You are on page 1of 3
Ś wi ę to pieroga Zobaczcie co tam si ę dzia ł ol s t
Ś wi ę to pieroga Zobaczcie co tam si ę dzia ł ol s t
Ś wi ę to pieroga Zobaczcie co tam si ę dzia ł ol s t

Ś wię to pieroga

Zobaczcie co tam si ę

dzia ł ol

str. 16

Koniec lata, koniec ż niw

Zaczyna si ę czas doż ynek

str. 8

O pożytku uczenia gry w szachy

Szwejk

w cywilu

Czy szachy trafią pod przemyskie strzechy str. 9

Dlaczego Julian Smuk

kocha Szwejka?

str. 22

Tygodnik nr 8 (8) 21.08 – 27.08.2012 r. ISSN 2299-2448 (w tym 8% VAT)
Tygodnik nr 8 (8)
21.08 – 27.08.2012 r.
ISSN 2299-2448
(w tym 8% VAT)
Downhill na Lipowicy Ten ekstremalny sport ma swoich miłośników
Downhill
na Lipowicy
Ten ekstremalny sport
ma swoich miłośników

także u nas

str. 12

Kolorowe imperium

tak ż e u nas s t r . 12 Kolorowe imperium WOJCIECHA Ma najwi ę

WOJCIECHA

Ma największą fabrykę kosmetyków na świecie. I siec

sklepów w najelegantszych dzielnicach światowych stolic. Swojej firmie oddał nazwisko i najlepsze lata swojego życia. Od Hollywood po Nepal nazwa INGLOT znaczy to samo – kolorowe kosmetyki najwyższej jakości. Jak udało mu się podbić świat i wybić

z Przemyśla? Jak zrobił karierę w czasach kiedy nic nie było? O firmie INGLOT, o życiu wypełnionym pracą i o życiu spełnionym rozmawiamy

z Wojciechem Inglotem.

str. 4, 5

INGLOTA

4 | 21 sierpnia 2012

SYLWETKA
SYLWETKA

Kolorowe imperium Wojciecha Inglota

gazeta przemyska

Z Przemy ś la do

Jego imperium rozciąga się od Holywood do Bolywood, od Morza Martwego, aż po Nepal. Jest jednym z naj- bogatszych ludzi w Polsce. Zaczynał od zera, dziś jest znanym i poważanym wytwórcą kolorowych kosme- tyków. Wybrany człowiekiem roku 2012 przez Polską Radę Biznesu. Przemyślanin – Wojciech Inglot, prezes firmy Inglot Cosmetics opowiada o swojej firmie, jej niełatwych początkach, o Przemyślu jego oczami oraz o samym sobie.

ą tkach, o Przemy ś lu jego oczami oraz o samym sobie. Jak w Przemy ś

Jak w Przemyślu otwiera się firmę, która tak dobrze radzi sobie na międzynarodowym rynku?

Otworzyliśmy ją wieki temu, to już prawie 25 lat. Robiliśmy cały czas swoje, staraliśmy się rosnąć sensownie,

w sposób niewysilony, bez szaleństw.

Zbudowaliśmy przez pierwsze ok. 18 lat

naszego istnienia, ogromny potencjał:

produkcyjny, badawczy i marketingo-

wy. Koncept, z którym wystartowaliśmy

na początku 2000 roku, czyli własne

sklepy i własne stoiska, wydał sie na tyle interesujący dla ludzi na całym świecie, cieszył i cieszy się dużym powodzeniem.

W sumie nasza obecność poza Polską to

zaledwie 6 lat. W tej chwili jesteśmy w 25 krajach, na 6 kontynentach i wciąż przy- bywa nam rynków. Nie ma nas jeszcze wChinach.

Czy to znaczy, że ma pan już więcej sklepów firmowych za granicą niż w Polsce?

Liczba ta się zrównoważyła. Sklepy za granicą generuj ą zdecy- dowanie wię cej przychodów niż te w Polsce. I myślę, że w ci ągu dwóch następnych lat proporcja b ę dzie wynosiła 70 do 30, a może nawet 80 do 20. W kraju mamy sytuacj ę

dość stabilną, wię c otwieramy nie- wiele nowych sklepów. Gdy po- wstaną interesuj ące centra czy inne ciekawe miejsca, to pojawiamy się tam. Czasem zamykamy słabiej funkcjonuj ące pukty, tak że liczba sklepów utrzymuje się na, w mia- rę, stałym poziomie. Natomiast, za granicą ilość nowych sklepów przyrasta w bardzo szybkim tem- pie.

