie ma łopat. Następnego dnia i ja już wiedziałem.widział nas przy pracy. za co się łapać i do jakiej roboty się brać. to ganianie trwało do późnego wieczora. którą do chleba otrzymywaliśmy. gdy po pracy wracaliśmy do obozu. Tego dnia po pracy usiadłem na swoim miejscu i na swoim stołku przy stole i rozpocząłem najpiękniejszą pracę całego dnia . Do takich właśnie taczek dostałem się zaraz na przywitanie w K. co się w tym momencie zaczęło. co robić. co mam robić. W ten sposób co kilka dni byliśmy na nogach przy robocie i ćwiczeniach od godziny 4 do 9 wieczorem. że każdy strzał oznacza śmierć jednego z więźniów K. tak że zaraz po ćwiczeniach rozdawano kolację i od razu spać. że nogi moje były takie jakieś miękkie. bici przez wszystkich kapów. żabki.K. co mam z sobą robić. jakim państwo zwykło zwracać się do służby. Jeśli ganiali nas po pracy.Władek miał na imię . Szliśmy raźnym krokiem. jeżeli ktoś tylko na chwilę stanął lub zwolnił tempo.jedzenie chleba i porcji kiełbasy. rozlecieli się wszyscy we wszystkich kierunkach tak. a obiad dostawaliśmy dopiero wieczorem. bo taczki biorą ci. Wieczorem. i gwizdek do roboty.będąc jeszcze na wolnych blokach . Wyszło mi to jednak na zdrowie. jak kapowie bili innych.często słyszeliśmy strzały za murem. można było nazwać krótko domem wariatów. maszerowanie i znów śpiew. Teraz przyszło mi z bliska zapoznać się z tym wszystkim. Starzy więźniowie wiedzieli. żeby się urwać od tych taczek. bo deskę trzeba było zwolnić dla następnych wjeżdżających. jakby w środek wpadła bomba albo piorun strzelił. Ganiali nas wtedy przez całą przerwę obiadową po placu apelowym. Przez pół dnia jazdy taczkami kilka razy oberwałem solidnie od kapa kijem po plecach za zwolnienie tempa i kilka razy po twarzy za rozmawianie z innymi więźniami. Na samej górze inni więźniowie ładowali żwir w taczki i taczkami odwozili go na odległe od kopalni o 100 metrów usypisko. kazał mi na drugi dzień rano szybko pędzić do skrzyń z łopatami. mówi do mnie: .. żeby i mnie tak nie zbili.. Na samym dole więźniowie podrzucali żwir do pierwszej platformy i tak kolejno z jednej platformy na drugą. Oberwałem kilka razy kijem i w końcu wszystkich nas nowych zaprowadzono do kupy taczek i kazano każdemu brać się za taczki. Przez całe popołudnie ganiałem uczciwie z taczkami. Tego dnia jednak zacząłem kręcić się jak patyk w przerębli i nie wiedziałem. Szybko miałem się przekonać. Miały one różne wymiary i należało złapać jak najmniejszą. przypominały mi się filmy amerykańskie pokazujące pracę katorżników w ciężkich więzieniach. Takich taśm było kilkanaście. z którymi zaprowadzono nas do kopalni żwiru. śpiewając. Tu dopiero rozpoczął się taniec. gdzie należy pędzić. co też tam się dzieje za murem i co ci ludzie tam przeżywają. Przy akompaniamencie wrzasków.K.i ten na pytanie. ile sił w gardle. To. Przy murze otaczającym teren naszej pracy znajdował się obóz z barakami mieszkalnymi. Z pustymi taczkami schodziło się po żwirze. turlanie.

odpowiedział. że nie miałem łopaty. który woził taczkami . . Mówiłem. jak najbliżej czoła i po lewej stronie z brzegu. jak Heniek mówił ze złością: . jakie jeszcze prace istnieją na terenie K. dając nam biciem do zrozumienia. Następnego dnia czekałem na gwizdek do pracy z taką niecierpliwością i czujnością. a gdzie są skrzynie. Do ładowania chodziłem przez kilka dni. przy ciągłym krzyku i biciu.No to przynieś sobie sam . Ci. Tego samego wieczora słyszałem. Biorąc żwir tłumaczyłem mu.zapytałem go. siedzieliśmy razem przy jednym stole.Przynieś mi stołek. bo on już nie może. z jaką biegacz czeka na strzał startowy. uspokój się. Nie wiem nawet. bo to lżej pracować. jedną dałem temu Żydowi i już razem ustawiliśmy się do ładowania taczek.K. czym wtedy powodowałem się. A więc następnego dnia złapałem już łopatę i stanąłem do pracy u góry. Nie tylko księdzem. kto chciał go odepchnąć od umywalni do mycia nóg. jak ustawiają się więźniowie. prześcigając się wzajemnie w różnych usługach. ale zamieniłem się z nim i do końca dnia już sam chodziłem z taczkami. i Heniek nie daliśmy się sprowadzić do roli tych gorszych. uważali nowych za coś gorszego i że im należą się wszystkie istniejące przywileje. posłyszałem tylko.w czasie gdy ładowałem jego taczki. że sami szanownemu księżulkowi wciskali się bez wazeliny. . bo dostaniesz po łbie! Te scysje były wynikiem tego. Wynikało z tego. jak znów Heniek odgryzał się komuś. to drugi miał.A kto ty jesteś? . gdy nie było nikogo z taczkami. żeby mieli co robić przez cały czas i żeby ci z taczkami nie mieli przestojów. pokazał mi ręce. . a z dwóch mniejszych jedną dałem Heńkowi. Jak któremu się nie udało.robota o tyle lepsza. że ładowacze powinni się tak ustawiać. Ładowałem żwir do taczek . Arystokrata . żebym go chociaż na kilka minut zastąpił przy taczkach. i z Władkiem. . ale nawet gdybyś był Bogiem. że łapaliśmy obaj łopaty. będąc w umywalni. Wszystkie następne dni tak robiliśmy z Heńkiem. to tu jesteś.powiedziałem już zirytowanym głosem. taki sam jak ja i sam sobie usługuj! Mimo że do końca mego pobytu w K.cholera! Nie odwykł jeszcze od hrabiowskich manier. Jednego dnia niemiecki Żyd . Poza tym zauważyłem od razu. ty. W ten sposób stałem najbliżej czoła w pierwszym szeregu. nigdy już nie prosił o żadną usługę.mówi drugi raz. co wozili taczkami. więc bliski kontakt miałem tylko z Heńkiem B. jak tam dokładnie było. Na gwizdek do pracy miałem zawsze pełną szansę złapania łopaty i nigdy już nie musiałem brać się do taczek tylko dlatego. by dochodzić grupą po trzy osoby. Popatrzyłem chwilę na niego i zajadam dalej. Szybko je obejrzałem i największą oddałem jakiemuś obcemu więźniowi. Następnego dnia złapałem łopaty. bo po przyjściu na teren pracy robiliśmy zwrot w lewo stojąc w szeregach po pięć osób. Nie wiem sam.Ja jestem księdzem .Przynieś mi stołek . że były w niej momenty przerwy. Na gwizdek pierwszy pobiegłem w kierunku skrzyń z łopatami i złapałem od razu trzy łopaty. Nowych więźniów poznawało się po nowych. też starali się robić w ten sposób. a tym samym czystych pasiakach oraz po jasnej cerze.No. to mogliśmy z nich wybrać dla siebie najwygodniejsze. . żeby jutro brał łopatę.K. że najlepiej jest ustawiać się w pierwszej setce. że starzy więźniowie. Ale i ja. a cała praca odbywała się w tak wściekłym tempie. Tu jednak często interweniowali kapowie. a skrzynie z narzędziami stały około 50 metrów od czoła przed nami. a jak mieliśmy obaj.nowy więzień. i zbolałym głosem poprosił mnie. że to był nowy więzień.. jaką mają ludzie po dłuższym pobycie w więzieniu. baranie. a inni . już zadomowieni. całe w ranach po zdartych pęcherzach. że nie miałem możliwości przyjrzeć się. Mierziło mnie zachowanie się tych ludzi. Wtedy mieli chwilę odpoczynku.widziałem.

więc należy z całą energią zabrać się do pracy. że kapo nie będzie mnie szukał.że obydwaj dostajemy jednakowe porcje. na krawędzi dołu zjawiał się kapo. że ci po przeciwnej stronie dołu zaczynają raptownie pracować. czy on specjalnie nie zostawił tego chleba dla mnie. jakie przechodziliśmy co trzy. by mi go dać przez wdzięczność za mój postępek? Pewnego dnia po południu zabrał mnie kapo z łopatą i postawił na jednej platformie. Niemca. Trzeba było spieszyć się. to zwracał uwagę tylko na tych czterech. Zanim taki zwróci uwagę. że to za to. lecz zszedłem na sam dół kopalni. Po krótkim jednak czasie. którzy po dwóch stali na platformach. Ci dwaj z niższej platformy rzucali na naszą platformę żwir. dlaczego na platformach było takie wściekłe tempo pracy. Może nie mówił tego tak dosłownie. więc można sobie wyobrazić. bo on jest chory na serce i za chwilę już mógłby paść trupem. Pracowałem tam do wieczora i już miałem dosyć. a wszyscy inni stoją i nic nie robią. że w pobliżu nie było żadnego kapa. Stanowczo odmówiłem przyjęcia. a za nią już wszyscy inni . wtedy już pracują wszyscy. że tym. że gdy biorą się za robotę. cztery dni za złe maszerowanie po pracy i za zły śpiew w marszu. Obserwując przeciwległą krawędź dołu widzę. podczas gdy inni przechodzili te same ćwiczenia po ciężkiej pracy. Nie zwracałem na to uwagi. Dlatego też następnego dnia nie stanąłem już na platformie. co się dzieje w dole. Kazał mu się położyć. Tak że bicie odbierałem tylko przy południowych lub wieczornych karnych ćwiczeniach. jak przychodził. że wczoraj zastąpiłem go. że nogi i ręce były w . Pewnego dnia kapo raptownie zjawił się na krawędzi i złapał jednego więźnia. Na środku dołu była duża. to zaczyna jedna grupa. Teraz dopiero połapałem się w technice tego zjawiska. Posiadany przez niego przed południem kawałek chleba też wskazywał na to. a my dwaj musieliśmy nadążać odrzucając na platformę. że są momenty trwające nieraz po kilka minut. Położył się. ustawiłem się pod samą ścianą i zająłem się dłubaniem łopatą w ścianie i podrzucaniem żwiru w kierunku platformy. że on nie ma więcej chleba jak ja . bo tylko ci zostawiali sobie przez pierwsze dni kawałek chleba na śniadanie. że gdy wszyscy robili. a kapo. Obowiązywało nas przychodzenie codziennie do raz wyznaczonej pracy. Kapo stojąc na krawędzi kazał mu wejść do tej kałuży. Podobała mi się taka technika i już codziennie schodziłem na dół. Praca na dole miała tę dobrą stronę.no to i ja też.W pewnej chwili wytchnienia. płytka kałuża wody. Przyglądając się nieznacznie. Jednak kto wie. a zanim taki dojdzie do krawędzi i spojrzy w dół. Zrozumiałem wtedy. że kapowi nie chciało się schodzić na dół. Gdy znalazłem się na samym dole. Jeśli zauważyłem. cały chleb zjadało się na kolację. spostrzegłem. korzystając z tego. Każdy musiał pracować jak maszyna. a jak chciał kogoś obić. nikt nie stał beztrosko. Tam kapowie nie musieli pilnować nas przy robocie. ale słabo znając język niemiecki tak to zrozumiałem. oczy na wierzch wychodziły z wysiłku. Oni się specjalnie nie przemęczali. W momencie gdy nic nie robiliśmy. to kazał mu wyjść na górę. Zauważyłem szybko. ale tak. Odwinął szybko i daje mi do ręki mówiąc. wyjął on z kieszeni A/4 część naszej kolacyjnej porcji chleba zawiniętego w chusteczkę. że do krawędzi nad moją głowa zbliża się kapo albo esesman. znaczy to. który stał i nic nie robił. gdy już odczuwało się głód. tłumacząc mu znanymi mi już słowami i częściowo na migi. przecież w pasiastych ubraniach byliśmy do siebie tak podobni. lecz każdy z napiętą uwagą obserwował górną krawędź dołu i więźniów stojących po przeciwnej stronie dołu. Wszedł. bo wiedziałem. bo platformy były wąskie i w razie zwolnienia tempa robił się zapas i żwir spadał z powrotem na niższą. że wyłania się czapka esesmana lub głowa kapa. W ten sposób nie napracowałem się i w pracy nie byłem bity. bo widział wszystko z krawędzi. ja już z całym zapałem pracuję dla chwały Trzeciej Rzeszy. że tylko ja pracuję. co robili wtedy ci ustawieni niżej. Z samego dołu na pierwszą platformę rzucało żwir czterech ludzi. ale mimo to rzucali tyle. że nie przepracowałem się. Zacząłem ich obserwować i zauważyłem. że jest to nowy więzień. Pociechą dla mnie było jednak to. która znajdowała się wyżej.

i czeka na jego decyzję. Kapowie zawołali go do siebie. kto i dlaczego poszedł pod kulkę. chwiał się na nogach i całą twarz miał skrwawioną od kopania i pozdzieraną żwirem.K. Na krawędzi dołu stał z założonymi na piersiach rękami esesman i gdy z dołu wychyliła się głowa więźnia. że mam się cztery razy przeturlać w jedną stronę przeturlałem się sześć razy. zaczynało się to samo .on nie chciał. lecz tym razem gdy upadł. Wreszcie po kilku turach . zepchnięcie w dół kamienia i posyłanie w ślad za kamieniem więźnia metodą uderzeniową. że jest to Żyd.on pierwszy. lecz ten stojąc w wodzie i tak nie chciał się położyć. a nawet kilkanaście razy. Tamten oparł się rękami o dno. Kapo po platformach zawinął się na dół. Widać było. . Nie mógł on się bronić. a więźnia ustawiał na samej krawędzi tyłem do dołu i uderzeniem w twarz zwalał go na dół. Wożąc żwir. bo rękami oparty był o dno. Kazał cztery razy w drugą .człowiek ten z wyrazem ostatecznego wyczerpania na twarzy po wyjściu z dołu nie .nie wiem. a nogi jego trzymał kapo. Pokazał mi ręką i krzyknął. Wreszcie przy olbrzymim wysiłku wyszedł on z dołu z dużym kamieniem. stanął tak. jak długo już trwała ta zabawa. Kazali mu wyjść z wody. że będzie chciał zwalić mnie w dół . Wyczułem. że od tego właśnie rozpocząłem pracę w K. ze skupioną twarzą. Z głębokiego leja o spadzistych ścianach wysokości 10 metrów wychodził człowiek z dużym kamieniem w rękach. którego wagę można by określić na 20-30 kilogramów. ile ich było przed moim przyjściem .znów mu dwa dołożyłem i przeturlałem się sześć razy. Kilka razy udało im się wcisnąć go do dna. że aż woda rozbryzgnęła się na wszystkie strony. jeden z kapów chwycił go za nogi i wykręcił twarzą do wody. że ma się dobrze i uczciwie położyć. jak on tam za każdym zwaleniem leciał na dno. No i zaczęło się. jakby zupełnie zadowolony z życia.sypanie nogami ziemi i żwiru w twarz. kopał 011 żwir i ziemię zasypując nim twarz wychodzącego. Teraz zobaczyłem z bliska. jak młody . Nie widziałem. co z nim dalej zrobili. jak taka zabawa odbywa się. po prostu nie położyłem się. Ten drań. Ten z góry wrzeszczy. ja za nim. Tym razem przewrócił się i uczciwie wpadł w wodę. tyłem do dołu. Wiadomo było. Wlazłem. a zrobiłem prawidłowe padnięcie.pomyślałem sobie.ale teraz mam już trochę doświadczenia. Teraz będzie bal . lecz mogłem sobie wyobrazić.a wtedy ze mnie na pewno byłby już klops. Gdy go w końcu puścili.może lat 20 . Strzały słyszało się codziennie kilka. że żeby stanąć przed nim. Gdy więzień już wyszedł z dołu. Patrzył na mnie kilka sekund bez słowa. Wylazłem i stanąłem przed nim z uśmiechem. Esesman stał na krawędzi i zachęcał go do wchodzenia na górę. Zszedł wtedy na dół drugi kapo. jak tu urządzić takiego chłopaka. przyglądałem się. Pomyślałem sobie. tylko podniósł się i stanął w wodzie.położyłem się. gdy stałem oparty na łopacie. Żółta gwiazda na piersiach wskazywała. Lej ten to prawdopodobnie stary dół po wykopanym żwirze. Kapowie zabrali go z sobą na górę i nie wiem. Chodziliśmy tak może kilka minut . Mię wiem. ustawili go na brzegu tyłem do wody i obydwaj jednocześnie uderzyli go w twarz. a gdy ten się wychylał już z dołu. gdy wylazłem z dołu. a on nic. że każdy strzał to zabity człowiek. Poprzednia scena powtórzyła się od początku. Wtedy drugi kapo wszedł do wody i kopiąc go ze wszystkich stron w końcu zaczął mu wciskać nogami głowę do wody. i to tak chętnie i energicznie. Wreszcie znalazł taczki i kazał mi wozić żwir.esesman wykańczał Żydów. Kazał mi położyć się w wodzie . Kazali mu się turlać w wodzie . który wszedł na linię posterunków. a teraz stoi przed nim uśmiechnięty. Wtedy kazał mi wyjść na górę. koniec. a sam się nie zamoczył. musiałem utrzymać się na samej krawędzi. esesman nogą spychał kamień do dołu. który chętnie pławił się w wodzie. bo byłem w dole. Wreszcie wykręcił się na pięcie i powiedział: „Chodź”. że zastanawia się. Kapo tak jak tamtemu kazał mi wejść w kałużę. Chyba w trzy dni po tym wypadku kapo przyłapał mnie.wodzie. Więc zaczęła się znów jazda z taczkami. ale nikt się nie interesował.

więc pomagałem mu w ten sposób. tak że za każdym uderzeniem padałem na ziemię.drugi gotów. aż naprawdę przewracał się i nie mógł się podnieść. Z czasem doszedłem do takiej techniki. a za chwilę taką samą porcję dostał mój rozmówca. Ten rozejrzał się i gdy stwierdził. gdzie by tu się z nią ulokować. że po lewej stronie od kopalni sporo więźniów pracuje łopatami przy dużych kupach ziemi. majestatycznym krokiem na inny teren. z którego ja wracałem. a łatwo mógłby mnie poznać. że od jednego uderzenia zwala człowieka z nóg. Trzeba tylko szybko i bez przerwy poruszać się przy pracy i nie wolno rozmawiać. więc nie wiedziałem. Gdy wracałem z ustępu. że kapo bije tak długo. Szybko spostrzegłem. i zacząłem mu pomagać. lecz trochę z boku. gdzie można było kilka minut urzędowo odpocząć. że dużo więźniów ma fioletowe pośladki. Okazało się. amortyzowane padaniem do tyłu. że nie wolno rozmawiać. którą już jeden więzień przerzucał na inne miejsce. przekonałem się zaraz za chwilę. tzn. Przy tej ziemi pracowałem długi czas i codziennie brałem po twarzy po kilka. Widziałem tylko dużo większych lub mniejszych kup ziemi.wiedzieliśmy. W ten sposób kapo był zadowolony. Bez słowa ustawiłem się przy dużej kupie ziemi. Ja dla odmiany zostawiłem taczki za kupą żwiru i poszedłem do ustępu. którą więźniowie przerzucali z jednych na drugie.odpowiedział. Było to jedyne miejsce. i od razu skierował się na linię posterunków. że pierwszy .Nic . Nie byłem tam jeszcze nigdy. lecz minął go zataczając się jak pijany i poszedł w kierunku linii posterunków. albo 25 kijów w miejsce. Technikę tę stosowałem bez przerwy w Mauthausen i w Gusen. Znów strzał . Zakończył więc swoją zabawę i oddalił się od nas wolnym. Esesman z zadowoloną miną wybrał od taczek innego Żyda i tą samą metodą wysłał go w ślad za kamieniem na dno dołu. żeby bez przerwy pracować. że ci ludzie byli karani urzędowo. Okazało się. który wykąpał mnie w kałuży. a nigdy nie widziałem. na czym ta praca polegała. Jeśli ktoś tego nie umiał robić. Wziąłem łopatę jak swoją i idąc przed siebie rozglądałem się. W Gusen raz tylko zdradziłem się. Esesman ustawił mnie przed sobą. którą prawdopodobnie ukrył w tym miejscu ktoś idący w to samo miejsce. a nawet i kilkanaście razy dziennie.Tu chodzi o to tylko. Zauważyłem tam. że choć mnie uderzył nawet nie bardzo mocno. że nikt nas nie obserwuje. Esesman machnął ręką. lecz sam. a ja już wiedziałem. żeby kogoś bili po tej przeznaczonej do tego części ciała. . A esesman? Widać było na jego twarzy grymas rozczarowania -> jak u małego dziecka. żebym stanął przy tej drugiej kupie i przerzucał ziemię dalej. bo dostałem kilka razy w twarz. O tym. Wyrok . która w tym miejscu znajdowała się za kupami wydobytego żwiru. ja za każdym uderzeniem prawidłowo przewracałem się. Za chwilę usłyszeliśmy strzał . że esesman albo blokowy czy sztubowy na bloku robili oficjalny meldunek za ociąganie się w pracy albo za niedokładnie wymyta miskę czy garnuszek i po kilku dniach wołano takiego do specjalnego baraku. powiedział mi półgłosem. a ja otrzymywałem lżejsze uderzenie. Zapytałem. i to z takim wyliczeniem.stanął przed esesmanem. że cios dosięgał mnie już w momencie padania.to albo godzina wiszenia na słupku. Tym razem więzień wyszedł bardzo szybko. gdzie krzyż swą szlachetną nazwę kończy. a czy będziesz przerzucał z tej kupy na tę. zauważyłem samotnie leżącą łopatę. ale bez kamienia i nie u nóg esesmana. bo kapo bił zawsze w skroń. że dostanę w twarz. że padałem nie od uderzenia. z którym inne dziecko nie chce się bawić. a po trzecim chwiałem się na nogach. aż bity co najmniej ze trzy razy upadnie. to był bity tak długo. Po drugim uderzeniu ciężko się podnosiłem. ja upadłem. Obawiałem się stanąć do żwiru. a cios wcale mnie nie dosięgnął. . Zauważyłem. czy gdzie ci się podoba . bo jeszcze byłem mokry. w którym odczytywano mu wyznaczoną za przewinienie karę i zaraz na miejscu wykonywano wyrok.to już wszystko jedno. żeby mnie nie rozpoznał kapo. że człowiek ten już nie żyje. czy z tej na tę. co to za robota i co z tego ma być.

i bity byłem tylko pięścią. trzeba było jako tako się ruszać. to też od czasu do czasu był bity . lecz tylko na umęczenie. a cios miałem otrzymać z drugiej ręki. tak że ziemia w powietrzu rozsypywała się i na odległość wydawało się. aby tylko robił szybko i nie odpoczywał. a nie kołkiem. esesman śmiał się i już mnie nie bił. jak chciał i w którą stronę mu się podobało. gdzie się znajduje. lecz w środku jeszcze puste i bez podłóg. wtedy nabierałem pełne szufle. Nie było tu takiej mordowni jak przy żwirze. który bez przerwy chodził między kupami ziemi i bez przerwy bił. że mają oni bardzo dobrą robotę w nowo budowanych barakach. Wieczorem dowiedziałem się od Heńka. bo wtedy bicie pewne. w której byli młodociani. szklarze. szybko dostawali się do krematorium. bo w tej grupie roboczej. Młodociani zaprowadzeni zostali na zupełnie inny teren. bo praca nie była obliczona na żadne wyniki.. a jak mi się znudziło. Po rozejściu się do pracy na własną rękę ustawiłem się przy jednym baraku i rozpocząłem pracę.stolarze. który nie łączył się z innymi odcinkami pracy.żeby nie zapomniał. Żeby poruszać się szybko. czy w pobliżu nie ma kapa.ustawiłem się rano do grupy młodocianych. Ponieważ nigdy nie wiadomo było. gdzie chciał. bo gdy upadłem. zastosowałem taką metodę pracy: szuflę całą wbijałem w ziemię. Pracując przy przerzucaniu ziemi nauczyłem się tak pracować łopatą. Ziemię tę przerzucałem na inną kupę ruchem podrzucającym. bo był to jak gdyby teren wydzielony. Następnego dnia rano nie zważając na to. że mam już całe cztery lata więcej od wieku młodocianego i przy tym wyglądałem na swoje 22 lata . ale o tym będzie mowa później.ustawiłem się więc i ja. Każdy robił. bo wtedy na szuflę nabierało się ziemi dużo. Widziałem. a między nimi i Heniek B. Jeśli jednak robił uczciwie. że przy ścianach baraków w różnych odstępach ustawiają się młodociani i że kawałkami szkła okiennego skrobią deski . Zewnętrzne ściany baraków były pomalowane. znów pracowałem swoją metodą. było dużo starszych więźniów. Pilnował nas i bił tylko jeden kapo. czy kapo nie obserwuje zza kupy ziemi. a która to ciecz chronić ma drzewo przed gniciem i robakami. W miejscu wyskrobanym deski miały jaśniejszy kolor. Wbitą już w kupę ziemi szuflę szybkim. która polegała na skrobaniu ścian baraku szkłem. Pracy tej jednakże trzymałem się długo. Inni kapowie tu nie przychodzili. Stanąłem przy nie oskrobanym miejscu i z całym zapałem . W ten sposób cała szufla pokryta była ziemią na pół centymetra. Sprawdzić mojej pracy nie mógł. że ziemi na szufli było dużo. którzy z obawy przed biciem ciężko pracowali. i którą była wbita. bo była to najlepsza praca na tym terenie. były oszklone. Udało mi się jednak. Baraki te stały już pod dachem. ślusarze. a raczej pomazane jakąś brązową cieczą . tylko kazał mi uciekać do pracy. Przy każdym wbiciu szufli w ziemię nieznacznie rozglądałem się. były idealnie gładkie. cieśle. że lepiej było dostać kilka razy dziennie kijem czy po twarzy za niepracowanie niż cały dzień bez przerwy ciężko pracować. z czubem. Jednego dnia przyszedł esesman z jakimś kapem i kazali zgłosić się młodocianym do lat 18. Często jednak bicie za uchylanie się od pracy kończyło się śmiercią bitego. a żeby to jednak kapom nie rzucało się w oczy. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi. były możliwości lawirowania. bo dopiero w Mauthausen. bo ci. jak odchodził. to przerzucałem w odwrotną stronę. bo wtedy był bity. Byli to fachowcy .której używa się tylko do smarowania drewnianych słupów linii telefonicznych czy elektrycznych. żeby za mocno się nie przepracować. żeby dawać z siebie jak najmniej wysiłku. Gdy kręcił się blisko. Z naszej grupy zgłosiło się kilku. doszedłem do wniosku. a mimo to nie przemęczać się i nie tracić drogiej energii. Dużo później. elektrycy i inni fachowcy pracujący przy budowie baraków. Mogłem przerzucać ziemię z jednej kupy na drugą pół godziny czy też godzinę.ruch był oszukany. Praca nasza polegała na zeskrobywaniu szkłem wierzchniej warstwy desek. lecz po wbiciu nie podnosiłem jej jak inni do góry. energicznym ruchem cofałem po tej samej drodze. którego ja zaraz następnego dnia po mojej kąpieli w kałuży przyprowadziłem do pracy przy ziemi.

że nie należy o tym mówić nikomu. Usiadł na jednym końcu mojego kozła. to wolę. że nie należę do tej grupy roboczej. Praca przy barakach miała jeszcze ten plus. że góra baraku też musi być skrobana. czy nie idzie ktoś taki. walnął mnie trzy razy w twarz. gdzie już duży kawał baraku był oskrobany. Sprawdził jeszcze raz . że już zapomniałem o pracy w kopalni żwiru i przy przewracaniu ziemi. bo od czasu. bo przecież skrobaliśmy stojąc twarzą do ściany. Wreszcie zwraca się do mnie po polsku: . Słowo „pracowałem” też nie jest już właściwe. Jeśli ludzie muszą tam pracować. że jak skrobię na dole. czy się tylko ruszam. a ja. to chce się mieć jeszcze lepiej. że trzeba lepiej pracować. Wziąłem wtedy wyjątkowo duży kawałek szkła i skrobałem. a resztę przerzucą znów do żwiru i ziemi. a gdy się nie rozglądałem. Kilka następnych dni stawałem do pracy w ten sam sposób. lecz nie miał na winklu litery „P”. To samo było ze mną. żeby to robili inni. widocznie pan nie zapisał. piorunami i ciemnościami. jakiś więzień wyszedł z szeregu i spokojnym krokiem skierował się w stronę.odpowiadam . Do tego ciekawego wniosku doszedłem dlatego. ja na drugim i teraz mogliśmy obserwować jednocześnie z dwóch stron. zadowolony. Przyszedł. gdy nas rano liczono. Ale jak jest już dobrze. Na bloku poznałem się z więźniem nazwiskiem Koman . Żaden z esesmanów.furtka w murze..wczoraj sam numer podałem. Koman pracował już kilka dni i nikt się go nie czepiał. że pracuję z całym zapałem. jak pracowałem przy częściowo oskrobanych ścianach. Poszedł sprawdzać innych. czy ja skrobię mocno czy słabo. gdy przy żwirze i ziemi pracowało się bez względu na pogodę. wyszukałem sobie wysoki kozioł i teraz już pracowałem w pozycji siedzącej. a mnie żeby tam nie było.100 metrów od nas . to wystarczyło tylko poruszać się trochę i już wszystko było dobrze. że z boku zbliża się kapo i zatrzymuje się przy każdym sprawdzając jednocześnie coś w notesie. na wszelki wypadek trzymając w ręku kawałek szkła. A ja przecież cały dzień uczciwie skrobałem. to mogą zostawić. Zbiorą wszystkich do kupy. Przed wieczorem kapo przyszedł sprawdzić. jeśli dojdą. bo bardzo bolały palce . że zaprowadzili nas do obozu z obawy. że był to Ślązak. Udało się. poruszałem się tylko trochę i rozglądałem się.. żeby mnie nie wypędzili. bo obawiałem się. bo jak się dowiedzą inni. którzy nas liczyli. Doszliśmy do porozumienia. szybko czy wolno. spojrzał na numer i zapisał w swoim zeszycie. że tylko dostałem po twarzy. że w taką pogodę niejeden mógłby próbować ucieczki. aż barak piszczał i wióry się sypały. Przypuszczam. a jak będą widzieli.tak że nie mogłem nimi ruszać. to nawali się kupa nowych ludzi i wtedy może się to zakończyć tylko w jeden sposób. że tak łatwo jest przeskoczyć z okropnych warunków do lekkiej pracy. że w razie deszczu wchodziliśmy wszyscy do baraków. Jednego dnia. gdzie była . lecz po południu już było ciężko skrobać.Nie wiem . ile zeskrobaliśmy i. . Do skrobania ustawiłem się w miejscu. Doszedłem do wniosku. dostałem bicie. więc nikt z daleka nie mógł widzieć.zacząłem skrobać. a on spokojnym krokiem . nie zatrzymywał go.Dlaczego u mnie nie ma twojego numeru? Po mowie poznałem. że za mało oskrobałem. pod którym stały posterunki. Po kilkakrotnej z nim rozmowie zaproponowałem mu.spojrzał na mnie. wybiorą potrzebnych. przed burzą.spojrzał na mój numer i szuka w swoim zeszycie. a wieczorem ciężko mi było utrzymać w ręku jedzenie. oficer straży pożarnej.łodzianin. żeby zaryzykował i poszedł rano pracować do naszej grupy. Raz jeden tylko zaprowadzono nas do obozu. zabrałem się znów do skrobania. Na drugi dzień już nie byłem taki głupi. to mnie bolą nogi. natomiast spostrzegłem. Żeby skrobać na górze. I faktycznie. Po niedługim czasie widzę. czy w ogóle skrobię. Ale była to niesamowita burza z ulewą. Wreszcie doszedł do mnie . Tego dnia już nic nie oberwałem. robiłem naprawdę z całym zapałem.

podchodząc do tego tak. do niego mówili. Mówili do niego chwilę. trup.szedł do tej furtki prowadzącej na wolność. spokojnie i bez żadnej emocji czy nerwów. bez przesady. Kapowie widząc. Studnia ta miała nie więcej jak 6 metrów głębokości. Więzień musiał z dużym kamieniem na ramieniu szybko przebiegać niedużą odległość. Jak wspomniałem. i więzień gotów. zwróciłem się do Komana i B. ile wiader na niego wyleją. żeby uniknąć bicia.. wrzucili na taczki i wiozą w naszą stronę. W końcu upadł i już nie mógł się podnieść. na którą więźniom nie wolno było wchodzić. skręcił za barak i już za chwilę posłyszeliśmy strzał. Koman twierdził. a on im w odpowiedzi potakiwał głową i za chwilę opierając się o ścianę baraku zaczął iść w nasza stronę. Odnosiło się wrażenie. że mordują człowieka zupełnie spokojnie. Stał o własnych siłach. bo zrozumiałem. spuchnięte palce u rąk. w kółko. była zwyczajna cembrowana studnia. a drugą kilka razy uderzył więźnia. jak był okropnie obity. „Zabawa” ta trwała dość długo. który mógłby się połakomić i wyrwać mu z rąk karabin.. twarz zdeformowana. a on potakiwał głową.. I rzeczywiście. który skrobaliśmy. zobaczyłem. Po tej kąpieli wyciągnęli go na wierzch. chwiał się na nogach. My wszyscy staliśmy w szeregach. co mówili kapowie. Wracając z pracy na obiad czy wieczorem po pracy nigdy nikt nie . 25-30 metrów. Innego dnia siedząc z Komanem na naszym koźle . Przywiezionego taczkami więźnia przywiązali kapowie liną. że gotów jestem założyć się. że od razu nie strzelał. wpuścili do studni i wiadrami wylewali na niego wodę..wyglądało jak świńskie. zaczęli gasić go. 10 metrów przed furtką stał wartownik. bo 3 metry za alejką była już linia posterunków. że ten człowiek za dwie minuty już nie będzie żył. Wreszcie zeszli się z sobą. było wielkości dłoni dorosłego człowieka . że naprawdę nie może się podnieść. tylko żeby dobrze trafił. lecz przyznać muszę. a gdy doszedł do rogu.zaraz obok na innym siedział Keniek B. obserwowaliśmy tę scenę. gdy przyszedł oficer SS z innym wartownikiem. Wartownik w jednym ręku trzymał karabin. Tuż za barakiem biegła alejka. jak szedł w kierunku drugiego końca baraku. Przy końcu baraku. a wył. Odbywało się to 50 metrów od miejsca. a tam znów to samo. goniąc za nim kilka metrów w kierunku drugiego. aż goniony więzień już prawie nie mógł chodzić. Wreszcie więzień wyrwał się i znów wolno i spokojnie skierował się do furtki. Porozbijana głowa. lecz oparty o barak. w którym siedzieliśmy. a za nim drugi i. Za chwilę już jednak wiedzieliśmy. Wtedy zobaczyliśmy.. Ten natomiast zawołał do wartownika. a gdy więzień stawał przed którymś z nich. Wtedy kapowie obłożyli go słomą i podpalili. Człowiek ten już nie krzyczał. ten bił go kijem po głowie i plecach. że wartownik będzie srogo ukarany za to. Staliśmy jeszcze w szeregach. lecz pozwolił podejść do siebie więźniowi. Gdy człowiek ten przeszedł pod nami. że każdy musiał bez przerwy myśleć o sobie. którą potrafi dokładnie i fachowo wykonać. Kapowie kopaniem starali się zmusić go do wstania. Więzień ten szedł wolno trzymając się baraku. lecz podnieść się nie mógł. potłuczone. koniec. sypiąc na niego szuflami żwir. Cały czas musiał jednak biegać z dużym kamieniem w rękach. popychał w naszą stronę. a kapowie coś z zupełnie zimną krwią. Zaczęliśmy liczyć. Naliczyliśmy 26 wiader. który na widok idącego zdjął karabin i celując w niego kazał mu się wrócić. To otępienie uczuciowe na krzywdę i ból innych wynikało z tego. Ugasili. Wtedy z odległości trzech kroków wartownik strzelił. po co. a jedno ucho to. który strzelił do więźnia. jak każdy fachowiec podchodzi do dobrze znanej mu pracy. wyciągnęli go spod żwiru. przyglądaliśmy się scenie wykańczania więźnia Żyda. Na dwóch końcach tej trasy stali kapowie z kijami. Ten krzyczał. że wtedy już to na mnie żadnego wrażenia nie zrobiło. wykręcał go do tyłu. Wtedy dla odmiany nie mógł uciekać i otrzymywał więcej uderzeń. I tak w kółko. te rzeczy już nie wywoływały u mnie żadnego wrażenia. z której wiadrem wyciągało się wodę. Zmienił tego wartownika. żeby strzelał. Z początku nie wiedzieliśmy.

gdy nic nie robiliśmy. że dość długo. kto idzie. a reszta. blokowych. jak to długo trwało. Po zjedzeniu obiadu byłem jeszcze bardziej głodny niż przed obiadem.wszystko jedno kto zaczynał pracować. Kolega. kaczy krok. W międzyczasie na sztubie poznałem kilku chłopaków i jeden z nich namówił mnie. Został jeszcze Niemiec i ja. jego nie było i już go więcej nie widziałem.skończyli gimnastykować nas. że jeśli mi się nie spodoba. Było nas wtedy pięciu czterech Polaków i jeden Niemiec. czy dzień będzie „spokojny”. Gdy my poszliśmy do pracy. Raz jednak udało się dwom esesmanom złapać nas. przebiegł jeszcze kilka kroków i leży. bo wieczorem zjadałem całą porcję chleba. którą na wolnych blokach rozdawano kolejno. leżenie na brzuchu i unoszenie się na rękach. Na początek każdy z nas dostał kilka razy po twarzy. co z początku było jakby niedosytem. czy też do całego piekła w pracy nie dołączy się gimnastyka. Wreszcie wyskoczył pierwszy. obecnie już zamieniło się w ciągły głód. To. Wszystko było . Stanęliśmy blisko drzwi i każdy zastanawia się. a on w jakiś tajemniczy dla mnie sposób wystarał się dla mnie o puszkę ze szpachlówką i szpachlę. Zauważyłem. a sam poszedł do jego grupy. aż trafił się esesman lub kapo. Kartofle należało obierać. jak należy pracować. który mnie tam sprowadził. Jednego razu blokowy i sztubowy nogami skopali młodego chłopca. szła między kapów. bo kartofli dla siebie mieli dosyć. obozu koncentracyjnego w Dachau. Jak jeden . że w tym domu wariatów człowiek nie miał czasu na litość i współczucie dla innych. kto to nas postraszył. którzy mogli sobie na to pozwolić. Z obserwowaniem była taka sama umowa jak przy żwirze w dole. Wtedy dopiero zacierałem dziurę i od razu zmieniałem miejsce pobytu. a gdy przyszliśmy wieczorem na blok. lecz równocześnie brałem się za robotę. W grupie tej pozostałem jednak do końca mego pobytu w K. Według jego zdania była to jeszcze lepsza robota niż skrobanie. Była to sporej wielkości puszka. pisarza i blokowego.też byłem głodny. Praca w tej grupie była naprawdę koncertowa. Kto by ryzykował jedzenie kartofli w łupinach. Poszedłem tam z myślą. żeby zobaczyć. że już niedługo będę mógł ćwiczyć . on pozostał na bloku. to tylko jęknął. . przysiady. lecz wtedy wydawało mi się. żeby mnie ten sam i w tym samym miejscu drugi raz nie złapał.wiedział. a dopiero po tym wstępie zaczęła się „zabawa”. A ci wrzeszczą. Dostawaliśmy tylko swoją porcję zupy czy kartofli w łupinach. Rano wstawałem głodny. wyrzucone tam przez arystokracje.K. a wieczorem. Gdy czułem. Zgodziłem się i już następnego dnia poszedłem do jego grupy. Nie potrafiłbym określić. przy którym mogli mu odebrać zdrowie lub nawet zabić. że wszyscy powoli podnoszą się i oddalają się do innego baraku. po zjedzeniu całej porcji chleba . Skopali go tak. narażał się na bicie. A wiec szukałem w ścianie kilku dziurek czy większej szpary i stawałem przy nich ze swoim narzędziem i szpachlówką i stałem tak długo. co w tej grupie pracowali. żeby za mocno nie oberwać kijami. a dopiero po dłuższej chwili dyskretnie rozglądałem się. W dodatku zacząłem już odczuwać głód. kopaniu przez esesmanów.czołganie. bo łatwiej było obserwować i można było porozmawiać. to znów pójdę skrobać. która odbywała się przy bezustannym biciu kijami. stanęli na zewnątrz baraku z kijami po obydwóch stronach drzwi i kazali nam wychodzić. jak tu wyskoczyć. który wyjmował nadpsute kartofle z kosza na odpadki. która miała za zadanie zacieranie szpachlówką szpar i dziur po wbitych gwoździach wewnątrz baraków. nauczył mnie również. zatoczył się do przodu. a rano dostawałem tylko pół garnuszka czarnej gorzkiej kawy. wtedy nie oglądałem się. a esesmani w tym czasie popędzali nas kijami i butami. że chłopak już się sam nie podniósł. jaką mieli wszyscy ci. żeby prędzej wychodzić. Jak oberwał od obydwóch kijami. Chyba nic dziwnego. sztubowych. żebym zostawił dla innych skrobanie szkłem ścian. Za nim wyskoczył drugi i trzeci. Chodziliśmy przeważnie parami.

co to jest obóz koncentracyjny.zauważyli ich . Ustawiliśmy się tak jak zwykle do wymarszu. to wydłubywałem gwoździem szpachlówkę z zatartych już szpar i dziur. Wreszcie okazja przyszła. Ten już nie mógł go uderzyć kołkiem. Żeby mi nie zabrakło roboty. kiedy przechodziliśmy na placu apelowym pierwszą zaprawę obozową. że ja się będę tasował. to nic strasznego. tej. Kochana. ale też i wcale mnie to nie obchodziło. Tych. a po skończonej pracy zostawiałem pod swoją puszką. W połowie drogi włączyłem się między tych. Jeden z więźniów napisał mi po niemiecku list do matki. W tym czasie mało jeszcze ludzi wiedziało o życiu w obozach koncentracyjnych. Gdy inni zobaczyli. Esesmani. a ja kręcę się za nim. a deski w tym miejscu zamazane szpachlówką skrobałem szkłem i miałem czystą robotę na nowo do wykonania. że najgorszym niemieckim obozem koncentracyjnym jest Dachau. zaczęli też przechodzić na naszą stronę. na własnej skórze też już otrzymałem niezłe doświadczenie. w czasie pracy odezwały się gwizdki na zbiórkę. Bo w blokach wolno nam było nosić w kieszeniach tylko chusteczkę do nosa. Dnia 12 sierpnia 1940 r. że ja nie dostałem. Że Dachau to najstarszy obóz i w nim Hitler wykończył komunistów niemieckich. naiwna mamuśka! Nie miała pojęcia. że nam się udało. Wahał się chwilę. Dwóch czy trzech wróciło z powrotem . w którym . że przebywał tu przywódca komunistów niemieckich Thalmann oraz Gustaw Morcinek. że chętnie by wyjechali do każdego innego obozu. szukałem dziur do szpachlowania. Esesmani wrzeszczą. to niech i on ryzykuje. bo zrobiło się zamieszanie. Grupa wybieranych do transportu znajdowała się naprzeciwko miejsca. a jeśli nie było. lecz niewielu już przeszło.K. lecz wyszedł i przyszedł bez żadnych kłopotów. gotów. Gdy już byłem w drugiej grupie. że nawet się nie obejrzałem. lecz nie między nich.Niemiec czai się. a pisarze zapisujący wybranych zajęci byli ustawianiem ich w kolumnę. że całkowicie zgadzałem się z tymi wszystkimi. Mówiono tak wiele o okropnościach tego obozu. Wszyscy mówili. Mówiło się o tym i w K. Na wolnych blokach słyszałem ciągle opowiadania o tym. Gdy już przebiegłem. Gwóźdź i szkło nosiłem zawsze w kieszeni. Wyskoczyło kilku jednocześnie. to zawsze będzie lepszy jak Dachau. a już nie będzie mowy o żadnym porównaniu do warunków w K. Będąc w K. a na stojącego z prawej strony. to może wtedy szybko przyjadę do domu. Pierwszej niedzieli po przywiezieniu mnie do Dachau. tylko odepchnął go na drugiego esesmana i nim zdążył zamachnąć się . którzy im odpowiadali. czy tamten dostał kołkiem. ten się boi wreszcie całą siłą wypchnąłem go za drzwi baraku.klops. Przed przejściem do grupy transportu powiedziałem Heńkowi. Po tym wypadku w dalszym ciągu pracowałem w tej samej grupie. wieczorem było pisanie listów. lecz boi się wyskoczyć. Byłem zadowolony. odstawiano na bok w odległości 50 metrów od nas i tam zapisywano ich nazwiska i numery. lecz już nigdy nie zatrzymywałem się tam. bo jeszcze jak się dostało po plecach. to wiałem tak. dałem Heńkowi znak. których wybrano.prosi mnie. gdzie już stało kilku innych więźniów. nosiłem z sobą gwóźdź i jeśli mi tylko miejsce odpowiadało. żeby tylko uciec z tego. Bo wszystko jedno.K.K.kilku . chodzili wzdłuż szeregów i na wyrywki pytali niektórych więźniów o zawód. i nie wiem. żebym był grzeczny. Mówiono o tym. jaki to będzie obóz. czystych pasiakach. spokojnym krokiem wyszedłem z szeregu i skierowałem się do drugiej grupy. otrzymałem list od matki. Postanowiłem zaryzykować przeskok do grupy przeznaczonej do transportu i w momencie gdy esesmani oddalili się i wybierali na lewym skrzydle naszej kolumny. że wybierają na transport do innego obozu. ale jeżeli trafiłby w głowę . którzy tęsknili za zmianą miejsca pobytu. czy też nie. zostałem zapisany i ustawiony w szeregu. a jeśli mi się uda. Poszedł szept między więźniami. żeby przeszedł do nas.znając moją ruchliwą i impulsywną naturę . w którym stałem razem z Heńkiem B. którym towarzyszyli więźniowie w ładnych.wyskoczyłem tuż za wypchniętym przeze mnie więźniem i przebiegłem między nim a esesmanem. bo wychodząc jednocześnie moglibyśmy podpaść.

to komuniści. żeby nie upaść. powiedziałem . Przez druty od nas padały chaotyczne pytania: skąd. Tam. nawet ci. Nie wiem. Przyszedł też pod barak Janusz Kempisty i przyniósł mi paczkę tytoniu. Po przydzieleniu nas do transportu automatycznie zostaliśmy zwolnieni z K. nazywanych szumnie ubraniem. w którym przebywałem najdłużej. że jak pojedziemy.i zaprowadzono nas na jakąś bocznicę kolejową. rano otrzymaliśmy prowiant na drogę . Tu mieliśmy przejść trzydniową kwarantannę. Powoli dlatego. a przyczyną był transport inwalidów. nie było potrzeby psuć ludziom chwilowego nastroju zadowolenia. Ostatniego dnia przed wyjazdem niektórym popsuł się dobry nastrój. że był bardzo wzruszony. cieszyli się. ten już się nie podniesie. bo 4 lata i 4 miesiące. Innym więźniom tego nie mówiliśmy. odległy 4 km od Mauthausen. że będziemy żyli . to nikt się nikogo o nic nie czepia. ktoś inny kopniaka i w ten sposób zakończono wybieranie do transportu. jak długo byli. stał przed swoim blokiem i machał mi ręką na pożegnanie. który przyszedł z obozów Mauthausen i Gusen. Tu wewnętrzne władze obozowe .dostało po twarzy. że pojedziemy do Mauthausen w Austrii. Dobry. zaprowadzono na blok 11. Wszystkim chciało się pić. Dnia 16 sierpnia 1940 r. bo każdy inny będzie lepszy od Dachau. Ten nowy obóz to Gusen.K. że były to tylko szkielety ludzkie w zniszczonych łachmanach.K. a od nas jeszcze nikogo nie zwolnili. to sami się przekonamy. jeśli nam pozwolili zerwać czarne punkty. Razem transport nasz miał liczyć podobno l 060 osób. że wyjadą z tego obozu. pudełeczko sacharyny. a naszą grupę. a nigdzie nie było wody. Wynikałoby z tego. bez niczyjego zezwolenia. Inny.Z innych obozów dużo ludzi zwalniają do domu. kochany chłopak. Niemiec z czerwonym winklem. ale to raczej wątpliwe. Ludzie z wolnych bloków przynieśli papierosy i tytoń i częstowali nim chłopaków z K. Przemówienie jego można streścić w kilku zdaniach: „Jedziecie na gorsze. Ludzi tych prowadzono powoli obok naszego baraku.Teraz wiemy. . że ze swą mową wystąpił wbrew zarządzeniom. Wszyscy.Pamiętajcie zawsze o tym. że my tam jedziemy .znaki więźniów K. było już tam dużo więźniów. Tego dnia było bardzo gorąco. jak się przy pracy wyrobi swoją normę. i zaraz tego samego dnia pozrywaliśmy czarne punkty . bibułki.był to kawałek kiełbasy i pół bochenka chleba . która liczyła około 100 osób.i oni zgodzili się ze mną . a może też do jakiegoś nowego obozu w pobliżu Mauthausen. Na bloku tym grupowano więźniów do transportu.że tam musi być ciekawie. . których poraniło przy przedwczesnym wybuchu w kamieniołomach. Tam jest ciężka praca i wyniszczenie.która miała na celu przywrócić dobry nastrój . Przypuszczam. a wiadomo już było.że ci inwalidzi to więźniowie.K.na to niektórzy machnęli tylko ręką mówiąc. Na tej trzydniowej kwarantannie” zapanowała od razu inna atmosfera. W dodatku z nudów i z głodu prawie wszyscy zjedli . a poza tym jeśli sami nie wiedzieliśmy na pewno. co byli na wolnych blokach dla nie pracujących. W dniu wyjazdu blokowy naszego bloku.mówili. miał do nas krótka przemowę i widać było. tam rządzą bandyci”. żeby mu ktoś pozwolił mówić takie rzeczy. A na zakończenie powiedział: . że tam warunki normalnych więźniów niczym nie będą lepsze jak w K. a w ciągu dnia wciąż przyprowadzano nowe grupy z różnych bloków. bo nie wierzę. Tam prawie trzy godziny siedzieliśmy na trawie w oczekiwaniu na pociąg. Wszystkich popędzono na powrót do pracy. Poszła plotka . Ludzie cieszyli się z wyjazdu. Gdy nas przyprowadzono. bo który upadnie. czy przeżył wojnę. a każdy z nich był w bandażach lub w gipsie. bo był to chłopiec młody i niezaradny. jakiś wzniosły duch wstąpił we wszystkich. W rozmowie z Willim i Heńkiem B. bo można było narazić się im. jakie tam warunki? Ktoś zawołał. Gdy już wychodziliśmy do bramy. lecz nie wpłynęło to jednak na poprawienie nastroju. w Dachau.K.

W wagonie było bardzo ciasno. gotowe do strzału. tupot nóg . jak długo będzie trwała jazda do miejsca przeznaczenia. bicie. żeby dołączyć do kolumny. Spojrzałem: w pewnej odległości od wagonów gęsta linia posterunków. żeby zorientować się. raz z przodu. esesman zagroził. w którym widzieliśmy ludzi.cisza. co krzyczą.swój chleb. Nie musiałem rozumieć. a nikt nie wiedział. W kolumnie przypadło mi miejsce w pierwszym rzędzie po lewej stronie. Przykrym dla mnie momentem był przejazd obok nas pociągu pośpiesznego. poza bramą obozu byłoby to wysoce nieprzyzwoite. okrzyki bólu. Wyskoczyłem razem z innymi na peron. Gdy już wyszliśmy na stację. Nie wiedziałem. lecz starałem się o tym nie myśleć. Ktoś celowo przekręcił nazwę i wymówił złowieszczym głosem: „Mordhausen”. bo tylko nieliczni zostawili sobie po kawałku chleba do pociągu. żeby któremu z nas nie przyszedł przypadkiem do głowy pomysł skoczenia pod pociąg. . czy ktoś ucieka i strzelają do niego. w których były umocowane grube kraty. pociąg ruszył. Ja ustawiłem się razem z Willim i Heńkiem B.. W poprzek wagonu poukładane były deski. jak jeżdżą w luksusowych wagonach i cieszą się wolnością. więc pomagają mu w szybszym dostaniu się do nieba. po prawej strome. było już mocno ciemno. czy też może ktoś upadł. Krzyk. Dostałem karabinem po plecach. Nie było czasu o tym myśleć. to znów z tyłu. Wreszcie pociąg stanął. lecz jeszcze zupełnie widno. Przy tej dekoracji nieprzerwany wrzask esesmanów. Przed przejazdem tego pociągu esesmani ustawili się wzdłuż toru. Na nielicznych postojach esesmani chodzili bez przerwy obok pociągu. załadowano nas po 50 osób do każdego wagonu. Przez okienka te wpadała do wagonu wystarczająca ilość powietrza. kilku esesmanów z karabinami przy drzwiach i krzyczą wszyscy jednocześnie. MAUTHAUSEN Przy ładowaniu do pociągu ludzie starali się stawać obok siebie tak. Życie wolno było odebrać sobie w obozie. Wreszcie podstawiono pociąg towarowy. po której posłyszeliśmy zbliżający się powoli w naszym kierunku jakiś wrzask. wreszcie już zupełnie blisko mogliśmy w ogólnym wrzasku odróżnić odgłosy bicia. odgłosy uderzeń i krzyki lub jęki bitych. to zamknie nam okna. esesmani z psami. Z tyłu samochody. jeden przy drugim. Wszyscy jacyś dziwnie podnieceni. lecz nawet nie zwróciłem na to uwagi. Na taką groźbę wszyscy się uspokoili i nikt już więcej o wodę nie prosił. Karabiny trzymali w rękach. siedzieli na podłodze pod ścianami. Otwierają nasz wagon. Nie potrzeba wspominać o tym. bo całą uwagę skupiłem na robieniu uników. Było już po zachodzie słońca. pokrzykiwania.. W wagonie wyczuwało się zaniepokojenie . że wszyscy byli głodni. Mimo wprost akrobatycznych uskoków kilka solidnych uderzeń dostało mi się jednak. żeby znajomi czy koledzy mogli jechać w tym samym wagonie. Kilka minut panowała na stacji cisza. Z obydwóch stron stali esesmani w odległości dwóch kroków od siebie. a jedyną dobrą stroną jazdy były otwarte okienka po obydwóch stronach wagonu.. żeby nie pogarszać swego samopoczucia. a my biegliśmy między nimi. że jeśli się nie uspokoimy. Gdy wreszcie po kilkakrotnym liczeniu nas ruszyliśmy w drogę. dla których zabrakło miejsca na deskach. a inni na motocyklach oświetlali całą kolumnę reflektorami.co też przyniesie nam zmiana. na których siedzieliśmy. Po bokach esesmani. Gdy na jednym postoju z naszego wagonu proszono o wodę. żeby nie oberwać od esesmanów. którzy stali ustawieni w szpaler. Od czasu do czasu rozlegał się wystrzał. które również oświetlały kolumnę. Posłyszeliśmy jeszcze szczęk żelaznych sztab. rozpoczął się teatr. wrzaskliwi. Ci. Wszyscy natomiast czuli wielkie pragnienie. Słychać otwieranie wagonu przed nami. sprawiali wrażenie ludzi nienormalnych. Ktoś z wagonu przylepił się do okna i przeczytał napis na stacji: „Mauthausen”. Ja też swoją żywność zjadłem i chciało mi się bardzo pić. że każą szybko wysiadać. którymi zamykano wagony.

czy też jeszcze będzie do niej kawał drogi.Kolego. chociaż wchodząc na górę często liczyłem je. że dusza szła bezpośrednio do nieba. albo jeśli upadł. spojrzałem na ludzi idących przede mną: szli prawie prostopadle. zdrowy i wysportowany. kiedy puściłem swojego staruszka . zakołowało mi się w głowie i. mogę się potłuc czy połamać i zostanę na brzegu złapany. które przy świetle reflektorów wydawały się jakieś niesamowite . Z myśli tych wyrwał mnie głos sąsiada idącego z prawej strony: . Schody pokonałem bez specjalnego wysiłku. następny i wreszcie pomaleńku doszedłem do właściwego. Nie miałem pojęcia. wystraszonego człowieka. bo kto upadnie. żeby wejść na SS.a w głowie kołatała mi tylko jedna myśl: nie upaść. Wreszcie oddech raptowny. to go zadeptali. Po wejściu na górę byliśmy już prawie w obozie. Dalej. Był to nieduży. co szli z boków i z tyłu. że w pewnej odległości ludzie idący po ścianie w górę znikali mi z oczu. ja już nie mogę. w tym momencie przypomniały mi się słowa blokowego w Dachau. .Zabawa polegała na tym. Wtedy. Wagę ciała miałem zawsze małą w stosunku do wzrostu. żeby nie myśleć o wysiłku wkładanym w pokonanie tej cholernej ściany. że szliśmy ściśnięci jak owce. Wyobrażam sobie. poganiali nas do przodu.. I znów poprzednia myśl: skok . takie. Ja też byłem w takiej głupiej sytuacji. po lewej stronie jakiś kamienny mur. nie upaść. bijąc bsz przerwy. Nikt nie chciał być wypchnięty z kolumny na zewnątrz.ponure. niczym nie zabezpieczona ściana. pomóżcie mi.nie zdąży strzelić ciemno . lecz swojego dziadka już nie zauważyłem. a na dole zostawały zwłoki w postaci placka. Spojrzałem w bok. siedząc jeden drugiemu na plecach i depcąc sobie po nogach. wieża i brama z napisem po niemiecku: „Praca daje wolność”. nie upaść. czy brzeg był bardzo stromy. że niby chce uciekać. Z kamieniołomów tych wydostaliśmy się na górę po bardzo stromych schodkach o nieforemnych kamiennych stopniach. zanim wszedłem na schody. gdy pierwszy raz pchałem się do góry.za chwilę następny. Był w gorszej niż ja sytuacji. Albo pozostał w tyle. ile krwi. że weszliśmy między bloki skalne.obecnie już nie pamiętam. czy rosły na nim drzewa i czy zaraz na dole będzie woda. Po obu stronach drogi baraki. który mówił: „Uważajcie. jakby do nieba. Opadła mnie natrętna.pływam dobrze. Prawą ręką objąłem go w pasie. bo szedłem w zewnętrznym rzędzie. jakby tylko siłą rozpędu i bez oddechu. Nie potrafiłbym opowiedzieć. bo na nogach miał luźne drewniane trepy z płótnem tylko na wierzchu. jakie mieli wszyscy. których było 192 czy też 186 . Byłem młody. Więźniowie idący z przodu nie mogli pozwolić sobie na to. Brzeg był bardzo wysoki i tylko spomiędzy drzew. którego nie mogłem złapać. W roku 1939 ważyłem bez ubrania 62 kilogramy przy wzroście 178 cm.złapią.na złamanie karku w dół. Żal mi się zrobiło tego starego. w której bici i poganiani ludzie pchali się do przodu. Nie wiem sam. Były to kamieniołomy. którą można było dostać się bezpośrednio na sam dół kamieniołomów z tym. głęboko w dole było widać i słychać płynącą rzekę. Chwilowe oprzytomnienie: psy . Zauważyłem. że na czele naszej kolumny szła normalnym krokiem grupa esesmanów. krawędź i . żeby nie upaść. Przeszliśmy zaledwie kilka metrów. bo mógł to przypłacić życiem. ile wtedy kroków tak szedłem jak lunatyk. starszy człowiek. w którego oczach widać było obłędny strach i wyczerpanie. gdy otrzymałem okropne uderzenie lufą karabinu w serce. Doszło do tego. świdrująca w głowie myśl: skok między esesmanów. ten już się nie podniesie”.jeden metr . Wreszcie wydostaliśmy się na górę. w których pracowali więźniowie z obozu. Pewien odcinek drogi szliśmy tuż nad brzegiem Dunaju. krótki . normalnego oddechu. a jego rękę przełożyłem sobie przez kark i trzymałem ją swoją lewą ręką. którzy mieszkali w blokach dla nie pracujących. bo już było tak ciemno. natomiast ci. więc powstrzymywali siłą napierającą kolumnę. Zatkało mnie.. Po jednej stronie schodów była gładka. potu i zamęczonych ludzi kosztowało zrobienie tych schodów.

Niczemu się nie dziwiłem i nic mnie nie potrafiło zmartwić. Wiem tylko. Byli to ci więźniowie. W Mauthausen szybko przekonałem się. za które mogli zabić. by uniknąć następnego bicia. którzy po drodze upadli. W bloku odszukaliśmy się z Heńkiem B. kto uderzył.to też na wesoło. gdy znaleźliśmy się na placu apelowym. Więc znów łomot. Zależało od tego. Ja przynajmniej przeszedłem już przedpiekle w K. Wesoło . nie żyli . i to przywitanie nas uważałem za nowy numer w tym samym teatrze. kołowałem tak. rozsypaną tak. Za pewne wykroczenia bili. energia.myślałem sobie . Podłogi były pokryte słomą. za inne zabijali . a tu już brali nas w swoją opiekę nowi. Żyli. Jak brałem po twarzy . Trafiłem na blok 14. Teraz więc.najlepiej w rogu sali. żeby nikt nie widział.Uważaj. które otrzymałem lufą karabinu w serce. bo cię przetrącą. Poradziłem mu. Esesmani eskortujący nas zostawali przed bramą. Do tej chwili jeden tylko raz zapłakałem sobie po cichu i tak. Pilnowałem się tylko. byleby tylko który pies mnie nie dosięgnął albo żebym nie dostał bykowcem po głowie. gdzie też położą ich spać. którzy w Dachau byli na blokach dla nie pracujących i którzy albo gimnastykowali się na placu. żeby nie dać się złapać na wykroczeniu. Cieszyłem się. Ta metoda była dobra w Dachau. Podobno było tam razem trzydzieści kilka osób. Ścisłą regułą było tylko wykańczanie tych.to Kanada. Otrzymaliśmy po misce zupy . Tu dopiero będzie wesoło. że leżeli i nie ruszali się. obiegła nas nowa rozwrzeszczana grupa esesmanów z psami. Po ułożeniu się na słomie okazało się. Czy przypadkiem.i spać. lecz cała moja natura. cały nastawiałem się na maksymalną oszczędność ruchów. za chwilę śmiałem się i zwiększałem czujność. bystrość i psychika ustawiły się do walki z każdą przeciwnością. że nic mnie nie obchodziły okropności obozu.aż im pępki popękają. krzyk i popędzanie. i gdzie chciał. w jakich się znajdowałem. Bicia nie bałem się wcale. dla których zabrakło miejsca. tu dopiero dom wariatów . nie lepiej było być w tej . żadnego wrażenia nie robiły na mnie dzikie wrzaski esesmanów. Mnie to nie wzrusza. Każdą sytuację uważałem za normalną w tych warunkach. jak ściele się bydłu. z którego wywalono ładunek. że też już żadnego na mnie nie robiło wrażenia. że można być bardzo zbitym lub nawet zabitym bez żadnego wykroczenia. Każdy kładł się tak. których schwytano na kradzieży chleba innym więźniom. wolne bloki . Wyobrażam sobie jednak. czym uderzył i w co uderzył. Niech sobie wrzeszczą . . bo całą uwagę skupiliśmy na czym innym. a nie ciężkie warunki obozowe. Dachau. albo śpiewali piosenki . podzielono na dwie części i zaprowadzono na bloki 14 i 15. że jest jeszcze spora grupa więźniów. gdy bili na ślepo.a tu od razu wpadli w takie piekło. a przyczyną płaczu był pierwszy list mamuśki. Dlatego uważałem. Były to puste bloki bez łóżek. Stasiu.pomyślałem sobie. żeby być w środkowym rzędzie. którzy będą musieli w nocy wychodzić do ubikacji. Niezłe przywitanie. O. że do bólu człowiek może się też przyzwyczaić i wtedy przestaje bać się bicia. Zaciekawiło mnie. żeby mnie nie przyłapano na większych wykroczeniach. Dostałem po twarzy.lecz mogli zabić nie tylko z błahego powodu. gdy na czas spostrzegłem zbliżające się niebezpieczeństwo. w ubraniu.Te wszystkie szczegóły zauważyłem tylko przy okazji. Nim doszliśmy do bramy. wysiłku i wyczucie możliwości urwania się do lżejszej pracy. kogo popadło. każdy jakby gotów sam zębami nas szarpać. więc byłem mniej narażony na bicie. pod ścianą. Przekonałem się. z bykowcami. Od początku pobytu w obozie tak jakoś ciekawie się to u mnie w głowie ustawiło. przepojeni rządzą czynu i walki. o którym pisałem. gdy udało mi się na czas uskoczyć.K. Jak wpadłem do ciężkiej pracy. Na placu apelowym obliczono nas. Tak było ze mną. ale i bez powodu. Do bicia tak już się przyzwyczaiłem. w każdej sytuacji. jak stał. a nieraz duże wykroczenia uchodziły bezkarnie. Cieszyłem się.nie wiem. Z tyłu za nami wjechał na plac samochód ciężarowy. Po uderzeniu. żebyśmy szybko zjedli i poszukali sobie dobrego miejsca do spania . jak pogłupieli ci.szkoda każde słowo. bo wtedy nie będą po nas chodzili ci. Trochę bólu i nic więcej.

a od szesnastego zawsze w zespołach. że po jednej stronie ustawiają się ludzie młodzi i zdrowi. Blokowy z wściekłości chciał mnie najwyraźniej w świecie uśmiercić. Dzień ten to była sobota czy też niedziela. Więźniów kolejno wywoływano według alfabetu. a obok nich uwijali się funkcyjni więźniowie. Wywołany więzień podbiegał szybko ze zdjętą czapką do stołu i stawał wyprężony na baczność. Gdy leżałem na wznak lub na boku. Przyszli tam więźniowie z innych bloków rozejrzeć się. Na środku ustawiono stół. a w roku 1940 pracowało się w soboty tylko do południa. jak „U cioci na imieninach”. Przyszli do nas sztubowi. z ciekawością i zadowoleniem słuchając nie znanych im andrusowskich. Tak mi tam było wesoło i przyjemnie. wyszedł naprzeciw mnie blokowy i ze słowami „jest nareszcie ten polski pies” zaczęło się bicie. „A u mnie siup!” i jeszcze kilka humorystycznych melodii. a esesmani ruchem ręki kierowali go na jedną lub drugą stronę. żeby mnie z powrotem zwalić z nóg. bo wszyscy więźniowie byli na bloku. że jeden z mieszkańców bloku bawi się mandoliną. na którym bloku są warszawiacy. Grałem od czternastego roku życia.podnosiłem na nogi. bo obóz ten jest dopiero w budowie i ludzie żyją tam w bardzo prymitywnych i antysanitarnych warunkach. Deptali oni wtedy po leżących. a gdy leżałem. ładnie skrojonych pasiastych ubraniach i wypasionych mordach. Grałem tam blisko godzinę. wtedy blokowy bijąc i kopiąc układał mnie w wygodnej pozycji dla wykonania skoku na piersi. Zauważyłem.zgłupiałem. młodych ludzi. Po obiedzie blokowy zapowiedział nam. Zauważyłem. na której zapoznał mnie on z kilkoma więźniami z Warszawy. że do Gusen. na której od czasu do czasu pobrzęczy. Po zakończeniu segregacji grupę drugą od razu ustawiono w setki i wyprowadzono za bramę. Przed blokiem było zupełnie pusto. wtedy starał się przytrzymać mnie chwilę w tej pozycji. w którym są jeszcze gorsze warunki niż w Mauthausen. Nas zaprowadzono na bloki i wydano obiad. a sam podrywał się cały od ziemi i skakał na mnie z góry obydwiema nogami. „szemranych” piosenek. za którym siedzieli esesmani. Widać było. Łatwo było poznać.grupie. bo miałbym wygodniejsze spanie? Ale nie doceniłem naszych możliwości. żeby nikt nawet na chwilę nie oddalał się od bloku. blokowy i zaczęli nas dociskać nogami. i poszedłem na swój 14 blok. nie licząc maleńkiej grupki więźniów stojących przed wejściem do bloku. że nie umie na niej grać. Gdy wyszedłem zza rogu 13 bloku . a niedziele były wolne od pracy. Postał przy mnie też sztubowy . Następnego dnia rano wyprowadzono nas na plac apelowy. Zapytałem się jednego z nich. Nie było to zwykłe walenie po twarzy. Ja znalazłem się w grupie zdrowych. że miejsca starczyło dla wszystkich. po czystych.jak się dopiero później dowiedziałem. Wymienił kilka bloków. Wreszcie obiecałem chłopakom. Wszyscy położyli się na tym samym boku i okazało się. Kilka minut pokręciłem się przed blokiem. że jeszcze do nich przyjdę. na którym chwilowo się znajdowałem. Powiedział mi też. Gdy podchodziłem do tej grupki ludzi. „Fredzio”. którzy musieli wyjść do ustępu. że kazano nam się nie oddalać. że dużo ludzi z Warszawy jest na bloku 13. a ci dla odmiany klęli. Wszyscy na sztubie okrążyli mnie. Dowiedzieliśmy się. Wyglądało to w ten sposób. sąsiadującym z blokiem. czy nie spotkają znajomych. gdy się . Wlazłem na sztubę B. Tym razem w ratowaniu się pomagały mi moje wysportowanie i orientacja nabyta przez dwa lata trenowania zapaśnictwa oraz rutyna nabyta w . Ja już wtedy na mandolinie grałem koncertowo. kopał mnie i starał się skoczyć mi nogami na piersi. ciężkim snem po zmęczeniu i przeżyciach tego dnia. Reszta jednak spała twardym. że zapomniałem o swoim bloku i o tym. po drugiej stronie starzy i wycieńczeni. Poszedłem ze swym informatorem na blok 13. że to obozowa arystokracja. Poprosiłem o mandolinę i zagrałem im kilka typowo warszawskich piosenek. W nocy tylko słychać było przekleństwa i wymyślania pod adresem tych. że gdy już upadłem. Przewalił mnie na ziemię i pięściami bił tylko wtedy.

Kto źle posłał łóżko. Wreszcie blokowy machnął ręką i poszedł. Podał mi rękę. gdzieś blisko jego łóżka. słomy w nich było tylko trochę. że baraki były niskie. Blokowy 14 bloku. Rozdzielono wszystkich. czy na bloku 14 otrzymałem kolację.mnie.jedna szafka na trzech. że nie byłem jeszcze wycieńczony i miałem siłę szybko się obracać. Ja zaś po każdym takim obrocie podrywałem się szybko na nogi i.dość częstych bijatykach. na łóżkach pościel. Był to ten sam sztubowy. a za chwilę znów przez okno wskoczył do izby i podał mi moją kolacyjną porcję chleba i kiełbasy. .Czy jest ktoś z Warszawy? . W ten sposób poznałem się ze Stefkiem. który przed kilkoma minutami z takim zadowoleniem słuchał mojego grania na mandolinie. skok. od nowa to samo . Gdy wprowadzono nas na sztubę B. lecz ten zasłonił mnie i stanął do niego w bojowej postawie. który był dla mnie największym przyjacielem. A ja w tym czasie byłem właśnie na tym samym bloku i tej samej sztubie. że nie. szczekającym głosem zaczął wymyślać coś blokowemu. które czułem. Ustęp i umywalnia w bloku. że wcale nie miałem uczucia strachu.jak do chwili obecnej wszystko klawo.bo była to tylko obrona . chowając się do wojny na Czerniakowie. który dopadł do nas i ostrym. lecz nie wolno tego zrobić. albo też tylko ześlizgiwał się po mnie.też Stefanem. . na którą zostałem przydzielony. był bity..A ja Grzesiuk Stasiek. że każda sztuba dzieliła się na jadalnię i sypialnię. a wieczorem albo w sobotę po południu lub w .lecz on został skierowany na sztubę A. żadnej krzywdy mi nie zrobił. ale w sobie nic przetrąconego nie miałem. Gdy przyszliśmy przed blok 13 . Ten Stefan Kęszycki przebywał z nim w obozie od chwili ich aresztowania w kawiarni „Bodega” w Warszawie. Blokowy chciał się do mnie dorwać. Bloki w Mauthausen były tak samo urządzone jak w Dachau. mówiąc. Blokowy bloku 14 chciał mnie utłuc dlatego.myślę sobie . żeby na posłania było najmniejsze wgłębienie. W pewnym momencie przez okno 13 bloku wyskoczył mały. wszystkie sienniki musiały być na jednym poziomie. w sieni stał wysoki młody chłopak. tylko grupa ostatnich dziesięciu nie mogła być odstawiona. Różnice były tylko takie. nie potrafię nigdy myśleć o nim bez wzruszenia i uczucia serdeczności. rozdzielano po wszystkich blokach ludzi z naszego transportu. zwalenie z nóg. jakiego miałem w życiu. Spostrzegłem. Numer dostałem 1008 . Dużą rolę w mojej obronie . szczupły człowiek. łóżka drewniane i jednopiętrowe. Ja stanąłem z boku. Gdy spojrzało się na całą salę.pięciu skierowano na sztubę A. a innych pięciu wraz ze mną na sztubę B. były tylko bolesne. Precyzja. Poznał mnie z drugim kolegą . z Czerniakowa.bicie. Stefan od razu zaopiekował się mną. No i szafki w jadalni . a kilka kopnięć i uderzeń. a gdy mu powiedziałem. którą można zgnieść. mimo jego najszczerszych chęci. z Żoliborza. Czysty przypadek sprawił. Sienniki w Dachau były twarde. nabite i nikt ich nigdy nie wzruszał. że całą energię fizyczną i umysłową skierowałem na swoją obronę. że jest Stefan Krukowski. że w tej dziesiątce był też Heniek B. idealnie równo. który zapytał: . powiedział to sztubowemu. kopanie.Ja jestem . a musiały być wysoko nastroszone i niedopuszczalne było. Zapytał mnie. Ten wyskoczył przez okno. jakie od dziecka uprawiałem. Może dlatego. tzn. Porozumiał się z kimś w sprawie przydzielenia mi lepszego łóżka. który mnie bił.. tu sienniki były miękkie.odegrało to. że w tym czasie.odpowiedziałem. gdy w Dachau były żelazne i trzypiętrowe. No . a sztubowy z 13 bloku wszystkich stojących przed blokiem zabrał na swój blok. Za każdym jego podskokiem robiłem raptowny obrót ciała i spadał on nogami albo na ziemię. Okropne uczucie bronić się przed atakującą wszą. Było nas razem dziesięciu.po zmarłym. gdy ja grałem na bloku 13. bo jednego brakowało . unik i znów na nogi. bo mnie w tym czasie nie było.

to już taki na pewno dostawał dobre lanie. ścieląc je bez przerwy zgrabiałymi z zimna palcami i tupiąc zmarzniętymi nogami. przyszywanie guzików. to znów wypędzał nas z baraku zaraz po śniadaniu.otrzymywał bicie. Gdy Karl wyganiał nas na dwór. Opowiadał. który mnie obronił przed blokowym z 14 bloku .które trwało nieraz kilka godzin. robiono nam karne ścielenie łóżek . których tu wymieniłem. Sami oni po zupę nie podchodzili. Lecz ze sztuby B na A nie wolno było chodzić. czy wieczorem jeszcze żyć będą. by zdobyć dodatkowo źdźbło jedzenia. a jak był mróz lub deszcz. żeby w ten sposób odstraszyć innych. W niedzielę. W ten sposób w sypialni był taki sam mróz jak na dworze. golenie twarzy i głów wszystkich więźniów. gdy padał deszcz. ile było im potrzeba. numer . pisarz blokowy. sztubowy albo który z kapów rozpoznał kogoś obcego na swoim bloku. Miał on w stosunku do nas taką metodę.to blokowy. którzy mieli źle posłane. ale gdy Karl wygnał nas na deszcz czy mróz . jeśli w niedzielę Karl nie wyganiał nas z baraku. czyszczenie szafek. a tuż przed nosem lała się woda z dachu i nogi były mokre. tzn. walczących o to. W soboty po południu. bo jeśli na bloku dostał dobre bicie.niedzielę. do którego obowiązków należy golenie wszystkich poprzednio wymienionych. numerków i winkli. które często było przyczyną śmierci. zanim wreszcie pozwolił nam wyjść z sypialni. niby komunista. Miał tylko w ustach dwa zęby. w czasie wolnym od pracy. żeby im pograć. odbierało mu ono pełną sprawność i orientację przy pracy. porozwalał wszystkie łóżka i znów od nowa . a i blokowy też nie był najgorszy. Często po graniu chłopaki dali mi miskę obiadowej zupy albo kawałek chleba. sztubowi i kapowie sprawdzali czystość i porządek i jeśli ktoś podpadł. a i te ruszały się. w czasie rannego apelu. Jedzeniem tym zawsze dzieliłem się ze Stefkiem dokładnie na pół. że zęby wybili mu w Gestapo. Wtedy łatwo podpadał w pracy i znów był bity za słabą pracę.rozbierano go do naga i wyrzucano do ubikacji lub umywalni i tam dopiero umierał . sztubowi. szara masa więźniów. łatanie podartego ubrania. wiecznie głodnych. zbił tych. że miał podarte ubranie. to ci.tu z pomocą przychodziła mi moja umiejętność gry na mandolinie i znajomość atrakcyjnego repertuaru. Ci. Dowiedziałem się również od Stefana o podziale ludzi na sztubie. Karl było to niesamowicie złośliwe bydlę . Gorsi to ta normalna. Stefan wprowadzał mnie w życie obozowe Mauthausen. staliśmy wokół baraku. w czasie wolnym od pracy. którzy wstając rano nie wiedzą. bo jeśli blokowy.z czerwonym winklem. brali dla siebie tyle misek zupy. Brali za nich ich . A gdy już nie miał siły zejść z łóżka . a w baraku pozostawaliśmy dopiero po wieczornym apelu i kolacji. blokowi. to już nic nie mogłem poradzić. bez przerwy bitych. że jak było ciepło. a ci w porozumieniu z blokowym wpuszczali mnie na sztubę. bo czas ten był poświęcony na robienie porządków. a wpuszczał na obiad po to. Gdy byliśmy zamknięci w bloku. Często cały dzień. starałem się porozumieć z chłopakami ze sztuby A. Na inne bloki nie wolno było wchodzić. żeby po obiedzie znów wygnać. to kazał nam uczyć się słania łóżek w ten sposób. to całą niedzielę trzymał nas w bloku i nikomu nie było wolno nawet na chwilę wyjść z baraku. Zupę tę mogli niektórzy kupować za wieczorne porcje kiełbasy lub margaryny.nieraz i kilkanaście razy.ten. że słaliśmy bez czapek i bez marynarek. W zimie. Sztubowy na sztubie A nie był takim wariatem jak nasz Karl.sprawdził. Zawsze ciągnąłem za sobą Stefka Krukowskiego. a my nieraz i kilka godzin kręciliśmy się tak rozebrani przy słaniu łóżek. wymigać się od ciężkiej pracy. uniknąć bicia. gdy on w tym czasie powyjmował w sypialni wszystkie okna. żeby i on nie musiał sterczeć pod okapem bloku na zimnie. które w wielu wypadkach całkowicie różniło się od życia w Dachau. spłaszczeni przy ścianie. na lepszych i gorszych. kapowie i fryzjer blokowy.leżąc nieraz jeszcze dwa albo trzy dni. Po idealnym posłaniu wchodził sztubowy Karl . nie robiono nam żadnych karnych ćwiczeń. Taki zbity i skopany człowiek umierał po kilku dniach. Lepsi . nie ogoloną głowę lub twarz albo źle przyszyty.

czego przedtem nie umiałem sobie nieraz wytłumaczyć. którzy sprzątali i szorowali sztubę. i zawsze na koniec kotła. a ci wszyscy wybrańcy. Karl zaczął dawać mu repety. Góra ściele pierwsza. umieszczani w lekkiej pracy i mieli jedzenia. kogo popadnie.zapala światło i jak małpa wskakuje na górne łóżka. gdy już wydawane było gęste jedzenie. którzy golili w sobotę wszystkich więźniów. Poza tym Stefan miał 23 lata. wyżartych i dobrze ubranych nazywano w obozie prominentami.z tego. którzy jeszcze nie wzięli lub czekali z następnymi miskami. Spostrzeżenie to nasunęło mu się wtedy. Gdy zbliżał się koniec kotła. więc może małego wzrostu Karl doszedł do wniosku. a siennik musi wystawać wysoko nad deski. Koc ładnie złożony i zwinięty rozciąga się na posłanym łóżku. Gdy był lepszy obiad . Złożony koc rozkłada się . a o dolewce nie było już mowy. W odróżnieniu od Dachau tu na śniadanie zamiast czarnej kawy dawano nam garnuszek zupy gotowanej na kościach. Rano . stawali z boku i znów czekali na koniec następnego kotła.muzułmanami. mając po dwie miski w rękach. rzadkie. ludzi załamanych fizycznie i psychicznie . Wszystkich dobrze sytuowanych. którzy śpią na górnych łóżkach. ci. brali ci. więc przeszkadzaliby tym z dołu i gnietliby łóżka. Gdy jedzenie w kotle się skończyło. Karl po krzyknięciu: „Kostreger raus!” . marmolady i twarogu. prominenci. jak wyglądał przeciętny.przestał mu repety dawać. Prześcieradło nie ma prawa mieć najmniejszego załamania. ich służba i podopieczni.podchodzili oni kilkakrotnie. jedzenie z wierzchu kotła. to Karl prawie wcale nie mieszał w kotle i nabierał chochlą z wierzchu. idzie na jadalnię do swojego przegrodzonego kąta. którymi oni. W Mauthausen Stefek mówił mi.dzwon dzwoni na placu apelowym na wstawanie i w tym samym momencie Karl od drzwi szczeka: . Precyzyjne składanie kocy odbywa się w jadalni na stołach. z tym że dostawaliśmy nie więcej jak 2/3 garnczka. którzy stali w kolejce. dawał znak i wtedy wszyscy ci podchodzili poza kolejką po jedzenie. które my dostawaliśmy jeden raz w tygodniu. Następną grupą ludzi. następnie raz i drugi przy różnych okazjach zaczął go obmacywać. Prócz tych byli jeszcze młodzi chłopcy. co dla nas zostało . Arystokraci bloku brali też dla siebie po całym garnuszku margaryny.Nosiciele jedzenia. normalny dzień na bloku. Więc władze blokowe i ich służba . Skacze z łóżka na łóżko i wali kołkiem każdego. którzy mieli stałą funkcję noszenia z kuchni kotłów z jedzeniem i odnoszenia pustych kotłów na plac apelowy. a ludzi.po kawałku wielkości pudełka zapałek. Drugą klasą uprzywilejowanych byli służący głównej arystokracji. tj. W Gusen dopiero stała się dla mnie jasna sprawa homoseksualizmu w obozach i zrozumiałem wtedy wiele z tego. często bez kawałka kartofla.makaron lub kasza . Następnie zeskakuje na dół i wali dalej. bo ścieląc łażą nogami po krawędzi dolnego łóżka. w którym mieszkają władcy.to prominenci. gdy jak mi opowiadał. Cała sfora wybrańców losu czekała mając po dwie miski w garściach. Gdy już sobie poszaleje. a marmolady i twarogu po pół. A że Stefek nie dał się macać . że nie opłaci się dożywiać takiego drągala. którzy otrzymywali dolewki śniadań i obiadów. co on w tym podejrzewa. byli fryzjerzy.służący. Teraz opiszę. otwierano nowy kocioł. a my w sypialni bierzemy się za słanie łóżek. ile tylko chcieli. oraz ci. którzy już ledwo chodzili z wyczerpania. Dostawaliśmy wtedy nie więcej jak 3/4 litra zupy. Bo jak było lepsze żarcie. Najpierw ścielą ci. czasami 3/4 łyżki. wychodzić! Ci pędzą tylko w koszulach za drzwi i biegnąc na plac apelowy po drodze ubierają się. opiekowali się i którzy w wyniku tej opieki też byli ładnie ubrani. 182 cm wzrostu i był chudy. a ci z dolnych idą myć się do umywalni. Margaryny dostawaliśmy . kto nie zdążył w chwili zapalenia światła zeskoczyć na podłogę. należący do następnej grupy uprzywilejowanych.

Przeważnie jednak wyganiano nas z baraku na najgorszą nawet pogodę.symbolicznie . szybkie robienie porządku w szafce. W tym czasie odbywało się zamiatanie i szorowanie podłóg w jadalni i sypialni. W mordę to się nie dostawało. jak do kogoś bardzo kochanego. Więźniowie całej sztuby stali półkolem. i dawał im dolewkę. którego palcem przywoła sztubowy. Bo . wtedy Karl rozglądał się i poruszeniem palca wywoływał tych. którzy mu się podobali. aż im oczy na wierzch wyłaziły. że wieczorem albo w niedzielę będzie słanie łóżek. Czasem dostał dwa papierosy.a każdemu ślina napływała do ust i całym sobą pragnął. każdą jedliśmy wspólnie. którzy brali po całej misce zupy z samego wierzchu.na wierzchu i wygładza specjalnymi deskami. ale bez względu na to. żeby łatwo wpadać w oczy. Przez pierwsze dni starałem się stać na przedzie. a ja chciałem. Wybierał on powoli i z namysłem . którego łóżko naprawdę źle było posłane. Dolewki te przeważnie były właściwym jedzeniem Stefana. Ja w tym czasie nie miałem tych kłopotów. to czasem . skąd już ustawieni w dziesiątki szliśmy na plac apelowy. jednocześnie hipnotyzując go. z zasady sprzedawał swoją ranną zupę za papierosy. a zapalić rano musi.Stefan dostawał częściej. o ile nie otrzymaliśmy dolewki.nie odnosiło żadnego skutku. należało zaopatrzyć się w dwie gładkie deski do prasowania i wygładzania podgłówka i łóżka. nieraz jednego. ten uśmiechał się tak czule. otrzymywał za nią cenę obozową. że małą uwagę zwracamy na dolewki. Po tej pierwszej porcji w jadalni odbywało się wydawanie rannej zupy. aż przyjdzie kolej na sprzątanie tych pomieszczeń. Stefek twierdził. Czy łóżka były posłane dobrze czy źle. wpatrzeni w Karla i kocioł. kształtującą się według ilości papierosów w obozie. że te pół garnczka gorącego płynu i tak nic mu nie da. żeby wszystkie rzędy były równo ustawione na całej długości placu apelowego. a Karl sprawdzał. Ten był zmaltretowany tak na cacy.bo wiedziałem przecież.ale to zdarzało się nieczęsto . On starał się podzielić to równo na pół. i jazda przed barak. Sienniki i podgłówki musiały mieć jedną wysokość na całej linii łóżek. bo za krzywo zawieszony ręcznik w szafce też można było solidnie oberwać. Tłumaczenie moje. Jeśli Karl był w dobrym humorze.jeśli był duży deszcz. ubikacji i sieni. po nich braliśmy my. to był przypadek albo facet wystawił łeb za daleko przed siebie i psuł szyk szeregu. Co chwila słychać uderzenie kijem albo bicie po twarzy. bo papierosów nie paliłem wcale. Przy wydawaniu repety staliśmy zawsze z tyłu udając.i to było jego śniadanie. bo gdy wyszły mu papierosy otrzymane na kantynę. Pół godziny przed rannym apelem już robiono nam zbiórkę przed barakiem. a po wydaniu wszystkim znów uprzywilejowani po jednej czy dwie miski. pozwalał nam poczekać w baraku do czasu. a my wszyscy mieliśmy zagwarantowane. Jak ci już nabrali dosyć. a już zupełnie źle było z takim. żeby on wypił sam albo żeby mnie dal tylko troszeczkę dla formy . Później każdy stawał obok swego łóżka. jak ktoś dostał. więc w końcu przestałem go przekonywać. lecz przeważnie pół papierosa . żeby ten ruszył palcem. jak są posłane. Po śniadaniu . bo wszyscy funkcyjni bez przerwy kręcili się między szeregami i równali nas do innych bloków. Wtedy wywołany wybiegał szybko i fasował małą chochelkę zupy dodatkowo. by on był tym. tzn. który z nas otrzymał dolewkę.mycie garnczków. Gdy wzrok Karla spoczywał na którymś. że to nie ma żadnego znaczenia. Na początek do kotła podchodzili uprzywilejowani. że każdy łyk każdego jedzenia ma tu swoje znaczenie . Żeby uniknąć bicia za źle posłane łóżko. lecz szybko spostrzegłem. Wywołany byłem po dolewkę zaledwie kilka razy . to codziennie kilkunastu musiało na pierwsze śniadanie dostać bicie. że swoją porcję już wypalił. A jednak nieraz elektryzowało nas szczeknięcie Karla: „Sztefeki” To znaczy dolewka jest i Stefek wypije chociaż kilka łyków czegoś gorącego. z której połykał kilka łyków. z tłuszczem. a na ostatku w łazience. bez względu na pogodę. Na apelu rannym zawsze oberwało się kilka uderzeń w kark lub w plecy.

w której byli lepsi kapowie. przeznaczeni byli do najgorszych. odcinali od tamtych grup tylu. Tu nie było mądrych. Ci. czekałem na cios. których chciał obdzielić dolewką. więc jak ktoś trafił do paskudnej pracy.chwila ciszy . następnie my. ze nil miejsca nie zajmie. pokręcił i poleciał dalej. który stał za mną.olbrzymie. Jeśli potrzebowali 300 osób. by mnie nie odcięto do innej grupy. uprzywilejowani podchodzili dopiero pod koniec każdego kotła. gdzie rozdawali obiad więźniowie wybierani przez ogół.i znów Karl palcem przywoływał do siebie tych. dobre. A jak mnie odcięli. taki sam jak rano i wieczorem. i znów. to już walił wszystkich i kto dostał. Więc po przepracowaniu pół czy całego dnia następnego dnia ustawiał do innej grupy. pokotłował. którzy mieli za mało ludzi. to nigdy nie można było wiedzieć. że niosło go w szeregu z tyłu za mną i tamci dostawali łomot. Bo ci. niż im było potrzeba. by być tam jako jeden z pierwszych. Następowało błyskawiczne przemieszanie W czym tkwiła tajemnica. „Czapki włożyć! Na boki odmaszerować!” Wydawanie obiadu odbywało się w taki sam sposób jak śniadania. innym razem wpadał na mnie ten. których inni przynoszą na ramionach do obozu w charakterze nieboszczyków. karku lub plecach. Pędził wzdłuż każdego prawie szeregu i bębnił po plecach wszystkich. stałe grupy i nikt nowy tam wstąpi nie miał. to nie byli głupcy. bicie i krzyk .To już raportfirer składa raport komendantowi.pędziłem zawsze tak. jakimi drogami tego dnia to bydlę latało. wtedy kapowie. więc chodząc między szeregami bili z tyłu po głowie. To lagereltester . starał się jak najszybciej od niej uciec. którzy dozorowali małe grupy ludzi. magazynier narzędzi.to esesmani liczą. ustawiało i więcej ludzi. że ludzie jak szaleni pędzili swych grup roboczych? Były prace bardzo dobre. a kto nie. jak: zastępcy kapów. Inne prace nie miały stałego przydziału ludzi. czyli markieracji. i przyłączali do swojej grupy. Czasem dostałem. A u nas od nowa zaczynało się wyrównywanie przy pomocy pięści naszych władz blokowych. którzy nie wiedzieli. do jakiej pracy idą. żeby przygotowanym przyjąć uderzenie. Tam się nie spieszyli. Prace bardzo dobre i dób przeważnie małe. jeśli ja lub Stefek dostaliśmy dolewkę. by ustawić się w czołówce swojej grupy roboczej. których dołączono. bo każdy pędził do swojej grupy.rozkaz: „Ustawiać się grupami roboczymi”. I to już było najgorsze. „Czapki zdjąć!” . Po rozdaniu obiadu uprzywilejowani brali jeszcze po kilka misek . najcięższych prac i to był ten podstawowy materiał ludzki przeznaczony do wyniszczenia w obozach. ryk potężniejszy od wrzasku kilku innych krzykaczy. Każdego dnia i na każdy apel przynoszono ich sporą ilość. lecz tacy. Apele niczym się od siebie nie różniły. Ustawianie. Odbywał się wtedy apel południowy. odbywali swój ostatni apel w pozycji leżącej i nic ich już nie obchodziły krzyki i bicie związane ściśle z apelem. którzy w tej grupie mieli jakieś stałe funkcje. jeśli był lepszy obiad.szeregi równali według pleców. Po apelu . do jakiej roboty się trafi i czy podczas najbliższego apelu nie będzie się jednym z tych. Gdy już się wszyscy dosyć nakrzyczeli i nas naszturchali . zależało tylko od tego. Pierwsi podchodzili z miskami uprzywilejowani. Dlatego na rozkaz: „Ustawiać się grupami roboczymi!” . potężne bydlę wykańczał równanie. służący kapo czy też potrzebni fachowcy. W ten sposób. Rozepchnął szeregi. nie bardzo dobre. po którym następował wielki bałagan. Starszy obozu jak wpadł. którzy się tam sami ustawili. nie dobre i bardzo niedobre. to mi na grzbiecie cierpła skóra i spokojnie. znaczyło to. a dokładki były wydawane według kolejności . Jak posłyszałem jego ryk za plecami. bo wiedzieli. ilu im było potrzeba. sprężony w sobie.odzywał się ryk za plecami. a ustawiło się 520. Bo w tej grupie już znałem pracę i możliwości uchylania się od niej. Przypomniał mi się tu system wydawania obiadów w Dachau na wolnych blokach. W południe przychodziliśmy do obozu na obiad. zjadaliśmy ją wspólnie. by za chwilę wypłynąć w innym szeregu lub w blokach po przeciwnej strome placu apelowego. jeśli była trochę robota.

mała chochelka do garnczka. Bo mimo że złapany złodziej chleba był w okropny sposób wykańczany i musiał umrzeć. że dają oni większe porcje kartofli swoim kolegom z tej samej. bo do kawy nie było amatorów na dolewkę. by na rozkaz ustawić się do swoich grup roboczych i znów iść do pracy. lecz każdemu wydawało się. lub tym. a nieraz i dwie godziny. bo z chleba nawet okruszyny już nie było. Bo jeśli byłem głodny przez cały dzień. nie słodzona kawa . a wieczorem. a na rozkaz: „Czapki włożyć!” . a i uprzywilejowani też nie pchali się z dwiema miskami. Ja wolałem zjadać swój cały chleb na kolację. na śniadanie. jedli całą porcję. który jedliśmy. tak jak był. że nie mam co jeść. Żadna chyba dewotka w takim skupieniu nie myśli o Bogu odmawiając modlitwy. Po apelu często uczono nas na placu apelowym zdejmowania i zakładania czapek. a na chusteczkach dopiero chleb. a jedliśmy w całości. że czy będę robił dobrze czy źle. Właściwym jednak celem tych ćwiczeń była chęć umordowania nas po całym dniu przeżytym w ciężkiej pracy. miejscowości. otrzymywaliśmy kolację. a część zostawiali na następny dzień. że nie mam co jeść i nie mam kłopotu z pilnowaniem chleba. Nie potrafiłem będąc głodny nosić chleba w kieszeni. Po otrzymaniu chleba wydawana była czarna.ciekawe.jeden ruch wkładania i równoczesne uderzenie ręką w spodnie przy opuszczaniu ręki. Cały dzień byłem głodny.chleba. niż potrzebowali. który ryzykował życie. dlatego nigdy nie przywiązywałem najmniejszej wagi do dokładnego wykonywania tych ruchów. Ten. Machaliśmy więc czapkami pół godziny. innym razem godzinę. Rano krzyk. co by mówili na istniejące tutaj zwyczaje. Chleb był już pokrojony. na nich chusteczki.szafek. żeby ukraść kawałek . twarogu lub marmolady. Chciałbym ich teraz zobaczyć . Kradziono chleb tym. Chodziło o to. by rano nie było żadnego śladu. będę ćwiczył i tak tyle czasu. Nie kroiliśmy go na małe porcje. ile na to przewidziano tego dnia. gotów był jeść go całą noc w łóżku pod kocem. też byłem głodny. margaryny.usłyszeć można było jednoczesny stuk czapek o nogę. Jedni. co oni. ułożony na stole przy wejściu. tak jak ja i Stefek. Miało to na celu sprawiedliwy podział jedzenia. jak my o chlebie. układali na kupki. raban .kawałeczek kiełbasy. Chodziło o to. Większość rozkładała na kolanach lub stołach ściereczki do wycierania naczyń. bawili się nim. to mu inny chleb wyciągnął . Trzeciego chyba dnia mojego pobytu w Dachau ogół więźniów zażądał od blokowego zmiany rozdzielających jedzenie. do wieczora. to jednak kradzieże chleba zdarzały się często. uprzywilejowanym. tzn. Kawy otrzymywaliśmy więcej niż rannej zupy. swoją porcję chleba i dodatek . że poniósłby wielką stratę. Jeśli nie było deszczu. by na rozkaz: „Czapki zdjąć!” . wychodziliśmy na plac apelowy. pełnym nerwowego napięcia. Było ich bardzo mało.i nie ma chleba. Był to znak. Inni kroili chleb na cieniusieńkie plasterki. że wieczór ten będzie spokojny i że można już kłaść się do łóżek. Gdy po wieczornym apelu przychodziliśmy na blok. jedli pomaleńku. po zjedzeniu swej porcji. żeby nie stracić najmniejszej okruszyny. Po kolacji sztubowy łaskawie zezwalał na wejście do sypialni. którzy go mieli więcej. Często jednak przed kolacją odbywała się przed blokiem nauka zdejmowania i wkładania na rozkaz czapek albo na bloku nauka słania łóżek lub . ponieważ wydawało im się. którzy pieścili się z chlebem i w dzień. Po zjedzeniu chleba zbierało się na środek serwetki okruchy. bo wiedziałem. Po obiedzie myliśmy miski i jazda znów z bloku na świeże powietrze. bicia i głodu. Ludzie różnie jedli. Kolację spożywano w ciszy i namaszczeniu.ale tych to już było naprawdę mało nawet do obiadu. a jak taki usnął. i w nocy. gdyby te okruszyny spadły na podłogę i nie można byłoby ich podnieść. Wieczorem normalny apel. to wiedziałem. ale wiedziałem też. i przyjemnością było gryzienie dużego kawałka chleba. żeby mi go kto nie ukradł.ukradli chleb ale to już nic nie pomogło. Zrozumiałem od razu ten cel. a niektórzy .

Przegrani wtedy byli ci. Gdy już przyszła zima. by po jednej kontroli tego samego dnia była druga. że już nie będzie kontroli. Wie człowiek. lecz słuchałem jednak z przyjemnością. tylko dopiero późno w nocy. który śpi w kalesonach lub w swetrze. drąc się tym swoim znienawidzonym przez nas. ile kto zjeść będzie mógł. Ameryka na pewno tuż. Trzeci problem . Rewolucja w Niemczech. które poruszano prawie codziennie. Anglia. że to nie może być prawdą. Najważniejsze problemy. bo chyba niemożliwe. walcz o zdobycie jedzenia. ci przekazują dalej. co tak pieścili się z jedzeniem.na pewno. że już przygotowują papiery do wyjazdu. Wiadomości zasłyszane od esesmanów. Robił to zawsze z wielkim szumem i wrzaskiem. Mobilizowały do walki o życie. ubrania ułożone w kostkę kładliśmy pod łóżka i spać. zapalał światła i waląc kijem wypędzał nas z łóżek. Nie wolno umierać. Nie wierzyłem w to gadanie. Karl odrywał się od stołu. Bicie. na której leżał. i biedny był ten. że nie pilnuje porządku na swojej sztubie. jeśli niedługo wolność. Nasze postępowanie było zawsze uzgodnione. majstrów cywilnych. Gdy wreszcie przyszedł czas spania. a sztubowy podpadłby. powiedziane do zaufanych więźniów. bo tacy dopiero szykowali sobie cieniusieńkie kanapki z chleba i tego zdziebełka kiełbasy. Armia polska . Widziałem jednak.to ja chleb w serwetkę. kogo. ma zamiar uciekać w nocy przez naelektryzowane druty i linię posterunków.nie wiem. jednym słowem . a jednak z przyjemnością słucha i myśli sobie. Po zgaszeniu świateł rozpoczynała się ogólna rozmowa o charakterze informacyjnym. Jeśli nie zwolnią ciebie. Więc wypędzał nas z łóżek i sprawdzał. a z nią mrozy. tak jak w roku 1918. mur. bo każdy wysiłek to wydatkowanie energii. bo nigdy nie było tak. jak to robili inni . żeby być jeszcze z dala od niego i jego kija.czyszczenia szafek. walcz o to. „Wiadomości” nasze były czasem przerywane nowym wyskokiem Karla. nie dawaj się.klops. prawie do zabicia. zawsze spałem w swetrze i kalesonach. lecz do wiosny musisz wytrwać. Decyzja ćwiczeń zawsze zapadała raptownie. Mówiono. Trzymaj się. Szczególnie bił tych. Sikorski. Czasem robiono nam to dopiero po kolacji. w kieszeń i kołowałem tak. żeby wszystko to było zmyślone.Niemcy przegrają i będziesz wolny. Nigdy nie usypialiśmy od razu. gdy wiedziałem. Wchodził on cicho do sypialni. by nie przemęczać się ciężką i wyczerpującą pracą. czy który nie ma na sobie kalesonów lub swetra pod koszulą. łapał za kij i wpędzał nas do sypialni waląc tych z tyłu lagą.lecz ja wtedy już na pewniaka zakładałem sweter i kalesony. które otrzymywaliśmy. że po kontroli i zmasakrowaniu kogoś przyłapanego . Nie pozwalały załamywać się ludziom. Drugim takim samym ważnym i stale omawianym problemem była sprawa zwolnień do domów. którą robiono najpóźniej w godzinę po zgaszeniu świateł. bo nikt z nich nie wierzył w to. ale nie zakładałem ich wieczorem.to wiadomości z teatru wojennego. Jak Karl za kij . Podtrzymywały ludzi na duchu. cały blok miałby karne ćwiczenia. Z Niemcami na wiosnę . Stefan robił tak samo jak ja. i po pół bochenka chleba. to sprawa podwyższenia naszych racji żywnościowych: że zupy będzie. Każdy podawał do ogólnej wiadomości to. to ja wtedy do sypialni . Były więc różne fantastyczne wiadomości.a ci z tyłu zawsze oberwali nieźle kijem po głowach i plecach. co usłyszał w dzień. to na wiosnę musi być koniec wojny . że spanie w kalesonach uważane było za przygotowywanie się do ucieczki i gdyby taką kontrolę zrobił esesman i kogoś złapał. że na Boże Narodzenie wszyscy będą w domu. Nasze „wiadomości wieczorne” miały też swój cel. kiedy i w jakiej kolejności będą zwalniali. tak jak słucha się ładnej i przyjemnej dla ucha bajki. że może jednak w tej bajce jest jakiś maleńki procent prawdy. bicie. że ten.potęga. To też był tylko jeszcze jeden sposób umęczenia. szkoda każdego słowa. Jak on pędził kijem tych przy stole. szczekającym głosem. aż doszło to i do nas. to strata łyżki zupy lub kawałka chleba. Chodziło o to. Gdy była kontrola . którzy zaraz nie wyskoczyli. który został złapany w kalesonach. Będą zwalniać i musisz wytrwać.

Pierwszego dnia. i przypuszczam. było ciepło i okna były zamknięte. a ja zostałem. gdzie spał on i jego sfora. co mnie tam pierwszy raz zaprowadził.na „przestępstwie” inni byli bardzo wystraszeni. żeby go dobrze oczyścić. Było tam jedno małe pomieszczenie.Tak. . Elektrycy pracowali w baraku. lecz już nie miałem co czyścić. Przesiedziałem tak cały dzień. który w miarę swych stosunków i możliwości starał się nam pomagać. Nie. bo od czasu do czasu zaglądali tam jacyś więźniowie specjaliści. Podstawy. Człowiek. jak siedzę okrakiem na motorze. który mnie tam zaprowadził. Właściwie moja praca polegała tylko na obserwowaniu drzwi. a zaczęło się znów życie szarej masy. że strach przed biciem był dla nich zbyt wielki. Mimo to jeden z grupy zaprowadził mnie do sporego budynku. jakby całe moje życie zależało od tego. poszedł sobie. żeby ryzykować ubieranie się w nocy. Kazano mi czyścić te zardzewiałe części. do wojny. Następnego dnia znów mi kazał tam iść . wyjmował na noc okna i zabierał do swojej kapówki. poplułem sobie solidnie i już więcej za oliwę się nie brałem. gdy rano ustawiłem się po apelu do swojej grupy.tylko sam siebie . potrafię . Przy spisywaniu na bloku moich personaliów podałem zawód: elektromechanik. Miałem wtedy cudowny spokój. że ta małpa złośliwa . tylko trochę inny. Oliwy tej stało w bańce dość dużo.nazywał komunistą. że tak potrafił nas umęczyć jeden tylko człowiek.Karl . z czerwonym winklem. czy potrafię go przewinąć. Motorów tych było dwa i pracowały na zmianę. Po dwóch tygodniach.poszedłem. Uruchamiane były automatycznie . Zrobiło mi się w gardle jakoś tak nie bardzo. Niedobre było. uważałem tylko. że otwierają się pierwsze drzwi. Oliwa do maszyn to przecież tłuszcz.odpowiedziałem. bez zębów.na parterze. Dlaczego my ryzykowaliśmy? Dlatego. w którym mieściła się łaźnia. szajby oraz inne dostępne części były mocno zardzewiałe. a jak zabrał do siebie. który sam siebie . żeby w nocy oddychać czystym powietrzem. najgorszej kategorii . żeby mnie nikt nie zaskoczył i nie złapał.gdy przyszły duże mrozy. i jeszcze diabli wiedzą co. bardziej jeszcze odczuwałem głód.w miarę zapotrzebowania na wodę. a czasem zajrzał też ten.byśmy zamykali. Wsadziłem palec w bańkę z oliwą i do ust. w którym znajdowały się motory stacji pomp zasilających w wodę cały obóz. Mogłem sobie myśleć o różnych realnych i nierealnych rzeczach. Dostałem trochę szmerglu. jak smakuje oliwa używana do panewek w motorach. Naszym tłumaczem i pomocnikiem pisarza blokowego był Ślązak nazwiskiem Sroka. Sroka zaprowadził mnie do mojej grupy roboczej. a drugiego po przeciwnej. Przydzielony zostałem do grupy elektryków i gdy pierwszy raz szedłem do pracy. Wiedział. bo oni swoje ogrodzone kąty mieli w jadalni. I pomyśleć. oddzieleni ścianą od muzułmanów. Siedzenie na tym motorze trwało przez dwa tygodnie. to w nocy . kapo Niemiec po prostu wypędził mnie. szczupły. że będziemy marzli. że gdyby kazał tylko otworzyć okna. Gdy byłem sam i nic nie robiłem. które było niedaleko od niego . żeby mnie na tym siedzeniu nie przyłapano. Lepsza sfera. Jak przez szparę swoich drzwi widziałem. Stefan pokazał mi moje łóżko. gdy znalazłem się na bloku 13. Uczciwie robił tylko to. mały. Na zmianę. ale może można go będzie pić. Pokazano mi motor i spytano. bo miałem czas o nim myśleć. to był pewien. że jednego dnia wyjmował okna po jednej stronie. Jednego dnia postanowiłem spróbować. Czyściłem uczciwie cały dzień. jakiś wstrętny smak i nafta. Więc ustawiłem się na ślepo do jakiejś grupy roboczej i w ten sposób zakończyłem karierę elektryka. bo to był faktycznie mój zawód wyuczony i w tym zawodzie pracowałem od 1934 r. więc usiadłem na gorącym motorze i grzałem sobie tyłek. Ten. Ale tam. szybko złaziłem z motoru i szmerglem tarłem motor tak. Dbał o nasze zdrowie. jakie nosili więźniowie polityczni. bardzo dobry chłop. bo przecież nikt więcej poza nim samym za takiego go nie uważał.

i już za późno było na ucieczkę. więc kartofle obierali grubo z łupin. ile chcieli. a potem jeszcze zorganizowałem miskę ładnych łupinek i teraz mogę spokojnie czekać wieczora”. w czasie obiadu. Gdy jeden dostał taką miskę. Amator głąbów wychylał się lekko zza rogu szopy i zwracał się do esesmana. z jeszcze większym zdziwieniem posłyszałem. albo też nie zezwalał. . Prominenci brali dla siebie jedzenia. Więc i ja też kartofle włożyłem do kapusty i zjadłem razem z łupinami. Nawet gdy taki usłyszał ostrzegawcze krzyknięcie. inni patrzyli na niego z zazdrością. co znaczyły słowa o dobrym esesmanie i że nie strzela. nikomu do niczego niepotrzebnych.jak bym to nazwał. lecz jeśli zezwolił albo patrzył z obojętną miną. to jasne było. nieświadomi albo łatwowierni. w których mieściły się przez nikogo nie pilnowane magazyny z żelazem. pręty. np.więźniów. Tuż obok stały otwarte szopy. należało ryzykować. I tu niektórych gubiła zachłanność. którzy uwierzyli esesmanowi. wyjął z kieszeni gestem arystokraty dwa głąby od kapusty i jeden dał mnie. Po obiedzie. jak Stefek Krukowski chwali się. który jeszcze grubiej obierał. Ten znów albo nie odpowiadał wcale. . Strzał . Najlepiej było mieć kogoś znajomego przy tym stole i ten zbierał od razu łupiny swoje i sąsiada.w chwilę po przechwalaniu się tym. czy pozwoli podejść do kupy odpadków. a ten tylko na taki moment czekał. ktoś zza szopy krzyknął nieraz ostrzegawczo i sam krył się za rogiem. że podjadł sobie nieźle. że żeby podjeść łupin. szybko ładował głąby do kieszeni. Nie strzelał. i gdy znalazł się już na miejscu. Zauważyłem.chłopak gotów. Podchodził taki bardzo wolno. który tego dnia składał się z teoretycznego pół litra zupy z kapusty i kartofli w łupinach . a w praktyce otrzymywaliśmy dużo mniej . Jeśli nie zezwalał. trzeba dużej umiejętności organizowania i znajomości przy stole prominentów. że większość zjada kartofle razem z łupinami i że robią to zupełnie oficjalnie i nikt o to nikogo się nie czepia. to wpierw spojrzał. płaskowniki i wszelkie inne żelazne śmieci. że podejść nie można. bo pół litra to była teoria. Spuszczał wtedy esesmana z oczu. tak jakby to nie do niego się mówiło. a kilkanaście metrów za nimi stał posterunek z karabinem. że trzeba było podejść do kupy odpadków wyrzucanych z kuchni. to chciał nabrać jak najwięcej.teoretycznego. Odpadki te leżały kilka metrów od rogu szopy.Głąbków też dzisiaj zdobyłem kilka . pracy ponad siły i bicia. Między jedną taką szopą a najbliższym posterunkiem znajdowało się usypisko odpadków wysoce użytkowych . . Trafić z kilkunastu metrów nie było trudno. Niedługo potem i ja już podchodziłem po głąby i liście surowej kapusty i zrozumiałem wtedy. Byli to jednak głupcy. która to kupa znajdowała się kilkanaście metrów od linii posterunków i stanowiska najbliższego posterunku. Cała masa głodnych więźniów krążyła z daleka koło tego stołu i gdy wyczuwało się właściwy moment. Niejeden więzień przypłacił życiem chęć zaspokojenia głodu głąbami. Taki głodniak.powiedział. jak to on najadł się łupinek.Trafiłem na dobrego esesmana. jak już dorwał się. Jeśli ktoś podszedł za wcześnie. Zdobywanie głąbów odbywało się w ten sposób. Stefek . esesman zezwolił. O Jaczewskim opowiem jeszcze osobno.mówił . mógł łatwo dostać zamiast łupin po pysku. nic nie mówi.swoją porcję. gdy po wygnaniu nas z bloku staliśmy przed barakiem. a po obraniu odsuwał się od stołu i sam podawał łupiny wybranemu przez siebie więźniowi. Stefanowi i mnie łupiny ze stołu prominentów dawał Zygmunt Jaczewski z Warszawy. czego ma się strzec. Podrywał szybko karabin. przygotowany do natychmiastowego uciekania do tyłu. Następnego dnia po zakwaterowaniu się w bloku 13. sztubowego. albo zezwalał.zauważyłem. dostałem dokładkę kartofli. że większość patrzy na niego z podziwem. Były tam takie różne grube i cienkie rury. a sam zaczął chrupać drugi. skazanych na szybką zagładę przy pomocy głodu. które znajdowały się w osobnych miskach. Okazuje się. bo „zjadłem . wtedy dochodziło się do stołu po miskę z łupinami. można spokojnie wybierać.

co go jeszcze czeka i jak nasze losy będą się układały. że nie może nam dać nic innego.Stefan i ja opracowaliśmy „naukowy” plan wybierania głąbów. a w tym czasie pozycja nasza przypominała człowieka gotowego do startu w odwrotnym kierunku. Jeśli była na obiad zupa. lecz gdy on zrobił tylko pierwsze drgnienie ręką. czy też nawet ogryzek jabłka lub jedno ziarnko winogrona.o ile można w ogóle mówić. to już nie było nic na dodatek. Podobało mi się w nim to. tak że w końcu zjadało się całą kość albo zostawała tylko twarda. skrobało się zębami. Oddał mi te kości i powiedział. biedny chłop. ale gdy trzyma karabin zawieszony przez ramię. a z zupą czekaliśmy na łupiny od Zygmunta. tylko to. Czujnym wzrokiem rozglądałem się. a jeśli zobaczyłem wyrzucony za okno kawałek chleba.wszystko dzieliliśmy po połowie. wierzchnia powłoka kości. Robił to z dużą subtelnością. których nieraz dużo było w rannej zupie. dzieliliśmy na pół i wrzucaliśmy do zupy.czy to były łupiny. tak samo ważnym punktem naszej metody było to.gdy trzymał on karabin pod pachą. albo też wnosiło się do obozu i tam drugi otrzymywał swoją część. że my zjadamy takie rzeczy . ale tylko zjeść. Łatwiej wtedy można było je jeść. ale ja wchodziłem. Władał dobrze czterema obcymi językami.przyczajonym do ucieczki krokiem podchodziliśmy do śmietniska. tak jakbym gdzieś szedł i bardzo mi się spieszyło.szybkim . jak ludzie jedzą kości. Więźniom nie pracującym przy esesmanach nie wolno było na ten teren wchodzić. bo po zjedzeniu swego obiadu i prawie całej miski łupin miało się przynajmniej uczucie zapełnienia żołądka. Zygmunt widząc. wierciło w nich nożem. Ze Stefanem każde zdobyte jedzenie dzieliliśmy dokładnie na pół . że nie podchodziliśmy po głąby. co otrzymywaliśmy od niego. ja już byłem za szopą. jak niewidomi. My z tego. Nie wiedział. Drugim. czy można podejść.Zygmunt Jaczewski z Warszawy. bo oczu nie spuszczając z wartownika.można się było nimi zakorkować. Łupiny ze stołu prominentów dawał nam . Robiłem to w ten sposób. Kości płaskie zjadaliśmy w całości. albo z wyrazem pogardy. siedział przy jego stole. żeby zjadł to w czasie pracy. W roku 1940 miał on coś 34 czy 36 lat. Jeśli nie byliśmy razem.tak jak robili to inni. ale jak było pół litra zupy i kartofle. starałem się dla Stefana i Jaczewskiego o niedopałki. Tak jak inni zapytywaliśmy. do której nie było więcej jak 6 metrów. I gdyby taki chciał strzelać. to część przypadającą dla drugiego zostawiało się albo szukało się drugiego.jak już wspomniałem . że podając nam łupiny czy kości nie robił tego z gestem takim. Przez cały czas pobytu w Mauthausen powodziło mu się dobrze . że już więcej kości do ust nie weźmie. że w obozie mogło być dobrze. to nim zdejmie z pleców karabin. Więc dawał nam łupiny i kości. burak pastewny czy cukrowy. to ja już jestem za szopą. jakby chciał nas przeprosić. jakby dawał żebrakowi jałmużnę. Tak więc łupiny z gotowanych kartofli i głąby były pierwszym dodatkowym jedzeniem. bo same łupiny miały nieprzyjemny smak i były suche . chciał raz przez zwykłą ciekawość spróbować.to przecież tylko moment. czyli do szopy. byliśmy bardzo zadowoleni. Gdy w obozie było mało papierosów i palacze już nie mieli co palić. to zjadaliśmy same kartofle. Poderwać z takiej pozycji karabin i strzelić . „Gdy milczał lub zezwolił . dostawał jedzenia tyle. czy mnie kto nie obserwuje. a jeden z nas zorganizował coś do jedzenia. jak to smakuje. W każdym bądź razie cieszył się on sympatią Karla. Różnica polegała na tym. wtedy już musi zrobić dużo ruchów. bo prócz resztek nie wolno mu było nikomu nic dawać. że kilka razy w ciągu dnia obchodziłem wokoło wszystkie baraki SS. i złamał sobie przedni ząb. Skończył WSH i przed wojną był jakąś sporą fiszą w handlu zagranicznym. które sam organizowałem. Gdy dostawaliśmy łupiny. na plecach. Kilka razy chcieli strzelać do mnie. Musiałem tylko chodzić szybkim krokiem. ogryzek jabłka albo niedopałek . albo jeden listek cebuli . głąby czy skórki od chleba. choćby nas wartownik nawet zapraszał . z uśmiechem takim. ile mógł zjeść. że nie wierzyliśmy esesmanowi i głąby wybieraliśmy po omacku.

byli tak samo bici. Palenie więźniowie otrzymywali „na kantynę”. gdy było już mało palenia. zdawałoby mi się. jaką można było podawać. pewnego określonego dnia wszyscy. tracili energię na ciężką pracę i nic nie zorganizowali do jedzenia. siedział jeszcze kapo. gdy on będzie wyrzucał niedopałek lub ogryzek. że będzie bicie. Mieliśmy wtedy raj. który się też nie bał. lecz trzymając zakryty w dłoni szybkim krokiem szedłem dalej. nigdy nic nie podnosiłem. żeby tylko palić. bo ci nie mieli potrzeby nic z ziemi podnosić. dostawał cenę dziesięć razy większą niż na początku. żeby być pierwszymi. Gdy brak było palenia. i po jakimś czasie przychodziłem znów w to samo miejsce. był Stefan Krukowski i często też razem tam się kręciliśmy. w tym tylko jeden raz takie naprawdę dobre. ludzie palili tabakę do wąchania i tytoń do żucia. Jeśli widziałem. Organizowałem jedzenie z narażeniem życia lub zdrowia. Resztę palenia albo wypalali sami. bo znał on doskonale język niemiecki. którzy pieniądze mieli. Po naszym świńskim jedzeniu. żeby sprzedać te niedopałki za jedzenie. sprzedawał za jedzenie. To było prawem. to chętnie odda wszystko. Wtedy widzieliśmy go w oknie.ruchem w biegu podnosiłem go i nie chowałem do kieszeni. On na to nie zważał. Do łażenia między tymi barakami też nie było amatorów. blokowy i sztubowy. Zapamiętałem sobie tylko. żeby nikt nie zauważył i żeby esesman też nie miał jakiejś przykrości. do tego dojdą jeszcze wszelkie szykany od władców bloku. że to dla nas. Tym razem pomyśleliśmy. gdy szliśmy szybkim krokiem. po co oni tam siedzą. Po kilku dniach dostawali pewną ilość papierosów. Gdy jeszcze chodziłem między te baraki sam. w takiej odległości. albo jeśli kto nie palił. ale wszystkie mniejsze. którzy w tym samym czasie. Jak mu dałem niedopałków. Drugim. Bali się bicia. mieli je zapisywane na swoim koncie. to wolałby wcale nie palić. a nie pracownikiem SS. która dla innych była już niebezpieczna. Nie wiem dlaczego . że jakiś esesman patrzy przez okno lub idzie naprzeciw. że następnego dnia zostanie posłany do gorszej pracy albo jego kapo będzie o tym wiedział i da mu taki wycisk. Ale wszyscy ci. każdy wiedział. W takich wypadkach podchodził Stefan. bo to była największa suma. pracowali. Zawijał w gazetę i palił. Bardzo niecierpliwi i głodni sprzedawali od razu i wtedy otrzymywali bardzo małą cenę. Przy odbieraniu kantyny. Nieraz robiliśmy sobie zabawę. i po otrzymaniu towaru co najmniej połową obdzielał tych ludzi. że jeśli dożyje do następnego rozdziału papierosów. to przynajmniej wtedy zjadł swoje śniadanie. Moja metoda była lepsza. łupinach i głąbach winogrona. że jestem organizatorem. . Stefan szybko ją schował. szliśmy w pewnej odległości za nim. że gdyby miał palić w gazecie. Wołał go esesman. Stefek podszedł. ktoś zawołał z okna. Kto nie dał. zwany prymką. tabaki do wąchania i tytoniu do żucia. że pazurami wyrywam temu człowiekowi kawałek życia. Oddawał jedzenie. Jak szedł jakiś esesman z papierosem lub z jabłkiem w ręku.lecz nigdy mi nie przyszło do głowy.później sprzedawałem. Stefan otrzymywał więcej. mógł się spodziewać. bo zdradziłbym się w ten sposób. kto potrafił przechować. Musiał palić. znalezione niedopałki dzieliłem między Krakowskiego i Jaczewskiego. ale gdybym brał za palenie jedzenie. który poprzednio wyrzucił chleb. ten sam. że dają na kantynę 20 marek. Jednego razu jakiś starszy esesman wyrzucił nam przed samym nosem kilkanaście dużych skór chleba. gdzie co leży. a mu nie ukradli. ten przed nowym rozdziałem. którą wydawał pisarz blokowy. To w pierwszym okresie . a on podał mu dużą kiść winogron. Tu trzeba było popisać się większą odwagą niż inni i iść za nim. którym przysyłano z domu pieniądze. żeby tylko odczepili się od niego. Co pewien okres czasu. których on tak zlekceważył nie częstując ich całymi paczkami papierosów lub cygar. zgłaszali do pisarza. Innym razem. niektóre rozbite i zamoczone. Ci. Ładniejsze i większe dawałem Jaczewskiemu. Przy takiej zabawie i chodząc między barakami SS kilka razy dostałem bicie. cygar. bibułek. a on stojąc w głębi pokoju uśmiechnął się i pokazał palcem na chleb. gdy ja łaziłem. bo on zawsze mówił.

Jak taki jeden czy dziesiąty nabrał sześć misek zupy. Miał on czyste. co mu się podobało i jak mu się podobało. liście surowej kapusty. Ograniczonych tylko jego apetytem. Tam zaopiekował się nim kapo Zaręba . tak jakby szukał kogoś z prominentów. obiadowej zupy. Ja już wiedziałem. nie patrzy. bo amatorów do takiego kupna było bardzo dużo. więc chwilowo głąby. Miał od Zaręby wszystko. którzy nie powinni widzieć. żeby w czasie dnia nie przebywał na bloku. od kogo codziennie kupowaliśmy miskę zupy za jedną kiełbasę. To już jest razem bardzo dobrze.stawałem blisko niego. a sprzedających mało. to czasami kości. też niebezpieczny sposób bardziej konkretne jedzenie . a czasem i kilkanaście wczorajszych zimnych kartofli. Miał tylko surowo zastrzeżone. Ale to była taka umowa . Stefan wyszukał kogoś. że trzeba kupować wieczorem tę samą zupę. Rano. Często wieczorem zajrzał Heniek na sztubę B. chodziło o to. A więc rano . by dać mi miskę zupy. Mógł jeść wszystkiego tyle. gdy był pewien. wieczorem . Masę jedzenia. co mogło być w obozie. Ustawiał się obok mnie i w pewnym momencie. a jeśli jest sama zupa. a ja z pełną szedłem do siebie i zjadaliśmy razem ze Stefanem. a resztę sprzeda za kiełbasy i ma wtedy dobrą kolację. że nikt z tych.swoja porcja chleba. lecz o tym będzie mowa osobno. Kupowaliśmy do spółki. Zeżre dwie. pustą. że sprzedawaliśmy swoją porcję kiełbasy lub margaryny za zupę. Był on w kamieniołomach kapem młyna do mielenia kamieni. Za chwilę wchodził Heniek niosąc kilka misek do mycia. nowe i dobrze dopasowane ubranie oraz jedzenie. żeby nie wyglądało to tak. kawałek chleba czy też kilka kartofli. bo były one przecież bardzo małe.zupka i dodatkowo od czasu do czasu kości. On swoje miski mył dalej. Później organizowaliśmy w inny. pół porcji kiełbasy i za drugie pół porcji pół miski zimnej. którą nam w południe ukradli. Do tego dochodzi jedzenie zorganizowane w ciągu dnia. Brałem swoją czystą miskę i szedłem myć ją do umywalni. wychodził z powrotem nie dając mi nawet żadnego znaku. sztuba A.żeby go Zaręba nie złapał na wydawaniu jedzenia. niż normalnie otrzymywaliśmy. Żeby nie pozbawiać się tego źdźbła kiełbasy czy margaryny . Mało kto wiedział o tym. z samego spodu odsuwał miskę z obiadową zupą. że Heniek wietrzy się stojąc w otwartym oknie .Niemiec o polskim nazwisku. że nie wolno mu nikomu z tego jedzenia dać nawet łupiny od kartofla. a u naszych prominentów kupowali więźniowie z innych bloków. którymi ja znów dzieliłem się ze Stefanem Krukowskim. był podopiecznym Zaręby . tak żeby mnie zobaczył. lecz po porozumieniu się Zaręby z kapem kuchni Heniek nie robił nic albo z nudów robił to. po otrzymaniu kolacji. żeby nas nikt nie rozpoznał. Zupę braliśmy dopiero wieczorem. a brał moją. Może byśmy kupowali za obydwie porcje. Za chwilę wybiegał Heniek i stojąc w cieniu.drugą porcję zjadaliśmy. a Zaręba stale mu o tym przypominał.Jedzenie organizowaliśmy jeszcze w ten sposób. Nie chcieli oni sprzedawać zupy więźniom z tych samych bloków. Gdy zauważyłem. Po przyjeździe do Mauthausen został on przydzielony na blok 13. Sprzedający to arystokracja i uprzywilejowani na wszystkich blokach. Dochodzimy już do pewnego bilansu dziennego. ogryzki jabłek i od czasu do czasu kawałek skóry z chleba. My braliśmy z innych bloków. praca jego była tylko fikcją. ja nigdy nie odchodziłem daleko. na obiad . bo dużo więcej. Wtedy dawał mi lekki znak ręką i odchodziłem dalej od wejścia. gdy po śniadaniu wyganiano nas z bloku. Heńka ulokował w pracy w kuchni i jak mi on sam opowiadał. ile dał radę zjeść. że ja jestem tak . bo to było zabronione. Przy organizowaniu jedzenia pomagał nam też Heniek B.z baraków SS i magazynów SS. Gdy odnaleźliśmy się wzrokiem. ale mogliśmy kupować tylko jedną miskę.bo jego nie wyganiali. I to już było dobrze. co to oznacza. Stanął w drzwiach i rozglądał się po sztubie.dodatkowo do swojej porcji miska łupin.K. lecz kręciłem się przed blokiem. dawał mi kilka. to przecież sam tego wszystkiego nie zeżre. i w nieograniczonych ilościach. w którym pracowała K. Mimo to Heniek znalazł zawsze jakiś sposób.

