You are on page 1of 312

R. A.

Salvatore

Krysztaowy Relikt
Tumaczenie: Monika Klonowska, Grzegorz Borecki

Mojej onie Dianie oraz Bryanowi, Geno i Caitlin za ich pomoc i cierpliwo okazane przy tym dowiadczeniu. Take mym rodzicom, Geno i Irenie za to, e zawsze we mnie wierzyli, nawet wtedy gdy ja sam w siebie zwtpiem.

Gdy kto podejmuje si takiego dziea, jak to, szczeglnie za wtedy, gdy jest to jego pierwsza powie, niezmiennie znajduje si przy nim szereg ludzi, ktrzy pomagaj mu w realizacji owego zamysu. Krysztaowy relikt nie by pod tym wzgldem wyjtkiem. Na publikacj powieci skadaj si trzy elementy: pewna doza talentu, spora ilo cikiej pracy i ut szczcia. Pierwsze dwa elementy mog podlega kontroli autora, lecz ten trzeci wymaga znalezienia si w stosownym czasie w odpowiednim miejscu i natrafienia na wydawc, ktry uwierzy w zdolnoci i powicenie niezbdne przy realizacji danego zadania. Dlatego najserdeczniej dzikuj wydawnictwu TSR, a szczeglnie Mary Kirchoff, za to, e dano mi, pocztkujcemu autorowi, szans i przeprowadzono przez cay proces edytorski. W latach 80. pisanie stao si procesem wysoce skomplikowanym technologicznie, jak te eksperymentem dla zdolnoci twrczych. W przypadku Krysztaowego reliktu szczcie wyjtkowo mi sprzyjao. Uwaam si za szczliwca, poniewa miaem takiego przyjaciela, jak Brian P. Savoy, ktry towarzyszy mi w tej drodze wraz ze swym oprogramowaniem, nadajc kocowy ksztat tekstowi. Dzikuj te mym osobistym recenzentom, Daveowi Duquette oraz Michaelowi LaVigueur, za wskazanie sabych i mocnych punktw surowego szkicu, memu bratu, Garyemu Salvatore, za jego prac nad mapami Doliny Lodowego Wichru i pozostaym czonkom mej grupy gry AD&D: Tomowi Parkerowi, Danielowi Mallardowi i Rolandowi Lortie, za ich cige inspirowanie rozwoju dziwacznych postaci bohaterw powieci fantasy. Na zakoczenie dzikuj czowiekowi, ktry naprawd wprowadzi mnie w wiat gier AD&D, Bobowi Brownowi. Poniewa odszed od nas (zabierajc ze sob zapach fajkowego dymu), atmosfera wok stou do gier nigdy ju nie bdzie taka sama.

PRELUDIUM Demon siedzia na krzele wycitym z pnia gigantycznego grzyba. Szlam bulgota i kbi si wok skalistej wyspy; wiecznie ociekajcy i przelewajcy si, charakteryzowa ten poziom Otchani. Errtu bbni swymi szponiastymi palcami; rogata, mapia gowa chwiaa mu si na ramionach, gdy zaglda w ciemno. - Gdzie jeste, Telshazzie? - zasycza demon, spodziewajcy si nowin o relikcie. Crenshinibon opanowa jego wszystkie myli. Majc w rku t skorup, Errtu mg zapanowa nad caym planem, a nawet moe nad kilkoma. A Errtu by o krok od zdobycia jej. Demon zna moc tego artefaktu; Errtu suy siedmiu Liczom, gdy ci poczyli sw ca magi i zrobili krysztaowy relikt. Licze, nieumarli potni magowie, ktrzy nie chcieli spocz, gdy ich miertelne ciaa opuciy krlestwo ywych, zebrali si, aby stworzy najbardziej nikczemn rzecz, jaka kiedykolwiek powstaa; zo, ktre rozwijao si i ywio tym, co dawcy dobra uwaali za najcenniejsze - wiatem sonecznym. Zginli jednak mimo swej, znacznej przecie, mocy. Wykuwanie pochono wszystkich siedmiu. Aby nasyci pierwsze iskierki swego ycia Crenshinibon skrad ow magiczn si, ktra zachowywaa trucha w antyywym stanie. Owocem tego wszystkiego by wybuch mocy, ktry wtrci Errtu z powrotem w Otcha. Demon postanowi zniszczy relikt. Lecz Crenshinibona nie mona byo tak atwo zniszczy. Teraz, cae wieki pniej, Errtu znowu natkn si na lad krysztaowego reliktu krysztaow wie Cryshal-Tirith z pulsujcym sercem, przedstawiajcym dokadne wyobraenie Crenshinibona. Errtu wyczuwa magi niesychanie blisko; odbiera sygnay potnej obecnoci reliktu. Gdyby tylko mg znale wczeniej... gdyby tylko mg go pochwyci... Niestety wtedy przyby Al Dimeneira, anielec o przeraajcej mocy. Al Dimeneira jednym sowem wygna Errtu z powrotem ku Otchani. Errtu, syszc mlanicia krokw, zajrza w wirujcy dym i ciemno. - Telshazz? - zarycza. - Tak, mj panie - odpowiedzia mniejszy demon, zbliajc si skulony do tronu z grzyba.

Dosta to? - grzmia Errtu. - Czy Al Dimeneira ma krysztaow skorup? Telshazz zadra i jkn. Tak, mj panie... uff, nie, mj panie! Ze, czerwone oczy Errtu zwziy si. - Nie mg go zniszczy - pospieszy z wyjanieniem may demon. Crenshinibon spali mu rce. - Ha! - parskn Errtu. - Przewysza nawet moc Al Dimeneiry! Gdzie wic jest? Przyniose go, czy pozosta w drugiej krysztaowej wiey? Telshazz jkn ponownie. Najchtniej nie powiedziaby swemu okrutnemu panu prawdy, lecz nie odway si na nieposuszestwo. - Nie, panie, nie w wiey - wyszepta. - Nie!? - rykn Errtu. - Gdzie jest? - Al Dimeneira rzuci nim. - Rzuci nim? - Przez plany, miociwy panie! - zapaka Telshazz. - Z caej siy! - Przez plany istnienia! - rykn Errtu. - Usiowaem go zatrzyma, ale... Rogata gowa wystrzelia do przodu. Sowa Telshazza przeszy w nieartykuowany bulgot, gdy psie szczki Errtu dary jego gardo. *** Z dala od mrokw Otchani Crenshinibon spocz na wiecie. Daleko, w pnocnych grach Zapomnianych Krlestw krysztaowy relikt, ostatecznie spaczony, spocz w zasypanej niegiem dolinie. I czeka.

CZ I DEKAPOLIS

1 POPYCHADO Gdy karawana magw z Wiey Arkanw zobaczya pokryty niegiem szczyt Kelvins Cairn, wznoszcy si nad paskim horyzontem, doznaa znacznej ulgi. Cika podr z Luskanu do odlegych, nadgranicznych siedzib, powszechnie znanych jako Dekapolis, zabraa im ponad trzy tygodnie. Pierwszy tydzie nie by zbyt trudny. Grupa trzymaa si blisko Wybrzea Mieczy i - mimo e wdrowali do najdalej wysunitych na pnoc granic Krlestw - letnie wiatry, wiejce od Morza Bez Szlakw, zapewniy im wystarczajc wygod. Jednak, gdy okryli najbardziej na zachd wysunit ostrog Grzbietu wiata, acucha grskiego uwaanego przez wielu za pnocn granic cywilizacji i zeszli w Dolin Lodowego Wichru, magowie szybko zrozumieli dlaczego wszyscy odradzali im t wdrwk. Dolin Lodowego Wichru, tysic mil kwadratowych nagiej tundry, opisywano im jako najbardziej nieprzyjemne tereny w caych Krlestwach. W czasie jednego dnia podry po pnocnym stoku Grzbietu wiata, Eldeluc, Dendybar Ctkowany i pozostali magowie z Luskanu stwierdzili, e owa opinia w peni odpowiada rzeczywistoci. Od poudnia ograniczona przez niemoliwe do przebycia gry, przez lodowiec na wschodzie i niemoliwe do przepynicia morze, najeone niezliczonymi grami lodowymi od pnocy i wschodu, Dolina Lodowego Wichru bya dostpna tylko przez przejcie midzy Grzbietem wiata, a wybrzeem - szlakiem rzadko uywanym przez kogokolwiek, z wyjtkiem oczywicie najwytrwalszych kupcw. Do koca ycia dwa wspomnienia powraca bd czyste i wyrane za kadym razem, gdy magowie pomyl o tej wyprawie; dwa fakty z ycia Doliny Lodowego Wichru, ktrych wdrowcy nigdy nie zapomn. Pierwszym by nieustajcy jk wiatru, jakby to sama kraina jczaa w bezustannych mczarniach, drugim bya pustka doliny, linia szarego i brzowego horyzontu cignca si mila za mil. Punktem docelowym karawany byo dziesi maych miasteczek, rozoonych wok trzech jezior regionu, w cieniu jedynej gry - Kelvins Cairn. Jak kady, kto przybywa do tego niemiego kraju, magowie

szukali w Dekapolis doskonaych rzeb w koci, wyrabianych z czaszek pstrgw pywajcych w wodach jezior. Niektrzy magowie mieli na uwadze te inne korzyci, w niedalekiej perspektywie. *** Mczyzn zdziwia atwo, z jak wski sztylet przelizgn si przez fady szat starca i wbi si gboko w pomarszczone ciao. Morkai Czerwony spojrza na swego ucznia; jego oczy, rozszerzone zdumieniem, patrzyy na zdrad czowieka, ktrego od wier wieku wychowywa jak wasnego syna. Akar Kessell puci sztylet i przeraony tym, e miertelnie raniony czowiek cigle stoi, odskoczy od swego mistrza, po czym wybieg i opar si o tyln cian maego pomieszczenia, wynajmowanego magom z Luskanu na czasowe kwatery przez gocinne miasteczko Easthaven. Kessell dra na caym ciele, zastanawiajc si nad opakanymi konsekwencjami, jakie musiaby ponie w wypadku - coraz bardziej realnym - gdyby czarnoksiskie dowiadczenie starego maga pozwolio mu znale sposb na pokonanie samej mierci. Jaki straszliwy los mg zgotowa mu jego potny nauczyciel za t zdrad? Jakim magicznym mczarniom mg go podda prawdziwy i potny mag, taki, jak Morkai; mczarniom przewyszajcym najstraszliwsze tortury znane na wiecie? Stary mag nie spuszcza oczu z Akara Kessella nawet wtedy, gdy ostatnie wiato poczo zanika w jego umierajcych oczach. Nie pyta, dlaczego. Nigdy otwarcie nie zapyta Kessella. Wiedzia, e gdzie zaangaowana jest w to ch zyskania potgi - to zawsze bywao przyczyn takiej zdrady, a zdumiewao go tylko narzdzie, nie za motyw. Kessell? Jak taki ndzny ucze, jak Kessell, ktrego wargi zdolne byy wypowiedzie tylko najprostsze z zakl, mg mie nadziej na odniesienie jakiej korzyci ze mierci jedynego czowieka, ktry okaza mu co wicej, ni tylko podstawowe, grzecznociowe wzgldy? Czerwony Morkai pad martwy. To byo jedno z pyta, na ktre nigdy nie znalaz odpowiedzi. Kessell pozosta oparty o cian, potrzebujc jej twardego wsparcia i

dra tak jeszcze przez dugie minuty. Stopniowo pocza znw wzrasta w nim pewno siebie, pewno, ktra postawia go w tak niebezpiecznym pooeniu. Teraz by panem - tak powiedzieli przecie Eldeluc, Dendybar Ctkowany i inni magowie. Teraz, gdy nie ma ju jego mistrza, on - Kessell, zostanie nagrodzony pokojem do medytacji i pracowni alchemiczn w Wiey Arkanw w Luskanie. Eldeluc, Dendybar Ctkowany i inni tak wanie powiedzieli. *** - A wic zrobione? - zapyta tgi mczyzna, gdy Kessell wszed w ciemn alej wyznaczon na miejsce spotkania. Kessell pokiwa pospiesznie gow. - Odziany w czerwie mag z Luskanu nie rzuci ju adnego zaklcia! oznajmi zbyt gono, jak na gust towarzyszy zmowy. - Mw ciszej, gupcze - zada kruchy mczyzna, Dendybar Ctkowany, tym samym co zawsze, monotonnym gosem, cofajc si w cie alei. Dendybar w ogle rzadko si odzywa i nigdy przy tym nie okazywa nawet najmniejszego ladu uczu; zawsze kry si pod nisko nacignitym kapturem swej szaty. Wok Dendybara unosio si co bezlitosnego, co, co wyprowadzao z rwnowagi wikszo ludzi, ktrzy si z nim spotykali. Mimo tego, e mag fizycznie by najmniejszym i najmniej imponujcym mczyzn w kupieckiej karawanie, ktra wyprawia si do oddalonych o czterysta mil granicznych osad Dekapolis, Kessell obawia si go bardziej, ni kadego innego. - Czerwony Morkai, mj poprzedni mistrz nie yje - powtarza sobie wic bohaterski Kessell, - Akar Kessell, znany odtd jako Kessell Czerwony, jest teraz nominowany do Gildii Magw Luskanu. - Spokojnie, przyjacielu - powiedzia Eldeluc, kadc uspokajajco rk na drcym nerwowo ramieniu Kessella. - Bdzie jeszcze czas na waciw koronacj. Gdy wrcimy do miasta. - Tu umiechn si i mrugn do Dendybara tak, aby Kessell tego nie widzia. Pogrony w rojeniach umys Kessella zawirowa w poszukiwaniach wszystkich plusw oczekiwanej nominacji. Nigdy ju nie bdzie wymiewany przez innych uczniw, chopcw modszych od niego, ktrzy mudnie wspinali si po stopniach Gildii nudnymi kroczkami.

Powinni mu teraz okazywa szacunek, gdy przeskoczy nawet tych, ktrzy przeszli ju w najwczeniejszych dniach jego nauki na obdarzone szacunkiem stanowiska magw. Delektowa si w mylach kadym szczegem przyszych dni, jednak jego rozpromieniona twarz nagle poszarzaa. Zwrci si ostro do stojcego obok siebie czowieka, rysy stay mu, jakby odkry jaki straszliwy bd. Eldeluc i kilku innych w alei zaniepokoio si; wszyscy w peni zdawali sobie spraw z konsekwencji odkrycia kiedykolwiek przez arcymaga Wiey, dokonanego przez nich morderstwa. - A szata? - zapyta Kessell. - Czy powinienem nosi czerwon szat? Eldeluc nie mg powstrzyma umiechu ulgi, ale Kessell przyj to zaledwie jako uspokajajcy gest ze strony swego nowego przyjaciela. - Powinienem wiedzie, e co tak trywialnego powinno do niego pasowa - mrukn do siebie Eldeluc, lecz do Kessella rzek tylko: - Nie martw si o to. W Wiey jest mnstwo szat. Nie uwaasz, e byoby to troch podejrzane, gdyby stan na progu arcymaga, dajc wakujcego krzesa Morkaia Czerwonego, ubrany w szaty, ktre mag nosi w chwili morderstwa? Kessell pomyla przez chwil, a potem zgodzi si. - Moe - kontynuowa Eldeluc, - w ogle nie powiniene nosi czerwonej szaty? Oczy Kessella w panice ucieky w bok, jego stare wtpliwoci, ktre przeladoway go przez wszystkie dni, poczwszy od dziecistwa, ponownie zaczy w nim bulgota. Co Eldeluc powiedzia? Czyby zmienili zamiar i nie nagrodz go krzesem, ktrego tak poda? Eldeluc specjalnie uy dwuznacznego stwierdzenia, aby mu dokuczy, nie chcia jednak wtrca Kessella w niebezpieczny stan zwtpienia. Mrugnwszy znowu do Dendybara, ktrego caa ta gra gdzie tam w duszy bardzo cieszya, odpowiedzia na nieme pytanie nieszcznika: - Miaem na myli tylko to, e moe inny kolor byby dla ciebie bardziej odpowiedni. Niebieski podkrelaby znakomicie kolor twych oczu. Kessell zachichota z ulg. - Moe - zgodzi si, nerwowo wykrcajc palce. Dendybar poczu si nagle zmczony ca t fars, skin na swego

grubego towarzysza, aby odprawi tego maluczkiego, dokuczliwego szubrawca. Eldeluc posusznie odesa Kessella alej. - Wracaj teraz do stajni - poleci. - Powiedz zarzdcy, e magowie wyjedaj do Luskanu dzi wieczorem. - A co z ciaem? - zapyta Kessell. Eldeluc umiechn si zoliwie. - Zostaw je. To pomieszczenie jest dla odwiedzajcych to miasto kupcw i dygnitarzy z poudnia. Pozostanie najprawdopodobniej puste a do nastpnej wiosny. Inny morderca w tej czci wiata wywoaby mae podniecenie, zapewniam ci. A nawet, jeli dobry ludek Easthaven odkryje, co tu si naprawd wydarzyo, to jest z pewnoci na tyle mdry, aby zaj si swoimi sprawami, a sprawy magw pozostawi magom! Grupa z Luskanu wysza na zalan sonecznym wiatem ulic. - Teraz id! - poleci Eldeluc. - Czekaj na nas o zachodzie soca. Odprowadzi wzrokiem Kessella, oddalajcego si w podrygach jak podekscytowany may chopiec. - Jakie to szczcie znale tak uyteczne narzdzie - zauway Dendybar. - Jeden gupi ucze maga wybawi nas od wielkich kopotw. Wtpi, czy znalelibymy inny sposb, aby podej tak przebiegego starca. Jednak sami bogowie tylko wiedz dlaczego Morkai mia tak sabo dla tej nieszczsnej kreatury! - Sabo wystarczajc ostrzu sztyletu! - rozemia si drugi gos. - I jaka odpowiednia inscenizacja - zauway inny. - Tajemnicze truposze uwaane s tylko za swego rodzaju niedogodno dla sprztaczek w tym niecywilizowanym miejscu! Gruby Eldeluc rozemia si gono. Makabryczne zadanie byo w kocu wykonane; mogli wreszcie opuci ten nagi kawaek zamarznitej pustyni i wrci do domu. *** Kessell wawo spieszy przez osad Easthaven do stajni, w ktrej stay konie magw. Czu si tak, jakby stanie si magiem miao zmieni kady aspekt jego codziennego ycia, jakby jaka mistyczna sia zostaa w nieokrelony sposb wlana w jego pierwotnie nie uksztatowane

talenty. Dra w oczekiwaniu nadejcia mocy, ktra powinna by jego. W pewnym momencie drog przebieg mu uliczny kot, rzuciwszy na uwane spojrzenie. Zmruywszy oczy Kessell rozejrza si, czy aby kto tego nie widzi. - Dlaczego nie? - mrukn. Wycignwszy palec w stron kota wypowiedzia sowo rozkazu, aby wywoa wybuch energii. Przeraony kot byskawicznie jak strzaa opuci miejsce spotkania, ale nie uderzya ani w niego, ani w jego pobliu adna magiczna byskawica. Kessell spojrza na osmalony koniec palca i zastanowi si, co zrobi nie tak, jak trzeba. Nie by jednak zaskoczony. Jego poczerniay paznokie by najwyraniejszym rezultatem, jaki udao mu si kiedykolwiek uzyska przy tym wanie zaklciu.

2 NA BRZEGACH MAER DUALDON Jedyny ze swej rasy w odlegoci setek mil halfling Regis zaoy rce za gow i opar si o pokrywajcy pie drzewa koc z mchu. Z krconymi lokami na szczycie swej liczcej trzy stopy wysokoci postaci, nawet jak na sw niewysok ras, Regis by niski, za to jego brzuch by gruby z powodu zamiowania do dobrego jedzenia. Nad Regisem wyrasta, sucy mu za wdk popkany kij - ciskany dwoma futrzanymi butami, growa nad spokojnym jeziorem, doskonale odbijajc si w szklistej powierzchni Maer Dualdon. Po wodzie przebiegay delikatne zmarszczki i pomalowany na czerwono drewniany spawik zacz lekko taczy. yka popyna w stron brzegu i opada bezsilnie na wod tak, e Regis nie czu ryby szarpicej za przynt. W cigu kilku sekund haczyk bez przytrzymywania go zosta zrcznie oczyszczony, ale halfling nie wiedzia o tym i mogyby min cae godziny, zanim zatroszczyby si o to, aby go sprawdzi. T wycieczk zrobi sobie dla przyjemnoci, nie dla pracy. Poniewa zbliaa si zima, Regis sdzi, e moga to by jego ostatnia wycieczka nad jezioro w tym roku; nie owi ryb w zimie, jak to fanatycznie czynili niektrzy zachanni ludzie z Dekapolis. Abstrahujc od tego halfling ju wczeniej nazbiera wystarczajc ilo koci z innych pooww, aby mie zajcie przez wszystkie siedem miesicy, w czasie ktrych zalega nieg. Czu si doprawdy zaszczycony, wrd swej mniej ni ambitnej rasy, mogc wnie troch cywilizacji do kraju, w ktrym na setki mil od najbardziej odlegych osad nie byo nic, co mona byoby nazwa miastem. Inne halflingi nigdy nie zapuszczay si tak daleko na pnoc, nawet w miesicach letnich, preferujc raczej wygody poudniowego klimatu. Regis take byby szczliwy mogc spakowa swoje rzeczy i wrci na poudnie, gdyby nie may problem, jaki mia z pewnym przeoonym znaczcej gildii zodziei. Wraz z kilkoma delikatnymi narzdziami rzebiarskimi, obok odpoczywajcego halflinga lea czterocalowy bloczek biaego zota. Na paszczyznach bloku widoczne byy zacztki koskiego pyska. Regis mia zamiar popracowa nad tym kawakiem w czasie wdkowania. Regis mia zamiar zrobi wiele rzeczy.

- Zbyt pikny dzie - przekonywa siebie. Wymwka ta nigdy nie wydawaa mu si niewiea, tym razem jednak, w przeciwiestwie do wielu innych, nosia cechy co najmniej wiarygodnoci. Wydawao si, e demony pogody, ktre skuy ten surowy kraj w kajdany, maj dzi wito lub, co bardziej prawdopodobne, moe zbieraj siy do okrutnej zimy - w rezultacie, ten jesienny dzie bardziej pasowa do cywilizowanych krain poudnia. Naprawd nieczsto spotykany dzie w kraju, ktry nazwano Dolin Lodowego Wichru, a nazwa ta doskonale pasowaa do wschodnich wiatrw, ktre wydaway si bezustannie omiata go, przynoszc ze sob chodne powietrze z Lodowca Regheda. Nawet tych niewiele dni, w cigu ktrych wiatr zmienia kierunek, nie przynosio ulgi, gdy Dekapolis graniczyo na pnocy i zachodzie z setkami mil pustej tundry, a potem by znw ld, Morze Ruchomego Lodu. Tylko poudniowy podmuch nis obietnic pewnej ulgi i kady wiatr, ktry usiowa z jakiegokolwiek kierunku dosign tych opustoszaych terenw zazwyczaj by blokowany przez wysokie szczyty Grzbietu wiata. Regis przez chwil zapatrzy si przez krte gazie drzew do gry, na kbiaste, biae chmury, popdzane agodnym wiatrem eglujce po niebie. Soce sao w d zote ciepo i halflinga raz po raz kusio, aby zdj kaftan. Gdy jednak chmury przysaniay oblicze soca, Regis przypomina sobie, e to jest jesie w tundrze; za miesic bdzie tu nieg, za dwa - drogi na zachd i na poudnie do Luskanu, najbliszego Dekapolis miasta, bd nieprzejezdne dla kadego, z wyjtkiem miakw czy gupcw. Regis spojrza wzdu dugiej zatoki, rozcigajcej si wok jego maego stanowiska wdkowania: reszta Dekapolis take korzystaa z piknej pogody - obsadzone odzie rybackie pyway wok siebie w poszukiwaniu swych specjalnych sabych punktw. Nie chodzio nawet o to, ile razy by tego wiadkiem, po prostu zachanno ludzka zawsze zdumiewaa Regisa. W lecym na poudniu kraju Calimshan halfling wspina si szybko po drabinie wiodcej do stanowiska Stowarzyszonego Mistrza Gildii, w jednej ze znanych gildii zodziei w portowym miecie Calimporcie. Ale - i sam si o tym przekona - ludzka zachanno szybko przerwaa jego marsz ku karierze. Jego mistrz w gildii, Pasha Pook, posiada cudown kolekcj rubinw -

przynajmniej z tuzin - ktrych fasetki byy tak wynalazczo cite, e rzucay prawie hipnotyzujce zaklcie na kadego, kto na nie patrzy. Regis podziwia je ilekro Pook je pokazywa i, mimo wszystko, wzi tylko jeden. Od tego dnia halfling nie mg zrozumie, dlaczego Pasha, ktremu pozostao przecie nie mniej ni jedenacie innych, jest na niego a tak wcieky. Naley ubolewa nad ludzk zachannoci - mawia Regis, gdy ludzie Pashy zjawiali si w co i raz innych miastach, w ktrych halfling zamieszkiwa, zmuszajc go do przenoszenia si z losem banity do coraz bardziej odlegych krain. Nie musia jednak wypowiada tego zdania ju od ptora roku - odkd przyby do Dekapolis. Macki Pooka byy dugie, lecz te graniczne osady, pooone pord najbardziej niegocinnego i dzikiego kraju, jaki mona byo sobie wyobrazi, leay najwidoczniej poza ich zasigiem i Regis by naprawd zadowolony ze swego nowego sanktuarium bezpieczestwa. Wzbogaci si tutaj, a kto, kto by bystry i wystarczajco utalentowany, aby by wytwrc ozdb z koci, kto, kto potrafi przeksztaca podobne do koci soniowej koci pstrgw w artystyczne rzeby, mg prowadzi nawet wygodne ycie przy minimalnym nakadzie pracy. Poniewa ozdoby z Dekapolis szybko wywoay zachwyt na poudniu, halfling zamierza otrzsn si ze swego zwyczajowego letargu i rozwin swe zajcie w kwitncy interes. Kiedy. *** Drizzt DoUrden szed cicho, jego mikkie, gboko wcite buty zaledwie unosiy kurz. Kaptur brzowego paszcza mia nasunity nisko na wijce si fale biaych wosw. Porusza si bez wysiku z tak gracj, e kto, kto by go zobaczy, mgby wzi go za zudzenie, sztuczk optyczn brzowego morza tundry. Ciemny elf owin si cilej paszczem. Niedobrze czu si w sonecznym wietle, podobnie, jak czuby si czowiek w ciemnociach nocy. Dwiecie lat ycia spdzonych wiele mil pod powierzchni ziemi nie mogo ot tak zosta wymazane przez pi lat ycia na jej powierzchni, owietlanej przez soce. A do dzi - wiato soneczne osabiao go i przyprawiao o zawroty gowy.

Drizzt wdrowa noc i by zmuszony do kontynuowania wdrwki take w dzie; by ju spniony na spotkanie z Bruenorem w dolinie krasnoludw, widzia te ju znaki. Renifery rozpoczy sw jesienn wdrwk na poudniowy zachd, ku morzu, ale aden czowiek nie ruszy ich ladem. Jaskinie na pnoc od Dekapolis, miejsca obozowania barbarzyskich nomadw, gdy ci wracali do tundry, nie byy zaopatrzone w zapasy dla szczepw na ich dug wdrwk. Drizzt doskonale wiedzia co z tego wyniknie. Normalnie u barbarzycw przeycie szczepw zaleao od tego, czy wdruj za stadami reniferw. Widoczna rezygnacja z tradycyjnego sposobu postpowania bya czym wicej, ni maym zakceniem tego rytmu. Drizzt sysza te bbny wojenne; w rytmie znanym tylko innym szczepom, jak odlegy grzmot nioso si nad pust rwnin ich subtelne dudnienie. Drizzt wiedzia czego byy zapowiedzi. By obserwatorem, ktry zna warto znajomoci poczyna przyjaci czy wrogw i czsto wykorzystywa sw tajemn waleczno przy obserwacji codziennych, rutynowych czynnoci i tradycji dumnych ludw Doliny Lodowego Wichru, barbarzycw. Drizzt przypieszy kroku, zmuszajc si do osignicia granicy wytrzymaoci. W cigu tych piciu krtkich lat zacz si troszczy o grupk osiedli, znanych jako Dekapolis i o ludzi, ktrzy tam mieszkali. Jak wielu innych wyrzutkw, ktrzy w kocu si tu osiedlili, drow nie spotka si z miym przyjciem nigdzie indziej w Krlestwach. Nawet tutaj by przez wikszo zaledwie tolerowany, lecz w tym pokrewiestwie dusz kilku ludzi martwio si o niego. By szczliwszy ni wikszo: znalaz kilku przyjaci, ktrzy dostrzegali co wicej, ni tylko jego pochodzenie i znali jego prawdziwy charakter. Ciemny elf ze strachem zerkn na Kelvins Cairn, samotn gr, oznaczajc wejcie do kamienistej doliny krasnoludw midzy Maer Dualdon a Lac Dinneshere, lecz jego cudowne oczy - fioletowe, w ksztacie migdaw, ktre mogy konkurowa w nocy z oczami sowy - nie byy w stanie na tyle wystarczajco spenetrowa powiaty sonecznego wiata, aby mc oceni odlego. Znw ukry gow pod kapturem, wolc lepot od zawrotw gowy, wywoanych duszym wystawianiem si na soce i ponownie zapad w ciemne sny Menzoberranzanu, mrocznego,

podziemnego miasta przodkw. Ciemne elfy chodziy kiedy po powierzchni ziemi, wraz z kuzynami o piknej skrze taczyy pod socem i gwiazdami. Jednak ciemne elfy byy zoliwe, nieczue, byy mordercami przekraczajcymi granice tolerancji nawet swego, normalnie nie zwracajcego zbyt wiele uwagi na prawo, rodu. W nieuniknionej wojnie elfich szczepw drowy zostay wtrcone w otcha wntrznoci ziemi, tu te poznay wiat mrocznych tajemnic i ciemnej magii i postanowiy pozosta. W cigu stuleci rozwiny si i znowu wzrosy w si, dostosowujc si do cieek tajemnej magii. Stay si potniejsze od swych zamieszkujcych powierzchni kuzynw, ktrzy parali si arkanami Sztuki w dajcym ycie cieple soca, traktujc to jako hobby, nie za jako konieczno. Jako rasa, drowy utraciy ch ogldania soca i gwiazd - zarwno ich ciaa, jak i umysy przyzwyczaiy si do gbin i na szczcie dla wszystkich, ktrzy zamieszkiwali pod otwartym niebem, ciemne elfy byy zadowolone z tego, e pozostay tam, gdzie byy, od czasu do czasu tylko wychodzc na powierzchni, aby rabowa i pldrowa. O ile Drizzt si orientowa, to by jedynym ze swego rodu yjcym na powierzchni. Nauczy si w pewnym stopniu tolerowa wiato, lecz cigle odczuwa wrodzon sabo, jak wyzwalao ono w jego rasie. Rozmylajcy nad ujemnymi cechami dnia Drizzt poczu si uraony wasn beztrosk, gdy nagle wyrosy przed nim dwa yeti - w swych maskujcych okryciach z kosmatych futer cigle jeszcze w kolorze brzu byy podobne do niedwiedzi tundry. *** Czerwona flaga uniosa si z pokadu jednej z odzi rybackich, sygnalizujc pow. Regis patrzy jak wznosia si coraz wyej. - Cztery stopy lub lepiej - mrukn z aprobat halfling, gdy flaga zatrzepotaa tu poniej poprzeczki masztu. - Tej nocy w jednym z domw bd piewy! Druga d podpyna do tej, ktra zasygnalizowaa pow, w popiechu uderzajc w zakotwiczon jednostk. Obie zaogi natychmiast wycigny bro i stany na przeciw siebie, pozostajc jednak nadal na swych odziach.

Majc midzy sob, a odziami tylko gadk wod, Regis wyranie sysza krzyki kapitanw. - Hej, ukrade mj poowi - rykn kapitan drugiego kutra. - Chyba e wody si oopa! - odpar kapitan pierwszej odzi. - Nic podobnego! Nasza ryba bya dobrze zahaczona i dobrze holowana. Teraz znikna wraz z twoj mierdzc bali, zanim wycignlimy j z wody! Jak byo do przewidzenia, zaoga drugiej odzi zgromadzia si przy relingu i wymachiwaa rkami przed nosem kapitana pierwszego kutra. Regis znowu zapatrzy si w chmury; dyskusja na odziach zupenie go nie interesowaa, cho dochodzce go odgosy walki byy z pewnoci niepokojce. Takie sprzeczki na jeziorach byy czym zwyczajnym, zawsze chodzio o ryby, szczeglnie za wtedy, gdy kto trafi na nadzwyczaj wielk awic. Oglnie rzecz biorc, nie byy one zbyt powane, wicej w nich byo haasu i parady, ni rzeczywistej walki, oczywicie bywao i tak, e kto zosta ciko ranny, lub kogo zabito byy to jednak wyjtki. W pewnej utarczce, w ktrej zaangaowanych byo nie mniej ni siedemnacie odzi, polegy trzy pene zaogi i poowa czwartej; ich ciaa unosiy si na zakrwawionej wodzie. Tego samego dnia jezioro, pooone najbardziej na poudnie ze wszystkich trzech, przemianowane zostao z Dellon-lune na Redwaters. - Ach, mae rybki, jakie kopoty sprowadzacie - mrukn cicho Regis, zastanawiajc si nad spustoszeniem, jakie srebrne ryby czyniy w yciu zachannych mieszkacw Dekapolis. Te dziesi osiedli zawdziczao swe istnienie pstrgom o przeronitych, podobnych do pici gowach i kociach o konsystencji najlepszej koci soniowej. Trzy jeziora byy jedynymi miejscami na wiecie, o ktrych wiedziano, e pywaj w nich te wartociowe ryby. Mimo tego, e region ten by biedny i dziki, opanowany przez humanoidw i barbarzycw, czsto te szalay tutaj burze, ktre mogy zetrze z powierzchni ziemi najmocniejsze nawet budynki, pokusa szybkiego wzbogacenia gromadzia tutaj ludzi z najdalszych zaktkw Krlestw. Wielu rwnie szybko, jak tu przyjedao, opuszczao to miejsce. Dolina Lodowego Wichru bya pust, bezbarwn krain bezlitosnej pogody i niezliczonych niebezpieczestw. mier bya nieodcznym towarzyszem mieszkacw tych osad, podkradaa si do kadego, kto nie umia sprosta surowej rzeczywistoci Doliny Lodowego

Wichru. W cigu kilku stuleci, ktre miny od chwili odkrycia pstrgw, miasta znacznie si rozrosy. Pocztkowo dziewi osiedli znad jezior byo niczym wicej, ni skupiskami szaasw poszczeglnych pogranicznikw nad szczeglnie dobrymi dziurami do owienia ryb. Dziesita osada, Bryn Shander - cho teraz otoczona palisad, pene krztaniny osiedle, zamieszkane przez kilka tysicy ludzi - bya zaledwie pustym pagrkiem, na ktrym staa samotna hala, w ktrej rybacy raz do roku zbierali si, by wymieni opowieci i dobra z kupcami z Luskanu. Za dawnych czasw Dekapolis widok nawet maej jednomiejscowej odzi wiosowej na jeziorach, ktrych wody przez okrgy rok byy tak zimne, e mogy w cigu kilku minut zabi nieszcznika, ktremu zdarzyo si wypa za burt, by niesychanie rzadki. Teraz kade miasto nad jeziorami posiadao flotyll aglowcw, z powiewajcymi na masztach jego flagami. Samo Targos, najwiksza z rybackich osad, mogo wystawi ponad sto kutrw na Maer Dualdon, a wrd nich kilka dwumasztowych szkunerw, z zaog liczc ponad dziesiciu ludzi. Dochodzce z uwikanych w ktni odzi okrzyki i szczk stali staway si coraz goniejsze. Nie po raz pierwszy Regis zastanawia si, czy ludnoci Dekapolis nie dziaoby si lepiej bez tych kopotliwych ryb. Halfling przyznawa jednak, e Dekapolis stao si dla niego przystani. Jego wyrobione, zrczne palce atwo przyzwyczaiy si do narzdzi rzebiarskich i nawet zosta wybrany burmistrzem jednej z osad. Osada ta - Lonelywood, bya najmniejsz i najbardziej wysunit na pnoc z caej dziesitki, obuz siedzia tutaj na obuzie, lecz Regis cay czas traktowa t nominacj jak zaszczyt. Byo to take dogodne rozwizanie: jako jedyny prawdziwy rzebiarz w Lonelywood, Regis by t osob w osadzie, ktra miaa powody, lub chci do regularnych wdrwek do Bryn Shander - gwnej osady i centrum targowego Dekapolis. Dla halflinga byo to rzeczywistym dobrodziejstwem. Zosta gwnym kurierem, ktry przynosi poowy rybakw z Lonelywood na targ, dla komisji dzielcej dobra na dziesi czci. Wystarczao to do utrzymania go przy wyrobie pamitek i czynio jego ycie duo atwiejszym. Raz na miesic w sezonie letnim i raz na trzy miesice zim, jeli oczywicie pogoda na to pozwalaa, aby wywiza si ze swych obowizkw burmistrza, Regis szed na zebranie. Spotkania takie

odbyway si w Bryn Shander i, mimo e koczyy si mao wanymi sugestiami, dotyczcymi terytoriw poowowych, zazwyczaj trway kilka godzin. Obecno na nich bya dla Regisa niewielk cen, jak musia paci za swj monopol na wdrwki na poudniowe targowisko. Walka na odziach wkrtce si skoczya, zgin tylko jeden czowiek. Regis znw podda si spokojnej radoci obserwacji eglujcych po niebie chmur. Halfling spojrza przez rami na tuziny skadajcych si na Lonelywood niskich, drewnianych domkw, skrytych w gstych szeregach drzew. Nie zwaajc na reputacj mieszkacw, Regis uwaa to miasteczko za najlepsze w caym regionie. Las zapewnia pewn ochron przed wyjcym wiatrem i dobry budulec na domy. Tylko odlego, dzielca od Bryn Shander, powstrzymywaa miasteczko zagubione w lesie od stania si najbardziej znaczcym czonkiem Dekapolis. W pewnym momencie Regis wycign spod kaftana rubinowy wisiorek i zapatrzy si na zachwycajcy urod klejnot, ktry przywaszczy sobie tysice mil std na poudnie, w Calimporcie od swego dawnego przeoonego. - Ach, Pook - zaduma si, - gdyby tylko mg mnie teraz zobaczy. *** Elf sign po dwa jatagany przywizane w pochwach ud, lecz yeti zbliay si zbyt szybko. Drizzt instynktownie obrci si w lewo, wystawiajc si przeciwnym bokiem na przyjcie uderzenia pierwszego potwora. Yeti, obejmujc go swymi wielkimi ramionami, obezwadni jego prawe rami, ale lewe udao si mu utrzyma wolne po to, by wycign bro. Ignorujc bl, wywoany uciskiem yeti, Drizzt przycisn pewnie rkoje swego jatagana do uda, pozwalajc, aby pd drugiego atakujcego potwora wbi go na zakrzywione ostrze. Targany miertelnymi drgawkami drugi yeti odepchn si, zabierajc jatagan ze sob. Potwr, ktry pozosta, zwali Drizzta na ziemi swym ciarem. Drow wysila si jak mg, pracujc wolnym ramieniem, aby utrzyma miercionone zby z dala od swego garda, lecz wiedzia, e zwycistwo

nad nim silniejszego przeciwnika jest tylko kwesti czasu. Nagle Drizzt usysza ostry trzask. Cielskiem Yeti szarpno, gowa wykrcia si pod dziwacznym ktem, gdzie sponad czoa spyna na pysk ohydna mieszanina krwi i mzgu. - Spnie si, elfie - usysza szorstki, znajomy gos. Bruenor Battlehammer stan na grzbiecie martwego przeciwnika, nie zwracajc przy tym w ogle uwagi na fakt, e ciki potwr ley dokadnie na jego przyjacielu, elfie. Bez wzgldu na niewygody owej sytuacji, dugi, niejednokrotnie poamany nos krasnoluda i jego poprzetykana pasemkami siwizny, a przy tym nadal jeszcze ognicie ruda broda, byy szczeglnie miym widokiem dla Drizzta. - Wanie, gdy wyszedem rozejrze si za tob, zobaczyem, e masz kopoty. Ulga, jak poczu, a take maniery zawsze zdumiewajcego go krasnoluda, wywoay umiech na twarzy Drizzta. Podczas, gdy Bruenor pracowa nad uwolnieniem swego topora z grubej czaszki, udao mu si wydosta spod potwora. - eb ma tak twardy, jak zamarznity db - mrukn krasnolud. Zapar si nogami w ziemi za uszami yeti i potnym szarpniciem wycign topr. - Tak przy okazji, gdzie jest twj kotek? Drizzt pogrzeba chwil w swoim plecaku i wycign ma, onyksow statuetk pantery. - Trudno nazwa Guenhwyvar kotkiem - powiedzia z penym czuoci uszanowaniem. Obraca figurk w rkach, sprawdzajc jej skomplikowane szczegy, aby upewni si, e w czasie upadku nie zostaa uszkodzona ciarem yeti. - Ba, kot jest zawsze kotem - upiera si Bruenor. - Dlaczego jej tu nie byo, gdy jej potrzebowae? - Kade zwierz, nawet magiczne, potrzebuje odpoczynku - wyjani Drizzt. - Ba! - Bruenor siarczycie splun. - To z pewnoci jest smutny dzie, gdy drow, a co wicej: pogranicznik, na otwartej rwninie, w obliczu dwu parszywych yeti z tundry pozbywa si swojej ochrony! Bruenor obliza zakrwawione ostrze swego topora i splun z obrzydzeniem. - mierdzce bestie - mrukn. - Nie mona nawet zje tego wistwa! - Wbi topr w ziemi, aby oczyci ostrze i ruszy w kierunku

Kelvins Cairn. Drizzt woy Guenhwyvar z powrotem do plecaka i poszed wycign swj jatagan z drugiego potwora. - Chode elfie - zaja go krasnolud. - Mamy przed sob pi mil, jeli nie wicej! Drizzt potrzsn gow i wytar zakrwawione ostrze o futro powalonego potwora. - Tocz si, Bruenorze Battlehammer - szepn z umiechem, - i wiedz, ku swemu zadowoleniu, e kady potwr na twojej drodze nieomylnie odnotuje twoj obecno i z pewnoci bdzie trzyma gow w bezpiecznym miejscu!

3 MIODOWA SALA Wiele mil przez pozbawion szlakw tundr, na najbardziej wysunitych na pnoc granicach w caych Krlestwach, na pnoc od Dekapolis zimowe mrozy ciy ju ziemi w biae szkliwo. Nie byo tu gr, czy drzew, aby zablokowa zimne ukszenia nieustajcego wschodniego wiatru i wiecznie mronego powietrza z lodowca Regheda. Wielkie gry lodowe Morza Ruchomego Lodu dryfoway powoli, a nad ich wysoko sigajcymi wierzchokami wy wiatr w ponurym przypomnieniu zbliajcej si pory roku. Szczepy nomadw, ktre spdziy tu z reniferami lato, nie powdroway tym razem za stadami migrujcymi na poudniowy zachd wzdu wybrzea, ku bardziej gocinnemu morzu po poudniowej stronie pwyspu. Monotoni horyzontu, na ktrym nic si nie poruszao, tylko w jednym miejscu zakcao samotne obozowisko - najwiksze od wicej ni stu lat zgromadzenie barbarzycw tak daleko na pnocy. Aby przyj wodzw poszczeglnych szczepw ustawiono w krg kilka namiotw ze skry reniferw i kady z nich otoczony zosta wasnym krgiem obozowych ognisk. W rodku krgu ze skr reniferw zbudowano wielk sal, przeznaczon na przyjcie wszystkich wojownikw z poszczeglnych szczepw. Czonkowie szczepw nazywali j Hengorot, Miodow Sal. Dla pnocnych barbarzycw byo to miejsce honorowe, gdzie jedzono i pito na cze Temposa, boga bitwy. Tej nocy ogniska na zewntrz sali nie zostay rozpalone zbyt wysoko, gdy krl Heafstaag i Klan osia - ostatni, ktrzy mieli przyby oczekiwani byli w obozowisku przed zachodem ksiyca. Wszyscy barbarzycy, ktrzy byli ju w obozowisku, zgromadzili si w Hengorot i zaczli przedzgromadzeniowe witowanie. Wielkie dzbany miodu stay gsto ustawione na wszystkich stoach; co i raz ze wzrastajc czstotliwoci pobrzmieway odgosy zawodw siowych. Mimo e szczepy czsto prowadziy ze sob wojny, w Hengorot wszystkie rnice schodziy na dalszy plan. U szczytu stou sta pewnie Krl Beorg, krzepki mczyzna z potarganymi blond wosami, siwiejc brod i dowiadczeniem, ktre gboko wyryo si w jego opalonej twarzy. Reprezentujc swj szczep

sta wysoki i wyprostowany, z dumnie rozoonymi szerokimi ramionami. Barbarzycy Doliny Lodowego Wichru ponad dwukrotnie przewyszali sw liczebnoci mieszkacw Dekapolis, rozrastajc si tak, jakby chcieli zyska przewag na tej szerokiej, przestronnej i paskiej tundrze. Byli lepiej dostosowani do ycia w swym kraju, zupenie jak ziemia, po ktrej si poruszali. Ich brodate twarze byy brzowe od soca i popkane od smagni nieustajcego wiatru, co nadawao im czerstwego, zahartowanego wygldu, zmieniajc je przy tym w pozbawione wyrazu maski, nie podobajce si ludziom z zewntrz. Sami gardzili ludnoci Dekapolis, ktra wydawaa si im saba, wiecznie gonica za bogactwem i nie posiadajca adnych duchowych wartoci. Jednak jeden z tych gonicych za bogactwem sta teraz wrd nich, w ich powaanej sali spotka. U boku Beorga czai si deBernezan, ciemnowosy poudniowiec, jedyny czowiek w pomieszczeniu, ktry nie urodzi si i nie wychowa w szczepie barbarzycw. Niemiay deBernezan, rozgldajc si nerwowo po sali, trzyma ramiona skulone tak, jakby kuli je w obronnym gecie. By doskonale wiadom, e barbarzycy nie lubili obcych i kady z nich, nawet najmodszy z usugujcych, mg przypadkowym machniciem rki zama go wp. - Uspokj si! - pouczy Beorg poudniowca. - Tej nocy wychylisz dzban miodu ze Szczepem Wilka. Jeli poczuj, e si boisz... pozostawi reszt niedopowiedzian, lecz deBernezan wiedzia doskonale, jak barbarzycy postpuj ze sabeuszami. May czowieczek uspokoi swj oddech i wyprostowa ramiona. Beorg, mimo to, by take zdenerwowany. Krl Heafstaag by jego najgroniejszym rywalem w tundrze, dowodzcym siami tak samo oddanymi, zdyscyplinowanymi i licznymi, jak jego wasne. W przeciwiestwie do zwykych barbarzyskich wypadw plan Beorga zakada totalny podbj Dekapolis, wzicie w niewol pozostaych przy yciu rybakw i dostatnie ycie dziki bogactwom, ktre zostan zdobyte na jeziorach. Beorg zdawa sobie spraw z niechci tego ludu do porzucenia swego niepewnego ycia nomadw na rzecz znalezienia luksusw, o ktrych dotd w ogle nie mieli pojcia. Wszystko zaleao teraz od zgody Heafstaaga, okrutnego krla zainteresowanego tylko osobist chwa i penym tryumfu pldrowaniem. Beorg wiedzia, e nawet gdy odnios zwycistwo nad Dekapolis, bdzie mia do czynienia

ze swym rywalem, ktry tak atwo nie zapomnia szalonego rozlewu krwi, ktry doprowadzi go do potgi. To by most, ktry krl Szczepu Wilka powinien przekroczy pniej - teraz najwaniejszym zadaniem byo zapocztkowa podbj, a gdyby Heafstaag wzbrania si przed tym, ostatnie ze szczepw mogyby si odczy od ich sojuszu. Wojn mona byo rozpocz najwczeniej nastpnego ranka. To mogo sprowadzi nieszczcie na cay jego lud, nawet ci barbarzycy, ktrzy przeyj pocztkowe walki, bd zmuszeni do brutalnych zmaga z zim. Renifery opuciy ju dawno te tereny, odchodzc na poudniowe pastwiska, za jaskinie po drodze byy zupenie nie przygotowane. Heafstaag by sprytnym wodzem, wiedzia, e w tak pnym czasie musieli postpowa wedug pierwotnego planu, ale Beorg mimo to zastanawia si, jakie warunki przedstawi jego rywal. Beorg by zadowolony z tego, e nie wybuch aden wikszy konflikt midzy zgromadzonymi szczepami, i e tej nocy, gdy wszyscy zgromadzili si we wsplnej sali, atmosfera bya braterska, a kada broda w Hengorot spywaa piwn pian. Ryzykiem, jakiego podj si Beorg, by plan zjednoczenia szczepw przeciwko wsplnemu wrogowi i obietnica powodzenia. Wszystko szo dobrze... jak dotd. Brutalny Heafstaag niestety posiada klucz do wszystkiego. *** Cikie buty kolumny Heafstaaga swym zdecydowanym marszem wstrzsny ziemi. Olbrzymi, jednooki krl sam prowadzi pochd wielkimi, koyszcymi si krokami, charakterystycznymi dla nomadw tundry. Zaciekawiony propozycj Beorga, zdajc sobie spraw z wczesnego pocztku zimy, gruby krl wybra marsz w zimn noc, zatrzymujc si tylko na krtko, aby co zje i odpocz. Mimo tego, e by znany gwnie ze swej niezwykej sprawnoci w walce, Heafstaag by wodzem, ktry starannie way kade swe posunicie. Pozostawiajcy gbokie wraenie marsz powinien doda znaczenia uprzedniemu respektowi, okazywanemu jego ludowi przez wojownikw innych szczepw, a Heafstaag by skory do rzucenia si na kad korzy, jak mg osign. Nie spodziewa si adnych kopotw w Hengorot. Darzy Beorga wielkim powaaniem. Ju dwukrotnie wczeniej spotka si z

wodzem Klanu Wilka na ubitej ziemi, nie pozwalajc na jego zwycistwo. Jeli plan Beorga by tak obiecujcy, jak si pierwotnie wydawao, Heafstaag postpiby wedug niego, dajc tylko rwnego udziau w dowodzeniu z krlem-blondynem. Nie mia takich dylematw, jak ten, e kiedy czonkowie szczepw podbij miasta, koczc ze swym starym stylem ycia, to czy bd zadowoleni z nowego, handlujc pstrgami. By jednak gotw zrealizowa fantazje Beorga, jeli zapewnioby mu to wstrzs, jaki niesie ze sob bitwa i atwe zwycistwo. Niech pldruj i zapewni sobie ciepo na dug zim, zanim zmieni pierwotn zgod i po swojemu rozdzieli upy. Gdy ukazay si wiata obozowych ognisk, kolumna przyspieszya kroku. - piewajcie, moi dumni wojownicy! - rozkaza Heafstaag. piewajcie mocno, z caego serca! Niech ci, ktrzy si tutaj zgromadzili, zadr na wie o zblianiu si Klanu osia! *** Syszc nadejcie Heafstaaga Beorg nastawi uszu. Zna doskonale taktyk przeciwnika i nie by zdziwiony tym, e w kocu, w ciemnociach nocy, rozlegy si pierwsze dwiki Pieni Temposa. Krl-blondyn zareagowa natychmiast, walc pici w st i woajc o cisz do zgromadzenia. - Harkenie, czowieku z pnocy! - krzykn. - Jeste zobowizany do stawienia czoa wyzwaniu pieni! Hengorot wypeni si natychmiast ruchem - wszyscy obecni rzucili si do swych krzese i gramolili si, aby doczy do gromadzcych si grup swych szczepw. Gos kadego wznosi si i czy we wsplnym refrenie do Boga Walki, sawic czyny chway i sawy polegych na polu bitwy. Tych wersw uczono kadego chopca z barbarzyskich szczepw od chwili, gdy tylko wypowiada swe pierwsze sowa, gdy Pie Temposa uwaana bya aktualnie za miar siy szczepu. Jedyn zmian w sowach refrenu midzy szczepami, bya zmiana identyfikujca piewajcych. Wojownicy piewali crescendo, gdy pie mwia o tym, e ten, kto wzywa Boga Wojny, by wyranie syszany przez Temposa. Heafstaag prowadzi swych ludzi prosto ku wejciu do Hengorot.

Wewntrz sali zawoania Klanu Wilka byy zaguszane przez innych, lecz wojownicy Heafstaaga dorwnywali si ludziom Beorga. Jeden po drugim mniejsze szczepy cichy zdominowane przez klany Wilka i osia. Wyzwanie nioso si midzy dwoma pozostaymi szczepami jeszcze przez wiele minut i aden z nich nie chcia porzuci pierwszestwa w obliczu swego bstwa. Wewntrz Miodowej Sali ludzie z wrogich szczepw chwytali ju nerwowo za bro, niejedna wojna na rwninach wybucha z takiego wanie powodu - wyzwanie pieni nie mogo wyranie okreli zwycizcy. W kocu poa namiotu zostaa podniesiona, pozwalajc wej choremu Heafstaaga, wysokiemu i dumnemu, o uwanych oczach, ktre bacznie obserwoway wszystko to, co si wok nich dziao, zadajc kam swemu wiekowi. Przytkn fiszbinowy rg do swych warg i wydoby z niego czysty dwik i wtedy rwnoczenie, zgodnie z tradycj, oba szczepy przestay piewa. Chory przeszed przez cae pomieszczenie w kierunku krlagospodarza, jego oczy nawet nie mrugny, nie odwrciy si nawet na moment od potnego oblicza Beorga, cho ten mg zobaczy, e twarz modzieca przybraa wyraz, jakby ten growa nad nim. Heafstaag dobrze wybra swego herolda, pomyla Beorg. - Dobry krlu Beorgu - zacz herold, gdy ustao wszelkie poruszenie, - i wy pozostali zgromadzeni tu krlowie. Klan osia pyta o pozwolenie wejcia do Hengorotu i wypicia z wami miodu, abymy mogli si wszyscy poczy w toacie na cze Temposa. Beorg przyglda si heroldowi troch duej, sprawdzajc czy t nieoczekiwan zwok wyprowadzi modzieca z rwnowagi. Lecz herold nawet nie mrugn, nie odwrci si te pod wpywem jego przenikliwego wzroku. Jego szczki pozostay pewne i twarde. - Witaj - odpar Beorg z naciskiem. - Mio mi znowu was spotka. Potem mrukn pod nosem. - Szkoda, e to Heafstaag nie posiada twojej cierpliwoci. - Zapowiadam Heafstaaga, krla Klanu osia - krzykn herold czystym gosem. - Syna Hrothulfa Mocnego, syna Angaara Dzielnego, trzykrotnego zabjc wielkiego niedwiedzia, dwukrotnego zdobywc Termalaine na poudniu; ktry zabi w pojedynku Raaga Doninga, krla Klanu Niedwiedzia, jednym uderzeniem... Sowa te wywoay niespokojne pomruki wrd czonkw Klanu

Niedwiedzia, a szczeglnie ich krla, Haalfdanea, syna Raaga Doninga. Herold niewzruszony jednak cign tak przez wiele minut, wyliczajc kady czyn, kady zaszczyt, kady tytu zgromadzony przez Heafstaaga w cigu jego dugiej i byskotliwej kariery. Jak walka na pieni bya wspzawodnictwem klanw, tak wyliczanie tytuw i bohaterskich czynw byo osobistym wspzawodnictwem midzy mczyznami, a szczeglnie midzy krlami, ktrych chwaa i sia spywaa prosto na ich wojownikw. Beorg ba si tej chwili, gdy konto jego rywala przewyszao nawet jego wasne. Wiedzia, e jednym z powodw, dla ktrych Heafstaag przyby ostatni byo to, eby lista zostaa przedstawiona w obecnoci wszystkich ludzi, ktrzy syszeli herolda Beorga na prywatnej audiencji po swym przybyciu kilka dni wczeniej. Korzyci krla-gospodarza, byo odczytanie listy w obecnoci kadego szczepu, podczas gdy heroldowie krlw odwiedzajcych mogli przemawia tylko do szczepw obecnych przed ich bezporednim przybyciem. Przybywajc ostatni, w chwili, gdy wszystkie inne klany ju si zgromadziy, Heafstaag osign t przewag. W kocu herold skoczy i wrci przez sal, aby podtrzyma po namiotu w chwili wejcia swego krla. Heafstaag ruszy pewnie przez Hengorot, aby stan przed Beorgiem. Jeli ludzie byli pod wraeniem listy chway Heafstaaga, to z pewnoci nie doznali zawodu na jego widok. Rudobrody krl mia prawie siedem stp wzrostu i beczkowaty obwd klatki piersiowej, przy ktrym nawet obwd Beorga by karli. Heafstaag dumnie nosi blizny po ranach odniesionych w bitwach; jedno oko mia wydarte przez rogi renifera, a lew rk nosi bezwadn od czasu walki z niedwiedziem polarnym. Krl Klanu osia widzia wicej bitew, ni ktrykolwiek mczyzna z tundry i wszystko wskazywao na to, e gotw by stoczy ich jeszcze wiele. Obaj krlowie patrzyli na siebie ponuro, aden z nich nie mrugn, ani nawet na chwil nie odwrci wzroku. - Wilk czy o? - zapyta w kocu Heafstaag, byo to waciwe pytanie po nie rozstrzygnitym wyzwaniu na pieni. Beorg stara si udzieli stosownej odpowiedzi: - Mio ci powita i milo z tob walczy - powiedzia. - Niech decyduj ostre uszy samego Temposa, gdy sam tylko bg moe by zmuszony do dokonania takiego wyboru.

Po przeprowadzonych we waciwy sposb formalnociach napicie z twarzy Heafstaaga znikno. Umiechn si szeroko do swego rywala. - Witaj, Beorgu, krlu Klanu Wilka. Ciesz si, e ci widz i nie widz mej wasnej krwi, barwicej ostrze twojej mierciononej broni. Przyjazne sowa Heafstaaga zaskoczyy Beorga. Nie yczyby sobie lepszego rozpoczcia narady wojennej. Odpar na komplement z rwnym zapaem. - Ani opadnicia w niechybnym ciciu twego okrutnego topora! Umiech nagle znik z twarzy Heafstaaga, gdy zobaczy ciemnowosego mczyzn u boku Beorga. - Jakie prawo, chway lub krwi, ma ten saby poudniowiec przebywa w Miodowej Sali Temposa? - zapyta rudobrody krl - Jego miejsce jest z samym sob, a w najlepszym razie z kobietami! - Powstrzymaj si, Heafstaagu - wyjani Beorg. - To jest deBernezan, czowiek bardzo wany dla pomylnoci naszego zwycistwa. Przynis mi wane informacje, gdy mieszka w Dekapolis od dwu lub wicej zim. - A wic jak peni rol? - naciska Heafstaag. - Informowa nas - wycofa si Beorg. - To przeszo - powiedzia Heafstaag. - Jak teraz ma dla nas warto? Z pewnoci nie moe walczy u boku takich wojownikw, jak nasi. Beorg rzuci okiem na deBernezana, duszc w sobie pogard dla psa, ktry zdradzi swj wasny lud w aosnym usiowaniu napenienia swej wasnej sakiewki. - Pro w swojej sprawie, poudniowcu. I niech Tempos znajdzie na tym polu miejsce dla twoich koci! DeBernezan daremnie usiowa wytrzyma stalowy wzrok Heafstaaga, niepewnie odchrzkn i przemwi tak gono i pewnie, jak tylko mg. - Gdy miasta zostan zdobyte, a ich bogactwa zabezpieczone, bdziesz potrzebowa kogo, kto zna poudniowe rynki zbytu. Ja jestem tym czowiekiem. - Za jak cen? - mrukn Heafstaag. - Wygodne ycie - odpar deBernezan - Honorow pozycj, nic wicej. - Ba! - parskn Heafstaag. - Zdradzi swoich, moe zdradzi i nas! Olbrzymi krl wyrwa zza pasa topr i rzuci si na deBernezana. Beorg

wykrzywi si doskonale wiedzc, e ta krytyczna sytuacja moe zaway na caym planie. Heafstaag chwyci sw poszarpan rk tuste, czarne wosy deBernezana i odcign gow mniejszego mczyzny na bok, odsaniajc tym samym jego szyj. Zamachn si potnie toporem, nie spuszczajc przy tym wzroku z twarzy poudniowca. Nawet wbrew niezomnym reguom tradycji Beorg musia przyzna, e deBernezan zachowa si w tym momencie jak naleao: may czowiek zosta ostrzeony bez adnej wtpliwoci, e jeli si szarpnie, zginie, lecz jeli przyjmie cios - a Heafstaag zaledwie prbowa go prawdopodobnie ocali swe ycie. Zebrawszy ca si woli deBernezan utkwi wzrok w Heafstaagu i nie cofn si przed zbliajc si mierci. W ostatniej chwili Heafstaag odwrci topr, jego ostrze wisno o wos od garda poudniowca. Heafstaag rozluni swj uchwyt, lecz nadal przewierca przybd spojrzeniem swego jedynego oka. - Uczciwy czowiek przyjmuje wszystkie wyroki krla, ktrego wybra oznajmi deBernezan robic wszystko, aby jego gos brzmia pewnie. Ze wszystkich ust w Hengorot rozlegy si okrzyki aplauzu, a gdy ucichy Heafstaag zwrci si ponownie do Beorga. - Kto bdzie prowadzi? - zapyta bez osonek olbrzym. - Kto zwyciy w wyzwaniu pieni? - odpar Beorg. - Dobrze powiedziane, dobry krlu - Heafstaag pochwali rywala. - A wic razem ty i ja, i niech nikt nie dyskutuje nad tym! Beorg pokiwa gow. - mier temu, kto by si na to poway. DeBernezan westchn gboko z ulg i przesun nieznacznie stopy; gdyby Heafstaag, czy nawet Beorg zauwayli kau midzy jego stopami, prawdopodobnie tym razem poegnaby si z yciem. Znw przesun nerwowo nogi i rozejrza si, przeraony napotkanym wzrokiem modego herolda. Twarz deBernezana zbielaa w oczekiwaniu ponienia i mierci. Herold nieoczekiwanie jednak odwrci si rozbawiony i w nie majcym precedensu akcie askawoci nie powiedzia ani sowa. Heafstaag wyrzuci ramiona ponad gow i unis wzrok i topr do sufitu. Beorg take wyrwa swj topr zza pasa i szybko naladowa ruchy drugiego krla.

- Tempos! - zakrzyknli jednogonie. Potem, raz jeszcze spojrzawszy po sobie nacili gboko toporami swe lewe ramiona, zwilajc ostrza wasn krwi. W zgranym ruchu odwrcili si i rzucili broni przez sal oba topory znalazy swj cel w tej samej beczuce miodu. Natychmiast najblisi mczyni chwycili dzbany i rzucili si, eby zapa pierwsze krople wypywajcego miodu, ktry zosta pobogosawiony krwi ich krlw. - Przedstawi ci mj plan - powiedzia Beorg do Heafstaaga. - Pniej, szlachetny mj przyjacielu - odpar jednooki krl. - Niech ta noc bdzie czasem pieww i picia dla uczczenia naszego zbliajcego si zwycistwa. - Poklepa Beorga po ramieniu i mrugn jedynym okiem. - Ciesz si z mego przybycia, gdy bye okrutnie nie przygotowany na takie zgromadzenie - powiedzia miejc si serdecznie. Beorg popatrzy na niego z zaciekawieniem, ale eby rozwia jego podejrzenia Heafstaag znw groteskowo mrugn. Nagle rozemiany olbrzym strzeli palcami w kierunku jednego ze swych dowdcw, trcajc okciem swego rywala, jakby powiedzia jaki art. - Id po dziewuchy! - poleci.

4 KRYSZTAOWY RELIKT Bya tylko ciemno. Na szczcie nie mg sobie przypomnie co si wydarzyo i gdzie jest. Tylko czer, kojca czer. Potem mrony ar zacz obejmowa jego policzki, wytrcajc go z odrtwiajcego letargu. Stopniowo udao mu si otworzy oczy, lecz nawet gdy je mruy, olepiajca biel bya dla nich zbyt intensywna. Lea twarz w niegu. Wszdzie wok wznosiy si gry, a ich postrzpione szczyty i gbokie nawisy niene przypomniay mu gdzie si znajduje. Porzucili go na Grzbiecie wiata. Pozostawili go, aby umar. Gowa Akara Kessella bezwadnie chwiaa si, gdy w kocu udao mu si j podnie. Soce wiecio jasno, lecz okrutny chd i wiatr odganiay ciepo jasnych promieni. Na tych wyynach zawsze panowaa zima, a Kessell ubrany by w zbyt cienkie szaty, aby mogy one go chroni przed zabjczymi uderzeniami zimna. Pozostawili go, eby umar. Udao mu si stan na nogach, po kolana w biaym puchu i rozejrze si dookoa. Daleko w dole, w gbokim wwozie Kessell zobaczy kierujce si na pnoc, z powrotem w tundr, szlakiem prowadzcym wok acucha, zapowiadajcego niemoliwe do przebycia gry, szare punkciki, oznaczajce karawan magw, rozpoczynajc sw podr powrotn do Luskanu. Okamali go. Teraz zrozumia, e by tylko pionkiem w faszywej grze, jak podjli z Czerwonym Morkaiem Eldeluc, Dendybar Ctkowany i inni. Nigdy nie mieli zamiaru nagrodzi go tytuem maga. - Jak mogem by tak gupi? - jkn Kessell. W jego umyle, osnuty mg winy zajania obraz Morkaia, jedynego czowieka, ktry kiedykolwiek okaza mu jaki szacunek. Pamita wszystkie radoci, jakich pozwoli dowiadczy mu mag. Pewnego razu Morkai zamieni go w ptaka tak, e dane mu byo poczu t wolno, jak daje lot, a raz w ryb, pozwalajc mu dziki temu dowiadczy czarownego wiata morskich gbin. A on odpaci temu wspaniaemu czowiekowi sztyletem. Gdzie daleko w dole oddalajcy si magowie usyszeli bolesny krzyk

Kessella, odbijajcy si echem od zboczy gr. Eldeluc umiechn si zadowolony z tego, e ich plan wykonany zosta w sposb doskonay i przynagli swego konia. *** Kessell przedziera si przez nieg. Nie wiedzia dokd wdruje - nie mia dokd i. Nie byo dla niego ucieczki. Eldeluc porzuci go, z palcami odrtwiaymi tak, e a pozbawionymi czucia, w zasypanej niegiem dolince o ksztacie beczki - praktycznie nie mia szans, aby si std wydosta. Znowu sprbowa wywoa zaklciem ogie maga. Wycign w niebo rozpostarte palce i szczkajc zbami wypowiedzia sowa mocy. Nic. Nawet smuki dymu. Znw zacz si porusza. Bolay go nogi; wydawao mu si, e kilka palcw ju odpado z jego lewej stopy, ale nie odway si zdj buta, aby potwierdzi suszno podejrze. Ponownie podj wdrwk wok beczkowatej dolinki, postpujc tym samym szlakiem, jaki pozostawi po sobie za pierwszym razem. Nagle stwierdzi, e zmieni kierunek - do rodka. Nie wiedzia dlaczego, a w cakowitym oszoomieniu nie przystan nawet, eby zastanowi si nad tym. Cay wiat sta si zamazan, bia plam. Zamarzajc bia plam. Kessell poczu, e leci w d, powitay go znowu lodowate ukszenia niegu w twarz, a mrowienie w nogach zasygnalizowao koniec ich ycia. Potem poczu... ciepo. Zacz kopa. Zdrtwiaymi z zimna rkoma walczy o swoje ycie. Nagle natkn si na co twardego i poczu, e ciepo wzmaga si. Odpychajc resztk si pozostay nieg, w kocu to co uwolni. Nie wiedzia co waciwie zobaczy. Zoy to na karb delirium. W zmarznitych rkach Akar Kessell trzyma co, co wydawao si by prostoktnym krysztaem lodu, jednak wydzielao ciepo, ktre teraz przepyno przez niego, zostawiajc ponownie uczucie mrowienia. Tym razem oznaczao ono powtrne odrodzenie si. Kessell nie mia pojcia co rzeczywicie si stao i bynajmniej nie troszczy si o to, bowiem teraz znalaz nadziej na ponowne ycie i to mu wystarczao. Przycisn znalezisko do piersi i ruszy z powrotem w kierunku ciany doliny,

szukajc najbardziej osonitego miejsca. Pod maym nawisem, skulony na niewielkiej przestrzeni, gdzie ciepo krysztau stopio nieg, Akar Kessell przey sw pierwsz noc na Grzbiecie wiata. Jego towarzyszem by krysztaowy relikt, Crenshinibon, prastary, czuy artefakt, ktry czeka przez niezliczone wieki na takiego, jak on - by ukaza si w kotlince. Ponownie przebudzony zastanawia si, w jaki sposb zacz ksztatowa sab wol Kessella. By reliktem, zakltym w najwczeniejszych dniach wiata, wypaczeniem, ktre zostao zagubione na cae wieki, ku przeraeniu tych wadcw za, ktrzy poszukiwali jego mocy. Crenshinibon by tajemnic, si najciemniejszego za, czerpic swoj moc z dziennego wiata. By narzdziem nioscym zniszczenie, przyrzdem polepszajcym widzenie, oson i domem dla tego, ktry mg nim wada. Lecz najmniejsz ze wszystkich mocy Crenshinibona bya moc, jak wywiera na swego posiadacza. Akar Kessell spa wygodnie niewiadom tego, co mu si przydarzyo, wiedzia tylko - i tylko o to si troszczy, e jeszcze nie nastpi kres jego ycia. O implikacjach tego wydarzenia wkrtce powinien si dowiedzie. Dowie si, e ju nigdy ponownie nie bdzie popychadem rwnie pretensjonalnych psw jak Eldeluc, Dendybar Ctkowany czy inni. Zostanie Akarem Kessellem ze swoich marze i wszyscy bd mu si kania. - Szacunek - mrukn z gbin swego snu; snu, ktry zesa na niego Crenshinibon. Akar Kessell, Tyran Doliny Lodowego Wichru. *** Kessell obudzi si o wicie, o ktrym myla, e ju nigdy nie bdzie mu dany. Krysztaowy relikt chroni go przez noc, ale nie tylko - zrobi duo wicej ni tylko ochrania go przed zamarzniciem. Czu si dziwnie odmieniony tego ranka. Ubiegej nocy zainteresowany by tylko tym, aby utrzyma si przy yciu, zastanawia si tylko jak dugo bdzie mg jeszcze y. Lecz teraz zacz si zastanawia nad jakoci swego ycia. Samo przeycie nie stanowio ju problemu, czu pync w sobie moc.

Biay jele wskoczy na grzbiet ograniczajcy kotlink. - Dziczyzna - wyszepta gono Kessell. Wycign palec w kierunku zwierzcia i wypowiedzia sowa zaklcia i a zadra z podniecenia, gdy poczu jak moc rozlewa si po jego yach. Z rki wystrzelia biaa byskawica, zabijajc jelenia na miejscu. - Dziczyzna - owiadczy przenoszc mentalnie w powietrzu zwierz do siebie, nie mylc nawet o tym, e telekinezy nie byo nawet w repertuarze zakl jego nauczyciela, samego Morkaia Czerwonego. Cho kryszta nie chcia mu na to pozwoli, zachanny Kessell nigdy nie przesta zastanawia si nad tym, w jaki sposb ujawniy si nagle zdolnoci, ktre tak dugo byy w nim ukryte. Teraz dziki reliktowi mia poywienie i ciepo, lecz mag powinien mie zamek, co te momentalnie sobie uzmysowi. Miejsce, w ktrym mgby bez przeszkd praktykowa swe najciemniejsze sekrety. Spojrza na artefakt oczekujc jakiej odpowiedzi i stwierdzi, e obok pierwszego ley bliniaczy kryszta. Instynktownie, jak mu si wydawao (jednak w rzeczywistoci bya to nowa, podwiadoma sugestia Crenshinibona), zrozumia jak rol ma przyznan przy spenianiu swych ycze. Natychmiast pozna oryginalny kryszta po cieple i mocy, jakie z niego emanoway, lecz drugi kryszta rwnie go zaciekawi, bowiem mia wasn aur mocy. Podnis kopi krysztau i przenis j na rodek kotlinki, kadc j w gbokim niegu. - Ibssum dal abdur - wymamrota, nie wiedzc dlaczego i nie wiedzc nawet co to znaczy. Gdy poczu si emanujc z kopii reliktu cofn si, ta pochwycia promienie soca i wcigna je w siebie. Teren otaczajcy kotlink okry si cieniem, jakby skrada cae wiato dnia. Kopia krysztau zacza pulsowa wewntrznym, rytmicznym wiatem, potem zacza rosn. Rozszerzaa si u podstawy, wypeniajc prawie ca kotlink, przez chwil nawet Kessell obawia si, ze zostanie wprasowany w skalist cian. Wraz z rozszerzaniem si dou krysztau jego wierzchoek pocz wznosi si ku porannemu niebu, utrzymujc swe rozmiary zgodnie ze rdem swej mocy. Nieduo pniej rozrost zosta zakoczony; bya to nadal kopia Crenshinibona, teraz jednak gigantycznych rozmiarw. Krysztaowa wiea. W jaki sposb - pewnie w ten sam, w jaki Kessell dowiedzia si wszystkiego o krysztaowym relikcie - pozna jej nazw.

