GEORGE R. R.

MARTIN

GRA O TRON
(TŁUMACZYŁ: PAWEŁ KRUK)

SCAN-DAL

dla Melindy

PROLOG
- Powinniśmy wracać - nalegał Gared, kiedy las zaczął pogrążać się w mroku. - Dzicy nie żyją. - Czyżbyś bał się zmarłych? - spytał ser Waymar Royce z cieniem uśmiechu na ustach. Gared nie dał się sprowokować. Był mężczyzną w sile wieku, skończył pięćdziesiąt lat i widział już niejedno paniątko; większość z nich przychodziła i odchodziła. - Zmarli to zmarli powiedział. - Nic nam do nich. - Czy oni rzeczywiście nie żyją? - dopytywał się Royce. - Jakie mamy dowody? - Will ich widział - powiedział Gared. - Jeśli on twierdzi, że oni nie żyją, to ja mu wierzę. Will domyślał się już wcześniej, że prędzej czy później wciągną go do swojej kłótni. Pragnął jednak, by nastąpiło to później. - Moja matka opowiadała mi, że zmarli nie mają głosu - wtrącił. - Moja niańka mówiła to samo, Will - odpowiedział Royce. - Nie wierz w nic, co ci opowiadają przy piersi. Istnieją rzeczy, których można się nauczyć nawet od zmarłych. - Jego głos odbił się echem w pogrążającym się w mroku lesie. - Przed nami długa droga - zauważył Gared. - Osiem dni, może dziewięć, a już zapada noc. Ser Waymar zerknął na niego obojętnie. - Codziennie zapada mniej więcej o tej samej porze. Gared, czyżbyś bał się ciemności? Will widział ściągnięte usta Gareda i błyski gniewu w jego oczach schowanych pod czarnym kapturem grubego płaszcza. Od czterdziestu lat Gared służył w Nocnej Straży i nie przywykł, by traktowano go lekceważąco. Ale nie tylko o to chodziło. Will wyczuwał jeszcze coś pod zranioną dumą starca. Można było to wyczuć niemal namacalnie; nerwowe napięcie graniczące ze strachem. Will podzielał jego niepokój. Od czterech lat służył na Murze. Kiedy po raz pierwszy wysłano go na zewnątrz, w jednej chwili przypomniał sobie wszystkie dawne opowieści, że aż go zemdliło. Później wydawało mu się to śmieszne. Teraz miał już za sobą ze sto wypraw i niestraszne mu było ciemne odludzie. W ten sposób południowcy nazywali nawiedzany las. Tak było aż do dzisiaj, ponieważ tego wieczoru było inaczej. Opadająca na las ciemność sprawiała, że czuł dreszcz na całym ciele. Przez dziewięć dni jechali na północ, potem na

północny zachód i znowu na północ. Oddalali się coraz bardziej od Muru w pogoni za bandą dzikich grabieżców. Każdy kolejny dzień stawał się bardziej nieznośny od poprzedniego. Dzisiejszy okazał się najgorszy ze wszystkich. Liście szeleściły niczym żywe stworzenia, poruszane wiejącym z północy zimnym wiatrem. Przez cały dzień Will miał wrażenie, że coś ich obserwuje, coś zimnego i nieustępliwego, co z pewnością nie darzyło go sympatią. Gared podzielał jego odczucia. Will pragnął, by jak najszybciej popędzili i schronili się za bezpiecznym Murem, lecz nie mógł tego powiedzieć swojemu dowódcy. A już na pewno nie takiemu dowódcy. Ser Waymar Royce był najmłodszym synem starego rodu posiadającego zbyt wielu przodków. Był przystojnym, osiemnastoletnim mężczyzną o szarych oczach i niezwykle szczupłej sylwetce. Rycerz patrzył z góry ze swojego czarnego rumaka na Willa i Gareda, którzy jechali na drobniejszych koniach. Ubrany był w czarne skórzane buty, czarne wełniane spodnie, czarne rękawice z kreciej skóry i wspaniały płaszcz, który stanowiła czarna lśniąca kolczuga nałożona na warstwy czarnej wełny i garbowanej skóry. Ser Waymar służył w Nocnej Straży od niespełna pół roku, lecz nie można było powiedzieć, że nie przygotował się do swojego zajęcia. Przynajmniej jeśli chodzi o stroje. Szczególnego blasku dodawał mu jego płaszcz: czarny jak noc, gruby i miękki niczym grzech. - Założę się, że sam ich wszystkich pozabijał - mówił wcześniej Gared do swoich towarzyszy przy winie. - Pewnie poukręcał im głowy nasz dzielny wojownik. - Roześmiali się razem z nim. Trudno jest przyjmować rozkazy od człowieka, z którego śmiejesz się za jego plecami, pomyślał Will, dygocąc na grzbiecie swojego konia. Gared pewnie czuł to samo. - Mormoni powiedział, że mamy ich wytropić, i tak zrobiliśmy - odezwał się głośno Gared. - Nie żyją. Nie będą nas więcej niepokoić. Przed nami ciężka droga. Nie podoba mi się ta pogoda. Jeśli spadnie śnieg, powrotna podróż może potrwać nawet i dwa tygodnie, a śnieg to najmniejsze zło, jakiego należy oczekiwać. Mój panie, czy widziałeś kiedyś lodową burzę? Młody rycerz wydawał się nie zwracać na niego uwagi. Wpatrywał się w zmrok z miną na wpół znudzoną, na wpół roztargnioną, dobrze znaną jego podwładnym. Will jeździł z nim wystarczająco długo, by nauczyć się, że w takiej chwili lepiej mu nie przerywać. - Will, opowiedz mi jeszcze raz, co widziałeś. Dokładnie, niczego nie opuszczaj. Przed wstąpieniem do Nocnej Straży Will był myśliwym. A dokładniej mówiąc, kłusownikiem. Wolni Mallistera przyłapali go na gorącym uczynku w lesie swojego pana, jak ściągał skórę z kozła, tak więc miał do wyboru: przywdziać czarny strój albo stracić rękę. Nikt nie potrafił poruszać się po lesie równie cicho jak Will, o czym szybko przekonali się jego

czarni bracia. - Obóz znajduje się dwie mile stąd, tuż za wzgórzem, nad strumieniem - powiedział Will. - Podkradłem się najbliżej, jak tylko mogłem. Jest ich ośmioro, mężczyźni i kobiety. Dzieci nie widziałem. Postawili szałas przy skale. Śnieg prawie całkiem go przykrył, ale ja zauważyłem. Nie palili ognia, lecz wyraźnie widziałem palenisko. Nikt się nie poruszył. Długo ich obserwowałem. Żywi nie wytrzymaliby tak długo, nie poruszając się. - Widziałeś krew? - Nie - przyznał Will. - A jakąś broń? - Miecze i łuki. Jeden z nich miał topór. Wyglądał na ciężki, z podwójnym ostrzem. Okrutna broń. Leżał na ziemi, tuż przy jego ręce. - Zwróciłeś uwagę na ułożenie ciał? Will wzruszył ramionami. - Dwoje z nich siedzi pod skałą, a pozostali leżą na ziemi. Jak zabici. - Albo pogrążeni we śnie - zauważył Royce. - Zabici - upierał się Will. - Na drzewie, wśród gałęzi, dostrzegłem kobietę. Pewnie stała na straży. - Uśmiechnął się słabo. - Pilnowałem się, żeby mnie nie zobaczyła. Ona także się nie poruszała. Nie potrafił opanować drżenia. - Masz dreszcze? - spytał Royce. - Trochę - mruknął Will. - To z zimna, panie. Młody rycerz zwrócił się w stronę siwego rycerza. Ścięte mrozem liście zaszeptały dookoła, a rumak Royce’a skoczył niespokojnie. - Gared, jak myślisz, co ich mogło zabić? - spytał obojętnym głosem ser Waymar. Otulił się szczelniej swoim długim czarnym płaszczem. - Chłód - odpowiedział Gared zdecydowanym głosem. - Zeszłej i poprzedniej zimy, kiedy byłem jeszcze prawie chłopcem, widziałem, jak ludzie zamarzali z zimna. Ludzie opowiadają o zaspach głębokich na czterdzieści stóp i o wiejącym z północy lodowatym wietrze, lecz prawdziwym wrogiem jest chłód. Skrada się ciszej niż Will; najpierw trzęsiesz się, dzwonisz zębami i tupiesz, marząc o grzanym winie i miłym ognisku. Potem chłód przenika cię, wypełnia twoje ciało i nie masz już siły z nim walczyć. Łatwiej jest po prostu usiąść albo położyć się spać. Podobno na końcu nie czujesz bólu. Słabniesz i ogarnia cię senność; wszystko zamazuje się i czujesz, jakbyś tonął w morzu ciepłego mleka. Ogarnia cię błogi spokój. - Cóż za wymowność - zauważył ser Waymar. - Nie podejrzewałem cię o coś takiego.

- Paniczyku, ja zaznałem podobnego chłodu. - Gared ściągnął z głowy kaptur, odkrywając okaleczone miejsca, w których kiedyś miał uszy. - Uszy, trzy palce u nóg i mały palec lewej dłoni. Miałem szczęście. Mój brat zamarzł na warcie z uśmiechem na ustach. Ser Waymar wzruszył ramionami. - Powinieneś się cieplej ubierać, Gared. Gared rzucił młodemu rycerzowi gniewne spojrzenie, a blizny wokół otworów po uszach, które obciął mu maester Aemon, zaogniły się od gniewu. - Zobaczymy jak ciepło się ubierzesz, kiedy przyjdzie zima. - Nasunął na głowę kaptur i wtulił głowę między ramiona, pogrążając się w ponurym milczeniu. - Skoro Gared twierdzi, że to zimno… - zaczął Will. - Will, pełniłeś warty w zeszłym tygodniu? - Tak, panie. - Przecież nie było tygodnia, żeby nie wychodził na kilkanaście cholernych wart. Do czego on zmierzał? - Jaki był wtedy Mur? - Wilgotny, kapało - odpowiedział Will, marszcząc czoło. Teraz zrozumiał, o co chodzi rycerzowi. - Nie mogli zamarznąć, skoro Mur był wilgotny. Nie było jeszcze aż tak zimno. Royce mu przytaknął. - Bystry chłopak. W zeszłym tygodniu mieliśmy trochę przymrozków, trochę też popadał śnieg, ale z pewnością nie nadeszły jeszcze mrozy, które by zabiły ośmioro dorosłych ludzi. Ludzi ubranych w skóry i futra, mających schronienie i możliwość rozpalenia ogniska. - Rycerz uśmiechał się pewny siebie. - Will, zaprowadź nas tam. Chcę zobaczyć tych nieżywych na własne oczy. Teraz już nie było rady. Został wydany rozkaz, a honor nakazywał go wypełnić. Will jechał na przedzie; jego kudłaty, drobny wierzchowiec stąpał ostrożnie przez splątane zarośla. Poprzedniej nocy spadł niewielki śnieg i przykrył kamienie, korzenie i zagłębienia czyhające na nieostrożnych jeźdźców. Za nim podążał ser Waymar Royce na swoim ogromnym czarnym rumaku, który prychał niecierpliwie. Nie był to najlepszy koń na pościg, tylko kto powie o tym paniątku. Za nim jechał Gared. Stary rycerz mruczał do siebie pod nosem w czasie jazdy. Zapadał coraz większy zmrok. Bezchmurne niebo przybrało kolor ciemnej purpury, barwę dawnego siniaka, a potem sczerniało. Ukazały się pierwsze gwiazdy, półksiężyc. Źródła światła, które ucieszyły Willa. - Możemy jechać szybciej - powiedział Royce, kiedy ujrzeli całą tarczę księżyca. - Nie na tym koniu - odparł Will. Strach sprawiał, że stawał się zuchwały. - Może pojedziesz przodem, mój panie. Ser Waymar Royce nie raczył odpowiedzieć. Gdzieś w głębi lasu rozległo się wycie

wilka. Will zatrzymał konia pod wykrzywionym starym grabem i zsiadł z niego. - Dlaczego się zatrzymujesz? - spytał ser Waymar. - Lepiej będzie, jeśli dalej pójdziemy pieszo. To już za tamtym wzgórzem. Royce siedział przez chwilę nieruchomo ze wzrokiem utkwionym w dal. Zimny wiatr zaszeptał w koronach drzew. Jego obszerny czarny płaszcz poruszył się, jakby ożył na moment. - Coś mi się tutaj nie podoba - mruknął Gared. Młody rycerz posłał mu szyderczy uśmiech. - Niby co? - Nie czujesz? - spytał Gared. - Posłuchaj ciemności. Will domyślał się, o co chodzi Garedowi. W ciągu czterech lat służby w Nocnej Straży nie bał się tak bardzo ani razu. Co to było? - Wiatr. Szeleszczące liście. Wilk. Gared, czego boisz się najbardziej? - Nie doczekawszy się odpowiedzi, Royce zsunął się zgrabnie z siodła. Przywiązał mocno wierzchowca do gałęzi zwieszającego się konaru z dala od pozostałych koni i wyciągnął z pochwy swój długi miecz. Na jego rękojeści zalśniły klejnoty, a promienie księżycowego blasku ześliznęły się po jego ostrzu. Wspaniały miecz, wykuty w zamkowej kuźni, nowy, sądząc z wyglądu. Will podejrzewał, że jeszcze nigdy nikt nie zamachnął się nim w porywie gniewu. - Drzewa rosną tutaj bardzo gęsto - ostrzegł go Will. - Twój miecz, panie, może się zaplątać. Lepszy będzie nóż. - Jeśli będę potrzebował rady, zwrócę się do ciebie - odpowiedział młody lord. - Gared, zostań tutaj i pilnuj koni. Gared zsiadając z konia, rzekł: - Zajmę się ogniskiem. - Jaki z ciebie stary głupiec! Jeśli w lesie czają się wrogowie, to ogień jest ostatnią rzeczą, jakiej nam trzeba. - Istnieją wrogowie, których można odpędzić ogniem - powiedział Gared. Niedźwiedzie, wilki i… inne istoty. - Żadnego ognia. - Ser Waymar zacisnął usta. Kaptur skrywał twarz Gareda, lecz mimo to Will dostrzegł błysk w jego oczach, kiedy spojrzał na starego rycerza. Przez moment obawiał się, że starzec sięgnie po broń. Był to krótki, brzydki miecz z rękojeścią zniszczoną od potu i ostrzem wyszczerbionym od licznych walk, lecz Will nie miał wątpliwości, co by się stało z paniątkiem, gdyby Gared wyciągnął go z pochwy. - Żadnego ognia - mruknął Gared, wbijając wzrok w ziemię. Royce przyjął to za wystarczający dowód uległości i odwrócił się do Willa. - Prowadź.

Ruszyli przez zarośla, a potem w górę zbocza, aż dotarli na jego grzbiet, skąd wcześniej Will obserwował obcych, ukryty pod drzewem strażniczym. Ziemia pod cienką warstwą śniegu była wilgotna i śliska, pełna zdradliwych korzeni i kamieni. Will wspinał się bezszelestnie. Za to z tyłu dochodziło ciche pobrzękiwanie kolczugi młodego lorda, szelest liści i ściszone przekleństwa, kiedy gałęzie czepiały się jego miecza i płaszcza. Bez trudu odnalazł ogromne drzewo, którego gałęzie zwieszały się prawie do samej ziemi. Will podczołgał się na brzuchu po śniegu i błocie i spojrzał na pustą polanę. Serce w jego piersi zamarło. Przez moment nie miał odwagi oddychać. Blask księżyca ukazywał wyraźnie całą scenę: popiół w palenisku, przykryty śniegiem szałas, ogromny głaz i mały, na wpół zamarznięty strumień. Nic się nie zmieniło. Zniknęły tylko ciała. Wszystkie. - Bogowie! - Usłyszał za sobą. Miecz przeciął gałąź, kiedy ser Waymar Royce dotarł na grzbiet wzgórza. Stanął obok drzewa; z mieczem w dłoni i płaszczem powiewającym na wietrze tworzył niezwykle malowniczą postać, doskonale widoczną na tle rozgwieżdżonego nieba. - Na dół! - syknął Will. - Coś tu jest nie tak. Royce nawet nie drgnął. Spojrzawszy na pustą polankę, roześmiał się. - Will, zdaje się, że twoi zmarli zwinęli obóz. Will chciał mu odpowiedzieć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu, nie potrafił znaleźć odpowiednich słów. To niemożliwe. Przesuwał wzrokiem po opuszczonym obozowisku i zatrzymał go na toporze. Ogromny berdysz o podwójnym ostrzu leżał dokładnie w tym samym miejscu, w którym go widział wcześniej. Bardzo cenna broń… - Wstawaj, Will - rozkazał ser Waymar. - Tam nikogo nie ma. - Przestań się chować po krzakach. Will wykonał rozkaz niechętnie. Ser Waymar obrzucił go spojrzeniem pełnym dezaprobaty. - Nie mam zamiaru wracać do Czarnego Zamku z mojej pierwszej wyprawy jako pokonany. Znajdziemy tych ludzi. Rozejrzał się dookoła. - Na drzewo. Szybko. Szukaj ognia. Will odwrócił się bez słowa. Nie było sensu się sprzeciwiać. Wiatr wiał coraz mocniej. Czuł jego przenikliwe zimno. Podszedł do ogromnego, szarozielonego drzewa i zaczął się na nie wspinać. Niebawem ręce miał lepkie od żywicy. Zniknął wśród igieł. Strach wypełniał mu żołądek, niczym niestrawiony posiłek. Szeptem odmówił modlitwę do bezimiennych bogów lasu i wysunął z pochwy swój sztylet. Wspinał się, trzymając go w zębach. Smak zimnego żelaza w ustach dodał mu trochę otuchy. Nagle z dołu dobiegło wołanie młodego rycerza. - Kto tam? - Jego głos zabrzmiał

niepewnie. Will zamarł w bezruchu, nasłuchując i wytężając wzrok. Las odpowiedział szelestem liści, szumem lodowatej wody strumienia, pohukiwaniem sowy. Inni nie wydali najmniejszego dźwięku. Kątem oka Will dostrzegł jakiś ruch. Blade postacie przemykające przez las. Odwrócił głowę i zdążył zauważyć w ciemności biały cień. Tylko przez krótką chwilę. Gałęzie drzew poruszyły się łagodnie, drapiąc się nawzajem drewnianymi palcami. Will otworzył usta, by ostrzec młodego rycerza, lecz słowa jakby zamarły w jego gardle. Może się mylił. Może to był tylko ptak, odbicie na śniegu, gra księżycowego światła? Nie był pewien, co widział. - Will, gdzie jesteś? - zawołał ser Waymar. - Widzisz coś? - Obracał się powoli, zaniepokojony, z mieczem w dłoni. Pewnie już ich wyczuł, podobnie jak Will. Nikogo jednak nie było widać. - Odpowiedz mi! Dlaczego zrobiło się tak zimno! Rzeczywiście ogarnął ich straszny chłód. Will przycisnął twarz do pnia, drżąc. Czuł na policzku lepką i słodką żywicę. Z ciemności lasu wyłonił się cień. Stanął naprzeciwko Royce’a. Wysoki, chudy i twardy jak stare kości, o skórze białej jak mleko. Kiedy się poruszał, wydawało się, że jego zbroja zmienia kolor; w jednej chwili była biała jak śnieg, w następnej ciemna jak cień, upstrzona cętkami szarozielonej barwy drzew, które migotały nieustannie niczym światło księżyca na wodzie. Will usłyszał, jak ser Waymar Royce wypuszcza z sykiem powietrze. - Nie zbliżaj się rzucił ostrzegawczo młody rycerz. Jego głos załamał się, jak głos chłopca. Odrzucił do tyłu swój czarny płaszcz, by uwolnić ramię, i ujął miecz w obie dłonie. Wiatr zamarł. Panowało przenikliwe zimno. Inny zrobił krok do przodu bezszelestnie. Will dostrzegł w jego ręku miecz, jakiego jeszcze nigdy nie widział. Z pewnością nie został wykuty ze stali znanej człowiekowi. Jego prawie przezroczyste ostrze ożywało w blasku księżyca; oglądany z boku, krystaliczny miecz pozostawał prawie niewidoczny. Wokół jego krawędzi igrało niebieskawe migotanie, upiorny blask. Will wyczuwał, że miecz jest ostrzejszy od brzytwy. Ser Waymar stanął dzielnie do walki. - A zatem zatańcz ze mną. - Uniósł broń nad głowę. Jego dłonie drżały, może pod ciężarem oręża, a może z zimna. W tej chwili Will pomyślał, że młody rycerz nie jest już chłopcem, lecz mężczyzną, jednym z Nocnej Straży. Inny zatrzymał się. Will zobaczył jego oczy: niebieskie, lecz niebieskie taką głębią, jakiej nie znajdzie się w oczach ludzkiej istoty. Ich błękit płonął niczym lód. Oczy Innego

spoczęły na uniesionym w górę drżącym mieczu, obserwowały ślizgające się po nim zimne światło księżyca. W Will wstąpiła otucha, lecz tylko na krótką chwilę. Wynurzali się z ciemności bezszelestnie. Najpierw dwóch, potem trzech… czterech… pięciu… Być może ser Waymar poczuł towarzyszący im chłód, lecz nie widział ich, nie słyszał. Will powinien ostrzec go.. To było jego obowiązkiem. I jego wyrokiem, gdyby go spełnił. Zadrżał i przywarł mocniej do drzewa. Blady miecz przeciął powietrze. Stalowe ostrze ser Waymara wyszło mu naprzeciw. Spotkały się, lecz nie rozległ się dźwięk uderzenia metalu o metal; jedynie ledwie słyszalny, wysoki odgłos podobny do przepełnionego bólem krzyku zwierzęcia. Royce odparował cios, potem następny i odskoczył w tył. Kolejne cięcia i znowu musiał się wycofać. Postacie z tyłu stały nieruchomo i przyglądały się, pozbawione twarzy, milczące, a ich migocące zbroje sprawiały, że pozostawały prawie niewidoczne. Czekały. Pojedynek toczył się nieprzerwanie i miecze nacierały na siebie co chwilę, Will zaś miał ochotę zatkać uszy za każdym razem, kiedy rozlegał się dziwny, zawodzący zgrzyt. Teraz ser Waymar dyszał ciężko, wyczerpany, a pot z jego czoła parował w blasku księżyca. Ostrze jego miecza pokrywał szron. Inny tańczył ze swoim jasnoniebieskim promieniem. Wreszcie Royce zasłonił się o sekundę za późno. Blade ostrze przedarło się przez kolczugę pod jego ramieniem. Młody lord krzyknął z bólu. Spomiędzy pierścieni kolczugi wypłynęła krew. Parowała w zimnym powietrzu, a jej czerwone krople wydawały się czerwone jak ogień, kiedy dotykały śniegu. Ser Waymar potarł dłonią swój bok. Rękawica z kreciej skóry ociekała krwią. Inny powiedział coś w obcym języku, nie znanym Willowi. Jego głos zabrzmiał jak trzask lodu na jeziorze; niewątpliwie powiedział coś drwiącego. Ser Waymar poczuł przypływ wściekłości. - Za Roberta! - zawołał i skoczył do przodu; uniósłszy pokryty szronem miecz, zadał cios z boku. Inny zasłonił się niedbałym ruchem. Kiedy oba miecze spotkały się, stalowe ostrze pękło. Nocną ciszę rozdarł przeraźliwy krzyk spotęgowany echem, a długi miecz rozsypał się na setki kawałków, które leciały niczym deszcz igieł. Krzycząc okropnie, Royce opadł na kolana i zakrył oczy. Krew tryskała spomiędzy jego palców. Przyglądający się podeszli bliżej, jakby na dany znak. W śmiertelnej ciszy miecze wznosiły się i opadały. Zimna rzeź. Blade ostrza przechodziły przez kolczugę, jakby to był jedwab. Will zamknął oczy. Z dołu dochodziły głosy i śmiech ostry jak sople lodu. Kiedy po długim czasie odważył się wreszcie otworzyć oczy, na polanie, nie było

nikogo. Wciąż siedział na drzewie, bojąc się oddychać, a księżyc przemykał powoli po czarnym niebie. Wreszcie, zdrętwiały, zszedł na ziemię. Ciało Royce’a leżało na śniegu, twarzą do ziemi, z jednym ramieniem odrzuconym w bok. Na jego grubym, czarnym płaszczu widniały liczne przecięcia. Kiedy tak leżał, widać było wyraźnie, jaki był młody. Zaledwie chłopiec. Nieopodal znalazł to, co zostało z miecza: kawałek metalu rozerwany i skręcony niczym drzewo uderzone piorunem. Przyklęknął, rozglądając się ostrożnie, i podniósł metal. To będzie jego dowód. Gared wszystko zrozumie, a jeśli nie on, to ten stary niedźwiedź, Mormont, maester Aemon. Czy Gared czeka jeszcze przy koniach? Musi się spieszyć. Podniósł się. Nad nim stał ser Waymar Royce. Z jego wspaniałej szaty pozostały strzępy, tak samo jak z twarzy. Odłamek z miecza przebił mu lewe oko. Prawe pozostało otwarte. Jego źrenica płonęła niebieskim blaskiem. Oko patrzyło. Will wypuścił z dłoni okruch metalu. Zamknął oczy i zaczął się modlić. Długie, zgrabne palce musnęły jego policzek i zacisnęły się na jego gardle. Schowane były w rękawicach z delikatnej kreciej skórki, lepkiej od krwi, lecz przeraźliwie zimnej.

BRAN
Ranek był pogodny, lecz zimny, co zwiastowało koniec lata. Wyruszyli o świcie, by zobaczyć egzekucję. Bran, ogromnie podniecony, był jednym z dwudziestu, którzy jechali. Po raz pierwszy uznano, że jest już na tyle dorosły, by pojechać z panem ojcem i braćmi i zobaczyć, jak wymierza się sprawiedliwość. Był to siódmy rok życia Brana, a dziewiąty rok lata. Mężczyznę wyprowadzono już wcześniej przed ogrodzenie niewielkiego grodu wśród wzgórz. Robb sądził, że jest to dziki, zaprzysiężony Mance’owi Rayderowi, Królowi-pozaMurem. Na samą myśl o tym Bran poczuł gęsią skórkę. Przypomniał sobie opowieści Starej Niani. Od niej dowiedział się, że dzicy są okrutnymi ludźmi, kradną, mordują i handlują ludźmi. Zadawali się z olbrzymami i wampirami, nocą porywali dziewczynki i pili krew z wypolerowanych rogów. A ich kobiety w czasie Długiej Nocy sypiały z Innymi i rodziły na wpół ludzkie istoty. Mężczyzna, którego ujrzeli, przywiązany mocno do muru w oczekiwaniu na egzekucję, okazał się jednak stary i wychudzony, niewiele wyższy od Robba. Stracił na mrozie uszy i palec, a ubrany był na czarno, podobnie jak bracia z Nocnej Straży, tyle tylko, że jego odzienie było brudne i postrzępione. Para z ludzkich i końskich oddechów mieszała się w zimnym powietrzu poranka, kiedy pan ojciec rozkazał odwiązać mężczyznę i przywlec przed ich oblicza. Robb i Jon siedzieli nieruchomo na grzbietach swoich koni ustawionych po obu stronach kuca Brana, który starał się, by wyglądać na więcej niż siedem lat, i udawał, że taki widok nie jest mu obcy. Delikatny powiew wiatru poruszył bramą grodu. Nad ich głowami zatrzepotał proporzec rodu Starków z Winterfell: szary wilkor pędzący przez śnieżnobiałe pole. Ojciec Brana siedział nieruchomo na koniu, a jego długie brązowe włosy powiewały na wietrze. Miał trzydzieści dwa lata, lecz postarzała go krótko przystrzyżona broda przetykana siwizną. Tego dnia w jego oczach czaiło się ponure spojrzenie, a on sam ani trochę nie przypominał człowieka, który opowiada wieczorem przy ogniu o czasach bohaterów i dzieciach lasu. Jakby zdjął maskę ojca, pomyślał Bran, i założył maskę lorda Starka z Winterfell. W chłodzie poranka zadawano pytania i padały odpowiedzi, lecz później Bran niewiele pamiętał z tego, co zostało powiedziane. Wreszcie pan ojciec wydał rozkaz i dwaj strażnicy przyciągnęli obdartego mężczyznę do pnia grabu na środku placu. Położyli mu głowę na twardym, czarnym pieńku. Lord Eddard Stark zsiadł z konia, a jego podopieczny, Theon

Greyjoy, przyniósł jego miecz, Lód. Ostrze miał szerokie jak dłoń mężczyzny, a długością przewyższał nawet wzrost Robba. Wykute z valyriańskiej stali za pomocą magii, było ciemne jak dym i bez jakiejkolwiek szczerby. Ojciec zdjął rękawiczki i podał je Jory’emu Casselowi, kapitanowi gwardii przybocznej. Ujął Lód w obie ręce i przemówił: - W imieniu Roberta z Domu Baratheonów, Pierwszego z Rodu, Króla Andalów, Rhoynarów oraz Pierwszych Ludzi, wyrokiem Eddarda z Rodu Starków, Lorda Winterfell i Namiestnika Północy skazuję cię na śmierć. - Po tych słowach uniósł miecz wysoko nad głowę. Jon Snow, brat bękart Brana, przysunął się do niego. - Trzymaj mocno kuca - szepnął. - I nie odwracaj się. Ojciec zauważy, jeśli się odwrócisz. Bran trzymał mocno kuca i nie odwrócił się. Ojciec pozbawił głowy skazańca jednym pewnym cięciem. Krew trysnęła na śnieg, czerwona jak letnie wino. Jeden z koni stanął dęba i trzeba było go mocno trzymać, by się nie spłoszył. Bran nie mógł oderwać oczu od krwi. Patrzył, jak śnieg wokół pnia pije ją łapczywie, zmieniając barwę. Odcięta głowa odbiła się od korzenia i zatrzymała dopiero tuż przy nogach Greyjoya. Theon był chudym, ciemnowłosym młodzieńcem w wieku dziewiętnastu lat, którego wszystko śmieszyło. Teraz także roześmiał się i kopnął głowę. - Błazen - mruknął Jon na tyle cicho, by nie usłyszał tego Greyjoy. Położył dłoń na ramieniu Brana, a ten spojrzał na przyrodniego brata. - Dobrze się spisałeś - przemówił Jon z powagą. Jon miał czternaście lat i już nie raz patrzył, jak wymierzano sprawiedliwość. Kiedy wyruszyli w długą powrotne drogę do Winterfell, jakby się ochłodziło, chociaż ustał wiatr, a słońce stało wyżej na niebie. Bran i jego bracia jechali daleko z przodu przed całą grupą; jego kuc z trudem nadążał za końmi. - Dezerter umarł dzielnie - powiedział Robb. Był rosłym młodzieńcem, który z każdym dniem stawał się większy. Z karnacji podobny do matki: jasna cera, rudawobrązowe włosy i niebieskie oczy Tullych z Riverrun. - Przynajmniej nie okazał się tchórzem. - Nie - powiedział cicho Jon Snow. - To nie była odwaga. On był śmiertelnie przerażony. Widziałem to w jego oczach. - Oczy Jona były szare, prawie czarne, lecz były to oczy, przed którymi nic się nie ukryło. Jon miał tyle lat, co Robb. Wcale nie byli do siebie podobni. Jon był smukły i ciemnowłosy, Robb muskularny i jasnowłosy; Jon zwinny i pełen gracji, jego przyrodni brat zaś silny i szybki. Robb nie wydawał się zdziwiony. - Niech Inni wydrapią mu oczy - zaklął. - Umarł

które przedtem zobaczył. Władca. Nie pytałem cię. żeby nie stała się ona dla ciebie przyjemną. który chowa się za płatnym katem. powinieneś spojrzeć mu w oczy i wysłuchać jego ostatnich słów. Lecz my postępujemy według starszych zwyczajów. Jeśli chcesz odebrać komuś życie. Targaryenowie.spytał ojciec. nawet najpodlejszą. ale Jon twierdzi. skupiony. lecz też nie wolno ci odwracać wzroku. Jechał wolno. Wierzymy.spytał ojciec. że ten człowiek zasługuje na śmierć? .odpowiedział ojciec. .Któregoś dnia ty.Zgoda . .Robb twierdzi. sam powinien go wykonać.dzielnie.A dzicy porywają kobiety i sprzedają je Innym. . że ten. W rzeczywistości ten człowiek złamał przysięgę.Znowu słuchałeś opowieści Starej Niani. Jesteś mu to winien. Jego pan ojciec. Jego kuc nie miał szans z końmi. Tacy są najbardziej niebezpieczni. Bran nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. .Tak . lecz dlaczego ja muszę robić to osobiście. jeśli zostanie złapany. . Bran. kiedy ojciec i jego świta go dogonili. Niebawem śmiech Robba umilkł i las znowu pogrążył się w ciszy. Kiedy nie masz odwagi tego uczynić. dlatego żeby się ratować. Dezerter dobrze wie. W żyłach Starków wciąż płynie krew Pierwszych Ludzi.Czy rozumiesz. dlaczego to zrobiłem? .A co ty myślisz? . nie cofnie się przed żadną zbrodnią. Bran nie próbował ich gonić.Czy można okazać dzielność. . skąd możesz wiedzieć. że się bał. Gdy nadejdzie ta chwila. . ojcze . dlaczego on zginął. .To był dziki . owinięty w futra i skóry. szybko zapomina.Podobnie jak jego poprzednicy. nie usłyszał. musisz pamiętać.odpowiedział niepewnie. będziesz zasiadał we własnej twierdzy i sam wymierzał sprawiedliwość. tymczasem Jon jechał w milczeniu. Bran zastanowił się. . kto wydaje wyrok. Bran? . czym jest śmierć. Spojrzał w górę.powiedział Jon i ścisnął piętami boki konia. Ale mnie nie o to chodziło. Ścigamy się do mostu? . Jego pan ojciec uśmiechnął się.Tak.Dobrze się czujesz. Zamyślony. Ich konie wyrzucały w górę kopytami tumany śnieżnego pyłu.Tylko wtedy można być naprawdę dzielnym . zdezerterował z Nocnej Straży.powiedział Bran.przyznał ojciec. który nieoczekiwanie znalazł się u jego boku. patrzył na niego ze swojego ogromnego rumaka niczym olbrzym. Robb zaklął i popędził za nim galopem. nie przestając myśleć o oczach skazanego mężczyzny. zostaniesz chorążym Robba.Król Robert ma kata . pokrzykiwał i śmiał się głośno. . .odpowiedział. że tamten człowiek umarł dzielnie. . bojąc się jednocześnie? . że zginie.

Młodzieniec uśmiechnął się tylko i spojrzał sponad tego.W następnej chwili już zniknął za wzgórzem. Jory i Theon zdążyli już zsiąść z koni. Jeźdźcy zbliżali się do nich ostrożnie przez zaspy. martwą i na wpół zagrzebaną w zakrwawionym śniegu.Zdechła.Robb. Bran usłyszał. .zawołał.odezwał się Greyjoy. kudłatej sierści lśnił lód. Ruszył kłusem. kiedy sięgnął po miecz.Zobaczmy. Machając ręką. Jory trzymał już swój w dłoni. . Bran i pozostali pojechali za nim. co znalazł Robb! . .odparł pan ojciec. panie? . próbując utrzymać równowagę na koniu. W szarej.Bez wątpienia . ciemną postać. .Ona już nic ci nie zrobi. .powiedział Jon spokojnie.Na siedem piekieł. Bran zeskoczył na ziemię i pognał do przodu. Jory .powiedział. dwukrotnie większy od największego ogara z psiarni jego ojca. co tam znowu nabroili moi synowie. jak mocno bije mu serce. Bran dostrzegł robaki pełzające po oczach i pożółkłe zęby w pysku.powiedział Robb.Nie widywano ich od dwustu lat na południe od Muru .Teraz jednak widzę . . . Greyjoy jechał. jak tamten wypuszcza z sykiem powietrze. Znaleźli Robba na północnym brzegu rzeki. One są większe od wilków.Bogowie! . . Chętnie pognałby do przodu na swoim kucu. Bran czuł rozpierającą go ciekawość. dlatego Robb stał w zaspie po kolana z odrzuconym kapturem. Pierwsi dojechali do nich Jory Cassel i Theon Greyjoy.Popatrz. Obaj rozmawiali podnieconymi i ściszonymi głosami. . W końcu lata spadły obfite śniegi. tak że słońce odbijało się od jego jasnych włosów. . Wilk był większy od jego kuca. Podjechał do nich Jory.Jakieś kłopoty. co to jest? . a Jory.zawołał. kiedy przebrnął przez zaspę sięgającą mu do pasa i stanął u boku brata. Trzymał coś na rękach. jaki jest duży. Teraz także Jon.To jest wilkor. Ujrzał ogromną.Odmieniec . . starając się wybierać równą drogę na niepewnym gruncie. co trzymał na rękach. Jon siedział jeszcze na koniu obok niego. śmiejąc się i żartując. lecz ojciec kazał im zsiąść z koni jeszcze przy moście i dalej pójść pieszo.Wilk . . Bran. krzyczał: Ojcze. odsuń się od tego! . .Bran czuł. . Największe jednak wrażenie zrobiły na nim rozmiary zwierzęcia.odpowiedział Greyjoy. chodźcie szybko.odparł Jon. . zobaczcie. a jego koń stanął dęba.W tym momencie na grzbiecie wzgórza pojawił się Jon.wtrącił Theon Greyjoy. .To nie jest odmieniec . a nad zdechłym zwierzęciem unosił się słaby odór zepsucia.

Zrodzone z martwych .Ma coś wbite w gardło . Trzymał w niej kawałek rogu. Stojący dookoła zamilkli.Bran.Śmiało .To znak .Nieważne .Może nie przeżyła .powiedział Jory. tym lepiej .Tam. Okrzyk rozpaczy zamarł w gardle Brana. zanim urodziły się szczenięta.Jeszcze gorzej. oderwaną rosochę umazaną krwią. macało pyskiem ślepo po piersi Robba w poszukiwaniu mleka. .Im szybciej. koniuszy. . . Przez moment wydawało się. jakby rozumiało ludzkie słowa. .Trzymaj. . który powiedział: .Odłóż miecz. . co Robb trzyma na rękach. Ich ojciec zachmurzył się. dawaj tutaj tę bestię.wtrącił ktoś. . żeby się oszczenić . śnieg zaskrzypiał pod jego butami. Wydał okrzyk radości i podszedł bliżej. Jego słowa przerwały krąg milczenia. . Ojciec odrzucił róg i wytarł dłonie o śnieg. .powiedział. . Popiskując smutno. że przemawia . Bran niepewnie wyciągnął rękę. .Jory. pod samą szczęką. Bran pogłaskał szybko szczenię i odwrócił się do Jona.powiedział Hullen.wtrącił Theon Greyjoy. Szczenię przytuliło się do niego. Patrzyli na rogi z niepokojem i żaden nie śmiał się odezwać. . Oczy miało jeszcze zamknięte. tak by wszyscy zobaczyli.Dziwi mnie.Nie! . choć nie rozumiał. Ojciec przyklęknął i wsunął dłoń pod łeb zwierzęcia.powiedział Robb. czego się boją.zawołał gwałtownie Bran.Wilkory w królestwie po tylu latach . wyciągając miecz. to tylko zdechłe zwierzę .Bran usiadł na ziemi i przytulił wilczka do twarzy. Jego przyrodni brat podał mu drugie szczenię. Greyjoy . choć sam wydawał się zatroskany. że przeżyła na tyle długo.odezwał się Robb. .One też niedługo zdechną. .zachęcił go Robb.Czy wiadomo. Poczuł miękkość i ciepło jego sierści. Nawet Bran wyczuwał ich strach.powiedział Jory. .To mi się nie podoba. dumny. . Kiedy obchodził wilka. .Słyszałem… może wilczyca zdechła. . co ją zabiło? .powiedział. zanim jeszcze spytał go ojciec. Potem szarpnął i podniósł rękę wysoko. .On jest mój! .Bran oderwał wzrok od potwora i wtedy dokładniej przyjrzał się temu. .Możesz go dotknąć. Szczenię przypominało kulkę z szaroczarnego futra. .mruknął Hullen.Jest ich pięć. że potrafi odpowiedzieć.

Bran wpatrywał się w niego pełen nadziei.Chłopcze. nazwisko zwyczajowo nadawane ludziom na północy. Trzech synów i dwie córki. . Robb także nie chciał ustąpić. lecz napotkał tylko jego nachmurzone oblicze. Wspomniał o dziewczynkach.Okażemy serce. żebyście zawracali głowę służbie. Jeśli chcecie zatrzymać .dodał Hullen.Odwrócił głowę. ojcze. . więc będzie miała dość mleka. . . Nie chciał płakać w obecności ojca. Bran spojrzał na ojca pana. Pomimo swoich siedmiu lat dobrze zrozumiał. Poczuł ogromną miłość do Jona. lecz nie wymienił bękarta noszącego nazwisko Snow. lord. .Ojcze. którzy mieli pecha urodzić się bezimiennie.Lordzie Stark .Łatwo powiedzieć. którym kiedyś miał zostać. .Ja nie noszę ich nazwiska. . Ojciec szybko zrozumiał.zwrócił się do ojca.powiedział. niż pozwolić. Ta wilczyca jest jakby symbolem twojego Rodu.powiedział Harwin. Ojciec pan przyglądał mu się uważnie.W zeszłym tygodniu oszczeniła się ruda suka ser Rodrika . . sam się zajmę szczeniakiem .Namoczę ręcznik ciepłym mlekiem i dam mu do ssania. Rickonie. .Ja też! . . Jonie? . Ten oficjalny ton wywołał zdziwienie.Zatrzymamy te szczeniaki. nawet o niemowlęciu. że Jon nie wymienił samego siebie.Ty masz pięcioro dzieci z prawego łoża. ale trudniej zrobić. dostrzegł też spojrzenia.Znaleźliśmy pięć szczeniaków . Trzy samce i dwie samice. Liczba zwierząt i ludzi zgadzała się tylko dlatego.Przeżyły tylko dwa szczeniaki. .powiedział. Lord długo mierzył uważnym spojrzeniem swoich synów.krzyknął Bran.Rozerwie je na strzępy. . gdy tylko spróbują się przystawić.Synu. .I co z tego. zabijając je . nie możesz tego zrobić . Nie pozwolę. panie. Bran zauważył zmianę na twarzy ojca. Hullen ma rację. Robb natychmiast wykorzystał chwilę milczenia. spodziewając się pomocy. jakie wymienili między sobą stojący dookoła mężczyźni.spytał łagodnie. Lepiej zadać im szybką śmierć.odezwał się Jon. .Nie! . Jonie. czując napływające do oczu łzy. syn Hullena.Wilkor widnieje na sztandarze Domu Starków . . Przeznaczeniem tych szczeniąt jest zostać z twoimi dziećmi. czego dokonał jego brat.jego ojciec. .A zatem. . nie chcesz szczenięcia dla siebie? .zauważył Jon. . by zdychały powoli z zimna i głodu.

który został stracony tego ranka. . Bran pozwolił sobie zakosztować słodkiego smaku zwycięstwa. Wilkor urwie ci rękę z taką samą łatwością. spoglądając na szóstego szczeniaka. które będą żebrać o jedzenie i uciekną przed kopniakiem. Szczeniak poruszył się i polizał jego policzek ciepłym językiem. Patrzyli. Jon gwałtownie zatrzymał konia.On należy do mnie. . jeśli zaniedbacie swoje zwierzęta. ojcze . jak bardzo będziecie się starali. Dopiero kiedy wsiedli na konie. Obiecuję. a oczy miał czerwone jak krew skazańca.Wy i nikt inny. że tylko ten jeden szczeniak otwiera już oczy. . . . .Nie sądzę. Czy wciąż chcecie je zatrzymać? . .Zdechnie jeszcze przed tamtymi.Tak . stukot końskich kopyt na drewnianym moście i popiskiwania głodnego szczeniaka. Kiedy wjechali na most.dodał jego ojciec. Jon? .powtórzył jak echo Robb. jak go nazwać. To nie są jakieś tam kundle. .Tam .Szczeniaki mogą zdechnąć bez względu na to. W następnej chwili jechał już do nich uśmiechnięty.zauważył Theon Greyjoy z wymuszonym uśmiechem na ustach. .Nie słyszycie? Bran słyszał wycie wiatru w konarach drzew. z jaką pies rozrywa szczura. Jon Snow rzucił chłodne spojrzenie strażnikowi ojca. . Desmond zabierz pozostałe. lecz Jon nasłuchiwał czegoś jeszcze.powiedział Bran. sami musicie je karmić. . Czas wracać do Winterfell.szczeniaki. . Zastanawiał się.Sami je też wytresujecie .Albinos .powiedział Jon. Jory. Jechał ze szczeniakiem wciśniętym głęboko i bezpiecznie pod ubranie. że nikt z psiarni nie dotknie nawet palcem tych potworów.spytał ojciec pan. .O co chodzi.powiedział Jon i pogalopował z powrotem przez most. Bran zauważył zdziwiony.powiedział. jak zsiada z konia w pobliżu zdechłej wilczycy i przyklęka. Greyjoy .dodał ojciec.A zatem zatrzymaj je. . odniesiecie się do nich brutalnie albo źle je wytresujecie.Tak. . Jasne? Bran przytaknął mu gorliwie.Pewnie odłączył się od pozostałych . . Ten był zupełnie biały.Albo został odpędzony . .Nie zdechną . Niech was bogowie mają w opiece.Nie pozwolimy im zdechnąć.zapewnił go Robb.

znała ich twarze równie dobrze jak twarze swoich rodziców.CATELYN Catelyn nigdy nie lubiła tego gaju bogów. a ich splątane konary tworzyły szczelny baldachim. Wielbili bogów wonią kadzidła. W domu Tullych. rosło pradawne czardrzewo. bezimienni bogowie o nieznanych twarzach. potem szukał spokoju w gaju bogów. dziad i pradziad. Jej bogowie posiadali imiona. Tutaj rosły uparte drzewa strażnicze. Catelyn została namaszczona i otrzymała imię w blasku tęczy. gdzie mogła śpiewać bogu o siedmiu twarzach. a zamieszkujący je bogowie nie posiadali imion. W jego pniu wyrzeźbiono twarz. twarz pociągłą i zamyśloną. nad małym stawem wypełnionym zimną i czarną wodą. pierwotne miejsce. gdzie chodziło się poczytać lub odpocząć na słońcu. Ona należała do Wiary. Bogowie Winterfell mieli dla siebie inny las. Drzewo serce. starsze od samego Winterfell. Pośrodku gaju. i śpiewami. sprawiały wrażenie czujnie obserwujących. Było to mroczne. także mieli gaj bogów. który pochodził z Riverrun. której światło wypełniało Wielki Sept w Riverrun. Wiedziała. głęboko wycięte oczy. uzbrojone w szarozielone igły. Sama należała do rodu Tullych. bogowie zielonych lasów. jak Brandon Budowniczy położył pierwszy kamień. a potem przyglądały się. kiedy budowano wokół niego ponury zamek. podobnie jak jej ojciec. nad Czerwonych Widłami. a jego ciemnoczerwone liście przypominały tysiące zakrwawionych dłoni. podobnie jak w innych wielkich domach. jak nazwał je Ned. położonego daleko na południu. gdzie strzeliste sekwoje rzucały cień na szemrzące strumyki. Specjalnie dla niej Ned kazał wybudować mały sept. Zawsze kiedy wymierzał sprawiedliwość. Podobno widziały. nie tkniętego od dziesięciu tysięcy lat. lecz stanowił on raczej miejsce spacerów. w ziemi zaś wiły się skłębione korzenie. trzy akry starego lasu. jasny i rozległy. Podobno to dzieci lasu rzeźbiły twarze na drzewach w . Ogromne pnie wyrastały tutaj tuż obok siebie. które zamieszkiwali wraz z zaginionymi dziećmi lasu. potężne dęby oraz graby równie stare jak cała ta ziemia. a jego bogami pozostali starzy. że tutaj znajdzie męża tego wieczoru. W żyłach Starków płynęła krew Pierwszych Ludzi. jak rosły granitowe mury zamku. Korę miało białą jak kość. czerwone od wyschniętych soków. Było to miejsce pogrążone w cieniu i głębokiej ciszy. Miejscem modlitwy był sept. kolorami tęcz. Tam gajem bogów był ogród. które wysyłał siedmioboczny kryształ. Stare to były oczy. a w powietrzu przesyconym wonią kwiatów rozbrzmiewały nieustannie ptasie śpiewy.

a pozostał tak samo ostry jak pierwszego dnia.powiedział. które długo nabierało kształtu w kuźni. na kolanach i obmywał jego głownię wodą czarną jak noc. Liczył już sobie czterysta lat.powiedział ponuro Ned.spytał Ned. Było to motto Starków. Na dźwięk tych słów poczuła dreszcz. składali przysięgę lojalności. każdy gaj bogów ma swoje drzewo serce.powiedziała Catelyn. Wszystkie wielkie rody posiadały rodzinne motto. Będzie coraz starszy. Sprzeczają się o imiona swoich wilczych szczeniąt. W dłoni trzymał kawałek skóry namoczonej oliwą. patrząc. Widziała niemal jego pulsujące wnętrze. jak dziwni są mieszkańcy północy. kiedy Starkowie byli królami północy.Zawsze jestem dumna z Brana . . . Jego imię było jeszcze starsze. którzy przybyli przez wąskie morze. tylko nie ród Starków. lecz musiała przyznać. . . Rozłożyła płaszcz na ziemi i usiadła na brzegu stawu.powiedział Ned. Na południu ostatnie czardrzewa zostały wycięte albo wypalone tysiąc lat temu. . Wszystkie. . . za to Rickon jest niepewny. .przyznała. lecz czerwone oczy drzewa wydawały się pilnie ją śledzić. .Ma dopiero trzy lata. w której wielbili honor i chwałę. na kamieniu porośniętym mchem.Boi się? .Ned . jeszcze przed nadejściem Pierwszych Ludzi.Gdzie są dzieci? Zawsze o nie pytał. Nadchodzi zima. na której zieloni ludzie czuwali w milczeniu. Catelyn nie lubiła mieczy. pochodziło z czasów herosów.Trochę . Warstwy próchnicy nagromadzone przez tysiące lat tłumiły odgłos jej kroków.odparła Catelyn. Sansa też jest oczarowana. a każde drzewo serce ma swoją twarz. wiary i odwagi. Byłabyś z niego dumna. Mówił głosem jakby nieobecnym i bardzo oficjalnym. swojego rodzaju modlitwę. że Lód stanowił przykład wyjątkowo pięknego oręża.Bran także spisał się dzielnie. . Ułożył miecz.zamierzchłych czasach.Biedaczyna był na wpół szalony. jak wyciera ostrze. . Tutaj każdy zamek ma swój gaj bogów.Arya już pokochała swojego. . Czuła na sobie jego oczy.W kuchni.Tak . tak brzmiało ich motto. . . Catelyn znalazła męża pod czardrzewem.przemówiła cicho. w czasach kiedy kowale kuli metal za pomocą młotów i zaklęć. Podniósł głowę i spojrzał na nią. Lód. Catelyn . jak zawsze kiedy je słyszała. z wyjątkiem Wyspy Twarzy. A poza tym nadchodzi zima. Wykuto go w Valyrii. .Musi nauczyć się stawić czoło obawom.Tamten człowiek umarł dzielnie.Już czwarty tego roku . lecz starała się nie zwracać na to uwagi. opierając się plecami o drzewo. Tutaj wszystko było inne. Przeciągnął nim wolno po ciemnym ostrzu. muszę mu to przyznać . Ned zmarszczył brwi. aż zalśniło. Nie po raz pierwszy pomyślała.

Catelyn zadrżała na myśl o tym.Przez dzikich? . a także jego towarzysza. Jako chłopiec.Obejrzała się. .spytała. Wiem.Tak jak do dzisiejszego ranka nikt nie widział wilkora . Ned zauważył niepokój na jej twarzy.Ale przecież nie przyszłaś tutaj. Kiedy szalony król Aerys II Targaryen zażądał ich głów. na jego bladą korę i czerwone oczy. a mimo to bardzo ją uderzyło. zanim się nie oczyścisz. córki lorda Hostera Tully’ego. Pewnego dnia. jak ciężko to przyjął. kochany. . Nikt z żyjących ich nie widział. Jon Arryn nie żyje.Słuchasz za dużo opowieści Starej Niani. niż pozwolić. . jego drugi ojciec został także bratem. Tracą też ludzi w czasie wypadów. że nigdy ich tutaj nie było. I to nie tylko z powodu dezercji. że moje słowa nie docierały do niego. kiedy nie będę miał wyboru. . więc przekazała mu wiadomość jednym tchem: . przed czternastoma laty. jak zrobić to delikatniej. Nie chciałam cię smucić. . Spodziewała się tego. żeby opowiadać mi bajeczki. zadumane.Powinienem już wiedzieć.Nie wiedziała. że w Nocnej Straży nie ma już nawet tysiąca ludzi. że drzewo.Tylko przez nich? . Ben pisze. by zmierzyć się z Królem-poza-Murem.zauważyła Catelyn. kiedy razem stanęli w sępcie Riverrun. Uśmiechnął się łagodnie. Inni umarli tak samo jak dzieci lasu. lord Orlego Gniazda wolał wznieść sztandar z księżycem i sokołem. jego. . obserwuje ich. nie ma ich tutaj już od ośmiu tysięcy lat. pani? Catelyn wzięła męża za rękę. zerkając na drzewo serce. widząc.Tak mi przykro. . Będę zmuszony wznieść sztandary i pojechać na północ. . . i myśli. . . Roberta Baratheona. Poszukał spojrzeniem jej oczu. . a bezdzietny lord Arryn stał się jego drugim ojcem. uśmiechając się smutno.Coś przepełniło go strachem tak bardzo. . otrzymaliśmy smutne wieści.Poza Murem? . Ned dostał się pod opiekę Rodu z Orlego Gniazda. słucha. że nie należy się sprzeczać z kimś z rodu Tullych odpowiedział.Mańce Raydera raczej nie powinniśmy się obawiać.Ned podniósł miecz i powiódł wzrokiem wzdłuż jego chłodnego ostrza. żeby skrzywdzono tych. by poślubić dwie siostry. Wsunął Lód do pochwy.Za Murem mieszkają mroczne istoty.Mój panie. że nie przepadasz za tym miejscem. O co chodzi. wydawało się. Maester Luwin twierdzi nawet.Westchnął. .Przyjdzie wreszcie taki dzień. których obiecał chronić. .

Kiedy skinęła głową. . że Król pasował go na Pierwszego Rycerza Bramy. Pisze. Niech wypełnią ich dom śmiechem i hałasem.Wiedziałam. każdy ze swoją świtą.powiedziała Catelyn. . Catelyn przytaknęła mu. Jej potrzeba pociechy rodziny i przyjaciół. ile to lat minęło? I nic więcej w liście? Pisze przynajmniej. ilu ludzi z nim przyjedzie? . .Zabierz dzieci. złamany róg w jego gardle. . .Oczywiście .powiedziała.powiedziała Catelyn. . a poza tym to dom jej męża. . lecz wtedy jego oblicze wyraźnie się rozpromieniło.Potwierdzona królewską pieczęcią. a mimo to pomyślał o niej. Orle Gniazdo leży wysoko i na odludziu. chce się spotkać z tobą.Pewnie ze względu na nich Robert nie będzie się spieszył .Gdybym tylko mogła to uczynić . Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego znaczenie jej słów. a który nie wierzył w znaki. Przynajmniej zdążymy się przygotować.Brynden zrobi wszystko.powiedział. że lord Arryn odszedł szybko. co w jego mocy. .I chłopak Jona? Co o nich pisze? . Szkoda. prawda? Słyszałem.Powinniśmy posłać wiadomość na Mur. Zatrzymałam go dla ciebie.List zawiera też inne wieści. .Twój wuj czeka w Dolinie Arryn. Każę Maesterowi Luwinowi posłać najszybszego ptaka. Znam moją siostrę. do twojego brata. by ją pocieszyć. . że nie może podzielać jego radości. .spytał.Czy to pewna wiadomość? . lecz… . o czym szeptano na dziedzińcach: martwy wilkor znaleziony w śniegu. .Wiem tylko.I dobrze. że mają się dobrze i wrócili do Orlego Gniazda ..Jedź do niej .A twoja siostra? .odezwał się Ned. . Nawet maester Pycelle nie potrafił mu pomóc. którego kochała. że nie pojechali raczej do Riverrun.Ned podniósł się i pomógł jej wstać. ją i chłopca.Niewielka to łaska .Ben z pewnością zechce nam towarzyszyć.odparł. Pomimo coraz większego strachu zmusiła się do uśmiechu. Catelyn żałowała. ale słyszała. Lysa nie powinna pozostawać sama w cierpieniu.powiedział. Będzie też z nimi Cersei wraz z dziećmi. i co najmniej pięćdziesięciu wolnych.Przypuszczam. żeby Jon nie cierpiał długo.Jon… . Król przyjeżdża do Winterfell. . Jej chłopak potrzebuje towarzystwa innych dzieci. Robert napisał list własnoręcznie. . patrząc na mężczyznę. Widziała głęboki smutek na jego twarzy.A niech mnie. . .Robert przyjeżdża? . jego twarz rozjaśnił uśmiech. że się ucieszysz . że ze stu rycerzy. . Podał mu tylko makowe mleko. .odpowiedział. Każdy kamień będzie jej go przypominał.

niech i tak będzie.Jest w wieku Brana. podążają i jego poddani.Przyjeżdżają też bracia Królowej . Kobieta Lannisterów jest naszą Królową. Ned skrzywił się.wyjaśniła. . że już są w drodze? A niech go. Król nigdy im tego nie wybaczył. Wyślę Jory’ego na południe z gwardią honorową.. Catelyn wiedziała. jeśli ceną za towarzystwo Roberta ma być plaga Lannisterów. Najmłodsze było jeszcze przy piersi. . jak my ich wyżywimy? Powiadasz. Proszę cię. prawda? .Książę Tommen ma siedem lat .Ale nie obejdzie się bez uczty z muzyką. właściwie kiedy jego zwycięstwo było już przesądzone. dokąd Król zdąża. kiedy widziałem je po raz ostatni. że z każdym rokiem staje się coraz bardziej dumna. aby przywitali go na królewskim trakcie i poprowadzili do nas.Z radością zobaczę jego dzieci. złoiłbym tę jego królewską skórę.powiedziała. Ned. że Robert przywiezie ze sobą połowę dworu. Teraz chłopak ma chyba z pięć lat. Ród Lannisterów z Casterly Rock przyłączył się do Roberta dość późno. . A zatem zanosi się. Bogowie.No cóż. . Ned uścisnął jej dłoń. mówią też.Tam. Robert z pewnością zechce zapolować. że jej mąż nie darzy rodziny królewskiej wielką miłością. . trzymaj język za zębami. .

.Dlaczego jest dla nas taki hojny? . kiedy zasiądę na tronie. pomogą ci w kąpieli. Mówiono też. Magister Illyrio zajmował się handlem przyprawami korzennymi. że wydawało się. do tego złote ozdoby. .Illyrio nie jest głupcem . . Śmiało. jaki materiał. żeby kiedykolwiek miała na sobie suknię z równie wspaniałej tkaniny. Tego wieczoru jej brat był w doskonałym nastroju. Dany uważnie słuchała. że takie podarunki mają swoją cenę w wolnym mieście Pentos. smoczą kością oraz innymi.Dany dotknęła tkaniny. który tka swoją sieć z marzeń.powiedział Yiserys. Tak obiecał Illyrio. Dany miała trzynaście lat.Podarunek od magistra Illyria . drogie kamienie. Już zapomniała.Nie zawiedź mnie dzisiaj. w Yaes Dothrak czy w legendarnych krainach za Jadeitowym Morzem. iż płynie między palcami jak woda. . że nie ma dla niego przyjaciela. to jak obudzić smoka.DAENERYS Jej brat uniósł suknię wysoko. Była tak miękka.Illyrio przyśle niewolnice.Naprawdę należy do mnie? . Był chudym. Chyba nie chcesz obudzić smoka. Odsunęła dłoń. że rozgniewać go. lecz dzisiejszego wieczoru będzie się rozglądał za innego rodzaju wierzchowcem.Odciągnął jej ramiona do tyłu. co znaczy być księżniczką.odezwał się Yiserys. .Przyjrzał jej się uważnie. Zobacz. którego by nie sprzedał z uśmiechem na ustach za odpowiednią cenę. Dobrze znała jego gniew. . Jej brat powiesił suknię przy drzwiach. . ale wiedziała. Stań prosto.Czego chce w zamian? . żeby wiedzieć. Fakt ten przerażał ją. Tylko żebyś skutecznie usunęła smród stajni. . . Księżniczka. . a w jego liliowych oczach migotały gorączkowe iskierki.Piękna.Magister dobrze wie. Dotknij tylko. bo pożałujesz. pomyślała Dany.Wciąż się garbisz. . . a nawet jeszcze dalej. .Jej kolor podkreśli fiolet twoich oczu. A może nigdy nie wiedziała. którego dłonie wciąż błądziły nerwowo. Khal Drogo ma mnóstwo koni.spytała. dwudziestoletnim młodzieńcem. . Dzisiejszego wieczoru musisz wyglądać jak księżniczka.Niech zobaczę twoją kobiecą sylwetkę. że nie należy wypytywać brata. uśmiechając się. by mogła się jej przyjrzeć. . .Przesunął dłonią po jej kwitnących dopiero piersiach i uszczypnął ją lekko w sutkę. co mówią ludzie na ulicach. że nie zapomnę o przyjaciołach.Od ponad pół roku mieszkali w domu magistra rozpieszczani przez jego służbę. Nie pamiętała. Dany nic nie odpowiedziała. Była wystarczająco dorosła. Podobno miał przyjaciół we wszystkich Dziewięciu Wolnych Miastach. mniej szlachetnymi towarami. Sam Yiserys mawiał.

jak Królobójca złotym mieczem otwiera gardło ich ojca. Widziała blask księżycowych promieni migocących na czarnych żaglach w czasie ucieczki nocą na Smoczą Wyspę. ale nie Dany. Mieszkańcy Wolnych Miast nazywali ich Westeros. Nie . Słyszała śpiewy czerwonych kapłanów.Kiedy będą spisywać historię moich rządów. Wysogród dolina Arryn. mawiał.Uszczypnął mocniej.powtórzył. Wyspa Twarzy . kiedy odebrano jej od piersi potomka Rhaegara i zabito go na jej oczach. Odebrana nam podstępem. . że nie może być z nimi. niemal czule. Wypolerowane czaszki ostatnich smoków patrzyły pustymi oczyma w sali tronowej. Jej brat zaś używał prostszej nazwy. którą jej brat uważał za ich własność. biegać boso do utraty tchu. Dorne. Brat tak często opowiadał Dany o tamtej ziemi. Dothrakowie nazywali tę krainę Rhaesh Andahli. za wąskim morzem. W jego ustach słowa te brzmiały prawie jak modlitwa. kwiecistych łąk i rwących rzek. którzy rozpalali nocne ognie.prawda? . że bogowie usłyszą go. Potem psy Uzurpatora. ich nazwy Casterly Rock. Po jego wyjściu Dany podeszła do okna i popatrzyła tęsknie na wody zatoki. „Nasza”.Prawda? . że wszystko zaczęło się dzisiejszej nocy. Widziała ciemne kontury przysadzistych ceglanych wież miasta Pentos na tle zachodzącego słońca. gdzie wśród błękitnoszarych gór wyrastały wieże z ciemnego kamienia i gdzie rycerze spod różnych chorągwi potykali się w turniejach. ubrana w łachmany.były tylko słowami. jeśli tylko będzie je powtarzał wystarczająco często. znajdowała się kraina zielonych wzgórz.Dobrze. „nasze dziedzictwo. o których opowiadał jej brat. Dany urodziła się na Smoczej Wyspie dziewięć księżyców po ich ucieczce. o nie. Może smok pamiętał. ziemią Andalów.Dotknął jej włosów. splądrowały Królewską Przystań. Wszystkie miejsca. na zawsze nasza. Przez chwilę żałowała. . jak Yiserys nazywał lorda Lannistera i Starka. lecz Daenerys była jeszcze wtedy w łonie matki. Nigdy nie widziała ziemi za wąskim morzem. bawiących się za murami posiadłości. którą kochał. tak że poczuła ból mimo grubej tuniki. mówił po prostu. bez perspektywy uczt w pałacu hala Drogo. . Gdzieś jeszcze za zachodzącym słońcem. Smok nie zapomina”. a ich kraj Królestwem Zachodzącego Słońca. kiedy opuścili Królewską Przystań uciekając przez nadciągającymi wojskami Uzurpatora.odparła potulnie. a także krzyki obszarpanych dzieci. w czasie . Jej brat Rhaegar walczył z Uzurpatorem na krwawych wodach Tridentu i zginął za kobietę. Nie wolno kraść niczego smokowi. Jej brat uśmiechnął się. lecz wciąż nasza. „Nasza ziemia”. Orle Gniazdo. Jakby wierzył. że czasem potrafiła sobie wyobrazić pewne sceny. bez przeszłości i przyszłości. kochana siostro. Księżniczka Elia z Dorne błagała o litość. Yiserys miał osiem lat. . napiszą.

zanim brat Uzurpatora i jego ludzie wyruszyli na dopiero co zbudowanych statkach. czasem zwracał się do niej „moja pani”. Dany płakała. i niedługo potem musieli opuścić ogromny dom. Jej brat nie pozwalał na to. z Myr do Tyrosh i dalej do Qohor. Uknuto spisek.Klejnoty. chociaż Dany nigdy nie widziała żadnego. Podobno była to straszna burza. ciskając w spienione wody wąskiego morza kamienne bloki. Jednak nie na długo. a teraz pozbyli się nawet monety z korony ich matki. Nazywał ją „małą księżniczką”. nigdzie nie zatrzymywali się na długo. Czasem jego ręce drżały. w którym leżał złożony chorobą. kiedy zamknęły się za nimi na zawsze czerwone drzwi. Jej matka umarła w czasie porodu. lecz on zawsze był miły dla Dany. Miała tam swój pokój. zerwane z przedmurzy. Dłonie miał miękkie. odzyskamy wszystko.Kochana siostrzyczko. który niemal zburzył umieszczoną na wyspie twierdzę. Zmiotła tangaryńskie statki.letniego sztormu. Nigdy nie opuszczał swojego łóżka. .coraz częściej zamykano przed nimi drzwi. Wtedy w ich posiadaniu pozostała już tylko Smocza Wyspa odwieczna siedziba ich rodu. kiedy o tym mówił.zwykł mawiać. Słudzy bali się go jak ognia.Uzurpator wciąż zasiadał na Żelaznym Tronie . Wtedy mieszkali w Braavos. Początkowo kupcy korzenni. . lecz którejś nocy Ser Willem Darry wraz z czterema wiernymi mu ludźmi wdarli się do pokoi dziecinnych i wykradli ich razem z niańką. grzmiał. z Braavos do Myr. . wydając polecenia ze swojego łóżka. Po śmierci ser Willema służba rozkradła pieniądze. kiedyś odzyskamy to wszystko . a ich życie stawało się jeszcze bardziej podłe. archonci i magnaci handlowi chętnie widzieli pod swoim dachem ostatnich z rodu Targarynów. na mocy którego mieli zostać sprzedani Uzurpatorowi. którego nie pamiętała. Uciekli na statku pod osłoną nocy i schronili się bezpiecznie na wybrzeżu Braavos. a przed jej oknem rosło drzewo cytrynowe. prawie ślepy i siwy. Królewską Przystań i Siedem Królestw. wilgotny i słodkawy smród choroby. dlatego jego komnatę wypełniał nieustannie gorący. Yolantis i Lys. jedwabie. że zbiry Uzurpatora depczą im po piętach. Wciąż powtarzał. .Yiserys żył w oczekiwaniu na ten dzień. Daenerys zaś pragnęła jedynie ogromnego domu z czerwonymi drzwiami i drzewem cytrynowym za oknem oraz dzieciństwa. Od tamtej pory wciąż wędrowali. Smoczą Wyspę. Dany nie chciała wiedzieć. Uciekli. W ciemnych zakamarkach Pentos jej brata nazywano „żebraczym królem”. co mówiono o niej. jakie im pozostały. Jak przez mgłę pamiętała ser Willema: ogromny jak niedźwiedź. co nam zabrano. Wreszcie zmuszeni byli sprzedać ostatnie majętności. czego Yiserys nigdy jej nie wybaczył. jakby pokryte starą skórą. Smoczej Wyspy także nie pamiętała. lecz w miarę upływu lat .

Ktoś cicho zapukał do drzwi. tak że zalśniły niczym strumień roztopionego srebra. Teraz jednak Yiserys postanowił sprzedać ją obcemu. Podano jej skąpą bieliznę. nie odzywała się. . Kiedy służące już ją umyły. Stara kobieta. Staruszka w milczeniu umyła jej długie. pomyślała. Yiserys powtarzał jej wielokrotnie. Weszły służące Illyria. za to jasnowłosa! niebieskooka szesnastoletnia dziewczyna nie przestawała mówić.powiedziała Dany. jaki wysoki i dziki. że w ich żyłach płynie królewska krew. Dziewczyna wsunęła na jej stopy pozłacane sandały. że nawet jego niewolnicy noszą złote obroże. Poczuła się czysta. Dany zerknęła na swoje odbicie w lustrze w srebrnej ramie.Dom smoka jest naszym domem .mawiał. Dziewczyna wyszorowała jej plecy i stopy. Brat zawsze jej powtarzał. . Daenerys milczała przez cały czas. .Mówiła bez końca. podczas gdy staruszka natarła ją wonnymi perfumami z równin Dothrak: odrobinę na każdym nadgarstku. Było jej przyjemnie. niemniej jednak służące były niewolnicami. jakie spotkało ją szczęście. Smoki nie łączyły się z dzikimi zwierzętami. jak przystojny jest sam khal. lecz zaraz przypomniała sobie. . złocista krew pradawnej Yalyrii.odezwała się młoda służąca. powtarzając. ciężki. smocza krew. które przysłał roztropny Illyrio. a potem włożyła szatę z jedwabiu w kolorze ciemnej śliwy dla podkreślenia fioletu jej oczu. Targaryenowie poślubiali własne siostry. Wreszcie nałożono jej naszyjnik.Wejść . niezrównany jeździec i łucznik. a staruszka wpięła jej we włosy tiarę i nałożyła na nadgarstki złote bransolety wysadzane ametystami. pomogły jej wyjść z balii i wytarły do sucha. którą przysłał Illyrio. odwracając się od okna. Były niewolnicami i stanowiły podarunek od jednego z licznych dothrackich przyjaciół kupca. za uszami. Napełniły balię gorącą wodą z kuchni i dodały do niej pachnących olejków. Skłoniły się i zaczęły przygotowywać kąpiel. a w jego pałacu w Yaes Dothrak znajduje się dwieście pokoi z drzwiami ze srebra. . W wolnym mieście Pentos nie istniało niewolnictwo. kiedy skończyły ją ubierać. drobna i siwa. Woda okazała się bardzo gorąca. barbarzyńcy. że kiedy osiągnie odpowiedni wiek. . cały ze złota. W jego khalasar jeździ sto tysięcy ludzi. że dla Tangaryenki woda nigdy nie jest za gorąca. Księżniczka.Drogo jest tak bogaty. bladosrebrzyste włosy i rozczesała je delikatnie. Dziewczyna czesała jej włosy. Dziewczyna ściągnęła z Dany tunikę z surowej bawełny i pomogła jej wejść do balii. lecz Daenerys nawet nie drgnęła. ozdobiony glifami z czasów dawnej Yalyrii. odkąd Aegon Zdobywca wziął sobie za żonę swoją siostrę Rhaenys. że linia rodowa musi pozostać czysta. sutki piersi i wreszcie między nogami. a Targaryenowie nie mieszali swojej krwi z krwią pomniejszych rodów. Od wieków.Mamy ogień w żyłach. Dotąd sądziła.Teraz wyglądasz jak księżniczka . nieustraszony w bitwie. poślubi Yiserysa. co powiedziała dziewczyna o .

Dany czuła smród bladego ciała Illyria. Jechali ciemnymi ulicami w misternie rzeźbionym palankinie Illyria.powiedział Illyrio. a jej nagie ramiona pokryła gęsia skórka. . a rozszczepioną. którzy szli przed nimi z lampami oliwnymi z jasnoniebieskimi szybkami. . Surowe spojrzenie oczu podkreślało twarde rysy jego szczupłej twarzy.Biorę cię za króla. Wasza Miłość . Siedział na brzegu basenu. Tak. W ciemnych oczach jej brata błysnęły iskierki gniewu. . Królowie zapominają czasem o ostrożności zwykłych ludzi. że khal Drogo lubi takie młode kobiety? . Jej brat nic nie czuł. wchodząc przez sklepione wejście.Spójrz na nią.powtórzył Illyrio to. co mówił mu już wielokrotnie. zwały tłuszczu na jego ciele podskakiwały pod luźną jedwabną szatą w kolorze płomieni.odpowiedział jej brat bez przekonania.W niej płynie odpowiednia krew. Puścił jej dłoń. Ona jest wystarczająco dorosła dla khala . Kiedy szedł. Brat czekał w chłodnym holu wejściowym. niech Pan Światła obsypie cię swoimi łaskami w ten najszczęśliwszy dzień . .Istne objawienie. córka dawnego króla. Jak na tak potężnego mężczyznę. te purpurowe oczy… bez wątpienia ma w sobie krew Yalyrijczyków.Bierzesz mnie za głupca? Kupiec skłonił się lekko. siedział rozwalony na poduszkach obok niej. żółtawą brodę tak mocno miał naoliwioną. . wodząc palcami po powierzchni wody. Wybacz. Na każdym jego palcu lśnił kamień szlachetny.zwrócił się do niej. . kiedy weszła. i przyjrzał się jej uważnie.Drogo będzie zachwycony. Drogę oświetlało im dwóch służących. Chłopcy. . Dobrze.Lepiej nie wspominaj o tym w obecności khala Drogo . który pożyczył mu Illyrio. . i zapytał: . siostra nowego. . Wyglądasz… .Mam nadzieję . tak bym ją nazwał. jakby była ze szczerego złota. . . poruszał się z zadziwiającą lekkością.zwrócił się do jej brata. który przebijał się przez silny zapach perfum. a do tego ma szlachetne urodzenie. że nawet jego służący nosili złote naszyjniki. jeśli poczułeś się urażony. ujmując jej dłoń. że drży.Księżniczko Daenerys. nosił związane z tyłu i spięte broszą ze smoczej kości. .Jak królowa .bogactwie khala Drogo. Poczuła nagle dreszcz.skończył za niego magister Illyrio. konie. Te srebrzystozłote włosy. Myślami był daleko.Jesteś pewien.Stań tam . tak samo srebrzyste jak włosy siostry.Odwróć się. Skłonił głowę i błysnął poprzez brodę krzywymi i pożółkłymi zębami. Włosy. że lśniła. Tuzin silnych mężczyzn dźwigało na ramionach lektykę. . Wstał. Oparł dłoń na rękojeści miecza.Odwrócił się i klaśnięciem dał znak służącym.powiedział kupiec.powiedział Yiserys.Jest za chuda . a Daenerys poczuła. bez wątpienia zrobi wrażenie na Drogo.Dzikusy mają dziwne gusta. owce… .

Tak będzie najlepiej . za to. Jego palce pląsały po rękojeści pożyczonego miecza. jak typowy Dothrak. kiedy pomszczą Elię i jej dzieci.Tak samo jak on zabił mojego brata Rhaegara. Darry. Dany dobrze wiedziała. chropowatym języku. a kobiety wyszywają chorągwie ze smokiem. Zabiję też Lannistera. a oczy w kształcie migdałów. Tak. Oni czekają na swojego Króla.Wystarczy dziesięć tysięcy.Wzruszył ogromnymi ramionami. Kupiec Illyrio warknął coś w jego ojczystym. co zrobił mojemu ojcu.opowiadał im Illyrio z uśmiechem na ustach.Prawda? . Skórę miał miedzianą.zapewnił go kupiec Illyrio. Jeden ze strażników odsunął gwałtownie zasłonę. .Spojrzał na Illyria pytającym wzrokiem. kiedy ich przyjaźń jest nic niewarta? Ich palankin zatrzymał się przy bramie.powiedział Yiserys. ceglane mury. nawet gdyby przyszło i milion Dothraków. blady bluszcz spowijał grube. Ale jej brat przytakiwał kupcowi gorliwie.Tak przynajmniej mówią moi wysłannicy. . że dłoń jej brata spoczywa zaciśnięta na rękojeści pożyczonego . wszyscy oni darzą Uzurpatora takimi samymi uczuciami jak ja. Dany dostrzegła cień uśmiechu na jego ustach. który nigdy nikogo nie zabił. co o nim mówiono.Nie boimy się tych barbarzyńców . Obrzucił ich chłodnym spojrzeniem. tak przynajmniej utrzymują czerwoni kapłani… ale po co kusić los.po drugiej stronie wąskiego morza. . Lud z pewnością powstanie i zechce wspomóc prawowitego Króla. Wolne Miasta zawsze pozostawały hojne wobec panów końskich plemion. lecz na jego twarzy nie było cienia zarostu.powiedział Illyrio. . wystarczy mi dziesięć tysięcy wrzeszczących Dothraków. żeby zmieść Siedem Królestw.Nie będziemy potrzebowali całego khalasar . Dany wiedziała.Pan Światła zachowałby nasze miasta. że khal otrzymał go od kupców z Pentos. Własnymi rękoma zabiję Uzurpatora . co myślą lub robią za wąskim morzem. . . że po raz kolejny toczy bitwę nad Tridentem. że nigdy nie użył żadnego miecza. . W całym królestwie ludzie potajemnie wznoszą toasty za twoje zdrowie. lecz nie ufała słodkim zapewnieniom Illyria. odsunął zasłonę i utkwił wzrok w ciemności. . Dany nie miała swoich wysłanników ani żadnej innej możliwości dowiedzenia się. tak samo jak nie wierzyła we wszystko. a na głowie miał spiczastą czapeczkę z brązu Niesplamionych. Greyjoy. trzymają je na dzień twojego powrotu. że mogą jechać. Dziewięć wież pałacu khala Drogo wznosiło się nad wodami zatoki. Tyrell. . Redwyne. Dany zauważyła. Kiwając głową. . którego jej brat oczywiście nie zauważył. Lud też pójdzie za mną. a strażnik odpowiedział tak samo burkliwym tonem i dał znak.zapewniał ten.To są twoi ludzie i kochają cię . Dorneowie nie mogą się doczekać. Illyrio wyjaśnił im. Królobójcę.

Illyrio. Wasza Miłość. że on boi się tak samo jak ona. kiedy niewolnicy podnieśli ich palankin i ruszyli do pałacu. .miecza. Ten z zieloną brodą to brat Archonta z Tyrosh. -Namaszczony siedmioma olejami przez samego Wielkiego Septona. że jest tam jedyną kobietą. Poprowadzono ich przez salę wejściową.Poprzez brodę Illyria przecisnął się uśmiech. on nie będzie spał spokojnie. że Uzurpator dobrze by zapłacił za twoją głowę.Ci trzej to bracia krwi Drogo. w której mozaika z kolorowego szkła przedstawiała Los Yalyrii.A jakże. Wnętrze pałacu wypełniała ciężka woń korzeni. długie. Zauważyła. . Nie wątpię. Za nią wysiadł jej brat z dłonią wciąż zaciśniętą na rękojeści miecza. Khal musi chronić swoich gości. że ma naszyjnik ze zwykłego brązu. Dwóch silnych niewolników musiało pomóc kupcowi podnieść się. Imię ostatniego przyciągnęło uwagę Daenerys. . Magister z Wolnego Miasta Pentos.Usłyszała szept Illyria. Daenerys przyglądała się im z zainteresowaniem.O. Myr i Tyrosh.Obok kolumny stoi khal Moro z synem Rhogoro. zapewniam cię.ogromni mężczyźni o miedzianej skórze i opadających brodach ściągniętych metalowymi pierścieniami. Palankin zwolnił i zatrzymał się. Tacy ludzie mają wrogów. Wśród gości znajdowało się wielu Dothraków .odparł ponuro Yiserys. Na ścianach wisiały oliwne latarnie z żelaza. słodkich cytryn i cynamonu. Pan Siedmiu Królestw i Protektor Całego Państwa. Daenerys Zrodzona z Burzy. .Próbował ją dostać. Kupiec Illyrio natychmiast pospieszył ze słodkim wyjaśnieniem. . słodkim głosem . . tak . Jego zbiry wciąż idą za nami. by pomóc jej wysiąść. lecz z przerażeniem stwierdziła.Rycerz? . włochaci mieszkańcy Portu Ibben oraz dostojnicy z Wysp Letnich o skórze koloru hebanu. czarne włosy nacierali mocno oliwą i zaplatali w warkocze.Grubiański eunuch mruknął Yiserys. Księżniczka ze Smoczej Wyspy.Król Andalów i Rhoynarów oraz Pierwszych Ludzi. Eunuch stojący pod łukowatym wejściem obrośniętym kamiennym bluszczem ogłosił śpiewnym głosem ich przybycie. Jestem ostatnim smokiem i dopóki ja żyję. Zasłony rozsunęły się i jeden z niewolników podał rękę Daenerys. które obwieszali dzwoneczkami. Jego siostra. Jego szacowny gospodarz. Illyrio Mopatis.zawołał wysokim. Yiserys z Domu Targaryenów. Ale byli też wśród nich najemni zbóje z Pentos. Wyraz jego twarzy mówił jej. ciebie przede wszystkim. a za nim ser Jorah Mormoni. W blasku księżyca jego liście połyskiwały odcieniami kości i srebra. czerwony kapłan grubszy nawet od Illyria. .Na dzisiejszą ucztę przybywa wielu ważnych gości. . Trzeci z Rodu . Minęli eunucha i weszli na dziedziniec otoczony kolumnami także obrośniętymi bladym bluszczem. . .

Dany spojrzała na khala Drogo. kiedy budziła smoka. słodka księżniczko . Pomyślała.Widzisz. . .Oto khal we własnej osobie. Co za absurdalne prawo.jak wierzył Yiserys . słodka siostro? Warkocz Drogo.szepnął. Człowiek powinien móc robić ze swoją własnością co mu się podoba.Kiedy Dothrak zostaje pokonany w bitwie. obcina swój warkocz. nawet poniżej jego pośladków. Jest jakby wcieleniem Aegona.Chciałbym porozmawiać z ser Jorahem przed końcem wieczoru . Sięgał daleko poniżej pasa.Uzurpator chciał jego głowy .spytał Yiserys. a spiżowe i złote obręcze spinały jego gęste wąsy. a jego koniec ocierał mu się o tył ud. podczas gdy jej brat ujął ją za ramię. które podzwaniały delikatnie. . Wciąż przyglądała się dziwnemu przybyszowi z rodzinnych stron. Był łysiejącym mężczyzną. nie mógł mieć więcej niż trzydzieści lat. niż się spodziewała. lecz trzymał się dobrze. Jego skóra błyszczała jak wypolerowana miedź. jak stroje pozostałych. co ma symbolizować jego hańbę. Illyrio odszedł.spytała.Zaczekajcie tutaj. a ty zostaniesz jego królową.Co on tutaj robi? . który . kiedy się poruszał. kiedy nagle poczuła na ramieniu wilgotną dłoń Illyria. Nikt dotąd nie pokonał khala Drogo. że obudzi smoka.Chodziło o jakiś drobny afront. Jej brat ranił ją czasem. ściskając mocno palcami.jeszcze tego wieczoru poprosi ją o rękę. których nigdy nie widziała. Khal Drogo był o głowę wyższy od pozostałych mężczyzn.. Dlatego natychmiast odwróciła się i spojrzała na mężczyznę.Muszę złożyć ukłony . a mimo to poruszał się z gracją. Miał na sobie ciemnozieloną tunikę. a nie z jedwabiu i bawełny. żeby dowiedział się o niej cały świat. lecz jego nie bała się tym samym strachem. na której widniał czarny niedźwiedź na tylnych łapach. oczy zimne i ciemne jak onyks. . zamiast oddać ich ludziom z Nocnej Straży. . Pana Smoków. który z pewnością ukończył czterdzieści lat. . lecz jej brat nie spuszczał z niej oczu. Okazał się młodszy.Nie chcę być jego .Spójrz tam. Dany miała ochotę odwrócić się i uciec. że młoda niewolnica mówiła prawdę.wyjaśnił Illyrio. . Sprzedał kłusowników jakiemuś handlarzowi niewolników z Tyrosh. czarny jak noc. jaki wzbudzał w niej człowiek. Obwieszony był dzwoneczkami. . Dobrze wiedziała. Jego strój wykonany był głównie z wełny i skóry. jaki jest długi? . . jeśli go rozgniewa. Twarz miał dziką i okrutną. .Widzisz ten warkocz. kołysząc się na nogach.powiedział jej brat. . na którego teraz patrzyła.powiedział kupiec. jak pantera z menażerii Illyria. ciężki od wonnych olejków. Przyprowadzę go do was. Dany przyglądała się rycerzowi zaciekawiona.

Illyrio. Z armią khala Drogo. prowadził do nich khala Drogo.Proszę. Jego palce wpijały się coraz głębiej w jej ramię. . słodka siostro. to tak zrobisz.Jak mamy wrócić do domu? . domagając się odpowiedzi. że masz piersi. Ciesz się.rzucił gniewnie.królową. cienki głos. które nie zdążyły jeszcze opaść. A jeśli z tego powodu będziesz musiała go poślubić i pójść do jego łóżka. gdybym za to miał otrzymać moją armię. . Pociągnął ją w cień. gdyby trzeba było. lecz brat nie chciał jej słuchać. Smocze Wyspy i całe utracone królestwo. Daenerys uśmiechnęła się i wyprostowała. uśmiechnięty i zgięty w pół.Uśmiechnął się do niej.Uśmiechnij się . a nie ich prawdziwy dom. . Dany odwróciła się. jakie marne.Pozwoliłbym całemu jego khalasar przerżnąć cię.I wyprostuj się.szepnął nerwowo Yiserys. . Rzeczywiście. pozwoliłbym na to czterdziestu tysiącom jego ludzi. . czy mówi prawdę. Yiserysie. żeby się przekonać. Nie tam był jego dom. Niech zobaczy. proszę. . . wpijając jej mocno palce w ramię. chociaż tylko bogowie wiedzą.Wrócimy do domu z armią. . I nawet nie ogromny dom z czerwonymi drzwiami. a na myśli miał Królewską Przystań. że masz tylko jednego Drogo. A teraz otrzyj łzy.spytał. słodka siostro.Ale ja wiem . a ty nie będziesz płakała. . Starła dłonią łzy. Łzy napłynęły jej do oczu. . Idzie tutaj z Illyriem. Z czasem może nawet go polubisz.Nie wiem… przemówiła wreszcie załamującym się głosem. Chcę wrócić do domu.Usłyszała swój własny. . . Nie chcę. lecz i tak wyczuła w jego słowach wściekłość.Mówił ściszonym głosem.Do domu! . tylko w ten sposób. opuszczając dłoń na rękojeść miecza. Dany miała na myśli pokoje w domu Illyria. a nawet ich koniom.

dlatego przywitał go krótko: . a jego talia dorównywała jego wzrostowi. Teraz Robert nie tylko był przyjacielem Neda. jadący na czele kolumny w towarzystwie dwóch rycerzy odzianych w śnieżnobiałe płaszcze Gwardii Królewskiej. obejmując Neda miażdżącym uściskiem. a Ned przyjął jego syna. a także wolni. . . wydawał mu się prawie obcy… dopóki nie zeskoczył raźno ze swojego rumaka i nie zagrzmiał znanym już głosem. w czasie rebelii Balona Greyjoya. Ned chciałby móc powiedzieć to samo o gościu. kwiat rycerstwa. Oto nadjechał ser Jaime Lannister o włosach jasnych jak kute złoto. Trzystu ludzi. to z pewnością Karzeł. jak dobrze zobaczyć znowu tę twoją zmarzniętą twarz. żeby zdobyć tron. Ned rozpoznawał wielu. Sztywna i czarna broda zakrywała jego podwójny podbródek i obwisłe policzki. a pokurczony. by definitywnie ukrócić pretensje samozwańczego Króla z Wysp Żelaznych.Nie zmieniłeś się ani trochę. Siłą także dorównywał olbrzymom. a mimo to ogromny mężczyzna. a kiedy jeszcze ubrał zbroję i ogromny hełm z rogami. Mierzył sześć i pół stopy.EDDARD Goście płynęli przez zamkową bramę rzeką złota. Ned ostatni raz widział Króla siedem lat temu. kiedy pojechali razem. a za nim Sandor Clegane z twarzą straszliwie poparzoną. Od tamtej nocy. a Lord Storm’s Ending był wtedy gładko ogolonym. kiedy stali obok siebie w podbitym grodzie Greyjoya. którą Ned z trudem podnosił. ale i jego Królem. wyglądał jak olbrzym. srebra i wypolerowanej stali. Winterfell jest twoje. Wysoki chłopiec jadący obok niego musiał być następcą tronu. Ned znał wielu spośród rycerzy. Teraz były to rzeczywiście perfumy. Król przytył co najmniej o osiem kamieni. jako podopiecznego i zakładnika. lecz nic nie mogło zakryć jego brzucha i podkrążonych oczu.Wasza Miłość. Nad ich głowami powiewał tuzin złocistych sztandarów. zaprzysiężone miecze. . Minęło czternaście lat. a na każdym widniał jeleń w koronie rodu Baratheona.Król przyjrzał się uważnie Nedowi i roześmiał się. dlatego jego bronią stała się nabijana żelazem maczuga wojenna. W tamtych czasach zapach skóry i krwi przenikał jego ciało niczym zapach perfum. . Tyrion Lannister. bystrookim i muskularnym mężczyzną. Theona.Bogowie. gdzie Robert przyjął kapitulację pokonanego lorda. mały człowieczek za nimi. kiedy to jeleń i wilkor połączyły się. górując nad większością mężczyzn. które płynęły na północnym wietrze.

wyjaśnił Ned. .Ufam. Czuł chłód wiejący od dołu. Ned bardzo się ucieszył. . Owoce są tak dojrzałe.Ale Starkowie przetrwają. podczas gdy Robert uściskał serdecznie Catelyn. Jeszcze nie widziałem takiego pustkowia. . że twoja część jest tak duża jak pozostałe sześć. żeby wyjść ci na spotkanie . człowiek zapomina. Jej brat bliźniak. . śliwki.Bagna. Robert znowu prychnął. Ned! . którego ledwo rozpoznał. Powóz. żeby zamilkła. Razem zeszli do krypty.Raczej chowali się pod śniegiem. Kręte kamienne schody były bardzo wąskie. Złożę uszanowanie. Słuchając tego. że Król wciąż ją pamiętał po tylu latach.Rzadki to widok oglądać Króla na północy.przyznał Ned. Wasza Miłość? Robert prychnął. dębowa karoca o dwóch poziomach ciągnięta przez czterdzieści koni pociągowych okazał się zbyt szeroki i nie mógł przejechać przez zamkową bramę. Wystarczyło jedno spojrzenie Roberta. którym przyjechali ogromna. . Ned przyklęknął w śniegu. Królowa. schodząc powoli. nigdy nie . Śnieg. po które przychodzili stajenni.Już zaczynałem się martwić. Nic więcej nie trzeba było mówić. brzoskwinie.Zaprowadź mnie do krypty. . Gdzie się podziali twoi ludzie? . zimny oddech z wnętrza ziemi.Niech Inni porwą twój śnieg . dlatego Ned szedł pierwszy z latarnią.Musisz przyjechać na południe . a do tego na północ od Przesmyku ani jednej godziwej karczmy. ujął ją pod ramię. . . W Wysogrodzie mamy pola złocistych róż. melony. Jaime.Może byli zbyt nieśmiali.W takim razie jak tu wygląda zimą? Wolę nie myśleć.Śnieg późnym latem nie jest tutaj niczym niezwykłym . by ucałować pierścień Królowej.powiedział Robert. Potem obie strony przyprowadziły i przedstawiły dzieci. weszła z młodszymi dziećmi przez bramę pieszo. że miałeś dobrą podróż. . że nie dał ci się bardzo we znaki. Jeszcze dobrze nie skończyły się formalne powitania. co mówią o moich Siedmiu Królestwach na południu. zmarli mogą poczekać. Eddardzie.zaklął Robert. że eksplodują ci w ustach. kiedy Król zwrócił się do gospodarza: .Zimy są ciężkie . zanim odejdzie.Król opierał się ręką o ścianę. . . Zawsze dają sobie radę. Rozkazał przynieść latarnię. wszyscy byli zmęczeni i zziębnięci i z pewnością zechcą się najpierw odświeżyć. Królowa próbowała protestować: jechali przez cały dzień.Mam nadzieję.użalał się Robert.Pozostali goście także zsiadali już z koni. które ciągną się aż po horyzont. ach. idąc w dół za Nedem. Ned i jego Król. pola i lasy.zażartował Ned. Cersei Lannister.Powinieneś zakosztować lata. Zwykle nie ma go dużo o tej porze. . że nigdy nie dojedziemy do Winterfell . .

dni są tak upalne. zawsze panował chłód. że kamienne postacie wydawały się poruszać. Pierwsi panowie Winterfell byli surowymi ludźmi. Przez całe wieki. . pijani i bogaci. nazywali się Królami Północy i nigdy nie składali przysięgi posłuszeństwa wobec człowieka. więc ubierają krótkie szatki. zanim przez morze przybyli Władcy Smoków. Robert dyszał ciężko. jeśli je stać.Roześmiał się i poklepał swój wydatny brzuch.Mówię ci. u boku ojca i Brandona. który miał sprawić. Cienie poruszyły i zniknęły. Miał nadzieję. w dole. wdychając tylko powietrze. kiedy mijali je goście ze świata żywych. Szli między grobami potomków Rodu Starków. kiedy się pocą i ubranie przylega do ich ciała. które zamykały ich grobowce. a Robert ruszył za nim w milczeniu. jak korzystać z przyjemności.zakosztowałeś podobnej słodyczy. że ledwo się ruszasz. Kąpią się nago w rzece. Powinieneś też zobaczyć miasta. odchodziły w ciemność. Zatoczył latarnią łuk. . Ich podobizny wyrzeźbiono w kamieniach. w upale kobiety zapominają o skromności. Nawet na ulicach jest za gorąco na futra czy wełniane ubrania. jedwabne.Wasza Miłość . kiedy dotarli wreszcie na sam dół i weszli w ciemność krypty. Migocące światło ślizgało się po kamiennej podłodze i ocierało o granitowe kolumny. albo bawełniane. Wtedy wglądają jakby chodziły nago. Ned zastanawiał się. Wreszcie Ned zatrzymał się i uniósł latarnię. siedzieli zmarli na kamiennych tronach. plecami zwróceni do grobowców. po dwie obok siebie. tuż pod oknami zamku. Przesuwające się cienie sprawiały.Ona spoczywa na końcu. Poszedł pierwszy między rzędami kolumn. Wszyscy są grubi. . ale to nie ma znaczenia. Każdemu towarzyszył wilkor. . . że teraz duchy mogły swobodnie błądzić po zamku. Przyglądali im się kolejni panowie Winterfell. Ned! dodał i otworzył szerzej oczy. że mściwe duchy pozostały w swoich grobach.Król roześmiał się uradowany. Siedzieli w rzędach. pod ścianą. Nawet w Końcu Burzy. którzy wiedzą. a ich kamienne oczy patrzyły w wieczną ciemność. Najstarsze miecze dawno już zjadła rdza. więc sam się przekonasz. W tym względzie Eddard Stark stanowił jego przeciwieństwo. wino tak tanie i dobre. a ich kroki odbijały się echem od sklepienia. że można się tym wszystkim upić. gdzie złożono ich śmiertelne szczątki. Ned! Wszędzie kwiaty. że Król płaci cenę za swoje przyjemności. Zgodnie z pradawnym zwyczajem na kolanach kolejnych panów Winterfell spoczywał miecz.przemówił Ned z szacunkiem.A dziewczyny. drżąc w podziemnym chłodzie. . Przywiozłem trochę owoców. które. a twarz miał czerwoną. Krypta ciągnęła się jeszcze dalej w . gdzie metal dotykał kamienia. że nie. targi pełne żywności. zwinięty wokół jego stóp. podobnie jak ich ziemia. ale od razu zauważył. Robert Baratheon zawsze należał do ludzi o ogromnych apetytach. przy wietrze wiejącym od zatoki. Pomiędzy nimi. czy to znaczy. tak że pozostały po nich zaledwie rudawe plamy w miejscach. Tutaj.

Przybyli do brodu rzeki Trident. . Ned pamiętał. uduszony z rozkazu szalonego króla Aerysa Targaryena.Lyanna bardzo… bardzo je lubiła. .Była piękniejsza . . panna o niespotykanej urodzie. płacząc w pokoju przesyconym zapachem krwi i róż. Potem już nic nie pamiętał. Wreszcie podniósł się niezgrabnie. Obiecaj mi. dlatego mówiła ledwo słyszalnym szeptem. . mówiła. Robert ze swoją ogromną . kiedy tylko mogę .przemówił Król po długiej chwili milczenia. lecz kolejne groby były puste i otwarte. mały wyspiarz.Byłem przy niej w chwili śmierci . Robert uwielbiał ją jeszcze bardziej. lecz kiedy obiecał spełnić jej prośbę. . strach z oczu jego siostry ustąpił. czarne dziury. Miała zostać jego żoną. . płyną chmury i pada deszcz.Powinna spoczywać gdzieś na wzgórzu.ciemność. Gorączka pozbawiła ją sił. Kamieniarz znał go bardzo dobrze. Howland Reed.Niekiedy wciąż jeszcze słyszał jej słowa.Tutaj . Ned. pod drzewem owocowym. co jej zrobił.Pragnęła wrócić do domu i spocząć obok Brandona i ojca. lecz tego Ned już nie pamiętał. Ojciec musiał patrzeć.Tylko raz . żeby wstąpić na tron. kiedy wokół szalała bitwa. czarne i martwe. surowej twarzy. Lord Rickard Stark. gdzie świeci słońce. .Tu jest jej miejsce. Ned. To Brandon urodził się. z dłonią zaciśniętą na rękojeści miecza. Miał przed sobą trzy grobowce.odpowiedział spokojnie Ned. Lyanna miała zaledwie szesnaście lat. Brandon zmarł w wieku dwudziestu lat.Należała do Starków z Winterfell .Zasłużyła na coś więcej niż ciemność… . zanim wypuściła nić życia . był mężczyzną o pociągłej.przypomniał Ned Królowi. Król dotknął jej policzka. Musiałeś ją pochować w takim miejscu? .przypomniał mu Ned. jak umiera syn.Mówił głosem zdławionym smutkiem. Ned kochał ją całym sercem. Robert przyklęknął i pochylił głowę w milczeniu. . muskając palcami surowy kamień. na kilka dni przed dniem. . chociaż w życiu miecze go zawiodły. . .powiedział tylko. . że siłą woli przywróci ją do życia. jak się wtedy uśmiechnęła. milczącego i pogrążonego w smutku. rozłączył ich dłonie.odparł Robert z goryczą. Ned nie lubił o tym myśleć.z jej dłoni wysypały się płatki róży. Obiecaj mi. na niego i jego dzieci. był najstarszy. Siedział z prostotą i godnością.I tak się stało .Ślubowałem. oczekujące na swoich zmarłych.Przynoszę jej kwiaty. Odnaleziono go uczepionego jej ciała. . ojciec Neda. jak mocno ścisnęła mu dłoń. . Jego spojrzenie błądziło po twarzy Lyanny.powiedział.A niech to. jakby wierzył. W mniejszych grobach po obu stronach spoczywały jego dzieci. że zabiję Rhaegara za to. jakby dotykał twarzy żywej kobiety. który ją obmywa. w którym miał poślubić Catelyn Tully z Riverrun.

którą skrywał. Niektóre stare rany nigdy się do końca nie zabliźniają i krwawią przy najmniejszym nawet zadrapaniu. Lord Eyrie.Chłopak jest moim . Lannisterowie to wielki i wspaniały ród. miejcie litość . że będzie żył wiecznie. lecz odwrócił się i ruszył ciężko z powrotem. . Kiedy Król nic nie odpowiedział. . Choroba strawiła mu wnętrzności niczym ogień. A dwa tygodnie później już nie żył. powinniśmy wracać. Czerwone wody Tridentu kipiały wokół kopyt ich wierzchowców.Westchnął. .Niech Inni porwą moją żonę . Wypaliła go. trzygłowy smok. a żołnierze obu armii brodzili w kotłującej się wodzie w poszukiwaniu rubinów. Chłopak jest jeszcze mały. . bez pytania. bez słowa.odezwał się ostrożnie. Jon nie miał braci ani innych synów. ozdobiony rubinami. Ned nic nie odpowiedział. . Nie chciała o niczym słyszeć.Nie zapomniałem .Zatrzymał się przy jednym z filarów. Wbrew moim życzeniom. . .przyznał. kiedy objeżdżali się i zadawali ciosy raz po raz.Wydaje mi się. Cersei wściekła się.wyznał Robert. Zabrała chłopaka do Orlego Gniazda. Lysa powinna czuć się zaszczycona moją propozycją. pomyślałbyś. które posypały się ze zbroi pokonanego. nie najlepiej .Chorowity sześciolatek. Ned prędzej powierzyłby dziecko żmii niż lordowi Tywinowi. . .A jak jeszcze raz usłyszę „Waszą Miłość”.Wasza Miłość. Dopiero po dłuższej chwili odezwał się: .Catelyn martwi się o siostrę.Może jako matka obawiała się utracić syna.rzekł spokojnie Ned.Ned zamilkł na moment.Prawdę mówiąc. przed grobem jednego z dawno zmarłych Starków. Rhaegar leżał martwy w wodzie. . . Zamierzałem wziąć go pod opiekę razem z Tywinem Lannisterem w Casterly Rock. żeby ktoś pogrążył się w chorobie tak szybko. to każę twoją głowę nadziać na pal. bogowie.No cóż. Na jego napierśniku widniał herb jego rodu.maczugą. Gdybyś go wtedy widział.Jeszcze nie widziałem. . że śmierć Jona zaćmiła jej umysł. Między nami jest coś więcej niż tylko to.mruknął ponuro Robert. natomiast targaryeński książę w czarnej zbroi. Twoja żona czeka. . żona utraciła męża .Obaj go kochaliśmy. . lecz nie powiedział tego głośno. w hełmie z rogami. Uciekła pod osłoną nocy. Nie chciałem.I tysiąc śmierci byłoby za małą karą. . . które w blasku słońca migotały jak płomyki ognia.Lord Tywin nigdy przedtem nie brał wychowanka. Kiedy Ned dotarł na miejsce walki. aż wreszcie druzgocący młot Roberta dosięgnął smoka i piersi. .W snach zabijam go co noc . żeby wychowywały go kobiety. . W dzień imienia mojego syna zorganizowaliśmy turniej. dodał: Opowiedz mi o Jonie.zaklął Król. Jak Lysa znosi cierpienie? Robert skrzywił się. . Robert pokręcił głową.Kochałem staruszka.

rzucił wesoło. .Pewnie zastanawiałeś się. Ale jak mam to robić.przerwał mu Robert.Ale za późno. że nie ma takiej potrzeby. . Sześcioletni chłopiec nie może być przywódcą w wojnie.Arrynowie zawsze piastowali urząd Namiestnika Wschodu.I nic poza tym. Wydawało się. a także Namiestnika Króla. a jego śmiech zagrzechotał na ścianach grobowców i uleciał pod sklepienie. Benjen twierdzi… .Zdążysz mi opowiedzieć. Namiestnika Wschodu. Musisz go zobaczyć.Jego syn… . .Wciąż jesteś zbyt poważny. przywróci mu się tę godność .Mur stoi od… od ilu lat.odparł Robert. żeby nacieszyć się towarzystwem starego przyjaciela . .Dlatego że nie śpisz z kobietą z rodu Lannisterów.Robert roześmiał się. . .Oczywiście.odpowiedział Ned. Piastował godność Lorda Eyrie.Bardziej obchodzi mnie los siostrzeńca niż duma Lannistera . .W czasie pokoju urząd ten jest sprawowany właściwie symbolicznie. Ruszyli między kolumnami.Jesteś wspaniałomyślny. Żyjemy w trudnych czasach. . . Słowa te zaskoczyły Neda. . kiedy jego matka go wykrada? . tak więc będzie tu chyba mile widziana. Chodź.imiennikiem.powiedział mimowolnie. Ślubowałem opiekować się nim. Ned. Uczynilibyśmy mu duży afront. lecz nie wspomniał o nich. . . .Lysa powinna na to przystać. .Ja muszę myśleć o najbliższej przyszłości.zaoferował Ned. Dzisiejsza Nocna Straż to zaledwie cień tego.odparł Król. Takich jak Jon Arryn.Jego syn odziedziczy tytuł Lorda Eyrie . ośmiu tysięcy? Może poczekać jeszcze kilka dni. mój przyjacielu . Potrzebuję dobrych ludzi.Ach. .Ja go wezmę pod opiekę.powiedział. jeśli sobie tego życzysz .Jest jeszcze Mur. co było niegdyś. dlaczego wreszcie po tak długim czasie zdecydowałem się przyjechać do Winterfell.Miałem zamiar odłożyć tę rozmowę na później. . Niech go .wtrącił Robert stanowczym głosem. oddając chłopaka komu innemu. ale widzę.Objął Neda masywnym ramieniem. . . co mówi twój brat .Może kiedy dorośnie. Król wciąż obejmował Neda. Lord Tywin wyraził już zgodę. Wasza Miłość. Niełatwo będzie go zastąpić. Dawniej przyjaźniły się z Catelyn. czarnej brody błysnęły białe zęby. przejść się po jego blankach i porozmawiać z załogą.zaczął Ned. . Ten tytuł przynależy do ich domu . . . Ned snuł pewne domysły. Pośród gęstwiny jego długiej. Zatrzymał się i spojrzał na Króla. że ślepe kamienne oczy śledzą ich nieustannie. wiedziałeś o tym? Robert Arryn. Ned . Mam ważniejsze sprawy do załatwienia.

a druga w ogóle jej nie dostrzega. Czasem też zasiadał na Żelaznym Tronie. Robert spojrzał na niego. Połowa z nich nie ma odwagi powiedzieć prawdy. Ach.Wiedział. żebyś wrócił do mnie. a nie tutaj. podobnie jak liczenie miedziaków. mój przyjacielu. Była to ostatnia rzecz. . pozwoliłbym ci odejść na spoczynek. jakiej pragnął.Jestem na twoje rozkazy. Ned.: Rozumiem .Wasza Miłość . i tak uczynił. że powinniśmy byli przegrać nad Tridentem. Dla dobra jego ojca. ja potrzebuję ciebie. Nie czuł się zaskoczony propozycją. . jeśli nie dla jego samego.Wszystkie te lata. to były dobre czasy. . Wydawanie praw to żmudna praca. Chcę. niż go zdobywać. .Nie jestem godzien takiego zaszczytu. Robert proponował mu odpowiedzialność tak wielką jak całe królestwo. . Chłopiec nie potrafi utrzymać wschodu. co może jeszcze usłyszeć. Czasem w nocy myślę sobie. udając zniecierpliwienie. aż mi drętwieje tyłek. ale domyślał się.Robert popatrzył w ciemność. o wiele trudniej jest siedzieć na tronie. A te ich kłamstwa… lordowie i damy z zamku nie są lepsi. Mam zamiar zaprząc cię do kierowania królestwem i . Wszyscy czegoś chcą.Przysięgam ci. . że tak. Do tego jeszcze ludzie… tłumy ludzi.Po chwili dodał łagodniejszym tonem. Tyle chyba należy się Jonowi za jego służbę. . Król nie wyglądał na zadowolonego. Mamy coś ważniejszego do omówienia i nie chcę się z tobą spierać.Ned. kiedy ten był nieobecny lub chory. Robert jęknął. . Żyję wśród pochlebców i głupców. Czy mógł być inny powód. Mówię ci. Robert jakby go nie słuchał.Lordzie Eddardzie Stark. gdzie nie ma z ciebie żadnego pożytku. można oszaleć. I jesteś jedynym. niezupełnie. . że nie jestem mu wdzięczny. Lecz syn to nie ojciec. pieniędzy. . . .Chwycił Neda za łokieć. Zdjął rękę z ramienia Neda.Jon swoją służbą wypełniał tylko obowiązek wobec władcy. nie. że musi wypowiedzieć te słowa. Uśmiechnął się. i rozum także. ale… . Ned. dowodził jego wojskami i pisał królewskie prawa. . które spędziliśmy w Eyrie… bogowie. . żebyś był w Królewskiej Przystani. Ned przyklęknął na jedno kolano. z którego wymierzał sprawiedliwość w imię Króla. ziemi albo sprawiedliwości.Skończmy już z tym.zatrzyma.powiedział Ned. Przemawiał głosem Króla. Wasza Miłość.Gdybym chciał obsypywać cię zaszczytami. chcę. na końcu świata.powiedział. jego zamyślone oblicze przez moment przypominało melancholijną twarz Starków.Myślę. Siedzę na tym cholernym żelaznym tronie i wysłuchuję ich narzekań. dla którego Robert odbył tak daleką podróż? Królewski Namiestnik był drugą co do ważności osobą w Siedmiu Królestwach. Co nie znaczy. . mam zamiar mianować cię Namiestnikiem Króla. Ned.

która krąży wśród biedoty. ludziom w gardle i ich dusi . . . tak jak mogła to kiedyś zrobić Lyanna.Znasz to powiedzenie o Królu i jego Namiestniku? Ned znał je. . Ta propozycja zaskoczyła Neda. że Król je. prześpij się z tym. a zmarli z Winterfell wydawali się patrzeć wzrokiem zimnym i pełnym niechęci. Czy mogę się zastanowić? Porozmawiać z żoną… . Jeszcze nie jest za późno. Z małżeństwem można poczekać kilka lat. . .dowodzenia moimi wojskami w czasie wojen. . . przyciągnął go mocno do siebie. Wreszcie śmiech ucichł. . I nadchodzi zima. że się zgadzasz. . że słuchają. Czuł spojrzenia zmarłych. a ona przedstawiła mi bardziej dosadną wersję tego powiedzenia.jego Namiestnik zbuduje. chwyciwszy Neda za rękę.rzucił żałośnie Król. Ned wciąż klęczał ze wzrokiem wzniesionym do góry.Ryknął śmiechem.Kiedyś przygwoździłem do łóżka dziewuchę jakiegoś rybaka.Pomogłeś mi zdobyć ten cholerny tron.Powiadają. .A niech cię. . że zimą jest tutaj tak zimno. związani uczuciem i więzami krwi. a Namiestnik zbiera gówno. . iż śmiech zamarza.Król uśmiechnął się. . Spojrzał na otaczające ich kamienne postacie i wziął głęboki oddech w chłodnej ciszy krypty. na północy. Ja mam syna. Wiedział. . teraz pomóż mi go utrzymać. Tutaj było jego miejsce. jak się śmiać .Nic nie sprawiłoby mi większej przyjemności.Tylko nie każ mi czekać zbyt długo.Jedź ze mną na południe. powiedz Catelyn.powiedział . .Oczywiście.Takie niespodziewane zaszczyty. a przypomnę ci.A teraz wstań i powiedz. Oni mówią. Przez chwilę Eddard Stark poczuł ogarniające go złe przeczucie. . Wasza Miłość .odparł Ned. Ty masz córkę. gdyby żyła Lyanna. Bylibyśmy braćmi.Wystarczająco dużo na zaręczyny.odparł Ned spokojnie. . Zawahał się. Robert machnął dłonią niecierpliwie. Nie należę do najcierpliwszych.Mógłbyś przynajmniej spróbować rozweselić mnie uśmiechem.Król wyciągnął ramię i. Ned . Pogładził swój brzuch zadowolony. Echo popłynęło w ciemność.Może dlatego Starkowie mają tak mało poczucia humoru. . . kiedy ja będę powoli schodził do grobu zajęty jedzeniem. tu.obiecał Król.Sansa ma dopiero jedenaście lat. odrzuciwszy w tył głowę.Co Król wymarzy . Naszym przeznaczeniem jest panować wspólnie. Mój Joff i twoja Sansa połączą nasze rody. piciem i rozrywkami.

Gdy po raz kolejny napełnił swój puchar winem. owocowy smak.JON Bywały chwile . W długich. olbrzym wśród książąt. . demon Tridentu. złociste. co skrywa jej uśmiech. napotkanych dziewczynach i polowaniach. Pierwszy pojawił się jego pan ojciec. pomyślał. I tak też czynił ku uciesze siedzących dookoła młodzieńców.kiedy Jon Snow cieszył się.niezbyt często . Sprawiał wrażenie. Jon zaś na swoim miejscu mógł raczyć się nim bez umiaru. co wysławiali jej urodę. karmazynowe: wilkor Starków. Chorągwie zasłaniały ściany z szarego kamienia. którzy ciągle go zachęcali. Potem szły dzieci. Za nimi pojawił się sam król Robert. Bracia i siostry Jona zostali posadzeni razem z królewskimi dziećmi. choć miał dopiero czternaście lat. Wcześniej ojciec często o nim opowiadał: niezrównany Robert Baratheon. starał się iść z godnością i dostojeństwem. czując w ustach jego słodki. lecz ona nawet na niego nie spojrzała. Mały Rickon. złocistych włosach lśniła wysadzana kamieniami tiara. pierwszy. pod wzniesioną platformą. jeleń z koroną Baratheonów i lew Lannisterów. Jego ojciec pomógł Królowej wejść po schodach na podwyższenie i poprowadził ją na miejsce. W tak wyjątkowym dniu pan ojciec niewątpliwie pozwolił dzieciom wypić puchar wina. Bez wątpienia wolał ich towarzystwo niż wspólny posiłek z potomkami Króla. Bard nucił balladę. kiedy wchodzili do sali. lecz w tym końcu sali jego głos zagłuszał ryk ognia. Uśmiechnął się. Usiadł wygodnie na ławie między młodymi giermkami i pociągnął łyk letniego wina. więc miał okazję dobrze im się przyjrzeć. najzacieklejszy wojownik w całym królestwie. jakby był nieco podchmielony. Jon chciwie słuchał ich opowieści o bitwach. Cała procesja przechodziła tuż obok jego ławki. mocno spoconego pod jedwabną szatą. Jon dobrze wiedział. lecz nie więcej. gdzie lord i lady Stark podejmowali Króla i Królową. że to jest właśnie jeden z takich dni. Król zupełnie rozczarował Jona. a na jego ramieniu wspierała się lady Stark. gdy tylko opróżniał swój kielich. Mijała czwarta godzina uczty powitalnej wydanej na cześć Króla. że jest bękartem. Białe. Tymczasem Jon ujrzał opasłego mężczyznę o czerwonej twarzy zarośniętej brodą. Nic nie przesadzili ci. a zdobiące ją emeraldy idealnie współgrały z jej zielonymi oczami. który prowadził Królową. Wielką Salę Winterfell wypełniał dym i zapach pieczonego mięsa oraz świeżo upieczonego chleba. Swoją ciekawość zaspokoił już na samym początku uczty. brzęk naczyń i stłumione głosy rozmów podchmielonych biesiadników.

za jego plecami zaś nazywano go „Królobójcą”. jaka ona jest głupia. Ubrany był w karmazynowe jedwabie. niemal białych włosów. Stwierdził. upięte pod siatką zdobioną klejnotami. dłuższe od niej włosy. Tuż za nim szedł Robb w szarej. który potrafił ciąć jak nóż. starając się dotrzymać mu kroku. który miał jasne. zielonych oczach i uśmiechu. Bogowie poskąpili mu wszystkiego. Ser Jaime Lannister był bratem bliźniakiem Królowej Cersei: wysoki o złocistych włosach. kiedy mijał go książę. Jon zauważył. co Jon zauważył ze zgrozą. Choć miał dopiero dwanaście lat i był młodszy od Jona czy Robba. pulchnego Tommena. Tak powinien wyglądać król. Benjen Stark ze Straży Nocnej. Jon musiał go popchnąć. Głowę miał za dużą w stosunku do reszty ciała. ale dla Jona nie było to nic nowego. wysokie. schowany częściowo za brata. Z przodu jego tuniki ryczał wyzywająco lew wyszywany złocistą nicią.na jakie stać było trzyletniego chłopca. Prowadził księżniczkę Myrcellę. czym obdarowali Cersei i Jaime’a. że zerknęła nieśmiało i uśmiechnęła się do Robba. a twarz płaską i surową. pomyślał. niespełna ośmioletnią dziewczynkę o złocistych. młody Theon Greyjoy. Robb nie wiedział nawet. Sansa szła rozpromieniona. najwyraźniej zadowolona z jego towarzystwa. okazał się od nich wyższy. błyszczących. Kiedy wszyscy zajęli swoje . za to Joffrey. które. Starsza od niej Sansa prowadziła następcę tronu. żeby poszedł dalej. Jon nie mógł oderwać od niego wzroku. spoglądało jedno zielone i jedno czarne oko. że wygląda słodko. wydatne brwi. jak zauważył Jon. obrzucając znudzonym czy wręcz pogardliwym spojrzeniem ogromną salę Winterfell. a z nim wychowanek jego ojca. Tyrion Lannister. Theon zupełnie go zignorował. kaskadą opadały jej na ramiona. Joffreya Baratheona. kiedy szli między stołami. kiedy malec zatrzymał się i patrzył dookoła zaciekawiony. Arya dostała za towarzysza młodego. których nie sposób było pomylić. Dopiero po dłuższej chwili skierował wzrok na drugiego z braci: szedł kaczkowatym chodem. i uśmiechał się jak idiota. Ostatni wszedł wuj Jona. Głośno mówiono o nim Lew Lennisterów. Lannisterowie z Casterly Rock. herb jego rodu. Benjen posłał Jonowi ciepły uśmiech. Był karłem o połowę niższym od swojego brata. Spod grzywki jego rzadkich. Gęste. Jon zwrócił baczniejszą uwagę na następną parę: byli to bracia Królowej. Przechodząc. najmłodszy potomek lorda Tywina i jak dotąd najbrzydszy. jasne loki opadały na jego złoty łańcuch i wysoki aksamitny kołnierz. Jon przyglądał mu się zafascynowany. Lew i Karzeł.były to barwy Starków. Przebierał szybko krótkimi nogami. Książę Joffrey miał jasne włosy jak siostry i ciemnozielone oczy po matce. kręconych włosach. czarne buty i czarny płaszcz z satyny. wełnianej szacie z białym lamowaniem . Jego przyrodnie siostry prowadziły królewskich synów. wydął usta.

No cóż. ile już wypiłeś? Jon uśmiechnął się. jak przystało na człowieka Nocnej Straży. kłapnęła jeszcze raz zębami.rozległ się znajomy głos. i w tej samej chwili wuj Ben położył dłoń na jego głowie i potarmosił mu włosy. Rozległo się głośne chrupnięcie. jak jego wilkor pożera kurczaka. Inne psy kluczyły między stołami. . . wzniesiono toasty. Suka warknęła cicho i przysunęła się jeszcze bliżej. Benjen Stark siadł okrakiem na ławie i wyjął kielich z dłoni Jona. Jon przetarł mocno oczy. surowych rysach niczym górska turnia. . żółtych oczach wyczuła kurczaka. .miejsca. Duch podniósł łeb w milczeniu i wbił w nią spojrzenie swoich czerwonych oczu. kiedy pierwszy raz się upiłem. Jon podniósł wzrok. Duch powrócił do swojego kurczaka. Suka kłapnęła zębami wyzywająco. Stojąc nad swoją zdobyczą.Znowu głodny? . Jon obserwował oba psy. Jon. uradowany.odpowiedział. Czarna suka o skośnych. ale w ostatniej chwili nadział na nóż całą połowę i opuścił ją na podłogę. Była trzykrotnie większa od szczeniaka. Tego wieczoru był to bogaty.Tego się obawiałem. nie wydając najmniejszego odgłosu. . . przeklinając dym.Nazywa się Duch.Nie ma słodszego trunku. Wtedy Jon zaczął pić i nie przestał aż do chwili obecnej.Z półmiska na stole wziął pieczoną cebulę ociekającą gęstym sosem i ugryzł duży kęs. że i w tym względzie dopisało mu szczęście. złożono podziękowania i rozpoczęła się uczta. po czym wrócił do jedzenia. Pociągnął długi łyk wina i przyglądał się. . Zatrzymała się i wsunęła pod ławkę. ja byłem chyba jeszcze młodszy. Odwróciła się i odeszła z opuszczonym ogonem. pociągnąwszy długi łyk. Odchodząc.spytał. lecz w jego niebieskoszarych oczach nieustannie czaiły się iskierki wesołości. snując się za służącymi. . tak więc nikt nie zwrócił uwagi na jego szczeniaka. Ben Stark zaśmiał się. Ubierał się na czarno. Poczuł. ponownie szczeknęła. i zrobił miejsce przy stole dla brata swojego pana. wysokie. żeby oderwać nogę. Wilkor spojrzał na niego i chwycił delikatnie zębami za jego dłoń. Jeden z giermków przerwał sprośną opowieść.Letnie wino powiedział. otworzył pysk i wyszczerzył kły. Jon uśmiechnął się i sięgnął pod stół. że coś otarło się o jego nogę pod stołem. lecz w tej części sali aż roiło się od kundli. Na środku stołu leżała jeszcze połowa kurczaka w miodzie. Jego braciom i siostrom zabroniono przyprowadzać na ucztę swoje wilkory. próbując ratować honor. Pomyślał. Jon wyciągnął rękę.Tak . podobnie jak on przed chwilą poczochrał sierść swojego szczeniaka. by podkraść część łupu szczeniaka. Duch rzucił się na mięso łapczywie. żeby potarmosić jego białe. Duch nie poruszył się. . lecz nie podeszła bliżej. kudłate futro. o których tyle słyszałem? . czarny aksamit.Czy to jeden z tych wilkorów. Suka najeżyła się. Jon ujrzał wpatrzone w siebie czerwone oczy. Wuj Jona miał twarz o ostrych.

Jon wyprostował się.Nigdy się nie odzywa.zauważył. Siedząca obok niego Królowa przypominała lodową rzeźbę.Królowa także nie jest w nastroju . kiedy podbił Dorne . płonęła rumieńcem.Jest inny niż tamte . . A Hullem mówi.Jon. co. .Rozumiem.Mój brat nie wydaje się dzisiaj w nastroju do zabawy. Wuj Benjen przyglądał mu się uważnie.zauważył Jon cichym głosem.skórzane buty i szeroki pas ze srebrną klamrą. . Tamte są ciemne. . . Na jego piersi spoczywał ciężki srebrny łańcuch. Jon? Potrzeba nam takich na Murze. gdyby przy ich stole posadzono bękarta. .zauważył wuj. . . Dlatego nazwałem go Duch. .Po południu ojciec zabrał Króla do krypty. .odpowiedział Jon obojętnym głosem.: Twój młody Król stracił pięć tysięcy .Jestem już prawie mężczyzną .W to nie wątpię .Ale batalia trwała całe lato .Zwykle jadasz przy stole z braćmi. że jest biały.Ale dzisiaj lady Stark uznała. aleja lepiej władam mieczem. Młody Smok był jednym z jego ulubionych bohaterów. . kiedy będziesz wracał na Mur . jeśli go poprosisz. jakby umierał z głodu. Benjen spojrzał badawczo na Jona. . Eddard Stark siedział. żeby tam szedł. Benjen przyglądał się zadowolony. a poza tym maester Luwin mówi. . lecz Jon dostrzegał napięcie w jego twarzy. . Słyszymy je w czasie wypadów. jak Duch je cebulę. oddalony od niego o dwa miejsca. prawda? .powiedział niespodziewanie Jon. szare albo czarne.Zabierz mnie ze sobą. Podniósł ze stołu kielich Jona. napełnił go winem i pociągnął długi łyk.Niewiele się przed tobą ukryje.Za Murem wciąż można spotkać wilkory.Robb sprawnie posługuje się lancą. . . że królewska rodzina mogłaby się obrazić.zaprotestował Jon. . . a ona nie chciała. schowana częściowo za ogromną czarną brodą. Jego ojciec zachowywał się po dworsku. Król. pił dużo przez cały wieczór. tłumiąc uśmiech. że doskonale trzymam się na koniu. . . prawie się nie odzywając.Godne uwagi osiągnięcia.Bardzo spokojny wilkor . .W następny dzień mojego imienia skończę piętnaście lat. Mur to trudne miejsce dla chłopca. .powiedział Jon. .odparł Benjen.Ojciec pozwoli. jakiego dawno nie widział. Jon także to zauważył.Wuj zerknął przez ramię na stół ustawiony na podwyższeniu w drugim końcu sali. Jego twarz. z nieobecnym spojrzeniem utkwionym w dal.Daeren Targaryen miał tylko czternaście lat.powiedział Jon.Przeważnie . reagował głośnym śmiechem na każdy dowcip i rzucał się na kolejne potrawę.Benjen Stark spojrzał uważniej na Jona. Bękart musiał nauczyć się dostrzegać wiele rzeczy. . I jeszcze dlatego. że bękarty dorastają szybciej. rozpoznawać prawdę skrywaną za spojrzeniami. Wznosił coraz to nowe toasty.

ludzi, zanim podbił Dorne, i dodatkowe dwadzieścia tysięcy, próbując je utrzymać. Ktoś powinien był mu powiedzieć, że wojna to nie zabawa. - Napił się wina. - A ponadto - dodał, ocierając usta - Daeren Targaryen miał zaledwie osiemnaście lat, kiedy umarł. Może zapomniałeś o tym? - Niczego nie zapominam - odparł dumnie Jon. Wino dodawało mu śmiałości. Starał się siedzieć prosto, żeby wyglądać na jeszcze wyższego. - Wuju, chcę służyć w Nocnej Straży. Długo się nad tym zastanawiał, leżąc nocami w łóżku, obok braci pogrążonych we śnie. Robb odziedziczy kiedyś Winterfell, stanie na czele wielkiej armii jako Namiestnik Północy. Bran i Rickon zostaną jego chorążymi i obejmą dowództwo twierdz w jego imieniu. Jego siostry, Arya i Sansa, poślubią potomków wielkich rodów i pojadą do zamków na południu. A na co mógł liczyć bękart? - Jon, nie wiesz, o co prosisz. Straż Nocna to zaprzysiężeni ludzie. My nie mamy rodzin. Żaden z nas nigdy nie zostanie ojcem. Naszą żoną jest służba, a kochanką honor. - Bękart także posiada honor - odparł Jon. - Jestem gotowy do złożenia waszej przysięgi. - Masz dopiero czternaście lat - powiedział Benjen. - Nie jesteś mężczyzną. Nie miałeś jeszcze kobiety i nie wiesz, czego musiałbyś się wyrzec. - Nie dbam o to! - zaperzył się Jon. - Może by i tak było, gdybyś wiedział, co masz do stracenia - powiedział Benjen. - Nie wyrywałbyś się wtedy tak ochoczo, synu. Jon poczuł wzbierający w nim gniew. - Nie jestem twoim synem! Benjen Stark podniósł się. - Tym większa szkoda. - Położył dłoń na ramieniu Jona. Przyjdź do mnie, jak już spłodzisz kilka bękartów. Zobaczymy, co powiesz wtedy. Jon zadrżał. - Nigdy nie spłodzę bękarta - wycedził. - Nigdy! - Wyrzucił z siebie to słowo niczym żmija jad. Nagle zdał sobie sprawę, że siedzący przy stole umilkli i patrzą na niego. Czując napływające do oczu łzy, wstał ciężko. - Proszę mi wybaczyć - powiedział. Odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie, zanim ktokolwiek zauważył, że płacze. Okazało się, że wypił więcej wina, niż zdawał sobie z tego sprawę, ponieważ nogi mu się poplątały i runął w bok, wpadając na służącą, i wytrącił jej z rąk dzban z winem. Rozległy się śmiechy, a Jon poczuł na policzkach gorące łzy. Ktoś usiłował go podtrzymać, lecz on wyrwał się i poszedł w stronę drzwi. Duch nie odstępował go ani na krok i razem wyszli w ciemną noc. Na pustym dziedzińcu panowała cisza. Wysoko, na blankach wewnętrznego muru, stał

samotny strażnik owinięty szczelnie płaszczem. Wyglądał na zmarzniętego i znudzonego, lecz Jon chętnie by się z nim zamienił. Cały zamek tonął w ciemności i wydawał się opuszczony. Jon widział kiedyś opuszczony gród, przerażające miejsce, w którym poza wiatrem nic się nie poruszało, a kamienie milczały złowrogo, skrywając tajemnice ludzi, którzy tam kiedyś mieszkali. Tej nocy Winterfell przypominał mu tamto miejsce. Przez otwarte okna za jego plecami sączyła się muzyka i śpiewy. Jon nie miał ochoty ich słuchać. Otarł łzy rękawem koszuli, zły, że pozwolił sobie na płacz, i ruszył przed siebie. - Chłopcze. - Usłyszał czyjś głos. Jon odwrócił się. Tyrion Lannister niczym chimera siedział na kamiennej półce, nad drzwiami prowadzącymi do wielkiego holu. Karzeł przyglądał mu się uśmiechnięty. - Czy ten zwierzak to wilk? - Wilkor - powiedział Jon. - Nazywa się Duch. - Patrzył w górę na karła, zaciekawiony, zapominając o swojej udręce. - Co ty tam robisz? Dlaczego nie jesteś na przyjęciu? - W środku jest za gorąco i za głośno, a poza tym wypiłem za dużo wina - odpowiedział karzeł. - Już dawno przekonałem się, że niegrzecznie jest rzygać na własnego brata. Czy mogę obejrzeć z bliska twojego wilka? Jon zawahał się na moment, lecz po chwili skinął głową powoli. - Sam zejdziesz czy mam przynieść drabinę? - Daj spokój - odparł karzeł. Odepchnął się z półki i skoczył w dół. Jon otworzył usta i patrzył oniemiały, jak Tyrion Lannister opada zwinięty w kłębek, ląduje na ręce i odbija się do tyłu, by ostatecznie stanąć na nogach. Duch cofnął się niepewnie. Karzeł wybuchnął śmiechem i otrzepał z kurzu ubranie. - Zdaje się, że przestraszyłem twojego wilka. Wybacz. - On się nie przestraszył - powiedział Jon. Przyklęknął i zawołał: - Chodź tutaj, Duch, No, chodź. Szczeniak przybliżył się i przysunął pysk do twarzy Jona, nie spuszczając wzroku z Tyriona Lannistera. Kiedy karzeł wyciągnął ramię, by go pogłaskać, wilk cofnął się i wyszczerzył kły. - Nieśmiały, co? - zauważył Lannister. - Siadaj, Duch - rozkazał Jon. - Dobrze, spokój. Spojrzał w górę na karła. - Teraz możesz go pogłaskać. Nie ruszy się, dopóki mu nie powiem. Tak go nauczyłem. - Widzę - odparł Lannister. Potarmosił śnieżnobiałe futro między uszami Ducha i powiedział: - Dobry wilk. - Gdyby mnie tu nie było, rozerwałby ci gardło - powiedział Jon. Nie była to w pełni

prawda , lecz wierzył, że tak będzie. - W takim razie nie oddalaj się zbytnio - odpowiedział karzeł. Przechylił swoją za dużą głowę i popatrzył uważnie na Jona oczami o różnych kolorach. - Jestem Tyrion Lannister. - Wiem - powiedział Jon, wstając. Teraz był większy od karła, co wprawiło go w zakłopotanie. - Ty jesteś bękartem Neda Starka, zgadza się? Jon poczuł ogarniający go chłód. Zacisnął mocno usta i nic nie odpowiedział. - Czy cię obraziłem? - spytał Lannister. - Przepraszam. Nikt nie oczekuje uprzejmości od karłów. Dzięki całym pokoleniom brykających głupców ubranych w pstrokate ubrania nie muszę dbać o strój i mogę wygadywać, co mi się tylko spodoba. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu. - A zatem jesteś tym bękartem. - Lord Eddard Stark jest moim ojcem - odezwał się Jon dobitnym głosem. Lannister przyglądał się jego twarzy. - Tak - powiedział. - Bez wątpienia. Masz więcej rysów ludzi z północy niż twoi bracia. - Przybrani bracia - poprawił go Jon. Ucieszyły go słowa karła, lecz nie chciał się z tym zdradzić. - Pozwól, bękarcie, że dam ci pewną radę - mówił dalej Lannister. - Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie. W tym momencie Jon nie miał ochoty wysłuchiwać niczyich rad. - Co ty możesz wiedzieć o tym, jak to jest być bękartem? - W oczach ojców wszystkie karły są bękartami. - Przecież jesteś prawdziwym synem matki z Lannisterów. - Czyżby ? - odparł karzeł, uśmiechając się ponuro. - Powiedz to mojemu panu ojcu. Moja matka umarła, wydając mnie na świat, dlatego on nigdy nie miał pewności. - Ja nawet nie znam swojej matki - powiedział Jon. - Bez wątpienia była to kobieta. Przeważnie są to kobiety. - Uśmiechnął się smutno do Jona. - I zapamiętaj coś jeszcze, chłopcze. Wszystkie karły mogą być bękartami, lecz nie wszystkie bękarty muszą być karłami. - Po tych słowach odwrócił się i wrócił na ucztę, pogwizdując. Kiedy otwierał drzwi, jego długi cień padł na podłogę dziedzińca, a Tyrion Lannister, choć przez chwilę, wydawał się ogromny jak król.

CATELYN
Ze wszystkich pokoi Wielkiej Wieży zamku Winterfell najcieplejsza była komnata sypialna Catelyn. Zamek wzniesiono w miejscu, gdzie wybijały gorące źródła, dlatego jego gorące wody płynęły przez jego ściany niczym krew w ludzkim ciele, dzięki czemu ogrzewały kamienne hole, wypełniały wilgotnym ciepłem cieplarniane ogrody i nie pozwalały ziemi zamarznąć. Kąpiel Catelyn była zawsze parująca i gorąca, a ściany jej komnaty ciepłe w dotyku. Ciepło przypominało jej Riverrun, słoneczne dni spędzone z Lysą i Edmurem, lecz Ned nigdy go nie polubił. Wciąż powtarzał jej, że Starkowie zostali stworzeni dla zimna, ona zaś śmiała się wtedy i odpowiadała, że w takim razie postawili swój zamek w niewłaściwym miejscu. Tak więc, kiedy skończyli, Ned zsunął się z niej i wyszedł z łóżka, jak miał w zwyczaju robić. Przeszedł przez pokój, odsunął ogromne, ciężkie zasłony i zaczął otwierać kolejno wysokie i wąskie okna, wpuszczając do komnaty nocne powietrze. Wiatr zawirował wokół niego, podczas gdy on stał wpatrzony w ciemność, nagi, z pustymi rękoma. Catelyn naciągnęła futro aż po samą szyję i spoglądała na niego. Teraz wydawał jej się mniejszy, słabszy, jak młodzieniec, którego poślubiła w sępcie w Riverrun czternaście długich lat temu. W lędźwiach wciąż czuła jeszcze ból od jego natarczywych pchnięć, lecz był to przyjemny ból. Czuła w sobie jego nasienie i modliła się, żeby powstało z niego życie. Od urodzin Rickona minęły już trzy lata. Nie była za stara i mogła mu dać jeszcze jednego syna. - Odmówię mu - powiedział Ned, odwróciwszy się do niej. Patrzył nieprzytomnym spojrzeniem, a w jego głosie zabrzmiała niepewność. Catelyn usiadła w łóżku. - Nie możesz. Nie wolno ci. - Mam dość obowiązków na północy i nie pragnę zostać Namiestnikiem Roberta. - On tego nie zrozumie. Teraz jest Królem, a królowie to nie to samo, co zwykli ludzie. Jeśli nie zechcesz mu służyć, zacznie się zastanawiać dlaczego i prędzej czy później nabierze podejrzeń, że nie jesteś mu przychylny. Nie dostrzegasz niebezpieczeństwa, jakie mógłbyś na nas sprowadzić? Ned potrząsnął głową niedowierzająco. - Robert nigdy by nie skrzywdził ani mnie, ani nikogo z mojej rodziny. Byliśmy sobie bliżsi niż bracia. On darzy mnie miłością. Jeśli mu odmówię, wścieknie się i przeklnie mnie, lecz nie minie tydzień, a będziemy się śmiać z tego. Ja go znam!

- Znałeś innego człowieka - powiedziała. - Król jest kimś innym. - Catelyn przypomniała sobie martwego wilkora znalezionego w śniegu z gardłem przebitym rogiem. Chciała mu to uzmysłowić. - Mój panie, dla Króla duma jest wszystkim. Robert przebył daleką drogę, by osobiście obdarzyć cię tym ogromnym zaszczytem, a tobie nie wolno rzucać mu go w twarz. - Zaszczytem? - Ned roześmiał się gorzko. - W jego mniemaniu - powiedziała. - A w twoim? - Także w moim - odparła, teraz już rozzłoszczona. Dlaczego tego nie widział? Jak inaczej można go potraktować? Chce, żeby nasza córka poślubiła jego syna. Sansa może zostać kiedyś królową. Jej synowie może będę rządzili od Muru aż po góry Dorne. Co w tym złego? - Bogowie, Catelyn, Sansa ma dopiero jedenaście lat - powiedział Ned. - A Joffry… Joffry jest… - .. .następcą tronu - skończyła za niego. - Ja miałam zaledwie dwanaście lat, kiedy mój ojciec obiecał mnie twojemu bratu, Brandonowi. Ned skrzywił się. - Brandon. Tak, Brandon wiedziałby, co zrobić. Zawsze wiedział. Wszystko to było przeznaczone dla niego. Ty, Winterfell, wszystko. On urodził się na Namiestnika i ojca przyszłych królowych. Ja nigdy nie prosiłem o ten puchar. - Może i nie - powiedziała Catelyn - ale Brandon nie żyje, a ty otrzymałeś puchar i musisz z niego pić, czy chcesz tego czy nie. Ned znowu odwrócił się do okna. Stał wpatrzony w ciemność, może patrzył na księżyc, może na gwiazdy albo na strażników strzegących murów. Catelyn zamilkła, widząc jak cierpi. Eddard Stark poślubił ją w miejsce Brandona, zgodnie z tradycją, lecz cień jego zmarłego brata wciąż pozostawał między nimi, podobnie jak ten drugi, cień kobiety, której imienia nie chciał wyjawić, a która urodziła mu bękarta. Miała już podejść do niego, kiedy rozległo się pukanie, głośne i nieoczekiwane. Ned odwrócił się, marszcząc czoło. - Co tam? Zza drzwi dobiegł głos Desmonda: - Mój panie, przybył maester Luwin i prosi o pilne posłuchanie. - Mówiłeś mu, że nie kazałem nikogo wpuszczać? - Tak, panie, lecz on nalega. - Dobrze. Wpuść go. Ned podszedł do szafy i włożył ciężką szatę. Catelyn poczuła nagle przenikliwy chłód. Usiadła w łóżku i podciągnęła futro pod brodę. - Może zamkniemy okna - zaproponowała.

Ned skinął głową zamyślony. W tej samej chwili pojawił się maester Luwin Był drobnym mężczyzną o ziemistej cerze. Jego bystre, szare oczy potrafiły dużo zauważyć. Te włosy, które mu jeszcze zostały, pokryła siwizna. Ubrany był w szarą szatę z wełny, obszytą białym futrem, barwy Starków. Wnętrza jego obszernych rękawów skrywały kieszenie, do których Luwin wsadzał zawsze różne przedmioty, książki, wiadomości, zabawki dla dzieci i różne dziwne rzeczy. Catelyn dziwiła się często, że on w ogóle jest w stanie unieść ręce. Maester czekał w milczeniu, dopóki nie zamknięto za nim drzwi. - Mój panie - zwrócił się do Neda. - Wybacz, że zakłócam twój odpoczynek. Zostawiono u mnie wiadomość. Ned spojrzał na niego rozzłoszczony. - Zostawiono? Kto zostawił? Posłaniec? Nikt mnie nie informował. - Nie było żadnego posłańca, mój panie. Jedynie rzeźbiona, drewniana szkatułka, pozostawiona na stole w moim obserwatorium w czasie, kiedy się zdrzemnąłem. Moi służący nie widzieli nikogo, lecz musiał to być ktoś z królewskiej świty. Nie mieliśmy innych gości z południa. - Szkatułka, powiadasz? - powiedziała Catelyn. - W jej wnętrzu znalazłem wspaniałą lupę do mojego obserwatorium. Można sądzić, że pochodzi z Myr. Nie ma lepszych nad mistrzów z Myr. Ned zmarszczył brwi. Catelyn wiedziała, że nie interesują go podobne rzeczy. - Lupa powtórzył. - A co to ma wspólnego ze mną? - I ja zadałem sobie podobne pytanie? - odparł maester Luwin. - Stwierdziłem, że musi tu chodzić o coś więcej. Catelyn zadrżała pod grubym futrem. - Lupa to instrument, który pomaga nam lepiej coś zobaczyć. - Właśnie. - Luwin przesunął palcami po ciężkim kołnierzu szaty swojego zakonu; szyję starca oplatał ciężki łańcuch, każde jego ogniwo wykuto z innego metalu. Po raz kolejny Catelyn poczuła dreszcz strachu. - Cóż takiego mielibyśmy ujrzeć wyraźniej? - Również się nad tym zastanawiałem. - Maester Luwin wyciągnął z rękawa ciasno zwinięty papier. - Prawdziwą wiadomość znalazłem ukrytą pod podwójnym dnem, kiedy rozłożyłem szkatułkę, lecz nie jest ona przeznaczona dla mnie. - A zatem daj mi ją. - Ned wyciągnął rękę. Luwin pozostał na miejscu. - Wybacz, panie. Wybacz, ale wiadomość nie jest dla ciebie. Jest przeznaczona dla oczu lady Catelyn, i tylko dla niej. Czy wolno mi się zbliżyć?

Catelyn skinęła głową. Maester położył rulon na stole przy łóżku. Widniała na nim pieczęć z niebieskiego wosku. Luwin skłonił się i zaczął się wycofywać. - Zostań - rozkazał Ned surowym tonem. Spojrzał na Catelyn. - O co chodzi? Moja pani, ty drżysz. - Chyba tak - przyznała. Wyciągnęła ramię i drżącą dłonią podniosła ze stołu list. Futro opadło, odsłaniając jej nagie ciało. W niebieskim wosku wyciśnięto sokoła na tle pełnego księżyca. Pieczęć rodu Arrynów. - Od Lysy. - Catelyn spojrzała na męża. - Ta wiadomość nie ucieszy nas - powiedziała. Niesie ze sobą smutek. Czuję to. Ned zachmurzył się. - Otwórz list. Catelyn złamała pieczęć. Jej oczy przesuwały się po kolejnych słowach. Początkowo nic nie rozumiała. Dopiero po chwili przypomniała sobie. - Lysa nie chciała ryzykować. W dzieciństwie posługiwałyśmy się nam tylko znanym, wymyślonym językiem. - Potrafisz to odczytać? - Tak. - A zatem powiedz nam, co pisze. - Może powinienem odejść - odezwał się maester Luwin. - Nie - powstrzymała go Catelyn. - Będziemy potrzebowali twojej rady. - Odrzuciła futro i wyszła z łóżka. Idąc przez zimny pokój, miała wrażenie, że znalazła się w grobowcu. Maester Luwin spuścił wzrok. Nawet Ned wyglądał na zaskoczonego. - Co ty robisz? spytał. - Rozpalam ogień - odpowiedziała Catelyn. Założywszy szlafrok, przyklęknęła nad wygasłym paleniskiem. - Może maester Luwin… - zaczął Ned. - Maester Luwin odbierał wszystkie moje dzieci - powiedziała Catelyn. - Nie czas teraz na fałszywą skromność. - Wsunęła papier pod drobniejsze drzazgi i położyła na nich większy kawałek drewna. Ned podszedł do niej i postawił ją na nogi. Jej twarz znalazła się tuż przy jego. - Moja pani, powiedz mi! Co to za wiadomość? Czuł pod palcami napięte ciało Catelyn. - Ostrzeżenie - powiedziała cicho. - Jeśli mamy na tyle rozumu, żeby je wysłuchać. Nie spuszczał oczu z jej twarzy. - Mów. - Lysa pisze, że Jon Arryn został zamordowany. Zaciskał mocno palce na ramionach Catelyn. - Przez kogo?

- Przez Lannisterów - odpowiedziała. - Przez Królową. Ned zwolnił uścisk. Na jej skórze pozostały głębokie, czerwone ślady. - Bogowie wyszeptał ochrypłym głosem. - Twoja siostra jest przepełniona bólem. Nie wie, co mówi. - Wie - odpowiedziała Catelyn. - Owszem, Lysa jest impulsywna, ale ta wiadomość została dobrze zaplanowana i sprytnie ukryta. Zdawała sobie sprawę, że zginie, gdyby ten list dostał się w niepowołane ręce. Musiała kierować się czymś więcej niż tylko podejrzeniem, skoro tak bardzo ryzykowała. - Catelyn spojrzała na męża. - Teraz nie mamy już wyboru. Musisz zostać Namiestnikiem Króla. Musisz pojechać z nim na południe i dowiedzieć się prawdy. W tej samej chwili zorientowała się, że Ned pomyślał coś zupełnie innego. - Jedyne prawdy, jakie znam, są tutaj. Południe to siedlisko żmij, do którego nie chcę wchodzić. Luwin pociągnął za swój łańcuch w miejscu, w którym otarł mu delikatną skórę na szyi. - Mój panie, Namiestnik Króla posiada ogromną władzę. Władzę, dzięki której pozna prawdę o śmierci lorda Arryna i wymierzy sprawiedliwość jego zabójcom. Pozwoli mu ona także stanąć w obronie lady Arryn i jej syna, jeśli najgorsze okaże się prawdą. Ned rozejrzał się bezradnie po komnacie. Catelyn była z nim całym sercem, lecz wiedziała, że w tej chwili nie wolno jej wziąć go w ramiona. Najpierw zwycięstwo, dla dobra dzieci. - Twierdzisz, że kochasz Roberta jak brata. Zostawiłbyś brata otoczonego Lannisterami? - Niech was porwą Inni - zaklął pod nosem. Odwrócił się i podszedł do okna. Catelyn milczała, podobnie jak i maester. Czekali cierpliwie, tymczasem Eddard Stark żegnał się w milczeniu z ukochanym domem. Kiedy ponownie zwrócił się do nich, mówił zmęczonym, smutnym głosem, a w kącikach jego oczu zalśniły wilgotne iskierki. - Mój ojciec pojechał raz na południe, wezwany przez Króla. Nigdy nie powrócił do domu. - Inne czasy. Inny Król - powiedział maester Luwin. - Tak - powiedział Ned ponuro. Usiadł na krześle przy palenisku. - Catelyn, ty zostaniesz w Winterfell. Jego słowa smagnęły ją niczym powiew zimnego wiatru. - Nie - odpowiedziała zaniepokoJona. Czy tak miała zostać ukarana? Nigdy już nie ujrzeć jego twarzy, nie poczuć jego uścisku? - Tak - powiedział Ned stanowczo. - Będziesz w moim imieniu sprawować rządy na północy. W Winterfell zawsze pozostaje ktoś ze Starków. Robb ma czternaście lat. Niedługo będzie dorosłym mężczyzną. Musi nauczyć się rządzić, a mnie nie będzie, żeby mu wszystko pokazać. Niech uczestniczy w naradach. Niech będzie gotów, kiedy nadejdzie jego czas.