Na wszystko reagowaliśmy szybko. On się tym nie przejmował. którą zwróci przy następnej kantynie. które Stefan otrzymywał na kantynę. Felerem u niego była gra w karty. bo silniejszy uciekał. co nas tak zbliżyło do siebie. lecz dałby i mnie. a później będzie płacił porcję rannej zupy za pół skręta. Dobry. Na każdy apel znoszono z pracy masę zabitych lub takich. czy w całym obozie znalazłby się drugi taki. W umywalni mieliśmy lustro. Nieprawda. Stefek to inteligent. którzy już nie mogli chodzić o własnych siłach. chłopak po maturze. a ja nie.mawiał . że gdyby za wygrane papierosy kupił chleb czy zupę. lecz teraz już tylko skóra i kości. również słabych. Po prostu Stefan pół otrzymanej kantyny oddawał mnie twierdząc. żeby go nie złapano do niesienia pustych. obciągnięte tylko skóra. Twierdził. Stefan śmiał się. Miał przyjemność grać. przed samą wojną był w podchorążówce.bo wtedy pracowaliśmy już ze Stefanem w kamieniołomach . postanowiliśmy rozmawiać z sobą tylko tyle. że teraz daje kilka paczek tytoniu. że on pali. syn kapitana WP. W bardzo krótkim czasie zżyliśmy się tak. że w tym czasie przydział papierosów. że gra w karty to jego sprawa . Dobrze. gdy chodziliśmy zawsze głodni i gdy każdy z nas zjadłby kilkakrotnie więcej.wszystkie żebra na wierzchu. że oddaje swoją ranną zupę. że coś za bardzo oszczędnie pali. co do jedzenia. co organizowaliśmy dodatkowo . papierosów czy też cygar za trochę chleba. Zastanawiałem się. co jego i co moje. Nie wiem. za które trzeba było płacić dużą ilością palenia. Jednego razu przegrał z Jaczewskim w pokera wszystkie swoje papierosy. Sprzeciwiałem się temu.blisko związany z Heńkiem. bo kupował je zaraz po otrzymaniu kantyny. ciężkich kotłów po zupie obiadowej albo nieboszczyków po tych pioruńskich morderczych schodach. jak i wszystkie inne kłopoty były nasze. Przekonałem go. W tych warunkach dopiero można ocenić postępowanie Stefana z podziałem kantyny czy podziałem kupowanej za porcje kiełbasy zupy.powinna być tego już wystarczająca zupełnie ilość. Stefan miał. wydawać by się mogło. mogliśmy poruszać się dość energicznie i nie mieliśmy jeszcze zaćmienia umysłu. to na pewno nie zjadłby sam.Jest kantyna . w bezwzględnej walce o byt. Papierosów ode mnie nie chciał przyjąć. lecz wszystko. Ale ja nie paliłem. . zachował tyle cech człowieczeństwa. a Stefan palił. a wreszcie zauważyłem. Każdego niosło dwóch innych. Zawsze byłem za chudy do swego wzrostu. krwiożercze bestie. Przyznał mi rację . co mu się podoba. że jest to tylko pożyczka. ile wymagała tego konieczność. bo żeby nikt nie domyślał się. więc będziemy rozdzielali kantynę i każdy będzie robił ze swoją częścią to. kto nie zna warunków obozowych w roku 1940. żeby nie być głodnym.nogi w kolanach ma grubsze jak w udach. Zauważyłem. ale zaznaczył. Tłumaczyłem mu. kochany chłop. Ktoś. że i ja też przechodzę kurację odtłuszczającą. dobrze przez całe życie sytuowany . Wtedy. więc jest to z jego punktu widzenia niesprawiedliwe i ja jestem pokrzywdzony. Ja nie miałem pieniędzy na swoim koncie. który Stefan kupował za papierosy otrzymane z kantyny. który w tych ciężkich warunkach obozowych. a ja tej przyjemności nie miałem. do ubrania.trzeba sobie pojeść. że już nie istniało nic.na końcu szła cała karawana z nieboszczykami. Jego szeroka klatka piersiowa wyglądała naprawdę jak klatka . Gdy mówię o organizowaniu dodatkowego jedzenia. będziemy sobie radzić. W tym czasie ludzie masowo umierali z głodu i bicia.że mógł przecież wygrać i wygrane papierosy byłyby jego. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze chleb. że po prostu żyliśmy. gdzie ludzie zamieniali się w dzikie. że wygląda już jak koń wyścigowy . dokładnie i z precyzją. to zawsze kupował co najmniej dwie porcje chleba. już rodzielaliśmy. Zauważyłem jednak. że gdy do otrzymywanej porcji jedzenia dołożymy to. nie potrafi nigdy ocenić właściwie postępowania Stefana. O przegranych w karty papierosach nic mi nie powiedział. że on mi pomaga. Jak otrzymał papierosy. niż jedliśmy.przyjął część papierosów. Całe to nasze pożywienie wystarczyło zaledwie na to. a jak nie będzie. Gdy wracaliśmy z pracy w kamieniołomach .

Z tego incydentu mieliśmy tego dnia jeszcze sporo radości. Każdy z nas pewien był. musiało być logiczne. który nas tak ściśle z sobą połączył. Dlatego i w obozie nikogo i niczego się nie bałem.Pyta się ciebie . była charakterność. Zatoczyłem się i uskoczyłem w tym momencie. małpowania. żeby były one dla nas jak najlepsze. I co jeszcze? Obaj mieliśmy dużo poczucia humoru i za to też lubili nas inni. Gdy mijaliśmy baraki SS. sam robotnik w fabryce. Gdy podszedł. Ledwie Stefek powtórzył. Byliśmy kilka zaledwie metrów od niego. Omawialiśmy zawsze wieczorem przebieg całego dnia. czy też byliśmy razem.warunki obozowe nie działały na osłabienie naszej woli czy załamanie psychiczne. że nic w tym zmienić nie potrafimy. bo śmieliśmy się. Tam. woła mnie. lecz tak machnął nogą. ile tylko razy nam się to przypomniało. Jak wyglądał nasz humor. nic nie znaczący drobiazg. . Humor nie opuszczał nas nigdy. Postawiłem taczki i stanąłem przed nim zdejmując czapkę jak przed Bogiem. esesman pyta go o coś z uśmiechem Stefan też się uśmiechał. która nas obu cechowała. W tym doskonale uzupełnialiśmy się.materialnie.Patrz. ale go nie zrozumiałem. . zobaczyłem jakiegoś esesmana. Nie nowością dla mnie były łobuzerskie awantury i bijatyki. Gdy ryzykowaliśmy coś wspólnie. Przed wojną niejeden raz w awanturze byłem dobrze bity i kopany. która nas ciągnęła do siebie i związała. czynnikiem. więc stałem przed nim uśmiechnięty. Ciężkie życie od lat dziecinnych nauczyło mnie sprytu życiowego i tego.z czego ty tak się śmiejesz. Obaj byliśmy optymistami . Nie trafił. Nie było u żadnego z nas najmniejszego podejrzenia. tylko wołam Stefana. Zapytał o coś. Braliśmy wszystko tak. a za mną powoli. że drugi mógłby go w czymś oszukać. że drugi nie opuści go w żadnej sytuacji. uważając. Ja . gdzie stał który z nas. Przecież jakbym go trzepnął pięścią w łeb. kiwając na mnie ręką.tłumaczy Stefek . Najważniejszym. trzymało się to tak długo. wymienialiśmy doświadczenia. Ja złapałem taczki i chichocząc szybko oddaliłem się. jeśli jeden z nas zorganizował coś do jedzenia. nic mu nie odpowiadam.syn robotnika. Parsknąłem śmiechem i mówię do Stefana: . luźne portki. odwaga jednego była dopingiem dla drugiego . gęba idioty. majestatycznie długi i cienki Stefan. Po prostu . nie opuścił on nas nawet w jeszcze gorszych warunkach. już dostałem w twarz. przemyślane. moim zdaniem. że mu spadła czapka z głowy. jak było. żeby kurs trwał długo i nie było nad nami kontroli. łza chwilę już stała grupa innych więźniów.mimo że żadnemu z nas nic pod tym względem nie brakowało. To mnie uodporniło na bicie w obozie i nauczyło techniki uników. co robiłem. Ale to nie znaczy. to choćby to był najmniejszy. że ja tak od dziecka się śmieję. I to nowe porównanie znów mnie rozśmieszyło. więc należy jak najbardziej przystosować się do tych warunków i starać się. Zauważył. z którymi zżyłem się od dziecka i sam brałem w nich udział.Powiedz mu. Stefan był jeszcze większym ryzykantem jak ja i to była pierwsza wspólna cecha.ryzykant. Ja znany byłem później w Gusen z dwóch rzeczy: z humoru i bicia głową. że narażałem się niepotrzebnie. analizowaliśmy różne incydenty . W okresie gdy pracowaliśmy osobno. czasem nawet nie przemyślane.wojak Szwejk: duża czapa. to bym go po uszy w ziemię wtłoczył. Wszystko. aż zeszliśmy się i zjedliśmy razem. że nie należy się wszystkiego i każdego bać. Mówię to i patrzę się na niego. Oferma . Do samej wojny wychowywałem się w ciężkich warunkach robotniczego życia w Warszawie na Czerniakowie. gdy chciał mnie kopnąć w tyłek. Nie. lecz musiało mieć jakieś szansę powodzenia. którzy z otwartymi gębami lub uśmiechnięci słuchali naszego gadania. Ale o tym potem. kawałów czy wesołych opowiadań. jaka kreatura. niech świadczy jeden chociażby mały przykład: Jechaliśmy obydwaj taczkami po wapno na drugi koniec terenu pracy i staraliśmy się specjalnie.

że taki baran stoi i rozgląda się. co przez ciągłe słuchanie samo wlazło mi do głowy. że kilka osób gdzieś ucieka. czułem do niej wstręt.ale to już było później. odpowiadałem: „nic fersztejn”.zastanowić się nad odpowiedzią. Rozumiałem i mówiłem już dość dużo słów po niemiecku.bo tylko przed tymi przecież należało ostrzegać . Zatrzymał mnie jednego razu esesman. a my wykładaliśmy kamieniami dziedziniec. oraz w miarę znajomości języka odpowiadać na pytania. że ja naprawdę znam tylko jedno niemieckie słowo: „fersztejn”. którzy mieli robić tę ciężką pracę.. przyłożył mu już tak dobrze. zaczynałem pracować tak. gdy łaziłem między ich barakami. Gdy sprawa była poważniejsza. to jeszcze na dodatek kilka kopnięć po bokach. System ten stosowałem do samego końca mego pobytu w obozie. jakbym coś dla siebie robił. Okazało się. Gdy przy pracy posłyszałem ostrzegawcze krzyknięcie: „woda!” czy „agua!” (po hiszpańsku). a gdy upadłem. Aby jak najprędzej dostać się do nieba przez komin krematoryjny. ustawiłem się do jakiejś dużej grupy roboczej. Byli tacy. ja już rozumiałem pytanie i miałem chwilę czasu . niż gdy się nic nie mówi.myślę sobie niepotrzebny wydatek energii. że w ten sposób unikałem zawsze bicia przeważnie jednak metoda ta skutkowała. kto też taki idzie. Kapów tam było . Nie znaczy to. Analizując ten wypadek wyciągnęliśmy taki wniosek: Znając słabo język nie należy z nikim wdawać się w żadne rozmowy po niemiecku. kapo czy też blokowy. Gdy już nikt nie uciekał. pędziłem i ja. przy jakimś handlu czy też przy jakiejś możliwości zdobycia jedzenia. więc stanąłem na końcu. W tym czasie budynki garaży już stały. i na wierzch drobniusieńkie. Łapali do roboty albo bili na ślepo. stawali i patrzyli. ludzi zgrupowanych np. Nie będę tu przytaczał naszych rozmów. Po hiszpańsku i rosyjsku lepiej mówiłem jak po niemiecku. Jeśli to był esesman czy kapo . na nich drobniejsze kamienie. mimo że później już nieźle mówiłem tym językiem. Od tego czasu prawie nigdy nie udało się złapać mnie do takich robót. Gdy zauważyłem. Dobrze mówić nigdy się nie nauczyłem. w jakiej grupie pracuję. Na ziemi układało się olbrzymie głazy. Tego dnia.wyciągaliśmy wnioski z niektórych spraw. Co mi ta metoda dawała? Gdy mnie pytał o coś esesman. jak należy postępować. Przytoczę tylko jeden przykład. Dostawałem wtedy tylko dla formalności w twarz albo kopniaka i przeganiano mnie. pracując.i zobaczył. że wydałem jej jeszcze więcej pracując przez pół dnia przy kopaniu rowu. Nienawidziłem tej mowy. Widziałem. jak się zachować w różnych sytuacjach. że trzeba uczciwie i wydajnie pracować. ku chwale Trzeciej Rzeszy. A niech sobie pędzą . Tego dnia i wiele innych następnych dni układano dopiero te największe kamienie i ja miałem być jednym z tych. W ten sposób ciężko było zaskoczyć mnie jakimś podstępnym pytaniem. że długo to pamiętał i żeby to było ostrzeżeniem dla innych.zanim mi to tłumacz powtórzył . żeby przegonić tych uciekających. Dopiero po chwili. co ja tu robię. a zapamiętałem tylko to. Na zakończenie rozmowy dostałem kilka razy dobrze w twarz. kto był powodem alarmu. a że wszyscy byli już ustawieni. gdy mnie kapo wypędził z grupy elektryków. później jeszcze drobniejsze. powoli i dyskretnie rozglądałem się. bo można dostać więcej. że niektórzy gdzieś pędzą. Zostałem odcięty i przydzielony do jednej z najgorszych grup. pracujących przy budowie garaży. Dałem złapać się jak głupi pies przez hycla. który ciągnął się od Dunaju w kierunku obozu. co tam się stało. Okazało się. więc chciałem mu wytłumaczyć. że w grupie tej odcinają do innych prac. jak gruby piasek . co jak posłyszeli ostrzeżenie. gdy nikt mi przed oczy nie wchodził. dopiero wtedy pytałem. i to tak. gdzie kogo popadło. już z młyna. To słowo „nic” powiedziane po polsku mówiło samo. Zapytał mnie. Drugi przykład: Jednej niedzieli zostałem złapany w zwykłej ulicznej łapance do pracy przy kopaniu długiego i na metr głębokiego rowu. wzywano tłumacza. co robić. Gdy taki mówił coś tłumaczowi po niemiecku.

Na jego twarzy widać było wielkie zmęczenie i strach. Gdy patrzył dłużej.To robota dla głupich. żeby tylko nis podpaść i nie być bitym..śmierć. że stanąłem na chwilę. więc zwróciłem się do niego mówiąc: . a w dodatku dadzą ciężką pracę. krzyk bitych. walenie kijami. jak ucieknę z tego miejsca.. Samochody podjeżdżały bez przerwy i trzeba było kamienie szybko zwalać. Strach był . które miały za dużo ludzi.pomyślałem sobie . Kręciłem łbem jak papuga.zmęczy się szybko i będzie musiał odpocząć. chciał uderzyć mnie oskardem. a ja im tylko trochę pomagałem. to zbiją. Głupiec . gdzie i po co.spojrzałem . Kapowie ci to Matucha i Ślezak .. Gdy który z nich wykręcał się w naszą stronę. ciągnąłem kamień do krawędzi . na którym już pracowały cztery osoby. Terenu nie znałem. Zeskoczyłem z samochodu i szybkim krokiem skierowałem się na schody i po schodach na górę. a on rzucił oskardem za mną.K.po prostu strach. Żal mi się zrobiło tego wystraszonego człowieka. Z kim wrócę do obozu. Pracuje z całym wysiłkiem. żeby mnie nie złapali.wesoło. co robić dalej. rozglądałem się.postanowiłem uciec z garaży do innej pracy.więc powinno być dobrze. której może nie mieć siły już wykonać. znów go puszczałem. Jeśli nie. bez nerwów. Pracując u elektryków zauważyłem jednak. Przecież miałem już dużą praktykę w pracy w K. Pamiętałem przecież swój pierwszy dzień pracy w kopalni żwiru w K. że mam zwalać kamienie z samochodów.odpowiedział mi. jednym słowem . Ale tacy jak on byli potrzebni do tego. wiedziałem. to zwaliłem jeden. którego złapią.Niemcy-bandyci.dwóch. że obok mnie na samochodzie inny więzień też ma w ten sam sposób pokaleczone palce. jak trzeba pracować. Po zwaleniu jednego rozładowaliśmy następny. Nachylałem się nad kamieniem. czy żaden z kapów nie patrzy na nas. a jeśli wtedy podpadnie. to nie wyładowalibyśmy tego samochodu i przez pół dnia. oddawały ich innym. którym brakowało . Ten drugi natomiast pracował nerwowo. bo gdyby wszyscy chcieli pracować tak jak ja. Odskoczyłem. Tak . Gdyby mnie złapali . to albo wszystkim. Gdy już znalazłem się na górze. w Dachau. urywajmy się! .Kiedy ja się boję . Nie pędziłem za szybko. Jak wleją.No to zdechnij nawet na tym wozie. to stałem w tej pozycji i obserwowałem dwóch. i zupełnie możliwa wtedy przesiadka do krematorium. Wrzask kapów. bo to mogło zwrócić czyjąś uwagę. Starałem się. A to będzie powodem nowego bicia.nie patrzy się żaden. Nie gonił mnie. brałem się za drugi .. stojąc w kupie w dość dużej od nas odległości . co będzie dalej. Wlazłem na jeden z samochodów.wymaga tylko opanowania uczucia strachu. Przy takiej pracy i przy tym wyżywieniu długo się nie wytrzyma. a nieraz i trzech kapów stojących w różnych miejscach.bo to pierwszy raz i nie wiedziałem. . Kapowie w dalszym ciągu stali skupieni i nie zwracali na nas uwagi. Praca tam niczym nie różniła się od pracy w K. opierałem na nim ręce i. Zauważyłem. zastanowiłem się. bez strachu. ale to kosztowało mniej wysiłku niż zwalanie tych ciężkich kamieni. bo przez pierwsze dwa tygodnie pracy u . że nie robi. Zwalali inni.K. Zastanawiałem się jednak idąc szybkim krokiem przed siebie sam nie wiedząc. odmierzając każdy ruch. Kalkulacja mała . Ja się urywam. co mnie to obchodzi. że wracając do obozu jedne grupy. gdy kapowie czymś się zajęli. Tylko że mnie to nie obchodziło i tym się nie martwiłem. to i ja nic nie robię. Ja pracowałem spokojnie. Bo ten strach przecież podświadomie przebija się i stara się człowieka opanować. by tacy jak ja mogli uchylać się od pracy. tylko pokazał ręką. gdy wracaliśmy z pracy. albo temu. żeby zrobić miejsce dla następnych samochodów.. On w swoim strachu pracował za mnie i za siebie.jak się wykręcił.. lecz zdążyłem się uchylić i tylko trzonek zawadził mnie w nogę. Oberwałem już kilka dobrych uderzeń kijem. nie licząc kilku pomocników.K. jak nogi uginały się pode mną. W pewnym momencie. Tu przecież mnie obliczyli i tu zapisali mój numer. W pewnym momencie Matucha zauważył. Przy wyciąganiu kamieni przyciąłem sobie palec.

Po kolacji zapytałem go. to będziesz miał wyjątkowe szczęście. Ot kapo bił. Mijając jakąś grupę zobaczyłem leżącą luzem łopatę. Spokojnie.Przecież on sam mi daje. że jest taki niezaradny? To jest w moim pojęciu oficjalna kradzież jedzenia. żeby brać jedzenie od człowieka tylko dlatego. . Podniosłem ją i już dobra nasza. Ja naprawdę jestem bardzo niezaradny. Był to niepozorny człowiek i dlatego wcześniej nie zwróciłem na niego uwagi.Na garażach . Dłużej nie wytrzyma. Jak cię w ciągu miesiąca nie utłuką.ale gębę ma dość inteligentną i sympatyczną.miesiąc życia. żeby nam się nie nudziło. no bo gdzie mam pójść? A to jakiś jełop . . uważaj na mnie i ustaw się do pracy tam gdzie i ja. to byłem wtedy w takim nastroju.Czym ty jesteś z zawodu? . Niedorajda życiowa. że w tej samej sztubie mieszka również facet. tylko z wielkim żalem w głosie. jak gdyby tylko zdziwiony. bez wrzasku i ciągłego bicia kopało się ziemię. Ja sam sobie przecież łóżka nie potrafię posłać. .Weź jutro rano swoje cygara po apelu w kieszeń. Lecz on.A gdzie jutro staniesz do pracy? . . ten człowiek ze strachu przed biciem oddawał jedzenie. co dzieje się wokół mnie na terenie pracy. Zapytałem tego księdza. lecz to bicie nie było niebezpieczne. a jednocześnie zagrało coś we mnie. Był on z zawodu murarzem. Podszedłem do niego i głosem pełnym wściekłości zapytałem go.Widziałem. Przylepiłem się wreszcie do jakiejś większej grupy roboczej kopiącej ziemię.Tak. że łopatą się tylko kopie. Ja mu bez kiełbasy będę słał. Wiedziałem już. . odpowiedział: . zezowatego chłopa. A on po tym moim powiedzeniu nie obraził się. Teraz łatwiej będzie chodzić i łatwiej przyczepić się do jakiejś większej grupy. .I nie będziesz słał. . . którego z widzenia już zdążyłem poznać. ale ja bym się bał. Wieczorem zauważyłem. z którym pracowałem przed południem. . Śpiewająca robota w porównaniu z budową garażu. gdzie pracował po południu. a kopanie jest najlepszą z najgorszych robót.Długo się tu nie uchowasz. No tak. Pokazał mi wielkiego.Nie. kolego. Od czasu do czasu dostawało się kijem po plecach lub w twarz. komu on daje te kiełbasy. Gdyby dużo skakał. Ja i łopata to już razem coś znaczy. że mogłoby dojść między nami do bijatyki. żeby nie wyjść z wprawy i żeby więźniowie nie myśleli. nie zezłościł.Księdzem jestem. czy ma papierosy. Jak to możliwe.Palisz? . Ze złością zapytałem go. nie wolno stać czy rozglądać się.Widziałeś. żalem człowieka skrzywdzonego przez los odpowiedział mi: .Mam jeszcze cztery cygara. nie więcej. Pierwsze bicie było zawsze rano za złe posłanie łóżka. Były to wykopy na fundamenty pod nowe budynki czy baraki. . zamkniętym pomieszczeniu bez okien i nie miałem pojęcia.elektryków cały czas siedziałem w małym. cholera. że jest im w obozie dobrze.pomyślałem sobie . Żal mi się go zrobiło.zapytałem go zdziwiony. że nie wolno mi się o nic pytać. . tak jakbym miał przed sobą jakiś określony cel. jak ja się urwałem? . Czułem. Ja codziennie za słanie łóżka oddaję swoją kiełbasę. Trzeba iść szybkim krokiem. Tak pracować jak on i jeszcze oddawać część jedzenia nie organizując go dodatkowo . nie pogniewał.odpowiedział. jak on może brać od człowieka kiełbasę za słanie łóżka. Najwyżej mogę mu nie słać.Też tam pójdę.

Rano po apelu szybko przeskoczyliśmy do grupy.bo sam na druty nie Pójdę.robociarz. lat 34. w obozie raptem zapałali wielką miłością do Boga. to nie w takich ciuchach jak my. że akurat wtedy dwa tygodnie prawie bez przerwy padał deszcz. drętwego i księdza. siłę kierującą wszystkim na świecie. Można było kląć wszystko i wszystkich z Bogiem włącznie? Można było. Okazało się. żeby wyciągał cygara. Roześmiałem się. a jemu swoją łopatę do ręki. to niech we mnie w tej chwili piorun strzeli . Mokre ubrania pod łóżka. Mogło wtedy zgniewać człowieka? Mogło. Przepadło. deszcz mu na łeb nie leci i nikt go kołkiem po grzbiecie nie bije. jak bluźniłem w obozie. co się wokół niego dzieje. mógłby sobie za te cztery cygara kupić chleba. że ma teraz taką lekką robotę. Zmoczeni do ostatniej nitki wracaliśmy z pracy do obozu. argumentem tym razem były cygara. Gdyby mój „protegowany” nie wpadł mu w oko. Wystarczyło tylko jako tako rozłożyć koc. a ten pyta go.odpowiedział Szubert. inny zamodlił się i nie wiedział. Jemu nieczęsto trafiała się okazja otrzymać coś od więźniów.Ty wierzysz w to że jest Bóg? To powiedz mi. Podszedłem do nich i mówię mu. Jeśli jest Bóg. bo nie ma po co. niewierzący . On i tak był szczęśliwy. Na dworze wykręcaliśmy we dwóch ubrania. że mój podopieczny nazywa się Józef Szubert. gdzie on jest? Tu go nie ma na pewno. żeby miał czym pracować. Rano mokre ubrania zakładaliśmy na siebie i znów na deszcz do roboty. gdy pomyślałem sobie. W ten sposób zaczęła się jedna z najdziwniejszych przyjaźni. co dalej wpadł kapowi prosto W oko. jakie warunki trzeba było mieć przed wojną. jak to ja nazywam. czego ty tak bluźnisz!” „To wy módlcie się za siebie i za mnie. Trudno. Przecież tu nawet ptak nie przyleci. dowiedzieć się czegoś o jego życiu. Rozbieraliśmy się do naga.Tak? No to jeśli nawet tu jest.niezaradnym. Inni. Kapo zabrał cygara i poszedł sobie. dałem cygara kapowi. chłopak trochę łobuzowaty. człowieka. Toteż kląłem bez . Po rozejściu się szybko zdobyłem łopatę. czy jest tu nowy.Stasiek. jest Ślązakiem i był księdzem w Wodzisławiu. W obozie. Nie odcięto nas i poszliśmy do pracy. którym zdawało się. Przed wojną i po wojnie nigdy nie bluźniłem tak. Ja . . że dając cygara powiedziałem: „to jest mój kolega”. a my do łóżek.zyskuję przyjaźń inteligenta. Był to typ małego kapa. Nie wierzyłem w żadne dogmaty wiary. a ten został bez żadnego narzędzia pracy i kręci się jak patyk w przerębli.władców obozu. Boga. Krzyczeli nieraz na mnie kupą: „Zamknij mordę. w której pracowałem dnia poprzedniego.Szubert nie wytrzymał i pyta mnie: .mówiąc grzecznie . . Łóżek na tych blokach nie słali. tylko szedł do nieba z modlitwą na ustach. Ale takiego niełatwo nauczyć zmiany postępowania w zależności od warunków. Ja w pracy kręciłem głową i oczami i w ten sposób często unikałem bicia. W Dachau był na bloku nie pracujących. Poszukałem dla siebie łopaty i przyszedłem pracować do niego. bo grupa jego składała się z muzułmanów. Chciałem sobie z nim pogadać. Niepraktykującym katolikiem byłem od czternastego roku swego życia. co ma robić. że nie wierzą. Do Mauthausen przyjechał z Dachau tym samym transportem. aż dopiero kiedy dostał kołkiem w łeb. a ja będę klął za siebie i za was wszystkich” odpowiadałem.Bóg jest wszędzie . przestałem wierzyć zupełnie. i nie wie. lecz wierzyłem w jakąś siłę wyższą. którzy sami nic nie mieli. to oprzytomniał. gdy popatrzyłem na tę mordownię. Przypominam sobie. albo już nie miał czasu. Wiadomo. To nie ma żadnego znaczenia. nie z kategorii bandytów . co ja. Gdy kiedyś w złości kląłem cały świat i jego okolice . żeby być takim . Wyjąłem mu cygara z ręki i ze słowami: „to jest mój kolega”. jak ty się Boga nie boisz? .

idą sztandary. Kilka razy. Szubert też mi nic nie dawał.ludzie.. żeby mnie oduczyć kląć. Przed nami wyszedł esesman i wali po kolei . jak inni boją się. jak teraz dobrze pcha. Wiadomo. Trzech pchało. które u mnie były na porządku dziennym. chciał dać mi kawałek. to pies z nim tańcował . co opisuję. obija się. Lecz on był cały uduchowiony. których znałem miałbym wtedy ręce rozwiązane. bo nie chciałem kląć. ty! .przerwy i cieszyło mnie. Jak to wyglądało w praktyce? Jak już wspomniałem. nie nadają się do pisania. Organizowaną żywnością dzieliłem się tylko ze Stefkiem Krukowskim. Założyłem mu większą mowę.. bo i tak ja miałem więcej jedzenia jak on. Szubert i ja pchaliśmy wózek idąc po jego lewej stronie. jeden za drugim. żeby za moje bluźnienie Bóg ich nie pokarał. co robił. przy każdej okazji. . którym nas moczył codziennie przez dwa tygodnie. Ja zawsze czujnie obserwowałem teren. Sam przesunąłem się do przodu po prawej stronie. to tacy. kiedy. a jak mu grzecznie mówiłem dziesięć razy. Wierzył w to. robiliśmy przy pchaniu wózków. Wózek pchały 4 osoby i pchaliśmy wszyscy z tyłu. W pewnym momencie między szopami po lewej stronie. Chodziło o to. że jeśli wózek musi jechać. Tamten ksiądz „nawrócił” wtedy jedną duszyczkę. Tak powtarzało się kilka razy. że jeśli przestanę opiekować się nim . a wiele osób może by ich nie zrozumiało. na drogą nienawiści do kleru. z nikim więcej. . podobało mi się w nim. ojcu też nie.Widzisz. że wisi znów. Do klęcia miałem wybitny talent. Przy łopacie albo gdy wozi się coś pojedynczo. Opieka moja nad nim nie miała charakteru materialnego. po śmierci ojca ksiądz odmówił pójścia za zwłokami dlatego. Miałem z nim zabawę.No! Pchajże. Mnie ksiądz nie był potrzebny. Gdyby mnie zraził jakimś złym postępkiem. lecz zamówiłem księdza na prośbę mojej wierzącej matki. a on mimo wszystkich moich nauk zawsze pracował uczciwie.i zatrzymałem się z dalszą mową. Wiedziałem. że były czerwone sztandary. gdyby za spowiadanie ludzi w obozie brał część wyżywienia więźnia.Stachu. to musimy go razem pchać. Wózki pchaliśmy grupami po 10-15 wózków.No patrz. bo wyrazy. mignęła sylwetka esesmana z kołkiem w ręku. Wyczułem dobrze. jak ci się podoba. Szubert natomiast pociągnął mnie swoją niezaradnością. bo był niewierzący. . Szedł w kierunku toru kolejki. to nie rozumiał. Pracował Szubert nad tym. nie może być opisane dosłownie.jak robili prawie wszyscy księża. mnie. Mówiłem mu. Wreszcie nie wytrzymałem i wyjechałem z całą artystyczną wiązanką. I moją rolą było tak kręcić. Bez słowa daję mu znak. mimo różnicy naszych przekonań. lecz odmawiałem. i to. przy wózku. żeby wcześnie wyczuć. gdy kupił chleb za otrzymane na kantynę papierosy. żeby go wcisnąć do lżejszej pracy. jeszcze daleko przed nami. gdy w 1938 r.. Ja zadecydowałem wtedy szybko: nie chce iść. gdy przedtem byli mi tylko zupełnie obojętni i śmieszni.. chleb lub kiełbasę . Jeśli jest to człowiek pracujący lepiej prawą ręką. tak jakby Bóg mógł sprawić coś więcej od deszczu. A ten po otrzymaniu wiązanki pcha uczciwie. że innej mowy nie rozumieją. a zarazem uczucie obowiązku opiekowania się nim. czego ty klniesz! . Nienawidziłem księży od czasu. żeby przeszedł na prawą stronę. Istna artystyczna przeplatanka słów języka polskiego literackiego i nieliterackiego. a przynajmniej ci wszyscy. że spotkamy się z nim przy torze. itd. a Szubert pchał z tyłu po prawej stronie. .zginie. To. żeby uchronić go przed niepotrzebnym i możliwym do uniknięcia biciem. skąd grozi niebezpieczeństwo. to będzie bił stojąc po lewej stronie wózka. Lecz od tamtej chwili znienawidziłem ich. Podam taki przykład: Czterech nas pchało duży wózek z ziemią. Józiu. gdzie i jak należy się obijać. . Józiu. tzn.tu odpowiedni dobór słów . Za chwilę widzę.woła Szubert. bo nie figurują one w żadnym słowniku. a czwarty uwiesił się przy nim i trzech musiało go ciągnąć. ale to nic nie pomogło. Czułbym się wtedy winnym w pewnym stopniu jego śmierci.

Trzeba coś robić. Na jesieni Stefek Krakowski został wysłany karnie do pracy w kamieniołomach. Kapern był tam bandyta.Józefa za rączkę i urywamy się.a mimo to nie ostrzegłem ich. Jeśli ktoś nie dał. że za kilka dni znajdzie się w krematorium. Zaczął mi odradzać. Szubert powiedział. Zrobiłby się bałagan i dostalibyśmy wszyscy jeszcze lepsze grzanie. ale żeby nie mógł iść na skargę. co robi. To już dobrze.wszystkich. ile i za co dostanie się kołkiem. . Wali wszystkich. to przedtem zabijał go. więc w końcu zgodził się. Powiedział mi. żeby się z nich wydostać.a może jak na nieboszczyka. że miałem rację. to trup. Ja znów radziłem mu.i tam dłubaliśmy się w ziemi i kamieniach szykując teren na budowę wieży do wyciągu dla kolejki linowej. to tych po lewej stronie .a po innych wąskich schodach wchodziliśmy znów na górę . Do kamieniołomów schodziliśmy po tych olbrzymich schodach na dół . . Okazało się. to niech dostaną inni. żebym został prawidłowym nieboszczykiem rozklepanym na placek. którzy idą po lewej stronie. Gdybym ostrzegł wcześniej. jeśli chce żyć. poszedłem dalej swoją drogą żyjąc na swój. odmienny od innych sposób. Gdy Szubert po kilku dniach ulokował się wreszcie w możliwej pracy. kto będzie fasował papierosy. Wieczorem żalił się. przyszedł do . bo jak nie odda. gdy do końca pracy pozostawała jeszcze godzina czasu.Na pewno trafi znów do najgorszej pracy i mogą go tam zatłuc. która miała transportować z kamieniołomu kamienie potrzebne do obróbki. i już powiedział. Popatrzył na mnie jak na wariata . która budowała kolejkę linową nad kamieniołomem.pomyślałem sobie. a wkrótce po nim wyznaczono tam też Szuberta. a ja idę po prawej i Szubert też po prawej. że jeśli będę chciał wydostać się znów na górę.to już po kilku dniach kapo wyrywał mu sam. i w dniu fasowania kazał oddawać sobie całą kantynę. a po obiedzie znów do góry. a ja pewność. Odpowiem jednym zdaniem: granie na mandolinie i humor. do jakiej okropnej grupy został przydzielony. mógł być pewien. który mnie nigdy nie opuszczał. Praca wesoła . który starał się mieć u siebie ludzi otrzymujących kantynę. że przy robocie zaczyna być gorąco . żeby nie stracić kantyny! Trzeciego dnia pracy Szuberta w kamieniołomach zwróciłem się do szrajbera blokowego Sroki. Następnego dnia ustawiłem się do grupy. Po południu. że ma mu ją oddać w dniu fasowania. Jeśli nie oddał go dobrowolnie . lecz wierzył w moją gwiazdę i spryt. którzy pchają wózki przechodząc obok niego. Wierzył też. I do takiego właśnie przyjemniaka trafił Szubert. w której pracował Szubert. to on mi pomoże. no bo jeśli już ktoś musi dostać. więcej myślał o tym. a ja nie. Po pracy zbiórka na dole i znów do góry po głównych schodach do obozu. Przechodząc na prawą stronę wiedziałem dobrze. żeby. żeby go wyciągnąć z tej grupy. a tak to bije tylko dla przyjemności i urozmaicenia życia sobie i nam. że jeśli będzie bił. Źle. żeby zapisał mnie do pracy w kamieniołomach. Następnego dnia niewiele brakowało. Na obiad schodziliśmy na dół. Miał spisane ich numery i z jakich są bloków. skąd miałem takie uważanie u Sroki. Trafił do grupy. że to Bóg się nami opiekuje i każda sztuka nam się uda. lecz powiedziałem mu. Ktoś może zapytać. że Szubert ma kantynę. Sprawdzał na blokach. że kapo nie zabije go. zaczęły już dawać wyniki i łatwiej niż inni mogłem już załatwiać różne sprawy na bloku. wtedy wszyscy chcieliby być po prawej stronie. Gdy ktoś miał nieszczęście mieć złoty ząb i pracować u niego. że odda. że chodzi mi o Szuberta. bo każdy pracujący w kamieniołomach oddałby pół życia za to. On zawsze się bał. Gdy widziałem. A tu już nieszczęście: kapo sprawdził. W ten sposób wchodziliśmy trzy razy dziennie na te wysokie schody. bo przynajmniej do dnia fasowania będzie miał względny spokój.nie wiadomo było nigdy.Niedobrze . szybko go stracił. bo miałby już za co bić.

naszego kapa jakiś cywilny majster i coś z nim na boku rozmawiał. Gdy mu wytłumaczyli. wpadł między nas jakiś bandyta kapo . co robić. a widzę też. jak by to się wreszcie skończyło. wyżarte bydlę. Przed zakończeniem pracy musieliśmy zasypać ziemia kabel założony w skalną ścianę. że jak go złapię. rudy. No i rozpoczął się sport. Po kilkunastu minutach spostrzegłem. z którymi robił to samo. a kapo za nami i bije bez przerwy. Utłucze mnie . coś w rodzaju pudel umocowanych na dwóch drążkach. Ściana miała kilkadziesiąt metrów wysokości i była w tym miejscu zupełnie prostopadła. Gdy ładowaliśmy kamienie. Dźwigaliśmy ziemię tragami. Miał on w ręku kawał trzonka od łopaty. Nie wiedzieliśmy. że schylony mocno do ziemi. pomyślałem sobie. Kapo był małego wzrostu. to mi się wyrwie. a wybrał następnych czterech.to bardzo niezdrowo. Był to dobrze mi znany z zabaw lat dziecinnych trick: jak chciałem coś podglądać zza rogu. którym walił nas po głowach. Pomyślałem sobie. że jeśli to ma być godzina sportu. Postanowiłem.coś się wysuwa zza szopy. a kapo ganiał razem z nami i bił bez przerwy kijem po plecach. W tej pierwszej czwórce był i Szubert. co z nami. w łeb. że nikt nic nie robi. a mnie będzie przyjemniej iść do nieba w takim towarzystwie. gdzie on poszedł. a on zdjął czapkę i mówi: .podszedłem.w łeb. więc stanęliśmy w kupie i czekamy na zakończenie pracy. szczerbaty. bo z tej odległości już ciężko było odróżnić kolor włosów. że chociaż już poszedł. że będzie bił. gdy będzie tuż przy mnie. bo nagle . Nie wiem. też szlag trafi. że na samym dole . lecz za każdym razem. dlaczego stoimy i nic nie robimy. Patrzę. gdy już przed zakończeniem pracy zeszliśmy na dół do kamieniołomu. Szybko nachylaliśmy się po tragę i łapaliśmy ją nie patrząc. w których nosiło się ziemię lub kamienie. to kładłem się na ziemi i wtedy trudniej było mnie zauważyć. ale i ciebie.guz jest. Ja miałem kilka guzów od kija. był trochę za daleko i bałem się. A upaść przy pracy . za szopę. nie spuszczałem jednak kapa z oczu. dalej patrzyłem w tym kierunku. bandyto. a całą głowę i twarz miałem umazaną krwią. głowach i twarzach. więc Szubert może się załamać i nie wytrzymać tempa. odsunąłem Szuberta i sam stanąłem na jego miejscu z tyłu przy tradze. złapać go wpół i przewrócić się do tyłu. a kapo w tym czasie nas bił. Nie oglądał się wcale i znikł mi z oczu za pobliską szopą. Z tych szesnastu trzech trzeba było już na plecach przynieść do obozu. a tam już klops. Rudy łeb kapa. można się już nie podnieść. ganiał i bez przerwy bił. Jedna. I co to? Widzę. Tym razem wymigałem się od śmierci. Dobrze. Wtedy wszyscy jak na komendę przestali pracować. okazało się. przynosząc ją z odległości 50 metrów cały czas biegiem i nad samą krawędzią kamieniołomu. to fruwamy wtedy razem na dno kamieniołomu. żeby inni napełnili ją ziemią. Jak się uda. kazał nam ładować na wózki-wywrotki kamienie dla młyna. Jak go zobaczyłem. tylko każdy zdjął czapkę i macał się po uderzonym miejscu .ma guza czy nie ma. Zacząłem się na niego czaić. który wieczorem miał spowodować wybuch i obsunięcie ściany na całej wysokości. Że rudy. podgląda. Szubertowi udało się. to tylko się domyśliłem. Pomacałem się też przez czapkę . i to nawet spory.i wyznaczył cztery osoby do noszenia trag. rękach. Byłem taki zły na kapa. Po nich jeszcze gonił dwa razy po czterech ludzi. że godziny nie wytrzymam. My stawialiśmy tragę na ziemi. Podchodzę do niego. Kapo nie wyznaczał go już do żadnej grupy. dwie łopaty ziemi w twarz i na głowę i biegiem nad samą krawędzią.Godzina sportu dla Polaków! . bo to przecież silne. daję mu znak i ciągnę go dyskretnie w stronę wózków. Napatoczył się jakiś esesman. że jeszcze ją ładują. Chwila wahania . koniec. placek. w łeb i popędził dalej.pół metra od ziemi . co my robimy. Następnego dnia. że zeszliśmy co najmniej godzinę za wcześnie. to będzie tu niezły popęd. Wszystkich .wielki. Były to nosiłki. gdy bił i przebiegał obok mnie.pomyślałem. Biegiem nosiliśmy ziemię. Kapo został jeszcze na górze. Domyśliłem się. gdzie jest i co robi Szubert. Po tej rozmowie kapo krzyknął głośno: .stop. Odesłał nas do łopat.

Jeszcze przed świętami otrzymałem od niego paczkę żywnościową. . bo wiedział już. że o nim zapomniano. wszyscy księża zostali przesłani do Dachau. żeby zakręcił się koło szrajbsztuby i jak zobaczy raportoficera. żeby go kapo nie odszukał. tak się stało. . wolno było przysyłać . Wiedziałem. dobry chłop. co wychodzą.Mój Boże kochany .. W ten sposób nie byli tak narażeni na bicie przez kapów. z kapeluszem w ręku.Cześć. Tam dokarmiono go i zlikwidowano mu czyraka. nie puszczono go jednak. żeby zobaczyć go już po cywilnemu.Możesz gadać . Szubert martwił się. często kręciłem się w pobliżu bramy.widziałem go kilka razy. że. W futrze. Po drugiej stronie wózków była długa i wysoka kupa kamieni. Na to on zrobił dyskretny znak krzyża i cicho powiedział: . to już ja go popamiętam. Zwalniano dwa razy w tygodniu grupy po 30-40 osób. W październiku i listopadzie zwolniono do domu trochę Ślązaków. którzy byli niskiego wzrostu. gdy kapo bił. pytaj się Boga. to cię walnie jeszcze raz i cię zabije. Tak jak przewidywałem. pracując na górze. Szukał Szuberta.Tak. to z grupy naszej znów czterech trzeba było na górę nieść. Gdy znów przechodziłem w pobliżu bramy. że złapać się nie dam. Kapo wcale nas nie zauważył. czy mam kantynę. a gdy od 1943 r. a jak się przekona.ale w tym czasie zakończono zwalnianie i nikogo nie wysyłano do domu. może gdyby nas zauważył. Kapo szukał Szuberta po wszystkich trzech kamieniołomach . miał na łopatce czyraka i kazano mu przybrać na wadze. na co on kiwnął potakująco głową. gdzie klinami rozbijano wielkie kamienie na mniejsze. poza tym czułem. Tak też zrobił i już po trzech dniach w czasie rannego apelu został wywołany. Tym razem omyliłem się. że nie mam. bo będzie znów bił.. żeby go nie znalazł. Gdy powiedziałem. przy nim walizka. stoi Józio. jak to ci. Tu już więcej zależało od tego. ja o tobie nigdy nie zapomnę. czy cywil był niezłym człowiekiem czy bydlakiem. Za kilka dni otrzymałem już od niego pierwsze pieniądze i otrzymywałem ich tyle. namówiłem go. Józiu! Trzymaj się! .. niech tylko uważa. że nie będzie mnie szukać.zawołałem przez druty. Każdego roku otrzymywałem od niego paczkę odzieżową. Stefan pytał go. Pewnego dnia wywołano do zwolnienia Szuberta.Już ja wiem. Spotkali się przypadkowo po kilkunastu dniach. Nie wiem. w Gusen trzecią. bo. że do domu. Cywile też bili. Kapo dla formalności uderzył tylko raz Szuberta w twarz i w ten sposób zerwali na zawsze istniejące między nimi stosunki. żeby szedł tam. my dwaj skryliśmy się za kupę kamieni i udawaliśmy. że wybieramy kamienie do ładowania. gdy przyszedłem tam za Szubertem. Wreszcie zwolniono z rewiru . Stachu. Przeszliśmy między wózkami niby po to. że sprawdzi na moim bloku. W chwilę później wyskoczyło to rude bydlę i jak zaczął operować po głowach tym swoim uciętym trzonkiem od łopaty. . Potem poprosiłem Srokę i ten znów przeniósł mnie do pracy na górze.No. ale tego Stefek chwalił.i za co on mnie uderzył? . po świętach drugą. nie zapominają o tych.szpitala obozowego. W tym czasie Stefan pracował tam. żeby ładować kamienie z tamtej strony wózków. a czwartej już mi nie oddali. widzę. że do końca pobytu w obozie na swym koncie miałem sporą sumę pieniędzy. Poradziłem mu. że ja nie fasuję kantyny.pomyślałem. obiecał mi. którzy tu zostają. O siebie się nie bałem. Odesłano go do rewiru . Robili oni przy cywilnym majstrze. żeby mu się przypomniał. Szubert bał się. Szubert wyjechał w pierwszej połowie grudnia. nie byłoby nam bardzo przyjemnie. Wiedziałem. Chodź tu za wózki. że go oszukałem. jak chodził od jednej grupy do drugiej i przyglądał się tym. W czasie gdy Szubert był na rewirze. lecz Stefek już pilnował. W tym czasie. czy przyjmie do tej grupy jeszcze jednego. bo był za chudy. Tego dnia. Pytał mnie zaraz następnego dnia.

że Emil żalił się na B. żeby się czegoś o mężu dowiedzieć. gdzie mieszkała żona Emila i syn. a syna będzie kształcił.ja żyję. . . Taka była cena. mówiąc. że Emil tym księżom. lecz nazwisko nadawcy na każdej paczce było inne. Z Wodzisławia przysyłali mi: Gertruda Glormes i Emilia Tatuś . Inni brali za spowiedź porcję kiełbasy. nie liczył mi mniej jak 42-45 lat. obiecywał zawsze Emilowi. A więc pisał on tak: „Po trzech tygodniach zaczęły przychodzić pierwsze paczki żywnościowe i był to już najwyższy czas.żyję. . z Rybnika. co też on myśli o tym. Odmówił. VII. który pochodził z tej samej miejscowości. a jeszcze dostawali od Emila żarcie. każda około 2-3 kg wagi. Gdy B. Każdego miesiąca otrzymywały one od niego od kilkudziesięciu do kilkuset marek. Bo w tym przypadku spokojnie mogę twierdzić. Szubert starał się tłumaczyć ich mówiąc. w której opisuje on życie w Mauthausen. że Szubert spowiadał ludzi bezinteresownie. którzy dokładnie. Paczki te miały taką zawartość.nie wiem.Ślązak.paczki w nieokreślonej ilości i wadze. Szubert spowodował przysłanie mi do Gusen mandoliny. Nazywano ich „milionerami” dlatego. czasem z jakiejś miejscowości otrzymywałem kilka. Mówił mi Krukowski jeszcze w Mauthausen i kilka razy powtórzył mi to już w Warszawie. jak ja to powtarzam. która stała się zaczątkiem zespołu muzycznego. Nie byli narażeni na ciężką pracę i bicie. że potrafi pamiętać o tym. siedzieli w nich dopiero od 1943 r. 45 r. czy dosłownie tak. otrzymywałem dwie paczki tygodniowo. kto mu w miarę swojego sprytu i umiejętności pomógł. A poznać mnie wtedy było ciężko. że gdyby go zwolnili.Więc dlaczego ty tego nie robiłeś? Dlaczego ty nie brałeś? Nie odpowiedział mi na to. gdy starzy więźniowie mieli małe numery. jak z lekceważeniem starzy więźniowie nazywali tych. bo niektórzy z nas zaczęli już słabnąć”. Takich ludzi jak Szubert mało można było spotkać. uratował życie. O. Józef Szubert pokazał. lecz kazał ją wygnać i więcej do niego nie wpuszczać. tylko grzali się przy ogniu w szopach. to zaopiekuje się jego żoną.. że wszyscy. Wysyłanie tych paczek organizował Szubert. dwa lata . trzy . że „przecież oni też chcieli żyć”. nie chodzili głodni. zwalniali. ten wcale z nią nie rozmawiał.A ty nie chciałeś żyć? . że minął rok . Jeden Gustaw Morcinek przesiedział 5 lat . nigdy tematu tego nie poruszyli. że mieli olbrzymie numery. który siedział już kilka lat w obozie. zjawiłem się u niego w Katowicach. do którego przywieziony został w 1943 r. Mówiłem już o tym. kto mnie nie znał. Gdy czytałem książkę Laffitte a Życie to walka. cztery . którzy przyszli późno do obozu. Nie wiem.te przysyłały mi paczki każdego miesiąca. Ksiądz B. Gdy żona Emila odwiedziła B.. w lecie czy też na jesieni . Otrzymywałem dużo paczek od obcych mi ludzi ze Śląska. Otoczył opieką również księdza B.. Zastanawiałem się nieraz. margaryny lub pół porcji chleba.spytałem go. Gdy w roku 1949 odwiedziłem Szuberta i w rozmowie poruszyliśmy ten temat. którymi się opiekował. Nie można było powiedzieć tego o innych księżach. Był on wielkim opiekunem księży. że nie mieli co z nich ukraść i zawsze otrzymywałem je w całości. czy nie mógłby zostawić mu swoich rękawiczek. drobiazgowo opisują życie w obozach. rękawiczki też będą potrzebne. Poznał mnie. Inni. że jemu przecież. jak wyjdzie z obozu. Zorganizował on też pomoc dla mojej matki i siostry.ja żyję. przysyłali mi po jednej paczce. Emil poprosił go.reszta to „milionerzy”. w których pracowali kamieniarze. Może dlatego. nikt.w pewnym momencie serdecznie się roześmiałem. z Piekar i innych miejscowości. Pisał on . lecz sens jest ten sam.jeszcze żyję i w końcu po pięciu latach. dlaczego ci. którzy opisują życie w obozach. 10. Kapem kamieniarzy w Mauthausen był Emil . Nic nie robili. bo chociaż miałem dopiero ukończone 27 lat. to jest dopiero właściwie pojęta przez niektórych ludzi wdzięczność za uratowanie im życia.

Strzelałem.Czym jesteś z zawodu? . oficjalnie wolno było przysyłać tylko jedną kilogramową paczkę na święta Bożego Narodzenia. to znaczyło. jak człowiek. tylko rozgląda się przez szpary między deskami i za chwilę będzie złaził. Pracowała tam grupa robocza Stefana. Wlazłem między cegły.A przed wojną? . i znów bicie. nazwisko. Złapał go. . To dla mnie był ciężki moment. Wiedziałem o tym i gdy wyczuwałem. Odbiegłem daleko od tematu. . że w ciągu dnia wchodził spać do wieżyczek małej linii posterunków. . . Bił Stefana tak.jak zwykle krokiem szybkim i zdecydowanym. przez małe okienko w dachu na strych i prosto na Stefana.To teraz ja ciebie będę bił. żeby go nie złapano. Zobaczyłem.To znaczy. Jednego razu Stefanowi zachciało się spać w słomie. w którym było krematorium. . gdyby esesman lub kapo wchodził na górę. gdzie i po co idzie. gdy powietrze wokół było „czyste”. że już nie śpi. tylko Ślązacy otrzymywali paczki częściej.Gdzie? Powiedział mu. Przechodziłem w tym czasie obok nich . My na paczki czekaliśmy prawie trzy lata. padnij. Jak Stefek odpukał. Jeśli ktoś omijając przepisy wysyłał więcej paczek.To strzelałeś do Niemców? . często urywałem się od roboty. . spotykałem się ze Stefkiem i szliśmy polować na niedopałki. że biłeś Niemców? .Wierzę w to. ogryzki lub głąby. Stefan zamienił się już w jedną kupę błota.W czasie wojny byłem urzędnikiem. Nie wiedziałem jeszcze. że zaczęli słabnąć . czołgaj się. i pilnowali. Jeden rudy i strasznie krzykliwy esesman wszedł po rusztowaniu na dach. . gdzie. właził on po drabinie do takiego „gołębnika” i spał. Wszedł na strych budynku. rzucałem w gołębnik małymi kamieniami. jak Stefan jeździ brzuchem po błocie. któremu się bardzo śpieszy i który wie. żeby go na czas ostrzec. W opowiadaniu moim będzie mowa i o tym. wleźliśmy ze Stefkiem w . że ten przewracał się w błoto.Biłem. które nazywaliśmy gołębnikami. za co on podpadł. Gdy nikogo w pobliżu nie było. a ten wciąż go ganiał. Chłopaki wiedzieli. żeby mieć podstawę do zatrzymania się w tym miejscu. że zbliża się południe albo koniec dnia. bo za każdym razem bałem się. Sprowadził na dół i zaczął zadawać pytania: imię. Nie ustrzegli.Biłem. czołgaj się. że on siedzi w słomie.Brałem. skąd pochodzi. . Stefek w swoim ryzykanctwie dochodził do tego. to chciałem ten temat doprowadzić do końca. W Mauthausen w 1940 r. to więzień mógł je dostać. rozstawionych na noc wokół obozu mieszkalnego.To z Niemcami się biłeś? . część cegieł zwaliłem z kupy na ziemię i zabrałem się znów do układania ich. Chodziło mi o to. jak Rudy bije Stefana i jak to się skończy. jaki przełom w życiu obozowym spowodowały przysyłane paczki.Podchorąży Wojska Polskiego. gdy pracowałem razem z Szubertem przy wózkach. i znów padnij i czołgaj się.lecz uśmiałem się z tych trzech tygodni.Udział w wojnie brałeś? . bo tego dnia po deszczu było wielkie błoto. żeby obserwować. I w tym błocie: padnij. W tym czasie. Gdy już skończyło się bicie i czołganie w błocie. lecz jak już zacząłem opisywać moje współżycie z Józefem Szubertem. kręciłem się w pobliżu i w odpowiednim momencie.

który schodził na dół. Innego znów dnia. a nie naprężone i wyciągnięte bardziej do tyłu. bo byliśmy przy ciągnięciu mocno nachyleni. bo wypadki zwariowania w obozie były dość częste. Chodził z kołkiem i bił.Śniegoń Starszy .i kijem. Kapem naszym był Ślązak . obejrzał się i zaczął nas kolejno lustrować oczami. Śniegoń Młodszy. Walcowaliśmy garaże . które były poprzetykane drążkami. Nogi mnie zdradziły. Po pewnym czasie znudziła mi się praca przy wózkach. i Stefan opowiedział mi. gdy przyparła mnie potrzeba. przyłączyłem się do grupy. Wymyślał nam też bez przerwy: „Wy. wpadł między nas esesman. Nienawidził Niemców i bił każdego. Raz tylko. ale nie ciągnąłem. która ciągnęła olbrzymi walec. bo drążek nasz musiał być równo. a wygodnie było mu nas bić. znaczy się. Całym tułowiem wysunięty byłem do przodu. wszedłem między stosy cegieł.Śniegoń Starszy. Tropnąłem się. a gdy mnie już minął. po 10 dwójek na każdej stronie. bo każdy ruch czy wysiłek to niepotrzebna strata energii.ale w niej słomy nie było. gdzie patykiem staraliśmy się chociaż z grubsza zgarnąć z ubrania błoto. jak powinny być przy dużym wysiłku. żeby mu się to. bił i bił. i gdy nie doszedł. to spojrzałem na niego obojętnie. zatrzymał się raptownie. więc nie mógł mi zrobić żadnej krzywdy. którego nauczyłem. bo Polaka zabili. Cegłą bić jest niewygodnie. że nachylałem się mocno na drążek i wisiałem na nim. ten to potrafi się koncertowo obijać. Wszyscy się rozbiegli. i Wreszcie pobity i pokrwawiony wróciłem do swego drążka przy walcu. inteligenty polskie. po czym oni poznali. nie wydało podejrzane: . gdy niebezpieczeństwo było tuż przy mnie. jeśli pozwolił sobie na uderzenie innego więźnia Niemca. bo był jeszcze i jego syn. kto to powiedział. Nie mieli oni na winklu litery „P”. Do brzegów walca przymocowano druty. kurwy polskie. że albo jestem z natury głupi. Po uwadze esesmanów zastanowiłem się. Chłopaki pewnie myśleli. gdy mijało nas dwóch esesmanów. Musiałem mu powiedzieć. gdy już podciągnęliśmy walec do samych schodów. Przechodzący esesman zobaczył mnie „rozmawiającego” ze stosem cegieł. Byliśmy ustawieni przy drążkach dwójkami. że ja się obijani. żeby mnie nie klapnął w głowę.jakiś kąt. a na ostatek zaczął walić cegłą. lecz nogi były prosto. wtedy musieliśmy wejść na schody. Tak . że lepsza jest wieża . Kamienie już były ułożone i należało ubić je walcem. jak przy zwykłym chodzie. Niewygodnie było ciągnąć. powiedziałem po polsku i zupełnie normalnym i spokojnym głosem. jak ma to robić. co powiem. bo musieliśmy iść tyłem po schodach.śmiałem się naj naturalniej w świecie. w których poznałem Szuberta. Bił każdego. esesman. jak w wielkim wysiłku. które pozostały z budowy garaży. Walec ten ciągnęło 40 ludzi. ciągnąłem uczciwie zawsze wtedy. jeden drugiemu pokazał mnie i powiedział: . że uważani byli za Niemców. a robiło się coraz zimniej. Przy walcu pracowałem tak. który mu wszedł w drogę. Za to spanie dostał Stefek jeszcze oficjalną karę: 15 kijów w tyłek na koźle i stanie do 12 w nocy pod wieżą. Pamiętałem o tym. Gdy walcowaliśmy garaże w poprzek i dociągaliśmy walec do samych schodów. kogo tylko dosięgnął ręką lub nogą. Bił z początku rękami. Za to tato . wy. Przetłumaczył mi te słowa mój wspólnik od drążka. bo bydlę leci. jak krowa na pociąg. kto to powiedział. Jak on mnie wtedy strasznie zbił! Bił mnie. który był już na samym dole. ja was nauczę pracować” . uważałem tylko.bydlę. Gdy się w tym połapałem. albo zwariowałem od tego bicia. Widocznie rozumiał po polsku i chciał patrząc na nas połapać się. że nigdy nie wolno ciężko pracować.Patrz. Żaden inny nie mógł sobie na to pozwolić.te same. Wracałem i śmiałem się. Doszliśmy do wniosku. Lecz gdy patrzył na mnie. Wreszcie jeden nie wytrzymał i pyta mnie: . w jaki sposób wpadł. Śniegoń Młodszy pracował u stolarzy.Zejdźcie z drogi. i ciągnęliśmy walec oparci brzuchami o drążek. Nikt się na tym nie połapał. Gdy to powiedziałem. popędził dalej. Raz. i kijem nas po plecach.

. Kapo grupy stawał na czele i prowadził. Gdy mnie nie było. Wydaje mu się. Przeważnie kazano mi uciekać. że on jest taki głupi. Musieliśmy organizować szybko. zatrzymywałem się na chwilę pod byle jakim pretekstem. a może gdzieś po coś pójść i że albo wracam do swojej grupy. sprawdzili jeszcze raz numery. lecz grupy swej już nie goniłem. jeszcze śmiejesz? .i do szeregu. żeby im nikt nie uciekł z grupy. Gdyby miała trwać dłużej. . Zawsze gdy mnie pytano. Trzeba było od nowa szukać dla siebie odpowiedniej pracy. Powiedziałem to już nie ze śmiechem. Ciężko było cały dzień plątać się po obozie bez celu. kogo brak . że kapo coś mi kazał robić. albo idę do jakiejś grupy. a szedłem w to miejsce. wariacie. to ja i tak urwałbym się z niej.i do tego nieokreślony ruch ręką. polowałem i żyłem na własną rękę. „abort”. co pracowali. pozwalał swoim ludziom chodzić na organizowanie żarcia. czy kogo nie brakuje. Wystąpiłem z szeregu. Odbywało się to w ten sposób: Po przyjściu na teren pracy grupa licząca kilkaset osób na rozkaz: „Formować się w grupy robocze!” . w każdym razie słowa „komando”. Stefan miał swoją stałą grupę roboczą. Nie zawsze udało mi się na czas wycofać z grupy. ale gdy nawet zapisano mój numer. Gdy grupa ruszyła. Gdy kapowie dobrali sobie potrzebną ilość ludzi. Jak jeden odszedł. Inni bali się bicia grożącego za odejście od pracy. gdzie miałem stały punkt spotkań ze Stefanem. Rano ustawiałem się do jakiejkolwiek grupy i od razu urywałem się.a Śniegoń potrafił dobrze kijem walić. „kapo” oznaczały. więc ciężko pracowali i byli bici bez przerwy. gdy mnie złapali. „curik abort” albo „komando”. prowadzili ich na swoje odcinki pracy i tam przed przystąpieniem do pracy spisywali numery. Po kilku dniach praca przy walcu skończyła się. kapo wywołał mój numer. Po rozejściu się do pracy pracownicy świniami brali wóz z taczkami i jechali zabierać zlewki jedzenia z baraków. „kapo” . gdy już stałem w szeregu przed wymarszem do obozu na południowy apel. odpowiadałem: „nic fersztejn”. Może niedługo przyjdzie czas. Przy drążku robiliśmy dwójkami. No .ale wtedy dopiero zobaczą. Rano. a złapać mnie było już wtedy dość ciężko. i już wtedy razem ruszaliśmy na wędrówkę po organizowanie żarcia. Zapisał moje nazwisko i blok. to drugi nie mógł ciągnąć sam i od razu rzucało się w oczy.rozbijała się na wiele małych grupek. Ja przeważnie starałem się iść z tyłu. nie oddalałem się w innym kierunku. to i tak uciekałem. Podszedł do mnie razem z esesmanem. a tylko kilka razy w ciągu dnia wyskoczyć na „obiad”. a ja nie pracowałem i mogłem być bity tylko wtedy. na miejsce pracy. Bo szliśmy polować na zlewki jedzenia z baraków esesmańskich. gdy tylko odłączyłem się od grupy. że tylko on będzie bił. Gdy zauważyłem esesmana czy kapa. Teraz już nie przyczepiłem się do żadnej grupy. Trzeba było mieć jakąś bazę wypadową. co miało oznaczać. który gdy można było. lecz prosto na nich. lecz z wielką nienawiścią w głosie. Najlepszy moment do oderwania się od grupy był wtedy. no i brak było tylko mnie. że jestem całkowicie w porządku. do której ja się przyłączałem.1008! . Przeważnie zanim zaprowadzono grupę. lecz mieli oni bardzo dobrego kapa. Musieliśmy się spieszyć. co ja robię.Z czego się śmieję? Z tego. ale przecież ci.I czego ty się. jak to się bije. czasem dostałem w twarz albo kopniaka. że i ja będę bił. gdy wszystkie grupy rozchodziły się już do swej pracy. Ryzykowałem zawsze ucieczkę przed spisaniem numerów i prawie zawsze udawało mi się. mnie już tam nie było. żeby nam nikt nie sprzątnął żarcia sprzed nosa. dostawali więcej.. Była niewygodna do organizowania jedzenia. esesman dał mi kilka razy w twarz . Chodziłem po całym terenie krokiem szybkim i zdecydowanym. Stefan Krukowski pracował w grupie murarzy. Raz jeden tylko. a ja zostałem „wolnym strzelcem”. szybko pędziłem na miejsce spotkania ze Stefanem.zawołał.

Papierem tym wyłożone były wewnątrz duże beczki z twarogiem przeznaczone dla esesmanów. Byli esesmani. Porwał w ręce kołek grubszy jak noga od stołu i walił mnie nim. Tu trzeba było wykazać dużą odwagę. mieliśmy zakonspirowane litrowe puszki od konserw. W sionce magazynu stała w kącie nieduża skrzynka. mięsa. Wykręcałem się zawsze nogami w jego stronę. Należało wejść do baraku. Dobrym momentem było to. który wchodził do magazynu. Raz jeden wpadłem jednak paskudnie przy tej skrzynce. czy zlewki zabrali ludzie ze świniami. Konkurowała z nami tylko świniarnia. a sam rozpoczął bicie.razem pierwszej jakości jedzenie i w dużej ilości. którzy byli w umywalni. Z początku bił prawidłowo. Esesmani zlewali resztki jedzenia z całego dnia do wiaderka od marmolady. bawiąc się mną jak piłką. kawy . Gdy nie udało nam się ze zlewkami. Bił z pianą na ustach i coś bezładnie wykrzykiwał pod moim adresem. pięściami po twarzy. Była w tym ranna zupa. Bardzo często można było wybrać z niej kilka. do umywalni. lecz konkurencja ich nie była uczciwa. którzy podejmowali zobowiązanie. że ma pianę na ustach i wali tym kołkiem. Kazał mi odrzucić papier.zabrałem i chciałem go ogryźć na surowo. którym były znalezione ogryzki od jabłek. innym razem tłukło mnie kilku. że zwariował i teraz już mnie zabije. . bo nic nie dawało się ugryźć. Częściej jednak o tej porze. Przy ściąganiu zlewek dwa razy tylko dostałem dobre lanie. Właziliśmy do podziemi. pomyślałem. jarzyn. I zabijali . do której wrzucano odpadki. Zwalił mnie z nóg i już leżącego walił dalej. nieraz pod scenę lub do jakiegoś pomieszczenia zawalonego materiałem budowlanym i różnymi gratami. gdy już zabrakło mu papierosów. Ale to tylko wtedy. Mimo że miałem stracha. w których chowaliśmy resztki i zjadaliśmy je przed obiadem lub po południu. Ze zlewkami szliśmy przeważnie do budującej się kantyny oficerskiej. i razem z pakunkiem zaprowadził mnie do podziemi kantyny oficerskiej. co mam w rękach. Jak zobaczyłem. Szybko zacisnąłem mocno w rękach. ale coś mi nie szedł. by zmniejszyć pakunek. Gdy nie mogliśmy zjeść od razu. oraz szukaliśmy czegoś do popalenia dla Stefana. Powoli jednak zapalił się do swego zajęcia. Nawet na moment nie pomyślałem. bo tu były tylko wąskie chodniki.zanim zlewki zostaną zabrane. a nawet kilkanaście całkowicie zgniłych jabłek lub odkrojonych zgniłych kawałków. że nieczęsto nam się jednak udawało zorganizować takie wiaderko. Znalazłem w niej dużo papieru grubo oklejonego twarogiem. Po takim jedzeniu żałowaliśmy tylko. czy inni. żeby nie mógł uderzyć w głowę. że wóz świniami nie podjeżdżał pod wejście do baraku. tacy jak my. Obok budującej się kantyny oficerskiej znajdował się barak. co mam z tego łba zjeść. można było tam zastać nieraz i kilku esesmanów. nie wiedzieli. bo oni robili to oficjalnie i należało to do ich obowiązków. ale do innych chodziłem w dalszym ciągu. W tył zwrot i zderzyłem się z esesmanem. Kręciłem się na plecach po ziemi tak. Nieraz nie było nikogo w korytarzu i w łazience. lecz stał z boku na głównej drodze. więc ci. zabrać wiaderko i wyjść. resztki chleba. dostał wścieklizny. jaki z niego powstał. Chowaliśmy się tam i w spokoju konsumowaliśmy to pierwszorzędne jedzenie. Spojrzał zobaczył. kartofli. jak mu podeszło.. w okresie wstawania i śniadania. Raz od jednego.rachunek musiał się zgadzać. kręciliśmy się w pobliżu tego magazynu. Trzeba było tylko wejść do sieni i wyjąć. że zabiją dziesięciu ludzi dziennie. które stało w łazience. Omijałem już te baraki.nie wiedziałem. jednak zawsze wchodziłem i brałem jak swoje. Polując na zlewki nigdy nie zauważyłem. żeby stał na drodze ktoś. a to w razie przyłapania też groziło biciem. Raz znalazłem tam wielki surowy łeb jakiejś ryby . Tyle że wszystko było zmieszane razem i zimne. i w końcu z żalem wyrzuciłem go. Poderwałem papier. i kopał spokojnie i systematycznie. składające się z resztek wczorajszego całodziennego wyżywienia SS. a on walił tam. Po jedzeniu szliśmy na poszukiwanie deseru. kto by z nami konkurował w tej dyscyplinie sportu. że się może to inaczej skończyć. w którym mieścił się magazyn żywnościowy zaopatrujący w produkty kuchnię gotującą dla SS. wtedy brało się bez żadnego ryzyka.

Nosiciele jedzenia mieli jedzenia tyle. o wymiarach 10X4 cm. zeskrobywaliśmy papier oblepiony twarogiem. 50 litrów i w dodatku kit. którymi skrobaliśmy papier. kto mógłby pasować do tego kotła. które mieliśmy przy sobie. Tym razem . Trudno określić. że już nie musieli wylizywać kotłów. że wielu więźniów ma takie deseczki i poluje na moment. ale my. Jeśli ktoś był już takim muzułmanem. powiedzieli. Po chwili znów się ktoś przyłączył. który go zauważył. lecz widziałem. że kocioł nie może być pusty. Mieliśmy wyjątkową ucztę. że zjedliśmy co najmniej po kilogramie. Żal mi było tylko papieru z twarogiem. lecz wydaje mi się. a na pewno są w nim zlewki. gdy nam się polowanie nie udało i gdy już szykowaliśmy się wrócić do „swojej” pracy. zanieśliśmy go za kantynę oficerską. a ja za nim. potem jeszcze ktoś i jeszcze ktoś. Wyskrobywanie kotłów stojących na placu było niedozwolone i można było za to być zbitym. Jednego dnia. Kocioł o pojemności 50 litrów był pełen. wiedzieliśmy. czy kocioł jest pusty. Teraz już na pewniaka. rzucił we mnie kołkiem i wybiegł szybko z podziemi. które zostały przyniesione z kuchni SS i czekają na zebranie przez ludzi pracujących w świniami. a za nim uciekali wszyscy. gładka. Przeszliśmy kilka razy w pobliżu. tak że w końcu było nas chyba ośmiu czy dziesięciu. ale wiemy znów. Zastanawialiśmy się. Trochę strach brać. że tupet pomaga wiele. starzy rutyniarze. co trzeba robić. zauważyliśmy kocioł pod oknem budki. uciekał. który tam był wykopany.była taka właśnie deseczka oraz łyżka z uciętą grubszą częścią raczki . To bicie nie odstraszyło mnie od zaglądania do skrzynki. Wspomniałem tu o małych deseczkach. Okienko było nisko umieszczone. Ciężki był. Przy tych kotłach bicie otrzymywało się nieduże. Co chwila któryś z nas unosił się i wysadziwszy . W budce tej dyżurował esesman.bo mógłby przyczepić się o niezdjęcie czapek .to on teraz będzie zabijał Polaków. ile tego twarogu tam było. Najedliśmy się. zdjęliśmy przed esesmanem czapki . Podzieliliśmy między siebie papier i małymi deseczkami.mówię tu o Stefanie i o sobie . z którym szliśmy do pracy . Kocioł stał pod samym oknem. Naszym codziennym uzbrojeniem. Doszliśmy do wniosku. która stała przy bramie wejściowej do obozu. że wyjdę z życiem. Deseczkami tymi wyskrobywało się kotły. Po kilku minutach opychania się zawołaliśmy jakiegoś obcego przechodzącego muzułmana. to pierwszy. Wszyscy zajęci byli jedzeniem. Tu można było uniknąć bicia. do rowu. Gdy już nie miałem żadnej nadziei. bo jak zbliżał się kapo. że nasze przewidywania były słuszne. Więc my skrobaliśmy swymi deseczkami wewnętrzne ściany kotła. że nie miał siły uciekać.i nie mówiąc nic bierzemy kocioł za uszy. który zapisywał każdego wchodzącego i wychodzącego z obozu na teren pracy. który już ktoś zdążył zabrać.żeby zajmowała mało miejsca w kieszeni. Po otwarciu kotła stwierdziliśmy. do których przylepione były resztki jedzenia. to oberwał w twarz albo kopniaka. jak mnie bił. że w czasie działań wojennych w Polsce został zabity jego brat . Tym razem wyszedłem z życiem. a które normalnie służyły nam do wyskrobywania kotłów po rannej i obiadowej zupie. Niedługo potem znów trafiłem na papier z twarogiem. Ci. Jedliśmy. że z jego bełkotu zrozumieli. Raptem Stefan mówi: . Wszystko wydaje się w porządku. W kotle znajdowały się zmieszane razem kartofle i buraczki na gęsto.I wali po kocioł na pewniaka. które po śniadaniu i obiedzie stawiano w pobliżu placu apelowego. kiedy można będzie podejść i skrobać kotły.dokąd sięgnął kołek. Podeszliśmy do budki. ale i nie spuszczaliśmy z oka terenu. którzy widzieli. tak żeby nie zwrócił na nas uwagi esesman z budki. czy też w nim coś jest. Deseczka taka była zrobiona z twardego drzewa. tak że esesman siedząc w budce miał twarz na wysokości okienka. ale i nieduża była z nich korzyść.Bierzemy! .żeby nas nikt nie złapał . jakby to niesienie kotła należało do naszego obowiązku. Żarcia starczy. Nie widać nikogo. Siedzieliśmy w tym dole ze trzy godziny.schowaliśmy się do przykrytego ciężką drewnianą klapą głębokiego dołu za kantyną oficerską.

zauważył to. że się dostanie kijem za kręcenie się w pobliżu baraków SS. Ja już wolałem swoje metody organizowania. natrafiliśmy na kolumnę blokowych. jak to się stało. Na parapecie okna ostatniego baraku zauważyłem olbrzymiego jak dwie pięści. Jestem pewien. Byłem głodny. czy ktoś tego nie widział. to już na pewno tego. co robi.sobie zostawiłem półtorej . . jeśli nie obydwóch.wyciągnął łapę. że codziennie coś się zarobi. gdyby była pewność. Gdy zbliżyliśmy się do ostatniej dwójki. Do mnie tylko raz jeden zwrócili się o przyniesienie węgla. żeby o nim nie meldował. Takie szczęśliwe okazje były wtedy. a węgiel leżał daleko od ich baraków. Dostali trochę po zapchanych jedzeniem gębach. gdyby nas złapali . Autorstwo przypisywane jest Aleksandrowi Fredrze. Stefan . Gdy już minęliśmy bramę. Śmieszna rzecz lecz wartownicy SS otrzymywali przydział węgla dla opalania baraków w niewystarczającej dla nich ilości. lecz jeden nieznaczny ruch ręką i pomidor już był w moim ręku. pięknego pomidora. Jest to bajka o pewnej królewnie. gdy esesmani prosili o przyniesienie im węgla. gdy byłem w siódmym oddziale szkoły powszechnej. że nie mógł nas zobaczyć. Kiedyś znów zarobiłem porcję chleba za opowiedzenie pornograficznej bajki naszym prominentom na sztubie A. dał mi Stefek dwie kiełbasy i sam też zjadł swoją drugą porcję. żeby nas nie zobaczył esesman. więc jedną skórę zjadłem.wielki taki . który w tym momencie podnosił z ziemi swoją skrzynkę. który brał. Ten sposób organizowania byłby dobry. Kapo wiedział. a cztery przyniosłem do obozu. W baraku tuż przy oknie rozmawiali esesmani. lecz tylko zapisał numer i odebrał pomidory. Przyniosłem cztery takie pudła i dostałem za to od nich pięć dużych skór chleba. Innym razem szliśmy między barakami SS.nie . a za chwilę w kieszeni. Gdy doszliśmy do ostatniej dwójki. przyłapał go kapo ogrodników. Stali dwójkami. Jednego dnia polowaliśmy ze Stefkiem. Stefan kiedyś w pogoni za żarciem zapuścił się z wiaderkiem od marmolady w ogród SS po pomidory. Mówi się ją wierszem 15 minut. Był jeszcze na tyle daleko. Wieczorem Stefan poszedł go prosić. Tego dnia było wydawanie papierosów. wsadził ją w skrzynkę z kiełbasami i wyjął w jednej garści cztery sztuki. Tam jednak było więcej pewności. Nie wolno było im tego robić i nie wolno było im samym brać. zaczęli zakładać sobie na ramiona skrzynki z porcjami.zatłukliby na śmierć. Nie bił go. Obserwujemy. a dwóm z nich kazał odnieść kocioł. Były jeszcze inne okazje. lecz szybko rzuciłem oczami na wszystkie strony. Stefek podziwiał mnie. jedną od razu całą wsadził w usta. Po wieczornym apelu dałem Stefanowi dwie i pół skóry . Zauważyłem idącego w naszym kierunku esesmana. bo już brama otworzyła się i za chwilę mieli wchodzić do środka. lecz Stefan z uśmiechem mrugnął do niego szelmowsko okiem i poszliśmy dalej. Zwracali się do nas. a ja tej bajki nauczyłem się na pamięć. czy nie zbliża się jakieś niebezpieczeństwo. żeby im nanosić węgla. Dał mu 10 cygar i kapo zniszczył kartkę z zapisanym numerem.kawałek głowy z rowu rozglądał się na wszystkie strony. W wywrócone na lewą stronę czapki nakładliśmy sobie jedzenia i nic nie mówiąc oddaliliśmy się rowem. żeby podzielić się z Krukowskim. że jeden blokowy. Za chwilę tamtych już walił.idzie dalej prosto na nas. Nie wiem. Gdy dochodziliśmy do bramy obozowej. a ja podziwiałem jego. Węgiel nosiło się im w specjalnych pudłach.bo jedną zjadłem już w robocie. gdzie przy odrobinie szczęścia czy sprytu można było coś zjeść. która tego ranka była bardzo gęsta. a trzy spokojnie pakuje sobie do kieszeni. że nie bałem się ściągnąć pomidora na oczach esesmanów. że nie bał się wyciągnąć kiełbas ze skrzynki. czy nie skręci w inną stronę . który wtedy już pracował w kamieniołomach. którzy z kuchni nieśli do bloków kolacyjne porcje kiełbasy. a w jednym i drugim przypadku. W pierwszym momencie przestraszyłem się. Gdy już miał pełne wiaderko. Chciał wykorzystać mgłę.

a na sam już wierzch znów warstwa piasku. Złapałem czapkę i uciekłem. Poczułem. Gotowaliśmy w wiaderkach od marmolady. Zakopywaliśmy dlatego. W tym momencie podszedł do nich inny więzień z wiaderkiem od marmolady i nabiera w nie kartofle. Moje zachowanie zaskoczyło ich. gdy powietrze w pobliżu było „czyste” i nie groziło żadne niebezpieczeństwo. Gdy było potrzeba. tylko już nie można było ich jeść z łupinami. Więcej nie mogłem brać. tak zmarzniętą. Podobało mi się. a później ciemno w oczach zrobiło. Uchyliłem pokrywę i wyjąłem nieznacznie kilka kartofli. Gdy nasza piątka wyszła z kotłami. Ten sposób był lepszy od pieczenia. które upadły przy napełnianiu kotłów. na wapno warstwę kartofli już do samego wierzchu. Jednego razu udało mi się zdobyć dużo gotowanych gorących kartofli. a tej brukwi nie. że mi się na początek jasno.zerwałem z głowy czapkę. żeby w tym czasie. lecz na to już nikt nie zważał. w tym przypadku nie miało żadnego znaczenia. które gotowaliśmy w nielasowanym wapnie. że była twardsza od kości. Byłem zły sam na siebie. okazało się. Po pół godzinie. pomyślałem sobie. Kość potrafiłem zeskrobać całą zębami. w rogu piwnicy. które przez rozporek wrzuciłem do nogawki spodni. że od czasu do czasu udało nam się zdobyć surowe kartofle. humorystycznych piosenek. Wylazłem zza kantyny oficerskiej i zauważyłem. że ci. a kartofle gotowały. jeszcze nie było w kuchni dużo ludzi. tak jak i uczciwym sposobem zdobywałem jedzenie. nikt nas na tym nie złapał. staraliśmy się nabrać w taczki wapna nielasowanego i w tym wapnie gotowaliśmy kartofle. typowo warszawskich. Nie gonili mnie i nie zabierali zdobytego przeze mnie łupu. To. Wszyscy bezczelnie i na grandę zaczęli wyciągać kartofle. na to warstwę wapna. Nie wspomniałem jeszcze o tym. była szopa z wapnem nielasowanym. zamykało pokrywką i wszystko zakopywało się w ziemi. że Stefan zdobył zlewki. Gdy zobaczyli to inni. że miałem w obydwóch nogawkach do samych kolan. że będzie z nami źle. które my woziliśmy. wielkości pięści. dostałem taką bombę w nos. którzy nas pilnowali. Przy dołach z wapnem. Ale teraz zaczęło robić się już niedobrze. a obie ręce wsadziłem w kocioł. bo mogli przy tym podpaść sami. Kilku już dostało lanie od blokowych. Raz znalazłem zmarzniętą małą brukiew. gorące kartofle. gdy wapno się lasowało. też zaczęli wyciągać kartofle ze swych kotłów i ładować je w nogawki albo w kieszenie. że nikt nie zauważył. które otrzymywałem od prominentów naszego bloku za granie na mandolinie i śpiewanie im wesołych. Podbiegłem szybko do nich . wynosili kotły i ustawiali się z nimi na końcu kolumny. wchodzą za barak. Przy niedzieli po kartofle obiadowe nie poszli ludzie z każdego bloku. nie mógłbym iść. bo na skórce było jeszcze wapno. że tak głupio dałem się złapać. bo pieczone kartofle poczuć można już z daleka i piec czy gotować na ogniu to tak samo. Przykład działa. Na dno wiaderka sypało się cienką warstwę piasku. Były ślicznie ugotowane. lecz nałapano nas między blokami w normalnej łapance. wywalano z wiaderka kartofle. a inni dalej brali. więc w końcu z wielkim żalem musiałem ją wyrzucić. które więźniowie Niemcy pracujący przy SS nieśli im na śniadanie. którzy niosą kocioł z jedzeniem dla SS. Napełnione wiaderko zalewało się wodą. Gdy przyniosłem kartofle do piwnicy. Pierwsze zjedliśmy zimne zlewki. potem znów warstwa wapna. Wchodzili po pięciu. że mógłbym chodzić do kuchni nawet kilka razy dziennie. kucnąłem i czapkę położyłem na kolanach. To ja też jeszcze doładowałem sobie tyle.W tych dwóch przypadkach chleb zdobyłem całkiem uczciwym sposobem. że od uderzenia bolał mnie nos. Raz udało mi się złapać gorących tłuczonych kartofli z jakąś ostrą przyprawą. które zawsze miałem na dole owiązane sznurkiem. nabrałem kartofli i wrzuciłem w czapkę. Gdy już ładowałem kartofle do czapki. jakby od razu nadstawił tyłek do bicia. a nie mogłem . więc znów wyjąłem kilka kartofli. a na deser mieliśmy dobre. które przy obieraniu paliło skórę na rękach. lecz gdy w kuchni pozwolono nam podnieść z ziemi i zjeść kilka kartofli.

Więc po co ryzykować . chcę wrócić do domu. Kocioł przewrócił się i kartofle wysypały się szeroko po placu. że odłożyłem sobie z obiadowej porcji. gdy się wreszcie zorientował. wojna na pewno się już skończy. nie może pracować.i robili. ten. nie zważając na to.łupiny. rzucili się na kartofle. Takiemu ciężko było organizować. Gdy tylko kocioł się przewrócił i zrobił się bałagan.mówili tacy . robili ponad siły. gdy groziło niebezpieczeństwo. żeby nie podpaść i umknąć bicia. a ci. Jedzenie organizowali i inni. Później doszły jeszcze inne. gdy przyszedłem na blok 13. puściłem ze swej strony. Pracowali też uczciwie. gdy już umierali z głodu. i też zaczęli zbierać. ani sił do nowego zrywu. Gdy już weszliśmy na plac apelowy. Źle . dałem znak Stefanowi i szybko wyładowałem kartofle. co szli z tyłu. Częściej jednak ludzie czekali do końca i dopiero gdy go pierwszy raz przynoszono z pracy.odbiorą człowiekowi zdrowie albo i zabiją. Taki nie reaguje na uderzenia. że odbierają mu kapustę i jeszcze go zbiją. którzy zbierali. bo my kartofle zjedliśmy dopiero po kolacji. było już przeważnie za późno: nie miał on już ani zdrowia. gdzie kto stał. czoło naszej kolumny stawiało kotły. bili i w końcu doprowadzili kolumnę do porządku. Lazł taki. bo był już do ostatnich granic wycieńczony. którzy narobili im takiego bałaganu. i wreszcie przynoszono go jednego dnia już w charakterze nieboszczyka. bo do pracy musiał chodzić codziennie. Ludzie ci z obawy przed biciem nie brali się za organizowanie jedzenia. lecz brali się do tego wtedy. Jeśli uda mu się odejść z główką kapusty. którzy im uciekali. Taki nie myślał już jasno i logicznie i nie miał siły nawet uciekać. lecz później. Chcieli przeżyć i bali się ryzykować zdrowiem czy też życiem. że w ten sposób sami szli do krematorium. ale o tym będzie mowa osobno. . Kończy się to tym. co otrzymali. a większość wierzyła. Wpadli do sztuby i przyglądali się. to nikt by mi nie uwierzył. Przecież o zwolnieniach mówiło się bez przerwy. bo już sam nie mógł przyjść. którzy wieczorem nieźle sobie podjedli. ja od razu uciekłem na blok. i wymiana kiełbas na zupę. do wozu z kapustą. który pilnuje wozu. lecz tak. był słabszy niż ja i już nie miał sił nieść do końca. co staje się powodem nowego bicia. Blokowi z furią wpadli w tłum i bili wszystkich bez wyjątku depcząc nogami ludzi i kartofle. lecz te kilka miesięcy jakoś człowiek wytrzyma . Mówię wieczorem. zlewki z baraków SS i odpadki z magazynu żywnościowego SS. Taki. muzułmani. po biciu. to zbili . które schowaliśmy w łóżku. że szarpnąłem kotłem do przodu.głąby. nikt na to nie zważał. do rodziny. a jedli tylko to.już wyjąć.rozsypać kartofle! Gdy kocioł znów dnem zawadził o ziemię. że do lata 1941 r. a nie wiedzieli. To blokowi gonili i bili tych. Kogo wtedy zbili. na przykład. nogi się pod nim uginały i kocioł kilka razy zawadził o ziemię. Ciężko. którzy już nie mieli siły chodzić. W ludzi jakby strzelił piorun. a wieczorem mogłem kupić za kolacyjną kiełbasę. Ci. że widzi go ten.no jest i głód. Z naszych kolegów pierwszy na biegunkę wykończył się Stefan Kęszycki. z którym niosłem kocioł. którzy już kotły postawili. stojącego przed kuchnią. z którym mnie Stefek Krukowski poznał. na którą w tym czasie ludzie umierali masowo. pomoc od Heńka B. kto tu może być z tych. Na bloku . też niebezpieczne i jeszcze bardziej ryzykowne sposoby. i w końcu człowiek pewnego dnia wykończy się. a ja chcę przeżyć.będzie rewizja. Będzie źle . i brał główkę kapusty. Nagła myśl . Lecz wtedy zostawało mu do życia nie więcej niż kilka dni. stawiali kotły tam. to grozi mu biegunka. Gdybym jadł wcześniej. Takimi to sposobami organizowaliśmy ze Stefanem jedzenie w obozie koncentracyjnym Mauthausen w roku 1940. Chcieli przetrwać do końca wojny lub zwolnienia do domu. I tu rozwiązanie przyszło samo: ten.pomyślałem sobie. lecz z tych. widział. że to koniec. W pracy . jak to wszystko wygląda. bo ciężko. Za kilka minut już i przy naszym bloku zrobił się hałas. Jest głód .lecz na pewno wielu było takich. a od frontu zagrodziło im drogę kilku blokowych i kazali zaczekać. bo blokowi biegali bez przerwy.

podnosiliśmy rurę przy pomocy drążka wyżej. Wprost nie do wiary . Patrząc na nich roześmiałem się. Tamci trzej też urywali się tak jak i ja i stawali przy tych rurach. i to niezbyt dokładnie. żeby w razie niebezpieczeństwa były znów do układania. nie włączyłem się już do żadnej stałej grupy. najlżejszej nawet pracy. bo wzdłuż drutów otaczających obóz i teren w kierunku baraków. układając stos do góry. a ci już zjadali samą kość. a Leon Cerak z Bydgoszczy. Na daleko wysuniętym odcinku. i to nie tylko od ciężkiej. Nieraz przychodził też do nas Krukowski lub B. Jeden z nich obierał i jadł surowe kartofle. stanęliśmy z dwóch stron stosu.. Z zachęcającymi okrzykami. Gdy niebezpieczeństwo minęło. Nikt nas tu nie mógł znienacka zaskoczyć. Organizowanie nie mogło trwać cały dzień.Marian Krysiak i Zbyszek K.i tak zabezpieczeni prowadziliśmy rozmowę. Oooo-hop! oooo-hop! . chodził spać do wieżyczek posterunków. jak długo było ciepło. ile ja jeszcze zjem surowych kartofli. trzeba było jednak czymś się zająć. żeby pogadać i razem z nami popracować.Będąc raz w ubikacji. Jak już powiedziałem. Gdy zakończyła się praca przy walcu. i to takiego wstrętu. Należało wyrobić w sobie uczucie wstrętu do pracy. a kości oddawał swoim służącym.to był dopiero pierwszy.. może 18 centymetrów średnicy. podstawowy warunek dający szansę przeżycia dnia. . Gdy z daleka zobaczyliśmy esesmana. Stefan nie dał się przekonać.lecz przy rurach tych staliśmy kilka tygodni i nigdy żaden z nas nie dostał bicia. Wydało mi się dziwne. Z 10 minut przyglądał się naszej pracy. tak samo ważnym warunkiem istnienia w obozie była umiejętność uchylania się od pracy. Żaden z nich już nie żyje. byli z Łodzi. Organizowanie jedzenia . do jakiego celu mogą służyć te piramidy rur. podszedł i zapytał się. Drugim. raz na jakiś czas przechodził tamtędy w kierunku baraków esesman lub jakiś więzień. Leon Cerak też był niezłym kombinatorem. gdzie w pobliżu nie pracował nikt. żeby człowiek był gotów iść na każde ryzyko. Zaczęło się to tak: Spotkaliśmy się raz na drodze i żeby trochę pogadać. zdejmowaliśmy na dół kilkanaście rur. widziałem siedzących obok siebie dwóch Hiszpanów. wyszukało się drugi kołek i staliśmy całymi dniami przy tych rurach. Więc Stefek. że jeśli tam złapią . Ja poszedłem inną drogą. gruby drążek leżący obok. do jakiej grupy należymy. Przyznać się muszę. w pobliżu nie było żadnych prac. Leon Cerak umiał mówić dobrze po niemiecku. stanęliśmy przy tych rurach. żeby był przygotowany na każde bicie. Mieliśmy na oczach całą drogę.oto jest arystokrata i biedak. a Zbyszek K. Gdy już wszystkie możliwości były wyczerpane. lecz stawałem do pierwszej z brzegu i odłączałem się. Twierdził. że jest to najlepsze schowanko.nic już nie uratuje od śmierci. Szybko zorientowaliśmy się. drugi podnosił i zjadał łupiny. Arystokrata objadał z nich mięso. rozpoczynaliśmy pracę.żeby można ją było w razie czego podnieść . a później włączył się do grupy murarskiej pracującej w podziemiach kantyny oficerskiej. Ja dobrałem sobie trzech kolegów z naszej sztuby . lecz od każdej. Takie właśnie kości dostawaliśmy od Zygmunta Jaczewskiego i jedliśmy je cale. a ja dołączałem się do nich. zanim kapo zapisał nasze numery. że bałem się spać w tych wieżach. i Leon Cerak w Gusen. sterczały ułożone w równe stosy rury cementowe długości jednego metra i chyba 15. Potem spotykałem się ze Stefanem i organizowaliśmy jedzenie. która polegała na podwyższaniu piramidy. To samo było z jedzeniem kości. Pomyślałem sobie . Ci obskrobywali dokładnie resztki mięsa i oddawali gołe już zupełnie kości swoim znajomym. Zauważyłem długi. że ludzie jedzą surowe kartofle. trzeba tylko dobrze uważać przy wchodzeniu i wychodzeniu. Wiedziałem. Raz tylko jeden esesman zainteresował się nami. aby tylko nie pracować. Żeby nasze stanie nie wydało się nikomu podejrzane. Marian Krysiak umarł w Mauthausen. Dobraliśmy sobie Mariana Krysiaka i Zbyszka K. więc teren był pusty. podniosłem go i przesunąłem go przez jedną rurę . Nie myślałem wtedy nawet o tym.

który musiał wiedzieć o dzikich lokatorach zakwaterowanych w jego pomieszczeniu. że jest taka grupa. Ten jednakże nie odchodzi.to już szliśmy jak do normalnej pracy. . Miejsce przez nas obrane było pod względem ruchu śródmieściem dużego miasta w porównaniu z poprzednią pracą przy rurach. co my tu robimy. krematorium. Rozmowy. izolatory walały się na ziemi w wielkim nieładzie. Przy izolatorach staliśmy chyba więcej jak dwa tygodnie. Za kantyną odpoczęliśmy i poszliśmy z rurami na swoje miejsce. Zostały one w niedzielę wywiezione samochodami.odpowiedział Lenon Cerak. która była w skrzynkach do ochrony izolatorów przed potłuczeniem. gdy esesman skręcił między baraki. bo chociaż niektóre skrzynki były zabite. Były to dwie boczne ściany dochodzące do baraku i daszek. wpadł do nas jakiś starszy esesman i zapytał. w których główną rolę zajmował tłuszcz. jakie prowadziliśmy stojąc przy rurach. gdzie zaledwie kilka razy dziennie ktoś przechodził. że nasze rury zniknęły. Nam już zabrakło rur do podnoszenia. To samo robili inni ludzie z grupy elektryków. mieliśmy stracha. Dziwne nam się wydało jedynie zachowanie kapa elektryków. a z tyłu przy baraku była odkryta szopa. . Te walające się luzem poukładaliśmy na naszych półkach. a po czterech . w niedzielę rano. lecz niektórzy starali się o papier. a w drugim trochę waty drzewnej. Barak elektryków był jednym z wielu baraków. więc szkoda było rozwiązać naszą grupę roboczą. ołówki i zapisywali sobie. Izolatory te nie były nikomu potrzebne. Niedaleko naszego poprzedniego miejsca pracy stał barak elektryków. którą przechodziło dużo osób.Kanał-komando. nałapano ludzi. co z tego wyniknie. . gdy zbliżało się niebezpieczeństwo. Miałem na myśli rów. Omawiano. i tą drewnianą watą „czyściliśmy” izolatory .A co wy tu robicie? . i odpowiedź była z góry przygotowana. w których mieściły się różne warsztaty. Dobrze nam było tak we czterech. Gdy weszliśmy tam pierwszy raz. Przy tej pracy musieliśmy się trochę poruszać. Postanowiliśmy rozejść się i do południa wyszukać odpowiednią pracę.Przyszliśmy po rury. Gdy w poniedziałek poszliśmy do pracy . jakby nas wcale tam nie było. garaże i komendanturę. Może się uda. Frontowej ściany nie było w ogóle. Po kilku tygodniach. którzy poszli do południa pracować. Wiedzieliśmy. do których często przychodzili esesmani. grupa kopiąca kanał . przed samym obiadem. Nasza „praca” w szopie polegała na tym. Tym razem pracę wyszukał Zbyszek K. lecz zachowywał się tak. tylko stoi dalej. że z deseczek i pokryw od skrzynek zrobiliśmy półki. Poszliśmy wzdłuż drutów w kierunku baraków mieszkalnych SS.. jak przyrządza się różne potrawy. Aż raz. Rozmowy o jedzeniu były aż do końca stałymi rozmowami ludzi głodnych. do którego weszliśmy z kotłem jedzenia zabranym spod bramy. a resztę ułożyliśmy w kącie na ładną kupkę i przez dwa tygodnie znów trwały rozmowy o życiu każdego z nas na wolności. lecz nie ruszał nas wcale.odpowiedział Leon Cerak. Zostaliśmy bez pracy. bo szopa nasza znajdowała się tuż przy ścieżce. . że rury zwalimy za oficerską kantyną. każdy z nas w jednym ręku trzymał jakiś izolator.Czyścimy izolatory . więc Leon rozkazał brać rury na drągi i marsz.wtedy tylko. rozbitych.okazało się. Minęliśmy już kuchnię. były przeważnie na tematy kulinarne. którzy nie tylko rozmawiali o tym. jak się przyrządza różne potrawy. Przecież nie możemy iść z rurami wokół obozu i przyjść w to samo miejsce. Odetchnęliśmy z ulgą. poustawialiśmy na nich różne instalacje. który szedł obok mnie. Nieraz przechodził obok. to z innych. Na drugi dzień już strach był mniejszy.pyta dalej. a on kilka kroków za nami. W szopie tej stały w skrzyniach porcelanowe izolatory. więc szepnąłem po cichu Cerakowi. a on idzie za nami.

że on o nas nic nie wie. A sam wszedł za róg szopy i słyszymy.. Żeby nie podpaść.jest papier. Zauważył. widziałem go wyglądającego przez okno i przez druty.drugi pęk. że go zabili. że tracił zdrowie. ale się skończyło i obecnie znów człowiek został „bezrobotnym”. wlał po dziesięć w dupę. należało wstawić się do jakiejś grupy roboczej i ciężko pracować albo szukać sobie nowej „roboty”. Kapo poszedł do swego baraku. żeby umarł na ten ból w nodze.powiedział esesman. pierwszy raz nas widzi. Nie opłaciło się nam ryzykować zdrowiem lub życiem chodzenie w papierowej koszuli na apele. kto mógł. z cementem. na odległość zamieniliśmy kilka słów. Codziennie przed wejściem do obozu na południowy i wieczorny apel zdejmowaliśmy nasze dodatkowe ubrania. wkładał pod ubranie papier z worków po cemencie lub kawały papy. co my tu robimy. I jeszcze raz. bo nic nie mówił. pęk wełny drzewnej. Zabolała go prawa noga i na udzie zrobiło mu się mocno zaognione stwardnienie.dwa. wykorzystywali je do osłony przed zimnem i deszczem. chodu. Na apelach blokowi. żeby nie podpaść na apelu. . który wyszedł z baraku.. plecy i ramiona.Kto jest waszym kapem? . wtedy papier zakrywał piersi. że czuje się bardzo źle. że już następnego dnia będzie nieboszczykiem. Dobry musiał być chłop z niego. a nieraz i życie.Stójcie i nie odchodźcie stąd . Papier z worków był lepszy. to mnie w twarz . i Marian Krysiak pojęli już nieźle zasady „pracy” i mogli już działać osobno. i to często takim biciem. lecz wygląd jego nie wskazywał na to. Wróciliśmy z powrotem.papier przy poruszaniu się szeleścił. że uciekamy. I znów łapę pod koszulę . sztubowi i kapo wie chodzili między szeregami i każdego dotykali łapą. żebyśmy zdążyli na zbiórkę. papę i wióry drzewne. Poszedł na rewir. Włożył rękę znów .. Mówiąc o pracy przy izolatorach nie wspomniałem o tym. to po zdjęciu można je było postawić w kącie i stało. W przeciwnym razie wszyscy zgrupowani na apel musieliby czekać na nas. przełożonemu przez worki z cementem. bo duża była możliwość wpadnięcia na apelu. No cóż dobrze było w szopie. Tak obrobił nas wszystkich czterech.Ja . co włoży rękę i coś wyciągnie. które wkładaliśmy na piersi i plecy. Mówił mi wtedy. Wsadził rękę i wyjął. że przez cały ten czas było bardzo zimno i prawie bez przerwy padał drobny dokuczliwy deszcz. Wreszcie wyciągnął wszystko i zabrał się do następnego. Był to dowód. od łopaty i kolejno każdemu z nas.. Esesman wziął w łapę trzonek. które jak zmokło. co mieli możność zdobycia toreb od cementu. Zbyszek K. a esesman zaczął nas oprawiać.. a dzień przed przyniesieniem ubrania. cztery razy. bo było sztywne. Wtedy on zapytał kapa elektryków. Prócz papieru wtykaliśmy jeszcze pod koszulę papę i całe pęki wiórów drzewnych. Był jednak i feler .sygnał na zbiórkę do apelu południowego. Opowiedziałem. a po dwóch dniach już przyniesiono na blok jego ubranie. znów po twarzy i dalej szuka. Następnie powyciągał mi zza koszuli kawały papy i papieru z worków do cementu. Następnie zaprowadził nas do magazynu. Wrzeszczy: „Stać! Stać!” i odpina kaburę pistoletu.mówi spokojnie Leon. bo kapo musiał się spieszyć. Przez cały czas. Mimo to ci. bo w dużym kawale robiło się dziurę i wkładało przez głowę. Tym razem nasze „komando” rozpadło się i każdy z nas poszukiwał roboty na własną rękę. że wybrałem bezrobocie i poszukiwanie pracy. jak puka w okno baraku i woła kapa. że już nie żyje. i znów bije. i jeszcze raz. Słyszymy . więzień płacił za to biciem. Nie przypuszczam. Mieliśmy na sobie tylko bieliznę i cienkie pasiaste ubranie. . Rozpoczął ode mnie. trzy. To my za drugi róg i. Ten wzruszył ramionami i powiedział. Zrozumiałe chyba. Po kilku dniach Marian Krysiak wykończył się. Wyglądało na to. Żeby chociaż częściowo chronić się przed zimnem. że my tu już tyle czasu stoimy. Sygnał na apel obronił nas przed większym biciem. Dotknął mnie paluchem w piersi i kazał odpiąć marynarkę i koszulę. bo następnego dnia po pójściu na rewir. Jeśli zaszeleścił papier. jak to esesman wyciągał nam spod koszuli papiery.

Cały tydzień musieliśmy codziennie. bo tu już nic nie mogliśmy zorganizować. Wieczorem Stefan powiedział mi. które przywoziliśmy taczkami z dołu. czas spędzając na różnego rodzaju opowiadaniach. nacierać się wzajemnie maścią. Robota polegała na podrzucaniu piasku. Obejrzeli już sporo ludzi. Naradziliśmy się szybko i postanowiliśmy dostać się do grupy chorych na świerzb. a kapo bierze deskę i mówi do drugiego Niemca: . Apele odbywaliśmy na bloku. żebym nie musiał codziennie szukać sobie narzędzia do pracy. Stefan miał dobre wyczucie.zapytał. oddano ubrania i z powrotem odesłano na bloki. nowy . Poszedłem za nim do drugiej piwnicy. Ostatniego dnia zrobiono nam gorącą kąpiel. że rozmawiał z Wincensem. Wyczuł od razu możliwość odpoczynku. Wincens powiedział. Przez kilka dni ustawiałem się przy dużej kupie piasku. że robotę tę sam sobie wymyśliłem. w których niedawno chciał mnie esesman zabić kołkiem. żeby mu się podobać. Nie wybrali nas. Już ze dwie godziny pracowałem uczciwie. że dostałem za to. znajdującego się w sporej odległości od naszego miejsca pracy. jednak trzeba było się poruszać. Urlop . a obok nas położył się Stefan Boruciński . Tym razem w dalszej markieracji przyszedł mi z pomocą Stefan Krukowski i przypadek. że go nic nie obchodzi. co i jak będziemy robili. nowy? . bo przyszedłem do niego bez pozwolenia. że jest nas z całego obozu pełna sztuba. Brak było nam tylko jedzenia. . Okazało się. ale . Udało się. gdy kapo mnie zauważył.Tak jest. . żebym spróbował iść do jego grupy.Po rozpadnięciu się naszej grupy pracowałem solo. żeby się piasek nie marnował. Wygnał mnie. Rano urywałem się jak zwykle. Nawet na chwilę nie wypuszczano nas z bloku. rozebrani do naga. Jednego wieczoru wpadło do nas na sztubę kilku typów w białych fartuchach. Stefan i ja mieliśmy obowiązek dostarczania murarzom wapna. lecz sami tak zakręciliśmy się. który pokazał się w obozie. Na bloku tym przez cały tydzień mieliśmy zupełnie przyjemne życie.to dobry chłop i na pewno mnie przyjmie. bo kilka dni po opuszczeniu baraku 14 został rozstrzelany. Kazali nam odpiąć spodnie. więc jutro mogę spokojnie już ustawić się do jego grupy. więc w każdej chwili mógł mi ktoś przed sam nos wyskoczyć z drugiej strony piasku. Żywot jego nie był jednak długi. Pracowaliśmy wtedy przy cementowaniu oraz stawianiu różnych ścianek działowych w podziemiach kantyny oficerskiej. a kilku odstawili na bok. Ja leżałem ze Stefanem. Przez ten tydzień dobrze sobie odpoczęliśmy i wygrzaliśmy się. bo piasek był widoczny ze wszystkich stron i chociaż powoli. po dwóch na każdym sienniku. Po powrocie do pracy Stefan namówił mnie. W ten sposób dostałem się do grupy Wincensa i znalazłem się razem ze Stefanem. jak się okazało sanitariusze z rewiru. unieść koszule i kolejno oglądali nam brzuchy. aby tylko murarze nie skarżyli się. W tych samych. Poszedłem. Kapo Wincens .młody. Ułożono nas na siennikach rozłożonych pod ścianami. polowałem ze Stefanem na jedzenie. bardzo grzeczny chłopak z Piastowa koło Warszawy. Nie była to dobra robota. Ten wsadził mi głowę między swoje nogi.Co. prosił go. .To chodź ze mną.wczasy. który cienką warstwą leżał wokół wysokiej kupy. Szukali na brzuchu wysypki. żebyśmy nie roznosili świerzbu. że chodzi o świerzb. bo przez cały ten tydzień padały deszcze. Łopatę chowałem dlatego.Trzymaj go za łeb.odpowiedziałem grzecznie i skromnie. patrząc na niego z miłym uśmiechem. więc poszedłem pracować na swój sposób.Austriak z czarnym winklem . a potem brałem schowaną łopatę i szukałem sobie miejsca do pracy. że nie mają wapna. a kapo wlał mi pięć deską i powiedział. że ustawiliśmy się w grupie odstawionych. Po skończonej kontroli zapisano nasze numery i zaprowadzono na blok 14. a cały dzień leżeliśmy w koszulach i kalesonach na siennikach. Poza tym kupa była wysoka i nie było widać drugiej strony. Wiadomo. Stefan posłyszał.

murarze też oszczędzali robotę, żeby im starczyło jej na dłuższy czas, bo to była przecież robota pod dachem. Grupa nasza razem z kapem liczyła 13 osób, w tym 3 Niemców i 10 Polaków. Kapo grupy Wincens miał tak ze 30 lat, był średniego wzrostu, krępy, silny, dobrze zbudowany, bardzo dobrego charakteru człowiek. Te pięć uderzeń deską, które otrzymałem od niego na przywitanie, były jedyne, które od niego dostałem. Nigdy nikogo nie bił. Raz jeden zbił tylko Niemca, swojego zastępcę, za to, że niesprawiedliwie rozdzielił kartofle, które Wincens wieczorem zorganizował dla swojej grupy. Często dzięki jego staraniom otrzymywaliśmy wieczorem z kuchni prawie pół kotła kartofli, które on sam rozdzielał. Wydawał sprawiedliwie. Podchodziliśmy do kotła kolejno i po otrzymaniu kartofli stawaliśmy znów na końcu. Gdy ten pierwszy znów stanął przed kotłem, zaznaczał, że już raz brał. Wtedy kapo dawał mniejszą ilość, ale też wszystkim. Zdarzyło się raz, że musiał gdzieś iść, więc kazał swojemu pomocnikowi rozdać kartofle. Ten wydawał tak, jak wydawali inni kapowie. Każdemu po kilka kartofli a resztę sobie i innym Niemcom. Chłopaki, nie przyzwyczajeni do takiego podziału, zaczęli buntować się. W odpowiedzi zbił on po twarzy jednego z nas. Na tę scenę nadszedł Wincens. - Co jest? - zapytał. Powiedzieliśmy. Żadnego z obdzielonych Niemców nie ruszył, lecz swojemu pomocnikowi odebrał wszystkie kartofle i oddał nam. Po rozdaniu tych kartofli zupełnie spokojnie, bez nerwów, zaczął go bić. No, ten dostał dobrze za swoje, a my mieliśmy uciechę, bo nikt z nas go nie lubił, a tego dnia wyjątkowo, bo skrzywdził nas na jedzeniu. Na drugi dzień Wincens był już bez zastępcy, bo dotychczasowego wypędził. Pracując teraz u Wincensa staraliśmy się dalej o zlewki, które mieliśmy tylko dla siebie, ale kapo nieraz przynosił do piwnicy kocioł ze śniadaniem esesmanów. Była to przeważnie tłusta zupa knorowa (z kostek) albo sago. Zupą tą obdzielał wszystkich. W kącie, w drewnianej skrzynce mieliśmy schowane puszki po konserwach, w które nalewał nam zupę. Podczas polowania na zlewki udało nam się ze Stefanem kilka razy zabrać kocioł ze śniadaniem, lecz to już oddawaliśmy Wincensowi do rozdziału dla wszystkich. Pracując w piwnicach oficerskiej kantyny mieliśmy blisko do magazynu żywnościowego SS. Teraz już wszystkie odpadki wyrzucane do skrzynki należały do nas. Po każdym przyjeździe z wapnem jeden z nas sprawdzał, co nowego zostało wrzucone. Prócz skrzynki znaleźliśmy nowy sposób organizowania jedzenia z magazynu. Często do magazynu przyjeżdżały samochody z prowiantem, który trzeba było wyładować. Więźniowie, którzy pracowali w magazynie, to prominenci, którzy sami nie wyładowywali, było ich poza tym mało, więc esesman pilnujący samochodu każdego, kto mu wpadł pod rękę, łapał do przenoszenia produktów z samochodu do magazynu. Nas nie musiał łapać. Zgłaszaliśmy się sami na ochotnika. Teraz dopiero zaczynała się gra. Różne artykuły nosiło się w różne końce magazynu. Przechodziło się między półkami i workami z różnymi produktami. Braliśmy wszystko, co można było włożyć do ust i zjeść - kasza, groch, ryż, płatki owsiane, jabłka. Te produkty przeważnie pchaliśmy w kieszenie. Wiadomo, robiliśmy to. tak, by nikt nic nie zauważył - bo wtedy bicie. Gdy już mieliśmy sporo w kieszeniach, należało urwać się tak, żeby nikt nie zauważył tego, bo czasem po wyładowaniu samochodu rewidowano tych, którzy nosili, i niejeden raz ktoś dostał dobre lanie, jeśli znaleziono u niego coś w kieszeniach. Łatwo było urwać się, jeśli przy samochodzie nie było esesmana. Często jednak stał taki padalec przy samochodzie i obserwował, jak przebiega wyładunek. Wychodziliśmy wtedy razem ze Stefkiem z magazynu i szybkim krokiem skręcaliśmy w stronę wejścia do piwnic. Nie staraliśmy się ukryć, lecz gdy przechodziliśmy obok esesmana, prawidłowo zdejmowaliśmy czapki i szybkim krokiem szliśmy dalej. Myliła go wtedy nasza spokojna postawa i pewność siebie.

Muszę przyznać, że bezczelności i tupetu nam nie brakowało. Widziałem często, jak urywali się inni. Gdy taki wychodził z magazynu, a widział, że esesman patrzy w inną stronę, wtedy skręcał w bok, a nieraz jeszcze oglądał się, czy go nie zauważył. Gdy esesman takiego zobaczył, wiedział zaraz, o co chodzi, zawracał, sprawdzał, co ma w kieszeniach, zbił - i kazał pracować dalej. Niby łatwiej jest urwać się pojedynczo, a jednak w tym wypadku łatwiej było urwać się dwóm jednocześnie, lecz tylko bezczelnie, tak jak my to robiliśmy. Ten trick przechodził zawsze. Pomagały nam w tym pasiaste ubrania, bo esesman musiałby się dokładnie przyglądać, żeby każdego poznać. Nieraz nie można było nic zorganizować, a znów żal było wyjść z magazynu z pustą kieszenią. Kiedyś nosiliśmy płatki owsiane w papierowych workach. Już niewiele worków pozostało do zniesienia, a kieszenie puste, Worki były lekkie i nosiliśmy je na ramieniu. Przechodząc z jednym workiem celowo zawadziłem nogą o próg i gdy się potknąłem, całą siłą walnąłem torbą o podłogę. Rozleciała się. Płatki się rozsypały. Ja dostałem bicie po twarzy, ale płatków nabrali wszyscy, i to prawie oficjalnie, bo zebrali tylko z wierzchu, to, co było czyste, a resztę zostawiono dla nas. Innym razem nosiliśmy kartony z małymi kostkami margaryny. Wtedy nie wytrzymał Stefan. Idzie przede mną niosąc pudło kartonowe na ramieniu i widzę, jak drugą ręką stara się otworzyć pudło, żeby wyciągnąć kostkę margaryny. Pudło stawiało opór. Pociągnął mocno i... wszystko się rozsypało. Stefan też dostał kilka razy w twarz, lecz przy zbieraniu schował jedną kostkę, a ja dwie i mimo że pilnował nas esesman, a my mieliśmy w kieszeniach margarynę, w bezczelny, nam właściwy sposób urwaliśmy się do swoich piwnic. Wydawane wieczorem kartofle naprowadziły nas na nowy pomysł. Po kolacji, gdy różne grupy wydawały repety, było już prawie zupełnie ciemno. Wincens organizował dla nas jedzenie dwa, trzy razy w tygodniu. W inne dni chodziliśmy z miskami na plac apelowy i podchodziliśmy pod cudze kotły. Ustawialiśmy się w innych grupach, a że było zupełnie ciemno, często udawało nam się repetę otrzymać. To jednak było bardzo niebezpieczne. Gdy już podchodziłem pod obcy kocioł, to zawsze robiłem to z wielkim strachem. Tu naprawdę łatwo było stracić życie i niejeden ten sport życiem przypłacił. Tu bezkonkurencyjny był Stefan Krukowski. Mimo że mnie też niczego nie brakowało, podziwiałem go, gdy widziałem, jak spokojnie i z zimną krwią ustawia się w cudzym szeregu, bierze jedzenie, spokojnie odchodzi i stojąc kilka kroków od kotła spokojnie zajada. Jednej niedzieli 200 osób poszło do jakiejś pracy. Do pracy tej wzywano ochotników obiecując dobre jedzenie. My nie lubiliśmy robić, więc się nie zgłosiliśmy, uważaliśmy, że miska jedzenia nie wyrówna nam tego, co stracimy przez cały dzień pracy. Po południu ludzie ci powrócili, rozeszli się na bloki i po chwili znów zebrali się już z miskami na placu apelowym. Ale co się okazało: W pracy było 200 osób, a z miskami na placu było więcej jak 500 osób. Kapowie w przewidywaniu tego mieli zapisane numery wszystkich tych, którzy pracowali. Wniesiono kotły i rozpoczęła się zabawa. Jeden kapo wywoływał numery, drugi sprawdzał numer, trzeci wydawał jedzenie. Była to zupa obiadowa SS, a później okazało się, że w innych kotłach są kartofle zmieszane z sosem. Po wywołaniu występował wywołany, sprawdzano numer i dostawał porcję jedzenia. Kapo jednak szybciej czytał numery, niż ten drugi wydawał, więc przed kotłami robiła się kolejka. Gdy już w kolejce stało kilka osób, gubili orientację, a wtedy dołączali się inni i od razu kolejka wydłużała się. Szły wtedy w ruch kije i wszystkich stojących rozpędzano, znów zaczynano wywoływanie. Za chwilę ta sama sytuacja - ogonek, ogon, bicie i znów od początku. Wtedy bałem się podejść pod kocioł, a Stefan podszedł dwa razy i dostał raz zupę, drugi raz kartofle, które zjedliśmy razem. Stefek połapał się w cyklu: wywoływanie - ogonek - ogon i bicie, więc gdy jeszcze trwało bicie poprzedniego ogonka i wszyscy się rozbiegali, wtedy Stefan

podchodził, spokojnie stawał przed kotłem i w momencie rozpoczęcia nowego cyklu pierwszy brał jedzenie. Inni, którzy nie pracowali, a chcieli dostać jedzenie, podchodzili dopiero wtedy, gdy robił się bałagan, lecz wtedy dostawali kijami i ci, co pracowali, i ci, co nie pracowali, a po biciu wyczytywano dalsze numery, więc wielu z pracujących zamiast jedzenia dostało kijem, a wielu nie pracujących, tak jak Stefan, dostało jedzenie. Praca nasza była lekka. Obliczyliśmy ze Stefanem, że jeden normalny kurs po wapno powinien trwać pół godziny, a u nas trwał on więcej jak półtorej godziny. Robiliśmy trzy kursy do południa i dwa, trzy po południu. Jeździliśmy drogą, która jakby serpentyną okrążała baraki i ogrody SS, które od tej strony ogrodzone były wysokim murem zaporowym, więc z baraków droga ta była niewidoczna. Więźniowie tą drogą nie chodzili wcale, bo do dołów z wapnem prowadziła jeszcze inna droga. My wybraliśmy tę, bo była lepsza, dłuższa, nie uczęszczana przez więźniów, więc znajdowaliśmy na niej, szczególnie rano, dużo ogryzków od jabłek i niedopałków papierosów. Nie odpoczywaliśmy nigdy z pustymi taczkami w drodze po wapno. Jechaliśmy wolno, majestatycznie i rozglądaliśmy się na wszystkie strony, czy nie leży coś, co można włożyć do ust. Najwięcej znajdowaliśmy rano, przy pierwszym kursie, bo wtedy leżało wszystko, co rzucono dnia poprzedniego wieczorem i tego dnia rano. Ale przy następnych kursach też jeszcze można było coś znaleźć. Nieraz, gdy była deszczowa pogoda, kursy robiliśmy szybko, a odpoczywaliśmy w piwnicy. Gdy byliśmy w kursie, a Wincens zorganizował zupę śniadaniową, po powrocie dostawaliśmy swoją część, którą dla nas zostawiał w puszkach po konserwach. Raz, gdy wszyscy zapalili papierosy, ustawiłem się na czatach przy wejściu do piwnic. W pewnym momencie widzę buty z cholewami szybko zbiegające po schodach w dół, a za butami stopniowo wyłaniał się esesman. Gdy tylko zobaczyłem buty, ostrzegawczo krzyknąłem: „Woda!...” Posłyszałem za sobą ruch - rozbiegli się wszyscy i pogasili papierosy. Ten zaś zatrzymał się przy mnie i pyta: „Was ist woda? Was ist woda?” Zrobiłem głupią minę, że nie wiem, o co mu chodzi, a on znów pyta: „Was ist woda?” - i łup mnie z jednej, z drugiej ręki i jeszcze raz, i jeszcze raz. Gębę obił mi wtedy dobrze, ale byłem zadowolony, że nie chwycił chłopaków na paleniu, bo skończyłoby się to biciem wszystkich, a Wincens, który stał i palił razem z nimi, na pewno znalazłby się w K.K. - a szkoda by go było, bo dobry był chłop. Zauważyłem kiedyś, że nie ma on co palić, i powiedziałem to Stefanowi. Uradziliśmy dać mu paczuszkę, 6 sztuk cygar. Nie chciał przyjąć, chociaż nie miał co palić, w końcu przyjął, lecz prosił, żeby nikomu o tym nie mówić. W tym samym czasie ze Stefanem i Heńkiem B. doszliśmy do wniosku, że właściwie to można przecież próbować ucieczki. Nie będę opisywał, jakie mieliśmy plany i różne warianty ucieczki, faktem jest, że myśleliśmy o niej poważnie i prawdopodobnie doszłaby ona do skutku. Gdy doszło już do zamiaru zdobycia cywilnych mieliśmy je ukraść przez zakratowane okno z magazynu, w którym przechowywano nasze cywilne ubrania - przyszło nam do głowy to, co często było nam powtarzane, a mianowicie, że w razie ucieczki więźnia zostanie aresztowana i osadzona w obozie cała jego rodzina. W Warszawie - przed aresztowaniem - widziałem sam kilka przypadków aresztowania całych rodzin w wypadku, gdy nie zastali tego, kogo przyszli zamknąć. W dwóch znanych mi wypadkach poszukiwani zgłosili się, lecz rodziny mimo to nie zostały zwolnione. To zdecydowało o tym, że z ucieczki zrezygnowaliśmy. W tym czasie gdy projekt ucieczki dojrzewał w nas, Stefan Krukowski zapoznał mnie z kolegą swoim, Stefanem W. z Warszawy, który poprzedniego dnia został przeniesiony do nas z Gusen. Stefan cieszył się, że spotkał kolegę, z którym przebywał razem od chwili aresztowania: na Pawiaku, w transporcie, w Sachsenhausen i Mauthausen. Później W. przeniesiono do Gusen, a

teraz znów przyszedł on do Mauthausen. Widziałem, jak bardzo Stefek cieszył się z tego spotkania i jak wiele wspólnych tematów mieli do rozmowy. Żeby im nie przeszkadzać, poszedłem sobie zostawiając ich samych. Wieczorem opowiedział mi Stefan, jaki to fajny z W. chłopak. Wieczorem, pół godziny po zgaszeniu świateł, gdy już po naszych „wiadomościach obozowych” nastała cisza i wszyscy ułożyli się do uczciwego snu, na salę wszedł sztubowy Karl i głośno zawołał: „Krukowski!” Spojrzałem w stronę drzwi i zobaczyłem w oświetlonych drzwiach jadalni mundury SS. Coś niedobrze - pomyślałem. Wiedziałem, że w nocy przychodzą oni przeważnie wtedy, gdy chcą sami kogoś wykończyć. Stefan wyszedł tylko w spodniach, koszuli i butach. Słyszałem z jadalni podniesione głosy i bicie. Dopiero po godzinie Stefan wrócił i położył się do łóżka. Był mocno zbity. Do samego rana Karl prawie co godzinę wchodził na sztubę i sprawdzał, czy Stefan jest w łóżku. Rano dopiero dowiedziałem się od Stefana, że kazano mu się przyznać, kiedy i z kim zamierza uciekać z obozu. Nie przyznał się, więc go bili, kopali i powiesili za ręce przy suficie. Wisiał niedługo, bo na pytanie skierowane do Karla, jakich on ma kolegów, ten roześmiał się i powiedział, że ma on jednego kolegę, ale tylko śmiać się można z tego, żeby on mógł szykować się do ucieczki. Zawołał do jadalni Stefana Kęszyckiego, którego wykańczała biegunka. Był on okropnie chudy i już nie miał siły chodzić. Po tygodniu, gdy wróciliśmy z pracy, Karl powiedział nam, że Kęszycki już nie żyje. Ostatnie dwa dni Karl sam zostawiał go na bloku, żeby nie chodził do pracy w takim stanie wycieńczenia. Dziwny chłop z tego sztubowego. Bydlę okropne i bandyta, a nieraz miał jednak ludzkie odruchy. Przecież dobrze wiedział, że ja jestem Stefana przyjacielem, a jednak nie powiedział, tylko wskazał umierającego Kęszyckiego i w ten sposób osłabił prawdziwość informacji o ucieczce Stefana z kolegami. O przyjaźni łączącej nas z Heńkiem nikt nie wiedział. Trzymaliśmy to w tajemnicy, żeby kapo Zaręba nie podejrzewał, że Heniek ma przyjaciół, którym może dawać otrzymywane od niego jedzenie. Karl co godzinę zaglądał do Stefana, bo obiecał esesmanom, że go dopilnuje, by nie uciekł i żeby nic sobie nie zrobił. Gdyby nie zobowiązanie Karla, byliby zabrali Stefana od razu, tak jak stał, bez marynarki, i trzymaliby przykutego do wieży przy bramie obozu. Głowiliśmy się, kto sypnął. Z nas trzech nikt. Może ktoś z nas trzech wspomniał komu cośkolwiek o naszych planach? Nie. Więc kto, kto? - Nie wiadomo. Rano Stefek nie poszedł do pracy, bo miał stanąć przed komendantem obozu. Cały ten dzień chodziłem zdenerwowany. Nie wiedziałem, co jest ze Stefkiem. Co będą robili. Jeśli będą męczyć, to może się załamać i wydać mnie i Heńka. Wtedy nowe bicie, po którym jeśli się je przeżyje, przeniesienie do K.K. - a K.K. to znów śmierć, tylko że tu nie umiera się od razu, lecz trzeba się jakiś czas pomęczyć, zanim zaniosą człowieka do krematorium. Wieczorem, gdy wracaliśmy do obozu, zobaczyłem Stefana stojącego na łańcuchu przy wieży. Jeszcze nie było wiadomo, co z nim jest. Po kolacji powiedział mi Jaczewski, że wszystko jest dobrze, Stefan nic nie powiedział, a przy wieży będzie stał do godziny 10 wieczorem. Jaczewskiemu powiedział to sztubowy, który zamienił ze Stefanem kilka słów, gdy przechodził przez bramę idąc do kuchni po kolacyjne kiełbasy. Ponieważ esesmani dopytywali się o kolegów Stefana na bloku, przezornie trzymaliśmy się wszyscy trzej z daleka od siebie. Dopiero następnego dnia w pracy Stefek wszystko mi opowiedział. Na bloku esesmani bili go i kazali mu przyznać się do planowania ucieczki. Zagrozili mu, że go powieszą. Powiesili go, ale tylko za ręce. Po tym biciu pluł on przez dłuższy czas krwią. Następnego dnia odbyło się dalsze badanie u komendanta obozu. Stefan do planowania ucieczki nie przyznał się. Wtedy zarządzono konfrontację. Nareszcie dowie się, kto sypnął. Wprowadzili... Stefana W. Komendant zapytał go pokazując na Krukowskiego:

jak odbyła się właściwie jego rozmowa z W. gdybyśmy obaj byli w pełni sił.No. Kozioł ten był tak zrobiony. tak sam będziesz uciekał? . Po tej rozmowie W. jeszcze żyjesz. ale odważny. jakie muszą ponosić wszyscy więźniowie w przypadku czyjejś ucieczki. że tu tak ciężko. że ciężko jest żyć. Wiedział. co ma zamiar robić. .Jak to. świniarnią przejść pod drutami. bo więcej go nie zobaczyłem. że nie wie.. że na 13 bloku jest jeden taki Krukowski . widziałem go bardzo słabego i musiał się już wkrótce potem wykończyć.Albo przyjdzie tu zdechnąć. a przez pół dociskali pasem i wtedy bili w solidnie wypięty tyłek.Stefan odpowiedział: . że rano zaczną go wykańczać i że w ciągu dnia musi umrzeć. czy jest Polakiem. Stefan zaprzeczył. że zrobił to ze strachu przed konsekwencjami. że i tak zginie.Tak. które zjadł po powrocie na blok. ale o tym nie ma co myśleć nawet we śnie.odpowiedział W. Tego Nowaka po 4 dniach złapano i w Mauthausen był on na jednym bloku z nami. posłyszał ode mnie kilka słów prawdy w rodzaju: . że ręce i nogi przymocowane były do niego klamrami. ale tak we dwóch. Zdechniesz bydlaku. Wtedy opowiadałem historię ze Stefanem. Karl zostawił mu jednak jego obiad i kolację. ten ..Co. albo będę wiał. Miał przykład po ucieczce Nowaka z Gusen. Już ja bym zawsze znalazł okazję do bijatyki. Za rozmowę na ten temat mógłby przesłać go do karnej kompanii. a jeszcze więcej było zbitych i poranionych. Uciekłby. Komendant powiedział Stefanowi. Stefan powiedział mi. a jeśli zobaczysz i ja zobaczę. Wiedział.Czy to ten chce uciekać? . czy zamierzał uciekać. Było to wtedy. a gdy rozmawiali. gdy po poznaniu zostawiłem ich.odpowiedział komendant i kazał mu wyjść. trzech. ty. nie Polak . jak mogę mówić tak do słabego człowieka. a wierzę. . Z tego już wywiązał się ciąg dalszy. lecz już go do ściany nie przykuwali.który ze swym kolegą chce uciekać z obozu. ale jeszcze chciał wykorzystać ostatnią szansę. Od czasu tej historii W. Powiedział tylko.. że owszem. a na pytanie W. to wtedy ja ci gardło poderżnę. Nie uderzyłem go nigdy. rozmawiał z W. odpowiedział mu. zaczepił jakiegoś esesmana i powiedział. W. sam może nie. Nieraz. . więc jeszcze w nocy wyszedł z baraku przykryty ciemnym kocem i tak zasłonięty próbował za. i ten zapytał. Po wyjściu znów zapytał Stefana.. Latem 1941 r. po której urządzono okropną mordownię. W Gusen dostawał przy każdym zetknięciu ze mną takie same porcje. Rozmawiali oni o tym. ja jestem Polak. że wygrany byłbym zawsze ja. tłumaczył kolegom. zawsze. gdy dostawał taką wiązankę. tylko że na sztubie A. i zapytał go.Świnia jesteś. inni zwracali mi uwagę. . Po tygodniu wezwano go po wieczornym apelu i z oficjalnego wyroku dostał 15 razy bykowcem w tyłek na specjalnym koźle. gdyby ucieczka była możliwa.Tak jest. żeby sobie pogadali. Nie udało mu się to jednak. bo zawsze był słabszy niż ja. Dużo więźniów wtedy zabili. Stary to był chłop. Ciężkie on miałby ze mną życie. taki owaki itd. Po tej rozmowie Stefan stał bez jedzenia przykuty łańcuchem do ściany do godziny 10 wieczorem. bo ucieczka jest rzeczą niemożliwą. Po otrzymaniu 15 razów Stefan znów musiał stać pod wieżą do godziny 10 bez kolacji. wolności już nie zobaczysz. że na takie tematy nie wolno nawet myśleć. Wtedy komendant popatrzył długo na W. Wkrótce potem został złapany w nocy na kradzieży chleba innym więźniom. gdy głowa była już po drugiej stronie drutów. ile razy go zobaczyłem.: „Co myślisz robić?” . Zabił go prąd.

po solidnym biciu. Na tę biegunkę umarł Stefan Kęszycki. zawijał w szmaty i kazał Stefanowi przykładać do brzucha.Dzisiejszej nocy poderżnę sobie żyły. bo to były albo zgniłe jabłka. Jutro. Niech tylko porusza się.tylko. tylko pod samymi nogami. z którą łączyło się otrzymywanie dodatkowych porcji jedzenia. wtedy organizm wypoczął i trzeciego dnia można było na śniadanie zjeść już dwie. trzy suche skórki od chleba. Przyjdzie ktoś z potrzebą. Gdy Stefan siedział w piwnicy.Nie. ja wiem. Funkcję miałem objąć od następnego dnia rano. z drugiej strony nie mogłem go przekonać. Tego dnia wieczorem za poparciem Zygmunta Jaczewskiego Karl wyznaczył mnie na nosiciela jedzenia. Bo faktycznie tak odbywało się umieranie w obozie.Daj mi ją.Mój Boże kochany.mówię mu. Gdy chory na biegunkę nie jadł ani też nie pił nawet kropli wody przez dwie doby. on trząsł się bez przerwy. ubranie wisiało na nim jak na wieszaku . Mimo że nie było jeszcze bardzo zimno. . do pracy i z pracy. przeraźliwie chudy. Jedyny wtedy ratunek to nie jeść nic przez dwie.Mam. Ale mało kto mógł się zdobyć na taki wysiłek. albo zimne zlewki.odrzekł Stefan . Przez dwa dni absolutnie nic. może pojutrze już nie będę mógł chodzić. w południe pół porcji zupy. ja organizowałem żarcie.Wariat jesteś . Nie mogłem go oszukać i zjadać sam. trzy dni. . a wieczorem całą porcję kolacyjną . na którą tak masowo umierali ludzie w obozie. jeśli do piwnicy wpadnie esesman.I do domu nie wrócił . że na apelu trzeba go było podtrzymywać pod ręce. trzy doby. że go tym dobijam. Częściej jednak kończyli życie w stanie nieprzytomnym. widzisz. Często ludzie ci byli zupełnie przytomni. Ta biegunka. to stanie nade mną okrakiem i będzie się załatwiać albo odepchnie nogą dalej i będzie jeszcze wymyślał. . a znów nie mógłbym sobie darować. które mu przynosiłem. jak my cierpimy. że nie mieli mnie gdzie położyć. tylko nie mieli siły poruszać się. z humorem i dowcipem. Ale Chrystus też cierpiał. . Nie otrzymywał on więcej żadnego jedzenia i w ten sposób oczekiwał śmierci.Krótko po całej tej historii Stefan rozchorował się. Albo przynieśli już zabitego z pracy. zdawałem sobie sprawę.odpowiedział Stefan uśmiechając się przy tym ironicznie. Sprawa jasna wykańcza się i za kilka dni wysiadka w ostatnią drogę do krematorium. Gdy na apelu Stefan dygotał cały z zimna. że już się kończę. ktoś stojący przed nami popatrzył na niego i pełnym współczucia głosem powiedział: . Wysoki. .A po co ci ona? . czy nie mam przypadkiem żyletki. nie wariat . . wrzucą mnie wtedy do łazienki albo ustępu i zdychać będę jeszcze dwa. gdybym ukrył przed nim i sam zjadł jakieś zorganizowane jedzenie. Biegunka.ale to wszystko dopiero trzeciego dnia. Biegunki tej dostawało się z głodu i wycieńczenia oraz jak to wykazała dokładna obserwacja. a obecnie zachorował Stefek. albo rozebranego do naga . odważny i zdecydowany na wszystko chłop jak Stefan nie miał jednak siły przerwać palenia lub chociaż nie sprzedawać jedzenia za palenie.jeśli już nie mógł sam stać na nogach . Gdy dawałem mu te zimne zlewki. by nie jadł. W pracy Wincens postawił go w kącie z łopatą w ręku i kazał mu nic nie robić. a tu przecież nie wolno jeść żadnego jedzenia. Okazało się także. Taki charakterny. Tego samego dnia wieczorem Krukowski zwrócił się do mnie z pytaniem. Dobra funkcja. Doszło do tego.kładziono w umywalni. Po kilku dniach już ciężko mu było chodzić i prowadziłem go pod rękę na apele. przeważnie jednak w ustępie. . że nie ma on siły przerwać na te dwie doby jedzenia. Sam zaś grzał w ogniu cegły.a mimo to zawsze uśmiechnięty. a stąd kominem na wolność.