Cryshal-Tirith. *** Kessell powinien by zadowolony - przynajmniej wtedy - z pozostania w Cryshal-Tirith i ywienia si zwierztami, ktre miay nieszczcie wczy si w jej pobliu. Pochodzi z niskiej klasy, pozbawionych wikszych ambicji chopw i, mimo e w widoczny sposb chepi si aspiracjami przerastajcymi jego pozycj, by oniemielony nastpstwami przyrostu mocy. Nie rozumia tego jak, lub dlaczego ci, ktrzy osignli rozgos i wznieli si ponad motoch, okamywali samych siebie, pozostawiajc daleko w tyle osignicia innych i odwrotnie, brak swego wasnego ja, jako wolny wybr swego losu. Teraz, gdy mia w swych rkach potg, tak naprawd nie wiedzia co z ni zrobi. Crenshinibon czeka zbyt dugo na swj powrt do ycia, aby teraz traci czas na ochron sabego czowieka. Przelewanie przez Kessella z pustego w prne byo w tej chwili, z perspektywy reliktu, nader istotne i przydatne; po jakim czasie zmusi Kessella, aby postpowa wedug swych nocnych widze. Crenshinibon mia bowiem czas. Relikt chcia znowu posmakowa dreszczu podboju, lecz kilka lat nie wydawao si zbyt dugim okresem dla przedmiotu, ktry zosta stworzony w pocztkach dziejw. Mg urobi sobie Kessella na prawdziwego przedstawiciela swej mocy, zrobi z niego elazn pi, ktra wykonywa bdzie jego przesanie zniszczenia. Wykona to tak, jak czyni to setki razy w pocztkowych drgnieniach wiata, tworzc i szkolc swych najbardziej przeraajcych i okrutnych przeciwnikw prawa na wszystkich uniwersalnych planach. Mg to zrobi ponownie. Tej samej nocy Kessell, picy na elegancko przystrojonym drogim pitrze Cryshal-Tirith, ni o podbojach. Nie odway si na podjcie kampanii przeciwko takiemu miastu, jak Luskan, ani nawet na podbicie takich osiedli, jak Dekapolis, by mniej ambitny, a mimo to marzy o stworzeniu wasnego krlestwa. Marzy o tym, aby zmusi szczepy goblinw do tego, by mu suyy, uywajc ich do przyjcia roli jego gwardii osobistej, wykonujcej wszystkie jego rozkazy. Nastpnego ranka, gdy si obudzi i przypomnia sobie swoje sny, stwierdzi, e

podoba mu si ten pomys. Niedugo po wstaniu zbada trzecie pitro wiey; pokj, jak wszystkie inne, zrobiony z gadkiego, lecz odpornego jak kamie krysztau, by wypeniony rozmaitymi urzdzeniami sucymi do ledzenia. Kessell poczu nagle nieprzepart ch wykonania pewnych gestw i wypowiedzenia pewnych sw arkanw rozkazu, jakich spodziewaby si usysze z ust Morkaia. Podda si temu uczuciu i przyglda si zachwycony, jak perspektywa jednego z luster w pokoju nagle zacza wirowa w szarej mgle. Gdy mga si rozwiaa, pojawi si obraz. Kessell rozpozna dolin, ktr przeby na niewielkim odcinku, zanim Eldeluc, Dendybar Ctkowany i pozostali nie pozostawili go na pewn mier. Teren zajty by przez krztajcy si klan goblinw, rozbijajcych obozowisko. Prawdopodobnie byli to nomadzi, gdy oddziay wyruszajce na wojn rzadko zabieray ze sob kobiety i modzie na krtkie wypady. Setki jaski znaczyo stoki tych gr, aby ich ilo bya wystarczajca do pomieszczenia klanw orkw, goblinw, ogrw i potniejszych potworw. Konkurencja o legowiska bya szalona i pomniejsze klany goblinw byy zazwyczaj wyrzucane na zim, brane do niewoli, lub zwyczajnie wybijane. - Jakie to odpowiednie - zdumia si Kessell, zastanawiajc si, czy podmiot jego snw jest tylko przypadkiem, czy te moe przepowiedni. W nastpnym, nagym impulsie wysa sw wol poza zwierciado - do goblinw. Wynik tego dziaania wstrzsn nim. Najwyraniej zaskoczone gobliny odwrciy si jak jeden w kierunku niewidzialnej siy. Wojownicy lkliwie wycignli swe kije i kamienne topory, za kobiety i dzieci przycupny z tyu grupy. Potniejszy ni inne goblin, prawdopodobnie przywdca, wyszed kilka krokw przed swych onierzy, trzymajc przed sob swj kij w gecie obronnym. Kessell podrapa si po policzku, zastanawiajc si nad zasigiem swej nowo pozyskanej siy. - Chod do mnie - zawoa do przywdcy goblinw. - Nie moesz mi si oprze! *** Szczep przyby do kotlinki wkrtce potem. Trzymajc si w

bezpiecznej odlegoci prbowali dokadnie dowiedzie si czym jest wiea i skd si tutaj wzia. Kessell przez chwil pozwoli im podziwia wspaniaoci swego nowego domu, a potem znw przemwi do przywdcy, zmuszajc goblina do zblienia si do Cryshal-Tirith. Olbrzymi goblin wystpi z szeregu, walczc o kady krok podszed do podstawy wiey. Nie zobaczy tam drzwi, gdy wejcie do CryshalTirith byo niewidzialne dla wszystkich, z wyjtkiem mieszkacw innych planw i tych, ktrym Crenshinibon, lub ten kto nim wada, pozwoli wej. Kessell poprowadzi przeraonego goblina na pierwsze pitro budowli. Bdc ju wewntrz wdz pozosta bez ruchu. Nerwowo strzela dokoa oczyma, starajc si dostrzec t przewyszajc wszystko si, ktra zmusia go do wejcia do tej struktury z olepiajcych krysztaw. Mag (tytu zwizany z posiadaniem Crenshinibona, nawet gdyby Kessell nigdy nie by zdolny zapracowa sobie na to swymi wasnymi czynami) pozwoli nieszczsnemu stworzeniu czeka przez chwil, wzmagajc tym tylko jego przeraenie. Potem, otworzywszy tajemne, lustrzane drzwi, ukaza si na szczycie schodw. Spojrza na biedne stworzenie i zachichota wesoo. Goblin w widoczny sposb zadra, gdy zobaczy Kessella. Poczu, pokonujc jego wasn, wol maga zwalajc stworzenie na kolana. - Kim jestem? - zapyta Kessell. Goblin czoga si i jcza. Odpowied zostaa wydarta z niego si, ktrej nie mg si oprze. - Panem.

5 PEWNEGO DNIA Bruenor szed po skalistej pochyoci, wolno odmierzajc swe kroki. Buty odnajdoway to samo co zwykle oparcie, gdy wspinay si na najwyszy punkt poudniowego koca doliny krasnoludw. Ludnoci Dekapolis, ktra czsto widywaa krasnoluda stojcego w zamyleniu na grani, ta wysoka kolumna na skalnym grzbiecie okalajcym dolin znana bya jako Wzniesienie Bruenora. Na zachd, przed oczyma krasnoluda lniy wiata Termalaine, a zaraz za nimi ciemne wody Maer Dualdon, znaczone od czasu do czasu przesuwajcymi si wiatami kutrw, ktrych zaogi uparcie odmawiay przybicia do brzegu, zanim nie zowi pstrga. Krasnolud czu si doskonale, stojc na pododze tundry pod sufitem z gwiazd migoczcych noc. Kopua niebios wydawaa si by wypolerowana przez zimny wiatr wiejcy po zachodzie soca i Bruenor czu si tak, jakby wyzwoli si z ziemskich wizw. W tym miejscu znalaz swoje marzenia, przenoszce go do jego prastarego domu Mithril Hall. Domu jego ojca, dziadw i pradziadw, gdzie rzeki lnicego metalu pyny szeroko i gboko, a moty krasnoludzkich kowali, dzwoniy na chwa Moradina i Dumathiona. Bruenor by zaledwie goowsem, gdy jego lud wry si zbyt gboko w trzewia ziemi i zosta stamtd wyrzucony przez ciemne moce w ciemnych dniach. By teraz najstarszym czonkiem swego maego klanu i jedynym z tych, ktrzy na wasne oczy widzieli skarby Mithril Hall. Stworzyli sobie dom w skalistej dolinie, midzy dwoma najbardziej na pnoc wysunitymi jeziorami, na dugo przed przybyciem pierwszych ludzi - nie liczc barbarzycw - do Doliny Lodowego Wichru. Byli tylko biednymi resztkami kwitncego niegdy spoeczestwa krasnoludw, grup uciekinierw, pobitych i zamanych strat swej ojczyzny i dziedzictwa. Ich liczebno zmniejszaa si; ich starcy umierali zarwno z powodu podeszego wieku, jak i ze smutku. Mimo e kopanie pod polami tego regionu przynosio korzyci, krasnoludy wydaway si by skazane na pogrenie si w niepamici. Gdy jednak powstao Dekapolis, szczcie znw umiechno si do nich. Dolina krasnoludw pooona bya tu na pnoc od Bryn Shander, bya blisz gwnemu miastu, ni

ktrekolwiek z rybackich miasteczek, za ludzie, czsto wojujcy ze sob, jak i odpierajcy najazdy innych, byli szczliwymi mogc nabywa cudowne zbroje i bro wykonan przez krasnoludzkich rzemielnikw. Lecz mimo polepszenia si warunkw ycia tsknili, a szczeglnie Bruenor, za odzyskaniem prastarej chway swych przodkw. On uwaa przybycie do Dekapolis za czasowe odsunicie problemu, ktry nie moe by rozwizany dopty, dopki nie zostanie odzyskany Mithril Hall. - Zimna noc, jak na stanie na tak wysokiej grani, dobry przyjacielu dobiego go woanie z dou. Bruenor odwrci si, aby spojrze na Drizzta DoUrdena, uzmysawiajc sobie, e w czarnym cieniu, rzucanym przez Kelvins Cairn, drow powinien by niewidoczny. Z tego miejsca obserwacyjnego gra bya tylko sylwetk amic jednostajn lini pnocnego horyzontu. Nazwa wzia si od tego, e przypominaa rozmylnie uoony kopiec z kamieni; legendy barbarzycw gosiy, e niegdy naprawd suya jako grobowiec. Z ca pewnoci dolina, ktr krasnoludy wybray teraz na swj dom, nie przypominaa adnego innego naturalnego punktu orientacyjnego. W kadym kierunku rozcigaa si tundra, paska i ziemista, doliny byy tylko rozrzuconymi spachetkami kurzu wrd pokruszonych kamieni i cian z solidnych ska. Dolina i gry na jej pnocnym kracu, byy nieledwie rys w caej Dolinie Lodowego Wichru, zbiorowiskiem kamieni, jak gdyby zostay umieszczone w niewaciwym miejscu przez jakiego boga w najwczeniejszych dniach stworzenia. Drizzt zauway szklisty wyraz oczu swego przyjaciela. - Szukasz obrazw, ktre widzi tylko twoja pami - powiedzia, doskonale wiadom obsesji krasnoluda na punkcie jego prastarej ojczyzny. - Obrazw, ktre zobacz znowu - powiedzia Bruenor. - Dostaniemy si tam, elfie. - Nawet nie znamy drogi. - Drog zawsze mona znale - powiedzia Bruenor. - Ale nie znajdziemy jej nigdy, jeli nie bdziemy szuka. - Pewnego dnia, mj przyjacielu - zaartowa Drizzt. W cigu tych kilku lat, w ktrych on i Bruenor stali si przyjacimi, krasnolud

nieustannie namawia go do tego, aby towarzyszy mu w wyprawie, majcej na celu odnalezienie Mithril Hall. Drizzt uwaa ten pomys za niedorzeczny; wszyscy, z ktrymi dotychczas rozmawia, nie mieli najmniejszego pojcia o tym, gdzie moe lee prastara ojczyzna krasnoludw, za Bruenor mg sobie przypomnie jedynie postrzpione obrazki srebrnych sal. Jednak drow rozumia to najgbsze pragnienie swego przyjaciela i zawsze odpowiada na propozycje Bruenora obietnic pewnego dnia. - W tej chwili mamy naglc rzecz do zaatwienia - przypomnia Bruenorowi. Wczeniej tego dnia, na spotkaniu w sali obrad, drow podzieli si z obecnymi swymi spostrzeeniami. - Jeste wic pewien, e nadejd? - zapyta Bruenor. - Ich atak wstrznie kamieniami Kelvins Cairn - odpowiedzia Drizzt, opuszczajc cie sylwetki gry i doczajc do swego przyjaciela. - A jeli Dekapolis nie zjednoczy si przeciwko nim, jego mieszkacy bd skazani. Bruenor przykucn i zwrci swe oczy na poudnie, w kierunku odlegych wiate Bryn Shander. - Nie zrobi tego, uparci gupcy - mrukn. - Mog to zrobi, jeli twj lud doczy do nich. - Nie - mrukn Bruenor. - Bdziemy walczy u ich boku, jeli podejm wsplne dziaania, majce na celu nie poddawanie si barbarzycom! Id do nich jeli chcesz i niech ci szczcie sprzyja, lecz nie mieszaj do tego krasnoludw. Pozwl nam zobaczy, jak pocz si rybacy. Drizzt umiechn si, syszc nut ironii w odmowie Bruenora. Obaj wiedzieli, e drowowi nie wierzono, ani nie przyjmowano go w adnym innym miecie, poza Lonelywood, w ktrym jego przyjaciel, Regis, by burmistrzem. Bruenor zobaczy spojrzenie drowa i tak samo go to zabolao, jak i Drizzta, mimo i elf ze stoickim spokojem stara si niczego po sobie nie okazywa. - Zawdziczaj ci wicej, ni mog zdawa sobie z tego spraw powiedzia Bruenor, patrzc wspczujco na swego przyjaciela. - Niczego mi nie zawdziczaj. Bruenor pokrci gow. - Dlaczego si troszczysz o nich? - mrukn. - Stale pilnujesz ludu,

ktry ci niezbyt lubi. Co im zawdziczasz? Zmuszany do udzielenia odpowiedzi Drizzt wzruszy ramionami. Bruenor mia racj. Gdy drow po raz pierwszy przyby do tego kraju, Regis by jedynym, ktry okaza mu przyja. Czsto wic eskortowa i ochrania halflinga w czasie niebezpiecznych podry z Lonelywood na otwart tundr, na pnoc od Maer Dualdon i w kierunku Bryn Shander, zwaszcza, gdy Regis udawa si do gwnego miasta w interesach, lub na zebranie. Przypadkowo spotkali si kiedy na takiej wyprawie i Regis usiowa uciec od Drizzta, gdy sysza o nim przeraajce pogoski. Na szczcie dla nich obu Regis by halflingiem, ktry przypadkowo mia otwarty umys i wasny sd co do jego postpowania. W niedugim czasie stali si przyjacimi. Niestety, jak dotd, Regis i krasnoludy byli jedynymi, ktrzy uwaali drowa za swego przyjaciela. - Nie wiem, dlaczego si o nich troszcz - odpar Drizzt. Spojrza w kierunku prastarej ojczyzny, w ktrej lojalno bya zaledwie narzdziem pozwalajcym zyska przewag nad wsplnym wrogiem. - Moe dlatego troszcz si o nich, gdy staram si, aby by rnym od reszty mego ludu - powiedzia bardziej do siebie ni do Bruenora. - Moe dlatego, e jestem inny, ni mj lud. Moe czuj wiksze pokrewiestwo z rasami zamieszkujcymi powierzchni... przynajmniej mam tak nadziej. Troszcz si o nich, gdy musz si o co troszczy. Ty nie rnisz si bardziej ode mnie, Bruenorze Battlehammerze. Troszczymy si, aby nasze ycie nie byo puste. Bruenor spojrza na niego zaciekawiony. - Moesz zaprzeczy swym uczuciom do ludnoci Dekapolis przede mn, ale nie przed sob. - Ba! - parskn Bruenor. - Oczywicie, e troszcz si o nich! Mj lud potrzebuje handlu! - Uparty - mrukn Drizzt, umiechajc si zamylony. - A Catti-brie? zapyta. - Co z dziewczyn, ktra zostaa osierocona w czasie wyprawy, lata temu, na Termalaine? Porzucone dziecko, ktre wzie i wychowae jak swoje? Bruenor czu si wyjtkowo szczliwy, e paszcz nocy sta si pewn ochron dla jego rumiecw. - Nadal z tob mieszka, lecz musisz przyzna, e moe ju wrci do

swego ludu. A moe te troszczysz si o ni, stary mruku? - Och, zamknij si - mrukn Bruenor. - To suca i do tego czyni moje ycie troch atwiejszym, ale nie interesuj si ni zbytnio. - Uparciuch - Drizzt wycofa si, tym razem goniej. Mia w zanadrzu jeszcze jedn kart. - A co ze mn? Krasnoludy nie uwaaj si za przyjaci elfw wiata, a tym bardziej droww. Jak wytumaczysz przyja ze mn? Nie mog ci da niczego w zamian, poza moj przyjani. Dlaczego troszczysz si o mnie? - Przynosisz mi nowiny, gdy... - Bruenor nagle przerwa, wiadom tego, e Drizzt zapdzi go w lep uliczk. Drow nie nalega ju wicej. Przyjaciele razem przygldali si gasncym wiatekom Bryn Shander. Mimo okazywanej na zewntrz gruboskrnoci, Bruenor uzmysowi sobie jak prawdziwe s niektre zarzuty drowa; zacz si troszczy o lud, ktry osiad na brzegach trzech jezior. - Co zamierzasz? - zapyta po duszej chwili krasnolud. - Zamierzam ich ostrzec - odpar Drizzt. - Nie doceniasz ssiadw. Zrobi silniejszy wypad, ni si tego spodziewasz. - Zgadzam si z tym - powiedzia Bruenor. - Ale moje pytania dotycz ich charakteru. Codziennie widzimy walk na jeziorach i zawsze o te przeklte ryby. Ludzie powinni by przywizani do swoich miast, gobliny do swoich siedzib, o to si tylko troszcz. Teraz powinni pokaza, e potrafi walczy razem. Drizzt musia przyzna racj obserwacjom Bruenora. Rybacy w cigu ostatnich lat coraz bardziej wspzawodniczyli ze sob. Wsppraca midzy miastami zamieraa, gdy kade starao si zyska przewag ekonomiczn nad swoim przeciwnikiem na jeziorze. - Za dwa dni odbdzie si zebranie w Bryn Shander - kontynuowa Drizzt. - Wierz, e nadal mamy czas, zanim nadejd barbarzycy. Jednak obawiam si kadej zwoki i nie sdz, abymy byli zdobi zebra burmistrzw tak wczenie. Naleyte poinstruowanie Regisa co do przebiegu wydarze zabierze mi wiele czasu, gdy bdzie musia te z innymi omwi nadcigajc grob inwazji - Pasibrzuch - parskn Bruenor, uywajc nazwy, jak nada Regisowi z powodu jego niepohamowanego apetytu. - Siedzi na zgromadzeniu tylko po to, aby napeni swj brzuch! Oni nie suchaj go

bardziej ni ciebie, elfie. - Nie doceniasz halflinga, tak samo, jak nie doceniasz mieszkacw Dekapolis - odpar Drizzt. - Pamitaj, e on ma kamie. - Ba! To tylko piknie rnity klejnot, nic wicej! - powiedzia Bruenor. - Widziaem go i nie rzuci na mnie adnego czaru. - Magia jest zbyt subtelna dla oczu krasnoluda, a moe nie jest wystarczajco mocna, aby przebi si przez twoj grub czaszk rozemia si Drizzt. - Ale jest tam, widz j jasno i znam legendy o tym kamieniu. Regis moe wpywa na zgromadzenie bardziej, ni to sobie wyobraasz. Moe nawet bardziej ni ja. Miejmy tak nadziej, gdy wiesz rwnie dobrze jak ja, e niektrzy z przedstawicieli mog by niechtni planom zjednoczenia si, czy to w swej penej arogancji niezalenoci, czy te w nadziei, e wyprawa barbarzycw na mniej chronionych rywali moe pomc ich wasnym ambicjom. Bryn Shander pozostaje kluczem, lecz gwne miasto zostanie pobudzone do dziaania tylko wtedy, gdy wiksze miasta rybackie, szczeglnie Targos, docz do niego. - Wiesz, e Easthaven pomoe - powiedzia Bruenor. - Oni zawsze byli za zjednoczeniem miast. - I Lonelywood, gdy Regis z nimi porozmawia. Ale Kemp z Targos z pewnoci wierzy, e jego otoczone palisad miasto jest wystarczajco silne, aby obroni si samo, podczas gdy jego rywal, Termalaine bdzie zmuszony wytrzyma napr hordy. - On nie doczy do niczego, co obejmuje Termalaine. Co gorsza, drowie, bez Kempa nie uda si nam zorganizowa Koniga z Dineval! - Ale tu wanie wkroczy Regis - wyjani Drizzt. - Rubin, ktry posiada, moe dokona cudw, zapewniam ci. - Znw mwisz o potdze kamienia - mrukn Bruenor. - Ale Pasibrzuch mwi, e jego dawniejszy pan mia takich dwanacie. Potna magia nie chadza tuzinami! - Regis powiedzia, e jego pan mia dwanacie podobnych kamieni poprawi Drizzt. - Prawd mwic, halfling nie by w stanie dowiedzie si, czy wszystkie dwanacie, lub ktrykolwiek inny z nich, byy magiczne. - Wic dlaczego ten czowiek da wanie magiczny Pasibrzuchowi? Drizzt pozostawi to pytanie bez odpowiedzi. Jednak jego milczenie

szybko naprowadzio Bruenora na trop nieuniknionej odpowiedzi. Regis mia sposb na zbieranie rzeczy nie nalecych do niego, mimo tego, e utrzymywa, e byy to podarunki...

6 BRYN SHANDER Bryn Shander nie byo podobne do innych wsplnot Dekapolis. Jego dumny proporzec powiewa wysoko, porodku nagiej tundry, na szczycie wzgrza, midzy trzema jeziorami tu na poudnie od poudniowego koca doliny krasnoludw. Na adnym ze statkw nie powiewaa flaga tego miasta, nie miao te dokw na adnym z jezior, lecz nie byy to powane argumenty, gdy byo nie tylko geograficznym centrum regionu, lecz take centrum wszelkiej aktywnoci. To tu przybyway wielkie karawany kupieckie z Luskanu, przybyway tu take w celach handlowych krasnoludy, tu mieszkaa te wikszo rzebiarzy, ludzi wyrabiajcych pamitki z koci i oceniajcych je. Blisko Bryn Shander bya drugim przyczynkiem, po iloci zowionych ryb, stanowicym o sukcesach i wielkoci rybackich miast. Tak wic Termalaine i Targos, na poudniowo-wschodnim brzegu, Maer-Dualdon i Caer-Konig, i Caer-Dineval na zachodnim brzegu Lac Dinneshere, cztery miasta lece o niecay dzie drogi od gwnego orodka, byy miastami panujcymi nad jeziorami. Bryn Shander otaczay wysokie mury, chronic je zarwno przed mniejszymi miastami, jak i napaciami goblinw czy barbarzycw. Wewntrz budynki byy podobne do budynkw w innych miastach; niskie, drewniane budowle, byy w Bryn Shander jednak gciej upakowane i suyy za mieszkania kilku rodzinom. Mimo e zatoczone, miasto byo wygodne i bezpieczne, dawao najwikszy posmak cywilizacji, jaki mona byo znale na przestrzeni setek dugich i pustych mil. Regisa zawsze cieszyy dwiki i zapachy, ktre witay go, gdy wkracza przez obite elazem drewniane wrota w pnocnej stronie murw miasta. Jednak na mniejsz skal, w porwnaniu z wikszymi miastami na poudniu, krztanina i krzyki otwartych rynkw i zatoczonych ulic Bryn Shander przypominay mu dawne dni w Calimport. Podobnie jak w Calimport, ludno na ulicach Bryn Shander reprezentowaa wszystkie rasy, ktre zamieszkiway Krlestwa. Wysocy, ciemnoskrzy mieszkacy pustyni mieszali si z jasnookimi wdrowcami z Moonshae. Gone przechwaki poudniowcw i krzepkich grali,

opowiadajcych zmylone historie o mioci i walce w jednej z wielu gospod, rozlegay si a na ulicy. Regis sysza to wszystko, pomimo e pooenie si zmienio to gwar pozostawa wci ten sam. Gdyby zamkn oczy i przeszed jedn z wskich uliczek, mgby ponownie odczu smak ycia, ktrego dowiadcza lata temu, w Calimport. Jednak tym razem problem halflinga by tak powany, e przysania nawet jego ponownie pobudzonego ducha. By przeraony ponurymi nowinami drowa i zdenerwowany tym, e bdzie posacem, ktry oznajmi je na zebraniu. Z dala od gwarnego targu doszed do paacu Cassiusa, burmistrza Bryn Shander. By to najwikszy i najbardziej luksusowy budynek w caym Dekapolis, z kolumnad i paskorzebami zdobicymi ciany. Pierwotnie wybudowano go z przeznaczeniem na spotkania burmistrzw, ale gdy zainteresowanie spotkaniami wygaso, Cassius, zrczny dyplomata, nie stronicy od taktyki silnej rki, przywaszczy sobie paac na sw oficjaln rezydencj, za na sal zebra przeznaczy pusty magazyn, wetknity w oddalony kraniec miasta. Niektrzy z burmistrzw narzekali na t zmian, lecz mimo, e miasta rybackie wywieray czsto pewien wpyw na gwne miasto w sprawach publicznych, to jednak rzadko interesoway si sprawami tak mao znaczcymi dla ogu mieszkacw, jak ta. Cassius zna swoj pozycj w miecie i wiedzia jak utrzyma w garci wikszo innych osad. Policja Bryn Shander moga pokona siy kadych piciu poczonych z pozostaych dziewiciu miast, a oficerowie Cassiusa mieli monopol na kontakty z koniecznymi rynkami zbytu na poudniu. Inni burmistrzowie mogli mrucze na zmian miejsca spotka, lecz ich zaleno od gwnego miasta powstrzymywaa ich od wszelkich dziaa przeciwko Cassiusowi. Regis wszed ostatni do maej sali. Popatrzy na twarze dziewiciu mczyzn, ktrzy zebrali si przy stole i stwierdzi jak bardzo w rzeczywistoci tutaj nie pasowa. Zosta wybrany burmistrzem, gdy nikt inny w Lonelywood nie zatroszczy si wystarczajco o to, aby zasiada w radzie, lecz swe krzeso osign dziki swym przymiotom a nie walecznym czynom. Oni byli przywdcami swoich miast, ludmi, ktrzy organizowali ycie i obron osiedli. Kady z burmistrzw widzia wiele bitew z goblinami i barbarzycami najedajcymi czsto latem

Dekapolis. Byo regu ycia w Dolinie Lodowego Wichru, e jeli kto nie mg walczy, nie mg przey, a burmistrzowie byli jednymi z najbardziej biegych wojownikw w Dekapolis. Jeszcze nigdy aden z burmistrzw nie oniemieli Regisa, gdy ten zazwyczaj nie mia nic do powiedzenia. Lonelywood, odizolowane miasto ukryte w maym, gstym lesie jodowym, nie chciao niczego od nikogo. Wraz z mao znaczc flot ryback, pozostae trzy miasta lece nad Maer Dualdon, niczego mu nie narzucay. Regis nigdy, dopki oczywicie nie zosta do tego zmuszony, nie wyraa swych opinii, zawsze uwaa na to, by jego gos w dawnej sprawie by zgodny z gosami innych. Jeli zgromadzenie miao podzielone zdania, Regis po prostu postpowa tak, jak Cassius. W Dekapolis nikt nie mg postpi nieprawidowo, suchajc Bryn Shander. Jednak tego dnia, przed tym audytorium czu si zawstydzony. Ponure wieci, jakie przynosi, czyniy go wraliwym na ich chamskie zachowanie si i czste wcieke zaczepki. Skupi sw uwag na rozmawiajcych ze sob dwch najpotniejszych burmistrzach Cassiusie z Bryn Shander i Kempie z Targos, siedzcych na pocztku prostoktnego stou. Kemp wyglda jak rasowy pogranicznik: niezbyt wysoki, lecz o potnej klatce piersiowej, gruzowatych i wlastych ramionach i szorstkim zachowaniu si zarwno wobec przyjaci, jak i wrogw. Cassius za z trudem przypomina wojownika. By niewielkiej postury, ze schludnie utrzymanymi siwiejcymi wosami i z twarz, na ktrej nigdy nie byo wida choby ladu zarostu. Jego due, jasnoniebieskie oczy wydaway si byszcze wewntrznym zadowoleniem. Mimo to, wszyscy, ktrzy kiedykolwiek widzieli burmistrza Bryn Shander podnoszcego miecz na polu bitwy, nie mieli adnych wtpliwoci jeeli chodzio o ocen jego odwagi czy walecznoci. Regisowi naprawd podoba si ten czowiek, lecz zawsze uwaa, eby nie znale si w sytuacji, w ktrej mgby si mu narazi. Cassius ciko zapracowa sobie na reputacj takiego, ktry osiga to, czego tylko zapragnie kosztem innych. - Uspokjcie si - poleci Cassius, stukajc motkiem w st. Burmistrz-gospodarz zawsze otwiera spotkanie zachowujc formalnoci. Wymieni tytuy i oficjalne propozycje, co pocztkowo miao

na celu nadanie zebraniom aury wanoci i wywarcie szczeglnego wraenia na tych, ktrzy pojawiali si by przemwi w imieniu bardziej oddalonych wsplnot. Lecz teraz, gdy te spotkania straciy na swym autorytecie, formalnoci suyy tylko i wycznie odwleczeniu zakoczenia spotkania, ku alowi wszystkich dziesiciu burmistrzw. W wyniku tego, za kadym razem, gdy grupa si zbieraa, formalnoci byy coraz to bardziej skracane, mwiono nawet o wyeliminowaniu ich w ogle. Gdy w kocu zamknito list, Cassius zwrci si do najwaniejszych burmistrzw. - Pierwsze zagadnienie na licie - powiedzia patrzc w notatki lece przed nim, - dotyczy terytorialnego sporu midzy dwoma siostrzanymi miastami: Caer-Konig i Caer-Dineval nad Lac Dinneshere. Widz, e Dorim Lugar z Caer-Konig przynis dokumenty, o ktrych mwi na ostatnim zebraniu, a wic oddaj mu gos. Burmistrzu Lugar. Dorim Lugar, chudy, ogorzay mczyzna, ktrego oczy wydaway si by nerwowo rozbiegane na wszystkie strony, gdy zosta zaproszony do zabrania gosu, prawie wyskoczy ze swego krzesa. - Mam w rku - krzykn podnoszc w zacinitej pici stary pergamin, - pierwotn ugod midzy Caer-Konig i Caer-Dineval, podpisan przez przywdcw obu miast. - Wycign oskarycielsko palec w stron burmistrza Caer-Dineval. - Jest tam take twj podpis, Jensinie Brent! - Zgoda podpisana w czasie przyjani i w dobrej woli - odpar Jensin Brent, mody, zotowosy mczyzna o niewinnej twarzy, dajcej mu czsto przewag nad ludmi, ktrzy uwaali go za naiwnego. - Rozwi pergamin, burmistrzu Lugarze i niech zgromadzenie go zobaczy. Powinni zobaczy, e nie daje on adnych przywilejw Easthaven. - Rozejrza si po pozostaych burmistrzach. - Easthaven z trudem mona byo nazwa nawet ma wiosk, gdy podpisana zostaa zgoda na podzielenie jeziora na poowy - wyjani. Nie mieli nawet jednej odzi, by mc j spuci na wod. - Burmistrzowie! - krzykn Dorim Lugar, wyrywajc niektrych z nich z letargu, w ktry zdyli ju zapa. Dyskusja zdominowaa ju cztery ostatnie posiedzenia, adna ze stron jednak nie osigna niczego. Caa sprawa nie miaa znaczenia dla nikogo, ani te nikogo nie interesowaa, z wyjtkiem obu burmistrzw i burmistrza Easthaven.

- Z pewnoci Caer-Konig nie mona obwinia za to, e powstao Easthaven - broni si Dorim Lugar. - Kto mg przewidzie, e Easthaven powstanie? - zapyta, majc na myli prost i gadk drog, jak Easthaven wybudowao do Bryn Shander. To byo pomysowe posunicie i zapewnio dobrobyt maemu miastu w poudniowo-wschodnim rogu Lac Dinneshere. Poczenie uroku oddalonej wsplnoty z atwym dostpem do Bryn Shander uczynio Easthaven najszybciej rozwijajcym si miastem w caym Dekapolis, z flot ryback, ktra moga wspzawodniczy z odziami Caer-Dineval. - Istotnie, kto? - odpar Jensin Brent, tym razem z wyrazem lekkiego podniecenia na swej chodnej twarzy. - To oczywiste, e wzrost Easthaven zmusi Caer-Dineval do wspzawodniczenia o poudniowe wody jeziora, podczas gdy Caer-Konig eglowao swobodnie po pnocnej poowie. Teraz jednak Caer-Konig stanowczo odmawia renegocjacji pierwotnych ukadw, aby zrekompensowa nierwnowag! Nie moemy si rozwija w takich warunkach! Regis wiedzia, e musi zadziaa, nim dyskusja miedzy Brentem, a Lugarem wymknie si spod kontroli. Z powodu ich debatowania odroczone zostay dwa wczeniejsze spotkania, a Regis nie mg pozwoli, aby i to zebranie rozpado si zanim nie powie o zagraajcymi im ataku barbarzycw. Zawaha si, przyznajc znw, e nie ma wyboru i nie moe wycofa si z tej nie cierpicej zwoki misji - jego przysta moga zosta zniszczona, gdyby nic nie powiedzia. Chocia Drizzt upewni go o mocy, ktr posiada, cigle mia wtpliwoci dotyczce prawdziwej magii kamienia. Taka niepewno, zwyka bya jednak dla nic nie znaczcych ludw i Regis mimo niej, lepo wierzy w zapewnienia Drizzta. Drow by prawdopodobnie najmdrzejsz osob, jak kiedykolwiek zna, o dowiadczeniu daleko przekraczajcym to, o czym Regis mg tylko powiedzie. Teraz by czas na dziaanie i halfling by zdecydowany zrealizowa plan drowa. Zacisn palce na maym, drewnianym motku, lecym przed nim na stole. Poczu, e jego dotknicie jest mu zupenie obce, uwiadomi sobie, e uywa go po raz pierwszy. Zapuka nim lekko w drewniany st, lecz inni za bardzo byli pochonici krzykliw dyskusj, jaka wybucha midzy Lugarem a Brentem. Regis przypomnia sobie o wadze nowin

drowa i mielej zastuka motkiem. Pozostali burmistrzowie natychmiast zwrcili si ku halflingowi, a na ich twarzach odmalowa si wyraz zdumienia. Regis rzadko zabiera gos na zebraniach i to te tylko wtedy, gdy nie mia innego wyjcia, bdc zmuszony do odpowiedzi na pytania skierowane bezporednio do niego. Cassius z Bryn Shander opuci swj ciki motek. - Zgromadzenie udziela gosu burmistrzowi... hmmm... burmistrzowi Lonelywood - powiedzia, a z jego niepewnego tonu Regis wywnioskowa, e waha si, czy wzi na serio danie halflinga udzielenia mu gosu. - Burmistrzowie - zacz niemiao Regis, jego gos by ochrypy. - Z caym szacunkiem dla powanej dyskusji midzy burmistrzami CaerDineval i Caer-Konig, wydaje mi si, e mamy powaniejsze problemy do przedyskutowania. - Jensin Brent i Dorim Lugar byli wciekli, e im przerwano, lecz inni patrzyli na halflinga z zaciekawieniem. Dobry pocztek, pomyla Regis, przynajmniej zwrciem ich uwag. Odchrzkn, starajc si, aby jego gos brzmia pewnie i robi troch wiksze wraenie. - Dowiedziaem si z pewnego rda, e szczepy barbarzycw gromadz si, aby przypuci zjednoczony atak na Dekapolis! - i mimo, e stara si aby jego wiadomo zabrzmiaa dramatycznie, stwierdzi, e nadal patrzy na dziewiciu apatycznych i zblazowanych mczyzn. - Jeli nie zwyciy sojusz - kontynuowa tym samym, naglcym tonem, - horda opanuje nasze miasta jedno po drugim, zabijajc kadego, kto omieli si jej przeciwstawi! - Z pewnoci, burmistrzu Regisie z Lonelywood - powiedzia Cassius gosem, ktry mona byo uwaa za chodny, a ktry w istocie by askawy. - Dowiadczylimy najazdw barbarzycw ju wczeniej. Nie ma potrzeby... - Nie takich jak ten! - krzykn Regis. - Wszystkie szczepy nadejd razem. Wczeniejsze najazdy byy najazdami jednego szczepu na jedno miasto i zwykle odpieralimy je, lecz czy teraz obroni si Termalaine lub Caer-Konig, a nawet Bryn Shander, wobec poczonych plemion Doliny Lodowego Wichru? Niektrzy z burmistrzw zapadli si w swych krzesach, aby rozway sowa halflinga, reszta rozmawiaa midzy sob - niektrzy zmartwieni, inni z penym gniewu niedowierzaniem. W kocu Cassius znw zapuka

swym motkiem, nawoujc zebranych do spokoju. Nagle, ze zwyk sobie brawur, wsta ze swego krzesa Kemp z Targos. - Mog zabra gos, przyjacielu Cassiusie? - zapyta z niepotrzebn grzecznoci. - Moe bd mg przedstawi to powane owiadczenie we waciwym wietle. Regis i Drizzt wysunli pewne przypuszczenia, co do sprzymierzecw, gdy planowali dziaanie halflinga na tym zgromadzeniu. Zakadali, e Easthaven, zaoone i rozwijajce si na zasadzie braterstwa midzy wsplnotami Dekapolis, powinno bez zastrzee przyj pomys wsplnej obrony przeciwko barbarzycom. Podobnie jak Termalaine i Lonelywood, najatwiej dostpne z dziesiciu miast, powinny take atwo przyj kad ofert pomocy. Wbrew ich szacunkom nawet burmistrz Agorwal z Termalaine, ktry mia tak wiele do zyskania w obronnym sojuszu, zaj pozycj na uboczu i milcza, czekajc czy Kemp z Targos nie odrzuci planu. Targos byo najwaniejszym i najpotniejszym z dziewiciu rybackich miast, ktrego flota ponad dwukrotnie przewyszaa flot Termalaine, drugiego co do wielkoci miasta. - Zebrani - zacz Kemp pochylajc si nad stoem, aby wyda si wikszym w oczach patrzcych, - pozwlcie nam dowiedzie si czego wicej o nowinach halflinga, zanim nie zaczniemy aowa podjtych krokw. Walczylimy z najazdami barbarzycw niejeden raz i jestemy przekonani, e siy obronne nawet najmniejszego z naszych miast s wystarczajce. Gdy Kemp wtrci si w jego przemwienie, prbujc podway zaufanie do halflinga, Regis poczu, e poziom jego adrenaliny znacznie wzrs. Drizzt zdecydowa ju wczeniej, kiedy to planowali, i Kemp z Targos jest kluczem, lecz Regis zna burmistrzw lepiej ni drow i wiedzia, e Kemp nie da sob atwo manipulowa. Kemp przedstawia swymi manierami taktyk potnego miasta Targos. By duy i ylasty, czsto wybucha wciekoci, ktra oniemielaa nawet Cassiusa. Regis prbowa odwie Drizzta od tej czci planu, lecz drow by nieugity. - Jeli Targos zgodzi si zaakceptowa sojusz z Lonelywood przekonywa Drizzt, - Termalaine spokojnie przyczy si do tego sojuszu i Bremen, bdc jedynym pozostaym miastem nad tym jeziorem, nie bdzie miao innego wyboru, jak tylko zrobi to samo. Bryn Shander z

pewnoci nie bdzie przeciwne sojuszowi czterech miast nad najwikszym i najlepiej prosperujcym jeziorem, a Easthaven bdzie szstym czonkiem sojuszu, to jasne. Reszta nie bdzie moga zrobi nic innego, jak tylko przyczy si do wsplnych wysikw. Drizzt sdzi, e Caer-Dineval i Caer-Konig, bojc si, e Easthaven uzyska specjalne wzgldy na przyszych zebraniach, da byskotliwy popis lojalnoci, majc nadziej zyska w oczach Cassiusa. Good Mead i Dougans Hole, dwa miasta nad Czerwonymi Wodami, mimo e stosunkowo zabezpieczone przed inwazj z pnocy, nie omiel si odsta od pozostaych omiu wsplnot. Lecz wszystko to byo zaledwie penymi nadziei spekulacjami, jak to ju bez cienia wtpliwoci stwierdzi Regis, gdy zobaczy Kempa patrzcego na niego przez st. Drizzt zaoy, e najwiksz przeszkod w utworzeniu sojuszu bdzie Targos. W swej arogancji potne miasto moe wierzy, e przeciwstawi si kademu najazdowi barbarzycw. Gdyby mu si to udao, zniszczenie niektrych z jego konkurentw mogoby by korzystne. - Powiedziae tylko, e dowiedziae si o najedzie - zacz Kemp. Od kogo otrzymae t wartociow i bez wtpienia trudn do zdobycia, informacj? Regis poczu, jak po skroniach spywaj mu krople potu. Wiedzia do czego prowadzi pytanie Kempa, lecz nie byo moliwoci zatajenia prawdy. - Od przyjaciela, ktry czsto wdruje po tundrze - odpowiedzia uczciwie. - Drow? - zapyta Kemp. Z kretysko wygit do gry szyj, gdy Kemp growa nad nim wzrostem, Regis momentalnie poczu si zepchnity na margines. Ojciec halflinga kiedy ostrzeg go, e zawsze bdzie w niekorzystnym pooeniu, gdy bdzie mia do czynienia z ludmi, gdy ci rozmawiajc z nim zawsze bd patrzyli na niego z gry tak, jak to robi ze swymi dziemi. W chwilach takich jak ta, sowa ojca dla Regisa brzmiay bolenie prawdziwie. Otar krople potu z grnej wargi. - Nie mog wypowiada si za was wszystkich - kontynuowa Kemp, umiechajc si dla podkrelenia absurdalnoci powanych oskare halflinga. - Lecz mam waniejsze rzeczy do zrobienia ni wiara w sowa

ciemnego elfa! - Krzepki mczyzna znw si rozemia i tym razem nie by osamotniony. Nieoczekiwan pomoc w przegranej sprawie zaoferowa halflingowi Agorwal z Termalaine. - Moe powinnimy pozwoli mwi dalej burmistrzowi Lonelywood? Jeli jego sowa s prawd... - Jego sowa s tylko echem kamstw drowa! - warkn Kemp. - Nie zwaaj na nie. Pokonywalimy barbarzycw ju wczeniej i... Kemp take musia urwa, gdy Regis wskoczy na st. To bya ta najbardziej ryzykowna cz planu Drizzta. Drow wierzy w ni, opisujc rzeczowo, jakby w wykonaniu nie przedstawiao to adnego problemu. Teraz jednak Regis czul wiszc nad nim klsk. Zaoy rce do tyu i usiowa wyglda tak, jakby w peni si kontrolowa po to, aby Cassius nie mg podj adnego bezporedniego dziaania przeciwko jego niezwykemu zagrania. Gdy Agorwal zacz mwi, Regis wycign spod kaftana wisiorek z rubinem, ktry migota na jego piersi, gdy halfling przechadza si po stole, jakby by on jego prywatnym pomostem. - Co wiesz o drowie, e kpisz z niego w ten sposb? - zapyta Kempa. - Czy kto z was moe wymieni chocia jedn osob, ktr skrzywdzi? Nie! Karzecie go za przestpstwa dokonywane przez jego ras, ale aden z was nie bra nawet pod uwag tego, e Drizzt DoUrden wdruje wrd nas z tego powodu, e porzuci sposoby postpowania swego ludu. Cisza panujca w sali daa Regisowi do mylenia - albo by przekonujcy, albo mieszny. W kadym przypadku nie by tak zadufany w sobie, ani te gupi, aby sdzi, e jego mae przemwienie wystarczyo na wykonanie zadania. Podszed do Kempa. Tym razem to on patrzy z gry, lecz burmistrz Targos wydawa si z trudem powstrzymywa wybuch miechu. Regis musia dziaa szybko. Lekko pochyli si i podnis rk do podbrdka, jakby chcia si podrapa w swdzce miejsce, naprawd jednak po to, by wprawi wisiorek w ruch wirowy. Milcza potem przez chwil cierpliwie i liczy, tak jak poleci mu Drizzt. Mino dziesi sekund, a Kemp nawet nie mrugn okiem. Drizzt powiedzia, e to powinno wystarczy, lecz Regis, zaskoczony i obawiajcy si atwoci, z jak wykona zadanie, pozwoli upyn

nastpnym dziesiciu sekundom, zanim odway si potwierdzi domysy drowa. - Z pewnoci widzisz, e rozsdne byoby przygotowa si do odparcia ataku - zasugerowa chodno Regis. Potem szeptem, aby tylko Kemp mg go sysze, doda. - Ci ludzie czekaj na to, eby ich poprowadzi. Sojusz militarny zaley tylko od twojej postawy i twojego wpywu. Efekt by oszaamiajcy. - Moe w sowach halflinga jest co wicej, ni pierwotnie sdzilimy powiedzia mechanicznie Kemp, jego byszczce oczy utkwione byy w rubinie. Osupiay Regis wyprostowa si i szybko schowa kamie pod kaftan. Kemp potrzsn gow, jakby otrzsajc si ze snu i gwatownie potar suche oczy. Wydawao si, e burmistrz Targos nie pamita kilku ostatnich chwil, lecz sugestia halflinga zapada gboko w jego umys. Ku swemu zaskoczeniu, Kemp stwierdzi, e jego stosunek do sprawy uleg zmianie. - Powinnimy wysucha sw Regisa - oznajmi gono. - Nic bowiem nie stracimy na stworzeniu takiego sojuszu, lecz konsekwencje nie podjcia takich dziaa mog by powane! Chcc wypa korzystnie, Jensin Brent zerwa si ze swego krzesa. - Burmistrz Kemp mwi mdrze - powiedzia. - Ladzie z Caer-Dineval zawsze proponowali zjednoczenie wysikw Dekapolis i utworzenie armii, ktra odstraszyaby hord! Reszta burmistrzw posza za Kempem - tak, jak si tego spodziewa Drizzt. Dorim Lugar da nawet pokaz wikszej lojalnoci ni Brent. Opuszczajc sal zebra pno tego dnia, Regis mia powd do dumy, a jego nadzieje na przetrwanie Dekapolis powrciy, ale halfling zda sobie te spraw z tego, e jego myli zaprztaj implikacje mocy, jak odkry w swym rubinie. Zacz rozwaa najbardziej niezawodny sposb, w jaki mgby wykorzysta nowo odkryt si nawizywania wsppracy, w zysk i wygod. - Jakie to mie, e Pasha Pook da mi to! - powiedzia do siebie, wychodzc przez gwn bram Bryn Shander i kierujc si w pewne miejsce, gdzie mia si spotka z Drizztem i Bruenorem.

7 BURZA NADCHODZI Wyruszyli o wicie, ogarniajc tundr, jak wcieka trba powietrzna. Zwierzta i potwory, nawet okrutne yeti uciekay przed nimi przeraone. Zamarznita ziemia trzeszczaa pod stpniciami cikich butw, a sia ich pieni, pieni Boga Wojny zaguszya nieustajcy pomruk wiatru tundry. Maszerowali dugo w noc i zanim bysny pierwsze promienie poranka znw byli w drodze - wicej ni dwa tysice barbarzyskich wojownikw, dnych krwi i zwycistwa. *** Drizzt DoUrden siedzia prawie w poowie wysokoci pnocnego stoku Kelvins Cairn, owinity cile paszczem z powodu przenikliwego wiatru, ktry wy wrd gazw gry. Od narady w Bryn Shander drow spdza tu, na grze kad noc, jego fioletowe oczy baday czer rwniny w poszukiwaniu pierwszych oznak nadcigajcej burzy. Na danie Drizzta, Bruenor przygotowa siedzenie dla Regisa obok niego. Przy wietrze ksajcym go jak niewidzialny zwierz halfling wcisn si midzy dwa gazy, aby mie dodatkow ochron przed nieprzyjazn pogod. Regis, gdyby mia wybr, wolaby wlizgn si w ciepo swego mikkiego ka w Lonelywood i sucha cichego jku koyszcych si gazi drzew, za ciepymi cianami domu. Wiedzia jednak - jako burmistrz - e wszyscy oczekuj od niego, i zajmuje si dalej dziaaniami, jakie zaproponowa na zebraniu. Szybko stao si jasne dla pozostaych burmistrzw i dla Bruenora, ktry doczy do nastpnych narad wojennych, jako reprezentant krasnoludw, e halfling nie bdzie zbyt przydatny przy organizowaniu si, czy opracowywaniu planw wojennych, wic gdy Drizzt powiedzia Bruenorowi, e bdzie potrzebowa kuriera, aby ten siedzia z nim czuwajc, krasnolud szybko zgosi Regisa. Teraz halfling by cakowicie nieszczliwy; stopy i palce zdrtwiay mu z zimna, plecy bolay go od opierania si o twardy kamie. To bya

jego trzecia noc poza domem i Regis nieustannie mrucza i narzeka, kichniciem podkrelajc od czasu do czasu swe ze samopoczucie. Mimo tego wszystkiego Drizzt siedzia nieporuszony i niewraliwy na warunki, jego stoickie powicenie si obowizkom nie pozwalao zwaa na osobiste niewygody. - Ile nocy bdziemy jeszcze czeka? - zaka Regis. - Jestem pewien, e pewnego ranka, moe nawet jutro, znajd nas tu martwych i przymarznitych do tej przekltej gory! - Nie bj si, mj may przyjacielu - odpar Drizzt z umiechem. Wiatr mwi o zimie. Barbarzycy nadejd szybko, zdecydowani rozegra bitw jeszcze przed pierwszym niegiem. - Gdy to mwi, ktem oka uchwyci delikatny bysk wiata. Nagle wsta, przyprawiajc tym halflinga nieomal o zawa serca i odwrci si w stron bysku. Jego minie napiy si odruchowo. - Co si... - zacz Regis, lecz Drizzt uciszy go wycigniciem rki. Na horyzoncie rozbysn drugi ogie. - Masz, czego chciae - powiedzia z przekonaniem Drizzt. - Nadchodz? - szepn Regis. Jego wzrok w nocy nie mia tej ostroci, co wzrok drowa. Drizzt sta w milczeniu, koncentrujc si przez chwil, by mentalnie wymierzy odlego do obozowych ognisk i obliczy czas, jaki zabierze barbarzycom dotarcie do celu. - Id do Bruenora i Cassiusa, may przyjacielu - powiedzia w kocu. Powiedz im, e horda dotrze do Bremens Run, gdy wstanie jutrzejsze soce. - Chod ze mn - powiedzia Regis. - Z pewnoci nie wyrzuc ci, gdy przyniesiesz tak pilne nowiny. - Mam waniejsz rzecz do zrobienia - odpar Drizzt - Teraz id! Powiedz Bruenorowi i tylko Bruenorowi, e powinienem spotka si z nim na Bremens Run o brzasku. - Powiedziawszy to, drow znikn w ciemnoci. Mia dalek drog prd sob. - Dokd idziesz? - zawoa za nim Regis. - Znale krg horyzontu! - dobieg okrzyk z czarnej nocy. Potem sycha byo ju tylko pomruk wiatru. ***

Barbarzycy ostatecznie rozbili obz na krtko przed tym, jak Drizzt dotar do jego zewntrznej granicy. Bdc tak blisko Dekapolis najedcy mieli si na bacznoci; pierwsz rzecz, jak zauway Drizzt byo to, e wystawili liczne warty. Ogniska paliy si skpym pomieniem, a bya to noc, noc drowa. Elf ze wiata, ktry nie zna wiata, przewysza najlepszych stranikw - ten, ktry mg wytwarza magiczn ciemno, ktrej nie mogo przebi najbystrzejsze oko i nie j obok nich jak rzeczywisty paszcz. Niewidoczny jak cie w ciemnoci, krokami tak cichymi, jak stpanie kota, Drizzt przeszed obok stranikw i wszed do obozu. Ju od godziny barbarzycy piewali i rozmawiali o walce, jaka ich czekaa nastpnego dnia. Lecz nawet adrenalina i dza krwi, wesp krce w ich yach, nie mogy rozproszy wyczerpania po ostrym marszu. Wielu ludzi spao gono chrapic, ich cikie, miarowe oddechy uspokajay Drizzta, gdy szed midzy nimi w poszukiwaniu ich przywdcw, ktrzy powinni bez wtpienia finalizowa plany wojenne. W obozowisku kilka namiotw stao w jednej grupie, jednak tylko jeden z nich mia ustawion przed wejciem stra. Pokrywa wejciowa bya zamknita, lecz Drizzt widzia bijcy z zewntrz blask wiec i sysza ochrype gosy, czsto unoszce si wciekoci. Drow przelizgn si na ty namiotu. Na szczcie adnemu z wojownikw nie pozwolono zrobi sobie legowiska w pobliu namiotu, tak wic Drizzt by zupenie sam. Dla ostronoci wycign z plecaka figurk pantery, potem, wycignwszy wski sztylet, wyci ma dziurk w jeleniej skrze, stanowicej cian namiotu i zajrza do rodka. Wewntrz byo omiu mczyzn - siedmiu barbarzyskich wodzw i mniejszy, ciemnowosy czowiek, o ktrym Drizzt wiedzia, e nie moe pochodzi z pnocnych szczepw. Wodzowie siedzieli na pkolem ziemi wok stojcego poudniowca, zadajc mu pytania dotyczce terenu i si, z jakimi moe im przyj si konfrontowa nastpnego dnia. - Najpierw powinnimy zniszczy miasto w lesie - nalega noszcy znak osia mczyzna, najwikszy w pomieszczeniu i prawdopodobnie najwikszy, jakiego Drizzt widzia kiedykolwiek. - Potem moemy pj zgodnie z twym planem do miasteczka zwanego Bryn Shander. Mniejszy mczyzna wydawa si by zupenie podniecony i

obraony, jednak Drizzt mg dostrzec, e strach przed olbrzymim krlem barbarzycw agodzi jego odpowiedzi. - Wielki krlu Heafstaagu - odpar. - Jeli floty rybackie zobacz kopoty i wylduj zanim dotrzemy do Bryn Shander, to spotkamy armi liczniejsz od naszej, czekajc na nas w obrbie solidnych murw tego miasta. - To tylko sabowici poudniowcy! - warkn Heafstaag, wypinajc z dum sw barykowat pier. - Potny krlu, zapewniam ci, e mj plan zaspokoi twj gd krwi poudniowcw - powiedzia mczyzna. - A wic mw, deBernezanie z Dekapolis. Wyka, e jest przydatny dla mego ludu. Drizzt zobaczy, e ostatnie zdanie wstrzsno czowiekiem zwanym deBernezanem, gdy w gosie krla barbarzycw wyranie brzmiaa pogarda dla poudniowca. Wiedzc, co oglnie barbarzycy czuj do obcych, drow uzmysowi sobie, e najmniejszy bd w jakimkolwiek momencie tej kampanii, bdzie prawdopodobnie kosztowa tego czowieka ycie. DeBernezan sign do boku i wycign zwj pergaminu. Rozwin go i wycign w stron barbarzyskiego krla tak, aby ten mg go dokadnie obejrze. To bya prymitywnie narysowana mapa. Jej linie rozmazywao jeszcze bardziej lekkie drenie rk trzymajcego j mczyzny, ale Drizzt by w stanie odrni znaki okrelajce Dekapolis na skdind pozbawionej znakw rwninie. - Na zachd od Kelvins Cairn - wyjani deBernezan, przecigajc palcem wzdu zachodniego brzegu najwikszego na mapie jeziora. Tam jest gadka wyyna, zwana Bremens Run, cignca si na poudnie, midzy gr a Maer Dualdon. Z waszych stanowisk jest to najprostsza droga do Bryn Shander i, wedug mnie, powinnimy pj wanie tamtdy. - Miasto na brzegu jeziora - podsumowa Heafstaag, - powinno wic by pierwszym, ktre zmiadymy. - To Termalaine - odpar deBernezan. - Jego mieszkacy s rybakami i bd na jeziorze, gdy nadejdziemy. Nie napotkasz tu adnych trudnoci. - Nie zostawimy za sob adnych nieprzyjaci! - rykn Heafstaag, a

kilku innych krlw poparo go okrzykami. - Nie, oczywicie, e nie - powiedzia deBernezan. - Lecz nie pozostanie wielu ludzi do obrony Termalaine, gdy odzie wypyn. Niech krl Heafstaag i Klan Niedwiedzia osacz miasto podczas, gdy reszta si, prowadzona przez ciebie i krla Beorga pomaszeruje na Bryn Shander. Pomienie poncego miasta powinny cign do Termalaine ca flot, nawet odzie z innych miast nad Maer Dualdon i tam krl Haalfdane bdzie mg je zniszczy w porcie. Wane jest, abymy utrzymali ich z dala od fortyfikacji Targos. Ludno Bryn Shander nie otrzyma na czas posikw z innych jezior i bdzie musiaa stan samotnie w obliczu naszego ataku. Klan osia powinien otoczy podstaw wzgrza nieopodal miasta i odci drog ewentualnej ucieczki, lub drog dla posikw, ktre mogyby przyby w ostatniej chwili. Drizzt ledzi uwanie ruchy deBernezana, gdy ten opisywa drugi rozdzia si barbarzycw na swej mapie. Ju wczeniej bystry umys drowa sformuowa plany pocztkowej obrony. Wzgrze Bryn Shander nie byo wysokie, lecz jego podstawa bya rozlega i barbarzycy, ktrzy znaleliby si na wzgrzu, mieliby dug drog do gwnych si. Duga droga dla posikw. - Miasto upadnie przed zachodem soca! - oznajmi deBernezan. - A twoi ludzie bd cieszy si najlepszym upem w Dekapolis! - W odpowiedzi na t deklaracj zwycistwa ze strony siedzcych krlw rozlegy si okrzyki aplauzu. Drizzt opar si o namiot i spokojnie rozway to, co usysza. Ten ciemnowosy mczyzna, zwany deBernezanem, dobrze zna miasta, ich mocne i sabe punkty. Jeli upadnie Bryn Shander, to nie bdzie moliwe stworzenie zorganizowanego oporu dla odparcia najedcw. Istotnie, gdy zajm ufortyfikowane miasto, bd w stanie uderzy na kad inn osad w dogodnym sobie czasie. - Znw dowiode mi swojej wartoci - powiedzia Heafstaag do poudniowca, a pniejsze jego sowa znaczyy dla drowa tyle, e plan zosta zaakceptowany ostatecznie. Drizzt skupi wic swe wyostrzone zmysy na tym, co si dzieje w obozie wok niego, szukajc najlepszej drogi ucieczki. Nagle zauway dwch stranikw, ktrzy rozmawiajc szli w jego stron. Mimo, e byli zbyt daleko, aby ich ludzkie oczy mogy dostrzec go, jako co wicej ni tylko cie na cianie namiotu, wiedzia,

e kady ruch z jego strony z ca pewnoci by ich zaalarmowa. Nie marnujc ju ani chwili, Drizzt rzuci czarn figurk na ziemi. - Guenhwyvar - zawoa cicho. - Przyjd do mnie, mj cieniu. *** Gdzie w kcie rozlegego planu astralnego istota pantery ruszya nagymi, delikatnymi krokami, jakby gonia istot jelenia. Zwierzta wiata naturalnego odgryway ten ceremonia niezliczon ilo razy, postpujc wedug penego harmonii porzdku wyznaczajcego ycie ich potomkw. Pantera przywara do ziemi przed ostatnim skokiem, czujc sodycz nadchodzcego zabjstwa. Ten cios by harmoni naturalnego porzdku, celem istnienia pantery, a miso byo jej nagrod. Jednak zatrzymaa si w jednej chwili, gdy usyszaa zew swego prawdziwego imienia, zmuszajcy j, ponad wszystkie inne rozkazy, do posuchania rozkazu jej pana. Duch wielkiego kota rzuci si dugim, ciemnym korytarzem, prowadzcym przez pustk midzy planami, szukajc samotnej plamki wiata, ktra bya jej yciem na planie materialnym. Nagle znalaza si obok ciemnego elfa, jej przyjaciela i pana, przykucajc w cieniu, przy zwisajcych skrach ludzkiego mieszkania. Rozumiaa ponaglenie zewu swego pana i szybko otworzya swj umys na instrukcje drowa. Dwch stranikw barbarzycw zbliao si ostronie, usiujc rozrni ciemne postacie stojce obok namiotu ich krla. Nagle Guenhwyvar skoczya w ich kierunku i potnym susem przesadzia ich wycignite miecze. Stranicy na prno zamachnli si sw broni i rzucili si za kotem, wrzeszczc, aby zaalarmowa reszt obozu. W zamieszaniu jakie wybucho Drizzt odszed ze spokojem w przeciwnym kierunku. Sysza jeszcze ostrzegawcze krzyki, gdy Guenhwyvar pdzia przez obozowisko i legowiska picych wojownikw i nie mg powstrzyma si od umiechu, gdy zwierz przedaro si przez pewn grup. Zobaczywszy kota, ktry porusza si z takim wdzikiem i szybkoci, e wydawa si by tylko duchem, klan Tygrysa zamiast go goni, upad na kolana i podnis rce ku grze i zanis gosy w podzice Temposowi.

Drizzt nie mia adnych trudnoci z ucieczk z granic obozowiska, gdy wszyscy wartownicy pobiegli w kierunku zamieszania. Gdy drow osign czer otwartej tundry, zwrci si na poudnie, w kierunku Kelvins Cairn i rzuci si biegiem przez pust rwnin, przez cay czas koncentrujc si na sfinalizowaniu miertelnego kontrplanu walki. Gwiazdy powiedziay mu, e do witu pozostay mniej ni trzy godziny i wiedzia, e jeli puapka ma by zastawiona waciwie, to nie moe si spni na spotkanie z Bruenorem. Gosy zaskoczonych barbarzycw szybko ucichy w dali, z wyjtkiem monotonnego pomruku klanu Tygrysa, ktry modli si do witu. Kilka minut pniej Guenhwyvar bez wysiku biega przy boku Drizzta. - Setki razy uratowaa mi ycie, wierna przyjaciko - powiedzia Drizzt, klepic silny kark wielkiego kota. - Setki razy i wicej! *** - Bd teraz przekonywa si i kci przez dwa dni - zauway z rozgoryczeniem Bruenor. - To szczcie, e w kocu przybyli wiksi wrogowie! - Lepiej inaczej nazwij nadchodzcych barbarzycw - odpar Drizzt, na jego stoicko spokojnej twarzy zagoci umiech. Wiedzia, e jego plan jest solidny, i e tego dnia walka bdzie naleaa do ludu Dekapolis. - Teraz id i zastaw puapk nie masz zbyt wiele czasu. - Zaczlimy adowa kobiety i dzieci na odziach, gdy tylko Pasibrzuch przynis nam nowiny - wyjani Bruenor. - Wygonimy robactwo z naszych granic zanim dzie si skoczy! - Krasnolud rozstawi szeroko nogi w swej zwykej postawie bojowej i dla podkrelenia swych sw uderzy toporem w tarcz. - Niezego masz nosa do walki, elfie. Twj plan zaskoczy barbarzycw i da chwa tym, ktrzy jej potrzebuj. - Nawet Kemp z Targos bdzie zadowolony - zgodzi si Drizzt. Bruenor poklepa przyjaciela po ramieniu i wsta by odej. - A wic bdziesz walczy u mego boku? - zapyta przez rami, cho ju wczeniej zna odpowied. - Tak, jak powinno by - zapewni go Drizzt. - A kot?

- Guenhwyvar odegraa ju swoj rol w tej wojnie - odpar drow. Odel mego przyjaciela do domu. Bruenor by zadowolony z tej odpowiedzi, nie dowierza dziwnej bestii drowa. - To nie jest naturalne - powiedzia do siebie, ruszajc przez Bremens Run, w kierunku zgromadzonych mieszkacw Dekapolis. Bruenor by zbyt daleko od Drizzta, by ten mg usysze jego ostatnie sowa, lecz drow zna krasnoluda na tyle dobrze, aby wychwyci oglne znaczenie jego gderania. Rozumia niepokj, jaki Bruenor i wielu innych odczuwao, jeeli chodzio o mistycznego kota. Magia bya wan czci podziemnego wiata jego ludu, koniecznym faktem w ich codziennej egzystencji, lecz bya niechtnie widziana i rozumiana przez ludy mieszkajce na powierzchni. Szczeglnie nie lubiy jej krasnoludy, a jedynym wyjtkiem bya magiczna bro i zbroje, ktre czsto wyrabiali. Drow nie ba si Guenhwyvar od pierwszego dnia, gdy spotka kota. Figurka naleaa do Masoja Hunetta, drowa o wysokiej pozycji, z prominentnej rodziny w wielkim miecie Menzoberranzan. Bya darem od pewnego demona w zamian za pomoc, jakiej udzieli mu Masoj w sprawie dotyczcej pewnych kopotliwych gnomw. Drizzt i kot skrzyowali swe drogi wiele razy w cigu tych lat w ciemnym miecie, czsto spotkania te byy zaplanowane. Poznawali si coraz lepiej... Raz nawet Guenhwyvar uratowaa Drizzta od niechybnej mierci, bez wezwania, tak jakby kot chroni drowa, ktry nie by jeszcze jego panem. Byo to wtedy, gdy Drizzt wybra si w samotn podr z Menzoberranzanu do ssiedniego miasta i pad ofiar rybaka jaskiniowego - podobnego do kraba mieszkaca ciemnych jaski, ktry zazwyczaj znajdowa sobie nisz wysoko nad podog tunelu i stamtd spuszcza niewidoczn, lepk lin. Tak jak wdkarz, jaskiniowy rybak czeka na sw ofiar i Drizzt, tak jak ryba, wpad w jego puapk. Lepka lina oplataa go cakowicie, czynic zupenie bezsilnym, gdy by cignity w gr po kamiennej cianie korytarza. Nie mia nadziei na przeycie i jasno zdawa sobie spraw z tego, e niechybnie czeka go straszliwa mier. I wtedy nagle przybya Guenhwyvar, wskakujc po szparach i krawdziach na t sam wysoko, na ktrej by potwr. Nie zwaajc zupenie na wasne bezpieczestwo i postpujc bez jakichkolwiek rozkazw kot zaatakowa rybaka, strcajc go z jego

grzdy. Potwr, szukajc bezpiecznego schronienia, usiowa odpezn, lecz Guenhwyvar mciwie raz jeszcze rzucia si na niego, jakby karzc za zaatakowanie Drizzta. Zarwno drow, jak i kot wiedzieli od tego dnia, e ich przeznaczeniem jest wsplna wdrwka, jednak kot nie mia siy nie posucha woli swego pana, a Drizzt nie mia prawa zada figurki od Masoja, szczeglnie za dlatego, e w zhierarchizowanym spoeczestwie podziemnego wiata rd Hunett mia znacznie potniejsz pozycj ni rd Drizzta. Tak wic drow i kot kontynuowali swe przypadkowe spotkania jako nie zobowizani towarzysze. Wkrtce potem miao miejsce zdarzenie, ktrego Drizzt nie mg zignorowa. Guenhwyvar czsto bya zabierana przez Masoja na wyprawy, czy to przeciwko wrogim rodzinom droww, czy te przeciwko innym mieszkacom podziemnego wiata. Kot zazwyczaj wykonywa sprawnie swe zadania, pomagajc swemu panu w walce, jednak podczas pewnej wyprawy przeciwko klanowi Svirfnebli, skromnym grnikom - gnomom, ktre miay nieszczcie wpada na droww we wsplnym rodowisku, Masoj posun si za daleko w swej zoliwoci. Po pocztkowym ataku gnomy, ktre przeyy, rozbiegy si po korytarzach tworzcych labirynt ich kopalni. Najazd zakoczy si sukcesem, skarby, ktre znaleziono zostay zrabowane, a klan zosta przerzedzony na tyle, aby nigdy wicej nie wchodzi w drog drowom. Lecz Masoj poda wicej krwi. Uy Guenhwyvar - dumnego, majestatycznego myliwego, jako narzdzia mordu. Wysa kota za uciekajcymi gnomami, aby wymordowa jednego po drugim, a do cakowitego ich unicestwienia. Drizzt i kilku innych droww byli wiadkami tego wydarzenia. Pozostali, charakterystycznie dla ich podoci, uwaali to za dobr rozrywk, lecz Drizzt stwierdzi, e napenia go to odraz. Co wicej, pozna, e to upokorzenie bolenie wyryo si w rysach dumnego kota, Guenhwyvar bya myliwym, a nie morderc i uycie jej w takiej roli byo trywialn degradacj, nie mwic ju o przeraeniu, jakie wywoa Masoj wrd niewinnych gnomw. To bya ostatnia zniewaga w dugim szeregu zniewag, ktrych Drizzt nie mg ju duej tolerowa. Wiedzia, e rni si od swego plemienia pod niejednym wzgldem, cho niejednokrotnie obawia si, e jest do niego bardziej podobny ni mu si to wydaje. Nie by bezduszny i mier

innych bya dla niego czym innym, waniejszym ni tylko sport, jak to uwaaa olbrzymia wikszo droww. Nie umia tego okreli, gdy nigdy nie napotka w jzyku droww sowa uwypuklajcego pewn cech tego uczucia, lecz wrd mieszkacw powierzchni, ktrych Drizzt pozna pniej, nosio to nazw sumienia. Ktrego dnia nastpnego tygodnia Drizztowi udao si przydyba Masoja samego, poza terenami Menzoberranzanu. Wiedzia, e nie bdzie dla niego powrotu po tym, jak zada miertelny cios, lecz nawet si nie zawaha wbijajc swj jatagan w ebra nie podejrzewajcej niczego ofiary. To by jedyny raz w jego yciu, gdy zabi kogo ze swej rasy, akt, ktry zupenie zmieni jego ycie, mimo uczu, jakie ywi do swego ludu. Potem zabra figurk i uciek, chcc tylko znale inn z niezliczonych ciemnych dziur w ogromnym, podziemnym wiecie, aby zaoy tam swj dom, lub nawet wyj na powierzchni. Potem, nie zaakceptowany i przeladowany za swe pochodzenie w kadym z miast na zaludnionym poudniu, wyruszy na pustkowia, do nadgranicznego Dekapolis, wrzcego tygla wyrzutkw, ostatniej wysunitej placwki cywilizacji, gdzie by przynajmniej tolerowany. Nie troszczy si o to, e nawet i tutaj wystrzegano si go. Znalaz przyja halflinga, krasnoludw i adoptowanej crki Bruenora, Catti-brie. I mia u boku Guenhwyvar. Znowu poklepa muskularny kark wielkiego kota i opuci Bremens Run, by znale ciemn dziur, w ktrej mgby odpocz przed bitw.