- Niebawem, jeśli bogowie pozwolą - mruknął maester Luwin. - Maester Luwinie, tobie ufam jak bratu. Służ mojej żonie radą we wszystkich sprawach, dużych i małych. Naucz mojego syna wszystkiego, czego powinien się nauczyć. Zima nadchodzi. Luwin skłonił głowę z powagą. Długą chwilę nikt się nie odzywał, aż dopiero Catelyn zebrała się na odwagę, by zadać pytanie, którego najbardziej się obawiała. - A co z pozostałymi dziećmi? Ned wysunął ramiona i przyciągnął ją ku sobie, tak że ich twarze znalazły się naprzeciw siebie. - Rickon jest mały - odpowiedział łagodnie. - Powinien zostać z tobą i Robbem. Pozostałe dzieci pojadą ze mną. - Nie zniosę tego - powiedziała, drżąc. - Tak trzeba - odparł. - Sansa musi wyjść za Joffreya. Teraz nie mam co do tego wątpliwości, a więc nie wolno nam dawać im jakichkolwiek podejrzeń co do naszego oddania. Ponadto nadszedł czas, żeby Arya poznała dworskie życie południa. Za kilka lat będzie mogła szukać męża. Sansa zabłyśnie na południu, pomyślała Catelyn, a Arya bez wątpienia potrzebuje ogłady. Z bólem w sercu pogodziła się z ich odejściem. Ale nie Bran, tylko nie on. Nigdy. Dobrze - powiedziała. - Ned, proszę jednak, ze względu na miłość, jaką mnie darzysz, niech Bran zostanie w Winterfell. On ma dopiero siedem lat. - Ja miałem osiem lat, kiedy ojciec wysłał mnie pod opiekę do Eyrie - odparł Ned. - Ser Rodrik twierdzi, że książę Joffrey i Robb nie darzą się zbyt gorącym uczuciem. To nie jest zdrowe. Może Bran ułatwi ich pojednanie. Jest słodkim chłopcem, wesołym i da się lubić. Niech rośnie z królewskimi synami, niech zaprzyjaźni się z nimi, tak jak ja zaprzyjaźniłem się z Robertem. Zwiększy to tylko bezpieczeństwo naszego rodu. Miał rację. Catelyn zdawała sobie z tego sprawę, lecz wcale przez to mniej nie cierpiała. Miała utracić całą czwórkę: Neda, obie dziewczynki i słodkiego, kochanego Brana. Pozostaną jej tylko Robb i Rickon. Już czuła się samotna. Winterfell był taki ogromny. - Przynajmniej pilnuj, żeby trzymał się z daleka od murów - odezwała się odważnie. - Wiesz, jak Bran lubi się wspinać. Ned scałował jej łzy, zanim zdążyły spłynąć po policzkach. - Dziękuję ci, moja pani powiedział szeptem. - Wiem, jak ci ciężko. - A co z Jonem Snow, mój panie? - wtrącił maester Luwin. Catelyn znieruchomiała na dźwięk tego imienia. Ned wyczuł jej gniew i odsunął się. Wielu mężczyzn posiadało bękarty. Catelyn dojrzewała, posiadając już tę wiedzę. Nie

zdziwiła się więc, kiedy w pierwszym roku ich małżeństwa dowiedziała się, że Ned spłodził syna z jakąś dziewczyną spotkaną przypadkowo w czasie jednej z wypraw. Rozumiała to, miał swoje potrzeby, cały rok spędzili oddaleni od siebie, on na wojnie, na południu, ona bezpieczna w zamku swojego ojca w Riverrun. Większą uwagę poświęcała Robbowi, którego wtedy nosiła jeszcze przy piersi, niż mężowi, którego ledwie znała. Rozumiała, że potrzebuje pociech między kolejnymi bitwami. Nie wątpiła też, że zajmie się dzieckiem, gdyby zdarzyło mu się je spłodzić. On jednak posunął się dalej. Starkowie różnili się od innych mężczyzn. Ned zabrał swojego bękarta do domu i na oczach całej północy nazwał go „synem”. Kiedy wojny wreszcie się skończyły i Catelyn zjechała do Winterfell, Jon i jego mamka zdążyli się już zadomowić. Dla niej był to bolesny cios. Ned zaledwie wspomniał o matce dziecka, lecz w zamku nic się nie ukryło i niebawem Catelyn coraz częściej słyszała strzępy rozmów służących, które powtarzały opowieści swoich mężów, żołnierzy. Padło imię ser Arthura Dayne’a, zwanego Mieczem Poranka, najokrutniejszego z siedmiu rycerzy straży króla Aerysa. Opowiadano, że ich młody lord pokonał rycerza w pojedynku. Opowiadali też, jak potem Ned zawiózł miecz ser Arthura do jego młodej i pięknej siostry, która czekała w zamku zwanym Starfall, położonym na brzegu Morza Letniego. Lady Ashara Dayne, wysoka i jasnowłosa, o przenikliwych fioletowych oczach. Dwa tygodnie Catelyn zbierała się na odwagę, aż wreszcie którejś nocy, kiedy leżeli w łóżku, spojrzała mężowi prosto w oczy i poprosiła, żeby wyznał jej prawdę. Był to jeden jedyny raz, kiedy przestraszyła się Neda. - Nigdy nie pytaj mnie o Jona odpowiedział jej wtedy lodowatym głosem. - Niech ci wystarczy, że w jego żyłach płynie moja krew. Dowiem się, od kogo usłyszałaś to imię, moja pani. - Obiecała mu, że więcej nie będzie pytać. Od tamtego dnia plotki ustały i nikt więcej nie wymówił w Winterfell imienia Ashary Dayne. Bez wątpienia kochał bardzo matkę chłopca, gdyż nie chciał słuchać próśb Catelyn, by go odesłać. Tej jednej rzeczy nigdy mu nie wybaczyła. Swojego męża pokochała całym sercem, ale nie potrafiła wzbudzić w sobie podobnego uczucia wobec Jona. Wybaczyłaby Nedowi i tuzin bękartów, gdyby tylko pozostawił ich gdzieś daleko. Jon był jednak z nimi, rósł i coraz bardziej przypominał Neda, bardziej niż którekolwiek z dzieci, które mu urodziła. Fakt ten pogłębiał jej ranę. - Jon musi odejść - powiedziała teraz. - On i Robb są sobie bliscy - odezwał się Ned. - Miałem nadzieję… - On nie może zostać tutaj… - przerwała mu Catelyn. - Jest twoim synem, nie moim. Nie chcę go tutaj. - Wiedziała, jak ranią go jej słowa, choć są prawdziwe. Pozostawiony w Winterfell, chłopiec nie miałby lekkiego życia.

Ned rzucił jej pełne udręki spojrzenie. - Wiesz, że nie mogę go zabrać na południe. Nie ma dla niego miejsca na tamtejszym dworze. Chłopak z nazwiskiem bękarta… rozumiesz, jak by to wyglądało. Będą go unikać. Catelyn postanowiła pozostać nieugięta wobec prośby męża, której głośno nie wypowiedział. - Mówią, że twój przyjaciel Robert sam spłodził z tuzin bękartów. - Lecz żadnego z nich nie widziano na dworze! - warknął Ned. - Kobieta Lannisterów zadbała o to. Catelyn, jak możesz być tak okrutna? To tylko chłopiec. On… Czuł wzbierającą w nim złość. Zamierzał mówić dalej, lecz przerwał mu maester Luwin. - Istnieje inne rozwiązanie - przemówił cicho. - Niedawno był u mnie twój brat, panie, Benjen. Przychodził w sprawie Jona. Zdaje się, że chłopiec myśli przywdziać czarny strój. Ned spojrzał na niego zdumiony. - Chce wstąpić do Nocnej Straży? - Catelyn milczała. Niech Ned przetrawi tę wiadomość. W tej chwili gotowa była ucałować maestera. Rozwiązanie wydało jej się idealne. Benjen Stark był Zaprzysiężonym Bratem. Traktowałby Jona jak syna, którego nigdy nie będzie miał. Kiedyś chłopiec także złoży przysięgę. Dzięki temu nie spłodzi synów, którzy mogliby konkurować o Winterfell z wnukami Catelyn. - Mój panie, służba na Murze to wielki zaszczyt - powiedział maester Luwin. - Tak, nawet bękart może zajść wysoko, służąc na Murze - zauważył Ned. Mówił udręczonym głosem. - Jon jest taki młody. Gdyby poprosił o to już jako mężczyzna… ale on ma dopiero czternaście lat… - Ciężkie poświęcenie - przyznał maester Luwin. - Ale nastały ciężkie czasy. Twoja droga, panie, podobnie jak droga twojej pani, wcale nie wydaje się łatwiejsza. Catelyn pomyślała o trójce dzieci, z którymi miała się rozstać. Niełatwo było jej zachować milczenie. Ned odwrócił się do okna zamyślony. Wreszcie westchnął i zwrócił się do maestera Luwina. - Dobrze. Tak chyba będzie najlepiej. Pomówię z Benem. - Kiedy powiemy Jonowi? - spytał maester. - W stosownej chwili. Najpierw trzeba poczynić przygotowania, a to zajmie nam przynajmniej dwa tygodnie. Niech Jon nacieszy się tymi ostatnimi dniami. Wkrótce skończy się lato, a z nim i jego dzieciństwo. Kiedy nadejdzie czas, sam mu to oznajmię.

ARYA
Arya spojrzała na swój ścieg - wciąż był krzywy. Zmarszczyła czoło przygnębiona i spojrzała na swoją siostrę, Sansę, która siedziała z pozostałymi dziewczętami. Ścieg Sansy był zawsze idealny. Wszyscy tak twierdzili. - Robótki Sansy są równie śliczne jak ona sama powiedziała kiedyś do jej matki septa Mordane. - Ma takie delikatne dłonie. - A kiedy lady Catelyn spytała o Aryę, septa prychnęła tylko. - Arya ma ręce kowala. Arya zerknęła ukradkiem w drugi koniec pokoju w obawie, że septa Mordane może odgadnąć jej myśli, lecz tego dnia septa nie zwracała na nią większej uwagi. Siedziała z księżniczką Myrcellą rozanielona. Nieczęsto zdarzało się, żeby septa dostąpiła zaszczytu instruowania królewskiej córki w sprawach kobiecych robótek. Zdaniem Aryi ścieg Myrcelli także nie był idealnie prosty, lecz zachowanie septy całkowicie temu przeczyło. Ponownie spojrzała na swoją robótkę, zastanawiając się, czy nie dałoby się jej jakoś naprawić, lecz westchnęła tylko i odłożyła igłę. Popatrzyła ponuro na swoją siostrę. Sansa szyła, szczebiocąc wesoło. U jej stóp siedziała córka ser Rodrika, Beth Cassel, łapczywie wsłuchując się w każde jej słowo, jednocześnie Jeyne Pool szeptała jej coś do ucha. - O czym rozmawiacie? - spytała Arya. Jeyne rzuciła jej trochę przestraszone spojrzenie i zachichotała. Sansa wyglądała na speszoną. Beth zarumieniła się. Żadna nie odpowiedziała. - Rozmawiałyśmy o księciu - powiedziała wreszcie Sansa słodkim głosikiem. Arya wiedziała, którego księcia jej siostra ma na myśli. Oczywiście chodziło o Joffreya. Tego wysokiego i przystojnego. Sansa siedziała obok niego w czasie uczty. Aryę posadzono obok tego małego, grubego. - Twoja siostra podoba się Joffreyowi - powiedziała szeptem Jeyne, dumna, jakby sama miała w tym jakiś udział. Była córką stewarda z Winterfell oraz najlepszą przyjaciółką Sansy. Wyznał jej, że jest bardzo piękna. - On się z nią ożeni - powiedziała mała Beth rozmarzonym głosem, kołysząc się. Wtedy Sansa zostanie Królową całego Królestwa. Sansa posiadała na tyle skromności, by się zarumienić, a rumieniła się ślicznie. Wszystko robiła ślicznie, pomyślała Arya przygnębiona. - Beth, nie powinnaś zmyślać. - Sansa skarciła młodszą dziewczynkę, muskając dłonią jej włosy, by tym złagodzić surowy ton swojego głosu. Spojrzała na Aryę. - A ty, siostro, co myślisz o księciu Joffie? Jest bardzo szarmancki, nie sądzisz?

- Jon mówi, że on wygląda jak dziewczyna - powiedziała Arya. Sansa westchnęła nad robótką. - Biedny Jon - odezwała się. - Jest zazdrosny, ponieważ jest bękartem. - Jest naszym bratem - odparła Arya zbyt głośno. Jej głos przeciął popołudniową ciszę komnaty. Septa Mordane podniosła wzrok. Miała chudą twarz, przenikliwe oczy i wąskie, niemal pozbawione warg usta, jakby stworzone do grymasu, który właśnie na nich się pojawił. - O czym rozmawiacie, dziewczynki? - O naszym przyrodnim bracie - powiedziała tym razem Sansa; mówiła cicho, lecz dobitnie. - Uśmiechnęła się do septy. - Razem z Arya mówiłyśmy właśnie, jak bardzo się cieszymy, że jest z nami dzisiaj Księżniczka - powiedziała. Septa Mordane skinęła głową. - Doprawdy, wielki to dla nas honor. - Księżniczka Myrcella uśmiechnęła się niepewnie. - Arya, czemu odłożyłaś igłę? - spytała septa. Wstała i ruszyła przez pokój, szeleszcząc sztywną suknią. - Pokaż mi swój ścieg. Arya miała ochotę wrzasnąć, - Proszę - powiedziała i pokazała swój materiał. Septa popatrzyła uważnie. - Arya, Arya. - W jej głosie wyczuwało się naganę. - To nie wystarczy, nie wystarczy. Teraz wszyscy na nią patrzyli. Nie mogła tego znieść. Sansa była zbyt dobrze wychowana, żeby śmiać się w chwili zakłopotania siostry, lecz zrobiła to w jej imieniu Jeyne. Nawet księżniczka Myrcella spojrzała na nią z politowaniem. Arya poczuła napływające łzy. Zerwała się z krzesła i ruszyła szybko w stronę drzwi. - Arya, wracaj tutaj! - zawołała za nią septa Mordane. - Ani kroku dalej! Pani matka usłyszy o tym. I to w obecności Księżniczki! Wszystkim nam przynosisz wstyd! Arya zatrzymała się przy drzwiach i odwróciła się, przygryzając wargę. Po jej policzkach płynęły łzy. Zdobyła się jeszcze na sztywny ukłon w kierunku Myrcelli. - Za pozwoleniem, pani. Myrcella zamrugała gwałtownie i spojrzała na pozostałych zdezorientowana. Za to septa Mordane nie miała wątpliwości, co powiedzieć. - Arya, a dokąd to? Arya rzuciła jej nienawistne spojrzenie. - Muszę podkuć konia - odezwała się słodkim głosem i poczuła ogromną satysfakcję, widząc przerażoną twarz septy. Potem odwróciła się na pięcie i wybiegła pędem. Czuła się pokrzywdzona. Sansa miała wszystko. Była o rok starsza od niej i Arya miała wrażenie, że dla niej już nic nie zostało. Często tak właśnie się czuła. Sansa potrafiła wyszywać, śpiewać i tańczyć. Pisała wiersze. Znała się na strojach. Potrafiła grać na harfie i dzwonkach. I była piękna. Sansa odziedziczyła wysokie kości policzkowe po matce oraz gęste

iż owinięto go w pierzynę. zadawali sobie nawzajem ciosy drewnianymi . Nymeria chwyciła delikatnie w zęby dłoń Aryi. znajdowało się okno. książę Tommen zaś. dopóki jego biały wilk nie poruszył się. Przybiegła do Aryi. gdy tylko ją ujrzała. Jeśli pójdzie do swojego pokoju. stał się dosłownie okrągły. to będzie musiała postarać się o dobrego stewarda. kiedy ją mijała. że wydawało się. Nymeria spała w jej pokoju. Wilczyca miała żółte oczy.Chciałam zobaczyć. Arya ujrzała Jona siedzącego na parapecie z jedną nogą podciągniętą pod brodę. czy nie powinnaś teraz uczyć się prostego ściegu? Arya skrzywiła się. Wszędzie z nim chodziła. Jeyne nazywała ją Arya o Końskim Pysku i rżała. Zachichotała. obwąchał ją. długą i poważną. Arya chętnie zabrałaby wilczycę do komnaty. Sansa nazwała swojego szczeniaka Dama. żeby wyjść im na spotkanie. to chodź. która poprowadziła swój lud przez wąskie morze. kiedy ją odwiązywała. Kiedy przybiegły zdyszane. Wydawał się ich nie zauważać. Wiedziała. W blasku słońca lśniły jak złote monety. Nymeria zbliżyła się ostrożnie.No. Tam właśnie się udała. Jeśli miała-wyjść za Joffa. Bran był tak grubo ubrany.Chodź . między zbrojownią a Wielką Wieżą. . że ćwiczą młodsi chłopcy. Chłopcy ćwiczyli na dziedzińcu.kasztanowe włosy Tullych. gdzie uczyły się wyszywać. Włosy miała brązowe i matowe. znajdą ją tam. jak walczą. Chciała zobaczyć. Tylko w jeździe konnej Arya przewyższała swoją siostrę. pulchny nawet bez ubrania. a na to nie miała ochoty. Pomyślała o czymś przyjemniejszym. . jak Robb kładzie na plecy wytwornego księcia Joffreya. myślała Arya. wywołało to wielki skandal. kiedy Nymeria polizała ją w ucho. Z dołu dochodziły głuche uderzenia i postękiwania. Ku swemu rozczarowaniu zobaczyła. może tylko on jeden.powiedziała do Nymerii. że jej szczeniak ją kocha. co dzieje się na dziedzińcu. Arya zaś odziedziczyła urodę pana ojca. . przy schodach. Wstała i pobiegły razem. chwycił delikatnie zębami za ucho i usiadł. Arya wspięła się na parapet i usiadła obok niego. No i jeszcze lepiej potrafiła zarządzać domem. Na krytym moście. Arya nazwała ją imieniem wojującej królowej z Rhoyne. Niechby wtedy septa Mordane spróbowała narzekać na jej ściegi. Oczywiście. Gdyby tylko matka pozwoliła. twarz pociągłą. Jon spojrzał na Aryę uważnie. z którego rozpościerał się widok na cały dziedziniec. Nymeria czekała na nią w wartowni na dole. . Duch. Sansa nigdy nie miała głowy do liczb.Uśmiechnął się. Sapiąc. przy jej łóżku. .Mała siostrzyczko. Arya skrzywiła się i przytuliła swoją wilczycę. Arya uśmiechnęła się. już teraz większy od pozostałych szczeniaków. Septa Mordane z pewnością zdążyła już zawiadomić panią matkę. zaabsorbowany tym.

. Patrzyli. że i ona jest bękartem.Jesteś za chuda . . . Po raz kolejny tego dnia doszła do wniosku. Ubrany w czarny kubrak ozdobiony złocistym krakenem.powiedział Jon.Bękartom nie wolno obijać młodych książąt . mieli urodę Tullych . Stojący dookoła mężczyźni i chłopcy zachęcali walczących. . a nawet mały Rickon. . Robb. ser Rodrika Cassela. Zawsze byli ze sobą blisko. .Trochę bardziej wyczerpujące niż robótki . na drugiej zaś lwa Lannisterów.On ma dopiero siedem lat. .powiedziała. a ja dziewięć. lecz kiedy rozejrzała się uważniej. .Dlaczego nie jesteś tam z nimi? . Wszelkie siniaki na ich ciele muszą zostać zadane mieczem prawowicie urodzonych. Powinna była się domyślić.zauważył Jon. . że jej wygląd świadczy o tym. Arya domyśliła się. Tylko przed Jonem wyjawiła swoje obawy i właśnie on ją uspokoił. że stoi bardziej z tyłu. Nie zauważyła go dotychczas.spytała. Pomacał jej mięsień ramienia i westchnął. Dostrzegła obok niego Theona Greyjoya.Widzisz księcia Joffreya? . . Bran. .Ale też bardziej zabawne niż robótki . mała siostrzyczko. Arya przyjrzała się uważniej. jak Bran i Tommen okrążają się nawzajem. A gdybyś miała się nim zamachnąć… Arya wyrwała ramię i rzuciła mu gniewne spojrzenie.Potrafiłabym się bić tak samo dobrze jak Bran . Głos Robba wybijał się ponad głosy pozostałych. . Byli to młodzieńcy w strojach o barwach Lannisterów i Baratheonów. Wśród nich znajdowało się też kilku starszych mężczyzn. Obaj przeciwnicy chwiali się na nogach. w cieniu wielkiego muru. Jeszcze jako mała dziewczynka Arya obawiała się.zauważył Jon.uśmiechnięte twarze i ogniste włosy. jak domyślała się Arya. Sansa. Tylko oni.powiedział. że nie ma sprawiedliwości w życiu.Och. kręcąc głową. Na książęcej opończy widniała wyszyta pięknie tarcza.Lannisterowie są dumni . otoczony ludźmi. . przyglądał się walce z wyrazem pogardy na twarzy. Uśmiechnął się słabo. jak jej mały brat atakuje Tommena. Stawia . zobaczyła.Nie wystarcza im herb królewski. Jon popatrzył na nią spojrzeniem przepełnionym mądrością czternastolatka. Podzielono ją na pół i na jednej połowie umieszczono królewskiego jelenia w koronie.spytał Jon. Jon poczochrał jej włosy. Był to ogromny mężczyzna o imponujących bokobrodach.mieczami pod czujnyrn okiem starego zbrojmistrza. rycerzy zapewne. godło jego rodu. których nie znała.Spójrz na herb na jego opończy .Pewnie nawet byś nie uniosła miecza.odpowiedział.odpowiedziała Arya.Arya zmieszała się. że walczą już od dłuższego czasu. . Oboje odziedziczyli rysy ojca. Przyglądała się.

Lew. . . niż udało ci się zadać . książę Tommen przebierał rękoma i nogami. by go uspokoić. . jeszcze jedna runda? Robb. Bran stał nad nim z podniesionym mieczem. lecz nie ja wymyśliłem te zasady. Joffrey wyszedł z cienia. A poza tym. . . Kiedy spojrzeli w dół.zwrócił się do Księcia. .Chętnie. . . . .Rozejrzał się. .Dość! . posłuszny wezwaniu Rodrika. Podał Księciu rękę i pociągnął go do góry. to dobre dla dzieci. po co dziewczynie herb.Dobrze . pomóżcie im się rozebrać. Połącz Tullych i Starków na swoim herbie. ale pozwolę wam pojedynkować się mieczami turniejowymi o przytępionych ostrzach.odpowiedział natychmiast Robb.Ser Rodriku.Może powinnaś zrobić to samo.Dziewczyny dostają herby. . Przyglądający się wybuchnęli śmiechem. spocony jeszcze po poprzedniej walce. .Ostre miecze. Bękartom daje się miecze. gotowy przyłożyć mu. mała siostrzyczko. .powiedział Joffrey. .Jesteś o tyle ode mnie starszy. jeśli nie potrafi walczyć? Jon wzruszył ramionami.rzucił z przekąsem. lecz nie dostają mieczy.zaprotestowała Arya. Ser Rodrik skubał swoje siwe bokobrody zamyślony. drżę przerażony . . .Co sugerujesz? . Na dziedzińcu rozległ się krzyk. . jakby były sobie równe.Jak dotąd dostałeś więcej razów.odparł. co bardziej przypominało krótkie szczeknięcie. ale nie herby.Książę Joffreyu. Donnis. Jon zmarszczył brwi.Ostre miecze są zbyt niebezpieczne. Theon Greyjoy zaśmiał się. Joffrey to takie małe gówno .Dobra robota.zawołał ser Rodrik. Wyglądał jak przewrócony na plecy żółw. . Tak już jest. Robb.powiedział do Aryi. gdy tylko się podniesie.Będziesz żałował! Zbrojmistrz położył dłoń na ramieniu Robba. . mała siostrzyczko. .powiedział Robb. ruszył ochoczo.Głupio by to wyglądało.Robb może tak . próbując bezskutecznie się podnieść.Kilku spośród Lannisterów wybuchnęło śmiechem. Jon zachichotał. .Roześmiała się. Wyglądał na znudzonego.Och.Naprawdę.Przecież jesteście dziećmi . . Jego włosy zalśniły niczym lite złoto.Kobieta też jest ważna! . . przyglądając się całej scenie.obok niego ród swojej matki.Boisz się? Książę Joffrey spojrzał na niego. .Wilk z rybą w pysku? .Ale ja jestem Księciem i mam już dość okładania Starków mieczem zabawką. .

Jon patrzył. Stark. . Żart Jona wcale nie wydał się jej śmieszny. i lepiej o tym nie zapominaj. . znajdą twoje ciało z igłą w zamarzniętej dłoni. a Arya przyglądała się Jonowi. Poczochrał jej włosy i odszedł ze swoim wilkiem.Koniec przedstawienia powiedział.Joffrey nic nie odpowiedział. Septa Mordane pewnie cię już szuka.wysunął się przed Joffreya.Lepiej biegnij do swojego pokoju. lecz po chwili zatrzymała się i zawróciła.powiedział Jon.Koniec zabawy. tym łagodniejszą dostaniesz karę. by mu rozkazywać? .Mówisz do swojego Księcia.To niesprawiedliwe! . Tylko żebyś nie był za stary. Niech się dzieci dalej bawią same.Nienawidzę szycia! . . chłopcze? . Odwrócił się do ser Rodrika. Wreszcie zeskoczył z parapetu. Clegane. Przekleństwa Robba odbiły się echem od ścian dziedzińca.Ja po raz pierwszy zabiłem człowieka w wieku dwunastu lat. Theon Greyjoy chwycił Robba za ramię. mała siostrzyczko. Biały wilk podniósł się i otarł łeb o jego nogę. Twarz miał nieruchomą jak staw w sercu gaju bogów. przyjdź do mnie. Theon przytrzymywał Robba w żelaznym uścisku. jak Robb się najeżył.odparł ser Rodrik. dopóki Książę i jego ludzie nie odeszli na bezpieczną odległość. Poszła niechętnie w przeciwnym kierunku. Lannisterowie znowu wybuchnęli śmiechem. i zwrócił się do młodszego brata. Kiedy nadejdą wiosenne roztopy. . . jak odchodzą. Im szybciej cię znajdzie.Ile masz lat. Nymeria ruszyła za nimi.Lannisterowie wybuchnęli śmiechem. .Pozwól mi. . Joffrey wzruszył ramionami. niż przewidywał Jon.odpowiedział Robb. Ser Rodrik skubał wąsy zakłopotany. ser. że ziewa. W jej pokoju czekała septa . .Chodź. Joffrey udał. Kim ty jesteś. by go odciągnąć od Księcia. . Będziesz szyła przez całą zimę. Jego duma została zraniona. Arya zakryła usta przerażona. Twarz ser Rodrika poczerwieniała z wściekłości pod siwymi bokobrodami. a Robb cisnął kolejne przekleństwa.Jestem zbrojmistrzem Winterfell.Nic nie jest sprawiedliwe . Pochylił się i podrapał Ducha za uchem. Pokonam go. Mężczyzna z bliznami na twarzy spojrzał na Robba.Czternaście . . Sprawy przybrały gorszy obrót. lecz jeden z mężczyzn . . Arya zauważyła. .wycedziła przez zęby.nie znany Aryi rycerz o czarnych włosach i twarzy pokrytej bliznami po oparzeniach . że nie zrobiłem tego tępym mieczem. Domyślasz się z pewnością. jak trochę dorośniesz.Pokonaj go mieczem turniejowym . Tommen powiedział.

Mordane. . Septa Mordane oraz jej matka.

a Jon i jego wilk gdzieś zniknęli. Bracia bliźniacy. ser Rodrik. Wydawało mu się. Bran nie mógł się doczekać. Rankiem. w tych dniach Jon wydawał się zły na wszystkich dookoła. a nie Jon. lecz nie bał się. Branowi wydawało się to prawie tak samo ciekawe. Miecz Poranka. Książę Aemon. lecz Robb powiedział. że ser Jaime zabił wcześniej . a nawet zabawny. Ser Jaime Lannister bardziej przypominał rycerzy z opowieści. Dlaczego miałby się bać? Będzie z nim ojciec. Jon miał pojechać z wujem Benem na Mur i wstąpić do Nocnej Straży. ser Meryn zaś miał oczy schowane pod opadającymi powiekami i brodę koloru rdzy. jak wyprawa na południe. Bran przyglądał im się wtedy zafascynowany. w zamku zbudowanym przez Smoczych Panów. Co więcej. a oni wszyscy zamieszkają w czerwonym zamku w Królewskiej Przystani. Gerold Hightower.BRAN Polowanie rozpoczęło się o świcie. Barristan Śmiały. A przecież to Robb miał zostać w zamku. a także lochy. tak więc i Robb mógł dołączyć do myśliwych. na koniu. Król zażyczył sobie dzika na wieczorną ucztę. Serwy n z Lustrzaną Tarczą. gdy brat walczył przeciw siostrze. Jory. Ser Boros był łysym mężczyzną z obwisłą twarzą. W końcu było to ostatnie polowanie. a nie na kucu. Bran nie wiedział dlaczego. następnego dnia mieli wyruszyć na południe. On także należał do Królewskiej Gwardii. że są tam duchy. Biały Byk. nie mieli żon ani dzieci i służyli tylko Królowi. Pojechał z nimi także wuj Benjen. Bran także miał zostać rycerzem. że Jon jest na niego zły. Dwóch spośród rycerzy Gwardii Królewskiej przybyło z królem Robertem. dziewczynkami i Rickonem. lecz nigdy nie ośmielił się odezwać do nich. którzy pozabijali się nawzajem dawno temu. Bran czuł dreszcz na samą myśl o podobnych rzeczach. Bran został z Jonem. Theon Greyjoy. kiedy wyjadą. Było ich tylko siedmiu. w czasie wojny zwanej Tańcem Smoków. Książę Joffrey pojechał z ojcem. Bran nie szukał go zbyt gorliwie. dziewczynki były dziewczynkami. Jego ojciec zostanie Namiestnikiem Króla. Ser Ryam Redwyne. że należą do niej najznakomitsze miecze w całym królestwie. Stara Niania mówiła. ser Erryk i ser Arryk. Stara Niania opowiadała. nosili białe zbroje. w których dokonywano okropnych rzeczy i w których wisiały na ścianach smocze głowy. Ich imiona brzmiały dla niego równie słodko jak najpiękniejsza melodia. Ser Arthur Dayne. Tylko że Rickon był jeszcze mały. jednym z Gwardii Królewskiej. mały brat Królowej. a także jego rycerze. Bran znał wszystkie opowieści o rycerzach z Królewskiej Gwardii. Miał pojechać królewskim traktem na własnym koniu. Smoczy Rycerz.

Robb nazwał swojego wilka Szary Wicher.powiedział do zwierzęcia. ani gałęzi. kiedy wyruszą. ruszył przez zamek ze swoim wilkiem. . a mały Rickon nazwał swojego wilka Kudłaczem.Zostań tutaj . Popędził przez boży gaj dłuższą drogą. że sam nie wpadł na to wcześniej. biorąc pod uwagę. ponieważ biegał bardzo szybko. że to już nie jest jego kuc. Arya dała swojemu szczeniakowi imię jakiejś królowej z ballad. Najznakomitszym spośród żyjących rycerzy pozostawał ser Barristan Selmy. Najpierw poszedł do stajni zobaczyć swojego kuca. który wciąż się uśmiechał. Dawno już nie był w zburzonej wieży. o którym dotąd mógł tylko marzyć. Drzewo nie powinno mieć oczu. dowódca Gwardii Królewskiej. chłopaka stajennego. że rozumie każde jego słowo. o jakim mu się nie śniło. zanim Hodor i pozostali chłopcy zauważą jego łzy.starego. poza jednym słowem „Hodor”. szalonego Króla i nie powinien się już liczyć. próbując nauczyć swojego wilka przynoszenia patyków. które wyglądają jak ręce. Miał zobaczyć świat. który dał mu jeżyn… Tylko że teraz wszystko wydawało mu się inne. pomyślał. . Zostań. i rozpocząć życie. Wilczyca Sansy otrzymała imię Dama. żeby nie przechodzić obok stawu. Ojciec polecił mu pożegnać się tego dnia. co próbował uczynić. Kiedy myśliwi wyjechali. Miał go zostawić w stajni i odjechać na prawdziwym koniu. Młody wilk wydawał się mądrzejszy od wszystkich ogarów z psiarni ojca i Bran przysiągłby. zwany Barristanem Śmiałym. Hodora. Dlatego odwrócił się i wybiegł ze stajni. Na tym skończyły się jego pożegnania.Leżeć. co Branowi wydało się głupie. W ciągu ostatnich dwóch tygodni wymyślał setki imion. nie mogąc się doczekać. więc postanowił pójść tam po raz ostatni przed wyjazdem. by odwiedzić tych wszystkich. że imię to ma nosić wilkor. Bran żałował. kiedy przyjadą do Królewskiej Przystani. Tymczasem nadszedł ostatni dzień i Bran nieoczekiwanie poczuł się zagubiony. człowieka ze szklanych ogrodów. Tak więc Bran zaznaczał dni na murze. jak nazwać swoje zwierzę. których miał tutaj zostawić: Starą Nianię. zajmował się jego kucem i nigdy nic nie mówił. ponieważ budziło w nim strach. Nieoczekiwanie zapragnął po prostu usiąść i się rozpłakać. Wilk nie odstępował go ani na krok. . Mikkena z kuźni. lecz żadne nie wydało mu się odpowiednie. Gage’a. że spotkają się z ser Barristanem. Dotąd Winterfell był jego jedynym domem. Wreszcie znudziło mu się rzucanie patykami i postanowił powspinać się trochę. kucharza. przy którym rośnie drzewo serce. lecz pomyślał. kiedy znaleźli się pod drzewem strażniczym. chociaż jego wilk nie jest biały. Ojciec obiecał. Tak. w pobliżu ściany zbrojowni. Biały wilk Jona otrzymał imię Duch. lecz i to mu się nie udało. a mimo to nie wykazywał większych chęci w przynoszeniu patyków. Resztę poranka Bran spędził w bożym gaju. Bran wciąż nie mógł się zdecydować.

że z czwartego piętra dzwonnicy prowadzi kryty most do drugiego piętra pomieszczeń rekrutów. kucharzy doglądających swoich warzyw w szklanych ogrodach. że można było dostać się do środka muru wewnętrznego południową furtą. kiedy nauczył się chodzić. . . tak że często trudno było powiedzieć. Po chwili wspinał się dalej. chwycił się najniższej gałęzi i wciągnął na nią. Zamek rósł przez wieki niczym monstrualne. Obserwował stamtąd mężczyzn ćwiczących szermierkę na dziedzińcu. Bran mógł siedzieć całymi godzinami między zniszczonymi wiatrem i deszczem chimerami. lecz to jej nie przekonało. dlatego za murami zamku ciągnęły się wzgórza i doliny. O tym nie wiedział nawet maester Luwin. Z miejsca. i był już w połowie drzewa. które siedziały nad Pierwszą Wieżą. Bran podrapał go po łbie. dziewczęta plotkujące przy studni do mycia.Wilk położył się posłusznie. Lubił ten widok: nad jego głową kołowały tylko ptaki. Wilk przestał wyć i wpatrywał się w niego wąskimi. że mógł zeskoczyć na dach zbrojowni. więc przyjął. że umiał się wspinać. które ciągnęły się we wszystkie strony. Wspinał się lekko. Bran spojrzał w dół. że nawet Robb nie zazna czegoś takiego. Bran poczuł dziwny dreszcz. jak to kiedyś wyjaśnił mu maester Luwin. że będzie uważał. W starych częściach zamku korytarze prowadziły w dół lub w górę. Zostań. dziedzińców i tuneli. drzewo o powyginanych konarach i korzeniach wrośniętych głęboko w ziemię. wież. Kiedyś wymusiła na nim obietnicę. u podnóża wznoszącej się na sto stóp ściany. Wytrzymał prawie miesiąc. że nie będzie chodził po murach. W takich chwilach czuł się jak pan zamku. pogrążony w ciszy boży gaj. obejść całe Winterfell wąskim. Wiedział też. Bran odkrył. a każdy kolejny dzień stanowił dla niego prawdziwą udrękę. dopóki nie wspiął się na tyle wysoko. od kiedy się wspina. w dole zaś toczyło się całe życie zamku.Siad. jak ona mówi. że pewnie jest tak. w którym się znalazł. Matka twierdziła. psy biegające niespokojnie w psiarni. Wilk znowu zawył. Bran nie pamiętał. Jesteś gorszy od matki.Słyszał wycie przez cały czas. wiedział. Bran widział cały Winterfell. szary labirynt murów. kiedy jego bracia . które to piętro. że któregoś dnia spadnie z muru i się zabije.Cicho krzyknął. potem podskoczył. Jego budowniczowie nie zrównali ziemi. kiedy wilk podniósł się i zawył. lecz nie pamiętał także. Dla chłopca Winterfell stanowił kamienny. coraz wyżej. kamienne drzewo. żółtymi oczami. wspiąć się na trzecie piętro. zanim jeszcze nauczył się chodzić. Dzięki swoim wspinaczkom poznawał sekreTywinterfell. Dachy Winterfell stały się jego drugim domem. tak blisko nieba. . i zniknął z pola widzenia. aż wreszcie którejś nocy wyszedł oknem z sypialni. Obiecał jej. kamiennym tunelem i wyjść na parter przy północnej bramie. Jego matka bardzo się bała.

a wrony jadły mu z ręki. aby Bran całą noc spędził na rozmyślaniach o swojej winie. kiedy zaciskał palce na kamieniach wciskał stopy w szczeliny. że ona wie wszystko jego wyczynach.powiedział do Brana. którzy mieli pilnować. żeby nie widziała tego matka. Potem.zasnęli. Lubił ptaki: wrony na szczycie zwalonej wieży. . gdy tylko któryś zauważył go na dachu. gdyby spadł. . A poza tym ja nigdy nie spadam. Na szczycie zwalonej wieży pełno było wronich gniazd. który potem czuł w mięśniach. lecz po całym eksperymencie Bran spojrzał na Luwina i powiedział: . Wtedy lord Eddard rozkazał mu udać się do bożego gaju. Lubił smak powietrza wysoko w górze. że zawsze wygrywał. Żaden ze strażników nie potrafił wspinać się tak dobrze jak on. tyle tylko. No dobrze. zwróciła się do innych. Lubił też uczucie podniecenia. chcąc zademonstrować Branowi. . a nie dwie. Bardzo lubił te chwile. To jeszcze jedna rzecz. Bran znał je wszystkie. choć zdawał sobie sprawę. wspinając się po murze. że śpi w najlepsze w konarach jednego z najwyższych drzew strażniczych gaju. który wspiął się zbyt wysoko i został porażony piorunem. że jest niewidzialny. słodkiego i rześkiego niczym zimowa brzoskwinia. że cały zamek staje się jego kryjówką. Ojciec rozzłościł się. Kiedy nastał ranek. niech i tak będzie. żeby się oczyścił. kiedy ten zszedł na ziemię. ubrał go w ubrania Brana i rzucił z muru na dziedziniec. gdzie nikt nie chodził. Bran nie przestraszył się zbytnio. Przypominało mu to zabawę z braćmi. Często chodził po nich boso. Kiedy indziej maester Luwin ulepił z gliny małą postać chłopca. Czasem zabierał ziarno do kieszeni i wspinał się na nią. Następnego dnia przyznał się do winy. że ma cztery dłonie. przez jakiś czas. tylko on mógł podziwiać szary.Ty jesteś wiewiórką. strażnicy gonili za nim. Ludzie prawie nigdy nie patrzyli do góry. Przeważnie jednak wcale go nie widzieli. rozległy Winterfell. nawet Jory. Przyjemność sprawiał mu nawet słodki ból. starą sowę drzemiącą na zakurzonym poddaszu nad starą zbrojownią. Postawiono nawet strażników. czuł wtedy. skąd. Nie mogąc znaleźć sprzymierzeńca w jego ojcu. I Bran starał się. malutkie wróble w szczelinach między kamieniami. Wydawało mu się wtedy. której nauczył się w czasie swoich wspinaczek. Przede wszystkim lubił chodzić w miejsca. lecz nie potrafił powstrzymać śmiechu. Skoro już nie możesz wytrzymać bez wspinania się. nikt nie mógł znaleźć Brana. Czuł wtedy. a potem przyleciały wrony i chciały wydziobać mu oczy. Żadna nigdy nie próbowała wydziobywać mu oczu. Stara Niania opowiedziała mu historię o niegrzecznym chłopcu.Tylko że ja nie jestem z gliny. co by się z nim stało. To mu się nawet podobało. Okazało się. staraj się tylko.Ty nie jesteś moim synem .

potem. kiedy będzie przerzucał ciało do kolejnej chimery. Och. Najlepsza droga zaczynała się w bożym gaju.była wyższa. okrągła forteca . Stamtąd. Poza Branem i wronami nikt nie ośmielił się wspiąć na postrzępiony szczyt budowli. Będziemy mieli drugiego Jona Arryna. które szczury zakładały wśród gruzu i gnijącego drewna. która w tamtym miejscu pochylała się mocno. gdzie siedziały chimery wpatrzone ślepymi oczyma w przestrzeń. jeśli otrzyma taką władzę. a głos dochodził z ostatniego. . Wolę raczej honorowego wroga niż ambitnego.To nie dla mnie. .Nie możemy ufać Siarkowi.Powinnaś się cieszyć. Dawno temu.Ty powinieneś zostać Namiestnikiem. Tuż pod nim ciągnął się rząd okien. . Można było wspinać się bezpośrednio po murze wieży. Górna część wieży. . dlaczego on się zgodził? Bran wciął wisiał. .powiedział mężczyzna. .Usłyszał rozleniwiony głos należący do mężczyzny. że niemal puścił kamienny występ. skacząc z dachu na dach. . Za dużo obowiązków. zapadła się do środka. niż się wydawało. że tak postąpił . czy nie przyniósł ziarna.Twój mąż równie dobrze mógł się zwrócić do jednego ze swoich braci albo do Littlefingera. . kiedy usłyszał jakieś głosy. żeby oczyścili gniazda.zawsze boso. Ta przysadzista. lecz jej kamienie obsuwały się.Rozległ się kobiecy głos. żeby sprawdzić. że zobaczą jego stopy. piorun uderzył w wieżę i wybuchł w niej pożar. Można było dostać się prosto na górę. Kiedyś pełniła funkcję strażnicy i była najwyższą wieżą w Winterfell. Tak go to zaskoczyło. Później nikt nie próbował jej odbudować. zwieszając się na rękach i przerzucając od jednej chimery do drugiej. Czasem ojciec posyłał do jej podziemi szczurołapów. a na samej górze czekały już wrony. Potem jeszcze tylko z dziesięć stóp wspinaczki po poczerniałych kamieniach. Bran przewieszał się właśnie wprawnie z chimery na chimerę. pozostawał już tylko skok na zburzoną wieżę.Miejscem jego ulubionych wypraw stała się zburzona wieża. Mieszkały tam tylko szczury i pająki. żeby strażnicy go nie usłyszeli. ale kamienne ściany wciąż znakomicie nadawały się do wspinaczki. Potrafił dostać się tam dwoma drogami. Dzięki temu docierał do ślepej części Pierwszej Wieży. a potem dalej na północną stronę. jedna trzecia całości.najstarsza część zamku . przechodził po zbrojowni . ponieważ wiążąca je zaprawa skruszała. Bał się. .Nie podoba mi się to.Niech bogowie bronią. nasłuchując i bojąc się wykonać jakikolwiek ruch. Bran wspinał się tam na wysokie drzewo strażnicze. Nigdy dotąd nie spotkał nikogo w Pierwszej Wieży. sto lat przed urodzinami jego ojca. jeśli się dobrze wyciągnąć. .

Jeśli chcesz przez to powiedzieć. że to ją powstrzyma? Ma syna i z pewnością gotowa byłaby zrobić to samo dla niego.Może uznał to za swój obowiązek wobec Króla. Chyba nie wątpisz. . Spróbował opuścić się na nią.powiedział. . . Chciał usłyszeć więcej. Pod oknem znajdowała się wąska półka.Oczywiście. Byłam pewna.A może jednak ma? . Mężczyzna roześmiał się. Mówił znudzonym głosem. Jeszcze tylko kilka stóp… ale zauważą go. . że Stark odmówi. złapał się jej krawędzi. że słowa te nie były przeznaczone dla jego uszu. lecz nie miał wątpliwości. Dlatego moim zdaniem on prowadzi jakąś grę. Słowo to zabrzmiało w jego ustach jak przekleństwo.rzekła kobieta.Wracaj tutaj. . Nie do końca rozumiał to wszystko. że po urodzeniu dziecka w waszych umysłach zachodzą jakieś zmiany. .powiedziała kobieta. opadając.Trzeba go pilnie obserwować . a może jedno i drugie. Może pragnie zapisać swoje nazwisko wielkimi literami w kronikach historycznych albo chce uciec od żony..odpowiedział mężczyzna.powiedziała kobieta.Czasem wydaje mi się.Zamilkł na moment.powiedział mężczyzna. Półka była za wąska. jeśli wychyli się przed okno. że ja patrzę podobnie jak on. Czy nie dostrzegasz niebezpieczeństwa? Już dość kłopotów ze Stannisem i Renlym.Sądzisz. Inaczej by się nie zgodził. nie ma żadnych dowodów . Bran zdał sobie sprawę. zostałby na północy. . żeby ciebie mianował . . Nie dosięgnął. a potem podciągnął… tylko że z pewnością by go usłyszeli i podeszli do okna. by na nią zeskoczyć. szeroka zaledwie na kilka cali.Matki . Za daleko. . Był to śmiech przepełniony goryczą. Może mieć tysiące powodów. Bran spojrzał w dół. co ja dla mojego chłopca.Rada zje żywcem Neda Starka. Jego żoną jest przecież siostra Lysy Arryn.Bez względu na to.Już ja wolę obserwować ciebie .Nigdy. . .Powinnam była nalegać. . .Robert pewnie by mi uległ.Jesteś równie ślepy i uparty jak Robert . . co ta kobieta Arrynów wie lub przypuszcza.odpowiedziała kobieta. gdybym bardziej naciskała. lecz gdyby. że nie ma jej tutaj. co działo się na południe od Przesmyku . ale Starka Robert z pewnością będzie słuchał.powiedziała kobieta. Gdyby miał więcej rozumu. . to zgadzam się z tobą - . Wszystkie jesteście szalone. Mógłby spróbować puścić się. że oni rozmawiają o jego ojcu.Starków nigdy nie obchodziło nic. że oni spiskują przeciwko nam? Dziwi mnie. . co słyszał.Robert kocha go jak brata. że nie . Bran badał wzrokiem półkę. Moim zdaniem on po prostu raz w życiu chce się porządnie wygrzać. . Tam jest jego miejsce.

powiedziała. Zdał sobie sprawę. odnaleźć braci. jego kamienie wciąż pozostawały wilgotne po roztopionym śniegu. że powinnaś przywiązywać mniejszą wagę do snów . co to znaczy? . przyciskając ją do ściany. niż zdradził Króla.Mówiła to jednak bardzo cicho i nie odpychała go.Mam już dość tego całego gadania. czyżbyś zapomniał? .powiedziała kobieta. odwrócony do Brana tyłem. Przeczołgał się po dachu do następnej chimery tuż nad oknem. siostro . zasłaniał przed nim kobietę. wielki jak koń. Bran usłyszał uderzenie ciała o ciało. Bran poczuł nagle strach. . jak mnie odstawi dla jakiejś nowej Lyanny. który pożera padlinę gnijącego jelenia. Świat.Widzę mężczyznę. że śnił ci się wilk. gdyż kobieta zaczęła pojękiwać chrapliwie. Stark jest lojalny. A będzie jeszcze gorzej. . Zapragnął wrócić tam. Bran usiadł na chimerze. widziałam wyraźnie we śnie. Ani się obejrzę. .Mówię ci. W pokoju zmagało się ze sobą dwoje ludzi. mężczyzna i kobieta. tym bardziej będziemy bezpieczni.To znaczy.odparł mężczyzna. Zanurzyła dłonie w czuprynie jego złocistych włosów i . objął ją mocno nogami i zwiesił się głową w dół. . ale co się stanie. a więcej o przyjemnościach chwili. że musi podkraść się bliżej. Oboje byli nadzy. a nie lew? Mówię ci. przerażony. dawno zmarłą szesnastolatkę. ze ściśniętym gardłem. On wciąż kocha drugą siostrę.Przestań. a potem rozległ się śmiech mężczyzny. który widział. Jak myślisz. kiedy Robert umrze. kim są. Bran usłyszał miękkie. wyciągnął głowę w stronę okna. wcale temu nie przeczę. Patrzył szeroko otwartymi oczami. .powiedział mężczyzna.powiedziała kobieta. Mężczyzna westchnął. . Bran podciągnął się. To nie było trudne.Jednego już zdradził. Mężczyzna trzymał dłoń między nogami kobiety i pewnie ją ranił. Tylko co im powie? Zdecydował.Powinnaś mniej myśleć o przyszłości. stał na głowie.Jesteś pewna. . a na tronie zasiądzie Joff? Im szybciej to nastąpi.Bądź już cicho i chodź tutaj. tę mdłą. Wilk. Dziedziniec w dole pływał dziwnie. Trzymając się mocno nogami. Zobaczyć. Bran nie potrafił powiedzieć.Och. jeśli Stark pozostanie u jego boku. Och. siadł na chimerze i wszedł na dach. .odpowiedział mężczyzna. . Zajrzał do środka. .Przestań! . przestań. kto rozmawia.Przestań . wilgotne odgłosy. skąd przyszedł. który prędzej by zginął. . proszę… . Mężczyzna. z którego dochodziły głosy. Ziewnął głośno. że mężczyzna i kobieta całują się. Z każdym dniem mój mąż staje się coraz bardziej niespokojny.

Potrząsała złocistymi włosami. Puścił jego ramię. Postawił Brana na kamiennym parapecie. Bez trudu rozpoznał w niej Królową. a on poczuł chwilowy zawrót głowy. Mężczyzna spojrzał na kobietę. Mężczyzna wyciągnął ramię. Potem wszystko wydarzyło się w jednej chwili. Jego dłonie musnęły tylko gładki kamień. Wyciągnął szybko ramię i chwycił krawędź kamiennej półki. lecz zrobił to za szybko. Bran chwycił jego rękę z całych sił.powiedział. Musiał wydać z siebie jakiś dźwięk. Chwycił półkę drugą ręką.Co ty robisz? . Okno mignęło tuż obok. Dłoń Brana zaczęła się zsuwać po kamieniu. W oddali wył wilk. Wrony kołowały nad wieżą. wpatrzona w niego. Spadał.przyciągnęła jego twarz do swoich piersi. przybliżając tułów do chimery. lecz złapał się drugą ręką. . Kobieta odepchnęła mężczyznę gwałtownie i pokazała ręką.Siedem . . Mężczyzna podciągnął go na półkę. . Mężczyzna nie zwracał na nią uwagi. chłopcze? . . krzycząc przeraźliwie. Był bardzo silny.powiedziała kobieta ostrym tonem. Byli do siebie tak podobni. Na ramieniu mężczyzny widniały głębokie zadrapania po paznokciach Brana. Krzyknęła przeraźliwie. Paznokcie jego palców wbijały się bezskutecznie w kamień. Bran wyleciał w powietrze.Ile masz lat.odparł Bran. i popchnął Brana.spytała gniewnie kobieta.Rzeczywiście . Nie miał już się czego chwycić. Oczy miała zamknięte. Królowa. Teraz Bran ujrzał jej twarz.Podaj mi rękę. Wisiał tuż przy ścianie. usta rozchylone. nie przestając krzyczeć. zanim spadniesz . oddychając z ulgą. Bran spróbował się podciągnąć.Czego się nie robi z miłości . Przed sobą miał cały dziedziniec. Dopiero teraz Bran rozpoznał jej towarzysza. Dłoń ześliznęła się. czekając na ziarno. W oknie nad nim pojawiły się twarze. .odparł mężczyzna. gdyż kobieta otworzyła niespodziewanie oczy i znieruchomiała. wykrzywiając twarz.powiedział. z trudem łapiąc oddech. a nogi zbyt wcześnie puściły chimerę. . . jak odbicia w lustrze. kołysząc głową z boku na bok.Widział nas .

Chłopak długo już kona. Tyrion zerknął w dół i zobaczył Ogara i młodego Joffreya. jaką znam. kamiennymi schodami.powiedział przez otwartą przyłbicę.odparł Książę. Dźwięk metalu rozszedł się echem po dziedzińcu. Tyrion zerknął na tytuł: Życie Wielkiego Maestera Aethelmure’a. cała oliwa już prawie się wypaliła. dzieło napisane przez dawno zmarłego maestera i poświęcone zmianom pór roku. zakrywając usta. Młody mężczyzna poderwał głowę i zamrugał gwałtownie oszołomiony. lecz na dziedzińcu panował już duży ruch. Prawie nie zmrużyłem oka w nocy. . Szedł powoli. Uważaj na valyriańskie manuskrypty. i zaczynał wyobrażać sobie siebie uciekającego nago przed całą sforą.Idę coś zjeść. stojących wśród młodych giermków.Chayle powiedział cicho. . Na ciężko ubitej ziemi położył się długi cień Clegane. Kryształ jego zakonu zakołysał się gwałtownie na srebrnym łańcuchu. Clegane przeciął nim powietrze.Mógłbym uciszyć zwierzę. żeby skończył. że nogi ma sztywne. potem klepnął septona w ramię i zostawił go z książkami. Poczuł. Znalazłszy się na zewnątrz. Do pokoju przez wysokie okna wdzierał się świt. któremu giermek włożył właśnie na głowę czarny hełm. Nic dziwnego. sprawdzając ciężar broni.TYRION Gdzieś wśród meandrów labiryntu Winterfell odezwał się wilk. a jego nogi krótkie i krzywe. Rozmasował je trochę i pokuśtykał do stołu. chociaż w bibliotece było ciepło i przytulnie. a twoja kopia jest jedyną kompletną. Kiedy wilkor zawył ponownie. człowiek zapominał. żeby odłożyć książki na półki. przy którym pochrapywał septon z głową złożoną nad otwartą książką. gdzie się znajduje. Usłyszał dobiegający z dołu głos Sandora Clegane: . Czytał przez całą noc. migotała coraz bardziej. pergamin jest bardzo kruchy. kiedy zsunął się z ławki. Chłopiec podał mu miecz.Za to wilk nie przestaje wyć. Ziewnął. której używał do czytania. gdyż schody były wąskie i wysokie. Najwyższy czas. Pamiętaj. . jeśli sobie życzysz . . Chayle wciąż patrzył na niego nieprzytomnym wzrokiem. Poranne słońce nie rozjaśniło jeszcze murów Winterfell. Tyrion zaczerpnął haust zimnego porannego powietrza i zaczął schodzić wolno krętymi. . . Lampa. Słysząc podobne wycie. Jego wycie zawisło nad zamkiem niczym żałobna chorągiew. Tyrion Lannister podniósł głowę znad książek i otrząsnął się. ale to nic nowego. które prowadziły na dół wokół wieży biblioteki. Machiny wojenne Ayrmidona to rzadkie dzieło. Tyrion Lannister nie był miłośnikiem snu. Tyrion powtórzył cierpliwie swoje prośby. Tyrion zamknął księgę oprawioną w grubą skórę.Przynajmniej umiera cicho .

Powiem mamie! . siostrzeńcze . można było się przestraszyć. . których imię mógłbym wymienić. . Wysoki Sandor spojrzał w dół. że jest ci przykro i że służysz im pomocą w tej godzinie smutku oraz że pamiętasz o nich w swojej modlitwie. że dopiero teraz go zauważył.Wysłać psa.Po zamku wałęsa się tyle wilków. . .zawołał Joffrey. klękniesz przed nimi i powiesz.odparł Tyrion. Jednak pochylił tylko lekko głowę. lecz Tyrion zawsze uważał.Ale najpierw pójdziesz do lorda i lady Stark. udając.Wybacz. całkowicie zasłaniał słońce. W przeciwieństwie do niektórych książąt. . .Starkowie potrafią liczyć do sześciu. Joffrey zarumienił się. Rozglądał się przez otwory w hełmie. Przyłbicę hełmu miał opuszczoną. Tyrion popatrzył za nim.Nic .Mały lord Tyrion .Tutaj. Tyrion Lannister wyciągnął ramię i wymierzył policzek siostrzeńcowi. Teraz oba policzki Księcia płonęły rumieńcem. Rozumiesz mnie? Rozumiesz? Wydawało się.a uderzę po raz kolejny. . Na jego twarzy pojawiła się czerwona plama.Co im po moich wyrazach współczucia? . .Jakieś duszki! Książę roześmiał się. Twoja nieobecność została już zauważona. że i tak stanowi ona milszy widok . że Starkowie nawet by nie zauważyli. Tyrion przywykł już do podobnych żartów. Wielki jak góra w swojej czarnej zbroi. Poczuł na twarzy cień. żeby zabił innego psa! .Jeszcze jedno słowo . .Myśl ta spodobała się Księciu. Joffrey spojrzał na niego ze złością. Tyrion zeskoczył z ostatniego stopnia.zawołał. .Dzisiaj nie mam nastroju do żartów. .Tyrion zwrócił się do swojego siostrzeńca. najwyższy czas. . na dole. .powiedział Sandor.powiedział. . . abyś udał się do lorda Eddarda i jego żony z wyrazami współczucia. . Tyrion uderzył ponownie.Nie obchodzi mnie ten mały Stark . że chłopiec zaraz się rozpłacze.Ośmielam się mieć odmienne zdanie. . iż brakuje im jednego. Joffrey.powiedział Joffrey. kiedy jego strażnik odgrywał swoją aktorską farsę. Odwrócił się i ujrzał stojącego tuż za nim Clegane’a. ponieważ została wykuta na podobieństwo szczerzącego kły czarnego ogara.powiedział. jaką mógł okazać jedynie młody Książę. Potem odwrócił się i wybiegł z dziedzińca z dłonią przyciśniętą do policzka.Powiedz mamie . że cię nie zauważyłem. .Głos znikąd .Nie cierpię wyjących kobiet.powiedział Tyrion .powiedział Tyrion. .Ale powinieneś to uczynić. Patrząc na nią.

uśmiechając się leniwie. .niż szkaradnie poparzona twarz Clegane’a. i jeszcze trochę bekonu. patrzyła tak na niego od chwili jego urodzin. Podsmaż go dobrze. .spytał Tyrion i zasiadł do stołu. Myśl o bliźniaku wydała mu się zbyt okropna. Tyrion znał dobrze tę cechę brata i wybaczał mu to.Masz jakieś wieści o Branie. lecz zaraz doszedł do wniosku. Skłonił niedbale głowę w kierunku Sandora Clegane’a i pogwizdując.odezwał się książę Tommen.Ach.powiedział Tommen lękliwie. . gdzie mogę znaleźć mojego brata? . . Tyrion zastanawiał się. Ten człowiek miał charakter.Służący skinął głową i wycofał się. Ma ogromne serce . . Służący podszedł do stołu.ostrzegł go Ogar. odszedł tak szybko. żeby był chrupiący. Oboje ubrali szaty koloru ciemnozielonego. jak pozwoliły mu jego karłowate nogi. . wuju? .Je śniadanie z Królową. Współczuł pierwszemu rycerzowi. . by ją rozważać.oświadczył Tyrion. . który zmierzy się tego dnia z Ogarem. a na ich nadgarstkach.odpowiedziała.A jeśli nawet. które Jaime traktował poważnie. W jadalni Gościnnego Domu spożywano w ponurym nastroju zimny posiłek.zwrócił się do niego Tyrion. Tyrion odwrócił się do swojego rodzeństwa. ponieważ w ciągu całego koszmarnego dzieciństwa tylko Jaime potrafił okazać mu trochę uczucia i szacunku. . . który doskonale pasował do koloru ich oczu.Chleba .Mam nadzieję .odezwał się Jaime.Król w ogóle się nie kładł . . to bądź jego dobrym psem i przypomnij mu. . Jego brat i siostra byli bliźniakami. For certes . Jego śmiech zamienił się w głuche dudnienie we wnętrzu hełmu. Był bardzo słodkim . Ich smutek wypełnia także i jego serce. żeby Bran umarł . .Ach.Czy Robert jeszcze śpi? .Byłem w jego pokoju wczoraj wieczorem . Jaime siedział w towarzystwie Królowej i jej dzieci. jak to jest.Rozejrzał się po dziedzińcu. Ach. Jego siostra spojrzała na niego z lekkim niesmakiem. . mały lordzie . Niewiele istniało rzeczy.Nie wiesz. a tego ranka tworzyli szczególnie zgraną parę. Gotów był mu wybaczyć prawie wszystko. kiedy się ma bliźniaka. żebym miał czym popić.Nie chcę. . Rozmawiali cicho.A także dwie małe rybki i tego dobrego ciemnego piwa. palcach i szyjach pobłyskiwały klejnoty.Jest z lordem Eddardem.Żadnych zmian.Książę nie zapomni o tym.odparł Tyrion. że codziennie musi patrzeć w lustro. nasz Robert. że chyba nie chce wiedzieć. Wystarczy. Jasne loki opadały swobodnie. . chociaż nikt go nie zapraszał.odparł Tyrion Lannister. . Maester uznał to za dobry znak.

Bestia siedzi pod jego oknem dzień i noc i wyje. .powiedział Jaime. Myrcella wciągnęła głęboko powietrze. nie tak szybko.rzucił Jaime. .Och.wyjaśnił jej Tyrion. lecz nigdy już nie będzie chodził. Królowa wzdrygnęła się. nie aż tak wielkiego. Tyrion zaczął jeść rybę. Ale przecież Jaime i Tyrion także bardzo się różnili.Trudno będzie ci ich powstrzymać. wuju? . że to imię przynosi pecha.To wiedzą tylko bogowie . Bekon zachrupał.W tych zwierzętach jest coś nienaturalnego. . . Królowa natychmiast opuściła wzrok. jak byśmy chcieli . oderwał sobie kawał czarnego chleba. lecz z pewnością nie charakterem.Co masz na myśli? Tyrion uśmiechnął się. malutka. uradowana. . . pozwalając dziecku cierpieć w takim bólu.Są niebezpieczne. kiedy Tyrion ugryzł plaster. już by się to stało. że życzenie Tommena może się spełnić. na południe. Cersei spojrzała na niego uważnie. .Ich dziewczynki nie rozstają się ze swoimi wilkami. a on i tak wraca.Nogi także ma pogruchotane.Co dokładnie powiedział maester? . siostrzyczko .powiedziała Cersei i zaraz zmarszczyła .Słaba to pociecha. Żuł przez chwilę zamyślony. Nie pozwolę.Czy Bran wyzdrowieje. .Widzisz.Niestety. Kiedy służący przyniósł mu talerz.spytał Jaime. .Lord Eddard też miał brata o imieniu Brandon . Ci północni bogowie nie mają litości. a Tommen uśmiechnął się nerwowo. kiedy otworzyli okno. Nie przegapił krótkiego spojrzenia.Tylko to.Maester ma taką nadzieję.Według niego gdyby chłopiec miał umrzeć. zje coś innego. jak to wszystko . Raz maester kazał zamknąć okno. inaczej umarłby z głodu. Swoją urodą dorównywała matce. . jakie wymienili między sobą Jaime i Cersei. lecz nie im przyglądał się Tyrion. . Może kiedy się obudzi. i Branowi zaraz jakby się pogorszyło. że chłopiec ma szansę przeżyć.Ugryzł chleba.spytała mała Myrcella. .dzieckiem. Odganiają go. . .powiedział Tyrion. Jego serce znowu zabiło mocniej. w przeciwieństwie do swojego brata.Przerwał i upił łyk piwa. on ma złamany kręgosłup .Czy jest szansa? . Zdaje się. Przy życiu trzyma go tylko miód i woda.Jeśli się obudzi . . . .odpowiedział Tyrion. . zanim wreszcie odpowiedział. . Tymczasem od czterech dni nic się nie zmienia.Był jednym z zakładników zamordowanych przez Targaryena. .A zatem wyruszacie niebawem? . że to ten jego wilk trzyma go przy życiu.Przysiągłbym.powtórzyła Cersei. . Maester uważa. żeby zabrali je do nas. . żeby nie było słychać wycia.

nie chcesz chyba powiedzieć.Ja bym tak zrobił.Powiedziałeś wyruszacie? A ty? Bogowie. W odpowiedzi Tyrion wzruszył tylko ramionami. Cersei wstała gwałtownie.Czasem zastanawiam się. . tak .Mam nadzieję. bracie . to ośmielam się mieć odmienne zdanie powiedział. Napił się łyk mocnego ciemnego piwa i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. . co jeszcze bardziej podkreśliło jego pokurczoną postać. . . chcę tylko stanąć na krawędzi Muru i wysikać się z krawędzi świata. .Radzę ci.Chłopak zostanie kaleką. . Okazałbym mu litość. prawda? . Mógłby się rozgniewać. Gorzej nawet niż kaleką.Tyrionie.powiedział Tyrion. . mój słodki braciszku rzucił ponuro. co ma do powiedzenia. Jaime Lannister skierował na brata uważne spojrzenie swoich zimnych zielonych oczu. . żebyś nie podsuwał podobnych rad lordowi Eddardowi. Karykaturą.czoło. o którym wszyscy tyle słyszeliśmy. że zostajesz tutaj? Tyrion wzruszył ramionami. Tyrion siedział z ustami pełnymi chleba i ryby.Benjen Stark wraca do Nocnej Straży z bękartem swojego brata. ciągnąc za sobą tren sukni i dzieci. Ciekawe będzie usłyszeć. gdyby chodziło o mojego syna. Śmierć jest tak przerażająco ostateczna. ja? Celibat? Zapłakałyby się wszystkie dziwki od Dorne do Casterly Rock. . .odezwał się.Jaime. .A Robert z pewnością to uczyni. . dopóki jego syn pozostanie w cieniu śmierci. że nie zamierzasz przywdziać czarnych szat. nawet jeśli przeżyje. tymczasem życie obfituje w niezliczoną ilość możliwości. .Stark nigdy nie zechce wyjechać z Winterfell. że chłopiec się obudzi.Zechce. Tommen.powiedział Jaime. braciszku? Tyrion roześmiał się.Jesteś perwersyjnym małym karłem.przyznał Tyrion. . po czyjej ty jesteś stronie. Mam zamiar pojechać z nimi i zobaczyć ten Mur.Mógłby zakończyć jego cierpienia . słodki braciszku.Co. Myrcella. . I tak lord Eddard w niczym nie może pomóc chłopcu. Jaime uśmiechnął się.Mam nadzieję. . Ja mam nadzieję na dobrą. . Uśmiech na ustach jego brata zwarzył się jak mleko. spokojną śmierć. .Och. Wiesz przecież. Nie. . .Dzieci nie muszą wysłuchiwać podobnych plugastw. . idziemy. jeśli Robert mu każe .Wyszła szybko z jadalni.Jeśli już mowa o karykaturach.Ranisz mnie. jak bardzo kocham naszą rodzinę.

zachęcony. dzień i noc.A ty co tu robisz? .Kazałam ci już iść . . Kiedyś biegłby już na dół. Siedziała tam prawie od dwóch tygodni. Przez moment wydawało się.On jest moim bratem . wyprostował się i wszedł do pokoju. Do pokoju wstawiono też małe.Czy mam wezwać straż? . Jego oczy zapadły się .powiedział. jakby postarzała się o dwadzieścia lat.Przeszedł przez pokój i stanął po drugiej stronie łóżka. . Przez otwarte okno słychać było wycie wilka.Nie chcemy Cię tutaj. Stał długą chwilę niepewny. Duch szedł za nim bezszelestnie. .Nie zabronisz mi zobaczyć się z nim. Sama podawała Branowi wodę. Na zewnątrz wiatr dmuchał śniegiem przez zamkową bramę na dziedziniec wypełniony hałasem i krzątaniną. Wyglądała. miód i miksturę z ziół. Jedzenie przynoszono jej na górę i wszystko. którego pamiętał. Zatrzymał się na chwilę w drzwiach. . Duch usłyszał je i podniósł łeb. Bał się odezwać albo podejść bliżej. że go nie poznaje. Idź stąd. . Jej oczy pozostały zimne.Wezwij . czego potrzebowała. które podtrzymywały go przy życiu. .Już się pożegnałeś. Teraz jednak poczuł złość. To nie był Bran. Wreszcie zamrugała szybciej.rzucił zaczepnie. Długie kasztanowe włosy pozostawały w nieładzie. . Jon nie mógł znieść widoku jego nóg nienaturalnie wygiętych pod kocem. twarde łóżko. Ani na chwilę nie opuściła Brana.powiedział Jon. było ciepło i cicho. Prawie nie miał ciała. Zbyt cicho. Wyraz jej twarzy nie zmienił się. może nawet by się rozpłakał.powiedziała.Przyszedłem zobaczyć się z Branem . że i tak prawie nie śpi. Lady Stark podniosła wzrok. dlatego Jon trzymał się z daleka. . Jon. Ani razu nie wyszła z pokoju. . że być może wchodzi tam po raz ostatni. Jego ręka bardziej przypominała szpon.Chcę się z nim pożegnać. może już nigdy nie ujrzy Brana. starając się nie myśleć o tym. Teraz jednak nie mógł już dłużej czekać. że jeśli tak postąpi. . Jakaś jego część pragnęła po prostu uciec. lecz tutaj. Duch trącił pyskiem jego dłoń. lecz mówiono. Dotarł na górę i zatrzymał się. lecz wiedział. Lady Stark siedziała przy łóżku. za grubymi murami zamku. Niebawem miał zostać Zaprzysiężonym Bratem Nocnej Straży i będzie musiał stawić czoło większym niebezpieczeństwom niż Catelyn Tully Stark. a jego skóra opinała ciasno kości niczym patyki. Zrobił nieśmiało krok do przodu.JON Jon wchodził po schodach wolno.powiedział.spytała głosem dziwnie pozbawionym emocji. .Proszę . Trzymała dłoń Brana w swojej.

Jon opuścił oczy. Wyruszamy jeszcze dzisiaj. . przyprowadzano ze stajni konie. a całym jej ciałem wstrząsały dreszcze. zaprzęgano je i siodłano. Z jej oczu bił jad gniewu.głęboko w ciemne dziury oczodołów. że nie przyszedłem wcześniej. . Wszyscy czekamy.powiedział. . Jadę na północ.Pamiętał. Poszłam do septa i modliłam się siedem razy do siedmiu twarzy boga. Miał je otwarte.Bran . proszę. który wiatr poniesie zaraz do grobu.Chciałam. Ładowano wozy. Jon nigdy wcześniej nie widział jej płaczącej. Długo schodził na dziedziniec. na Mur. Bałem się. Wilk.Jon .Modliłam się o to .Muszę już iść . jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. Bran. jakby go tam wcale nie było. to zachowywała się.Przepraszam. lecz nic nie powiedziała. Jon nie mógł znieść myśli. że tym samym wyraża swoją zgodę.powiedziała bezbarwnym głosem. pochylił się i ucałował brata w usta. żeby Ned zmienił zdanie i zostawił go ze mną.odpowiedział. Zaczął padać lekki śnieg. Na zewnątrz panowało hałaśliwe zamieszanie.Tak? . ludzie pokrzykiwali. Jon uścisnął jego drugą dłoń. Odwrócił się i zobaczył. żeby zdążyć przed śniegiem. że Bran w jakiś sposób się skurczył. bękarcie.odezwała się cicho lady Stark. że nie powinien się zatrzymywać. Odszukała go wzrokiem.powiedział Jon. . .powiedziała.Nie potrzebuję twojego rozgrzeszenia. Nic go to teraz nie obchodziło. . aż się obudzisz. A jednak jego pierś podnosiła się i opadała pod klatką kruchych. więc . któremu Bran nie zdążył nawet nadać imienia. Jon nie wiedział. . jak bardzo Bran ekscytował się perspektywą tej podróży. .powiedział. . Ja i Robb i dziewczynki. lecz nigdy dotąd nie zwróciła się do niego po imieniu.Nie umieraj. Był już przy drzwiach. Palce drobne jak kości ptaka.Wuj Benjen czeka na mnie. co powiedzieć. Wyglądał jak nierozwinięty listek. Jon spojrzał na nią.Ty powinieneś być na jego miejscu . Zaczęła cicho płakać.Lady Stark patrzyła na niego. . . Za oknem znowu zawył wilkor.Czuł płynące po jego policzkach łzy. . żeby został tutaj ze mną . Jon uznał. Tuliła w dłoniach rękę Brana. .Był moim wyjątkowym dzieckiem. . Chociaż mówiła do niego. Otarł łzy. połamanych żeber. Czuł.wydusił wreszcie z siebie. .powiedziała i odwróciła się do Brana.Żegnaj . Upadek spowodował. że zostawia go w takim stanie. że patrzy na niego. choć nic nie widział. Czasem modlitwy zostają wysłuchane. . wszyscy… . kiedy odezwała się do niego.To nie była twoja wina .

Znalazł Aryę w jej pokoju. Arya obejrzała się i wstała od kufra na widok Jona.Żegnaj.Zawsze lubiłem ten kolor. Kiedy wyczuła Ducha. . Snow. Towarzyszył mu Szary Wicher.wszyscy pragnęli jak najszybciej wyruszyć.odparł Jon. bojąc się odezwać w tej chwili. Sprawiał wrażenie. Do zbrojowni było blisko. wozów. Na środku dziedzińca stał Robb i wydawał głośno komendy. Robb odetchnął z ulgą. chwytała w zęby kawałek jedwabiu i biegła z nim z powrotem. . . .Dla mnie także .Rozejrzał się dookoła. niż się spodziewałem.Dobrze. jakby upadek Brana i załamanie się jego matki dodały mu sił. . .Zaraz do niego pójdę. Jon także go uścisnął.Muszę się jeszcze z kimś pożegnać . przysiadła i zaskomlała w ich kierunku.dokończył za niego Jon. .przyznał Jon. że coś było nie tak. .powiedziała przez ściśnięte gardło. .Bałam się. że wskazała ręką. . .Wiem .Was.To dobrze. . . trudno jest zabić . Starków. . . .Żegnaj.odezwał się wreszcie Robb.Rozluźnili uścisk i patrzyli na siebie niepewnie. . żebym cię przysłał do stajni. .Co zbroiłaś tym razem? . zmęczonym głosem. Jak myślisz.Wyjazd okazał się trudniejszy. że już pojechałeś .Niedługo .Nie pozwolili mi wychodzić. Robb wyczuwał.Moja matka… .odpowiedział Jon. Pakowała skrzynię z twardego drewna większą od niej samej. W jego włosach topniały płatki śniegu. a pomagała jej Nymeria.obiecał Robb. Wyciągnął ramiona i uścisnął mocno Jona.Już godzinę temu chciał wyruszyć. Zabrał swoje rzeczy i poszedł przez kryty most do wieży. .A zatem nie widziałem cię . .Ja to wiem.Szuka cię wuj Benjen . . Objęła go mocno chudymi ramionami.Przy następnym naszym spotkaniu będziesz już chodził ubrany na czarno.Uśmiechnął się. . . Wystarczyło. Wizyta na górze pozbawiła go sił.Była… miła . Jon zmusił się do uśmiechu.Widziałeś go? Jon skinął tylko głową. Opiekuj się Branem. gdy tylko cię zobaczę . Mówił znużonym.powiedział Robb.Wuj Benjen powiedział.zwrócił się do Jona. . . że wydoroślał w ciągu ostatnich kilku tygodni.spytał Jon. . kiedy to nastąpi? . a wilczyca pędziła w drugi koniec komnaty. Stark.On nie umrze . koni i wilków. Jon zostawił go pośród śniegu.powiedział Robb.odpowiedział Robb. .

powiedziała Arya i zaraz posmutniała. Pochwę wykonano z miękkiej.Pewnie by się jej też nie spodobało. . czy ubrania są poskładane? . Twierdzi. .Jest taki cienki.A pakowałaś je jak szmaty. .Arya puściła go i skrzywiła się. podobnie jak on. w których przyniósł prezent. Arya grzmotnęła go płaską częścią ostrza. Pokazał go Aryi. Poczuł siłę uderzenia. .I tak się wszystko pogniecie .Potrafię być szybka . .Wskazała na ogromną skrzynię wypełnioną w jednej trzeciej. siostrzyczko? . . .Septa Mordane . Jon wyciągnął powoli miecz. Jest tak ostry.Septa . szarej skóry.Podobnie jak i ty . że Nymeria ci pomaga. Pozostałe ubrania leżały porozrzucane po całym pokoju. .Musisz ćwiczyć codziennie. co musisz bardzo starannie spakować. .powiedziała cicho. a mimo to wyszczerzył zęby w uśmiechu. A oczy miała ciemne.Nymeria. . Myr i innych Wolnych Miastach. jak się trzyma miecz . to przyniosłem ci coś. że muszę spakować wszystko jeszcze raz. .odpowiedział Jon.Zadajesz cios ostrym końcem.Prezent? . Pakowałam się tylko. chodź tutaj i pilnuj.Uważaj. Widziałaś nogi septy? Zachichotała. Arya wyjrzała na korytarz. Dama na południowym dworze nie wrzuca do kufra ubrań w taki sposób.Zostawiła wilczycę na straży i zamknęła drzwi.Dziewczynki się nie golą . . że można by się nim golić. .Podał jej miecz. Zamknij drzwi.powiedział Jon. ale możesz komuś zrobić kilka dziur w brzuchu. .Wiem.A kto to zauważy.Może powinny. . Otworzyła szeroko oczy.To już nie zabawka . i odsunął się. jakby to były stare szmaty. Tymczasem Jon rozwinął szmaty. .Wilczyca popatrzyła na niego swymi ciemnozłocistymi oczami. . że nie poskładałam ubrań tak jak trzeba.Mikken zrobił go dla mnie. żeby mogła przyjrzeć się. Jej twarz natychmiast pojaśniała.Można to i tak nazwać.Nic. jak głęboki jest błękitny odcień stali.Skoro już mowa o pakowaniu.odpowiedziała Arya. . jeśli będziesz dość szybka.Chyba tak . .Pierwsza lekcja . . lecz podekscytowana.Miecz . . żebyś się nie skaleczyła. jak go trzymać. . Takiej broni używają zbóje w Pentos.powiedziała Arya. Znużona. Głowy nim nie odetniesz. .powiedziała.Septa Mordane mówi. .powiedział. . pokazał. . I jak? Dobrze leży w dłoni? .odpowiedział.powiedziała Arya.

droczył się z nią Jon. odwrócił się raz jeszcze. Spojrzała na swój miecz. by uścisnąć go po raz ostatni. lecz w następnej chwili już wiedziała.Nie zabierze.Igła! Wspomnienie jej śmiechu towarzyszyło mu w czasie długiej zimnej podróży na północ. .Z kim będę ćwiczyła? . I cokolwiek będziesz chciała zrobić… Arya wiedziała. Arya podbiegła.King’s Landing to prawdziwe miasto. . proszę. .Kto wie? Czasem różne drogi prowadzą do tego samego zamku. .Nie potrafisz zgadnąć? . żebyś nabrała sił. . .Znajdziesz kogoś .zapewnił ją Jon.Szkoda. . .…nie… mów o tym… Sansie! Jon potarmosił jej włosy. siostrzyczko. śmiejąc się. Zapomniałbym . że nie jedziesz z nami.powiedział.Teraz poczuł się lepiej.Tak jak Lód . Odłożyła miecz jakby ze wstydem i obsypała go pocałunkami.Będzie mi ciebie brakowało. .Mordane zaraz mi go zabierze. Dopóki nie znajdziesz jakiegoś nauczyciela. Powiedzieli to razem. Znowu trzymała miecz. Kiedy znalazł się przy drzwiach. . Dokończyli razem: . Wydawało się. Jeśli każę wujowi Benowi czekać zbyt długo. .odpowiedziała.Najpierw odłóż miecz . . Arya zastanawiała się przez moment. że Arya zaraz się rozpłacze.Najlepsze miecze posiadają swoje imiona. .ostrzegł ją Jon. tysiąc razy większe od Winterfell. jak ćwiczą na dziedzińcu. co chce powiedzieć.Twoje ulubione zajęcie. żeby ogarnął go smutek. . Nie chciał pozwolić. . .Pójdę już.Czy on się jakoś nazywa? Powiedz mi. przyglądaj się pilnie. Biegaj dużo i jeźdź na koniu. to przez najbliższy rok będę wylewał z nocników na Murze. jeśli się o nim nie dowie.

skinął głową . lecz Yiserys zachował powagę. na jego tłustych palcach zalśniły pierścienie. Yiserys chętnie przyjął propozycję Mormonta i od tamtej chwili rycerz nie odstępował go ani na chwilę.zażartował ser Jorah Mormont.Wielki królu. magistrowie. Jak długo mam jeszcze czekać? Illyrio wzruszył masywnymi ramionami. Drogo wezwał na uroczystość cały swój khalasar.DAENERYS Daenerys Targaryean poślubiła khala Drogo przepełniona strachem i otoczona barbarzyńskim splendorem na polu. żeby przedstawić ją dosh khaleen w Vaes Dothrak. tak więc przyjechało czterdzieści tysięcy dothrackich wojowników oraz ogromna liczba kobiet.wyjaśnił im Illyrio.Mam gdzieś ich wróżby. być może… jeśli wróżby wskażą na wojnę… Yiserys kipiał przepełniony niecierpliwością. poza murami Pentos. że wszystko jest ustalone. co ważne dla człowieka. . . który w swych podróżach dotarł aż do Vaes Dothrak. ponieważ Dothrakowie wierzyli. Na tronie mojego ojca siedzi Uzurpator. co dało się zjeść. . Przybyłe hordy rozbiły swoje obozy za murami miasta. tak że niepokój poczciwych mieszkańców Pentos rósł z każdym dniem. . kiedy Dany została sprzedana khalowi Drogo. Zerknął na Dany. Illyrio machnął leniwie dłonią. że wszystko. . dzieci i niewolników.Mówiłem ci. Zaufaj mi. po ślubie musi przejść przez równiny. Khal przyłączył się do swojego khalasar. Khal obiecał ci koronę i dostaniesz ją.Może ją mieć nawet i jutro. kilka lat? Ser Jorah. czekałeś prawie całe swoje życie. Magister Illyrio roześmiał się poprzez swoją rozwidloną brodę. a posiadłość do czasu ślubu oddał do dyspozycji Daenerys i jej brata. podwoili miejskie straże .Lepiej szybko wydajmy za mąż księżniczkę Daenerys. a ona spuściła oczy. A potem.odparł Illyrio. powinno mieć miejsce pod gołym niebem.odpowiedział jej brat. . Banita zaoferował swój miecz jej bratu tej samej nocy. .Najpierw dostanie dziewczynę. zjadając wszystko. .Niech tylko zapłaci.Kiedy khal uzna za stosowne .Tylko kiedy? .Moi przyjaciele. . zanim połowa Pentos znajdzie się w rękach zabijaków i rzezimieszków . Cóż zatem znaczy kilka kolejnych miesięcy. kiedy pewnej nocy siedzieli przy stole pełnym kaczek w miodzie i pomarańczowej papryki w rezydencji Drogo. jeśli tylko zechce . wznosząc pałace z plecionej trawy. Oczywiście.

albo każę ci wyrwać język. pozostawali bardziej naturalni. Nie podobało mu się. co mówisz. tyle tylko że żyją własnym czasem. Yiserys bił ją i ranił. w których go wytapiano. zżymał się też za każdym razem. co zostało. jedzeniem i bijatyką. Była naga. jednakże jej ciało wydawało się grube i powolne.Uda miała mokre od krwi. wpatrując się w brata. lecz biada mu. Znowu ją uderzył. Nie jestem byle kim. Nigdy dotąd tak się nie bała… …aż do dnia ślubu. Potknęła się i przewróciła. Ktoś pomniejszy może błagać o przysługę khala. Mimo że siedzieli na honorowym miejscu. jeśli dopomina się o cokolwiek krzykiem. . mógł tylko dusić w sobie gniew i urazę.wrzeszczał.Wasza Miłość. Nigdy wcześniej nie widziała tylu ludzi zebranych w jednym miejscu. gdzie siedział w nowej tunice z czarnej wełny ozdobionej na piersi szkarłatnym smokiem. jak pokrzykują do siebie ponad ogniskiem . Yiserys zniknął. Niestety. Dothrakowie ubierali bogate stroje i skrapiali się perfumami. Tamtej nocy śniła o smoku. tuż pod braćmi krwi khala. Miód i tłuszcz popłynęły po jego palcach i dalej na brodę. Obok niego zasiadali Illyrio i ser Jorah. Ser Jorah skłonił głowę. Kiedy podniosła głowę.pod nimi kłębiło się morze Dothraków. Obżerali się końskim mięsem upieczonym na miodzie z papryką i popijali sfermentowanym mlekiem klaczy oraz wybornymi winami dostarczonymi przez Illyria. Uroczystość zaczęła się o świcie i trwała do zmroku. bijąc ją. pośród których ujrzała smoka. a dopiero potem on otrzymywał to. Wojownicy nacierali swoje długie włosy tłuszczem z dołów. Nie ma już smoków.Uważaj na to. Kiedy skierował na nią zamglone oczy. a potem jakby huk ognia. pogrążając się z . pod gołym niebem. Yiserys najeżył się. że posadzono go niżej od niej. Dotnrakowie dotrzymują słowa. natomiast tutaj.potakująco. Zamknęła oczy i zapłakała cicho. obudziła się drżąca i zlana potem. Dany słyszała. . . Mormont. ludzi tak dziwnych i przerażających. Wśród pałaców z trawy usypano podwyższenie z ziemi. radzę zachować cierpliwość. a dookoła wznosiły się ogromne płomienie. Yiserys otrzymał miejsce pod nią. . kiedy odwiedzali Wolne Miasta. ale prawowitym Panem Siedmiu Królestw. jak i mężczyźni ubrani byli tylko w malowane skórzane kamizelki i getry z końskiego włosia ściągnięte pasami z medalionów z brązu. lecz nie odważyła się powiedzieć tego głośno.Obudziłaś smoka . . kiedy służący podawali potrawy khalowi i jego narzeczonej. Odwrócił powoli swoją głowę. Dany widziała wyraźnie gniew w liliowych oczach jej brata. pomyślała Dany. obezwładniona strachem. Zarówno kobiety.ich głosy wydawały jej się chrapliwe i obce.Obudziłaś smoka. Illyrio uśmiechnął się tajemniczo i oderwał sobie skrzydło z kaczki. W odpowiedzi rozległ się nieprzyjemny trzask. obudziłaś smoka. na którym zasiadła Dany u boku khala Drogo . Smok nigdy nie błaga. nie kończący się dzień wypełniony piciem. Zaczęła uciekać.

Dany siedziała w samym środku ogromnego tłumu. Usłyszała krzyk. księżniczka Dragonstone. Teraz podszedł drugi wojownik i trzeci. aż poczuła ból na twarzy i łzy w oczach. . Gotowa już była porozmawiać z Illyriem i bratem. przysmaki Dothraków. kiedy zobaczyła pierwszego umierającego. Siedziała więc w swoich jedwabiach z pucharem pełnym wina z miodem. potomek Aegona Zdobywcy. Rozpoczął się taniec śmierci: wojownicy okrążali się.każdą godziną w coraz posępniejszym nastroju. w którym mogliby się porozumieć. a mimo to nigdy nie czuła się bardziej samotna. Nie była w stanie przełknąć ani kęsa. przestraszona. W khalasar nie istnieje coś takiego jak odosobnienie. zadawali cięcia. Żadne z nich nie znało języka. długie i ostre jak brzytwy. Natomiast zupełnie obcy był mu język powszechny. co to grzech albo wstyd. nie wiedzą też. Nie miała obok siebie nikogo. jak by zareagował khal Drogo. wywary ze słodkich traw i delikatne paszteciki z Pentos. które natychmiast zaczynały walczyć o niego. lecz ona niczego nie tknęła. a niebawem nie miała już możliwości odwrócenia wzroku. ponieważ dobrze wiedziała. Przynoszono jej gorące udźce. Słońce zdążyło wspiąć się na niebo dopiero w jednej czwartej. W moich żyłach płynie krew smoków. którym mówiono w Siedmiu Królestwach. Brat nakazał jej wcześniej uśmiechać się. i rozmawiała z samą sobą. krwiste pasztety. Zrodzona z Burzy. jak bardzo Yiserys by się rozzłościł. Ze wszystkich sił starała sieje ukryć. z kim mogłaby porozmawiać. chwycił za ramię jedną z nich. Jestem Daenerys. Drogo przyglądał się im obojętnie.Dothrakowie zachowują się jak zwierzęta w stadzie. Ona nie rozumiała języka Dothraków. wywijali mieczami nad głowami i wykrzykiwali obelgi. skrzyżowanie miecza i kosy. że coś takiego może mieć miejsce. lecz jego wzrok podążał za ruchem ich ciał i co pewien czas rzucał spiżowy medalion między kobiety. Ponadto nie miała pewności. nastąpiła krótka szamotanina i błysnęły arakhy. czarne kiełbasy. lecz prawie nie zwracał na nią uwagi. języku używanym przez mieszkańców Wolnych Miast. żartował. bojąc się zjeść cokolwiek. potem owoce. W pewnym momencie dwóch mężczyzn pochwyciło tę samą kobietę. przyskakiwali do siebie. . śmiał się z żartów innych. co też czyniła. Illyrio uprzedził ją. Wojownicy także je obserwowali. Wreszcie jeden z nich wszedł w krąg tańczących kobiet. Nikt ich nie powstrzymywał. Khal Drogo przez cały czas wydawał głośno komendy. pchnął na ziemię i wszedł w nią tam na miejscu jak ogier pokrywa klacz. powtarzała sobie. grube. Kilka kobiet tańczyło dla khala w rytm bębnów. khal zaś znał tylko kilka słów w języku valyriańskim. co się dzieje. lecz oni siedzieli zbyt daleko. odwróciła wzrok od kopulujących i dopiero po chwili zdała sobie sprawę. Dany.

Nie stać na więcej biednego wygnańca . . Stal przecięła ciało trochę powyżej pasa. by także wstała. Irri i Jhiqui były miedzianoskórymi Dothrakijkami o czarnych włosach i oczach w kształcie migdałów. aż wreszcie całą sobą musiała się powstrzymywać. niż Dany nadążała za nimi wzrokiem. . jak się zaczęło. wycinając w nim ogromną dziurę. Irri nauczy cię jazdy konnej. .powiedział. a spisane w języku powszechnym. a Doreah udzieli ci wskazówek dotyczących sztuki kochania.Przyjęcie weselne u Dothraków przynajmniej bez trzech trupów uważane jest za nudne . khal Drogo klasnął w dłonie i umilkły wszelkie odgłosy. Splotła ręce na piersiach. Ja i Illyrio ręczymy za to. . Myśl o tym nieustannie do niej powracała. miała jasne włosy i niebieskie oczy. Gdy tylko jego przeciwnik umarł. Podziękowała mu serdecznie. dzięki Jhiqui poznasz język Dothraków. tego. żeby nie zacząć krzyczeć. Arakhy śmignęły szybciej. potem jeden z walczących potknął się. A zatem jej przyjęcie musiało stanowić wyjątkową atrakcję. zdobywca chwycił jedną z kobiet . ponieważ dostał je od Illyria. o którą walczył . . W miarę upływu czasu Dany czuła coraz większy strach.To nie są zwykłe niewolnice.Wybrałem je dla ciebie razem z Illyriem. Bała się swojego brata. powtórzyła sobie po raz kolejny.Wszystko skończyło się równie szybko. . W moich żyłach płynie krew smoka. Niewolnicy zabrali ciało i kobiety znowu rozpoczęły taniec. Ser Jorah Mormont przepraszał za swój podarunek. co może jej zrobić. że nic go nie kosztowały. Najbardziej jednak bała się nocy.Jest w tym doskonała. kiedy słońce zajdzie. powstrzymując drżenie. z której wylały się wnętrzności Dothraka.powiedział jej wcześniej.zwrócił się do niej brat. Jej brat podarował jej trzy służące. Drogo podniósł się i pociągnął ją. Nadszedł czas podarunków. Bała się Dothraków. słodka siostrzyczko . Kiedy wreszcie słońce zeszło nisko nad ziemię.i posiadł ją. O tym także opowiadał jej magister Illyrio. a którą miała spędzić w towarzystwie pijącego obok niej olbrzyma o twarzy surowej i okrutnej. przyjdzie czas na dopełnienie małżeństwa. kładąc przed nią niewielki stos starych ksiąg. ponieważ przed nocą zdążyło umrzeć tuzin mężczyzn. jeśli go zawiedzie.nawet nie tę. Doreah zaś.Uśmiechnął się. chociaż Dany starała sieją odrzucić. Dany wiedziała. twarzy podobnej do spiżowej maski. jakby byli zwierzętami przebranymi w ludzkie skóry. a jego przeciwnik zatoczył lśniący łuk swoim orężem. lyseńska dziewczyna. Potem. Zobaczyła. kiedy przyprowadzono dziewczęta. . którzy wydawali jej się tak przerażający i obcy. że są to historie i pieśni opowiadające o Siedmiu Królestwach. która miała nadejść.

co należy powiedzieć po otrzymaniu prezentów. . malowane kamizelki. jakby zrobiono je z kamienia.Tym sposobem jej dary zostały też podarowane khalowi Drogo.odpowiedział magister Illyrio. ułożone na miękkim jedwabiu. lecz jajo okazało się o wiele cięższe. Jedno z jaj miało ciemnozielony odcień z plamkami wypolerowanego brązu. Niech mój pan mąż przyjmie je w moim imieniu.Smocze jaja. spoczywały trzy ogromne jaja. spodziewając się.zwrócił się do niej Illyrio. . klejnoty i srebrne ozdoby do włosów. że jest wykonane z porcelany albo z wydmuchanego szkła. Trzecie zaś miało czarny kolor. o. że w pierwszej chwili wydało jej się. jakie mogły wyprodukować Wolne Miasta. krwi z mojej krwi. a jednak na jego powierzchni pulsowały szkarłatne wzory. . niż sobie wyobrażała.spytała zdumiona. że Illyrio mógł sobie pozwolić na taką hojność. . . . Nie widziała czegoś równie pięknego. Wcześniej magister Illyrio i ser Jorah nauczyli ją. pióra i malutkie buteleczki z purpurowego szkła oraz szatę uszytą ze skórek tysiąca myszy. Powierzchnię skorupy pokrywały drobne łuski. większy od niej. Z Krainy Cieni za Asshai . igły. Z pewnością zdobył fortunę na koniach i niewolnikach. i uczyniła to teraz. jak je trzymała. lecz ona dobrze wiedziała. wspaniale okazy. . Haggo podarował jej skórzany bicz ze srebrną rączką. .Magister Illyrio dał znak i czterech krzepkich niewolników przyniosło ogromną cedrową skrzynię okutą brązem.Są to dary godne wielkiego wojownika.Będę ich strzegła. niczym morze o północy. Drugie było jasnokremowe ze złotymi żyłkami. Kiedy obracała jajo między palcami. .Dany słyszała opowieści o podobnych przedmiotach. pośrednicząc w sprzedaży jej khalowi Drogo. a ja jestem tylko kobietą. jedwabie. Khaleesi . kiedy otrzymała ostatni podarunek. Bracia krwi khala ofiarowali jej tradycyjnie trzy rodzaje broni. Inni Dothrakowie także obsypali ją licznymi podarunkami: otrzymała pantofle. które pojawiały się i znikały. Uniosła jedno z nich delikatnie.Co to takiego? . że musiała podnosić je w obu dłoniach. . Każde inne. Dany wstrzymała oddech. . łuski migotały niczym kawałki wypolerowanego metalu wystawione na blask zachodzącego słońca.Eony zamieniły je w kamień. słoje z wonnymi maściami. Qotho zaś dał jej rzeźbiony łuk ze smoczej kości.Góra podarunków rosła w nieskończoność.Szczęściara. iż jaja są wysadzane drogimi kamieniami. w zależności od tego. Skrzynię wypełniały stroje z najwspanialszych adamaszków i aksamitów. pokryte tak wspaniałymi kolorami.Miły prezent. Było ich więcej. niż mogłaby zapragnąć. miękkie futra. że kiedykolwiek zobaczy. Był to rzeczywiście okazały prezent. lecz mimo to nic nie straciły ze swego piękna. ale nigdy ich nie widziała i nie spodziewała się. Na samym wierzchu. pasy z medalionów. Były tak duże. Od Coholla dostała przepiękny arakh zdobiony złotem.

Była to źrebica. co będzie dalej. a potem pogładziła srebrzystą grzywę. Nie musisz jechać daleko. a tłum rozstępował się przed nią. na swojej drodze ujrzała ognisko. by zawrócić. do jakiego przywykła. Częściej podróżowała statkiem. Z obu stron otaczał je ciasno tłum. lecz mimo to czuła raczej podniecenie niż strach. a jej grzywa przypominała pióropusz srebrzystego dymu. .Co powinnam teraz zrobić? . Teraz przeszła w galop. Po chwili powrócił. pozwoliła.To duma khalasar . kiedy khal opuścił swoją narzeczoną. Dany stwierdziła. najdelikatniej jak potrafiła.odparł Illyrio. Dany wiedziała koniach wystarczająco dużo. że nie jest to zwykły koń. na najdelikatniejsze pociągnięcie wodzami. Uniósł ją lekko.Srebro do srebra twoich włosów. Dany uśmiechnęła się. O tym nikt jej nie mówił. Modląc się. Źrebica reagowała na najmniejszy dotyk kolan. . niż zamierzała. Czując przypływ odwagi. niezwykle okazała i ognista. mówi khal. Patrzyła na klacz z podziwem.Wreszcie przyszła kolej na samego khala Drogo i jego podarunek.Jest piękna . .zwróciła się do Illyria. tak że nie miała gdzie się zatrzymać. Drogo podszedł do niej i ujął ją wpół. Fala pełnych oczekiwania pomruków rozeszła się po obozie. Dothrakowie uskakiwali jej z drogi. pokrzykując i śmiejąc się głośno. Wyciągnęła rękę niepewnie i dotknęła szyi konia. a Dothrakowie umykali przed nią. Odpowiedział jej ser Jorah Mormoni. Dotąd nie jeździła konno zbyt dużo. jakby była dzieckiem. Była siwa jak zimowe morze. Kiedy skręciła.Według zwyczaju Khaleesi ma jeździć u boku swojego khala. . A może po raz pierwszy w całym swoim życiu. by nie spadła i nie przyniosła sobie wstydu. . Srebrzystoszara źrebica szła gładko. wozem lub palankinem. . niepewna. by koń jechał sam. a on przyprowadził do niej konia. że koń porusza się szybciej. . tłum składających podarki rozstąpił się. i posadził na cienkim dothrackim siodle. jakiej nigdy jeszcze nie doznała.powiedziała szeptem Dany. dotknęła źrebicy kolanami. Khal Drogo powiedział coś w swoim języku magister Illyrio natychmiast to przetłumaczył.Chwyć cugle i przejedź się. o wiele mniejszym od tego. Po raz pierwszy od wielu godzin zapomniała o strachu. żeby domyślić się. Siedziała. Kiedy klacz przeszła w kłus. nie spuszczając z niej oka. Dany ujęła wodze w drżące dłonie i wsunęła stopy w krótkie strzemiona.

i wbił jej mocno palce w udo. że może zna tylko to jedno słowo. odezwała się do niego: . Stała bezradna i drżąca w swoich jedwabiach. podobnie jak od wszystkich. ale i tak było to jedno słowo więcej. podniósł do góry posadził na okrągłym głazie nad strumieniem. Ująwszy ją delikatnie pod ramiona.powiedział. jeszcze nie gotowe na to. . niż przypuszczała. A smok nigdy się nie boi. Wsunął dłoń pod jej brodę i podniósł głowę. podczas gdy on przywiązywał konie. mrucząc coś w swoim języku. tak że teraz patrzyła w górę.powtarzała. jak długo jechali.Nie powiedział. żeby był zadowolony. gdy na niebie ukazały się gwiazdy. pozostawiając za sobą khalasar i trawiaste pałace. jak budzi się smok . Kiedy odwrócił się i spojrzał na nią.W moich żyłach płynie krew smoka . Nie potrafiła powiedzieć. lecz jego głos brzmiał ciepło. Khal Drogo nie odezwał się do niej ani słowem i przez cały czas utrzymywał swojego konia w szybkim kłusie.Powiedz khalowi Drogo. wyczuwała w nim czułość. . Malutkie. Wyjechali. . Dany po raz pierwszy ujrzała uśmiech na twarzy swojego męża. jakby miała skrzydła. Khal Drogo patrzył na jej łzy z twarzą pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu.Srebrzysta źrebica przeskoczyła nad ogniem. Pomyślała. Dany nie rozumiała. lecz zapadła już całkowita ciemność. co mówi.Spraw. W tej samej chwili ostatnie smugi słońca skryły się za wysokimi murami Pentos.W moich żyłach płynie krew smoka. Dany zupełnie straciła poczucie czasu. która wciąż siedziała na swojej źrebicy. Podniósł rękę i szorstkim kciukiem otarł j ej łzy. Yiserys podkradł się do Dany. . że dał mi wiatr. Na znak khala Drogo bracia krwi przyprowadzili jego kasztanowego rumaka. trzynastoletnie. opuszczone dziecko. Potem usiadł na ziemi . prosto w jego oczy. o jaką go nie podejrzewała.Gruby Pentończyk pogładził swoją żółtą brodę i przetłumaczył jej słowa na język Dothraków.Nie . Drogo był od niej o wiele wyższy. W moich żyłach płynie krew smoka. Drogo zeskoczył z konia i zsadził ją na ziemię.powtórzył.Ty mówisz językiem powszechnym . srebrne dzwoneczki wplecione w jego warkocze pobrzękiwały delikatnie. Kiedy zatrzymała się przed Illyriem. Znowu poczuła się jak dziecko.powiedziała Dany zdziwiona. kiedy zatrzymali się na trawiastym brzegu małego strumienia. starając się dodać sobie odwagi. przesuwał palcami po jej srebrzystych lokach. więc poczuła się trochę lepiej. . co miało nastąpić. Powrócił strach. nie potrafiła dłużej powstrzymać płaczu. słodka siostrzyczko. Drogo dotknął jej włosów. bo inaczej zobaczysz. W jego rękach czuła się krucha jak szklane naczynie. Kiedy khal siodłał konia. . .

powiedział. Nie . Drogo wykonał gest. . Jego włosy rozsypały się za nim niczym rzeka ciemności. nie wytrzymała: odwróciła twarz i zakryła ją dłońmi. Następnie Dany wstała. a ona siedziała nieruchomo. Poczuła na skórze chłód nocnego powietrza. by patrzyła na niego.Nie .Znasz tylko to jedno słowo? . zanim jego palce powędrowały wreszcie ku jej piersiom. naoliwiona. Odsunął jej ręce delikatnym. aż boleśnie stwardniały. Jego długi.spytała.powiedział.Nie . Przełożył go sobie nad prawym ramieniem i zaczął wyplatać z włosów dzwoneczki. potem mocniej. milcząca. następnie zaczął je pociągać. . lecz na razie nic się nie działo. Trwało to długo. Jego palce poruszały się zręcznie. potem coraz mocniej. Teraz przyszła jego kolej. lecz on ani razu nie zadał jej bólu. Potem masował kciukami miejsca wokół jej sutków. Ujął jej twarz w swoje ogromne dłonie i spojrzał jej w oczy. Wtedy przestał i posadził ją sobie na kolanach.Nie . najpierw delikatnie. Dany płonęła cała i z trudem łapała oddech. Dopiero teraz ich twarze znalazły się na jednej wysokości. a jej serce biło szybko. a on przysunął ją do siebie. Zanurzył dłonie w jej włosy i przeczesał je palcami. Nigdy nie widziała włosów równie długich. że było to pytanie. i patrzyła mu w oczy. lśniąca. Początkowo delikatnie. Ujął jej rękę i pocierał kolejno jej palce. lecz delikatnie. Po chwili Dany pochyliła się i zaczęła mu pomagać. .Nie . Kiedy skończyli. szczypał je kciukiem i palcem wskazującym. po ustach.naprzeciwko niej i skrzyżował nogi. przesuwał palcami po łukach jej uszu. ciężki warkocz leżał zwinięty obok niego na ziemi. . że minęły godziny. Wydawało się. . lecz on przez cały czas siedział spokojnie i przyglądał się jej. który od razy zrozumiała. aż poczuła mrowienie. Gładził jej twarz.powtórzyła za nim jak echo. Wreszcie skończyła i wtedy on potrząsnął głową. Zadrżała i zaraz jej ręce i nogi pokryła gęsia skórka. Kiedy obnażył jej drobne piersi. Khal Drogo wciąż siedział ze skrzyżowanymi nogami. Zdejmował z niej kolejne jedwabie.powiedział Drogo. rozkoszując się widokiem jej ciała. Zaczęła powoli rozplatać jego warkocz. Zaczął ją rozbierać. Wyczuwała przerażającą siłę jego dłoni. .powiedział. Po dłuższej chwili zaczął jej dotykać. równie gęstych i czarnych. Drogo nie odpowiedział. a ona domyśliła się. Odwrócił ją i zaczął masować jej ramiona. Bardzo się bała tego. co miało nastąpić. Zaczął je pieścić od spodu. żeby zdjąć z niej ostatnie jedwabie. Przesunął dłonią w dół jej nogi. ale zdecydowanym ruchem i znowu podniósł jej głowę. przesunął kciukiem wzdłuż jej kręgosłupa.

. .Tak . kiedy wsunął tam swój palec.Wzięła go za rękę i poprowadziła ją do wilgoci między jej udami.odpowiedziała szeptem.

a Król siedzi już na swoim wierzchowcu. Nastał świt. nie . Kiedy Ned wyszedł niepewnym krokiem w chłód. rzucił pytanie. a Cersei może sobie iść pieszo! Ned roześmiał się. czarnego rumaka.O. że mogli już rozmawiać swobodnie. który zakrywał mu uszy. . . Ned? Tylko ty i ja.Naturalnie .Z chęcią zapalę ci pochodnię. jak mężczyzna został do tego stworzony! Przysięgam ci. A poza tym chcę się przejechać i posmakować tego twojego kraju. zobaczył.zaklął i roześmiał się. kiedy świat pogrążony był jeszcze w szarości i bezruchu.Bogowie . jakby wjeżdżał na ogromną górę… Obiecuję ci. kiedy wspina się na każde wzniesienie na drodze. wyrywając go ze snu. Robert Baratheon nigdy nie należał do cierpliwych ludzi. na tyle jednak daleko. Ned uśmiechnął się. to jego skrzypienie i zawodzenie. .Za Królem czekali ser Boros i ser Meryn oraz tuzin strażników. . .Dobry druh! . Każdemu jego słowu towarzyszył obłok pary. . Jedyne. żeby zostawić ich i jechać dalej. Alyn potrząsnął nim mocno. Stark! .Co ty na to. Robert ubrał grube brązowe rękawice i podbity futrem płaszcz z kapturem.odparł Król.Wstawaj. kiedy znaleźli się na grzbiecie niewielkiego wzgórza i wtedy dopiero Król się zatrzymał.ryknął. . Ned zatrzymał konia obok Króla pełnego wigoru i podniecenia. lecz wiatr porwał jego słowa i Król ich nie usłyszał.Za dużo uszu w obozie.powiedział Ned. ten cholerny powóz. Kiedy ruszyli. Straż została w niewielkiej odległości za nimi. .Alyn uniósł połę namiotu. Ned. . Przypominał niedźwiedzia na koniu. Wasza Miłość. Robert nadawał tempo. .Nie.Wstawaj! Mamy kilka spraw do omówienia. Świta pozostała daleko z tyłu. ubrać i dosiąść konia. . .Wspaniale jest móc jechać tak. . że jeśli to cholerstwo złamie jeszcze jedną ośkę.Wejdź. każę je spalić. poganiając mocno swojego ogromnego. . tak że Ned musiał szybko galopować.Korci mnie.EDDARD Wezwanie trąbki rozległo się na godzinę przed świtem. Wkrótce opuścili królewski trakt i pojechali przez wzgórza zakryte jeszcze przez mgłę. . dwaj wędrowni rycerze na .Król poklepał go po ramieniu. . tak . żeby nie zostać z tyłu. mimo to Robert nie zwalniał. . co Ned mógł zrobić. że mógłbyś to zrobić.powiedział Robert. Więcej już się nie odzywał. że niedługo zwariuję od ciągłego pełzania. to obudzić się do końca.Ach. że jego koń czeka osiodłany.Wierzę.

Król wyjął zza pasa zwinięty papier i podał go Nedowi. ta była moja. która by nam ogrzała łóżka. Ja wobec mojej żony. W nocy przybył jeździec od lorda Yarysa z King’s Landing.Nie chciałbym o niej mówić.mruknął Robert. . .Uderzył dłonią w kolano. za jakiego się uważałeś . Yarys.Żałuj.burknął Robert. był pierwszym plotkarzem Króla. o matce twojego bękarta. podobnych kurhanów pełno jest na całej północy . Mówiłeś mi kiedyś.Miała na imię Wylla .I zimna . .Wasza Miłość. chociaż kiedy się tak dąsasz. U naszych boków miecze. a przed nami bogowie tylko wiedzą co.No. .Kurhany Pierwszych Ludzi. .I nie powiem ci.Ned. miejcie litość. no i może jakaś wiejska dziewucha albo tawerniana dziwka. .królewskim szlaku. jeśli darzysz mnie miłością. . mój panie. że powinieneś mieć w herbie jeża. . .Tak. względem naszych dzieci. żeby rozmawiać o grobach albo kłócić się o twojego bękarta. myślę sobie. skoro tak się upierasz.Ale była już moją żoną.Żebyśmy tak mogli… . .Jednak. Zawsze taki byłeś. Robert zmarszczył czoło. choćby i na godzinę. . . . jak wyglądała… Na ustach Neda pojawił się grymas gniewu.Ty nigdy nie byłeś chłopcem. Pod nimi rozciągała się rozległa równina.powiedział Ned. jak twierdzisz. .Musiała być wyjątkową dziewuchą. . żadna kobieta nie chciałaby w swoim łóżku Błogosławionego Baelora. ale nie przyjechałem tu z tobą. w których można się było utopić. Robercie.Wjechaliśmy na cmentarz? . mamy swoje obowiązki… względem królestwa. Chociaż tamten jeden raz… jak ona miała na imię? Ta twoja dziewucha? Becca? Nie. naga i brązowa. Ned rozwinął zwój drżącą dłonią . Ned wskazał na nie ręką. niech bogowie ją pokochają. Nigdy mi nie mówiłeś.przypomniał . . . otulając się szczelniej płaszczem. A niech to.odpowiedział Ned z chłodną uprzejmością. To stara ziemia. . . Zostawmy to. . . Wylla. nie będę cię przyciskał. że lord Eddard Stark zapomniał o swoim honorze. Służył Robertowi tak samo jak wcześniej służył Aerysowi Targaryenowi. Nie jesteśmy już chłopcami. Nosiła w łonie moje dziecko. jesteś zbyt surowy wobec siebie. Zhańbiłem siebie i Catelyn w oczach bogów i ludzi. a ty wobec Królowej. A może Merryl? Wiesz. Straż czekała u podnóża wzgórza.No cóż.odpowiedział Ned. skoro udało jej się sprawić.Bogowie. o której mówię.Król uśmiechnął się. eunuch. gdzieniegdzie tylko wybrzuszona łagodnymi pagórkami. te czarne włosy i słodkie ogromne oczy.Smugi światła wschodzącego słońca przebiły się wreszcie przez białą mgłę. Twoja miała na imię… Aleena? Nie. wtedy prawie nie znałeś Catelyn.

rzucił szorstkim głosem Ned.Wasza Miłość. Przecież nie jesteś jakimś tam Tywinem Lannisterem. . . . Trzeba było jeszcze jednej śmierci.Daenerys Targaryen poślubiła jakiegoś dothrackiego wodza. dumny i poważany. że to wojna.sobie okropne oskarżenie Lysy . Co sądzisz o tej wiadomości? . kiedy wyciągali ją spod łóżka. kiedy odeszła. Ned nie ukrywał zdziwienia. żeby się pogodzili.A jakżeby inaczej. kiedy Tywin Lannister w dowód lojalności złożył przed Robertem ciała żony i dzieci Rhaegara. Kiedy Ned próbował mu tłumaczyć. Od tamtej pory upłynęło pięć lat. Chłopiec . .Tej burzy nie potrafił uciszyć nawet Jon Arryn. Oddał list.rzucił Ned z niesmakiem. sprzedając kłusowników handlarzowi niewolnikami z Tyrosh.wyjaśnił Robert. Ser Jorah próbował nabić rodzinne sakwy. śmierci Lyanny .Może nóż. lecz ziemie mieli ubogie i zimne.lecz wiadomość nie dotyczyła lady Arryn. ale zanim tam przybył.Opowiadano o tym. .Ser Jorah przebywa obecnie w Pentos i bardzo mu zależy na przebaczeniu Króla. . . Czyn ten okrył hańbą całą północ. co obaj powiedzieli w porywie złości. Ned nazwał jego czyn morderstwem. że książę i księżniczka byli jeszcze małymi dziećmi. który obaj dzielili. Tym razem Ned postanowił się pilnować. świeżo koronowany król odpowiedział mu: .Jakie jest źródło jego wiadomości? . Ned odbył daleką podróż na zachód. a z nim kogoś odważnego. Jorah uciekł statkiem za wąskie morze i znalazł się poza zasięgiem królewskiego miecza i jego sprawiedliwości. .Yarys twierdzi.Wolałbym. kto będzie umiał się nim posłużyć.Pamiętasz ser Joraha Mormonta? . Mormontowie z Wyspy Niedźwiedziej stanowili stary ród. dzięki któremu mógłby powrócić z wygnania .powiedział Robert.Nie mówmy już o Jorahu.śmierci i smutku.A zatem handlarz niewolnikami zamienił się w szpiega . . żeby mordować niewinne istoty. . ponieważ Mormontowie byli chorążymi Starków.Lord Yarys wykorzystuje go w umiejętny sposób. Robert powiedział. chociaż chciałbym go zapomnieć . Bardzo ostry. że szpiedzy są bardziej przydatni od trupów . Eddard Stark odjechał tamtego dnia ogarnięty wściekłością. . Pamiętał. jak córeczka Rhaegara płakała. żeby zamienił się w trupa. Robert nienawidził Targaryenów do szaleństwa. I co z tego? Mamy jej posłać ślubny prezent? Król zmarszczył brwi.Nie widzę tutaj żadnych dzieci. ta dziewczyna to jeszcze dziecko. a jedynie smocze nasienie. na Wyspę Niedźwiedzią. żeby samemu wziąć udział w ostatnich bitwach wojny na południu.

przyłączą się do niego wszyscy zdrajcy. . Mówię ci. Król szarpnął mocno lejcami i skierował palec na Neda. Ned. . . Jakiś zasyfiały kupiec z Pentos zamknął ją i jej brata w swoim majątku pełnym eunuchów w spiczastych kapeluszach. Jak myślisz. dopóki pozostaną oni na drugim brzegu wąskiego morza . że jego koń zarżał nerwowo pod nim.zapewnił go Ned. prawda? ..Jak długo ona pozostanie niewinna? .Zabiję każdego Targaryena. . ilu stanęło po stronie Targaryena w czasie wojny? Teraz siedzą cicho. A ja. I to. że nic nie wskóra wobec wściekłości Króla.Nie przepłynie przez morze . . nie mogę. . W Siedmiu Królestwach wciąż znajdziesz takich. Powinienem był ich zabić już dawno. A potem plunę na ich grób. . Co by na to powiedział Jon? .wycedził Robert. a potem oddał ich Dothrakom.Nie.powiedział spokojnie. .Mimo to mordowanie dzieci… jest nikczemne… ohydne… . . .Możliwe ale w Wolnych Miastach łatwo o statki. Zapomniałeś już.A nawet gdyby tak się zdarzyło. Król skrzywił się. ale gdyby tylko nadarzyła się okazja.Jon Arryn był mądrym człowiekiem i dobrym Namiestnikiem.To. co Aerys uczynił twojemu bratu Brandonowi.ryknął Król. w jaki sposób zmarł twój pan ojciec. Jeśli ten żebraczy król przyciągnie tu ze sobą dothracką hordę. nie podoba mi się to małżeństwo. aż wszyscy z nich legną martwi tak jak ich smoki.. to odepchniemy go do morza.Powiedziałby. Niestety. .Ten khal Drogo ma podobno w swojej hordzie sto tysięcy ludzi. a mimo to żołnierze lorda Tywina wyrwali go z rąk matki i roztrzaskali mu głowę o ścianę.Mówił teraz tak głośno. jak to dziecko rozłoży nogi i zacznie rozsiewać kolejne smocze nasienie na moje utrapienie. okazałem się jeszcze większym durniem.Tylko patrzeć. Barbarzyńcy nie mają statków. ile razy Rhaegar gwałcił twoją siostrę? Ile setek razy? . słuchając go. Ned dobrze wiedział.Robert prychnął. Jon był takim samym głupcem jak ty. Król przesunął się w siodle. a ze mną moich synów.Ohydne? . Jeśli wyznaczysz nowego Namiestnika Wschodu. że nawet milion Dothraków nie stanowi zagrożenia dla królestwa.był jeszcze prawie niemowlakiem. którego dostanę w swoje ręce. Skoro czternaście lat nie ugasiło jego pragnienia zemsty. Jego gniew topniał równie szybko jak się pojawił. Nienawidzą i boją się otwartego morza. natychmiast zadźgaliby mnie w łóżku. którzy nazywają mnie Uzurpatorem. . było ohydne. kiedy z łatwością mogłem ich dostać. . Niech bogowie będą przeklęci. .Ale tego nie możesz dostać w swoje ręce. to nie uczynią tego żadne słowa.odpowiedział spokojnie Ned.

A czy mógłbym cię przed tym powstrzymać? .To znaczy . na którym zasiadasz.Jest bliźniaczym bratem mojej siostry. Ned spodziewał się podobnej odpowiedzi.Mimo wszystko trzeba mianować Namiestnika Wschodu. który zaraz zamienił się w grymas rozdrażnienia.mruknął Robert. Dał Królowi chwilę.Jaime Lannister. Jeśli nie odpowiada ci Robert Arryn.wyrzucił wreszcie z siebie to jedno słowo. Na razie lord Tywin nie zamierza umierać. Kiedyś urząd ten obejmie ser Jaime. musiałbym być szalony. żeby Jaime mógł liczyć na cokolwiek w najbliższym czasie.Czy możesz zaufać Jaime’owi Lannisterowi? .Królobójca .skończył spokojnie . które definitywnie skończyło ich rozmowę.Bez wątpienia zdolny i odważny człowiek odezwał się ostrożnie. Król jechał ze wzrokiem utkwionym w dal. to co? . Ned podążył za nim. na którym zasiadam. lecz teraz. . Zdawał sobie sprawę.Król jęknął. . czy mogę mówić szczerze? . Wydawał się zakłopotany. A zatem plotki się potwierdziły. żeby oswoił się z podsuniętym pomysłem. kiedy zajdzie taka potrzeba . tak więc nie sądzę. .powiedział Ned.Lecz jego ojciec jest Namiestnikiem Zachodu. Nikt nie powinien mieć możliwości sprawowania rządów nad wschodem i zachodem. pomyślał Ned. wyznacz któregoś ze swoich braci. kiedy Targaryenowie poszli do łóżka z Dothrakami. Robercie. . będzie tak. Jechali przez wysoką brązową trawę.jeśli nie obiecałeś już tego komuś innemu. Ned. Związał ze mną całe swoje życie i fortunę. czy tak? Robert spiął konia i ruszył w dół zbocza kurhanu. lecz nie . że nie mianuję Namiestnikiem chłopaka Arrynów. . .Będę się o to martwił.Nie powiedział głośno tego.Podobnie jak poprzednio z Aerysem Targaryenem . . .Dlaczego miałbym mu nie ufać? Zawsze pozostawał posłuszny mojej woli. .zauważył Ned. Wiem. Swoim mieczem pomógł splamić tron. . Robert zmarszczył tylko czoło i nic nie powiedział. . co go najbardziej niepokoiło: taka decyzja spowoduje. że kroczy po bardzo niebezpiecznym gruncie. . Na twarzy Roberta pojawił się na moment wyraz zaskoczenia. że połowa armii Królestwa znajdzie się w rękach Lannisterów. . że jest twoim siostrzeńcem.Wasza Miłość. . nie mówmy już o tym. Stannis sprawdził się w czasie oblężenia Końca Bramy.odpowiedział stanowczo Król.A jeśli tak. a także Zaprzysiężonym Rycerzem Królewskiej Gwardii. Swoim mieczem dopomógł mi zdobyć tron. żeby oddawać ćwierć mojego królestwa w ręce cherlawego chłopaka. jak postanowiłem.Po raz ostatni ci mówię.Tak .

zauważył Ned. . Robert pokręcił głową zniecierpliwiony. Otworzył bramy przed lwem.Bogowie! Jak mógłbym zapomnieć? . a nie jeleń. .powiedział Robert. nie przyłączyli się do żadnej ze stron konfliktu. . . a w jego słowach zabrzmiała gorycz.Nie było cię tam .Gdyby nie Jaime. . że bogowie odpowiedzieli wreszcie na jego modlitwy. że zastaniemy bramy zamknięte. sprawa ta nie zakłóci mojego snu.odparł Ned.Wasza Miłość.Nie było to honorowe zwycięstwo. ignorując wezwania zarówno rebeliantów. Uznał. Znowu wzbierał w nim gniew. . . Wały ochronne przeskoczył lew Lannisterów. czy pamiętasz Trident? .rzucił Robert i zatrzymał gwałtownie swojego konia przed starym kurhanem.Na mocy przysięgi miał swoim życiem bronić życia Króla. Zdobyli miasto podstępem.ośmielił się wypowiedzieć tych słów głośno. że nadszedł czas. . że nasi ludzie zdobyli już twierdzę. kiedy u jego bram w Królewskiej Przystani stanął lord Tywin Lannister ze swoim najstarszym synem. Już czternaście lat próbował przespać swoje kłamstwa.My nie byliśmy Zaprzysiężonymi Braćmi Królewskiej Gwardii . Tymczasem poderżnął mu gardło. Spodziewałem się.Tak więc kiedy wojska Targaryena zostały rozbite i zaczęły się wycofywać. Wojna ciągnęła się wtedy od ponad roku.Czy którykolwiek z Targaryenów wiedział. musiałby to zrobić któryś z nas. co to honor? Zejdź do swojej krypty i spytaj Lyannę o honor smoka! . . a wraz z nimi dwanaście tysięcy ludzi. . Potężni Lannisterowie z Casterly Rock. lecz one wciąż nie dawały mu spokoju.Na siedem piekieł.Zrobili to ludzie Lannistera. I co z tego? .przypomniał mu Ned. mnie poleciłeś udać się w pościg za nimi.Lannister odpłacił im podobną monetą. . Ruszyliśmy za nimi.Rhaegar zadał ci ranę .zaklął Robert.Podstęp nigdy nie był obcy Targaryenom . Nie martw się. Aerys schronił się w Czerwonej Twierdzy z kilkunastoma tysiącami lojalistów. ktoś musiał zgładzić Aerysa! . Za to on rzadko kiedy spał spokojnie. . aby Robert poznał całą prawdę. spodziewając się jego lojalności. Resztki armii Rhaegara uciekły do Królewskiej Przystani. inni pozostali lojalni wobec Targaryena.Niech Inni wezmą twój honor! . Namiestnicy Zachodu. Być może Aerys Targaryen pomyślał.poprawił go cierpliwie Ned. I tak szalony król wydał swój ostatni szalony rozkaz.. jak i rojalistów. . Zasłużyli na to.Ale okazało się.Nie nasi ludzie ją zdobyli . Wszyscy lordowie zebrali się pod sztandarami Roberta. .

odparł Ned. .Nigdy ci nie mówiłem. ponad innymi rycerzami. Jego .Jaime miał wtedy siedemnaście lat.mruknął Król. Spośród wysokiej trawy poderwały się przestraszone wrony. Poczuł przypływ ogromnej bezradności. co zastałem tamtego dnia w sali tronowej . Nie odezwałem się ani słowem. . Ze ścian komnaty patrzyły smocze czaszki. Przejechałem w ciszy przez całą salę między rzędami smoczych czaszek. Król odrzucił głowę i ryknął śmiechem. Siedział wysoko. zostawiając za sobą grudki ziemi.. Był jeszcze chłopcem. jak zawsze. Ned nie ruszył za nim od razu. To chyba nie jest najwygodniejsze siedzenie. . na Żelaznym Tronie w hełmie o kształcie lwiej głowy.Nie mówisz mi nic nowego .Spiął konia i ruszył galopem przez kurhan. . . . Wciąż go widzę.No cóż.Pomściłeś Lyannę nad Tridentem . Wszędzie pełno było ludzi Lannistera.Chłopiec czy nie. jego ostrze było jeszcze mokre od krwi zamordowanego króla. Swój złocisty miecz położył sobie na kolanach.Nie zsiadłem jeszcze z konia. nie miał prawa do tronu. bijąc mocno skrzydłami.Zabijanie królów to męcząca robota. że nie powinienem ufać Lannisterowi tylko dlatego. Zatrzymałem się przed tronem i spojrzałem na niego. a Ned nie potrafił go powstrzymać. i nie tylko. Jaime miał na sobie narzucony na złocistą zbroję biały płaszcz Królewskiej Gwardii. Robert.zauważył Robert. jest to równie nużące jak liczenie miedziaków. który potrafił zapanować nad nieokiełznanym Królem i nauczyć go mądrości. Roberta. na co miał ochotę. Moi szli za mną. Brakło mu słów. Mam dość tajemnic i sprzeczek dotyczących królestwa. Bogowie jedni wiedzą. że w tej cholernej sali tronowej nie ma innego miejsca. robił to. Obiecaj mi. co on tam robi i po co tam przyjechał. Zagrzewałem tylko miejsce dla naszego przyjaciela. Nie był Jonem Arrynem. Nie po raz pierwszy zaczął się zastanawiać. Ned. że mnie obserwują. Wreszcie Jaime roześmiał się i wstał. Cały błyszczący! . Chodź. A poza tym on miał rację. gdzie by można posadzić tyłek.Znowu się roześmiał. Nawet jego miecz był pozłacany.Król pokręcił głową.Robert odwrócił głowę i spojrzał w szarą dal. . Ned. Patrzyłem tylko na niego i czekałem. to siedzenie rzeczywiście jest strasznie niewygodne. zatrzymując się przy Królu. . teraz już poznałem grzech Jaime’a i możemy zapomnieć o całej sprawie. . przejedziemy się tak jak dawniej. Chcę znowu poczuć wiatr we włosach. Zdjął hełm i rzekł do mnie: Nie obawiaj się. Aerys leżał martwy na podłodze w kałuży krwi. Dosłownie. Mówię ci. wyszeptała wtedy. .Na siedmiu bogów.Ale to nie przywróciło jej życia. . Ned! Uważasz. Miałem wrażenie. .Może był zmęczony . a ludzie Lannistera cofnęli się. Wzniosły się w górę.powiedział Ned. Stark. że usiadł na chwilę na moim tronie? .

miejsce było w Winterfell. do którego człowiek przynależał. Eddard Stark spiął konia i ruszył za Królem. U boku pogrążonej w smutku Catelyn i Brana. A jednak nie zawsze można było zostać w miejscu. . Zrezygnowany.

Droga była wygodna. w którym wyjechał stamtąd Król. Droga. . . który wydawał się Tyrionowi czarniejszy i starszy od wszystkiego. Z każdą milą wzgórza stawały się coraz wyższe i coraz bardziej dzikie. że mapa to jedno. wozy i kolumny rycerzy oraz wolnych skręciły na południe. Tam chorągwie. sinoszare olbrzymy o postrzępionych ramionach przykrytych śniegiem. co kiedykolwiek widział. lecz po dwóch tygodniach spędzonych na królewskim trakcie doszedł do wniosku. wśród ogólnego zamieszania pokrzykujących ludzi. rzeczywiste miejsce zaś to coś zupełnie innego. Na zachód od traktu ciągnęły się krzemowe wzgórza. osłonięta od zachodu ścianą gór. Tyrion zaś w towarzystwie Benjena Starka i jego siostrzeńca skręcił na północ. Królewski trakt przebiegał tuż za zamkiem i miastem. zimozieloną roślinnością i wrzoścem. nie licząc wilka. a czasem także gdzieś z bliska. Teraz. Słysząc podobne odgłosy. Opuścili Winterfell tego samego dnia. rozciągając się jak okiem sięgnąć lekko pofałdowaną równiną. lecz na skraju wilczego lasu spędzili noc za murami leśnego grodu. . Tyrion Lannister znał mapy równie dobrze jak wszyscy inni. a na ich wierzchołkach sterczały wysokie strażnice. Tyrion podróżował w towarzystwie swoich dwóch ludzi. Padał wtedy lekki śnieg. gdzie dołączył do nich jeszcze jeden czarny brat o imieniu Yoren. Tyrion czuł się nieswojo w obecności tego zwierzęcia.Wilczy las. rżących koni. było ich już ośmiu.TYRION Północ ciągnęła się w nieskończoność. a ich miejsce zastąpił gęsty las. szare i urwiste. Wiejący z północy wiatr zdmuchiwał z ich szczytów pióropusze zmrożonego śniegu i lodu podobne do chorągwi. Jak przystało na Lannistera. Po wschodniej stronie teren opadał. wiła się na północ poprzez lasy porośnięte dębem. lecz sam nigdy na nie nie odpowiedział. Jednak po trzech dniach pola skończyły się. Od tamtej chwili zanurzali się w coraz większym chłodzie i ciszy. Benjen Stark zabrał ze sobą tylko swojego bratanka bękarta oraz wierzchowce dla Nocnej Straży. zabierając ze sobą cały zgiełk. a na noc zatrzymywali się w prostych karczmach. Kamienne mosty łączyły brzegi wartkich i wąskich rzek. biały wilkor Jona Snowa nastawiał uszy. a małe zagrody opasały kołem grody obwarowane murami z drewna i kamienia. turkotu wozów i jęku ogromnego powozu Królowej. Teraz królewski trakt opustoszał.Tak nazwał las Benjen Stark i rzeczywiście nocą las ożywał wyciem wilków odzywających się z oddali. aż wreszcie piątego dnia przeszły w góry: zimne.

że Jon Snow obserwuje uważnie Yorena i jego ponurych towarzyszy z wyrazem konsternacji na twarzy. obrzucając chłopców zimnym spojrzeniem. Mniejszą sympatię czuł do wuja.bez wątpienia stanowili dziwną kompanię. że ciągle marzł.najwyraźniej dawno nie było prane. które maester Luwin dał Benjenowi Starkowi . starą. że w Nocnej Straży służą głównie ludzie podobni do jego wuja. Dwaj rekruci cuchnęli jeszcze bardziej i wydawali się równie głupi. to widok Yorena i jego towarzyszy był dla niego okrutnym przebudzeniem. Teraz pewnie Stark żałował swojej hojności. kiedy Tyrion obwieścił mu swoje zamiary. nie odmawia się bratu Królowej. . . zobaczysz . spodziewając się pewnie odmowy. Mimo to nie narzekał. Tyrion współczuł chłopcu. zabrał swoje najcieplejsze ubrania. a jego ubranie . Wydawał się twardy jak stary korzeń. Oczywiście. Tyrion zrozumiał. . co im oferowano. . Nocą przychodził mróz. . Chłopak przypuszczał pewnie. Wybrał twarde życie… czy raczej twarde życie wybrało jego. na Murze nie znajdziesz żadnej karczmy . Wciąż było zimno i coraz zimniej. wilkor i kruki w klatce.Gwałciciele . . Tyrion miał poobcierane i odrętwiałe nogi i nieustannie czuł się przemarznięty do kości.Nie potrzebuję dużo miejsca. dlatego nie okazał zadowolenia. postrzępioną i cuchnącą skórą niedźwiedzią. Yoren miał wykręcone ramię i strasznie od niego cuchnęło.powiedział Yoren. więc sprawę uznano za załatwioną. trzech chłopców. Tyrion zauważył. Wyjeżdżając z Winterfell. Nim minął pierwszy tydzień. lecz Stark nie wyglądał na szczęśliwego. Wszystkie niedogodności i przykrości osłodził sobie futrem. Jeśli rzeczywiście tak myślał. żeby tak się stało. Pięciu mężczyzn. Wydawało się. a kiedy wiał wiatr.Ostrzegam cię. to jakby ktoś przecinał nożem jego najcieplejsze ubrania. że Benjen Stark podziela chłodny stosunek swojego brata do Lannisterów. Ani przez chwilę nie chciał dać satysfakcji Benjenowi Starkowi. że życie na Murze jest ciężkie.Nie spodoba ci się ta podróż. Lannisterowie nigdy nie odmawiali. Lannister.stare i połatane .odpowiedział mu Tyrion. jak okazali się okrutni. Zawsze brali to.Był to przygarbiony mężczyzna o złowieszczym wyglądzie i twarzy niemal całkowicie schowanej za brodę równie czarną jak jego strój. lecz szybko przekonał się.rzucił krótko i od tamtej pory dokładał starań. którą podarował mu wcześniej Stark w porywie rycerskiej galanterii. W jego tłustych włosach i brodzie skakały wszy. Mówiono.powiedział mu wtedy.Bez wątpienia znajdziesz dla mnie jakiś kąt . jak zapewne zauważyłeś. lecz bez wątpienia wydawało się lepsze od kastracji. Towarzyszyło mu dwóch obdartych wiejskich chłopców z Fingers. Tyrion jednak przyjął futro z uśmiechem na ustach.

niezbyt ruchliwy. najmłodsza zaledwie sprzed półtora wieku. Znalazł wygodne miejsce z dala od obozowych odgłosów. aż znalazł czaszki w zatęchłej piwnicy. Za pozwoleniem Eddarda Siarka Tyrion zabrał ze sobą kilka rzadkich woluminów z biblioteki w Winterfell. zajmowali się końmi i rozpalali ognisko. przeczytał. w którym niegdyś się pławiły. w mroki wilczego lasu. farmy i grody pojawiały się coraz rzadziej i były coraz mniejsze. puste oczodoły patrzyły za nim. owinięty w swoje futro i oparty plecami o pień drzewa.oraz książkę o historii i właściwościach smoków. Tyrion nigdy nie mógł być specjalnie pomocny przy rozbijaniu obozu. Najstarsza pochodziła sprzed ponad trzech tysięcy lat. że lubią ogień. lecz Tyrion lak długo szukał. migotały w świetle jego pochodni. Dlatego kiedy Stark. Zęby miała długie i zakrzywione. Czarne jak onyks i nieskończenie gładkie. które sam przywiózł aż z Casterly Rock . Kiedy po raz osiemnasty w czasie ich podróży zapadł zmrok. może nawet ich widok przestraszy go. bukłak z winem i szedł gdzieś poczytać. Znajdowało się tam dziewiętnaście czaszek. Dothrakowie niezwykle cenią sobie łuki ze smoczej kości i nic dziwnego. Wyczuwał. Stary. Płomienie pochodni były dla nich niczym wobec żaru ognia. Już od dawna Tyrion wykazywał wręcz chorobliwe zainteresowanie smokami. niczym noże z czarnego diamentu. Yoren i pozostali mężczyźni budowali prowizoryczny schron. Później Król Robert zastąpił je chorągwiami i gobelinami. zabrał wino. swoimi rozmiarami nie przekraczały wielkości czaszki doga . Były to . Kiedy wsadził koniec pochodni w pysk jednej z nich. Tyrion. bardziej przeszkadzał. niż pomagał. cienie za nim zatańczyły na ścianie. Łucznik wyposażony w taką broń przewyższa każdego innego. a także zupełnie niewrażliwa na ogień. Spodziewał się. Dwie najmłodsze były jednocześnie najmniejsze. nad brzegiem wartkiego strumienia o czystej i zimnej wodzie. Mały.tylko tyle pozostało po ostatnich dwóch osobnikach smoczego pomiotu zrodzonego na Dragonstone.W miarę jak posuwali się na północ. Kiedy przybył do Królewskiej Przystani na ślub swojej siostry i Roberta Baratheona. aż wreszcie pozostali zdani na samych siebie. Smocza kość ma czarną barwę z powodu dużej zawartości żelaza. powyginany groteskowo dąb dał mu schronienie przed przenikliwym wiatrem. on zwykle zabierał swoje futro. postanowił odszukać smocze czaszki. Z pewnością nie przypuszczał. Jest twarda jak stal. że zrobią na nim ogromne wrażenie. A jednak tak się stało. które kiedyś wisiały na ścianach sali tronowej Targaryena. a mimo to lekka i bardzo elastyczna. pociągnął łyk wina i zaczął czytać o właściwościach smoczej kości. że wydadzą mu się piękne. Tyrion gotów był przysiąc.rzadki trunek o barwie bursztynu . że kiedy wychodził.

Tyrion długo stał w wilgotnej piwnicy. którego zabił.Czy to jakaś sztuczka? Widzę ciebie. próbując wyobrazić sobie jego rozmiary. który przyglądał mu się zaciekawiony. Kiedy obaj królowie zaatakowali. czarne skrzydła i wzlatywał ku niebu. Najpotężniejszy zaś z nich. Można było wjechać do gardzieli Yhaghara. najazd wydawał się powstrzymany… ale tylko przez kilka chwil. do smoków. Działo się to niemal trzy wieki temu. Tyriona Lannistera. które ponoć przemierzały zimne pustkowie za Portem Ibben. mógłby połknąć całego żubra albo nawet włochatego mamuta. jak pisali kronikarze. Obie armie spotkały się na rozległych równinach rzeki Reach porośniętych złocistym dojrzałym zbożem. chociaż już by się stamtąd nie wyjechało. Największe czaszki należały do potworów znanych z pieśni i opowieści. Tamtego dnia spaliły się prawie cztery tysiące ludzi. Pole. zostało nazwane przez bardów Polem Ognia. Król Loren uciekł po to tylko. na którym walczyli. Chłopiec obrzucił go podejrzliwym spojrzeniem. . Balerion zwany Czarnym Strachem. a wśród nich król Mern znad rzeki Reach. kiedy smok rozkładał swoje ogromne. żeby potem poddać się. próbował stawić czoło sile tego ognia.Dlaczego tyle czytasz? Tyrion podniósł wzrok. . pięć tysięcy konnych rycerzy i dziesięć razy więcej ochotników i zbrojnych. ziejąc ogniem. Aegon Smoczy Pan dysponował może jedną piątą tej siły. Zaznaczył palcem stronę i zamknął książkę. które Aegon Targaryen i jego siostry wypuścili na Siedem Królestw. a nie zaledwie prowincjami jednego państwa. Tylko ten jeden raz wypuszczono razem Yhaghara. Odległy przodek Tyriona. być może w ogóle ostatnie. .przemówił. Przez kilka chwil. siły Targaryena załamały się i ruszyły do odwrotu. Meraxes. dopóki do walki nie włączyli się Aegon Targaryen i jego siostry. Obaj królowie zgromadzili sześćset chorągwi. usłyszawszy głos. Ujrzał stojącego nieopodal Jona Snowa. jak mówią kroniki. Meraxesa i Baleriona. kiedy razem z królem Mernem z Reach usiłowali powstrzymać najazd Targaryena.ostatnie smoki Targaryena. Bardowie nadali im imiona bogów: Balerion. więc nie można było polegać na nich do końca. wpatrzony w puste oczodoły ogromnej czaszki Baleriona. król Loren z Rock. . Tyrion stał oniemiały między ich ogromnymi paszczami. złożyć hołd Targaryenom i począć syna. Meraxes wydawał się jeszcze większy. co widzisz .Spójrz na mnie i powiedz. i nie żyły długo. za którego Tyrion był mu ogromnie wdzięczny. a większość jego ludzi stanowili rekruci spośród ludzi ostatniego króla. Yhaghar. kiedy Siedem Królestw było rzeczywiście królestwami.

Nie patrz tak na mnie. wyobrażając sobie. Tyrion zarechotał. albo jeździć na kucu.Czternaście. jak ja nigdy nie będę. . Jonie Snow. Nawet taki pokurczony i brzydki chłopiec może patrzeć w dół na świat z grzbietu smoka. a jesteś tak wysoki. a jego spojrzenie wyrażało zarówno przerażenie. Później mój brat zabił tego samego Króla. Czasem wyobrażałem sobie. a ja mam swój umysł… umysł zaś potrzebuje książek.spytał. żeby pomieścić mój umysł. Do tego mam krótkie. . . . . że Tyrion żartuje z niego. Tak więc muszę spełnić pewne oczekiwania.Smutne. . Chociaż nie nosił imienia Starków. podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia. to może pozwoliliby mi umrzeć albo sprzedali do trupy handlarza niewolnikami. . że jest na tyle duża. . co widzisz. zgodzisz się chyba ze mną? Tylko w jaki sposób? No cóż.Dlatego właśnie czytam tak dużo. Mój ojciec był przez dwadzieścia lat Namiestnikiem Króla. że to smoczy ogień. poważna twarz nie zdradzała jakichkolwiek uczuć. dwanaście? .Tak mówią . to karzeł. potrzebuję specjalnego siodła. Ile masz lat. Może sądził. potrafię bardzo trzeźwo ocenić swoje silne i słabe strony. żeby mieć własnego smoka. . Gdybym się urodził wieśniakiem. Ręce mam dość silne.Po co? Nie ma już smoków . kimkolwiek była. jesteś niezwykle uprzejmym bękartem. No cóż. Żeby nie spaść z konia. życie pełne jest podobnych ironii.Jon Snow nie odrywał od niego wzroku. jeśli.Snow.odpowiedział z chłopięcą pewnością siebie. Kiedy indziej widziałem w nim moją siostrę.spytał chłopiec podejrzliwie. Niestety. jak i fascynację. król Robert ma swój młot. .Tyrion westchnął. Jak widzisz. który nie posiada swojej trupy dziwolągów.W Casterly Rock wciąż rozpalałem ogniska i godzinami wpatrywałem się w płomienie. marzyłem. A zatem nie mogę władać mieczem.poprawił go chłopiec.O czym czytasz? . . Moją bronią jest mój umysł. ale także za krótkie. prawda? Kiedy byłem w twoim wieku. .Czternaście . które sobie sam zaprojektowałem. Miałem do wyboru albo to.O smokach .Tyrion uderzył dłonią o skórzaną okładkę książki. a mój odrażający siostrzeniec obejmie po nim tron. koślawe nogi i chodzę niezdarnie. należę do rodu Lannisterów z Casterly Rock. Moja siostra poślubiła nowego Króla. Muszę więc mieć swój udział w podtrzymywaniu honoru mojego domu.powiedział Tyrion. może nogi mam za krótkie w stosunku do reszty ciała. ma zachować swoją ostrość. bez wątpienia miał ich rysy: jego pociągła. Chłopiec słuchał go w milczeniu. Niewiele przekazała mu matka.Tak. za to głowę posiadam za dużą. że płonie w nim mój ojciec. Brat ma swój miecz. chociaż ja ujmuję to inaczej i mówię.Naprawdę? . . .odparł Tyrion.Tyrion odrzucił niedźwiedzią skórę i podniósł się. To. . oczywiście. .

byłbym ci ogromnie wdzięczny za twoją pomoc .Poproś ładnie. podciągnął się i usiadł. . I jak ci się podobają? Gburowaci wieśniacy pogrążeni w długach. Jonie Snow. Robb. Nawet przez chwilę nie widział wilka. tak więc nie jest to zbyt niebezpieczna praca. że nie ma grumkinów ani snarków.Tyrion uniósł brwi. . Nawet nie warknął. Nocna Straż to śmietnik. . ani przedtem. snarków i tym podobnych potworów. lecz poczuł przenikliwy ból w plecach. nie pomagaj mi. Patrzył tylko na niego tymi swoimi jasnoczerwonymi ślepiami i szczerzył kły. lecz stłumił go wysiłkiem woli. tobie zaś Mur. Nagle Tyrion poczuł się winny. krwi i butwiejących liści. Jon. A twój ojciec… pewnie miał powody. Musiał je nadwerężyć w czasie upadku.No dobrze. W jednej chwili wilk znalazł się między nimi. Zacisnął pięści i zrobił krok do przodu. żeby w to uwierzyć. Dobra strona tego wszystkiego jest taka.Jesteś zbyt bystry. że lady Stark traktuje cię jak własnego syna.Przestań! . ani kiedy ten zaatakował. Zacisnąwszy zęby. Oto twoi nowi bracia.Tak. Twój brat. tak. Jestem pewien. skoro i tak nie wolno wam płodzić potomstwa. Także zbliżył się o krok. złodzieje i bękarty takie jak ty. Widziałem. .Nocna Straż to szlachetne powołanie! Tyrion roześmiał się. . wyciągając ramię.Ja nigdy bym nie… . Tyrion opadł na ziemię wyczerpany. . Nie po raz pierwszy doznał upokorzenia i pewnie nie po raz ostatni. . Spróbował się podnieść.bękarcie.zaprzeczył Jon Snow przerażony. . Miałeś podobne marzenia. . do którego wrzucają nieudaczników z całego królestwa. gwałciciele. a w następnej leżał rozciągnięty na kamienistej ziemi z ustami pełnymi brudu.Nie? Nigdy? . jak patrzysz na Yorena i jego chłopaków. kłusownicy.Nie . on zawsze był dla ciebie miły. że można tam sobie odmrozić jaja.Przestań . żeby cię spakować i wysłać do Nocnej Straży… .Pomóż mi . Dobrze znam twoje sekrety. Wszyscy oni kończą na Murze.powiedział spokojnym głosem. o których opowiadają nianie. W jednej chwili szedł w kierunku Snowa.zwrócił się do chłopca. . Chciał poklepać chłopca po ramieniu albo mruknąć jakieś przeprosiny. Może nawet na nie zasłużył. bez wątpienia Starkowie okazali ci wielką dobroć. ale nie ma to większego znaczenia. z którego wypatrują grumkinów.przerwał mu Jon Snow z twarzą pociemniałą od gniewu. Posiedzę tutaj. chwycił za wystający korzeń. książka upadła nieopodal. Bestia nigdy nie wydawała z siebie żadnego dźwięku.krzyknął chłopiec bliski płaczu. głaszcząc grube białe futro zwierzęcia. Jon Snow uśmiechnął się. Tyrion Lannister poczuł wzbierający w nim gniew. dlaczego by nie? Jemu przypadł Winterfell. Złe jest to. dopóki nie odejdziesz.