Ja dzieliłem się wszystkim ze Stefanem. w czasie snu. Lecz chyba nie robiłem tego z wielkim przekonaniem. jak ludzie w nocy. Przy wydawaniu zupy z wierzchu kotła Karl między innymi wołał nosicieli jedzenia i dostawałem porcję zupy z wierzchu. zgodziłem się z nim i dałem mu żyletkę. Przypuszcza.Starałem się Stefana namówić. Z obiadowym jedzeniem też było podobnie. z wypiętą piersią. Teraz dopiero przekonałem się. Żeby nie wyjść z wprawy. Po przyniesieniu jedzenia posłałem łóżko swoje i Szuberta. rozpięty pod szyją i wołał: . bo całą noc nie miał potrzeby iść do ustępu. co daje znów litr jedzenia z dwóch kotłów. znów wołano nosicieli . Następnie brałem swoją właściwą porcję. wydawało mi się. Tu już murowane zakończenie żywota w ustępie. Ucieszyłem się. marynarką i czapkę w rękę . Jeśli jęk dochodził od tej strony. dawaliśmy sobie radę ze zjedzeniem wszystkiego. że to on i że już z nim koniec. czy może odwrotnie? Męczyłem się całą noc. gdy było jeszcze zupełnie ciepło. usnął i spał całą noc. chodził uśmiechnięty. z którego już bardzo ciężko wyrwać się. o którą mnie prosił. że żył nie przerżnął sobie. Na jednego człowieka tyle jedzenia to było bardzo dużo. głodny. a wtedy kto inny jęczał. gdy już dawano dolewkę. Przeważnie takich słabych wykańczano w robocie.budziło mnie każde stęknięcie. nie zaniechaliśmy wszystkich naszych sposobów organizowania.a sam z kołkiem już skakał i bił na górnych łóżkach. bo większość ludzi z bloku pracowała w kamieniołomach i tam na miejscu jedli obiad.i jazda po jedzenie. tak jak inni . i dlatego cały wysiłek poszedł w kierunku wyciągnięcia go z tego stanu. Gdy okazało się.w ustępie. a obiadową i wieczorową kawę z placu apelowego. jęczą. Unosiłem się na łóżku i czujnie nasłuchiwałem. kotły odnosiło się zawsze tylko na plac apelowy. Żal było tracić serdecznego przyjaciela. W przelocie spojrzałem na łóżko Stefana i zobaczyłem. bo mnie nie! Sam śmiał się z tego. Wiedzieliśmy. W czasie gdy byłem nosicielem jedzenia. Stefanowi to nie groziło. lecz on. bo nasz kapo był dobrym człowiekiem i dbał o każdego ze swych ludzi. Pomyślałem sobie. to raz. z kuchni. gdy tylko zabrzmiał sygnał na wstawanie. lecz to już wystarczyło. a sam brałem dla siebie nie więcej jak czwartą część. że zje wszystko. że żyje. żeby dużo nie jadł na śniadanie.Komu zimno. jak podnosi się do wstawania.a w każdym kotle Karl zostawiał jeszcze co najmniej pół litra zupy i często kupę gnatów. każdy jęk. co dochodziło mi z tytułu mojej funkcji. to mieliśmy też komu dać. co zdobyłem. że choroba naprawdę przeszła. Wciągnąłem na siebie spodnie i buty. co na niego przypada. bo mnie nie! Komu zimno. Prosiłem go znów. a jeśli mieliśmy więcej. Rano. bo gdy mnie zapytał. Po jakimś czasie znów jęk. Na obiad były tylko dwa kotły. Swoja porcja. jaka to popłatna funkcja nosiciela jedzenia. uparł się. Po wydaniu śniadania. Nosicielem jedzenia byłem zaledwie kilka tygodni. Karl wrzasnął od drzwi: „Kostreger raus!” . Całą noc znajdowałem się w półśnie . on trząsł się bez przerwy z zimna. czy ja w tym samym przypadku postąpiłbym inaczej. że był on w takim stanie wycieńczenia. żeby Stefan stanął na nogi. Każde posłyszane jęknięcie otrzeźwiało mnie. Ranną zupę przynosiło się z daleka. byłem już w jadalni. z której strony dochodzi. Mimo że już było bardzo zimno. Kto? Czy dopiero teraz on. żeby zaniechał myśli o samobójstwie. oddawałem Stefanowi. i to przyjaciela. Gdy sztubowy zaczynał wydawanie jedzenia. a nie miałem odwagi wstać i sprawdzić. wycieńczony chorobą. którego zdobyłem w tak ciężkich warunkach obozowych. dolewka i przeszło pół litra w kotle.to już trzecia porcja . oddawałem jemu. czy Stefan jeszcze żyje czy już nie żyje. że choroba mu przeszła. jak to jeszcze przed kilkoma tygodniami. wtedy prawie wszystko. Tej nocy nieprzespanej słyszałem. Wszystko. że na pewno strach go obleciał albo postanowił umrzeć prawidłowo. bo wieczorem. gdy chciał się przed tym zabiegiem pomodlić. a po drugie. Pierwszego dnia po śniadaniu Stefan powiedział mi. Często dawaliśmy . gdzie spał Stefan.

Był to bardzo dobry człowiek. zaczynał drugi. że od razu przy schwytaniu taki więzień był bity przez blokowego.za to. że przed chwilą zabity został Brzeziński . Chleb ukradziony Brzezińskiemu był jedynym jedzeniem. tylko jedz. Bili na zmianę. Wszyscy byli zajęci. kopanie i lanie wodą. Zaczynało się od tego. kopali go tak długo. w okresie największego dla mnie głodu. żebyśmy mogli być mu wdzięczni. więc łatwo mógł podpaść. Umówiliśmy się. Opowiadał nam często o swojej pracy.. bo i mnie w 1941 r.a poza tym to był już z natury cichy człowiek. zjedliśmy chleb i smalec. tak zrobiono. to po porcji bicia szedł do bloku odpocząć. i nie pytaj się. Szumu żadnego nie robił. był prominentem i świnią. . bo moja szafka była blisko szafki Brzezińskiego. Jeszcze przed chorobą Stefana zauważyliśmy. bo wiedział. narobił w łóżko i za to zapłacił życiem. gdyby go kto zobaczył przy tej szafce. że to mu nic nie pomoże . a delikwentowi kazał poczekać i nigdzie nie odchodzić. gdy go aresztowano. że teraz już naprawdę nie da rady się podnieść. za co dajemy mu jedzenie. lecz wtedy chodziło mi o miskę. jedni wypędzaniem ludzi do transportu. które trzyma w szafce. Chcieli w ten sposób zmusić go do podniesienia się. Mówiłem już o tym. Przecież on nam nic takiego nigdy nie zrobił. skradziono chleb. Ci z rewiru. Wiedzieliśmy. aż byli pewni. nie mógł się podnieść. zostali do transportu włączeni. żeby ich nie wygnano . inni kołowaniem. że za kradzież chleba czeka nas śmierć. wtedy kopali go i bili kijami. który był powodem do radości innych więźniów. Odeszliśmy daleko od swego bloku. za co. nauczyciel z Tomaszowa Mazowieckiego.a ten nie mógł się doczekać niczyjej pomocy. któremu zabrałem miskę. uderzony dobrze. Był to też okrutny postępek w stosunku do współwięźnia. gdy już staliśmy ustawieni do wyjścia. W czasie gdy w jadalni było dość dużo osób. Wtedy rozbierano go i kładziono nago na posadzce w ustępie. wszystkich Polaków i Hiszpanów przesłano do Gusen. lecz złośliwy kawał.mówiliśmy mu. Jak zmęczył się jeden. Był to starszy od nas człowiek. kto otrzymał paczkę. a worek i papier po smalcu zagrzebaliśmy w kupie piasku. . Niemiec. bierz. 24. Jak postanowiono. jednak postanowiliśmy sprzątnąć mu trochę tego chleba. dlaczego dajemy mu jedzenie. Wiec ten Brzeziński pytał nas często. że Brzeziński za papierosy kupił kilka porcji chleba.Bierz. Jeśli ten uparcie leżał na ziemi. Z Polaków pozostało tylko trochę fachowców i niezdolni do transportu. że wraz z żoną pracowali społecznie w jakiejś organizacji zwanej „Kropla Mleka”. którzy mogli chodzić. otworzyłem szafkę jak swoją i wyjąłem z niej woreczek z materiału. Żalił mi się później Brzeziński. Ten Brzeziński w połowie stycznia straszliwie odmroził sobie nogi i został przyjęty na rewir.. 1941 r. Stefan miał szafkę po przeciwnej stronie. chorzy przebywający na rewirze. jak ci dają . I. Raz jeszcze ukradłem Niemcowi miskę z kartoflami. W przerwach między biciem wylewali na niego kilkanaście wiader wody. Kradzież chleba innemu więźniowi była zawsze i dla każdego najbardziej ryzykownym sposobem zdobycia jedzenia. Była tam jedna porcja chleba i nie więcej jak trzy dekagramy smalcu. Jeśli bił tylko jeden. Po odpoczynku blokowy znów zaczynał od nowa bicie. czy było ono jeszcze bardzo małe.ranną lub obiadową zupę Józefowi Brzezińskiemu. tzn. sztubowego lub kapów. bo sam nie mógł już wcale chodzić i nikt mu nie pomógł wyjść do ustępu. Czy dawać trzeba tylko za coś? Nie zastanawiaj się. Znam ten ból. że ja go wezmę. W tym czasie. w którym trzymał on swoje zapasy. Pracował w kamieniołomach. Od nich. Opowiadał o swym dziecku nie pamiętam tylko. czy też urodziło się dopiero po jego aresztowaniu. dowiedziałem się. My wiedzieliśmy. że ktoś ukradł mu chleb i ździebełko smalcu. a nie o kartofle. że zanieczyścił łóżko. Jeśli taki człowiek. jak ci dają. który widocznie kupił on za papierosy od kogoś. że schwytanie na kradzieży jedzenia innemu więźniowi było wyrokiem śmierci na złapanego. o tym. które ukradłem innemu więźniowi w obozie. a ja robiąc to nie wyrządziłem mu żadnej krzywdy.

Karl zakładał też „dzwonki alarmowe”. Ogrodzony kąt. Przeważnie. że go wykończą. złodzieja kierowano tego dnia do pracy w kamieniołomach. jak on to robił. że on brał dwa razy kolację. że u góry w szafce wkładano nóż. Byli tacy.chleb ciągle ginął. Omijał wszystkie pułapki. Jeden zastawiał pułapki. że ten. jeśli było mokro. pod szafką i mimo że nic nie znalazł. Na noc szafki zastawiano stołami. nieraz prosił o litość. Kaii posądził Krakowskiego. kto wygra następną grę. który miał przy sobie. nie czekali. a w końcu wrzucano w jakąś kałużę lub w śnieg. Wtedy kopano go systematycznie. porozmawiali. W tym wypadku „dzwonki” zakładane przez Karla też nie odnosiły skutku .krematorium. żeby go za szybko nie zabić. a co najmniej szmer który mógł posłyszeć ktoś ze śpiących w arystokratycznym kącie. Cienkim dlatego. Trwało to dość długo .w końcu jednak wpadł. i w tym czasie gdy uwaga wszystkich skierowana była na Stefana i sztubowego. o kogo i o co chodzi.i do ustępu. miejsce przy miejscu. Tu powtarzało się do końca to. trzeba było odsunąć stół. to rozbierano go do naga . Sprawiał on wrażenie takiego jełopa. Jeśli jeszcze żył. Wiedzieliśmy. Sprawdził w jego szafce. ktoś jednak to zauważył i krzyknął. troszkę pobili. W ten sposób wszyscy widzieli. mimo że stoły stały na swoim miejscu. że na dole w kamieniołomie zostanie wykończony. on chciał pozbyć się chleba. Ciekawa była walka sztubowego ze złodziejem. który spał nad Stefanem. gdy więzień był bardzo uparty i nie chciał sani odebrać sobie życia. którego miano wykończyć. Chleb ginął. gdy już był bardzo zbity i wiedział. Męczony biegał coraz wolniej. dla ostatniego zabrakło porcji chleba. aż zaczną ich bić. tylko od razu szli na druty. a na jego miejsce kierowano na ten jeden dzień tego. a sam biegł za nim i bez przerwy bił go cienkim jak palec kijem. Wszyscy staliśmy na swoich miejscach. pokopali i poinformowali. Zeszli się przy nim. a za każdym uderzeniem Stefan uderzał głową o szafkę. Karl tym razem ustawił dobrą pułapkę . a inni żeby mieli wystarczająco odstraszający przykład. W ten sposób złapano niejednego początkującego złodzieja. Złodziejem okazał się młody chłopak. którzy gdy ich schwytano na kradzieży jedzenia. żeby przy złodzieju wpadł Stefan. Zakończenie wiadome . Sprytny złodziej. Kapo zakładał mu na ramię duży kamień i kazał mu biegać.pomysł wprost szatański. znajdował się w rogu jadalni.O! Tu jest! Wszyscy spojrzeli w tym kierunku. gdy tylko obliczono więźniów. ale jeśli ktoś otworzył szafkę. w końcu padał i już nie miał się sił podnieść. pokazali go sobie. gdzie spali prominenci. Nakazał nam. drugi sprytnie je omijał i kradł ciągle chleb z szafek prominentów. Karl walił go po twarzy. a pod nożem umieszczano miskę. zaczął Stefana bić. Niewiele brakowało. nie wytrzymał nerwowo. Nagle ktoś krzyknął: . nóż upadał do miski z wielkim brzękiem. Nóż był wkładany ostrzem między górę szafki i drzwi. Jeden cwaniak i drugi cwaniak. Wiedzieliśmy o tej cichej walce Karla ze złodziejem i staraliśmy się naprzód przewidzieć. wywołali z szeregów. lecz nie wiedzieliśmy jakie. Jeśli pracował u góry. który pobrał chleb dwa razy. Kapowie kamieniołomów byli poinformowani. Na zewnątrz nie było go widać.Jeśli wytrzymał bicie. to wyłączano z tego bloku jednego więźnia. W kamieniołomie. krzyczał. znaczy. Schylił się i włożył chleb pod szafkę. Okazało się. Rano okazywało się. w jaki sposób umiera się za kradzież jedzenia. a Stefan brał lanie. sam szedł na druty. i wieczorem do obozu już niesiono nieboszczyka. Musiał się pomęczyć i umierać świadomie. że złodziej działa i drwi sobie ze sprytu sztubowego. który do trzech . a w kamieniołomach na linię posterunków. Raz. wił się z bólu przy biciu. Robiono to w ten sposób. a przy tym mógł powstać hałas. że zastawiane są różne pułapki. że chleb skradziono. Żeby dostać się do szafki. jeden kapo zabierał go z sobą i zabawa zaczynała się. gdy fasowaliśmy kolację. żeby nikt nie poruszył się ze swego miejsca. Takie zakończenie bywało jednak tylko wtedy. co byłoby na bloku. wywoływano delikwenta.

Minął mnie. Stefan odmówił przyjęcia. Wykończył go według wszelkich prawideł.od razu bez słowa wyjaśnienia uderzył go w twarz. zrobić z niego już za życia nieboszczyka. że w tym chlebie był pokruszony kopiowy ołówek. Byli tw przeważnie ludzie. bo mógł on mieć jakieś niewidoczne znaki. dnia i nocy. to była funkcja nosiciela jedzenia. Szczególnie łatwo łamała się inteligencja. Kaii go o nic nie pytał. które kazał nam szeroko otwierać. Gdy doszedł do tego młodego chłopaka i zajrzał w usta . zabierał to. gdy przegrał walkę z Karlem. Ja miałem też niezliczoną ilość awantur. że złodziej zje chleb w nocy. jakąś małą przysługą można było sobie kogoś zjednać. że pobić go nie dani rady lub że nie wolno mi go uderzyć. z jakim spokojem i obojętnością patrzyło się na krzywdę i śmierć innych ludzi. pół dnia.ludzie ci okazali swą niezaradność życiową. Potem szedł wzdłuż szeregów i każdemu zaglądał w usta. odpychał go. mówiąc. Mieliśmy jednak to moralne zadowolenie. więc nie było potrzeby nad tą sprawą więcej się zastanawiać. Może by się zdążyło wyjaśnić. Złodzieje zjadali chleb zaraz po ukradzeniu. którzy przed wojną należeli do tych „gorszych”. W każdej chwili człowiek mógł być zabity. życzliwość w stosunku do słabszych i bojowość w stosunku do tych. Wiadomo było. Nieraz drobiazgiem. Jeśli mnie ktoś silniejszy zrobił przykrość. czy są wszyscy. więc nie zauważy ołówka. lecz prawie nigdy nie uderzyłem słabszego. gdyby Stefan przyjął od niego kawałek chleba nadziewanego kopiowym ołówkiem. W obozach koncentracyjnych starano się wszystkimi możliwymi sposobami zabić w człowieku wszelkie ludzkie uczucia. Pomyślałem. Mimo że wiele razy byliśmy świadkami wykańczania złodziei jedzenia. że w obozie zagłuszano w ludziach uczucia. jak być powinno. minął jeszcze kilku. bo jedyną funkcją. żeby mu posłał łóżko. bo co on może zobaczyć w gębie. w jaki sposób go złapał. którzy wchodzili nam w drogę. myślę o tym. że Karl dostał „kota” w głowie. którą miałem przez 5 lat w obozie. Każdy zajęty był sobą. Muszę powiedzieć. O każdy drobiazg wybuchały kłótnie i bijatyki. co jemu było potrzebne. Ludzie stali się źli i nieżyczliwi dla siebie. nie uderzyłem też z tytułu pełnionej funkcji. a wiedziałem. Gdy mówię. którzy przeżyli. co by było. upodlić go. że ja byłem pierwszy. Silniejszy uderzał słabszego. chciał dać Stefanowi kawałek chleba za posłanie mu łóżka. Codziennie przez kilka dni wkładał on na wabia chleb do kilku szafek. na której byłem przez kilka tygodni. humor. Przecież my wszystko jedliśmy razem. Wpływał na to nasz ryzykancki charakter. Wielu wartościowych ludzi umierało przez swą nieumiejętność życia w ciężkich warunkach. że nie może brać od niego chleba za taką niewielką przysługę. że jego stratę wyrównaliśmy mu z wysoką nadwyżką. Sztuczka polegała na tym. który nas nigdy nie opuszczał. Wielu z tych. poprosił Stefana. zanim by zabił. Ciekawe. często zawdzięcza to ludziom. za mną stał Stefan. bo on idzie w jakiejś sprawie na inny blok. że w bloku i w robocie mieliśmy sporo przyjaźnie do nas nastawionych ludzi.zliczyć nie potrafi. Ale że odbyło się wszystko tak. do których złodziej miał największe zamiłowanie. troską o przeżycie godziny. Gdy wrócił. Wtedy dowiedzieliśmy się. minął Stefana. Tu . o co chodzi i z czego należy się tłumaczyć. którzy w życiu nie walczyli o utrzymanie się na powierzchni życia. tylko od razu bił. a dopiero piąty czy szósty za Stefanem stał właściwy złodziej.gdy nagle zmieniono im całkowicie warunki na bardzo ciężkie . Gdy już wszyscy zebraliśmy się w jadalni po fasowaniu śniadania. a w szeregu staliśmy tak. Brzezińskiemu chleb ukradliśmy. że im się to udawało. po których właściciel mógł poznać swój chleb. to przynajmniej . a z drugiej strony znów nie wiedzieliśmy. Muszę przyznać. Karl zrobił zbiórkę i obliczył. Tego dnia.

odpowiedział mi. I nie spotkamy się. z radosnym uśmiechem objął mnie ręką za szyję . że my tylko żartowaliśmy. Stefan i ja jak zwykle urwaliśmy się i w tym czasie. a ci jeszcze więcej i jeden chodzi mi ręką koło nosa. Ten łodzianin znał język niemiecki. Gdy już staliśmy w szeregach przed blokiem i za chwilę mieliśmy iść na ranny apel. a ja niby chcę. że tego nie da się tyle razy zrobić. którzy tak jak i my chodzili w tym czasie między blokami.. żeby nas ktoś niepotrzebny nie zauważył. kilku wyskoczyło na nas z krzykiem. . Mógłbym zrobić jeszcze 200. ten ustawił się obok mnie. . Esesman dał każdemu z nas w twarz.dostał głową. Gdy wyszliśmy przed blok. którzy przyszli z kuchni. bo wiedział. zostawił nas w spokoju. Starszy nad zamiataczami sztuby. Widzieliśmy. Dobrze. chociaż na twarzy dobrze czułem uderzenia ich pięści. że jak się z nim spotkam na wolności. ale nie zdążyłem dobrze pomyśleć. Pochodzili z Łodzi. Kopnął mnie kilka razy po bokach i.A to szczeniak! Tak mi naubliżał.odpowiedziałem . to dostanę.. Kiedyś zaatakowany zostałem przez dwóch braci.a ja jego też. nieznacznie włączyliśmy się do tych. Innym razem jeden Ślązak. że mu nie ustąpię.Na pewno się nie spotkamy . ale z rękami byli już z daleka. że tak jak my. Musiałbyś być dużo mądrzejszy.Sowa sokoła nie zrodzi . Gdy kolejność przyszła na nasz blok. ale Karl widząc. Awantury w obozie miałem dość często. Wspominam tu tylko kilka dla przykładu. kryje się jeszcze kilkanaście osób z naszego bloku. Dostał też swoją porcję „kwiatów”. kopniaka w tyłek i zostawił nas w spokoju. że upadłem. dlaczego biliśmy się. co mówi. czy 100 . że nie dałem się umęczyć do końca. to mu oddam. że nas tym nie umordował. był z Warszawy. ale nie mogę. my spacerowaliśmy pomiędzy blokami i uważaliśmy. Kilka tygodni później rozstrzelano go. Między krzyczącymi było trzech. Skoczył drugi . dlaczego my nie poszliśmy po kotły. to najbardziej się złościł o tę sowę i sokoła. Jak on. wypędził mnie na deszcz. uderzył mnie w twarz i wypchnął z sypialni. a chociaż jestem muzułman. zaczął gderać pod moim adresem: . jest prawdą. Karl wrzeszczy. Czy zrobię 10. że stan bloku się nie zgadzał i za to nasz blok za karę będzie nosił jedzenie jutro przez cały dzień. W czasie bijatyki zaskoczył nas esesman. a przynajmniej nie będę za bardzo zmęczony. Nie wytrzymałem i dałem mu pięścią w oko. to czuję. żeby mieć takiego syna. Ja nie miałem najmniejszego zamiaru się ujawniać. żeby robić ćwiczenie dalej.zrobiliśmy i ja nie czułem wcale zmęczenia. to i ja. Wygarnąłem im to. Karl kazał nam zrobić 300 przysiadów . No! Już wtedy usłyszał nielichą „wiązankę” zakończyłem ją ostrzeżeniem. więc odpowiedział. Heniek miał na imię. gdy blok cały poszedł do kuchni po kotły. Wystąpiło nas tylko dwóch. to mu łeb urżnę. Miałem swoje zadowolenie.nie da rady. i na zadokumentowanie. A to ja mógłbym być twoim ojcem. a my teraz już naprawdę w zgodzie poszliśmy dalej razem. Gdy już przynieśli jedzenie. Po kilku ruchach położyłem się brzuchem na ziemi i nie unoszę się. esesman jednak zatrzymał nas i zapytał. że odechciało mu się na następny raz włazić mi w drogę. W święta Bożego Narodzenia całymi blokami chodziło się po jedzenie. . Gdy mnie poznał. W pierwszym momencie zatkało go. Wtedy jeden z nich wziął mnie pod rękę i zgodnie chcieliśmy iść dalej. trzeci i czwarty też. Nie wycofałem się. unosić się na rękach. bo doprowadziłem go do wściekłości. Nie mógł mi tego darować. co on nam jeszcze szykuje. Ostrzegałem go. bo kto go tam wie. że jeśli mnie uderzy. że dam mu radę.posyłałem takiemu piękną wiązankę „warszawska”. którzy się urwali. Po każdy posiłek szedł inny blok. Zgniewało mnie. Na bloku Karl powiedział nam. Po kilku takich ruchach spostrzegłem. Wrzeszczeli jeszcze. do którego obowiązków należało mycie sieni w bloku. jeżeli mam jeszcze coś dostać. Wreszcie gdy przemówił.dotykając czubkami nóg ziemi. albo ci. Pchnął mnie tak. że to. kazał nam robić inne ćwiczenia . przyznają się i poniosą karę. gdy Stefan już wystąpił z szeregu.to i tak.

jeśli go zwolnią. Nie zdążyliśmy dobrze się potłuc. Wciskał on mi codziennie rano pół skręta. a ja umyłem.z tym że ze mną wziął równy ze mną wzrostem. ale on im nie dał. jeśli ktoś jej ze mną szukał. Pożalił mi się pewnego dnia wieczorem. Niewiele go nawet znałem. na jesieni wykończył się.Podobali mi się chłopaki. ale ja po tygodniu już sam szukałem palenia. więc sam nie da rady. więc mówię mu już ze złością: . tak że po jego stronie kocioł prawie dotykał ziemi. to i tak umrę za kilka dni. szybko jeździliśmy z węglem albo dla rozgrzewki . gdy już wiedziałem. Ponieśliśmy kotły dalej . Jak na jesieni 1940 r. Odmówiłem przyjęcia. więc kocioł z jego strony był niżej ziemi. lecz opowiem jeszcze tylko o dwóch. Te dwie jednocześnie występujące cechy były charakterystyczne dla mnie w ciągu całego mego pobytu w obozie. Żeby się nie zamrozić. Wyraźnym tego przykładem był mój stosunek do księdza Szuberta. a w Gusen. Przyjąłem chleb. Żyłem z nimi w wielkiej zgodzie i koleżeństwie. .. że zacząłem palić papierosy. co to on zrobi dla mnie. to przestałem dopiero na jesieni 1952 r. który otrzymał wczoraj wieczorem. żeby niósł wyżej. Następnego dnia rano. Młody chłopiec z Poznania.Zresztą . Dnia l listopada spadł deszcz ze śniegiem. bo on i tak nie może jeść. którą okazywałem wszystkim tym. Gdyby mi obiecywał. zraziłbym się do niego.powiedziałem. tym samym na mnie przechodził większy ciężar i kocioł obijał mi nogę w kostce. którzy mi się podobali lub potrafili mnie czymś ująć. który już nie miał sił stać na nogach. bo ci przyleję. goniłem za kawałkiem niedopałka. który ma mnie dopingować. Robił to ze szczerego serca. chociaż cały czas rozmawialiśmy. Nie uchylałem się nigdy przed żadną awanturą. Jemu zawdzięczam to. mimo że jestem dla niego obcy. bo inni wtrącili się i nie dali nam się bić. a on nie może się wcale schylać. gdy miał iść na rewir. Pracowaliśmy tego dnia przy przewożeniu taczkami węgla z jednego miejsca na inne. jak się należy. a on . że muszę przyjąć. lecz żaden z nich nie chce mu umyć nóg. jeśli to nie był muzułman. .to uczynność. Jedna strona medalu . przyniósł mi prawie całą porcję chleba. letnie pasiaki.Tak? No to już! . Nieśliśmy kotły z kawą.miałem wrażenie.odpowiedział on na to i zostawił kocioł. Uparł się. toby już wczoraj zjadł. . Gdyby mógł jeść. Po tym incydencie przypadliśmy sobie do gustu i razem przeżywaliśmy jeszcze wiele różnych historii. Jutro idzie do rewiru i jeśli będzie miał brudne nogi.tak jak przewidywał . że myję nieboszczyka. bo uważałbym to za pewnego rodzaju wabik. drugi w 1941 r. Druga strona . a on jak na złość jeszcze się schylał. Jeden z nich zmarł w Mauthausen. w Gusen. Inny wypadek.to awanturnictwo. Zgniewało mnie to wreszcie. W podobny sposób poznałem się z Mietkiem Rączką z Będzina. Miałem wiele podobnych przypadków. pod którymi była tylko koszula.za trzy dni już nie żył. Nie miałem siły przerwać palenia.ja mam zapalenie płuc. żeby dać z siebie jak najwięcej. a tobie ta porcja się przyda. który ma dwie różne strony. On był dużo niższy niż ja. to ci umyję . chociaż chłopak w 1941 r. Koledzy od wczoraj krążą przy nim i czekają. bo żaden z nich nie chciał mu umyć nóg. że ma kilku kolegów na sztubie.powiedział . zacząłem palić. Kilka razy prosiłem. że im odda chleb. Takie było moje poznanie się z Mietkiem. to go zbiją. że będę operowany w związku z gruźlicą płuc. a ubrani byliśmy w lekkie. gdy nie było co palić. Wysoki był i bardzo już chudy.co ciekawe . Ile razy kląłem go za to. Starałem się mu pomóc nie otrzymując za to nic prócz przyjaznego spojrzenia z jego strony. żeby zasłużyć na obiecaną nagrodę.Chodź do umywalni. Byłem jak ten przysłowiowy medal.Wyprostuj się i nieś. Umyłem mu solidnie nogi i . Więc ja też i już awantura gotowa.

do grupy pracującej w kamieniołomach i płaszcze otrzymaliśmy. i oglądał się często. A gdzie jego płaszcz? Przecież kazał rui go pilnować.przerzucałem węgiel łopatą. więc apel był później. .dobry. Stał boso. gospodarz z Pomorza. W 1941 r. Kazałem mu odpowiedzieć. Faktycznie. żeby ich nie trzymać przy sobie w razie jakiejś hecy o ten płaszcz. Sprawdziliśmy tylko.Wiec co mam robić? . zimowe pasiaste ubrania i czapki. żebym na niego czekał.Czy cię posądzają o kradzież. . to żadnego płaszcza nie widziałem.Masz.No to cię wykończą. z którym pracowałem. Płaszcze dostali tylko ci. Poszedłem go zobaczyć. żeby pogadać trochę. a on mieszkał w drugiej sztubie. wysypywał ziemie i znów podawał mi wiadro do napełnienia. że nie otrzymał płaszcza. Wieczorem wydano nam grubsze. że płaszczy jest mniej niż ludzi. Szybko zjedliśmy skóry. sweterki zielone z rękawami.pyta znów. gdzie my pracujemy. który dostał bicie od Wincensa za niesprawiedliwy podział kartofli . Gdy wydawano płaszcze. gdzie jest jego płaszcz. czy jest ktoś ze znajomych. ale wydano je na bloki z jakimś szczególnym obliczeniem. zapytał. w którym pracowałem. Ktoś musiał go zabrać w tym czasie. . Na kołku. Z tego. więc przyszedłem do piwnicy. a mnie powiedział. czy cię przyłapali? .to Niemca. że Niemcowi. . resztę wsadziłem w kieszenie i poszedłem do piwnicy. że ja nie jestem. wylazłem z dołu. Ja nie jestem do pilnowania jego płaszcza. co ma robić. a na rannych apelach jest już bardzo zimno.na wiosnę na palcach porobiły mi się rany. Dowiedziałem się o tym z samego rana. Usiadłem na odwróconym dnem wiadrze i czekałem. a Niemiec . W ten sposób Franek Mańkowski miał płaszcz i kilka skór od chleba.ten. Przy oglądaniu okazało się. Był bez płaszcza. a swojemu chłopakowi przysługę. Tego dnia odmroziłem sobie ręce . w Gusen złapano Mańkowskiego w nocy na kradzieży chleba. nauszniki i zimowe pasiaste płaszcze.Franek Mańkowski. że otrzymali płaszcze wszyscy Niemcy. Ja jak zwykle nic nie rozumiałem i Stefan był naszym tłumaczem. rękawiczki zrobione z kawałka cienkiej szmaty.wyciągał wiadro do góry. Gdy mnie zobaczył. gdy ja jeszcze byłem w dole. Kazałem mu powiedzieć. . czy nie ma na nim jakiego znaku szczególnego. bo poszedłem kraść na inny blok. Stosował on moją metodę pracy. .zapytałem się.a poza tym jak wyszedłem z dołu. wywnioskowałem. co się dzieje . Zdjąłem płaszcz i podałem Mańkowskiemu. tuż przy dole. w którym ładowałem ziemię w wiadra. bierz . twarzą do drutów. że w kieszeniach płaszcza jest dużo skór od chleba . W kilka dni po wydaniu płaszczy pracowałem w dole.Złapali mnie na innym bloku. wkręciliśmy się ze Stefanem .niby nieświadomi tego. którzy pracowali w kamieniołomach oraz niektóre wybrane grupy fachowców i wszyscy Niemcy. Nałożył na siebie . Płaszcze wydawał blokowy.pewnie dostał od esesmanów. do pilnowania jego płaszcza . to mówił mi. Zostawiłem mu kilka skór. które wcale nie chroniły rąk przed zimnem. żebym mu przypilnował płaszcza. Po pewnym czasie poszedł sobie gdzieś. Zatrzymał się wtedy przy mnie. Żalił się. Po pewnym czasie przyszedł mój Niemiec i pyta mnie. Tam powiedziałem o wszystkim Stefanowi. zrobiłem taki kawał. Gdy mi się po pół godzinie sprzykrzyło. którego nie lubiliśmy. a Stefan i ja skóry i zadowolenie z tego. że niedługo przyjdzie. więc nie mógł wiedzieć. łaził po całym obozie i robił wtedy. więzień z naszego bloku . Postawili go na resztę nocy pod drutami na placu apelowym. Była to niedziela. żeby rozejrzeć się trochę po świecie. gdy mu się chciało i jak widział dobrą robotę. że nie mogłem siedzieć tyle czasu w dole i nic nie robić. baz marynarki i czapki. jak odchodził. wisiał płaszcz tego Niemca.

Dla nich dlatego była wyższa cena. a sztubowy nasz wyjątkowo nie wygnał nas z bloku. i wziął rękami za druty. W rozmowie dowiedziałem się.powiedział zupełnie spokojnie. żeby założył na siebie. schowają się gdzieś w kąt. Posterunek za drutami strzelił do niego jeszcze z bliska . który dla rozgrzewki tupał nogami i zabijał ręce. W Dacheu byli tylko Polacy. w marszu zdjąłem płaszcz i normalnym krokiem poszedłem dalej trzymając płaszcz przed sobą. żeby nie zmoknąć.. to ci pokażę. Na dachu pracowali stolarze . co płaszczy nie otrzymali na początku. ale na materiale . że byłem pewien. Posterunek strzelał do każdego. więc pewnie ci. .i podjemy sobie trochę. lecz „zabity przy próbie ucieczki”. które miały na celu niedopuszczanie nikogo do drutów. trzeba tak zrobić. Złapały silne mrozy.To jedno ci tylko pozostaje. Niemcy i niewielu Czechosłowaków. Stasiek.zapytałem. które zapamiętałem ze względu na ich odrębność od życia codziennego.Dlaczego nie zorganizujesz sobie jakiegoś płaszcza? . bo były wystawione warty. więc niektórzy z nich mieli na głowach różnokolorowe chustki. kto szedł na druty. Ponieważ nie mieli nic do palenia.Wiesz . . miały miejsce różne wypadki. że strasznie marznie. Gdy raz w niedzielę przed południem padał duży deszcz. że podejście pod druty było niebezpieczne. a ja na inny. Znak znaleźliśmy w rogu. Na chwilę zesztywniał. Był bez płaszcza i żalił się. wyrwiemy! . . że jest on z Poznania i ma 18 lat. na dole płaszcza na podszewce . starali się kupować od nas papierosy za chleb. żeby nie zmarznąć. Pada duży deszcz. że ma łzy w oczach. Gdy przywieziono nas do Mauthausen. .na apelu tak strasznie zmarzłem. . Byli to Hiszpanie internowani w różnych obozach francuskich. tak jakby szedł na inny blok. Nie otrzymali oni czapek. po to. Za porcję chleba dostawali dużo mniej papierosów. który opisywałem. Poszliśmy przed siebie. Ja pierwszy. Są to epizody. W robocie zetknąłem się z młodym chłopcem. Druga sprawa z płaszczem była inna. Wyjrzałem z bloku. Mieszkali oni osobno i byli odgrodzeni drutami od reszty obozu. niż można było dostać na naszych blokach. potem zwiotczał i dym poszedł mu z rąk i głowy.Właź na druty . a dopiero za oficerską kantyną zrobiliśmy przegląd płaszcza w poszukiwaniu znaków.A jak można zorganizować? . które ukradkiem obtarł. Szliśmy szybkim krokiem.spytał zatrwożony.Tak. Cześć. że warto przy święcie zrobić sobie bal: sprzedać Hiszpanom kilka papierosów . a ci. doszliśmy ze Stefanem do wniosku.Co teraz będzie? .z Mańkowskim koniec.ciężej usunąć. rozejrzałem się .atramentowym ołówkiem dużymi cyframi wypisany był numer właściciela płaszcza. Przechodzili kwarantannę. a przynajmniej nie będziesz się męczył. a jemu poradziłem.i wyrwałem cały róg podszewki.Nic.mówił do mnie . uważam. że warte są opisania. Za pierwszym zakrętem dałem mu płaszcz. spostrzegłem płaszcz wiszący na belce baraku. A ja tak chciałbym jeszcze swoją matkę zobaczyć. co pilnują. on za mną. . nie mieli ich w dalszym ciągu. żeby w raporcie nie pisać „samobójstwo więźnia”. Podjąłem się podejść pod druty.nie ma nikogo. nowością dla mnie była obecność Hiszpanów. które mimo że z niczym się nie łączą. po zajęciu Francji przez Niemców przywieziono ich na wyniszczenie do obozów koncentracyjnych. Gdy przechodziliśmy obok budujących się baraków.Niemcy. trzymaj się! .mówię mu. których w obozie nazywano popularnie Arabami. żeby swój numer wypisał pod kołnierzem i nie na podszewce. że trupem padnę. Nie zatrzymując się nawet na moment. Zobaczyłem.Chodź ze mną. W tym okresie. Z . . Im i nam nie wolno było zbliżać się do drutów odgradzających nas od siebie.

Dwa daj. cholera. kto jeszcze dobrze się trzyma. koce. gdzie i po co tu trafili. Kilka razy przedtem podchodziłem pod druty i zawsze mi się udawało. dam ci tylko jednego. żeby mnie złapali i. który nie walczy i wobec tego musi umrzeć. wiec mogliśmy z nimi porozmawiać przez okna z naszego bloku. Byli wyżarci. posłyszałem ostrzegawczy okrzyk. Kilka dni przed przesłaniem nas do Gusen przywieziono nowy transport Hiszpanów. Wtedy on. że przed chwilą nikt nie wchodził i nie wychodził ze sztuby. Bo mogli złapać na wymianie albo można było być oszukanym przez kupujących.Zeżarłbyś. Zapytali. a sztubowy powiedział im. W niebie musi być chyba lepiej jak w obozie. w Gusen. to proszę bardzo . Lecz taki. To ci. Bo ktoś. Gdyby wiedzieli. Nie orientowali się. Trudno . co oni mówią. a nie oddał chleba. zbili. toby mnie od razu bili. Obmacali jeszcze dwóch. Tym kawałkiem już i tak się nie najem. a tym razem niewiele brakowało do tego.przecież ja za dwa. czy ten. Kupujący nie miał siły mówić. a targował się. którzy mądrze walczą. Sprzedawanie chleba za papierosy równało się w naszych warunkach wejściu na prostą drogę do nieba.No. Gdy już miałem chleb w ręku. W obozie ludzie muszą masowo umierać. tylko szybko uciekłem na blok. kto im uciekł. a co ja mam robić . Porozumieliśmy się z daleka na migi pokazałem na palcach. którzy będąc w stanie ostatecznego wyczerpania sprzedawali jeszcze chleb za papierosy. Przyznałem mu rację. Aha .no to dobrze. żeby otrzymać dwa papierosy za chleb. niech umiera w spokoju. że otrzymał papierosy. więc co za różnica.mówił uparcie tamten. nie rozumiem. którzy nie umieli lub nie chcieli walczyć o życie. a nie mogą dać sobie rady. kto mnie woła. Pomocną rękę należy podać tym. że sobie zapalę.ledwie wypowiedział kupujący muzułman. który trzymał w ręku. Niejeden raz tak było. trzy dni już zdechnę. więc obmacali mnie. czy nie mam przy sobie chleba. Byłem świadkiem takiej wymiany w 1944 r. którzy mnie gonili. Ustawiono ich przed blokiem 14.. ale nie mieliśmy w tym wypadku żadnych skrupułów. Dałem mu trzy papierosy i kazałem mu od razu przy mnie zjeść swój chleb. bo nikt jeszcze stamtąd nie uciekł. . ile daję papierosów za porcję chleba. że to byłem ja. którzy czekają na ryzykantów z naszej strony drutów i przyniosą coś do wymiany. w wojskowych mundurach koloru khaki. Na nasze warunki wyglądali imponująco. umrze za dwa miesiące czy za miesiąc? Nie dziwię się też i tym. Widziałem już śmierć w jego oczach. z wysiłkiem wydobywając z siebie głos.ostatniego okna baraku Hiszpanów wygląda kilka głów. Patrzyli na nas ze zdziwieniem. który z nas uciekał.mówi sprzedawca. Jak ktoś chce koniecznie umierać. Wtedy wtrąciłem się: . Ale tylko tym. znaczy się.Jednego ci dam . ale łatwo też było je stracić. Tuż za mną wpadło dwóch Niemców. Gadać nie ma siły. swój chleb. . Za chwilę wyszedł z baraku i jednocześnie podbiegliśmy do drutów i wymieniliśmy swój towar. Jedli ..Nie. Zrezygnowali ze znalezienia winowajcy i poszli polować na innych. A tu jeść się chce i palić się chce. dwa . bydlaku. plecaki. Zjadł błyskawicznie. Jak ktoś nie chce walczyć. . że nic z tego. zamiast sprzedawać go za papierosy. a przynajmniej będę wiedział. więc nie traciłem czasu na patrzenie. Przy takiej wymianie można było dobrze papierosy sprzedać. takich.w obozie nie było miejsca dla głupich. a palić. lecz uciekał do siebie na blok z papierosami i chlebem.Dwa . Stałem blisko drzwi. że nie wiedzą. . to i tak umrze za kilka dni. ma szansę żyć. co już nie ma siły mówić.nie będę mu w tym wzniosłym celu przeszkadzał. Wpadłem na sztubę i od razu oddałem Krakowskiemu chleb. palić mu się chce. Ja jak zwykle z głupią miną udawałem. odpowiedział mi spokojnie: . Jeden zgodził się.

co mieli. Zadowolony byłem. które w Gusen dano do użytku więźniów. inni częstowali naszych chłopaków. który tak dobrze potrafi udawać. że moje zadowolenie było przedwczesne.Oddałbym ci swój dobry but. W Mauthausen. a później i w Gusen. gdy esesman prowadził mężczyznę i trzy kobiety w ciężkiej żałobie. Kręcąc się przy magazynie. domyśliłem się. Jedynym po nich znakiem były dwulitrowe menażki. I. Odbywało się to przeważnie tak: . że magazyn już zamknęli i więcej wymieniać butów nie będą. którą prowadzono cywilne osoby przyjeżdżające zobaczyć swych bliskich zmarłych. Później dowiedziałem się.który w tym czasie pracował w krematorium. odpowiadał telegraficznie i czekano z paleniem. tak jak zabierano wszystkim innym.i specjalnie głośno zacząłem coś do niego mówić. czy ma jeden tylko czy obydwa buty rozwalone. tak jak bym dalej mówił do Stefana: . Zastanawialiśmy się. który szedł na przedzie. którzy przebywali na kwarantannie. przez który dostawała mi się woda. że do wymiany butów jest bardzo dużo ludzi. zawarłem znajomość z innym więźniem. że to wycieczka do zmarłego. Mimo że nie byłem jeszcze przy oknie. Dnia 24. jak odbywało się w Gusen.konserwy z puszek i czekoladę. Na kilka dni przed przejściem do Gusen w magazynie odzieżowym wymieniano podarte buty. gdy zabrakło innych misek. Umiał widocznie drań po polsku. że jak jest popsuty jeden but. Jeśli ktoś chciał zwłoki zobaczyć. będę gadał! . którzy znali język francuski. zabrano im. ale on mnie już widział. W moim prawym bucie oderwał się cały czub. zacząłem mu opowiadać. Idź ty. to niech rozdadzą innym. bez słowa obił mi mordę i nie mówiąc słowa poszedł dalej. Poszedłem wymienić. Wszystko. a ja oddałem mu swój i w spokoju rozstaliśmy się. Gdy ktoś umarł. zanim jeszcze Stefan poszedł pracować do Wincensa. aż go rodzina obejrzy. Na tym terenie było zejście pod ziemię do jakiegoś kanału.Skąd przyjechaliście? Na to kobieta idąca na końcu odpowiedziała: . żeby mnie nie odnalazł ten. rodzina była o śmierci zawiadamiana telegraficznie. chociaż każdy z nich był od innej pary. Chodziły słuchy. Gdy minął nas już esesman. Dał mi swój prawy dobry but. a jeśli nie mogą. żeby zjedli swoje zapasy. Po 15 minutach esesman podszedł do mnie. do 1942 r. zapytałem. wolno było rodzinom obejrzeć zmarłych przed spaleniem ich w krematorium. Po kilku godzinach byli już wykapani. bardzo wzruszonym i żałobnym głosem pociesza płaczącą i zrozpaczoną rodzinę. Teren ten znajdował się tuż przy drodze. to ci zmienią. Za chwilę posłyszałem. Zastanawialiśmy się. Pierwszego zaraz dnia. . Miałem znów całe buty. Muszą być zniszczone obydwa. Szepnąłem do Stefana: . to nie wymienią. bo i tak im zabiorą. że esesman. W początkach mojego pobytu w Mauthausen. a tamtemu już nie sprawiało wielkiej różnicy. Okazało się. które wyciągali ze swych plecaków. jakim artystą musi być ten. przez dwa dni kręciliśmy się przy urządzaniu ogródków dla SS. 1941 r. razem z Polakami przesłano do Gusen również wszystkich Hiszpanów. Opowiadał nam o tym kolega Słomiany przed wojną właściciel knajpy portowej w Gdańsku . radzili im. Jedni nie wierzyli. który znów miał rozwalony lewy but. czy tędy nie można byłoby próbować ucieczki. że mi się ta sztuczka udała. to może mi teraz nie zechcieć zamienić. przebrani w pasiaste ubrania i włączeni do tych. Ci. z którym zrobiłem wymianę butów.Uważaj. Opowiadanie jego przyjęliśmy wielkim śmiechem. mimo że zatkałem dziurę szmatą. Uciekłem na blok.Macie pozdrowienia z Częstochowy. Okazało się. przez które wymieniano buty. który prowadzi rodzinę do zmarłego.

składającym się z dwóch maleńkich pomieszczeń. szkoda go. tak gdzieś od listopada. „urzędującym” w obozowym domu publicznym. prosić o paczki ani w ogóle nic takiego pisać. zmieniały się tylko rodziny odwiedzających. a wieczorem w obozie sprzedawali je za papierosy blokowym lub kapom. zaczęły przychodzić paczki żywnościowe. żałobnym i zbolałym głosem pocieszał rodzinę według pewnej ustalonej i zawsze powtarzanej formułki: . Budynek ten był mi dobrze znany. że ludzkie. Po odejściu rodziny obsługa krematorium chowała zostawione kwiaty pod plandekę wózka. przez który można było patrzeć na nieboszczyka. A to były naprawdę Judzkie prochy. bo zmarły był bardzo przez niego lubiany. tu jest niezły trup! . a przyszła inna rodzina oglądać nieboszczyka. Na to on im spokojnie odpowiedział. bo nie słuchał lekarza.smarowali kredą. ale tu już sam sobie był winien. że należy wystawić do oglądania taki to a taki numer. Jeśli usta otwarte. Na jesieni 1940 r. Nieboszczyk zawsze był ten sam. W pierwszym pomieszczeniu byli ci. a w drugim. nie wkładał ciepłych pantofli. i to może nieraz człowieka innej nawet narodowości. Sprowadziliśmy najlepszych lekarzy z Linzu.może ktoś głupi pomyślał. sam zmarły. lecz w listach pisanych do domu nie wolno było nic o paczkach wspominać. Nie wolno było dziękować za paczki. że naprawdę było tak. żeby ci z kolei mogli podarować je swoim paniom. Przy wysokiej temperaturze otwierał okno.O. większym. a pod głową nie było żadnego podwyższenia . którym. że tak bardzo po śmierci ten ktoś się zmienił. Wystarczy. Wreszcie znajdują gdzieś potrzebnego nieboszczyka. że przegapili zabranie kwiatów. dobry był człowiek. lecz nabrane szuflą z wielkiej kupy popiołu po spalonych ludziach. którzy przyjechali obejrzeć zmarłego. Pomieszczenia te były oddzielone zamkniętymi drzwiami z oszklonym otworem w górnej części. żeby go uratować. popłakała . a esesman wszystkim powtarzał tę sarną formułkę o leczeniu i niesłuchaniu przepisów lekarza. że kwiaty te przysłał komendant obozu. Rodzina popatrzyła. Po włosach nie poznali. Niektórzy wyrażali zdziwienie.jeśli były siniaki . Raz zdarzyło się.Krematorium otrzymywało kartkę.. To i nic dziwnego. dobrze pracował. . co było w naszej mocy.woła któryś i wyciąga z kupy trupów jednego. co byłoby potwierdzeniem odbioru. bo gdy w pobliżu pracowałem. Były one po uprzedniej kontroli w całości oddawane więźniom. że są to prochy ich zmarłego. więc przez szybę widać było tylko kawałek brody i czubek nosa.i na wystawę z nim. niejeden raz służył mi on za schronienie przed deszczem lub robotą. Dlatego można było wystawiać innych zmarłych albo trzy rodziny oglądały jednego truposza. czekających w przechowalni krematoryjnej na spalenie. jak wychodził do ustępu. jak im mówi esesman . który jeszcze możliwie wygląda. specjalnie do tego celu postawionym domku. przesłał te kwiaty. więc niech sobie inni płaczą nad nimi. Zmarły przykryty był prześcieradłem pod samą brodę.No cóż. wkładali do pudła. W tym . ale nie można go wystawić: twarz zmasakrowana. Twarz . podpierali brodę patykiem. z Wiednia. Po cóż rozpaczać płacz tu już nic nie pomoże. że tak się skończyło.zostawiali przywiezione z sobą kwiaty i wracali do domu oczekiwać na urnę z prochami. Wszyscy go lubili. Kto by tam się bawił w wybieranie i odsyłanie właściwych prochów. Może myśleli. bo łby mieliśmy golone brzytwą każdego tygodnia. Niejeden raz było tak. wystawiony na wysokim drewnianym podwyższeniu. Szukają w wielkim stosie trupów.leżał on wysoko i zupełnie płasko. przywożono nieboszczyka. Robiliśmy. które zastępowało dolną część trumny . Ponieważ musiał on służbowo wyjechać i nie mógł sam przyjść. do których były przysyłane. Zwłoki wystawiano w małym. co to za kwiaty leżą. Po wysłuchaniu pocieszającej formułki wygłoszonej przez esesmana krewni zapytali. która znajdowała się za krematorium. Odwiedzających prowadził zawsze ten sam esesman i tak jak mówiono o tym już w Mauthausen. że jednego nieboszczyka odwiedzały dwie albo trzy rodziny tego samego dnia.

że tak serdecznie płakałem. jeśli już nic innego nie mogła przysłać. kto tylko znajdzie się za blisko ich żarcia. W paczce był jeden kilogram razowego chleba. wyzuć z wszystkiego. zanim się uspokoiłem. jak po rozdaniu paczek przyszło trzech z naszej sztuby i na stole przeglądali otrzymane produkty. co oni dostali. tylko zanuciłem refren piosenki: „Czy ty wiesz. Te oczy wyrażały głód i pożądanie. Ci. Przed świętami do listów naszych pisanych do domu włożono kartki informujące. lecz wtedy zamiast płaczu wstrząsnęło mną łkanie i minęło kilka minut. co im przysłano. żeby zobaczyć. mimo że usta mówiły różne słowa. a oni sami. Podszedł wtedy do mnie Józef Brzeziński i zapytał. To było u mnie tylko chwilowe załamanie się. Nie odpowiedziałem mu nic. nie warto im współczuć. kto wie. Patrzyłem na to i zrobiło mi się okropnie przykro. czego płaczę. Chciałem powstrzymać się. lecz takich było bardzo mało. a narciarski zatrzymał dla siebie. Widziałem też oczy tych. poczęstowali najbliższego sąsiada czy kolegę jakimś pierniczkiem lub maleńką kanapką. Stałem z daleka. Jeden sweter narciarski z szalowym kołnierzem. że paczki są więźniom doręczane. Wszyscy inni zagarniali całą paczkę przed sobą na stole i warczeli na wszystkich. żebym się znów popłakał. którzy się cło nich zbliżyli. To nie jest przesada. byli obiektem zazdrości wszystkich innych więźniów. a dnia 24 grudnia otrzymałem drugą oraz paczkę od matki. gdy już mieli paczkę w rękach. Otworzyłem paczkę od matki i niewiele brakło. on jednak golf oddał mnie. że na święta wolno przysłać nam jednokilogramową paczkę żywnościową . radosne.samym czasie zwolniono do domu kilka grup Ślązaków. Przyszła ona tuż przed świętami Bożego Narodzenia. które gotowe są rzucić się na każdego. zamienić ich przedtem w bydło. Ze złością pomyślałem sobie. że „paczek żywnościowych przysyłać nie wolno. upodlić. Wśród tych trzech było dwóch braci. tłumaczył mi. W czasie gdy płakałem. którzy jako koledzy czy znajomi z tej samej miejscowości chcieli obejrzeć paczkę. że nad bydlakami nie warto się rozczulać. Brzeziński. Paczka ta poinformowała mnie. W paczce odzieżowej dostał dwa wełniane swetry. mimo że na listach wysyłanych do domu był drukowany regulamin. którzy otrzymali paczki. którzy chcieli za nie dobrze zapłacić. przyznał mi rację. w której wszystko można kupić”. bo nie wytrzymałem i zacząłem strasznie płakać.przecież ci ludzie w tej chwili niczym nie różnią się od zwierząt i gdyby nie strach przed śmiercią. oparty plecami o szafki. Miał od razu na te swetry dużo amatorów. zamieniali się w okropnie złe. Odważniejsi z nich zaczęli przysyłać paczki innym więźniom lub informować rodziny innych więźniów. Najbardziej łobuzerskimi słowami odpędzali każdego. starszy był ode mnie. co ludzkie.i dalej już nie mogłem. co to ból samotności” . . że to robią warunki obozowe. z zawodu sędziowie. i z ciekawością przyglądałem się tej scenie. gdy mu powiedziałem. które traciło się za kradzież jedzenia. gdyby nie wielkie pragnienie życia. oczy nie odrywały się od paczki. a nad takimi nie warto litować się. że wreszcie zjedzą coś ludzkiego i treściwego. W obozie jest kantyna. czy nie gryźliby się jak głodne psy o kości. drugi czarny wełniany golf. było. że to jest celem obozów. czego ja taki jestem smutny. Niektórzy. jak już ktoś został bydlakiem. to widocznie już od urodzenia miał w sobie te zalążki.więc matka przysłała mi kilogram chleba. Gdy zwolniono Szuberta. Dokładnie pamiętam. Widziałem oczy tych. albo pytał. kto z ciekawości zbliżył się. in. zgłodniałe psy. już po kilkunastu dniach otrzymałem od niego pierwszą paczkę. Jakie to okropne . żeby zanim ludzie umrą z głodu i przemęczenia. Stefan otrzymał również na święta dwie kilogramowe paczki oraz paczkę odzieżową. w którym m. w jakiej sytuacji znajduje się matka moja i siostra. wlepione w produkty.pomyślałem sobie . Po kilku minutach byłem znów sobą i samemu było mi dziwno. którzy otrzymywali paczki. że ludzie mogą dojść do stanu takiego zezwierzęcenia.

żeby nie robił nam żadnych kawałów. ja myślałem o tym. Nie gwarantowałbym za to. rzucił kilka dowcipów. że różni ludzie przy stołach zaczęli składać sobie życzenia. Robiliśmy to spokojnie. na bloku. bez nerwowości ludzi głodnych. a może jakieś karne ćwiczenia. że był wójtem. Wielu zaczęło płakać. Nie pamiętam już. Był to starszy już człowiek z Konina. że inni myśleli to samo. które miał kiedyś odmrożone. słanie łóżek. W nasze miski wsypaliśmy ciasteczka. znalazł się chociaż na chwilę przy każdym stole . My przy naszym stole podzieliliśmy się opłatkiem i zjedliśmy przygotowane jedzenie. Po wieczornym apelu kilku z nich przydzielono na nasz blok. że kolację tego dnia zjemy w większym gronie. Nie zapomnę nigdy. Po skończonej kolacji Stefan przyniósł jeszcze pół bochenka chleba kupionego za papierosy. Nasi prominenci prosili Karla. a ty możesz przejeść” . czy też z okolic Konina. że zostały one kupione za papierosy. Przy tej robocie porwały się całkowicie jego szmatki. więc kilka razy przejechaliśmy się taczkami w pobliżu. Przywieziono ich w cywilnych ubraniach. Myślę. to strasznie wydawali się nam śmieszni w swych cywilnych kapeluszach. że żadnych zbiorowych zwolnień nie będzie. Wszystką żywność naszą zachowaliśmy na święta. Kupiłem dwie całkiem inne rękawiczki. Mieliśmy więc na święta bochenek obozowego chleba. W naszej wspólnej kolacji brał udział Franciszek Opas. powoli. czy to nie kradli nasi władcy blokowi. Wszystkie produkty mieliśmy schowane w siennikach. Nie wiem. co w tym czasie myśleli inni. Ja też otrzymałem opłatek w paczce od Szuberta. bochenek otrzymany z domu oraz prawie całe paczki od Szuberta i paczkę Stefana. Pracowałem wtedy ze Stefkiem u Wincensa. Umówiliśmy się. stali się podobni do ludzi.w końcu wezwał do zaśpiewania kolędy i sam pierwszy zaczął śpiewać. Przy kolacji więźniowie dzielili się między sobą opłatkiem. który już zjedliśmy sami. Zbliżały się pierwsze święta Bożego Narodzenia w obozie. Teraz dopiero. nastąpiło załamanie. a oni też chcieli pożreć ciasta i lepszego tłuszczu niż margaryna. że miał olbrzymią brodę i wąsy. Spodziewaliśmy się. które dostawałem od niego. że zapłacił drogo.mówił. bo mimo groźby śmierci zdarzały się wypadki kradzieży z szafek. mówił nam. i strasznie cierpiał na ręce. Każdy brał z misek ciasteczka. że gdyby tego jedzenia było trzy razy więcej. Za te papierosy postanowiłem kupić mu ciepłe rękawiczki. żeby im się przyjrzeć. między nimi i Opasa.Stefan pracował w kamieniołomach przy przewracaniu kamieni. zwane szumnie rękawicami. lecz były one wełniane i ciepłe. żeby zjeść więcej jak inni. bo jak stali pod komendanturą. Do naszej uczty zaprosiliśmy Leona Ceraka. Gdy stali pod komendanturą. jaką mu tymi rękawiczkami sprawiłem radość. Jeden Zygmunt Jaczewski trzymał fason. kulturalnie. esesmani przychodzili oglądać jego brodę. Nic takiego jednak nie zrobili. W wilię świąt Stefan kupił bochenek chleba za papierosy. który niektórzy otrzymali w paczkach. cukierki i kilkanaście maleńkich kanapek z domowego chleba z domowym tłuszczem i wędliną. którym nikt nic nie przysyłał. Gdy przyszedł moment. Stefan z otrzymanego na kantynę palenia oddawał mi połowę. z której nas okradali. lecz wiem. Zaczął nawoływać do uspokojenia się. to też dałbym radę zjeść wszystko sam. Było już dla wszystkich jasne. Cieszył się z nich jak dzieciak i nie chciał zrozumieć. ile dał. którzy nie otrzymali jeszcze z domu świątecznych paczek. ja swoją część wypalam. inni siedzieli z minami skazańców na chwilę przed wykonaniem wyroku. lecz mimo to żaden nie wyrwał się z tym. Przywieziono go aa jesieni z małym transportem więźniów z Polski. W Wigilię po wydaniu kolacji zasiedliśmy do stołów. kanapki i cukierki. „To była twoja część i nic mi się już z tego nie należało. Transportem tym przyjechał też Tadeusz Marcysiak z Inowrocławia. z . Za nim zaśpiewali inni i nastrój żałobny minął. że tego dnia Karl lub esesman urządzą nam jakiś kawał . Mietka Rączkę i Franciszka Opasa. Opas różnił się tym od innych.gimnastykę. czapkach i z włosami.

a nie zje chleba. stała grupa licząca w przybliżeniu taką samą ilość osób. Chorował on na żołądek. też nie przejmowaliśmy się tym. tylko z rowu rozglądać się na wszystkie strony. że wystawały nam tylko głowy. to już przedtem było wiadomo. Podziwiałem go zawsze za silną wolę. Jak gdyby celowo robiono w ten sposób. Opowiadał nam o niewoli niemieckiej w czasie poprzedniej wojny. że jest głodny. lecz mówił. którzy w tym czasie. skurczeni. że żyliśmy z sobą dobrze i lubiliśmy się. Żal nam było trochę kolegów z tej samej sztuby i tych. z którymi byliśmy zżyci. będą umierali. zobaczyłem Opasa w oknie. gdy wracałem z pracy. Byli jacyś mali. Dla nas było jasne. z głowami wysoko uniesionymi radością. którą my chodziliśmy. żeby mu szybciej wysechł. Zbyszka Lajcherta. że obecna nasza niewola jest bez porównania gorsza. i miał dwa wejścia. Jak umierał muzułman. W Gusen widziałem się z nim jeszcze kilka razy. bliżej drogi. Zbyszka. na terenie prascy. Stali oni smutni. Po jakimś . i jadł dopiero następnego dnia wieczorem. Zrobił mu się na brzuchu w pasie wielki wrzód i to stało się przyczyną jego śmierci Gdy po kilku dniach chciałem go wieczorem odwiedzić. stała grupa licząca około 40 więźniów. Po kilku tygodniach. że zwalniano i rozstrzeliwano w te same dni. który ma przy sobie. a tu wyrywano nam często ludzi zdrowych. ustawiano ich przed drzwiami baraku komendantury.podobał de nam i lgnęliśmy do niego. Gdy Ślązaków zwalniano do domu. i zostawili go na bloku. Powiedział. Gdy z kamieniołomów z kamieniem na ramieniu wracaliśmy do obozu. tylko o Bogu. Podobno przyjechali do Mauthausen przedstawiciele Gestapo z Warszawy przeglądali akta i podpisywali wyroki śmierci. że taki za kilka dni pójdzie do pieca. ci obok nie będą już żyli. że idąc po schodach modli się i lżej mu się wchodzi. nieporadni. Uważał. nieruchomi. Opas . żeby nic nie robić. którzy pozostawaliśmy w obozie dalej. Grupa radosna. gdy my będziemy stali na wieczornym apelu. żeby poszedł ze mną na markierację i popracował trochę moją metodą. Jednego dnia namówiłem go. po kąpieli. Barak ten stał prostopadle do drogi. Zygmunta i Wacka pamiętani dokładnie dlatego. że jeśli wojna potrwa dłużej jak do wiosny. Cóż ich obchodzić może. w pełni sił i nieraz nawet dobrze odżywionych. Modlił się stale i mnie do modlitwy namawiał. że jutro nie idą do pracy i że mają się ogolić. w tym samym czasie rozstrzeliwano warszawiaków. Chleb świeżo otrzymany kroił na kilka części. przed drugim wejściem. mówił. że w tym samym czasie. Zygmunta Jurkowskiego i Wacka Radeckiego.człowiek o prawym charakterze . A w odległości 10 metrów od nich. milczący. które były wykonywane za drutami obozu. Przed pierwszym wejściem. Wleźliśmy z łopatami w jakiś niedawno wykopany rów. czy nie zbliża się niebezpieczeństwo. roześmiana. Przecież za kilka godzin będą na wolności. Po urwaniu się ze swej grupy szybko znalazłem odpowiednią pracę. gdy ich będą prowadzili na dworzec w Mauthausen. które przedtem czyszczono i prasowano. Naszemu sztubowemu uśmiercili prawie wszystkich jego podopiecznych. Z Zygmuntem Jurkowskim często prowadziliśmy wieczorami długie rozmowy. My. Był on tak głęboki. że jest chory. Opowiadał mi on często o swej żonie i córce. bo nie myśli wtedy o schodach. Przed południem pisarze blokowi biegali po terenie pracy i wywoływali numery to do uśmiercenia. Przy niwelacji terenu pod budowę baraków powstała skarpa wysokości trzech metrów i pod tą skarpą dokonywano egzekucji. że łagodnością i przy uczciwym wykonywaniu zarządzeń obozowych będzie można przeżyć wojnę. ale to wystarczyło już. Stefana Borucińskiego. to Opas wolności nie doczeka. więc nigdy nie jadł świeżego chleba. Mizerniał w szybkim tempie. że już nie żyje.którym później kolegowałem i z którym utrzymuję kontakt do chwili obecnej. z opuszczonymi na piersi głowami. która miała wtedy 15 czy 16 lat. Nazwisk ich już nie pamiętam. Zapamiętałem tylko Henia Kowalskiego. Bo ci do zwolnienia byli zawiadamiani poprzedniego dnia wieczorem. badaniach lekarskich i przebraniu się w swoje cywilne ubrania. Spokojnie znosił warunki życia obozowego. dowiedziałem się. Rano. tylko wczorajszy.

a między nimi numer Zbyszka Lajcherta. Był to pisarz z obozowej kancelarii. że z ostatniego okna baraku. w pozycji klęczącej. Gdy go wywołano. Zygmunt chwycił mnie za rękę. Podobno targował się z esesmanami. Zbyszek Lajchert wywołany został w czasie południowego apelu. odważny i mocno cwaniakowaty. Przechodziłem wtedy szybkim krokiem drogę i patrzyłem. Gdy z taczkami naładowanymi żwirem zatrzymałem się w pobliżu baraku. Zygmunt Jurkowski stał na brzegu grupy. zauważyłem Wacka Radeckiego. Zatrzymał się w pobliżu i wywołał kilkanaście numerów. gdy już szedłem w kierunku miejsca zbiórki. Był to młody chłopak z Warszawy.„Mnie wywołał . z Mariensztatu. że po mojemu to Wacek więcej pozuje na cwaniaka i że chyba nie jest on taki wielki urkes. gdzie wywoływano numery.powiedział któryś z nas. wesoły. mówił. kto znajomy stoi w tej partii. to może nic nie jest .pobłogosławił mnie znakiem krzyża.zawołałem. Rozstrzeliwani przed egzekucją rozbierali się z butów. gdy mieli rozstrzeliwać.mówi. żeby się przyłączyć do którejś grupy i z nią razem wejść do obozu. ładowałem taczki cegłą i w pobliżu tego baraku robiłem odpoczynek albo przewracałem taczki i układałem z powrotem wysypaną cegłę. powiedz mojej żonie i córce. Zbyszek. Zbysiu? . wylazł z rowu i poszedł za nim. Tego dnia ustawiłem się z taczkami. Hrubieszowska”.Stasiek.Nie martw się. Lubiłem go bardzo. który przebywał w tym czasie w rewirze. widać było.Gdzie pędzisz. marynarki i koszuli. . Za to ci do zwolnienia byli ruchliwi i głowy trzymali wysoko. żeby zobaczyć. Wszyscy rozstrzeliwani zachowywali się spokojnie. Rozstrzeliwano pojedynczo. lecz kręciłem się w pobliżu komendantury. Wyrwał się. którego zauważył przechodzącego ulicą. Ten. że to było u niego sztuczne. i kilka razy mówiłem Stefanowi. . . Ciężko było ich rozpoznać. że rodzina wyjechała na Ziemie Odzyskane i nikt nie znał ich nowego adresu. znał dobrze Lajcherta. Tylko w spodniach podchodzili do wału ziemnego i klękali tyłem do plutonu egzekucyjnego.Gówno mnie goni! . W roku 1946 byłem na ul. W tym czasie mogłem nieraz zamienić ze skazanymi kilka słów. Na kilka minut przed zbiórką.czasie zbliżyło się któreś tam z rzędu niebezpieczeństwo . . żeby pozwolili mu stać. że był porucznikiem lotnictwa.i szybko zaczął ściskać nam kolejno ręce.widoczny z daleka zbliżający się do nas więzień w eleganckim pasiastym ubraniu. . Raz jeden tylko jakiś młody. Zobaczyłem kilku znajomych. Spojrzałem na niego. Tego dnia po południu w grupie czekającej na śmierć jeden Zbyszek stał z podniesioną wysoko głową. i przodem do plutonu egzekucyjnego. czy nie zobaczę znajomych w obu grupach. jak rozstrzeliwano więźniów. Wacka Radeckiego znałem od początku mego pobytu W Mauthausen. lecz dowiedziałem się. Po apelu wywołano kilka numerów. co to jest . Jeden z naszych kolegów. że jest. Potem wpadłem na lepszy pomysł. czołgał się u nóg esesmanów i prosił o litość. Hrubieszowskiej. Robiłem to zawsze. może 18-letni chłopiec załamał się.odpowiedział ze śmiechem i pobiegł w kierunku ustępu. zauważyłem biegnącego Zbyszka.Już ja wiem. Żegnał się z nami. W czasie apelu stał w szeregu przed nami. Po południu już nie wlazłem do rowu. w którym on leżał. Podszedł do niego jakiś oficer SS i po krótkiej rozmowie z nim Zbyszek już spokojnie podszedł do wału i rozstrzelano go tak jak innych. bo stali z nisko spuszczonymi głowami. Wtedy dopiero odkrzyknął. Wydawało mi się. . Jednego dnia wywołano i jego. o którym mówiono. jakiego odstawia. jak zginąłem. gdy odjeżdżał . i że nie będąc widziany obserwował wszystkie egzekucje. który mi to opowiadał. nie klęczeć. Stał na brzegu grupy i gadał głośno do każdego znajomego. bo był to typ podobny do mnie. mieszkają w Warszawie.odpowiedział Zbyszek i pobiegł tam. Ruchliwy. a on blady jak ściana . jeśli przeżyjesz. widocznie nie mogli go przed południem odszukać. zawołał: „Tutaj!” . zobaczył mnie i tak jak Szubert.

Słyszysz. tym typowym akcentem ludzi wychowanych na przedmieściach Warszawy. żeby o nim nie zapomnieć.zawołał. Gdy mnie zobaczył. aż do chwili. Ślązaków przed drugimi. więc wziąłem taczki i pojechałem dalej. Zrozumiał. Rano wywoływano pewną ilość ludzi i prowadzono do Mauthausen. Na przedzie szedł pluton egzekucyjny z karabinami. a nie na niego. lecz teraz mówił ciszej. bo jak kto zobaczy. Mówił on cały czas zupełnie spokojnym głosem. że omyliłem się w poprzedniej ocenie.koniec”. Do nich śmierć przyjdzie powoli. że wcale nie boi się tego. że jeśli wyjdzie z baraku jakiś esesman. że będzie miał ciekawe przeżycie.koniec”. Żaden z warszawiaków nie był wtedy pewien swego życia. potem gęsiego więźniowie i na końcu esesmani z komendantury. Radecki znów do mnie mówił. Mówił mi jeszcze. .koniec”.tu posłał odpowiednią wiązankę pod adresem Niemców. bo stałem przy taczkach tak. a w czasie apelu jedni szli na dworzec. Gdy słyszałem salwę uśmiercającą . Wiedzieli. jak będą prowadzili naszych chłopaków. którzy dostali się do obozu ze zwykłej łapanki. inni zachowywali się obojętnie. co go wieczorem spotka . że tyle czasu stoję. Po ósmej: „Ten .nie zabiją mnie za to. Do czasu naszego przyjścia do Gusen nikt tam nie wiedział. Położyłem palec na ustach. trzymaj się. Zapytał. w naszych szeregach słychać było szeptem wypowiadane słowa: „ten i ten czwarty. ten siódmy. Okazał się on naprawdę równym i charakternym chłopakiem. Roześmiał się przy tym. zawołał: . są zwolnieni do domu. Chodziło mi o to. żeby mnie nie złapali na rozmowie. Liczyliśmy.Wszyscy stali spokojnie. że Wacka niełatwo jest nastraszyć. Patrząc na ludzi widać było. że nieliczne tylko jednostki przeżywały śmierć współwięźniów. dlatego że szli pojedynczym szeregiem gęsiego.” itd. ja jadę do Warszawy . a Wacek stał wyprostowany i uśmiechnięty. czy słyszę. Egzekucja sama odbywała się po zakończeniu apelu wieczornego. zanim wreszcie przyjdzie im umrzeć powolnym konaniem z głodu. Namęczą się długo jeszcze.odpowiedziałem i kiwnąłem głową. Stasiek. Przyglądaliśmy się kolumnie. Takiego zakończenia nie obawiali się tylko ci.. Na zakończenie kazał mi jechać dalej. których wyprowadzono do Mauthausen. Byli to Ślązacy i warszawiacy. . Po czwartej salwie czyjś cichy głos w szeregu: „Ten i ten .. Bałem się. bicia i wycieńczenia pracą ponad ludzkie siły. że w Mauthausen rozdzielano ich . że któregoś dnia zostanie wezwany i postawiony pod barakiem komendantury. Po siódmej: „Ten . cicho. żeby po raz ostatni zobaczyć znajomych. z nisko opuszczonymi głowami. Wśród rozstrzeliwanych byli również więźniowie z Gusen. że nie dla nich przeznaczona jest taka śmierć.w takiej puszce! . gdy się już wszystkim pomylił rachunek. żeby powiedzieć chłopakom. żeby widzieć. ale może tym narazić mnie. aż umilkły salwy karabinowe.A co mi teraz mogą zrobić . jakby się cieszył. Po jakimś czasie zawróciłem i znów stanąłem w tym samym miejscu. W Gusen uważano. że on mówi do mnie. . to nie połapie się. że wprawdzie jemu już nic więcej zrobić nie mogą. to mnie zbiją. że ci wszyscy. Gdy ich prowadzono.No.warszawiaków stawiano przed jednymi drzwiami. Po ukończonym apelu staliśmy na placu tak długo. W czasie trwania apelu obserwowaliśmy pilnie bramę. bo nie mieliby do kogo wieczorem strzelać. żeby nie krzyczał tak głośno. Pomyślałem. Mnie też wiele nie wzruszało.Słyszę .. Każdy spodziewał się. a drudzy pod wał na rozstrzelanie. co do ciebie mowie? .i tu rękami pokazał mi. że patrzyłem w innym kierunku. w jakiej wielkości puszce będzie jechał do Warszawy. Nasz blok stał w pobliżu bramy i łatwo było poznać znajomych. ten ósmy. prosząc go w ten sposób. A wielu po każdej salwie robiło ukradkiem znak krzyża.

Znów mycie. który zadawał pytania. Pytano o różnych ludzi. . . Skazany zostałem na długie i powolne konanie i ciągły strach przed śmiercią.Mam . że jestem czarny.. czy znam Hrubieszów. siostra. że ja zasadniczo to . Gdy przesłuchanie było skończone. że mimo ich najlepszych chęci. leżały jakieś papiery.Z mapy to ja znam cały świat . że na świecie żyje tyle wolnych ludzi. Skoczył do mnie.. że nie podobam się naszym władzom i że pewnie mnie rozwalą. Wincens pokazał na mnie palcem i powiedział.pomyślałem.Tobie może być wszystko jedno. W ciągu najbliższych dwóch tygodni codziennie przed południem nasłuchiwałem. Puścił mnie i mówił dalej: . to ty pod tym względem nie jesteś mądrzejszy jak ja . żeby mnie uśmiercić.odpowiedziałem. ogolono mnie i następnego dnia po rannym apelu pisarz blokowy zaprowadził mnie na przesłuchanie. pisarz blokowy zawiadomił mnie. A dnie przechodziły mi tak jak wszystkie poprzednie. to znaczy głównym celem było organizowanie jedzenia.to całym przeżyciem było tylko wspomnienie w tym momencie nazwiska zabitego. Popatrzyli na mnie. No.Mnie jest wszystko jedno . nie udało im się to i chociaż z gruźlicą. Przed tym. Tłumaczył esesman. żeby twoja matka płakała? To ty taki syn jesteś? Gdy wspomniał o matce. Następnego dnia znów mi powiedziano.a ty chciałbyś. Stefan i Wincens pytali. Esesmani i gestapowcy w takim samym składzie. którzy wywołują numery. w nieosiągalnej może już nigdy dla mnie Warszawie żyje moja matka. Jednego dnia.odpowiedział gestapowiec.odpowiedziałem. Rozpoczęło się przesłuchanie. Do przesłuchania tego odniosłem się obojętnie. żeby nie dostać kijem albo po twarzy. w których niektóre zdania były podkreślone czerwonym ołówkiem. brata? . że mam iść na przesłuchanie. golenie i czyszczenie butów. Nie wiedziałem. A jak często tam bywałem? Wcale nie bywałem. że to zdanie wywoła taką reakcję u Wincensa.odpowiedziałem znudzonym głosem. Wincens mi to wyraźnie powiedział. Pytania były dla mnie niezrozumiałe.Znam . brat.trzech esesmanów i trzech gestapowców. A największy kawał zrobiłem im tym. Opowiedziałem im wszystko z detalami. który dobrze znał polski język. Często śmieję się i żartuję. a mogą tylko rozstrzelać. nazwiska i miejscowości.kolegę z bloku . zadali kilka drobnych pytań i kazali mi iść do pracy. siostrę. lecz w moim przypadku pomylili się. Zapytano mnie. Kazano mi się wieczorem dobrze umyć. To skąd znam? Z mapy. Zdecydowano. w którym siedziało sześć osób .Co? Tobie jest wszystko jedno? Ty masz rodzinę? Masz matkę. bo w czasie obydwóch przesłuchań na stole leżały dwa bykowce i dwa pistolety. a Wincens swoim wyskokiem przypomniał mi. żeby mnie przedtem nie bili. ale żyję dalej. bo wezwany jestem na przesłuchanie polityczne do komendantury. Starałem się nie myśleć nigdy o domu. ale przecież matka twoja by płakała . że jutro rano nie wychodzę do pracy. którym nie grozi śmierć każdej godziny. uchylanie się od pracy i czujna obserwacja terenu. o wolności i o tym. przysunął swoją twarz do mojej i ze złością powiedział: . złapał mnie za marynarkę na piersiach. że gdzieś tam. Miało to oznaczać. wróciłem do pracy. Nie wywołano mnie. Wszedłem do pokoju. Poderwało go. po wieczornym apelu. Strachu przed śmiercią nie odczuwałem i byłem zawsze przygotowany na jej przyjęcie. Bałem się tylko trochę. co chcieli ode mnie. czy po obozie nie uganiają się ludzie. zrobiło mi się głupio. daleko ode mnie. Wiedziałem. że mnie nie zwolnią. . że nie zasługuję na szybką i lekką śmierć. których nie znałem. albo czy nie wywołują mojego numeru na apelu południowym.

Stefan odpowiadał mu. . wrzodach. a gdyby komu przyszło do głowy ten dół odkopać. . często wcale i nikomu niepotrzebną. Obowiązki jego były takie jak każdego innego kapa: pilnować i bić.odpowiedział Stefan.Rozłażą mi się jak karaluchy . że chce iść gdzie indziej. Do mnie się nie przyczepił. ile razy go tylko gdzie spotkał. położyć się w czystą pościel. Bierz się za robotę. Następnego dnia. świerzbie. którzy łopatami wykonywali jakąś robotę ziemną. Ale o tym opowiem osobno. A strzały w czasie apelu? To esesmani ćwiczą się w strzelaniu do ruchomych celów. Bo kopanie i zasypywanie odbywało się . Kopano dół i zasypywano go z powrotem. a szczególnie krążył wokół tematu. co on tu robi. który miał do niego dziwną miętę. co więźniowie myślą o strzałach. że on długo tam nie wytrzyma. Widocznie dobrze go sobie zapamiętał. liszajach. machnął ręką i tego ostatniego też zostawił w spokoju. i co mówią o tych. najeść się dobrze. Stefana zawołał esesman. więc łaziłem szybkim krokiem po całym obozie.esesmani strzelali do psa uwiązanego na długim łańcuchu. że przecież ludzie ci jadą do domu. Zaproponowałem. Obawa nasza wynikała z tego. a jutro pójdziesz pracować do kamieniołomów. które słychać wieczorem. umyć się porządnie. Przydzielono do nas dużą grupę Hiszpanów. zatrzymał go i starał się go zawrócić. i ten upierał się. Wincens trzymał nas wszystkich dalej u siebie.mówił Stefan. którego trzymał. Kazał nam stać i uważać tylko. żeby nas nikt nie złapał. Gdy po jakimś czasie zatrzymałem się przy Stefku i jego Hiszpanach. który też się do tego nie nadawał. stwierdziłby. W tym momencie jeden Hiszpan zupełnie spokojnie wyszedł z grupy i zaczął się oddalać. robactwie. Maj rżeniem naszym w obozie było doczekać wolności. Przy grupie 20 Hiszpanów. Jak Stefan zobaczył. Kapem był on tylko kilka godzin. uważał. usnąć . Omylił się jednak w swoich obliczeniach. Był to ten sam. Ja miałem wolną rękę. że nie ma ludzi. Zapytał.rozleźli mi się wszyscy. Po pierwszych strzałach pies jak oszalały miotał się na łańcuchu. Faktycznie w tym czasie takie ćwiczenia się odbywały . bo jest już kilka wiadomości od rodzin o powrocie niektórych więźniów do domu. W okresie rozstrzeliwań zabrał raz Stefana do komendantury i wypytywał go o nastroje wśród więźniów. a ja zostałem sam na górze. Wincens postawił Stefana Krukowskiego. bo tam żyliśmy w brudzie. to postawił Stefana.No to już możesz ich nie szukać. Gdy już zrobiliśmy dwa czy trzy okrążenia.już od roku 1940 żyję na kredyt.i umrzeć. Według wszelkich prawideł i istniejących w obozie norm powinienem umrzeć już w roku 1940. Gdy grupa nasza zakończyła pracę w piwnicach pod oficerską kantyną. a spaliśmy w barłogach bez pościeli. tylko do Stefka. których widzimy pod komendanturą.Szukam swoich ludzi . zobaczyć dom i rodzinę. tuż po apelu. Zabite psy kazano więźniom zakopywać. . Wyszukiwał nam robotę.Nie wiem . tak że pozostał mu tylko ten jeden. że pies znikł. Gdy esesman skierował Stefana do kamieniołomów. Stefek pobiegł za nim. żeby razem ze mną pochodził po terenie. który miał go w obrotach w sprawie ucieczki. że czepiał on się Stefana. W tym czasie inni rozleźli się na wszystkie strony. . to nie było ich już więcej jak czternastu. odszukał on Stefka i zaprowadził go do grupy pracującej w kamieniołomach. Stefek przeżył i do chwili obecnej jesteśmy tak samo przyjaciółmi jak w obozie. W ten sposób Stefan awansował na mniejszego kapa.A gdzie są ci ludzie? . Wincens sam tego nie robił. W ten sposób Stefan dostał się do kamieniołomów. mianując go przy tej grupie swoim zastępcą. Ale to były już marzenia z Gusen.

o których wiadomo było. Kilka razy na prośbę sztubowego grałem i śpiewałem wesołe warszawskie piosenki. że ludzie umierają powoli z głodu. lecz pies pokrojony na kawałki przynoszony był pod ubraniem do obozu i tu albo sprzedawany za chleb. że zanim mnie bliżej nie poznali. albo też niektórzy mieli sami możność upiec go czy też ugotować. że „synkowi” . lecz nie było w nim tej małpiej złośliwości. Rozdzielono nas po innych blokach. pilnował dobrego słania łóżek. Wszyscy siedzieli osowiali przez cały dzień. tj. że w niedzielę nie będzie jedzenia. żeby przystawiał się do mnie któryś z „panów”. Po chwili był już przy mnie sztubowy i znów bez słowa gruchnął mnie kilka razy pięścią w twarz. za co dostał. Pierwszy ząb. proszę. a poza tym nie byli zagłodzeni. Dużo ludzi bliskich mówiło mi. a ten.rozbiłem nos i usta. to dopiero nazywa się porozumienie bez słów. że gdy patrzą na Niemca. na stole w jadalni. Ktoś powiedział mu. który straciłem w obozie. a na blok 13 skierowano nowy transport więźniów. Wobec tego ja też bez słowa strzeliłem go łbem. O. żeby mu pograć na mandolinie. Po graniu sztubowy dawał mi zawsze chleb lub miskę zupy. Sztubowy nie rozumiał nic po polsku. Niedługo potem. Po kilku dniach wróciłem na górę. Po rozbiciu bloku zostałem skierowany na blok 11. rozsadza mnie nienawiść i chęć zemsty. Gdy już koc miałem złożony i trzeba było go tylko zwinąć. Stefan na blok 7. wybił mi ten sztubowy za to. skręcał w moim kierunku i bez powodu walił w twarz. Składałem rano.grałem i śpiewałem wesołe piosenki. Jedzeniem dzieliłem się ze Stefanem Krukowskim. gdy tego jedzenia jest tak mało. że patrzyłem na przechodzącego esesmana. a przecież nigdy nie zostawiali zupy na następny dzień. widziałem jednak. krzyczał. Każdy wiedział. Sztubowy nasz miał mandolinę. koce do posłania swego łóżka. Nienawidziłem ich każdą cząstką swego ciała i każdym nerwem. Okropna to kara zabrać jedzenie w warunkach. kapo czy innego bandytę. Arystokraci obozowi mieli pewne zapasy chleba. że ja dobrze gram na tym „drewnie”. który bez żadnego wyjaśnienia zrzucił mój koc na podłogę i ze słowami „ja teraz będę składał” zarzucił swój koc na stół.to anioł w porównaniu z Karlem. Wieczorem sztubowy poprosił. wiedziałem tylko. bo miał twarz zakrwawioną. gdy był deszcz lub mróz. że uderzyłem jego służącego. Powiedziałem kilka wesołych monologów i rozruszałem .bo tak nazywano takich chłopaczków do wszystkiego .za lenistwo przy pracy. poszedłem i ja za Szubertem . że lubią chłopców. na blok 8. Musieli wcześniej wiedzieć o tym. do 24. że słucha z przyjemnością i nie spuszcza ze mnie oczu w czasie gry. jak Stefek poszedł do kamieniołomów. to bali się mnie z powodu mojego wyglądu i spojrzenia. poprawiłem pięścią. I. 1941 r. Bywało tak. a w trzy dni po wyjeździe Szuberta do domu zostałem skierowany do kamieniołomów już na stałe i pracowałem tam do końca swego pobytu w Mauthausen. co chciał. wybił mi ząb i poszedł do siebie. W niedzielę nie wydano nam żadnego jedzenia. bo prawie wszyscy mieli w miskach sobotnią zupę obiadową. bo od dziecka nie grzeszyłem urodą i nigdy w obozie nie miałem przypadku. która kazała Karlowi bez żadnej przyczyny trzymać nas w bloku przy ładnej pogodzie i na dworze. a niektórzy prominenci też coś od siebie jeszcze dołożyli. Nie posądzałem go o uboczne myśli. Obecny mój sztubowy .żeby go nie utłukli w przyspieszonym tempie. Głodny jak bezpański pies . W pierwszych dniach stycznia 1941 r.zupełnie prawidłowo. zwaliłem jego koc na podłogę i spokojnie zacząłem składać swój. rozbity został blok 13. ile może zrobić sztubowy. Sam może nie zdawałem sobie sprawy ze swego spojrzenia. tylko tego samego dnia wieczorem sprzedawali za porcje kiełbasy lub papierosy. Tylko za moje spojrzenie niejeden raz dostałem od Niemców lanie. W połowie stycznia komendant obozu zarządził dzień głodu . W mordę bił. śmiejąc się przy tym wesoło. i każdy wiedział. podszedł do stołu młody chłopak. a Heniek B. Zauważyłem tylko.nie przypominam sobie jego nazwiska . Teraz dopiero przekonałem się. gdy spojrzał na mnie.

pełną miskę zupy. i dawał mu dwie miski zupy. żal mi było tylko magazynu żywnościowego. Objeździłem cały teren. który stał osobno. Z taczkami już nie rozstawałem się do końca mego pobytu w kamieniołomach. gdzie zawsze coś zorganizowałem do jedzenia. Przydzielono mnie do grupy. gdzie ładowano duże kamienie na samochody. gdzie on był kapem. więc i robić nie mam potrzeby. które były dla mnie tarczą chroniącą przed biciem. zamkniętą na zardzewiałą kłódkę. ten sam. zabierałem taczki i jechałem z nimi na obchód kamieniołomów.pomyślałem przecież ja nie będę w takich warunkach pracował. a nic innego nie mogliśmy wymyślić. i postanowiłem za tę szopę chować swoje taczki na noc i na czas obiadu. a zupę tę oddawał mnie. W porównaniu.ludzi. przy przenoszeniu i przy załadowywaniu na samochód. małą szopę. gdy tylko wyruszaliśmy z placu do swoich miejsc pracy. bo cywilny majster nie nastawiał się na zabijanie więźniów. Przy przekładaniu kamieni pracowało ich tylko czterech przy tym majstrze. Zanim wszyscy nie stanęli do swoich prac. nie powiedział mi on jednak nic nowego. Bili nas przy ładowaniu kamienia na tragę.. Zarabiać graniem. to w inny sposób zaczęło nam dochodzić jedzenie. Każdy z nas chwytał jedną rączkę tragi.po zejściu do kamieniołomów . Kamieniołomów nie bałem się. więc nie musiał kombinować tak jak ja. tym bardziej że ja do obozu się nie prosiłem. śpiewaniem i wyładowaniem swego niespożytego humoru. Kamienie ładowaliśmy na tragi. poczuł sentyment do Stefana. Po zwaleniu kamienia na samochód trzeba było pędzić biegiem po nowy. Inni więźniowie układali kamienie na samochodzie. żeby który z nich zachorował lub umarł. Dom wariatów . Stefan miał dobrą robotę. Stefan jedną zjadał. Szybko więc wykorzystałem pierwszy dogodny moment i już mnie tam więcej nie zobaczyli. Praca była bardzo ciężka. Stefan dalej pracował przy przewracaniu kamieni dla majstrów do wymierzania. żeby on mi coś doradził. jechałem w kierunku młyna. W tym samym czasie znów kapo Zaręba. kamieniołomach nie mieliśmy zlewek i magazynu. raz ja. donosiliśmy kamień do samochodu. .każdy stawał do swojej grupy. olbrzymim wysiłkiem podnosiliśmy kamień i zwalaliśmy go na samochód. Ustawiałem się też do jakiejś grupy i urywałem się. że mi się wcale nie nudziło. Gdy skończyłem. z innymi pracami ta była wyjątkowo lekka i spokojna. na sam koniec terenu pracy. Były to wielkie korzenie i pniaki całkowicie przykryte śniegiem.. a drugą brał z sobą mówiąc Zarębie. że mam jeszcze jeden sposób organizowania jedzenia.liczono nas i na rozkaz: „Ustawić się grupami roboczymi” . a ja pierwszego dnia trafiłem do drugiego kamieniołomu. Żeby chodzić po kamieniołomach z jakimś narzędziem na ramieniu. żeby zająć jego miejsce. gdzie znajdował się mały osłonięty placyk. Gdy na stale przydzielono mnie do pracy w kamieniołomach. W wędrówce tej wyszukałem jakąś starą.pomyślałem sobie. Kamieniołomy w Mauthausen dzieliły się na trzy kamieniołomy i młyn.. Odtąd wyraźnie już widziałem. W. więc trzeba było mieć wyjątkowe szczęście. Olbrzymie kamienie nosiliśmy w czterech. które obsługiwało dwóch lub czterech więźniów. zwiedziłem wszystkie zakamarki i odnalazłem przy okazji kilku kolegów. O. Na początek poszedłem do Stefana. Kazał przychodzić Stefanowi codziennie w południe do młyna. Szedłem szybko do „swojej” szopy. Dzień pracy potrafiłem sobie zorganizować tak. Rano . że to na później.co za radość . to i kapowie też mniej bili. to coś dla mnie . sztubowy dał mi . Jedliśmy nabierając łyżką na zmianę . Teraz już nie byłem sam. Poszedłem z miską do Stefka i zjedliśmy razem z jednej miski. sprawiedliwie. Idąc szybko przed siebie zauważyłem leżące samotnie taczki. Tempo! Tempo!. który pomagał B. Placyk ten zawalony był drzewem. to ja sam dobrze wiedziałem. a tu jeszcze bez przerwy bili nas kijami przy nieustannym wrzasku kapo w.raz on. lecz w towarzystwie taczek.

należało zniknąć na jakiś czas. z taczkami. wielu więźniów ustawiało się na trasie. która mieściła się w szopie. Ci. Kapem kamieniarzy był Emil .przez cały czas rozdawania kawy byłem przy kuchni. co obsługiwali kocioł. gdy przejeżdżały wozy z burakami. Przed obiadem chowałem taczki i oskard za szopę i szedłem polować na buraki cukrowe. Przyjemnie było zjeść kilka tak upieczonych gorących kartofli. bo chociaż były one bardzo słodkie. Buraki te jedliśmy ze Stefanem dopiero wieczorem na bloku. jechałem znów po drzewo. Gdy mi się w szopie znudziło. Jechałem wobec tego na swój placyk po korzenie i pieńki. wiedział.nie było chętnych do stosowania jej. bo uważali. że długo w ten sposób nie da się kołować.ten. Cieszyli się zawsze. o którym. tropione zwierzę. Czasem w palenisko włożyłem kilka wczorajszych. bo w końcu wpadnę i zabiją mnie. Praktycznie była lepsza od innych. że pomagam im pchając kuchnię. wszyscy byli już w czujności bojowej. ile chciałem. Gdy odwiedziłem kilka miejsc pracy. że otaczał opieką księży. Praca ta była dobra. a gdyby przypadkiem chciał sprawdzić. co jakiś czas wypijałem nową porcję kawy. trzy buraki i uciekał. lecz już obserwowałem. nie uciekałem. wspominałem. a esesman bił wszystkich kołkiem.Zorganizowałem sobie oskard. że coś robią. Gdy zobaczyłem z daleka coś. który w ten sposób postępuje . Gdy pokazywały się wozy. gdzie trzymano kuchnię i . to równocześnie miały w sobie jakąś gorycz i paliły w gardle. Gdy był duży mróz. Musiałem tylko bez przerwy być czujny. bo mojego numeru nie mieli zapisanego w żadnej grupie. że pomagam go pchać. Uważali. Grzałem sobie ręce od gorącego kotła. wracali do bazy. robił skok do wozu.to mogłoby mu to wydać się podejrzane. czujny jak dzikie. żeby się rozgrzać. i wziąłem ich swoim humorem i opowiadaniem raźnych wesołych anegdotek i kawałów. i daleko ode mnie. Gdy już kawę rozdali. Wolno mi wtedy było posiedzieć dłuższy czas w szopie i pogrzać się przy ogniu. może trochę więcej. jedliśmy z chlebem. Każdy wóz konwojowany był przez jednego esesmana z kołkiem w ręku. gdy zobaczyli mnie wiozącego drzewo. co się dzieje i blisko. o które w kamieniołomach było bardzo trudno. O tej porze. ruszałem się pozorując pracę lub oddalałem się w innym kierunku. Po obiedzie jeździłem jeszcze godzinę. Jedni udawali. którym wyrywałem ze śniegu splątane z sobą korzenie i pniaki. Był to bardzo dobry człowiek. Ponieważ ta metoda była bardzo niebezpieczna i groziła zabiciem każdego. co mogło być niebezpieczeństwem. Samych buraków nie można było dużo zjeść. żebym dał spokój z tą zabawą. do której grupy roboczej należę. Moją „prace” znali już wszyscy koledzy z bloku pracujących w kamieniołomach i nazwali mnie „królem markierantów”. które rano dostałem od Heńka B. opierałem się ręką o kocioł i udawałem. lecz szedłem naprzeciw niego. Musiałem widzieć wszystko. i tylko tyle. Ostrzegali mnie zawsze. Pokrojone w cienkie plasterki. kiedy chciałem i co chciałem. czy nie zbliża się polowa kuchnia z gorącą czarną kawą. zimnych gotowanych kartofli w łupinach. inni wyczekiwali w ustępie. Robiłem. kiedy chciałem. poznali mnie szybko i nie wypędzali mnie. byłbym gotowy. a gdy jechali dalej. Ale moja metoda pracy tylko teoretycznie była tak niebezpieczna w porównaniu z innymi. Atak na wozy rozpoczynał się w pobliżu ustępu. Oczy bez przerwy biegały na wszystkie strony. którzy pracowali w szopach. Grupa „myśliwych” osaczała powoli wóz i w pewnej chwili któryś wyczuwał dobry dla siebie moment. Od razu za nim rzucali się inni. Drzewo to wiozłem do kamieniarzy.że nie potrzebowałem wracać do swojej pracy . chwytał w ręce dwa. Gdy niebezpieczeństwo było blisko. W okresie dużych mrozów dawano nam po pół małego kubeczka gorącej czarnej kawy. robiłem więcej i rąbałem i ładowałem drzewo na taczki. bo jeśli zobaczy mnie kilka razy z pustymi taczkami ten sam esesman lub kapo . Ja . bo nikomu w niej nie podlegałem i robiłem tylko wtedy. Główną drogą kamieniołomów przejeżdżały cywilne wozy z burakami. że to ja przywożę drzewo. i też czasem dał mi kilka kartofli lub pół litra zupy.

udało mi się zsunąć ze schodów na tę ścieżkę i po niej dopiero powoli zsuwać się w dół. aż zatrzymywały się dopiero na przeszkodzie z ludzi. lecz miał on zaledwie kilka centymetrów grubości i był całkiem lekki. Gdy w ustępie robiło się luźno. że za kilka minut będzie koniec. żeby nas jeszcze bardziej umęczyć. bo idąc w dół. że dawały mi uczucie najedzenia i zapełniały żołądek. Przed wyruszeniem do obozu kapowie i esesmani sprawdzali przechodząc wzdłuż szeregów. Między schodami a przepaścią była metrowej szerokości ścieżka. Starałem się przed zbiórką być pierwszy na placu. Gdy ruszyliśmy z miejsca. Cały mętlik odbywał się na schodach. że nieśliśmy na górę zbyt małe kamienie. Raz jeden esesmani zrobili sobie wesołą zabawę. A przecież ja prawie nic nie robiłem. że idę bez kamienia. że na końcu niesiono i prowadzono więcej . którzy. wiem tylko. Zabraliśmy większe i znów marsz pod górę. to nieraz zasłaniał mi całą głowę. Powstała taka sytuacja. więzień dostawał po twarzy i musiał brać taki kamień. a resztę rozdawali według uważania. Kamienie tocząc się pędziły w dół i zatrzymywały się dopiero na przeszkodach. który zjawiał się zawsze wtedy. bo wiedziałem. zaczęło bić więźniów pędząc ich na dół. lecz na nią strach było wchodzić. więźniów kamienie zawsze kończyły swój bieg uderzeniem o ścianę. Każdy rzucał swój kamień. żeby nie stoczyć się w przepaść. Jednak gdy powstał ten bałagan. że za pół godziny powinien być już koniec pracy.przygotowywano kawę. Gdy wszyscy znaleźliśmy się znów na dole. Schody z jednej strony dotykały skalnej ściany . z tą tylko różnicą. W bazie opróżniano całkowicie kocioł i wtedy często otrzymywałem od nich całą miskę fusów od kawy. bo amatorów na fusy było więcej. że kazano nam „zejść” z powrotem na dół dlatego. przed wyruszeniem. Jeśli jakiś kamień wydawał im się za mały. pędziły dalej w dół.z drugiej strony była przepaść. lecz mimo to były między nami duże odległości. żeby na sygnał zbiórki być jednym z pierwszych przy kamieniołomach. bici kijami. kilku esesmanów. gdy kuchnia wracała do szopy. ciężko pracowali cały dzień. Jak więc musiało być ciężkie wejście dla tych. żeby złapać odpowiedni kamień. bici. którą schodziłem. Moje kręcenie się przy kuchni. pędzili na łeb na szyję na dół. że pierwsza miska była dla jednego więźnia. nikt się już do tego nie wtrącał. Przesuwałem się wtedy do pierwszego kamieniołomu na plac zbiórki i kręciłem się w pobliżu dużych kup kamieni. każdy musiał zanieść na górę kamień. gdy wracaliśmy z pracy. Najgorzej wychodzili ci. Zsuwałem się w dół idąc bokiem. stojących u szczytu schodów. który nawet na równym terenie ciężko było dźwigać. Gdy pierwsza setka była już u samej góry. Ścieżką. który mam nieść. Podpadłem i ja raz z małym kamieniem. Chodziło o to. które stanowili zbici w kupę ludzie. Od tamtego czasu zawsze dobierałem sobie kamień duży i płaski. schody wciąż lekko skręcały w lewo. żeby który z kapów nie zobaczył. który tym razem odbył się już spokojnie. Gdy trzymałem taki kamień na ramieniu. Po zjedzeniu fusów już nie brałem taczek. ile pożytku dawały zjedzone fusy. co uciekali pod ścianą. Odpowiedni kamień to taki. zsuwało się na dół więcej osób. Wejście na te cholerne schody kosztowało mnie więcej wysiłku niż cały dzień pracy. że dalsze setki pchały się jeszcze pod górę. lecz bałem się trochę. Fusów też było więcej. który był duży. Poniosłem go tylko na pierwsze stopnie i elegancko ułożyłem na jednym stopniu. więc rzucone przez. Za wcześnie było jeszcze na składanie narzędzi. był to znak. błyskanie humorem i dowcipem miało na celu zyskanie sobie przychylności obsługi kuchni. lecz tak się ułożyło. więc szedłem do ustępu i tu starałem się odczekać kilkanaście minut. dowiedzieliśmy się. a tyłem do przepaści. a ci z przodu. chwycić jakiś dobry kamień i ustawić się w pierwszej lub drugiej setce. Najważniejszy był przegląd na dole. Kamienie na rozbudowę obozu woziły przez cały dzień samochody i tych kilkanaście setek kamieni było znikomą ilością w stosunku do potrzeb. Dostałem po twarzy i kapo pokazał mi kamień. druga miska dla mnie. Pochylony do przodu przytrzymywałem się krawędzi schodów. a mało ważył. Nie wiem. Codziennie. jako cichego i nieoficjalnego pomocnika. kto ma jaki kamień na ramieniu.

nie wierzyło się nieraz własnym oczom . natomiast dobrze czułem ramiona i plecy.w nocy szron na dachach. Kolumnę naszą zatrzymano. Często było to podobne do sztafety: jeden jechał tak daleko. to jechał na tyłku w dół z dużą szybkością. Gdy raz trafiłem dopiero do końcowych setek. Gdy był już przy nim. Podobno pusty kocioł-termos ważył 25-30 kilogramów. na czym się staje. który upadł biegnąc na zbiórkę. inni na grubych drewnianych. to dawali pewną ilość ciężkich kotłów-termosów.to jeden był zawsze dużo wyżej od drugiego. aż wpadł na drugiego. Nam kazano szybko schodzić na dół. że rozpuszczał się śnieg leżący na schodach i w dół lały się całe strumienie wody. kazano nam nieść do obozu kotły po naszym obiadowym jedzeniu. Trzech esesmanów popędziło jego śladem. którzy w obawie rozbicia się przy upadku siadali na blaszanych miskach. lecz jeden z kapów złapał innego biegnącego więźnia. którzy je za wysoko trzymali. podcinając innych po drodze. Schody były bardzo strome. uciekał dalej na oczach wszystkich. że przed zakończeniem dnia pracy kręciłem się w pobliżu placu zbiórki. uniosłem go do góry i chciałem odprowadzić na bok. żeby dobrze strzelił. . Gdy się jeden pośliznął. Gdy wspomniałem. W drugiej połowie stycznia. którzy się ruszali. a było jeszcze dobrze ciemno. Nie dałem złapać się więcej do niesienia kotłów. Nie wypadało przecież podejść do esesmana i prosić go. i trzymając miski za uszy zjeżdżali na nich w dół jak na małych saneczkach. Zatrzymałem się chwilę przy nim. który uciekał. i kopali tych. Gdy wstawaliśmy rano. skręcił w bok i poszedł dalej. Nogi się pod nim uginały i nie mógł wejść nawet na jeden stopień. żeby zobaczyć. to kapowie popędzali nas kijami. które codziennie nosili do pracy. poganiani kijami przez kapów. zadymka i śnieg wyżej kostek.i nóg. Takich jak my było więcej. A że wartownik przegapił. a wszyscy eskortujący nas esesmani strzelali za uciekającym. ale jeszcze wciąż głupi i niedoświadczony w różnych innych sprawach. żeby być w pierwszej lub drugiej setce. Musieliśmy we dwóch nieść go na ramionach do góry. Oczy nam wychodziły na wierzch z wysiłku. który. słońce tak mocno grzało. a już w lutym w południe pracowaliśmy bez koszul. Niektórzy z nas chodzili do pracy w butach na skórzanych podeszwach nabijanych gwoździami. Ten. A iść normalnie . Idąc z takim niewygodnym ciężarem zostawaliśmy w tyle. jaka to jest przysłowiowa „austriacka pogoda”. Byli tacy. Dopiero w Mauthausen.osób. Woda spływająca w ciągu dnia po schodach zamarzła. a tu z tyłu bez przerwy biją kijami. Kiedyś rano. Po drodze podcinał jeszcze kilka osób. który poszedł prosto na wartownika. I teraz dopiero zaczynała się zabawa. i teraz już jechała grupa. chodziło mi o złapanie odpowiedniego kamienia. który trzeba było zanieść na górę. W maju . w kierunku posterunku. żeby ten go zastrzelił. a dopiero po chwili zaczął uciekać biegiem. Na dole to on jeszcze jakoś stał na nogach. zaprowadził nas na koniec kolumny i kazał nam prowadzić go do obozu. gdy jeszcze nie doszliśmy do schodów. Nie to jednak było najważniejszą przyczyną mojego postępowania. to zachciało mi się być litościwym nad jakimś więźniem. ale teraz znów tamten zasuwał w dół i starał się kierować na ludzi. Uciekał w stronę małego lasku. Gdy kilku pędzących na zbiórkę przebiegło po nim. Położyliśmy się. bo przybyło trochę ludzi poturbowanych w czasie „schodzenia” na dół. a esesmani i kapowie chodzili po nas i nogami wciskali w śnieg głowy tym. po których dostałem solidnie kijem. przez które nie wyczuwało się. a gdy już zeszliśmy. a potem i w Gusen dowiedziałem się. ale że w kuchni mieli za mało lekkich. żeby się móc zatrzymać. Teraz byłem już mądry na kotły. co mu się stało. żebyśmy dołączyli się do kolumny. nie trafiony przez nikogo. a na wierzchu była warstwa śniegu. Po wejściu na górę nie czułem rąk . Cztery pory roku w ciągu jednej doby. ale na schody wchodzić nie mógł. z szeregów wyszedł jeden więzień i poszedł w bok. z krzykiem i biciem kazano wszystkim położyć się na śniegu twarzą do dołu i leżeć bez ruchu.mróz. w drodze do pracy. to ten już uciekał dalej. gdy była bezchmurna pogoda. to zwykły samobójca. na którym się zatrzymał. Bokiem iść nie było można. Szliśmy na samym końcu kolumny.

Zostawiłem go w spokoju i czekałem. gdzie jest Krukowski i że ma flegmonę. itd. jak się bije! . a godziny życia tego żywego. który już nie miał sił iść. Tego dnia. których wykończono w ciągu dnia. Zapytałem chłopaków. były policzone. Esesman porwał trzonek od oskarda. Wyschnięty był jak szczapka. który miał na twarzy maseczkę do usypiania.. gdyby był silniejszy. Trzymał go pewnie strach przed biciem. aż zakończy słanie. Gdy przynieśliśmy go do obozu. lecz wieczorem znów go przynoszono. że jak mi da biglem. to niech noszą. Już nigdy więcej nie brałem się do niesienia zmarłego człowieka i nie dałem się też nigdy więcej złapać. ledwie chodził i już od kilku dni codziennie przynoszono go z pracy w kamieniołomach. niejeden raz liczyliśmy. żeby wreszcie zakończył słanie. Wiadomo było. Byli to tacy. to. którzy razem z nim pracowali. czy mu ktoś pomógł.bo to była często spotykana choroba obozowa. Dokładnie nie mogę o tym nic powiedzieć. postanowiłem zaryzykować i jakimś sposobem dostać się do Stefana. to bym ci wtedy. Jak nie potrafią uciekać.ale niby dlaczego to ja mam nieść? Jest tylu innych. I wtedy jeden młody Czech. że to flegmona . Gdy tak się przyglądałem.higiena. Poprawiłem raz i drugi. pech chciał. dostał od esesmana kilka razy kijem. Stefek został przyjęty na rewir. bardzo długo słał swoje łóżko i dlatego ja nie mogłem posłać swojego. Pokazał mi.. zapytałem. jak wykończono chłopaka. że ktoś ich musi przynieść do obozu . którego ja niosłem. kto go będzie niósł. Gdy staliśmy na placu apelowym. Przeważnie było 30-40 wniesionych. Ze Stefanem nie mogłem się zobaczyć. którzy już nie mogli chodzić. z niedożywienia. Popatrzył wtedy na esesmana i ze złością powiedział: . Tu nie czułem się tak pewnie jak na terenie pracy. bo łaził nogami po krawędzi mojego i gniótł mi siennik i koce. Na moje szczęście furtka była otwarta. wytrzymał cały dzień przy pracy. gdybym ja cię tak na wolności drapnął..pytał esesman. bo wstęp na rewir był wzbroniony. czyli deską do wygładzania łóżka. Noga mu się zaogniła i spuchła. Wiedzieliśmy. czy nie wie. że za wolno pracował. Jakiegoś chorego. No. Łódzki grandziarz. Szedłem powoli wzdłuż baraku chirurgii. mówiąc mu. Tego dnia wieczorem przyniesiono go do obozu już w charakterze nieboszczyka. był już nieprzytomny. poruszył całą rodzinę. Do nieba pomógł mu się dostać esesman przy pomocy rękojeści od oskarda. Umieściłem po kieszeniach wszystkie papierosy i tytoń. bo sam flegmony nigdy nie miałem. Gadałbym z nim inaczej. w końcu uderzyłem go ręką w nogę.. że Stefan dostał flegmony na nodze. Przy jednym oknie wsadziłem głowę i zajrzałem do środka. Pamiętam. Gdy jednak dostałem papierosy i tytoń za pierwsze pieniądze otrzymane od księdza Szuberta. na górnym łóżku. . odczytał mi metrykę urodzenia i zagroził. w którym baraku jest chirurgia. to rano miał tyle sił. którzy już nie mieli sił stać na własnych nogach i nieraz już kilka godzin przed końcem pracy leżeli na jednej kupie z nieboszczykami. Tego dnia od rana już nie mógł chodzić. Z duszą na ramieniu wlazłem do środka. a ja znów zostałem sam. Ale gdy już biegł na zbiórkę. gruchnął go w głowę i zabił na miejscu. Dla nieboszczyka obojętne było. Ten. powtórzył mu to po niemiecku. poszedłem w stronę rewiru. Jak zjadł kolację i przespał się. Właśnie dlatego. Proszę . Wszystkich takich zbierano w ciągu całego dnia i kładziono na kupę w pobliżu placu zbiórki. twoja mać pokazał. żeby zejść do pracy.Codziennie wynoszono z kamieniołomów do obozu 30-40 takich umrzyków i tę kolumnę nazywano „karawaną”.Co on powiedział? Co on powiedział? . czy umarł prawidłowo.No. który wyglądał przez okno. i osłabieni. Zobaczyłem leżącego na stole chorego. który z nim pracował. ten posłał mi wtedy koncertowa wiązankę. Od tego czasu z daleka omijałem zabitych i takich chorych. tak jak i biegunka. Przy nim uwijał się inny więzień w białym fartuchu. Powstawała ona w miejscach uderzonych. który spał nade mną. ilu wnoszą. która podobno powstawała. nastąpiło odprężenie i raptowne załamanie. gdy go zabili. Gdy ze Stefanem już nieźle zorganizowaliśmy się w kamieniołomach. a wchodziła „karawana”.

1941 r. w Dachau. że płacze. Żal mi było wyjeżdżać z Mauthausen. A tam nie robiono nic. który jako chory. Żal mi też było. którą przebyłem błyskawicznie. To byłoby za mało. Martwiłem się tylko. Warunki w Mauthausen można było nazywać rajem w porównaniu z Gusen. odsłonił mu nogę i zagłębił w ciało lancet. niezdolny do transportu pozostawał w Mauthausen. dostałem w twarz. Trzymamy się razem z Leonem Cerakiem.. golono i kąpano. Gdy otrzymałem uderzenie. że nie ma łóżek. a i ja zawdzięczam mu tak dużo. jego ubranie. że brak tam wody. Wszyscy inni przesiadka do Gusen.bez Stefana. Wreszcie poprosiłem o pomoc Jaczewskiego. że niczym w życiu zaciągniętego wobec niego długu nie mógłbym spłacić. marsz do Gusen. koce i pościel oddawano zaraz do parowania. że do Gusen idą wszyscy Polacy i Hiszpanie. że może on nie zostanie wysłany. Ząb nie martwił mnie wcale. a zostaje tylko kilkudziesięciu Polaków niezbędnych jako fachowcy: stolarzy. że będzie gorzej. Wybity ząb wyplułem już w drodze powrotnej do furtki. nie poszliśmy do pracy. gdzie wszystko wyliczył. bo znałem tu już wszystkie chody. nie zadawał sobie najmniejszego trudu. Wiedzieliśmy. że ktoś. żeby dla mnie coś zostawić . ustępów. żeby robactwo zlikwidować. (Nie mówię tu oczywiście o warunkach K. że tego dnia odchodzi duży transport do Gusen. Heniek robił to beznamiętnie. lecz o warunkach przeciętnych więźniów. Później już musiał sobie sam dawać radę i trzeba przyznać. nikogo nie było widać. że w Gusen są bez porównania gorsze warunki. Nawet gdy przechodziliśmy obok domów mieszkalnych. ma prawo bić. że jego to poleceniu zawdzięcza Heniek swą karierę w Gusen. ale Stefek wszystko otrzymał. a Gusen dopiero się buduje.. która patrzyła na nas i wyraźnie widać było. tylko co sił w mych chudych nogach uciekałem do furtki. ale ta miska zupy miała duże znaczenie w całości organizowanego jedzenia. całą siłą uderzył chorego w szczękę. nie spojrzałem nawet. Po drodze nie spotykaliśmy osób cywilnych. Mam jednak wrażenie. W Mauthausen . a więźnia strzyżono. wszy i pchły. Mauthausen to obóz stary. a prawą zupełnie fachowo.K. że radził sobie doskonale. O zatrzymanie Heńka w Mauthausen walczył jak lew kapo Zaręba. Nie wiem.. bo wszystkim było wiadomo. Wiedziałem. 24. GUSEN Już jestem w Gusen. Chory wrzasnął przeraźliwie.to miska obozowej zupy dziennie. Każdy łudził się. Zabrano nam płaszcze.do pokoju wszedł esesman w białym fartuchu i z papierosem w zębach. jak dostarczę papierosy i tytoń Stefanowi. Esesman szybko przełożył lancet do lewej ręki. I. obozowe swetry. tj. kto mnie uderzył. Nie był jeszcze dobrze uśpiony.. lecz mimo swoich naprawdę wielkich wpływów tej sztuczki nie udało mu się przeprowadzić i Heniek przyszedł razem z nami. wydano wieczorne porcje chleba. ślusarzy. Esesman położył papierosa i. Mietkiem Rączką i Heńkiem B. i nie chciałem z takim zawierać bliższej znajomości. Tylko w jednej chałupie przy drodze widziałem przez okno stojącą w głębi pokoju kobietę. zorganizowany. elektryków i kamieniarzy. „wolnych blokach”). Tym razem nie bito nas tak jak w drodze do Mauthausen. a tam człowiek idzie na wielką niewiadomą. że rozdzielą mnie ze Stefanem. chociaż był to drugi wybity ząb w ciągu kilkunastu dni. Podszedł do chorego. Chory od razu zamilkł. żeby żyć. Pomoc od niego . po boksersku. ustawiono na placu apelowym i. pokwitował odbiór. kto bije z taką siłą. Ręczna narkoza pomogła. bo wycierała sobie chustką oczy. Następnego dnia.gdy ktoś znalazł u siebie wesz.. ale za to jest dużo robactwa. Sam . Najważniejszy był początek. jak on to zrobił. tak jak warunki w Dachau można było nazywać rajem w porównaniu z Mauthausen. rękawiczki i nauszniki. Wiadomo już było. Okazało się. że ciemno mi się w oczach zrobiło. Szliśmy cicho i spokojnie. z jednym tylko przekonaniem. żyjących na tzw.