8 KRWAWE POLA Horda dotara do wejcia do Bremens Run tu przed poudniem. Chcieli oznajmi swj peen chway atak pieni wojenn, lecz wiedzieli, e zachowanie do pewnego stopnia tajemnicy byo istotne dla ostatecznego sukcesu planu wojennego deBernezana. Jadc obok krla Haalfdanea, zdrajca by uspokojony znajomym widokiem agli na wodach Maer Dualdon - zaskoczenie powinno by cakowite, jak sdzi. Potem, w penym ironii rozbawieniu zauway, e niektre z odzi wcigny na maszty czerwone flagi, oznaczajce, e s w trakcie poowu. - Wicej bogactw dla zwycizcw - mrukn pod nosem. Barbarzycy cigle jeszcze nie rozpoczli swej pieni, gdy Klan Niedwiedzia odczy si od gwnych si i skierowa si w stron Termalaine. I cho chmura pyu, jaka wzniosa si za nimi, moga powiedzie uwanemu obserwatorowi, e stao si co niezwykego, potoczyli si w stron Bryn Shander - tutaj wykrzyknli po raz pierwszy z radoci, gdy zobaczyli proporzec gwnego miasta. Poczone siy czterech miast Maer Dualdon drzemay ukryte w Termalaine. Ich zadaniem byo szybkie i mocne uderzenie na may szczep, ktry zaatakuje miasto, pokonanie go tak szybko, jak tylko to bdzie moliwe, a potem popieszenie na pomoc Bryn Shander, zakleszczajc reszt hordy miedzy oboma armiami. Operacj t dowodzi Kemp z Targos, lecz na pierwsze uderzenie pozwoli Agorwalowi, burmistrzowi tego miasta. Dzika armia Haalfdanea podpalia pierwsze budynki miasta. Termalaine byo drugim po Targos pod wzgldem ludnoci, wrd dziewiciu rybackich miast, ale byo rozlegym, raczej bezadnie zabudowanym miastem, z domami porozrzucanymi na duej powierzchni i szerokimi ulicami, biegncymi midzy nimi. Jego ludno zachowywaa swoj prywatno, a jednoczenie miaa duo wolnej przestrzeni, nadajcej miastu klimat samotnoci, zaprzeczajcy jego zaludnieniu. DeBernezan mia wraenie, e ulice wydaj si by niezwykle opustoszae. Podzieli si t uwag z barbarzyskim krlem, ktry jecha obok niego, jednak Haalfdane zapewni go, e szczury

chowaj si, gdy zblia si niedwied. - Wycignijcie ich z tych dziur i spalcie ich domy - rykn barbarzyski krl. - Niech rybacy na jeziorze usysz krzyki swych kobiet i zobacz dymy poncego miasta! Byskawiczna strzaa z nikd uderzya w pier Haalfdanea, pograjc si gboko w ciele i przebijajc jego serce. Zaskoczony barbarzyca spojrza z przeraeniem w d, na drcy jeszcze bet, nie zdy nawet krzykn, a ju czer mierci rozpostarta wok niego swe skrzyda. To Agorwal z Termalaine uciszy strzaem z jesionowego uku krla Klanu Niedwiedzia. Na znak ataku Agorwala cztery armie Maer Dualdon obudziy si do ycia. Skakali z dachw budynkw, wyskakiwali z drzwi domw i bocznych alejek kadej z ulic. W obliczu szaleczego ataku takiej gromady, zmieszani i osupiali barbarzycy natychmiast si zorientowali, e ich walka wkrtce dobiegnie koca. Wielu polego zanim nawet zdyli wycign bro. Niektrzy z zahartowanych w bojach weteranw prbowali utworzy mae oddziaki, lecz ludno Dekapolis, walczca o swoje domy i ycie tych, ktrych kochali, uzbrojona w pomysow bro i tarcze wykute przez krasnoludzkich kowali, natara natychmiast. Bez cienia strachu obrocy przykryli pozostaych najedcw sam sw liczebnoci. W alei na granicy Termalaine, w ukryciu za niewielkim wozem przykucn Regis, gdy akurat dwch uciekajcych barbarzycw przebiego obok niego. Halfling zmaga si z osobistym dylematem: nie chcia, by nazwano go tchrzem, lecz nie mia zamiaru wczy si do walki duych ludzi. Gdy niebezpieczestwo mino, wycofa si zza wozu i prbowa ustali swj nastpny ruch. Nagle w alei pojawi si ciemnowosy mczyzna - czonek policji Dekapolis, jak przypuszcza Regis - i natkn si na halflinga. Regis zorientowa si, e jego maa gra w ukrywanie si zostaa zakoczona, nadszed czas okrelenia swego stanowiska. - Dwie szumowiny dopiero co tdy przebiegy - zawoa miao do ciemnowosego poudniowca. - Chod, jeli si pospieszymy, moe damy jeszcze rad ich pochwyci! DeBernezan mia inny plan. W desperackiej prbie uratowania swego ycia zdecydowa si wlizgn do jakiej alei i wynurzy si w innej, jako czonek si Dekapolis. Nie mia zamiaru

zostawia adnego wiadka swojej zdrady. Pewnym krokiem zbliy si do Regisa, trzymajc swj wski miecz w pogotowiu. Regis wyczu, e zachowanie zbliajcego si mczyzny nie jest normalne. - Kim jeste? - zapyta, chocia jako nie spodziewa si odpowiedzi. Pomyla, e zna prawie wszystkich w miecie, lecz nie sdzi e kiedykolwiek przedtem widzia tego czowieka. Ju wczeniej powzi podejrzenie, e by moe jest to zdrajca, o ktrym Drizzt mwi Bruenorowi. - Jak to si stao, e nie widziaem ci, eby wchodzi tu z innymi wcze... - w tym momencie deBernezan zamierzy si, chcc wbi swj miecz w oko halflinga. Regis, zrczny i zawsze czujny, unikn ciosu, lecz ostrze skaleczyo bok jego gowy, a jego gwatowne przykucnicie rzucio go na ziemi. Z pozbawionym emocji, penym zimnej krwi spokojem ciemnowosy mczyzna zbliy si ponownie. Regis jako stan na nogi i powoli cofa si krok za krokiem przed swym napastnikiem. Nagle uderzy o bok maego wozu. DeBernezan cigle si zblia. Halfling nie mia dokd ucieka. Zdesperowany Regis wycign rubinowy wisiorek. - Prosz, nie zabijaj mnie - baga, trzymajc migoczcy kamie przed sob na acuszku tak, aby taczy na nim kuszco. - Jeli darujesz mi ycie, dam ci to i poka ci miejsce, gdzie bdziesz mg znale duo wicej takich klejnotw! - Regis by omielony lekkim wahaniem si deBernezana na widok kamienia. - Naprawd, jest piknie szlifowany i wart zotego skarbu smoka! DeBernezan trzyma miecz przed sob, Regis liczy upywajce sekundy, ale czarnowosy mczyzna nie mrugn okiem. Lewa rka halflinga pozostaa bez ruchu, podczas gdy prawa, ukryta za plecami, zacisna si mocno na rkojeci maej, lecz cikiej maczugi, zrobionej dla niego osobicie przez Bruenora. - Chod, przyjrzyj si bliej - zasugerowa cicho Regis. DeBernezan, zauroczony migoccym kamieniem, pochyli si nisko, chcc lepiej przyjrze si fascynujcemu tacowi wiata. - To naprawd nie jest uczciwe - lamentowa gono Regis pewien, e deBernezan nie zapamita niczego, co mg powiedzie w tej chwili. Rbn najeon kolcami kul maczugi w ty gowy pochylonego

mczyzny. Gdy zobaczy efekt tej brudnej roboty, wzdrygn si mimowolnie, ale przecie zrobi tylko to, co w tej chwili naleao. Odgosy walki na ulicach zbliay si do jego schronienia w alei i w kocu przerway jego rozwaania. Halfling znowu poszed za gosem instynktu - wpez pod ciao powalonego wroga tak, aby wygldao, e zosta przewrcony pod ciarem potniejszego mczyzny. Zbada jeszcze ran zadan od pierwszego uderzenia deBernezana, by bardzo szczliwy, e nie straci ucha. Mia nadziej, e jego rana bya na tyle powana eby nada pozory prawdopodobiestwa obrazowi walki na mier i ycie. *** Gwne siy barbarzycw dotary do dugiego, niskiego pagrka, cigncego si do Bryn Shander, zupenie niewiadome tego, co przydarzyo si ich towarzyszom w Termalaine. Tu rozdzielili si po raz kolejny - Heafstaag poprowadzi Klan osia wok poudniowego stoku pagrka, za Beorg poprowadzi reszt hordy prosto na obwarowane miasto. Teraz podjli pie wojenn, majc w zamiarze jeszcze bardziej wyprowadzi z rwnowagi i przerazi ludno Dekapolis. Lecz za palisad Bryn Shander byo inaczej, ni to sobie barbarzycy wyobraali. Armia miasta z siami Caer-Konig i Caer-Dineval staa w pogotowiu z ukami, wczniami i koliami wrzcej oliwy. Jak na ironi Klan osia, nie widzc frontowych murw miasta, zacz wznosi okrzyki radoci, gdy rozlegy si pierwsze wrzaski umierajcych na wzgrzu, sdzc, e s to krzyki ofiar spord nie przygotowanej ludnoci Dekapolis. Kilka chwil pniej, gdy Heafstaag przeprowadzi swych ludzi wok najbardziej na wschd wysunitego wygicia wzgrza, ich take spotkaa klska. Doskonale okopane armie Good Mead i Dougans Hole tylko czekay na nich i barbarzycy zostali zaatakowani zanim zdyli si nawet zorientowa kto na nich uderzy. Po chwili zamieszania Heafstaagowi udao si przej kontrol nad sytuacj. Ci wojownicy byli razem w wieki bitwach, to byli weterani nie znajcy strachu. Nawet uwzgldniajc straty poniesione podczas pocztkowego ataku, siy stojce przed nimi nie zyskay przewagi liczebnej i Heafstaag by pewien, e szybko pokona rybakw i dotrze ze

swymi ludmi na umwione pozycje. Nagle od strony Eastway z krzykiem zaatakowaa armia Easthaven i natarta na lewe skrzydo barbarzycw. Gdy Heafstaag, cigle jeszcze opanowany, wyda swym ludziom rozkazy do przegrupowania si celem stawienia czoa nowemu nieprzyjacielowi, z tyu uderzyo na nich dziewidziesiciu zahartowanych, w bojach krasnoludw w cikich zbrojach. Wojownicy o ponurych twarzach nacierali klinem; z Bruenorem na jego mierciononym ostrzu. Wbili si w Klan osia, kadc barbarzycw pokotem, cinajc ich jak kosa wysok traw. Barbarzycy walczyli dzielnie, wielu rybakw polego na wschodnich stokach Bryn Shander. Okrony Klan osia jednak nie posiada przewagi liczebnej, krew barbarzycw pyna atwiej ni krew ich przeciwnikw. Heafstaag pracowa usilnie nad tym, aby zebra swych ludzi, lecz wok niego zniky wszelkie pozory organizacji i rozsdku. Ku swemu przeraeniu i habie olbrzymi krl uzmysowi sobie, e jeli nie znajd drogi ucieczki z piercienia nieprzyjaci i nie uciekn z powrotem w bezpieczn tundr, to wszyscy jego wojownicy zgin na tym polu. Sam Heafstaag, ktry nigdy przedtem nie wycofa si z pola bitwy, poprowadzi desperack prb przebicia si z okrenia. Wraz z wojownikami, ktrych udao mu si zebra, rzuci si obok klina nacierajcych krasnoludw, szukajc drogi midzy nimi, a armi Easthaven. Wielu czonkw klanu polego pod ostrzami ludu Bruenora, lecz niektrym udao si przeama piercie okrenia i uciec w stron Kelvins Cairn. Heafstaag przedar si przez piercie, zabijajc dwch krasnoludw, ale nagle zosta otoczony kul nieprzenikliwej, absolutnej ciemnoci. Zanurkowa przez ni gow do przodu i wynurzy si znowu na wiato, po to tylko, aby stwierdzi, e stoi twarz w twarz z ciemnym elfem. *** Bruenor zrobi na rkojeci swego topora bojowego siedem naci i zabiera si ju do zasuenia na sme, dziki wysokiemu modziecowi barbarzycy jeszcze zbyt modemu, aby pokazay si jakie woski na jego opalonej twarzy, lecz majcemu wygld dowiadczonego wojownika. Bruenor z zaciekawieniem ledzi jego uwany wzrok i

chodne oblicze, gdy zblia si do modzieca. Zaskoczyo go to, e nie spostrzeg dzikiego ognia i barbarzyskiej dzy krwi wykrzywiajcej rysy modzieca, lecz raczej uwan, pen zrozumienia gbi. Krasnolud poczu naprawd al, e musi zabi kogo tak modego i niezwykego pord barbarzycw, wspczucie spowodowao, e si lekko zawaha gdy zaczli walczy. Okrutny, jak wskazywao na to jego pochodzenie, modzieniec nie okaza strachu, a wahanie Bruenora dao mu przewag przy pierwszym zamachu. Ze mierteln celnoci uderzy swym kijem w przeciwnika. Paka pka na dwoje. Zdumiewajco silny cios wygi hem Bruenora i spowodowa, e krasnolud cofn si lekko. Twardy jak grski gaz Bruenor opar swe rce o uda i spojrza na barbarzyc, ktry omal nie wypuci swej broni, zaskoczony tym, e przeciwnik cigle stoi. - Nierozsdny chopiec - mrukn Bruenor, podcinajc nogi modzieca. - Czy nikt ci nigdy nie mwi, by nie uderza krasnoluda w gow? - Modzieniec desperacko usiowa odzyska rwnowag, lecz Bruenor uderzy go w twarz sw tarcz. - smy! - rykn krasnolud, rzucajc si do przodu, aby znale dziewitego. Spojrza jeszcze przez rami, by upewni si czy modzieniec poleg. Pokiwa gow nad strat tak wysokiego i silnego, o potwierdzajcych fizyczne mstwo inteligentnych oczach, chopca - nie bya to czsta kombinacja cech wrd dzikich i okrutnych mieszkacw Doliny Lodowego Wichru. *** Wcieko Heafstaaga wzrosa dwukrotnie, gdy rozpozna w swym najnowszym przeciwniku ciemnego elfa. - Czarnoksiski pies! - rykn, podnoszc swj topr. Gdy to powiedzia, Drizzt poruszy palcem i wysokiego barbarzyc ogarn od stp do gw purpurowy pomie. Heafstaag rykn z przeraenia widzc magiczny ogie, mimo to jednak pomie nie spali jego skry. Drizzt zaatakowa, dwa jatagany wiroway i dgay, uderzajc wysoko i nisko zbyt szybko, aby barbarzyski krl mg si uchyli. Krew tryskaa z wielu maych ran, lecz Heafstaag wydawa si traktowa ukucia wskich jataganw jako zaledwie niewygod. Wielki topr

zatoczy uk w d i cho Drizztowi udao si go odbi, sia ciosu sprawia, e zdrtwiao mu rami. Barbarzyca znw machn toporem. Tym razem Drizztowi udao si odwrci jego zabjcze uderzenie, a obrt drowa sprawi, e wytrcony z rwnowagi Heafstaag potkn si i odsoni. Drizzt nie waha si ani chwili, wbijajc jedno ze swych ostrzy gboko w bok barbarzyskiego krla. Heafstaag rykn z blu i obrci si by odpowiedzie. Drizzt sdzi, e jego ostatni cios by miertelny i zosta zupenie zaskoczony, gdy paz topora Heafstaaga uderzy go w ebra, wyrzucajc w powietrze. Barbarzyca natychmiast zaatakowa, chcc skoczy z niebezpiecznym przeciwnikiem, zanim ten znowu stanie na nogach. Drizzt jednak by zwinny jak kot. Wyldowa na ziemi, przetoczy si i wsta, aby odparowa atak Heafstaaga jednym ze swych jataganw. Topr bezsilnie wisn mu nad gow, zaskoczony barbarzyca nie mg powstrzyma wasnego pdu i zwali si brzuchem na zoliwe ostrze. Pomimo to nadal patrzy na drowa, wymachujc mu przed nosem swym toporem. Ju wczeniej przekonany o nadludzkiej sile barbarzycy Drizzt tym razem nie odsoni si, wbi drugie ostrze tu poniej pierwszego, otwierajc nisz cz brzucha Heafstaaga od pachwiny do pachwiny. Topr Heafstaaga upad bezsilnie na ziemi, gdy ten chwyci si za ran, desperacko usiujc powstrzyma swe wntrznoci przed wypyniciem. Potna gowa chwiaa si z boku na bok, a w kocu barbarzyca leg. Kilku innych barbarzycw, walczc zaciekle z nastpujcymi im na pity krasnoludami, przybyo w tej samej chwili i pochwycio swego krla, zanim dosign ziemi. Tak wielkie byo ich oddanie Heafstaagowi, e dwch z nich podnioso go i odnioso podczas, gdy pozostali odwrcili si, aby stawi czoa nadpywajcej fali krasnoludw. Wiedzieli, e bez wtpienia polegn, lecz mieli nadziej da swym towarzyszom wystarczajc ilo czasu, by mogli odnie krla w bezpieczne miejsce. Drizzt odtoczy si od barbarzycw i stan na nogach, chcc goni tych dwch, ktrzy nieli Heafstaaga. Mia niedobre przeczucie, e straszliwy krl przeyje, pomimo tak cikich ran i by zdecydowany zakoczy ostatecznie sw robot, ale gdy wsta, stwierdzi, e wiat wiruje mu przed oczyma. Bok jego paszcza poplamiony by krwi. Elf stwierdzi nagle, e ma trudnoci ze zapaniem oddechu. Olepiajce, poudniowe soce wypalao jego przyzwyczajone do nocy oczy; cay by

zlany potem. Drizzt zapad w ciemno. *** Trzy armie, czekajce za murami Bryn Shander, uwiny si szybko z pierwsz lini najedcw, a potem wypary pozostaych barbarzycw na poow odlegoci do wzgrza. Nie zraona tym i sdzca, e czas dziaa na jej korzy horda przegrupowaa si wok Beorga i zacza stay, ostrony marsz w stron miasta. Gdy barbarzycy usyszeli zbliajcy si od wschodniego zbocza atak, przyjli, e Heafstaag zakoczy walk na zboczu wzgrza, dowiedzia si o oporze przy gwnej bramie i wraca, eby pomc im wedrze si do miasta. Nagle Beorg natkn si na koczownikw uciekajcych na pnoc, w stron Przeczy Lodowego Wichru, lecej na przeciwko Bremens Run midzy Lac Dinneshere a zachodnim stokiem Kelvins Cairn. Krl Klanu Wilka z miejsca wiedzia, e ludzie ci byli w opaach. Nie oferujc adnych wyjanie, poza wbiciem ostrza swej wczni w kadego, kto kwestionowaby jego rozkazy, Beorg zacz zawraca swych ludzi do miasta, majc nadziej na przegrupowanie si wraz z Haalfdanem i Klanem Niedwiedzia i uratowanie tylu swych ludzi, ilu bdzie mg. Zanim jednak zdy zakoczy odwrt, zobaczy przed sob Kempa i cztery armie Maer Dualdon - ich szeregi byy z lekka tylko przerzedzone walkami w Termalaine. Zza murw wyszy armie Bryn Shander, Caer-Konig i Caer-Dineval, a zza wzgrza nadszed Bruenor prowadzc klan krasnoludw i pozostae trzy armie Dekapolis. Beorg rozkaza swym ludziom zbi si w cisy krg. - Tempos patrzy! - krzykn. - Niech bdzie dumny ze swego ludu! Pozostao prawie omiuset barbarzycw. Utrzymywali szyki prawie przez godzin, piewajc i umierajc, zanim ich linia zaamaa si i wybuch chaos. Mniej ni pidziesiciu uszo z yciem. *** Po wymianie ostatnich ciosw wyczerpani wojownicy Dekapolis zajli

si ponurym obowizkiem pozbierania z pola bitwy swoich polegych. Polego ponad piciuset ich towarzyszy, a dwustu dalszych prawdopodobnie miao umrze od ran, lecz cena nie bya zbyt wysoka, zwaywszy, e dwa tysice barbarzycw lego martwych na ulicach Termalaine i na stokach Bryn Shander. Wielu bohaterw narodzio si tego dnia i Bruenor, cho obawia si powrotu na wschodnie pole bitwy na poszukiwania brakujcych towarzyszy, czeka dug chwil a ostatni z nich zostali wyniesieni w chwale na wzgrze, do Bryn Shander. - Pasibrzuch? - krzykn krasnolud. - Nazywam si Regis - odpar halfling ze swych wysokich noszy, dumnie skadajc ramiona na piersi. - Z szacunkiem, dobry krasnoludzie - powiedzia jeden z ludzi, nioscych Regisa. - W pojedynku burmistrz Regis z Lonelywood, cho sam zosta ciko zraniony w czasie walki, zabi zdrajc, ktry sprowadzi na nas hord. Gdy pochd przeszed, Bruenor parskn rozbawiony. - Mog si zaoy, e wicej w tym przechwaek ni rzeczywistoci! rozemia si do swych rwnie rozbawionych towarzyszy. - Albo jestem brodatym gnomem! *** Kemp z Targos i jeden z jego porucznikw byli pierwszymi, ktrzy natknli si na lec posta Drizzta DoUrdena. Kemp trci ciemnego elfa obcasem zakrwawionego buta, wywoujc w odpowiedzi pprzytomny jk. - yje - powiedzia Kemp do swego porucznika z umiechem rozbawienia. - Biedny. - Znw kopn rannego drowa, tym razem z wikszym entuzjazmem. Drugi mczyzna rozemia si z aprobat i podnis nog, aby doczy do zabawy. Nagle opancerzona pi uderzya Kempa w nerk z si, ktra przerzucia burmistrza nad Drizztem i wysaa, koziokujcego, w d dugiego zbocza pagrka. Jego porucznik odwrci si, dogodnie przykucajc, eby przyj nastpny zamach pazem topora Bruenora prosto w twarz.

- Dla ciebie te jedno! - warkn krasnolud, poczuwszy, e nos mczyzny zama si pod jego potnym uderzeniem. Cassius z Bryn Shander, widzc ten incydent ze szczytu wzgrza wrzasn z wciekoci i rzuci si w d zbocza w kierunku Bruenora. - Mgby si nauczy troch dyplomacji - zaja go. - Zosta tam gdzie jeste, synu zaboconej wini! - zabrzmiaa grona odpowied Bruenora - Zawdziczacie ciemnemu elfowi swoje mierdzce ycie i domy - rykn do wszystkich wok, ktrzy mogli go sysze. - A traktujecie go jak robaka! - Uwaaj na swoje sowa, krasnoludzie! - odpar Cassius, prbujc sign do rkojeci swego miecza. Wojownicy Bruenora utworzyli szyk wok swego przywdcy, za ludzie Cassiusa skupili si wok niego. Nagle wyranie rozleg si trzeci gos. - Uwaaj, Cassiusie - ostrzeg Agorwal z Termalaine. - Zrobibym to samo Kempowi, gdybym posiada odwag Bruenora! - Wskaza na pnoc. - Niebo jest czyste - krzykn. - Jeli nie byoby takie dziki drowowi, wypenione byoby dymem poncego Termalaine! - Burmistrz Termalaine i jego towarzysze doczyli do szyku Bruenora. Dwch mczyzn podnioso delikatnie Drizzta z ziemi. - Nie obawiaj si o swego przyjaciela, krasnoludzie - powiedzia Agorwal. - Bdziemy go pielgnowa w moim miecie. Od teraz ani ja, ani moi ludzie nie bdziemy go ocenia wedug koloru skry, ani wedug reputacji jego ludu! Cassius obrazi si. - Zabierz swoich onierzy z terenw Bryn Shander! - wrzasn do Agorwala, lecz byo to zupenie niepotrzebne, gdy ludzie z Termalaine odeszli ju wczeniej. Zadowoleni z tego, e drow jest w bezpiecznych rkach Bruenor i jego klan ruszyli, aby przeszuka reszt pola bitwy. - Nie zapomn tego! - zawoa z dou Kemp. Bruenor splun w stron burmistrza Targos i kontynuowa swoj prac, wcale tym okrzykiem nie zraony. Tak wic sojusz ludzi z Dekapolis przetrwa tylko przez wsplne zagroenie.

EPILOG Na wzgrzu rybacy z Dekapolis chodzili wrd polegych wrogw, grabic barbarzycw z niewielkich bogactw, jakie ci posiadali i przebijajc mieczami tych, ktrzy mieli to nieszczcie, e jeszcze nie umarli. Jednak wrd tej krwawej scenerii mona byo znale odprysk aski. Czowiek z Good Mead odwrci bezwadn posta nieprzytomnego, modego barbarzycy na plecy, gotujc si do zakoczenia jego ycia sztyletem. Podszed do nich Bruenor i poznawszy w modziecu chorego, ktry wygi jego hem, powstrzyma cios rybaka. - Nie zabijaj go. To tylko chopiec, naprawd nie wiedzia, co robi on sam i jego lud. - Ba! - parskn rybak. - Pytam ci, jak lito okazayby te psy twoim dzieciom? On i tak ju jedn nog jest w grobie. - Jednak nadal prosz, aby zostawi go przy yciu! - mrukn Bruenor, stukajc toporem o rami. - W istocie dam tego! Rybak nachmurzy si - podobnie jak krasnolud - jednak by wiadkiem sprawnoci Bruenora w walce i pomyla, e lepiej bdzie nie posuwa si zbyt daleko. Z westchnieniem obrzydzenia odszed w d wzgrza, aby znale mniej chronion ofiar. Lecy na trawie chopiec poruszy si i jkn. - A wic pozostawilimy w nim troch ycia - powiedzia Bruenor. Uklkn obok gowy chopca i podnis j za wosy, aby napotka na jego wzrok. - Posuchaj mnie. Uratowaem ci ycie - dlaczego, tego sam nie jestem pewien - lecz nie myl, e darowaliby ci je ludzie z Dekapolis. Chciabym, aby zobaczy nieszczcie, jakie sprowadzi na nas twj lud. Moe masz zabijanie we krwi, a jeli tak, to pozwl, eby osoba jakiego rybaka skoczya z tob! Czuj bowiem, e w tobie jest co wicej i powiniene mie czas na to, eby mi to pokaza. Bdziesz suy mnie i mojemu ludowi w kopalniach przez pi lat, do chwili, gdy wykaesz, e jeste wart ycia i wolnoci. Bruenor zobaczy, e modzieniec odpyn znw w niewiadomo. - Mniejsza z tym - mrukn. - Usyszysz o mnie zanim to wszystko si skoczy, bd tego pewien! - Chcia odrzuci gow na traw, lecz zamiast tego delikatnie j uoy.

Dla tych, ktrzy przygldali si postpowaniu szorstkiego krasnoluda, okazywanie wspczucia barbarzyskiemu modziecowi byo czym niezwykym, lecz nikt nie mg si domyli pobudek tego, czego byli wiadkami. Sam Bruenor, oceniajc charakter barbarzycy podug jego towarzyszy, nie mg przewidzie, e ten chopiec - Wulfgar - wyronie na mczyzn, ktry zdoa odmieni ten region tundry. *** Daleko na poudniu, na szerokim przejciu midzy wznoszcymi si w gr szczytami Grzbietu wiata, Akar Kessell omdlewa w sodkim yciu, jakie zgotowa dla niego Crenshinibon. Jego niewolnicy - gobliny specjalnie dla niego pochwycili kobiety z karawany kupcw, aby go zabawiay, lecz teraz co innego przykuo jego wzrok: dym wznoszcy si w puste niebo z kierunku Dekapolis. - Barbarzycy - domyli si Kessell. Sysza pogoski o tym, e klany zgromadziy si w czasie, gdy on i magowie z Luskanu odwiedzili Easthaven. Lecz nie obchodzio go to - dlaczeg miaoby go to obchodzi? Mia wszystko czego potrzebowa, tu, w Cryshal-Tirith i nie chcia si std rusza dokdkolwiek. adnych da z wasnej woli. Crenshinibon by reliktem, ktry naprawd y w swej magii, a czci jego ycia bya ch podboju i rozkazywania. Krysztaowy relikt nie zadowala si istnieniem w pustym grzbiecie grskim, gdzie jedynymi sugami byy skromne gobliny, chcia czego wicej, poda mocy. Podwiadome przypomnienie Dekapolis u Kessella, wywoane przez zauwaone supy dymu, pobudzio gd reliktu, ktry teraz uy tej samej sugestii wzgldem Kessella. Najgbsze pokady chciwoci maga pochwyciy nage wyobraenie. Zobaczy samego siebie, siedzcego na tronie w Bryn Shander - niezmiernie bogatego i powaanego przez wszystkich. Wyobraa sobie, e magowie, szczeglnie za Eldeluc i Dendybar, dowiedzieli si o Akarze Kessellu, panu Dekapolis i Wadcy Doliny Lodowego Wichru! Czy wtedy zaproponowaliby mu w swej saboci szaty? Mimo prawdziwej radoci Kessella - swobodnej egzystencji, jak znalaz, cigle myla. Pozwoli swemu umysowi bawi si, bada drogi,

ktrymi mg pody, aby dotrze do celu. Prbowa rzdzi rybakami, tak jak zdominowa klan goblinw - przynajmniej najmniej inteligentnych goblinw, ktre sprzeciwiay si jego woli przez duszy czas. A gdy wszyscy z nich uwolnili si od bezporedniego ssiedztwa wiey, zyskali ponownie zdolno do postpowania wedug wasnej woli i uciekli w gry. Nie, prosta dominacja nie bdzie dziaaa na ludzi. Kessell zastanawia si, jak uy siy, ktr wyczuwa pulsujc w strukturze Cryshal-Tirith, siy wikszej, ni wszystko o czym dotd sysza, nawet w Wiey. To powinno pomc, ale nie wystarczao. Nawet sia Crenshinibona bya ograniczona, wymagaa spdzenia czasu pod socem, aby zebra now moc, aby zastpi wydatkowan energi. Co wicej, w Dekapolis byo zbyt wielu rozproszonych ludzi, aby zamkn ich w pojedynczej hali wpywu. Kessell przecie nie chcia ich zniszczy. Gobliny byy dogodne, lecz mag chcia mie ludzi, ktrzy by mu si kaniali, rzeczywistych ludzi, takich jak ci, ktrzy przeladowali go przez cae jego ycie. Przez cae ycie, zanim dosta krysztaowy relikt. Takie analizowanie doprowadzao go nieuchronnie do jednego stwierdzenia: musia mie armi. Bra oczywicie pod uwag gobliny, ktrymi aktualnie wada. Fanatycznie oddane kadej jego zachciance, zginyby dla niego (w istocie kilku to uczynio), jednak nie byy dostatecznie liczne, aby zaj si cay region trzech jezior. Nagle przysza magowi za myl, wtoczona w jego wol przez krysztaowy relikt. - Ile dziur i jaski - wykrzykn gono Kessell, - jest w tym olbrzymim i poszarpanym acuchu grskim! A ilu je zamieszkuje goblinw, ogrw, trolli i olbrzymw! - W jego umyle poczy si tworzy odlege wyobraenia. Widzia si na czele potnej armii goblinw i olbrzymw, poruszajcej si po rwninach; nie do zatrzymania i nie do odparcia. Jak doj do tego, aby ludzie przed nim dreli? Opar si o mikk poduszk i zawoa o nowe dziewczta ze swego haremu. Skada w wyobrani now gr, tak, ktra przychodzia do niego w dziwnych snach; baga w niej, paka, a w kocu umiera. Jednak zadecydowa, e musi rozway moliwoci wadania Dekapolis, ktre przecie otwieray si przed nim szeroko. Nie wolno byo jednak si

pieszy, mia czas. Gobliny zawsze pomog mu wynale inn gr. Crenshinibon take wydawa si by spokojny. Zasia ziarno w umyle Kessella, ziarno, o ktrym wiedzia, e wyronie rolin planu podboju. Lecz, tak jak Kessell, relikt nie mia powodw do popiechu. Krysztaowa skorupa czekaa tysice lat, aby wrci do ycia i oto jej oczekiwania miay si speni. Moga poczeka jeszcze troch.

CZ II WULFGAR

9 JU NIE CHOPIEC Regis opar si o swe ulubione drzewo, przecign si leniwie i ziewn. Doki w jego policzkach lniy w jasnych promieniach soca, ktre jako przedary si przez gste gazie. Wdka staa obok niego, ale jej haczyk by pusty od duszego czasu. Regis rzadko apa jak ryb, lecz by dumny z siebie, e nie traci wicej ni jednego robaka. Przychodzi tu kadego dnia od powrotu do Lonelywood. Zim spdzi w Bryn Shander, cieszc si przyjani dobrego przyjaciela Cassiusa. Miasta na wzgrzu nie mona byo porwnywa z Calimportem, lecz paac burmistrza by najbliszy luksusu w caej Dolinie Lodowego Wichru. Regis by zadowolony z tego, e Cassius namwi go do tego, eby spdzi tu zim. Zimny wiatr powia z Maer Dualdon, wywoujc westchnienie zadowolenia u halflinga. Mimo e czerwiec dobieg ju poowy, by to pierwszy gorcy dzie krtkiego sezonu, a Regis by zdecydowany wykorzysta go jak najlepiej. Po raz pierwszy od lat by tu po poudniu i mia zamiar zosta tu, w tym miejscu, zdj ubranie, pozwoli, eby ciepo soca ogrzao kady cal jego ciaa a do ostatniego, czerwonego promienia zachodu. Krzyk wciekoci, nioscy si z jeziora, przyku jego uwag. Podnis gow i na wp unis cik powiek. Pierwsz rzecz jak zauway, ku swojemu zupenemu zadowoleniu, byo to, e jego brzuch powikszy si wydatnie w czasie zimy i pod tym ktem, lec pasko na plecach, mg widzie tylko czubki swych butw. W poowie jeziora cztery odzie, dwie z Termalaine i dwie z Targos, staray si zaj jak najlepsz pozycj, przepywajc obok siebie z nagymi zwrotami. Ich zaogi przeklinay i pluy na odzie noszce flag innego miasta. Przez ostatnie cztery i p roku - od czasu Bitwy o Bryn Shander - oba miasta w rzeczywistoci byy w stanie cichej wojny, cho ich bitwy rozgryway si czsto tylko na sowa i pici, a nie na bro, niejedna d zostaa staranowana lub wepchnita na skay, lub mielizn. Regis wzruszy bezsilnie ramionami i znowu pooy gow na zwinitej kurtce. Nic si nie zmienio w Dekapolis w cigu kilku ostatnich

lat. Regis i niektrzy inni burmistrzowie pokadali nadzieje w zjednoczonej wsplnocie, nawet pomimo gorcego sporu po bitwie o drowa, midzy Kempem z Targos, a Agorwalem z Termalaine. Nawet na brzegach jeziora wrd dawnych rywali dobra wola miaa krtki ywot. Rozejm midzy Caer-Dineval, a Caer-Konig przetrwa tylko do chwili, gdy odzie z Caer-Dineval przybiy do brzegu Lac Dinneshere, ktry CaerKonig oddao jako rekompensat za wody, jakie utracio na rzecz rozwijajcej si floty Easthaven. Co wicej, Good Mead i Dougans Hole, zazwyczaj skromne i niezalene miasta nad najbardziej wysunitym na poudnie jeziorem - Redwaters, zaday rekompensaty od Bryn Shander i Termalaine. Suyy pomoc w bitwie na stokach Bryn Shander, lecz nie wyniosy z tego adnych korzyci. Uwaali wic, e miasta, ktre odniosy najwiksz korzy ze wsplnych wysikw, powinny za to zapaci. Oczywicie pnocne miasta nie zgadzay si na te dania. Tak wic, lekcja korzyci odniesionych ze zjednoczenia przesza bez echa, dziesi wsplnot pozostao podzielonych tak, jak uprzednio. W rzeczywistoci miastem, ktre odnioso najwiksze korzyci, byo Lonelywood. Populacja Dekapolis, jako cao pozostaa niezmieniona. Wielu szczliwych owcw, lub ukrywajcych si ajdakw przenikno na te tereny, lecz rwna temu ilo zostaa zabita lub zniechcona cikimi warunkami i wrcia na bardziej gocinne poudnie. Lonelywood znacznie si rozwino. Maer Dualdon, ze znacznymi zasobami pstrgw, pozostao dajcym najwiksze dochody jeziorem, a w toczcych si wojnach midzy Targos a Termalaine, z Bremen usadowionym przypadkowo na brzegu nieprzewidywalnej i czsto wylewajcej rzeki Shaengarne, Lonelywood wydawao si by najbardziej sympatycznym z czterech miast. Ludno maej wsplnoty rozpoczynaa nawet kampani, majc na celu cignicie nowoprzybyych, przez ogoszenie Lonelywood domem bohaterskiego halflinga, a byo to jedyne miejsce na przestrzeni setek mil, ktre dawao cie drzew. Regis zda swj urzd burmistrza wkrtce po bitwie i zrobi to zgodnie z zarwno wasn wol, jak i z wol mieszkacw miasta. Gdy Lonelywood zyskao rozgos i strzsno z siebie reputacj miasta, w ktrym przebywaj sami ajdacy, potrzebowao kogo bardziej przedsibiorczego na posiedzeniach. Regis za po prostu nie chcia ju duej ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialnoci.

Oczywicie znalaz sposb, aby cign zyski ze swego rozgosu. Kady nowy przybysz musia opaci mu ze swego pierwszego poowu prawo wcignicia flagi Lonelywood i Regis przekona nowego burmistrza i innych przywdcw miasta, e odkd jego imi przyciga nowych osadnikw, powinien odnosi z tego jakie korzyci. Halfling umiechn si szeroko na samo wspomnienie wasnego dobrego losu. Spdza dni w pokoju, spokojnie prnujc, najczciej lec na mchu pod swym ulubionym drzewem, czasem zarzucajc wdk i pozwalajc, aby dzie upyn niczym nie zmcony. Jego ycie stao si wygodne, a jedyn prac, jak teraz podejmowa, byo rzebienie pamitek. Rzeby wychodzce spod jego duta zyskay dziesiciokrotne przebicie ceny i by to czciowo wynik zawyania przez fam halflinga, ale bardziej rezultatem tego, e wmwi niektrym koneserom, odwiedzajcym Bryn Shander, e jego unikalny styl nadaje jego rzebom unikaln warto artystyczn i estetyczn. Regis poklepa rubinowy wisiorek, spoczywajcy na jego nagiej piersi. Wydawao si, e teraz moe wmwi wszystko kademu. *** Mot uderzy w janiejcy metal. Iskry trysny z kowada zotymi ukami i zginy w ciemnociach kamiennego pomieszczenia. Ciki mot bi bezustannie, prowadzony bez wysiku potn, muskularn rk. Stojcy w maym, gorcym pomieszczeniu kowal nosi tylko spodnie i skrzany fartuch, owinity dokoa bioder; czarne smugi sadzy spyway po wyobieniach mini jego szerokich ramion i piersi, a pot lni w pomaraczowej powiacie ognia. Jego ruchy odznaczay si t rytmiczn, niezmcon atwoci, ktra widzowi wydawaa si nadprzyrodzon, jakby by bogiem, ktry wykuwa wiat zanim pojawili si na nim miertelnicy. Po twarzy kowala rozla si peen zadowolenia umiech, gdy twardo elaza ustpia troch pod si jego uderze. Nigdy przedtem nie czu takiej siy w metalu; prbowa go do granic jego sprystoci i czu drenie, jak ncce wzruszenie bitwy, ktra w kocu upewnia go, e jest silniejszy. - Bruenor bdzie zadowolony.

Wulfgar zatrzyma si na chwil i rozway rezultaty tej myli, umiechajc si, gdy przypomnia sobie pierwsze dni w kopalniach krasnoludw. Jakim by wtedy gupim, wciekym modzikiem, oszukujcym si, e mier na polu chway jest lepsza, od gderania krasnoluda, ktry nie pytany wspczu mu, okrelajc to jako dobry kierunek. To bya pita i ostatnia wiosna w krasnoludzkich tunelach, w tunelach, ktre stale zmuszay jego siedmiostopow posta do garbienia. Poda wolnoci, otwartej tundry, gdzie mg wycign ramiona do ciepego soca i nieuchwytnego przycigania ksiyca, lub lec na plecach z wycignitymi nogami pod ukszeniami chodnego wiatru i krysztaowymi gwiazdami, wypeniajcymi jego umys mistycznymi wizjami nieznanych horyzontw. Jednak, mimo niewygd, Wulfgar musia przyzna, e brakowaoby mu gorcych prdw powietrza i nieustannego szczku, dobywajcego si z pomieszcze krasnoludzkich. Przez pierwszy rok swojej suby trzyma si brutalnego kodeksu swego ludu, ktry definiowa niewol jako hab. Recytowa Pie Temposa, jak litani siy, ktra miaa go chroni od saboci cywilizowanych poudniowcw. Jednak Bruenor by rwnie twardy, jak metal, ktry wykuwa. Otwarcie demonstrowa sw niech do walki, lecz wymachiwa swym toporem z naciciami ze mierteln dokadnoci i parowa ciosy, ktre powaliyby ogra. We wczesnych dniach ich wzajemnych relacji, krasnolud by dla Wulfgara zagadk. Barbarzyca by zmuszony do okazywania Bruenorowi w jakim stopniu respektu, gdy Bruenor dobrze go potraktowa kiedy na polu honoru. Gdy spotkali si na polu walki, byli wrogami, a jednak Wulfgar odnajdywa w oczach krasnoluda prawdziwe i gboko zakorzenione uczucie, ktre powodowao u niego zmieszanie. On i jego klan przybyli tu po to, by spldrowa Dekapolis, a jednak Bruenor okazywa mu uczucia zblione bardziej do uczu surowego ojca, ni pana i wadcy niewolnikw. Wulfgar jednak nie zapomina o swej pozycji w kopalniach - Bruenor czsto by gburowaty i lubic dokuczy wiele razy czyni Wulfgara sucym, wyznaczajc mu upokarzajce zajcia. Wcieko Wulfgara stopniaa w cigu dugich miesicy. Doszed

wreszcie do postawy akceptujcej t pokut ze stoickim spokojem, przyjmujc polecenia Bruenora bez sprzeciww. Stopniowo jego warunki poprawiy si. Bruenor najpierw kaza mu d miechem, a pniej przekuwa metal w doskona bro i narzdzia. W koca, w dniu, ktrego Wulfgar nigdy nie zapomni, da mu swe palenisko i kowado, eby mg pracowa w samotnoci i bez nadzoru - cho Bruenor i tak czsto tam zaglda, mruczc co na temat niedokadnego uderzenia motem, lub dajc gar wskazwek. Praca ta przywrcia Wulfgarowi wicej, ni tylko pewien stopie swobody - wrcia mu dum. Odkd po raz pierwszy podnis mot, ktry mg nazwa swym wasnym, wyciszony spokj sugi zastpiony zosta zapaem i niezachwian wiar w to, e kiedy wizie zostanie prawdziwym rzemielnikiem. Barbarzyca denerwowa si najmniejsz niedoskonaoci, czasami przerabia cay przedmiot, aby poprawi niewielki szczeg. Wulfgar by wdziczny za t zmian swojej sytuacji, oceniajc j jak przymiot, ktry moe przyda si w przyszoci, cho teraz nie wiedzia jeszcze, w jaki sposb. Bruenor nazwa to charakterem. Praca przynosia te i inne, wrcz namacalne zyski. upanie kamienia i kucie metalu spowodowao, e minie barbarzycy stwardniay, zmieniajc jego sylwetk z modzieczej, w zahartowan i pen niespoytej siy. Posiad take potne siy yciowe, gdy tempo pracy niezmordowanych krasnoludw wzmocnio jego serce i puca, dostosowujc je do nowych wymaga. Wulfgar zaciska wargi ze wstydu, gdy przypomina sobie sw pierwsz przytomn myl po bitwie o Bryn Shander. Przysig odpaci Bruenorowi krwi, gdy tylko wypeni obowizki swej umowy. Rozumia teraz, ku swemu wasnemu zdumieniu, e pod opiek Bruenora Battlehammera sta si lepszym czowiekiem i myl o podniesieniu broni przeciwko krasnoludowi napawaa go odraz. Przeoy swe wszystkie emocje na ruch, uderzajc motem raz po raz w elazo, spaszczajc jego niewiarygodn twardo w ostrze. Z tego kawaka zrobi pikny miecz. Bruenor powinien by zadowolony.

10 GROMADZ SI CIEMNOCI Ork Torga patrzy na goblina Grocka z jawn pogard. Ich plemiona wojoway ze sob od wielu lat, od jak dawna, tego aden yjcy czonek tych plemion nie mg sobie przypomnie. Dzielili dolin poczon w Grzbiecie wiata i wspzawodniczyli o teren, i o poywienie z ca brutalnoci swych wojowniczych ras. Teraz jednak stali na wsplnym terytorium bez broni, przykuci do tego miejsca przez si wiksz ni sia nienawici, jak odczuwali wzgldem siebie. W kadym innym miejscu, o kadej innej porze klany nie mogyby by tak blisko siebie bez wdania si w zaart bitw. Teraz jednak zadowalay si czczymi pogrkami i gronymi spojrzeniami, gdy nakazano im odoy na bok wszelkie animozje. Torga i Grock odwrcili si i poszli, rami przy ramieniu, w kierunku budowli - tam by czowiek, ktry sta si ich panem. Weszli do Cryshal-Tirith i stanli przed Akarem Kessellem. *** Jeszcze dwa szczepy doczyy do rozrastajcych si szeregw. Wszdzie wok wiey powieway proporce rnych oddziaw goblinw; gobliny Skrconych Wczni, Zjadliwych Orkw, Odczonych Orkw i wiele innych przybyo, aby suy swemu panu. Kessell cign nawet duy klan ogrw, gar trolli i czterdziestu gagaskich verbeegw - najmniejszych z olbrzymw, ale jednak olbrzymw. Jego koronnym osigniciem bya grupa mronych olbrzymw, ktra po prostu wesza tu, chcc podziwia wadc Crenshinibona. Kessell by naprawd zadowolony ze swego ycia w Cryshal-Tirith z pierwsz grup goblinw, speniajcych posusznie kad z jego zachcianek. Gobliny potrafiy nawet napa karawan kupieck i dostarczy magowi kilka kobiet, tylko dla jego przyjemnoci. ycie Kessella byo mikkie i atwe, takie wanie, jakie lubi. Lecz Crenshinibon nie by zadowolony. Gd potgi reliktu by nienasycony. Zadowala si maym przez krtki czas, a potem zada,

aby jego wadca dokona wikszych podbojw. Nie sprzeciwia si otwarcie Kessellowi, lecz w staej walce woli decyzja naleaa w kocu do Kessella. Maa, krysztaowa skorupa zachowywaa rezerw niewiarygodnej siy, lecz bez tego, ktry ni wada podobna bya do miecza w pochwie, ktremu brak byo rki do wycignicia go. Tak wic Crenshinibon okazywa swoj wol przez manipulacje, tworzc iluzje podboju w snach maga, pozwalajc Kessellowi ujrze moliwoci, jakie daje moc. Wymachiwa marchewk przed nosem byego ucznia, ktrej ten nie mg si oprze - powaaniem. Kessell, nawet ywicy uraz do pretensjonalnych magw z Luskanu - i do wszystkich innych, jak si wydawao - sta si atw ofiar dzikich ambicji. On, ktry kania si w pas wanym ludziom, pragn szansy odwrcenia rl. Teraz mia okazj zrealizowania swych marze - Crenshinibon czsto zapewnia go o tym. Z reliktem blisko przy sercu, mg sta si zdobywc, mg uczyni tak, aby ludzie, nawet w Wiey, dreli na samo wspomnienie jego imienia. By cierpliwy. Spdzi kilka lat, poznajc subtelnoci kontroli nad jednym, a potem nad drugim klanem goblinw. Jednak zadanie zjednoczenia dziesitkw klanw i zamienienie ich naturalnej wrogoci we wsplne suenie mu byo znacznie trudniejsze. Najpierw zapewnia sobie to, e jeden z klanw suy caym sercem jego woli, a dopiero pniej odwaa si wezwa nastpny klan. A jednak to skutkowao i mia teraz pozytywny wpyw na dwa wrogie sobie szczepy. Torga i Grock weszli do Cryshal-Tirith, a kady z nich poszukiwa sposobu zabicia drugiego bez cignicia na siebie gniewu maga, jednak gdy opuszczali wie, po krtkiej rozmowie z Kessellem, rozmawiali ze sob jak starzy przyjaciele o chwale przyszych bitew w armii Akara Kessella. Kessell znw prnowa na poduszkach i rozwaa swoj dobr pass. Jego armia rzeczywicie nabieraa ksztatw: mia mronych olbrzymw, jako dowdcw w polu, ogrw, jako przyboczn gwardi, verbeegw, jako miercionon si uderzeniow i trolli, ohydnych, siejcych postrach trolli, jako sw ochron osobist. I jak dotd, dziesi tysicy fanatycznie wiernych goblinw, w kadej chwili gotowych ponie jego rozkazy zniszczenia.

- Akar Kessell! - krzykn do haremu dziewczt, ktre pielgnoway jego dugie paznokcie, gdy siedzia pogrony w mylach. Umysy dziewczt dawno ju zostay zniszczone przez Crenshinibona. - Chwaa tyranowi Doliny Lodowego Wichru. *** Daleko na poudnie od zamarznitych stepw, w cywilizowanych krajach, gdzie ludzie maj wicej czasu na przyjemnoci i rozwaania, i gdzie kade dziaanie nie jest okrelane przez naglc konieczno, magowie i przyszli magowie trafiali si czciej. Prawdziwi magowie, studiujcy przez cae ycie arkana Sztuki, praktykowali swj zawd z prawdziw mioci do magii; kady z nich zwaa na potencjalne konsekwencje swych zakl. Jeli nie zostali poarci przez nadmierne podanie potgi, ktra bya rzecz bardzo niebezpieczn, prawdziwi magowie wykorzystywali swe dowiadczenia z ostronoci i rzadko przyczyniali si do jakich problemw. Uczniowie jednak, ludzie, ktrzy w jaki sposb osignli pewien stopie magicznego wtajemniczenia, gdy znaleli zwj lub ksig zakl mistrza, lub te jaki magiczny przedmiot, stawali si czsto sprawcami ogromnych nieszcz. Tak te stao si tej nocy w kraju, lecym o tysice mil od Akara Kessella i Crenshinibona. Ucze maga, wielce obiecujcy mody czowiek, wszed w posiadanie diagramu potnego krgu magicznego, a potem dotd szuka, a znalaz zaklcie przywoania. Uczniowi zwabionemu obietnic potgi udao si uzyska z prywatnych notatek swego mistrza prawdziwe imi demona. Mody czowiek szczeglnie upodoba sobie czarnoksistwo, czyli sztuk wzywania istot z innych planw istnienia. Jego mistrz pozwala mu ciga przez magiczn bram - pod cis oczywicie kontrol cienie przodkw i muszki, majc nadziej uzmysowi mu potencjalne niebezpieczestwo tej praktyki i da lekcj ostronoci. Jednak pokazy te wzmogy tylko apetyt modzieca na ow sztuk. Zacz baga swego mistrza, aby pozwoli mu sprbowa wezwa prawdziwego demona, lecz mag stwierdzi, e adept jeszcze nie jest gotw do takiej prby. Ucze by innego zdania. Zakoczy rysowanie krgu tego samego dnia. By tak pewien swego,

e nie spdzi nawet dodatkowego dnia (niektrzy magowie spdzali nawet tydzie) na sprawdzeniu run i symboli, lub wyprbowaniu krgu z mniejszymi istotami, jak np. cienie przodkw. Teraz siedzia wewntrz niego, skupiwszy wzrok na ogniu w kotle, ktry mia suy jako brama do Otchani. Z dumnym, penym pewnoci siebie umiechem, przyszy mag wezwa demona. Errtu - najwikszy demon o katastrofalnych proporcjach - ledwie usysza, e jego imi jest wypowiadane na oddalonym planie. Normalnie, olbrzymia bestia zignorowaaby to sabe wezwanie; z pewnoci przyzywajcy nie mia wystarczajcej mocy, aby zmusi demona do posuszestwa. Teraz jednak Errtu by wdziczny za ten rozstrzygajcy zew. Kilka lat wczeniej demon poczu przepyw mocy na planie materialnym i by przekonany, e by to punkt kulminacyjny poszukiwa, ktre podj przed tysicami lat. Demon odczuwa przez te kilka ostatnich lat wzrastajc niecierpliwo, w oczekiwaniu na to, by jaki mag otworzy drog, aby mg wej na plan materialny i szuka. Mody ucze poczu, e jest wcigany w hipnotyczny taniec ognia. Powiata zjednoczya si w jeden pomie - jak pomie wiecy, tylko wielokrotnie od niego wikszy, ktry koysa si zwodniczo w ty i w przd, w ty i w przd. Zahipnotyzowany ucze nie zauway, e ogie przybiera na sile. Pomie skoczy wyej, jego migotanie intensywniao, a jego kolor, przechodzc przez spektrum zmieni si ostatecznie w biel. W ty i w przd, w ty i w przd. Teraz szybciej, chwiejc si dziko i wzrastajc w si, aby wesprze potn istot, czekajc po drugiej stronie. W ty i w przd, w ty i w przd. Ucze by spocony. Wiedzia, e moc zaklcia przerasta jego moliwoci, e magia przeja nad nim kontrol i zacza y wasnym yciem. e nie mia siy jej powstrzyma. W ty i w przd, w ty i w przd. Teraz w pomieniu zobaczy ciemny cie: wielkie, szponiaste rce i skrzaste, nietoperze skrzyda. A rozmiary bestii! Olbrzym - nawet jak na standardy jego gatunku. - Errtu! - zawoa modzieniec. Nie zidentyfikowa cakowicie imienia w notesie swego mistrza, lecz widzia wyranie, e naley do potnego

demona, potwora, stojcego w hierarchii Pieka tylko troch poniej wadcw demonw. W ty i w przd, w ty i w przd. Staa si teraz widoczn groteskowa, podobna do mapiej twarz, z psimi szczkami i pyskiem psa, z kami wikszymi ni u dzika; olbrzymie, czerwone oczy zezoway z ognia. Kwas skwierczc kapa w ogie. W ty i w przd, w ty i w przd. Ogie wystrzeli w szczytowym wybuchu mocy i w kocu Errtu wyszed z niego. Demon nie zatrzyma si, aby przyjrze si przeraonemu modziecowi, ktry przez zwyk gupot zawezwa jego imi. Zacz powolny obchd magicznego krgu, szukajc miejsca, w ktrym mgby przekroczy krg mocy maga. Uczniowi udao si w kocu uspokoi nerwy. Wezwa najwikszego demona! Ten fakt pozwoli mu odzyska zaufanie do swych umiejtnoci, jako maga. - Sta przede mn! - rozkaza, wiadom tego, e do kontrolowania stworw z niszych, chaotycznych planw, potrzebna jest silna rka. Errtu, nie speszony rozkazem kontynuowa sw wdrwk. W uczniu zakipia gniew. - Masz mnie sucha! - wrzasn. - Sprowadziem ci tutaj i trzymam klucz do twych mczarni! Masz sucha mych rozkazw, a potem uwolni ci, miosiernie, z powrotem do twego plugawego wiata! No, sta przede mn! Ucze by wyzywajcy. Ucze by dumny. Errtu jednak znalaz bd w zapisie run, fataln niedokadno w magicznym krgu, ktra nie pozwolia mu by idealnym. Ucze by martwy. *** Errtu czu znajome pulsowanie mocy bardziej wyrazicie na planie materialnym i nie mia trudnoci z okreleniem kierunku jej emanacji. Wzbi si na swych wielkich skrzydach nad miastami ludzi, rozbiegajcych si z okrzykami przeraenia gdziekolwiek go zauwaono, lecz nie opnia swej podry nasycaniem si wybuchajcym w dole

chaosem. Errtu unosi si z szybkoci strzay nad jeziorami i grami, nad wielkimi przestrzeniami pusty. W kierunku pnocnych granic Krlestw, ku Grzbietowi wiata i staroytnemu reliktowi, na poszukiwaniu ktrego spdzi setki lat. *** Kessell by wiadom zbliania si demona na dugo przed tym, jak jego obozujce oddziay zaczy rozbiega si w panice spod lizgajcego si cienia ciemnoci. Crenshinibon udzieli magowi informacji, yjcy relikt przewidywa ruchy potnego stwora z innych planw, ktry poszukiwa go od niezliczonych lat. Jednak Kessell nie martwi si. By pewien, e w swej wiey mocy da sobie rad nawet z przeznaczeniem tak potnym, jak Errtu. Mia te jeszcze jedn przewag nad demonem. By prawym wadc reliktu. Crenshinibon, podobnie jak wiek innych magicznych przedmiotw z zarania wiata, nie mg by wyrwany si temu, kto go posiada. Errtu chcia wada reliktem, nie odway si wic przeciwstawi Kessellowi i wywoa gniewu Crenshinibona. Krople kwasu kapny z paszczy demona, gdy zobaczy obraz reliktu w postaci wiey. - Ile to lat? - rykn zwycisko. Errtu zobaczy wyranie drzwi wiey, gdy nie by stworzeniem z planu materialnego i wkroczy natychmiast. aden z goblinw Kessella, ani nawet aden z olbrzymw nie way si przeszkodzi jego wejciu. Otoczony swymi trollami, mag czeka na Errtu w gwnym pomieszczeniu Cryshal-Tirith, na pierwszym pitrze wiey. Mag wiedzia, e trolle niewiele znaczyy wobec wadajcego ogniem demona, lecz chcia mu je zaprezentowa, aby zrobi mocniejsze wraenie na demonie. Wiedzia, e ma moc odesania demona z powrotem, lecz przysza mu do gowy inna myl, znw zaszczepiona przez sugesti krysztaowej skorupy. Demon mg by bardzo uyteczny. Errtu przecign si przy wejciu przez wskie drzwi i podszed do otoczenia maga. Z powodu oddalonej lokalizacji wiey, spodziewa si

znale tu orka, a moe olbrzyma, posiadajcego kryszta. Mia nadziej zastraszy i zwie powoli mylcego posiadacza reliktu, ale widok odzianego w szaty czowieka, prawdopodobnie nawet maga, pokrzyowa jego plany. - Witaj, potny demonie - powiedzia uprzejmie Kessell, kaniajc mu si nisko. - Witaj w moich skromnych progach. Errtu rykn z wciekoci i ruszy do przodu, zapominajc w swej wszechogarniajcej nienawici i zazdroci z zadowolenia z siebie, czowiekowi o ujemnej stronie zniszczenia posiadacza. Crenshinibon przypomnia o tym demonowi. Nagy snop wiata wystrzeli ze cian wiey, ogarniajc Errtu bolesn jasnoci tuzina pustynnych soc. Demon zatrzyma si i zakry swe wraliwe oczy. wiato wkrtce si rozproszyo, lecz Errtu sta i ju wicej nie prbowa zbliy si do maga. Kessell umiechn si triumfujco: relikt wspar go. Przepeniony pewnoci siebie, przemwi do demona ponownie, tym razem w jego gosie pobrzmiewaa powaga. - Przybye, aby to zabra - powiedzia sigajc do fadw swej szaty i wycigajc kryszta. Oczy Errtu zwziy si i przylgny do obiektu, ktry tropi od tak dawna. - Nie moesz go mie - powiedzia chodno Kessell i woy go z powrotem pod szat. - Jest mj, znaleziony wedug prawa i nie moesz domaga si jego zwrotu. - Gupia duma Kessella, ktra ju wczeniej pchaa go do niechybnej tragedii, zmuszaa go do kontynuacji wymiewania si z demona w jego sytuacji. - Wystarczy - co ostrzego go od wewntrz, cichy gos, ktry, jak podejrzewa, by wol krysztau. - To nie twoja sprawa - krzykn na gos Kessell. Errtu rozejrza si po pokoju, zastanawiajc si do kogo mwi mag. Z pewnoci trolle nie zwracay na niego uwagi. Dla ostronoci obawiajc si niewidocznego napastnika, demon rzuci kilka rnych zakl wykrywajcych. - Igrasz z niebezpiecznym przeciwnikiem - nalega kryszta. - Chroni ci przed demonem, a ty nadal zraasz do siebie stwora, ktry mgby okaza si cennym sprzymierzecem! I tak, jak zwykle to si dziao, gdy Crenshinibon porozumiewa si z magiem, przed Kessellem pojawiy si rozmaite moliwoci. Zdecydowa si na kompromis, przynoszcy korzyci obu stronom.

Errtu rozway swe pooenie. Nie mg zabi impertynenckiego czowieka, cho naprawd chciaby tego. Jednak odejcie bez krysztau, porzucenie poszukiwa, ktre byy jego naczeln motywacj od setek lat, byo te nie do przyjcia. - Mam propozycj, ukad, ktry moe ci zainteresowa - powiedzia kuszco Kessell, unikajc nioscego mierteln grob spojrzenia, ktre rzuci mu demon. - Sta u mojego boku, su mi jako dowdca mych si. Z tob, jako prowadzcym je, moc Crenshinibona i Akarem Kessellem za nimi, powinny opanowa ca pnoc. - Suy ci? - rozemia si Errtu. - Nie masz nade mn wadzy, czowieku! - Widzisz sytuacj nieprawidowo - odpar Kessell - Nie traktuj tego jako sub, lecz jako okazj do doczenia do kampanii obiecujcej zniszczenie i podbj! Cieszysz si moim najwikszym powaaniem, potny demonie. Nie omiel si nazywa si twoim panem. Crenshinibon swoj ingerencj w podwiadomo podsuwa Kessellowi doskonae odpowiedzi. Mniej ju grona postawa Errtu wiadczya o tym, e by zaintrygowany propozycj maga. - We te pod uwag korzyci, jakie kiedy osigniesz - kontynuowa Kessell. - Ludzie nie yj dugo w porwnaniu z twoj ponadczasowoci. Kto wic powinien wzi t krysztaow skorup, gdy Akara Kessella ju nie bdzie? Errtu umiechn si zoliwie i skoni si przed magiem. - Jak mgbym odrzuci tak wielkoduszn propozycj? - zachrypia swym straszliwym, nieziemskim gosem. - Poka mi, magu, jakie chwalebne podboje znajduj si na twojej drodze. Kessell omal nie zataczy z radoci. W kocu jego armia bya skompletowana. Mia swego generaa.

11 AEGIS-FANG Bruenorowi spocia si rka, gdy wkada klucz w zakurzony zamek cikich, drewnianych drzwi. To by pocztek procesu, ktry zaangaowa ca jego zrczno i dowiadczenie do kocowej prby. Tak, jak wszyscy mistrzowie sztuki kowalskiej krasnoludw, czeka na t chwil z podnieceniem i obaw, towarzyszcymi mu od samego rozpoczcia dugiego treningu. Pchn mocno drzwi, ktre otworzyy wejcie do maego pomieszczenia, drewno zatrzeszczao i zajczao w protecie. Nie byy poruszane od czasu, kiedy otwiera je po raz ostatni wiele lat temu i to wanie uspokoio Bruenora, obawiajcego si ju samej myli, e kto mgby spojrze na jego dobytek, z ktrego by jak najbardziej dumny. Rozejrza si po ciemnych korytarzach tej mao uywanej czci kompleksu krasnoludw, upewniajc si jeszcze raz, e nikt za nim nie idzie, a potem wszed do pomieszczenia, wycigajc przed siebie pochodni, aby spali zwisajce frdzle licznych pajczyn. Jedynym meblem w pomieszczeniu bya drewniana, okuta elazem skrzynia, obwizana cikimi acuchami, poczonymi ze sob olbrzymi kod. Pajczyny oplatay i zwisay z kadego rogu skrzyni, a gruba warstwa kurzu pokrywaa jej wieko. Znowu dobry znak, zauway Bruenor. Ponownie spojrza na korytarz, a potem zatrzasn drzwi tak cicho, jak tylko mg. Uklkn przed skrzyni i pooy pochodni obok siebie, na pododze. Kilka linitych jej pomieniem pajczyn rozbyso pomaraczowym kolorem i zgaso. Bruenor wycign z wiszcej przy pasie sakiewki may klocek drewna i zdj srebrny klucz, ktry wisia na acuszku na jego szyi. Trzyma drewniany klocek pewnie przed sob, zaciskajc palce drugiej rki poniej poziomu kdki; woy delikatnie klucz do zamka. Teraz nadszed moment na najdelikatniejsz cz zadania. Bruenor, nasuchujc, powoli przekrci klucz. Gdy usysza, e zapadka w zamku szczkna, szybko cofn rk od klucza, pozwalajc kdce wylizgn si z ogniwa, uwalniajc tym samym sprynow dwigni przycinit midzy nim a skrzyni. Mae do stukno w drewniany klocek. Bruenor odetchn z ulg. Mimo, e zastawi t puapk blisko sto lat temu,

wiedzia, e trucizna Twrcy Wdw Tundry - wa - zachowaa swe miertelne dziaanie. Czyste podniecenie przewyszyo cze Bruenora dla tej chwili; popiesznie zdj acuchy ze skrzyni i zdmuchn kurz z jej wieka. Chwyci za wieko i zacz je podnosi, lecz nagle przesta, odzyskujc swj peen powagi chd i przypominajc sobie o wadze kadego gestu. Kady, kto dotarby do tej skrzyni, a udaoby mu si unikn miertelnej puapki, byby zadowolony ze skarbw znajdujcych si w jej wntrzu. Srebrny puchar, woreczek zota, wysadzany klejnotami - cho le wywaony - sztylet, zmieszane byy z innymi, bardziej osobistymi i o mniejszej wartoci rzeczami: powyginanym hemem, starymi butami i podobnymi rzeczami, mao interesujcymi dla zodzieja. Lecz to byo tylko swego rodzaju kamuflaem. Bruenor wycign wszystkie te rzeczy i odrzuci na podog bez chwili namysu. Dno cikiej skrzyni znajdowao si tu ponad poziomem podogi, w aden sposb nie wskazujc na to, e moe si tu znajdowa co jeszcze. Lecz Bruenor chytrze wyci podog pod skrzyni i dopasowa skrzyni do dziury tak dokadnie, e nawet uwanie badajcy to zodziej przysigby, e stoi ona na pododze. Krasnolud wycign may koek z dna skrzyni, woy skaty palec w otwr i zagi go. To dno take byo nie ruszane od lat i Bruenor musia mocno pocign, zanim je wycign. Poddao si z nagym trzaskiem, a Bruenor zatoczy si do tyu. W jednej chwili wrci do skrzyni, spogldajc ostronie przez jej brzeg na swe najwiksze skarby. Blask najczystszego mithrilu, maa, skrzana sakiewka, zota szkatuka, srebrna puszka na zwoje pergaminowe, zamknita na jednym kocu diamentem, leay dokadnie tak, jak je pooy tak dawno temu. Rce Bruenora dray, musia si zatrzyma i kilkakrotnie wytrze z nich pot, gdy wyjmowa cenne rzeczy ze skrzyni, pakujc te z nich, ktre si zmieciy, do plecaka i kadc blok mithrilu na wczeniej rozwinity koc. Potem szybko woy na swoje miejsce faszywe dno, pamitajc, aby umieci koek na swoim miejscu i powkada do skrzyni swe faszywe skarby. Obwiza acuchami i zamkn skrzyni na kdk, pozostawiajc wszystko dokadnie tak, jak zasta, z tym wyjtkiem, e nie uwaa ju za konieczne uzbraja na nowo puapki.

*** Bruenor zbudowa sw zewntrzn kuni w ukrytym kcie u podstawy Kelvins Cairn. Bya to rzadko uczszczana cze doliny krasnoludw, pnocny jej kraniec, z Bremens Run otwierajcym si na otwart tundr wok zachodniego stoku gry i Przecz Lodowego Wichru na wschodzie. Ku swemu zaskoczeniu Bruenor stwierdzi, e kamienie tutaj s twarde i czyste, gboko wpojone w ziemi i mog dobrze suy jego maej wityni. Jak zawsze, Bruenor zblia si do tego witego miejsca odmierzonymi, penymi szacunku krokami. Niosc teraz skarby swego dziedzictwa, mylami cofn si przez stulecia do Mithril Hall prastarego domu jego ludu i do przemowy jego ojca, skierowanej do niego w dniu, w ktrym dosta swj pierwszy kowalski mot. - Jeli twj talent do kowalstwa jest prawdziwy - powiedzia ojciec, - i jeli bdziesz mia szczcie dugo y i czu si ziemi, nadejdzie szczeglny dzie. Szczeglne bogosawiestwo, chocia niektrzy nazywaj to przeklestwem, zostao dane naszemu ludowi: raz i tylko raz najlepszy z naszych kowali moe wyku bro wedug swego wyboru, bro, ktra bdzie przewyszaa wszystkie jego dziea, jakie dotychczas wykona. Uwaaj na ten dzie, synu, gdy sam t broni dokonasz wielkich rzeczy. Nigdy w yciu nie osigniesz takiego stopnia doskonaoci po raz drugi i wiedzc o tym, stracisz cz z pasji kowalskiej, ktra wprawia w ruch twj mot. Po tym dniu moesz dowiadczy pustki w yciu, lecz jeli bdziesz tak dobry, na jakiego si zapowiadasz, wykujesz bro - legend, ktra bdzie ya jeszcze dugo po tym, jak twoje koci zamieni si w proch. Ojciec Bruenora zabity zosta w czasie, gdy ciemno napyna do Mithrill Hall; on nie y wystarczajco dugo, eby znale swj szczeglny dzie, jednak gdyby go doy, kilku rzeczy, ktre teraz nis Bruenor, uyby sam. Lecz krasnolud nie dostrzega objaww braku szacunku w traktowaniu tych skarbw jako swoich, gdy wiedzia, e wykuje bro, dziki ktrej ducha jego ojca bdzie dumny. Nadszed dzie Bruenora. ***

Wyobraenie mota o dwch gowicach ukrytego w bloku mithrilu spyno na Bruenora we nie tydzie temu. Krasnolud natychmiast zrozumia znak i wiedzia, e musi si spieszy, eby wszystko przygotowa na noc mocy, ktra szybko si zbliaa. Ksiyc na niebie by ju wielki i jasny; osignie peni w dniu przesilenia, szarego czasu midzy porami roku, gdy powietrze mrowi si magi. Ksiyc w peni powinien wzmc zaklcie tej nocy i Bruenor wierzy, e bro pochwyci potne zaklcie, gdy tylko on wypowie sowa mocy. Teraz nadszed czas, na ktry czeka. Wyj ciki blok mithrilu z plecaka, dotykiem wyczuwajc jego czysto i moc. Trzyma ju przedtem podobne bloki i przez chwil zacz si lka. Patrzy na srebrny metal. Przez dug chwil pozostawa prostoktnym blokiem, potem wydao si, e jego boki si zaokrgliy i krasnolud zobaczy wyranie zarys cudownego mota bojowego. Serce Bruenora zabio szybciej, oddech zacz si rwa. Jego wizja staa si rzeczywistoci. Rozpali ogie w palenisku i natychmiast zacz prac, pracowa ca noc, a wiato witu rozproszyo czar, pod ktrego by dziaaniem. Tego dnia wrci do domu tylko po to, by wzi adamantytowy prt, ktry odoy dla broni, a gdy wrci do kuni troch si przespa i potem ju tylko chodzi nerwowo, czekajc, a zapadnie ciemno. Gdy tylko zgaso wiato dnia, Bruenor popiesznie wrci do pracy. Metal dawa si atwo ku pod jego zrcznymi uderzeniami i wiedzia, e zanim wit mu przerwie, gowica mota bdzie sformowana. Mimo, e cigle byy przed nim godziny pracy, Bruenor czu, jak przepenia go duma. Wiedzia, e postpuje wedug planu. Powinien osadzi topr na adamantytowej rkojeci nastpnej nocy i wszystko bdzie gotowe do rzucenia zaklcia pod penym ksiycem w noc letniego przesilenia. *** Sowa spada cicho na maego zajca, prowadzona w stron ofiary zmysami tak wyostrzonymi, jak u wszystkich yjcych stworze. To powinno by rutynowe zabjstwo, nieszczsne zwierz nawet nie zdawao sobie sprawy ze zbliania si drapienika. Jednak sowa bya dziwnie poruszona, a jej koncentracja owcy zostaa na chwil

zachwiana. Wielki ptak rzadko chybia, lecz tym razem odlecia do swego domu na zboczu Kelvins Cairn bez zdobyczy. Daleko std, w tundrze, samotny wilk siedzia nieruchomo jak posg, przestraszony, lecz cierpliwy, gdy srebrny dysk olbrzymiego, letniego ksiyca zama paskie koo horyzontu. Czeka, a nccy krg pojawi si w peni na niebie, a potem wyda z siebie prastare wycie swej rasy. Nadesza odpowied, potem nastpna i nastpna od oddalonych wilkw i innych mieszkacw nocy, zebranych przez moc na niebie. Noc letniego przesilenia, gdy magia roia si w powietrzu, podniecaa wszystkich, lecz mylce istoty, ktre odrzucay to instynktowne ponaglenie, zaczynay dziaa. W stanie podniecenia Bruenor czu magi wyranie. Jednak zaabsorbowany kulminacj dziea swego ycia osign pewien poziom chodnej koncentracji. Jego rce nie dray, gdy otwiera zote wieczko maej szkatuki. Potny mot bojowy lea na kowadle przed krasnoludem. Ju teraz by najlepszym dzieem Bruenora, potnym i piknym, lecz czeka jeszcze na delikatne runy i zapiewy, ktre nadadz mu niezwyk moc. Bruenor z uszanowaniem wyj ze szkatuki may, srebrny moteczek i dutko, i zbliy si do mota. Bez wahania, gdy wiedzia, e ma niewiele czasu na tak skomplikowane dzieo, przyoy dutko do mithrilu i mocno uderzy w nie moteczkiem. Nieskazitelny metal zapiewa jasn, czyst nut, ktra przebiega dreszczem wzruszenia po grzbiecie krasnoluda. Wiedzia w gbi serca, e wszystkie warunki byy doskonale spenione, ale znw zadra, gdy pomyla o wyniku tej nocnej pracy. Nie widzia ciemnych oczu, przygldajcych mu si uwanie z niedalekiej krawdzi. Bruenor nie potrzebowa wzoru dla pierwszych naci, byy to symbole wyryte w jego sercu i duszy. Uroczycie wyry dutkiem i moteczkiem imi Moradina - Kowala Dusz, na boku jednej z gowic, za na przeciwlegym boku drugiej gowicy imi Clanggedona, boga wojny krasnoludw. Potem wzi srebrn rurk i delikatnie wyj jej diamentow zatyczk. Westchn z ulg, gdy zobaczy, e pergamin wewntrz przetrwa dziesiciolecia. Wytarszy tusty pot ze swych rk, wyj zwj, powoli rozwin go i pooy na kowadle. Pocztkowo strona wydawaa si pusta, lecz stopniowo promienie ksiyca w peni obudziy jej symbole; ukazay si tajemne runy mocy.

To byo dziedzictwo Bruenora i cho nigdy przedtem ich nie widzia, ich tajemnicze linie i krzywizny wydaway mu si kojco znajome. Pewn rk, z przekonaniem krasnolud umieci srebrne dutko miedzy symbolami imion obu bogw i zacz rzebi tajemne runy na mocie. Czu strumie magii przepywajcej przez niego z pergaminu na bro i patrzy zdumiony, jak runy znikaj z pergaminu w miar, jak grawerowa je w mithrilu. Czas nie mia dla niego znaczenia, gdy pogry si w gbokim transie swej pracy, lecz gdy skoczy rzebienie run zauway, e ksiyc min ju swj szczyt i zaczyna zachodzi. Pierwsza prawdziwa prba biegoci krasnoluda nadesza, gdy naoy na zarysy run klejnot z wyrytym symbolem Dumathoina, Opoki Tajemnic. Linie symbolu boga pasoway idealnie do wyrytych run, kryjc znaki mocy. Bruenor wiedzia, e jego dzieo jest prawie ukoczone. Zdj ciki mot bojowy z imada i wycign may, skrzany woreczek. Wzi kilka gbokich oddechw, aby si uspokoi, gdy to bya ostatnia, decydujca prba jego zrcznoci. Rozwiza rzemie i podziwia delikatne migotanie diamentowego pyu w mikkim wietle ksiyca. Za skalnym grzbietem Drizzt DoUrden zamar w oczekiwaniu, lecz bardzo uwaa, aby nie zaburzy cakowitej koncentracji swego przyjaciela. Bruenor uspokoi si i nagle wyrzuci woreczek w powietrze, rozsypujc jego zawarto wysoko w noc. Odrzuci woreczek na bok, chwyci mot w obie rce i podnis go nad gow. Krasnolud poczu, jak jego bardzo silne ja zaczo by wysysane z niego, gdy wymwi sowa mocy, lecz bez tego nie wiedziaby na pewno, jak dobrze wykona swoje dzieo, gdyby nie skoczy rytuau. Poziom perfekcji jego grawerstwa okrela sukces inkantacji, gdy gdy rzebi runy na broni, jej moc wypywaa z jego serca. Moc ta przycigaa z kolei magiczny proszek do broni i moga by zmierzona iloci migoczcego, diamentowego pyu, jak pochwyci. Plama cienia pada na krasnoluda. Odwrci gow, nie rozumiejc kto uchroni go od przewrcenia si. Lecz poerajca sia sw zgina za nim. Mimo, e nie by tego nawet wiadom, sowa spyway nadal z jego warg strumieniem wysysajc z niego coraz wicej si. Potem straci przytomno, jednak pustka niewiadomoci ogarna go na dugo przedtem, zanim jego gowa uderzya o ziemi. Drizzt odwrci si i opar o skaln pk, on take wyczerpany by

tym widowiskiem. Nie wiedzia, czy jego przyjaciel przeyje ten nocny sd boy, jednak dra o Bruenora. By bowiem wiadkiem tryumfalnej chwili krasnoluda, a nawet Bruenor nie by wiadkiem, jak mithrilowa gowica mota rozbysa yciem magii i cigna diamentowy deszcz. Ani jedna drobinka migotliwego pyu nie umkna skinieniu Bruenora.

12 DAR Wulfgar siedzia wysoko na pnocnym stoku Bruenors Climb. Jego oczy skierowane byy na kamienist dolin poniej, intensywnie poszukujc jakiego ruchu, ktry mg wskazywa na powrt krasnoluda. Barbarzyca przychodzi czsto na to miejsce, aby by sam na sam ze swymi mylami i pomrukiem wiatru. Prosto przed nim, po drugiej stronie doliny krasnoludw widnia Kelvins Cairn i pnocna cz Lac Dinneshere. Midzy nimi lea paski obszar, znany jako Przecz Lodowego Wichru, prowadzca na pnocny wschd i na otwarte rwniny. Dla barbarzycy przecz prowadzia take do ojczyzny. Bruenor wyjani, e nie bdzie go przez kilka dni i w pierwszej chwili Wulfgar by szczliwy, e uwolni si na troch od staego narzekania i krytycznych uwag krasnoluda. Ale szczcie to nie trwao dugo. - Martwisz si o niego, prawda? - rozleg si za nim gos. Nie musia si odwraca, aby wiedzie, e to Catti-brie. Pozostawi pytanie bez odpowiedzi, sdzc, e byo to pytanie retoryczne i nie wierzyaby mu, gdyby zaprzeczy. - Wrci - powiedziaa Catti-brie. - Bruenor jest twardy, jak spadajcy grski kamie i w tundrze nie ma niczego, co mogoby go zatrzyma. Teraz mody barbarzyca odwrci si, aby przyjrze si dziewczynie. Dawno temu, gdy Bruenorowi i Wulfgarowi udao si ustali pewien zadowalajcy poziom zaufania, krasnolud przedstawi modego barbarzyc swej crce, ludzkiej dziewczynie w wieku barbarzycy. Na zewntrz wydawaa si by oziba, lecz wntrze naadowane miaa takim ogniem i duchem, do jakich Wulfgar nie by przyzwyczajony u kobiet. Dziewczta barbarzycw byy wychowywane tak, aby zachowyway swoje myli i opinie dla siebie, wedug osdu mczyzn cakiem niewane. Podobnie jak jej wychowawca, Catti-brie mwia bez ogrdek to, co mylaa i nie pozostawiaa wtpliwoci co sdzi o danej sytuacji. Sowne utarczki miedzy ni, a Wulfgarem byy niemal bezustanne i czsto gorce, cho ciche. Wulfgar by szczliwy, majc towarzysza w swoim wieku, kogo, kto nie spoglda na niego z gry, z piedestau dowiadczenia.