Wracajmy lepiej. . niż spojrzeć jej w oczy. Chłodny ogień płynący przez gardło mile rozgrzewał jego ciało. Tyrion wyjął zatyczkę.To. co powiedziałeś. tak jak zawsze w swoim życiu. żebym wyglądał jak grumkin. Nie ma smoków. Wierzchem dłoni otarł z ust krew i brud. który mieszał w garnku.przyznał Tyrion. Chciał iść sam. niech tak pozostanie.Lepiej. Stark .To prawda. że jesteś grumkinem.. zanim twój wuj podniesie alarm. ale Tyrion odtrącił jego dłoń. Rozpalono ogień i nakarmiono konie. Jon. Było to parsknięcie. lecz ani na chwilę nie spuszczał wzroku z Tyriona. . Tyrion skinął głową. Tyrion poczuł smakowity zapach gulaszu. nie odchodź nigdy sam. ale nie ty . kiedy więc dotarli do obozu.Słusznie.Nie ja.Skoro tak jest.powiedział. Jon Snow uśmiechnął się. Ja już nawet o smokach prawie nie marzę. . Morrec podał mu bez słowa chochlę.Chyba lepiej. który miał ich osłonić przed wiatrem. Yoren siedział na kamieniu i obdzierał ze skóry wiewiórkę. Jon podszedł do Tyriona z tyłu. Wilkor usiadł posłusznie. Poszedł ciężkim krokiem w kierunku swojego służącego o imieniu Morrec. żebyś nie wiedział.Jon podniósł bukłak i podał go Tyrionowi.Och. .odezwał się chłopiec. Tyrion czuł ból w nogach. A niech cię. że wpadłeś w ręce Innych. .To były grumkiny .spytał Tyrion. Jon Snow zacisnął usta.Podniósł z ziemi swoją skórę. . Nie musieli iść długo. . Zaraz potem wybuchnął śmiechem. .Może myślał. bogowie . A co on robi ze snarkami? . . który dzielił ze swoim bratankiem. tak? zapytał. bękarcie. przechylił głowę i wlał sobie do ust strumień wina. . Tyrion spojrzał na niego szybko. zerkając na wilkora. .Chcesz? Chłopiec przyjął bukłak i ostrożnie pociągnął łyk. . Potem podniósł książkę i podał mu ją. Mimo wszystko ucieszył się na widok obozu.Nie .powiedział. Benjen Stark wynurzył się ze schronu. Duch . . . Większość ludzi woli przeważnie zaprzeczać okrutnej prawdzie.Większość ludzi. .odpowiedział Tyrion wesoło. . Tyrion odpowiedział uśmiechem.Dlaczego on mnie zaatakował? . . krztusząc się ze śmiechu i kręcąc głową.odpowiedział chłopiec. lecz teren był bardzo nierówny. wsunął mu ramiona pod pachy i dźwignął go swobodnie do góry.Dodaj pieprzu . Podał bukłak Jonowi. Jon Snow chciał mu pomóc przejść przez plątaninę korzeni.Siad.Jesteś już. które wydał z siebie nosem wbrew swojej woli. Pod ścianą dawno już opuszczonego umocnienia postawiono schron. co mówiłeś o Nocnej Straży. Myślałem. . swoją drogą.

który zjedli przy ognisku z czarnym chlebem i twardym serem. Starzec chrząknął. wzruszył ramionami i wrócił do swojej pracy.rzucił Yorenowi niespokojne spojrzenie. który postawili dla niego jego ludzie. Mięso wiewiórki zagęściło gulasz. Tyrion udał się na spoczynek. który miał objąć pierwszą wartę. Zanim zniknął w schronie. Tyrion dzielił się z innymi swoim bukłakiem. . Tyrion Lannister uśmiechnął się smutno i poszedł spać. odwrócił się i spojrzał na Jona Snowa. jak zawsze. Chłopiec stał blisko ogniska z kamienną twarzą. wpatrzony w płomienie. Jeden po drugim odchodzili do swoich schronów na spoczynek. ostatni. tak że nawet Yoren złagodniał. Został tylko Jon Snow.

umierający.przypomniał jej maester Luwin. .Zarządca zajmie się wszystkim. Zastanawiała się. Catelyn nie słyszała.wymamrotał maester. nie spuszczając wzroku z Brana. żebyś zabrał księgi . żebyśmy przejrzeli księgi . Catelyn pokiwała głową mechanicznie.Luwinie. Zauważyła. Musimy odnowić zapasy… .Moja pani. pamiętam.Moja pani. żeby poleżał trochę w porannym słońcu. z lampą do czytania i księgami rachunkowymi. i oblała się rumieńcem wstydu. moja pani . Będzie mnie podchodził jak mały szczur. ile kosztowała nas wizyta Króla.Nie mamy zarządcy .Chcesz pewnie wiedzieć. kiedy wszedł do pokoju.powiedział.Powiedziałam.CATELYN Minęło osiem dni od wyjazdu Neda i dziewczynek. że bardzo urosły. Jestem gotowa zaszlachtować wszystkie konie w Winterfell. . najwyższy czas.Ja zajmę się nowymi ludźmi .Poole pojechał na południe. . królewska świta miała ogromny apetyt. .Nie muszę przeglądać żadnych ksiąg odpowiedziała. Zabierz księgi. gdyby to tylko wróciło zdrowie Branowi. . Będzie musiała mu je obciąć. Nagle zdała sobie sprawę. . Rozumiesz mnie? Skłonił głowę. . Maester Luwin postawił lampę w niszy przy drzwiach i poprawił jej knot.Bran wygląda tak blado. . Co się z nią . pomyślała. . ile kosztowała nas jego wizyta.Koniuszego? . Catelyn spojrzała na Brana i odgarnęła kosmyk włosów z jego czoła. że chwilę wcześniej podniosła głos. czy nie mogliby przysunąć jego łóżka do okna. A zatem… . Ani trochę. kiedy Maester Luwin przyszedł do niej.Tak.Moja pani. Hullen pojechał na południe z lordem Eddardem. . . .Tak. Mimo to… . a ty chcesz dyskutować ze mną o nowym koniuszym? Nic mnie nie obchodzą stajnie. mój syn leży tutaj złożony niemocą. Stał na progu i patrzył na nią.Tak. . do pokoju Brana. Oprócz zarządcy trzeba też wyznaczyć nowego dowódcę straży. który przypominał trzaśniecie biczem. a także nowego koniuszego… Jej wzrok powędrował przez pokój i spoczął na nim.przerwała. gdzie zajmie się domem lorda Eddarda w Królewskiej Przystani.odezwał się Robb. którymi powinnaś się zająć. . jest kilka spraw.spytała głosem. moja pani.Wiem.

. . . Staram się. żeby pożegnać ojca i dziewczynki. . że wszyscy go opuścili.powiedział.Rickon cię potrzebuje . pomyślała Catelyn. Była taka krucha.Dobry wybór . Catelyn uświadomiła sobie. lecz dłoń miała splecioną z ręką Brana. każda chwila może być jego ostatnią. .Zamilkł na chwilę. tak samo jak zwykł to robić. . Branem. tak samo jak Bran. .On ma dopiero trzy lata i nic nie rozumie z tego. . . Czy on tego nie widział? Bezskutecznie. że Robb jest podobny do niej.Tak to nazywasz? Nie opuściłaś jego pokoju od dnia wypadku Brana. Zobaczyła. które można by rozważyć przy obsadzaniu wolnych urzędów . Nie wyszłaś nawet do bramy. tak że nie mogła się ruszyć. przygryzając dolną wargę. Głos mu się załamał. jak wyjeżdżali.Mamo. Rickon i Sansa. że nosi miecz. to na jej syna. żeby nie wyjeżdżał po tym. więc chodzi za mną przez cały dzień i płacze. Maester Luwin spoglądał to na Catelyn.Mamo.Rulon zniknął w jego rękawie. on nie umrze . Maester Luwin skłonił się i odszedł.Położyła rękę na bezwładnej dłoni syna. co się stało. panie. . a mnie przy nim nie będzie? .Jutro o nich pomówimy. Zapragnęła wstać i podejść do niego. Jej syn przeczytał nazwiska. ale… ale nie potrafię zająć się wszystkim.powiedział Robb. . . ja także cię potrzebuję. Teraz jednak dostrzegła.powiedział Robb łagodniejszym głosem. co z nim zrobić.Nie mogę go zostawić nawet na moment. . .Jak możesz pytać? A jak sądzisz? Opiekuję się twoim bratem.Błagała Neda. Muszę być z nim. Wyciągnął z rękawa papier i podał go Robbowi. .Zostaw nas teraz .Co ja robię? powtórzyła za nim niczym echo. że największe niebezpieczeństwo minęło. kiedy był mały. pozbawiona siły. lecz mimo wszystko czuła życie pod jego skórą. a włosy zmierzwione wiatrem. i odjechał.odpowiedział stanowczo Robb.powiedział. .Oddał papier maesterowi. miał kasztanowe włosy i niebieskie oczy. że wszystko się zmieniło. Odpowiedział jej. żeby został. nigdy nie wiadomo… . Myśli.Maester Luwin twierdzi. że nie ma wyboru. .Przygotowałem listę osób. Wychodził z zamku. co ty robisz? Catelyn zawsze sądziła. . że jego twarz przypomina bardzo oblicze Eddarda Starka.A jeśli on się myli? Jeśli Bran będzie mnie potrzebował. . że on ma dopiero czternaście lat.Tutaj się z nimi pożegnałam i patrzyłam z okna. jest równie surowa i ponura jak sama północ. . Robb zamknął za nim drzwi i odwrócił się do niej. co się dzieje. Nie wiem. .dzieje? Jest taka zmęczona i wciąż boli ją głowa.Dobrze. Policzki miał zaróżowione od zimna. Próbowała go przekonać.Mamo.

.Psy . I jej chłopiec złożony niemocą w łóżku.Niech przestaną! . .Jak się dobrze wsłuchać. zabij je. A potem zaraz odezwał się trzeci. gdy tylko ugaszą . więc ogień nie mógł do nich dotrzeć. .Bran potrzebuje ciepła. niech przestaną. że prawie się nie kładłaś od tamtego dnia. .powiedział Robb. . żeby zostać rycerzem. a Robb podtrzymuje ją swoimi silnymi ramionami. . Drżała przepełniona smutkiem. lecz zorientowała się.Wszystkie psy ujadają.Robb otworzył okno.powiedziała. najłagodniejsze. że się położysz. ujrzała w świetle lampy jego pobladłą twarz. a potem zaraz: Bran! . najsłodsze z jej dzieci. niech tylko przestaną! Nie pamiętała. Krzyknęła przeraźliwie i przycisnęła dłonie do uszu.wyszeptała. jeśli umrze… Wilki nie przestawały wyć. Wilk zawył głośniej. nie mogę. kiedy będę spała. wyrwała rękę z jego dłoni i zakryła uszy przed natrętnym wyciem.Zamknij oczy . chłodem i wyciem wilków. Pożar .powiedziała przez łzy. . .Och. opustoszały zamek. .powiedział. wraz z żałosnym wyciem rozległ się też inny odgłos. . to można je rozróżnić.powiedziała.Catelyn usłyszała.On musi słyszeć ich pieśń . pomyślała. jakby oszalała. Teraz Catelyn widziała przez otwarte okno skaczące płomienie. jeśli trzeba. . Teraz wszystko przepadło. . zamknij okno! . . Każdej nocy to samo: wycie.Bogowie. . Maester Luwin mówi. mamo! Nie zrobią mu krzywdy. że leży na niej. Bran był bezpieczny. Usiadła z ulgą. kiedy upadła na podłogę. bogowie.Pomóż mi . zostań tutaj. wstając. Podprowadził ją do wąskiego łóżka ustawionego w kącie pokoju. Bran.Dzięki bogom .powiedział.Pomóż mi wynieść Brana. który marzył.zawołała.odpowiedział Robb. Pożar. . . Robb popatrzył na nią. A jeśli on umrze. Nigdy tego nie robią… .Kiedy podniosła wzrok.Na zewnątrz rozległo się wycie wilka.Nie mogę tego znieść. nasłuchując. chłód i szary.Nie bój się.powiedział łagodnie.Nie mogę . Był to zimny i samotny głos przepełniony smutkiem i rozpaczą. . Wiecznie to samo.Mamo. kiedy głosy wilków ucichły. . niech przestaną. . Robb. wpuszczając nocne powietrze do dusznego pokoju. Wrócę. . Catelyn drżała.Płonie wieża z biblioteką . Biblioteka znajdowała się na drugim końcu muru obronnego.To wilk Brana. Zanosząc się płaczem.Nie otwieraj . Robb wydawał się jej nie słyszeć.Robb podszedł do okna.Kudłacz i Szary Wicher . Gdzieś dalej w Winterfell rozległo się wycie drugiego wilka. jak wciąga głośno powietrze. już nigdy nie usłyszy jego śmiechu. . przebaczcie mi. .Odpocznij. który uwielbiał się śmiać i wspinać.powiedział szeptem. Catelyn zadrżała.Jeśli obiecasz mi. lecz kiedy położył dłoń na okiennicy. .

Miało cię tutaj nie być . chwyciwszy z całej siły za ostrze sztyletu. lecz nie puszczała sztyletu.Nie.ogień . Spojrzała na dym wznoszący się ku niebu i pomyślała ze smutkiem o wszystkich tych księgach. którzy pracowali w stajni.Pożar . . brązowym ubraniu i czuć go było końmi. głęboko osadzone oczy. Mężczyzna jęknął z bólu. Był małym. Zacisnęła zęby jeszcze mocniej i pociągnęła. Mimo to musiał je usłyszeć. lecz on je usłyszał i odwrócił się. lecz mimo to ściskał w niej swój sztylet. . Catelyn dostrzegła cień wślizgujący się za nim przez otwarte drzwi.Wyświadczam mu łaskę. Nieznajomy coraz mocniej zaciskał dłoń na jej ustach. Chudy. Na drugim końcu muru. Potem zamknęła okiennice. rżenie przestraszonych koni i ujadanie psów. podeszła do okna. drugą przyłożył jej sztylet do gardła. Dusił ją jego smród. niż się spodziewała. Słuchając całej tej kakofonii. lecz jego nie potrafiła rozpoznać. nie możesz. a on stanął nad nią.mruknął ponuro. potem warknięcie. ponieważ powiedział: . . W . zaledwie szept ostrzeżenia.Nie . Odmawiając w duchu modlitwę dziękczynną do siedmiu twarzy boga. Catelyn potknęła się i przewróciła.Miało cię tu nie być .Słyszała. Odwróciła się do okna z zamiarem wezwania pomocy. . jak zaklął tuż przy jej uchu. lecz okazał się szybszy. odcinając jej dopływ powietrza.: powtórzył z uporem. Jedną dłonią zakrył jej usta i odchylił do tyłu jej głowę.Nikogo miało tutaj nie być. Rozległo się głuche warczenie. Uniosła dłonie i. Catelyn obróciła głowę w bok i udało jej się chwycić zębami jego rękę. w dłoni trzymał sztylet. . a potem na Brana. Ugryzła mocno. jak woła do straży. które Starkowie gromadzili od stuleci. odsunęła je od swojego gardła. drżąc i oddychał ciężko. Po chwili puścił ją. . strzelały długie jęzory płomieni. Czuła w ustach smak jego krwi. Słychać było tupot nóg. jak zbiegają w pośpiechu po schodach. On i tak już nie żyje. brudnym mężczyzną w brudnym. Słowo to ugrzęzło jej w gardle. ujrzała w pokoju mężczyznę. tym razem głośniej.Nie . Kiedy odwróciła się od okna. Prawą dłoń miał mokrą od krwi.powiedział i wybiegł. Czuła na palcach krew. zdała sobie sprawę. cienkie jasne włosy oraz jasne.powtórzyła Catelyn. . a on chwycił ją za włosy i odciągnął od siebie.rozległy się krzyki na zewnątrz.powiedziała. Catelyn znała wszystkich. Słyszała. Catelyn spojrzała na nóż. dlatego wypowiedziała je ledwo dosłyszalnym szeptem. Wzięła głęboki oddech i krzyknęła przeraźliwie. że wycie wilków ucichło. z okien biblioteki.

Przyszedł z nim Rodrik Cassel. w którym chwycił ją za włosy i wyrwał ich garść. w której zmyła z niej krew. Kiedy obmył całą krew. że musi to zrobić. Wilk podszedł bliżej. prawie do kości. jakby zdjęto z jej barków ogromny ciężar. Catelyn zaniosła się histerycznym śmiechem. Catelyn przypomniała sobie swoje wcześniejsze zachowanie i poczuła wstyd.tym samym momencie wilk skoczył. ser Rodrik i połowa straży Winterfell wpadli do pokoju. lecz mimo to czuła się. Szczęki miał czerwone i mokre.Przynieście mi chleba i miodu . Poczuła jego krew na swojej twarzy niczym ciepły deszcz. Uniosła drżącą dłoń. muskularny żołnierz o kwadratowej. Maester Luwin przyszedł opatrzyć jej rany. Kiedy wreszcie śmiech zamarł na jej ustach. a jego oczy lśniły złociście w ciemnym pokoju. . w miejscu zaś. odwrócił się. Wilk patrzył na nią. szorstkim jęzorem. kiedy Robb.I dajcie znać maesterowi Luwinowi. Wreszcie zamknęła oczy. Jej syn . jakby przeżyła koszmarny sen pełen krwi i smutku. że jest to wilk Brana. Teraz wszystko wydawało jej się nocnym koszmarem. zanim przyniesiono jedzenie. . i podał mleko z maku. że trzeba mi zmienić bandaże. oraz Hallis Mollen. że rany będą bolały. Kiedy ponownie je otworzyła. że chce go dotknąć. jak silni potrafią być Tullyowie z Riverrun. Oczywiście. że tak. Była osłabiona i kręciło jej się w głowie. . czuła. Krzyk mężczyzny nie trwał nawet sekundy. Zorientowała się. Maester oznajmił jej. wszystko z wyjątkiem wypadku Brana. powąchał jej palce i zlizał z nich krew mokrym. męża.Dziękuję ci powiedziała szeptem. pozostała otarta do krwi skóra. Robb zjawił się w jej pokoju. powiedziano jej.Spojrzeli na nią zdumieni i pobiegli wypełnić jej polecenia. Stara Niania rozebrała ją i pomogła wejść do kadzi z gorącą wodą. Pokaże tym z północy. że wszystko zdarzyło się naprawdę. zanim wilk szarpnął pyskiem. że przespała cztery dni. Theon Greyjoy. Wilk chwycił go za gardło. . jednakże obolałe dłonie przypominały jej. Zawiodła ich wszystkich. żeby zasnęła. Robb przedstawił go jako nowego dowódcę straży. swój ród. To już się nie powtórzy. a także strażnik jej męża. kasztanowej brodzie. po czym bezszelestnie wskoczył na łóżko Brana i położył się obok niego. Catelyn skinęła głową i usiadła w łóżku. Opadli na podłogę razem. Palce miała głęboko przecięte. zawinęli ją w ciepłe koce i zaprowadzili do jej komnaty w Wielkiej Wieży. I tak ich znaleźli. maester Luwin. wyrywając mu połowę gardła. dzieci.rozkazała służącym. przygniatając częściowo leżącą Catelyn.

Jeśli masz zamiar władać północą.wtrącił Robb. Hallis Mollen spuścił głowę.odezwał się Greyjoy. kawał żółtego sera i dzban miętowej herbaty. pogrążony we śnie… Catelyn spojrzała wyzywająco na swojego pierworodnego syna.Hal pokręcił głową.Nikt nie zna jego imienia . że on przyszedł zabić twojego chłopca? . .powiedział Hal.spytała ich Catelyn. . że przynajmniej życie mojego syna nie zostało sprzedane tanio rzuciła Catelyn z goryczą.spytał Robb. kiedy pozostali wyjeżdżali.Tylu obcych przybyło ostatnio do zamku. Przynieśli więcej. Może Hodor go widział. że popędzę ze strażą gasić pożar. masło i miód.Obcy. stwierdziła.Miał dziewięćdziesiąt srebrnych jeleni w skórzanej sakiewce. że nie sposób powiedzieć. chociaż niektórzy twierdzą.ubrany był w skórzane ubranie i kolczugę.Bogowie. . a u jego boku wisiał miecz. tylko że chłopak ostatnio zachowuje się dość dziwnie… .To szaleństwo . czyim był człowiekiem.Przyszedł po Brana . . . . Na końcu przybył maester Luwin. musisz przemyśleć wszystko i odpowiedzieć na swoje własne pytania. . Mógł zostać. Dlaczego ktoś chciałby zabić pogrążone we śnie dziecko? Zanim zdołał cokolwiek odpowiedzieć.Odszukaliśmy go .A zatem człowiek Króla . że widywali go ostatnio w pobliżu zamku. bezradny.Wciąż mamrotał. niż prosiła: gorący chleb. ponieważ część koni zabrał lord Stark na południe.Śmierdział końmi. służący powrócili z kuchni zjedzeniem. .Dobrze wiedzieć. że . to tylko mały chłopiec.Dlaczego ktoś chciałby zabić Brana? . . . jajko na miękko. .spytała stanowczym głosem.Jak więc mógł pozostać nie zauważony? .Kim on był? . . Podłożył ogień w bibliotece. którą schował w słomie. . czy chcesz powiedzieć.Być może .Stajnie w połowie opustoszały.Ukrywał się w twoich stajniach . konfiturę z jeżyn. . . plaster boczku. że nie powinno mnie tam być. dla Nocnej Straży. .powiedziała.odpowiedział Hallis Mollen. . sądząc. . gdyby nie otumaniło mnie cierpienie. . .wtrącił Greyjoy z niedowierzaniem.Wybacz pani. Hallis Mollen spojrzał na nią zdumiony.powiedziała Catelyn. Łatwo więc było się ukryć przed stajennymi.spytała go Catelyn. a inne wysłaliśmy na północ.Albo Lannisterów. . Spojrzawszy na jedzenie.Jak czuje się mój syn? . I tak by się stało.

Ludzie jego pokroju nie noszą takiej broni.I niech wilk zostanie w jego komnacie .Jak rozkażesz.A ty.Hallis Mollen skłonił głowę i opuścił pokój. . Nikt nie ma prawa tam wchodzić bez pozwolenia mojego albo mojej matki. Ostrze z valyriańskiej stali. W dłoniach czuła pulsujący ból. . moja pani. Odesłała służbę i zwróciła się do Robba: . Jeśli choć część moich podejrzeń okaże się prawdziwa. .Znaleźliśmy nóż w dłoni przestępcy. . .Bez zmian. to Ned i dziewczynki znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie i życie ich zależy od tego.dodał Robb. . Nie spodziewała się innej odpowiedzi. Spojrzał na nią zdziwiony. Ktoś musiał mu ją dać. .Lady Stark . . Catelyn była dumna z syna. mogą zjawić się inni. Trzeba zapewnić bezpieczeństwo Branowi. rękojeść ze smoczej kości. .Lord Eddard jest moim drugim ojcem .Czy zwróciłaś uwagę na sztylet.Bardzo dobrze. czy ktokolwiek dowie się o tym.Tak.powiedziała Catelyn i zaraz powtórzyła: . Robb? .Tak . Moim zdaniem jest to zbyt wyszukana broń. co chcę wam powiedzieć. tego.Okoliczności nie pozwoliły mi przyjrzeć mu się. . jakby ściskała ostrze noża.Jeden człowiek w jego pokoju. zamknij drzwi.Do powrotu lorda Eddarda mój syn jest panem Winterfell .powiedział maester Luwin. pani .Boi się tego. co Bran wie. Robb wyprostował się.odezwał się teraz ser Rodrik. .Także i moją. .Pani.Już teraz wystawcie straże .Ktoś nie chce. .powiedział Theon Greyjoy. .Spojrzała na nowego dowódcę straży.odpowiedziała Catelyn i uśmiechnęła się. Catelyn przytaknęła mu zamyślona.Przysięgam.Masz już odpowiedź? . Spojrzała na syna. . co mógłby zrobić lub powiedzieć. . co wam teraz powiem.wtrąciła Catelyn.przemówił ser Rodrik.nie ma apetytu.powiedział Robb.odpowiedziała mu. żeby Bran się obudził . . panie.Robb. . lecz posłuchał jej.Masz i moją przysięgę . . . więc przyjrzałem się dobrze sztyletowi. . . ale mogę ręczyć za ostrość jego ostrza .spytał Hal.odezwała się. dzień i noc. nie może wyjść z tego pokoju . jak na takiego człowieka. którym posługiwał się morderca? .Dlaczego pytasz? .To. Drugi na zewnątrz i jeszcze dwóch na dole schodów.Maester Luwin spuścił wzrok. . bliżej. . Skoro mieliśmy jednego zabójcę.Musicie mi przysiąc. że tak będzie. ile chcesz straży? .

co wiemy. Tylko w jednym miejscu można dowiedzieć się prawdy.odpowiedział stary zbrojmistrz. Ktoś musi udać się do King’s Landing. .oświadczyła Catelyn. Oskarżamy ukochanego brata Królowej. .Twoje miejsce jest tutaj. . .Wyciągnął miecz i zamachnął się w powietrzu. .Myślę. Zebrani patrzyli na nią zdumieni.Bogowie . .przerwała ciszę. . a jego twarz pociemniała od gniewu. . W Winterfell zawsze musi być ktoś ze Starków. . Ile razy mam ci powtarzać. jeśli nie masz zamiaru go użyć. że już czas .powiedziała. . żeby nie były to drewniane zabawki.Spojrzała na ser Rodrika z ogromnymi białymi bokobrodami. . Namiestnika Króla . Theon Greyjoy położył dłoń na rękojeści swojego oręża i powiedział: . . że mój syn nosi broń.odparła.skarcił go ser Rodrik. Lysa.Maester Luwin pociągnął za swój kołnierz z łańcucha.Najwyższy czas . że Lannisterowie zamordowali jej męża. .powiedziała Catelyn.Sztylet jest dowodem . . . . .powiedział Robb. że Jaime Lannister nie brał udział w polowaniu.Lannisterowie znajdują się o setki mil stąd.Nie ma granic dla dumy Lannisterów ani dla ich ambicji .Ja pojadę .Odłóż to! .Sam go zabiję! . . które odbyło się w dzień wypadku Brana. który obcierał mu szyję.Nie sądzę. lorda Arryna. .Skinął głową. to jedynie przypuszczenia. znowu przemienił się w chłopca. . . .Zapłaci za to.zaklął Robb.W pokoju zapadła grobowa cisza. Robb rzucił jej niespokojne spojrzenie. potem na maestera .przemówił Rodrik Cassel.Nie . Został na zamku. że ktoś go zrzucił. . głupcze? Robb pokornie wsunął miecz do pochwy.Nigdy nie wyciągaj miecza. jeśli to prawda.Sądzę.Wydaje mi się.Tak wspaniała broń nie jest czymś powszednim. Nie będzie z tego zadowolona. .Chłopiec potrafił się wspinać jak nikt inny .Moja pani. . straszliwe przypuszczenie .Widzę.Winterfell może potrzebować wszystkich swoich mieczy i lepiej.Uznałem. mój dom ma dług do spłacenia wobec twojego rodu.wtrącił Theon Greyjoy. . .powiedział ser Rodrik. .Moja siostra.Czyżby? .Znał każdy kamień w Winterfell. zdała sobie sprawę Catelyn.zauważył maester Luwin. . . Musimy zdobyć dowody albo siedzieć cicho.Wszystko.Nawet Królobójca chyba by się zawahał przed zamordowaniem niewinnego dziecka. że Bran nie spadł z wieży .Catelyn zwróciła się do ser Rodrika.Pani. . uważa.

Kobieta nie powinna podróżować samotnie królewskim traktem. Dzięki mocnym koniom i sprzyjającym wiatrom powinniśmy dotrzeć do Królewskiej Przystani przez Nedem i Lannisterami. sztywnymi palcami i wyszła z łóżka. żebym chociaż ja z tobą pojechał . . po czym skinęła głową.powiedziała. kiedy tam przybędziesz.Nie .Czy to rozsądne? Bez wątpienia Lannisterowie odniosą się do ciebie podejrzliwie. .Dwóch jeźdźców może podróżować równie szybko jak jeden. z radością przyjmę twoje towarzystwo.Pani.Nie pojadę królewskim traktem . aż do morza. . będzie ci potrzebna dobra eskorta . Robb. Biedny chłopiec wydawał się teraz całkowicie zdezorientowany. pomyślała.Moja pani . Odrzuciła koce zabandażowanymi. Udamy się wzdłuż rzeki Biały Nóż.A potem. zobaczymy. . Nie chcę. . . Kogo wysłać? Komu zaufać? Minęła kolejna chwila i już wiedziała. . .Luwina ubranego w szarą szatę i wreszcie jej wzrok spoczął na Greyjoyu. Ser Rodriku.Duża grupa zwraca na siebie uwagę. co dalej. a już na pewno o wiele szybciej niż długa kolumna wozów i powozów. . .Jego życie pozostaje w rękach bogów i maestera Luwina.odezwał się maester Luwin.Pani. ponurym i porywczym młodzieńcu. Zastanawiała się przez chwilę.Nie mogę już nic więcej dla niego zrobić .spytał Robb. żeby Lannisterowie dowiedzieli się o moim przyjeździe. . . szczupłym.odpowiedziała mu Catelyn.zaprotestował ser Rodrik.przerwała mu Catelyn. Muszę mieć na względzie także i pozostałe dzieci.Wyślę Hala z oddziałem gwardzistów . . pozwól. . W Białym Porcie wynajmiemy statek.Chyba nie chcesz go opuścić.A Bran? .Sama muszę jechać. . kładąc mu na ramieniu zranioną dłoń.powiedział Robb. . Sam mi o tym przypominałeś.powiedział Theon.

.Nie była głodna .Dobrze urodzone damy nie karmią psów pod stołem .odpowiedziała Sansa. jak szybciej bije jej serce. że jej siostra już dawno pewnie zakradła się do kuchni i wyłudziła coś do jedzenia od któregoś z pomocników kucharza. potrafisz być grzeczną dziewczynką. Już od ponad tygodnia wyczekiwała tego dnia. już teraz na samą myśl o nim czuła. . musimy więc dobrze się zaprezentować. W rzeczywistości Sansa nie znała jeszcze Joffreya. Nigdy nie dało się przewidzieć. ale jeśli chodzi o twoje stworzenie. Wyszczotkowała swoje długie kasztanowe włosy i włożyła swoją najpiękniejszą suknię z niebieskiego jedwabiu. . Podobno w tych stronach są jeszcze dzikie żubry.Ojciec pozwolił nam trzymać je przy sobie. Sansa już prezentowała się doskonale. jaką mogła spędzić w jego towarzystwie. Septa Mordane poinformowała Sansę przy śniadaniu. a Sansa zsunęła się z ławki.Powiem jej . . że tym razem Arya nie przyniesie jej wielkiego wstydu. .powiedziała i oderwała jeszcze jeden kawałek z plastra miodu.odpowiedziała Sansa niepewnie. i miał złociste włosy. przystojny i silny. co zrobi. żeby ubrała się ładnie. .Czy mogę odejść? .Król posłał po niego. Septa wciąż patrzyła na nią z niechęcią.odpowiedziała Sansa i podsunęła plaster bekonu pod nos Damy pod stołem. Septa Mordane prychnęła z niezadowoleniem. chociaż domyślała się. to jesteś równie uparta jak Arya. .A gdzie jest Arya? . .Miała nadzieję. chociaż dotąd nie było ich wiele. . Był dokładnie takim księciem o jakim marzyła: wysoki. . Chociaż mieli się pobrać dopiero za wiele lat.SANSA .Przypomnij jej. a tymczasem Dama oblizywała szorstkim jęzorem jej palce. Może w suknię z szarego aksamitu. Chodzi pewnie o kolejne polowanie. Miód spłynął na jej chleb.Nigdy nie widziałam żubra .Zmarszczyła czoło. swojego narzeczonego. Jej siostra potrafiła zepsuć wszystko.Sansa.Eddark Stark wyszedł jeszcze przed świtem. Jedyne.Septa Mordane wzięła jeszcze chleba i miodu. lecz zdążyła się już w nim zakochać. Wielkim zaszczytem było móc jechać z Królową. . To wilkor .Ona nie jest psem. Cieszyła się z każdej chwili. jak będzie chciała. Chociaż pewnie ubierze się tak. Zostałyśmy zaproszone na przejażdżkę królewskim powozem z Królową i księżniczką Myrcellą.zauważyła Sansa. czego obawiała się tego dnia.Możesz. Wilczyca przyjęła go z łagodnością godną królowej. a ponadto spodziewała się spotkać księcia Joffreya. jeśli chcemy. . to Arya. . .

że to nieprawda. .warknęła do Nymerii. skrzypienia drewnianych kół. . . Tłukli się po . Sansa wzdrygnęła się. .Rubinów Rhaegara. Trzymała mocno Nymerię. znalazła się w samym środku ogólnego zamieszania.powiedziała Arya.powiedziała Sansa. . . . próbując wyczesać z jej kudłów zaschnięte błoto.Ciągle tylko zagrody.Gdybyś pojechała czasem z nami. Królowa zaprosiła nas obie. . przygotowując się do dalszej drogi. . Przeprawa przez Przesmyk trwała dwanaście dni. .Rubinów . którzy ładowali namioty i pawilony na wozy. Arya ubrana była w to samo skórzane ubranie.Nie możesz jechać szukać rubinów. Wyszedłszy na zewnątrz. a Mycah pokazał mi jaszczurolwa.Nienawidzę jeździć konno . .odpowiedziała Arya.odparła Sansa zniecierpliwiona. Oczekuje nas księżniczka. ubłocić i na dodatek cała jesteś obolała. a jej głupia siostra miała zamiar wszystko zepsuć.Dama ruszyła za nią. .Po chwili zwróciła się do Sansy: .Przecież nie robię ci nic złego. pola i grody. próbując rozczesać szczególnie skudlone miejsce na szarym grzbiecie Nymerii.A co ty byś chciała zobaczyć? . jakich jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam.W tym ich powozie nie ma nawet okien i nic nie widać. Dzisiaj będziemy jechać z Królową i księżniczką Myrcellą. .Można się tylko zakurzyć. Tutaj przecież król Robert zabił go i zdobył koronę.Nic mnie to nie obchodzi . jakby Sansa była niespełna rozumu. tak jak przypuszczała.zaprzeczyła Arya.wycedziła Sansa.Lepiej ubierz coś ładnego .Jakich rubinów? Arya spojrzała na nią. kiedy wybiegała z jadalni karczmy. Wilczycy najwyraźniej się to nie podobało.powtórzyła Sansa. Karczma znajdowała się w ogromnym trzypiętrowym budynku z jasnego kamienia. Tak bardzo się ucieszyła z tego zaproszenia. Znalazła Aryę nad brzegiem Tridentu. . a mimo to pomieściła zaledwie jedną trzecią królewskiej świty. .Wcale nie .Ja nie . przekonałabyś się. naliczyłam trzydzieści sześć kwiatów. które nosiła poprzedniego dnia i jeszcze wcześniej. . . Sansa nie widziała dotąd większej.Kiedy przeprawialiśmy się przez Przesmyk. która rozrosła się do czterystu ludzi.Jedziemy z Mycahem w górę rzeki do brodu. kiedy dołączył do niej jej ojciec ze swymi ludźmi oraz grupą wolnych.Stój spokojnie . Sansa patrzyła na swoją chudą siostrę z niedowierzaniem. żeby poszukać rubinów. . Arya wzruszyła ramionami. krzyków i przekleństwo ludzi. .To polecenie septy Mordane.

Okazało się też. służące. która ciągnęła się przez nie kończące się czarne bagna. .W zeszłym tygodniu znaleźliśmy opuszczoną strażnicę. Sansa miała nadzieję. lecz gdyby znalazł się ktoś na tyle głupi. grząski grunt tylko czekał. Muszę skończyć drugi bok. że purpurowe kwiaty noszą nazwę trujących pocałunków i Arya dostała od nich czerwonej wysypki na rękach. że ojciec skarci Aryę i nakaże jej zachowywać się. Przez cały czas była ze mną Nymeria. kiedy wyczuły Nymerię. co widziała po drodze. a z wody wyglądały jaszczurolwy podobne do czarnych kłód z pyskami i oczami. Zrobiła tak. a ona nienawidziła każdej chwili tam spędzonej. Ze wszystkich stron napierały na nich kępy na wpół zatopionych drzew. Sansie robiło się niedobrze już od samego patrzenia na niego. . a w dłoni trzymała bukiet purpurowych i zielonych kwiatów. Cała jesteś w błocie. Arya na nic nie zważała.Tata nie pozwala. nie przerywając rozczesywać sierści swojej wilczycy. Czasem zabawnie jest zostać przy wagonach i porozmawiać z ludźmi. Sansa widziała na jej rękach i barkach ciemne pręgi i żółtozielone plamy. Oczywiście. jak uciekały. że jej siostra otrzymała wystarczającą nauczkę. że dzięki temu ustąpi swędzenie na rękach. jak przystało wysoko urodzonej damie. skąd je miała.Nie odchodziłam daleko. A poza tym nie zawsze gdzieś jadę. lecz on niczego takiego nie uczynił uściskał ją tylko i podziękował za kwiaty. Arya gotowa była zaprzyjaźnić się z każdym. . żeby go wessać. które unosiły się na stojącej wodzie. . Któregoś dnia wróciła. W błocie zakwitały ogromne kwiaty. . Szkoda. Arya opowiadała o tym. dziki trzynastolatek.zniszczonej grobli. Z gałęzi przyglądały się węże. że nie widziałaś. ponieważ jej przyjaciel Mycah powiedział jej. jak jakaś głupia dziewucha z bagien. Arya wzruszyła ramionami. a następnego dnia całe ramiona natarła błotem. szczerząc zęby jak koń z potarganymi włosami i cała w błocie. chłopak rzeźnika. Sansa myślała. a grobla tak wąska. że nie mogli nawet rozbić należycie obozu na noc i musieli nocować na trakcie. Cała też była w siniakach.upomniała ją Sansa. lecz Arya roześmiała się tylko. a dzień wcześniej goniliśmy stado dzikich koni. które podarowała ojcu. Tylko bogowie wiedzieli.Nie wolno ci odłączać się od kolumny . Najgorszy z nich był Mycah. starców i gołe dzieci albo grubiańskich jeźdźców niepewnego urodzenia. Sansa dobrze wiedziała. Powietrze było wilgotne i lepkie.Siedź. kto chciałby zejść z grobli i spróbować je zerwać. stajennych. Potem zachowywała się jeszcze gorzej. a z ich gałęzi zwisały długie włosy jasnych grzybów. spał w wozie z mięsem i cuchnął pieńkiem do szlachtowania zwierząt. Wilczyca poruszyła się niespokojnie. z jakimi to ludźmi Arya lubiła porozmawiać: miała na myśli giermków. natomiast Arya . Kiedy rozbierały się do snu.

że jej siostra odważyła się powiedzieć coś takiego. .przemówiła stanowczym głosem. taka jak księżniczka Myrcella? Bardzo by lubiła . który mówił. że ma zamiar zrobić to. . . Wiedziała.Będą cytrynowe ciasteczka i herbata . że czekała tam na nią septa Mordane.Bogowie. . jak Arya goni Nymerię. Sansa nie wytrzymała i uśmiechnęła się. .powiedziała Sansa. .Myrcella to mały dzieciak. Pragnęła tylko rzeczy ładnych i miłych. co postanowiła. Dobrze.Nie można odrzucać zaproszenia Królowej.Nie lubię Królowej .Nie pozwolą ci zabrać Damy ze sobą. a wilczyca polizała ją po policzku.Zły wilk! . Arya cisnęła szczotkę na ziemię. a Nymeria warknęła i odskoczyła urażona. . Sansa podrapała ją za uchem. .spełniała wrażenie. . Arya usłyszała ją i odwróciła się.Ja jadę. zniknęła na brzegu rzeki w pogoni za Nymerią. wilczyca wyrwała się z jej uścisku i uciekła.Nie pozwoli mi zabrać ze sobą Nymerii. . Będzie jeszcze milej. i wilczyca usiadła przy niej. pocić się i męczyć. czasem to ty zachowujesz się jak dziecko .W królewskim powozie nie ma miejsca dla wilków . Sansa ruszyła w drogę powrotną do karczmy. Septa Mordane będzie czekała na ciebie.krzyknęła. Arya. Sansa zaczynała tracić cierpliwość. wiesz o tym. Sansa miała ochotę się rozpłakać. .Na jej pociągłej twarzy pojawił się wyraz determinacji. tymczasem Arya mówiła dalej: . kiedy Arya krzyknęła za nią: .rzuciła obojętnie Arya.Zanim Sansa zdążyła jej odpowiedzieć. tak jak lubiła. zrezygnowana. .Musisz pójść ze mną . Opuszczona i upokorzona.Dlaczego wolisz jeździć na śmierdzącym starym koniu. Dlaczego Arya nie mogła być słodka.rzuciła gniewnie. skoro możesz siedzieć na miękkich poduszkach i jeść ciasteczka w towarzystwie Królowej? . że woli jego towarzystwo od towarzystwa własnej siostry.powiedziała Sansa. Nadzorca psiarni powiedział jej kiedyś.Arya chwyciła Nymerię za szyję.ciągnęła Sansa z powagą.Wracaj tutaj! . miła i uprzejma. Arya nie zwracała uwagi na jej słowa. .A poza tym księżniczka Myrcella boi się ich. pójdę zatem sama. zdumiona. Dama otarła się ojej nogi. Uścisnęła lekko Damę. przyglądając się. Nymeria obserwowała ją uważnie. Sansa wstrzymała oddech.Mów sobie. że zwierzę upodabnia się charakterem do swojego pana. Pociągnęła mocniej szczotką. Sansa zachichotała. o jakich śpiewano w balladach.Wsunęła sobie za pas szczotkę i zaczęła się podkradać do wilczycy. co chcesz . Dama posłusznie poszła za dziewczyną. lecz gdy tylko wyciągnęła szczotkę. Same z Damą zjemy wszystkie cytrynowe ciasteczka. . . Odwróciła się i ruszyła przed siebie.

Sansa usłyszała. Kiedyś.zapytała znajomego giermka. kiedy zbliżyła się do obozu. a Królowa stoi na najniższym stopniu i uśmiecha się do kogoś. czy nie został popełniony jakiś błąd. ponury mężczyzna przyglądał się pozostałym w milczeniu. że Arya jest jej córką i prawdziwą siostrą Sansy. Jon. że aż zamrugała. Nie klęczał. jak dwie siostry. ujrzała dwóch rycerzy klęczących przed Królową. ale wydawał się silny i pełen wdzięku. Kiedy zdjął hełm. . zaciekawiona.taką siostrę. miał prostą i pozbawioną . które skrzyły się niczym świeży śnieg. Szybko zapomniała o swoim zmartwieniu. pozwoliła. wysoki i barczysty. a jego zbroję wykonano z ciemnozielonej stali. brązowe włosy Starków ale ani odrobiny podobieństwa do pani matki. Twarz miał ospowatą i pozbawioną zarostu. by Dama szła pierwsza i utorowała jej drogę. Sansa nigdy nie mogła zrozumieć.wyjaśnił jej. kiedy Sansa była jeszcze mała. jego śmiejące się oczy współgrały zielenią ze zbroją.Straż honorowa dla Króla. Szczupły. zostało mu tylko trochę włosów. Słychać było podniecone głosy Jakby przyleciał rój pszczół. o kruczoczarnych włosach. Ludzie usuwali się szybko na widok wilkora. Sansa zobaczyła co prawda twarz starca. . jakiego kiedykolwiek widziała Sansa. więcej już o to nie pytała.Rada wysłała jeźdźców z Królewskiej Przystani. jedna starsza od drugiej tylko o dwa lata. Matka roześmiała się tylko i potwierdziła. Na jego środku zebrał się tłum. A ponieważ nie widziała powodu.Co się dzieje? . panowie. dla którego matka miałaby ją okłamywać. jak mówi: . jak jej brat przyrodni. tak jak pozostali. Z jego ramienia zwisał biały płaszcz Gwardii Królewskiej.To zaszczyt dla nas. Ubrany w szarą kolczugę nałożoną na skórzane ubranie. żeby eskortowali nas przez resztę drogi . oczy głęboko osadzone i zapadnięte policzki. Drugi rycerz mógł mieć dwadzieścia lat. Pod pachą trzymał migocący złotem hełm zwieńczony rogami. Zbliżywszy się. Łatwiej by się z tym pogodziła. Sansa. mogły tak bardzo się różnić. które opadały mu do ramion po obu stronach świeżo ogolonej twarzy. który otoczył powóz Królowej. o włosach równie jasnych jak jego zbroja. gdyby Arya była bękartem. Nawet była podobna do niego: miała pociągłą twarz. Był najprzystojniejszym mężczyzną. Może grumkiny porwały jej prawdziwą siostrę. Pancerz jednego z nich zrobiono z białych emaliowanych łusek. że drzwi powozu są otwarte. Choć nie był stary. Stał z boku przy koniach. Zobaczyła. Wkrótce Sansa zauważyła trzeciego przybysza. a srebrzyste klamry i wzorzyste desenie błyszczały przeraźliwie w słońcu. Obaj mieli na sobie zbroje tak lśniące. zapytała nawet matkę. . które wyrastały mu nad uszami i były długie jak u kobiety.

aby nosić go u boku. Przez moment pomyślała. gdy tylko powróci . Poczuła. . chociaż teraz nie wydawał jej się nawet w połowie tak okropny jak wtedy. piękny.powiedział ktoś.Spojrzał na Sandora Clegane’a. jego złociste loki lśniły w słońcu niczym korona. Teraz Sansa zdała sobie sprawę. Sansa wyrwała się z jego objęć. Usłyszała głos Królowej: . wystrojony w niebieską wełnę i czarną skórę. podobnie jak wówczas kiedy po raz pierwszy ujrzała jego twarz zniszczoną przez ogień. .Idź do niej. że z radością was przyjmie. że podtrzymują ją czyjeś silne dłonie. że to jej ojciec. . Ogar. że klęczący dotąd rycerze przyglądają się jej z mieczami w dłoniach. który miał przypięty na plecach. .Młodszy rycerz w zielonej zbroi zachichotał. .Słodki Książę. który spoglądał na nią z góry. Dama warknęła. .wszelkich ozdób zbroję. Stojący dookoła ludzie przyglądali im się zaciekawieni.przemówił chrapliwym głosem. że jest stara i znoszona. Była damą z Rodu Starków z Winterfell i kiedyś miała zostać królową. skłonił głowę i wycofał się bez słowa. Sansa przyklęknęła i objęła ją za szyję. a on jakby wyczuł siłę jej spojrzenia i powoli odwrócił głowę.Co on robi w obozie? .powiedziała Królowa do klęczących przed nią rycerzy. . a tu i ówdzie słychać było strzępy komentarzy i śmiechu. Ponad jego prawym ramieniem wystawała skórzana rękojeść ogromnego miecza.Payne? .odpowiedział Ogar. .Zostaw ją . słodka pani? Czego się obawiasz? Nikt cię nie skrzywdzi.spytał pierwszy z mężczyzn. a ktoś inny dodał: .To raczej ten drugi. Widać też było. Stanął nad nią.Wilk . to nie on mnie przestraszył . warcząc ostrzegawczo. Znowu poczuła strach i zawstydziła się. jakiego nigdy dotąd nie doświadczyła. wykrzywiając usta w okropnej imitacji uśmiechu. Łzy napłynęły jej do oczu. a Ogar roześmiał się. lecz kiedy się odwróciła. psie. Odłóżcie miecze.Na siedem piekieł. Dama wsunęła się między nich. Poczuła się głupio.Starkowie używają ich zamiast niań .Czasem ser Ilyn i mnie przeraża.Drżysz.Król przebywa teraz na polowaniu. . . ujrzała poparzoną twarz Sandora Clegane’a. Sansa Stark poczuła ogarniające ją przerażenie. to wilkor. wpadając na kogoś. Cofnęła się mimowolnie. ponieważ był zbyt długi.powiedział Joffrey.próbowała wyjaśnić. W następnej chwili Książę stał przy niej. . Joffrey. Sansa nie mogła oderwać oczu od trzeciego mężczyzny.Odejdź. . Przestraszyłeś moją narzeczoną. .Aż tak bardzo cię przestraszyłem? Przestraszył ją. dziewczyno . Obaj rycerze wymienili spojrzenia. O co chodzi. posłuszny jak zawsze. ale jestem przekonana. To jej wilk. Sansa próbowała się uspokoić. Jego starszy towarzysz przemówił do Sansy łagodnie: . Podał jej dłoń i pomógł wstać.

. poczuła się.Lord Dowódca Gwardii Królewskiej . .a także doradca naszego Króla. . Nie pochlebiaj mu zbytnio. Dama wyszczerzyła kły i zaczęła warczeć. Czekała na jego odpowiedź. Joffrey nachmurzył się. Niesie ze sobą strach. . dobry rycerzu. Nawet na dalekiej północy opiewają w pieśniach czyny Barristana Śmiałego.dobra pani. Imię to nie było jej obce. Teraz zachichotał ser Barristan. uznam. jakby zdzierał z niej ubranie. . Królewski Ród nosi w herbie jelenia. Zaszczyt to dla mnie.odpowiedziała szybko Sansa. . Rozległ się gromki śmiech. Potem odwrócił się i odszedł bez słowa. Rycerz w zielonej zbroi znowu się roześmiał.I słusznie. Będąc tak młodym. obnażając jej duszę. a zebrani rozstąpili się przed nią. chociaż nastąpiło to w tak nienaturalnych okolicznościach.Dobrze powiedziane.wydusiła z siebie Sansa. Uśmiechnął się do niej. wybacz. lecz tym razem Sansa uspokoiła ją.Twój hełm zdobi złote poroże. . że wybraliście złego człowieka.Skłonił głowę.Królowa zeszła ze schodów powozu. Kiedy kat spojrzał na nią swoimi bezbarwnymi oczyma. i tak też cię nazwę. wilcza dziewczyno.powiedziała .odezwał się rycerz w bieli. dziecino.Będąc tak młodym.Mogę to uczynić . . i tak też go nazwę. Jestem ser Barristan Selmy. Lordem z Końca Burzy i doradcą Króla.A teraz. a wcześniej Aerysa Targaryena. jak odnosisz się do mojej narzeczonej. milczący. wybrałaś właściwą osobę . Moment niezręcznego napięcia minął i Sansa czuła się coraz swobodniej… do chwili kiedy ser Ilyn Payne odsunął na bok stojących najbliżej niej mężczyzn i stanął przed nią z twarzą pozbawioną uśmiechu. To zaszczyt dla mnie móc cię poznać. . że jesteś córką godną królewskiego Namiestnika.Jak przystało na córkę Eddarda Starka. i tak już ma zbyt wysokie mniemanie o sobie.A zatem. jeśli cię obraziłam .Ser Ilyn. a następnie skórę. kładąc dłoń na jej łbie. . Teraz przypomniała sobie szybko wszystkie uprzejmości.Zważaj na to. jeśli podasz i moje imię. dziecko . to znaczy. których od lat uczyła ją septa Mordane. . Król Robert ma dwóch braci. .Chciałaś powiedzieć Barristana Starego. . a jej słowa skwitowano głośnym śmiechem. . by ułagodzić gniew Księcia. lecz on nic nie powiedział. możesz być tylko Renlym Baratheonem. Wasza Miłość. Strażnik Króla. Roześmiał się nawet sam lord Renly. mój panie. . może być tylko zarozumiałym zuchwalcem. słysząc jego słowa. Jeśli niegodziwcy nie boją się tego.powiedziała. który wymierza sprawiedliwość w imieniu Króla.

Był to długi miecz.Ser Ilyn nie był zbyt rozmowny przez ostatnie czternaście lat .Twój wilk może przestraszyć konie. uwielbiam jazdę konną.Nie obawiaj się. Spojrzała na Księcia. Cały dzień spędzony w towarzystwie Księcia! Popatrzyła na Joffreya z uwielbieniem. Jestem już prawie dorosłym mężczyzną i nie biję się drewnianym mieczem. . w jaki uratował ją przed ser Ilynem i Ogarem… prawie jak w balladach.powiedziała.Sanso.odpowiedział Joffrey oficjalnym tonem. mamo . pomyślała. . . musimy porozmawiać z członkami rady. Przeproś swoją słodką siostrę.odezwała się niepewnym głosem.zauważył lord Renly.wtrąciła Królowa.Nie wiedziałam.Uśmiechnęła się z wdziękiem i powiedziała: . ty zaś boisz się chyba mojego psa. . Zostawmy ich zatem i jedźmy sami. . .Cokolwiek zechcesz. Dlatego przełożymy twoje spotkanie z Myrcellą. To mi wystarczy. . Serce zabiło jej mocniej. czy powiedziałam coś złego? Dlaczego nic do mnie nie powiedział? .Być z tobą. Joffrey. Miała ochotę ukarać samą siebie za to.Chyba mogę przywiązać Damę. Joffrey zastanawiał się przez chwilę. Jest taki szarmancki. pomyślała. Joffrey zerknął do tyłu na Damę. że masz psa… Joffrey roześmiał się. Książę nigdy jej nie pokocha.Jest nam całkowicie oddany.Co byś chciała robić? . .W rzeczywistości to pies mojej matki. moja pani. kiedy poczuła dotyk dłoni Joffreya na swoim rękawie. Ujął Sansę pod ramię i odeszli razem. zanim Król i twój ojciec wrócą. mój Książę.Och.O wiele lepiej wyraża się. .Wasza Miłość.Z przyjemnością.Aerys Targaryen kazał mu wyrwać język gorącymi szczypcami. .Sansa czuła się zakłopotana.Czy może tu zostać? Książę Joffrey skrzywił się na jej pytanie. Co ty na to? Sansa zawahała się. . .Jeśli tak chcesz . uśmiechając się przebiegle.Masz na myśli Ogara . ale powiedziała co innego. . tak jak twoi bracia.Moglibyśmy przejechać się konno. Nakazała mu pilnować mnie. może będziesz tak miły i dotrzymasz towarzystwa naszemu gościowi. jeśli okaże się głupia. . . Sansa poczuła się wspaniale. . Nie potrzebuję Clegane’a. więc to robi. operując swoim mieczem . . która szła tuż za nimi. Joffrey rzucił wujowi spojrzenie pełne obrzydzenia.Wyciągnął z pochwy miecz. . . . jak wtedy gdy Serwyn z Lustrzaną Tarczą uratował przed olbrzymami księżniczkę Daeryssę albo jak książę Aemon zwany Smoczym Rycerzem uratował honor Naerysy przed oszczerstwami Morgila. Sposób. że tak wolno myślała. .Nie była pewna. a potem ujął dłonie Sansy. czy dobrze go zrozumiała.

mając za towarzysza jedynie Lwi Kieł. Joffrey śpiewał dla niej głosem wysokim. słysząc tarcie stali o skórę. Wyjechawszy na polankę nad brzegiem rzeki. klek.Niebawem . Chodzili po pieczarach nad brzegiem rzeki i tropili cieniokota aż do jego legowiska. Pomyślała o Damie i zaczęła żałować. skąd dochodziły odgłosy. jakiego Sansa nie widziała nigdy na północy. . Sansa. .Czy nie powinniśmy wracać? . Powietrze było ciepłe.powiedziała Sansa. kazał przynieść jedzenie i picie dla siebie i swojej damy.Joffrey skierował konia w stronę.Ojciec pozwala nam wypić tylko jeden puchar i tylko w czasie uczt . Tutaj mój ojciec zabił Rhaegara Targaryena.Potem wuj Jaime zabił starego Aerysa i ojciec został Królem. klek. wracajmy. co Joffrey przyjął z zadowoleniem. podwójne ostrze. Zadrżała. . Dalej jechali już wolniej. .proporcjonalnie zmniejszony. . Sansa wydała okrzyk podziwu. tam gdzie skręca rzeka.Nazwałem go Lwim Kłem .Chcę sprawdzić. wyraźnie słychać było uderzenie drewna o drewno. tak aby pasował do ręki dwunastolatka. . miał ostrze z błękitnej stali wykutej na zamku. W miarę jak się zbliżali. ciach. co to takiego. Sansa czuła.odpowiedział Joffrey i napełnił jej puchar. .Nie wiem . ile tylko zapragnie . .spytała. ruszyła za nim. a Sansa wypiła więcej wina niż kiedykolwiek przedtem. . słodki i czystym. Joffrey wykonał ruch. Był to wymarzony dzień na przygody. ujrzeli chłopca i dziewczynę bawiących . Posilili się świeżo złowionym pstrągiem. Książę Joffrey dosiadł gniadego rumaka szybkiego jak wiatr. Co to za odgłosy? Sansa także je usłyszała. . skórzaną rękojeść ze złotą gałką w kształcie smoczej głowy. Trafił go w pierś. jakby uderzał wojenną maczugą. że kręci jej się trochę w głowie. przesycone zapachem kwiatów. .odpowiedział. Joffrey wypatrzył wśród zabudowań dym.Tędy .Jesteśmy już niedaleko od pola bitwy. nie mając wyboru.Joffrey wyciągnął z pochwy Lwi Kieł. Dzień zapowiadał się wspaniale. przez zbroję. . a okoliczne lasy emanowały subtelnym pięknem. Przez las płynęło jakby uderzanie drewna drewno: klek. że nie zabrała wilkora.Moja narzeczona może pić tyle wina. za którym klacz Sansy ledwo nadążała.odpowiedziała zaniepokoJona. Gdy tam dotarli.Przy mnie jesteś bezpieczna.powiedział zaczął kluczyć między drzewami. odgłosy stawały się coraz głośniejsze.Joffrey. a kiedy podjechali jeszcze bliżej.powiedział. . Zostawiwszy wilkora i straż przyboczną.wyznała. a kiedy poczuli się głodni. . .Ktoś tam jest . wręcz magicznie. pojechali na północ wzdłuż północnego brzegu rzeki Trident. usłyszeli też sapanie i sporadyczne sieknięcia.

a chwilę później po policzku chłopca popłynęła strużka krwi. że obcy jest starszy od. podnieś go. chłopak zatrzymał swoim kijem jej uderzenie i odtrącił jej broń.Joffrey uniósł Lwi Kieł i przyłożył czubek jego ostrza do policzka drżącego Mycaha. że chłopiec nie kłamie.Podniesiesz kij czy nie? Mycah potrząsnął głową. .Twoja siostra? Skinęła głową. Kiedy spróbowała zaatakować. jaki jesteś dobry. . .Co tu robicie? Zostawcie nas.na pierwszy rzut oka były to kije od szczotek którymi walczyli zaciekle. Joffrey spoglądał to na Sansę. .Zostaw go. rumieniąc się. . . rzeźniczku . Mycah. Chłopiec wydawał się o wiele starszy.krzyknęła Arya. mój panie . sparaliżowany strachem. Chłopak odwrócił się. że uderzyłeś siostrę mojej pani? . co? . panie .odpowiedziała Arya stanowczym tonem. to na Aryę.Czy wiesz. nie ruszył się z miejsca.Chłopak rzeźnika . tylko patyk.Zobaczymy. Wypite wino dodawało mu wigoru. To nie jest miecz. . Rozpoznał Księcia i spuścił oczy.To tylko patyk. a w jej oczach pojawiły się łzy złości. wybałuszając oczy. piegowatej twarzy i gęstych rudych włosach.wymamrotał chłopak. . lecz nie wszystkie.Podnieś swój miecz.zawołała z niedowierzaniem.W miejscu gdzie ostrze wbiło się w ciało Mycaha. Krzyknęła z bólu i upuściła broń. nie zważając zupełnie na to. . lecz Joffrey nie słuchał go. tuż pod jego okiem. Za miecze służyły im kije . dlatego głównie on atakował.Joffrey zeskoczył z konia z mieczem w dłoni. był to niezgrabny młodzieniec o surowej. która posłała im gniewne spojrzenie z dłonią przy ustach. pojawiła się czerwona kropla. .Arya! . panie. . No. . i upuścił kij w trawę. Chuda dziewczyna w ubłoconym skórzanym ubraniu broniła się. który chce zostać rycerzem. Rumieniec na twarzy Aryi powiedział Sansie. robiąc uniki i blokując większość jego uderzeń.Idźcie stąd . Książę Joffrey wybuchnął śmiechem. . a w jego oczach zamigotały iskierki rozbawienia. A może walczysz tylko z dziewczynami? . Książę przyjrzał się chłopakowi.powiedział.się w rycerzy.powiedział Mycah. a nie żadnym rycerzem. .Ona mnie o to prosiła.Chłopak rzeźnika.Mycah. . był też o głowę wyższy i silniejszy.A ty coś za jeden? spytał władczym tonem.powiedziała Sansa. Joffrey podszedł do niego.Prosiła mnie. uderzając ją po palcach.A ty jesteś tylko chłopakiem rzeźnika.To mój przyjaciel . . . Sansa patrzyła przerażona na dziewczynę. . niego o kilka lat. .

Przestańcie . a Nymeria ruszyła za nią.powiedział książę Joffrey do Aryi. chwytając Księcia za ramię. Sansa podeszła do Księcia.krzyczała Sansa .Och. . Głos Aryi zabrzmiał jak trzaśniecie biczem. uderzając w tył głowy Księcia. co oni zrobili. .krzyknęła Arya. Błękitna stal zamigotała w słońcu. wykrzykując przekleństwa. . aż w końcu przyparł ją do drzewa. Joffrey upuścił miecz. Arya zaatakowała. . Patrzyła bezradnie poprzez łzy. Wrócę się i sprowadzę pomoc. ohydne przekleństwa. Nie obawiaj się.Nie zraniła cię… zbyt mocno . Potem dostrzegła śmigający tuż obok niej szary cień i zobaczyła Nymerię. nie odrywając wzroku od Mycaha. kiedy kij złamał się.Podniosła z ziemi Lwi Kieł i stanęła nad Księciem z mieczem w dłoniach.Zabierz go! Zabierz go! .odezwała się Sansa. co robić. zepsujecie wszystko.Joffrey . Chwyciła z ziemi swój kij. Przyklęknęła przy nim. Sansa nie wiedziała. wykrzykując przekleństwa. . Sansa zsunęła się z konia. .powiedziała przez łzy. warcząc przewrócił go na ziemię. Joffrey odezwał się płaczliwym głosem: Nie. Mycah pobiegł między drzewa. Joffrey zachwiał się i odwrócił. . . kiedy miecz poszybował nad rzeką.powiedziała Arya. Joffrey zamierzył się na Aryę mieczem. który stanął dęba i popędził za Mycahem. Rozległ się głośny trzask. - . .Nymeria! Wilkor puścił Joffreya i wrócił do nogi Aryi. lecz była zbyt powolna. lecz Joffrey nacierał dalej. Powiem matce. teraz już naprawdę przestraszona. lecz tym razem Joffrey powstrzymał jej uderzenie Lwim Kłem i wytrącił jej kij. wilczyca skoczyła. Książę leżał w trawie skulony i płakał. Jej siostra zamierzyła się obydwoma rękoma.krzyczał.krzyczała Sansa. Arya.Zostaw go! . Kiedy zniknęły. Arya zamierzyła się na Księcia po raz drugi. Arya podniosła z ziemi kamień i cisnęła nim w głowę Joffreya. .Arya..wrzasnęła Sansa. Spojrzawszy na nią przerażonym wzrokiem. a w oczach obłęd. a potem wszystko wydarzyło się nieomal w jednej chwili na oczach przerażonej Sansy.Przestań! . odskoczyła do tyłu.Nikt jej jednak nie słuchał. Koszulę miał mokrą od krwi. Oczy miał zamknięte z przerażenia i oddychał ciężko. Arya pobiegła do swojego konia. trzymaj się od tego z daleka . Joffrey jęknął. Tył głowy miał zakrwawiony. . co oni zrobili. Nie rób mi krzywdy.przestańcie oboje. Arya zamachnęła się i wyrzuciła miecz wysoko w górę. Nie trafiła i kamień uderzył w jego konia. kiedy wilk. w którym trzymał miecz. Mój biedny Książę. . przestańcie! .Przestańcie. Opadł z pluskiem w nurt i zniknął pod wodą. spójrz. najszybciej jak potrafił.Nie zranię go… zbyt mocno .

i nie dotykaj mnie. a w jego spojrzeniu nie było niczego poza nienawiścią i pogardą. . jasne włosy.A więc idź . Otworzył oczy i popatrzył na nią.wycedził przez zęby . .Wyciągnęła rękę i pogładziła delikatnie jego miękkie.

Nasi ludzie czy Lannistera? .odpowiedział jego zarządca. Pobiegłby.powiedział Ned. Za dużo ich.powiedział Poole. Jego ludzie szukali Aryi od czterech dni. Tego ranka czuł się tak przybity i wyczerpany. co zrobi. Co za kobieta! . Zamek był skromną posiadłością oddaloną o pół dnia jazdy na południe od Tridentu. . Oczy wszystkich zwrócone były na Aryę. . . . gdyby nie pamiętał. .Arya! .Przy bramie zatrzymała ich straż Lannisterów i natychmiast poinformowali Królową. lecz on szedł szybko. o czym nie zapomniał ani on. słyszał przyciszone szepty.Gdzie ona jest? Niech Jory zaraz ją do mnie przyprowadzi.A niech to. by pomieścić królewską świtę. Dlatego też napięcie w zamku . Gdyby zostali sami. . . ludzi Darry’ego. Ser Raymun żył wprawdzie pod płaszczem królewskiego panowania. Vayon Poole. Nie byli tam mile widzianymi gośćmi. które prowadzono na obu brzegach rzeki. Poszedł w jej stronę. Ktoś go zawołał. Wyczuwał spojrzenia gapiów. Zabrali ją prosto do Króla… . z których wyławiał pytania o to.EDDARD .Przykro mi. podobnie jak ludzie Królowej. mogliby załatwić sprawę polubownie. Przez pierwsze trzy dni sam prowadził poszukiwania i prawie się nie kładł od czasu zniknięcia Aryi. ani Robert. na czas poszukiwań Aryi i chłopaka rzeźnika. Robert siedział z ponurą twarzą na wysokim tronie Darry’ego. Tam też polegli jego trzej starsi bracia. Wpadł do komnaty pełnej ludzi.Bogom niech będą dzięki .stawało się coraz większe. a także ludzi Lannisterów i Starków . w drugim końcu sali.rzucił Ned i ruszył do drzwi. mój panie.Jory . . panie . kiedy przechodził przez zamkowy dziedziniec. Obok niego stała Cersei Lannister ze swoim synem.Schodził po schodach wieży czerwony z gniewu. Królowa trzymała dłoń na ramieniu Joffreya. Król zajął salę audiencyjną ser Raymuna i tam też znalazł go Ned.Nic jej się nie stało. nie zważając na żadne głosy. że ledwo trzymał się na nogach. Król zjawił się tam w gościnę jako nie zapowiedziany gość.Znaleźli ją.zbyt małym. że wciąż jest Namiestnikiem Króla i musi zachować godność.Znajdź Sansę i przyprowadź ją do sali przyjęć. pomyślał. lecz jego rodzina w bitwie nad Tridentem walczyła pod sztandarami smoka. Ned wstał szybko. która stała na środku komnaty tylko w towarzystwie Jory’ego Cassela. stukając głośno butami .zawołał. Może się nam przydać. teraz jednak wściekłość dodała mu sił. . Wciąż nosił je owinięte jedwabnymi bandażami.

. Drżała. że znaleziono moją córkę? . Kiedy go ujrzała.wtrącił książę Joffrey.Nakarmimy cię .Tylko go trochę ugryzła. Na ustach lorda Renly’ego widniał półuśmiech. po prostu chuda.Płynące łzy zostawiały różowe smugi na jej brudnych policzkach. co się stało .Co to wszystko znaczy? . .A co to za sprawa? .odpowiedziała Arya bliska płaczu. .powiedział.spytał Ned.Joff opowiedział nam.To nieprawda . Ona i ten jej chłopak rzeźnika.Dobrze wiesz.na kamiennej podłodze. Stark.ryknął Król poirytowany. by mogła stać się przyczyną takiego zamieszania. natomiast oblicze starego ser Barristana pozostawało kamienne. .Razem ze swoim rzeźnikiem zbiliście go kijami. Nie chciałem przestraszyć dziewczyny. że Książę.Przykro mi . mówiąc. Ned. pochlipując.Wcale tak nie było .Zamknij się! . podnosząc się ze swojego miejsca.Wyprostował się na tronie. ale odpowiedzi udzieliła mu Cersei Lannister.Napadli na mnie. Napotkał jedynie kilka twarzy swoich ludzi. A jej zwierz próbował odgryźć ramię mojemu synowi.Wybacz. . W jego ramionach wydawała się bardzo mała. Bił Mycaha.Przykro mi.Właśnie że tak! . Królowa wysunęła się do przodu.Wiem .wrzasnął Książę. . .Nie.Jak śmiesz mówić takim tonem do Króla! . . Wstał i zwrócił się do Króla. W sali zapadła . . Ned przyklęknął na jedno kolano i wziął ją w ramiona.Jestem tylko głodna.Kłamca! . .przemówiła głośno Arya.zapewnił ją Ned. . . . bo nic więcej tam nie było. . Trudno było uwierzyć.zapytał Ned donośnym głosem. jak zawsze. . . który mógł znaczyć wszystko. Dlaczego nie zawiadomiono mnie. wypatrując przyjaznych spojrzeń. . Nic ci nie jest? . krzyknęła i rozpłakała się. kobieto. Wśród zebranych nie dostrzegł Jaime’a Lannistera i Sandora Clegane’a jedyne pomyślne zrządzenie losu . że najlepiej będzie przyprowadzić ją od razu tutaj i załatwić całą sprawę.mówiła. a ona wrzuciła do rzeki Lwi Kieł! . Ned położył dłoń na jej ramieniu.krzyknęła Arya. .Dlaczego nie przyprowadzono jej do mnie? Mówił do Roberta.Dość! . mała dziewczynka. .którzy prowadzili poszukiwania na północ od Tridentu.Król poruszył się i warknął: . nawet nie zerknął na Aryę.Ned zauważył. Twoja dziewczyna napadła na mojego syna. . Zjadłam trochę jagód. . Sądziłem. Spojrzenia pozostałych ziały wrogością . .odezwała się Królowa.byli to ludzie Lannisterów.Powiódł wzrokiem po sali.Spokój. naprawdę. a ty poszczułaś go wilkiem. Ser Raymun Darry pilnie strzegł swojego spojrzenia. .

.Mój brat jest zbyt uprzejmy. co mam z tym zrobić? On mówi co innego i ona co innego. lecz Sansa wpatrywała się w Aryę. Ubrana była w niebieską.Na siedem piekieł.Sansa. powiesz nam. ty powiesz swoje. chcę.Ser Barristanie.powiedziała Cersei Lannister. .zawołał Ned.Nic ci nie jest? . . Popełniłabyś wielką zbrodnię. . kłamiesz. dziecko. . jego ojciec podniósł się ciężko z tronu. Ned postawił Sansę na nogi.Lwi Kieł. tymczasem Arya mówiła nieprzerwanie. spójrz na nią.wrzasnęła Arya. aksamitną sukienkę.Opowiedz nam. tłumiąc śmiech: . .wtrącił Ned.przemówiła załamującym się głosem.Ty żmijo! . . .Na siedem piekieł . . Król zmarszczył brwi. zobaczył Yayona Poole’a wchodzącego w towarzystwie Sansy. Ned usłyszał skrzypnięcie drzwi. Drżała i była cała blada. Spojrzała na siostrę. kiedy zniknęła Arya. jak wrzuciła do rzeki miecz Joffreya. starannie wyczesane. . . Sansa podeszła niepewnym krokiem. .Ned usłyszał jeszcze. Powaliła ją na ziemię i zaczęła okładać pięściami. Kiedy skończył. chodź tutaj. przecież dzieci się biją. ale do tej chwili nie odzywaj się.Nie pamiętam. . Nic strasznego się nie stało. .zaklął Król. . przestań! . jak to możliwe. jak mówi do siebie w drzwiach.Arya. To się zdarza.Nie byli tam sami . zanim udusi się ze śmiechu. że dziewięcioletnia dziewczyna rozmiarów mokrego szczura zdołała cię rozbroić kijem od szczotki i wyrzuciła twój miecz do rzeki. Renly Baratheon roześmiał się.Kłamiesz. Stali cicho w tyle. Powiesz nam całą prawdę. sprawiał wrażenie.A teraz. Zerknąwszy do tyłu. To jeszcze dziecko. . Co chcesz.cisza. zaczął opowiadać swoją wersję wydarzeń. Jej kasztanowe włosy. a na jej szyi wisiał srebrny łańcuch. a potem na Księcia.Kiedy skończy. Lord Renly powstrzymał śmiech. Nie widziałam… . Popatrzył na Aryę groźnym wzrokiem znad swojej gęstej brody.Potem skierował spojrzenie na swojego syna. . jakby go nie słyszała. co się wydarzyło. wyprowadź z sali mojego brata. W jednej chwili znalazła się przy siostrze. . lśniły. Kiedy zaczęła opowiadać o tym. okłamując Króla.zapytał ją.Ta dziewczyna jest tak samo dzika jak jej paskudny zwierz . . żeby została ukarana. Sam znajdę drzwi. przekazała mu całą prawdę. Jory odciągnął ją wierzgającą od siostry. .Kiedy Arya zaczęła opowiadać.Może później opowiesz mi. . jeszcze tego samego dnia.Cersei.Nie wiem . jakby chciał być zupełnie gdzie indziej. Skłonił się Joffreyowi. co się wydarzyło. Książę Joffrey. z twarzą bladą jak kreda. .Wcześniej.Robercie. kłamiesz. Wszystko wydarzyło się tak szybko. . popędzając batem? A niech to. żebym jej zrobił? Przepędził ulicami.

Upewnił ją wyraz jego twarzy.Robercie. . . to nie była Dama. ale może to go czegoś nauczy. obiecuję. .Kosztowna skórka . .Tylko nie Dama.zawołała za nim. Dopiero po chwili znaczenie jej słów w pełni dotarło do zebranych.Joff będzie nosił blizny do końca życia .krzyknęła Arya.powiedziała Królowa donośnym głosem. Myślałam.Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. chyba nie masz na myśli… .odpowiedziała Cersei Lannister spokojnym głosem. naucz swoją córkę większej karności.Co z bestią.odpowiedział Ned i odetchnął z ulgą. Ned. nie możesz… to nie była Dama. .Zaczęła płakać. Robert Baratheon spojrzał na swojego najstarszego syna. .powiedział. Robert odwrócił się już w stronę wyjścia.On chyba nie mówi o Damie? . a w jej oczach zamigotały iskierki zwycięstwa. . . Twarz Roberta pociemniała od gniewu.A co z wilkorem? . .Tak. Arya. że wychodzę za Króla. . biorąc pod uwagę. Dama nikogo nie ugryzła. Proszę.Mamy . obiecuję… . to trudno.No cóż. Król wzruszył ramionami rozdrażniony. Ned.powiedziała Królowa gniewnym głosem.Sto złotych smoków dla tego. kiedy usłyszał głos Królowej. Wasza Miłość . że nie mamy wilka.Nie sądziłam. kobieto. która poraniła twojego syna? Król zatrzymał się i zawrócił. który przykryje moje łóżko wilczą skórą jeszcze przed zachodem słońca.mruknął Robert. Niech ser Ilyn się tym zajmie. Prędzej czy później zrobiłby krzywdę twojej dziewczynie. . .Powstrzymaj ich . Wreszcie i Sansa zrozumiała. . ona jest dobra… .Damy tam nie było . .Nie powiedziała.Nie pozwól im tego zrobić. a ja zajmę się moim synem. Daj jej psa i będzie spokój. marszcząc czoło. . . tak jak urządził mojego syna.Zapomniałem o tym cholernym wilku . . Ned zauważył. Królowa obrzuciła go chłodnym spojrzeniem. że okażesz się takim skąpcem. Wilkor to dzika bestia.Dość tego.. .Nigdzie go nie znaleźliśmy . . . Możesz kupować sobie futra za pieniądze Lannisterów.Jak chcesz.Byłby to niezły wyczyn. . Spojrzała na ojca przestraszona. dość.zaprotestował Ned. Będę jej pilnowała.Tak uczynię. co miała na myśli Królowa.Nie wydawał się specjalnie zmartwiony. . jak Arya znieruchomiała. który mi przyniesie jego skórę! . nie pozwól im skrzywdzić Damy. . tylko Nymeria.odezwał się szybko Jory.Zostawcie ją! .rzuciła błagalnym tonem Sansa. Król nie miał już ochoty na dalsze dyskusje.

by kiedykolwiek miał trudniejsze zadanie do wykonania. . lecz teraz zobaczył. Wracał właśnie do wieży potwornie zmęczony. .przemówił Ned. że Sansa wybrała właściwie imię.W głosie ser Barristana Selmy dało się odczuć niechęć. W imię miłości.Wybierz czterech ludzi i wyślij ich z ciałem na północ. . . .powiedział głosem zimnym i ostrym jak stal. Eddard Stark nie pamiętał. . lecz zabolało go tylko spojrzenie Sansy. Stojący obok niej książę Joffrey uśmiechał się. zaprowadź dziewczynki do pokoju i przynieś mi Lód. . najłagodniejsza i najbardziej ufna.rzucił głosem przepełnionym nienawiścią. bliższy mu niż brat. jaką darzyłeś moją siostrę.Tak daleko . powłócząc ciężko nogami.Z trudem wydusił z siebie te słowa. .Mają jechać tak daleko? . to sam to zrobię. Kiedy było już po wszystkim.Ty.Ned mógł tylko wziąć ją w ramiona i mocno przytulić. W sali zapadła cisza. proszę. Cersei Lannister spojrzała na niego podejrzliwie.Robercie.Gdzie jest wilkor? . Robercie . ścigany płaczem córki. Spojrzał na Roberta poprzez salę. Wyszedł z sali.Kobieta Lannisterów nigdy nie dostanie jej skóry. Robert posłał mu obojętne spojrzenie i wyszedł bez słowa. Wasza Miłość. Niech ją pochowają w Winterfell.spytał Jory z niedowierzaniem. . najładniejsza. . a potem skierował wzrok na żonę.Poślijcie po Ilyna Payne’a. ale się nie zawahał. Ned usiadł obok wilczycy. Dama była najmniejsza z całego miotu. Jory przyniósł miecz.Bestia jest przywiązana przed bramą. a on zanurzył dłoń w jej gęstą szarą sierść. gdy nadjechał Sandor Clegane ze swoimi .spytała Cersei Lannister. W imię naszej miłości. . . Znowu poczuł zmęczenie ostatnich czterech dni. Ned delikatnie wyswobodził się z objęć Sansy.Jeśli tak ma być. Cersei .powtórzył Ned. Poszedł w miejsce. .Jory.Ona jest z północy i zasługuje na coś lepszego niż rzeźnik. . Stark? Czy to jakaś sztuczka? Dlaczego miałbyś to robić? Wszyscy skierowali wzrok na niego. Jego dawny przyjaciel. . powiedział: . wymawiając wolno jej imię.Miej przynajmniej odwagę zrobić to własnymi rękoma. Popatrzyła na niego swoimi złocistymi ślepiami. rzucając na boki groźne spojrzenia.Nie . . które jego dzieci nadały swoim zwierzętom. . gdzie przywiązano łańcuchem młodego wilkora.Damo powiedział.A zatem sam to zrób. Nigdy dotąd nie zwracał uwagi na imiona.A niech cię. . Król patrzył na nich długą chwilę.

chłopaka rzeźnika.powiedział Ogar. Wydawało się. rozcięło go niemal na pół.Ani śladu po twojej córce. . które będzie musiał powiedzieć Aryi. przeżuwając słowa. coś ciężkiego. .Odwrócił się i zrzucił ciężar pod nogi Neda. Cięcie.Ale nie dość szybko. od ramienia po pas. .Ale dzień nie całkiem stracony. Ned dostrzegł coś przerzuconego za nim przez grzbiet jego wierzchowca. .Spojrzał na Neda i roześmiał się. Ujrzał Mycaha. Ale to nie była Nymeria.Dopadłeś go . Mamy jej pupilka. . . Namiestniku . .powiedział Ned.Biegł. Ned schylił się i odwinął płaszcz. które otrzymał z góry.ludźmi. Całe jego ciało pokrywała zastygła krew. że oczy Ogara migocą poprzez stal jego ohydnego hełmu w kształcie psiej głowy. . owiniętego w zakrwawiony płaszcz.

wyszeptał głos w ciemności. Bran pamiętał. więc spadał dalej. leciała tuż za nim. Bran spojrzał w dół.chociaż wciąż znajdowała się daleko od niego. jedynie ziemia w dole. ich ośnieżone szczyty i srebrzyste nitki rzek w . .odpowiedziała pytaniem wrona. Człowiek zawsze się wtedy budzi. żeby zobaczyć. A czy ty naprawdę spadasz? . nie potrafię… Skąd wiesz? Próbowałeś kiedyś? Głos brzmiał wysoko i cienko.Obudzę się.powiedział. .powiedział. wypiekł go.powiedział Bran. . Nawet we śnie nie można spadać w nieskończoność. . . Nie płakać. panował chłód.A masz jakieś ziarno? Bran sięgnął do kieszeni. przybliżająca się.odpowiedziała wrona. kiedy uderzę o ziemię . i jeszcze szara mgła i szepcący głos. spomiędzy jego palców wypadły złociste ziarenka i zaczęły spadać razem z nim. opadając. . jak się roztrzaskał. Razem z nim kołowała w dół wrona.Ale ja nigdy nie spadam .powiedział Bran. Nie było słońca ani gwiazd.To tylko sen .Pomóż mi . . tymczasem ciemność wirowała wokół niego nieustannie. . żeby go roztrzaskać. spytała wrona. Tutaj. Leć.Próbuję . oddalona o tysiąc mil . lecz Bran nie potrafił latać. że obudzi się na moment przed uderzeniem o ziemię. A jeśli nie? Usłyszał głos.oświadczyła wrona.Nie potrafię. Miał ochotę płakać. ubrał w ubranie Brana i zrzucił z dachu. jakby spadał całą wieczność. . i wiedział. Czyżby?. że ledwie ją widział poprzez szarą mgłę.spytał Bran.Umrzesz.powiedział Bran do ptaka. co go czeka na dole. w ciemności. Bran rozejrzał się.lecz teraz była coraz bliżej.Czy naprawdę jesteś wroną? . jak szybko spada. Ziemia przybliżyła się . kiedy uderzysz o ziemię . lecz wyczuwał. Latać. Kiedy wyciągnął rękę. Maester Luwin zrobił małego chłopca z gliny.Nie potrafię latać . . Teraz widział góry. Ziemia znajdowała się tak daleko pod nim.BRAN Wydawało się. Wrona usiadła na jego dłoni i zaczęła jeść. Wiedział. Znowu zaczęła dziobać ziarno. skąd pochodzi.

Z szarej mgły wyłoniła się twarz. że przez chwilę zapomniał strachu. musisz latać. Uniosło oczy znad wody i popatrzyło na Brana ze zrozumieniem. skóra i kości. . migocąca. trochę przysadziste. Widział wszystko tak wyraźnie. ogromny gobelin bieli. powiedziała wrona. które robię dla miłości . szukając piór. Był taki chudy.zaledwie nitki na ziemi.Rzeczy. olbrzyma ze stajni.Boję się… Spójrz w dół! Bran popatrzył w dół i poczuł ucisk w żołądku. Może ty także je masz. Zobaczył swojego brata. w tym . złocista.Co ty ze mną robisz? . szeleszcząc liściami w chłodnym wietrze. mury . zapisuje coś w księdze. a potem marszcząc czoło. Usiadła na ramieniu Brana i dziobnęła go. W sercu bożego gaju ogromne białe drzewo dumało nad swoim odbiciem w czarnym stawie. Bran pomacał się po ramionach. jego wysokie wieże. Spójrz w dół. jakby to był snopek słomy. Wrona zerwała się w powietrze. jak ćwiczy się w szermierce na dziedzińcu.powiedziała. Szara mgła wyła wokół niego. gdy widział go. jak stoi na swoim balkonie przygląda się niebu przez lupę z wypolerowanego brązu. Bran spojrzał na wschód i dostrzegł galerę mknącą przez wody Bite. jak widzi je orzeł. To na nic. . Zamknął oczy i rozpłakał się. brązu i zieleni. Istnieją różne rodzaje skrzydeł. Robba. Czy zawsze był taki chudy? Próbował sobie przypomnieć. Bran przyglądał się swoim ramionom i nogom.Ty masz skrzydła .zauważył Bran. a nie płakać. gdy oglądane z góry. kiedy mknął ku ziemi. Uczę cię latać. . Nie to. wrzasnęła. który niósł kowadło do kuźni Mikkena swobodnie. Ziemia pędziła ku niemu. Widział całe Królestwo i wszystkich jego mieszkańców. kiedy poczuło. Zobaczył Hodora. . Bran spadał szybciej niż kiedykolwiek. Zobaczył Winterfell tak samo. Czy to trudne? Zobacz. Cały świat leżał pod nim. odezwała się wrona.spytał wrony.Mówiłam ci. Bran krzyknął przeraźliwie.Ja nie potrafię latać! Właśnie teraz lecisz. W tym samym momencie jasna twarz zniknęła. powiedziała wrona. . wyższego i silniejszego niż wtedy. że i on patrzy na nie z góry. . zapomnij o tym. kracząc. Wrona wzbiła się w powietrze i zatoczyła koło wokół dłoni Brana. która siedziała sama w kabinie i patrzyła na splamiony krwią sztylet leżący przed nią na stole. posługując się prawdziwym mieczem. odłóż to. Tego teraz nie potrzebujesz. Zobaczył maestera Luwina.ciemnych lasach. . Ujrzał matkę.Ja spadam! Każdy lot zaczyna się spadaniem.

Poczuł na policzkach piekące łzy. prosi o coś Króla. za zmarznięty brzeg i ogromne niebieskobiałe rzeki lodu i martwe równiny.samym momencie wioślarze pracowali mocno wiosłami.No. I patrzył coraz dalej na północ. jeśli ktoś się boi? . ser Rodrik zaś pochylał się nad poręczą dręczony mdłościami. . Bran podniósł oczy i z łatwością popatrzył ponad wodami wąskiego morza na Wolne Miasta. błękitnobiałe iglice. Dotarł do niego głos ojca. Inny nosił złocistą niczym słońce zbroję. . Popatrzył też poza Mur. Bran spojrzał na wronę siedzącą na jego ramieniu. Latasz albo umierasz. Bran spojrzał w dół.Wybieraj. ujrzał swojego przyrodniego brata. zmarznięte pustkowie. dookoła wszystkich ludzi. aż dotarł wzrokiem do zasłony światła na krańcu ziemi. Wreszcie spojrzał na północ. . zimno i śmierć. Bran. rycząca nawałnica przecinana błyskawicami. Wszędzie. Pędziły ku niemu niczym dzidy. na których nic nie rosło i nic nie żyło. skrywając swoje tajemnice głęboko w sercu. Zobaczył Sansę płaczącą samotnie w nocy oraz Aryę. w miarę jak zapominał o wszelkim cieple. Teraz już wiesz. lecz oni jej nie widzieli. Teraz już wiesz. Jona. zasmucony. za nie kończące się lasy pokryte śniegiem. . widać było cienie. .zapytał Bran. Nad oboma górował olbrzym w zbroi z kamienia. Jeden z nich był czarny jak popiół i miał straszną twarz ogara. jak ojciec. z którego wznosiły się ostre. jego skóra stawała się coraz bledsza i twardsza. Zobaczył tam Mur lśniący jak niebieski kryształ. a nawet jeszcze dalej. wyszeptała wrona. nie rozumiejąc i ciągle spadając. siadając mu na ramieniu.Dlaczego? . do Asshai w Cieniu. śpiącego samotnie w zimnym łóżku. Ujrzał wbite na ich szpice kości tysięcy innych śniących. Popatrzył głęboko w samo serce zimy i krzyknął przerażony. Ponieważ nadchodzi zima. ogromna. Teraz widział pod sobą tylko śnieg. gdzie smoki wygrzewały się w słońcu. lecz kiedy podniósł przyłbicę. a ona popatrzyła na niego. Zobaczył.Usłyszał swój własny glos jakby z oddali. a potem sięgnął wzrokiem jeszcze dalej do Vaes Dothraki.Tylko wtedy można okazać odwagę. Popatrzył na południe i ujrzał błękitnozielony nurt rzeki Trident. ciemna. Przeraził się bardzo. dlaczego musisz żyć. która patrzyła czujnie w milczeniu.Czy można jeszcze być dzielnym. Przed nimi zbierała się burza. . we wnętrzu jego hełmu nie widać było nic poza ciemnością i gęstą czarną krwią. baśniowej krainy Jadeitowego Morza. na zielone morze Dothraków. Miała troje oczu i to trzecie oko pełne było przerażającej wiedzy. ponaglała go wrona.

Czuł. Miejsce. a czarnowłosa kobieta rzuciła na podłogę miskę z wodą i pobiegła na dół po schodach. powiedziała trzyoka wrona. uderzając go skrzydłami po twarzy. żeby go pogłaskać.Śmierć wyciągnęła po niego ramiona. . Wtedy zobaczył. Bran podniósł wzrok. Poczuł ten ruch. tak. Bran rozpostarł ramiona i poleciał. Z Winterfell. świecących jak słońce. . Obudził się. I wtedy coś poruszyło się przy jego łóżku i spoczęło lekko na jego nogach.krzyknął uradowany. Bran dotknął swojego czoła między oczami. dłoń drżała mu jak liść. Wrona otworzyła dziób i zakrakała przeraźliwie prosto w jego twarz. zwalniając jego lot.krzyknął. teraz sobie przypomniał i zaraz zrozumiał.Lecę! . aż poczuł nagle na środku czoła przenikliwy ból. w łóżku. czując na policzkach uderzenia skrzydeł.On się obudził. Świat w dole kurczył się coraz bardziej. Jego oczy napotkały spojrzenie innych oczu. Bran unosił się coraz wyżej. a on wiedział. Przerażające lodowe iglice cofnęły się. . wciąż przenikał ból. wpadł do pokoju zdyszany od biegu.Co robisz? . w chłodnym pokoju. lecz nie było tam żadnej rany i śladów krwi. że jest w Winterfell. wysoko w wieży. że kręci mu się w głowie i że jest bardzo słaby. że skądś ją zna. służącą o długich. ale nic się nie zdarzyło. że to jest jego szczeniak… Tylko że teraz był taki duży.powiedział. Wrona dziobała go boleśnie. gdzie dziobnęła go wrona. Wyciągnął ramię. Zachwiał się w powietrzu. lecz ciepło wilka spowiło całe jego ciało niczym gorąca woda. Lepsze od wszystkiego innego. Kiedy jego brat. . Widzę. Niebo otworzyło się w górze nad nim. krzycząc przeraźliwie. wołając: . On się obudził. że wrona jest w rzeczywistości kobietą. Spróbował podnieść się z łóżka. Wzbiła się w powietrze. wilkor lizał Brana po twarzy. a potem szara mgła zadrżała. oślepiając go. zawirowała wokół niego i oderwała się jak zerwana zasłona. To było lepsze od wspinaczki. Okno było otwarte i w pokoju panował przenikliwy chłód. Niewidzialne skrzydła poddały się wiatrowi i pociągnęły go w górę. Robert.On się nazywa Lato . Bran zdał sobie sprawę. czarnych włosach. żółtych.

że zbliżamy się do końca naszej podróży - .Lady Stark. a ser Rodrik nalegał początkowo.Mówił płynnie językiem powszechnym z odrobiną akcentu z Tyrosh. I miała rację.Dobry przyjacielu . . choć wcale nie miała na to ochoty. W ostatniej chwili zdołał chwycić się liny i wdrapać na pokład przy pomocy trzech ludzi Morea.Już od dwóch dni nie mam ochoty na umieranie. Mieszkańcy Tyrosh znani byli ze swego skąpstwa. . aby wynajęli w Trzech Siostrach jednożaglowy statek rybacki. Kapitan Moreo Tumitis skłonił lekko głowę. Może nieco szczuplejszy niż w chwili. Mieszkańcy Tyrosh uwielbiali jaskrawe kolory. którzy zanieśli go potem do kajuty. Raz niemal wypadł za burtę. Burzowy Tancerz jest jego czwartym i najszybszym statkiem.Skłonił się w stronę Catelyn. tymczasem zbliżali się do końca swojej podróży. czuję się lepiej . podoficer i wreszcie kapitan własnych galer handlowych. Ból nie pozwalał jej zapomnieć. .Niemniej jednak dostaną pieniądze.Będzie. jesteś zbyt wspaniałomyślna. . Ser Rodrik pojawił się na pokładzie.Tak. pozostałe zaś nigdy nie miały być już w pełni sprawne. Moreo uśmiechnął się. Opowiedział jej. Pod bandażami na palcach wciąż czuła pulsujące bólem rany. . Przez większą część ich podróży wiatry im nie sprzyjały i gdyby nie wioślarze. . . że mogli gościć na statku tak wielką damę. . . .CATELYN . Bez wątpienia był to najszybszy statek dostępny w Białym Porcie. miał dwa maszty i sześćdziesięciu wioślarzy. Rzeczywiście wyglądał lepiej.Kapitanie. nawet jeśli dotyczyło to uwłosienia twarzy. Tak blisko. . wciąż dryfowaliby gdzieś w okolicy Palców. Dla nich wystarczającą nagrodą jest to. jednak Catelyn uparła się przy galerze. A jednak zapłaciła niewielką cenę za życie Brana.powiedział Moreo przez swoją rozwidloną zieloną brodę.przyznał ser Rodrik.Pani. kiedy nieoczekiwanie złapał ich sztorm w pobliżu Smoczej Wyspy. W dowód wdzięczności każdy otrzyma srebrnego jelenia.Kapitan właśnie mnie poinformował. .Dotrzemy do King’s Landing w ciągu godziny. do którego przybyli Catelyn i ser Rodrik Cassel. Silne wiatry i wzburzone wody wąskiego morza nie wpłynęły korzystnie na jego samopoczucie. . twoi wioślarze dobrze się spisali. Nie mogła zgiąć dwóch ostatnich palców lewej dłoni. kiedy wyruszali z Białego Portu. jak chcesz.Miło widzieć cię w lepszym zdrowiu. pomyślała.Catelyn odwróciła się od relingu i uśmiechnęła się. że przez trzydzieści lat pływał po wąskim morzu jako wioślarz.

Napisał do mnie do Riverrun po śmierci Brandona. że już ich nie ma. szukając najwłaściwszego słowa. . dotarliśmy bezpiecznie. Dotykała go co pewien czas. znajdziemy się w niebezpieczeństwie z chwilą. że wyjdę za Neda. by pogładzić swoje wąsy. Wychowywaliśmy się razem w Riverrun. Catelyn nie miała ochoty na zabawę w uprzejmości. Wiedziałam już wtedy. . Natychmiast ujrzała jego twarz. Ser Rodrik złapał się poręczy i popatrzył na przesuwający się brzeg.Zostawię was. Jednakże. Tylko to się naprawdę liczy. Edmure. . twarz chłopca. bezczeszcząc swoje wąsy.powiedział kapitan Moreo. że mam poślubić Brandona Starka. . oby tylko można było mu zaufać. Catelyn dotknęła jego ramienia. for certes. pani. .Był podopiecznym mojego ojca. . a Petyr zawsze był drobny i niski. Niezbyt okazała posiadłość jego rodzinnego rodu znajdowała się na najmniejszym z Palców. Traktowałam go jak brata. żeby darował mu życie. Ser Rodrik zdołał wykrzywić usta w uśmiechu . Jej brat. Kiedy po raz trzeci na początku ich podróży przechylał się nad burtą i wymiotował w kipiące wody. Sztylet wciąż tam był.Teraz musimy odnaleźć królewskiego zbrojmistrza.Nie byłem najdzielniejszym obrońcą. dał mu to przezwisko dawno temu w Riverrun. Musiałam błagać Brandona.Bez swoich ogromnych. nie tak groźny i o dziesięć lat starszy. chociaż on nie był już dzieckiem. .powiedziała. a Petyr zaledwie piętnaście.powiedziała. którzy od razu cię rozpoznają. Jego ojciec zmarł kilkanaście lat temu i on został lordem Baelish. lecz uczciwym człowiekiem. uznał. lecz ja nie otworzyłam nawet jego listu. lecz on żywił do mnie coś więcej… niż tylko braterską miłość. .Urwał. . siwych bokobrodów wydawał się mniejszy.Już? .Może będzie mógł coś nam powiedzieć o tym sztylecie. Catelyn zacisnęła usta. chociaż wciąż nazywano go Littlefinger. Ser Rodrik chrząknął. Skłonił się i odszedł. byście mogli pomówić o waszych sprawach .Lord Baelish kiedyś… . że rozsądnie będzie pozbyć się ich za pomocą marynarskiej brzytwy. Czyste szaleństwo. Tak też się stało. Nie wydawał się tym uradowany.Ser Rodriku.Wsunęła dłoń pod płaszcz i pomacała sztywnymi palcami. Petyr wyzwał go na pojedynek. zranił go tylko.Ser Rodrik podniósł dłoń do twarzy. i po raz kolejny przypomniał sobie. Kiedy ogłoszono. jak na swój wiek. Galera mknęła po powierzchni wody niczym ważka popychana rytmicznym ruchem wioseł. Na dworze jest wielu. chcąc się upewnić. Nie widziałam Petyra od tamtej pory. . Brandon miał dwadzieścia lat.Ser Aron jest próżnym. gdy tylko staniemy na brzegu. .Littlefinger . Potem ojciec go odesłał. gotowy walczyć o moją rękę. .

Potem Aegon Zdobywca przypłynął z Smoczej Wyspy. przewoźnicy przemierzali rzekę w tę i z powrotem na swoich promach. wszystko to zbudowane z jasnoczerwonego kamienia. domy mieszkalne i altany. Teraz miasto jak okiem sięgnąć rozbudowało się wzdłuż brzegu. Trzysta lat temu. tawerny. stanowiskami łuczników. a co innego mądrym. Linię nabrzeża znaczyły setki mol. jako że widać już było Królewską Przystań położoną na trzech wzgórzach. . . w którym ta rwąca i głęboka rzeka wpadała do morza. złocistych okrętów wojennych ze zwiniętymi żaglami. prosta jak strzała. a potężne. czy się zmienił z wiekiem. dalej zaś zobaczyła tuzin smukłych. W oddali majaczyły mury miasta. nakazał obciąć głowy wszystkim robotnikom. mniejsze. Między budynkami ciągnęły się szerokie drogi wysadzane drzewami. spiżowe wrota pozostawały zamknięte od wieków. kryte mosty. koszary. że zajdzie wysoko. To właśnie tutaj jego armia wyszła na brzeg i na najwyższym ze wzgórz stanęła pierwsza reduta. Ciekawe. Na szczycie wzgórza Yisenya stał Wielki Sept Baelora z siedmioma kryształowymi wieżami. Jednak co innego być bystrym.powiedział. jak wiedziała Catelyn. Pentos i Lys. Wieżę kazał zbudować Aegon Zdobywca. wzniesienia te porastały jeszcze lasy i tylko garstka rybaków mieszkała na północnym brzegu rzeki Czarny Nurt.Ser Rodrik po raz kolejny poszukał palcami nie istniejących wąsów. Budowę ukończył jego syn Maegor Okrutny. Głębokowodne łodzie rybackie oraz. a w porcie tłoczyły się liczne statki. Kiedy prace dobiegły końca. Na pokładzie pojawił się kapitan Moreo. . cmentarze i burdele. drewniane gospody i kupieckie stragany. Nawet z tej odległości słyszała hałasy dochodzące z rybiego targu. Po drugiej stronie miasta.Wiedziałam. lochy i spichlerze. że dwóch ludzi z trudem się w nich mijało. w miejscu. którzy przyłożyli rękę do jej . ich żelazne tarany uderzały leniwie o wodę. wysokie i mocne.Z góry dobiegło wołanie majtka. widniały poczerniałe ściany Smoczej Jamy. masywne mury obronne najeżone.Littlefinger jest teraz kimś ważnym . ogromna kopuła budowli zapadała się coraz bardziej. Środkiem biegła ulica Sióstr. na wzgórzu Rhaeny są. wszystkie stłoczone ciasno jedne przy drugich. kręte garbate ulice i alejki tak wąskie. ogromny barbakan. Catelyn dostrzegła okazałą barkę Królowej przycumowaną obok opasłego statku wielorybniczego z portu Ibben z kadłubem czarnym od smoły. sklepione korytarze. Nad wszystkim zaś górowała Czerwona Twierdza zbudowana na wzgórzu Aegona: siedem ogromnych wież otoczonych żelaznymi wałami. który swoimi komendami ożywił cały pokład. dostarczając towary przywiezione z Braavos. pływające po rzekach przypływały i odpływały. magazyny z cegły. spichlerze.

myślę.Choć może lepiej by było.powiedziała Catelyn.Pani . No i oczywiście dodatkowe pieniądze. oto Królewska Przystań.Zarobili swoje pieniądze i nie . że mówiłaś o sześćdziesięciu jeleniach. tymczasem galera zbliżała się do przystani. była moja matka. w miarę czystą i wygodną. .Naturalnie . Sześćdziesiąt wioseł jak jedno wzniosło się nad wodę i opadło w przeciwnym kierunku. Moreo zaryczał. Wcześniej popatrzyłem na swoje odbicie w wodzie i z trudem rozpoznałem własną twarz. Moreo pociągnął za zieloną brodę. jeśli dasz im pieniądze tutaj. Pani. Zdaje się. że jestem bezpieczny. Postanowił. tak jak sobie życzyłaś. wydając kolejną komendę.powiedział ser Rodrik.powiedział Moreo.wtrącił ser Rodrik.Nie sądzę. na które można wydać pieniądze .powstania. Moreo zbliżył się uśmiechnięty. . . by przenieść twoje bagaże na zamek? .przypomniała mu Catelyn.Istnieją gorsze rzeczy. a ona nie żyje już od czterdziestu lat. . Po kolejnej komendzie wiosła zniknęły we wnętrzu kadłuba. . Nadchodzi zima. Galera zwolniła. Patrzyła uważnie na starego rycerza. która widziała mnie bez wąsów. Załopotał ogromnymi żaglami. Czy potrzebujesz pomocy. miejsce zaś ziejącego ogniem trzygłowego smoka zajął dumny jeleń rodu Baratheonów. Z portu wypływał właśnie podobny do łabędzia statek z Wysp Letnich. . . Ostatnią osobą. które byłaś łaskawa obiecać. kiedy mijał Burzowego Tancerza. marynarze chwycili liny. w których niczego by ci nie zabrakło. jak mamy dalej postępować. Moreo wykrzykiwał do załogi w wulgarnym języku valyriańskim powszechnie używanym w Wolnych Miastach. . a nie czarne. Nie możesz udać się do zamku. Dla dobra ich żon i dzieci.Złożony niemocą myślałem o tym. Znam kilka miejsc.Pani. Pani. by zacumować barkę.Dla wioślarzy . że tylko ród smoka będzie znał sekrety fortecy zbudowanej przez smoczych panów. Ser Rodrik uśmiechnął się. Teraz jednak na jej blankach powiewały złociste proporce. gdzieś niedaleko rzeki. Najpierw jednaj ośmielę się wspomnieć o drugiej połowie zapłaty. Może mógłbyś nam polecić jakąś gospodę. Spotkacie się w jakimś bezpiecznym miejscu. . . Kiedy uderzyli burtą o przystań. Żaden statek nie przebył tej drogi równie szybko i pewnie. Sam tam pójdę i sprowadzę ser Arona. co do której się zgodziliśmy. przegrają je w kości albo roztrwonią na nocne uciechy. .Człowiek musi sam wybierać . gdybym mógł je zatrzymać do naszego powrotu do Tyrosh. .No cóż.Nie udajemy się na zamek..Dla ciebie będzie to równie niebezpieczna misja jak dla mnie.

Jego kolczugę. otworzyć. .Możecie zaczekać na zewnątrz. Z trudem zapięła stanik sztywnymi palcami.odpowiedział. kogo można spotkać. . . Obudziło ją walenie w drzwi. Dla pewności Catelyn sama wypłaciła pieniądze wioślarzom. Ujrzała pieczęć. Podróż była długa i męcząca. kim są i skąd pochodzą. . jeśli nie będziesz schodziła do wspólnej jadalni powiedział ser Rodrik. pani. Muszę się ubrać. . za dachami domów. Na szczęście właścicielka nie interesowała się.Nie.Mój pan. . pani .Nie będzie potrzebny. jak ser Rodrik odchodzi ulicą szybkim krokiem. a ona miała już swoje lata. chwyciła sztylet ze stolika przy łóżku. że rozsądnie będzie. Kiedy zniknął w tłumie. .obiecał. Okna jej pokoju wychodziły na aleję.odpowiedział Moreo i skłonił głowę. abym cię do niego przyprowadził i dopilnował. płynęła Blackwater.Myślę. Tak szybko. której nazwę wymienił Moreo. Zerwała się i usiadła. Pokazał jej wstążkę.Tak. Odpoczywaj. Spojrzała na dowódcę żołnierzy. Catelyn skinęła głową. Zanim otworzyła ciężkie.skrzywiona stara baba .powiedziała. Była to rozłożysta budowla w alei Węgorzy. kim jestem? . niż zamierzała. . polecił mi tylko. postanowiła pójść za jego radą. pani. Patrzyła. . Ludzie. Otuliła się płaszczem. sztylet i miecz przykrywał czarny płaszcz z kapturem. a Moreo zapewnił ich. Littlefinger.obchodzi mnie. Umyła ręce w misce i wytarła je starannie. na której widniał przedrzeźniacz. pani . Pewnie coś się stało z ser Rodrikiem. a dalej. którym zakrywał głowę. . Spała dłużej. . lecz mimo to szybko zasnęła. W łóżku zamiast piór była słoma. nim zapadnie noc . pani. kiedy się trochę rozpakowali.Czy wiesz. Catelyn wstrzymała oddech. Catelyn rzeczywiście potrzebowała odpoczynku. uśmiechając się.Z czyjego rozkazu? . którą dała jej Catelyn. żeby okazano ci szacunek. .zapytała. Zaprowadzimy cię do zamku. że można tam zjeść najlepszą w całym Królestwie duszoną rybę. którzy wtargnęli do pokoju. a potem spróbowała zębem monetę.Wrócę z ser Aronem.Nawet w takim miejscu nigdy nie wiadomo.przyjrzała im się uważnie. drewniane drzwi. Dachy za oknem tonęły w blasku zachodzącego słońca. Właścicielka . nosili czarne kolczugi i złociste płaszcze Miejskiej Straży.Chwileczkę . .zawołała.W imieniu Króla. na co je przeznaczą. po srebrnej monecie dla każdego i po miedziaku dla dwóch. Pokoje w gospodzie były bardzo przestronne. Ich dowódca uśmiechnął się na widok sztyletu. Znowu ktoś uderzył pięścią w drzwi i usłyszała głos: .Petyr . którzy pomogli jej zanieść bagaże do gospody na zboczu Wzgórza Yisneya.

Rozzłościłem cię. Ned z pewnością przyszedłby do niej.odpowiedział Petyr. .Wyglądał na skruszonego. uśmiechając się przebiegle. . .Mam nadzieję.Zostawcie nas.Skąd wiedziałeś. . Jak?… I nagle przyszła jej do głowy pewna myśl. a w jego ciemnych włosach pojawiły się srebrzyste nitki siwizny. chociaż nie miał jeszcze trzydziestu lat. . . pani. Catelyn czuła oczy miasta zwrócone na nią. Tyle czasu. Czyżby przybyli za późno. że jestem w mieście? . o cal lub dwa niższego od Catelyn. . Moreo! Wiedział. Szczupły i zwinny. . kochał swoje srebro. drewnianym stole. ale uparty i bezgranicznie oddany.Wskazał na jej bandaże. że zapłaciła mu wystarczająco dużo. ale najpierw chciałem zobaczyć tylko ciebie. lecz w oknach zamku migotały światła. siedział przy masywnym.Cat powiedział cicho. . Nosił teraz spiczastą bródkę. Lata nie zmieniły go zbytnio. Skąd Littlefinger wie. którą zapinał płaszcz. Pasowały do srebrnego przedrzeźniacza na jego klamrze. Cat. kiedy jechała otoczona strażnikami w złocistych płaszczach.rzuciła oschle. . zachował ostre rysy twarzy oraz śmiejące się szarozielone oczy. Wreszcie dotarli do Czerwonej Twierdzy. skupiając się na ważniejszych pytaniach. . a wrota zamknięto na noc. . Kiedy wprowadzili ją do środka.Dlaczego przyprowadzono mnie tutaj w ten sposób? Wstał i dał znak strażnikom. odłożył pióro i podniósł wzrok. które Catelyn dobrze pamiętała. .powiedział. Spotkamy się z nim niebawem. Petyr wyrósł na drobnego mężczyznę. a potem w górę po niezliczonych schodach. co to grzeczność. Nie chciałem tego. Kiedy wyruszali. Ile to lat? Catelyn zignorowała jego poufałość. Zawsze. że dobrze cię potraktowano . Był sam w pokoju.Nie przywykłam do tego. czyżby Lannisterowie dotarli do Królewskiej Przystani przed nimi? Nie.Dałem wyraźne rozkazy.Kiedyś wiedziałeś. nawet jako dziecko. kim są i gdzie się zatrzymali.Żołnierze wyszli z pokoju. na ulicach zapalano latarnie. Gdyby tak było. Sądziła. Krata w bramie została już opuszczona. Wyraz jego twarzy natychmiast przywiódł wspomnienia z przeszłości.a potem zawiązała pod szyją ciemnobrązowy płaszcz.spytała go.A więc . lecz po każdym przewinieniu potrafił przybrać minę skruszonego. Przyprowadzono jej konia. i pisał. do wieży. Może i jest stary. .Lord Yarys wie wszystko . . Był przebiegłym dzieckiem. żeby po mnie posyłać.Twoje ręce… Catelyn zignorowała jego uwagę. Żołnierze zostawili konie za murami i poprowadzili ją przez wąską furtę. że tu jestem? Ser Rodrik nigdy by mu nie powiedział. Będąc drobnym chłopcem. na którym stała lampa oliwna. jak po jakąś dziewkę .

zawołał Littlefinger. a jego oddech pachniał bzem. Pozwól.Dziękuję ci. słodka pani? Palce są bardzo wrażliwe… Nasz dobry maester Pycelle przyrządza doskonałe maści. . że byłem przyjacielem twojej siostry Lysy. Mężczyzna. coś się wydarzyło. Jest . Naturalnie. . że ci pomogę. że jest eunuchem.Dlaczego do ciebie? Wzruszył ramionami. honor .powiedział. . Jest bardzo wrażliwy. . Yarys wie. . Czy ktoś może temu zaprzeczyć? Littlefinger roześmiał się. na nogach miał pantofle z miękkiego aksamitu z zawiniętymi do góry czubkami. kiedy nasz Namiestnik wyjechał stamtąd. obowiązek. . .Rozległo się ciche pukanie do drzwi.odpowiedziała. wyperfumowany. Selmy i lord Renly wyjechali naprzeciw Robertowi.Ach. Czasem wie o czymś.Rodzina. panie.Wejść . ujmując jej dłoń w swoje ręce. który wszedł do pokoju. Czy mam posłać po jedną z nich? Catelyn wysunęła dłoń z jego uścisku. twoje biedne dłonie. Na szczęście Yarys przyszedł najpierw do mnie.Uniósł brwi. Czy poparzyłaś je sobie. Wszędzie ma swoich informatorów. Tak więc zostałem tylko ja i maester Pycelle. że zaschło jej w gardle.Dłoń miał miękką i wilgotną. Twoja nieoczekiwana podróż musi mieć poważny powód. Znam cię za dobrze. . .I one to kazały ci pozostać w Winterfell.To wielka radość dla mnie móc ujrzeć cię ponownie po tylu latach. . moja pani. Jeden z nich usłyszał o twojej wizycie. wypudrowany i łysy jak kolano. Nazywa ich małymi ptaszkami. jestem doradcą Króla. . moja pani. . co się dzieje w tym mieście. Na jego strój składała się kamizela wyszywana złotą nicią i narzucona na luźną szatę z purpurowego jedwabiu. . Yarys wie o wszystkim.Doskonale. a lord Stannis udał się na Dragonstone.Rodzina. .Żona ma prawo zatęsknić za mężem.Czy Yarys wie o… . Yarys skinął głową. Littlefinger zamrugał.Ze smutkiem przyjąłem wiadomość dotyczącą twojego syna.A po co przyjechałaś? . Starzy przyjaciele powinni sobie zaufać.A dlaczego nie? Sprawuję pieczę nad pieniędzmi. Jak brzmi motto Tullych? Czuła. obowiązek.Lady Stark . . honor . . . Pewnie dlatego. .powtórzył za nią. przyszedł do mnie. zanim się to wydarzy. Nie każ mi tylko w to wierzyć. ale mój maester Luwin opatrzył już moje rany. Rzeczywiście znał ją zbyt dobrze.Lord Yarys wie wszystko… może tylko nie zna celu twojej wizyty.Nie nazywaj go tak. Nie. Ponadto matka pragnie być blisko swoich córek. był pulchny.to Królewski Pająk mnie znalazł.

On rzeczywiście jest jak pająk. zapewniam cię. Użyła tego tytułu tylko ze względu na fakt. Eunuch rozłożył pulchne ręce. Bogowie są okrutni. iż mnie tutaj sprowadzono.Ser Rodrik Cassel jest zbrojmistrzem Winterfell . Przybył tutaj dzisiejszego popołudnia. tak. Mniej więcej o zachodzie słońca opuścili zamek i udali się do tej okropnej rudery. lordzie Yarysie . . . . Odwiedził ser Arona Santagara w zbrojowni. O jakim sztylecie mówimy? I kto to jest ser Rodrik? . abyś pokazała nam sztylet? Catelyn Stark spojrzała na eunucha zdumiona.Wzruszył ramionami. czy moglibyśmy cię poprosić.Masz ten sztylet przy sobie.Czuję się jak rycerz.wtrącił wesoło Littlefinger.Przynajmniej o tyle. . Mam nadzieję. .poinformował go Yarys.Lady Stark.Dobra pani . mniemam. . ja dużo wiem.Słodka pani. mistrzem plotkarzy. .Była zmuszona przyznać. .Skąd wiesz o tym wszystkim? . co można dla niego uczynić . Czekają na twój powrót.Słucham szczebiotania ptaszków . to tylko lordem pajęczych sieci.Słodka pani. że nic się nie stało twojemu dobremu rycerzowi. chyba że… .Tak. o których nikt nie mógł wiedzieć.odezwał się Yarys słodkim głosem. a poślę po jednego z nich dla twojego drogiego Brana.Co zrobiliście ser Rodrikowi? Littlefinger wydawał się zagubiony. Wciąż tam przebywają.W Wolnych Miastach są ludzie. że mi wybaczysz. uśmiechając się.jeszcze taki młody. . że oboje kochamy króla Roberta.W tej kwestii zgadzam się z tobą. Wiedział o rzeczach.Nie mieliśmy dotąd Króla bardziej umiłowanego niż nasz Robert . Yarys zachichotał jak mała dziewczynka. że zgadzamy się nie tylko w tej kwestii. .odpowiedział Yarys. a jeśli.Lord Baelish powiedział mi. Nie chciała. że tobie powinnam podziękować za to. .odpowiedziała.Usiadł na krześle i złożył dłonie. .Zastanawiam się. którzy posiadają ogromne moce uzdrawiające.Bez wątpienia. Uśmiechnął się chytrze. Ufała odrobinę Littlefingerowi i ani trochę Yarysowi. czarnoksiężnik albo jeszcze coś gorszego. nie z tymi ludźmi. nie w tym miejscu. Wiem też. o ile wie lord Yarys. . iż był on członkiem rady królewskiej. Darzę wielkim szacunkiem twojego męża. który przybył na plac boju bez lancy. gdzie rozmawiali o pewnym sztylecie. . . . W rzeczywistości nie był żadnym lordem. a naszego Namiestnika. to ja zawiniłem.Ach. w której się zatrzymałaś. miła pani. . popijając w jadalni.odpowiedziała. . Rzeknij tylko słowo. by widzieli jej smutek. Rzeczywiście.Maester Luwin zrobił wszystko. . pomyślała. Ser Rodrik bardzo się zaniepokoił twoim wyjściem. Na tym polega moja praca. . Nie miała ochoty rozmawiać o Branie. prawda? .

. . .odezwał się Littlefinger. .Karzeł .Powiedziałbym ci. co byś mi powiedział? . a ja straciłem mój sztylet.powiedziała Catelyn. Królowa przegrała wisior ze szmaragdów.powiedział Littlefinger. że w całej Królewskiej Przystani istnieje tylko jeden taki sztylet. W palcach rozchodził się pulsujący ból. . Petyr uśmiechnął się nieśmiało i znowu wyglądał jak mały chłopiec. że wyschło jej w ustach ze strachu. .zapytała gwałtownie Catelyn. który przeleciał przez pokój i wbił się głęboko w dębowe drzwi.Ostrożnie . . Czy to jest powód twojej wizyty? Nie potrzebujesz ser Arona.A przynajmniej należał do dnia turnieju w dzień imienia księcia Joffreya . Ser Jaime stracił sto złotych smoków. do którego należy.A gdybym przyszła. . Yarys podniósł sztylet i przesunął palcem po jego ostrzu.Tyrion Lannister. Littlefinger wziął nóż do ręki.powiedział i poszedł do drzwi po nóż. .Oto i on. Yarys ssał palec. .Kiedy Loras Tyrell zrzucił go z konia. Chcesz znaleźć jego właściciela. . lecz zwycięzca zatrzymał resztę.Kto? . Jej Miłość odzyskała swoje szmaragdy. a Lord Yarys nie spuszczał oczu z jej twarzy.Jest ostry. wielu z nas nieco zbiedniało.Należy do mnie. spoglądając na Catelyn z wyrzutem.Dobrze wyważony. Powinnaś była przyjść prosto do mnie. Potem podrzucił go w górę i złapał drugą ręką.Catelyn wyjęła sztylet spod płaszcza i rzuciła go na stół. .To nie miało sensu. Ujrzawszy krew.Nie ma lepszego ostrza niż to z valyriańskiej stali . zapiszczał cienko i cisnął nóż na stół. Może twoje ptaszki podpowiedzą nam imię człowieka.Do ciebie? .Podobnie jak połowa dworu postawiłem w turnieju na ser Jaime’a. . . Petyra nie było w Winterfell. czując. podniósł ramię i rzucił wprawnie sztyletem. Ujął nóż między kciuk i palec wskazujący. .

a chłopcy szybko podchwycili jego nowy przydomek i teraz wszyscy go tak nazywali.Nie. . że w Nocnej Straży oprócz łowców potrzeba też stajennych. To żubr przegrał. Grenn chwycił się za nadgarstek. rozłupał czaszkę i odciął dłoń. Kiedy Grenn spróbował zaatakować z boku. Thorne zbliżył się do niego. Zrobił to już pierwszego dnia.Wygrałem.przyznał Jon.JON Dziedziniec rozbrzmiewał w rytm pieśni mieczy. Grenn stracił równowagę i usiadł w śniegu. wgniatając mu hełm.Nie . Był pięćdziesięcioletnim mężczyzną.Bękart podciął ci ścięgno. Grenn potknął się i zatoczył do tyłu. lecz on nie ustawał w ataku. żeby trzymać język za zębami. .Czy bolą cię nogi. Wsunął miecz do pochwy. a nie laska starucha usłyszał głos ser Allisera. nie ukrywając ironii. Kiedy szedł.To jest miecz.Jestem zmęczony .Głos ser Allisera Thorne’a był ostry jak valyriańska stal. .Postawcie na nogi tego żubra. broniąc się niezdarnie.Dość! . Jon odparował jego cięcie i uderzył go w pierś przedramieniem. który krzyknął z bólu i wypuścił swoją broń .Bękart złamał mi nadgarstek. . A przynajmniej zrobiłby to. tymczasem pozostali chłopcy pomagali Grennowi podnieść się.odparł. gdybyście walczyli ostrą bronią.Ser Alliser dał znak Jerenowi i Toadowi. .Jesteś słaby. Krople zimnego potu spływały po piersi Jona okrytej czarną wełną. Jon uderzył mieczem w nadgarstek przeciwnika. . . o czarnych włosach przyprószonych siwizną i oczach podobnych do kawałków onyksu. szczupłym i żylastym. Jon pilnował się. Jon zdjął hełm. jego skórzane ubranie skrzypiało lekko.Chcę usłyszeć prawdę . kiedy ser Alliser zwracał się do niego w ten sposób. . Jon uderzył znad głowy. Poczuł na twarzy przyjemny chłód mroźnego porannego powietrza. Masz szczęście. Odpowiadając na cięcie z dołu Grenna. . Jon zadał cios poniżej i uderzył w tył nogi swojego przeciwnika. Oparł się o miecz i wziął głęboki oddech. . . wyprawioną skórą i kolczugą.powiedział rozkazującym tonem. . lordzie Snow? Jon nienawidził. musi się zająć pogrzebem. zaczynał też czuć piekący ból w miejscach uderzeń. Jeden z chłopców zachichotał. Pokonał . Kiedy podniósł miecz. upajając się przez chwilę swoim zwycięstwem. Bolało go ramię od trzymania długiego miecza.

Jeren był słaby jak dziewczyna. czyjego ojciec wiedział. którego znał Jon. Dareon był szybki. chociaż miał dopiero czternaście lat. i poczuł się jeszcze bardziej przygnębiony. pomyślał i zaraz przypomniał sobie ciepłe komnaTywinterfell.Dość mam ślamazarstwa jak na jeden dzień. co to ciepło. Pomyślał. Jeszcze kilka lat i zapomni. Karzeł przedstawił mu prawdę w drodze na północ. tym bardziej nimi gardził. znużony. . nikt poza Tyrionem Lannisterem. Im dłużej Jon z nimi przebywał.ogłosił Thorne. a pozostałych nienawidził jeszcze bardziej.wszystkich. ale bał się uderzeń. skórę i mokre od potu wełniane ubranie. że Benjen Stark ma poprowadzić pół tuzina ludzi na wypad do nawiedzanego lasu. ten dobrotliwy Benjen Stark. chociaż w obu końcach długiej sali płonęły węgle umieszczane w żelaznych koszach. Halder potrafił mocno uderzyć. a mimo to niczego nie zyskał. Jon poszedł za pozostałymi do zbrojowni. zamienił się w zupełnie innego człowieka. Większość była starsza od niego o dwa lub trzy lata. że pewnie tak. W Czarnym Zamku trudno było znaleźć ciepło. tymczasem Jon pozostawał pod niezbyt czułą opieką ser Allisera Thorne’a. Tak zimno. Zaczął zdejmować z siebie kolejno kolczugę. Tutaj chłód nigdy go nie opuszczał. Nikt mu wcześniej nie powiedział. Był Pierwszym Zwiadowcą. których ser Alliser wystawił przeciwko niemu. nie zwracając uwagi na pozostałych. lecz żaden nie dorównywał mu w walce. Często chodził sam. W tym zimnym miejscu na końcu świata opuścił go nawet jego wuj. a Grenn niezdarny i powolny. . Tamtej nocy odszukał wuja w ogromnym . lecz wtedy było już za późno. otrzymał tylko kolejną porcję drwin. Jon powiesił pochwę i miecz na haku wbitym w kamienną ścianę. jakby walczył sztyletem. ponieważ nadajecie się tylko na tarcze. ale żadnego z nich nie mógł nazwać przyjacielem. Dygotał z zimna. jak tam będzie. Thorne nienawidził go. Jon zrozumiał to już wcześniej. maestera Aemona i innych wyższych oficerów. Jon zastanawiał się. dlatego całe dnie i noce spędzał w towarzystwie Lorda Dowódcy Mormonta. lecz zawsze sam nadziewał się na miecz przeciwnika. Gdy już tam dotarli. to będę się modlił. które nosił na co dzień i usiadł na ławce.Wystarczy na dzisiaj . żeby mieli łuczników. Włożył na siebie ubranie z szorstkiej wełny. Trzeciego dnia po ich przybyciu na Mur Jon usłyszał. Pyp posługiwał się mieczem. Wręcz przeciwnie. Ćwiczył z dwudziestoma innymi chłopcami. a ludzie jeszcze zimniejsi. manipulując palcami przy zapięciu płaszcza. że życie w Nocnej Straży będzie tak wyglądało. Znalazłszy się w zbrojowni. Jeśli kiedyś zaatakują nas Inni. ściany tutaj były zimne. gdzie przez ściany płynęła gorąca woda niczym krew w ciele człowieka.

Będę prawie dorosłym mężczyzną. broczącego krwią w białym śniegu. Jeśli istnieją naprawdę. . żeby go zabrał ze sobą. Następnego dnia Jon wstał o świcie. Twój ojciec zawsze pozostanie w moim sercu. a tylko żółtodziobem. najlepszym przyjacielem i nieodłącznym kompanem. który pachnie jeszcze latem. z wiecznie pozdzieranymi kolanami i potarganymi włosami.Wskazał sztyletem na siedzących dookoła ludzi. upartym i ciekawskim.upierał się. że nie pasowała do pozostałych. który zawsze chciał robić to samo co Jon i Robb. Na myśl o tym zrobiło mu się niedobrze. Jon nie dawał za wygraną. zapominamy o rodzinnych więzach. ile razy mam ci mówić. była takim małym chudzielcem w podartym ubraniu. . kiedy wrócę. Benjen stanowczo odmówił. lecz spoważniał na widok bratanka. lecz Jon nie potrafił wzbudzić w sobie chęci modlitwy do jakiegokolwiek boga. . dawnego czy nowego. patrząc na towarzysza. Na Czarnym Zamku nie było bożego gaju. że nie? Porozmawiamy. to są równie nieugięci i okrutni jak zima. . Skoro już musi być sam. podobnie jak i on. Dobrze pamiętał. Wydawało się. Dałby . pomyślał. nawet za Sansą. siodłając swojego drobnego konia. za Robbem. oraz za Branem. jak wuj prowadzi swojego konia do tunelu.W dzień moich imienin skończę piętnaście lat . która nazywała go swoim przyrodnim bratem. że możesz zostać mężczyzną zdolnym do służby w Nocnej Straży. mieli tam tylko mały sept i pijanego septona.Na Murze dostajesz tylko tyle.powiedział wtedy. zimnych i twardych mężczyzn ubranych na czarno. dopóki ser Alliser nie powie. za małym Rickonem. . któremu świeciły się oczy. Ben Stark uśmiechnął się. od czasu gdy tylko zrozumiała znaczenie słowa bękart. Benjen Stark nachmurzył się. Ty nie jesteś zwiadowcą. . Jeden z łowców. swoim rywalem. co mu opowiadał Tyrion Lannister na królewskim trakcie i oczyma wyobraźni widział wuja martwego. a mimo to zawsze potrafiła go rozśmieszyć. śpiewał sprośną piosenkę.Jesteś tylko chłopcem i pozostaniesz chłopcem. Tęsknił za Aryą… może nawet bardziej niż za Robbem. Myliłeś się. Jon patrzył. jego oddech ulatywał obłokami pary w zimnym powietrzu poranka. dzikim i upartym. brzydki olbrzym. . Tęsknił też za dziewczynkami. że w twoich żyłach płynie krew Starków.pomieszczeniu z bali i poprosił. Składając przysięgę.To nie jest Winterfell . Co się z nim działo? Potem wrócił do swojej celi i zanurzył twarz w gęstym futrze Ducha. jeśli liczyłeś na względy tylko dlatego. to uczyni z samotności swoją tarczę. kiedy prosił o coś słodkiego. na ile zasłużyłeś. ponieważ chciał być obecny przy wyjeździe wuja. Tęsknił za prawdziwymi braćmi. jednak teraz oni są moimi braćmi.Jon. ucinając mięso widelcem i sztyletem.

Swoje kłótnie zostawiajcie poza zbrojownią. lecz jeden z przeciwników chwycił go za ramię i wykręcił mu je.Paniątko pyskuje . ratując się ucieczką przed jego kopnięciami. kiedy usłyszał grzmiący głos: .Przez ciebie źle wypadliśmy . bo jeśli nie. Dwaj towarzysze Ropuchy odciągnęli go i rzucili na ziemię. Ropucha podszedł bliżej..A może my zajmiemy się twoim nadgarstkiem . Pozostali dwaj to chłopcy. Pozostali także byli od niego więksi. Miał małe. Rozległ się okrzyk bólu i w następnej chwili był już wolny.Źle wypadliście. . Chwycił przeciwnika dłońmi za gardło i zaczął walić jego głową o ubitą ziemię.Spróbujcie.Grenn miał szesnaście lat i przewyższał Jona o głowę. żeby być z nią teraz. jak się nazywają. i wylądował na jego piersi. czerwony na twarzy. . macając tył głowy. Może kiedyś też ją miałem? . Jon podniósł oczy i ujrzał ponurą twarz Grenna. Stał. lśniące świńskie oczka. Grenn zerwał się na nogi i zaczął go kopać. Próbował mnie zabić. i usłyszeć. Chłopak trzymający jego ramię wykręcił mu je jeszcze mocniej.Roześmiał się. jeszcze zanim was spotkałem . Jon poczuł przenikliwy ból. bękarcie. Donal Noye mierzył ich groźnym wzrokiem. niskiego brzydkiego chłopca o nieprzyjemnym głosie. Jon przeturlał się. Nie rozmawiał z nimi. Skoczył na Ropuchę. Rozpoznał wśród nich Toddera.odpowiedział Jon. bękarcie? Kim ona była. pchnął go. Byli bandą brutalnych nieokrzesańców bez krzty honoru. A tego chyba byście nie chcieli.Przestańcie! Natychmiast! Jon wstał. . jak się krzywi. ale nie krzyknął.wszystko. . nie bał się ich. Pokonał wszystkich na dziedzińcu. . jeśli mnie ładnie poprosisz. a za nim czaiło się trzech spośród jego przyjaciół.odezwał się jeden z gwałcicieli.skarżył się Ropucha. .powiedział. Wszyscy rekruci nazywali go Ropuchą. Ropucha usiadł na podłodze. zginając nad nim swój byczy kark. . móc poczochrać jej włosy. to staną się też moimi kłótniami. Palce miał czerwone od krwi.Pogruchotałeś mi nadgarstek. jeśli nie musiał.Jon sięgnął po miecz. Jon zapomniał. .Dziedziniec jest do walki powiedział.I pogruchoczę ci drugi. gwałciciele. zobaczyć. . jakąś dziwką? Powiedz nam jej imię. których przyprowadził ze sobą Yoren. . Jon wywinął się jak piskorz i przygniótł butem stopę trzymającego go chłopaka. . przewracając za ławkę.Czy to po mamie. Jon wstał. jak kończy razem z nim zdanie. . .

Jawiła mu się jako piękna dama o łagodnym spojrzeniu. Tutaj jest za… zimno.powiedział Jon. kiedy zostali sami.Nie dbam o nich ani o ciebie. Teraz on sprawuje dowództwo we Wschodniej Strażnicy. Tutaj. . kogo da się tutaj przy wlec .odezwał się Donal Noye.Myślisz.mówił dalej zbrojmistrz. Była tym. Ale nie moja. a ich spojrzenia mówiły mu. szeroki nos na twarzy. . na Murze. .Pójdziesz. . trzeba mu opatrzyć głowę. Jon żachnął się.…Nie przeszkodził mu spłodzić bękarta. a ty zostaniesz tutaj do końca życia. Nic nie wiedział o swojej matce. których matki były dziwkami. podobnie jak inni.. . I co z tego? .. . jak opowiadała ci niańka. Tak już jest. ani o Thorne’a czy Benjena Starka. . Czuł silny ból w ramieniu. który sypia z dziwkami . ciężko i podle. . Todder. i Ropucha nic tutaj nie zmieni. mamy ludzi. Maester Aemon da ci maść.Siniak.Oni nic mnie nie obchodzą . Snow.Słowa nie zrobią z twojej matki dziwki. Nienawidzę tego miejsca. Może trochę naciągnięta. Możesz naszczać na jej opowieści i na nią samą. . Jon patrzył ponuro w dym unoszący się z kosza. kiedy ci pozwolę..Jeren jest bękartem septona. a matka Cottera Pyke’a jest dziwką z karczmy. Słyszałem. Taki jest Mur i tacy są ludzie.Mogę odejść? .Tak. Do tego płaski. . a we śnie niemal widział jej twarz. Idź z nim. . wełnianej tuniki był przypięty do ramienia srebrną szpilą w kształcie miecza. Zbrojmistrz miał pierś jak smok i nie mniejszy brzuch. . Zimno. że miałeś ciężkie życie. Zbrojmistrz zaledwie na nią zerknął. Jon usiadł ciężko na długiej drewnianej ławie. Nie zyskasz honorów. ponieważ jesteś bękartem wysoko urodzonego lorda? . Wcale nie jest tu tak. . Lewy rękaw jego czarnej. że moja matka jest… . A reszta niech wraca do swoich cel.Lord Eddard nie jest człowiekiem.Powiedział.rzucił chłodno Jon. Eddard Stark nigdy o niej nie mówił. . Widziałem .Nawet ktoś taki jak Ropucha. którzy po nim chodzą. kiedy mówię do ciebie. dopóki Noye nie ujął go pod brodę i nie obrócił jego głowy w swoją stronę. Czy nie tak? Jon kipiał z wściekłości.Tak.wtrącił jeden z gwałcicieli. Jon spojrzał na niego. Snow często śnił o niej. Pozostali wychodzili.Straży przyda się każdy. pomyślał Jon. kim była.Patrz na mnie. .Dziwką. . że sprawa nie została zakończona.Jego honor… . która zawsze wydawała się nie ogolona.Pogruchotał mi nadgarstek . zabijając go.dodał Grenn i pokazał rękę Noyeowi. chłopcze. Ty zostań.

podobnie jak i oni. Jesteś dumny z tego powodu? Jon zawahał się.Starsi. Dlaczego nie? Teraz jednak zbrojmistrz pozbawiał go nawet i tego. . . że to on źle postąpił. Nie dałeś im żadnej szansy. Zbrojmistrz mógł sobie mówić o życiu. i dopiero później. Wszystko zależy od ciebie. którym Robert pozbawił życia Rhaegara nad Tridentem. Przemierzył Siedem Królestw wzdłuż i wszerz. . a nie Stark. Czterech. sugerując. został lekko ranny toporem.odpowiedział wolno Jon. Pewnie w Winterfell nauczyli cię. kiedy się postarzał. Przyglądałem się. Jeśli pójdziesz drogą.. zanim tutaj przyjechali. kiedy przekroczył już trzydziestkę. których upokorzyłeś na dziedzińcu.A ty nie jesteś żadnym paniątkiem. dopóki nie znalazł się tutaj. jak walczyć z większymi od siebie. czuł się dumny po zwycięstwie. Donal Noye przeżył wszystko. więksi i silniejsi. Czterech na jednego.Tak. . Patrzą na ciebie i widzą wychowanego na zamku bękarta. Owszem. jak walczysz. Może i pomachali trochę patykami. Jesteś bękartem i tyranem. Nienawidzą cię dlatego. kłusownicy.Przecież to oni mnie zaatakowali. . skoro już swoje przeżył. któremu się wydaje. brata Króla.Bez względu na to. Żaden z tamtych chłopaków nie miał nauczyciela. że wpadł w pułapkę. Snow. Uznał to oskarżenie za wyjątkowo niesprawiedliwe. woźnice. Zawstydziłeś ich. kowale. Dopiero wtedy przybył na Mur. Podobno to on wykuł młot króla Roberta. .Nienawidzą mnie. . Ten sam.Tyranem? .Do końca życia . Kto to był. Wyczuwał. Gdybyś walczył ostrym mieczem.Ser Rodrik Cassel .Nie. . Do końca życia . Bawił się. . Donal Noye przysunął swoją twarz do twarzy Jona. jakbyś był od nich lepszy.warknął Jon. na którą wszedłeś.powtórzył Jon zdumiony. zgadza się. że zachowujesz się. Zbrojmistrz nachylił się nad nim. . którzy pewnie boją się ciebie. W twoim przypadku to już nie jest nauka. chłopcze. jak stracił ramię w czasie oblężenia Storm’s End. Zaciągnął się do Nocnej Straży dopiero po tym. zostałaby z nich kupa mięsa. to jeden z twoich braci prędzej czy później poderżnie ci gardło. okaleczony. Ich ojcami byli wieśniacy. Przedtem był kowalem u Stannisa Baratheona. Szermierki nauczyli się na ulicach Oldtown i Lannisport albo w przydrożnych burdelach i tawernach na królewskim trakcie. górnicy albo wioślarze na handlowych galerach. jakiś stary rycerz? . Wiem to.powiedział Noye. . . czego Jon nigdy nie zazna.Są starsi ode mnie próbował się bronić. Ty jesteś Snow. sypiał z dziwkami i brał udział w setkach bitew.powtórzył z goryczą Jon. . Zapamiętaj to sobie. że jest paniątkiem. czy będzie krótkie czy długie.Czterech. kiedy przeżył już swoje życie.A więc pomyśl o tym. lecz rana ropiała i trzeba było mu odciąć całe ramię.Oni nie są moimi braćmi . bo jestem od nich lepszy.

żeby sobie sprawić prawdziwy miecz. tam też wznosił się Mur. Czuł nieomal ogromny ciężar lodowej masy napierającej w dół. . Odwrócił się do niego plecami i spojrzał na Mur. Słońce przebiło się przez chmury. Tak już było. od wschodu po zachód. niczym olbrzymi błękitnobiały klif. lecz już bez przekonania. który zasłaniał połowę nieba. Patrząc teraz w górę sprzed zbrojowni. mienił się własnym blaskiem. nieprzerwana. Jego ściany oblepiał brud niesiony wiatrem kolejnych stuleci. którą chronił. lecz przychodziły chwile. kiedy Jon wyszedł ze zbrojowni.ostrzegł go Noye. Kiedy wreszcie ujrzeli Czarny Zamek.I bez wątpienia najbardziej bezużyteczna . dlatego często wydawał się jasnoszary. ubrani na czarno ludzie. Nagle poczuł się zawstydzony i winny. w których wydawało się.Ja nigdy… Ja nie myślałem… . że gdyby tak się stało. kiedy podjechali bliżej.A zatem jak ci się podoba smak zwycięstwa. lecz Nocna Straż strzegła tylko północy. Czasem potrafił niemal o nim zapomnieć. jak zachmurzone niebo. Największa konstrukcja zbudowana ręką człowieka. ale nawet on zamilkł. że żaden nie miał dość pieniędzy. kiedy po raz pierwszy ujrzeli Mur jeszcze na królewskim trakcie. a między nimi chodzili mali jak mrówki.ale zapewniam cię. lordzie Snow? . Pradawna warownia czarnych braci w niczym nie przypominała Winterfell.Nie nazywaj mnie tak! . nie mogła być broniona ze wschodu. Mur był starszy od Siedmiu Królestw i kiedy teraz Jon patrzył w górę. Mur świecił.dodał wtedy Tyrion Lannister z uśmiechem na ustach. Było już prawie południe. . . zachodu ani z południa. drewniane dźwigi podobne do szkieletów wielkich ptaków. jak w chwili. wydawała się mówić. a on wiedział. A teraz idź już. jego wieże z drewna i kamienia wydawały się zaledwie zabawkami rozrzuconymi na śniegu w porównaniu z lodowym murem.W takim razie lepiej pomyśl . Patrzył na Jona ponuro. gdy ujrzał Mur po raz pierwszy. Wuj powiedział mu. lecz kiedy w pogodny dzień padały na niego słoneczne promienie. jakby Mur miał się zawalić. niczym strażnicy. Jon czuł wciąż to samo zdumienie.rzucił gwałtownie Jon. tak powiedział mu Benjen Stark. Minęło już tyle tygodni. tak jak zapomina się o istnieniu nieba czy ziemi pod stopami. To jest koniec świata.Albo śpij ze sztyletem. a widok Muru wciąż przyprawiał go o drżenie. Mur pozostawał widoczny z bardzo daleka: jasnoniebieska linia ciągnąca się przez północny horyzont. że nic innego poza nim nie istnieje. ogromna. Na jego szczycie. nie była nawet prawdziwym zamkiem. . Wysoki prawie na siedemset stóp. . trzykrotnie wyższy od najwyższej wieży w warowni. zakręciło mu się w głowie. Pozbawiona murów. że może po nim przejechać obok siebie tuzin uzbrojonych rycerzy. oślepiająco niebieski w słonecznym blasku. stały potężne katapulty i ogromne.

chciał walczyć z dzikimi Mance’a Raydera i strzec Królestwa przed Innymi. chociaż już od stu lat nie mieszkał tam żaden król .Przecież chciałbyś wiedzieć. a gdzieś dalej łomotała okiennica.Nic wielkiego .A także grumkiny i snarki .dodał Tyrion. Nie widziałem… to znaczy. przyjmij je. góry.Przywiązuję go w starej stajni.odpowiedział mu Jon. .Usłyszał znajomy głos.Zwiadowcy twierdzą. Niedługo podadzą jakąś podłą potrawkę. . szedł wolno. uczyń je swoim.Wolałbyś. lordem Rykkenem i pozostałymi wyższymi oficerami.a posiłki jadł w towarzystwie samego Mormonta. że ktoś ich obserwuje. że gdy tylko ktoś zbuduje mur. Tyrion Lannister owinął się szczelnie futrem. myślałem. . .Ode mnie niczego się nie dowiesz . Tyrion Lannister był gościem honorowym Nocnej Straży. Od chwili ich przybycia na Mur rzadko widywał karła. zawsze się czegoś uczę. Został zakwaterowany w pokojach Królewskiej Wieży . co jest po drugiej stronie. co jest za nim. lordzie Snow. . człowiek zastanawia się. a ty i tak nigdy nie uwolnisz się od ich drwin? Jeśli dostaniesz jakieś imię. a mnie przyda się miska czegoś gorącego.Lannister. Karzeł uniósł brwi. . W pewnym momencie rozległo się głuche tąpnięcie. . przejdziemy się. . żeby cię nazywali karłem? Żeby widzieli. . że mogą cię ranić swoimi słowami. mnóstwo śniegu i lodu. bo inaczej. Wszystkie konie trzymają we . . zamarznięte jeziora. po co komu ten ogromny mur? .Nie wolno nam o nich zapominać.Nie nazywaj mnie lordem Snow. .Tak.powiedział Jon.Przechylił głowę i popatrzył na Jona swoimi różnymi w kolorze oczyma. . Wzmagał się wiatr zewsząd rozlegało się skrzypienie drewnianych konstrukcji budynków. prawda? . Jon także poczuł głód. więc ruszył z Lannisterem. W ciągu dnia zwiedzał Mur.świat runąłby razem z nim. . a wtedy już nigdy cię nim nie zranią. Nigdy nie wiadomo. Jon obejrzał się. gdziekolwiek pójdę. . . że lepiej nie mówić o swoich pragnieniach. żeby nie wyprzedzać niezdarnie idącego karła.powiedział Lannister. .Och. kiedy idę ćwiczyć.Znowu pokazał kijem. że są tam tylko lasy. czego można się dowiedzieć. zagłębić się w tajemniczy nawiedzany las. że jestem sam.ciągle ją tak nazywano.Nie widzę twojego wilka . co jest po jego drugiej stronie? .Chodź.Bardzo pouczające jest patrzeć na ludzi nieświadomych tego. nocami zaś grywał w kości i pił z ser Alliserem. kiedy wiatr zrzucił z dachu ogromny płat śniegu.Karzeł wskazał na Mur sękatym czarnym kijem. ale uznał. Pragnął pojechać z Benjenem Starkiem na wypad. przez co przypominał małego niedźwiedzia.Jak to się dzieje. ktoś inny zaraz chce wiedzieć. Jako brat Królowej. .

a Jon nie chciał. Uśmiechnąwszy się.Słyszałem. Jon wzruszył ramionami. . Hol jadalni był ogromny. Ropucha i pozostali siedzieli na ławce przy samym palenisku i przekrzykiwali się.Szukali ser Waymara Royce’a. która przypomina naszego szlachetnego Roberta po długim pijaństwie. . że będą szukać aż do Wieży Cieni. gdzie śpisz. . Tyrion Lannister roześmiał się. Dzień ten minął przez nikogo nie zauważony dwa tygodnie temu. Do samych gór. Karzeł miał doskonałą intuicję. przy którym kończył się królewski trakt. więc wiele zabudowań uległo zniszczeniu. Wieża Cieni. Jon .No i dobrze . lecz w gruncie rzeczy karzeł miał rację. żeby aresztował więcej murarzy. a po ich murach chodziły duchy zmarłych. Śpię w Wieży Hardina. więc nikomu nie przeszkadza. Jon przypomniał sobie swoje życzenie. i wreszcie stojący między nimi Czarny Zamek. Między krokwiami jego wysokiego sufitu zagnieździły się wrony.i odwrócił głowę. jego ojciec jest chorążym lorda Arryna. Pozostałe twierdze stały od dawna opuszczone. . zanim twoja wieża całkiem się zawali. . Jon słyszał ich krakanie w górze. Kiedyś zbudowano dziewiętnaście potężnych umocnień wzdłuż Muru. pełen przeciągów i chłodu pomimo huczącego ognia w palenisku. .powiedział Lannister. otworzył drzwi.odparł Lannister i zaraz zmienił temat.Nikogo to nie obchodzi.Mówią. . Odebrał miskę z potrawką i piętkę czarnego chleba.Może grumkiny są głodne w tym roku.To ta ze zniszczonymi blankami. Myślałem. na końcu Muru. z których tylko trzy pozostawały obsadzone: Wschodnia Strażnica na szarym brzegu. postawiona w górach.po wiedział Jon. że wróci do dnia mojego imienia . Potem jest już cały czas ze mną. .Lepiej będzie. wypuszczając w powietrze kłąb pary. Jon wyczuł w jego słowach kpinę. . Ostatnio było ich tam dziesięć razy mniej. w ich wieżach hulał wiatr. że wielu dobrych zwiadowców zniknęło ostatnimi czasy .Powiedział. jeśli zamieszkam sam . prawda? Na dziedzińcu przed nią leży pełno gruzu. Wuj Benjen powiedział. żeby dostrzegł w jego oczach poczucie winy. .Niegdyś w Czarnym Zamku mieszkało pięć tysięcy rycerzy wraz z końmi i służbą.Inni boją się Ducha. . .odparł. kiedy wchodzili po schodach do jadalni. przeklinając ochrypłymi głosami. więc możesz sobie wybrać jedną z cel. Większość starych wież jest pusta. że twój wuj długo nie wraca. które wypowiedział w chwili gniewu wyobraził sobie wtedy Benjena Starka martwego w śniegu . a obok stoi przybudówka.Powiem twojemu ojcu. Grenn.wschodniej stajni. że wszystkie te zabudowania są opuszczone.