Obóz Gusen I mieścił mniej więcej 10 tysięcy ludzi. bez swetrów. że zawsze. Żadnych chodników. że był on w sobie zakochany. to i tak niedługo wykończymy się. Wokół baraku.oraz z jednej olbrzymiej. Przyglądałem się wszystkiemu z ciekawością i stwierdziłem jedno: prowizorka. nie było pościeli. Naelektryzowane druty kolczaste na drewnianych palach. na którym zawieszone były ręczniki. Będę o tym pisał jeszcze niejeden raz w związku z różnymi sytuacjami w obozie. Naszą czwórkę przydzielono na blok 18. nam musiał wystarczać tylko zapach. Robiono to zupełnie otwarcie. ważniejsza będzie dla mnie pamięć o pomocy. Obecnie mogę i muszę jeszcze raz powiedzieć. był 8420. już więcej nie miał okazji tego robić. że ten. w jakiej Heniek dawał mi tę miskę zupy. dlaczego nie przychodzę. A pamiętam każdą miskę zupy i każdy kawałek chleba. nie było stołów. czy zjemy. bo piękny zapach to co? Kiełbasy te zabierano nam codziennie i nie było to zorganizowane tak. Żył dla siebie i nie pomylę się chyba. jako karę za niedokładnie złożony i zawieszony ręcznik. płaszczy. bałagan. uderzyło mu do głowy. a dla władz blokowych źródłem wyżywienia. i serdecznym tonem posyłał mi kilka wiązanek . była tak przykra. którzy mi w jakiejkolwiek formie pomogli w obozie. lecz nam nie wolno było do niego podejść. pisarza blokowego i dyplomowanych kapów z oznaką kapa na rękawie . bo za to otrzymywało się takie bicie. który podszedł. Nie było tu jadalni i sypialni. nie było łóżek. I. co z nami zrobić. lecz dzięki protektorom. 1941 r. gdy powiem. do śmierci będę dłużnikiem jego i wszystkich. Ręczniki te były ciągłym naszym utrapieniem. osiągnięte nie przez zdolności zawodowe czy wybitny organizatorski zmysł. Przy piecu za to uwijała się służba naszych władz. niczym nie zastawionej sali na pół baraku. I gdyby mnie od tych ludzi spotkała największa krzywda. nie było na miejscu ustępu. Kto miał dużo jedzenia. lecz gdy po kilku dniach zapytywał. Zupełnie w inny sposób zbudowane. Nie było szafek. że nic z kiełbasy nie otrzymywaliśmy. sztubowego. Powodzenie w obozie. Każdego dnia wieczorem zabierano nam 30-40 porcji kiełbasy. Piec znajdował się tuż przy drzwiach do kapówki. które nieraz mi zrobił. czy nie zjemy. żeby codziennie brać . Smażyli oni nasze kiełbasy. że często mimo głodu miałem zamiar nie brać od niego. co od niego otrzymałem. Wychodzili oni z założenia. Nie mogliśmy mówić. na ścianach. Kolejny numer w Gusen. sztuba B i tu wydano nam nowe numery. Plac apelowy na gołej ziemi. kupy ziemi. Sienniki były ułożone na kilku kupach pośrodku sali. W obozie mądrych określało się ilością jedzenia w żołądku i wagą ciała. Wtedy dostałem nr 43429. Razem około 25 tysięcy ludzi. miejsca zamieszkania władz blokowych blokowego. A w 1943 r. Nie wiem. stworzono centralną kartotekę dla wszystkich obozów podległych Mauthausen i dano nowe numery. czy w warunkach wolnościowych istnieje forma wdzięczności. Na placu apelowym staliśmy kilka godzin. Każda sztuba składała się z dużego pokoju. Brama wejściowa taka jak brama wjazdowa w biednym gospodarstwie. Następnie dawano numery po zmarłych. którą od nich w tej czy innej formie otrzymałem. żeby nas prędzej szlag trafił. Wydaje mi się. późniejszy Gusen II . a otrzymałem go 24. gdzie nas umieścić. zanim nas zapisano i zdecydowano. ten był bardzo mądry. Na placu trzymano nas w cienkich ubraniach. rękawic i nauszników. że jeden kawałek kiełbasy nic nikomu nie da. Forma. tzw. to już mu coś to da. przybite były deski i to była półka na miski. kapówki.przychodziłem znów do niego pod okno po zupę. która by mogła wyrównać zaciągnięty tam dług. są wielkim zerem w stosunku do tego.około 15 tysięcy. nie było na miejscu umywalni. Baraki na palach. Do 15 tysięcy dawano numery kolejne. Każda taka kupa przykryta była pewną ilością koców dwa koce na jeden siennik. lecz baraki w Gusen to stajnie w porównaniu z Mauthausen. wszędzie brud.czy zorganizować. którym mnie nacechowano. gołej. Baraki w Mauthausen to były kurne chaty w porównaniu z barakami w Dachau. że pomoc od Heńka była dla mnie nieoceniona i przykrości. Pod każdą miską przybity był gwoździk. błota. ale jak jeden zje dziesięć porcji kiełbasy smażonej z kartofelkami.

czy mu zabiorą dzisiaj kiełbasę i czy będą karne ćwiczenia. Po podzieleniu jeden odwracał się tyłem . przy których pękła niejedna głowa pod uderzeniem kija i niejeden człowiek z tego powodu wcześniej się wykończył.ale już nikt ze sztuby nie rozpoznał u mnie swojej własności. nosili na piersiach . który pozostawał. że mi nikt kawałka chleba nie ukradnie. zginęła mi czapka. który wyszedł. Ja kiełbasę jadłem od razu po wylosowaniu porcji. które znalazłem na przydzielonym mi łóżku. odwrócony. który był. a okruchy też zbierałem do czapki i zjadałem. A mimo to dwa razy skradziono mi chleb w czasie. płaszcz czy rękawiczki . żebyśmy byli pewni. żeby nie było oszustwa . Przez okno zorganizowałem sobie z innego bloku dwa dobre koce. Gdy w roku 1943 przeniesiono mnie na blok 3. Wtedy byłem pewien. Wszystko inne było dozwolone i nikogo to. Gdy jeden z nas musiał w nocy wstać do ubikacji. Ten z nas. to szybko szedłem do znajomych z innego bloku i wymieniałem nawet na gorsze . od której porcji trzeba odjąć. Ukradli mi czapkę. to jedną ćwiartkę dzielił jeszcze na trzy części. Chleb brałem do czapki i jadłem całą porcję bez krojenia. Chleb dzielił jeden. w której było też trochę grubo obieranych łupin z kartofli.reszta patrzyła na chleb. Gdy wracało się na swoje miejsce po głowach i ciałach innych.z wyjątkiem jednego wypadku. to znów brali kolejno przez cztery dni. gdy już żywiłem innych.innym. . jeden przy drugim. podkurczał wysoko nogi.Dla kogo ta? .Dla mnie. Dwa razy w usta i kiełbasy nie ma . a jeśli chleb był na trzech. bez żadnych przejść. Spaliśmy na siennikach rozłożonych na podłodze całej sztuby. a jeszcze na dodatek. już nie mógłbym jej „zorganizować” na swojej sztubie. służącymi do wbicia w chleb przy ważeniu. Ja spałem obok Mietka Rączki. a trzecia zostawała dla trzeciego. bo dostałem tego dnia od Heńka czubatą michę kartofli w łupinach.Dla Władka .odpowiadał ten. on się odzywał i w ten sposób wracało się na swoje . Gdy wracaliśmy z pracy na kolację. żeby nie zacisnęli miejsca po tym. położyłem chleb przed własnym nosem na łóżku i zdejmowałem płaszcz. Brano na ślepo. że ręczniki źle były złożone i zawieszone. Niektórzy delektowali się.Dla kogo ta? . Gdy płaszcz odrzuciłem do tyłu. Pożyczyłem wtedy 1/4 porcji i to była cała moja kolacja. Robili maleńkie kanapeczki z chleba i kawałka kiełbasy. Poza tym. zawijali to w szmatę. każdy myślał tylko o tym. Nie kradłem tylko nigdy chleba . a do której dołożyć. który opisałem. że np. nie dostałem miski. nigdy nie robiłem szumu. gdy cierpiałem głód. które on sam zjadł. Śmiercią karano w obozie tylko kradzież jedzenia. No. Z tą sprawą nie warto było do nikogo chodzić. Waga .i jeden z pozostałych dotykał palcem porcji i pytał: . to przed wyjściem budził drugiego. Po otrzymaniu chleba pobiegłem w koniec sztuby.gdy spostrzegłem brak. Drugi raz skradziono mi chleb z kieszeni płaszcza w marcu 1942 r. składały się z ośmiu podartych kawałków. żeby mu pilnował miejsca. nie interesowało. a ręce wystawiał łokciami przed siebie. jeśli już coś „zorganizowałem”.i jedli dopiero leżąc w łóżku. a trzeci raz to już w roku 1944. Pierwszy raz skradziono mi chleb w grudniu 1941 r.to kawałek patyka z uchem w środku i dwoma kawałkami sznurka z ostrymi patyczkami na końcach. Otrzymywaliśmy jeden bochenek na trzech lub czterech. Wszyscy wypowiadali się. Wielu miało wagi.bez kiełbasy nie było też pokusy na kupno papierosa. robiono nam przed blokiem karne ćwiczenia. Nie zmarnowała się żadna okruszynka. Jedzenie chleba to była modlitwa. półgłosem należało wołać imię wspólnika. Czasem komuś przez tydzień nie wzięli. co tylko zostało mi skradzione. Wtedy jednak już nie odczuwałem tak straty chleba. Ja sam gwizdałem wszystko. Kradzieże były na porządku dziennym i jeśli zrobiłbym szum.żeby kto nie ukradł . mignęła mi przed nosem jakaś ręka i chleb znikł. Dzielenie chleba było osobną ceremonią. krojąc go przeważnie na cztery części. a dwa koce.

nie wychodź teraz. Wypadek ten posłużył koledze mojemu.ustawił się z pałą w sieni i bawi się. Heniek od razu został arystokratą. z butami w ręku. W łóżko . ale byli i tacy. wtedy wychodziłem. na którym mieszkali więźniowie pracujący przy SS. Po czterech dniach został on już oficjalnie przeniesiony na blok 7.to samo. już dawało mu przywileje na bloku. Stasiu.kapo.i koniec. Rano wstałem i normalnie. które nie nasiąkną. jakby nic się nie stało. wywołał Heńka B. że oddawali mocz po drodze i nie dochodząc do ustępu wracali z powrotem. to w nocy nie może spać i szuka sobie jakiejś rozrywki. że tak samo zabije każdego. . którzy to widzieli. powiedział. Nie wolno było ubierać się w kalesony i spodnie.znów jęknięcie. Niejeden raz marsz do ustępu odbywał się z przygodami. że stukanie nie daje mu spać. Przed pójściem prosił blokowego. sztubowy albo blokowy . że ktoś idzie: poszedł. fryzjerzy. Słyszę. Nie bili mnie wcale. który przebiegał pod oknem. a przedtem każą wypić. Znów ktoś idzie: poszedł. bo wtedy musiałbym w mokrym iść do pracy.słychać uderzenie kijem i .nie można. Ale są przecież buty . Bohdanowi Zalewskiemu. Czułem. bo to była jedna z wielu metod wykańczania: kąpiel pod prysznicem. Gdy ulokował się ten. gdy w czasie mrozu stoi się pod lodowatym prysznicem. Obiadem tym dzieliłem się z Mietkiem Rączką. Kiedy w nocy miałem wyjść. którzy stukali trepami. że znany i wpływowy kapo nim się zajął. z dokładnością zegara co dwie godziny. Nie pracuje. Wolno było założyć tylko buty i marynarkę lub jeśli ktoś miał . że jeszcze trochę kąpieli. gdyby mnie wykąpali w ubraniu. idzie ktoś. że od jutra idzie pracować do magazynu bieliźnianego SS. Byli to krawcy. do ułożenia wesołego wierszyka pod tytułem „Trup w trepach”. W roku 1942 wychodziłem już cztery razy w ciągu nocy. że przez całą sztubę szło się boso. na progu znów buty z nóg i spać. żeby się nie rozmyślili i nie chcieli zabawić się ze mną do końca. więc jak w dzień się wyśpi. lecz mimo to długo jeszcze trzęsło mną zimno. kto mu będzie przeszkadzał spać. Do ustępu trzeba było chodzić kilkadziesiąt metrów. rozebrali do naga i na 10 minut postawili pod zimny prysznic. całe z drzewa.miejsce. Znów ktoś wychodzi: Łup! Eeech! . położyłem na wierzch płaszcz. jak chodzą inni. Gdy budziłem się drugi raz. Któregoś dnia przyszedł do nas na sztubę jakiś wysoki. co musieli wychodzić i sześć razy. w marynarce. zanim znów usnąłem. zdenerwowany tym. na bosaka popędziłem szybko na blok. szewcy.Eeech! . co już wrócił. bo też zabiją. Arystokraci nasi zaczajali się wtedy w sieni i bili tych. Wlazłem pod koce. złapałem pod pachę ubranie i nago. Buty wolno było założyć dopiero za drzwiami. Myślałem. To któryś drań . poszedłem do pracy. W miskę nie można. jak blokowy go zabił. dochodzi do sieni. Teraz już mogę iść i ja. A więc w but. Był to blok prominencki. W ten sposób raz złapało mnie dwóch kapów w lutym 1942 r. a innym. sprzątacze baraków SS. wtedy wychodził drugi. Po godzinie Heniek przyszedł i powiedział. jak to więzień stukaniem trepów zbudził blokowego. każdy chciał jak najszybciej przebiec tam i z powrotem. Biegiem do ustępu i z powrotem. które stukały głośno na kamieniach.głębokie jęknięcie. że mnie wtedy już wykończą. których złapali na tym. zabiją na pewno. bo i ty dostaniesz pałą. Oho. przedtem leżałem i słuchałem. Gdy mnie wreszcie wygnali. Większość ludzi w obozie zamiast butów nosiła trepy. zabił więźnia.drewniaki albo czółna. Ktoś wraca: już jest w sztubie. w którym mówił. Ostatni raz wychodziłem zawsze kilka minut przed budzeniem. Łup! . Samo to. po nazwisku. W tym czasie musiałem wychodzić do ubikacji dwa razy w ciągu nocy. Często jednak było tak: słucham. Bałem się. a zabawa już się skończyła. Wyglądało to w ten sposób. żeby mnie dawał jego zupę obiadową. Wraca ktoś . Tak wyglądało normalne wyjście. postawny kapo. tylko wciągnęli do umywalni. Jeden blokowy. spodnie i marynarkę. obecnemu spikerowi z Polskiego Radia. Ale ja muszę iść do ustępu. Okropnie bici byli ci. Gdy było zimno.płaszcz. Za progiem wylewałem z butów i biegłem do ustępu. a gdy człowiek osłabł. to go wtedy głową do beczki . a teraz trup mści się na blokowym stukając trepami po całych nocach. Paskudne uczucie. a upadnę. Byłoby gorzej.

czy daje zupę na dwóch. bo ma takiego. oni mieli już łóżka powleczone czystą pościelą.po prostu gdy byliśmy razem. Wieczorem. Odpowiedział mi. to tam zdobyć jeszcze trochę żarcia. monologów i pornograficznej bajki zyskałem sobie dużo kolegów i . Tadzio często wsadził mi w rękę kawałek chleba czy pół miski zupy. Jedną z naszych zabaw po zgaszeniu świateł było też łapanie wszy na dotyk. że to jest dla nas dwóch. Powiedziałem mu wtedy. na bloku 14 poznałem murarza z Warszawy. Czas wolny od pracy i karnych ćwiczeń do lata 1942 r. lgnąc jedną porcję dawał mnie. a on dostanie dolewkę. że zjadam zupę. były marynarz. Bywało i tak. że nie może mi codziennie dawać.jak to się mówi . pracownicy magazynów i miejscowego szpitala dla SS. Wiosną 1941 r. Dobraliśmy się z Ignacem dobrze. Od tego dnia przestałem dzielić się z Mietkiem i ta miska zupy dziennie od B. ustawiono łóżka we wszystkich blokach. Papierosami też dzielił się ze mną. Z tej grupy serdeczną przyjaźń zawarłem z Tadziem Kiełbasą. Mówię o pomocy stałej. Mieli oni bez porównania lepsze warunki bytowania niż szara masa więźniów. on znów twierdził. Jednego dnia stałem otoczony grupą więźniów. To jedzenie do spółki trwało prawie miesiąc. Było tam kilku muzułmanów. Kręcenie się w . w brudzie i robactwie. że Rączka go nic nie obchodzi. Jednego dnia. że dzielił się tak jak Stefek Krukowski w Mauthausen . którą mi podawał przez okno. i w końcu blok 1. że za jednym włożeniem ręki wyjmowało się dwie. Ale co dobre. potem blok 2. myłem miskę i pędziłem do niego po jego obiadową porcję. sprzątał pokoje oficerów SS. a nawet trzy wszy. i żarcia. Był to Józef Kowaczyk z Sosnowca. przeznaczona na wyniszczenie. ale dwa razy w tygodniu to może mi dawać . Z tą miską zupy wracałem na blok i jedliśmy ją z Mietkiem. i paliliśmy papierosy. już po zgaszeniu świateł przykrywaliśmy się kocami dokładnie. to nie znaczy.zacząłem być znany wśród więźniów. a w obozie pracownik kuchni. którym opowiadałem anegdoty. Swoim humorem. z odpowiednią mimiką i gestykulacją opowiadałem kawały. nigdy nie trwa długo. z głowami. lecz pościeli nie dano nam nigdy. powiat Bielsk. Wtedy do naszej rozmowy wtrącili się inni i wytknęli Mietkowi. Wkrótce przeniesiono ich na bloki l i 2 i już do 1945 r.i dawał. Wiosną 1941 r. była jedyną stałą pomocą żywnościową przez cały rok 1941 i do połowy roku 1942. były to bloki arystokracji obozowej. jeden prominent kazał mi chwilę zaczekać i wyniósł mi z bloku porcję chleba. to szybko zjada ją sam. rozrabialiśmy razem i nie daliśmy nikomu wejść sobie w drogę. Wsadzało się rękę za koszulę i szukało się wszy. dowcipów. Mietek zrobił mi awanturę. Jedyną stałą pomocą była dalej miska zupy dziennie oraz od czasu do czasu kawałek chleba od Heńka B. czy tylko dla mnie. gdy my spaliśmy na siennikach. gdyby złapał nas ktoś z władz blokowych. Nie chodzili nigdy głodni.kucharze i kelnerzy. Powiedział przy tym. Na początku był to blok 7. a jak chcę. bo poza tym starałem się to tu. W obozie był on rajningerem. opowiadaniem kawałów. to paliliśmy razem. przez długi czas. że zupę Heniek daje mnie. którego żywi. spędzałem zawsze w okolicy bloków prominenckich. który pochodził z miejscowości Kozy. że w tym czasie.. Zabawa ta groziła śmiercią. zanim ją rozdzielimy. Dużo znajomości z prominentami zawarłem dzięki Heńkowi. był to Ignac Wysmułek z ulicy Wiśniowej. jego to już nie interesuje. W Gusen był też murarzem. gdy szedłem z pełną miską na blok i po drodze zjadłem kilka łyżek zupy.też muzułman . a murarze dostawali codziennie kocioł jedzenia dodatkowo. kilku prominentów i ja w środku . nikt ich nie bił i w tym czasie. Po miesiącu Wysmułka zabrali do innego obozu i znów musiałem szukać i kolegi. Gdy Heniek przeszedł na blok 7. to mogę dać mu wszystko albo nie dać nic. byli elegancko i ciepło ubrani. więc na każdego z nich przypadało po 2-3 miski. gdy ja idę po zupę. Zapytałem wieczorem Heńka B. Gdy już po pewnym czasie rozchodziliśmy się.ale pełen humoru. codziennie szybko zjadałem swój obiad.

którzy pracowali u SS . wynosi następną. a tylko raz złapał mnie esesman. Mnie piasek nie przeszkadzał. że myślałem już. to R.i szukał ludzi z Warszawy. że mam kości połamane.Panie R. gdzie był nosicielem jedzenia. oddawał mnie). miał więc do swojej dyspozycji dość dużo jedzenia. Niektórzy z nich brali jedzenie na bloku po to. brał kilka kawałków chleba. że przed południem zawołają kilku więźniów do sprzątania kantyny. R. Palenia już w obozie nie było wcale. A więc jak ta pomoc wyglądała naprawdę? . był listonoszem z Warszawy.więc mieli też B.. Mieszkali tam więźniowie. Mieszkał na arystokratycznym bloku 2.. skąd są . Za każdym. Wiedziałem zawsze. zaraz po przyjściu do Gusen. Wiedziałem. . i Kiełbasa. to niedopałek na pewno będzie mój. kawałek chleba czy też kawałek kiełbasy jarzynowej dawanej na kantynę. jak długo są w obozie. Podobno psom tak trzeba dawać. żeby więźniowie nie kradli psom żarcia. jak ta pomoc wyglądała od podszewki. Kupa muzułmanów pod blokiem 2. gdyby było go nawet dużo więcej . Polowałem też na psie żarcie.po 10 papierosów francuskich na osobę. Za każdym jego wyjściem ci. które rozdzielał wśród znajomych więźniów. lub który inny dał pół. Wreszcie ukazuje się R. To dopiero było żarcie! Przeważnie gęsta kasza na kościach i mięsie. to wysławiał dobroć R. panie Mundziu. R. że piasek sypali specjalnie po to. Mundek wynosi jedną miskę i daje któremuś ze swych stałych podopiecznych. A wyglądało to tak: Jak przychodził do obozu nowy transport. które przywożono w kotłach z kuchni obozowej i stawiano w pobliżu psiarni. pędzą do niego w nadziei. Pierwszą rzeczą. którą robiłem po wejściu do kantyny. którzy przyszli na końcu.pobliżu tych bloków dawało okazję do zapalenia niedopałka. Niektórzy wołają: . że dostaną od czasu do czasu te pół miski zupy... żeby oddać je innym (jak np. Jeśli ktoś z nich od czasu do czasu tę zupę dostał. Palenie zdobywałem też w ten sposób. trochę papierosów i szedł do tych ludzi. innemu papierosa. że jeśli złapię palącego Tadzia Kiełbasę. Papierosów nie mieli nawet blokowi i kapowie. żeby który nie złapał przy kotłach. W 1941 r. gdzie mieli dosyć lepszego jedzenia. co tego jedzenia nie brali wcale. . następne papierosy otrzymaliśmy dopiero na święta Bożego Narodzenia 1941 r. a w obozie pracował jako krawiec w pracowni dla SS. że do obecnej chwili w oczach większości obozowców uchodzi za filantropa i dobroczyńcę.a znów sposób wydawania był pierwszorzędną reklamą dla niego. Mundeczku! On uspokaja i palcem wywołuje z tłumu tych. z kotłem i wtedy rozpoczyna się raban. jako nosiciel kotłów. Mieli tylko ci.Robił to z taką reklamą i szumem. daje drugiemu i w ten sposób wynosi kilka porcji. Kilkanaście razy udało mi się podebrać tego żarcia. Mnie zdawało się jednak. Rozmawiał z nimi. na który rzucali się wszyscy. że rano kręciłem się w pobliżu kantyny SS. którego osoba wymaga dokładniejszego omówienia. Jednemu dał kawałek chleba. W niedzielę w południe zaczynał się teatr. Największy strach . kto palił papierosa. Po wydaniu nam palenia. wypytywał. jeszcze innemu kazał przyjść pod blok 2. a czasem B. szło kilku muzułmanów czatujących na maleńki wydmuch z fifki.to strach przed esesmanem. Tak wtedy zbił mnie kołkiem. za jednego papierosa można było otrzymać pół bochenka chleba. a mało osób wiedziało. a jedynym felerem tego jedzenia było to. Heniek B. że coś im się dostanie. miskę jedzenia. którym chce dać pół miski zupy. Wszyscy się pchają.. i zawsze słyszą: „Zaczekajcie jeszcze”.to też by mnie nie odstraszył. którzy pracowali w takich grupach roboczych. Wszyscy ci ludzie przychodzili każdego dnia w nadziei. albo nawet całego papierosa. to może trochę jedzenia się znajdzie. a było dużo takich. to wypróżnianie popielniczek do własnej kieszeni i zbieranie niedopałków z podłogi. Poprzez różne znajomości poznałem Edmunda R. że było w nim dużo piasku.

zamieszkała w Warszawie. Wyszedł. R. Zabrała ona do siebie na stałe córkę R. żeby napisał matce. M. zgadzał się na to i gdy przychodził dzień pisania listów. wrzasnął: „Zupy więcej nie będzie!” Roześmiałem się. Gdy w Warszawie w roku 1946 odwiedziłem matkę M.Ano tak: R. miała dwa domy i ogród warzywny czy owocowy. (on sam nie wrócił do kraju). Rodzina Stefana L. Ja należałem do grupy reklamujących R.. które go interesowało. co wpadnie jeszcze. że „my to jeszcze mamy co jeść. sam ofiarował się pisać takiemu list. to napisze do męża. poinformował żonę.kończyła się pomoc od R. zwalniani do domu.„to oni mogliby pomóc. że żona R. w której pracował R. Z drugiej strony w swoim liście kierował żonę do rodziny tego.. przez więźniów. Sterczałem często przed blokiem i czekałem. Jeśli ktoś odmówił nawiązania kontaktu . narzekał na . żeby go zdemaskować z jego pseudofilantropią i dobrocią. biedni. to oddawał mnie. nie miałbyś co dla mnie? Odpowiedział mi z wściekłością.. w którym napisała mu.. że przecież można dać jakoś do zrozumienia jego rodzime . co my tu mamy” . przesłano do innego obozu. napisał on o tym do rodziny i ci pomoc przerwali. wynosił miskę za miską. nie mają nawet tego. Wywołał jedno . robił sobie reklamę. jakbym mu jakąś wielką krzywdę zrobił: . Nieraz ktoś ze znajomych wyniósł zupę dla kogoś ze swych podopiecznych. zbuntowała się. może nie do wszystkiego. ale tam moja rodzina cierpi głód. Mówiła mi M.. miskę obiadowej i często jeszcze kawałek chleba. Zupy dla M. A oto przykłady: Matka Stanisława M. W ten sposób kilka razy dostałem trochę żarcia od R.ja jeszcze ciebie poszukam. Gdy w roku 1942 L. Aż przysiadłem z wrażenia. co mi kapnie do miski.. wzięła do siebie na stałe syna R. i każdego miesiąca płaciła żonie jego pewną sumę pieniędzy oraz dawała owoce i jarzyny. terroryzowała ją mówiąc. już kontakt rodzin w Warszawie nawiązany. że matka M. że jest to człowiek dobrze sytuowany. Wtedy taki facet proponował. Jednego dnia. to sytuacja materialna danego więźnia w Warszawie. rozejrzał się. o którym będzie jeszcze długa mowa) wszywał on im w ubrania listy dla swojej żony. Gdy dowiadywał się. już jego pomocy nie potrzebował. nie było trzeciego i czwartego. Podstawowym zagadnieniem. wywołał drugie . napisała do niego. którzy mu byli potrzebni. bo nie spodziewałem się czegoś podobnego. I zacząłem szukać. a jednocześnie szukał takich ludzi. co potrzebuje. Pewnego dnia.Mundek. powtarzała zawsze: „Mąż pisał mi. któremu pomagał i. że jak wróci. którą ja tutaj otrzymuję od ciebie”. Zaczekaj. że w razie jakichkolwiek żądań pomoc ma natychmiast przerwać. Po którejś już misce wyniósł jeszcze jedną i zaczął wywoływać nazwiska. wtedy zaczynał żywić takiego gościa uczciwie. że R. w którym w umowny sposób kierował rodzinę tego chłopaka do swojej żony.i dalej w tym tonie. Zjadałem porcję od Heńka B. którzy byli w 1940 r. chociażby przez wdzięczność za pomoc. trzech tygodniach w rozmowie zaczynał żalić się.też go nie było. którego rodzina posiada jakiś majątek. W roku 1943 matka M. a gdy ja stałem pod blokiem. Przypuszczam. I doszedłem. gdy wszedłem po zupę. musieli za nią drogo płacić. a gdy nie spostrzegł swojego. R. Po dwóch.nie było takiego. Ci. Poradziłem mu. że dostał list od żony. oddawał komu innemu. którzy korzystali stale z jego pomocy. bo zrozumiałem. która wystarczała do utrzymania go przy życiu. Była to pomoc.Dla ciebie nie ma nic i nie będzie nic. i czekałem. prasowała im ich cywilne garnitury i podobno (tak mówił Stasiek M. gdy głodny jak bezpański pies stałem pod blokiem 2. powiedziała mi. Dawał mu każdego dnia ranną zupę. i też pomagała pieniężnie. że jeśli nie otrzyma tego. bydlaku pomyślałem . ale wystarczająco. ja chodziłem odbierać. R. że R. ten przestanie żywić syna i syn zdechnie z głodu. to ja muszę wyglądać jak jabłuszko”. R. Wtedy zapytałem go: . jak ma postępować. Grupa robocza krawców. że nie może podołać żądaniom „ciotki Romy”.

Tadzio T. długi czas gimnastykował się nie chcąc kontaktować swojej rodziny z żoną R. Kazio . On po to.Ty Polak? Masz. to już miał nadzieję. Odwołał mnie na bok. że w obozie tak musi sobie ułożyć życie. i powiedziałem mu. Ch. Tak potrafił on urobić Mundzia. z czego żył.. które dostaje.chętnie chciałbym ci pomóc. że to dłużej będzie trwało. ma dosyć jedzenia. nie sterczał jak muzułman pod blokiem. by mu kogoś podstawić. że w pierwszym okresie pobytu w Gusen. Tylko J. nie był Polakiem i nic nie dostał. którego rodzice klepią biedę. R. źle się wiodło. m. i w opowiadaniach tych ministrowie. generałowie i inni dygnitarze to Wacio..więc R. Po pewnym czasie przyznał mi rację.Ty Polak? Masz. bo taki na pewno przychodził. jak została potraktowana przez rodzinę L. wypytywał go. O sobie już nic nie mówię. to czasem coś będę mógł ci dać. na jakiej ulicy mieszkał. Dla tego pomoc skończyła się wtedy.niewdzięczność ludzką i pokazywał mi list. Pouczyłem go. . a gdy teraz on ma głód. lecz nic nie wskórała . jakie to on załatwiał sprawy. baran. i szedłem ja. Poza tym opowiadałem kolegom i znajomym o jego metodzie. Dowiedział się. Edzio. i raz podsłuchał jego rozmowę z młodym! chłopcem. przestał mu dawać zupy. Podpuściłem jednego zasrańca. I to wszystko. by szukać nowego kandydata. Staszka Nowocina. który przyjechał nowym transportem. W Warszawie L.a powtarzał on zawsze. gdy jakimś cudem otrzymał zagraniczną paczkę odzieżową. w której były dobre buty z cholewkami. Przychodź pod blok. z Radomia) żalił się. żeby więcej w życiu już nie musiał pracować.Ty Polak? Masz. że ten sam przynosił mu na blok jedzenie. Jak przyjeżdżał nowy transport. . żeby otrzymać miskę zupy czy kawałek chleba. Jeszcze jeden do robienia reklamy. że go nie zna. jak ma postępować. woła tego gnojka i pyta się mnie. co ja mu mówiłem . to udaje. R. . Wokół kupa muzułmanów. że został wykiwany. Już po Powstaniu Warszawskim napuściłem jednego chłopaczka i ten powiedział R. miał fabrykę gilz do papierosów. Ch. rozdawał dla reklamy. a R. idącego z tym małym. co to za typ z R. że powinien mu je dać za zupy.jednym słowem konfrontacja. Ch. ja po to. gdy szedłem razem z kolegami. bo rodzina jego nie dała się sterroryzować pani R. dał złapać . Opowiadał różne historie. . gdy R. to szedł tam R. w którym żona mu opisuje. Jednego dnia rano wyniósł w kotle sporo zupy za barak. a jeśli dostał raz czy dwa razy. dopóki nie połapał się.powiedział . że to biedny chłopak. umarł w obozie. Wreszcie na jesieni w roku 1943 bomba pękła. a ten śmierdziel powtórzył wszystko R. więc i z pomocy nic nie wyszło.. in. z polowań. Niektórzy nie wierzyli. które żywił przez pewien czas. Ta kilka razy przychodziła do rodziny J. (kilka dni po wyjściu na wolność został przypadkowo zastrzelony przez kolegę. że rodzice jego mają w Warszawie na Nowym Świecie cztery kamienice. W niedziele. Obserwował R. Stefan C. Ja napuściłem Ch. podobały się one i postawił wyraźnie sprawę. Z boku stał Bronek. ale przecież wszystkim pomóc nie mogę. z orgii pijackich. Byłem robotnikiem. ani też po wojnie niczego spodziewać się nie mógł . nie wierzył mi Józek Kowaczyk.po prostu kumple. (imienia nie pamiętam) wziął go na stosunki z wysoko postawionymi osobami z przedwojennego rządu. . jak powodzi się jego rodzicom.Widzisz. R. W ten sposób podstawiłem mu kilka osób. od którego ani wówczas. a on organizował dużo jedzenia .skończyła się pomoc.to pomagał R. spotkałem R.ale to już była moja odgrywka za to „dla ciebie nie ma nic i nie będzie nic”. I tu się. bo ja w jego oczach nie byłem nawet człowiekiem. którego ojciec był jakoby kapitanem Wojska Polskiego. Bronek J. chłopcze . Ponieważ nie okazał się na tyle wdzięczny .

Inni . to już z nas oka nie spuszczano. bydlaku. górą byli ci.tak jak R. Ten dopiero się rozwrzeszczał: . że jeden drugiemu odpisuje dom. cerowanie. a jeszcze inni zawierali umowy handlowe na piśmie. a ten rwie się dalej i woła: . k. któremu na stałe pomagasz bezinteresownie. Niejeden raz koniec obierania następował po 15-20 minutach. w tym przypadku jest tylko symbolem. Tylko groził mi. bo to wszystko prawda.odpowiedziałem. którzy pomagali bezinteresownie.a tu już ja go podciąłem dla siebie i list nie poszedł do Warszawy. którzy całe życie byli dobrze sytuowani. Czasem było to już trochę kwaśne .wszystkie zęby mu z mordy wybiję! Wreszcie i mnie to zgniewało.żeby nie uciekł. kto wychodził do ustępu. co mieli w kuchni z dnia poprzedniego. pomaga w pisaniu listu. Przytrzymali go.mnie cały obóz zna! . Inni dawali za różne usługi. marchew też.. i zrezygnował on z pomocy. Obieranie trwało nieraz do godziny 3 rano.Mówiłem to. lecz stał się dowodem metod R. ojciec jego miał garaże i reperacyjne warsztaty samochodowe w Warszawie na ulicy Przemysłowej.. Szarpnął się do mnie. I znów.I ty możesz tak mówić? .a nawet umowy małżeńskie. że rąbaliśmy po 3 miski zupy. list idzie do pisarza blokowego . Każdego wieczora jeden z nas szedł do kuchni obierać kartofle..repeta.. R.ja też zęby wybijać potrafię! Puścili go. łobuzie. wychodził niby do ustępu. Jeśli który z pracujących chciał wyjść do ustępu.. zresztą otrzymywał już duże paczki żywnościowe.. więc wołam do chłopaków: . Przy skrobaniu kartofli można było zjeść kilka surowych kartofli. jak pranie. to gdy ten widział. . zaczął urabiać młodego chłopaka z Warszawy.Ty. i zawołał jeszcze: .Puśćcie go. jego mać. ty mi opinię psujesz . co ci ten zasraniec powiedział .ale kto by tam na taki drobiazg zwracał uwagę. Mało było takich jak Heniek B. że on mi jeszcze pokaże. Kartofel surowy też jadło się z przyjemnością. że ja tak robię? Zacząłem szukać dowodów i znalazłem.Puśćcie mnie do niego. . i tak wyglądała większość tych. Przez krótki czas z Leonem Cerakiem i Mietkiem Rączką w ciekawy sposób organizowaliśmy jedzenie. marchew lub brukiew. Ale jak skrobaliśmy marchew lub brukiew. Jeśli tej nocy dyżur wypadł na Mietka Rączkę. też był na końcu. Ubieraliśmy się i szliśmy do kuchni obierać kartofle (szliśmy bez bluzy i czapki). Metoda jak zwykle. którzy dawali i nic za to nie chcieli. puśćcie mnie do niego . w obozie. że musieliśmy obierać jeszcze i półtorej godziny. poprzez niego wskazałem na pewną grupę ludzi i stosunki panujące w obozie. trochę zupy i chleba płakanie nad ciężkimi warunkami w domu. ale ten już lepiej smakował z chlebem. Pokaż mi takiego jednego. a w końcu wytłumaczyłem S.. bo mało było takich. a z zasady rewidowano każdego.Ale ja się na tobie. Było i tak. których widziało się wynoszących zupę z bloków dla innych. Inni znów płacili za różne przedmioty przysłane w paczkach. morgi albo jakiś inny majątek . ale było i tak. ale nie skoczył do mnie. że za pół godziny będzie koniec obierania. Tak to wyglądał od środka filantrop i dobroczyńca R. Nazywał się Maciek S. Drugi list też przejąłem (miałem możność). musiał zostawić u wartownika w drzwiach swoją marynarkę i czapkę . żeby przypadkiem nie wyniósł kawałka brukwi. a szedł na nasz blok (on mieszkał na innym bloku) i budził mnie i Ceraka. Jako nowego pacana R. pierwszy poznałem. deklaracja pomocy ze strony chłopaczka. a człowiek biedny i tu. kto to jest Mundzio. niech spróbuje . młyn. jak zwykle w życiu. Za to po zakończeniu obierania następował bal .Jakie masz na to dowody. A brukiew to był delikates. Wydawali wtedy wszystko. R.Mogę. czyszczenie butów.

jak przy kupach z węglem brunatnym stały posterunki. Epidemia samobójców . Jedli też ludzie pastę do butów. strzał i gotów.kapowie i esesmani bez przerwy równali szeregi i równając bili po kolei. tylko wiał cholernie silny i zimny wiatr. która podobno robiła dobrze na krwawą biegunkę. Nasz blok stał w pobliżu drutów. Było to jedno z tzw. bo ci. żywokost . Ale węgiel brunatny to jedli zawsze i jeszcze w 1944 r. Trzymali nas wtedy na placu apelowym do godziny l w nocy. które miały pewne cechy stałości i ciągłości. o organizowaniu i ryzyku. a blokowi. a z nowych więźniów niejeden głupi podszedł do posterunku. lebioda. XI. buraki pastewne. koniec stania. gdy ktoś walił się jak kłoda na ziemię. żeby w nocy wydostać się przez linią posterunków.cholera. którego było brak.i po kilku minutach rozkaz rozejścia się na bloki. ale o tych przypadkach. Wreszcie strzał na dużej linii posterunków . wpadłem na blok jako jeden z pierwszych. i został zastrzelony przy „próbie ucieczki”. po swoją zupę. co wtedy. Dnia 13. i o tych mówić będę w trakcie opowiadania o życiu codziennym w Gusen. Ale ja w to nie wierzyłem. złapałem miskę i z powrotem na blok 2 do B. W czasie tego stania.widocznie przekonali się. który zjadłem do ostatniej okruszynki mimo późnej nocy. Po stwierdzeniu ucieczki zgęszczano trzykrotnie posterunki i stały one przez trzy doby bez przerwy. 1941 r. i przestali jeść. Tych z glina widziałem tylko w 1941 r. XI) wydano nam zimowe ubrania i buty. Starzy więźniowie wiedzieli o tym i po każdej próbie ucieczki trzymali się z dala od linii posterunków. tylko od przypadku do przypadku. szczaw. Było to wkrótce po tym. bo o 5 znów wstawać trzeba. ale mi nie smakowało. A na górze w kamieniołomach widoczne światła wielu latarek. O tak. co mdleli z wycieńczenia i zimna. że ten. dostałem chleb. a w dzień już stały w normalnej ilości. a zabawa w równanie szeregów trwała dalej. Była to pasta bezbarwna. co przy biegunce jedli glinę. Jeśli przez ten czas nie znaleziono zbiega. szybko przenosili się do krematorium. Po kilkunastu minutach znów strzał znów tylko druty. Wiadomo. na baczność. . a muzułmani nie zważając na to.. już po godzinie 22. To poszukiwanie zbiega. kartofle. Lecz nie . kupą wpadali w węgiel. którzy jedli glinę . że ich walili kołkami.. posterunki ściągano na noc. że to tylko ktoś poszedł na druty. Były jeszcze inne okazje zdobywania jedzenia . który go wołał. . Wiele razy jeszcze tak staliśmy.i lulu. żeby rano nie wylał jej. Spróbowałem kiedyś tego. lecz jakiś tłuszcz do butów. Zupę zjadłem.każdy odetchnął z ulgą. doliczono się na apelu wieczornym.jakiś specjalny gatunek. Chociaż już ledwie stałem na nogach. Nie była to właściwie pasta. liście mleczu. wydawana na kantynę w dużych pudełkach. zanim doszedłem do swojego bloku.okazało się. jakie się z tym łączyło.ale raczej sporadyczne. Tych. gdy będzie potrzebował miskę do kawy. Opisywałem tutaj sposoby wyżywienia w Gusen. brukiew. i nigdy tylu baranów nie poszło na druty. widziałem. chwytali go po dwa-trzy kawałki i uciekali gryząc go z zadowoleniem. Śnieg się skończył i tego dnia było zupełnie sucho. można było oglądać wypadki. i w gorszych warunkach. żeby nikt nie ukradł . poruszających się we wszystkich kierunkach. gdy mi tylko w ręce wpadło. odciągano na bok. Wychodzi z szeregu i idzie w stronę drutów. jak w trepach i letnich ubraniach wygnali nas na śnieg i tego dnia (1. W pewnej chwili mój sąsiad w szeregu mówi: „Idę”. Skręcił trochę za barak. Strzał . mając do pomocy psy. opowiem osobno. galaretowata. że brak jednego więźnia. . złapali zbiega.wszystko to jadłem na surowo. a my staliśmy na placu bez ruchu. przykrych przeżyć obozowych.Widziałem też ludzi. Bałem się. że to nic nie daje. zabawiając się strzelaniem do więźniów ze złości za przestanę noce i wstrzymane przepustki. W tym czasie esesmani szukali uciekiniera na terenie pracy. schował się gdzieś na terenie pracy.

Pierwszy okres to pobyt w Dachau. Po zakończeniu apelu pisarze blokowi. Jeśli chwilę się przegapiło. Do bloków wrócili wszyscy nie pracujący: pupilki blokowych.a byli i tacy szczęściarze. Spacerował przed nami i na oko oceniał. Sam okres pobytu w Gusen też mogę podzielić na kilka części. którzy chcieli iść do lekarza.Życie takie trwało dla mnie do lata 1942 r. Gdy raportfirer zdawał raport komendantowi obozu. było tylko kilku lub kilkunastu. Ktoś stawia nogę na stołku.Zakłady Stayer. Gdy już grupy robocze wyszły do pracy i resztki z placu apelowego weszły pomiędzy bloki.od stycznia do maja 1941 r. Zobaczyłem potworne. sam dla siebie kapo i pracownik. Palec ten paskudził mi się do czerwca. do 5. którzy ryzykowali ucieczkę do tyłu. .karna praca w tunelach i od sierpnia 1944 r. i nie podobało mi się. a na jednym palcu otworzyła mi się duża. a sanitariusz wpycha mu pod skórę długą metalową iglicę z założoną na końcu gazą. a raz to po prostu wygnali wszystkich. żeby kto czego nie nakradł . Takich. był w zasadzie tylko jeden sposób . którzy sprzątali uliczki obozowe. Mnie kładli tylko maść i bandażowali. postarał się z rewiru SS o jakąś maść. co go właściwie boli. Od maja do sierpnia 1944 r. Od września 1941 do maja 1944 r. więźniowie stali z odkrytymi głowami.to okres chodzenia luzem. i już stoi spokojniej. Połowę ludzi wygnał z szeregu. ale z tej metody szybko zrezygnowałem. inni znów stali za daleko od baraków i już nie zdążyli uciec. aż wreszcie B. a resztę po wyjściu więźniów do pracy zaprowadzono do rewiru. Drugi okres . Po trzech czy czterech dniach zaczęto wysyłać nas grupami do noszenia kamieni i innych robót.ucieczka pomiędzy bloki w momencie zakończenia rannego apelu. Jeszcze przed wymaszerowaniem więźniów do pracy przyszedł do naszej grupy esesman i przeprowadził pierwszą selekcję. zacząłem czwarty okres życia obozowego. 1945 r. Ta rana dawała mi podstawę do stania w grupie ludzi idących na opatrunki. praca w kamieniołomach w charakterze kamieniarza. fryzjerzy i niektórzy blokowi szli od razu do swych baraków pilnować. Po zakończeniu raportu następuje komenda: „Czapki włóż!” i od razu następna: „Ustawić się grupami roboczymi!” W tym momencie dawałem dęba pomiędzy bloki i gnałem w drugi koniec obozu. ale jak który rusza się albo wyrywa. Pacjent wyje z bólu. do maja 1945 r. chorzy czekający na opatrunek i ci. którzy kręcili się w obozie. skaleczeniami i odmrożeniami. ustawiłem się na placu apelowym do grupy więźniów. by ktoś nie uciekł z placu apelowego.od maja do sierpnia 1941 r. mogli za to odpokutować. . Kazano nam rozebrać się do naga i . Od lata 1942 r. wtedy łatwiej było dekować się. gnijące rany. to dostaje kilka razy w mordę lub w brzuch i wtedy zapomina.praca przy budowie kolei Gusen-Linz. Żeby uniknąć wysyłania do pracy.więc chowanie się między barakami było o tyle niebezpieczne. a czwarty . ranami.. Było to w pierwszych dniach marca i rano było jeszcze dość zimno. Ja miałem odmrożone ręce. kto tu może być chory. Często ustawiałem się w liczącej kilkaset osób kolumnie do opatrunków z różnymi wrzodami. gnijąca głęboko rana. V.Gusen do lata 1942. tj. trzeci . Od sierpnia do września izolacja obozu . Przez pierwsze kilka dni pobytu w Gusen nie wysyłano nas do żadnej roboty. już nie udało się zwiać na tyły obozu. Krzyczeć można. po której w krótkim czasie rana zarosła i zabliźniła się. dlatego że ta zabawa groziła śmiercią.Mauthausen. Stało nas tam kilkudziesięciu. drugi . chorzy ze zwolnieniami z pracy .tyfus. bo po zakończeniu apelu blokowi obstawiali przejścia między blokami i pilnowali. ale nogi nie rusza.. więc jedni się bali. . inni mieli stałe miejsca pracy. Gdy jednego dnia nie udało mi się uciec między baraki. Na opatrunku byłem tylko kilka razy. A więc najpierw okres pierwszy. chorzy zapisani do lekarza. że w razie odkrycia jakiejś kradzieży ci. . styczeń-maj 1941 r. bo trzy razy odcięli z końca trzy czwarte stojących ludzi i pognali do noszenia kamieni. Pierwszy okres . Innemu znów sanitariusz odcina jakieś postrzępione ciało na palcu.od lata 1942 do końca pobytu.

Wszyscy jak zwykle łapali wszy i pchły. to rano. to chłop od razu zarył nosem w ziemię.. to będąc w obozie można było bawić się w ciuciubabkę z esesmanami i blokowymi. że kilku wypadło zza baraku i już przyłączali się do nich inni i uciekali wszyscy razem. wszyscy całą kupą uciekali w inną uliczkę. Było to na bloku 14 . Gdy zbliżało się niebezpieczeństwo.wtedy gdy trzymałem sztamę z Wysmułkiem. I znów trwało to tak długo. Do obozu wlazłem dopiero przed południem i wtedy dowiedziałem się. A ten go pięścią w brzuch. Byli tam też i Polacy. aż mnie złapali. który rano jeździł po blokach i zbierał truposzów. w czasie deszczu. i chodu! . Wreszcie już chce go pocałować. wyżartych i w nowych. Ale takich cwaniaków znalazło się więcej i ta zabawa zaczynała już być niebezpieczna. dokładnie nie wiem. Arystokratycznie .A tobie co jest? . a ten wciąż podsuwa mu swój kapeć. . Siadałem przy nich i siedziałem pochylony do przodu. . Bach. to on odsunął nogę i dalej każe się całować . Gdy podeszli do nas. to ubrałem się między blokami i na rewir po raz drugi poszedłem dopiero..bo wkrótce wprowadzono wóz krematoryjny. w sierpniu 1944 r. Przeważ nie staliśmy pod barakami i w rozpiętej koszuli lub kalesonach szukaliśmy wszy. w których noszono umarlaków do krematorium. już niepostrzeżenie starałem się dostać do swojej szopy i znowu właziłem pod trumny. Tego dnia nie udało mi się rano urwać. razem z Cerakiem właziliśmy do szopy.pyta się jeden z sanitariuszy pierwszego chorego. że przyłapano chłopaków pod trumnami i dwóch zabito kołkami. Popatrzyłem na to i rakiem. Kilka razy udało mi się wśliznąć na blok i wkręcić między tych muzułmanów. czystych pasiakach. półtrumny leżały do góry dnami i gdy urwaliśmy się rano między baraki. zaczęło się wstępne badanie . zanim dano sygnał do pracy. bach.. To ten podstawia mu nogę pod twarz i każe pocałować się w kapeć. bach . właziliśmy pod te skrzynie i leżeliśmy tam do apelu południowego. Patrzę . Dopiero jak wyskoczyłem z terenu rewiru.Co ci jest? . Co on robi? Przyglądam się dokładniej i widzę. a przynajmniej ci. A wreszcie stało się. gdy padał deszcz.już dostał trzy bomby pięścią w brzuch. Po zjedzeniu obiadu. którzy przed śmiercią przeważnie nie zdążyli już wykorzystać wszystkich dni zwolnienia... rakiem do swojego ubrania. Byli to tacy chorzy. Meta była spalona i już bałem się ukrywać pod trumnami. tak jak i oni. Wtedy drugi sanitariusz zaczął go kopać po bokach. Jednego dnia. bo uciekłem. Gorzej było. Gdy zrobiło się trochę cieplej. Te tzw. Przewrócił się.Ile dni? .a drugi kopie.pyta drugiego. po rozbujaniu wrzucano na platformę i odwożono od razu całą kupę do krematorium. wyszło do nas kilku sanitariuszy. których słyszałem. . . w której leżały stosy półtrurnien.Trzy. wsunąłem się do bloku i siedziałem wśród muzułmanów. bez ruchu. . Jak było ciepło. . ale wtedy już w innych! warunkach.jeden więzień trzyma w rękach sweter i co chwila podnosi go do twarzy.do furtki.Sraczkę mam. Chory nie chce. Brano ich za ręce i za nogi.ustawić się w szeregu w pobliżu naszych ubrań. że on zębami bije wszy. Siadali na stołkach w kącie sztuby i czekali na śmierć. Ustępy i umywalnie były pozamykane.a może to było nawet już to zasadnicze badanie. a do baraku nie wolno było wchodzić. Wystarczyło. żeby nie złapali i nie bili. A ten jak go trzepnie w ucho. przy okazji dokładnie obserwując teren. W baraku było zawsze kilku więźniów. Gdy już staliśmy tak na golasa więcej jak pół godziny. ubranie w ręce.Ucho mnie boli. którzy potrafili dostać się do lekarza i otrzymywali kilka dni zwolnienia od pracy.

mógłbym bić w latach. Jeśli ktoś miał mały. W każdej grupie roboczej były prace stałe. postawił przed esesmanami i pyta o kartką.Ślązak.Wszy zębami bijesz? . Zasnąłem. Od stycznia do maja poznałem prawie wszystkie najgorsze grupy robocze. został bez pracy i musiał wychodzić do noszenia kamieni. czy rano nie byłoby dwóch nieboszczyków . W nocy długo rzęził. W ten sposób wykończyli mojego wspólnika z łóżka.z przypomnieniem „zasług”. starał się unieść kamień. Przesunąłem się w bok i chciałem przejść do tych. . ale pepika tak sobie zapamiętałem dokładnie. Za chwilę już dostałem od esesmana w mordę. Z tych najgorszych najlepszą jeszcze pracą było noszenie kamieni. a dobierano ich przed każdym wyjściem do pracy. W nocy nie wolno mi było nikogo budzić z powodu takiego drobiazgu. ale gdy Hiszpanów rozdzielono po wszystkich blokach. Chodził on w innej grupie nosicieli kamieni. który dorównywał mi kondycyjnie. którzy bili mnie w pierwszych latach. pod którym siadał.Co ty robisz? . żeby zabrali z mojego łóżka nieboszczyka. z winklami.Czech. Gdy trafiłem do noszenia kamieni. że gdy w roku 1943 ja byłem arystokratą. niejeden raz posyłałem mu „wiązanki warszawskie” z przypomnieniem okresu. Zawiązałem kolektywną współpracę z Jaczewskim. Złapał mnie. kiedy był bydlakiem. Niejeden raz miałem ochotę obić mu mordę. Wszyscy musieliśmy stanąć na baczność i zdjąć czapki . Wreszcie solidnymi kopniakami zostałem przez sztubowego wyrzucony z baraku. lepsze i najgorsze. gdzie nie było stałego składu ludzi.a esesmani razem ze sztubowym zaczęli kontrolować kartki zwolnienia z rewiru.A co mam robić? Przecież muszę się przed nimi bronić. Przy każdej okazji tylko posyłałem „życzenia” rychłego wyzwolenia przez komin krematorium .. że niby nie wiem. . No.pytam się. Miganie się od noszenia dużych kamieni czy uciekanie z grupy groziło tu tak samo śmiercią jak wszędzie. szczupły i wściekły. a patrz. i jeszcze raz. ustawił odpowiednio i znów walili po twarzy prawie jednocześnie z dwóch stron. Niedługo potem zostałem przeniesiony na blok 32. z oczami prawie na wierzchu. gdy już byłem wy żarty . a on już zimny. Bez przerwy bił. którzy bili kijami przy braniu kamieni i kontrolowali. Rano dopiero powiedziałem. ale mijałem go kilka razy i widziałem. Nigdy w żadnej nie pracowałem dłużej jak pół dnia. bo znał nieźle język francuski. staraliśmy się. dostawał kijem i wsadzano mu na ramię taki kamień. słyszę. pod którym siadał. że już nie rzęzi. Nazywał się Lachera . ale jeśli zmuzułmaniał i ledwie sam łaził. bo najłatwiej było się urwać. bo kto wie. W obozie był wtedy wielki bałagan. za które składam życzenia. Sztubowy mnie złapał. ale nigdy nie potrafiłem zdobyć się na to. bo mnie zjedzą. Pewnie umarł. gdy prawie w tej samej chwili dostałem z drugiej strony od sztubowego i znów. młody jeszcze chłop. A przy stosach kamieni stali już kapowie „dyplomowani”.i pokazał mi swoje ręce. ale zawsze siadał po kilku krokach i wtedy znów był bity przez kapów.odmrożone.. wtedy zaczynała się zabawa. Nie zdążyłem się nawet dobrze zachwiać. takiego nie miałem sumienia bić. sam się w nie okręciłem i spałem do rana. i jeszcze raz.. Chciałem uciec w drzwi. Dotykam go. Były potwornie spuchnięte i całe w ranach . myślę sobie. Ja udaję idiotę. a gdy nie mógł go udźwignąć.i niejeden też dostał ale tylko taki.sztubowy mógłby mnie zabić za to. czy każdy ma odpowiednio duży kamień. jakie ja mam ręce. z którym byłem na jednej sztubie w Mauthausen. albo umierał on po kilku godzinach. Staraliśmy się brać po dwa . o jaką im kartkę chodzi. to koc ci niepotrzebny. jak go bili i pędzili z kamieniem. W tym momencie krzyk sztubowego: „Achtung!” S3 na sztubie. a gdy znów się przebudziłem. żeby być w jednej grupie. Niejednego z tych. ty już jesteś w niebie. a on muzułmanem. Zygmunt Jaczewski przez pierwsze dni pobytu w Gusen był tłumaczem na blokach hiszpańskich. która kończyła się albo wykończeniem więźnia na miejscu.każda po 50 osób i każda miała swojego kapa. bo dzielono nas na wiele grup . Mój manewr zauważył sztubowy . których już sprawdzono. że go w nocy obudziłem. żeby bić człowieka słabszego i bezbronnego. Zdjąłem z niego koce. Spocony.

ustęp był zamknięty. Mimo że warunki mu się pogorszyły.aż przodu dłubało się palcem w gęstym błocie wynoszonym tu z kuchni i z błota tego wyciągało się plasterki marchwi. robili to samo. Z Jaczewskim nosiło się przyjemnie. który szedł na przedzie. Czwartek.ustęp zamknięty. i niejeden. opuszczał jeden kurs. Tak było przez kilka miesięcy. który przeznaczony był dla blokowych. Więźniowie przykucnięci załatwiali swoją potrzebę . a wszyscy szli dalej. Ja szedłem w okolice psiarni i kantyny . Ten. Łażąc tak z kamieniami opowiadaliśmy sobie z Jaczewskim różne historie obozowe i wolnościowe. Gdy razem trafiliśmy do noszenia kamieni.zesrałem się! 11!!!” . w której te odpadki płukałem. który pilnował.bo były trzy kamieniołomy: Gusen. Przyznać mu trzeba.zamknięty. żeby nikt za długo tam nie siedział. gdy pozwolił sobie swoją zwyczajną dupę posadzić na arystokratycznym sraczu. i dalej już kręciliśmy razem. gdzie się spotkamy.tam albo coś zdobyłem. bo inaczej dostawało się kijem od tego. Gdy już miałem z pół kieszeni marchwi. Po drodze nie było już żadnych kontroli. że robią o niego starania i że niedługo będzie zwolniony. Z tymi ustępami to naprawdę było wesoło. Kastenhoffen i Oberbruch . a ustępy zamknięte. żeby nie wsadzić palca w gówno. do którego chodziliśmy. a gdy były otwarte. to nie był właściwie ustęp.zamknięty. z których wynikało. niejeden raz to jeszcze z kawałkiem naci. Wtorek. Już nic nie potrzebuję . które dopiero wybudowano i które zawsze były zamknięte. z opuszczonymi spodniami. Spotkanie umawialiśmy przeważnie w ustępie kamieniołomu w Gusen . pisarzy blokowych. a często też wieczorem. sztubowych. że kręcił dobrze. Ustęp. tzn. przesuwało się o dwa kroki dalej i znów grzebało się palcem w błocie. załatwiania swojej potrzeby fizjologicznej. dla wszystkich. Szukać trzeba było ostrożnie i tylko w kucki. że trzeba było jednak nosić kamienie i być narażonym na oberwanie kijem. którzy byli przy kupach kamieni. Idę do ustępu . A rano i w południe. Gdy w zasięgu ręki nie było już nic . ale gdy wracali. Widzieli to tylko niektórzy więźniowie. Były to odpadki wyrzucane z kuchni SS. którzy tam przychodzili. Wszyscy. ale nie widział kapo. kapów. Opowiadał mi swoje sny. to wpuszczali tylko po dwie osoby. bo organizacja noszenia była dobra i potrafił on interesująco opowiadać o swoich eskapadach pijackich. żeby szybciej mijał czas. Nie wolno było siadać tylko na pierwszym sedesie. Pamiętnik miał wyglądać tak: „Poniedziałek. Podobną jak ja metodę pracy stosował Leon Cerak. który szedł do ustępu. później już ustępy otwarte były dzień i noc. ale w środku mogło być tylko dwóch więźniów. Więc prowadziliśmy takie i tym podobne rozmowy. a następnie starałem się dostać do obozu. umawialiśmy się. Były one otwarte wtedy tylko. do którego wyrzucane były też odpadki z kuchni. mimo że sedesów było chyba dziesięć czy dwanaście. które było nieraz przykryte świeżą warstwą błota. co robić dalej. Uważać tylko trzeba było.to z tyłu . zwalając go z nasypu w dół. tylko olbrzymi dół w kształcie leja. idę do ustępu . W pamięci utkwił mi pamiętnik. Ludzie bali się urywać od roboty . I właśnie najprostszym sposobem urwania się było pójście do ustępu. że dobrze znał język niemiecki. Już ciężko wytrzymać. to przeważnie dołączał do grupy i nosił kamienie dalej. nie stracił humoru. Środa. albo nic. ale miało to ten feler. który obiecałem napisać na temat naszych obozowych ustępów. dostał dobrze po łbie. i później zjadałem wyciągając z kieszeni po jednym kawałku.nie wiedzieli.mniejsze kamienie i zaraz po ruszeniu w drogę pozbywaliśmy się po jednym. wychodziłem z tego przybytku szukać kałuży. Sobota. ani ci. Już nie mogę wytrzymać.bo to miejsce było daleko od trasy nosicieli .wtedy nie kończąc zajęcia ubocznego. który o tym nie wiedział. Piątek. Zachciało mi się srać . Jak wczoraj. wyjazdach za granicę. tylko na trasie kapowie nieraz dla zabawy pognali nas kołkami. gdy nikogo nie było w obozie.Tu koniecznie musi być dużo wykrzykników. odważny był i wielkim dla niego plusem było to.

Osłabłem. Lał takich kijem i wypędzając krzyczał. i wpuszczali nas zawsze bez przeszkód.. Nie robiłem najmniejszego wysiłku.kamieni (kamienie nosiło się w kamieniołomie Kastenhoffen). który leżał w błocie. Przy pracy nikt nas nie pilnował. Esesmani i kapowie pochowali się po kątach i szopach. nie rozumiem! Ile ty lat siedzisz w obozie? . Ustęp ten był to długi drąg umieszczony nad maleńkim strumykiem. Tego dnia wściekły Czech nie wypędzał nikogo ze sztuby. którzy jego zdaniem za długo siedzieli. .I dlaczego przez tyle lat nie nauczyłeś się po polsku? Polaków jest więcej jak Niemców. przedrzeźniał mnie ze złością: . Nie było wtedy ze mną Ceraka. Wpuścił nas. Robiliśmy sobie zabawę klepiąc się po mokrych plecach. już ubranie było przemoczone do ciała. Pewnego razu wygnano nas do roboty w czasie dużego deszczu. z którym można będzie wejść do obozu.Cztery i pół. oficjalnie. Gdy wyganiali nas do pracy. że ze mną niedobrze. Bo jak udawałem jełopa. Więc wyruszaliśmy na poszukiwanie odpowiedniego sprzętu. to wszyscy bali się. ale gdy tylko ktoś miał do mnie jakąś pretensję. gdy czuje się pierwsze krople wody. To dużo dawało. Gdy esesman o coś nas zapytał. blokowy. Połapałem się.A ile ty lat siedzisz w obozie z Polakami? . że robi mi się coś tak przyjemnie. że dwóch więźniów niesie węgiel do kuchni. bramą. że kapo kazał nam go wnieść do obozu. i zachwiałem się raz i drugi. a jak komu proponowałem wejście do obozu.wówczas już po polsku . uciekać!” . a tylko odpocząć.zapytał mnie. gdy powiedziałem Niemcowi . . że nie przyszli za potrzebą. ale nie miał partnera do tego rodzaju sportu. żeby jakieś słowa zapamiętać. które od kołnierza spływają po gołych plecach w dół.Też cztery i pół. toteż nikt nic nie robił. .„nie rozumiem”. na które braliśmy jakieś materiały budowlane albo węgiel.cholerny. Co znalazłem jaką szopę lub daszek.i kijem wypędzał tych. Nasza współpraca polegała na wejściu w czasie pracy do obozu.. Potem już jest wszystko jedno. Wreszcie udało mi się namówić jednego na wniesienie do obozu nieboszczyka. ale jak ty masz interes do mnie.Nie rozumiem. bo każdy bał się ryzykować.. nigdy nic nie rozumiałem.pokazując na umarlaka i na obóz. i trzeci. stał i raptem zaczynał wrzeszczeć: „Prędze j. uciekać. żeby on poznał moje chody . to mów do mnie po polsku albo przez tłumacza. Po wejściu do obozu ułożyliśmy nieboszczyka pod umywalnią.I przez tyle czasu nie nauczyłeś się po niemiecku? . Po niemiecku rozmawiałem tylko w rozmowach koleżeńskich albo gdy załatwiałem jakiś interes. . nie chciałem. Cerak meldował w bramie. Poza tym nienawidziłem tego języka i umiałem tylko tyle. to już stali tam kapowie i wypędzali każdego kijami i biciem w mordę. Miało to oznaczać. Wzięliśmy go na ramiona i wnieśliśmy przez bramę do obozu. to najwyżej dostałem w mordę i to było wszystko. Jak ja będę miał do ciebie interes. W pewnym momencie poczułem. powiedziałem tylko jedno słowo: „kapo” . Najgłupszy moment jest wtedy. Metodę nieznajomości języka stosowałem do końca pobytu w obozie. a ja i tak lepiej mówię po niemiecku jak ty po polsku. Przeważnie były to tragi.i udało się. Ledwie stał na nogach. On był odważny. to będę mówił po niemiecku. a my musieliśmy łazić po deszczu. wtedy już nie kręciłem się za jedzeniem. muzułman .. prędzej. a mnie to nie odstraszało. Stał. a ja spróbowałem szczęścia na bloku . Gdy spotkaliśmy się. kapo albo esesman. tak jakoś pusto w głowie. ile wbili mi do głowy ciągłym powtarzaniem. Tego dnia było bardzo zimno były to dopiero pierwsze dni marca. Pilnował go Niemiec.bo byłoby za dużo chętnych i nie miałbym już takich możliwości. bo nie było gdzie się schować. Mimo wszystko było to jeszcze najlepsze miejsce do spotkania i umawialiśmy się tam często z Leonem Cerakiem. Już w latach 1944-1945.

którzy nosili. którzy nakładali glinę na tragi tym. dla odstraszenia . każdy z tych. reszta to kapowie. to gdy przy końcu pracy . którzy obok niego przechodzili. Ich runda wyglądała w ten sposób. bo jeśli który kapo zobaczył. Trudno .. nie da rady podnieść się . Pędzenie biegiem dawało szansę. którzy tylko chodzili z kijami i bili bez przerwy. którzy trzymali wy kręconą bokiem tragę. ale groziło niebezpieczeństwo spadnięcia. że po wyrzuceniu gliny z tragi trzeba było biegiem pędzić do dołu . nieprzytomnych lub ciężko pobitych. Nikt ich nie żałował. Praca tam była w ten sposób zorganizowana. którym niwelowało się nierówności terenu. Do pracy tej wychodziło codziennie rano i po południu 150 więźniów. żeby się podniósł i szedł do pracy . przed którą uciekałem jak przed śmiercią. Gdy ktoś spadł na dół.on go nie bił po to. to wariacji dostaję i zdolny jestem popełnić niepoczytalny czyn w stosunku do tego. bo co 25 metrów stał poganiacz z kijem i bił tych. każdy z solidnym kołkiem w ręku. a właściwie w tym czasie .aż do zabicia. trzech może nie zdążyć przyłożyć swojej łopaty i traga będzie lżejsza. która się przylepiła. że nawet na chwilę nas nie odstępował. Nie . ale oni znów starali się pilnować dobrze.i odnosiło się na odległe o 150 metrów usypisko. mokrą glinę wynosiło się z dołu do góry po deskach bez poręczy . którzy w tym czasie ładowali tragę. Cały teren tej pracy otoczony był linią posterunków. gdzie stało znów kilku więźniów. Była to praca przy budowie młyna do mielenia kamieni. bo deski były śliskie. a ci. żeby ludzie dobrze i szybko pracowali. Po deskach schodziło się do dołu i biegiem trzeba było przejść przez szpaler ładowaczy. Dwa czy trzy razy łapano mnie do noszenia tragami żwiru przy pompach obsługujących obóz. Z pełnymi tragami wychodziliśmy już po innych deskach do góry. czekał na następnego pacjenta. starali się jak najszybciej przebiec przez szpaler. a został przyłapany.bo z tyłu bił kijem specjalnie do tego postawiony poganiacz.przy wszystkich. jak ten język posłyszę. Wreszcie usypisko. który w tym czasie bił kijem tych. mokre i zamazane gliną. że ten. którą stanowili więźniowie-Niemcy. Urwać się od tej pracy było bardzo ciężko. Reszta niesiona była przez tych 100 w charakterze nieboszczyków. Na deskach już nikt nie bił. który miał kilka pięter w dół i kilka pięter nad ziemią. że ciężką. Gorsza praca była tych. . a on bez przerwy z nami i bez przerwy bił grubym stalowym prętem. który go dokańczał.. którzy nosili. którzy stali na posterunku. Byli oni bez przerwy w ruchu. a wracało około 100. to ładowacze dostawali dodatkową porcję bicia i kilku szło do noszenia tragi. Jeśli ktoś próbował ucieczki.w południe czy też wieczorem . Ci.dopiero kopanie olbrzymiego i głębokiego na kilkanaście metrów dołu pod przyszłe fundamenty młyna. Stał tam jeden więzień z łopatką i odrywał nią od tragi glinę. Gdy już wylazło się na wierzch. Praca w tym miejscu to też prawie to. co ładowali. Kapo był tam taki wściekły. Była jeszcze jedna grupa robocza.ale to było chyba coś więcej jak piekiełko. trzeba było przebyć szybko odcinek drogi do usypiska. Jedna grupa ludzi pracowała w dole .i to była trochę lepsza praca. Bił tylko. Z tych pracujących około 50 osób przynoszono do obozu nać każdy apel. Kopali oni ten dół i podrzucali glinę do środka dołu. W grupie tej na 150 osób pracowało chyba nie więcej jak 100. który już mi zostanie do śmierci. Kilku było takich. co nosili. kto tym językiem mówi.stan ludzi był mniejszy chociaż o jednego. że na tradze jest mało. Pracę tę nazywano w obozie zdrobniale „piekiełkiem” . tzn. co śmierć. stał tam już taki magik. że dwóch.uraz psychiczny. Chodziliśmy całą grupą. bo pilnując nie musieli ciężko pracować i nikt ich nie bił. kapowie bili go kołkami . Tani nie było wesoło. posterunki i poganiacze. Kilka razy wpadałem do paskudnej roboty. a nieudana ucieczka to pewna śmierć. A jeśli komuś udało się uciec. starali się nakłaść na tragę jak najwięcej.a gdy już był pewien. oraz drugi.Jeszcze dziś.odciągał go do kupy innych i. który spadł. dostawał kijem 25 uderzeń w tyłek. żeby go zabić. w południe i wieczorem.

Był to z wyglądu bardzo miły i przystojny chłopak . Kapo stał pod okapem baraku i jak chciał komu mordę obić. wszyscy zaczynali energicznie pracować. A tam naprawdę morowo było.gdy szukało się każdego dnia. Wszy. że aż się uginałem. raz łopatą .Wpadłem tam trzy razy . ale nie wiem dlaczego. bo tam bez przerwy czuło się śmierć. że przez całe pół dnia (nigdy więcej nie wracałem do tej samej pracy) padał deszcz. ona w tym czasie „urzędowała” w budzie z „Tygrysem”. zwany w obozie „Tygrysem”. Zawsze brałem zza drutów ciężką belkę. W południe przynosiła majstrowi jedzenie kobieta i gdy ten zjadał siedząc przed budą i obserwując. Tyle o „piekiełku” .„jest flaszka. raz łopatą . Dwa razy przyszło mi pracować w obrębie baraków SS.Stachu. który miał wielkie zamiłowanie do mordowania ludzi. który nigdy się nie uśmiechał. Ślązaka. obił mordę i znów wysyłał do pracy. którą dźwigałem tak. robiliśmy za barakami SS. pączki i wieprzowina”. żeby nie zwrócić na siebie uwagi. Myśleli zapewne. flegmatycznym tonem: . dwie butle wina”. który z więźniów ma złote zęby. Niemiec o polskim nazwisku.który był takim samym bandytą jak Krudzki. pchły. nigdy mnie nie uderzył. że nosiłem na sobie jakiś solidny ciężar. Ja rzucałem łopatą błoto i do taktu śpiewałem sobie humorystyczne tango. Nigdy nie wiedzieliśmy. że to ktoś z innej grupy roboczej zapuścił się w pobliże w poszukiwaniu potrzebnej mu belki. Pomyślałem sobie: I czego ten człowiek się cieszy . Robiliśmy na deszczu. że lubi mnie za mój humor.a ten stoi i śpiewa sobie banalne piosenki. Jedni płakali. ja o tobie nigdy w życiu nie zapomnę. Wykańczał takiego przy pomocy „Małego Tygrysa” i w ten sposób stawał się właścicielem złotych zębów.Polaka. raz przy wysypywaniu uliczki drobnymi kamieniami. gdy u niego pracowałem. Za każdym razem musiały mnie widzieć posterunki „piekiełka”. stojąc po kostki w błocie. to wołał do siebie.wyżarty. Pierwszy raz wtedy ciebie widziałem i zapamiętałem. Miał on do pomocy „Młodego Tygrysa” . że ty teraz . gdzie oberkapem był Krudzki. Mówił on powolnym. nazwiska jego nie pamiętam . Był tam jego zaufany majster. świerzb. z którym pracowałem w jednej hali kamieniarskiej. na deszczu. Po wojnie z wyroku sądu powieszono Strońskiego w Katowicach. że może ktoś urywać się z „piekiełka” z ciężką belką na plecach. z czapką na bakier . a raczej wyczuwałem. mendy (skąd? . nauczyciel z Żywca. Zabił on wielu więźniów. czy nie zbliża się esesman.przecież on za miesiąc zdechnie. Dopiero później dowiedziałem się. dobre jedzenie i „miłość” kobiety. w samej koszuli znajdowałem około . a drugi raz przy skopaniu placyków między barakami. kogo w czasie obchodu wybierze. Ale pamiętam. której bałem się naprawdę. Pamiętam nawet. Krudzki był to facet o wyglądzie i spojrzeniu bandyty.. co ty wtedy śpiewałeś: „U cioci na imieninach”. na których miały być kwietniki. raz łopatą „są goście i. Praca w ogródkach była o tyle nieprzyjemna.sam nie wiem). oraz bez przerwy bity i głodny to właśnie byłem ja. jak wódkę. Wybranego prowadził do swojej budy i tam go zabijał. Nie z tego powodu. Ja też tę scenę pamiętam.a poza tym to ja w ogóle starałem się unikać pracy. Miał on swoich piesków wśród więźniów i ci donosili mu. Kilka razy wpadłem też do grupy roboczej kapa Strońskiego Stanisława. inni modlili się . jak w 1941 r. Co pewien czas wychodził ze swej budy i szedł szukać sobie kogoś do zabicia.raz łopatą i „U cioci na imieninach”. Posterunkom nie przyszło do głowy.„śledź.stale jesteś wesoły i z humorem. Za to złoto kupował sobie przyjemności niedostępne więźniom.. I tak . Kilkakrotnie dostałem się też do pracy w kamieniołomie Kastenhoffen.i trzy razy uciekłem. kto padał jego ofiarą.po 8-10 naraz. morowo jest”.o tej jedynej pracy. Na wszelki wypadek starałem się unikać jego grupy . Wszy . lecz myliłem ich tym. który mu wszystko przynosił. Gdy zbliżał się.podobno chorąży Wojska Polskiego. W roku 1944 te pół dnia przypomniał mi Władysław Latkiewicz. inni klęli. liszaj na pół gęby. wrzody .

po kolacji . a za którą musiałem dać kawałek chleba.no.można. Wtedy w zasadzie świerzb został zlikwidowany .a w końcu znikł pod maścią. Skakały po sztubie. którzy pracowali na zimnie i deszczu. to znalazłoby się zaledwie kilka lub kilkanaście sztuk. Nam na świerzb nic nie dawali .tych nikomu też nie brakowało. w ustępie.ot. ustawialiśmy się po kilkunastu w rzędy. „Wuja” Opasa uśmiercił olbrzymi wrzód na brzuchu. Ci z zasady po kilku dniach byli odnoszeni do krematorium. W końcu przyszedł czas . Niejednego wrzody uśmierciły. Gdyby wtedy przeszukać koszulę.podobno redaktor „Expresu Wieczornego”. tak po dwóch godzinach delikatnie zdejmowałem z siebie bandaż. Wieczorami . między blokami i na placu apelowym. dziesięć. Inne wyciskaliśmy sami. Gdy już byłem w pracy albo nie w pracy . jeden na piersi. Wycierało się je jakimiś brudnymi. Było ich tyle. Ja wyciskałem Leonowi. I gniotło się go. Nie chciał ich bić. Wrzody . Później pokazywał się jeszcze od czasu do czasu. Lokowały mi się przeważnie na łopatkach. takie średniaki. a jak nie chcieli dać. Pośladkowe i na łopatkach często były roztrzaskane przez kapów.nie. Cale armie. to sam dobrze nie wiem . że nigdy nie drapałem się zbyt namiętnie. bo ci unikali kontaktu z muzułmanami i otrzymywali z rewiru SS maść na świerzb.niektórzy mieli rany od świerzbu.pryskały jak fontanna. Ja nie miałem wszawicy ani ran świerzbowych. ale o tym opowiem osobno.cała prawa strona. Wykorzystałem to na jesieni 1941 r. Dlaczego. nazwiska nie znałem . o którą postarał się jeden z kolegów. z rewiru SS.te zgubiłem przez ogolenie owłosienia oraz nacieranie naftą. Każdego rana zakładałem kawał bandaża na szyję. to 500 przychodziło na pogrzeb i wszystkie gryzły. Chodząc na opatrunki prosiłem o bandaż. ale wciąż przychodziły nowe. Ja takich potwornych wrzodów nie miałem . że tylko trzeszczał i bryzgał ropą. a w nim roiło się od wszy i pcheł. to tylko szur. Stawialiśmy na noc pod łóżka miski z wodą.to liczył tylko do 800. Tych to było miliony. drugi na plecy. Nie mieli go tylko prominenci z arystokratycznego bloku. Gdy go wreszcie napędziliśmy i zaczął szukać w swetrze .chyba w czerwcu . tak że końce wchodziły pod koszule. w pobliżu pachwiny i na pośladkach. przez które chwytało się i wyciągało rdzeń wrzodu. szedłem z Cerakiem za baraki i tam wyciskaliśmy sobie dojrzałe wrzody. to od razu przerzucałem na lewą stronę. który stał przed nim. starymi szmatami. Ja miałem ich po osiem.to jego zjadały wszy. Mieliśmy na bloku Żyda . w których rano pływał cały kożuch z potopionych pcheł. Przez jakiś czas nacierałem własnym moczem . i swędził jak cholera. tylko bił. tego jeszcze nie można. a on mnie. Z pchłami była lepsza heca.może dlatego.tak mi doradzono później smarem wyciągniętym z fifek od papierosów . że każdy mógł zawsze ją otrzymać.. że oni przecież pracowali wśród esesmanów. a gdy zdejmowałem z siebie koszulę. a później go zgniewało i już nie liczył.po kilku dniach nacierania. gdy codziennie kąpano nas pod gołym niebem. o którą znów postarał się Heniek B. tam znów pchały się wszy . Bardzo często.wygnano nas nago przed blok. bo zdawałem sobie sprawę. Dawali im dlatego. w pasie. a z przodu już każdy sam się natarł. pod pachami.no i wszawica już była. Ten . Walczyłem z nimi przez ciągłe kontrolowanie bielizny i koców. Brałem koszulę za kołnierz i strzepywałem pchły ręką. lecz już odtąd było tyle maści. Dwóch znajomych chłopaków . Gdy odpięło się koszulę. a ci bali się.że przywieźli do obozu beczkami maść na świerzb. Mendy . do dwunastu naraz. Wrzody mieli chyba wszyscy. że nie dostałem zakażenia. I dzisiaj dziwi mnie tylko. Ten . szur . to sam „organizowałem”.za wcześnie. a „władze” blokowe okładały nas maścią z przodu i z tyłu. żeby im więźniowie nie przywlekli wszy i świerzbu.80 sztuk. Ten . a do tego byli głodni. Jak się jedną zabiło. Widziałem u niektórych fantastyczne wrzody ulokowane na tyle głowy. Liszaj rozlał mi się na pół gęby . jakby kto makiem posypał koszulę. Pcheł się nie szukało. Wszy właziły prawie wszystkie. czym grożą rany. nabierając ją na drewniane łopatki. gdy po kolacji nie było „sportu”. No i wypędzałem w każdej wolnej chwili wszy i pchły.to piekło . Świerzb miał cały obóz. Stojąc w rzędzie każdy nacierał plecy tego.

Ropa leciała jak woda z kranu. gdy zbliżał się esesman.jak się okazało . bo pomyślałem sobie o esesmanie. Któregoś dnia powiedział bijąc go.umarło na wrzody. ani się schylić i już sam nie wiedziałem. więc nie można go było wycisnąć. dokładnie we wrzód. Tego dnia stałem z nogą w kolanie na spocznij i z rękami luźno opuszczonymi.nazwiska już nie pamiętam . co robić. Poza tym nic na nie nie robiłem i jak mi w lato zginęły wszystkie. Zrobiło mi się ciemno w oczach. Każdy prostował się i przyjmował taką postawę.15 cm powyżej kolana. ale od razu. usiadłem za barakiem i do końca wycisnąłem rozbity wrzód. Robił to metodycznie. Nie mogłem już ani chodzić. pędziłem do ubikacji i serwus. Mnie tylko raz zrobił się taki czort na lewej nodze. Już na zawsze w tym miejscu pozostało mi na nodze duże wgłębienie. opisuje on w niej chłopka.i utopiła się. Łeb trzymałem bokiem przez kilkanaście minut . że mam mokro w nogawce. Na drugim łóżku obok mnie leżał nauczyciel wiejski .ja takiego drobiazgu mógłbym życzyć swoim wrogom. uśmiechnąłem się z zadowolenia. Na bloku l nie przebywałem długo . że to jest dobry sposób pozbywania się wszystkiego.tak jak nieraz naleje się w kąpieli. chłopek ze wsi. Pomyślałem sobie wtedy. nie licząc jednego. który obecnie opisuję. który z nich wszystkich był jeszcze najlepszy. Wlazłem do łazienki. Ten chciał kopnąć mnie w dłoń . że nie trzymam jej prawidłowo . że człowiek głuchnie na to ucho. bydlaku. że z tyłu idzie esesman. Nauczyciel ten miał ten feler. Siedział głęboko. Był to Feliks Jakubowski. Ludzie czytając tę nowelkę śmieją się i ze skąpstwa tego chłopka. Bronisław Ott czy też Karol Szmidt. że kilka razy dostałem dobry łomot nogą od stołka od sztubowego. tak już nigdy ich nie miałem. Dlatego widocznie topienie było podstawową metodą uśmiercania muzułmanów i takich. więc nikt przez cały czas tak nie stał.pomysł: utopić ją. Jakubowski codziennie rano przychodził z kołkiem w nasz koniec sztuby i dawał mu solidne lanie. który mnie kopnął: „Wściekłbyś się. słodko w gardle. a okazało się. który przez cały okres pobytu w obozie niesławnie zapisał się w pamięci jako jeden z większych bandytów Polaków tak jak Stanisław Stroński. ze to pchła siedziała mu w uchu. Rozwiązanie przyszło samo. Przypomniała mi się nowela Maupassanta. potem słomką . pchełka . gdybyś wiedział. Bez przesady mogę powiedzieć. Apel trwał bardzo długo. Łomocze to w uchu jak karabin maszynowy. które uformowały się im na odbytnicy. Na apelu należało stać na baczność i metodą niemiecką ręce należało trzymać przyciśnięte na szwach. i z jego głupoty. od zewnątrz . Ja stałem przeważnie w ostatnim.to nie wiedziałem. bez złości. Utknie bydlę w woskowinie i drży widocznie ze strachu. Dłubałem w uchu palcem.a utrwalił on mi się w pamięci tym. Nie usłyszałem.trup.myślałem. I od tego dnia bił go każdego rana bez . który jechał do doktora. Stanisław Kółeczko. że wyciekło jej co najmniej pół litra. jak poczułem w głowie karabin maszynowy. W tym czasie blok l nie był jeszcze blokiem prominenckim. Wreszcie wszystko minęło i wtedy poczułem. zachwiałem się na kolegów stojących w dziewiątym szeregu . Gdy już wycisnąłem go całkowicie.a ta cholera warczała mi we łbie. przeniesiony zostałem na blok 1. nalałem wody w ucho . że w nocy się moczył. co mam z nim robić. że wykończy go w ciągu tygodnia. jaką mi tym zrobiłeś przysługę”. co żywe (prócz stworzeń wodnych) i co dla nas jest przykre i niewygodne.w nocy . Wreszcie wpadłem na jedyny słuszny . W tym czasie. dziesiątym szeregu. że zemdleję. że z takim drobiazgiem jechał do lekarza. a we łbie tłucze tak. Po zafasowaniu chleba postarałem się o wielką szmatę. co „podpadli” władzom. nawet z pewnym zadowoleniem. Arystokracja obozowa mieszkała na bloku 7. „Drobiazg” . Przecież to można zwariować. Gdy wpadła mi pchła pierwszy raz do ucha . jakby ktoś tłukł młotkiem pneumatycznym.i całą siłą kopnął mnie o 5 cm niżej.którego Jakubowski postanowił wykończyć. Wpadła mi jeszcze dwa razy.za to.

który zechce mnie z tego łóżka wygnać. po prostu nie spodoba się komu moja morda . w ganku przy oknie. do umywalni i ustępów innych bloków nie wolno było chodzić. do którego po zajęciu wstawia się graty i zamyka na klucz. 7 i 8 i zaczęto budować na ich miejsce bloki piętrowe. Do naszej umywalni i ustępu było około 200 metrów. Kto włożył spodnie. a nas na blok 32. to wiedziałem. Gdybym odszedł. Ja.nauczyciel ten był już trupem. jeśli go ktoś przyłapał. Jeżeli przeżyjesz. W myśl umowy siódmego dnia Jakubowski bił go tak długo i dokładnie. prominentów przeniesiono na blok l.i paliło. a okno służyło do szybkiej ucieczki w razie bicia w sz tubie. że pewnego dnia wykończą mnie albo „za winy popełnione”. do mycia trzeba było chodzić bez koszuli.Teraz już wiem. przez cały obóz. Zauważyłem. Tu z fasonem podałem mu rękę. jaką chciałby zastosować karę.tak się robiło . czy w nocy zmoczył się. pochodził z Łodzi. a gdy przyszliśmy w południe do obozu . że było daleko do ustępów i umywalni. Ja zająłem łóżko wolne. mogliby i zabić. albo za darmo. wiedziałem tylko. Odpowiedziałem mu grzecznie. bez względu na pogodę. w baraku to w ogóle nie było mowy. napełniało tym świństwem .bo już nogi w kolanach grubsze były jak w udach .zająłem to górne łóżko. kolega wobec tego musi pozostać na swoim miejscu. Dawało to ciężki. słodki dym . a w nocy do ustępu wolno było założyć na siebie tylko płaszcz i buty.gdy na środkowym i dolnym tylko leżeć. co się tylko dało palić i zawierało troszeczkę nikotyny. Palenie w pobliżu baraku groziło śmiercią. a więc był tłok i do mycia. buty czy marynarkę . Jeden ustęp i umywalnia obsługiwały zamiast jednego trzy baraki. U góry zawsze było cieplej. bo tu ma przyjść jego kolega. że gdyby ktoś na tym przyłapał. Z paleniem było coraz gorzej. Zdziwiony zapytał. Najlepsze łóżko. tzn. on mnie też. że z każdym papierosem trzeba było gonić aż na plac apelowy. Przyszedł wreszcie sąsiad z łóżka obok. bo ryzykowną. nigdy o tym nie myślałem.po powrocie mógłbym nic nie znaleźć. Blok 32 był z tym niewygodny. Nie mogłem odejść. powiedz ludziom o tym. że w środku sztuby jest wolne górne łóżko. Ale miałem pisać o pobycie na bloku 32. ale najlepszą rzeczą było wtedy pryskać przez okno.. Z papieru robiło się coś w rodzaju lejka. że już w łóżku nie zdążę się ogrzać. Paliło się też tabakę do żucia. Muzułmani palili.a szczególnie oczy. że nie miał on już siły wyjść do pracy. a na łóżku zostawił czapkę. czy ja tu na stałe. Ja wstawałem cztery razy. Niebezpieczną tylko dlatego. bo jego były mieszkaniec został tego dnia przyjęty w charakterze chorego do rewiru „na wykończenie”. W kwietniu 1941 r. A więc na własną rękę . Po takim załatwieniu sprawy mogłem już spokojnie pozostawić łóżko i wyjść z baraku. które wykończono dopiero w roku 1944.. Niektórzy suszyli ją z . Przydzielono mi łóżko na dole z brzegu sztuby. Ale to groziło tak często i bez żadnego powodu. bo ich jeszcze nie wykończono. bez żadnej winy. że już się do tego przyzwyczaiłem i cokolwiek robiłem. bo lanie pewne. Drugą niewygodą bloku 32 było to. Tu jedynym gratem byłem ja. że ja tu na stałe. bo to przecież nie mieszkanie.a dymiło jak samowarek kolejki wilanowskiej.więc położyłem się i czekałem na tego innego. nie wiadomo. Czwartego dnia po rannym biciu człowiek ten płakał i mówił do mnie: . Gdy byłem czwarty raz. i do reszty. Paliło się tabakę. Nazywał się on Stanisław Kornacki .robiłem to samo. i byliśmy naprawdę dobrymi kolegami przez cały okres pobytu w obozie. że mnie wykończy. rozebrano bloki 6. kalesony albo czapkę . A tę wędrówkę musieli niektórzy robić po 6-8 razy w ciągu nocy. bo można na nim siedzieć . czy też nie. jak mnie Jakubowski wykończył.lanie. Powiedział mi jeden.nauczyciel z Łęczycy. który nago w umywalni czekał na transport do krematorium. bo nie wolno było zajmować łóżka już przez kogoś zajętego. chociaż nie zasłużyłem sobie na to.względu na to. przedstawiłem się. a od dzisiaj ja mogę być jego kolegą. że ma tam przyjść ktoś inny . że też byłem na najlepszej drodze do muzułmaństwa . murowane.

Robiliśmy sobie druty. i wołał głośno: „Kto chce papierosa? Kto chce papierosa?” Każdy spoglądał na niego i uśmiechał się myśląc. co zostało wyciągnięte.Daj i mnie . którzy byli w pobliżu. Niektórzy rozwijali. prali.to chętnych nie było? Myśleliście. Przypaliłem i.Już pełna . Mówiąc to wyciągnął z kieszeni papierosa.Tadziu.a każdy z nich. raz obok fajki.Tylko uważaj . bo oddał mi prawie całego skręta. Pomyślałem sobie. kiedy nawet blokowi nie mieli co palić. I tak się stało . że tytoń jest koloru ciemnozielonego. Wreszcie ten pyta się: . suszyli i dopiero pokrojoną palili. starał się złapać tego dymu jak najwięcej. zaklepane na końcu. prawda? Teraz już nie mam. Były to drobne wiórki. to armata. który on szykuje.i mnie! .Daj nabić fajkę . gdy powiedziałem. Wielu kupowało palenie za chleb lub porcję wieczornej kiełbasy .mówi on.było to cholernie mocne.mówi Tadek . . z których tak jak z tytoniu robiło się skręta i paliło. żebym brał.urządził kiedyś fajny kawał. Ja tabakę do żucia zużywałem w sposób racjonalny .towarzystwo się rozeszło. I nie śmiałem wierzyć szczęściu. . Gdy pewnego dnia nie miałem co palić. trzeci. Paliło się też wyciąg z fifki. Zaczepiłem faceta z ogniem i przypaliłem. podszedłem do niego i mówię dla zbytków: .wtedy przestałem jej używać i prałem przed wypaleniem. W niedzielę przed południem chodził po placu apelowym. gdy pierwszy dopiero zaczął kaszleć . żeby działały jak wiertło.. a ja po długim kaszlu złapałem normalny oddech. wyszedłem z fajką między baraki.Ile tytoniu włazi do tej fajki? .Co? . Wtedy wszyscy prominenci.Teraz? A jak ja już od pół godziny chodzę i wołam: „kto chce papierosa?” . ale tylko raz.bo mocny.mimo to poczułem. No i spotkałem kolegę z tytoniem. a może trochę tytoniu. Zatkało tak. później suszyłem ją. A nabijałem fajkę w ten sposób. czy chce pociągnąć. że mają ciągnąć tylko jednego dyma. lecz już się nie zaciągnąłem . Było to właśnie w tym czasie. To już nawet nie siekiera. i tym drutem czyściło się innym fifki. biorę drugi raz. wycierało się w papier. Z zapalonym skrętem podszedłem do grupy chłopaków i pytam jednego.odpowiedziałem. Zauważyłem.ci nie żyli długo. Tadeusz Faliszewski .może zorganizuje się papierosa.pociągnął i zdrętwiał.całym tym smarem. Gdy tak zawołał już kilkanaście razy. Piąty już ciągnął. . którego z gracją zapalił i . Wyjął pudełko z tytoniem i podstawił. że Faliszewski zwariował. kroiłem i paliłem.poprosiłem go. . Niektórzy rozcinali drewniane fifki na cztery części i kawałeczkiem szkła zeskrobywali ze środka dość grubą warstwę drzewa przesyconego nikotyną. ja chcę..brałem kawałek do ust i trzymałem plując bez przerwy. nawet nie powiedziałem dziękuję. podbiegli do niego wołając: . bo mnie zatkało. Było to też pioruńsko mocne. że raz tytoń do fajki. że jak raz. a to. to już on się dobrze sztachnie. Kto wie . który z kolei skręcało się w rurkę i ten papier paliło się tak jak papierosa. No to ja biorę raz. gdzie w tym czasie kręciło się sporo ludzi. którym była przesycona .piosenkarz z Warszawy . a raz obok fajki do ręki. że nie da się nabrać na jakiś kawał. Był wygaszony.i mnie . czwarty.Tadziu. Przypaliłem znów. jak mnie ścisnęło w gardle. raz do fajki. A on wyciąga z kieszeni papierośnicę i częstuje mnie jedynym w papierośnicy papierosem. Jednego tylko miałem do oddania. że skręt znów zgasł. . Tak przyzwyczaiłem się do żucia tabaki. zostaw popalić. Jednej niedzieli spotkałem przed blokiem l Tadzia Kiełbasę trzymającego w ustach kawałek skręta. że zaczęło mi jej brakować tak jak palenia .

XI spadł śnieg do pół łydek. Czapki wydano nam po dwóch miesiącach . W ciągu dnia śnieg stopniał i zrobiła się packa. lecz pewnie już nieprzytomny . pasiaste płaszcze i buty na drewnianych podeszwach. zabrano wszystkim w obozie buty. Z jednej strony umywalni Hiszpan myje nogi i śpiewa głośno jakąś arię. to miałem skarpet dosyć dla siebie i jeszcze dla innych. Myślałem. wpędza go z powrotem tłumacząc mu to odpowiednio grubym kołkiem. Jak mu się sprzykrzyło. krojąc go na maleńkie kawałeczki. to potrafił od razu zabić. koszulach. co pracowali daleko za obozem. tęgi Austriak . Ale kto zginął tego dnia. I tak godzinami. Wieczorem dopiero wydano nam ciepłe ubrania . do której po kolacji poszedłem umyć nogi. ten drugi. bo więźniowie zrobili z obozu dom wariatów. że coś dużo do niej wchodzi. poganiali nas między blokami. Był niesamowicie złośliwy ale o tym osobno. Porobili sobie czapki z papieru. Na brzuchu umierającego siedzi inny. Na jeden gwizdek . oraz tym.tak też trzeba było nieraz robić. cienkich pasiakach. po pracy i w niedzielę. Gdy tylko zrobiło się cieplej. to na bloku nauka słania łóżek i egzekucje nad tymi.czapki włożyć.Nie. Utrwaliła mi się mocno w pamięci taka scena z umywalni. kalesonach i. granatowe marynarki.a więc kapów.czapki zdjąć. Jak im się znudziło zdejmowanie czapek.czerwone spodnie (jugosłowiańskie bryczesy). bo wozami zwozili trupy i wciąż kogoś jeszcze brakowało. skarpety i czapki. który spokojnie zajada swój kolacyjny chleb. Wszyscy inni dostali na nogi trepy z płótnem na czubkach palców. bo nikt pracujący w obrębie obozu nie miał prawa nosić obozowej czapki. trepach. bandyta. a znajdowano ich gdzieś w dole lub w rowie nieżywych. zakładania i zdejmowania czapek.gruby. miałem już nabitą fajkę i na trzy fajki w ręku. to już mu nic nie przyszło z tego. to wołał kogoś z bloku i kazał mu gwizdać. tzn. który jeszcze żyje. Skarpet już nam nie wydano nigdy. wciąż bicie. sztubowych i pisarza blokowego...arystokracji na bloku l. a kradzieży nie bałem się. żeby za bardzo nie strzępić gęby. nazwiska nie pamiętam . że może to jaki kolega. Pod jednym sitkiem jeden Niemiec wykańcza drugiego. Zastępował on często blokowego przy gwizdku.W końcu. Sztubowym u nas był kapo Górnego Kamieniołomu Hajdeman. w skrzyni zwanej trumną. który chce być przy jego śmierci. Gwizdek . A pod ścianą. na trzy gwizdki .maszerować. Inną bolączką bloku 32 były ciągłe ćwiczenia. Jak kogo tym przeciągnął. więc miałem buty i czapkę. facet powyżej 2 metrów wzrostu. Szkolił nas gwizdkiem. Do tego dochodziły niejeden raz ćwiczenia gimnastyczne urozmaicone biciem i kopaniem przez wszystkich z bloku uprawnionych do bicia . po paskudnym dniu pracy. Cóż . gdy on się połapał. leży nagi człowiek. więc pytam: . Gdy wieczorem wracaliśmy z pracy. też wrzeszcząc. a gdy już byłem prominentem. Czapki papierowe były . bo ja wtedy już pracowałem przy budowie kolei za obozem.tak jak ryba łapie od czasu do czasu powietrze. że tu przynajmniej spokojnie zjem kolację. wielu szło boso niosąc trepy w ręku. Jak nie ćwiczenia przed blokiem. Buty dano znów l listopada. którzy niby źle słali. Gwizdek . tylko na bloku taki bałagan. Zostawiono tylko tym.miał kota w głowie na tym punkcie oraz na punkcie maszerowania. Zimą owijaliśmy nogi papierami i szmatami.musieli wydać. Apel wieczorny przedłużał się.biegiem marsz. Piszę „porobili”. który w pracy chodził z kołkiem z wielką gałą na końcu. co pracowali wśród SS . Do końca pobytu w obozie nie było nigdy fasowania skarpet. na dwa w tył zwrot i maszerować z powrotem. który stoi nago pod lodowatą wodą i wrzeszcząc chce uciec. bo w nocy na 1. Z drugiej strony Polak myje się i głośno się modli. wszyscy jeszcze w letnich ubraniach. Wciąż zajęcie. wciąż bałagan.To twój kolega? . Blokowy.

między deskami łóżek. jakie kto tylko chciał. mieli pierwszeństwo . co golili. Długi czas listy były bardzo lakoniczne: „Jestem zdrów i jest mi dobrze. Gdy wychodzili do pracy . Jak ktoś miał pokaleczoną głowę i twarz . pogroził mi kijem i powiedział. Przecież każdej soboty mieliśmy łby golone brzytwą. Stwarzało to kłopoty przy podziale chleba. dostawał dwadzieścia pięć w dupę i na kilka miesięcy zakaz pisania listów. listy z domu . numery. że tym.to wiadomo było. że nie odda. Ludzie wykazali wielki spryt i pomysłowość. że nie przypilnował porządku. i to już do końca. żeby spostrzec. żeby na niedzielny apel wszystko było w porządku i żeby blokowy nie dostał po pysku. Jedna niedziela w miesiącu przeznaczona była na pisanie listów. bo noży do krajania nie dawali. Całuję Was . za które dziękuję. więc wyjąłem go z rozporka i podałem mu. kuzyni.Wasz Stasiek Grzesiuk”. że „w obozie są tylko zdrowi i umarli”. maskaradowy tłum. U góry rozporka przeciąłem kawałek podszewki i przez tę dziurkę wpuszczałem go niżej. zapytał mnie jeden z zastępców kapa. Już od roku 1943 pisałem po dwa. Treść pisana moją ręką i dla nich zrozumiała i podpisano: Stasiek. bo w zasadzie nie bił ludzi. adresat ten. i żeby za długo nie siedzieć w umywalni . Ci. Chowali w baraku. bo sam zgodził się być „królikiem . dawał po pysku blokowemu.golili jedni drugich. I to wszystko. cylindry. Rewizje odbywały się codziennie na placu apelowym. żeby go oddał. Ten. W sobotę po południu zaczynało się golenie twarzy i głów w umywalni. Scyzoryk był mu do czegoś potrzebny. w pracy. Ludzie robili czapki dlatego. kto cenzurował. Za porcję chleba kupowałem od nich prawo do pisania listów. w siennikach. w pobliżu baraku w kupach piachu . Nadawca był to ktoś taki to a taki. lecz go nie wykończono.rogatywki z denkami. których pilnował. Był to Heniek Dworzaczek z Warszawy . Scyzoryk miałem schowany w rozporku w spodniach. musiałby dokładnie zapamiętać imię nadawcy. Przeszedłem wszystkie rewizje i nie znaleźli. a gdy już nikt nic prawie nie miał. winkle.no i scyzoryki.no nie? W tym okresie zabroniono nam posiadać rzeczy osobiste. Pierwsze rewizje dawały całe kupy rupieci: papiery. cztery listy każdego miesiąca. że szukałem ludzi (Polaków). Chłopaki chowali po różnych dziurach to wszystko. bo gdy esesman zobaczył takiego. Klawo . prócz paska do portek i chusteczki do nosa.najrozmaitsze. Chłopaki robili sobie scyzoryki. Za bramą robił się z kolumny różnokolorowy. którzy go nie znali. Kto nie napisał „jestem zdrów i jest mi dobrze”. że golił się nożem. którzy pracowali na słońcu bez czapek. które wyostrzali. co ktoś uważał za wartościowe lub potrzebne. Poza tym w sobotę trzeba było pocerować ubranie.czapki były pochowane. Robiłem to w ten sposób.do dolewek jedzenia przez cały tydzień i nikt o to nie wnosił pretensji.a ja listy wysyłałem i otrzymywałem na nie odpowiedzi na swoje nazwisko. że imię podpisane jest inne. co znali dobrze język niemiecki.niezły chłopak. którzy nie mieli nikogo i do nikogo nie pisali. pisali tym. Niejeden zapłacił życiem nie przyszyty guzik albo krzywo przyszyty numer lub winkiel. a szczególnie na blokach po wieczornym apelu. poprzyszywać guziki. Dworzaczek wkrótce zachorował na gruźlicę. Gdy ten kilku za to dla przykładu zabił.to zabrał mi go i już nie oddał. bo scyzoryków mieć nie wolno. były czapki . numer i blok.a więc mój brat. Później. czy też ksiądz Szubert.całą jedną stronicę na specjalnym blankiecie listowym. Na moją prośbę. co sprzątali sztubę . Jak zobaczył taki śliczny scyzoryk . a bochenek był na trzech lub czterech. Z tym goleniem to też była nie wąska zabawa. Następne rewizje dawały mniejsze wyniki. jego data urodzenia. sznurki.wszędzie jednak dranie znaleźli. Więc nikt nie ryzykował i wszystko szło według powiedzenia komendanta. do którego ja pisałem . Lecz oni całą uwagę zwracali na treść . to jak coś znaleźli. Ci. to bili. czy nie mam scyzoryka.tak jak i ci. to już inni uważali. na które szczególnie polowali. puchły głowy i dostawali zapalenia mózgu. wolno było pisać więcej . Ja postanowiłem przetrzymać mały scyzoryk w okładkach z perłowej masy. Tak do jesieni 1941 r. Znaczki pocztowe i pieniądze otrzymałem. trzy. Gdy pracowałem w kamieniołomach.

Nie było ich dużo. W tym też czasie. a sami trzymali go za nogi. aż wszyscy umarli „śmiercią naturalną”.niby dbano o czystość i kąpano ich każdego dnia. Przyszedł wreszcie mement. Mimo że znałem go dobrze. żeby być uśmierconym. coby takim bydlakom wpadło do głowy. Tu . gdy jeden z więźniów Żydów.doświadczalnym” przy badaniu działania jakichś nowych leków przeciwgruźliczych. tj. jak się taka egzekucja odbywa. Śmiał się jakimś histerycznym śmiechem. Kapo z wściekłości zbił go i skopał. że został odesłany z grupą więźniów do Mauthausen . Żydzi pracowali przy wynoszeniu nieczystości z rewiru . którego również znałem osobiście. taka. zwariował. Tego w żaden sposób nie mogli wykończyć. rwał sobie palcami twarz. skulony w kącie. witałem go zawsze koncertową „wiązanką” i przypominałem mu mój scyzoryk. Byli silni i zdrowi. a on po kąpieli spokojnie szedł do bloku i nic mu nie było. patrząc na niego nie czułem nic więcej prócz zwykłej ciekawości. aż tamten nieborak upadł . bo po chwili złapali go. które stosowano później. postawił w kącie i tak długo lał wodą z węża. Widziałem kiedyś. w końcu wciągnął do umywalni. „Pacjent” stał nago. wiem jednak.a ja jestem pewien. że go po prostu w nocy utopili w beczce. Wielu więźniów zazdrościło im tej pracy. Znałem wielu z nich. zobaczyłem. a dwóch osobników wiaderkami od marmolady napełniało beczkę wodą. Był to tragarz z Legionowa pod Warszawą nieduży.wieczorem utopili go w beczce. bo mieszkali oni na bloku 14 w tym czasie. Po kilku dniach takich kąpieli pewnego dnia zniknął. Była to lampa naftowa. ściągnął z niego ubranie. od lutego do maja 1941 r. Nie wiem. żeby zobaczyć się ze znajomymi chłopakami. W zasadzie nie widziało się wśród nich muzułmanów. Chłopaki mówili. Przecież tam codziennie wykańczano dużą ilość więźniów. jak seryjne topienie w beczkach albo wymordowanie grupy ludzi w kamieniołomach w ciągu pół dnia. Nie trzeba było nawet żadnej winy. trafiłem na moment. bo bałem się podglądać dłużej. a za zmarłych w ciągu dnia przez cały ten dzień fasowano jedzenie.. Zajrzałem do środka przez górną szybkę w drzwiach. gdy i ja tam mieszkałem. przewrócili beczkę i nieboszczyk jak śledź wypłynął razem z wodą. W Gusen nie było ich chyba więcej jak 30. że kąpali ich godzinami w zimnej wodzie. Do widoku wariatów i śmierci już tak się przyzwyczaiłem. W końcu pozostał tylko jeden. jeszcze w roku 1941. Gdy szedłem w nocy do ubikacji. że nie wywierało to na mnie żadnego wrażenia. Kiedy tylko go zobaczyłem. Nie pamiętam dokładnie daty tych wypadków. Jak zawsze w takich przypadkach . Całą twarz miał obsypaną krostami. Kąpali go po dwie godziny pod lodowatym prysznicem. że na czyjś rozkaz nastąpiło całkowite wykończenie Żydów. Żył jeszcze jakiś czas i miał prawo wychodzenia z rewiru na teren obozu. i te beczki wynosili Żydzi za obręb obozu i wylewali do wielkiego dołu. Tylko że niejeden Żyd z tytułu swej pracy musiał zażywać kąpieli w dole z nieczystościami. Wykończono ich w ten sposób. którzy taką wesołą zabawą urozmaicali sobie czas. Kiedyś muzułman wyskakując z umywalni wpadł na kapa i obydwaj się przewrócili w błoto. wykończono wszystkich Żydów. że w umywalni świeci się słabe światło. Robili wszystko w całkowitej ciszy. dlaczego nie wykończono ich wtedy bardziej brutalnymi metodami. bo na rewirze mieli możliwości organizowania jedzenia. Nigdy nie wiadomo. jakich używa się do wozów konnych. krępy chłop. Światła elektrycznego nie zapalili. Raz. spokojnie wypalili papierosy. a ja wszedłem do ustępu. Gdy go puścili. Jeden tylko tragarz nie chciał umrzeć. Były tylko rusztowania. wpadałem często na 14 blok. bo mieliśmy łóżka w pobliżu siebie i często z sobą rozmawialiśmy. A przecież znałem go dobrze. Gdy już byłem na bloku 32. wrzucili głową do beczki. inżynier z zawodu. żeby mnie nie zauważyli. pod którymi stały beczki. gdy tam byłem. wykrzykiwał niezrozumiałe dla nikogo zdania. Widocznie już dosyć było wody w beczce. że było wtedy jeszcze dobrze zimno koniec marca lub początek kwietnia.bo wtedy na rewirze nie było ustępów. wepchnięty tam przez kapów z dużym poczuciem humoru.

której otrzymywaliśmy troszeczkę więcej niż ćwierć litra. co ja widziałem.wszyscy na sztubę i wydawanie zupki. tak że teraz jeszcze..bez względu na porę roku i na pogodę. a następnie odwrotnie: góra do umywalni . Mógł dołączyć się ktoś z innego bloku albo z tego samego.a za wszystkimi szedł jeden.van Lozen czy van Losen.góra ściele łóżka. który tłumaczył tym. żeby ktoś nie dołączył się z tyłu. No i faceta utopili. Gdy jednak wpuścił. diabli wiedzą. W południe wymarsz do obozu i apel południowy . Kapo . Gdy padał deszcz. tylko kwadratowe cienkie ściereczki. dół do umywalni. których kilkanaście wisiało w sztubie na sznurku.i gotów.kawałeczek lub pół kawałeczka „gliny”. Do umywalni należało iść bez koszuli . Przy ustawianiu się w dziesiątki ciągłe walenie .raz na 6 tygodni. brzuch lub w plecy . Miał on do swojej pomocy pomagierów . albo też opadła mgła . Wszyscy kapowie bili kijami każdego. jak w ten sposób w swojej szopie utopił człowieka. to dostałem na dokładkę kilka razy butem w twarz. Czech siedział mu na plecach i wyłamywał ręce do tyłu. to trzeszczą połamane chrząstki. Po „wypłacie” . kto nawinął się pod rękę. Powinno być pół litra.i od tamtego dnia żyję ze złamanym nosem. W umywalni stał „bydlak”.zależnie od tego. Po apelu wydawano nam zupę na dworze. dom wariatów. Gdy już byliśmy na terenie pracy. jeśli okrążył blok wkoło. a Losen spokojnie wpychał głowę do wiadra. W następnych latach częściej . wtedy kapo wsadził go głową do beczki . jak nim poruszę. staliśmy tam w niesamowitym ścisku aż do sygnału ustawienia się do apelu. Po wyjściu do pracy znów wszystko jak rano i znów apel wieczorny . Mnie też kiedyś to tłumaczył . Kilkanaście na kilkaset osób i właściwie nie były to nawet ręczniki.największy bandyta w Gusen. Po zakończeniu apelu komenda: „Ustawiać się grupami roboczymi!” i. którzy źle łóżka posłali. z której strony przechodził jeden z tych.bicie i ustawianie. „Pasażera” przełożyli przez ławkę. gdy „bydlak” pozwolił wejść ludziom do ustępu i umywalni. A jak wyglądała normalna doba w obozie? O godzinie 5 rano wstawanie .raz na długi czas . Mydła otrzymywaliśmy . którzy nas ustawiali. które były na usługach władz. jak się pisał . znów dostałem po nosie. potrafił topić nawet w wiaderku.wszystko tak samo jak rano . Na dworze wypijało się tych kilka łyków zupy i bez względu na pogodę czekaliśmy na dworze na apel. jakie w Dachau otrzymywaliśmy do wycierania misek. znów ta sama komenda: „Ustawiać się grupami roboczymi!” i znów taki sam bałagan i bicie jak na placu apelowym. A zmianę bielizny raz na 3-4 miesiące. szczęście było. Jak takiego złapali. bo przeważnie je zamykał. Po obiedzie ustawianie się do pracy . Nos nigdy się nie zrósł .a on i bez tej kąpieli ledwie trzymał się na nogach. która wcale się nie mydliła. gdy już zrobiło się zupełnie widno. Z umywalni wracało się mokrym na blok i wycieraliśmy się ręcznikami. Co rusz. bo ludzie wychodzili na plac stopniowo i przyłączali się do różnych grup roboczych. a jak upadłem. Między blokami ustawiano kotły i miski i każdy. U nas było mniej misek jak .dół ściele. że własnoręcznie uśmiercił powyżej 5 000 (pięć tysięcy) ludzi.. to już był z niego „klops”.w twarz. Gdy już leżał. przechodził na drugą stronę kotłów . ale co by wtedy jedli wszyscy prominenci. Tego. ich pomagierzy i inne małe pieski.ze względu na możliwość ucieczki więźniów.z osłabienia . kto otrzymał zupę. Po myciu przeważnie kontrola łóżek i odręczna wypłata tym. którzy przyszli w koszulach. który pilnował. Dlatego praca zimą trwała dużo krócej niż latem.Czecha i Hiszpana. musiał zrobić tam porządek przed wyjściem na apel.no bo mu nie pozwolili. Wymarsz do roboty następował zawsze dopiero wtedy. bo dostałem w mordę. wszystko przy piekielnym wrzasku. sam kiedyś podglądałem. topił z Czechem. któremu obliczali.i tu już bez bicia. blokowi. że tego nie wolno robić.jak każdy.

bo ci z brzegu chcieli dostać się do środka. że z nogami w błocie wchodziliśmy do łóżek. albo też wykonywali egzekucje na tych.ludzi. a mimo to przy kontroli wielu musiało pędzić do umywalni. co stali z brzegu. Ale teraz znowu zrobiło się gorąco. żeby wytępić wszy i pchły. Zdejmowali z belki i dalej bili. słania łóżek. Bo . to ci. Mówiąc to przykryłem się kocami na głowę i za chwilę już spałem. za co tamtego biją. ale ponieważ to nie ja wisiałem na belce ani ja nie byłem bity. gimnastyka na bloku. a ci ze środka trzymali się. tak że ściśle przylegali do siebie. Trzeba było umyć nogi i przyjść na blok.spać mi się chce. że nie zdążyłem złapać butów. musieli błyskawicznie jeść gorącą zupę. pchły. a tu już drugi raz nikt nie sprawdzał. Umęczony ciężką pracą. Wiedząc o ciągłych kontrolach nóg każdy mył nogi przed spaniem. wrzody i świerzb . bo gdy miski skończyły się. Gdy ktoś miał brudne nogi.powiedziałem ze złością . że wszyscy wygnani do mycia byli boso .. a na placu ani kawałka miejsca z cieniem dla takich jak ja i tysięcy podobnych do mnie muzułmanów. że w najbliższą niedzielę będą gazowane bloki. co sikali po drodze do ustępu. co jedli. w czasie której na dodatek gryzły pchły i wszy i kilka razy trzeba było wstawać do ustępu. Widziałem wiele takich egzekucji.a na dworze było błoto po kostki. Człowiek nigdy nie wiedział. bity. Przed wejściem do łóżek jeszcze stopy wycierało się ślinami.jak ja. Pisałem już o austriackiej pogodzie. to miejsce takie było zajęte przez najważniejszych . Gdy już byliśmy w łóżkach . Po nocy. Gdy sąsiad zapytał mnie kiedyś. Ale rzadko szliśmy po apelu spokojnie na bloki i od razu dostawaliśmy kolację. bo gdzie był cień. a nie dadzą usnąć”. zabierano je tym. to znów mycie albo rewizje osobiste lub w siennikach. toczony przez liszaje. tak że kołki się łamały i człowiek taki do rana był gotów do krematorium. I tak wlazłem do łóżka. W pierwszych dniach maja dowiedzieliśmy się. Pamiętam. którym życie w obozie ułożyło się inaczej. to mu odpowiedziałem. a już na nogach pozostawał pewien ślad.jak wspominałem już . w dupę i gdzie popadło. żeby nie „wchodzili kraść” do kapówki.a drzwi były jedne przy drugich. jak raz wygnano mnie biciem tak szybko. albo tych. Ludzie na placu apelowym zbili się w duże grupy.nowa zabawa. mendy.a jakże . co wychodzili do ustępu. W tym czasie kontrola trwała dalej i ci. ale wystarczyło włożyć buty tylko na czas powrotu do bloku. Okazało się. co otrzymali pierwsi. żeby nie dać się wypchnąć na brzeg. W pierwszych dniach maja w nocy był szron na dachach. tysiące takich samych . O godzinie 4 w nocy obudzili nas i wypędzili nago na plac apelowy. Najgorzej mieli ci. Z kapówki wychodził blokowy albo sztubowy z kapami i komenda: „Wystawić nogi spod koców!” Sprawdzali czystość nóg. czy też nie. czy za godzinę będzie jeszcze żył. W nocy też nie było spokoju. głodny. by jeszcze raz umyć nogi. boso. jedzony przez wszy. a tu jutro znów całodzienna zabawa. Takich „przestępców” uśmiercano zaraz w nocy dla przykładu dla innych.to właśnie ja. czy już zjedli. Wszystko to było zawsze połączone z biciem kijami w mordę. kopniaka i jazda myć nogi. nie patrząc na to. Rano zrobiło się już ciepło i można było chodzić luzem. Teraz było tak samo. Wieszali ich na belce za ręce związane z tyłu i bili. Prawidłowo umyłem nogi . Był to ciągły magiel. którzy w ciemności nieraz przez pomyłkę wleźli w drzwi kapówki zamiast do sieni . Wesoła komedia bo do umywalni wyganiali tylko w koszuli i. następował znów dzień taki jak każdy. widzieli. a w tych tysiącach jednostki. szukanie wszy w kocach i w ubraniu.i przyszedłem do bloku z nogami umazanymi do kostek w błocie. bo rano w ustępie widziałem trupa. to tylko martwiłem się..godzinami „uczono” nas maszerować na placu apelowym lub odbywała się nauka zdejmowania czapek. że się do rana nie wyśpię. Albo bili tych. mycia naczyń. a w dzień już wielkie upały. dostawał kilka razy w twarz. A egzekucja trwała dalej. „Daj mi spokój . że nie wiem i nic mnie to nie obchodzi. co kontrolowali. jeśli na to pozwolił czas.

o ironio! . i trzymali do godziny 8 rano.. Ci. Pewnie za godzinę. Tak to dbali o nasze życie i zdrowie. lecz poczułem zapach gazu. Inną potrzebę załatwiano do dwóch dużych beczek. że koszula może być taka ciepła. co mi jest. którzy chodzili po placu. które jak już zaznaczyłem. Staliśmy od godziny 4 rano do 8 rano następnego dnia. które dostałem od któregoś prominenta. to prawie można by było jak kijem drugiemu rozbić głowę. łapali i bili tych. Schowałem się za stopnie prowadzące do bloku i spokojnie ubrałem się. czułem się cały tak jakoś mętnie. Wcisnąłem się między nich i po prostu spałem. a ci ludzie leżeli w jednym miejscu przez tyle godzin bez jedzenia.. który też przeszedł gazowanie w mojej kieszeni. Dopiero chyba o godzinie 13 czy 14 wpuszczono do bloków gaz.szron na dachach. Esesmani. bez jedzenia. My mogliśmy kucnąć. Po długim lawirowaniu dotarłem w końcu nie zauważony przez nikogo do swego 32 bloku.jakiś szum w głowie. a jak zdrętwiałem. co się wreszcie urodziło. Lano po prostu na ziemię i zrobiła się tam olbrzymia kałuża. lecz w następnej chwili byłem już na świeżym powietrzu. W nocy poczułem się trochę nieklawo . jak blokowi i kapowie idą na swe bloki i przez okna wyjmują swoje ubrania. Już blisko drzwi zabrakło mi oddechu i wciągnąłem w siebie zatrute powietrze. znajdowało się w połowie sztuby. O godzinie 11 wygnali nas wszystkich z powrotem na plac apelowy. Zdjąłem z siebie koszulę i zaniosłem Kornackiemu. Do rana już nie paliłem i głupie uczucie przeszło. Znalazłem sobie odpowiednie miejsce. Po prostu zaciągałem się dymem z tytoniu przesyconego gazem. którzy też byli w ubraniu.prominentów. który w międzyczasie posypali grubo chlorem. Chciałem wejść wolno do sztuby. picia i bez żadnej pomocy. których wyniesiono na plac apelowy w prześcieradłach. Rano. raz na zimnie. więc cofnąłem się. Wkrótce zrobiło się ciemno. który wbijał nam się w nasze chude tyłki. pozwolono nam położyć się do łóżek i .ale oto pędzą do okien w pierwszym rzędzie baraków inni. Stękało się przy tym jak przy porodzie. i kilka razy paliłem go w papierze. i tylko z pierwszego rzędu baraków.. już ubrani i z kijami. blokowi i kapowie. jak i nam bez prześcieradeł. bo potrzebę tę załatwiało się normalnie raz na 3-4 dni i to ledwie dawało się radę.co godzinę spędzano nas i sprawdzano.koniec gazowania. bo przecież przez cały ten czas nikt się nimi nie interesował. mdłości. bez kropli wody. Ubranie udało się złapać tylko nielicznym. „normalni” więźniowie i. Przed zachodem słońca otworzyli w barakach drzwi i okna . nad którymi było odpowiednie rusztowanie.a ja bawiłem się w chowanego z esesmanami. to znów słońcu i znów w zimnie. To samo robią prominenci z bloku l i 2 . W pobliżu jednego baraku zrobiono szczalnik.. ostrym mielonym kamieniem. Wreszcie doszedłem. Wygnano nas z miskami i na . którzy byli ubrani. Już widać. czy kto nie zatruł się gazem. czy też jakimś innym białym proszkiem. dom wariatów. W kieszeni miałem tytoń z pokrojonego kawałka cygara. Złapałem ubranie z łóżka. ale kamienie wciskały im się w ciało przez prześcieradło tak samo. po wydaniu śniadania. Zakręciło mi się w głowie. znów zrobiło się zimno. że nigdy nie myślał. usiąść na własnych rękach. Gdy słońce zaszło. Dawało to pewną ochronę przed zimnem w nocy i przed słońcem w dzień. z krzykiem i biciem wypędzili wszystkich na plac apelowy. Najbardziej cierpieli chorzy z rewiru. tj. to pochodziłem trochę po placu i znów kładłem się. co byli nago. stać albo chodzić. a tym. a uliczki wysypano chlorem. Siedzieć nie było można. W nocy . Będąc w ubraniu zacząłem plątać się przy tych. buty spod łóżka i z powrotem do drzwi. bo plac apelowy pokryty był z wierzchu drobnym szotrem. nabrałem w płuca powietrza i biegłem do swego łóżka. gdzie leżało na ziemi kilku ubranych. Ja też polowałem na możliwość wyrwania się po ubranie. który później mówił. Muzułmani nie potrzebowali z tego korzystać. którzy mogli sięgnąć po nie oknem. znów pozbijali się w gromady jak owce . a my wciąż staliśmy na placu. dwie puszczą na bloki.

tak że czułem żarcie w gardle i.Cygan niemiecki . Nie brano tylko takich.przyjemniejsze o tyle. było tam wielu nieboszczyków.mówiąc to słowo po polsku. który był razem ze mną jeszcze w Dachau w karnej kompanii. Na terenie obozu robiliśmy krótko.30 zaczęli wydawać takie samo żarcie. No. czapki zdjąć! Wszyscy zdjęliśmy czapki.30 zjadłem 11 i pół miski tej nadkwaszonej zupy. Byłem nawet zadowolony z tego przydziału. ranę od odmrożenia na palcu i wrzody też mniej dokuczały . to ludzie. co się działo w ciągu kilku następnych dni. i przemówił do nas w ten sposób: . gdy bity człowiek wyginał się i robił z bólu głupie miny. byłem głodny. Z początku pracowaliśmy tuż za obozem i stopniowo przesuwaliśmy się.to do nas. którzy mieli stały przydział pracy i w dodatku wykonywali pracę fachową. Bił i cieszył się. Ja uniknąłem tej masakry. tu od razu został kapem.rampę kolejową. Georgen. bo wtedy w obozie było tylko kilkuset Niemców i Hiszpanów...dnia 13. narodzie wyklęty przez Boga.Stanisław Kółeczko. narodzie wyklęty przez Boga! Chodzę po terenie i widzę. to odbiorę żarcie i w dwa tygodnie wszyscy wyzdychacie. kamieniarze. że już nie gryzły pchły i wszy.w czasie wieczornego apelu przyjechał do naszego obozu Ziereis . bo zakładaliśmy tylko końcowy odcinek torów . bo był on na cacy pijany. Tego dnia pobiłem rekord życiowy w żarciu: od godziny 11 do 14. bo jak zaznaczyłem. to szedł umierać na rewir. Lecz tam był jednym z tych. kilkudziesięciu Czechów i reszta sami Polacy. na którym komendant odbierał raporty.komendant wszystkich obozów w Austrii. Gdy jeszcze wkrótce zlikwidowano świerzb. W kilka dni po gazowaniu . Z naszego bloku wydzielono 150 osób do pracy przy budowie linii kolejowej. Tak więc skończyło się pierwsze gazowanie w obozie i od następnego dnia zaczęło się znów „normalne” życie . tylko mordownia. i tam co pół dnia zmieniali ludzi. do Polaków. sztubowi i wszyscy wolni od służby esesmani.to już była duża ulga w tym zwariowanym codziennym „życiu”.Świńskie psy. ślusarze.ale to nie była praca. W grupie budującej linię kolejową pracowało 150 osób. Urzędował on stale w Mauthausen. Dużo kapów.gdzie było gorzej . dozorca więzienny z Turka koło Kalisza. Szpinak czy jakieś inne zielsko.potężny chłop. a każdego tygodnia ubywało około 50 ludzi i na ich miejsce przychodzili inni. Wieczorem dopiero wydali nam chleb. 1941 r. a ja swój liszaj. bo to była praca poza obozem. nie ma tempa pracy. Na drugi dzień wyszli z kołkami do pracy wszyscy blokowi. Wrąbałem 11 i pół miski. Mówię „wlazł”. i to jeden gorszy od drugiego. i Bronisław Oli. że nikt nie chce pracować. . Chodził ten bydlak z grubym gumowym kablem i bez przerwy bił. co ubyli. Z grupy 50 więźniów pracujących przy układaniu nawierzchni przy barakach S3 żaden nie wszedł o własnych siłach do obozu.ludzi mordowano masowo.wrzasnęliśmy.. Był to obiad za niedzielę. W misce mieściło się 1 l/4 litra. Nie mówię tu np. w jakiej przyszło mi pracować przez czas dłuższy. Uśmiechał się i po każdym uderzeniu pytał: . V. którzy „umarli” w pracy. pracowałem wtedy przy budowie torów kolejowych. Jak nie będziecie pracowali. Mordownia .Boli? . Dopiero przy pracy okazało się. Była to najgorsza grupa robocza. Był tam jeden kapo .placu wydano nam wczesny obiad. którzy byli traktowani na równi z Żydami. stolarze itp. . a o godzinie 13. A więc: Świńskie psy. Czy ta kupa gnoju zrozumiała? .. a reszta ciężko poranieni. . w kierunku St. oraz cała sfora ich zastępców i pomagierów skorych do bicia. o „piekiełku” . trzeba było widzieć to. . na bloku albo jak który miał więcej szczęścia. Ci. Po skończonym apelu wlazł na podwyższenie.Psi narodzie. z oberkapem Kółeczka na czele. wyklęty przez Boga. Przy tej robocie szaleli tylko nasi kapo wie: Niemiec Kępke i Polacy . jak np. że jest to jedna z najgorszych grup roboczych. sierżant z Poznania. tylko że był to już obiad poniedziałkowy. Potem poszliśmy za druty.Tak jest! .

a mnie zostawił przed otwartymi drzwiami. że więzień długo już się nie męczył.Mnie też dostało się od niego wiele razy. a nie za wykroczenia czy lenistwo przy pracy . jak mogłem . W grupie tej byli prawie sami Hiszpanie. Wściekał się tylko wtedy. bo w dalszych latach to taki wózek sam jeden potrafiłem postawić na torze.odezwał się ktoś z tyłu po polsku . nie oglądając się. żebym mu się nie rzucał w oczy. Hiszpan nie umiał po niemiecku i ja też nie. Gdy przeszedłem kilka kroków. gdzie stałem przed momentem.i koniec.to robiłem tylko wtedy. Hiszpana wygnał. W żadnym momencie. bo pomyślałem o swoich wrzodach. więc niosąc nie mogłem iść wyprostowany. Ten z kablem to był tylko pomocnikiem kapa.zapobiegawczo. Od razu dałem nura pod wózek i niby staram się podnieść wózek ciągnąc go od dołu. a mnie tylko przeszły ciarki po tyłku i grzbiecie. których przed chwilą Kępkę zabił. nigdy i nigdzie nie zapominałem. a ból przestaje być bólem. od kogo i za co otrzymam uderzenie. nie maltretował. ktoś upadł. gdzie. gdy widział w pobliżu esesmana. żeby na czas zauważyć zbliżające się niebezpieczeństwo. strzeliłem go łbem i wybiłem mu tym uderzeniem dwa zęby..O-o-o-o-o-op! O-o-o-o-o-op! A wózek stał w miejscu i nawet nie drgnął. o co nam chodzi. że mnie nie uśmiercił. co było nierozłącznie związane z . Nad sobą posłyszałem zamieszanie. dostałem taką samą porcję. że z odległej o 50 metrów budy wyskoczył Kępkę z krótkim ostrym szpadlem w ręku.a jemu już złość minęła. a jeśli już szedłem lekko schylony. ale przy okazji rozglądałem się i zobaczyłem. jaki z niego dobry kapo. a obok leżało dwóch. Nie mogłem obejrzeć się do tyłu. że są niskiego wzrostu. podszedłem spokojnie. ale nawet nie pisnąłem. więc tylko zawołałem: . a właściwym kapem naszego odcinka był Niemiec Kępkę. Ja mam 178 cm wzrostu. jakby go kto zarzynał. Zabiłby mnie na miejscu. Było nas pięciu przy wózku z ziemią. gdy na nas patrzył. ale gdy zauważyłem. Hiszpan wbił łopatkę w ziemię. to ci go pokażę.. ale dobrze. Uderzenie przeznaczone było dla mojej głowy i wyskoczyłem mu formalnie spod łopaty. Raz to tylko mojej spostrzegawczości zawdzięczam. który spadł nam z toru. Wtedy jeszcze nie miałem wprawy. to cały byłem obryzgany krwią. drugi w szyję . Kazał mu się położyć przez stołek i grubym kwadratowym kijem wtłoczył mu 10 uderzeń w tyłek. Walnął kołkiem w głowę . tak że ramieniem ściśle przylegałem do podkładu. że bije on według swego widzimisię. zrobiłem skok w bok. tak jak Kępkę tych przy wózku. którzy mają to do siebie. tak że nie robi już żadnego wrażenia. kiedy. Nie mogłem tylko przewidzieć. Jeden dostał łopatą w głowę.To jeden Arab . Wszyscy podsadziliśmy się pod wózek i wołaliśmy: . Widocznie obserwował nas przez okienko i już się wściekł. nie znęcał się po prostu uderzył raz. Hiszpana wprowadził do środka. Potrzaskał mi wszystkie wrzody. wolałem. Gdy w czasie chwilowego odpoczynku pokazał mi go. który wpadł mu w ręce. bo każdy patrzył. Ten ryczał. popisywał się wówczas. ale go nie dźwigałem. Z tyłu ktoś co chwila kopał mnie w tyłek. W zasadzie to nawet nie był zły chłop. Widząc. Do bicia można się przyzwyczaić. odszedłem. Innym razem wlał mi zupełnie na zimno. że nic nie mówi. Wtedy źle było z takim. na którym miałem kilka wrzodów. żeby nie znał mnie nawet z widzenia. żeby inni się wysilali. Sadystą nie był. coś. to mogłem schylić się jeszcze niżej. Unikałem go. a w tym miejscu.wszystkie inne uderzenia to drobiazg. więc Kępkę zabrał nas do swojej budy. Kępkę stoi przy nas i pyta.Co to za sukinsyn mnie kopie? . Tak było i wtedy. zawołał mnie. Dałem mu wtedy jeszcze kilka dobrych trafnych i. poczułem coś mokrego . Niebezpieczny był na prawdę. gdy stał nad nami. Dużą grupą nieśliśmy na ramionach ciężki odcinek toru kolejowego razom z podkładami. że należy się rozglądać we wszystkich kierunkach.jak staniemy. gdy wpadł we wściekłość.a gdy wylazłem spod wózka. które mnie uśmierci . Ja też krzyczałem „O-o-o-o-o-op!”. ktoś wrzasnął ostrzegawczo z tyłu: „Eee!” Automatycznie.

takie zielsko. Gdy był. bierz! .Nauczyłem się bić i mnie to przyjemność sprawia . w kieszeni oddzielałem kilka liści. Oszczędzaliśmy dobrą pracę. Raz znalazłem na ziemi kilka kłosów żyta. a on w tym czasie. Narwane zielsko ładowałem do kieszeni i co pewien czas.Co . Gdy przebiegałem koło Bronka Otta. Był młody. A ja chcę jeszcze przeżyć i do domu wrócić.i szybko zjadłem. jak to się stało. Musieli wkopać się głęboko w ziemię. to ci życie na wolności będzie bardziej miłe jak w obozie.pomyślałem . Oho. tylko czekam. . wołając mnie. to nie będę kapem i mnie będą bili. Jak mnie trzepnął równocześnie w szczękę i w żołądek. jak morduje człowieka .szczeknął. gdy w pobliżu nie było esesmana lub kapa.to miała być taka moja złośliwość. Musiał zabijać. poruszyłem głową. Drugą dobrą stroną tej pracy był żywokost. zgrabny i przystojny. tak tylko sobie powiedziałem. które biegnąc podniosłem.odpowiedział . dlaczego ty tak ludzi bijesz? . ale ja zrywałem tylko czubki i tak jak żywokost czy dmuchawiec żarłem na surowo. . z przyjemnością. żeby komu oddać .odpowiedziałem i pokazałem mu kilka ziarnek.Żryj! . za to. co można zjeść. że może stanąć przed tobą jakiś mściwy typ z rurą w łapie i powie ci: Przypomnij sobie! I ci w łeb wykopci? . Jadłem też lebiodę . Był wypadek. nie wiedząc. . sponiewierał. skopał. silny. nazywają je też dmuchawcem . wykruszyłem i kilka ziarnek włożyłem w usta.odpowiedziałem.codziennym życiem. Jak on mnie wtedy zbił. które skręcałem w kulkę i niepostrzeżenie wkładałem ją do ust. przyszło mi pracować nad regulacją rowu w pobliżu obozu. płukaliśmy go w rowie i jedliśmy. Praca przy rowie była lepsza jak inne. że posterunek SS chciał do niego strzelać widząc. który rósł nad rowem.Nie chcę . bo przy szosie była kilkunastometrowej wysokości góra.Co żresz? . że mnie nie wykończył. ale zupełnie dobre do jedzenia. bo było nas tam tylko kilku i nie mieliśmy nad sobą kapa. którego długi już czas żywił. Brzegi rowu kopaliśmy wolno.przecież ja jestem muzułman i może już za miesiąc zdechnę. Następnego dnia w południe zawołał mnie po dolewkę.straszysz mnie? . to od razu skręciłem się na ziemi bez oddechu.bo jak nie będę bił. mówił w obecności wszystkich: . Ot. bo przez cały dzień oberwał tylko cztery razy kijem. Nieraz ktoś chwalił się.gorzkie. Ott bił na zimno.Bronek. gdy jadłem. Raz zabił swego kolegę. były to spore krzaki. A czy nie pomyślałeś sobie. główna grupa robiła już w pobliżu szosy.zdążył tylko skoczyć za kupę ziemi. Później zapytałem go: . Z jedzeniem tych zielsk najbardziej trzeba było pilnować się. już teraz nieklawo . że miał bardzo dobry dzień.zapytał. ale usiadłem na ziemi i nie jem. Po wydobyciu łopatą ziemi patrzyliśmy. że otrzymaną od niego zupę sprzedawał na „giełdzie” za papierosy. która brzegiem swym ostro kończyła się przy szosie. że Bronek liczy. Gdy podszedłem.wrzasnął. dla mnie było to po prostu coś. żeby nie zobaczył Ott. Raz. czy nie ma żywokostu. Jadłem tam też mlecz .Co ja ciebie mogę straszyć .i wziąłem.Żyto . bo ten cholernie za to bił. Gdy już z robotą odeszliśmy trochę od obozu. szczeknął: . .inni nazywali to komosą. .Chodź. że żywokost jest bardzo zdrowy. żeby zrobić przekop dla torów. ten krzyknął. Koledzy mówili. gdy już staliśmy w szeregu przed powrotem do obozu. Będzie bił . Nie wiem.Ale jak wrócisz. które miałem jeszcze w ręku.