„Nasz człowiek” w świecie mody i urody, w Hollywood i Bollywood. Ciężko jest się wy- bić z Przemyśla w świat? Jak pan wspomina początki swojej działalności? Było ciężko?

pocz ą tki swojej dzia ł alno ś ci? By ł o ci ęż ko? Nasze

Nasze początki to były inne cza- sy. Wtedy, jak się miało nienajgorszy produkt, to było go łatwiej sprze- dać, ale trudniej wyprodukować. Na różnych etapach wytwarzania, np. w zakresie surowców, trzeba było sobie radzić, importować, np. przez Pewex itp. Prościej było ze zbytem. Obecnie nie ma problemu

z surowcami, urządzeniami, maszy-

nami, sprzętem badawczym, jedyny problem, jaki może się pojawić to pieniądze. Cała sztuka polega dziś na tym, żeby się odróżnić od kon-

kurencji jakością, ceną, konceptem

i modelem sprzedaży. Nam się to na

szczęście udało, głównie jeśli chodzi

o pomysł i model. Konkurujemy też

ceną, mimo że na Zachodzie jeste- śmy dwa razy drożsi niż w Polsce. Myślę, że nasza kombinacja jest na tyle interesująca, że broni się, na- wet na najtrudniejszych rynkach.

Począwszy od Nowego Jorku przez Sydney, po New Delhi, skończywszy na Nepalu.

Jorku przez Sydney, po New Delhi, sko ń czywszy na Nepalu. To si ę mia ł

To się miało nigdy nie udać, ale się udało. Przemyśl – małe miasto na końcu Polski, daleko od centrum, Warszawy, gdzie jest największe zainteresowanie nowościami, duża konkurencja, duże szanse. Wydawało się to niemożliwe

dować multi-miliardowe imperia. Zabrało im to czasem jedno, czasem więcej pokoleń, ale dokonali swego.

Trudno się wybić z Przemyśla?

Czy nie ma to znaczenia gdzie się mieszka, a liczy się pomysł na biznes?

I trudno, i nie. Przemyśl praw- dopodobnie nie byłby łatwy, gdyby działalność polegać miała na tym, że tu jesteśmy, pracujemy, mieszkamy

i zarabiamy. Jest on daleko od miejsc,

gdzie coś się dzieje, jest dużo akcji,

Uniwersytecie w Kopenhadze, od pierwszego laureata nagrody mojego imienia. Nie tak dawno odbierając tytuł człowieka roku od Polskiej Rady Biznesu i telewizji TVN otrzymałem

nagrodę w wysokości 100 tys. zł, którą przekazałem na podręczniki dla dzie- ciaków. Poprzez rzeczy, które robimy i ro- bię, widać, że mój związek emocjo- nalny z Przemyślem jest, i to bardzo mocny. Przemyski adres ląduje w to-

rebkach pań na całym świecie. Ponad 95% kosmetyków produkujemy tu.

 

i

stąd też odradzano mi lokalizowanie

Warszawy, gdzie jest największe zain-

W

tej chwili pracuje tu ok. 400 osób.

 

Nawet w Nepalu?

fabryki kosmetycznej w tym miejscu.

Tak, to jest franczyza – coś w ro- dzaju sklepu w sklepie – ale jesteśmy

Skąd wziął pan odwagę, na

To się miało nigdy nie udać, ale się udało. Przemyśl – małe miasto

Zebrał pan już dość pokaźny kapitał, na co przeznacza pan

obecnie także w Nepalu.

starcie?

na końcu Polski, daleko od centrum,

teresowanie nowościami, duża kon- kurencja, duże szanse. Wydawało się

zarobione pieniądze, w co pan inwestuje?

Cały czas inwestuje w rozwój r- my – w nowe technologie, maszyny.

jeszcze wiele rozmaitych rzeczy, które

Na starcie człowiek nie ma odwa-

to niemożliwe

Ale ma on też swoje

Nie inwestujemy w giełdę. Nie wspie-

gi. Liczy się pomysł i potrzeba działa- nia. Budowaliśmy tę rmę od zera, od jednej osoby, w dwóch pokojach wy-

zalety, jest tu spokojniej, czasem trud- niej, czasem łatwiej, są cenni ludzie, którzy nie chcą z różnych względów

ramy cudzych biznesów, skoro mamy

możemy zrobić sami u siebie. Jesteśmy

najętego, w półsurowym stanie domu.