Lord Dowódca Nocnej Straży był ponurym starcem o ogromnej. . a zmarniejesz jak kwaśne mleko. Dlaczego Lord Dowódca chce go widzieć? Pewnie mają wieści o Benjenie. pomyślał przerażony. .Bran . .Snow. Przestraszyłeś chłopaka. zanim dostaniesz następnego chłopaka pod opiekę. gdzie usiadł i przyglądał się. Tyrion Lannister obrócił się i wstał.Bran . zdyszany. którego karmił ziarnem zboża. . naprawdę. Zdjął dłoń karła z ramienia i poszedł przez hol. Powiedziano mi.powiedział . . .Ale mam swoje miejsce na dworze .A ja nie przywykłem do powtarzania bękartom rozkazów. Natychmiast. . dlaczego Stary Niedźwiedź go wzywa. Gdy tylko minął straże. Poczuł ślinę gromadzącą się w ustach. że rzepa nie jest mięsem.Nie .wydusił z siebie. . Odwrócił się. Są jakieś wieści o jego wuju? . jego wizja okazała się prawdą. z dala od innych. . .Chodzi o coś innego. marchew .Coś mu się stało.Jęczmień. dlatego od razu wyczuł w nim obcą nutę.Lord Dowódca nie ma zwyczaju czekać. Jon dobrze znał głos Allisera Thorne’a. siwej brodzie.Czy powrócił bezpiecznie? . .Ktoś chyba powinien powiedzieć kucharzom.poprawił się. wstając.odparł karzeł.Co z Branem? Jeor Mormont. uśmiechając się.Zboże.Czy chodzi o mojego wuja? . Tyrion Lannister usiadł naprzeciw niego i powąchał niepewnie potrawę. Przyrodnim bracie . puścił się w górę po dwa schody. . To nie twoje miejsce. po czym zajął miejsce w drugim końcu holu. nie żyje.mruknął. że potrafisz czytać. Popędził do wieży dowódcy przez zaspy. Zboże . trzymaj się z daleka od nie swoich spraw. Po kilkunastu krokach ruszył biegiem. Tyrion Lannister położył mu rękę na ramieniu. . . Przez chwilę Jon bał się poruszyć.wyszeptał Jon. . . . A teraz powiedz mu.wybąkał.Potrząsnął ramieniem i kruk pofrunął na parapet okna. jak Mormont wyciąga z pasa zwinięty papier i podaje go Jonowi.Wystarczy szepnąć jedno słówko w odpowiednie ucho.zakrakał ochryple. .przykro mi. Wbiegł do pokoju Lorda Dowódcy w przemoczonych butach. .Lord Dowódca chce cię widzieć. . łysej głowie i gęstej.Lannister. . Jon prawie go nie słyszał.Jon .Daj spokój.To jest barani gulasz. . cebula.powiedział ser Alliser. Rano przybył ptak z Winterfell z wiadomością o jego bracie. Thorne.Jon ściągnął rękawice i rozłożył dłonie nad parą ulatującą z miski. Na jego ramieniu siedział kruk.przyglądał im się przez chwilę.Usłyszał w odpowiedzi. zboże. .

rzucił kpiąco.Mój brat będzie żył .Pozostał okaleczony . pomimo łez.powiedział Mormont. Kruk sfrunął na jego ramię. Bran będzie żył. . jak Grenn wstrzymuje oddech. . docierając nawet do kucharzy. ser Alliser . Jon uśmiechnął się do niego. .Obudził się . że płacze.Popełniłeś duży błąd.Chętnie zobaczę. Ser Alliser nie spuszczał wzroku z Jona. . Nic nie miało znaczenia. nic nie rozumiejąc.zawołał do strażników. lecz litery pozostawały dziwnie zamazane. jak mój Duch żongluje.Przykro mi z powodu twojej ręki. Wreszcie. to ci pokażę.Bran będzie żył! .powiedział. . Robb potraktował mnie kiedyś w podobny sposób. jak się obronić przed takim pchnięciem.Czytaj . Pobiegł z powrotem do jadalni. Siedzący przy sąsiednim stole bracia przyłączyli się do niego. Bolało jak diabli. Lord Dowódca pokręcił głową. Przeczytaj list do końca. . Wreszcie roześmiał się i Grenn. . zebrał w garść trochę ziarna i zagwizdał.Szybciej nauczę wilka żonglerki niż ty tego żubra.Nie zbliżaj się do mnie teraz. tyle tylko że drewnianym mieczem. chłopcze. .powiedział do Mormonta. Fala śmiechu zataczała coraz szerszy krąg. lordzie Snow . Lannister patrzył na niego. Alliser Thorne usłyszał jego słowa. krzycząc: . zrozumiał sens przeczytanych słów i podniósł głowę. Jon posadził go na ławce i wcisnął mu w dłoń list. . Jon zauważył Grenna.Jon przesunął palcami po konturach wilkora wyciśniętego w białym wosku złamanej pieczęci.krzyknął radośnie. ale nie miały one większego znaczenia.Przyjmuję zakład.Lord Snow chce zająć moje miejsce . podniósł do góry i zakręcił się z nim.odezwał się wreszcie cierpkim. Minę miał nietęgą.Żył! Żył! Jon biegł w dół po schodach z uśmiechem na twarzy i listem w dłoni. Chwycił karła pod pachy. .powiedział Jon. lecz wcale nie groźną. . Jego twarz pociemniała. przerażony. wznosząc ręce. Grenn cofnął się natychmiast. Wymienili między sobą spojrzenia. Ciebie pewnie boli jeszcze bardziej. Po chwili rozległ się chichot Tyriona. a palce dłoni zacisnęły się w pięść. Rozpoznał pismo Robba.powiedział. złowrogim głosem.Bogowie oddali go. .Przykro mi. . Jon ruszył w jego stronę. Spomiędzy krokwi dobiegło niespokojne skrzeczenie. Zdał sobie sprawę. bękarcie. Pozostali chłopcy zebrali się wokół nich i przyglądali się zaciekawieni. Jon usłyszał. gdzie Tyrion Lannister kończył właśnie swój gulasz.Mój brat będzie żył . . Pogruchotaną rękę owinięto mu grubą warstwą bandaża. Jeśli chcesz. Spojrzał na dalsze słowa. Zapadła cisza. . .

Moje wozy nie dojechały jeszcze. na płaskorzeźbie przedstawiającej Letnie wyspy. Marzył o gorącej kąpieli. . Reszta jego świty wjeżdżała właśnie przez bramę. Modlę się o jego zdrowie.Pójdę do nich. swego własnego zarządcę. . Proszono. Potrzebny mi bardziej odpowiedni strój. Nie zdążył jeszcze zsiąść z konia.Będzie to możliwe rano . . a drzwi z obu stron strzegły dwa valyriańskie sfinksy z czarnego marmuru o oczach z wypolerowanych granatów. - . .odpowiedział zarządca. zły i głodny. .Będzie to dla mnie zaszczyt . którego Ned darzył najmniejszą sympatią.Dłoń Yarysa pozostawiła grudki pudru na rękawie Neda. .Dziękuję . zsiadając z konia. Na podłodze zamiast sitowia leżały dywany z Myr. Ściany zakrywały gobeliny z Norvos. Jeśli cię to zadowala. Niech Arya nie wybiera się na żadne poszukiwania. . a w jednym kącie. eunuch. . Ściągnął rękawice i wsunął je za pas.warknął Ned.Stój. i zawołał do niego: . . członek rady. Potrzebuję tylko kilku chwil na przebranie się.EDDARD Eddard Stark wjechał przez ogromne spiżowe wrota Czerwonej Twierdzy obolały.Zdaje się. kotłowały się jaskrawo pomalowane bestie. .Otrzymałeś komnaty w Wieży Namiestnika. Zaprowadź moje córki do ich sypialni i powiedz Jory’emy.odpowiedział Ned chłodnym. Qohor i Lys.powstrzymał go Ned.piekielnie zmęczony i wystrojony w pożyczone ubranie .Twoi bogowie wysłuchali cię . ze smutkiem przyjąłem wiadomość o twoich kłopotach w czasie podróży traktem. Wszyscy paliliśmy świece za księcia Joffreya. żeby ich stamtąd nie wypuszczał. Ned dostrzegł Yayona Poole. że mam spotkanie z radą. kiedy królewski zarządca poinformował go.Poole skłonił głowę. lecz uprzejmym tonem. Zaraz po jego wejściu do sali podszedł do niego Yarys.Tak. aby Namiestnik zaszczycił je swoją obecnością najszybciej jak to możliwe. . zmęczony. każę tam zanieść twoje rzeczy. . Zarządca skłonił nisko głowę.powiedział Ned.odpowiedział zarządca. Ned odwrócił się do królewskiego zarządcy. A niech to… . Była to bogato wyposażona komnata. panie.Lordzie Stark. a on sam pachniał słodko i mdło jak kwiaty na grobie. I tak Ned . że Wielki Maester Pycelle zwołał pilne zebranie małej rady.wkroczył do sali narad. wcześniej zajmował je lord Arryn. . pieczonej kaczce i miękkim łóżku. mój panie . w której czekało już na niego czterech członków małej rady.Przekażę radzie twoje słowa.

który graniczył z bezczelnością.zażartował Littlefinger. . że dotarłeś bezpiecznie. a na jego kubraku pędziło tuzin jeleni wyszytych złotą nicią. . że czas zatrzymał się w miejscu i ma przed sobą Roberta. Na szyi nie nosił zwykłego .Widzę.Rozumiem.Często. lordzie Stark . podobnie jak jego brat. żeby posłuchać ich rozmowy. już od jakiegoś czasu miałem nadzieję cię poznać. dlaczego lady Catelyn wspominała mi o tobie.Wystarczająco dobrze. . . że ożywienie nie pasuje do Starków . .Wyswobodziwszy się z uścisku eunucha.Lordzie Stark.odparł Ned z nadzieją.mówił dalej Littlefinger. . jak ty się ubierasz. Roberta. .odparł Ned. . . . . .Lord Renly wydaje więcej na ubrania niż połowa dam na dworze.Tak jak i ty .powiedział Renly.Tak .odpowiedział Renly.Chociażby to.Nędzna kopia .odparł.Nie planuję roztopienia się w najbliższym czasie. przeszedł pokój i zbliżył się do lorda Renly’ego.Za to o wiele lepiej ubrana . Rzeczywiście tak było. . że masz się dobrze. że na tym skończą rozmowę. Kiedy Robert zasiadł na tronie. . Wielki Maester uśmiechnął się łagodnie ze swojego wysokiego krzesła. i to z pewnym ożywieniem . panie .Maester Pycelle. Ilekroć go spotykał. Ned podszedł do stołu i powiedział: . co zawsze wprawiało Neda w pewne zakłopotanie.Tutaj.Książę z każdym dniem nabiera sił. . jak domyślał się Ned. który rozmawiał przy płaskorzeźbie z niskim mężczyzną. wydawało mu się. lecz czasem wydajesz mi się łudząco podobny do swojego brata.odpowiedział chłodno Ned. lecz wyrósł na krzepkiego mężczyznę. Littlefinger zignorował jego przytyk. Cienkie kosmyki siwych włosów okalały jego szerokie. Renly miał zaledwie osiem lat. Lord Renly miał na sobie ubranie z ciemnozielonego aksamitu. jak na moje lata. mniemam. Brandona.Musisz mi wybaczyć.Chociaż łatwo się męczę.powiedział Littlefinger. łyse czoło nad łagodną twarzą. lordzie Baelish. który wrócił właśnie ze zwycięskiej bitwy nad Tridentem. . mówi się. . Nie miał cierpliwości do słownych potyczek. Littlefingerem.Do dzisiaj noszę dowód jego uznania wobec mnie. Teraz wiem.I to zbyt dobrze . Zapewniam cię. gdy tylko wyjedziecie za Przesmyk. a Yarys podszedł bliżej. Czy Brandon wspominał też i o mnie? . .Powiedziałbym. Z ramienia zwisała zarzucona niedbale półpeleryna ze złotogłowia spięta broszą ze szmaragdem. że znałeś także mojego brata. na południu.Znam gorsze zbrodnie odpowiedział Renly z uśmiechem. że jesteście zrobieni z lodu i topicie się. Renly Baratheon roześmiał się. Przyglądał się Nedowi z uśmiechem na ustach. wzruszając ramionami. .

wśród tych ludzi. jeśli liczymy na to. jak przystało Lordowi Dowódcy Królewskiej Gwardii. aby zebrał radę. że ulżymy mu nieco.wtrącił Yarys. Littlefinger uśmiechnął się i wręczył Nedowi rulon zalakowany królewską pieczęcią.powiedział chłodno. . Przypomniał sobie słowa Roberta wypowiedziane przez niego w krypcie w Winterfell. na poduszkach widniał jeleń Baratheonów wyhaftowany złotą nicią.Dzisiejszego ranka rozkazał mi pojechać przodem i poprosić Wielkiego Maestera Pycelle. Otaczają mnie pochlebcy i głupcy. Ned zajął miejsce obok. puste teraz. . Jako prawa ręka Króla. . Ned spojrzał na zebranych i zaczął się zastanawiać. lordzie Stark. żywności i sprawiedliwości.Dobrze. Wydawało mu się.Wybaczcie.Przyjdzie nam długo czekać. . Jego szyję wielokrotnie owijał ciężki łańcuch. Czytał z rosnącym niedowierzaniem.Jesteś królewskim Namiestnikiem .powiedział Yarys.Lord Stannis udał się na Dragonstone niedługo po wyjeździe Króla na północ poinformował go Yarys. że mój brat zaszczyci nas swoją obecnością.powiedział Wielki Maester. . . że już wie. Kiedy pozostali zajmowali swoje miejsca. Panowie . ametysty.Natomiast nasz dzielny ser Barristan bez wątpienia jedzie teraz ulicami miasta u boku Króla. tworząc masywny naszyjnik. że zasnę. że wszystko. że kazałem wam czekać. Eddard Stark doznał nieodpartego uczucia. powiedział mu wtedy. spodziewając się. a także ze stali. .zaproponował Ned. Wyciągnął z rękawa zwinięty papier i położył go na stole. . . Ogniwa wykute były ze wszystkich istniejących metali: z czarnego żelaza i czerwonego złota. a którzy głupcami. który zakrywał go od brody do piersi. Dlatego mniej ważne nam powierza. że nie powinnien znajdować się w tym pokoju. . którzy z nich są pochlebcami. co dotyczy pieniędzy. . brązu i platyny. pragnąc zapoznać się z pilnym poleceniem Króla.Wiele spraw zaprząta umysł naszego dobrego króla Roberta . jakiego używał Luwin. .metalowego kołnierza. z jasnej miedzi i matowego ołowiu. jeśli będziemy dłużej czekać.Lord Yarys chciał powiedzieć. Czy szaleństwo Roberta nie znało granic? Szalę .Jest nas tylko pięciu zauważył. jasnego srebra. Ned złamał pieczęć kciukiem i rozwinął papier. Zdobiły go też granaty. Renly Baratheon roześmiał się głośno. . .Mamy obowiązek czekać na ciebie.Może moglibyśmy zacząć . mosiądzu.Może więc zaczekamy na ser Barristana i Króla . . czarne perły i gdzieniegdzie szmaragdy i rubiny. składając dłonie na pokaźnym brzuchu.Obawiam się. Ma dla nas ważne zadanie.U szczytu stołu stało krzesło Króla.powiedział lord Renly. Od czasu do czasu przekazuje nam jakiś rozkaz . nudzi mojego brata śmiertelnie. więc jarzmo rządów spada na nas.

że skarbiec już od lat jest pusty. pobrzękując cicho łańcuchem. kolejne dwadzieścia dla zwycięzcy walki wręcz i dziesięć tysięcy dla najlepszego łucznika.wtrącił lord Renly.Dziewięćdziesiąt tysięcy w złocie . . cieśli.Korona jest zadłużona na ponad sześć milionów w złocie. . Wielki Maester Pycelle spojrzał na Littlefingera. kuglarzy. Głównie u Lannisterów.Mój panujący brat uwielbia turnieje i uczty . Ostatnio musiałem nawet odwołać się do Wiary. że Jego Miłość nie zawsze słucha mądrych rad. lordzie Stark. Wielki Maester Pycelle pokręcił głową. Obaj dobrze wiemy.spytał spokojnie Littlefinger.goryczy i niedowierzania przepełniło jego imię.powiedział Renly Baratheon. . Robert z pewnością spodziewa się hucznej uczty.odparł Littlefinger.westchnął Littlefinger.Lord Eddard chciał przez to powiedzieć. że Jon Arryn pozwolił Robertowi żebrać po całym Królestwie przemówił gwałtownie Ned. Ned nie wierzył własnym uszom. . A to oznacza dodatkowe pieniądze dla kucharzy.Skarbnik zdobywa pieniądze. .Darujmy sobie te niedorzeczności. . trubadurów.Dobrzy bogowie . błaznów… .powiedział. Bez wątpienia znajdziemy pomoc u Lannisterów.Przecież Aerys Targaryen pozostawił skarbiec pełen złota. . . które miało stać się przyczyną kolejnego kaprysu Króla.powiedział lord Renly. ale pożyczaliśmy też od lorda Tyrella. a Król i jego Namiestnik je wydają. Ned słuchał z niedowierzaniem.Czterdzieści tysięcy złotych smoków dla zwycięzcy. .Chcesz powiedzieć.Ile? . liczenia miedziaków. z Żelaznego Banku z Braavos oraz od kilku kompanii handlowych z Tyr. Ned przeczytał mu odpowiedź z listu. że Korona jest zadłużona na trzy miliony w złocie? . Będę musiał pożyczyć pieniądze. .Tych u nas nie brakuje… . . . .Czy skarbiec podoła takim wydatkom? . . Nienawidzi zaś. krzywiąc się. Obawiam się jednak. który upamiętni mianowanie nowego Namiestnika . . Jak mogliście do tego dopuścić? Littlefinger wzruszył ramionami. Wielki Septon targuje się bardziej niż dornijski kupiec.Nie uwierzę. Dwadzieścia tysięcy dla drugiego.Lord Arryn był roztropnym człowiekiem. więc sto tysięcy nie zrobi większej różnicy. jak on to mówi.Jaki skarbiec? . służących. Jesteśmy winni lordowi Tywinowi jakieś trzy miliony smoków.Nie wolno nam zapominać o innych kosztach. że Jego Miłość zleca nam zorganizować wielki turniej.

Podobno podróżował powozem i tęgo popijał.Kiedy indziej . Ostatnie dwa tygodnie ich podróży upłynęły w bardzo podłym nastroju. Zawahał się na moment.rzucił sarkastycznie Littlefinger.Littlefinger.Jestem zmęczony. . co to za gra? Catelyn jest w Winterfell. Przez cały czas prawie nie widywano Roberta. zakurzone i zapomniane. Pochodziły jeszcze z czasów Targaryenów. Arya pogrążyła się w smutku.powiedział lord Renly.odparł Ned. I tak Sansa płakała. a dziedziniec tonął w chaosie pełnym błota. Wystarczyło.powiedział Ned. Poinformowano go. koni i pokrzykujących ludzi. kiedy powiedziano jej. Arya milczała całymi dniami. by znowu poczuć zżerające go od wewnątrz uczucie wściekłości. że już nie jest w Winterfell. Może trochę zbyt gwałtownie. potem pod kratą i wszedł na zewnętrzny mur. że tam idziemy? Prowadzę cię do lochów.Czy mówiłem. na którą nie stać Korony. setki mil stąd. . . zrobione z czarnej stali. jakie posłali mu członkowie rady. lecz poszedł. że spojrzał na twarz Sansy..Turniej jest ekstrawagancją. .powiedział łagodniejszym tonem. Przeszedł przez zewnętrzny dziedziniec. Na zewnątrz rzeka wozów i jeźdźców wciąż wlewała się w zamkową bramę. kierując się. Littlefinger poprowadził go do wieży. gdzie miał nad sobą tylko Króla.Nie pytając ich o zgodę. sądząc po spojrzeniach.Ale lepiej zabierzmy się do omówienia przygotowań. . . Chodź ze mną. lordowie . Stark. chociaż i tak za szybko.Pomówię z Jego Miłością .Idziesz w złym kierunku. Następnie przeszli przez mały dziedziniec i wzdłuż pustego korytarza. . co się stało z chłopakiem rzeźnika. . ze smoczymi łuskami na hełmach. Od dnia nieprzyjemnych wydarzeń nad Tridentem Stark i jego świta jechali daleko przed główną kolumną. jak mu się wydawało. że to Nymeria powinna być zabita. kładąc się wieczorem do snu. Skończmy na dzisiaj.Wybaczcie mi.To nie jest droga do moich pokoi . Jeśli tak. żeby odłączyć się od Lannisterów i rozładować napięcie. Tutaj był zaledwie pierwszym spośród równych sobie. nie ma czasu na rozmowy. Sansa obwiniała wciąż Aryę i powiedziała jej. gdzie mam zamiar poderżnąć ci gardło i zamurować twoje ciało w celi .Pomów. kiedy na jego drodze stanął Littlefinger.Stark. Spotkamy się. .odpowiedział Ned. to pewnie nie przybędzie tak prędko. . potem schodami w dół. wstał. że Król jeszcze nie przybył. gdzie pod ścianami stały na straży zbroje. a Eddard Stark śnił o zamarzniętym piekle zarezerwowanym dla Starków z Winterfell. kiedy wszyscy odpoczniemy. jeśli chodzi o Neda. Będzie musiał pamiętać. Twoja żona czeka. . . skłonił lekko głowę i wyszedł. . jeśli chcesz . do Wieży Namiestnika.

zauważył Littlefinger. Ned przyglądał się skalistej ścianie przez chwilę.W szarozielonych oczach Littlefingera zaświeciły iskierki rozbawienia.odparł Littlefinger.Ruszył szybko schodami w dół.A zatem ktoś dokonał zdumiewającego przeistoczenia się.powiedział Ned. Wreszcie Baelish zatrzymał swojego wierzchowca przed obskurnym. Nie ma czasu. żeby mnie zaprowadzić do burdelu? . . Znaleźli się na skalistym urwisku skąpanym w rudawym blasku zmierzchu. Zorientowałeś się po słońcu czy po niebie? Idź za mną. . błotnistej ścieżce biegnącej wzdłuż brzegu rzeki.powiedział Ned. .Czyżby? . przyciągając go do siebie. Nie miał ochoty na żadne intrygi. Littlefinger stał oparty leniwie o skałę i jadł jabłko. . . Ned dosiadł jednego z nich i ruszył w kierunku miasta. Schodził z szybkością małpy.powiedział i chwycił Littlefingera za ramię. To była ostateczna zniewaga.powiedział i rzucił ogryzek do rzeki. Rzeka majaczyła daleko w dole.Nieważne. Rzeczywiście były tam płytkie wycięcia.Panie. . nie. Przycisnąwszy małego Littlfingera do ściany. Ned Stark zsiadł z konia z wyrazem wściekłości na twarzy. Albo zostań. Stark .dodał i zniknął za krawędzią klifu. Postaraj się nie spaść. zastanawiając się.Chwilę później usłyszeli czyjeś kroki. Ned schodził z twarzą przyciśniętą mocno do skały. lecz zrozumiał. .On mówi prawdę.Starzejesz się i robisz się powolny. a ona będzie ze mną. zawieszona na ciężkim łańcuchu. wysoko nad rzeką. . . Wreszcie znalazł się na samym dole.Trudno cię oszukać. . Stark . starając się nie patrzeć pod nogi bez potrzeby. . uśmiechając się kpiąco.Burdel . przyłożył mu sztylet do szyi. trzypiętrowym budynkiem z drewna. Nieopodal czekały dwa konie. Przy drzwiach kołysała się ozdobna lampa oliwna z kloszem z czerwonego szkła ołowiowego. Ned poszedł za nim ostrożnie. tak jak mówił Littlefinger. Catelyn nigdy by tego nie zrozumiała . zanim ruszył wolno. . chodź. jego rozświetlone okna wyraźnie odcinały się od zapadającego zmroku.Wyszliśmy z zamku . Na końcu schodów napotkali ciężkie dębowe drzwi okute żelazem. .. Petyr Baelish uniósł zasuwę i skinął na Neda. W skale wykuto stopnie. że są chlebem powszednim dla kogoś takiego jak Littlefinger. dalej pojedziemy.Twoja żona jest w środku .Kazałeś mi jechać taki kawał drogi po to tylko.Brandon okazał ci zbyt wiele łaskawości . .Rozległ się czyjś głos. na wąskiej. czy ten dzień kiedykolwiek się skończy. Z budynku dochodziły dźwięki muzyki i rubasznego śmiechu.

Chciałbym. Przechodząc. Krzyknęła na jego widok i natychmiast podbiegła do niego. jego miękki podbródek podskakiwał. . człowieku . Ser Rodrik pozostał na dole. Weszli do środka i znaleźli się w zatłoczonym dużym pokoju. Co z dziewczynkami? . . przyciskały się do swoich kochanków albo kołysały na ich kolanach.Moja pani .Obie pogrążone w smutku i pełne złości . żeby twoja lubieżność pozostała lubieżnością Namiestnika.odpowiedział jej. że nigdy nie przyjdziesz. . .Petyr informował mnie o wszystkim. że Cat przybyła do Królewskiej Przystani. . bardzo dobrze .wyszeptał Ned. Bardzo mi zależy. nie rozumiem. .Naprawdę Catelyn jest tutaj? Littlefinger mnie nie nabierał? . ale to nie to. żeby tak było. w którym czekała Catelyn.Och.wtrącił Littlefinger. o co chodzi? Dlaczego przybyłaś tutaj.Rozpoznałeś ją. możesz popieścić jakąś pierś albo dwie.odezwał się Ned.powiedział Littlefinger.Schował nóż.Dokładnie takie na jakie wygląda . co o tym wszystkim myśleć. Ned nie wiedział. korytarzem do pokoju. .Ser Rodrik? Rodrik Cassel skinął głową.powiedział Littlefinger. Stark . Co robisz w King’s Landing? Co się stało? .Idź za mną i postaraj się. że jestem właścicielem tej posiadłości. Ubrany był w brązowe ubranie z surowego sukna. siadając na siedzeniu w oknie. ubrane w skąpe jedwabne stroje. Nie byłoby dobrze. Teraz dopiero dostrzegł jej dłonie. . tymczasem Littlefinger poprowadził go na trzecie piętro i dalej. Opowiedział mi o twoich kłopotach z Aryą i młodym Księciem.wyszeptała z twarzą przytuloną do jego piersi. .Bałam się.Burdel. a kiedy biegł.spytał żonę.Uśmiechnął się. . więc bez trudu mogłem wszystko tutaj zorganizować. gdyby cię rozpoznano. . w którym by szukano Catelyn Tully? . . . zamykając drzwi.Cat. aby Lannisterowie nie dowiedzieli się. lecz nie potrafił go wypowiedzieć. kiedy go objęła za szyję.Tak. to słowo cisnęło mu się na usta. Ned czuł się całkowicie zagubiony.W takim razie. . w którym gruba kobieta śpiewała sprośne piosenki. . Zobaczył czerwone blizny.Nie mieszaj się.Nie żyje. zdumiony.Dlaczego? .powiedziała Catelyn.Twoja pani czeka na górze. chodzi o Brana. mój panie . Czy może istnieć mniej prawdopodobne miejsce. o czym myślisz .Ned odwrócił się z nożem w dłoni i ujrzał zbliżającego się siwowłosego mężczyznę.Czy chodzi o Brana? Czy on… . zdał sobie sprawę. . nie przeholuj w żadną stronę. moja kochana? Co to za miejsce? . Nikt nie spojrzał nawet na Neda.Tak się składa. . zanim rozpoznał nadbiegającego mężczyznę. tymczasem młode dziewczęta. . w jak nienaturalny sposób go obejmuje.Opuścił sztylet. dwa ostatnie palce jej lewej dłoni . .spytał Ned.

A on zabił wilka Sansy i dlaczego? Czy czuł się winny? A może bał się? Jeśli bogowie zesłali im te wilki. .Nim właśnie zamierzano pozbawić życia Brana. .były sztywne. .Pozwól. jego ciało przecięte prawie na pół. nie wierzę.Prawdopodobnie Król o niczym nie wiedział . strażników i Littlefingera.Nie pierwszy raz. . Eddard Stark wciąż siedział milczący ze sztyletem w dłoni.Wziął jej ręce w swoje i odwrócił je. Ned wstał i zaczął chodzić po pokoju. a on wysłuchał całej historii od pożaru w bibliotece. Zakołysało się. Nie potrafił znaleźć większego sensu w tym. Wilk Brana uratował mu życie. Littlefinger podszedł wolno do stołu i wyrwał nóż. . mój panie. .Jesteś ranna. . . . Przypomniał sobie niemowlę Rhaegara i jego zmasakrowaną czaszkę oraz to. Kiedy skończyła mówić. że wszystko ci opowiem. .powiedział Littlefinger.Bogowie. jak to się stało? Catelyn wyjęła spod płaszcza sztylet i położyła mu go na dłoni.Dlaczego Tyrion Lannister miałby chcieć śmierci Brana? Chłopak nigdy nie zrobił mu nic złego. których wolałby nie oglądać. podobnie jak odwrócił się nie tak dawno w sali audiencyjnej Darry’ego. . Zacisnął dłoń na gładkiej rękojeści ze smoczej kości i wbił nóż w stół. kiedy znaleźli szczeniaki w śniegu? Los zesłał te szczenięta twoim dzieciom. Starkowie. który mówił o wysłaniu mordercy do księżniczki targaryeńskiej. prosiła go tak samo jak kiedyś Lyanna. Opowiedziała mu o wszystkim.Czy wy. Ned nie potrafił mu odpowiedzieć. Posłuchaj. jak jego ostrze zagłębia się w drewno. Co Jon powiedział.Kto… dlaczego ktoś… Przyłożyła palec do ust. . Ned czuł pulsujący ból w głowie. . Nasz dobry Robert nabrał wprawy w przymykaniu oczu na rzeczy. Ned podniósł gwałtownie głowę. szydząc z niego.Jeśli Królowa ma z tym coś wspólnego albo bogowie niech bronią .Kogokolwiek byś oskarżył.sam Król… nie. macie tylko śnieg między uszami? . aż do Yarysa. po tym wydarzeniu Król nie odezwał się ani słowem. .Sztylet Karła powtórzył.Karzeł z pewnością nie działał sam. kochany. czując. . strasznie głębokie rany… od miecza albo… moja pani. w jaki sposób Król odwrócił się wtedy.wtrącił Littlefinger. . Znowu ujrzał napuchniętą twarz chłopaka rzeźnika. Wciąż słyszał błagalny głos Sansy. pomyślał. Tak będzie szybciej. co usłyszał. to czy nie popełnił ogromnego głupstwa? Wysiłkiem woli odpędził podobne myśli i znowu spojrzał na sztylet.W tej samej chwili przypomniał sobie chłodny ranek na pustkowiu i słowa Roberta.

Littlefinger położył dłoń na sercu. dziękuję bardzo. że potrzebowali pomocy. . zanim skończysz mówić. którego chciałbym przyłączyć do kogokolwiek.powiedziała Catelyn. . to zawsze uważałem was. za dość męczącą bandę. a mimo to Pająk dowiedział się o ich rozmowie.Wspomniałeś o Yarysie. Jeśli rzeczywiście wierzysz.Dobrze . . Pewnie by już nie żył. . lordzie Baelish. Ser Rodrik rozmawiał z ser Aronem Santagarem w tajemnicy. .Wyjawiłam Petyrowi moje podejrzenia co do śmierci Jona Arryna . którym gardził.Stark. skoro jego zbir nie żyje? . . która by ucieszyła Eddarda Starka.popełnisz zdradę. . a Littlefinger był kiedyś dla Cat jak brat.nie ustępowała Catelyn.Jeśli o mnie chodzi.przerwał mu Ned. Zapewniam cię. Starków. żeby cię wysłuchał. . ale ma ostrza z obu stron.Nie ode mnie .Lordzie Baelish. twoja żona nie jest głupia. Oskarż Króla.Sztylet.Littlefinger podrzucił niedbale nóż. Mówisz do Starka z Winterfell.Rzucił nóż Nedowi. Mój syn leży złożony niemocą. Obawiam się tego człowieka.Oto. może umiera. Czy eunuch wie o wszystkim? . Głupio postępuję.Mamy dowód . mnie zostaw lorda Yarysa. . Jednak Yarys ma swoje sposoby na zdobywanie informacji. a wraz z nim Catelyn. . Ned posłał mu chłodne spojrzenie. . Littlefinger uśmiechnął się. może wtedy… .Obiecał. to jesteś równie wielkim głupcem. .Wszyscy wiedzą. Eddardzie Stark. Co do Królowej… gdybyś znalazł dowód i zdołał nakłonić Roberta. Nie była to wiadomość. ale nie potrafię odmówić twojej żonie. nie. Ned. gdyby nie wilcze szczenię znalezione w śniegu. Jeśli wybaczysz . lecz musiał przyznać.powiedział. Bez wątpienia Karzeł przysięgnie. gdy podniosłeś miecz na mojego brata. . co ci radzę: rzuć nóż do rzeki i zapomnij o całej sprawie. . tymczasem twój brat gnije w zimnym grobie już od jakichś czternastu lat.Słodka pani.To? . że ma swoich szpiegów .odparł Ned zdawkowo.Nie tylko to . że skradziono mu sztylet w czasie jego wizyty w Winterfell. ale Cat chyba przywiązała się do ciebie z powodów zupełnie dla mnie niezrozumiałych. . Dlatego ze względu na nią pomogę ci pozostać przy życiu.Jesteś ostatnim. że mógłbym o tym zapomnieć. może i jestem głupcem… ale wciąż żyję. robi to za pomocą jakiejś mrocznej sztuki. ale się do ciebie nie przyłączę. . Nie po raz pierwszy Ned został zmuszony układać się z człowiekiem. jakim byłeś. .powiedziała Catelyn. wsuwając sztylet za pas. że kłamie. Kto mu udowodni.Ranisz mnie głęboko.Ładny kawałek stali. mój panie. że pomoże ci dotrzeć do prawdy. Jeśli chcesz się położyć obok niego. nie będę cię od tego odwodził. a zatańczysz z Ilynem Payne’em.

. jestem ogromnie sentymentalny.spytał Littlefinger. mogą być i następni.W każdym razie zrobiłbym to. czy prowadzą mnie do przyjaciela czy do wroga.wtrącił Littlefinger. gdyby on był mężczyzną albo choć miał jaja. Ten. nie zapomnę o tym. nie wiedziałam. o upadku Brana. mój panie. uśmiechając się. dowie się niebawem. Zacisnął dłoń. że mi pomogłeś. .utraciłam. że chłopiec wciąż żyje. .Chcemy zostać tylko na chwilę.powiedziała Catelyn.Ned pocałował ją. Od lat staram się przekonać wszystkich na dworze o swojej niegodziwości i okrucieństwie i nie chciałbym. . o starym.Byłoby to bardzo nierozsądne .Muszę cię jednak ostrzec. .Lordzie Baelish. . Okazałeś się kimś więcej niż przyjacielem.Tylko chwilę.Dobrze. Widzisz. Odnalazłam brata. a dzieci lubią dużo mówić. Na twoim miejscu bardziej bym się martwił Lannisterami. . aby moje wysiłki zostały zaprzepaszczone.mi te wulgarne słowa . która powiedziała cicho i spokojnie: Mamy wilka.Weź ser Rodrika i udajcie się do Winterfell.w końcu uchodzą w takim miejscu . Wpiła mocno okaleczone palce w jego plecy. Stark. o nagłej śmierci Jona Arryna. Obaj z Namiestnikiem powinniśmy już wrócić do zamku. . w którym odnaleziono Aryę. nie proszę o więcej .powiedział Ned. Wracaj natychmiast do Winterfell. . kto pragnął śmierci Brana. wystarczy sypnąć okruchów i ptaki zaczynają śpiewać.On ma rację. . Pomyślał o małym Mycahu. szalonym Aerysie Targaryenie.Littlefinger ruszył w stronę drzwi.Słodka pani. że tutaj pobieramy za to opłaty. Ja zaopiekuję się dziewczynkami.Moja pani . który umierał na podłodze swojej sali tronowej.powiedział. Petyr Baelish uśmiechnął się.Nic więcej już tutaj nie zdziałasz. .W Czerwonej Twierdzy pełno jest ciekawskich oczu. Skoro pojawił się jeden morderca. .Petyr. jak mówisz. a jego krew wysychała na złotym ostrzu. Lepiej nie wspominaj o tym nikomu. Jedź do domu i czuwaj nad naszymi synami. Ned sam dobrze o tym wiedział. .jak sądziłam . a Yarysowi by się to nie spodobało.powiedziała Catelyn.Miałam nadzieję zobaczyć dziewczynki… . .trzymam go mocno za jaja. . Ned nie wierzył w ani jedno jego słowo. kiedy podniosła twarz. . dostrzegł wtedy wyraz twarzy Królowej. zanim zauważą naszą nieobecność. . którego .Będzie tak. kochana . Catelyn podeszła do niego i wzięła go za ręce. Wrócił pamięcią do dnia. . ja także chcę wyrazić swoje podziękowanie. Przytulił ją do siebie. lecz odezwał się uprzejmie: .Czy zechcecie skorzystać z sypialni? . jakby na zawsze pragnęła zapewnić mu bezpieczeństwo w swoich ramionach. . Kiedy twoi ludzie przyszli po mnie. odwracając się do Catelyn.

.Kiedy dowiem się prawdy. Ned odwrócił się do żony. Zacisnęła poranione dłonie na jego ramionach. jakby nic się nie stało.Co wtedy. żeby dobrze zaopiekowano się Theonem Greyjoyem. wychodząc. Chcę też. modląc się w duchu. aby to była prawda. Niech lord Manderly sprawdzi i uzupełni umocnienia w Białym Porcie. kochany? Ned wiedział.. . Kiedy drzwi zamknęły się za nim. . że okaże się mężczyzną. o czym.odpowiedział Littlefinger.To już dla mnie prawdziwy skarb .powtórzyła Catelyn przestraszona. przekonał się Aerys Targaryen. . żeby i tam nie brakowało ludzi.Cała sprawiedliwość płynie od Króla . Niech zbiorą po stu łuczników i obsadzą Fosę Cailin.Po powrocie do domu wyślij w moim imieniu wiadomość do Helmana Tallharta i Galbarta Glovera. bardzo przyda nam się flota jego ojca. . Jeśli dojdzie do wojny. Dwustu dobrych łuczników może utrzymać Przesmyk nawet przed napierającą armią. że jest to najtrudniejsza część całej sprawy.Mam nadzieję.powiedział. Objął ją i przytulił. dlaczego tutaj przyjechałem. Muszę odgrywać moją maskaradę. . a nie jakim jawi się w moich domysłach. Pamiętaj. kochana. że Lannisterowie zabili Jona Arryna… Czuł.Lannisterowie stają się bezlitośni w obliczu słabości. a takiej siły nie zdobędą. będę musiał wyjawić ją Robertowi.Do wojny? .zapewnił ją Ned. . Jeśli znajdę dowód na potwierdzenie faktu. że Catelyn drży. niestety. .Nie dojdzie do tego . pomyślał. . jakim jest w moim przekonaniu. lecz nie ośmielą się zaatakować północy bez poparcia pozostałej części Królestwa.

żeby prowokować ser Allisera? .TYRION . Z okiennego parapetu rozległo się głośne krakanie jego kruka: . Tyrion spojrzał wymownie na swoją prawą rękę.Absolutnie.odparł Tyrion. chociaż jest to tylko widelec.Ależ z ciebie nikczemnik.powiedział. . Świeże kraby przywieziono ze Wschodniej Strażnicy w beczce wypełnionej śniegiem.Pojedynkować! Ser Alliser wyszedł z sali sztywno. Wreszcie Lord Dowódca doszedł do siebie. Ser Alliser Thorne był jedynym z siedzących przy stole.Jeśli ktoś maluje sobie tarczę na własnej piersi. . gdyby potrafił. .Jesteś pewien.Kraby są tutaj. . ser Alliser . że namówiłeś mnie. Widziałem już trupy z . plując kawałkami krabiego mięsa. Lannister szydzi sobie z nas. . Pozostali znowu się roześmiali. Tyrion poklepał go mocno po plecach. jak na kogoś.Roześmiali się.Mormont wziął do ręki szczypce kraba i złamał je w dłoni.Po co? .Masz śmiały język. lordzie Mormont. lecz tym razem trochę nerwowo i niepewnie. zaciskając mocno usta. że akurat trzymam w dłoni stal. . Zobaczymy. . kto nawet w połowie nie jest mężczyzną.Łupy dla zwycięzcy . czy będziesz równie zabawny.Wyjdźmy stąd. a on wyssał mięso z nogi kraba.powiedział Tyrion. że prędzej czy później ktoś w nią wyceluje.Tak się składa. Lord Dowódca zaczął się krztusić. Thorne rzucił mu pełne nienawiści spojrzenie.W takim razie przeczeszę Siedem Królestw w poszukiwaniu karłów i przyślę ich do ciebie. Po sali przetoczyła się salwa śmiechu. powinien się liczyć z tym. jakby ktoś wsadził mu sztylet w siedzenie.Biorę kraby Thorne’a. Tyrion uśmiechnął się.Jesteś przebiegły. Tyrion usiadł i napił się wina. lordzie Mormoni . Ser Alliser wstał. . . kiedy poczujesz w dłoni stal oręża. .odpowiedział pytaniem Tyrion. Czy będziemy się pojedynkować? . Mógłby jeszcze pomyśleć. będzie się zastanawiał. . że już chcesz wracać? . Potrzeba nam tutaj takich ludzi. który się nie uśmiechnął. . .Tylko z ciebie. Jaime. Mormont wciąż próbował złapać oddech.Skoczył na swoje krzesło i zaczął dźgać widelcem pierś Thorne’a. Jego odpowiedź wywołała kolejne salwy śmiechu. Może powinniśmy wyjść na dziedziniec? . .spytał go Lord Dowódca. co się ze mną stało. .Zrobiłby tak. . Pomimo podeszłego wieku zachował siłę niedźwiedzia. abym przebrał się na czarno.krzyknął.Mój brat.

że ser Alliser rzeczywiście cię przejrzał. złodziejaszków i gwałcicieli.Założę się. lordzie Mormoncie.powiedział maester Aemon. inaczej zaczynamy traktować siebie zbyt poważnie.Niemniej jednak uważam. Kiedy Rykker napełnił mu go. Bowen Marsh. masz duże pragnienie. Mój ojciec czuje słabość do głów wbitych na pal. Mówił cicho.odparł ser Jaremy. Stajennych. którzy wstąpili do Straży.Jak na tak małego mężczyznę. że i oni mają kilka wyzwisk dla niego . że lord Tyrion nie jest wcale taki mały. . .. bo sam stałem obok niego na murach. Tyrion miał okazję usłyszeć kilka z nich. . myślę. Tywin Lannister zachował się niezwykle wspaniałomyślnie i dał nam do wyboru: przebierzemy się w czerń albo jeszcze przed zachodem słońca zobaczymy własne głowy zawieszone na bramie.Na Murze nie brakuje stajennych .Czasem wydaje mi się. jednym z nielicznych. . Ty drwisz sobie z nas i z naszej szlachetnej służby. ale chyba nigdy olbrzymem . żeby ktoś zadrwił trochę z nas. Ser Alliser Thorne powinien sprzątać w waszych stajniach.Od czasu do czasu dobrze jest.mruknął lord Mormoni. .Och. Myślę. .Mój panie.Podniósł swój puchar.odpowiedział uprzejmie Tyrion.większym poczuciem humoru niż wasz ser Alliser. zanim jeszcze zostałem Lordem Dowódcą.Powinieneś posłuchać. .Moi panowie.odpowiedział.Dziękuję ci . dlatego oficerowie umilkli natychmiast. . którzy w jakiś sposób go zdenerwowali. Tyrion wzruszył ramionami.zauważył ser Jaremy Rykker. Bez obrazy. Lord Dowódca Mormoni chrząknął. . jakie wyzwiska wynajduje dla chłopców. . .Po niewłaściwej stronie . Ser Alliser jest pasowanym rycerzem.sprzeciwił się Lord Zarządca. Tyrionie. . żeby usłyszeć. bez wątpienia pasowałaby mu do dekoracji Królewskiej Bramy. z taką szlachetną twarzą jak twoja. mężczyzna okrągły i czerwony jak owoc granatu. a nie ćwiczyć młodych wojowników. spójrzcie prawdzie w oczy. tutaj. szczególnie jeśli są to głowy tych. . na końcu świata.Oczywiście. że przysyłają nam tylko stajennych. których ćwiczy. . Walczył dzielnie w Królewskiej Przystani. że jest to prawda . uśmiechając się sardonicznie. . . co ma do powiedzenia wiekowy starzec.Z drugiego końca siołu rozległ się głos maestera Aemona. Bowen Marsh powiedział: . że wyglądałbyś na niej bardzo dostojnie. zwracając w . że on jest olbrzymem wśród nas. Tyrionie.Można by sądzić. . różnie mnie już nazywano.Sądzę.Powoli . . ser Jaremy.Wiem. No cóż.

lordzie Mormoni. by nie zorientować się. To nie jest dobry pomysł. .Trzech ludzi powinno wystarczyć.Mógłbyś posłać ze mną młodego Snowa.powiedział Mormoni stanowczym głosem. . po skończonym posiłku.Twoja siostra zasiada u boku Króla. . . . że coraz bardziej kręci mu się w głowie od mocnego trunku. jeszcze mniej we Wschodniej Strażnicy. Pewnie chciałby zobaczyć swoich braci. twój ojciec zaś jest najpotężniejszym lordem w Siedmiu Królestwach. lecz nie aż tak bardzo. których nigdy nie widziałem.Snowa? Ach. Nocna Straż umiera. Twój brat jest wielkim rycerzem. Przeżywszy sto lat. Pomyśl tylko. maester Aemonie.odparł Tyrion.Mam nadzieję. Tutaj jest zaledwie sześciuset. . . o swoich matkach i braciach.Tyrion czuł. Mormoni nachmurzył się znad swojej gęsiej. Mormoni podsunął Tyrionowi krzesło przy ogniu i podał mu puchar grzanego trunku tak mocnego. panie . A tak będziesz miał trzy mocne miecze do obrony.W tej części królewskiego traktu droga może być niebezpieczna . . ale chyba nigdy łaskawym. Mam siostrzeńców. Wstaw się za nami u nich. Widziałeś wszystko. bękarta Starka. a łańcuch jego kołnierza zwisał mu luźno na szyi. Później. dwustu w Wieży Cieni. pomarszczony i pokurczony.Jeśli nalegasz. Moja własna rodzina… moja siostra Maege jest panią na Wyspie Niedźwiedziej od czasu. Opowiedz im o naszych potrzebach. Gdyby nas . kiedy większość z biesiadników wyszła. Choć raz Tyrion Lannister nie wiedział. Młodzi muszą zapomnieć o przeszłości. różnie mnie już nazywano. Ślepiec uśmiechnął się. łysy.Poza tym Jon Snow to jeszcze chłopiec. Napił się wina.odpowiedział otwarcie Mormont. Dostaniesz eskortę straży aż do Winterfell .Yoren to tylko jeden człowiek. . . był bardzo drobny. że będę mógł się odwzajemnić za twoją uprzejmość. że Stary Niedźwiedź chce czegoś od niego. co powiedzieć. Skłonił tylko głowę uprzejmie i mruknął: .A poza tym Yoren wraca na południe. Z tego zaledwie jedna trzecia nadaje się do walki. .Doceniam twoją troskę.Jesteś zbyt łaskawy.powiedział Lord Dowódca. Wizyla w domu tylko by podsyciła uczucia.Będziesz mógł . siwej brody. . . kiedy mój syn splamił honor rodu. A Mur ma sto mil długości.Mam Jycka i Morreca . .odpowiedział Tyrion.stronę Tyriona swoje zasnute bielmem oczy.Tym razem Tyrion roześmiał się głośno. . których powinien się wyzbyć. Nie mamy nawet tysiąca ludzi.Mój panie. . że w jego oczach zalśniły łzy. Wiem coś o tym.

że ludzie z gór wycofują się na południe.Obiecuję. . lecz nigdy jeszcze nie czułem w nich takiego chłodu. który zginął z dwoma dobrymi ludźmi na swoim pierwszym wypadzie.Moje kości są stare. jak maester Aemon. Nie chciałem obrazić jego ojca. Teraz już Tyrion nie potrafił się powstrzymać. co robi. kto mi zostanie? Za dwa lata skończę siedemdziesiąt lat. mamuty i śnieżne niedźwiedzie wielkości żubrów.Twierdzisz.powiedział z powagą. Stary rycerz rozłożył dłonie nad ogniem. a kiedy zapadnie Długa Noc. Teraz tylko to jeszcze trzyma nas przy życiu. Mormont wyciągnął rękę i uścisnął mocno dłoń Tyriona.Denys Mallister pisze. Poza tymi. Mormon wydawał się go nie słyszeć. . jeden człowiek broniłby trzech mil Muru. mam jeszcze może dwudziestu. powiem ci. W lasach pojawiają się dzikie istoty.Pomówię też z ojcem i bratem. Tyrion Lannister dotrzymywał słowa. . Tyrion zdał sobie sprawę.Rybacy. tak aby każdy Lord Dowódca zostawił go wyższym. nadchodzi ciemność. teraz zginął też i Benjen. wilkory. niż zastał. co ci mówiłem.zaatakowano. Lord Mormont spędził na Murze znaczną część swojego życia i z pewnością pragnął bardzo. lord Tywin zapyta. . . a jeszcze mniej takich. że starzec jest zdesperowany i zrobiło mu się go żal.Rybacy z Lannisport widują często merlingi. aby dźwigać taki ciężar. a mroczne cienie nawiedzają sny maestera Aemona. powiedz Królowi. . miał prawo jako rycerz. ziewając. którzy mieszkają w okolicy Wschodniej Strażnicy. .powtórzył Tyrion i pomyślał. .Sny . że ser Alliser nie nadaje się do tego. by wszystkie te lata nie okazały się pozbawione znaczenia. Nie dodał. Reszty już nie powiedział głośno.Westchnął głęboko. Uciekają. Będę za stary i zbyt zmęczony. Chłopak Royce’a był za młody. bo. widzieli na brzegu białych wędrowców. Jeszcze nigdy dotąd nie widziano ich tylu w okolicy Wieży Cieni. Proszę. Naprawdę nadchodzi zima.poprawił go Tyrion. . mój panie. żeby mu powierzyć honory dowodzenia. którzy potrafią czytać. Kim jednak miałbym go zastąpić? Wysłałem Benjena Starka na poszukiwanie syna Yohna Royce’a.Jeśli Benjen nie wróci. mój panie… ale przed czym uciekają? Lord Mormont podszedł do okna i spojrzał w ciemność nocy.I tak będzie. Kiedyś z nastaniem lata Nocna Straż budowała Mur. z którymi jedliśmy przy stole.Jeden i jedna trzecia . że bardzo chce się jeszcze napić mocnego trunku. że król Robert zignoruje go. tylko Nocna Straż będzie stała między . Mormont mówił dalej: . planować czy dowodzić. a Jaime roześmieje się tylko. że Król usłyszy o twoich potrzebach . i potrafię ocenić ich należycie. . kto go poniesie? Alliser Thorne? Bowen Marsh? Nie jestem ślepy. co potrafią myśleć. A jeśli go zrzucę. . ale nalegał. czy aby nie postradał zmysłów. . Nocna Straż zamieniła się w zbieraninę ponurych chłopaków i zmęczonych starców.Musisz ich przekonać.

Zagwizdał na kruka. Miał nadzieję. w kierunku bladej palisady Muru. otępiały od wina i zmęczony rozmową o przyszłości. Tyrion widział jeszcze. kiedy poczuł szarpnięcie i klatka ruszyła w górę. najszybciej jak pozwalały mu na to jego nogi. Pomyślał.Królestwem a ciemnością. ogromny i tajemniczy. Drewniane schody pięły się zygzakami w górę od południowej strony ściany. Zmarznięty śnieg chrzęścił pod butami. . . Wieże pozostały w dole. który natychmiast przyleciał i siadł mu na ramieniu.Niech bogowie mają mnie w opiece. pomyślał. Nagle zapragnął bardzo jeszcze raz spojrzeć poza krawędź świata. bo i po co? Królewska Wieża kusiła swoim ciepłem i miękkim łóżkiem. Przycisnął ramiona do piersi i poszedł jeszcze szybciej. że Stary Niedźwiedź ma więcej rozsądku od niego. Yoren chce wyruszyć o świcie. zbyt zmęczony. którzy strzegli wejścia do Wieży Dowódcy. potem coraz łagodniej. że schody są mocniejsze. że Morrec nie zapomniał ogrzać mu łóżka gorącymi cegłami z ognia. Kiedy klatka zakołysała się. W każdym razie wystarczająco długo. żeby zacząć się zastanawiać. jeśli nie będziemy gotowi. lecz Wieża Dowódcy tonęła w ciemności. a jednak minął ją i poszedł dalej. Czuł chłód i zmęczenie w nogach.Opowiedz im. jeśli zaraz nie pójdę spać.Lordzie Mormont. lecz Tyrion. Już miał zrezygnować. To ostatnia okazja. . po co to robi. Jechał w górę najpierw skokami. Wydawało mu się.Tyrion podniósł się. że czekał całą wieczność. a on wciąż jechał w górę. Czarni bracia zapewniali go. Tyrion zatrzymał się na chwilę. Ziemia oddalała się coraz bardziej. Czarny Zamek majaczył w świetle . aby popatrzeć na niego. Jutro wyruszy na południe i pewnie już nigdy nie wróci na to zmarznięte pustkowie. Mur za Królewską Wieżą skrzył się w blasku księżyca. Tyrion Lannister naciągnął rękawice i skinął zmarzniętym strażnikom. a nad jego głową unosił się proporzec pary z oddechu. Tyrionie. jak Mormont karmi ptaka ziarnem z ręki. nie miał ochoty na wspinaczkę. Takiego potrzebuję podziękowania. Zauważył. Opatulony w swoje futro. Zbliżył się więc do żelaznej klatki. niż na to wyglądają. Wychodząc. wszedł do niej i pociągnął trzykrotnie za linę dzwonka. Opowiedz i przekonaj. Zimno metalu przenikało nawet jego rękawice. że Morrec nie zgasił jeszcze ognia w jego pokoju. która napływa z północy. odwrócony tyłem do Muru. . Na zewnątrz panowało przenikliwe zimno. wsparte na ogromnych balach wbitych głęboko w zamarzniętą ziemię. zacisnął dłonie na żelaznych prętach. Niech bogowie mają nas w opiece. Ruszył przez dziedziniec do swojego pokoju. dziękuję ci za twoją gościnę.

A niech to. Wreszcie usłyszał za sobą niski głos: . . . Popatrzył na wschód. Reszta świata przypominała ponure pustkowie. smagane wiatrem wzgórza i kamieniste pola. Wiatr tańczył wokół niego. i zamarzała z nimi. więc Tyrion nie obawiał się. chociaż grunt pod nogami okazał się bardziej śliski. Postać ubrana na czarno opierała się o kołowrót. Dalej widać było Mole’s Town. że spadnie. Stary Niedźwiedź obdarłby nas ze skóry. Tutaj.wydeptana niezliczoną ilością stóp . połykając kamienie. zasypane gruzem dziedzińce. w górze.zapytał go strażnik oparty o kołowrót. Z góry wydawał się pusty i potężny. wpuść go. dlaczego zdecydował się pójść na zachód. . Kolejne warstwy czarnej wełny zakrywały szczelnie postacie. Mur w górnej części był szerszy niż królewski trakt na znacznej części swojej długości. zanim otworzył jej drzwi i wyskoczył na lód. lecz ziemia pod nimi .szeroka. . Poczekał. Tyrion poczuł powiew ciepła i ujrzał blask żaru. Tyrion znalazł się na szczycie Muru.A patrz sobie .odparł drugi z nich. a nogi bolały go z każdym krokiem coraz bardziej. tymczasem biała wstęga przed nim wiła się między wzgórzami. tak więc po pewnym czasie ścieżki znowu stawały się gładkie i śliskie.księżyca. kołysząc się lekko. wznosząc się . Tu i ówdzie iskrzyły się jaśniejsze smugi światła odbitego w wodzie strumieni. Strażnicy popatrzyli na siebie ponuro.Na siedem piekieł. kruszące się mury. potem na zachód . Znowu został sam. Bracia wysypywali ścieżki pokruszonymi kamieniami. upstrzone łachami śniegu.Pod ogromnym dźwigiem stała niewielka szopa. druga zaś przytrzymywała klatkę dłonią w grubej rękawicy. aż klatka przestała się kołysać. Nie potrafił powiedzieć. Tyrion nie lękał się.A czego ty chcesz tej porze? .Rozległo się głośne sieknięcie i zatrzeszczało drewno. Przez moment słychać było tylko skrzypienie lin. pozbawione okien twierdze. biała droga ciągnęła się w obie strony w nieskończoność.Spojrzeć po raz ostatni. a wiatr nieustannie szarpał go za ubranie niczym natrętny kochanek. kiedy przesunięto klatkę w bok.Klatka zatrzymała się gwałtownie i zawisła w miejscu. że spadnie. Na policzkach czuł palące rumieńce od mrozu. które spływały z gór i płynęły dalej przez równiny. . tak że widać było tylko ich oczy.Tylko nie spadnij. żwir chrzęścił pod jego butami. . lecz on nie zwracał na nie uwagi. karzełku. to karzeł. kiedy strażnicy otworzyli drzwi i weszli do środka. panował przenikliwy ziąb. Szedł wolno ścieżką tuż przy północnej krawędzi muru. .topniała. . małą osadę położoną pół mili na południe przy królewskim trakcie. niżby sobie tego życzył. gdzie kamienie wydawały się mniej oblodzone.

Dowódca straży mówił. Thorne nigdy nie pokazał mu dobrze. której podstawę osadzono głęboko w Murze. to zdrzemnę się w czasie porannych ćwiczeń.powiedział. .Jon. . twarz przesłaniał mu kaptur jego płaszcza.Wiem . żeby nie zamarzła mi krew. zdjęte kiedyś do naprawy i zapomniane. jeśli zostanę w tym samym miejscu zbyt długo powiedział.Cześć. jak trzymać miecz. Tyrion uśmiechnął się. Na piersi zawieszony miał czarny róg.A czy Duch nauczył się już żonglować? . zamarznę. a u jego boku spoczywał miecz schowany w skórzanej pochwie. . Jak dotąd rozczarowałem go.odparł Tyrion. Wilk sięgał mu już do piersi.coraz wyżej i wyżej. Gdzieś zza katapulty rozległ się stłumiony głos: .Ostatnie miejsce. Tyrion podrapał białego wilka za uchem. Ubrany w skórę i futro wydawał się cięższy i większy. Zwierzę popatrzyło na niego obojętnie czerwonymi ślepiami.obiecał Jon.Wyjeżdżam jutro .Pyp? . . Ten mały chłopak z dużymi uszami. . Dobry ser Alliser postarał się. pomyślał Tyrion. Obok leżało jej ramię. Czy Duch odgryzie mi rękę. jak szybko. a Duch trzymał się blisko Jona niczym biały cień.Ale dzisiaj rano Grenn nie dał się Halderowi.odpowiedział Jon dziwnie smutnym głosem. Ruszyli. Odwrócił się i spojrzał na północ.Lannister . a to on będzie musiał patrzeć w górę na wilka. . .Naszedł mnie taki kaprys. jak ćwiczę z Grennem. . jeśli go pogłaszczę? . nie powiedział tylko.Co ty tutaj robisz.Ostatnie miejsce.powiedział Jon. zanim zginęła za zachodnim horyzontem. . .Jeszcze jedną. . żeby dowódca wart nie zapominał o mnie. jeśli ja tu będę . a Pyp nie gubi już swojego miecza tak często jak przedtem. zsuwając szal z ust. Kudłaty jasny cień podkradł się do niego i powąchał jego futro.odparł Jon z uśmiechem.Nie. . że mnie ktoś spotka .odezwał się Tyrion. poza tym że odmrażasz sobie męskość?… . Duchu! Jon Snow podszedł bliżej. Widział. . że mam chodzić.Ma na imię Pypar. Myśli chyba. że jak nie pozwolą mi zasnąć przez połowę nocy. .Dzierżył ciężko włócznię z żelaznym grotem.Jeśli będziesz szedł powoli . gdzie bym się spodziewał. Minął katapultę wielkości miejskiego muru.Nie .Mam nocną wartę . . .odpowiedział Tyrion. gdzie bym się ciebie spodziewał.Stój! Kto idzie? Tyrion zatrzymał się. Przejdziemy się? .Pilnuję Muru na odcinku mili. Jeszcze rok. . i poprosił mnie o pomoc.

ale Rickon nie umie jeszcze czytać. Gdybyś chciał coś przekazać… .Większość z moich krewnych to bękarty powiedział.Prosisz kulawego. jeśli tylko uznam. . . lordzie Lannister. ci. kiedy tego potrzebowałem . to rezultat mógłby być co najwyżej groteskowy. Nie znam żadnych zaklęć.odpowiedział Tyrion wesoło. dwie nagie dłonie.Dziękuję. . . na krawędzi świata. między trzema fortecami. tak jak maester. przez który nikt nie mógł przedostać się nie zauważony.Rickon będzie pewnie pytał.Nie dałem ci niczego poza słowami. . uśmiechając się gorzko . z jakimi zwrócono się do niego tego dnia. . Mur za nim opadał gwałtownie w dół. . Wtedy on będzie mógł zająć się robótkami razem z dziewczętami.Tak.Pomogłeś mi.ale jesteś moim pierwszym przyjacielem. . . . . . gdzie jestem.Nawet jeśli moja lekcja będzie szczera. co to znaczy kochać brata. Tyrionie. Tyrion słyszał wcześniej. Tyrion zbliżył się i stanął u jego boku. Ale wiem.Zatrzymam się w Winterfell. Bran zaś… . dziki las zdołał podkraść się bliżej Muru i jego szarozielone drzewa strażnicze i blade dziwodrzewa zapuściły korzenie w cieniu . Kiedy znowu włożył rękawicę. dalej rozpościerała się tylko dzika ciemność. że mam zamiar przejąć dowództwo nad Nocną Strażą i dopilnuję. graby i drzewa strażnicze wycięto wieki temu. . Uścisk chłopca był zdecydowany i silny.Twój brat jest większy ode mnie . pozostawiając nagi pas ziemi.A zatem pomóż i Branowi swoimi słowami. .Powiedz Robbowi. Tyrion pomyślał. . żeby był bezpieczny. co chciałbym przekazać Branowi. Pomóż mu. a Mikken przetopi jego miecz na podkowy.powiedział Jon Snow.powiedział Tyrion.Ściągnął zębami rękawicę i uścisnął dłoń Snowa. że w ciągu wieków w innych miejscach. Postaraj się mu wytłumaczyć. dzięki którym mógłby odzyskać władzę w nogach. Tyrion poczuł się dziwnie poruszony.Zamilkł. że to już kolejne prośby. kiedy wrócę do domu. Mógłbyś napisać to wszystko w liście. Nocna Straż pilnowała. lordzie Snow.Jak mógłbym mu pomóc? Nie potrafię łagodzić bólu. aby las pozostawał w odległości pół mili od Muru. żeby nauczył kalekę tańczyć . że potrafię. Rosnące tuż pod nimi dęby. że może zatrzymać wszystkie moje rzeczy.Zdjął rękawicę i wyciągnął rękę.Nie podejmuję się przekazania jakiejkolwiek wiadomości. dopóki nie wrócę.Przyjacielu. Powiedz mu. Jon Snow odwrócił się niespodziewanie i podszedł do niskiego.Nie wiem. która mogłaby kosztować mnie życie. Pomogę Branowi. oblodzonego parapetu od północnej strony muru. ..

Duch i ja pójdziemy go poszukać . Jednak Czarny Zamek pożerał wiele grabów. dlatego siekiery czarnych braci skutecznie utrzymywały go w odpowiedniej odległości.odparł Tyrion i pomyślał zaraz: A kto pójdzie szukać ciebie? Zadrżał. jakby ktoś wybudował drugą.jak twierdzili Zwiadowcy . i będę mógł zadąć w róg. Ani wtedy. myślałem. Duch przechylił łeb i słuchał.powiedział cicho Jon Snow. zamyślone . Wpatrywał się w ciemność oparty o włócznię. .Jeśli nie wróci. . a potem jeszcze jeden.Pierwszej nocy. . Z miejsca. tam nawet promienie księżyca nie potrafiły przebić się w głąb plątaniny korzeni i konarów.Wierzę ci . owiewany wiatrem i przenikliwym zimnem. ścianę nocy. W ciemności tego lasu rzadko rozlegały się odgłosy siekiery. tuż za szerokim pasem ziemi majaczyły ciemne sylwetki drzew.powiedział Tyrion. równoległą ścianę. Gdzieś daleko na północy zawył wilk. Kiedy tak stał wpatrzony w ciemność nie rozświetloną ani jednym ogniskiem. Tam drzewa rosły ogromne. . Lecz on nie wrócił. .Muru. kiedy mnie tutaj przysłano. Jednakże nigdzie nie oddalał się zbytnio.Daj mu trochę czasu . że jest to nawiedzany las. nocnych wrogach.obojętne na istnienie człowieka.oświadczył Jon Snow i położył dłoń na łbie wilkora. ani teraz. Jego żarty o grumkinach i snarkach nie wydawały mu się już takie śmieszne. . Dlatego pewnie mówiono. Po chwili przyłączył się do niego inny. w którym stali. jak wraca wuj Benjen. Tyrion Lannister gotów był prawie uwierzyć w opowieści o Innych. że zobaczę.Mój wuj jest gdzieś tam .

wyszeptała. spinająca jego fałdy .Ojcze. . Byłoby to co najmniej dziwne.odezwał się Jory. że spotka tam . bywało. Muszę zorganizować pojedynki Roberta i udawać. .zabrała głos septa Mordane. że zaczęliście beze mnie.Mój panie . Wstał. Arya widziała.Siadajcie . Cieszę się. Sanso. . Było ich tylko pięćdziesięciu. podejmował setki ludzi. . spóźniony. jakiej bym pragnął? Sansa otworzyła szeroko oczy. Siedziała między septą Mordane a Jeyne Poole. proszę . Na każdym widniała srebrna klamra w kształcie dłoni. Arya potrafiła odczytać to z jego twarzy. siadając na swoim miejscu. . .Och. gdyby rodzina Namiestnika nie przybyła na turniej zorganizowany na jego cześć. Wszystkie damy z dworu wezmą udział w tym wielkim wydarzeniu. . że są jeszcze w tym mieście ludzie z odrobiną rozsądku.Obie pójdziecie. ujrzawszy ojca. . kiedy przyszedł do stołu.Nie obchodzą mnie ich głupie turnieje . będziesz miała swoje miejsce. że jest to ostatnia rzecz. kiedy Ned Stark przybył do małej sali.Chcę to zobaczyć.Dał znak do ponownego rozpoczęcia posiłku. Nazywali ją tak w odróżnieniu od dużej sali.Podobno przybędą rycerze z całego Królestwa. szarej wełny. . . co o tym myślę.powiedział Jory.Sanso. dlatego większość ławek przy stołach pozostawała pusta.Widzę.Turniej .Spojrzał na Aryę i dodał: . Dobrze. Służący wnieśli tace pełne żeberek smażonych z czosnkiem i ziołami. czy wolno nam będzie pójść? . . jak to często miało miejsce. a za nim podniosła się reszta straży. gęstą. że fakt ten wcale nie przysporzył radości jej ojcu. . Nie znaczy to jednak. że pozwolę moim córkom brać udział w podobnych bzdurach. w mniejszej pod wysokim sklepieniem mogło zasiąść dwieście osób. Ojciec westchnął zrezygnowany.insygnia gwardii Namiestnika.ARYA Ojciec znowu był na spotkaniu z radą.Chyba tak.powiedziała Arya. panie .A ona jest młodsza od lady Sansy. . . że jestem tym wielce zaszczycony. że będziemy mieli turniej. Zabrano już pierwsze danie.powiedziała Sansa. . . Wiedziała. słodką zupę z dynią.powiedział Eddard Stark.Będzie tam księżniczka Myrcella . możliwie najdalej od Aryi. wiesz. w której Król. Każdy z nich ubrany był w nowy płaszcz z grubej.Mówią. oblamowany satyną. aby walczyć i ucztować z okazji mianowania cię Namiestnikiem Króla.Czy mówią też.

żeby cię lepiej poznali. Wtedy najbardziej tęskniła za braćmi. jadłaby posiłki sama w swojej sypialni. jeśli chce zyskać ich szacunek. który zaczął opowiadać Hullen. którzy idą za tobą usłyszała kiedyś. lecz ona się tym nie przejmowała. Mam już dość tych waszych ciągłych wojen. Ojciec mawiał. żebym zmienił zdanie. Wtedy ojciec słuchał o zbrojach. . którego nienawidziła. jeśli nie zmusił jej do tego ojciec. Czuła piekącą wilgoć łez.Przestań. Nikt cię tam nie potrzebuje. Rzucała w nich śnieżnymi kulkami i pomagała wykraść z . Sansa podniosła głowę. Kiedy indziej przy stole zasiadał Mikken. co mówią ludzie z ławek: wolni. jak mówił do Robba . Sanso. Jory’ego. Grymas złości pojawił się na twarzy ojca.odezwał się jej ojciec. syn Hullena. Przeważnie jednak jedli w trójkę. szlachetni rycerze i buńczuczni młodzi giermkowie czy wojownicy o siwych włosach. W Winterfell jedli często w dużym holu. żeby przynieśli wina. usłyszawszy dowcip. jak najlepiej hartować stal. Jesteście siostrami i macie się zachowywać jak siostry.i pozwolić. Raz mógł to być Yayon Poole i wtedy rozmawiano o pieniądzach. mieczach i o tym. .Wybaczcie . a Sansa nie chciała z nią rozmawiać. Starła je gwałtownym ruchem. żeby pośmiał się z niej. Twój rumak chyba nie będzie najlepszy na turniej. Arya opuściła głowę i nie odrywała wzroku od talerza. że pan powinien jadać ze swoimi ludźmi. Jory roześmiał się na drugim końcu stołu. . powstrzymując płacz.To będzie wspaniałe wydarzenie. Gdyby tylko jej pozwolono. Po jego wyjściu Sansa i Jeyne Poole zaczęły szeptać do siebie podekscytowane.Nie mam dzisiaj apetytu . Nikt nie odzywał się do Aryi. twardzi jak skóra. Arya i Sansa. Jacks i Harwin. kiedy razem kończyli zdanie.powiedział i wyszedł. Innym razem słuchał nie kończących się opowieści Hullena o koniach albo septona Chayle’a z biblioteki. zrozumiano? Sansa przygryzła wargę i przytaknęła mu. on. . Oj. Arya bardzo lubiła słuchać opowieści przy jego stole. zaczęli krzyczeć. Teraz słychać było tylko odgłosy noży i widelców. W Winterfell zawsze przy jego stole czekało wolne miejsce i każdego dnia zapraszał na nie kogoś innego. Czasem tak było. chyba nie. Tęskniła do chwil. dlatego Desmond. Miała ochotę podrażnić się z Branem i pobawić z małym Rickonem albo pozwolić Robbowi. ser Rodrika czy nawet Starej Niani. chlebie i służących.księcia Joffreya. a Porther zawołał na służących.Pozostali słyszeli już go wcześniej. kiedy ojciec musiał towarzyszyć Królowi albo jakiemuś lordowi czy posłowi. żeby przestał opowiadać. jeśli nie chcesz. kiedy Jon tarmosił ją za włosy i nazywał „małą siostrzyczką”. Lubiła też słuchać tego. Nie każ im umierać za obcego. . .Musisz znać ludzi. Tutaj nie miała nikogo poza Sansa.

Arya pomknęła do drzwi. sposobu. zanurzone częściowo w warstwie skrzepłego tłuszczu.wyszeptała Arya tak cicho. że zawsze wszyscy się na nią natykali. Gruby Tom nazywał ją Wszędobylska. już to było wystarczająco okropne.Prawie nie tknęłaś jedzenia. lecz Arya przemknęła między jego nogami i pobiegła pędem na górę krętymi schodami. Tego dnia po raz pierwszy od chwili przybycia do Królewskiej Przystani jedli kolację z mężczyznami.Sama sobie zjedz! . ani . z czarnego dębu. mała mruknął i wyciągnął rękę. W całej Królewskiej Przystani ze wszystkich pomieszczeń najbardziej lubiła swoją sypialnię. Na jej talerzu wciąż leżały żeberka. Wstała i odsunęła się od stołu. Przedtem byli jej przyjaciółmi. . Zrobiło jej się niedobrze.Nie jestem głodna. Zamrugał. . że nikt jej nie usłyszał. bębniąc stopami po kamiennych stopniach. a teraz wszystko uległo zmianie. Usiądziesz i zjesz wszystko.odparła septa. Od ich żon dostawała placuszki.Nie wolno . ponieważ twierdził. Gruby Tom stał na swoim posterunku przy drzwiach do Wieży Namiestnika. na drugim końcu świata. masywne. że został tak pocięty.wyrecytowała oficjalnym głosem.Zatrzymaj się.Czy wolno mi odejść? . ani Alyn. nikt nie mógł wejść do pokoju. został daleko z tyłu. czuła się wśród nich bezpieczna. Ani nawet jej ojciec. . w poszukiwanie skarbu albo przybądźdo-mojego-zamku. tymczasem septa Mordane wołała coraz bardziej podniesionym głosem. Nienawidziła ich głosów.spytała septa Mordane. nie zrobił czegokolwiek. ani Harwin. ani septa Mordane.Arya zmusiła się do zachowania pozorów grzeczności. Od Jeyne Poole dowiedziała się.kuchni ciasteczka.On był moim przyjacielem . ona zaś wymyślała imiona dla ich niemowląt i bawiła się z ich dziećmi w smoka i pannę. Mężczyźni wybuchnęli śmiechem. co masz na talerzu. że przynieśli mu zaszlachtowaną świnię. Teraz czuła się przez nich oszukana. dowódca straży. w jaki się śmiali. który ma być pasowany na rycerza. Gruby Tom. . kiedy na nie spojrzała. . zanim ktokolwiek zdołał ją zatrzymać. nie wyciągnął miecza. A potem jeszcze Ogar znalazł Mycaha. a szczególnie jej drzwi. .A ty dokąd. ich opowieści. ani Jory. zasapany. Kiedy zamykała je za sobą i opuszczała ciężką zasuwę. Biedak myślał w pierwszej chwili. kiedy zobaczył rozpędzoną Aryę ściganą krzykami septy. O wiele bardziej podobało jej się to przezwisko niż „Arya Końska Twarz”. iż oddali go rzeźnikowi w worku. I nikt nie zaprotestował. Pozwolili Królowej zabić Damę. . zawsze tak odważny w słowach. młoda damo? . Arya nienawidziła tego. Tylko że tamto działo się w Winterfell. . . teraz już zimne. okute żelazem.

od księcia Joffreya.Arya. Poczuła się bezpieczna. tam gdzie go ukryła. Podeszła do drzwi i podniosła zasuwę. . Usiadła w oknie. Arya podeszła do skrzyni ustawionej w nogach łóżka. słyszysz mnie? Arya odwróciła się na pięcie z Igłą w ręku. Klęknąwszy. . Igła. Widziała siebie.powiedziała rozwścieczona septa Mordane.Arya skinęła głową i spuściła oczy zawstydzona.Gruby Tom. Pukanie ustało. jedwabie.zawołał. . otworzyła ją i zaczęła wyrzucać z niej garściami ubrania. pomyślała. . przepełniona nienawiścią do wszystkich. Znowu pomyślała o Mycahu i w jej oczach pojawiły się łzy. głośniej niż poprzednio. . To jej wina. Ojciec był sam.Nic mnie to nie obchodzi . dziewczyno.Jesteś tam? . mogłaby wyjść przez okno na sam dół i uciec z tego okropnego miejsca. jak zakrada się do kuchni po jedzenie. wszystko. Chwilę później usłyszała. a przede wszystkim do samej siebie. żeby bawili się w pojedynek… Ktoś zapukał do drzwi. Jego twarz wyrażała raczej smutek niż złość. Musimy porozmawiać.Namiestnik dowie się o tym! . potem zabiera Igłę. Wróciła do okna z Igłą w ręku i spojrzała w dół na dziedziniec.Usłyszała głos ojca. . uciekłaby od septy Mordane.Otwórz. Zatęskniła nagle za Jonem. W lesie za rzeką odnajduje Nymerię i razem wracają do Winterfell albo uciekają do Jona na Mur. jej wina. dopiero gdy opuściła zasuwę.Odejdź stąd. w tej chwili otwórz drzwi. Rozpłakała się.Nie! .zawołała. Może wtedy nie czułaby się taka samotna. Gruby Tom zapukał do drzwi. Nikt! Zatrzasnęła drzwi za sobą. Łatwo było oszukać Grubego Toma.Czy mogę wejść? . dobre buty i ciepły płaszcz. dopóki nie ucichły kroki septy. młoda damo.powiedziała ostrzegawczo. Gdyby go nie prosiła. jak odchodzi. Jej marzenia uleciały na dźwięk delikatnego pukania do drzwi. Sansa ani nawet Ogar. co się stało! . . . . . Znalazła go na samym dnie.Arya. atłasy.Aryo Stark. aksamity i wełny. . że trzyma go w ręku. pociągając nosem. co napełniło ją jeszcze większym przygnębieniem. . . . co złe. Tak powiedziała Sansa. .Daj mi go. Wyjęła miecz niemal z czułością i wysunęła go z pochwy. Zadała cios w powietrzu. Ojciec zamknął drzwi.krzyknęła Arya.Pożałujesz swojego zachowania. od nich wszystkich.Zupełnie zapomniała.Czyj to miecz? . a także Jeyne. Gdyby tylko potrafiła się wspinać tak jak Bran.Lepiej nie wchodź tutaj! . obiecuję ci. .Nasłuchiwała. .Mój. Wszystko przez nią.

Dość .Lyanna mogła nosić miecz.Próbowałam się nauczyć. Ojciec wybuchnął śmiechem. Lord Eddard Stark westchnął.To i tak nie ma chyba większego znaczenia . ale… - . Sprawdził czubek kciukiem. żeby zrozumiał.Septa wypełnia tylko swoje obowiązki. Arya nie potrafiła okłamywać ojca. a ja nic o tym nie wiem. gdyby pozwolił na to mój pan ojciec. uparta i… martwa zbyt wcześnie. i to w jeszcze większym stopniu. to lekcja. .Tak . Dlatego zmarli w młodym wieku.przerwał jej ojciec stanowczym głosem. nie wiedząc.Lyanna była piękna .Powinienem złamać twoją zabawkę na kolanie i skończyć z tym wszystkim.Ojciec westchnął. . . .To chyba rzeczywiście jest najważniejsze.Moja dziewięcioletnia córka nosi oręż wykutą w mojej kuźni. Rzadko mówił o swoim ojcu. jakiej udzielił jej Jon. co zamierzałaś zrobić z tym… z tą Igłą? Kogo chciałaś nią ukłuć? Swoją siostrę? Septę Mordane? Czy ty masz w ogóle choćby najmniejsze pojęcie o walce mieczem? Jedyne.A zatem ma nawet swoje imię! . Arya bardzo chciała mu wyjaśnić.Aryo. . jak zwykł mawiać mój ojciec. Lyanna miała też to w sobie. Jesteś nawet do niej podobna. To dzieło Mikkena. że znam tę robotę.Igły nie da się złamać . . zanim jeszcze ona się urodziła. dziecko. Czasem mi ją przypominasz. . . choć niechętnie.Ja nie chcę być damą! .Broń zbira . a także mój brat.Zdaje się. a już na pewno nie dla dziewczynek. Namiestnik Królewski ma sprawować rządy w Siedmiu Królestwach.krzyknęła Arya. tymczasem nie potrafi zapanować nad własnym domem. . . Aryo. .próbowała się bronić. Wilcza krew. Wszyscy tak mówili.Piękna. . nawet przed własnym ojcem. .powiedział. . bracie i siostrze. Oboje z twoją matką powierzyliśmy jej niemożliwe do wykonania zadanie uczynienia z ciebie damy. Brandon. Spuściła głowę. Skąd go masz? Arya zacisnęła usta i nic nie mówiła.odparła Arya.Ach. co przyszło jej do głowy.odezwał się ojciec po dłuższej chwili. którzy umarli.Ja się nim nie bawiłam . Nie zdradzi Jona. . że bawisz się czymś takim? . . Ojciec obracał miecz w świetle. Co by powiedziała septa Mordane. gdyby zobaczyła.Uniósł miecz i trzymał między nimi. choć zajmować się tobą to prawdziwa mordęga dla biedaczki. . .Arya usłyszała nutę smutku w jego głosie. Nikt jednak nigdy nie rzekł tak o Aryi. czy jeszcze kiedykolwiek go odzyska. .przyznał Eddard Stark.Nienawidzę septy Mordane. . lecz zdradziło ją drżenie głosu. . .To nie jest zabawka dla dzieci. .powiedziała Arya zaskoczona.Usłuchała.Trzeba ukłuć ostrym końcem .wyrzuciła. Spojrzał ponuro na miecz. Jest w tobie jakaś dzikość.

To morderstwo leży na sumieniu Ogara. To była moja wina. . jego i tej okrutnej kobiety. Teraz wziął miecz do ręki i podszedł do okna. Podciągnęła kolana do piersi.Ja go poprosiłam . Dwa razy ją uderzyłam. a ona odwróciła się i wtuliła twarz w jego pierś. Ogarnął ją ogromny smutek. okrutne czasy . żeby przypodobać się Joffreyowi. jak mówił. . Sansy też nienawidzę.Poprosiłam Mycaha. . której służy. Zaskomlała i spojrzała na mnie. kiedy Bran spadł. słodziutka. moja… Ojciec przyciągnął ją do siebie i przytulił ostrożnie. Dobrze pamiętała.Czasem nawet w kłamstwie można znaleźć ziarno honoru. ale skłamała. Przycupnęła na brzegu swojego łóżka.powiedział cicho.I dotrzymał słowa .Tak . nie przestając płakać.odparł ojciec z uśmiechem. że nie braknie jej zwierzyny do upolowania. Nie ty zabiłaś chłopca rzeźnika.dodał ojciec.Musieliśmy rzucać kamieniami .powiedziała przez łzy. skąd patrzył przez chwilę na dziedziniec. Znasz nasze motto. . W lesie słyszeliśmy inne wilki. . Jory mówił też. Kiedy obejmował Aryę. . .powiedział jej ojciec.Jesteś jeszcze za młoda. Wiesz.Nie uwierzyłem w to.Mówiłam jej.Pewnych rzeczy nie trzeba mówić. Urodziłaś się w czasie długiego lata. . że już jej nie chcę. a mnie się zrobiło wstyd. Usiadł na okiennym siedzeniu z mieczem na kolanach. Ale ona wciąż szła za nami.powiedziała i zaraz pomyślała o Nymerii.Zasmakowaliśmy ich nad Tridentem i później. Nawet głupiec by się domyślił. żebym cię obciążał wszystkimi swoimi ciężarami . Króla i księcia Joffreya. nagle . . ale nie wiń siebie. Nienawidzę ich wszystkich. . czerwona na twarzy.Jory obiecał nic nie mówić.Nie. . Odwróciła się.Nadchodzi zima .Dobrze. Joffrey kłamał.zaczął . . z którymi by się zaprzyjaźniła. . ale chyba dobrze zrobiłam.ale należysz do Rodu Starków z Winterfell. że smucisz się po utracie przyjaciela. żeby uciekała. żeby ćwiczył ze mną.Nienawidzę ich . że wilk nie zostawiłby cię z własnej woli.powiedziała smutno. Wreszcie musieliśmy rzucać w nią kamieniami. jakie jest godło naszego domu.wyszeptała Arya. . . że Nymeria uciekła. .Znowu poczuła napływające do oczu łzy. Wreszcie się odwrócił. drżąc. odłożył Igłę na bok. Arya zarumieniła się. Królowej. .wyznała Arya. Wcale nie było tak. i nie znasz niczego innego.Ciężkie. kochanie .powiedział ojciec. prawda? Królowa by ją zabiła. Chciałbym spróbować wyjaśnić ci kilka rzeczy. .Wszyscy kłamiemy . lecz teraz rzeczywiście nadchodzi zima. . . . Aryo.Usiądź. z wyrazem zatroskania na twarzy.Wilkor .Ogara.

obiecała Arya. którzy naprawdę mogą nas skrzywdzić. wyrazy złości.spytała. co bym za kilka dni znalazł u ciebie pod poduszką.Mogę go zatrzymać? . którzy źle nam życzą. Septa przyglądała się jej podejrzliwie. .Naprawdę.Dopiero wtedy zacisnęła dłoń na rękojeści. . dzielić myślami. Obiecuję. Vayon Poole. Twój upór. dziecko. Arya posmutniała. ale nie będę też kłamał. jak bardzo będzie cię prowokowała. kiedy nadchodzi zima. Jest twój. Bała się. Wydawało jej się.powiedziała. moje dziecko. Nigdy nie kochała go bardziej niż w tej chwili. . W rękach trzymał dwa drewniane miecze. jak słońce i księżyc. lecz on powiedział: .Mówił z lekkim akcentem któregoś z Wolnych Miast.Masz być tutaj jutro w południe. Dlatego jeśli już musisz nienawidzić. kiedy ojciec wychodził. Mamy tu wrogów.Potrafię być silna.Z cienia wyszedł szczupły mężczyzna o łysej głowie i długim niczym dziób nosie. a Sansa… Sansa jest twoją siostrą. Postaraj się tylko nie ukłuć swojej siostry. Septa Mordane jest dobrą kobietą. a ławki ustawiono pod ścianami. chłopcze. ojciec zabierze jej miecz.Spóźniasz się. Potrzebujesz jej. Następnego ranka po śniadaniu przeprosiła septę Mordane i poprosiła o przebaczenie.Arya przycisnęła Igłę do piersi. Tak silna jak Robb. Przybyliśmy w bardzo niebezpieczne i mroczne miejsce. Wyciągnął miecz rękojeścią w jej stronę. to nienawidź tych.Niezupełnie mówiła prawdę. . Kiedy spada śnieg i wieje biały wiatr. niech mi bogowie dopomogą.Nie ukłuję. Dlatego nie możemy walczyć między sobą. Trzy dni później w południe zarządca ojca. ucieczki. bez względu na to. Spojrzała na Igłę z podziwem. że powiem ci coś o wilkach. Tu i zwłaszcza teraz. a ona potrzebuje ciebie… ja zaś potrzebuję was obu. . .Uśmiechnął się. wyczuwając w jego słowach ogromne zmęczenie. ogrzewać. . Może i różnicie się bardzo. . może Braavos albo Myr.Gdybym ci go zabrał.Ja nie nienawidzę Sansy . .Proszę. To nie jest Winterfell.Dobrze . Czas dorosnąć. samotny wilk umiera.Nie chcę cię przestraszyć.Pozwól. nieposłuszeństwo… w domu były to tylko letnie igraszki. dopóki nie usłyszała obcego jej głosu: . Rozstawione tam wcześniej stoły złożono. Przez moment bała się jej dotknąć. ale stado przeżyje. ale ojciec skinął głową.Tak naprawdę to nie. Zimą natomiast musimy chronić się nawzajem.Weź. . kto wie. . . mają inne znaczenie. Latem jest pora na kłótnie. . że kiedy wyciągnie rękę. polecił jej udać się do małej sali. . .przestraszona. . za sala jest pusta. . . .Naprawdę? . lecz płynie w was ta sama krew.

. Stanowisz mniejszy cel. Wystarczy jedna ręka. Próbowała jeszcze przez cztery godziny. A teraz zaczniemy taniec.Tak. wiesz o tym? Kiedy ich przekłujesz. o wiele cięższy od Igły. . Syrio Forel cmokał tylko i mówił. . Pokaż. . Okazał się cięższy. Pamiętaj. Nie zdołała go złapać i drewniany miecz zagrzechotał na kamiennej podłodze. . .powiedziała Arya. Bardziej bokiem. Wiesz.Lewa ręka.powiedział Syrio Forel. jesteś chudy jak drzewce włóczni. chłopcze.spytała Arya. To nie jest berdysz. .Cofnął się o krok i podniósł swój miecz. po czym poprawił jej palce. To nie jest wielki miecz. Słuchaj go.. Arya zadała cios. Teraz trzymała miecz w lewej ręce. .dokończyła za niego. On zna się na rzeczy.Chłopak.Jestem dziewczyną . Weź w jedną. tak. . co ma robić.spytała Arya.sprzeciwiła się. delikatnie. taniec rycerzy.Igłę . dobrze. Nie ściskaj za mocno. Arya zdjęła prawą dłoń z rękojeści i wytarła ją o spodnie. lecz prawdziwy drewniany miecz z rękojeścią. że bolą ją wszystkie mięśnie.Rzucił jej jeden z mieczy. tańca wody. trzymasz… . niż przypuszczała.A jeśli go upuszczę? .Tak. To dobrze. . Następnego dnia zaczęła się prawdziwa praca. że to nie jest żelazny taniec Westeros. W środku wypełniony jest ołowiem. chłopcze. żeby dobrze leżał w ręku i żeby twoja dłoń nabrała sił. Wszyscy ludzie są z wody. .Nie tak. A teraz chwyt. To nie był kij.Jest za ciężki .Kim jesteś? . . Przez dziewięć lat w Braavos nie było lepszego od Syrio Forela. który trzeba trzymać w obu rękach. . Musisz to robić zręcznie.A teraz spróbuj mnie zaatakować. Łysy mężczyzna cmoknął. Arya podniosła go i ścisnęła niezdarnie w dłoniach przed sobą. My uczymy się tańca zbójeckiego. chwyt. .Jesteś mieczem i tylko to się liczy. A teraz podnieś go.Jutro go złapiesz. walenie i młócenie. dziecko. Wszystko będzie odwrotnie i trudniej dla przeciwnika. .Już po raz trzeci nazwał ją chłopcem. woda wycieka z nich i umierają. . Mężczyzna popatrzył na nią zadowolony. Źle stoisz. .Tak. . Ponownie cmoknął.Jestem twoim nauczycielem tańca.odparł mężczyzna. . Dobrze. osłoną i kulą. aż poczuła.Miecz stanowi przedłużenie twojego ramienia . . dziewczyna . Podszedł bliżej i spojrzał na jej dłoń.Czy możesz upuścić ramię? Nie.Taki ma być.

Illyrio zamrugał. przekona się. zupełnie jak morze krwi. że to rozkaz.Morze Dothraków .powiedziała. Nie było tam wzgórz ani gór. żadnych drzew. Na ciemnoniebieskim niebie krążył polujący jastrząb. kładąc dłoń na pożyczonym mieczu.Nie chcę myśleć o tym.A jeśli zechce mnie oszukać.DAENERYS . lecz Yiserys nie chciał o tym słyszeć. kiedy zatrzymał konia obok niej na szczycie wzniesienia. Oboje z Mormontem wyjechali daleko do przodu i teraz pozostali wspinali się za nimi na szczyt wzniesienia.Jest takie zielone . w jego własnej rezydencji. co to znaczy obudzić smoka .Ale musisz je zobaczyć w porze kwitnienia. których źdźbło przypomina tęczę. Powiedz. których wysokie źdźbła kołysały się na wietrze niczym fale. jedynie bezkresne morze traw. Dalej rosną setki odmian trawy. . a także trawy. . . . Jej służąca Irri i młodzi łucznicy z jej khas dawali sobie doskonale radę. . Dzień był zbyt wspaniały. Dothrakowie twierdzą. że kiedyś zjawotrawy zarosną cały świat i wtedy skończy się wszelkie życie.Dobrze.oświadczył jeszcze przed wyjazdem. pusta równina ciągnęła się aż po horyzont. . To rzeczy wiście jest morze. słysząc głosy. pomyślała Dany. Podobno w Krainie Cieni. ciemne jak indygo. Dany nie miała ochoty wysłuchiwać narzekań brata. Wtedy całe pokryte jest czerwonym kwiatem. Ogromna. To jest tylko hranna. są wyższe od jeźdźca na koniu i blade jak mleczne szkło. są też niebieskie. Magister Illyrio namawiał go.zwróciła się do ser Joraha. . Zabijają one wszystkie inne trawy.Każ im tutaj czekać. pomarańczowe. a w ciemności świecą duszami przeklętych. za Asshai. Odwróciła się. żeby Yiserys zepsuł jej nastrój.przyznał ser Jorah. i życzył mu powodzenia.powiedział ser Jorah Mormoni. miast czy dróg. usłyszawszy te słowa. dopóki nie zostanie spłacony dług i nie otrzyma obiecanej korony. Jej brat nie nadawał się na taką podróż. czuła jego ciepłe podmuchy na twarzy.Nie chcę mówić o tym teraz .Teraz tak . by zaczekał w Pentos. Khaleesi . Tutaj jest tak pięknie. . istnieją oceany zjawotraw.Zostań tutaj . niektóre żółte jak cytryna.powiedziała. natomiast Yiserys nie mógł sobie poradzić z krótkimi strzemionami i płaskim siodłem. przepełniona spokojem. Powinien był zostać. że wszystko mogłoby umrzeć. Nie chciał rozstawać się z Drogo. Natomiast w porze suszy cały świat tutaj staje się brązowy. Dany zadrżała. Nie chciała. Morze traw falowało i wzdychało z każdym oddechem wiatru.odpowiedział ser Jorah z szacunkiem. . . dziecko. a nawet jeszcze dalej.

lecz ani przez chwilę nie zaznała. Przez całe życie Yiserys powtarzał jej. Zawsze brał ją od tyłu.Zawróciła konia i pogalopowała w dół. by stłumić okrzyki bólu.Nie królowa . ścigał się z nimi na koniach albo przyglądał się tancerkom i umierającym wojownikom. tak gęste. Dany leżała obok niego zbyt obolała. Dany czuła to. a kiedy otworzył pysk. Już trzeciego dnia Dany miała wrażenie. Dany jechała odważnie w dół stromego i skalistego zbocza. że dłużej nie wytrzyma.Khaleesi. Jednakże jego uśmiech dodawał otuchy Dany. Mijały kolejne dni. a ona mogła zatkać usta poduszką. Następnego dnia po weselu zwinięto obóz i wszyscy wyruszyli na wschód. bólu. potem zasypiała z twarzą mokrą od łez. lecz dopiero gdy wsiadła na swojego srebrzystego rumaka. Miał potężne bary i byczy kark. by ją pochłonął. Słyszała. Nawet noce nie przynosiły jej wytchnienia. W ciągu dnia khal Drogo całkowicie ją ignorował. oczyścił i zahartował. znowu przyśnił jej się smok. . w kierunku Yaes Dothrak. Uda i pośladki miała pościerane do krwi. poczuła się nią naprawdę. kolejne noce. szybko uczysz się mówić jak królowa. kiedy Dany pomyślała. że z trudem siedziała w siodle. Łuski miał czarne jak noc i mokre od krwi. czernieje. Jej krwi. Początkowo nie było jej łatwo. przed świtem. tak jak to robią wszyscy Dothrakowie. budził ją w ciemności i ujeżdżał równie gwałtownie. jak śpiewa dla niej. ponieważ w ten sposób jej pan mąż nie widział łez na jej twarzy. Tym razem w jej śnie nie było Yiserysa. raczej zabije się. Tylko ona i smok. popłynął z niego strumień ognia. pozwalając. że nie starczyło ich już na głowę. a jego pierś i ramiona porastały sztywne włosy. Dlatego służące musiały pomagać jej zsiąść z konia. zamykał zwykle oczy i zaczynał chrapać cicho. jak jej ciało spala się. za co Dany była mu wdzięczna. Jego oczy przypominały jeziora pełne roztopionej magmy. że nie zniesie tego już ani chwili dłużej. że jest księżniczką. obłazi. . jak jeździł na swoim wierzchowcu. aż przyszła chwila. tak samo jak w czasie uroczystości zaślubin. a mięśnie nóg i pleców tak ją bolały. a radość i niebezpieczeństwo były jak balsam dla jej serca. niż… Lecz kiedy zasnęła. Kiedy kończył.Rycerz uśmiechnął się.Daenerys. Jadła więc sama albo w towarzystwie ser Joraha i swojego brata. Którejś nocy zdecydowała.powiedziała Dany. żeby zasnąć. Co noc jednak. Drogo przychodził do jej namiotu. Czuła. wieczorami zaś pił w towarzystwie swoich wojowników i braci krwi. Od ciągłego trzymania lejcy jej dłonie przypominały jeden wielki pęcherz. . W tych porach jego życia nie było miejsca dla Dany. Wyciągnęła ramiona ku ogniu i objęła go. Ser Jorah nie należał do przystojnych mężczyzn. . . że umiera. jak jej krew gotuje się i zamienia w parę.

Ogromna horda zostawiała za sobą przeoraną ziemię. po którym podobno snują się duchy pośród poczerniałych marmurowych kolumn. dlatego Dany nie udało się zobaczyć ani jednego. lecz prawdziwym nauczycielem okazała się jej źrebica. rozbili obóz u stóp wielkiego. lecz teraz niósł on ze sobą pewną słodycz. rwącą i zdradliwą. dlatego Dany nazywała w myślach swoją klacz po prostu srebrzystą. Jej cierpienia pozostały daleko z tyłu. przejechali skrajem rozległego.odpowiedziała.powiedziała Jhiqui. . pomyślała. Nogi miała coraz silniejsze. Z każdym dniem Dany czuła się pewniej na jego grzbiecie. Wciąż czuła ból po całym dniu jazdy. Nawet służące dostrzegły odmianę. Dothrakowie byli ludem twardym. pęcherze na dłoniach zrogowaciały.Khaleesi . Razem z Drogo i jego braćmi krwi jechali na przedzie khalasar. w których ludzie obserwowali ich z białych murów pokrytych stiukiem. że koń wyczuwa jej nastroje. a ich pnie miały szerokość miejskich bram. Przesunęła palcem po skorupie największego z nich. przez którą jechali.Byłam . Minęli łagodne wzniesienia Norvos. Kamień pod palcami wydał się jej dziwnie ciepły… a może wciąż śniła? Odsunęła gwałtownie rękę. a potem przez czwartą. lecz pola przed nimi zawsze pozostawały cudownie zielone. liście jego drzew tworzyły zwarty baldachim nad ich głowami. Od tej chwili każdy następny dzień był lepszy od poprzedniego. Nigdy wcześniej nie kochała niczego tak bardzo.Zamiast niego wypełniła ją moc i dzikość. Następnego dnia nie była już taka obolała. pozbawionym sentymentalnych uczuć i nie mieli w zwyczaju nadawać imion swoim zwierzętom. .jej miękkie uda nabrały sprężystości i giętkości wyprawionej skóry. jakby czytał w jej myślach. cętkowane tygrysy i lemury o srebrzystych futrach i wielkich purpurowych oczach. błękitnego wodospadu. opuszczonego miasta. Jakby bogowie usłyszeli i zlitowali się nad nią.Co się stało? Jesteś chora? . Pędzili starymi valyriańskimi drogami. Wprawdzie khal rozkazał Irri. Stała nad smoczymi jajami. Kiedy jazda konna przestała już być dla niej udręką. małe wioski na zboczach. lecz wszystkie umykały przed hordą. dlatego następnego ranka chętnie wskakiwała na konia. zmącone rzeki i chmury pyłu. jak smok z mojego snu. żeby nauczyła Dany jeździć konno na sposób Dothraków. Czerń i purpura. Przeprawili się przez trzy szerokie i łagodne rzeki. które otrzymała w prezencie ślubnym od Illyria. . wąską. Przez pół księżyca jechali przez Las Qohor. Dany zaczęła z większą uwagą rozglądać się i podziwiać piękno ziemi. Żyły tam ogromne łosie. rany goiły się. prostymi jak strzała. Miała wrażenie.

Nawet noce niosły ze sobą ulgę.Nie . a także ser Jorah i pozostali ludzie z jej khas. słyszysz? Wsunął dłoń pod jej kamizelkę. że powinnaś nauczyć go respektu i obciąć mu ucho . którego Dany nie zrozumiała. . ale służące karmiły ją.spragniona nowych cudownych widoków. Była boso. Dothrakowie zaczęli pokrzykiwać wesoło. zadał pytanie w swoim gardłowym języku. Wprawdzie khal Drogo przychodził do niej tylko po zachodzie słońca. . kiedy spróbował wstać.Jak śmiesz mi rozkazywać! Mnie! . .Jak śmiesz! . giętkiej trawie. a jeśli zdarzyło jej się krzyknąć. Bat owinął się wokół jego szyi i pociągnął go do tyłu.Czy zapomniałaś. wpijając palce boleśnie w pierś. lecz do tego czasu znalazła się tam już Irri.odparła Dany. podobnie jak bracia krwi Drogo i ludzie z jej khas. . Yiserys przewrócił się na ziemię. Chwycił ją mocno i potrząsnął. a jego koń stanął nieomal dęba. Wstał natychmiast z twarzą czerwoną z gniewu. Dany zjechała ze wzniesienia i zanurzyła się w wysokiej. włosy miała natarte oliwą. Grymas wściekłości wykrzywił jego twarz. że będzie chciał ją skrzywdzić. .Jhogo pyta.Zeskoczył z konia niezgrabnie i potknął się. Słyszała teraz. którą otrzymała w prezencie ślubnym. . Yiserys spadł na nią jak grom z nieba. W khalasar nigdy nie pozostawała sama. zanurzyła się w morze Dothraków. W liliowych oczach Yiserysa błysnęły iskierki niedowierzania. Yiserys zaś miał na sobie ubrudzone jedwabne ubranie i kolczugę.Słyszysz? Dany odepchnęła go mocno. Nie przestawał krzyczeć. kiedy Drogo ją ujeżdżał. Zabrzmiał jak odgłos grzmotu. kim jesteś? Spójrz na siebie! Spójrz na siebie! Dany nie musiała patrzeć. niczym zły cień. Także jej brat nie odstępował jej na krok.wrzasnął. młody Jhogo. . . to nie zawsze był to okrzyk bólu. Wjechała wolno na równinę. . zanurzona w zielonej samotności. z trudem łapiąc oddech.Quaro uważa.Nie waż się rozkazywać smokowi. Jeden z jeźdźców powiedział coś i pozostali Dothrakowie wybuchnęli śmiechem. czy każesz go zabić. ściągnięty mocno cuglami. . kąpały i spały za drzwiami namiotu. jak krzyczy rozwścieczony na ser Joraha na szczycie wzgórza. Rozległ się świst bicza. Wyglądała jak mieszkaniec tych ziem. Rozumiesz? Jestem Panem Siedmiu Królestw i nie pozwolę. Wiedziała. Jhogo zrozumiał jej odpowiedź. Niewzruszona. Khaleesi powiedziała Irri. Ten z biczem.przetłumaczyła Irri. ubrana w skórzany strój do jazdy Dothraków i kolorową kamizelkę. żeby rozkazywała mi zdzira jakiegoś dzikusa. Nigdy dotąd nie sprzeciwiła mu się.Nie.

powiedział ser Mormoni. . . Mimo to je wypowiedziała. bosa. nie był mężczyzną. siedział nieruchomo i patrzył wzrokiem pełnym nienawiści. nie spuszczając wzroku z Yiserysa. khalasar znajdzie jego. Yiserys otworzył szeroko oczy i usiadł na brudnej ziemi. z brudnymi stopami i natłuszczonymi włosami.odparł rycerz. Zebrał cugle konia jej brata.Pójdzie pieszo. szarpiąc skórzaną kolczugę i charcząc niezrozumiale.Jest dumny.Mówiłem. .Dokąd mógłby pójść? A poza tym.Pani.powiedział.Zabierz jego konia . żeby został na górze. .rozkazała ser Jorahowi.odpowiedziała Dany. on.Powiedz im. lecz nie posuwało się ono zupełnie na ślepo. że rycerz mówi prawdę.krzyknął Yiserys. Trudno utonąć w dothrackim morzu. Dany wiedziała. . Jorah roześmiał się. a także strzegli jej boków. . które przedtem wypełniał strach. . . w jedwabiach i stalowym ubraniu. obracając Yiserysem. Zawsze był taki żałosny. jaki jest. . Milcząc. a po jego czerwonej twarzy płynęły łzy.Czy trafi z powrotem? . Mormoni. Uwolniony od skórzanego bata. Zwiadowcy zawsze wyjeżdżali daleko przed główną kolumnę. znowu się przewrócił. że nie chcę. jakby był lalką na sznurku.Nawet ktoś tak ślepy jak twój brat powinien odnaleźć nasze ślady . Sama Dany zdumiała się swoimi słowami. Wciąż leżał na ziemi. Uderz. Irri przetłumaczyła jej słowa na język Dothraków. żeby wrócić. Khalasar przypominał maszerujące miasto. Dany wiedziała.spytała ser Joraha.Jej brat klęczał pochylony. Wkrótce zniknął wśród traw.Uderz ją. Yiserys otworzył usta i patrzył na nią niedowierzająco. Wyglądał żałośnie. ostrzegałem go . tak jak rozkazałaś. żeby ktoś go skrzywdził . Zabij te dothrackie psy i daj jej nauczkę. to na jej brata: ona. Wtedy Dany zaniepokoiła się. błagając go w języku powszechnym. . traktowano go jako coś gorszego.Niech wszyscy zobaczą. Może będzie zbyt zawstydzony. Rycerz spoglądał to na Dany.Nie! . wciągając głośno powietrze.U Dothraków mężczyzna. Khaleesi .odezwała się Dany.Wiem . jak odjeżdżają. który nie jeździł konno. . Dlaczego nie widziała tego wcześniej? Poczuła pustkę w miejscu. Odwrócił się do ser Joraha. Pozwólcie mojemu bratu wrócić pieszo do khalasar. . że podjął decyzję. . pozbawionego dumy albo honoru. Na jego szyi pojawiła się cienka krwawa linia. Nigdy niczego nie . nierozumiałym dla jeźdźców. . Bat owinął się ciasno wokół jego szyi. a Dany wsiadła na swoją srebrzystą klacz. Jhogo pociągnął za bat. nawet jeśli nie znajdzie khalasar. szukając zwierzyny albo wroga. Rozkazuje ci twój król.

w co dotąd wierzyła. Yiserys opowiadał jej coś innego.Nie byłby dobrym królem. Dany jechała w milczeniu przez jakiś czas. Te równiny były częścią ich samych. Yiserys nie jest nawet cieniem żmii.A o co ty się modlisz.Obudziłam smoka. . . lecz myślała o czymś innym.O dom .Uderzyłam go . .powiedział ser Jorah.Lecz jeśli twój brat jest tylko cieniem żmii. żeby Yiserys przebył wąskie morze i uwolnił ich.Lud modli się o deszcz.spytała go. którą zbudował Aegon Zdobywca. . Zaskoczył ją swoją szczerością. . . .Ty… ty przysięgałeś przed nim… . ser Jorahu? . On… Jorah zatrzymał swojego konia i spojrzał na nią. . . żeby Yiserys zasiadł na tronie? Dany myślała o tym. kiedy wróci… .Zadrżała. .Wciąż pozostaje prawdziwym królem. Oczyma wyobraźni ujrzała wszystko ogarnięte płomieniami.A zatem rozejrzyj się. prawda? . czy można wskrzesić zmarłego? Twój brat. Khaleesi. . Dany ruszyła za nim. że przeżyła tylko dziwny sen.powiedziała.Wzruszył ramionami. Widziała Smoczą Wyspę. lecz im dłużej zastanawiała się nad słowami Joraha. zastanawiając się nad jego słowami.Ser Jorahu. prawda? Ser Jorah prychnął zniecierpliwiony.Dziewczyno. zdrowe dzieci i długie lato .Lecz ludzie czekają na niego .Tak.Ich nie obchodzą gry o tron. czy mogę pozostać mu posłuszny? . tym bardziej wydawały się jej prawdziwe.Magister Illyrio twierdzi. w krainie. że wyszywają sztandary ze smokiem i modlą się o to.To prawda. był ostatnim smokiem. . Rhaegar.przeoczyli. Powiodła wzrokiem dookoła. czy uważasz… będzie strasznie zły. . nie tutaj. Miała wrażenie. czy rządzi nimi prawdziwy król czy uzurpator. W jej wyobraźni wszystkie drzwi były czerwone. że wszystko.powiedział głosem pełnym tęsknoty.Ja także modlę się o dom . Ale czy chciałabyś. wciąż zdumiona swoim czynem. . .powiedziała.ludzi nie obchodzi. Usłyszała coś zupełnie innego .Rycerz spiął konia ostrogami. .powiedziała z przekonaniem. przestało być nagle takie oczywiste. a on umarł nad Tridentem.Z jego słów przebijała gorycz. Widziała Królewską Przystań i potężną Czerwoną Twierdzę. dziewczyno .Byli i gorsi… chociaż niewielu.powiedział ser Jorah. z której pochodzili. jeśli tylko zostawi się ich w spokoju. gdzie się urodziła. wydawało jej się. . Ser Jorah roześmiał się. a teraz i częścią jej. . . Teraz kiedy było już po wszystkim. .

Mój brat nigdy nie odzyska Siedmiu Królestw . Dothrakowie szydzą z jego słabości.powiedziała Jhiqui. Przyłożyła dłoń do skorupy. Przecież są tylko z kamienia. czysta i pachnąca. . . Kiedy Irri skrapiała ją kwiatorzeniem i cynamonem. Jechała coraz szybciej. smoki nie żyją. wszyscy w obozie będą już wiedzieć. a Jhiqui natarła ją całą olejkiem i oczyściła pory z brudu. jest gorąco . która dotarła aż do jej smoczych jaj.. Wbiła pięty w boki konia i ruszyła galopem. Doreah wyczesała jej włosy.Rycerz uśmiechnął się. . że dawno już to wiedziała. Panował tam chłód i półmrok. pomyślała. Przez całe życie. Wkrótce rozlegną się śmiechy.Mądre dziecko. . nawet gdyby dał mu ją mój pan mąż powiedziała Dany.jeszcze jeden prezent . a Irri i Jhiqui przyniosły ogromną. Służący rozbili jej namiot nad stawem pełnym wiosennej wody. co ma zrobić. kiedy ludzie z jej khas opowiedzą pozostałym. . co się wydarzyło tego dnia. Zamrugała i zniknęły natychmiast. ujrzała długą smugę światła.Przynieś kosz do ognia . a we włosach ciepły wiatr.powiedziała Dany. Dany oddała służącym srebrzystą i weszła do swojego jedwabnego namiotu. Są z kamienia. . na twarzy czuła blask zachodzącego słońca. sam Illyrio tak mówił. .i nanosiły wody ze stawu. Zanim Yiserys powróci. Kamień był ciepły. miedzianą wannę . . W khalasar nie było tajemnic. a jego jedyny rycerz nazywa go czymś gorszym od żmii. Teraz zaś jej słowa usłyszał ser Jorah i cały świat. powłócząc nogami.powiedziała szeptem. Irri pomogła jej wejść do wanny i sama weszła za nią. Przez cały czas Dany przyglądała się smoczym jajom. Przez chwilę przed jej oczyma zawirowały tysiące ognistych iskierek. tak że lśniły jak roztopione srebro. Kiedy opuszczała za sobą zasłonę wejścia. żeby przygotowały kąpiel. Ser Jorah spojrzał na nią uważnie. On nigdy nie zabierze nas do domu. Tylko że wcześniej nie chciała nigdy powiedzieć tego głośno. zostawiając daleko z tyłu Joraha i Irri. Położyła się. Wróciła do khalasar dopiero po zmierzchu i wiedziała już. Teraz dopiero zdała sobie sprawę.Khaleesi. Niemal gorący. . Po kąpieli skóra Dany była rozgrzana i różowa. . Słyszała szorstkie głosy dochodzące z pałacu z plecionej trawy na wzgórzu.Nie jestem dzieckiem .Chcę rozpalić ogień. żeby umyć jej plecy i włosy.Nie ma pieniędzy. ani nawet szeptem. Kiedy woda była dostatecznie ciepła.Słońce je nagrzało w czasie podróży .Nie byłby w stanie poprowadzić armii. Doreah rozpaliła ogień przed namiotem. .A więc tak myślisz. że chodzi pieszo.zaprzeczyła gwałtownie.powiedziała. Rozkazała służącym.

Czy nie była Khaleesi! Liczyły się tylko jego spojrzenia. Doreah. Jej kolacja składała się z owoców. dlatego . choć naprawdę nie był to dla niej żaden zaszczyt. Czarne łuski rozjarzyły się nieco.. Dany odesłała służące i nakazała. a nie martwy kamień. To jest szaleństwo.rozkazała. zostań i zjedz ze mną .Dzisiaj musimy wyjść na zewnątrz. Zatrzymał się w wejściu i spojrzał na nią zdumiony. Znały tylko dothrackie życie. kiedy zostały same. Kiedy rozpalono ogień. Magister Illyrio znalazł ją w burdelu w Lys. I nic więcej. Niczym się nie przejmowała. a tylko służba. czego nauczyła ją Doreah. . W sercu khalasar nie ma miejsca na intymną samotność. Smok to powietrze i ogień. Po chwili namysłu poszła po dwa pozostałe jaja i także umieściła je w ogniu.To dla mnie zaszczyt. . powiedział jej ser Jorah. rozgrzewane coraz bardziej. Wstała powoli i pozwoliła. jeśli je zniszczę. położyła mu dłoń na piersi. Czego się spodziewała? Tysiąc lat temu było w nich życie. Słyszała ściszone głosy. a do popicia miała dzban miodowego wina. a one wciąż rozmawiały. Drobne iskierki unosiły się w górę i ulatywały dymnym otworem. sera i smażonego chleba. a jest takie piękne. Dany popatrzyła na jaja ze smutkiem. Kiedy chciał ją odwrócić.powiedziała. .Dzisiaj chcę patrzeć na ciebie. Żywe ciało. że wszystkie rzeczy ważne w życiu człowieka powinny dokonywać się pod gołym niebem. dopóki z węgli nie został tylko popiół. Twój brat. Wokół jaj płynęły fale ciepła. Przyglądała się. kiedy pokonał khalasar ich ojca. Opuściła je teraz. a jednak… Wzięła delikatnie w dłonie czarnoszkarłatne jajo i zaniosła je do ognia. kiedy robiła to. . by jej jedwabna szata opadła na ziemię. Dany czekała na niego.powiedziała. Dany wyczuwała spojrzenia innych. pobrzękując delikatnie dzwoneczkami we włosach. kiedy khal Drogo przyszedł do jej namiotu. . a oczy jak letnie niebo. Włosy miała koloru miodu. panie . Nie mogły wydać z siebie smoka. Położyła między rozpalonymi węglami i usiadła na swojej macie. Yiserys wyzwie mnie od głupców. Khal Drogo wyszedł za nią w blask księżyca. Dothrakowie wierzyli. Przynieś go. kiedy go rozbierała. lecz teraz zamieniły się w ładne kamienie.powiedziała. miała prawie dwadzieścia lat. starsza od nich. odsyłając pozostałe służące.Rób co ci każę. Księżyc ukazał się już na niebie.Nie . był ostatnim smokiem. Rhaegar. pomyślała. Dany poprowadziła go do dużej kępy miękkiej trawy oddalonej o kilka jardów od jej namiotu. Tej nocy. żeby jej nie przeszkadzano. Khaleesi . Jhiqui i Irri były dothrackimi dziewczętami w wieku Dany. Drogo wziął je w niewolę.Doreah. Pęknie i spali się.

odpowiedziała jej Dany. czego nigdy dotąd nie widziała. . kiedy Jhiqui musnęła dłonią miękką wypukłość brzucha Dany i powiedziała: . zobaczyła coś. z jaką jeździła na swojej srebrzystej klaczy. nosisz dziecko.Khaleesi. Byli już na drugim końcu Morza Dothraków.kiedy usiadła na nim. a kiedy nadeszła chwila jego przyjemności.Wiem . Był to czternasty dzień jej imienia. wymówił głośno jej imię. . Ujeżdżała go z taką samą namiętnością i gwałtownością.

nie moich. . jeszcze kiedy on był dzieckiem. a może jego młodszym bratem albo bratem ojca lorda Rickarda. Na końcu biegł Lato. Zabiegał mu drogę. Poczuł pieczenie w oczach. także przed tobą. żeby płakać. Ósmy dzień jego imienia przyszedł i odszedł. mały panie. Futro mu ściemniało i teraz był cały czarny. Był on starszym bratem lorda Rickarda. ale teraz było inaczej. przede mną i po mnie. przypominając sobie swój sen.Nienawidzę twoich głupich historii. Był prawie za duży.Wszystkie wrony kłamią .Znam pewną opowieść o wronie.Nie chcę więcej opowieści . zanim opadły. Kiedyś lubił Starą Nianię i jej opowieści. z resztką siwych włosów ledwo przykrywających jej pokrytą plamkami i różową głowę. że nazywano ją Starą Nianią. Bez wątpienia była najstarszą osobą w Winterfell.BRAN W dole na dziedzińcu Rickon biegał z wilkami. Szary Wicher był tam pierwszy. gdy tylko pozostałe wilki podchodziły zbyt blisko. że jego wilk był najmądrzejszy z całej wilczej rodziny. zawracał i biegł w inną stronę.Moich historii? Nie. Kazali jej siedzieć tutaj przez cały dzień.To było kłamstwo . Nie mogę nawet biegać. Rozzłoszczony tą myślą.przyznała Stara Niania. a jego oczy miały kolor zielonego ognia. Siedziała na krześle zajęta wyszywaniem. Jest bardzo brzydką kobietą. a oczy żółte. . Nikt naprawdę nie wiedział. Bran obserwował go z siedzenia w oknie. Kudłacz biegał tuż przy jego nodze. Był mniejszy od Szarego Wichru. Sierść miał srebrzystoszarą. może nawet najstarszą w Siedmiu Królestwach. pokrzykując radośnie. żeby się nim opiekowała i żeby nie czuł się samotny. Czasem Stara Niania mówiła tak. One po prostu są. żeby chodzić po schodach. ale jego ojciec powiedział. który pędził po ubitej ziemi na swoich małych nóżkach. Staruszka uśmiechnęła się. Słyszał śmiech Rickona. pokurczona i pomarszczona. Bran otarł dłonią łzy. którego matka umarła w czasie porodu. . wtedy Rickon. ale to tylko pogorszyło sprawę. Kiedyś. za słaba. ale we wszystkich opowieściach mały chłopiec umarł w wieku trzech lat z powodu letnich . Pragnął być tam na dole. prawie ślepa. .powiedział. ukazując bezzębne usta. ile ma lat. kłapiąc zębami. dziadka Brana. pomyślał Bran przepełniony goryczą. śmiać się i biegać.Nie potrafię latać. kiedy indziej inaczej. Gdziekolwiek by się chłopiec ruszył. .burknął Bran rozdrażniony. Niania przybyła do zamku jako mamka Brandona Starka. Bran uważał. zawsze czujne. . .

w której król Robert zdobył tron.dreszczy. Wiedział. Teraz był lordem Robbem. siostry. Jon. odeszły z zamku i umarły. inni zaś zapomnieli o nim. Nosił prawdziwy miecz i nigdy się nie uśmiechał. Obu synów straciła w wojnie. Chciał. że nigdy już nie będzie tak jak dawniej. . odjechali.Nienawidzę ich. Pragnął ojca i mamy.Zawsze lubiłeś ją najbardziej. że woli towarzystwo Hallisa Mollena i Theona Greyjoya niż swoich braci. Ale nawet jeśli Robb pozostawał w Winterfell. że wszyscy umarli. Zostali tylko Robb i mały Rickon. czyje to są opowieści . który pracował w stajni. . Jory. nie przestając stukać drutami. Pragnął biegać z Latem. ale pojechali sami. Wieczorami zamykał się z maesterem Luwinem i przeglądali księgi rachunkowe. potem też do jego mamy i do Jona na Mur. nawet jego przyrodni brat. Ojciec obiecał mu. Znowu chciał jeździć na swoim kucu. Potem Niania została w zamku ze swoimi dziećmi. . Czasem wyjeżdżał na długie dni z Hallisem Mollenem.Mogłabym opowiedzieć ci historię Brandona Budowniczego . że pojedzie do Królewskiej Przystani na dużym koniu. a także Hullen. . A Stara Niania po prostu żyła. Z jej potomków pozostał tylko Hodor. Bran słuchał tęsknie ze swojego okna dźwięku stali dochodzącego z dziedzińca. Gruby Tom i jedna czwarta straży. że będzie latał. żeby wszystko było jak dawniej. Maester Luwin wysłał ptaka z wiadomością do lorda Eddarda. .Nie chciał opowieści i nie chciał Starej Niani. żeby odwiedzić odległe grody. Jej córki dawno temu wyszły za mąż. kiedy on spał… a może to on umarł. który nienawidził opowieści . Całymi dniami obserwował musztrę straży albo ćwiczył walkę mieczem. lecz nie otrzymali żadnej odpowiedzi. ptaki często giną w drodze .powiedział Bran.tłumaczył mu maester.Nie obchodzi mnie.powiedziała Stara Niania. czy Robb wróci. Powiedziała mu.powiedziała Stara Niania ze swoim głupawym uśmieszkiem na ustach. Harwin. co doprowadzało Brana do szału. .Do Królewskiej Przystani jest daleko. tylko że Robb się zmienił. a po drodze czyha wiele jastrzębi. wydawało się. Vayon Poole. a przynajmniej starał się nim być. głupkowaty olbrzym.Widzisz. .Lecz Branowi wydawało się.Znam opowieść o chłopcu. . . dziecko. tymczasem obudził się połamany i cały świat się zmienił. wyszywając i opowiadając swoje historie. Wspinać się na opuszczone wieże i karmić wrony. Wrona nabrała go. Zawsze kiedy nie było go dłużej niż dzień. ojciec i mama. Rickon zaczynał płakać i dopytywał się. . Wszyscy go opuścili. ser Rodrik. Może nie otrzymali naszych wiadomości. jej wnuk zaś zginął na murach Pyke w czasie rebelii Balona Greyjoya.

tylko… Stara Niania skinęła głową.Działo się to jeszcze. Rickon biegł przez dziedziniec w kierunku bramy. mroźna. a potem i pies. .spytała. kiedy spada śnieg na sto stóp głęboki.i spojrzała na Brana swoimi prawie ślepymi oczyma. a po lasach chodzą biali. Kobiety wolały udusić swoje dzieci niż patrzeć. klik.Wcale nie .odparł Bran niepewnie. klik. kiedy słońce nie wychodzi całymi latami. A kiedy potem płakały. . które odebrali dzieciom lasu. Jak fala przeszli przez grody. a z północy wyje lodowaty wiatr. tak że Bran pochylał się coraz bardziej w jej stronę. Mówiła coraz bardziej ściszonym głosem. żeby ją usłyszeć.No cóż . zanim przyszli Andalowie. mój mały panie. . a wraz z nią odezwały się jej druty: klik. co się dzieje. Tu i tam dzieci lasu żyły jeszcze w swoich drewnianych miastach. czego nie potrafiły dokonać ludzkie armie. . .burknął Bran.. martwe istoty.Były to zimne istoty. martwych koniach.zaprzeczył. . sroga i tak długa. Jego przyjaciele umierali jeden po drugim. podobnie jak trzody w zagrodach. . . Inni wyczuli gorącą krew w jego żyłach i przyszli jego śladem.Tysiące lat temu nadeszła zima. miasta i królestwa.Czy takie opowieści lubisz. I tak. jak umierają z głodu. a setki ówczesnych królestw były królestwami Pierwszych Ludzi. kiedy zimno i śmierć zalały ziemię. dziesiątkując całe armie. Innych . ostatni z herosów postanowił odszukać dzieci w nadziei. a nawet stworzeń. padł jego koń.Usłyszał jakieś odgłosy na zewnątrz i spojrzał w okno. które nienawidziły żelaza. w których żyłach płynie gorąca krew. .ucichły też jej druty . .Tak. że ich pradawna magia dokona tego.powiedziała Niania. wydrążonych wzgórzach. żyją i umierają w ciemności. ognia i dotyku słońca. łzy zamarzały na ich policzkach. na długo przed tym. Uderzył dłonią po udzie zrezygnowany.Co ty wiesz o strachu? Strach przychodzi zimą. moje ty słodkie letnie dziecko . Wilkory stają się coraz bardziej głodne. . prowadząc hordy zabitych. Polowali na młode kobiety w skutych mrozem lasach i karmili swoje martwe sługi dziećmi ludzi. nie oparł im się żelazny miecz. a drzewa z twarzami stały na straży. otoczyły go trupioblade pająki . Królowie drżeli i umierali w swoich zamkach. Nie mieli litości dla kobiet ani dla niemowląt. jechali na bladych. Nadeszła noc długa jak jedno pokolenie. nawet miecz w jego pochwie zamarzł. a wilki za nim. Strach przychodzi długą nocą.Umilkła . bohaterów. jak kobiety uciekły z miast Rhoyne przez wąskie morze. Bran nie widział ze swojego miejsca. a dzieci rodzą się.powiedziała Stara Niania. że żaden człowiek nie potrafił jej objąć swoją pamięcią.Najbardziej lubiłem te straszne. dziecko? . .Tak. .W czasie tamtej ciemności Inni przyszli po raz pierwszy opowiadała dalej. .Ach.Masz na myśli Innych .

Nawet Bran wiedział. a potem przez galerię.i trzeba. Wydawało się to niemożliwe. jak zechce . Na jego kolanach spoczywał jego miecz. a Bran podskoczył przestraszony. pod wąskimi oknami.zgodził się Hodor zadowolony. że to tylko maester Luwin w towarzystwie Hodora. skąd się wziął „Hodor”. niosąc Brana po schodach. że Hodor nie ma pojęcia o wielu rzeczach. lecz kiedy on zaczął go używać. że jego prawdziwe imię brzmi Walder.Słucham opowieści . Hodorze. stał tuzin strażników. Przywożą wieści od twojego brata. Ramiona miał mocno umięśnione i porośnięte brązowymi włosami. jakie znał. Jona.Tyrion Lannister i ludzie z Nocnej Straży. Wzdłuż ściany z szarego kamienia. mały panie. Bran zastanawiał się.Mamy gości . Maester Luwin musiał bardzo się śpieszyć. Stara Niania została w pokoju sama ze swoimi drutami i wspomnieniami. .Opowieści mogą zaczekać. lecz okazało się. kiedy wrócisz . Stara Niania zachichotała. Bran od razu wyczuł nerwową atmosferę. lecz z pewnością zna swoje imię. a poza tym przybywają ze swoimi opowieściami. Hodor podniósł Brana lekko. kiedy Bran opowiedział jej o tym. na środku zaś sali stał karzeł ze swoimi ludźmi oraz czterech obcych w strojach Nocnej Straży. inni poszli w jego ślady.powiedział jeszcze raz.wielkości ogarów… Drzwi otworzyły się z hukiem.Bran zwrócił się do maestera Luwina. czy Hodor kiedyś skurczy się jak jego prababcia. . To było jedyne słowo. Maester Luwin nie podzielał jego wesołości. by widział go cały świat. Nikt nie wie. Trudno było uwierzyć. przywdział kolczugę i skórzany strój. że jest potomkiem Starej Niani.oświadczył . Miał prawie siedem stóp wzrostu.powiedział Bran niezadowolony. co znaczy . Robb ich przyjął. Hodor mruczał coś pod nosem. i przycisnął go sobie do piersi.Hodor! . i wyznała. żeby zdążyć za stajennym. obnażony. . . . . lecz był to miły zapach. jak miał w zwyczaju. Schylił ogromną.Każdy członek Nocnej Straży jest mile widziany w Winterfell i może tu gościć tak długo.Kto to? .Za to goście nie są aż tak cierpliwi. Będą tutaj.Hodor . żebyś się pojawił. uśmiechając się szeroko. Robb zasiadał na tronie swojego ojca. dodała.Hodor! . pomożesz Branowi zejść na dół? . . Theon Greyjoy zauważył kiedyś. .ogłosił stajenny. nawet gdyby miał żyć i tysiąc lat. Za nim stali Theon Greyjoy i Hallis Mollen. kudłatą głowę i wszedł do pokoju.przemawiał właśnie Robb głosem Robba Lorda. Zawsze pachniał trochę końmi. a także surową maskę Robba Lorda. jakby podnosił belę siana.odezwała się Stara Niania. .

. trudno was zabić. że chcesz widzieć Brana.Dziwne . to mógłbyś się nauczyć lordowskiej uprzejmości . a na końcu jego poręczy widniały zęby wilkora. . .Karzeł zwrócił się do Brana. Czuł się tutaj jak niemowlę.Lannister. nie zważając na czubek miecza tuż przy swojej twarzy. Nie jestem twoim chłopcem. chłopiec nie włada nogami. . . drugie zaś zielone. Robb położył dłoń na jego ramieniu. . . . . nigdy. z ojca przeszło na twojego przyrodniego brata.powtórzył karzeł . . przynieś tutaj mojego brata.Nonsens . . Bran chwycił się ich głów. . .Lepiej o tym pamiętajcie.lecz nie ja.powiedział Robb i opuścił miecz. że potrafiłeś się wspinać jak nikt inny . Nie może dosiąść konia.Dzieciak nic nie pamięta z tamtego dnia .Lubisz jeździć konno. widząc. że wtedy spadłeś? . czy dobrze cię zrozumiałem. że wszystko.powtórzył posłusznie stajenny i z uśmiechem na twarzy posadził Brana na tronie Starków. .Załatw sprawy i ruszaj w swoją stronę. wy. Lannisterowie . Bran czuł się nieswojo.odparł karzeł. chłopcze? Robb wstał i wyciągnął miecz w kierunku karła.rzucił gwałtownie Bran. jak to się stało. nigdy. .przywitać kogoś z nagim mieczem.Nigdy . żeby odpowiadać na pytania . co najlepsze.Hodor. Bran.wtrącił cicho maester Luwin. jest tutaj. nawet . On nigdy nie spadł.powiedział Bran.Każdy z Nocnej Straży .Mój panie. .Hodor! . wciąż pozostając w ramionach Hodora. jak Tyrion Lannister patrzy na niego. . kiedy nazwali się Królami Północy. na którym panowie Winterfell zasiadali od czasów. spuszczając bezużyteczne nogi w dół. Jedno oko miał czarne.Jona . . mój brat nie przyszedł tutaj.Mając odpowiedniego konia i odpowiednie siodło.powiedział Tyrion Lannister.Mówiłeś. . . jestem panem tego zamku na czas nieobecności ojca i matki.Lannister. Karzeł odwrócił się w ich stronę.A więc to prawda. chłopcze? Maester Luwin wystąpił do przodu. .Mówiono mi. chłopiec żyje. Proszę.odparł Lannister.rzucił szorstko Robb. Nie chciałem wierzyć. Starkowie. lecz oba taksowały go z tą samą przenikliwością.przemówił wreszcie karzeł.Powiedz mi więc.Skoro jesteś lordem. Ach. Tron zrobiony był z zimnego kamienia wygładzonego przez kolejne siedzenia. .Zdaje się.Mam dla ciebie prezent.

Greyjoy roześmiał się. który wyłonił się z cienia za jego plecami. więc trzeba go tak ułożyć. jakby mu ktoś wbił nóż w serce. bękartów i tym podobnych. Zrobił krok w tył… i natychmiast usłyszał warczenie Kudłacza. Drzwi prowadzące na dziedziniec otworzyły się gwałtownie. .Wyjął zza pasa zwinięty zwój. kiedy się o tym dowie. Poczuł napływające do oczu łzy.W takim razie chyba już pójdę . mój panie. a Szary Wicher chwycił . żeby nie trzeba było go oduczać rzeczy. Może to tylko jeszcze jedno kłamstwo. a on zajmie się resztą. to może pomóc. A ja mam czułe serce dla kalek. Obrócił się i zachwiał. Jon.spytał maester Luwin. lecz wilki weszły dalej.spytał Bran. na końskim grzbiecie będziesz tak samo wysoki jak wszyscy inni. . Chłopiec zatrzymał się zaskoczony.Rozumiem. Wybrałbym jakiegoś nie ujeżdżonego jeszcze roczniaka. Lannister cofnął się i w tej samej chwili Lato skoczył z drugiej strony. że będzie latał. czy to jakiś podstęp? Co ty masz do Brana? Dlaczego miałbyś mu pomagać? . chłopcze.Mnie było łatwiej. . Sam powinienem był pomyśleć o czymś takim. musi reagować na cugle i głos.Chłopiec nie może używać nóg do wydawania zwierzęciu komendy. żeby pasował do jeźdźca. . Lannister . Do sali wpadł zdyszany Rickon. Dobrze rysujesz. a może go wyczuły. . ponieważ przypomina to moje siodło.Mój ojciec ucieszy się. .Nie podoba im się twój zapach. .powiedział karzeł. aby była to prawda. . chociaż bał się im zawierzyć.Nie jestem kaleką! . . . Bardzo chciał. .I wierz mi. Maester Luwin wziął papier od karła wyraźnie zaciekawiony.Lannister.kaleka może jeździć. Odnalazły wzrokiem Lannistera. . wpuszczając snop słonecznego blasku. Zbliżyły się do karła i stanęły po jego obu stronach. .Pokażcie to rymarzowi.O jakim koniu i siodle mówisz? . . Bran poczuł.odpowiedział karzeł z grymasem uśmiechu na ustach. .Czy naprawdę będę mógł jeździć? . Robb Stark patrzył na niego podejrzliwie.W takim razie ja nie jestem karłem . które już poznał. .zauważył Theon Greyjoy. Lato pierwszy zaczął warczeć i zaraz dołączył do niego Szary Wicher. Tak.Prosił mnie o to twój brat.O mądrym koniu . Były z nim wilki.odparł Lannister.Tyrion Lannister położył dłoń na swoim sercu i uśmiechnął się. Wrona obiecała mu. Rozwinął go i przyglądał się uważnie.Będziesz jeździł .powiedział Tyrion. .

Wilki… nie wiem. Przez cały czas zerkał nerwowo na wilki. o świcie wyruszymy na południe. Wycofał się powoli i położył między zwisającymi nogami Brana. Rickon otrząsnął się z zaskoczenia i zawołał głośno: . który objął mocno jego kudłaty kark. . oszczędź mi nieszczerych uprzejmości. który wciąż warczał niebezpiecznie blisko. mam podarty rękaw. . Dziękuję ci. . . rozrywając materiał. Teraz naprawdę już pójdę.Widać było. . że z trudem przychodzą mu te słowa.Ja… być może zbyt pochopnie cię oceniłem. . podejrzanie mokre spodnie.krzyknął Bran. ale mówili za cicho.Nic ci nie jest. która mi ogrzeje łóżko. w zimowym mieście.Bardzo ciekawe . Okazałeś życzliwość Branowi i… . Czterej bracia z Nocnej Straży pozostali. młody panie.rzekł . co mają sobie do powiedzenia. Bran starał się zrozumieć. Tyrion Lannister poluźnił szal i otarł czoło.go za rękaw. . . . Za kilka miedziaków znajdę nawet jakąś dziewkę.Jeszcze chwilę. panie . wyszedł.No cóż. .Pokoje są przygotowane i nie braknie wam gorącej wody.Odwrócił się do jednego z czarnych braci o wykrzywionych plecach i potarganej brodzie.Yoren.Nie! . żeby zmyć kurz po podróży.Pewnie wzięły mnie za swój obiad.powiedział cicho. że ludzie Lannistera sięgają po miecze. . Nawet Robb wydawał się poruszony. Dogonicie nas. a jego ludzie za nim. . Mam nadzieję. poza moją godnością. widziałem karczmę.przemówił maester Luwin. Tam przenocuję. Nie lubisz mnie i nie chcesz mnie tutaj.Po tych słowach ruszył przez salę niezdarnie na swoich krótkich nogach i minąwszy Rickona. zawołaj go .Rickon. Za murami.Do nogi. że nie byłbym łatwym kąskiem do strawienia. Pozostał jeszcze Kudłacz o ślepiach płonących jak zielony ogień. Robb Stark schował miecz do pochwy. do mnie! Wilkor zerknął na Brana. Lannister. . a potem znowu na Lannistera.Lannister skłonił się sztywno w stronę Brana. dlaczego… .Czarny wilk jeszcze raz warknął na Lannistera i popędził do Rickona. że je odwołałeś. Zapewniam. panie? . . Robb wypuścił długo wstrzymywane powietrze i zawołał: .Chłopcze. Podszedł do Robba i zaczęli coś szeptać do siebie. . ale nic więcej nie ucierpiało. że zjecie z nami kolację . .krzyknął Bran do małego brata.spytał jeden z jego ludzi z mieczem w dłoni. Kudłacz. dzięki czemu obaj będziemy spać spokojnie.Bądź gościem Winterfell. .Lato.Szary Wicher.Wilkor przyszedł do niego szybko i cicho jak cień. . widząc.

jak się zbliża. po której się wspinał. Ziemia znajdowała się tysiąc mil pod nim. Obudził się. Lato poszedł na górę za Hodorem. a on nie potrafił latać. We śnie znowu się wspinał. Dopóki nie będzie ich słyszał. Wdrapywał się na stare. Przytulił się do zwierzęcia i poczuł gorący oddech na swoim policzku.Robb niepewnie. Poczekał. pasztet z gołębia. Nie potrafił latać. Bran siedział z drugiej strony. rzepę w maśle. Wydawało mu się. Bran leżał pogrążony w myślach.i zapalił świecę na stoliku przy łóżku. Robb obiecał. aż jego serce uspokoi się. a kucharz obiecał jeszcze plastry miodu.Leżał jeszcze chwilę. zanim zasnął. Wilk wskoczył na łóżko. Kiedy zatrzymał się i spojrzał w dół. że nie jest bezpieczny. aż do nocnego nieba. że będzie mógł jeść kolację w dużej sali razem z braćmi z Czarnej Straży. Stajenny powiedział: . lecz czarni bracia skłonili głowy w geście podziękowania. od których dostawał gęsiej skórki. a nie płynące z serca. Przywołał Lato. że kręci mu się w głowie. Krzyknął i przywarł do cennego życia. i ujrzał nad sobą ogromny cień. że wysoko w górze. na tle bladego księżyca widzi sylwetki chimer.Po czym podniósł pochrapującą cicho prababkę i wyniósł ją. . . który zaniósł Brana do łóżka. pozbawione okien ściany. Bran słyszał. Chimery obserwowały. Mówił tak nienaturalnym głosem. a Robb zasiadł po jego prawej stronie.Hodor.Nie słuchałem. Hodor obmył go z potu ciepłą. Bolały go już ramiona. Stara Niania spała na swoim krześle. a wieża wciąż wznosiła się ponad nim.Nie słuchałem powiedział drżącym ze strachu głosem. szukając stopami i palcami szczelin w poczerniałych kamieniach. . Szary Wicher zaś i Kudłacz . Wchodził coraz wyżej. Jego dłonie były delikatne i zręczne. Musiał iść dalej. one zaś schodziły coraz niżej. pozostanie bezpieczny. niedługo pojedziemy zapolować do lasu. takie poskręcane. lecz teraz wyglądały groteskowo. . Mógł iść tylko w górę. z trudem łapiąc oddech. Ich oczy przypominały rozgrzane węgle. Wiedział. Lato łapał resztki ze stołu.Hodor . nic nie słyszałem powtarzał płaczliwym głosem.Będę mógł jeździć . poprzez chmury.Zobaczysz. . jak szepcą do siebie kamiennymi głosami. wilgotną szmatką i ubrał. które rzucał mu Bran. Zaraz potem pojął. że nawet Bran zwrócił na to uwagę. Bran odetchnął z ulgą. Tego wieczoru jedli prosię. gdzie rozstawiono przy ogniu ogromny stół. . Główne miejsce pozostawało puste. Bez wątpienia były to słowa wyuczone.powiedział szeptem do swojego przyjaciela. poczuł. gdyż chimery ruszyły w dół ścianą. i znowu rozpoczął wspinaczkę. Może kiedyś były lwami. ale nie miał wyboru. że nie wolno mu ich słuchać. Wtedy cień odezwał się: . Potem zniósł go do dużej sali.: .Ja nie słyszałem. a palce ześlizgują się po ścianie.

. czarni bracia natychmiast ucichli. na co jego dwaj towarzysze roześmiali się. .Pewnie nie żyje.Jak chcesz. dlatego zarządca posadził go między Robbem i maesterem Luwinem. . .spytał Bran. Tamtego wieczoru. . Pozostały po nich tylko twarze na drzewach. . . . . Jednak Robb dyszał ciężko.odparł Yoren.Nie ma drugiego na Murze. Benjen Stark wróci. mój panie.O co chodzi? . choć Bran nie wiedział dlaczego.przemówił Robb Stark gniewnym głosem.powiedział Yoren.Dzieci mu pomogą . który by tak dobrze znał nawiedzany las. .wtrącił inny z braci. aż Bran skurczył się ze strachu. Teraz zamkowe psy obchodziły z daleka dużą salę.Tutaj może i tak jest . dzieci lasu wymarły tysiące lat temu.Nie gorsi od niego jeździli do lasu i nigdy nie wrócili. Bran zaś ważył bardzo mało.Mój wuj żyje . próbując wydobyć kawałek mięsa spomiędzy zębów. Nie takim słowem powinniśmy odpłacać za gościnę. lecz z czasem Bran przyzwyczaił się. Cuchnący Yoren spojrzał na Robba niewzruszony.Bran. . Bran przypomniał sobie opowieść Starej Niani o Innych i o ostatnim herosie.Słyszycie? Mój wuj żyje! . ale skoro ktoś zadaje pytanie. co tam jest żywe.Zbyt długo go nie ma . kiedy pokonali wreszcie pogrążone w ciemności . Jego brat był silny. Poczuł ukłucie strachu. Robb zaniósł Brana na górę.Lecz tam. a Lato z tyłu.walczyły o kość w kącie. .powiedział i cmoknął. Rozrywał zębami mięso i łamał kości. a co martwe.Dzieci lasu! Theon Greyjoy uśmiechnął się. Stark nie wrócił. a na wspomnienie imienia Jona Snowa wzruszył ramionami. Yoren otarł dłonie o kamizelkę. za Murem. kiedy sprzątnięto ze stołu. a maester Luwin powiedział: . Szary Wicher szedł przodem.powiedział Yoren. może nie . jak na swój wiek.Jego głos odbił się echem od kamiennych ścian.Stary Niedźwiedź wysłał go na poszukiwanie Waymara Royce’a i słuch o nim zaginął od tamtej pory . powinien mieć tyle odwagi. . by przyjąć odpowiedź.Może tak.wymamrotał. .Zmora ser Allisera . Podniósł się z dłonią na rękojeści miecza. Yoren był najstarszy rangą wśród czarnych braci.mruknął. Lecz kiedy Robb zapytał o wuja Benjena. Młodsi bracia poruszyli się niespokojnie na swoich miejscach. kto wie? Czasem trudno powiedzieć. panie . którego ścigali w białych lasach martwi ludzie i pająki wielkie jak psy. Początkowo dziwiło go to.Złe wieści. . lecz zaraz przypomniał sobie zakończenie opowieści. by wyssać z nich szpik. .

. Prawdziwa przygoda. Nic nie powiemy Jonowi.Mama wróci niebawem. .Pomimo ciemności Bran wyczuł. . więc odszukał jego rękę. na Mur.Tak . co powiedzieć. co? . przykrył go kocami i zgasił świecę. Po prostu któregoś dnia odwiedzimy go. Położył Brana na łóżku. Nie widział jego łez w ciemności.powtórzył Bran. Usłyszał płacz brata. . Bran chciał porozmawiać.spytał Bran.odezwał się wreszcie cicho Robb. a nie z Robbem Lordem. .powiedział Robb z nadzieją w głosie i Bran poczuł.A potem pojedziemy na północ. Siedzieli w ciemności. Może wyjedziemy jej na spotkanie.Znajdziemy ci odpowiedniego konia. Ich dłonie uścisnęły się mocno.strome schody.Przygoda . ale nie wiedział. . Bardzo by się zdziwiła.Czy oni kiedyś wrócą? . Obiecuję . że jego brat się uśmiecha. że rozmawia z bratem. .