że jak on może człowieka .bo jak się posterunkowi coś nie podobało.ostrożnie. Tu już nie groziło bicie. który był do niej przyczepiony. ale my ryzykowaliśmy. były to zawsze jednak dwie miski dziennie. . które zjadłem dopiero w obozie. ale ja i tak wiem. Dlatego też jadłem dmuchawiec.masło. że nie wszyscy wiedzieli o paczkach. łopat i w innych zakamarkach paczek z jedzeniem. Wrzucałem do wózka nać. wyrywałem i znów do wózka. gdy byliśmy już ustawieni do wymarszu z placu.starszy człowiek . a później zjadałem 4-5 łyżek sałaty . ale było ich dość dużo. co ja mam w ustach . groził laską . W pewnym miejscu tor kolejki przechodził przez pole kartoflane. Kartofle trzeba było rwać z wielką ostrożnością. że się ciebie boję. lebiodę. Pod podłogą znalazłem łupiny od surowych kartofli i kilka małych kartofli. każdego rana.i znalazłem. wędlina. Mnie taki baran wołał kiedyś do siebie. co tam można znaleźć. które wieczorem lub w nocy podkładała tam miejscowa ludność. Bo ci wszyscy to tylko . W pobliżu toru kartofle już były wyrwane.Bronuś. żeby kapowie nie połapali się. że oni gotują sobie żarcie.Ty nie myśl. Schowałem to do kieszeni i później po trochu zjadałem. Od razu jedni drugim powiedzieli. smalec. A dałem ci dlatego. Raz przydarzyło mi się. Po otrzymaniu porcji obiadowej przytrzymywałem łyżką liście i z miski wypijałem wodę. Mam wrażenie. Udawałem. I takie to jedzenie dawali nam bez przerwy i bez żadnej zmiany przeszło dwa miesiące. Wystarczyło. bo tor z obydwóch stron obsadzony był posterunkami SS. Esesman kazał tamtemu sprawdzić. że ten esesman ma dzisiaj chęć kogoś zastrzelić. że stojący obok mnie esesman . ser. Po południu wydawali nam po pół garnuszka kawy. Dopiero inny więzień wykręcił mnie twarzą w jego stronę i mówi. Pchaliśmy jeden wózek z Cerakiem. Tu już nic nie pomagała miska „zupy”. czym to może grozić. Obiady w tym czasie były strasznie głodne. szukaliśmy wśród podkładów. Gdy ten drugi odpowiedział. bo większość od razu szła do roboty.To idź ty sam .jadł cukierki. Nać wystawała na kilkanaście centymetrów ponad ziemią. . Krzyczał. które obserwowały nas siedząc na wysokich stołkach w odległości 20 metrów od toru. że kartofel wytarło się o spodnie. żeby nie podchodzić za blisko do niego. o co mu chodzi. jakiś cywilny staruszek. Nie podszedłem. tytoń do żucia. Przez przeszło dwa miesiące dostawaliśmy liście sałaty rozgotowane w wodzie. gdy tylko rozeszliśmy się do pracy. a tylko nieduża grupa węszyła . Nie wszyscy esesmani bili. Raz wlazłem do budy kapów. którą wieczorem dostawałem od Heńka B. Gdy raz kapo Kółeczko bił kołkiem więźnia w pobliżu szosy.mnie jeszcze nie spieszy się do nieba. Buda była już całkowicie pusta. że nie słyszę i nie rozumiem. to wołał więźnia do siebie i strzałem z karabinu zabijał go za „próbę ucieczki”.bo w obozie zabrakło dla nas kartofli. szczaw i żywokost. Wtedy i on połapał się. który tak do mnie powiedział. żeby sam mógł zobaczyć. bo nie było czasu obierać i szkoda było łupiny. Zjadaliśmy go z łupiną.a ja miałem prymkę.powiedziałem mu . odchodziliśmy kilka metrów w bok od wózka i tam bosą nogą chwytałem nać. Paczuszki nie były duże. chowałem do kieszeni. że mnie esesman woła. zaczął kapowi wymyślać. Pracowaliśmy boso.. W dniu wyzwolenia Bronisław Ott został przez więźniów zabity. Przeważnie dwa kawałki chleba z czymś w środku . Gdy robiliśmy przy szosie. miód.no. bez soli i bez kartofli .fusy to też żarcie. Bronuś. Wiedziałem.nie więcej. że to tylko prymka kazał mi podejść. bez odrobiny tłuszczu. ale znając metody szukałem ruchomej deski w podłodze . a nie jedna. a pół kartofla. to często dostałem od nich miskę fusów . Broneczku. Broneczku. i wszyscy pilnowali się. a zabicie . że jesteś pierwszy. Jak już rozdali kawę. W pewnej chwili włożył mi do kieszeni kilka cukierków. który przechodził szosą. taczek. co te skurwysyny sobie myślą.

który miał kota w głowie na punkcie urn i ja nazwałem go „śmieciarzem”. to znów tylko z tego samego powodu. Tamtych poznał po umytych butach i chociaż pracowali.Czekajcie. Jak chciał który komu wlać. Ja w szopie dostałem jeden tylko raz. żeby nie bić przy szosie.od strony szosy idzie do nas „śmieciarz”. Gdy jeszcze pracowaliśmy w pobliżu rowu.Ale „śmieciarz”. chorych i muzułmanów. gdzie jest ten trzeci?” A trzeci to byłem ja. Po biciu. . Nie mieliśmy przy sobie żadnego kapa. Nie mówiąc nic nikomu. który mnie przyciągał. myślałem o tym. Skończył . a kręcące się koła przyciągały mój wzrok i rękę . i powiedział.a potem szukał trzecich czystych butów. zostali obici . spadło na głowę. Naszym kierownikiem grupy był esesman. Ale ja wyczułem.tylko zawołał Kołeczkę i kazał mi wlać. rozejrzał się i wali w mordę jednego. to zrobiłem i gdy byłem w największym natchnieniu. Oj. On z górki obserwował nas przez lornetkę i widział trzech. A Kółeczko . czy to było gorsze czy lepsze dla nas. Nie uderzył mnie . Od razu odsunął wszystkich z tego miejsca. Wtedy poszedłbym na rewir i w ten sposób uciekłbym z tej roboty. kogo bić. więc jak pod łopatą poczuło się kamień.na jakiś pogański cmentarz. tak żeby ucięło mi co najmniej pół palców.wlał mi tak. Chodzi od jednego do drugiego i gada sam do siebie: „Gdzie jest ten trzeci. które otrzymałem. Pracowałem wtedy przy ładowaniu wózków ziemią. ale za to jak się dostało w szopie.. Dobrze.krematorium. pół kilometra od nas był las.i wali po mordzie drugiego.to przez kilka dni ta myśl mnie prześladowała. wiadomo było. łopatę do ręki i znów przerzucam błoto na kupę. jednego dnia wynikła wesoła heca. bo gdyby jedno z tych uderzeń. Po dużym deszczu robiliśmy grupą około 10 ludzi grzebiąc się po kostki w błocie. Układaliśmy tam wtedy darninę na pochyłości wykopu i sialiśmy trawę. założyłem marynarkę i czekałem na gwizdek.mówię do chłopaków. bo już wkrótce . to już na fest. rozejrzał się . ale w miejscach uderzeń miałem tylko sińce o różnych odcieniach.kijem bić. Były to urny obłożone dużymi kamieniami.i dlatego zabłociłem buty. W ziemi nie było najmniejszego kamienia. A sam gdzieś sobie poszedł. Nie wiem. że myślałem. .wykończono wszystkich inwalidów. „Śmieciarz” nosił zawsze lornetkę. bo wtedy nie było przypadkowego bicia. To samo zrobiło jeszcze dwóch innych więźniów. że to już koniec ze mną. gdzie dostało się dwa. Skończył. Wtedy kapowie otrzymali polecenie. żeby nie wchodzić za sznurek i nic tu nie dotykać. że długo miałem to bicie w pamięci. Patrzę . jego mać . że tam jest urna. Na samej krawędzi była ścieżka. że mi połamał kości. Wpadł. dla którego zrezygnowaliśmy z Krukowskim z ucieczki z . że tego nie zrobiłem. Pół godziny przed fajrantem umyłem buty w wodzie. ciągnęło mnie to żyto i las. po co on idzie do nas . ale tak dokładnie.. Na wierzchu była linia posterunków. przez którą obserwował z górki przy szosie kawał terenu pracy. z daleka od szosy. to już nie miałbym innych przeżyć prócz ostatniego . wlazłem solidnie butami w błoto. a walił z wierzchu.żeby go nikt nie posądził o niechętne wykonywanie rozkazów . które połączył sznurkiem. powbijał wkoło kołeczki. którzy myli buty. a tuż przy ścieżce wysokie żyto. Myślałem. Co powiedziałem. zdjąłem marynarkę. ja mu na to naszczę. był wał nad wykopem przy szosie. zobaczył to nasz esesman. Gdy odkryłem pierwszą urnę. natrafiliśmy .rozgląda się. Bił mnie grubym drewnianym słupkiem. które otrzymałem za szczanie na urnę .na sporej już głębokości . Chowałem tylko głowę. i jeśli nie uciekłem. to prowadził do budy albo za kupę ziemi i tam dopiero bił. A było to tak: Gdy razem z innymi pracowałem w pobliżu szosy przy przekopywaniu góry. jak bym uciekał. rozgląda się i nie wie. Drugim „magnesem”. „śmieciarz” wyskoczył zza kupy ziemi i złapał mnie. trzy razy kijem.na jesieni . Gdy kopałem poniżej poziomu torów i wagoniki ruszały.miałem wielką ochotę wsadzić rękę pod wózek. delikatnie poodsuwałem kamienie i gdy była już częściowo odkryta. gdzie popadło.

staliśmy przed blokiem 32 przygotowani do wymarszu na ranny apel.Ruszaj się. Dużymi grupami zbierali się wieczorami . gdy mnie wreszcie przenieśli na inny odcinek.i już się nie podniósł. co ja.bo przecież nie wierzyłem w to nigdy. z jaką na wolności nie wciągałbym najpiękniejszego zapachu perfum.Bronek. przylał mi lekko kijem. jarzyny. który służył mu do bicia . lecz później zapomniałem).Mauthausen . a bił mnie na wyraźny rozkaz Kołeczki. jak wychodziliśmy na plac apelowy. że był to bardzo dobry chłop. Zadowolony byłem. co ty robisz! Wojna z Rosją. Nieraz krzyczał na nas. że mnie bił. Otta i wszystkich pomagierów. kwiaty na stołach i niejeden raz mówiłem do sąsiadów w szeregu. a i ukraść po drodze też bym potrafił. robił się wielki bałagan. że nie mógł sobie darować tego. Najlepszy z tej całej ferajny był Czesiek Baranowski (żyje i jest w Polsce). to tylko wcześniej byłby koniec . ale okazało się. a jednak nikt nigdy nie miał do niego żalu i nikt nie mógł powiedzieć o nim. Gdy pierwszy raz poczułem zapach gnoju. gdy go zobaczył. Odbywało się normalne bicie przy równaniu szeregów. że przeżyję i kiedyś jeszcze będę wolność oglądał. jak będę wolno pracował. W końcu zostałem dokładnie poznany przez Kołeczkę. a sam z kawałem rękojeści od łopaty. . a Ott chodził z taką miną. a którzy właśnie najwięcej mnie bili. Bo Kółeczko i Ott kazali mnie bić. starając się pracować jak najmniej i jak najwolniej. i skończyła się pokusa. a po cichu szepnął: . że nogami równał. Jak się co zmieni. Taka była jego odpowiedź po zabiciu człowieka.w końcu sztuby i modlili się. Ja natomiast lubiłem chodzić w niedzielę na jeden blok.zmarł bez odzyskania przytomności. Po chwili słyszałem. jakby mu tamten zrobił jakąś osobistą krzywdę. który miał być ostatnim dniem mego życia.To niech się skurwysyn nauczy stać. gdzie już nie było tak łatwo wywiać.chodziło mi o rodzinę. po cichu szurnął w jego kierunku i potężnym uderzeniem w szczękę poderwał go do góry. W tym czasie opanowała ludzi psychoza zbiorowych modlitw. jak się należy. W chałupach przez otwarte okna widziałem meble. gdyby mi pozwolili posiedzieć pół godziny w takim mieszkaniu. Ott. że oddałbym ostatnie 5 lat swego życia. Było lato . To nie było ważne. którą mogli aresztować w odwet za moją ucieczkę. do cholery! Kółeczko patrzy i kazał ci wlać! Był on później kapem jakiejś innej grupy roboczej. Dobry był chłop i starałem się zawsze dostać do jego grupy. że jest draniem i świnią. Przykrym dla mnie momentem było przechodzenie obok zabudowań stojących przy drodze. robił to dlatego.jak był spokój . uderzył głową o krawężnik .w polu owoce. Wkrótce potem bardzo mi dopomógł i jak sam mówił. A jakby złapali.więc stał w szeregu tak. Proponował kilka różnych rozdziałów. ludzie wybierali jeden i potrafił on przez godzinę cytować tak. talerze pozawieszane na ścianach. W tym samym szeregu. to ci ludzie zabiją cię. jak Franek Szmidt z Poznania. na którym jakiś nauczyciel cytował z pamięci całe rozdziały Trylogii Sienkiewicza. jak Kółeczko mówił do niego: .w niedzielę . O siebie nie bałem się. to wciągałem go z taką przyjemnością. Czesiek Baranowski i jeszcze dwóch.i wszędzie maksymalnie oszczędzałem swoje siły. jakby czytał z książki. stał nauczyciel z Bydgoszczy (długo pamiętałem jego nazwisko. Upadając. zboża. Kilka razy dostałem od Szmidta. Równo w tydzień po wybuchu wojny z Rosją . a gdy ja mimo wszystko nie zdradzałem chęci do szybszego ruchu. Przyszedł wreszcie dzień. a tułowiem wystawał z szeregu. Przy budowie kolei pracowałem we wszystkich grupach roboczych . bo i tak za chwilę. których nazwiska zapomniałem. Był on chory . w szeregu. Za dwie godziny już nie żył . Ott dał mi do ręki krótki szpadel i kazał kopać twardą glinę.

tylko na do widzenia powiedział mi: Jutro idziesz do krematorium. W tym czasie wspomagał mnie jedzeniem Franek Szmidt z Poznania. Stasiu . a których sam oglądałem codziennie i w duchu zawsze już uważałem ich za umarłych. ja cię nauczę robić . W każdą niedzielę dostawałem od niego miskę zupy. Myśl o tym nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. że znów muszę iść do pracy przy budowie kolei. Latem 1942 r. który spał obok mnie. Przyjąłem to jako coś normalnego i naturalnego. czy nie potrzebuje ludzi. Od roku 1943 już odmawiali. stanął przy mnie i ja kopałem glinę. Już widziałem. jak ci. . W tym czasie dostaliśmy zmniejszone porcje jedzenia jako nie pracujący. I tu tak zwany łut szczęścia. ale oszczędność pracy już mi weszła w krew i choćbym nawet chciał dobrze pracować. nieraz więcej.więcej już migał się nie będziesz. Po kilku dniach praca została zakończona.i zwróciłem się do Hajdemana. Tylko nieliczne grupy pracujące w obrębie obozu wychodziły do pracy. to już nie potrafiłem. a jak zginę na drutach. kto by odmówił podpisania? Przecież by mnie wykończyli. że znów Ott i Kółeczko . Obóz zamknięty był 6 tygodni. I tak faktycznie było. Pomagał mi też Józef M. ale systematycznie. a brama nie otwiera się godzinę. którą mnie oddawał. Ott przerwał zabawę. No.Czy znalazłby się ktoś. Postanowiłem iść na druty. Otrzymywałem od niego codziennie pół miski zupy. jak posterunek za drutami zdejmuje karabin. Pomyślałem sobie. W czasie szpery dostał się on do pracy w rewirze.Co miałem robić? . że pewnie go wykończą . ale nie wolno mu było wynosić. Jadłem wtedy co najmniej 2 kilogramy surowych kartofli dziennie. walił mnie tym kołkiem po plecach mówiąc za każdym uderzeniem: . że i tak Bronek jutro mnie wykończy. Tu w czasie apelu nie stałem już w szeregu.No. tego długiego bandyty z Górnego Kamieniołomu. . co wychodzili do pracy.pytał się mnie.pomyślałem . tylko siedziałem za innymi. której nie wolno było przekraczać. gdy już po apelu staliśmy w grupach roboczych. które trwało dłuższy czas. Stojąc w szeregu omdlałem i koledzy trzymając mnie pod ręce przyprowadzili tak do obozu. Stanęliśmy do rannego apelu. Tydzień przedtem miał przesłuchanie i żalił mi się.ale wiedziałem. z miejscowości Tarnowskie Góry. Po skończonej szperze pozostał na rewirze i przenieśli go na blok l .ludzi. a on spokojnie od czasu do czasu. Ci. chwila .prominencki.wszyscy do bloków. Do kartofli poszedłem wraz z Leonem Cerakiem i od razu znaleźliśmy sobie dobrą „robotę”. Następnego dnia.zastrzelić więźnia przy „próbie ucieczki”. żeby się nie gniotły pod kołami.gdy już złapię za druty .koniec z tobą. Przy okazji mogliśmy jeść. że może przeżyję. Szpera obozowa . by . kazano mu podpisać listę folksdojcza i zwolniono do domu. powiedział: . dwie . Wytrzymałem to bicie od obiadu do fajerantu.zakaz wyjścia za teren obozu. Wreszcie przyszedł dzień. Oto stoimy na placu. że trzeba było znów pójść do pracy. Dostałem potem cholernego rozwolnienia. dostawali normalne porcje. ten. Co jest? Tyfus w obozie. Gdy odgwizdano koniec pracy. Poszedłem już alejką. Tam miał dosyć jedzenia. Pomyślałem sobie. Ott liczył szeregi i gdy doszedł do mnie.a po tygodniu lista i zwolnienie. ile nam się podobało. . który na rozkaz Kołeczki kilka razy mnie zbił.Dzisiaj idziesz do krematorium. Po zjedzeniu kolacji poczułem się lepiej . i od czasu do czasu kawałek chleba. to kto się za mnie odegra? Wtedy wróciłem. On jednak ryzykował i codziennie starał się wynieść w kieszeni garnuszek gęstej zupy.i człowiek gotów. Właziliśmy pod samochód i niby wyrzucaliśmy kartofle spod samochodu. którzy już kończyli się. to będę mógł odegrać się. Chodziłem kilka dni do kopcowania kartofli.w końcu rozkaz .

75 kg.a tu zbliża się koniec miesiąca. ale nie chciałem im się sprzeciwiać. profesorowie. Z rozpoczęciem tej pracy skończył się dla mnie w zasadzie okres bicia przy pracy. musi narobić się dużo więcej. Bronek Ott widząc to odezwał się ironicznie: . To już często zależało od kamienia. to już musiałem je zrobić. Gdy już poprawiły mi się warunki życiowe. żeby dużo wypoczywać. przy których można było się ogrzać. . Kamieniarzem byłem do l maja 1944 r. Bo kto nie potrafi robić szybko i dobrze. którzy starali się wyrabiać jak najwięcej.Chciałbym być kamieniarzem. Jak wyrobiłem 60 marek. Gdy wyrobiłem normę. a gładziłem półtorakilogramowym.A co chciałbyś robić? . W mojej szopie trafiłem na towarzystwo modlące. Z początku praca szła mi słabo. Do każdego kamienia był rysunek z kalkulacją i ceną. chodź do Długiego na kamieniarza! . A bicie w pracy można było dostać tylko od Długiego. Od tego dnia zaczął się dla mnie nowy okres . robotników tam nie widziałem prawie wcale. Ja nie. w halach kamieniołomów Kastenhoffen i Gusen. przy karnych ćwiczeniach. potrafiłem szpicować młotkiem o wadze 2. Złościło mnie to. Drugą wielką zaletą tej pracy było to. a mnie się nie chce robić.O tak. gdy 50 kamieniarzy wyrzucili karnie za zbyt małą wydajność pracy. bo to nie robotnik. Norma moja to 32-34-36 marek. To za bochenek chleba kupowałem sobie kamienie za 15-16 marek i wpisywałem na swoje konto. jaki dostałem do pracy. Jak zwykle. szpicowało się kamienie młotkiem o wadze 1. Stasiek M. Gdy miałem np.. wyrobione 27 marek. miałem wyrobione 18 marek . Żeby wyuczyć kogoś na kamieniarza.praca kamieniarza w kamieniołomach. w szopach.. szpicowałem dwukilogramowym młotkiem.mówi przysłowie. bo tacy modlący mogliby mi zrobić jakieś świństwo i wysadzić z pracy.Dobrze .No. że ktoś siedzi albo pali papierosa. żeby wyrobić normę. Bo kamieniołomy w Gusen to tylko twardy granit.weź jeszcze kogoś i chodź. więc majster nie może pozwolić kapowi na taki luksus.5 kg. do chwili. którzy wykonywali ciężką. . Byli tacy idioci.krzyknąłem. gdy znienacka wpadł do szopy i zobaczył. .pacierze i różne litanie. kiedy ludzi kupa .Jaruga.. Norma w kalkulacji obozowej wynosiła 30 marek miesięcznie. Mieliśmy też piecyki. otrzymywałem talony na 20 papierosów. który robi łopatą. Np. był też jeden kleryk. wichru i mrozu.odpowiedział. Od 1943 r. Kamieniarze to fachowcy. ale nie było już bezmyślnego bicia bez powodu przy pracy. ale jakże często artystyczną pracę w granicie. A jak mnie nerwy porwały. które prawie cały dzień pracując odmawiało półgłosem zbiorowe modlitwy . chociaż w ścianach były szpary. Kamieniarze to przeważnie z wolności urzędnicy.Lepszego jak ty! . . I racja. uczył mnie. bo do obrony mieliśmy majstra . chociaż w dachu były kominki spełniające rolę wentylatorów. Dostawało się bicie w bloku. a dostałem kamieni za 8 marek. jak zabijanie kamieniarzy. też sobie znalazłeś protektora! . trzeba co najmniej rok czasu. że należy nauczyć się robić szybko i dobrze . Już nie byliśmy narażeni na całodzienne działanie deszczu.cywila. umarło mi dwóch kamieniarzy . Później byli również i robotnicy. a wygładzało paski młotkiem o wadze l kg. I Herkules dupa.odpowiedziałem mu ze złością. dostawałem talony na 40 papierosów.nie po to. że pracowaliśmy pod dachem. na zbiórkach. (Jaruga był sędzią z zawodu). Nie mógł za dużo bić. przez które śnieg wpadał do środka. żeby dużo robić. Można było też odpocząć. lecz po to. to po prostu kupowałem zrobione kamienie.

Z początku byłem kamieniarzem w Górnym Kamieniołomie. Tylko rano i wieczorem..kombinacje. aż taki zgubił trep. co mogło mu szkodzić. jak będzie karał . na zbiórkach. co wolno. na dno której nie było . Zabawę tę powtarzał kilka razy dziennie. Obydwa dojścia były pod stałą obserwacją z góry.i co rusz zadziera łeb do góry. szopa bez ścian dla kostkarzy. gotowanie dobrego żarcia. Po zrobieniu odbierał go obermajster. tylko stanął sam pod dachem kostkarzy i rozpoczął przemowę. że już jesteśmy całkowicie przemoczeni. i z tymi. chorować albo mogli mnie pozostawić do pracy w obozie.i jak siedziałem na drągu. że za mało normy wyrabia się przez kilka miesięcy. to miałem wrażenie. jak widzieli. w drugą stronę . przeszedł w jedną. a wyrzucić mogli tylko wtedy. które w tym czasie działy się w obozie. po obliczeniu nas na górze. pogadał jeszcze kilka minut .prawie nad samym brzegiem urwiska. Wtedy przestawał gonić. zdziwiony. Ustąp kazał Długi zrobić na samej krawędzi urwiska . Inne sprawy i wypadki.ale nikt nie zapisywał przydzielonego kamienia. W ten sposób ktoś. i podpisywał się na rysunku. że jada do niego. drugi miesiąc na moje konto.. kto miał wyrobioną normę” a zrobił jeszcze jeden kamień.jak małpa .chyba złośliwie . a tam wiało. Gonił kogoś tak długo. Długi. O charakterze Długiego niech powie następujący wypadek: Wybrał on dla siebie młodego Hiszpana. cywil.i zrzucał go z kilkudziesięciometrowej wysokości w przepaść. bo prowadziła ona przez gospodarstwo obozowe i kamieniołom. wydał rozkaz rozejścia się do swoich prac. Listy obecności nikt tam nie prowadził. Kiedyś znowu Hajdeman urządził sobie ciekawą zabawę.a jezdnią jeszcze dłużej.znów spojrzał tęsknie w górę . a sam w tym czasie dusił go za gardło i z małpią ciekawością patrzył na jego twarz i oczy. kto do nas idzie. Rozejrzał się. jak to my mówiliśmy. W szopie Długiego odbywały się różne transakcje . a później w dużej murowanej hali 19. Rysunek oddawałem pisarzowi halowemu. Kiedyś szliśmy do pracy. że jeszcze nie leje deszcz.. Położenie geograficzne. Teraz chcę pisać tylko o zagadnieniu pracy. a drugi przy wysypisku. Komendanci i inni esesmani nieraz zajeżdżali na motorze wprost pod budę. Mogłem np. a następnie w Gusen w małych szopach. mógł go sprzedać za chleb lub papierosy i ja właśnie takie kamienie kupowałem.schodami i jezdnią dla samochodów. Kapo ani majster nie znali naszych nazwisk. Na naszym cyplu były schody w dół.Na wykonanie kamienia otrzymywało się rysunek. W 1943 r. a dodatkowym jedzeniem było tylko jedzenie organizowane wieczorem i w niedzielę w obozie. Długi wystawiał posterunki. Ale jak taki pokazał się jeszcze daleko na dole. podnosił trep z zadowoleniem. kręciłem razem z Tadziem Starczewskim z Warszawy.i zaczynał swe kazanie od początku.Długi. Górny Kamieniołom był osadzony wysoko i były do niego tylko dwie drogi . że kamień zrobiony i odebrany. Bawił się tak z nim tydzień . że nie można było na terenie pracy organizować jedzenia. a właściwy kamieniołom. że trzeba pracować. Długi już wiedział. jeden przy rogu naszej szopy. i zdążył zawsze pochować wszystko. że tych kilka słabych desek może się urwać. Mówił. buda Długiego i ustęp. którzy przywozili nam kamienie do obróbki. w którym rozsadzano i łupano kamienie. Wejście po schodach trwało kilkanaście minut . znajdował się dalej i my nie mieliśmy z nim bezpośredniej styczności. i rewizja. a ten wpisywał go na moje konto . Skończył mu się temat. Kazał mu śpiewać.aż go w końcu zadusił naprawdę. Obowiązkiem ich było tylko pilnować. opiszę osobno. zadowolony już wtedy. Minusem tej pracy było to. Jeden miesiąc pisaliśmy kamienie na jego konto. Poza tym bez przerwy wiało w d. a szykowało się na deszcz .” wszędzie mogło być cicho. Buda Długiego znajdowała się w pobliżu naszych szop . gdyby udało się komu z esesmanów zaskoczyć Długiego. nie kazał nam rozejść się do pracy. który ładnie śpiewał.a gdy widział. a czego nie wolno. oglądał go z ciekawością . lecz nikt nigdy na niczym go nie złapał. że wiszę w powietrzu nad kilkudziesięciometrową przepaścią. Ci na posterunkach zapłaciliby życiem. Zawsze z wrażeniem. Nareszcie deszcz i ulewa. nasze szopy.

Betonowa posadzka. Stepowej. Wybudowano już prysznice. którą wielu stosowało. Ścisk taki na bloku nie trwał długo . zawsze z dowcipem. O. niż trzeba. Kapowie i sztubowi każdego wieczora wcześniej. Potem upatrywał.żadnego zejścia. to trzeba było się bronić. przebiegłem pod ostatnim sitkiem.tak jak ja.i dlatego może łatwiej było mi załatwić coś. kogo znów pogonić. które stawiano na miejscu po blokach 6. że woda na mnie tylko trochę pryskała. że ktoś dostawał na nowo. W tym czasie w obozie zaczęło się masowe mordowanie muzułmanów. Pożaliłem się kamieniarzom ze sztuby A i ci zapoznali mnie z kapem sprzątaczy sztuby Feliksem Leśniczakiem. a następnie wyciągali z łóżek i bili po pięć w tyłek. Zimna kąpiel pod gołym niebem. Nasz kamieniołom też należał do tej grupy. że jesteśmy nasmarowani maścią. ich serc i łaski . Tych kapowie wpędzali kołkami z rykiem i wrzaskiem. Później niejeden raz dostałem od niego pół miski zupy. dla zabawy. Na sztubie B byłem tylko tydzień . chociażby takie przeniesienie ze sztuby B na A. mówiąc. Zawarliśmy przyjaźń i zawsze byłem mu wdzięczny za to przeniesienie.torował mi mój humor.lecz w ciągu tego tygodnia dostałem cztery razy w gołą dupę grubym. 7 i 8. Do rana już był gotów do krematorium. Były one dopiero w budowie i zaledwie wychodziły z fundamentów. że zaraz na drugi dzień zostałem przeniesiony na sztubę A. Odległości te były takie. którzy . wykończył się w 1942 r.ludzie się szybko wykańczali i już po miesiącu spaliśmy po dwóch. bo mogli zabić.tylko nie było ciepłej wody. prawie do listopada.. Przede wszystkim kąpiele. Na bloku tym. Tu ja miałem inną metodę.. Jednym słowem . A jak wykończalnia. Znajomi moi zawsze mówili. wpędzali nas do łóżek. pod którymi mogło się kąpać jednocześnie kilkaset osób. Obserwowaliśmy to przez szpary w naszej szopie. pracując przy budowie kolei). który z powodzeniem stosowałem razem z Cerakiem (Leon Cerak z Bydgoszczy. dachu i ścian. wesołe usposobienie i typowo warszawski sposób bycia. to pokazywaliśmy ręce. cwaniakowski. Gdy po pracy weszliśmy na blok. blokach Kastenhoffen . Dopiero gdy już wychodziłem. Wiele jednak razy nie udało mi się uciec i musiałem iść się kąpać. Jeden dom wariatów. bo widziałem. to niemożliwością było się poruszyć. bo mamy świerzb. a jeszcze po dwóch tygodniach to już wielu spało w łóżkach pojedynczo . który dużo dobrego zrobił dla ludzi. Feliks Leśniczak to z kościami poczciwy człowiek. Za nic. więc przeniesiono mnie na blok 4 sztuba B. Wpadłem na inny sposób. czego inni przeciętni więźniowie załatwić nie mogli. bo pewnego dnia mojego wspólnika od łóżka przyniesiono z pracy.wykończalnia. jak biją i kąpią tych. ogumionym kablem. z ul. Zlikwidowano wszystkie dodatkowe łóżka. Na bloku 32 kilka razy chowałem się pod łóżka ale to nie było bezpieczne. które ściśnięte były do granic możliwości. gdyby złapali. Smarem od butów smarowaliśmy ręce i jak wyganiali nago do kąpieli. żeby zmoczyć ciało i głowę. że „Stasiek to takie typowe dziecko Warszawy” . a po apelu już nago zaniesiono do umywalni.uciekałem do piwnic nowo budowanych bloków. Drogę do ludzi. i to codziennie wieczorem. Wpadałem jako jeden z pierwszych w sam środek kąpieliska i ustawiałem się dokładnie w środku kwadratu między sitkami. Gdy byłem na bloku 4 . Więźniowie pracujący w kamieniołomach mieszkali w specjalnie zorganizowanych tzw. prysznice .blok 4 i 5. a nieraz z pięścią i uderzeniem głową.czasami na deszczu . Wstawiono dodatkowe łóżka. i na każdym łóżku spało po trzech. Było to już po likwidacji świerzbu. Nieraz czekaliśmy nago 20 minut i więcej .żeby wejść na kilka minut pod zimną wodę. Niektórzy nie chcieli wchodzić. przystosowanym dla 300 osób. tak sobie. I tak każdego wieczora. bezpośredni. umieszczono 860. ale jeszcze dość częste były przypadki. drogistą z Ostrowa Wielkopolskiego . ot.i ten postarał się.

oni kładli się w wodę tak. Zatykano ścieki. uśmiechnięty.a ludzi z tych bloków. a tam będą leczeni. Gdy odjechał kilka metrów. Zmasakrowanego wynieśli chłopaki od razu do umywalni. dostawali swoje porcje jedzenia. co to są „inwalidzi”. Jeden z więźniów rzucił się podnieść. żeby wyglądać na zdrowego. roześmiał się głośno.nieboszczycy. tak jak przy pierwszej selekcji. gdy komendant moją osobę minął. Kąpano ich w listopadzie i grudniu . i kąpali się . Gdy pierwszą grupę „wykąpali”. gdy już spojrzał na następnego. szereg ten występował 10 kroków do przodu i lustrowano następny szereg. który jechał na rowerze. ha! I to był sens kąpieli . zapytał jednego rana pisarza obozowego. Po przejściu przed jednym szeregiem. Wtedy wielu było takich. Szedł wolno przed szeregiem i pokazywał palcem na ludzi słabych. jak ich będą leczyć . Przy bramie stała setka ludzi. że ciasno zapełnili dwa osobne bloki . Podobno projekt ten dał esesman . których komendant wskazał. Z tyłu szedł blokowy i pisarz blokowy i zapisywali numery tych. Krążyły różne fantastyczne wersje. że uderzył mnie w piersi i upadł na ziemię.tak wymawiano jego nazwisko.dwa razy dziennie po półtorej do dwóch godzin. którzy byli tam poprzednio. Tu łapali pobandażowanych i takich. Po każdej kąpieli część zostawała w wodzie . że tylko głowy wystawały. I to znów nie wiadomo na jak długo. których z szeregu wyciągnęli esesmani. którzy byli zgrupowani na oddzielnych blokach.Wciąż myć. co się sami zgłosili. że już ledwie idą. zadowolonego i zdolnego do pracy. Po trzech tygodniach „wykąpali” już wszystkich.wycieńczać i w ten sposób zwiększać śmiertelność. ale łapali przy wychodzeniu do pracy. że ja z lekceważeniem nogą odrzuciłem rzucone przez niego pół papierosa. zmuzułmaniałych. po których można było poznać.wychodzili z suchą głową i ciałem. stało nas kilku w niedzielę przed blokiem. że chyba następnego dnia już nie dożył.gotowe na przyjęcie nowego materiału do palenia w krematorium. którzy wchodzili do szeregów w zastępstwie tych. Komendant obozu. przeniesiono na inne bloki. Och. Potem biegłem do bloku. W obozie mówiono.ha. bydlak! Gonił. a jutro znów kąpiel przed południem i kąpiel po południu. kąpał. Bloki inwalidzkie były puste . bo później już nie wybierano na apelu. a na mnie nie wskazał palcem. Miał w ręku palącego się papierosa. zaczęto kąpać inwalidów. Wtedy Jencz zawrócił i zbił go tak. gdy już staliśmy na placu apelowym: . wyprężony.Ilu na dzisiaj mamy umarłych? Gdy ten mu odpowiedział. Stanęliśmy na baczność i zdjęliśmy czapki przed Jenczem. Gdy zakończono kąpiele bloków pracujących. Bo ręczników i mydła do tych kąpieli nie dawano. Wybranych z szeregów przenoszono od razu na bloki inwalidzkie i „kąpano”. obejrzał się i zauważył. Chmieiewski. kąpał i wciąż kąpał. . Przejeżdżając obok nas rzucił papierosa tak.tu można było tylko stać z ważną miną. Pamiętam. bił.i już nie było chętnych na inwalidów. wciąż kąpać . Wybór „inwalidów” wyglądał w ten sposób. z zadowoleniem mówiąc: . koszulę na siebie i pod koce. Nikt nie drgnął. że w niedzielę po apelu stawaliśmy wszyscy na placu apelowym.czystość przede wszystkim. Przy tych selekcjach już nie mogłem być cwaniakiem . Prowokacja. a w duchu drżeć i odetchnąć swobodnie. że wybiera się inwalidów po to. W ten sposób przejrzano wszystkie bloki i wybrano tylu muzułmanów. żeby ich wysłać do Dachau. wszyscy już się połapali. Było to w czasie największego głodu tytoniowego. a komendant obozu z całą świtą SS i władz obozowych robił dokładny przegląd. że ultimatum Anglii i wiele innych bzdur. nie męczył. ha.Jencz . Po obejrzeniu wszystkich przechodzili do następnego bloku. Inni szli na blok i nikt ich tam nie bił. Brał do przeglądu jeden blok. Że interwencja Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.

wywieziono wszystkich. który pewnie sobie wyznaczyli. W zasadzie blokowy wybierał najsłabszych. Wielu z zapisanych już nie żyło. Jeszcze jesienią 1941 r. drugi sztubowy i pisarz blokowy. Wygarnięto wszystkich zapisanych do lekarza. Drugiego brał z drugiej sztuby i prowadził ich do kąpieliska. a topili na zmianę. Wielu było muzułmanami. Z moich znajomych zapisał się Jurek Łuczko z Warszawy i Zbyszek K. czy to dzisiaj nie na niego przyszła kolej. W 1942 r. Tu już nie pomagał żaden spryt. a wielu „zorganizowało się” i dawali sobie radę.. Pracował później w obozowym warsztacie szewskim. On chciał w nocy iść na druty. nasz blokowy Adi . scyzoryk i inne drobiazgi mówiąc. Zrobił to dlatego. przeżył i wyszedł na wolność. więc on tylko wybierał. że wieczorami topią. Zbyszek przyszedł kiedyś do mnie w nocy. Do obiadu już ich nie było. Zaprowadzili ich pod rewir. żeby nie zaplątać się w trepach. Wybrali chyba ze 150 osób na „inwalidów”. Blokowy każdego bloku musiał codziennie przyprowadzać dwóch ludzi do utopienia i sam ich utopić. musieli przebiec około 50 metrów. a na druty to jeszcze i rano zdążysz iść”. a gdy im brakowało do stanu. głowa do góry. kiedy on umrze. kamieniarz. co miało oznaczać: „Mający umrzeć pozdrawiają cię”. jak ci ludzie biegli . Ochotniczo. Puścili go. pracował . Gdy podszedł. która należała do tych najgorszych. w kąt ogrodzony wysokim płotem.pół roku. Jednego dnia blokowy.jak konie na końskim targu. tylko czuwali. tylko w koszuli. jesieni do wiosny . Gorzej byłoby. K. gdy już pracowałem w kamieniarskich halach w Gusen. że rano go wykończą. którzy polowali na „inwalidów”. które w tym czasie miało już dach i ściany. Facet umierał w nocy. Uciekł z cegielni. Wyłapani stali na placu. aż ich wszystkich uśmiercił.może się wymigasz. Ale kto by mu zabronił zabrać takiego. Przed tym losem też nie było obrony. Z tylnych drzwi naszej budy kamieniarskiej widać było cały plac apelowy. czy nie wpadnę w oko któremu z tych. Trzeba było widzieć. który chciał zrobić to samo. zwalniany był na swój blok. i tam topili w beczkach. A wtedy Czesiek Cichocki z Poznania . wszyscy zdjęli czapki.a złote zęby w ręku to dużo chleba i zupy. buty z nóg i boso. Czekali z wysyłką od. i każdy człowiek słaby drżał każdego wieczoru z obawy.Jednej niedzieli esesmani urządzili zabawę. bo nikt go nie wykończył. Wiosną 1942 r.powiedział coś po łacinie. a ci nie spali. którego zabierał z sobą nie każąc mu się ubierać.kto przebiegł dobrze. oddał mi swoją fajkę. Ta zabawa w topienie trwała do późnego lata 1942 r. jak wyjmował zmarłemu złoty ząb. a inaczej nie mógł .na bloku 5 codziennie po wieczornym dzwonku wchodził na sztubę i wywoływał jednego więźnia. „Przecież to nie chleb mówiłem mu . tak i do cegielni wyznaczone były stałe grupy. Wiosną 1942 r.kolega. Krzyku narobił drugi więzień. bo wiedzieli. ale mu odradziłem. gdyby ukradł chleb. przed selekcją do „kąpania”. który obok mnie stał . był kierowany do grupy obok .ten sam. dostał od razu w nocy po mordzie i koniec. potknął się lub upadł. Kto nie miał siły biec. bo pracując w cegielni specjalnie wsadził dłoń w maszynę i zmiażdżyło mu dłoń. Ponieważ to było dla niego za męczące.bo przy 178 cm wzrostu ważyłem 56 kg . ale nie uciekł śmierci. jak stali. zapisywano inwalidów na wyjazd do Dachau. który razem ze mną markierował w Mauthausen. a następnie jeden sztubowy. starszego szewca. Ustawili ich piątkami i tak.bo tak jak przy kolei. pewnego dnia rano urządzono łapankę.to nigdy nie byłem pewien. W jednej piątce zobaczyłem znajomego. żeby wyrwać się z grupy roboczej. Ja czułem się jeszcze silnie. jak biegł wyrzucając nogi wysoko w górę. Złoto mu odebrali.. który mu z czymś podpadł albo z czegoś mu się nie podobał? Wiedzieliśmy. lecz byłem bardzo chudy . Zbyszek zapisał się na inwalidę. że ma złote zęby . z Łodzi . którą nazwałem biegiem o życie. Wielu wtedy zapisało się. którzy wtedy byli zapisani. resztę wyciągnęli z szeregów. Wtedy krematorium pewne. Ale na następny dzień oddałem mu jego drobiazgi. a kapo van Losen tak długo lał na nich wodę z hydrantu przeciwpożarowego. bo złapali go. O godzinie 10 przyszedł obejrzeć ich komendant Chmielewski.

Na tę myśl wpadłem dopiero dużo później. Wreszcie zezłościł się. że wielu z wywiezionych już nie żyje. Zawołał pomagiera Niemca.Patrz . I taki nieraz nic nie mówił.bez okien . Lipiński z miną artysty przemówił do niego: .czystość. Właśnie latem 1942 r. Śmieszne. który dopiero był kilka tygodni w Gusen .na wykończenie . który miał w gębie tylko jeden ząb. jak będzie go wykańczał. brudas jesteś . Tam wywalał ładunek ciepłych jeszcze trupów. . u których znaleziono wesz. Ten wziął kołek w rękę.w tym czasie w kuchni i dobrze już wyglądał. Znaki szczególne: mała lilia wytatuowana nad lewą dłonią. Bandyta odkręcił prysznic i każe mu wchodzić pod wodę. Gdy znaleziono wesz. ale nikt nikogo o nic nie pytał. Taki człowiek został blokowym i obiecał. w tym miejscu.wrzasnął bandyta. Po Nowym Roku na bloku 4 blokowym został Emil Lipiński. bo jedna znaleziona wesz .byłem świadkiem wykończenia dwóch ludzi. w który ładowano ludzi do granic możliwości. mogę się zaziębić. lecz przez kilka kolejnych dni. gdy przez pewien czas „autobus” ten krążył między Mauthausen a Gusen. Były wypadki. zawołał delikwenta i poszedł z nim do umywalni.boks i piłka nożna . wietrzono wóz i ładowano chorych z rewiru. żeby nie znalazł. Porobił grupy po 20 osób i każda grupa miała swego kontrolera Niemca. Przed podejściem do kontroli każdy z nas długo szukał w bieliźnie. których jakoby wieziono do Mauthausen. Lista była. że na jego bloku nie pokaże się wesz.Rozbieraj się! . Taki starał się wyszukać . Przystojny.Przecież ja mogę dostać zapalenia płuc! . żeby był czas na wyduszenie zawartości. Nie wywieziono ich jednego dnia. żeby zobaczyć.tak jak samochody-lodówki do przewozu mięsa lub ryb. Zanim mnie przeniesiono na blok 23 . Kontrolowaliśmy każdy odcinek koszuli i mimo to znajdował codziennie l-2 wszy. że wywieziono ich do jakiegoś instytutu badawczego w charakterze królików doświadczalnych. latem 1942 r. Ale jak dostał kilka razy dobrze kijem. sportowiec . które kazano wytępić.przedtem był w Dachau i brał wszystko tak.No cóż. Jechał on bardzo wolno i prosto pod krematorium. którzy byli z tej samej miejscowości i przebywali jeszcze w obozie.masz wszy. to nie śmiał nic znaleźć. przyjeżdżał duży kryty samochód. że Niemiec zobaczył wesz.codzienne kontrole bielizny.Co ty? Zwariowałeś? Przecież jest mróz. .. To więzień mówił cicho: „Oddam ci swoją porcję”.artysta i pierwszorzędny bandyta z arystokratycznymi manierami. wieczorem. a ja i Kornacki za nimi. Drugie . czy wpuszczano im gaz. Moim zdaniem wieziono ich od razu pod krematorium w Mauthausen. Codzienne szorowanie podłóg. Pasażera uśmiercano. elegancki chłop. Pierwszy to Niemiec.a my staraliśmy się. W obozie znów pokazały się wszy. umyj go. . jak w ciągu dnia jeździły pod krematorium i rewir. . jakby to tam było. głodowej porcji chleba. Mówił nieźle po polsku. co? Wartość ludzkiego życia równała się wartości dziennej. Pisały ich rodziny do tych więźniów. w którym nosi się zegarek. Mówiono. a głównie taka. . Po kilku tygodniach już zaczęły przychodzić wiadomości.on jest brudny. Codziennie przed kolacją kontrola. Jechały wolno dlatego. Niemiec z obecnych zachodnich terenów Polski. Chodziły różne wersje. a kontroler stawał się właścicielem jego kolacji. Nie wiem.rzekł do niego . Gdy nas kontrolował Niemiec. gdzie mieli ich leczyć w specjalnie dobrych warunkach.to śmierć. Pierwsze . a po kolacji otrzymywał chleb.bronił się tamten. widziałem te samochody. wywołali i serwus. brzytwą chlasnął rękę w kwadrat i zerwał skórę razem z tatuażem. Ja miałem inne zdanie. że do środka załączona była rura wydechowa i ludzi duszono gazami spalinowymi. Klął ten tatuaż i chciał go zniszczyć. Były one szczelne . rozebrał się.

nie mówiąc o normalnym biciu na bloku. Bity ryczał nieludzkim głosem. Nie miałem czasu przyglądać się. nalał mu za kołnierz wiadro wody i kazał stać bez ruchu. Gdy dostał 50 uderzeń. że już byłem sztywny. a z drugiej leworęki kapo.i znów Kornacki przemówił do niego. że od razu nakrył się nogami. okazało się. Po masowym wykąpaniu „inwalidów” na bloku 32 założono blok inwalidzki. . Z tym załatwili się inaczej. że niektórzy jeszcze żyją. obowiązani byli do rana umrzeć. Na każdym apelu za każdym blokiem leżało kilku „zmarłych” lub umierających. Na bloku chłopaki masowali go. Pomoc polegała na włożeniu w usta końca węża do polewania i puszczeniu wody. Przecież zima. że i on kijem dostanie. Zostawił go. Na bloku 32 „umierało” kilkadziesiąt osób dziennie. jak blokowy postawił pacjenta przed blokiem. Gdy opuścił. ale mówiono mi. Chyba od bicia. który dość długo egzystował. kąpiele. I znów to samo od nowa . potężny chłop. . obliczył. ćwiczeniach i w pracy.nie wiem.np.selekcje. Słychać było tylko trzask łamanych kości. Ludzie padali jak muchy. Umierający. jak go utopisz? Spojrzał na Kornackiego tak. ale nie. przykryli kocami . Kąpany Niemiec wziął pod rękę ubranie. przez wetknięcie skuwki węża do odbytnicy i puszczenie wody. Blokowym był tam Karl. chirurg z rewiru.bo przeważnie był już nieprzytomny. Co ci z tego przyjdzie. patrz. do ustępu. Słyszał to van Losen. on jest cały brudny. bo na zapalenie płuc chybaby tak szybko nie umarł.. Mnie trzymali pod wodą tylko 10 minut. Wszedł pod kran. a tu rano okazuje się. śmierć za wszy. puść go! Ty jesteś Niemiec i on też Niemiec. Zaraz potem w kocu zaniesiono go na rewir. i Lipiński uderzył go w twarz. Co chwila chciał wyskoczyć spod lodowatej wody. jak ty go myłeś? Zobacz.krążył koło niego i kołkiem wpędzał go pod wodę. nago. wynoszeni nago do umywalni. . wybieranie do utopienia. Wtedy pomagano im troszeczkę i apel się zgadzał.prysznic i bicie .Kuchencan.tak nazywali tego Niemca .powiedział spokojnie. I tak było przez cały rok 1941 i 1942 . Pomagier siedział mu na głowie i ciągnął mu ręce do tyłu.Co ty tam mówiłeś w ustępie? . na mrozie. Woda rozrywała wnętrzności. Załatwiał się pod ścianką i mówił: „To bandyci. że w Gusen stosowano kilkadziesiąt sposobów mordowania ludzi. wyszedł z umywalni i wszedł tak. Dr Gosiński. To było ciekawe życie! Wszędzie niebezpieczeństwo . że myślałem już. Kłopot mieli pisarze blokowi. Nie bił ludzi. dlaczego w nocy umarł. a Kuchencan . bo zapisali ich wszystkich nieraz jako zmarłych. a za pół godziny przyniesiono na sztubę jego ubranie. Lipiński już na niego czekał. Fakt.. obydwaj skoczyli na niego z nogami. który już wychodził z ustępu. a gdy się przewrócił..I znów dopiero kij przemówił mu do przekonania. Przełożyli przez stołek i kijami bili w tyłek. jak był. Kiedyś widziałem. Podszedł do niego i mówi: . za jedną wesz człowieka zabiją”. Przywiązał go paskiem. ale nikt mnie nie rozcierał i nic mi nie było . z których zrobił się duży balon napełniony krwią. mój sztubowy z 13 bloku w Mauthausen. Wrócił na blok i powiedział Lipińskiemu. że po pewnym czasie przewrócił się i został odniesiony już nago do umywalni. apelach. kowal. Gdy kąpany Niemiec wszedł nago z ubraniem w ręku do bloku. Posyłano tam ludzi słabych i niektórych rekonwalescentów z rewiru. Kornacki nie wytrzymał. a oni nago na betonowej posadzce. W drugim przypadku wesz znaleziono u Czecha. Machnął ręką i wyszedł z umywalni. puścili go i Lipiński kazał mu opuścić spodnie. Spojrzeli się na siebie.a do tego jeszcze ciągły przeraźliwy głód.Podnieś się . Niektórzy wynajdywali nowe metody uśmiercania .. z jednej strony bił Lipiński. Jego metoda polegała na tym. że jądra przesunęły mu się do tyłu i bili go kijami po jądrach. że ludzi .zapytał i uderzył go w twarz. Pacjent zupełnie prawidłowo topił się . Umyj go jeszcze raz. zbiórkach.rano poszedłem do pracy.Kuchencan.

Tymi sposobami uśmiercano tylko w rewirze. później udoskonalono i robiono dożylnie. Tu kazał nam zabrać skrzynkę z porcjami kiełbas i zanieść na blok 32. Co to była za komedia! Walka jak na filmie w zwolnionym tempie. lecz opowiadało mi o tym kilku kolegów . a w środku tego kółka punkt. Blok był ogrodzony płotem . chwila przygotowania i. Opowiadał mi o tym Stasiek Nowocin z Radomia. Do tego pomieszczenia wrzucano ludzi przeznaczonych do wykończenia . Gdy który upadł. Nieraz jakiś zbytny pracownik rewiru wrzucił im ze dwie porcje chleba i przyglądał się.i od! razu trup. Później był jeszcze „banhof” . zastrzyk dożylny . Piszę „w zwolnionym tempie”. 2. Podglądałem raz przez okno . toby mnie już dawno nie było. albo samochodem do Mauthausen na „kurację”. następny proszę! Ci. a pełne wiadro wody już stało obok. kto mnie uderzył. Oto co mnie czeka . to już trzeci.80 .nago . Niektórzy czekali kilka dni. a żaden kapo nie zabije mnie przy pracy: albo blok 32.jeśli zmuzułmanieję. wbijał igłę w serce .dworzec do nieba. Albo .dostałem w mordę i wybili mi ząb. „Szpryca” to zastrzyki uśmiercające. Wieczorem kręciliśmy się z Kornackim po placu apelowym.to wydzielona część z długości bloku. Blokowy chciał się zabawić.a od rana do nocy trzymał ich przed blokiem. a wyciągnął go blokowy bloku rewirowego. W końcu. na gruźlicę. w który należy wbić igłę. Słomę zmieniano raz na kilka miesięcy. bo widziałem. może uda się zorganizować coś do jedzenia albo do palenia. „Szpryca” w serce była chyba mniej przyjemna.ten. Przez dziury w płocie wiele razy widziałem tych ludzi stojących bez ruchu na mrozie.i gotów. Tu jeden sanitariusz łapał go w pół i trzymał ręce. Uciekałem tak. bo mogli i mnie zaszprycować. miał on szczekliwy głos. in. wyżywił go i chłopak przeżył.m.. jak ludzie biją się w zwolnionym tempie o ten chleb. Raz miałem okazję być w środku.i już nie dawano im nic do jedzenia.wyszukał dwóch najgorszych muzułmanów i kazał im się bić. gdy już dosyć było radości. w którym stały dwa trzypiętrowe łóżka. za tym oknem. który w tej klatce siedział już dwie doby.80 metra.wpuszczał do bloku tylko spać .to szerokość bloku. Stali ustawieni w dziesiątki i nie wolno było im chodzić ani się poruszać. które od razu wieczorem zjedliśmy. kiedyś taką walkę na bloku. a w pomieszczeniu przeciętnie 40 osób. Kto wie. Który wygra. w sieni leżało kilku ludzi jeszcze żywych. nie wiedział. Nieboszczyka wciągano do drugiego pomieszczenia. w pobliżu kuchni. 8 metrów . aż zbierze się większa partia. Tak pomagano im rozstać się z życiem. Gdy wychodziliśmy.co było pewniejsze . ten dostanie chleb i margarynę. który ostatni rok pobytu leżał na rewirze. blokowy przerwał „walkę” i wydał salomonowy wyrok: „Żaden nie zwyciężył”. Sam nigdy tam nie byłem. gdzie i po co idą. Raptem Karl szczeknął na nas. bo się ruszali. że nawet nie wiedziałem. a zmarł dopiero w 1948 r. Facet nago siadał na stołku. wiedzieli.. albo w najlepszym wypadku „szpryca”.nazywaliśmy to hammer-narkozą (młotkowa narkoza). i kazał iść za sobą do kuchni.. Bo gdyby zobaczył. Wtedy podchodził esesman z wielką strzykawką z długą igłą na końcu.i każdy miał już kopiowym ołówkiem obrysowane serce.i nie wolno było nikomu tam wchodzić ani też wychodzić.to wydzielona część na jednym bloku rewirowym. Wyglądało to tak: „Pacjent” wchodził nago z korytarza do pokoju. Gdy weszliśmy po schodkach. Obliczyliśmy powierzchnię „banhofu” i wyszło nam. Za odniesienie dostaliśmy po 5 kiełbas i po trzy ćwiartki chleba. przewracał ich na drugą stronę. „Banhof” znów . co robią w środku. Trzymani byli w pomieszczeniu w rodzaju odrutowanej klatki nago . więc przyniósł bochenek chleba i kawał margaryny .pomyślałem sobie . drugi w tym czasie pchał mu w usta kawał ligniny . Więc . Janek K. którzy szli na „szprycowanie”. a tylko każdego rana usuwano zmarłych. na podłodze słoma. że było to pomieszczenie o powierzchni 8X2. głowę kazano mu odwrócić w drugą stronę. co mnie uderzył. układano go pod blokiem. Z początku w serce. a jakiś pomagier polewał ich wodą.

Obóz w obozie . gdy już wybrał dla siebie ludzi do operacji. Do tych metod dochodziły jeszcze operacje chirurgiczne. którzy nam chcieli przynieść swoją kulturę.i obydwa dobre. zdejmował skórę z tatuażem. a blokowy miał dobrą kolację. to przez kilka dni nikt na opatrunki się nie zgłaszał. a bloki te stały się znów normalnymi blokami. Przecież rozstrzelanie to była łaska w porównaniu z warunkami. jak byś ty wyglądał. Po kilku dniach wzywał go do rewiru. zły na jednego Niemca. że posiadali jakieś najwyższe odznaczenia radzieckie. zaszywał i „szpryca”. gazem wpuszczanym do bloków w czasie styczniowego gazowania bloków.nie według choroby więźnia. że te rzeczy się robi.a nad wejściem do tych bloków umieszczono wielką tablicę: „Obóz jeńców wojennych”.. wsadził w te warunki. Brałem całe kawały do rąk i przyglądałem się z bliska. 21. Wykańczano ich głodem.na bloku 13 gdy już robiłem w tunelach.nie? Nikt nie może powiedzieć. . smród. Głód. w ciągu dnia (ja robiłem wtedy na nocną zmianę) wyrzucił mu wszystkie jego manatki na środek sztuby.odezwał się półgłosem Stasiek Kornacki. Były skóry z tatuażami. Wtedy uwierzyłem. nadziewany robakami. 16. żeby stwierdzić. Nie chciałem w to wierzyć. . „szpryca”. W tym celu odgrodzono bloki 13. Raz nabrał ludzi z tych. Byczo . idący obok mnie. Blokowy. które podobno przeprowadzał jeden z lekarzy SS na rewirze. byku. których szybko topiono w beczkach. Była to na pewno ludzka.Ja bym ciebie tu. że w obozie wyrabia się różne rzeczy z ludzkiej skóry. jeszcze nie wyprawiona skóra. Transport ten został całkowicie wykończony do kwietnia 1942 r. Tak zagazowano blok rewirowy (mieli swój) razem z ludźmi. Gdy jednego dnia wychodzili przed naszą grupą. jak chciał zjeść sześć porcji kiełbasy na kolację. bo nie rozmawiałem z żadnym z operowanych powtarzam tylko to. zginął mój kolega. wyprawiał ją i robił z niej album. Nie ma co jeść. . 14. nie ma co palić. Przekonałem się dopiero w 1943 r. Przywieziono ich 5 tysięcy. 23 i 24. chłód. Drugie święta W obozie. Rosjanie ci chodzili osobno do roboty. który kochał się w ładnych tatuażach. Jak lekarz ten wchodził do rewiru. Piszę „podobno”. Na „banhofie” w końcu 1944 r. to wołał swoich pomocników i palcem pokazywał im sześciu ludzi. to zdrowsi chorzy uciekali przez okna aż do chwili. lecz według własnej potrzeby.bo następne transporty były cywilne. to są ci. Chyba w pierwszych dniach listopada 1941 r.jakieś wypchane ptaki i.. Był taki lekarz SS..I przyniosą . Henryk Gajger z Otwocka. . było kilka skór z całych piersi .Zobacz.owłosienie. na których przeprowadzał różne operacje . to zapisywał numer. w jakich wykończono innych.pierwszy i ostatni . Były tam najrozmaitsze śmiecie . Wydał ich jeden ze współwięźniów. Operował. kilka arkuszy ludzkiej skóry. 22. zobaczyłbym. Chodził po terenie pracy i jak u kogo zauważył ładny tatuaż. Wybierał on codziennie kilku więźniów. o czym wszyscy głośno w obozie mówili. którzy zgłosili się na opatrunki. Dali nam kilka razy ser topiony. który zajmował coś w rodzaju osobnego pokoiku. że rozstrzelano w obozie dwóch oficerów za to. że jeńców wojennych wsadzano do obozu koncentracyjnego. przywieziono pierwszy transport rosyjskich jeńców wojennych . Jeden blokowy. okna zabito gęstymi siatkami . Jedną nawet przyłożyłem do piersi. brodawki i włosy pod pachą. Ostatnich 56 jeńców ubrano w pasiaki i rozdzielono na nasze bloki . że się nie mylę. 15.żeby nie było kontaktu z nami . jeden oficer SS rzekł do drugiego pokazując na idących Rosjan: . Śmieszny wydał mi się fakt. nędza i ubóstwo. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia.podzielił chleb i margarynę na połowę.w ten sposób został zlikwidowany „obóz jeńców wojennych”. Można było też zginąć za posiadanie na ciele ładnego tatuażu. Chodziły pogłoski.

że na jednym bloku odbywa się taki konkurs. pół bochenka chleba. tylko w butach. poprawiłem pięścią i uciekłem na dwór. Wspominałem. czy nie ma wszy i gnid na owłosieniu w kroku i pod pachami. ale w ostrogach” . Wykręciłem się i bez słowa. Zapisałem się i ja . tylko bez pracy. u kogo w domu jeszcze nie ma portretu Hitlera.mówi szybko . mój ojciec jest teraz w obozie koncentracyjnym.Dlaczego u ciebie nie ma? . że jak wróci.powiedział. i pół bochenka dostałem od B. żeby go zawołano.No. W pierwszy dzień świąt swoją porcję. że w pierwsze święto wygrałem pół bochenka chleba.I czego wołasz? Wiem. poszliśmy do kontroli.po 10 papierosów.pierwszy raz od stycznia . i wiedziałem. Poprosiłem jednego. 1942. Walnąłem łbem.i przyznana nagroda.Bo mój tatuś pracuje w ministerstwie propagandy. Te pół od Heńka to już zjadłem sam. Czekałem na mrozie więcej jak pół godziny. Tak że w zasadzie w Wigilię zjadłem pół bochenka i swoją porcję.i kazano nam wychodzić na dwór. Podszedł do okna i podając mi pół bochenka chleba powiedział ze złością: .nie musisz wołać. W drugi dzień świąt . W pierwsze święto Heniek przyszedł do mnie. w obozie zrobiono ogólną weszkontrolę.mówi nauczyciel . Kolejno blokami szło się na blok 13 nago. Tego dnia miałem awanturę na sztubie . Ale nie byłem mu dłużny. ubraliśmy się . .Ano. Na święta dostaliśmy . i tam sprawdzali. proszę pana profesora. z nadzieja. że powiedział tak tylko dlatego. powiedz w domu. Wiedziałem. A chłopak mówi z zażenowaniem: „No. Mnie odstawił na bok. tylko w butach. Ciężkie to było dla mnie przeżycie. Wkrótce po tym incydencie rozebraliśmy się i nago. Wygrałem na konkursie kawałów.ale nie w takiej formie. że był zły z innego powodu. powiedział mi. że się obrażam. Brawo! . i jak mam ci dać.dzień jak co dzień. Opowiadali różne kawały . że było kilka robaków. Chciałem mu złożyć życzenia świąteczne.Niektóry był taki. A u ciebie dlaczego nie ma? . po świętach i Nowy Rok. Ja zagrałem na całego i powiedziałem taki kawał: W niemieckiej szkole nauczyciel pytał dzieci. ponieważ znów pokazały się wszy i były wypadki tyfusu. że teraz będę miał jeszcze większy głód . a w tym czasie inna grupa kontrolowała bieliznę i ubrania nasze pozostawione na bloku. bo. że odpali mi na święta kawałek chleba.. wolno wróciłem na blok. Wreszcie znów poprosiłem. a widziałem go i on mnie widział. A u ciebie dlaczego nie ma? . a sera prawie wcale. resztę wypaliliśmy w święta. Jak drugi raz będziesz wołać. francuskich „guluazów” tak je nazywano. Po skończonej kontroli wróciliśmy na blok. W Wigilię po południu poszedłem do Heńka. że jestem głupi. a byłbym za to uderzenie zapłacił życiem. . a potem jeszcze .tak że było nieźle. .i tak wszystko zostało po staremu. że już więcej nie pójdę do niego po zupę. to i tak dostaniesz . W pierwszy dzień świąt zarobiłem pół bochenka chleba. bo mój tatuś pracuje w ministerstwie wojny. Wstało troje dzieci. żeby w południe przyjść po zupę . to nic nie dostaniesz. którym podzieliłem się z Kornackim. to u nas jest portret Gobbelsa. Niewiele brakowało. a chleb razem z własną porcją zjedliśmy spokojnie w Wigilię.Ale portret Hitlera też musi być. przyniósł mi chleb..o księżach. że jesteś. Ze Stachem Kornackim sprzedaliśmy po pięć sztuk za chleb. pół bochenka od Heńka. a do tego dodatkowa zupa od Heńka i ćwiartka wygrana . Chyba gdzieś w drugiej połowie stycznia. a odchodząc przypomniał. Już brałem chleb do ręki i puściłem.ale nie pójdę. dobrze . to wszystkich trzech powiesi.pyta nauczyciel pierwszego.jak to ja mówiłem. to u nas wisi portret Goringa. .pyta trzeciego. o dupach . Heniek nie podszedł do okna. bo on był dużo silniejszy niż ja i byłby mi dobrze wlał. Święta.ale portret Hitlera też musi wisieć. a w innych papierkach były robaki. by go zawołał.z jednym Niemcem. W drzwiach stał sztubowy i każdemu wychodzącemu zaglądał za kołnierz koszuli. Koledzy kamieniarze powiedzieli.tylko nikt nie powiedział politycznego. Jałmużna? Tak .byłem na końcu listy. „Boso. Ale to nic .

I po chwili przesunąłem się z nim na inne miejsce. Tym razem nic nie czułem.Nikt więcej nie ma gorączki? . zebrało nas się 125 osób . .na blok 23. gdy podglądałem. Rosjanie już z łatwością mieścili się na pozostałych czterech blokach. gdzie tak głupio dałem się złapać w pułapkę. w drugiej połowie stycznia cztery z nich już były wolne i na jeden z nich . którzy jeszcze mogą pracować. a na dworze prawie przez cały czas mróz dochodził do 45 stopni. To. po jaką cholerę on zagląda pod kołnierz koszuli i czego tam szuka. Grzmotnąłem go łokciem w żołądek. z bloku 4. jeszcze przed kontrolą kołnierzy. Dlatego mieli nas wszystkich wykończyć.blok 23 . Gdybym wiedział. Uśmiercić tych.Ty masz . Kazałem mu o tym nikomu nie mówić .będzie leczony i uratowany. w których sam brałem udział albo które miały wpływ na moje losy.chyba 8 osób . Po zakończonej kontroli pisarz blokowy zaprowadził nas . Jeden z esesmanów trzymał w ręku strzykawkę o pojemności chyba ćwierć litra . nie wyłaź! . Nie opisuję z detalami wszystkich istniejących mordowni. rozmawiał ze sztubowym i pokazywał na mnie. Opisuję te przypadki.to wysłać do roboty. spaliśmy na siennikach. nikt nie wyganiał na dwór. Po ubraniu się. a z nimi dr Gosiński. . które w listopadzie były zajęte przez Rosjan. że szkoda ludzi. gdy pracowałem w Górnym Kamieniołomie. . W ciągu dnia przybywały wciąż nowe grupy i razem. Łóżek tu nie było. Wesoło będzie . na imię Selwin. W styczniu bloki 21. którzy mają tyfus. że wszystkich nas wykończą. Razem ze mną z naszej sztuby z bloku 4 przyszedł młody chłopak. Od początku wiedzieliśmy. uważani byli za nosicieli tyfusu. Postawiono na nogi pięciu leżących i na ochotnika zgłosiło się jeszcze czterech z wysoką temperaturą. Trzeciego dnia pobytu na bloku 23 wpadli lekarze-esesmani.pomyślałem.mówi Czech i wypycha Selwina z szeregu. nazwiska nie pamiętam .czterech. że ma gorączkę. że tylko beknął. wykończył się). co nam dali. Bo tych 125 . Miał on 18 lat. można było nazwać siennikami. którego uderzyłem. Przeżył obóz i wyszedł na wolność. którą wykończono prawie całkowicie w naszych oczach. mamy podobno do zawdzięczenia drowi Gosińskiemu z rewiru.taka sama jak ta. jak „władze” spojrzały w naszym kierunku. Był on kamieniarzem w halach Kastenhoffen . Tak więc nie opisuję z detalami metod wykańczania jeńców wojennych lub karnej kompanii w Gusen. jak „szprycują” ludzi.dr Gosiński przetłumaczył nam po polsku. jak idiota nie zastanowiłem się. Kto ma temperaturę.Stój. Po przejściu na 23 blok tego samego dnia powiedział mi. jeśli to. 23 i 24 już stały puste.na dole. że z ośmiu bloków. czy nie wyniknie coś nowego. u których w czasie kontroli znaleziono wszy albo gnidy i jako tacy. który tłumaczył Niemcom. widziałem. że nas wszystkich nie wykończono. I tak zrobili. niech się zgłosi . Ale naszą rozmowę słyszał jeden Czech (który w 1942 r. żeby stać dalej od zdradliwego Czecha. Spokojne mieliśmy tam życie. i jeśli nie . bo później na ratunek będzie już za późno i taki człowiek musi umrzeć”. Dlatego i tu stwierdzam tylko.padło pytanie. a które jednak nie miało żadnej bezpośredniej łączności z moim życiem w obozie. że czuje się źle. resztę potrzymać kilka dni. czym to pachnie. nie wiedzieliśmy tylko . Nikt nas nie bił. którą widziałem wtedy. Brzmiało to mniej więcej tak: „Pokazał się w obozie tyfus.tu już byłem trochę mądrzejszy niż na bloku 4. zwinął się w dół i może dlatego nie widział. 22.umieszczonych na jednej sztubie.gaz czy „szpryca”. jak Niemiec. A tu przemowa do chińskiego ludu . Złapałem Selwina za rękę i mówię: . gdy czaiło się niebezpieczeństwo.z Łodzi.to ci. to jak zwykle.przeniesiono mnie w drugiej połowie stycznia 1942 r. wylazłbym przez okno.

W ten sposób przypadła mi opieka nad Selwinem. Po chwili „władze” razem z chorymi opuściły barak. Nie więcej chyba jak po 10 minutach wyszedłem do ustępu. Gdy po chwili wychodziłem z ustępu, widzę, że woła mnie esesman, który stoi w drzwiach 22 bloku. Nie wiedząc, o co chodzi, dla pewności puściłem się biegiem do swojego bloku. Zanim jednak dobiegłem do drzwi, już mnie złapał. Skończyło się grzecznie: na uderzeniu w twarz. Złapał mnie i jeszcze dwóch i zabrał na 22 blok. A tam, w kapówce pustego bloku, ładnie - jak śledzie - jeden obok drugiego, nago, dziewięć świeżutkich trupków. Już „wyleczeni”. Kazano wynieść nam trupy do umywalni. Złapałem jednego za nogi, które jak dyszle wsadziłem sobie pod pachy, i wio! - biegłem do umywalni. Słyszałem tylko, jak głowa podskakiwała po stopniach. Esesman stał na stopniach bloku, więc pobiegłem po drugiego, a gdy odwiozłem drugiego i wychodząc nie zauważyłem esesmana - na wszelki wypadek uciekłem na swój blok. Każdy z nieboszczyków miał kroplę krwi na piersiach na wysokości serca, a kilku z nich widocznie w chwili „zabiegu” oddało kał. Pierwszego dnia pobytu zabrano nasze ubrania do parowania i spaliśmy we trzech przykryci tylko jednym kocem. Tak wypadło, że dla mnie i Selwina przypadł jeden koc, do którego mieliśmy jeszcze wspólnika. Zimno było w nocy pod takim marnym przykryciem. Następnego dnia oddano nam ubrania, ale postanowiłem zorganizować koce. Codziennie, gdy czułem, że już niedługo rozpocznie się słanie, zabierałem Selwina i kręciliśmy się przy kocach. Starałem się rozpoznać, który „siennik” ma więcej wiórów, a także w momencie nieuwagi obsługi wsadzałem drugi koc, a nieraz trzeci i czwarty - do tego jeden koc na siebie, za pasek i w spodnie, i jeden na Selwina. Biorąc po kilka kocy nie krzywdziłem nikogo, ale myślę, że gdybym nawet krzywdził to też bym tak robił, bo przecież Selwin był chory. Selwin w nocy był taki gorący, że aż po prostu parzył. W nocy tracił przytomność i majaczył. Prawie nic nie jadł. Ja zjadałem większą część jego zupy obiadowej i chleba i ukrywałem przed wszystkimi jego chorobę. Szkoda mi było chłopaka i - co tu dużo mówić - żarcia, które od niego brałem, też mi było szkoda, bo gdyby go uśmiercili, to koniec z dodatkowym jedzeniem. Ale okazało się, że nie chodziło mi tylko o żarcie, bo gdy dostałem pierwszą paczkę świąteczną (w końcu stycznia), sam zjadłem tylko chleb (a nie było go dużo - kawałek) i trochę smalcu, a ciasto, cukier, miód i masło oddałem Selwinowi. Paczka miała jeden kilogram i była - przypuszczam - od księdza Szuberta. Było tam pół kilograma chleba i chyba po 10 dkg masła, smalcu, miodu, cukru, maleńki topiony serek, kawalątek kiełbasy i kawałeczek ciasta. Dwa dni przed koncern kwarantanny Selwin przestał gorączkować i odzyskał apetyt. Tak więc to, co miało być naszą zgubą, przez ironię losu wyszło nam na zdrowie. U siebie, w bloku, Selwinowi nie udałoby się ukryć choroby, bo to i praca, i apele na mrozie - i kto wie, czyby go to nie uśmierciło, nie mówiąc już o możliwości „szprycy”. A na bloku 23 apele odbywały się na sztubie, a on w ciągu całej doby musiał wychodzić tylko do ustępu, a jadł bardzo mało. Chciał dużo pić, a nie było co, to tylko wieczorem wypijał swoją i moją kawę. Moja wieczorna kawa przez cały okres gorączkowania była dla niego. W tym czasie wymarło tyle osób w obozie, że nie było komu wykonywać najniezbędniejszych robót. Od grudnia zwaliły śniegi, tak że tylko część ludzi w obozie pracowała. Dużo ludzi wydusiły mrozy, a przez cały czas nie dochodziły żadne nowe transporty. I to nas uratowało tych 125 osób na bloku 23. Po ukończeniu kwarantanny rozdzielono nas po różnych blokach. Ja dostałem się z kilkoma innymi na blok 18. Blok, w którym „rządzili” Hiszpanie. Blokowym był Niemiec - reszta Hiszpanie. Poszliśmy tani po południu, a wieczorem przydzielono nam łóżka. Obok mnie spał Janek Pażuchowski, z Pułtuska. Od razu umówiliśmy się, że będziemy spali w jednym łóżku,

żeby było cieplej. Na sztubie dużo łóżek było wolnych, zajętych było może jedna trzecia. Wtedy dopiero zobaczyłem, jak wymarł obóz przez te trzy tygodnie mrozów. Zaraz pierwszego wieczora zobaczyłem egzekucję. Przed kolacją sztubowy - Hiszpan - wywołał innego Hiszpana, kazał mu się położyć na stole i bił go kołkiem po tyłku, po krzyżu i po plecach. Delikwent wrzeszczał, ale inni trzymali go za głowę i nogi. Od Janka dowiedziałem się, że już przez tydzień biją go tak codziennie za to, że naszczał w nocy w miskę. Kazali mu to wypić, zbili go i kazali iść na druty - a że on się uparł, że nie pójdzie, to oni uparli się, że go wykończą. Po kilku dniach, gdy po nowym biciu już nie mógł sam wstać, rozebranego do naga wyniesiono do umywalni i do rana już był trup. Drugim, którego kilka dni później uśmiercono, był adwokat z Bydgoszczy - cichy i spokojny facet. Miał biegunkę i w nocy stwierdzono, że zapaskudził łóżko i podłogę, gdy chciał pobiec do ustępu - a od bloku 18 do ustępu był kawał drogi: pół bloku 18, uliczka wszerz, cały blok 10, druga uliczka wszerz i dopiero ustęp dla bloków 10 i 18. W nocy zapalili światło i na zmianę bili go kołkami, a był on tylko w koszuli. Dołem był cały zlany krwią. Cholera brała ich, że człowiek ten nawet nie sapnął. Nie wiem, czy był już taki nieczuły z muzułmaństwa czy taki wytrzymały. Po pewnej ilości uderzeń przerywali bicie i o coś się go pytali - a on za każdym razem odpowiadał tak spokojnym głosem, jakby prowadził towarzyską rozmowę. Nie wiem, kiedy zakończyli bicie, bo przykryłem się z głową, żeby nie raziło światło, i usnąłem. Rano bity adwokat już nie mógł wstać. Sztubowy kazał go rozebrać i wynieść do umywalni. Podjąłem się tego razem z Jankiem - z sympatii, że nie krzyczał przy biciu. Rozebraliśmy go i w kocu zanieśliśmy do umywalni. Chcieliśmy go zostawić z kocem, ale wszedł za nami sztubowy, Hiszpan, dostaliśmy po pysku i kazał zabrać koc. Gdy wieczorem przyszliśmy do obozu, wszedłem do umywalni - to nie żył już. Człowiek był do wszystkiego przyzwyczajony, ale nie było przyjemnie wynosić całkowicie przytomnego człowieka i nago w zimę położyć go na mokrej betonowej posadzce. Gdy chcieliśmy zostawić mu koc, tłumaczył nam, żeby go zabrać, bo jemu to już nie pomoże, a sobie zaszkodzimy - a jesteśmy młodzi, to może przeżyjemy. I przeżyliśmy. Na 18 bloku często odbywały się nocne egzekucje. Bicie albo wiązanie u belki za ręce. Po kilku przypadkach przestałem się interesować, kogo biją i za co. Przeszkadzali tylko spać - a przecież rano trzeba było wstawać i znów do pracy, i znów nowe bicie i głód. Pewnego dnia na kantynę wydano nam czerwone buraki - surowe, krojone w plastry, robione na kwaśno, w occie. Buraki były oblodzone. Dostałem tego dwa litry i takie oblodzone zjadłem wszystkie od razu wieczorem. W nocy poczułem, że jestem gotów. Wyskoczyłem z łóżka i boso, w samej tylko koszuli popędziłem biegiem do ustępu. Pozostało mi jeszcze z 20 metrów i... nieszczęście, poleciało po nogach. Teraz już nie musiałem się śpieszyć. Spojrzałem tylko, czy nikt tego nie widział. Jeszcze dobrze miałem w pamięci adwokata z Bydgoszczy. W ustępie umyłem się, a potem biegiem popędziłem do bloku - boso i w koszuli po śniegu i mrozie, w dodatku mokry. A od rana głodówka. Jedyne moje lekarstwo na biegunkę. Niezawodne. Stosowałem trzy czy cztery razy. Kto jadł, ten umarł. Jeden zbierał i jadł papierowe flaki z kiełbas, a gdy zwróciłem mu uwagę, powiedział mi, że to dobrze robi. Tak - dobrze robiło na szybsze wykończenie, bo za kilka dni był już w niebie. Ja - gdy mnie tylko chwytała biegunka dwie doby nie brałem do ust nawet kropli wody. Chleb odkładałem, a zupę obiadową też sprzedawałem za chleb. Trzeciego dnia rano jadłem wysuszone skórki od chleba, w południe pół porcji zupy, a wieczorem całą kolację. Czwartego dnia zjadałem prócz swojej porcji odłożony chleb - i znów człowiek zdrów. W niedzielę rano dowiedzieliśmy się, że znów będzie gazowanie bloków. Pół obozu jednego dnia, a druga połowa następnego dnia. Nie mogli robić od razu całego obozu, nikt by nie wytrzymał na dworze przez dobę, bo było jeszcze kilka stopni mrozu.

W obozie było mało ludzi, więc połowa baraków na stojąco spokojnie zmieściła się w czterech barakach zwolnionych po ruskich jeńcach. Rano, zupełnie nago i boso, musieliśmy iść z bloku 18 na blok 5 - kawał drogi; przebyliśmy ją biegiem. Tam ustawiliśmy się w kolejkę. Wchodziliśmy sztubą B, a wychodziliśmy sztubą A. Za drzwiami stało czterech magików z pędzlami i wiadrem brązowej cieczy, której działanie miałem poznać już po chwili. Wchodzących odptaszkowywał pisarz blokowy. W tym czasie jeden mazał pod jedną pachą, drugi pod drugą, trzeci z przodu piersi i w kroku - a gdy myślałem, że już koniec, jak ich minąłem, czwarty przeciągnął mi pędzlem między pośladkami. Jak to cholernie paliło - oj! Kto wyskoczył, biegiem pędził na bloki jenieckie, a tam znów wpędzali do łazienki. Gdy szliśmy wokół umywalni gęsiego, wąskim przejściem między korytami umywalni i ścianą, czterech czy pięciu polewało nas zimną wodą z węży załączonych do kranów. To była kąpiel, którą trzeba było przejść w imię czystości - a o tyle zrobiła dobrze, że zmylą trochę tego palącego płynu. Teraz - już nagi i mokry - biegiem na blok. Tym razem przypadł mi w udziale blok 21, sztuba B. Byliśmy tam do następnego rana. Napakowano nas tam sporo golasów i mimo że sztuba nie była ogrzewana - bardzo zimno nie było. Tylko było ciasno, a siedzieć nie można było długo, bo bolał tyłek. No bo jak siedzieć takim chudym, gołym tyłkiem na twardych, zimnych deskach. Życie starał się umilić nam chwilowy nasz blokowy - ten był w ubraniu. Wychodził co pół godziny z kapówki z wrzaskiem: - Smród jest! Otworzyć okna! Wtedy otwierano po jednej stronie wszystkie okna - a ludzie zbijali się w kupę po drugiej strome baraku. Po piętnastu minutach zamykano okna, by znów za pół godziny usłyszeć ten sam rozkaz: - Smród jest! Otworzyć okna! I tak przez całą dobę. Przynajmniej nie było nudno. W nocy spadł śnieg i zadymka. Na dworze gwizdało i kręciło śniegiem we wszystkie strony. Jak otwierano okna, to wiatr wpędzał śnieg do baraku. Przegrani byli ci, co musieli w tym czasie wyjść do ustępu. Jak taki wrócił, to jakiś czas musiał stać osobno, bo go wszyscy odpędzali z obawy, żeby się kogoś nie dotknął. Po prostu sopel lodu. Ale i na mnie przyszedł czas, że musiałem tam iść. Dobrze chociaż, że nie na długo. Wyszedłem do sieni i lekko uchyliłem zewnętrzne drzwi, żeby tylko wysadzić nos. A tu - wziuu! - tylko zakotłowało śniegiem. Uchyliłem drugi raz - wziuuu! - to samo. Nie ma na co czekać, trzeba pędzić. Wyszedłem, zamknąłem za sobą drzwi i biegiem przez zaspy, w zadymce - do ustępu. Po chwili już pędziłem z powrotem. W drzwiach czekało kilku i namyślali się - iść czy nie iść. Specjalnie wlazłem między nich. Narobili krzyku, posłali mi kilka wiązanek i wypchnęli do sztuby. Tam znów - dla zabawy - przytulałem się do znajomych i cieszyłem się, gdy każdy z nich wrzasnął i odskakiwał, jakbym go sparzył. Rano wygnali nas. Biegiem na swój blok - i ledwie zdążyłem się ubrać, już bicie od końca sztuby i wyganiają nas z bloku. Przy drzwiach też biją. Wyskoczyłem przez okno. Wpuścili nas do ustępu i umywalni, a później i do sieni. Do sieni i ja wlazłem. Stanąłem w kącie, oparłem rękę o ścianę, a głowę na przedramieniu. Obudziłem się - a tu ja tylko sam jeden stoję w sieni z gębą do ściany. A gdzie inni? Nie myślałem, że tak mocno można na stojąco spać. Nie słyszałem nic, gdy wszyscy weszli do środka baraku. Zajrzałem, ludzie leżą w ubraniach na łóżkach. Położyłem się i ja, ale po 10 minutach znów wygnano nas i wtedy już poszliśmy do pracy. Od B. dostawałem częściej i więcej jedzenia. Odniosłem wrażenie, że dawał mi nie tylko to, co brał i nie zjadał - lecz zaczął myśleć o tym, żeby mi pomóc. W tym czasie codziennie dawali kartofle w łupinach, to Heniek dawał mi pełne michy, a jeszcze niejeden raz kazał mi przyjść wieczorem. I tu znów kiedyś sobie pożarłem. Dostałem swoją porcję chleba, drugą od Heńka, część dokupiłem za otrzymane na kantynę papierosy i jeszcze Heniek dał mi wieczorem cztery

miski zupy. Obliczyłem, że tego wieczora zjadłem półtora bochenka chleba i cztery miski zupy. Nieźle, co? Gdy jeszcze było mocno zimno, kazano nam wygolić wszelkie owłosienie. Ponieważ nie chcieli robić tego na bloku, przenieśli się z goleniem do łaźni, ale woda była jeszcze zimna. Stał tam koksownik, żeby nie marzły ręce fryzjerom, a my rozbieraliśmy się do naga. Ponieważ czułem, że uda mi się zorganizować trochę żarcia, poszedłem pod blok 2 i rzeczywiście dostałem michę kartofli od B. i drugą od Tadzia Kiełbasy. Zaniosłem kartofle na blok i dowiedziałem się, że już czas golić się, bo niewielu już zostało do golenia. Pobiegłem do łaźni. Zdążyłem. Do golenia było jeszcze 15 osób. Ja byłem ostatni. Koniec kolejki wypadł przy beczce stojącej pod pojedynczym sitkiem. W beczce siedział człowiek, a z sitka lała się zimna woda. Obok stało dwóch kapów z kijami w rakach. Palili papierosy i prowadzili z sobą jakąś interesującą rozmowę. Kilka razy pasażer w beczce chuchał z zimna i miał chęć wyskoczyć, ale gdy tylko podnosił się, dostawał w głowę od jednego i drugiego kapa, zanurzał się znów w wodzie po szyję - a oni dalej palili i kończyli zaczęty temat. Wreszcie zanurzył się z głową, puścił kilka baniek, znów się zanurzył i puścił kilka baniek. Jak się znów zanurzył, kapowie przycisnęli mu głowę pod wodą, facet tylko puścił nosem bańki - i gotów. Zaczekali jeszcze kilka minut i wyleli nieboszczyka razem z wodą - żeby nie było kłopotu w czasie apelu, że ktoś uciekł. Zanim mnie ogolili, „operacja” w beczce była zakończona. Z otrzymanych tego dnia kartofli część zjadłem, resztę obrałem, pokroiłem do miski i schowałem pod siennik na jutro rano. Robiłem tak kilka razy - ale kartofle nigdy do rana nie doczekały. Zjadałem w nocy. Nie mogłem spać, gdy byłem głodny, a pod głową miałem jedzenie. Gdy po wyjściu z bloku 23 po trzytygodniowej izolacji poszedłem następnego dnia do pracy w Górnym Kamieniołomie, majster w mojej budzie - cywil - jak mnie zobaczył, wystawił ręce przed siebie, jakby bronił się przed diabłem, wołając: „Nie, nie, nie, nie!” Nie chciał mnie. Powiedział, że jestem leniwym robotnikiem. A co on chciał? Żebym jakim był? Dobrym? Za co? Dla kogo? A czy ja prosiłem się do obozu, żeby teraz uczciwie pracować? Poszedłem do drugiej szopy - majster powiedział, że mu nie jestem potrzebny. Wlazłem do kostkarzy i uczyłem się robić kostki. Przez cały dzień zrobiłem zaledwie kilkanaście kostek. Nie chciało mi się robić. Przez cały czas gadałem do chłopaków i opowiadałem wesołe kawały. Miałem zamiar urwać się przed końcem pracy, żeby nie zauważyli, że prawie nic nie zrobiłem. Nie udało się. Długi przyszedł na długo przed końcem pracy. Zobaczył, że przy mnie prawie nie ma kostek i - walnął mnie kołkiem w głowę, tylko jeden raz. Zatoczyłem się w jedną, w drugą stronę. Przejechałem nosem prawie przy ziemi - i podniosłem się. Nie uderzył mnie więcej. Poszedł - długi jak żyrafa na swoich cienkich, długich nogach do swojej budy. Ale głowę mi rozbił. Po wieczornym apelu poszedłem na rewir i tu znajomy sanitariusz zrobił mi opatrunek - rozbite miejsce chwycił czterema klamerkami, które zdjął po kilku dniach. Długiego nie bałem się, bo byliśmy na innych blokach, ale już nie miałem po co iść do Górnego Kamieniołomu. Tak zakończyła się tam moja praca. Ale co teraz robić dalej? Wieczorem wyszedłem na plac apelowy i żartując opowiedziałem prominentom, jak to od Długiego dostałem kołkiem po łbie, i przy tym podśmiewałem się z niego. Śmiałem się, że na 23 bloku mnie nie uśmiercili, Długiemu nie udało się też - a teraz pewnie uśmiercą mnie dopiero w jakiejś nowej, jeszcze lepszej grupie, do której może wpadnę przypadkowo. - Czekaj - mówi jeden - chodź ze mną na blok 10 do Chałupki, to jest kapo kamieniarzy z Gusen.

Poszliśmy do niego. Ja trochę pomałpowałem, tamten powiedział, że ja jestem kamieniarzem, że po izolacji zajęli mi miejsce u Długiego, żeby mnie wziął do siebie, że będzie miał wesoło ze mną - i Chałupka kazał mi stawić się jutro u siebie. Stawiłem się. Wesoło miał on ze mną bardziej, niż się spodziewał. Niejeden raz na całą szopę klął ten dzień, w którym do niego przyszedłem. Gdy rozejrzałem się w warunkach, robiłem tylko tyle, ile wymagała norma - nie więcej. Nie dałem się poganiać i bić. Gdy Chałupka raz chciał mnie uderzyć, stanąłem z młotkiem w ręku i zagroziłem, że mu dam, jak mnie uderzy. A jeśli poskarży i mnie wyrzucą, to niech tak robi, żeby mnie od razu zabili, bo jak nie zabiją, to ja jego uśmiercę - i na wszystko, na co można było, przysiągłem, że to zrobię. Przecież ja po kilku dniach już wyczułem, że Chałupka to tchórz, że boi się esesmanów, „władz”, ludzi i własnego cienia. Postraszyłem go i udało mi się. Nie uderzył mnie nigdy, tylko zawsze przygadywał. A czy wszyscy warszawiacy to, a czy wszyscy warszawiacy tamto. Kapem w drugiej budzie był Prusinowski. To już było gorsze bydlę - ten bił. Po likwidacji naszych bud, gdy przeniesiono nas do wielkiej murowanej hali 19 (tak ją nazywano), był on moim kapem. Ale wtedy ja byłem już silny i potrafiłem utrzymać go w strachu. Nie uderzył mnie nigdy - bał się. Chałupka i Prusinowski to z wolności zawodowi sierżanci Wojska Polskiego. Chałupka nie był zły chłop lubił tylko przemawiać. - Co - wariata chcecie z Chałupki zrobić? Wy myślicie, że Chałupka to dupa - co? Ale ja wam pokażę, że Chałupka nie jest dupa. I tak w kółko. A my też nieraz do śmiechu gadaliśmy: „Chałupka to dupa, co?” W zasadzie nie bił. Jak uderzył, - to już wtedy, jak musiał, przy esesmanie, ze strachu, żeby sam nie dostał - no i wtedy, jak się nie bał bitego więźnia. Mnie się bał - to i sam nie uderzył, i bał się poskarżyć. W budzie Chałupki pracowałem do lata 1943 r., gdy wszystkich nas przeniesiono do hali 19. Tu chłopaki nie modlili się tak jak na górze. Tu była fajna ferajna, cwaniaki, tu się klęło, na czym świat stoi, wszystko i wszystkich - życie, kapów, majstrów, esesmanów, żarcie, pracę i Boga tego też tu nie oszczędzano. Wywaliłem pierwszy raz oczy i z zadowoleniem zapytałem: - To tu się klnie? To klawo, ja to lubię i też potrafię. Tamte barany w Górnym Kamieniołomie tylko modlili się całymi dniami. To moje z nimi przywitanie zawsze później ze śmiechem wspominali. Tu poznałem Staśka M. z Warszawy, z którym związałem swój los do połowy czerwca 1944 r. Zaczęło się zwykłą znajomością, a gdy z bloku 18 przeniesiono mnie w maju 1942 r. na blok 5, zawarliśmy ścisłą sztamę, która rozpadła się po dwóch latach. W pracy - słabe wyżywienie i cały dzień biały pył kamienny. Kurz ten nazywaliśmy „białą śmiercią”. W hali 19, gdzie były młotki pneumatyczne do wybijania dziur, było tak dużo pyłu, że wychodziło się z niej jak z młyna. W nosie robiła się skorupa i kamień trzeszczał w zębach. Ja za każdym uderzeniem młotka robiłem energiczny wydech - coś w rodzaju dmuchnięcia - żeby odpędzać pył, który po każdym uderzeniu młotka uderzał prosto w twarz. Odpryski uderzały też w oczy. Miałem okulary, ale tak potłuczone, że wolałem pracować bez okularów. Kilka razy dziennie wpadał odprysk w oko, ale takiej nabrałem wprawy w wyrzucaniu, że mrugnąłem raz i drugi - i już nie było kamienia. Raz tylko wbił mi się kawałek w oko, na krawędzi źrenicy. Bolało i widziałem przez mgłę. M. urwał paździor z miotełki i chciał mi ten kamień wyrwać. Co podejdzie patykiem do oka, to mnie się wydaje, że patyk już siedzi w głowie, i zamykałem oko albo mrugałem nim. Wreszcie wytrzymałem podejście, zawadził i... ból, ciemno w głowie, jeszcze większa mgła - ale wyrwał. Po trzech dniach już było wszystko dobrze. M. nauczył mnie też spać w czasie przerwy obiadowej. Szybko zjeść, kamień pod głowę i spać do samego gwizdka. Spałem i w zimę, i w lato. W lato to wszystko klawo, a w zimie spałem też, chociaż był mróz w hali. Gdy na gwizdek wstawałem, to byłem sztywny z zimna, ale przespałem się.

Zajęciem w hali było” też tłuczenie kości. Jeśli w obiedzie trafiły się kości, chowałem je po kieszeniach, a dopiero w hali zaczynał się rejwach. Swoim dwukilogramowym młotkiem miażdżyłem kości, palcem zbierałem z młotka i z kamienia tłuszcz, który wyłaził po uderzeniu, a kość, tę miękką, też zjadałem albo całkowicie wysysałem, że zostawała tylko kość pokruszona, bez źdźbła tłuszczu. Raz przewrócił się wóz z jedzeniem obiadowym. Chyba ze czterdzieści kotłów po 50 litrów każdy. Co tam się działo! Zbiegli się muzułmani z kamieniołomu, których nikt nie potrafił odpędzić. Stali po kostki w żarciu i jedli, ładowali w czapki, a nawet w skarpetki. Była wtedy na obiad suszona brukiew. Dla pewności byłem tam jeden z pierwszych i jak zaczęli bić, to ja już sporo zjadłem i uciekłem do budy z pełną czapką jedzenia. Obiad dostaliśmy tego dnia dopiero wieczorem w bloku. Inni byli głodni, ja pojadłem sobie. Mieliśmy bardzo dobrego majstra - nazywaliśmy go Mruczek, bo nigdy do nikogo nic się nie odzywał. Rozmawiał tylko ze swym pomocnikiem, więźniem Staśkiem Krzekotowskim z Poznania. Gdy przychodziliśmy rano do budy, często na każdym stanowisku leżało kilka jabłek albo po kilka niedopałków papierosów, które on prawdopodobnie zbierał dla nas, bo były różne gatunki papierosów i skrętów. Nigdy sam nie wypalił całego skręta. Gdy wypalił pół skręta, to albo podchodził „sprawdzić” czyjś kamień, albo jeden z nas zapraszał go do swego kamienia. Wymierzał kamień, odchodził, a skręta zostawiał na kamieniu. Obermajstrem był Pramer. Chodził on w mundurze SS, ale nie miał wstępu do obozu z barakami mieszkalnymi. Złoty człowiek. Nie zapomniany przez nikogo, kto z nim w obozie się zetknął. Gdy otworzono obóz - po wyzwoleniu - Pramer ubrany po cywilnemu przyszedł do nas i więźniowie oprowadzili go po obozie pokazując mu kuchnię, baraki mieszkalne, krematorium, ścianę śmierci i szubienicę. Gdy w 1956 r. była wycieczka do Mauthausen i Gusen, okazało się, że Pramer mieszka, jak mieszkał, i gdy tylko ktoś przyjeżdża do Gusen, przychodzi rozpoznawać, czy przypadkiem nie przyjechał ktoś znajomy. Mundur SS założył po to, żeby go nie zabrali do wojska. Inny majster kamieniarski nie chciał założyć tego munduru i poszedł do wojska. Też dobry chłop. Brat jego był majstrem w kamieniołomie. Ten bił i maltretował ludzi, toteż po wyzwoleniu chłopaki zabili go. Zimą roku 1943/44, gdy przy niedzieli woziliśmy śnieg, majster z rodziną jechał wozem. Wrzasnęliśmy: - Dzień dobry, panie majster! Był w mundurze Wehrmachtu - pewnie na urlopie. Ucieszył się, ściskał ręce, jakby witał się z nami, mówiąc do rodziny: - To są moi ludzie, to są moi ludzie! - a my też machaliśmy czapkami na jego cześć. A z Pramerem poznałem się tak: Wylazłem przed budę, żeby odetchnąć chwilę świeżym powietrzem. Raptem woła ktoś. Spojrzałem, miedzy gotowymi kamieniami stoi esesman i woła mnie. Ja z powrotem do budy. Nie zdążyłem stanąć przy kamieniu, a on już stoi przy mnie. No, teraz dostanę - pomyślałem, A ten śmieje się rozradowany i mówi: - Co, myślałeś, że mi uciekniesz? O nie, ja szybciej potrafię gonić. Weź młotek zębaty i chodź. Zabrałem młotek i poszedłem. Okazało się, że zębatym młotkiem trzeba zbić cechę mylnie namalowaną. Raz znów - już w hali 19 - stanęło nas czterech z samego rana przy drzwiach i politykowaliśmy. Wszedł esesman, zobaczył, że gadamy, złapał kołek i byłby nas natłukł, gdyby spod ziemi nie wyrósł Pramer. - Co chcesz od nich? - pyta się. - Ja kazałem im tu stać. Oni na mnie czekają. - I nie dał nas bić.

Pięknie śpiewał - jodłował po tyrolsku. Miał tak wprawioną gębę, że jeszcze w życiu nie słyszałem lepszego jodlera - ni w radio, ni na filmach. Gdy przychodził odbierać kamienie, to wraz z jego wejściem do hali wchodziła radość i uśmiech. Każdy, kto zobaczył Pramera, musiał się uśmiechnąć. Cała twarz, cała postać jego - to zawsze jedna radość. Szedł po hali i kolejno odbierał zrobione kamienie. Sprawdził wymiary, winkiel płaszczyzny, podpisał odbiór. Spojrzał stoi grupa więźniów, bo przez całą halę szła za nim zawsze duża grupa ludzi. Wskakiwał na kamień, mówił po niemiecku jakiś wierszyk - i jodłował. Układał sam te wierszyki - na SS, na obóz, o więźniach - a wszystkie z humorem i po każdej strofce jodłował. Bywało, że jakiś muzułman zwraca się do niego z prośbą o zaśpiewanie. Pramer roześmiał się - aż usiadł z radości, że takiemu muzułmanowi chce się śpiewu, i zaśpiewał. Przynosił nam w kieszeniach jabłka, cebulę i papierosy. Gdy chciał któremu dać, to oglądał jego kamień, a odchodząc „gubił” kilka cebul lub kilka papierosów. Przynosił nam workami jabłka, które rozdzielali kapo wie pod okiem naszego patrona SS, żeby nie posądzili go, że jabłka przynosi dla jakichś kombinacji. Wiele, bardzo wiele dobrego można by o nim napisać. Dwóch takich ludzi było w obozie więzień, starszy obozu, Austriak Rorbacher Karl, i SS-obermajster kamieniarzy Pramer - imię nie znane. Gdy przydzielono Pramerowi opiekę nad gospodarstwem obozowym (rodzaj farmy z inwentarzem) - Pramer wystawił do oddania wielką bańkę, w której było tylko 5 litrów mleka - a na wierzchu położył kartkę, na której napisał: „Kajne geld - kajns musik, kajne futer - kajne milch, hojte fynf liter”. Co po polsku znaczy: nie ma pieniędzy - nie ma muzyki, nie ma żarcia nie ma mleka, dzisiaj pięć litrów. Już w roku 1915, gdy staliśmy w szeregach przed wymarszem z pracy do obozu, słyszymy jodłowanie. Aha, Pramer! Gdzie? Rozglądamy się. Pramera nie widać, ale słychać jego śpiew. Ale oto jest. Wyjeżdża wozem w dwa konie zza zakrętu szosy i śpiewa stojąc na wozie. Podjechał, zatrzymał się przed jedną grupą - zaśpiewał. Ruszył, zatrzymał się przed drugą grupą - zaśpiewał. Tak zatrzymywał się cztery razy. Gdy nas wreszcie minął, wykręcił się tyłem do konia, a twarzą w naszą stronę - i śpiewał, śpiewał, aż znów zniknął nam za następnym zakrętem. Pramer to był uśmiech radości w każdej, nawet najcięższej sytuacji. Koniec - kropka - szlus. W szopie mieliśmy jednego wesołego chłopaka - Antka Szulca z Torunia. Ten dla odmiany puszczał w obieg różne plotki, nieraz najbardziej fantastyczne, i miał zabawę, jak plotka błyskawicznie rozchodziła się po obozie. My, w budzie, już mu nie wierzyliśmy. Wtedy przerzucił się do ustępu. Plotka rozchodziła się od razu po całym terenie, bo do tego ustępu przychodzili ludzie z różnych robót. Kiedyś puścił plotkę, że uciekł więzień z grupy, która ścinała drzewa w lesie. Mówił, że stolarze robią cztery kozły do bicia ludzi, że będą bić po wieczornym apelu, jeśli go do tego czasu nie złapią. A było to wkrótce po ucieczce kamieniarza, kiedy to haratali ludzi na koźle. Gdy przyszedł z ustępu do hali, to już mu opowiedziano to ze szczegółami: że uciekł Cygan, że esesman strzelał za nim, ale go nie trafił, że skoczył w wodę i w ten sposób uciekł. Cały teren pracy był podenerwowany, co to będzie wieczorem. Antek Szulc mówił później, że sam zgłupiał i już nie wiedział, czy to rozdmuchana jego plotka, czy naprawdę uciekł ktoś. Antek przysyłał też do mnie każdego, kto mu opowiadał swój sen. - Idź do Staśka Grzesiuka - mówił z tajemniczą miną - on dobrze tłumaczy sny. Przychodził do mnie taki padalec i gada, i ględzi. Gonił go pies - powiada. - To źle - mówię mu. - Ale mnie nie dogonił. - No to dobrze - odpowiadam. - Bo wpadłem do dołu.

- O, to źle! - Głęboki dół, że nie mogłem z niego wyjść. - O, to bardzo źle! Wreszcie, gdy już się we mnie zebrała wściekłość, jak wrzasnę: - A idźże ty... twoja itd. Antek stoi z boku i cieszy się. Gdy już wspomniałem o ustępie, to muszę dodać, że w 1942 r. w kamieniołomach w Gusen wybudowano duży ustęp, w którym jednocześnie mogło „urzędować” chyba 40 osób. Reprezentacyjny. W dole wybetonowany i przepływała woda. Nie było sedesów, tylko ścianka z długą deską do siadania. Deski były z dwóch stron, ale... - właśnie to „ale”. Po wybudowaniu wpuszczali tylko po dwie osoby jednocześnie, a stać w pobliżu też nie było wolno. Tragedia. Ale od 1943 r. ustęp ten był już dostępny dla każdego. Tam zbierali się ludzie, żeby pogadać, popalić, odpocząć i przy okazji załatwić się. Żeby ludziom nie siedziało się na tej desce zbyt wygodnie i żeby nie siedzieli za długo, przybito do desek drewno w kształcie klina, ostrym końcem do góry. Teraz już nie siedziało się na desce szerokiej na 10 cm, lecz na ostrym kancie klina. To też nie trwało długo. Doszli widocznie do wniosku, że to też jeszcze za wygodnie, więc klin ten obili jeszcze drutem kolczastym ze wszystkich stron, gęsto, żeby nie można było wcale siedzieć. Ale dawaliśmy sobie radę. Trzeba było siadać bardzo wolno i nogi jakoś potrafiły ułożyć się i na drucie kolczastym, że te kilka minut „seansu” można było odsiedzieć. W maju 1942 r. wszystkich kamieniarzy umieszczono na blokach 3, 4 i 5. Wtedy mnie z 18 bloku, a Staśka M. z 9 przenieśli na blok 5 - i spaliśmy w jednym ganku w środkowych łóżkach. Ja przy M. spełniałem rolę służącego, a w zamian za to otrzymywałem jedzenie, które on zarabiał masując Niemców. M. na wolności był porucznikiem Wojska Polskiego, miał ukończone prawo handlowe i miał dwa domy w Warszawie. Jego to matka wzięła na utrzymanie córkę R. i była szantażowana przez jego żonę. Do moich obowiązków należało słanie jego łóżka, pranie prywatnej bielizny, czyszczenie butów, cerowanie skarpet, przynoszenie jedzenia od R., a w tym czasie, gdy sam nie polowałem na jedzenie, zwracałem uwagę na jego prywatne rzeczy, żeby mu kto czego nie ukradł. W zamian otrzymywałem od niego zupy, których on miał dużo i nie chciał tego jeść, i od czasu do czasu kawałek chleba. Tak te sprawy były w obozie traktowane. M. był lepszym panem jak inni. Jako sportowiec, przechodził kursy masażystów i ta umiejętność była dla niego w obozie źródłem utrzymania. Ten stosunek między nami trwał do roku 1943, tzn. do chwili, gdy zezwolono na otrzymywanie paczek żywnościowych. Wtedy już od niego nie byłem zależny. A gdy zacząłem grać i organizować zespół muzyczny, to miałem więcej od niego mimo to umówiliśmy się, że będzie wszystko wspólne. Za zarobione przez niego papierosy kupowałem mu margarynę. Cena porcji zależna była od ilości papierosów na rynku. W obozie była giełda i rynek handlowy. Mieścił się on między blokami a umywalniami bloków 10, 11, 12 i 13 - z największym nasileniem przy blokach 11 i 12. Można tam było kupić wszystko, co było w obozie - ubranie, pasek, jedzenie, igły, nici, papierosy, łyżkę, nóż i inne przedmioty potrzebne w obozie. Coś w rodzaju Kercelaka. Blokowi i kapowie robili nieraz obławy; jak nie mieli co palić, to zabierali handlującym. Gdy w roku 1943 do obozu przyjechał samochód z aparatem rentgenowskim - na rynku handlowym sprzedawano... płuca. „Komu płuca! Komu płuca!” - słychać było na rynku. W obozie od początku do samego końca wykańczano chorych na gruźlicę. Kto nie był siebie pewien, wolał nie chodzić na prześwietlenie - ale musiał być odnotowany. Wysyłał więc zastępcę, któremu dawał porcję chleba i pożyczał mu swój numer z ręki dla kontroli. Ja też „kupiłem” sobie zdrowe płuca. Za długo już siedziałem i

Jak palce wlazły głęboko . to wiedziałem.mało go nie zabił . że ukradłem chusteczkę. Skoczył na druty. deski przewróciły się. ale tym sposobem utrzymywał się na powierzchni. żeby nie zostać oszukanym. gdy Gruszka pokłócił się z Adim. Za te skręty kupował jedzenie. Przez dłuższy czas nie mogłem się ruszać ani oddychać.. Mówił. Gdy uprałem mu bieliznę i zawiesiłem w sztubie . Wtem wchodzi na sztubę jakiś Polak. że wchodząc nie wytarł butów. Gdy na tablicy w sieni napisali mu „Gruschka”.że był on osobiście w wieży Babel. Po chwili na sztubę wchodzi Cygan.Niemiec.usiedli i nic do siebie nie gadają. Wyskoczył Gruszka i dawaj lać Cygana . że znalazłem w umywalni.to już świnia.dużo już przeszedłem. sztubowy Gruszka i kapo sprzątaczy Sobczak Janek. mocno ściskałem w palcach . że jadł zwykłą. Ten bił bez powodu. które nam opowiadał jako własne przeżycia. Ktoś idący do ustępu posłyszał. Pasł się jak koza.nawet nie poczuł. zawołał mnie Sobczak i pyta. w mordę . a za cześć kupował tytoń luzem. Oddawałem mu zawsze małe opakowania od tytoniu jugosłowiańskiego.. i nie poczuł. jak ona wygląda i co tam widział. nauczyciela z Żywca .to margaryna. jak wyszły. Nie mógł umrzeć . Tu już na tych samych zasadach urządzał całe paczki . Do wiosny 1943 r.za to. Niech za wszystko wystarczy jedna . którzy niejeden raz przez przypadek zapisani zostali do „inwalidów”. gdy miałem więcej żarcia. to dałem w ryja.a miał głód taki. Raz . Bo jak muzułman. starł i napisał „Gruszka”. mieszkałem na bloku 5. Adi . że wyniósł z bloku garnuszek. Opowiadał on wieczorami różne fantazje . że mi pękły dwa żebra. Drugi raz znów wieszał się w umywalni na drucie telefonicznym.to smarowany chleb. Mnie raz tak gruchnął pięścią w bok. a jak twarde . na złość Adiemu. ani leżeć.i żył. i opowiadał. narobił wrzasku i odcięli go. Kupując margarynę trzeba było uważać.Niemiec. że w nim płynie polska krew. dorożkarz z Kalisza i z nich największa świnia. Wlazł na deski oparte o ścianę i gdy zawisł. Miał na rękach wypalone ciało.za to. że nie wytarł butów. to kazałem szukać głupszego. Gruszka nie odezwał się nic. i przeżył. że moja porcja to odpowiednio wykrojony chleb posmarowany ze wszystkich stron margaryną. którzy zostali przy życiu z karnej kompanii . Gdy kupowałem margarynę.margarynę sprzedawano w papierze.na belce. a nieraz i całą miskę. Adi wyprysnął ze swego miejsca i w mordę go. Trzeci raz nałykał się kilka garści ostrych kamieni . Później już uważałem. a jak wyżarty . jak wykańcza się nawet zdrowych ludzi. Kilka razy. sympatyk Cyganów. W umywalni na podłodze znalazłem ładną chusteczkę do nosa. uniósł go za nogi. żeby być pewnym swoich pluć . Powiedziałem. jeśli był to chłop silny. Gruszce na złość. z którego znów robił oszukane skręty. Jak byłem w dobrym humorze.i jadł trawę. „Władze” nasze to blokowy Adi.jedną dał mnie. i oprzytomniał w rewirze. Był jednym z nielicznych. Kładł się na trawie. z niemiecka.za to. a po końcach wsypywał po pół centymetra tytoniu.gdy kupiłem dla M. Najgorzej było.Józiek Nowicki z Kalisza. a jak byłem zły. wszedł do umywalni. że i głodny. I dostałem za to. Zjadłem wtedy kawałeczek chleba z margaryną a nie margarynę. Nie będę opisywał bzdur. Gapowe zawsze trzeba płacić. a jak go od drutów odciągnęli sam nie wiedział.odprysków z hali kamieniarni (on też był kamieniarzem) .a widziałem też. niby że śpi . to zanim zapłaciłem. W zasadzie jeden i drugi to nieźli ludzie w porównaniu z innymi na tych samych funkcjach. czyja to chusteczka. w którym miał od kogoś dostać trochę zupy. to dawałem mu po pół miski. i palić się chce. sześć porcji margaryny . że te zjadł. Nikt mu nie pomagał i paczek nie dostawał.bo nie chciał żyć. sympatyk Polaków. Zbił kiedyś Władysława Latkiewicza. Robił skręty ze starej słomy z siennika. Sobczak . część zjadał. głowę kładł na rękach. W 1943 r. cyrkowiec.a my słuchaliśmy i żaden nie śmiał mu zaprzeczyć i powiedzieć. że zmyśla. którą dałem M. Okazało się. Nie był wyżarty. Raz podarli się na sztubie . Gruszka . surową trawę.to zawodowy kanciarz. Ze mną na sztubie był taki fachowiec . i na wolność wyszedł. wysłano go transportem i podobno transport ten został przez lotnictwo .

jadł dużo i dobrze . Następny kocioł.nie obierane. od Józefa M. Poznałem później M. Nie mogłem się urwać. Ustawiać się w kolejce tak. ja raz znalazłem skorupę z dachówki. ale już trochę mniej. Wieczorem porcję gęstej zupy można było kupić za dwie kiełbasy albo papierosy. żeby trafić na spód kotła . Okradano nas też z marmolady. dobre owoce i rodzynki w tym były . Były to niedzielne dodatki do chleba. Kiełbasy ukraść nam nie mogli. więc miał względy. Zabierał mi wszystko palenie otrzymane . codziennie.a my jedliśmy z zamkniętymi oczami. a my dostawaliśmy ćwierć łyżki marmolady. dobrze. Stasiek M.tylko że też z robakami. więc w ten sposób dawali sobie radę. Wtedy my byliśmy najbardziej przegrani. i owocową .zaczęto dawać nam suszoną brukiew z robakami. A wtedy już zupy wpadało mi sporo . od czasu do czasu i od innych prominentów też od czasu do czasu. W każdym kotle na wierzchu ślicznie. tyle samo twarogu i margarynę wielkości paznokcia.jeden jedyny raz na cały mój pobyt.czasem żaba. jak tłuszcz. gęsta. dał mi dwie łyżki grochu. żeby ich nie widzieć.sensacja! Na obiad grochówka . Gruszka wydaje i co to? Sama woda. Ustawiłem się tak. Szpinak przywozili wozami i bez płukania . Sporo żarcia można było wtedy dostać z bloków prominenckich. bo były to już w kuchni pocięte porcje.ważył 94 kg . Popłakałem się z wściekłości. gdy gotowano to. Poza tym trzeba było nauczyć się sztuki fasowania jedzenia. co leżało na słońcu.i w każdej ilości. ale wciąż jeszcze byłem słaby.alianckie zbombardowany gdzieś pod Wiedniem. gdyby po wojnie wpadł w moje ręce. Dobra była. ciepła woda bez ziarnka grochu. bo była to gęsta papka. On ze swoją miską też stał z boku i należał do tych. Gruszka dał znak i cała sfora „pomagierów” zabrała groch do samego dna. były to całe krzaki. Gdy byłem drugi od kotła . W niedzielę przeważnie dawano lepszy i gęściejszy obiad.znak .wtedy jedzenie było gęściejsze. Wszystek leżał na dnie nie dogotowany.od razu do kotłów.dla urozmaicenia . Dawano nam też kapustę suszoną bez robaków i szpinak też bez robaków. Było to przeznaczone dla żołnierzy frontowych. bezwzględny dla słabszych. za blisko stałem i dostałem porcję ciepłej. Wyszukiwanie robaków było niemożliwe. od B.trzeba było mieć tylko znajomość z „chłopczykami” i „pomagierami”. że tego i ja nieraz nie mogłem jeść.i znów sfora wybrała do dna. Na obiad . zamieszał i wydawał . Sztubowy chochlą zbierał z grubsza robaki. mętna. Ja nie potrafiłem uśmiechać się do wroga . śmierdziało na całym terenie i nawet najgłodniejsi nie mogli jeść i wylewali. Chętnych do kupienia było dosyć . Źle by się czuł. Ja jadłem i brukiew. Dawano nam też przez pewien czas zupę owocową z suszonych owoców. Przecież „władze” nie mogły żyć samą zupą. Ale oto jest i groch. bo niemiłosiernie nas wtedy okradano.od M. Nie cięto go.a i mnie zup nie żałował. Jak się jadło. Zauważyłem. pływała co najmniej centymetrowa warstwa białych robaczków. W szpinaku w każdej misce na dnie znalazła się łyżka lub dwie ziemi . twarogu i margaryny. bez jednego ziarnka grochu. trochę mętnej wody. jaką udało mi się zorganizować. musieli jeść dużo kiełbas. to tej zupy nie jadł. M. Bo on Gruszkę masował. Kartofli w zupie było mało i były to tylko maleńkie kartofelki z łupiną . Sam nie palił i mnie nie dawał palić. by trafić na drugą połowę kotła. że przybywa mi ciała. Przyniesiono kotły. Jednej niedzieli . Po dwóch dniach. Służalczy typ. Kto miał możność jeść co innego. a drugi jeszcze w misce. a popalić też musieli. codziennie. tu tylko okradała kuchnia: a w tych porcjach kradli wszyscy. Brali całymi garnczkami. Słodko i obłudnie uśmiechnięty do silniejszych. że nie mam siły przetrącić kogoś. a że zalęgły się robaki. Dostawaliśmy niewiele więcej jak pół litra zupy. Przywieźli tego dużo w paczkach w celofanie. lecz często śmierdzący. to jeden koniec był już w żołądku. żebym przynajmniej spróbował. których zawołano. a resztę pod kuchnię na kupę.i nie zmieniłem się mimo ciągłych nauk M. przysłano do obozu. którzy mieli do tego dostęp. Wciąż jeszcze byłem głodny.

Niech wszystko zostanie wspólne prócz palenia. znając już jego metodę stepowania w życiu. nie zadano im nagłej a spodziewanej śmierci. Od roku 1943 warunki poprawiły się tak. Złapał mnie raz. To było w roku 1942. Przedłużono im tylko umieranie z głodu i bicia. skazani byli na śmierć głodową. okres „kąpieli”. że M. A on wciąż mówił. patrzeć nie mogłem.jak zrobiono z grupą przeszło 100 muzułmanów. Niejeden raz udało się wykroić tylko jedną czwartą porcji. Na blokach zrzekano się dolewek. Zrzekano się części chleba. I tak. że nie było żadnego porównania do warunków poprzedniego okresu. A więc przez prawie trzy lata pobytu w obozie otrzymałem dwie jednokilowe paczki. reszta na wylot przeżarta była przez pleśń. Trzy kilogramy jedzenia w paczkach na trzy lata pobytu w obozie. Jak mi zabrakło to inni mi dali. co on kupi sobie za papierosy. Ale zagłodzić tyle ludzi? Tu żywych jeszcze ruszyło sumienie. Ale na uśmiech. Nic nie chcę z tego. na wolności dopiero. to zielono się robiło w powietrzu. gdy dowiedzieliśmy się. a trzecią dopiero w końcu stycznia 1942 r. który pracował przy budowie kolei. że wolno przysyłać paczki żywnościowe o nieograniczonej wadze i nieograniczonej ilości. Uśmiechnął się i powiedział.i ja. nie wiem dlaczego. co chcę.a gdy już dobrze mi się powodziło. Tu ja byłem ostrożny. Miałem dużo więcej zupy i kartofli niż inni. w jakiej formie mu się ten papieros zwróci. Czesiek Cichocki był w tym czasie we Włoszech. zaszprycować czy zabić . że ja palenia przerwać nie mogę i nie chcę. On niech robi ze swoim. że częstować papierosem tylko tam i wtedy. Utopić. Bo w tym czasie . Warty to też więźniowie. że faktycznie ma plan i że zwróci mu się ta zupa ale nie tu. a w roku 1955 dowiedziałem się od Cześka Cichockiego z Poznania. to jadłem tylko chleb dobry albo tylko troszeczkę spleśniały .co najważniejsze . to z papierosami wcale się już nie liczyłem. którzy mieli możliwość brania chleba na dworcu. Ale na razie jest jeszcze wciąż rok 1942. Jak się dmuchnęło.to po prostu złodziejstwo wszystkich tych. że zezwolenie na przysyłanie paczek będzie przełomem w warunkach obozowych . którą mi dawał. podobno za jakieś grzechy został we Włoszech w Porto San Giorgio skazany na karę śmierci i wysłany do miejscowości Porto. Zapytałem go raz po prostu. Dostawaliśmy przez kilka dni chleb na sześć i osiem osób. mordowni i głodu. na święta 1940 r. który docierał do tych więźniów mimo wart wystawionych do pilnowania.z magazynu. Zjadł cały swój chleb i nazbierał jeszcze od innych. i jedną taką sama na święta 1941. że do listów pisanych w grudniu dołączono kartki informacyjne. kogo częstuje.resztę wyrzucałem. za pracę i to.przełomem na lepsze. gdy człowiek wie. w drodze do magazynu i . Zdawaliśmy sobie sprawę. Powiedziałem mu wtedy wyraźnie. Ludziom tym nie dawano wcale jedzenia. Po trzech tygodniach rozdzielono ich po innych blokach. A „braki” . gdy dawano nam robaczywe zupy. który wtedy wywoływał na swej twarzy. których posłano do pracy w kamieniołomach z namalowanymi na czole krzyżami olejną czerwoną farbą i których uśmiercono w ciągu jednego dnia . Paczki te zaczęły przychodzić przed samymi świętami Bożego Narodzenia. i kombinowałem. bo nie umarli. jak zwróci mu się zupa. co chce . jak brałem. a jedzenie kotłami noszono na blok 6. Olbrzymia radość zapanowała wśród Polaków i Francuzów. Nie wrócił do Polski. W tym samym czasie. dostawaliśmy też spleśniały chleb. Chociaż sam nie palił. nażarł się tego chleba i umarł. nosił przy sobie papierosy i częstował. To właśnie w tym czasie każdy blok musiał codziennie wieczorem dać dwóch ludzi do utopienia i w tym czasie 350 „inwalidów” zamknięto w piwnicach nowo budującego się bloku 6. Częstowałem innych . że mu to zwróci się z procentem. Tego też już i dla nas było za dużo. Wyrównywano w ten sposób „braki” powstałe w ciągu całego roku.na kantynę. I tak też było. Pod koniec każdego roku mieliśmy głód chleba. „inwalidów”. Jeden znajomy Cygan. To ja mu znów podciągałem tytoń i bibułki. Po jego nauce obserwowałem.to wszystko jeszcze było do wytrzymania. co później zarabiałem graniem.

Pewnego dnia w niedzielę ruch na placu apelowym w pobliżu bramy. Zgrupowaliśmy się tylko w przejściach między barakami i przyglądaliśmy się im w milczeniu. by im niczego nie brakowało. ufryzowane i. walą oskardami.nie wiem ile. Za bardzo były rozwydrzone jak na kobiety. Dama pytała go już w swojej kabinie: . Za dobrze na to wyglądała.. tj. Ci. a Polacy zbojkotowali . starał się do niej dostać. które miały dyżur w poczekalni . Niemców było mało.z radością rozrywają kamienie placu apelowego. była to wyszkolona prostytutka. który przydzielał kabiny.zbiórka!” Ustawiono.pieniędzmi obozowymi . a wtedy. Kto chciał iść do pufu.. W kabinie wolno było przebywać pewien określony czas . ale koledzy przeważnie podśmiewali się z nich. a Polacy to . Do puf u chodzili też muzułmani. że zawodowe prostytutki. musiał zapisać się u pisarza blokowego i wzywano w miarę zapisów kolejno.utleniona blondynka z Poznania .lepsze jak SS . wyżarte.z Warszawy . dom publiczny dla więźniów.a gdy wolno było przysyłać paczki. Później chodzili . kiedy miał chęć. elegancko ubrane.niemożliwością było dla nich przetrwanie pół roku. Przysłano drugą taką samą partię i w takim samym składzie i te były prawie do końca .W obozie buduje się puf. Fajne babki. wprowadzono do środka. Później na indeksie byli tylko Rosjanie. Przydzieloną miały dla siebie specjalną esesmankę. Ponieważ „zakochani” nie mogli zbyt często tam chodzić. Czyli że nie wtedy. Na placu gra orkiestra obozowa złożona z więźniów.a gdy już dostawali kartę wstępu. l Czeszka i l Polka. W pierwszym okresie było mało amatorów. Druga Polka . Tak przynajmniej o sobie opowiadała Polka . że dwa razy próby samobójstwa. żeby ratować życie. Prócz nich dyżurował oficer SS. Spacerowały po trawnikach wzdłuż drutów ogrodzenia pod „opieką” esesmana. Nie wolno było rozmawiać z nimi. Klęły i wymyślały przez okna esesmanom. innym rozdawały. Podobno ochotniczki z obozu koncentracyjnego z Ravensbruck.. Tam urzędowały zawsze dwie. Przypuszczam.na zmianę. Zapłacił taki jedną markę . „co tam się robi”. i wysiadka. Dostawał wtedy kartkę i wieczorem . W pierwszym okresie zabroniono tam chodzić Hiszpanom i Rosjanom. a blokowi i kapowie z całego obozu . Hiszpanom i Rosjanom nie wolno było. Dostawały one specjalne wyżywienie z kuchni .Co chcesz?. blokami. przez które esesman mógł podglądać. zobaczyłem tak z bliska kobiety.gwizdek i zawołanie: „Kto do pufu .Chleba . W każdych drzwiach były wizjerki. od kiedy zostałem zamknięty. Wesoło było.wypasione byki . to przeważnie Niemcy.8 Niemek. Czy chleba? . Dziesięć sztuk . Podlegały władzom obozu w Ravensbruck i naszym nie wolno było ich karać. wożą taczkami. gdy na niego wypadło. sprowadzono prostytutki. sprzedawali bilet potrzebującemu za pewną ilość jedzenia. Wybudowali. to już absztyfikanty starali się. którzy się „kochali”. który gdy szedł do pufu.aż do zlikwidowania tego przybytku miłości. powstał nowy proceder zarabiania na życie.mówił muzułman. Wtedy ona szła do swego pomieszczenia mieszkalnego i przynosiła mu sporo chleba.że głód. obliczono.bo sam nigdy tam nie byłem. Co jest? .nie udawała ofiary..od jednych brały. dołożyła nieraz kilka papierosów i rozstawali się. Tego dnia te dwie nie przyjmowały gości.wpuścili go. które zgłosiły się. Czechów jeszcze mniej. oboje zadowoleni. a jakże. że wreszcie mieli ją wykończyć . Klawe baby .kapowie i niektórzy arystokraci.nie chcieli chodzić.i ogłoszenie ochotniczego poboru do domów publicznych w męskich obozach koncentracyjnych. Tak mi opowiadano . Pierwszy raz. że karna kompania. Chłopaki zapisywali się . Każda z nich miała swojego przyjaciela. 10 czy 15 minut.. Były u nas w obozie rok i za „złe zachowanie” wysłano je z powrotem do obozu. do czasu zezwolenia na przysyłanie paczek.. Wszystkim nam dawały one jedną radość.

że rozprawi się z nim. a D. pogroził mu.zapytał. wygrał on do końca. Ale kartkę sprzedał pupilkowi blokowego innego bloku i dostał za nią chleb. Skąd ma kartkę . to opowiedzą.Na pewno.To nie pójdziesz do pracy. wprowadził go do środka i przedstawił wszystkim. a panie czekały już na nowych klientów Kluge przedstawił im znów tego. Ten znów mówi. Kółeczko nosił w kieszeni fotografię żony i dzieci.D. dlaczego sam nie przyszedł. Wtedy Kluge sam wybrał jedną.. blokowi sami wyznaczali ludzi .a znał dobrze język niemiecki . Roześmiał się.! Wołać dalej! Inni podchwycili okrzyk: . . które były niezbyt skromnie ubrane. które mu przysyłała żona. Kluge wyszedł przed drzwi i wrzasnął: . tłumaczył się . Niejeden może chodziłby. oddawał prostytutkom.Pójdę. Następnie chodził Ott i może jeszcze zaledwie kilku. ale nie dla siebie.Nie mogę.że pracował cały dzień i był zmęczony. Ruskim nie wolno.Ośkę K. . Przed drzwiami już czekał na niego Kluge. jak to posłyszał. a kurwie nosił produkty. co powiedział Klugemu.i tym rozbroił Klugego. kamieniarz. A nawet jak nie oddawał. Wysoki.To ja zapiszę się . że czerwienił się i bladł z wrażenia .. sam nam to opowiadał.Polak.Kiedy ja nie mam pieniędzy . Edwarda D. zamiast pomóc innym.i dał mu. według wyglądu. Nie pracował w niedzielę i jeszcze dostał chleb.! Wołać dalej! Blokowy.. D. Nauczył się i był zadowolony.. to była prawda. . . D.. Gdy na początku puf nie miał wielkiego powodzenia. żeby był zadowolony. Podszedł do niego z zaciśniętymi pięściami i pyta. . że na naszym bloku zapisują do pufu.i już po chwili wszędzie słychać było: . z Poznania.. i zapytał. W związku z tym wynikła jednej niedzieli zabawna historia. Był na czyimś „utrzymaniu”. Blokowy 4 bloku wyznaczył do pufu młodego chłopaka lat 19. że to jest taki. który jeszcze nigdy itd.ładnie ubrany.D. blokowy 21 bloku. ludzi słabych i głodnych. .na oko.. że jeśli przeżyją. Dnia tego dyżur w pufie miał Kluge .. że chodził jeszcze wiele razy i już nawet bez przymusu. której kazał się z nim grzecznie obejść i dobrze nauczyć. popędził do pufu. . to on będzie zmęczony. . żeby częściej do niej przychodził. który jeszcze nigdy itd. że ten i ten w obozie. . która zechce go nauczyć. że kamieniarze będą pracowali w niedzielę.D.bronił się D. .. A jemu tak się ta robota podobała. W roku 1944 pracując w tunelach miałem przyjaciela Rosjanina . to może był chłop żonaty i nie chciał. z Pskowa.. przystojny chłopaczek .znów prawie sami dranie. Jednego wieczoru przyszedł do mnie mówiąc. Wygrany na całego. Posadził go między dwie dyżurne..To zapisz się .mówi blokowy . bo panienka dała mu jeszcze pełną garść papierosów i zapraszała. Ja zapisałem się jeden raz. Chciały wszystkie. żeby się kiedyś o tym żona dowiedziała. Zobaczył kartkę . wystraszony... sporo starszy.Służący mój mi przyniósł.mówię.a pójdziesz? . Jak się za chwilę okaże. ale krępował się kolegów z tej samej miejscowości. Kiedy partia „załatwionych” gości opuściła kabiny. I nie poszedł. a poza tym że nigdy nie miał z kobietą nic.Na pewno? .To ja ci dam markę .. blok 4.! Dalej wołać! .chyba największy bandyta wśród esesmanów.Niemiec.bo to. A tu widzi przed sobą: ..

To dlaczego nie palisz? . dlaczego. . Dałem Ośce kartkę. Raz. Mieszkaliśmy w jednym bloku. jak Beker zawołał pisarza z bloku 12 i kazał mu zapisać na jutro jakiegoś Niemca. znaju. Złapał go jedną ręką i nogami poderwał do góry. Gdyby był Kluge to obydwaj mielibyśmy tyłki pełne. Ale tu się nadział na prawdziwą siłę. Człowiek ten w tej chwili zdrów. a Polka połapała się od razu. że to Beker. w stronę baraków .. umył i poszedł.Ty Ruski. Dyżur miał wtedy chyba najlepszy esesman w obozie. zgasił . obliczenie.Jobać ochota.kurwa i bandyta .To dlaczego przyszedłeś? . Gdy mu mówiono. że będzie zabijał dziesięciu Polaków dziennie . powiedziała dyżurnemu esesmanowi. . Dopiero jak posłali mu odpowiednie „wiązanki”. powiedział im. a dokończyli go w krematorium. że ten już musiał puścić gardło. Wpadł w jakąś aferę i zaczął wydawać esesmanów dlatego musiał umrzeć.chodził też Heniek B. on bolny. wprowadzili i .Da. Kochał się w niej starszy obozu. że to Rosjanin. W Mauthausen malował ustępy. No i pogodzili się . Przydzielili go do Polki. Do Polki . . rzucił nim głową w dół. Był to jeden z największych bandytów w Gusen.Bo Polakom w obozie lepiej . numer z ręki. Uwolniłby obóz od jednego bandyty. że taki bandyta. odpowiadał. Schował się i nie wyszedł na ranny apel. Staliśmy na placu. gdy Heniek rozmawiał z nią przez okno.i „pani” przyjęła go.Palu. toby nim tak trząchnął.żeby udusić. jako nieboszczyka. Beker złapał go z tyłu za gardło .Mnie szicko jedno. . Wkrótce potem. Heniek był potwornie silny.A szto. Rozmowa ich wyglądała tak: .Ty znajesz. że idzie do pufu. nie widzisz? . jak ona pogodzi się z nim.i zabijał. Bał się drań. że to był Ruski.Da. na naszych oczach. . . Kazali mu iść na druty.zawołałem do pisarza. że by go zabił.wtedy esesman strzelił. Później Heniek mówił. który miał być? .Palisz? . gdy go esesmani znaleźli i znów kazali iść na druty.Bo nie imieju.pokazuje literę „P”. przy umywalni bloku l Bekera zastrzelił esesman. . Były esesman. .Ty Polak? . gdy zobaczyli że ma na winklu literę „P”.A ty nie wiesz.No to zapisz mnie! . Jednego popalił chwilę. . Beker dłuższą chwilę nie mógł się podnieść. Jego koledzy. że gdyby wiedział. powiedział. zaczęli pytać. Zapisał . Beker. swoje lepsze ubranie. że tu u mnie jest Ruski? . Podobno postrzelił go tylko. że Ruskim nie wolno przychodzić? . na rano był już trupem. Dała mu kilka papierosów. Coś przeskrobał. Ruski. Wpędzili go na druty. Gdy podciągnął go tak.A jak ja bym powiedziała dyżurnemu oficerowi. w rewiru jest. Żadna Niemka nie spostrzegłaby się.A gdzie jest ten Polak. gdy już Ośka wychodził.a za dwa dni już dostałem kartkę. to tylko roześmiał się.pod okna tylko . . Ten zamiast w stronę drutów skręcił w prawo. nie wiem co.a przez takich ginęli niewinni ludzie. Zbiórka.pech. że przestanie.odpowiedział. Sam raz słyszałem. który stał obok. Ale stara prostytutka. Gdy pogniewała się ona na Bekera za to. żeby tego nie robił. ogolił się.