Catti-brie pomagaa mu w trudnym, pierwszym roku umowy, okazujc mu szacunek - cho rzadko si z nim zgadzaa - gdy nie posiada niczego na wasno. Wulfgar mia nawet uczucie, e miaa bezporednio co wsplnego z decyzj Bruenora, dotyczc wzicia Wulfgara na ucznia. Bya w jego wieku, lecz na wiele sposobw wydawaa si duo starsza, z twardym, wewntrznym poczuciem realizmu, ktre rwnowayo jej temperament. Jednak w innych sytuacjach Catti-brie pozostawaa na zawsze dzieckiem. Ta niezwyka rwnowaga, midzy duchem a opanowaniem, pogod a niepohamowan radoci, intrygowaa Wulfgara i wytrcaa go z rwnowagi ilekro rozmawia z dziewczyn. Oczywicie odczuwa te inne emocje, dziaajce na jego niekorzy, gdy by z Catti-brie. Niezaprzeczalnie bya pikna, z gstymi falami kasztanowych wosw spadajcych na ramiona i ciemnoniebieskimi, przenikliwymi oczami, ktre powodoway, e kady konkurent czerwieni si pod ich badawczym spojrzeniem. Jednak byo co oprcz fizycznej atrakcyjnoci, co, co intrygowao Wulfgara. Cattibrie wykraczaa poza jego dowiadczenie, bya mod kobiet, ktra nie pasowaa do roli, jaka bya jej przeznaczona w tundrze. Nie by pewien, czy podoba mu si ta niezaleno, czy nie. Stwierdzi jednak, e trudno mu zbagatelizowa pocig, jaki do niej odczuwa. - Czsto tu przychodzisz, prawda? - zapytaa Catti-brie. - Czego tu szukasz? Wulfgar nie bardzo wiedzia co odpowiedzie. - Domu? - Tak, i innych rzeczy, ktrych kobieta nie zrozumie. Catti-brie pokrya umiechem t niezamierzon przykro. - No to, powiedz mi - naciskaa, a z jej gosu przebija cie sarkazmu. - Moe moja ignorancja rzuci nowe wiato na te problemy. - Zeskoczya z gazu, obesza barbarzyc i usiada na pce skalnej obok niego. Wulfgar podziwia jej pene wdziku ruchy. Tak, jak bya skrajn mieszank emocjonaln, Catti-brie stanowia te zagadk fizyczn. Bya wysoka i szczupa, delikatna pod kadym wzgldem, lecz dorastajc w jaskiniach krasnoludw przyzwyczajona bya do twardej i cikiej pracy. - O przygodach i niewypenionej przysidze - powiedzia tajemniczo Wulfgar, moe po to, aby zrobi wraenie na modej dziewczynie, lecz

bardziej po to, aby umocni sw wasn opini o tym, e kobieta nie powinna si troszczy o takie sprawy. - Chcesz wypeni t przysig - stwierdzia Catti-brie, - gdy tylko bdziesz mia szans. Wulfgar pokiwa z powag gow. - To moje dziedzictwo, obowizek, ktry spad na mnie, gdy mj ojciec zosta zabity. Nadejdzie dzie... - umilk i znw spojrza tsknie na otwart tundr za Kelvins Cairn. Catti-brie potrzsna gow, kasztanowe kdziory zataczyy jej na ramionach. Zobaczya u Wulfgara za fasad tajemniczoci wystarczajco wiele, aby zrozumie, e zamierza podj si bardzo niebezpiecznej, moe samobjczej misji, w imi honoru. - Co tob powoduje, tego nie wiem. Niech ci si szczci w twej przygodzie, lecz jeli nie podejmujesz jej z lepszych powodw ni te, ktre wymienie, stracisz ycie na prno. - Co kobieta moe wiedzie o sprawach honoru? - odpar ze zoci Wulfgar. Catti-brie nie przestraszya si i nie umilka. - Istotnie, co? - powtrzya. - Sdzisz, e utrzymasz to wszystko w swych wielkich apach tylko z powodu tego, co masz w spodniach? Wulfgar spon gbokim rumiecem i odwrci si, nie wiedzc jak zachowa si w takiej sytuacji przy kobiecie. - Oprcz tego - kontynuowaa Catti-brie, - mgby powiedzie, czego niby oczekiwae dzi przychodzc tutaj. Wiem, e martwisz si o Bruenora i nie chc sysze zaprzecze. - Wiesz tylko to, o czym chcesz wiedzie! - Jeste bardzo podobny do niego - powiedziaa nagle Catti-brie, zmieniajc temat i lekcewac odpowied Wulfgara. - Jeste bardziej podobny do krasnoluda, ni to sobie wyobraasz! - Rozemiaa si. Obaj jestecie uparci, dumni i aden z was nie chce si uczciwie przyzna do uczu, jakie ywi wzgldem drugiego. A wic masz sw wasn drog, Wulfgarze z Doliny Lodowego Wichru. Wedug mnie kamiesz, ale okamujesz samego siebie... ale to ju inna historia! Zeskoczya z pki i skaczc po kamieniach pobiega w kierunku jaskini krasnoludw. Wulfgar, mimo gniewu jaki odczuwa, przyglda si jak odchodzi,

podziwiajc ruchy jej szczupych ud i peen wdziku taniec jej krokw. Zastanawia si nad tym, dlaczego tak szaleje na punkcie Catti-brie. Wiedzia, e gdyby to uczyni, stwierdziby jak zwykle, e jest zy dlatego, e jej obserwacje byy suszne. *** Drizzt DoUrden trzyma stra nad swym nieprzytomnym przyjacielem przez dwa dugie dni. Zmartwiony stanem Bruenora i zaciekawiony cudownym motem bojowym drow pozostawa w penej uszanowania odlegoci od tajemnej kuni. W kocu, gdy zajania wit trzeciego dnia, Bruenor poruszy si i przecign. Drizzt po cichu odszed drog, o ktrej wiedzia, e pjdzie ni take krasnolud. Znalazszy odpowiednie miejsce popiesznie rozbi mae obozowisko. wiato soneczne dotaro do Bruenora pocztkowo jako zamazana plama, potrzebowa kilku minut, aby zorientowa si ponownie w swym otoczeniu. Potem, coraz lepiej widzce oczy skierowa na lnic chwa mota bojowego. Szybko rozejrza si, szukajc ladw opadego pyu. Nie znalaz ich i jego nadzieje wzmogy si. Zadra raz jeszcze, gdy podnis zachwycajc bro; obrci j w rkach czujc jej doskonae wywaenie i niewiarygodn si. Bruenor wstrzyma oddech, gdy zobaczy symbole trzech bogw na mithrilu; diamentowy py wtopi si magicznie w gboko wycite linie. Oczarowany widoczn doskonaoci swego dziea, Bruenor zrozumia o jakiej pustce mwi ojciec. Wiedzia, e nigdy ponownie nie osignie takiego poziomu umiejtnoci i zastanawia si, czy wiedzc o tym, bdzie zdolny chociaby do ponownego podniesienia swego mota kowalskiego. Usiujc uporzdkowa swe zmieszane emocje, krasnolud woy z powrotem srebrny moteczek i dutko do zotej szkatuki i woy zwj do futerau, chocia pergamin by znowu pusty i magiczne runy ju nigdy miay si nie ukaza ponownie. Stwierdzi, e nie jad od kilku dni, a siy nie powrciy w peni po tym, jak wyssaa je magia. Pozbiera tyle rzeczy, ile mg unie, zarzuci potne kowado na rami i z trudem ruszy do domu. Sodki zapach pieczonego zajca powita go, gdy zbliy si do obozowiska Drizzta.

- A wic wrcie z podry - zawoa, witajc przyjaciela. Drizzt spojrza w oczy krasnoluda, nie mogc ukry zainteresowania bojowym motem. - Na twe danie, dobry krasnoludzie - odpar kaniajc si nisko. - Z pewnoci wystarczajco wielu ludzi wyglda mego powrotu. Bruenor przyzna mu racj, jednak w chwili obecnej odpar krtko: - Potrzebuj ci - co byo za cae wyjanienie. Bardziej palc potrzeb odczu na widok pieczonego misa. Drizzt umiechn si ze zrozumieniem. Jad ju wczeniej, a tego zajca upolowa i upiek specjalnie dla Bruenora. - Moe przyczysz si? - zapyta. Zanim skoczy mwi, Bruenor popiesznie sign po zajca. Jednak zatrzyma si nagle i spojrza podejrzliwie na drowa. - Od jak dawna tu jeste? - zapyta popiesznie krasnolud. - Przybyem tu tego ranka - skama Drizzt, respektujc prywatno szczeglnej ceremonii krasnoluda. Bruenor syszc t odpowied umiechn si i w czasie, gdy Drizzt nabija na patyk drugiego, rzuci si na zajca. Drow czeka a Bruenor zajmie si na dobre jedzeniem, a potem szybko sign po mot bojowy. Zanim Bruenor zdy zareagowa, Drizzt ju podnis bro. - Za duy jak dla krasnoluda - zauway od niechcenia. - I zbyt ciki jak na moje szczupe ramiona. - Spojrza na Bruenora, ktry sta z rkoma skrzyowanymi na piersiach, przestpujc niecierpliwie z nogi na nog. - Dla kogo wic? - Masz talent do wsadzania nosa w nie swoje sprawy, elfie - odpar burkliwie krasnolud. Drizzt w odpowiedzi rozemia si. - Dla chopca, dla Wulfgara? - zapyta z szyderczym niedowierzaniem. Wiedzia doskonale, e krasnolud ywi mocne uczucia do modego barbarzycy, cho zdawa sobie take spraw z tego, e Bruenor nigdy si otwarcie do tego nie przyzna. - Dasz barbarzycy tak doskona bro? Sam j wykonae? Drizzt by naprawd zaskoczony fachowoci Bruenora. Mimo, e mot by zbyt ciki, aby elf mg nim wada, wyranie czu jego niewiarygodne wywaenie.

- To tylko stary mot - mrukn Bruenor. - Chopak zgubi swj kij, nie zostawi przecie go w tej guszy bez broni! - Jak si nazywa? - Aegis-fang - odpar bez namysu Bruenor, nazwa sama si pojawia, zanim mia czas zastanowi si nad ni. Nie pamita tego, lecz okreli nazw broni, gdy wykuwa j, w czci magicznego zapiewu w czasie ceremonii. - Rozumiem - powiedzia Drizzt, oddajc mot Bruenorowi. - Stary mot, ale wystarczajco dobry dla chopca. Mithril, adamantyt i py diamentowy, po prostu. - Och, zamknij si - warkn Bruenor, twarz mu poczerwieniaa z zakopotania. Drizzt skoni si w usprawiedliwieniu. - Dlaczego chciae mojej obecnoci, przyjacielu - zapyta drow zmieniajc temat. Bruenor odchrzkn. - Chopiec - burkn cicho. Drizzt zobaczy, e Bruenora dawi co w gardle i przekn drwin zanim zdy j wypowiedzie. - Odzyska wolno na pocztku zimy - kontynuowa Bruenor, - a nie jest jeszcze wystarczajco wytrenowany. Silniejszy od kadego mczyzny, jakiego widziaem i porusza si z wdzikiem uciekajcego jelenia, lecz zupeny todzib w sprawach taktyki. - Chcesz, abym go trenowa? - zapyta z niedowierzaniem Drizzt. - C, ja nie mog tego zrobi - parskn nagle Bruenor. - On ma siedem stp wysokoci i nie bdzie mg dobrze parowa ci krasnoluda! Drow patrzy z zaciekawieniem na sfrustrowanego towarzysza. Jak kady, kto by w bliskich stosunkach z Bruenorem, wiedzia, e midzy krasnoludem a modym barbarzyc coraz bardziej zacienia si wi, lecz nie sdzi, e to zaszo ju tak daleko. - Nie po to opiekowaem si nim przez pi lat, aby teraz pozwoli, eby zabi go jaki mierdzcy yeti z tundry! - wygada si Bruenor, niecierpliwic si wahaniem drowa i denerwujc si tym, e jego przyjaciel moe domyla si wicej, ni powinien. - A wic, zrobisz to? Drizzt znowu si umiechn, lecz tym razem bez drwiny. Pamita swoj wasn walk z yeti, prawie pi lat temu. Tamtego dnia Bruenor uratowa mu ycie i nie by to pierwszy, i prawdopodobnie nie ostatni

raz, gdy bdzie mia dug wobec krasnoluda. - Bogowie wiedz, e jestem ci winien co wicej, ni tylko to, przyjacielu. Oczywicie, bd go trenowa. Bruenor chrzkn i wzi si za nastpnego zajca. *** Dwik kucia Wulfgara nis si po jaskiniach krasnoludw. Rozzoszczony rewelacjami, na jakie musia zwrci uwag w czasie dyskusji z Catti-brie, wrci z zapaem do pracy. - Przesta ku, chopcze - rozleg si za nim ochrypy gos. Wulfgar odwrci si na picie. Tak by pochonity swoj prac, e nie usysza wejcia Bruenora. Bezwiedny umiech ulgi widnia na jego twarzy. Szybko pokry ten objaw saboci, przybierajc znw mask powagi. Bruenor przyglda si wysokiej, potnej postaci modego barbarzycy i rzadkim zacztkom blond brody na zotawej skrze jego twarzy. - Ju nie mog nazywa ci chopcem - przyzna krasnolud. - Masz prawo nazywa mnie jak tylko chcesz - odpar Wulfgar. Jestem twoim niewolnikiem. - Masz ducha tak dzikiego, jak tundra - powiedzia Bruenor z umiechem. - Nigdy nie bye i nie bdziesz niewolnikiem adnego krasnoluda, czy czowieka! Wulfgar by zaskoczony niezwykym u krasnoluda komplementem. Usiowa odpowiedzie, ale nie umia znale sw. - Nigdy nie uwaaem ci za niewolnika, chopcze - kontynuowa Bruenor. - Suye mi, aby zadouczyni za zbrodnie twego ludu, a ja ci w zamian wiele nauczyem. Teraz od mot - przerwa na chwil, aby przyjrze si doskonaej robocie Wulfgara. - Jeste dobrym kowalem, masz dobre wyczucie kamienia, lecz nie naleysz do jaski krasnoludw. Nadszed czas, eby znw poczu soce na twarzy. - Wolno? - wyszepta Wulfgar. - Wybij to sobie z gowy! - warkn Bruenor. Wycign skaty palec w stron barbarzycy i burkn gronie. - Dopki nie minie ostatni dzie, naleysz do mnie, nie zapominaj o tym! Wulfgar zacisn wargi, aby nie wybuchn miechem. Niezdarne u

krasnoluda poczenie wspczucia i pogranicza gniewu, jak zawsze powodowao u niego zmieszanie i wytrcao go z rwnowagi. Jednak nie stanowio to ju szoku. Cztery lata u boku Bruenora nauczyo go spodziewa si - i nie zwraca na nie uwagi - nagych wybuchw opryskliwoci. - Skocz to, co robie - poleci Bruenor. - Jutro rano zabior ci std na spotkanie z twym nauczycielem i wedug swej przysigi bdziesz go sucha tak, jak mnie! Wulfgar skrzywi si na myl o sueniu komu innemu, lecz zaakceptowa obustronn umow z Bruenorem bezwarunkowo na okres piciu lat i jednego dnia i nie chcia okaza si niehonorowym, wycofujc si z przysigi. Pokiwa gow zgadzajc si. - Nie musz ci przypomina - kontynuowa Bruenor, - e przysigae mi nigdy ponownie nie podnosi broni przeciwko mieszkacom Dekapolis. Wulfgar nachmurzy si. - Nie musisz - odpar zuchwale. - Gdy wypeni warunki, jakie naoye na mnie, odejd std jako czowiek wolny! - To uczciwe - zgodzi si Bruenor, uparta duma Wulfgara wzmagaa u krasnoluda szacunek dla niego. Przerwa na chwil, aby spojrze na modego wojownika i stwierdzi, e jest zadowolony ze swego udziau w wychowaniu Wulfgara. - Zamae przed laty swj mierdzcy kij na mojej gowie - zacz na prb Bruenor. Koniec sprawi, e twardy krasnolud poczu si nieswojo. Nie by pewien jak mia przez to przebrn, aby nie okaza si sentymentalnym i gupim. - Poza tym, gdy zakoczysz u mnie sub, szybko nadejdzie zima. Nie mog ci wysa w gusz bez broni. Sign za siebie i chwyci mot bojowy. - Aegis-fang - powiedzia ochryple, podajc bro Wulfgarowi. - Nie nakadam na ciebie adnych zobowiza, ale mam twoj przysig, ktra w zupenoci mi wystarcza, e nigdy nie podniesiesz tej broni przeciwko ludnoci Dekapolis! Gdy tylko donie Wulfgara zacisny si na adamantytowej rkojeci, poczu warto magicznego mota bojowego. Wypenione diamentowym pyem runy pochwyciy ar kuziennego ogniska, wysyajc miriady odbi taczcych w pomieszczeniu. Barbarzycy ze szczepu Wulfgara zawsze

byli dumni z dobrej broni, nawet mierzono warto mczyzny jakoci jego wczni czy miecza, ale Wulfgar nigdy nie widzia niczego podobnego do Aegis-fanga. Doskonale wywaony w jego rkach, z wysokoci i wag pasujc do niego tak doskonale, e czu si, jakby si urodzi tylko po to, aby wada t broni. Natychmiast pomyla, e przez wiele nocy modli si do bogw losu, aby nagrodzili go wanie w ten sposb. Najwidoczniej wysuchali jego prb. To samo myla Bruenor. - Masz moje sowo - wyjka Wulfgar, tak przejty wspaniaym darem, e z trudem mg mwi. Opanowa si, aby powiedzie co wicej, lecz zanim zdoa oderwa wzrok od wspaniaego mota, Bruenora ju nie byo. Krasnolud szed dugimi korytarzami w kierunku swych prywatnych pokoi, przeklinajc sw sabo i majc nadziej, e nie natknie si na nikogo ze swej rasy. Rozejrzawszy si uwanie, czy nikt nie patrzy, otar zy ze swych szarych oczu.

13 NA ROZKAZ WADCY - Zbierz swoich ludzi i ruszaj, Biggrinie - powiedzia mag do mronego olbrzyma, ktry sta przed nim w sali tronowej Cryshal-Tirith. - Pamitaj, e reprezentujesz armi Akara Kessella. Twoja grupa jest pierwsz, ktra wyrusza w pole, a tajemnica jest kluczem do naszego zwycistwa! Nie zawied mnie! Bd ledzi kady twj ruch. - Nie zawiedziemy ci, panie - odpar olbrzym. - Zostanie przygotowane lee na twoje przybycie! - Wierz ci - zapewni Kessell olbrzymiego dowdc. - Teraz ju odejd. nieny olbrzym podnis owinite w koc lustro, ktre da mu Kessell, skoni si po raz ostatni swemu panu i wyszed z sali. - Nie powiniene ich wysya - sykn Errtu, stojcy w czasie rozmowy w cieniu obok tronu. - Verbeegi i niene olbrzymy bd atwe do zauwaenia dla wsplnot ludzi i krasnoludw. - Biggrin jest mdrym przywdc - krzykn Kessell, wcieky na impertynenckiego demona. - Olbrzym jest wystarczajco sprytny, aby trzyma oddzia w ukryciu! - Jednak ludzie lepiej pasowaliby do tej misji, tak, jak pokaza ci to Crenshinibon. - Ja jestem wodzem! - wrzasn Kessell. - Wycign krysztaowy relikt spod szaty i machn nim z grob w stron Errtu, pochylajc si w przd, aby jeszcze bardziej podkreli grob. - Crenshinibon doradza, ale decyduj ja! Nie zapominaj o swoim miejscu, potny demonie. Ja wadam t skorup i nie bd tolerowa kwestionowania przez ciebie kadego mojego ruchu. Krwawoczerwone oczy Errtu zwziy si niebezpiecznie i Kessell cofn si na swym tronie, stwierdziwszy nagle, e gupot jest grozi demonowi. Ale Errtu uspokoi si natychmiast, godzc si z mniejszymi niewygodami, jakie sprawiay wybuchy gupoty Kessella; przecie mia w perspektywie dalekosine zyski. - Crenshinibon istnieje od zarania wiata - zachrypia demon. Dowodzi tysicami kampanii, znacznie wikszych ni ta, ktr podje. Moe byoby mdrzej posucha jego rad.

Kessell poruszy si nerwowo. Kryszta rzeczywicie radzi mu uycie ludzi, ktrymi mgby dowodzi w pierwszej wyprawie w ten rejon. By zdolny do stworzenia tuzina wymwek, aby uzasadni swj wybr wysania olbrzymw, ale w istocie wysa lud Biggrina bardziej po to, aby pokaza swe niekwestionowane dowdztwo przed reliktem i impertynenckim demonem, ni majc na celu moliwe zyski militarne. - Postpi wedug rad Crenshinibona, gdy uznam je za stosowne powiedzia do Errtu. Wycign z jednej z wielu kieszeni swych szat drugi kryszta, dokadny duplikat Crenshinibona, ktrego uy do wzniesienia tej wiey. - Zabierz to w odpowiednie miejsce i odpraw ceremoni wzniesienia - poleci. - Docz do ciebie przez zwierciadlane drzwi, gdy wszystko bdzie gotowe. - Chcesz wznie drug Cryshal-Tirith, podczas gdy pierwsza jeszcze stoi? - zakwestionowa pomys Errtu. - To bdzie zbyt wielki wysiek dla reliktu! - Cisza! - rozkaza Kessell, drc widocznie. - Id i odpraw ceremoni! Pozwl, e ja si zatroszcz o kryszta! Errtu wzi replik krysztau i skoni si nisko. Bez sowa wyszed z komnaty. Rozumia, e Kessell w gupi sposb demonstruje sw kontrol nad artefaktem, kosztem waciwej powcigliwoci i mdrej taktyki militarnej. Errtu zoy tajemn propozycj, aby pozby si Kessella, i eby to on zosta wadc, lecz Crenshinibon odmwi demonowi. Wola wykazywanie, e Kessell da tego, aby agodzi swe wasne niebezpieczestwo w staej szamotaninie z potnym demonem. *** Cho szed wrd olbrzymw i trolli, dumna sylwetka krla barbarzycw nie wydawaa si mniejsza. Wkroczy wyzywajco przez elazne drzwi czarnej wiey i przepchn si przez wstrtne trolle z gronym warkniciem. Nienawidzi tego miejsca czarw i zdecydowa si zignorowa wezwanie, gdy samotny szczyt wiey ukaza si na horyzoncie, jak lodowy palec sterczcy z paskiej rwniny. Jednak w kocu nie mg oprze si wezwaniu wadcy Cryshal-Tirith. Heafstaag nienawidzi maga. Wedug wszelkich miar nomadw Akar

Kessell by saby, uywa sztuczek i wzywa demony, aby wykona prac mini. Heafstaag nienawidzi go tym bardziej, e nie mg si oprze mocy, ktr wada mag. Barbarzyski krl odsun zwieszajce si sznury paciorkw, oddzielajce prywatn komnat audiencyjn Akara Kessella na drugim pitrze wiey. Mag na wp lea na olbrzymiej, atasowej poduszce porodku komnaty, jego dugie, pomalowane paznokcie stukay niecierpliwie w podog. Kilka nagich niewolnic, z umysami zamanymi przez dominacj krysztau, czekao na najlejsze skinienie wadcy reliktu. Zoci Heafstaaga widok kobiet, bdcych niewolnicami takiej sabowitej, aosnej namiastki mczyzny. Rozway, nie po raz pierwszy zreszt, moliwo przeprowadzenia nagego ataku, zatopienia swego wielkiego topora gboko w czaszce maga. Lecz komnata wypeniona bya strategicznie ulokowanymi zasonami i filarami, i barbarzyca wiedzia - nawet, gdy nie wierzy w to, aby mag mg oprze si jego wciekoci - e przyboczny demon Kessella nie jest zbyt daleko od swego pana. - Jak to dobrze, e przyczye si do mnie, szlachetny Heafstaagu powiedzia Kessell w chodny, rozbrajajcy sposb. Errtu i Crenshinibon byli pod rk. Czu si naprawd pewny, nawet w obecnoci szorstkiego krla barbarzycw. Pieci bezwiednie jedn z niewolnic, okazujc sw absolutn wadz. - W istocie powiniene przyby szybciej. Wikszo mych si ju si zgromadzia, pierwsza grupa zwiadowcw nawet ju wyruszya. Pochyli si do przodu w stron barbarzycy, aby podkreli to, co powiedzia. - Jeli nie znajd w mych planach miejsca dla twoich ludzi powiedzia ze zoliwym parskniciem, - to w ogle nie bd ich potrzebowa. Heafstaag nie drgn, ani nie zmieni wyrazu twarzy. - Chod, potny krlu - zanuci mag. - Usid i podziel si bogactwami mego stou. Dumny Heafstaag nie poruszy si. - No dobrze - warkn Kessell. Zacisn pieci i wypowiedzia sowo rozkazu. - Komu winien jeste wierno? - zapyta. Ciao Heafstaaga zesztywniao.

- Akarowi Kessellowi - odpar, mimo odczuwanego wstrtu. - Powiedz mi jeszcze raz, kto wada plemionami tundry? - One suchaj mnie - odpar Heafstaag, - a ja sucham Akara Kessella. Akar Kessell dowodzi plemionami tundry. Mag rozluni pi i krl barbarzycw cofn si nagle. - Nie miaem wielkiej zabawy, postpujc z tob w ten sposb powiedzia Kessell, spiowujc jeden ze swych paznokci. - Nie zmuszaj mnie do tego ponownie. - Zza poduszki wycign zwj i rzuci go na podog. - Sid przede mn - poleci Heafstaagowi. - Powiedz mi jeszcze raz o swej porace. Heafstaag zaj miejsce na pododze przed swym panem i rozwin pergamin. Bya to mapa Dekapolis.

14 LAWENDOWE OCZY Bruenor odzyska ju swj surowy wygld, gdy wezwa Wulfgara nastpnego ranka. Jednak by gboko dotknity, cho udao mu si to ukry, widzc Aegis-fang zaoony od niechcenia na rami modego barbarzycy, jakby zawsze by tam - i zawsze nalea do niego. Wulfgar take przybra pospn min. Przemin ju gniew, spowodowany tym, e bdzie musia suy komu innemu, lecz gdy przyjrza si swym emocjom, stwierdzi, e jest naprawd zasmucony faktem rozdzielenia z krasnoludem. Catti-brie czekaa na nich w kocowym przejciu, prowadzcym na wiee powietrze. - Naprawd jestecie najkwaniejsz par tego piknego poranka powiedziaa, gdy si zbliyli. - Ale nie martwcie si, soce wywoa umiech na waszych twarzach. - Wydajesz si by zadowolona z tego rozstania - odpar Wulfgar, troch zmieszany, mimo e iskierki w jego oczach, rozbyse na widok dziewczyny, zadaway kam jego gniewowi. - Wiesz oczywicie, e dzi opuszczam miasto krasnoludw? Catti-brie nonszalancko machna rk. - Wkrtce wrcisz - umiechna si. - Bd zadowolony z tego, e idziesz! Rozwa lekcje, ktrych si nauczysz wkrtce, jeli nawet osigniesz swoje cele. Bruenor zwrci si do barbarzycy. Wulfgar nigdy nie rozmawia z nim o tym, co go czeka, gdy skoczy si umowa, a krasnolud, cho mia zamiar przygotowa Wulfgara tak dobrze, jak tylko mg, nigdy uczciwie nie doszed do okresu, w ktrym Wulfgar mia odej. Wulfgar nachmurzy si, pokazujc Catti-brie bez wtpliwoci, e ich dyskusja, dotyczca niewypenionej przysigi, bya spraw prywatn. Bdc dyskretn, Catti-brie take nie chciaa wicej o tym rozmawia. Bya zadowolona po prostu z tego, e podrania pewne emocje u Wulfgara. Ona poznaa ogie, ktry pon w dumnym modziecu. Widziaa to, ilekro spojrzaa na Bruenora, czy chcia to przyzna, czy nie. Zauwaaa to take ilekro Wulfgar spoglda na ni. - Jestem Wulfgar, syn Beornegara - pochwali si z dum, prostujc

swe szerokie ramiona i wysuwajc sw potn szczk. - Wyrosem w Klanie osia, wrd najlepszych wojownikw Doliny Lodowego Wichru! Nie wiem nic o tym nauczycielu, ale naprawd trudno mu bdzie nauczy mnie czego nowego, co dotyczy walki! Catti-brie wymienia umiechy z Bruenorem, gdy ten mija j z Wulfgarem. - egnaj Wulfgarze, synu Beornegara - zawoaa za nimi. - Gdy spotkamy si nastpnym razem, zapewne odnajd u ciebie znaki lekcji pokory! Wulfgar obejrza si i znw si nachmurzy, ale szeroki umiech Cattibrie nie zmniejszy si ani na jot. Obaj opucili ciemno kopalni wkrtce po nastaniu witu, wdrujc kamienist dolin do miejsca, gdzie mieli spotka drowa. By bezchmurny, ciepy, letni dzie, bkit nieba blad w porannej mgiece. Wulfgar wyprostowa si na ca wysoko. Jego lud y na szerokich przestrzeniach otwartej tundry i Wulfgar dozna ulgi wychodzc z dusznego zamknicia jaskini krasnoludw. Drizzt DoUrden by ju na miejscu, czekajc ju na nich, gdy przybyli. Drow opar si o zacieniony bok gazu, szukajc schronienia przed sonecznym blaskiem. Kaptur swego paszcza nasun nisko na twarz, jako dalsz ochron. Drizzt stwierdzi, e niezalenie od tego, ile lat przebywaby wrd mieszkacw powierzchni, jego ciao nigdy w peni nie przyzwyczai si do wiata sonecznego. Pozostawa bez ruchu, cho by w peni wiadom zbliania si Bruenora i Wulfgara. Niech zrobi pierwszy ruch, pomyla, chcc oceni jak chopiec zareaguje na now sytuacj. Ciekaw tajemniczej postaci, ktra miaa by jego nowym nauczycielem i panem, Wulfgar miao podszed i stan przed drowem. Drizzt patrzy z cienia swego kaptura jak si zblia, zdumiony wdziczn prac potnych, wlastych mini mczyzny. Drow pierwotnie zamierza ustpi na pewien czas skandalicznemu daniu Bruenora, a potem znale jak wymwk i pj swoj drog, jednak gdy zobaczy pynno dugich krokw barbarzycy, atwo poruszania si, niezwyk u kogo o takich rozmiarach, stwierdzi, e jest coraz bardziej zainteresowany zadaniem ksztacenia modzieca, o, wydawao by si, nieograniczonych moliwociach.

Drizzt stwierdzi, e najbardziej bolesn czci spotkania z tym czowiekiem, jak z kadym, ktrego spotyka, bdzie pierwsza reakcja Wulfgara na jego widok. Chcc mie to ju za sob, cign kaptur i spojrza na barbarzyc. Oczy Wulfgara rozszerzyy si z przeraenia i wstrtu. - Ciemny elf! - wykrzykn z niedowierzaniem. - Czarnoksiski pies! Odwrci si do Bruenora, jakby zosta zdradzony. - Z pewnoci nie wymagasz tego ode mnie! Nie mam ani potrzeby, ani chci nauki magicznych oszustw jego zdegenerowanej rasy! - Nauczy ci tylko walki i niczego wicej - powiedzia Bruenor. Krasnolud spodziewa si takiej reakcji. Nie martwi si tym jednak, w peni wiadom tego, podobnie jak Catti-brie, e Drizzt nauczy zbyt dumnego modzieca koniecznej pokory. Wulfgar parskn wyzywajco. - Czego mog nauczy si o walce od sabowitego elfa? Mj lud rodzi si jako prawdziwi wojownicy! - spojrza na Drizzta z otwart pogard. A nie jako oszukacze psy, jak jego rd! Drizzt chodno spojrza na Bruenora, proszc, eby ten pozwoli mu na pierwsz lekcj. Krasnolud umiechn si z powodu ignorancji barbarzycy i skin gow, zgadzajc si. W mgnieniu oka oba jatagany wyskoczyy ze swych pochew i zagroziy barbarzycy. Wulfgar odruchowo podnis swj mot do uderzenia. Jednak Drizzt by szybszy. Pazy jego broni uderzyy szybko, jeden po drugim, w policzki Wulfgara, powodujc wystpienie szerokich smuek krwi. Gdy barbarzyca ruszy do odparowania ciosw, Drizzt wykrci niebezpiecznym ukiem jeden z jataganw w d, jego ostrze zanurkowao pod kolano Wulfgara. Wulfgarowi udao si usun nog z jego drogi, ale ruch ten, jak si tego spodziewa Drizzt, wytrci go z rwnowagi. Drow od niechcenia woy jatagany do pochew, a jednoczenie jego stopa uderzya w odek barbarzycy, co spowodowao, e ten rozcign si jak dugi w pyle; magiczny mot wylecia mu z rk. - Teraz doszlicie do porozumienia - oznajmi Bruenor, usiujc ukry rozbawienie, eby nie rani cigle kruchego ego Wulfgara. Zostawiam ci. - Spojrza pytajco na Drizzta, aby upewni si, e drow jest zadowolony z sytuacji. - Daj mi kilka tygodni - odpar Drizzt, mrugajc okiem na widok

umiechu krasnoluda. Bruenor zwrci si do Wulfgara, ktry wzi z powrotem Aegis-fang i klczc na jednym kolanie patrzy na elfa z tpym zdumieniem. - Dotrzymaj sowa, chopcze - poinstruowa go krasnolud po raz ostatni. - Albo pokroi ci na kawaki, wystarczajco mae dla garda spa. *** Po raz pierwszy od prawie piciu lat Wulfgar wyjrza poza granice Dekapolis, na otwarty przestwr Doliny Lodowego Wichru, ktra rozpocieraa si przed nim szeroko. Wraz z drowem spdzili reszt dnia na wdrwce wzdu doliny i wok wschodnich ostrg Kelvins Cairn. Tu ponad podstaw pnocnego zbocza gry bya pytka jaskinia, w ktrej mieszka Drizzt. Skpo umeblowana kilkoma skrami i kilkoma garnkami jaskinia nie oferowaa adnych luksusw. Wystarczaa jednak w zupenoci nie majcemu wielkich wymaga drowowi, zapewniajc mu prywatno i izolacj, ktre przedkada nad urgania i groby ludzi. Wulfgarowi jednak, ktrego lud rzadko zatrzymywa si w jakim miejscu na duej ni jedn noc, sama jaskinia wydawaa si luksusem. Gdy nad tundr zacz zapada zmrok, w kojcym cieniu dalszej czci jaskini Drizzt obudzi si z krtkiej drzemki. Wulfgar by zadowolony z tego, e drow zawierzy mu na tyle, aby spokojnie zasn w cigu pierwszego dnia spdzonego razem. To, wraz z laniem, jakie mu Drizzt sprawi wczeniej, spowodowao, e Wulfgar zastanowi si nad zniewag, jak myla, e dozna pierwotnie na widok ciemnego elfa. - A wic, zaczniemy nasze lekcje tej nocy? - zapyta Drizzt. - Ty jeste panem - powiedzia z gorycz Wulfgar. - Jestem tylko niewolnikiem. - Nie bardziej ni ja - odpar Drizzt. Wulfgar spojrza na niego z ciekawoci. - Obaj mamy zobowizania wobec krasnoluda - wyjani Drizzt. Wiele razy zawdziczam mu ycie i dlatego zgodziem si nauczy ci mej sztuki walki. Ty jeste zwizany przysig, jak mu zoye w zamian za swe ycie. Tak wic jeste zobowizany uczy si tego, czego bd ci uczy. Nie jestem niczyim panem, ani nigdy nie chciabym tego.

Wulfgar odwrci si znw w stron tundry. Nie wierzy w peni Drizztowi, jednak nie mg si domyle, jakimi naprawd motywami kieruje si drow za fasad przyjani. - Spamy nasz dug wobec Bruenora - powiedzia Drizzt. Podziela te emocje, ktre czu Wulfgar, gdy patrzy na rwniny swej ojczyzny po raz pierwszy od lat. - Ciesz si t noc, barbarzyco. Przejd si, jeli chcesz i przypomnij sobie znowu uczucie wiatru na twarzy. Zaczniemy z zapadniciem jutrzejszej nocy. Wulfgar nie mg zaprzeczy, e z radoci przyj szacunek okazany mu przez drowa. *** Przez cay dzie Drizzt odpoczywa w chodnym cieniu jaskini, podczas gdy Wulfgar aklimatyzowa si do nowego miejsca i polowa, aby mieli co zje na kolacj. W nocy walczyli. Drizzt naciska na modego barbarzyc nieustannie, uderzajc go pazem swych jataganw ilekro tylko ten si odsoni. Wymiana ciosw czsto stawaa si niebezpieczna, gdy Wulfgar by dumnym wojownikiem i by coraz bardziej rozzoszczony i sfrustrowany przewag drowa. To tylko dziaao bardziej na niekorzy barbarzycy, gdy w zoci znikay wszelkie pozory dyscypliny. Drizzt by zawsze na tyle szybki, aby to podkreli seri uderze i skrtw, ktre w kocu pozostawiay Wulfgara rozcignitego na ziemi. Trzeba jednak przyzna, e Drizzt nigdy nie szydzi z barbarzycy, ani te nie prbowa go poniy. Drow wykonywa swoje zadanie metodycznie, wiedzc, e pierwsz rzecz, jak naley wykona, jest wyostrzenie refleksu barbarzycy i nauczenie go zwracania uwagi na obron. Drizzt by naprawd pod wraeniem surowych zdolnoci Wulfgara. Niewiarygodny potencja modego wojownika oszaamia go. Pocztkowo obawia si, e uparta duma i odczuwana przez niego gorycz uczyni go niepodatnym na trening, lecz barbarzyca sprosta wyzwaniu. Zdajc sobie spraw z korzyci, jakie mg odnie wiczc z kim tak dowiadczonym jak Drizzt, Wulfgar uczy si pilnie. Jego duma, zamiast ogranicza go w wierze, e ju wczeniej by doskonaym wojownikiem, i

e nie potrzebuje ju dalszych wskazwek, pchaa go do chwytania kadej okazji, jak mg znale, a ktra moga mu pomc w osigniciu jego ambitnych celw. Pod koniec pierwszego tygodnia, w tych chwilach, gdy by w stanie kontrolowa swj zmienny temperament, by zdolny do odparcia wikszoci chytrych atakw drowa. Drizzt niewiele odzywa si w cigu tego pierwszego tygodnia, cho od czasu do czasu chwali barbarzyc za dobre odparowanie ciosu czy wypad, lub oglniej - za postpy, jakie poczyni Wulfgar w cigu tak krtkiego czasu. Wulfgar stwierdzi, e zaczyna z niecierpliwoci oczekiwa tych uwag drowa, gdy wykona jaki szczeglnie trudny manewr. Respekt modego barbarzycy wobec Drizzta stale wzrasta. Co w drowie, yjcym bez skargi w tym pustelniczym odosobnieniu, dotykao poczucia honoru Wulfgara. Nie mg si domyli, dlaczego Drizzt wybra takie ycie, lecz by pewien, na podstawie tego co wczeniej zauway u drowa, e ma to co wsplnego z zasadami. W poowie drugiego tygodnia Wulfgar cakowicie kontrolowa ju Aegis-fang, wykrcajc zrcznie jego rkoje i gowic przy blokowaniu dwch furkoczcych jataganw, odpowiadajc uwanie wymierzonymi ciosami. Drizzt zauway, e zasza subtelna zmiana, gdy barbarzyca przesta reagowa po fakcie na zrczne cicia i pchnicia jataganw i zacz rozpoznawa swoje sabe punkty i oczekiwa nastpnego ataku. Gdy by przekonany, e obrona Wulfgara ulega dostatecznemu wzmocnieniu, Drizzt rozpocz lekcje atakowania. Drow wiedzia, e jego styl atakowania nie bdzie najefektywniejszym sposobem dla Wulfgara. Barbarzyca mg wykorzysta sw niezrwnan si bardziej efektywnie ni zwodnicze zmyki i zwody. Lud Wulfgara by naturalnie agresywnymi wojownikami i atak przychodzi im atwiej, ni odparowywanie ciosw. Potny barbarzyca mg powali olbrzyma jednym, dobrze wymierzonym ciosem. Wszystkim, czego mia si jeszcze nauczy bya cierpliwo. *** Na pocztku pewnej ciemnej, bezksiycowej nocy, gdy przygotowywa si do wieczornej lekcji, Wulfgar zauway rozbysk

obozowego ogniska daleko na rwninach. Przyglda si jak zahipnotyzowany, gdy w polu widzenia pojawio si nagle kilka innych, zastanawiajc si, czy mogy to by ogniska jego klanu. Drizzt podszed cicho z tyu, nie zauwaony przez zaabsorbowanego barbarzyc. Bystre oczy drowa zauwayy poruszenie w odlegym obozowisku na dugo przedtem, zanim ogniska rozpaliy si na tyle, aby mg je dojrze Wulfgar. - Twj lud przey - powiedzia, aby uspokoi modzieca. Wulfgar wzdrygn si na to nage pojawienie si swego nauczyciela. - Znasz ich? - zapyta. Drizzt stan obok niego i patrzy na tundr. - Ponieli cikie straty w bitwie o Bryn Shander - powiedzia. - A zima, ktra potem nadesza, bya cika dla wielu dzieci i kobiet, ktre nie miay mczyzn, aby ci dla nich polowali. Uciekli na zachd, eby znale renifery, wic si z innymi klanami dla wzmocnienia si. Ludzie nadal nosz nazwy pierwotnych klanw, lecz, prawd mwic, pozostay z nich tylko dwa: Klan osia i Klan Niedwiedzia. - Jak wiem, naleysz do Klanu osia - kontynuowa Drizzt, zobaczywszy e Wulfgar skin gow. - Twj lud postpi dobrze. Dominuje teraz na rwninach, ale upynie jeszcze wiele lat, zanim ludy tundry odzyskaj si, jak miay przed bitw, a modzi wojownicy dojrzej do lat mskich. Wulfgar odczu ulg. Obawia si, e Bitwa o Bryn Shander zdziesitkowaa jego lud do tego stopnia, e ju nigdy nie bdzie mg si podnie. Tundra bya dwa razy bardziej przykra w czasie mronej zimy i Wulfgar czsto rozwaa moliwo, e naga strata tak wielu wojownikw - niektre z klanw utraciy prawie wszystkich swoich mczyzn - skae pozostaych ludzi na powoln mier. - Wiele wiesz o moim ludzie - zauway Wulfgar. - Spdziem wiele dni przygldajc si im - wyjani Drizzt, zastanawiajc si, jaki jest tok myli barbarzycy - Uczc si ich sposobw i sztuczek przeycia w tak niegocinnym kraju. Wulfgar rozemia si cicho i potrzsn gow, bdc pod wraeniem szczerego uznania, jakie drow okazywa gdy mwi o mieszkacach Doliny Lodowego Wichru. Zna drowa od niecaych dwch tygodni, lecz zrozumia charakter Drizzta na tyle, aby wiedzie, e wnioski z jego

nastpnej obserwacji byy suszne. - Znasz Heafstaaga? - zapyta barbarzyca po kilku chwilach ciszy. By krlem mego szczepu, czowiekiem wielu blizn i wielkiej sawy. Drizzt doskonale pamita jednookiego barbarzyc. Wspomnienie jego imienia wywoywao bl w ramieniu drowa, w ktre zosta zraniony przez ciki topr olbrzyma. - yje - odpar Drizzt, ledwie ukrywajc wzgard. - Teraz Heafstaag dowodzi ca pnoc. Nie ma nikogo, kto by mu si przeciwstawi. - Jest potnym krlem - powiedzia Wulfgar, nie zwracajc zupenie uwagi na jad w gosie drowa. - Jest dzikim wojownikiem - poprawi Drizzt. Jego lawendowe oczy wbite byy w Wulfgara, zatrzymujc barbarzyc w zaskoczeniu nagym wybuchem gniewu. Wulfgar dostrzeg niewiarygodn moc charakteru w tych fioletowych sadzawkach, wewntrzn si, ktrej czystej jakoci mgby pozazdroci najszlachetniejszy z krlw. - Wyrose w cieniu krasnoluda na mczyzn o bezsprzecznym charakterze - powiedzia Drizzt. - Nie nauczye si niczego? Wulfgar stwierdzi, e nie moe znale sw, aby mu na to odpowiedzie. Drizzt zdecydowa, e nadszed czas, aby obnay zasady barbarzycy i osdzi mdro i warto nauki modzieca. - Krlem jest czowiek o silnym charakterze i zdrowym osdzie, ktry wieci swym wasnym przykadem i naprawd troszczy si o cierpienia swego ludu pouczy go. - Nie za brutal, ktry wada po prostu dlatego, e jest najsilniejszy. Myl, e zrozumiesz t rnic. Drizzt zauway zakopotanie na twarzy Wulfgara i wiedzia, e lata spdzone w jaskiniach krasnoludw wstrzsny zasadami, w jakich wychowany by barbarzyca. Mia nadziej, e wiara Bruenora w sumienie Wulfgara i w jego zasady okae si trafna, gdy on take, podobnie jak przed laty Bruenor, rozpozna obietnic w inteligentnym modziecu i stwierdzi, e troszczy si o przyszo Wulfgara. Odwrci si nagle i odszed, pozostawiajc barbarzyc samemu sobie, by mg odnale odpowiedzi na swe pytania. - A lekcja? - zawoa za nim Wulfgar, cigle zmieszany i zaskoczony. - Ju miae swoj lekcj tej nocy - odpar Drizzt, nie odwracajc si, ani nie zwalniajc. - Moe to jest najwaniejsze z tego wszystkiego,

czego ci uczyem. - Drow znikn w czerni nocy, lecz jaskrawy obraz lawendowych oczu pozosta odbity wyranie w umyle Wulfgara. Barbarzyca odwrci si ku odlegemu ognisku. I zastanawia si.

15 NA SKRZYDACH LOSU Weszli pod przykryciem potnego frontu burzowego, ktry uderzy na Dekapolis z otwartego wschodu. Jak na ironi posuwali si t sam drog, wzdu zbocza Kelvins Cairn, ktr Drizzt i Wulfgar szli dwa tygodnie wczeniej. Ta grupa verbeegw kierowaa si jednak na poudnie, w stron osad, nie za na pnoc - w stron otwartej tundry. Chocia najmniejsi z olbrzymw, jednak wysocy i szczupli przedstawiali sob straszliw si. Mrony olbrzym prowadzi wysunite rozpoznanie olbrzymiej armii Akara Kessella. Nie do usyszenia wrd wyjcych uderze wiatru, posuwali si z ca szybkoci, na jak byo ich sta, do ukrytego lea, ktre zostao odkryte przez zwiadowcw orkw w kamienistej ostrodze na poudniowym zboczu gry. Byo to zaledwie dwadziecia potworw, lecz kady z nich nis olbrzymi adunek broni i zaopatrzenia. Przywdca z ca szybkoci par ku ich przeznaczeniu. Nazywa si Biggrin, by przebiegym i niewiarygodnie silnym olbrzymem, ktrego grna warga zostaa wydarta przez szczki ogromnego wilka, pozostawiajc groteskow karykatur umiechu, odcinit na zawsze na jego twarzy. To znieksztacenie, wraz z postaw olbrzyma, wzbudzao respekt i strach w ich normalnie nie majcych przywdcw oddziaach. Akar Kessell osobicie wyznaczy Biggrina na dowdc swych zwiadowcw, cho na tak delikatn misj radzono mu wysanie mniej widocznego oddziau, na przykad ludzi Heafstaaga. Lecz Kessell mia wielkie powaanie dla Biggrina i by pod wraeniem ogromnej iloci zaopatrzenia, jak moga zabra maa grupka verbeegw. Oddzia rozoy si w swych nowych kwaterach przed pnoc i natychmiast przystpi do budowy sypialni, magazynw i maej kuchni. Potem czekali w milczeniu, gotowi uderzy pierwszym miertelnym ciosem w penym chway ataku Akara Kessella na Dekapolis. Posaniec ork przybywa co kilka dni, aby sprawdzi oddzia i dostarczy najnowsze instrukcje od maga, informujc Biggrina o postpach nastpnego oddziau zaopatrzeniowego, ktry mia przyby wedug planu. Wszystko przebiegao wedug planu Kessella, lecz Biggrin zauway z niepokojem, e wielu z jego wojownikw coraz bardziej

niecierpliwi si i niepokoi z kadym przybyciem nowego posaca, majc nadziej, e nadszed ju czas na wyruszenie do bitwy. Jednak instrukcje byy zawsze takie same: pozosta w ukryciu i czeka. W cigu niecaych dwch tygodni, w napitej atmosferze dusznej jaskini, przyja midzy olbrzymami ulega rozpadowi. Verbeegi byy stworzeniami dziaania, a nie rozmyla, za nuda prowadzia ich nieuchronnie do frustracji. Sprzeczki stay si norm, prowadzc czsto do zaartych walk. Biggrin nigdy si nie oddala i imponujcemu mronemu olbrzymowi udawao si zazwyczaj przerwa bjk, zanim kto z oddziau zosta powanie zraniony. Olbrzym wiedzia bez adnych wtpliwoci, e duej ju nie utrzyma pod kontrol dnego walki oddziau. Pity posaniec wlizgn si do jaskini w szczeglnie gorc i niespokojn noc. Gdy tylko nieszczsny ork wszed do wsplnego pomieszczenia, otoczony zosta przez dwudziestu narzekajcych verbeegw. - Jakie nowiny? - zapyta z niecierpliwoci jeden z nich. Sdzc e Akar Kessell jest wystarczajc ochron, ork spojrza na olbrzyma wyzywajco. - Su swemu panu, onierzu - rozkaza. Nagle olbrzymia rka chwycia orka za fad skry na karku i potrzsna nim energicznie. - Zadano ci pytanie, cierwo - powiedzia drugi olbrzym. - Jakie nowiny? Ork, wytrcony z rwnowagi, odbi grob olbrzyma. - Mag obedrze was ze skry, zanim si obejrzycie! - Syszaem wystarczajco - mrukn pierwszy olbrzym, sigajc ogromn rk do szyi orka. Podnis stworzenie z ziemi uywajc tylko jednego potnego ramienia. Ork aonie wi si i rzuca, ale verbeeg nie zwraca na to uwagi. - Hej, skr mu ten brudny kark! - zawoa ktry. - Wyrwij mu oczy i wrzu go do jakiej ciemnej dziury! podpowiedzia inny. Biggrin wszed do pomieszczenia, szybko przedar si przez szeregi, aby odkry przyczyn poruszenia. Olbrzym nie by zdziwiony tym, e znalaz verbeega mczcego orka. Prawd mwic, dowdca olbrzymw

by rozbawiony tym widowiskiem, lecz rozumia niebezpieczestwo rozwcieczenia chwiejnego w swych postanowieniach Akara Kessella. Widzia niejednego niezdyscyplinowanego, skazanego przez maga na powoln mier za nieposuszestwo, lub po prostu dla zaspokojenia zboczonej dzy, czerpania przyjemnoci z okruciestwa. - Zostaw to aosne stworzenie - rozkaza chodno Biggrin. Wrd mronych olbrzymw rozlegy si grone pomruki. - Walnij go w gow! - krzykn jeden. - Odgry mu nos! - wrzasn inny. Twarz orka wygldaa teraz jak nadta - z braku powietrza; nie szamota si ju tak mocno. Trzymajcy go verbeeg patrzy na Biggrina wciekle jeszcze przez kilka chwil, a potem rzuci sw bezsiln ofiar do obutych ng mronego olbrzyma. - To we go sobie - warkn do Biggrina. - Ale jeli jeszcze raz odway mi si odszczekn, zjem go na surowo! - Ju do mam tej dziury - skary si jaki olbrzym z tyu. - Caej tej doliny mierdzcych krasnoludw! - Pomruki rozlegy si znowu, tym razem z wikszym nasileniem. Biggrin rozejrza si i bada narastajcy gniew, ogarniajcy czonkw oddziau, grocy ogarniciem, nie dajc si opanowa furi cae legowisko. - Jutrzejszej nocy zaczniemy wychodzi, aby rozejrze si, co si dzieje wok nas - zaproponowa w odpowiedzi Biggrin. By to niebezpieczny ruch, olbrzym zdawa sobie z tego spraw, lecz alternatywa bya z pewnoci katastrofalna. - Tylko po trzech na raz i nikt nie moe si o tym dowiedzie! Ork w jakim stopniu doszed do siebie i usysza propozycj Biggrina. Chcia zaprotestowa, lecz dowdca olbrzymw uciszy go niezwocznie. - Stul pysk, ty psie - rozkaza patrzc na verbeega, ktry grozi posacowi, umiechajc si zoliwie. - Albo pozwol memu przyjacielowi je. Olbrzymy zawyy z radoci i zaczy si wzajemnie klepa po ramionach. Biggrin da im obietnic dziaania, jednak dowdca olbrzymw wtpi, aby jego decyzja bya daleka od rozwiania si, z powodu penego dzy entuzjazmu onierzy. Wrd oguszajcych gwizdw aprobaty rozlegy si okrzyki podajce przepisy, na jakie sposoby verbeegi zamierzay przyrzdzi krasnoludy: Krasnolud

nadziewany jabkami i Brodaty, polany tuszczem i upieczony, aby wymieni tylko dwa z nich. Biggrin obawia si tego, co moe si sta, jeli ktry z verbeegw natknie si na kogo z maych ludzi. *** Biggrin pozwoli verbeegom wychodzi z legowiska w grupach po trzech i to tylko noc. Dowdca olbrzymw sdzi, e niepodobna jest, eby ktry z krasnoludw zapuci si tak daleko na pnoc doliny, lecz wiedzia, e podj ogromne ryzyko. Westchnienie ulgi wyrwao si z ust olbrzyma, gdy patrol wrci bez incydentu. Po prostu sama moliwo opuszczenia tocznej jaskini podniosa morale verbeegw dziesiciokrotnie. Napicie w legowisku rzeczywicie zelao, gdy oddzia odzyska zapa do nadchodzcej wojny. Wysoko ze zbocza Kelvins Cairn czsto widzieli wiata Caer-Konig i Caer-Dineval, Termalaine po drugiej stronie szlaku na zachd, a nawet Bryn Shander - daleko na poudniu. Widok miast pozwala im fantazjowa na temat przyszego zwycistwa, a myl o tym bya wystarczajca, eby podtrzyma ich w dugim czekaniu. Upyn nastpny tydzie. Wydawao si, e wszystko idzie dobrze. Widzc, e danie niewielkiej dozy wolnoci swemu oddziaowi nie przynioso szkd, Biggrin stopniowo zacz si odpra po podjciu tak ryzykownej decyzji. Lecz pewnego dnia dwa krasnoludy, poinformowane przez Bruenora, e w cieniu Kelvins Cairn kryje si jaki szczeglnie pikny kamie, zrobiy wycieczk na pnocny kraniec doliny, aby zbada jego potencjaln warto jako kopaliny. Przybyy na poudniowe zbocze kamienistej gry ktrego pnego popoudnia i o zmroku rozbiy obozowisko na paskiej skale, obok wartko pyncego strumienia. To bya ich dolina i nie miay tu adnych kopotw od kilku lat. Podjy jednak kilka rodkw ostronoci. Zdarzyo si jednak, e pierwszy patrol verbeegw, ktry opuci legowisko tej nocy, zobaczy pomie ogniska i usysza mow znienawidzonych krasnoludw. ***

Po drugiej stronie gry, Drizzt DoUrden otworzy oczy po caodziennej drzemce. Wynurzywszy si z jaskini w gstniejcy mrok, spotka Wulfgara na zwykym miejscu, siedzcego w zamyleniu na wysokim kamieniu i patrzcego na rwniny. - Tsknisz za domem? - zapyta retorycznie. Wulfgar wzruszy swymi potnymi ramionami i odpowiedzia zamylony. - Moe - barbarzyca zada sobie wiele pyta, dotyczcych swego ludu i jego sposobu ycia, odkd nauczy si darzy respektem Drizzta. Drow by dla niego zagadk, zbijajc z tropu mieszank miaego wojownika i absolutnej samokontroli. Drizzt wydawa si way kady ruch, jaki wykonywa w czasie wielkich przygd - i to pod kontrol elaznego morale. Wulfgar popatrzy pytajco na drowa. - Dlaczego tu jeste? - zapyta nagle. Teraz Drizzt patrzy z refleksj na otwarte rwniny przed sob. Pierwsze gwiazdy wieczoru rozbysy na niebie, ich odbicia migotay wyranie w ciemnych sadzawkach oczu elfa. Jednak Drizzt nie widzia gwiazd; jego umys wdrowa przez dawno minione obrazy ciemnego miasta droww w niezmierzonych kompleksach jaski gboko pod ziemi. - Pamitam - powiedzia Drizzt, gdy straszliwe wspomnienia byy czsto ywe, - pierwszy raz, gdy zobaczyem ten wiat na powierzchni. Wtedy byem do modym elfem, czonkiem duej grupy rabusiw. Wylizgnlimy si z tajemnej jaskini i napadlimy na ma wiosk elfw. - Drow wzdrygn si na wspomnienia, ktre ponownie oyy w jego umyle. - Moi towarzysze zabili wszystkich czonkw lenego klanu elfw. Wszystkie kobiety. Wszystkie dzieci. Wulfgar sucha z coraz wikszym przeraeniem. Najazd, ktry opisywa Drizzt, mg by rwnie dobrze opisem ktrego z najazdw okrutnego Klanu osia. - Mj lud zabija - mwi Drizzt. - Zabija bez litoci. - Popatrzy na Wulfgara, aby upewni si, e barbarzyca go sucha. - Zabija beznamitnie. Przerwa na chwil, eby pozwoli barbarzycy wchon ca wag jego sw. Prosty, lecz dokadny opis zimnych mordercw zmiesza Wulfgara. Wyrs wrd namitnych wojownikw, wojownikw, ktrych

waciwym celem ycia bya pogo za chwa wojenn - walka na chwa Temposa. Mody barbarzyca nie mg po prostu zrozumie tego bezdusznego okruciestwa. Subtelna rnica, Wulfgar musia to przyzna. Drowy czy barbarzycy, a rezultaty najazdw byy takie same. - Demoniczna bogini, ktrej su, nie pozostawia miejsca dla innych ras - wyjani Drizzt. - Szczeglnie dla innych ras elfw. - Ale nigdy nie zostaniesz zaakceptowany na tym wiecie - powiedzia Wulfgar. - Z pewnoci musisz wiedzie, e ludzie bd si ciebie wystrzega. Drizzt pokiwa gow. - Wikszo, tak - zgodzi si. - Jest jednak kilku, ktrych mog nazwa przyjacimi, wic jestem zadowolony. Widzisz barbarzyco, mam wrd nich powaanie, bez winy, bez wstydu. - Wsta i patrzy w ciemno. - Chod - powiedzia. - Walczmy tej nocy dobrze, gdy jestem zadowolony z postpw jakie poczynie i ta cz twoich lekcji zblia si ku kocowi. Wulfgar siedzia chwil duej, pogrony w mylach. Drow y tward i materialnie pust egzystencj, jednak by bogatszy od niejednego czowieka, jakiego Wulfgar zna. Drizzt trzyma si swych zasad wbrew wszelkim okolicznociom, opuciwszy znajomy wiat swego ludu, wybierajc pozostanie w wiecie, w ktrym nigdy nie zostanie zaakceptowany, ani doceniony. Spojrza na odchodzcego elfa, teraz zaledwie cie w zapadajcej ciemnoci. - Moe my obaj nie rnimy si tak bardzo - mrukn pod nosem. *** - Szpiedzy! - szepn jeden z verbeegw. - Gupi jak na szpiegw, skoro pal ogie - powiedzia inny. - Zgniemy ich! - powiedzia pierwszy, ruszajc w stron pomaraczowego wiata. - Dowdca powiedzia: nie! - przypomnia im trzeci. - Jestemy tu, aby przyglda si, a nie po to, eby zgnie! Ruszyli kamienist ciek w kierunku maego obozowiska krasnoludw, tak ostronie, jak tylko mogli, co spowodowao, e byli cisi,

jak toczcy si gaz. Oba krasnoludy byy doskonale wiadome tego, e kto, lub co si do nich zblia. Wycigny dla ostronoci bro, lecz sdziy, e to Wulfgar i Drizzt, lub jacy rybacy z Caer-Konig zobaczyli wiato ich ogniska i id, aby zje z nimi kolacj. Gdy w dole ukaza si obz, verbeeg zobaczy krasnoludy stojce pewnie, z broni w rkach. - Zobaczyli nas! - powiedzia jeden z olbrzymw, nurkujc w ciemno. - Zamknij si - rozkaza drugi. Trzeci olbrzym, wiedzc rwnie dobrze jak drugi, e krasnoludy nie mog jeszcze wiedzie kim s, chwyci drugiego za rami i mrukn zoliwie. - Jeli nas zobaczyli - stwierdzi, - nie mamy innego wyboru, jak tylko ich zgnie! Drugi olbrzym rozemia si cicho, poprawi maczug na ramieniu i ruszy w stron obozowiska. Krasnoludy byy cakowicie zaskoczone, gdy o kilka jardw od ich obozowiska, obijajc si o gazy, zbliyy si do nich verbeegi Ale przyparty do muru krasnolud bdzie walczy do koca, jak nikt inny na wiecie, a ci dwaj byli z klanu z Mithril Hall, ktry toczy wojny w bezlitosnej tundrze przez cae swe ycie. Ta walka nie bdzie taka atwa, jak si spodzieway verbeegi. Pierwszy krasnolud doskoczy ciko do prowadzcego verbeega i uderzy swym motem w stop monstrum. Olbrzym instynktownie podnis zranion nog i podskakiwa na jednej nodze, a dowiadczony wojownik - krasnolud, natychmiast zrani go, uderzajc motem w kolano. Drugi krasnolud zareagowa rwnie szybko, walc precyzyjnie swym motem - trafi drugiego olbrzyma w oko, zwalajc stwora na ska. Jednak trzeci verbeeg, najszybszy z nich trzech, podnis kamie zanim zaatakowa i odbi uderzenie krasnoluda ze straszliw si. Kamie trafi nieszczsnego krasnoluda w skro, amic mu kark. Gowa zachwiaa mu si bezwadnie i upad martwy na ziemi. Pierwszy krasnolud szybko skoczyby z olbrzymem, ktrego powali, lecz zaatakowa go ostatni z potworw. Obaj walczcy atakowali i odpierali ataki, krasnolud zyska nawet pewn przewag. Przewag,

ktra trwaa tylko do chwili, gdy olbrzym uderzony w oko rzuconym motem doszed do siebie na tyle, e mg skoczy na krasnoluda. Oba verbeegi zasypay go gradem cikich uderze. Udawao mu si przez krtki czas unika ich, lecz nagle jeden z ciosw wyldowa na jego ramieniu i powali go na plecy. Przez chwil walczy jeszcze o zapanie oddechu, gdy by twardy jak kamie, na ktrym wyldowa, lecz ciki but nastpi na niego i przycisn go do skay. - Zgnie go! - prosi ranny olbrzym, ktrego krasnolud powali. Potem ich ugotujemy! - Nie zrobimy tego! - mrukn olbrzym nad krasnoludem. Zacz miady krasnoluda swym cikim butem, wyciskajc stopniowo ycie z nieszczsnej ofiary. - Biggrin nas ugotuje, jeli dowie si co si stao! Dwaj pozostali autentycznie zaczli si ba, gdy przypomnieli sobie gniew ich brutalnego przywdcy. Spojrzeli bezsilnie na swego bardziej rozgarnitego towarzysza w poszukiwaniu rozwizania. - Wrzucimy ich i ich mierdzce rzeczy do jakiej ciemnej dziury i nie bdziemy wicej o tym mwi! *** Wiele mil std na zachd, w swojej samotnej wiey, Akar Kessell cierpliwie czeka. Jesieni ostatnia - i najwiksza - karawana kupiecka powinna przyby z Luskanu do Dekapolis, obadowana bogactwami i zaopatrzeniem na dug zim. Jego potna armia bdzie wtedy ju zgromadzona i wymaszeruje w chwale, aby zniszczy aosnych rybakw. Myli o owocach atwego zwycistwa spowodoway u maga dreszcze rozkoszy. Nie wiedzia, e zadano ju pierwsze ciosy w tej wojnie.

16 PYTKIE GROBY Gdy Wulfgar obudzi si tu przed poudniem, odpoczwszy po dugiej, nocnej pracy, by zaskoczony widzc Drizzta ju na nogach, pracowicie przygotowujcego plecak do dugiej wdrwki. - Dzi zaczniemy lekcje innego typu - Drizzt wyjani barbarzycy. Wyruszymy gdy tylko co zjesz. - Dokd? - Najpierw do kopalni krasnoludw - odpar Drizzt. - Bruenor chce nas zobaczy, aby samemu przekona si czy robisz jakie postpy. Umiechn si do olbrzyma. - Nie powinien by zawiedziony! Wulfgar rwnie si umiechn, pewien, e jego nowo nabyta zrczno we wadaniu motem zrobi wraenie nawet na gderliwym krasnoludzie. - A potem? - Do Termalaine, na brzegu Maer Dualdon. Mam tam przyjaciela. Jednego z niewielu - doda popiesznie z mrugniciem, wywoujc ponownie umiech u Wulfgara. - Czowieka nazwiskiem Agorwal. Chc, aby si spotka z ludmi z Dekapolis, aby mg ich lepiej oceni. - Jak ich mog oceni? - zapyta ze zoci Wulfgar. Ciemne i mdre oczy drowa wbiy si w niego. Wulfgar doskonale wiedzia, o czym myli Drizzt. Ciemny elf usiowa spersonalizowa ludzi, ktrych barbarzycy uwaali za wrogw, pokaza Wulfgarowi codzienne ycie mczyzn, kobiet i dzieci, ktre mogy by ofiarami jego cikiego kija, gdyby walka na zboczach przybraa inny obrt. Nieustraszony w kadej bitwie, Wulfgar naprawd ba si spojrze tym ludziom w oczy. Ju wczeniej mody barbarzyca zacz kwestionowa wartoci swego walecznego ludu; niewinne twarze, jakie widywa w wiosce, noszce lady oparze, przyczyniay si tylko do cakowitej destrukcji jego wiata. Obaj wyruszyli wkrtce potem, wracajc swymi ladami wok wschodnich ostrg Kelvins Cairn. Ze wschodu wia wiatr, niosc chmury pyu, bijc w nich drobnymi ziarenkami piasku, gdy przekraczali odsonite zbocze gry. Mimo e janiejce soce byo szczeglnie dokuczliwe dla Drizzta, ten jednak utrzymywa szybki krok i nie zatrzymywa si na odpoczynek. Pnym popoudniem, gdy w kocu

okryli poudniow ostrog, byli ju porzdnie wyczerpani, lecz dobrej myli. - W zaciszu kopal zapomniaem ju, jak okrutny potrafi by wiatr w tundrze! - rozemia si Wulfgar. - Bdziemy mie oson poniej krawdzi doliny - powiedzia Drizzt. Poklepa pusty bukak u swego boku. - Chod, znam miejsce, gdzie bdziemy mogli go ponownie napeni, zanim wyruszymy dalej. Poprowadzi Wulfgara na zachd, poniej poudniowego stoku gry. Drow zna lodowaty strumie niedaleko std, jego wody zasilane byy topniejcym niegiem na szczycie Kelvins Cairn. Strumyk piewa wesoo, taczc po kamieniach. W pobliu pieway i krakay ptaki, widzc ich zblianie si przemkn jaki ry. Wszystko wygldao tak, jak powinno, lecz w chwili, gdy przybyli na du, pask ska, uywan zwykle przez wdrowcw jako miejsce na obozowisko, Drizzt poczu, e co straszliwie jest nie tak. Wchodzc ostronie szuka namacalnych znakw, ktre potwierdziyby jego przybierajce na sile podejrzenia. Wulfgar jednak spokojnie wycign si na kamieniu na brzuchu i popiesznie zanurzy sw pokryt potem i pyem twarz w zimnej wodzie. Gdy wycign j znowu, do jego oczu wrci blask, jakby lodowata woda wrcia mu ywotno. Nagle barbarzyca zauway czerwone plamy na kamieniu i pody tym krwawym ladem, trafiajc na owosiony kawaek skry, ktry przywar na ostrym kocu kamienia, tu nad strumykiem. Zrczni tropiciele ladw, zwiadowca i barbarzyca nie mieli trudnoci z ustaleniem, e niedawno miaa tutaj miejsce walka. Rozpoznali szorstkie wosy na kawaku skry, jako cz brody, co oczywicie sprawio, e pomyleli o krasnoludach. W pobliu znaleli trzy gigantyczne odciski stp. Idc za lini ladw, prowadzcych na niedugim odcinku na poudnie do piaszczystego kawaka gruntu, znaleli wkrtce pytkie groby. - To nie Bruenor - powiedzia ponuro Drizzt, badajc dwa ciaa. Modsze krasnoludy: Bundo, syn Fellhammera i Dourgas, syn Argo Grimbladea, jak sdz. - Powinnimy popieszy do kopalni - powiedzia Wulfgar. - Wkrtce - odpar drow. - Musimy si dowiedzie, co si tutaj stao, a ta noc moe by na to jedyn nasz szans. Czy te olbrzymy byy po

prostu przechodzcymi tdy ajdakami, czy maj gdzie na tym terenie legowisko? Czy jest tu wicej tych mierdzcych bestii? - Bruenor powinien to powiedzie - przekonywa Wulfgar. - I zrobi to - rzek Drizzt. - Jednak jeli s nadal w pobliu, a sdz, e s, gdy zabrao im troch czasu pochowanie swych ofiar, mog wrci gdy zapadnie noc. - Skierowa wzrok Wulfgara na zachd, gdzie niebo zaczynao ju przybiera rowawy kolor wieczoru. - Jeste gotowy do walki, barbarzyco? Ze zdecydowanym chrzkniciem Wulfgar zdj Aegis-fang z ramienia i uderzy adamantytow rkojeci o do. - Powinnimy zobaczy, kto tu bdzie polowa tej nocy. Przeszli za skalistym wzgrkiem na poudnie od paskiego kamienia i czekali a soce zniknie pod lini horyzontu i ciemne cienie pogbi si w wieczr. Nie czekali dugo, gdy te same verbeegi, ktre zabiy krasnoludy, wyszy znowu z legowiska w poszukiwaniu nowych ofiar. Wkrtce patrol pokona stok gry i przyszed na pask ska obok strumienia. Wulfgar natychmiast ruszy do ataku, lecz Drizzt zatrzyma go. Drow take chcia zabi te olbrzymy, lecz czeka by przekona si czy dowie si czego na temat tego, dlaczego byy tu uprzednio. - Do licha - mrukn jeden z olbrzymw. - Nie ma adnych krasnoludw. - Nie mamy szczcia - jkn drugi. - I po raz ostatni wyszlimy na zewntrz. - Towarzysze stwora popatrzyli na niego z zaciekawieniem. - Jutro nadejd dalsze grupy - Wyjani verbeeg. - Dwa razy wicej ni nas, mierdzce ogry i orki, a dowdca nie pozwoli nam wyj, dopki wszystko si znw nie uspokoi. - Bdzie cianiej w tej mierdzcej dziurze - narzeka jeden z pozostaych. - Ruszajmy wic - powiedzia trzeci. - Tu nie ma na co zapolowa, a nie mamy nocy do stracenia. Dwaj ukryci za urwiskiem poszukiwacze przygd odruchowo napili minie, gdy olbrzymy powiedziay o odejciu. - Jeli uda nam si dotrze do tamtej skay - stwierdzi Wulfgar, niewiadomie wskazujc na ten sam gaz, ktry zosta uyty przez olbrzymy do zasadzki poprzedniej nocy, - bdziemy ich mieli, zanim

zorientuj si, e tu jestemy! - Odwrci si do Drizzta, lecz cofn si natychmiast, gdy zobaczy drowa. Lawendowe oczy pony takim ogniem, jakiego Wulfgar nigdy przedtem nie widzia. - Jest ich tylko trzech - powiedzia Drizzt, jego gos dra na kruchej krawdzi chodu, ktra grozia w kadej chwili eksplozj. - Nie potrzebujemy dla nich zasadzki. Wulfgar nie wiedzia, jak przyj t niespodziewan zmian zasz w wygldzie ciemnego elfa. - Uczye mnie doszukiwa si kadej przewagi - powiedzia ostronie. - W walce, tak - odpar Drizzt. - To za jest zemsta. Niech olbrzymy nas zobacz, niech si przestrasz zbliajcego si przeznaczenia! - W jego szczupych rkach pojawiy si nagle jatagany. Gdy szed wzdu urwiska, jego pewne kroki zawieray pewn obietnic mierci. Jeden z olbrzymw krzykn zaskoczony i wszyscy zamarli na swych miejscach, widzc wychodzcego przed nich drowa. Przestraszeni i zbici z tropu utrzymali lini obronn na paskiej skale. Verbeegi syszay legendy o drowach, nawet niektre z ciemnych elfw doczyy do armii maga wraz z olbrzymami, lecz nage ukazanie si Drizzta zaskoczyo ich cakowicie. Drizzt cieszy si ich nerwowym dreniem. - Kim jeste? - zapyta ostronie jeden z olbrzymw. - Przyjacielem krasnoludw - odpar Drizzt ze zowieszczym umiechem. Wulfgar wyskoczy obok niego, gdy najwikszy z olbrzymw zaatakowa bez wahania. Lecz Drizzt zatrzyma go chodno. Wycelowa jeden ze swych jataganw w zbliajcego si olbrzyma i stwierdzi ze miertelnym spokojem. - Jeste martwy. - W tej samej chwili verbeeg otoczony zosta purpurowymi pomieniami. Wrzasn ze strachu i cofn si o krok, lecz Drizzt nadal szed w jego stron. Przemony impuls, aby rzuci bojowym motem, wstrzsn Wulfgarem, jakby Aegis-fang okaza wasn wol. Bro wisna w powietrzu i uderzya w olbrzyma stojcego porodku, zwalajc jego strzaskane ciao do wezbranego strumienia. Wulfgar by naprawd zdumiony potg i mierciononoci rzutu, lecz martwi si, w jaki sposb bdzie mg efektywnie walczy z trzecim olbrzymem maym sztyletem, jedyn broni jaka mu pozostaa. Olbrzym

domyli si swej przewagi i zaatakowa dziko. Wulfgar sign po sztylet. Zamiast niego znalaz jednak Aegis-fang, ktry powrci do niego w magiczny sposb. Nie mia pojcia o tej specjalnej mocy, ktr Bruenor nasyci bro i nie mia czasu, aby si nad tym zastanawia. Przeraony, lecz nie majcy gdzie ucieka, najwikszy z olbrzymw zaatakowa Drizzta bez opamitania, dajc elfowi tym samym wiksz przewag. Monstrum podnioso wysoko sw cik maczug za Drizzt szybko wbi ostrze przez skrzan tunik w odsonity lekkomylnie brzuch. Lekko zawahawszy si, olbrzym kontynuowa swj potny cios, lecz zwinny drow mia do czasu, eby uchyli si przed uderzeniem. Gdy zamach wytrci olbrzyma z rwnowagi, Drizzt zrobi dwie nastpne, wskie dziury w jego ramieniu i szyi. - Widzisz chopcze? - zawoa wesoo drow do Wulfgara. - On walczy tak, jak ktry z was. Wulfgar by bez reszty zajty pozostaym przy yciu olbrzymem. Z atwoci manewrowa Aegis-fangiem, odpierajc potne ciosy potwora, lecz ktem oka mg obserwowa walk obok. Scena odmalowaa mu ponure wspomnienie wartoci, ktrych nauczy go Drizzt, gdy drow bawi si z verbeegiem, wykorzystujc jego niekontrolowan wcieko przeciw niemu. Raz po raz potwr cofa si przed mierciononymi uderzeniami i za kadym razem Drizzt szybko uderza i odskakiwa. Krew verbeega pyna z tuzina ran i Wulfgar wiedzia, e Drizzt mg z nim skoczy w kadej chwili, lecz by zdumiony tym, e ciemny elf cieszy si t gr. Wulfgar nie zada jeszcze potnego ciosu swemu przeciwnikowi, jak uczy go Drizzt, dopki rozwcieczony verbeeg nie osab. Ju wczeniej barbarzyca zauway, e ciosy olbrzyma padaj coraz rzadziej i z mniejszym wigorem. W kocu, spocony i ciko dyszcy verbeeg polizgn si i odsoni. Aegis-fang uderzy raz i drugi i nagle zwiotczay olbrzym przewrci si. Verbeeg, walczcy z Drizztem opad na jedno kolano, a drow przeci mu jedno ze cigien pod kolanem. Gdy Drizzt zobaczy, e drugi olbrzym pad z rki Wulfgara, zdecydowa si zakoczy swoj gr. Olbrzym machn raz jeszcze bezskutecznie, a Drizzt uderzy jednym ze swych jataganw. Ostrze przebio kark olbrzyma w gr, do mzgu.