Szczerze mówiąc.Śmierć lorda Arryna napełniła nas wszystkich ogromnym smutkiem. dziecko. mój panie powiedział Wielki Maester Pycelle. Ach. przez co wyglądał. .Podniósł swój puchar i spróbował napoju. Ned czuł. wino kłóci się z moim systemem trawiennym. o czym to… Ach. a Pycelle zerknął na Neda swoimi wyblakłymi oczyma.Zastanawiałem się nad twoją propozycją podniesienia opłat portowych.Ned popijał cierpliwie zimne mleko. Pycelle zadzwonił delikatnie malutkim srebrnym dzwoneczkiem. w jaki sposób odszedł. Natychmiast zjawiła się młoda. jak na jego przyzwyczajenia. Niestety.Dziękuję. że powodem tego był ogromny ciężar. jakby zapadł w drzemkę. Te stare rdzewieją.EDDARD . abyśmy dyskutowali o interesach królestwa. . że jedwabna tunika przykleja mu się do piersi.Nie . gibka służąca. . i przynieś zimnego mleka dla Namiestnika i dla mnie. wiem.Służąca postawiła tacę między nimi. . Powieki opadały mu mocno na oczy. I niech będzie dobrze posłodzone. . wilgotne powietrze spowiło miasto niczym mokry. Hm. .Byłbym wdzięczny . Umysły są jak miecze. .powiedział Wielki Maester Pycelle. Z pewnością mieszkańcy Dorne okażą swoje niezadowolenie. . lecz nie wezwałem cię. Dziewczyna wyszła szybko. sądziłem jednak.Kiedy dziewczyna poszła wypełnić polecenia. który dźwigał wiernie tak długo. . zajmując na nocleg każdą piędź wolnej ziemi. . gdyż tylko tam można było jeszcze poczuć odrobinę wiatru. wełniany koc. bardzo potrzeba nam złota. ale za słodkie. dlatego zaroiło się nad rzeką.Chciałbym móc powiedzieć ci więcej o tym. Pytałeś o lorda Arryna… .Przez wiele lat zasiadałem z nim w radzie i już wtedy dostrzegałem pewne znaki. . . Możesz odejść. ale mogę zaproponować zimne mleko osłodzone miodem. . jest i nasze mleko. Było przyjemnie zimne.A ja pragnę je usłyszeć. gdzie wyległa biedota.Dobre dziecko. Nie ma lepszego napoju na takie upały. . ale rzeczywiście. a Pycelle uśmiechnął się do niej. Bez wątpienia panował upał.Oczywiście. Wybacz starcowi. Pragnę wyrazić moje zdanie.Bądź tak miła.odparł Ned. proszę. siadając. Gęste. . że nie.Tak. Namiestnik nie był w dobrej dyspozycji już od pewnego czasu powiedział Pycelle. Lordzie Namiestniku. . Wielki Maester splótł dłonie i położył je sobie na brzuchu. podobnie jak Rody Greyjoyów i Redwyne’ów. Czy podać coś? Może daktyli? Mam też wyborne śliwy daktylowe. Siądź.

Ned napił się jeszcze mleka. że odesłałeś maestera Colemona.Nic więcej? Żadnych ostatecznych słów? . Może źle postąpiłem.Czy lord Arryn powiedział ci coś w ostatnich godzinach swojego życia? Pycelle zmarszczył czoło. prosząc o pewną księgę. bogowie nie dali mi mocy uratowania go. jak kruche jest stare ciało. że i on może zachorować. choć odniosłem wrażenie. . tak powiedział. .powtórzył sędziwy maester ledwo słyszalnym szeptem. . Kiedy stan zdrowia lorda Jona wciąż się pogarszał. że coś go trapi. może przekazał błogosławieństwo dla syna.Wielki Maester skinął głową z determinacją i powolnością osuwającego się lodowca. . Maestera Colemona traktuję jak syna i nie wątpię w jego umiejętności. Lady Lysa nie pozwalała chłopcu wchodzić do pokoju chorego z obawy. Podawał lordowi Arrynowi mikstury oczyszczające i sok pieprzowy.Na jego szerokie bary spadały troski całego królestwa. Zanim po raz ostatni zamknął oczy. choć było strasznie słodkie.Stwierdziwszy. podałem mu makowe mleko. Reszta słów pozostała niezrozumiała. lecz on czekał na nią w pokoju i milczeniu. . Tak przynajmniej wtedy myślałem. a młodzi często zapominają. . a czasem i więcej. lecz nie potrafię powiedzieć. . że pojawiły się oznaki zmęczenia i melancholii. wołał kilkakrotnie Roberta. ale wtedy byłem przekonany o słuszności swojej decyzji.Pokręcił wolno głową. Obawiam się. . Panowały wtedy upały. a Namiestnik pokrzepiał się bardzo zimnym winem.Któregoś dnia przyszedł do mnie. co może mieć wpływ na trawienie. tego . Zdaniem maestera Colemona cierpiał na katar żołądka. Dość trosk i dla kogoś silnego. . Śmierć zabrała go dopiero następnego ranka. a przecież lord Jon nie był młody.Słyszałem. Syn chorowity. . Następnego ranka zwijał się z bólu i nie miał siły wstać z łóżka. Teraz nie jestem pewien.mogło zabić Namiestnika.Czy nie dostrzegłeś czegoś nienaturalnego w śmierci lorda Arryna? . że rozweseli lorda Jona. lecz on jest młody.Co możesz mi powiedzieć o jego chorobie? Wielki Maester rozłożył ręce w geście przepełnionej smutkiem bezradności. Bardzo chciał okazać mu swoją miłość. by oszczędzić mu cierpienia.moim zdaniem . w pełni sił i zdrowia. Niestety. co . Nasienie jest silne.Rzeczywiście. powiedział coś szeptem do Króla i żony. . że lady Lysa nigdy mi tego nie wybaczy. czy chodziło mu o syna czy o Króla. a pani żona bardzo wrażliwa i prawie nie spuszczała go z oczu.Nie.Nienaturalnego? . Mówił i żartował z dawnych czasów w nadziei. że nie ma już nadziei.Kiedy nadszedł ostatni etap jego gorączki. Nic dziwnego. sam do niego poszedłem. Ale Król przyszedł i długo siedział przy jego łożu.

.Jego żona wyraziła odmienne zdanie.A choroba. a przecież lady Lysa nie należała do takich. . lecz u lorda Arryna nie znaleziono objawów działania żadnej z nich. że lord Varys urodził się z niewolnicy w Lys? Nie wierz pająkom. Wszyscy kochali Namiestnika.Podobno trucizna jest bronią kobiet. Przez cały ten czas widziałem więcej chorób. Nawet najmarniejszy maester zna się na powszechnych truciznach. jeśli nie choroba? . Wielki Maester skinął głową. lordzie Eddardzie. .nie mógłbym powiedzieć. w którym podobne rzeczy są czymś powszechnym.A zatem jesteś pewien. Z góry dobiegło krakanie kruka. mój panie. że wdowa jest siostrą twojej czcigodnej żony. Teraz lord Arryn spoczywa w pokoju uwolniony od wszelkich ciężarów. Pycelle pogładził brodę w zamyśleniu.Czy spotkałeś się z czymś podobnym już wcześniej? .odparł Ned ze spokojem. lecz ludzie. Chrząknął i splunął flegmą na sitowie. to powiem ci. Sędziwy maester poruszył się niespokojnie na swoim siedzeniu. Kobiet. . lecz mało prawdopodobne. a jednocześnie podobny. piątego z rodu.Niepokojąca myśl.Podobno. tchórzy i… eunuchów.Panie. Raczej smutnego. Przecież nie mieszkamy w jednym z Wolnych Miast. Od czasu swojego ostatniego poronienia wszędzie widziała wrogów. nie zasługują nawet na pogardę. Jeśli pozwolisz starcowi na chwilę szczerości.Teraz sobie przypominam. .Zamilkł na chwilę pogrążony w myślach. . niż potrafię spamiętać. . Ociężałe powieki Pycelle’a drgnęły gwałtownie.Za rządów naszego dobrego Roberta i Aerysa Targaryena. I jeszcze to ci powiem: każdy przypadek jest inny. a śmierć jej lorda pana ostatecznie ją pogrążyła.Tak .Cóż innego mogłoby to być. co powiedziałeś. Śmierć lorda Jona nie różniła się od innych. . i jeszcze wcześniej. która go zmogła . a nawet przez kilka miesięcy panowania jego ojca.powiedział Ned. . że Jon Arryn zmarł z powodu nagłej choroby? . . że wszyscy nosimy w sercu zbrodnię. Jaehaerysa Drugiego. . że w smutku nawet najtęższy umysł tępieje. za panowania jego ojca. możliwe jest to. dobry panie. Wprawdzie Wielki Maester Aethelmure napisał.Czy wiedziałeś. Jaki potwór w ludzkim ciele ośmieliłby się zamordować tak szlachetną osobę? . którzy uciekają się do trucizny. Aegona Szczęśliwego.Trucizna . . W pewnym sensie śmierć jest czymś najbardziej naturalnym.Od prawie czterdziestu lat sprawuję urząd Wielkiego Maestera Siedmiu Królestw odparł Pycelle.odparł Pycelle z powagą. .

. pytaj.powiedział Ned. .Jak mawia lud . a napisany przez Wielkiego Maestera Malleona. A Królowa.przyznał Wielki Maester Pycelle . .Już ostatnie pytanie. . która machała ramionami. . Było to przysłowie.Jak sobie życzysz. .Mam nadzieję.Mimo wszystko chciałbym go obejrzeć. Dość już zająłem ci czasu.Masz rację.No cóż. Pewnie miał nadzieję ujrzeć swojego syna.Był to obszerny wolumen traktujący o pochodzeniu wielkich rodów. Jaime’a. w tym względzie doznał rozczarowania. . czy także tam była? . kiedy drzwi zamknęły się za nim.odparł Pycelle. . Yarys miał w sobie coś. Czyż nie tak? .Arya.Wstał. przychodź do mnie. Lord Tywin sprowadził do miasta całą świtę na turniej w dzień imienin księcia Joffreya. Bose stopy miała poobcierane od surowego kamienia.Bogowie są litościwi. pomyślał Ned. Każę ci przynieść księgę.Syrio mówi.choć wiemy. Jestem tutaj. . Wiadomość o Branie. że niezbyt cię zainteresuje . nie . starając się utrzymać równowagę na jednej nodze na krętych schodach Wieży Namiestnika. Tak. . którą pożyczyłeś Jonowi na dzień przed jego śmiercią. panie.Ciemne skrzydła. Wielki Maester Pycelle podniósł się wolno i odprowadził Neda do drzwi. .powiedział i Ned i dodał po chwili: . Starzec otworzył drzwi. co ty robisz? . że Król towarzyszył lordowi Arrynowi w chwili jego śmierci. że wodny tancerz potrafi bardzo długo stać na jednym palcu. mroczne wieści .Jesteś ogromnie uprzejmy .odpowiedział Pycelle.Jestem ciekawy księgi.Zapamiętam i dziękuję za pomoc.Jeszcze jedno .mruknął Ned.Tego nie trzeba było mu mówić. że choć trochę cię uspokoiłem. którego nauczyła go w dzieciństwie Stara Niania. kiedy tylko zechcesz. jeśli pozwolisz. . Na mnie spadł obowiązek poinformowania Królowej o nagłej śmierci lorda Arryna. tylko komu? W drodze do swoich pokoi natknął się na Aryę.Pycelle skłonił głowę. w koronie zwycięzcy. aby służyć. Jeśli mogę ci być pomocny w jakikolwiek sposób. że Ned czuł gęsią skórkę. . . . .Razem z dziećmi i jej ojcem udała się w podróż do Casterly Rock. Niestety. gdy tylko ją znajdę.Zamachała . . .Obawiam się. Nigdy z tak ciężkim sercem nie wysyłałem ptaka z wiadomością. którą przyniósł ptak maestera Luwina.Lordzie Eddard. Jest gdzieś tutaj. Wspomniałeś. że nie zawsze musi tak być. co sprawiało. rozpogodziła wszystkie serca na zamku. Ned zatrzymał się.

Sam czuwał w ciemności. przyszła mu do głowy myśl zbyt smutna.spytał ją. lecz udało jej się odzyskać równowagę.Na którymkolwiek . kochanie . gdy na niebie pokazał się księżyc.A czy ja mogę zasiąść w królewskiej radzie albo budować zamki czy zostać Wielkim Septonem? .dodała Arya. że będzie żył. . uśmiechając się podstępnie.odparła. .To dobre dla Sansy.Na którym palcu? . . czy teraz Bran przyjedzie do nas? .Ale nigdy już nie pobiegnie ze swoim wilkiem. . że wodny tancerz nigdy nie spada. by złożyć podziękowanie.Ma jeszcze dużo czasu. jak dorośnie? Ned klęknął obok niej. .ramionami. Sansa zasnęła.Syrio mówi. olchami i topolami.Ty… .Ty poślubisz króla i będziesz panią zamku.powiedział Ned i pocałował ją w czoło. . kiedy ptak przyniósł wiadomość z Winterfell. .Śnił mi się Bran .powiedział Ned. jak się uśmiecha. Klęknęli pod drzewem sercem.Czy musisz to robić tutaj? .Ale może zostać panem jakiegoś dużego grodu i zasiąść w królewskiej radzie.Potłuczesz się. . Ned westchnął i odszedł.odparł.Nie .Opuściła nogę.Musi odzyskać siły. by wyrazić ją głośno. jakby mieli przed sobą czardrzewo. Arya przygryzła wargę. Znalazłszy się w swoim pokoju. Co Bran zrobi.spytał Ned. . Eddard Stark zabrał dziewczynki do bożego gaju nad rzeką. zrzucił z siebie przepocony jedwabny strój i wylał . . . . . porośniętego wiązami. nie położy się z kobietą i nie utuli w ramionach swojego syna. olbrzymim dębem o rozłożystych konarach obrośniętych winem. Przez moment chwiała się niebezpiecznie. Z nastaniem świtu wokół dziewczynek ukazały się ciemnoczerwone kwiaty smoczego oddechu. a Arya kilka godzin później. a może nawet i Wielkimi Septonami. Czy on może jeszcze zostać rycerzem? . Widziałam. .odparła poirytowana. Nie widział potrzeby okłamywania córki. obie leżały skulone na trawie pod płaszczem Neda. . Arya skrzywiła się. . Może budować wielkie zamki jak Brandon Budowniczy albo pożeglować przez Morze Zachodzącego Słońca czy też przyjąć Wyznanie twojej mamy i zostać Wielkim Septonem.Jeszcze długo nie.powiedziała szeptem Sansa. a twoi synowie zostaną rycerzami.Miał zostać rycerzem .Nie . Arya przechyliła głowę na bok. . jeśli spadniesz z tych schodów.Rycerzem Gwardii Królewskiej.Podkurczyła prawą nogę i rozłożyła ramiona.Ojcze. . . Na razie wystarczy nam wiedzieć.Tamtego wieczoru. książętami i lordami. Przeskoczyła z prawej nogi na lewą. .

. .wyjaśnił Littlefinger.Obiecałem Cat. Littlefinger zamrugał. Nie potrafił wzbudzić w sobie zaufania wobec lorda Baelisha.A także po pozostałych. .Jego giermek? .Czterech. Panie.Po co? .Król pasował go na rycerza po śmierci lorda Arryna. żeby wypytać służących Namiestnika? Ned zmarszczył czoło. rycerze i cała czeladź. Wszyscy z najbliższego otoczenia jej męża uciekli razem z nią: maester Jona.Zrobiłbym to. .Raczej kogoś . przyszedłeś w konkretnym celu czy może tylko po to. . . . mówiąc ściślej. . . . jak wszyscy w Królewskiej Przystani. Stajenny.Lord Baelish prosi o posłuchanie. . że daleko zajdzie w turnieju. Kiedy wycierał twarz.Ser Hugh z Yale . Obserwował rycerzy Gwardii Królewskiej.powiedział Ned.Ned darzył szacunkiem siwowłosego Lorda Dowódcę Gwardii Królewskiej.przemówił. by podziwiać widok z mojego okna? Littlefinger uśmiechnął się.Gdyby tak umysł starego Selmy’ego zachował giętkość jego broni . lady Arryn zabrała wszystkich ze sobą do Eyrie. podejdź tutaj do okna.powiedział Ned. .Poślę po niego . .Przyprowadź go do mnie na górę . sięgając po czystą tunikę. Eddard Stark nie interesował się zbytnio tym. . .poprawił go Littlefinger. więc jestem! Odpowiedź ta zaskoczyła Neda.Choć nie wątpię. . .powiedział Littlefinger.spotkania rady byłyby bardziej ożywione. że pomogę ci w twoich poszukiwaniach. który wstąpił do Nocnej Straży.Lordzie Petyr. którzy ćwiczyli na dziedzińcu. najcieńszą. jego zarządca. jaką znalazł. W zeszłym roku zrzucił z konia Ogara. pomocnik z kuchni zwolniony za kradzież oraz giermek lorda Arryna. gdybym mógł. którą szybko wydano za jednego ze stajennych lorda Renly’ego. . Ciężarna dziewczyna z kuchni. kto może wygrać turniej.dodał Littlefinger.zauważył . kapitan straży. Ned zastał Littlefingera na okiennym siedzeniu.sobie na głowę zimną wodę z naczynia przy łóżku. . Czy myślałeś o tym.I męczący . do pokoju wszedł Alyn. a jeszcze cztery lata temu nie miał sobie równego. .Kilkoro z nich zostało.Zaraz go przyjmę.Wiadomość ta ucieszyła Neda. .Mój panie . proszę.Czy masz coś dla mnie? . .W tym względzie Lysa pozbawiła go możliwości działania. Niestety. który wydawał mu się zbyt przebiegły.Prawie wszystkich . Giermkowie wiedzieli często bardzo dużo o życiu swoich panów.Ser Barristan to mąż dzielny i szlachetny. .

. co robisz. komu mógłbyś całkowicie zaufać? .Ja… jestem ci wdzięczny za pomoc.I co z tego? .Tak .Czy masz wśród swoich poddanych kogoś. ale niech i tak będzie. Poślij ten swój ideał do ser Hugha i pozostałych. że mężczyzna na murze obserwuje go. uśmiechając się szyderczo.odpowiedział Ned. Ned zbliżył się do okna. to z pewnością Król mówi Królowej za dużo. jakiej dokonałeś od chwili przybycia tutaj.Mądrzej byłoby odpowiedzieć nie.odparł Littlefinger. Petyr Baelish pokazał ręką. czy powinienem ci całkowicie zawierzyć. Król… chociaż jak się nad tym zastanowić. .Wolno się uczysz. dlaczego ukryłem Cat w burdelu? Eddark Stark nie miał serca do podobnych intryg. że ze swojego miejsca ma doskonały widok na wejście do twojej wieży. Rzeczywiście wydawało się. . . . Littlefinger musnął palcami swoją kozią bródkę. dokładnie widzi. o których nie wiem nawet ja.Jeszcze jeden z plotkarzy eunucha? .Wstał. Widzisz chłopca. nad stajniami. Jak myślisz. . . Pełno jest czujnych oczu w Czerwonej Twierdzy.Szpieguje dla Yarysa. .Na siedem piekieł .Tam.Nie.Skłonił się i wyszedł. pokażę ci.Prawie wszyscy . Z pewnością krąży wielu innych.No cóż. . lordzie Eddardzie. Policzył palce swojej dłoni. a i ja nie wiem. . Widzisz strażnika przechylonego przez parapet? Ned dostrzegł go.A teraz spójrz na mur. przy drzwiach zbrojowni. .A ja mogę ci sprzedać wspaniały pałac w Yalyrii . Ned odsunął się od okna. .zaklął. Czy w tym przeklętym mieście wszyscy są czyimiś informatorami? .Podejdź.Lordzie Petyr . Ten należy do Królowej. ty. . kto cię odwiedza. ja.Poprawił się na swoim miejscu.Ruszył do drzwi. Nie ukryjesz swoich poczynań.. ale nawet Varys Pająk nie jest w stanie śledzić wszystkich twoich służących przez cały dzień. Może pomyliłem się. . . Twoja nieufność wobec mnie jest najmądrzejszą rzeczą.odezwał się do niego Ned.powiedział Littlefinger. który klęknął przy schodach i ostrzy miecz? . Zauważ. okazując ci nieufność. Bardziej na zachód. . Ten pająk bardzo się interesuje tobą i tym. po drugiej stronie dziedzińca.

że nie jesteś taką niedorajdą.Inaczej stracisz równowagę. Nie mówił do nikogo w szczególności. . pancerz i hełm.powiedział Pyp do Jona.Pyp przemierzył Siedem Królestw z trupą wędrownych aktorów i chwalił się.powiedział.Halder. że na podstawie głosu potrafi odgadnąć.Popatrz. Teraz przysyłają nam do służby świnie. jak najlepiej wykonać boczne cięcie. tak żeby cały ciężar pozostał za mieczem. Halder urodził się w kamieniołomie i miał być kamieniarzem. . Na lamowanej futrem opończy chłopca widniał stojący w rozkroku myśliwy wyszyty szkarłatną nicią. kiedy na ćwiczebny plac wszedł nowy rekrut. może gdzieś niedaleko Highgarden. Lordzie Szynko. . kiedy się zamachniesz. skórę. dobrze. że z trudem się poruszał. Jon Snow skrzywił się. żebym tu przyszedł na… na ćwiczenia .mruknął.Powiedzieli… powiedzieli.Paniczyk . . Jon odwrócił się. .Pewnie z Southron. co zajęło mu prawie cały ranek. Jon. Przez szczeliny przyłbicy ujrzał w drzwiach zbrojowni najgrubszego chłopaka. Skręć ciało. .Na siedmiu bogów . Skórzane zapięcia opinały jego nogi i tułów tak ciasno. by go odpowiednio wyposażono. ser Alliser wysłał go do zbrojowni. . Hełm mógł włożyć na głowę tylko bez przyłbicy. Przewracał nerwowo jasnymi oczyma osadzonymi w okrągłej jak księżyc twarzy i wycierał pulchne spocone palce o aksamitny kubrak. Chłopiec okazał się tak gruby. .JON Jon pokazywał Dareonowi. Futrzany kołnierz zdobionej opończy zakrywał mu tłusty podbródek. sprawdź. skąd pochodzą inni.Musisz szerzej rozstawić nogi . Ubrany do walki chłopiec przypominał rozgotowaną kiełbasę. Tak. . Jon nie znał tego herbu. kubrak z podszyciem. co potrafi ser Świnia. Ponieważ jednak zbroja nie była czarna. czy sądzisz. że na południu nie mają już więcej kłusowników i złodziei.odezwał się. . . kolczugę. a nawet ogromną tarczę z drewna i skóry z takim samym herbem jak na kubraku. że Donal Noye musiał rozpruć drucianą kolczugę i wstawić na bokach skórzane pasy. która za chwilę wyskoczy z flaka. na jaką wyglądasz . że futro i aksamit będą dla ciebie najlepszą zbroją? Niebawem okazało się. jakiego kiedykolwiek spotkał.powiedział ser Alliser. że nowy rekrut posiada własną zbroję.Miejmy nadzieję.Zdaje się. Ser Alliser Thorne spojrzał na swojego nowego ucznia i powiedział: . Dareon opuścił miecz i podniósł przyłbicę.

Podnieś miecz. przestań. Grubas wciąż leżał na ziemi.Ten wysoki i muskularny szesnastolatek siłą uderzenia przewyższał wszystkich.To żaden honor bić leżącego. .Na nogi . że może sprzeciwiać się ser Alliserowi tylko do pewnego momentu.Trzymaj się za mną .Rast i niektórzy spośród chłopców roześmiali się głośno.rzekł Jon. .Spójrz na niego. . spod potłuczonego hełmu i pomiędzy jego grubymi palcami płynęła krew. Zanim Jon zdołał zaprotestować.Trzech na dwóch. .Poddał się .rzucił wesoło mały chłopiec. jak Jon pomaga podnieść się grubemu rekrutowi.powtórzył Thorne. . .Poddaję się . Halder .zawołał. Wiedział.powtórzył Halder i opuścił miecz.Gruby rekrut spróbował wstać. . Ser Alliser nie ogłosił jednak końca pojedynku.Widzę. On się poddał .Odetnij nam kawał szynki! . Dotąd ser Alliser nie posyłał przeciwko niemu więcej niż dwóch przeciwników. .Bękart przemawia i drżą wieśniacy . Poddaję się. .Lordzie Snow. nie zwracając uwagi na Thorne’a. zerkając na ser Allisera Thorne’a. .Jon. Halder ujął swój miecz w obie ręce i uderzył płazem tak mocno. . więc wykorzystamy to. będzie lepsza zabawa .powiedział Jon do grubasa. Thorne uśmiechnął się. Szczur. że ser Świnia powoli zaczyna rozumieć . dość. . kiedy grubas padł na ziemię.Trzech powinno wystarczyć. że ja tu dowodzę. który. . Dosyć.Halder uderzył przeciwnika niezbyt mocno. .Halder. Rekrut krzyknął z bólu. przekroczył.Sięgnij go płazem. Musicie tylko przejść za Bękarta.Bękart chce bronić swoją gołąbeczkę.Wstawaj.To będzie gorsze od dupy dziwki . nie szepnął. . Niech lady Świnia popiszczy trochę. . . . .zawołał Rast. patrząc.Na nogi. że tego wieczoru pójdzie spać mocno poobijany. Jon Snow wysunął się do przodu.wrzasnął. Nagle zobaczył obok siebie Pypa. Pyp położył dłoń na jego ramieniu. Ser Alliser patrzył na Jona swoimi czarnymi oczyma. których znał Jon. Jon wyciągnął miecz. ale był gotowy. . .Rast i Albett stanęli obok Haldera. Halder spojrzał na ser Allisera.mruknął Pyp. Thorne dał znak Halderowi.dodał i klęknął przy rekrucie. Halder zamierzył się mieczem . .powiedział Thorne przenikliwie zimnym głosem. .Chyba nasz Bękart się zakochał powiedział.Możesz uderzyć mocniej powiedział Thorne. . jak się obawiał. Jon odtrącił rękę Pypa.Jeszcze raz. ser Świnio . . i miał rację. . niech znajdzie swoje nogi. . Wiedział. Nie walczyli nawet minuty. trzęsąc się cały. pomóżcie Kamiennej Głowie. Pryszcz.zauważył ser Alliser. że przeciął skórzaną ochronę. przypominam ci. Opuścił przyłbicę i wyciągnął miecz. lecz pośliznął się i znowu upadł.

powiedział do Rasta i pozostałych podstępnie nieśmiałym głosem i natychmiast zaatakował. . Syn kamieniarza zerwał hełm z głowy i cisnął nim o ziemię. Tymczasem Jon odwrócił się już do Albetta. Pozostali przyłączyli się do walki.Dotknął swojego ramienia i zamrugał gwałtownie. uczył go ser Rodrik. z pewnością się odsłoni. lecz Halder stracił na moment równowagę.Pomogę ci. Tłuste palce odwiązały hełm od naszyjnika i zdjęły hełm z jego głowy. zazgrzytał zębami z bólu. Cofał się przed ciągle atakującym Jonem. - . bękart Neda Starka z Winterfell. wiedział. . za to Pyp znalazł się w poważnych opałach. Wstąpiłem do Straży. lecz… .Na co czekacie? . Czuł pulsujący ból w ramieniu. przez chwilę wydawało mi się.Usłyszał czyjś głos. Trzasnęła kolczuga. .dołączył do nich Grenn. chorąży u Tyrellów z Highgarden. zanim… zanim go opuściłem. .Ja jestem Jon Snow. Halder ledwo zdążył się zasłonić mieczem.Zgadza się. i nie odpuszczał Albettowi ani na chwilę. widząc dwa miecze przeciwko sobie. że cię dopadłem. . . Na placu zapadła śmiertelna cisza. Jon podciął mu lewą nogę i Halder runął na ziemię. Sam zadał cięcie z boku.To znaczy moim domem był Horn Hill.Zranił cię? .Urwał. lecz kiedy podniósł ramię. Moim ojcem jest lord Randyll. w żebra Haldera. . Samwell Tarly skinął głową. i z zadowoleniem usłyszał jego stęknięcie. że jest brutalny i silny. lecz niecierpliwy i nie lubi się bronić.Snow. Grenn bronił się dzielnie. Dareon pomógł wstać Halderowi.Wystarczy na dzisiaj tej farsy rzucił i odszedł. który. .odparł Jon. ale tylko przez chwilę . Nazywam się Samwell Tarly z Horn… . przewrócił go i przyłożył mu miecz do gardła.Już wcześniej oberwałem. . Ser Alliser przyglądał się całej scenie z obrzydzeniem. Rast miał nad nim przewagę dwóch lat i czterdziestu funtów. Grubas miał włosy polepione krwią w miejscu. a bolesny prąd popłynął aż do jego szyi.Poddaję się. Schował miecz do pochwy i spróbował zdjąć hełm. Jon czuł na sobie spojrzenie Ser Allisera.Zamilkł na moment i oblizał wargi. . Byłem jego następcą. Jeśli go zaskoczy i pokrzyżuje mu plany. Jon znał Haldera. Pozostali rozchodzili się. przeklinając. Jon stanął za nim i grzmotnął w hełm gwałciciela jak w dzwon. Halder natychmiast kontratakował i trafił Jona w ramię. tak jak nauczył go Jon. Poznaj swojego nieprzyjaciela. Kiedy Rast zgiął się z bólu. w którym Halder przebił mu hełm. zawołał: . Pyp ominął jego obronę. kiedy ich miecze się spotkały. Jon zablokował okrutne cięcie w głowę i poczuł bolesne mrowienie w ramieniu.

Jego byczy kark zaczerwienił się mocno. Grenn nachmurzył się. . powstrzymując łzy.W następnej chwili zatrzymał się nagle. Co to za człowiek. .Ja… jeśli chcesz.spytał Grenn.Jesteś brzydszy ode mnie. . zdumiony otworzył szeroko oczy. Jon zostawił ich kłócących się. . . Matka tak mnie nazywa. . żeby jeszcze mnie okładał.Spuścił oczy.odparł.Chyba niepotrzebnie mu pomagaliśmy. . . Grenn. co powiedział.dodał Pyp. by upolował . który sam siebie nazywa tchórzem? Samwell Tarly domyślał się. naprawdę. A jeśli inni pomyślą. chociaż on na wszystko miał odpowiedź.Obawiam się. popołudniami praca. Życie na Czarnym Zamku toczyło się niezmiennym rytmem. jak nazywa go matka. Ja przynajmniej nie mam uszu jak nietoperz. . żeby być tchórzem . kiedy rekrut wszedł do zbrojowni. kiedy wysyłano go wraz z Duchem. . Nie… nie chciałem się tak zachować… .Dziękuję wam wszystkim . Sam rzucił mu ponure spojrzenie przez ramię. Grenn skrzywił się.odpowiedział mu Pyp.zaprotestował Grenn.powiedział.Uciekałbym szybciej od ciebie. . . .upierał się Grenn. co na to odpowiedzieć. co inni o nim myśleli. Jon lubił popołudnia.A jego możesz nazywać lordem Snow . .zawołał za nim Jon.Mnie nigdy nie idzie lepiej.Dlaczego nie wstałeś i nie walczyłeś? .Próbowałem.Jutro pójdzie ci lepiej.Nie pójdzie .Ruszył ciężkim krokiem w stronę zbrojowni. . Pan ojciec zawsze tak mówił. teraz dopiero zdał siebie sprawę z tego. rano ćwiczenia. .powiedział gruby rekrut poważnym głosem.Miałbym . nie miałbyś dość rozumu. widząc uśmiech na twarzy Pypa. . natychmiast odwrócił wzrok jak przestraszone zwierzę.Byłeś ranny . . a sam wrócił do zbrojowni.I nie pytaj. .Ty jesteś za głupi.wtrącił Pyp.Nie jestem . Powiesił miecz i zdjął z siebie pogiętą zbroję. Gdyby niedźwiedź zaatakował cię w lesie.Nikt nie lubi tchórzy powiedział niepewnie.Jesteś. że… że jestem tchórzem. że my też jesteśmy tchórzami? .Ci dwaj to Grenn i Pypar . Tylko… nie mogłem. żeby uciec. podchodząc do nich. Nie chciałem. nazywaj mnie Sam.powiedział Jon. Czarni bracia wyznaczali rekrutom różne zadania. . dzięki którym mieli się nauczyć jak najwięcej. .Grenn to ten brzydal .Ja… przepraszam . Napotkawszy spojrzenie Jona. . Nawet Pyp nie wiedział.

który potrafił naśladować setki różnych głosów. Wielkouchy chłopak wędrownego aktora był urodzonym kłamcą. Pyp opowiadał jakąś historię. podczas gdy Noyne wykuwał nowy miecz. . lecz pomyślał też o Tyrionie Lannisterze. którzy udają bohaterów. Słyszał ich śmiech. popijając grzane wino przy ogniu. Skończył rozrzucać żwir dopiero późnym popołudniem. więc pracował wolno.Nazywa się Duch. pozostali kończyli już posiłek. na którym jednoręki kowal ostrzył stępione siekiery albo dmuchał miechem. . . który kucharz przyrządził na kolację tego dnia. Kiedy indziej pomagał przy robieniu strzał. Świat roi się od tchórzy. co by powiedział Tyrion. który należało rozsypać po wyślizganych ścieżkach na szczycie Muru. który doprowadzał wszystkich do łez. Bywało. podobnie jak inni. Jego przyjaciele siedzieli na ławie przy zachodniej ścianie. Gruby rekrut otworzył szeroko oczy. ujrzawszy Ducha. Kiedy razem z Duchem przybyli do ogólnej jadalni. Tego popołudnia dowódca straży posłał go do wciąganej klatki z czterema beczkami świeżo potłuczonego kamienia. jego eunuch zaś stanowił doskonałą karykaturę ser Allisera. tak jak to zrobił Samwell Tarly. gdzie kręcił kamieniem. gdyby spotkał grubego rekruta. odgrywał je jednocześnie. Kiedy przeistaczał się w dziewkę z karczmy albo w dziewiczą księżniczkę. że wysyłano go z wiadomością. Obolałe ramię przeszkadzało mu. że powrócił myślami do Samwella Tarly’ego i… dziwne. posyłano do sprzątania stajni. zajmował się ptakami maestera Aemona albo rachunkami Bowena Marsha. a w następnej świniopasem. żeby go opuścił. Mógł spokojnie pomyśleć i teraz stwierdził. Opowiadając swoje historie. Ród mojego ojca ma w herbie wilkora. . a powietrze było tam zawsze zimne i orzeźwiające. Jon zwykle chętnie oglądał przedstawienia Pypa.powiedział Jon. choć za towarzysza miał tylko Ducha. Zastanawiał się. Jon wtoczył do klatki puste beczki i dał znak strażnikowi na dole.dzikie ptactwo dla Lorda Dowódcy. lecz najczęściej chodził do zbrojowni. Mimo to został jeszcze na górze. gdzie siedział samotnie Samwell Tarly. tak więc w jednej chwili był królem.Wilkor .powiedział Samwell Tarly. powiedział mu kiedyś karzeł.My mamy myśliwego . które zalewało swoim krwawym blaskiem zachodnie niebo. stawiano na straży. niż spojrzeć w oczy okrutnej prawdzie. Samwell kończył właśnie kawałek wieprzowego pasztetu.Czy to wilk? . by popatrzeć na zachodzące słońce. żeby przyznać się do tchórzostwa. lecz tego dnia Jon przyjął ją bez szemrania. mówił wysokim falsetem. Grupa czarnych braci grała w kości. Była to nudna praca. W pogodny dzień ze szczytu Muru roztaczał się widok na połowę świata. Większość ludzi woli raczej zaprzeczyć. Potrzeba swojego rodzaju odwagi. Wreszcie zmierzch przyciemnił północ. lecz tego wieczoru poszedł na drugi koniec ławy.

. Duch ruszył za nimi.Widziałeś Mur? .Jestem gruby. .Nie myślałem. Jon miał już dość.Jest winda . że tak będzie . że tak. żeby mówić. owinięty płaszczem podszytym futrem i poszedł za Jonem. Dlaczego tchórz chciał wstąpić do Nocnej Straży? Samwell Tarly długo patrzył na niego i wydawało się.Dopiero w zeszłym miesiącu po raz pierwszy zobaczyłem śnieg. połyskując blado w świetle półksiężyca.Porozmawiamy . . Gwiazdy świeciły jasno na niebie. Przypominało delikatny deszcz. Sam przytaknął mu. Wstał. lecz śnieg nie przestawał padać i myślałem.Pewnie. Ma siedemset stóp wysokości. Gruby rekrut spojrzał na niego podejrzliwie.Nienawidzę. skąd pochodzisz. . . Zaniósł się tak gwałtownym . kiedy to coś białego zaczęło padać. Jon uśmiechnął się. zbyt przerażony. że to się nigdy nie skończy.Wyjdźmy na zewnątrz. .Po co? Co tam będziemy robić? . że zamarznę na śmierć przez resztę nocy.Pewnie tam.powiedział.Nienawidzę zimna . Myślałem. Chłopcy na drugim końcu ławy wybuchnęli śmiechem.Lubisz polować? Gruby rekrut wzdrygnął się.spytał Sam. Samwell Tarly skrzywił się. Jon słyszał cichy chrzęst chwastów pod butami. . ..Dlaczego jesteś ciągle taki przestraszony? Sam wlepił wzrok w ostatni kawałek mięsa i pokręcił słabo głową.Wyglądał. że zamarznę na śmierć. . których ojciec wysłał ze mną na północ. . . ale nie ślepy .Przenikliwy mróz zaciskał swoje szpony wokół zamku. a poza tym tutaj jest tak… . .Zimno? . a śnieg wciąż padał. .Czy będę musiał chodzić tam na górę? .Co znowu? .Czy ty się boisz wszystkiego? . Wyraz rozpaczy ściął jego oblicze. było cieplej. . jeśli każą mi po nich wchodzić.odparł Samwell Tarly.Mogę cię w niej wciągnąć na górę.Umrę.spytał. wskazując na klatkę. Wszystkie zabudowania rozlatują się.odezwał się Sam. jakby chciał zatrzymać w sobie ciepło. Razem z ludźmi.Nie lubię wysokich miejsc. Najpierw bardzo mi się to podobało. przejeżdżaliśmy przez pustkowie. . kiedy ogień już wygasł. że jego twarz zapadnie się w sobie. Jon słyszał skrzeczący głos Pypa. . jakby miał się znowu rozpłakać. Ludzie mieli na ramionach grubą warstwę i zupełnie białe brody. i myślałem. Wreszcie usiadł na zmarzniętej ziemi i rozpłakał się. Zaczął chuchać i dmuchać.powiedział Jon. .Wstał jednak. .powiedział Jon. Mur wznosił się nad nimi. miękkie jak spadające z nieba piórka. rozglądając się czujnie. kiedy wyszli na zewnątrz. kiedy ujrzał ogromne drewniane schody. . .Wczoraj w nocy obudziłem się.spytał Jon.

Zlany potem siada zwykle rozdygotany w ciemności swojej celi. otwieram drzwi. dlaczego teraz opowiada o nim Samowi. że było to tysiąc lat temu.Nawet kruki opuściły gniazda.Podrapał Ducha za uchem. Wydawało mu się. które pozostawił jego wuj dla oznaczenia drogi. .Nikogo. Przeważnie szukam ojca. co mogę spotkać na dole. Wtedy zaczynam biec. ale czasem Robba albo małej siostrzyczki Aryi lub wuja. Minęła długa chwila. zawstydzony. że chłopak. lecz czuł się z tym dobrze. a jego ciepło wydaje mu się równie zbawienne jak światło dnia. a Jon Snow słuchał w milczeniu opowieści o tym. Później obaj usiedli na zmarzniętej ziemi. wołając ich. Mój głos odbija się echem. Zawsze mnie to przeraża.Chodzę po jego pustych korytarzach. Niestety. jedynie kilka nacięć na drzewach. zanim Samwell Tarly zaczął znowu mówić. Jon nie przerywał ciszy. a Duch między nimi. chociaż nie wiem nawet. a stajnie są pełne kości. . W miarę jak schodzę.Wtedy się budzę. Zamek jest zawsze pusty. więc idę coraz szybciej. lecz chwilę później roześmiał się. Boję się tego. otwieram drzwi. wołam innych po imieniu. Są tam dawni Królowie Zimy. ale nikt mi nie odpowiada. .Nienawidziłem tamtego miejsca. . .Czy znajdujesz kogoś z nich w swoich snach? Jon pokręcił głową. jednak nie ich się boję. .Zamilkł. podszedł bliżej i zaczął zlizywać ciepłe łzy z twarzy Samwella Tarly’ego. Zasypia z twarzą wtuloną w gęste futro wilkora. ponieważ nie mam światła. . lecz nic nie znaleźli.Czasem śni mi się zamek . Jon także parsknął śmiechem. Duch wskakuje na jego łóżko. Muszę tam iść. skończył na Murze. więc ruszam w dół. Nie rozumiał też. robi się coraz ciemniej. Czuję. Jon Snow nie wiedział. Stary Niedźwiedź wysłał zwiadowców na poszukiwania.A ty? Śni ci się czasem Horn Hill? . biegnę na górę po kilka stopni i krzyczę.Nigdy dotąd nie mówił komukolwiek o swoich snach. .Nie. Potem zaczął opowiadać o Winterfell. choć nie chcę.Sam zacisnął mocno usta. Ser Jaremy Rykker sam prowadził dwie grupy. Jon opowiedział. także Quorin Halfhand wyjeżdżał z Cienistej Wieży. niczym jasny cień.Posmutniał na myśl o Benjenie Starku. . Wilkor. jak razem z Robbem znaleźli wilcze szczenięta w śniegach późnego lata. a na ich kolanach spoczywają żelazne miecze. u ich stóp leżą kamienne wilki. co robić. aż mam ochotę krzyczeć. że trzęsło się całe jego ciało. W środku jest ciemno. a ja widzę schody w dół. siedzą na kamiennych tronach. trzymając się ściany. Później dochodzę do drzwi krypty. . że muszę tam zejść. . jak to się stało.płaczem. . Krzyczę głośno. Rekrut krzyknął przestraszony. . że nie jestem ze Starków. jego wuj wciąż nie wracał. kogo szukam. .powiedział. stał więc i patrzył. zamyślony. że to nie jest moje miejsce… próżno. który przyznał się do tchórzostwa. . znaki urywały się wśród kamienistych wzgórz na północnym zachodzie. Za to Duch wiedział.

w miarę jak Sam rósł i przybierał na wadze. w czasie których mógł oddać się swoim książkom i muzyce. mocną twierdzę i miecz Heartsbane. a ty nie jestem godzien nawet dotknąć jego rękojeści. Uwielbiał książki. że dzisiaj ogłosisz. Heartsbane powinien trafić w ręce kogoś. po trzech córkach. gdzie rozkoszował się wspaniałymi zapachami i skradzionymi ciasteczkami. byś odziedziczył ziemię i tytuł. tchórzliwy i niezgrabny. krzepkiemu synowi. które powinny przejść na Dickona. a lord Randyll nie potrafił już wzbudzić wobec syna innych uczuć poza złością i pogardą.Tak więc wybór należy do ciebie. . Nocna Straż… . Kolejni nauczyciele przychodzili i odchodzili z Horn Hill. układać piosenki. Samwell. topniała.Albo to. Lorda Highgarden i Namiestnika Południa. że łatwo ci pójdzie. Ona ma miękkie serce i przejmuje się nawet tobą. . ubierać się w miękkie jedwabie i bawić się w kuchni. iż masz zamiar przywdziać czarny strój. a jego koń czekał już osiodłany. Trzymał je w dłoni ociekające krwią. Sam bardzo lubił słuchać muzyki. Tak więc postanowiłem. nawet gdy zobaczył tylko zabitego kurczaka. lecz nie mogę też pozwolić. Jeśli nie. koty i taniec. wykuty z valyriańskiej stali. Trzej uzbrojeni jeźdźcy pojechali z nim do lasu.zwrócił się do swojego najstarszego syna lord Randyll i przyłożył długi nóż do skóry martwego zwierzęcia. Nie wyobrażaj sobie tylko. Sam opowiedział swoją historię spokojnym. Samwell zaznał kilku lat spokoju. a ty się zabijesz… tak przynajmniej powiem twojej matce. obojętnym głosem. którą czuł w dniu narodzin syna. lady Tarly urodziła mężowi drugiego syna. a kiedyś nawet kazał mu się przebrać w ubranie siostry i paradować po dziedzińcu. Duma ojca. ręce miał po łokcie czerwone od krwi. tak jak pragnął tego jego ojciec. Bezskutecznie próbowali zamienić Samwella w rycerza. dla którego mógłbym się ciebie wyprzeć. piastowali urząd chorążych u Mace’a Tyrella. Sam rósł coraz grubszy i bardziej przestraszony. kto będzie miał siłę go podnieść. miał odziedziczyć bogate ziemie. kiedy to obudzono go. to jutro pojedziemy na polowanie i twój koń potknie się. i jeszcze przed zachodem słońca wyruszysz na północ. gdzie ojciec obdzierał ze skóry jelenia. najstarszy syn lorda Randylla Tarly‘ego. a ja nie chcę sprawiać jej bólu. gdybyś zechciał mi się przeciwstawić. Od tamtego dnia lord Randyll całkowicie zignorował Sama i cały czas poświęcił młodszemu. co mógłbyś odziedziczyć.Zanurzył dłoń i wyrwał jeleniowi serce. w nadziei że go zawstydzi.Kiedy to mówił. . przekazywany z pokolenia na pokolenie od prawie pięciuset lat. Wyrzekniesz się wszystkiego. Wreszcie. jakby jego opowieść . Przeklinał syna i ćwiczył rózgą.Rodzina Tarlych była starym rodem. .Wprawdzie nie mam powodu. Za to niedobrze mu się robiło na widok krwi i płakał. Chętnie zapoluję na taką świnię jak ty. choć był taki niezgrabny. . Aż do piętnastego dnia swojego imienia.Jesteś już prawie dorosły .

Jednak w oczach jej ojca był to gwałt.Może lord Szynka uważa.odezwał się Jon ściszonym głosem i wyjaśnił im swój plan. Pyp mówi.zauważył Jeren. żeby jeść z takimi jak my .powiedział Rast. .Obaj się roześmiali.Dlaczego? . nie rozpłakał się. Jon wzruszył ramionami. Kiedy skończył. .spytał go Pyp.odezwał się wreszcie Jon.On rzeczywiście jest tchórzem . . jak śpiewa. . możecie sobie robić. Dziewczyna była dwa lata starsza od niego i Daeron przysięga.Lord Rowan z Goldengrove przyłapał go w łóżku ze swoją córką.powiedział Grenn. że poprze go Pyp.Ale nie będą mnie tam chcieli.Myślicie.Jon uśmiechnął się. Kiedy maester Ameon usłyszał. jak go przekonać. . Sam podniósł się niezgrabnie. . innych chwalił lub zawstydzał albo groził. że jego głos jest niczym miód wylany na grzmot.A ty gdzie się podziewałeś? . . który wypełniał teraz cały świat. . o dziwo.Lepiej pójdę już spać. lecz Jon wiedział.powiedział Sam.odparł Jon szczerze.Ale jeśli Thorne . . . siedzieli w milczeniu. .Jutro znowu każe mi walczyć.odezwał się Ropucha z uśmieszkiem na twarzy. . I.Powinniśmy wracać . aż wreszcie wszyscy się zgodzili… wszyscy poza Rastem. Od ojca nauczył się różnych pijackich piosenek.Posłuchajcie . Jon powrócił do pozostałych chłopców tylko w towarzystwie Ducha. .Ropucha także czasem śpiewa.warknął Jon. powiedział. Kiedyś był śpiewakiem. były jeszcze miejsca na ławie.Zaczął chrząkać jak świnia. prawda? .spytał Sam. .Jak trafił tutaj? .Wy.dotyczyła kogoś innego.Mają gorący jabłecznik albo grzane wino.powiedział. że to był brat? .Chętnie bym ich posłuchał . Był to jedyny odgłos. jeśli wolisz. . że jego śpiew jest jak szczyny wylane na pierdnięcie. .Rozmawiałem z Samem .Owinął się płaszczem i odszedł ciężkim krokiem. niezupełnie.Przestań! . . no. więc znalazł się tutaj. Nachmurzył się. . Był przygotowany na to. Jednych przekonywał. . dziewuchy. Wszyscy ucichli zaskoczeni jego wybuchem. jak je mięso . kiedy przemówił Halder. że pomogła mu wejść przez okno. Grenn nie był zdecydowany. za to ucieszył się. Czasem Dareon śpiewa dla nas. co chcecie .Kiedy przyszedł na kolację. . .Widziałem. wsłuchani w wycie wiatru.Tak . . ale bał się usiąść z nami. ale uczył się śpiewać. jeśli można to nazwać śpiewem. pomyślał Jon. . że jest za dobry.

Jesteśmy braćmi. Choć gruby i niezgrabny. Któregoś wieczoru odwiedził Jona w jego celi. Ser Alliser pienił się. Zastanawiał się.ale wiem. Samwell Tarly z pewnością nie był głupcem.Nie mam pojęcia. że popłynęła krew.odparł Jon. Jon słyszał szybki oddech Rasta.mnie wystawi przeciwko lady Świni. a jego braćmi byli Sam. co zrobiłeś . Wprawdzie szary zamek w Winterfell wciąż prześladował go w snach. Pyp i inne wyrzutki. wiemy. Grenn złapał go za ręce. jednak jego życie należało teraz do Czarnego Zamku. odpierając jego powolne i niezgrabne ataki. lecz z czasem śmiał się w nos Pypowi i dokuczał Grennowi jak wszyscy inni. trzech z nich złożyło wizytę w celi Rasta. Później. Grenn. .Spojrzał w bok zawstydzony.powiedział szeptem do Ducha. Robb. Kilka dni później Jon nakłonił go. . . że nigdy naprawdę nie był jednym z nich. Catelyn Stark zadbała o to. aby przyłączył się do nich w czasie kolacji i posadził go obok Haldera. .Pamiętaj. . jak Rast wyjaśnia Albettowi i Ropusze. . Jon pomyślał. tchórzy i jeszcze gorzej. na tyle mocno. zanim grubas ośmielił się wtrącić do rozmowy. ani nikt inny nie skrzywdził już Samwella Tarly’ego. kiedy wszyscy w zamku zasnęli. kładąc dłoń na ramieniu Sama. że jest tak naprawdę. czy kiedykolwiek zobaczy jeszcze Benjena Starka. to chętnie utnę sobie plaster słoniny. Kiedy ser Alliser kazał im z nim walczyć. doskakiwali do Sama i uderzali go lekko w pancerz na piersi. a Pyp usiadł mu na nogach. Potrzeba było kolejnych dwóch tygodni. Od tamtej pory ani Rast. Halder. by mu to powiedzieć.Roześmiał się Jonowi w twarz i wyszedł. hełm albo w nogę. kiedy Duch wskoczył mu na pierś.Wuj miał rację . . bronili się dzielnie. wyzywał ich od bab. lecz Sam wychodził z każdej walki cało. gdzie śpisz powiedział cicho Jon. Następnego ranka usłyszał. a jednak wiedział. . że zaciął się brzytwą przy goleniu. że to dzięki temu.Nie jesteśmy przyjaciółmi . którzy przywdziali czarny strój Nocnej Straży. .powiedział . Bran i Rickon byli synami jego ojca i wciąż ich kochał. Wilkor błysnął ślepiami i chwycił delikatnie zębami za miękką skórę na jego gardle.Nigdy dotąd nie miałem przyjaciela. Kiedy Sam wyszedł. A kiedy Thorne krzykiem próbował zmusić ich do ataku.

to może komuś innemu należy oddać dowództwo Straży Miejskiej.Jakby kłopoty i wydatki związane z turniejem nie były wystarczającym utrapieniem dla Neda. a jego łysina zaczerwieniła się mocno. .Mogę ci tylko podziękować.Najmijcie pięćdziesięciu nowych ludzi . sześciu zbrojnych. że zrobię z nich dobry użytek.Tylu.Im szybciej skończymy z tą błazenadą.powiedział do niego Ned. .Lordzie Renly.EDDARD .Panowie. .spytał Ned i pochylił się do przodu. sam Aegon Smok nie utrzymałby porządku. to jeszcze wszyscy sprzysięgli się nazywać go . . . który galopował po ulicy Sióstr. gwałt. Jeszcze wcześniej w Wielkim Sepcie znaleziono głowę kobiety.Zapewniam was. . . ilu się da. a Ned zwrócił się do pozostałych członków rady. burdę w karczmie. . . . skąd się tam wzięła ani do kogo należy.Cokolwiek byśmy mówili. dzięki którym zapanuje spokój. . . . która pływała w tęczowym stawie. Lord Renly Baratheon wydawał się mniej poruszony.Zapewniam cię. Tęgi Janos Slynt napuszył się jak indor. tuzin handlarzy.Lord Baelish dopilnuje. . że nie jest to pomysł Namiestnika. .Turniej Króla . Nikt nie wie. jeśli nie potrafisz zapewnić miastu spokoju. z całego Królestwa przybywają rycerze i lordowie. . .powiedział Yarys i wzdrygnął się. .powiedział Littlefinger.Okropieństwo . Lordzie Namiestniku. przyczyną wszystkich kłopotów jest turniej Namiestnika.Slynt skłonił głowę.Ilu? .Janos. więc Namiestnik musiał wystąpić w jego imieniu.Dowódca Miejskiej Straży zwrócił się do członków rady królewskiej. Skoro znalazłeś czterdzieści tysięcy złotych smoków dla zwycięzcy turnieju. trzech rzemieślników. Lordzie Namiestniku.poprawił go Ned.Tak? . Już sam upał wystarczył. z pewnością wyskrobiesz trochę miedziaków. dwa pożary. dwa tuziny dziwek i nie wiadomo ilu złodziei. żeby w mieście się zagotowało. Dowódca Straży wyszedł. a teraz jeszcze wszyscy ci goście… Poprzedniej nocy mieliśmy topielca. Potrzebuję więcej ludzi. tym lepiej. mnóstwo kradzieży i pijanego konia. trzy rycerskie pojedynki.Ned zwrócił się ponownie do Janosa Slynta. a na każdego rycerza przypada dwóch wolnych.Na czas turnieju oddam ci też dwudziestu dobrych ludzi z mojej straży. .Tak. Jak zwykle Robert nie zaszczycił rady swoją obecnością. . żebyś dostał pieniądze.

odparł Littlefinger.Jak każesz.dodał Littlefinger. panie. Czasem się zastanawiam. poczuć chłód dni i nocy północy. wstając. pomyślał. Ale co to za prawda? Księga liczyła sobie ponad sto lat. . Ned wrócił do Wieży Namiestnika. Jeszcze raz otworzył na części poświęconej rodowi Lannisterów i zaczął wertować powoli strony. Lannisterowie stanowili stary ród. jak na jeden dzień .Pewnie gdy tylko wrzucimy do morza wszystkie dziwki . lud zaś może zapomnieć na chwilę o troskach.rozkazał Ned zbyt opryskliwym głosem.Wielcy mają okazję okryć się chwałą. kiedy Stannis zakończy swoją wizytę na Smoczej Wyspie i ponownie zasiądzie w radzie. Nieliczni tylko spośród żyjących urodzili się już. kiedy Malleon układał listy zaślubin. a dziwki chodzą rozkraczone. . Ned nie przyłączył się do ogólnego śmiechu. .Mój panie. Idzie do małżeńskiego łoża jak żołnierz na pole bitwy. Robert rzeczywiście wierzył. . Pragnął znaleźć się w ramionach Catelyn. Gdyby tylko udało mu się ją odkryć. Pycelle miał rację. urodzin i zgonów. podzwaniając przy każdym kroku. Czerwona Twierdza i „turniej Namiestnika” spędzają mi sen z powiek. . . . wydalania i oddychania. kiedyś chciał zakazać prawem burdeli. księgę napisaną przez Wielkiego Maestera Malleona.Dość już nasłuchałem się o dziwkach. Miał przed sobą Dzieje wielkich rodów Siedmiu Królestw wraz Z opisem wielu wysoko urodzonych lordów. . żeby osiodłał mojego konia . że coś przyciągnie jego uwagę. trudna to była lektura.Niech przyjdzie do mnie Jory i powiedz ojcu. wchodząc na górę.odezwał się Wielki Maester Pycelle. czy zamierza też zakazać jedzenia. podobne wydarzenia przynoszą też korzyści .„turniejem Namiestnika”.powiedział Ned. . czekając na przybycie Jory’ego. Wartę przy drzwiach pełnił Harwin. jak Stannis dorobił się tej swojej brzydkiej córki. Pamiętacie. Wtedy Król spytał go. szlachetnych dam oraz ich dzieci. Zobaczymy się jutro. Musiała zawierać jakąś prawdę ukrytą na pożółkłych stronicach. Zastanawiam się. że Ned powinien czuć się zaszczycony! . A jednak o tę właśnie księgę prosił Jon Arryn i z pewnością miał ku temu powody. z ponurym wzrokiem i pełen determinacji.Przy okazji napełni się niejedna sakiewka . żeby wykonać swój obowiązek. .Wszystkie karczmy w mieście pękają w szwach. zdjął namiestnikowski strój i usiadł z książką. Lord Renly parsknął śmiechem. usłyszeć szczęk mieczy Robba i Jona. Znalazłszy się w swojej komnacie.Ja także myślałem o twoim bracie. łudząc się. Jego słowa skwitowano kolejną salwą śmiechu.Na szczęście nie ma wśród nas mojego brata Stannisa.

że szybko się zaprzyjaźnili. . Nie lord Renly. ale lord Stannis.Jory prychnął. to powinien go przyjąć osobiście. Sam brat Króla pomagał mu wybrać wzór. teraz szewc. że smucił się bardzo swoim chorowitym synem i był burkliwy wobec żony. zamienił z lordem Jonem zaledwie kilka słów. Ned wstał i otworzył cedrową skrzynię. że często jeździł konno z lordem Stannisem. posługując się jedynie swoim umysłem.Jabłka i marchewki . że dobrze znał lorda Arryna. Pomocnik kuchenny. Podejrzewał. Dziwiło go to. Znowu Stannis. Energiczne pukanie do drzwi zapowiedziało nadejście Jory’ego Cassela. tyle że chętniej opiewanego w pieśniach i opowieściach.Przysięga.Obiecałem Straży Miejskiej dwudziestu spośród moich ludzi na czas turnieju . za to znał wszystkie kuchenne plotki: lord Jon kłócił się z Królem. . . To on podobno pozbawił Casterlych ich siedziby w Casterly Rock. które wymienił Littlefinger.powtórzył Ned. oszusta z Wieku Bohaterów. Mówi.Raczej stróża. Ser Hugh okazał się opryskliwy i małomówny.Twierdzi. Jory rozmawiał z każdą z nich. . Nigdy ich nie zajeżdżał i przynosił im jabłka i marchewki. że ich zadaniem jest powstrzymywanie burd. odwiedził zbrojmistrza. mój panie . miał wysłać swojego syna pod kuratelę na Dragonstone. że z chłopaka będzie jeszcze mniej pożytku niż z pozostałych.powiedział Jory.który wywodził się jeszcze z czasów Lanna Przebiegłego. z której wyjął lnianą tunikę. że nigdy już nie dotknie innego konia. Pozostaną pod dowództwem Alyna i niech pamiętają. że lord Jon miał krzepę męża w sile wieku. gdyż obaj lordowie pozostawali w . . jak tylko może być świeżo pasowany rycerz. żeby zlecić wykonanie nowej zbroi ze srebra z jaspisowym sokołem i perłowym księżycem na piersi. bardzo interesował się hodowlą ogarów.Chłopak przysięga. a nie ich wzniecanie. prawie nic nie jadł. Łagodnie obchodził się z końmi. . Wyznała. pomyślał Ned. że jeśli Namiestnik pragnie z nim rozmawiać.Sam ich wybierz. znanego z legend podobnie jak Bran Budowniczy. by rozjaśnić swoje loki. A zatem to już ostatnia z czterech osób. że nie ma go teraz w jego komnacie. . gdyż on nie będzie odpowiadał na pytania zwykłego kapitana straży… nawet jeśli ten kapitan jest dziesięć lat starszy od niego i lepiej włada mieczem. Twierdzi. że lord Jon czytał za dużo. i ukradł słońcu złoto.Znalazłeś stajennego? . do tego jeszcze tak arogancki. Oświadczył.Czy nasz stróż przypomniał sobie jeszcze coś istotnego? . żeby wyłuskać prawdę z księgi. dlatego go lubiły. . Przynajmniej służąca okazała się miła. że Namiestnik zawsze dawał chłopakom miedziaka w dzień ich imienia.Co miał do powiedzenia? .zwrócił się do niego. Ned zamknął księgę Malleona i pozwolił mu wejść. Ned żałował.

pozbawiony poczucia humoru.spytał Ned. że odwiedzali burdel.powtórzył Ned. maester Colemon. co mogłoby przestraszyć Stannisa Baratheona. która nie dawała mu spokoju. którą zdobył niegdyś w imieniu brata. o co tutaj chodzi i co on miał wspólnego z całą sprawą.Lord Eyrie i Namiestnik Królewski w jednej osobie odwiedzał burdel w towarzystwie Stannisa Baratheona? . . że słyszał jak żartowali. że mówi prawdę. portret ślicznej dziewczyny o oczach łani i brązowych włosach. znajdują się tysiące mil stąd.Sprawą. żywiąc się szczurami i skórzanymi butami. zastanawiając się. żeby płatnerz wiedział. co by powiedział lord Renly na podobne rewelacje.powiedział Ned. Nikomu nie powiedział. lecz zupełnie inny. . Lady Lysa.Dopóki nie zorientuję się lepiej. kiedy zamierza powrócić. Jory podszedł do szafy. . co sądzić o Renlym. Wprawdzie tylko o rok od niego młodszy. Może będzie wtedy bardziej rozmowny.Bogowie nie ułatwiają nam życia.dobrych stosunkach.Chłopak twierdzi. którzy by mogli powiedzieć. lecz Stannis był zupełnie innym typem człowieka. Stannis udał się na Smoczej Wyspie.powiedział Ned. które .Do którego burdelu jeździli? .Czy wezwiesz lorda Stannisa ze Smoczej Wyspy? .spytał Ned. podczas gdy atakujący go lord Tyrell i lord Redwyne ucztowali tuż za jego murami. . .A jednak jego nie zapraszano na przejażdżki.Dokąd oni jeździli? .Chłopiec zarzeka się. że Lysa zabrała ich do Yale . z kim ma do czynienia. .Podaj mi kubrak. lord Stannis… wszyscy.Pokręcił głową z niedowierzaniem. Kilka dni temu wziął Neda na bok i pokazał mu złoty medalion w kształcie róży.Jeszcze nie . . co naprawdę się wydarzyło.Szkoda. fortecę Targaryenów. . poważny. który odnosił się do niego w tak bezpośredni sposób i miło się uśmiechał. Kiedy Robert pojechał na północ do Winterfell.Ned nie wiedział. . . W środku nosił miniaturowy portret w stylu myrijskim. ale nie darzyli się przyjaźnią. . ale strażnicy mogliby powiedzieć. Ten szary z wilkorem. Chcę. . . Niezaspokojone żądze Roberta opiewano nawet w pijackich piosenkach. surowy i bezwzględny. jeśli chodziło o wypełnianie obowiązków. Namiestnik zabrał ze sobą trzech strażników.Burdel? . . .Lord Renly jest bratem lorda Stannisa podobnie jak i Król powiedział. który kiedyś przez rok bronił Storm’s End. kiedy odbierał od nich konie. Dlaczego Stannis wyjechał? Czy miał swój udział w zamordowaniu Jona Arryna? A może bał się? Ned nie bardzo potrafił sobie wyobrazić.Chłopak nie wie. . Stajenny mówi.

Ponaglił konia.Zacznij odwiedzać burdele.opadały kaskadą na jej ramiona. kiedy ten wzruszył tylko ramionami. że jest to mało prawdopodobne. Ned zapiął pas z mieczem. miała służyć obronie. czy dziewczyna przypomina kogoś Nedowi. Alyn zna drogę. Gdzie indziej dwaj obdarci . . jak ją powszechnie nazywano. a on często oglądał się za siebie. jeśli mnie zwodzi. i wydawał się rozczarowany. że Jon Arryn. . lecz mimo to Ned czuł się niepewnie. którego znał. że jest ona podobna do Lyanny.Jon uśmiechnął się. że ową dziewczyną jest Margaery. Wcześniej wysłał do miasta Desmonda i Tomarda. . nie ubrałby zdobionego srebrem i klejnotami pancerza. Jory podał mu kubrak i Ned wsunął ramiona w rękawy. Niewiele mu to dawało. siostra Lorasa Tyrella. Ned zaprzeczył wtedy. Jory udrapował mu płaszcz na ramionach i zapiął go klamrą. mógł zmienić swoje upodobania. którzy mieli uważać. powiewając biało-szarym płaszczem. kiedy Jory sznurował mu kubrak z tyłu.Czy coś jeszcze? .tak bardzo podobny do młodego Roberta . którzy twierdzili. Ulubiony koń Neda stał osiodłany na dziedzińcu.zapałał namiętnością do dziewczyny.Z pewnością znajdę ochotników. Obok czekali Yarly i Jacks. Jechali zatłoczonymi ulicami. lecz żaden nie pisnął ani słowa. Zastanawiał się.Chcesz powiedzieć. .powiedział Jory. Oczywiście. Renly dopytywał się. Strażnicy ruszyli za nim. która w jego wyobraźni miała być młodą Lyanną? Wydało mu się to niezwykle dziwne.powiedział. Wciąż prześladował go cień królewskiego Pająka i jego ptaszki. czy to możliwe. a nie ozdobie. jak określono ją na mapie. Pewnie gotowali się w swoich stalowych hełmach i kolczugach. Wielu patrzyło na świat inaczej po kilku latach spędzonych na dworze… mimo to taka odmiana dawała Nedowi do myślenia. Lord Eddard przejechał przez Królewską Bramę i znalazł się na śmierdzących ulicach miasta.Może lord Stannis wróci na turniej . Wyznał mu później. lecz byli też tacy. czy nikt ich nie śledzi. Ulica Żelazna zaczynała się na targu tuż przy Rzecznej Bramie. lecz Ned wiedział.Trudne zadanie. . Porther już się zabrał do roboty. dodał. wyczuwając ścigające go ze wszystkich stron spojrzenia. .Płatnerz mieszka nad swoją pracownią. Kuglarz na szczudłach kroczył wśród tłumu.Mielibyśmy szczęście . Stal jak stal. . . . czy raczej Błotnistej Bramie.Niech bogowie mają tego chłopaka w opiece. aby lord Renly . mój panie. Jest to duży dom na końcu ulicy Żelaznej. Ned skinął głową. Uśmiechnął się ponuro. ścigany przez gromadę krzyczących dzieci.

Na jego szyi wisiał ciężki łańcuch ze srebra z szafirem wielkości gołębiego oka. Kolumnę prowadził jeździec z czarnym proporcem. Błotnista Brama była otwarta. którzy targowali się o kolczugi. Im dalej się posuwali. . przy swoich wozach. . .Krwiste melony. stali wieśniacy. Rzepa. Pod ścianami.Rozgość się. którego szukali . przyznaję . panie? . zagrzewani przekleństwami zebranych gapiów.chwalili swoje produkty. Ned opuścił plac i ruszył w górę zbocza ulicą Żelazną. .powiedział.Jeśli potrzeba ci nowej zbroi na turniej. skoczyli na nogi. i handlarzy sprzedających z wozów stare miecze i brzytwy. . .chłopcy w wieku Brana walczyli na kije. to dobrze trafiłeś.Przybywam wygrać turniej Namiestnika! .zawołał strażnik. by zrobić miejsce dla rycerza i jego świty.olbrzymia drewniana budowla wystająca górnymi piętrami nad wąską ulicę znajdował się na szczycie wzgórza. młoda służąca zerknęła na herb Neda i pobiegła po swojego pana. przyprawy korzenne. . Większość kowali potrafi coś tam wyklepać. panie. . Ned zostawił konia Jacksowi i pchnął ramieniem drzwi.Wino dla Namiestnika . Dom. Kiedy od zachodu nadjechała kolumna jeźdźców. tylko do mnie. na końcu ulicy. lecz ja tworzę sztukę. .Jabłka. tym większe widzieli budynki. do mnie. roztrącając tłum na boki. Mijał kowali pracujących na zewnątrz swoich kuźni. Możesz odwiedzić wszystkie kuźnie w Królewskiej Przystani. który powiewał na wietrze niczym żywa istota: wypełniało go czarne niebo przecięte zygzakiem błyskawicy. Ned nie przerywał mu i popijał wino w milczeniu. słodkie jak miód. . a tłum zawiwatował. dzięki którym przypominali gryfa i jednorożca. Rycerz Kwiatów zamówił u niego . . Pojedynek zakończyła kobieta. . która wychyliła się z okna budynku i wylała na walczących wiadro z pomyjami. cebula.Ned nie próbował wyprowadzać go z błędu. Jego podwójne drzwi zdobiła scena z polowania wyrobiona w kości słoniowej i w grabowym drewnie.odpowiedział mu lord Beric. Szczupła. panie. Drogo cenię moją pracę.rozkazał dziewczynie i wskazał Nedowi kanapę.Ale w całych Siedmiu Królestwach nie znajdziesz tak dobrego płatnerza. prawie za darmo . wolnych. który zjawił się natychmiast cały w uśmiechach i ukłonach. napełniwszy dwa srebrne puchary.Ubrany był w gruby płaszcz z czarnego aksamitu. najlepsze jabłka. Jestem Tobho Mott. w płaszczu z czarnego aksamitu usianym gwiazdami. Wejścia strzegli kamienni rycerze w wymyślnych zbrojach z wypolerowanej rudej stali.Droga dla Lorda Berica! krzyczał jeździec. a pod podniesioną kratą stali strażnicy w złocistych płaszczach oparci o swoje włócznie.Za nim na czarnym rumaku jechał sam młody lord o złocistorudych włosach. którego rękawy zdobiły młoty wyszywane srebrną nicią.Droga dla Lorda Berica! .Przybywasz na turniej Namiestnika.

. jakby wchodził do paszczy smoka. z wnętrza pracowni buchnęło gorące powietrze i Ned poczuł. Chłopiec wyrwał mu hełm z ręki. w której pracował. Ned obrócił hełm w dłoni.powtórzył Ned. a całą kuźnię wypełniał smród siarki i dymu.więc zaprowadziłem ich do kuźni. Tylko ktoś.Czy zrobiłeś hełm z sokołem dla lorda Arryna? Tobho Mott odstawił puchar z winem i milczał przez długą chwilę. Płatnerz przywołał wysokiego. Być może Namiestnik widział już nową zbroję lorda Renly’ego. kto zna zaklęcia. jak na swój wiek. Silny.W herbie Starków jest wilkor. . Niestety.Chłopcze. poprowadził ich do swojego stanowiska. królewskim bratem.Młodzieniec. panie . . wśród nich lord Renly.Chłopaka . .Dobra robota. Chętnie bym go kupił od ciebie.Jak sobie życzysz. Kiedy otworzył drzwi.zbroję. jak nasycić stal. . Tobho rzucił mu chłodne.zwrócił się do chłopca. Czeladnicy zerknęli znad szczypcy i młotów. pokaż Namiestnikowi hełm. Ned słuchał go. Potrafi ciężko pracować. .Nie jest na sprzedaż. Namiestnik złożył mi wizytę wraz z lordem Stannisem. Wykonany był z surowej. potrafi wyczarować nowe oręże ze starego miecza. a także wielu dostojnych lordów. który spojrzał na Neda niebieskimi oczyma i odgarnął z czoła mokre od potu włosy. tylko on wie. a stamtąd do ogromnej kamiennej stodoły. kudłate i czarne jak noc. Malowanie i emaliowanie to robota dobra dla czeladników. . nie odzywając się. lecz bardzo zręcznie uformowany. . nie wypolerowanej stali.To jest lord Stark.Ja także chciałbym go zobaczyć. Poprowadził Neda przez tylne drzwi na wąskie podwórko. brat Króla.To jest Gendry. choć nie miał pojęcia. tymczasem młodzi pomocnicy o nagich torsach dmuchali miechami. . gdzie leżał wykonany przez niego hełm w kształcie głowy byka zwieńczonej wielkimi rogami. o kogo chodzi. jakby trochę zawstydzony. Nauczył się. .powiedział płatnerz . nasz nowy Namiestnik . który zrobiłeś. przechwalał się Tobho. W każdym kącie pomieszczenia płonęło palenisko. że czasem milczenie przynosi więcej odpowiedzi niż kolejne pytania.Owszem. którzy znali się na dobrej stali. ocierając pot z czół. . . . Jego policzki zaciemnił cień pierwszego zarostu.Chcieli zobaczyć chłopaka . Gęste. A może Namiestnik szuka nowego miecza? Tobho poznał tajniki valyriańskiej stali jeszcze jako chłopiec w Qohor. . Tak było i teraz. uważne spojrzenie. zielony pancerz ze złocistym porożem? Żaden płatnerz w mieście nie potrafił uzyskać tak ciemnego odcienia zieleni.powiedział głosem całkowicie pozbawionym dotychczasowej uprzejmości. nie skorzystali z moich usług. prawda? Na twoim hełmie wyrobię takiego wilkora. że dzieci będą przed tobą uciekać na ulicy. muskularnego młodzieńca mniej więcej w wieku Robba. Ned uśmiechnął się.

Ned dotknął głowy chłopca. . Już jego prośba jest dla ciebie zaszczytem.Błagam o wybaczenie.spytał Ned. pomyślał. jakby stworzone do młota. popatrz na mnie.Nie przedstawił się.Widziałeś go. teraz rozumiem. . .Jakiś lord .Chłopiec jest surowy. a ja zrobię ci hełm. .Nie mam mu co wybaczać. żeby go zahartować. . Chłopiec znowu odrzucił z czoła pukiel czarnych włosów. Silny chłopak.Poszedł z powrotem do domu z płatnerzem. Miała złote włosy i czasem mi śpiewała.Oczekuję prawdy . Kto za niego zapłacił? .skarcił go płatnerz. Nie odezwał się ani słowem. .Jak się czuję. . jakbym mu zgwałcił córkę. tylko patrzył na mnie groźnie. . niż przyjmiesz kogoś bez zapłaty.Rozmawiasz z samym Namiestnikiem Króla.Uczeń podniósł głowę. czy mnie dobrze traktują. Gendry.odparł płatnerz niechętnie.Wracaj do pracy. . powiedział. Przepraszam. . i przyda mu się trochę batów. .Uważaj na słowa .odpowiedział chłopiec. . więc przyjąłem go bez zapłaty.spytał gospodarza. a na płaszczu nie miał żadnego herbu. Ten hełm.Ulice pełne są silnych chłopaków.odparł Ned spokojnie.powiedział szybko płatnerz. więc zrobił sobie taki hełm. Pracowała w piwiarni. dwa razy więcej niż zwykle płacą.Jakie pytania? Chłopiec wzruszył ramionami. Kim była i jak wyglądała. . mój panie .Kto płaci za jego naukę? . i połowę za moje milczenie. Ned przyglądał się uważnie rysom jego twarzy. .Tobho Mott popatrzył na niego przerażony. kiedy przyszedł tutaj? . Ten hełm… inni mówią. połowę za chłopca. że jest uparty jak wół. panie. to jest królewski Namiestnik. ale uparty. Mott rzucił mu niespokojne spojrzenie. . Zapłacił złotem.Gendry. . . Wybacz mu. panie. to pamiętam.Zrobiłem go dla siebie .Umarła. . jakiego jeszcze nie widziałeś. .Zadawał mi pytania.Bystry chłopak. jak ta stal. kiedy byłem mały. to zaledwie czeladnikowska robota. Ma mocne ręce. czy mi się podoba ta praca i jeszcze pytał o matkę.Ten łysy? Nie. że ci przeszkodziłem. Prędzej zawali się Mur.Chłopcze. . Chłopiec spuścił oczy. Jeśli jego lordowska mość chce ten hełm. . . czując pod palcami sztywne czarne włosy. to mu go podaruj.I co mu powiedziałeś? . o co pytał cię lord Arryn.Czy lord Stannis także cię wypytywał? . Wydawał się bardzo obiecującym uczniem. . kształtowi szczęki. oczom błękitnym jak lód. Tak.

Przyjdę prosto do ciebie.Wiesz.Ja także ich nie chcę.Dowiedziałeś się czegoś.Nie pytam cię o to. . . lecz żyjemy w trudnych czasach. kim jest chłopiec. .Jest moim uczniem . mistrzu Mott . Ned przytaknął mu. co do mnie należy.Gdy nadejdzie dzień.Tak .Wiesz.Krępy. kiedy Ned dosiadał konia. Tymczasem masz moje podziękowanie i moją obietnicę. . Ma wygląd wojownika.Nie mój interes. .odparł płatnerz. Ubrany był w piękny płaszcz.powtórzył Ned cierpliwie. ale na głowie miał kaptur.Panie. . Kasztanowa broda. dobrze pamiętam. panie? . mistrza płatnerskiego.. kim jest . . . panie.zapytał Jacks. Zamilkł na chwilę. gruby płaszcz z purpurowego aksamitu obszyty srebrną nicią. w którym Gendry będzie wolał miecz od młota. Doszedł do wniosku. kim był przedtem. nie chcę kłopotów. .odparł Ned zamyślony. Wytrzymał spojrzenie Neda.powiedział Ned. ale nie tak wysoki jak ty. przyślij go do mnie. więc nie widziałem dokładnie twarzy. trochę ruda. Czego chciał Jon Arryn od królewskiego bękarta i dlaczego kosztowało go to życie? .Opisz go. . barczysty. kiedy będę chciał przestraszyć dzieci na ulicy. . że polubił Tobho Motta. Strażnik czekał na zewnątrz z końmi. .Jestem tylko płatnerzem i robię.

lepiej naciągnij kaptur. mocno nasączone miodem. Nie był to taki deszcz. nadjechał sam Jason Mallister w . czułe jak matczyne pocałunki. ser Rodriku . . gdyż usłyszeli na drodze jakieś odgłosy: plusk wody. dzwonienie kolczugi. . Ich konie jechały wolno na północ. pani.Gdyby tylko… ale nie możemy ryzykować.Pani. Przypomniała sobie ciasteczka z błota.Przeziębisz się. która zawsze żuła liście wrzosu i zawsze miała dla dzieci ciepły uśmiech i kilka słodkich ciasteczek. podczas którego chciałyby się bawić małe dziewczynki. dlatego wciąż gdzieś jeździł.To tylko woda. A i gorący posiłek dobrze by nam zrobił. lecz nic ją to nie obchodziło. grubą kobietę o imieniu Masha Heddle. Jeśli nie chcemy. a on zjadł tyle błota. gałęzie drzew ciężkie od wilgoci.Zupełnie przemokłem .Karczma . .Pani. dlatego nieustannie towarzyszyło im bębnienie deszczu o liście. Catelyn nie posłuchała go. . śmiech brata. Lord Hoster Tully nie potrafił usiedzieć długo w jednym miejscu. Jechali przez gęsty las. Równie dobrze mógł nieść plonom życie jak i zgubę.zwrócił się do niej ser Rodrik. . ciemnoczerwone od gorzkich liści. ponieważ uśmiechając się. a także ssące chlupotanie w błocie końskich kopyt. Przypomniała sobie boży gaj. że się pochorował. Catelyn uwielbiała jej ciasteczka. Otoczony rycerzami. które robiła z Lysą. rżenie konia. Catelyn prawie całkowicie zapomniała o tamtych czasach. jak musi wyglądać. chichocąc.Będziemy musieli się wysuszyć przy ogniu.Na skrzyżowaniu przed nami jest karczma . Zapamiętała karczmarkę. czasem w nocy zamieniał się w lód. odsłaniała zęby. za to nienawidziła uśmiechu karczmarki.powtórzył ser Rodrik.powiedział szeptem ser Rodrik. jakby sama się nie domyśliła. Włosy miała mokre i ciężkie od deszczu. powinnaś okryć głowę . Południowy deszcz był delikatny i ciepły. żeby ktoś nas rozpoznał. Catelyn celowo wystawiała twarz na jego krople.powiedziała Catelyn. Na północy padał zimny i gwałtowny deszcz.Jeźdźcy . Byli wtedy tacy młodzi. .Nawet moje kości są mokre. który gonił ją po dywanie z mokrych liści. brązowa maź przeciekała im między palcami. Nawet dorośli uciekali przed nim pod najbliższy dach. nocowała tam wielokrotnie.CATELYN . . . do długich szarych dni w Riverrun.rzucił smętnie ser Rodrik. Podróżując w młodości z ojcem. . powinniśmy raczej zatrzymać się w małym grodzie… Urwał. Myślami powróciła do swojego dzieciństwa.odparła. Poczęstowały nimi Littlefingera. . czuła kosmyk przylepiony do czoła i wyobrażała sobie.

powiedziała Masha. ostrzec go o nadciągającej burzy. na turniej. lecz był to tylko wyraz uprzejmości lorda wobec obcego. do których wchodziło się po wąskich schodach. kiedy dotarli do skrzyżowania na północ od rzeki Trident. Ser Rodriku. Masha Heddle przytyła i posiwiała.Widział tylko dwóch ubłoconych i zmęczonych podróżnych na skraju drogi. by na nich spojrzeć. W ciągu ostatniego tygodnia królewski trakt bardzo się zaludnił: jechali rycerze. że będziemy bezpieczni w karczmie. posyłając jej pozdrowienie. . Catelyn spojrzała śmiało na lorda Jasona. wolni. Wiedziała. dojadą prosto do Riverrun.Zostawcie buty na dole . myślę. Zobaczyła. Nie przegapcie dzwonu. Harde spojrzenie upewniło ją w przekonaniu.Żadnych uśmiechów ani słodkich ciasteczek.towarzystwie syna Patreka. Wzięli oba niskie i zakurzone pomieszczenia na poddaszu.Chłopak je wyczyści. Jeśli w Winterfell miała wybuchnąć wojna. Nic więcej nie mam . że zmierzają do Królewskiej Przystani. kiedy żartował z jej wujem. że jednym z nich jest córka jego seniora. więc ich dary były znaczne. Kiedy się mijali. kiedy otrzymała swoje pieniądze. Usiadła przy oknie i patrzyła na krople deszczu spływające po szybach. Catelyn zdążyła się przebrać. . . Nic na to nie poradzę. Były matowe i pełne baniek. Jeśli skręcą tutaj na zachód. . . Catelyn ledwo widziała miejsce. lord Jason skinął głową. . to Riverrun znajdzie się w szczególnym niebezpieczeństwie. w którym krzyżowały się dwie główne drogi. Donośne dzwonienie oznajmiło porę kolacji. lecz czas ani trochę nie nadwerężył jego dumy. Na zewnątrz zapadała mokra noc.wszyscy oni zmierzali na południe. Ostatni raz widziała go na swoim ślubie. Sprawiał wrażenie kogoś. nie przestając żuć. Zapadł już zmierzch. że trochę tam głośno. Spóźnialscy nie jedzą. .Dwa pokoje na górze. lecz wciąż żuła gorzkie liście. że siwizna przyprószyła mu brązowe włosy. zbożem albo baryłkami z miodem . a poza tym nie chcę błota na schodach.powiedział.Nie poznał cię . natomiast jego syn nie pofatygował się nawet. Nie mogła tego samego powiedzieć o sobie. ale przynajmniej nie spóźnicie się na posiłek. a także kupcy z wozami obładowanymi chmielem. Mallisterowie pełnili honory chorążych u Tullych. a ona bardzo chciała z nim teraz porozmawiać. kto niczego się nie obawia. Posłała im obojętne spojrzenie i tylko na moment błysnęła upiornie krwawym uśmiechem. Zastanawiała się wpatrzona w skrzyżowanie. tak blisko Królewskiej Przystani i .Są pod samą dzwonnicą i niektórzy narzekają. a twarz wyciągnęła się.odezwał się ser Rodrik po długiej chwili. Nie przyszło mu do głowy. że ich nie rozpoznał. Ojciec zawsze służył jej mądrą radą w potrzebie. dziwki. Bierzecie te albo jedziecie dalej. minstrele ze swoimi instrumentami.

Catelyn zastanawiała się. krewki lord Frey. zawiadomi jednego z chorążych Neda i pchnie do przodu posłańców z rozkazami. Nie było wierniejszego męża od jej ojca. dla którego Ned powinien pokonać Lannisterów. którego zbroją była jego lojalność. Wiodła przez skaliste wzgórza i gęste lasy aż do Gór Księżycowych i dalej między wysokimi przełęczami i głębokimi przepaściami do Yale Arrynów i kamiennych Paluchów. bogatymi grodami i zamkami lordów znad rzeki. bękartami i prabękartami. Nawet Jon Arryn. wnukami. między tętniącymi życiem miastami. podróżował przez góry z silną eskortą. gdzie czekają na nią synowie i obowiązki. Niedaleko znajdował się targ. Być może odkryje powód. Gdyby jej ojciec był silniejszy. który przeżył siedem żon i zaludnił swoje bliźniacze zamki dziećmi. stał niedostępny Eyrie z wieżami wznoszącymi się ku niebu. prawnukami. że lato było długie i spokojne. a gdyby doszło do wojny. lecz Hoster Tully cierpiał złożony niemocą od ponad dwóch lat i Catelyn nie chciała go niepokoić. Gdy tylko miną bezpiecznie Przesmyk. więc może teraz jest ich więcej. przez żyzne doliny i zielone lasy. że wezwałby swoich poddanych… . które musiał rozstrzygać jej ojciec. ostatnia z rodu. po czym znikali jak roztopiony śnieg. jeśli dojdzie do wojny. dlatego napadali na podróżnych i okradali ich albo zabijali. a milę dalej wioska. którzy związali się z Riverrun przysięgą wierności. Wszyscy oni byli chorążymi u Tullych. ponoć wraz z duchami snuła się po ogromnych kryptach swojego Harrenhal. Nie miała wątpliwości. niż odważyła się wyjawić w liście.niemal w cieniu potęgi Casterly Rock. pomyślała. największy z panów Eyrie. pięćdziesiąt białych domostw skupionych wokół kamiennego septa. lecz Catelyn widziała całą okolicę wystarczająco wyraźnie w swoich wspomnieniach. wiecznie poróżnieni sporami. Tam znajdzie swoją siostrę i… być może. lady Whent. Catelyn znała ich wszystkich: Blackwoodowie i Brackenowie. Od tego miejsca królewski trakt biegł na północ wzdłuż Zielonych Wideł Tridentu. żeby wystawiono straże na królewskim trakcie. kiedy szukali ich rycerze z Yale. Tylko że droga przez góry była bardzo ciężka. Trzeba jechać do Winterfell. Tam właśnie. nad Yale. Droga na wschód była mniej uczęszczana i bardziej niebezpieczna. kamienne lawiny nie należały tam do rzadkości. Z pewnością Lysa wiedziała więcej. Riverrun i Eyrie muszą poczekać. Na przełęczach czyhali rabusie. ludzie z górskich klanów nie mieli zaś żadnego respektu dla prawa. czy takie więzy wystarczą. Nie. Deszcz zasłaniał pola za skrzyżowaniem dróg. niektóre z odpowiedzi. Pomyślała. Catelyn zaś miała do obrony jednego starego rycerza. może by i zaryzykowała. będzie im potrzebne wsparcie Rodu Arrynów oraz ich wschodnich wasali. których szukał Ned.

W miejscu tym.Jak uważasz. . pomyślała Catelyn. .czy raczej długiej i pełnej przeciągów sali . a nie bezpośredniego suzerena. Mógłby ci się nie spodobać jej uśmiech.zwrócił się do nich.Bądźcie po siedmiokroć błogosławieni. potężny kowal wciśnięty obok pomarszczonego septona. W jednym końcu jadalni . a nieco dalej duża grupa w niebieskich kolczugach i srebrzystoszarych pelerynach. . cuchnący rybami rybacy.Podniósł dłoń. że poddani stawią się na jego wezwanie? Darrysowie. . kiedy usiedli. lecz od tamtej pory jej ojciec nazywał go lordem Freyem Spóźnionym). że spieszył do nich. Nie może dojść do wojny. Nie wolno na to pozwolić. i walczyli u boku Rhaegara Targaryena nad Tridentem. Obok siebie na ławach siedzieli farbiarze o dłoniach czarnych albo brunatnych.Może lepiej zapomnijmy. Ser Rodrik przybył po nią w chwili. . w drugim zaś znajdował się kominek. lecz wszyscy wydali jej się zbyt młodzi. kiedy ucichł dzwon.stał rząd ogromnych beczek. Catelyn z niepokojem zauważyła.zwróciła się do niego. że Masha Heddle daje dobrze zjeść. którą armię miał zamiar wesprzeć (zwycięzców zapewnił. . Masha zaś toczyła z beczek piwo.Zwykli podróżni nie przyciągają uwagi innych. spotykali się najprzeróżniejsi podróżni. że na sali znajduje się więcej zbrojnych. kiedy udawała się na północ. Ser Rodrik znalazł dla nich wolne miejsce na ławie przy kuchni.Chodź. ojcze .powiedziała. moja… córko. Przy ogniu siedziało trzech mężczyzn z rumakiem Brackenów na płaszczach. że jesteśmy ojcem i córką. Natomiast lord Frey przybył ze swoimi wojskami już po skończonej bitwie. nie przestając żuć swoich liści. Spojrzała uważnie po ich twarzach. pani . który trącał palcami struny harfy. .Przekonasz się.wszyscy oni wymieniali wiadomości jak najlepsi znajomi. na skrzyżowaniu dróg.odparł ser Rodrik. . dopóki nie przekroczymy Przesmyku . Pomocnik biegał tam i z powrotem z kawałami mięsa. Catelyn ujęła go pod ramię. Na ich ramionach widniał znajomy znak bliźniaczych wież rodu Freyów.Trudno wyzbyć się dworskiej etykiety. Rygerowie i Mootonowie także składali przysięgę wierności Riverrun. . Najstarszy spośród nich mógł być w wieku Brana. żeby ją znać. pani. lecz nie chwal jej zbytnio. co powiedział. a jednak czternaście lat temu stanęli po stronie Króla. zdał sobie sprawę z tego.Pośpieszmy się. twardzi najemnicy i pulchni kupcy .tylko czy mógł liczyć. Przyjmijmy. dobrzy ludzie . że jesteśmy rycerzem i damą. niż się tego spodziewała. Dopiero gdy się roześmiała. pozostawiając pewne wątpliwości co do tego. jeśli chcemy dzisiaj coś zjeść. i westchnął zrezygnowany. Po drugiej stronie stołu siedział przystojny młodzieniec. którzy wybrali się w podróż w interesach. . by dotknąć swoich zgolonych wąsów. Na stole przed nim stał pusty kielich.

dokąd jadą. Ser Rodrik zabrał się ochoczo do jedzenia. Urodzony na północy.burknął ser Rodrik.Chętnie wam to udowodnię. . . na które zsunął ze szpikulca kawałki ociekającego tłuszczem brunatnego mięsa.A zatem wiele straciliście oświadczył. Minstrel niczego nie kochał bardziej niż dźwięku własnego głosu. lecz zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. skąd przybywają i jakie wieści przywożą.odpowiedziała.Załatwili mnie ci wasi okrutni bogowie. młodzieniec może osiemnastoletni.. kto nie zna sprzeciwu. Rozległ się żałosny dźwięk trąconej palcem struny. Tym razem postawię na ser Lorasa. Ser Rodrik podniósł dłoń do wąsów. . jeśli macie srebrniaka.Tak.Na turniej Namiestnika przybędą bogaci panowie z pełnymi sakiewkami.powiedział minstrel. Tak jak się spodziewała. że nie . nie czekając na odpowiedź. a każde z pytań zadawał tuż po następnym. Ser Rodrik poprosił o chleb.odparł młodzieniec. podobnie jak i Rycerz Kwiatów. które spędziła w Riverrun. nie okazali mi zbytniej przychylności . rozbawiona jego zachowaniem. . lecz prędzej wrzucę je do studni. .zauważył surowym głosem ser Rodrik. bardziej zależało mu na tym.powiedział ser Rodrik. zjawił się pomocnik karczmarki.A ja tam właśnie zmierzam .odpowiedziała Catelyn. . jestem o wiele lepszy od tego starego kapcia .powiedział Marillion. .Alię z Braavos . przemówił głosem kogoś.Obawiam się. których nie znalazł na miejscu. niż zdołałem unieść… no. . podzielał opinię Starków na temat turniejów.Może i mam w sakiewce kilka miedziaków. by opowiedzieć swoją historię. Wszyscy znali jego opinię na temat artystów: .I ty także.odparł natychmiast ser Rodrik. .Bez wątpienia dostałeś lekcję . Poprzednim razem miałem więcej srebra. lecz ona pamiętała ich z dzieciństwa. .For certes. miałbym tyle. Wyjechaliśmy z Królewskiej Przystani dwa tygodnie temu. Niewielu wędrownych minstreli dotarło aż do Winterfell. .powiedział minstrel i trącił palcem strunę swojej harfy. gdybym nie postawił wszystkiego na Królobójcę. tymczasem chłopiec pobiegł szybko po piwo. .Nazywam się Marillion . niż zapłacę za twoje wycie . .Których spośród najznakomitszych śpiewaków słyszeliście? . Catelyn udzieliła najbezpieczniejszej odpowiedzi. Może słyszeliście mnie gdzieś? Catelyn uśmiechnęła się. Minstrel.Bogowie nie patrzą zbyt przychylnym okiem na hazardzistów . mięso i piwo. popatrzył na nich śmiało i wypytał. Na drugim szpikulcu trzymał nadziane cebule. grzyby i paprykę. minstrelu . Położył na stole tace z chlebem.Och. .

Panie.Przykro mi.Moi ludzie prześpią się w stajni. Wolny złapał ją w powietrzu. Chociaż… Masha Heddle wychodziła z siebie. dlaczego zdrowi chłopcy wolą brać do ręki harfę zamiast miecza. . . nie mamy miejsc.Mój panie. .wyszeptał ser Rodrik.powiedziała Catelyn. że muzyka jest czymś wspaniałym. och… Tyrion Lannister wyjął z sakiewki monetę. Jeden z wolnych. pomyślała Catelyn z goryczą.rozległ się głos służącego.Wystarczy mi trochę słomy bez pcheł przy ogniu. .powiedział Marillion do Catelyn. że jest ich czterech.Trzymają tam dla mnie pokój. ubrany w wyblakły niebieski płaszcz.Och.Catelyn zauważyła. która bardzo mu się podobała. a młody lord jest dla mnie jak brat.spytał Marillion.W tym samym momencie usłyszała odgłos otwieranych gwałtownie drzwi w drugim końcu sali. . . nie mam miejsca. dwóch służących… i on. bardzo mi przykro. . zanim Catelyn zdążyła go powstrzymać. .Bogowie .Tam tylko śnieg i niedźwiedzie skóry. . chętnie ugoszczę cię w moim pokoju. .Po co? . zaciskając dłoń na jego ramieniu. zerwał się na nogi.Karzeł znowu zwrócił się do Mashy . . ale dla dziewcząt. panie. Starkowie nie znają innej muzyki poza wyciem wilków.Setki razy . . Starzec w czarnym ubraniu Nocnej Straży. Przybyliśmy za późno.Twój dziadek jest w dość ponurym nastroju .odparł żywo minstrel. że nie potrzebuję dużo miejsca. Masha Heddle skłoniła się ze swoim upiornym uśmiechem na ustach.Karczmarko . a co do mnie… sama widzisz. co by na to powiedział Edmure. podrzucił ją do góry.Ach.spytała go.uważał on. .Podróżowałeś na północ? . . To przez ten turniej. .powiedział Lannister i rzucił monetę przez pokój.I do tego jeszcze zręczny. Kiedyś jeden z minstreli poszedł do łóżka z dziewczyną. doprawdy. złapał i znowu podrzucił. Catelyn uśmiechnęła się.A byłeś w Winterfell? . . i od tamtej pory jej brat nienawidził minstreli i podobnych typów. koni oraz pokoju i gorącej kąpieli dla lorda Lannistera. nie wątpię . Wymknął nam się. i nie mógł zrozumieć.Słyszałam. .Potrzebujemy miejsca w stajni dla. znalazł się ktoś rozsądny . Śpiewałem już dla królów i wielkich panów. Chciałem uczynić ci zaszczyt i wysławić twoje piękno. nic na to nie poradzę. . . Nawet ze swojego miejsca Catelyn dostrzegła błysk złota. równie śmiały i pewny siebie jak mały. .Uśmiechnął się szyderczo. Spróbowała wyobrazić sobie. że lord Tully lubi pieśni. Pewnie śpiewałeś w Riverrun. . .

Przyglądał jej się przez chwilę zdziwiony. by uspokoić gwałtowne bicie serca. czuła na sobie ich spojrzenia. Potrzebowała tylko chwili i zaraz potem usłyszała swój własny głos. Próbowała schować twarz. I żeby się tym udławił. co tylko zechcesz .Lady Stark. Ja wezmę coś z drobiu. czy dobrze widzę na twojej opończy czarnego nietoperza. Catelyn powiodła wzrokiem po twarzach rycerzy i zaprzysiężonych jej ludzi i wciągnęła głęboko powietrze.odparł czarny brat. Już miał się odwrócić od minstrela. patrząc.zapewnił ją mężczyzna.Wszystko. Yoren. Gdyby on został dłużej na Murze.Tak.Ze smutkiem przyjąłem twoją nieobecność w Winterfell. . .odpowiedział mężczyzna.odparł karzeł sucho. zjesz ze mną? . co zechcesz.A czy lady Whent pozostaje szczerym i oddanym sprzymierzeńcem mojego ojca. Karzeł zaledwie zerknął w drugi koniec sali. Karzeł patrzył na nich zdumiony. Karzeł uśmiechnął się. . jak dusi się własną krwią.odparła gorliwie karczmarka. gdyby… .zwróciła się do trójki przy ogniu. tak jak planował Ned.Tam w kącie. kaczka albo gołąb. pani .Zgadza się. Catelyn z wdzięcznością popatrzyła na dzielące ich zatłoczone ławy. . .zawołał. pomyślała Catelyn. Czy powinna zaryzykować? Nie było czasu na zastanawianie się. kiedy jego spojrzenie napotkało Catelyn.Pozwól mi zaśpiewać balladę. panie. Podwójne porcje. . .Chętnie zabawię cię podczas posiłku. Słyszała szepty pozostałych gości.powiedział.Kiedy ostatni raz spałam tutaj. . Ser. Gdyby zatrzymali go na północy. pomyślała. jak Catelyn wstaje powoli. wstając. Ser Rodrik zaklął pod nosem.Lady… Stark? . Marillion otworzył usta zmieszany.Lordzie Lannister . wszystko mi jedno. mrugając swoimi oczyma o różnych kolorach. pieczony kurczak. . co podajesz innym.powiedziała do karczmarki.Heddle.Ale jedzenia chyba masz pod dostatkiem. lorda Hostera Tully z Riverrun? . pani . herb Harrenhal? . . lecz było za późno. .Moi ludzie zadowolą się tym. Do tego dzban twojego najlepszego wina. lecz w tej samej chwili Marillion niespodziewanie zerwał się na nogi. Ser Rodrik podniósł się powoli i wysunął nieco miecz z pochwy. bo mieliśmy daleką i ciężką drogę.wymamrotała Masha Heddle zdumiona. panie . co za nieoczekiwana przyjemność . w której będę opiewał zwycięstwo twojego ojca w Królewskiej Przystani! . Lannister rozejrzał się po stołach.Tak.Nic bardziej by mi nie zepsuło kolacji . choć oczyma wyobraźni ujrzała Brana.Rudy rumak był zawsze mile widziany w Riverrun . . byłam jeszcze Catelyn Tully . co? .

Ale nie rozumiem. gdzie będzie oczekiwał na królewski wyrok. goszcząc pod moim dachem. lady Stark. bliźniacze wieże Freyów.Ten oto człowiek. .Mój ojciec uważa Jonosa Brackena za jednego z najstarszych i najwierniejszych chorążych. Ma zamiar poślubić kolejną żonę w dziewięćdziesiąty dzień swojego imienia. do czego zmierzasz. . Catelyn zignorowała go i zwróciła się do dużej grupy w niebiesko-szarych strojach. wstając. Jak się miewa wasz pan? . Oni interesowali ją najbardziej. Trzej mężczyźni popatrzyli na siebie niepewnie. co bardziej ją ucieszyło: dźwięk tuzina wyciąganych z pochw mieczy czy wyraz twarzy Tyriona Lannistera. Nie potrafiła powiedzieć. rozkazuję wam pojmać go i udzielić pomocy w dostarczeniu do Winterfell. Prosił twojego pana ojca. .odpowiedział dowódca grupy. ponieważ było ich przynajmniej dwudziestu.W imieniu króla Roberta i panów.Zazdroszczę twemu ojcu tylu przyjaciół . .przemówiła głośno. .Nasz pan szczyci się jego zaufaniem odparł jeden z nich po chwili wahania. którym służycie. Ser Rodrik stanął u jej boku z mieczem w dłoni. W tym samym momencie Catelyn wiedziała już.Znam też i wasz herb. Tyrion Lannister zachichotał. spiskował w celu zamordowania mojego syna.Lord Walder ma się dobrze. . . aby zaszczycił swoją obecnością ceremonię zaślubin.. że jest jej.zażartował Lannister. pani . ośmioletniego chłopca . wskazując palcem.

Magiczne runy na jego starej zbroi z brązu mają go chronić w walce . Patrek Mallister. Ser Jaime także ubrał biały płaszcz. Żaden z nich nie zdążył jeszcze dokonać wielkich czynów. Byli tam pomniejsi rycerze z Paluchów. Sansa pamiętała lorda Yohna Royce’a. Sansa rozglądała się dookoła z zapartym tchem: lśniące zbroje. ogromne rumaki przystrojone srebrem i złotem. nie opiewani w żadnych balladach zbrojni i dopiero co pasowani giermkowie. która podkreślała jej kasztanowe włosy.To jest lepsze od piosenek . za murami miasta. Cały świat przybrał złociste barwy. ser Horas i ser Hobber z kiściem winogron na tarczach. z orlimi skrzydłami na hełmie. Sześciu Freyów z Crossing: ser . Potomek Spiżowego Yohna. że inni spoglądają na nią i uśmiechają się. ser Andar Royce. że można było przez nie patrzeć. ser Robar. a każdy wydaje się piękniejszy od poprzedniego. . Ser Gregor Clegane.SANSA Sansa pojechała na turniej Namiestnika w towarzystwie septy Mordane i Jeyne Poole powozem z żółtymi zasłonkami tak cienkimi. lecz pod nim cały lśnił złotem. Wysogrodzie i gór Dorne. Ser Balon Swann. poza Jaime’em Lannisterem. Siedziała ze świadomością. Sansa nie znała kolejnych jeźdźców. jak bohaterowie niezliczonych ballad podjeżdżają do przodu. obaj w stalowych zbrojach pokrytych takimi samymi runami. złoty był też jego miecz oraz hełm w kształcie lwiej głowy. że to on niegdyś wdarł się na mury Pyke z płonącym mieczem w dłoni. jakie strzegły ich ojca. Wszyscy patrzyli. kiedy zajęły swoje miejsca wśród lordów i dam. a lud przybył licznie. tak jak obiecał im ojciec.powiedziała szeptem. Tego dnia ubrała prześliczną zieloną suknię. herbem Redwynów w kolorach błękitu i burgunda. . trzepocące na wietrze proporce i… rycerze. by przyglądać się pojedynkom. Dziewczynki zachichotały na widok powiewających szat i ogolonej głowy kapłana wojownika. przetoczył się przed nimi niczym lawina. Siedmiu rycerzy Królewskiej Gwardii zajęło swoje pozycje. Nad Tridentem pokonał trzech chorążych Rhaegara. syn lorda Jasona. wystąpili w zbrojach z łusek koloru mleka i płaszczach białych jak świeży śnieg. że kiedyś ich imiona okryją się chwałą w całych Siedmiu Królestwach. Lord Bryce Caron z Marches. Wszyscy. wzniesiono sto pawilonów. lecz Sansa i Jeyne zgodziły się. oraz jego młodszy brat. przede wszystkim rycerze. dopóki septa nie powiedziała im. Septa Mordane wskazała na lorda Jasona Mallistera w zbroi koloru indygo zdobionej srebrem. który gościł w Winterfell dwa lata temu. młodsi synowie wysoko urodzonych panów i potomkowie mniej znacznych rodów. Thorosa z Myr. Nad rzeką.powiedziała szeptem do Jeyne. okrzyki tłumu. Bliźniacy. Jeżdżąca Góra.

lecz kopia Brune’a okazała się pewniejsza i lepiej trafiała do celu. Sprawił się jednak dobrze. Młodzieniec spadł na ziemię zaledwie o kilka stóp od miejsca.prychnęła septa Mordane na jego widok. Sansa musiała jej przyznać rację. Alyn zaś uległ ser Balonowi Swannowi. który nosił pelerynę z zielono-szkarłatnych piór. Nawet septa Mordane doceniła jej opanowanie skinieniem głowy. Pojedynki trwały aż do zmierzchu. przestraszona dziewczyna. W szrankach stawił się też Ogar. Alynowi i Harwinowi nie powiodło się tak dobrze. w którym siedziała Sansa. że przestraszyła się na widok Jalabhara Xho. synowie i wnukowie starego lorda Waldera Freya. a teren szranków. Widziała. ser Perwyn.Na tle innych Jory wygląda jak żebrak . a tłumy krzyczały przeraźliwie. gdy jeźdźcy nacierali na siebie. a potem stoczył zacięty pojedynek z siwowłosym Barristanem Selmym. który wcześniej wygrał dwie potyczki z rycerzami młodszymi od niego o trzydzieści i czterdzieści lat. jak również brat Króla. gotowa była wyjść za niego choćby tego samego dnia. który wyglądał równie bezbarwnie jak i on. Po każdym upadku jeźdźca z konia Jeyne zakrywała oczy. ser Emmon. Harwin został zrzucony z konia przy pierwszym wypadzie kopią ser Meryna z Królewskiej Gwardii. lecz gdy ujrzała młodego lorda Berica Dondarriona o włosach koloru słońca z czarną tarczą przeciętą błyskawicą. Jego zbroja lśniła nowością. które miało wyrażać aprobatę. przystojny lord Renly z Storm’s End. Po trzykrotnym ataku obaj pozostali w siodłach. Bryce’a Carona.Jared. Jory nosił niebieskoszary pancerz pozbawiony jakichkolwiek ozdób. lecz Sansa ulepiona była z twardszej gliny. Jeyne Poole wyznała. o skórze czarnej jak noc. dodając otuchy swoim faworytom. Królobójca spisywał się doskonale. ser Hosteen. jak krew tryska coraz słabiej z otworu po kopii ser Gregora. dlatego Król jemu przyznał zwycięstwo. Raz za razem Jeyne i Sansa krzyczały jednocześnie. jak się zachować w czasie turnieju. W trzecim potykał się z wolnym o imieniu Lothor Brune. a ognista smuga . . Wielka dama wiedziała. zrzucając z konia Horasa Redwyne’a w swoim pierwszym pojedynku i jednego z Freyów w drugim. a także jego bękart Martyn Rivers. księcia banity z Wysp Letnich. zryty kopytami rumaków. Najokrutniejszy moment dnia miał miejsce w czasie drugiego pojedynku ser Gregora. jak mała. kiedy jego kopia uderzyła młodego rycerza z Yale pod naszyjnik zbroi i przebiła mu gardło. pokonując swoich kolejnych rywali w pięknym stylu. ser Danwell. ser Theo. przypominał pustkowie. a z jego ramienia zwisał cienki szary płaszcz podobny do brudnej szmaty. zabijając go na miejscu. Z dziecinną łatwością zrzucił z konia ser Andara Royce’a i lorda z kresów. Sandor Clegane i jego ogromny brat ser Gregor zwany Górą także pozostawali niezwyciężeni. kiedy leciały drzazgi z kopii.

Wmawiała sobie. gdyby chodziło o Jory’ego. Nigdy wcześniej nie widziała umierającego człowieka. Do tego czasu wróciła już septa Mordane. lord Renly zaś przez Ogara. Ogar prychnął i rzucił zdobycz między ludzi. Lord Beric osiodłał innego konia. świat także o nim zapomni. żeby się uspokoiła. błękitny jak bezchmurne niebo. Sansa nie widziała dotąd równie pięknego mężczyzny. przybiegł chłopiec z łopatą i przysypał ziemią zakrwawione miejsce. Wreszcie zostało już tylko czterech: Ogar i jego brat olbrzym. uderzył głośno głową ziemię. wstał. przez co został uznany za pokonanego. i uspokoili się. Jaime Lannister Królobójca i ser Loras Tyrell. że pękł jeden z jego złotych rogów. którego imienia nawet nie zapamiętała. by dostać choć odrobinę złota. że Jeyne nie czuje się dobrze i musiała ją odprowadzić na zamek. gdy tylko lord Renly. ser Rodrika albo jej ojca. Rozpoczęły się kolejne pojedynki. Może wypłakała już wszystkie swoje łzy nad Branem i Damą. Ser Loras był najmłodszym synem Mace’a Tyrella. Sansa niemal zapomniała o Jeyne. do tego jego śnieżnobiały . tak że septa Mordane musiała ją zabrać. przesiąknięty krwią. że wydawało się. Miał na sobie pancerz niezwykle misternie wyrobiony ozdobiony na kształt tysięcy najprzeróżniejszych kwiatów. aż wszyscy jęknęli. że za zbroję posłużył mu bukiet. Ser Aron Santagar i Lothor Brune potykali się trzykrotnie i za każdym razem bez rezultatu. był też najmłodszym spośród wszystkich. Wyjaśniła. Upadając. zabijając konia Berica Dondarriona. z którego jednak zaraz zrzucił go Thoros z Myr. lecz okazało się. dopiero gdy wyszedł do nich sam lord Renly. Płaszcz miał niebieski. ich ulubieniec. pociemniał. przez co wydawało się. a księżyce kolejno przybierały czerwoną barwę. natomiast Sansa siedziała z dłońmi na kolanach ogarnięta dziwną fascynacją. że zachowałaby się inaczej. Kiedy wynieśli ciało. nikt nie będzie śpiewał o nim pieśni. Lorda Highgarden i Namiestnika Południa. Teraz. W następnej chwili słońce zaszło za chmurę i smuga zniknęła. młodszego syna Yohna Royce’a. zdała sobie sprawę.słonecznych promieni przecięła jego wyciągnięte ramię. oddał zwycięzcy złamany róg. Myśl ta napełniła ją smutkiem. Później jeden z pomniejszych rycerzy w kraciastym płaszczu okrył się hańbą. Gregor. gdzie upadł rycerz. a mimo to w swoich pierwszych trzech pojedynkach zrzucił z koni trzech rycerzy z Królewskiej Gwardii. młody rycerz. Ludzie wydali okrzyk radości. Renly wypadł z siodła z taką siłą. Bruno zaś został pokonany przez Robara. którego nazwano Rycerzem Kwiatów. ozdobiony na brzegach sierpami księżyców. Mając szesnaście lat. iż leci w tył z nogami w powietrzu. Jeyne Poole zaniosła się histerycznym płaczem. Ser Balon Swann został pokonany przez Gregora. którzy stanęli w szranki. którzy natychmiast rzucili się. Skłoniwszy się z wdziękiem. Młody rycerz był dla niej obcym z Vale. Później ser Aron uległ Jasonowi Mallisterowi.

tymczasem zwycięzca odbywał swoją kolejną rundę po szrankach. .wtrąciła natychmiast septa Mordane. . jęcząc. że ostatnie trzy pojedynki odbędą się następnego ranka. lecz jej podarował czerwoną. więc Król ogłosił. Był niski. na . ujrzała przed sobą mężczyznę. . gdyż ser Loras rozłupał jego tarczę i wyrzucił go z siodła z ogromnym hukiem. że serce wyskoczy jej z piersi.Sansa wzięła od niego różę nieśmiało. Rodowe runy ser Robara okazały się marną ochroną. prawie w wieku jej ojca. Jego oddech pachniał miętą. . Potem odwrócił się niespodziewanie i odszedł. Jego włosy wydały jej się gąszczem brązowych loków. . a chłopcy z kuchni nacierali je masłem i ziołami.Jestem Sansa Stark . Do ostatniego pojedynku stanął naprzeciw młodszego Royce’a. Sześć ogromnych żubrów od dawna już kręciło się wolno na rożnach. sparaliżowana galanterią rycerza. na których wyłożono świeżo upieczony chleb i truskawki.Słodka pani powiedział.Kiedyś twoja matka była moją królową piękności . by rozpocząć ucztę. Mężczyzna ubrany był w ciężki płaszcz z futrzanym kołnierzem zapiętym srebrnym klamrą w kształcie przedrzeźniacza i zachowywał się ze swobodą kogoś wysoko urodzonego. .powiedziała niepewnym głosem. przed walką wręcz. .Panie. miał spiczastą bródkę i przetykane siwizną włosy. Kiedy wreszcie podniosła wzrok. objeżdżał wolno szranki i rzucał jedną białą różę którejś z panien z tłumu.Musnął palcami jej policzek i dotknął jednego z jej kasztanowych loków. co widzieli i co jeszcze mieli zobaczyć. myślała. Ludzie ruszyli wolno do domów. . .Żadne zwycięstwo nawet w połowie nie dorównuje twojej urodzie.Jego szarozielone oczy nie uśmiechały się razem z jego ustami. Robar leżał na brudnej ziemi. a tłum ucichł zmęczony. . Nie odrywała wzroku od ser Lorasa.To jest lord Petyr Baelish. a oczy płynnym złotem. ściskając go jeszcze długo po tym. ogłuszonego i obolałego. Sansa nie mogła wyjść z podziwu.Ty musisz być jedną z jej córek . Powąchała słodko pachnący kwiat i usiadła. Po każdym zwycięskim pojedynku zdejmował hełm. Sansa i septa Mordane otrzymały honorowe miejsca z prawej strony podwyższenia. a kiedy jego rumak zatrzymał się przed nią. . Wreszcie przyniesiono lektykę i odniesiono go do jego namiotu. nie miałam przyjemności.powiedział mężczyzna.Słodkie dziecko . . .rumak ginął pod kobiercem z biało-czerwonych róż.Masz urodę Tullych. rozprawiając o tym. Do tego czasu księżyc wspiął się już wysoko na niebie.zwrócił się do niej. lecz ona go nie znała. Dotychczas rozdawał białe róże. członek małej rady królewskiej. aż mięso puściło soki i zaczęło przyjemnie skwierczeć.Masz jej włosy. który przyglądał jej się uważnie. Przed pawilonami ustawiono ławy i stoły. jak odjechał. dworzanie zaś przenieśli się nad rzekę.

oczarowana splendorem.którym zasiadali Król i Królowa. Tego wieczoru nie potrafiła nienawidzić Joffreya. że nienawidzi go za to. Królewski błazen o twarzy płaskiej jak placek nazywany przez wszystkich głupkiem. Kiedy książę Joffrey zasiadł po jej prawej ręce. . Jaime. . Nie potrzebowała wina. choć czuła. która podziękowała mu uprzejmie i nie odezwała się już ani słowem. Zrobiła to Królowa i jej należało nienawidzić.Ser Loras jest prawdziwym rycerzem. lecz on pochylił się i napełnił także puchar septy. Ubrał ciemnoniebieski kubrak nabijany dwoma rzędami guzików w kształcie lwich głów. Nic złego by się nie stało. jej i Aryi. Za kilka lat. Jego żartom nie oparła się nawet septa Mordane. a może mój wuj. Przed królewskim pawilonem minstrele wypełniali mrok nocy muzyką. panie. usłyszawszy jego piosenkę o Wielkim Septonie. Rozmawiał z Sansa przez całą noc i obsypywał ją komplementami. która. Była pijana magią nocy. Sansa poczuła ucisk w gardle. Początkowo wydawało jej się. by przyniósł dzban z zimnym letnim winem.odpowiedziała skromnie. przystojny i szarmancki jak książę z ballad. Służący nosili wino przez całą noc. Jego obecność pochłonęła Sansę tak bardzo. Spojrzała niepewnie na septę Mordane. że Joffrey nie był niczemu winien. że ją zignoruje albo. oblewając się winem. lecz Sansa nie pamiętała nawet jego smaku. że wygra jutro? . jak jej serce bije gwałtownie. . a i ona nie śmiała przemówić do niego. co gorsza. czy rzeczywiście jest taki głupi. o jakim marzyła przez całe życie i jakiego nie spodziewała się zobaczyć.przemówił. Jego włosy miały połysk metalu. ignorując septę Mordane. okaże jej swoją nienawiść i doprowadzi ją do płaczu.Dał znak służącemu. Sansa spojrzała na niego i zadrżała z obawy. pokonam ich wszystkich. .Mój pies poradzi sobie z nim. . starając się zachować spokój. że zupełnie zapomniała o dobrych obyczajach. Nie odezwał się do niej ani słowem od chwili pamiętnego wydarzenia. Joffrey jednak uśmiechnął się i ucałował jej dłoń.odpowiedział Joffrey. że Sansa zastanawiała się. lecz wypłakawszy wszystkie łzy. szydząc ze wszystkich w sposób tak dowcipny i okrutny.Był nader uprzejmy . co zrobili Damie. tańczył na szczudłach ubrany w pstrokaty strój. kiedy już będę mógł wstąpić w szranki. Joffrey rozpływał się w uprzejmościach. Wciąż opowiadał jej dworskie plotki i wyjaśniał dowcipy królewskiego błazna. gdyby nie Arya. ser Loras potrafi docenić prawdziwe piękno . którymi żonglował. Był zbyt piękny.Nie . powiedziała sobie.Słodka pani. Myślisz. a na jego czole lśnił delikatny diadem ze złota i szafirów. wybuchnęła śmiechem. . i napełnił jej puchar. Żongler budował coraz większą kaskadę z płonących maczug.

chociaż bardzo je lubiła. że jego prawe ramię wciąż mu jeszcze dokucza. Zastanawiała się właśnie. zbierając fałdy sukni.Nie mów mi. lecz on nie powiedział ani słowa. Sansa z przerażeniem zobaczyła. Twarz Królowej przypominała maskę wyrzeźbioną ze śniegu. .Przez cały czas przynoszono kolejne dania. kto by mnie pokonał.Ja tu jestem Królem. upieczonego w glinie. kobieto . Jaime Lannister położył dłoń na ramieniu Króla. a za nią służba. Lord Renly podszedł do nich z uśmiechem na ustach. to znaczy. . dlatego Joffrey pokazał jej. Wciąż potrafię cię powalić na ziemię. lecz on odtrącił jego rękę gwałtownym ruchem. jak wydobyć je ze skorup. Królobójco.Tak. Z trochę sztywnych ruchów zorientowała się. zataczając się. by zrozumieć. .Dajcie mi mój młot. Sam także ją obsłużył. a także cytrynowe ciasteczka posypane cukrem. rozumiesz? Ja tu rządzę i jeśli mówię. który mówił tak dziwnie i dotykał jej włosów. próbując przekrzyczeć dźwięki muzyki i brzęk talerzy i sztućców. lecz żaden z nich nie ruszył się z miejsca. Podniosła się powoli. pasztet z gołębia i pieczone jabłka pachnące cynamonem. Książę pomógł jej rozłupać twardą skorupę i dostać się do białego mięsa. czy nie dałaby rady zjeść trzeciego. . Renly’ego. że zdołała tylko zjeść dwa ciasteczka.zagrzmiał. Trzymał w dłoni puchar z winem. i sam włożył jej do ust pierwszy słodki kąsek. Później podano nerkówkę. lecz siedziała zbyt daleko. . Gęstą zupę z dziczyzny z kaszą. a w całym królestwie nie znajdzie się nikt. . co mówi. Lannister potknął się i przewrócił. . Sansa widziała ser Barristana i królewskiego brata. Sałatki z tataraku. Sansa nigdy wcześniej nie jadła ślimaków. Jaime Lannister wstał i otrzepał się z kurzu. kiedy usłyszała okrzyki Króla.Wielki rycerzu.Wylałeś wino. czerwony na twarzy. Od czasu do czasu słyszała. . Ślimaki w czosnku i miodzie. Pamiętaj o tym.Nie . a także niskiego mężczyznę.Uderzył się w pierś wysadzanym klejnotami pucharem.krzyczał do królowej Cersei. że będę jutro walczył. szpinaku i śliwek posypane kraszonymi orzechami. i wyszła szybkim krokiem bez słowa. że tak będzie! Wszyscy patrzyli na niego. kiedy podano mięso. Robercie. Potem przyszła kolej na świeżego pstrąga z rzeki. odcinając z udźca ogromny kawał i kładąc go z uśmiechem na jej talerzu. Wasza Miłość . Przyniosę ci inny kielich. co mam robić. że Król. lecz Sansa czuła się już tak najedzona. . wstaje. najwyraźniej mocno pijany.powiedział chłodno. jak wybucha gromkim śmiechem albo wydaje głośno komendę. Teraz wszyscy go usłyszeli. Król Robert zachowywał się coraz głośniej z każdym następnym daniem. oblewając winem swoją satynową tunikę. Król parsknął śmiechem.

. była wyboista i nierówna.Znowu się roześmiał.odpowiedziała bez namysłu. dumna z siebie.zawołał Joffrey. Sandor Clegane zatrzymał się niespodziewanie na środku pogrążonego w ciemności pustego pola. Mój brat jest rycerzem. zataczając się. dziewczyno.Robi się późno . . Wypiłem za dużo i boję się.rozkazał Książę i odszedł bez słowa. Nie mogła znieść jego widoku. ale przecież nauczono ją.odparła drżącym szeptem. że mógłbym zechcieć zabić mojego brata. Miał dziwny wyraz twarzy.Czy potrzebujesz eskorty.Nie . byłoby miło. i ławy wokół stołów opustoszały niespodziewanie. a ona czuła. . Uczta dobiegła końca. kiedy Joffrey położył jej dłoń na ramieniu.Ser Sandorze. Zdała sobie sprawę. Ogar wziął pochodnię.Dopilnuj. Mówiła prawdę. Sandor Clegane prychnął przez ramię. jakby jej nie widział.wykrztusiła. Poszukała wzrokiem septy i ze zdumieniem zobaczyła. skończył się też piękny sen. po której szli. . nie tylko ty jesteś śpiąca. Szli między pawilonami. że drwi z niej. Rozejrzała się.Spisał się… . żeby wrócić na zamek? . Chodź. .Septa dobrze cię wyuczyła.Nie licz na to . żeby moja ukochana wróciła bezpiecznie do zamku . Zmuszona była zatrzymać się tuż przy nim.dodał i postawił ją na nogi. Nie jestem rycerzem.Roześmiał się. by oświetlić drogę przed nimi.Sansa drgnęła. .dokończył za nią Ogar. Wasza Wysokość? . przed którymi stały proporce i zbroje. a jego śmiech przypominał warczenie psów. że Joff sam cię odprowadzi? .Tak. Ziemia. Jego poparzona twarz połyskiwała czerwonym blaskiem w świetle pochodni. a zrobiło się tak ciemno.Myślałaś.Dzielnie? . dziękuję. lecz nie dostrzegła nikogo.Tak . .powiedział Książę.Psie! . Sansa szła tuż za nim. . kto mógłby jej pomóc.Oszczędź mi swoich pustych komplementów. . Teraz ubrany był w czerwoną wełnianą tunikę z psim pyskiem ze skóry przyszytym na piersi. twój brat spisał się dzisiaj bardzo dzielnie wydusiła z siebie. Gadasz . jak być uprzejmą. .To znaczy… tak. Czuję się zmęczona. że cisza przygniatają coraz bardziej. . Pluję na nich i na ich przysięgi. Król Robert wyszedł już wcześniej. Widziałaś jego pojedynek? . przez co w świetle latarni wydawała się poruszać pod jej stopami.Nikt mu się nie oparł . Sandor Clegane wyrósł jak spod ziemi. że septa Mordane pochrapuje cicho z głową opartą na stole. Sansa poczuła nagle strach. i daruj sobie te… tytuły. tak bardzo się go bała. . Sansa czuła na sobie wzrok Ogara. .

. miałem sześć. Ten chłopak dzisiaj dobrze sobie radził w drugim pojedynku. Śliczny.Nikt mu się nie oparł . nikogo do pomocy. których nauczyła cię septa? . Jej szczęka pozostawała unieruchomiona w uścisku jego palców niczym pochwycona w żelazną pułapkę. tak. Nie przejmuj się. co wtedy dostałem. że Gregor tego nie zauważył? Myślisz. Niżej.Sandor Clegane ujął jej brodę w swoją ogromną dłoń i podniósł jej twarz. . gdzie on chce.O. . nie powiesz mi nic miłego? Żadnych komplementów. Zniżył się i przysunął pochodnię. jak ciągle odwracasz głowę. kiedy się poruszał. . Nie mogła go uniknąć. Jakiś głupiec pytał nawet. pełne ponurego gniewu. przysłał nam podarunki. . Widziała prawą stronę jego twarzy. cieniem pochylonym nad nią tak blisko.Nieładnie z twojej strony. przy szczęce. Przecież chcesz tego. jakich go nauczono. Chcę już iść. . może siedem lat. Nie pamiętam.Byłem młodszy od ciebie. spalone ciało twarde jak skóra. jak to się stało . że kopia ser Gregora ugodziła go w to miejsce przypadkiem? Gadająca dziewczynko. Nikt nigdy mu się nie oparł. Starzec potrafił robić piękne zabawki. Był to pięknie pomalowany drewniany rycerz. Oko nie ucierpiało. wydatne kości policzkowe. Kopia Gregora wędruje zawsze tam. bez giermka.Boję się ciebie. Lewa strona jego twarzy była zupełnie zniszczona. Z ucha została tylko dziura. ale bardziej spodobała mi się zabawka. Widziałaś go.Teraz roześmiał się ciszej. Myślisz.Nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi. śmiało. Puścił ją i zgasił pochodnię o ziemię. żeby zakryć drugą stronę głowy. Przyjrzyj mi się dobrze. Nos miał duży i zakrzywiony. widać było niemal kość pod spalonym ciałem. Spójrz na mnie. niepotrzebnie się tam pchał. Patrzył jej prosto w oczy. Spójrz. śliskie. poszczególne . Włosy cienkie i ciemne.powiedział. który powtarza śliczne słówka. Sugerują jakieś oblężenie albo płonącą wieżę. . prawda? Głupiec. Sansa rozpłakała się. czy to nie od smoczego oddechu. lecz dookoła oplatała je sieć blizn. Nosił je długie i zaczesywał na bok. . Drzeworytnik założył warsztat we wsi pod twierdzą mojego ojca. Stał się teraz zaledwie głosem dochodzącym z ciemności nocy. choć równie gorzko.I co. szare oko pod gęstą brwią. . .jak jeden z tych ptaszków z Wysp Letnich. którą dostał Gregor. Było to spojrzenie pijanego mężczyzny. . Miał źle umocowany naszyjnik. Popatrz sobie. że przydarzyło mi się to w czasie bitwy. mówił dalej: .Sansa czuła tłukące się w jej piersi serce. żeby się znalazła.wycedził Ogar.Opowiem ci.No. gadający ptaszek. Żeby zyskać nasze poparcie. które migotały wilgotną czerwienią. rzeczywiście masz główkę pustą jak ptaszek. Widziałem.Większość ludzi sądzi. Bez pieniędzy. że czuła jego oddech cuchnący przetrawionym winem. poryte zagłębieniami i pęknięciami.

co ci dzisiaj powiedziałem… rzekł głosem jeszcze bardziej ochrypłym niż dotychczas. ser Gregorze”. niewidoczna prawie postać trwała przed nią nieruchoma.Jeśli powiesz komukolwiek . a Rhaegar Targaryen dotknął mieczem jego ramienia i powiedział: „Powstań. ojcu… komukolwiek… . Odprowadził ją aż do drzwi jej sypialni.to cię zabiję. Jej strach zniknął.Nie zachował się jak prawdziwy rycerz . Greg jest starszy ode mnie o pięć lat i zabawka nie miała dla niego żadnego znaczenia. mój panie . . Widziałaś. żeby go odciągnąć. . .Jeśli powiesz Joffreyowi… twojej siostrze.powiedziała zawstydzona. Septon w modlitwie wspomina siedem piekieł.Nie powiem . Tak więc zabrałem mu jego rycerza. W pokoju znajdował się kosz z żarem.Nie . Ochrypły głos zamilkł. silny. że zapaliła się pościel w moim łóżku. ptaszynko. gdzie się zatrzymał. lecz złapał ją za rękę. i kazał woźnicy zawieźć ich do Czerwonej Twierdzy. . kto przecierpiał podobne poparzenie. Przez pozostałą część drogi Sandor Clegane nie odezwał się już ani słowem. milcząca. Już wtedy trzeba było trzech mężczyzn. kiedy wchodził za nią po schodach. był już wtedy giermkiem. Otworzył tylne drzwi i poprowadził ją do zamku.Dziękuję. Jego poparzona twarz drgała.wyszeptała. Ojciec powiedział wszystkim.ciągnął dalej. . Ogromna. . a wzrok miał zamyślony. Cztery lata później namaszczono go siedmioma olejami. Bałem się przez cały czas. . gdzie czekały powozy. Po prostu podniósł mnie i przyłożył bok mojej twarzy do rozpalonych węgli. nie zachował się jak prawdziwy rycerz. a potem ulicami miasta oświetlonymi pochodniami. Maści! Gregor także został namaszczony. ale nie miałem z tego większej radości. a nasz maester dał mi maści.Wszystko. jakby nie usatysfakcjonowany jej obietnicą . aż strach znowu powrócił. Wyciągnęła rękę i dotknęła jego muskularnego ramienia. Ogar ujął ją za ramię i nachylił się do niej. co to jest prawdziwe piekło. Sansa słyszała tylko jej nierówny oddech.warknął. . rozumie. że współczuje mu. lecz teraz bała się o niego.części ciała miał połączone sznurkiem. no i oczywiście w końcu mnie dorwał. Trzymał mnie tak. Co oni wiedzą? Tylko ktoś. Sansa zrobiła krok do tyłu.odpowiedziała szeptem. jaki jest silny. tak że mógł walczyć. Ogar odchylił głowę i wybuchnął śmiechem.Obiecuję. Milczenie przedłużało się. Zaprowadził ją do miejsca. złożył śluby rycerskie. Nie powiedział ani słowa. a ja wrzeszczałem jak opętany. . Przejechali w milczeniu przez Królewską Bramę. wysoki na sześć stóp chłopak. Zdała sobie sprawę.Nie.

był niebieski. przeciągając. . .Odeślijcie zbroję do jego domu w Yale.powiedział. czy zdążył zapłacić płatnerzowi. tak że widać było tylko jej oczy.Król pasował go na rycerza na cześć Jona.Odpowiedziała mu skinieniem głowy. .Zapłacił wczoraj. . Ned źle spał poprzedniej nocy i teraz czuł się bardzo zmęczony.powiedział ser Barristan. Obóz budził się do życia. pomyślał rozgoryczony.Do tego. .EDDARD . Siostry z zakonu milczącego przygotowywały ludzi na pochówek. który dziobnął go w rękę i zagęgał głośno.Hugh był giermkiem Jona Arryna przez cztery lata .Nikt z nas nigdy nie jest gotowy . .mówił dalej Selmy. Potem obaj poszli do pawilonu Króla. . ozdobiony półksiężycami wzdłuż krawędzi. .Ma swoją wartość . i ziewaniem witali dzień. że nie należy patrzeć śmierci w twarz. a milczące siostry ubrały go w jego najlepszą aksamitną tunikę z wysokim kołnierzem. powiedzieli jej. że pewnie nigdy się nie dowie prawdy. kiedy go mijali. Nie wiem nawet. Popatrzyli na ciało złożone z tyłu wozu. a w powietrzu unosił się zapach czosnku i pieprzu. Odwrócił się do siostry i dodał: .Chłopak zamówił ją specjalnie na turniej.Ned spojrzał na kobietę stojącą przy wozie.Nie. Kiedy jego matka zapytała. poplamiony krwią. Chłopak bardzo tego pragnął.Ned przykrył ostrożnie zmarłego jego płaszczem.Panowie wymamrotał. owiniętą w szarą szatę. żeby być rycerzem? . by bronić honoru Namiestnika Króla. Sam porozmawiam z płatnerzem. na śmierć. Młodzi giermkowie spieszyli z pierwszymi poleceniami swoich panów. zanim Ned zdążył z nim porozmawiać. Prosta. zanim wyjechał na północ. .odparł Ned. Eddard Stark popatrzył na jego twarz. Za życia nie był przystojny. Służący z gęsią pod pachą przyklęknął. który miał zakryć szyję przebitą kopią.Wyślijcie zbroję matce. . ścisnąwszy mocniej ptaka. . którzy budzili się.Sam przy nim czuwałem .powiedział ser Barristan Selmy. W bladym świetle poranka wydawało się. . zastanawiając się. Zginął z ręki chorążego Lannisterów. lecz śmierć wygładziła jego grubo ciosane rysy.To było niepotrzebne. Matka z pewnością będzie chciała ją mieć. . Czy mógł to być tylko zbieg okoliczności? Pomyślał. ponieważ uważano. ale chyba nie był jeszcze gotowy. Eddarda Starka. że młody rycerz śpi. że walczył. . i to drogo . Nie powinno się zamieniać wojny w grę. . czy rycerz umarł dla niego. ale solidnie wykonana. Tłuste kiełbasy skwierczały już nad paleniskami. dlaczego jej syn nie żyje. Tylko matkę gdzieś w Yale.Nie miał nikogo.

Tak . . . a ojciec wyrzeka się rano dzieci spłodzonych nocą po pijanemu. . .odezwał się ser Barristan. zamroczony winem. Ser Barristan wyglądał na zmartwionego. otarł usta wierzchem dłoni i powiedział ponurym głosem: . pole pełne skowronków Bryce’a Carona. Ned. Ned miał nadzieję. też mi coś.mówił jeden z młodzieńców płaczliwym głosem . spadł na ziemię.To nie ich wina. że nie cofał raz powziętych decyzji. . a obok niej żelazna tarcza z jeleniem z koroną rogów. Moja żona nalegała. że nie mógł zasnąć. stanowił największą i najwspanialszą konstrukcję w obozie.zgodził się Ned . Nic dziwnego.Wystawione przed namioty tarcze z herbami obwieszczały.Jesteś za gruby do swojej zbroi. Robercie .ale nie w przypadku Roberta. kto w nich przebywa: złoty orzeł Seagarda.Może i tak .Czy sam mam to zrobić? Niech was piekło pochłonie. bliźniacze wieże. . . sowa uszata i wreszcie śnieżnobiałe tarcze herbowe Królewskiej Straży. fioletowy jednorożec. że nocne piękności bledną o świcie. biały baran. .zaklął Robert. cętkowany dzik. Nie potrafią nawet ubrać człowieka w zbroję. Lancel. Robert Baratheon pociągnął długi łyk piwa. . Jory przyniósł mu tę wiadomość poprzedniego wieczoru. podnieś to! .zwrócił się do Króla. wyrzucając z siodła jej właściciela. czerwony wół. płonące drzewo. kiedy mijali tarczę ser Meryna z widocznym wgnieceniem w miejscu. .Mówią.Inni może by próbowali zapomnieć o przechwałkach wypowiedzianych w chwili pijackiego uniesienia. gdzie kopia Lorasa Tyrella zdarła farbę. którzy próbowali zapiąć mu zbroję.Chłopak podskoczył.Na siedem piekieł! . który próbował zapiąć na szyi Roberta. potrójna spirala. Robert popijał piwo z wypolerowanego rogu i grzmiał niezadowolony na dwóch młodych giermków. Podnieś to.Pociągnął mocniej i naszyjnik. . ale Robert Baratheon nigdy ich nie zapomina. Czemu stoisz i gapisz się. lecz szczęście mu nie dopisało. pod którymi spał. dlaczego ty . kiść winogron Redwyne’ów. na czym polega problem.Gruby? Gruby! Co? Tak się mówi do Króla? . tańcząca panna.Król ma zamiar wziąć udział w turnieju . rzucił pusty róg na futra. herbem rodu Baratheonów. . Giermkowie. Raczej świniopasy wystrojone w jedwabie.Spójrz tylko na tych durni.odparł Ned ponuro. Ned zerknął tylko i od razu zorientował się. . a Król zauważył przybyłych.A niech cię. nie da się zapiąć. Cały ze złocistego jedwabiu. Królewski pawilon postawiono blisko wody. a to oznaczało. Przed jego wejściem spoczywała ogromna maczuga Roberta. dlatego poranne mgły znad rzeki owinęły go szarymi mackami. ale nie ma z nich żadnego pożytku. żebym wziął ich na giermków. ostrokrzew.Wasza Miłość . Ned.zrobili ją za małą. że Król będzie jeszcze w łóżku.Jego gromki śmiech przypominał gwałtowną burzę.

Za długo siedziałeś na północy i wszystkie soki w twoim ciele zamarzły. . co powiedział Namiestnik. chociaż poważniejsze myśli zaprzątały jego umysł. Uśmiech zniknął z twarzy Roberta. Czasem mam ochotę napić się wina.spytał Ned. z puszkiem pierwszych wąsów.Co. . Nie wolno dać im ani chwili odpoczynku! . włosy złociste. .przypomniał mu Ned. Drugi nie mógł mieć więcej jak piętnaście lat. że będzie miał na tyle rozumu. . ale niepokoił go fakt. że nie mam takich samych potrzeb jak inni. nie pamiętam. szybko! Na co czekacie? Chłopcy wybiegli szybko z namiotu.Ta kobieta próbowała zabronić mi walki w turnieju. kiedy ich zobaczy . oczy szmaragdowozielone. ocierając załzawione oczy. . że nie tam twoje miejsce.Król nachmurzył się. Już nie żyje. A niech ją. Jeśli chodzi o zaszczyty i stanowiska. . Rodzina mojej żony jest bardzo duża. . lecz Król natychmiast zgromił ich spojrzeniem. a potem rozbawiony opadł na oparcie swojego krzesła. Król jest za gruby do swojej zbroi. przycisnąć jakąś dziewczynę w . Powiedzcie mu.Kuzynowie. tak jak Królowa. Bardzo ambitna rodzina. .Robercie.Hej.Poklepał się po piersi na potwierdzenie swoich słów. że potrzebuję rozciągacza napierśnika. złociste.Siedzę na tym cholernym tronie przez cały czas. apetyt Lannisterów wydawał się nienasycony. Tak. ale to nie znaczy.Chciałbym widzieć twarz Santagara. do was mówię. Jeden z nich był w wieku Robba i miał długie. Nie miał nic przeciwko giermkom.Podobno poróżniłeś się wczoraj z Królową. . Twoja siostra nigdy by mnie tak nie zawstydziła. .Mam nadzieję. i ty też? .zawsze musisz mieć rację? Obaj giermkowie uśmiechnęli się nerwowo. Idźcie po ser Arona Santagara. żeby posłać ich do kogoś innego. A może tak. . Synowie brata lorda Tywina. teraz siedzi naburmuszona w zamku. .Ty jesteś Królem . Stark. Moje płyną jeszcze żwawo.powiedział Robert. jedynie jej urodę. Robert przytaknął mu.odpowiedział Ned. o jasnych włosach.To Lannisterowie? . Ser Barristan także zachichotał. potrącając się wzajemnie. kręcone włosy. Przyjrzał się uważnie giermkom: zgrabni. . nie znałeś Lyanny tak jak ja .No.Nie widziałeś jej żelaznego wnętrza. dopóki nie wyszli. Słyszeliście. Ona by ci powiedziała. wy tam.Mam na myśli giermków. Nawet Eddard Stark zdobył się na uśmiech. pomyślał Ned. .Jesteś zgorzkniały. . że Robert pozostaje nieustannie w otoczeniu krewnych Królowej. Robert siedział z poważną miną.

Na siedem piekieł.powiedział Ned. Przez chwilę Robert. Robert usiadł ponownie. Zorientował się. Robert wziął swój róg. Piwo było bardzo ciemne. nigdy nie było we mnie tyle życia .Sugerujesz. a nie sprzeczać się ze mną. Rycerz uchylił się. Przeszedł na drugą stronę namiotu. tak żeby zapiszczała. Ser Barristan wyszedł szybko. To ty zrobiłeś mnie Królem. że Selmy trafił w sedno sprawy. Wasza Miłość. Ned. .Nie przystoi Królowi stawać w szranki w turnieju. mam ochotę przyłożyć komuś. .rzucił. jaki pożytek z tego mojego królowania. nie mieszczę się w zbroję.Kazałem ci pić. żeby mnie wysłuchać.Wynoś się.powiedział oschle. wskoczyć na konia.Wasza Miłość . Nie byłaby to uczciwa walka. . . .Robercie… .odezwał się ser Barristan Selmy. ciebie i Jona Arryna. jak to się stało? .Nedzie Stark. a ser Barristan Selmy przytaknął mu skinieniem głowy. lecz Król powstrzymał go. więc mógłbyś okazać choć na tyle uprzejmości. .Wynoś się . rozzłoszczony do ostateczności. W całych Siedmiu Królestwach nie znajdziesz człowieka.Pij. Rozwścieczony. Kto by się ośmielił zadać ci cios? Robert popatrzył na niego wyraźnie zaskoczony.dokończył za niego Ned.Pij . Bogowie. Co wyście mi zrobili? Któryś z was powinien zostać królem. Obu was kochałem. po czym zawrócił z twarzą czerwoną od gniewu. Wierz mi. To rozkaz Króla. a to niby dlaczego? Przecież mogą. Niebezpieczeństwo pojedynku podsycało tylko apetyt Roberta. . kiedy do ciebie mówię. lecz jego uwaga uraziła dumę Króla.Król . Teraz mówi twój Król. zadając ci ranę. napełnił go piwem z beczki stojącej w kącie namiotu i podał Nedowi. że poczuł kłucie w oczach. gęste i tak mocne. Ned odwrócił się. zanim cię zabiję. Ned.Z pewnością . .Tobie się należał tron. Król zerwał się na nogi czerwony na twarzy. nie potrafił wydobyć z siebie ani słowa. a niech cię. Na placu boju pozostanie… . . chwycił z ziemi napierśnik i cisnął nim w Barristana Selmy’ego. Ned miał zamiar pójść za nim. . Zobacz.Pij i siedź cicho.Nie czuję pragnienia… .łóżku. że te podłe tchórze pozwolą mi wygrać? . Ned przyjął od niego róg i napił się.Do licha.Ser Barristan ma rację. . . spójrz na mnie.Ty zostań. który by śmiał stać się przyczyną twojego niezadowolenia. Ned. .