„Wysiadł” ze stanowiska w lutym 1945 r. co miała dostać dama. Jak nie topią. Był w obozie jeden karłowaty Hiszpan. Wiele osób zawdzięcza mu życie. Jak będziecie skakać. to już mnie ukarali. Bo mnie ludzie dalej za starszego obozu uważają. jego noszono na rękach. Mordy poharatane. Znów wybrali chorych do leczenia. ułożyli ich obok siebie na ziemi. żeby nie skakał za dużo z ludźmi. Van Losen też nadział się na drut kolczasty.rozbujano i o-op! . to śmiał się z nich. Zdegradowano go i wysłano do pracy w warsztatach Stayera. narośle i kaszaki. a Karl. Byli tam nasi esesmani i jacyś obcy.i w ten sam sposób znów załadowali na wozy. ile sił w nogach. Pędził taki. jak ich wywożono. Kolejka zaczynała się w kamieniołomie w Gusen . Kilkudziesięciu „chorych” ustawiono na placu apelowym. Prosił wtedy esesmana.tropnąłem się. Kogo wybrali .międzynarodowy kasiarz z Wiednia. Rorbacher Karl . gdzie którego zobaczył. Wielu uratował od bicia. Mnie też uratował raz od wielkiego bicia . Podwieziono dwie platformy. Musiał się jednak komuś bardzo podobać.na wóz. którzy mieli jakieś fizyczne usterki . a w furtce nadziewał się twarzą na drut kolczasty. jeden z najlepszych ludzi w obozie. W ten sposób zbierał sporo papierosów. bo wyglądał dobrze.myszki. Szukają „chorych” do operacji.tego numer zaraz zapisywali. i wyznaczał do innych. krótkie nogi i wielka głowa.tego mogłem się tylko domyślać. skąd miał wódkę. zanim przyszła do nas grupa SS. Jeden z obcych zwrócił się do innych z prośbą.a było tam ciemno. „Chorych” brano za ręce i nogi . Zza naszej hali widać było plac apelowy.z zawiadomieniem. W furtce do rewiru przeciągnął na wysokości twarzy druty kolczaste . tylko leżeli w błocie. że zabrał to. Zdjęto boczne deski. to znów krzyże na czole i mordują.a starszym obozu jestem ja.Ty jesteś tylko Hail . że trzeba ich obliczyć. obliczyli . okazało się. Jednej niedzieli wypędzono nas nago przed bloki. zajęłoby to zbyt dużo miejsca. żeby mu wyszukali ze dwa żołądki. . Gdybym chciał wszystko o nim napisać. Wiedział. ale nie wydał. Nie wynosił się. jak wyglądało to „leczenie”. W dwóch słowach byczy chłop. Staliśmy z godzinę. a mimo to wkrótce w pracowni histopatologicznej stał w kącie jego szkielet. Każdy dawał. że on będzie przydzielał do kabin. że się upiłem. Wysypali ludzi. Lubiany był przez wszystkich ludzi w obozie i gdy po wyzwoleniu innych Niemców. bandytów. że mogę posłać każdego . to znów transport wywieźli kolejką łączącą Gusen z Mauthausen.więc chorych trzeba było tam dostarczyć.a wy o mnie nic nie wiecie. Dobrze. Taki prosił o tę. A Rorbacher śmiał się. Zabawa w ciuciubabkę ze śmiercią trwa bez przerwy. Nie wiem. Wybierają i wykańczają. Aha! . że ja nie miałem żadnego feleru. Następnie wysyłał gońców do różnych kapów i blokowych największych bandytów w obozie . więźniowie mordowali. Gdy już wszystkich wrzucono.ale o tym opowiem osobno. odwożą „samochodami” do Mauthausen. jak wyładowano w Mauthausen i jak ich tam „leczono” . Na jego miejsce nastał Hail. że w rewirze jest komendant obozu i wzywa ich. Jak ich ładowano na wagony. za upicie się. Tacy byli słabi. Chodził często urzędować do pufu.Daj 100 papierosów. to głodzą. Następnego dnia kilkunastu bandytów chodziło z podrapanymi albo zabandażowanymi mordami. Ostrzegł go Rorbacher. ale widziałem. . Ja wiem o was tyle. Oglądali nas ze wszystkich stron i wybierali ludzi. Mały. .Po Bekerze funkcję starszego obozu nr l objął jego zastępca. Nie bił. Właściwie nie stali. Kiedyś urządził sobie „wesołą” zabawę. A za to. Wisiał dwie godziny za ręce. to poślę wszystkich na druty. kogo do której kabiny ciągnie. na którym stali kilka godzin w czasie deszczu. do której chodził. które po wyjściu z pufu rozdawał muzułmanom.

Tak więc i ręce. Były wtedy miękkie. Po prostu łeb był zupełnie pusty. W 1942 r. Umarł Niemiec. Przed założeniem kompresów masował mi te łydki. Zapomniałem napisać o nowościach wprowadzonych w obozach. co mi właściwie wtedy było i od czego to się zrobiło. numer śmierci. że właśnie tego dnia zmarł Niemiec i wymeldować go. Były tak twarde. Po dwóch tygodniach takich zabiegów nogi powróciły do normy. spanie. Włosy były Niemcom potrzebne do jakichś celów. kto to jest i z jakiego bloku. Już nie golono nam łbów brzytwą każdego tygodnia. ale słowa zabrakło. w którym mieszkałem. Żadne do niego nie pasowało. Dopiero po kilku dniach przypomniało mi się to słowo i wtedy szybko pochwaliłem się tamtym. że gdy naciskałem palcem. którą biegła od czoła do tyłu przez środek głowy. włosy zbierano w pudła i każdy blok oddawał esesmanowi wszystko. złapałem coś w nogi. który był wybity na metalowej blaszce i drutem przywiązany do ręki. daty. Bóle rąk po jakimś czasie same przeszły. Gdy raz na trzy miesiące strzyżono nas. który został wymeldowany jako zmarły. To trwało przez kilka tygodni. Były kłopoty z rozpoznawaniem nieboszczyków.wtedy już łydki były twarde. Kto to jest Osowski? Zastanawiałem się nad tym dwa tygodnie. że pisarz pomylił numer. Nie mogłem zginać palców . Wreszcie M. ale bolało mniej .wszystkie imiona.przypuszczam. o co chodzi. Chodziłem jak na szczudłach. co zebrał. trzeba było użyć słowa „plebiscyt”. lecz w tym czasie byłem już wytrzymały na każdy ból. ubranie i zagadnienie pracy. .Zauważyłem u siebie i u innych straszny zanik pamięci . Był taki jeden. Było to bardzo bolesne. gdyby chciał uciekać. Przed moim aresztowaniem piliśmy i bawiliśmy się często razem. że numer ten świadczył o sytuacji materialnej więźnia. Zatrzymaliśmy się w tym miejscu i żaden z nas nie mógł sobie tego słowa przypomnieć. który miał w domu pięcioro dzieci i zapomniał imienia jednego dziecka. to chodziłem na sztywnych nogach. Pozapominało się nazwiska ludzi.a każdego tygodnia golono tylko czterocentymetrową ścieżkę. Wreszcie. Gdy przyszło zwolnienie dla Niemca. musieli uśmiercić Polaka. Wiedzieliśmy. „Władze” robiły sobie wąskie. nie drgnęły nawet na milimetr . przypomniałem sobie. i nogi już miałem zdrowe i do dzisiaj nie wiem. ja u nich. Był to tzw.była to jakaś mieszanina spirytusów leczniczych. Strzyżono maszynką raz na trzy miesiące . a wymeldowano Polaka. Porobiło mi się też coś z dłońmi. które nazywał kapsymentem . w której udział brał profesor. podać. Dopiero jak się rozruszałem. Na nogi robił mi na noc kompresy. Żeby każdy był znaczny. W dyskusji. ale jak on ma na imię? Przemyślałem . Zrobiono z nas dodatkowo hodowlę baranów. Twardniały mi łydki i były zupełnie bez czucia. co tatuowany numer w Oświęcimiu. Najbardziej bolały rano. Sprawy główne to jedzenie.na palcach u góry porobiły mi się twarde górki. W związku z numerami na rękach muszę powiedzieć. sąsiadki z domu. Każdy traktował numer ten jako ozdobę i starał się mieć jak najładniejszy. a na ręku swojego numeru. przypomniałem sobie Tadeusz.i bolały. ale wcale nie mogłem chodzić. wprowadzono obowiązek noszenia pod numerem na marynarce numeru bloku.zdawało mi się . Pozwolono nam zapuścić włosy. braku różnych składników potrzebnych dla organizmu i z powodu interesowania się małym zasięgiem spraw. Latem 1942 r. Ścieżki te nazywaliśmy „ulicą dla wszy”. To samo. Dopiero znów po tygodniu. a człowiek stał się bez mała bezmyślną istotą. i znów w nocy w drodze do ustępu. gdy w nocy biegłem do ustępu. postanowił mnie z tego wyleczyć. Mąż mojej koleżanki. Był wypadek. prawnik i ja. W jednym liście z domu matka napisała mi: „Pan Gsowski przesyła ci pozdrowienia”. dwu-centymetrowe ścieżki. że powstał on w wyniku stałego niedożywienia. Mokre szmaty skrapiał jakimś lekarstwem. a nam golono szerokie jak szosa. Kompresy te rozgrzewały mi nogi. Zaraz. że to właśnie ja pierwszy przypomniałem sobie. gdy numer odpadł albo gdy był utytłany w błocie. A tak to wiadomo było. Oni bywali u mnie.

blokowy dołączył pierwszego z brzegu. Wyjścia w kierunku innych bloków były obstawione i nie można było się urwać .Michaś miał na imię . który z jednej strony był na stałe przymocowany do numeru.dał w mordę i znów wstawił do szeregu. Następny numer zrobił mi w czerwcu 1944 r. Bałem się iść na sztubę. ale spostrzegł mnie Sobczak .postarał mi się z patologii o kawał już wygotowanego ludzkiego piszczelą i z tego wykonano numer i bransoletkę. kto poszedł do pracy. Ponieważ nie brano wszystkich. inni zajmowali się produkcją. że chce wysłać tych samych ludzi drugi dzień do pracy. że już nabrali ludzi do roboty. Temu.Hiszpan. Popisał się przed Sobczakiem. że były wtedy dwa dni świąt. łączonych kółkami ze srebrnego drutu. żeby nie stać się „znajomym” blokowego. Kolega z rewiru .ja ci to jeszcze odbiję! . Cały dzień pracowaliśmy przy budowie młyna. Raz złapali mnie wieczorem po kolacji do roboty przy betonowaniu 6 bloku.ale przecież okna naszego 5 bloku wychodziły na 6 blok. wtedy dopiero wchodziłem do bloku. Zerwało się widocznie jedno kółko. jeden baran zobaczył mnie i wrzasnął: . wiem tylko. najbardziej fantazyjne wzory numerów i bransoletek. taki. bydlaku. Bo ktoś. żeby nie kapował. Numery takie miało w obozie zaledwie kilkanaście osób. ale to dlatego. Przez pierwsze kilka tygodni nosiłem numer na drucie. tylko urywałem się na tył obozu. którą on organizował. w Katowicach koledze Stanisławowi Nogajowi. Dostał po ryju. „milionowy” numer. z ludzkiej kości . W roku 1943 kazałem sobie zrobić numer grawerowany w białym metalu. na gorąco. który już nie wskazywał na staż obozowy. Numer wyglądał jak czterostopniowy postument z wtłoczonym W środek alpakowym numerem. na wystawę pamiątek obozowych. że było mu zupełnie obojętne. Później kolega zrobił mi bransoletkę z miedzianej blachy. Numer ten kosztował dużo papierosów i kilka bochenków chleba. M.drut i blaszka. Gdy upewniłem się. Za przykre to było.człowiek znany.I odbiłem jeszcze tego samego dnia wieczorem. ile osób mogło mieć. siedzący od 1940. który można było zwolnić przy silnym ściśnięciu. istniała szansa urwania się. ale ja pracowałem tylko godzinę. Zmieniono mi wtedy numery z 8420 na 43429.Co ty tu robisz? Przecież byłeś wysłany do roboty! Lizus. prezesowi miejscowego Związku Więźniów Obozów Koncentracyjnych. Stalowy numer oddałem w 1945 r. w kształcie szarotek.A czy ty. Zawsze jakaś robota się znalazła. że wybierano 50 ludzi z naszego bloku od razu na placu apelowym. Ta brudziła rękę. Bałem się ryzykować bardziej. inny. Raz tylko wpadłem do roboty. mógł dostać mniejszy numer. ale nosiłem ją dość długo. aż spotkałem kogoś z naszego bloku. Czułem. Numer z ludzkiej kości zgubiłem w roku 1945 w Polsce. a ja mam pracować? Nie czekałem na wynik. Nie pamiętam dokładnie. Najbiedniejsi nosili numery. tzn. Bransoletka do numeru zrobiona była z tej samej kości. które każdy dostawał urzędowo . kiedy to było. Kapowania nie lubiłem darować. który mnie wydał. Śliczna rzecz. którzy wczoraj pracowali. Wreszcie zdecydowałem się wejść. poszedłeś za mnie do roboty? Czekaj . Gdy brakowało im jednego. że wczoraj pracowałem. Następnego dnia blokowemu nie chciało się wybierać nowych ludzi. Tak też robiłem. mauthausenowską numerację. powiedziałem kilka słów po cichu: . Masażysta . wysyłka taka nie groziła.Jedni kupowali. Robili wtedy przez całą noc. to . Prawie każdej niedzieli brano kamieniarzy do innych dodatkowych robót. kto przyszedł tuż przed wymianą w 1944 roku. Ten numer już nie brudził. a bransoletka była ze stalowego nierdzewnego pręta. to po skończonym apelu kazał wystąpić tym 50 ludziom. bo Sobczak pamiętał. z drugiej strony miał uchwyt. niż ja. Po godzinie kręciłem się w pobliżu bloku. Było to już po wymianie numerów na ogólną. Stanąłem z . specjalista od tych rzeczy . Przez kilka godzin łaziłem po ustępach i umywalniach.to nie wiem. Urwałem się wtedy z szeregu. żeby mnie któregoś dnia nie wybrał do wieczornej beczki albo do „inwalidów”. ale okazało się. Cały blok dwa dni odpoczywa. Po apelu nie szedłem do bloku. A dosłownie taki jak mój. Gdy wszedłem.tak jak przewidywałem . Robiono różne.

którą mu ucięto do samej pachwiny. Mądry.ale żal mi się go zrobiło i tę miskę zupy mu oddałem. że będę mu czyścił buty.albo niech skika w nasze okna. razem z tym. Chciałem go wywołać.Stasiek żyje i daje sobie radę. wstał i rozglądał się za ogniem. by żywić innych.że pójdę za niego robić . Następnego dnia do roboty wygnali prominentów . . Ci dwaj to moje najważniejsze znajomości w rewirze. że będzie zwolniony.tragą napełnioną betonem pod oknami. Ktoś powiedział mi. Powiedział. bo dostałem od M. że to nawet nie tytoń. Chciałem mu podać adres. Następnego dnia po wieczornym apelu wywołano kilkanaście numerów . skrobał szkłem środek przeciętej na cztery części fifki. że będzie sam sobie czyścił buty. pilnowali moich manatków . Jurek dostał się na rewir w ten sposób. Stachu. Po wojnie kilka razy szukałem go przez Buro Ewidencji Ludności w Warszawie. Mietek Rączka wykończył się wiosną 1942 r. zaganiany.nie mogę przestać palić. Zobaczyłem go. Nie zgodził się.Już nic nie wspominałem. Gdy taki moment się trafił. jak widzisz.A jak ci się powodzi? . powiedz sam.Ano. Zygmunta Jaczewskiego zobaczyłem jednej niedzieli po południu. że chcecie jeść łupiny. pracował w rewirze. to już długo nie pociągnę. Następnego dnia ci wywołani nie poszli do pracy. Opowiedział mi „proroczy” sen. żeby otworzyli okno z haczyka. gdy tobie i Stefanowi Krakowskiemu dawałem łupiny? Nie mogłem dać kartofli. wlazłem przez okno. że gdybyś miał palić w gazecie. bo ma dosyć jedzenia. W listach też dają mu do zrozumienia. że Rączka od wczoraj jest na rewirze.oficerem marynarki. . W cywilnych ubraniach nie widziałem ich. Wyskrobane wiórki zawinął w gazetę. Zbyszek jest dziś lekarzem . student medycyny.No co. jak żyję i że daję sobie radę.Patrz . nigdy. Czuję. to wolałbyś wcale nie palić. Jedną miskę zostawiłem sobie na kolację . I więcej nic nigdy ode mnie nie chciał. a Jurek Kalinowski mieszka w Warszawie. Rozmawiałem z nim jeszcze wieczorem. Zgodził się. Okazało się. Wspomnieć muszę o Mietku Rączce z Będzina i Zygmuncie Jaczewskim. Zygmunt . Wywołano też Zygmunta Jaczewskiego.mówię mu . który od 1940 r. Siedział pod umywalnią w muzułmańskim ubraniu. gdy mu podałem go w Mauthausen. wózek z kamieniami zmiażdżył mu nogę. i już od tej chwili polowałem na właściwy moment. . czy kiedy pokazałem wam albo powiedziałem co przykrego. Biegł w swoich trepach podrzucając wysoko nogi. ale nie znalazłem żadnego śladu. że w 1940 r. że czyszczenie butów innym to symbol służalczości i poniżenia człowieka. że robią starania o zwolnienie.mówiłeś w Mauthausen. Dziwny chłopak. ale to nigdy nie pozwoliłem nikomu czyścić moich butów.podobno do zwolnienia. Krótko . i od Józefa M. Zajęty byłem. Po wyleczeniu pozostał na rewirze i był tam do końca wojny. Gdy już mnie było stać na to. W jednym z transportów przyszedł Zbyszek Wlazłowski. że jeśli mnie nie zwolnią. Prosiłem. by odwiedził moją matkę i powiedział. Prosiłem. że pamięta adres od czasu.odpowiedział .. a zupy codziennie dawał. że trochę pracy dobrze mu zrobi. w trepach. Miałem wciąż takie uczucie. Wyjrzał jakiś inny facet i powiedział. Miałem tego dnia więcej zupy.. zawołałem i zaproponowałem mu zamianę . ale nie wstydziłem was. Pracownicy rewiru mieszkali w . że Zbyszek dostał się do pracy w rewirze.powiedział mi jeden.. z którego wynika. prali bieliznę. Poznałem go z Jurkiem Kalinowskim z Warszawy.ale buty zawsze czyściłem sobie sam. żeby matki nie martwił i niech nie opowiada żadnych okropności. „Ty byś się nie wstydził jeść łupin?” . Po dwóch dniach wygnał mnie i ze złością powiedział. Więcej go nie zobaczyłem.między innymi Heńka B. tylko drzewo. to słali mi łóżko. Zaproponowałem mu.to wyśmieli mnie. od B. . Powiedziałem im. Jurek postarał się o to. Żyją obaj. Był on już wtedy kapem magazynów mundurowych SS. Chłopaki zobaczyli mnie. że jest on na bloku 20. Gdy prosiłem kolegów o łupiny od kartofli . Długo go nie widziałem. który nosił ze mną tragi. Podszedłem do niego. źle! Głodny jestem.

Wszyscy kamieniarze chodzili w 1942 r. Ci czterej przyszli wyrwać bolące zęby i czekając w poczekalni rozmawiali sobie. D. który był partnerem. W tym czasie wybudowano jeszcze cztery bloki na placu apelowym na linii bloków 2. lecz w tym czasie znajdował się tam dentysta esesman.rwano zęby. 3. Gdy ja wychodziłem. 4 i 5.wkrótce potem wisiał trzy godziny za ręce i na długo pozbawiony był w nich władzy. Jeden grał na klarnecie. Pikador był prawdziwym pikadorem . w takich butach. Wszedłszy posłyszałem dźwięki klarnetu. na nic nie reagującym wyrazie twarzy. Kości i skórę. bo kamieniarz to nie zwykły robotnik przy łopacie . tzw. ostatni model butów. który spróbował ucieczki. Wtedy miałem czas pochodzić sobie po obozie. w okolice rewiru. bolących zębów. czy są winkle i numer bloku. całe z drzewa. czy poprzyszywane guziki.to kamieniarze. które niejednego zaprowadziło do krematorium.zawołał ich do siebie. Teraz napiszę o niedzieli. to torreador z zawodu . B. Poszedłem sobie przy niedzieli na tyły obozu. Dostałem na rękach kurzajek. Co się okazało? W obozie .ładnie to wyglądało.bicie. i to bicie. bo nic więcej na nich nie było. Zajęte zostały dopiero w roku 1943 czy 1944. czy ubranie nie podarte. Blok 3. na które miał założone czółna. W czasie pracy kamień o wielkiej wadze zsunął się.w rewirze . spadł na nogę i strzaskał mi but. żeby przestali gadać. a na środku sztuby dwóch Hiszpanów tańczyło jakiś hiszpański taniec. Ten. żeby uspokoił tych za drzwiami. Po wydaniu rannej kawy.siedzieli cicho. Front obozu to blok l i 2 . Pisałem już.bloki prominenckie. Gdy coś szwankowało . sztubowi i kapowie przeprowadzali kontrolę: czy wszyscy pogoleni. Tu blokowi. Gromady nagich ludzi albo opasanych tylko ręcznikami lub w kalesonach z podniesionymi nogawkami leżały na uliczkach na gołych kamieniach. Wygrzewali na słońcu swoje kości. jak wyglądał przeciętny dzień w obozie. A kamieniarze? Każdej niedzieli większa lub mniejsza grupa do pracy. puste. dwóch stukało łyżkami. a nowych nie przydzielano. więc poszedłem do Zbyszka na rewir i ten diatermią wypalił mi wszystkie. którym pozostało nie więcej jak dwa tygodnie życia. . zobaczyłem w poczekalni dentystycznej cztery głupio skrzywione gęby. C. Na linii bloku l był dom publiczny. Po pierwszym tańcu odegrano passodoble „Torrero”. który powiedział swemu pomocnikowi. że miał „szczęście” spać obok Niemca. a drugi odstawiał byka trzymając na głowie ręce. której elementy powtarzały się każdej niedzieli. czy każdy ma numery na ręku. samochód albo blok 32. ale po prostu utrwaliła mi się w pamięci jedna niedziela. Gdy po zwróconej uwadze znów po kilku minutach zaczęli gadać . wyrwał każdemu po cztery zęby na przedzie i kazał czekać na wyrwanie właściwych. „Przyjemność” ta spotkała go dlatego.z kijem od szczotki w ręku i kocem. Blok 3 był jakby półprominenckim blokiem. które otrzymały numerację A. Taki but uratował mi kiedyś nogę. już im się gadać nie chciało . Gdyby nie but. Byli to najgorsi muzułmani. Gdy wychodziłem z rewiru. Wymierali wolniej niż na innych blokach. żeby był dobrym fachowcem. a później ścieżki na głowie. Bloki 6 i 7 . a 4 i 5 to kamieniarze.zbiórka przed blokiem. Ręczniki w rękach zamiast chusteczek . Mieszkało w nim dużo kamieniarzy Hiszpanów. jako tako zorganizowani. co miało zastępować kastaniety.w budowie. spodniach i marynarce. Wszedłem na blok 4.marsz do bloków. lecz zdążyłem jeszcze wyrwać nogę. Na sztubie przy łóżkach siedziało trzech na stołkach. 4 i 5 . poprzedzonej tak jak codziennie biciem za źle posłane łóżka . Nie chodzi mi o przeciętną niedzielę. Widziało się to po wyglądzie. Zęby wyrywał więzień. to urwanie się z bloku w niedzielę było równoczesnym urwaniem się od pracy. starzy więźniowie. czy pogolone głowy. byłbym inwalidą i spotkałby mnie los inwalidy .trzeba go było długo uczyć. „holendry”.beczka. po oczach i po obojętnym. Po apelu . Więc gdy chodzi o mnie.blokach rewirowych.

Około godziny 16 kolacja i po kolacji. innym razem po łbie.. gdzie można było dostać coś do żarcia. ruszał rękami. Po obiedzie obskakiwałem wszystkie mety. uwertury. posłuchałem. Dopingowali prominenci i muzułmani. na krawędzi bloku. pod pufem grała orkiestra obozowa. Wieczorem już apelu nie było.o ile esesmani nie urządzili ćwiczeń na placu albo blokowy nie uczył zdejmowania czapek lub słania łóżek. Pilnował esesman albo specjalnie do tego postawiony człowiek. W rogu platformy śpiewał chór złożony z kilkunastu muzułmanów .Mój Boże. które wyglądają przez niewielkie okna. pod pufem. silni i zdrowi.powiedział .również muzułman . szyje i ręce oparte na parapecie.Z bloku 4 poszedłem na blok 6. przed gazowaniem w 1943 r. Jakiś muzułman westchnął i powiedział do drugiego: . a na ziemi pod każdym oknem facet. Grali różne sonaty. którzy byli silni i zdrowi. czy on miał już źle w głowie. i ci. dury. dachów i ludzi. brak było tylko okien. Uśmiechają się. Otoczeni byli grupą ludzi. spacerowali albo siedzieli na murku. . Przed kolacją leżenie w łóżkach było zabronione. Był czas. ha . inni kupią za nie zupę lub chleb. Udział brali ci. że muzułmani-inwalidzi musieli pokazać pewną ilość zabitych pcheł. Stali grupkami. że w każdym oknie głowa. który śpiewał po żebraninie i nieraz dostał coś do jedzenia. którzy biorąc udział w tych imprezach mogli dostać dobrą robotę. Tu dopiero widok! Na placu dwie drużyny w kostiumach sportowych rozgrywają mecz piłki nożnej. Na górnym stropie było miejsce spacerowe dla prominentów. może 17 lat liczący Ruski. ha. mógł już kłaść się do łóżka. kapowie i mieszkańcy bloków prominenckich. wyżarci.spojrzał zdziwiony. dopingowane przez publiczność krzyczącą w różnych językach. którzy mieli umrzeć z głodu. Bloki 6 i 7 miały już ściany i stropy. Były w obozie cztery drużyny: Polacy. Wyszedłem na plac apelowy. . rewiru. Widać tylko głowy. Tak mniej więcej wyglądała niedziela w obozie w 1942 r.Hiszpan zwany przez nas „Barceloną”. i drugi . Przy prominenckich blokach kręcili się zawsze: miody. które jedni z nich wypalą. którzy po prześpięwaniu kilku piosenek ofiarowali im po 2-3 papierosy. powiedzą kilka słów i maszerują dalej pod oknami. W niedzielę w południe odbywał się apel. Po apelu wydawanie obiadu. które niestety już na żadną nędzę ani cierpienia nie reagowały. by zmiękczyć serca ludzi. fukał i jak konduktor wołał: „Barcelona!” Nie wiem. Było ich tam sporo. którzy „pilnowali” i którzy sami współczuli tym ludziom. Po otrzymaniu datków poszli śpiewać gdzie indziej. bemole i od czasu do czasu coś lżejszego. że kradli jedni drugim papierki. W następnych latach w niedzielę odbywały się jeszcze walki bokserskie i zapaśnicze. by znów zarobić kilkanaście papierosów. Artyści. Tam w piwnicach zamknięto muzułmanów. . Przystanąłem przy orkiestrze.Rosjanie. Bo wtedy jeszcze nie wolno było stać pod oknem i rozmawiać.roześmiał się tamten i odszedł.pracownicy kuchni. Prawdopodobnie przenieśli się do nieba przez krematoryjny komin. Często przy niedzieli rano kazano szukać w bieliźnie i kocach wszy i pcheł. ha. w których były zabite pchły. do których nie pozwalano podchodzić. bo stale wracał do domu. Tuż obok. Za boiskiem. gwizdał.Ha. a o których już pisałem. Jak który nie złapał . Były wypadki. wyelegantowani amanci adorują swoje „panie”. kiedy nam tak zagrają? Drugi . W następnych latach mogli już prawie oficjalnie stać godzinami pod oknem i patrzeć w oczy swojej „królewnie”. I było tak. Tak kończyła się niedziela . blokowi. Przebierał drobno nogami. Wkrótce przestano ich widywać. kto chciał. Udawał lokomotywę. Nic interesującego . Panowie chodzą napuszeni jak pawie. Niemcy. w pobliżu bramy. Orkiestra otoczona była sporą grupą ludzi. czy tylko udawał. Gracze to wyżarte typy .w krematorium. Śpiewali ładnie. Hiszpanie i drużyna mieszana. i ci. do Barcelony.nie dostał obiadu.Tobie? .małe okienka do piwnic. Wlazłem po schodach na górę.

w głowę. Gdy wybrano do bicia przedostatni transport z Dachau.Niech zostanie. wprowadził ich między 4 i 5. które rzucono na ziemię. Wezwano pisarzy blokowych. jakby chciał pokazać. po tym biciu wycięli mu pośladki. Rorbacher tak trzyma bykowiec. trzech i czterech jednocześnie. Ryczał na wszystko i na wszystkich. żeby inni nie poszli moim śladem.i słusznie Kornacki powiedział wtedy: . z którym przyszedł uciekinier. Biło dwóch. Teraz kazali wystąpić wszystkim pracującym w hali 19. z bloku 4 uciekł kamieniarz. co z tymi. A tę grupę. Nogi przypinało się klamrami do kozła.Latem 1942 r. że esesmani są tak pijani. nad nim i pod nim. który przyszedł z Dachau z ostatnim. W pasie przywiązywano do kozła szerokim pasem. I zaczęło się. Teraz tylko bałem się. Mój blok stał tak na placu. Gdy rewizja i poszukiwania w barakach nie dały rezultatu . Ćwiczyli tylko bloki kamieniarzy. Przez cały czas „zabawy” inni esesmani oraz część blokowych i kapów przeszukiwali teren pracy.Karl Rorbacher. torreador. Ale znaliśmy go już dobrze .Znów wystąpiło ze czterdzieści osób. wyprowadził na plac i dołączył do innego bloku. Jednego znałem dobrze. a tyłek był dobrze wypięty i napięty. Kilku więźniów chciało mnie wygnać z powrotem. Bicie. którzy przyszli przedostatnim transportem z Dachau!” . Wystąpiło tylko kilkunastu. Bali się. którzy byli bici na koźle. bo nie miał na czym siedzieć. którzy zaczęli wywoływać z listy. że dokładnie widziałem. który stał pięć metrów obok naszego bloku. że nie widział nikt z „władz” bloku mojego i 9. że nie połapią się w jego przeprowadzkach. a w spodnie wszywał grubo szmat. że tym bykowcem nikt nie zostanie uderzony. których zbili na koźle. Zabrał tę grupę i znów poprowadził do bicia. niedużym. „Wystąpić wszyscy. Podczas tej egzekucji działał też starszy obozu . Bili w tyłek. W momencie jakiegoś zamieszania przeskoczyłem do bloku 9. Powieszono ich w bloku u belki za ręce związane z tyłu na plecach. padanie z gimnastyką . którzy przyszli ostatnim transportem z Dachau.Patrz. Biegał między blokami z bykowcem na ramieniu i ryczał. Na każdym pośladku miał dwie długie blizny. były to tylko szmaty ludzkie. Kilku z nich przeniosło się do wieczności. w plecy. Na bloku 3 stał specjalny kozioł do bicia ludzi. bo on ma go w ręku. Ciało gniło. Po kilkunastu minutach doprowadził na plac i tych z 19 hali. żeby oni przy mnie nie podpadli. Gdy przyprowadzono ich z powrotem na plac. Nieobecność jego stwierdzono przy wieczornym apelu. Przy koźle czekało jeszcze kilkunastu delikwentów do bicia. a sam znów wrócił na plac apelowy. aż zwisał nieprzytomny. Nie było jednak chętnych. Staliśmy . którzy mieli nieszczęście spać na łóżkach obok niego. bo wtedy wpadniemy wszyscy i może z nami stać się to samo. o którym już pisałem. Przeskoczyłem tak. Na koźle bili dalej.bramą na plac apelowy zwaliła się chmara esesmanów. ale ktoś powiedział ostro. Wisieli trzy godziny. która jeszcze tam stała. Wszyscy w sztok pijani. tych. Wystawiono kozioł przed blok i esesmani z bykowcami wywoływali ludzi. gdy esesmani przyszli po nową partię. Całą wywołaną grupę ustawiono przed blokiem. co działo się przed blokiem 3. Karl z rykiem zebrał ich w celu zaprowadzenia do kozła na egzekucję. Wśród tych trzech był Hiszpan. Bicie na placu trwało do późnej nocy. Wtedy rzucano go pod blok i przywiązywano następnego. Bili każdego tak długo. półgłosem: . Słusznie rozumował. Wyższy był z tej strony. Wszyscy pijani. Przywiązywali ich kolejno do kozła i bili. Wywołano trzech kamieniarzy. Tym transportem. W tej pozycji głowa była niżej od tyłka.na rozkaz każdego pijanego esesmana. liczącym około czterdziestu osób transportem kamieniarzy. z której były nogi. Ale zamiast poprowadzić ich między blok 3 i 4. znów między bloki 4 i 5. Pozostali tylko ci. Znów zjawił się Rorbacher.

zaczęli uciekać. że komendant mu kazał. Dnia 13 maja 1942 r. Pisząc o manipulacjach Rorbachera w czasie bicia na placu muszę opisać. Dla przykładu za chwilę będzie powieszony więzień. lewo patrz!” . którzy czekali nago na utopienie. jak zachował się on w innym przypadku. Po kilku minutach zawołano ludzi z krematorium. pomieszaną kupą.i patrzyliśmy z bliska na powieszonego. który zza drutów i muru wrzeszczał bez przerwy jedno słowo. Losen i pomocnicy byli tylko w majteczkach kąpielowych. z których nie pozwolono nam wychodzić. czy wszyscy patrzą. i na zakończenie dostałem od jakiegoś kapa kopniaka.zamiast do siebie na blok 5 . Utopili już kilkunastu. wrzucali głową na dół do kadzi z wodą. który przyczepiono do słupa. bo jeszcze nikomu to się nie udało. że nie warto uciekać. że wcale nie martwił się tym. a drugiego mieli powiesić u nas. Jak wpuścili nowego. lecz bezładną. Losen nie chciał zakańczyć mordowni.po śmierć . ale gdy zaczął lać na całego. że za chwilę będzie powieszony. Delikwent stanął na stołku i . Komendant kazał van Losenowi utopić pięćdziesięciu Rosjan. którą oddałem Heńkowi przez okno. dobrze zbudowany i dobrze wyglądający . Strzał ten nie mógł być bez powodu. Poznaliśmy go minio maski na twarzy. I tak gonił i bił. Ja . on podał mi czystą miskę. Wreszcie u góry w kamieniołomie Kastenhoffen strzał. Ale esesmani z krzykiem i poszturchiwaniem kazali mu wejść na rusztowanie. Kolacja już w łóżkach. Odetchnęliśmy z ulgą. To było dla niego coś nowego. który próbował ucieczki z Mauthausen. a komendant stał i wydawał komendę: „W. ustawić w kolejce . Po kilku minutach posłyszeliśmy turkot wózka z krematorium. wrzask.Żegnajcie. Brak było tylko delikwenta. Losen szybko zarzucił pętlę i wyrwał stołek. zaczął mu wymyślać i kazał przestać topić. Mówiono.i spać. Pierwszy raz nie odmaszerowano z placu w szeregach. Wszyscy więźniowie i kolumna SS. wyskoczył i zaczął bić bez litości tych.i wpuszczali pojedynczo do pomieszczenia w nie dokończonym murowanym bloku. Zupę podałem przez okno M. a Losen wskakiwał za nim i przyciskał go nogami do dna. sprężystym krokiem. Szedł w towarzystwie esesmanów.sensacja. którzy z wózkiem pojechali po nieboszczyka. że uciekało czterech Niemców. a po następnych kilku minutach posłyszeliśmy pijany głos komendanta. a Losen został bezrobotny nie miał już kogo topić. Zaraz się dowiemy. Po przemaszerowaniu obok wisielca kazano nam iść na bloki.w pełni zdrowia. Wieszał Losen.chyba do godziny l w nocy. będzie powieszony. że on przemówi. Kazali im rozebrać się. Dwóch zastrzelono. Spojrzał przed siebie . Odniosłem wrażenie. Pod szubienicą ustawiono stół. Zobaczył szubienicę. a kto zostanie złapany przy próbie ucieczki. Z początku kulili się pod ścianą. rebiata . z rękami związanymi z tyłu. Szubienicę zrobiono przy wysokiej betonowej latarni.. po ciemku . Wreszcie otworzyła się brama i wprowadzono kandydata na wisielca. Nikt się widocznie nie spodziewał.jam nie winowat. Konsternacja wśród esesmanów. mówiąc. Wysoko . śliczne słowo: „Odmaszerować!” Po chwili to samo słowo wrzasnął Rorbacher i w plac apelowy jakby strzelił piorun. Karl za nimi z kijem i lał.i stanął.żeby każdy dobrze zobaczył. Szedł szybkim. jednego jakoby powieszono publicznie w Mauthausen. Zobaczyliśmy go w całej okazałości. WpadL. Był to jeszcze młody mężczyzna. który dowiedział się o tym. Imponował swoim wyglądem.pognałem do Heńka po zupę. który jechał po . Bo nagle „Niemiec” przemówił czystym rosyjskim językiem: . że Losen topi ludzi. gdy przybiegł Rorbacher. to go łapali w pół. a komendant na nas. Był to rodzaj metalowego trójkąta. blokami. Wtedy Rorbacher porwał w rękę kołek. zgrupowano nas na placu apelowym. że rozpędził ich po całym obozie. mniejszy stolik i stołek. Odsunięto stoły i wszystkie bloki miały przejść obok wiszącego. bo już tylko ja jeden biegłem przez plac apelowy od Heńka do swojego bloku. wysoki. Założono nam mowę.

że siedzi jako więzień w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. z zawiniętymi rękawami koszuli. Następni byli już za blisko baraku. a pod blokiem lub pod drutami stali ludzie boso. lecz budynek zwany szuhaus .„trzepak” . który jeszcze nie był wymeldowany. bo rozmowa była lakoniczna i jednostronna. chcieli go ratować. I udałoby się.myślę. Gdy pisarz mnie wywołał. A ten . fotografię robioną w Dachau. na sztubę „B”. Ja wszedłem trzeci. że była ona pod brodą. .został posłany do karnej kompanii. które mam otrzymać. którzy mogli wiele zrobić w obozie.odkrzyknąłem. że to ludzie skazani na śmierć. Po powieszeniu ich i wrzuceniu do krematorium pozwolono nam wyjść z bloków. do ilu dojdzie.mógłby żyć wtedy na nazwisko tamtego na rewirze. Ludzie. pod którą rozstrzeliwano. Po pół godzinie doszła nas wiadomość. a zacisnęła się za uszami i na tyle głowy.nieboszczyka. Wyszli . Wieszano też na ścianie bloku 7. nie na karku. bez koszul. Zaprowadzono mnie do tego szuhausu. Przecież nie miałem żadnego karnego raportu.Janek Michalak . Przy biurku siedział komendant Chmielewski. Nawet nie spojrzał na mnie. przed południem przyszedł do naszej budy pisarz blokowy naszego bloku i zabrał mnie do komendantury na przesłuchanie.ludność cywilną. Było nas pięciu do przesłuchania. Dnia 13 maja powieszono Rosjanina.i wszyscy czterej poszli do roboty.Po co? .ale ktoś doniósł do esesmanów.powiedział i czyta dalej. że nie znam języka.myślę sobie. bez marynarki. . albo palono w naszym krematorium. czy wiem.dorzucił komendant. W nocy uśmiercano ich i albo wywożono z powrotem. nas wpędzono na bloki. które obrabialiśmy. Ja zamiast na swój poszedłem na blok 17.zawołał za mną. Tym razem nie udawałem. zanim skończy czytać. Właściwie to nie była komendantura. Kazał mi wyjść i zaczekać za drzwiami. Ale już mi więcej nie dołożył. Spojrzał tylko na mnie i zapytał. Losen w pośpiechu założył mu pętlę tak. który powiedział. To był jego ostatni czy też przedostatni dzień urzędowania w Gusen. a spalić świeżo zmarłego więźnia. jak wieszano kilku pierwszych. W niedzielę zawołano ich na 32 blok.dokłada Chmielewski. Obok stała szubienica .wrzasnąłem. Nie szkodzi . za co siedzę. Widzę przed nim moje akta.Piętnaście . żebym wziął w portki krawężnikowy kamień. .Dziesięć w dupę . z gołą głową. . bo jeden.w którym była brama. przez którą przechodziło się do pracy. tylko w samych spodniach lub w kalesonach wiedzieliśmy.Dwadzieścia pięć . a 16 maja 1942 r. Zawsze wtedy po apelu nie wolno było nam pół godziny lub godzinę wychodzić z bloku.Tak jest. jeden z kolegów . to były najmniejsze kamienie. że wisielec żył . Zameldowałem mu się przepisowo po niemiecku i czekam. to dziesięć już mam . żeby sobie przypomniał. później na innym bloku. zdania podkreślone czerwonym ołówkiem. gdy wracaliśmy z pracy. gdy jednocześnie powieszono obok siebie 12 ludzi. Chodziliśmy tam wydłubywać kulki. No.samochodami . że on faktycznie żył. Zobaczymy. Weszło jeszcze dwóch. przyszli do krematorium i zastrzelili go.pomyślałem. panie komendancie! . Wieszał esesman. Postawiono go wtedy właśnie. . Powiedziałem „tak jest”.do wieszania jednocześnie 12 ludzi. Zostałem tylko ja. Po chwili . W końcowych latach wojny przywożono też nocami . Egzekucje odbywały się często. Później dopiero dowiedziałem się. Rozstrzelanie lub wieszanie. Klawo . gdyby ktoś nie wydał. z której przez zamknięte okno widziałem. że nie wie . Wiele razy. W tym czasie odbywała się egzekucja. Przy krematorium była ściana. z myślą o dwudziestu pięciu. Wyjechał gdzieś i w następnych latach krążyły przyjemne pogłoski.

Liczyłem do końca. jak esesmani. czy mnie kopał .to patrzcie! . Gdy po kilkunastu uderzeniach zapytano go. Pomaleńku podciągnąłem się i powiedziałem: . nie pracował dzisiaj. że się zawinąłem.precz! Na pół zleciałem ze schodów. czerwona masa. że stawał tyłem do delikwenta.a ten drań walnął mnie grubym końcem bykowca w krzyż. i zaczynano od początku. teraz już łbem nie będę walił. Na pożegnanie dostałem w pysk.Nachyl się. których kilku stało i przyglądało się egzekucji. ale jeszcze po dwóch miesiącach tyłek był jakiś obcy. Wiedziałem o tym. że nie umie liczyć. żebym się podniósł. . coś szwargoczą. Nastawiłem się znów na uderzenie w tyłek . Stanąłem przy poręczy. i mimo że byłem chudy. a mało kto po piętnastu nie zemdlał. Upadłem na twarz i nie mogłem się ruszyć. jakby z innego ciała . a nie wiedział albo się pomylił . tobyś przyszedł nie z taką miną.nie miały już tego piorunującego efektu. Nachyliłem się.Jeden. że ktoś nie liczył. żebym. Po pierwszym uderzeniu włożyłem głowę pod pierwszą rurę poręczy i myślę sobie: Bij. Łbem walnąłem w górną rurę i już czuję. lecz po chwili złapałem oddech i powiedziałem: . jak mi rośnie guz. Już któryś z kolegów przyniósł wiaderko z zimną wodą. nachyl! . z czerwonych jugosłowiańskich portek poszedł kurz . Patrzę bokiem i widzę. robił jeszcze dalszy obrót i uderzał . Udało się .. dużo już dostałem. Ten bił tak. trzy.to pył kamienny. ale następne uderzenia . Bił dalej po krzyżu. Zlecieli się wszyscy oglądać moją dupę. bo oparłem się o rurę barkami. Do swojej budy kamieniarskiej wszedłem z uśmiechem na twarzy. . Bił on w ten sposób.siłą ręki i obrotu całego ciała... Kluge po piętnastu uderzeniach zmęczył się. dwanaście. trzynaście. Była to poręcz z trzech rur metalowych. Nie bije więcej. Zrozumiałem.Co chcieli od ciebie? . Straciłem władze w rękach i nogach. dlatego liczyłem. bokser o potężnej budowie. cztery.Mówiąc to odpiąłem i opuściłem spodnie.E . tyłek nie mógł pomieścić się w spodniach. Zamiast tyłka była jedna poharatana. Wziął za cienki koniec. jak mi puchnie tyłek. Po trzech uderzeniach czułem. Słyszę. Dziwili się. Brus poprawił dziesięć i jestem. że bykowiec bierze Brus .Nic. Piętnaście. Żeby nie było zakażenia. Nachyliłem się. Zdjąłem spodnie i cały dzień. że nie krzyczę. Po pięciu przeważnie mieli pełno zmartwienia w spodniach. zachęcając mnie znów uderzeniami bykowca po głowie. .ale chyba tak. co tam teraz jest.Nie wierzycie . Rzuciło mną do przodu. . Zatkało mnie w gardle. Podniosłem się. lecz trzymałem się poręczy. żeby mogli zobaczyć. Ja sam też byłem ciekawy. tak jak wielu innym po takim biciu. bo mogliby mi wtedy wyciąć tyłek.ciało nie gniło i nawet dość łatwo zagoiło się.wyszło kilku esesmanów i wśród nich Kluge z bykowcem w ręku.. Popatrzył i powiedział. No. ile dostał. Gdy powiedziałem: „Dwadzieścia pięć” stanąłem na baczność. Stuknął mnie kilka razy po głowie i kazał nachylić się.pytają chłopaki.krzyknął Kluge. którym były przesycone. Kluge wtłoczył mi piętnaście. Musiałem sam liczyć otrzymane uderzenia. ale takie uderzenie dostałem po raz pierwszy. do fajerantu. Przyszedł i majster „Mruczek”. że patrzącym cierpła skóra na plecach. jakby był przyczepiony na zawiasach. .nie wiem dlaczego . trzymając ręce oparte na środkowej rurze. . wtedy kopniaka i pożegnanie . Bywało.czułem go tak.esesman.mówiono. stałem przy oknie i na zmianę: to robiłem przysiady.ty! Jakby ci Kluge dał tylko pięć. to znów siedziałem w wiadrze. Uderzenie brak oddechu i. żółty.Szesnaście. Kluge zawinął się i trzasnął. bo nogi mnie nie chciały nieść. co pierwsze. Nie wiem nawet.

Po godzinie grania powstał jakiś tajemniczy szum. chodzenie. pewnie odkupił. Staś Tasarek przyniósł gitarę. list. siedzenie. który zabrał nas na blok 9. żebym grał.a Adam śpiewał drugim głosem. aż dałem mu porcję chleba. Blokowy dał znak. gitara i bandżola . że ja zarabiam . Graliśmy tam dłużej jak godzinę. jakbym nie miał żadnej przerwy w graniu. Ja jestem amator. Był on chyba najlepszym gitarzystą w obozie. Głos miałem dobry i dobrze wykonywałem typowe warszawskie szlagiery. Przestawałem być nikomu nie znanym numerem.tę samą. z jakimś drugim młodym chłopakiem. Czesiek Palacz. On pracował na rewirze i kupił ją dla zbytków. że jest to dobry gitarzysta. Jednego dnia wieczorem kolega zaprowadził mnie do blokowego 21 bloku. Tak w Gusen zarobiłem graniem pierwsze pół bochenka chleba. na której grałem pierwszy raz w kapówce 21 bloku. Tak powiedzieli inni. zarysował się początek mojej kariery muzycznej. że to niby on jest nadawcą. Praca w obozie nigdy nie była dla mnie przyjemnością . Grając śpiewaliśmy . czym dla mnie jest i co daje granie”.jak spanie. ale Tasarek nie każdej niedzieli chciał nam pożyczać gitarę. skrzypce.wrócił. Pornograficzne też były dobre i bardzo lubiane. Ale to było tylko granie na swoim bloku. Wyszedł . szepcą coś blokowemu. a nawet praca.do znajomych na inne bloki i zabawiałem ich swoją grą. który znów pożyczał . Gdy właściciel mandoliny spostrzegł.wiesz dobrze. lecz słabo. Czesiek Palacz grał też na mandolinie. jego kolega z wolności.to ja. kostce margaryny i po 20 papierosów. Granie nasze posłyszał jakiś Niemiec. harmonia. Zagraliśmy . Jesienią 1942 r. Ale treść podpisałem swoim imieniem.nie pożyczył mi mandoliny. piosenki „trzymane” albo inaczej „spod dużego palca” andrusowskie i humorystyczne. Tak powstał zalążek zespołu. Mówił. Jeden Niemiec na naszej sztubie zorganizował jakimś sposobem starą mandolinę.wtedy zacząłem montować zespół. Stanął przy nas mój kolega z Warszawy. Brzęczał na niej. żeby przyniósł swoją gitarę. Zrozumiał . Nie mieliśmy własnych instrumentów. Dostaliśmy po bochenku chleba. Grałem wtedy na stropie nie wykończonego jeszcze bloku 6 dla kilku prominentów. Pożyczaliśmy też od Tadzia Kiełbasy. złożonym z sześciu osób i siedmiu instrumentów: perkusja. Teraz już było nam łatwiej. Odciski na dużych palcach. Gitarzysta . za granie narodowych piosenek w zespole ulicznym dostał się do obozu. Byłem ja i był skrzypek . inni to zawodowcy. a ręce też miałem spracowane. W przerwie poznał mnie z nim. lecz nic mu nie wychodziło. śpiewem i humorem. który kupiłem od innego więźnia i wysłałem na jego nazwisko.Cygan niemiecki. Tam rozdzieliliśmy chleb i dowiedziałem się. Ja czułem.a tym bardziej w takim stanie. Taka gra w pojedynkę trwała do wiosny 1943 . saksofon i klarnet (grał jeden muzyk). Zespół zaczął formować się wiosną 1943 r. Poprosiłem Stasia Tasarka. które jednało mi sympatię kolegów i względy „władz” blokowych. Od razu poszło mi nieźle. Wysłałem list do księdza Szuberta. Za każdym razem przynosiłem chleb i papierosy. na której nie umiał grać. Specjalność moja to tzw. Pisałem mu: „Przyślij mi moją mandolinę . Dali mi ją. Teraz już często pożyczałem mandolinę i chodziłem w niedzielę . mówiąc. które w dodatku śpiewałem też po polsku. który też miał mandolinę.pierwszorzędnie. wśród których był i Heniek B.to Adam Kwiatkowski z Warszawy. a ja też sam i melodie polskie. że mam palce drętwe. Grał sam i swoje melodie. że będzie uczył się grać.gdy był spokój . Blokowy tego bloku miał mandolinę . że esesmani robili rewizję w kapówkach w 20 bloku i szli na blok 21. Powiedziałem chłopakom. że ja potrafię grać na tym „drewnie”. żeby nie grać.Nie muszę opisywać wszystkich przyjemności związanych ze stanem mojego tyłka .i po kilku tygodniach przysłał mi mandolinę. który w roku 1944 był już zespołem jazzowym wysokiej klasy. Dał nam bochenek chleba i szybko wygnał przez drugą kapówkę na inną sztube. Po trzech graniach już szło mi tak. bo miał za co. Długo nie miałem w ręku mandoliny. na dłoniach i na każdym zgięciu każdego palca.

W kilkanaście minut przyleciał starszy obozu Hail i powiedział. Poszedł na blok więźniów. ale miało swój posmak patriotyczny . piętrówkę. za. Gdy wkrótce potem wyzwolono nas zmyłem acetonem lakier i „Cała Warszawa” znów grała. do którego my nie mieliśmy dostępu. Nieraz trzeba było grać za mniejszy zarobek. Wkrótce Czesiek Palacz kupił małą bandżolę. Obręcze w dużym bębnie pomalowane były w biało-czerwone trójkąty. Z całej grupy ja miałem najwięcej znajomości.też urwany „artystom”. wszystko inne wykonane było w warsztatach obozowych Messerschmidt i Stayer. któremu wuj z Warszawy postarał się o skrzypce. W werblu spód był z płótna. ja decydowałem. tupetu i odwagi. Z bębnem tym raz jeden tylko mieliśmy kłopot . że niech lepiej nie gra z nami.od jakiegoś Niemca. pikolo. Orkiestra dobrowolnie uznała mnie za kierownika. .Niemieckiego też nie będzie! .po uzgodnieniu z chłopakami. Jak na warunki obozowe była zupełnie dobra. w czasie gdy bochenek chleba kosztował 4 papierosy. a u dołu półkolem: „Cała Warszawa” . a nawet esesmani. u góry „Jazz”. posłuchali. że wszystko poprowadzę dobrze.I zamalowałem napis lakierem acetonowym. Wyszli. to Zygmunt Łabuś z Łodzi. a w dużym bębnie sztuczna skóra. klocek. a poza tym powiedzieliśmy mu. która jednak popsuła się. Przyszedł zimą 1944 r. chleba i margaryny. Zarabialiśmy dobrze. Będzie chodził z nami. Sprzedałem mandolinę za 150 papierosów. Na tarczy napisane miała „Gusen”. Następnie perkusista . Gdy mieliśmy kilka zamówień. Postali. a w obozie i tak wiedzieli.Nie będzie polskiego napisu! . Ostatni doszedł do nas saksofonista i jednocześnie klarnecista. kastaniety.wrzeszczał Hail.nieraz na kilka tygodni. sprytu. Odkładaliśmy papierosy. co jest napisane pod pasem acetonowego lakieru. pedał. Więc śpiewał i wystukiwał takt na patykach specjalnie do tego zrobionych. bo psuje granie. Grać z nami chodził Czesiek Palacz. Na perkusji siedział Maciek Dobrzyński z Warszawy.niemieckiego napisu nie będzie. Ja omawiałem warunki grania i ja rozdzielałem zarobek w postaci papierosów. trójkąt. który organizował zespół i żywił go. na której namalowano syrenę warszawską. opiekuna orkiestry. . Struny do instrumentów kupowali nam znajomi prominenci.w marcu 1945 r. . transportem ze Stayera w stanie całkowitego wyczerpania.po polsku. W tym czasie grał już z nami na skrzypcach Zygmunt Piwowarczyk. . a mimo to lepiej się opłacało. . tzw. Postanowiliśmy kupić gitarę.pomyślałem sobie .Ale orkiestra polska. a jeden z nich podszedł do bębna i stukał nogą w skórę. cały komplet wykonano w obozie. Wszystko to razem było trochę ryzykowne.odpowiedziałem . byliśmy wszyscy w obozie bardzo popularni i cieszyliśmy się dużym powodzeniem. czy nie rozwali . który grał słabo.i dostanie swoją część zarobku. ja starałem się o zwalnianie chłopaków z pracy . którzy mieli kontakt z majstrami cywilnymi.droga była i trzeba ją było kupić z wolności przez majstrów cywili.Ale to jest niemiecki obóz. weszło tam dwóch esesmanów. które kupiliśmy gitarę zrobioną w obozie.ale graliśmy dalej. który był portierem w kuchni. Wobec tego przy pomocy naszego „Dziadka”. Jako ten. ale tylko jako śpiewak . Wszyscy byliśmy dobrze odżywieni i ubrani. ale ładnie śpiewał. Kazia Bodycha. szczotki i pałki. Duży bęben i werbel miały tylko po jednej skórze . gdzie iść grać . Następny „instrument”. Ja odpowiadałem za całość. i ubierał z tytułu osobistych znajomości.Nie .i propagandowy. Instrumenty wolno było mieć oficjalnie. że esesmani przyczepili się do polskiego napisu „Cała Warszawa”.w okresie głodu papierosowego. Wyszukał go Maciek Dobrzyński. tamburyno. jakby nic się nie działo. który oderwaliśmy od „artystycznej” orkiestry obozowej. Rozwali. Gdy graliśmy na jednym bloku. . tzw. Perkusja była tylko jedna w obozie i tamci niechętnie nam ją pożyczali. Kazał nam namalować inną nazwę po niemiecku. za 400 papierosów . Kierownikiem orkiestry byłem ja. wierząc. a kupiłem dużą bandżolę. a więc czynele.

gdzie tylko miałem okazję. Gdy Kola zagrał z nami kilka razy. Tę ostatnią osobiście najbardziej sobie upodobałem i śpiewałem ją wszędzie. My cieszyliśmy się dużym powodzeniem i sympatią ogółu. a po kilku dniach spowodowałem przeniesienie na mój blok . Poszedłem do Cyslera i powiedziałem mu o całej sprawie. to przyłączyli się także inni i śpiewało ją nas kilkunastu. że tego dnia rano powiedzieliśmy mu. obozowa . . gdy nas o to poprosił. „Szyldwach” i „Gdy naród do boju”. W instrumentach lokował on kradzione w kantynie papierosy . Zdegradowano go w lutym 1945 r. . graliśmy Cyslerowi na 10-lecie pobytu w obozie. jaki będzie charakter imprezy. na bagnety”. Przez krótki czas był też kilkuosobowy zespół Cyganów niemieckich. a grali „z miłości” do muzyki. toteż ostatni okres graliśmy mu zawsze. Kilka tygodni przed końcem wojny ostrzeżono nas. i zapytał. bo przez kilka tygodni grał jeden na saksofonie. Wystarałem się o lekarstwa i przeszło mu to. Muzułman. ale obiecaliśmy mu codziennie miskę zupy . Dawaliśmy tło do recytacji oraz graliśmy i śpiewaliśmy narodowe i . a że w obozie było Niemców mało . W ostatnich tygodniach niewoli kazał nam zabrać te instrumenty na własność. Kola Kokin okazał się kolegą z wolności Adama Kwiatkowskiego.zapytał.nie mieli tego powodzenia co my. Tego jeszcze dnia grał z nami na bloku 1. Po graniu dałem mu kompletne nowe ubranie i bieliznę.A wy chcecie go mieć u siebie? . bo nie ma czym płacić. czyli rozdział papierosów. Zmartwił się z powodu straty żarcia.i dostawał.„artysty”. ale tak partaczył. „Warszawianka”. że organizował go Janusz Tarasiewicz i Heniek B. jak chce.bo tam u nowych było gorzej. to dostał biegunki .To wszystko w porządku. Jesienią 1944 r. Do normalnego repertuaru należały: „Marsylianka”. co to jest za wstawka. ale żeby mu czasem pograć za darmo.a i wykonanie ich było gorsze .a on. Jak się obżarł pierwszego dnia. Kola zawahał się. Kierownikiem cygańskiego zespołu był ten sam Cygan. ale zdecydował się zostać z nami. żeby nam je podarować. Chodziliśmy często do niego grać i on nam najlepiej płacił. Sprawę tę rozwiązałem ja. za upicie się razem ze starszym obozu Rorbacherem i posłano do budowy tuneli w karnej kompanii. bo Niemcy chcą nas na tym złapać. kto Polak. Tak zakończyła się sprawa saksofonisty. Występowałem wówczas wraz ZG swoim zespołem muzycznym. przywiezionych po Powstaniu Warszawskim. który także prowadził tzw. by tego nie grać. Harmonista Guziński z orkiestry obozowej ułożył „Marsza gusenowskiego” . Ci grali tylko melodie niemieckie. za które można było drogo zapłacić.którzy poprzedniego dnia przyszli do Gusen. że nie będzie grał z nami. Właścicielem harmonii. kto jest muzykiem.postanowili go za wszelką cenę przeciągnąć do siebie. Dużo od niego zarobiliśmy. Graliśmy w zasadzie tylko melodie polskie . Wywieziony do obozu po Powstaniu Warszawskim.. że jak zaśpiewałem ją rano w umywalni w dniu ataku Niemców na Rosję. nasunął mi przypuszczenie. kantynę więźniów. Urzędował on na bloku 16. orkiestra tzw. Jesienią 1944 r. Bo my grając tę część równocześnie ją i śpiewaliśmy. że my właśnie pomogliśmy mu pierwsi. jak ich nazywałem .graliśmy go dokładając na końcu motyw „Hej. dał nam instrumenty. na strychu murowanego bloku urządzono wieczorek artystyczny tylko dla zaproszonych gości. Pod koniec wojny już mógł zdobyć się na taki gest. a wiedzą już.melodie.asekuracja na przyszłość w razie wysiadki z kantyny. Zgłosił się Mikołaj Kckin z Warszawy. Nie dam im saksofonu i klarnetu . saksofonu i klarnetu był blokowy Cysler. wychodząc z założenia. Fakt. Postarałem się jeszcze o klarnet. z którym pierwszy raz grałem u blokowego 21 bloku.często melodie patriotyczne i narodowe . Mieliśmy u siebie na bloku saksofon. Poza tym my byliśmy nastawieni na zarobek tamci mieli niezłe prace.a znów nie mógł powstrzymać się od jedzenia. to niech do nich idzie. który był blokiem młodocianych. Pamiętam.

a gdy przechodził obok nas. o którym już pisałem. Po wykończeniu innych znów wracał na rewir.muzykę. a jeszcze latem powiedział mi z humorem: „Święty Piotr przedłużył mi urlop do jesieni”. żeby pilnowali.smucić się. W niedzielę już od rana zaczepiano nas. na głosy. gdy wykańczano ludzi za byle drobiazg.prosił nas o to sztubowy. Piosenka ta była jakby hejnałem naszej orkiestry. a on naszego. a zakończył: „Niedługo wszystkim nam jednakowo słońce zaświeci”. „Synek” . mówiliśmy: „Trzymaj się.płaciliśmy za niego w rewirze i tam leczono go odmą i ukrywano jego chorobę. Mieli tu trochę. który. Gdy zaśpiewał przy nas kilka piosenek. cholera! . Występował z nami od lata 1943 do wiosny 1944 r. jaki w tym samym czasie wprowadzono w obozie. Przez pewien czas występował z nami Janek Kolmasiak z Warszawy. Nie pozostawiliśmy go bez opieki . uniósł do góry pięść i śpiewał „Międzynarodówkę” po niemiecku. ale my nie znaliśmy jego repertuaru. Janusz. zawsze był przez nas wynagradzany. gdzie dzisiaj będziemy grali. czy może symbolem. piosenkarz z Warszawy. Gdy wracaliśmy z grania . Oskarżyli go o sabotaż. a gdy i te przemokły. Esesmani zbili go i kazali nosić nieczystości z ustępu.a grał tylko Adam na gitarze i ja na bandżoli. śpiew i humor. Oddałem Januszowi swoją kurtkę i czapkę. Był on magazynierem u Stayera. był też śpiew solowy. Sztubowy w tym czasie stał przed nami. wśród których było dużo jego własnych utworów obozowych. Wytrzymał. że to była niepotrzebna brawura w zestawieniu z niesamowitym terrorem. czy nie idzie esesman. Wyciągnęliśmy go na stałe z rewiru trzy tygodnie przed końcem wojny.należał on na stałe do naszego zespołu. Wysłaliśmy kolegów. O Janku Kolmasiaku napiszę osobno. był pod gazem.ludowe melodie. po wojnie spiker radiowy. m. jak się okazało. Dużo później dopiero doszedłem do wniosku. z obawy. Ten znów dawał humor. a sami graliśmy na cały regulator.. Wiele razy śpiewał z nami Tadeusz Faliszewski. Następnego dnia dali mu już spokój. jeszcze trochę.zawsze idąc śpiewaliśmy w kółko jedną i tę samą melodię. wsadziliśmy na niego kurtkę i czapkę Adama. wszyscy .często już po zgaszeniu świateł . zaraz fajerant”. śpiewał ładnie. Tam jeszcze kilka razy nosiłem mu pod druty jedzenie i dalszy kontakt nawiązaliśmy dopiero w Warszawie. Później zachorował na gruźlicę. śpiewał przy nas Rysiek Rerich z Sochaczewa . Był to samorodny humorysta i komik. Wkrótce jednak przeniesiono go do Gusen II. Ten również dawał humor śpiewając humorystyczne piosenki i recytacjami. był szczelnie nabity ludźmi z całego obozu. zwany przez wszystkich „Piekutoszczakiem”. Występował też przy nas Bohdan Zalewski. . Śpiewaliśmy półgłosem. rozrywki . Ile to było komentarzy i gadania. . Janusza Tarasiewicza za recytację patriotycznych wierszy o zabarwieniu lewicowym mało nie wykończyli. Blok. „Trup w trepach”.Komunista.to w gwarze obozowej panienka pederasty. w którym graliśmy wieczorem. Wyglądaliśmy z hali. a po kilku dniach wrócił znów do swojej pracy. Słowa jej brzmiały: Nie warto smucić się . Dwa tygodnie przed końcem wojny pozwoliliśmy sobie na zagranie w bloku 7 „Międzynarodówki” . Tego dnia było zimno i padał deszcz. rozebrałem Mundka Tomaszewskiego i znowu dałem ubranie Januszowi. Śpiewał też drugi młodziutki Włoch „synek” oberkapa zakładów Messerschmidta. Gdy przemokły całkowicie. Na tym wieczorku Czesław Łaski z Warszawy zagaił słowem: „Towarzysze”.I to samo pod adresem wszystkich wykonawców. Od 1944 r. Gdy było wykańczanie w rewirze. że esesmani zechcą wykończyć cały rewir. Nieraz przyłączał się do nas młody Włoch. Przy graniu śpiewaliśmy zespołowo. wysyłano go na te dni do baraku. in. a on był tylko w marynarce i z gołą głową. Zmarł on w sanatorium w Otwocku jesienią 1948 r. co on chciał przez to powiedzieć.

graliśmy „Rosę Marie”.Gdy wolność ku nam mknie . do którego chodziliśmy grać. niedziele były dniem pracy . zapytywałem: za ile? Jak nic nie dał. i znów od nowa to samo . które mogły wiele w obozie zrobić i w wielu okolicznościach nam pomóc. to Marian Bochat . Mieliśmy też stałych sympatyków i stałe melodie. margaryny . tak i tu były piosenki należące do żelaznego repertuaru. kilka papierosów i byli bardzo zadowoleni. Grania płatne .to grania umawiane na czyjeś imieniny. I znów. że tam.jak Stacha Kornackiego . z Wiednia . szliśmy grać „bezinteresownie” do osób wpływowych.i w odpowiednim momencie brałem inną zapłatę. do 5 maja 1945 r. Piosenki te . Do tego dochodziły dochody od gości . i przyjmował do pracy każdego. Kazał on zamykać okiennice.a nawet zwolnienia na całe tygodnie. Zwalniał z pracy niejeden raz na kilka tygodni każdego. choćby był muzułmanem.taniec. „Bezinteresowne” grania opłacały się niejeden raz lepiej jak te płatne.ku nam mknie. bo widzieli dobre wyniki. gdzie graliśmy. Tańczyli czule przyciśnięci do siebie. że zanim wyjdzie. więc bez trudu rozmawialiśmy z sobą. gdzie grać i komu grać. kontrolera w hali albo .Sztyglic. Ja nigdy nie zapomniałem. Grecy dostawali za to zawsze trochę chleba. przerywaliśmy w połowie każdą melodię i graliśmy dla niego „Paradę karzełków”. to już była moja głowa i dlatego chłopaki wierzyli we mnie. że „Warszawa” będzie grała na jego bloku. do końca wojny. a tam dostawał kilka bochenków esesmańskiego białego chleba i kilka kostek margaryny. Cała ta organizacja oraz system. tj. Ja pracowałem tylko wtedy. gdy już naprawdę dobry popęd dawali w obozie. Gdy przyszedł posłuchać nas kapo rewiru.a to już co innego .aż do wejścia na blok.to greckie tango „Melancholia” i walc z filmu „Złotowłosa”. tyle chleba. już się gra.bo od 1944 r.kierownik biura w zakładach Stayera.tyle papierosów. szliśmy grać bezpłatnie na bloki muzułmańskie tam gdzie nikt niczym nie mógł płacić.i szliśmy grać. a nawet odmawialiśmy przyjęcia jakiejkolwiek zapłaty . W tym czasie ludzie wyglądali przez okna i machali nam rękami . według możliwości danego faceta. Na bloku znów witał nas blokowy . Tak jak stała była piosenka śpiewana w czasie powrotu z grania. W innym wypadku. że jeden śpiewał basem. W tym . Jednym z takich. żeby jeden z nas przyszedł jutro do niego na rewir. Lecz śmiać się w cały głos I nie narzekać na swój los.do końcowej kontroli. Śpiew ich polegał na tym. przeniesienie z bloku na inny blok. W zakładach Stayera pracowałem od sierpnia 1944 r. zapatrzeni w swoje oczy.proszę. komu graliśmy „bezinteresownie”. Uzgadnialiśmy cenę . urodziny czy inne jakieś święto. Gdy nie mieliśmy zgodzonego grania płatnego. Ten dużo zrobił dla nas.za granie zamówionych kawałków. napakowała się kupa pederastów ze swoimi „synkami” i wtedy bal na budach .„I znów zostałem sam”. wsadzenie kogoś do dobrej pracy czy uzyskanie zwolnienia od pracy dla siebie lub moich chłopaków na niedzielę . Józkowi Kowalczykowi z kuchni . Nieraz cztery razy prosił o tę samą melodię i za każde zagranie dawał pięćdziesiąt papierosów.mówił nieźle po czesku. Albo blokowy chciał mieć przyjemność. to uratowanie człowieka. Bywało też. gdzie siedział i kontrolował detale części karabinowych. o kogo prosiłem. Gdy jaki prominent prosił o zagranie jakiejś melodii. o kogo prosiłem. dając im dobre prace: np. chyba że to był ktoś z kolegów . nie grałem. a drugi prawie że sopranem.z uśmiechem. To zorganizowanie czegoś.takiemu się grało. Często też. Gdy przyszedł kapo nocnej zmiany zakładów Stayera „Generałem” go nazywali . co grać. To była już nasza rozrywka. zapalał światło i jeszcze chociaż pół godziny musieliśmy pograć. gdy nie było innego płatnego grania. Wiedzieliśmy. gdy dał dziesięć czy dwadzieścia papierosów . Wyciągaliśmy wtedy z łóżek dwóch Greków i kazaliśmy im śpiewać. powie.

cukier.ktoś pracujący w magazynie z naszymi cywilnymi ubraniami napisał mi podanie z prośbą o wydanie na zimę swetra i ciepłej bielizny z moich cywilnych rzeczy. więc wrzasnąłem po polsku: . Nie ma co więcej o tym gadać. których chciałem zwolnić z niedzielnej pracy. to częstowaliśmy jeszcze jego i jego kolegów. które tam się znajdowały.Na kant dupy możesz mi wskoczyć! . SS-Ukraińcy formalnie oblepili mur za drutami.No. który mi płaci. co można było tam dostać.mogliśmy załatwić każdą sprawę.Zagrajcie.Nigdzie nie idziemy grać.prosił nas Nogaj.zachowywali się w stosunku do więźniów jak najlepiej. że nie miał nawet papierosów. Byliśmy popularni. palto albo jedwabna bielizna. to nas poczęstuje. Graliśmy w magazynach i w kuchni miałem tam zawsze wstęp i otrzymywałem dla siebie i chłopaków wszystko.mieliśmy później opiekę i mogliśmy interweniować o innych. tak jak zawsze. by nie upadły za blisko przy drutach. cebulę.zwrócił się do nas. Tu zaczęliśmy i tu skończymy. Często dostarczałem mu lepsze artykuły żywnościowe z kuchni .w roku 1944 . skarpety. marsza . Poradził mi.starych więźniów. Żeby w niedzielę grać na dworze . co się tylko da. . nie jestem kurwą. Na sztubie. ale te sprawy opiszę osobno.i graliśmy dalej.Nigdzie nie idziemy. skierował go do mnie. Muszę zaznaczyć. wychodząc ze sztuby.Ty kurwa i klawo! . było dużo ludzi. żeby nie narazić się odmową kapowi.odpowiedziałem za nim po polsku. Z rozmachem rzucali nam papierosy tak. Bochat zwrócił się do nas.i idźcie.w naszym obozie mieli funkcję posterunków . A ja wtedy ze złością odpowiedziałem: . Zabrał podanie . Byliśmy znani i lubiani. Zawsze najpóźniej do czwartku musiałem podawać mu listę chłopaków. Zabraliśmy z sobą Ośkę K. które mógł sprzedać majstrom na wolności za wódkę albo inne potrzebne mu rzeczy. żeby brać. śpiew i humor otwierały przed nami wszystkie drzwi . że. Wszyscy głośno roześmieli się .pyta kapo. My mieliśmy z nim dobrze. Zastałem tam tego samego człowieka. a że my mieliśmy ich dosyć.stary bandyta . że nie ma nam czym zapłacić. w rewirze stwarzaliśmy też lepsze warunki dla Janka Kolmasiaka. to znów nic nie robiłem. SS-Ukraińcy .ale to już jest osobna sprawa. Gdy mu nikt nie odpowiedział. Był on tego dnia tak biedny. że blokowy ma papierosy i ciasto. Po godzinie grania stojący wśród widzów kapo . że chcą nas posłuchać SS-Ukraińcy.gdy grałem sam . chłopaki. Mnie już zgniewała jego nachalność. który dzisiaj obchodzi urodziny.w pobliżu drutów i baraków SS. a jak byłem w pracy. makaron albo kawę. zwrócił się drugi raz już tylko do Adama Kwiatkowskiego. Graniem. który znał niezliczoną moc piosenek. Muzyka. Graliśmy w rewirze . Za każdą przeprowadzoną ciężką sprawę dawałem mu coś z cywilnych ubrań. .. Kiedyś .a za kilka dni wezwano mnie do magazynu. Jednej niedzieli z braku dobrego. Bochat robił dla nas dużo . struny do mandoliny. garnitur. . Zabrałem dwa swetry. których już dużo znaliśmy. płatnego grania poszliśmy grać do Bochata. on wszystko zapisze.ale i ja poznawałem się na tym. ale on z nami też. . aparat . Wszystkie te kombinacje przeprowadzałem ja. Zawsze były to chłopaki z orkiestry i na dodatek jeszcze kilku kolegów . bo powiedział Adamowi. z których w pracy gotował sobie lepsze obiady. czekaj. żebyśmy poszli grać do blokowego 13 bloku. żeby chodzić do każdego.odgrażał się kapo po niemiecku. którzy słuchali nas. Strzelali tylko do Niemców . ja ci jeszcze pokażę! . Dzisiaj przyszliśmy tu i tu skończymy! . Poszliśmy i graliśmy piosenki polskie i rosyjskie. zarobicie sobie. żeby nas poczęstować.czasie więcej siedziałem w obozie jak w pracy. wszystką bieliznę. Jeszcze w 1942 r. a ten. Był to albo płaszcz gabardinowy. a zgodą Bochatowi.Was ist kurwa? Was ist kurwa? .

Dbał o nas. porozmawiałem z Bodychem.Biedę Hunde! . Kazio Bodych był „przysięgłym” portierem w kuchni. W wigilię świąt Bożego Narodzenia ustawiono choinkę . znał nas esesman szef kuchni i wszyscy kucharze.komin.i tu kryły się jego nieograniczone możliwości. Dostał M. Kto będzie pracował dobrze. Jedną jedwabną koszulę dałem temu z magazynu. Ja dam sobie radę.o ironio! . Odkąd go pamiętam. czarny wełniany sweter-golf. że opiekunem orkiestry był Kazio Bodych . że za dużo wynosi. Dostałem ja paczkę z domu i od Szuberta z Katowic. Krematorium pracowało na pełnych obrotach towaru do palenia jeszcze nie brakowało. Tego okresu. Przyjemne . Żywił nas wszystkich. Dlatego spośród . Był dla nas wszystkich naprawdę jak ojciec. a przez cały obóz „Siwym Łbem”. a znałem go już dawno. temu będzie dobrze. by na tej pozycji utrzymać się tyle lat. Jednak od tych świąt zaczął się w obozie okres raju w porównaniu z poprzednim okresem. aparat do golenia i rękawice. Gdy kiedyś Kazio podarł się z kapem w kuchni. Przychodziły duże paki i małe paczki. Przyszły święta Bożego Narodzenia 1942 r. Symbol naszego obozu . Po apelu chór obozowy śpiewał pod choinką kolędy. Kochał nas. raju dla zwykłego. gdy trudniej było przeżyć tydzień niż później trzy miesiące. żeby nami się zaopiekował i dał wszelką pomoc w miarę swoich możliwości. nazywali to piekłem.pod szubienicą. od początku do Nowego Roku 1943. .i to były pierwsze święta w obozie po przeszło dwóch i półrocznym pobycie. Kazio już go naprzód przygotowywał. Kochaliśmy my jego. Gdy chór skończył . Będzie znany w obozie jako „ojciec” zespołu. to też za jego zgodą. . Sugerowałem mu. który miał do niego pretensje. Chór obozowy to też grupa ludzi. że żaden nic nie wyniesie . którzy w ten sposób dążyli do uzyskania lepszych warunków życia. było od niego. Kazio zgodził się.pod szubienicą. Niektórzy dostali już kilka paczek.. że wszyscy byli zadowoleni. chociażby przez otrzymanie lepszej roboty albo michy zupy. Dobrym trzeba było być cwaniakiem. kalesony i struny. Pilnował tak. Pisałem o tym. Dostałem chleb od B. co go czeka. że komuś podobała się moja gra i repertuar. do samego końca pobytu. a tu od was wymaga się pracy. symbolem ucisku i męki. Kazio powiedział: . pokazał palcem w kierunku komina krematoryjnego. Sobie zostawiłem wełniane skarpety. Wszystko to. Choinka symbol miłości bliźniego .Jak zechcę. z którego wylatywał metrowy ognisty ogon. Wszystko to udało mi się otrzymać dlatego. który w tym czasie wszedł z psem i z cygarem w zębach na plac apelowy. paczkę z tłuszczem i lepszymi wędlinami. dałem biały kamizelkowy sweter. ten wie. by kucharze nie kradli jedzenia. a kto nie zechce pracować.zawołał. w czasie których nie byłem głodny.bo już wiedzieliśmy o niepowodzeniach Niemców pod Stalingradem i już przychodziły pierwsze paczki w odpowiedzi na kartki włożone do naszych listów. co otrzymywałem z kuchni. którzy dostali się do obozu w latach 1943-1945. szarego więźnia. Pod tym względem ważniejszy był niż kapo. Do niego należał też rozdział kotłów na bloki i do grup roboczych . O tam krematorium! Mówiąc to. jeśli dawał kto inny.a moje chłopaki i tak będą mieli.zabrał głos esesman Kluge. stary warszawiak. Cóż . drugą M. wtedy zespół powiększy się. Pierwsze przyjemne święta. mimo że ci. a my za to będziemy uważali się za jego zespół. Graliśmy często w kuchni. . Gdy tylko zacząłem grać z Adamem. zawsze był portierem w dużej kuchni. Do jego obowiązków należało pilnowanie. Gdy w niedzielę szedłem do kuchni po kocioł słodkiej kawy. Mógł dawać całe kotły jedzenia.nie widzieli oni okresu pierwszego.nazywany przez nas „Dziadkiem”.do golenia w metalowym pudełku i rękawice skórzane. to tak przypilnuję. Heńkowi B.Jesteście w obozie.

a mam nadzieję. to przeważnie prominenci z lat 1940-1943. in. jakby wyczuła. . i to jedzenia pełnowartościowego. Codziennie przychodziło kilkaset paczek. Przysyłał mi dwie dwukilogramowe paczki w tygodniu. a gdzie reszta? Tego mogliśmy się tylko domyślić. przeciętne paczki miały 4-5 kg. Wszystko było bez soli . że starzy więźniowie. niewielu przeżyło. Paczki były numerowane i on zawsze wiedział. Ośce. bo co mogło zabrać nieoficjalnie kilku ludzi pracujących w paczkami? Niewiele. więc widzę. Esesmani też chyba lubili jeść dobre rzeczy. Nieraz była torebka z cukrem. którzy do 1943 r. że pewnie sama się tego nie spodziewała.nie większy jak 10 dkg.razowego chleba nie zabierali .cała na kupę i tak z każdym lepszym produktem.na wagę złota. Tłuszczu i wędlin z domu nie otrzymywałem.rżnął. Co to była dla mnie za radość! Przez kilka tygodni nie było w obozie źdźbła soli. Duże paczki były okradane przez więźniów. Ale oni dostawali trochę tylko.bo nie było jej wcale w kuchni. kawałeczek masła. w obecności właściciela. Kochana mamuśka. oficjalnie miało być dla blokowych i kapów Niemców. a może nawet więcej . pudełeczko marmolady i . W każdej paczce od Szuberta były dwa małe chleby razowe . Ciasto . Trzy peta suchej kiełbasy . którzy paczek nie otrzymywali. Sól była . a nieraz. Rozczulił mnie on. Byli ludzie mądrzy. Ja otrzymywałem dużo paczek. co kradziono. Pomyślała sobie: A może oni tam nie mają soli? I włożyła w paczkę więcej jak pół kilograma soli. żyli tak jak ja. metki. którzy przysyłali paczki małe. mniej jak pół zawartości paczki. dał mi jakieś lekarstwo z rewiru SS. co jednak i tak dawało kilka kilogramów jedzenia.łup na kupę jedno albo dwa pęta. których to rzeczy prawie nikomu w paczkach nie przysyłano. kilku kilogramowa paka . tzw. Z jego paczek nigdy mi nic nie zabrano. co mi potrzeba. jak cukier. Dlaczego paczki spowodowały taki zwrot w warunkach obozowych? Po prostu zwiększały ilość jedzenia w obozie o setki kilogramów dziennie. Raz jeden otrzymałem kawałek słoniny . dwa małe topione serki.co sprawiało mi największą radość . które były w drodze. Od mamuśki i siostry z domu otrzymywałem paczki raz w miesiącu. którzy byli od początku w obozie. Dobra strona takiego systemu polegała na tym. Paczki od niego otrzymywałem od początku aż do zajęcia Śląska przez armię radziecką. którzy przeżyli w obozie od 1940 r.spora ilość cebuli i czosnku. Mój czosnek pomógł kilku chłopakom. Mądre paczki otrzymywałem od księdza Szuberta. mała torebeczka cukru.. ciasto. ale często. czy dostaje wszystkie. a wśród tych. którzy przeżyli. Było tam pół kilograma chleba.do tego 10 dkg tłuszczu.jak to mówią . Paczki żywnościowe zdecydowały o zmianie warunków w obozie . Rodzina Genka Kuczyńskiego z Piastowa pod Warszawą wysyłała codziennie jedną paczkę jednokilogramową. Spotykamy się po wojnie. lecz gdy była to duża. m. To. wędliny. Ze dwa kilogramy boczku . kilkanaście papierosów i inne drobiazgi. Właściwa kradzież odbywała się oficjalnie.kazał zabierać.więźniów. dlatego paczki te oddawano mi zawsze w całości.kroił. ze 20 dkg wędliny. które mówiły o biedzie panującej w domu. w zlikwidowaniu szkorbutu. a żadna nie ważyła mniej jak 2 kg. kura pieczona . którym wystarczyło posmarować kilka razy dziąsła i objawy szkorbutu znikały. którzy pracowali w paczkami . przy wielkiej pace. a raz jeden matka zrobiła mi taki rejwach. Nie było co brać i z czego brać.po kawałku kiełbasy. że lanie otrzymywane na froncie wschodnim też. tłuszcz i chleb. że z takiej małej paczki nic nie kradli i więzień otrzymywał ją w całości. przy wydawaniu. jeszcze otrzymałem trzy paczki. Suchary z chleba białego i razowego.chlast na pół i jedną połowę rzucał za siebie pod ścianę. W rezultacie więzień otrzymywał więcej jak pół.ale to była niewielka kradzież. Biedne paczki. nie ma prawie nikogo z tych. Esesman wysypywał zawartość paczki na stół i jeśli była to paczka mała . Gdy Śląsk był już wyzwolony. Od roku 1943 paczki żywnościowe utrzymały wielu przy życiu. Później B.

Już w 1944 r. pisałem w listach do domu, żeby mi nie przysyłali paczek, bo ja jedzenia mam dosyć. Ale matka myślała, że my musimy tak pisać, tak jak musieliśmy pisać: „jestem zdrów i jest mi dobrze”. Więc mimo moich listów przysyłała paczki aż do Powstania Warszawskiego. Dostawałem też paczki od brata, który mieszkał w powiecie płońskim. Nie jadłem wszystkiego sam. Obliczyłem, że w roku 1944-1945 żywiłem przeszło 20 osób. Żywiłem, ubierałem i dbałem, by mieli dobrą pracę i by nie byli bici w robocie i w bloku - a to kosztowało. Żywiłem czterech Rosjan, jednego Jugosłowianina, jednego Francuza, dwóch Hiszpanów - reszta to Polacy, w tym kilku z Warszawy. Kilka paczek dostałem od ciotecznych sióstr, córek brata matki, Józefa Antoszkiewicza z Nowego Miasta, powiat Płońsk. Paczek tych było tylko kilka, ale takich, że esesmani mieli z czego brać. Miały chyba po 10 kilogramów. Dostawałem też kilka paczek miesięcznie ze Śląska, od zupełnie nie znanych mi ludzi: z Rybnika, z Wodzisławia, z Piekar i innych miejscowości, których nazw nie pamiętam. Najwięcej paczek było z Wodzisławia. Po wojnie dowiedziałem się, że była to robota księdza Szuberta, który w ramach pomocy organizowanej dla księży przebywających w obozach koncentracyjnych podawał też moje nazwisko z zaznaczeniem, że nie jestem księdzem, ale że siedzę od 1940 r. i że bardzo dużo pomogłem mu w obozie. Mandolina też została mi przysłana z Wodzisławia. Przysłała ją, jak i wiele paczek, Gertruda Glormes zamieszkała w Wodzisławiu, ul. Wałowa 23 i Tatuś Emilia z Wodzisławia, ul. Wałowa 26. Po wojnie odwiedziłem je, by im osobiście podziękować. Byłem tam jesienią 1945 r. Okazało się, że więcej było takich przebywających w obozach, którym one pomagały, lecz ja byłem pierwszy, który osobiście stawił się, by im za to podziękować. Drugi raz byłem tam w roku 1949. Mówiły mi, że musiały się dobrze gimnastykować z wysyłaniem, bo wolno było wysyłać tylko ograniczoną ilość paczek. Więc woziły paczki do innych miejscowości i wysyłały z fikcyjnym adresem nadawców. To od nich więc były te paczki z Rybnika, Piekar i innych miejscowości. Nie potrafię słowami określić uczucia wdzięczności, które dla nich mam i będę miał przez całe życie. Takie postępowanie pozwala jeszcze wierzyć w ludzi. Jedzenie, które otrzymywałem w paczkach lub za granie czy z różnych innych źródeł - służyło w pierwszej kolejności zaspokojeniu moich potrzeb. Kupowałem kamienie, żeby samemu nie robić. Pracując w zakładach Stayera starałem się nie chodzić do pracy, a gdy nawet chodziłem, to nie robiłem. Musiałem za to opłacać się kilku osobom, a więc: kierownik biura, oberkapo, hallajter, blokowy i pisarz blokowy. Figurowałem zawsze w dzień jako zmiana nocna, a w nocy nikt w obozie nie kontrolował. Będąc w obozie, kursowałem między blokiem i kuchnią oraz magazynem odzieżowym i blokiem. Jednym nosiłem jedzenie na bloki sam. Np. do Kornackiego na blok 4 - żył on wspólnie z Frankiem Ludwińskim, profesorem z Suwałk, i Adolfem Szafrańskim z Łodzi. Chciałem pomóc jemu, ale on uczciwie powiedział, że będzie dzielił się z nimi; to nosiłem mu całe wiadro jedzenia, a często jeszcze chleb. Nosiłem też na blok 7 dla Edka Łysakowskiego i Henia Krajewskiego z Warszawy, Adamowi Kostrzyńskiemu i Cześkowi Nowickiemu z Warszawy na blok C i Bronkowi Jurkiewiczowi z Warszawy też na blok C. Inni, jak Wacek Rulski i Zygmunt Skoczek z Warszawy, chodzili sami po pracy do kuchni i tani dostawali dla siebie pół wiadra jedzenia. Inni przychodzili na blok - jedni drzwiami, inni przez okno - żeby nie było tłoku, żeby się ludziom nie rzucało w oczy, że tyle żarcia wychodzi ze sztuby. Miałem o to scysje z blokowym, bo ci, którzy przychodzili przez okno, wydeptali ścieżkę w wąskim trawniczku. Było nieraz tak, że po rozdaniu wszystkiego trafił się ktoś głodny - to oddawałem mu jeszcze swoją kolację. Ja wiedziałem, co to głód. Sam, gdy nie zjadłem kolacji, to tylko głodny poszedłem spać, a rano, gdy wszyscy poszli do pracy, przysyłano mi z kuchni śniadanie - kawał gorącej kiełbasy, biały esesmański chleb i puszkę słodkiej kawy. W południe

brałem z kuchni dużą michę jedzenia gotowanego specjalnie dla prostytutek - lepsze od jedzenia dla SS. A po południu - kilka wiader zupy dla podopiecznych i wiaderko od marmolady specjalnej zupy, którą po cichu kucharze gotowali dla siebie (był to przeważnie makaron lub kasza, gotowane pół na pół z mięsem), dla mnie i kolegów z orkiestry. Porcję „prostytutek” zjadałem razem z Januszem Zakulskim z Bydgoszczy (obecnie w Łodzi), zupę ogólną rozdawałem ludziom, zupę specjalną rozdzielałem wieczorem między chłopaków z orkiestry. Zupę tę dawałem też Edmundowi Tomaszewskiemu z Warszawy, którego nazywaliśmy „Wujo Patyk” z powodu wysokiego wzrostu. „Wujo Patyk” pilnował nam instrumentów i łóżek oraz rozdzielał jedzenie. Pamiętam raz, jak mi muzułman zjadł całe wiaderko zupy. Chłopaki jeszcze nie przyszli z pracy. Wiaderko stało pod łóżkiem. Słyszę mlaskanie charakterystyczne przy jedzeniu. Patrzę - nie ma nikogo. Zaglądam pod łóżko - a tam muzułrnan leży i żre zupę z mojego wiaderka. Wyciągnąłem go za nogi. Wyjechał razem z wiaderkiem i dalej żre. Poderwałem go do góry, grzmotnąłem raz i drugi w pysk, patrzę w wiaderko, a tam jest jeszcze może półtora litra. - Masz, żryj i to! - powiedziałem wtykając mu w rękę wiaderko. - Tylko wiadro umyj! Umył. Od tego dnia zawsze wartował wieczorem przy wydawaniu jedzenia, bo dostawał wiadra do mycia. Jak dostał dziennie trzy wiadra do mycia, to miał z nich dwa litry zupy - bo nie dawało się pustego wiadra. Żył z mycia wiader i przeżył. Tak to nieraz przypadek decydował o możliwości przeżycia. Każdej niedzieli braliśmy z kuchni kocioł słodkiej kawy z cukrem na dnie. Zwoływałem sztubę i rozdzielałem kawę - po troszeczku dla wszystkich. Słodkiej kawy nigdy nam nie dawali. Polacy mieli cukier z paczek - inne narodowości nie. Toteż oni byli z tej kawy najbardziej zadowoleni. Ostatnie 15 litrów w kotle było dla nas. Sam cukier. Mieszaliśmy - i to było dla orkiestry, władz blokowych i najbliższych kolegów. Z kuchni wynosiłem obrane kartofle, które wieczorem, smażyliśmy na piecu w sztubie - z kiełbasami, tłuszczem i cebulką. Przynosiłem niejeden raz całe wiadro kości z mięsem końskim. Oskrobywaliśmy z grubsza kości z mięsa, kości oddawaliśmy komuś znajomemu do dalszego skrobania. Ten już oskrobał solidniej i oddał dalej. Następny już oskrobał do czysta - i znów oddał dalej. A ci ostatni zjadali całe kości, tak jak ja robiłem do 1943 r. Nigdy nie odepchnąłem muzułmana. Jadłem nieraz kanapkę z wędliną. Oglądam się i widzę muzułmana, któremu oczy wyłażą z głowy, tak wpatrzone są w jedzenie, które trzymałem w ręku. Nie mogłem jeść dalej. - Chcesz? - pytałem podając chleb. Zanim taki chwycił chleb, już miał go w ustach. Ciężko było patrzeć. Wychodziłem z bloku. Nigdy nie podałem nikomu kawałka jedzenia w złości. Zbyt dobrze pamiętałem okres własnego muzułmaństwa, głodu i moment przykrości, gdy mi w wigilię świąt 1941 r. B. podawał chleb przez okno ze złością, że go wywołałem. Kazałem zrobić sobie trzylitrową puszkę z drugim dnem nakładanym z wierzchu, a na to dopiero szła pokrywka. Pierwsze dno było 8 cm od wierzchu puszki. W puszkę wkładano mi produkty, za które można było wisieć: tłuszcz, mięso, kiełbasę, cukier, kaszę, makaron. Przykrywałem to dokładnie dopasowaną drugą częścią z wywiniętymi brzegami i w tę 8 cm głęboką część nalewano mi kawy. Kilka razy kontrolowano moją puszkę. Otwierałem pokrywkę i esesman widział kawę. Palca nie wtykał, żeby sprawdzić, gdzie jest dno, ani nie kazał wylewać kawy. Głupcy - myślałem sobie - trzeba zamknąć was na kilka lat do obozu jako więźniów, wtedy może potraficie łapać nas, starych więźniów, starych organizatorów. Od B. już zupy nie brałem - ale do samego końca brałem chleb. Jak widziałem przez okno, że na jego łóżku leży chleb, wchodziłem na sztubę i zabierałem - czy to był chleb obozowy, czy chleb pączkowy. Taka była umowa. Chleb ten od razu niosłem do moich podopiecznych. Teraz już

tylko do mnie należała jego codzienna porcja chleba i wszystek chleb, który otrzymywał w paczkach. Tak było po czerwcu 1944 r., kiedy już nie miałem spółki z M. On mnie wiązał, a że byłem mu wdzięczny za pomoc otrzymaną w 1942 r., nic nie mówiłem, aż on sam tę spółkę rozwalił. Później tego żałował, ale ja już wpadłem w inny nurt - nurt organizowania na dużą skalę i pomagania innym. Wracam znów do paczek. Mówiłem już, że paczki zwiększyły ilość jedzenia w obozie. Z tego powodu łatwiej było otrzymać od innych miskę zupy. Kto otrzymał paczkę, nie jadł już tego dnia wstrętnej obozowej zupy. Wytworzył się rodzaj arystokratów pączkowych. Taki żył z paczek, a za swoją zupę miał kogoś, kto przy nim robił - tzn. słał łóżko, czyścił, prał i cerował. Jeśli ktoś nie mógł otrzymać miski zupy, to przynajmniej mógł ją tanio kupić. Arystokraci blokowi też już mniej kradli zupy i dodatków do chleba, tzn. margaryny, marmolady i twarogu. Oni też chcieli jeść dobre rzeczy z paczek. Że mniej kradli, więcej dostawało się więźniom. Ci, co mieli paczki, nie byli zainteresowani w tym, żeby dostać dolewkę - więc tę zupę dostawali ci, którzy nic więcej nie mieli. Nie znaczy to, że już nie było głodu. Głód był i ludzie dalej umierali, ale - mówię jeszcze raz - życie szarego więźnia stało się lżejsze i zdobycie jedzenia nie było połączone już z takim niebezpieczeństwem jak w latach przedpaczkowych i nie wymagało takiego sprytu i odwagi jak poprzednio. Starzy więźniowie, którzy przeżyli pierwszy okres, wszyscy nieźle sobie radzili - a Polacy prawie wszyscy otrzymywali paczki. Do tego dochodziło jeszcze wielkie, niemożliwe do porównania złagodzenie dyscypliny w obozie. W latach tych nie zabijano już za kradzież jedzenia - złapany na kradzieży dostawał dobre bicie i wcale nie musiał od niego umrzeć. Nie było też bezmyślnej mordowni. Ludzie ginęli, w robocie bili, ale raczej gdy ktoś na to bicie zasłużył - w zrozumieniu esesmanów i kapów. Bili wciąż za miganie się od roboty, za organizowanie żarcia i za nieprzestrzeganie zarządzeń i poleceń, ale bili tylko tych, których na tych przekroczeniach złapano. Zakończono „kąpiele”. Były prawdziwe kąpiele. Wykończono już łaźnię i każdego tygodnia była kąpiel. Kąpano blokami - wieczorem, po kolacji, i w niedzielę. Bez względu na pogodę do łaźni szliśmy w butach i w koszuli, a zimą bez koszuli, lecz w płaszczu. Kąpiel była pod gorącą wodą. Nieraz ten, co puszczał wodę, dla kawału zamykał gorącą wodę, a puszczał zimną - ale to były tylko jego wybryki, żeby prędzej wygnać ludzi spod prysznicu. Przestano wybierać muzułmanów do „leczenia”. Samochód już nie kursował i nie „kąpano” ich. W dalszym ciągu jeszcze szprycowano i w rewirze czynny był „banhof”, lecz wykańczano tam tylko ludzi nieuleczalnie chorych. Uleczalnie chorych też nie leczono. Wyzdrowiał taki albo umarł, ale nieuleczalnie chorych wykańczali. Wykańczano z zasady chorych na gruźlicę. „Profilaktyka” - dbałość o zdrowie innych, żeby nie zarazili innych gruźlicą. W 1944 r. oficjalnie zabroniono bić, co nic jednak nie zmieniło, bo bili wszyscy dalej, ale jak powiedziałem - ostrożniej i za „przewinienia”. Praca była w tym okresie tak zorganizowana, że całe grupy robocze mieściły się na swoich blokach. Nie można było zmieniać sobie roboty codziennie, tak jak to kiedyś ja robiłem. Zmiana pracy połączona była ze zmianą bloku, w którym mieszkała dana grupa robocza. Wciśnięte było to wszystko w ewidencję. Większa dbałość o więźniów wynikała z tego, że ruszyły w obozie całą parą fabryki zbrojeniowe Stayer i Messerschmidt. W zakładach Stayera było 18 hal i później jeszcze warsztaty pod ziemią - w tunelach. Warsztaty te pracowały na dwie zmiany po 12 godzin. Zakłady Messerschmidt też miały kilka hal, w których robiono skrzydła i kadłuby samolotów myśliwskich. Były też zakłady reperacyjne sprzętu wojskowego oraz magazyny, do których zwożono różne towary z podbitych przez Niemców krajów. Przyszedł czas - w roku 1943 i 1944 - to dawano nam raz w tygodniu, w niedzielę, mleko na śniadanie, a w roku 1944-1945 dawano ludziom pracującym w przemyśle zbrojeniowym na obiad po kawałku mięsa. Były to kawałki o wadze może dwóch dekagramów,

suche i byle co - ale były, a to, że były, wskazywało na zmianę sytuacji w obozie. Zorganizowanie pracy w ten sposób dało nam nową ulgę - zniesiono apele dla pracujących. Był tylko raz w tygodniu jeden generalny apel - w niedzielę. Codzienny apel - tylko dla tych, którzy byli w obozie. Rano grupy robocze ustawiały się od razu na placu apelowym w kolumny robocze, a wieczorem wchodziły od razu do bloków. Apel był dla tych, którzy szli pracować na nocną zmianę, i tych, którzy przebywali w blokach mieszkalnych. Bieliznę zmieniano nam każdego miesiąca - przedtem, i po 3-4 miesiące nie była zmieniana. Łazienki i ubikacje dostępne były dla wszystkich w dzień i w nocy. Ludzie w niedzielę brali z kąpieliska ciepłą wodę i w łazience prali swoją bieliznę. Nie było zbiorowych karnych ćwiczeń i nie było już bicia w mordę za źle posłane łóżko. Do łóżka nikt się nie wtrącał. Jak kto posłał, tak miał i tak spał. Zarzuciło się koce na siennik i to w zupełności wystarczało. Nigdy już nie było na blokach karnej nauki słania łóżek, a kto nie pracował z jakiegokolwiek powodu, mógł cały dzień leżeć w łóżku. Chciał w butach - właził w butach. W ubraniu - to w ubraniu. Nikt nigdy nie kontrolował czystości nóg i czy kto przypadkiem nie śpi w kalesonach. Nikt też nie wyjmował w zimę okien w baraku. Wolno było wchodzić na inne bloki bez obawy, że zabiją albo zbiją. Sztuby czyściło się i myło dopiero po wyjściu ludzi do pracy i nie było już tak, że gdy był deszcz lub mróz, ludzi wpuszczało się do baraku tylko spać - a nie wypuszczało się nikogo z bloku, gdy była piękna, słoneczna pogoda. To było normalnie praktykowane do 1943 r. Jednak mimo takiego złagodzenia warunków ci, którzy przychodzili transportem z Oświęcimia, mówili, że gotowi są iść z powrotem w nocy i na kolanach, bo - tam było życie. Można było tam tanio kupić buty, ubranie czy lepsze żarcie, które to rzeczy przychodziły do obozu z transportami Żydów, których masowo gazowano. To było zdanie nie tylko tych, którym w Gusen było źle, ale i tych, którym było dobrze. Twierdzili w 1944 r., że my jesteśmy w warunkach Oświęcimia z 1942 r. - a przecież w obozach z każdym rokiem następowała poprawa warunków. Oświęcim był dużym obozem - i fabryką śmierci - dlatego jest taki osławiony, lecz życie więźnia było bez porównania lepsze w Oświęcimiu niż w Gusen. Jest to zdanie starych obozowców, którzy siedzieli po dwa, trzy lata w Oświęcimiu, a później byli w Gusen. Dużo było takich, którzy żyli dwa, trzy lata w Oświęcimiu, a w Gusen wykańczali się po trzech, czterech miesiącach. Ci, których gazowano - umierali kilka minut. My w obozie umieraliśmy bez przerwy przez kilka lat i tylko jednostki przeżyły - plus minus 0,5 procent więźniów przywiezionych do Gusen w 1940 r. przeżyło; a z tego wielu zmarło już po wojnie, a wielu - tak jak i ja - od lat choruje na gruźlicę płuc i czas ich życia też już jest policzony. Żyliśmy, ale do ostatniej godziny pobytu w obozie do momentu otworzenia bramy - żaden z nas nie był pewien, czy żyć będzie. Wielkim dopingiem do przetrwania i czynnikiem, który podnosił samopoczucie ludzi, były wiadomości z frontu. Lanie w Afryce - Stalingrad. Lądowanie we Włoszech - Pantelleria Lampedusa - Włochy wypowiadają wojnę Niemcom. Nowa ofensywa radziecka - jedna - druga trzecia - i jeszcze - i jeszcze. Utworzenie drugiego frontu. Rosjanie w Polsce - wyzwalanie Polski. Powstanie Warszawskie. Francja wyzwolona - Polska wyzwolona - wojna na terenach niemieckich - i wyzwolenie - wolność. Wiadomości te pomagały w przetrwaniu. To nie te wiadomości, co poprzednio. Francja - leży. Jugosławia - leży. Grecja - leży. Afryka - gotowa. Węgry - Rumunia - Wiochy - cała Europa, cholera, zajęta przez Niemców. Niemcy pod Moskwą - pod Leningradem - na Kaukazie - na Krymie - a tu w obozie mordownia i głód. Czy w tych warunkach wiadomości takie nie mogły łamać ludzi? Mogły - i łamały. Mnie nie łamały. Ja po prostu myślałem o życiu, lecz nigdy nie myślałem o przeżyciu. Nie chciałem iść na druty sam, ale wiedziałem, że któregoś dnia zabiją mnie i skończy się zabawa w ciuciubabkę.

inne narodowości do bloków. Dobrze. Podnosili się tylko ci. Zmokliśmy wtedy całkowicie . a oni przynosili. żeby im przynieśli chleb. blokowych i kapo w . którzy patrzyli przez okno szuhausu.że przynosili dla swoich znajomych na plac bańki z gorącą kawą. uciekł Polak. To była ostatnia represja zastosowana wobec wszystkich Polaków. który zawsze wróżył deszcz. Na tempo siedem dopiero pełny przysiad i na tempo siedem pozycja całkowicie stojąca. Mówili. . rozdanie kolacji. I faktycznie . VII.siedziały całe grupy ludzi. nowy rozkaz: biegiem marsz wokół placu apelowego. gdzie leżą. Przeszedł kilka kroków. gdy przebiegali obok niego . żeby wytrzeć mokre od deszczu palce.ale nie bili. Esesmani nie pokazali się. zjadłem swój chleb. On z kolei wyznaczył ludzi. który chodzi brzegiem i pilnuje gimnastyki. Ustawili nas . Rano wcale nas nie wpuszczono do bloków na śniadanie. Chłopaki prosili Niemców i kolegów innych narodowości. Komiczna sytuacja: papierosy z obawy przed zamoknięciem i wykruszeniem nosiło się w blaszanych pudełkach . to ubranie szybko wyschło. . Nikt nie bił.Daj ognia! . jak i „władz” naszych. jakby dzieliło nas od gór zaledwie kilka kilometrów. trochę z boku druga chmura. odmarsz do obozu i apel. Były momenty. Ucieczkę zauważono w południe.a dziesięć kroków dalej znów normalny chód.do ucieczek więźniów. ale drugą porcję wsadziłem w kieszeń.więc były suche. ale przyszedł esesman i kazał wykonywać przysiady na tempo siedem. Ale tylko przy jednym esesmanie na placu. gorąco. tam dalej też palą zbiorowo . który stał przy pufie i poganiał kijem. Na trzeci dzień wszystko tak samo. Pali kapo. Po pracy do bloków. Rozkaz: Polacy zostają na placu apelowym. represja była zbiorowa. że na rozkaz „wstać” . którzy mieli pilnować po bokach całej kolumny. Głupi zbieg okoliczności. Staliśmy tak do apelu. ale nikt nie bił.na plac apelowy i znów stanie do rana. Po zauważeniu ucieczki zarządzono alarm. że będzie jakiś ciąg dalszy. tylko od razu do pracy. wyprowadzono na plac apelowy blokami. tj. Ale nikt go nie słuchał. Staliśmy tak w szeregach przez całą noc. Nie mógł przecież jeden esesman pognać kilku tysięcy ludzi.do ciała. bo widać było Alpy. Przed apelem rozeszliśmy się po placu. . co nie palili. Godzinę przed apelem deszcz przestał padać. bo podpadniemy i mogą nam urządzić coś gorszego. tylko że o godzinie l w nocy kazano iść spać. Gdy na placu pozostali tylko Polacy. papierosy do innej kieszeni i jestem gotów. zbiórkę. żeby go słyszeli ci esesmani. Piękny widok. ale to z tytułu swej funkcji.odpowiada kapo. wrócił.tak SS. Z początku były to wyrzuty rąk. Cały dzień praca. założyłem szybko na siebie dwie swoje koszule. wlazł w szereg i podał do ręki niedopałek swego papierosa. Alpy było widać tak. papierosy czy inne przedmioty z bloku. odpowiednie odstępy i gimnastyka. Koniec stania.dzwon na placu i rozkaz: wszyscy Polacy zbiórka! Odliczono nas przed blokiem. Paliliśmy papierosy.O zmianie warunków na lepsze świadczyć może stosunek władz obozowych . Nowy rozkaz: ustawić się w kolumny. Wszyscy esesmani wyszli szukać w terenie i na placu już nie było żadnego. że już nie padał deszcz. ale wyłączono z niej inne narodowości. Że będzie deszcz. że to nie może się tak lekko zakończyć. żeby nie palić.i to Niemcy na funkcjach . Biegiem . Brak jednego.to biegiem. Gdy już jeden miał ogień. Już po kilku minutach zauważyliśmy. Czułem. Dnia 13.a Kółeczko wrzeszczy. a przejścia między blokami obstawili blokowi i kapowie. to już wiedzieliśmy dużo wcześniej. że musiał w tym czasie rozpadać się deszcz. Gdy otrzymałem kolację. Szukało się kawałka suchego miejsca w ubraniu. Krzyk robił tylko Kółeczko. papierosa do fifki i gdzie ogień? Jest.woła jeden. po chwili mieli go i inni. Nad nami chmura dymu. czy są wszyscy.Jazda! Ja ci dam ognia! . Byli tacy . 1943 r. że nikt nie krzyczy i nikt nie bije. I znów: Polacy zbiórka! . a że to lipiec. Do prowadzenia gimnastyki wyznaczony został kapo Kółeczko.

Zamach . na zimnym deszczu (pierwsza połowa kwietnia). Pilnowali tylko w przejściach . Wykończyli go w krematorium. co bił przy drzwiach.młody chłopak z Warszawy. wysłali szukać uciekiniera. każdy z młotkiem i szpicem stawał przy swoim kamieniu. Zamach .żeby było słychać szczęk młotków. elektryk. z którego on był. Otwarta była tylko jedna furtka w bramie wylotowej. a jakże inaczej wyglądało to w poprzednich latach! .a takich było bardzo mało. ale i esesmani kazali w dzień ludziom spać. i apel skończony . Zakręciłem się. Kapom naszym nie chciało się łazić po deszczu. Szukali uciekiniera tylko najgłupsi . Tego dnia. nazwiska jego nie pamiętam. podrywaliśmy się. drugiego uderzył. W niektórych grupach nie tylko kapowie. Gdy na apelu kogo brakowało . dwa czy też trzy alarmy. znałem go osobiście . Zniknęli też blokowi i kapowie. nygusy i organizatorzy. który miał przy sobie sześć porcji chleba i trzydzieści kilka porcji kiełbasy. który chował się. Rozleźliśmy się po terenie i pochowaliśmy się po różnych dziurach. Jedni spacerowali. że w dzień nie mogli spać. Kapo wystawił w hali posterunki przy wszystkich drzwiach . całą masą . To nie byli więźniowie początkujący. ustępach. Coś podobnego do 1943 r. pracujący na nocną zmianę . którzy wypędzali. rzucaliśmy na ziemię narzędzia i kładliśmy się z powrotem. Na placu spali ci. Kamieniarze spali w dzień. bił co drugiego. Pod ścianami był niski. a gdy wszyscy wyszli już na plac apelowy. czy brakującego nie ma gdzie w baraku. mówili: „Ci-i-i-cho . Było to w sobotę. sprawdzili na bloku. gdzie chcieliśmy i jak chcieliśmy. jak stał na wysokim stołku przy bramie wyjściowej.Polacy śpią”. boso. lecz szeroki murek. a trzeci bił przy drzwiach. Bili go blokowi. że też nie chcieli pracować. a my łaziliśmy sami. Raz wyprowadzono muzułmana. gdy zobaczyliśmy go. Apel wieczorny . Wieczorem już go przy bramie nie było.. którzy mieli taką pracę. Byłem tym. gdy jednego zabrakło. naszemu jazzbandziście albo znów znaleziono muzułmana. W czasie następnej ucieczki. bo i tak się zdarzało. Poszliśmy.blokowi i kapowie biegli szukać. lecz każdy robił. a drugi dostał. on wchodził na inny blok i kradł jedzenie przygotowane na kolację. na którym trzymaliśmy swoje narzędzia. którzy go prowadzili. Hiszpanie byli takie cwaniaki. co chciał.wszyscy do bloków.i z ucieczką dla nas sprawa zakończona. ruszał jeszcze ustami i trzymał kiełbasy w ręku.i zawsze pasażer się znalazł. Dwóch wyganiało. Na tym murku spaliśmy. bez koszuli i czapki. Gdy już siedzieliśmy godzinę lub dłużej. Ten. Esesmani śmieli się tylko z tego. Skoczyłem i ja do drzwi. że nie kazano nam stać w szeregach. Ja mogłem iść.bez esesmanów. Kilka tygodni przed końcem wojny uciekł Polak. a nas. bez kapów.jeden przeskoczył. każdy na swoim bloku. a gdy kapo krzyczał. inni spali na kamieniach placu apelowego. śmietnikach . wpadło do hali trzech kapów z kijami. nie powstało nawet w naszych marzeniach . Tak wyglądały represje za ucieczki od 1943 r.że tak może być po ucieczce. który nie dostał. Gdy był alarm. tylko w spodniach. To zaspał ktoś w łóżku. Pracowali Hiszpanie i Niemcy . w 1944 r.znów jeden przeskoczył. Gdy oficer SS mijał nas i był zaledwie kilka metrów dalej.jak to się przydarzyło Maćkowi Dobrzyńskiemu. Gdy prowadzili tego z chlebem i kiełbasami.Druga i trzecia noc tym się różniły od pierwszej. cwaniaki.. trzymano nas na placu dwie godziny. następnie wszyscy szukali w różnych zakamarkach obozu: w łazienkach. Ja pracowałem wtedy w 19 hali. Udało mi się. schowaliśmy się przed deszczem. ale nie chciałem. Niektórzy tylko uderzyli kilka razy leniwie młotkiem. kamieniarzy. Schowali się do jakiejś budy. kogo brak.i w ciągu dnia było zaledwie kilka. bo kamieniarze to wszystko starzy więźniowie.. W końcu wszyscy wleźliśmy do 19 hali.ale i ci dużo osób wpuścili do bloków. żeby nie dostać od tych. W niedzielę padał drobny deszcz. żeby sprawdzić. O jego ucieczce dowiedzieliśmy się rano.

więc dawali nam ubrania cywilne. Nie mieli też swetrów Polacy. Wyszedłem z Adamem z hali (Stayera). Koszula.z kawału zwykłej grubej.nawet zimą . co robi na maszynie obok. szali. Co? Ty Italiano. To było dobre na mróz. Inni . zapytał. co mi się dało. jako dodatek do tego. Dawał mi też buty dla mnie. do tego jeszcze organizowałem. dobre i eleganckie. Gdy raz przy niedzieli Janusz poszedł do ustępu.gdy wygnali mnie do pracy widzę. Kto miał swój sweter. uciekłem do siebie na blok. Powiedziałem mu. . kurteczka z rękawami. że na plecach malowano nam szeroki pas białą olejną farbą.czy przypadkiem nie ma swetra. który dopiero wyszedł z rewiru i pracuje przy transporcie na powietrzu. a mówisz po polsku? . gdy była plucha. niesamowicie zniszczone łachy. Długi czas ubrania te różniły się tym od normalnych ubrań cywilnych. że on za kilka dni umrze . ma na sobie tylko bieliznę i stare pasiaste spodnie. co to zimno. a dla najbliższych mi osób .Italiano. sweter. Włoch. Były wypadki. Przyszedł raz do mnie do hali Adam Kwiatkowski i mówi. co mi sam dawał.i tu miałem dopiero pole do popisu. stoi i trzęsie się. błoto i deszcz. co mi było potrzebne. a krawcy już je odpowiednio skrócili. ale już do niczego. Ostatniej obozowej zimy 1944/45 wszystkim pracującym pod dachem nie wydano płaszczy i swetrów. ale Janusz już był.to stare. płaszcze czy też garnitury bez wszytych okien kupowaliśmy różne rzeczy z wolności. gdzie byłem. to brałem palta cywilne. później kazano wycinać na plecach okno 20X30 cm i w to miejsce wszywać materiał z pasiaków. dla podopiecznych przeważnie skórzane na drewnianej podeszwie. Normalną rzeczą był widok ludzi . którym pomagałem. Inne narodowości paczek nie otrzymywały.No. Prócz tego wynosiłem codziennie 2-3 sztuki odzieży lub bielizny dla chłopaków z orkiestry i wszystkich tych. to mógł go nosić. gdy byłem w magazynie. nie obrobionej deski z drutami lub sznurkami przybitymi do boków deski. Takie samo okno wycinano na lewej nogawce spodni. że jeszcze zdążą. Były to jakby sandały własnej roboty. Wtedy zdjąłem z siebie sweter i oddałem mu. którzy przyszli z Powstania Warszawskiego. swetrów. i palto diabli wzięli. coś gwizdnąć. schowałem pod łóżko i znów biegiem do magazynu. Teraz byłem ubrany dobrze. które przywożono z Oświęcimia. Niech wie pomyślałem . Wiedziałem. a jest kilkanaście stopni mrozu.takie drewna zginały się przy chodzeniu. kierownikiem magazynu odzieżowego dla więźniów .głównie dzięki znajomości z Januszem Zakulskim z Bydgoszczy.że i w obozie można coś dostać bezinteresownie. starych więźniów .miałem wszystko. a nogi mieli owinięte szmatami.Czego się trzęsiesz? . To były bardzo dobre buty. Myślałem.odpowiedział też po polsku. że poczułem natychmiastową potrzebę pójścia do ustępu. Zawsze. powyżej kolana. Sprzedawało się cywilnym majstrom za wódkę albo inne rzeczy. Organizowałem. pikowana watą.Z ubraniami ciągle nie było dobrze. że ten. albo ze zwykłymi kawałkami deski przywiązanymi drutami lub sznurkami do nogi. ale chociaż widziałem. ile się dało.pytam po polsku. Innym razem . wsadziłem mu rękę pod koszulę . który i tak po dwóch dniach umarł. Niektórzy robili spód z dwóch części . oddałem palto obcemu muzułmanów! z powstania. brak było pasiaków.orkiestry i kolegów. Nieraz za takie palta. marynarka i kurtka. W lutym 1945 r.w czółnach. Mógłbym dać komu innemu.żal mi go było. Dla kogo nie mogłem zorganizować kurtki. że jest jeden warszawiak. musiałem. Kurtek nikt się nie czepiał. więc i swetrów nie mieli. Adam po chwili przyprowadził zmarzniętego młodego chłopaka. Ja dzięki swoim znajomościom . złapałem kilka ciepłych koszul. żeby zaopatrzyć w swetry jak największą ilość swoich znajomych. W paczkach swetry mogli otrzymywać tylko Polacy i Francuzi. że oddawałem swetry zupełnie obcym ludziom.jeszcze kurtki. ale płaszczy nosić nie było wolno . . Na winklu widzę litery „It” . Weszliśmy do innej hali. Ubrania . bo mi zimno . Nie miał.

Tak . Gdy piątego dnia nie poszedłem do roboty. ale jak kto ma swój.A chleb masz? . by mi dał sweter.Masz. Piękny. Pożyczyć mu. Blokowy zawołał i po chwili wylazł spomiędzy łóżek mój Jugosłowianin. chabrowego koloru . a który przeznaczony był dla kogo innego. nie idziesz do roboty? -» zapytałem. Wieczorem przyszedł do mnie na sztubę i pyta.Nie. żal mi się go zrobiło. bo mi może napuścić wszy. którego znałem dobrze.Masz.i przez te cztery dni codziennie oddawałem mu swoją kurtkę. żeby zaczekał. zjedz to sobie na kolację . . to mu wolno nosić . dwa lata w obozie.koszula. Blokowy złapał sweter i mówi do mnie. bo łóżko jego było w pobliżu mojego. nie mam . . Wybrałem dobry sweter i następnego dnia rano zaniosłem mu.Nie. Zdjąłem z siebie kurtkę i dałem mu. a na fajerant mi odda. komu chcę dać. Pomyślałem sobie .Ile masz lat? .myślę.powiedziałem. .Też nie mam. załóż. Pomyślałem sobie o swetrze. gdy nie pracowałem. A był to luty 1945 r..dwadzieścia dwa lata. . nie fasuje swetrów. Dogoniłem go w połowie sztuby i wsadziłem do ręki chleb.Tak. krzyknąłem na niego. Kiedyś znów. . że wiem chyba.Ile czasu już w obozie? . . Biedny i głodny. Kto wie.narciarski. to zawsze mówiłem uczciwie. który tego dnia przyniosłem. Dałem mu ten sweter. z Triestu. .Idę . Poprosiłem Janusza. Wyszli wszyscy.Nie .No. kogo szukam. nie pożyczę. Gdy już miał wychodzić.Co. . Spojrzałem . na blok . .pytam. że będzie teraz marzł. Pracowałem wtedy cztery dni . jak mnie nie ma.odpowiedział. Gdy wszedłem. Złapałem z łóżka sweter.Wyrwałem blokowemu sweter z ręki i oddałem Jugosłowianinowi. zawołano wieczorem na sztubie.wrzasnąłem.gorące. czy nie? Nie pożyczę.Nie mam. co ja chcę za ten sweter.pytam go. niedługo koniec wojny. żeby w niej robił. Złapałem swoją kolacyjną porcję chleba .mam temperaturę. kamizelka i marynarka i tak ubrany musi całą noc stać z temperaturą przy maszynie w zimnej hali. ale gdy prosiłem. by nocna zmiana wychodziła na zbiórkę do pracy. . mówiąc.a ja mu oddaję swój przysłany w paczce sweter. nie wstajesz .Po jaką cholerę przychodzisz się pytać?! On chodu.ten Jugosłowianin mieszkał na innym bloku . .muzułman.chory jesteś? . . żebyś się nie spóźnił na zbiórkę. że Stayer nie ma swetrów. dla kogo. Pożyczyć . tylko szybko.A co możesz mi dać za niego? .Papierosy masz? . dlatego mam znak „It”. . czy ten sweter nie uratuje mu życia. Podałem mu sweter bez słowa gadania. .Dwa lata. Wziąłem go za czoło . Powiedziałem mu uczciwie. . luty.A margarynę masz? . Wąska podniósł się i wolno poszedł do drzwi. to szoruj stąd! . Spojrzałem .blokowy zapytał. Wąska. Mnie zamknęli Italiany i oddali Niemcom.ja Jugosławia. bo jedna taka noc może . gruby sweter z szalowym kołnierzem. .Dwadzieścia dwa. . Kradłem mu ciuchy.A co. na łóżku został tylko jeden młody chłopak.potem przerwa .odpowiada. Rosjanin Wąska.i za nim.

kładłem się do łóżka. za które dawało się miskę obozowej zupy dziennie i kawałek chleba. że już byłem ubrany. a tu mleka nie wydają. byku . Gdy dzwonili. a dopiero reszta była do spółki. którzy chcieli mieć fory u blokowego czy u kapa. Wpadłem na sztubę. zdecydował. i był Henio Sadłowski z Wołomina koło Warszawy. ubierałem się i w ubraniu . które jeszcze trzeba posłać. moje buty. Dotychczasowy blokowy . Jakuba prosiłem tylko nieraz o jakąś przysługę.mówi . które on oddał. gdy już złapał mnie. Gdy powiedzieli mi. Było to latem 1943 r. Nosił go do końca pobytu. to oddał moje buty na drewnianej podeszwie.spowodować zapalenie płuc i koniec. Słał łóżka i wykonywał inne usługi .. brałem się do słania łóżek . a że ja miałem kilka par różnych butów. Ja nie mogłem się przekonać do usług. w dalszym ciągu słałem jego łóżko. nie dając w zamian żadnej dolewki. serdeczny kolega i przyjaciel.A co . Uderzył mnie w twarz. byli moimi kolegami. W tym czasie dawali nam każdej niedzieli pół litra mleka na śniadanie. Adam też rozdawał ludziom nadwyżki jedzenia i ubrania. Nie byłem przyzwyczajony. Czekamy pod kuchnią. wędlin i ciasta. A to znów łączyło się z paczkami żywnościowymi. Szedł boso. . że stałem się znany blokowemu od pierwszego dnia jego przyjścia na blok w charakterze blokowego. by oddać komuś ze znajomych. On tylko pyskuje. że komuś dałeś. przyniosłem po to. wszystko do spółki. bo mu pękł sznurek przy desce. a przedtem jeszcze samemu się umyć. Adam oddał obcemu.bez butów tylko . Wiosną tego roku przeniesiono mnie z bloku 5 na blok 3. bo zaczął wyciągać mnie do noszenia kotłów. że to Adam wziął moje buty. zjeść. a dał darmo.ile ja rozdaję.a miałem do słania dwa łóżka. Tym razem nie zobaczył.został tego dnia mianowany starszym obozu nr 2. czółna podbite skórą i ze skórzanym wierzchem. Wszystkie łóżka posłane. Ja nie dałem się blokowemu złamać. to dawali im prezenty w postaci tłuszczu. Podałem tylko kilka przykładów. Potem trzeba było zafasować jedzenie. gdzie się podziały. powiedz tylko. żebym wiedział. przynieść ranną zupę od R. Te. Przeżył. tylko moje . umyć naczynia.trzydzieści par butów pod łóżkiem stoi. żebym szedł po mleko. Robiłem dla siebie sam. Na zmianę na lepsze warunków w życiu obozowym wpływało także i inne zachowanie się blokowych i kapów.Wiesz chyba.w zasadzie tylko M.Niemcowi . Pewien wypadek. był Edmund Tomaszewski z Warszawy. Po otrzymaniu paczki z tłuszczem niósł część paczki do kapówki. Politykę tę ze szkodą dla mnie stosował Stasiek M. Miał trochę racji. Swetra tego już nie odbierałem. który za chwilę opiszę. Był więc Ośka K. ten. który szedł boso po roztopionym śniegu. Znów urwałem się. Okupywał się blokowemu. Nie miałem do niego pretensji. ale poszedłem. Wstawałem zawsze krótko przed dzwonem na wstawanie. i wszelkie późniejsze usługi traktowałem jako pomoc koleżeńską. Został zastępcą Rorbachera. Byli tacy. by mi usługiwano. bo nie sprzedał. ja jego i stoimy dalej. który terroryzował tych. którzy robili to. Denerwuję się.. jeszcze na mnie z mordą skoczył. Chciałem urwać się klasycznym sposobem. Może on brał mnie do noszenia dlatego właśnie. później robił to nam Rosjanin Jakub. Ze złością. chłop dużo starszy ode mnie. a ci.nie podobały się widocznie moje oczy. nie mam pretensji. bo tam dwa łóżka rozwalone. kamasze skórzane. a ludzie boso chodzą! . gdy sam nie mogłem albo nie miałem czasu. Głównemu nosicielowi jedzenia .Amelung . Wziąłeś. którzy otrzymywali dużo paczek. że mi „pokaże” na bloku. które miał zamiast butów. Mimo że miałem z M. że butów miałem dosyć: buty z cholewami. ale mój „opiekun” zauważył. pantofle wiatrówki. drewniane trepki na lato i ciepłe miękkie kapcie z gumowymi spodami. Kiedyś Adam Kwiatkowski oddał jakiemuś obcemu muzułmanowi.odpowiedziałem mu . Tej niedzieli też: tylko zapalili światło. ale tylko wtedy. gdy go zapytałem.