opuszczać miasta. Pokończyli dobre

w

tej chwili jedną z nielicznych rm

Nigdy nie rzucaliśmy się na szalone

szkoły, ale nie zawsze mogą się tu-

w

Polsce, które posiadają certy kat

pomysły, o których dziś jest głośno. Nie chcieliśmy być cudotwórcami,

taj odnaleźć, więc dajemy im szansę. Na pewno minusem jest dojazd, do

GMP (Good Manufacture Practise). Jesteśmy z tego bardzo dumni – lokal-

magicznymi złotymi dziećmi, które

każdego wyjazdu służbowego, trzeba

Czy czuje się pan związany

ny

team wyśrubował standardy pro-

budują wielkie rmy za cudze pie- niądze, po czym z głośnym hukiem upadają. Polski tzw. młody kapitalizm wybrukowany jest trupami takich pomysłów i ludzi, którzy zaczynali

sobie doliczyć kilka godzin. Jest to uciążliwe, gdy często się wyjeżdża.

emocjonalnie z Przemyślem?

dukcji na niebotyczny poziom. Wiele międzynarodowych marek dużo by dało, żebyśmy dla nich produkowali. Zdobycie certy ktu GMP zajęło nam 2 lata. Musieliśmy spełnić drakońskie

z

wielkim trzaskiem i kończyli z nim,

Tak, tu się urodziłem, wychowa-

normy. Nie musimy się posiłkować

bądź bez niego. Generalnie, jaki szyb-

łem, szczęśliwie mieszkałem. W Prze-

kredytami bankowymi. Możemy bły-

ki

był ich początek, taki był ich koniec.

myślu mieszka większość mojej rodzi-

skawicznie reagować, na to co dzieje

 

ny:siostra,brat,mama.Jestemzwiązany

się na rynku. Nie musimy przedsta-

Kto był dla pana inspiracją? Czy może ktoś z pana rodziny już wcześniej próbował swoich sił w biznesie?

Nie, nikt z rodziny nie prowadził wcześniej swojego biznesu. Podczas studiów udało mi się zwiedzić kilka krajów, przeczytać kilka ciekawych historii. Największą inspiracją byli ludzie z branży kosmetycznej i ży- ciorysy osób, którym udało się zbu-

z tym miastem emocjonalnie. Zresztą

myślę, że udało mi się dla niego niemało

zrobić – czy to będąc radnym miejskim czy przewodniczącym rady miasta.

Wspierałem i wspieram rozmaite cieka- we pomysły. W dalszym ciągu fundu- jemy najlepszym chemikom z mojego

II LO nagrody, i ci ludzie robią potem

wartościowe studia. Ostatnio otrzymałem egzem- plarz pracy doktorskiej robionej na

wiać żadnych business planów. Jeste- śmy w stanie działać bardzo szybko,

to nam daje przewagę na rynku.

Co pan robi w wolnym czasie? Jakieś hobby?

Mam nawet kilka. Największym,

takim, na którego realizacji mogę się skoncentrować, jest gotowanie. Wła- ściwie ma ono wiele wspólnego z che- mią. Trzeba mieć podobna wyobraź-

www.gazetaprzemyska.pl

21 sierpnia 2012 | 5

Hollywood

s i e r p n i a 2 0 1 2 | 5 Hollywood nie

nie – z paru pozornie nie pasujących

do siebie rzeczy można zrobić coś ciekawego. Poza tym, moim hobby jest bez wątpienia muzyka, szczegól- nie jazz. Staram się co roku zapraszać do Przemyśla jakąś gwiazdę sceny jazzowej. Lubię też tenis, co prawda rzadziej teraz gram, częściej oglądam, ale znam się osobiście z tenisistkami polskiego pochodzenia w Stanach, np. Karoliną Woźniacki. Co roku or- ganizujemy w Nowym Jorku imprezę

z dziewczynami przed otwarciem US

Open. Czy pieniądze dają szczęście? Na pewno nie same pieniądze, ale sensowne ich wydawanie może je da- wać. Zawsze traktowałem pieniądze jako produkt uboczny rozmaitych działań. Może to brzmieć prawdziwie

lub nie, ale one nigdy się dla mnie nie liczyły. Są się jedynie narzędziem do realizacji celów, ale nie celem samym

w sobie. Zresztą, myślę, że widać to po mnie – jestem człowiekiem „wyluzo- wanym” i ostatnią rzeczą jest u mnie chęć pokazywania, że je mam.

Jak ocenia pan perspektywy dla Przemyśla w najbliższej i nieco dalszej przyszłości?