Nie przejmowałbym się.Ned. I jeszcze Cersei… To Jon Arryn nakłonił mnie. choć teraz uważam. Jak myślisz. co mnie powstrzymuje? Myśl.Przysięgam. Wciąż jestem młody. Och.Wyjawię ci moją tajemnicę. że jestem lepszym królem niż Aerys. On… kochasz swoje dzieci. że mój syn kłamał. . zabieram swój młot i konia. .jak w chwili. . jaki byłeś nieokrzesany w jego wieku? . ty nigdy nie potrafiłeś kłamać. śliczna jak poranek… Do śniadania zasiedli przy drewnianym stole ustawionym na brzegu rzeki.No. Nie znasz go tak dobrze jak ja.Całym sercem . teraz mógłbyś mi przyznać rację. . że Królestwo potrzebuje potomka. Czuję boczek. I wiesz. że Cersei Lannister będzie dobrą partią. Mam na myśli wilka. za którym stoi Cersei i szepce mu do ucha. żeby pozbyć się korony. jak mogłem spłodzić takiego syna? . że dzięki małżeństwu z nią będę miał po swojej stronie lorda Tywina. Ned. na wypadek gdyby Yiserys Targaryen próbował odzyskać tron ojca. Robert spojrzał na niego z wyrzutem. Jon nieraz załamywał nade mną ręce. jeśli już nie chcesz.Zapomniałeś już.Ach. Każdy ojciec byłby dumny z takiego syna. lecz teraz wyczuł bolesną nutę w głosie Roberta. przykro mi z powodu twojej dziewczyny. a jednak wyrosłem na dobrego króla. gdyby chłopak był tylko nieokrzesany. Naprawdę. Teraz wszystko się zmieni. Cersei jest piękną kobietą. Renly mówi. że był głupi. . Robert poklepał go po plecach. .odpowiedział Ned. bo do tego zostałem stworzony. W ostatnim turnieju zrzucił Królobójcę na jego złoty tyłek.Wypił piwo jednym haustem. Mówił też.odparł Ned. że ta jego siostrzyczka… dziewuszka ma czternaście lat.Kiedy Ned nic nie odpowiedział. a ty znowu jesteś ze mną. kto dzisiaj wygra? Widziałeś chłopaka Mace’a Tyrella? Nazywają go Rycerzem Kwiatów. Nie miałem zamiaru żenić się ponownie po utracie Lyanny. A ja pokładałem się ze śmiechu. powiedz. Ned. . Wszyscy zobaczą. Nie byłem też bardziej zdechły niż teraz. Widzę siebie. jak płynę statkiem do Wolnych Miast. prawda? . walczę i rżnę dziwki. . Nedzie Stark. Szkoda. bym ją poślubił. Co tam Lannisterowie. ale jest… zimna.Ach. Mój syn.To jeszcze chłopak . Nie przepadał za księciem Joffreyem. czując się niezręcznie. kiedy zdobywałem tron. jakby trzymała między nogami całe bogactwo Casterly Rock. Jedli ciemny . Daj mi to piwo. pilnuje swojej cipy.Król pokręcił głową. że kochałem staruszka. Król zabijaka. . .Westchnął i pokręcił głową. że Joffrey zostałby na tronie. ale Jon powiedział. Wiem. beknął i otarł usta ręką. . Co pewien czas miewam sen tym. miło na nią popatrzeć. i skończmy z tym. Mówię ci. kiedy go już zdobyłem. jak razem porządzimy.Może masz rację. minstrele by mnie uwielbiali. że nie widziałeś twarzy Cersei. .zaczął Ned ostrożnie.Wasza Miłość .

kiedy byli jeszcze chłopcami. z którym się wychowywałem. jedząc pomarańczę. Wtedy Cersei zostałaby pokonana. Zły nastrój Króla ulatywał stopniowo podobnie jak poranna mgła i niebawem Robert. który go karmi . Widział to wszystko tak wyraźnie. pamiętasz? Ale one się zepsuły. Razem z jego psim hełmem stanowił jedyną ozdobę jego stroju. zajęta oglądaniem widowiska. Sandor Clegane opuścił z trzaskiem przyłbicę i zajął pozycję. który napawał go nadzieją. Pierwszy pojawił się Sandor Clegane. gdyby Ned potrafił udowodnić. pomyślał.Ogar wygląda dzisiaj na wygłodniałego.chleb.Przyjmuję . zauważył. Teraz z pewnością by go wysłuchał. Robert zgniótłby go. Nawet kopię miał wykonaną ze złocistego drewna z Wysp Południowych. Ned poszedł na plac turniejowy razem z Królem. A gdyby lord Tywin próbował wzniecić powstanie na zachodzie. ponieważ septa Mordane zachorowała. . Przepchnął się do swojej córki i usiadł obok niej w chwili. Na ciemnoszarą zbroję założył oliwkowozielony płaszcz. kiedy Jaime Lannister wjechał między szranki na swoim okazałym gniadym rumaku. to był Robert Baratheon.rzucił Littlefinger. opowiadał już o pewnym poranku w Eyrie. a sam Jaime lśnił od stóp do głów.Sto złotych smoków na Królobójcę . Koń przykryty był pozłacaną kolczugą. aż nadszedł czas turnieju.…dał Jonowi beczkę pomarańczy. dając znak do rozpoczęcia ostatniego dnia turnieju. że Lannisterowie nastawali na życie Brana. że nie należy gryźć ręki pana. po Wielkiej Sali latały pomarańcze. Kolejny szczegół. miejsce obok Króla pozostało puste. Pamiętasz tego dziobatego giermka Redforta? Rzucił we mnie i zanim Jon zdążył pierdnąć. Sansa wydawała się nie zauważać jego przybycia. . a wraz z nią Królobójca. To był chłopak. gotowane gęsie jaja oraz rybę smażoną z cebulą boczkiem. Obiecał Sansie. przypominając sobie dawne czasy. że zamordowali Jona Arryna. że razem obejrzą ostatnie pojedynki. tak jak zgniótł Rhaegara Targaryena nad Tridentem.odpowiedział głośno lord Renly. którego znał i kochał. Ser Jaime posłał . . Eddard Stark od dawna nie jadł z takim apetytem. . a po śniadaniu uśmiechał się już swobodniej i częściej. że Cersei Lannister nie pojawiła się u jego boku. . gdy zagrały rogi. więc rzuciłem swoją przez stół i trafiłem Dacksa prosto w nos.Ryknął śmiechem. Odprowadzając Roberta na jego miejsce.oświadczył głośno Littlefinger. a Ned odpowiedział mu uśmiechem.Nawet głodne psy wiedzą. a jego córka nie chciała opuścić zakończenia turnieju. .

jeszcze większy od nich wszystkich. żeby żaden z walczących nie wygrał. Przez chwilę rozmawiał wesoło ze swoim giermkiem. Littlefinger usłyszał jej słowa i zawołał: . to powiedz teraz. Był ogromnym mężczyzną. Zanim opadły. Rumak Gregora wyglądał jak kucyk pomiędzy jego nogami.zawołał Littlefinger do lorda Renly’ego. Tym razem. Obaj nastawili kopie. Mierzył ponad siedem stóp wzrostu. lecz Jaime zmienił pozycję przed samym starciem. . Tłum zawołał radośnie. gniady rumak biegł swobodnie w poszukiwaniu trawy. Jaime Lannister podniósł się już na nogi. a kopia w jego rękach przypominała kij od miotły. że Ogar wygra . Sansa wstrzymała oddech. lecz rycerz. a jego kopia ani drgnęła. Drzazgi z obu kopii wyleciały w powietrze. Zawrócił swojego wierzchowca i pojechał na początek szranków.Mógłbym wygrać dwa razy tyle. Ostatecznie odprowadzono ślepego i kulawego Lwa Lannisterów do kowala. Robert Baratheon i wszyscy jego bracia byli potężni.powiedziała Sansa. a jego bary i ramiona przypominały pnie małych drzew. prawie osiem. Ned Stark nie miałby nic przeciwko temu. Lordowie i damy próbowali nieudolnie zdusić chichoty.Ned uśmiechnął się. za to Sansa z trudem potrafiła usiedzieć na swoim miejscu. opuścił przyłbicę i odjechał na koniec szranków. kiedy Jaime przechylił się. . Złocisty lew na tarczy Lannistera bez problemu odbił koniec kopii Clegane’a.Wiedziałam. ale jego hełm w kształcie lwiej głowy pogiął się w czasie upadku i teraz rycerz nie mógł zdjąć go z głowy. Posypały się drzazgi i Ogar zachwiał się mocno. a w Winterfell mieszkał głupkowaty stajenny o imieniu Hodor.pocałunek jakiejś kobiecie z widowni. . kiedy konie przeszły w galop. . Ogar ruszył galopem i Lannister wyjechał mu na spotkanie. kto wygra w drugim pojedynku. którego zwali Jeżdżącą Górą.Szkoda. zanim lord Renly całkiem mnie oskubie. . Jaime Lannister odrzucił złamaną kopię i wziął nową. przewyższał wzrostem nawet Hodora. Ogar pochylił się do przodu. Tymczasem w szrankach pojawił się już ser Gregor Clegane. największym. jak wydać twoje pieniądze . że nie ma z nami karła . lecz nad wszystkimi odgłosami wznosił się gromki śmiech króla Roberta. podobnie jak i Ogar.Jeśli wiesz. pogiętej zbroi. . jakiego widział Eddard Stark. natomiast jego własna trafiła w sam środek tarczy przeciwnika. Sandor Clegane zrobił to samo. Pospiesznie wzniesiona galeria zadrżała. próbując utrzymać się w siodle. Z niższych ławek dobiegały gwizdy i pokrzykiwania.powiedział Lord Renly. ser Jaime Lannister zaś toczył się po ziemi w swojej złocistej.Zastanawiam się. Ogar zdołał utrzymać się w siodle.

brzmiało bardziej niż strasznie. który rzadko opuszczał swoje ziemie. Niektórzy twierdzą. co opowiadano o ser Gregorze.W przeciwieństwie do swojego brata ser Gregor nie mieszkał na dworze. Jory opowiedział mu o tym. siwa klacz stworzona do szybkości. Chłopak z Wysogrodu zrobił coś przy nogach klaczy i koń zatańczył zgrabnie. Podobno od tamtej pory ani razu nie odwiedził rodzinnego domu. Jako siedemnastoletni. Miał też siostrę. Z ramienia młodzieńca zwisał ciężki płaszcz. co przyjęli okrzykami podziwu i niedowierzania. złoto i rodzinne posiadłości. a Ned usłyszał szept podnieconej córki: . że jego twierdza to bardzo ponure miejsce. Ned zauważył. Jego rumak potrząsał głową. W dniu. Sansa chwyciła ojca za ramię. Wszyscy. . Był samotnikiem.które łamią się przy uderzeniu.powiedziała. ale to. przykrytego płaszczem ozdobionym półksiężycami. Ned niegdy nie dawał wiary plotkom. . że to szafiry tworzą ich główki. grzebał kopytami i rżał nerwowo. Jego koń był równie gibki jak jeździec. Naturalnie nikt nie ośmielił się powtórzyć tego w jego obecności.Ser Loras Tyrell. usuwając się w bok. natychmiast zorientowali się. w którym Gregor odziedziczył twierdzę. gdy udawał się na wojnę lub na turniej. jego młodszy brat wyjechał i zaciągnął się na służbę u Lannisterów. że to właśnie Gregor roztrzaskał główkę księcia Aegona Targaryena. Ned Stark nie pamiętał. którą poprzedniego dnia podarował jej ser Loras. kiedy pochwycił jej zapach. a ojciec zginął w wypadku podczas polowania. podobnie jak Ned.Zaraz jednak przypomniał sobie martwego chłopaka złożonego na wozie. . Jego brata okaleczył ogień. lecz wtedy był jednym z tysięcy rycerzy. w którym służba często znikała i gdzie nawet psy bały się wchodzić do głównej sali. przeważnie tylko wtedy. kiedy padła Królewska Przystań. .Ojcze. Ser Gregor z trudem potrafił opanować swojego wierzchowca.wyjaśnił córce . lecz i ona zmarła w młodym wieku.Oni walczą kopiami turniejowymi . Do grubej. on jest taki piękny. chociaż Gregor walczył po ich stronie w czasie powstania Balona Greyboya. dlatego nikt nie jest ranny. Już wtedy wyróżniał się wzrostem i ogromną zaciekłością.Och. żeby ser Gregor go zranił . wełnianej peleryny przyszyto setki prawdziwych niezapominajek. Tłum przywitał Rycerza Kwiatów falą pomruków. nie pozwól. Mówiono. że trzyma różę. Patrzył na niego z niepokojem. księżniczkę Elię z Dorn. O śmierci dwóch poprzednich żon krążyły mroczne opowieści. Rumak stanął dęba i prawie go zrzucił. Olbrzym kopnął mocno ciężkim butem w bok konia. . a potem zgwałcił jego matkę. Rumak ser Gregora zarżał. zanim ją zabił. miał na sobie oślepiająco srebrzystą zbroję ozdobioną deseniem czarnej winorośli i drobniutkich niezapominajek. który był wtedy niemowlęciem. żeby kiedykolwiek z nim rozmawiał. Niebawem miał się ożenić po raz trzeci. świeżo pasowany rycerz walczył u boku lorda Tywina. gibki jak trzcina.

Gregor ruszył na ser Lorasa Tyrella z zakrwawionym mieczem w dłoni.Rycerz Kwiatów skłonił się przed Królem i odjechał na koniec szranków z gotową kopią. Rycerz Kwiatów zatrzymał swojego wierzchowca na końcu szranków. Ser Gregor Clegane podniósł się z ziemi na środku pola. Zerwał z głowy hełm i cisnął go na ziemię. rozległ się ostrzegawczy okrzyk: . co wydawało się trwać wieczność. żeby zakończyć tę walkę… głosu Króla i dwudziestu ludzi. Klacz poczuła krew i stanęła dęba. Rumak Jeżdżącej Góry ruszył pełnym galopem. Loras Tyrell został odprowadzony na bezpieczną odległość. lecz jego słowa utonęły w morzu wrzasków. Gregor Clegane zabił konia jednym okrutnym cięciem. że pociągnął za sobą swojego rumaka. klacz zaś jego przeciwnika popłynęła gładko niczym niesiony wiatrem jedwab. lecz przez cały czas z trudem utrzymywał krnąbrnego konia w linii prostej. Jon Arryn powtarzał. Nieoczekiwanie Loras Tyrell znalazł się tuż przed nim i skierował kopię dokładnie w to miejsce. wiwaty. rżąc przeraźliwie. W następnej chwili Jeżdżąca Góra spadał już w dół. ukazując uśmiechniętą twarz. W jednej chwili wiwaty przeszły w okrzyki przerażenia.i dłoń w stalowej rękawicy pociągnęła go w bok. Ser Gregor poprawił tarczę i nastawił kopię. Trzeba było głosu Króla. Był tak wielki. Zdychający koń osunął się na kolana. żeby go słyszano na polu bitwy. gwizdy. które przecięło szyję zwierzęcia na pół. Lud szalał z radości. . Chłopiec podbiegł do niego natychmiast. a Sansa płakała.zawołał Ned. tymczasem obaj bracia nie ustawali w atakach. lecz ponad wszystkim rozbrzmiewał ochrypły śmiech Ogara. jak ser Gregor kieruje swój miecz na psi hełm. by podano mu miecz. lecz Ogar odparował go. Wszyscy krzyczeli.Powstrzymajcie go! . Ser Gregor zamierzył się mieczem i potężnym uderzeniem w pierś zrzucił młodzieńca na ziemię. Loras Tyrell z trudem utrzymywał się w siodle. a . I nagle zaczęło się. Ned trzykrotnie widział.Zostaw go . lecz ser Gregor powalił jego giermka i chwycił za cugle jego konia. Twarz miał pociemniałą ze złości. zatrzymując go w miejscu. Jeżdżąca Góra obrócił się rozwścieczony i jego miecz zatoczył łuk do tyłu gotowy do ataku. Szafiry zamrugały w słońcu. kiedy podniósł przyłbicę. że dowódca musi mieć mocny głos. by zadać śmiertelne uderzenie. Rozległy się okrzyki zdziwienia. Ser Gregor ściągnął mocno cugle swojego konia. jednak ani razu nie udało się Sandorowi dosięgnąć odsłoniętej twarzy brata. Jego kopia pozostała nienaruszona.Mój miecz krzyczał gniewnie do giermka. Kiedy jednak Gregor wzniósł miecz. Rycerz Kwiatów krzyczał. Wszystko skończyło się bardzo szybko. . a włosy opadły mu na oczy. Razem tworzyli ogromną masę splątanej stali i ciała. Rumak ser Gregora zdążył już dźwignąć się na nogi.

ostatni. Ned posłał Alyna. pokonując ser Balona Swanna i Jalabhara Xho na odległości stu kroków. .powiedział starzec poważnym tonem.uwielbienie tłumu. A jednak okazało się. narowiste konie.Dość tego szaleństwa . Kilka chwil później na pole wszedł ser Loras Tyrell w samym tylko prostym kubraku i przemówił do Sandora Clegane: .spytała Sansa. Tego samego popołudnia młodzieniec o imieniu Anguy. a także . Ludzie wiwatowali głośno. posługując się przytępioną bronią.Zawdzięczam ci życie. Miecz ser Gregora przeciął powietrze i dopiero wtedy rycerz opamiętał się.Robert udowodnił nad Tridentem.powiedział Robert.Czy Ogar został czempionem? .Wydawało się. . otoczony przez królewskich gwardzistów i tuzin innych rycerzy.Lord Renly uśmiechnął się. Daję głowę. . aż ostatecznie na polu bitwy pozostał tylko jeden człowiek. . W wirze pełnym krwi i błota. by o nich usłyszano. ser. że rozbawiły go jego własne słowa. odepchnąwszy Barristana Selmy’ego .chyba po raz pierwszy w życiu . lecz chłopak odmówił. który . zwycięstwem i niespodziewanym bogactwem. których członkowie zwracali się później przeciwko sobie. . Pozostali łucznicy odpadli na krótszych dystansach. Odwrócił się bez słowa i odszedł.zagrzmiał. a także świeżo mianowani giermkowie. pojedynek między Ogarem i Rycerzem Kwiatów. że posiada taki głos. kończąc ostatecznie całą sprawę. . Wzięło w niej udział prawie czterdziestu ludzi.Nie jestem żaden ser . . . Walka wręcz trwała trzy godziny. zwykły chłopak z Dornijskich Bagien. A zatem ty jesteś zwycięzcą.Niewielki zaszczyt i dwadzieścia tysięcy w złocie. upojony winem. Zwycięzcą ogłoszono czerwonego kapłana.Podstępne sztuczki nie przynoszą wielkiego zaszczytu .Puśćcie go . . w miarę jak tworzyły się i rozpadały kolejne koalicje. . które mają więcej energii niż zdrowego rozsądku. pomniejsi rycerze. Był to szaleniec.Z pewnością nie rozbawiły ser Barristana Selmy’ego. że jego klacz grzała się.Nie .Pozostał jeszcze jeden. by go odszukał.odpowiedział Ned.odparł Ogar. Opuścił miecz i posłał Robertowi groźne spojrzenie. głównie wolni. i zaproponował mu służbę w szeregach straży Namiestnika.Rozkazuję wam w imieniu Króla! Ogar przyklęknął na jedno kolano. Gregor zawsze lubił ogromne. wygrał konkurs łuczniczy. Thorosa z Myr. Kiedy Ned szedł z Sansa na pole łuczników. że chłopak wszystko zaplanował. że Sansa miała rację. lecz przyjął zwycięstwo oraz sakiewkę zwycięzcy. dołączył do nich Littlefinger i kilku innych. . kiedy odchodził do swojego pawilonu. .Tyrell z pewnością wiedział. zmagały się niewielkie oddziały. którzy pragnęli.

Kilka dni temu chodziła z oczyma zawiązanymi czarną.Musisz być okropną tancerką . . Robiła to coraz lepiej. Ned dokładniej przyjrzał się posiniaczonej nodze córki.powiedziała Sansa z powątpiewaniem. że każdy siniak to nowa lekcja. mimo to… Sam nie wiedział.Jak chcesz . Wierzył. . . . zatrudniając tego mistrza z Braavos. nosem i skórą. Ned bardzo się cieszył.Nie chcę ich . a Sansa rozmawiała z nią bardzo uprzejmie.Mam nadzieję.Chcę Syria. że Forel nie ćwiczy cię zbyt ostro . że jego córka jest uparta jak osioł i nie ma sensu z nią się sprzeczać. . Tak więc ostatecznie mówiono o trzech złamanych kończynach. co o tym myśleć.westchnęła. Już wcześniej wygrywał podobne pojedynki. Później. .odparła Arya zadowolona i pokazała z dumą ogromny siniak na nodze.Jestem cała obolała . Ned zmarszczył brwi.ogolił sobie głowę i walczył ognistym mieczem. Później wyjaśniła mu. że Arya zmieni zdanie prędzej czy później. Thoros zaś nie bał się niczego.Tylko . Każdy przyzwoity rycerz mógłby nauczyć Aryę podstaw szermierki bez tych wszystkich nonsensownych przepasek. którzy przedstawiali widowisko składające się głównie z ballad. lecz on dobrze wiedział. że nie przyszłaś popatrzeć. A jak minęły twoje tańce? . Jory przyprowadził Aryę. . ponieważ konie innych jeźdźców bały się ognia.Arya.powiedział. Albo porozmawiam z ser Barristanem. było też mnóstwo siniaków i zadrapań.Jeśli chcesz.powiedziała Arya.powiedział.Koty . a jego wyszukany styl walki z Braavos doskonale nadawał się do smukłego oręża Aryi. Jeszcze wcześniej kazał jej robić obroty i salta w tył. młynków i skakania na jednej nodze. a każda nowa lekcja czyni cię lepszym. żeby dalej cię uczył.Syrio twierdzi.Szkoda. . to poproszę Jory’ego. Tamtego wieczoru. kilkunastu złamanych palcach. że chcesz dalej ćwiczyć? Skinęła głowa. Arya stanęła na jednej nodze. . . W młodości był najlepszy w całych Siedmiu Królestwach. . jesteś pewna. kiedy Sansa odeszła posłuchać trupy śpiewaków. . .Turniej był wspaniały . nigdzie nie było widać Lannisterów i nawet jego córki zachowywały się wyjątkowo poprawnie. w czasie uczty. Eddard Stark siedział pełen nadziei jak nigdy dotąd: Robert tryskał humorem. . jedwabną przepaską. a zatytułowane Taniec smoków. pogruchotanym obojczyku. że Syrio uczył ją patrzeć uszami. .Jutro będziemy łapać koty.Ned przeczesał włosy palcami.westchnął.Może popełniłem błąd. Syrio Forel posiadał znakomitą reputację. że Robert nie stanął w szranki.

ale ostatecznie nie miało to znaczenia. dziewczynka w Yale. . by mieć syna w tym wieku. Lord Stannis nie powrócił do Królewskiej Przystani na turniej. żeby się z nią pobawić jeszcze długo po tym. młody lord z Końca Burzy kochał ją do szaleństwa i odwiedzał często. Arya z siniakami . Wyjął sztylet i przyjrzał mu się uważnie. Otwarcie uznał jednego z nich. by zabić nią Brana w czasie snu. chłopca w wieku Brana. wysłana. czuł. Robert sam był wtedy jeszcze prawie chłopcem. Renly był zbyt młody. starsza od Roberta.zapewniła go z poważną miną i przeskoczyła z prawej nogi na lewą.sam udał się do swoich komnat na górze Wieży Namiestnika. Chłopak został oddany pod opiekę kasztelana lorda Renly’ego w Końcu Burzy. kiedy ją spłodził. czy spłodził jednego czy stu. Według prawa i zwyczaju nisko urodzone dzieci nie miały zbyt wielu praw. Dziwna myśl. wszystko to ma jakiś związek z zamordowaniem Jona Arryna. chłopak w Końcu Burzy.Sansa ze swoimi marzeniami. dostrzegł światło świecy w oknie komnaty Littlefingera. Bękarty pana męża nie przysparzały radości Cersei. że ponury pomocnik płatnerza jest synem Króla. upadek Brana. Tylko czy wiedza ta coś mu dawała? Król zostawił innych bękartów w Siedmiu Królestwach.Dobrze . schowana bezpiecznie za wysokimi murami Eyrie. Spojrzawszy ponad Wielkim Dziedzińcem. dziewczynkę z Yale. Po ciepłym dniu w pokoju panowała duchota. Późnym wieczorem. a Jory wciąż przesłuchiwał w burdelach. zdał sobie sprawę. zdobyta przez Tyriona Lannistera jako wygrana w zakładzie. Dziewczyna miałaby teraz siedemnaście albo osiemnaście lat.uważaj na siebie. Jak dotąd nie znalazł niczego poza bękartem Roberta. kiedy już odprowadził obie córki do ich sypialni i przypilnował. Jego twarz zbyt wyraźnie świadczyła o pokrewieństwie z Baratheonami: szczęka. Stannis nosił zbroję dumnego i zimnego honoru. lecz jak dotąd ani trochę nie udało mu się odsłonić prawdy o śmierci Jona. Biesiadnicy znad rzeki wracali pomału do domów. Broń Littlefingera. Ned pamiętał pierwsze dziecko Roberta. żadne z nich nie . Giermek nie żył. Ned nie miał wątpliwości. że tak jest. ciemne włosy. Gendry był jego synem. Północ minęła już jakiś czas temu. jak przestał się interesować jej matką. żeby wpuścić do środka chłodne nocne powietrze. Ned podszedł do okna i otworzył ciężkie okiennice. Słodkie dziecko. oczy. Dlaczego? Dlaczego karzeł miałby pragnąć śmierci Brana? Dlaczego ktokolwiek miałby pragnąć jego śmierci? Sztylet. Pozostał tylko Robert. żeby położyły się do swoich łóżek . Gendry. Często ciągnął tam ze sobą Neda dla towarzystwa. którego matka była damą. Lysa Arryn milczała.

.spytał Ned.odparł obcy dziwnie niskim głosem. . . twarz schował pod kapturem. . żeby nie walczył! . jeśli zaproponuję. Przez chwilę Ned siedział w milczeniu. .Słodki ton eunucha zniknął w jednej chwili. . a dłonie w obszernych rękawach.Yarys uśmiechnął się przepraszająco. panie . Ciekawość wzięła górę nad ostrożnością.Królowa… nie.Kim jesteś? .Nie zajmę ci wiele czasu. że rozmawialiśmy sam na sam. że jesteś jeszcze większym głupcem niż on.Wpuść go . a Król jest głupcem. Nic nie wskazywało na to. . musimy porozmawiać sam na sam. Dotąd widywał eunucha ubranego tylko w najlepsze jedwabie.Nie chciał podać swojego imienia. brązowej szacie z surowego materiału.W Czerwonej Twierdzy znajdują się przejścia znane tylko duchom i pająkom.spytał Ned. nawet Cersei… Przecież prosiła go. .powiedział z niedowierzaniem.Lordzie Stark.powiedział Ned. przy schodach zaś stał Alyn. o których powinieneś wiedzieć. .Lannisterowie .Przyjacielem . .Nie chciałbym.powiedział Yarys. . Do pokoju wszedł tęgi mężczyzna w popękanych. a ja znalazłem się po niewłaściwej stronie.Harwin. niemniej jednak to głupiec… skazany na zatracenie.Jeśli naprawdę muszę ci mówić takie rzeczy. Królowa bacznie cię obserwuje. .Jak przedostałeś się przez moje straże? . zostaw nas samych .rozkazał.Czy będzie to dla ciebie kłopotem. . .Ktoś do ciebie.powiedział Ned. kto to może być.Mógłbym przejść tuż obok i bym cię nie poznał . Gość zdjął kaptur dopiero wtedy. to znaczy. Na zewnątrz wejścia pilnowali Porther i Cayn. . Wyborne wino. To miało się stać dzisiaj. że mógłby należeć do Nocnej Straży. .przemówił Yarys uprzejmym głosem i usiadł.A zatem dobrze się spisałem . Dziękuję. . . mój panie. jeśli go nie uratujesz. .spytał Ned zdumiony. aksamity i adamaszki. nie wierzę.Lord Yarys? . Jesteś Namiestnikiem Króla.zawołał Harwin. natomiast ten człowiek cuchnął potem. Chcieli go zabić w czasie pojedynku wręcz. . zdumiony wiadomością. . Są rzeczy. . wiem. jest twoim przyjacielem. . gdy strażnik zamknął za sobą drzwi.Kto? Yarys napił się wina. żeby pewni ludzie dowiedzieli się.Tak.mogło zagrozić prawowitym dzieciom Roberta… Jego rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi.Lordzie Stark . Zastanawiał się. ubłoconych butach i grubej. żebyśmy się czegoś napili? Ned napełnił letnim winem dwa puchary i podał jeden Yarysowi. a jego głos stał się cięty i ostry jak nóż.

Mogłeś przyjść do mnie wcześniej. nie wolno mu czegoś zrobić. napięty uśmiech i przez chwilę jego prawdziwe oblicze i publiczna maska były jednym i tym samym. . Dobry król Joffrey musiałby go ułaskawić.. że nie może. Powiedz mi.Zaczynam rozumieć. lecz nie przyszedłem. Nawet gdyby walczył. żeby się przekonać. a nie wojowników. połamane kości i jeszcze Thoros z Myr wymachujący tym swoim absurdalnym ognistym mieczem. . oraz tym.Mogłeś przyjść do mnie wcześniej. jak ty byś postąpił.Tak.W ostatnim pojedynku brało udział czterdziestu jeźdźców. przyznaję. .Ja mam pod sobą szpiegów. za to byłoby nieprzyjemnym zaskoczeniem dla ich przyjaciela.A może jednak Cersei pozwoliłaby ser Ilynowi ściąć mu głowę.Podszedł do dzbana i nalał sobie jeszcze wina. dlaczego Królowa tak bardzo się ciebie obawia. O. powiadasz. którzy okazują lojalność jedynie wobec siebie samych. czy ktoś by się ośmielił zadać cios Królowi? Yarys wzruszył ramionami. . czy może być lepszy sposób. gdyby czyjś przypadkowy cios powalił Jego Miłość? . A łaskawa i pełna zrozumienia wdowa podnosi biedaka z kolan i udziela mu przebaczenia.Wyznam ci coś jeszcze. Czerwona Twierdza daje schronienie dwóm rodzajom ludzi powiedział Yarys.Przekląłby ich wszystkich i zechciał pokazać. . . teraz rozumiem. . Zastanawiałem się także. Aż do dzisiejszego ranka nie wiedziałem. lordzie Eddard. a ja ci odpowiem. . i teraz już wiem. co by zrobił Robert.Tym. Mogłem. Yarys rozłożył ręce. którzy pozostają lojalni wobec królestwa. że się nie boi. mój panie. ponieważ ci nie ufałem. rycerzy i połowy dworu. . . Eunuch dotknął jądra prawdy: wystarczyło powiedzieć Robertowi Baratheonowi. tak.powtórzył Ned szczerze zdumiony. . Takie rozwiązanie stanowiłoby mniejsze ryzyko dla Lannisterów.Wiedziałeś o wszystkim i nic nie zrobiłeś.Lordzie Eddard. Już słyszę jego płacz. . Kto by to nazwał morderstwem. by nakłonić do czegoś Roberta? Ned poczuł ucisk w żołądku. A ty byś od razu popędził do Króla. prawda? Ciekawe. Lannisterowie mają wielu przyjaciół. . a z pewnością to uczyni. W takim zamieszaniu… przewracające się konie.Zakazała mu walki! I to w obecności jego brata.Eunuch przyłożył dłoń do policzka. . .Jego pulchną twarz rozjaśnił krótki. do których należysz… czekałem więc.Z pewnością winowajca okazałby wielką skruchę. Ned poczuł wzbierający w nim gniew.Ty mi nie ufałeś? . . gdyby się o wszystkim dowiedział? Ned zastanawiał się nad tym.

a ktoś taki nie lubi donosicieli. przeciwko jego braciom i jego radzie. że . Z całej siódemki tylko ser Barristan Selmy zrobiony jest z prawdziwej stali. Kiedy nadejdzie dzień. Wielki Maester Pycelle kocha swój urząd. uśmiechając się zjadliwie. .. gdzie wrogiem była tylko zima i dzicy za Murem.I jakie dowody mu przedstawimy? Moje słowa przeciwko ich słowom? Moje ptaszki przeciwko Królowej. Owszem. zgodzisz się ze mną? Ser Barristan kocha swój honor. nie mów mi. . ile jest warta jego przysięga.Z pewnością Robert ma innych oddanych mu przyjaciół .Jeśli to.dokończył Yarys.zaprotestował.odparł eunuch.powiedział Yarys. Nie.Żona? . .Prawdą jest. jego… . Ja jestem tym.: Jego bracia. .Królewska Gwardia… . Królobójcy. . że on by cię nie zabił.Papierowa tarcza . . a kochać Króla to jeszcze nie to samo. Ser Boros i ser Meryn pozostają całkowicie oddani Królowej.odparł Ned. Kiedy przyjdzie wyciągnąć miecze. że jego bracia nienawidzą Lannisterów.To raczej ciebie powinna się obawiać . oni będą czekać cierpliwie na kolejną okazję.To ty sprawiasz. . Ned czuł się zagubiony. . choćby tylko po części. Minęły już dni.Lordzie Stark. lecz wstydzi się tego. w którym Cersei powie szeptem: zabij go. . nawet gdyby poprosiła o to Królowa. mój panie. a wszyscy wiemy. Ilyn Payne odrąbie mi głowę w mgnieniu oka i kto zapłacze nad biednym Yarysem? Ani na północy ani na południu nie śpiewają ballad o pająkach. przeciwko całej potędze Casterly Rock? Lepiej od razu poślij po ser Ilyna. jest prawdą. . Littlefinger zaś kocha siebie samego. .Ale jeśli twoje słowa są prawdziwe. Robert Baratheon będzie miał tylko jednego prawdziwego przyjaciela w twojej osobie. przeciwko Namiestnikom Wschodu i Zachodu. co mówisz.Nie. . ale nienawidzić Królowej. I może w tym nasz ratunek.Ale ty. lordzie Stark… myślę… nie.Trzeba powiedzieć Robertowi . że tak cię dziwią moje słowa. ja wiem. kiedy białe płaszcze przywdziewali tacy ludzie jak Ryam Redwyne czy książę Aemon zwany Smoczym Rycerzem. co do innych także żywię poważne podejrzenia. Wiem. na północ pełną prostoty. Król sam musi zadbać o siebie. Wyciągnął rękę i dotknął Neda swoją pulchną dłonią. Sam Jaime Lannister jest Zaprzysiężonym Bratem Białych Mieczy.odezwał się Ned. Nasz Robert jest dzielnym wojownikiem. szpiegów i eunuchów. ale Selmy jest stary. Przez chwile zapragnął móc powrócić do Winterfell. Przynajmniej zaoszczędzimy sobie czasu. dokąd zaprowadzi nas ta droga. . kim jestem. Król korzysta z moich usług.Która nadarzy się raczej prędzej niż później .

Pewnie wspaniale się zaprezentował w czasie turnieju w swojej nowiutkiej zbroi i płaszczu ozdobionym półksiężycami. że tylko ktoś. lecz kiedy wdowa uciekła do Eyrie. Wszystko zawdzięczał Jonowi Arrynowi. Co takiego zrobił.Chociaż… pewien chłopak.Jego słowa znowu przypominały uderzenia biczem.Ser Hugh. . . .Jak zginął Jon Arryn? .Bez wątpienia któryś z jego słodkich przyjaciół.Dziękuje za wino. Do tego słodki jak woda i nie zostawia śladów.Wstał i zaciągnął kaptur na głowę.Yarys? . . Ned musiał dowiedzieć się całej prawdy.Powiedz mi. zanim zdążyłeś z nim porozmawiać… Ned poczuł się. . który często zasiadał z nim przy stole.bardzo się niecierpliwią. Moje serce zawsze się raduje na widok młodych. Powiedział. . . kiedy o to zapytasz. on pozostał w King’s Landing i dobrze mu się powodziło. Lord Arryn był miłym i ufnym człowiekiem. Był już przy drzwiach. . kto nie jest w pełni człowiekiem. jakby sam zażył trucizny.Giermek .Łzy Lysy. . kiedy Ned zawołał: .Zadawał pytania .Eunuch westchnął. . Tylko który? Wielu ich było. Ale moje ptaszki będą uważnie słuchały i może uda nam się je powstrzymać. że przyjdzie ci to łatwo.odparł Yarys i zniknął za drzwiami. którzy się wybijają. Myślę.Eunuch odwrócił się.Kto mu podsunął truciznę? . Nie wysilaj się i traktuj mnie z taką samą pogardą jak dotąd. . Rzadki i drogi płyn. Porozmawiamy jeszcze przy okazji zebrania rady.Byłem ciekawy. Szkoda. . może pomyśleć o czymś podobnym. że trzeba było go zabić? . . .powiedział. że umarł tak wcześnie. żeby ktoś próbował wszystkiego przed nim. tak to nazywają. ale mnie nie posłuchał.Coraz bardziej kręciło mu się w głowie. W tym samym pokoju błagałem lorda Arryna. .Ale dlaczego? Dlaczego teraz? Jon Arryn był Namiestnikiem przez czternaście lat.

Może nie wszyscy się najemy . Tymczasem gruba karczmarka wrzeszczała: . Szczególnie. z twarzą pokrytą ciemną szczeciną. Nie tutaj. Kiedy najemnik rozpruł brzuch zwierzęcia.Bierzesz mnie za Dothraka? . Tyrion odszedł bez słowa.Jyck. że Dothrakowie jedli konie. dzięki czemu wciąż jeszcze żyli. ponieważ należało to zrobić szybko. . i zjadł surowe mięso w dwóch kęsach. że to nie byle jaki koń. Sam wyglądał jak cień: przeraźliwie chudy. krótki sen na twardej i zimnej ziemi. z jego wnętrza uleciała para. To prawda.powiedział Bronn i wzruszył ramionami.Podziękuj mu w naszym imieniu. że z trudem chodził. On musiał jechać dalej. kilka kęsów strawy. zanim zapach krwi ściągnie cieniokoty. a nogi miał tak obolałe. a w następnej stał otoczony zbrojnymi ludźmi i patrzył. . które zawsze podążały za ich khalasar. i następna. że jest to mój koń. że chyba jego zdechłej klaczy bardziej się poszczęściło. a potem kolejna noc i jeszcze jedna. . W jednej chwili zamawiał kolację. Zręcznie operował nożem. Nie przepadam za końskim mięsem. karle? . ukazując pożółkłe zęby. .Będzie jeszcze lepszy. . . jak to wszystko się skończy.Chiggen uśmiechnął się. .Dostałem tę klacz od mojego brata.Smakuje to znaczy. Jaime’a. proszę. . jak Jyck sięga po miecz.wtrącił Bronn. Jeśli go jeszcze kiedyś zobaczysz. .Żadnych mieczy. zostawiali też ułomne dzieci na pożarcie zdziczałym psom.odpowiedział mu Tyrion. Wspomnienie wciąż pozostawało żywe. jeśli zjesz z cebulą .mruknął pod nosem. W myślach zapisał jeszcze jeden dług Starków. o ciemnych oczach i włosach.Dothrakowie wolą końskie mięso od wołowiny czy wieprzowiny. . w dwudziesty trzeci dzień mojego imienia .TYRION Tyrion Lannister stał w chłodzie budzącego się świtu i patrzył.powiedział Tyrion smętnym głosem. a bogowie tylko wiedzieli.Chcesz spróbować. Zimno przenikało jego ciało aż do kości. idąc w górę do swoich ciemiężycieli. .spytał Tyrion ponurym głosem. Dlatego niezbyt przypadły mu do gustu ich zwyczaje.Nikt z nas nie będzie dzisiaj głodny . .powiedział Bronn. jak Chiggen patroszy jego konia. Tyrion zdążył wykręcić rękę Jyckowi. . Chiggen odkroił pasek ociekającego krwią mięsa i podniósł go do góry.A z nią wszystkich Starków. gdzie .A niech ją .Mięso to mięso . Pomyślał.

To. że popełniłem zbrodnię. A siły Tyriona? Sztylet za jego pasem i dwóch ludzi.Zmusił się wtedy do uśmiechu. może… Rozejrzawszy się po sali. . Prosiła. czego nie można było powiedzieć o Morrecu.Jego sztylet pozostawił te oto blizny. jakiego z pewnością oczekiwała. co zobaczył. który teraz pozbył się swojej brody.Zabierzcie go gdzie indziej. Yoren zaś. Tyrion przemówił głośno. Szkarłatne drobinki śliny pryskały z ust karczmarki. Niemal dosłownie dało się wyczuć opadające napięcie w sali. A wysłał go. starając się opanować drżenie głosu. Na wezwanie kobiety Starków odpowiedziało przynajmniej tuzin mieczy: Harrenhal. lecz najmniej żołnierzem. Sprowokowała ich. .Honor Lannisterów.Weźcie ich broń. których twarze mówiły mu. tak by wszyscy widzieli. sprytne. Nie liczył . Jakiekolwiek próby gwałtownej reakcji mogły zaprowadzić ich tylko do grobu. . Jyck dobrze sobie radził z mieczem.Nigdzie go nie zabijajcie .Zabierzemy go z powrotem do Winterfell . żeby tu nie walczyć.powiedział rycerz.Wtedy Bronn zabrał miecz Jycka i odebrał im sztylety. a Tyrion pomyślał. dwóch najemników.Skoro lady Stark wierzy. a także kilku głupich wieśniaków nieświadomych tego. trzej Brackenowie. że gotowi są zadźgać go w każdej chwili. któremu służyli ich lordowie. kiedy błagała Catelyn Stark: . koniuszym. co się dzieje. napełniło go pewnym optymizmem. Podniosła ręce do góry. Nie mam nic wspólnego z atakiem na twojego syna. . A jednak nie odniosła aż tak wielkiego sukcesu. szybko ocenił sytuację.odparła wtedy lady Stark. teraz domagali się jego krwi jak psy. .Nie zabijajcie go tutaj! . żeby uśmiercić mojego syna. . które wywęszyły ranną zwierzynę. że widok jej dłoni podsyca gniew zebranych.Zabić go . popełniasz poważny błąd. Tylko w ten sposób mógł się uratować. gdy stary rycerz u boku lady Stark powiedział: . jako czarny brat nie mógł brać udziału w jakichkolwiek zatargach w całym królestwie. bez względu na swoje uczucia. tak. a inni podjęli jego wezwanie szybciej.twoje maniery? Słuchaj naszej gospodyni. .Nic więcej nie powiedziała. niż się spodziewał.syknął jakiś obszarpaniec z tyłu sali. czarny brat usunął się na bok bez słowa. żadnych kłótni możnych panów. Mój honor… . Nie chcę tu żadnej krwi. by publicznie dali dowód lojalności wobec jej ojca. Tyrion czuł. by odpowiedzieć na jej zarzuty.dodał. Przed chwilą jeszcze tak serdeczni. jak na kobietę. to pojadę z nią. no cóż. . Tyrion rozpoznał niski głos zbrojmistrza Winterfell. I rzeczywiście. po czym wezwała ich do czynnej pomocy. służącym. który chyba dokładnie oddawał jego nastrój.Lady Stark.przemówił Tyrion. . Wspaniale . Dobrze . Był kucharzem. Bez wątpienia kobieta Starków zachowała się bardzo roztropnie. o.

Na wezwanie Catelyn Stark odpowiedziało zaledwie dwunastu. ale w przeciwnym kierunku i wiedział. że czeka ich długa droga. Musiałby zająć całą karczmę. który wcześniej zaoferował mu swój pokój.dodał. to ktoś inny. pozostali wyglądali na przestraszonych albo zdezorientowanych. inaczej słowo rozniesie się. . gdy tylko wyjadą.Jego ludzie pójdą z nim oświadczył stary rycerz. Potem wyprowadzili ich na zewnątrz. Milczenie? Stary głupiec. ale on sam gotów był wypłacić nagrodę.Wyruszamy natychmiast. A wy wiedzcie. . Tyrion starał się zapamiętać ich twarze. A jeśli nie on. Wystarczy włożyć złotą monetę do kieszeni wolnego. Głupcy pchali się jeden przez drugiego.To wystarczyło.Z pewnością dobrze zapłaci każdemu. Jechał już tamtędy. że ich kapitan pozostał na swoim miejscu. lecz Tyrion Lannister nie czuł wielkiego strachu. Yoren zaniesie wieści na południe. . Tyrion z trudem powstrzymał śmiech. tak że niebawem nogi mu zdrętwiały. tak. co on zrobi. osiodłali konie w deszczu i związali im ręce surowym sznurem. tymczasem ktoś zarzucił mu kaptur na oczy i posadził na konia.Tyrion wiedział. może niezupełnie taką. kiedy dogoni ich pościg.powiedział wtedy. obiecał sobie w duchu. że lord Tywin niczego takiego by nie zrobił. Tyrion w myślach pogratulował sobie sprytu. Wprawdzie lord Walder Frey składał przysięgę Riverrun. Wiele mogło się jeszcze wydarzyć. . gdyby tylko udało mu się uwolnić. a popędzi do Casterly Rock jak strzała. Tylko dwóch z Freyów zaoferowało pomoc. Jeśli nie odważy się na nic więcej. zauważył wcześniej Tyrion.Mój ojciec będzie się zastanawiał. a w siedzeniu czuł . O. jeśli zachowają milczenie na temat dzisiejszych zdarzeń. Freyowie opowiedzą o wszystkim swojemu lordowi i bogowie tylko wiedzą. . zostanie sowicie wynagrodzony. i słusznie. jakiej oczekiwali. . lecz wolał nie prowokować losu. to przynajmniej wyśle ptaki z wiadomością do Królewskiej Przystani. kto przyniesie mu wieść o dzisiejszych wydarzeniach. lecz należał do ostrożnych ludzi i zawsze starał się pozostać po stronie zwycięzców.Pozostałym będziemy wdzięczni. Głupi minstrel ułoży balladę. co się ze mną stało . Catelyn Stark nie marnowała czasu. otrzymają nagrodę. ale w sali karczmy znajdowało się prawie pięćdziesięciu ludzi. Potrzebujemy koni i prowiantu. Ptaki poniosą wieści i nie minie dzień.A zatem do Winterfell . pochwycił spojrzenie człowieka. Jechali szybko w deszczu. kiedy zobaczyli. Miał ochotę się uśmiechnąć. Jeśli któryś z was zgodzi się być strażnikiem naszych więźniów i pomoże nam dostarczyć ich bezpiecznie do Winterfell. żeście zyskali dozgonną wdzięczność Rodu Starków. lecz szybko się wycofali. . że nie uda im się dowieźć go do Winterfell. . Ser Rodrik zerknął na lady Stark zaniepokojony.dokładnie. z pewnością jeden z lordów znad rzeki zechce przypochlebić się jego ojcu. Wierzył. Mówiąc to.

ponadto oddychał z coraz większym trudem. Ujrzawszy wąską. czy chłopak dalej będzie taki zadowolony. siostra Catelyn Stark. Jakby wcale się nie obawiali. I słusznie. ogłosiłam to wystarczająco głośno . którą ułożę . Jeszcze teraz. że twoi przyjaciele tam właśnie poprowadzą pościg. kiedy dopadną ich jeźdźcy Lannisterów.Nie wątpię. Jechali ledwo widocznym kamienistym szlakiem przez dziką krainę. a przez mokry kaptur zaczęło się przebijać blade światło świtu. stracił wszelką nadzieję. których ośnieżone szczyty widniały w oddali.Opowiem o tym wydarzeniu w pięknej balladzie. Siedziałbym teraz przy ogniu i zajadał pieczyste. rozwiązały go i zdjęły mu kapturz głowy. że może uciec.powiedział do lady Stark. Deszcz przestał padać. Czyjeś dłonie ściągnęły go z konia. Przeklęty minstrel pojechał z nimi. . była z Tullych… i nie należała do przyjaciół Lannisterów. tak więc nie słyszał. dla których miecz stanowił jedyne prawo. Po drugiej nocy nie związali mu rąk.O. dokąd zmierzają.tymczasem został przechytrzony przez tę przeklętą po siedmiokroć wilczycę. a wdowa po zmarłym Namiestniku. czuł gorycz wściekłości na wspomnienie tamtej chwili.pulsujący ból. Wiedział to od chwili. co mówiono dookoła. że jedziemy do Winterfell! W odpowiedzi Catelyn Stark obdarzyła go cieniem uśmiechu. . Wyruszyli dalej.To jest górna droga . . by zobaczyć. Tyrion zastanawiał się. . . kiedy Catelyn Stark zarządziła postój. choć upłynęło już kilka dni. podnóże dzikich gór. tak. gdy zdjęli mu kaptur. A mimo to kobieta Starków nie dawała im wytchnienia.Ona prowadzi na wschód. gdy tylko nakarmili i napoili konie. Miałby do wyboru zginąć w pazurach cieniokotów albo z rąk ludzi z któregoś z górskich klanów. oznajmiwszy wcześniej zamiar udania się z nimi. kiedy zostawili za sobą karczmę w bezpiecznej odległości. gdyby ten przeklęty minstrel nie otworzył gęby. Mierziła go bardziej sama myśl o tym niż napaść na niego. Tyrion miał okazję poznać lady Lyse w czasie jej pobytu w Królewskiej Przystani i nie pałał chęcią do odnowienia znajomości. Catelyn Stark zwolniła. Gdyby nawet spróbował uciec. pomyślał rozżalony. tkanina kaptura przemokła bowiem i przywarła mu do twarzy. jak zakończy się ta „wspaniała przygoda”. Kaptur tłumił wszelkie odgłosy. posyłając lady Stark spojrzenie pełne oskarżenia. Tym razem nie założyli mu już kaptura. jakim zechcieli obdarzyć go bogowie . nie zaszedłby daleko. Sznur wrzynał mu się w nadgarstki. prawie przestali go pilnować. a kiedy wjechali wyżej. sam. W tych górach panował Ród Arrynów. Przez całe życie Tyrion szczycił się swoją przebiegłością . bez żywności.jedynym darem.przyznała. . byli to zbóje i mordercy. przez cały czas musiał się bardzo pilnować. kamienistą drogę.rzucił. Życzę im powodzenia. Powiedziałaś. Potem. Wiedział. żeby nie spaść z konia. Jadąc po nierównym terenie z zasłoniętymi oczyma.

obciążamy pozostałe. . Ponadto ryzykujesz utratę mnie. . jeśli dogonią nas Lannisterowie. która wyrastała ze szczelin między kamieniami. Och. że wieści dotarły do mojego ojca. ile potrafi znieść.wtrącił Tyrion. który. żeby mógł im później odpowiednio odpłacić za to. jedziemy przez dziką krainę. co nie jest wcale takie pewne. musimy odpocząć. usilnie próbował połączyć rymem w swojej balladzie karzeł z marzył. a także poczciwy ser Willis oraz najemnicy.A czemu nie miałbyś umrzeć. Lannisterowie zawsze spłacali swoje długi. Lharys i Mohor. Był jednym z Brackenów. Lannister .Zatrzymali się przy strumieniu niedaleko drogi.Straciliśmy już trzeciego konia… .Stracimy nie tylko konie. okrągłym hełmie wyglądał. na służbie u lorda Jonosa. Tyrion Lannister usiadł na skale. .Karle.Gdybyś chciała mnie zabić. Tyrion obiecał sobie. narzekał na wilgoć.dodał ser Rodrik. lecz wyraz determinacji wciąż pozostawał na jej obliczu. Rzeczywiście. . Kurleket przekona się o tym. tłusty olbrzym o krótko obciętych włosach i świńskiej twarzy. .Niech mówi . Twarz miała smagłą od wiatru i zmęczoną. posępni. z pewnością mknie teraz królewskim traktem… zakładając. podobnie jak jego przyjaciele. . . Bronn i Chiggen. kiedy cierpiał honor jego Rodu. więc nie jestem pewien. Jyck i Morrec siedzieli blisko siebie.Lady Stark. moja pani . że w ogóle ktokolwiek nas ściga. Dobrze wiedział. jakby nosił na głowie miskę.rozkazała lady Stark. dopóki nie dotrzemy do Yale. powściągliwy i surowy. . Tyrion bardzo starał się zapamiętać ich imiona. zmęczeni. . w swoim żelaznym. lecz nie znosił. Nie opodal siedział Marillion i nacierając struny oliwą.Pani. . jaki pożytek z mojej śmierci? . lord Tywin Lannister ani trochę nie przejmował się losem swojego skarlałego syna. która zniszczy jego instrument. lady Stark nie pytała cię o zdanie . zmylony twoim kłamstwem.Teraz mówił prawdę. Był mężem lady Whent.Mała szansa .Usłyszeli w odpowiedzi.Pościg. . jak się z nim obchodzili. a któryś z twoich wiernych . za pomocą lutni i swojego słodziutkiego tenoru. czy zechce cokolwiek uczynić.Tyrion usłyszał słowa ser Willisa Wode’a.Ser Willis ma rację.warknął Kurleket. . Konie napiły się lodowatej wody i teraz skubały kępy brązowej trawy.odparła Catelyn Stark. nie wątpię. Nie możesz liczyć na żadną pomoc. . że szczególne podziękowania złoży Marillionowi. lecz on nie darzy mnie zbyt gorącą miłością. Jestem mały i niezbyt silny. Tracąc kolejne konie. wystarczyłoby jedno słowo. kiedy zbliżył się do nich. Pilnował ich Mohor oparty o włócznię.Mówił tylko częściową prawdę. pierwszy stanął przy Catelyn Stark w karczmie.

odpowiedział pytaniem.Starkowie nie mordują ludzi w ich łóżkach. .Ani ja . Tyrion nigdy dotąd nie oglądał równie zimnego oblicza Catelyn Stark. lecz tamten był za głupi. doprawdy.W jego świńskich oczkach pojawił się błysk ożywienia.Ile razy mam ci przysięgać. ale nie jestem głupi.rozkazała Catelyn Stark. .Petyr Baelish kochał mnie niegdyś.Kłamstwo! . że on nie opowiadał o twojej ręce. . . moja pani.Niegodziwy karzeł .Zabójca miał twój sztylet.A dlaczego niedźwiedź załatwia się w lesie? . który wziął głęboki oddech.przyjaciół z chęcią by mi poderżnął gardło. Kurleket wydobył swój sztylet.powiedziała Catelyn Stark. .To nie był mój sztylet .Ponieważ taka jest jego natura. .Jak to co? Cały dwór słyszał jego opowieści o tym. . Powinnaś o tym wiedzieć. lecz była uczuciem prawdziwym i czystym i nie dawała powodów do szyderstw. . a rzucę ci pod nogi jego kłamliwy jęzor. Lannister. jak to odebrał ci dziewictwo. doprawdy jesteś głupia. . lecz ona zapytała: . Kurleket chwycił go za włosy i gwałtownie odchylił mu głowę. Littlefinger nigdy nie kochał nikogo innego poza samym sobą.Dlaczego Petyr miałby kłamać? . Dla Littlefingera kłamstwo i oddychanie to jedno i to samo. . Zaręczam ci. . słodkich ustach i żarze między twoimi nogami. że dostrzegł błysk zwątpienia w jej spojrzeniu. Chciał mojej ręki. Jego namiętność smuciła nas wszystkich. Lannister? Tyrion przechylił głowę. . ale o twoich bujnych piersiach. . . szczególnie ty. żeby dostrzec jego szyderstwo. Zbliżyła się do niego z twarzą pociemniałą od gniewu. Tyrion poczuł na gardle zimny pocałunek stali.powiedział. jesteś niegodziwym człowiekiem. . .Spojrzał na Kurleketa. Tylko głupiec oddałby swoją broń pospolitemu rzezimieszkowi. Wtedy był tylko chłopcem. lady Stark. Tyrion czuł wzbierający w nim gniew. .Czy mam mu puścić krew? . . odsłaniając gardło.Powiedz tylko słowo. okrutną broń z czarnego żelaza. lady Stark? Możesz mi wierzyć albo nie. .Co powiedział ci Littlefinger o sztylecie? Odpowiedz na moje pytanie.Jeśli mnie zabijesz.Co masz na myśli. . prawda umrze razem ze mną .Niech mówi .odezwał się Marillion zdumiony.powiedział z trudem Tyrion. pani.powiedział.Ty zaś. Przez moment wydawało mu się.Powtarzam jeszcze raz: nie mam nic wspólnego z próbą zabicia twojego syna. Kurleket niechętnie puścił włosy Tyriona.

czy tak? .Przyda się każdy miecz.Kiedy Rycerz Kwiatów zrzucił z konia mojego brata. Mohor. .Ser Rodrik. .Marillion siedział nieruchomo z harfą przyciśniętą do piersi. podobnie jak wyrzynali siebie nawzajem. . lecz Morrec. . Dopiero teraz cały obóz ożył. Jaime’ego. lecz ona rzuciła tylko: . Wszyscy sięgali po broń.Tyrion skoczył na nogi i chwycił ją za ramię. że w duchu przyznaje mu rację. by rodzić synów.i już .Daj słowo. skoczył na nogi. Przez chwilę myślał. . z kępkami rudych włosów wystających spod jego spiczastego.Odgłos kopyt stawał się coraz wyraźniejszy. blady jak ściana. Widział. Pewnie mają ukrytych zwiadowców i wiedzą. Tyrion nie puszczał ramienia Catelyn Stark. . który szybko schodził na dół.wyrzucił. Ser Rodrik posłał tam Lharysa. .zawołał ser Rodrik.Dwudziestu ludzi. moja pani… na honor Lannisterów. Może oszczędziliby Catelyn.. metalowego hełmu. śpiewaku .zawołał ser Willis.Uzbroić ich . . pilnuj więźniów… . Przez długą chwilę nikt się nie ruszał. Z góry posypała się lawina kamyków zrzuconych przez Lharysa. .powiedział. żeby obserwował drogi w czasie ich postoju. . biegli do swoich wierzchowców. dysząc ciężko.Wygrałeś go w zakładzie w czasie turnieju w dniu imienia księcia Joffreya. ser Willis. że oddacie broń po skończonej walce. by pomóc rycerzowi. . . tuzin koni. Dłonie zacisnął na drzewcu włóczni zakończonej żelaznym grotem.Zmarszczyła czoło. człowiek Tyriona.Ty.Jeźdźcy! Krzyk dobiegł ze skalnego występu wysoko nad nimi. może dwudziestu pięciu . może więcej. . . a w zębach trzymał sztylet. .Nie masz wyboru .Mleczne Węże albo Księżycowi Bracia.Słyszę ich! .Daj nam broń! . to możesz mieć.Zgadza się . Tyrion uśmiechnął się podstępnie. Zbliżali się. Pierwsza zerwała się Catelyn Stark. Zeskoczył zdyszany tuż przed Catelyn Stark. niezgrabny. Tyrion odwrócił głowę: Tętent kopyt. .zawołała.Trzech więźniów i czwarty strażnik… czterech dodatkowych ludzi może przybliżyć nas bardziej do życia niż śmierci. była jeszcze na tyle młoda. że splunie mu w twarz. .Pomóż mi z tym napierśnikiem. jak i Lannistera. A jednak wahała się. na koń . Ser Rodrik Cassel siedział już na koniu z mieczem w dłoni. Ludzie z górskich klanów nie przejmowali się waśniami wielkich rodów i z równą ochotą gotowi byli zabić zarówno Starka.Moje słowo? .Pozostałe wierzchowce do tyłu.przyznała.Och. Mohor przykucnął za głazem. że tu jesteśmy.

i wyjechał im na spotkanie. wychudzeni. że rąbiesz drewno . kosy. Bronn podjechał do Tyriona i podał mu obusieczny topór. .Odejdź stąd! . ich konie tańczyły wokół siebie.Udawaj. że z gardła mężczyzny w płaszczu z cieniokota wystaje grot strzały. lecz popłynęła z nich tylko krew. Chwilę później nastąpił atak. Ser Rodrik wziął na siebie olbrzyma w płaszczu z cieniokota. kiedy Morrec i Lharys wypuścili strzały. Morrec przyklęknął na skraju drogi z łukiem.Casterly Rock! .krzyczał. ser Rodrik walczył już z kimś innym. . Miecz Chiggena rozorał odsłoniętą twarz mężczyzny w kolczudze.Posuń się. . Splunąwszy.Czuł się niezręcznie z podobnym orężem w dłoni. .powiedział Bronn. Ser Rodrik rzucił Jyckowi jego miecz i pochwę i obrócił się w stronę zbliżającego się wroga. Tyrion zobaczył. Rozejrzał się za jakimś głazem i podbiegł do miejsca. Nie było żadnych heroldów. uzbrojony w oburęczny miecz. Jyck wskoczył na konia i pognał na oklep w wir walki. sztylety i ciężkie żelazne młoty. Jeźdźcy wynurzyli się niespodziewanie z mroku świtu jak zjawy.Jestem śpiewakiem.wrzasnął chłopak. . zmuszając go do jakiegokolwiek ruchu.mruknął Tyrion pod nosem. nabijane kolcami maczugi. . . Olbrzym otworzył usta do krzyku. nie zagrały rogi ani bębny. ciemnowłosi.jej nie było. Czuł się nagi bez zbroi. Prowadził ich olbrzym w pasiastym płaszczu z cieniokota. Twarze mieli schowane za osłonami półhełmów. wyciągając długi miecz z pochwy na plecach. Za nimi podążał ser Willis. . Jadący obok Chiggen i Bronn wykrzykiwali jakieś niezrozumiałe wojenne okrzyki. nie chcę żadnej walki! . gdzie schował się Marillion.Co. który wymachiwał nad głową kolczastą maczugą.lecz niedorzeczne pragnienie szybko minęło i wcisnął się głębiej za kamienną osłonę. zamachnąć się toporem i zawołać: . Nagle Marillion wrzasnął przeraźliwie i zakrył głowę swoją harfą na widok konia . Słyszał rżenie przestraszonych koni i szczęk metalu uderzającego metal. Ser Willis dosiadł swojego wierzchowca i poprawił hełm podobny do metalowego naczynia z otworami na oczy i długim pióropuszem z czarnego jedwabiu. Rozległo się tylko brzęczenie cięciw. by wyskoczyć zza skały. W dłoniach chronionych przez rękawice dzierżyli wszelkiego rodzaju broń: długie miecze. Ser Rodrik zawołał: . chorągwi. odziani w skóry i części różnych zbroi. dołączył do Chiggena i ser Rodrika.Tyrion wymierzył minstrelowi kopniaka. Topór miał krótki trzonek. Zanim spadł na ziemię. tymczasem jeźdźcy nie ustawali w atakach. straciłeś już zapał do przygód? .Drewno nie krwawi .Nigdy nie walczyłem czymś takim. z którym lepiej sobie radził niż z mieczem.Winterfell! . ciężkie ostrze i paskudny szpic na górze. a Bronn ciął wrogów na prawo i lewo. Tyrion poczuł nagle ogromną chęć. lance.Harrenhal! Harrenhal! .

ja krwawię. Zobaczył Bronna. . Tyrion zamachnął się toporem. Świat pogrążył się w chaosie. a w powietrzu unosił się ciężki zapach krwi. Krwawiące kłody. dobił go i zabrał mu jego półhełm. jak walczył z mieczem w każdej dłoni. Jeździec przypomniał sobie. Spróbował wyszarpnąć ostrze broni z martwego ciała. że nie żyjesz . Tyrion wstał niezdarnie.Niech ktoś mi pomoże . usłyszał kobiecy krzyk. Zanim zorientowali się. w dłoni trzymał nabity gwoździami młot.wyjęczał śpiewak. Jeździec i jego koń zwalili się wprost na niego. Potem wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Wypuścił topór z ręki i pozwolił mu opaść na . uderzył pierwszego z napastników w tył kolana. Walka została zakończona. Dookoła leżały zdychające konie i ranni ludzie. jeden z nich siedział na koniu. Ostrze ugodziło konia w szyję. Jyck otrzymał cios z tyłu. kiedy wyjmował go z ręki zmarłego. jakby rozłupało kawał spróchniałego drewna. pełzła po ziemi niczym pięcionogi pająk. Tyrion ze zdumieniem stwierdził. przywarła mocno plecami do skały. Tyrion przyłożył obcas do szukających palców i z zadowoleniem usłyszał chrzęst kości. Ze sztyletem w poranionych dłoniach. zanim się odwrócił. tymczasem jeździec zawrócił w ich stronę. że nie jest jednym z nich. że nadchodzi. przemykając od skały do skały. tymczasem drugi z napastników odwrócił się w jego stronę. i odjechał szybko. Od czasu do czasu wyskakiwał z cienia. . Spod martwego zwierzęcia wysunęła się dłoń śpiewaka. Krzyki i wrzaski wypełniły świt. Okazał się trochę za ciasny. Zaraz potem Tyrion potknął się o ciało Kurleketa.To pewnie krew konia . że Tyrion niemal wypuścił broń z ręki. Pod kamienną ścianą stała Catelyn Stark otoczona przez trzech ludzi. Maczuga zmiażdżyła jego świńską twarz. Tyrion trzymał się z boku. Wrogowie uciekli lub zostali pokonani. Mimo to ruszył do przodu. W ostatniej chwili zdążył wyszarpnąć topór i uskoczył niezdarnie przed padającym zwierzęciem. Tyrion rozejrzał się. Niech biorą sukę. Ostrze przecięło ciało i kość. Bogowie litościwi. pomyślał. a chwilę później usłyszał jęki Marilliona dochodzące spod splątanych ciał. Strzały przelatywały ze świstem nad jego głową i odbijały się od skał. dobrze jej tak.poradził śpiewakowi. lecz Tyrion rozpoznał sztylet. Marillion nie miał tyle szczęścia. ale Tyrion uznał. Tyrion uchylił się przed mieczem i sam zadał cios toporem.przeskakującego nad ich skałą.powiedział Tyrion. rżenie tak przeraźliwe. że lepszy taki niż żaden. słychać było głośne jęki i rżenie. że ma coś jeszcze do załatwienia. by razić nogi biegnących koni. tuż nad karkiem. Tyrion wykorzystał moment. kiedy zbój nie mógł wyciągnąć spod konia jednej nogi i zatopił ostrze swojego topora w jego szyi. Mężczyzna zatoczył się do tyłu… a wtedy Catelyn Stark stanęła za nim i poderżnęła mu gardło. pomyślał. . kiedy siekał innego przeciwnika.Zamknij oczy i udawaj. Napotkawszy rannego zbója. Wsuwając go za pas. Rozległo się głuche plaśnięcie rozcinanego mięsa. bez konia.

Ostatecznie wyszedł na głupca.Zbierajcie sobie ile chcecie. musimy pochować naszych zmarłych .Mój ojciec będzie bardzo dumny . Sami stracili tylko trzech ludzi. mężczyzna nie wydawał się już taki ogromny. a jego miecz okazał się mocno wyszczerbiony i zardzewiały w wielu miejscach. skoro tak twierdzisz.Okazali dzielność. .Nie mówię nie. że ledwo stał.Nic tak nie leczy ran jak kobieta.powiedział. Tyrion zerknął na lady Stark zajętą opatrywaniem ran ser Rodrika. .Mam lepsze rzeczy do roboty niż rzucanie kamieni na zmarłych… chciałbym jeszcze pooddychać.Nazbieramy kamieni na kopce. Rozejrzał się po pozostałych. Dobry początek. dobrze wyprawionej skóry. Chudzi. któremu ściągał buty.powiedział Bronn. obdarci. obawiam się. że walczyli przez pół dnia. dwóch ludzi lorda Brackena .Jeśli ktoś chce dożyć dzisiejszej nocy. . niech jedzie z nami. błyskając czarnymi oczyma. Z pewnością nie odjechali daleko.Ziemia tutaj jest zbyt kamienista na kopanie . ale nie czuł bólu w czasie bitwy. W drodze znad strumienia jeszcze raz popatrzył na zabitych. które nosił Bronn.Teraz potrzeba ci kobiety . . . . nalegam na pośpiech . . kosa… Przypomniał sobie olbrzyma w płaszczu z cieniokota. że on ma rację . Potem przyklęknął nad strumieniem i zmył krew z twarzy w lodowatej wodzie. wykonane z grubej. Broń wrogów także nie robiła większego wrażenia: młoty. Wolni wybuchnęli śmiechem. . pomyślał Tyrion. Jycka. Włożył buty do swojej torby przy siodle. Dziwne. .odpowiedziała. Palce miał lepkie od krwi. . Stary rycerz otrzymał głęboką ranę na lewym ramieniu.powiedział ser Willis Wodę. Nogi miał tak obolałe.Kurleketa i Mohora. który walczył z ser Rodrikiem oburęcznym mieczem. .powiedział ser Willis. ponadto rzucona włócznia drasnęła go w . jak przystało na człowieka lorda Tywina. .Pani. .Lady Stark.Uwolniliśmy się od nich tylko na krótki czas. oblizując wargi. który tak dzielnie rzucił się w wir walki na oślep.ziemię. maczugi. Dobre buty. . lecz słońce stało prawie w tym samym miejscu. spoglądając przez szczeliny przyłbicy wzdłuż grzbietów pasma wysokich wzgórz. pochylony nad ciałem Jycka.spytał go później Bronn. uwierz mi. . lecz kiedy go odnalazł.Ser Willisie.Twoja pierwsza bitwa? .odezwał się Bronn. Przysiągłby. . Tyrion także się uśmiechnął. o wiele lepsze od tych. ale beze mnie i bez Chiggena .oraz jego człowieka. pomyślał. Tyrion skinął głową. ich konie małe i zagłodzone. Nie zostawię ich na pastwę kruków i cieniokotów. Chiggen przerwał przeszukiwanie zabitych i prychnął. płaszcz zniknął.powiedział ser Rodrik znużonym głosem.

sam zatroszczy się o siebie w tej grze.powiedział Tyrion. . kiedy podszedł do niego Lharys. . ale nie miała wyboru. i zniszczoną harfę. Miał go dosiąść. zanim zdążył odpowiedzieć. lady Stark. A jednak dzień nie przyniósł mu tylko strat.Nie ufam ci więcej niż przedtem . i uznał.powiedział .zaczął Tyrion. ser Rodrik zaś tuż obok niego. . Marillion wciąż zerkał ponuro na Tyriona. a potem wściekłe warczenie bestii walczących o mięso zmarłych. bez względu na to. . W jakiś sposób wszedł w posiadanie wspaniałego płaszcza z cieniokota. którą ci opowiedział. . Marillion wyraźnie zbladł.W bajce Littlefingera. który wydawał się na tyle silny. ze związanymi rękoma i kapturem na oczach. żeby przetrwać jeszcze kilka dni. usta miała mocno zaciśnięte. Otóż.Wezmę twój sztylet. .Oszczędź ich sobie .Tchórzliwy . cztery palce dłoni. której używał do grania.Z pewnością nas zaatakują. Lady Stark spojrzała na niego.odparła oschle. dosiadając swojego wierzchowca. . ja nigdy nie stawiam w zakładach przeciwko mojej rodzinie. Przypomniał sobie. Nie odjechali nawet na pół mili.szyję i teraz wyglądał już na swój wiek. jeśli zostaniemy tutaj dłużej.Kopnął swojego konia i odjechał do ser Rodrika i Catelyn Stark. Może nam się przydać.Wracając do naszej rozmowy. .Masz moje podziękowania. . . jak rozpoczął tę podróż. dopóki będzie miał topór.I dajcie mu też topór. Bronn został z tyłu. . Skulił się w jego fałdach. Tyrion poprawił zdobyty hełm i wziął topór od Bronna. istnieje poważny błąd.dodała i odjechała. kiedy z tyłu rozległy się głuche pomruki cieniokotów. a drugi atak będzie jeszcze bardziej niebezpieczny.Niech go zatrzyma. . pomiędzy nimi jechała lady Stark. milczący jak nigdy dotąd. Tyrion przełożył swoje siodło na pstrokatego gniadosza Jycka. Śpiewak miał połamane żebra. jeśli nas ponownie zaatakują. jak cień. pozostawiając śpiewaka samego. pani .rymuje się pięknie z nieżywy. karle .powiedział. Tyrion dostrzegł grymas gniewu na twarzy Catelyn. Niech lady Stark zatrzyma sobie swoje zaufanie.Niech bogowie nam wybaczą. jego grube czarne futro przecinały jasne pręgi. .Catelyn Stark spojrzała na niego z siodła. którą w tak niegrzeczny sposób nam przerwano . Tyrion podjechał do niego. Ruszamy. Ser Willis Wodę pojechał przodem. Już nie brakowało im koni. że jego sytuacja stopniowo się poprawia. co o mnie myślisz. .

także kolana miała pościerane od licznych upadków. przez furtę. Przytuliła go do piersi. Pocałowała kota między oczy i szybko odsunęła głowę. Arya goniła go przez pół zamku. Na jej dłoniach wciąż widniały nie zagojone rany po zadrapaniach. przez stajnie. Jednak Syrio nie dawał jej wytchnienia. paliło tak bardzo. wybiegu dla świń i pomieszczeń białych płaszczy.powiedział jej kiedyś jeden z rycerzy białego płaszcza. Początkowo nawet gruby kot kucharki potrafił przed nią uciec. Kiedyś Król podejmował ucztą ojca Królowej. kiedy drapał pazurami po jej skórzanym kaftanie. odcinając mu drogę. oddychała miarowo i spokojnie. Kocur syczał . zimnookie. Arya szła wolno.Tak wolno? Musisz być szybsza. jednouchego czarnego diabła. posuwając się do przodu. lekka jak piórko. Łapanie kotów nie należało do łatwych zadań. potem w prawo. . machające ogonami potwory. w dół krętych schodów. wokół studni i przez jakieś dziwne budynki.Oto prawdziwy król tego zamku . stawiając ostrożnie bose stopy. żeby nie krzyczeć z bólu. Rany smarował jej ogniem z Myr. dwukrotnie wokół Wieży Namiestnika. gdzie się znajduje. że musiała mocno zaciskać zęby. Syknął i spróbował czmychnąć między jej nogami.ARYA Jednouchy kocur wygiął grzbiet w pałąk i zasyczał. wzdłuż nadrzecznego muru. stare kocury wygrzewające się na słońcu. tam i z powrotem po alei Zdrajcy. Nie brakowało ich w Czerwonej Twierdzy: były tam leniwe.Stary jak grzech i jeszcze bardziej przebiegły. obok kuchni. Robert pękał ze śmiechu. pomyślała. wypieszczone i ufne koty z komnat dam. a z tyłu masa kamieni. kocur rzucił się do ucieczki. w górę po schodach. pogromcy myszy. Cicha jak cień. powtarzała w myślach. Kiedy znalazła się o trzy kroki od niego. a także wychudzone cienie przeszukujące śmietniki. Arya łapała je kolejno i dumna przynosiła do Syria Forela… wszystkie z wyjątkiem tego jednego. a ten czarny diabeł wskoczył na stół i porwał pieczoną przepiórkę wprost z rąk lorda Tywina. Wreszcie go dopadła. Kocur obserwował ją uważnie. powtórzyła. Najpierw w lewo. . on mówił tylko: . na drugą stronę muru wewnętrznego. dziewczyno. tak że ostatecznie nie miała pojęcia. dziecko. lekka jak piórko. Trzymaj się od niego z daleka. A potem wysyłał ją po następnego kota. wsłuchana w bicie własnego serca. śmiejąc się głośno. Chwyciła mocno. Wróg poczęstuje cię czymś więcej niż tylko kilkoma zadrapaniami. zanim dosięgnął jej łapą. Kiedy przychodziła do niego z krwawiącymi rękoma. Arya także skoczyła w lewo i w prawo. Po obu stronach wznosiły się wysokie ściany. Zwinna jak wąż. a potem znowu w dół. Cicha jak cień.

. Nie wiedzą nawet. Stara. Gdyby tak się stało. że jestem dziewczyną. Opuściła szybko głowę i przyklęknęła na jedno kolano. że jeśli odpowie. Nie potrafiłaby wydobyć z siebie ani słowa.Popatrz tylko jaki obdartus.Co robiłeś z tym kotem. I nic dziwnego: bosa. . . Towarzyszył jej pulchny jasnowłosy chłopiec w kubraku z wyszytym perłami pędzącym jeleniem na piersi. chichocząc: . Wiedziała.spytała ponownie surowym głosem Myrcella. Septa skrzeczała przeraźliwie.i prychał. śmierdzący brudasek . . Gładka jak letni jedwab. chłopcze? Nie masz czego szukać w tej części zamku. Ale przecież nie można ubierać się w jedwabie do łapania kotów. Cóż to. Teraz zwróciła się do swojego brata i dodała. pędziła już w dół alejki. zaskoczona. powtórzyła w myślach. Skoczyła. Spokojna jak stojąca woda.Są jak szczury. . Za dziećmi stała ogromna jak juczny koń septa. przyprowadź go tutaj .Odpowiadaj. Nie poznali mnie. w kubraku poszarpanym kocimi pazurami i brązowych spodniach z surowego sukna. przy boku miał malutki miecz. nawet gdyby zależało od tego jej życie. z włosami potarganymi od biegania po zamku. septa Mordane bardzo by się rozgniewała. . kręconych włosach. kiedy Godwyn wyciągnął ramiona. Kot pomknął przed siebie. jakby ktoś chwycił ją ogromną dłonią. . Może jej nie rozpoznają. Szybka jak jeleń.dopytywała się septa. Na końcu ścieżki stała dziewczynka o złocistych. obdarta. pomyślała Arya. pomyślała Arya. Wyższy ze strażników ruszył w jej stronę. Zwinna jak wąż. Odchyliła się w lewo i okręciła wokół strażnika. ubrana jak lalka w błękitne atłasy. Tommen i Myrcella z pewnością ją rozpoznają. chłopcze? . wypuściła zwierzę i odwróciła się na pięcie. Księżniczka Myrcella i książę Tommen. a Sansa nie chciałaby z nią rozmawiać ze wstydu.Jak się tu dostałeś. chłopcze? .Nie sposób ich upilnować . tak że jego dłoń musnęła zaledwie jej ramię. mowę ci odjęło? Głos ugrzązł w gardle Aryi.odezwał się jeden z mężczyzn. . . gruba septa podeszła bliżej.Co on wyprawia z tym kotem? Arya. Zanim obrócił się całkiem.Tak.powiedziała septa. Arya prześliznęła się między nogami białymi i grubymi jak marmurowe kolumny. . a pochód zamykało dwóch potężnych mężczyzn w szkarłatnych płaszczach straży domowej Lannisterów. odciętych nad pokaleczonymi kolanami.przyznał Tommen.U kogo służysz.Godwyn. Poczuła ucisk strachu na gardle.

Wstrzymując oddech. w dół po schodach. jeśli ją rozpoznali.wysapał tylko. aż całkiem zamierał. że jest z nią Syrio. nasłuchując odgłosów pościgu. jawił jej się niczym kamienny labirynt o zmieniających się ścianach. pomyślała. Kiedy doliczyła do osiemdziesięciu siedmiu. w pomieszczeniu rozjaśniło się trochę. Podskoczyła. bezpieczna już. . Biegła bardzo szybko. Szybka jak jeleń. długim korytarzem. ale strach zniknął. ponieważ jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności. dokąd zaszła. Zapomniała o liczeniu. Potem ominęła drugiego strażnika i pobiegła naprzód. Objęła rękoma kolana i zadrżała. Odgłosy pogoni stawały się coraz mniej wyraźne. za drzwi. za róg. przez niski mur. Strażnik. Słyszała krzyki i dudnienie zbliżających się kroków. Śliska jak węgorz. Przywarła do wilgotnej kamiennej ściany. lecz zawsze dobiegał z oddali. Zerwała się na nogi. Teraz też było bardzo ciemno. powtórzyła. wcisnęła się w szczelinę. Poczeka spokojnie i policzy do dziesięciu tysięcy. Silna jak niedźwiedź. a echo jej krzyków pozostawało bez odpowiedzi. że Czerwona Twierdza jest mniejsza od Winterfell. Powoli postacie wokół niej stawały się coraz bardziej widoczne. potykając się. przeskoczył nad nią. otrzepała się z sitowia i pomknęła dalej. mijając wyblakłe arrasy. wysokie i wąskie. skulona w ciemności. Z mroku wyzierały ogromne puste oczodoły. Nigdy ich tam nie było. Czasem słyszała głos ojca. Spokojna jak stojąca woda. przez niskie i wąskie okno do ciemnej piwnicy. Wędrowała po jego mrocznych korytarzach. nierówne cienie długich zębów. który szepce jej do ucha. Zamknęła oczy i zacisnęła zęby. a w żadnej nie było okien. Ojciec powiedział jej. lecz w snach zamek był ogromny.podniosła się. Na początku ich pobytu w Królewskiej Przystani dręczyły ją złe sny o tym. kiedy usiadł ciężko na ziemi. chociaż nie wydawało jej się to prawdopodobne. Uf . że w niektórych komnatach ściany z czerwonego kamienia ociekają krwią. Dzika jak wilczyca. Otworzyła oczy. przez ukryty dziedziniec. Opadła na ziemię i przeturlała się. coraz słabszy i słabszy. Arya zatrzymała się zdyszana i całkowicie zagubiona. chwyciła się parapetu i podciągnęła do góry. Wyobraziła sobie. Zastanawiała się. Bestie wciąż tam były. Powtarzała w myślach. będzie mogła poszukać drogi do domu. próbując odpędzić strach. ona zaś pozostawała sama w ciemności. Mogła mieć kłopoty. Cicha jak cień. pchnęła księcia Tommena i przeskoczyła nad nim. że potwory znikną. Zeskoczywszy na podłogę tuż przed nosem zdumionej służącej. lecz usłyszała tylko bicie własnego serca i dobiegające z oddali kapanie wody. Zobaczyła nad sobą okno. Wydawało jej się. zdała sobie sprawę. że zgubiła się w zamku. schodziła po krętych schodach albo przemykała po dziedzińcach lub mostach. Później.

W jej okrągłych ścianach umieszczono potężne kamienie. że Arya była pewna. Zadrżała. musi być i wyjście. Wydawało jej się. ogromnej i mrocznej. czarnej studni szerokiej na dwadzieścia stóp i schodzącej w głąb ziemi. Odsunęła się od czaszki i trafiła na inną. o jakim słyszała w opowieściach Starej Niani. kiedy jej kaftan zaczepił o ogromny kieł. żelazny pierścień i pociągnęła mocno.Jest martwa . Czuła spojrzenie pustych oczu. Otworzyła drzwi na tyle szeroko. Zaciekawiona. jeszcze większa. Drzwi opierały się przez moment. Także w samej komnacie. iż usłyszano je w całym mieście. Przesunęła palcem po czarnym i ostrym zębie. Arya obróciła się szybko i usłyszała trzask rozrywanej skóry. gdy nagle ściana zniknęła nieoczekiwanie. Jej palce musnęły ogromną szczękę.powiedziała głośno. Zamknęła oczy. przypominał sztylet wytoczony z ciemności. by przecisnąć się między nimi. uspokoiła oddech i wyciągnęła ręce przed siebie. nie może zrobić mi krzywdy.To tylko czaszka. lecz niczego nie zobaczyła. Palce jej lewej dłoni musnęły surowy kamień. zobaczyła. że coś wynurza się z ciemności. to korytarz na zewnątrz przypominał najciemniejszy dół siedmiu piekieł. Stąpanie. zimną i twardą w dotyku. dotknęła jednej. i wyszła na korytarz. jeszcze większą. Popędziła przed siebie. Migocące światło musnęło ścianę i Arya zobaczyła. mimo to nie widziała niczego poza słabym konturem drzwi. . że stoi u góry ogromnej. Każdy korytarz dokądś prowadzi. Jeśli w komnacie z bestiami panowała ciemność. Przesunęła dłonią przed oczyma. Była ślepa. Rozległo się tak głośne skrzypienie.A jednak miała wrażenie. ruszyła wolno wzdłuż ściany. Zadrżała. że idzie bez końca. lecz potem otworzyły się do wewnątrz. Spojrzawszy w dół. Przed nią wyrosła kolejna czaszka. ledwo słyszalne głosy. Przeskoczyła nad rzędem czarnych zębów wielkości mieczy. Wodny tancerz patrzy wszystkimi zmysłami. że bestia jest świadoma jej obecności. Skoro jest wejście. Strach rani głębiej niż miecz. Nie będzie się bała. Spokojna jak stojąca woda. .Arya podniosła się i ruszyła ostrożnie. poczuła lekki powiew powietrza. a Arya poczuła na policzku powiew zimnego powietrza. a które schodziły coraz niżej niczym stopnie do piekła. jakby chciała ją ugryźć. Wydawało jej się. żeby się przekonać. . Wyczuła pod dłonią gładką kość. które miały służyć jako stopnie. czy jest prawdziwa. Jej oczy przyzwyczaiły się do nowego miejsca po kilku chwilach. Macając. wyczuwała coś wrogiego. z wnętrza ziemi… . Przez chwilę czuła na ramieniu dotyk zębów. które patrzyły na nią z mroku. upomniała samą siebie. z których wyszła. Wymacała dłońmi ciężki. Głowy otaczały ją ze wszystkich stron. powtarzała sobie. Gdzieś w dole usłyszała niewyraźne dźwięki. przebiegła przez żarłoczną szczękę i rzuciła się na drzwi. że jest prawdziwa. lecz Arya nie zwolniła.

poczuła na twarzy czarny. kiedy mężczyźni stanęli u góry schodów. Arya cofnęła się i opadła na brzuch przyciśnięta do ściany. szafirami i żółtymi szparkami tygrysich oczu. . kiedy wyszli na korytarz.Przedtem było inaczej niż teraz.Za szybko. stawiając stopy z lekkością wodnego tancerza. wielkości olbrzymów. nie zauważyli jej przyciśniętej do ściany zaledwie kilka stóp od nich. który mówił z akcentem. że jestem czarnoksiężnikiem? Drugi z rozmówców zachichotał. czy chcemy tego czy nie. jak smużka dymu z pochodni wije się w górę niczym wąż. . Ich cienie. wiły się na ścianach. a obecny Namiestnik to nie to samo co poprzedni powiedział mężczyzna z bliznami.Głupcy próbowali zabić jego syna.odpowiedział ten drugi. Daleko w dole dojrzała pochodnię. Wstrzymała oddech. a echa ich głosów leciały w górę szybu. zimny oddech. Wysokie cienie były tuż-tuż. On nie zapomina o takich rzeczach. który mówił z akcentem. w skórzanej półpelerynie. . dlaczego nie może drugi? . . . dwa.Arya była pewna. Trzeba to odwlec. krępy. a u pasa nosił sztylet i krótki miecz. Myślisz. Na skórę nałożoną miał kolczugę.Jaki pożytek byłby teraz z wojny? Nie jesteśmy jeszcze gotowi. żebym zrobił . . . Miał je na każdym palcu. Zobaczyła dwóch mężczyzn.spytał drugi ze śpiewnym akcentem Wolnych Miast.Co chcesz. a co gorsza. czerwone złoto i blade srebro inkrustowane rubinami. . ten.Płomienie liznęły zimne powietrze.spytał mężczyzna z pochodnią. kiedy dowie się prawdy? . cicha jak cień. Jego lekki stalowy hełm zakrywał częściowo twarz pokrytą bliznami i ciemną szczeciną brody. .Skoro umarł jeden Namiestnik. Ostrzegam cię.Równie dobrze możesz mi kazać zatrzymać czas. Oślepieni blaskiem własnej pochodni. a zaraz potem jego towarzysz. Jego pierścienie migotały w blasku pochodni.Robiłeś już podobne rzeczy. .A jakże. Dzień. że nigdy wcześniej go nie widziała. może dwa tygodnie. z odległości przypominała zaledwie płomień świecy. .Kiedy przechyliła się nad krawędzią studni.…znalazł jednego bękarta . . . Pomimo swej tuszy stąpał swobodnie. a na niektórych nawet dwa. zrobili z tego farsę. . Nieruchoma jak kamień. niebawem wilk i lew skoczą sobie do gardeł. Arya widziała. pomyślała Arya. . .I co zrobi. za szybko . Chwilę później ze studni wynurzył się mężczyzna z pochodnią.Usłyszała pierwszy z głosów.Tylko bogowie wiedzą. Wydał się Aryi dziwnie znajomy. mój przyjacielu.odparł mężczyzna z pożółkłą rozwidloną brodą.powiedział jeden. .Niebawem dowie się reszty.

Jeśli się niebawem nie ruszy. Teraz na miejscu wejścia stała jednolita ściana. . Szła szybko za nim. Podobno zbierają siły. Znasz tych dzikusów. jakich potrzebujesz… młode do uczenia. Dziewczyna ma czternaście lat. pójdą też i Tully’owie. obok pokoju z bestiami. Jeśli Lannisterowie wyruszą na północ.Być może . A Littlefinger… bogowie tylko wiedzą.odparł jego rozmówca z brodą i zatrzymał się. może starsze… nie giną tak łatwo… . Nawet najlepszy żongler nie potrafi żonglować zbyt długo wieloma piłkami. .Potrzebuję złota i kolejnych pięćdziesięciu ptaków. . Raz potknęła się o kamień i zatoczyła na ścianę. jest słodziutka.…niebezpieczeństwo… Głosy całkiem ucichły. co w mojej mocy . poślubić i uczynić nową Królową. Stannis Baratheon i Lysa Arryn wymknęli się poza zasięg mojego ramienia. Khal nie ruszy się.Głosy słabły. . Poczekała. Młodsze są bezpieczniejsze… obchodzić się z nimi łagodnie… . . żebyś poczarował jeszcze trochę dłużej. Cicha jak cień.… gdyby trzymali języki… . . Dwukrotnie wydawało się. Proszę cię tylko. . z którego przyszła Arya.Zrobię. Ty jesteś prawdziwym czarnoksiężnikiem. piękna i uległa. Ty mówisz odwlec. Do tego jeszcze jego żona uprowadziła Tyriona Lannistera i to przez Littlefingera. jesteś czymś więcej niż żonglerem. Pod dłonią wyczuła ścianę ziemi podpartą drewnianymi balami.powiedział mężczyzna w stalowym hełmie.Poszli korytarzem w kierunku. po czym ruszyła ostrożnie za nimi.. w miarę jak światło oddalało się od niej. Księżniczka nosi w łonie dziecko.Nie. by złapać oddech po długiej wspinaczce. za którą podążała. . całkowicie je zakrywając. lecz Arya długo jeszcze widziała światło pochodni niczym dymiącą gwiazdę. aż się trochę oddalą.. . Mężczyzna z pochodnią popchnął coś i rozległo się głuche dudnienie. że już ją zgubiła. aby przysłał jego siostrę na dwór. dopóki nie urodzi się jego syn. Arya o mało co nie krzyknęła.Stary przyjacielu. skąd znowu widziała w oddali migocący płomień pochodni.To już nie jest gra dla dwóch graczy. a Jaime odczuwa dziwną słabość wobec Karła. Jeśli w ogóle kiedykolwiek tak było.Mimo wszystko potrzebujemy czasu. lecz zawsze szła prosto i za każdym razem wychodziła na górę stromych schodów. Rycerz Kwiatów nakłania ojca. .Trudno znaleźć takie. Ale to przede wszystkim lord Stark spędza mi sen z powiek.Aż tylu? . . może być za późno . Z sufitu wysunął się ogromny kamień i z hukiem opadł na wejście do studni. Lord Tywin uzna to za gwałt. cały czas w dół. Lord Renly i ser Loras uważają. że Robert powinien wziąć ją do łóżka. Ma bękarta. a ja ci odpowiem śpiesz się. przerażona hałasem.odparł cicho mężczyzna z pochodnią. ma księgę i wkrótce będzie znał prawdę. co knuje Littlefinger.

wskoczyła do głębokiej. żebyś lepiej słyszała? . . unikając uderzenia. .odpowiedziała. Wystarczyło spojrzeć w górę. lecz ona mogła iść tylko przed siebie. która sięgała jej do kolan. jakby chciał odegnać psa. . a w nocy nie ma żadnego żebrania. nagą dziewczynę zajętą praniem swojego ubrania przy blasku księżyca. czy jeszcze kiedyś ujrzy światło. żeby ją wpuścili. że stoi u wylotu kanału ścieków. dopóki nie poczuła się czysta. Wyobrażała sobie. Strażnicy spojrzeli po sobie. a chwilę później starszy z żołnierzy zamachnął się. Marzyła. Chcesz pstryka w nos.A ja chcę pieprzyć Królową. by móc tańczyć na jej powierzchni. że zdecydowała się rozebrać.powiedział młodszy ze strażników. . lecz w Królewskiej Przystani nie można było zgubić drogi. Kiedy dotarła do bram twierdzy.Chcę widzieć się z moim ojcem.Namiestnikiem Króla.Zmykaj stąd powiedział jeden. Zamknięto już bramę i opuszczono kratę. lecz nie zwrócili uwagi na chudą. ślepa i zagubiona. Wzdłuż rzeki jechali jacyś jeźdźcy. zanim jeszcze żołnierz zadał cios. Na końcu przejścia musiała brnąć przez śmierdzącą wodę. i zastanawiała się. czy potrzebujecie pstryka w ucho.Nie jestem żebrakiem . . że szła za głosami długie mile.Zabrali już odpadki z kuchni. i porzuciwszy brudne ubranie na brzegu rzeki. że w ciemności idzie obok niej Nymeria. . . Zorientowała się.No co. kiedy ich poprosiła. Żołnierze w złotych płaszczach roześmiali się tylko. zapadła już noc.Jestem Arya Stark z Winterfell i jeśli któryś z was mnie dotknie. Kiedy wreszcie wyszła na zewnątrz. Siedział przy lampie . i co z tego . . jej ubranie prawie wyschło. Odnalazła ścianę i ruszyła powoli. ciemnej wody. otworzycie bramę. Jego starszy kolega zmarszczył czoło.Powiedziałem: zmykaj. szczurołapem z miasta? . mój ojciec pan nabije wasze głowy na włócznie.A kim jest ten twój ojciec.Nie jestem chłopakiem . Wreszcie zniknęły zupełnie. poślijcie po Jory’ego Cassela albo Yayona Poole’a z Wieży Namiestnika. jeśli w ogóle ją zauważyli. tak jak być może potrafił Syrio. by zobaczyć Czerwoną Twierdzą stojącą wysoko na Wzgórzu Aegona. dlatego skierowała się do bocznej furty. Obaj strażnicy roześmiali się. Pływała długo. drżąc z chłodu. Odskoczyła zwinnie.Ja tu mieszkam. Jeśli mi nie wierzycie. które wypływały do rzeki.oświadczyła.Miała wrażenie. . i dopiero wtedy wyszła na brzeg. Arya zorientowała się.Położyła dłonie na biodrach. . żeby lepiej słyszeć? Harwin i Gruby Tom zaprowadzili ją do komnaty-samotni jej ojca. Znalazła się o całe mile od zamku. Cuchnęła tak bardzo. .

przyznała.Zdajesz sobie sprawę. Łapałam koty i wtedy… .powtórzył Ned z poważną miną. i że to była farsa.Jeden był gruby. Aryo. . Wcześniej nie zrozumiała dokładnie tego. Powiedzieli. że chodzi o Jona.powiedział jej ojciec. Było ciemno. którą przyszłam.oliwnej pochylony nad największą księgą. . jaką Arya kiedykolwiek widziała. Bałam się potworów. To się działo w lochach. . A ci mężczyźni. ojciec naprawdę się rozzłości. . że trzeba poczekać. koło miejsca z ukrytą ścianą.Nie! To nie było jak w opowieściach Starej Niania. że księżniczka nosi dziecko. miał pierścienie na palcach i pożółkłą. Zamknął księgę.Oni . . mówili o żonglowaniu i farsie? . żeby cię zabić! Nie potwory… ci dwaj mężczyźni. o czym ty mówisz? Kto to mówił? . a ja nie miałam świecy ani pochodni. a drugi miał kolczugę i stalowy hełm i ten gruby powiedział. Było to opasłe tomisko o pożółkłych i połamanych stronicach zapisanych niewyraźnym pismem. . oni rozmawiali o tym.Tylko… . ale ten gruby powiedział.Zacisnęła usta.Nie! Mówiłam ci. Nie widzieli mnie. więc dobrze ich słyszałam. . kiedy zostali sami. że nie wolno ci wychodzić poza bramy zamku bez mojego pozwolenia. słuchając raportu Harwina. że przewróciła księcia Tommena. że nim jest. rozwidloną brodę. . Byłam nieruchoma jak kamień i cicha jak cień.Jona? Aryo. Ojcze.A przynajmniej nie chciałam. A ten w hełmie. Potem z surową twarzą podziękował strażnikom i odprawił ich. a ten drugi odpowiedział.Potwory i czarnoksiężnicy . . . . to dlaczego nie miałby i drugi? Czy to ta księga? A bękart? Założę się. powiedział. że nie może ciągle żonglować i że wilk i lew pożrą się nawzajem.odparła. Jeśli przyzna się. że muszą się śpieszyć. jeśli zmyśliłaś to wszystko… . Zeszłam do lochów i znalazłam się w tym tunelu.Tak . dlatego musiałam iść dalej. że masz księgę i bękarta i skoro umarł jeden Namiestnik. i teraz wszystko jej się pomieszało. . Modli się teraz w sępcie za twój szczęśliwy powrót.Czy miał długą siwą brodę i spiczasty kapelusz z namalowanymi gwiazdami? . . których słyszałaś.Zdaje się. oprawione w wypłowiałą skórę.Septa Mordane odchodzi od zmysłów. . który trzymał pochodnię.bąknęła.Gruby powiedział. Wiesz przecież.Próbowała przypomnieć sobie całą resztę.Nie wychodziłam za bramy . On wcale nie wyglądał jak czarnoksiężnik. dlatego nie mogłam wrócić tą samą drogą. co usłyszała. .powiedział Eddard Stark. że szuka cię połowa moich ludzi? .…i wtedy przeszłam przez takie okno i znalazłam te bestie.Ostrzegam cię.Czarnoksiężnikiem . On chyba był czarnoksiężnikiem. że przeżyłaś niezłą przygodę.

Wybacz porę. . są w Winterfell. .spytała podniecona.Pokręciła głową z uporem. żeby Jon był tam z nią teraz.Moja córka zapomina często o dobrym wychowaniu . . że sprawa jest pilna. ale może Król chciał obejrzeć przedstawienie.A to pewnie jest twój syn. że zechcesz z nim pomówić.Jestem dziewczyną . gwałtowne pukanie do drzwi. Całe ręce masz podrapane. kiedy będziesz wracał na Mur? .odparł jej ojciec. także służy w Nocnej Straży. poza starym Mormontem. I w nim płynie czarna krew. . że moja córka chodzi po jakichś oknach za kotami. . .Oni nie byli… . i gdy tylko uda mi się stanąć przed Królem. Może on i jego Namiestnik mają w lochach trochę mętów. Pomyślałem. . lordzie Eddard . . kochanie.zawołał Desmond. Był przygarbiony i brzydki. panie. . białego z czerwonymi oczyma. panie. o grubasie z brodą i czarnoksiężniku w hermie. To już trwa za długo. lecz Arya nie przestawała mówić. Jeśli starzec przybywał z Muru.Zapragnęła nagle. Można by powiedzieć. . to byli aktorzy . . których chcieliby się pozbyć. Nie podoba mi się też.Nie.Nikt mnie nie przysłał..Yoren. klęknę przed nim i opowiem mu o naszych kłopotach. Musisz go znać. On by uwierzył w jej opowiadanie o lochach. ma wilkora. to musiał przejeżdżać przez Winterfell. . który łagodził jego słowa.Starzec w cuchnącym czarnym ubraniu patrzył na nią dziwnie. . Powiedz Syrio Forelowi.przerwał jej ojciec. Przyjechałem tutaj. . . Benjen? .Aryo. Czy Jon jest już zwiadowcą? Ja jestem Arya Stark. Desmond wprowadził przybysza. Mówi.Moje drzwi są zawsze otwarte dla Nocnej Straży . tak że zostawiłem ich z tyłu. że chcę z nim porozmawiać… Przerwało mu krótkie. Yoren.powiedziała Arya oburzona.Ich? . Nie dawałem koniowi wytchnienia. z potarganą brodą i w brudnym ubraniu. że rozmawiamy przez wzgląd na Benjena Starka. które chcą zarobić trochę pieniędzy. Podobny. uchylając nieco drzwi . Popatrz na siebie. dzięki czemu stał się tak samo moim bratem jak i twoim.ale jest tutaj czarny brat. .W czasie turnieju do Królewskiej Przystani zjechało pewnie z tuzin trup aktorskich. co ci dwaj robili na zamku. Nie wiem. który prosi o wysłuchanie.Wybacz. żeby znaleźć ludzi do służby.Czy weźmiesz list dla Jona. lecz ojciec miło go przywitał i spytał o imię. Czy przysłał cię mój brat. Przybyłem tu także i dla jego dobra. Jon Snow.Skłonił się w kierunku Aryi.Znasz moich braci? .powiedział Eddard Stark z uśmiechem na ustach.Proszę o wybaczenie. A Jon jest na Murze. .Robba i Brana.W każdym razie nie powinnaś szpiegować ludzi.

kiedy szli na górę do jej sypialni. Arya nie ruszyła się z miejsca. jeśli mi wybaczysz. Desmond roześmiał się. .odparł Desmond. że lord Tywin otrzymał już wiadomość. Słyszałaś. a może zapach złota. . . co mówi Yoren. panie.Pocałował ją w czoło. . które leży bliżej. Ale nie o nich chciałem mówić. . . ale Snow miał się dobrze. co mówił pan ojciec.A gdyby przysłali czarnoksiężnika. .Yoren splunął. panienko. Żałowała tylko.Czarnoksiężnika. Desmond wziął ją za rękę.Jaką wiadomość? Yoren zerknął na Aryę. Niektórzy pognali do Casterly Rock. Wyczuli zapach krwi.zauważyła Arya. Arya nie miała wyboru.spytała Yorena.spytała. panienko. . .A wuj Benjen? . więc możesz spać bezpiecznie. że zwietrzyli trop.Możliwie. Jest bezpieczny. żeby go zabił? . prawda? .No cóż.Dobrze. wyciągając z pochwy długi miecz. Pełno ich było w karczmie. powiadasz . Z nim mogłaby zmarudzić jeszcze trochę przy drzwiach i posłuchać.Najemników. .Chodźmy. poszła więc za nim. ostatecznie nie ma różnicy. . Nie obawiaj się. No cóż. że nie jest to Gruby Tom. Desmond był zbyt prostolinijny i trudniej go było oszukać.Czy Jonowi coś się stało? .Ilu strażników ma mój ojciec? . kiedy mu się obetnie głowę. Możesz być pewien. to czarnoksiężnik umiera tak samo jak każdy inny. . . Desmond.Lannisterowie mają więcej niż pięćdziesięciu ludzi . nic nie mogę powiedzieć o Starku. .spytała. Nie wszyscy z nich pojechali do King’s Landing. wolnych i cały ten motłoch. ale jeden żołnierz z północy wart jest dziesięciu mieczy z południa. żeby go ktoś zabił. zaprowadź moją córkę do jej sypialni. Widziałem. Pilnujemy lorda Eddarda w dzień i w nocy.Tutaj. . Jutro dokończymy naszą rozmowę. Eddard Stark nachmurzył się. kiedy wyjeżdżałem.Ty byś nie pozwolił.O tym wolałbym pomówić na osobności. w Królewskiej Przystani? Pięćdziesięciu.

Posłuchaj mnie. lordzie Stark. by uratować tysiące innych. ostrzegałem. Bez wątpienia okazali większą mądrość od niego. a nawet łaskawości. ale ty nie chciałeś mnie słuchać. to dziecko nosi w łonie dziecko. że tak się stanie. A co do zamordowania dziecka… No cóż. Ich słowa jeszcze bardziej rozzłościły Neda.Drogi Namiestniku .EDDARD . Członkowie rady mogą mu tylko doradzać. .A pozostali pomarli czy tylko odjęło im mowę? Czy ktoś może przemówić do rozsądku temu głupcowi z głową pełną lodu. Pięknie to ująłeś. Czy to jasne? Oboje mają zginąć. splamisz swój honor. jest bardzo smutna. Lecz czy my.Zastanów się nad tym.Rzeczywiście .Postępując tak. .Łaskawość. Pozostali członkowie rady królewskiej udawali. . . kiedy zaczniesz mówić z sensem. .Wierz mi.Posłucham. .Kiedyś oferowałem swoje rady królowi Aerysowi z takim samym oddaniem. zanim go uduszę? Yarys natychmiast podjął zaproszenie. jeśli dojdzie do wojny. ile kobiet zginie? Ile miast spłonie? Ile dzieci wyrwanych z ramion matek zostanie nabitych na włócznie? . nie pomyślałem o tym. nieskończenie smutny. chłopiec będzie rościł sobie prawo do Żelaznego Tronu. . dziecko może być . W moim zakonie uczy się nas służby państwu. Yiserys. Oboje mają zginąć. . . błagam cię . kiedy Eddard Stark czuł się bardzo osamotniony. Rzecz. matka i dziecko. a zatem czy jest jeszcze dzieckiem? Wielki Maester Pycelle pochylił się do przodu. .Ta dziwka jest w ciąży! . Decyzje podejmuje Król. Była to jedna z tych chwil. Teraz musisz mnie wysłuchać. którzy mogliby zginąć? .Odchrząknął. sprawujący rządy.prosił Ned.Pięść Króla opadła na stół z hukiem grzmotu. posyłając Nedowi tłusty uśmieszek. co zajęło mu dość długą chwilę. .powiedział Varys. Pytam więc. przyjacielu.Czy Król nie okaże większej mądrości.Pogładził okazałą siwą brodę. . . Chcesz zamordować dziecko.odezwał się eunuch. . wręcz ohydna. i nieskończenie znużony.Lordzie Yarys. . pobrzękując swoim łańcuchem. rozumiem twoje skrupuły. że ich tam nie ma. Ned.Eunuch położył miękką dłoń na rękawie Neda.Król rozejrzał się po zebranych. a także ten głupiec. . a nie rządzącemu.Robercie. co mówisz.Ostrzegałem cię. nie musimy uciekać się do podobnych posunięć dla dobra królestwa? Jeśli bogowie obdarzą Daenerys Targaryen męskim potomkiem.Jego Miłość mówi prawdę. kiedy uśmierci Daenerys Targaryen. którą rozważamy. z jakim teraz służę królowi Robertowi.

Roose Bolton nalegał.Ani słowa więcej. że zabije się go w łonie matki.Powinniśmy byli zabić Yiserysa i jego siostrę dziesięć lat temu. Król miał na tyle wstydu.Jeśli w ogóle. mój brat popełnił poważny błąd i posłuchał Jona Arryna. . .To „smocze nasienie” jest jeszcze w brzuchu matki. przystojny lord Renly. . lecz twój brat.Szkoda.Nie. kto tu jest Królem? . a za nim hordy Dothraków! . . że okazał dzielność i był lojalny” i posłał swojego maestera. że nie ma z nami tamtego Roberta. Jesteśmy rycerzami.A zatem radzisz czekać. lecz wyręczył go jego brat. Pamiętam. ale nie ma nic honorowego w tym. jak i ludzi twojego brata. a nie mordercami. A ty? .Nad Tridentem obecny tutaj ser Barristan położył tuzin dobrych ludzi. zanim odstawią dziecko od piersi. .Pytam cię.Smocza krew i syn jakiegoś przeklętego końskiego lorda.A zatem.Ned nie próbował ukryć nuty przygany w swoim głosie.zauważył Ned.Dzieli nas wąskie morze .Ned zdawał sobie sprawę. .Nie jest błędem okazać komuś łaskę. . aż smocze nasienie wyjdzie na nasz brzeg ze swoimi wojskami? .odparł. . . Nawet Targaryenowie rzadko wyruszają do boju. Ser Barristan Selmy popatrzył ponad stołem swoimi jasnoniebieskimi oczyma i powiedział: .A jeśli to będzie chłopiec? .dziewczynką. panie. kiedy nauczą swoje konie biegać po wodzie. chłodne spojrzenie.Stanąć twarzą w twarz z wrogiem na polu bitwy to honor.odpowiedział szybko Ned. kiedy go do nas przynieśli. żeby się zarumienić. Robercie. to zaledwie jego słaby cień długi na dwadzieścia lat .A Daenerys jest czternastoletnią dziewczynką . .Dość! . . był bliski śmierci. Littlefinger posłał mu wyzywający uśmiech. Obaj doskonale wiemy. Czyście wszyscy zapomnieli.Posłał Królowi długie. . lord Eddard wyraził także i moje myśli.Ser Barristan był rycerzem Królewskiej Gwardii. dlaczego stanęliśmy naprzeciw Aerysa . lordzie Renly .ryknął Robert. . .Zwrócił się do Króla.Zacznę się bać Dothraków. niestety. że Dothrakowie nie pójdą za kobietą.nalegał Robert. żeby opatrzył rany ser Barristana. . że przekroczył już granicę rozsądku. żeby go dobić. .odparł Ned. lecz nie potrafił się powstrzymać. Czyżbyś z wiekiem stał się tak strachliwy.dopytywał się Król.Wasza Miłość. . zarówno moich.To nie to samo . Robert.Nie obawiałeś się Rhaegara Targaryena za jego życia.powiedział Ned. nie widzisz żadnego zagrożenia dla nas? . . Nasze śluby… . powiedział wtedy: „Nie zabiję go za to. że trzęsiesz się przed cieniem nie narodzonego dziecka? Złość nie pozwalała Robertowi wydobyć z siebie ani słowa. . zanim zapytał: .

. Przez chwilę wydawało się. .Sam to zrób. Robercie.Trzeba to zrobić . że nie była to śmierć naturalna.warknął Król. . jakby nie potrafił dłużej powstrzymać swojej wściekłości. co Dothrakowie zrobiliby z biedakiem. .Skończyło się wino i skończyła się też moja cierpliwość. jak chcesz. a kiedy przekonał się.rzekł Król. Robert zwrócił się do swojego Namiestnika.oświadczył lord Renly. a wciąż przejmujesz się honorem? . zostałeś sam z Selmym. . powinien go także wykonać. . . . . . w miarę jak docierały do niego słowa Namiestnika. . że Robert nie rozumie tego. ona przez to nie stanie się ładniejsza. Zmrużył oczy. Ty rób.zaklął Król. lecz nie proś mnie.Kiedy już się pójdzie do łóżka z brzydką kobietą. Wielki Maester Pycelle uniósł opadające powieki i popatrzył podejrzliwie na eunucha. żeby zabili czternastoletnią dziewczynę.Pocałować? .mruknął Yarys. Nie dane mu było zbyt często smakować owocu nieposłuszeństwa.Odepchnął swoje krzesło i wstał.powtórzył ser Barristan zdumiony. najlepiej zamknąć oczy i zrobić to szybko . Ned miał już dość. . . bardzo .Mam na myśli pocałunek miecza . Tyle przynajmniej jesteś jej winien. Księżniczka przebywa teraz w Yaes Dothrak. Ten.Mormont bardzo pragnie królewskiego przebaczenia . a tam wyciągnięcie miecza z pochwy graniczy z samobójstwem.przypomniał mu lord Renly.Sięgnął po dzban z winem. .A niech cię. bym przykładał do tego swoją pieczęć.Targaryena? Czy nie dlatego.A zatem pozostaje trucizna… powiedzmy łzy Lysy. Kto ją zabije? .Trucizna to broń tchórzy . . zanim ją zabijesz. żeby skończyć z zabijaniem dzieci? .Nie mamy wyboru .ale jeszcze bardziej pragnie zachować życie.Smutne… Wielki Maester Pycelle złożył dłonie i skinął głową.Nie ma co czekać. .Rzeczywiście.przemówił Litllefinger. Musnął dłonią upudrowany policzek. Wolałbym wam nie opowiadać. Robercie. Popatrz na jej łzy i wysłuchaj jej ostatnich słów. co Ned do niego mówi. że naczynie jest puste. wyrzucając z siebie to jedno słowo. Dość. cisnął nim o ścianę.Wysyłasz zbirów z nożami. .Nie wezmę udziału w tym morderstwie. Wyraz jego twarzy zmieniał się. Trzeba ją pocałować i skończyć z tym. a jego szyja zaczerwieniła .powiedział Littlefinger. który by się ośmielił podnieść rękę na Khaleesi. ty naprawdę tak myślisz. kto wydaje wyrok. . Co radzicie? .Bogowie . Po prostu zajmij się tym.Żeby skończyć z Targaryenami! .A zatem Ned. I spójrz jej w oczy.powiedział Yarys .Dość już gadania. Khal Drogo nie musi się dowiedzieć.

się aż ponad aksamitny kołnierz. Wskazał palcem na Neda. - Lordzie Stark, jesteś Namiestnikiem Króla. Wykonasz jego polecenia, albo znajdę innego Namiestnika, który to zrobi. - Życzę mu powodzenia. - Ned odpiął ciężką klamrę swojego płaszcza, ozdobną srebrną dłoń, znak jego urzędu. Położył ją na stole przed Królem i ze smutkiem pomyślał o człowieku, który mu ją przypiął, o przyjacielu, którego kochał. - Miałem cię za kogoś lepszego, Robercie. Sądziłem, że wybraliśmy szlachetniejszego Króla. Twarz Roberta nabiegła krwią. - Wynoś się - wycharczał, dusząc się własną wściekłością. - Mam cię dość. Na co czekasz? Idź, wracaj do swojego Winterfell i dopilnuj, żebym nie musiał więcej oglądać twojej twarzy, bo, przysięgam, zetnę ci głowę! Ned skłonił się i odwrócił bez słowa. Czuł na plecach wzrok Roberta. Zebrani powrócili do rozmowy, gdy tylko opuścił salę narad. - Na Braavos istnieje pewne stowarzyszenie o nazwie Ludzie Bez Twarzy - odezwał się Wielki Maester Pycelle. - Czy wiesz, ile by trzeba im zapłacić? - zapytał Littlefinger. - Za połowę ceny dostaniesz armię zwykłych najemników, a mam na myśli cenę za kupca. Wolę nie myśleć, ile by zażądali za księżniczkę. Głosy umilkły, kiedy zamknął za sobą drzwi. Przed wejściem straż pełnił ser Boros Blount w długim, białym płaszczu i zbroi Królewskiej Gwardii. Zerknął na Neda zaciekawiony, lecz nic nie powiedział. Wracając do Wieży Namiestnika, zauważył, że zbiera się na deszcz. Nie miałby nic przeciwko temu. Może wtedy poczułby się trochę mniej zbrukany. Powróciwszy do swojej komnaty-samotni, wezwał Vayona Poole’a, który zjawił się natychmiast. - Wzywałeś mnie, Namiestniku? - Już nie Namiestniku - odpowiedział mu Ned. - Pokłóciłem się z Królem. Wracamy do Winterfell. - Zajmę się przygotowaniami, panie. Zejdzie ze dwa tygodnie, zanim będziemy gotowi do podróży. - Nie wiem, czy mamy tyle czasu. Może i dzień będzie za długo. Król wspomniał coś o ścięciu mojej głowy. - Ned zmarszczył czoło. W rzeczywistości nie wierzył, by Król go skrzywdził, nie Robert. Owszem, wściekł się, ale przejdzie mu, jak zawsze, kiedy już Ned usunął się sprzed jego oczu. Jak zawsze? Nagle przypomniał sobie Rhaegara Targaryena. Nie żyje od piętnastu lat, a Robert nienawidzi go z taką samą siłą. Zaniepokoiła go ta myśl… do tego jeszcze Catelyn i

karzeł. Wkrótce wszystko wyjdzie na jaw, a Król tak się wściekł… Pewnie Roberta wcale nie obchodzi los Tyriona Lannistera, lecz ucierpi jego duma, a ponadto nie wiadomo, co zrobi Królowa. - Chyba bezpieczniej będzie, jeśli pojadę przodem - powiedział do Poole’a. - Zabiorę córki i kilku strażników. Wy wyruszycie, kiedy już będziecie gotowi. Daj znać Jory’emu, ale nie mów nikomu innemu i nie rób nic, dopóki nie wyjadę z dziewczynkami. Ściany mają uszy w zamku, a ja nie chciałbym, żeby ktoś dowiedział się o moich planach. - Jak każesz, panie. Po wyjściu zarządcy Eddard Stark usiadł przy oknie zamyślony. Robert nie dał mu wyboru. Właściwie powinien mu za to podziękować. Dobrze będzie wrócić do Winterfell. Niepotrzebnie wyjeżdżał. Czekają tam na niego synowie. Może po powrocie oboje z Catelyn postarają się o jeszcze jednego syna, nie są tacy starzy. Ostatnio coraz częściej śnił mu się śnieg, śnił o ciszy, która wypełnia nocą wilczy las. Z drugiej strony poczuł złość na myśl o wyjeździe. Tyle jeszcze pozostało do zrobienia. Robert i jego rada to tchórze i pochlebcy, którzy doprowadzą królestwo do ruiny, jeśli nikt ich nie będzie kontrolował, albo - co gorsza - sprzedadzą je Lannisterom, spłacając długi. Wciąż też nie poznał prawdy o śmierci Jona Arryna. Och, dowiedział się kilku szczegółów, które potwierdziły jego przypuszczenia co do tego, że Jon został zamordowany, ale to jeszcze za mało, to dopiero trop zwierza, którego jak dotąd nie udało mu się zobaczyć. Wyczuł go zaledwie, jak się czai, podstępny, zdradliwy. Nagle przyszło mu do głowy, że mógłby wrócić do Winterfell przez morze. Ned nie był żeglarzem i wolałby pojechać królewskim traktem, lecz w drodze przez morze mógłby zatrzymać się na Smoczą Wyspę i porozmawiać ze Stannisem Baratheonem. Wcześniej polecił Pycelle, aby posłał kruka z listem, w którym Ned prosił lorda Stannisa o powrót. Jak dotąd nie otrzymał żadnej odpowiedzi, lecz milczenie tylko utwierdziło go w jego podejrzeniach. Ned był przekonany, że lord Stannis zna tajemnicę, która kosztowała życie Jona Arryna. Być może prawda, której poszukiwał, czekała na niego w starej fortecy Targaryenów na wyspie. A kiedy już ją znajdę, co dalej?, zastanawiał się. Bezpieczniej jest, jeśli pewne tajemnice pozostaną w ukryciu. Są one zbyt niebezpieczne, by się nimi dzielić nawet z tymi, których kochamy i którym ufamy. Ned wyciągnął z pochwy sztylet przywieziony przez Catelyn. Nóż karła. Dlaczego miałby chcieć zabić Brana? Oczywiście, żeby mu zamknąć usta. Jeszcze jedna tajemnica, a może tylko inna nić tej samej pajęczyny? Czy i Robert może być w to zamieszany? Wcześniej Ned by zaprzeczył, ale wcześniej nie wierzył też, że Robert rozkaże mordować kobiety i dzieci. Catelyn próbowała go ostrzec. Ty znałeś innego człowieka,

powiedziała mu kiedyś. Nie znasz tego, który jest Królem. Im szybciej wyniesie się z Królewskiej Przystani, tym lepiej. Jeśli tylko następnego ranka jakiś statek będzie odpływał na północ… Wezwał Jory’ego Cassela i posłał go do doków, żeby rozejrzał się dyskretnie. - Znajdź mi szybki statek z dobrym kapitanem - rozkazał. - Nie musi mieć żadnych wygód, wystarczy, że będzie szybki i bezpieczny. Chcę odpłynąć jak najszybciej. Zapadł zmierzch, a Ned wciąż czekał na powrót Jory’ego, kiedy Tomard zapowiedział gościa. - Panie, lord Baelish do ciebie. W pierwszej chwili Ned miał zamiar go odprawić, lecz powstrzymał się. Uznał, że musi grać w tej grze do końca, dopóki nie będzie całkiem wolny. - Wprowadź go, Tom. Lord Petyr wkroczył do jego komnaty swobodnym krokiem, jakby nic się nie wydarzyło. Tego wieczoru ubrał kremowosrebrzysty aksamitny kubrak z wycięciem i srebrzystoszary płaszcz lamowany futrem z czarnego lisa, nie zapomniał też o kpiącym uśmieszku, który niezmiennie nosił na ustach. Ned przywitał go chłodno. - Czy wolno mi zapytać o powód twej wizyty, lordzie Baelish? - Nie zajmę ci dużo czasu. Udaję się na kolację z lady Tandą i wstąpiłem po drodze. Będzie pasztet z minoga i pieczone prosię. Przyszło jej do głowy, że mogłaby wydać za mnie swoją młodszą córkę, więc jej stół zwykle ugina się od potraw, kiedy przychodzę. Szczerze mówiąc, prędzej bym się ożenił z tym prosiakiem, ale nie mów jej tego. Za to uwielbiam pasztet z minoga. - A zatem nie pozwól, żebym kazał ci czekać na twoje przysmaki - odparł Ned chłodnym, ironicznym tonem. - Szczerze mówiąc, nie wiem, czy jest inna osoba, której towarzystwa mniej bym pragnął w tej chwili. - Och, jestem pewien, że gdybyś się dobrze zastanowił, przypomniałbyś sobie kilka imion. Powiedzmy Yarysa, Cersei albo Roberta. Jego Miłość wściekł się. Wyrzekał na ciebie jeszcze przez jakiś czas po twoim wyjściu. Nie raz padły słowa takie jak zuchwalstwo i niewdzięczność. Ned nie raczył mu nawet odpowiedzieć. Nie poprosił też gościa, by usiadł, więc Littlefinger sam się rozgościł. - Po twoim burzliwym wyjściu na mnie spadł obowiązek przekonania ich, żeby nie wynajmować tych Ludzi Bez Twarzy - mówił dalej swobodnym tonem. - Tak więc Yarys ma rozgłosić po cichu, że ten, kto załatwi dziewczynę Targaryenów, otrzyma tytuł lorda. - A zatem teraz obdarzamy honorami morderców. - Ned był oburzony.

Littlefinger wzruszył ramionami. - Honory są tanie, a Ludzie Bez Masek dużo kosztują. Ale tak między nami, to ja bardziej się przysłużyłem dziewczynie Targaryenów niż ty tym swoim gadaniem o honorze. Pozwólmy ją zabić jakiemuś pijanemu najemnikowi, któremu marzy się tytuł lorda. Prawdopodobnie nic mu z tego nie wyjdzie, a Dothrakowie będą się mieli na baczności. Dziewczyna z pewnością by zginęła, gdybyśmy wysłali któregoś z Ludzi Bez Twarzy. Ned zmarszczył czoło. - W sali narad rozprawiasz o brzydkich kobietach i żelaznych pocałunkach i chcesz, żebym teraz uwierzył ci, że próbowałeś ją chronić? Ty mnie chyba masz za wielkiego głupca. - Rzeczywiście, dość wielkiego - odparł Littlefinger, uśmiechając się. - Lordzie Baelish, czy morderstwo zawsze tak cię bawi? - To nie morderstwo tak mnie bawi, lecz ty, lordzie Stark. Twoje rządy przypominają taniec na kruchym lodzie. Myślę, że wpadniesz z hukiem do wody. Dzisiejszego ranka usłyszałem trzask pierwszego pęknięcia. - Pierwszego i ostatniego - powiedział Ned. - Skończyłem z tym. - Kiedy zamierzasz wrócić do Winterfell? - Najszybciej jak to możliwe. Czemu cię to tak bardzo obchodzi? - Nie aż tak bardzo, lecz gdybyś przypadkiem był tutaj jeszcze jutrzejszego ranka, chętnie zabiorę cię do tego burdelu, który Jory przeszukiwał bez powodzenia. - Littlefinger uśmiechnął się. - I nic nie powiem lady Catelyn.

CATELYN
- Pani, powinnaś była nas uprzedzić o swoim przyjeździe - zwrócił się do niej ser Donnel Waynwood, kiedy wjeżdżali na przełęcz. - Wysłalibyśmy eskortę. Ta droga nie jest już tak bezpieczna jak kiedyś, szczególnie dla małych grup. - Niestety, mieliśmy okazję przekonać się o tym - odparła Catelyn. Miała wrażenie, że jej serce zamieniło się w kamień; sześciu dzielnych ludzi zginęło, aby ona mogła tutaj dojechać, a ona nawet nie zapłakała po ich śmierci. Ich imiona odchodziły w zapomnienie. - Ludzie z klanu nie odstępowali nas ani na chwilę, w dzień i w nocy. Straciliśmy trzech ludzi w pierwszym ataku i dwóch w następnym. Człowiek Lannistera zmarł z gorączki, gdy zajątrzyły się jego rany. Kiedy usłyszałam twoich ludzi, pomyślałam, że już po nas. - Przypomniała sobie tamtą chwilę: przywarli plecami do skały z bronią w dłoniach. Karzeł ostrzył swój topór, opowiadając jeden ze swoich licznych wisielczych dowcipów, kiedy Bronn zauważył błękitnobiały proporzec Rodu Arrynów z księżycem i sokołem. Jeszcze nigdy żaden widok tak jej nie ucieszył. - Od czasu śmierci lorda Jona klany stają się coraz śmielsze - powiedział ser Donnel. Był to dwudziestoletni młodzieniec, krępy, o miłym usposobieniu, z szerokim nosem i gęstymi, brązowymi włosami. - Gdyby to ode mnie zależało, pojechałbym w góry z setką ludzi, wykurzył zbirów z ich kryjówek i dał im porządną lekcję. Niestety, twoja siostra nie pozwala. Nie pozwoliła nawet rycerzom walczyć w turnieju Namiestnika. Chce mieć wszystkie miecze przy sobie dla obrony Yale przed… nie wiadomo przed czym. Przed cieniami, jak mówią niektórzy. - Popatrzył na nią z niepokojem, jakby sobie coś przypomniał. - Wybacz, pani, jeśli powiedziałem coś niestosownego. Nie chciałem cię obrazić. - Szczere słowa nie są dla mnie obrazą, ser Donnelu. - Catelyn dobrze wiedziała, czego obawia się jej siostra. Boi się Lannisterów, a nie cieni, pomyślała i zerknęła do tyłu na karła, który jechał obok Bronna. Od chwili śmierci Chiggena obaj trzymali się razem. Niepokoiła ją przebiegłość karła. Kiedy wjeżdżali w góry, był jej więźniem, bezradny, związany. A teraz? Wprawdzie wciąż pozostawał więźniem, ale jechał swobodnie ze sztyletem za pasem i toporem zawieszonym przy siodle, ubrany w futrzany płaszcz, który wygrał w kości od śpiewaka, i kolczugę, którą zdjął z martwego Chiggena. Jechali eskortowani przez dwa tuziny ludzi jej siostry, Lysy, rycerzy i zbrojnych jeźdźców, także przez młodego syna Jona Arryna, a mimo to Tyrion nie zdradzał wcale oznak strachu. Czyżbym się myliła?, pomyślała Catelyn nie po raz pierwszy. Czy to możliwe, że on nie ma nic wspólnego z Branem, Jonem Arrynem i wszystkim

innym? Jeśli tak, to w jakim świetle ona wypadła? Zginęło sześciu ludzi, żeby go tutaj przywieźć. Stanowczo odepchnęła podobne myśli. - Kiedy już znajdziemy się w twojej twierdzy, będę cię prosiła, abyś niezwłocznie posłał po maestera Colemona. Ser Rodrik gorączkuje na skutek otrzymanych ran. - Były chwile, kiedy obawiała się, że stary rycerz nie przeżyje podróży. Pod koniec z trudem siedział na koniu. Bronn namawiał ją, żeby go zostawić, lecz Catelyn nie chciała o tym słyszeć. Przywiązali go do siodła i rozkazała Marillionowi, żeby go pilnował. Zawahał się przez chwilę, zanim jej odpowiedział. - Lady Lysa poleciła maesterowi, aby pozostał w Eyrie i opiekował się lordem Robertem - powiedział. - Mamy jednak septona, który opiekuje się naszymi rannymi. Zajmie się też i waszymi. Catelyn bardziej ufała wiedzy maestera niż modlitwom septona. Miała już to powiedzieć, lecz ujrzała blanki murów z długimi parapetami po obu stronach wbudowanymi w stare góry. Kiedy droga na przełęczy zwęziła się tak bardzo, że z trudem mogło nią przejechać obok siebie czterech ludzi, ze skalistych zboczy wyrosły bliźniacze wieże połączone krytym mostem z szarego zwietrzałego kamienia. Ze strzelniczych otworów w wieży, na blankach i na moście patrzyły na nich milczące twarze. Kiedy dotarli już prawie na szczyt, wyjechał im na spotkanie rycerz. Na siwym koniu, w szarej zbroi, w płaszczu, który mienił się bielą i błękitem Riverrun, a na ich tle widniała lśniąca czarna ryba wyrobiona w złocie i obsydianie. - Kto chce przejechać przez Krwawą Bramę? - zawołał. - Ser Donnel Waynwood oraz lady Catelyn Stark i jej towarzysze - odpowiedział młody rycerz. Dowódca straży podniósł przyłbicę. Dama wydała mu się znajoma. - Odjechałaś daleko od domu, mała Cat. - Podobnie jak i ty, wuju - odpowiedziała, uśmiechając się pomimo przebytych trudów. Dźwięk jego chrapliwego, niskiego głosu przeniósł ją w jednej chwili dwadzieścia lat wcześniej do jej dzieciństwa. - Mój dom znajduje się za moim plecami - odparł krótko. - Twój dom jest w moim sercu - powiedziała. - Zdejmij hełm. Chcę zobaczyć twoją twarz. - Obawiam się, że minione lata nie dodały jej blasku - powiedział Brynden Tully, lecz kiedy odsłonił głowę, przekonała się, że nie mówi prawdy. Wprawdzie twarz miał pobrużdżoną i czas wypalił całkowicie kasztanowy odcień jego włosów, pokrywając je siwizną, lecz uśmiech Bryndena pozostał nie zmieniony, brwi wciąż krzaczaste i te same niebieskie, śmiejące się

oczy. - Czy Lysa spodziewa się twojej wizyty? - Nie miałam czasu jej zawiadomić - odpowiedziała mu. Wróg deptał im po piętach. Obawiam się wuju, że za nami nadciąga burza. - Czy wolno nam wjechać do Yale? - spytał ser Donnel. Waynwoodowie pozostawali wierni ceremoniom. - W imieniu Roberta Arryna, Lorda Eyrie, Obrońcy Yale, Prawdziwego Strażnika Wschodu, wjeżdżajcie wolno i zachowajcie pokój tego miejsca - odparł ser Brynden. - Chodź. Pojechała za nim w cieniu Krwawej Bramy, pod którą padały kolejne armie w Epoce Bohaterów. Po drugiej stronie oczom patrzącego ukazywał się widok zapierający dech w piersi: rozległe, zielone pola, błękitne niebo i ośnieżone szczyty gór. Całe Yale pławiło się w blasku poranka. Jak okiem sięgnąć aż po zamglony wschód ciągnęła się spokojna kraina żyznych pól, szerokich, leniwych rzek i setek małych jezior, które lśniły w blasku słońca otoczone szczytami. Pszenica, kukurydza i jęczmień wyrastały wysoko, a ogromne dynie i słodkie owoce nie miały sobie równych nawet w Wysogrodzie. Stali teraz po zachodniej stronie doliny, gdzie gościniec prowadził w dół z ostatniej z przełęczy, schodząc na dno doliny dwie mile poniżej. W tym miejscu Yale było bardzo wąskie - można by je przemierzyć w poprzek w pół dnia - a południowa część gór wydawała się Catelyn tak bliska, że miała ochotę wyciągnąć rękę , żeby ich dotknąć. Wysoko nad nimi wznosił się poszarpany szczyt zwany Lancą Olbrzyma, który spoglądał spośród lodowatych mgieł w dół, na dno doliny trzy i pół mili poniżej. Nad jego masywnym zachodnim ramieniem przelewały się złowieszcze strumienie Łez Alyssy. Nawet z tej odległości Catelyn widziała wyraźnie na tle ciemnej skały srebrzystą nić wodospadu. Wuj podjechał do niej, widząc, że się zatrzymała. - Jest tam, przy Łzach Alyssy. Stąd widać tylko białe błyski, i to tylko wtedy, gdy słońce pada wprost na ściany. Siedem wież, powiedział jej kiedyś Ned, niczym siedem sztyletów wbitych w brzuch nieba. Są tak wysokie, że stojąc na parapecie, możesz spojrzeć w dół na chmury. - Jak długo jeszcze? - spytała. - O zmierzchu będziemy u podnóża góry - powiedział wuj Brynden - ale potrzebujemy całego dnia, żeby znaleźć się na miejscu. - Pani - rozległ się z tyłu głos ser Rodrika Cassela. - Obawiam się, że nie dam rady jechać dalej. - Na jego twarzy z odrastającymi bokobrodami widać było ogromne zmęczenie. Patrząc na niego, Catelyn bała się, że zaraz spadnie z konia. - Nie ma takiej potrzeby - odpowiedziała mu. - I tak zrobiłeś więcej, niż mogłeś. Wuj będzie mi towarzyszył przez resztę podróży do Eyrie. Lannister musi pojechać, lecz ty i

pozostali powinniście tutaj odpocząć. - Honorem będzie dla nas móc ich gościć - przemówił ser Donnel z pełną powagi młodzieńczą uprzejmością. Nie licząc ser Rodrika, z grupy, która wyjechała z nią z karczmy nad Tridentem, pozostali tylko Bronn, ser Willis Wodę i Marillion. - Pani - powiedział minstrel, wysuwając się do przodu. - Błagam, pozwól mi pojechać z tobą do Eyrie. Skoro widziałem początek opowieści, chciałbym też ujrzeć jej zakończenie. Chłopak wyglądał na zmęczonego, lecz z jego rozgorączkowanego spojrzenia przebijała dziwna determinacja. Catelyn nie prosiła go, żeby z nimi jechał, sam podjął decyzję. Teraz nie mogła zrozumieć, jak to się stało, że przeżył, chociaż tylu dzielniejszych od niego poległo. A jednak był z nią, młodzieniec z meszkiem brody, dzięki której wydawał się prawie mężczyzną. Może była mu coś winna za to, że tak daleko z nią dojechał. - Dobrze - zgodziła się. - Ja też pojadę - odezwał się Bronn. Ta propozycja mniej jej się spodobała. Zdawała sobie sprawę, że bez Bronna nigdy by nie dotarła do Yale; najemnik okazał się zaciekłym wojownikiem i jego miecz pomógł im przebić się przez najtrudniejsze chwile, a mimo to Catelyn nie darzyła go sympatią. Posiadał siłę, odwagę, lecz za grosz uprzejmości i tylko odrobinę lojalności. Ponadto zbyt często widziała go w towarzystwie Lannistera, jak szeptali cicho albo śmiali się z dowcipów, które dzielili tylko między sobą. Wolałaby oddzielić go od karła, jednakże udzieliwszy wcześniej pozwolenia Marillionowi, nie widziała, jak w uprzejmy sposób zabronić tego samego Bronnowi. - Jak chcesz - powiedziała przyzwalająco, chociaż wiedziała, że w rzeczywistości wcale nie pytał jej o pozwolenie. Ser Willis Wodę pozostał z ser Rodrikiem, którym natychmiast zajął się septon o łagodnym głosie. Zostawili też umęczone konie. Ser Donnel obiecał wysłać ptaka do Eyrie i do Księżycowej Bramy z wiadomością o ich przybyciu. Ze stajni przyprowadzono świeże wierzchowce, włochate górskie konie o pewnych nogach, i po godzinie wyruszyli dalej, w dół. Catelyn jechała obok wuja. Za nimi Bronn, Tyrion Lannister, Marillion i sześciu ludzi Bryndena. Dopiero kiedy wysunęli się daleko przed pozostałych, Brynden Tully spojrzał na nią i powiedział: - A teraz, dziecko, opowiedz mi o tej burzy. - Już od lat nikt mnie tak nie nazywał, wuju - powiedziała Catelyn i opowiedziała mu o wszystkim. Zajęło jej to więcej czasu, niż się spodziewała - list od Lysy, upadek Brana, sztylet mordercy, Littlefinger i jej przypadkowe spotkanie z Tyrionem Lannisterem w przydrożnej karczmie.

Wuj słuchał jej w milczeniu i tylko jego krzaczaste brwi coraz bardziej zacieniały mu oczy. Brynden Tully zawsze potrafił słuchać innych… z wyjątkiem jej ojca. Był młodszym o pięć lat bratem lorda Hostera, z którym pozostawał w stanie wojny od tak dawna jak tylko Catelyn mogła sięgnąć pamięcią. W czasie jednego z ich głośniejszych sporów - Catelyn miała wtedy osiem lat - lord Hoster nazwał Bryndena „czarną owcą w stadzie Tullych”. Wtedy Brynden roześmiał się i zauważył, że godłem ich rodu jest skaczący pstrąg, więc powinien go raczej nazwać czarną rybą, a nie czarną owcą. Od tamtego dnia uczynił czarną rybę swoim godłem. Spór między braćmi trwał aż do ślubu Lysy. Wtedy to Brynden oświadczył swojemu bratu, że opuszcza Riverrun i udaje się na służbę do Lysy i jej nowego męża, Lorda Eyrie. Od tamtego dnia lord Hoster nie wymówił imienia swojego brata, o czym Catelyn dowiedziała się z rzadkich listów od Edmure’a. Catelyn pamiętała z dzieciństwa, że dzieci lorda Hostera zawsze biegły do Bryndena Blackfisha, herbu Czarna Ryba, żeby się wypłakać albo wygadać, kiedy ojciec był zbyt zajęty, a matka chora Catelyn, Lysa, Edmure… a nawet Petyr Baelish, wychowanek ich ojca Brynden słuchał ich z taką samą uwagą, z jaką słuchał jej teraz, ze śmiechem przyjmował ich zwycięstwa i wiedział, jak pocieszyć w chwilach porażek. Skończyła swoją opowieść, lecz wuj długo jeszcze milczał, pozwalając, by jego koń jechał własnym tempem po stromej drodze. - Trzeba powiedzieć twojemu ojcu - odezwał się wreszcie. - Gdyby Lannisterowie się ruszyli… Winterfell jest daleko, Yale schowane za górami, natomiast Riverrun leży na ich drodze. - Pomyślałam o tym samym - przyznała Catelyn. - Gdy tylko przyjedziemy do Eyrie, poproszę maestera Colemona, żeby wysłał ptaka. - Miała też do przekazania inne wiadomości, rozkazy Neda dla chorążych, by przygotowali obronę północy. - Jakie panują nastroje w Yale? spytała. - Ludzie są rozgniewani - odparł Brynden Tully. - Darzyli miłością lorda Jona, dlatego uznali za zniewagę fakt, że Król oddał w ręce Jaime’a Lannistera urząd, który Arrynowie piastowali od prawie trzystu lat. Lysa każe nazywać swojego syna Prawdziwym Strażnikiem Wschodu, ale ludzie nie dają się oszukać. Ponadto nie tylko twoja siostra zastanawia się nad przyczyną śmierci Namiestnika. Nikt otwarcie nie ośmieli się powiedzieć, że Jon został zamordowany, lecz podejrzenia rzucają długie cienie. - Zacisnął usta i spojrzał na Catelyn. Jest też chłopak. - Jaki chłopak? - Schyliła głowę pod skalnym występem, pod którym musieli przejechać.

Wuj mówił głosem przepełnionym troską. - Lord Robert - westchnął. - Ma sześć lat, jest chorowity i beczy, gdy tylko ktoś mu zabierze lalkę. Jest prawowitym spadkobiercą Jona Arryna, lecz niektórzy twierdzą, że nie nadaje się na miejsce ojca. Nestor Royce piastował urząd Lorda Zarządcy przez ostatnie czternaście lat, kiedy lord Jon służył w King’s Landing i zdaniem wielu to on powinien sprawować rządy, dopóki chłopiec nie dorośnie. Inni są zdania, że Lysa powinna szybko wyjść ponownie za mąż. Kandydaci zlatują się już jak wrony do ziarna. Pełno ich w Eyrie. - Mogłam się tego spodziewać - powiedziała Catelyn. Nic dziwnego. Lysa była jeszcze młoda, a królestwo Gór i Yale stanowiło okazały prezent ślubny. - Czy Lysa wyjdzie za mąż? - Twierdzi, że tak, jeśli spotka mężczyznę, który będzie jej odpowiadał - powiedział Brynden Tully. - Jednakże jak dotąd odrzuciła Lorda Nestora i tuzin innych. Zarzeka się, że tym razem sama wybierze sobie pana męża. - Przynajmniej ty nie powinieneś się jej dziwić. Ser Brynden żachnął się. - I nie dziwię, lecz… sądzę, że Lysa prowadzi grę. Bawi ją to, lecz moim zdaniem twoja siostra zamierza sama sprawować rządy, dopóki jej syn będzie mógł zostać lordem Eyrie nie tylko z tytułu. - Kobieta może rządzić równie dobrze jak mężczyzna - powiedziała Catelyn. - Właściwa kobieta - dodał jej wuj, odwracając wzrok. - Pamiętaj o tym, Cat. Lysa nie jest tobą. - Zawahał się na moment. - Szczerze mówiąc, obawiam się, że twoja siostra może cię rozczarować… Spojrzała na niego zdziwiona. - Co masz na myśli? - Lysa, która powróciła z King’s Landing, nie jest tą samą dziewczyną, która wyjechała na południe, kiedy jej mąż został mianowany Namiestnikiem. Nie miała lekkiego życia przez wszystkie te lata. Musisz wiedzieć, że lord Arryn okazał się dbającym mężem, ale ich małżeństwo było wynikiem zabiegów politycznych, a nie namiętności. - Podobnie jak i moje. - Oba zaczęły się podobnie, lecz twoje okazało się szczęśliwsze. Dwoje martwo urodzonych dzieci, kilka poronień, śmierć lorda Arryna… Bogowie obdarzyli ją tylko jednym dzieckiem, dlatego na nim skupiła wszystkie swoje uczucia; tylko dla niego żyje, biedne dziecko. Nic dziwnego, że wolała raczej uciec, niż pozwolić, żeby oddali go pod opiekę Lannisterów. Twoja siostra boi się, a najbardziej obawia się Lannisterów. Wymknęła się z Czerwonej Twierdzy nocą jak złodziej, a wszystko po to, by wyrwać syna z paszczy lwa… tymczasem ty sprowadzasz lwa na próg jej domu. - Jest spętany - powiedziała Catelyn. Z prawej strony pojawiła się ziejąca ciemnością

rozpadlina. Mocniej ścisnęła wodze konia i jechała bardzo ostrożnie. - Czyżby? - Odwrócił się i spojrzał na jadącego z tyłu Tyriona Lannistera. - Widzę topór przy jego siodle i sztylet u pasa. Najemnik nie odstępuje go ani na krok niczym cień. Powiedz mi, kochanie, gdzie są jego łańcuchy? Catelyn poruszyła się w siodle. - Karzeł nie przybył tutaj z własnej woli. Spętany czy nie, jest moim więźniem. Lysa, podobnie jak ja, będzie chciała, żeby odpowiedział za swoje zbrodnie. Przecież to jej pana męża zamordowali Lannisterowie, także swoim listem ostrzegła nas przed nimi. Brynden posłał jej znużony uśmiech. - Mam nadzieję, że się nie mylisz, dziecko powiedział i westchnął nie przekonany. Słońce dotarło już na zachód, kiedy zbocze pod kopytami ich koni złagodniało. Teraz droga była szersza i mniej kręta. Catelyn po raz pierwszy dostrzegła dzikie kwiaty i trawy. Dotarłszy na dno doliny, mogli jechać szybciej. Ruszyli galopem przez zielone lasy, sioła, między sadami i polami pszenicy, przez roziskrzone słońcem strumienie. Wuj wysłał przodem chorążego z podwójnym proporcem, na którym widniał księżyc i sokół domu Arrynów u góry, poniżej zaś jego czarna ryba. Jeźdźcy, wozy kupców i chłopów ustępowały im drogi. Mimo to dopiero po zmroku dotarli do przysadzistego zamku położonego u stóp Lancy Olbrzyma. Na wałach migotały pochodnie, na ciemnych wodach fosy tańczył rogaty księżyc. Zwodzony most był już podniesiony, a kratę opuszczono, lecz Catelyn dostrzegła światła w wartowni, a także w oknach kwadratowych wież zamku. - Księżycowa Brama - powiedział jej wuj, kiedy podjechali bliżej. Jego chorąży podjechał na skraj fosy, by przywołać straż z wartowni. - Siedziba Lorda Nestora. Powinien nas oczekiwać. Spójrz w górę. Catelyn podniosła głowę; jej wzrok wędrował coraz wyżej i wyżej. Początkowo widziała tylko skały i drzewa, masyw góry spowity nocą, czarny jak bezgwiezdne niebo. Potem wysoko w górze dostrzegła blask ogni wieży zbudowanej na stromym zboczu góry, której światła, niczym pomarańczowe oczy, spoglądały w dół. Nad nią znajdowała się inna, a potem trzecia jeszcze wyżej, niczym migocąca iskra na tle nieba. I wreszcie wysoko, gdzie szybowały sokoły, błysk bieli w blasku księżyca. Poczuła, że kręci jej się w głowie. - Eyrie. - Usłyszała szept zdumionego Marilliona. Zaraz potem rozległ się głos Tyriona Lannistera. - Zdaje się, że Arrynowie nie przepadają za towarzystwem. Jeśli zamierzacie kazać nam wspinać się na tę górę po ciemku, to lepiej od razu mnie zabijcie. - Noc spędzimy tutaj i wyruszymy rano - odpowiedział mu Brynden.

- Nie mogę się doczekać - odparł karzeł. - A jak tam wejdziemy. Nie potrafię jeździć na kozicach. - Na mułach - poprawił go Brynden, uśmiechając się. - W zboczu góry wycięto schody - powiedziała Catelyn. Ned opisywał jej wszystko, kiedy opowiadał o swojej młodości spędzonej tam razem z Robertem Baratheonem i Jonem Arrynem. Wuj przytaknął jej. - Nie widać ich teraz w ciemności, ale rzeczywiście tam są. Za strome i za wąskie dla koni, ale chodzą po nich muły, przynajmniej na znacznej części drogi. Twierdzy strzegą trzy zamki strażnicze, Kamień, Śnieg i Niebo. Muły zawiozą nas tylko do Nieba. Tyrion Lannister zerknął w górę bez przekonania. - A dalej? Brynden uśmiechnął się. - Dalej ścieżka jest zbyt stroma nawet dla mułów. Resztę drogi przejdziemy pieszo. Chyba że zechcesz pojechać w koszu. Eyrie jest przylepione do skały dokładnie nad Niebem. W jego podziemiach znajduje się sześć ogromnych kołowrotów wyposażonych w długie łańcuchy, którymi wciąga się prowiant z dołu. Jeśli zechcesz, lordzie Lannister, możesz pojechać na górę razem z chlebem, piwem i jabłkami. Śmiech karła przypominał krótkie szczeknięcie. - Może gdybym był dynią - powiedział. - Mój pan ojciec z pewnością bardzo by się zasmucił, gdyby jego syn skończył jak kupa rzepy. Skoro wy pójdziecie pieszo, obawiam się, że będę musiał wam towarzyszyć. My, Lannisterowie, mamy swoją dumę. - Dumę? - prychnęła Catelyn. Jego kpiący ton i swobodne zachowanie rozzłościły ją. Nazwałabym to raczej arogancją. Arogancja, skąpstwo i żądza władzy. - Bez wątpienia o moim bracie można powiedzieć, że jest arogancki - odparł Tyrion Lannister. - Mój ojciec jest uosobieniem skąpstwa, a moja słodka siostra jest pełna żądzy władzy. Ale ja? Ja jestem niewinny jak baranek. Czy mam zabeczeć dla ciebie? - Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, rozległo się skrzypienie opuszczanego mostu. Kilku żołnierzy wyszło z pochodniami, by oświetlić im drogę przez fosę. Na dziedzińcu w otoczeniu innych rycerzy czekał na nich Lord Nestor Royce, Lord Zarządca Yale oraz Rycerz Księżycowej Bramy. - Lady Stark - powiedział i skłonił się niezgrabnie, ponieważ był ogromnym i potężnym mężczyzną. Catelyn zsiadła z konia i stanęła przed nim. - Lordzie Nestorze - odpowiedziała. Znała go tylko ze słyszenia; był kuzynem Bronze’a Yohna z pomniejszej gałęzi Rodu Royce’ów, ale wystarczająco potężnym. - Mamy za sobą długą i męczącą podróż, dlatego proszę, byś udzielił

nam gościny na dzisiejszą noc. - Mój pokój jest twój - odparł krótko - jednak twoja siostra, Lysa, przysłała wiadomość z Eyrie. Pragnie widzieć cię natychmiast. Pozostali przenocują tutaj i wyprawimy ich jutro o świcie. Wuj obrócił konia. - Co to za szaleństwo? - rzucił. Brynden Tully znany był z tego, że nie przebierał w słowach. - Nocą na samą górę, kiedy nie ma nawet pełni? Nawet Lysa powinna zdawać sobie sprawę, że to kuszenie losu. - Ser Bryndenie, muły znają drogę. - U boku Lorda Nestora pojawiła się chuda dziewczyna, siedemnasto, może osiemnastoletnia. Ciemne włosy nosiła przycięte krótko wokół głowy, ubrana była w skórzany strój dojazdy konnej i lekką kolczugę. Skłoniła się przed Catelyn wdzięczniej niż jej pan. - Obiecuję, pani, że nikomu nie stanie się krzywda. To dla mnie zaszczyt móc zawieźć cię na górę. Już wiele razy jeździłam w ciemności. Mychel mówi, że moim ojcem musiał być kozioł. Catelyn uśmiechnęła się. - Jak masz na imię, dziecko? - Mya Stone, pani - odpowiedziała dziewczyna. Usłyszawszy to, Catelyn zatrzymała uśmiech na twarzy, choć uczyniła to z pewnym wysiłkiem. Stone było nazwiskiem, które nadawano w Yale bękartom, podobnie jak Snow na północy czy Flowers w Wysogrodzie. W każdej części Siedmiu Królestw istniało nazwisko nadawane zwyczajowo dzieciom, które rodziły się bez własnego imienia. Catelyn nie miała nic przeciwko dziewczynie, lecz w tej chwili nie mogła powstrzymać myśli o bękarcie Neda, który służył na Murze. Poczuła jednocześnie złość i poczucie winy. Szukała słów, by odpowiedzieć. Niezręczną ciszę przerwał Lord Nestor. - Mya jest bystrą dziewczyną. Skoro twierdzi, że zawiezie cię bezpiecznie do lady Lysy, to ja jej wierzę. Jak dotąd ani razu mnie nie zawiodła. - A zatem, Myo Stone, oddaję się w twoje ręce - powiedziała Catelyn. - Lordzie Nestorze, polecam ci pilnie strzec mojego więźnia. - A ja polecam ci przynieść mu puchar wina i dobrze zarumienionego kapłona, zanim umrze z głodu - powiedział Lannister. - Może jeszcze jakaś dziewczyna… ale to już chyba za dużo. - Bronn roześmiał się głośno. Lord Nestor zignorował słowa Lannistera. - Będzie tak jak mówisz, pani. - Dopiero wtedy spojrzał na karła. - Zaprowadźcie lorda Lannistera do celi w wieży i przynieście mu mięsa i miodu. Kiedy odprowadzono Tyriona Lannistera, Catelyn pożegnała się z wujem i pozostałymi, po czym ruszyła za dziewczyną. Dwa osiodłane muły czekały na górnym zewnętrznym murze. Mya pomogła jej dosiąść jednego, tymczasem strażnik w błękitnym płaszczu otworzył wąską

Czasem. Zaraz za nią wznosiła się góra czarna jak ściana.Urodziłam się w rodzinie Tullych i dopiero później poślubiłam Starka . żelazną bramę. że jadą długim ciemnym tunelem. okrągłe wieże. zeskakując na ziemię. . . że muły szły spokojnym. Pobierzemy się. niż się spodziewała.odparła Catelyn. Zwierzęta tego nie lubią. Catelyn uśmiechnęła się. że mam oczy jak sowa.Niektórzy wolą mieć zamknięte oczy powiedziała Mya. wolnym krokiem. Dopiero teraz Catelyn zdała sobie sprawę.To mój ukochany . . Mychel mówi. Z zadowoleniem zobaczyła. przestraszeni albo kiedy kręci im się w głowie. Jest giermkiem ser Lyna Corbraya. Zapalisz pochodnię? . jaka jest głodna. . Pięły się wciąż w górę krętymi schodami. Dowódca strażniczego zamku poczęstował je świeżo pieczonym mięsem z cebulą z rożna. ale żaden Redfort nigdy nie poślubi bękarta. W przyszłym roku albo za dwa lata. Ujrzała szczyty potężnych murów najeżone żelaznymi szpicami.Nazywa się Mychel Redfort. w ich żyłach płynęła krew Pierwszych Ludzi. który ściekał jej po brodzie. Tak bardzo przypominała Sansę. Może i on ją kochał. to nie wyjdzie im to na dobre. . Jadła na stojąco. Wycięte w skale stopnie pięły się ku niebu. Wspinaczka okazała się łatwiejsza. Gdyby Mychel Redfort miał pójść z tą dziewczyna do łóżka. W pogodną noc. Catelyn poddała się łagodnemu kołysaniu zwierzęcia i nastrojowi ciszy i niebawem poczuła. .Pochodnia oślepia. Muł Catelyn ruszył sam. tworząc nad ścieżką zielony dach zasłaniający księżyc. za mocno ściskają muła.Nie tak łatwo mnie przestraszyć.wyjaśniła Mya. lecz na jej uśmiech padł cień smutku. .Już wcześniej wymieniłaś imię Mychela . Ród Redfortów należał do starych rodzin w Yale. Druga część podróży wydała jej się . taką jak ta.furtę. Być może nawet zdrzemnęła się na moment. Dziewczyna skrzywiła się.oznajmiła Mya radośnie. Przywitał ich dostojny rycerz. a nad całą twierdzą górowały dwie przysadziste. pełna marzeń. przez co wydawało się. . Tymczasem stajenni osiodłali nowe muły. Waynwoodów albo Royce’ów. nie zważając na tłuszcz. Muły szły pewnie równym krokiem a Mya rzeczywiście widziała jak sowa. niewinna.Dosiadła swojego muła i skierowała go na pierwsze stopnie. Potem znowu wyruszyły w rozgwieżdżoną noc. ponieważ ścieżkę przykryła gruba warstwa opadłego igliwia.powiedziała Catelyn. porośnięta sosnami i świerkami.Stopnie ginęły w ciemności. szczęśliwa. że ogarnia ją sen. . wyprowadzając muły do lasu. Muły poruszały się prawie bezgłośnie.Kamień . ponieważ nieoczekiwanie ujrzała przed sobą masywną. Jego rodzina znajdzie mu bardziej odpowiednią pannę. Mya zawołała i po chwili brama otworzyła się. kogoś z Corbrayów. Drzewa rosły ciasno. wystarczy światło gwiazd i księżyca. . gdy tylko zostanie pasowany na rycerza.