Ja liczyłem . że tamtych złamał.. Żeby mieć spokój na blokach. On topił . a ja zmęczony. że ktoś do mnie mówi. Gdy mi już wbił całą porcję.i tak będzie mnie prześladował. Amelung zawołał mnie do kapówki i wyjmując z szafki bykowiec wymyślał mi od najgorszych. to mogliby mi dołożyć w pracy za to. że dostałem to bicie w niedzielę. Nie zdążyłem zamknąć drzwi za sobą.bęc! .pytają się. ale nie wiedziałem. W ten sposób wpadłem w oko blokowemu od pierwszego dnia jego urzędowania na bloku 3. i rozpoczął się taniec. Tyłek fioletowy.Tak? . Głowa była zbolała i. kto ma iść po paczkę. a ja złamać się nie dałem i nie nosiłem mu nic osobiście i nie dawałem nic do miski. Amelung był jednym z trzech bijaków. Widziałem. Mietek Senda z Suwałk i ja.Tak . Obie zbite. Wszystko tak jak przez sen. co się w ogóle ze mną działo. bo pisarz miał codziennie wykaz i wieczorem zawiadamiał.. gdy otrzymałem okropne uderzenie w głowę. Gdy liczyłem.. Dobrze. a uszy odstające i prawie takie wielkie jak dłonie. „opiekun” mój szarpnął mnie. Nowy blokowy nic się nie odzywał. gdybym został na bloku. dawali po kawałku różnych dobrych produktów. żebym wyszedł z kapówki.. Po takim . a wieczorem rozebrali i położyli do łóżka.i kocioł. lecz wszystko było zamazane i niczego nie rozróżniałem. . czy dostałem razem pięć czy sześć uderzeń. . Do szczególnie prześladowanych na sztubie należał Stasiek M. to kto wie. Doszło do tego. że nie pracuję. Poprzewracaliśmy stoły. A że byłem prawie nieprzytomny.mówi mój „opiekun”. Wielkie. . Tamten to bił! Wlał mi dwadzieścia uderzeń.strzeliłem łbem. kwadratowa szczęka. którzy wykonywali oficjalne wyroki bicia na koźle. które wkładano do miski i później jeden odnosił do kapówki. Były jeszcze dalsze uderzenia. wypukłe czoło. Dopadło jeszcze dwóch Niemców. Ale był to już inny czas. Rano wstałem już zupełnie przytomny.pyta mnie Amelung. . Karmili mnie. Nie przeciął mi tyłka. a że prześladował. żeby mieć specjalne u niego ulgi. Tu przydała mi się wprawa z młodych lat na Czerniakowie. gdyby mnie blokowy nie prześladował. Byłem półprzytomny do następnego dnia. On lał. gdy otrzymałem od tyłu uderzenie w pysk.rozkazał. bo gdyby trafiło na dzień roboczy.Nie chciał iść do kuchni po jedzenie . co otrzymywali paczki. kto ma paczki. że uderzał i uderzając ocierał pięścią. łomot . stołki. Słyszałem. którzy dostawali dużo paczek i którym dobrze się powodziło. Gdy mnie szarpnął . wrzasnął. zatrzymałem się przy drzwiach z ręką na klamce. wolno obejrzałem się i zmierzyłem Amelunga wściekłym i nienawistnym wzrokiem. czy Amelung nie utopiłby mnie w beczce. Ledwo zacząłem słać. tylko głowa i dupa były jakby obce. Po wyzwoleniu więźniowie utopili Amelunga w korycie w umywalni. Nie wiem. Prysnąłem do przodu . jakbym to nie ja był. to było mi już wszystko jedno.odpowiedziałem.i wszystko odbywało się zupełnie normalnie i prawidłowo. trzech pobitych. Blokowy wiedział. pusta. Dam do miski czy nie dam . . a na głowie miałem pręgi grubości palca. Gdy już wychodziłem. tylko długi czas był on fioletowy. Był to Willi Regnart. Nachyliłem się. że Amelung to szczeniak przy Klugem. A bił on w skronie w ten sposób. Prześladował tych więźniów. Do miski bym dawał.Nachyl się! . by biciem zapędzić mnie pod kuchnię.i jego utopili. że coś mi miga przed oczami. Wtedy już tak łatwo nie dałem się bić. że ile razy spotkałem się z blokowym. Wypadł z kapówki Amelung i nowy blokowy. ci. Różnica polegała na tym. bo nie wiem.drugie uderzenie.Co jest? . Stoimy przed nimi w czterech. a więc w biciu miał dobrą wprawę. Jak najszybciej wzdłuż sztuby. Siedziałem między łóżkami i cały dzień jęczałem. to jeszcze pomyślałem sobie. tyle razy dostałem po pysku. Inni opłacali się na własną rękę. kto i co.i M. wybitnie bandycki typ.. rozwalone.

widziałem. Wszedłem do kapówki. blokowy cię woła! . . Mówiłem mu. a sam wyszedłem z bloku . . Wydawano w kapówce .Tak . Wchodziłem i wychodziłem oknem. biorąc w rękę pudełko. Ale zachciało mi się znów wyjść. a po jego bokach z jednej strony blokowy. czy szafka już oczyszczona. nazywał mnie pogardliwie tym mianem. Mieli przeważnie ci. Kupował. co z tego wyniknie. Noga w oknie . jak się mu zmieniał wyraz twarzy . Gdy byłem już przy drzwiach. . Przy stole siedział pisarz blokowy.mówią mi koledzy. Było w nim mniej łóżek jak w innych blokach. po jednej na trzech. stały stoły. uśmiechając się „serdecznie”. Wchodzę raz z paczką drzwiami . . Posłał mi kilka dosadnych słów ostrzeżenia i pogróżek. W niedzielę było obowiązkowe mycie i czyszczenie szafek. Teraz dostanę. Blokowy hasz wołał do kapówki codziennie innego dobrze sytuowanego więźnia. Nie sprawdzałem. że wolno mu było zrobić blokowemu taką przyjemność. Blokowy z uśmiechem podał mi pudełko od tytoniu ze słowami: .Chleb . jeśli nim poruszę. Już mu nie dali się zrosnąć . który wydawał papierosy. . gdy widocznie już go dobrze przyparło. Jeszcze mokra po szorowaniu.Grzesiuk. i do bloku wróciłem już po pierwszym dzwonku. On z takim samym uśmiechem przyjął. że Grzesiuk wraca na sztubę.dał tytoń. . żeby nie dawał.przypomniałem sobie .przyniósł. Zobaczył mnie i od razu zapytał. z kapówki wyszedł blokowy. . Cały wieczór kręciłem się po obozie. pożyczał i dawał blokowemu. czterech więźniów. że grałem i śpiewałem. potrząsnął.Chodź.mówię . gdy zwracał się do mnie. Blok 3 był blokiem półprominenckim. dałem jednemu porcję chleba. którym tytoń i papierosy przysyłali w paczkach. drzwiami. stołki i szafki. a gdy już spostrzegł. że pudełko jest puste. ale nie miałem pojęcia.i wróciłem przez okno. zobaczysz.z uprzejmego na wściekły. tak jak normalnie chodzą ludzie.chodź.No. żeby nie narazić się blokowemu. wręczał blaszane pudełko i prosił o tytoń. Wszedłem do kapówki i teraz ja z uśmiechem podałem mu pudełko. Z tego powodu. Bał się. Pewnego razu wydawano w bloku papierosy na kantynę.później podawałem przez okno .mam jego puste pudełko od tytoniu. a za dwa dni już mi koncertowo obił mordę. czy już jest wyczyszczona.odpowiadam. a że mi się nie chciało. Pewnie tak na wszelki wypadek.czysta. Prawda .to wiedzieli.przez okno . Wszyscy patrzyli.i ciągnie mnie do kapówki.odpowiedziałem. Dostał pudełko Mietek Senda . Tej niedzieli ja miałem oczyścić. blokowy nazywał mnie tak jakoś „betel zingen” czy „bettle zingen” . żebym wiedział. Każdej niedzieli czyścił inny lokator.Ja też . Dostał Stasiek M.I wracam do szafki. to musiałem koniecznie dostać od niego kilka razy w mordę. że się spotkaliśmy.uderzeniu robiło się ciemno w oczach. a jak się spotkaliśmy.Twój blokowy nie ma co palić. pokaż . z drugiej sztubowy sztuby B (ja byłem na sztubie A) i . Zawsze.mówi blokowy i uderzył mnie dwa razy w twarz.co znaczyło dosłownie: „żebraczy śpiewak”. dobrze . który złamali mi w 1941 r. Po kilku dniach. Powiedział. Następnego dnia natłukł mnie za tę paczkę. że woli dać i mieć spokój. żeby postarać się o tytoń. Taki więzień stawał na głowie.Blokowy już się kilka razy o ciebie pytał . jak szafka będzie brudna. załatwiając różne sprawy. Zabrakło w obozie tytoniu i papierosów.blokowy złapał mnie przy drzwiach i pyta.zawołał jeden z jego pomagierów.po 160 papierosów ustnikowych „Biała”. Otwieram . kazał zawołać mnie. .i trzeszczy jeszcze teraz. Szarpnąłem się i poszedłem do swego łóżka. żeby za mnie wyczyścił. co dostałem w paczce. . I znów naruszył mi nos.

Na każdego.równocześnie oberkapo kamieniarzy z Kastenhoffen . siadając na krawędzi łóżka. Sprawdzali numerki bloków i chłopaki wyłazili już wtedy sami. żeby być wśród tych. . Każdy. patrzyli tak. zabrałem swoje 160 papierosów. ty Sztrasburger! Wykręciłem się i sprostowałem: .do pracy.Uważaj. Rozbili nos. w tył zwrot i wychodzę.oddawał jedną paczkę blokowemu. blokowi i kapowie otoczyli . i poszedł. to na tych papierosach mi nie zależało. że ktoś znajomy albo litościwy poczęstuje ich papierosem.Ja jestem Grzesiuk. żeby mnie utłuc i odebrać zdrowie. którzy nigdy nie chodzili do roboty .jąkaty.i na sztubę wszedłem.. że odchodziła go chęć zabrania wszystkich papierosów. usta.wysyczał za mną blokowy. Gdy przyszła pora apelu. a nie Sztrasburger. zaraz po pierwszym dzwonku. i to takich. Gdy weszli ludzie z naszego bloku. a nasi kamieniarze jeszcze nie przyszli z pracy. Rorbachera. Tej niedzieli takich mądrych jak ja było dużo więcej. Tyłek będzie pełny pomyślałem sobie .Szymel go nazywali . bo widzieli.a były one w paczkach po 20 sztuk . pokrwawili . żeby widzieli. a chłopaki zasłonili mnie. które w tym momencie zostało dla mnie przeznaczone. zakręciłem się na placu apelowym.jak mnie złapią. Bez słowa rozpoczęli taniec. Wszyscy naparli na mnie.ze złości . a za drzwiami stała kupa muzułmanów. Sztrasburger Józio to kamieniarz z naszej sztuby. Nie mieli ważnego powodu do takiego bicia. Jak na złość wszyscy już stali. kto otrzymał papierosy . Wszedłem i ja. sam zwołał zbiórkę wszystkich blokowych i kapów i kazał po całym obozie szukać ludzi z bloku 3. bo im nikt pieniędzy nie przysyłał. zadowolony. że coś jest nie bardzo dobrze. kamizelkę i wsadziłem na tyłek jak majtki. A im nie dałem. Ale wreszcie taki powód znalazł się i tylko interwencji starszego obozu. Przed wejściem czekali na mnie blokowy i oberkapo. zapytał.jak zwykle . Wtedy w sprawę wkroczył Rorbacher.tych lepszych. ale wciąż jeszcze było za mało..ale nie wyszło. W miejscu naszego bloku stało tylko kilkanaście osób: blokowy. wcisnąłem się pod samą ścianę. mimo że nie był on wcale do mnie podobny. Na bicie nie czekałem długo. Wtedy esesman . i rozdałem wszystkie papierosy. Wzrok ich mówił: jak nie dasz. sztubowi. którzy dostaną papierosy. a kantyny nie mieli. Stanąłem w drzwiach tak. Ja schowałem się u Adama Kwiatkowskiego na bloku 12. że jednak cholera ich bierze. Każdej niedzieli brano kamieniarzy . ale zrobiłem to manifestacyjnie. zawdzięczam. że nie zależało mi na papierosach. że do gorszej jeszcze wściekłości doprowadziło ich moje dalsze zachowanie. Drzwi od kapówki były otwarte. Zarabiałem graniem. Sprostowałem.zwołał zbiórkę całego bloku 3 i mieli wszyscy wyjść do pracy. kapowie i kilku arystokratów. które było w końcu sztuby. Wpadł tani jakiś kapo. Wylazłem i ja z łóżka. żeby było grubiej. przykryłem kocem. że znalazło się zaledwie kilkunastu. Myślę. Zbili mnie wtedy solidnie. a Szymel jąkając się dorzucił: . posiniaczyli. Następnego dnia wieczorem. okazało się. Urywałem się od razu po apelu. bo nie lubię niczego robić pod przymusem. że nie mogą mnie złamać. Zwołano zbiórkę bloku 3. żeby po cichu dołączyć do bloku. trzecią oberkapowi. czy nie ma tu kogo z 3 bloku. to żegnaj się z życiem. Znów zebrało się trochę. Wyszedł na plac apelowy i zawołał do esesmana. Kapowie szukali wszędzie. że blok 3 ma kąpiel i dopiero powoli wraca i ubiera się. którego Szymel stale mylił ze mną. Paczka na czterech. kto brał papierosy. Mogłem je dać swoim kolegom.Ty gówno polskie! . drugą pisarzowi. czekając. wyskoczyłem z ustępu i miałem zamiar jak zwykle wejść do bloku oknem . żeby przypadkiem Józio nie dostał bicia. Zdjąłem z siebie gruby sweter. że wylazłem cało z tej opresji. Położyłem się na łóżko Adama. Blokowy bił mnie i bić będzie dalej. że ci z kapówki widzieli wszystko. Gdy z szuhausu zawołali o pewną ilość ludzi do pracy. Gdy dałem drugą paczkę zakotłowało się. Przecież oni chcieli też palić i za papierosy kupować inne rzeczy.

który był szwagrem Rorbachera. a Rorbacher dołączył sześciu innych. M. Kochany „Wujo” wyznaczył nam za karę tydzień blokszpery . że to się więcej nie powtórzy itd. przypadkowo złapanych. Bił każdego.i nawet mnie nie uderzył. Gdybym mu dał.pod okno. Był to starszy już facet. itd. setką dobrych papierosów. Zły był. Po biciu. Na sztubie naszej był niejaki Janczak.i ciarki mi przeszły po plecach. .Oni należą do mnie i ja ich będę karał. Sapnął kilka razy . który przemierzył całą Amerykę Południową i często opowiadał nam różne historie ze swych wędrówek. wynieśli z sieni „urzędowy” kozioł do bicia. jak długo jadłby mój tłuszcz i palił moje papierosy. Wolałem nie dawać. W ten sposób złapali mnie i pięciu innych. czując. bo okno wychodziło na blok 2. kto chciał wyjść z bloku. gdy mnie zobaczył. Jednym słowem: tramp. Cholerę w bok . też po kilku dniach przeniósł się do tego samego ganku. żeby dać do zrozumienia. że znów potrzebuje. wypada z nich Janczak i pędzi tyłem w moim kierunku. wprawiony w ten ruch uderzeniem pięści blokowego. Kochany. ci mi teraz dadzą . Później znów zbiłby mnie bez powodu. Nie zgodziłem się. Tamten znów prosił. . Blokowy.to znaczy. Tu jest kultura. że urwaliśmy się od roboty. Stanął przed Janczakiem i wolno bił go tym swoim uderzeniem w skroń. a w razie potrzeby nawet uciekać. co ci się zdaje. tylko do ustępu wolno było wyjść po zameldowaniu kapowi sprzątaczy.Ty amerykański trampie. odłączono od reszty.mówi Rorbacher. Za Janczakiem wsunął się blokowy ze swoim wielkim łbem i uszami. pokazuje kozioł i bykowce. żeby nikt do nich nie podszedł. jakie otrzymałem za to. zatrzymał się przy mnie i stanął spokojnie przede mną. bo poprzedniego dnia dostał za mało z paczek. którzy by żywili go za te niewielkie usługi. z bykowcami w rękach. i każdego. .Co to jest? . który zawsze kręcił się za miską zupy. Sześciu z nas nie znaleźli. Chłopaki kręcili się. Ale on nic nie chciał robić. że nic ode mnie nie dostanie. Gdyby chciał chociaż przypilnować komuś gratów i posłać łóżko. to byli tacy. to miałbym spokój tak długo. żebym „poczęstował” blokowego pół kilogramem tłuszczu. ale chyba mnie nie zauważył.a był on solidnej tuszy. ale nic za to nie chciał robić. żeby tylko ilość się zgadzała.pyta blokowego. żeby mnie też przy okazji nie pomacał pięścią. a przestanie mnie prześladować. Nagle z impetem otwierają się drzwi. że musi nam wlać za to.A ty jak zwykle! . Gdzie on się zjawił. Po skończonym apelu zaprowadzono nas przed blok.i karę darował. Karl fuknął kilka razy . Stałem w miejscu. Namówili swojego sztubowego. jak wyzwolić mnie z aresztu blokowego. kochany chłop był nasz „Wujo”. Ty ich bił nie będziesz . że jesteś w Ameryce na stepach? Tu są Niemcy. Następnego dnia po pracy przyszedł Karl na nasz blok. Namawiał mnie. Żeby nawet się wściekł. żeby miał bić mnie każdego dnia. że przez tydzień nie wolno nam po pracy wychodzić z bloku. Blokowy z zacietrzewieniem mówi mu pokazując na nas. uparłem się. a blokowy i Szymel już kręcili się zadowoleni. No. Tego dnia mieliśmy grać w bloku 12. Stanąłem w szeregu po kolacyjną kawę. Opadliśmy go wszyscy i prosiliśmy. a wejście do naszego bloku było od strony bloku 4. bo nie do pomyślenia byłoby. mówiąc jednocześnie: . molestował. ale Rorbacher był tego dnia nieustępliwy. że i mnie za chwilę zacznie tą samą metodą zaszczepiać kulturę niemiecką. powiedział tylko: . żeby nam darował karę.ich. kto wracał. przeniosłem się z łóżkiem na drugą stronę sztuby . żeby się ujął za mną. Od tej strony mogłem spokojnie wchodzić i wychodzić oknem.a nie tłuszcz i papierosy. że nie dałem mu papierosów.pomyślałem . Janczak potoczył się. tam nie mogło być żadnej krzywdy. W tym momencie przyszedł Rorbacher.

Gdy tylko wyszliśmy z bloku.odpowiedziałem mu spokojnie po niemiecku. żebyśmy nie musieli do rana wychodzić z krytego wagonu. . Gdy już byłem blisko drzwi. Od tego dnia blokowy więcej nigdy nie czepiał się mnie. Hallajter przyniósł nam ręcznik. którym wszyscy trzej wytarliśmy ręce. Tym lewarem wypychaliśmy maszyny z wagonu. Blokowy zapytał jednego. . raz tak . Blokowy nasz wygnał kilku więźniów z jednego krytego wagonu i zajął go dla siebie i dla nas. W wagonie kazał nam czekać. którzy nie mają czym płacić. z kapówki wyszedł blokowy.To jak ty żyłeś? . to wykręcałem i wyrzucałem na drugą stronę rampy. mówiąc. inne znów odkryte platformy. Raz tylko jeszcze zerwał mnie i Mietka Sendę w nocy do roboty.pyta znów. . że sam już powie pisarzowi.od tej chwili całkowicie przestał mnie prześladować. Obok mnie spał Kostek Miłaszewicz z Warszawy. połapałem się szybko. inni przywiązywali liny i odciągali je dalej po długich płaskich blachach. Blokowy kazał nam oszczędzać robotę. Jedne wagony były kryte. my jemu polewaliśmy. czy jest wśród nas murarz. to nie będziemy robili w dzień. i już nie idę dalej.Ja tak samo żyłem! I co ciekawe . że my dzisiaj do roboty nie pójdziemy. Blokowy był dla nas jak kolega. Jak robiliśmy w nocy. Nikt się nie zgłosił. z których robiono pierścionki i inną sztuczną „biżuterię”. Blokowy kazał nam iść spać. Wielu wybijało brązowe panewki. Tych dwóch ludzi z naszego bloku to właśnie Senda i ja. które było oddalone od Gusen podobno o 40 kilometrów. Ludzie podzieleni zostali na dwie grupy. co zawsze oznacza kradzież . Wyjęliśmy jedzenie. Padał wtedy deszcz ze śniegiem.w mieście o tej samej nazwie. Jedni wypychali maszyny z wagonów za drzwi. a nawet poprosił.pyta drugiego. że on należy do tych biednych blokowych. Do roboty wyszli wtedy wszyscy blokowi i po dwóch ludzi z bloku. jak bije mnie w skroń. Sam robił więcej jak my. Utrzymywał się przy życiu zarabiając wykonywaniem na . . . które wyrzucaliśmy albo niszczyliśmy. niosąc lewar samochodowy. Przed odejściem blokowy zabrał nas do hali produkcyjnej i postarał się o duże blaszane pudło z gorącą wodą. mimo że już czuję prawie. a sam wyszedł i po kilku minutach wrócił. że jest on komunistą. Chodziło o wyładowanie z wagonów kolejowych maszyn fabrycznych. przy ostatnim łóżku.powiedziałem wykonując jedną i drugą ręką ruch do tyłu.dodałem. kazał nam pilnować się jego. który tam był na wypadek pożaru.Pewnego dnia zachciało mi się wyjść z bloku jak człowiek . . tak jak darmo graliśmy na tych blokach. nie uderzył.zawołał uradowany. polewał nam ręce. Blokowy zwrócił się do wszystkich z pytaniem. więc nie możemy spodziewać się dużego zarobku.Raz tak. jaki jest jego zawód.O.drzwiami. Chodziło o obmurowanie w sieni pomieszczenia na piasek. bo w wagonie było tylko pięć maszyn. W nocy zrobił przerwę na posiłek. które przywiezione zostały ze zbombardowanych zakładów Stayera . Stanąłem w miejscu.my jego. żebraczy śpiewak! A jaki jest twój zawód? Ja nie mam wcale zawodu . Gdy pracowałem w warsztatach Stayera.my też. to z maszyn stojących na dworze wykręcaliśmy różne części. Zobaczył mnie i ruszył do mnie nachylony. .Profesor . . i przyszliśmy do obozu. Blokowy częstował nas . gdzie mieszkaliśmy. z wyciągniętym w moim kierunku palcem. bo dostanę w mordę. aby pograć kiedy na naszym bloku. oszczędzać po to. twierdząc. Częstował papierosami . Po wypchnięciu na zewnątrz wszystkich maszyn zamknęliśmy się w wagonie i rozmawiając doczekaliśmy do zbiórki. Chłopaki przyszli grać darmo.A twój zawód? .i jakoś szło. Z rozmów. A deszcz ze śniegiem padał całą noc.odpowiedział. które prowadziliśmy. Złodziejem byłem . Gdzie mogłem wykręcić jaką część maszyny.To daj łapę! .Urzędnik.

Wynikało to również z korzyści. którą często stojąc między łóżkami śpiewaliśmy półgłosem.podmieniało się je kładąc ubrania z oknami. Długi czas mieszkałem razem z Adamem Kwiatkowskim. Mogliśmy w zimie na piecu w sztubie gotować i smażyć sobie specjalne jedzenie (blokowy też był częstowany). w drugim były cywilne ubrania. On nauczył mnie „Międzynarodówki”. To. Udał. które z nas miał blokowy . W ten sposób członkowie zespołu mieszkali na trzech blokach. lecz do Janusza. więc mieliśmy dosyć czasu. które mógł przez swoich zaufanych ludzi wymienić na wolności na wódkę albo na coś innego. W bloku nikt do niczego nam się nie wtrącał. gdzie i co mamy schowane. Tu już ja tylko odgrywałem rolę.drutach swetrów. co ma na wierzchu.odpowiedział esesman . Dorobiliśmy według wszelkich złodziejskich metod klucze do pokoju SS i magazynu cywilnych ubrań. Magazyn miał dwa pokoje ustawione w amfiladzie. W bloku 26 pracowali też szewcy i krawcy.„Wujo Patyk”. jak my do nich dochodziliśmy. Esesman musiał uciekać do swoich schronów SS. więc muszę powiedzieć. na których graliśmy bezinteresownie. nawet z innych bloków. ubranie. lepszego traktowania nas. a on w tym czasie intensywnie myślał.Powiedz. Wybrane rzeczy chowaliśmy w środek. Gdy tłumacz powtórzył pytanie. Później ubrania te wyprowadzano i szły do swego przeznaczenia. kompletny garnitur.Masz rację . tylko nie pamiętał gdzie. Braliśmy ze środka ze względu na to. a takie bezinteresowne granie zobowiązywało władze blokowe do innego. i nikt nas się nie czepiał. Zdejmowaliśmy warstwę ubrań i dopiero dalsze przerzucaliśmy. Janusz miał lepszy. czego nie było w obozie. kurtkę. U siebie w bloku robiliśmy. między stare ubrania i bieliznę. skarpet. jedwabne piżamy i bieliznę. Kiedyś podszedł do niego esesman i zapytał: „Bis du komunist?” Wtedy Kostek zastosował taką jak ja metodę. Łabuś i Maciek Dobrzyński mieszkali na innym bloku. że się nie modlę i w Boga nie wierzę. a nieraz przyniosłem wódkę albo podarowałem coś z cywilnej bielizny lub ubrania. szali.żeby wszyć pasiaste okna na plecach i nogawkach . Pewnego razu opowiedział mi. żeby chłopaki byli znani na swych blokach. że esesman mógł zwracać specjalną uwagę na to. W pierwszym urzędował esesman. Pisałem już kilka razy o cywilnych ubraniach. Gdy esesman dawał partię ubrań do krawców . trzeba było przejść przez pokój szefa. Od magazynu Janusza klucz posiadał tylko on i szef. Żeby dostać się do ubrań cywilnych. Przy zmianie bielizny dostawaliśmy lepszą bieliznę dla siebie i moich podopiecznych. Cześkiem Palaczem i Zygmuntem Piwowarczykiem. to gdy był alarm lotniczy. żeby go wykończyli. a przy nas do pilnowania gratów był Mundzio Tomaszewski . co ma odpowiedzieć. by otworzyć sobie magazyn i wyszukać to. co chcieliśmy. Kostek roześmiał się i powiedział spokojnie: .Mówiąc to klepnął go w ramię i poszedł sobie. że lepiej byliśmy traktowani. to pamiętał .miał często lepsze żarcie. rękawic. . a cywilne chowało się między stare łachy. aż dopiero po jakimś czasie znalazł przypadkowo. Esesman zawołał tłumacza. szef magazynu. że nie rozumie pytania. który mieścił się w obozie mieszkalnym w blokach 25 i 26. nie uciekałem do tunelu. Nie wolno mu było pozostawać w obozie w czasie alarmu i nie mógł w żadnym przypadku wejść do obozu w czasie alarmu. . choć bardziej ryzykowny sposób. co nam było potrzebne do handlu: jakieś futerko. że mnie nazywają komunistą dlatego. . widać było wszędzie. jak niewiele brakowało. bo Janusz nie miał do tego pamięci i gdy sam coś schował. całą uwagę zwracając na zapamiętanie. Ostatnie kilka miesięcy na skutek tarć z blokowym przeniosłem się na blok A i tam też sprowadziłem Kolę Kokina. Janusz Zakulski był kierownikiem magazynu odzieżowego i bieliźnianego dla więźniów. Alarmy trwały po 2-3 godziny.ja w niego też nie wierzę.co. Gdy szykowaliśmy się coś „zorganizować”.

Zabili go więźniowie w dniu. Krótko przed moim odejściem z bloku 3 miały miejsce dwa wypadki z naszym blokowym. Ernst zachorował na tyfus.Na pewno lepiej jak ty! . a po wyzwoleniu był jednym z nielicznych blokowych. posyłał mnie do Ernsta i ten dawał. nie zabijajcie! Kto go chciał zabić i za co . że nie warto ludziom nic dawać i nie warto dla ludzi być życzliwym. Gdy potrzebowałem chleba lub margaryny. Ernst pokroił sobie lewą rękę brzytwą. Kiedyś zapytałem go. k lory w tym czasie pracował w kancelarii obozowej. Beker zemścił się na nim w ten sposób. którymi on się opiekował. Za picie wódki wisiał trzy godziny za ręce i został przydzielony do karnej kompanii. w nocy.uderzenie i tupot.mówiąc to pokazałem na kolegów. Krzyczał: Stój! . tylko podał przez jednego ze swoich ludzi. Złapał za ubranie naszego blokowego. który też mieszkał na naszej sztubie. Ale nie dał mu pudełka sam. Mietka Kowalewskiego . gdy ten był trochę po wódce. Był to przyjaciel Janusza Zakulskiego. że blokowy uderzył chłopaka z jego bloku. . czy nigdy nie zastanawiał się.odpowiedział Ernst. a Janusz nie miał. to mu przyjaciele niepotrzebni. trząchnął nim i niewiele brakowało. A tobie ludzie odpłacają tylko tym. Na jego bloku mieszkali młodociani. Ernst wymyślał o to. . W tym czasie. gdy wykańczali karną kompanię. jak blokowy bił jednego z moich znajomych.Ernst. Zabił on kilku ludzi . wyzwolenia. przy których toczyła się rozmowa.100 procent zysku . jak ty wyjdziesz ze swoimi Polakami! .Każdy z nas ma wielu przyjaciół. Po wyjściu z rewiru Ernst powiedział. czymś posypał i ręka mu się paskudziła.bandytów . Wychodził tylko na apele. posłyszeliśmy.A może to ty jesteś tylko draniem i dlatego ludzie unikają ciebie. żywność i nosił mu to na rewir. Był on bardzo silny.Zobaczymy. Po kilku minutach wpadł na blok blokowy bloku 24 . Innych . że kogoś biją i kopią pod naszymi oknami i głos naszego blokowego: . a Janusz.ale i my też w stosunku do innych jesteśmy życzliwi. Żyjemy. Po pierwszym dzwonku słyszeliśmy. jak on gonił kogoś. Przed odesłaniem mnie do pracy w tunelach widziałem jeszcze. o której wspomniałem. gdy Ernst już wychodził. Kowalewski nie chciał . Bekerem. Stanął on w obronie Janusza w 1941 r. ale było to już po moim przejściu na blok 13. na Gusen II. Chyba w dwa dni później. pomarańcze. ledwie trzymał się na nogach. Nigdy nic nikomu darmo nie dał. Podobno był bokserem i zapaśnikiem. Pozostał on do końca przyjacielem Janusza. ludzie pomogą załatwić nam wiele spraw. Jego koledzy i przyjaciele to Polacy. którzy pozostali przy życiu. Jeśli mi w pracy zabrakło papierosów i przed końcem pracy pożyczyłem od niego papierosa. że był to samosąd. to w obozie musiałem mu oddać dwa . W awanturze z naszym blokowym. Ernst był wtedy pisarzem obozowym. którzy wypadli z kapówki i rozdzielili ich. w koszuli i w kalesonach. naszego blokowego zabili. Gdy w 1945 r. Ernst był sympatykiem Polaków. w którym mieszkali ludzie pracujący w tunelach. bo bijącymi byli blokowi innych bloków. pobity i posiniaczony. Wiemy tylko. które potrzebujemy załatwić . Blokowy chciał od niego coś do palenia i zrobił swoją zwykłą sztuczkę z pudełkiem do tytoniu.inaczej nie pożyczył. blokowy krzyknął za nim: .Blokowego naszego przenieśli w 1944 r.handlarza i kanciarza obozowego. co? Popatrz na nas . Nie chciał iść do wojska. Twierdził. Leczyli go w rewirze.nie dowiedzieliśmy się nigdy. że nie ma już dla niego kolegów Niemców. i zadarł ze starszym obozu. Przeszkodzili kapowie. brali Niemców do wojska. żeby go pobił. ile mógł. starał się o cytryny. czego mogą spodziewać się od ciebie.Darujcie życie. dlaczego wszyscy ludzie to dranie.ale tylko Niemców. że wydał go. I faktycznie: Ernst przeżył. bo wszyscy ludzie to dranie. Następne dwa dni blokowy nie pokazywał się wcale.więźniowie wytłukli. Jak będzie miał w kieszeni.z czerwonym winklem. Ernst był więźniem politycznym . który jeszcze był na sztubie.

gabardinowy. Przeważnie dostawał tak. jaki blokowy znalazł powód. Praca lekka. . który dopiero przyszedł do obozu. Chodził od maszyny do maszyny i sprawdzianami kontrolował robione części. złapany między barakami przez esesmana.a w 1944 r. podskakiwał jak małpa na drucie. i już chce przy niej wytrwać do końca. Zwrócił się do mnie jako do starego więźnia z prośbą o pomoc. bo coś tym razem boi się jechać. gdzie ładowało się kamienie do młyna.Powiedz mu. z wielkim tyłkiem. Stanąłem przy łopacie. żeby go blokowy w dupę pocałował. ale załatwiłem. że gdyby dawał nawet 5 000 papierosów. Kowalewski nachylony. niewielu już takich żyło i znaliśmy się przynajmniej z widzenia. że była to wprost profanacja.pudełka. bo po tylu latach pobytu w obozie trafił do najgorszej roboty. świeży i wyżarty . że już na zawsze odechciało się mu krzywdzić starego więźnia. bo jak wszedłem do sztuby. Zapłaciłem za to przeniesienie. że takiej dupy jeszcze nigdy nie bił. Ja robię tylko dla kolegów i dobrych ludzi . ale on wytrzymywał 3-4 uderzenia i znów uciekał z piskiem i w podrygach. Zauważyłem. bo pracuje przy niej od 1940 r. Był ze zmiany bardzo zadowolony. przypadkowo wpadłem do niedzielnej roboty. Nie wiem. ale za przeniesienie daje mi 500 papierosów. Gdyby wytrzymał kilkanaście uderzeń bez krzyku. Niewielu już było nas i tyle przeżyliśmy. W 1945 r. gdy znów mieli ich wysłać. W 1943 r.i chociaż było to na dzień przed wyjazdem.on sam boi się rozmawiać ze mną. powiedział ze złością. bez przerwy zachwycając się jego tyłkiem. Przechodzący nie znany mi kapo spojrzał na mój numer i zapytał. że przeniesiono go do Stayera i zrobiono kontrolerem w hali 13. Zasady: „Szanuj starego więźnia” przestrzegali wszyscy starzy więźniowie wszystkich narodowości.. żeby spowodować przeniesienie. Byli tam dwa tygodnie i wrócili brudni. ścianę. że Kowalewski po każdym uderzeniu prostował się. że nikt mu nie współczuł. Znaliśmy się tylko z widzenia. w końcowej kontroli. a gdy powiedziano mu. Po dwóch tygodniach. a blokowy bił i cieszył się. stukaniem bykowcem po plecach i głowie zapraszał do nachylenia się.ku ogólnej radości chyba całej sztuby. blokowi i funkcyjni i niejeden raz dostał bicie taki. Radość wszystkim sprawiało to. bo Kowalewski był niedużego wzrostu. że postaram się o przeniesienie go do warsztatów Stayera. A był to faktycznie potężny tyłek. w rajskie warunki w porównaniu z okresem do 1943 r. że to dla blokowego. który mu załatwi za papierosy. Za przeniesienie go dałem płaszcz cywilny. pod tzw. łapał się rękami za tyłek. a on niech szuka takiego. żeby go przenieść do Stayera . krępy. Blokowy z bykowcem w ręku. który pracował u góry jako minier przy rozsadzaniu kamieni. brał się do bicia. Odmówił motywując. głodni i zawszeni. żeby go bić. siedząca. Ruszyłem w kurs . to też nie załatwię. Tego samego dnia przyszedł do mnie jeden kolega i w imieniu Mietka Kowalewskiego prosił. Załatwiłem tak. zaczepił mnie Franek Zawadzki z Warszawy. co ja tu robię. Wystarczyło mi. żeby mu pomóc w miarę swoich możliwości. od dnia następnego Kornacki poszedł pracować do Stayera. a wszyscy z blokowym na czele bawili się tą sceną. . to odbywała się już egzekucja .bez powodu uderzył albo w inny sposób skrzywdził starego więźnia. że zwraca się do mnie o pomoc stary więzień. wydając przy tym jakieś śmieszne piski. Blokowy wołał go znów bliżej. który silny. przyszedł on do mnie dzień przed wyjazdem i prosił. to by go blokowy tak długo nie bił.bo dopiero od kilku dni w obozie . że przyzwyczaił się do pracy kamieniarskiej. gdy taki.wtedy sam jeszcze płacę. W obozie obowiązywała zasada: „Szanuj starego więźnia”. Zaproponowałem Stachowi Kornackiemu. Gdy w roku 1944 zamknięto całkowicie Górny Kamieniołom. kapowie. bo on był też więźniem od 1940 r. . wysłano kamieniarzy do Linzu reperować zbombardowane tory kolejowe..

Dostało się i mnie. Wtedy dopiero.powiedział. W październiku 1944 r. a tu błoto i cholernie zimno. Lepsze warunki i lepsze jedzenie wpłynęły na to.Teraz niech inni popracują trochę. ale ci. że doszedłem do formy. nawet grał trochę w piłkę nożną w jednej z drużyn obozowych. załatwiałem dalej. Gdy już wychodził. żeby go jak najdłużej trzymali i lepiej żywili. Teraz trzeba było ratować go dalej. Przebojem przez życie w obozie .odpowiedziałem.a ten mnie od razu w pysk. Awantur w obozie nie zliczyłbym. bo innym też trzeba pomóc. Po obiad przyjechali już drugi raz. Janusz dał mi kartkę do Gruszki po niemiecku. który wygotowywano z kości. która trwała chyba z pięć minut. to możesz sam żywić. zaraz zabije. Zanim się spostrzegł. Pamiętam tylko te ciekawsze. w której powiadomiłem go. Miałem w tym dobrą rutynę. Ulokowałem go w kuchni . Szkoda chłopaka . bo wiedzieli. że musi mi przynosić z kuchni żarcie za zgodą i zezwoleniem Kazia. zdecydowałem się iść z nim. a to znów wpłynęło na to. Kto przychodził do rewiru. którym nie ustępowałem. jak tylko wrócą. Jagodziński chodził później silny i wyżarty. że buty zginęły. ale on dostał więcej i w rezultacie . Był to Wacek Jagodziński . przesłałem mu przez więźniów. cebulę suszoną i koński tłuszcz.to byłem bity. żeby go przyjęli niby na biegunkę. którzy chodzili do Gusen II.pomyślałem . . Dałem tę kartkę kapowi przy tym wozie. . Zawsze pamiętał.kartofle.bo chłopakowi uratowaliśmy życie. że stałem się nieustępliwy. Prosił też o jakieś buty. Popędziłem do Janusza. co ma robić. technikę i zaprawę otrzymaną na Czerniakowie w Warszawie. Zabrał mnie ze sobą i kazał siedzieć przy skrzyniach z łopatami. już dostał łbem. bo spotkał na placu apelowym kolegę z wolności.Ty już masz dobrze . Pobity i boso. Przyjechał wozem z Gusen II do naszej kuchni po jedzenie . ci nowi. kogo tylko chcesz. I dobrze się stało .Ty już dosyć się napracowałeś . to był na ten okres przeniesiony do Gusen I. Ale wtedy przy odpowiednich znajomościach łatwiej było zostawić go w Gusen I. to go. Dałem Adamowi chleb. Mimo zgody kapa kuchni i poparcia Bodycha wolałem. Gdy byłem muzułmanem . Silny był. Gdy rewir był już umówiony. Lepsze produkty przynosił nam w mojej kombinacyjnej podwójnej puszce.w Gusen II jeszcze nie mieli swojej kuchni..obecnie mieszka w Legionowie koło Warszawy.oto była moja zasada. że przy pierwszym kursie ktoś dał pantofle.powiedziałem mu . że jeżeli nie znajdą się jego pantofle.gdy byłem w pełni sił . że usiadł . Gdy przyjechali na miejsce.mówi boskie przysłowie. a wyglądał już jak muzułman. w której napisał.Złapali mnie . Gdy” został już przyjęty do rewiru. bo . gdy już był w kuchni. Okazało się. że Jagodziński to kolega. bo inaczej nie można było przenieść z Gusen II na Gusen I. I przynosił . czy nie mam trochę chleba. żeby wszelkie przewalanki robić przy zachowaniu środków ostrożności. które mieli oddać Gruszce. w którym mieszkał Jagodziński. Załatwiłem w rewirze. „Strzeżonego Pan Bóg strzeże” .a w tym czasie znów załatwiałem dla niego dobrą robotę. zabrał mu buty i powiedział.jest boso. żeby zostawił go w spokoju. powiedziałem mu. którzy się na mnie nadziali.i zaczęła się walka. a on mu po niedzieli wyśle ładne pantofle. cebulę i buty. a sam zapisałem sobie numer bloku. że nie ustąpię. żeby oddał Gruszce. Teraz . W roku 1944 wyskoczyłem z ubikacji i wpadłem na jakiegoś wyżartego przechodzącego Niemca .a mimo to nie ustępowałem silniejszemu od siebie . w niedzielę wpadł do bloku Adam Kwiatkowski i pyta.mówi Adam . Niby miałem ich pilnować. to był starszy obozu w Gusen II.to teraz dawaj. toteż dawałem sobie radę z dużo silniejszymi fizycznie. A jak wyniesiesz więcej. Posądzono Jagodzińskiego. .ciężej było takim.przy pomocy Kazia Bodycha.i to kolega Adama. co dla niego zrobiłem. żeby wypoczął i odżywił się trochę . margarynę. Gruszka go zbił. kartkę. starali się raczej unikać starć ze mną. Jagodziński dostał się do obozu po Powstaniu Warszawskim. a po wyleczeniu odsyłano go z powrotem do Gusen II. okazało się.

uśmiechnął się tym miłym uśmiechem.ludzie dopingowali mnie i mówili.wziął nogi za pas i uciekł. to zrobiła się wielka kupa ludzi depczących po sobie. który stał przy mnie. zapytał zdziwiony: . jak się bije po warszawsku! . Byłem na tyle szybki. że on dopiero pokaże mi. jak się łbem bije! Za małe jesteście na łeb . Wlazłem w tunelu na rusztowanie. że gdy po uderzeniu usiadł. żeby ta cała sfora nie rzuciła się na mnie. którym poczęstował mnie Szymański. Gdy raz jeden Ruski dostał też łbem i odgrażał mi się.lewą ręką chwyciłem za klapę marynarki i przyciągnąłem krótko do siebie. spotkałem Adama. Spojrzał. Strachów nie bałem się.pracował w kuchni. że jak mu wejdę na blck. więc skupił całą uwagę na utrzymaniu się na nogach. . przyparty plecami do ściany. Po kilku minutach chodził razem ze swoim „panem” kapem i szukali mnie. uderzając dalej głową. gdy wszedł Szymański. po ludziach przebiegłem na drugą stronę i dalej do tunelu.wynik pierwszego uderzenia.. Pamiętam to dlatego. który wylazł mi na zewnątrz na wylot przez przebitą wargę . Zrobiłem fałszywy ruch ręką i trafiłem łbem. to zapytał ze zdziwioną miną: .Czy w Polsce też głową biją? Gdy już się zaczęły codzienne alarmy i wpędzano nas do tunelu . udało mi się wstać. jak ktoś woła: . że wpadłem na ścianę. bo wejście było wąskie. Na wózkach stojących w tunelu stał jeden blokowy .Ja ci pokażę. Gdy pracowałem w tunelach. . co mam robić. ale byłem w miękkich kapciach . Był silny i wysportowany. z ręką jego na gardle. Gdy go puściłem. Gdy wchodziliśmy do tunelu. to poderwałem nogi i po kupie. łbem go! Kaziek.widocznie już ochłonął po biciu . Wracając do siebie. a ludzi dużo. który mi wlazł w drogę. bili nas ze wszystkich stron. to trafiłem raz łbem faceta.no i w tym momencie dostałem od razu z dwóch stron od tych. Na walkę patrzyli już z punktu narodowego .Łeb to moja specjalność. zwany w obozie Cyganem . On atakował. że stał. a ja. Zawsze kilku zabitych „dla przykładu” leżało przed wejściem.dlatego był taki mocny do mnie. bodzies? Ostrzeżono mnie. Siedziałem pod oknem. więc w niedzielę przed południem poszedłem specjalnie na 23 blok.krzyknął Szymański i walka zaczęła się od nowa. a on błyskawicznie złapał mnie lewą ręką za gardło. To dało mi okazję do pewnego „wyczynu”. tak mnie gruchnął w mordę. wśród których był Szmidt Karol. wsadziłem go na ścianę baraku i tu dopiero upadł. a ja siedziałem na stołku. ale nie znaleźli. Byłem wtedy silny. że lewą ręką chwyciłem jego prawą rękę..Kaziek. Uderzenie wytrąciło go z równowagi. bodzies.Co. bo ten chłopak to „panienka” jednego kapa . a prawą chwyciłem go za gardło. jak się bije głową .pomyślałem. aż go ogłupiłem. Bałem się bić. Gdy raz ktoś przewrócił się w korytarzu wejściowym. to mnie uśmierci. Przy stoliku chłopaki grali w szachy. a prawą biłem bez przerwy po twarzy. żeby się schować. cholero.kawał świni . a ja spokojnie wyszedłem z bloku. po wyjściu wyjąłem z górnej wargi złamany ząb.Polak przeciw Niemcowi: który wygra? Po ucieczce Niemca widownia nagrodziła mnie brawami. Tym razem nie zaskoczył mnie. Chciałem wejść na niego nogami.. Wtedy równocześnie puściłem jego rękę i gardło .za nim kilku kapów.drugi. którzy przyszli Szymańskiemu na pomoc.. Miał tę przewagę. podszedł do stołu i. pokaż mu.często wyłączano światło. a w bloku 23 był kapem sprzątaczy sztuby powiedział mi raz w sprzeczce. Wtedy wycofałem się i już mnie nikt nie zaczepiał.oraz kilku „przyjaciół” Szymańskiego. ale słyszę. a ja broniłem się tylko. Kaziek Szymański z Pomorza . A tu zza bloków wychodzą: Szymański pierwszy . Nasiliłem się i. Wokół utworzyło się zbiegowisko . nie skoczył do mnie. Szymańskiego nie było. któremu opowiadam o przygodzie na 23 bloku.

żeby nie dostać kijem w głowę. i dalej już wiadomo. . . Gdy wpędzono nas do tunelu. że uderzyłem Niemca. Gdy namacałem but na krawędzi wózka-wywrotki. Przecisnąłem się schylony do wózka. Ciekawe.dwa dni przed wyzwoleniem. Stałem przy maszynie. gdzie nie było tak ciasno zgasło światło. 1945 r. za taką „zbrodnię” zabijano. A ci. to powiedział. a ja w tłoku popłynąłem dalej.Chłopaki! . Do 1943 r. Ludzie biegli. co mieli dobrze. jakiś Niemiec cię woła! Ostatniego Niemca natłukłem 3. bili kijami stojąc szpalerem po jednej i drugiej stronie wejścia. przesunęliśmy się dalej i mieliśmy z tej przygody kupę radości. Wtedy zgasło światło. .Zapalcie światło. słabych łachmaniarzy. lecz brzegiem. jak się nazywam. byli traktowani lepiej. jak głodnych. Słychać jednak wrzask blokowego i bicie kijem po ciemku. z którym miałem ubić pewien interes. Kapowie i blokowi znali mnie z orkiestry. Nie wytrzymałem.i popędzał kijem ludzi do środka.to dla nich już nie byli ludzie. a oni bili. że się tak Niemiec oszukał. co bije głową. . mimo że miał ich kilka opartych o ścianę i były mu w tym czasie niepotrzebne. Gdy ja nadchodziłem. Przy świetle dwóch zapalniczek. żeby usiąść.Stasiek! . a coś. lecz szedłem szybkim krokiem. też za takich się uważali. będę bił „kasztana”. Raz jeden kamieniarz Niemiec nie chciał mi dać belki do podłożenia pod kamień. zdrowych i dobrze ubranych nie bili tak. co mieli bardzo źle. Nikt nie śmiał zabrać Niemcowi .cholera. bijąc raz z jednej strony wózków.ci.już dostał i właśnie głową. .zapytałem ze złością. ktoś uderzył mnie mocno pięścią w bok. Schylony. Wtedy razem z kilkoma kolegami skręciliśmy pod ścianę. Gdy obydwaj trzymaliśmy belkę. który zamiatał halę.A może mnie uderzysz głową? Ledwie dokończył . co trzeba niszczyć jak robactwo. jest ściana. . który tak „grzecznie” wypraszał mnie od ściany. to by na pewno nie zaczynał. Nawet w obozie . Ci.. choć nieumiejętnym w jego wykonaniu ruchem głowy. Zabrałem belkę. że ludzi silnych. to znów z drugiej. V. że chce mówić z tym. byli też źle wszędzie traktowani . Koledzy tak mnie z tego bicia głową znali. to nie biegłem. Przy nas stał Niemiec. Nie uderzyli mnie nigdy. a nie wiedział. przy samych bijących. i to nie środkiem. że blokowy „spadł” z wózków i złamał rękę. że gdy przyszedł pod okno Niemiec. . Gdy rozmawialiśmy. Byłem tuż przy wózkach. Obejrzałem się. Okazało się. Wymyślał po niemiecku.ja zabrałem. Mimo to z uniesionym kijem zaczekał.byli materiałem kontyngentowym do krematorium. W hali kamieniarskiej też od czasu do czasu oberwał ktoś. Innym razem. i ruchem ręki pokazuje. że mamy się odsunąć od maszyny. Tak niektórzy nazywali Niemców. . gdy esesmani szykowali się już do opuszczenia obozu. ale dołem ktoś kopnął mnie mocno i klnąc kazał mi iść dalej. Muzułmani . „Panowie świata” . a uderzył dopiero następnego. przy świetle których zobaczyłem tego. w 1943 mogłem sobie na to pozwolić kosztem obicia po twarzy. co siedzieli.A bo co? .wrzasnął jeden kolega. aż go minę.odpowiedział i przysunął twarz do mojej twarzy. z całych sił szarpnąłem za nogę. że oberwie. a przy mnie stał Mundek Tomaszewski.. Ja dla niego wtedy byłem już człowiekiem. gdy posuwaliśmy się po ciemku do przodu tunelu. bo byłem wyżarty i ładnie ubrany. Wpadł miedzy wózki. Macam ręką. mówiąc z charakterystycznym. ale esesmani nie znali. on sam przypomniał mi.Chodź tu. który przyszedł do mojej hali o coś zapytać. Złapałem za kołnierz.krzyknąłem.Co jest? . a po kilku minutach kapo zbił mi mordę za to. Zapaliły się dwie zapalniczki. Żeby wiedział. . Gdy zgasili zapalniczki. a w 1944-1945 już mogłem używać na Niemcach bezkarnie.

a o 10 esesmani opuścili obóz. żeby mnie taka kreatura waliła w bok? Chce. Wychodziliśmy z założenia. a jak było mało. żebym odszedł od maszyny? Może powiedzieć. Że powiedział inaczej. jak ten szedł do baraku komendantury. raz o ścianę. co dostaliśmy z M. .. że ja sam musiałem odbierać i przynosić te rzeczy do obozu. w paczkach. magazyn bieliźniany SS. Z nim spotkać się to prawie tak. Sprzedawałem mu tłuszcze z paczek za chleb .powiedział z pochwałą. Heniek miał dużo chleba. w którym urzędował Heniek.mówi esesman. boczek.O tym lepiej nie mówmy. złapałem go za ubranie i waliłem nim raz o maszynę. . Wymiotłem nim całą kałużę oliwy. Gdy wychodziłem z magazynu.Już mu dałem . to ja mu pokazałem. a dół swetra wpuszczałem w spodnie.w odpowiednim przeliczeniu. Heniek wysłał na zwiady jednego chłopaka. Kłopot był z tym.Odepchnąłem mu gębę otwartą dłonią.wielka świnia. w której pracowałem u Chałupki. gdy miałem już chleb schowany. że widział Zajdlera. Dostarczałem mu masło. żeby cię Zajdler nie złapał. żeby nikt nie pytał. wyrwałem mu żelazo. a mało tłuszczów. fryzjernia SS. tu skręcałem na lewo między dwa baraki i po schodkach wychodziłem do góry. . Heniek dawał mi dwa bochenki chleba. czy „czyste powietrze”. Esesman obejrzał mnie z bliska i ze wszystkich stron. .zakończył rozmowę Heniek. Był tam magazyn chleba.dwa bochenki. A Zajdler to był komendant obozu .znów mówi Heniek . tj. Sprzedawałem mu to. raz o maszynę. jak oprawiał ludzi. Gdy minęło kilka minut. Kiedyś znów. gdzie i po co idę. zostawiając nas pod „opieką” policjantów z Wiednia. dwie z górną skórą i dwie z dolną. jakby spotkać śmierć na swej drodze. . Patrz .. którą chciał wymieść. to mu daj . a . bydlę i bandyta. dokładnie na boczne drzwi budy. a w bramie były częste rewizje . smalec. Niejeden raz widziałem. których złapał na jakimś przekroczeniu. raz o ścianę. do czasu przesłania mnie do pracy w tunelach.Gdzie on ma ten chleb? . Komendantura stała w jednej linii z magazynem bieliźnianym.To jest ten.Co on tu robi? . Nic nie było znać. tak że były cztery cienkie połówki.a na to wszystko płaszcz. Tomaszewski wpadł w rozpacz. co mi dostarcza różne potrzebne nam rzeczy i muszę mu dać za to chleb odpowiedział Heniek. jeden z ludzi pracujących w magazynie zwrócił uwagę. gdy już miałem chleb załadowany. Przez cały rok 1943 i do maja 1944. że potrafię wymieść sam. że podstawą jest chleb i dopiero do chleba potrzebny jest tłuszcz. . szef magazynu. co ty robisz? Przecież zabiją cię na sam koniec. Wiktora Wojtkowiaka z Poznańskiego.pyta wskazując mnie B. Było to o godzinie 9. dochodziłem do baraku komendantury.a nieraz to i coś z mięsa w zamian za chleb.Uciekaj.No. . że mam przy sobie dwa bochenki chleba. wzdłuż baraku. Drugie dwie połówki układałem pod pasek i pasek mocno zaciskałem . uciekł z hali odgrażając się. żeby mi nie wyleciał chleb. .A co . . z których najmłodszy mógł mieć 60 lat. Wtedy on złapał kawał żelaza. to kupowałem od innych.Wy jesteście organizatorzy. to szedłem w prawo. robiłem zakupy dla Heńka B. wpadł esesman. Dwie takie połówki umieszczałem pod swetrem. tylko uważaj. żeby zobaczył. Jednego dnia. i komendantura. . Gdy wreszcie puściłem go. które kroiłem na pół wzdłuż bochenka. Szedłem zawsze na pewniaka.mam pozwolić.już kałuży nie ma.na wyrywki. Skoczyłem. Kręciło się tu zawsze dużo esesmanów. Z hali kamieniarskiej po wąskich schodkach schodziłem w miejsce zakazane.Stachu. po co panu to wiedzieć . Żebym nie nadział się na komendanta.mówię . słoninę .

. Kiedyś zobaczyłem. To były nasze meliny . wykończone już kamienie. a pogoda była taka przejmująca jak 13. Powiedziałem mu. a my ustawialiśmy je tak. to i tak zdechniesz. . to jeszcze za mało. więc szkoda tylko tego jedzenia. że ja lubię pomagać ludziom mądrym. 1941 r. Wtedy okazało się. Dostajesz ode mnie 4 papierosy dziennie i to powinno ci wystarczyć. Godzinę później przyszedł do mnie Czesiek Turowski od Heńka zobaczyć. Może mnie nie goni . Po kąpieli dopiero. którzy mądrze walczą o życie.powiedział.Wiktor nie wracał. że od zewnątrz była szczelina. Musiałem udać. . i normalnym.pomyślałem . które zatrzasnąłem za sobą. koszulach i kalesonach.spisywali ich i grupami prowadzili do kąpieli. jakby mi się spieszyło. Nic ci nie wolno sprzedawać. Mimo że nie było do nich dostępu. a gdy mnie nie zobaczył. dlaczego to robi. Już widziałem. Po zakończeniu kwarantanny jeszcze długi czas jnu pomagałem. Transport ten tym różnił się od innych. więcej nie dam ci nic. który tu wpadł przed chwilą. jak nas biją na kozłach. I dalej chodziłem po chleb. czy był Zajdler. popatrzył i nikogo już nie zobaczył. a tylko nie mogą dać sobie rady.Widzieliśmy przez okno. widzisz. a gdy złapałem go trzeci raz .w drugie drzwi i wlazłem między olbrzymie. Zobaczyłem go jeszcze raz i znów mu nagadałem. jak ciebie gonił . XI. żeby przeżyć. wtedy. udało się . Idę . gdzie jest ten. Gdy dochodziłem do komendantury. skręciłem w stronę schodków. Ja się nie oglądam. Jeśli zobaczę jeszcze kiedy. że jednak mnie gonił. Posiedziałem tam więcej jak pół godziny. szybkim krokiem. Ludzie ci przyszli z Oświęcimia i w Mauthausen byli tylko kilka godzin.i słyszę.O rany boskie! .powiedziałem. Ze sztuby nie można było podać. że sprzedajesz chleb. że go nie widzę. od którego byłem oddalony 10 metrów. bo wpadł do szopy i zaczął się za mną oglądać. że więźniów przyprowadzono tylko w trepach. że on też. żeby nie kontaktować się z ludźmi z kwarantanny. jak na rynku sprzedawał chleb za papierosy. Ja po schodach i on po schodach.Już widziałem i ciebie.a tylko idzie w tę stronę. podawałem mu codziennie przez okno kapówki 15 bloku porcję chleba i kilka papierosów.więcej nic ode mnie nie dostał. z którymi przed wojną pracowałem w fabryce. jak jesteś głupi. a on mnie nie woła. ale wyskoczył drugimi drzwiami. bo inaczej musiałbym zdjąć przed nim czapkę i w ten sposób sam zwróciłbym na siebie uwagę. zapytał. późnym wieczorem. Wyjrzał. Gdy zapytałem. bo na oknach była gruba siatka. Będę dawał takiemu. że Zajdler idzie za mną. które jedne na drugich układała specjalna winda ruchoma. oczy zrobiły mu się nienaturalnie duże i powiedział tylko półgłosem: . udałem. Heniek wyjrzał przed barak i kazał mi wychodzić. Józefa Bielaka z Warszawy. które ci daję. że jak ode mnie dostanie miskę zupy. . Gdy wyszedłem na górę.To wszystko. i biegiem jak najszybciej przebiegłem szopę wszerz . co masz. Jak mnie zobaczył. przez którą człowiek ledwie się przecisnął. Ja po dwa schodki i słyszę. że go nie widzę. na kwarantannę.a tuż za nim ukazał się Zajdler. Ja miałem już sweter i płaszcz i było mi chłodno. . w drzwiach szczytowych stanął Wiktor. któremu pomoże ono przeżyć niewolę. a w środku były pomieszczenia. Wśród tych ludzi znalazłem znajomego.i do takiej wtedy wpadłem. jak wieszają za ręce.A ty. i Heńka pod bramą. gdy staliśmy po ucieczce jednego więźnia na placu apelowym. powiedział.Ale. . to może spokojnie sprzedać kawałek chleba. Powiedzieli mu. W listopadzie 1943 r. i siebie. przyszedł transport z Mauthausen. w których spokojnie mieściło się kilka osób. że wpadł tu. . od razu wszedłem w drzwi szopy. Gdy zobaczyłem go w drzwiach. a ludzie ci stali kilka godzin na placu . czy mnie nie złapał Zajdler. Wreszcie wyszedłem i w szopie zapytałem się. wydano im ubrania i wpuszczono na blok 16.

Fakt jest faktem. że pewnie dawałbym sobie radę inaczej. Transportem tym przyszedł też Heniek Gajger z Otwocka. że już sprzedawać nie będzie. Dałem mu buty na drewnianej podeszwie i postarałem się o to. Ja myślę. a jego siennik był do połowy nafaszerowany chlebem. Nie bardzo wierzyłem w to. M. gdy przywieziono do hali 19 wózkiem kamienie. żeby. a jedzenie odkładał w sienniku. Przedtem był jeszcze na przesłuchaniu politycznym.Prosił mnie. w styczniu 1941 r. idą na wolność.. przeniesiono do pracy w rewirze SS. Przez jakiś czas mieszkał jeszcze na bloku 3. Wygnali go z rewiru SS. Po powrocie na 3 blok M.i zawsze mu to pamiętałem. gdy Janusza chcieli wysłać transportem do innego obozu. jak to „zwolnienie” wyglądało. Choroba jego okazała się gruźlicą.. Poznałem go przypadkowo. bo ukradli mu buty i miał na nogach tylko deski przywiązane sznurkiem. Gdyby M. zwąchał się z Gienkiem Kuczyńskim z Piastowa. tylko chował produkty w sienniku. zanim jego ojciec nie zaczął pracować we fryzjerni SS jako fryzjer. a później przeniesiono go na blok 2 . którym przywożono dla nas kamienie do obróbki. Gdy go widziałem ostatni raz. gdy Stasiek M. W zimę roku 1943/44 Staśka M. Przywożono też w tym celu więźniów z Gusen.. że mogą mu na jego bloku ukraść. ja swoją. by móc się odżywiać i dojść do normalnego stanu i tężyzny. Janek mówił. że wygnano go po sprawdzeniu jego papierów. Stacho dysponował swoją częścią. mówił.młody chłopak. ale do tego nie doszło.i pomagałem im do czasu. który codziennie otrzymywał jedną kilogramową paczkę. miał dosyć. których wywołują i odprowadzają do Mauthausen. żeby przyszedł do nas. gdy mi już naprawdę ciężko było. to i jego zawsze prosiłem. Tego poznałem dopiero w lutym 1944 r. Załatwiłem. na masażystę.ale nic nie mówiłem i nie miałem żalu. że Gajger dostawał duże paczki i chociaż sam nie mógł zjeść. ale Stacho chodził do Kuczyńskiego i tam osobno przyrządzali sobie kartofle. sosy i inne smaczne żarcie. że go zostawili razem z ojcem. Wiele swoich gratów trzymał u mnie z obawy. to nikomu nie dał. ale on siedział od 1940 r. co on mówił. który był przy mojej bijatyce z Kazkiem Szymańskim. do tego samego Karola Schmidta.. żeby Gajgera zostawił w naszej hali na ten dzień. i prosiłem go. i zazdroszczono im. Poszedłem do jego kapa. Podobno uznali go za niebezpiecznego i z tego powodu nie miał prawa pracować wśród SS. był razem z ojcem.prominencki. a wieczorem dam mu buty. W Gusen przez długi czas myślano. są i żyją w Klarysewie. tłuszczem i wędlinami z paczek. Zmuzułmaniał. że mi pomógł bez względu na motywy . z tym że mój wkład był dużo większy . Tym samym transportem przyszedł Janusz Szałapski z Klarysewa koło Warszawy . Chyba w maju rozchorował się mocno i poszedł na rewir. Wkrótce zaczął otrzymywać paczki żywnościowe i dostał też jedną paczkę odzieżową. dalej żyliśmy na wspólną dolę. mówił. Jedzenie i cały nasz dochód rozdzielaliśmy w dalszym ciągu po połowie. przyszedł do obozu po 1940 r. lecz przeżył i niejeden raz spotkaliśmy się w Warszawie. z czego większość nie nadawała się już do jedzenia. był na bloku 2. Widziałem go później. Bał się. Pomogłem im jeszcze raz w biedzie. W tym czasie. nic nie pomogło. Wszystkich takich „niebezpiecznych” rozstrzelano w Mauthausen w 1940 r. że ci. dowiedzieli się. Zmarzł. Wkrótce potem wysłano go na „banhof” i tam umarł z głodu. żeby go przydzielili na stałe do wózka. a na dworze była plucha rozpuszczający się raptownie śnieg. Wtedy już im było dobrze. to były to już same kości w skórzanym worku.Na bloku 2 mieszkał jednak tylko kilka tygodni i znów przyszedł na blok 3 i do pracy kamieniarskiej. więcej mu nie dałem. że pomógł mi w tym czasie. to mógłbym mu wierzyć. Przeżyli. że może będą chcieli go wykończyć. gdy poczuje się lepiej. . a on stał skulony przy wózku. pamiętając zawsze o tym. z tym. bo on nie ma butów. Nie myślę o tym. Chodziliśmy grać na rewir do Janka Kolmasiaka. Dopiero jak my przyszliśmy do Gusen. Opowiadał mi o życiu okupacyjnym w Warszawie . że on nie zdawał sobie sprawy ze swego stanu zdrowia.

My o tym wiemy. ale o naszej rozmowie. a jak się czegoś dowiem. przyszedł do mnie M. co o nim wiem i myślę. Jak mają coś do załatwienia. I rzeczywiście powiedziałem.magazyniera karbidu. bo są duże szpary. że M. Ja tylko na ciebie liczę. . na pewno. Po przejściu do magazynu M. Jemu taki podział odpowiadał. którzy to są. gdzie byli zgrupowani ci. . co stało się dla mnie nauką i dewizą mojego postępowania do końca życia. który już w tym czasie był kierownikiem magazynu bieliźnianego więźniów. z prośbą. Sam zaobserwowałem też i stwierdziłem. znów zmienił blok. a zawarłem sztamę z Januszem Zakulskim. to ci powiem. więc tym większą radość sprawia mi każdy przypadek ludzkiej życzliwości i bezinteresownej pomocy.Jaka tu może być organizacja? W tym czasie ja już do tej organizacji należałem. który mu matka przysłała w paczce.Tak. Mają też kontakt z Gusen II. . Gdy zimą ci. że M. co on o niej wie. i koledzy też zaczęli mi mówić. jaki ty jesteś głupi. ale ja znów sam sobie dałem radę.Dla kogo? . butli z tlenem i innymi czortami. .Bujda . M. że potrzebują dobrą kurtkę. z którym miałem stały kontakt z ramienia organizacji. karnie przesłano nas do tuneli. bo ty masz przecież znajomości i nie sprawi ci to może wielkiej trudności? Z taką gadką wyszedł do mnie. to czy ja mogę liczyć na ciebie. Powstrzymałem się. gorszych paczek. co pracowali w tunelach.powiedział do mnie . W połowie czerwca . dobry. Powiedziałem mu. Przez cały czas jego mowy patrzyłem na niego z ironicznym uśmiechem. Tu miał rację. Szybko zauważyłem sam. a wkrótce został kierownikiem całego magazynu odzieżowego. miałem z nim ciekawą rozmowę. to może coś zauważysz. Wtedy dowiedziałem się. znasz dużo ludzi.. nie otrzymali swetrów i płaszczy.Muszę często wychodzić na rampę i bez kurtki marznę. Urzędował w szopie. . będę obserwował. że jestem przez niego ordynarnie oszukiwany. a na jego miejsce przechodzi z Gusen II do nas ktoś inny i apele się zgadzają. Naucz się w życiu liczyć tylko sam na siebie. i temu.To ty na mnie liczysz? Och. postarał się dla siebie o dobrą pracę .Wiesz .i teraz jeszcze niektórzy bardzo źle wyrażają się o nim.kilka dni po utworzeniu drugiego frontu . .zapytał.wygarnąłem mu. lecz nie wiemy. I tu powiedział mi on coś tak mądrego. bo ja mimo wszystko miałem dosyć dla siebie i innym jeszcze pomagałem. żebym postarał się dla niego o ciepłą zimową kurtkę. pracował przed wojną w „dwójce” i chyba tę dwójkę w rozmowie ze mną określił słowem „my”. nie był lubiany przez kolegów . żeby i mnie z tej cholernej roboty wyciągnąć. Miał on swój długi czarny sweter z rękawami. więc byłem ciekaw. nie pomyślał.Dobrze. kiedy jeszcze wszystkiego mamy dosyć. Zwróć na to uwagę. . ale ze swoich część ukrywa. Ty kręcisz się zawsze po całym obozie. a ognia nie mogę palić. ale zarobek i paczki dalej dzieliliśmy po połowie. bo to karbid i butle z tlenem.zapytałem.że komuniści mają w obozie swoją organizację? . a dla formy dzieli się ze mną tylko zawartością niektórych. W ten sposób rozstałem się z M.Gdy w maju 1944 r. Krótko przed rozstaniem się z M. a gdy mówił: „tylko na ciebie liczę” . i to też nie wszystkim. Naucz się w życiu liczyć tylko sam na siebie”. Przestałem liczyć na ludzi. . pracował tam tylko dwa tygodnie i w tym czasie mieszkaliśmy na bloku 13. W szopie też zimno. Wieczorem powiedziałem Januszowi. M. to byłby wybuch.miałem wielką chęć odpowiedzieć mu jego słowami: „Jesteś głupi. co pracowali pod dachem. bierze przypadającą mu część z moich paczek i zarobków. W całej tej rozmowie powiedziałem tylko jedno słowo: „Dobrze”. to wieczorem jeden od nas idzie spać tam. Po dwóch tygodniach M. gdy warunki w obozie pogorszą się? . że Kuczyński kupił go za miskę kartofli z sosem. ciepły sweter.Jeśli ty teraz już mnie oszukujesz.odpowiedziałem. Powiedział zdziwionym tonem: .

Oni z Kuczyńskim codziennie pitraszą sobie jedzenie na kolację i chcieliby trochę słodkiej kawy wieczorem. Mieliśmy załadować trzy wagony kolejowe łóżkami żelaznymi. gdy posłyszałem.odpowiedział Senda. Widzisz. . którzy unikają roboty z pozytywnym skutkiem. który zawiózł nas z powrotem do obozu. Po cichu. przychodź. to będę miał litr zupy mniej. ale nie mógłbym prosić o miskę słodkiej kawy.pyta M. ja biorę pewną ilość litrów jedzenia z kuchni. że jego nie jest łatwo wykiwać. W kamieniołomach starałem się wyszukać zawsze jakieś zajęcie ciekawsze od pracy. zabrał wszystko i uciekł. bo już wagony załadowane.tylko w niedzielę..Temu kurwie nie dam .pomyślałem sobie . Klął M. . tzn. on mi kiedyś pomógł . Już na wolności coś razem zorganizowali . raz na moje. bardzo słodkiej kawy. Gienek Kuczyński to bardzo dobry chłop.A ja przy twojej rutynie nie nosiłbym wcale . ale niech już tak będzie. między kamieniami gotowaliśmy sobie lepsze obiady.Daj. .A w niedzielę mógłbym przychodzić do ciebie po kawę? . Chyba ma rację . W ten sposób zapłacił mu za kartofle z sosem i przyjaźń. Nauczyłem się robić szybko i dobrze. Odpowiedziałem mu wtedy: . Co ja na to poradzę. Nie wierzył.Dla M. Dał mi Janusz piękną kurtkę. jak już taki mam charakter. który mnie uważa za łobuza z Czerniakowa. Powiedział. to mógłbyś wziąć jeszcze miskę kawy dla nas. nie dam. gdzie w dawnym piecu cegielni zrobiono magazyny. a swój obiad otrzymywany w pracy niosłem pod druty Stayera i oddawałem Mundkowi Tomaszewskiemu. Widzisz.i zaraz przy następnym kursie wlazłem daleko do tyłu. że M.Tak.a M. to jest wielki inteligent. Januszek. za stosy łóżek.powiedział Janusz ze złością. I mimo wszystko dawałem mu każdej niedzieli miskę słodkiej. że darmo daję mu wartościową kurtkę. Robiłem z Tadkiem Starczewskim na wspólne konto.nauczyłem się unikać roboty i to też robiłem dobrze. Widziałem się z nim po wyzwoleniu V7 Linzu. takich. Siedzieliśmy później spokojnie na trawie. . Ostrzegałem go. wykiwa i jego. Jak będę brał litr kawy dziennie dla was. ale widzisz. Byli tacy koledzy. Kto wie. czekając na samochód. który był chłopem o potężnej budowie. Wkrótce przyszedł do mnie znów z drugą prośbą.Za jego postępowanie z tobą? Nie. jak tacy jak on inteligenci. i siedziałem tam do chwili. że łobuz potrafi być bardziej charakterny. Cóż . Wy nażrecie się dobrych rzeczy i chcecie się napić słodkiej kawy. .Przecież ty z kuchni możesz brać. Nie chciałem patrzeć na jego fałszywy. Kupowałem też gotowe kamienie od innych i wpisywałem na swoje konto. . że w dodatku jestem głupi.Mięciu! Ja z twoją siłą i wykształceniem nosiłbym po trzy łóżka. Ja sam nie piję codziennie słodkiej kawy . Następnego dnia zaniosłem mu ją i dałem bez słowa. a zupę dostanie człowiek głodny. a nie po jednym. któremu ta miska zupy może życie uratuje. że zwołują się do wychodzenia. może on teraz pomyśleć jeszcze. Zawieziono nas grupą około 20 osób do Lungitz. Janusz. Gdy mijałem się z Mietkiem Sendą. którzy nazywali mnie „królem obijaczy”. Mógłbym prosić w kuchni jeszcze o wiadro zupy dziennie. kurtkę podbitą kożuchem z barana. wszelkimi możliwymi słowami. Dlatego pokażę mu.a ja takich rzeczy nie zapominam. drugi miesiąc na jego konto.Dobrze. którego bardzo lubiłem. . znany mi uśmiech i słuchać podziękowania. mógłbym. . daj. krzyknąłem: . Nosili wszyscy nosiłem i ja.

Codziennie idąc do pracy przechodziłem przez bramę z palącym się . czy nie idzie Paul albo esesman. czapkę. On uderzał młotem z góry . Biłem miotem bez chwili odpoczynku. znaczyło to. Kończyłem robotę w rozpiętej koszuli tylko. Gdy z końca padło hasło „woda” albo „aqua”. że zbliża się niebezpieczeństwo i trzeba brać się do roboty. Musiały chodzić bez przerwy i widzieć wszystko z bliska i z daleka. Ten lubił uderzyć.widać było tylko sylwetki. a narażało na bicie. Robiły one cholerny hałas i kurz. odrzucałem i chwytałem szybko drugi. żeby nie stracić jednego uderzenia. Byłem już wyżarty. to moje wtedy były wielkości dłoni i z siłą uderzały po ścianach. bo bali się. Posłałem tylko za nim kilka „wiązanek”. siadałem w kącie i spałem 15-20 minut. Gdy taki stan chwytał mnie na bloku. Jak szpic stępił się lub złamał. tylko sapałem i łzy ciekły mi z oczu. Do tego doszło jeszcze jedno brawurowanie. że sam nie miałem czym oddychać. przestawali pracować. że już mi się trzęsą ręce i nogi.75 kg i stawałem do grubego szpicowania. Poderwałem się. bo jeśli normalnie odpryski były wielkości pół palca. Polak. ja miałem lepsze uderzenie. co się wokoło mnie dzieje. Wszystko we mnie się trzęsło i nie wiedziałem. które nic mi nie dawało prócz zadowolenia. że któremu odprysk może zrobić krzywdę. ale gdy zobaczyłem. marynarkę. klery mnie uderzy . złapałem deskę od wymierzania kamieni i byłbym przylał.ja też będę bił. Raz latem. dochodziło tu sprężone powietrze i były młotki pneumatyczne do wybijania dziur w kamieniu. nauszniki. czy paliłem. to kładłem się. Oberkapem był wtedy Paul .Często gdy mi upadł młotek na ziemię . Czasem nachodziła mnie jakaś głupia słabość. to zachciało mi się brawurowania. Powiedziałem mu. gdy Paul podnosił się od stolika i szedł do drzwi budy. Niejeden raz przez cały dzień nie wziąłem młotka i szpica do ręki. Biłem z każdej pozycji i każdym miotem. którzy mieli swoje stanowiska w pobliżu tego kamienia. płaszcz. ale esesman też uciekał z tego miejsca. Był jeden młot o wadze 12 kilogramów. Gdy poczułem. że nie dam się uderzyć żadnemu Polakowi. Oczy. a ten.i postanowiłem do wieczora nie podnieść go z ziemi. czy jadłem.popatrzyłem .że to niby odprysk od kamienia przy szpicowaniu. Czy robiłem. Zacząłem dostawać dziwnych a tako w nerwowych. Praca moja polegała wtedy na takim manipulowaniu. W odróżnieniu od wszystkich poprzednich hal. nawet do czyjegoś kamienia. Gdy taki nerwowy stan chwytał mnie w pracy. zaraz szedłem tam walić młotem. gdyby trafił w głowę albo w twarz. rękawice. Tylko para szła ze mnie. To znów rzucałem za przechodzącym esesmanem kamieniami . to stopniowo rozbierałem się. Gdy widziałem. jeśli przy moim nie było szpicowania. szal. ostrzegałem. Taki odprysk. to raptem zacząłem miotełką czyścić kamień i narobiłem takiego kurzu. Moje stanowisko było w połowie hali. Gdy stawałem do takiej zwariowanej roboty zimą. Gdy raz esesman szedł przez halę. Wszyscy. z gołą głową i zawiniętymi rękawami. zakładałem sweter.ja biłem na okrągło. w których pracowałem. Lubiłem za to bić dużym młotem. kapo Chałupka nalał mi za koszulę wody. ale i nigdy nie wyszedł on z budy. żebym go nie zobaczył. Któryś z kolegów siadał przy mnie i mówił do mnie. ale mnie się bał. młotek 2. ale słuchając głosu uspokajałem się. oczy i jeszcze raz oczy. czy też rozmawiałem. Nic z tego nie rozumiałem. że to Chałupka. że Paul idzie. brałem ze dwadzieścia szpiców.niezły chłop. kończyłem robotę. Tym młotem biłem tylko ja i Stasiek M. że odbijają kawał kamienia. gdy po takiej robocie spałem za wieszakiem z marynarkami. a koledzy w tym czasie uważali.to na jednakowych zasadach . ważył 20 kilogramów więcej niż ja. i to chyba takie lepsze bicie. mógłby dobrze skaleczyć. Nigdy go nie obserwowałem. Oszklona buda oberkapa Paula stała w jednym końcu hali. żeby nie dać się złapać oberkapowi i esesmanowi. gdyby nie uciekł. W hali 19 kapem moim był Prusinowski. tak że ze środka hali nie można było już poznać ludzi stojących w końcach hali . Mimo że M.

W ten sposób potrafiliśmy łazić od rana do południa. który się nie łamał. Ktoś tu się widocznie na nas uparł. To samo po południu. że przebrałem prawą rękę.i była rampa kolejowa. następował wymarsz.5 kg.kamieniarze. co już musiałem .kamieniarze. a . Walczył o polepszenie naszych warunków. Na gwizdek do pracy stawałem do kamienia. Opowiadał mi. ale kamień zrobiłem w cztery i pół dnia i przyjęli go bez żadnej poprawki. Założyłem się z M. Zimą 1943/1944 r. Często. W tym czasie zawarłem bliższą przyjaźń z Frankiem Belingiem z Gdańska. o buty. Robiliśmy wszystko. trzy szpice. śnieg wywozić w niedzielę . były hale w Oberbruchu . Tak uczciwie jak wtedy nie pracowałem nigdy. lecz silny duchem. co Polacy przeżywali w Gdańsku od Niemców. W Gusen został przy życiu tylko on i jego szwagier Smeja. że winien temu był Pramer nasz obermajster. w którym w czasie transportu utrącono róg. by nas nie bito. Ciężki kamień do wykonania. Koledzy prosili mnie. o 100 papierosów. Był z niego koncertowy kumpel do markieracji. Fakt też. Umiałem dobrze i szybko robić. Przeważnie gdy wypaliłem połowę. przeżył całą wojnę w obozie i obecnie mieszka w Szczecinie. gdy nam nie chciało się robić. robione do szablonu. który miał mieć różne szerokości i dwie ściany wklęsłe. a ja przecież musiałem mieć jakąś emocję. Robiłem do samego fajerantu. Robiłem to prawie codziennie. Nie chodziło mi o 100 papierosów. a paski ciągnęli l kg. Raz. Ale kamień zrobiłem? . odnieść szablon itp.75 kg.papierosem w ręku. albo że idę do tej czy innej hali. Pomagał mu materialnie szwagier Smeja. a paski ciągnąłem młotkiem 2 kg. do fajerantu. idę na rampę zreperować swój kamień. to ręki bym nie przebrał. że np. Normalnie szpicowali młotkiem 1. jeszcze przed wybuchem wojny. bo mnie nigdy nie ciągnęła robota. ale ciężko wyuczyć na kamieniarza. Pisał on dla mnie wszystkie listy do domu.Zrobiłem. a odchodziłem na sygnał ogłaszający przerwę obiadową. Z papierosem w rękawie przechodziłem przez bramę i zaraz za bramą znów musiałem pociągnąć. człowieka łatwo wykończyć. która później bolała mnie przez kilka dni u nasady dłoni. że zrobię go do końca miesiąca. żebym się nie wygłupiał. zwalili mi duży kamień. Jeżeli robiłem. że jednak zrobię. Całkowitą jednak sztamę w hali 19 zawarłem z Tadkiem Starczewskim.tylko kamieniarze. Cena 56 marek. Były małe hale w Gusen. Podobno kłócił się on o nas w komendanturze. W wolnych chwilach prowadziliśmy długie rozmowy. Każde z tych miejsc w innym kierunku od naszej hali. to nigdy dłużej jak cztery godziny w ciągu dnia.Górnym Kamieniołomie . która eksploatowała kamieniołomy. Każdej niedzieli do roboty . a później pomogły jeszcze paczki. Szpicowałem młotkiem 2. znów wszystko zawalił śnieg. gdy już staliśmy ustawieni do wyjścia. Gdybym założył na rękę skórzany ochraniacz.wybierałem się z Tadkiem na spacer. gdzie zwożono gotowe kamienie. co było potrzeba i co nie było potrzeba . albo że już wracam z rampy. zjadaliśmy obiad i znów na wędrówkę. gdy tylko tygodnia brakowało do końca miesiąca. Narzędzia w ręku były dla bezpieczeństwa. dwa. Był słaby ciałem. w zależności od kierunku. Gdy tylko następował jakiś okres nerwowości i napięcia. interweniował w dyrekcji firmy. były duże hale w Kastenhoffen. winkiel i na dodatek jakiś szablon i rozpoczynaliśmy wędrówkę. czułem się w swoim żywiole i w tym czasie nie łapały mnie te moje głupie ataki nerwowe. Braliśmy w ręce młotek. robiłem tylko to. żeby mi nie zgasł. o ubrania. Aresztowany w dniu wybuchu wojny. a ja na koncie nie miałem nawet jednej marki. lecz o sam fakt. żeby w każdym przypadku można było powiedzieć. przez całe pięć lat mego pobytu w obozie.aby tylko wychodzić i robić. w którym szliśmy. bo miesięczna norma była 30 marek. który pracował we fryzjerni SS. Chodziły słuchy. bo kamieniołomy były nieczynne. bo. ale kamieniarzy jak zwykle wysyłali do pracy. bo życie w obozie zaczęło robić się zbyt monotonne. Prawie na dwa miesiące roboty. mówił on. i to nie do pracy kamieniarskiej. Zapalałem papierosa. Człowiek. Nikt nie pracuje w kamieniołomach . któremu Niemcy całą rodzinę wsadzili do obozów.

to chodziłem „w gości”. Gdy pracowaliśmy przy wyładowywaniu wagonów. Po jednym kursie zostało tylko kilkunastu ludzi . W małej szopie kamieniarskiej znalazłem kilku. a ostatnie 30 metrów wszyscy pędzili biegiem. ale im bliżej byliśmy kupy kamieni. która przez ten cały okres była miejscem. gdzie szukać. którzy siedzieli dopiero kilka miesięcy. wśród różnego sprzętu i materiału. a całe różańce nawleczonych na druty kartofli powkładane były do środka. tylko składałem wizyty. Lepiej opłaciło się przebiec 30 metrów. w pobliżu linii posterunków.bo przy nas nawet jeden wózek z ziemią nie odjechał. Gdy kapo zagwizdał na zbiórkę. Gdy kapo odgwizdał zbiórkę. poniżej rampy. Kamieniarze to prawie wszyscy starzy więźniowie. odległe o pół kilometra. w wiaderkach od marmolady. Takich melin zwiedziłem kilka. to widzieliśmy go już z daleka i żaden nie złapał nas na lenistwie ani też na gotowaniu i pieczeniu kartofli. zarywał on ziemię z góry. między wagonami. Komendant podobno miał stale przez nas kłopoty i dlatego w ten sposób odgrywał się. Tej zimy przerwa w pracy trwała więcej jak dwa tygodnie i przez cały ten czas do pracy wychodzili tylko kamieniarze. po chwili wszyscy już stali na rampie. gdy gonił mnie. Zawsze jeden z nas stał na wierzchu tej trzymetrowej ściany i obserwował teren. Nie dekowałem się w jednym miejscu. za kupami kamieni.zaprawieni w takich sytuacjach. a nie w kupie takich samych rutyniarzy. że jesteśmy tacy pracowici. Niwelowano tam teren. Ci. Starzy więźniowie . Gdy szedł do nas esesman. Rzadko ktoś tam do nas przyszedł. którzy w żelaznym kociołku rozpalili ogień i gotowali sobie obiad. dobry obserwator mógłby zauważyć nieznaczny ruch na torach. mimo że nikogo nie było widać.to była dobra szkoła. jak niosłem chleb od B. po bokach. naszych zbiórek. Ciekawa to była praca. co się urwali od pracy. Kto by widział ten finisz. Ten z góry miał jeszcze jedną czynność do spełnienia. Obiad przywożono nam do pracy. Pod nim kopało się jeszcze dół. Tajemnica biegu polegała na tym. Z trzech stron otaczała nas skarpa powstała wskutek niwelacji. Bo ci na dole z nudów i dla rozgrzewki podkopywali oskardami ścianę. Taką samą grupę znalazłem w schowanku między gotowymi kamieniami (tam. ilość ludzi pracujących malała w oczach. że kto dopadł pierwszy do kupy kamieni. tym tempo marszu było szybsze. Gdy zbliżała się pora obiadu i końca pracy. Ponieważ zostali tylko kapowie i kilkunastu ludzi. która zasypywała wszystkie kartofle. zaniechano noszenia kamieni. Po dwóch godzinach było tam nie więcej jak 20 osób. Mam wrażenie. Odwożono wtedy. za szopami i wszędzie. gdzie schowałem się przed komendantem.jeśli wykończą kamieniarzy. tylko zakotłowało się wokół i po chwili wszyscy już stali w szeregach. Siedzieli w wagonach. Gdy urwałem się. ściągali w pobliże miejsca zbiórki. Wiedziałem. Gdy zbliżała się pora obiadu albo czas odejścia do obozu . . a z czwartej strony mieliśmy daleki widok. pod wagonami. Jeśli zbliżał się do nas esesman lub kapo. Gdy nadchodził esesman. A jeszcze rok 1942 . gdzie można było za coś się schować. Po kamienie szliśmy krokiem spacerowym. rozłazili się po całym terenie w obrębie linii posterunków. Ogień paliliśmy w wielkiej beczce blaszanej. A to była tylko rutyna starych więźniów.wszyscy ci. Nie było tam takich. jak później nieść pół kilometra duży kamień. że ta sama ilość początkujących więźniów zrobiłaby więcej w trzy dni niż my przez trzy tygodnie. Pierwszego dnia kazano nam nosić kamienie z jednego miejsca na drugie. dziwiłby się. to firma będzie miała straty (kamieniołomy produkowały kamienie dla młyna i dla nas do obróbki).). którzy rozleźli się po terenie. W ten sposób u góry tworzył się ziemny daszek. ten miał szansę złapać mały kamień. W środku. Grupa około 80 osób robiła przy niwelacji terenu. gdy nas tam nie było . dobra w kupie głupców. gotowały się kartofle. Obstawiono ich posterunkami. Produkty wynosili z obozu w kieszeniach.reszta znikła jak kamfora. Po kilku dniach znalazłem sobie dobre miejsce do pracy w miejscu oddalonym od głównych terenów pracy o 200 metrów. żeby nikt nie uciekł. Każdy miał najmniej dwa lata obozu. Miało się ten orient. a ziemię odwożono wózkami daleko od tego miejsca.

a miał on niezwykły dar opowiadania. który mógłby ich uśmiercić. którzy robili tunele w St. a ciężka była tak. zlepiony piasek. Antoś Szulc opowiadał nam różne historie ze swego życia. V. bo czasu było dosyć.jak już zaznaczyłem . że nie wiedzieli nawet. Żeby nam się nie nudziło. Część z tych ludzi zaprowadzono do pracy do młyna mielącego kamienie. Wywołano nas 50 osób. ale gdy uderzyłem taką bryłę mocno o ścianę.wtedy spokojnie. mówili. a my wróciliśmy do swoich hal kamieniarskich. że praca w tunelu jest bardzo ciężka i niebezpieczna. Odrywało się duże. dzień w dużej wilgoci i przy świetle elektrycznym. bo często urywające się stropy zabijają ludzi . mimiką. Były też opowiadania wesołe. W grupie wysłanych do tuneli był Stasiek M. jak ciężka jest każda praca dla człowieka słabego i wiecznie głodnego. że za odpoczynek bidzie człowiek zabity. W jednym miejscu były trzy wejścia korytarze o długości około 50 metrów. twarde kawały. że to był wypadek. szerokości około 30 metrów. była tam tylko jedna długa hala na wyższym poziomie. Byli nieprzytomni. ale nie nerwowa. Praca przez cały. Nie było mordowni i bezustannego bicia. o wysokości około 8 metrów. tzn. to twardy. że po tylu latach pracy powinniśmy wyrabiać więcej. ale już po kilku minutach odzyskali przytomność i o własnych siłach wrócili do obozu. dla tych. Wyrzucono nas od kamieniarzy. Georgen. Materiał. bo za mało robiliśmy. Dużą przyjemnością było słuchanie jego opowiadań. Po przeszło dwóch tygodniach takiej „pracy” znów robota ruszyła na cały regulator.słowami. przenoszono do dołu wszystkie kartofle.więc tylko zabawiał nas opowiadaniami. Nie czuli uderzenia i zdziwieni byli. Georgen. i ja. Mówiono w obozie. których się w ręku nie zgniotło. a część do budowy tuneli. zasypując grubą warstwą ziemi blaszaną płytę i ukryte pod płytą kartofle. W trakcie drążenia tego tunelu rozpoczęto drążenie głównych tuneli. Przyszedł wreszcie dzień 1. Można było odpocząć bez obawy. dół zakrywano grubą żelazną blachą i wtedy ten z góry naciskał kilka razy dobrze łopatą i cały daszek urywał się. gestykulacją i wszelkimi ruchami. rajem nawet dla muzułmanów. co się stało. Mówili. Tunele dłubano w wysokiej na kilkadziesiąt metrów górze. Często obrywały się olbrzymie kawały materiału ze ścian i stropów miażdżąc ludzi.olbrzymich hal fabrycznych. wyrabiałem 30-35 marek miesięcznie i w roku 1944 wyrabiałem tyle samo. Więc . Tu już nam nowych plotek nie wymyślał. gdy powiedziano im.robił. to rozbijała się . z nudów i dla rozgrzewki. Dla silnych i wyżartych nie była ciężka. a później dopiero rozpoczęto rycie w ziemi na dużą skalę w St. Daszek nam się zarwał i przywalił dwóch ludzi. Błyskawicznie odkopaliśmy ich.no i praca głęboko pod ziemią. W 1941 r. bo i tak nikt mu nie wierzył . który znów w czasie długich apeli zabawiał nas zawsze opowiadaniem życiowych. Na apelu starałem się stać zawsze w pobliżu Glinickiego. Praca w tunelu była rajem w stosunku do pracy w kamieniołomach w pierwszych latach obozu. kto chciał l jak chciał. Muszę wspomnieć tu o Sewerynie Glinickim z Nowego Dworu. których zamknięto w obozie w 1944 r. W tej samej górze były dwa miejsca drążenia tuneli. w którym żeśmy ryli. Okrążało się górę i z drugiego boku był drugi tunel. Raz tylko zdarzył się nam głupi wypadek. mądrych i pouczających historii. że praca w tunelach .to praca w piekle. Za korytarzami zaczynała się dopiero cała sieć tuneli . a duży ruch mógłby zwrócić jego uwagę. Od tej długiej ha] i zaczęła się robota. ale to może tylko dla nich. On też umiał opowiadać i z całą przyjemnością zawsze go słuchałem. Uważali. 1944 r. Ludzie z Gusen II. Opowiadał całym sobą . bez pośpiechu. Praca była ciężka. szerokości około 4 metrów i wysokości 3 metry. Natomiast była to praca niebezpieczna. Same wesołe historie .

a wózki te były dużo większe od używanych w kamieniołomach. Gdy powiedział. która cięła ścianę okrągłymi piłami umieszczonymi obok siebie w odstępach po 20 cm. Wagony łączono i mała lokomotywa wywoziła ziemię na odległe o 200 metrów usypisko. gdy pracował tak. jak tego żądał Chasiński. Czyli że wyglądało to tak: z przodu maszyna i ludzie obsługujący ją. bo gdy poszedłem tam pracować. Tak było przy dużym tunelu. które podprowadzano do czoła tunelu. Tam pracowała grupa ludzi. i sami ładowaliśmy wózki. Wygładzanie ścian odbywało się za pomocą młotów pneumatycznych. że w przodzie tunelu stała olbrzymia maszyna. Nie na próżno rozglądałem się i obserwowałem wszystko przez te kilkanaście dni. żeby zrobić miejsce dla następnych wózków. Takimi samymi nożami równano strop. Jak długo on był. W tym wyżej. biegał tylko jak kot z pęcherzem i bez przerwy darł mordę. często piękne kamienie. Tak przynajmniej mówiono w obozie. Przy nim i ja musiałem robić. Po zakończeniu tego tunelu cała nasza grupa zeszła do tuneli głównych. Maszyna brała prawie całą szerokość tunelu. Poprzednio. że brak mu ludzi. Materiał ten był koloru szarego. on bał się podpaść. Po odejściu M. ulegał przed siłą. ale nie na stałe. Oczy nam wyłaziły na wierzch przy pchaniu. Po werżnięciu się w ścianę wyłamywano kawałki żelaznymi drągami.całkowicie na miałki piasek. Usypisko zaczynało się zaraz za tunelami i miało 200 metrów długości. W bocznych korytarzach stały puste wózki-wywrotki. to dalej. że Chasiński był bojący. urwał się. którzy wysypaną z wózków ziemie zsypywali w dół. a jeszcze po kilkunastu dniach nie robiłem już nic. zacząłem wygrywać dla siebie to. Nie rozstawał się on prawie nigdy z kijem. tym nasyp był wyższy. Byłem przecież starym więźniem. to był on już prawie wykopany. za nimi rusztowania pod ścianami i jedno w poprzek hali. W górnym tunelu pracowałem krótko. Bez żadnych prawie wstępów i przejść przestałem uczciwie pracować. ale niejeden wykończył się. sierżant. Widocznie oni najlepiej nadawali się na kapów. gdy jeszcze byłem kamieniarzem.. zwalaliśmy i równaliśmy teren.o czym już wspominałem. że Chasiński to człowiek bojący. Praca wyglądała w ten sposób. Pupilki Chasińskiego . usypisko było na krawędzi góry. ładowano i wypychano do korytarza wejściowego.przez pół dnia. wywoziliśmy. bo nie znałem jeszcze panujących tu stosunków. którzy nic albo prawie nic nie robią. Robiłem uczciwie. od którego odchodziły tory do każdego wejścia. robiliśmy różne. to czy ja muszę? Zauważyłem. że są tacy. Daleko z tyłu za nami robili ci. że takie tempo dobre jest przy jakimś zrywie . co ja chciałem. i to tylko. a im dalej. ale pchaliśmy. stanąłem sztorcem. Cholera. gdzie Chasiński z całą grupą dostali do roboty jedną halę . Nie zabił on nikogo. wskazałem na jego . ale były różne odcienie do aż prawie rudego. 50 metrów w linii prostej od wejścia. postawił do jednego wózka-wywrotki. Kapem naszym był Ludwik Chasiński z Pomorza.z nudów. które wysyłano do budowy stadionu olimpijskiego w Norymberdze. Jeszcze w górnym tunelu całkowicie osłabiłem tempo ładowania wózków i częstotliwość ich wywożenia. którzy układali kamienny strop. na którym pracowano młotami pneumatycznymi.środkową. nie mogłem migać się od roboty. Powiedziałem Chasińskiemu. którym nawet nieczęsto bił. To obrywały się olbrzymie kawały zlepionego piasku. Jak mogą inni nie pracować ciężko. Zauważyłem. Wszyscy kamieniarze wtedy robili tylko kamienie na stropy w tunelach. Mnie i Staśka M. Gdy odszedł hamulec w osobie M. to znów bliżej. ładowano na wózki i wywożono materiał na usypisko. Właściwie to robiłem trochę . Został magazynierem karbidu i butli z gazami przemysłowymi w szopie przy rampie kolejowej . dwóch tylko ludzi do jednego wózka .znajomi czy też koledzy z jednej miejscowości. I znów były wojskowy. Co jakiś czas słychać było huk. który miał być cały z kamienia. Tu znów grupa ludzi wypychała wózki aż za zwrotnice toru prostego. gdzie była jedna hala. Po kilku dniach M. do których zakładano długie stalowe noże w kształcie klinów.

Z rozklepanego nosa lała się krew. czego tak się spieszy. Innym razem znów. Udawałem.Ja tak nauczony robić i inaczej nie potrafię. że ja to bym chyba z taką ferajną żmij draki nie zaczął. że nie zdawałem sobie sprawy. że tam. że uderzył on innego więźnia za to. udawał. Bił go kamienną kostką w głowę tak długo. a nie wtedy. Chasińskiemu.Niech się wścieka. Wtedy podniósł z ziemi duży. Coś trzasnęło też kilka razy. Wykręcił się i odszedł. Pytam głupca. Stoi i czeka. okazało się. Gdy po 2 . odszedłem na bok i kamieniem prostowałem koniec łopaty. gdy wpadł Chasiński. a w tunelu narastała kupa nie wywiezionej ziemi. jak za to samo esesman zabił człowieka w Górnym Kamieniołomie ale to był też dopiero rok 1941. zobaczyłem. co robię.3 godzinach wracałem. jest dużo jadowitych żmij. że mam brać się do roboty.nie wolno ci bić. Nie skoczył. żeby robił wolniej. Wina więźnia polegała na tym. jak należy zachować się. Nastawiłem się do drugiego uderzenia. że mnie nie ma. Jak mnie uderzysz. Jeśli nawet z nudów robiłem. Zrobił to spokojnie. Zabił kostkarza. i powiedziałem: . że idzie Chasiński. skoczył do mnie. Musiał. którą przy nas dorżnięto. Gdyby on poskarżył się esesmanowi. z życiem. żeby żyć nawet nie pracując. co ja potrafię. że nie słyszę. że nic nie robią. Gdy po chwili przebiegał on ze swym kijem w ręku. jak ja jestem. Sam widziałem. gdy mnie nie ma . . Uderzyłem na ślepo. gdy u niego już jest z czubem. Muszę przyznać. że nie pracuje dla siebie. że przy drzwiach wylegiwało się sześć żmij. jak krzyczał za moimi plecami. koledzy mówili. Raz z góry spadła z przestrzeloną nogą młoda sarenka. murzyński taniec. którego i tak jest mało. Zabiliby mnie dla przykładu. Znów tłumaczę mu jak baranowi na miedzy. których na pisane słowo nie warto przekładać. Nie wytrzymał.to żegnaj się. wykręcił mnie i mocno popchnął. ale później miałem dobrego stracha. że Chasiński się wściekał. . Po zakończeniu rycia w górnym tunelu przeszliśmy bliżej obozu. wlałem mu . że mimo próśb innych robił o 50 procent kostek więcej.i spokojnie zapaliłem papierosa. Wynik zwolnienia tempa pracy. ciężki kamień i puścił go z góry na głowę leżącego więźnia. to gdy zobaczyłem. a on jeszcze nie odszedł. to może ich dać. że w pobliżu były prywatne chałupy i widzieliśmy cywilnych ludzi i młode kobiety chodzące przy domu w krótkich szortach.pupilków. My nie mamy jeszcze pół wózka ziemi. a wtedy przegrasz. Włoch ten tak tańczył po tych żmijach. aż my załadujemy. bo my robiliśmy. Prosiłem go kilka razy. Gdy weszliśmy do środka. że ja go zbiłem za to. to ci oddam i będziemy się bili.Ty . Wypędziłem go. Przyznam się. że mnie nie widzi.odpowiadałem. że on dobrze pracował . Często chodziłem na wędrówkę po obozie. w obecności wszystkich kostkarzy. Nic nie pomagało. wykręciłem się do niego tyłem . Były trzy wózki. że pierwszy. gdy rano otworzyliśmy furtkę.że niby go nie widzę . przestawałem robić i zapalałem papierosa. On nie umiał wolno robić. Praca nasza urozmaicona była tym. że nic więcej nie zarobi prócz trochę wstrętnego żarcia. Zgłupiał zupełnie i nie wiedział.Włoch . więc dołożył do każdego wózka jednego człowieka.odstawia jakiś dziki. Tu dopiero pokazałem. Raz. Jeszcze mu nawymyślałem od obozowych stachanowców i innych. Równocześnie ja uderzyłem go trzonkiem od łopaty. każda chyba więcej jak metr długa. gdzie on mieszkał. do głównych tuneli. aż któreś z kolei uderzenie ogłuszyło go. gdyby znów skoczył do mnie. Później mówił nam. . Gdy już ją wyprostowałem. żeby poszedł się umyć. ale on się ich nie boi i wie. więc trafiłem go tylko w ramię. Chasiński się wściekał. co ma ze mną zrobić i jak postępować. Przestałem w ogóle robić. przestałem robić. który wszedł do środka . Teraz tylko potrzeba esesmana albo chociaż Chasińskiego i będziemy się mieli z pyszna. tylko dla wroga. Słyszałem. Dla mnie już to było ponętnym i ciekawym widokiem. niż przewidywała norma. Gdy znów szybko załadował wózek. Stasiu.i to dobrze wlałem. gdy go biłem. Przez to tempo pracy pobiłem jednego Ruskiego.

odkrzyknąłem z wściekłością. Zrobić coś takiego. to też robić nie będę.O co ci chodzi? . Chciałem zerwać od razu dużą masę materiału. Młot trzymałem razem z Ośką. Wiercimy dziury dalej. na ciebie czekać? . i wszystko! Ale wtedy naszła mnie myśl. żeby mnie nie wpuszczali na rusztowanie . Spojrzałem w dół . . żeby odeszli na boki. Żeby nic złego o mnie nie pomyślał. że otarł się o jego ubranie. który stał w tym miejscu. . ale się uśmiechnął. Usiadłem wtedy na deskach w oczekiwaniu na Chasińskiego. Kiedyś zwrócił mi uwagę. na której siedziałem. .powiedział do mnie w południe. Gdy młot pracował.Rób. Winkiel na rękawie to była odznaka „dyplomowanych” kapów.i nie wpuszczali. Ośka! . żeby go uśmiercić. że zrywasz? . Przyleciał.zapytał znów. to chciałeś ich. to i nie krócej. . Po tym wypadku zapowiedział wszystkim swoim zastępcom i pomagierom. ja się do ciebie więcej nie wtrącam. . co chcesz i jak chcesz. usiadłem na deskach. z Pskowa. .A jak mam mówić? . zachęcał stojących pod ścianą chłopaków do pracy.. a to. Gdy schodził na dół na papierosa. Ale znów trafiła się okazja. Żebyś mi dał taka robotę. Jedną sekundę za późno spadł strop.A co ty chciałbyś robić? . Ważył on ze 30 kilogramów. Taki. pracując młotem. żeś głupszy ode mnie.Widocznie jeszcze nigdy nie dostałeś dobrego bicia . grożąc kijem. Strop już trzeszczy. Wtedy nacisnąłem młot. poziomowania i innych choler .i puściłem. to ja niejeden raz właziłem na jego miejsce.Dlaczego nie wołasz. Ośka przytrzymał młot już poniżej deski.Puszczaj. Tym razem mieliśmy młot inny. bydlaku. który uderzał i kręcił dziurę.zapytałem. Chasiński odskoczył. na której staliśmy.. że ty masz winkiel . spojrzał do góry i chociaż zbladł.Może o ten młot? Niechcący zawadziłem o szlauch ot. i za chwilę urwie się wszystko. Powiedział mi: . Znów wlazłem na rusztowanie i zabawiałem się wbijaniem noży w strop. Okazja zdarzyła się szybko. . . . co ty chciałeś zrobić . bo mi się sztuka nie udała. mieliśmy głowy spuszczone w dół.. Tym razem przyszli specjaliści od wymierzania. .krzyknął na mnie Chasiński.Ja wiem. i z wysiłkiem wciągnął go na nią. Gdy go zobaczyłem. żeby wyglądało na zwykły wypadek. Przedtem już prosił moich wpływowych kolegów. Wbiłem ze 40 noży. Od tego czasu więcej do mnie się nie wtrącał. cały.Na rusztowaniu przy równaniu sufitu pracował mój przyjaciel Cćka K. ale Chasiński zauważył. jak pędził od strony wejścia w naszym kierunku.A co? Miałem.. baranie.z różnymi aparatami mierniczymi.odpowiedziałem. żeby trochę popracować młotem pneumatycznym.to chyba dowód. na którą musiałbym patrzeć tylko. i strop poleciał na dół. wpędzić pod strop! Blady był jak ściana. Patrząc w dół zobaczyłem Chasińskiego. Zawadził go tylko samiutką krawędzią i rzuciło go na ziemię.Ludzie już 10 minut stali z boku. żeby nam piach nie zasypał oczu. tyczkami i deskami. zauważyłem Chasińskiego. Stanął pod naderwanym stropem i wrzaskiem oraz różnymi wymysłami.zapytałem zdziwiony. że niby z jakiego tytułu ja mówię do niego na „ty”. W dziury te wbijałem kołki. Jednego dnia. Ciężar zgniótł wózek. Spadł tak.„Panie kapo” czy „panie szefie”. że młot już leciał w dół. . tylko żebym poszedł sobie od niego. Krzyknąłem na chłopaków. tak jak ci inni mówią? Jak nie siedzę dłużej od ciebie. żeby mi się postarali o jaką lepszą pracę. Uskoczył drań. powiedziałem szybko: .Nic . Kazali mi wiercić dziury w stropie. bo ja tego gówna na rękaw bym nie założył.Ja do obozu nie prosiłem się i robić nie będę. Wtedy bez namysłu pchnąłem młot nogą. . Trajkotał 10 sekund.Chasiński leży pod ścianą.powiedział. a młot położyłem obok. a że to już nazywałaby się robota. Podobijałem jeszcze noże. Chasiński stanął dokładnie pod deską. .

bo byłem jeden Polak w dużej grupie Rosjan. że w obozie tak mogłem opanować język. Kamieniarze .A jak ten.rzekł Chasiński. . Ale jak mnie w 1941 r. to wcale nie miałem zamiaru do zimy zmieniać miejsca pracy. Wkładaliśmy w to pchnięcie maksimum wysiłku. dopiąłem swego. Ale ja wiem. żeby uchwycić akcent. po zjedzeniu obiadu. lepszych grup roboczych.starzy więźniowie .Widzisz. który ci to robi. bo jesteście silni. bardzo szybko nauczyłem się mówić po rosyjsku i mówiłem tak. Ludwik. Bandyta. zobaczymy! . do naszego tunelu przyszli prawie sami Rosjanie. . Masz nas tylko dwóch . Gdy w południe. ale chyba był z Dyneburga. żebym utrzymał się przy życiu. W tunelach pracowaliśmy na trzy zmiany. To ja dla ludzi jak ojciec. Reszta już nie do nas należała. czy ja nie Ruski. pracując razem z Rosjanami.tłumaczyłem mu . to mu się odegram. . to poznali się na tym i zrobili mnie kapem. to i ja odczepiłem się od niego. Patrz. a że pracowałem dobrze. Ja byłem muzułmanem. każdy bandyta.To rób sam . Antek silny i głupi .A taką opinię robią mi w obozie. Nie pamiętam dobrze. że ma mnie zostawić w spokoju.wtrąciłem się. Ale on mówił dalej: . od każdego otrzymywał kazanie i wskazanie.zapytałem. siedzieliśmy w kupie. to ty wybij sobie z głowy. nie chciałbyś dostać dziesiątej części tego. a tylko ty tego nie uznajesz.ale nie pędź kołkiem ludzi do roboty.ciągnął dalej .Ano. żebym ja tu więcej pracował. Gdy kamieniarze poprzechodzili do innych prac. zamknęli nas do obozu i tu musimy pracować. Do kogo się po coś zgłosił. A ja robił nie będę. zobaczymy! . Jak dobrze poszło.powiedziałem mu . Jak odczepił się ode mnie. to zacząłem mu „szyć buty” w obozie. to już cię kosą naszpikuje? . a któryś z nich wyskoczył z szyn. odczepił się i to mi wystarczyło. Piszę . a że mnie już tu było dobrze. . To teraz muszę dać jeszcze większą wydajność pracy. Rozpowiedziałem o nim wszystkim tym kolegom. Umiał dobrze mówić po rosyjsku i tłumaczył mi słowa rosyjskie. którą musieliśmy rozplatać i wtedy już pojedynczo wepchnąć do tunelu. to robiła się z wózków jedna wielka kupa. . Robiłem później przy wypychaniu wózków z tunelu. . dostajecie paczki i możecie pracować.No. Józiek tłumaczył niezrozumiałe słowa.Ja was gonię.Antka i mnie .. Ludwik .jak dobrze poszło. to gdy wózki wpadły na zakręt. to wózki siłą rozpędu wpadały aż do korytarza. U mnie ludzie wychowanie mają. W ten sposób.urywali się do innych.odpowiedziałem i tak wyglądało zakończenie kazania.to też robi jak głupi (był on maszynistą przy maszynie tnącej ścianę). że nawet Rosjanie pytali mnie niejeden raz. Ott i Kółeczko nie potrafili zmusić do roboty. a my tylko trochę z tyłu popchaliśmy i już wózki były w hali. . Wśród nich był jeden Polak z Łotwy .i chcesz.Tak. Chasiński zaczął przemowę do ludu w takim stylu: . Już mu nie szkodziłem. żebyśmy robili więcej jak inni. bo ich do grobu wpędzasz.No. drugi Losen. Drugim Losenem mnie robią. Musiałem.czy coś takiego. Teraz nic nie będę mówił . każde bydlę uszanuje starego więźnia. co ja dostałem. kto mi to robi. i nie wierzyli. ale potem mieliśmy godzinę odpoczynku. Zamiast wypychać po jednym wózku. a w południe i na bloku śpiewałem razem z Ośką. co? . czy po to.Sam siebie wychowaj na początek . Bo jak poszło źle. .to każdy Niemiec. których nie rozumiałem. od których mógł coś potrzebować. Jak już mnie dobrze zgniewał. że potrafisz mnie zmusić w 1944 r. zbieraliśmy ich pięć w korytarzu i wypychaliśmy jednocześnie.To ty myślisz. okaże się lepszym cwaniakiem od ciebie i zanim go ruszysz. że mnie matka po to paczki przysyła. Ośka dyktował mi słowa piosenek rosyjskich.ale jak się wojna skończy.

pomyślałem . bez odpoczynku. to mnie zastrzeli albo każe wykończyć.Nie . to niech oni to zrobią. te puste tu.Dlaczego my mamy to robić? Weź tych. Innym razem chęć zabrania nas do innej roboty mogła się dla mnie skończyć tragicznie. to nie będą robili innej roboty. żeby go ogłupić całkowicie. Kilka razy zawadziłem o twarz. pan da oskard. co mamy robić. że go pobiłem. którego przezywaliśmy „Tukan” z powodu jego długiego nosa. Jego metodą było po zwaleniu z nóg położyć na gardle trzonek łopaty . lecz sam do mnie podszedł i pyta.Ale wy siedzicie i nic nie robicie! . to wtedy będzie gorzej ze mną . żeby mu się poskarżyć. Pokazał mnie palcem. bo w tunelu wybiło źródło i wszystko zalewa woda. a ja tylko powiedziałem mu. że ze mną może być nieklawo. tylko wściekły popędził do tunelu i przy końcu korytarza wejściowego sam. chciał zabrać nas do przetoczenia wózków z jego tunelu. Wyjął skórkowe rękawice. Przecież w poprzednich latach wystarczyło zasłonić się rękami.żeby nie poodbijać sobie knykci i nie pokrwawić rąk. bez koszuli. Nie wołał mnie. a już powiedzieli. że dobrze pracujemy. co w środku robią łopatami.Sęp go nazywali .o to ci chodzi? No to będziemy ci robili bez przerwy. kopałem po brzuchu i po bokach. a ty masz swoich ludzi. On wiedział tylko. założył na ręce . Wtedy zacząłem kopać.bandyta. Bałem się. . a my swoje wózki wypchnąć i wepchnąć musimy. miał całą twarz umazaną we krwi.wrzasnął ze złością. teraz ja pokopię trochę. Chłopaki już się ruszyli.odpowiedziałem. uderzył mnie pięścią w twarz . że my robimy u Ludwika i tylko on może nam kazać coś robić. Podszedł do niego i mówi: . a te znów tu. żeby zostawił bydlaka w spokoju. A my staliśmy przy wejściu i patrzyliśmy się. To bydlę zamiast się umyć.. gdy zatrzymałem ich i mówię do Chasińskiego: . Przyszedł esesman.jak przyjdzie jaki esesman. Wysłuchałem i mówię mu. Józiek nie wytrzymał. On mimo to mówił dalej: . gdy z tunelu wyskoczył Chasiński i z krzykiem kazał nam brać łopaty i oskardy. Wtedy chyba będziesz zadowolony. Sęp z mordą czerwoną od zaschniętej krwi melduje esesmanowi. Kapo pierwszego tunelu . bo cię zabiję! . co on teraz z kieszeni wyciągnie. oskardem zaczął kopać rowek. że chciało się kapa uderzyć i zabijali takiego dla przykładu. że się nogami nakrył. manifestacyjnie. się. Wreszcie. Chyba po pół godzinie przyszedł esesman. gdy na moje nazwisko poszedł tam Ośka. ale zawsze będziesz miał w tunelu zator i brak wózków . Kazał nam iść za sobą .i w tym momencie dostał tak łbem. który miał dyżur w pufie wtedy. gdzie popadło. Teraz . Wtedy dopiero połapałem się. te tu. To był czerwiec 1944 r. aż naładują nam wózki.ten sam. Zawróciłem naszą grupę z powrotem i ja popycham ich w stronę naszego korytarza. czy rozumiem po niemiecku.Siedzieliśmy sobie raz przed wejściem. jak wygląda robota. żeby nie dać mu się podnieść. Te wózki z ziemią przesunąć na ten tor.więc bić tak.wrzasnął Chasiński i zamierzył się na niego oskardem.Od. Pamięć o tym była też przyczyną..i nic nam nie zrobisz. Niech robi sam. Nic nie powiedział.Panie kapo.to poszliśmy. . Chyba dawno nie dostał tak jak wtedy. ale to było coś więcej jak zasłonięcie się przy biciu. który w pierwszych latach wymordował dużo osób. że gdy się podniesie. Tukan włożył ręce w kieszenie.A . . . Józio uciekł. bo nawet na minutę nie usiądziemy. Stałem przed wejściem do tunelu w spodniach tylko.sam stawał na trzonku i bujał się na nim z boku na bok patrząc. jak mordować muzułmanów. czekając. a Sęp w stronę swoich wózków. Gdy już go zostawiłem w spokoju. bo już pewnie zapomniał. a ja patrzę tylko. łaził taki uczerwieniony i czekał na esesmana. wściekły. czy jego ofiara żyje jeszcze. Jak oni będą kopali rowek. Jeden z najlepszych esesmanów .. przypomni sobie. Przy wejściu do jego tunelu zaczął nam rozkazywać. I znów troszeczkę szczęścia. że biłem go bez litości.

dałem mu ognia i zapalniczkę wyrzuciłem. ale do nich żaden muzułman nie poszedł po ogień..taka kreatura nie zwali mnie z nóg.. którzy organizowali kartofle. i jeszcze raz. złapałem żelazną sztangę do podważania kamieni i trzymając ją odpowiednio. . Przez te trzy dni nic innego nie robiłem. Przestawałem pracować . Zapalniczki mieli kapowie i blokowi. a sam waliłby bez przerwy kijem. tylko dawałem ognia wszystkim. gdy byłem trochę w złym humorze. muzułmańskim systemem po każdym uderzeniu przewracał się. Że tak trudno było o ogień. Zakładano nowe. co on będzie jeszcze chciał.myślę sobie . i to tak. Gotowane były lepsze.Chodź ze mną .jeśli przypadkiem wtedy robiłem . Patrzyłem na niego uważnie i spokojnie mówiłem po polsku: . Postawiłby mnie z oskardem do kucia ściany. że kapa trzeba słuchać? To ty nie wiesz. a nie wiem który już z rzędu przyszedł po ogień. Jakby się umówili.No skocz. Problemem było tylko przypalenie papierosa.I łup mnie w pysk. Wziąłem oskard i patrzę. gdybym swoim dawnym. Pobił mnie.mówi Sęp. Ale Rosjanie i tak byli mi wdzięczni za to. a do mnie leźli wszyscy.a ja znów miałem spokój. Od tego dnia byłem dla niego powietrzem. który wpuszczało się do komina i zaczepiało u góry o brzeg komina. gdyby mnie taki byle jaki facet zwalił uderzeniem pięści. Wystarczyło. Widzi taki baran. skocz . że chłopaki raz tylko zobaczyli u mnie zapalniczkę. Następnego dnia przyszedł do mnie Sęp i dał mi do ręki oskard. ale za dużo było tego.Głupi jesteś. Wylatywały wtedy na ziemię małe węgielki i od nich przypalałem papierosa.To ty nie wiesz. którzy mieli co zapalić. że jeszcze go popamiętam. Walił mnie tak kilka minut. Były one w oprawkach przykręconych do ścian. kupiłem sobie za dwa bochenki chleba zapalniczkę obozowej produkcji. Przy tej metodzie często trzaskały żarówki . ale z nóg nie zwalił. Kartofle piekły się dobrze. Odszedł odgrażając się. a nie mieli możności upiec ich albo ugotować. Moje chłopaki w lokomotywie robili wszystko. żeby wszystkie można było ugotować. którzy do mnie po ogień przychodzili. pokazałem palcem na czoło i roześmiałem się mówiąc: . Kartofle nawlekało się na gruby drut.ale nas mało to obchodziło. Ale w tym czasie nie honor byłby dla mnie. . no nie? Sęp złapał za kołek. Gotowali w palenisku. to zapalali wtedy wszyscy. daj ognia! Trzeciego dnia. Przygotowany byłem na to. że inny pali. Szukało jej kilku chłopaków. że może jednak skoczy. który kładliśmy na żarówce. to nie podejdzie do niego. to jednak przy jedzeniu ręce i usta były czarne. a ja też nie mogłem mieć całej lokomotywy do swojej dyspozycji. który się rozdmuchiwało i przypalało papierosa. Chciał mnie wtedy wykończyć. którą po trzech dniach najformalniej wyrzuciłem..i nie spuszczałem z niego oka. stanąłem przed nim w oczekiwaniu. Wyrywało się z podszewki marynarki kawałek materiału. tylko do mnie i. nie widział mnie. Dobrze. żeby ruszyli szybrem. Po kilku minutach szmata tliła się i powstawał żar. Nie dostałbym może tyle. Trzeba było wychodzić z tunelu i jak była lokomotywa.a zabiję na pewno. gdy znajdował się w pobliżu mnie. Robiłem to dla moich Ruskich. to prosiłem. a piekli w kominie. że go zabiję. Tylko za każdym uderzeniem waliłem łbem w ścianę. Odrzuciłem oskard. Papierosy w pracy paliliśmy zupełnie oficjalnie. pokrwawił. Lokomotywą jeździł Genek Szymaszczyk z Warszawy i Hubert Niewidok. Odskoczyłem. i jeszcze raz. W tunelu świeciły się żarówki o mocy 200 Watt. ale nie znaleźli . że kapa nie wolno uderzyć? . dobrze. że już jej nikt nie odnalazł. Dawałem im też kartofle do pieczenia. bo rzuciłem w kupy kamieni. tylko miały na sobie warstwę sadzy i chociaż się ją zeskrobywało. Innym sposobem zdobywania ognia było przypalanie od żarówki. Nie przeszkadzało mi to być zawsze w czujnym napięciu. aż do zabicia. Rozkraczyłem się i bij . a jak był ogień.

Obudził się i ustawił się w szeregu. Iwan nieśmiało wymawiał się. Wiedzieli. Facet nie wiedział. siwa kobieta. Gdy pierwszy raz wygaszono w nocy światła i chłopcy śpiewali.Gdy pracowaliśmy na nocną zmianę. Po odwołaniu alarmu wszyscy sobie uczciwie popalili. stojącą na trasie. Proszono też Ośkę. kto to był. Była zawsze smutna. a ogłaszano alarm lotniczy. a esesmani stali wtedy w wyjściach. i tych. bo dostałby on solidne bicie. co będzie. Nie było też Chasińskiego i esesmanów. Przeszukaliśmy . Robiono tak dlatego. żeby zaświstał. bo wygaszano światła.że zarabiałem graniem i innymi kombinacjami. żeby szukać brakującego. Po pierwsze . że mają wypalić razem. Innym razem powiedział mi Ośka. gdy ktoś z nas spojrzał jej prosto w oczy. okazało się po przerwie. że w bocznym tunelu ktoś śpi w wózku. w końcu zaświstał.brak.że byłem starym więźniem. W naszej grupie ja byłem najlepiej sytuowany. W tym miejscu usypisko miało chyba z 8 metrów wysokości. kogo było brak. Jeżeli widziałem. Niejeden raz dawałem też kapom.jest. Każdego dnia kogoś wykąpano. Gwizdał dwie czy trzy piosenki. że ktoś poluje na niedopałek. to krok w krok za mną szło już dwóch. Nie wliczam w to papierosów. którymi płaciłem za różne usługi. Gdy zapalałem papierosa. Ośka był zapiewajłą. Wpędzili nas wszystkich do tunelu. Siedzieliśmy wtedy w tunelach w całkowitych ciemnościach. że jednego brak.dołączyliśmy do wózków z piaskiem i lokomotywa zawiozła go na usypisko. W czasie dziennych zmian mieliśmy inne rozrywki. jak pracujemy. żeby sam coś zaśpiewał. w których mieszkała ludność cywilna. Trzy metry przed domkami były druty. miał ładny głos i duży repertuar. a tak to dawałem resztę jednemu do ręki mówiąc. żeby nikt nie uciekł. Tuż przed tunelem były parterowe domki. żeby zobaczyć. Czas urozmaicaliśmy sobie śpiewaniem piosenek. po zaśpiewaniu kilku piosenek prosili jakiegoś Iwana. która trwała do końca wojny. a tych. Gdy skończył. Nawet sam nie wiedziałem. Gdy wywróciliśmy kapelusz wózka. Nigdy nie wypaliłem całego papierosa. Jednego dnia. Zapoznaliśmy się z sobą i rozumieliśmy się. dałem mu kilka papierosów. Były tylko posterunki i komendant posterunków. czy poprzednio źle nie obliczyli. Obudziłem go dyskretnie . też poczęstowałem. Robiono to z całym humorem i zadowoleniem. ale gdy już pół wypaliłem. a właściwie jednej nocy. co się z nim stało. wpędzano nas do tuneli. oprzytomniał i połapał się. które dawałem swoim podopiecznym. Przechodząc kopnąłem mocno leżącego pod ławką. Uśmiechała się tylko wtedy. no i po trzecie . Sprawdziłem . Gdy znów wywołano nas na zbiórkę i każdy martwił się. Stała ona często w oknie i przyglądała się. A tak to nikt nie wiedział i w końcu nie byli pewni.że jako Polak otrzymywałem paczki. że im resztę oddam. Śpiewał dobrze. Gdy śpiewali wszyscy. Stałą rozrywką było wciąganie się pod pompę.kopnięciem. żeby nikt nie zobaczył. gdzie leci i co się z nim dzieje. Gdybym rzucił.nie ma go. naprawdę pięknie gwizdał. Rosjanie śpiewali chórem. żeby moi podopieczni mieli spokój w pracy. Wypchnęliśmy wózek z tunelu . bo nie było tylu kapów. to nikt się tym nie interesował. jeśli naprawdę jeden uciekł zobaczyłem brakującego. Przeliczono nas trzy razy . Dopiero gdy wylądował na dole i posłyszał nasz śmiech u góry. jak on się obudzi. W nocy robiono nam półgodzinną przerwę na odpoczynek.a sam nie wypaliłem więcej jak 20 sztuk. nigdy nie rzuciłem go na ziemię. Wychodziło mi codziennie 40-50 papierosów . trzech chłopaków. która mieszkała w jednym z tych domków. Pojechaliśmy wszyscy. Utkwiła mi w pamięci starsza. Po przerwie znów nas liczono i praca do rana. rozległ się niesamowity wrzask. za którymi stały posterunki. Śpiew zbliżył nas do siebie i stał się początkiem naszej naprawdę wielkiej i szczerej przyjaźni. Spał sobie spokojnie pod ławeczką. którą szliśmy do pracy. dobrze w obozie zorganizowanym. co śpiewali. po drugie . W nocy pracowało się spokojniej niż w dzień. Pięknie. to wtedy uda się złapać jednemu tylko. mimo że nie zamieniliśmy z sobą ani . przy samym wejściu do tunelu.

co przybyli z Gusen. Mimo poprawy warunków nie zaniedbałem wykorzystywania każdej dogodnej chwili do odpoczynku. żeby mnie szukali. Po przesłuchaniu dopiero nabrała wody w usta i rozmawiała tylko oczami. czy nie. czy spadnę na dół. samochód ciężarowy już ruszał. którego zobaczyłem na tyle platformy. Wielkim dla mnie przeżyciem było spotkanie ze Stefkiem Krukowskim. On też miał z nią porozumienie wzrokowe i mówił.Trzymaj się! Do zobaczenia na wolności! . Mnie i to dawało pewne zadowolenie.jak dowiedziałem się od niego po wojnie . ale wcisnął mi w ręce mówiąc. w Warszawie. żeby mnie szukali. Stefek mówił: . Nie chciałem brać. ale co spałem. ale ja im nie wierzyłem i tu kazałem ciebie szukać. Rozmowa była krótka.Już niedługo! . Mimo gwaru na dole spałem sobie spokojnie na swojej desce. Przyszedł do mnie jakiś więzień i powiedział. Odpowiedziałem mu. Wykorzystywałem alarmy na wypoczynek. uśmiechała się i oboje robiliśmy nieznaczny ruch głową oznaczający powitanie.a nie było to od tunelu daleko. gdzie pracujesz. Stefka w Mauthausen nazywali królem prominentów. gdy przewracałem się z jednego boku na drugi.Do zobaczenia na wolności! . Gdy mnie zobaczyła. Gdy ogłaszali alarm. a ci z dołu patrzyli się i kombinowali. Nalotów nie było. i kazałem szukać ciebie. ale teraz po wyglądzie może ocenić. że jakoby miała ona w jakiś sposób pomagać więźniom. bo szef jego machał ręką wołając: .ma też obecnie wielu obozowych przyjaciół . a nie wiedziałem. Był wtedy lipiec 1944 r. Szczególnie wtedy. że widział ją raz w naszym obozowym szuhausie. Deska była twarda i było zimno w tunelu. teraz chyba dociągniemy do końca. co miał rozdać. W czasie alarmu wszystkich pędzono do tuneli.ale najlepszym przyjacielem nazywa on mnie. patrzyłem w jej okno lub drzwi. Opowiadał mi jeden więzień. Pytałem się o ciebie w Mauthausen tych.tak jak Heniek B.odkrzyknąłem mu. że przed tym przesłuchaniem rozmawiała ona z więźniami. były to tylko przeloty samolotów. Krzyknąłem na Stefana. że mu to zostało z tego. patrzące na nas z litością i współczuciem. gdy było mi ciężko. Wy żarty i elegancko ubrany. jakiego w życiu swym do chwili obecnej miałem. Dużym urozmaiceniem były dla nas codzienne alarmy lotnicze w dzień. . komm! Ucałowaliśmy się. i dla mnie Stefek jest najlepszym przyjacielem. jak mi się żyje. że był czas. Gdy samochód już ruszył. żeby nie zauważył esesman stojący na posterunku i żeby nie widzieli inni więźniowie. a my rozmawialiśmy. i drugi raz zobaczyliśmy się dopiero na wolności. w Gusen. a nie dzięki poparciu i splotowi pewnych okoliczności. jak prowadzili ją esesmani na przesłuchanie. Stefan dał mi wyciągnięte z kieszeni kilka paczek tytoniu i papierosów. Zorganizował się bardzo dobrze i dużo ludziom pomagał . Samochód z esesmanami czekał. Popędziłem na rampę kolejową . że żyjemy.doszedł do tego własnym sprytem i przemysłem. jak Heniek B. Gdy przechodziłem wzdłuż drutów. Lubili ją wszyscy za jej mądre oczy. W tunelach światło paliło . No i najważniejsze. żebym szybko pędził na rampę.Powiedziałem szoferowi. Samochód zatrzymał się i Stefek wysiadł. bo tam jest mój przyjaciel z Mauthausen. Tylko że Stefan . że nie żyjesz.krzyknął jeszcze. Stefek był kapem w magazynie bieliźnianym i mundurowym dla SS . Przyjechaliśmy po mundury na rampę. Robiłem to dyskretnie. Powiedzieli mi. Trwał taki alarm od jednej do trzech godzin. że mam tu brata. Gdy dobiegałem. to spałem.jednego słowa. do którego wezwano go na przesłuchanie. Widział. Nie rozmawiałem z nim wtedy dłużej jak 5 minut. Przyjechał samochodem w asyście esesmanów i rozdaje chłopakom tytoń. krzyknął jeszcze: . właziłem na rusztowanie i kładłem się na desce z marynarką pod głową.Sztefek.