To zależy od tego jaki Przemyśl obierze kurs. Bolączką tego miasta, jest to, że nigdy nieudało mu się, przy- ciągnąć żadnych poważnych inwe- storów. Tak miało być, ale się tak nie stało. Mamy w rmie regularnie gości

z całego świata, nie są to ludzie biedni,

którzy widzieli kawałek świata, i są za-

chwyceni tym miastem. Ale myślę, że sama turystyka to za mało. Przemyśl potrzebuje dużo lepszej bazy rekreacyjnej. Turystyka plus re- kreacja – to może dać efekty w takim przecudnym mieście, i mówię to bez żadnego ściemniania. Ale są pewne rzeczy, które aż rażą. Chociażby to,

że nie ma żadnej fajnej ścieżki rowe- rowej wzdłuż Sanu – to jest żenujące. Nie każdy będzie chciał jeździć po lasach czy fortach. Zrobienie, jednym ciurkiem ścieżki o długości 3 km to nie jest żadna wielka inwestycja, a na jej braku Przemyśl traci. I takich przy- kładów jest więcej. Szanse na inwesty- cje przemysłowe są tu bardzo słabe. Miasto nie ma historii przemysłowej, tego “czegoś”, co by zachęcało i poka- zywało, że tu można i warto zrobić in-

teres. Moim zdaniem nie jest słuszne przedstawianie Przemyśla, jako, tylko i wyłącznie, miasta dzwonów i fajek. Przy całej mojej sympatii dla fajczar- stwa i podziwu dla ludwisarstwa, to zawężanie całej promocji miasta, do tych dwóch, jednak trochę, archa- icznych dziedzin jest moim zdaniem błędem. Albo przynajmniej niewyko- rzystaniem okazji. Dużym plusem Przemyśla jest

to, że wiele rzeczy jest tutaj tańszych niż gdziekolwiek indziej, np. kosz- ty czynszu, wynajmu, dzierżawy, gruntów, koszty życia. Większość osób, które narzekają na mieszka- nie w Przemyślu, narzeka na do- jazd – pociągi to „lepiej nie mówić”, samochód tak samo. Ja sam raczej jeżdżę nocą, żeby nie stać w kor- kach. Ludzie są przyzwyczajeni do dobrego dojazdu i szansa, że będzie można dojechać do lotniska w ta- kim czasie, jaki zajmuje to w więk- szości dużych miast w Europie i na

świecie jest dla Przemyśla znacząca. To jest coś, czego niewolno nam przeoczyć, o tym już się powinno mówić. Dziś z Jasionki można pole- cieć do Frankfurtu, skąd można się dostać w każde miejsce. Ja sam, ma- jąc mieszanie w Warszawie, bywam tam 5 razy rzadziej, tylko wtedy gdy naprawdę muszę. Lu hansa lata już z Rzeszowa. Wolę dojechać tam

w

godzinę, niż tłuc się do Warszawy.

O

tym już teraz powinno się mówić,

i to głośniej niż o tym, że Przemyśl to miasto wojaka Szwejka – to nie

jest dobra reklama. Jesteśmy z tego

dumni, to jest fajne a nawet jajcar- skie. Natomiast, tego na świecie, ani nawet w Europie nikt nie zrozumie, może z wyjątkiem Czechów. Więc wydawanie pieniędzy na taką rekla-

mę

jest kompletnym bezsensem.

Jakie rady miałby pan dla po- czątkujących przedsiębiorców?

Nic nie zastąpi pracy. Prawdzi-

we

sukcesy wymagają: czasu, wie-

dzy

i uporu, cholernego uporu. Jeśli

siłą napędową, motywacją i celem

jest pieniądz to, to nie zadziała. One

muszą być traktowane jako pro- dukt uboczny. Jeśli ktoś ma dobry

pomysł, to będą z niego pieniądze,

ale nie mogą one być celem bizne-

sowym. Najważniejsza jest koncep-

cja, model i produkt czy usługa, to

co chcemy zaoferować komuś. Bar-

dzo ważna jest edukacja, trzeba pa-

miętać, że każdego dnia na świecie prawdopodobnie paręset tysięcy lu-

dzi zakłada swój biznes, wierząc, że

to oni zdobędą, jak nie swój kraj, nie

swoje miasto to świat. I są w stanie tyrać od dnia do nocy i uczyć się, aby dojść do celu. Przewagi cywilizacyj-

ne, które mieliśmy za chwilę w ogó-

le przestaną się liczyć. Dziś wiedzę

może zdobywać każdy, nawet w za-

padłej wiosce w Nepalu. Odległość od nauki, największej biblioteki świata, jest jak od klawiatury kom- putera. Więc, jeśli ktoś naprawdę chce się uczyć, to nie musi wywalać pieniędzy, mieszkać w Oxfordzie

czy w Bostonie, żeby chodzić na Ha-

rvard. Z wyjątkiem kilku kierunków wymagających badań i laborato- riów, to cała masa różnych dziedzin wiedzy może być opanowana za po- średnictwem Internetu. Wystarczy głowa, chęci i upór.