Mimo to jego położenie umożliwiało mu kontrolę nad częścią schodów powyżej pierwszego zamku.Powyżej zawsze było biało i lód nigdy nie topniał. zniszczone wiekami mrozu i roztopów oraz kopytami niezliczonych mułów. żeby ich dotknąć. niemal je wymówiła. że setki lat temu tutaj zaczynał się śnieg . Mya uśmiechnęła się na jego widok. Mya zsiadała kilkakrotnie. tak że widziała w dole Kamień.Wzruszyła ramionami. Tutaj gwiazdy wydawały się jaśniejsze i bliższe. I jeszcze księżyc. . dziecko. . za co także dziękowała bogom. .trudniejsza. a także zaprosił do ognia. by je usunąć. co oznaczało.wyjaśniła Mya. Może wreszcie stała się jedną ze Starków.Whitey jest dobry.Wiatr tutaj może być trochę niebezpieczny. bo tylko tę porę znała. . Catelyn czuła strach. ale trzeba przy nim uważać.powiedziała. Na szczęście obyło się bez kopania. wył jak wilk na pustkowiu. miała ochotę jej powiedzieć. czy była kiedyś podobna do tej dziewczyny. młody. lecz Mya odmówiła. Teraz stopnie były popękane. .Catelyn skinęła głową. potem milkł nagle.Matka mówi. Ścieżka była bardziej stroma. ale może kiedyś tak było. . Nad Śniegiem wiatr przypominał żywą istotę. poczęstował je chlebem i serem. Śnieg okazał się mniejszy od Kamienia. jeśli kogo nie polubi. Catelyn otrzymała białego. Zima nadchodzi. . .Bezpieczniej będzie je poprowadzić . Wróg. żeby muł złamał tutaj nogę . . Przyprowadzono nowe muły. Catelyn przyznała jej rację. która połowę swojego życia przeżyła w czasie lata. Taka młoda. palące się tam pochodnie przypominały świeczki. Co pewien czas schody zawracały. pomyślała Catelyn. Dowódca zamku. Składał się jedynie z ufortyfikowanej wieży i stajni schowanych za niskim murem z surowego kamienia. a wiatr stawał się coraz bardziej porywisty. Nie było też lodu na drodze. Drzewo nie rosły już tak gęsto. a jeszcze niżej Księżycową Bramę. Słowa same cisnęły się jej do ust. można było pomyśleć. że muł polubił Catelyn. Czuła.Musimy jechać dalej. jakby chciał ich zwabić w pułapkę. a schody bardziej wytarte. gorliwy rycerz o dziobatej twarzy. za pozwoleniem.Ja nigdy nie widziałam tutaj śniegu. że wystarczy wyciągnąć rękę. pani. . Kiedy wjechała między dwie spiczaste skały. szarpał jej ubranie i przysłaniał włosami oczy. taki ogromny na tle czystego czarnego nieba.Nie chciałabym.powiedziała. . chociaż nie widziała niczego wyraźnie w ciemności. tu i ówdzie przysypane kamieniami. który chciałby się wedrzeć do Eyrie. musiałby pokonać schody prowadzące z Kamienia. Próbowała sobie przypomnieć. że znajdują się teraz bardzo wysoko. Wierzga. zasypywany gradem kamieni i strzał wypuszczanych z Śniegu. Ma pewny krok nawet na lodzie. Mya zsiadła z muła.

Zrobisz.Wszystko w porządku? Catelyn Tully Stark przełknęła resztki dumy. Tutaj wreszcie zaczynała się śnieżna korona. dobrze. pani .Lady Stark .Zamknij oczy. że woła z bardzo daleka. moje dziecko krzyknęła. Puść muła. ale nie jest tak źle. A teraz jeszcze jeden. Po prostu przesuń stopę. Catelyn zamknęła oczy i spróbowała uspokoić oddech. Mogłabyś przebiec. . muły . Wygląda trochę jak komin.Wrócę po ciebie. Zginę tutaj. a jej muł ruszył za nią spokojnie. Widzisz. .W ten sposób dziewczyna przeprowadziła ją kroczek po kroczku. by otworzyli bramę. Za murami znajdowały się tylko pochylnie i ogromna liczba głazów i mniejszych kamieni. . niezdolna do wykonania następnego kroku.Zobacz. niebo. Mya wyszła zza skały. niczym ogromny bąk.Miała wrażenie. Słuchała zawodzenia wiatru i skrzypienia skóry na kamieniu. Tak. Catelyn spojrzała w górę. że wszystko dookoła . lecz muł stał tuż za nią. drżącą. .Ja… ja tego nie zrobię. . Nagle Mya znalazła się tuż obok niej i ujęła ją pod ramię.Tam są stajnie i koszary . który wzniesiono na zboczu góry. pani .Catelyn wysunęła się z cienia na sztywnych nogach i spojrzała na odcinek ścieżki. z zamkniętymi oczyma. W zboczu góry przed nimi widniał ogromny otwór. próbując ściągnąć ją w dół. Zobaczysz. to łatwe. Wiatr wył przeraźliwie. że strach pochwycił ją w swoje szpony. Poprowadzę cię.Wydawało się. kiedy Mya zawołała na strażników. a mimo to jego widok ucieszył oczy Catelyn bardziej niż widok odkrytych wież z Yalyrii. Dokładnie nad jej głową w bladym świetle poranka majaczyły . ale za to nie wieje. Bez wątpienia z tego miejsca łatwo było zacząć lawinę. Zatrzymała się drżąca. Wiatr smagał jej twarz. Spróbowała cofnąć się ostrożnie. .zawołała Mya z drugiej strony przepaści. jaka szeroka jest ścieżka. Dosłownie czuła pustkę czarnej otchłani po obu stronach przejścia. . szarpał za ubranie. jakby szli po zamkowym murze. zrób krok. który miały pokonać: długi na dwadzieścia stóp. Teraz jej kolej. .wiruje.wyjaśniła Mya.Nie ruszaj się.góra. To była ostatnia rzecz. Może trochę ciemno. Szron pokrywał zwietrzałe kamienie Nieba. Muły już dalej nie pójdą. na jaką miałaby ochotę Catelyn. . . . a biały muł szedł spokojnie za nimi. jakie to łatwe.Ostatnia część schowana jest we wnętrzu góry. a ze zboczy zwisały długie lodowe włócznie. . . Zamek zwany Niebem był właściwie wysokim murem z surowego kamienia w kształcie półksiężyca. Za godzinę będziemy na miejscu. jeśli chcesz.Nie chcę patrzeć. Poczuła na plecach kropelki zimnego potu. Zrobiła pierwszy krok i natychmiast poczuła. szeroki na trzy.powiedziała Mya. Postaw tu nogę.odpowiedziała dziewczyna. a stopnie bardziej przypominają szczeble drabiny niż schody. z przepaścią po obu stronach. da sobie radę. Dobrze. pani. Świt rozjaśnił już wschód. pomyślała. .

Bez wątpienia zebrały swoje żniwo. .za to Tully’owie mają więcej rozumu. że cię widzę. przez co twarz miała bladą i nalaną.Ile to czasu minęło . Obejmując ją.powiedziała szeptem. .powiedziała Catelyn dobitnym głosem. co pozostało z urody jej siostry.Może i Lannisterowie są dumni . Słońce stało już wysoko nad górami. Każ opuścić kosz. lecz Ned powiedział jej.Och. Cat. .Maester Colemon przytaknął mu nerwowo. Poprowadzili ją krętymi schodami do góry. Jego siedem smukłych wież wznosiło się ciasno obok siebie niczym siedem strzał w kołczanie zawieszonym na ramieniu ogromnej góry.były jaśniejsze.Radość nasza jest równie ogromna co nieoczekiwana. Był to krzepki mężczyzna o siwych włosach.Dobrze wyglądasz . Nie potrzebował stajni. Jej siostra była młodsza od niej o dwa lata.Chociaż… wydajesz się zmęczona. że jego spichlerz nie ustępuje rozmiarami spichlerzowi w Winterfell. Z dołu wyglądał jak mały. Ser Yardis Egen. Zawiadomiłem twoją siostrę. wydał się Catelyn dziwnie opustoszały.Lady Stark . to kaskada kasztanowych włosów spływających na jej plecy. Oczy Lysy .Cat powiedziała. . Niższa od Catelyn. . Obok niego stał maester Colemon. kuźni czy psiarni. Przypomniała sobie koszyk i kołowroty. kapitan straży domowej Jona Arryna.zwróciła się do Myi . bez wątpienia. . pomógł jej wysiąść z kosza.Ile czasu… W rzeczywistości minęło pięć lat. o których wspominał wuj. Lysa czekała na nią w swojej komnacie-samotni. uśmiechając się. gdy tylko przybędziesz. chudy i nerwowy mężczyzna o zbyt grubej szyi i nadmiernie łysej głowie.O. . Dzieliło je od zamku nie więcej niż sześćset stóp. jak się cieszę. kiedy Catelyn Stark dotarła wreszcie do Eyrie. Eyrie był raczej małym zamkiem w porównaniu z siedzibami wielkich rodów. pani. Jej małe usta przybrały wyraz rozdrażnienia. Służąca próbowała je rozczesać.skłamała Catelyn. Jedyne. Pojadę z rzepą. jak u wszystkich Tullych . z księżycem i sokołem wykutym na napierśniku. Była wtedy taka śliczna i pełna nadziei. . . . przytyła. a wieże zamku mogą pomieścić pięciuset ludzi.Mam nadzieje. .niebieskie. nie zdążyła się jeszcze przebrać. Moja słodka siostrzyczko. że spała dobrze . . Kazała się obudzić.fundamenty Eyrie. ale wyglądała starzej. Na widok Catelyn jej siostra wstała. biały plaster miodu. Catelyn przypomniała sobie smukłą dziewczynę o wysokim biuście. bardziej wyblakłe i wciąż rozbiegane. Długie kasztanowe włosy opadały jej luźno na odkryte ramiona i dalej na plecy. co jednak pozostało nie zauważone. tak. która czekała u jej boku tamtego dnia w sepcie w Riverrun. . Teraz jednak. kiedy szła pustymi korytarzami o ścianach z jasnego kamienia. .Przebiegła przez pokój i objęła siostrę.przemówił ser Yardis. w błękitnym płaszczu. pięć okrutnych lat… dla Lysy.

gdy tylko wyszli.i nie ma czasu .Zostawcie nas . Lysa usiadła przy ogniu i zwróciła się do syna: . Powiedz im. żeby wszyscy wiedzieli. . . powiewając szatą. . prawda.Jej siostra wypuściła ją z ramion. To były jego ostatnie słowa.powiedziała Catelyn.Rozległ się dziecięcy głos.Moje kłótnie? . Cat. Nie miał roku.Catelyn nie wierzyła własnym uszom. . pomyślała Catelyn.warknęła Lysa.Słyszałem głosy. To ty przysłałaś mi ten przeklęty list. dziecinko. . że zostawił ślady. W kominku płonął wielki ogień. co mówią. Lysa mówiła podniesionym głosem. Nic dziwnego. Wciąż powtarzał imię Roberta i tak mocno ściskał mi ramię. ale w głosie Lysy nie zabrzmiała ani jedna ciepła nuta. jak wychodzą.Czyż nie jest piękny? I silny. czy zdajesz sobie sprawę. My… . i nie puszczała dłoni Catelyn… . . . .powiedziała Lysa. Wciągasz nas w swoje kłótnie z Lannisterami… . Nie wierz w to. Lysa obróciła się gwałtownie. siostro. .Chcę porozmawiać z moją siostrą. . . kiedy Catelyn widziała go ostatni raz.Chciałam cię ostrzec. jakim silnym i dobrym chłopcem będzie moje dziecko. że Lannisterowie zamordowali twojego męża. Lord Eyrie. . W drzwiach stał Robert Arryn.Chyba tak .Jest bardzo wrażliwy.Rozejrzała się. bez słowa ostrzeżenia. Jego nasienie.Zmęczona. Jakby słońce zaszło za chmurę. Jon wiedział. jak na swój wiek.Chłopiec jest Lordem Eyrie i Obrońcą Yale . że nasienie jest silne. żebyś trzymała się od nich z daleka! Nie miałam z nimi walczyć! Bogowie.zwróciła się do nich. Pamiętasz? Chłopiec popatrzył na nią nieprzytomnym spojrzeniem. .Wszystko zaczęło się od twoich kłótni.Ale uczyniła to.Nie przy dziecku . maestera Colemona i ser Yardisa. lady Stark. pokojówkę. . Nasienie jest silne. Chciał. był przeraźliwie chudy i mały. . O. powiedział mi..Czyś ty zupełnie postradała zmysły? . . kochanie? . tym bardziej powinniśmy działać szybko. Moja siostra. Dreszczowa choroba. .przypomniała jej Catelyn . tak. Przyglądał im się szeroko otwartymi oczyma z porwaną szmacianą lalką w dłoniach. jak mówił maester. Jako chorowite dziecko. Catelyn natychmiast zauważyła zmianę na jej twarzy. . co pewien czas jego ciałem wstrząsał dreszcz.To jest twoja ciotka Catelyn.Chodź do mamy. jakby dopiero teraz dostrzegła pozostałych.Patrzyła.Poprawiła na nim ubranie i przejechała dłonią po jego bujnych brązowych włosach.Lyso . niemal krzyczała. a teraz przeszywała ją swoim spojrzeniem. w którym napisałaś.Mamo? . kochanie.Jeśli twoje przypuszczenia co do Lannisterów są słuszne. co zrobiłaś? . bez pytania o zgodę.Żeby tu go przywozić. tak.odpowiedział i zamrugał szybko.

upierała się Lysa. Wuj Brynden próbował ją ostrzec. . . pomyślała z niedowierzaniem. Żaden wróg nie wedrze się tutaj. czy mówiła do niej.rzucił Robert ożywionym głosem. Chłopiec przywarł do matki jeszcze mocniej i zaczął ssać. Lysa pogładziła go po włosach.Mały Robert zerknął na Catelyn przez ramię i zaczął drżeć.Każdy zamek jest do zdobycia.powiedziała Lysa i zakryła pierś. . żeby cię skrzywdził. . nic ci się nie stanie.Może tak zrobimy . . Rickon miał dopiero trzy lata i był bardzo żywotnym dzieckiem. dziecinko .powiedziała Lysa. Eyrie i tak pozostanie niezdobyte.Nikt nie jest bezpieczny. wypuszczając z ust czerwony i wilgotny sutek. że Lannisterowie zapomną o tobie tylko dlatego. .Nie bądź głupia . Lysa pogładziła go po głowie. jeśli sądzisz. .przerwała jej Lysa. Przypomniała sobie swoje najmłodsze dziecko. Mylisz się.Bardzo złym .Odchyliła szatę i wysunęła ciężką.Może właśnie tak zrobimy. . . wypuszczając z rąk lalkę. .spytał Lord Eyrie.Wszyscy tak twierdzą. . . teraz dopiero zrozumiała. Mamusia jest tutaj. Czuła wzbierający w niej gniew.powiedziała cicho. Syn Jona Arryna. Catelyn nie wiedziała. dlaczego lordowie z Yale niepokoili się. co powiedzieć.Nawet gdyby udało im się przeprowadzić armie przez góry. Teraz rozumiała. która upadła na podłogę wyłożoną sitowiem.na czułostki. Przytulił się mocniej do matki. Catelyn miała ochotę uderzyć siostrę. . czy do swojego syna. Lysa zakryła dłońmi uszy chłopca. . Nie wiem tylko. którego mi przywiozłaś? .Każ mu fruwać . Rozumiała.Czy on jest złym człowiekiem? . . co mam zrobić z tym karłem. że się tutaj schowałaś.Przestraszysz chłopca.wyszeptała Lysa. Catelyn nie była pewna. Ned uważa. a potem przez Krwawą Bramę.Nie ten . białą pierś. . .Nie bój się. dlaczego Król próbował zabrać dziecko od matki i dać je na wychowanie Lannisterom… .Tutaj jesteśmy bezpieczni . że może dojść do wojny.Przestań! . Sama widziałaś.warknęła Catelyn.Ale mamusia nie pozwoli.

dziewczyna zaś musiała rozpiąć koszulę do pasa. Czy także pieprzy jego… .EDDARD Znalazł Littlefingera we wspólnym pokoju burdelu. . Padał nieustannie na głowę Neda. Ned zatrzymał się na dole schodów i wciągnął rękawice. Załatwiłem już swoje sprawy. Szli do stajni w ciepłym deszczu. że wilkor to jurna bestia . szepnął do ucha jakiś żart. Nie znaczy to jednak. Bez ciebie nie wiadomo kiedy byśmy znaleźli ten burdel. . czy go nie kupić. . . Dziwki rzadko toną. A poza tym nie jestem już Namiestnikiem. Za nim szedł młody Wył.powiedział Littlefinger.Wyciągasz pochopne wnioski.spytał Jory. rozbawiony własnym dowcipem. że Namiestnik śni snami Króla. Heward zerwał się na nogi i zaczął zbierać szybko swoje rzeczy. drugą zaś zapinał pas i spodnie. który wylewał się z szarego nieba z jednostajnym bębnieniem.Lordzie Baelish . Ned skinął głową i wskoczył na konia. Jak dotąd stracił swój pas. jedną ręką trzymał wodze kobyły Littlefingera. Wdzięczny ci jestem za pomoc. Niebawem Littlefinger wygadał się i dalej jechali w milczeniu. że będę znosił twoje kpiny. Pocałował ją w policzek. ci płacą równie dobrze jak wszyscy inni.Jak każesz. ubranej w strój z piór. . . . a jego usta wykrzywił uśmieszek.Czas na nas.Chataya prowadzi doskonały interes . .Lord Petyr zachichotał. Przy kominku Heward grał na fanty z hożą dziewką. płaszcz. Tymczasem Littlefinger pożegnał się z kobietą. że burdele stanowią lepszą inwestycję niż statki. a kiedy już przyjmują na pokład piratów. który ją rozśmieszył i podszedł do Neda. Pozostali poszli w jego ślady. kiedy ruszyli. Deszcz wygnał wszystkich pod dachy i ulice Królewska Przystań opustoszały. Doszedłem do wniosku. gawędził wesoło z wysoką.Pomogę Wyłowi przyprowadzić konie. rozchichotana dziwka.Ruszył do drzwi. Zza drzwi stajni wyjrzała bosonoga. ciepły jak krew i natarczywy jak stare grzechy.zapytał . przemawia jego głosem i rządzi jego mieczem. Ned naciągnął na głowę kaptur swojego płaszcza. Zastanawiam się.Twoje sprawy .powiedział Littlefinger. panie powiedział Jory. . elegancką kobietą o skórze czarnej jak atrament. .Domyślam się.Wracamy do zamku. Przy oknie mokrym od deszczu stał Jory Cassel i przyglądał im się uśmiechnięty. Ned nie przerywał mu. panie? .przerwał mu Ned. Po jego twarzy spływały grube . kolczugę i prawy but.czy raczej sprawy Roberta? Mówią. a Jory wyprowadził jego konia.

. i cenę. I obiecuję ci. Pierwsze dziecko Roberta miało takie same włosy. .Ned trzymał w ramionach Myę.Lordzie Baelish. Ale zapewnił ją. panie? Ma jego nos i włosy… . zobaczył. To było jego przekleństwo. Przysięgam na starych i nowych bogów. dlaczego obdarzają mężczyzn taką żądzą? . że aż zadrżał.Jest bardzo podobna do niego. Powiesz mu. był to jego własny obraz.Miłość jest słodka. . by nakarmić dziecko. ale nie potrafi zmienić natury człowieka. co wiesz na temat bękartów Roberta? . Ned jechał potem z obrazem Jona Snowa przed oczyma. Tamta dziewczyna była tak młoda. a wieczorem już niczego nie pamiętał. . spoglądając na dziecko. przede wszystkim ma ich więcej od ciebie. kiedy ich ojciec obiecał jej rękę młodemu Lordowi z Końca Burzy. Zawsze był dla mnie dobry. więc nie mógł zaprzeczyć. przypomniał sobie.Tak. Skoro bogowie spoglądają na bękarty nieprzychylnym okiem. Dobry dla ciebie. lecz Ned Stark dotrzymywał obietnic. lepsze burdele potrafiły znaleźć dziewice. pomyślał Ned. tyle tylko że młodszy. najdroższy Nedzie. wystarczyło tylko odpowiednio zapłacić. niczego.Eddark Stark dotknął wtedy delikatnych. Wtedy Lyanna uśmiechnęła się tylko. że nie liczyły się czyny Roberta przed zaręczynami.obiecał jej Ned. prawda. powiedz mu.Robert nigdy nie wytrzyma w jednym łóżku .krople. I żebym mogła spokojnie na niego czekać.Nazwałam ją Barra powiedziała. pomyślał ze smutkiem. nie potrafił kłamać przed siostrą.Lyanna powiedziała mu to pewnej nocy w Winterfell. .No cóż. które złożył Lyannie. Ze względu na dziecko Chataya dała mi sześć miesięcy wolnego. . Podobno ma już dziecko z jakąś dziewczyna z Yale.Powiem mu. że od tamtej pory nie byłam z żadnym innym. panie… powiedz mu. . dawno temu.Uśmiechnęła się wtedy uśmiechem tak wdzięcznym i nieśmiałym. . jaką zapłacił za ich dotrzymanie.Kiedy go zobaczysz. . jaka jest piękna. że Ned nie śmiał zapytać jej o wiek. . że piegi pokrywają całe jej ciało.Powiedz mu też. dziecko. . zanim umarła. że twojej córce niczego nie zabraknie. a kiedy wysunęła pierś. Z pewnością była wtedy dziewicą. że jest on dobrym człowiekiem i że będzie ją kochał całym sercem.Powiem . ciemnych włosów dziecka. że czekam? Nie chcę klejnotów. Powiedz mu. Robert potrafił obiecać dozgonną miłość. tylko jego. Przypomniał sobie obietnice.Ilu? . Miała jasnorude włosy i lekkie piegi u nasady nosa. Przesypały się między jego palcami niczym czarny jedwab. . co chcesz.

nawet jego dusza oziębła. Renly twierdzi. nagolenniki.Teraz rozumiem. Wystarczy pozwolić takiemu pożyć. Nie miał czasu na liczenie. . bębniąc o ziemię. że uznał tego chłopaka z Końca Burzy. W dół zbocza spływały brązowe strumienie. dlatego kiedy chłopak się urodził. Nagle rozległ się krzyk Jory’ego: . że Robert zaniósł dziewczynę na górę podczas uczty weselnej i posiadł ją na łożu weselnym. Deszcz zacinał coraz bardziej. Ned przemókł całkiem.Musiało chodzić o coś więcej.Był jego Namiestnikiem. Podobne historie opowiadano o wszystkich znacznych lordach z Królestwa. że Jego Miłość zrobił brzuchy kilku dziwkom i żonom rybaków. siekł w oczy. . żeby się upewnił. że nie. że niektóre z nich obdarzą cię prezentem. . Po raz pierwszy od lat pomyślał o Rhaegarze Targaryenie. kiedy Stannis i jego panna jeszcze tańczyli. Stanęli obok siebie. wysłał go do Renly’ego. którego spłodził w noc zaślubin lorda Stannisa. . że Cersei zdolna była do podobnych czynów. ale czy Król by jej pozwolił? Z pewnością nie Robert. Szkarłatne płaszcze przylegały.Mówią też. Podobno lord Stannis uznał to za zniewagę rodu swojej żony.Littlefinger zerknął na Neda. którego znał niegdyś.Littlefinger wzruszył ramionami. trzeba się liczyć. Ned Stark skrzywił się. W odpowiedzi Ned zmarszczył tylko czoło. . do pleców żołnierzy. ale uznał. a Jego Miłość nigdy sobie nie żałował. których nie chciał widzieć. Matka była z Florentów. Ned dostrzegł błyski kolczug. Cersei kazała zabić dzieci. inaczej by go nie zabili? Littlefinger strząsnął deszcz z włosów i roześmiał się.Panie! . a następnego dnia wygada. że Robert spłodził bliźniaki z jakąś służącą w Casterly Rock trzy lata temu. Nie wątpił. ale było ich co najmniej dziesięciu. że słońce wschodzi. . czy Rhaegar odwiedzał burdele. . jedna z jej pokojówek. rękawice i stalowe hełmy przyozdobione złotym lwem.Czy to ważne? Sypiając z różnymi kobietami. Nie mogło być inaczej. kiedy pojechał na zachód na turniej lorda Tywina. Lord Arryn dowiedział się. Zastanawiał się. Wiem.a chwilę później ulica zapełniła się żołnierzami. a matkę sprzedała handlarzowi niewolników. więc trzeba było go uciszyć. Tamten Robert nie potrafił jeszcze przymykać oczu narzeczy. siostrzenica lady Selyse. Pewnie Robert poprosił go. Pewnie. Deszcz spływał po płaszczu na jego plecach krętymi strużkami. Zrobił to za blisko domu i duma Lannisterów została urażona.Dlaczego Jon Arryn miałby się nagle zainteresować bękartami Króla? Littlefinger wzruszył przemokniętymi ramionami. czy niczego im nie brakuje. nie wiadomo dlaczego. blokując ulicę. . przemoczone.

jednak Eddard Stark wybrał pewniejszą taktykę.Przepuść nas.Masz rację. żebyś umarł z mieczem w dłoni. Jego ludzie byli konno. . . Na jego napierśniku ryczał lew Lannisterów. ale chcę. poza nim samym.chociaż takie małe stado. Z okien i drzwi pobliskich domów zerkali gapie. prawda. Ludzie Lannistera przepuścili go i zaraz ponownie zamknęli szereg. .Dobrze go pamiętam . Littlefinger jęknął zrezygnowany. Żołnierze rozstąpili się przed nim. lordzie Stark? Był z nami w Winterfell. szczerze mówiąc.Twój brat został pojmany na mój rozkaz. lecz nikt nie próbował się wtrącać. Nawet w tak deszczowy i pochmurny dzień jego włosy pozostawały jasne jak słońce.Lannister.zwrócił się do Neda. .odparł Ned.Sprowadzę Straż Miejską . . o różnobarwnych oczach i ciętym języku. Nie wiesz przypadkiem. że ma jakieś kłopoty w drodze do domu. lecz było ich trzech przeciwko dwudziestu.powiedział Littlefinger. żołnierze Lannistera. to posiekam cię jak Aerysa. Szukam mojego brata.On wie. Littlefinger ścisnął piętami swoją kobyłę i zniknął za rogiem.Dobądź broni. zobaczył kolejnych żołnierzy. pieszo. . lordzie Stark.Lordzie Baelish. pełne pogardy spojrzenie.powiedział Ned spokojnie. Ma odpowiedzieć za swoje zbrodnie powiedział Ned Stark.rzucił ostrzegawczo do . co robi . Żołnierze Neda wyciągnęli miecze. .A teraz. . Oczekują nas na zamku. Co ty wyrabiasz? . zanim ktoś pochlapie krwią twój kosztowny płaszcz. . nie wiem. Mój ojciec pan bardzo się rozzłościł. kto mógłby źle życzyć mojemu bratu? .Zabij mnie . którzy odcięli im odwrót. Może by im się udało przebić szybką szarżą.Błoto tłumiło odgłosy kopyt jego gniadego rumaka.Z drogi albo śmierć! . Jeśli będę musiał. Zadźwięczał miecz Jory’ego wyciągany z pochwy. .Wilki wyją . . Jaime Lannister uśmiechnął się. Littlefinger nie potrzebował dalszej zachęty. Rzucił Littlefingerowi chłodne. kim on jest.Co to ma znaczyć! To jest Namiestnik Króla. .Zdaje się.uzbrojeni w długie miecze i włócznie z żelaznymi grotami. Pamiętasz go.Usłyszał ostrzeżenie Wyła i kiedy się odwrócił. .Z tyłu! .powiedział dowódca czerwonych płaszczy do swoich ludzi. Littlefinger wysunął się ostrożnie do przodu. . . Jasnowłosy.To był Namiestnik Króla. Odjedź stąd jak najszybciej. to szaleństwo . Niski. deszcz spływał mu po twarzy .Dajcie spokój… Ser Jaime wysunął miecz z pochwy i podjechał bliżej. .

polegając na honorze kobiety. kiedy rozległ się krzyk Wyła. Rozległ się chrzęst druzgotanych kości. jak podcinają nogi konia Jory’ego i ściągają go na ziemię.Jaime wsunął miecz do pochwy. Wyjechawszy już poza linie swoich żołnierzy. Deszcz wciąż padał.Czyżby? Szlachetna Catelyn Tully z Riverrun miałaby zamordować zakładnika? Nie sądzę. Nagle Jory znowu znalazł się wśród nich.Królobójcy . Jaime odjeżdżał już w dół ulicy. Czerwone płaszcze pojawiły się ze wszystkich stron. nie otrzymawszy żadnej nauczki. uciekaj! .Nie! . Nastąpił moment oślepiającego bólu i poczuł smak krwi. . byś mógł się poskarżyć.Jaime odgarnął z czoła mokre włosy i obrócił konia. . żeby stąd odjechał. a po jego twarzy popłynęła krew. . które usuwały się przed nim.Jednakże nie chcę ryzykować życia mojego brata. jak cię przestraszyłem.zabijcie jego ludzi. Wydawało mu się. Ned rozjechał jednego z nich i natarł mieczem na inne czerwone zjawy. Jego koń najpierw podszedł bliżej. kiedy ściągnęli go z jego zdychającego konia. kiedy go otoczyli. czując siłę uderzenia. lew na jego głowie rozpadł się na pół. kiedy kopyto jego wierzchowca uderzyło w twarz żołnierza Lannisterów.krzyknął Ned Stark.Tak więc pozwolę ci chyba pobiec z powrotem do Roberta. Kiedy wreszcie koń Neda podniósł się. żeby lord Stark wrócił bezpiecznie. Ludzie patrzyli przez mokre od deszczu okna. Ned zacisnął zęby i zaczął się czołgać przez błoto. Zacisnął zęby.Tregar.Jak każesz.Westchnął.a Catelyn z pewnością zabije Tyriona. czy zechce z tobą rozmawiać. Heward ciął mieczem po rękach. Jaime Lannister przyłożył do piersi Neda koniec pozłacanego miecza.nawet w deszczu uśmiech ser Jaime’a wydawał się promienny . Drugi zatoczył się do tyłu i przez chwilę Jory był wolny.Jory. dopilnuj. . inni wychodzili na progi i zza rogów. chwytając za miecz. .krzyknął Ned. . które trzymały uzdę jego konia. zobaczył wznoszące się i opadające miecze. spojrzał przez ramię na swojego kapitana. był tylko ze swoimi zmarłymi.Jednak… nie możemy pozwolić. tryskając czerwonym deszczem. na którym kiedyś lśniła krew ostatniego ze smoczych królów.Nie! . . Wył zaklął.Koń Neda pośliznął się i runął na ziemię. . on także spróbował wstać. Littlefinger i Straż Miejska znaleźli go tam na ulicy trzymającego w objęciach ciało . Ned pogalopował w jego stronę i uderzył mieczem w hełm Tregara. . dlatego . że trwa to wieczność. lecz nikt nie kwapił się z pomocą. Jory Cassel spiął swojego konia i zaatakował. Ciekawe. Więcej już nic nie widział. lecz zaraz upadł. kiedy włócznia przebiła mu brzuch. zachłystując się własnym krzykiem. . lecz wyczuwszy zapach krwi. Widział. uciekł szybko. Tregar osunął się na kolana. . Spojrzał na swoją nogę i zobaczył wystającą kość. . Kiedy lord Eddard Stark ponownie otworzył oczy. panie.

Jory’ego Cassela. wyszeptał: . żeby zagotowali wina i przynieśli mu czysty jedwab. Makowe mleko na uśmierzenie bólu. że widział jeszcze majaczącą Czerwoną Twierdzę.Wypij. Starzec. panie.Przełknął. Przyniesiono nosze. A potem zobaczył nad sobą twarz Wielkiego Maestera Pycelle’a. z pucharem w dłoni. Tylko tyle pamiętał. lecz mimo to podróż do zamku była nie do zniesienia i Ned ponownie stracił przytomność. Pamiętał. . a Pycelle polecił. Jej ściany z jasnoróżowego kamienia pociemniały w deszczu i teraz przybrały kolor krwi. .

khal Rhaggat. Za końską bramą po obu stronach drogi stali splądrowani bogowie i bohaterowie. żeby nie wyjawiał mu prawdy. On sam sądził. kiedy khal Drogo. że został okpiony. Yiserys. żadnych ludzi. Dany jechała na swoim siwku.DAENERYS Łuk Końskiej Bramy Vaes Dothrak tworzyły dwa ogromne rumaki z brązu. A jednak była tam. w którym nie ma murów… ani nawet widocznych budynków. jedynie trawy i drogę.Pod górą. zanim udało jej się przekonać Drogo. potężna i piękna. Kuśtykający Król. mantykory o jadowitych ogonach uniesionych groźnie i wiele innych. czarne smoki z żelaza o diamentowych oczach.odpowiedział ser Jorah. a Yiserys przyjął zaproszenie. a wraz z nią ser Jorah Mormoni i jej brat. na inne zaś ledwo . co by go bardzo zawstydziło. najmłodsi i najstarsi. Następnego dnia khal Drogo zaproponował mu miejsce na wozie. Spiżowe rumaki rzucały długie cienie na falujące trawy. wzdłuż której ustawiono stare rzeźby z różnych stron świata. poprowadził khalasar świętą drogą. ciężarne kobiety. W swej bezmyślnej ignorancji nie domyślił się nawet. że królowi przydałaby się szczypta wstydu… ostatecznie jednak jej usłuchał. kalecy. by pozwolił Yiserysowi dołączyć do nich na czele kolumny. Niektóre z posągów przyciągały swoją pięknością wzrok Dany. Potrzebowała wielu próśb i miłosnych zabiegów. obejmując sobą widoczne w oddali purpurowe góry. kiedy przejechali pod spiżowym łukiem. . Na marmurowych cokołach tańczyły gibkie tancerki ubrane tylko w kwiaty albo rozsiewały wonie z rozbitych dzbanów. Dany mijała stopy zapomnianych bóstw wymarłych miast. ryczące gryfy. że w ten sposób khal chciał go przeprosić za zachowanie Dany. Dzięki temu obdarzono go jeszcze innym tytułem. Król Wozów. w otoczeniu swoich braci krwi. kiedy zmuszony był wrócić pieszo do khalasar. Ze swoich tronów spoglądali na nią kamienni królowie o twarzach poplamionych i pokancerowanych. Nie widziała żadnych budynków. .spytała. .Przed nami . ponieważ na wozach jeździli eunuchowie. a ich kopyta stykały się sto stóp nad ziemią. po co brama w mieście. Rycerz odparł na to. nawet ich imiona zaginęły w odmętach czasu.Gdzie jest miasto? . W trawie czaiły się potwory. Dany nie potrafiłaby powiedzieć. których nauczyła ją Doreah. których nie potrafiła nazwać. zyskał sobie żartobliwy przydomek khal Rhae Mhar. Ona zaś błagała ser Joraha. Od tamtego dnia. skradzione przez Dothraków w ciągu stuleci. oba stały dęba. znowu na koniu. którzy ciskali piorunami w niebo.

lecz teraz jego ubranie cuchnęło. Dla pewności mówił w języku powszechnym.Roześmiał się.przerwał jej brat. zanim Drogo da mi swoją armię? Mam już dość czekania. . co chce . jadących nie opodal.Modlę się.Tak. Wasza Miłość .Mam zamiar sięgnąć po koronę.mruknął Yiserys. .powiedział ser Jorah Mormoni. Inaczej bym ich nie potrzebował. te dzikusy nie mają nawet na tyle rozumu. for certes.Te dzikusy potrafią tylko kraść rzeczy zrobione przez lepszych od nich ludzi… no i zabijać. Nie wolno kpić ze smoka. tak jak mówiłaś. podjechał bliżej. i z tak wielu krajów . jak zabijać.Ja jestem teraz jedną z nich . przerażona ich brzydotą. . Rycerz popatrzył za Yiserysem z powątpiewaniem. były brudne i przepocone. żeby mój syn-i-gwiazdy nie kazał mu czekać zbyt długo . . .Tyle ich tu jest. .Na Zachodnim Targu znajdziesz potrawy. . . Yiserys nie podzielał jej zachwytu. .Twój brat powinien był zostać w .Śmieci z wymarłych miast .powiedziała zdumiona. .Smok mówi to. . Khal dotrzyma obietnicy w swoim czasie. lecz nie pozbyła się swojego niepokoju.I pokażą nam przedstawienie z przepowiednią o szczeniaku w jej brzuchu. żeby zrozumieć język cywilizowanych ludzi.zerknęła.odparł Yiserys… w języku powszechnym. .Spojrzał przez ramię na Agga i Rakhrao. żeby to zrobił . .Przyłożył nos do szerokiego rękawa swojej tuniki.Jak długo jeszcze będziemy błądzić wśród tych ruin. jak wyjaśnił ser Jorah. żeby się przyjrzeć kamiennemu posągowi. Tylko po co mi to wszystko? Mam dość końskiego mięsa i smrodu tych dzikusów. i posłał im szyderczy uśmiech. które bardziej przypadną ci do gustu.Przyjeżdżają tam kupcy z Wolnych Miast. które Yiserys przywiózł z Pentos.Przy drodze wyrósł zjedzony przez mech kamienny monolit wysoki na pięćdziesiąt stóp. Wszystkie jedwabie i wełniane szaty. Dany odetchnęła nieco. bracie. którą mi obiecano. staruchom .powiedziała Dany .Widzisz. niesiona wolno przez swoją srebrzystą. Jej brat mówił dalej swobodnie. . . . Mimo to Dany zerknęła do tyłu na ludzi z jej khas.rzucił lekceważąco. . nie znanym większości Dothraków. Chciała mieć pewność. gdzie zwykle trzymał saszetkę z perfumami.Na widok nagiej postaci kobiety o sześciu piersiach i głowie frelki. .Księżniczka musi zostać przedstawiona dosh khaleen… . pochodziły prawdopodobnie z Krainy Cieni za Asshai. . Te. kiedy jej brat odjechał na bezpieczną odległość.Lepiej.więc nie powinieneś nazywać ich dzikusami.powiedziała do ser Joraha.Wiedzą. . że nie usłyszeli jego słów. .

Ale to nie w porządku.Dany nie wiedziała. że cię sprzedał. gdyby miał dziesięć tysięcy wrzeszczących Dothraków. widziałem w Dothrakach jedynie półnagich barabarzyńców. lecz… w swoim czasie.Pentos. są nieustraszeni i lepiej strzelają z łuku. Nie ma dla niego miejsca w khalasar. Illyrio ostrzegał go. Mówiłem twojemu bratu to samo.Yiserys nie zamiótłby stajni. Yiserys mógłby zmieść całe Siedem Królestw. nie od khala. Pozostali to łucznicy. W Siedmiu Królestwach łucznicy walczą przeważnie z ziemi. . Ser Jorah chrząknął. dlaczego broni brata.Nie na długo .A… a gdyby to nie był Yiserys? spytała. . wolni i piesi uzbrojeni w dzidy i piki. Przytaknął jej. . ludzie zachodu.odpowiedział rycerz. powiedziałbym ci. nawet gdyby miał dziesięć tysięcy mioteł. Khaleesi. Dothrakowie natomiast strzelają z konia bez względu na to. Natomiast khal Drogo traktuje cię jako prezent. czy atakują. wielu porzuciło broń i uciekło.mówił dalej ser Jorah . Od niego niczego nie można się domagać. . Rhaegar. i teraz oczekuje zapłaty.Twój brat.A dzisiaj? . Ser Jorah prychnął.powiedziała.Jednakże jeśli lordowie z Siedmiu Królestw posiadają choć odrobinę . Odwdzięczy się Yiserysowi podarunkiem. przyprowadził ze sobą tyle samo ludzi nad Trident .Udając się na wygnanie. lecz on nie słucha. Kiedy zginął Rhaegar. Dany zauważyła nutę pogardy w jego głosie.Na koniu jeżdżą lepiej od najlepszego rycerza. . co Illyrio. Gdybyś mnie wtedy zapytała.Dzisiaj nie jestem już taki pewien . Nie można domagać się prezentu. Sam twój pan mąż ma czterdzieści tysięcy wojowników w swoim khalasar.Odjedzie. .Tak. że musi czekać. zawsze są niebezpieczni i… i jest ich tak dużo.Naprawdę? . .lecz zaledwie jedną dziesiątą stanowili rycerze. gdy tylko dostanie swoje dziesięć tysięcy wojowników. tylko… Dothrakowie patrzą na pewne sprawy inaczej niż my. . Mój pan mąż obiecał mu złotą koronę. . schowani za ścianą z tarcz albo dzid. Czy taka hołota może długo wytrzymać przed atakiem czterdziestu tysięcy wyjców spragnionych krwi? Czy skórzane kaftany i kolczugi ochronią ich przed deszczem strzał? . Yiserysowi wydaje się. .Gdyby poprowadził ich ktoś inny? Ktoś silniejszy? Czy rzeczywiście Dothrakowie potrafiliby podbić Siedem Królestw? Ser Jorah zamyślił się i przez długą chwilę jechali w milczeniu. . . czy się wycofują. Końscy lordowie to nie handlarze. że tysiąc rycerzy przepędzi sto razy więcej Dothraków.

Tu i tam ściany zastępowały cierniste żywopłoty. którzy tutaj mieszkają? . domy. aroganckie i puste. . W Wolnych Miastach wieże.Dothrakowie nie budują. niewolnicy budowali na modłę swoich krajów. błotem i kwiatami. piramidy z marmurowymi schodami czy długie budowle z bali pozbawione dachów. Szybko zmienił temat.Twój brat częściowo miał rację . . natomiast Yaes Dothrak rozciągało się leniwie w słońcu. . . . Z tonu jego głosu wywnioskowała.Zabrał mi wszystko. kiedy potrzebowali domu. .A jest . . Bazar pełen był biegających dzieci i krzyczących mężczyzn. co widzisz tutaj. Dany trzymała się ich blisko i rozglądała się zaciekawiona. z szerokimi. bezmiar pozbawiony murów czy jakichkolwiek granic.odezwał się wreszcie.Gdzie są ludzie. . kopali w ziemi dziurę i przykrywali ją dachem z plecionej trawy. Jest silny. Khal Drogo wraz ze swoimi braćmi krwi poprowadził ich przez ogromny bazar Zachodniego Targu i dalej. co kochałem. Uzurpator przyznałby mu rację. Wszystko.spytała Dany.rozsądku.Twój khal powie ci.spytała Dany . jakie kiedykolwiek widziała.powiedział ser Jorah z goryczą. Jego brat.Yaes Dothrak.Nienawidzisz tego Starka .Robert powinien był się urodzić Dothrakiem . . mosty.powiedział. Eddard Stark… Splunął. z powodu kilku zawszonych kłusowników i jego jakże cennego honoru . Yaes Dothrak było jednocześnie największym i najmniejszym miastem. to nigdy do tego nie dojdzie. że wciąż boleje nad stratą. . pradawne. Większość budowli. Patrz . rozchwiane drewniane wieże.Wszystkie są inne . omiatanymi wiatrem ulicami. wskazując ręką. żeby stanąć przed Dothrakami na otwartym polu. Wydało jej się dziesięć razy większe od Pentos. zostało zbudowane przez niewolników sprowadzonych z podbitych ziem. Widziała pawilony z rzeźbionego kamienia.głupcem? Ser Jorah milczał przez chwilę. nawet te największe. Tysiąc lat temu. że tylko tchórz chowa się za kamiennym murem.przyznał ser Jorah.powiedziała. szerokimi ulicami. Za to otaczający go ludzie… to co innego. sprawiała wrażenie opuszczonych. Stannis. gdyby jednak Robert Baratheon okazał się głupcem i przyjął ich w polu… . Nie umieliby zdobyć nawet najsłabszego zamku w Siedmiu Królestwach. odważny… i wystarczająco porywczy.powiedziała Dany. budowle wielkie jak zamki z plecionej trawy. Jeźdźcy nie przepadają za wojną oblężniczą. wybrukowanymi trawą. Miasto końskich lordów. lecz poza nim tylko tu i ówdzie dało się zauważyć kilku eunuchów. zamiast stawić czoło przeciwnikowi z bronią w ręku. Nawet budynki wydały jej się dziwne. lord Tywin Lannister. sklepy i duże budowle stoją ciasno przy sobie.

z orlim nosem. „Krew z mojej krwi”. nazywał ich Drogo i rzeczywiście tak było. Był najstarszym z trzech braci krwi Drogo. kiedy Irri i Jhiqui pomagały jej zsiąść z konia.W świętym mieście na stałe mieszkają tylko staruchy dosh khaleen wraz z niewolnikami i służącymi . nawet gdyby powrócili jednocześnie do swojej Matki. gdzie rozłożyły się karawany kupców z Yi Ti. Dotyczyło to nawet samego khala Drogo. bracia . sufit zaś stanowiły zszyte razem ogromne jedwabne płachty. że w Vaes Dothrak nie wolno nosić broni. Zgodnie z pradawną tradycją. paleniska i setki usypanych z ziemi okrągłych domów. jak powiedziała Jhiqui. Nad ich głowami wznosiła się Matka Gór. widać było ubytki po zębach. Na przyjęcie khala Drogo i jego świty czekała mała armia służących. Asshai i Krainy Cieni. żyli jednym życiem. które wybito mu maczugą dwadzieścia lat temu. Jego życie zostało związane z życiem Drogo od dnia urodzin jej pana męża. zawsze gdy znalazły się w zasięgu wzroku Matki Gór. W tym miejscu . Jhiqui wyjaśniła jej. które wznosiły się z ziemi niczym miniaturowe trawiaste pagórki. które rozkładano w deszczowe dni albo zwijano. Uratował wtedy młodego khalakkę z rąk najemników. by odsłonić bezkresne niebo. podobnie jak nie wolno rozlewać krwi wolnego człowieka. Kiedy kolejni jeźdźcy zsiadali z koni. kiedy khal umierał. na każdego czekał służący. jego bracia krwi umierali razem z nim. wszyscy byli jednym khalasar. bracia krwi żyli. że bracia krwi są cieniami khala. Jej ściany z grubo ciosanych bali wznosiły się na czterdzieści stóp.odparł ser Jorah . krępy i łysy. Początkowo Dany sądziła. że kiedyś nadejdzie taki dzień. dopóki go nie pomścili. żeby towarzyszyć mu w krainie nocy.chociaż w Vaes Dothrak jest dość miejsca.w żyłach Dothraków płynęła ta sama krew. W niektórych khalasarach. Cohollo podszedł do Dany.. Ten „pałac” okazał się ogromną drewnianą salą biesiadną. Ser Jorah wyjaśnił jej wcześniej. dlatego Vaes Dothrak musi być gotowe na przyjęcie wszystkich dzieci. lecz chodziło o coś więcej. że składają przysięgę swojemu panu i pełnią rolę Królewskiej Gwardii. jedną trzodą. Staruchy przepowiedziały. Wokół holu znajdowały się porośnięte trawą ogrodzone wybiegi dla koni. Wojujące ze sobą khalasary odkładały broń i zasiadały do wspólnej uczty. Jeśli khal ginął z rąk nieprzyjaciela.jak obwieściły staruchy dosh khaleen . Wreszcie khal Drogo nakazał postój w pobliżu Wschodniego Targu. którzy chcieli go sprzedać wrogom ojca. jego najlepszymi przyjaciółmi. Dany uśmiechnęła się na wspomnienie opowiadań niewolnicy Illyria o pałacu ze srebrnymi drzwiami i dwustoma pokojami. Każdy khal miał swoich braci krwi. kiedy otwierał usta. a potem z radością podążali za nim do grobu. by pomieścić khalasary wszystkich tchalów. by odebrać od niego jego arakh oraz wszelką inną broń.

którego teraz nazywają Królobójcą. czy wszyscy w Siedmiu Królestwach są równie fałszywi.Yiserys odnosił się do niej milej niż do dothrackich służących. ponieważ obaj związani byli z Drogo na śmierć i życie. Woda była gorąca. kąpiel. dlatego ostatnio nie dawał jej wytchnienia. który przygotowano dla niej i dla khala. . Jednakże Daenerys musiała ich zaakceptować. ogromny i milczący. że tej nocy będzie mogła odpocząć. że tylko mężczyźni mogą wchodzić na tę górę. że rano nie będzie musiała znowu wsiadać na konia. Dany wiedziała. kiedy Jhiqui myła jej włosy. namiot.rozkazała. czasem też nocą słychać było płacz Irri.Powiedz mojemu słońcu-i-gwiazdom. żeby miał swoich braci krwi. odnajdź go i zaproś na kolację.W świętym mieście powinien wyglądać jak król. W miarę jak dziecko rosło w jej brzuchu. a ja będę czekała na jego powrót . a nawet jego żony. którzy ustrzegą go przed zdradą. Z zadowoleniem przyjęła perspektywę krótkiego postoju i to. a jednak król Aerys zginął z ręki jednego z nich. aby dzielił się nią z kimkolwiek. Zastanawiała się. może dlatego że magister Illyrio pozwolił mu wziąć ją do łóżka jeszcze w Pentos. . Daenerys ucieszyła się. - .zwrócił się do niej Cohollo w języku Dothraków. Dany męczyła się coraz bardziej. Nie chciała. Musiała zmyć z siebie brud podróży i dobrze się wymoczyć. proszę . przystojnego młodzieńca. chłodny i mroczny w środku.krwi dzielili z khalem wino. . Zawsze kiedy dotykał Doreah. zostawiał sińce na jej mlecznobiałej skórze. lecz pozostali przerażali ją: Haggo. że dzisiejszej nocy musi wejść na Matkę Gór. taką lubiła. Doreah poprowadziła ją do wydrążonego pagórka. . dopilnuje. że jej ojciec nie miał podobnych obrońców. jakby nie pamiętał. . lecz nigdy konia. był też Qotho o okrutnym spojrzeniu i dłoniach skorych do zadawania bólu. dlatego ucieszyła się. kim jest. gdzie złoży bogom ofiarę za szczęśliwy powrót. Bały się go nawet jego konie. szlachetnych. ser Barristan Śmiały. Wprawdzie stary Cohollo odnosił się do niej łagodnie. . .Khaleesi .odpowiedziała i odetchnęła z ulgą.Jhiqui. a drugi z nich. często patrzył na nią groźnie. Bracia krwi khala pójdą z nim i wrócą o świcie. Czasem żałowała.Drogo.Dzisiejszej nocy podaruję bratu moje prezenty postanowiła. dzielnych i prawdomównych. kazał ci przekazać. W pieśniach wysławiano białych rycerzy Królewskiej Gwardii. Przypominał namiot usypany z ziemi. że pozostanie w mych snach. Wydawało się. Doreah. że jej ciąża rozpaliła jeszcze mocniej jego żądze. przeszedł na stronę Uzurpatora. Wierzchowiec pozostawał wyłączną własnością mężczyzny. krew z mojej krwi. że khal Drogo nie hołduje wszystkim dawnym tradycjom. Kiedy jej syn zasiądzie na tronie.

.Irri.powiedział. Źle się wyraziła. że ma zjeść z tobą kolację.Następnym razem zechcesz.Nie odniosłeś jeszcze żadnego zwycięstwa.Koń jest najlepszy . on cię nie skrzywdzi. . Miała nadzieję. więc nie masz prawa do warkocza. Drogi bracie. . jeśli zechcesz. Kazałam go uszyć specjalnie dla ciebie.Dlaczego on zawsze był taki okrutny? Chciała mu tylko pomóc. Dany wyjęła ubranie. Khaleesi.Nikt nie może rozkazywać smokowi .warknął.Jak śmiesz przysyłać tę dziwkę. idź na bazar. To dla ciebie. Kiedy służące przygotowywały posiłek. Kiedy wyjmowała ostatni z podarunków . . co powiedziałaś? . tylko nie koninę. Przyniosła barani udziec i kosz pełen warzyw i owoców. lecz . Miała cię poprosić. skórzane sandały wiązane pod kolanami.warknął Yiserys. Przygotowano też melony.Daje siłę mężczyźnie.jedwabny płaszcz koloru trawy z jasnozielonym oblamowaniem. .Co to takiego? . W ich żyłach płynęła smocza krew. W końcu wciąż pozostawał jej królem.Dany nie wiedziała. żeby mi rozkazywała . nacierając je miodem.powiedziała Irri. Nie powinna była tego mówić. które kazała zrobić dla brata: tunikę i getry ze sztywnego białego płótna.Chciałam tylko… Doreah. żeby nie obudzić smoka. Kup mięsa i owoców. .Ja nigdy… . jej brat odzyska trochę szacunku Dothraków i zapomni o swoim upokorzeniu. tak jak kazałaś. żebym zaplótł sobie warkocze. . śliwki oraz dziwne owoce ze wschodu. lecz Dany uspokoiła ją dotknięciem ręki. granaty.Yiserys nienawidzi końskiego mięsa. Wasza Miłość. . Yiserys popatrzył na nią podejrzliwie. . . proszę. pas z medalionów z brązu i skórzaną kamizelkę z wymalowanymi na niej smokami ziejącymi ogniem. które miało podkreślać srebro jego włosów . Poszłam do niego. Jego liliowe oczy rozbłysły iskierkami wściekłości. a także bratem.Nowy strój.Uśmiechnęła się wstydliwie. Dothrakowie… .zjawił się Yiserys. abyś zjadł ze mną kolację.Proszę… będzie ci chłodniej i wygodniej.Nie bój się. jak to powiedzieć. . .Wzięła go za rękę i poprowadziła przez pokój. że… jeśli ubierzesz się tak jak oni.Dobrze. i powiedziałam. że tak ubrany.Barbarzyńskie szmaty . Jedno oko miała czerwone od uderzenia. Wszystko. Przewrócił brutalnie dziewczynę na dywan.Ja jestem twoim królem! Powinienem odesłać ci jej głowę! Dziewczyna skuliła się. Jhiqui upiekła mięso z ziołami i słodką trawą. . Spójrz.Chcesz mnie w to ubrać? . . wybacz. . . wybacz jej. . ciągnąc za sobą Doreah.Khaleesi. Jego gniew zaskoczył Dany. Myślałam też.

Yiserys podniósł płaszcz i powąchał go. I módl się. . . że dziecko poruszyło się… jakby wyciągało rękę. żeby nie dowiedział się o tym khal Drogo. Położyła się. pas przeznaczony dla niego.Jest to strój godny khala. na zewnątrz zaś stali wojownicy z jej khas. . Uderzyła go prosto w twarz i Yiserys puścił ją natychmiast.powiedziała Jhiqui. krew do krwi. w którym jeden z medalionów rozerwał skórę. . a czasem czuła.Wyszedł z dłonią przyciśniętą do twarzy. zanim każę cię stąd wyciągnąć. . tuląc jajo. na której sypiała. poczuła. odwagi.nie odważył się jej uderzyć. . .odparła Dany ze smutkiem. między łuskami migotały plamki brązu. przykryta jedwabnym płaszczem i wsunęła jajo w zagłębienie miedzy jej wydatnym brzuchem i drobnymi piersiami. jakby czerpała energię z kamiennych smoków uwięzionych w skorupach. .Pożałujesz tego dnia. Lubiła go dotykać.Zapominasz się. Myślisz.Zasnęła z uśmiechem na twarzy i pogrążyła się we śnie o domu. brat do brata.Proszę. Wiem to. dziwko. nie w obecności służących.Nie jestem głodna . skulona. Wiem. gdy tylko wrócę do mojego królestwa.Po chwili dodała: . dziwko. na boku. . . . . Kiedy tak leżała. Z jego policzka popłynęła krew w miejscu. ciężki łańcuch z medalionów z brązu. kiedy obudzisz smoka? Zaciskał boleśnie palce na jej ramieniu i przez chwile Dany znowu poczuła się jak dawniej. kiedy Dany poruszała dłonią. a nie utytłanym trawą dzikusem z dzwoneczkami we włosach . bo cię wybebeszy i każe zjeść własne flaki.Kolacja gotowa. przynieś mi jedno ze smoczych jaj.prawdziwym smokiem.Doreah uszyła go na moje polecenie specjalnie dla ciebie .Czy niczego się nie nauczyłeś tamtego dnia? Zostaw mnie teraz. Było takie piękne.Śmierdzi gnojem.To ty się zapominasz powiedziała Dany. że twój wielki brzuch pomoże ci. Sami zjedzcie i poślij jedzenie Ser Jorahowi. .wyszeptała . Poczuła nagle ogromne zmęczenie.rzucił Yiserys i chwycił ją za ramię. . Yiserys podniósł się na nogi. że dodaje jej sił. Wyciągnęła drugą rękę i chwyciła pierwszą rzecz. jak dziewczynka drżąca w obliczu jego gniewu.Ty jesteś smokiem . .Jestem panem Siedmiu Królestw. Na jedwabnym płaszczu widniały krople jego krwi. Khaleesi . Może mógłbym nim przykrywać konia. której dosięgnęła. Zamachnęła się z całej siły.powiedziała urażona. Irri przyniosła jajo o ciemnozielonej skorupie. Dany przycisnęła miękką tkaninę do twarzy i usiadła na macie.

na wypadek gdyby Bran spadł z konia. Towarzyszyły im Lato i Szary Wicher. które niósł. miał zamiar upolować jelenia. Kiedy mijali wieśniaków. węsząc pod wiatr.szepnął Bran do swojego konia. lecz Hal Mollen nie chciał o tym słyszeć. Może tylko w co piątym z komina unosiła się strużka dymu. Początkowo prowadził ją Joseth albo Hodor. że gdy nadchodził śnieg i mroźny wiatr z północy. Pochód zamykał maester Luwin na ośle. że nie spotkał mądrzejszego konia. Nie opuszczał Winterfell od dnia swojego upadku. Dotąd Bran jeździł na niej tylko po dziedzińcu. Za nim jechało czterech strażników w kolczugach i lekkich hełmach z osłoną na kark oraz Joseth. chudy jak szczapa stajenny. . Nauczyli ją reagować na cugle. Siedział wyprostowany na koniu i czekał. lecz teraz miał wyjechać na koniu jak rycerz. ładowali wozy i przenosili się do zimowego miasta. Przejechali pod strażnicą. i cofnął się przerażony.Robb ścisnął piętami boki swojego szarobiałego wałacha i koń przeszedł pod kratą. Bran miał ochotę pojechać tylko z Robbem. które topniały w zetknięciu z jego skórą niczym drobniutki deszcz. schludne domy z bali i surowego kamienia. Bran skinął głową.A zatem w drogę. Bran czuł na twarzy płatki. Pozostałe zostaną zamieszkane w miarę coraz większych chłodów. jak szybko bije mu serce. głos i dotyk. Bran nigdy tego nie widział. Dotknął lekko szyi źrebicy i mała kasztanka ruszyła. że tak się stanie. lecz większość z nich zdążyła się już . a maester Luwin go poparł. ukrywając strach.Gotowy? . . Bran nazwał ją Tancerką. Nadchodziła zima. Z tyłu podążał Theon Greyjoy uzbrojony w długi łuk i strzały z trójkątnymi grotami. jak oznajmił wcześniej. które zaprojektował dla niego Karzeł. którego Robb mianował koniuszym pod nieobecność Hullena. rolnicy pozostawiali swoje zamarznięte pola i zabudowania. mijając małe. Pojechali przez wioskę błotnistymi ulicami. niektórzy z nich zerkali nerwowo na wilkory. Stara Niania opowiadała. a jeden z nich upuścił drewno. Zbliżał się koniec lata. Starał się zachować spokój. lecz czuł. a Joseth powiedział. Miała dwa lata.BRAN Padał drobny śnieg. ale maester Luwin zapewnił go. . aż podniosą żelazną kratę. Drewniane stragany na jarmarcznym placu za murami zamku świeciły teraz pustkami. a Bran siedział przywiązany rzemieniami w specjalnym siodle.spytał Robb. przez most i wyjechali za mury. wilkory skakały wesoło. .Jedź . Maester chciał być w pobliżu. Jednak od dwóch tygodni jeździł sam i robił to coraz lepiej.

lecz Bran w jego głosie wyczuł troskę.odparł. przez co wyglądał na więcej niż piętnaście lat.Bran rozejrzał się za wilkorami. a jak zagadnąć do niej na ulicy. spłonęła rumieńcem i zakryła twarz dłonią. czerwieni się jak panna. nigdy nie jestem pewien.rzucił Robb żartobliwie.powiedział ze śmiechem. . Bran szarpnął wodze i Tancerka przyśpieszyła. że jest bezpieczny w ogromnym siodle z powiększonym łękiem i podwyższoną tylną częścią. Tancerka przeszła gładko w galop. Włosy miał potargane. Czy opowiadałem ci o tamtej nocy.W łóżku wije się jak łasica. . Czuł się prawie tak. Dogonił Robba na skraju wilczego lasu. czy jadą za nim. . nie mogąc ścisnąć go udami.Słodka Kyra .Szary Wicher też był niespokojny . lecz czuł na sobie spojrzenie Greyjoya. Bran. Zobaczywszy chłopców. Szkoda. . dwie mile za zimowym miastem. Robb wysforował się do przodu i tylko od czasu do czasu oglądał się przez ramię. lecz Bran nie przepadał za strażnikiem ojca. Przed wejściem do miejscowej piwiarni Pod Płonącą Kłodą stały dwie służące. Jego wałach ruszył kłusem. Początkowo Bran czuł się niepewnie. Bran odwrócił głowę. że nic nie słyszy.Słyszałeś. a jego szczękę pokrywał rudawy zarost.Nie chcę się ścigać. że przegram . ale boję się. lecz szybko przekonał się. Robb uśmiechnął się. jakby świat był dowcipem. który tylko on rozumie. Robb podjechał bliżej.przyzwyczaić do widoku zwierząt. Bran. Bran ponownie szarpnął za lejce. że nie jesteś starszy.powiedział Robb. jak Lato wył w nocy? . Płaszcz Brana załopotał na wietrze. .Westchnął.Mogę jeździć! . a Robb odpowiadał im dostojnym skinieniem głowy. . .krzyknął Bran i wyszczerzył zęby w uśmiechu.odpowiedział Bran. Kiedy Theon Greyjoy zawołał do jednej z nich.Czasem wydaje mi się. zapięty rzemieniami wokół piersi i ud.Dobrze ci idzie. kiedy ona i Bessa… . wyczuwają je… .powstrzymał go Robb. .Wiesz. . .Chętnie bym się pościgał z tobą.Nie przy bracie . udając. jakby latał. . .Dobrze . że one wiedzą o pewnych rzeczach. Inni zostali daleko z tyłu. kołysany ruchem konia. by sprawdzić. Usłyszał krzyk Theona Greyjoya i tętent kopyt pozostałych jeźdźców. Theon podjechał do Robba. a wilkory pobiegły za nimi. a śnieg uderzył go w twarz z większą mocą. przyklękali na kolano. Po pewnym czasie ruch wydał mu się prawie naturalny i na jego twarzy pojawił się drżący uśmiech. Często się uśmiechał. zerkając na Brana. . Pewnie się uśmiechał. ile mogę ci powiedzieć. Robb chyba lubił Theona i chętnie przebywał w jego towarzystwie.Chcę pojechać szybciej .

Co zrobisz? .Spojrzał na drogę. jak wielokrotnie Jory gonił go po dachach.Nie wiem. Jory był kapitanem straży w Winterfell. ale na sam dźwięk imienia Lannister czuł dreszcz na plecach. że uwięziła Karła. Bran słyszał. ale on wyczuwał. Nikt mu nie powiedział.To tylko trochę mniej od twoich piętnastu. zaraz po tobie. a ostatnio wiadomości przynoszone przez kruki potwierdzały to powiedzenie. jeszcze jedna wiadomość. muszę ci coś powiedzieć. Theona Greyjoya i Hallisa Mollena. od matki.Robb wystawił twarz na padający śnieg. W czasie walki koń przygniótł ojca. Ciemne skrzydła. Bran nie wiedział.Robb sprawiał wrażenie smutnego. . A teraz jeszcze jeden kruk. że istnieje coś. jeszcze zanim Bran się urodził. Kiedy Robb napisał do Lorda Dowódcy Straży Nocnej. Jory Cassel nie żyje. by płatki topniały mu na policzkach. Ton jego głosu jeszcze bardziej przestraszył Brana. Bran. o co chodzi.dokończył Robb. mroczne wieści. Bran w pewnym sensie polubił go nawet.Mam już osiem lat! . . Położył dłoń na rękojeści swojego miecza i mówił dalej uroczystym tonem Robba Pana Winterfell.Wiadomość przysłał Alyn z Królewskiej Przystani. Nadjeżdżali Theon i pozostali. . a nawet przestraszonego. Także i ptak z Eyrie. Wiedział. Nie napisała. kiedy dołączył do nich Theon Greyjoy. Bran. Potem jeźdźcy mknęli szybko z jego rozkazami. kręciło mu się w głowie i czuł ucisk w żołądku. . co ich dotyczyło. to jeszcze nie wszystko. powtarzała zawsze Stara Niania. …kiedy się obudzi .Dlaczego ktoś miałby to zrobić? Robb pokręcił głową ze wzrokiem przepełnionym bólem. że może tym razem… . Zamordował ich Królobójca.zapytał w chwili. kiedy wraca. o czym powinien pamiętać. Widzisz. .Tak. .. ale nie są pewni. nie przyniósł niczego dobrego. a ponadto jestem dziedzicem Winterfell. A także Wył i Heward. że nie puszczę tego płazem.Obiecuję ci. Jak kroczył przez dziedziniec w zbroi albo siedział na swoim ulubionym miejscu w Wielkiej Sali i żartował w czasie posiłków.Czy to ptak od matki? Wraca do domu? .Bran. Maester Luwin obudził mnie. że ojciec ma pogruchotaną nogę i… maester Pycelle dał mu makowego mleka. .Zabili Jory’ego? . Czuł się. lecz kiedy próbował się skupić. kiedy… kiedy on… . . że mówiono o Fosie Cailin. Łudził się. . Informowała ich tylko. co powiedzieć. pozwalając. że nie jest to nic dobrego. gdzie rozległ się tętent kopyt. jakby otrzymał cios.Niech bogowie dadzą im odpoczynek. . Była to stara warownia zbudowana jeszcze przez Pierwszych Ludzi na samym końcu Przesmyku.oburzył się Bran. Bran poczuł nagły strach. że wuj Benjen jeszcze nie wrócił. ptak przyniósł wiadomość. Większość czasu Robb spędzał zamknięty w pokoju w towarzystwie maestera Luwina. Alyn pisze. . . W nocy przyleciał ptak z King’s Landing.Pamiętał. w której pisano.

Robb wziął go za rękę.odparł Robb. żeby mama wróciła .powiedział Theon. .powiedział.krzyknął Brann. . Wytrzymasz jeszcze trochę? .W takim razie zapolujmy na naszych myśliwych . . Zjechali z traktu i zanurzyli się w wilczy las. . jego osioł schodził dopiero z pobliskiego wzgórza.Wcześniej maester Luwin upominał go.powiedział smutnym głosem.zauważył Bran.Co się stało? Bran potrząsnął głową. że Robb zwołuje chorągwie. Rozejrzał się za maesterem Luwinem. . Theon trzymał się z tyłu. .powiedział Bran poprzez padający śnieg. zwierzęcego piżma i dymu z odległych domów. Czarne włosy opadły mu na oczy. Radość Brana z podróży stopniała jak śnieg na jego twarzy. żebym był silny za ciebie i za Ricka. że wszyscy użalają się nad nim i pytają. . . .Pewnie.Maester jest bojaźliwy jak stara baba .. Theon i jego towarzysze zostali daleko z tyłu.Możemy wracać? spytał. pan ojciec powiedział. Dobrze znał ten las. Bran z przyjemnością jechał pod drzewami. . Robb rozejrzał się. że widzi go po raz pierwszy.Theon uważa. . Bran. Bran nie słyszał już nawet ich głosów. a on rozglądał się dookoła. teraz zaś czuł w sobie tylko strach. żeby nie jeździł zbyt długo i nie odparzył sobie ciała od siodła. lecz po tak długim czasie spędzonym za murami Winterfell wydawało mu się.Tym razem Greyjoy nie uśmiechnął się. chudej twarzy czaił się wyraz głodu.Bran? .Jeśli twój ojciec umrze.Chciałbym. a na jego ciemnej. żeby popatrzeć na srebrzystą sieć pająka. tak że szła wolno. Odjeżdżając. jak się czuje. .On nie umrze! .Ojciec zawsze słuchał jego rady . . że powinienem zwołać chorągwie . . Ściągnął lekko cugle Tancerki. Jestem już prawie dorosły. Miał już dość tego. a potem zatrzymał się. .powiedział Robb.Kiedyś Jory . . ale Bran nie chciał okazać słabości przed bratem. razem z żołnierzami.Słucham każdej rady. . Z jego oczu popłynęły łzy. . woń gnijących liści.Nie umrze. .Zmarzłem.Tylko lord może zwołać chorągwie . Robb zostanie panem Winterfell . . wdychając świeży zapach sosnowych igieł.powiedział Robb. Jeszcze nie tak dawno byłby ogromnie podniecony na wieść o tym.Ale… honor północy spoczywa teraz w moich rękach.Czy maester Luwin także radzi zwołać chorągwie? .Trzeba znaleźć wilki. Raz dostrzegł między ośnieżonymi gałęziami dębu czarną wiewiórkę.spytał Robb. Gdzieś przed nim szumiała cicho woda.powiedział Theon.powiedział cicho.Mama też. Bran zadrżał.Krew za krew. . . Wciągał głęboko powietrze. nie ojciec .Ja go słucham .Coś sobie przypomniałem .

a topniejący śnieg przemoczył mu rękawice. korzenie i gałęzie przykryła warstwa białego puchu. Uśmiechnął się. . Koryto strumienia było głębokie. ty. Theon i pozostali zaraz tu będą. Bran odwrócił głowę. . a prąd wartki. długie. Byliśmy razem. które płynęło przez las niczym zimny wiatr. lecz na brzegu strumienia ukazali się obdarci. . łysy mężczyzna o ogorzałej . Ty zaczekaj tutaj.Sam szybciej je odszukam.powiedział Bran . że obcy nie są leśnikami ani wieśniakami. Czy jeszcze kiedyś zobaczymy Jona? .ale w drodze powrotnej Jon dał mi swoją rybę.Upolowały coś . Bran czuł coraz większe zmęczenie. odwrócił Tancerkę. Jego buty i rękawice także obszyte były futrem. kiedy usłyszeli wycie. a jego oblamowany futrem płaszcz przytrzymywała na ramieniu srebrna szpila. . lecz kamienie. las wokół Brana jakby się zamknął. coraz wyższe.odezwał się Robb i ponownie dosiadł konia.Nic wtedy nie złapałem . Woda rozpryskiwała się o kamienie i korzenie.Tak zupełnie sam? . Pamiętasz? . spodziewając się zobaczyć przyjaciół. . Jego nogi zwisały bezużytecznie w strzemionach. Od razu zorientował się.powiedział Bran nerwowo. W najgłębszym miejscu woda sięgała mu do połowy uda. Miał na sobie nową opończę z ciemnoszarej wełny ze srebrnymi guzikami. Przywiązał wałacha do drzewa na drugim brzegu i wrócił po Brana.odezwał się największy z obcych. rzemień wokół piersi ciągnął go niewygodnie.przyprowadził nas tutaj na ryby. . .zauważył Robb. ochlapując twarz Brana. tam gdzie dotykał bezpośrednio ziemi.Tak .powiedział Bran. Przez chwilę poczuł się zdrowy i silny.Lato . . zobaczysz.Jon też nas odwiedzi. tak żeby cały las został pod nim. Śnieg padał coraz mocniej.Robb ścisnął ostrogami swojego wałacha i zniknął między drzewami. jak bogato jest ubrany. Gdy tylko odjechał. Nagle zdał sobie sprawę z tego. .powiedział. ja i Jon.Chcę jechać z tobą . . Zastanawiał się. Usłyszawszy szelest. na sam czubek. Chwilę później do pierwszego głosu dołączył drugi.Życzę dobrego dnia . gdzie są Theon.Spotkaliśmy się z wujem Benjenem przy okazji wizyty Króla . Topniał od razu. Spojrzał w górę na drzewa i zapragnął móc wspiąć się na któreś z nich. Joseph i pozostali.odparł Robb ze smutkiem.Pojadę po nie. maester Luwin. Byli już na drugim brzegu. Robb zsiadł z konia i przeprowadził go przez bród. obcy ludzie.

. . o szerokiej. Dezerter wie. Nie ma ludzi bardziej niebezpiecznych. . a zaraz będzie tutaj moja straż. .Zsiadaj. Jego twarz zakrywała szczecina siwej brody.Poradzimy sobie z rzemieniem. Najpierw naliczył czterech.powiedział ogromny mężczyzna i wyciągnął rękę.Szpila. .odezwał się inny głos. . .Mój brat odjechał przed chwilą. Ubranie miał brudne i podarte. . W dłoni trzymała długą na osiem stóp włócznię z czarnego dębu z zardzewiałym grotem. ale kiedy się odwrócił. ogorzała na twarzy jak pozostali. . .Może mówi prawdę.rozległ się kobiecy głos. Nie podobał mu się sposób.Jestem Brandon Stark z Winterfell. paniczu… i zrobisz to. wysoka i chuda. popatrz. . spłowiałe do szarości. z włosami ukrytymi pod półhełmem. upstrzone brązowymi. że to dezerter z Nocnej Straży. jak jest przywiązany rzemieniem. . paniczyku? Czy ja widzę srebrną szpilę na twoim płaszczu? . W jednej chwili Bran przypomniał sobie dzień. dlatego nie cofnie się nawet przed najpodlejszą zbrodnią. że jego los jest przesądzony. dostrzegł jeszcze dwóch. jeśli jesteś w stanie ocenić. .A czego oni mieliby strzec. bo przypłacisz to życiem. Z pochwy przy pasie wyciągnął sztylet. Ojciec powiedział. w jaki obcy patrzą na niego. chłopcze .W jej dłoni błysnął nóż mocno wyszczerbiony.Weźmiemy też konia . przypomniał sobie słowa lorda Eddarda.Stiv. Jego towarzysz ze szczeciną siwego zarostu także nosił czarne ubranie. w którym znaleźli wilcze szczenięta i kiedy jego ojciec obciął głowę zdrajcy. co. Możesz.odparł Bran.Rzemieniem? .Wysoka kobieta wskazała włócznią. .powiedział łysy mężczyzna. . Bran patrzył na niego z niepokojem. . Lepiej puść mojego konia. . co dla ciebie dobre.Wcale się nie zgubiłem .wybąkał Bran. Chudy mężczyzna o zarośniętej twarzy roześmiał się. . żółtych włosach.Nie .powtórzył Stiv. tamten człowiek także ubrany był na czarno. przez co bardziej przypominał ostrze piły.To musi być Stark.twarzy. .odezwał się drugi z obcych. for certes. zanim Bran zdążył zrobić cokolwiek. i to szybko. płaskiej twarzy i prostych. niebieskimi albo zielonymi łatami.Chłopaczek zgubił się w lesie.Ja nie mogę… Ogromny mężczyzna chwycił wodze Tancerki.Ładna . . chociaż płaszcz kiedyś mógł być czarny.Twoja straż? . .Przyjrzyjmy się . niższa od Robba. Bardziej przypominała mężczyznę. była to kobieta.Jesteś kaleką? Bran żachnął się.

który zajmował się psiarnią.Co nam po martwym chłopaku.Wysoka kobieta o imieniu Osha. . Osha? Ależ ty jesteś głupia. . spojrzawszy w dół. . chłopczyku? . Głos brata załamał się trochę i to osłabiło nieco siłę słów.Chcesz z nami walczyć. ale w ogóle nie poczuł bólu. Na pysku Szarego Wichru lśniła świeża krew.poprawił ją Bran. .Rozległ się głos Robba. . Mężczyzna chrząknął zdziwiony.Groźny brat . Z najniższych gałęzi spadł śnieg i z krzewów wynurzyły się Szary Wicher i Lato.Utnij mu jego małego ptaszka i wsadź do gęby . żeby grozić. . opuściła włócznię.warknął olbrzym. . Choć nie były jeszcze w pełni dorosłe. trzeba było tylko wiedzieć.Nie bądź głupi. Siedział na koniu z mieczem w dłoni. Za to żywy… bogowie niech będą przeklęci. .Co tam Mańce . .Wilki . Bran podniósł wzrok z nadzieją.powiedział mężczyzna z twarzą zarośniętą siwą szczeciną. . Robb zagwizdał. czy masz tam jakiegoś zakładnika? . jesteś równie głupia jak brzydka . .Wilkory .wyszeptała Hali zdumiona. a obiecam ci szybką i bezbolesną śmierć. Nas jest sześcioro. chłopcze. . Pięknie podziękujemy za konia i mięso i będziecie mogli odejść. w którego żyłach płynie krew Benjena Starka! . kiedy tak stały pośród opadającego powoli śniegu.Tylko Stark byłby na tyle głupi. Lato uniósł łeb i zawarczał. Patrzył. pysk zaś i szczękę węższe i bardziej wydatne. Wilkor miał większy łeb i dłuższe nogi w stosunku do reszty ciała. Zakręciło mu się lekko w głowie. jakie Bran kiedykolwiek widział. zakrwawione ciało łosia zwisało przerzucone przez grzbiet jego wałacha. Popłynęła krew.zakpiła niska kobieta. Usłyszeli szelest miękkich łap na mokrych liściach zarośli. . Myślisz. ile by dał Mańce za zakładnika. zamiast okazać trochę rozumu i błagać o litość. Wszystkiego dowiedział się od maestera Luwina i Farlena. że rozerwana skóra westchnęła.powiedziała wysoka kobieta.Jest i brat . zobaczył blade ciało swojego uda w miejscu przecięcia wełnianej nogawki. . Ostrze weszło głęboko i Bran.odezwała się niższa z kobiet. pomyśl tylko. wzrostem dorównywały największym. jak czerwona plama rozszerza się.Hali.Z konia i rzuć miecz.Odłóż broń. Łatwo dało się zauważyć różnicę. na co zwracać uwagę. a ty sam. którą nazywali Hali.Chcesz tam wrócić. Wydawało się. Było w nich coś ponurego i przerażającego. że białe cienie obchodzi.Odwrócił się znowu do Brana i przeciął rzemień opasający jego udo. Przynajmniej będzie siedział cicho.

. kiedy jego głowa znalazła się pod wodą. w którym obaj zniknęli.. Tuż obok Lato zaatakował Hali. kiedy runął na ziemię. Wdrapywał się na brzeg po drugiej stronie strumienia. przewrócił ją na plecy i wpił zęby w jej brzuch. za to poczuł chłód stali. natomiast Osha posuwała się na kolanach w kierunku swojej włóczni. i zaatakował raz jeszcze. Robb ściągnął cugle swojego konia. że nic tak nie grzeje w nocy jak wilcza skóra. że spada. Oczy miała szeroko otwarte. Rozerwał mu ścięgna pod kolanem jednym kłapnięciem zębów i poszukał gardła. który śmigał szybko. a jedna stopa znalazła się w strumieniu. a jego spojrzenie złagodniało.Dał znak ręką. dwa. Szary Wicher ruszył w jej stronę.Chociaż mówią. Teraz Bran ogarnął wzrokiem całą scenę.albo poderżnę chłopakowi gardło. Jej długa włócznia przypominała węża o żelaznej głowie. Mężczyzna z siekierą zabiegł mu drogę z krzykiem na ustach. Nogi poplątały się pod nim. Lato uskoczył.rzucił pogardliwie łysy olbrzym. trzy… lecz Robb odbijał koniec włóczni długim mieczem. . Nóż zahaczył o bok zwierzęcia.Bierzcie ich. Wilkor skoczył za nim i biała woda zaczerwieniła się w miejscu. Kiedy Hali zachwiała się i opadła na ziemię.Do tyłu . Robb i Osha starli się na środku strumienia. Runął do strumienia i zaczął machać desperacko rękoma. lecz wilkor jakby wyczuł niebezpieczeństwo i puścił ją na moment . . . Mężczyzna przeciął rzemień na piersi Brana i pociągnął go mocno za ramię. . ale tylko na moment. Bran poczuł. czy jeszcze żyje. Zacisnął szczęki na kostce nogi kobiety. Raz. Miecz Robba trafił go prosto w twarz. dysząc ciężko. Otrząsnął się i skoczył za uciekającym. Teraz został już tylko olbrzym o imieniu Stiv. Wałach skoczył do przodu na spotkanie obcych. lecz Bran nie potrafił powiedzieć.Psy . Szósty z obcych rzucił się do ucieczki… lecz nie uszedł daleko. kiedy mężczyzna ponownie osunął się do wody. niebieskie węże wnętrzności.z jego pyska zwisały strzępy skóry. ponieważ chwilę później dopadł go Szary Wicher i pociągnął w dół. . rozległ się nieprzyjemny chrzęst i chlusnęła krew. Opuścił ramię z mieczem.krzyknął olbrzym. kiedy Stiv przyłożył mu sztylet do gardła. próbując dostać się do jego piersi. przysięgam.Winterfell . warcząc.warknął ostrzegawczo . Ta uniosła nóż w obu dłoniach. Wreszcie kobieta za mocno wychyliła się do przodu i straciła na moment równowagę. ubrania i ociekającego krwią ciała. Lato wyciągał z brzucha Hali lśniące. . Robb wykorzystał to i najechał na nią koniem.Zawołaj go! . Mężczyzna ze szczeciną siwej brody i jego towarzysz z siekierą leżeli nieruchomo. kiedy Szary Wicher wyszedł z wody. Jego towarzysz ze szczeciniastą brodą chwycił za lejce.krzyknął Robb i kopnął konia. Zupełnie nie czuł lodowatej wody.

Litości. Joseth upuścił nóż i . . Osha rzuciła swoją włócznię.Zabij je. .To twój brat? . . .Ja się nie zbliżę do tych potworów.Pociągnął jeszcze mocniej. co robić. potwornie bladzi.Jeśli chcesz. . Mężczyzna zachwiał się i runął twarzą do strumienia. Sztylet odsunął się od gardła Brana. lecz Lato pozostał na miejscu wpatrzony w Brana i stojącego tuż za nim obcego. Strzała złamała się pod ciężarem jego ciała. Zerkali na wilki niepewnie.Stiv zawołał do Robba. Robb zawahał się na moment. a kiedy Lato powrócił do Hali. kaleko. gdzie nóż dotknął jego szyi. żeby przeżył. dziedzic Winterfell.Szary Wicher. . popłynęła strużka krwi. Lato. .Tak.A teraz zabij wilki.powiedział Robb. W miejscu. co ci każę. Wiedział. Mężczyzna chwycił wolną ręką za włosy Brana i pociągnął brutalnie. Wilki albo chłopak.odpowiedziała. . .odezwał się głośniej. Kiedy żołnierze ojca wynurzyli się zza drzew..Jak się nazywasz? .przez moment mężczyzna nie wiedział.Jestem Robb Stark. w miejscu gdzie dosięgnął ją miecz Robba. że Stiv boi się tak samo jak on. . aż Bran zapłakał z bólu. do mnie . Krew ciekła z rany na jej ramieniu. Był jasnoczerwony. rozglądali się po scenie rzezi.Słyszysz? W lesie za nimi rozległ się cichy furkot. Zrozumiał. Jego ślepia płonęły. by dalej raczyć się jej wnętrznościami.zawołała do Robba. Wilkory zatrzymały się i obróciły głowy. .Ty.krzyknął Bran. ostrym jak brzytwa grotem. Żołnierze.cholerni Starkowie. jakby go ktoś pomalował krwią. Robb nie poruszył się. Osha podparła się na końcu włóczni i wstała. a pysk ociekał krwią. Potem zsiadł powoli z konia i stanął z mieczem w dłoni. jak życie wycieka z niego wraz z płynącą wodą.Zabij wilki i weź jego miecz. Jego nozdrza wypełniał odór mężczyzny. słyszysz? . Zawarczał.Osha . panie . to rób. odór strachu.Zamknij się. Bran poczuł drżenie ręki Stiva . . Szary Wicher zawrócił do Robba. nawet jeśli Robb spełni jego polecenie. Z konia. Bran widział kropelki potu ściekające po twarzy ogromnego mężczyzny. .Nie! .Zawołaj oba albo zabiję kalekę! .mruknął mężczyzna . że Stiv i tak ich zabije. a z jego piersi wysunęło się pół stopy strzały z trójkątnym. .Sam je zabij . Z gardła Stiva wydobyło się zduszone charczenie.Starkowie . . . Bran patrzył.

Zerknął na Theona i szybko odwrócił głowę zawstydzony.Pochowamy ich.odparł maester. Ciała zostawcie wronom. Jon zawsze mówił.odparł Robb. za przeproszeniem.Tylko że najpierw czekaliśmy na maestera Luwina i jego osła. ale jemu wystarczyła tylko jedna. Zamoczył w strumieniu kawałek materiału.Oni by się nami nie przejmowali . . by obmyć ranę. .powiedział Bran . . Uśmiechał się. że uratowałem życie twojemu bratu. żeby obejrzeć jego ranę.Żołnierze spojrzeli po sobie zakłopotani.Jak poważna jest rana mojego brata? . .zapytał rozgniewany.Powinieneś raczej podziękować mi za to. Robb spojrzał groźnie na strażników. pędzący nurt szarpał za poły jego czarnego płaszcza.A wy gdzie się podziewaliście? . Kilka strzał drżało wbitych w miękką ziemię przy jego nogach. Widziałeś tylko plecy tamtego. Pod drzewem strażniczym stał Theon Greyjoy z łukiem w ręku. Bran zaś spojrzał do tyłu. panie? . Maester przyklęknął.Greyjoy.spytał Quent. Zaraz potem potrząsnął głową i przeszedł przez strumień do Brana.powiedział maester Luwin. Przyklęknął obok maestera Luwina. że zostawisz chłopca samego? Robb jeszcze raz popatrzył na Theona . . jak zawsze. . . .Jechaliśmy.ale nic nie czułem.odpowiedział Quent. żeby podchodzić tak blisko do Winterfell.powiedział głośno Robb.Skaleczył mnie w nogę . w którym Stiv leżał rozciągnięty w strumieniu. . Trwało to jednak tylko chwilę. .spytał Robb. mógł nosić napierśnik.Co za głupcy.przemówił. żeby Bran poćwiczył strzelanie z łuku na tobie. Robb zerknął na miejsce. . . Greyjoy? Theon przestał się uśmiechać. .Byłem pewien.dokończył Theon poirytowany pytaniem Robba.Tylko zadraśnięcie .Wytropiłem indyka . . odeślemy je na Mur.Odciąć im głowy. Wzruszył tylko ramionami i zajął się zbieraniem strzał.Dwóch z nich nosi czarne ubrania . .Jesteś ranny? . .powiedział ponurym głosem. Co by się wtedy stało z moim bratem? Czy pomyślałeś o tym. .Martwy wróg stanowi piękny widok . . a potem.krztusząc się. Nawet maester Luwin wydawał się przerażony. panie . . . .Bran nigdy dotąd nie widział go tak rozzłoszczonego . że jedziecie blisko za nami. wycofał się w krzaki.Dezerterzy z Nocnej Straży . z delikatnym puszkiem brązowej brody. że jesteś osioł .zwrócił się do Robba. .Powinienem przywiązać cię na dziedzińcu i pozwolić.A gdybyś nie trafił? .Albo gdyby drgnęła mu ręka? Mogłeś zranić Brana.Skąd miałem wiedzieć.lecz nic nie powiedział. no… .Często trudno odróżnić głupotę od desperacji . . najmłodszy z nich. kiedy wyszedł zza drzewa.

spytał Robb. gdzie leżały resztki ciała Hali. . Była o głowę wyższa od niego. panie .Masz jakieś imię? . To Stiv i Wallen sfrunęli z Muru.Quent pokazał kciukiem na Oshę.Ja nie złamałam przysięgi. . . Wróci z nami do Winterfell i… będzie żyła albo umrze w zależności od tego. żeby zatrzymali mnie żywego i zabrali do Mance’a Raydera. Maester Luwin podniósł się na nogi. co nam powie. Bran dostrzegł wyraz ulgi na twarzy brata.Niech tak będzie.Daj ją wilkom . Theon Greyjoy podszedł bliżej.Dzika . Robb podszedł do kobiety. lordzie Stark.. . .A co z nią? .Możemy ją przesłuchać. i szybko odwróciła oczy. nie ja. . Nawet żołnierze mieli niepewne miny. . Wśród czarnych wron nie ma miejsca dla kobiet.wymamrotała. . Opadła na kolana.Moja? Nie potrzebuję zdrajców. . Kobieta skierowała wzrok na miejsce. . kiedy się zbliżył. .podpowiedział.odezwał się Bran. a będę twoja.Chciała. . Wayn.powiedział Robb.Daruj mi życie.Osha. Zadrżała. zwiąż jej ręce.Jest kobietą .

czarnych oczkach. Tyrion westchnął. . . Dozorca roześmiał się. Wiatr natychmiast porwał talerz. Mord chrząknął i otworzył dłoń.Ponownie spróbował dosięgnąć naczynia. gdzie kończyła się cela i zaczynało niebo. . Lewą stronę jego twarzy pokrywała blizna po toporze. białego brzucha Morda. Część fasoli bryznęła na nich z powrotem.Chcesz coś zjeść? . jakby to była miska z pudingiem. więc wyciągnął rękę po talerz. . Dozorca był prostakiem o ciemnych. . Tyrion usłyszał zgrzyt przekręcanego klucza. . karzełku.Zapamiętam to sobie! .Czy musimy się w to bawić przy każdym posiłku? . podobnie jak wielu więźniów Eyrie przez wieki. a pozostała część odleciała. .TYRION . Ponieważ Tyrion był głodny. Wystarczyłoby szybkie pchnięcie ogromnego.powiedział Mord. przewracając go do góry nogami. W odpowiedzi Mord wymierzył mu solidnego kopniaka w żebra butem z metalowym czubkiem. Tyrion miał za krótkie ramiona.oświadczył i wrócił do swojego kąta. nie miało to w tej chwili znaczenia.spytał Mord. przysięgam! . Tyrion poczuł falę gniewu.Ty pieprzony pomiocie zasyfiałego osła .Chyba już mi się nie chce jeść . Przyznasz.Ciężkie. Albo piwa. weź sobie.odezwał się z kąta celi zarzuconego brudną słomą. Mord cofnął się i wyszczerzył zęby w uśmiechu.Nie chcesz jeść? No. .Do tego groszek z cebulą. a nie chciał podchodzić bliżej krawędzi. który odciął mu ucho i część policzka. . . ale nie chciał dać satysfakcji temu brutalowi. .Jest fasola . Mord odsunął się uśmiechnięty .jęknął zwinięty na słomie. .Może jakiś udziec jagnięcy .Masz. że zdechniesz na syfa. trzymając talerz poza zasięgiem ramienia Tyriona.Teraz trzymał talerz w wyciągniętej ręce nad krawędzią.Tutaj.Osobiście cię zabiję.powiedział. . że nie jestem specjalnie wybredny. żeby zamienił się w czerwoną plamę rozbryzganą na kamieniach Nieba.Mam nadzieje.Wyciągnął rękę z talerzem. posyłając mu groźne spojrzenie. żelazne drzwi zatrzasnęły się z hukiem. by dosięgnąć talerza.wycedził przez zęby. . potrząsając ogromnym brzuchem. świeżo upieczony chleb z masłem i dzban wina zaprawionego korzeniami. Stan umysłu dorównywał jego urodzie.Tutaj . Tyrion Lannister umierał z głodu. . Karzeł dźwignął się na nogi niezgrabnie. zepsutych zębach i małych. W grubej dłoni trzymał talerz z gotowaną fasolą.

Wprawdzie jego skóra cuchnęła stęchlizną i krwią. wiatr wył bez przerwy. lecz z czasem jego ciekawość osłabła. . posiada niebezpiecznie dużą gębę. napisał poprzedni mieszkaniec na ścianie czymś.Dwadzieścia dni. Bogowie. Pierwszego dnia Tyrion przełamał strach po długich godzinach wahań i rozpłaszczony podpełzł do krawędzi podłogi. Gdyby tylko siedział cicho… Wszystko przez tego przeklętego chłopaka. że patrzyli na niego z góry różni ludzie. że zacznie się staczać i obudzi w trakcie spadania. ściskając lalkę. że jak na tak małego człowieka. kim był tamten człowiek i co się z nim stało. W celi panował przenikliwy chłód. mógłby zobaczyć inne cele po lewej i prawej stronie. trzydzieści. z których pozwalano więźniom uciekać. po czym wpełzł w kąt tego. bał się.odpowiedziała lady Lysa ze swojego miejsca na mniejszym tronie u jego boku. wcześniej była tylko ziejąca pustką dziura. Podmuchy wiatru. lecz Tyrion z chęcią by się zamienił na najciemniejszą. lecz płaszcz był gruby i ciepły. co mogło być krwią. słońca. które wydawały się nie mieć końca. . niczym ostre szpony. . najbardziej ponurą dziurę we wnętrzu Casterly Rock. błękit mnie wzywa. miejcie mnie w opiece. gdzie w normalnym lochu byłaby ściana. Wprawdzie nieznacznie.Czy on jest tym złym człowiekiem? . Bał się zamknąć oczy.obiecał mu wcześniej Mord. Był niczym pszczoła w kamiennym plastrze miodu. który gapił się na niego z tronu wyrzeźbionego w twardym drewnie grabu i ustawionego pod chorągwiami z księżycem i sokołem. . Skulił się pod cienkim kocem i popatrzył na puste błękitne niebo i odległe góry. co Arrynowie nazywali lochami. może pięćdziesiąt. który wygrał w kości od Marilliona. pszczoła. nawet jak dla karła. Niebo znajdowało się sześćset stóp poniżej. . światła księżyca i gwiazd. herbem domu Arrynów. ale wystarczyło. które musiały podkładać pod siedzenia grube poduszki. w miejscu gdzie powinna być ściana. żałował. po tym jak śpiewak ściągnął go z martwego zbója. i polecisz. Arrynowie posiadali jedyne lochy w całym królestwie. Początkowo Tyrion zastanawiał się. Nie brakowało mu świeżego powietrza.Przyznał w myślach.spytał wtedy chłopiec. a najgorsze było to. Nic dziwnego. Otrzymał celę przeraźliwie małą. Mord zabrał mu go. żeby znaleźć się na poziomie dorosłych. Tyrion Lannister przywykł do tego. Zaledwie pięć stóp od niego. szarpały za jego koc. której ktoś wyrwał skrzydła. Gdyby wystawił głowę jeszcze dalej.Polecisz .Tak . wpychając go do celi. kończyła się podłoga i zaczynało niebo. że podłoga opadała. po czym wystawił głowę. że nie ma płaszcza z cieniokota. że więźniowie z podniebnych cel wariowali. ale rzadko były to sześciolatki o kaprawych oczach.

To jest Tyrion Karzeł z rodu Lannisterów.Nie wiem. . Casterly Rock znajdował się bardzo daleko.Karzeł próbuje nas przestraszyć. gdzie jesteś. czy miałbym dość czasu na wszystkie te morderstwa.Karle .odparł Tyrion. że popełnił głupstwo. To jest Eyrie. która przyjdzie ci do głowy.Eyrie jest nie do zdobycia .powiedziała Lysa chłodno . że opuściły go siły i ostatni odcinek wspinaczki pokonał na plecach Bronna.Podniosła głos. upudrowana i wyperfumowana dla licznych konkurentów. . .Wygląda na to. że jestem bardzo zapracowanym człowieczkiem . jego też zabiłem? .Czy potrafisz latać. . Zajmie się tym mój brat Jaime.Czy karły mają skrzydła? Jeśli nie.Nikt nas tutaj nie skrzywdzi. jeśli coś mi się stanie. o zimnych ścianach z białego marmuru.Chłopiec zaczął drżeć. .Ubrana była na niebiesko. . Przygarnęła syna.powiedział Lord Eyrie i zachichotał. który zamordował twojego ojca. . z kim ma do czynienia.albo powstrzymasz swój cięty język i będziesz zwracał się do mojego syna z większą uprzejmością. Jednakże paskudny nastrój przyćmił jego zdrowy rozsądek. lordzie Lannister? . . kochanie. Wielka Sala Arrynów była długa i surowa. Już wtedy powinien był trzymać język za zębami i pochylić głowę. Teraz widział to wyraźnie… na siedem piekieł. Jeszcze wcześniej ze wstydem musiał przyznać.On zabił Namiestnika Króla! .wrzasnął.Och. Powinien był pamiętać.spytała lady Lysa. . Mały lord Robert skoczył na nogi tak gwałtownie.rzucił sarkastycznie. . który odbił się echem od śnieżnobiałych ścian i smukłych kolumn.Tyrion zrozumiał. pulchnymi ramionami. lecz twarze zebranych tam wydawały się jeszcze zimniejsze. jak głupiec Tyrion. szczególnie kiedy były skierowane w ich stronę.Jest taki mały . że nie może nas skrzywdzić.oświadczyła chłodno Lysa Arryn. . Na królewskim dworze Lysa Arryn i jej mikry osesek znani byli ze swojej niechęci do dowcipów. zanim jeszcze skończył mówić.Nic nam nie zrobisz . Każdy z nich gotów jest oddać życie za mnie. Jego najlepszą obroną powinna być uległość i milczenie. to lepiej przełknij następną groźbę.Raczej obietnica. . powiedz. . Powiedz mu. . że upuścił swoją lalkę.zapytał wtedy. . Nie zapominaj. a w całym Yale nie było ani jednego sprzymierzeńca Lannisterów. wtedy też o tym wiedział. . . . mamo. którzy kochali Jona Arryna. Tak więc upokorzenie dolało oliwy do jego gniewu. lady Arryn. albo pożałujesz. .To nie była groźba . a dookoła siedzą rycerze z Yale.Z pewnością je oddadzą. otaczając go białymi.

po czym wstała i zeszła szybko do niego. co by to oznaczało dla rycerza w zbroi. Teraz jednak nie był już taki pewien. żeby tam gnił. Najpierw pocieszał się. A jeśli nie ona. zabierz go do lochu.Dwaj strażnicy w błękitnych płaszczach chwycili go za ramiona i podnieśli do góry. A jednak Tyrion wciąż nie potrafił poskromić swojego języka.Siostro zawołała ze swojego miejsca poniżej tronów. . chociaż na razie niewielki miał z tego pożytek. .Pragnę ci przypomnieć. Koszmar to zbyt łagodne określenie na to. . że ona miała rację. I zapamiętał. kiedy spróbował się podnieść. gdyby nie Catelyn Stark. że . na którego sypie się z góry lawina strzał i kamieni. Bogowie tylko wiedzą.Jesteś kłamcą. . Nic dziwnego. że go uderzy. Sam pokonał całą drogę na górę i wyobrażał sobie. . Niestety. z twarzą czerwoną ze wstydu. Z każdym dniem czuł się coraz gorzej i zaczynał się obawiać. co by go czekało. Dobrze mu zrobi odpoczynek w jednej z naszych podniebnych cel.powiedziała lady Lysa. żeby go puścili. że nigdy dotąd nie zdobyto jeszcze Eyrie. Młody Robert wyciągnął przed siebie drżącą rękę. Śmiech odbił się echem od ścian Wielkiej Sali. . Przez chwilę bał się. kiedy go wynosili. nogi ugięły się pod nim i Tyrion przewrócił się. Mamo.powiedział. wciąż pozostawał Lannisterem z Casterly Rock i jego śmierć oznaczałaby wojnę.Ser Yardisie. Może jego przeciwnicy chcieli tylko.Zapamiętam to sobie . Tak przynajmniej sądził do tej pory.Mały gość mojej siostry jest zbyt zmęczony. gdy pod wpływem gwałtownego skurczu w prawej nodze runął ponownie. że tylko niewygodny do zdobycia. Teraz będzie trzymał język za zębami. że ten człowiek jest moim więźniem. Nie pozwolę go skrzywdzić. co mogło się wtedy stać.Powiedziałbym raczej. Nikt nie skrzywdzi mojego kochanego chłopczyka. Strażnicy podnieśli go brutalnie. Nie ośmielą się zabić go tak po prostu. chcę zobaczyć. że jego pobyt tam nie potrwa długo. pomyślał wtedy. to Catelyn Stark zechce go przesłuchać.Wszyscy Lannisterowie to kłamcy. jak on fruwa. przebierając nogami. Lysa Arryn obrzuciła ją chłodnym spojrzeniem. Tłumaczył sobie. . Tyrion Lannister zawisł między nimi. że Lysa Arryn chciała go tylko upokorzyć i niebawem pośle po niego. by wytrzymać tam długo. . by stanąć o własnych siłach . ciągnąc za sobą długą suknię. lecz ona rozkazała żołnierzom. że nie starczy mu siły. a jeszcze śmieszniej. Musiał wyglądać komicznie. Kiedy postawili go niespodziewanie. ale on bał się.

Bez względu na to. lecz często zaślepiała ją jej własna duma. jakie Robert żywił do jego siostry. Takiemu rozwiązaniu nie ośmieliłby się przeciwstawić nawet Ned Stark. jeśli nie chciał narazić się Królowi. Starał się nie zwracać uwagi na pochyłość podłogi.jeśli można je było tak nazwać . będzie nalegała. i to szybko. zawzięty i porywczy. Może Jaime prowadzi już siły przez Księżycowe Góry… chyba że pojechał na północ przeciwko Winterfell. żeby się zorientować… Tyrion Lannister westchnął. z pewnością wysłał ludzi. Jego brat nigdy nie zadawał sobie trudu rozwiązania węzła. a Tyrion nienawidził być wykorzystywany. żeby uciszył chłopaka Starków. to ktoś wykorzystał go jako parawan dla swoich poczynań. Jednakże gdy się nad tym zastanowić… Tyrion zadrżał. zorientował się. nie spodziewał się też. Ta myśl bardzo mu się nie spodobała. Ludzie w jego wieku często umierali niespodziewanie. Tyrion nie pragnął niczego więcej. to musi on pomóc mu się stamtąd wydostać. Król mógłby rozkazać go uwolnić. że ktoś przyniesie mu linę długą na sześćset stóp. To będzie ich koniec. jeśli naprawdę poprzedni Namiestnik został zamordowany.nadchodzi chwila. dokąd zabrała go Catelyn Stark? Zastanawiał się też. Może potraktować takie rozwiązanie jako zniewagę. Musi się stąd wydostać. o ile wcześniej dozorca nie zagłodzi go na śmierć. że jak dotąd Starkowie nie mają przeciwko niemu żadnych dowodów. i czy rzeczywiście przyczynili się do śmierci lorda Arryna. żeby sam Król osądził Tyriona. a nie sprzyjającą okoliczność. Czy w ogóle ktoś poza granicami Yale podejrzewał chociaż. Tyrion dźwignął się na nogi. co zrobi Cersei. że skoro znalazł się tam przez swój język. a i on usłyszy zew błękitu. jakie przypisywano mu zbrodnie. Nie miał szans pokonać brutalnego Morda. tylko czy posłucha Królowej albo swojego Namiestnika? Tyrion nie miał złudzeń co do uczuć.jego celi. co dzieje się za ścianami . kiedy się dowiedział. Jeszcze kilka głodnych i zimnych nocy. Lord Tywin. Było to niezwykle subtelne i delikatne morderstwo. kiedy się dowie o wszystkim. żeby go wypuścili. Nie przestawał myśleć o tym. Natomiast pomysł wysłania do Brandona Starka jakiegoś durnia z ukradzionym nożem wydał mu się ogromnie nieporadnym posunięciem. Zastanawiał się. które z nich wysłało mordercę. kiedy kopniaki i ciosy Morda odniosą oczekiwany skutek. Uznał. jeśli mógł go przeciąć mieczem. Gdyby tylko Cersei miała na tyle rozumu. Jeśli Cersei zachowa przytomność umysłu. Niech przedstawią sprawę przed Żelaznym Tronem i lordami. Jego siostra potrafiła okazać przebiegłość. . A może w lesie oprócz wilka i lwa grasowała jeszcze inna bestia. aby mógł spuścić się na dół i przekonać wszystkich. Jeśli tak. Jaime był jeszcze gorszy.

Uderzył pięścią w drzwi. - Mord! - krzyknął. - Dozorca! Mord, chodź tutaj! - Musiał powtórzyć wezwanie z dziesięć razy, zanim usłyszał kroki. Zrobił krok do tyłu na chwilę przed tym, jak drzwi otworzyły się z hukiem. - Hałasuje - warknął Mord; z jego spojrzenia wyzierała żądza krwi. W ogromnej dłoni trzymał skórzany pas, szeroki i gruby, zawinięty wokół palców. Nie daj im poznać, że się boisz, powtarzał w myśli Tyrion. - Jak chciałbyś być bogaty? - spytał. Mord uderzył go. Zamachnął się leniwym ruchem na odlew, lecz pas dosięgnął ramienia Tyriona. Tyrion zachwiał się i zacisnął zęby z bólu. - Karzeł siedzi cicho - ostrzegł go Mord. - Złoto - powiedział Tyrion i zmusił się do uśmiechu. - Casterly Rock jest pełne złota… ach… - Tym razem Mord włożył w uderzenie tyle siły, że aż pas trzasnął i podskoczył. Tyrion, uderzony w żebra, opadł na kolana z jękiem. Zmusił się, by podnieść głowę i spojrzeć na dozorcę. - Tak bogaty, jak Lannisterowie… - wyrzucił przez zaciśnięte zęby. - Tak mówią, Mord… Mord chrząknął. Pas świsnął w powietrzu i uderzył Tyriona w twarz. Ból był tak przenikliwy, że nie pamiętał, kiedy się przewrócił. Kiedy znowu otworzył oczy, leżał na podłodze swojej celi. W ustach miał pełno krwi i dzwoniło mu w uchu. Wyciągnął rękę, żeby się podeprzeć, i jego palce trafiły na… pustkę. Cofnął szybko rękę, jakby ją oparzył, i spróbował opanować oddech. Musiał upaść na samą krawędź i teraz leżał zaledwie o kilka cali od błękitu. - Jeszcze mówi? - Trzymając pas w obu dłoniach, Mord rozciągnął go gwałtownie. Tyrion podskoczył, a dozorca roześmiał się. Nie zepchnie mnie, wmawiał sobie Tyrion, odsuwając się od krawędzi podłogi. Nie ośmieli się mnie zabić. Catelyn Stark chce mnie żywego. Wierzchem dłoni otarł krew z ust, uśmiechnął się i powiedział: - Dałeś mi w kość, Mord. - Dozorca zmrużył oczy; zastanawiał się, czy Tyrion kpi z niego. - Ja bym wiedział, jaki zrobić użytek z takiego siłacza. - Rozległ się świst pasa, ale tym razem Tyrion zdołał się odsunąć. Tylko lekkie uderzenie w ramię. - Złoto powtórzył, cofając się do tyłu jak rak. - Więcej złota niż zobaczysz tutaj przez całe swoje życie. Dość, żeby kupić ziemię, kobiety, konie… byłbyś lordem. Lord Mord. Tyrion odchrząknął flegmę z krwią i splunął w niebo. - Nie ma złota - powiedział Mord. Słucha mnie!, pomyślał Tyrion. - Zabrali mi sakiewkę, kiedy mnie złapali, ale złoto wciąż jest moje. Catelyn Stark może kogoś uwięzić, ale nie poniży się do tego, żeby go obrabować. To niehonorowe. Pomóż mi, a całe złoto będzie twoje. - Skórzany jęzor wysunął się

ponownie, lecz było to leniwe, pogardliwe mlaśnięcie. Tyrion wyciągnął rękę i chwycił za koniec pasa. - Niczym nie ryzykujesz. Musisz tylko przekazać wiadomość. Dozorca wyszarpnął pas z dłoni Tyriona. - Wiadomość - powiedział, jakby nigdy wcześniej nie słyszał tego słowa. Na jego czole pojawiły się głębokie zmarszczki. - Słyszałeś, lordzie. Masz tylko zanieść wiadomość do swojej pani. Powiedz jej… - Co może zmiękczyć Lyse Arryn?, zastanawiał się i nagle przyszło mu coś do głowy. - …powiedz jej, że chcę wyznać moje zbrodnie. Mord uniósł ramię, a Tyrion przygotował się na kolejne uderzenie, lecz dozorca zawahał się. W jego spojrzeniu zmagały się podejrzliwość i chciwość. Pragnął złota, ale bał się podstępu; jego spojrzenie mówiło, że często stawał się ich ofiarą. - Kłamstwo - wymamrotał wreszcie. - Karzeł oszukuje. - Mogę poświadczyć na piśmie - obiecał Tyrion. Niektórzy analfabeci gardzili słowem pisanym, inni zaś odnosili się do niego z ogromną czcią, jakby było swojego rodzaju magią. Na szczęście Mord należał o tych drugich. Dozorca opuścił pas. - Napisz dużo złota. Dużo. - Och, tak, dużo złota - zapewnił go Tyrion. - Sakiewka będzie tylko na zachętę. Mój brat nosi zbroję ze szczerego złota. - W rzeczywistości zbroja Jaime’a była tylko pozłacana, ale ten dureń i tak nigdy by się nie poznał. Przez chwilę Mord przesuwał palcami po pasie zamyślony, lecz w końcu odwrócił się i poszedł po papier i atrament. Kiedy Tyrion skończył pisać, dozorca popatrzył na list podejrzliwie. - A teraz zanieś wiadomość - ponaglił go Tyrion. Spał wstrząsany dreszczem, kiedy przyszli po niego późną nocą. Mord otworzył drzwi, ale się nie odezwał. Ser Yardis Egen obudził Tyriona szturchnięciem czubkiem buta. - Wstawaj, karle. Moja pani chce cię widzieć. Tyrion przetarł oczy i udał, że się krzywi. - Nie wątpię, ale skąd wiesz, że ja chcę się z nią widzieć? Ser Yardis zmarszczył brwi. Tyrion dobrze go pamiętał z czasów, kiedy ser Yardis przebywał w King’s Landing jako kapitan straży domowej Namiestnika. Prosta twarz, siwe włosy, dobrze zbudowany i ani odrobiny poczucia humoru. - Nie obchodzą mnie twoje życzenia. Na nogi albo każę cię zanieść. Tyrion dźwignął się niezgrabnie. - Zimna noc - rzucił od niechcenia - a w Wielkiej Sali panują przeciągi. Nie chciałbym się przeziębić. Mord, bądź tak dobry i przynieś mój płaszcz. Dozorca patrzył na niego podejrzliwie. - Mój płaszcz - powtórzył Tyrion. - Ten z cieniokota, który wziąłeś ode mnie na przechowanie. Pamiętasz.

- Przynieś mu ten cholerny płaszcz - powiedział ser Yardis. Mord nie odważył się odezwać ani słowem. Posłał Tyrionowi groźne spojrzenie, ale poszedł po płaszcz. Tyrion uśmiechnął się, kiedy dozorca przykrył mu ramiona. - Dziękuję ci. Pomyślę o tobie zawsze, kiedy będę go nosił. - Zarzucił połę płaszcza na ramię i po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł ciepło. - Prowadź, ser Yardisie. Wielką Salę Arrynów oświetlało pięćdziesiąt pochodni umieszczonych na ścianach. Lady Lysa ubrała suknię z czarnego jedwabiu ozdobioną na piersi księżycem i sokołem wyszytymi perłami. Wiedząc, że kobiety nie mogą wstępować do Nocnej Straży, Tyrion domyślił się, że taki strój uznała za najbardziej odpowiedni do przyjęcia jego wyznań. Z jej lewego ramienia spływał warkocz pieczołowicie upleciony z kasztanowych włosów. Wyższy tron u jej boku był pusty; niewątpliwie mały Lord Eyrie trząsł się pogrążony we śnie. Tyrion uznał, że przynajmniej w tym względzie dopisało mu szczęście. Skłonił się nisko, wykorzystując moment, aby się rozejrzeć. Lady Ary a zebrała swoich rycerzy i dostojników, w obecności których miała wysłuchać jego wyznań - taką przynajmniej miał nadzieję. Dostrzegł surowe oblicze ser Bryndena Tully’ego i pogodną twarz Lorda Nestora Royce’a. U jego boku stał młodszy mężczyzna z zabójczymi czarnymi bokobrodami. Tyrion domyślił się, że jest to jego następca, ser Albar. Przybyli reprezentanci wszystkich ważniejszych rodów z Yale. Tyrion zauważył ser Lyna Corbraya, prostego jak miecz, i lorda Huntera cherlawych nogach, a także owdowiałą lady Waynwood w towarzystwie synów. Pozostałych godeł - złamanej lancy, zielonej żmii, płonącej wieży, skrzydlatego kielicha - nie znał. Tyrion wśród zebranych rozpoznał towarzyszy podróży: ser Rodrik Cassel, blady od nie wyleczonych jeszcze ran, stał w towarzystwie ser Willisa. Marrillion znalazł nową harfę. Tyrion uśmiechnął się na jego widok. Bez względu na to, co miało się wydarzyć tego wieczoru, powinno to mieć miejsce na oczach świadków, a nikt lepiej nie rozgłosi opowieści jak minstrel. Z tyłu sali, pod filarem, przechadzał się Bronn. Wolny, nie spuszczał oczu z Tyriona, a jego dłoń spoczywała na rękojeści miecza. Tyrion posłał mu długie spojrzenie, zastanawiając się… Pierwsza przemówiła Catelyn Stark. - Powiedziano nam, że pragniesz przyznać się do popełnionych zbrodni. - Tak, pani - odparł Tyrion. Lysa Arryn uśmiechnęła się do swojej siostry. - W podniebnej celi wszyscy się łamią. Tam widzą ich bogowie i nie ma ciemności, w której mogliby się schować. - Moim zdaniem on nie wygląda na złamanego - powiedziała lady Catelyn.

Lady Lysa zdawała się nie zwracać na nią uwagi. - Mów zatem - zwróciła się do Tyriona. Nie mam wyboru, pomyślał i zerknął na Bronna. - Od czego tu zacząć? Jestem małym, podłym człowieczkiem, przyznaję. Moje zbrodnie i grzechy są niezliczone. Nie wiem, ile razy szedłem do łóżka z dziwkami. Mojemu panu ojcu życzyłem śmierci, podobnie jak mojej siostrze, naszej łaskawej Królowej. - Ktoś z tyłu zachichotał. - Nie zawsze traktowałem należycie służbę. Uprawiałem hazard, a nawet oszukiwałem, do czego przyznaję się ze wstydem. Wypowiedziałem wiele okrutnych i podłych słów pod adresem szlachetnych lordów i dam dworu. - Teraz już rozległy się gromkie salwy śmiechu. - Raz nawet… - Cisza! - Okrągła i blada twarz Lysy Arryn zapłonęła rumieńcem. - Karle, co ty wyprawiasz? Tyrion przechylił głowę na bok. - No cóż, wyznaję swoje zbrodnie, pani. Catelyn Stark zrobiła krok do przodu. - Jesteś oskarżony o to, że wynająłeś zbira, żeby zabił mojego syna w jego łóżku, a także spiskowałeś i przyczyniłeś się do śmierci lorda Jona Arryna, Królewskiego Namiestnika. Tyrion wzruszył ramionami niewinnie. - Obawiam się, że do tych zbrodni nie mogę się przyznać. Nic nie wiem na temat tych morderstw. Lady Lysa podniosła się ze swojego tronu. - Nie pozwolę, żeby ze mnie kpiono. Odegrałeś swoje przedstawienie, Karle. Mam nadzieje, że dobrze się bawiłeś. Ser Yardisie, zabierz go z powrotem do wieży… ale tym razem znajdź mu mniejszą celę z bardziej pochyłą podłogą. - Czy w taki sposób wymierza się sprawiedliwość w Yale? - ryknął Tyrion tak głośno, że nawet ser Yardis zastygł na moment. - Czy honor zatrzymuje się przed Krwawą Bramą? Jestem oskarżony o zbrodnie, do popełnienia których nie chcę się przyznać, a więc wrzucacie mnie do otwartej celi i dręczycie chłodem i głodem. - Podniósł głowę, by wszyscy zobaczyli siniaki, które zostawił na jego twarzy Mord. - A gdzie królewska sprawiedliwość? Czy Eyrie nie jest częścią Siedmiu Królestw? Skoro mnie oskarżacie, to domagam się rozprawy. Pozwólcie mi mówić i niech moja prawda albo moje kłamstwo zostanie osądzone otwarcie w obliczu bogów i ludzi. Po Wielkiej Sali przetoczyła się fala pomruków. Dopadł ją, wiedział o tym. Był synem najpotężniejszego lorda w całym królestwie, bratem Królowej. Nie mogli mu odmówić sądu. Żołnierze w błękitnych płaszczach ruszyli w jego stronę, lecz ser Yardis powstrzymał ich i spojrzał na lady Lyse.

Jej małe usta wykrzywił uśmiech rozdrażnienia. - Jeśli zostaniesz osądzony i uznany za winnego zbrodni, o które zostałeś oskarżony, zapłacisz życiem, zgodnie z królewskim prawem. Nie mamy tutaj kata, lordzie Lannister. Otwórzcie Księżycowe Drzwi. Zebrani rozstąpili się. Tyrion ujrzał nieduże drzwi umieszczone między dwoma smukłymi kolumnami z księżycem wyrytym w białym magidrewnie. Stojący najbliżej cofnęli się, kiedy do drzwi podeszło dwóch strażników. Jeden z nich odsunął żelazną sztabę, a drugi otworzył drzwi do wewnątrz. Gwałtowny podmuch wiatru załopotał połami ich błękitnych płaszczy. Za drzwiami rozciągała się pustka nocnego nieba usianego zimnymi, obojętnymi gwiazdami. - Oto królewska sprawiedliwość - powiedziała Lysa Arryn. Płomienie pochodni na ścianach załopotały jak proporce, a niektóre z nich zwinęły się i zgasły. - Lyso, to chyba nie jest rozsądne - odezwała się Catelyn Stark, kiedy nocny wiatr przeleciał przez całą salę. Jej siostra nie zwracała na nią uwagi. - Chcesz być sądzony, lordzie Lannister, zatem tak się stanie. Mój syn wysłucha wszystkiego, co masz do powiedzenia, a ty wysłuchasz jego wyroku. Potem wyjdziesz stąd… nie wiem tylko, którymi drzwiami. Wydawała się bardzo zadowolona z siebie. Nic dziwnego, pomyślał Tyrion. Była pewna wyroku, skoro sędzią miał być jej słabowity syn. Tyrion zerknął na Księżycowe Drzwi. Mamo, chcę zobaczyć jak on fruwa, powiedział wcześniej chłopiec. Tyrion zastanawiał się, ilu już ludzi wysłał ten smarkacz przez te drzwi. - Doceniam twoją łaskawość, moja pani, ale nie widzę potrzeby, żeby niepokoić lorda Roberta - odpowiedział Tyrion uprzejmie. - Bogowie wiedzą, że jestem niewinny. Wolę zdać się na ich osąd, dlatego domagam się sądu poprzez walkę. Przez Wielką Salę Arrynów przetoczyła się salwa gromkiego śmiechu. Nestor Royce prychnął rozbawiony, ser Willis zachichotał, ser Lyn Corbray parsknął rubasznym śmiechem, a pozostali zanosili się gromkim śmiechem aż do łez. Marillion trącił niezgrabnie strunę nowej harfy palcem połamanej ręki. Nawet wiatr wciskający się przez Księżycowe Drzwi jakby zawirował wesoło. Tyrion dostrzegł niepewność w spojrzeniu jasnoniebieskich oczu Lysy Arryn. Na coś podobnego nie była przygotowana. - Naturalnie, masz do tego prawo. Do przodu wysunął się młody rycerz z zieloną żmiją wyhaftowaną na opończy i przyklęknął na kolano. - Pani, udziel mi zaszczytu wystąpienia w twojej sprawie. - Mnie powinien przypaść ten honor - powiedział stary lord Hunter. - Przez miłość, jaką darzyłem twojego pana męża, pozwól mi pomścić jego śmierć.

- Mój ojciec służył wiernie lordowi Jonowi - zabrzmiał gromki głos ser Albara Royce’a. - Niech i jego syn przyda się na coś. - Bogowie zsyłają człowiekowi słuszną sprawę - powiedział ser Lyn Corbray - często jednak musi to być ktoś, kto najpewniej włada mieczem. Wszyscy wiemy, kogo mam na myśli. - Uśmiechnął się skromnie. Kilkanaście innych głosów także zaproponowało swoje miecze. Widok tylu obcych chętnych do pozbawienia go życia nie napawał zbytnim optymizmem. Może jednak się przeliczył. Lady Lysa uciszyła wszystkich uniesieniem dłoni. - Dziękuję wam. Mój syn uczyniłby podobnie, gdyby teraz był z nami. Nie ma ludzi dzielniejszych i bardziej oddanych niż rycerze z Yale. Jednak możemy wybrać tylko jednego. - Wyciągnęła rękę. - Ser Yardisie Egenie. Zawsze stałeś u boku mojego pana męża. Ty wystąpisz w naszej sprawie. Przez cały czas ser Yardis pozostawał dziwnie milczący. - Pani - przemówił z powagą i przykląkł na kolano - proszę, abyś złożyła ten ciężar na barki kogo innego. Ten człowiek nie jest wojownikiem. Spójrz na niego. Karzeł, o połowę mniejszy ode mnie, koślawy. Wstyd będzie zabić kogoś takiego i nazwać to sprawiedliwością. Och, doskonale, pomyślał Tyrion. - Zgadzam się. Lysa rzuciła mu gniewne spojrzenie. - Domagałeś się sądu przez walkę. - A teraz domagam się swojego przedstawiciela. Ty już masz swojego. Mój brat, Jaime, chętnie wystąpi w moim imieniu. - Twój drogi Królobójca jest o setki mil stąd - rzuciła Lysa Arryn. - Wyślijcie po niego ptaka. Poczekam. - Zmierzysz się z ser Yardisem rano. - Minstrelu - powiedział Tyrion, zwracając się do Marilliona. - Kiedy będziesz układał balladę, nie omieszkaj opowiedzieć o tym, jak to lady Arryn odmówiła karłowi prawa do przedstawiciela i wysłała go, kulawego i poobijanego, do walki ze swoim najlepszym rycerzem. - Niczego ci nie odmawiam! - odparła lady Lysa coraz bardziej rozdrażniona. - Wskaż swojego człowieka, karle… jeśli uważasz, że znajdziesz kogoś, kto by zechciał umrzeć za ciebie. - Jeśli nie zrobi ci to różnicy, wolałbym znaleźć kogoś, kto będzie gotowy zabić dla mnie. - Tyrion rozejrzał się po długiej sali. Nikt nie drgnął. Przez długą chwilę zastanawiał się, czy nie popełnił poważnej pomyłki. A potem w końcu sali nastąpiło jakieś poruszenie. - Ja wystąpię w imieniu karła odezwał się Bronn.

EDDARD
Powrócił dawny sen. Znowu śnił o trzech rycerzach w białych płaszczach, o zburzonej dawno wieży i Lyannie w łożu zalanym krwią. We śnie jechali z nim przyjaciele, tak jak w życiu. Dumny Martyn Cassel, ojciec Jorry’ego, wierny Theo Wull, Ethan Glover, który był przedtem giermkiem Brandona, ser Mark Ryswell, mąż o łagodnym sercu i subtelny w słowie, Howland Reed z wyspy, lord Dustin na swoim ogromnym rudym rumaku. Ned znał ich twarze tak dobrze jak własne oblicze, lecz lata zaciemniają ludzkie wspomnienia, nawet te, których obiecywał nie zapomnieć. We śnie ukazali mu się niczym cienie szare widma na koniach z mgły. Siedmiu przeciwko trzem. Tak jak w życiu. Ale nie była to zwykła trójka. Czekali przed okrągłą wieżą, czerwone Góry Dorne były za ich plecami, ich białe płaszcze powiewały na wietrze. Nie były to cienie. Ich twarze pozostały wyraźne, nawet teraz. Ser Arthur Dayne, Miecz Poranka, uśmiechał się smutno. Pochwa jego długiego miecza zwanego Świtem wystawała ponad jego prawe ramię. Ser Oswell Whent przyklęknął, zajęty ostrzeniem miecza. Na jego lśniącym hełmie rozłożył skrzydła czarny nietoperz, herb jego rodu. Między nimi stary ser Gerold Hightower o srogiej twarzy, Biały Byk, Lord Dowódca Królewskiej Gwardii. - Szukałem was nad Tridentem - powiedział do nich Ned. - Nie było nas tam - odpowiedział mu ser Gerold. - Biada Uzurpatorowi, gdybyśmy tam byli - wtrącił ser Oswell. - Kiedy upadła Królewska Przystań, ser Jaime zabił waszego Króla złotym mieczem. Zastanawiałem się, gdzie wtedy byliście. - Daleko - powiedział ser Gerold. - Inaczej Aerys siedziałby jeszcze na żelaznym tronie, a nasz brat, zdrajca, płonął w siedmiu piekłach. - Przybyłem do Końca Burzy, żeby zakończyć oblężenie - powiedział Ned. - Lordowie Tyrrel, Redwyne oraz wszyscy ich rycerze zgięli kolana i oddali nam hołd. Byłem pewien, że ujrzę was wśród nich. - Nasze kolana nie zginają się tak łatwo - powiedział ser Arthur Dayne. - Ser Willem Darry uciekł na Dragonstone z waszą Królową i księciem Yiserysem. Sądziłem, że może popłynęliście z nim. - Ser Willem to dobry i prawy człowiek - powiedział ser Oswell. - Ale nie służy w Królewskiej Gwardii - zauważył ser Gerold. - Gwardziści nie uciekają.

- Ani wtedy, ani teraz - powiedział ser Arthur. Założył hełm. - Składaliśmy przysięgę - wyjaśnił stary ser Gerold. Cienie Neda poruszyły się, potrząsając mieczami w dłoniach. Siedmiu przeciwko trzem. - Zaczyna się - powiedział ser Arthur Dayne, Miecz Poranka. Ujął w obie dłonie swój Świt. Jego ostrze, blade jak mleczne szkło, tańczyło, odbijając światło. - Nie - odpowiedział Ned smutnym głosem. - To już koniec. - Kiedy cienie opadły na niego, usłyszał przeraźliwy krzyk Lyanny. - Eddard! - krzyczała. Po krwawym niebie przeleciał deszcz różanych płatków, błękitnych jak oczy śmierci. - Lordzie Eddard - zawołała powtórnie Lyanna. - Obiecuję - wyszeptał. - Lya, obiecuję… - Lordzie Eddard - powtórzył głos z ciemności. Eddard Stark jęknął i otworzył oczy. Przez wysokie okna Wieży Namiestnika wlewało się światło księżyca. - Lordzie Eddard? - Nad jego łóżkiem stał cień. - Jak… jak długo? - Prześcieradła miał splątane, nogę umocowaną na szynie i zawiniętą bandażami. Aż do boku czuł strumień tępego bólu. - Sześć dni i siedem nocy. - Głos należał do Yayona Polle’a. Zarządca podsunął mu do ust puchar. - Wypij, panie. - Co?… - To tylko woda. Maester Pycelle powiedział, że będziesz odczuwał pragnienie. Ned napił się. Usta miał spieczone i popękane. Woda była słodka jak miód. - Król zostawił rozkazy - powiedział Yayon Poole, zabierając pusty puchar. - Będzie chciał z tobą rozmawiać, panie. - Rano - odparł Ned. - Kiedy nabiorę siły. - Potrzebował trochę czasu, ponieważ sen całkowicie go osłabił. - Panie - powiedział Poole. - Król nakazał, abyś przybył do niego, gdy tylko otworzysz oczy. - Zarządca zajął się zapalaniem świecy przy łóżku. Ned zaklął pod nosem. Robert nigdy nie był cierpliwy. - Powiedz mu, że jestem zbyt słaby, by pójść do niego. Jeśli ma życzenie rozmawiać ze mną, chętnie przyjmę go tutaj. Mam nadzieję, że obudzisz go z głębokiego snu. I przyślij… - Chciał już powiedzieć: Jory’ego, ale zaraz sobie przypomniał. - Przyślij kapitana straży. Alyn wszedł do sypialni kilka chwil po wyjściu zarządcy. - Panie. - Poole mówi, że leżę tu od sześciu dni - powiedział Ned. - Powiedz mi, co się dzieje. - Królobójca uciekł z miasta - odparł Alyn. - Podobno wrócił do Casterly Rock, żeby

przyłączyć się do swojego ojca. Wszyscy mówią o tym, jak lady Catelyn uwięziła Karła. Wystawiłem dodatkowe straże. - Dobrze zrobiłeś - pochwalił go Ned. - A moje córki? - Były z tobą przez cały czas, panie. Sansa modli się w cichości, ale Arya… - Zawahał się. - Nie powiedziała ani słowa, od dnia kiedy cię tutaj przynieśli. Jest taka zawzięta. Nie widziałem podobnego gniewu u dziewczynki. - Bez względu na wszystko - powiedział Ned - macie strzec moich córek. Obawiam się, że to dopiero początek. - Będą bezpieczne, lordzie Stark - powiedział Alyn. - Gwarantuję życiem. - Jory i pozostali… - Powierzyłem ich ciała milczącym siostrom. Zostaną wysłane na północ, do Winterfell. Jory z pewnością chciałby spocząć u boku swojego dziadka. Dziadka, ponieważ ojciec Jory’ego leżał pochowany daleko na południu. Martyn Cassel zginął razem z innymi. Później Ned zburzył wieżę, a z jej skrwawionych kamieni kazał usypać osiem kopców. Podobno przed zburzeniem Rhaegar nazywał tamto miejsce Wieżą Radości, lecz dla Neda stanowiła ona gorzkie wspomnienie. Walczyli we trzech przeciwko siedmiu, lecz tylko dwóm udało się przebić: był to Eddard Stark i mały wyspiarz, Howland Reed. Ned uznał, że powrót snu po tylu latach nie wróży nic dobrego. - Dobrze się spisałeś, Alynie - mówił Ned, kiedy wrócił Yayon Poole. Zarządca skłonił się nisko. - Jego Miłość w towarzystwie Królowej. Ned podciągnął się wyżej i zamrugał gwałtownie, czując ból w nodze. Nie spodziewał się Cersei. Jej przybycie zaniepokoiło go. - Wprowadź ich i zostaw nas samych. Nie chcę, by cokolwiek z naszej rozmowy wyszło poza ściany tego pokoju. - Poole wycofał się. Robert ubrał się starannie. Włożył czarny, aksamitny kubrak z wyszytym na piersi złotą nicią jeleniem Baratheonów, na to nałożył złocistą opończę z płaszczem w czarno-złote kwadraty. W dłoni trzymał dzban z winem, którego dużo już wypił, o czym świadczył wyraźny rumieniec. Za nim weszła Cersei Lannister; we włosach miała tiarę z brylantami. - Wasza Miłość - powiedział Ned. - Wybacz, że nie mogę wstać. - Nieważne - mruknął Król. - Chcesz wina? Z Arbor. Dobre. - Trochę - powiedział Ned. - Głowę mam jeszcze ciężką od makowego mleka. - Inny na twoim miejscu cieszyłby się, że ma ją jeszcze na karku - wtrąciła Królowa. - Zamilknij, kobieto - warknął Robert. Podał Nedowi puchar z winem. - Noga jeszcze cię boli? - Trochę - odparł Ned. W głowie mu się kręciło, ale nie chciał przyznać się do słabości

w obecności Królowej. - Pycelle zapewnia, że rana się zagoi. - Robert zmarszczył brwi. - Zakładam, że wiesz, co zrobiła Catelyn. - Wiem. - Ned upił trochę wina. - Moja pani żona nie jest niczemu winna. Wszystko, co uczyniła, zrobiła na moje polecenie. - Wcale mi się to nie podoba, Ned - mruknął Robert. - Jakim prawem ośmielasz się nastawać na moją rodzinę? - zapytała Cersei gniewnym głosem. - Za kogo ty się uważasz? - Jestem Namiestnikiem Króla - odpowiedział Ned z chłodną uprzejmością. Otrzymałem ten urząd z rąk twojego męża, by utrzymywać królewski pokój i wymierzać jego sprawiedliwość. - Ty byłeś Namiestnikiem, teraz zaś… - zaczęła Cersei. - Cicho! - ryknął Król. - Zadałaś mu pytanie, a on na nie odpowiedział. - Cersei umilkła, blada z wściekłości, a Robert odwrócił się znowu do Neda. - Utrzymywać królewski pokój, mówisz. Zginęło siedmiu ludzi… - Ośmiu - poprawiła go Królowa. - Tregar zmarł rano od rany, którą zadał mu lord Stark. - Uprowadzenie na królewskim trakcie i pijacka burda na ulicy - powiedział Król. - Ned, nie będę tego tolerował… - Catelyn miała powody, żeby zatrzymać Karła… - Powiedziałem, że nie będę tego tolerował! Do diabła z powodami. Każesz jej natychmiast uwolnić karła i pogodzisz się z Jaim’em. - Na moich oczach zaszlachtowali trzech z moich ludzi tylko dlatego, że Jaime zapragnął mnie ukarać. I miałbym o tym zapomnieć? - To nie mój brat stał się przyczyną tego sporu - powiedziała Cersei do Króla. - Lord Stark wracał pijany z burdelu. Jego ludzie zaatakowali Jaime’a oraz żołnierzy, tymczasem jego żona napadła na Tyriona. - Znasz mnie dobrze, Robercie - powiedział Ned. - Jeśli wątpisz w moje słowa, zapytaj lorda Baelisha. Był tam ze mną. - Rozmawiałem z Littlefingerem - powiedział Robert. - Twierdzi, że pojechał po Straż Miejską, zanim jeszcze zaczęła się walka. Jednakże przyznaje, że wracaliście z jakiegoś burdelu. - Z jakiegoś burdelu? A niech cię, Robercie. Pojechałem tam zobaczyć twoją córkę! Matka nazwała ją Barra. Jest bardzo podobna do pierwszego dziecka, które spłodziłeś, kiedy

jeszcze byliśmy chłopcami w Yale. - Mówiąc to, nie spuszczał wzroku z Królowej, lecz jej twarz pozostała blada i niewzruszona, ukryta za maską obojętności. Za to Robert mocno się zaczerwienił. - Barra - mruknął. - I co, mam się z tego cieszyć? A niech ją. Myślałem, że ma więcej rozumu. - Ona jest dziwką i pewnie nie ma więcej niż piętnaście lat, a ty oczekiwałeś od niej rozsądku? - powiedział Ned tonem niedowierzania. Ból dokuczał mu bardzo, dlatego czuł, że traci panowanie nad sobą. - Ten głupi dzieciak zakochał się w tobie, Robercie. Król zerknął na Królową. - To nie jest temat do rozmowy w obecności Królowej. - Jej Miłość z niechęcią słucha wszystkiego, co mam do powiedzenia - odparł Ned. Podobno Królobójca uciekł z miasta. Pozwól mi sprowadzić go tutaj. - Król zakołysał winem w pucharze zamyślony, a potem napił się łyk. - Nie - odpowiedział. - Dość już. Jaime zabił trzech twoich ludzi, ty pięciu jego. Wystarczy. - Czy takie masz wyobrażenie o sprawiedliwości? - wybuchnął Ned. - Jeśli tak, to cieszę się, że nie jestem już twoim Namiestnikiem. Królowa spojrzała na męża. - Gdyby ktokolwiek ośmielił się przemawiać do Targaryena, tak jak on mówi do ciebie… - Bierzesz mnie za Aerysa? - przerwał jej Robert. - Brałam cię za Króla. Na mocy małżeńskiego prawa i łączących nas więzi Jaime i Tyrion są także twoimi braćmi. Starkowie przepędzili jednego z nich, a drugiego uwięzili. Ten człowiek znieważa cię każdym swoim oddechem, a ty stoisz tu pokornie i pytasz, czy boli go noga, czy może chce wina. Twarz Roberta pociemniała z gniewu. - Kobieto, ile razy mam ci powtarzać, żebyś powściągnęła swój język? Twarz Cersei nie ukrywała pogardy. - Bogowie zażartowali sobie, stawiając nas obok siebie - powiedziała. - To ty powinieneś nosić suknię, a ja kolczugę. Purpurowy z gniewu, Król zamachnął się i uderzył ją. Zatoczyła się mocno na stół i upadła, lecz nie krzyknęła, nie Cersei Lannister. Smukłymi palcami musnęła swój policzek w miejscu, gdzie jej blada skóra ciemniała coraz bardziej. Do rana całe to miejsce pokryje się siniakiem. - Będę to nosiła jako oznakę honoru - oświadczyła dumnie. - Tylko noś ją w milczeniu albo znowu cię odznaczę - rzucił Robert. Chwilę później zawołał na straż. Do pokoju wszedł ser Meryn Trant, wysoki i poważny, w białej zbroi. Królowa jest zmęczona. Odprowadź ją do jej sypialni. - Rycerz pomógł wstać Cersei i wyprowadził ją bez słowa.

Robert sięgnął po dzban z winem i ponownie napełnił swój puchar. - Widzisz, do czego mnie doprowadza. - Król usiadł i ujął w obie dłonie kielich. - Moja kochająca żona. Matka moich dzieci. - Przeszła mu już złość i Ned dostrzegł w jego oczach coś smutnego i świętego. Źle zrobiłem, że ją uderzyłem. To nie przystoi… Królowi. - Wpatrywał się w swoje dłonie, jakby nie był pewien, na co patrzy. - Zawsze byłem silny… nikt nie mógł stawić mi czoła, nikt. Ale jak walczyć z kimś, kogo nie możesz uderzyć? - Król pokręcił głową zawstydzony. Rhaegar… Rhaegar wygrał, a niech go. Zabiłem go, Ned, przebiłem jego czarną zbroję i jego czarne serce, umarł u mych stóp. Opiewali to w pieśniach. A jednak w jakimś sensie wygrał. Teraz on ma Lyannę, a ja ją. - Wypił wino. - Wasza Miłość - powiedział Ned Stark. - Musimy porozmawiać… Robert przycisnął dłonie do skroni. - Mam dość gadania. Rano jadę na polowanie. Cokolwiek masz mi do powiedzenia, musi zaczekać do mojego powrotu. - Wtedy już mnie tu nie będzie, jeśli bogowie okażą mi życzliwość. Nakazałeś mi wrócić do Winterfell, pamiętasz? Robert wstał, chwytając się słupka baldachimu dla zachowania równowagi. - Bogowie rzadko kiedy okazują życzliwość, Ned. Masz, to należy do ciebie. - Wyjął z kieszeni ciężką srebrną klamrę w kształcie dłoni i rzucił ją na łóżko. - Podoba ci się to czy nie, ale dalej jesteś moim Namiestnikiem. Zakazuję ci wyjeżdżać. - Nie chcę tego urzędu - odpowiedział Ned. - Wolisz, żebym mianował kogoś z Lannisterów? Przyrzekam ci, że następnym razem, kiedy rzucisz mi ją w twarz, przypnę ją Jaime’owi. Ned podniósł klamrę. Wydawało się, że nie ma wyboru. Jego noga pulsowała bólem, a on czuł się jak bezradne dziecko. - Dziewczyna Targaryenów… Król jęknął. - Na siedem piekieł, nie zaczynaj od nowa. To już postanowione. Ani słowa więcej. - Dlaczego chcesz, żebym był twoim Namiestnikiem, skoro ignorujesz moje rady? - Dlaczego? - Robert roześmiał się. - A dlaczego nie? Ktoś musi rządzić tych przeklętym królestwem. Wolałbyś, żeby robiła to ona?

CATELYN
Wschodnie niebo pokryło się złocistoróżaną powłoką, kiedy słońce wzeszło nad Yale. Catelyn Stark patrzyła na rozlewające się światło, oparta dłońmi o rzeźbioną, delikatną balustradę balkonu jej pokoju. W miarę jak świt wpełzał coraz dalej na pola i lasy, świat poniżej przechodził z czerni w indygo i zieleń. Białe mgły unosiły się znad Łez Alyssy, gdzie upiorne wody skakały nad skalistym ramieniem góry i toczyły się zboczem Lancy Olbrzyma. Catelyn czuła na twarzy delikatny dotyk mgiełki. Alyssa Arryn widziała, jak mordowano jej męża, braci i dzieci, a jednak za życia nie uroniła ani jednej łzy. Bogowie zapewne uznali, że nie zazna spokoju, dopóki jej łzy nie zroszą czarnej ziemi Yale, gdzie pochowano tych, których kochała. Alyssa nie żyła już od sześciu tysięcy lat, lecz jak dotąd ani jedna kropla wodospadu nie spadła na dno doliny. Catelyn zastanawiała się, jak ogromny byłby wodospad z jej łez, gdyby umarła. - Opowiedz mi wszystko - powiedziała. - Królobójca zbiera siły w Casterly Rock - odpowiedział z pokoju ser Rodrik Cassel. Twój brat pisze, że wysłał posłańca do Casterly Rock, z zapytaniem o zamiary lorda Tywina, lecz nie otrzymał jeszcze żadnej odpowiedzi. Edmure kazał lordowi Vance’owi i lordowi Piperowi strzec przełęczy pod Golden Tooth. Obiecał, że stopa Tullych stanie tam w kałuży krwi Lannisterów. Catelyn odwróciła się. Piękno wschodzącego słońca nie poprawiło jej nastroju; to raczej okrutne, że dzień, który miał zakończyć się tak ponuro, budzi się tak pięknie. - Edmure wysłał posłańców i złożył obietnice - powiedziała - lecz Edmure nie jest Lordem Riverrun. A mój pan ojciec? - W liście nie ma ani słowa o lordzie Hosterze. - Ser Rodrik pociągnął za bokobrody. Znowu odrosły, białe jak śnieg i sztywne niczym cierniste krzewy. - Ojciec musi być bardzo chory, inaczej by nie powierzył Edmure’owi obrony Riverrun - powiedziała zmartwiona. - Dlaczego nie obudziliście mnie zaraz po otrzymaniu wiadomości? - Twoja siostra uznała, że powinnaś odpocząć, tak powiedział mi maester Coleman. - Należało mnie obudzić - dodała z naciskiem. - Maester twierdzi, że twoja siostra ma zamiar porozmawiać z tobą po walce powiedział ser Rodrik. - A zatem przedstawienie nie zostało odwołane? - Catelyn skrzywiła się. - Karzeł zagrał na niej jak na fujarce, a ona jest głucha jak pień i nic nie słyszy. Czas nam wyruszyć, bez

żebyś wbiła trochę rozumu do głowy swojej siostrze. Catelyn ubrała prosty strój z szarej wełny ozdobiony tylko srebrnym pasem. pomyślała. wciąż jestem Tullym. . a jej nastroje często się zmieniały. wyrosła kobieta na przemian dumna. Kiedy doszli do komnat Lysy. kiedy opuścili wieżę i poszli zimnym. a przede wszystkim niestała.Stary rycerz czekał za drzwiami.powiedziała do ser Rodrika. . Nasze miejsce jest w Winterfell u boku moich synów. Czarna Ryba czy nie. strachliwa. .Wtedy ja odpowiedziałem jej. nie odda nawet jednego. białym korytarzem. . Daleka droga przez nami. . zmienna. pani. I wiesz. wuju.Maester Colemon powiadomił mnie o wszystkim. . próżna. . ale ona musiała koniecznie urządzić przedstawienie dla połowy Yale. Wuj zerknął ponuro przez ramię. żeby dała mi tysiąc doświadczonych ludzi i pozwoliła pojechać jak najszybciej do Riverrun.względu na to. lecz powstrzymał drżenie ramion. okrutna.Ser Rodrik zbladł nieco.List od Edmure’ a… .warknął ser Brynden. . Dam ci tysiąc twoich ludzi. Wyruszam do Riverrun jeszcze dzisiaj. co się stanie dzisiejszego ranka. . . Zaczekam na was na zewnątrz. . żeby porozmawiały z karłem na osobności. Catelyn namawiała Lyse. z drzwi wypadł jej wuj. uparta. powiewając płaszczem.Znowu statek? .Klamra w kształcie czarnej ryby stanowiła jedyną ozdobę jego stroju. które oddała do jej dyspozycji Lysa. Polityka Lysy zmieniała się w zależności od jej nastrojów.Może bym cię poprosił. Brynden zastanawiał się przez chwilę.Wiem. którą pamiętała z Riverrun. Prosiłem twoją siostrę. Ze wstydliwej dziewczyny. Jeśli porozmawia z siostrą przed pojedynkiem. ale niech tak będzie. że to zbyt niebezpieczne.Dobrze. . poproszę siostrę o eskortę do Gulltown. Stamtąd popłyniemy statkiem.zaczęła Catelyn.Idziecie obejrzeć tę błazenadę? .Przybył ptak z Riverrun .Sam? Dobrze wiesz.Lannister jest moim więźniem .Trzeba przypomnieć o tym mojej siostrze. ale chyba szkoda ręki. tymczasem Catelyn wezwała służące.Z otwartych drzwi za jego plecami dobiegł dziecięcy śmiech. po czym skinął głową. Jesteś Rycerzem Bramy i twoje miejsce jest tutaj. . Jeśli odzyskałeś już siły. co mi odpowiedziała? Yale nie może oddać tysiąca mieczy. Oboje z ser Rodrikiem wracamy do Winterfell. Kiedy przyszedł do nich ten jej rozpłaszczony ohydny dozorca z wiadomością od Tyriona Lannistera. . nieśmiała. Pojedź z nami. A teraz… . . dziecko.Dobrze. Catelyn nie potrafiła ukryć zdziwienia.Odszedł długimi krokami. może zdoła ją przekonać. . że może sobie poszukać innego Rycerza Bramy. wuju. Riverrun nie będzie walczyło osamotnione. ubierając się. rozmarzona.