*** Pniej, gdy wraz z Wulfgarem, spoczywajcym na jednym kolanie, rozwaa rezultaty ich dziaania, Drizztowi przyszo do gowy pewne pytanie. - Mot? - zapyta po prostu. Wulfgar spojrza na Aegis-fang i wzruszy ramionami. - Nie wiem - odpar uczciwie. - Wrci do mych rk sw wasn magi. Drizzt umiechn si do siebie. Ju wiedzia. Jak cudowne jest dzieo Bruenora, pomyla, i jak bardzo krasnolud musia si troszczy o chopca, e da mu taki dar! - Przybywa dwadziecia verbeegw - jkn Wulfgar. - A dwadziecia jest ju tutaj - doda Drizzt. - Id prosto do Bruenora powiedzia. - Ci trzej dopiero co wyszli z legowiska, nie powinienem mie trudnoci z pjciem po ich ladach i dowiedzeniem si, gdzie jest reszta. Wulfgar pokiwa gow, chocia spojrza na Drizzta z trosk. Niezwyky ogie, ktry widzia w oczach drowa, zanim zaatakowali verbeegw, zaniepokoi barbarzyc. Nie by tylko pewien, na co poway si ciemny elf. - Co chcesz zrobi, gdy ju znajdziesz legowisko? Drizzt nie powiedzia nic, lecz umiechn si krzywo, co wywoao jeszcze wikszy lk u barbarzycy. W kocu drow rozwia troski przyjaciela. - Spotkasz mnie na tym miejscu rano. Zapewniam ci, e nie zaczn zabawy bez ciebie! - Powinienem wrci przed witem - odpar ponuro Wulfgar. Odwrci si na picie i znikn w ciemnoci, idc w wietle gwiazd tak szybko, jak tylko mg. Drizzt take odszed, pody na zachd ladami trzech olbrzymw; przez czoo Kelvins Cairn. W kocu usysza basowe gosy olbrzymw, a wkrtce potem zobaczy popiesznie zbudowane, drewniane drzwi oznaczajce legowisko, chytrze ukryte za jakimi krzakami w poowie wysokoci skalistej podstawy wzgrza. Drizzt czeka cierpliwie i wkrtce zobaczy drugi patrol, zoony z trzech olbrzymw, wynurzajcy si z legowiska. Pniej, gdy ci wrcili,

wysza trzecia grupa. Drow usiowa dostrzec, czy powsta jaki niepokj z powodu nieobecnoci pierwszego patrolu. Jednak verbeegi byy jak zawsze niezalene i nie suchajce rozkazw. Drizzt upewni si z maych strzpkw rozmowy, jak mg usysze, e olbrzymy przyjy, e ich brakujcy towarzysze albo zginli, albo po prostu zdezerterowali. Gdy drow wymkn si std kilka godzin pniej, aby obmyle swj nastpny plan, by pewny, e cigle na jego korzy dziaa element zaskoczenia. *** Wulfgar bieg przez ca noc. Przekaza swe przesanie Bruenorowi i wrci z powrotem na pnoc, nie czekajc, a klan si ruszy. Jego wielkie kroki zaniosy go na pask ska na wicej ni godzin przed witem, zanim te Drizzt wrci z legowiska. Wrci za urwisko, aby czeka, jego troska o drowa wzrastaa z kad upywajc sekund. W kocu, nie mogc ju duej czeka, odszuka lady verbeegw i poszed za nimi w stron legowiska, zdecydowany sprawdzi, co si stao. Nie uszed nawet dwudziestu krokw, gdy jaka rka szturchna go w ty gowy. Odwrci si odruchowo, aby spotka napastnika, lecz jego zdumienie przeszo w rado, gdy zobaczy stojcego przed nim Drizzta. Drizzt wrci na ska wkrtce po Wulfgarze, lecz pozostawa w ukryciu, przygldajc si barbarzycy, eby przekona si czy impulsywny mody wojownik uwierzy w ich umow, czy te zdecyduje si wzi spraw w swoje rce. - Nigdy nie wtp w naznaczone spotkanie, pki nie minie jego godzina - drow nachmurzy si, dotknity trosk barbarzycy o jego powodzenie. Odpowied, jaka moga nadej ze strony Wulfgara, nie mogaby i tak by wypowiedziana do koca, gdy nagle dwaj towarzysze usyszeli ochrypy krzyk znajomego gosu. - Dajcie mi zabi tego kwiczcego jak winia olbrzyma! - zawoa Bruenor z paskiej skay przy strumieniu za nimi. Rozwcieczone krasnoludy biegy za nim z niewiarygodn szybkoci. W cigu niecaej godziny klan Bruenora zebra si i pobieg za barbarzyc, niemal dotrzymujc mu kroku.

- Mio mi ci spotka - zawoa za nim Drizzt, ruszajc, aby doczy do krasnoluda. Znalaz Bruenora patrzcego z ponurym zadowoleniem na trzy martwe verbeegi. Pidziesit krasnoludw o elaznych rysach, gotowych do walki - wicej ni poowa klanu - stao wok swego przywdcy. - Elf - powita go Bruenor. - Legowisko, prawda? Drizzt pokiwa gow. - O mil std na zachd, ale niech to nie bdzie twym najwaniejszym zmartwieniem. Olbrzymy nie rusz si stamtd, gdy dzisiaj oczekuj goci. - Chopiec powiedzia mi - rzek Bruenor, - posiki. - Machn swym toporem. - Jako mam uczucie, e nie dotr do legowiska! Nie ma adnych znakw skd nadejd? - Na pnoc i na zachd jest tylko jedna droga - stwierdzi Drizzt. Gdzie przez Przecz Lodowego Wichru, wok pnocnych kracw Lac Dinneshere. Twj lud ich powita, prawda? - Oczywicie - odpar Bruenor. - Na pewno pjd przez Daledrop. - W jego oczach rozpaliy si iskry. - Co zamierzasz zrobi? - zapyta Drizzta. - A co z chopcem? - Chopiec zostanie ze mn - zada Drizzt. - Potrzebuje odpoczynku. Bdziemy pilnowa legowiska. Bysk oczu Drizzta zrobi na Bruenorze wraenie; doszed do wniosku, e drow myli o czym wicej, ni tylko o przygldaniu si. - Szalony elf - mrukn pod nosem. - Prawdopodobnie chce ich wszystkich zaatakowa sam! - Znw spojrza z ciekawoci na trzech martwych olbrzymw. - I zwyciy - Potem przyjrza si dwm poszukiwaczom przygd, usiujc dobra typy ich broni do ran verbeegw. - Chopiec powali dwch - odpowiedzia Drizzt na nieme pytanie krasnoluda. Na twarzy Bruenora pojawi si rzadko tam spotykany umiech. - Dwch na twojego jednego, co? Spae, elfie. - Bzdura - odpar Drizzt. - Wiedziaem, e potrzebuje nabra praktyki. Bruenor pokrci gow, zaskoczony wielkoci dumy z Wulfgara, cho oczywicie nie mia zamiaru powiedzie o tym chopcu.

- Spae! - zawoa znowu, podchodzc na czele klanu. Krasnoludy podjy rytmiczn pie, prastar melodi, ktra kiedy rozlegaa si echem w srebrnych salach ich utraconej ojczyzny. Bruenor znw spojrza na swych dwch przyjaci i powanie zastanowi si, co zostanie z legowiska olbrzymw, zanim on i jego krasnoludy powrc.

17 ZEMSTA Ciko obadowane krasnoludy maszeroway bez zmczenia. Byy przygotowane do wojny, niektre miay cikie plecaki, inne niosy na ramionach wielkie, masywne belki. Przypuszczenia drowa, co do kierunku, z ktrego nadejd posiki olbrzymw, wydaway si jedynie moliwe i Bruenor dokadnie wiedzia, w ktrym miejscu ich spotka. Byo tylko jedno przejcie, dajce atwy dostp do skalistej doliny: Daledrop, nad poziomem tundry, lecz poniej poudniowego stoku gry. Chocia maszeroway bez odpoczynku przez p nocy i wiksz cz ranka, krasnoludy niezwocznie wziy si do pracy. Pobratymcy Bruenora nie mieli pojcia, kiedy nadejd olbrzymy, jednak byo to mao prawdopodobne w wietle dnia; czekali wic, aby upewni si, e wszystko jest gotowe. Bruenor by zdecydowany zniszczy oddzia, przy minimalnych stratach wrd swego ludu. Zwiadowcy zajli miejsca na wysokich miejscach na zboczu gry, innych wysano na rwniny. Pod rozkazami Bruenora reszta klanu przygotowaa miejsce na zasadzk. Jedna grupa zacza kopa wilcze doy, inna za zacza budowa z drewnianych bali dwie katapulty. Kusznicy wyszukali sobie miejsca wrd gazw na pobliskim stoku gry, skd mogli dogodnie przeprowadzi atak. Wkrtce wszystko byo gotowe. Krasnoludy jednak nie zaprzestay pracy. Baday kady cal terenu, szukajc najmniejszej moliwoci, dziki ktrej mogliby uzyska przewag nad verbeegami. Pnym wieczorem, gdy soce dotykao ju swym dolnym brzegiem horyzontu, jeden z obserwatorw na grze oznajmi, e zobaczy daleko na wschodzie powikszajc si stale chmur pyu. Wkrtce potem wrcili zwiadowcy z rwnin, donoszc, e oddzia dwudziestu verbeegw, kilku ogrw i co najmniej tuzin orkw pieszy w kierunku Daledrop. Bruenor da sygna ucznikom, ukrytym na swych pozycjach. Zaogi balist zbaday wytrzymao kamuflau wielkich kabkw i poczyniy ostateczne poprawki. Potem najsilniejsi wojownicy klanu, z samym Bruenorem midzy nimi, okopali si wzdu uywanego szlaku Daledrop, ostronie wycinajc kpy grubej trawy.

Mieli uderzy pierwsi. *** Drizzt i Wulfgar zajli pozycje wrd gazw Kelvins Cairn nad legowiskiem olbrzymw. Spali na zmian w cigu dnia. Jedynym zmartwieniem drowa o Bruenora i jego klan byo to, eby ktry z olbrzymw nie opuci legowiska, wychodzc na przeciw zbliajcym si posikom i nie zniweczy przewagi, jak dawao zaskoczenie przez krasnoludy. Po kilku godzinach zmartwienie Drizzta nie okazao si bezpodstawne. Drow spoczywa w cieniu skalnej pki podczas, gdy Wulfgar pilnowa legowiska. Barbarzyca z trudem mg widzie drewniane drzwi ukryte za krzakami, lecz wyranie usysza skrzypienie zawiasw, gdy jeden z olbrzymw otworzy je. Odczeka jeszcze kilka chwil zanim obudzi drowa, aby upewni si, e niektre z olbrzymw istotnie wyszy z dziury. Potem usysza ich, rozmawiajcych w czerni otwartych drzwi i nagle p tuzina verbeegw wynurzyo si na wiato dzienne. Odwrci si w kierunku Drizzta, lecz stwierdzi, e zawsze czujny drow stoi ju obok niego, jego due oczy byy przymruone, gdy przyglda si olbrzymom w jasnym wietle. - Nie wiem o co im chodzi - powiedzia Wulfgar do Drizzta. - Szukaj swych brakujcych towarzyszy - odpar Drizzt. Sysza wyraniej ni jego przyjaciel inne urywki rozmowy, ktra miaa miejsce zanim olbrzymy wyszy przed jaskini. Tym verbeegom polecono, aby przy zachowaniu wszelkich moliwych rodkw ostronoci, odnalazy opniajcy si patrol, albo przynajmniej ustaliy, gdzie si podziali brakujcy towarzysze. Oczekiwano ich powrotu tej samej nocy - z pozostaymi lub bez. - Musimy ostrzec Bruenora - powiedzia Wulfgar. - Ta grupa znajdzie swych martwych towarzyszy i zaalarmuje legowisko na dugo przedtem, zanim zdymy wrci - odpar Drizzt. Prcz tego sdz, e Bruenor bdzie mia ju wczeniej do czynienia z wystarczajc iloci olbrzymw. - Co wic zrobimy? - zapyta Wulfgar. - Z pewnoci legowisko bdzie dziesi razy trudniejsze do pokonania, jeli ci w rodku bd

spodziewa si kopotw. - Barbarzyca zauway, e do oczu drowa znw powrci migotliwy pomie. - Legowisko nie bdzie mdrzejsze, jeli i te olbrzymy nigdy nie powrc - powiedzia rzeczowo Drizzt, jakby zatrzymanie szeciu polujcych verbeegw nie stanowio wikszego problemu. Wulfgar sucha z niedowierzaniem, cho ju wczeniej domyli si, co Drizzt ma na myli. Drow zauway, e Wulfgar zrozumia i umiechn si szeroko. - Chod, chopcze - poleci, uywajc tego protekcjonalnego zwrotu, aby podnieci dum barbarzycy. - Ciko wiczye przez wiele tygodni, przygotowujc si do takiej chwili, jak ta. Przeskoczy lekko szczelin na skalnym wystpie i ponownie zwrci si do Wulfgara, jego oczy byszczay dziko w popoudniowym socu. - Chod - powtrzy drow, skinwszy rk. - Jest ich tylko szeciu. Wulfgar z rezygnacj pokrci gow i ciko westchn. W czasie tygodni treningu pozna Drizzta jako opanowanego i miertelnie niebezpiecznego szermierza, ktry planowa kady zwd i kady cios z chodn precyzj. Lecz w cigu ostatnich dwch dni Wulfgar zobaczy take coraz wiksz brawur - jeli nie lekkomylno - w dziaaniach drowa. Niezachwiana pewno siebie Drizzta bya jedyn rzecz, ktra utrzymywaa Wulfgara w przekonaniu, e elf nie jest samobjc, a zarazem jedyn rzecz, ktra go zmuszaa do postpowania za nim wbrew swemu wasnemu osdowi. Zastanawia si, czy istnieje jaka granica jego wiary w drowa. Wiedzia jednak z ca pewnoci, e Drizzt pewnego dnia postawi go w sytuacji bez wyjcia. *** Patrol olbrzymw wdrowa na poudnie przez jaki czas, a Drizzt i Wulfgar szli po kryjomu za nim. Verbeegi nie znalazy bezporednich ladw brakujcych olbrzymw i obawiay si, e tamci podeszli zbyt blisko kopal krasnoludw, zawrcili wic ostro na pnocny wschd, w kierunku paskiej skay, gdzie miaa miejsce utarczka. - Moemy ich szybko dopa - powiedzia Drizzt do swego towarzysza. - Trzymajmy si blisko naszej zdobyczy.

Wulfgar skin gow. Krtko potem zbliyli si do pola postrzpionych kamieni, gdzie wski szlak skrca i zawraca nagle. Teren lekko si wznosi i towarzysze stwierdzili, e szlak, ktrym szli, prowadzi na brzeg niewielkiej przepaci. wiato dnia przygaso ju na tyle, e dawao pewne schronienie. Drizzt i Wulfgar wymienili porozumiewawcze spojrzenia; nadszed czas dziaania. Drizzt, duo bardziej dowiadczony w walce, szybko ustali sobie sposb ataku, ktry rokowa w najwikszym stopniu szans sukcesu. Skin w milczeniu na Wulfgara. - Uderzymy i odskoczymy - szepn, - a potem uderzymy ponownie. - Z tak ostronymi przeciwnikami, to nie bdzie atwe zadanie powiedzia Wulfgar. - Mam co, co moe nam pomc - Drow zdj plecak z ramion, wycign z niego ma figurk i przywoa jej cie. Gdy ukaza si nagle cudowny kot, barbarzyca sapn z przeraenia i mimowolnie odskoczy. - Co za demona wezwae? - krzykn tak gono, jak si tylko odway, zacinite na rkojeci Aegis-fanga palce zbielay. - Guenhwyvar nie jest demonem - zapewni Drizzt swego wielkiego towarzysza. - Jest przyjacielem i wartociowym sprzymierzecem. - Kot mrukn, jakby zrozumia, o czym bya mowa, a Wulfgar cofn si jeszcze o krok. - To nie jest naturalna bestia - odpar barbarzyca. - Nie bd walczy obok demona wezwanego przy pomocy magii! Barbarzycy Doliny Lodowego Wichru nie bali si ani ludzi, ani zwierzt, lecz czarna magia bya im zupenie obca, a ich ignorancja w tym zakresie czynia ich podatnymi na wszelkie ciosy. - Jeli verbeegi dowiedz si prawdy o zaginionym patrolu, Bruenor i jego ludzie znajd si w niebezpieczestwie - powiedzia nachmurzony Drizzt. - Kot pomoe nam zatrzyma t grup. Pozwolisz, aby twj strach przeszkodzi w uratowaniu krasnoludw? Wulfgar wyprostowa si. Drizzt zagra na jego dumie i na bardzo realnym w tej chwili zagroeniu krasnoludw, co zmusio go do odsunicia na bok swego obrzydzenia do czarnej magii. - Odelij besti, nie potrzebujemy pomocy. - Z kotem bdziemy pewni, e dostaniemy ich wszystkich. Nie bd ryzykowa ycia krasnoluda z powodu twego zego samopoczucia - Drizzt

wiedzia, e upynie wiele godzin, zanim Wulfgar zaakceptuje Guenhwyvar w roli sprzymierzeca, jeli w ogle to nastpi. Lecz teraz wszystkim, czego potrzebowa, byo wspdziaanie Wulfgara przy ataku. Olbrzymy maszeroway ju kilka godzin. Drizzt przyglda si cierpliwie, jak ich formacja zaczyna si rozlunia, jeden czy dwa potwory od czasu do czasu opniay si. Wszystko przebiegao tak, jak si Drizzt spodziewa. Szlak skrci jeszcze raz midzy dwoma olbrzymimi gazami, a potem rozszerzy si znacznie i wznis agodniej do brzegu urwiska. Tam zawrci ostro i bieg dalej wzdu wystpu, majc solidn ska po jednej stronie i urwisko po drugiej. Drizzt skin na Wulfgara, eby by w pogotowiu, a potem wysa wielkiego kota do dziaania. *** Oddzia dwudziestu verbeegw, z trzema ogrami i tuzinem orkw porusza si spokojnie i osign Daledrop po zapadniciu nocy. Byo wicej stworw, ni spodzieway si krasnoludy, lecz wojownicy nie przejmowali si zbytnio orkami i wiedzieli jak postpowa z ogrami. Olbrzymy byy kluczem w tej walce. Dugie czekanie nie przytpio wciekoci krasnoludw. Nikt z klanu nie spa, pozostawali napici i dni zemsty za mier czonkw swego klanu. Pierwszy z verbeegw wszed na pochyy odcinek szlaku bez przeszkd, lecz gdy ostatni z oddziau dotar do granic obszaru zasadzki, krasnoludy Mithril Hall zaatakoway. Pierwsza uderzya grupa Bruenora, wyskakujc ze swoich dziur, czsto tu obok olbrzyma lub orka i uderzajc w najbliszy sobie cel. Mierzyli tak, aby okaleczy, uywajc podstawowej zasady walki krasnoludw mierzcych si z olbrzymami: ostry brzeg topora przecina cigna i minie pod kolanem, a paska gowica mota miadya rzepk z przodu. Bruenor powali olbrzyma jednym ciosem i odwrci si, aby uciec, lecz znalaz si twarz w twarz z orkiem i jego wycignitym mieczem. Nie majc czasu na wymian ciosw, Bruenor wyrzuci sw bro w powietrze i wrzasn: - Uderz! - oczy orka gupawo podyy za lotem topora. Bruenor

olepi stworzenie nacigajc mu naczek hemu na brod, chwyci topr, gdy ten upad i pomkn w noc, zatrzymujc si tylko na chwil, aby kopn orka, gdy przebiega obok niego. Potwory byy cakowicie zaskoczone, wiele z nich wrzeszczc leao na ziemi. Nagle odsoniono balisty. Pociski wielkoci wczni uderzyy w pierwszy szereg, rozrzucajc olbrzymy na boki i jedne na drugie. Kusznicy wyskoczyli ze swoich kryjwek i wyrzucili miercionon zapor strza, a potem rzucili swoje kusze i zaatakowali w d ze zbocza. Grupa Bruenora, teraz w formacji V, rzucia si znw do walki. Potwory nie zdyy si przegrupowa i zanim nawet miay czas chociaby podnie swoj bro w odpowiedzi na atak, ich szeregi zostay zdziesitkowane. Bitwa o Daledrop zakoczya si w cigu trzech minut. aden z krasnoludw nie by nawet powanie ranny, za z atakujcych stworw tylko ork, ktrego kopn Bruenor, pozosta przy yciu. *** Guenhwyvar rozumiaa yczenie swego pana i skoczya w milczeniu midzy kamienie lece z boku szlaku, okrya od przodu verbeegi i usadowia si na skalistej cianie nad ciek. Przycupnita nisko staa si jeszcze jednym z pogbiajcych si cieni. Pierwszy z olbrzymw przeszed w dole, lecz kot, cichy jak mier, posusznie czeka na odpowiedni chwil. Drizzt i Wulfgar podkradli si bliej, nie tracc z oczu tylnej linii patrolu. Ostatni z olbrzymw, niezwykle gruby verbeeg, przystan na chwil, eby zapa oddech. Guenhwyvar uderzya natychmiast. Gibka pantera skoczya ze ciany i wbia swe dugie pazury w twarz olbrzyma, a potem, uywajc potnego ramienia jak odskoczni, wrcia na inne miejsce na cianie. Olbrzym rykn z blu, chwytajc si za rozdart twarz. Aegis-fang uderzy stwora w ty gowy, zwalajc w niewielki wwz. Olbrzym z tyu pozostaej grupy usysza krzyk blu i natychmiast rzuci si w ty, wybiegajc zza ostatniego zakrtu dokadnie w chwili, gdy jego nieszczsny towarzysz koziokowa w d po skalistym urwisku. Wielki kot nie waha si take skaczc na drug ofiar, jego ostre pazury

wbiy si mocno w pier olbrzyma. Trysna krew, gdy dwucalowe ky zatopiy si gboko w karku ofiary. Guenhwyvar grzebna wszystkimi czterema potnymi apami, lecz oszoomiony olbrzym w odpowiedzi by w stanie tylko podnie ramiona zanim zamkna si nad nim najgbsza ciemno. Nadbiegaa teraz reszta patrolu. Guenhwyvar odskoczya, pozostawiajc olbrzyma lecego w kauy wasnej krwi. Drizzt i Wulfgar zajli pozycje za gazami po obu stronach cieki, drow wycign swe jatagany, a barbarzyca cisn mot, ktry wrci do jego rk. Kot nie waha si. Odgrywa t ceremoni ze swym panem wiele razy ju przedtem i doskonale rozumia przewag, jak dawao zaskoczenie. Odczeka chwil, a reszta olbrzymw znajdzie si na miejscu, a potem pobieg szlakiem i wskoczy midzy skay kryjce jego pana i Wulfgara. - Blimey! - wrzasn jeden z verbeegw, nie zwaajc na swego umierajcego towarzysza. - To znaczy wielki, olbrzymi kot! Czarny jak moje kuchenne sagany! - Zostaw to! - krzykn inny. - Zrobimy now zason dla tego, co go zabio! - Przeskoczyli przez lecego olbrzyma bez namysu i pobiegli ciek za panter. Drizzt by najbliej atakujcych olbrzymw. Pozwoli dwu min siebie, koncentrujc si na pozostaych dwch. Minli gaz, a on wyskoczy na ciek przed nimi, wbijajc jatagan trzymany w lewej rce gboko w pier jednego olbrzyma i olepiajc drugiego ciciem przez oczy prawym jataganem. Uywajc jataganu, ktry wbi si w pierwszego olbrzyma, jak sworznia drow chwyci swego zataczajcego si przeciwnika i wbi drugie ostrze w plecy potwora. Udao mu si uwolni oba ostrza delikatnym skrtem i odskoczy, gdy miertelnie ranny olbrzym run na ziemi. Wulfgar take pozwoli si min prowadzcemu olbrzymowi. Drugi zrwna si z barbarzyc akurat w chwili, gdy Drizzt zaatakowa pozostaych dwu. Olbrzym zatrzyma si na chwil i odwrci, chcc pomc pozostaym, lecz ze swego miejsca za gazem rzuci si na niego Wulfgar z Aegis-fangiem. Mot wyldowa dokadnie na klatce piersiowej verbeega. Potwr przewrci si na plecy, powietrze dosownie wybucho z jego puc. Wulfgar szybko odwrci swj zamach i uderzy Aegisfangiem w przeciwn stron. Prowadzcy olbrzym odwrci si dokadnie w sam por, aby otrzyma cios prosto w twarz. Wulfgar bez wahania

rzuci si na najbliszego olbrzyma, ktrego powali, obejmujc swymi potnymi ramionami masywn szyj potwora. Olbrzym doszed szybko do siebie i zapa barbarzyc w niedwiedzi ucisk i mimo, e nadal siedzia, nie mia wikszych trudnoci z podniesieniem z ziemi mniejszego przeciwnika. Lecz lata wymachiwania motem i kucia kamienia w kopalniach krasnoludw day barbarzycy si i odporno elaza. Zacieni swj chwyt i powoli skrci swe wlaste ramiona. Z gonym trzaniciem gowa verbeega opada na bok. Olepiony przez Drizzta olbrzym wymachiwa dziko maczug. Drow pozostawa w nieustannym ruchu, zachodzc go z boku, o ile tylko powstawaa ku temu okazja i wbijajc raz po raz jatagan w bezsilnego potwora. Drizzt celowa w newralgiczne punkty ciaa, ktre tylko mg bezpiecznie dosign, majc nadziej efektywnie skoczy ze swym przeciwnikiem. Wulfgar, z Aegis-fangiem znw bdcym w jego rkach, podszed do verbeega, ktrego uderzy w twarz, aby upewni si, e jest martwy. Ostronie nie spuszcza z oczu cieki, szukajc jakichkolwiek znakw powracajcej Guenhwyvar. Zobaczywszy potnego kota przy pracy nie widzia jednak potrzeby miesza si w to osobicie. Gdy ostatni z olbrzymw leg martwy, Drizzt ruszy ciek, aby doczy do swego przyjaciela. - Nie zdajesz sobie jeszcze sprawy ze swej zrcznoci w walce rozemia si, klepic Wulfgara w plecy. - Dasz rad szeciu olbrzymom! - Idziemy teraz poszuka Bruenora? - zapyta Wulfgar, cho nadal widzia ogie, niebezpiecznie migoccy w lawendowych oczach elfa. Stwierdzi, e chyba jednak jeszcze teraz nie pjd. - Nie ma potrzeby - odpar Drizzt. - Jestem przekonany, e krasnoludy doskonale panuj nad sytuacj. Ale my bdziemy mie may kopot kontynuowa. - Zabilimy pierwsz grup olbrzymw, nie tracc elementu zaskoczenia. Jednak, gdy bdzie brakowa dalszych szeciu, legowisko zostanie zaniepokojone nie na arty. - Krasnoludy powinny wrci rankiem - powiedzia Wulfgar. - Moemy zaatakowa legowisko przed poudniem. - Za pno - powiedzia Drizzt, usiujc uda rozczarowanie. Obawiam si, e bdziemy musieli uderzy na nich tylko we dwch tej nocy, bez zwoki.

Wulfgar nie by zaskoczony, nawet nie opiera si. Obawia si, e wraz z drowem bior na siebie zbyt wiele, e plan drowa jest zbyt ambitny, lecz zaczyna przyjmowa do wiadomoci jeden bezdyskusyjny fakt: poszedby za Drizztem w kad przygod, bez wzgldu na to, jak nieprawdopodobne byyby szans jej przeycia. Zaczyna te przyznawa si, e cieszy si z tego, e ryzykuje yciem u boku ciemnego elfa.

18 LEGOWISKO BIGGRINA Drizzt i Wulfgar byli przyjemnie zaskoczeni, gdy znaleli tylne wejcie do legowiska verbeegw. Leao wysoko na stromym zboczu zachodniej strony kamienistego pokadu. Stosy mieci i koci leay porozrzucane u podna ska i cienki, lecz stay strumie dymu unosi si z otwartej jaskini, niosc ze sob zapach pieczonej baraniny. Dwaj towarzysze przycupnli na chwil w krzakach poniej wejcia, uwaajc na natenie ruchu wok niego. Wzeszed ksiyc, jasny i czysty, i noc znacznie si rozjania. - Zastanawiam si, czy zdymy na obiad - zauway drow, cigle umiechajc si zowrbnie. Wulfgar pokrci gow i rozemia si na ten przejaw niesamowitego opanowania ciemnego elfa. Chocia obaj czsto syszeli dwiki dochodzce z cienia tu poniej otworu - podzwanianie garnkw i gosy, na zewntrz jaskini nie pokaza si aden olbrzym, a do chwili tu przed zachodem ksiyca. Gruby verbeeg, prawdopodobnie kucharz legowiska, sdzc po jego ubraniu, stan na progu i wyrzuci w d, na zbocze, adunek mieci z duego, elaznego naczynia. - Jest mj - powiedzia nagle spowaniay Drizzt. - Moesz odwrci jego uwag? - Kot to zrobi - odpar Wulfgar, cho nie by entuzjastycznie nastawiony do myli o zostaniu sam na sam z Guenhwyvar. Drizzt wspi si w gr po kamienistym zboczu, usiujc pozosta w ciemnoci - wiedzia, e jest atwiejszym celem ataku w wietle ksiyca. Dotar nad wejcie, lecz wspinaczka bya trudniejsza, ni si tego spodziewa. Gdy by ju prawie przy wejciu, usysza, e kucharz olbrzymw krci si przy nim, niosc najwidoczniej drugi kube mieci do wyrzucenia. Drow nie mia gdzie si usun. Woanie z gbi jaskini odwrcio na szczcie uwag kucharza. Stwierdziwszy jak mao czasu ma na dotarcie w bezpieczne miejsce, Drizzt podbieg kilka ostatnich krokw do poziomu drzwi i zajrza zza rogu do owietlonej pochodniami kuchni. Pomieszczenie byo prymitywnie oddzielone duym, kamiennym piecem przy cianie przeciwlegej do wejcia. Obok pieca byy lekko

uchylone drewniane drzwi, a za nimi Drizzt usysza gosy kilku olbrzymw. Kucharza nie byo nigdzie wida, lecz kosz ze mieciami sta na pododze tu przy wejciu. - Wkrtce wrci - mrukn do siebie drow, wspinajc si bezgonie w gr, nad wejcie do jaskini. U podstawy zbocza siedzia cakowicie bez ruchu zdenerwowany Wulfgar, za Guenhwyvar chodzia przed nim tam i z powrotem. Kilka minut pniej kucharz olbrzymw wyszed z koszem. Gdy wyrzuci miecie, pojawia si Guenhwyvar. Jednym wielkim skokiem kot znalaz si u podna zbocza. Czarna pantera uniosa gow do gry i rykna na kucharza. - Och, zwiewaj std, ty parszywy kocie - warkn olbrzym, najwidoczniej nie bdc pod wraeniem wystpu i nie bdc zaskoczonym nagym pojawieniem si pantery, - zanim nie zmiad ci ba i nie wrzuc ci do garnka! Groba verbeega bya daremna. Gdy sta potrzsajc olbrzymi pici, z uwag cakowicie zwrcon na kota, ciemny cie Drizzta DoUrdena zeskoczy mu na kark. Z jataganami w rkach drow nie traci czasu, tylko siedzc na szyi olbrzyma rozci mu umiech od ucha. Nie krzyknwszy nawet, verbeeg potoczy si po kamieniach i wyldowa wrd mieci. Drizzt skoczy nagle na prg jaskini i odwrci si, modlc si, aby aden z pozostaych olbrzymw nie wszed do kuchni. Przez chwil by bezpieczny. Pokj by pusty. Gdy Guenhwyvar, a potem Wulfgar, dostali si na pk, da im znak rk, aby szli za nim. Kuchnia bya maa - jak dla olbrzymw - i sabo zaopatrzona. Pod praw cian sta st z kilkoma naczyniami kuchennymi, obok niego by duy kloc do rbania misa z wbitym we toporem rzeniczym, zardzewiaym i wyszczerbionym, i najwidoczniej nie mytym od tygodni. Po lewej stronie Drizzta znajdoway si pki, na ktrych leay korzenie, zioa i inne ingrediencje. Drow podszed zbada to, za Wulfgar odczy, aby zajrze do przylegego i zajtego pokoju. Drugie pomieszczenie, take kwadratowe, byo troch wiksze ni kuchnia. Dugi st dzieli pokj na poowy, a za nim - dokadnie na przeciwko miejsca, w ktrym sta - Wulfgar zobaczy drugie drzwi. Przy stole, bliej Wulfgara siedziao trzech olbrzymw, czwarty sta midzy nimi, a drzwiami, dwaj dalsi siedzieli po drugiej stronie. Caa grupa jada

baranin i siorbaa gst zup, przez cay czas przeklinajc si wzajemnie i wymiewajc si z siebie - typowy obiad verbeegw. Wulfgar zauway, e potwory oddzieray miso od koci goymi rkoma. W pokoju nie byo adnej broni. Drizzt, trzymajc worek, ktry znalaz na pkach, wycign znw jeden ze swoich jataganw i doczy wraz z Guenhwyvar do Wulfgara. - Szeciu - szepn Wulfgar wskazujc na pokj. Olbrzymi barbarzyca podnis Aegis-fang i skin gow. Drizzt zajrza przez drzwi i szybko ustali plan ataku. Wskaza na Wulfgara, a potem na drzwi. - Na prawo - szepn. Potem wskaza na siebie. - Za tob, na lewo. Wulfgar zrozumia go doskonale, lecz zastanowi si, dlaczego nie wzi pod uwag Guenhwyvar. Barbarzyca wskaza na kota. Drizzt wzruszy tylko ramionami i umiechn si. Wulfgar zrozumia. Nawet sceptycznie nastawiony barbarzyca by przekonany, e Guenhwyvar bdzie wiedziaa najlepiej gdzie jest jej miejsce. Wulfgar strzsn ze swych mini nerwowe mrowienie i cisn mocno Aegis-fang. Mrugnwszy szybko do swego towarzysza wpad przez drzwi i uderzy w najbliszy mu cel. Olbrzym, jedyny bdcy pod rk z caej grupy, odwrci si, stajc twarz w twarz z napastnikiem, lecz to byo wszystko co mg zrobi. Aegis-fang zatoczy niski uk i wznis si ze mierteln celnoci, uderzajc w jego brzuch, potem, kierujc si w gr, strzaska doln cz klatki piersiowej olbrzyma. Z niewiarygodn si Wulfgar podnis verbeega na kilka stp z ziemi upad, strzaskany bez tchu obok barbarzycy, lecz ten nie zwraca ju na niego uwagi; ju wczeniej planowa drugie uderzenie. Drizzt, z nastpujc mu na pity Guenhwyvar, min swego przyjaciela, pieszc w kierunku dwch osupiaych olbrzymw, nadal siedzcych dalej po lewej stronie stou. Otworzy worek, ktry nis ze sob i gdy osign swj cel zakrci nim olepiajc przeciwnikw obokiem mki. Drow nie zwolni biegu wbijajc jeden ze swych jataganw w gardo zasypanego mk verbeega; potem odtoczy si w ty na drewniany st. Guenhwyvar skoczya na drugiego olbrzyma, jej potne szczki rozdary pachwin potwora. Dwa verbeegi, siedzce przy dalszym kocu stou, zareagoway jako pierwsze. Jeden wyskoczy chcc stawi czoa atakowi Drizzta, podczas gdy drugi, niewiadomie

stajc si nastpnym celem Wulfgara, rzuci si do tylnych drzwi. Wulfgar szybko zauway uciekajcego olbrzyma i bez wahania rzuci Aegis-fangiem. Drizzt, toczc si wanie po stole, stwierdzi jak blisko by, aby przerwa wirowanie bojowego mota, mg nawet powiedzie kilka sw do swego przyjaciela. Lecz mot trafi w cel, uderzajc w rami verbeega i odrzucajc potwora na cian z si wystarczajc na zamanie jego karku. Olbrzym, ktrego powali Drizzt, wi si z blu na pododze, ciskajc swe gardo w daremnej prbie zatamowania upywajcej krwi. Guenhwyvar nie miaa trudnoci z zabiciem drugiego. Pozostao tylko pokona dwa pozostae verbeegi. Drizzt zakoczy przetaczanie i wyldowa na nogach na dalszym kocu stou, wawo uchylajc si od chwytu czekajcego tam verbeega. Skoczy midzy przeciwnikw a drzwi. Olbrzym, odwrci si i zaatakowa z wycignitymi rkoma, lecz drugi jatagan drowa by od niego szybszy, taczc w hipnotyzujcym tacu mierci. Gdy jego ostrze bysno, wysao guzowate palce drugiego olbrzyma na podog. Wkrtce z verbeega sterczay dwa kikuty w miejscach, gdzie przedtem byy jego rce. Rozwcieczony do nieprzytomnoci macha dziko maczugowatymi ramionami. Jatagan Drizzta wlizgn si w bok jego czaszki i zakoczy szalestwo olbrzyma. W midzyczasie ostatni olbrzym rzuci si na bezbronnego barbarzyc. Obj Wulfgara swymi potnymi ramionami i podnis go z ziemi, prbujc wycisn z niego ycie. Wulfgar napi swe minie w desperackiej prbie zapobieenia przetrcenia mu karku. Barbarzyca nie mg ju zaczerpn powietrza, cakowicie rozwcieczony wbi pi w podbrdek olbrzyma i podnis rk do drugiego uderzenia. Nagle jednak, idc za magicznym zaklciem, mot bojowy znalaz si znw w jego rkach. Z okrzykiem radoci Wulfgar zapa grubszy koniec Aegisfanga i wbi go w oko olbrzyma. Olbrzym rozluni chwyt i w mce rzuci si w ty. Dla potwora wiat sta si zamazany od blu tak, e nawet nie zauway Aegis-fanga zataczajcego uk nad gow Wulfgara i mierzcego w jego czaszk. Poczu tylko gorcy wybuch, gdy ciki mot rozszczepi jego gow, kadc nieywe ciao na st i rozrzucajc zup i baranin po pododze. - Nie rozrzucaj jedzenia - krzykn Drizzt z penym drwiny gniewem, rzucajc si, aby zapa naczynie, ktre zawierao w sobie pyn podobny

do soku. Nagle usyszeli cikie kroki i krzyki dobiegajce z korytarza za drugimi drzwiami. - Uciekajmy std! - wrzasn Wulfgar, kierujc si w stron kuchni. - Zatrzymaj si! - krzykn Drizzt. - To si dopiero zaczo! - Wskaza na mroczny, owietlony pochodniami tunel, odchodzcy z lewej strony pomieszczenia. - Biegnij tam! Szybko! Wulfgar wiedzia, e kusz los, lecz znowu posucha elfa. I znowu barbarzyca si umiechn. Wulfgar przebieg obok cikich, drewnianych podpr na pocztku tunelu i znikn w ciemnoci. Z Guenhwyvar przy boku odbieg na jakie trzydzieci stp, gdy nagle stwierdzi, e Drizzt nie idzie za nimi. Odwrci si w sam por, aby zobaczy, e drow przechadza si po pokoju za drewnianymi belkami. Drizzt schowa wanie do pochew swe jatagany, a zamiast nich wycign dugi sztylet i wbi jego koniec w kawaek baraniny. - Olbrzymy? - zapyta z ciemnoci Wulfgar. Drizzt zszed na bok, za jedn z potnych belek. - Obok mnie - wyjani chodno, oddzierajc nastpny kawaek misa. Wulfgarowi opada szczka, gdy do tunelu wpad pusty plecak verbeega. - Prayne de crabug ahm keike rinedere be-yogt iglo kes gron! krzykn Wulfgar, odwrciwszy si na picie i pobieg korytarzem, majc nadziej, e ten nie doprowadzi go do mierci. Drizzt cign baranin na koniec swego ostrza i przypadkowo zrzuci j na podog, przeklinajc cicho strat tak dobrego jedzenia. Oblizawszy sztylet, czeka cierpliwie. Gdy ostatni z verbeegw min go powczc nogami, wychyn ze swego ukrycia, wbijajc sztylet w ty kolan przechodzcego olbrzyma, po czym uciek na drug stron belki. Zraniony olbrzym rykn z blu, lecz zanim si obejrza drowa nie byo ju nigdzie wida. Wulfgar odwrci si i opar o cian, domylajc si atwo co zatrzymao pogo. Plecak zosta odrzucony, gdy stwierdzi, e nastpny intruz zblia si do wyjcia. Olbrzym przeskoczy przez belki i sta na szeroko rozstawionych nogach, z maczug w pogotowiu. Jego oczy wdroway od drzwi do drzwi, gdy usiowa sobie wyobrazi skd zaatakuje niewidoczny napastnik. Za nim i z boku, Drizzt wycign dwa mae noe ze swych butw i zastanawia si, jak olbrzym moe by tak gupi, aby da si nabra na t sam sztuczk w przecigu kilku sekund.

Nie chcc straci dobrej passy, elf wygramoli si za sw nastpn ofiar i zanim jego towarzysz w tunelu zdy krzykn ostrzegawczo, wbi jeden z noy gboko w grube cigno pod kolanem olbrzyma. Olbrzym pochyli si na bok, a Drizzt podziwia, jak cudownym celem stay si grube yy na karku verbeega, gdy ten zacisn szczki z blu. Drow nie mia jednak czasu na przerw w walce i zastanawianie si nad szczciem. Reszta grupy - pi rozwcieczonych olbrzymw - skoczya ju w kierunku rannego towarzysza w tunelu i bya tylko o kilka krokw za nim. Wbi drugi n gboko w kark verbeega i skierowa si do drzwi, prowadzcych w gb legowiska. Przeszedby przez nie, gdyby pierwszy olbrzym nie wrci do pokoju, niosc ze sob kamie. Rzuci nim. Nie chroniona hemem gowa drowa bya jego celem, a rzut by pewny. Wulfgar te rzuci. Aegis-fang roztrzaska krgosup przechodzcego olbrzyma, gdy ten akurat mija zakrwawionego towarzysza w tunelu. Zraniony verbeeg, usiujcy wycign sztylet Drizzta ze swego kolana, patrzy z niedowierzaniem na swego nagle umierconego towarzysza i na szaleczy atak barbarzycy. Drizzt ktem oka zauway nadlatujcy kamie, udao mu si przykucn, lecz ciki pocisk trafi go w rami i zwali na podog. wiat zawirowa mu w oczach; to on by jego osi. Walczy o odzyskanie orientacji, cho w gbi wiadomoci zdawa sobie spraw, e olbrzym zblia si, aby z nim skoczy. Lecz wszystko wydawao si by zamazane. Nagle co zbliyo si do jego twarzy przykuwajc jego uwag. Utkwi w tym oczy. Palec verbeega. Drow cofn si. Szybko sign po bro. Wiedzia, e si spni, gdy tylko zobaczy olbrzyma; maczuga podniosa si, eby zada miertelny cios. Ranny olbrzym wszed do tunelu, aby spotka si z atakiem barbarzycy. Noga potwora zesztywniaa, nie mg pewnie stawia stopy. Wulfgar, trzymajc pewnie w doniach Aegis-fang, odsun go i wszed do pokoju. Czekay tam na niego dwa olbrzymy. Guenhwyvar przemkna midzy nogami jednego. W chwili, gdy verbeeg stojcy nad Drizztem mia ju opuci sw maczug na lecego elfa, Drizzt zobaczy czarny cie. Policzek olbrzyma przecia poszarpana linia. Drizzt zrozumia co si stao, gdy usysza, e Guenhwyvar wskoczya na st i

popdzia przez pokj. Mimo, e drugi olbrzym doczy do pierwszego i obaj podnieli swe maczugi do uderzenia, Drizzt zyska ju tyle czasu, ile potrzebowa. Byskawicznym ruchem wyj z pochwy jeden z jataganw i wbi go w pachwin pierwszego olbrzyma. Potwr zgi si wp z blu, zasoni Drizzta i otrzyma cios w ty gowy od swego towarzysza. Drow mrukn: dzikuj i przetoczywszy si przez ciao wyldowa na nogach i znw zada cios w gr. Zawahanie kosztowao ycie nastpnego olbrzyma, bowiem gdy oguszony verbeeg patrzy tpo na mzg swego przyjaciela, roztrzaskany na jego maczudze, zakrzywione ostrze drowa wlizno si pod jego ebra, rozdaro puca i utkwio pewnie w sercu. Czas bieg wolno dla miertelnie rannego olbrzyma. Wydawao si, e maczuga, ktr wypuci potrzebowaa minut, aby dosign podogi. Zaledwie zauwaalnym ruchem padajcego drzewa, verbeeg odsun si od jataganu. Wiedzia, e upada, jednak podoga nie wysza mu na spotkanie. Nie wysza mu na spotkanie... Wulfgar mia nadziej, e uderzy rannego olbrzyma w tunelu wystarczajco mocno, eby go wyeliminowa na chwil z walki - byby naprawd w krytycznej sytuacji, gdyby ten go zaatakowa. Wszystko, co mg teraz robi, to parowa ciosy dwch olbrzymw, z ktrymi sta twarz w twarz. Jednak nie musia si obawia o swoje plecy, gdy ranny verbeeg osun si po cianie w tunelu, niepomny na otoczenie. Po drugiej stronie Drizzt wanie skoczy z drugim olbrzymem. Wulfgar rozemia si gono, gdy zobaczy wracajcego przez pokj przyjaciela, ktry wyciera krew ze swego ostrza. Jeden z verbeegw take zauway ciemnego elfa i wycofa si z walki z barbarzyc, aby zaatakowa nowego przeciwnika. - Hej, ty may bydlaku, mylisz e stawisz mi czoa i bdziesz y, aby rozpowiada o tym? - rykn olbrzym. Udajc desperacj, Drizzt rozejrza si. Jak zwykle znalaz atwy sposb na zwycistwo w tej walce. Czogajc si na brzuchu Guenhwyvar wlizgna si za ciaa olbrzymw, usiujc znale pozycj, ktra daaby jej przewag. Drizzt cofn si o krok, wystawiajc olbrzyma na atak wielkiego kota. Maczuga olbrzyma uderzya w ebra Wulfgara i pchna go na drewnian belk. Barbarzyca okaza si twardszy od drewna, przyj

uderzenie ze spokojem, odbijajc je w dwjnasb Aegis-fangiem. Verbeeg znw uderzy i Wulfgar odbi cios. Barbarzyca walczy ciko przez ponad dziesi minut, lecz adrenalina krya w jego yach, nie czu wic zmczenia. Zacz docenia nieskoczone godziny harwki dla Bruenora w kopalniach i mile biegw z Drizztem, w czasie wicze, ktre sprawiy, e jego ciosy teraz zaczy spada na przeciwnika ze wzrastajc czstotliwoci. Olbrzym zbliy si do Drizzta. - Trzymaj si, ty ndzny szczurze - rykn. - I adnych z tych wowych sztuczek! Zobaczymy jak dajesz sobie rad w uczciwej walce. W chwili, gdy obaj spotkali si, Guenhwyvar pokonaa susami kilka ostatnich stp i wbia swe zby gboko w kostk verbeega. Olbrzym odruchowo rzuci okiem na przeciwnika, ktry zaatakowa go z tyu, lecz szybko powrci wzrokiem do elfa. Dokadnie w chwili, eby zobaczy jatagan wbijajcy si w jego pier. Drizzt odpar na zaskoczony wyraz twarzy potwora pytaniem. - Gdzie w dziewiciu otchaniach wyobrazie sobie, e bd walczy uczciwie? Verbeeg rzuci si do tyu. Ostrze nie dotaro do jego serca, lecz wiedzia, e rana szybko okae si miertelna, jeli jej nie opatrzy. Krew spywaa po skrzanej tunice potwora, walczy ciko o zapanie oddechu. Drizzt atakowa na zmian z Guenhwyvar, uderzajc i odskakujc od ociale poruszajcego si przeciwnika, podczas gdy pantera atakowaa potwora z drugiej strony. Wiedzieli i olbrzym wiedzia to take, e ta walka wkrtce si skoczy. Olbrzym walczcy z Wulfgarem nie mg ju duej odpiera atakw sw cik maczug. Wulfgar take zaczyna odczuwa zmczenie, zacz piewa wic star pie wojenn tundry, Pie Temposa i jej porywajce dwiki pobudziy go do zakoczenia walki. Czeka a maczuga verbeega spadnie o cale od niego, a potem uderzy Aegisfangiem raz, drugi i trzeci. Wulfgar omal nie opad z wyczerpania po trzecim zamachu, lecz olbrzym lea ju zdruzgotany na pododze. Barbarzyca opar si ciko na swej broni i przyglda si, jak dwaj jego przyjaciele tn i rozdzieraj swego verbeega na strzpy. - Dobra robota! - rozemia si Wulfgar, gdy olbrzym upad. Drizzt podszed do barbarzycy z rk zwisajc bezwadnie u boku.

Jego kurtka i koszula byy podarte tam, gdzie uderzy go kamie, a odsonita skra jego ramienia bya obrzmiaa i otarta. Wulfgar spojrza na ran z prawdziw trosk, ale Drizzt odpowiedzia na jego nieme pytanie podniesieniem ramienia nad gow - chocia wykrzywi si z blu przy tym wysiku. - Szybko si zagoi - zapewni Wulfgara. - To tylko paskudne uderzenie i uwaam, e nie jest to wygrowana cena za ciaa trzynastu verbeegw. - Dwunastu, jak dotychczas - poprawi Wulfgar. - Najwidoczniej jeden nie jest jeszcze zabity. - Z gbokim westchnieniem podnis Aegis-fanga i odwrci, si aby skoczy zadanie. - Poczekaj chwil - zada Drizzt, przysza mu bowiem do gowy pewna myl. - Gdy olbrzymy zaatakoway ci w tunelu, wrzasne co w swym ojczystym, jak sadz, jzyku. Co wtedy powiedziae? Wulfgar rozemia si serdecznie. - Ach, to stary okrzyk wojenny Klanu osia - wyjani. - Wzmocnienie dla mych przyjaci i mier dla mych wrogw! Drizzt spojrza podejrzliwie na barbarzyc i zastanowi si, jak gboko siga zdolno Wulfgara do tworzenia kamstw na danie. *** Ranny verbeeg opiera si nadal o cian tunelu, gdy obaj towarzysze i Guenhwyvar natknli si na niego. Sztylet drowa nadal pozostawa wbity w kolano olbrzyma, jego ostrze tkwio dokadnie miedzy dwiema komi. Olbrzym spojrza na zbliajcych si z zimn wciekoci w oczach. - Zapacisz za to wszystko - warkn do Drizzta. - Biggrin zabawi si z tob zanim ci zabije, bd tego pewien! - A wic on mwi? - powiedzia Drizzt do Wulfgara. A potem zwrci si do olbrzyma - Biggrin? - Waciciel jaskini - odpar olbrzym. - Biggrin czeka, aby spotka si z tob. - A my czekamy, aby spotka Biggrina! - wybuchn Wulfgar. - Mamy dug do spacenia, dotyczy to dwch krasnoludw! Gdy Wulfgar wspomnia o krasnoludach, olbrzym splun. Bysn jatagan Drizzta i zatrzyma si o cal od garda potwora.

- Zabij mnie i bdziemy kwita - rozemia si olbrzym, bezwiednie nie troszczc si o nic. Beztroska olbrzyma zdenerwowaa Drizzta. - Su swemu panu! - oznajmi olbrzym. - Chwa jest zgin dla Akara Kessella. Wulfgar i Drizzt spojrzeli po sobie zaniepokojeni. Nigdy nie widzieli, ani te nie syszeli tego rodzaju fanatycznej deklaracji od verbeega, a wyraz jego oczu zupenie wytrci ich z rwnowagi. Zasadnicz wad verbeegw, ktra nie pozwalaa im na zdobycie dominacji nad mniejszymi rasami, bya ich niech do powicenia si w kadym przypadku caym sercem i ich niezdolno do postpowania za swym przywdc. - Kim jest Akar Kessell? - zapyta Wulfgar. Olbrzym rozemia si zoliwie. - Jeli jestecie przyjacimi miast, to wkrtce si dowiecie! - Domylam si, e ten Biggrin jest wacicielem tej jaskini powiedzia Drizzt. - Jaskini - odpar olbrzym, - i caego klanu. Ale Biggrin sucha swego pana. - Mamy kopoty - mrukn Drizzt do Wulfgara. - Syszae kiedy o wodzu verbeegw, oddajcym si dominacji kogo innego bez walki? - Obawiam si o krasnoludy - powiedzia Wulfgar. Drizzt odwrci si do olbrzyma i zdecydowa si na zmian frontu o tyle, aby mg wycign pewne informacje, bardziej interesujce ich w tej sytuacji. - Co znajduje si na kocu tego tunelu? - Nic - powiedzia verbeeg zbyt szybko. - Hmm, tylko miejsce do spania dla nas, to wszystko. - Lojalny, ale oguszony - zauway Drizzt. Zwrci si do Wulfgara. Musimy wyeliminowa Biggrina i kadego innego w jaskini, kto mgby ostrzec tego Akara Kessella. - Co z nim? - zapyta Wulfgar. Lecz olbrzym odpowiedzia na pytanie Drizzta. Zudzenie chway pchno go do szukania mierci w subie maga. Napi swe minie, nie zwaajc na bl w kolanie i rzuci si w stron towarzyszy. Aegis-fang uderzy w kark verbeega w tej samej chwili, w ktrej jatagan Drizzta wlizgn si midzy jego ebra, a Guenhwyvar wpia si

w jego brzuch. Na miertelnej masce olbrzyma zastyg umiech. *** Korytarz za tylnymi drzwiami by nieowietlony, wic towarzysze wycignli pochodni z uchwytu w innym korytarzu, aby j zabra ze sob. Idc dugim korytarzem, prowadzcym coraz gbiej pod pagrek, minli wiele maych pomieszcze, w wikszoci pustych - niektre z nich jednak zawieray rne rzeczy: ywno, skry, maczugi i wcznie. Drizzt domyli si, e Akar Kessell zaplanowa uycie tej jaskini, jako bazy wypadowej dla swej armii. W pewnej odlegoci od wejcia czer staa si absolutna i Wulfgar, nie posiadajc zdolnoci swego elfiego towarzysza widzenia w ciemnoci, stawa si coraz bardziej podenerwowany, zwaszcza gdy pochodnia zacza przygasa. Nagle weszli do duego pokoju, najwikszego, jaki kiedykolwiek widzieli, za nim tunel przechodzi w otwart noc. - Doszlimy do frontowych drzwi - powiedzia Wulfgar. - A one s uchylone. Sdzisz, e Biggrin odszed? - Psst - uciszy go Drizzt. Drowowi wydawao si, e co usysza w ciemnoci, gdzie daleko na prawo. Skin rk na Wulfgara, aby pozosta na rodku pokoju z pochodni, a sam skry si w cieniu. Zatrzyma si nagle, gdy usysza przed sob ochrype gosy olbrzymw. Nie rozumia jednak, dlaczego nie widzi ich olbrzymich sylwetek. Gdy podszed do duego paleniska, zrozumia: gosy odbijay si echem w kominie. - Biggrin? - zapyta Wulfgar. - To musi by on - powiedzia Drizzt. - Sdzisz, e zdoasz przecisn si przez komin? Barbarzyca pokiwa gow. Podsadzi najpierw Drizzta - lewe rami drowa nadal mu nie suyo - i wspi si za nim, pozostawiajc Guenhwyvar na stray. Komin bieg w gr kilka jardw, a potem dochodzi do skrzyowania. Jedna odnoga pia si do pokoju, z ktrego dobiegay gosy, druga za zmniejszaa swj przekrj, wychodzc na powierzchni. Rozmowa bya teraz gona i oywiona i Drizzt zsun si, eby jej posucha. Wulfgar

podtrzymywa stopy drowa, aby pomc mu zsun si o kilka cali w d, gdy spadek sta si prawie pionowy. Wiszc gow w d, Drizzt zajrza poniej obrzea kominka do pokoju. Zobaczy trzech olbrzymw: jednego przy drzwiach w dalszym kocu pokoju, wygldajcego tak, jakby mia za chwil wyj; drugiego odwrconego plecami do paleniska i besztanego przez trzeciego, niewiarygodnie duego i wysokiego olbrzyma. Drizzt domyli si, e patrzy na Biggrina. - Pozwl mi powiedzie, Biggrinie! - baga mniejszy olbrzym. - Ucieke z pola walki - warkn Biggrin. - Zostawie swych przyjaci, aby marnie zginli! - Nie... - zaprotestowa olbrzym, ale Biggrin usysza ju do. Jednym ciosem swego olbrzymiego topora ci mniejszemu olbrzymowi gow. *** Mczyni po wyjciu z komina znaleli Guenhwyvar pilnie warujc. Olbrzymi kot odwrci si i warkn poznajc swych towarzyszy, ale Wulfgar, nie zrozumiawszy gardowego ryku, ktry mia by przyjaznym dwikiem, ostronie cofn si o krok. - S w bocznym tunelu, w dalszej czci gwnego korytarza stwierdzi Drizzt, nie majc czasu zastanawia si nad nerwowoci swego przyjaciela. - A wic, skoczmy z nimi - powiedzia Wulfgar. Znaleli przejcie tam, gdzie drow si spodziewa i wkrtce doszli do drzwi, wiodcych, jak przypuszczali, do pokoju, w ktrym byli pozostali olbrzymi. Klepnli si po ramionach na szczcie, Drizzt poklepa take Guenhwyvar. Wpadli do pokoju. Pokj by pusty. Drzwi, w pierwszej chwili niewidoczne dla Drizzta z miejsca, w ktrym sta przy palenisku, byy uchylone. *** Biggrin wysa swego pozostaego onierza tajemnymi, bocznymi drzwiami z posaniem do Akara Kessella. Wielki olbrzym zosta pohabiony i wiedzia, e mag nie zaakceptuje atwo straty tak wielu wartociowych onierzy. Jedyn szans Biggrina byo zajcie si tymi

dwoma napastnikami i nadzieja, e ich gowy zaspokoj jego bezlitosnego szefa. Olbrzym przycisn ucho do drzwi i czeka, a jego ofiary wejd do ssiedniego pokoju. *** Wulfgar i Drizzt przeszli przez drugie drzwi i weszli do bogato wyposaonego pokoju; podoga wyoona bya futrami i duymi, wypchanymi poduszkami. Dwoje innych drzwi prowadzio z pokoju. Jedne z nich byy lekko uchylone na ciemny korytarz za nimi, drugie byy zamknite. Wulfgar zatrzyma nagle Drizzta wycignit rk i zrobi gest, aby by cicho. Przemwi wrodzony zmys prawdziwego wojownika, szsty zmys, pozwalajcy mu widzie niewidoczne niebezpieczestwo. Barbarzyca powoli odwrci si do zamknitych drzwi i podnis Aegisfanga nad gow. Zatrzyma si na chwil i przechyli gow, eby mc usysze potwierdzajcy jego przypuszczenia dwik. Nie rozleg si aden dwik, lecz Wulfgar wierzy swemu instynktowi. Krzykn do Temposa i rzuci motem. Mot roztrzaska drzwi i rzuci deski i Biggrina na podog. Drizzt zauway, e uchylone drzwi do pokoju, w ktrym przebywa dowdca olbrzymw, wahaj si i domyli si, e ostatni z olbrzymw musia si tdy wanie wylizgn. Drow szybko wprawi w ruch Guenhwyvar. Pantera take zrozumiaa sytuacj, gdy wystrzelia do przodu, zwalajc na ziemi Biggrina i wypada z jaskini w pogoni za uciekajcym verbeegiem. Krew chlusna ze skroni olbrzyma, lecz gruba ko jego czaszki wytrzymaa uderzenie mota. Drizzt i Wulfgar spojrzeli po sobie z niedowierzaniem, gdy olbrzym potrzsn tylko gow i ruszy na ich spotkanie. - To nie moe by - zaprotestowa Wulfgar. - Olbrzym jest oguszony - wzruszy ramionami Drizzt. Barbarzyca poczeka a Aegis-fang wrci do jego rki, a potem ruszy wraz z Drizztem w kierunku Biggrina. Olbrzym sta w drzwiach tak, aby wrogowie nie mogli go otoczy. Gdy Wulfgar i Drizzt zbliali si, wymienili z nim grone spojrzenia. - Musisz by Biggrinem - powiedzia Drizzt kaniajc si. - To ja - powiedzia olbrzym. - Biggrin! Ostatni przeciwnik, ktrego

widz twoje oczy. - Tak pewny, jak oguszony - zauway Wulfgar. - May czowieczku - odpar olbrzym. - Zmiadyem setki z twej sabowitej rasy! - Jeszcze jeden powd, abymy ci zabili - odpar Drizzt. Z nag szybkoci i dzikoci, ktre zaskoczyy jego dwch przeciwnikw, Biggrin machn swym olbrzymim toporem. Wulfgar uskoczy przed miertelnym ciosem, a Drizztowi udao si przykucn, lecz wzdrygn si, gdy zobaczy, jak topr odrba kamienie ze ciany. Wulfgar uskoczy w prawo od potwora, gdy topr tego przelecia obok niego, walc w szerok pier Biggrina Aegis-fangiem. Olbrzym zachwia si, lecz wytrzyma cios. - Powiniene uderzy mnie mocniej, ni w ten sposb, saby czowieczku! - rykn, zadajc potny cios bokiem swego topora. Drizzt znw unikn ciosu. Wulfgar jednak, zmczony walk, nie porusza si tak szybko, jak powinien, aby unikn tego ciosu. Barbarzyca zdoa wystawi przed siebie Aegis-fanga, lecz ogromna sia cikiej broni Biggrina rzucia go na cian. Osun si na podog. Drizzt wiedzia, e maj kopoty. Jego lewe rami pozostawao bezuyteczne, ruchy ulegy zwolnieniu z wyczerpania, a olbrzym by po prostu zbyt silny, aby mg odbija jego ciosy. Udao mu si odbi jeden cios swym jataganem, a gdy olbrzym zamachn si do nastpnego ciosu uciek w kierunku gwnego korytarza. - Uciekasz, ty ciemny psie! - rykn olbrzym. - Pobiegn za tob i dostan ci! - Biggrin rzuci si za Drizztem. Drow schowa do pochwy swj jatagan, gdy dotar do gwnego korytarza i rozejrza si za miejscem odpowiednim do zasadzki na potwora. Nie byo nic takiego, wic pobieg dalej, do wyjcia i czeka. - Gdzie si schowae? - zawoa Biggrin, gdy jego olbrzymie ciao weszo do korytarza. Celujc w cie, drow rzuci swymi dwoma sztyletami. Oba trafiy w cel, lecz Biggrin nieznacznie tylko zwolni. Drizzt wypad na zewntrz. Wiedzia, e jeli Biggrin nie pjdzie za nim, bdzie musia si wrci - z ca pewnoci nie zostawi Wulfgara na mier. Pierwsze promienie poranka trafiy do jaskini i Drizzt zmartwi si, e coraz janiejsze wiato odbierze mu wszelk szans na zastawienie zasadzki. Wdrapawszy si na jedno z maych drzew

otaczajcych wyjcie, wycign sztylet. Biggrin wybieg na wiato soneczne i rozejrza si za uciekajcym drowem. - Ty biedny psie! Nie masz dokd ucieka! Nagle Drizzt znalaz si na olbrzymie, wbijajc w jego twarz swj jatagan. Olbrzym rykn z wciekoci i cofn swe ogromne ciao z tak si, e posa Drizzta, ktry nie mg si uchwyci wystarczajco mocno swym osabionym ramieniem, z powrotem do tunelu. Drow wyldowa ciko na swym uszkodzonym ramieniu i omal nie zemdla z blu. Wi si przez chwil usiujc stan na nogach, lecz nagle uderzy w ciki but. Wiedzia, e Biggrin nie dostanie go tak atwo. Przewrci si powoli na bok, zastanawiajc si, skd gigant zaatakuje. Sytuacja drowa dramatycznie si zmienia, gdy spostrzeg, e to Wulfgar stoi nad nim z ponurym wyrazem twarzy, trzymajc mocno w rkach Aegis-fang. Wulfgar nie spuszcza oczu z olbrzyma odkd wszed od tunelu. - On jest mj - powiedzia ponuro barbarzyca. Biggrin naprawd wyglda strasznie. Bok jego gowy, tam gdzie uderzy mot, oblepiony by ciemn, zaschnit krwi podczas, gdy drugi bok i kilka miejsc na twarzy i szyi spywao jasn, wie krwi. Dwa sztylety, ktrymi rzuci Drizzt nadal sterczay z piersi olbrzyma, jak miertelne odznaczenia honorowe. - Wytrzymasz to ponownie? - zapyta Wulfgar wysyajc Aegis-fanga w drugi lot w kierunku olbrzyma. W odpowiedzi Biggrin wysun wyzywajco pier, aby zablokowa uderzenie. - Wytrzymam wszystko! - pochwali si. Aegis-fang uderzy i Biggrin cofn si o krok do tyu. Mot zama mu jedno, czy dwa ebra, lecz olbrzym wytrzyma to, jednak miertelnie, o czym Biggrin nie wiedzia, Aegis-fang wbi jeden ze sztyletw Drizzta w osierdzie. - Teraz mog ucieka - szepn Drizzt do Wulfgara, gdy zobaczy, e olbrzym znowu si zblia. - Ja zostan - powiedzia barbarzyca bez najmniejszego drenia gosu, spowodowanego strachem. Drizzt wycign swj jatagan. - Dobrze powiedziane, dzielny przyjacielu. Niech zginie ta mierdzca

bestia - tu jest jedzenie. - Znajdziesz wicej zajcia! - odpar Biggrin. Poczu nagle kujcy bl w piersiach, lecz chrzkn tylko. - Czuj, e uderzye, a cigle id na ciebie! Nie masz nadziei na zwycistwo! Drizzt i Wulfgar obawiali si, e w przechwakach olbrzyma moe by wicej prawdy, ni obaj chcieli to przyzna. Byli na ostatnich nogach, poranieni i bez tchu, lecz zdecydowani zosta i zakoczy zadanie. Niewzruszona pewno siebie zbliajcego si olbrzyma bya dla nich bardziej ni tylko troch deprymujca. Nagle Biggrin stwierdzi, e co jest straszliwie nie tak - gdy zrobi kilka krokw w kierunku obu towarzyszy. Wulfgar i Drizzt take to spostrzegli, gdy kroki olbrzyma zwolniy tempo w sposb widoczny. Olbrzym spojrza na nich z obraz, jakby zosta oszukany. - Psy! - sapn, z ust rzucia mu si krew. - Jak sztuczk... Biggrin run martwy nie wymawiajc ju ani sowa. *** - Pjdziemy za kotem? - zapyta Wulfgar, gdy wrcili do ukrytych drzwi. Drizzt zrobi pochodni z jakiej szmaty, ktr wczeniej znalaz. - Wierz w cie - odpar. - Guenhwyvar nie pozwoli uciec verbeegom. Prcz tego w jaskini czeka na mnie dobre jedzenie. - Id - powiedzia Wulfgar. - Zostan tutaj i bd czeka na powrt kota. Drizzt poklepa barbarzyc po ramieniu i zebra si do odejcia. Przeyli wiele w cigu tego krtkiego czasu, gdy byli razem i Drizzt podejrzewa, e zdenerwowanie ju si zaczo. Drow piewa pie zwycistwa idc do gwnego korytarza, lecz tylko jako wymwk przed Wulfgarem, gdy nie zatrzyma si przy stole z obiadem. Olbrzym, z ktrym rozmawiali wykrca si, gdy zapytali go o to, co znajduje si w korytarzu, ktry pozosta im do zbadania. Mimo wszystkiego co znaleli, Drizzt wierzy, e mogo to oznacza tylko jedn rzecz - skarby. *** Wielka pantera sadzia susami po kamieniach i z atwoci dosiga

cikostopego olbrzyma. Wkrtce Guenhwyvar usyszaa wysilony oddech verbeega, ktry z wysikiem pokonywa kady spadek i podejcie. Olbrzymy byy stworzone dla Daledrop i otwartej tundry lecej na nim. Lecz jego ucieczka bya tak szalona, e nie mg zej z Kelvins Cairn i zej na atwiejszy teren doliny. Szuka krtszej drogi wierzc, e bdzie to szybsza droga do bezpieczestwa. Guenhwyvar znaa teren gry nie gorzej od swego pana, wiedziaa gdzie kade stworzenie gry ma swoje legowisko. Kot ju wczeniej zauway dokd olbrzym chce si dosta. Jak owczarek, zmniejsza dzielc go odlego i drapa boki olbrzyma, kierujc go w stron gbokiego, grskiego jeziora. Przeraony verbeeg, pewien, e miercionony mot bojowy lub dlcy jatagan s niedaleko z tyu, nie odway si zatrzyma i podj walki z panter. Rzuci si na olep szlakiem, ktry mu wybraa Guenhwyvar. Po chwili Guenhwyvar oderwaa si od olbrzyma i pobiega naprzd. Gdy kot dotar do brzegu zimnej wody, przekrzywi gow i skoncentrowa swoje wyostrzone zmysy, majc nadziej odkry co, co mogoby mu pomc zakoczy dzieo. Nagle Guenhwyvar zauwaya delikatne przebyski ruchu pod iskierkami pierwszego wiata na wodzie. Jej ostry wzrok wyrni dugi ksztat lecy miertelnie nieruchomo. Zadowolona z zastawionej puapki, Guenhwyvar wycofaa si pod najblisz pk skaln i czekaa. Olbrzym wypad nad jeziorko dyszc ciko, mimo strachu opar si na chwil o gaz. Przez chwil wszystko wydawao si wystarczajco bezpieczne. Gdy tylko odzyska oddech, rozejrza si szybko dokoa w poszukiwaniu ladw pogoni, a potem znw ruszy naprzd. Bya tylko jedna droga przez jeziorko, powalony pie, ktry siga rodka, a wszystkie inne drogi wok jeziorka, cho woda nie bya szeroka, wiy si wok pionowych urwisk i poszarpanych ska i obiecyway powoln wdrwk. Verbeeg wyprbowa pie. Wydawa si mocny, wic potwr ostronie ruszy do przodu. Kot czeka, a olbrzym zbliy si do rodka jeziorka, a potem zaatakowa ze swego ukrycia i wyskoczy na verbeega. Kot wyldowa ciko na zaskoczonym olbrzymie, uderzywszy mocno swymi apami w piersi potwora i odskoczy z powrotem w kierunku bezpiecznego brzegu. Guenhwyvar plusna w lodowat wod, lecz wydrapaa si szybko z niebezpiecznej sadzawki. Olbrzym, wymachujc

przez chwil dziko ramionami, usiowa przez chwil utrzyma sw wtpliw rwnowag, a potem przewrci si z pluskiem. Woda chlusna, aby go wcign, wic olbrzym desperacko rzuci si w kierunku unoszcego si w pobliu pnia, ksztat ktrego Guenhwyvar rozpoznaa ju wczeniej. Lecz gdy verbeeg sign rkoma, ksztat, o ktrym myla, e jest pniem drzewa, eksplodowa ruchem, gdy pidziesiciostopowy pyton wodny owin si dokoa swej ofiary z oszaamiajc szybkoci. Bezlitosne zwoje szybko unieruchomiy ramiona olbrzyma przy jego bokach i zaczy si bezlitonie zaciska. Guenhwyvar otrzsna zamarzajc wod ze swego byszczcego, czarnego futra i spojrzaa znw na sadzawk. Wanie nastpna dugo potwornego wa zamkna si pod brod verbeega i wcigna bezsilne ciao pod powierzchni; pantera bya zadowolona, e wypenia swoj misj. Z dugim, gonym rykiem, ogaszajcym zwycistwo Guenhwyvar skierowaa si w stron legowiska.

19 PONURE WIECI Drizzt szed tunelami, omijajc ciaa olbrzymw i zwalniajc tylko po to, aby chwyci nastpny ks baraniny z duego stou. Przeszed obok podpierajcych belek i ruszy ciemnym korytarzem, hamujc sw niecierpliwo rozsdkiem. Jeli olbrzymy ukryy swe skarby tam dalej, komnata zawierajca je moga znajdowa si za tymi ukrytymi drzwiami, mg tam by te jaki potwr, cho nie byo prawdopodobne, aby to by jeszcze jeden olbrzym, gdy doczyby do walki. Tunel by naprawd dugi, biegncy prosto na pnoc i Drizzt zorientowa si, e porusza si teraz pod masywem Kelvins Cairn. Min ju ostatni pochodni, lecz by szczliwy, e panuje ciemno. Wikszo swego ycia spdzi wdrujc tunelami pozbawionego wiata podziemnego wiata swego ludu, a jego due oczy prowadziy go w absolutnej ciemnoci pewniej ni w rejonach wiata. Korytarz skoczy si nagle zaryglowanymi, obitymi elazem drzwiami, ich metalowa sztaba utrzymywana bya na swym miejscu przez wielki acuch i kod. Drizzt poczu w pewnym stopniu wyrzuty sumienia, e pozostawi Wulfgara samego. Drow mia dwie saboci; najwaniejszy by dreszcz walki, lecz zaraz po nim byy nie odkryte upy jego pokonanych wrogw. Drizzt nie goni za zotem czy klejnotami, nie troszczy si o bogactwo, z rzadka nawet zatrzymywa sobie jaki skarb, ktry zdoby. To by po prostu dreszcz, jaki odczuwa widzc je po raz pierwszy, podniecenie towarzyszce przesiewaniu ich przez palce, a moe moliwo odkrycia jakiego niewiarygodnego przedmiotu, o ktrym such zagin przed wiekami, a moe ksigi zakl jakiego staroytnego i potnego maga. Towarzyszce mu uczucie znikno, gdy tylko wycign may wytrych zza swego pasa. Nigdy nie otrzyma formalnego wyksztacenia w zodziejskim rzemiole, lecz by tak zrczny i posiada tak koordynacj ruchw, jak kady inny mistrz zodziejski. Ze swymi czuymi palcami, pilnie nasuchujc nie mia szczeglnych trudnoci z niezdarnym zamkiem; w cigu kilku sekund zosta otworzony. Drizzt nasuchiwa uwanie czy zza drzwi nie dobiegnie go jaki dwik. Nie usyszawszy nic delikatnie podnis wielk sztab i odoy j na bok. Wytywszy such po raz ostatni, wycign jeden ze swych jataganw i wstrzymujc

oddech w oczekiwaniu pchn drzwi. Wypuci powietrze z penym rozczarowania westchnieniem. Pokj za nimi jania zamierajcym wiatem dwch pochodni. By may i pusty, z wyjtkiem duego, oprawionego w metal zwierciada, stojcego porodku. Drizzt zszed z pola widzenia lustra, doskonale wiadom tego, e moe ono mie jakie dziwne waciwoci magiczne i podszed z boku, aby zbada je dokadniej. Miao poow wysokoci mczyzny, lecz byo podniesione do poziomu oczu przez wymylnie wykut, elazn podstawk. Bya inkrustowana srebrem i w tym pooonym na uboczu pokoju byo co, co przywiodo Drizzta do przewiadczenia, e jest to co wicej, ni zwyke lustro. Jednak dokadne badanie nie ujawnio adnych tajnych run czy znakw, mogcych wiadczy o jego waciwociach. Nie znalazszy nic niezwykego w lustrze, Drizzt ostronie podszed i stan przed nim. Nagle w lustrze zacza wirowa rowa mga, ukazujc trjwymiarow przestrze zawart w paszczynie szka. Drizzt odskoczy w bok, bardziej zaciekawiony ni przestraszony i przyglda si rozgrywajcej si scenie. Mga zgstniaa i nabrzmiaa, jakby barwiona jakim ukrytym ogniem. Nagle jej rodek wybuch grzybem i otworzy si w wyrany obraz twarzy mczyzny: wychudzone, puste wyobraenie, malowane w manierze niektrych miast poudnia. - Dlaczego mnie niepokoisz? - zapytaa twarz w pustym pokoju przed lustrem. Drizzt cofn si znw o krok w bok, dalej od linii wzroku zjawy. Stwierdzi, e patrzy na tajemniczego maga, lecz uzmysowi sobie, e jego przyjaciele zrobili zbyt wiele, aby podj t gr tak nierozwanie. - Sta przede mn, Biggrinie! - rozkazaa zjawa. Odczekaa kilka chwil, warczc niecierpliwie i stajc si coraz bardziej napita. - Kiedy stwierdz, ktry z twoich idiotw nierozwanie mnie wezwa, zapewne zamieni ci w krlika i ka rzuci ci na poarcie wilkom! - Wrzasno dziko wyobraenie. Lustro rozbyso nagle i powrcio do normy. Drizzt podrapa si w podbrdek i zastanowi si, czy jest tu co wicej do zrobienia, czy odkrycia. Zdecydowa, e w tej chwili ryzyko byoby zbyt wielkie. ***

Gdy Drizzt wrci do legowiska, znalaz Wulfgara siedzcego z Guenhwyvar w gwnym przejciu, o kilka jardw tylko od zamknitych na sztab frontowych drzwi. Barbarzyca gaska uminione barki i szyj kota. - Widz, e Guenhwyvar zdobya twoj przyja - powiedzia Drizzt, gdy podszed do nich. Wulfgar umiechn si. - Doskonay sprzymierzeniec - powiedzia pieszczc zwierz. - I prawdziwy wojownik! - Chcia wsta, lecz zosta potnie rzucony znw na podog. Legowiskiem zatrzsa eksplozja, jakby pocisk z balisty uderzy w cikie drzwi, roztrzaskujc ich drewnian zasuw i wdmuchujc je do rodka. Jedne z drzwi rozszczepiy si na poowy, z drugich zostay oddarte grne zawiasy, pozostawiajc je zwisajce niezgrabnie na wykrzywionych dolnych zawiasach. Drizzt wycign swj jatagan i gdy barbarzyca usiowa odzyska rwnowag stan nad Wulfgarem w pozycji obronnej. Przez wiszce drzwi wskoczy nagle brodaty wojownik, okrga tarcza ze znakiem kufla pienicego si piwa koysaa si na jednym z jego ramion, a pozaginany i zakrwawiony topr bojowy balansowa na drugim. - Wyjd i sta, olbrzymie! - zawoa Bruenor, walc swym toporem w tarcz, zupenie jakby jego klan nie narobi ju wczeniej wystarczajco duo haasu, aby obudzi legowisko. - Uspokj si, dziki krasnoludzie - rozemia si Drizzt. - Wszystkie verbeegi s martwe. Bruenor zauway swych przyjaci i wskoczy do tunelu, za nim posza reszta awanturniczego klanu. - Wszyscy martwi! - krzykn krasnolud. - Niech ci diabli, elfie! Wiedziaem, e ca zabaw zachowasz dla siebie! - Co z posikami? - zapyta Wulfgar. Bruenor rozemia si zoliwie. - Troch wiary, dobrze, chopcze? S zwaleni do wsplnej dziury, cho ich pochwek jest zbyt godny, jak dla nich, jak mwi! Pozosta przy yciu tylko jeden, aosny ork, ktry bdzie oddycha tak dugo, jak

dugo bdzie porusza swym mierdzcym jzykiem! Po epizodzie z lustrem Drizzt by bardziej ni troch zainteresowany przesuchaniem orka. - Przesuchae go? - zapyta Bruenora. - Och, milczy, jak do teraz - odpar krasnolud. - Mam jednak kilka sposobw na to, eby zacz kwicze! Drizzt wiedzia lepiej. Orki nie byy lojalnymi stworzeniami, lecz pod czarem maga, tortury zwykle nie byy zbyt przydatne. Potrzebowali czego, co mogoby przeciwstawi si magii, a Drizzt mia pomys co mogoby zadziaa. - Id po Regisa - poleci Bruenorowi. - Halfling moe zrobi tak, e ork powie nam wszystko, co chcemy wiedzie. - Tortury byyby zabawniejsze - poskary si Bruenor, lecz on take wiedzia, e rada drowa jest mdra. By ciekaw i zmartwiony tym, dlaczego tak wielu olbrzymw wsppracowao ze sob. A teraz, z orkami przy boku... *** Drizzt i Wulfgar siedzieli w dalszym rogu maego pokoju, tak daleko od Bruenora i dwu innych krasnoludw, jak tylko mogli. Jeden z oddziaw Bruenora wrci z Lonelywood z Regisem tej samej nocy i, mimo e wszyscy byli wyczerpani marszem i walk, to byli zbyt wystraszeni domniemanymi informacjami, aby spokojnie spa. Regis i jeniec ork przeszli do ssiedniego pokoju na prywatn rozmow z miejsca, gdy tylko halfling przy pomocy swego rubinowego wisiorka uzyska kontrol nad jecem. Bruenor zaj si przygotowywaniem nowego przepisu na piecze z mzgw olbrzymw - gotujc nieszczsne, mierdzce ingrediencje w czaszce verbeega. - Uyj ich gw! - argumentowa w odpowiedzi na wyraz obrzydzenia Drizzta i Wulfgara. - Cae podwrze gsi smakuje lepiej ni co, co nie uywa mini. To samo naley sdzi o mzgach olbrzymw. Drizzt i Wulfgar nie sdzili tak. Nie chcieli opuci pola i straci czego, co Regis mg powiedzie, skulili si wic w najdalszym kcie pokoju, zatopieni w prywatnej rozmowie.