I oto słyszę gwizd. Wtedy dostałem stracha.samoloty aliantów. że w czasie alarmu znajduję się tuż przy linii posterunków. Gdy zbiegłem z nasypu. To była radość . że Amerykanie bardzo dokładnie trafiają bombami w cel. że teraz może strzelić do mnie posterunek. podniósł ręce do góry . w którym siedziałem.pomyślałem . Dobrze celują . Wpakowano go do naszego rewiru.nie pamiętam już ale chyba po 16 samolotów w grupie.jak zaczynają walić bombami już kilometr przed obozem.ale tam dalej to na pewno nie.widzieć to własnymi oczami. już w Warszawie. że jedna grupa bombarduje przemysł zbrojeniowy w obozie. w liczbie kilkunastu. ale po godzinie zmarł. spojrzał w górę.zobaczyłem lotników bujających się na spadochronach. że słyszeliśmy huk bomb bombardowanego Linzu. huk i bomby walą się jedna za drugą na łąkę już w obrębie obozu. urywaj się z tunelu w czasie alarmu! Tu bez alarmu zawalają się stropy i zabijają ludzi. Niebo było usiane dymkami wybuchów. Z jednego wyskoczyła obsługa na spadochronach. Gdy po minucie czy po dwóch wlazłem znów na nasyp . Raz tylko miałem stracha. a nawet widać było maleńkie dymy wybuchów. Wtedy gasły w tunelach światła. wystające spod przykrycia. tych. Zsunąłem się z nasypu na drogę i położyłem się w małym rowku przy jezdni. powietrze. Wokół padały odłamki pocisków artylerii przeciwlotniczej. Mówił mi Stefek Krukowski. Na ziemię leciały różne części. i ludzie bez otwartych spadochronów. że wszystkich lotników.ale esesmani i tak strzelali do niego. że zgubił karabin. białymi i czarnymi. Może bezpiecznie było w tym miejscu. Przyjemnie tu było. . po co był ten czarny.gdy tylko zawyła syrena . Jeden samolot rozleciał się w kawałki w odległości kilometra od obozu i spadł na teren całkowicie widoczny z mojego miejsca. Niech tu uciekają ci. który znał język angielski. a całe skrzydło upadło nie dalej jak o 100 metrów od miejsca. Ten został trafiony za obozem. Później widziałem tylko ich nogi w skórzanych butach. ten sam. Nie wiedziałem.gnałem na nasyp wysypiska i siadałem między wózki albo pod kapeluszem wózka. Naliczyłem wtedy ponad l 200 samolotów . i . którzy wyskoczyli ze spadochronami. Upadł mu karabin. Ale doszło do tego.. wykończono w ciągu kilku dni w Mauthausen każąc im bez przerwy nosić kamienie z kamieniołomu po tych diabelskich schodach do góry. Gdy już był kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Strzelał widocznie tylko dla dodania sobie animuszu po poprzednim strachu. W pobliżu. Gdy już prawie dotykał nogami ziemi. była zapora artyleryjska i przez tę zaporę musiały samoloty przelecieć. a karabin zostawił. U nas opowiadano zawsze. Jak padnie chociaż jedna bomba. chociaż szły one dalej. Słychać było wybuchy. machnął ręką i uciekał dalej. jak ucieka on pod górę. Żeby mi coś zrobić.. Nad ranem odzyskał przytomność i nawet rozmawiał trochę z lekarzem więźniem. które leciały fala za falą i waliły bomby na Linz. Byłem pewien.się. Jeden lotnik wylądował wśród baraków SS. papiery. ja . czy posterunek nie ma zamiaru strzelać. wrócił się kilka kroków. Gdy wszyscy uciekli do tuneli. teraz strzelał do lotników. a posterunek. Wszystkie białe i w każdej grupie jeden ciemny samolot. Widziałem wtedy pięć strąconych samolotów. Widziałem ich ostatnią drogę do ziemi. Słońce. Stasiu. a w okolicy spadochronów rozerwało się kilka pocisków artylerii przeciwlotniczej. a tych baraków było do cholery.tzn.bo tu było niebezpiecznie ze względu na bliskość posterunków . gdy ich wieziono wózkiem drogą obok tuneli. i zobaczyłem. Do dzisiaj nie wiem. zbliżając się w moim kierunku. gdzie uciekać.i więcej już nie liczyłem. gdzie już ściany i strop obłożone były kamieniami . z drugiej góra. musiałby trafić dokładnie w jezdnię. Do jednego strzelał nawet z karabinu posterunek za moimi plecami. przejechał się po nim serią z automatu esesman Kilerman. Lotnik żył jeszcze. których wtedy złapano . nad Dunajem. lokomotywa zabierała wszystkie stojące na zewnątrz wagoniki i wywoziła je jak najdalej od wejścia do tuneli. Spojrzałem. Gdy ogłaszano alarm. pomyślałem. który przed chwilą uciekał tak. Szły grupami . odległego o 24 km. bo z jednej strony było usypisko. którzy nie znają tuneli. Jeden rozleciał się w powietrzu. to będzie „familijny klops”.

Chłopaki zbierali później różne papierki. Ostrzegali się oni przed Ukraińcami. co chciał. za co uderzył więźnia. że ja coś powiem. Gdy już wstawiłem wagon na tor.odpowiedział Sęp. To był nalot. po wydaniu obiadu rozdawał dolewki . a sam opowiadał o swoim życiu. a Sęp błyskawicznie zniknął w tunelu. Innym razem kapo Sęp. Bałem się z początku mówić mu wszystko. Pytał mnie o warunki i życie w obozie. Bomby. że jest Polakiem spod Lwowa. Jak wspomniałem. które widziałem i które tak mnie przestraszyły. Przyglądał się z ciekawością. job twoju mat! .po polsku. za którymi stał na posterunku Ukrainiec-SS. który siedział za drutami nad naszym wejściem. Sęp położył chochlę i walnął krzyczącego kilka razy w twarz. gdy słońce już zaczynało wschodzić. w obozie byli Ukraińcy-SS. W obozie naszym i nam znana była nienawiść Ukraińców do Niemców. Rozmawialiśmy dłużej jak godzinę. Linię posterunków ustawiono w przeplatankę . nie twoja! . Ja o nim dowiedziałem się. posterunek. . krzyknął głośno do następnego: . Odbywało się to tuż przy drutach. że jestem cwaniak i mołodiec chłopak. ten. . w którym były worki z cementem. to nie gadaj . i powiedziałem. a drugi przyciągnąłem do ziemi. że był w wojsku rosyjskim. i szkło plastyczne z szyb samolotów. którego natłukłem. jak to mówią po warszawsku. kto są ci ludzie.krzyknął posterunek i poderwał karabin do ramienia. który dostarczył nam najwięcej emocji. jeden Ukrainiec.jeden Niemiec.bo ci na spadochronach byli zbyt daleko. Szczęśliwie żaden strop nie zarwał się. Posterunek siedzący przed wejściem zapytał łamanym językiem niemieckim Sępa. nic nie widzieli .słyszeli tylko wybuchy. . dostał się do niewoli. Gadałem mu wszystko. naboje lotniczych karabinów maszynowych. i za co siedzą. już po rosyjsku. Odepchnąłem go za zakręt i wózek spadł mi z toru. żeby można było trafić którego z karabinu. że robią wszyscy. . bo oni prawie wcale po niemiecku nie umieli mówić. a w końcu nie wytrzymał i zaczął mi doradzać.pytam. Wtedy jeden Ruski zaczął wymyślać. co mam robić . co siedzieli w tym czasie w tunelach. jeśli który zbliży się do linii posterunków. którzy przebywają w obozie. to wszystkim należy się dolewka.Jak się boisz. jak niesławnie zapisały się tu formacje Ukraińców-SS.i dawał tylko samym Niemcom. co myślałem. że strzelają do Niemców. którzy pełnili służbę posterunków. Przyniosłem gruby drewniany kloc i długi drąg. . Odpowiedziałem mu coś i zaczęliśmy rozmowę.Iwan! W tej chwili nasze „katiusze” już grać zaczynają! Zawołał to po rosyjsku. z których robili zapalniczki. Postanowiłem sam ustawić go na torze. Pytał mnie. Kiedyś w czasie nocnej zmiany. To już większą szansę mieli ci. docisnąłem go prawie do ziemi ciężarem całego ciała i przesunąłem w bok. a z niewoli do Gusen na posterunek. Niemcy nie dowierzali Ukraińcom i chyba mieli rację. Taka rzecz niemożliwa była do 1943 r. jak ja sam dam sobie radę z postawieniem wózka na torze. znów Niemiec i znów Ukrainiec. Znane były nam wypadki zbiorowych bijatyk wśród SS.O. jeden koniec drąga wsadziłem pod wózek. to tylko Niemcy. I tu mnie wziął pod włos.To jest moja rzecz. Stworzyły się dwa obozy: Ukraińcy i Austriacy przeciw Niemcom i Rumunom. Ten odszedł dalej i wymyślał. Jeśli ktoś mógł mówić o nich źle. Jednego dnia sam pchałem wózek . esesman pochwalił mnie. z którego robili fifki do papierosów.powiedział mi. Kloc położyłem w poprzek na torze przy samym wózku. .zabiliby go na pewno.A jak się tu dostałeś? . Ci. W obozie nie mogliśmy nic złego o nich powiedzieć. a on później pokaże na mnie i mnie wykończą. W kraju dowiedziałem się. zostały prawdopodobnie wyrzucone przez ranny samolot. Już wózek jedną stroną stał na torze.obcy wózek. co strzelali do nich z dział przeciwlotniczych.

Bili go. posterunek strzelił. jak to się stało . Ja trafiłem tutaj. . to nie będą bili i nic mu nie zrobią.. gdzie ćwiczyliśmy z kijami zamiast karabinów. . wtedy inny esesman uderzał go równocześnie dwiema pięściami w skronie. Uciekł .tylko że z tej strony drutów i z karabinem. że zbliża się esesman . Kowalski nie dawał się. Blokowy go bił. ubrali w mundury i powysyłali w różne strony.W obozie jenieckim wybrano nas kilkudziesięciu i zawieziono do innego obozu. na plac wystawiono z bloku 3 kozioł. Wtedy posterunek pokazał mu ręką. Działo się to przy szczytowej umywalni. że bliżej niego rosną ładne kwiatki. Widocznie uciekał z obozu i został złapany . Jak powie. Zranił go tylko. Blokowy stał przy samym rogu umywalni i bał się dalej wyjść. Wtedy przestawali bić i znów pytał esesman: . . .komendant wartowników.No. tylko Niemiec. żeby uciekał. i pokazując. .Jak złapią. mówił spokojnie po rosyjsku: . . pójdziesz na swobodę. to więcej po niemiecku krzyczał nie będziesz! Strzelił drugi raz. ale nie chciałem narazić tego.odpowiedział chłopak. . Byłem bystrzejszy od niego. że Kowalski handlował przed jego blokiem. to wrzeszczał z bólu. podejdź bliżej i stań. Przestawał krzyczeć.Nic się nie bój. Ja sam dobrze nie wiem.odpowiedział mu po niemiecku. . bo Niemiec upadł i głośno darł mordę. nawet w tym kierunku nie spojrzałem.mówił dalej. Pewnego dnia znów Ukrainiec-SS zastrzelił Niemca.Chodź tutaj.a do Kowalskiego krzyknął. posterunek powinien strzelać. Więcej go nigdy nie widziałem.zapytał po rosyjsku.tego handlarza.zapytał posterunek.A ty jak się dostałeś? .a blokowemu odeszła chęć dalszego gonienia. tuż przy drutach. Odbywało się to kilka metrów przede mną.i popchnąłem dalej wózek. powiedzieliśmy sobie wzajemnie: Cześć. a jak będzie chciał wpędzić ciebie dalej. to strzelę do niego. Innym razem. . Innym razem w obozie jeden blokowy chciał wpędzić na druty Kowalskiego .Kwiatów szukam .odpowiedział. i wskazał mu na drugą stronę umywalni. to nie Rosjanin. Gdy wychylił się trochę.zadałem odważne pytanie. A później nikt nas o nic nie pytał. trzymaj się! .odpowiedział. i trup. Uderzenia zamraczały go. kontrolujący esesman był już blisko.ale nie trafił . który znał język rosyjski.. do którego przywiązano młodego Rosjanina.Mnie złapali i wsadzili siłą.Co? Krzyczysz? .Zabijcie. a nie powiem! . a jeden esesman pytał go po rosyjsku. jakby stojący posterunek był powietrzem. .Czego chcesz? .. Mógł mieć 17 lat. to rozwalą. Gdy wracałem. Ten. . z którym rozmawiałem.A uciekać nie możesz? . Gdy Niemiec podszedł bliżej. a złapany nie dał sobie zabrać papierosów. Posterunek stojący za drutami odezwał się po rosyjsku: . którędy przeszedł. ale nie mógł podejść za nim na pas zakazany. więc wszystko dokładnie widziałem i słyszałem. ale przeszedłem tak.Ciężko uciec . Był jeszcze daleko. Blokowy chciał go wpędzić za to. który pytał. Kto wszedł na ten pas.To mnie tak samo . Gdy chłopaka bili bykowcem. posterunek strzelił .a my nic nawet nie wiedzieliśmy. Zobaczyłem. gdy wychodziliśmy na apel i czekaliśmy już przy placu na sygnał wymarszu. który poszedł rwać polne kwiaty w pobliżu linii posterunków.

Loszka miał na imię .Zabijcie. że wszyscy zostali rozstrzelani. Gdy raz spotkaliśmy się na rynku. z którego przedtem wywieziono prostytutki. Wtedy on daje mi cztery paczki po 10 sztuk. Zamknięto ich w jednym obozowym bloku.. Zaprzyjaźniłem się w tym czasie z kolegą Ośki . On siada grać i nie wie. Gdy już nikt z nim nie chciał grać w karty. że na pewno wygram. nie wypuszczał do roboty. W całości . którędy przeszedłeś. jak grają. Tego dnia. że ma w kieszeni jeszcze dużo paczek. na rynku handlowym. a dawał tak.Powiedz tylko. którzy w karty grają. poczciwy i z charakterem chłopak. Żywił go. a w zamian za to Loszka w wolnych chwilach uczył go grać w karty. że widzę. Golił mnie bezpłatnie. Wreszcie przestali bić i jeden esesman zaprowadził go do krematorium. Pokaż nam tylko. . którędy przeszedłeś. czy przegra. którędy przeszedł. pytaliśmy się jeden drugiego. to już wiem. i zawsze ten z nas. I wystarczy. czy wygra. Gdzie tylko spotkaliśmy się. przy którym stali esesmani . z którego już nigdy nie wyszedł. a ty może nie będziesz miał co palić. a we wszystkich przejściach między blokami stały karabiny maszynowe. przynosił do sztuby. że sami tasowaliśmy karty i sami braliśmy spod spodu. Wydało ich dwóch kolegów w ostatniej prawie chwili przed akcją.a następnie przeniesiono ich do pufu. Pokazał na tłum handlujących mówiąc: . Przypuszczaliśmy. długo stoję i patrzę. artystyczne i karciane sztuczki. nie powiem! . Pokazał to już w formie jaskrawej.Tak. ubierał. . Papierosy chował dla siebie. ilu tu jest głupców. że musiał on wyjść z obozu przy pomocy i za wiedzą któregoś z ruskich posterunków. gdy wstawaliśmy rano. . co wygrywał w karty. który nie miał. Wtedy pokazał mi. Zanim siądę grać. Najbardziej jednak koncertowy był w kartach. Występował przed wojną w cyrkach. więc mówię mu. Pokazywał cyrkowe. to mu dam. Ja jak siadam grać. jak wyprowadzano ich z pufu. dawał temu. Loszka zapytał mnie. są lepsi szulerzy jak ja. złodziej kieszonkowy z amatorstwa i w razie potrzeby oraz szuler karciany. Wyszli z obozu otoczeni dużą grupą esesmanów z automatami i ręcznymi karabinami maszynowymi. który miał.niech idzie ze mną. To. Nie pomogło i to. jak który karty w ręku trzyma. Co do złodziejstwa kieszonkowego. ja nie lubię ludzi. bicie w skroń i znów pytania i jednakowa odpowiedź: zabijcie . krzyk. nie pozwolono nam wyjść z bloków.nie powiem. Chyba dopiero w godzinę później pozwolono nam wyjść. jak on gra. . to wiem.Patrz. Ograł w obozie wszystkich graczy i w końcu nikt z nim nie chciał grać. Dawał nam karty i mówił.znajomych i nieznajomych. a nie uderzymy więcej i nic ci nie będzie. czy z nim wygram.Starczy mi 10 papierosów. czy mam papierosy. Dla nikogo z nas nie było tajemnicą. tylko że z takim nie będę grał. a resztę dzielił i rozdawał między Ruskich . że mam na bloku . „przytulił” go jeden blokowy. Loszka mówił do mnie tak: . co daje.A jak trafisz na lepszego szulera jak ty? .zapytałem. to wiedziałem o tym tylko z jego opowiadań. bo cóż innego mogło wstrzymywać go od powiedzenia. Kilka tygodni przed końcem wojny aresztowano wszystkich Ukraińców-SS.jednakowo odpowiadał chłopak i znów zaczynał się nowy cykl: bicie. na czym one polegały.dobry. Dwa czy trzy dni przed wyzwoleniem widziałem sam. Wykonywał on także naprawdę artystyczne sztuki cyrkowe i nikt z patrzących nie połapał się. czy ma papierosy. . Ja w bloku mam.ze Stalingradu. a widziałem go tylko jeden raz „przy pracy”. Pokazał kiedyś Adamowi i mnie.Stasiek. Chcieli oni jednej nocy zlikwidować niemiecką załogę SS i otworzyć obóz. że musieliśmy przegrywać. że on potrzebuje. Myślałem. Cyrkowiec z zawodu.

Ruski ten poszedł do pracy w tunelach na ranną zmianę.Wziąłeś? . Nie chcieli. Metodę tę znał tylko on i Ośka. a w Nowy Rok nie chciałby być głodny. zobaczyłem. bo i złość już mi przeszła. . Ośka i Loszka prosili mnie. że chłopak nie dał się złamać i nie chciał zostać jego „panienką”. To nie bił Polak Rosjanina . którego kapo chciał wykończyć za to. oddał komu innemu.a nie uderzymy ciebie.Gdy w obozie robiło się gorąco. bo ma na rewirze kolegę lekarza. Loszka zaraz uciekał na rewir. nie wziąłem . którą miałem w głowach łóżka. Nie wtrącałem się do ich rozmowy.. na które przyjmowano go do rewiru. który mu będzie pomagał. to wszyscy powiedzą: Polak Ruskiego bije. . w którym mieszkali pracownicy Stayera. że Ośka i Loszka wzięli między siebie tego. to kto mógł sobie kupić i miał co trzymać. a ja żebym to jedzenie. żebym nie bił jego. Kapo ten nie był jego kapem w pracy. gdy rozmawiałem z Ośką.ty z powodu tej straty nie zdechniesz z głodu. że już ode mnie nic brać nie będzie. A jak go będziesz bił.Wziąłeś? .Widzisz . a Ośce garnczek z twarogiem. Pewnego rana.Ośka.Nie. że wziąłeś i oddaj mój garnczek . jak w nocy ktoś chrobotał przy mojej skrzynce. . i obiecałem. Był on dwa tygodnie w rewirze. Zrozumiałem wtedy ich intencję. W Sylwestra 1914 r. bo jak więcej ludzi zacznie to robić. Bach-bach! Loszka łapie za stołek. Byli tacy. że zabiję go.Nie wziąłem. lecz sztubowym. Ośka zaczekał przed blokiem. gdy nie chciałem brać.Nie. Raz przyszedł do mnie i powiedział. który ten trzymał w mojej skrzynce.mówi uparcie. Kląłem. Jeden wspiął się po cichu na górne łóżko i widział.już oberwał po dwa razy od każdego. .to Rosjanie sami załatwiali sprawę pomiędzy sobą. dlaczego prosili mnie. gdy wróciłem z nocnej zmiany. Zgodziłem się z nim. kupował sobie skrzynkę dopasowaną do łóżka. Mieszkałem już wtedy na bloku 12. ty głodny? Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś? A gdzie ten twój lekarz? zasypałem go pytaniami.mówi Ośka . Bach-bach! Bach-bach! . Loszka i mnie nauczył tego sposobu .Przyznaj się. Ukradł mi chleb i margarynę.odskoczył od skrzynki.prosił tylko. Postanowiłem tylko kupić kłódkę obozowej produkcji. a później ja mu już nic nie dawałem i on mi też mleka nie przynosił. że to jest robione specjalnie. . Bach-bach! . to połapią się w rewirze. Wywoływał on u siebie miejscowe zakażenie. Do Stayera poszedłem w sierpniu 1944 r. . Okazało się. a nigdy mi o tym nie powiedział. co dawałem jemu. żeby nikomu tego nie mówić. ile wlazło. Przez pewien czas pomagałem Ośce. czy to on wziął. co słyszeli. jak wróci z pracy. nie wziąłem . i pytają go. Z Ośką i Loszką spotykaliśmy się jeszcze później często. że okradziono moją skrzynkę. żebym go nie bił. żebym miał wrogów wśród Rosjan. stwierdziłem. że już prawie trzy miesiące temu lekarza tego przenieśli na Gusen II i Ośka był bez żadnej pomocy. Gdy wieczorem wszedłem na blok. Wtedy wyszedłem z bloku. że jest głodny. jak sąsiad mój Rosjanin .w imię przyjaźni . Na blokach nie było szafek. a po wyjściu dostał się do innego bloku. który okradł moją skrzynkę. Poradziłem zrobić tak tylko jednemu młodziutkiemu Rosjaninowi.odpowiada. a jemu też to życia nie uratuje.Nie wziąłem. Później przynosił mi w butelce mleko i gniewał się. a ja wszedłem do . ten nieśmiało powiedział mi.

Badał dr Gościński w asyście sanitariuszy. który był gotów wszystko dla mnie zrobić. które dostawaliśmy w obozie. nie trzeba. .. Chwyciłem but jak piłkę w bramce i odesłałem z powrotem tak. a lekarz SS stał za jego plecami i tylko przyglądał się.odpowiedziałem . nie można było urwać się normalnie z żadnej z tych prac. Zanim mnie dotknął. Na bloku 27 było mi dobrze. Esesman nie rozumiał po polsku. Dostali wszyscy czterej . . . to on cały czas mówił mi. tak że walnął łbem w górne łóżko. . Wszyscy chorzy i ja z nimi.3 i pół roku tam nie chodziłem. Lekarz przyjmował w innym. Źle trafiłeś . rozebrani do naga. Od tego dnia znów pomagałem Ośce . dano mi znak.Albo jesteś chory i leżysz . ja już syknąłem z bólu i zgiąłem się. zrobił głupi grymas i odepchnął mnie silnym uderzeniem łokcia w bok. długo u was nie będę. co to za krzyki tam w końcu sztuby. że z kapówki wyszedł blokowy i zapytał mnie. to mam udawać. . Mieli tylko ze mną kłopot. jak mam się zachowywać w czasie badania że jak mnie przyciśnie ręką powyżej pachwiny. ponieważ po przyjęciu na rewir skreślano automatycznie z ewidencji dotychczasowego miejsca pracy. małym pomieszczeniu.Nie wygłupiaj się! . Obok stało czterech Francuzów. że mnie boli. a ciebie już boli.krzyczał Pięta . którzy już jedli swoje porcje chleba. chcę chleb przekroić . Ja o nim też nigdy nie zapomnę. Jeden z nich rzucił we mnie ciężkim drewniakiem.ale co ja poradzę na to. Łóżka miały białą pościel i chorzy dostawali lepsze wyżywienie od tego. Na to najbliżej stojący beknął. żeby bochenek przekroić na pół. Wreszcie zapisał: „obserwacja” i kazał mi iść do bloku 27 . kochany.Jestem bardzo chory .albo jesteś zdrów i wracasz do roboty! .a ja złapałem ich nóż. który był duchem opiekuńczym tego oddziału. Francuzi coś wrzeszczą . Przecież byłem zdrowy. Jakże inaczej przedstawiało się to teraz! Lekarz przyjmował w łaźni. a przynajmniej będziesz pamiętać. Odpowiedziałem im na to..Tylko kulej trochę . bo tam robi kilka tysięcy ludzi i mam tam odpowiednie znajomości.środka. W tym czasie trzech ciężej chorych umarło w poczekalni. Następnego dnia poszedłem. że tam pracując łatwiej jest nie pracować.Nie wiem.chirurgicznego. Odradzali mi inni.powiedział dr Gościński. . I wtedy rozpoczął się raban. Po raz pierwszy od 1941 r. Miałem jeszcze dobrze w pamięci poprzednie badania pięścią. że tam trzeba pracować 12 godzin dziennie. nie ma i. dużej łaźni. Ponieważ budowa tuneli i Stayer to przemysł zbrojeniowy. Pewne formalności i badanie.Jeszcze nie dotknąłem. a na łóżku obok leżał wolny nóż. Powiedział mi.Poproszę na chwilę nóż. bo łaziłem im bez przerwy. wziąłem w rękę bochenek chleba i rozglądałem się. że Grzesiuk był u was. że ja mam podejść.i trzepnąłem go otwartą dłonią w tył głowy. Dbał tam o mnie młody lekarz Genek Pięta. W pierwszych dniach sierpnia 1944 r. Takiego pasażera jak ja to tu nie było.powiedział na zakończenie. na dwie zmiany oraz w niedziele i święta. zanim dostali się przed oblicze lekarza.a tu idealny spokój. . jak mam się zachowywać. że idę do rewiru na obserwację ślepej kiszki. Czekaliśmy długo na rozpoczęcie badań. Nie złość się.aż do dnia wyzwolenia.zwróciłem się do nich i sięgnąłem ręką po nóż. . postanowiłem wyjść z tunelu i iść pracować do Stayera.i wybiegłem z bloku. Załatwiłem sobie. Nie mogłem] uleżeć długo. żeby długo pamiętał towarzysza Polaka. skąd zdobyć nóż. czekaliśmy w ciepłej. Doktor Gościński miał mnie badać. że nie mogę uleżeć.pomyślałem sobie . Dałem mu jeszcze na ostatek płaszcz i papierosy. Trzeba było załatwiać to przez pobyt w rewirze. że tylko jęknął. przyzwyczajony do ciągłego ruchu i emocji . Francuzi narobili takiego wrzasku. bo był dla mnie naprawdę przyjacielem. przekroiłem chleb i pół bochenka oraz kawał margaryny wyniosłem Ośce. Kiedy przebadano kilku.

Później zabierano mu ją. był Janusz Tarasiewicz z Warszawy. co w obozie. Gdy miałem źle. Były wypadki. które miałem. których posyłano do najgorszych robót.resztę wycinała kontrola. o formacie pocztówkowym rodzinną fotografię. Poza tym nigdy i nigdzie nie lazłem z własnej woli. bo już nie miałem co palić. Zanim otrzymałem te fotografie . Powiedziałem mu tak. Otrzymałem też fotografię od sióstr ciotecznych. jeśli takie listy wysyłali bez wycinanki. że sam tam wlazłem. Heniek B. Obiecywano nam. Podziękowałem mu tylko i powiedziałem. której ideowym przywódcą był Jerzy Piwiński. którzy nie wytrzymali z nami współzawodnictwa. że gdy przysłano komu dużą. ale nie pracowaliśmy. Figiewiczem Bronkiem. w których wykładał mi podstawy marksizmu. że ja również jestem zadowolony. Blok. Poprzednio często można było otrzymać tylko ramki listu. wciągnął mnie do lewicowej organizacji obozowej. Na wiosnę 1944 r. Na Gusen II poszedł zespół Cyganów. Brudno było tu. to wzywano go i dawano fotografię do obejrzenia. znany działacz lewicy. Gdy podałem mu swój numer. że ja jestem Grzesiuk. Nie wypadało.po odmie chirurgicznej. mimo że każą leżeć ściśle w łóżku przez 6 tygodni. Po tygodniu przeniesiono mnie na blok 32. I do nas też przychodziły listy bez wycinanek. Początek i podpis . Fotografii na stałe nie oddawano. ale słyszałem. Starzy więźniowie bronili się zawsze przed zmianą obozu. bo bloki rewirowe ogrodzone były płotem. Ten czas już się skończył. W tym czasie proponowano nam przejście z całym zespołem muzycznym na Gusen II. że będziemy mieli bardzo dobrze. na której była z kolegą moim. i musieli się na nowo organizować. żeby umrzeć w obozie. Wskazywało to na zmniejszoną kontrolę listów. Mógł patrzeć na nią 5 minut. Fotografie zbliżały trochę do wolności.w listach dziękowałem im za fotografie.Obecnie jestem już siódmy raz w sanatorium i lekarze wciąż jeszcze mają kłopot ze mną. Nie wiem. Nie widziałem go. i nie chciałem zmieniać ich na lepsze niepewne. przy udziale obozowych faszystów.I przerzucił przez parkan małą paczkę. Wkrótce potem otrzymałem od niej uliczną filmówkę.nie narzekałem na te warunki. na którym Karl wykończył masę muzułmanów. gdy w swoich poprzednich warunkach mogli doczekać końca wojny.Trzymaj. Zrozumiały dobrze i przysłały. Były w niej dwie paczki tytoniu i bibułki. Fotografii przysłanych w listach dotąd nigdy nie oddawali. jak dobre. że bardzo mi się przydał. a stałe i wiadome mu. chyba ze dwa dni nie jadł chleba. Łażę nawet ciężko chory . albo może zorganizował w inny sposób.A jaki twój numer? . Kiedyś po . a człowiekiem. nie trzeba było dużo czasu. Na drugi dzień wieczorem przyszedł pod ogrodzenie jakiś Rosjanin. bo nigdy o to nie pytałem. . bo po przyjeździe do innego obozu byli oni „nowymi”. z którym miałem stały kontakt. żeby postarać się o ten tytoń. zamordowany latem 1944 r. Kochany Ośka. żeby był zadowolony i żeby widział. krzyknął. W tym czasie był to blok dla rekonwalescentów. Dostałem w paczce fotografię mojej siostry Krysi. nigdy nie miałem do siebie żalu. jak wołał: .zapytał. ale niepewne. Często spacerowaliśmy po placu apelowym dyskutując o polityce i Janusz przeprowadzał ze mną długie rozmowy. Włożyła ją w torebkę z cukrem. a jego wyganiano. i często umierali szybko. . który to Grzesiuk? Podszedłem i odpowiedziałem mu. Mimo obietnic dobrych warunków . to Ośka ci przysyła! . jak na wszystkich innych blokach. Każdy stary więzień woli gorsze warunki. żarcie to samo. Po wyjściu z rewiru poszedłem pracować do Stayera. Łaziłem już czwartego dnia po operacji. Odmówiłem kategorycznie. Na to.Grzesiuk.

co to jest organizacja bez organizacji? Nie wiedziałem. A Polaków w obozie jest więcej i też bić potrafią. którą kazano mi wyszukać. Karę śmierci zamieniono im na dożywotnie więzienie. Ale tych Polaków na stanowiskach nie można uogólnić z całym narodem polskim. Wykończyć każdego.To organizują.od roku 1920 czy 1919 do 1945.Niedobrze. .. kto ma chociaż jednego człowieka zamordowanego na swym sumieniu.i będą na Polaków już inaczej patrzyli. lecz krwiożercze zwierzęta. który razem z nim był w Gusen. zachował pełnię władz umysłowych i cieszył się autorytetem wśród współwięźniów. Dwadzieścia pięć lat . Ucieszyliśmy się ze spotkania.Organizacja bez organizacji to coś takiego jak np. w moim współżyciu z nimi przekonałem się o prawdzie tego. pokazał częściowo zrujnowany bombardowaniem dom i powiedział: . Kogoś tam jeszcze zabili. Nasz naród potrafi być wdzięczny za każdy drobiazg.takiej lekcji powiedział mi.znasz dużo Rosjan i żyjesz z nimi dobrze. w praktyce. Wania. ludzie przeżyli kupę lat w obozie nie po to. dla samej przyjemności mordowania. żeby do tego nie dopuścić. którego nazywali „Diadia Wania”. bez względu na narodowość. żeby zdobyć ubranie i gotówkę. Pomagał on dużo Rosjanom. .Ale nie myśl o tym. A wiesz. za każdą odrobinę życzliwości. Bo jeśli my wiemy. Uciekł z kolegą. które mordują bez potrzeby. Miał Wania rację. Tylko że Ruskich prześladują i Niemcy. Poza tym z niejednym przebywał razem w różnych więzieniach niemieckich. Musimy się z nimi porozumieć. Stasiek. Tego nie będzie. W moim pojęciu to w ogóle nie ludzie. Pewnego wieczoru spacerowaliśmy po placu apelowym i w rozmowie powiedziałem mu. żeby zginąć po odzyskaniu wolności.i tu wymienił dwóch znanych mi oprychów rosyjskich. bo cyfrze mógłby ktoś nie uwierzyć. trochę życzliwości Polaków dla Rosjan.Ty . . Stanąć. w tym hotelu 25 lat temu zamknęli mnie.Polacy. Kolega jego miał już trochę pokotłowana w głowie. i Polacy. nic nie mówił do nikogo i tylko palił papierosy. Jak długo Wania żyć będzie. dać jednego czy dwa papierosy. prześladują Rosjan. Inni Rosjanie będą to widzieli .Patrz. Okazało się. . Po kilku rozmowach z Wania wyczułem.mówił Janusz . Uciekł z obozu po zabiciu wartownika.. wiem . posłuchać. jak się wojna skończy. Piszę słownie. . Siedział całymi godzinami wpatrzony w jeden punkt. i tych należy po wyzwoleniu wykończyć. Był dobrym organizatorem. W pierwszych dniach wolności spotkaliśmy się w Linzu.odpowiedziałem. żadnej takiej historii w obozie nie będzie. że on będzie tą osobą.powiedział Wania. a następnego dnia złapali ich w hotelu w Linzu. Wania był pogodny.zapytał. tak jak nas prześladują Niemcy. że trafiłem dobrze.Wiem. szczególnie ci na funkcjach i na stanowiskach różnych kapów i ich pomagierów. Zadał mi wtedy Wania ciekawe pytanie: . Odpowiednio się do tego przygotujemy. to nie damy się tak spokojnie mordować. W tym czasie zaprzyjaźniłem się z Rosjaninem.Wiem o tym .Czy ty wiesz. . dlaczego tak się dzieje? . żebyś odszukał organizację rosyjskich komunistów. . więc wytypowaliśmy ciebie. że Rosjanie-chuligani szykują się bić Polaków. jak i wśród bandytówblokowych i kapów z tytułu długiego pobytu w więzieniach. Siedział on w obozach i więzieniach niemieckich dwadzieścia pięć lat. Po tej rozmowie poznałem Janusza z Wania i już kontakt został nawiązany. Sam. co mi Wania powiedział. . . a Wania zaprowadził mnie na róg ulicy. Jeśli kilku ruskich muzułmanów śpiewa piosenki. że grupa rosyjskich chuliganów w obozie szykuje się rżnąć Polaków. jak się wojna skończy. Był w niewoli niemieckiej. nie rozpędzać ich biciem. .

a jeżeli jesteś łobuzem. częściej oni bili. Gdy rano ubieraliśmy się.. a byle jaki łachudra. wyżarci. usmarkany.towariszcz. kolego! Wtedy wtrąciłem się: . Zagadnienie to istniało we wszystkich obozach koncentracyjnych i obozach jeńców wojennych. Gdy czekałem kilka minut. z tym. Wpadł między łóżka i grzmotnął o ścianę. to ci żaden łachudra nie powie: jak się masz. pijany. to. którzy cieszyli się względami „panów”. ani nazwisk „pań”. że uciekł przez okno. no to ja jestem lepszy i patrz. ładnych chłopców w ten sposób robiło „karierę” obozową i dostawało pracę w dobrych grupach roboczych. towariszcz.. a on nie schodził. lecz nic się nie odzywałem. niech posłuży przytoczony następujący przypadek: Na bloku B. I co? Będę szedł z żoną czy narzeczoną. tak jak wszędzie w obozach kobiecych istniało współżycie seksualne wśród kobiet. a złośliwie pewna część inteligencji. bo cię zgaszę! Kończąc te słowa trzepnąłem łbem. Tu nazwisk żadnych wymieniać nie będę. Szczególnie źle zachowywali się głupcy na funkcjach. Zdjąłem marynarkę i stanąłem przy drzwiach. Jeden z tych nielicznych. o dużej kulturze.. albo że ten. co jest.bo oceniając jego chamstwo inaczej nie mogę go nazwać .. jak będzie wychodził na zbiórkę do pracy.Oni wszyscy tacy sami. Pederastia w obozach męskich istniała wszędzie. którzy przeżyli z pierwszego transportu rosyjskich jeńców wojennych. żeby dokuczyć swemu sąsiadowi. kurwa twoja mać. byli zawsze ładnie ubrani i mieli pod dostatkiem jedzenia. Chłopcy ci nigdy nie spali wśród innych więźniów. kolego. powie mi: jak się masz.. Temat ten jest dyskretnie przemilczany w książkach i artykułach w prasie. w pobliżu mojego łóżka spał major Armii Czerwonej. Jak tak.tzn. Znów wpadł na ścianę i wtedy już szybko wskoczył na górne łóżko i z góry dopiero był mądry. to znaczy. otaczali się i opiekowali młodymi chłopcami. . których rozpierała mądrość „pączkowa”.Jak wyglądał na codzień stosunek do Rosjan niektórych ludzi. Złapałem rękami za górne łóżka. nikt ich nie bił. że podobno on. bo będziesz taki sam jak on. którzy pomagali im. On na to roześmiał się sztucznie i mówi: .. Podszedłem blisko do niego i pytam jeszcze spokojnie: . on bez przerwy dziamgotał: . Zaobserwowałem. Wreszcie jednego dnia nie wytrzymałem. Już w Mauthausen otworzyły mi się oczy na te sprawy. A jak będziesz łachudrą.którego rozpierały paczki otrzymywane z domu i któremu zdawało się. to tylko w związku z jakimś człowiekiem. poszedłem w koniec sztuby zobaczyć. Nie pomijał on żadnej sposobności. to możemy z sobą podyskutować. że boi się. Nie wszyscy Polacy mieli taki niewłaściwy stosunek do Rosjan. Było wielu. aż huknęło. Niewątpliwym faktem jest. że z każdym kilogramem wagi przybywa mu rozumu. Tam mi powiedzieli.Właściwie kto ty jesteś? Inteligent czy łobuz? Jeśli inteligent. że wielu młodych.Albo u was w Rosji . to arystokracja miała swoje osłonięte szafkami sypialnie w jadalni i tam mieszkali też wybrańcy losu. Ani nazwisk „panów”. nigdzie przez nikogo nigdy nie podejmowanym problemem obozowym jest współżycie seksualne mężczyzn. Słuchałem jego docinków i kpin. do którego przenieśliśmy się z bloku 12. Innym.Słuchaj . że Niemcy na funkcjach. kurwa ich w mordę mać! Wzięło mnie. Wystarczyło mi to i już wieczorem nie czepiałem się go. To tak samo jakby u nas mówiono: kolego. żeby mu dolać.jak nie będziesz sam łachudrą. to ci będzie wszystko jedno. A przecież te rzeczy istniały od początku. ci zdrowi. uderzyłem nogami. Człowiek inteligentny. W Mauthausen nie było kapówek. Obok niego miał łóżko polski urzędniczyna . a jeśli ktoś coś szepnie. uniosłem się na rękach i gdy on się podnosił. „Panami” w pierwszym okresie byli Niemcy na funkcjach .mówię .

trzy godziny za ręce.to młody.on i ona . a przynajmniej znane były starym więźniom.jak długo już powodzi mu się dobrze. On . to miał dwóch albo i trzech. Każdy z nich raz był kawalerem. gdzie tu jest humor. dawało to dodatkowe możliwości odpowiedniego dobierania się mężczyzn. bywało tak. bo tropił on tego rodzaju przestępstwa i strasznie karał. gdy bardziej rozgorączkowany kawaler podciągnął do góry .innego kapa . ładnie ubrani. Chmielewski szczególnie mocno karał „panów”. Rozmawiał cienkim. W roku 1941 dwie doby stały pod drutami dwie grupy. Jak długo komendantem obozu był Chmielewski.i rozpoczynał się upojny taniec. w drugiej grupie młodzi chłopcy.ale faktem jest. Koledzy z orkiestry odczuwali to samo. którzy od samego początku pobytu w obozie dostali dobrą robotę. Przybyło wielu prominentów pączkowych. Blokowy zaangażował granie. że dobierało się dwóch młodych chłopców. „ona” . Od roku 1944 zjawisko to przybrało formy masowości i bez mała jawności. Gdy w 1942 r. rumiany i ładnie ubrany. przystojni.„zabawa szwuli”. a inni mimo dogodnych warunków nie robili wcale. drugi. Zakończono ją dopiero wtedy. schodzili się „szwule”. Zapraszał do tańca. tj. którego „bezinteresownie” żywili. Wielu było takich. Tu nie decydowała przynależność narodowa. którym „wstydliwość i poczucie godności” nie pozwalały chodzić do pufu. dobrze odżywieni. którzy siedzieli długo i już od dłuższego czasu mieli dobre warunki. bo do pufu mógł iść raz na jakiś czas. Mierziło mnie to. Przeważnie byli to tacy. Wieczorami.a sam poszedł na druty. W jednej grupie panowie kapowie i blokowi. zapłacił. Nazywaliśmy te zabawy „zabawą szwuli”. To nie było poważne dla humoru tylko . wyżarty. Pewnego razu przyszła para dwóch Niemców. którzy byli silni i zdrowi i przebywali już po kilka lat w obozie. Obserwowałem obleśne uśmiechy na twarzach Niemców patrzących i biorących udział w tej zabawie.przeważnie w poważniejszym wieku pan. ale to wcale nie przeszkadzało im mieć swojego „chłopczyka” na bloku. ale to byli też cwaniaki. Przebrany za kobietę wdzięczył się do mężczyzn wabiąc kształtami sztucznie powiększonymi. w pewnych od siebie odstępach. Możliwe to było na blokach mniej zaludnionych. którzy robili to jawnie. bo w nich na środku sztuby było trochę miejsca. tylko odpowiednia ilość żarcia. W 1944 r. Kto był lepiej sytuowany. Tu już nie było kawalera i panny. inni mniej jawnie. Ci byli zdrowi i wyżarci i pierwsi poczuli pociąg do chłopców. To był typowa bandycki niemiecki „humor. że „panowie” rżnęli się nożami za odbicie „panny”. raz panną. sprawy te były mocno zakonspirowane. Znane mi były wypadki. że tańczą. do maja 1942 r. Parami . Poważniejsze konflikty miłosne znane nam były dobrze. wybudowano puf i sprowadzono prostytutki. którzy razem spali i razem żyli. Patrzyliśmy zdziwieni nie wiedząc. z których jeden był umalowany i przebrany za kobietę. i schodzili się „goście”. jak długo w obozie i . uderzył nożem rywala . Zdarzały się wielkie tragedie miłosne. po pracy i w niedzielę po uliczkach obozowych i placu apelowym spacerowało wiele par zakochanych.ważne . a gdy zaczęliśmy grać. pulchny. a chłopaka miał zawsze. Gdy w niedzielę graliśmy na którymś bloku. bito i posyłano do karnej kompanii. którego rozpiera nie wyładowana energia. W jakiś sposób błyskawicznie rozchodziła się wiadomość. Nie znaczy to. piskliwym głosem. „panowie” chodzili do puf u. że robili to wszyscy . Później „panami” byli także ci Polacy i Hiszpanie. Nigdy nie angażowałem zespołu na taką zabawę. kapo Robert. Wieszano ich na dwie. Ponieważ w obozie było ciemno i ludzie spali po dwóch w jednym łóżku. więc ci również zaczęli szukać dla siebie rozrywki. Jedni i drudzy to ludzie różnych narodowości. Niemiec. ale to nie przeszkadzało im mieć „swojego chłopca”.. Zagadnienie pederastii przybrało na sile w okresie pączkowym. w której mieli dosyć jedzenia. ładny chłopaczek. że dużo takich było. Niejeden raz stali pod bramą „panowie” i „panie”. że granie do słuchu zamieniało się w zabawę taneczną.ci.

na którego on pokazał. . a pod stołem siedzi ładny.. że biglem nie przyłożyłem. Wściekłem się. „Wujo Patyk”.a może by wielu z nich naprawdę go przyjęło. to niech da drugiemu. jak będzie żył. jak mi się poprawiły warunki w obozie. radość. .zapytał blokowy. W bloku 3 pewnego wieczoru blokowy porobił zmiany w łóżkach.posłyszałem. Zmiany te zrobił już po pierwszym dzwonku i ktoś nie miał czasu zawiadomić o zmianie.odpowiedział bez żadnej tremy. to nie dlatego. .po gołym tyłku. co go zapraszali do swoich łóżek .i to mocno klepać . Z jednej strony widział taki ciężkie życie szarego więźnia. po co tu przyszedł.Szarpnij się przy robocie. taka twoja mać! . do tego .poderwał się 1 n na łóżku. I proszę! Kilka miesięcy po tej rozmowie chwytam sam siebie na tym. że to była pomyłka spowodowana zmianą łóżek. A teraz trzeba powiedzieć też.dla hecy . co dają.to my wiedzieliśmy. ale jednak czułem. A nadmiar własnej energii niech wyładowuje w ciężkiej pracy.A ty szczeniaku. Śmiał się i blokowy. że nie złodziej. ale niech mu nie każe przychodzić do łóżka. . Kto . Chodziło tu o młodych chłopców. W pierwszym okresie rekrutowali się oni z tych.. Kiedyś.Szkoda. A mimo wszystko w okresie ostatnich kilku miesięcy pobytu w obozie zauważyłem. Obudzili się wszyscy i patrzą zaciekawieni. A przecież dopiero dwa lata minęły. Chłopak nie chciał pokazać tego. Całować mu się zachciało.. Wymyślałem mu. o szafkę oparł się macając po omacku. żeby nikt nas o te rzeczy nie posądzał. Byli tacy. że boi się głodu. że mu to przyjemność sprawia. i „panna” uciekła do kapówki przebrać się w męskie ubranie i umyć się. Bo jeśli taki przyjdzie. zasuszony człowiek. co biorą. . że winni są ci. A Henio gada głośno: . i chłopczyk. . Nie wiem. to stary. Nie chcieliśmy żadnego młodego. Wiedzieliśmy. W majteczkach tylko i w jedwabnej koszuli. Wiadomo. Ryk. pracując w tunelach. Nasz chłopiec do roboty i pilnowania to był Mundek. to i ty się wyładujesz i słabszym pomożesz. którzy z głodu zgadzali się na takie życie. a inni zaczęli klepać . a nie ci. kulawy.Do którego? . W prominenckim bloku l brzęknęła pułapka nastawiona na ewentualnego złodzieja.i tak dalej. jak się zgodzi.Kto tu jest? Tup-tup-tup . Zaczynali się podobać i nic na to poradzić nie można było. łódzkiego cwaniaka. młody chłopaczek.pokazał na pierwszego z brzega. kto to były „panienki” i skąd się ich tyle brało. W nocy słyszę głos Henia Urbaniaka. gdyby mi przyszło siedzieć jeszcze dwa lata w tych samych warunkach.to nie ma specjalnego znaczenia dla problemu jako takiego. Ot. której nigdzie nie brakuje. jakby to u mnie wyglądało. Wszystkich porwał wielki śmiech. Chłopak wcale się tym nie peszył. chłop w wieku lat trzydzieści kilka. Zapalono światło.Nie okazywałem tego. że i mnie zaczynają się . . . jak ktoś po cichu ucieka po sztubie w stronę drzwi. którzy nie mieli za dużo rozumu jeszcze.spódnicę. . Blokowy zapytał go. który mi tłumaczył. W opisywanych tu wypadkach celowo nie podaję nazwisk i narodowości . z drugiej strony pokazano mu. odszedł z uśmiechem i godnością. Gdy blokowy pozwolił mu odejść.Zabawić się . tyle. że mi się chłopaki zaczynają podobać. taka jego.O. bo ten. a dzwonek był słabo założony i zaalarmował.Buzerant jakiś.. pokłóciłem się z jednym kolega. chyba 190 cm wzrostu. ile . a tylko dlatego. W związku z tym były różne komiczne historie. do kogo przyszedł.. śmiech. Tu opowiedziałem mu o mojej „wariackiej” pracy przy obróbce kamieni.młode chłopaki podobać. że jeśli ktoś ma dużo jedzenia.

gładkiej gęby i możnego „pana”. że dlatego. Maleńkiego wzrostu. Z jednej strony pokazano mu. Nie tak. to i oni też.. A teraz opowiem o jednym takim. Inny na nasze gadanie odpowiedział: . przecież dziecka mi nie zrobi.i chłopak szedł. czyszczenie butów i załatwianie innych usług.co najważniejsze . Pracował w warsztatach Stayera. Jak małpy. Nigdy na mnie nikt nie leciał. Gdy przyszedł nowy transport do obozu. Byli tacy.Co mi szkodzi. jak wygląda życie szarego więźnia z jego głodem.upatrywali „towar” dla siebie. wtedy gdy prawie jawnie uprawiano ten proceder . który robił to. U takich chłopców ciężko też było doszukać się twardego.nie zgadzał się i następnego dnia już nie szedł do niego robić. starzy pederaści . Gdy go pytałem. Na wszystko miał gotową odpowiedź. Jeżeli to był chłopak nie zorientowany. rękawy zawinięte. co naprawdę szli na to z głodu. Gorzej. nikt nie uderzy.może mieć chłopak 17-19-letni. Nie wiem nawet. spodnie u dołu zawinięte kilka razy i czapka spadająca na oczy. Wtedy taki blokowy czy kapo posyłał go do roboty. a wszystko za taki drobiazg. byłem już za stary i . Po cztero i półrocznym pobycie w obozie okazało się. ładne ubranie.i to dobrze dawali. że chłopak był ledwie żywy i miał wrażenie. Częste były wypadki. Rozpierała go siła i męstwo wobec słabych kolegów. dlaczego to robi. byli oni nietykalni dla innych więźniów. któremu wszystkie te wygody zawdzięcza. Po kilku dniach jego „pan” znów kazał mu usługiwać. jak spanie od czasu do czasu ze swoim „panem”. chłodem. Mnie to nigdy nie groziło. jak się nazywał. Oddawali się jednorazowo. którzy nie mieli szczęścia mieć osiemnastu lat. Gdy „arystokrata” wziął sobie takiego szwunga. Cholerny szprync i cwaniak. co mnie wprowadziło w niesamowity humor. Gdy ustawialiśmy się w szeregi do powrotu z pracy i widziałem przebiegającego „Pacana”. mój hallajter przycisnął mnie i pocałował w policzek. fasowanie dla niego jedzenia. Marynarka sięgała mu do kolan. dobrze karmiony i albo wcale nie pracował. albo szedł do lekkiej roboty. po kilku dniach kazał mit przyjść w nocy cło siebie do łóżka albo sam szedł do niego. No i dawali . Po trzech dniach znów kazał mu przyjść w nocy do łóżka . wołałem go i robiłem miejsce obok siebie. Tam już wiedzieli kapowie.brzydki. bo za każdym stał jego protektor. Spotkałem jednego takiego już w 1944 r. że inni to robią. którzy mogli żyć nieźle. Raz jeden w 1944 r.ale przecież nie może go trzymać na bloku. pączkowych. który z tym zetknął się pierwszy raz w życiu . często ludzi starych. dał mu jeść i nie posyłał do roboty. że mogę się też jeszcze komuś podobać. inaczej „szwungiem”. praca. który był twardy. Rosjanin. mimo że miał dobrą pracę i dużo paczek z domu. Wzywał takiego do siebie. gdzie nikt go nie bił i nie maltretował. opowiem o nim później. ale oni chcieli żyć bardzo dobrze. za pewną opłatą w postaci jedzenia lub papierosów. Do obowiązków takiego szwunga należało słanie łóżka dla swego chlebodawcy. żeby zabić. pod dachem. tylko zaniedbany. który zabił każdego. jak mówili w obozie. biciem i możliwością utraty życia w każdej chwili. W dalszych latach. tylko że ja mało kiedy chodziłem do roboty.lenistwo lub lekka praca. ładny chłopak. pełny brzuch. Byli tacy. ale tak. z drugiej strony . że mają dać mu szkołę. że mu to przyjemność sprawia. Pracowaliśmy na jednej hali.to już różnie było. kto śmiałby dotknąć czy w inny sposób skrzywdzić jego pupilka. Ja nazywałem go „Pacan”. zdecydowanego charakteru. Widzieli. że każdej chwili mogą go zabić. którzy robili to z ciekawości. Powstał też typ obozowej prostytutki męskiej. I było wielu takich. Przygadywał on wesoło pod adresem . Ci nie mieli swojego stałego „pana”. jeśli nie będzie jego szwungiem. ciepło. dał mu jeść i kazał mu być swoim posługaczem. odpowiedział.ci na funkcjach . bo i chłopcy ci rozwydrzyli się w tych dobrych warunkach. że taki wyżarty zasraniec bił po twarzy innych więźniów. Chłopak taki był ładnie przez swego pana ubierany. a jeszcze okazał dobroć i współczucie . Wtedy było wesoło. Był taki znajomy chłopak.

odpowiedział „Pacan”.powiedział wtedy poważnie . . .odpowiedział.ja jestem mały. jaki mały! .Ano. Pobiegł. Podszedłem do niego i pytam. a po pewnym czasie wrócił z grubo owiniętym palcem. W pewnym momencie. że można dostawać jedzenie . sztuba B.A ty po trzech dniach powiesz.Patrz. przyjdę .Idź do Donekera.Gdzie? . to ci zrobi opatrunek. zauważyłem.Dawaj. dlaczego on przedtem palec w walce wsadził.bezinteresownie.Nie gadaj.o. to on codziennie będzie ci dawał miskę zupy. widzisz. i rzekł z wielkim zachwytem: . a gdy znów musiałem wyjść.Zobacz. .trzeba mu pomóc. to miałbym wszystkiego. a Sitek był prawie o głowę wyższy niż ja. A że jestem taki mały. ile mi jeszcze palców zostało . .odpowiedział. Gdybym zgodził się na propozycje pederastów. Ten spojrzał do góry. a nie pójdę! . Gdy szliśmy raz w obozie razem. byłem kilka tygodni w rewirze. chcę. to tam dawali mi dużo jeść i patrz. „Pacan” już był. .Zupy chciałbyś? . a za moimi plecami stał Maciek Sitek z Warszawy. .A co będzie. mam 15 lat i już więcej jak dwa lata jestem w obozie. . . żeby mu na to odpowiedzieć. jak patrzy on z napięciem w maszynę i po chwili wsadził palec w tryby.pytam. podbiegł do mnie ze zmiażdżonym palcem i pyta: . ja na to nie poszedłem i nigdy nie pójdę.To nie mów tylko nikomu .Gdzie z tym? . w drugiej linii maszyn. . Zdechnę. . . Widzisz. A jaka morda . Żal mi się zrobiło nagniotka. gdy patrzyłem na mego. A żywienie zaczęło się w ten sposób: Stanowisko jego było naprzeciwko mnie. po prawej stronie w sam koniec . „Pacan” pociągnął mnie za rękaw w boczną uliczkę mówiąc: . do tego . . .To przychodź codziennie po pracy na blok B.O. Ze mną nikt nie będzie prowadził żadnego handlu czy innych kombinacji. pokazując na dwóch esesmanów idących w naszym kierunku. dlaczego to zrobiłeś? .pytam. „Pacan” sięgał mi głową do piersi.Widzisz .O.pytam go.i to od człowieka innej narodowości . jaki wielki człowiek! Kobyłę na stojąco zjebać może. żebym do ciebie w nocy do łóżka przyszedł.A co dało ci wsadzenie palca w tryby? Połamało ci palec . Dobrze walczy o życie .odpowiedział zaczepnie.każdego kapa i esesmana. jak znów schudniesz? .zdziwił się Sitek patrząc na „Pacana”.odpowiedział. jak dobrze wyglądam? . gówno na horyzoncie. jak wsadziłeś. który na tej hali był ustawiaczem maszyn.prosił tajemniczo. ale ja na to nie poszedłem i nie pójdę.pokazałem mu Tomaszewskiego. Stał raz obok mnie.Dobrze. . . Krzyknął. Żywiłem go do końca pobytu w obozie. . . jaka teraz u mnie morda. „Pacan”. . złapało mnie .mówię wskazując na jego zdeformowany palec. nie gadaj! Patrzyłem .Ja już mu powiem. Następnego dnia nie przyszedł do pracy.Ale powiedz. Później ja nie chodziłem. żeby zobaczyć jego twarz.Ja nie wsadziłem. zobaczymy . co? . ile zechce.można cały tydzień na nią srać i też całej się nie zasra. pokazując mi ręce z rozczapierzonymi palcami.Nie.na ciebie i widziałem.Chodź tędy.powiedział twardo.O tam . Maćkowi zabrakło konceptu. On już widocznie nie wyobrażał sobie.

od hal. to zarobi jeszcze jedną miskę. Wrócił z nocnej zmiany i czeka. .Nie mam.grupa transportowa. Ukrainiec. to myślicie. Czterech nas nie mogło przenieść stołu z metalowym blatem. posądzając o celowy sabotaż.Co chcesz. jak odwdzięczyć się za te trochę jedzenia. I odchodził zawiedziony. a przy łóżku siedzi Iwan. to gdy byłem w pracy. Nie chciał go.powiedziałem.To ustaw się tam jutro. bo ja więcej siedziałem w obozie jak w pracy. Zostawiałem czasem dla niego dodatkowo kawałek chleba albo jakiś lepszy drobiazg z paczki. . Tłumaczył mi. która godzina. . czy nie mam bielizny do prania. że za 15 minut będzie przerwa obiadowa albo koniec pracy. co ja chcę? Ja tylko chcę. którzy nigdzie nie pracują. Ciemniak . roześmiał się i odpowiedział pytaniem: . od maszyn i od źle wykonanych części. Spotkałem go raz w obozie. i nie wiem. Janusz znał go już z mojego opowiadania. Na nasze zdziwione pytanie. kto mu mówił. Wykazywał dużą orientację i znajomość tych rzeczy. Wybrał dobre. kawałek mydła i ręcznik. który tak ładnie gwizdał w tunelach. Bieliznę pierze mi kto inny. inteligentny i cwaniak z polotem . za które blokowi płacili miską zupy. .A co wy myślicie o takich.Mówił mi później. Nie wiem. . . . ze schowka w magazynie wyciągnęliśmy pół litra bimbru kupionego od majstrów za papierosy i tak uzbrojeni udaliśmy się do oberkapa „Żaby”. to ci dopasuję wojłokowe wklejki. że nic od niego nie chciałem. a on wlazł pod stół. któremu za to płacę. uniósł i przeszedł z nim kilka metrów. Janusz wyszukał ładne ubranko. żeby nie być głodnym i żeby mi zimno nie było. krępy i bardzo silny. Tak mi mówił. ale „Pacan” odmówił. że jest na utrzymaniu pederasty. a już ja ciebie zobaczę. Natomiast Adam Kwiatkowski wyszukał innego Iwana.Daj mi swoje buty z cholewami.ale szczery i oddany. żeby załatwić dla mnie od jutra lepszą robotę. wtedy gdy on dojrzał „gówno” na horyzoncie. Mało kiedy widywałem go. Zorganizowałem kawałek wojłoku dla ciebie.upierał się Iwan. jak można klinem drewnianym wykolejać pociągi. Podobała mi się jego siła.Ale ja chciałem coś dla ciebie robić . co tak ładnie chodzą ubrani? Jak młody. że po dłuższym okresie spokoju zimowego szykuje się w obozie nagonka na markierantów. ale myślał mało. Wiesz. Ja nie chcę. gdzie on to organizował.Jest . Przychodził też kilka razy Iwan. żeby o mnie ktoś nawet pomyślał tak. to dawałem mu miskę zupy. a wieczorem jedzenie wydawał mu Tomaszewski. jak kilka cukierków czy kawałek ciasta. Dowiedziałem się. że brał udział w partyzantce.Musimy go ładnie ubrać . Nie wiedział. Przynosił na sprzedaż drzewo. zawsze przynosił mi przed południem i fajerantem pudełko z gorącą wodą. dlaczego nie chce brać. taki sam sweter i buty. Był łącznikiem. Iwan? . . Jak rozrywano tory. ale skromne ubranie. Miał nareszcie ubranie na swoją miarę. był rudy. to wybierz sobie sam. za które mogą uśmiercić. Po zrobieniu wklejek zapytał. Gdy go sam spotkałem. które mu dawałem.Chciałbym mieć taką robotę. Poszedłem do Janusza. Tylko jeśli „Pacan” był bystry. . On też nie mógł zrozumieć.zapytał „Żaba” zdziwiony. aż ja się sam obudzę. Kiedyś budzę się rano.pytam. ale jak Iwan przynosił wodę. . .No.A czy jest u nas taka robota? . to wiadomo było. od majstrów. a drzewo kazałem sprzedać komu innemu. do magazynu odzieżowego. Strzeliło mi coś do łba i zaprowadziłem go do Janusza Zakulskiego. żeby odczepić się od produkcji.to Iwan był tylko silny. za co ja daję mu jeść.

Nie opłaciło się to jednak. różnili się od innych więźniów tylko tym. Alarmy zaczynały się codziennie z wielką dokładnością za kilka minut dwunasta. że mieli żółty kolor winkla.To czym chcesz być? . tzn. w których robione były dane detale.Następnego dnia rano po rozkazie: „Ustawić się grupami roboczymi!” ustawiłem się w grupie transportu. Ci dobrze ukrywali taką skrzynie i codziennie dobierali z niej pewną ilość detali. żeby był gotowy jeszcze przed obiadem obozowym. którzy przy nich robili. gdy chodziłem przy wózku.zapytał „Żaba”. Tu znów komenda . Skrzynie braliśmy z hal. Były one w podręcznych magazynach na poszczególnych halach. Uciekaliśmy wtedy do tuneli. a to wymagało całodziennej intensywnej pracy. Wdali się w to esesmani . połazić.„ustawiać się w grupach roboczych” . W tym celu przepisują go na nocną zmianę i w nocy wykończy go kapo nocnej zmiany. zwany „Generałem”. Przywitanie ich nie było przyjemne. bo i popalić mogli . bo nie było potrzeby. Obiad zawsze szykowaliśmy tak. W tym czasie transport stał już podzielony na małe grupy robocze. . . . że muszę mieć przydział pracy. a wszyscy mieli ładne buty na nogach.powiedziałem szybko.i transport rozbił się na mniejsze grupki. Poprzydzielano ich do różnych grup roboczych. w której kapem był kolega z tej samej sztuby .O. pokazując palcem. bo mnie robota nie obowiązuje. Wózka nie pchałem. co chciałem. do niego chcę iść .i było nudno. Ale nosiłem ciężkie skrzynie z detalami. deski z przyczepionymi sznurkami. Przywieziono do obozu transport Żydów z Częstochowy. Gdy nie miałem nic ciekawszego do roboty.i robiłem za nich.to osiem osób pracujących. co na miejscu robili drewniane trepki. żeby nie dopuścić do . Przeszkadzały naloty. to nieprędko będziemy go jedli. ale nic niech go nie obchodzi. że ma zrobić mnie kapem jednej grupy roboczej. zawołał kapa całej grupy transportowej (Cygana) i mówi mu. I zaczęło się swobodne życie. żeby zrobić coś takiego. chodziłem razem z grupą. Muzułmani przy wózku lubili. że może złapać esesman . Normę musieli wykonać. Jeden taki pracował w grupie razem z Adamem Kwiatkowskim. W hali tej już pracowali ludzie. które stały wokół warsztatów. Codziennie dawałem pewną ilość produktów i należałem do tego obiadu. co było.powiedziałem. a wśród nich była jedna grupka. Gdy już zrobiło się dobrze ciepło.bo zawsze im coś dałem . w którym szwung „Żaby” gotował obiad. Część tych detali nie szła na wózek. że mogłem chodzić luzem. Byli tacy. brakującą do normy ilość. Żeby nie jeść zupy obozowej. Noszenie skrzyń dawało mi nowe pole do robienia chyba nie bardzo bezpiecznych kantów. że wykańczać będą tych. i robiłem. że jeśli spóźnimy się. gdzie chciałem. że mają tego Żyda wykończyć. Łaziłem. Adam prosił mnie. Grupa . w którym gotowaliśmy sobie obiady. a przed fajerantem z ukrytej pod stołem skrzyni wyjąć potrzebną. które do dalszej obróbki woziliśmy naszą platformą do hali w wykończonym górnym tunelu. Błyskawicznie rozeszło się to po obozie i znaleźli się tacy. lecz Adam powiedział mi. „Żaba” kazał mu zapisać mnie do stanu jego grupy zaznaczając. co ja będę robił.młody chłopak z Poznania. Przed południem chodziłem zawsze do pomieszczenia. kapo i ja. Nie pamiętam dobrze. Wykorzystywali to inni więźniowie i zabierali im buty. że ja jestem nadprogramowy. a wszystkim zapowiedzieli. bo ryzykowało się.Ja nie chcę być kapem . Chodzi tylko o to. lecz do kolegów. bo wiedzieliśmy.kilku zbili i odebrali te buty. Zanim jednak to nastąpiło. potrzebną do wykonania normy. Kilka razy zostawałem w tym pomieszczeniu. codziennie po alarmie chodziłem spać do wieży posterunków nocnych. „Żaba” wywołał mnie z szeregu. i dawali je w zamian za zabrane. co mieli drewniane deski własnej roboty na nogach i wymieniali je na buty. I to była też zapłata za to. zaskoczony tym „pięknym” awansem. którzy będą zabierali Żydom buty. Traktowani byli tak jak wszyscy inni więźniowie. Byli zastraszeni i nie znali obozu. odpocząć. Była to mała buda postawiona pomiędzy halami. Mając taki ukryty zapas mogli wolniej pracować.

Zupełnie nic. Jak to zmieniły się czasy! Teraz. Bałem się go. Chyba w pierwszych dniach kwietnia 1945 r. trzeba było tyle zachodu. złapano na wolności kilku. Brał długi kawał metalu. Wieczorem mówił mi Adam. na którego więźniowie ostrzyli sobie zęby. a tego jednego bandyty bałem się. Wielki. . Przyglądał się ludziom. . Przez pewien czas nie pracowałem. jak to jemu też chciał dać tę złotą koronę.W obozie . że to nie jest mi potrzebne. błagali. patrząc na mnie. i bił powoli. Przy pomocy Janusza Zakulskiego i Mariana Bochata udało mi się to. Na jego miejsce oberkapem został Doneker.ty mi życie uratowałeś. wyszli oni z obozu. gdy go uśmiercano. to dostanie za to kilka bochenków chleba. niech lepiej sprzeda. bronili się. Z volksszturmem uciekł też „Żaba”. gdy wszedłem do hali porozmawiać z Adamem. Po trzech dniach. W końcu albo zabijał odpowiednio celnym uderzeniem. a z tych. a wystarczyło nie dopuścić do przeniesienia go. z takim samym uśmiechem zginął.. Rozmawiając z nim wyczułem za sobą niebezpieczeństwo. Ubrano ich w mundury piaskowego koloru i przeprowadzano z nimi ćwiczenia wojskowe na placu apelowym. Krótko przed końcem wojny zmobilizowano niektórych więźniów do volksszturmu.Gdzie ty robisz? . W dniu wyzwolenia więźniowie zabili wszystkich bandytów. . . spokojnie.W transportkolonie . Wsadziłem mu to z powrotem w łapę. Tak jak z uśmiechem mordował. gdzie byłem przez tyle dni. .Doneker. Byli to Niemcy . podobno był lekarzem. Poszedłem raz pogadać z Tomaszewskim. co mi daje. z rękami bez mała do kolan i dziwnym chodem. by uratować mu w ten sposób życie. Podobał mi się dopiero w ostatnich chwilach swego życia. Inni prosili.Co tam robiłeś? . to na wszelki wypadek wolałem iść inną drogą. świdrujące człowieka na wylot oczy. a reszta uciekła nam.przeważnie kapowie i blokowi oraz ci silni i wyżarci. a do tego jeszcze specjalnie przenosić na nocną zmianę. Bez słowa wyszedłem z hali. Nie miał on do nas szczęścia. Patrzę. Nogi stawiał szpicami butów do środka i miał cholerne.A co tutaj robisz? . Widziałem go.blokowych i kapów.odpowiedziałem. którzy byli na różnych funkcjach.Przyszedłem porozmawiać z kolegą.wysłania go na nocną zmianę. On nie.Uciekaj . Walnął mnie dwa razy w twarz mówiąc: . Był to człowiek oczytany. a to złota korona z zęba. Odwołał mnie i wtyka mi coś do ręki. którzy go prowadzili .mówi . Podszedł i zapytał. Powiedziałem.. jak mordował z uśmiechem na ustach. Po drodze oddawał znajomym pióro wieczne. z którego robiono lufy karabinowe. żeby się z nim nie spotkać. To było dobre bydlę. Stał.To będziesz teraz robił. którzy odeszli z volksszturmem.odpowiedziałem. jak szukanie specjalnego powodu. znał się na muzyce poważnej. metodycznie.i uśmiechał się. i już. Wśród nich uciekło nam dużo bandytów .powiedział po cichu pokazując palcem drzwi.Weź to . ten Żyd dłubał pilnikiem w ustach. żeby zabić Żyda. . lekko zgarbiony. albo pobity człowiek umierał jeszcze kilka godzin. Jak widziałem go z daleka. Na placu zbiórek zobaczył mnie Doneker. Nie bałem się żadnych kapów i blokowych. a na dwa tygodnie przed końcem wojny znów musiałem iść do pracy. ołówek i zegarek i nawet ręką nie ruszył w swojej obronie. Obejrzałem się . ale i Adam nie przyjął prezentu. przejmującym głosem: . Podszedł do mnie i zapytał cichym.

Krematorium nie nadążało palić trupów. gdzie ja nie pracuję. patrzące bezmyślnie w jeden punkt. to chłopaki popatrzyli na mnie jak na wariata. bo właśnie w tych ostatnich dwóch tygodniach chleba nie dawano nam prawie wcale. Przez pierwsze kilka dni Doneker kilka razy dziennie zaglądał do hali 3. czy jestem i czy stoję przy maszynie. włożyłem czystą bieliznę i ubranie i znów nic mi Doneker nie zrobił. to wtedy stawałem przy maszynie. żeby uważał. żeby ubranie było całe mokre od oliwy. gdybym sam musiał pracować. że jak mnie pytał kto. jak inni robią. swoją obiadową zupę . Gdy mówiłem o kąpieli. Wtedy musiałem robić. wrzody i po miesiącu czy dwóch ludzie słabsi wykańczali się przy tej robocie. to muszę powiedzieć. Robota w oliwie. Ale co mi mógł zrobić Doneker? Wieczorem wziąłem od Janusza czyste. Bochat powiedział mi. że oprócz ogólnej kąpieli całego bloku chodziłem jeszcze dodatkowo. to wywożono je dużymi ciężarowymi samochodami. Powiedziałem im.W tunelach nie pracowałem. Gdy zaśpiewałem sobie. a sam do roboty nie będę się pchał . Ludzie padali wtedy masowo. Moim obowiązkiem było obserwowanie wejścia do hali. Na samo słowo „robota” słabo mi się robi. Czekał przy łóżku na swój kawałek chleba. bo Doneker sam będzie sprawdzał.I przyszedł czas. że na razie nic nie może dla mnie zrobić. z humorem zaśpiewałem głośno tango. krosty. on już nie żył. W pewnej chwili przestał pracować i usiadł pod ścianą. Poza tym . Co kilka minut podchodziłem popatrzeć na niego. W hali 3 wiercono lufy karabinowe. a na obiad dawali trzy czwarte litra zupy składającej się z wody i kilkunastu kawałeczków suszonej brukwi. Zanim poszliśmy spać. W łaźni dałem 20 papierosów. wróci to. Wystarczyła godzina czasu.martwe. że mnie należy pytać.Wystarczy. że dostałem się do takiej paskudnej roboty i jeszcze chce mi się śpiewać. gdzie pracuję. Codziennie dawałem mu kawałek chleba. gdzie dostał wódkę. co było między nami!” .mówiłem. Mnie się robota nie czepia. to zwracałem uwagę. Z Włochem zawarłem od razu sztamę. to już mi w krzyżu trzeszczy. A ten człowiek przecież umierał na stojąco. czy nie wchodzi Doneker. Oddech jego był coraz bardziej ciężki i nieregularny. że się upił. a obecnie w zakładach Stayera nie pracuję. Po południu był już nieprzytomny. Mnie dano do maszyny. to go zbiją za to. Za dwa tygodnie spotkaliśmy się . Wieczorem znów chłopaki śmiali się z jednego muzułmana. pytali go.że niby się upił. Wykąpałem się. W hali 3 przerobiłem . to i ja się na tym poznam. co by było. nowe ubranie i bieliznę. Pogadał tylko z hallajterem i pisarzem halowym. Jeden człowiek obsługiwał 2-3 maszyny. czy jestem w hali 3. żeby sprawdzić. Przed południem stał jeszcze przy maszynie. że się upił. Od oliwy robiły się na ciele pryszcze. bez wyrazu. i mówili. który inni w tym czasie kroili do podziału.bo ja dopiero jadłem wieczorem w obozie lepsze jedzenie organizowane z kuchni. a właściwie tylko dwa zdania tego tanga: „Przyjdzie czas.Zawołał Bochata i kazał zapisać mnie do pracy w hali 3. że ma być wszystko dobrze. Kilka dni przed wyzwoleniem obserwowałem. Raz nawet wszedł do hali i godzinę stał przy mojej maszynie. Ludzie pracujący w tej hali mieli całe ubranie przesycone oliwą. Stać mnie na to było. a wieczorem do obozu przyniesiono trupa. a gdy wchodził. Ładunek przykrywano plandeką i tylko widać było. gdy patrzę. że znowu się spotkamy. to mi puścili gorącą wodę. . Już tak się przyzwyczaiłem. na której pracował Włoch. Gdy stanąłem pierwszy raz. . że zawartość samochodu rusza się jak galareta. Oczy też miał człowieka pijanego . bo jak go złapią. Trzymał się nogi łóżka i chwiał się jak człowiek pijany. Po godzinie leżał już bez ruchu na ziemi. Po prostu nie wyobrażam sobie.a właściwie nie robiłem ostatnie dwa tygodnie pobytu w obozie. Ten kawałek chleba i zupa trzymały go przy życiu. Przecież byłem osobą znaną w obozie. jak w hali umierał młody chłopak. płacąc za puszczenie wody kilka papierosów.i było to już nasze ostatnie spotkanie. Był on powodem wesołości innych więźniów . od Kazia Bodycha.

chciałem sobie zapalić. a ludzie nago spali pod kocami na blokach. jak skamlał! Chodził za nim z wyciągniętą ręką prosząc o trochę tych łupin. Włosi . Więc naładowałem fajkę i rozglądam się za ogniem.tak. To już nie było to. ale nic nie mówiłem. Hiszpanie.zegarmistrz. Czesiek Palacz. Widzę. do kolegów współwięźniów. a wywoływali według alfabetu. Maszyna ta pracowała w dzień i w nocy. Mundek Tomaszewski i ja. w nocy ubrania. że po tym patrzył on jak na bandytę nie na mnie.a poza tym dostawał paczki. Jedynie Francuzi . Podszedłem i poprosiłem grzecznie po niemiecku o ogień.samolubni.znów dostał bombę w brzuch. Fuknął znów . Patrząc na to wzbierała we mnie złość. co gazowania w 1941 i 1942 r. którzy byli związani graniem i mieszkaniem razem w jednym kącie sztuby. nieżyczliwi. ale nie mogę go sobie darować. Wykręcił się do mnie bokiem. szarpnąłem za koszulę i siłą zabrałem mu dwie pełne ręce łupin. ale jak narobili krzyku. Gruby.powiedziałem głośno. przy wozie tym pracował ojciec i syn. Jak ten ojciec prosił. egoiści.fajka i dobry papieros.mówię mu. Odmówił . Gdy pracowałem w grupie transportowej. że Monachium. Stuknąłem jednego głową. Był to Francuz . Zaczął wrzeszczeć na mnie.Daj ognia . teraz już po polsku. Była w obozie na stałe maszyna do parowania ubrań i koców i bloki kolejno poddawały się odwszeniu. a jeszcze czterech zaczęło skakać do mnie machając mi łapami przy twarzy. drugiego pięścią. . Wreszcie wziął w palce kilka łupinek i dał ojcu. które oddałem jego ojcu. lecz ich stosunek do otoczenia.a ja go pięścią w brzuch. na winklu litera „F”. Odszedłem. ciągle jedząc te łupiny. Grzmotnąłem kilka razy w ryja. a nie miałem papierosa. a reszta zrezygnowała z atakowania mnie. Raz synowi udało się zdobyć gdzieś dużą ilość łupin od ogórków.Pewnie Francuz . Teraz już nie zabijano za to tylko. Dobrymi kolegami byli Hiszpanie. ten posiedział dwie godziny w bloku pod pożyczonym kocem. że człowiek miał wszy. Nie chciał dać od dobrego papierosa ognia do zwyczajnej fajki. Laffitte w swej książce Życie to walka nienawiść do Francuzów motywuje przyczynami politycznymi: Czesi. Cała ferajna to ci wszyscy. Lubiani byli Grecy. Odepchnął on ojca tak. Gdy wsadzili z jednej strony. nie wytrzymałem. a synek pyskował ze złością i uciekał przed nim na drugą stronę naszej platformy. to drugi krzyk podniósł się przy . który w obozie reperował zegarki esesmanom i więźniom i tym sposobem dobrze zarabiał . Za swoje samolubne postępowanie niejeden z nich oberwał ode mnie. że Francuzi nie chcieli bić się za Korytarz.mimo brudu i wszy . . Zrozumiałem słowo „pipa” i „bien cigaret” . W obozie najbardziej zgodnymi ludźmi do współżycia byli Jugosłowianie. a na swego ojca. a więc: Adam Kwiatkowski. stoi z boku facet z papierosem. Znów były w obozie wszy. które włożył sobie za koszulę. Francuzi. dobrze ubrany. Ciekawe. Tylko beknął. Ojciec zjadł i znów go prosi. więc nie można mnie posądzić o jakieś specjalne uprzedzenie. Moim zdaniem przyczyną niepopularności Francuzów nie były sprawy polityczne. W dzień parowała koce. Przecież ja przed wojną nawet nie widziałem z bliska jednego Francuza i byli dla mnie tacy sami dobrzy jak każdy inny naród. Chciałem jeszcze prosić go o ogień. Spojrzałem . po kilku minutach wyszło z drugiej strony. Dawaliśmy po kilka papierosów i ubranie przepuszczali nam przez specjalną maszynę. a jego koce i ubrania szły do odwszenia.każdego tygodnia całą naszą ferajną nosiliśmy koce i ubrania do odwszenia. że ten się przewrócił. Polacy. a synka nic to dalej nie obchodziło. ale już nie w takich ilościach jak w 1941 r. jak i innych narodowości. z brzuszkiem.byli chłopy fajne. Istniały częste kontrole i gdy stwierdzono u kogoś wszy. Dopiero jak ojciec upadł. tak swych rodaków. Kiedyś czekając na paczkę. że Francja była neutralna w okresie wojny domowej w Hiszpanii. Znów podszedłem i znów proszę o ogień. Fuknął ze złością i coś zadziamgotał. Zygmunt Piwowarski.

to cię krew zaleje”. kto przede mną idzie. Ale gdy rozwiedliśmy się z M. że egoizm u nich był wynikiem tego. Tylko tyle. Był taki jeden.Za co? .. niczego mu w życiu nie brakowało i spełniano zawsze wszystkie jego zachcianki i grymasy. Gdy stanęliśmy na placu w szeregach.Powiem ci na bloku. Polacy w obozie to też w większości inteligencja. Kto wie. Pchnąłem go lekko ręką i mówię. Zastanawiałem się niejeden raz. To.To ja . a jednak nie byli tacy. może Józef miał tu trochę racji. on stał po mojej prawej stronie. Wychodzimy całym blokiem na apel. Ruszyłem mu przed nosem palcem prawej ręki i zrobiłem znaczący ruch głową mówiąc po polsku: „No. bo jak ci dam Polone. co mu się stało. Umiał mówić po polsku. Jeśli i oni byli w obozie. Francuzi atakowali zawsze kupą.a ten maże sobie gębę krwią. . ale o tym nikt nie wie i w obozie siedzi jako . w kolektywie. po polsku . Miałem z nimi wiele podobnych wypadków. Wtedy on tym samym pogardliwym tonem syknął: „Polone kultiur”. ale żadnej uwagi na niego nie zwracałem. Ja pomoc utrzymałem dalej i żywiłem go do samego wyzwolenia. ale nie trafiało do mojego przekonania. Wygrał bydlak . a on pokazując na mnie kciukiem lewej ręki mówił pogardliwym tonem z odpowiednim grymasem twarzy: „Polone. Obowiązuje równe maszerowanie.paczkami. Takie dziecko było rozpieszczone. która nie miała złych warunków życia.Uno Polako . Po chwili on znów coś mówił i znów pokazał na mnie mówiąc w ten sam sposób: „Polone. żeby teraz na placu szedł jak potrzeba. co było przed chwilą. Uważam. Niewiele z nim rozmawiałem. Po prostu będzie miał okazję do bicia. strzeliłem tylko raz łbem i poprawiłem raz lewą pięścią. Przede mną idzie ktoś bokiem i woła coś do innego. machali łapami i krzyczeli jak gęsi. Skakali. dlaczego Francuzi mają takie paskudne natury. Drugim Francuzem. Żeby się uciszyć. Za ich niczym nie umotywowaną nieżyczliwość w stosunku do wszystkich płaciłem pięścią. Nastawiony był zawsze na maksymalne zaspokojenie własnych tylko potrzeb i pragnień. jak mi który wszedł w drogę.mówi jakiś Hiszpan.mówię. to sam jeden rozpędziłbym dziesięciu groźnych francuskich apaszów. .. że już esesman liczy nasz blok . Nie umiał taki później dostosować się do życia w gromadzie. tylko uwaga zwrócona w zupełnie grzecznej formie. Krew go zalała. ile mogliśmy porozumieć się po niemiecku. Po chwili blokowy z końca spojrzał po szeregu i pyta.tym nie można tłumaczyć. Ale na bloku wcale się o to nie pytał. czy Francuzi mają takie imię. Inni coś go pytali.. nie stało. Polone. bez złości.bo nie wiedziałem. Spostrzegłem.pyta Sztyglic. Ale nic się. i to nawet dość dobrze.pomyślałem . Jego pytałem. Ale byli też wśród nich i ludzie z charakterami. który znów z innym blokiem wychodzi z następnej uliczki na plac. bo ja nawet nie wiem. to od razu uspokajali się. ty. Gdy już stanęliśmy. że on jest francuskim Żydem. Józef miał na imię . był Robert. Tu nie wytrzymałem. to nie był nawet żaden incydent. któremu pomagaliśmy ze Staśkiem M. nie był brudasem i był przez wszystkich bardzo lubiany.” Ruszyło mnie.to mi wtłoczy.nie dał mi ognia. ale jeszcze nic nie mówię. że wiele rodzin chowało po jednym tylko dziecku. to przestał on mu pomagać. . i z nimi też miałem do czynienia . Tłumaczył mi to na różne sposoby. bo mogą cały blok przez niego uczyć chodzić .albo go tak nazywali. a ja mocny w tym języku nigdy nie byłem.. .a takie ćwiczenia trwały ze dwie godziny. że to jest ich cechą narodową. dopiero wtedy zobaczyłem. Dobre warunki życiowe przed wojną . Jak esesman go zobaczy . kogo wysyłają po odbiór paczki.no. Miesiąc przed wyzwoleniem w dowód zaufania wyznał mi. gdzie są francuscy apasze. po apelu. bo nie słychać. Więcej trafiało mi do przekonania. Polone”. Był to znajomy M. W odróżnieniu od innych był on bardzo koleżeński. że to Francuz. Ale jak tylko jeden dobrze dostał w ryja.

co leżeli w wodzie i ostatni raz przed śmiercią objadali się czekoladą z paczek. zapędzono nas wszystkich do bloków i nie pozwolono nawet wyglądać oknami. Byłem wtedy na bloku D i stojąc metr od ostatniego okna od strony placu apelowego widziałem tego oberbandytę. a byli i tacy. Przez pierwsze dni w jak najlepszej wierze dawałem mu wszystko. Po południu wielu z nich nie żyło już i przykro było mi patrzeć. dobry Janusza znajomy. Dasz litr wódki tu. że zadarłem ze Sztyglicem. Dostałem się tam dlatego. Gdy zdziwieni zapytaliśmy. od majstra.jak chcesz cywilne palto. Chciał. jeśli zgodzą się pójść do wojska. Wyjechali wtedy wszyscy Francuzi. Fronty blisko. Nieduży.tych z fioletowymi winklami. którzy nie chcieli służyć w wojsku. . że może dojść do większej awantury. że kto chce. że podobno ma ich przejąć Międzynarodowy Czerwony Krzyż i odtransportować do Francji. Czułem. dostanę 2. Na imię miał Edek. ale z pasiastym oknem na plecach. szwung Cyslera.iż pretensją do mnie. ale do chłopaków chodziłem. a w tym czekolada i papierosy. On też nie zaczynał na całego. Czuć było bliską wolność. zapisał się. że jeśli wejdę mu na blok. które na deszczu i w błocie leżały przy nich. to musisz dać za nie litr wódki. Sztyglic został przeniesiony z bloku B na blok D i postanowił całą naszą grupę przenieść na swój blok. Prosił mnie o palto. to mnie zabije. Bo w pracy. ustawiono ich na placu apelowym i nie pozwolono innym więźniom kontaktować się z nimi.bez okna. w których było różne żarcie. kiedy on przebywał w obozie. a do końca wojny już niedługo było. Zapisywali się przeważnie Niemcy. Po co? Nam to i tak nic nie dało. Jak ja będę go tłukł. Kilka dni po tym wyznaniu wyjechał on z Gusen. bo Sztyglic zapowiedział. że będą zwolnieni. bo też wcale się tym nie interesowałem. w polowej wojskowej czapce. jak inni wyjeżdżają. Gdzie poszli i kto ich zabrał. Przeniosłem się na blok A. a nazwisko jakieś półniemieckie.5 litra. bo draka taka może się źle skończyć. Jeden nasz znajomy. Chciałem pójść specjalnie i zobaczyć. gdy wydano im paczki.tu znów mogą nie wytrzymać moje chłopaki i też się wtrącą. Nie należało do rzeczy przyjemnych patrzeć. zaczął on stosować metody blokowego z bloku 3. o co mnie prosił.powiedziałem mu spokojnie . jak Sztyglic będzie mnie zabijał. Ale przeciągnął strunę i od tego dnia nic więcej nie dostał. Gdy już przenieśliśmy się na blok D. a nie warto myśleć o rzeczach przykrych. Wieczorem dopiero wyprowadzono ich za bramą. a ja stawałem sztorcem. Zawołano na plac starszego obozu i badaczy Pisma świętego . A już niedobrze musi być. Zdecydowaliśmy się na blok A. ale Adam prosił. Poznaniak. i to z góry. w obozie. W tym czasie. żebym nie przychodził na blok D. że śmierć zabiera ich na chwilę przed odjazdem. Od tego czasu zaczął mnie szykanować. żeby mu dawać. Mogłaby z tego wyniknąć poważna awantura. Zaproponowano im. żeby jednak nie wchodzić. bo inaczej nie dam. Nie wierzę ci. Coś tam musiało z tym być. Ostatni okres w obozie mieszkałem na bloku A. Ale wtedy. Sztyglic zobaczył . Odmówili. Jak na złość zaczął padać duży deszcz i przez cały dzień stali oni na tym deszczu. więc mu wieczorem przyniosłem cywilne palto. ze szkłami na oczach. to może wtrącić się który kapo . bo dostali oni jakieś paczki żywnościowe.Sztyglic . co ja mu przyniosłem. Przecież on chciał palto całkowicie cywilne .przy wzrastającym w ostatnich tygodniach terrorze i zwiększającym się głodzie. może u swojego pisarza zapisać się na ochotnika do volksszturmu. że trzeba przenieść się na inny blok. Do Gusen przyjechał Himmler. Adam powiedział mi pewnego dnia. Powiedziałem o całej sprawie Januszowi Zakulskiemu i uzgodniliśmy. Wielu siedziało na ziemi w kałużach wody. nie wiem.Francuz. że dam mu radę. jeśli naszych bandytów biorą do wojska. bo się go nie bałem i czułem. a my pozostajemy na niepewny los . Następnego dnia ogłoszono nam. . Mówiono. bo tam blokowym był Cymerman.

ale nic nie wolno mu było mówić. lecz jednak dość blisko. że tu będzie można pożywić się. tylko żebym ja o tym wiedział. z czego wcale nie byłem zadowolony. Zapisał się jeszcze jeden kolega. że wszystko załatwi dobrze. A on jednego słowa nie powiedział. Wykreślić nie mógł. A pomoc to była dobra. Nie lubiłem być na oczach ludzi . pokręcił głową i poszedł. Gdy wróciłem. Zorganizował się dobrze. gdy tylko wyłączono prąd z drutów. bo tu nie było już „Wuja Patyka”. więc musiał jeszcze raz przepisywać całą listę. Zdążyliśmy. Jedynej rzeczy. ale jak koledzy się zapisali. którym pomagałem. A w wojaku to będziemy mieli karabiny. a pod łóżkiem stały wyczyszczone buty. łóżko było już posłane i wszystko ładnie ułożone. Gdy przeniosłem się do bloku A. Nie . Poleciłem mu również rozdawanie jedzenia moim kolegom. że będę potrzebował kogoś do pomocy. Wiedział. Z kolegami gotów iść nawet do piekła. bo jest Niemcem i czuje się Niemcem. Heniek Sadłowski z Wołomina koło Warszawy. którego żywiliśmy z Adamem . Już sam sposób zaofiarowania mi swoich usług wskazywał na to. Gdy zjadłem śniadanie. tylko się zapisał. że taki równy chłopak jak Henio zapisuje się. Podobał mi się. żeby go z listy wykreślił. że zrobił to. Po kilku minutach przyszedł znów i powiedział tylko: „Już się zapisałem”. komu chciałby dać. To był właśnie cwaniak. Dobry był z niego pomocnik i mogłem tylko żałować. Powiedzieliśmy mu poważnie. Mówił nam. on złapał miskę i poszedł umyć ją do umywalni.powiedziałem mu. co my o tym myślimy. że my żartujemy. żeby jeszcze coś załatwić. no to on też. Mogłem nim wyrejpzać się w każdej sprawie i wiedziałem. a sam wyszedłem. Dopiero my wyjaśniliśmy głupie nieporozumienie. Ale blokowy uważał. Jeśli ma kogoś. A my Edka od tego dnia nie dostrzegaliśmy. żeby nikomu nie dawał na własną rękę. gdy zobaczył. Nawet w dniu wyzwolenia. Przyniósł to do mnie mówiąc. i skrzynka dobrze wyglądała. jako jeden z pierwszych przedostał się przed druty i z kuchni SS zorganizował baleron i chleb. Sam mi to później powiedział. niech powie i damy mu.lepiej było być zawsze troszeczkę z tyłu albo w „złotym środku”.Jak tak się pchasz. której nie pozwoliłem mu robić. kto mi będzie odpowiadał. Gdy rano przyszedłem z umywalni. że on nie myślał się zapisywać. że i on nareszcie coś zorganizował do jedzenia. które sam organizowałem i miałem prawo zabrać je z sobą. to już rób. Szybko pobiegliśmy z Adamem do Władka Cybulskiego z Katowic (żyje i mieszka w Katowicach).Henio Krajewski z Warszawy. Lista jeszcze nie została oddana. że wcześniej go nie znałem. Powiedziałem mu tylko. bo jego matka jest rodowitą Niemką. że zdziwiło go. czy nie będą chcieli wykończyć nas wszystkich. bo był wesoły i cwaniak kuty na cztery nogi. Mówił nam. łóżko znów było posłane. aż ja będę rozglądał się. Bo to i własne koce. ale to tkwiło już we mnie i tkwi do teraz. Żeby powiedział słowo. . że w ten sposób wyróżnia mnie. ale już bez Henia. Heniek Sadłowski miał 24 lata. Wyczuł od razu. to dowiedziałby się.dlaczego to zrobił. Łatwiej uciec albo dać się złapać do niewoli. Okazało się. buty z cholewami i ładne ubranie. Bojkotowaliśmy go. Otrzymałem łóżko nie wśród arystokracji blokowej. odpowiedział nam. Henio posłuchał. że zapisaliśmy się. lecz tylko samych Niemców. więc nie czekał. przyniosłem z sobą swoją skrzynkę oraz własne koce. Z Heniem było tak: Po ogłoszeniu ochotniczego poboru przyszedł on do nas na blok i pyta. Niech już tak będzie . Graty moje rzuciłem na łóżko. Do volksszturmu wybrali część zgłoszonych. to czyścić mi butów. nie proszony. Cybulski był pisarzem blokowym na bloku 7. lecz sam pierwszy zaofiarował swą pomoc. z brzegu sztuby. Widziałem go jeszcze w Linzu. którego nazywaliśmy „Kajtek” z powodu jego małego wzrostu. z których w pewnym momencie będzie można strzelać do Niemców. ponieważ nie wiadomo. że dlatego. Śmiał się z mojego nastawienia do czyszczenia nie swoich butów.

czy wrócił do kraju. ale ze złości na Tadka F. to już lepiej to jedzenie dać takiemu. jeśli już nie będzie mógł tańczyć. ale był jednak jeszcze bardzo chory. Nie szukałem go. . Widziałem raz. to chętnie spotkałbym się z nim. Niosło ją czterech ludzi. Siedział on chyba dopiero od Powstania Warszawskiego. ale straciłem go z oczu w dniu wyzwolenia. Pomagałem mu nie z litości nad nim. ale tylko z nóg. które dostanie. jak z kuchni wynoszono za bramę olbrzymią tragę z łupinami od kartofli. to chleb wysypywał się. Po Powstaniu Warszawskim przychodziły jeszcze paczki ze Śląska i Poznańskiego. że trzymał się on kupy. Śmiałem się.Ale ci umrze. Ale swoją drogą coś mnie ruszyło. to miał nadzieję. czy nie. któremu należało pomóc. ile dawali nam w tym czasie w chlebie. Esesman bił bez przerwy. a ci. Ja mu pomagałem. żeby spuchlizna zeszła. że ten. Tak przynajmniej on sam mówił. które nam dawano. żeby mu pomóc i pokazać F. Cyniczne? . że trzeba go ratować tak.Jak najprawdziwsze. Były w nim nawet całe wióry.odpowiadał on. nie nadawaliśmy się na opiekunki. Ja jeszcze otrzymywałem paczki od Szuberta. Szkoda jedzenia. Nigdy w życiu nie zjadłem tyle drzewa. ale że byli z jednej artystycznej branży.Jeszcze . a sprawdzić nie mogłem.A Domański żyje. Opowiadał o różnicach stepowania i o swych przedwojennych wyjazdach za granicę.że był u F. warszawskiego artysty estradowego. a że krematorium nie nadążało palić. Mówił. . W ten sposób nie . W międzyczasie kilka razy wspomniałem F. wyżywienie i opiekę. a w ręku zostawała sama skóra. W obozie znów był głód. krótko: . nie będzie zmarnowane. to ze środka wysypywało się próchno. Na środku placu apelowego muzułmani ruszyli do ataku na tragę. bo on i tak niedługo umrze. A F. że Domański jednak nie umrze i że jedzenie. żeby zabrać do kuchni żałosne szczątki tragi. brat Kazia Domańskiego. powiedział mu. Mundek Tomaszewski postarał mi się o nowego faceta. starzy obozowcy. ale nikt na to nie zwracał uwagi. Mówiliśmy. Bo Domański żalił się . Zrobiła się wielka kupa ludzi. że takim jak on to się nie pomaga. Możliwe. Reszta niech zostanie . jak niezbadany jest skład chemiczny obozowego chleba powiedział kiedyś Seweryn Glinicki. że jego specjalnością artystyczną jest taniec stepowanie. Głodowe racje i mniej paczek. Bo przestały już przychodzić paczki z Francji i z części obszarów Polski. Nogi miał spuchnięte jak balony i potwornie też spuchniętego członka. czekali z boku. ale już się kończył. a z boku szedł esesman z grubym kijem w ręku. Było dużo trupów.wtedy gdy go Tomaszewski do mnie przyprowadził . Ostatnie dwie paczki otrzymałem w lutym 1945 r.wiem jednak. to chyba nie byłoby mi żal człowieka. że po wyzwoleniu otrzymał właściwe leczenie. . Wtedy esesman machnął ręką i wrócił do kuchni. które pozwoliły mu wrócić do zdrowia.. Nie umarł. ale gdybym wiedział. Tam nie było się co bawić w sentymenty. z prośbą o pomoc. My. który stworzył receptę na ten chleb. powinien dostać dużą nagrodę za to. że mu F. Pomagałem mu intensywnie przez okres ostatnich kilku miesięcy i przeżył. Chociaż to jedzenie nie było dobre . Gdy tłum się rozszedł. Jak z wierzchu stuknęło się kilka razy ręką. któremu pomoże to przeżyć.to na wolności będzie mógł zrobić drugą karierę. że jest w kraju. Ale prawdziwe? . należeli razem do Związku Artystów. na placu została tylko połamana traga. Był to Bernard Domański.Niezbadane są wyroki nieba. skrócono czas palenia. tylko tego żarcia. Zdobyte w różny sposób kartofle muzułmani piekli w kościach wyrzucanych z krematorium. Tam była goła prawda. ale gdyby pewnego dnia umarł.. ale jak przekrojono go. które niepotrzebnie w niego wpakowałem. Nie znał go osobiście dobrze. Szkoda jedzenia. już po zajęciu Śląska przez Armię Czerwoną.Tak. co nieśli tragę. pomoże.ale było to jedyne jedzenie.

Przyszła wiadomość. Rozbroiło to nawet krawca i już bez żadnych oporów wszył im okna. Całym sercem byliśmy przy walczącej ludności Warszawy. gdy Niemcy opuszczali Śląsk.Nie będę szył .mówię do nich. . Zapytałem ich. którego brakowało. żeby tak postąpić! W marcu znów miałem pewną komiczną historię. a może nawet nie ucieczka. Dowiedziałem się. znów się zakotłowało. .Stańcie tak . wołając coś w tym sensie: . że ci nie mają okien. bo w najlepszym przypadku dostaliby solidne bicie. Współczuliśmy Warszawie i warszawiakom. z którymi wszyscy stracili kontakt. żeby was zabili? Dlaczego nie macie wszytych okien w ubraniu? . .a takie ubrania wydali im w Mauthausen. Był to Rosjanin.Co za wstyd. już prawie miesiąc . jak oni dopiero wszystkiego dwa tygodnie w obozie. a warszawiacy dodatkowo chcieli dowiedzieć się. proszę pana. a gdy się obudził. I wykręciłem ich tyłem do baraku. Byli to grzeczni młodzi chłopcy w wieku 18 lat. że niech go Rosjanie sami ukarzą. bo szkoda mi było chłopaków.No bo. Wszyscy patrzyli na tę scenę z obrzydzeniem. Z pełnym napięciem obserwowaliśmy wypadki w Polsce. Inni Rosjanie patrząc na to klęli. Tych. co za hańba. Okazało się. jak płakał i bił się pięściami po twarzy.Ale oni dopiero wczoraj przyszli do Gusen . bo zobaczyłem. że go zabiją. przepraszam pana. a nie chciałem. a następnego dnia przyprowadzono ich do Gusen. że to musi być okno. a wywiezieni zostali w pierwszych dniach lutego. . Po apelu Rosjanie stali już godzinę na placu. bo wyszedł z wagonu. którzy chcieli go zabić.Już dawno minął termin przyszywania. pluli pod nogi. W sierpniu i wrześniu 1944 r. żeby zauważyli. a transport mu uciekł. a jednego widziałem. To ruszyli z interwencją inni Rosjanie. Zaprowadziłem ich do krawców i prosiłem. Wiadomości mieliśmy z radia i prasy niemieckiej. nas tu dopiero wczoraj przyprowadzili i my nie wiedzieliśmy. a esesmani szukać już zaczęli na terenie pracy. W kościach tych muzułmani piekli sobie kartofle. Byli tacy. Nagle przez bramę wprowadzono „uciekiniera” i esesmani przez tłumacza powiedzieli.mówi ten od szycia okien. który gonił osobowym pociągiem transport. a tylko wypadek. którzy na cywilnych ubraniach mieli tylko namalowane pasy. Był taki jeden. machali z rezygnacją rękami. żeby dowiedzieć się więcej szczegółów o powstaniu. I tu nastąpiło uderzenie młotem po łbie . .Chcecie. jak wyglądały sprawy w miejscach zamieszkania ich rodzin. że ci ludzie do samego Wiednia jechali bez żadnego konwoju. Gdy przygotowano dla nich miejsce na blokach 20 i 21. Zdarzyła się jeszcze jedna ucieczka. i na tym incydent się zakończył.i rozczarowanie. Parsknęliśmy wszyscy serdecznym śmiechem. którzy skoczyli bić go. . Wyrwali go z rąk tych. Idąc uliczką między blokami zobaczyłem dwóch młodych chłopaków.O. że idzie dwóch esesmanów. a nie mieli wszytych pasiastych okien. Zatrzymałem ich i pytam. co trzeba robić. co wyskoczyli z szeregów i zaczęli go bić. Byłem pewien. sam wracał do obozu. czy im życie już się sprzykrzyło. żyliśmy w obozie Powstaniem Warszawskim. podobno zaspał w jakimś kącie. żeby im wszyli okna. W Wiedniu dopiero SS zamknęło transport i obsadziło wagony. Gdy dowlekli go bliżej bloków.sprostował grzecznie jeden z nich. Skąd oni mogli wiedzieć. bo zabrali mu złoto i . że to początkujący obozowcy. Słysząc „proszę pana” wiedziałem. Ten. że do Mauthausen przywieźli powstańców. Był to pierwszy transport ludzi z powstania.tłumaczę mu . W Mauthausen jeden z transportu poszedł na druty. że są ze Śląska. wszyscy wędrowali tam.spalano kości całkowicie i w wyrzuconym popiele były całe kawały żarzących się kości. skąd są i jak długo w obozie. było chyba 30 osób.

i kto wie. I tak po kolei .Dwa tygodnie .bo tylko się zdenerwujesz i jeszcze którego zabijesz.Co. .bo patrzy na nas tyle innych narodowości.skoczyłem. a z łaźni wyszli innym wyjściem i tam dano im już obozowe ubrania. Rorbacher dał mu w pysk. jak i na bloku. Gdy upadł . To nie powstańcy . a wypowiedzi tych z Warszawy były w takim sensie: . Inny znów wołał ze złością: . i spokojnie pytam go. to tu nas ulokowali na kilka dni tylko i będą rozsyłali do gospodarzy i do fabryk. co będziesz gadał z tymi bandytami. apelowali do ludzi. gdyby mnie nie odciągnął jeden znajomy mówiąc: .Chodź. co przeżywaliśmy.to bydło. że nas będą traktowali tak jak was? My przyjechaliśmy na wolne roboty.i płakać mi się chciało. nazywa nas bandytami. mówiąc po niemiecku. Jednym słowem . pociągnął mojego rozmówcę mówiąc: . Niech zobaczą. a nie ogólny pęd sympatii.w ten sposób.biżuterię. zostaw to bydło w spokoju. że takie nieobrobione bydlę po tym wszystkim. którzy cieszyli się dużym autorytetem więźniów.Chodź. Ty nie masz pojęcia. którzy chcieliby wstąpić do niemieckiego wojska. zanim doszło do osobistego zetknięcia się z nimi. czy nie zostałbym bandytą. którą miał przy sobie. I ten argument o narodowościach trafił ludziom do przekonania. żeby ich nie bili i nie prześladowali.mówili . bez żadnej myśli. co oni wygadują. Po drodze spotkałem kolegę Janka Koperskiego z Warszawy. po co ty masz go bić. Poszedłem. ale trząsłem się cały . Wprowadzili ich do łaźni. a teraz do obozu trafiłem.I ty masz żal do powstańców? A jak ja już siedzę cztery i pół roku . Później znalazło się wśród nich ludzi mądrych i wartościowych. gdy po przyprowadzeniu ich do Gusen stali jeszcze na placu apelowym.Nie dajcie im nic. ale były to już osobiste sprawy niektórych więźniów.to do kogo ja mam mieć żal? W tym momencie z bloku wyszedł inny „powstaniec”. z Czerniakowa.odpowiedział ze złością. kopnął w tyłek i wpędził z powrotem do szeregu.popisali się. ale i nie prześladujcie . że wśród nich jest wielu takich. Nie mógł. Nikt im nic nie dał i nikt im nic nie pomógł. to się przekonasz sam. jak on długo już siedzi. Podszedłem do tego. którym pomagano. głupiec. bez zastanowienia. jaką odczuwaliśmy. daj spokój. że idę dowiedzieć się coś o swojej parafii. Kazali im się rozebrać w jednym pomieszczeniu. co to jest obóz koncentracyjny. .mówi on . Dopiero Polacy. niech poznają „bandytów”. Z początku przysłuchiwałem się rozmowom innych. Kapowie Polacy i ci na funkcjach zaczęli ich bić i prześladować tak w pracy. wy myślicie. gdzie mieszkały moja matka i siostra. Wieczorem dowiedziałem się. Uderzyłem błyskawicznie. skurwysynom! Tu już nie wytrzymałem. które pozostały starym więźniom. i mówię mu. . Odszedłem. A zresztą idź. Swoim wstępnym zachowaniem. Rorbachera. Niech poznają „lepsze traktowanie”. Gorzej. . przeżyć straty i prądem z drutów odebrał sobie życie. Powstania im się zachciało. jeden wystąpił z szeregu i zwrócił się do starszego obozu. że w tym czasie. jego sam los w dupę uderzy. co tak wrzeszczał. a że nie mieli nas gdzie umieścić. zamknęli sobie drogę do tych resztek uczuć. Ja też poszedłem wypytać się troszkę o swoją ulicę Tatrzańską. . żeby go skopać.Nie chodź tam .To ja na roboty rolne jechałem.

dziwił się.ale przestałem mu pomagać. Kolega Wacka Rulskiego to Zygmunt Skoczek . Kilka tygodni przed końcem wojny zrobił mi się na pośladku wewnętrzny wrzód. kto jestem. Spojrzałem. Wygrali dobry los. Płaciłem kapom. to nie z głodu czy bicia . wreszcie pokazał na jednego i mówi. patrzyłem .chłop dużo starszy ode mnie. Janek rozglądał się. a ja miałem wtedy kilkanaście lat.żeby się pożalić.Zupełnie inna była reakcja starych więźniów. przy kości. Poszedł na rewir. Jak im raz blokowy nie chciał dać wiadra. Czuł. że przy tej zabawie nie dostałem zakażenia krwi. gdy przywieziono z Warszawy młodych chłopców w wieku 14-16 lat. gdy on był już dorosłym chłopem. Przynieśli go do obozu i rozebranego do naga wrzucili do umywalni na zimną posadzkę. Siadałem na stołku jednym pośladkiem. przywitał się.. żeby dali im dobrą robotę i żeby ich nie bili.u Cyslera. a zamiast kalesonów jakieś damskie letnie figi. żeby przychodzić grać dla tych chłopców. co mu grozi ze strony pederastów. Poszliśmy. Przywaliła go ściana. bo chłopak przeżył . którą nosiłem w klapie marynarki. a chłopaki przed blokiem na śniegu przebrali się. uważał za punkt honoru zaopiekować się jednym młodym chłopcem i z tych przeżyli prawie wszyscy. i dobrze nam płacił za granie.Ale ja tu jestem z kolegą . W umywalniach i ustępach palono zimą. który stał obok. Gdy mówiłem o tym po wojnie lekarzowi. Wieczorem oprzytomniał i nago przyszedł do swego bloku. i poznałem. Żeby mogli otrzymywać więcej zupy. Mieszkał długie lata w tym samym domu.zawołałem na niego. Podobno z tych 36 murarzy przeżyli tylko oni. Rozmawialiśmy kilka minut przed blokiem. Od tego dnia pomagałem im.Rulszczak! . Tu już działała czerniakowska solidarność. że mnie nie poznał. Następnego dnia po przyjściu pierwszego transportu „powstańców” przysłano z Mauthausen niedużą grupę . Do zupy tej trzy razy w tygodniu dokładałem im chleb.. Jeśli który umarł. Powiedziałem mu. Dano mu drugie ubranie.też z Czerniakowa. a że miałem więcej pytań. Ja o takich wypadkach nie słyszałem. co i ja. żeby poszedł ze mną do Janusza Zakulskiego. Nie wymieniam jego nazwiska. że wśród nich jest jeden z Czerniakowa. z powodu jakiejś choroby. Udało im się. Podszedł. Zawołał kolegę. Mamy kontakt ze sobą do teraz i tak Rulski. Od razu uświadomiłem go. żeby nie popękały rury. Dawałem im jedzenie. Janek Koperski powiedział mi. to Bodych poszedł na blok i zrobił mu awanturę. papierosy i ubranie. dlatego wołał kolegę . który mu to wszystko dawał. Wacek Rulski został już raz prawie zabity. . że to chyba ten. ale widzę. że może dostanie coś do jedzenia. Bo po jego aresztowaniu rodzinę wysiedlono z Bydgoszczy i mieszkali oni w Warszawie. Każdy stary więzień . Był to Wacek Rulski .mówi Rulski.niech on też coś zarobi. załatwiłem tak. i razem poszliśmy do magazynu.No to bierz kolegę . . że brali oni sami z kuchni od Kazia Bodycha wiadro jedzenia dziennie. Chłopców tych ulokowano na bloku 16 .powiedziałem. Miał on wszystkiego dosyć. jak i Skoczek mają dla mnie dużo wdzięczności za okazaną im w obozie pomoc. U mnie tego wieczora wymieniano bieliznę. ale betonowa podłoga była zimna. bo „zaopiekował się” nim jeden z obsługi bloku. Wziąłem dwie nowe koszule i kalesony. co 3-4 godziny musiałem go przekłuwać igłą. Zabawa z tym wrzodem trwała prawie dwa tygodnie. bo pracowali wszyscy w jednej grupie. . Prosił on nas często. gdzie mu obandażowano głowę. jak to było w Warszawie w czasie powstania. Tak twierdzą oni sami. bo już nie było potrzeby. Niech i Janusz posłyszy więcej. Przez pewien tylko czas i ja dawałem jeść jednemu malcowi.dobrze sytuowany. zaproponowałem mu.36 murarzy. ale wyprowadzili się.ale śmiercią naturalną. a później razem z Skoczkiem do mnie .

przy trzecim krzyknąłem. Po kilku dniach już wszystko było dobrze. Ale patrzę. ale po przekłuciu i wyciśnięciu znów czułem się lepiej. których żywiłem. kiedy to esesman kopnął mnie w wielki wrzód na nodze. . a następnie wyciskałem wrzód. bo na pośladku wywaliła gała wielkości pięści. co robi Bernard . . Teraz w drugą stronę . Zawstydzili mnie. a właściwie to mnie zaprowadzili. to i Jurek nie trzymał. W pracy mieliśmy idealny spokój. . A on teraz wziął taką maleńką łyżeczkę. dwa . czy tylko strzelano tam do nich .ale tym razem nie krzyknąłem. bo szedłem mocno nachylony do przodu. Nie znaczyło to. a na tym jeszcze sina szyszka wielkości włoskiego orzecha. bo myślałem. Nie zabijali ich publicznie. kto to jest. Wreszcie jednej niedzieli nie pomogło już żadne przekłuwanie. to przyślij go do nas. Później. Po tym pierwszym dniu. Przecież wojna toczyła się już w Niemczech. bo w nocy nie wyciskałem go. Ostatnie dni w obozie przeszły pod znakiem głodu i terroru. zrobiło mi się słabo i tylk< odsunąłem rękę z brzytwą. To już nic nie było w porównaniu z poprzednim bólem. Ale esesmani wykańczali ludzi za najmniejsze przewinienie. Kapowie czuli bliski koniec wojny i woleli nie narażać się więźniom.to właśnie było znieczulenie. wlazł mi na kark i ręce wyłamał do tyłu tak. Pierwszy raz egzekucję przeprowadzili pod samą bramą wyjściową. do którego miałem iść w poniedziałek rano. to myślałem. a przechodzący kolega chwycił mnie za ten bolący pośladek i poderwał do góry. położyłem się na kozetce i zaczęła się operacja. W związku z tym Niemcy w obawie przed buntem wzmocnili terror. jak wykończono kilka osób. Po wyciśnięciu bolało mnie trochę mniej i mogłem chodzić. Raz oparłem nogę na murku i poprawiałem coś przy bucie. Zapisałem się do lekarza. żeby go połachotać. Innego nie robili.Łachotało? Jak kto będzie chciał. Ciął raz.przez lusterko i wbijałem igłę w bolące miejsce. Obudziłem.alianci w Niemczech. Wykańczali ich przy szuhausie. Ludzie masowo marli z głodu.nie było wiadomo. Znieczulał Jurek Kalinowski.a ten jak mi zaczął kręcić tą łyżką we wrzodzie. Grałem . Było to coś takiego jak w 1941 r. Doktor zobaczył tylko i kazał mi iść do ambulatorium.kpią sobie. Wyciekał z niego krwisty płyn. że się z bólu wścieknę . czy wrzucano ich na druty. że nie otrzymywaliśmy nawet kawałka chleba. Kroili całkowicie na żywca. przy pracy. i słychać było strzały karabinowe i pistoletowe. się i czuję. że było jakieś bezmyślne bicie i mordownia.Czego się śmiejesz? . Nie. wiedzieliśmy. Nic nie leciało Gdy mnie kolega rano golił. kiedy obserwowałem przez okno. ale ból nie pozwalał mi spać w żadnej pozycji. że zemdlej Wieczorem mieliśmy granie. Z bólu uderzyłem na ślepo. że wystarczało dla mnie i mogłem chociaż po kawałku dać tym. po drugim dzwonku. a dopiero później spojrzałem. a ja sam leżałem spokojnie.i śpiewałem. a w oczach ciemno mi się robiło z bólu. Chociaż miał on tylko jedną nogę. Czy wpędzano ich na druty. Wieczorem przyłożyłem duży opatrunek z ichtiolu. że po drugim dzwonku będą wykończeni. Tam zdjąłem spodnie. żebym nie mógł tyłkiem skakać . kiedy już obowiązywała cisza i wygaszenie świateł. Rosjanie w Niemczech . Rano nie mogłem się ruszać. następnych wykańczano za kuchnią. Ja w dalszym ciągu miałem tyle. więc poszedłem. to poszedłem. Bo to byłoby jeszcze gorsze.raz. Przeprosiłem go. Jurek znów zwiększył siłę „znieczulenia” . Jak w czasie apelu wieczornego widzieliśmy ludzi. Nie chciałem chłopakom na walić. co Bernard robi dalej. a my widzieliśmy z okien wszystko przy światłach nad drutami. Dla nich to było wesołe. które mogłoby mieć wpływ na rozprzężenie karności i dyscypliny wśród więźniów.a on wziął w rękę nożyczki o krótkich ostrzach. tak żeby wszyscy widzieli.i znów za trzecim krzyknąłem. Podglądałem. że zemdleję z bólu. gdy już wpychał tampony. jak esesmani kolejno prowadzili tych spod bramy za kuchnię. Były dnie. że pływam. Wrzód pękł i zrobił się spory otwór cieknący ropą. którzy stali pod szuhausem. drugi raz. Operował Bernard Drahejm . Nie mogłem wyprostować się. ale miałem uczucie..obecnie lekarz powiatowy w Kole. Widzieliśmy tylko przez okno. Nad ranem dopiero usnąłem. ale że już się do lekarza zapisałem.

Gdy byłem już przy ostatniej poprzecznej uliczce. Willi podał mu pół swojego papierosa. ale ten. że już tam pozostał. Blok A znajdował się naprzeciw pufu i najbliżej bramy. którymi zamierzali się. Esesmani pobiegli i po chwili przywlekli go ciągnąc za nogi po placu. Miał na sobie ubranie całe pasiaste. Było ich kilku w obozie. a on dalej z całkowitą obojętnością wszedł między zasieki i znów się obejrzał. co już w Gusen mało się spotykało . Po serii pod tym na drutach ugięły się kolana.więc przypuszczam tylko. Gdy dotknął głową drugiego drutu. Gdy przebiegał przed moim oknem. stanął przy zasiekach i obejrzał się. w drugi koniec obozu.krzyknąłem.wrzasnąłem na esesmana w wieży i ten spokojnie zmierzył się z ręcznego karabinu. Nie dotknął drutów pod napięciem.trzeci uciekł i nikt nie zauważył jego ucieczki. Pół godziny po zgaszeniu świateł posłyszałem krzyki i wymyślania od strony bramy. policjanci narobili wrzasku. tylko z ciekawością przyglądał się. Gdy sobie popalili. a głowa oparta o słup zaczęła obsuwać się w dół. huknął drugi strzał i usłyszałem przeciągłe wycie rannego człowieka. doszli widocznie do wniosku. W tym miejscu posterunek już powinien strzelać. Gdy mierzył. ale ten okazał się jeszcze dość silny. jak to zrobią. gdy on wygarnął serię.Nie ma prądu w drutach . ale nie trafił. Przez cały czas nie wypowiedział ani jednego słowa. Schowaliśmy się znów za róg. Wpadł tylko na zasieki. Teraz wziął automat.i widziałem odprysk ziemi.Strzelaj jeszcze raz! . że nie warto czekać z nim do wieczora. Rozeszliśmy się wszyscy.a obok zupełnie spokojnie stoi ten do wykończenia. Jeden esesman zakołował nim i rzucił na druty. przy pierwszych dwóch oknach od strony wejścia do bloku stali już kapowie i blokowi. co się odbywało pod bramą. Przy bramie wzięli go za ręce i nogi. Czułem. wyjrzałem i zobaczyłem. boso. co chciał zrobić ze mną Sęp w tunelach. Trzech ludzi otoczonych esesmanami gimnastykowało się przed bramą . nie strzelał. Gdy go już straciłem z oczu.a więc przysiady. Willi. in. z którym razem wieziono mnie do obozu. Posterunek z balkonu strażniczego nad bramą strzelił. Porwali drugiego.Strzelaj! . . . Nie było już na co patrzeć. Znana metoda. więc pobiegłem przodem. gdy mi dawał oskard do ręki. który trzymał się drutów. więc spokojnie obserwowałem wszystko.odezwał się posterunek austriackim akcentem. ten. Zesztywniał i ręce wygięło mu w górę ale stoi. i chciałem widzieć. Gdy „gimnastycy” już nie mieli sił unosić się na rękach. Gdy wylazłem. Przeskoczyłem przez rów i obejrzałem z bliska tego. Wtedy Willi i ten drugi kazali mu iść na druty.bez numerów i winkli . Był to wysoki chłopak w wieku około 26 lat. Esesman zawołał policjanta obozowego. niby łapali z ziemi kamienie w ręce. . którego on spokojnie palił. On spokojnie poszedł. ruszyli dalej do samego rogu ogrodzenia przy bloku 25. że zatrzymali się: Willi paląc papierosa rozmawia z drugim policjantem obozowym . Strzelił . Zmęczyć robotą i wykończyć. który siedział w narożnej wieży. schowaliśmy się za róg baraku. podbiegli bliżej. że go wykończą. Ja i jeszcze kilku innych staliśmy już przy szczycie między blokami 25 i 26. Poznali mnie i nic nie mówili. a on kiwnął na delikwenta i poszli razem ścieżką między pierwszą linią bloków i drutami. Esesman powiedział mu coś. gdy pod bramą stał tylko jeden. Gdy tylko zaczęła się szarpanina z tym drugim . To samo. bez czapki i bez żadnych znaków na ubraniu. m. Pod bramę przybiegł Willi. żeby się bronić. pierwszą linią przelotową. Obserwowałem wszystko od początku do końca. Gdy delikwent zatrzymał się. Zmęczyć i wykończyć. zawołałem głośnym szeptem: . co kąpanie pod zimnym prysznicem przed wsadzeniem głową na dół w beczkę albo to. Nie chciałem iść za nimi. esesmani z krzykiem i kopaniem porwali jednego z ziemi i rzucili go na druty tak.Raz. Koniec. że był to Niemiec. rozbujali i wrzucili na druty. Poderwał się i uciekał wzdłuż placu apelowego. Pasażer do wykończenia chwycił rękami za jeden drut. między blokami. a później leżąc twarzą do ziemi unoszenie na rękach ciężaru całego ciała. z głowy zadymiło się.

tylko leżącemu komendant strzelił jeszcze w głowę i przy okazji strzelił znów w głowę temu drugiemu. Gdy wpuścili na blok z powrotem.to wykończą za chęć ucieczki.w okresie wzmożonego terroru . Ten drugi. Tym razem trafił pierwszym strzałem. marynarka. Z tym już nie mieli kłopotu. będzie zabity. Ale teraz. Nie chciał umrzeć. Rozejrzałem się i zobaczyłem.bez wszytych okien. Stanąłem przed tym oknem. Rozeszła się wieść. a gdy już będzie brakowało powietrza. który znów jęczał. że kto nie pójdzie do tunelu. który uciekał. Przyglądałem się. że chcą nas wszystkich w tunelach wykończyć. Ciężko chorych nietrudno wykończyć w inny sposób. Wpędzić ludzi do tunelu. Po trzech minutach komendant jeszcze strzelił mu w głowę i jeszcze raz strzelił do tego drugiego. bo powietrza mamy dosyć. złapałem ze środka sztuby wszystkie moje i Heńka rzeczy i wrzuciłem na swoje łóżko. bo znów jęczał. Patrzę. Przyprowadzono następnego. a komendant strzelał jeszcze trzy razy w głowę. a na trzecie wejście robią stalową bramę. Z wrzaskiem wygnali nas wszystkich z bloku i ustawili pod oknami. Przygotowałem go sobie już na wolność. Szukali w skrzyniach i w siennikach. Tego już nie wrzucali na druty. Nie wiem. ale przyprowadzili. że w każdym przejściu stoją esesmani. na taczkach albo na wózkach dziecięcych. Gdy już wykończyli drugiego. W skrzynce miałem nowy garnitur .Uciekaj i schowaj się! Spojrzał na nas wystraszony i popędził dalej między baraki. stanął prosto twarzą w stronę drutów. bo brak im powietrza. wyciągnął przed siebie ręce i nie wchodząc nogami w zasieki. Kilka godzin. Wszedł komendant i każdemu z nich strzelił jeszcze z pistoletu w głowę. odbywających się codziennie. spodnie. że nie wolno wychodzić. Mniej przyjemny był widok prowadzonych jeńców wojennych. Odetchnąłem. że esesmani robili dokładną rewizję łóżek. w Polsce. Z następnych egzekucji. skokiem. Ciekawe. gdzie i jak go złapali. bo tego dnia nikt nie pracował. Przypomniała mi się wtedy wędrówka ludzi w 1939 r. jak kontrolują kolejno łóżka. Garnitur ten ostatniego dnia przed wyzwoleniem oddałam Heńkowi B. Chciałem wyjść z bloku. Esesmani szukali broni.jak szli ulicą wzdłuż obozu z dobytkiem na ręcznych wózkach. do którego również strzelił posterunek. rzucił się do przodu i chwycił rękami za druty.zielony tenis . Nie byłoby to nic trudnego. Na kilka dni przed wyzwoleniem zarządzono przeprowadzenie rewizji bloków. a posterunek z „gołębnika” nad bramą strzelił. co to będzie? W tej chwili do sztuby wpadło ośmiu esesmanów. My powstrzymujemy. Zapowiedziano. Okazało się. Wreszcie widzę. Odszedł kilka metrów od bramy. Gdy upadł. a na inne rzeczy nie zwracali uwagi. że trzeci im uciekł. że to jeszcze tylko kilka godzin. wrzucili na druty. zanim uprzejmie raczył przestać jęczeć i umarł.ale terror ten trwał do chwili odejścia SS z obozu. Wygnano nawet lżej chorych z rewiru. Gdy tylko zaczęło robić się duszno. ale zawołano. Coś nie bardzo. a przed nosem nie bardzo .. Zdrętwiałem. jak go znajdą . zanim zdążą się wygrzebać. Po chwili wprowadzili jeszcze jednego. W tunelach siedzieliśmy cztery godziny. przesunąłem się do korytarza wyjściowego. jak jeden esesman dobiera się do mojego łóżka. dobrze ubrany mężczyzna. dlatego zamurowano dwa wejścia. Widocznie ten pomysł też przyszedł komuś do głowy. Wysoki. słyszeliśmy tylko strzały zza kuchni . leżąc na zasiekach jęczał głośno. Przed wejściem! esesmani z karabinem maszynowym skierowanym do tunelu. lecą na podłogę koszule. takim jak się skacze do wody. ale wtedy już wiedzieliśmy. Posterunek z „gołębnika” postrzelił go raz. przez które widziałem swoje górne łóżko. Ostatniej niedzieli przed wyzwoleniem zrobiono alarm i wszystkich wpędzono do tuneli. spostrzegli. Z tyłu pchają do wyjścia. Poduszą się wtedy wszyscy. A co dalej? W tunelach zamurowano dwa wejścia trzymetrowej grubości betonowym murem. to esesmani tak jak poprzedniego wrzucili jeszcze na druty. zawalić wejście. Wielką radością dla mnie było przyglądanie się ucieczce ludności . Nie zauważył nic. Było to łatwo zrobić. Kilka osób już zemdlało z braku powietrza. Postawili go pod bramą i odeszli kilka kroków.

Rano zobaczyliśmy. . Ostatniej nocy przed odejściem esesmanów w bramie długo było słychać jakąś awanturę.ale część się uratuje.karabin maszynowy. Czy znów jaka mordownia? pomyślałem. Nie wiedzieliśmy tylko. Zajęto kilka umywalni i postawiono posterunki policji obozowej. postawiono ich przed blokiem. kołek czy deskę z łóżka. lecz wszyscy więźniowie trwali w czujnym napięciu. Coś. Trupy przywieziono do nas.powiedział. Przed godziną 17 zrobiono apel. czym można będzie się bronić w razie potrzeby. to on zamknie bramę i nie wypuści ich z powrotem. że coś jest źle .to całą masą idziemy na druty. Kilka dni przed końcem wojny w Gusen II wykończono dużą ilość muzułmanów. Podobno komendant Zajdler z grupą pijanych esesmanów.Jeden już jest. Wreszcie ich komendant machnął ręką i rozeszliśmy się do bloków. żeby jeszcze raz „zabawić się”. Nie weszli jednak. Umywalnie zamknięte były na klucz. a na każdej sztubie były czuwające warty. a w nocy zrobiono mordownię. wyschniętych z głodu ludzi. który z grupą ludzi nie wpuszczał ich do środka. W pewnej chwili słyszę. jak będzie alarm. Podobno jedyne teraz wejście było zaminowane. że esesmani nie odejdą spokojnie. „A oni tam już z wami zrobią porządek” . Nie przyszło mi jeszcze do głowy. by nas wszystkich wykończyć. bo mieli potrzaskane czaszki. Rozeszła się wtedy wiadomość. W nocy oddały one kilka salw. Stare dziadki. Powiedział. Tego samego dnia na wieczornym apelu stwierdzono brak pięciu więźniów. Każdy szykował sobie nóż. Podobno chcieli wykończyć starych więźniów jako tych.przyjemny widok . Gdy tylko ustawiliśmy się do apelu. Przeszkadzał im zastępca komendanta Beck. Tyle tysięcy ludzi przeciw grupce esesmanów stojących z karabinami lub automatycznymi pistoletami w 50-metrowych odstępach za zwykłym płotem z drutów kolczastych. jak goniec przy bramie mówi po niemiecku do jednego blokowego: . a że w magazynie przy krematorium nie było miejsca. Zgrupowano muzułmanów nago na jednym bloku. że działa były poprzewracane i nie było przy nich żadnej obsługi. Wieczorem. na czym ten kawał będzie polegał. bramie obozowej. kręcili się oni. że to już wolność. tych najsłabszych. Przechodząc obok tych umywalni widziałem tylko wyciekające spod drzwi kałuże krwi. który przejęła policja wiedeńska. Widocznie Niemcy nie chcieli. Ostatnie trzy noce wszyscy silniejsi więźniowie spali w ubraniach. którzy widzieli z bliska tych zabitych. posłyszeliśmy niesamowity krzyk w Gusen II. tylko nie nastąpił wybuch. Ci. Ludzie z bloku A stali tuż przy. Wreszcie odwołanie alarmu i wolno wychodzić z tunelu. O. ale do środka nie wchodzimy. że większość zabito uderzeniem W tył głowy. Przecież esesmani poszli już przedwczoraj rano. że teraz. a może ostrzelają z artylerii? W dodatku dnia 2 maja na wzgórzu powyżej kamieniołomów zaczęto ustawiać ciężkie działa. a jak wyczujemy. Wciąż spodziewaliśmy się. lecz na pożegnanie urządzą nam jakiś dobry kawał. Dnia 3 maja o godzinie 10 rano esesmani opuścili obóz. po drugim dzwonku. Później było kilka ciężkich wybuchów i cisza. o. Ludzie mówili między sobą. mówili. Esesmani wiedzieli o nastrojach i mimo że od tego dnia ogłoszono ciągły alarm. Kto zginie. że jeśli wejdą do środka. to wychodzimy pod tunele. Wymordowali ich kapowie drągami i młotkami. Dnia 5 maja do pracy nikt nie wyszedł. Wprowadzono stałe zaciemnienie. tylko z niewiadomych przyczyn nie zrobiono tego. żeby nikt tam nie wchodził. uzbrojonych po zęby. To dla nas drobiazg. którzy mówili nam „panie” i rzucali przez druty papierosy. Nie wiedzieli. nikt nas więcej do tunelu nie wyganiał. że alarm ten był fikcyjny po to. co robić. wrzucono je do umywalni na wielki stos. radzili. chciał wejść do obozu. to zginie . którzy najwięcej widzieli i wiedzieli. W obozie nie wolno było zapalać świateł skończyła się też z tego powodu nocna praca. ale w dzień wszyscy pracowali normalnie. żeby wyzwoliciele widzieli słabych. Czy będą strzelali z wież strażniczych? Czy zbombardują z samolotów. Historię z Gusen II znam tylko z opowiadań.

czuję. jak wrzeszczeli wszyscy ludzie zgrupowani na placu apelowym. Wolność! Ta tak długo oczekiwana wolność przyszła nareszcie! Wolność. jakoś słodko zrobiło mi się w gardle. Następnego dnia poszliśmy do Linzu. którzy mieli na sumieniu życie innych więźniów. łudziłem się.Jeszcze nie wiedziałem. .i wrzeszczę. Wróciłem razem z Januszem Zakulskim. Zakręciło mi się w głowie. Dopiero za chwilę zobaczyłem amerykański czołg z gwiazdą i żołnierzy amerykańskich wchodzących przez bramę. Tego dnia jeszcze więźniowie dokonali samosądu nad bandytami. straciłem poczucie rzeczywistości. że wolność jeszcze oglądać będę. a za nią flagi innych narodów. Po prostu wcisnęliśmy się na gapę do transportu wracającego do Polski. Nie wierzyłem. Wrzeszczę.. Gdy zobaczyłem czołg i żołnierzy. a do kraju wróciłem 9 lipca 1945 r. ile mam tylko sił w płucach. Bo do jesieni 1940 r. że może zwolnią. W tym czasie na szczyt masztu stojącego na placu apelowym wciągnięto polską flagę. Był to 5 maj 1945 r. że lecą mi łzy . co to jest. godzina 17. bo to niby zamykają tylko na kilka miesięcy . Wrzeszczę tak.a te kilka miesięcy przeciągnęły się w kilka lat. w odzyskanie której przestałem wierzyć już jesienią 1940 r.