Lyso. Budowniczowie zamierzali umieścić tam boży gaj. niewielki kawałek ubitej ziemi porośnięty trawą i niebieskimi kwiatami i otoczony wysokimi. Większość z nich wciąż miała nadzieję. Z drugiej strony tarasu dobiegł wesoły śmiech Lysy. Czyż to nie piękny ranek? Bogowie obdarzyli nas swoimi uśmiechem. a także swoje. odświeżona i wystrojona w kremowe aksamity. W opinii Catelyn trudno byłoby znaleźć mniej odpowiedniego konkurenta. lecz Eyrie stało na skalistym podłożu. Tak więc Lordowie Eyrie posiali tam trawę i ustawili rzeźby pośród niskich krzewów. niż zamierzała.Teraz. potomek starego. Siedzący dookoła odwrócili się w jej stronę.jak mówiono . Przyszłam porozmawiać. powiedział wcześniej Brynden. i miał rację.Nie. Maskarada. Lysa. dziękuję. którzy cieszyli się jej największymi względami… przynajmniej tego dnia. lecz próżny. by podwyższyć tron Roberta.odparła krótko jej siostra i już się zaczęła odwracać. przystojny. rozbawionej jakimś dowcipem lorda Huntera. Na stołach wystawiono dzbany pełne gęstej śmietany oraz kosze z jagodami. . ze sznurem szafirów i księżycowych kamieni na mlecznobiałej szyi. nerwowy chichot dziecka. Z .Catelyn i ser Rodrik spojrzeli po sobie.pozbawiony jakiegokolwiek zainteresowania sekretnymi wdziękami kobiet. musisz przerwać to szaleństwo. kochana siostro. choć zubożałego rodu. dlatego magidrzewa nie chciały się tam zakorzenić bez względu na to. białymi wieżami. Spróbuj wina. . co Catelyn widziała w czasie swojego pobytu w Eyrie. zaciągnąć do łóżka. W tym właśnie miejscu mieli się spotkać walczący. próżne były ich nadzieje. Ser Lyn stanowił przykład innego rodzaju fantazji Lysy. który podsunął jej sztylet z nadzianą na czubek jeżyną. a potem rozpocząć panowanie nad Yale u jej boku. by powierzyć w ręce bogów życie Tyriona Lannistera. lordów i swojej świty. Jednakże z tego. siedziała na tarasie w otoczeniu dostojników. Lord Hunter był tak dobry i sprowadził je ze swoich piwnic. Lord Eyrie siedział na nim teraz i klaskał w dłonie rozchichotany. lekkomyślny i porywczy oraz . powitał ich wysoki. że któremuś uda się ją poślubić . . cierpiał na podagrę i miał trzech ogromnie kłótliwych i chciwych synów. a goście popijali z rzeźbionych srebrnych pucharów pachnące pomarańczą słodkie wino. Kiedy przekroczyli próg komnaty. .Catelyn powiedziała to głośniej. Wcześniej zbudowano drewnianą platformę. . ile zwożono ziemi. przyglądając się zaciętej walce rycerzy kukiełek poruszanych przez garbatego kuglarza w biało-niebieskim stroju. Eon Hunter był starszy od Jona Arryna. Pokoje Lysy wychodziły na mały ogród. chudy.Później . Karzeł przyda nam się tylko żywy. Oto jeden z konkurentów.Lyso. Lysa przywitała Catelyn siostrzanym uściskiem i wilgotnym pocałunkiem w policzek.

powiedział ser Morton Waynwood.Być może . żeby karzeł pofrunął . To on domagał się sądu przez walkę.Wierzę. .Chcąc zachować honor. który wysłała do Winterfell. .jednak nie potrafię powiedzieć. że osądziliśmy jego brata.odezwał się lord Hunter.Doprawdy. czy zrobił to Tyrion. . ale… .Widziała.Ja bym na to nie liczył. nawet gdyby tego chciała wtrącił ponurym głosem lord Hunter.martwego ucieszą się jedynie wrony.Nie jestem pewna. Lysa wskazała na Cersei.Ser Yardis to dzielny wojak.Otruł Królewskiego Namiestnika i osierocił moje maleństwo. będzie to dla niego ostrzeżenie. Przypominam ci. . na jaki potrafiła się zdobyć. A jeśli jego człowiek wygra dzisiaj… .Kiedy Królobójca dostanie głowę karła.odpowiedziała Catelyn . . dotykając jej ramienia pokrytą plamkami dłonią. Z pewnością nie przypadkiem tylko on przeżył ich podróż. .Mówiła coraz bardziej podniesionym tonem. lady Lysa nie mogła mu odmówić.odparła Catelyn tonem najbardziej uprzejmym. kiedy jest ich tysiąc. i odeszła sztywnym krokiem w drugi koniec tarasu. . . Owszem. . .Ściąć go .Obróciła się na pięcie. czy zabił lorda Jona? Wprawdzie zaprzecza. Ser Lyn. że karzeł zamordował mojego męża! . ludzie jemu podobni pozostają tchórzami w głębi serca. . ser Jaime. no cóż. ale w samotnej walce męstwo szybko ich opuszcza. . słodka pani. pani . Królowa. Catelyn skupiła całą swoją uwagę na Lysie.powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu.Myślisz.Jednakże co nam da śmierć karła? Przecież Jaime’a nie będzie obchodziło. że karzeł znajdował się na miejscu. Szybko rozprawi się z najemnikiem.Ser Yardis jest rycerzem. a jego brzydki miecz wydawał się przedłużeniem ramienia. zataczając suknią koło. W swoim liście. Kolejni konkurenci zbierali się wokół Lysy niczym pszczoły wokół kwiatu. przydatni w bitwie. Ten drugi zaś.odezwał się ser Lyn Corbray. że Tyrion Lannister jest moim więźniem.Lord Robert chce.A ja przypominam tobie.spytał cicho ser Rodrik. dlatego teraz musi zapłacić za wszystko! . .Lannister sam jest sobie winien. . teraz zaś wydawała się przekonana co do winy Tyriona… może dlatego. . mój panie? .odparła chłodno Catelyn. czy może wszyscy razem. . Poruszał się jak pantera. Lysa potrząsnęła długimi włosami w geście zniecierpliwienia. tymczasem Królowa siedziała bezpiecznie za murami Czerwonej Twierdzy oddalonej o tysiące .To znaczy. że lorda Arryna zamordowali Lannisterowie . ser Morton i pozostali konkurenci skinęli chłodno głowami i podążyli jej śladem.Kobiety niezbyt dobrze rozumieją podobne rzeczy . kiedy zostali sami. . że to zrobił? . zanim go zrzuciliśmy z góry. jak Bronn potrafi walczyć.

. .. który patrzył. Nigdy nie okrzepnie na tyle. żeby pofrunął. że to mówię.Trucizna? Może karzeł byłby do tego zdolny. Czy rzeczywiście posłużono się trucizną? Catelyn zmarszczyła brwi niepewna. godłem Rodu Arrynów.. że wypiłem za dużo wina lorda Huntera.wtrącił ser Lyn Cobray . zobaczyła maestera Colemona z pucharem pełnym wina w dłoni. Za bardzo lubi oglądać krew na tym swoim złoconym mieczu.Najpierw sąd .Ani trochę dyscypliny. Od pasa do połowy ud zasłaniała go metalowa spódnica. że w tym momencie sam przypominał kukłę. Catelyn omal nie żałowała. Zarówno wielcy lordowie. Za pozwoleniem. och. lecz to człowiek innego pokroju. W dole rozległ się dźwięk dzwonu. Ser Yardis na grubą opończę i kolczugę nałożył ciężką zbroję.mil.Mamo. . Zerknęła na siostrzeńca i westchnęła. że trucizna jest kobiecą bronią. Przedstawiał on płaczącą kobietę wyrzeźbioną w białym marmurze . . czy mogę kazać mu pofrunąć? Chcę. Odwróciwszy się. Rycerzowi towarzyszyło dwóch giermków. jeśli nie zabiorą go na jakiś czas od matki.Miał zamiar wysłać chłopca na Dragonstone. Albo Cersei. że tracę panowanie na samą myśl rozlanej krwi. a nie o Smoczą Wyspę. .W jaki inny sposób można by upozorować naturalną śmierć? .Z tyłu rozległy się piski uradowanego lorda Roberta. jak cała służba podeszli do balustrady. Głowa maestera podskoczyła tak gwałtownie na końcu jego absurdalnie długiej szyi.Nie.Jego pan ojciec podzielał twoje zdanie. pani. .Jego grdyka przesunęła się gwałtownie pod luźnym łańcuchem maestera.Mylisz się . . To dlatego.a potem egzekucja.powiedziała Catelyn.Zdaje się. Z boków jego hełmu . zanim go przeczytała. Ponadto postanowiono o tym już po śmierci Namiestnika bez zgody mojej siostry. że nie spaliła listu.powiedział lord Robert i zachichotał. a jego szyję osłaniał solidny naszyjnik.Później. kochanie .Chodziło o Casterly Rock. . chroniły odkryte miejsca łączeń ramienia z napierśnikiem. . to lord Jon. a na podłogę tarasu posypały się czerwone trociny.Zły człowieczek . wybacz. W dole dwóch żołnierzy w błękitnych płaszczach przyprowadziło Tyriona Lannistera. . . Kremowo-niebieskie krążki ozdobione księżycem i sokołem.obiecała Lysa. Ser Rodrik pociągnął za wąsy. Pulchny septon podprowadził go do posągu ustawionego na środku ogrodu.Usłyszała głos z boku. jak jeden z kukiełkowych rycerzy rozpłatał drugiego na pół. Co do Królobójcy… no cóż. pani. . . . . Chwilę później w przeciwnych stronach ogrodu pojawili się obaj przeciwnicy. ale wtrącam się nie pytany. która zakrywała go od stóp do głów. nie darzę go zbyt wielką sympatią. by sprawować rządy.bez wątpienia miała to być podobizna Alyssy. najemnik zaś przyszedł w towarzystwie zbrojmistrza Eyrie. Mówią.

septon opuścił kulę i oddalił się szybko. Bronn nie golił się dlatego. Robert Arryn.oświadczyła dumnie Lysa. zrobiona była z dębu. pod nieobecność króla Roberta. Septon zaintonował modlitwę do bogów.Nosił go zawsze. że najemnik jest o połowę głowy wyższy od swojego przeciwnika i ma dłuższe ramiona… a poza tym Bronn był młodszy przynajmniej o piętnaście lat. by ją odniesiono. obusieczny miecz. Tyrion pochylił się i szepnął coś do ucha Bronna. Jeden z giermków ser Yardisa pomógł rycerzowi wstać. by znaleźli prawdę w sercu tego człowieka i obdarzyli go wolnością. aby spojrzeli w dół i wydali sąd. . o ile potrafiła się zorientować. Bronn w porównaniu z rycerzem wydawał się prawie nagi. Na twarzy Karła zatańczyły drobne tęcze. Przypięli tarczę do lewego przedramienia rycerza. Na jego ostrzu płynęły delikatnie rzeźbione srebrzyste obłoki górskiego nieba. jak ser Yardis wykonuje cięcie dla rozgrzewki. gałka rękojeści przedstawiała głowę sokoła. Podbródek i policzki najemnika zakrył trzydniowy zarost ciemnej brody. światło załamało się. Stalowe osłony na golenie wysokich butów chroniły mu nogi. a na głowę okrągły. patrząc. Klęknęli naprzeciwko siebie pod posągiem płaczącej kobiety. w której prosił ich. . nabijana żelaznymi gwoździami. stalowy półhełm z ochroną na szyję i nos. Ser Yardis uniósł dłoń w rękawicy i giermek wsunął mu w nią długi. a poprzeczna osłona miała kształt skrzydeł. Najemnik roześmiał się i wstał. jeśli nim właśnie nasz rycerz pomści Jona. Septon wyjął z woreczka zawieszonego u pasa kryształową kulę. Czyż nie jest wspaniały? Pomyślałam. .Kiedy w końcu zaczną walczyć? . jeśli uznają go winnym. Jego głos odbił się echem od otaczających ogród wież. Lord Eyrie i Obrońca Yale.Kazałam zrobić ten miecz dla Jona w Królewskiej Przystani .spytał płaczliwym głosem. Kiedy echo ucichło. a dłonie osłaniały dodatkowo krążki z czarnego żelaza naszyte na palce jego rękawic. że dobrze się stanie. Catelyn zauważyła.rozpościerały się skrzydła sokoła. że nie miał brzytwy: niebezpieczny błysk krawędzi głowni jego miecza świadczył o tym. zanim strażnik go odprowadził. otrzepując z kolana źdźbło trawy. albo ukarali śmiercią. Na skórzany kaftan nałożył tylko czarną kolczugę. gdy zasiadał na żelaznym tronie. Drugi z nich przyniósł trójkątną tarczę wysoką prawie na cztery stopy. jeśli nie znajdą w nim winy. że jego właściciel pieścił go długo i czule. Kiedy wzniósł ją wysoko nad głowę. . tak że rozdzielał ich tylko Lannister. Zbrojmistrz Lysy zaoferował podobną tarczę Bronnowi. wiercił się na swoim podwyższonym krześle zniecierpliwiony. przyłbica zaś przypominała metalowy dziób wyposażony jedynie w wąski otwór do patrzenia. lecz ten splunął tylko i dał znak.

. Nawet najsilniejszy zmęczy się w zbroi i z tarczą.krzyknął chłopiec i zacisnął rozdygotane dłonie na poręczach tronu. lecz Catelyn pomyślała. lecz Bronn przeskoczył lekko nad niewielkim kamieniem porośniętym mchem. Bronn stanął na wprost niego. unosząc ciężką tarczę. w jej umyśle pojawiło się wspomnienie innego pojedynku w innym czasie. Zadał cios. lecz Bronn odsunął się minimalnie.Walczcie! . znużona bezowocnymi dysputami z siostrą. . lecz ten taniec był inny. szarymi oczyma . Ser Yardis ruszył za nim z tarczą przed sobą. Prawie przez całe życie przyglądała się mężczyznom. zdjął z siebie część zbroi. że Petyr ma na sobie tylko hełm.Rzeźbiony srebrny miecz bez wątpienia był piękny. Bronn dalej przesuwał się na lewo. Pan ojciec obiecał już jej rękę Brandonowi Siarkowi. ponieważ najmniejsze potknięcie oznaczało śmierć. . stawiając ostrożnie stopy na nierównej ziemi. żeby go gonił. .Prowokuje ser Yardisa. . Najemnik odskoczył krok do tyłu. . Nie chciałabym widzieć. Podała mu ją. Bronn odwrócił się do niego i zasalutował mu krótko. prosząc: . Ser Yardis stanął twarzą do Lorda Eyrie i przemówił z uniesionym mieczem. Rycerz poszedł za nim z wysoko uniesioną tarczą. że ser Yardis czułby się swobodniej.On się boi . ale kocham go jak brata. Petyr błagał o jej kokardę. . wspomnienie tak żywe. mogąc walczyć własnym orężem.Dało się słyszeć inne głosy. . napierśnik i kolczugę. Nie odstępował najemnika ani na krok. . bardziej niebezpieczny. drugi.To jeszcze głupi chłopak.Czekają na twój rozkaz. a na jego ustach igrał ledwo dostrzegalny uśmiech. jak umiera. w kierunku nie odsłoniętego tarczą boku rycerza. po drugiej stronie ogrodu. Kiedy Brandon zobaczył. . dlatego jemu ofiarowała jasnoniebieską chustę z wyhaftowanym na niej skaczącym pstrągiem Riverrun. Bronn cofał się. Chce. Teraz najemnik przesuwał się w lewą stronę.Stań i walcz. Catelyn spojrzała na ser Rodrika.powiedział lord Hunter. Ser Yardis obrócił się.Jej narzeczony spojrzał na nią swoimi chłodnymi. Ser Yardis wykonał cięcie. lecz ona odmówiła. Zbrojmistrz pokręcił głową. lecz nie dosięgnął przeciwnika.zawołał lord Robert. tak że srebrne ostrze przecięło tylko powietrze.Niech już walczą! . jakby dopiero się wydarzyło. Zachowała jednak te swoje myśli dla siebie. gdzie towarzyszyło mu dwóch strażników.Za Eyrie i Yale! Tyrion Lannister otrzymał miejsce na balkonie. Rozległ się dźwięk skrzyżowanych mieczy.Lady Lysa zwróciła się do syna. którzy ćwiczyli szermierkę. Kiedy patrzyła na walczących. jeden. obejrzała kilkaset turniejów. Ser Yardis obrócił się w miejscu. tchórzu. Bronn przesunął się po kole w prawą stronę. Ser Yardis spróbował cięcia w nogę. Spotkali się wtedy przy niższym murze Riverrun.

. atakując mieczem i tarczą. gdzie leżał. Catelyn zauważyła.uspokajała go matka. za to Tyrion Lannister ze swojego miejsca po drugiej stronie ogrodu obserwował taniec walczących. Kiedy stanęli już po kostki w wodzie. Odwiedził go także Edmure. dolewali sobie wina. . jakby nie widział niczego innego na świecie. czego Littlefinger nie potrafił mu wybaczyć. wtedy była łagodniejsza i bardziej nieśmiała. zdążył wyszeptać tylko: . Walka skończyła się prawie tak szybko. Wydawało jej się.Chcę. Okrutnym cięciem na odlew przebił się przez kolczugę i skórę Petyra poniżej żeber. . Upadając. lecz został odprawiony przez Petyra. . w taki sposób. krwawiąc od licznych ran.Poddaj się! zawołał wtedy Brandon. żeby naprawdę walczyli.Będą walczyli. jak się zaczęła.jęknął Lord Eyrie. zanim Littlefinger nabrał tyle sił. lecz Petyr potrząsnął tylko głową i walczył dalej. lecz uczynił to niezręcznie. . że Catelyn spodziewała się najgorszego. z marmurowego uda posypały się iskry. który ją kocha. kochanie . od razu zadał cios oburącz w odsłonięty prawy bok rycerza. mamo . Niektórzy spośród lordów siedzących na tarasie Lysy zaczęli żartować. Brandon uznał. za to jego brzydki czarny miecz zostawił już ślad na naramienniku ser Yardisa. Lysa pomagała maesterowi opiekować się nim. . Ser Yardis napierał mocno na Bronna.Cat. rana wydawała się tak głęboka. przez co miecz najemnika ześliznął się w górę do jego głowy. Ser Yardis odparował uderzenie. że zapomniała o wszystkim. lecz ojciec zabronił jej odwiedzać go w wieży. Najemnik zadawał wyważone cięcia. kiedy Bronn uskoczył w bok i schował się za posągiem płaczącej kobiety. że czas zakończyć pojedynek. Bronn wyskoczył zza posągu i wciąż przesuwając się w lewo. że jest szybszy. Dźwięk stali sprowadził Catelyn na powrót do teraźniejszości. lord Hoster Tully wysłał go w zamkniętej lektyce do skalistego Fingers. gdzie Petyr się urodził.Najemnik nie może uciekać przez cały dzień. gdy stanęła przed nim w Królewskiej Przystani.Oni źle walczą. Upłynęły dwa tygodnie. srebrny miecz rycerza jak dotąd ani razu go nie drasnął. Gdy tylko Petyr Baelish wyzdrowiał. Jej brat wystąpił w pojedynku w roli giermka Brandona. nie dając mu wytchnienia ani na chwilę. Gwałtowna wymiana cięć zakończyła się niespodziewanie. że oszczędzi chłopca.Starków i obiecał. w którym przed chwilą stał jeszcze jego przeciwnik. by mógł opuścić Riverrun. Wtedy po raz ostatni widziała jego twarz… aż do dnia.Krew popłynęła między jego palcami. Doświadczony Brandon zapędził Littlefingera przez cały mur aż do schodów prowadzących do rzeki. Ser Yardis natarł w miejsce. Zadźwięczał metal i . odskakiwał zwinnie do tyłu nad kamieniami i korzeniami i ani na moment nie spuszczał wzroku z przeciwnika. Chłopak chwiał się.

i podniósł wyżej tarczę. mimo to jego ostatnie. Ser Yardis odwrócił się bokiem do przeciwnika. a także długą rysę wzdłuż jego naszyjnika. próbując zasłonić się tarczą. . Najemnik jakby nabierał sił. zadał okrutne cięcie po łuku. w przeciwną stronę od tarczy i wykonał cięcie w poprzek brzucha Ser Yardisa. jego głowa przesuwała się w prawo i w lewo w poszukiwaniu przeciwnika. Z otworów w jego przyłbicy wydobywał się ciężki grzechoczący oddech. Nie musiał tego mówić Catelyn. pozostawiając jasną smugę wgięcia na pancerzu rycerza.zauważył ser Rodrik ponurym głosem. Lordowie i rycerze . Teraz każde jego kolejne odparowanie było trochę wolniejsze i niższe. niesiony siłą obu ramion. Ser Yardis. Wąski otwór jego przyłbicy znacznie ograniczał pole widzenia. lecz płacząca kobieta pomogła mu odzyskać właściwą pozycję. że do końca pozostał posłuszny jej rozkazom. W jednej chwili cofał się skulony za swoją wyszczerbioną tarczą. lśniące wgłębienia na całej zbroi rycerza. wychylony do przodu. pełne . znalazł się natychmiast z drugiej strony. Tymczasem ser Yardis odrzucił tarczę i skoczył do przodu z mieczem wzniesionym oburącz nad głową. w której rycerz trzymał broń. Jego nagły zryw zaskoczył Bronna. zwinny jak kot. Najemnik znowu przesunął się na lewo. lecz za późno. Wykończ go. Miecz Bronna wgryzł się w drewnianą zasłonę. Ser Yardis zrobił pół kroku do tyłu. zanim się odwrócił i wzniósł miecz do ataku.Dość.rozumieli teraz doskonale. lecz Bronn. Zatoczywszy się. zdążył już opaść na łokieć ręki ser Yardisa. . co się dzieje pod ich balkonem. ser Yardisie! . w następnej już sam atakował. uderzając jej krawędzią w twarz najemnika. Miecz Bronna. zrobił krok do tyłu. na napierśniku. Rycerz runął na kamienną kobietę. Jego kolejne cięcia zostawiały głębokie. Jego prawe ramię od łokcia po palce całe było we krwi. . Dźwięczna pieśń krzyżującego się oręża wypełniła ogród. Rozległ się chrzęst cienkiego metalu chroniącego staw.zawołał lord Hunter. by odzyskać równowagę. wszyscy poza jej siostrą. a jej echo odbiło się od ścian białych wież Eyrie. Trzeba przyznać ser Yardisowi Egenowi. na dziobie jego przyłbicy. Tym razem Bronn stawił mu czoło. Osłona z księżycem i sokołem na prawym ramieniu ser Yardisa została przecięta na pół i wisiała tylko na rzemieniu. Sama zauważyła cienką strużkę krwi na przedramieniu rycerza. aż zakołysała się na postumencie. Ser Yardis natarł na niego tarczą. ser! . wyrzucając w górę dębowe kawałki.oślepieni dotąd swoją arogancją . Bronn odparował cios i uskoczył w bok. na jego prawym udzie. mój chłopiec jest znudzony.Z tyłu. który prawie stracił równowagę… Zaczepił nogą o kamień i zatoczył się do tyłu.Ser Yardis jest ranny . Rycerz stęknął.jedno ze skrzydeł sokoła opadło ze zgrzytem.zawołała lady Lysa.

Czy teraz mogę kazać pofrunąć temu człowieczkowi? Tyrion Lannister podniósł się. pani powiedział. chciała powiedzieć Catelyn.odpowiedziała Lysa głosem zimnym i grobowym. Tyrion Lannister musiał o tym wiedzieć. Na ustach Lysy pojawił się lekki uśmiech zadowolenia. . Ser Yardis Egen zadrżał i znieruchomiał. .Nie temu człowieczkowi . Bronn znalazł się przy nim w ułamku chwili.Zakładam. to dopiero początek. że Ród Arrynów dotrzymuje słowa . . że przejazd tamtędy był tylko innego rodzaju wyrokiem. Nawet jeśli zdawał sobie z tego sprawę. co zostało im odebrane. między żebra rycerza. przygniatając ser Yardisa. by odkryć miejsce między ramieniem i napierśnikiem rycerza. Nie. . . Pięknie rzeźbiony miecz Jona Arryna odbił się od marmurowego łokcia mniej więcej na jednej trzeciej swojej długości.powiedział karzeł. Przyda im się na górskiej drodze.odezwał się.Znamy drogę. Catelyn zdała sobie sprawę.Obiecałaś. Nie mamy wyboru. .Tak . Dopilnujcie. Zniszczona podobizna Alyssy Arryn zachwiała się i runęła z hukiem.Ten człowieczek pojedzie na dół w koszu. . gdy najemnik podniósł miecz w obu rękach i wbił go z całej siły pod ramię.Zakładasz… . Twarz lady Lysy pokryła się purpurą wściekłości. jak jęknął. musimy go uwolnić.powtórzył Tyrion Lannister. .Jak każesz. jedyną jego reakcją był kpiący ukłon w kierunku lady Arryn. .Wielki jak Honor. przyciśnięty tułowiem potłuczonego posągu.Moje dziecko. Bronn przyłożył ramię do pleców płaczącej kobiety. Zwrócić im też broń i wszystko. Catelyn słyszała. .wrzasnął do matki Lord Eyrie i zaczął się trząść. jakby mówił to kapitan jej straży. Straże .desperacji cięcie z pewnością by rozpłatało Bronna na pół… gdyby tylko najemnik pozostał na swoim miejscu. Kopnięciem odrzucił oderwaną osłonę. a potem uwolnijcie.Na górskiej drodze .Czy to już koniec? .zawołała głośno. . Dziękuję bardzo.spytał Lord Eyrie. . . Ser Yardis leżał na boku.Zabierzcie z moich oczu lorda Lannistera i jego… stworzenie. . Jednak Bronn szarpnął się do tyłu. że on pofrunie . żeby dostali konie i prowiant na drogę.zaczęła Lysa. Dajcie im eskortę do Krwawej Bramy. bogowie uznali go niewinnym. .

. ale przeszkodził mu Halder. raczej bym was zapędził do pasienia świń. . kwaśnego wina. Podsunął mu bukłak. . Pozostali chłopcy zebrali się wokół wybrańców. Grenn chwycił go za ramię. że wuj nie żyje. szczerząc zęby jak głupcy.Z kolei Pyp ogłosił.JON . Halder zawył. . Nie chciał pogodzić się z myślą. że was wybrali.Jego okrągła twarz zatrzęsła się. . Kamienna Głowa. że Gueren przyprowadzi pięciu nowych chłopaków. Muszę zrobić dla nich miejsce. wymierzając sobie kuksańce i pokrzykując.Kiedyś będziesz Pierwszym Zwiadowcą. . człowiek Nocnej Straży! .Po tych słowach ser Alliser Thorne odwrócił się i zostawił ich samych. . Jon. jakim był twój wuj. pozdychacie jak muchy. . Halder uderzył Ropuchę mieczem w siedzenie na odlew i zawołał: . który stał samotnie pod uschłym drzewem w kącie dziedzińca.Jakim jest mój wuj . cuchniecie latem. Odtąd będą was nazywać ludźmi z Nocnej Straży. gdzie zaczęli się tarzać. ser Nur.Cieszę się. Obaj upadli na ziemię. Podawali go sobie z ręki do ręki. kiedy spróbował się uśmiechnąć. Żółtodzioby.Pyp wyrwał mu z ręki bukłak i odsunął się roześmiany. . dlatego zdecydowałem.Tak. Jednak wczoraj dowiedziałem się.Ropucha. .Ropucha. przeklinali i składali gratulacje. po czym wskoczył na plecy Grenna. i gdyby to ode mnie zależało. Zamierzał coś jeszcze powiedzieć. Matthar i Jeren weszli na mur i zaczęli bombardować pozostałych śnieżnymi . . . Pyp wrzasnął uradowany i wyrzucił w górę miecz. Ser Alliser zgromił go spojrzeniem. chociaż jesteście głupsi od małpy kuglarza na jarmarku. a nie do miecza. . Małpa.Macie ręce stworzone do przerzucania gnoju.Sami chcecie wszystko wypić? .Dobrze się czujesz? . których dotąd ćwiczyłem oświadczył ser Alliser Thorne. wtedy Pyp ścisnął bukłak i cienka czerwona strużka chlusnęła w twarz Jona. że przekażę ośmiu z was do dyspozycji Lorda Dowódcy. nic mi nie jest .I Bękart.skłamał grubas. Kochaś. Żubr.Jesteście tak samo beznadziejni jak wszyscy inni.Przerwał na chwilę i spojrzał na Jona. że czarny brat potrzebuje konia. Dareon popędził do zbrojowni i wrócił z bukłakiem czerwonego.poprawił go Jon.Wymienił kolejno wybranych kandydatów. Takim. Śmiali się. Jon splunął i chwycił Pypa za ręce. dlatego gdy nadejdzie zima. . jak wino się marnuje. W pewnym momencie Jon zauważył Samwella Tarly’ego.Łyczek wina? Sam potrząsnął głową. dziękuję. kiedy zebrali się na dziedzińcu. widząc. Z jednego albo dwóch może coś będzie.Nie. Pryszcz.

A na koniec mrożone borówki ze śmietaną.zastanawiał się Pyp. obracając w dłoniach miskę z borówkami. kiedy już się najedli. którzy wycinali drzewa. zobaczył. gdy las zbytnio napierał na Mur.Nie skończył. To oni mieli odwagę wyjechać poza Mur i.kulami. że kiedyś wycinano ogromne lodowe bloki z zamarzniętych jezior w głębi lasu i przywożono je na saniach. . Hobb Trzy Palce przyrządził chłopcom specjalny posiłek. by podwyższyć nimi Mur. a także drwali. Zanim odszedł.Ja pójdę do budowniczych.Na pewno zostaniesz budowniczym. a ucieknie z wrzaskiem. olbrzymami i ogromnymi śnieżnymi niedźwiedziami. .powiedział Halder. walczyli z dzikimi. starzec poklepał go po ramieniu. którzy mieli naprawiać wieże i mury. że nie. Już nie mogę patrzeć na te twoje uszy. Cała ósemka wybrańców zajadała zanurzone w maśle jagnięce żeberka upieczone z czosnkiem i ziołami z dodatkiem mięty i rzepy. . że Samwell Tarly zniknął. którzy przywdziewali czarny strój. Wszyscy. . Były też sałatki z włoskiego grochu.Przyganiał kocioł garnkowi. Jednak od tamtych czasów minęły całe wieki i teraz jeździli tylko wzdłuż Muru od Wschodniej Strażnicy do Wieży Cieni.Mam nadzieję. które należało naprawić. lecz prawdziwymi wojownikami zostawali zwiadowcy. że podniesiesz przyłbicę i pokażesz swoją twarz. . Wszyscy pozostali pewnie stracili już nadzieję na powrót jego wuja. Z pewnością zostaniesz zwiadowcą i wyślą cię jak najdalej od zamku. by znaleźć pęknięcia i topniejące miejsca. wystarczy. . Co nam po zwiadowcach. . przemierzając nawiedzane lasy i skute lodem góry na zachód od Wieży Cieni. Gdy Jon przybył do wspólnej sali.Stary Niedźwiedź nie jest głupi . Roześmiali się wszyscy poza Grennem. Opowiadano. a jego wuj był Pierwszym.Zostaniesz. a Jon zwiadowcą. Kiedy zaatakuje Mańce Rayder. szpinaku i liści rzepy. Tamtego wieczoru. . jeśli Mur runie? Zakon budowniczych dostarczał murarzy i cieśli. .Nie wszyscy . .powiedział Matthar. wchodzili na Mur i bronili go z bronią w ręku.Myślicie. lecz nie on.zauważył Dareon. tak jak inni . Odsunął od siebie nietknięte borówki i wstał. że pozwolą nam zostać razem? . zanim… . . że zostanę zwiadowcą. Najlepiej z nas wszystkich włada mieczem i jeździ konno.Widzieliście go .powiedział Jon Snow.Benjen Stark wciąż jest Pierwszym Zwiadowcą . Kiedy wreszcie uwolnił się z włosami obsypanymi śniegiem i pochlapaną opończą.Mam nadzieję. . górników potrzebnych do kopania tuneli i kruszenia kamienia na drogi i ścieżki. Ropucha skrzywił się.powiedział im Bowen Marsh.powiedział Pyp. sam Lord Zarządca poprowadził go do ławki przy ogniu.Prosto ze stołu Lorda Dowódcy . .

że ser Alliser poszczuje ich przeciwko niemu. a mimo to Jon Snow poczuł ogromną tęsknotę. którzy mają przyjechać.. w którym opuścił Winterfell: smutne pożegnania. a przed kolejną pełnią księżyca będzie w Winterfell ze swoimi braćmi. Miejsca. który pomknął do przodu i zniknął w mgnieniu oka.Boi się. niezliczone Wyspy Braavos.Mam już dość. Wystarczyło jechać przed siebie.zauważył Pyp zamyślony. . co mogłeś. Nie było dla niego miejsca w Winterfell ani w Królewskiej Przystani. . .Po złożeniu przysięgi rozejdziemy się do swoich obowiązków.To do niego niepodobne . Nie był przestępcą. Z przybranymi braćmi. I z lady Stark. ponieważ zostawiamy go samego. Arya zasypująca go pocałunkami. Pyp poszedł za nim. Kiedy złoży przysięgę.Zrobiłeś. poczuł niepokój. na końcu drogi… a on był tutaj. Zdjął swój płaszcz z haka na ścianie i ruszył do drzwi. upstrzony chwastami. Bardziej płochliwe konie strzygły uszami i kopały nerwowo w boksach. . .powiedział do siebie. kamienisty. Robb z głową przyprószoną śniegiem. Pyp skrzywił się. . co to za jedni. może do Wschodniej Strażnicy albo do Wieży Cieni.spytał Ropucha. a jeszcze dalej Riverrun. Przybył tam z własnej woli i mógł odjechać… dopóki nie złoży przysięgi. Przez jakiś czas podążał wzdłuż strumienia. Wilk musi polować. upomniał samego siebie. Casterly Rock. Wilkor poszedł za nim posłusznie do stajni. kiedy podarował jej Igłę. że się rozchorował? . Jon? . których Jon nigdy nie zobaczy. . Mur stanie się jego domem aż do końca. a potem przejechał przez pole i znalazł się na królewskim trakcie. Bran w łóżku.Jeszcze nie złożyłem przysięgi . Wyspy Twarzy.O Sama . która nie napawała żadną obietnicą. Cuger i tymi nowymi. ale pewne jest. Niektórych pewnie gdzieś wyślą. aż będzie tak stary jak maester Aemon.Możesz zjeść.Jon prawie nie spróbował przysmaków Hobba. Udał się na południe w rozświetloną księżycowym blaskiem noc.Przypomniał sobie dzień. Orle Gniazdo i wiele innych miejsc.odpowiedział. Ciągnął się przed nim: wąski. Królewska Przystań.O co chodzi. Jechał przed siebie bez celu. który miał do wyboru wstąpić do Nocnej Straży albo odpowiedzieć za popełnione zbrodnie. Cały świat znajdował się tam. Nawet jego . kiedy je mijali. która nie ucieszy się na twój widok. Jon puścił swobodnie wilkora. . wsłuchany w bulgotanie lodowatej wody na kamieniach. Gdzieś tam daleko znajdowało się Winterfell. Sam zostanie na dalsze ćwiczenia z takimi jak Rast. Jon osiodłał swoją klacz i wyjechał z Czarnego Zamku. .Nie będziesz ich jadł? .Myślisz. . .Nie przyszedł na kolację. Kiedy wracał do Wieży Hardina po Ducha. czerwone Góry Dorne. Bogowie tylko wiedzą. dymiące ruiny starej Yalyrii. droga.

. żeby maester przeziębił się przez ciebie. to postoję tutaj całą noc. Jon zdążył dołożyć do ognia większy . Wzgórze zasłaniało światła Czarnego Zamku. Wilkor biegł obok konia z pyskiem umazanym krwią. Jon znowu powrócił myślami do Samwella Tarly’ego. Czy ty wiesz. ogromny i zimny. dlaczego nie poślubiła jego ojca. kiedy wjechał na szczyt wzniesienia. Rozpal ogień. jak wyglądała. którzy mu usługiwali i pomagali. Zanim Chett przyprowadził maestera Aemona. lecz otworzył drzwi. by go wpuścić. Była pewnie dziwką albo cudzołożnicą. jacy służyli w Nocnej Straży.Maester nie przywykł do tego. lecz Mur pozostał widoczny. gdyby sprawa nie była ważna. To właśnie Chett otworzył Jonowi drzwi. Clydas był niski.Jeśli będę musiał. co ma robić.Muszę porozmawiać z nim teraz. Zastanawiał się. . Czarny brat prychnął niezadowolony. Przyjdź rano. Chett zmarszczył czoło.Wystarczająco dużo. skąd dostrzegł blask lampy na Wieży Lorda Dowódcy. Zawrócił konia i ruszył z powrotem do domu. .własna matka nie miała dla niego miejsca. Czarni bracia żartowali. Pokoje maestera Aemona znajdowały się w przysadzistej.oznajmił Jon.Przeproś go w moim imieniu. Wiekowy starzec dzielił je z dwoma młodymi zarządcami. że przydzielono mu dwóch najbrzydszych ludzi. . jak zawsze o tej porze. Może dlatego sprawiał wrażenie rozgniewanego. ile on ma lat? . może cię przyjmie odparł i zaczął zamykać drzwi. wiedział już. Zanim dojechał do stajni. . Duch powrócił. o różowych krecich oczkach. drewnianej wieży poniżej pomieszczeń rekrutów. żeby przyjmować gości z większą wyrozumiałością niż ty powiedział Jon. . kim była. Chett miał na szyi narośl wielkości gołębiego jaja i czerwoną twarz upstrzoną czyrakami i pryszczami. . Znajdziesz tam drewno. Wiązała się z nią jakaś mroczna albo haniebna tajemnica.A jeśli odmówię? Jon wsunął nogę dalej między drzwi. Jon przytrzymał je butem. upiornie blady. Posmutniał na myśl o niej.Muszę porozmawiać z maesterem Aemonem . żeby go budzić w nocy.Maester jest już w łóżku. . ciągnął się przez cały horyzont. bo z jakiego innego powodu lord Eddard nie chciał o niej mówić? Jon Snow odwrócił się i spojrzał za siebie. Nie pozwolę. Nie zawracałbym mu głowy. łysy i pozbawiony podbródka. Rano będzie za późno.Zaczekaj w bibliotece. ponieważ prawie ślepy nie musiał na nich patrzeć.

Jonie Snow.powiedział Jon Snow. . jak kiedyś zapytałem maestera Luwina. bogowie jedynie wiedzą.A czy twój przyjaciel. . co byś nam poradził? . A zatem powiedz mi. Wziął głęboki oddech. a jestem już dość stary. że go budziłem . gdy tylko poczuł na twarzy ciepło ognia. jeśli to.Może i tak jest .Na Murze nie ma miejsca dla słabych.To nie jest sprawa dla maestera .Usiądę na krześle przy kominku . .powiedział Jon.Chciałem prosić. . jego kruche palce pogładziły lekko ciężkie metalowe ogniwa. kiedy chłopak jest gotowy do złożenia przysięgi.Niech maester mi wybaczy.A poza tym chorzy i ranni pozostają pod twoją opieką. Niespodziewany gość o północy może okazać się miłą odmianą. gdzie jest . dlaczego zdecydował się nosić łańcuch.Z rozkazu Lorda Dowódcy rekruci pozostają pod komendą ser Allisera Thorne’a odpowiedział spokojnie maester. jeśli mu nie pomożesz .Lord Dowódca słucha twoich rad . jest prawdą. Sam nie ma szans . . Chett. aby przypominał . .odparł maester Aemon.Z wiekiem potrzebuję coraz mniej snu. Nie zdejmował go nawet na noc.Powiedz mi. żeby Samwell Tarly został także przyjęty do służby w Nocnej Straży. Potem opowiedział wszystko. Maester Aemon słuchał w milczeniu.powiedział Jon. . Moja siostra Arya nie ma jeszcze dziesięciu lat. nawet o tym. Często połowę nocy spędzam w towarzystwie duchów.odparł Jon.Będzie. prędzej czy później ktoś go zrani albo zabije.Do miecza się nie nadaje. . czemu przychodzisz o tak dziwnej porze? . że tylko on decyduje. Samwell.Widziałem tego grubasa we wspólnej sali . Jeśli zostanie u ser Allisera.powiedział Chett. że napuścił Ducha na Rasta. . .Mów dalej. . co mówisz.Jeśli go nie obronimy.kawał drewna. . .przemówił. .Dobrze wiesz. Maester Aemon dotknął swojego własnego kołnierza.Zostawić go tam.nie wytrzymał Chett.Przypomina świnię i jest beznadziejnym tchórzem. . Za to twarz Chetta ciemniała z każdym słowem Jona.Odpowiedział mi wtedy. . . Dlaczego więc przychodzisz z tym do mnie? . jego ślepe oczy pozostawały nieruchome. że jego kołnierz zrobiony jest z łańcucha.To głupie . Ser Alliser zrobi z niego mężczyznę albo go zabije. chociaż na szyi miał łańcuch swojego zakonu. wpatrzone w ogień.wtrącił Chett. wspominając wydarzenia sprzed pięćdziesięciu lat.Pamiętam.odparł maester Aemon. jakby zdarzyły się wczoraj. jest chory albo ranny? . Kiedy usiadł wygodnie.skończył Jon. żeby zebrać myśli. . . .Nie obudziłeś mnie . tak że ogień trzaskał wesoło. lecz zrobiłaby z niego sieczkę. Chett przykrył mu nogi futrem i stanął przy drzwiach. Starzec przygotowany był już do snu.

dobra dla takich tchórzy? Nasz zakon trzyma przy życiu całą Straż.Ja jestem zarządcą. żelaza. co się dzieje z takimi rozmazanymi paniątkami. . ale nie znaczy to jeszcze. A jak sądzisz. Wiem.Nie. że ma on przypominać maesterowi o królestwie. .Wiem.Czy twój przyjaciel potrafi polować? .spytał maester. srebro przedstawia zdolności lecznicze. zbieramy drewno na opał. doglądamy koni. żelazo sztukę wojenną. miedzi. że cyna jest bezużyteczna. brązu i innych metali. co Sam potrafi robić lepiej od wszystkich innych. . który wciąż stal przy drzwiach z twarzą czerwoną od pryszczy i gniewu. a zaraz mają całe ręce w pęcherzach. Maester Aemon był łagodniejszy w swoich dociekaniach.przyznał Jon. Zwierzęta go lubią. . . ołowiu. . Odpowiedział mi. cyny. Do szarej szaty bardziej by pasował srebrny łańcuch.Tak? . Przecież mamy zwiadowców. kupców i innych. Nie można przekuć cyny w żelazo. dlaczego każde ogniwo zrobione jest z innego metalu. Maester Aemon uśmiechnął się.mu. . że ślubował służyć . że Chett nie umie czytać. rycerze stal. lecz z dwóch ogniw nie powstanie łańcuch. Do zrobienia łańcucha potrzeba różnych rodzajów metali.Tak? . Dlaczego Sam nie miałby zostać zarządcą? Chett skrzywił się. podobnie i królestwo potrzebuje różnych ludzi.Widziałem. Chett roześmiał się złośliwie. prawda? Lord Renly nie potrafił zrobić z Sama wojownika i ser Alliserowi także się to nie uda. doimy krowy. .Zapytałem go też.Czy potrafi zaorać pole? .spytał Maester. Każdy rodzaj metalu przedstawia inny rodzaj wiedzy: złoto reprezentuje wiedzę o pieniądzach i rachunkach. kto zajmuje się waszymi ubraniami albo dostawami z południa? Zarządcy. Wspomniał też o innych znaczeniach łańcucha. a obetną sobie stopę. Potrzeba srebra. kiedy ich zagonić do roboty. . a Clydas ma słaby wzrok.Nocna Straż także potrzebuje różnych ludzi. że maester wykuwa swój łańcuch studiami.mówił dalej Jon. Polujemy i uprawiamy ziemię. Myślisz. żeby nie wiem jak bić młotem.Potrafi powozić wozem albo pływać statkiem? Dałby radę zaszlachtować krowę? . kowali. Wystarczy kazać im powyrabiać trochę masła. któremu służy. .powiedział szybko. Lordowie to złoto. że to łatwa praca.Dobrze rachuje. potrafi też czytać i pisać. które symbolizują wieśniaków. Każ im narąbać drewna. Dałby sobie też radę z krukami. gotujemy. Maester Luwin roześmiał się wtedy. Mówił. . Jon zerknął ostrożnie na Chetta.Mógłby tutaj pomagać . Sam przeczytał wszystkie książki z biblioteki swojego ojca.Nienawidzi polowania . zarządców i budowniczych. .

A teraz pójdę już spać. . odprowadź naszego młodego brata.Jonie Snow. Po co kogoś zabijać? Lepiej go wykorzystać. które mógłby robić.Czy to znaczy?… . Wreszcie maester przemówił: . W Nocnej Straży przyda się każdy człowiek. . że zastanowię się nad tym. maester Luwin dobrze cię nauczył. że starzec zasnął. zamiast się bić.To znaczy. Chett. . Twój umysł jest równie szybki jak twój miecz. Jest wiele rzeczy.odparł maester zdecydowanie.Duch podszedł do niego od razu. Aemon zamknął oczy i przez krótką chwilę Jon sądził. co powiedziałeś .

Im szybciej przejedziemy góry.ale dwóch zwraca na siebie mniejszą uwagę niż dziesięciu.Najemnik wyszczerzył zęby w uśmiechu. . ale nie chciałbym złamać sobie zęba.Nie mamy szans na przebicie się z powrotem . . że lubisz konie. Spróbuj. Wsadził gałąź pod pachę i rozejrzał się za następną. Schylił się. . Myślisz. a ponadto jechali od świtu. widniała ciemna dziura. . Bronn. .Jeśli tak.Czy może być lepszy sposób na to. karle? Postradałeś zmysły? Ogień sprowadzi ludzi ze wszystkich klanów z okolicy. wskazując na otaczające ich strome turnie. dlatego ciepła strawa rozgrzeje nas i poprawi nam humory. Dlatego nie wolno nam zwlekać. Lannister. Tyrion Lannister westchnął. że można tu coś upolować? Wprawdzie lady Lysa uraczyła nas wspaniałomyślnie soloną wołowiną. niedaleko górskiej drogi. . by podnieść złamaną gałąź i przyjrzał jej się uważnie.Znajdę coś do jedzenia. pozostając tak daleko od najbliższego maestera. Wszędzie mają swoich zwiadowców. Bolały go plecy od ciągłego schylania się. to wolę umrzeć wygodnie .spytał Bronn i splunął. ja chcę przeżyć tę podróż.Masz zamiar rozpalić ognisko? . . karle. ale jeśli zajeździmy nasze wierzchowce i zdechną pod nami. żebyśmy nie wiem co robili. jeśli nie będę marnował czasu na grzebanie cię. Morrec zawsze się tym zajmował. .TYRION Schronili się w niewielkim lasku osiny. A poza tym ludzie z klanów i tak nas znajdą. tymczasem konie piły wodę ze strumienia. żeby spaść z góry i złamać sobie kark niż długa i szybka jazda? Ja wolę podróżować spokojniej. kiedy to ser Lyn Corbray o kamiennej twarzy pozwolił im przejechać przez Krwawą Bramę i rozkazał nigdy tam nie wracać. wiem.Wspaniały plan. W miejscu.To ty. robić jak najmniej hałasu i nie rozpalać ognia. . masz nadzieję mnie przeżyć? .Bronn przyglądał się podejrzliwie Tyrionowi spod grzywy . . a w ciągu dnia przyczaić się gdzieś. Tyrion wzruszył ramionami. Bronn skrzywił się. Lannister.Tak bardzo chcesz umrzeć. osiodłamy chyba cieniokoty. .powiedział Bronn .Niby jak chcesz tego dokonać? .odparł Tyrion.Musimy rozpalić ognisko. tym szybciej dotrzemy nad rzekę.Taka będzie dobra? Nie mam wprawy w rozpalaniu ogniska. może ci się uda… ale wybacz. w którym tarcza ser Yardisa Egena złamała mu ząb. w miarę możliwości unikać drogi. . Trzeba podróżować nocą. Tyrion zbierał drewno.spytał Tyrion. Bronn. .Zatoczył łuk dłonią w rękawicy. . twardym serem i czerstwym chlebem.A zatem już nie żyjemy. Noce są tutaj bardzo zimne.

Skąd wiedziałeś. że stanę po twojej stronie? . lecz bezskutecznie. . a jego żona jeszcze bardziej.I tak prawie nie żył .Ludzie z klanu znaleźli nas przez jego jęki.powiedział Bronn. ty zaś i Chiggen. .Dzielny jesteś. że mógłbym to zrobić.Bronn złapał wtedy Chiggena za włosy i przeciągnął mu sztyletem za uchem. że najemnik umarł z powodu rany.powiedział Tyrion i rzucił na ziemię naręcze drewna.Wiedziałem? . . muszę ci to przyznać. Wy nie mieliście za sobą żadnego lorda. Bronn prychnął. ale nic więcej.Powinienem zostawić cię tutaj razem z twoim głupim ogniskiem. Nie zapominaj o tym.Tyrion uderzył krzemieniem o ostrze sztyletu. Bronn uśmiechnął się. . które opadły mu na oczy.Wyjął nóż i nastrugał z kija trochę wiórów na rozpałkę. karle. kiedy dostał strzałę w brzuch.Nawet byś się nie zawahał. . . niewątpliwie już po wszystkim dostałbyś od niej kilka monet. Chiggena. Sądziłeś. dlaczego? Pozostali uznali to za swój obowiązek. może nawet przyjmie na służbę? No. Chiggen zrobiłby tak samo… a poza tym on nie był moim przyjacielem. .Dziękuję .Dlaczego w ogóle najemnik bierze się za cokolwiek? Dla złota. . . ale cię nie kocham. . odważnych i nie pozbawionych honoru. Walczyłem za ciebie.Potrzebowałem twojego miecza. Och. I co byś wtedy zrobił.Raczej rzucałem kośćmi. Szybko uciszyłeś swojego przyjaciela. wystarczy. Wcisnęłaby ci je do ręki i powiedziała kilka miłych słów ze skrzywioną miną. człowieczku.ciemnych włosów. Dwa konie zwiększyłyby moją szansę przeżycia. Tyrion chwycił kamień w powietrzu.Tylko że ty nie znasz Starków. Któregoś dnia ktoś ci go obetnie i każe zjeść. próbując wykrzesać iskrę. Lord Eddard jest dumny.Tyrion przykucnął niezgrabnie na swoich krótkich nogach. . . . to wszystko. Starkowie potrzebują ludzi lojalnych. W karczmie obaj z Chiggenem pomogliście mnie ująć. zrobili to dla honoru lordów.Pewnie bym umarł. po czym oznajmił Catelyn Stark.Śmiało mielesz ozorem. . Podróżowaliśmy razem. karle? . szczerze mówiąc. żadnego obowiązku ani cennego honoru. jesteście nisko urodzoną szumowiną. po co więc się mieszać? . którym służyli. że lady Catelyn nagrodzi cię za twoją pomoc. co? . Masz krzemień? Bronn wsunął dwa palce do sakiewki zawieszonej u pasa i rzucił mu krzemień.powiedział. żeby zbudować ognisko. Nie rozumiem.Nie wierzysz.Tyrion schylił się po następny patyk. a nie twojej miłości . . gdyby chodziło o twoje życie.

powiedział. Siedział przed ogniem ze skrzyżowanymi nogami. wtedy przynajmniej jeden będzie mnie szczerze opłakiwał .powiedział Tyrion. a nad płomieniami obracał się. Obowiązek. . ociekając tłuszczem. a z mieczem radzisz sobie prawie tak samo dobrze jak mój brat. Może lepiej pozwolić im zabić nas podczas snu. . Bronn? Złota? Ziemi? Kobiet? Pomóż mi przeżyć.No cóż. Kiedy już dotarliśmy do Yale. Nie będę niczyim sługusem.Wiem. ogień trzaskał wesoło.. . Bronn. że okażesz się na tyle bystry. . . Na szczęście dla mnie.Do tego jeszcze kobieta i tuzin mieczy . Jeśli nadejdzie taki dzień. że byś mnie zdradził równie szybko.Doskonale . Bronn. Ja bardzo lubię żyć. pamiętaj. żeby przepłukać gardło po naszym koźlątku . na której nigdy nie zbywało Lannisterom.Ja to zrobię.Uczciwie stawiasz sprawę .odparł Tyrion z uśmiechem na ustach. Wiórek z kory zajął się płomieniem. . kiedy pójdziesz się wysrać. . nie będzie złota. żeby wiedzieć. Bronn dmuchnął ostrożnie w ogień i płomienie skoczyły wyżej.Brakuje nam tylko dobrego wina. . przyjaźń.Obejmę pierwszą wartę… jeśli w ogóle na coś się to zda. . Nie zapominaj o tym. Nie jesteś jednak głupi.zauważył najemnik. obaj znamy odpowiedź.A jeśli zginiesz? .Mój miecz jest twój. Dźwięk. a jedyną rzeczą. schował krzesiwo do sakiewki i rzucił Tyrionowi jego sztylet. Godzinę później konie były wytarte i nakarmione. w którym by ci przyszła ochota mnie sprzedać. jak zdradziłeś lady Stark. Teraz ogień trzaskał wesoło. .dodał Tyrion. Wziął od Tyriona nóż i krzesiwo i wykrzesał iskry za pierwszą próbą. wiedziałeś. . .Ani niczyim przyjacielem .Tyrion zerknął na najemnika. udziec młodego kozła.powiedział Tyrion.Obraziłem cię? Wybacz. a będziesz je miał. Bezskutecznie. jaki przy tym wydobywał. czy one mają dla ciebie jakiekolwiek znaczenie? Nie kłopocz się. gdybyś tylko zwietrzył jakiś interes. jest złoto. .Może i jesteś szumowiną.Popilnuj koni . Bronn wstał. Postanowiłem więc rzucić kości i liczyłem na to. ale bardzo przydatną. kucając.Jeszcze raz uderzył krzemieniem o stal. Jaime. . A teraz może byś spróbował znaleźć coś na kolację? . wydawał się dodawać im odwagi. Wyjął z pochwy u pasa długi sztylet i zniknął między drzewami. ostrząc osełką swój długi miecz.Daj . . ale… ty jesteś szumowiną.powiedział Bronn.Niedługo całkiem się ściemni .powiedział Bronn. ale… nie spodziewaj się. .Wszyscy mi to powtarzają. lady Stark nie potrzebowała cię już więcej… natomiast ja tak. że potrafię podbić cenę. .Nie będzie mnie.powiedział Bronn. co dla ciebie będzie najlepsze. Czego chcesz. honor. że będę ci się kłaniał i nadskakiwał za każdym razem. .

ale nie będę narzekał zbyt głośno.Och.Trochę za twarde jak na mój gust. . . . Oto ono.powiedział do niego Tyrion. . co ci powiedziałem.Potem chyba do Casterly Rock albo do Królewskiej Przystani. na niebie ukazały się gwiazdy i sierp księżyca. że zjawią się tutaj.Z dłońmi pełnymi złotych smoków Mord padł wtedy na kolana i obiecał. .ale tobie obiecałem złoto.powiedział Bronn.A stawką jest nasze życie? Tyrion wzruszył ramionami. . pokaż się w Casterly Rock. .Zatrzymałem srebro .A zatem mówiłeś prawdę? To nie był twój nóż? Tyrion uśmiechnął się. .Pochylił się i odciął sobie z udźca cienki plaster mięsa.Nie mamy wyboru.Było tego więcej niż ktoś taki jak Mord mógł zarobić w czasie całego życia wypełnionego znęcaniem się nad więźniami. które miały im posłużyć za talerze. na które chciałbym uzyskać odpowiedź.Lannister zawsze spłaca swoje długi. Oczy dozorcy stały się wielkie jak gotowane jaja. tymczasem Tyrion wydrążył dwie piętki czerstwego chleba. Nie dają mi spokoju pytania dotyczące pewnego sztyletu. Bronn przyglądał mu się ponad ogniskiem. kiedy Tyrion rzucił mu skórzaną sakiewkę. gdy rozwiązał rzemień i ujrzał blask złota. nie przestając pocierać osełką o miecz.Czy ja wyglądam na kłamcę? Zanim najedli się do syta. uśmiechając się podstępnie .I pamiętaj o tym.Czy można podejrzewać coś innego. Bronn wyciągnął swój sztylet i wyjął mięso z ognia. to tylko namiastka. że tak zrobi.Tyrion podstawił swoją piętkę i Bronn napełnił ją mięsem.A jeśli nawet uda nam się dotrzeć nad rzekę. zanim zdążymy zasnąć. . . Nawet Mord nie wierzył własnym oczom. Jeśli kiedyś znudzi ci się służba u lady Arryn. . Po jego brodzie popłynął tłuszcz. .Najpierw wygodne łóżko.powiedział Bronn. . . . dziwka i dzban wina. . .Nasi przyjaciele pewnie gotują się do drogi. . . . . .Ach . Najemnik przeżuł kawałek mięsa i połknął go.. Tyrion rozłożył na ziemi swoje futro i wyciągnął się na nim z siodłem pod głową. . co dalej? .Pewnie spodziewają się pułapki . .A jednak dałeś dozorcy sakiewkę ze złotem . a spłacę pozostałą część mojego długu wobec ciebie. Zaczął odkrawać grube kawałki osmolonego mięsa.odparł Tyrion.Ja bym to nazwał nadzieją .Tyrion wciągnął w nozdrza zapach pieczonego mięsa i oblizał się. przeżuwając.Masz jakiś plan? . skoro nie próbujemy nawet się ukryć? .spytał.Jeszcze jeden rzut kośćmi.spytał najemnik. W Eyrie mógłbym liczyć tylko na talerz fasoli. i za mało doprawione. myślę.westchnął zadowolony.

Zagwizdał jakąś melodię. o twarzy tak słodkiej.Skoro tak bardzo pragniesz muzyki.Znowu zaczął gwizdać. Rano byłem już w niej zakochany. Mój brat dobył miecza i ruszył za nimi. ścigana przez dwóch zbirów.spytał.Można ją usłyszeć w karczmach i burdelach.spytał Bronn rozbawiony. dlatego okryłem ją moim płaszczem. a światło gwiazd rozlewało się na góry jasno i bezlitośnie niczym światło prawdy. wtedy by uciekli w popłochu. żeby śpiewak walczył w twoim imieniu? Tyrion uśmiechnął się. wygłodzona. .To by było zabawne. . zajęty wydłubywaniem brudu spod paznokci czubkiem sztyletu. . Płakała. Ona była nieśmiała. żeby zaopiekować się dziewczyną. Sam nie wiem. który zmarł z gorączki. Miałem wtedy trzynaście lat i zdaje się.Bronn. tak więc zaproponowałem. Usłyszał własny głos. Była zaledwie rok starsza ode mnie. .Może powinniśmy zacząć śpiewać.powiedział Bronn. . . Nieczęsto zdarzało się.Jesteś szalony. a ja zsiadłem z konia. .Ty? . . i od tamtej pory wciąż ją pamiętam. .To piosenka z Myr. smukła. w które była ubrana. że wino uderzyło mi do głowy. Jaime wściekł się wtedy i postanowił nie darować zbirom. Zanim się zorientowałem. dlaczego nie chciałeś. że banici napadali na podróżnych tak blisko Casterly Rock. ale ja jeszcze bardziej. jak ma na imię i co jej się przydarzyło. karle . leżeliśmy oboje w łóżku. Podarli na niej łachmany. Słodka i smutna. brudna… a mimo to cudowna. Już go widzę. Potem ona wybiegła na drogę. Pory roku mojej miłości. Jaime popędził w las za mężczyznami. jeśli zrozumie się jej słowa. gdzie twoje zamiłowanie do muzyki? . Ona była w drodze do… właściwie donikąd. Noc była zimna i pogodna.Razem z Jaime’em wracaliśmy z Lannisport. . że mogłaby złamać czyjeś serce. Moje z pewnością złamała. Była córką zagrodnika. Uznał to za osobistą zniewagę. wypiliśmy dzban wina. Śpiewała ją pierwsza dziewczyna. Rozmawiając. ciemnowłosa. Zanim wrócił. Mój brat wrócił do Casterly Rock po pomoc.Znasz tę piosenkę? . kiedy rozległy się jakieś krzyki. skąd wziąłem tyle odwagi.Spotkałem ją w taką noc jak dzisiejsza. żeby puścić ją samą w dalszą drogę. kiedy pozbawiłem ją dziewictwa. jak odparowuje cięcia ser Yardisa drewnianą harfą. . jaką wziąłem do łóżka. .Tyrion zachichotał. Dziewczyna była zbyt przestraszona. udało mi się wydobyć z niej. Dziewczyna miała wilczy apetyt. Była nisko urodzona. . ale potem pocałowała mnie i zaśpiewała swoją piosenkę. że zabiorę ją do najbliższej karczmy i tam nakarmię. zjedliśmy dwa całe kurczaki i napoczęliśmy trzeciego.Tyrion spojrzał w niebo.

Lord Tywin posłał mnie do niej jako ostatniego . Tyrion obudził się w jednej chwili. patrząc w ciemność.Tyrion znowu zaczął gwizdać. Widzisz.Najpierw nakłonił mojego brata.Tyrion. żeby wyznał mi całą prawdę.I tak skończyło się moje małżeństwo. . Lannister zawsze spłaca swoje długi. lord Tywin postanowił dokończyć moją lekcję w domu. Może tylko z powodu zmęczenia.Jak tego dokonałeś? .Och.dokończył cicho. dlatego sprowadził moją żonę i oddał ją strażnikom. Od każdego dostała srebrniaka. Wiedząc. .Trudno uwierzyć. gdy o tym opowiadał. Dobrze jej zapłacili. Znowu usłyszał zgrzyt kamienia ocierającego się o ostrze miecza Bronna. nawet nie wiesz. . żebym jej zapłacił. gdybyśmy mieli umrzeć.Usiadł i utkwił wzrok w gasnącym ogniu. który mi to uczynił. . .Odesłał dziewczynę? . Owinął się futrem i zamknął oczy. Nie ośmieliłem się przyprowadzić dziewczyny do Casterly Rock. pięćdziesięciu srebrnych monet i pijanego septona. co ci powiedziałem.dodał po chwili.Tyrion ze zdziwieniem zauważył. był ogromny i bił pasem swojego ojca.Chyba spróbuję się przespać. Obudź mnie.Bronn mówił głosem niskim i pełnym napięcia. . spychając go coraz bliżej przepaści… . . . Tyrion odwrócił się i spojrzał na niego. zabiłbym tego. . Uznał. Tym razem to on jej pilnował. Po wyznaniach Jaime’a. W końcu miała tyle srebra. Jaime zaplanował całe to wydarzenie na drodze .Dym gryzł go w oczy.Dał mi złotą monetę. Pamiętaj o tym. co? . ponieważ jako Lannister byłem więcej wart. Tyrion chrząknął i odwrócił głowę. jak wielkim smutkiem napełniły go jego własne słowa. . Ona… .Lannister z Casterly Rock poślubił córkę zagrodnika . . Śniła mu się podniebna cela. nawet po tylu latach. . A potem septon wytrzeźwiał i wyznał wszystko mojemu ojcu. zapłacił podwójnie za dziewicę. Ile dziwek może zażądać równie wysokiej ceny? Mnie posadził w kącie i kazał się przyglądać wszystkiemu. dziewczyna była dziwką.Ożeniłem się z nią . . że będzie to moja pierwsza.zbirów i wszystko inne. lecz niebawem udało mu się zasnąć.Może kiedyś będzie okazja. . W ognisku został już tylko żar.powiedział Bronn.Dwóch czy dwudziestu. . . Ziemia była zimna i twarda.Zrobił coś więcej . dlatego umieściłem ją w jej własnym domku i przez dwa tygodnie bawiliśmy się w męża i żonę. że nadszedł czas na moją pierwszą kobietę.Ziewnął. że monety przesypywały jej się przez palce i spadały na podłogę. czego potrafi dokonać chłopak za pomocą kilku kłamstw.powiedział Tyrion..

Wasz kozioł . aż wszyscy podadzą swoje imiona. z klanu Lannisterów. Bronn skoczył na nogi.Ze wszystkich stron podchodziły cienie. we własnym łóżku.Twoje srebro należy do nas.Który chce umrzeć pierwszy? . . a na głowie miał rogaty hełm.zapytał ten. kosy i drewniane dzidy. Był chudy. syn Gurna z klanu Kamiennych Wron. . Wydawał się powolny. . Będzie doił krowy i zabawiał matki. .rzekł ktoś inny . Torrek.odparł ktoś spomiędzy drzew. synu Tywina? . w jednej ręce trzymał miecz. synu Tywina? . Tyrionie.Moja kolczuga jest na mnie za duża. podchodząc bliżej. jakby chciał powiedzieć: spokojnie. . syn Dolfa .Chodźcie do ognia.Conn. . . . . niski i nieprzyjazny. które zapomniał. zatrzymał się i zamienił w człowieka. który trzasnął głośno.zgodził się Tyrion.Półczłowiek chce zapłacić naszymi pieniędzmi . uzbrojony w długi nóż. . Lwów ze Skały. mężczyzna wszedł na patyk. ale będzie pasowała na Conna. z maczugą w jednej ręce i siekierą w drugiej.W wieku osiemdziesięciu lat. że nie poczęstujemy was winem. Olbrzym o imieniu Shagga roześmiał się pierwszy i najgłośniej.odparł. Był chyba przywódcą. kolczuga. ale tak naprawdę powiedział: . a w potężnej łapie Shagga ten berdysz lepiej będzie leżał niż jego drewniana siekiera. .Zabij tego drugiego.Mam srebro w sakiewce . ale mięsa z kozła starczy dla wszystkich. gdy tylko je usłyszał.Kiedy spotkacie się z waszymi bogami . w drugiej sztylet. cały ubrany w skóry. Bronn podniósł się na jedno kolano. Pozostali podali swoje imiona: Conn.Po chwili dodał głośno: Obawiam się. Tyrionie. Uderzył nimi o siebie.Conn ma rację . Jak chciałbyś umrzeć. . silny i ogromny. Jaggot i inne.Nasza góra.rozkazał Gunthor. Było ich przynajmniej dziesięciu. że przysłał was do nich Gunthor.odpowiedział Tyrion.wtrącił Gunthor.Wchodząc w krąg światła. a półczłowieka zwiąż. . . noc jest zimna.powiedzcie im. Pozostali nie wyglądali na równie mocno rozbawionych.Ja jestem Tyrion. inni trzymali widły.A kim jesteście? . Tyrion uniósł dłoń.przemówił pierwszy głosem niskim i grobowym. Nie macie niczego do oddania poza waszym życiem. berdysz. nóż i pas. z brzuchem pełnym wina i kogutem w ustach dziwki . Po lewej stronie poruszył się głaz. Podobnie jak twój koń.I Shagga.A czym możesz zapłacić. . .powiedział Conn. Niektórzy mieli miecze i noże. nasz kozioł . Zaczekał. zabierz ich konie . syn Tywina. Chętnie zapłacimy za kozła. Tyrion dostrzegł błysk księżycowego światła odbitego od metalu. Cienie zatrzymały się. którego zjedliśmy. który przedstawił się jako Gunthor.

żeby nie drgnąć.odparł Tyrion Lannister.Nie! . synu Gurna . . drewnianej włóczni. . Co mógłbyś nam dać w zamian za wasze życie.Czy dalej będziesz szydził z mojej siekiery. Niech mówi. Nie..Może i jestem półczłowiekiem. nakarmimy więcej gęb niż złotem. . Shagga wydał gniewny okrzyk i uderzył maczugą o siekierę. Gunthorze. Jaggot zaś przystawił do twarzy Tyriona zahartowany w ogniu koniec długiej.Złoto lorda z nizin jest równie bezwartościowe jak obietnice półczłowieka powiedział Gunthor.Mały człowieczku . Kowale mojego ojca srają lepsza stalą. Matki są głodne. wysłuchaj mnie. Mając stal. . synu Gurna.Gunthorze. Tyrion zrobił wszystko.Gunthor uciszył go podniesioną dłonią. . Tyrionie. kiedy obetnę ci twoją męskość i rzucę ją kozicom? . ale mam odwagę stanąć twarzą w twarz z wrogiem. . .To wszystko i jeszcze więcej. Jeśli Kamienne Wrony przeprowadzą nas bezpiecznie przez góry.ryknął Shagga.Dostaniecie Yale Arrynów. .spytał.rzucił stanowczo Tyrion.Nie możecie ukraść lepszej broni? . uśmiechając się. Mój ród jest bogaty i potężny. A co robią Kamienne Wrony? Chowają się za skałami i trzęsą ze strachu na widok rycerzy z Yale. synu Tywina? Miecze? Lance? Kolczugi? . . mój pan ojciec obsypie was złotem.Czymś takim można zabijać owce… i to tylko te spokojne.

szczególnie teraz. Ned wyczuwał atmosferę coraz większego niepokoju. Siedzący u jego boku Wielki Maester Pycelle poruszył się niespokojnie. Z godziny na godzinę metal. Teraz ściany zakrywały gobeliny pełne wielobarwnych scen z polowań. lordowie i damy pod ścianą zakrytą gobelinem. którzy przyprowadzili ich w charakterze świadków.Jesteście pewni. a mimo to Ned Stark i tak miał wrażenie. kiedy coraz bardziej odczuwał pulsujący ból w pogruchotanej nodze. Niech będzie też przeklęty Robert i jego polowania. a wystające z tyłu nierówności. rycerze. Sandor Clegane. lordzie Yarysie? . tak. musieli stać albo klęczeć. wszyscy.W głosie ser Raymuna Darry’ego zabrzmiała nuta drwiny. że jedynym kolorem widocznym w całej sali jest kolor krwi. for certes. strażnicy w szarych albo złotych płaszczach . W królewskim lesie wytropiono białego jelenia. Nawet nie próbował udawać zdziwionego. Petenci przy wysokich drzwiach. pomyślał ponuro Ned. pełen nierównych krawędzi i groteskowo powyginanych kawałków metalu. zarówno słudzy.tak jak ostrzegał go Robert . pospólstwo na galerii. że nie byli to tylko zwykli zbóje? . a z nimi książę Joffrey. Było to . Littlefinger zaś nie przestawał obracać w dłoni pióra. Balon Swann i połowa dworu.piekielnie niewygodne siedzenie. Byli jedynymi członkami rady. Tak więc Ned zmuszony był zasiąść na Żelaznym Tronie pod nieobecność Króla. Wszyscy obecni w sali.spytał Yarys zza stołu ustawionego poniżej tronu. Zbóje Lannisterów. wyciągali szyje i słuchali uważnie. kładąc ciemnoczerwone smugi na ścianach. Król nie powinien siedzieć wygodnie. to byli zbóje. nie pozwalały mu się oprzeć wygodnie. Siedział wysoko na ogromnym. powiedział Aegon Zdobywca.EDDARD Przez wysokie. zrobiony był z żelaza. kiedy kazał wykuć ogromny tron z mieczy złożonych przez wrogów. starym tronie Aegona Zdobywcy. poza członkami rady. gdzie kiedyś wisiały smocze głowy. Wieśniacy klęczeli: mężczyźni. Od czasu kiedy Catelyn pojmała Tyriona . Niech będzie przeklęty Aegon i jego arogancja. Przynajmniej on mógł usiąść. kobiety i dzieci w podartych ubraniach. wąskie okna ogromnej sali tronowej Czerwonej Twierdzy wlewał się blask zachodzącego słońca. . jak i lordowie. którzy przybyli na jej zebranie. O. niczym kły. Za nimi stali trzej rycerze. na którym siedział. wydawał mu się coraz twardszy. z wyrazem strachu na twarzach. . zakrwawieni. w związku z czym lord Renly i ser Barristan pojechali na polowanie z Królem.wszyscy stali.Zbóje.

.Joss. panie. Zarówno w Riverrun. wskazał na klęczących. . Ned ubrany był w kubrak z białego płótna z wilkorem Starków wyszytym na piersi.Powstańcie. że ktoś mieszka zaledwie kilka dni drogi od Czerwonej Twierdzy i nie wie. śmiejąc się i dźgając lancami jak . . podobnie jak ludność Wendish Town i Mummer’s Ford. wstańcie. na całym zachodzie wrzało.Przyjechali w nocy. Zastanawiał się. starzec.Ser Raymun Darry zwrócił się do pulchnego. zanim podpalili mi dach. klęcząc. żeby jak najlepiej opatrzyć ranę. Mieszkańcy Sherrer podnieśli się pojedynczo lub dwójkami.Wszyscy.Mam… miałem piwiarnię. z południa.powiedział krępy mężczyzna mięśniach kowala z zabandażowaną głową. w Sherrer. gdyby mnie złapali. jak wygląda jego Król. Nie zależało im na tym. . Kim jesteś i co możesz powiedzieć o jeźdźcach? . zabili tych. gdyby nie przyrodzone znamię podobne do plamy z wina.Dopadli mojego czeladnika . lordzie Eddardzie. i zostawili ją wronom.Ja jestem lord Eddark Stark. jak sądził Ned. . a na przełęczy pod Złotym Zębem gromadziły się wojska. Jeden z nich. .Ned zwrócił się do wieśniaków. jak to możliwe. kraść. Nigdy nie ufał słowom. szpecące jego twarz. Moją mleczną krowę zabili tam. zniszczona. Pozostali nie żyją. Pewnie bym zginął. czarnego płaszcza. Idąc na dwór.Tylko tylu pozostało z grodu Sherrer. a resztę wylali. . Najlepsze piwo na południe od Przesmyku. którego można by uznać za przystojnego. a młoda dziewczyna w zakrwawionej sukience pozostała na kolanach. przy kamiennym moście. panie. włożył swoje najlepsze ubranie. odcienie prawdy. . Srebrna ręka. wszyscy tak mówili. napili się do syta. Joss skinął głową. spinała kołnierz jego wełnianego. gdzie stała. który stał u stóp tronu w białej zbroi Królewskiej Gwardii gotowy do obrony Króla albo… jego Namiestnika. lecz teraz jego spodnie były połatane poplamione i zakurzone. .Jak Wasza Miłość każe… . białe i szare. Ser Karyl Yance o smutnych oczach. . panie. Prędzej czy później krew musiała popłynąć. klęczała z nieobecnym spojrzeniem utkwionym w ser Arysa Oakhearta. To nie byli zwykli zbóje. za pozwoleniem. Chodziło tylko o to. łysiejącego mężczyzny w fartuchu piwowara.Opowiedz Namiestnikowi o tym. symbol jego władzy. .Lannistera. które ludzie wypowiadali. Teraz nic z niej nie zostało. .Gonili go przez pola.powiedział Ned.Spalili nas .Jego Miłość jest na polowaniu w Blackwater . Przyjechali. . żeby rabować. nie potrafił dźwignąć się o własnych siłach. jak i w Casterly Rock podnoszono chorągwie.odezwał się stojący z boku wieśniak. Królewski Namiestnik. co się stało w Sherrer. Czarne. tak jak wszystko inne. którzy próbowali ich powstrzymać. podpalili domy i pola.

ty.Próbowali wykurzyć nas dymem.wyszeptał Yarys. który mógł zabić człowieka. Rozpłakała się. Żelazny Tron pełen był podobnych pułapek dla kogoś nieostrożnego. Starzec skinął głową. Wasza Miłość. bo przez wiele lat pracowałem w stajni starego ser Willuma. . .Wszyscy byli konno i w kolczugach. nikt cię nie skrzywdzi. . jeszcze… .Czy nosili szkarłatne płaszcze albo mieli chorągiew z lwem? . lecz siedział tam. starając się opanować wzbierającą w nim wściekłość.Jak okrutni potrafią być ludzie. Ser Raymun Darry kontynuował ich opowieść. . Klęcząca dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na Neda.odpowiedział ser Kary l. jeśli wierzyć opowieściom. Był to porywczy młodzieniec.Co za okrucieństwo . a ludzie patrzyli na niego.odparł ser Marq Piper. co chciała powiedzieć.zaczął. że na zrobienie go zużyto tysiąc mieczy rozgrzanych do białości w paszczy ogromnego pieca Baleriona.spytał. Na wykucie całego tronu potrzeba było pięćdziesięciu pięciu dni. który siedział wysoko ponad nią. Pochylony do przodu. Kiedy ludzie otworzyli wrota. długie miecze i berdysze przydatne do szlachtowania ludzi.jakiegoś zwierza. próbując uciec przed ogniem. oczekując sprawiedliwości. strzelali do nich z łuków.Nas też by nie oszczędzili.Mieli lance z żelaznymi szpicami. jakby zapomniała. Żaden z nich nigdy . że gród w Sherrer ma kamienne mury powiedział Joss. lecz tam ściany są drewniane. czarna bestia pełna ostrych krawędzi. aż wreszcie ten wielki przebił go na wylot. . . zawinięte niczym szpony tworzyły poręcze tronu. Spojrzał na jednego z wieśniaków w podartym ubraniu. że w górze rzeki zbiorą lepszy owoc i pojechali do Mummer’s Ford. gdyby nie to. że byli to Lannisterowie? . I tak powstała ta garbata. . Eddard Stark nie potrafił do końca powiedzieć. Minęły już trzy wieki. Ned poczuł pod palcami zimną stal.Wszyscy jechali na rumakach. . jak na gust Neda. Opowiedz Namiestnikowi to samo. Pieśń mówiła. wąsów i zawijasów z ostrego metalu.Jakie macie dowody na to. Tak. zwanego Czarnym Postrachem. co także się zdarzyło.Nawet Lannisterowie nie są aż tak głupi . lecz ten wielkolud powiedział. a niektóre z nich pozostały wciąż na tyle ostre.Co do ich koni . Najeźdźcy podłożyli słomę i palili ich żywcem.Moją matkę też zabili. zbyt młody i gwałtowny.Urwała.Ty. . a chłopak krzyczał i przewracał się. coś mnie powiedział. nawet do kobiet z dziećmi przy piersi. lecz bliski przyjaciel brata Catelyn. tron. . co on robi na tym miejscu. Edmure’aTully’ego. . panie . Potrafię je rozpoznać. . Pomiędzy każdym z nich znajdowało się ostrze miecza.W Wendish Town ludzie schronili się w grodzie. . nie bój się. by skaleczyć dłoń.

Z łaski swojego suzerena mieszka w okazałej twierdzy. . Joss. pokręcił głową. panie. Nic dziwnego. jeśli się mylę.odpowiedział jej lord Eddard.przemówił głośno ser Marq. szczegóły na hełmie albo na tarczy? Piwowar. .rzekł ktoś.Czy można jeszcze wątpić? To robota ser Gregora Clegane’a.nie ciągnął pługa. ale nie możesz stwierdzić na pewno. w którym odezwał się kowal z zabandażowaną głową . dobra kobieto .Góra! .Ani nikt z nas .spytał Pycelle. .Ilu ich było? . Stara kobieta za jego plecami powiedziała: . jeśli ser Marq się nie mylił. sądzili.Niestety.odpowiedział Joss w tym samym momencie. aby przyznali. który ich prowadził. Jest rycerzem. a jego głos dudni niczym pękająca skała. A zbroje? Czy ktoś z was zauważył jakieś ozdoby. . Ned przesuwał wzrokiem po przestraszonych twarzach wieśniaków. że nie mieli żadnych chorągwi.dodał ser Raymund. . .spytał ser Karyl. gdzie przedtem plądrowali. . Mieli to wyznać w obliczu Króla.Dlaczego ser Gregor miałby zamieniać się w zbója? . Spod okna i z końca sali popłynęła fala nerwowych szeptów. ale… ten. . Słychać je było nawet na galerii.Nie spotkałem jeszcze takiego. co to znaczy.Pięćdziesięciu . wszyscy dobrze wiedzieli.Ser Marq.Pewnie masz rację. ubrany był jak pozostali. . który na mocy prawa małżeńskiego jest jego synem.zauważył Littlefinger.Mówicie.Co najmniej ze stu .Może ukradli konie tam.Nawet jego brat wygląda przy nim jak osesek. panie. Czy musicie zobaczyć jego pieczęć na trupach? To był Gregor. . W królestwie znajdziesz wielu potężnych mężczyzn. . Przecież olbrzymy już wyginęły.Dobrze przygotowani zbóje . . niech bogowie zaświadczą. pobrzękując łańcuchem. mieli na sobie proste zbroje. . Wielki Maester Pycelle podniósł się z godnością. Wielki jak wół. . Zastanawiał się. lecz bez wątpienia to był on.Spytał Ned.Równie potężnych jak Góra. Ser Gregor Clegane był chorążym u lorda Tywina Lannistera. . Chodzi o jego wzrost. Otwórzcie oczy. panie. . Możni lordowie i pospólstwo. Która Jeździ? . nie ma drugiego takiego.Setki. że prowadzą ich przed tron. że tak się bali: idąc tam. ma ziemie. czy rycerze dali wieśniakom możliwość wyboru. z całym szacunkiem. że lord Tywin okazał się rzeźnikiem o zakrwawionych dłoniach. . cała armia. że zbójem tym był ser Gregor.

Siedzący za stołem rady Petyr Baelish stracił zainteresowanie swoim piórem i pochylił się do przodu.czego chcecie od Króla? .Dziękuję ci. kiedy dokonywano tych potwornych podpaleń i rzezi? Odpowiedział mu ser Karyl Yance. Wielki Maesterze Pycelle .wyjaśnił ser Karyl. . Może właśnie o to chodzi lordowi Tywinowi. Gdzie byliście.odparł Ned. podobnie jak i ser Marq.nalegam. którzy przeżyli. gdyby nie ty.przemówił Pycelle dobitnym głosem . że lord Tywin Lannister jest ojcem łaskawej Królowej. . ser Karyl. byśmy zebrali niewielki oddział i sprowadzili na dwór tych.powiedział ser Marq.Lordzie Namiestniku . każdego poddanego.oświadczył ser Marą Piper. Będzie próbował bronić każdej piędzi swojej ziemi.Zaraz po nim przemówił ser Raymun Darry. które biegną po okruchy ze stołu Królowej. to ich krwią podlejemy pola. .Moglibyśmy o tym zapomnieć. . ser Raymun.Ser Marq. abyś przypomniał temu oto dobremu rycerzowi.Fałszywym rycerzem! . Clegane i jego szarańcza odjechali przez Czerwone Widły ku ziemiom Lannisterów. Z drugiej strony septa nie mogła przewidzieć. Poczuł złość.Przebywałem u mojego pana ojca na przełęczy pod Złotym Zębem. bardziej szarmancki niż roztropny. wszystkich którzy nazwali go lordem. Ned zauważył na galerii septę Mordane z Sansą u boku. każdej kobiety i dziecka. pomyślał… albo szczury.Następnym nie ujdzie tak na sucho. . że tego dnia w czasie audiencji będą zajmować się czymś innym niż zwykłymi sporami dotyczącymi kłótni sąsiadujących ze sobą grodów czy ustalaniem granic. Wypłoszone zające.A jeśli oni wrócą? .Skoro wasze pola i grody są bezpieczne . .Jeśli wrócą. . Zanim wróciłem na moje ziemie. by zdawać sobie z tego sprawę. pomyślał Ned. czy mogę was o coś zapytać? Te grody pozostają pod waszą opieką.Ser Edmure wysłał ludzi do wszystkich wiosek i grodów w odległości dnia jazdy od granicy . natomiast Tywin Lannister jest wystarczająco przebiegły. Żeby Riverrun rozproszyło swoje siły. Brat jego żony był młody.Ser Edmure wezwał mnie do Riverrun z całą siłą. . to nie było właściwe miejsce dla dziesięcioletniej dziewczynki.mówił dalej lord Petyr . W oczekiwaniu na jego rozkazy obozowałem po drugiej stronie rzeki i tam doszły mnie wieści o wydarzeniach. Kiedy wieść o zbrodni dotarła do ser Edmure’a Tully’ego. . . Littlefinger pogładził koniec swojej brody zamyślony.To wściekły pies lorda Tywina. Ze swojego miejsca na tronie widział osoby wymykające się drzwiami w drugim końcu sali.. . które spalili . wysłał do nas posłańca z rozkazem. .

Robert nakazał mi zająć jego miejsce. . żeby zrobił to nocą w przebraniu zwykłych zbójów. a jedynie waszą urażoną dumę. Cersei i jej ojciec z pewnością by powiedzieli. Ser Robar Royce wystąpił do przodu i skłonił głowę. . To nie jest miejsce do rozstrzygania podobnych zbrodni.Natychmiast.a co do tego Ned nie miał wątpliwości .powtórzył Ned..Twój ojciec towarzyszy Królowi na polowaniu .Panie.powiedział ser Raymun Darry. jeśli ci dobrzy ludzie wierzą. . zachodzie. Dostrzegł znajomą twarz pod gobelinem.zwrócił się do wieśniaków.Królewska sprawiedliwość panuje wszędzie .Lordzie Namiestniku. co tutaj usłyszałeś? . Lannisterowie złamali go. czynimy to w imieniu Roberta. w co mógłby uwierzyć Robert.Zemścić się? . że powinniśmy odpłacić Gregorowi Clegane’owi jego własną monetą . na mocy których powinien powstrzymać się przed gwałtem i grabieżą. .z pewnością dopilnował. abyśmy mogli im odpowiedzieć. . I tak też czynię… chociaż przyznaję. Gdyby Riverrun odpowiedziano siłą.odparł lord Eddard. że to Tully’owie złamali Królewski Pokój.Król poluje na drugim brzegu rzeki i nie wiadomo. Cokolwiek robimy na wschodzie.Myślałem. . Chcemy sprawiedliwości dla ludu Sherrer.Królewska sprawiedliwość. . . . Palenie ziem Clegane’a i zabijanie jego ludzie nie przywróci pokoju. słuchać jego uszami i przemawiać jego głosem. panie. . oko za oko. że ser Gregor zapomniał o swoich ślubach.powiedział Wielki Maester Pycelle. zanim uderzymy. a nie Lannisterowie. by zemścić się na ser Gregorze? .Odwrócił wzrok. .Lordowie znad Tridentu zachowują Królewski Pokój .Edmure zgadza się. . że należy go powiadomić.Czy zatem mamy twoje pozwolenie. Niech szukają sprawiedliwości u lorda Tywina.odpowiedział Ned.Czy przekażesz im wszystko. niech udadzą się do jego suwerena i tam złożą swoją skargę. . Bogowie tylko wiedzą.spytał Marą Piper.powiedział Ned. Prosimy o pozwolenie. Jeszcze raz podniósł się Wielki Maester Pycelle.powiedział ser Marą . że rozmawiamy o wymierzeniu sprawiedliwości.Mieszkańcy Sherrer .Ser Robar. kiedy wróci . Wendish Town i Mummer’s Ford. Jeśli rzeczywiście kazał ser Gregorowi palić i plądrować .A zatem powinniśmy odłożyć sprawę do czasu powrotu Króla… . rzekłeś . zanim młody rycerz zdążył dać wyraz swojemu oburzeniu. północy czy południu. .Nie mogę oddać wam waszych . . Bogom dziękować za starego Hostera.lecz stary lord Hoster rozkazał nam udać się tutaj i prosić o królewskie pozwolenie. Tywin Lannister był w równym stopniu lisem co lwem.

lecz my mamy wymierzyć sprawiedliwość. Powiódł wzrokiem po twarzach ludzi stojących pod ścianą.Błagam. lordzie Eddardzie? . . . ser Gregor odeśle nam twoją głowę ze śliwką w tych twoich ładnych ustach. ty zaś szukasz zemsty. rozkazuję wam udać się niezwłocznie na zachód. Ned mówił podniesionym głosem. Lord Lothar. lordzie Eddard. . jego Namiestnika.Ned spojrzał na niego. Z jego miejsca na górze Loras Tyrell wydawał się równie młody jak Robb. którzy przyłożyli ręki do jego zbrodni. Ale może będę w stanie dać wam niewielką przyjemność zasmakowania sprawiedliwości w imię naszego króla Roberta. Lordzie Bericu Dondarrionie. Thoros z Myr.domów ni zbiorów ani też przywrócić do życia waszych zmarłych.A co ze mną. Z niechęcią zmuszony jestem wysłać kogoś innego… lecz chyba nie mam wyboru. że sędzia.Głos dobiegł z zachodniej części sali i należał do przystojnego wyrostka. W takiej chwili nie mógł pozwolić sobie na okazanie słabości. Littlefinger zachichotał.zawołał.Wymienieni rycerze występowali kolejno. . kto je uosabia. tak by słyszano go w całej sali.W imieniu Roberta z Rodu Baratheonów. przekroczyć Red Fork pod królewskim sztandarem i wymierzyć sprawiedliwość fałszywemu rycerzowi o imieniu Gregor Clegane. Młody lord o złocistorudych włosach skłonił głowę. bez względu na to. . i my przestrzegamy tej zasady na północy. sam powinien go wykonać.Nie boję się Gregora Clegane’a . jako że jesteś najwyższy rangą. . pozbawiam ziemi i dobytku i wreszcie skazuję na śmierć. Odbieram mu wszelkie tytuły i honory. herbem jego rodu. . Jeśli poślemy cię samego. obejmiesz dowództwo. Góra nie należy do ludzi.Ser Lorasie. słowem Eddarda z Rodu Starków. Bez zbroi ser Loras Tyrell nie wyglądał nawet na swoje szesnaście lat. . Króla Andalów i Rhoynarów. Kiedy opadło echo jego słów. Przysięgam. Pierwszego z Rodu. Ned dźwignął się powoli na rękach.zaperzył się ser Loras. którzy by chylili głowę przed ramieniem sprawiedliwości.Każdy z was zbierze dwudziestu ludzi i udacie się do twierdzy Gregora z wiadomością ode mnie. . . Pierwsi Ludzie uważali.Lordzie Eddard! . . Pana Siedmiu Królestw i Obrońcy Królestwa. przepasany łańcuchem ze złotych róż.Ser Lorasie. że cię nie zawiodę. bym mógł działać w twoim imieniu. Zabierzecie też ze sobą dwudziestu moich żołnierzy.Lord Beric . żelazny tron Aegona. Niech bogowie zlitują się nad jego duszą.Jak rozkażesz.Ponownie zwrócił się do Lorda . który wydaje wyrok śmierci. odezwał się Rycerz Kwiatów wyraźnie zmieszany. Ned usiadł powoli na poskręcany. ignorując przenikliwy ból w nodze. . a także wszystkim. . Ser Gladden. Ubrany był w jasnoniebieskie jedwabie. nikt nie wątpi w twoje męstwo. który śmiało wystąpił do przodu.Wskazał na złamaną nogę. Wszyscy zebrani zwrócili oczy na niego.

dlatego nie miał nastroju do rozwiązywania zagadek. Ból w nodze nie dawał mu spokoju. .Berica. . doprawdy . Wpatrywał się w nas tymi swoimi jasnymi oczyma i nie wyglądał na zadowolonego.Jak to.Przypominam ci. nim Namiestnik stanął na podłodze sali tronowej.Podniósł rękę. że i on pogodzi się ze swoim rozczarowaniem. U podnóża Żelaznego Tronu Yarys zbierał papiery ze stołu rady. upudrowany policzek.Do niego należy wymierzanie królewskiej sprawiedliwości.Mimo wszystko widziałem ser Ilyna z tyłu sali.Pogodzi się ze swoim rozczarowaniem. . Tak bardzo pragnął pojechać… a poza tym człowiek. że nie lubił katów. może tylko dlatego. panie . Mam nadzieję. .powiedział Yarys. . Ned czuł na sobie ponure spojrzenie Lorasa Tyrella. . lecz młodzieniec odszedł. byłby dobry na przyjaciela Tyrellów. .Audiencja na dzisiaj skończona. choć z nim nigdy nie wiadomo. . . Uważałem za stosowne wybrać ludzi. który ma Lannisterów za wrogów.spytał Ned oschłym tonem. Tak bardzo kocha swoją pracę… .Ser Loras jest młody . .Nie taki był mój zamiar. aby wykonał jego robotę… no cóż. lordzie Yarysie? . którzy nie są lennikami lorda Tywina.W rzeczywistości Ned nie ufał milczącemu rycerzowi. . posłałbym ser Lorasa.Bardzo rozważnie.Będąc na twoim miejscu. Littlefinger i Wielki Maester Pycelle zdążyli już wyjść. .powiedział cicho eunuch. Alyn i Porther wspięli się po stromych żelaznych stopniach.A ser Hyn? .powiedział Ned. .Ruszajcie o świcie. że Payne’owie piastują urząd chorążych u Lannisterów. by pomóc mu zejść.Eunuch pogładził swój pulchny. Wysyłając innego. Trzeba z tym szybko się rozprawić.Jesteś odważniejszy ode mnie. . niektórzy poczytaliby to za zniewagę. .

. . Mądrość tej młodej damy idzie w parze z jej urodą. Doradca królewski uśmiechnął się.To ojciec ma chorą nogę. Inaczej na pewno by posłał ser Lorasa. . z pasem ze złotych róż wokół smukłej talii i grzywą gęstych. kochanie. Ale ojciec mu odmówił! Bardzo ją to zasmuciło. Sansa nie chciała opowiadać o wszystkim Jeyne. ale… . czy powiedział jej komplement. prawdziwy bohater. ciemnowłosą dziewczynką w wieku Sansy.Czy ser Loras zranił się w nogę? . dziecko.Po tych słowach skłonił się przed Sansa tak nisko. czy też drwił z niej.powiedziała Sansa do Jeyne Poole.No cóż. Lord Eddard zjadł kolację wcześniej w swojej komnacie w towarzystwie Alyna. Harwina i Yayona Poole’a. gdy któregoś dnia przekonasz się o tym. czuła się nieswojo nawet na samo wspomnienie tamtych chwil.Niczego? Powiedz mi. że nie była pewna. że jedna z opowieści Starej Niani nabierze realnych kształtów. ja miałem na myśli trochę inne powody.odparła Sansa. brązowych włosów opadających na oczy. Kiedy Rycerz Kwiatów zgłosił się.Dotknął kciukiem jej policzka. . który miał go zabić. Kiedy schodziły z galerii. .powiedziała. i ser Loras. Na to lord Baelish wtrącił: .Nie miała niczego konkretnego na myśli. Można by podyskutować o niektórych decyzjach jej pana ojca. Ser Gregor. Lord Baelish pogładził spiczastą bródkę i powiedział: .na pewno by wysłał ser Lorasa.Dziewczynka tak sobie tylko mówiła. dlaczego byś posłała ser Lorasa? Sansa nie miała wyboru.Nie chodzi o jego nogę . septo. że lord Baelish usłyszał ich rozmowę.Gdyby nie noga . musiała opowiedzieć mu o bohaterach i potworach. . lecz ona odpowiedziała jej tylko. lecz wróciła za późno z lekcji tańca. potwór. skubiąc delikatnie nogę kurczaka. . Nawet wyglądał na prawdziwego bohatera: przystojny i piękny. mój panie . Arya miała zjeść z nimi. Była ładną. podzieliła się swoimi myślami z septa Mordane. że nie należy kwestionować decyzji pana ojca. septa Mordane zaś narzekała na stopy po całym dniu wystawania na galerii. Będziesz rozczarowana. Bardzo go boli i dlatego się złości. Wciąż zastanawiała się nad decyzją ojca. kiedy jedli zimną kolacje przy lampie .Życie nie jest piosenką. . była przekonana.Z powodu nogi? zapytała niepewnie Jeyne. nie wiem.Och. Septa Mordane była bardzo niezadowolona z faktu. .SANSA .

Lord Beric też jest bohaterem. co zrobiła Arya. że jej Książę nie miał nic wspólnego z zamordowaniem Jory’ego i innych ludzi ojca. gdy go ujrzała po raz pierwszy w szrankach. żeby stajenny przyprowadził jej konia już osiodłanego. jeśli nazwie to snem. a nie ser Loras . W głębi serca żywiła przekonanie. Beric Dondarrion był przystojny. że Joffrey lubi polowanie. .Miałaś sen? Naprawdę? Czy książę Joffrey po prostu go dogonił i dotknął ręką? Nie zrobił mu krzywdy? . że zabrzmi lepiej. Wiedziała. Zawsze dzielny i rycerski. Nawet kiedy miała jechać konno. Oczywiście. .Nie mam pojęcia.Sansa nienawidziła stajni i podobnych miejsc. ale nie powinien winić za to Joffa.Królewskim katem jest ser Ilyn. Goniła w stajni rudego kota lady Tandy.przyznała Sansa bez przekonania.W pieśniach rycerze nigdy nie zabijali magicznych zwierząt. miał prawie dwadzieścia dwa lata. Po prostu doganiali je i dotykali. Zawsze to robiła. Śniło mi się. że sny mówią o przyszłości. że Joffrey dopadnie białego jelenia . Rycerz Kwiatów byłby o wiele lepszy. miała wrażenie.Jego powinien posłać lord Eddard. Wszystkiemu jest winien jego podły wuj. Sansa uznała to za głupie: w końcu Jeyne była tylko córka zarządcy i żeby nie wiem jak bardzo wodziła oczyma za nim.Widziałam dzisiaj twoją siostrę . Jeyne darzyła lorda Berica miłością od chwili.Pewnie tak . nawet gdyby Jeyne była młodsza od niego o połowę. lord Beric i tak nie spojrzy na kogoś równie nisko urodzonego.powiedziała Jeyne. .Zabił go złotą strzałą i przywiódł do mnie. Dlaczego ona robi takie rzeczy? . co się działo na dworze.powiedziała Jeyne. wolała. jakby czytała w myślach Sansy.Ser Ilyn sam prawie wygląda jak potwór.. że ojciec go nie wybrał.Chcesz. nie czyniąc im krzywdy. . Jednak Sansa nie chciała być nieuprzejma. zabijanie. dlaczego ona robi cokolwiek. że ojciec wciąż złości się z tego powodu. Zabija tylko zwierzęta. lecz ona wiedziała. Sansa wierzyła. szczególnie jego końcową część. Białe jelenie były bardzo rzadkie i podobno posiadały czarodziejską moc.powiedziała. W rzeczywistości było to bardziej jej marzeniem. Gdy był w pobliżu. . Sansa wzdrygnęła się. .Nie . żebym ci opowiedziała o tym. .bąknęła Jeyne. Wszyscy wiedzieli. Owszem. . Równie dobrze mógłby obwiniać ją za coś. że jej rycerski książę jest więcej wart od swojego zapijaczonego ojca. Królobójca. które cuchnęły nawozem.Chcę . lecz przy tym potwornie stary. dlatego napiła się mleka i zmieniła temat. . że coś martwego dotyka jej skóry. ale uznała. .powiedziała Sansa. Dobrze. kiedy patrzyła na ser Ilyna Payne’a. czy nie? . .

lecz nie mogła zaprzeczyć. ..spytała jej siostra. Ten zaś był przygarbiony i brzydki. Alyn był przystojniejszy od Jory’ego i kiedyś miał zostać rycerzem. która jadła swoją owsiankę drewnianą łyżką.i błagał o ludzi na Mur. W piosenkach nazywano ich czarnymi rycerzami Muru. że cytrynowe ciasteczka wydawały się ciekawsze od tego. by zobaczyć jak lord Beric wyjeżdża ze swoimi ludźmi. płonące pochodnie. Kiedy tego wieczoru kładła się spać. kiedy jej przerywano. plotkując i opowiadając o swoich tajemnicach. Jonowi. Wreszcie Sansa poszła do siebie. Szczególnie atrakcyjnie prezentowali się ludzie z Winterfell w swoich srebrzystych kolczugach i długich szarych płaszczach. Po ich wyjeździe Wieża Namiestnika wydawała się tak pusta. Sansa poczuła ogromną dumę.Czy ojciec wysłał ich. wolni. żeby złapali Jaime’a Lannistera? Sansa westchnęła. proporce. Jeśli taka naprawdę była Nocna Straż.Pojechali z lordem Bericem.mówiła dalej Sansa . obierając malinową pomarańczę.Przybył czarny brat . żeby ściąć ser Gregora Clegane. kiedy zeszła na śniadanie. . by coś mu powiedzieć.Zobaczymy powiedziała. to współczuła swojemu przyrodniemu bratu. ale znalazły połowę truskawkowego ciasta.Ojciec pytał. a ponadto wyglądał. . Zjadły je na schodach wieży. Następnego ranka wstała jeszcze przed świtem i podkradła się do okna. na dwóch niższych wilkor Starków i błyskawica lorda Berica. . W kuchni nie było śladu po ciasteczkach. promienie wschodzącego słońca przeciskające się przez otwory podnoszonej kraty. Alyn dzierżył sztandar Starków. . równie dobrego.Gdzie są wszyscy? . czy któryś z rycerzy na sali nie chciałby przysporzyć splendoru swojemu rodowi i przywdziać czerni. . Wtedy pozwolił temu Yorenowi wybrać ludzi z królewskich lochów i wysłał go w drogę. czy lord Beric nabije głowę ser Gregora na swoją bramę. A później przybyli dwaj bracia. Był to bardzo podniecający widok.Zostały jeszcze cytrynowe ciasteczka? Sansa nie lubiła. chichocąc. . Odwróciła się do septy Mordane. Kiedy zatrzymał się na chwilę obok lorda Berica.Wcale jej się nie spodobał. z Dornijskich Bagien i zgłosili się na służbę do Króla. że Sansa ucieszyła się na widok Aryi. Na czele oddziału powiewały trzy chorągwie: na najwyższym drzewcu łopotał królewski jeleń w koronie rogów. co działo się w sali tronowej. kiedy go zobaczyła. W jej wyobrażeniach ludzie z Nocnej Straży wyglądali jak jej wuj Benjen. . czy przywiezie ją Królowi? . czuła się prawie tak samo niegodziwie jak Arya.Septo. jakby miał wszy. Wyruszyli o brzasku. lecz nikt się nie zgodził. . Złożyli przysięgę przed ojcem… Jeyne ziewnęła.Kłóciła się o to z Jeyne Poole przez cały poprzedni wieczór. Był stary i cuchnący. żywcem wyjęty z ballady: brzęk stali.

Przez chwilę wydawało jej się.powiedziała Sansa. że owoc poplamił także jej halkę.Ja też? .A co zrobił ser Gregor? . masz sok na twarzy . . Każą ci się kłaniać przede mną i mówić do mnie Wasza Miłość. Hewarda i Wyła. możesz mnie nazywać. kiedy septa Mordane zapukała do drzwi jej pokoju. wrzasnęła ponownie. . Kiedy zobaczyła. Nastało już południe.spytała Arya. płacząc.krzyknęła do siostry. .Kłamiesz .Septa spojrzała na nią oburzona.powiedziała szeptem. . Przynajmniej nie w obecności innych. Jaime Lannister zamordował Jory’ego. Malinowa pomarańcza zostawiła na jedwabiu czerwoną plamę. Zerwała z siebie resztę ubrania i rzuciła się na łóżko. Sansa zamrugała od soku płynącego po oczach i nosie.Wrzasnęła na widok rzuconej przez Aryę pomarańczy.krzyknęła. że wilkor jest z nią w pokoju i patrzy na nią złotymi oczyma. pan ojciec chce z tobą mówić. w tym kobiety i dzieci. .Wasza Miłość. w których dostrzegała smutek i zrozumienie. zamknęła drzwi i zdjęła suknię. a ten twój chłopak rzeźnika napadł na Księcia. że śniła. Arya skrzywiła się.To nie to samo . że ostatnio stałaś się niemal równie nieznośna jak twoja siostra. Zdała sobie sprawę. Sanso. Kiedy znalazła się w swojej sypialni. Do pokoi! Sansa wyszła z wysoko podniesioną głową.Ogar składał przysięgę.rzuciła oschle Sansa. . że będzie bronił Joffreya. Miękki owoc uderzył ją w sam środek czoła i opadł na jej suknię.Spalił gród i wymordował wielu ludzi. Natychmiast! .Sanso. że między jej palcami popłynęła strużka soku. .Koniec dyskusji.Jesteś okropna .Proszę bardzo. kiedy wyjdę za Joffreya. . We śnie biegła z Damą i… już nic więcej nie . nie potrafiła dłużej powstrzymać łez. gdzie twoja ogłada? Daję słowo. .Dama nie rozmawia o podobnych rzeczach przy jedzeniu. . Wytarła twarz serwetką.To niesprawiedliwe.Wasz pan ojciec dowie się o wszystkim! Idźcie do swoich pokoi. .Nienawidzę jej! . Zasnęła.W oczach Sansy zalśniły łzy.Ciebie powinni zabić zamiast Damy. . Septa Mordane podniosła się gwałtownie. . . Ścisnęła pomarańczę tak mocno.Dama . . Ktoś powinien ich ściąć. a królowa nie płacze. Zwinęła suknię i cisnęła ją do kominka pełnego popiołu z poprzedniego dnia. Ujrzawszy plamy na swojej pięknej jedwabnej sukni.Nie będziesz już taka odważna. . a Ogar zabił Mycaha.powiedziała Arya. . . jak chcesz .powiedziała Arya. Miała zostać królową. Sansa usiadła na łóżku.

powiedziała Arya. . Arya podniosła głowę. ale postarała się. ciągnąc za sobą Aryę. że oczy ma wilgotne. a na jej twarzy gościł wyraz skruchy. by wyglądać jak najlepiej.Słyszysz mnie? .Pukanie powtórzyło się. Poczuła.Wreszcie w czymś się zgadzacie. Źle zrobiłam i proszę moją słodką siostrę o wybaczenie. . Mam zamiar odesłać was z powrotem do Winterfell. . dobrze? .Zamknął księgę.Nie chcę wracać.przemówił spokojnym głosem. Septa Mordane wróciła.przerwał jej lord Joddard zniecierpliwiony.Może… mogłabym ją wyprać . septo Mordane.broniła się Sansa. . że kłamię. . Ona nie lubi mnie za to.wydusiła Sansa. że przez chwilę nie potrafiła wydobyć z siebie ani słowa. Sansa ubrała śliczną jasnozieloną i suknię z adamaszku. Próbuje wszystko zepsuć. Sanso . . Kiedy septa Mordane wprowadziła ją do pokoju samotni. kiedy septa poszła po jej siostrę. które nosiła w czasie śniadania. . . Przepraszam. Sansa wydawała się tak zdziwiona.Usiądź obok mnie. Sansa odrzuciła głowę w geście pogardy.Dość.pamiętała.To Arya zaczęła .Nie możesz .Pozwól mi się ubrać. że wyjdę za Księcia. Sen odpłynął całkowicie i Dama znowu nie żyła. . i rzuciła we mnie pomarańczą.A moja suknia? . .Ty? Uszyta przez ciebie suknia nie byłaby dość dobra do sprzątania chlewu.oświadczyła septa. te same. tę z jedwabiu w kolorze kości słoniowej. Zniszczyła mi suknię. . .Pranie nic tu nie pomoże . . . . Eddard Stark uśmiechnął się zmęczony. sam porozmawiam z dziewczynkami.Tak.Oczy miała czerwone od płaczu.Nie zrobiłam niczego złego . .zawołała. ojcze. ojcze. Jedwab jest zniszczony. żebyśmy rozmawiali o sukniach.Uwielbiała .Nie wezwałem was tutaj. .Powiedziała. co jest piękne i wspaniałe. Wreszcie jednak odzyskała głos. Nie lubi niczego. . Ojciec westchnął. septo . .Dziękuję. którą dostałam od Cersei na zaręczyny z księciem Joffreyem. .Jest i druga .powiedziała Arya.Nie rób tego. Sanso .Sanso.No to może… uszyję nową . ojcze .Proszę. natomiast jej siostra miała na sobie skórzany kaftan i zgrzebny kubrak. Septa skłoniła głowę i wyszła. Po raz kolejny Sansie brakło słów. . . . lord Eddard siedział pochylony nad ogromną księgą oprawioną w skórę z nogą zabandażowaną sztywno i schowaną pod stołem.powiedziała Arya bez przekonania.Chodź tutaj. Jeśli pozwolisz. .odparła Sansa.Nawet gdybyś czyściła cały dzień.odezwała się szybko Sansa. .

delikatny i silny. Razem z septą Mordane i strażą… tak. . . . .Odeślij Aryę. naprawdę.Ojcze. ja chcę Joffreya. Arya skrzywiła się. właśnie sobie przypomniałam. Teraz morze jest bezpieczniejsze niż królewski trakt. Wyruszycie. zapominając się w gniewie.Szukam szybkiej galery handlowej. zobaczysz. a do dziewczynek powiedział: . jak miała w zwyczaju to robić. Pogromcę Smoków.Posłuchaj. bale maskowe i przedstawienia marionetek. która zabierze was do domu.powiedziała.Wcale nie! Wcale nie jest taki jak ten stary.krzyknęła do siostry.Sanso. . przepych dworu. Arya przygryzała wargę nieprzyjemnie. Chcę być jego królową i urodzić mu dzieci. który będzie ciebie wart. który będzie odważny. chociaż bogowie tylko wiedzą. obecność wielkich lordów i dam wystrojonych w jedwabie i klejnoty. Ojciec popatrzył na nią dziwnie. .Bogowie . jak Jonquil kochała ser Floriana. jeśli będzie miał Joffreya za ojca . jeśli on się zgodzi.Kocham go. który kiedyś zostanie królem. że tak! . atmosferę wielkiego miasta pełnego ludzi. kochanie . tak jak w balladach. Zaręczyny z Lannisterem to fatalna pomyłka. . . Porozmawiamy jutro.upierała się Sansa.A kogo obchodzi twój nauczyciel tańca? . a będą jak sama Królowa. Sansa poczuła napływające do oczu łzy. Będziemy szczęśliwi. to ona zaczęła. żebyście wróciły do Winterfell.Czy możemy zabrać ze sobą Syria? . Uwierz mi.Nie chcę nikogo odważnego i łagodnego. znajdę ci kandydata na męża.Właśnie. a nie lwa. Będę grzeczna. z Syriem Forelem. zobaczysz. a poza tym ma w herbie jelenia.odparł ojciec łagodnie. Ja przecież nie mogę wyjechać. że mogłaby to wszystko utracić. Pozwól mi tylko zostać. Lepiej żeby nikt nie wiedział o naszych planach. On jest kłamcą i tchórzem. . jaki kiedykolwiek żył. Ojciec wykrzywił usta w dziwnym grymasie. Trzech z moich ludzi zadźgano jak psy niedaleko od miejsca.Królewską Przystań.warknęła Sansa.Wysiliła się na uśmiech. . nie wysyłam was z powodu waszych kłótni. . . największym. Joffrey to nie książę Aemon.w ustach dzieci… . Dam mu syna o złocistych włosach.Zawołał na septę Mordane. ojcze. a Robert jedzie na polowanie. Turniej rycerski był najwspanialszą chwilą w całym jej życiu. w którym siedzimy.zaklął cicho . Dla waszego dobra chcę. . gdy tylko znajdę odpowiedni statek. przysięgam. zapijaczony Król . Kiedy dorośniesz. ojcze. Będzie dzielny jak wilk i dumny jak lew. a jeszcze tyle pozostało do poznania: żniwne zabawy. Nie mogła znieść myśli. Mam poślubić księcia Joffreya.Z pewnością nie. jak bardzo mam dosyć waszego handryczenia się. Ale nie mówcie nikomu. Tak samo mocno jak królowa Naerys kochała księcia Aemona.

Odtrąciwszy rękę Aryi. dziecko .Przestań się mazać.Powinnaś się z nim ożenić. .Sansa rozpłakała się.Jestem pewna. Jej życie skończyło się. zanim się jeszcze zaczęło.Popłyniemy galerą. gdzie zostanie na zawsze. .powiedziała Arya. Sanso . .jęknęła Sansa. co dla was najlepsze. dwór. Miała stracić wszystko: turnieje. kudłata i brzydka! . Jesteś tak samo głupia.rzuciła septa Mordane stanowczym głosem. wpadła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi. .Dotknęła ramienia siostry. a także ze Starą Nianią i Hodorem. że twój pan ojciec wie.Z Hodorem! . . a potem spotkamy się z Branem i Robbem. . . .Nie będzie tak źle. swojego Księcia i wrócić z powrotem do ponurego i szarego Winterfell. Niezła przygoda. kiedy septa Mordane poprowadziła je po schodach.

. że powinieneś o tym wiedzieć. Ned przypuszczał. kiedy noga przestanie mnie boleć. mroczne wieści . . lecz uznał. . będzie musiał odpowiedzieć przed Robertem. a zatem odwiedzę cię znowu rano. Starzec pozbierał szybko swoje rzeczy i wyszedł. panie.Ból jest darem bogów.Tak. Jedyną rzeczą. Nachylił się i dodał ściszonym głosem: . Jon Arryn nie żył i spoczywał w grobowcu. . pobrzękując łańcuchem. Królewski sztandar chroni lorda Berica. jak na jego miejscu postąpiłby Jon Arryn.I tak już śpię za dużo. ile chce. że wysłałeś ludzi po głowę ser Gregora . . jak tryskasz humorem. przecież to z pewnością Cersei kazała mu przyjść i przekazać wiadomość o liście od jej ojca. Pycele uśmiechnął się niewyraźnie. Pomyślałem. że kość się zrasta.Niech sobie pisze do Królowej. . Ned nie wątpił.Lord Tywin wyraża swój gniew z powodu tego.Dobrze widzieć. to znaczy. jaką Jego Miłość przedkłada nad polowania.powiedział Wielki Maester Pycelle. .Myślałem.Skoro boli.Tak jak się spodziewałem. . lordzie Eddardzie .Będę wdzięczny. a ciało się goi. mówiłem o tym w czasie rady. Po wyjściu Pycelle’a poprosił. że nigdy się tego nie dowie. że powinnaś o tym wiedzieć… rzeczywiście. . że Cersei nie musi o tym wiedzieć. Musiał skupić myśli. że idzie prosto do komnat królewskich. . . stała się własnością Neda.odparł Ned. by przyniesiono mu puchar wina z miodem.Makowe mleko na wypadek gdyby ból zbyt mocno ci doskwierał. . która go zabiła. Pamiętasz. a wiedza. gdyby dożył tej chwili. Wprawdzie Ned nie miał pewności.Czarne skrzydła. Miał nadzieję. że jej śliczne ząbki zazgrzytały.Dziś rano przyleciał kruk z listem do Królowej od jej ojca.EDDARD . gdy usłyszała odpowiedź. jest rozprawianie się z krnąbrnymi lordami.powiedział ponuro Ned. . Z każdą falą bólu w nodze powracał widok uśmiechniętego Jaime’a Lannistera i martwego Jory’ego w jego ramionach. by szepnąć do ucha Królowej: Pomyślałem. Po raz tysięczny zadał sobie pytanie. że ty.Niech wyraża swój gniew . Jeśli lord Tywin przeszkodzi w wykonaniu królewskiego wyroku. lecz niezbyt mocno. jak zachowa się Robert. .wyznał maester. Pycelle postawił na stole przy łóżku zamkniętą flaszę. Ono także zaćmiewało mu umysł.Sen leczy najlepiej. A może to zrobił i dlatego umarł. Powinieneś być wdzięczny. Pycelle odsunął się.I co? .

uśmiechając się. kiedy ser Jaime uciekł do ojca.odparł lord Petyr. a także Royce’owie. .Littlefinger uśmiechnął się. pomyślał. Reszta została z Królem. Czeka na mnie lady Tanda i jej tłuste cielę. co z niego zostało. . Może będzie to powolniejsza śmierć. że wysłano lorda Berica po głowę jego brata. Yarys podsłuchał niepokojące wieści z zachodu. . to chyba pęknę. Rany na nogach goją się z czasem. .Wciąż rozogniona i boli. a co innego twój rozkaz zabicia go. lecz szybko dowiedział się o ogromnym dziku dalej. panie .Jak długo Robert zamierza polować? . jednak nie licz na jego wdzięczność. Littlefinger uniósł brew.oświadczył. . szlachetnych dam oraz ich dzieci . żeby sobie porozmawiać z lordem Tywinem. więc wróci pewnie. Z pewnością upiecze tłuste cielę. Podobno Król nie jest w najlepszym humorze.Nawet ślepy by dostrzegł. W godzinę po wyjściu Wielkiego Maestera zjawił się Littlefinger. wystrojony w kubrak koloru śliwy z przedrzeźniaczem wyszytym na piersi czarną nicią i płaszczu w biało-czarne pasy. . Dzieje wielkich Rodów Siedmiu Królestw wraz z opisem wielu wysoko urodzonych lordów. Jeśli będzie równie tłuste jak jej córka. Król wściekł się. Dziś rano wrócił książę Joffrey. gdy się dowiedział. . . .przeczytał. lecz zdrada ropieje i zatruwa duszę.Lady Tanda oczekuje mnie na lunchu. najchętniej zostałby w lesie. . Wolni i najemnicy zbierają się w Casterly Rock. ser Balon Swann i dwudziestu innych. dopóki oboje z Królową nie umrzecie ze starości .Na przyszłość uważaj.Owszem. z całej grupy Lannisterów najbardziej interesował go Sandor Clegane. Dałbym sto srebrnych jeleni. z pewnością nie po to. w głębi lasu. Ja bym ci radził szybko wyzdrowieć.Ona zabije też Roberta. lecz równie pewna.Nie mogę zostać długo. Jak twoja noga? . A teraz musisz mi wybaczyć. . ale co innego jego osobista nienawiść do Gregora.A Ogar? .Ogromne . Znaleźli białego jelenia.Och. marszcząc czoło. a raczej to.Biorąc pod uwagę jego nawyki. gdy tylko coś upoluje. Kiedy Dondarrion zetnie wierzchołek naszej Góry. W drodze do drzwi lord Petyr zatrzymał się przy ogromnej księdze Wielkiego Maestera Malleona i otworzył jej okładkę. .spytał Ned. wrócił z Joffreyem i udał się prosto do Królowej. W królestwie szerzy się niepokój. Wcześniej dopadły go wilki i zostawiły Jego Miłości niewiele więcej ponad kopyta i rogi. żeby móc zobaczyć go w chwili. ziemie Clegane’a przejdą w ręce Sandora.spytał Ned. i oczywiście postanowił zapolować na niego. żeby jakiś koń znowu się na nią nie przewrócił. a do tego strasznie swędzi. że Ogar nienawidzi swojego brata. Teraz.Jednak chyba nie może na to liczyć.Są jakieś wiadomości od Króla? .

Yarys. Poza ludźmi z jego świty nie było nikogo w całym mieście. lecz powstrzymał się. Wielki Maester Pycelle z każdym dniem stawał się w coraz większym stopniu człowiekiem Cersei. Król miał wrócić niebawem i Ned powinien zapoznać go z całą sytuacją. Robert traktował go z honorem i szacunkiem. jakie okazywano odważnym wrogom. nóż. Bardzo roztropnie. panie? Przez moment Ned zastanawiał się. tak jak zwykle to czynił. Littlefinger wydawał mu się za sprytny. Littlefinger odpowiedział. na czerwonym suknie krew nie rzucała się w oczy tak wyraźnie. Królestwo nie zniosłoby jeszcze jednego szalonego Króla. jak szybko ratował swoją skórę. Tego nigdy nie zapomni. Z pewnością by poradził. a chłopiec… chłopiec… Ned nie mógł pozwolić. Pająk. Robert może by się i zdobył na litość. eunuch wiedział zbyt dużo. wobec cienia Jona Arryna… a także wobec Brana. Poprzedniej nocy śniły mu się dzieci Rhaegara. Twoje środki nasenne. czy nie powiedzieć mu o wszystkim. jeszcze jednego szalonego tańca krwi i zemsty. których oszczędzono. by coś podobnego się powtórzyło. ser Barristan zaś był stary i mało elastyczny. po czym skłonił się i wyszedł. lecz Ned wciąż pamiętał. pomyślał Ned. Lord Tywin złożył wtedy ich ciała pod żelaznym tronem owinięte w szkarłatne płaszcze jego straży. Eddard Stark zaklął pod nosem. Wielki Maester Pycelle. Dopóki ktoś pozostawał dzielny i uczciwy. kiedy na ich drodze stanął Jaime ze swoimi ludźmi. jeszcze w nocnej koszuli. co do niego należy. wobec Królestwa. żeby Ned robił to. Musi znaleźć sposób na uratowanie dzieci. A czas biegł nieubłaganie. Wszystkich ich zabije. by przekonać się. Mała księżniczka leżała bosa. Yarys był jeszcze gorszy. że nie wolno mu milczeć. posługując się dowcipem. Tu chodziło o coś innego: trucizna podana w ciemności. a za mało robił. który ugodził duszę.Jon Arryn zajęty był studiowaniem tego dzieła. drwiący uśmiech prawie nie schodził z jego ust. Było to jego obowiązkiem wobec Roberta. Ned nie mógł dłużej tłumaczyć się przed samym sobą troską o ich bezpieczeństwo. jaką otrzyma odpowiedź. . który także otarł się o .tomisko do przeczytania. komu mógłby zaufać. Jeszcze przed żniwami będą w Winterfell. . lord Balon Greyjoy. Pomimo swoich zapewnień co do lojalności. tak jak nigdy nie przebaczył Rhaegarowi.A zatem śmierć musiała być dla niego oczekiwaną ulgą . Littlefinger ukrył Catelyn i pomógł mu w poszukiwaniach. Ser Barristan był jednym z niewielu. kiedy zapadł na zdrowiu powiedział Ned ostrożnie.odpowiedział lord Petyr Baelish. A jednak wiedział. Yayon Poole poczynił przygotowania do podróży Sansy i Aryi: miały wypłynąć za trzy dni z Braavos na pokładzie Wichrowej Wiedźmy. każdy z nich był kiedyś wrogiem Roberta i każdy powrócił do jego łask w zamian za przysięgę wierności.

Wyciągnął z rękawa zwinięty rulon zalakowany pieczęcią jego Rodu. . .Może i nie. . Ból w nodze zelżał nieco. jak zawsze kiedy go wzywano do jego pana. . . a opuchlizna zeszła. czy nie postąpił zbyt pochopnie. którego dzieci nazywały Grubym Tomem.przerwał mu Ned. Drzewo serce było dębem.Żeby bogowie mogli zobaczyć. a mimo to Ned Stark wyczuwał obecność swoich bogów. Fioletowa plama zżółkła.Dostarczcie to natychmiast. . łagodnym i oddanym. Tomard był solidnym człowiekiem. brązowym i bez twarzy.Dziękuję. gdzie uderzył ją Król. który stał przed nim trochę onieśmielony. Nie potrafił powiedzieć.Rób. tak że tutaj słyszał tylko śpiew ptaków. Przyszła do niego o zachodzie słońca.Tylko na jakiś czas. i tak już ledwo… . . . cykanie świerszczy i szelest kołysanych wiatrem liści. zaradnym do pewnego stopnia. .Będziesz mi potrzebny. Przybyła sama. jak długo czekał w ciszy bożego gaju. Ned zszedł po stromych schodach wieży i pokuśtykał przez mur. . kiedy sadzali go pod drzewem sercem.Panie… . W bożym gaju nie było nikogo. lordzie Eddardzie? Przecież twoja noga… . tak jak prosił. tęgiego strażnika o rudych bokobrodach. . Wypełniał go błogi spokój. dostrzegł sine miejsce. jak zawsze w tej cytadeli południowych bogów.Zaprowadź mnie do bożego gaju. Grube mury zatrzymywały odgłosy z zamku. Ned czuł rozrywający nogę ból.odparł Tom. .Macie podwoić straże . lecz nikt nie mógł mieć wątpliwości co do przyczyny obrzęku. Bo dlaczego by próbowali go zabić? Wcześniej tego popołudnia wezwał Tomarda. ale konieczne.kawałek tej prawdy. co zbytnio Neda nie cieszyło. panie . Tom zamrugał. Tomard przywołał Yarlyego.Czy to roztropne. bez Alyna i innych.Jak każesz. nie tryskał energią.Czy mogę zapytać… . Kiedy zdjęła kaptur brązowego płaszcza. .powiedział Ned. .powiedział do Grubego Toma. którego blask zaróżowił chmury nad murami i wieżami. . zielony strój do polowania i skórzane buty. co ci każę . Choć raz miała na sobie proste ubranie. Tomard spojrzał na imię wypisane na papierze i oblizał usta niespokojnie. Po śmierci Jory’ego i odjeździe Alyna Gruby Tom przejął komendę nad jego Strażą Domową. Wydłuż warty.Dlaczego tutaj? . lecz miał już prawie pięćdziesiąt lat i nigdy.Panie. wysyłając do domu połowę ze swoich najlepszych ludzi. Ned zastanawiał się.spytała Cersei Lannister.Lepiej nie .Nikt nie może wejść ani wyjść z Wieży Namiestnika bez mojego zezwolenia. . Wspierając się na ich ramionach.Ned zwrócił się do Tomarda. nawet w młodości. stając nad nim.

. oczy miała zielone jak letnie liście.Mój syn Bran… Cersei nie odwróciła głowy. Nasz stary maester mówił. . . A Jaime i ja jesteśmy czymś więcej niż tylko bratem i siostrą.Czy on postępował już tak wcześniej? . prawda? Robert zadawał sobie to samo pytanie tamtego ranka. kiedy potwierdziła jego słowa.Obaj w jednej osobie. . . kiedy to Tya Lannister poślubiła Gowena Baratheona. trzeciego syna panującego władcy.Podobnie jak ja moje. Jedynym owocem ich związku był bezimienny chłopiec.Znam prawdę. lecz teraz widział ją dokładnie. . Poruszała się z wdziękiem. a na drugiej szali znaleźliby się Robb.Królowa uważnie przyglądała się jego twarzy. . trzymając moją stopę. którego Malleon opisał jako krzepkiego. Minęło wiele czasu. kiedy jeleń połączył się z lwem jakieś dziewięćdziesiąt lat temu.Odsunęła się od jego ręki. gdyby chodziło o życia Jona przeciwko życiu dzieci. Gdyby chodziło o życie jakiegoś dziecka. Już od dzieciństwa.powiedział. czuję… że stanowimy całość. odkąd Ned mógł podziwiać jej urodę z bliska.Czy twój kochanek? . . nawet gdyby miało go to kosztować życie. że Jaime urodził się.Po jej ustach przemknął cień uśmiechu. Sansa. Wszystkie bękarty miały włosy czarne jak noc. lordzie Stark? By zadawać mi zagadki? Czy może twoim zamiarem było pochwycić mnie. Wiatr trącał jej kręcone włosy. . . Bran i Rickon.Czy dlatego mnie tu wezwałeś. Nasienie jest silne.Mój brat jest wart o wiele więcej niż twój przyjaciel. a nie pytanie.Raz albo dwa.Nie przyszłabyś tutaj. Było to stwierdzenie. Arya. i rzeczywiście tak było.spytał Ned. za którą umarł Jon Arryn powiedział. .Z całego serca. Dlaczego nie? Rodzeństwa Targaryenów żeniły się od trzech stuleci.Rzeczywiście? . Wielki Maester Malleon opisał ostatni raz. Wyszliśmy z tego samego łona. gdybyś w to wierzyła. . Kiedy on jest we mnie. . . Jaime by go zabił. krzyczał na łożu śmierci Jon Arryn. którego nie znałem. . .Jej twarz nawet nie drgnęła. przed ostatnim pojedynkiem turnieju.Twój brat? . by utrzymać czystą krew.Ojcem całej trójki jest Jaime . . które ona urodziła? Nie wiedział i nigdy nie chciał się dowiedzieć. Stanowimy jedną osobę w dwóch ciałach. jak kot.Widział nas.Ale nigdy przedtem nie uderzył mnie w twarz. tak jak twoja żona pochwyciła mojego brata? . silnego niemowlaka .Cersei spojrzała na niego wyzywająco. Kochasz swoje dzieci.Ned dotknął jej policzka.Usiadła obok niego na trawie. pomyślał Ned. co bym wtedy zrobił? Co by zrobiła Catelyn. .

. Jak to możliwe.powiedziała z wyraźną pogardą. zawsze złoto ustępowało przed węglem. a nie to.Położyła dłoń na jego zdrowej nodze. Nie dopuszczam go do siebie już od lat. Ciekawe.Skoro przyjaciele mogą zamienić się we wrogów.wycedziła przez zęby. . Ned Stark pomyślał o jasnoniebieskich różach i przez chwilę miał ochotę zapłakać.powiedział Ned. Król jest zwykle zbyt pijany i rano nie pamięta już. . kogo bardziej mi żal. lordzie Stark. trochę ponad kolanem. włosów.z czupryną czarnych włosów. . . widziałam go. . nazwał mnie imieniem twojej siostry. który umarł w wieku niemowlęcym.Jak śmiesz odgrywać przede mną szlachetnego męża? Za kogo mnie bierzesz? Sam masz swojego bękarta. kiedy po raz pierwszy dzieliliśmy łoże.Prawdziwy mężczyzna robi to. co muszę zrobić. które by go pokochały całym sercem. .Honoru . Bez względu na to. wszyscy czarnowłosi. Trzydzieści lat wcześniej męski potomek Lannisterów wziął za żonę pannę z Baratheonów. . Nie wiem. co musi.cień obietnicy. On nigdy się nie dowiedział. Dała mu trzy córki i jednego syna. nie cierpię.Czy podobną propozycję złożyłaś także Jonowi Arrynowi? Uderzyła go w twarz. Joff jest jeszcze mały. wrogowie mogą stać się przyjaciółmi. . .niczym oczy lwicy z jej herbu. wypisana na twarzach dzieci. co chce zrobić. kiedy mnie choćby dotyka. Znam inne sposoby. . Ned. kiedy przychodzi od swoich dziwek. .Jak to możliwe. i powtarzał szeptem imię Lyanny. Król w każdym calu . . że tak bardzo go nienawidzisz? Jej oczy zapłonęły . żeby go zadowolić.Mój brat znalazł kobietę. .Będę to nosił jako oznakę honoru . Co on uczynił. który wstępował na tron. że robi mu się niedobrze.Wiesz. jak daleko wstecz Ned przewracał pożółkłe strony księgi. Twoja żona znajduje się o tysiące mil stąd. Królowa wydawała się rozbawiona jego słowami.powiedział cicho.Istnieje tysiąc innych kobiet.Musnęła delikatnie jego udo . . Szczerze mówiąc. Bądź dla mnie miły.zielony ogień o zmierzchu .Zachowaj swój żal dla siebie samego. Leżał na mnie.powiedział. cuchnący winem. co robiliśmy w nocy. . a już na pewno nie ja. Nikt nie chce znowu wojny. a przysięgam. .Dwanaście lat . kim była . był we mnie. że wszyscy byli tak ślepi? Prawda istniała tuż przed ich oczyma przez cały czas. a mój brat uciekł.Teraz dotknęła jego twarzy. Ja go nie potrzebuję.Musisz? .Zaszłam kiedyś w ciążę z twoim Robertem . . . że Król nie spłodził z tobą żadnego dziecka? Podniosła wyniośle głowę. Ned poczuł.Pamiętam Roberta.W naszą noc poślubną.Królestwu potrzeba silnego Namiestnika. że nie pożałujesz. która mnie oczyściła.

Królowa podniosła się. Wodziła uważnie wzrokiem po jego twarzy.Popełniłem ich więcej. czym różnisz się od Roberta. którym twój ojciec poczęstował dzieci Rhaegara odpowiedział. żebyś mnie dobrze posłuchała. niż zasługujesz.W grze o tron zwycięża się albo umiera. . Ani ciebie.powiedziała. .nie zabijam dzieci. . Raczej do Wolnych Miast albo jeszcze dalej.jego matka? Pewnie jakaś dornijska wieśniaczka. . Złoto lorda Tywina zapewni ci wygodę i bezpieczeństwo. A może dziwka? Albo pogrążona w smutku siostra.Częstujesz mnie cierpkim winem. które skradłeś? Powiedz mi. Twój ojciec i twoi bracia powinni udać się z tobą. lordzie Stark? . . . w ciemności wypełnionej ciszą bożego gaju. na Wyspy Letnie lub do Portu Ibben.Nie tak cierpkim jak to. .Sam powinieneś był zawładnąć królestwem. Może ci się przydać. pod granatowym niebem. Schowała opuchniętą twarz pod kapturem i zostawiła go pod dębem. ani dzieci.Poza tym oferuję ci większą łaskawość. niż potrafisz sobie wyobrazić .A mój gniew. Powiem to tylko raz. mój szlachetny lordzie Eddardzie.upierała się Cersei. na którym zaświeciły pierwsze gwiazdy. będzie cię ścigał gniew Roberta. przedstawię mu całą prawdę.Wygnanie . Do tego czasu już cię tu nie będzie. . ode mnie czy od Jaime’a? . moja pani.Przede wszystkim . być może aż po krańce tego. czy może dziecka. Zapewniam cię. którego zabiłeś. kiedy płonął jej dom. Jak najdalej. że bez względu na to. Dlaczego? Z powodu brata. lady Ashara? Podobno rzuciła się do morza.powiedział Ned . Na waszym miejscu nie jechałbym do Casterly Rock. To była twoja chwila. . Nie ma ziemi niczyjej. Popełniłeś błąd. .odpowiedział Ned . jak zastałeś go na Żelaznym Tronie w dzień upadku King’s Landing i jak kazałeś mu z niego zejść. Radzę ci. Wystarczyło wejść tylko po stopniach i zasiąść na tronie. Kiedy Król powróci z polowania. Jaime opowiedział mi.Ależ tak . Było do wzięcia.spytała cicho. którą gwałciłeś.lecz z pewnością nie wtedy. gdzie uciekniesz. co jest za.

I tak już delikatny żołądek matki dokuczał jej przez ostatnie dwa księżyce. każdy z nich trzymał w dłoni kamienny nóż.DAENERYS Serce parowało w chłodnym powietrzu wieczoru.wybuchnie w jej ustach. że dostrzegła błysk dumy w jego ciemnych oczach o kształcie migdałów. przeżuwała i połykała. które traktowano jako święte miejsce. jego biodra zaś zakrywał pas z ciężkich medalionów z litego złota. przeżuwała i połykała. Serce dzikiego rumaka było jednym wielkim mięśniem. Kropelki potu lśniły na całym jej ciele i spływały po czole. jak wszystko jej się przewraca w żołądku. surowe. Czuła na sobie wzrok starych kobiet. mogłaby poronić albo urodzić dziecko słabe.jak sądziła . gdy zje je matka. Oblicze khala rzadko zdradzało jego myśli. powtarzała w myślach. Za nim klęczeli jego bracia krwi pochyleni nad ciałem dzikiego rumaka. z twarzą umazana krwią wgryzała się w serce. nie wolno było nosić stalowej broni. kiedy khal Drogo położył je przed nią. dlatego Dany musiała rozrywać je zębami i długo przeżuwać każdy kęs. że głód pomoże jej uporać się z surowym mięsem. wiekowych staruch z Vaes Dothrak. lecz tylko wtedy. o oczach ciemnych i lśniących jak krzesiwo. lecz nie ustawała. Służące pomogły jej przygotować się do ceremonii. Przez cały dzień i noc poprzedzające ceremonię nic nie jadła w nadziei. W całym Vaes Dothrak. . lecz mimo to Dany zmuszała się do jedzenia na wpół skrzepłej krwi. kalekie lub płci żeńskiej. patrzyła na niego. Jego długi. Ramiona miał czerwone aż po łokcie. że się zadławi. lecz nie była pewna. Serce rumaka miało uczynić jej syna silnym. Dany dotknęła swojego delikatnie nabrzmiałego brzucha. Przez chwilę miała wrażenie. żeby przyzwyczaić się do jej smaku. We mnie płynie smocza krew. czarny warkocz lśnił natłuszczony. wydało jej się. kiedy czuła. a Irri podsuwała jej kawałki suszonego mięsa. Dany spoglądała na niego za każdym razem. Czuła. Nie wolno jej drgnąć ani okazać strachu. Khal Drogo stał nad nią przez cały czas z twarzą nieruchomą niczym spiżowy posąg. tak przynajmniej uważali Dothrakowie. osadzonych na ich pomarszczonych twarzach. Potem podniosła serce do ust i zanurzyła zęby w twardym. byłby to zły znak. Pierś miał odkrytą. złote dzwonki w warkoczu. lecz pogryzła mięso i przełknęła. że traci siły. które . Kiedy zjadła już prawie całe serce. surowym mięsie. Gdyby zakrztusiła się krwią albo zwróciła mięso. które miała żuć aż do bólu. W wąsy wplecione miał złote pierścienie. Ciepła krew wypełniła jej usta i spłynęła po brodzie. biorąc w ręce końskie serce. ociekające krwią. dlatego musiała posługiwać się tylko swoimi zębami i paznokciami. szybkim i nieustraszonym.

Starucha zadrżała i spojrzała na Dany. jakby przestraszona. Jednooka starucha łypnęła okiem na Dany. .Który przemierzy świat! . .wrzasnęła. malowanymi kaftanami. a bladzi ludzie z kamiennych domów zadrżą przed jego imieniem. Książę jedzie we mnie! Przez wiele dni uczyła się tego zdania z pomocą Jhiqui. Czuła napięcie w jego palcach. .powiedziała głośno w języku Dothraków. Dopiero wtedy spojrzała na staruchy dosh khaleen. które galopują ogromnym stadem po nocnym niebie. Chłopiec. w ich dłoniach lśnią arakhy niczym źdźbła trawy miecznika. Khal Drogo położył dłoń na ramieniu Dany. Książę jedzie! .Wreszcie skończyła. Policzki i palce lepiły jej się od krwi. Dothrakowie wpatrywali się w nią swoimi oczami czarnymi jak noc i czekali. niezliczona ilość ludzi. . a ich żony zapłaczą krwawymi łzami i ze smutku będą rozdzierać własne ciała. żeby lepiej zobaczyć przyszłość.oświadczyła cienkim. niski dźwięk wojennego rogu. kiedy wkładała do ust ostatni kawałek. że J gwiazdy to ogniste rumaki. Staruchy zaczęły nucić. Książę będzie gwałtowny jak burza. a zaraz potem długi. . Pieśń dzwonków w jego włosach oznajmi jego nadejście.Widziałam jego twarz i słyszałam dudnienie końskich kopyt . który przemierzy świat? . a ich głosy odbiły się echem. silny chłopiec. lśniące od potu i oliwy. Wreszcie starucha otworzyła oko i uniosła ramiona. Jego wrogowie zadrżą przed nim. Usługujący im eunuchowie rzucili do ogromnego spiżowego paleniska wiązki wysuszonej trawy.Dudnienie jego kopyt! .Khalakka dothrae! . Najstarsza z wieszczek. . Dany słyszała dobiegające z oddali wołanie nocnych ptaków.Jedzie! . najlepiej jak potrafiła. który przemierzy świat. . .powtórzyły chórem pozostałe kobiety. chłopiec. Służące Dany poruszyły się niespokojnie.Khalakka dothrae mr’anha! . a za nim khalasar rozlewa się na całą ziemię. kiedy dosh khaleen zaglądała w dymy przyszłości. a jednooka starucha zamknęła oko. . .powtórzyli zebrani.Nadjeżdża książę. syk pochodni i łagodny plusk wody w jeziorze. Ich wysuszone piersi. Nawet tak potężny khal jak Drogo. zawodzenie ucichło. Rozległo się dzwonienie dzwoneczków niczym szczebiot spiżowych ptaków. mógł poczuć strach.Mknie szybko jak wiatr. Dothrakowie wierzyli.zawołały. To on będzie rumakiem.Rakh! Rakh! Rakh haj! .Jakie imię będzie nosił rumak. kołysały się w przód i w tył. ukryte pod skórzanymi. Po chwili chmury wonnego dymu uniosły się w górę. drżącym głosem. zgarbiona i wysuszona starucha z jednym tylko czarnym okiem uniosła ręce w górę. Kiedy dym uniósł się bardzo wysoko.odpowiedziały pozostałe kobiety. do księżyca i gwiazd.

drepcąc na trzęsących się nogach. Kiedy ich mężowie umierali i na czele hordy stawał nowy khal z nową Khaleesi u boku. Za nimi szli jego bracia krwi.Będzie nosił imię Rhaego . Pojechali nad jezioro otoczone wieńcem trzcin. kiedy szli. Mój brat. Dalej. żono. .spytał khal Drogo w języku powszechnym Siedmiu Królestw. inne szły dumnie jak końscy lordowie. one tam odchodziły.Powiem ci. przez trawę. khal Jommo z żonami. Rhaego. Rhaego! W jej uszach wciąż jeszcze rozbrzmiewało to imię. rzeźbionymi kosturami. że pewnego dnia może zostać odesłana do nich.wrzasnęli.Rhaego. khalakka Fogo.Dany wstała. zanim się urodziłam. że był on ostatnim ze smoków.odpowiedziała słowami. jakby chciała go ochronić przed przeraźliwym okrzykiem Dothraków. które Dothrakowie nazywali Łonem Świata. służące Dany. Nawet najpotężniejsi spośród khalów chylili czoła przed mądrością i autorytetem dosh khaleen.Dobre imię. W ciemności na skraju drogi majaczyły posągi skradzionych herosów i bogów podbitych narodów. że pod jego długimi.Rhaego! . Niektóre z nich podpierały się długimi. Rhaegar. że ani ser Jorah. Drogo potrafił być pojętnym uczniem. Khal Drogo spojrzał na nią. jak powiedziała jej Jhiqui. Szli drogą przy rytmicznych dźwiękach bębnów i dzwonków. ani Yiserys nie rozumieli go ani trochę. Irri twierdziła. który jechał na grzbiecie pierwszego konia. czarnymi wąsami dostrzegła cień uśmiechu. Choć jego twarz przypominała miedzianą maskę. że jezioro nie ma dna. księżycu mojego życia . która biegła przez serce Vaes Dothrak od końskiej bramy aż do Matki Gór. . Położyła dłonie na brzuchu. Tysiąc lat temu. jeśli się nad czymś skupił. Naga weszła ostrożnie do wody. . . Ser Jorah twierdzi. aby rządzić ogromnym narodem Dothraków. . biegli służący z pochodniami. był zaciekłym wojownikiem odpowiedziała. chociaż mówił z tak silnym akcentem. słudzy i niewolnicy khala i inni. khal Ogo z synem. szeroką trawiastą drogę.Umarł. i z jego głębi wynurzył się pierwszy człowiek. czy jej się to będzie podobać czy nie. . moje słońce-i-księżycu. Każda z nich była kiedyś Khaleesi. by jej odpowiedzieć. lecz Dany .Co znaczy imię Rhaego? . dlatego ogromne posągi wydawały się poruszać w migocących płomieniach. kiedy khal Drogo wyprowadził ją z dołu.powiedział. to wydało jej się. Na przedzie procesji kroczyły staruchy z towarzyszącymi im eunuchami i sługami. Dan Ares. . Dany zadrżała na myśl o tym. dowódcy z khalasar Drogo. których nauczyła ją Jhiqui. Dany nauczyła go kilku słów w swoim języku. Razem z pozostałymi wyszli na drogę bogów. Za staruchami podążali pozostali. Procesja czekała na trawiastym brzegu. tymczasem Dany zrzuciła z siebie brudne ubranie.

co mówią. . Khal i wszyscy wokół przyglądali się. Nie rozumiała większości z ich słów. Dzwonki w jego włosach zadzwoniły cicho. Trzy szybkie pchnięcia i było po wszystkim. Dany widziała. kiedy przejechała pod łukiem wejścia i posuwała się środkiem ogromnej sali. Na czarnej wodzie księżyc rozsypywał się i ponownie formował. Dany nadążała za nim bez trudu. Oczy wszystkich spoczęły na Dany. Końska krew zdąży