Bruenor wycign si, aby lepiej ich sysze, gdy mwili o czym, co go bardzo interesowao. - P ostatniego do kuchni, a p dla kota - nalega Wulfgar. - A ty tylko wemiesz poow - odpar Drizzt. - Zgadza si - powiedzia Wulfgar. - Rozdzielimy tego w hollu, a Biggrina damy porodku? Drizzt pokiwa gow. - Potem wszystkie poowy, ktre pokonalimy wsplnie, dodaj do siebie, a bdzie dziesi i p dla mnie i dziesi i p dla ciebie. - I cztery dla kota - doda Drizzt. - Dobra walka, przyjacielu. Jak dotd trzymae si, lecz czuj, e przed nami jest jeszcze wicej walk i moje dowiadczenie w kocu zwyciy z twoj si! - Starzejesz si, dobry elfie - powiedzia Wulfgar, opierajc si o cian. Jasno zadowolenia z siebie przebijaa si przez jego blond brod. - Zobaczymy, zobaczymy. Bruenor take si umiechn, z powodu tak pozytywnego wspzawodnictwa midzy jego przyjacimi, jak i z powodu wzrastajcej dumy z modego barbarzycy. Wulfgar dziaa doskonale, aby dotrzyma kroku zrcznemu weteranowi, takiemu, jakim jest Drizzt DoUrden. Z pokoju wynurzy si Regis, a szaro na jego zazwyczaj jowialnej twarzy zmrozia serdeczn atmosfer. - Mamy nieze kopoty - powiedzia ponuro halfling. - Gdzie jest ork? - zapyta Bruenor, wycigajc zza pasa swj topr zupenie nie zrozumiawszy, co halfling mia na myli. - Tam w rodku. Nic mu nie jest - odpar Regis. Ork by szczliwy, mogc opowiedzie swemu nowemu przyjacielowi wszystko o planach Akara Kessella, dotyczcych inwazji na Dekapolis i o rozmiarach zgromadzonych przez niego si. Regis widocznie dra, gdy przekazywa przyjacioom te nowiny. - Wszystkie szczepy orkw, goblinw i klany verbeegw tego regionu Grzbietu wiata, zostay zebrane razem, pod dowdztwem czarnoksinika zwanego Akarem Kessellem - zacz halfling. Drizzt i Wulfgar spojrzeli po sobie, rozpoznajc imi Kessella. Gdy verbeegi mwiy o nim, barbarzyca sdzi, e Akar Kessell jest potnym lodowym olbrzymem, ale Drizzt spodziewa si czego innego, szczeglnie po incydencie z lustrem.

- Planuj zaatakowanie Dekapolis - kontynuowa Regis. - Nawet barbarzycy, prowadzeni przez jakiego potnego, jednookiego krla doczyli do nich! Twarz Wulfgara poczerwieniaa z wciekoci i zakopotania. Jego lud walczy rami w rami z orkami! Zna wodza, o ktrym mwi Regis, gdy pochodzi z Klanu osia i nawet raz widzia herb klanu, jako herold Heafstaaga. Drizzt take przypomnia sobie bolenie jednookiego krla. Pooy uspokajajco rk na ramieniu Wulfgara. - Idcie do Bryn Shander - powiedzia drow Bruenorowi i Regisowi. Ludzie musz si przygotowa. Regis skrzywi si, wiedzc doskonale, e bdzie to daremny trud. Jeli szacunki orka, dotyczce gromadzcej si armii byy prawdziwe, cae Dekapolis zebrane razem nie daoby rady przeciwstawi si atakowi. Halfling spuci gow i powiedzia cicho, nie chcc niepokoi swych przyjaci nic ponad to, co byo konieczne: - Musimy ucieka! *** Cho Bruenor i Regis byli w stanie przekona Cassiusa o koniecznoci popiechu i wadze przyniesionych nowin, zabrako kilku dni na zebrania pozostaych burmistrzw. By to szczyt sezonu na pstrgi, pne lato i wanie ostatni zacig wyldowa z wielkim adunkiem dla ostatniej karawany kupieckiej do Luskanu. Burmistrzowie dziewiciu osad rybackich odczuwali powag odpowiedzialnoci za swoje miejscowoci, lecz przy okazji paali wyjtkow niechci do opuszczenia swych jezior nawet na jeden dzie. Oglnie osady byy gotowe poczy si dla dobra Dekapolis, ale nastrj narady by wyjtkowo ku temu niesprzyjajcy. Wyjtek w sprzeciwach stanowili: Cassius z Bryn Shander, Muldoon - nowy burmistrz Lonelywood, ktry patrzy na Regisa, jak na bohatera swego miasta, Glensather z Easthaven, oraz Agorwal z Termalaine, ktry by niezachwianie lojalny wzgldem Bruenora. Kemp, wci chowajcy uraz do Bruenora za incydent z Drizztem po Bitwie o Bryn Shander, by szczeglnie wybuchowy. Zanim Cassius mia nawet okazj przedstawi formaln stron przepisw, opryskliwy burmistrz Targos wyskoczy ze

swego krzesa i wyrn pici w st. - Do diaba z formalnociami, przejdmy do rzeczy! - warkn Kemp. Jakim prawem rozkazujesz nam opuci jeziora, Cassiusie? Nawet gdy teraz siedzimy tu, przy tym stole, kupcy z Luskanu przygotowuj si do podry! - Mam wiadomoci o inwazji, burmistrzu Kemp! - odpar chodno Cassius, rozumiejc wcieko rybaka. - A nie chciabym wzywa ciebie, ani adnego z was, w czasie sezonu, jeli nie byoby to tak pilne. - A wic te pogoski s prawdziwe - warkn Kemp. - Najazd, powiedziae? Ba! Widz dalej ni te kamstwa na zebraniu! Zwrci si do Agorwala. Walki midzy Targos i Termalaine ulegy eskalacji w cigu ostatnich kilku tygodni, mimo wysikw Cassiusa, aby rozwiza ten problem i stworzy pewne zasady rozmw wojujcych miast przy stole rokowa. Agorwal zgodzi si na spotkanie, lecz Kemp by niewzruszenie przeciwny temu. Tak wic, wrd wzrastajcych podejrze czas tego naglcego spotkania nie mg pogorszy ju niczego. - To naprawd aosna prba! - rykn Kemp. Rozejrza si po pozostaych burmistrzach. - aosna prba Agorwala i jego spiskujcych poplecznikw, aby zdoby uprzywilejowan pozycj Termalaine w jej sporze z Targos! Podburzony aur podejrzliwoci wniesion przez Kempa, Schermont, nowy burmistrz Caer-Konig wycign oskarajce palec w kierunku Jensina Brenta z Caer-Dineval. - Po czyjej jeste stronie w tym spisku? - powiedzia do swego zagorzaego rywala. Schermont zaj tak pozycj po tym, jak pierwszy burmistrz Caer-Konig zosta zabity na wodach Lac Dinneshere w walce z odziami Dineval. Dorim Lugar by przyjacielem Schermonta i przywdc, dlatego polityka burmistrza prowadzona przeciwko znienawidzonemu Caer-Dineval bya bardziej nawet nieprzyjazna ni jego poprzednika. Regis i Bruenor siedzieli cicho, pograjc si w bezsilnym przeraeniu przez ca t pocztkow ktni. W kocu Cassius uderzy swym motkiem z caej siy w st, rozszczepiajc jego trzonek na dwoje i uspokajajc pozostaych na wystarczajco dugo, aby wypowiedzie swoje zdanie. - Prosz o chwil ciszy! - poleci. - Powstrzymajcie swoje jadowite

jzyki i posuchajcie posaca z ponurymi wiadomociami! - Pozostali opadli na swe krzesa i umilkli, lecz Cassius obawia si, e ziarno niezgody ju zakiekowao. Zwrci si do Regisa. Naprawd przestraszony tym, czego dowiedzia si od wzitego do niewoli orka, Regis zapalczywie opowiedzia o walce swego przyjaciela, w ktrej zwyciy legowisko verbeegw i trawy Daledrop. - Bruenor pochwyci jednego z orkw, ktre eskortoway olbrzymw powiedzia z naciskiem. Niektrzy z burmistrzw wstrzymali oddech na wzmiank o tym, e te stworzenia poczyy si, lecz Kemp i niektrzy inni, nawet podejrzewajc bardziej bezporednie zagroenie ze strony rywali, ju wczeniej zadecydowali o prawdziwym celu spotkania. - Ork powiedzia nam - kontynuowa ponuro Regis, - o nadejciu potnego czarnoksinika, Akara Kessella i jego potnych oddziaw goblinw i olbrzymw! Oni chc podbi Dekapolis! - Sdzi, e dramatyzm jego sw bdzie wystarczajcy. Jednak Kemp poczu si zniewaony. - Wierzysz sowom orka, Cassiusie? Zwoae nas z jezior w krytycznym czasie, z powodu groby mierdzcego orka? - Opowie halflinga jest niezwyka - doda Schermont. - Wszyscy syszelimy, e wzite do niewoli gobliny machaj jzykiem w kad stron, o ktrej sdz, e uchroni ich nic niewarte gowy. - A moe mamy inne powody? - sykn Kemp do patrzcego na niego Agorwala. Cassius, mimo e naprawd wierzy w te ponure wiadomoci, siedzia gboko w swym krzele i nie mwi nic. Sdzc po napitej sytuacji na jeziorach, poczonej z sezonem ownym, dalekim od szczeglnej jaowoci sezonu ownego, ktry wanie si zblia, podejrzewa, e to wanie si stanie. Gdy zebranie przerodzio si w krzyki, spojrza z rezygnacj na Bruenora i Regisa, po czym wzruszy ramionami. Wrd przyrzecze, ktre pniej zaczto wymienia, Regis wycign swj rubinowy wisiorek spod kamizelki i trci Bruenora. Ten spojrza na rubin i na zgromadzonych rozczarowany; mieli nadziej, e magiczny klejnot nie bdzie potrzebny. Regis rbn swym motkiem w podog i zosta zauwaony przez Cassiusa. Potem, jak to uczyni pi lat wczeniej, wskoczy na st i

poszed w kierunku swych gwnych antagonistw. Lecz tym razem rezultat nie by taki, jakiego spodziewa si Regis. Kemp spdzi wiele godzin w cigu ostatnich piciu lat, zastanawiajc si nad tym zgromadzeniem sprzed inwazji barbarzycw. Burmistrzowie byli szczliwi z powodu takiego rozwizania sytuacji i po prawdzie stwierdzili, e oni wszyscy i cae Dekapolis zobowizao halflinga, aby ich ostrzeg. Teraz zajmowao to Kempa bardziej, ni drobnostka ich pocztkowej pozycji. By awanturniczym typem, ktrego pierwsz mioci, nawet przed poowami, bya walka, ale jego umys by ostry i wyczulony na niebezpieczestwo. Obserwowa Regisa kilka razy w cigu ostatnich kilku lat i sucha uwanie opowieci o zdolnociach halflinga w sztuce przekonywania. Gdy Regis si zbliy, krzepki burmistrz odwrci swe oczy. - Bd sobie sztukmistrzem! - warkn odsuwajc swe krzeso od stou. - Wydaje si, e masz dziwny sposb przekonywania ludzi do swego punktu widzenia, lecz ja tym razem nie poddam si twemu zaklciu! - Zwrci si do pozostaych burmistrzw. - Uwaajcie na halflinga! On ma po swojej stronie jak magi, bdcie czujni! Kemp rozumia, e nie ma sposobu na wyprbowanie swych da, lecz stwierdzi jednoczenie, e go nawet nie potrzebuje. Regis rozejrza si dokoa, wzburzony tym, e nawet nie mg odpowiedzie na oskarenia burmistrza. Nawet Agorwal, mimo e burmistrz Termalaine taktownie usiowa ukry ten fakt, nie chciaby duej patrzy prosto w oczy Regisa. - Usid, oszucie! - doci mu Kemp. - Twoja magia ju raz nie okazaa si dobra! Bruenor, dotd milczcy, podskoczy nagle z twarz wykrzywion z wciekoci. - Czy to te jest oszustwo, ty targoski psie? - zaatakowa krasnolud. Wycign zza pasa sakiewk i wysypa jej zawarto - gow verbeega na st przed Kempem. Kilku burmistrzw odskoczyo w ty z przeraeniem, lecz Kemp pozosta niewzruszony. - Mielimy do czynienia z tymi ajdackimi olbrzymami wiele razy ju wczeniej - odpar chodno burmistrz. - ajdackimi? - powtrzy Bruenor z niedowierzaniem. - Pokonalimy dwie grupy tych bestii, wraz z towarzyszcymi im ogrami i orkami!

- Wczca si banda - wyjani to gadko Kemp z uporem. - Wszyscy zostali zabici, jak powiedziae. Dlaczego wic stao si to tematem posiedzenia? Jeli s to odniesienia, jakich podasz, potny krasnoludzie, wic powiniene je dosta! - Jego gos ocieka jadem, przyglda si czerwieniejcej twarzy Bruenora z gbokim zadowoleniem. - Moe Cassius przemwi w twoim imieniu przed caym ludem Dekapolis? Bruenor wyrn pici w st, przygldajc si mczyznom zgromadzonym wok siebie z wymalowan na twarzy grob wzgldem kadego, kto odwayby si kontynuowa zarzuty Kempa. - Przybylimy ju wczeniej, aby pomc obroni wasze domy i wasze rodziny - rykn. - Moe by tak, e uwierzycie nam i zrobicie co, aby przey. Lub moe by tak, e posuchacie sw tego psa z Targos i nie zrobicie nic. W kadym razie mam was do! Rbcie jak chcecie i niech wasi bogowie wam sprzyjaj! - Odwrci si i wyszed z pokoju. Ponury ton Bruenora sprawi, e wielu z burmistrzw stwierdzio, e groba bya po prostu zbyt powana, aby j sobie zlekceway, traktujc jako podstp zdesperowanych jecw, a moe i bardziej podstpny plan Cassiusa i innych burmistrzw. Jednak Kemp, dumny i arogancki, nadal by pewien, e Agorwal i jego nie-ludzcy przyjaciele - halfling i krasnolud, uyli pretekstu inwazji, aby zyska pewn przewag nad gwnym miastem Targos. Dla Cassiusa opinia Kempa miaa wielk wag spord wszystkich miast Dekapolis - specjalnie dla ludnoci Caer-Konig i CaerDineval, ktra w niewzruszonej neutralnoci Bryn Shander, w ich szamotaninie szukaa przychylnoci Targos. Wielu burmistrzw nadal podejrzliwie podeszo do swych rywali i chciao przyj wyjanienia Kempa, aby zapobiec temu, by Cassius sprowadzi posiedzenie na manowce. Denia zostay wkrtce jasno nakrelone. Regis przyglda si spektaklowi, jak przeciwne strony miotay si w rnych kierunkach, jednak skoro wiarygodno halflinga zostaa unicestwiona, to nie interesowa go ju dalszy przebieg spotkania. W kocu nie zadecydowano niczego. Wikszo, czyli Agorwal, Glensather i Muldoon wycisnli z siebie ogln deklaracj. - Naley wyda oglne ostrzeenie dla wszystkich mieszkacw Dekapolis. Niech ludzie wiedz o naszych ponurych sporach i niech bd przekonani, e kady, kto bdzie da ochrony, znajdzie schronienie w

murach Bryn Shander. Regis spojrza na podzielonych burmistrzw. Nie identyfikujcy si z nimi halfling zastanawia si, jak konkretn ochron waciwie moe zaoferowa Bryn Shander, mimo swych wysokich murw.

2O NIEWOLNIK NIE-CZOWIEKA - Nie przekonujcie mnie - warkn Bruenor, chocia adne z jego czworga przyjaci, stojcych wraz z nim na kamienistym zboczu, nie miao zamiaru sprzeciwia si jego decyzji. W swym gupim pieniactwie i pysze wikszo burmistrzw skazaa swe wsplnoty na prawie pewne unicestwienie i ani Drizzt, Wulfgar, Catti-brie, czy Regis nie podejrzewali, e krasnoludy przycz si do tak beznadziejnej sprawy. - Kiedy zablokujesz kopalnie? - zapyta Drizzt. Drow nie zdecydowa si jeszcze, czy doczy do krasnoludw, do dobrowolnego wizienia w ich jaskiniach, lecz zamierza dziaa jako zwiadowca w Bryn Shander, przynajmniej dopki armia Akara Kessella nie wkroczy na te tereny. - Przygotowania rozpoczn si tej nocy - powiedzia Bruenor. - Lecz gdy znajd si na miejscu, nie zrobimy adnego ruchu. Pozwolimy mierdzcym orkom nastpi sobie na garda, zanim opucimy tunele i wrzucimy ich do wodospadu. Opr si nam wtedy, co? Drizzt wzruszy ramionami. Mimo e nadal unikaa go wikszo mieszkacw Dekapolis, drow mia silne poczucie lojalnoci i nie by pewien, czy powinien odwrci si plecami do wybranego przez siebie domu, nawet gdyby grozio to samobjstwem. Drizzt nie mia te chci wraca do ciemnego, podziemnego wiata, nawet do przyjaznych i wygodnych jaski miasta krasnoludw. - A ty co postanowie? - zapyta Bruenor Regisa. Halfling take by rozdarty midzy instynktem przeycia, a lojalnoci wzgldem Dekapolis. Przy pomocy swego rubinu y doskonale przez ostatnie lata w Maer Dualdon, lecz teraz jego skorupka zostaa roztrzaskana. Gdy rozeszy si pogoski o naradzie, wszyscy w Bryn Shander szeptali o magicznym wpywie halflinga. Nie potrwa dugo, gdy wszystkie wsplnoty dowiedz si o oskareniach Kempa i bd go unika, jeli nawet nie przeciwstawia si otwarcie. Czy tak, czy tak, wiedzia, e kocz si ju dni jego atwego ycia w Lonelywood. - Dzikuj ci za zaproszenie - powiedzia do Bruenora. - Przyjd, zanim nadejdzie Kessell. - Dobrze - odpowiedzia krasnolud. - Zajmijcie pokj w pobliu chopca tak, aby aden z krasnoludw nie usysza burczenia w jego

brzuchu! - Mrugn dobrodusznie okiem do Drizzta. - Nie - powiedzia Wulfgar. Bruenor spojrza na niego z zaciekawieniem, nie zrozumiawszy zamiarw barbarzycy, zastanawiajc si, dlaczego ma co przeciwko Regisowi. - Patrz na samego siebie, chopcze - pouczy go Bruenor. - Jeli chcesz zosta przy dziewczynie, to pomyl o pochyleniu swej gowy przed zamachami mego topora. Catti-brie rozemiaa si zaenowana, ale te i naprawd dotknita. - Twoje kopalnie nie s miejscem dla mnie - powiedzia nagle Wulfgar. - Moje ycie naley do rwnin. - Zapomniae, e twoje ycie naley do mnie z wyboru! - odpar Bruenor. W istocie, jego wrzaski byy spowodowane bardziej ojcowskim gniewem ni oburzeniem mistrza. Wulfgar sta przed krasnoludem dumny i powany. Drizzt zrozumia i by zadowolony. Teraz take Bruenor zrozumia do czego dy barbarzyca i mimo, e nienawidzi myli o rozstaniu, czu si w tej chwili bardziej dumny z modziana, ni kiedykolwiek przedtem. - Mj czas umowy nie skoczy si - zacz Wulfgar, - lecz spaciem mj dug wzgldem ciebie, mj przyjacielu i wzgldem twego ludu z wielokrotn nawizk. Jestem Wulfgar! - oznajmi dumnie, wysuwajc pewnie szczk i prc minie. - Ju nie chopiec, a mczyzna! Wolny mczyzna! Bruenor poczu, e oczy mu wilgotniej. Po raz pierwszy nie zrobi nic, aby to ukry. Cofn si przed olbrzymim barbarzyc i odpowiedzia nieustpliwemu spojrzeniu Wulfgara wzrokiem szczerego podziwu. - Jeste taki - zauway Bruenor. - A wic mog ci zapyta o twj wybr, czy zostaniesz i bdziesz walczy u mego boku? Wulfgar potrzsn gow. - Spaciem swj dug wzgldem ciebie, to prawda. I zawsze bd nazywa ci moim przyjacielem... drogim przyjacielem. Lecz mam jeszcze inny dug do spacenia - spojrza na Kelvins Cairn i dalej. Niezliczone gwiazdy lniy jasno nad tundr, czynic otwart rwnin jeszcze wiksz i bardziej pust. - Tam, w innym wiecie. Catti-brie westchna i poruszya si niespokojnie. Sama w peni rozumiaa niewyrany obraz, jaki namalowa Wulfgar i dlatego chyba nie bya zadowolona z jego wyboru. Bruenor pokiwa gow, respektujc

decyzj barbarzycy. - A wic id i niech ci si szczci - powiedzia, usiujc utrzyma swj amicy si gos w rwnowadze, gdy ruszy kamienist ciek. Przystan na chwil i spojrza na wysokiego, modego barbarzyc. Jeste mczyzn, nie mona temu zaprzeczy - powiedzia jeszcze przez rami. - Ale nigdy nie zapominaj, e jeste moim chopcem! - Nie zapomn - szepn cicho Wulfgar, gdy Bruenor znikn w tunelu. Poczu rk Drizzta na swym ramieniu. - Kiedy odejdziesz? - zapyta drow. - Dzi w nocy - odpar Wulfgar. - Te ponure dni nie pozwalaj na zwok. - Dokd pjdziesz? - zapytaa Catti-brie, ju wczeniej znajc prawd, a take nieokrelon odpowied, jak da Wulfgar. Barbarzyca zwrci swj zamglony wzrok na rwniny. - Do domu. Ruszy ciek. Regis poszed za nim. Lecz Catti-brie zaczekaa i skina na Drizzta, aby uczyni podobnie. - Poegnae Wulfgara tej nocy - powiedziaa do drowa. - Nie wierz, e kiedykolwiek wrci. - Dom jest tym miejscem, ktre wybra - odpar Drizzt domylajc si, e wiadomo o tym, i Heafstaag doczy do Kessella odegraa rol w podjciu decyzji przez Wulfgara. Przyglda si z uznaniem. - On ma pewne prywatne powody, aby si tym zaj. - Wicej ni wiesz - powiedziaa Catti-brie. Drizzt spojrza na ni z zaciekawieniem. - Wulfgar myli o przygodzie - wyjania. Nie miaa zamiaru niszczy jego wiary w Wulfgara, lecz sdzia, e Drizzt DoUrden, jak nikt inny moe znale sposb, aby pomc. - O takiej, o ktrej sdz, e zostaa na niego naoona, zanim by gotw. - Sprawy szczepu s jego interesem - powiedzia Drizzt, domylajc si co chce zasugerowa dziewczyna. - Barbarzycy maj swe wasne drogi i nie widuj chtnie obcych. - Co do szczepw, zgadzam si - powiedziaa Catti-brie. - Jednak droga Wulfgara, o ile si nie myl, nie prowadzi prosto do domu. Przed nim jest co innego, przygoda, do ktrej czsto czyni aluzje, ale nigdy w peni ich nie wyjani. Wiem tylko, e zawiera w sobie pierwiastek wielkiego niebezpieczestwa i przysig, co do ktrej obawia si, e jej

spenienie przerasta jego moliwoci. Drizzt spojrza na usiane gwiazdami niebo nad rwninami i rozway sowa dziewczyny. Wiedzia, e Catti-brie jest przenikliwa i spostrzegawcza ponad swj wiek. Nie wtpi w jej domysy. Gwiazdy migotay w chodnej nocy, kopua niebios dotykaa paskiego horyzontu. Horyzontu nie znaczonego ogniskami zbliajcej si armii, jak zauway Drizzt. Moe mia jeszcze czas. *** Mimo, e proklamacja Cassiusa w cigu dwch dni dosiga nawet najdalszych miast, kilka grup uchodcw szo drogami do Bryn Shander. Cassius w peni spodziewa si tego, lub nigdy by nie zoy miaej oferty chronienia tych wszystkich, ktrzy przybywali. Bryn Shander byo duym miastem, a jego obecna populacja nie bya tak dua, jak niegdy. W obrbie murw stao wiele pustych budynkw i cae kwartay przeznaczone dla odwiedzajcych miasto karawan kupieckich teraz wieciy pustkami. Jednak nawet gdyby poowa pozostaych dziewiciu wsplnot szukaa tu schronienia, Cassius byby mocno zobowizany do dotrzymania obietnicy. Burmistrz nie martwi si. Ludno Dekapolis bya twardym ludem i kadego dnia ya pod grob zagroenia inwazj goblinw. Cassius wiedzia, e trzeba byo czego wicej, ni abstrakcyjnego ostrzeenia, aby opucili swe domy. A przy posuszestwie miast takim, jakie byo, kilku z przywdcw miast w ogle nie powinno przedsiwzi adnych rodkw, aby przekonywa ludno do ucieczki. Tylko Glensather i Agorwal przybyli do bram Bryn Shander. Prawie wszyscy z Easthaven stanli za swym przywdc, ale Agorwal mia za sob mniej ni poow ludnoci Termalaine. Pogoski o nieprzyjaznym miecie Targos, tak dobrze bronionym, jak Bryn Shander czyniy jasnym, e nie opuci go aden z mieszkacw. Wielu rybakw z Termalaine w obawie, e Targos zdobdzie nad nimi przewag ekonomiczn, nie chciao zaprzepaci najbardziej lukratywnego miesica sezonu. Podobnie byo z Caer-Konig i Caer-Dineval. aden z przeciwnikw nie chcia ustpi pola drugiemu i ani jedna osoba z obu miast nie ucieka do Bryn Shander. Dla ludnoci

tych nawykych do bitew wsplnot orki byy odlegym zagroeniem, ktrym mona si byo zaj wtedy, gdyby si zmaterializowao, lecz walka z najbliszymi ssiadami bya zbyt brutalnie rzeczywista w ich codziennym yciu. Miasto Bremen na zachodnich rubieach pozostawao niezalene od innych wsplnot, dajc Cassiusowi niewielk prb potwierdzenia jego pozycji jako przywdcy. Good Mead i Dougans Hole na poudniu nie miay zamiaru kry si w obwarowanym miecie, ani wysya oddziaw, aby pomc pozostaym w walce. Te dwa miasta nad Czerwonymi Wodami, najmniejszym z jezior i najuboszym w pstrgi, nie mogy sobie w aden sposb pozwoli na rozstanie si ze swymi odziami. Posuchay wezwania do jednoci ju pi lat wczeniej, w czasie zagroenia inwazj barbarzycw i cho poniosy najwiksze straty w walce spord wszystkich miast, osigny najmniej. Kilka grup przybyo z Lonelywood, lecz wikszo ludnoci najbardziej na pnoc wysunitego miasta wolaa pozosta z dala od tych spraw. Ich bohater straci twarz i nawet Muldoon teraz widzia halflinga w innym wietle i potraktowa ostrzeenie o inwazji, jak nieporozumienie, a moe nawet jak zaplanowany kawa. Najwiksze dobro regionu pado przytoczone mniejszymi zyskami osobistymi gupiej dumy. *** Regis wrci do Bryn Shander, eby poczyni osobiste przygotowania rankiem, po odejciu Wulfgara. Mia przyjaciela przybyego z Lonelywood ze swym najcenniejszym dobytkiem, przygldajcego si z przeraeniem jak dni upywaj bez adnych przygotowa na przyjcie zbliajcej si armii. Nawet po zebraniu halfling mia pewn nadziej, e lud uwiadomi sobie fakt nadcigajcej zagady i zjednoczy si, lecz teraz zaczyna raczej wierzy, e decyzja krasnoludw o opuszczeniu Dekapolis i zamkniciu si w swych kopalniach, bya jedyn szans, jak mieli, jeli chcieli przey. Regis czciowo oskara si o nadchodzc tragedi, bdc przekonany, e niezbyt troszczy si o wszystko. Gdy wraz z Drizztem obmylali plany wykorzystania sytuacji politycznej i siy rubinu do

zmuszenia miast do zjednoczenia si przeciwko barbarzycom, spdzili wiele godzin przewidujc pocztkowe odpowiedzi burmistrzw i rozwaajc warto kadego ze sprzymierzecw. Jednak tym razem Regis bardziej zawierzy ludnoci Dekapolis i kamieniowi, wyobraajc sobie, e bdzie mg po prostu uy ich siy, aby przekona kilku ostatnich wtpicych o powadze sytuacji. Jednak teraz Regis nie mg wytrzyma wagi swej winy, gdy sysza aroganckie i pene niedowierzania odpowiedzi nadchodzce z miast. Dlaczego powzi zamiar skonienia ludzi do bronienia si? Jeli byli wystarczajco gupi, aby przedoy wasn dum nad zniszczenie, to jaka odpowiedzialno, czy nawet jaka racja moga ich uratowa? - Masz to, na co sobie zasuye - powiedzia gono halfling, umiechajc si do siebie, gdy stwierdzi, e staje si tak samo cyniczny, jak Bruenor. Lecz gruboskrno bya jego jedyn obron w tej beznadziejnej sytuacji. Mia nadziej, e jego przyjaciel z Lonelywood przybdzie szybko. Jego sanktuarium znajdowao si pod ziemi. *** Akar Kessell siedzia na krysztaowym tronie w Sali Widze na trzecim pitrze Cryshal-Tirith, bbnic nerwowo palcami po porczy duego krzesa i patrzc intensywnie w ciemne lustro przed sob. Biggrin ju od duszego czasu spnia si z raportem o karawanie z posikami. Ostatnie wezwanie, jakie mag otrzyma z legowiska byo podejrzane i nie byo na tamtym kocu nikogo, kto przyjby jego odpowied. Teraz lustro w legowisku pokazywao tylko czer, opierajc si wszystkim prbom maga, aby przeszuka pokj. Jeli lustro zostaoby strzaskane, to Kessell byby w stanie wyczu przesunicie w swych wizjach. Lecz to byo bardziej tajemnicze, poniewa co, czego mag nie rozumia, blokowao jego widzenie na odlego. Ten dylemat denerwowa go, powodowa, i sdzi, e jest oszukiwany lub odkryty. Bbni nerwowo palcami. - Moe nadszed czas, aby podj jedyn decyzj - zasugerowa Errtu ze swego zwykego miejsca obok tronu maga. - Nie osignlimy jeszcze penej mocy! - odpar Kessell. - Nie

przybyo jeszcze wiele klanw goblinw i duy szczep olbrzymw. Barbarzycy take nie s gotowi. - Oddziay rw si do walki - podkreli Errtu. - Walcz midzy sob tak, e moesz ju stwierdzi, e twoja armia rozpada si wok ciebie! Kessell zgadza si, e utrzymanie razem szczepw goblinw tak dugo, byo ryzykownym i niebezpiecznym posuniciem. Moe byoby lepiej, gdyby natychmiast wymaszerowali, ale mag cigle chcia by pewien. Czeka, a bdzie mia najwiksze siy. - Gdzie jest Biggrin? - jkn Kessell. - Dlaczego nie odpowiada na me wezwania? - Jakie poczynili przygotowania ludzie? - zapyta nagle Errtu. Kessell jednak go nie sucha. Otar pot z twarzy. Moe kryszta i demon mieli racj i trzeba byo wysa mniej rzucajcych si w oczy barbarzycw do legowiska. Co pomyl sobie rybacy, gdy natkn si na tak niezwyk kombinacj potworw, zalegajcych na ich terenie? Czego bd si domylali? Errtu zauway z ponur satysfakcj niepokj Kessella. Demon i kryszta pchali Kessella ju wczeniej do uderzenia, w chwili, gdy przestay nadchodzi raporty od Biggrina. Lecz tchrzliwy mag, potrzebujcy wicej zabezpiecze nadal zwleka. - Mam i do oddziaw? - zapyta Errtu, pewien, e opr Kessella znikn. - Wylij gocw do barbarzycw i do szczepw, ktre jeszcze nie doczyy do nas - powiedzia Kessell. - Powiedz im, e walka u naszego boku oznacza witowanie zwycistwa! Lecz ci, ktrzy nie bd walczyli u naszego boku, upadn przed nami! Jutro wyruszamy! Errtu wyruszy z wiey bez wahania i wkrtce okrzyki radoci z powodu rozpoczcia wojny rozniosy si echem po olbrzymim obozie. Gobliny i olbrzymy biegay podekscytowane, zwalajc namioty i tratujc zapasy. Oczekiway na t chwil od wielu tygodni i teraz nie chciay traci czasu na kocowe przygotowania. Tej samej nocy olbrzymia armia Akara Kessella zwina obz i rozpocza dugi marsz w kierunku Dekapolis. W legowisku verbeegw lustro ledzce leao nienaruszone i nie roztrzaskane, lecz bezpiecznie nakryte przez Drizzta DoUrdena cikim kocem.

EPILOG Bieg w jasnym socu dnia, w ciemnym wietle gwiazd nocy, wschodni wiatr wia mu w twarz. Jego dugie nogi i wielkie kroki niosy go bezustannie, by zaledwie pykiem na pustych rwninach. Przez cae dnie Wulfgar par naprzd w absolutnych granicach wytrzymaoci, polujc i jedzc w czasie biegu, zatrzymujc si tylko, gdy zmusio go do tego wyczerpanie. Daleko na poudnie od niego, toczc si z Grzbietu wiata jak trujca chmura mierdzcych wyzieww, zbliay si siy goblinw i olbrzymw Akara Kessella. Z umysem spaczonym si woli krysztaowego reliktu, oczekiwali zagady lub zniszczenia. Ku zadowoleniu Akara Kessella. Trzy dni od doliny krasnoludw, barbarzyca wkroczy na szlaki wielu wojownikw idcych ku swemu przeznaczeniu. By szczliwy, e znalaz swj szczep tak szybko, lecz obecno tak wielu ladw powiedziaa mu, e plemiona zebray si razem, co byo powodem przypieszenia jego misji. Gnany koniecznoci bieg naprzd. Najwikszym przeciwnikiem Wulfgara nie byo zmczenie, lecz samotno. Walczy twardo o utrzymanie swych myli przy przeszoci w czasie dugich godzin, przypominajc sobie przysig zoon zmaremu ojcu i rozwaajc moliwoci swego zwycistwa. Unika kadej myli o swej drodze, rozumiejc jednak doskonale, e desperacja moe zniszczy jego plany. Jednak teraz jego droga bya jedynym wyborem. Nie mia szlachetnej krwi i nie mia Prawa Wyzwania w stosunku do Heafstaaga. Nawet, gdyby pokona wyzwanego krla, nikt z jego ludu nie mgby uzna go za przywdc. Jedynym sposobem, ktry mg zalegalizowa jego aspiracje do zostania przywdc klanu, by jaki heroiczny czyn. Odszed ku temu samemu celowi, ktry kusi wielu pretendentw do tronu, prowadzc ich w ramiona mierci. W cieniach zapadajcych za nim, krc z pen wdziku atwoci, ktra cechowaa jego ras, szed Drizzt DoUrden. Zawsze na wschd, w kierunku Lodowca Regheda, do miejsca zwanego Evermelt. W kierunku legowiska Ingeloakastimiziliana, biaego smoka, zwanego przez barbarzycw po prostu Mroc mierci.

CZ III CRYSHAL-TIRITH

21 LODOWY GROBOWIEC U podstawy wielkiego lodowca, ukryte w maej dolince, gdzie jedna z ostrg lodu przedzieraa si przez mocno potrzaskane szczeliny i gazy, znajdowao si miejsce zwane przez barbarzycw Evermelt. Gorce rdo zasilao ma sadzawk, gorce wody prowadziy nie koczc si walk z lodowymi krami i mrozem. Zaskoczeni przez wczesne niegi barbarzycy, ktrzy nie mogli znale drogi do morza za stadami reniferw, czsto szukali ucieczki w Evermelt. W najzimniejszym miesicu zimy mona byo tu znale nie zamarznite, podtrzymujce na duchu wody. Gorce opary sadzawki czyniy temperatur najbliszego otoczenia znon, o ile nie przyjemn. Jednak warto miay nie tylko ciepo i woda pitna Evermelt. Pod nieprzejrzyst powierzchni mtnej wody lea skarb klejnotw, zota i srebra, mogcy wspzawodniczy ze skarbami kadego krla w caym tym rejonie wiata. Kady z barbarzycw sysza legendy o biaym smoku, lecz wikszo uwaaa je tylko za dziwaczne opowieci, snute ku zachwytowi dzieci, przez posiadajcych wysokie mniemanie o sobie starcw. Smok bowiem nie wynurzy si ze swego ukrytego legowiska od wielu, wielu lat. Wulfgar wiedzia swoje. Gdy by mody, jego ojciec przypadkowo natkn si na wejcie do ukrytej jaskini. Gdy Beornegar pozna pniej t legend o smoku, zrozumia potencjaln warto tego odkrycia i spdzi cae lata na zbieraniu wszelkich informacji dotyczcych smokw, jakie mg znale szczeglnie biaych smokw, za Ingeloakastimiziliana w szczeglnoci. Beornegar poleg w walce pomidzy szczepami, zanim sprbowa dosta si do skarbw, lecz yjc w kraju, w ktrym mier bya zwykym gociem, przewidzia t ponur moliwo i zaszczepi sw wiedz synowi. Tajemnica wic nie umara wraz z nim. *** Wulfgar powali jelenia jednym uderzeniem Aegis-fanga i nis zwierz przez kilka ostatnich mil do Evermelt. By w tym miejscu ju dwa razy wczeniej, a mimo to, gdy przyszed tu tym razem niesamowite

jego pikno po raz kolejny zaparo mu dech w piersiach. Powietrze nad jeziorkiem przesonite byo welonem pary, za kawaki pywajcego lodu dryfoway przez mgliste wody, jak halsujce, widmowe okrty. Olbrzymie gazy otaczajce to miejsce byy szczeglnie barwne, w rozmaitych odcieniach czerwieni i pomaraczy, pokryte cieniutk warstewk lodu, ktry chwyta ogie soca i odbija wybuchy migotliwych barw w zaskakujcym kontracie do mglistej szaroci lodu lodowca. To byo cudne miejsce, chronione przed smutnym jkiem wiatru przez ciany lodu i ska, wolne od wszelkich zakce. Gdy jego ojciec zosta zabity, Wulfgar przysig w hodzie czowiekowi, ktry by przyczyn tej wyprawy, e speni jego marzenie. Mimo e inne rzeczy nagliy go do drogi, teraz zblia si z uszanowaniem do sadzawki, aby chwil si zastanowi. Wojownicy kadego szczepu tundry ryzykowali dla Evermelt z t sam nadziej, co on. Nigdy aden stamtd nie wrci. Mody barbarzyca postanowi to zmieni. Wysun sw dumn szczk i pocz obdziera jelenia ze skry. Pierwsz barier, jak musia pokona, bya sama sadzawka. Pod powierzchni woda bya zudnie ciepa i uspokajajca, lecz kady, kto wynurzyby si z sadzawki na powietrze, zamarzby na mier w cigu kilku minut. Wulfgar zdar skr z boku zwierzcia i zaczaj zdrapywa lec pod ni warstw tuszczu. Stopi go nad maym ogniskiem, a przybra konsystencj gstego mazida i natar nim swoje ciaa. Wziwszy gboki oddech, aby si uspokoi i skoncentrowa swe myli na czekajcym go zadaniu, cisn Aegis-fanga i znikn w Evermelt. Pod miertelnym woalem mgy wody okazay si spokojne, lecz gdy tylko odpyn od brzegu poczu silne, wirujce prdy gorcego strumienia. Uywajc poszarpanej skay, jako punktu orientacyjnego, wyznaczy dokadnie rodek sadzawki. Dopynwszy tam wzi ostatni oddech i pokadajc usiln wiar w instrukcjach ojca, pozwoli dziaa prdom i zanurzy si w wodzie. Opada przez chwil, a potem nagle zosta zniesiony przez gwny prd w kierunku pnocnego koca jeziorka. Nawet poniej mgy woda bya nieprzejrzysta, zmuszajc Wulfgara do uwierzenia na lepo, e da rad si od niej uwolni zanim straci oddech. By o kilka stp od lodowej ciany na brzegu sadzawki, gdy spostrzeg niebezpieczestwo. Spry si przed uderzeniem, lecz

prd nagle zakrci, pograjc go gbiej. Zamglenie przeszo w ciemno, gdy dotar do otworu pod lodem, ledwie na tyle szerokiego, aby mg si przeze przelizgn, chocia nieustajcy napr prdu nie dawa mu innego wyboru. Jego puca bagay o powietrze. Zagryz wargi, aby usta nie otworzyy si rabujc ostatni yk drogocennego tlenu. Potem wpad do szerokiego tunelu, w ktrym woda opada poniej poziomu jego gowy. Popiesznie zaczerpn powietrza, lecz nadal lizga si bezsilnie w wartko pyncej wodzie. Jedno niebezpieczestwo zostao pokonane. lizgawka zwijaa si i skrcaa, a gdzie z przodu wyranie rozbrzmiewa ryk wodospadu. Wulfgar usiowa zwolni swoj wdrwk, lecz nie mg znale adnego uchwytu dla rk, ani punktu zaczepienia dla stp, gdy podoga i ciany byy z lodu, wygadzonego przez stulecia pyncym tdy strumieniem. Barbarzyca rzuci si dziko, Aegis-fang wylecia mu z rk, gdy na prno usiowa wbi go w twardy ld. Nagle dotar do szerokiej i gbokiej jaskini i zobaczy przed sob spadek. Za brzegiem spadku tkwio kilka olbrzymich, lodowych iglic, cigncych si z kopulastego sufitu daleko poza zasig wzroku Wulfgara. Zobaczy swoj jedyn szans. Gdy zbliy si do krawdzi spadku, obj ramionami stalaktyt. Odpad tak szybko, jak si chwyci, lecz zobaczy, e otwr rozszerza si znowu, zbliajc si do podogi na spotkanie pierwszego. Przez chwil bezpieczny, rozejrza si po dziwnej jaskini zdumiony. Wodospad cakowicie pochon jego wyobrani. Z przepaci unosia si para dodajc widowisku surrealistycznego posmaku. Strumie spada z urwiska, jego wiksza cz pyna przez ma szczelin, pknicie zaledwie w pododze, trzydzieci stp poniej podstawy. Krople opuszczajce szczelin cinay si, opuszczajc gwny nurt strumienia i rozpryskiway si na wszystkie strony uderzajc o podog jaskini. Jeszcze cakowicie nie stwardniae kawaki ldoway twardo tam, gdzie upady, za cay teren u podstawy wodospadu by dziwnie rzebiony poamanym lodem. Aegis-fang wpad przez szczelin, z atwoci oczyszczajc may otwr i uderzy w jedn z rzeb, rozrzucajc wok lodowe skorupy. Mimo, e jego ramiona byy zdrtwiae od obejmowania lodowych naroli, Wulfgar szybko rzuci si na mot, ju prawie przymarznity tam, gdzie wyldowa i uwolni go od twardniejcych obj lodu.

Pod szklist podog tam, gdzie mot roztrzaska wierzchni warstw, barbarzyca zauway mroczny cie. Przyjrza si mu bliej, a potem cofn si od posiwiaego szronem obrazu. Doskonale zachowany, jeden z jego przodkw spad najwidoczniej, a potem zamarz w narastajcym lodzie tam, gdzie wyldowa. Ilu innych jeszcze, zastanawia si Wulfgar, spotka ten sam los? Nie mia czasu na dalsze rozwaania na ten temat. Jeden z nurtujcych go problemw sam si rozwiza, gdy wiksza cz sklepienia jaskini bya tylko o kilka stp pod powierzchni wiata dziennego i soce atwo odnalazo drog przez te czci, ktre byy czystym lodem. Nawet najmniejszy bysk pochodzcy z sufitu odbija si tysice razy od szklistych podg i cian, i caa jaskinia eksplodowaa odbitymi rozbyskami wiata. Wulfgar mocno ju odczuwa chd, lecz stopiony tuszcz chroni go na razie wystarczajco. Powinien przey pierwsze niebezpieczestwo tej przygody. Lecz widmo smoka wynurzao si gdzie z przodu. Z gwnego pomieszczenia odchodzio kilka krtych tuneli, wyrzebionych w dawno minionych dniach przez strumie, ktrego wody byy wtedy wysokie. Jednak tylko jeden z nich by wystarczajco wielki dla smoka. Wulfgar rozwaa moliwo przeszukania najpierw pozostaych, aby przekona si, czy nie znalazby mniej oczywistej drogi do legowiska, lecz blask i znieksztacenia wiata i niezliczone sople lodu zwisajce z sufitu, jak zby drapienika, oszaamiay go i wiedzia, e jeli zabdzi lub straci zbyt wiele czasu, zaskoczy go noc, gaszc wiato i obniajc temperatur poniej tego, co mg znie. Uderzy wic Aegis-fangiem w podog, aby skruszy resztki lodu, ktre do niego przywary i ruszy tunelem, ktry - jak wierzy doprowadzi mia go do legowiska Ingeloakastimiziliana. *** Smok chrapa gono obok swych skarbw w najwikszym pomieszczeniu lodowych jaski, przekonany po wiem latach samotnoci, e nie bdzie niepokojony. Ingeloakastimizilian, bardziej znany jako Mroca mier, popeni t sam pomyk, co wielu z jego rodu, ktrzy

zrobili swe legowiska w podobnych lodowych jaskiniach. Pyncy strumie, ktry dawa dostp do jaskini i ucieczk z niej, z biegiem lat mala, zamykajc smoka w krysztaowym grobowcu. Mroca mier cieszy si latami polowa na jelenie i ludzi. W krtkim czasie swej aktywnoci bestia zdobya z reputacj z powodu zniszcze poczynionych przez siebie i terroru, jaki zaprowadzi w okolicach. Jednak smoki, szczeglnie biae, ktre byy rzadko aktywne w zimnym rodowisku, mogy y setki lat bez jedzenia. Ich egoistyczna mio do skarbw moga podtrzymywa je przy yciu w nieskoczono, za skarb Mrocej mierci, mimo e niewielki w porwnaniu z olbrzymimi grami zota, zebranymi przez ogromne czerwone i niebieskie smoki w bardziej zaludnionych regionach, by najwikszym ze skarbw zgromadzonych przez smoki zamieszkujce tundr. Gdyby smok naprawd poda wolnoci, mgby prawdopodobnie przebi si przez lodowy sufit jaskini. Lecz Mroca mier uzna to ryzyko za zbyt wielkie i gdy spa, liczy swe monety i klejnoty w snach, co smoki uwaay za naprawd przyjemne. Jednak drzemicy smok nie zorientowa si w peni, jak bardzo by nieostrony. W czasie swej nieprzerwanej drzemki Mroca mier nie poruszy si od dziesicioleci, zimny koc lodu otuli dug posta, stopniowo grubiejc, a jedynym czystym miejscem bya dziura przed wielkimi nozdrzami, gdzie rytmiczne uderzenia wydychanego powietrza nie pozwalay na gromadzenie si lodu. Wulfgar, ostronie obchodzc rdo parskni, podszed do bestii. Patrzc na chwa Mrocej mierci, wzmoon jeszcze przez krystaliczny koc lodowy, Wulfgar a zachysn si z zachwytu. Stosy klejnotw i zota leay porozrzucane w jaskini pod podobnymi kopuami lodowymi i Wulfgar nie mg oderwa od tego oczu. Nigdy nie widzia takiej potgi, takiej mocy. Pewien, e bestia jest cakowicie przyszpilona, opuci mot. - Witaj, Ingeloakastimizilianie - zawoa, z uszanowaniem uywajc penego imienia bestii. Bladoniebieskie oczy otworzyy si nagle, a ich kipice pomienie rozbysy pod mg lodu. Wulfgara wbio w ziemi ich przeszywajce spojrzenie. Po pocztkowym wstrzsie zdoa jednak szybko przyj do siebie.

- Nie bj si, potna bestio - powiedzia miao. - Jestem honorowym wojownikiem i nie chc ci zabi w tak niesprawiedliwych okolicznociach. - Umiechn si chytrze. - Zadowol si tylko zabraniem twych skarbw! Lecz barbarzyca popeni fataln pomyk. Bardziej dowiadczony wojownik, nawet rycerz wyszedby poza ramy swojego kodeksu honorowego i zabiby smoka, gdy ten jeszcze spa. Kilku poszukiwaczy przygd, a nawet cae ich kompanie zawsze tak robiy ze zymi smokami kadego koloru i byy dumne z tego. Nawet Mroca mier, w pocztkowym szoku spowodowanym swym pooeniem tu po przebudzeniu, patrzc w twarz barbarzycy pomyla, e jest cakiem bezsilny. Olbrzymie minie, zatrofizowane przez brak aktywnoci, nie mogy oprze si wadze i chwytowi lodowego wizienia, jednak gdy Wulfgar wspomnia o skarbach, nowa fala energii usuna resztki letargu ze smoka. Mroca mier znalaz si we wciekoci i z wybuchem mocy przewyszajcym wszystko, co barbarzyca mg sobie wyobrazi, smok napi swe minie jak wzy, rozrzucajc dookoa wielkie kaway lodu. Gdy zesp jaski potnie si zatrzs, Wulfgar, stojcy na liskiej pododze, zosta powalony na plecy. W ostatniej chwili odtoczy si na bok, aby unikn uwolnionego przez wstrzs, ostrego jak wcznia spadajcego sopla lodu. Wulfgar szybko stan na nogach, lecz gdy si odwrci, stwierdzi, e stoi twarz w twarz z rogatym, biaym bem, pochylonym na wysoko jego oczu. Olbrzymie skrzyda smoka rozpostary si, otrzsajc ostatnie pozostaoci lodowej skorupy, a niebieskie oczy jak noe wbiy si w Wulfgara. Barbarzyca desperacko rozejrza si dokoa, w poszukiwaniu drogi ucieczki. Rozwaa moliwo rzutu Aegis-fangiem, ale wiedzia, e nie ma moliwoci zabicia potwora jednym uderzeniem. Nieuchronnie zaraz powinno nadej miercionone tchnienie. Mroca mier bada przez chwil swego przeciwnika. Gdyby zion, jego przeciwnik zmieniby si w kawaek zamarznitego misa. By mimo wszystko smokiem, straszliw besti i wierzy, prawdopodobnie nie bez podstaw, e pojedynczy czowiek nigdy go nie pokona, jednak ten potny mczyzna, a po czci i magiczny mot, gdy smok wyczuwa

jego magi, niepokoi go. Ostrono utrzymywaa Mroc mier przy yciu od wielu stuleci. Nie chcia wdawa si w bijatyk z tym czowiekiem. Zimne powietrze wdaro si do jego puc. Wulfgar usysza wcigniecie powietrza i odruchowo zanurkowa w bok. Nie mg w peni unikn wydechu, ktry potem nastpi, ranic jak stoek niewyobraalnego zimna, lecz jego zwinno w poczeniu z jelenim tuszczem, pozostawiy go przy yciu. Wyldowa za blokiem lodu, jego nogi pony od zimna, bolay go puca. Potrzebowa chwili, aby przyj do siebie, ale zobaczy bia gow, podnoszc si powoli w powietrzu, odrzucajc kawaki szczupej bariery. Barbarzyca nie mia prawa przey nastpnego tchnienia. Nagle kula ciemnoci pochona gow smoka i wpierw jedna, a potem druga strzaa o czarnym ostrzu zafurkotaa obok barbarzycy i uderzya w ciemno za nim. - Atakuj chopcze! Teraz! - krzykn Drizzt DoUrden od wejcia do pomieszczenia. Zdyscyplinowany barbarzyca instynktownie usucha swego nauczyciela. Krzywic si z blu obszed dokoa blok lodu i zbliy si do smoka. Mroca mier kiwa sw wielk gow tam i z powrotem, usiujc strzsn zaklcie ciemnego elfa. Nienawi poeraa besti, gdy trafia j nastpna strzaa. Jedynym yczeniem smoka byo zabi, mimo e olepiony, mia zmysy wyczulone w najwyszym stopniu; z atwoci wyczu pooenie drowa i zion znowu. Lecz Drizzt by rwnie doskonale wywiczony, zwaszcza jeeli chodzio o wiedz o smokach. Wymierzy dokadnie odlego od Mrocej mierci i stoek miertelnego mrozu okaza si za krtki. Barbarzyca zaatakowa bok oszoomionego smoka i z caej siy uderzy Aegis-fangiem w biae uski. Smok zwin si z blu. uski wytrzymay uderzenie, lecz smok nigdy nie odczu takiej siy ze strony czowieka i nie stara si o to, aby przekona si, czy jego bok wytrzyma nastpne uderzenie. Odwrci si, aby zion po raz trzeci w odsonitego barbarzyc. Trafia go jednak nastpna strzaa. Wulfgar zobaczy wielk kul smoczej krwi na pododze obok siebie, kula ciemnoci zacza si z wolna oddala. Smok rykn z wciekoci. Aegis-fang uderzy znowu, po raz trzeci. Jedna z usek pka i odpada, a

widok odsonitego smoczego cielska da Wulfgarowi nadziej na zwycistwo. Mroca mier przey wiele bitew i daleki by od poddania si. Smok wiedzia jak podatny jest na potne uderzenia mota i koncentrowa si na przeciwdziaaniu. Dugi ogon zatoczy krg nad pokrytym uskami grzbietem i uderzy w Wulfgara w chwili, gdy barbarzyca wzi nastpny zamach. Zamiast satysfakcji z poczucia, e Aegis-fang uderza w ciao smoka, Wulfgar sam zosta uderzony o zamarznity pagrek zotych monet lecy dwadziecia stp dalej. Jaskinia zawirowaa wok niego, jego wodniste oczy odbiy byski wiata. Straci przytomno. Zobaczy jeszcze Drizzta z wycignitymi jataganami, zbliajcego si do Mrocej mierci. Zobaczy smoka, zamierzajcego znw zion lodem. Zobaczy, z przeraajc jasnoci, ogromne sople lodu wiszce na suficie nad smokiem. Drizzt szed do przodu. Nie mia wypracowanej strategii przeciw tak wspaniaemu przeciwnikowi, mia jednak nadziej, e znajdzie jakie czue miejsce, zanim smok go zabije. Pomyla, e Wulfgar zakoczy ju walk i po tym potnym uderzeniu ogonem prawdopodobnie nie yje, by wic zaskoczony, gdy zobaczy nagy ruch z boku. Mroca mier take wyczu ruch barbarzycy i wysa ku niemu swj dugi ogon, aby zdusi dalsze zagroenie z flanki. Lecz Wulfgar ju pracowa rkoma. Ostatnim wysikiem zeskoczy z pagrka i wyrzuci Aegis-fang w powietrze. Ogon smoka uderzy i Wulfgar nie by pewien, czy jego desperacki wysiek zakoczy si sukcesem, ale wydawao mu si, e zobaczy na suficie byskawic, zanim zapad w ciemno. Drizzt by wiadkiem jego zwycistwa. Jak zaczarowany przyglda si, jak olbrzymi sopel lodu spada. Mroca mier, nie widzc niebezpieczestwa ukrytego w kuli ciemnoci i mylc, e mot polecia gdzie w bok, machn skrzydami. Szponiaste przednie apy ju unosiy si w gr, gdy lodowa wcznia wbia si w jego plecy, zwalajc go ponownie na ziemi. Drizzt nie widzia wyrazu pyska umierajcego smoka - jego gow otulia kula ciemnoci. Usysza jednak miertelny trzask podobnej do bicza szyi, wycignitej w nagym przeciwstawieniu si ruchowi, ktra podniosa si w gr i pka.

22 PRZEZ KREW LUB PRZEZ CZYN Ciepo niewielkiego ogniska przywrcio Wulfgara do przytomnoci. Niezupenie jeszcze odzyska zmysy i pocztkowo, gdy wygrzebywa si z koca, ktrego nie pamita, aby przynis ze sob, nie mg rozpozna swego otoczenia. Potem rozpozna Mroc mier, martwego smoka, lecego kilka jardw dalej - z jego plecw wyrasta potny sopel lodu. Kula ciemnoci rozproszya si ju i Wulfgar a sapn na widok celnoci strza drowa. Jedna strzaa wystawaa z lewego oka smoka, a opierzone bety dwu dalszych sterczay wprost z jego pyska. Wulfgar wycign rk, aby chwyci znajomy ksztat rkojeci Aegisfanga. Lecz mot nie lea obok niego. Walczc ze sztywnoci ng barbarzycy udao si wsta. Poszukiwa gorczkowo swej broni. Zastanawia si te gdzie by drow? Nagle usysza pukanie z ssiedniego pomieszczenia. Na sztywnych nogach wyszed ostronie za rg. By tam Drizzt, stojc na pagrku monet odbija ich lodow pokryw motem bojowym Wulfgara. Drizzt zauway Wulfgara i skoni si nisko w pozdrowieniu. - Mio mi, Pogromco Smokw! - zawoa. - I mnie mio, przyjacielu elfie - odpar Wulfgar, zadowolony, e znw widzi drowa. - Daleko za mn szede. - Niezbyt daleko - odpar Drizzt, odbijajc nastpny kawa lodu ze skarbu. - W Dekapolis nie ma zbyt wielu podniecajcych rzeczy, a nie mogem pozwoli ci wysforowa si naprzd we wspzawodnictwie w zabijaniu. Dziesi i p do dziesiciu i p - oznajmi umiechajc si szeroko. - I smok do podziau midzy nas. Ogaszam, e do mnie naley poowa udziau w zabiciu go. - Do ciebie i dobrze na to zasuye - zgodzi si Wulfgar. - I masz prawo do poowy upu. Drizzt pokaza may woreczek, wiszcy na cienkim, srebrnym acuszku na jego szyi. - Kilka drobiazgw - wyjani. - Nie potrzebuj bogactw i wtpi, abym by w stanie wiele std wynie. Tych kilka drobiazgw powinno wystarczy. Odgarn cz stosu, ktry uwolni od lodu, odkrywajc wysadzan

klejnotami rkoje miecza, jego czarna, adamantytowa rkoje bya po mistrzowsku rzebiona na podobiestwo uzbionej paszczy polujcego kota. Zawio wykonania zrobia wraenie na Drizzcie, ktry drcymi palcami wydoby reszt broni spod stosu zota. Jatagan. Jego zakrzywiona paszczyzna ostrza zrobiona bya ze srebra, z krawdziami z diamentu. Drizzt podnis go przed siebie, zachwycony lekkoci i doskonaym wywaeniem broni. - Kilka drobiazgw... i to! - poprawi si. *** Jeszcze przed spotkaniem smoka Wulfgar zastanawia si, jak wydostanie si z podziemnych jaski. - Prd wody jest zbyt silny, a brzeg wodospadu zbyt wysoki, aby wraca z powrotem przez Evermelt - powiedzia do Drizzta, cho wiedzia, e drow sdzi podobnie. - Nawet, gdyby udao si nam pokona te przeszkody, nie mam ju jeleniego tuszczu, aby ochroni nas przed zimnem, gdy wyjdziemy z wody. - Ja te nie zamierzam ponownie przechodzi przez wody Evermelt zapewni Drizzt barbarzyc. - Jednak polegam na mym duym dowiadczeniu i przygotowaem si na to, e mog znale si w takiej sytuacji! Std drewno na ogie i koc, ktrym ci nakryem, zawinite w focz skr. I to - wycign zza pasa kotwic o trzech ramionach i lekki, lecz mocny sznur. Ju wczeniej znalaz drog wyjcia. Drizzt wskaza otwr nad nimi w suficie. Lodowy sopel, strcony przez Aegis-fang, zabra ze sob cz sufitu pomieszczenia. - Nie sdz, ebym rzuci hakiem tak wysoko, lecz twoje potne ramiona powinny bez trudu wykona taki manewr. - Moe w lepszych czasach - rozway Wulfgar, - lecz teraz nie mam siy do takiej prby. - Gdy uderzy w niego oddech smoka, barbarzyca by bliszy mierci, ni zdawa sobie z tego spraw. Poziom adrenaliny, utrzymujcy si w czasie walki teraz opad, a Wulfgar czu przejmujce zimno. - Obawiam si, e moje zgrabiae rce nie zacisn si nawet na kotwicy. - To pobiegaj! - wrzasn drow. - Niech twoje ciao rozgrzeje si.

Wulfgar natychmiast rzuci si do biegu wok szerokiego pomieszczenia, zmuszajc krew, aby krya w jego zdrtwiaych nogach i palcach. Po niedugiej chwili zacz czu, jak wewntrzne ciepo znw ogarnia jego ciao. W drugim rzucie kotwica przeleciaa przez otwr i zahaczya si zapewne na jakim lodowym wystpie. Drizzt ruszy pierwszy, zwinny elf po prostu bieg po sznurze. Wulfgar zakoczy swoje sprawy w jaskini, zabierajc worek skarbw i kilka innych rzeczy, o ktrych wiedzia, e bd mu potrzebne. Mia duo wicej trudnoci z wspiciem si po sznurze ni Drizzt, lecz z pomoc drowa, udzielon mu z gry, wdrapa si na ld, zanim zachodzce soce zapado si pod lini horyzontu. Obozowali obok Evermelt, jedzc na kolacj dziczyzn i cieszyli si bardzo podanymi i dobrze zasuonymi wygodami ogrzewajcych ich wyzieww. Wyruszyli znw przed witem, kierujc si na zachd. Biegli obok siebie, wracajc ladami swych szalonych krokw, ktre zaniosy ich tak daleko na wschd. Gdy dotarli do ladw gromadzcych si szczepw barbarzyskich, obaj wiedzieli, e nadszed czas, aby si rozdzieli. - egnaj, dobry przyjacielu - powiedzia Wulfgar, pochylajc si nisko, eby zbada lady. - Nigdy nie zapomn tego, co dla mnie zrobie. - I ty egnaj, Wulfgarze - odpar pospnie Drizzt. - Niech twj potny mot bojowy przeraa twych wrogw w latach, ktre nadejd. - Odszed nie ogldajc si za siebie, lecz zastanawia si, czy jeszcze kiedy znw zobaczy swego duego przyjaciela ywym. *** Wulfgar na chwil odsun od siebie przynaglenia swej misji, aby przystan i zastanowi si nad emocjami, ktrych dozna, gdy po raz pierwszy zobaczy olbrzymie obozowisko zgromadzonych szczepw. Pi lat wczeniej, dumnie niosc sztandar Klanu osia, modszy Wulfgar maszerowa na podobne zgromadzenie, piewajc Pie Temposa i pijc mocny mid wraz z mczyznami, ktrzy chcieli walczy i prawdopodobnie umrze obok niego. Wtedy patrzy na walk inaczej, jak na chwalebn prb wojownika.

- Niewinne bestialstwo - mrukn, nasuchujc zaprzeczenia tych sw, gdy przypomnia sobie sw niewiedz cechujc dawno minione dni. Lecz jego postrzeganie gruntownie si zmienio. Bruenor i Drizzt, stawszy si jego przyjacimi i nauczywszy go zawioci ich wiata, skonkretyzowali ludzi, ktrych wczeniej uwaa tylko za przeciwnikw, zmuszajc go do innego spojrzenia na nastpstwa wasnych, okrutnych czynw. Wulfgar poczu w gardle gorycz ci, gdy pomyla o tym, e klany wyruszyy na nastpny najazd na Dekapolis. Czujc wrcz wstrt, e jego dumny lud maszerowa na wojn wraz z goblinami i olbrzymami. Gdy zbliy si do obrzey obozu, zobaczy, e nigdzie w obozie nie ma Hengorotu, ceremonialnej Sali Miodowej. Szereg maych namiotw, z ktrych kady oznaczony by odpowiednim sztandarem przywdcy poszczeglnego klanu, stanowi centrum zgromadzenia, otoczone ogniskami obozowymi zwykych onierzy. Przegldajc sztandary Wulfgar zobaczy, e obecne s prawie wszystkie klany, lecz ich poczone siy stanowiy nie wicej ni poow wielkoci zgromadzenia, jakie miao miejsce pi lat wczeniej. Wnioski Drizzta, e barbarzycy jeszcze nie doszli do siebie po masakrze na stokach Bryn Shander, brzmiay bolenie prawdziwie. Dwch stranikw wyszo na spotkanie Wulfgara. Nie uczyni prby ukrycia si przed nimi, trzymajc Aegis-fang przy nogach podnis rce, aby pokaza e jego zamiary s uczciwe. - Kim jeste, e przychodzisz bez eskorty i nie zaproszony na narad u Heafstaaga? - zapyta jeden ze stranikw. Oceni obcego, bdc najwidoczniej pod wraeniem oczywistej siy Wulfgara i potnej broni lecej u jego stp. - Z pewnoci nie jeste ebrakiem, szlachetny wojowniku, ale nie znamy ci. - Jednak ja ciebie znam, Revjaku, synu Jorna Czerwonego - odpar Wulfgar, poznajc mczyzn ze swego szczepu. - Jestem Wulfgar, syn Beornegara, wojownik Klanu osia. Zginem ci z oczu pi lat temu, gdy maszerowalimy na Dekapolis - wyjani, ostronie dobierajc sowa, aby zapobiec mwieniu o ich klsce. Barbarzycy nie mwili o tak nieprzyjemnych wspomnieniach. Revjak przyglda si uwanie modziecowi. By przyjacielem Beornegara i pamita jego chopca, Wulfgara. Policzy lata, porwnujc

wiek chopca, gdy widzia go po raz ostatni z obecnym wiekiem modzieca. Szybko usatysfakcjonowao go to, e podobiestwa byy wicej ni przypadkowe. - Witaj w domu, mody wojowniku! - powiedzia ciepo. - Uwaalimy ci za straconego. - Byem takim - odpar Wulfgar. - Widziaem wielkie i cudowne rzeczy i wiele si nauczyem. Wiele miabym ci do opowiedzenia, ale prawd mwic nie mam czasu na daremne rozmowy. Przyszedem, eby zobaczy si z Heafstaagiem. Revjak pokiwa gow i natychmiast poprowadzi Wulfgara midzy rzdami ognisk. - Heafstaag bdzie zadowolony z twego powrotu. Zbyt cicho, aby mg by usyszanym, Wulfgar odpar: - Nie sdz. *** Ciekawski tum zgromadzi si wok robicego niesamowite wraenie modego wojownika, gdy ten zblia si do centralnego namiotu obozowiska. Revjak wszed do rodka, aby oznajmi przybycie Wulfgara Heafstaagowi i natychmiast wrci z pozwoleniem krla na wejcie Wulfgara. Wulfgar pooy Aegis-fang na ramieniu, lecz nie ruszy w stron poy namiotu, ktr Revjak trzyma odchylon. - To, co chc powiedzie, powinno by powiedziane otwarcie i przed caym ludem - powiedzia wystarczajco gono, aby Heafstaag mg go usysze. - Niech Heafstaag wyjdzie do mnie! Na takie sowa wyzwania rozleg si wok niego pomruk niezadowolenia i zdziwienia, gdy w tumie rozeszy si pogoski mwice o Wulfgarze, synu Beornegara, jako o spadkobiercy krwi krlewskiej. Heafstaag wypad z namiotu. Podbieg na kilka stp od Wulfgara, jego pier unosia si cikim oddechem ze wciekoci, a jego jedyne widzce oko wbite byo w Wulfgara. Tum umilk, spodziewajc si, e bezlitosny krl zabije na miejscu impertynenckiego modzika. Jednak Wulfgar odpowiedzia Heafstaagowi takim samym gronym spojrzeniem

i nie cofn si ani o cal. - Jestem Wulfgar - oznajmi dumnie, - syn Beornegara, syna Beorne, wojownik Klanu osia, ktry walczy w Bitwie o Bryn Shander, wadajcy Aegis-fangiem, Wrogiem Olbrzymw - podnis wielki mot wysoko przed sob, - przyjaciel rzemielnikw krasnoludw i ucze pogranicznika Gwaerona Windstorma; zabjca olbrzymw i najedca legowiska; zabjca przywdcy mrozowych olbrzymw, Biggrina - przerwa na chwil, jego oczy zmruyy si w rozlewajcym si umiechu, wyprzedzajcym jego nastpne owiadczenie. Gdy zosta usatysfakcjonowany tym, e skupi najwysz uwag tumu, powiedzia: - Jestem Wulfgar, zabjca Smoka! Heafstaag zamruga oczyma. aden yjcy czowiek w caej tundrze nie ogosi tak dumnego tytuu. - dam Prawa Wyzwania - warkn Wulfgar niskim, gronym gosem. - Powinienem ci zabi - odpar Heafstaag tak chodno, jak mu si to tylko udao. Nie ba si adnego czowieka, lecz wiadom by potnych ramion Wulfgara i zwaw mini. Krl nie mia zamiaru teraz ryzykowa swej pozycji, na krawdzi oczekujcego go zwycistwa nad rybakami Dekapolis. Jeli mgby zdyskredytowa modego wojownika, wwczas lud nigdy nie pozwoliby na tak walk. Powinien zmusi Wulfgara do poniechania swego dania, albo powinien zabi go na miejscu. - Jakim prawem urodzenia wysuwasz takie danie? - Prowadzisz nasz lud na skinienie czarownika - odpar Wulfgar. Przysuchiwa si odgosom z tumu, aby zorientowa si w jego aprobacie lub dezaprobacie w kwestii tego oskarenia. - Pozwolie im wycign miecze we wsplnej sprawie z goblinami i orkami! - nikt nie odway si zaprotestowa gono, lecz Wulfgar wyczu, e wielu wojownikw byo w istocie rozwcieczonych nadchodzc bitw. To mogo tumaczy brak Sali Miodowej, ale Heafstaag by wystarczajco mdry, by wiedzie, e tumiona wcieko czsto wybucha w czasie wielkich emocji, towarzyszcym takim, jak ta uroczystociom. Revjak wtrci si zanim Heafstaag zdy odpowiedzie - sowami lub broni. - Synu Beornegara - powiedzia pewnie, - jak dotd nie zapracowae sobie na to, aby kwestionowa krlewskie rozkazy. Rzucie otwarte

wyzwanie; tradycyjne prawa wymagaj, aby udowodni krwi lub czynami, e masz prawo do takiej walki. W tonie Revjaka przebijao podniecenie i Wulfgar natychmiast si zorientowa, e stary przyjaciel jego ojca interweniowa, aby zapobiec nie zapowiedzianej, a przez to nieoficjalnej awanturze. Starszy mczyzna wierzy, e robicy wraenie mody wojownik moe sprosta daniom. Wulfgar wyczu te, e Revjak, a moe i wielu innych, miao nadziej, e wyzwanie zakoczy si jego zwycistwem. Wulfgar wyprostowa ramiona i umiechn si pewnie do swego przeciwnika, gromadzc coraz wiksz pewno co do tego, e jego lud pody haniebnym szlakiem Heafstaaga po prostu dlatego, e by przywizany do jednookiego krla i nie posiada nikogo nadajcego si do rzucenia wyzwania i pokonania go. - Czynami - powiedzia gadko. Nie spuszczajc z oczu Heafstaaga, Wulfgar rozwiza zrolowany koc, ktry mia na plecach i wycign dwa podobne do wczni przedmioty. Rzuci je niedbale na ziemi przed krlem. Ci z tumu, ktrzy mogli wyranie widzie cae przedstawienie, sapnli jednogonie i nawet niewzruszony Heafstaag zblad i cofn si o krok. - Nie mona odmwi wyzwaniu! - krzykn Revjak. Rogi Mrocej mierci. *** Zimny pot, ktry wystpi na twarz Heafstaaga, wiadczy o jego napiciu, gdy odwija ostatnie zwoje futra z ostrza swego ogromnego topora. - Zabjca Smoka! - warkn bezwiednie do swego chorego, ktry wanie wszed do namiotu. - Bardziej prawdopodobne, e natkn si na pic besti! - Wybacz, potny krlu - powiedzia modzieniec, - ale Revjak wysa mnie abym powiedzia ci, e nadszed ju wyznaczony czas. - Dobrze! - parskn Heafstaag, przecigajc kciukiem po byszczcym ostrzu topora. - Powinienem nauczy syna Beornegara szacunku dla swego krla! Wojownicy Klanu osia utworzyli krg wok walczcych. Mimo, e

byo to prywatne wydarzenie dla ludu Heafstaaga, inne klany przyglday si temu z zainteresowaniem z do pokanej odlegoci. Zwycizca nie zdobywa formalnej wadzy nad nimi, lecz byby krlem najpotniejszego i dominujcego klanu w tundrze. Revjak wszed do krgu midzy dwoma przeciwnikami. - Ogaszam Heafstaaga! - krzykn. - Krla Klanu osia! - Pocz wymienia dug list heroicznych czynw jednookiego krla. Pewno siebie Heafstaaga wydawaa si powraca w czasie tej recytacji, cho by troch wytrcony z rwnowagi i zy, e Revjak wybra najpierw ogaszanie jego czynw. Pooy donie na swych szerokich biodrach i rozglda si gronie po najbliszych widzach, umiechajc si, gdy ci odsuwali si od niego jeden po drugim. Spojrza te w ten sam sposb na swego przeciwnika, lecz ponownie jego kapitalna taktyka oniemielenia wroga zawioda go. - Przedstawiam take Wulfgara - kontynuowa Revjak, - syna Beornegara i pretendenta do tronu Klanu osia! - Wymienianie listy czynw Wulfgara zabrao oczywicie znacznie mniej czasu ni listy Heafstaaga. Lecz czyn wymieniony przez Revjaka jako ostatni wyrwna rnic midzy nimi. - Zabjc Smoka! - krzykn Revjak, a tum, dotychczas z uszanowaniem milczcy, z podekscytowaniem zacz wymienia midzy sob liczne pogoski, dotyczce zabicia przez Wulfgara Mrocej mierci. Revjak spojrza na obu przeciwnikw i wyszed z krgu. Nadszed dla nich honorowy czas. Ruszyli wok krgu, stpajc ostronie i wypatrujc nawzajem u siebie najmniejszej nawet oznaki saboci. Wulfgar zauway rys zniecierpliwienia na twarzy Heafstaaga, czst wad barbarzyskich wojownikw. Byby zupenie taki sam, gdyby nie bolesne lekcje Drizzta DoUrdena. Tysice upokarzajcych uderze jataganw drowa nauczyo Wulfgara tego, e pierwszy cios jest prawie tak samo wany, jak ostatni. W kocu Heafstaag parskn i rzuci si na niego. Wulfgar take rykn gono, ruszajc tak, jakby chcia przyj cios na gow. Lecz nagle, w ostatniej chwili, odskoczy w bok i Heafstaag, pchnity momentem pdu swej cikiej broni przebieg obok swego przeciwnika i wpad na pierwszy szereg widzw. Jednooki krl pozbiera si szybko i zaatakowa ponownie, dwukrotnie

bardziej rozwcieczony - przynajmniej tak uwaa Wulfgar. Heafstaag by krlem od wielu lat i walczy w niezliczonych bitwach, gdyby nigdy nie nauczy si dostosowywania swej techniki do walki, dawno ju zostaby zabity. Ruszy znw na Wulfgara, wszystko wskazywao na to, e kontroluje si mniej ni pierwszym razem, lecz gdy Wulfgar zszed mu z drogi, spotka olbrzymi topr Heafstaaga czekajcy na niego. Jednooki krl przewidzia unik i machn swym toporem w bok, rozcinajc rami Wulfgara od ramienia do okcia. Wulfgar zareagowa natychmiast, wyrzucajc w obronie Aegis-fanga, aby odeprze nastpne ataki. Niewiele znaczy poza swym zamachem, lecz jego cel by pewny i potny mot cofn Heafstaaga o krok. Wulfgar zyska chwil, eby zbada ran na swym ramieniu. Mg walczy dalej. - Dobrze odbijasz ciosy - zagrzmia Heafstaag, odstpujc na kilka krokw od swego przeciwnika. - Powiniene dobrze suy naszemu ludowi w szeregach. Strat jest to, e musz ci zabi! - Topr znw zatoczy uk, zadajc cios za ciosem we wciekej prbie szybkiego zakoczenia walki. W porwnaniu z furkoczcymi ostrzami Drizzta DoUrdena wydawao si, e topr Heafstaaga porusza si w limaczym tempie. Wulfgar nie mia trudnoci z odparowywaniem atakw, czsto zadajc tu i tam dobrze wymierzone ciosy, ktre dudniy w szerok pier Heafstaaga. Na twarzy jednookiego krla zaczo malowa si zniechcenie i sabo, wkrtce pokazaa si krew. - Zmczony przeciwnik czsto zadaje cios z caej siy - wyjania Drizzt Wulfgarowi w czasie tygodni treningu. - Lecz rzadko atakuje w prawidowym kierunku, kierunku, o ktrym myli, e ty mylisz, i on go wybierze! Wulfgar wypatrywa uwanie oczekiwanej pomyki. Zrezygnowany z powodu niemoliwej do przeamania, zrcznej obrony swego modszego i szybszego przeciwnika, spocony krl podnis swj wielki topr nad gow i rzuci si naprzd, wrzeszczc dziko dla podkrelenia wagi swojego ataku. Lecz odruchy Wulfgara byy wyostrzone do najdalszych granic moliwoci, a zbytnie podkrelenie ataku powiedziao mu o spodziewanej zmianie jego kierunku. Podnis Aegis-fang, jakby chcia zablokowa symulowane uderzenie, lecz

odwrci swj chwyt dokadnie w chwili, gdy topr opada z poziomu ramienia Heafstaaga i machn nim nisko w bok. W peni wierzc w wykonan przez krasnoludw bro, Wulfgar cofn sw wysunit do przodu stop i zrobi zwrot, eby spotka zbliajce si do niego ostrze podobnie wykrconym ciosem Aegis-fanga. Gowice obu broni uderzyy o siebie z niewiarygodn si. Topr Heafstaaga zatrzs si w jego rkach, a drenie to zwalio go na ziemi. Aegis-fang pozosta nie uszkodzony. Wulfgar mg z atwoci podej i skoczy z Heafstaagiem jednym uderzeniem. Revjak zacisn pici w oczekiwaniu nadcigajcego zwycistwa Wulfgara. - Nigdy nie zawstydzaj honoru gupot! - zaja Wulfgara Drizzt po jego niebezpiecznym ataku na smoka. Lecz Wulfgar oczekiwa po tej walce czego wicej, ni tylko zyskania przywdztwa klanu; chcia pozostawi niezatarte wraenie u wszystkich wiadkw. Rzuci Aegisfanga na ziemi i zbliy si do Heafstaaga na rwnych warunkach. Barbarzyski krl nie kusi swego szczcia. Skoczy na Wulfgara obejmujc go ramionami, w prbie powalenia go na ziemi. Wulfgar pochyli si do przodu na spotkanie ataku, zapierajc si w ziemi swymi potnymi stopami i zatrzymujc ciszego mczyzn. Zwarli si potnie, wymieniajc cikie ciosy, zanim udao im si chwyci wzajemnie na tyle blisko, aby uczyni uderzenia pici nieefektywnymi. Oczy obu walczcych byy niebieskie, a obrzmienia, otarcia i cicia widniay zarwno na twarzach, jak i na piersiach. Heafstaag by jednak sabszy, jego beczkowata klatka piersiowa unosia si wraz z kadym wysilonym oddechem. Obj ramionami Wulfgara w pasie i sprbowa raz jeszcze zwali na ziemi swego nieustpliwego przeciwnika. Nagle dugie palce Wulfgara zacisny si na skroniach Heafstaaga. Kciuki modzieca zbielay, ogromne minie na jego przedramionach i ramionach napiy si. Zacz zgniata. Heafstaag zorientowa si natychmiast, e znalaz si w opaach, gdy chwyt Wulfgara by potniejszy od chwytu biaego niedwiedzia. Krl szamota si dziko, jego potne pici biy w odsonite ebra Wulfgara w nadziei przeamania jego miertelnej koncentracji. Wulfgar tym razem przypomnia sobie lekcj Bruenora. - Pomyl o asicy, chopcze, nie zwaaj na mae uderzenia, lecz nigdy, nigdy nie pozwl mu, aby je kontynuowa!