Jakie są pana dalsze plany w zakresie rozwoju firmy. Będą nowe inwestycje?

Nie próbujemy robić planów dal-

szych niż na 2 lata. To co się dzieje

na świecie, jest wielką niewiadomą. Chcemy być na tyle zróżnicowani,

aby być przygotowanym na wszystkie

ewentualności, aby nas nic nie zasko- czyło. Nie ma już właściwie miejsc,

o których bym marzył – jesteśmy od

Holywood po Bolywood, naszych kosmetyków używają gwiazdy typu Britney Spears. Chcemy mieć najnowocześniejszą fabrykę na świecie najlepszy w świecie team. Dla mnie to jest frajda, nie trak- tuję tego jak pracy – mogę nie mieć urlopu i zwykle nie mam, bo nie od- czuwam takiej potrzeby. Tak napraw-

dę jestem szczęściarzem – robię, co lubię i jeszcze na tym zarabiam. Nie mam żadnych specjalnych marzeń, które miałyby zmienić moje życie. Będę szczęśliwy jeśli Opatrzność da

mi zdrowie i możliwości, abym się

rozwijał dalej w tym kierunku, co te- raz.

Kamil Zarański Nowojorska sesja fotogra czna:

Aneta Radziejowska,

Marek Rygielski

sesja fotogra czna: Aneta Radziejowska, Marek Rygielski Wojciech Inglot – przemyski tak ż e w „sposób

sesja fotogra czna: Aneta Radziejowska, Marek Rygielski Wojciech Inglot – przemyski tak ż e w „sposób

Wojciech Inglot – przemyski

także w „sposób podania” –

przedsiębiorca, założyciel i pre- zes działającej na międzynaro- dowym rynku firmy INGLOT Co- smetics. Z wykształcenia che- mik, studia ukończył w 1979 r.

opakowania kosmetyków fir- my Inglot znacząco wyróż- niały się designem od opako- wań konkurencji. To wszystko sprawiło, że w fazie młodego

na

Uniwersytecie Jagiellońskim.

polskiego kapitalizmu, firma

W

ramach wymian studenckiej

wzrastała i zyskiwała sobie

kluzywnymi. Asortymentem fir-

udało mu się wyjechać do USA.

coraz lepsza opinię.

Po

zakończeniu studiów podjął

W 2000 Wojciech Inglot

pracę w laboratorium Polfy. Po ogłoszeniu wyprzedaży stare- go sprzętu przez firmę, wpadł

podjął kontrowersyjną decyzję, o wycofaniu swoich produktów z wszelakich drogerii. W za-

na

pomysł otworzenia własnej.

mian za to, otworzył własne

Wraz z siostrą na zakupionym od Polfy sprzęcie rozpoczęli swoją działalność. Pierwszym ich produktem był płyn do czyszczenia głowic

sklepy oraz stanowiska oferu- jące wyroby firmy. To pozwo- liło na pokazanie światu peł- nego asortymentu kolorowych kosmetyków przemyskiej fir-

magnetofonowych, później dezodoranty, a w końcu ko- smetyka kolorowa. Poważnym krokiem w karierze przedsię- biorcy był wyjazd na kongres Amerykańskiego Stowarzy- szenia Chemików i Kosmety-

sie technologii produkcji, któ-

my. Krok ten zmienił także po- strzeganie marki – zaczęła ona kojarzyć się z produktami eks-

my zainteresowała się kana- dyjska spółka. Niedługo pierw- sze sklepy Inglota pojawiły się

ków. Zapoznał się wówczas ze

w

Kanadzie, później w Duba-

znanymi ludzmi z branży ko- smetycznej. Tam też udało mu się zdobyć wiedzę w zakre-

rą z powodzeniem zaszcze- pił w Polsce. W 1987 rozpo-

ju. Dziś sklepy i stanowiska fir- my możemy odnaleźć w ponad 25 krajach świata, na większo- ści kontynentów. Kosmetyki

używane są przez gwiazdy, od Holywood do Bolywood. Suk-

czął produkcję lakierów do

ces z samego Wojciecha Inglo-

paznokci. Kosmetyki jego fir- my charakteryzowała wyso-

ta

szych ludzi w Polsce. Choć jego

uczynił jednym z najbogat-

ka

jakość, dzięki której uda-

kosmetyki sprzedawane są na

ło mu się zdobyć niezłą pozy-

całym świecie, siedziba firmy

cję na wschodzącym wówczas polskim rynku. Inwestował

oraz jedyna fabryka znajdują się nadal w Przemyślu.