Minie jego karku i ramion napiy si, gdy powali jednookiego krla na kolana. Przeraony moc chwytu Heafstaag zacz szarpa za twarde jak elazo przedramiona modzieca, na prno usiujc rozluni wzrastajcy nacisk. Wulfgar stwierdzi, e jest bliski zabicia jednego ze swego szczepu. - Poddaj si! - krzykn do Heafstaaga, szukajc jakiego innego wyjcia, ktre byoby do przyjcia. Dumny krl odpowiedzia ostatnim uderzeniem. Wulfgar wznis oczy w niebo. - Nie jestem taki jak on! - krzykn bezsilnie, usprawiedliwiajc si przed kadym, kto mgby go sysze. Lecz mia tylko jedno wyjcie. Potne ramiona modego barbarzycy poczerwieniay, gdy napyna do nich krew. Zobaczy w oczach Heafstaaga przeraenie, przechodzce w niezrozumienie. Usysza trzask amanych koci, poczu, jak czaszka rozpka si w jego potnych rkach. Revjak powinien teraz wej do krgu i ogosi nowego Krla Klanu osia. Jednak, podobnie jak inni wiadkowie sceny, zebrani wok niego, sta nie mrugnwszy okiem, z otwartymi ustami. *** Z pomoc zimnego wiatru, wiejcego mu w plecy, Drizzt pieszy przez ostatnie mile do Dekapolis. Tej samej nocy, w ktrej rozsta si z Wulfgarem, w zasigu jego wzroku pojawi si pokryty niegiem szczyt Kelvins Cairn. Widok jego domu spowodowa, e drow jeszcze bardziej przypieszy, lecz dokuczliwy przytyk na kracach jego zmysw, mwi mu, e jest co nie tak, jak zawsze. Ludzkie oko nigdy by tego nie zauwayo, lecz ostry wzrok drowa w nocy w kocu wyapa to co, wzrastajcy sup ciemnoci, zamazujcy na horyzoncie najnisze gwiazdy na poudnie od gry. I drugi, mniejszy, na poudnie od pierwszego. Drizzt przystan. Zmruy oczy, eby upewni si co do swych przypuszcze. Potem ruszy znowu, powoli, potrzebujc czasu na przemylenie innych tumacze, ktre mogyby by wzite pod uwag. Caer-Konig i Caer-Dineval pony.

23 POKONANI Flota Caer-Dineval owia ryby na najbardziej wysunitych na poudnie wodach Lac Dinneshere, zdobywajc przewag na pozostawionych przestrzeniach, gdy ludno Easthaven uciekaa do Bryn Shander. odzie Caer-Konig owiy na znajomych sobie terenach przy pnocnych wybrzeach jeziora. Jak rj rozwcieczonych pszcz, mierdzca armia Kessella skrcia na prawo, wok pnocnego wygicia Lac Dinneshere i rzucia si przez Przecz Lodowego Wichru. - Do portu! - krzykn Schermont i kapitanowie wielu innych statkw, gdy tylko otrzsnli si z pocztkowego szoku. Wiedzieli jednak, e nie uda im si zawrci na czas. Prowadzce rami armii goblinw uderzyo w Caer-Konig. Gdy pod budynki podoono pochodnie, ludzie na odziach zobaczyli strzelajce w niebo pomienie. Usyszeli mroce krew w yach wrzaski wstrtnych najedcw. Usyszeli krzyki umierajcych rodzin. Kobiety, dzieci i starcy, ktrzy znajdowali si w Caer-Konig nawet nie myleli o stawianiu oporu. Uciekali. Uciekali walczc o ycie. Gobliny jednak goniy ich i zabijay. Olbrzymy i ogry wpady do dokw, miadc biednych ludzi, ktrzy wymachiwali bezsilnie rkoma w kierunku powracajcej floty, lub zmuszay ich do szukania zimnej mierci w wodach jeziora. Olbrzymy niosy olbrzymie wory i gdy rybacy przypynli do portu, ich statki zostay zdruzgotane rzuconymi na nie gazami. Gobliny nadal napyway do skazanego na zagad miasta, lecz gwne siy ogromnej armii przepyny obok niego, kierujc si w stron drugiego miasta - Caer-Dineval. Tym razem ludno Caer-Dineval, ktra zobaczya dymy i usyszaa wrzaski, uciekaa ju do Bryn Shander lub do portu, przyzywajc swych eglarzy. Niestety flota Caer-Dineval, mimo e zapaa wschodni wiatr w drodze powrotnej przez jezioro, miaa przed sob cae mile wody. Rybacy widzieli supy dymu rosnce nad Caer-Konig i wielu domylio si, co si stao i zrozumiao, e ich ucieczka, nawet gdyby mieli agle pene wiatru, jest daremna. Na kadym pokadzie sycha byo jki szoku

i niedowierzania, gdy czarna chmura pocza zowieszczo wspina si z najbardziej na pnoc wysunitych dzielnic Caer-Dineval. Nagle Schermont podj desperack decyzj. Przyjmujc do wiadomoci fakt, e jego wasne miasto jest ju skazane, zaoferowa pomoc swym ssiadom. - Nie moemy tam pyn! - krzykn do kapitana najbliszego statku. - Przeka dalej: z powrotem na poudnie! Port Dineval jest jeszcze wolny! *** Z parapetu murw Bryn Shander, Regis, Cassius, Agorwal i Glensather przygldali si z przeraeniem, jak olbrzymie siy pyn obok dwch osaczonych miast, doganiajc uciekajc ludno Caer-Dineval. - Otwrz bramy, Cassiusie! - krzykn Agorwal. - Musimy wyj do nich! Nie maj szans dotarcia do miasta, jeli w jaki sposb nie opnimy pogoni! - Nie - odpar ze smutkiem Cassius, bolenie wiadom swej wielkiej odpowiedzialnoci. - Do obrony miasta potrzebny jest kady czowiek. Wyruszenie na otwarte rwniny przeciwko tak przewaajcym siom byoby daremne. Miasta nad Lac Dinneshere s skazane! - Oni s bezsilni! - odkrzykn Agorwal. - Kime jestemy, jeli nie moemy obroni swych pobratymcw? Jakie mamy prawo sta na tych murach, biernie przygldajc si, gdy tam trwa rze naszych ludzi? Cassius potrzsn gow, twardo pozostajc przy swej decyzji obrony Bryn Shander. Wkrtce, w panice wywoanej widokiem poncych miast po drugiej stronie, przemierzajc drug przecz Bremens Run, zaczli nadciga nastpni uciekinierzy z otwartego miasta Termalaine. Wicej ni tysic uciekinierw byo teraz w zasigu wzroku z Bryn Shander. Oceniwszy szybko posuwania si i odlego jaka im pozostaa, Cassius ustali, e powinni zbiec si na szerokich polach przed pnocnymi bramami stoecznego miasta. Gdzie pochwyc ich gobliny. - Ruszaj - powiedzia do Agorwala. - Bryn Shander nie zdoa uratowa mczyzn, lecz pola stan si wkrtce czerwone od krwi kobiet i dzieci. W poszukiwaniu pozycji nadajcych si do obrony, na ktrych

mogliby si okopa, Agorwal poprowadzi swych dzielnych ludzi drog prowadzc na pnocny wschd. Wybrali mae pasmo pagrkw, grzbiecik zaledwie, gdzie droga lekko opadaa. Okopani, gotowi do walki i na mier, czekali a minie ich ostatni z uciekinierw - przeraonych, krzyczcych, nie wierzcych, e uda im si dotrze do dajcego bezpieczestwo miasta, zanim zaatakuj ich gobliny. Czujc ludzk krew, najszybsi biegacze armii najedcy byli tu za uciekajcymi ludmi, w wikszoci matkami ciskajcymi kurczowo swe dzieci. Prowadzone chci dosignicia atwych ofiar, monstra nawet nie zauwayy zaczajonych si Agorwala. A do chwili, gdy nie zaatakowali ich czekajcy wojownicy. Wtedy byo ju za pno. Mczyni z Termalaine pochwycili gobliny w krzyowy ogie z ukw, a nastpnie mieczami zaatakowa Agorwal. Walczyli nieustraszenie, jak ludzie, ktrzy pogodzili si z czekajcym ich losem. Tuziny potworw legy martwymi, a wraz z kad upywajc minut coraz wicej ich padao, gdy rozwcieczeni wojownicy nacierali na ich szeregi. Lecz te wydaway si nie mie koca. Gdy pada jeden goblin, natychmiast zastpoway go dwa nastpne. Ludzie z Termalaine zostali wkrtce pochonici przez morze goblinw. Agorwal dotar do szczytu i obejrza si w stron miasta. Uciekajce kobiety pokonay ju spor odlego na rwninie, lecz poruszay si wolno. Jeli szeregi jego ludzi zaami si i uciekn, gobliny ogarn uciekinierw, zanim ci dotr do stokw Bryn Shander. A potwory byy tu za nimi. - Musimy wyj i wesprze Agorwala! - wrzasn Glensather do Cassiusa. Lecz tym razem burmistrz Bryn Shander by twardy. - Agorwal wypeni swoj misj - odpar Cassius. - Uciekinierzy dotr w obrb murw. Nie wyl nastpnych ludzi na mier! Nawet, gdyby w polu byy poczone siy Dekapolis, nie pokonayby wrogw! - Ju wczeniej mdry burmistrz zrozumia, e w adnym przypadku nie mog pokona Kessella. Dobrotliwy Glensather wyglda na zbitego z tropu. - We jakie oddziay na d - ustpi Cassius. - Niech pomog we wspinaczce wyczerpanym uciekinierom. Ludzie Agorwala byli teraz twardo naciskani. Burmistrz Termalaine

obejrza si znowu i ucieszy si; kobiety i dzieci byy bezpieczne. Przeszuka wzrokiem wysokie mury, wiadom tego, e Regis, Cassius i inni widz go, samotn posta na maym pagrku, lecz nie mg ich odrni wrd tumu gapiw, stojcego na parapetach murw Bryn Shander. Do walki doczyy nastpne gobliny, teraz wraz z ogrami i verbeegami. Agorwal pozdrowi swych przyjaci w miecie. Jego zadowolony umiech by szczery, gdy odwrci si i zaatakowa w d stoku, aby doczy do swych mnych oddziaw w ich ostatniej chwili. Regis i Cassius zobaczyli nagle, jak czarny przypyw przetoczy si nad kadym z dzielnych mczyzn z Termalaine. Pod nimi zatrzanito cikie bramy. Ostatni z uciekinierw znalaz si w rodku. *** Gdy ludzie Agorwala odnieli gorzkie zwycistwo na polu chway, jedyn si, ktra walczya z armi Kessella tego dnia i odniosa prawdziwe zwycistwo, byy krasnoludy. Klan z Mithril Hall spdzi cae dnie na pracowitych przygotowaniach do inwazji, jednak mao brakowao, by ta zupenie ich mina. Trzymane nieodpart si woli w dyscyplinie niesychanej jak na gobliny, a szczeglnie jak na rne rywalizujce ze sob szczepy; armia Kessella miaa okrelone i bezporednie plany wobec tego, co niosy ze sob kopalnie krasnoludw. Jednak i chopcy Bruenora mieli wasne plany. Nie mieli zamiaru pogrzeba si w swych kopalniach bez przynajmniej kilku odcitych gw goblinw, czy bez zdruzgotania rzepek kolanowych chociaby jednego, czy dwch olbrzymw. Kilku czonkw brodatego ludu wspio si na poudniowy szczyt ich doliny. Gdy brzeg armii za przepyn obok nich, krasnoludy zaczy urga im, wykrzykujc wyzwiska i rzucajc przeklestwa stawiajce w nie najlepszym wietle ich matki. To nie byo nawet konieczne. Orki i gobliny nienawidziy krasnoludw bardziej, ni jakiekolwiek inne ywe istoty i cay misterny plan Kessella, denia naprzd, ulecia z ich gw na sam widok Bruenora i jego pobratymcw. Zawsze godna krwi krasnoludw znaczna cz si wyamaa si z gwnego trzonu armii. Krasnoludy pozwoliy im si zbliy, prowokujc

ich szyderstwami do momentu, a potwory byy prawie przy nich. Wwczas Bruenor i jego klan zelizgnli si ze skalnej pki. - Dalej, zabawmy si, gupie psy - zachichota Bruenor zoliwie, znikajc im z oczu. Wycign lin. Bya to maa sztuczka, ktr obmyli sobie, ale ba si j wyprbowa. Gobliny runy w kamienist dolin, przewaajc liczebnie krasnoludy w stosunku czterech do jednego. Za nimi postpoway rozwcieczone ogry. Potwory nie miay najmniejszych szans. Krasnoludy wabiy ich nadal w gb najbardziej stromej czci doliny, na wskie, spadziste pki, osadzone na cianie urwiska, w ktrej widoczne byy liczne wejcia do jaski. Oczywiste miejsce na zasadzk, lecz gupie gobliny, oszalae na widok swych najbardziej znienawidzonych wrogw pary dalej naprzd, nie zwaajc na niebezpieczestwo. Gdy wikszo potworw znalaza si na pkach, a reszta zacza schodzi ju w dolin, zadziaaa pierwsza puapka. Cattibrie w cikiej zbroi, lecz majc na zapleczu wewntrzne tunele, pocigna za lewar zwalniajcy stanowisko na grnej grani doliny. Tony ska i wiru zwaliy si na tyln cz linii potworw, a ci, ktrym udao si utrzyma sw wtpliw rwnowag i unikn siy lawiny stwierdzili, e szlak za nimi jest zasypany i zamknity, nie dajc im adnej moliwoci ucieczki. Z ukrytych zaktkw zadwiczay ciciwy kusz i grupa krasnoludw wypada wprost na spotkanie prowadzcych goblinw. Bruenora z nimi nie byo. Ukry si dalej na szlaku i przyglda si jak gobliny, zajte atakiem na przedzie, przebiegaj tu obok niego. Mg je zaatakowa, ale chcia wikszej zdobyczy, czeka na ogry. Lina zostaa starannie odmierzona i rozwinita. Jedn z ptli na jej kocu zacisn wok swego pasa, drug za pewnie zawiza na skale, a potem wycign zza pasa dwa grone topory. Bya to ryzykowna gra, moe najbardziej niebezpieczna ze wszystkich, w jakich krasnolud kiedykolwiek bra udzia. Czyste podniecenie odmalowao si w formie szerokiego umiechu na twarzy Bruenora, gdy usysza nadchodzce ociale ogry. Umiecha si nadal, gdy dwa z nich przeszy wsk ciek obok niego. Wyskoczywszy ze swej kryjwki, Bruenor zaatakowa zaskoczone

ogry, rzucajc toporami prosto w ich gowy. Ogry okrciy si i udao im si uchyli przed nadlatujcymi ostrzami, lecz rzucona bro bya zaledwie odwrceniem ich uwagi. Prawdziw broni w czasie tego ataku byo ciao Bruenora. Zaskoczone atakiem, robic unik przed toporami, dwa ogry straciy rwnowag. Plan zakoczy si sukcesem, ogry z trudem znalazy oparcie dla swych stp. Napiwszy potne minie swych piekowatych ng, Bruenor wyskoczy w powietrze, uderzajc w najblisze monstrum, ktre wpado wraz z nim na drugiego ogra. Potoczyli si we trjk przez brzeg urwiska. Jednemu z ogrw udao si chwyci sw potn ap za twarz krasnoluda, lecz Bruenor natychmiast j ugryz i potwr musia j cofn. Przez chwil byli spadajcym galimatiasem wymachujcych dziko rk i ng, lecz w pewnym momencie lina Bruenora rozwina si do koca i wyrwaa go stamtd. - Przyjemnego ldowania, chopaki - zawoa Bruenor, gdy przesta ju spada. - Ucaujcie ode mnie kamienie! Powrotny zamach liny wynis Bruenora do wejcia do szybu kopalni na najniszej pce skalnej, za jego bezsilne ofiary spady i zabiy si. Kilka goblinw w szyku za ogrami przygldao si przedstawieniu w zupenym osupieniu. Teraz dopatrzyy si okazji, jak dawaa zwisajca lina na dostanie si do jednej z jaski i jeden po drugim zaczli si po niej spuszcza w d. Jednak Bruenor przewidzia take i to. Schodzce gobliny nie mogy zrozumie, dlaczego lina jest taka liska. Gdy Bruenor ukaza si na dolnej pce z kocem liny w jednej rce i zapalon pochodni w drugiej - natychmiast zrozumiay. Pomienie pobiegy w gr po naoliwionej linie. Bdcemu na samej grze goblinowi udao si wdrapa z powrotem na pk, reszt spotka ten sam los, co wczeniej nieszczsne ogry. Jeden o mao nie ocali swego ycia. Wyldowa ciko na niszej pce, jednak zanim zdoa stan na nogi, Bruenor kopniakiem strci go stamtd. Krasnolud pokiwa z aprobat gow, podziwiajc zwieczony sukcesem wynik swych dziaa. Zatar rce i rzuci si do szybu. Prowadzi on w gr, gdzie czy si z pooonymi wyej tunelami. Na grnej pce, cofajc si, walczyy krasnoludy, ich plan nie polega na walce na mier i ycie na zewntrz, lecz na zwabieniu potworw do

wej do tuneli. Zalepieni dz mordu, pozbawion wszelkich pozorw rozsdku najedcy atwo spenili to yczenie, z gry zakadajc, e ich przewaajca liczba zagoni krasnoludy w kt. W kilku tunelach rozleg si wkrtce szczk mieczy. Krasnoludy cofay si nadal, prowadzc monstra w kocow puapk. Nagle, z pooonej gdzie gbiej jaskini rozleg si dwik rogu. W odpowiedzi krasnoludy wyrway si z wiru walki i ucieky tunelami. Gobliny i ogry, mylc, e zmusiy swych wrogw do ucieczki, przystany tylko na chwil, aby wyda okrzyk zwycistwa i ponownie rzuciy si za swymi ofiarami. Lecz w gbszych tunelach pocignito za kilka lewarw, uruchomiono kocow puapk i wejcia do tuneli po prostu zapady si. Ziemia zatrzsa si potnie pod ciarem spadajcych ska i caa powierzchnia urwiska runa w d. Jedynymi potworami, ktre przeyy byy te, ktre znajdoway si na samym przedzie szeregw. Jednak zdezorientowane, potuczone si upadku i olepione kbami pyu, zostay natychmiast wycite w pie przez czekajce krasnoludy. Nawet ludzie, bdcy tak daleko, jak w Bryn Shander, odczuli drenie ziemi wywoane potn lawin. Rzucili si tumnie na pomocny mur, aby przeraeni przyglda si wzbijajcej si chmurze pyu, sdzc e krasnoludy zostay wanie unicestwione. Jednak Regis wiedzia lepiej. Halfling zazdroci krasnoludom, bezpiecznie ukrytym w swych dugich tunelach. W chwili, gdy zobaczy ognie wybuchajce w Caer-Konig, stwierdzi, e jego zwoka w miecie, w oczekiwaniu na przyjaciela z Lonelywood, kosztowaa go szans ucieczki. Teraz przyglda si bezsilnie i beznadziejnie, jak czarna masa zblia si do Bryn Shander. *** Floty na Maer Dualdon i Czerwonych Wodach popyny do swych macierzystych portw, gdy tylko zorientoway si, co si stao. Rybacy znaleli swe rodziny jak na razie bezpieczne, z wyjtkiem tych z Termalaine, ktrzy przypynli do opustoszaego miasta. Wszystko co mczyni z Termalaine mogli zrobi, gdy rozwanie wypynli znw na jezioro, to mie nadziej, e ich rodziny ucieky do Bryn Shander, lub

jakiego innego schronienia. Widzieli wanie pnocn flank armii Kessella, maszerujc tumnie przez rwniny w kierunku ich skazanego miasta. Targos, drugie najsilniejsze miasto i jedyne poza Bryn Shander z pewn nadziej utrzymania si przez duszy czas pod naporem ogromnej armii, zaprosio statki z Termalaine, aby wpyny do jego portu. Ludzie z Termalaine, wkrtce zaliczeni do bezdomnych, przyjli gocin swych zagorzaych wrogw na poudniu. Ich ktnie z ludmi Kempa wyday si w istocie mao wane w obliczu klski, jaka dotkna miasta. *** Generaowie goblinw, prowadzcy armi Kessella, w gwnej mierze byli przekonani, e opanuj Bryn Shander zanim zapadnie noc. Posusznie wykonali co do joty plan swego pana. Gwna cz armii zmienia kierunek i zamiast maszerowa na Bryn Shander, skierowaa si na poacie otwartego terenu rozcigajce si midzy stolic a Targos, nie dajc adnej moliwoci poczenia si obu potnych miast. Kilka szczepw goblinw wyamao si z gwnego ugrupowania i pomaszerowao na Termalaine, chcc osaczy tego dnia trzecie miasto. Jednak gdy znaleli miasto opustoszae, odstpili od zamiaru spalenia budynkw. Cz armii Kessella zaoya tu obozowisko, w ktrym moga czeka wygodnie na nadchodzce zwycistwo. Jak dwa wielkie ramiona, tysice potworw ruszyo na poudnie od gwnych si. Armia Kessella bya tak potna, e zaja cae mile przestrzeni midzy Bryn Shander, a Termalaine i cigle miaa jeszcze oddziay, mogce okry wzgrze, na ktrym leaa stolica. Wszystko zdarzyo si tak szybko, e gdy w kocu gobliny zaprzestay swych szalonych atakw, zmiana wydawaa si nadmiernie dramatyczna. Po kilku chwilach wstrzymujcego oddech spokoju Regis poczu, e napicie znowu wzrasta. - Dlaczego tego nie kocz? - zapyta dwu burmistrzw stojcych obok niego. Cassius i Glensather, znajcy si bardziej na sposobach prowadzenia wojny, rozumieli doskonale, co si stao.

- Nie maj powodu aby si pieszy, may przyjacielu - wyjani Cassius. - Czas dziaa na ich korzy. Regis nagle zrozumia. W czasie wielu lat spdzonych na bardziej zaludnionym poudniu, sysza wiele ywych opowieci, opisujcych okropnoci oblenia. Nagle wrci do niego obraz Agorwala, oddajcego z oddali ostatni salut, zadowolony wyraz twarzy burmistrza i jego pragnienie, aby zgin dzielnie. Regis w adnym wypadku nie chcia umiera, lecz potrafi sobie wyobrazi, co czekao jego i zapdzon w kt ludno Bryn Shander. Stwierdzi, e zazdroci Agorwalowi.

24 CRYSHAL-TIRITH Drizzt wkrtce wkroczy na zdeptan ziemi, na szlak, ktrym przechodzia armia. lady nie zaskoczyy drowa, gdy supy dymu ju wczeniej powiedziay mu, co si wydarzyo. Jedynym pytaniem, na ktre musia znale odpowied, byo, czy ktre z miast utrzymao si. Ruszy w stron gry, zastanawiajc si, czy ma jeszcze dom, do ktrego mgby wrci. Nagle wyczu czyj obecno, aur pochodzc z innego wiata, ktra dziwnie przypominaa mu dni jego modoci. Pochyli si, aby zbada ziemi jeszcze raz. Niektre lady byy wieymi ladami trolli, ale pewne zadrapania na ziemi nie mogy pochodzi od adnej miertelnej istoty. Drizzt rozejrza si niespokojnie dokoa, lecz jedynym dwikiem go dochodzcym by jk wiatru, a jedynymi sylwetkami widocznymi na horyzoncie byy szczyty Kelvins Cairn przed nim i Grzbiet wiata daleko na poudniu. Drizzt zatrzyma si na kilka chwil, eby spokojnie rozway te sygnay, usiujc lepiej zogniskowa znajome uczucie. Ruszy na prb. Rozpozna teraz rdo swych wspomnie, lecz dokadne szczegy pozostay nieuchwytne. Wiedzia za czym szed. Do Doliny Lodowego Wichru przyby demon. Kelvins Cairn wyrs przed Drizztem duo wikszy, zanim Drizzt zobaczy grup. Jego zdolno wyczuwania stworw z niszych planw, nabyta przez stulecia obcowania z nimi w Menzoberranzanie, zanim go zobaczy powiedziaa mu, e jest blisko demona. Spostrzeg nagle odlege postacie, p tuzina trolli maszerujcych w cisych szeregach, a porodku nich, grujc nad innymi sylwetk olbrzymiego potwora z Otchani. Nie may duch przodka, czy muszka - Drizzt rozpozna to natychmiast - lecz wielki demon. Kessell musia by naprawd potny, jeli utrzymywa tego wspaniaego potwora pod kontrol. Drizzt pody za nimi w ostronej odlegoci. Grupa zmierzaa jednak ku miejscu swego przeznaczenia i ostrono nie bya potrzebna. Drizzt nie chcia jednak traci adnej szansy, gdy wielokro by wiadkiem gniewu takich demonw. Byy one powszednim zjawiskiem w miastach droww, kolejnym dla Drizzta DoUrdena dowodem na to, e sposoby postpowania jego ludu nie s odpowiednie dla niego.

Zbliy si jeszcze bardziej, gdy co innego przycigno jego uwag. Demon nis ze sob may przedmiot promieniujcy tak magi, e drow, nawet z tej odlegoci, mg j wyranie odczu. Bya jednak maskowana take przez wasn emanacj demona, wic Drizzt nie mg si przyjrze temu dokadniej, cofn si wic ponownie. wiato tysicy obozowych ognisk stao si widoczne, gdy grupa i Drizzt zbliyli si do gry. Gobliny wysay zwiadowcw na cay ten teren i Drizzt stwierdzi, e zaszed na poudnie tak daleko, jak tylko mg. Przerwa swoj pogo i skierowa si na lepszy dla niego punkt obserwacyjny - na gr. Czasem, najlepiej sucym podziemnemu wzrokowi drowa, byy godziny tu przed wschodem soca, wic, mimo zmczenia, Drizzt zdecydowany by osign sw pozycj do tego czasu. Szybko wspi si na skay, stopniowo kierujc si wok poudniowego stoku gry. Nagle zobaczy ogniska obozowe otaczajce Bryn Shander. Dalej na wschd arzyy si wgle tego, co kiedy byo Caer-Konig i Caer-Dineval. Z Termalaine rozlegay si dzikie wrzaski i Drizzt wiedzia, e miasta nad Maer Dualdon wpady ju w rce wroga. W pewnym momencie przedwit zabarwi nocne niebo na niebiesko i stao si jasnym duo wicej. Drizzt najpierw spojrza na poudniowy kraniec doliny krasnoludw i uspokoi si widzc, e przeciwlega ciana runa. Lud Bruenora by teraz bezpieczny, a wraz z nim i Regis - jak przypuszcza drow. Lecz spojrzenie na Bryn Shander byo mniej uspokajajce. Drizzt sysza przechwaki orkw i widzia lady armii i jej ogniska obozowe, lecz nigdy nie wyobraa sobie a tak ogromnego zgromadzenia, ktre teraz rozcigao si przed nim, gdy wiato stao si janiejsze. Widok ten wstrzsn nim. - Ile szczepw goblinw zebrae Akarze Kessellu? - sapn. - A ilu olbrzymw nazywa ci panem? Wiedzia, e ludno Bryn Shander przeyje tak dugo, na ile im Kessell pozwoli. Nie mogli mie nadziei na utrzymanie w oporze wobec takiej siy. Przeraony odwrci si, aby poszuka jakiej dziury, w ktrej mgby troch odpocz. Nie mg udzieli adnej natychmiastowej pomocy, a wyczerpanie wzmagao jego poczucie bezsilnoci, nie pozwalajc mu myle konstruktywnie.

Gdy odchodzi, jego uwag przyku jaki nagy ruch na oddalonych rwninach. Z tej odlegoci nie mg odrni szczegw, armia wydawaa si tylko czarn mas, lecz wiedzia, e to przyby demon. Widzia czarniejsz plam jego zej obecnoci, posuwajc si w kierunku pustej przestrzeni, tylko o kilkaset jardw poniej bram Bryn Shander. Czu nadnaturaln aur potnej magii, ktr rozpozna ju wczeniej, jak ywe serce jakiej nieznanej formy ycia, pulsujcej w szponiastych rkach demona. Wok zgromadziy si gobliny, aby przyglda si spektaklowi, utrzymujc pen szacunku odlego od niebezpiecznego i nieobliczalnego dowdcy Kessella. - Co to jest? - zapyta Regis, cinity midzy gapiami na murze Bryn Shander. - Demon - odpar Cassius. - Duy. - Drwi z naszej szczupej obrony! - krzykn Glensather. - Jak moemy si osta przeciwko takiemu przeciwnikowi? Demon skoni si nisko, zajty rytuaem wywoania mocy krystalicznego obiektu. Postawi krystaliczny relikt na trawie i cofn si, ryczc tajemne sowa prastarego zaklcia wznis gos w crescendo, a niebiosa zaczy janie gronym ukazaniem si soca. - Szklany sztylet? - zapyta Regis, oszoomiony pulsowaniem obiektu. Nagle pierwszy promie witu ukaza si nad horyzontem. Kryszta zaiskrzy si i zapa wiato, zaginajc bieg promieni sonecznych i wchaniajc ich energi. Relikt znowu rozbys. Pulsowanie przybrao na sile w miar, jak soce wspinao si na wschodnim niebie, a jego wiato wysysane byo przez godny obraz Crenshinibona. Widzowie na murach a sapnli z przeraenia, zastanawiajc si, czy Akar Kessell wada samym socem. Tylko Cassius potrafi powiza moc krysztau ze wiatem sonecznym. Kryszta zacz rosn. Nabrzmiewa z kadym rozbyskiem, sigajc swego zenitu, potem zapada si troch, aby znw wzrosn z nastpnym rozbyskiem. Wszystko dokoa pozostawao w cieniu, gdy pochania cae wiato soneczne. Powoli, lecz nieustannie jego rednica wyduaa si, a wierzchoek wznosi si wysoko w powietrze. Ludzie na murach i potwory na rwninie odwracay oczy od janiejcej mocy Cryshal-Tirith. Tylko drow ze swego odlegego punktu obserwacyjnego i

demon, ktry by uodporniony na takie widoki, byli wiadkami, jak roso drugie wyobraenie Crenshinibona. Trzecia Cryshal-Tirith obudzia si do ycia. Wiea uwolnia soce, gdy rytua si speni i ca okolic skpao poranne wiato soneczne. Demon rykn zadowolony ze skutecznoci swego zaklcia i wkroczy dumnie w lustrzane drzwi nowej wiey, za nim wkroczyy trolle - osobista stra czarnoksinika. Pokonani mieszkacy Bryn Shander i Targos patrzyli na niewiarygodn budowl z mieszanin podziwu, uznania i przeraenia. Nie mogli si oprze nieziemskiemu piknu Cryshal-Tirith, znali jednak konsekwencje pojawienia si wiey: przybdzie Akar Kessell, pan goblinw i olbrzymw. *** Gobliny i orki pady na kolana, a caa ogromna armia podja zapiew Kessell, Kessell, fanatycznie oddajc cze czarnoksinikowi i wprawiajc tym w drenie ludzkich wiadkw caego widowiska. Drizzt take by zaniepokojony wzrostem wiernopoddastwa i wpywu, jaki czarnoksinik wywiera na normalnie niezalene klany goblinw. Drow uwiadomi sobie w tej chwili, e jedyn szans przeycia ludnoci Dekapolis jest mier Akara Kessella. Wiedzia, zanim rozway kad inn moliwo, e musi prbowa dosta maga. Jednak teraz potrzebowa odpoczynku. Znalaz zacienion dziur troch z tyu od przedniej ciany Kelvins Cairn i odda si ogarniajcemu go wyczerpaniu. Cassius take by zmczony. Burmistrz sta przez ca chodn noc na murach, badajc ogniska obozowe, aby oceni ile pozostao z naturalnej wrogoci midzy niesubordynowanymi klanami. Widzia niewielkie nieporozumienia i sysza wyzwiska, lecz nie byo to nic na tyle skrajnego, co mogoby sugerowa, e armia rozpadnie si w czasie oblenia. Nie mg zrozumie, w jaki sposb czarnoksinik osign tak unifikacj arcywrogw. Pojawienie si demona i wzniesienie Cryshal-Tirith pokazao mu niewiarygodn si, jak rozporzdza Kessell. Wkrtce doszed do tych samych wnioskw, co drow. Jednak w przeciwiestwie do Drizzta, burmistrz Bryn Shander nie uda si na

spoczynek, gdy na rwninach uspokoio si, nawet pomimo protestw Regisa i Glensathera, niepokojcych si o jego zdrowie. Na swych barkach Cassius dwiga odpowiedzialno za kilka tysicy przeraonych ludzi, stoczonych w obrbie murw miasta i dlatego nie byo dla niego mowy o spoczynku. Potrzebowa informacji; musia znale jaki saby punkt w, wydawaoby si, niewraliwej na nic zbroi czarnoksinika. Tak wic, burmistrz przyglda si pilnie i cierpliwie przez pierwszy, dugi dzie oblenia, ktry min bez specjalnych wydarze, zapamitujc rodzaj wizw, jakimi powizane byy ze sob szczepy goblinw i porzdek hierarchiczny, ktry okrela odlego kadej grupy od centrum, jakim bya Cryshal-Tirith. *** Daleko na wschd floty Caer-Konig i Caer-Dineval przycumoway w porcie opustoszaego miasta Easthaven. Kilka zag zeszo na brzeg, aby zebra zapasy, lecz wikszo ludzi pozostaa na pokadach, niepewna jak daleko na wschd siga czarne rami. Jensin Brent i jego odpowiednik z Caer-Konig przejli w peni kontrol nad obecn sytuacj z pokadu Poszukiwacza Mgie, flagowej jednostki Caer-Dineval. Zapomniano o wszystkich niesnaskach midzy obu miastami, przynajmniej na jaki czas - mimo, e syszano obietnice wiecznej przyjani na pokadzie kadego statku na Lac Dinneshere. Obaj burmistrzowie zgodzili si co do tego, e nie powinni opuszcza wd jeziora i ucieka, gdy zdawali sobie spraw, e nie maj dokd. Wszystkie dziesi miast byo zagroone przez Akara Kessella, za Luskan oddalone byo o pene czterysta mil i leao na drodze armii Kessella. Sabo zaopatrzeni uchodcy nie mieli nadziei dotrze tam przed pierwszymi niegami zimy. eglarze, ktrzy zeszli na ld, powrcili wkrtce na pokady z oczekiwanymi wieciami, e Easthaven nie zostao jeszcze, jak dotd dotknite przez ciemno. Wysano na brzeg wicej zag, aby przyniosy dodatkow ywno i koce, lecz Jensin Brent zaleci im ostrono, uwaajc, e lepiej jest utrzymywa wikszo uchodcw na wodzie, poza zasigiem Kessella. Bardziej obiecujce wieci nadeszy wkrtce potem.

- Sygnay z Czerwonych Wd, burmistrzu Brent! - zawoa marynarz z bocianiego gniazda Poszukiwacza Mgie. - Ludno Good Mead i Dougans Hole nie poniosa strat! - Podnis swe urzdzenie do przekazywania wiadomoci, may kawaek szka, wycity w Termalaine i przeznaczony do skupiania wiata sonecznego do sygnalizacji na jeziorach, przy uyciu skomplikowanych, cho ograniczonych kodw. Odpowiedziano na moje sygnay! - Gdzie oni s? - zapyta podniecony Brent. - U wschodnich wybrzey - odpar wachtowy. - Wypynli ze swych osiedli, uwaajc je za nie nadajce si do obrony. Jak dotd nie pokaza si tam aden z potworw, ale burmistrz uwaa, e dalsza cz jeziora powinna by dla nich bezpieczniejsza, dopki najedcy nie odejd. - Utrzymuj czno - poleci Brent. - Daj mi zna, gdy bdziesz mia nowe wiadomoci. - Dopki najedcy nie odejd? - powtrzy Schermont z niedowierzaniem, podchodzc do Jensina Brenta. - Gupio pena nadziei ocena sytuacji, zgadzam si - powiedzia Brent. - Lecz sprawia mi ulg wiadomo, e nasi krewniacy na poudniu jeszcze yj! - Pjdziemy tam? Poczymy nasze siy? - Nie teraz - odpar Brent. - Obawiam si, e nie byoby zbyt bezpiecznie na otwartej przestrzeni midzy jeziorami. Potrzebujemy wicej informacji, zanim podejmiemy jakie efektywne dziaania. Utrzymujmy na razie komunikacj midzy jeziorami. Zbierzmy ochotnikw, eby zanieli przesanie na Czerwone Wody. - Naley ich wysa natychmiast - zgodzi si Schermont odchodzc. Brent pokiwa gow i spojrza znw ponad jeziorem, na zamierajce dymy nad jego domem. - Wicej informacji - mrukn do siebie. Pniej tego dnia wyruszyli inni ochotnicy na bardziej niebezpieczny zachd, aby zbada sytuacj w stolicy. Brent i Schermont wykonali majstersztyk w zapobieeniu wybuchowi paniki, ale nawet jeli udao si osign pewn dyscyplin, pocztkowy wstrzs, wywoany nag i miercionon inwazj, pozostawi wikszo tych, ktrzy przeyli z Caer-Konig i Caer-Dineval w stanie cakowitej rozpaczy. Jensin Brent stanowi chlubny wyjtek. Burmistrz Caer-Dineval

by odwanym wojownikiem, ktry niezomnie odmawia poddania si, walczy do ostatniego tchu. eglowa na swym dumnym statku flagowym wzdu kotwicowisk innych statkw, gromadzc wok siebie ludzi okrzykami przyrzekanego odwetu na Akarze Kessellu. Teraz wyczekiwa na Poszukiwaczu Mgie na przeomowe wiadomoci z zachodu. Po poudniu usysza woanie, o ktre si modli. - Trzymaj si! - krzykn wachtowy z bocianiego gniazda, gdy rozbysn sygna sygnalizatora. - Bryn Shander si trzyma! Nagle optymizm Brenta przerodzi si w wiar. Nieszczsna grupka bezdomnych ofiar daa zemsty. Wysano natychmiast nastpnych posacw, aby zanieli nowiny na Czerwone Wody, e Kessell, jak dotychczas, nie odnis jeszcze cakowitego zwycistwa. Na obu jeziorach sumiennie zaczto oddziela wojownikw od osb cywilnych, umieszczajc kobiety i dzieci na najciszych i najmniej wartociowych pod wzgldem eglugowym odziach, za onierzy okrtowano na lejszych statkach. Wyznaczone statki wojenne ruszyy nastpnie do nie zajtych portw, skd mogy szybko wypyn na jeziora. Ich agle sprawdzono i zwinito w gotowoci do szybkiej podry, ktra miaa zanie ich dzielne zaogi na pole bitwy. Albo, jak gosi dumny dekret Jensina Brenta - w podr, ktra winna zanie ich dzielne zaogi po zwycistwo! *** Regis doczy do Cassiusa na murze, gdy zauwaono sygna aparatu na poudniowo-zachodnich wybrzeach Lac Dinneshere. Halfling spa przez wikszo nocy i dnia uwaajc, e rwnie dobrze moe zosta zabity robic to, co najbardziej lubi. By zaskoczony, gdy si obudzi; spodziewa si przecie, e jego sen bdzie trwa ca wieczno. Cassius zacz teraz ocenia sytuacj troch inaczej. Uoy dug list potencjalnych wyomw w niesfornej armii Akara Kessella; orki zncay si nad goblinami, olbrzymy za zncay si nad obiema rasami. Gdyby tylko mg znale sposb, aby wystarczajco dugo utrzyma widoczn nienawi midzy klanami goblinw, eby znalazy si ofiary w siach Kessella... Nagle sygna z Lac Dinneshere i nastpne doniesienia o podobnych

rozbyskach na dalszym brzegu Czerwonych Wd day burmistrzowi pewn nadziej, e oblenie moe zosta przerwane i Dekapolis moe przey. Chwil pniej ukaza si w penej dramaturgii scenerii czarnoksinik i obudzone nadzieje Cassiusa zgasy. Wpierw zaczo pulsowa czerwone wiato, krc w szklistej cianie u podstawy Cryshal-Tirith. Potem drugi bysk, tym razem niebieski, wznis si w gr wiey, wirujc w przeciwnym kierunku. Powoli otoczyy ca wie, mieszajc si w ziele, potem rozdzieliy si i kontynuoway sw wdrwk. Wszyscy, ktrzy mogli widzie hipnotyzujcy pokaz, patrzyli w oczekiwaniu, niepewni, co to moe oznacza na przyszo, lecz take przekonani, e nadciga kolejna manifestacja przeraajcej mocy. Krce wiata pospieszyy w gr, ich intensywno wzrastaa wraz z ich prdkoci. Wkrtce caa podstawa wiey otoczona zostaa zielon powiat, tak jaskraw, e patrzcy na to odwracali oczy. Z powiaty wystpiy dwa przeraajce trolle, kady z nich trzyma ozdobne zwierciado. wiata zwolniy i w kocu zatrzymay si. Sam widok obrzydliwych trolli wywoa u ludnoci Bryn Shander ch wymiotw, lecz wszyscy byli tak zafascynowani widokiem, e nikt si nie odwrci. Potwory podeszy do podna wzgrza, na ktrym stao miasto i stany twarzami do siebie, celujc swymi lustrami w siebie nawzajem, cigle jednak chwytajc w nie odbicie Cryshal-Tirith. Bliniacze promienie wiata wystrzeliy z wiey, kady z nich uderzy w jedno z luster, zbiegajc si znowu w poowie odlegoci midzy trollami. Naga emanacja z wiey, jak rozbysk byskawicy, pozostawia pole midzy potworami pokryte welonem dymu, a gdy ten si rozwia zamiast zbiegajcych si promieni wiata staa tam krucha, zgita figura mczyzny w czerwonej, satynowej szacie. Gobliny ponownie upady na kolana i ukryy swe twarze w ziemi. Przyby Akar Kessell. Spojrza w kierunku Cassiusa na murze, drwicy umiech rozla si na jego wskich wargach. - Witaj, burmistrzu Bryn Shander - zakraka. - Witaj w moim piknym miecie! - Umiechn si krzywo. Cassius nie mia wtpliwoci, e czarnoksinik zobaczy go, cho nie przypomina sobie, eby kiedykolwiek widzia tego czowieka i nie

wiedzia, w jaki sposb ten mg go pozna. Spojrza na Regisa i Glensather u nich szukajc wyjanienia, ale obaj wzruszyli ramionami. - Tak, znam ci, Cassiusie - powiedzia Kessell. - I ciebie pozdrawiam, dobry burmistrzu Glensatherze. Powinienem si domyle, e jeste tutaj; ludzie z Easthaven zawsze gotowi s doczy do sprawy, choby nie wiadomo jak beznadziejnej! Teraz Glensather patrzy ogupiay na swych towarzyszy - take i on nie uzyska wyjanienia na nieme pytanie. - Znasz nas - odpar Cassius do zjawy, - ale my ciebie nie znamy. Wydaje si, e masz nieszlachetn przewag. - Nieszlachetn? - zaprotestowa czarnoksinik. - Wykorzystuj kad przewag, gupi czowieku! - Znowu si rozemia. - Znasz mnie, a przynajmniej Glensather powinien. Burmistrz Easthaven znowu wzruszy ramionami w odpowiedzi na pytajce spojrzenie Cassiusa. Wydawao si, e gest ten rozzoci Kessella. - Spdziem kilka miesicy w Easthaven - warkn czarnoksinik. Pod postaci ucznia magw z Luskanu! Zrczne, nieprawda? - Pamitasz go? - zapyta cicho Cassius Glensathera. - To moe by bardzo wane. - To moliwe, e zatrzyma si w Easthaven - take szeptem odpar Glensather. - Jednak adna grupa z Wiey nie przybya do mojego miasta ju od kilku lat. Jestemy otwartym miastem i wielu obcych przybywa wraz z kad przejedajc karawan kupieck, mwi ci prawd, Cassiusie, nie przypominam sobie tego czowieka. Kessell by oburzony. Tupn z niecierpliwoci nog, a umiech na jego twarzy zastpio kwane wydcie warg. - Moe mj powrt do Dekapolis przywoa wicej wspomnie, gupcy! - warkn. - Sucie Akarowi Kessellowi, Tyranowi Doliny Lodowego Wichru! - Krzykn. - Ludu Dekapolis, przyby wasz pan! - Twoje sowa s troch przedwczesne... - zacz Cassius, lecz Kessell przerwa mu oszalaym wrzaskiem. - Nigdy wicej mi nie przerywaj! - krzykn czarnoksinik, yy na jego szyi nabrzmiay, a jego twarz nabiega krwi. Po chwili, gdy Cassius zamilk kompletnie zdumiony, wydawao si, e Kessell odzyska panowanie nad sob.

- A lepiej si tego naucz, dumny Cassiusie - zagrozi. - Powiniene si nauczy! - Odwrci si w stron Cryshal-Tirith i warkn proste sowo rozkazu. Wiea na chwil poczerniaa, jakby wzdragaa si uwolni odbicie sonecznego wiata. Nastpnie daleko w swych gbiach zacza janie wiatem, ktre wydawao si by bardziej jej wasnym, ni odbiciem wiata dziennego. Z kad upywajc sekund barwa zmieniaa si, a wiato zaczo wspina si i okra dziwne ciany. - Sucie Akarowi Kessellowi! - oznajmi czarnoksinik, cigle marszczc brwi. - Spjrzcie na wspaniao Crenshinibona i porzucie wszelk nadziej! Coraz wicej wiata poczo rozbyskiwa w cianach wiey, wznoszc si i opadajc bezadnie, krc wok budowli w szalonym tacu, krzyczcym o uwolnienie. Stopniowo wiata wspinay si a na szpicem zakoczon wieyczk, ktra zacza pon, jakby od ognia, zmieniajc barwy przez cae spektrum, a biay rozbysk pocz rywalizowa z blaskiem samego soca. Kessell krzykn, zupenie jakby przeywa orgazm. Ogie zosta uwolniony. Wystrzeli cienk, palc lini na pnoc, w kierunku nieszczsnego miasta Targos. Wielu gapiw stao na wysokich murach Targos, cho wiea bya duo dalej od nich, ni od Bryn Shander i wygldaa jak byszczcy punkcik na odlegej rwninie. Nie mieli pojcia co si dzieje w okolicach stolicy, jednak zobaczyli jeszcze promie ognia zbliajcy si do nich. Dla nich byo ju za pno. Wcieko Akara Kessella uderzya w dumne miasto, zbierajc niwo nagego zniszczenia. Ognie wystrzeliy wszdzie dokoa zabjczej linii. Ludzie zaskoczeni na bezporedniej drodze promienia nie mieli nawet szansy krzykn, zanim po prostu nie wyparowali. Jednak ci, ktrzy przeyli pierwszy atak, kobiety, dzieci i zahartowani w tundrze mczyni, ktrzy patrzyli w twarz mierci wicej ni tysic razy, mogli krzycze. Ich jk pobieg przez spokojne jezioro do Lonelywood i Bremen, do cieszcych si goblinw w Termalaine i przez rwniny do przeraonych wiadkw w Bryn Shander. Kessell skin rk i lekko zmieni kt promienia, kierujc zniszczenie na Targos. Kada wiksza budowla w miecie wkrtce pona, a setki ludzi leao martwych lub umierajcych, aonie tarzajc si po ziemi,

chcc ugasi pomienie, ktre ogarny ich ciaa, lub starajc si bezskutecznie zaczerpn powietrza w gstym dymie. Kessell rozkoszowa si t chwil. Lecz nagle poczu bezwiedne mrowienie w grzbiecie. Wydawao si, e wiea take si zatrzsa. Czarnoksinik cisn relikt trzymany cigle pod fadami swej szaty, zrozumia, e przekroczy granice mocy Crenshinibona. Na Grzbiecie wiata pierwsza wiea, ktr wznis Kessell, rozpada si w gruzy. Daleko na otwartych rwninach druga uczynia to samo. Relikt, wykorzystany do granic wytrzymaoci zniszczy wyobraenia wie, wysysajcych jego moc. Kessell take by osabiony tym wysikiem, a wiata pozostaej Cryshal-Tirith poczy sabn i w kocu zgasy. Promie take zamigota i zgas. Lecz zdy zrobi swoje. Gdy agresor zaatakowa, Kemp i inni dumni przywdcy Targos obiecali swemu ludowi, e bd broni miasta do ostatniego czowieka, lecz nawet uparty burmistrz stwierdzi, e nie maj wyboru i musz ucieka. Na szczcie samo miasto, ktre przyjo impet ataku Kessella, znajdowao si na wysokim terenie, grujc nad chronion powierzchni zatoki. Flota pozostaa nienaruszona. Bezdomni rybacy w Termalaine byli ju wczeniej w dokach, oni pozostali na swych kutrach po zawiniciu do Targos. Gdy stwierdzili niewiarygodne rozmiary zniszczenia, dokonanego w samym miecie, zaczli przygotowywa si do przyjcia nadcigajcych napywu ostatnich uciekinierw wojennych. Wikszo odzi obu miast wypyna w czasie tych minut ataku, zdecydowana uchroni swe wraliwe agle przed niesionymi wiatrem iskrami i innymi arzcymi si szcztkami. Kilka statkw pozostao, nie zwaajc na wzrastajce niebezpieczestwo, aby uratowa kadego przybywajcego do portu. Ludzie w porcie Bryn Shander pakali syszc nieustajce wrzaski umierajcych. Jednak Cassius, poerany przez sw ch znalezienia i zrozumienia widocznej saboci, ktr Kessell dopiero co objawi, nie mia czasu na zy. Prawda, e pacz dotyka go tak gboko, jak kadego innego, lecz nie chcc okaza lunatycznemu Kessellowi nawet cienia saboci, zmieni wyraz twarzy ze smutnego w elazny wyraz wciekoci. Kessell zamia si do niego.

- Nie rb tak kwanej miny, biedny Cassiusie - zadrwi czarnoksinik. - To niestosowne. - Jeste psem - odpar Glensather. - Za nieposuszne psy powinny by tuczone! Cassius powstrzyma burmistrza wycignit rk. - Uspokj si, mj przyjacielu - szepn. - Kessell ywi si naszym przeraeniem. Pozwl mu mwi, wicej nam ujawni, ni sam zda sobie z tego spraw. - Biedny Cassius - powtrzy z sarkazmem Kessell. Nagle twarz czarnoksinika wykrzywia si z wciekoci. Cassius zapamita bystro t nag zmian, gromadzc to wraz z innymi informacjami, ktre ju wczeniej zebra. - Zapamitaj to, czego bye wiadkiem, ludu Bryn Shander! warkn Kessell. - Pokocie si swemu panu, albo spotka was ten sam los! Nie ma za wami wody! Nie macie dokd ucieka! - Znw rozemia si szaleczo i rozejrza si po wzgrzu, na ktrym stao miasto, jakby szuka czego. - Co zrobisz? - zakraka. - Nie masz jeziora! Powiedziaem, Cassiusie. Suchaj mnie uwanie. Jutro wylesz do mnie posa, posa nioscego nowin o twoim bezwarunkowym poddaniu si! A jeli twoja duma nie pozwoli ci na taki akt, przypomnij sobie krzyki umierajcych w Targos! Spjrz na miasta na brzegach Maer Dualdon, aosny Cassiusie. Ogie nie powinien zgasn do jutrzejszego witu. W tej chwili podbieg do burmistrza kurier. - Zauwaono wiele statkw wypywajcych z Targos pod zason dymu. Zaczy nadchodzi sygnay od uchodcw. - A co z Kempem? - zapyta z obaw Cassius. - yje - odpar kurier. - I ponie dz odwetu. Cassius odetchn z ulg. Nie darzy zbytnio wzgldami swego odpowiednika z Targos, lecz wiedzia, e zaprawiony w bojach burmistrz zapewni wartociowe wsparcie sprawie Dekapolis, zanim wszystko minie. Kessell usysza rozmow i mrukn lekcewaco. - A dokd oni uciekn? - zapyta Cassiusa. Burmistrz, chcc nadal bada swego nieprzewidywalnego i niezrwnowaonego adwersarza nie odpowiedzia, lecz Kessell odpowiedzia za niego. - Do Bremen? Przecie nie mog! - strzeli palcami, przesyajc

wczeniej przygotowane przesanie do swych najdalej na zachd wysunitych si. Natychmiast duy oddzia goblinw wyruszy na zachd. W kierunku Bremen. - Widzisz? Bremen upadnie, zanim minie noc i jeszcze jedna flota ucieknie na twe drogocenne jezioro. Historia si powtrzy w miecie, w lesie, z moliwym do przewidzenia skutkiem. Jednak, jak ochron dadz jeziora tym ludziom, gdy nadejdzie bezlitosna zima? - krzykn. - Jak szybko potrafi pyn twoje statki, uciekajc przede mn, gdy woda zamarznie wok nich? Znowu si rozemia, tym razem jednak powaniej, groniej. - Jak ochron moe znale ktokolwiek przed Akarem Kessellem? Cassius i czarnoksinik patrzyli na siebie niewzruszenie. Mag zaledwie wypowiedzia sowa, lecz Cassius sysza go wyranie. - Jak ochron? *** Na wodach Maer Dualdon Kemp powstrzymywa swoj wcieko, patrzc na miasto skpane w pomieniach. Poczerniae od sadzy twarze patrzyy na ponce ruiny w penym przeraenia niedowierzaniu, wykrzykujc niemoliwe ju teraz zaprzeczenia i otwarcie paczc za utraconymi przyjacimi i rodzinami. Lecz, podobnie jak Cassius, Kemp zmieni sw rozpacz w rzdny odwetu gniew. Gdy tylko dowiedzia si o oddziale goblinw, ktry odczy si w marszu na Bremen, wysa swj najszybszy statek, aby ostrzec ludno tego odlegego miasta i poinformowa j o wydarzeniach po drugiej stronie jeziora. Potem wysa drugi statek do Lonelywood z prob o ywno i opatrunki i, moe, po zaproszenie do portu. Mimo oczywistych rnic, burmistrzowie dziesiciu miast byli do siebie pod wieloma wzgldami podobni. Tak jak Agorwal, ktry by szczliwy mogc powici wszystko dla dobra ludu i Jensin Brent, ktry nie chcia podda si rozpaczy, Kemp z Targos zbiera swych ludzi do kontruderzenia. Jeszcze nie wiedzia, w jaki sposb tego dokona, lecz wiedzia, e w wojnie z czarnoksinikiem nie powiedzia jeszcze ostatniego sowa. Stojcy na murach Bryn Shander Cassius wiedzia to samo.

25 ERRTU Drizzt wypez ze swej kryjwki, gdy zaczy gasn ostatnie promienie zachodzcego soca. Przeszuka poudniowy horyzont i znw by przeraony. Potrzebowa spoczynku, lecz nie mg oprze si poczuciu winy, gdy zobaczy ponce miasto Targos, poczu si jakby zaniecha swego obowizku wiadczenia o cierpieniach bezsilnych ofiar Kessella. Jednak drow nie prnowa nawet podczas godzin transu medytacyjnego, zwanego przez elfw snem. Powdrowa znw do podziemnego wiata swych dawnych wspomnie w poszukiwaniu pewnego szczeglnego uczucia, aury potnej obecnoci, ktr kiedy odczuwa. Mimo, e nie zbliy si minionej nocy na tyle, aby dobrze przyjrze si demonowi, co w tym stworze potrcio znajom nut jego najstarszych wspomnie. Rozpocierajca si wok nienaturalna emanacja, otaczaa stwory z niszych planw, gdy wkraczay one do wiata materialnego, aura, ktr ciemne elfy bardziej ni inne rasy rozumiay i rozpoznaway. Nie tylko typ demona, lecz ta poszczeglna jednostka znana bya Drizztowi. Suy jego ludowi w Menzoberranzanie przez wiele lat. - Errtu - wyszepta, gdy przeszuka swoje sny. Drizzt zna prawdziwe imi demona. Powinien go przywoa. *** Poszukiwanie odpowiedniego miejsca, w ktrym mg przywoa demona, zabrao Drizztowi ponad godzin, kilka dalszych zabrao mu przygotowanie pola. Jego celem byo pozbawienie Errtu przewagi - w szczeglnoci rozmiaru i zdolnoci lotu - na ile tylko by zdolny, cho by prawie pewien, e ich spotkanie nie zakoczy si walk. Ludzie, ktrzy znali drowa, uwaali go za odwanego, czasami nawet lekkomylnego, lecz takim by wzgldem miertelnych przeciwnikw, ktrzy mogli odskoczy od kujcego blu jego furkoczcych ostrzy. Demony, a szczeglnie rozmiarw i siy Errtu, stanowiy inne zagadnienie. Wiele razy w modoci Drizzt by wiadkiem wciekoci takich potworw. Widzia zwalone budynki, twarde kamienie starte przez wielkie,

szponiaste rce. Widzia potnych ludzkich wojownikw, zadajcych potworom ciosy, ktre powaliyby ogra, a pniej przekonujcych si w miertelnym przeraeniu, e ich bro bya bezuyteczna przeciwko tak potnym istotom z niszych planw. Jego lud by w lepszym pooeniu w stosunku do demonw, zachowujcych pewn doz respektu dla niego. Demony czsto sprzymierzay si z drowami na rwnych prawach, lub nawet suyy ciemnym elfom otwarcie, gdy byy wiadome potnej broni i magii, ktrymi waday drowy. Lecz to byo dawno, w podziemnym wiecie, gdzie dziwne emanacje unikalnych formacji skalnych bogosawiy metale uywane przez rzemielnikw droww, tajemniczymi i magicznymi waciwociami. Drizzt nie mia adnej broni pochodzcej z jego ojczyzny, gdy jej dziwna magia nie moga osta si przy wietle dziennym; chocia trzyma j ostronie, chronic j od soca, gdy wyszed na powierzchni wkrtce staa si bezuyteczna. Wtpi aby bro, ktr mia przy sobie bya zdolna do uczynienia krzywdy Errtu. Nawet gdyby tak byo, demony rozmiarw Errtu nie mogy zosta naprawd zniszczone poza swym naturalnym planem. Gdyby doszo do wymiany ciosw, Drizzt mg mie najwyej nadziej na wygnanie stwora z Planu Materialnego na sto lat. Nie mia zamiaru walczy. Jednak musia prbowa uczyni co przeciw czarnoksinikowi, ktry zagraa miastom. Jego celem byo teraz dowiedzenie si czego, co mogo wskaza na jak sabo czarnoksinika, a jego metod by podstp i maskowanie si, w nadziei, e Errtu pamita wystarczajco duo o ciemnych elfach, aby uwierzy w jego histori, lecz nie tak duo, aby zedrze delikatn warstw, ktra powinna j spaja. Miejsce, ktre wybra na spotkanie, byo osonion dolink odleg o kilka jardw od czoa urwiska. Strzpiasty dach, utworzony przez zbiegajce si ciany, pokrywa poow powierzchni, druga poowa otwieraa si w niebo, lecz cae to miejsce leao za zboczem gry, zaraz za wysokimi cianami, zabezpieczone przed widokiem z Cryshal-Tirith. Teraz Drizzt pracowa sztyletem, wydrapujc na cianach i pododze przed miejscem, na ktrym siedzia runy odwracajce niebezpieczestwo. Mylowe wyobraenie tych magicznych symboli byo ju niewyrane po tylu latach i wiedzia, e ich ksztaty dalekie s od

doskonaoci. Stwierdzi jednak, e potrzebuje kadego moliwego zabezpieczenia, jakie mog one zaoferowa na wypadek, jeli Errtu wystpiby przeciw niemu. Gdy skoczy, usiad w zadaszonej czci ze skrzyowanymi nogami i wycign ma statuetk, ktr nosi w plecaku. Guenhwyvar powinna by dobrym testem dla jego odwracajcych niebezpieczestwo napisw. Wielki kot odpowiedzia na wezwanie. Ukaza si po drugiej stronie zacisza, jego bystre oczy przeszukiway teren w poszukiwaniu moliwego niebezpieczestwa, ktre mogoby zagraa jego panu. Potem, nie poczuwszy nic, zwrci pytajce spojrzenie na Drizzta. - Chod do mnie - zawoa Drizzt kiwajc rk. Kot ruszy ku niemu i nagle zatrzyma si, jakby wszed na cian. Drizzt westchn z ulg gdy zobaczy, e jego runy posiadaj jak moc. Jego przekonanie wzroso znacznie, gdy stwierdzi, e Errtu powinien popchn runy do ich ostatnich granic - i prawdopodobnie poza nie. Guenhwyvar zwiesia gow prbujc zrozumie co j powstrzymuje. Opr w istocie nie by zbyt silny, lecz sprzeczne sygnay od jej pana, wzywajce j, a jednoczenie odpychajce j, zupenie zbiy z tropu kota. Postanowia zebra swe siy i przej przez chwiejn barier, lecz wydawao si, e jego pan jest zadowolony z tego, e si zatrzymaa. Usiada wic i czekaa. Drizzt zajty by badaniem okolicy, poszukujc najlepszego miejsca, z ktrego Guenhwyvar mogaby wyskoczy i zaskoczy demona. Gboka pka skalna na jednej z wysokich cian, tu poza czci zbiegajc si w dach, wydawaa si zapewnia najlepsz kryjwk. Wysa kota na t pozycj i poinstruowa go, eby nie atakowa dopty, dopki nie da znaku. Potem usiad znowu i usiowa si odpry, zajty kocowymi przygotowaniami mentalnymi przed wezwaniem demona. *** Po drugiej stronie doliny, w magicznej wiey, Errtu przycupn w zacienionym kcie haremu Kessella, trzymajc sw nieustann stra nad zym czarnoksinikiem w czasie jego zabaw z bezmylnymi dziewcztami. Wrzcy ogie nienawici pon w oczach Errtu ilekro spojrza na gupawego Kessella. Tego popoudnia zrujnowa mag prawie

wszystko sw manifestacj mocy i odmow starcia pozostaych wie, co dalej wydrenowao moc Crenshinibona. Errtu odczuwa ponur satysfakcj, gdy Kessell wrci do CryshalTirith i potwierdzi, uywajc luster ledzcych, e dwie pozostae wiee rozpady si na kawaki. Errtu ostrzega Kessella przed wzniesieniem trzeciej wiey, lecz czarnoksinik o sabym ego wraz z kadym upywajcym dniem kampanii, stawa si coraz bardziej uparty, uwaajc demona, a nawet samego Crenshinibona, za narzdzia chcce podminowa jego absolutn kontrol. Tak wic Errtu by gotowy, a nawet zadowolony, gdy usysza wezwanie Drizzta pynce dolin. W pierwszej chwili nie wierzy w moliwo takiego wezwania, lecz zew jego prawdziwego imienia wywoa mimowolny dreszcz, ktry przebieg po krgosupie demona. Bardziej zaciekawiony, ni rozgniewany impertynencj jakiego miertelnika, ktry odway si wypowiedzie jego imi, Errtu wymkn si od oszoomionego czarnoksinika i wyszed z wiey. Nage wezwanie nadeszo znowu, przecinajc harmoni nieskoczonej pieni wiatru, jak spieniona fala na spokojnym jeziorze. Errtu rozpostar swe wielkie skrzyda i wystrzeli na pnoc nad rwninami, pieszc do wzywajcego. Przeraone gobliny uciekay przed ciemnoci przelatujcego cienia demona, gdy nawet w delikatnym blasku maego ksiyca stwr z Otchani pozostawia lad ciemnoci, w porwnaniu z ktrym noc wydawaa si jasna. Drizzt wstrzyma oddech. Czu precyzyjne zblianie si demona, ktry teraz zmieni kierunek z Bremens Run i wzlecia w gr nad niszymi stokami Kelvins Cairn. Guenhwyvar podniosa gow z przednich ap i warkna, take czujc zblianie si potwora za. Kot cofn si na swej gbokiej pce i pooy si pasko, bez ruchu, czekajc na rozkaz swego pana, przekonany, e jego wzmoona zdolno do ukrywania si ochroni go nawet przed czuymi zmysami demona. Skrzaste skrzyda Errtu zoyy si cile, gdy wyldowa na pce. Natychmiast zlokalizowa dokadne pooenie wzywajcego i mimo, e musia cieni swe szerokie ramiona, aby przej przez wskie wejcie do dolinki, rzuci si natychmiast do przodu, chcc zaspokoi swoj ciekawo, a potem zabi blunierczego gupca, ktry odway si gono wymwi jego imi.

Drizzt walczy o utrzymanie kontroli nad sob, gdy olbrzymi demon wepchn si do dolinki, jego ogrom wypeni ma przestrze za jego kruchym schronieniem, zasaniajc wiato gwiazd przed nim. Nie byo ju odwrotu od tej niebezpiecznej gry. Nie byo gdzie ucieka. Demon zatrzyma si nagle zdumiony. Upyny wieki odkd Errtu spoglda na drowa i naprawd nie spodziewa si znale jednego z nich na powierzchni, w zamarznitych pustkowiach najdalszej pnocy. Drizztowi udao si jako przemwi. - Witaj, panie chaosu - powiedzia chodno, nisko si kaniajc. Jestem Drizzt DoUrden z domu Daermon Nashezbaernon, dziewitego rodu pretendujcego do tronu Menzoberranzanu. Witaj w mym skromnym obozowisku. - Jeste daleko od domu, drowie - rzek demon z widoczn podejrzliwoci. - Podobnie jak i ty, wielki demonie Otchani - odpar spokojnie Drizzt. - I jeste zwabiony do tego zaktka wiata przez podobne powody co ja, jeli si nie myl. - Wiem dlaczego tu jestem - odpar Errtu. - Interesy droww leay zawsze poza moj moliwoci pojmowania, lub wytrzymaoci! Drizzt podrapa si w sw rzadk brdk i rozemia si w udawanej pewnoci siebie. Jego odek skrca si, poczu, e oblewa si zimnym potem, a mimo to znowu si rozemia walczc ze swym strachem. Jeli demon wyczuby jego niepokj, jego wiarygodno znacznie by si zmniejszya. - Och, tym razem, po raz pierwszy od wielu lat, wydaje si, e drogi naszych interesw spotkay si, potny sprawco zniszczenia. Mj lud interesuje si czarnoksinikiem, ktremu najwidoczniej suysz. Errtu wyprostowa ramiona, pierwsze iskierki niebezpiecznego ognia zamigotay w czerwonych oczach. - Su? - powtrzy z niedowierzaniem, jego gos zadra, jakby za chwil mia wybuchn wciekoci. Drizzt szybko zagodzi swoj wersj. Wedug wszelkich oznak, straniku zamiarw chaosu, czarnoksinik ma nad tob pewn wadz. Z pewnoci dziaasz u boku Kessella. - Nie su adnemu czowiekowi! - rykn Errtu wstrzsajc

fundamentami jaskini tupniciem nogi dla podkrelenia swych sw. Drizzt zastanowi si, czy nie zacznie si walka, w ktrej nie mia adnej nadziei na zwycistwo. Rozwaa moliwo wezwania Guenhwyvar tak, aby przynajmniej mg zada pierwsze ciosy. Jednak demon nagle znw si uspokoi. Przekonany, e na poy domyla si przyczyn nieoczekiwanej obecnoci drowa, Errtu zwrci badawczo oko na Drizzta. - Suy czarnoksinikowi? - rozemia si. - Akar Kessell jest saby, nawet wedug niewielkich ludzkich standardw! Lecz ty o tym wiesz, drowie i nie odwaysz si temu zaprzeczy. Jeste tu, podobnie jak i ja, dla Crenshinibona, a Kessella niech szlag trafi! Zmieszany wyraz twarzy Drizzta by na tyle autentyczny, e wytrci Errtu z rwnowagi. Demon nadal wierzy, e jego przypuszczenia s suszne, lecz nie mg zrozumie, dlaczego drow nie zna nazwy. - Crenshinibon - wyjani, wskazujc sw szponiast rk na poudnie. - Prastary bastion niewypowiedzianej mocy. - Wiea? - zapyta Drizzt. Niepewno Errtu wybucha w formie furii. - Nie udawaj przy mnie ignoranta! - zarycza demon. - Panowie droww doskonale znaj moc przedmiotu Akara Kessella, inaczej nie wyszliby na powierzchni, aby go odszuka! - Doskonale, domylie si prawdy - przyzna Drizzt. - Teraz jestem pewien, e wiea na rwninach jest w istocie tym, czego szukam. Moi panowie nie znaj litoci dla nieostronych szpiegw. Errtu umiechn si zoliwie, gdy przypomnia sobie przeklte sale tortur w Menzoberranzanie. Te lata, ktre spdzi wrd ciemnych elfw byy naprawd ucieszne! Drizzt szybko skierowa rozmow w stron, ktra moga wykaza jakie sabe punkty Kessella, lub jego wiey. Jedna rzecz mnie zastanawia, przeraajcy wiadku nieokieznanego za - zacz, ostronie kontynuujc potok nie powtarzajcych si komplementw, - jakim prawem ten czarnoksinik posiada Crenshinibona? - adnym - powiedzia Errtu. - Mag, ba! Wedug miary jego wasnego ludu jest zaledwie uczniem. Jego jzyk zwija si niepewnie, gdy wypowiada nawet najprostsze zaklcia. Ale los czsto pata takie figle.

Bardziej dla uciechy, jak mwi. Niech Akar Kessell ma swoj krtk chwil triumfu. Ludzie nie yj dugo! Drizzt wiedzia, e zmierza po niebezpiecznej linii pyta, lecz podj si tego ryzyka. Nawet w obecnoci demona Drizzt wiedzia, e jego szanse na przeycie w tej chwili s wiksze ni jego przyjaci w Bryn Shander. - Jednak moi panowie obawiaj si, e wiea moe zosta uszkodzona w czasie zbliajcej si bitwy z ludmi - zablefowa. Jednak Errtu nie uwaa nigdy drowa za wroga i gardzi gupim czarnoksinikiem. Moe sojusz z ciemnym elfem przyniesie korzy obu stronom? - Powiedz mi, niezrwnany wadco ciemnoci - naciska Drizzt, - czy Crenshinibon znajduje si w niebezpieczestwie? - Ba! - parskn Errtu. - Nawet wiea, bdca zaledwie odbiciem Crenshinibona jest niezniszczalna. Pochania wszelkie ataki skierowane przeciw jej zwierciadlanym cianom i odrzuca je z powrotem w kierunku ich rda! Tylko pulsujcy kryszta mocy, samo serce Cryshal-Tirith jest podatne na uszkodzenie, lecz jest bezpiecznie ukryte. - Wewntrz? - Oczywicie. - Lecz jeli kto wszedby do wiey - rozwaa Drizzt, - doskonale chroniony, to jak mgby znale serce? - To niemoliwe! - odpar demon. - Chyba, e prosty rybak z Dekapolis miaby na tyle ducha, aby si powici. Lub moe arcykapan, lub arcymag mgby rzuci zaklcia odsaniajce. Z pewnoci twoi panowie wiedz, e drzwi Cryshal-Tirith s niewidoczne dla istot nalecych do tego planu, na ktrym spoczywa wiea. adne stworzenie z tego materialnego wiata, twojej rasy nie wyczajc, nie znajdzie drogi do wntrza! - Ale... - naciska Drizzt ze strachem. Errtu przeci krtko. - Nawet gdyby kto wdar si do budowli - zagrzmia, zniecierpliwiony nieustannym potokiem niemoliwych przypuszcze, - musia by przej obok mnie. A zasb mocy Kessella wewntrz wiey jest naprawd znaczny, gdy czarnoksinik sta si przedueniem samego Crenshinibona, yw wypustk niezgbionej mocy krysztaowego

reliktu! Serce znajduje si poza ogniskiem interakcji Kessella z wie, na samym wierzchoku... - demon przerwa, nabrawszy nagle podejrze co do linii pyta Drizzta. Jeli mdrzy lordowie droww naprawd interesowali si Crenshinibonem, to dlaczego nie wiedzieli wicej o jego mocach i sabociach? Nagle Errtu zrozumia swoj pomyk. Przyjrza si raz jeszcze drowowi, tym razem pod innym ktem. Gdy po raz pierwszy spotka drowa, oszoomiony sam obecnoci ciemnego elfa w tym regionie, szuka oszustwa w fizycznych atrybutach samego Drizzta, starajc si ustali czy rysy drowa nie s iluzj, chytr, ale prost sztuczk zmiany postaci, lec w moliwociach nawet pomniejszego maga. Gdy Errtu przekona si, e stoi przed nim prawdziwy drow nie za iluzja, przyj za wiarygodn histori Drizzta, jako zgodn z charakterystyk stylu ciemnych elfw. Teraz jednak demon oczyci poboczne lady poza czarn skr Drizzta stwierdzi, e nie ma on przy sobie adnych rzeczy, niczego te nie byo w miejscu, ktre wybra na spotkanie. Drizzt niczego nie mia przy sobie, nawet broni w pochwach na udach, emanujcej odlegymi waciwociami magicznymi podziemnego wiata. Moe wadcy droww wyposaali swych szpiegw bardziej odpowiednio dla wiata na powierzchni, pomyla Errtu. Z tego czego si nauczy o ciemnych elfach w czasie swej wieloletniej suby w Menzoberranzanie, obecno tego drowa nie bya z pewnoci oburzajca. Ale stwory chaosu przeyway tylko dziki temu, e nie wierzyy nikomu. Errtu nadal poszukiwa ladw autentycznoci Drizzta. Jedyn rzecz, jak demon spostrzeg, a ktra wiadczya o jego pochodzeniu, by cienki, srebrny acuszek wiszcy na szczupej szyi, pospolity wrd ciemnych elfw, utrzymujcy may woreczek do przechowywania bogactw. Skupiwszy si na nim, Errtu dostrzeg drugi acuszek, cieszy od poprzedniego i wijcy si wok niego. Demon pody wzrokiem za prawie niezauwaalnym fadem w koszuli Drizzta, utworzonym przez dugi acuch. Niezwyke, zauway i prawdopodobnie wiele moe wyjani. Errtu wskaza na acuch, wypowiedzia sowo rozkazu i podnis wycignity palec w powietrze. Drizzt sta, gdy poczu, e emblemat wylizguje si spod jego skrzanej koszuli. Przelizgn si w gr przez wycicie koszuli i opad

na caej dugoci acucha, zwisajc otwarcie na jego piersi. Zowieszczy umiech Errtu rozszerzy si wraz z jego zezowatymi oczyma. - Niezwyky wybr, jak na drowa - sykn z sarkazmem. - Mogem si spodziewa symbolu Llolth, krlowej demonw czczonej przez twj lud. Nie byaby zadowolona! - W jednej chwili, jak si wydawao, w jednej rce demona pojawi si bicz o wielu rzemieniach i zbate, okrutnie karbowane ostrze w drugiej. W pierwszej chwili umys Drizzta przebieg setki drg w poszukiwaniu najbardziej prawdopodobnego kamstwa, jakiego mgby uy, aby wybawi si z tych kopotw. Lecz potem potrzsn gow i odepchn kamstwa. Nie zrobi dyshonoru jej boskoci. Na kocu srebrnego acuszka wisia dar od Regisa, rzeba, ktr wykona halfling z koci jednego z niewielu pstrgw, ktre kiedykolwiek zapa. Drizzt by gboko wzruszony, gdy Regis podarowa mu to i uwaa to za najdoskonalsze dzieo halflinga. Obraca si na dugim acuszku, jego delikatne stopnie i cieniowania nadaway mu gbi prawdziwego dziea sztuki. Bya to gowa biaego jednoroca, symbol bogini Mielikki. - Kim jeste, drowie? - zapyta Errtu. Demon ju wczeniej postanowi, e zabije Drizzta, lecz by zaciekawiony tak niezwykym spotkaniem. Ciemny elf wyznawc Pani Lasu? I do tego mieszkaniec powierzchni! Errtu w czasie stuleci pozna wielu droww, lecz nigdy nie sysza o takim, ktry porzuci ze cieki droww. Mordercy o zimnych sercach - kady jeden - ktrzy nauczyli nawet wielkiego demona chaosu jednego czy dwu metod straszliwych tortur. - Jestem Drizzt DoUrden, to prawda - odpar pewnie Drizzt. - Ten, ktry porzuci Rd Daermon Nashezbaernon. - Cay strach odpyn od Drizzta, gdy pogodzi si z utrat wszelkiej nadziei, e pokona demona. Teraz przybra chodn gotowo dowiadczonego wojownika, przygotowanego do osignicia kadej przewagi, jak mg znale na swej drodze. - Pogranicznik pokornie sucy Gwaeronowi Windstromowi, bohaterowi bogini Mielikki. Skoni si nisko, zgodnie z waciwym wstpem. Prostujc si, wycign jatagany. - Musz ci pokona, blizno podoci - oznajmi. - I odesa ci z powrotem w kbice si chmury bezdennej Otchani. Dla nikogo z twego

rodu nie ma miejsca na wiecie owietlanym przez soce. - Wprawiasz mnie w zmieszanie, elfie - powiedzia demon. Porzucie wrodzone ci drogi, a teraz omielasz si przypuszcza, e moesz mnie pokona! - Z kamieni wok Errtu wybuchy pomienie. Powinienem ci zabi bezlitonie, jednym czystym ciosem, bez wzgldu na twj rd. Lecz twoja duma niepokoi mnie; powinienem nauczy ci poda mierci! Chod, poczuj da mych pomieni! Drizzt zosta ogarnity arem pomieni demona, za ich blask uku jego wraliwe oczy tak, e ogrom demona wydawa si tylko zamazanym cieniem. Zobaczy ciemno rozcigajc si po prawej stronie demona i wiedzia, e Errtu wycign swj straszliwy miecz. Chcia si broni, lecz nagle demon rzuci si w bok i rykn ze zdumienia i wciekoci. Guenhwyvar uwiesia si pewnie na jego wycignitym ramieniu. Ogromny demon trzyma panter na odlego wycignitego ramienia, usiujc przycisn kota sw rk do skalnej ciany, aby nie dopuci drcych pazurw i zbw do swych ywotnych miejsc. Guenhwyvar gryza i drapaa potne rami, rozdzierajc minie demona. Errtu skrzywi si na ten zjadliwy atak i zdecydowa zaatwi spraw z kotem pniej. Jego gwn trosk pozostawa drow, gdy respektowa potencjaln moc kadego ciemnego elfa. Errtu widzia zbyt wielu gupcw, ktrzy zginli od jednej z niezliczonych sztuczek ciemnych elfw. Bicz o wielu rzemieniach smagn po nogach Drizzta, zbyt szybko dla cigle zataczajcego si od nagego wybuchu blasku pomieni drowa, aby mg si odchyli lub odskoczy w bok. Errtu szarpn rkoje, gdy rzemienie owiny si wok szczupych ng i kostek, wielka sia demona z atwoci zwalia Drizzta na plecy. Drizzt poczu kujcy bl w nogach i usysza pd powietrza wycinitego z jego puc przy wyldowaniu na twardym kamieniu. Wiedzia, e musi zareagowa niezwocznie, lecz blask ognia i nagy atak Errtu kompletnie zdezorientoway go. Poczu, e jest wleczony po kamieniach, poczu, jak intensywno aru wzrasta. Udao mu si podnie gow i zobaczy swe oplatane nogi, wsuwajce si do ognia demona. - A wic umieram - stwierdzi stanowczo. Lecz jego nogi nie zapaliy si.

Chcc usysze rozdzierajce wrzaski swej bezsilnej ofiary, Errtu szarpn silnie za bicz i wcign Drizzta zupenie w pomienie. Mimo tego, drow zaledwie czu gorco ognia. Nagle, z kocowym sykiem protestu, pomienie zgasy. aden z przeciwnikw nie wiedzia co si stao, obaj zakadali, e odpowiedzialna jest za to druga strona. Errtu natychmiast zaatakowa znowu. Postawiwszy cik stop na piersi Drizzta zacz miady go o kamie. Drow zacz desperacko mci swoj broni, lecz nie zrobia ona nic potworowi z innego wiata. Nagle Drizzt machn swym drugim jataganem, ostrzem, ktre zabra z legowiska smoka. Zasyczawszy jak woda w ogniu wbio si w kolano Errtu. Rkoje broni rozgrzaa si gdy ostrze weszo w ciao demona, prawie parzc Drizztowi do. Potem staa si lodowato zimna, jakby wysysajc gorce siy yciowe Errtu sw wasn zimn moc. Drizzt nagle zrozumia co podsycao pomienie. Demon otworzy usta w czystym przeraeniu, a potem wrzasn z blu. Nigdy nie czu takiego da. Odskoczy do tyu i zacz si dziko miota, usiujc unikn straszliwego ugryzienia broni, cignc Drizzta, ktry nie mg wypuci rkojeci. Guenhwyvar zostaa zdarta w ogromie wciekoci demona, odlatujc od ramienia potwora i uderzajc ciko o cian. Drizzt patrzy z niedowierzaniem na ran, gdy demon odskoczy. Para buchaa z dziury w kolanie Errtu, za brzegi przecicia zlodowaciay! Niestety Drizzt by osabiony ciosem. W szamotaninie z potnym demonem jatagan wycign siy yciowe z tego, ktry nim wada, wcigajc Drizzta w walk z ognistym demonem. Teraz Drizzt czu si tak, jakby nawet nie mia si wsta, lecz stwierdzi, e rzuca si do przodu, z wycignitym przed siebie ostrzem, jakby cignity przez gd jataganu. Wejcie do schronienia byo zbyt wskie. Errtu nie mg zrobi uniku, ani odskoczy. Jatagan wbi si w brzuch demona. Eksplodujca fala wyssaa z Drizzta siy odrzucajc go do tyu, gdy ostrze dotkno rda si yciowych Errtu. Uderzy o kamienn cian i osun si po niej, lecz udao mu si pozosta na tyle czujnym, by by wiadkiem trwajcej nadal tytanicznej szamotaniny. Errtu wyszed na pk. Chwia si teraz, usiujc rozpostrze

skrzyda, lecz te zwisay bezsilnie. Jatagan byszcza biel mocy, kontynuujc swj atak. Demon nie mg chwyci go i wyrwa, gdy pogrone ostrze, gaszc sw magi niszczcy ogie, z pewnoci wygra w tym konflikcie. Wiedzia, e by nieostrony, bdc zbyt pewnym tego, e zdoa zniszczy kadego miertelnika w pojedynku. Demon nie wzi pod uwag moliwoci istnienia tak zoliwego ostrza, nigdy nawet nie sysza o broni tak zjadliwej! Fara buchna z odsonitych wntrznoci Errtu spowijajc obu przeciwnikw. - A wic wygnae mnie, zdradziecki elfie! - wykrztusi. Oszoomiony Drizzt przyglda si zdumiony, jak biae lnienie przybrao na sile, a czarny cie zmniejszy si. - Sto lat, drowie! - rykn Errtu. - Niezbyt dugo dla takich jak ty, czy ja! Wyziew zgstnia gdy cie wydawa si nikn. - Stulecie, Drizzcie DoUrden! - dobieg zamierajcy krzyk Errtu gdzie z daleka. - Ogldaj si przez rami! Errtu powinien by niedaleko za tob! Wyziew unis si w powietrze i znikn. Ostatnim dwikiem, jaki sysza Drizzt by szczk metalowego jataganu upadajcego na kamienn pk.

26 PRAWA ZWYCISTWA W popiesznie zbudowanej Miodowej Sali Wulfgar rozpar si przy wielkim stole w swym krzele, ustawionym na honorowym miejscu, przytupujc niecierpliwie nog na dug zwok wymagan przez tradycj. Czu, e jego lud dawno ju powinien wymaszerowa, lecz byo to odnowienie tradycyjnych ceremonii i obrzdw, ktre bezporednio oddzielay go i stawiay wyej od tyrana Heafstaaga w oczach sceptycznych i zawsze podejrzliwych barbarzycw. Wulfgar, mimo wszystko, wkroczy w ich rodek po piciu latach nieobecnoci i wyzwa ich krla, ktry przewodzi im od lat. Dzie pniej zdoby koron, za nastpnego dnia zosta koronowany Krlem Wulfgarem Klanu osia. Zdecydowa, e jego panowanie - a chciaby, aby byo krtkie - nie bdzie odznaczao si grobami i tyrask taktyk swego poprzednika. Chcia prosi wojownikw zebranych klanw, aby poszli za nim do walki, nie za rozkazywa im, gdy wiedzia, e barbarzyski wojownik jest czowiekiem powodowanym prawie wycznie nieokiezan dum. Pozbawieni swej godnoci, gdy do tego doprowadzi Heafstaag, odmawiajc honoru suwerennoci poszczeglnym krlom, czonkowie szczepw nie byli lepsi w walce ni zwykli ludzie. Wulfgar wiedzia, e musz odzyska sw dum, jeli maj mie w ogle jakkolwiek szans w starciu z przewaajcymi siami czarnoksinika. Wzniesiono wic Hengorot, Miodow Sal i Wyzwanie Pieni zainicjowao posiedzenie po raz pierwszy od prawie piciu lat. By to krtki, szczliwy czas pozytywnego wspzawodnictwa midzy klanami, zduszonymi dotd pod nieustajc ani na chwil dominacj Heafstaaga. Decyzja wzniesienia sali ze skr jelenich bya dla Wulfgara trudna. Zakadajc, e cigle ma czas, zanim uderzy armia Kessella, rozwaa korzyci, jakie dawao przywrcenie tradycji, przeciwko koniecznoci popiechu. Mia tylko nadziej, e w gorczce przygotowa do bitwy Kessell nie zauway nieobecnoci barbarzyskiego krla, Heafstaaga. Nie byo prawdopodobne, aby czarnoksinik by w ogle tak bystry. Teraz czeka spokojnie i cierpliwie, przygldajc si, jak ar powraca do oczu czonkw jego klanu.

- Jak za dawnych czasw? - zapyta Revjak siedzcy obok niego. - Dobrych czasw - odpar Wulfgar. Zadowolony Revjak opar si o cian namiotu ze skr jelenich, dajc nowemu przywdcy chwil samotnoci, jakiej ten najwidoczniej potrzebowa. Wulfgar za czeka nadal, szukajc najlepszej chwili dla przedstawienia swej propozycji. W dalszym kocu sali rozpoczo si wspzawodnictwo w rzucaniu toporami. Podobnie do taktyki stosowanej przez Heafstaaga i Beorga przy zawieraniu przymierza midzy klanami w ostatniej Hengorot, wyzwaniem byo rzucanie toporami z moliwie dalekiej odlegoci i wbijanie ich gboko w beczuk miodu tak, aby wybi w niej dziur. Ilo dzbanw, jak mona byo napeni w rezultacie takiego wysiku po okrelonej iloci rzutw okrelaa sukces. Wulfgar zobaczy swoj szans. Wsta ze swego krzesa i zada, prawem gospodarza, pierwszego rzutu. Ludzie wybrani do tych zawodw zaakceptowali prawo Wulfgara i poprosili go, aby zaj miejsce w okrelonej odlegoci. - Std - powiedzia Wulfgar, trzymajc Aegis-fang na ramieniu. We wszystkich zaktkach sali rozlegy si pomruki niedowierzania i podniecenia. Uycie mota bojowego w takich zawodach nie miao precedensu, lecz nikt si nie skary, ani nie cytowa regu. Kady, kto sysza opowieci, lecz nie by naocznym wiadkiem rozszczepienia wielkiego topora Heafstaaga, ba si zobaczy bro w dziaaniu. Na stole w kocu sali postawiono beczk miodu. - Drug za ni! - zada Wulfgar. - A za nimi jeszcze jedn! Skoncentrowa si na zadaniu, nie tracc czasu na przysuchiwanie si szeptom, ktre rozlegay si wok. Ustawiono beczki i tum cofn si z linii wzroku modego krla. Wulfgar chwyci Aegis-fang mocno w rce i wzi gboki oddech, wstrzymujc go na chwil, aby si nie zachwia. Niedowierzajcy gapie przygldali si zdumieni, jak nowy krl eksplodowa ruchem, rzucajc potny mot pynnym ruchem, z si nie majc rwnej w ich szeregach. Aegis-fang przekoziokowa gowic do przodu przez ca dugo sali, przebijajc pierwsz beczk, potem drug i trzeci, trafiajc nie tylko wszystkie trzy cele, ale w swym dalszym locie wybijajc dziur w tyle

Miodowej Sali. Najblisi wojownicy popieszyli do wejcia, aby zobaczy koniec jego lotu, lecz mot znikn w nocy. Ruszyli, aby go odszuka. Lecz Wulfgar zatrzyma ich. Wyskoczy na st, podnoszc przed siebie rce. - Posuchajcie mnie, wojownicy pnocnych rwnin! - krzykn. Ich usta rozwary si w reakcji na ten nie majcy precedensu czyn. Niektrzy, zobaczywszy Aegis-fang ukazujcy si nagle w rkach modego krla, upadli na kolana. - Jestem Wulfgar, syn Beornegara, Krl Klanu osia! Lecz teraz mwi do was nie jako krl, lecz jako wasz towarzysz, wojownik przeraony dyshonorem, jakiego usiowa si dopuci Heafstaag! - Podbudowany zyskan uwag, respektem i potwierdzeniem tego, e nie myli si co do ich prawdziwych pragnie, Wulfgar wykorzysta dan mu chwil. Ci ludzie krzyczeli o wybawienie od tyraskich rzdw jednookiego krla, pobici prawie zupenie w ostatniej kampanii i zmuszeni teraz do walki u boku goblinw i olbrzymw, wygldali bohatera, ktry przywrci im utracon dum. - Jestem zabjc smoka - kontynuowa. - I prawem zwycistwa posiadem skarby Lodowej mierci. Znw przerway mu prywatne rozmowy, gdy teraz nie chronione skarby stay si przedmiotem debat. Wulfgar pozwoli im rozmawia przez dusz chwil, aby wzmc ich zainteresowanie zotem smoka. Gdy w kocu ucichli, mwi dalej. - Szczepy tundry nie walcz we wsplnej sprawie z goblinami i olbrzymami! - ogosi, zyskujc okrzyki uznania. - Walczymy przeciwko nim! Tum nagle umilk. - O wicie opuciem Dekapolis - oznajmi Wulfgar. - Powinienem walczy z czarnoksinikiem Kessellem i mierdzc hoot, jak wycign z dziur Grzbietu wiata. Tum nie odpowiedzia. Przyjli wzmiank o walce z Kessellem z aprobat, lecz myl o powrocie do Dekapolis, aby pomc ludziom, ktrzy prawie ich zniszczyli pi lat temu nigdy nie przyszaby im do gowy. Teraz wtrci si stranik: - Obawiam si, e twoja proba trafia w prni, mody krlu powiedzia. Wulfgar spojrza zaniepokojony na niego, obawiajc si

nowin, jakie ten przynosi. - Nad poudniowymi rwninami wzniosy si wanie kby dymu z wielkich ogni. Wulfgar rozway te niepokojce wiadomoci. Pomyla, e nie ma ju czasu. - Wiec powinienem wyruszy tej nocy! - rykn do osupiaego zgromadzenia. - Chodcie ze mn, moi przyjaciele, moi wojownicy pnocy! Poka wam sposb odzyskania utraconej chway naszej przeszoci! Tum wydawa si by rozdarty i niepewny. Wulfgar odkry ostatni kart. - Podziel skarb smoka miedzy ludzi, ktrzy pjd za mn, lub midzy ich rodziny, ktre przeyj! Ogarn ich jak potna burza na Morzu Ruchomych Lodw. Porwa wyobrani i serce kadego barbarzyskiego wojownika i obieca im powrt do bogactwa i chway ich najjaniejszych dni. Tej samej nocy najemna armia Wulfgara wyruszya ze swego obozu i runa na otwarte rwniny. Nie pozosta ani jeden czowiek. 27 ZEGAR PRZEZNACZENIA Bremen podpalono o wicie. Ludno maego, nie obwarowanego osiedla wybraa lepsze rozwizanie, ni zosta i walczy, gdy fala potworw przetoczya si przez rzek Shaengarne. Stawili opr przy brodzie, wyrzucajc kilka salw strza w prowadzce gobliny, eby zwolni posuwanie si ich szeregw na tyle, aby najcisze i najwolniejsze statki mogy opuci port i osign schronienie w Maer Dualdon. ucznicy uciekli nastpnie do portu i ruszyli ladami mieszkacw miasta. Gdy gobliny weszy w kocu do miasta, znalazy je kompletnie opustoszaym. Patrzyy ze zoci, jak statki egluj na wschd, aby doczy do flotylli Targosa i Termalaine. Bremen leao zbyt daleko na uboczu, aby by uytecznym dla Akara Kessella, wic w przeciwiestwie do Termalaine, ktre przeksztacone w obz, zostao cakowicie spalone. Ludno na jeziorze, nowi z dugiego szeregu bezdomnych ofiar bezsensownej zabawy Kessella w destrukcj, przygldaa si bezsilnie,

jak ich domy zamieniaj si w ponce drzazgi. Ci z murw Bryn Shander Cassius i Regis przygldali si take. - Teraz zrobi nastpny bd - powiedzia do halflinga Cassius. - Jaki? - Kessell zapdzi ludno Targos i Termalaine, Caer-Konig i CaerDineval, a teraz Bremen w lep uliczk - wyjani Cassius. - Teraz nie maj dokd si cofn, a ich jedyna nadzieja ley w zwycistwie. - To niewielka nadzieja - zauway Regis. - Widziae co potrafi wiea. A nawet bez tego, armia Kessella moe zniszczy nas wszystkich; jak sam powiedzia, ma nad nimi przewag pod kadym wzgldem. - Moe - nie ustpi Cassius. - Czarnoksinik wierzy, e jest niezwyciony, to jest pewne. I to jest jego bd, przyjacielu. Najagodniejsze zwierz bdzie dzielnie walczyo, gdy bdzie przyparte do ciany, gdy w takiej chwili nie ma nic do stracenia. Biedny czowiek jest bardziej niebezpieczny ni bogacz, poniewa przykada mniejsz wag do swego ycia. Za czowiek pozbawiony domu na zamarznitych stepach, wraz z pierwszymi wichrami zaczynajcej si ju prawie zimy, jest naprawd niebezpiecznym nieprzyjacielem! - Nie bj si, may przyjacielu - kontynuowa Cassius. - Na naszej naradzie tego ranka powinnimy znale sposb wykorzystania saboci czarnoksinika. Regis pokiwa gow, niezdolny do logicznej dyskusji z burmistrzem, nie chcc niweczy jego optymizmu. Nadal, gdy przyglda si gbokim szeregom goblinw i orkw, otaczajcym miasto, halfling mia niewielk nadziej. Spojrza na pnoc, gdzie w dolinie krasnoludw w kocu opad kurz. Bruenors Climb ju nie byo, zwali si wraz z reszt urwiska, gdy krasnoludy zamkny swe jaskinie. - Otwrz mi drzwi, Bruenorze - wyszepta bezwiednie Regis. - Prosz, wpu mnie. *** Przypadkowo Bruenor i jego klan dyskutowali w tej chwili nad tym, czy wykonalne byoby otworzenie drzwi w ich tunelach. Lecz nie po to, by kogokolwiek wpuci. Wkrtce po odniesieniu miadcego zwycistwa nad ogrami i goblinami na pkach na zewntrz kopal,

waleczni dugobrodzi stwierdzili, e nie mog siedzie bezczynnie w czasie, gdy orki, gobliny i gorsze potwory niszcz wiat wok nich. Byli dni zada Kessellowi nastpny cios. W swym podziemnym mateczniku nie wiedzieli, czy Bryn Shander jeszcze si trzyma, albo czy armia Kessella przetoczya si ju przez cae Dekapolis, lecz syszeli dwiki dochodzce z obozowiska, pooonego nad najbardziej na poudnie wysunitym odcinku ich olbrzymiego kompleksu. Bruenor zaproponowa drug bitw, gwnie z powodu wasnej wciekoci wywoanej grob utraty swych najbliszych przyjaci spoza klanu krasnoludw. Wkrtce po tym, jak gobliny, ktre unikny zapadnicia si tuneli, zostay wymordowane, przywdca klanu z Mithril Hall zebra cay lud wok siebie. - Wylijmy kogo w najdalsze koce tuneli - poleci. - Znajdmy miejsce, gdzie te psy pi. Tej nocy dwiki maszerujcych potworw rozlegy si wyranie daleko na poudniu, na polach otaczajcych Bryn Shander. Pracowite krasnoludy natychmiast zaczy przywraca do uytku rzadko uywane tunele, prowadzce w tym wanie kierunku. Gdy dostali si pod armi, wykopali dziesi oddzielnych szybw prowadzcych w gr, zatrzymujc si tu pod powierzchni. W ich oczach pojawi si blask; iskierki radoci krasnoluda, ktry wie, e bliski jest cicia goblinom kilku gw. Pokrtny plan Bruenora posiada nieskoczone moliwoci odebrania rewanu przy minimalnym ryzyku. W cigu piciu minut byli w stanie ukoczy swe nowe wyjcia. Po upywie dalszej minuty, wszystkie ich siy mogy si znale porodku picej armii Kessella. *** Spotkanie, ktre Cassius okreli mianem narady, stao si po prawdzie bardziej forum, na ktrym burmistrz Bryn Shander mg przedstawi sw strategi odpaty wrogowi piknym za nadobne. aden z zebranych przywdcw, nawet Glensather, jedyny obcy burmistrz, nie protestowa. Cassius skrupulatnie przestudiowa kady aspekt dziaalnoci armii goblinw i czarnoksinika. Burmistrz naszkicowa ukad gwnych si, wskazujc na najbardziej potencjalne zapalne punkty

rywalizacji w szeregach goblinw i orkw, i swe oszacowania co do czasu, w ktrym powinny wybuchn wewntrzne walki, ktre bd mogy wystarczajco osabi armi. Wszyscy obecni zgodzili si jednak, e gwn si podtrzymujc oblenie jest Cryshal-Tirith, wzbudzajca groz krysztaowa budowla, utrzymujca w ryzach nawet najbardziej niesforne orki. Ograniczenia tej mocy, jak widzia Cassius, byy cakiem realne. - Dlaczego Kessell tak nalega na natychmiastowe poddanie si? rozwaa burmistrz. - Mg pozwoli nam pozosta w obawie oblenia przez kilka dni, aby zmikczy nasz opr. Pozostali zgodzili si z logik mylenia Cassiusa, lecz nie mieli odpowiedzi. - Moe Kessell nie ma takiej wadzy, jak nam si wydaje? zasugerowa Cassius. - Moe mag obawia si, e jego armia rozpadnie si, jeli oblenie potrwa duej? - To moliwe - odpar Glensather z Easthaven. - A moe Akar Kessell po prostu dostrzega wielko swej przewagi i wie, e nie mamy innego wyboru, jak tylko zgodzi si. Moe u ciebie wspzawodnicz przekonanie ze zwtpieniem? Cassius milcza przez chwil, zastanawiajc si nad tym pytaniem. - Dobrze postawione pytanie - powiedzia w kocu. - Jednak nie ma znaczenia dla naszych planw. - Glensather i kilku innych z zaciekawieniem spojrzao na burmistrza. - Musimy przyj to ostatnie - wyjani Cassius. - Jeli czarnoksinik w istocie w peni kontroluje zgromadzon armi, wtedy nic, co moglibymy prbowa, nie bdzie w adnym przypadku skuteczne. Musimy wic dziaa przy zaoeniu, e niecierpliwo Kessella spowoduje kopoty. - Nie wydaje mi si, aby czarnoksinik by wybitnym strategiem. Wplta si w ten sposb niszczenia, gdy zaoy, e zmusi nas to do poddania si, co jednak w istocie wzmocnio postanowienie u wielu naszych ludzi podjcia walki do samego koca. Dugotrwaa rywalizacja midzy niektrymi naszymi miastami i wiadomo, e mdry wdz armii inwazyjnej z pewnoci poprawi jego bdy, doprowadziy Kessella do jaskrawego lekcewaenia przebiegoci i okazania oburzajcej brutalnoci.

Cassius wiedzia, z uwanych spojrze jakie do niego dochodziy, e osign poparcie z kadej strony. Prbowa dokona dwu rzeczy na tym spotkaniu: przekona pozostaych, aby podjli wraz z nim ryzyko i poprawi perspektyw, z jakiej spogldali na spraw, dajc im jaki cie nadziei. - Nasi ludzie s tam - powiedzia, zataczajc szeroki uk rk. - Na Maer Dualdon i Lac Dinneshere zgromadziy si floty, czekajc na sygna z Bryn Shander, e ich wesprzemy. Ludno Good Mead i Dougans Hole zrobia podobnie na poudniowym jeziorze, w peni uzbrojona i wiedzca, e z tej walki nie pozostanie nic dla kadego, kto przeyje, jeli nie zwyciymy! - Pochyli si nad stoem, po kolei chwytajc i podtrzymujc spojrzenie kadego czowieka siedzcego przed nim i zakoczy ponuro. - Nie ma domw. Nie ma nadziei dla naszych on. Nie ma nadziei dla naszych dzieci. Nie ma dokd ucieka. Cassius nadal gromadzi stronnikw i wkrtce zosta poparty przez Glensathera, ktry domyli si celu burmistrza, ktrym byo podniesienie morale i uwiadomi sobie warto tego. Cassius poszukiwa najbardziej stosownego momentu. Gdy wikszo zgromadzonych przywdcw zamienia swe grymasy rozpaczy na malujc si na twarzach determinacj przeycia, przedstawi im swj miay plan. - Kessell zada od nas posa - powiedzia, - i musimy mu takiego wysa. - Ty lub ja musimy dokona oczywistego wyboru - przerwa mu Glensather. - Kto nim bdzie? Chytry umiech pojawi si na twarzy Cassiusa. - aden z nas - odpar. - Jeden z nas byby oczywistym wyborem, gdybymy mieli zamiar ustpi daniom Kessella. Lecz mamy inne zamiary. - Spojrza na Regisa. Halfling skuli si, na poy domylajc si ju, co burmistrz ma na myli. - Jest wrd nas kto, kto osign prawie legendarn reputacj z powodu swych ogromnych zdolnoci przekonywania. Moe jego charyzmatyczny apel da nam cenny czas w naszej walce z czarnoksinikiem. Regis poczu si sabo. Czsto zastanawia si, kiedy rubinowy wisiorek wpdzi go w kopoty tak wielkie, e nie bdzie ju mg si z nich wygrzeba.

Kilku innych spojrzao teraz na Regisa, zaciekawionych najwidoczniej potencjaln wartoci propozycji Cassiusa. Opowieci o czarze halflinga i zdolnociach przekonywania, a take i oskarenie, jakie rzuci Kemp na zgromadzeniu kilka tygodni wczeniej, rozpowszechniane byy bezustannie tysice razy w kadym z miast, za kady narrator w typowy sposb rozbudowywa i wyolbrzymia te opowieci, aby wzmc swe wasne poczucie wanoci. Jednak Regis nie ba si utraty mocy swej tajemnicy - ludzie i tak rzadko patrzyli mu prosto w oczy - pocz si nawet cieszy pewn saw. Nie bra jednak pod uwag moliwych negatywnych skutkw ubocznych takiego rozgosu. - Niech halfling, poprzedni burmistrz Lonelywood, reprezentuje nas na dworze Akara Kessella - oznajmi Cassius, przy prawie jednogonej aprobacie zgromadzonych. - Moe nasz may przyjaciel bdzie w stanie przekona czarnoksinika o bdnoci jego wyborw. - Mylisz si! - zaprotestowa Regis. - To tylko pogoski... - Pokora - przerwa mu Cassius, - jest wspania cech, dobry halflingu Wszyscy tutaj zgromadzeni uznaj szczero twych wtpliwoci i przyjmuj nawet tym chtniej twoj ch wyprbowania wasnych talentw przeciwko Kessellowi, w obliczu tych wanie! Regis zamkn oczy i nie odpowiedzia, wiedzc, e bdzie tak, jak powiedzia Cassius, bez wzgldu na to, czy zgodzi si z tym, czy te nie. Zgodzono si z tym pomysem bez jednego sowa protestu. Ludzie znajdujcy si w sytuacji bez wyjcia chwytaj si nawet najcieszej nitki nadziei, jak mog znale. Cassius szybko zakoczy spotkanie, gdy uwaa, e wszystkie inne sprawy - problemy przeludnienia i gromadzenia ywnoci - maj niewielkie znaczenie w takim czasie, jak ten. Jeli Regis zawiedzie, wszystkie inne niedogodnoci przestan mie jakiekolwiek znaczenie. Regis nadal milcza. Wzi udzia w tym zgromadzeniu tylko po to, aby wesprze swych przyjaci burmistrzw. Gdy zaj swe miejsce za stoem, nie mia nawet zamiaru bra aktywnego udziau w dyskusji, sprowadzajcej si do ustalenia planu obrony. Spotkanie zostao odroczone. Cassius i Glensather mrugnli do siebie porozumiewawczo, gdy kady opuszczajcy sal czu si troch bardziej podniesiony na duchu. Cassius zatrzyma Regisa, gdy ten wsta, eby opuci pokj wraz z

innymi. Burmistrz Bryn Shander zamkn drzwi za ostatnim wychodzcym, chcc porozmawia sam na sam z gwnym aktorem pierwszego aktu jego planu. - Powiniene najpierw porozmawia o tym ze mn! - poskary si Regis, gdy tylko drzwi si zamkny. - Wydaje si, e byoby to uczciwe, gdybym mia jakkolwiek moliwo podjcia decyzji w tej sprawie! Cassius zrobi ponur min i zwrci si do halflinga. - Jaki mamy wybr? - zapyta. - Przynajmniej w ten sposb dalimy wszystkim jak nadziej. - Przeceniasz mnie - zaprotestowa Regis. - Moe to ty siebie nie doceniasz - powiedzia Cassius. Mimo, e halfling by przekonany, e Cassius nie zrezygnuje ze swego planu, ktry ju zacz realizowa, pewno siebie burmistrza wzbudzia w Regisie altruistyczne odruchy, co byo naprawd uspokajajce. - Mdlmy si dla dobra nas obu, aby to ostatnie byo prawd - mwi dalej Cassius, idc w kierunku swego krzesa przy stole. - Ale naprawd wierz, e to si uda. Wierz w ciebie, nawet jeli ty nie wierzysz. Pamitam doskonale co zrobie z burmistrzem Kempem na zgromadzeniu pi lat temu, cho jego wasna deklaracja, e uczyni to pod wpywem twojej sztuczki, skonia mnie do rzetelnej oceny sytuacji. Majstersztyk perswazji, Regisie z Lonelywood, tym bardziej, e trzymae to w tajemnicy tak dugo. Regis zaczerwieni si i przyzna, e tak byo. - A jeli poradzie sobie z takim uparciuchem, jak Kemp z Targos, to Akar Kessell powinien by dla ciebie atw ofiar! - Zgadzam si z twoj ocen Kessella, jako bdcego czym mniej ni czowiekiem o silnej woli - powiedzia Regis. - Ale czarnoksinik zna sposoby ujawnienia magicznych sztuczek. Zapomniae te o demonie. Nigdy nawet nie prbowaem okama kogo z jego gatunku! - Miejmy nadziej, e nie bdziesz mia z nim do czynienia - zgodzi si Cassius z widocznym wzdrygniciem si. - Uwaam jednak, e musisz i do wiey i sprbowa wyperswadowa kilka rzeczy czarnoksinikowi. Jeli nie utrzymamy w jaki sposb zgromadzonej armii w szachu, dopki zamieszanie w jej szeregach nie stanie si naszym sprzymierzecem, wwczas bdziemy na pewno skazani. Wierz mi, jak jestem twoim przyjacielem, e nigdy nie dabym od ciebie,

aby podejmowa tak niebezpieczn podr, gdybym widzia jaki inny sposb. - Bolesny wyraz bezsilnego wspczucia przebi si przez wczeniejsz fasad obudzonego nagle na twarzy burmistrza optymizmu. Jego zatroskanie zrobio takie wraenie na Regisie, jakby godny czowiek woa o jedzenie. Wbrew swym uczuciom, wobec naciskanego ze wszystkich stron burmistrza, Regis musia przyzna planowi logik i brak innych moliwoci. Kessell nie pozostawi im zbyt duo na przegrupowanie si po pocztkowym ataku. Po zburzeniu Targos mag zademonstrowa, e gotw jest w podobny sposb zniszczy Bryn Shander i halfling nie wtpi, e Kessell speni swoj grob. Tak wic, Regis zaakceptowa narzucon mu rol jako jedyne wyjcie. Halfling nieatwo podejmowa si jakiegokolwiek dziaania, lecz jeli ju postanowi zrobi co, zazwyczaj usiowa zrobi to waciwie. - Po pierwsze - zacz, - musz ci powiedzie w najgbszym zaufaniu, e naprawd mam pomoc ze strony magii. - Bysk nadziei powrci do oczu Cassiusa. Pochyli si do przodu, chcc usysze wicej, lecz Regis uspokoi go wycignit doni. - Jednak musisz zrozumie - wyjani halfling, - e nie mam mocy, jak gosz pewne opowieci, zmienia tego, co jest w sercu czowieka. Nie mog przekona Kessella, aby porzuci swe ze drogi, nie bardziej ni mgbym przekona burmistrza Kempa, aby zawar pokj z Termalaine. Wsta ze swego rzebionego krzesa i z rkoma zaoonymi za plecami obszed st. Cassius patrzy na niego w penym niepewnoci oczekiwaniu, nie mogc zrozumie dokadnie, do czego zmierza halfling, wpierw zgadzajc si na wypenienie misji, a pniej wypierajc si swej mocy. - Jednak czasami znajduj sposb na to, aby kto spojrza na swe otoczenie z innej perspektywy - przyzna w kocu Regis. - Tak, jak w przypadku, o ktrym wspomniae: gdy przekonaem Kempa, e udzia w pewnym bardziej podanym przebiegu dziaa naprawd pomoe mu w realizacji jego aspiracji. - Powiedz mi wic, Cassiusie, wszystko, czego si dowiedziae o czarnoksiniku i jego armii. Zobaczmy, czy znajdziemy sposb na to, aby Kessell zwtpi w to, w czym pokada zaufanie! Elokwencja halflinga zdumiaa burmistrza. Nawet nie patrzc

Regisowi w oczy, burmistrz znajdowa w tych opowieciach, ktre zawsze uwaa za przesadzone, ziarno prawdy. - Wiemy, e Kemp obj dowdztwo nad pozostaymi siami czterech miast nad Maer Dualdon - wyjani Cassius. - Podobnie Jensin Brent i Schermont trzymaj Lac Dinneshere i poczyli si z flot na Czerwonych Wodach i przedstawiaj sob naprawd wielk si. - Kemp przyrzek ju zemst, wtpi te, czy ktrykolwiek z uciekinierw myla o poddaniu si czy ucieczce. - A dokd mogliby uciec? - mrukn Regis. Spojrza aonie na Cassiusa, ktry nie mg znale sw pocieszenia. Cassius okazywa pewno siebie i nadziej przed innymi na zgromadzeniu, a take i przed ludmi w miecie, lecz teraz nie mg spojrze na Regisa i czyni mu pustych obietnic. Nagle do pokoju wpad Glensather. - Czarnoksinik jest znowu na polach! - krzykn. - da naszego posa, wiata w wiey znowu ruszyy! Wszyscy trzej wybiegli z budynku. Cassius powtarza t informacj, ale Regis uciszy go. - Jestem gotw - zapewni Cassiusa. - Nie wiem, czy twj schemat zadziaa, czy nie, lecz masz moje przyrzeczenie, e bd si stara go zwie. Znaleli si przy bramie. - To musi odnie skutek - powiedzia Cassius klepic Regisa po ramieniu. - Nie mamy innej nadziei. - Chcia odej, lecz Regis mia jeszcze jedno pytanie, na ktre da odpowiedzi. - A jeli stwierdz, e Kessell przerasta moje moliwoci? - zapyta ponuro. - Co mam robi jeli to zawiedzie? Cassius spojrza na tysice kobiet i dzieci skulonych na placu z powodu zimnego wiatru. - Jeli to zawiedzie - zacz powoli, - jeli Kessell nie odstpi od uycia mocy wiey przeciwko Bryn Shander... - znw przerwa, jakby chcia usysze wasne sowa. - Daj ci osobisty rozkaz poddania miasta. Cassius odwrci si i skierowa swe kroki na parapet murw, aby by wiadkiem decydujcego spotkania. Regis nie waha si ju duej, gdy wiedzia, e kada chwila zwoki w tej krytycznej chwili spowoduje prawdopodobnie zmian w jego postanowieniach i skoni go do ucieczki

w poszukiwaniach kryjwki w jakiej ciemnej dziurze w miecie. Zanim nawet mia szans zastanowi si ponownie, przeszed przez bram i miao pomaszerowa w d wzgrza, w kierunku czekajcego na niego Akara Kessella. Kessell znw ukaza si midzy dwoma lustrami trzymanymi przez trolle, stojc z zaoonymi na siebie rkoma i przytupujc niecierpliwie nog. Zoliwy grymas na jego twarzy zrobi na Regisie niejasne wraenie, e mag jest na granicy niekontrolowanej wciekoci i zabije go zanim nawet dotrze do podstawy wzgrza. Jednak w czasie, gdy pewnie zblia si do maga, halfling nie spuszcza oczu z Kessella. Paskudne trolle wywoyway u niego obrzydzenie wiksze ni cokolwiek, czego dotychczas dowiadczy i musia uy caej siy swej woli, aby w ogle zbliy si do nich. Ju od bramy czu ich smrd. Jako jednak podszed do luster i stan przed zym czarnoksinikiem. Kessell przez chwil przyglda si posowi. Z pewnoci nie spodziewa si, e miasto bdzie reprezentowa halfling i zastanawia si, dlaczego Cassius nie przyby osobicie na tak wane spotkanie. - Przychodzisz do mnie jako oficjalny przedstawiciel Bryn Shander i wszystkich, ktrzy obecnie znajduj si w obrbie murw? Regis pokiwa gow. - Jestem Regis z Lonelywood - odpar - Przyjaciel Cassiusa i byy czonek Rady Dziesiciu. Zostaem wyznaczony do przemawiania w imieniu ludzi w miecie. Oczy Kessella zwziy si w uznaniu swego zwycistwa. - Przynosisz przesanie bezwarunkowego poddania si? Regis poruszy si niespokojnie, ustawiajc si tak, aby rubinowy wisiorek zosta wprawiony w ruch na jego piersi. - Chciabym porozmawia z tob prywatnie, potny magu, abymy mogli omwi warunki ugody. Oczy Kessella rozszerzyy si. Spojrza na mury, na Cassiusa. - Powiedziaem bezwarunkowo! - krzykn. Za nim wiata CryshalTirith zaczy wirowa i rosn. - Teraz bdziesz wiadkiem rezultatw gupoty swej bezczelnoci! - Poczekaj! - prosi Regis podskakujc, aby zwrci na siebie uwag czarnoksinika. - Jest co, o czym musisz wiedzie zanim si zdecydujesz na ostateczny ruch.

Kessell nie zwraca uwagi na paplanin halflinga, lecz rubinowy wisiorek przyku nagle jego uwag. Nawet chroniony odlegoci swego fizycznego ciaa i oknem projekcji swego wyobraenia stwierdzi, e klejnot jest fascynujcy. Regis nie mg si oprze umiechowi, cho leciutkiemu, gdy stwierdzi, e oczy czarnoksinika ju nie mrugaj. - Posiadam pewne informacje, o ktrych jestem przekonany, e uznasz je za wartociowe - powiedzia spokojnie halfling. - Kessell da mu znak, aby mwi dalej. - Nie tutaj - szepn Regis. - Tu dokoa jest zbyt wiele ciekawych uszu. aden ze zgromadzonych tu goblinw nie byby zadowolony, syszc to, co mam do powiedzenia! Kessell przez chwil rozwaa sowa halflinga. Czu ciekawo z powodw, ktrych nie mg zrozumie. - Dobrze, halflingu - zgodzi si. - Powinienem usysze twoje sowa. Czarnoksinik znikn w oboku dymu przy towarzyszcemu mu rozbyskowi. Regis obejrza si przez rami na ludzi zgromadzonych na murze i skin gow. W nastpstwie telepatycznego rozkazu z wiey trolle zwrciy lustra tak, aby uchwyci w nie odbicie Regisa. Nastpi drugi rozbysk i kb dymu i Regis take znikn. Na murze, Cassius take skin gow halflingowi, chocia Regisa ju nie byo. Burmistrz odetchn troch lej, uspokojony ostatnim spojrzeniem, jakie rzuci mu Regis i faktem, e soce zaszo, a Bryn Shander cigle stao. Jeli jego przypuszczenia, oparte na zwoce w dziaaniach czarnoksinika, byy suszne, Cryshal-Tirith czerpaa wikszo swej energii ze wiata sonecznego. Wydawao si, e jego plan da im przynajmniej jeszcze jedn noc. *** Nawet mimo zazawionych oczu, Drizzt rozpozna ciemny ksztat, wznoszcy si nad nim. Drow uderzy si w gow, gdy zosta odrzucony przez rkoje jataganu i Guenhwyvar, jego lojalny towarzysz, trzymaa cierpliwie stra przez dugie godziny, w czasie ktrych drow pozostawa

nieprzytomny. Nie miao znaczenia, e kot take odnis obraenia w czasie walki z Errtu. Drizzt usiad i usiowa zorientowa si w swym otoczeniu. W pierwszej chwili pomyla, e nadszed wit, lecz potem stwierdzi, e mgliste wiato soneczne, ktre widzi, dochodzi z zachodu. Straci najlepsz cz dnia, cakowicie wyczerpany, gdy jatagan wyssa z niego siy yciowe w czasie walki z demonem. Guenhwyvar wygldaa nawet na bardziej wyczerpan od niego. Rami kota zwisao bezsilnie po zderzeniu si z kamienn cian, a na jednej z jej ap Errtu wydar gbok ran. Jednak bardziej ni rany magicznemu kotu dawao si we znaki zmczenie. Guenhwyvar pozostawaa na planie materialnym duej ni kiedykolwiek przedtem. Struna midzy jej macierzystym planem, a planem drowa, utrzymywana bya w nie zmienionym stanie tylko dziki jej wasnej magicznej energii, a kada upywajca minuta, w czasie ktrej pozostawaa na tym wiecie, zabieraa cz jej mocy. Drizzt czule pogaska muskularny kark. Rozumia powicenie Guenhwyvar dla niego i chcia zadouczyni pragnieniom kota, odsyajc go z powrotem do jego wiata, lecz nie mg. Gdyby kot wrci na swj plan, upynyby cae godziny, zanim odzyskaby siy na tyle, aby mc znw utrwali poczenie z tym wiatem. Za bardzo teraz potrzebowa kota. - Jeszcze troch - prosi. Wierna bestia pooya si obok niego bez cienia protestu. Drizzt spojrza na ni wspczujco i znw poklepa j po karku. Jak bardzo chcia zwolni kota z jego suby! Jednak nie mg. Z tego, co powiedzia mu Errtu, drzwi do Cryshal-Tirith byy niewidzialne tylko dla istot z Planu Materialnego. Drizzt potrzebowa oczu kota.

28 KAMSTWO W KAMSTWIE Regis star z oczu odbicie olepiajcego bysku i stwierdzi, e znowu stoi twarz w twarz z czarnoksinikiem. Kessell, z nogami niedbale zaoonymi jedna na drug, na wp lea na krysztaowym tronie, opierajc si o jedn z jego porczy. Znajdowali si w kwadratowym pokoju z krysztau, dajcego wraenie gadkoci, lecz twardego jak kamie. Regis rozpozna natychmiast, e znajduje si wewntrz wiey. Pokj wypeniony by tuzinami ozdobnych luster o dziwnych ksztatach. Szczeglnie jedno z nich, najwiksze i najbardziej ozdobne, przykuo oczy halflinga, gdy w jego wntrzu pon ogie. W pierwszej chwili Regis spojrza w przeciwn stron, spodziewajc si ujrze rdo tego widoku, lecz potem stwierdzi, e pomienie nie byy odbiciem, lecz rzeczywistym zjawiskiem, zachodzcym wewntrz samego zwierciada. - Witaj w moim domu - rozemia si mag. - Powiniene uwaa si za szczliwca, mogc by wiadkiem jego wspaniaoci! - Lecz Regis utkwi oczy w Kessellu, badajc uwanie czarnoksinika, gdy ton jego gosu nie by podobny do charakterystycznego zlewania si gosek u innych ludzi oczarowanych rubinem. - Wybacz mi moje zaskoczenie, gdy spotkalimy si po raz pierwszy kontynuowa Kessell. - Nie spodziewaem si, e miali ludzie w Dekapolis wyl halflinga, aby za nich wykona prac! - Rozemia si ponownie i Regis wiedzia, e co zamao czar, jaki rzuci na czarnoksinika przy pomocy rubinu, gdy byli na zewntrz. Halfling mg si domyle, co si stao. Czu w tym pokoju ttnica moc; byo jasne, e Kessell ywi si ni. Na zewntrz, umys czarnoksinika by podatny na magi klejnotu, lecz tu, wewntrz, jego sia przekraczaa naprawd moliwoci rubinu. - Powiedziae, e masz dla mnie pewne informacje - zada nagle Kessell. - Teraz mw, wszystko! Albo uczyni twoj mier naprawd nieprzyjemn! Regis zajkn si, prbujc zaimprowizowa, jak wymijajc opowie. Podstpne kamstwo, jakie mia zamiar rozsnu, miaoby niewielk warto wobec maga nie bdcego pod wpywem czaru. W istocie, w ich oczywistej saboci mg on dowiedzie si prawdy o

zamiarach Cassiusa. Kessell wyprostowa si na swym tronie i pochyli si w stron halflinga, patrzc na niego rozkazujco. - Mw! - rozkaza stanowczo. Regis poczu elazn wol wlizgujc si we wszystkie jego myli, zmuszajc go do usuchania kadego polecenia Kessella. Poczu jednak, e ta dominujca sia nie emanuje z samego czarnoksinika. Wydawaa si raczej pochodzi z jakiego zewntrznego rda, moe z niewidocznego obiektu, jaki mag od czasu do czasu ciska w kieszeni swej szaty. Jednak posiadana przez halflingi naturalna odporno na taki rodzaj magii i przeciwstawna sia - klejnot - pomogy Regisowi zwalczy wkradajc si wol i stopniowo odepchn j. Nagle przyszed mu do gowy pewien pomys. Z pewnoci widzia wystarczajco duo osobnikw poddajcych si jego wasnemu czarowi, aby potrafi uda ich bezbronn postaw. Przygarbi si nieco, jakby nagle cakowicie si odpry i skupi swj pusty wzrok na obrazie w kcie pokoju, za ramieniem Kessella. Czu, e oczy mu wysychaj, lecz powstrzyma si od mrugnicia powiekami. - Jakiej informacji dasz? - odpowiedzia mechanicznie. Kessell nagle osun si na krzeso. - Tytuuj mnie Mistrzem Kessellem - poleci na wstpie. - Jakiej informacji dasz, Mistrzu Kessellu? - Dobrze - czarnoksinik umiechn si do siebie. - Przyznaj si, e historia, ktr zamierzae mi opowiedzie, to podstp? Dlaczego nie, przyzna Regis. Kamstwo ubarwione iskierkami prawdy staje si tym mocniejsze. - Tak - odpar. - Chciaem sprawi, aby myla, e twoi najwierniejsi sprzymierzecy knuj przeciw tobie. - Jaki miae cel? - naciska Kessell, naprawd zadowolony z siebie. Z pewnoci ludno Bryn Shander wie, e atwo mog zmiady ich nawet bez adnych sprzymierzecw. Wydaje mi si, e by to sabiutki plan. - Cassius nie mia zamiaru pokona ci, Mistrzu Kessell - powiedzia Regis. - A wic po co tu jeste? Dlaczego Cassius po prostu nie podda miasta tak, jak tego daem?

- Wysano mnie, abym zasia pewne wtpliwoci - odpar Regis improwizujc na olep, aby zaintrygowa i zaj Kessella. Za fasad swych sw usiowa stworzy jaki alternatywny plan; aby da Cassiusowi wicej czasu na wdroenie prawdziwego sposobu dziaania. Kessell pochyli si do przodu. - A jaki to mia by sposb? Regis umilk szukajc odpowiedzi. - Nie moesz mi si oprze! - rykn Kessell. - Moja wola jest zbyt wielka! Odpowiedz, albo wydr prawd z twego umysu! - Ucieczka - wygada si Regis i gdy to powiedzia, otworzyo si przed nim kilka moliwoci. Kessell opar si znowu wygodnie na tronie. - To niemoliwe - odpar od niechcenia. - Moja armia jest zbyt silna pod kadym wzgldem, by ludzie mogli si przebi. - Moe nie tak silna, jak ci si wydaje, Mistrzu Kessell - zaoy przynt Regis. Jego sposb jawi si teraz przed nim wyranie. Kamstwo w innym kamstwie. Podobaa mu si ta recepta. - Wyjanij to - zada Kessell, cie zatroskania zachmurzy jego beztroski wzrok. - Cassius ma sprzymierzecw w twoich szeregach. Czarnoksinik wyskoczy ze swego krzesa, trzsc si z wciekoci. Regis zdumia si, jak efektywnie podziaaa jego faszywa wiadomo. Zastanawia si w tej chwili, czy jaka z jego ofiar nie robi podobnego oszustwa przeciw niemu. Odepchn t niepokojc myl, postanawiajc rozway j pniej. - Orki yj od kilku miesicy wrd ludzi z Dekapolis - kontynuowa. Jeden ze szczepw nawiza nawet kontakty handlowe z rybakami. Oni take odpowiedzieli na wezwanie w szeregi armii, lecz nadal pozostaj lojalni wobec Cassiusa, jeli w ogle kto z ich rasy zachowuje si lojalnie. W czasie, gdy twoja armia wkroczya na pola wok Bryn Shander, nawizano kontakty z dowdc orkw i ich posacami, ktrzy wylizgnli si z Bryn Shander. Kessell odgarn wosy do tyu i nerwowo przecign rk po twarzy. Czy byo to moliwe, aby jego, wydawaoby si niezwyciona armia, miaa tajemne sabe punkty? Nie nikt nie omieliby si przeciwstawi Akarowi Kessellowi.

Lecz, gdyby kto spiskowa przeciwko niemu, gdyby wszyscy spiskowali przeciwko niemu, czy wiedziaby o tym? Gdzie jest Errtu? Czy to demon nie stoi za tym wszystkim? - Ktry szczep? - zapyta cicho Regisa, ton jego gosu wiadczy o tym, e nowiny halflinga upokorzyy go. Regis w peni wcign czarnoksinika w swj podstp. - Grupa, ktr wysae, eby otoczya miasto Bremen, Orki Innego Jzyka - powiedzia, przygldajc si z gbok satysfakcj szeroko otwartym oczom maga. - Moim zadaniem jest tylko powstrzymanie ci od podjcia jakiejkolwiek akcji przeciwko Bryn Shander przed zapadniciem nocy, gdy orki powinny wrci przed witem, podobno po to, aby przegrupowa si na swoich pozycjach na rwninie, w rzeczywistoci jednak po to, aby otworzy szczelin w twej zachodniej flance. Cassius wyprowadzi ludno po zachodnim stoku w otwart tundr. Maj nadziej utrzymywa twe siy w dezorganizacji tak dugo, a oddal si na wystarczajc odlego. Potem musiaby ich ciga a do Luskanu! W planie tym widocznych byo wiele sabych punktw, lecz wydawao si to rozsdnym ryzykiem dla ludzi w tak beznadziejnym pooeniu. Kessell uderzy pici w oparcie tronu. - Gupcy! - rykn. Regis odetchn odrobin lej. Kessell zosta przekonany. - Errtu! - wrzasn nagle, nie wiedzc o tym, e demon zosta wygnany z tego wiata. Nie byo adnej odpowiedzi. - Och, niech ci szlag trafi, demonie! - zakl Kessell. - Nigdy nie ma ci w pobliu, gdy ci potrzebuj! - Odwrci si do Regisa. - Czekaj tutaj. Bd mia do ciebie pniej wicej pyta! - Ryczce ognie jego gniewu kipiay zowrbnie. - Lecz najpierw musz porozmawia z niektrymi z mych generaw. Naucz Orkw Innego Jzyka co to znaczy przeciwstawia si mi! W istocie, obserwacje poczynione przez Cassiusa okrelay Orkw Innego Jzyka jako najsilniejszych i najbardziej fanatycznych stronnikw maga. Kamstwo w kamstwie. ***

Pniej, tego samego wieczora na wodach Maer Dualdon poczone floty czterech miast przyglday si podejrzliwie, jak druga grupa potworw odczya si od gwnych si i skierowaa si w stron Bremen. - To ciekawe - powiedzia Kemp do Muldoona z Lonelywood i burmistrza ze spalonego miasta Bremen, ktrzy stali obok niego na pokadzie flagowego statku Targos. Caa populacja Bremen bya na jeziorze. Z pewnoci pierwsza grupa orkw, po pocztkowych salwach z ukw, nie napotkaa dalszego oporu w miecie. Bryn Shander stao nietknite, dlaczego wiec czarnoksinik wzmacnia swe siy? - Akar Kessell zastanawia mnie - powiedzia Muldoon. - Albo jego geniusz jest tak wielki, e nie mog go obj, albo naprawd robi znaczne bdy taktyczne. - Przyjmij raczej t drug moliwo - powiedzia z nadziej Kemp, gdy wszystko, czego moemy prbowa bdzie bezsensowne, jeli pierwsza jest prawdziwa! Tak wic prowadzili dalej przegrupowanie swych wojownikw do nastpnego uderzenia, przesuwajc dzieci i kobiety w pozostaych odziach do, jak dotd, nie zajtych przystani Lonelywood, podobnie do strategii stosowanej przez siy uciekinierw na pozostaych dwch jeziorach. Z murw Bryn Shander Cassius i Glensather przygldali si podziaowi si Kessella z wikszym zrozumieniem tego posunicia. - Wykonane po mistrzowsku - szepn Cassius w nocny wiatr. Umiechajc si, Glensather pooy rk na ramieniu drugiego burmistrza. - Powinienem i i poinformowa o tym naszych dowdcw w polu powiedzia. - Jeli nadejdzie czas dla naszego ataku, powinnimy by gotowi! Cassius ucisn rk Glensathera i pokiwa gow zgadzajc si z nimi. Gdy burmistrz Easthaven odszed, Cassius opar si o krawd muru i patrzy z uporem na poczerniae teraz ciany Cryshal-Tirith. Przez zacinite zby owiadczy. - Nadejdzie czas!

*** Ze swego wysoko pooonego punktu obserwacyjnego na stokach Kelvins Cairn, Drizzt DoUrden take by wiadkiem nagego podziau armii potworw. Dopiero co ukoczy ostatnie przygotowania do odwanego ataku na Cryshal-Tirith, gdy odlege migotanie olbrzymiej iloci pochodni odpyno nagle na pnoc. Wraz z Guenhwyvar siedzieli spokojnie i przez chwil badali sytuacj, usiujc znale jakie wytumaczenie dla takich dziaa. Nie znaleli jakiegokolwiek wyjanienia, lecz noc stawaa si coraz krtsza i musia si popieszy. Nie by pewien, czy to dziaanie bdzie pomocne - przerzedzajc szeregi w obozowisku; czy niekorzystne - podwyszajc gotowo pozostaych potworw. Wiedzia jednak, e ludno Bryn Shander nie moe sobie pozwoli na adn zwok. Ruszy w d, wielka pantera sza w milczeniu obok niego. Wkrtce dotar do otwartej rwniny i popieszy przez Bremens Run. Gdyby zatrzyma si, aby zbada otoczenie, lub przyoy swe czue ucho do ziemi, mgby usysze odlegy pomruk na otwartej tundrze, na pnocy, innej zbliajcej si armii. Lecz drow skupi si na poudniu, jego wzrok skoncentrowa si na czekajcej ciemnoci Cryshal-Tirith. Wdrowa lekko, niosc tylko te rzeczy, ktre uwaa za niezbdne do wykonania swego zadania. Mia pi sztuk broni: dwa jatagany w skrzanych pochwach na udach, sztylet zatknity za pas porodku plecw i dwa noe ukryte w butach. Jego wity symbol i woreczek na kosztownoci wisiay na szyi, za may woreczek mki, zabrany z legowiska olbrzymw nadal wisia u pasa - sentymentalny wybr, uspokajajca pamitka niebezpiecznych przygd, jakie dzieli z Wulfgarem. Wszystko inne, plecak, lin, bukaki na wod i reszt rzeczy niezbdnych do codziennego przeycia w surowej tundrze, pozostawi w maej dolince. Sysza krzyki weselcych si goblinw, gdy przechodzi obok wschodnich przedmie Termalaine. - Uderzcie teraz, eglarze z Maer Dualdon - powiedzia cicho drow. Lecz gdy o tym pomyla, by szczliwy, e odzie pozostay na jeziorach. Nawet gdyby mogli si wlizgn i uderzy szybko na potwory w miecie, nie mogli by sobie pozwoli na straty, jakie musieliby

ponie. Termalaine mogo poczeka; naleao najpierw rozegra waniejsz bitw. Drizzt i Guenhwyvar zbliyli si do granic gwnego obozowiska Kessella. Drow by uspokojony oznakami wyciszenia si w obozie. Samotny stranik ork opiera si na swej wczni, bez entuzjazmu patrzc w pust czer pomocnego horyzontu. Nawet gdyby by uwany, nie zauwayby zbliania si dwch postaci, czarniejszych ni ciemno nocy. - Odezwij si! - dobieg rozkaz gdzie z oddali. - Spokj! - odpar stranik. Drizzt nasuchiwa, gdy hasa dobiegy z rnych odlegych posterunkw. Da znak Guenhwyvar, aby si zatrzymaa a sam przekrad si przez lini rzadko ustawionych stranikw. Zmczony ork nie usysza nawet wistu nadlatujcego sztyletu. Potem Drizzt znalaz si w obozowisku, cicho kontynuujc swj marsz przez ciemno. Wycign sztylet z garda orka i pooy sw ofiar delikatnie na ziemi. On i Guenhwyvar, niewidzialne cienie mierci, szli dalej. Przekroczyli jedyn lini stray, ustawion na pnocnym kracu i teraz z atwoci wdrowali przez upiony obz. Drizzt mg zabi tuziny orkw i goblinw a nawet verbeegw, cho ustanie ich grzmicego chrapania mogo cign uwag, lecz nawet nie prbowa zwolni kroku. Kada upywajca minuta wyczerpywaa coraz bardziej Guenhwyvar, a teraz pierwsze lady drugiego ich przeciwnika nadchodzcego witu - staway si coraz wyraniejsze na wschodnim niebie. Nadzieje drowa wzrosy znacznie wraz z postpem jaki uczyni, lecz gdy przyby do Cryshal-Tirith zaskoczy go zastany tam widok: wie otacza oddzia gotowych do walki ogrw, blokujc cakowicie drog. Przykucn za kotem, niezdecydowany co ma dalej robi. Ucieka przez ca szeroko olbrzymiego obozu, zanim wit ich ujawni - woleli ju wraca t drog, ktr przyszli. Drizzt wtpi, aby Guenhwyvar, z jej opakanym stanem moga nawet sprbowa tej drogi. Pozostawaa beznadziejna walka z oddziaem ogrw. Wydawao si, e nie ma rozwizania tego dylematu. Nagle co si wydarzyo w pnocnowschodniej sekcji obozowiska, otwierajc drog dla nieproszonych goci.

Wybuchy nagle okrzyki niepokoju, odcigajc ogrw na kilka dugich krokw od ich posterunkw. W pierwszej chwili Drizzt pomyla, e odkryty zosta zamordowany stranik ogr, ale krzyki rozlegay si zbyt daleko na wschodzie. Wkrtce roznis si w powietrzu przedwitu szczk stali. Wybucha walka. Zapewne wrogie szczepy - jak przypuszcza Drizzt, cho nie mg z tej odlegoci zobaczy niczego konkretnego. Nie mia jednak ochoty zaspokaja swej ciekawoci. Niezdyscyplinowane ogry odeszy jeszcze dalej od swych posterunkw. Guenhwyvar spostrzega drzwi do wiey. Oboje nie wahali si nawet sekundy. Ogry nawet nie zauwayy dwch cieni, wchodzcych do wiey tu za ich plecami. *** Drizzta opanowao dziwne uczucie, gdy przekroczy drzwi CryshalTirith, jaka brzczca wibracja, zupenie jakby wszed w trzewia yjcej istoty. Jednak szed dalej, przez zaciemniony hall, prowadzcy na pierwsze pitro wiey, podziwiajc dziwny krysztaowy materia, z ktrego zbudowane byy ciany i podoga budowli. Znalaz si w kwadratowym holu, najniszym pomieszczeniu czteropokojowej struktury. To byo miejsce, w ktrym Kessell czsto spotyka si ze swymi generaami - zasadnicza sala audiencyjna maga dla najwyszych rang jego dowdcw. Drizzt rozejrza si po ciemnych figurach w pokoju. Cho nie widzia adnego ruchu, czu e nie jest sam. Wiedzia, e Guenhwyvar odczuwa to samo niepokojce uczucie, gdy czarne futro na jej karku zjeyo si i kot warkn ostrzegawczo. Kessell uznawa ten pokj za stref buforow midzy sob, a posplstwem z zewntrznego wiata. By to jedyny pokj w wiey, ktry rzadko odwiedza, byo to miejsce, w ktrym mieszkay trolle Akara Kessella.

29 INNE MOLIWOCI Krasnoludy z Mithrill Hall ukoczyy prace przy pierwszym ze swych sekretnych wyj wkrtce po wschodzie soca. Bruenor wspi si pierwszy na szczyt drabiny i wyjrza spod nacitej darni na obozowisko armii potworw. Grnicy krasnoludw byli tak dowiadczeni, e potrafili wykopa szyb dokadnie w rodku duej grupy goblinw i ogrw bez zaalarmowania potworw. Bruenor, gdy zszed na d, aby doczy do czonkw swego klanu, umiechn si. - Dokoczcie pozostae dziewi - poleci idc tunelem z Catti-brie u swego boku. - Tej nocy niektrzy z chopcw Kessella bd mieli gone sny! - oznajmi, klepic ostrze swego zatknitego za pas bojowego topora. - Jak rol przydzielisz mi w nadchodzcej bitwie? - zapytaa Cattibrie, gdy oddalili si do innych krasnoludw. - Pocigniesz za jeden z lewarw i zawalisz tunele, jeli cho jedna z tych wi przyjdzie tu na d - odpar Bruenor. - A jeli polegniecie wszyscy na polach? - zapytaa Catti-brie. - Nie chciaabym pogrzeba si samotnie w tych tunelach. Bruenor pogadzi sw rud brod. Nie rozwaa takich nastpstw, uwaajc, e gdyby on i cay klan polegli na polach, Catti-brie powinna by wystarczajco bezpieczna pod zapadnitymi tunelami. Lecz jak mogaby y samotnie tu na dole? Jak cen zapaciaby za przeycie? - Chcesz wic i na gr i walczy? Jeste wystarczajco sprawna we wadaniu mieczem, a ja bd obok ciebie! Catti-brie przez chwil rozwaaa t propozycj. - Zostan przy lewarze - zdecydowaa. Bdziesz wystarczajco zajty pilnowaniem wasnej gowy tam na grze. Kto musi tu zosta, aby zawali tunele; nie moemy pozwoli goblinom, eby ogosiy nasze tunele swoim domem. A poza tym - dodaa z umiechem, - to gupie z mojej strony, e si martwi. Wiem, e wrcisz do mnie, Bruenorze. Ani ty, ani twj klan nigdy nie zawiedlicie mnie! - Pocaowaa krasnoluda w czoo i szybko odesza. Bruenor umiechn si. - Z pewnoci jeste dzieln dziewczyn, moja Catti-brie - mrukn do

siebie. Prace w tunelach ukoczono kilka godzin pniej. Wykopano szyby, a kady kompleks tuneli wok nich zosta przygotowany do zawalenia, aby zamaskowa kade moliwe wycofywanie si, lub uniemoliwi wstp goblinom. Cay klan, z twarzami umylnie posmarowanymi sadz, w cikich zbrojach i broni ukryt pod warstwami ciemnych szat, ustawi si u podstawy kadego z dziesiciu szybw. Bruenor wyszed pierwszy, eby zbada sytuacj. Wyjrza na zewntrz i umiechn si ponuro. Wszdzie wok niego leay gobliny i ogry, oddajce si na nocnemu spoczynkowi. Ju chcia da znak swoim ludziom, aby ruszyli, gdy nagle w obozie wybucho jakie poruszenie. Bruenor pozosta u szczytu szybu, cho trzyma gow pod warstw darni - mimo, e mg na niego nastpi jaki przechodzcy goblin - i usiowa zrozumie co zaalarmowao potwory. Sysza wykrzykiwane rozkazy i szczk, jakby zbliay si jakie due siy. Rozlegy si nowe krzyki, woania dajce mierci dla Innych Jzykw. Cho nigdy przedtem nie sysza tej nazwy, atwo domyli si, e okrela ona klan orkw. - A wic walcz midzy sob, nieprawda? - mrukn cicho, umiechajc si. Stwierdziwszy, e atak krasnoludw moe poczeka, zszed po drabinie. Klan, mimo, e rozczarowany zwok, nie rozproszy si. Byli zdecydowani wykona sw nocn prac. Czekali wic. Mina pnoc, a z obozu na grze nadal dochodziy odgosy poruszenia, jednak czekanie nie przytpio pragnienia walki u krasnoludw. Przeciwnie, zwoka zaostrzya je, wzmoga gd krwi goblinw. Ci wojownicy byli take kowalami, rzemielnikami, ktrzy spdzali dugie godziny dodajc po jednej usce do posgu smoka. Wiedzieli, co to cierpliwo. W kocu, gdy wszystko si znowu uspokoio, Bruenor wrci na szczyt drabiny. Zanim wytkn gow nad dar, usysza uspokajajce dwiki rytmicznych oddechw i gone chrapanie. Bez dalszej zwoki klan wylizgn si z dziur i metodycznie zabra si do swego morderczego dziea. Nie delektowali si sw rol mordercw, preferowali otwart walk miecza przeciw mieczowi, lecz rozumieli take konieczno tego typu wypadu, a z drugiej strony nie przykadali adnej

wagi do ycia goblinich szumowin. Pole stopniowo cicho, gdy coraz wicej potworw wkraczao w spokojny sen mierci. Krasnoludy skoncentroway si najpierw na ograch - to na wypadek, gdyby ich atak zosta odkryty, zanim zadaliby wiksze straty. Lecz ich strategia nie bya konieczna. Upyno wiele minut bez odwetu. Zanim ktry ze stranikw zauway co si dzieje i udao mu si krzykn ostrzegawczo, krew ponad tysica onierzy Kessella zrosia pola. Wok nich rozlegy si krzyki, lecz Bruenor nie wyda rozkazu do odwrotu. - Formowa szeregi! - rozkaza. - Skupi si dokoa tuneli! - Wiedzia, e oszalay atak pierwszej fali nacierajcych potworw bdzie zdezorganizowany i nieprzygotowany. Krasnoludy utworzyy cise ugrupowanie obronne i nie miay wikszych trudnoci z wybiciem goblinw. Topr Bruenora naznaczony zosta wieloma nowymi karbami, zanim ktrykolwiek goblinw zdy machn sw broni w jego kierunku. Jednak stopniowo ataki najemnikw Kessella stay si coraz lepiej zorganizowane. Nacierali na krasnoludy we wasnych formacjach i we wzrastajcej liczbie w miar, jak obz budzi si i niepokoi. Poczli mocno naciska na napastnikw. Nagle grupa ogrw, elitarna stra wiey Kessella, zaatakowaa od drugiej strony pola. Pierwszymi z wycofujcych si karw byli eksperci od tuneli, ktrzy jako ostatni sprawdzali gotowo tuneli do zapadnicia si; postawili ju swe obute stopy na najwyszych szczeblach drabin. Ucieczka w gb tuneli bya delikatn operacj za, sprawno i odpowiedni popiech powinny by decydujcymi o sukcesie, lub klsce czynnikami. Lecz Bruenor niespodziewanie rozkaza ekspertom od tuneli wraca z drabin, a krasnoludom utrzyma szyki. Usysza pierwsze nuty prastarej pieni, pieni, ktra nie dalej jak pi lat temu napeniaby go lkiem. Teraz jednak wlaa w jego serce nadziej. Rozpozna gos, ktry prowadzi poruszajce sowa. ***

Oderwane rami z obrzydliwego cielska upado na podog, nastpna ofiara jataganu Drizzta DoUrdena. Lecz nieustraszone trolle toczyy si nadal. W normalnych warunkach Drizzt powinien dowiedzie si o ich obecnoci, gdy tylko wszed do kwadratowego pokoju. Ich straszliwy smrd nie pozwala im ukry si. Jednak te wanie byy w pokoju, gdy wszed do niego drow. Gdy Drizzt wszed gbiej, uruchomi puapk, ktra skpaa pomieszczenie w wietle czarnoksinika i obudzia stranikw. Wpadli przez magiczne zwierciada, ktre Kessell porozstawia jako posterunki wartownicze w caym pokoju. Drizzt powali ju jedn ze wstrtnych bestii, lecz teraz bardziej zainteresowany by ucieczk, ni walk. Pi innych zastpio pierwszego, co stanowio liczb znacznie wiksz, ni konieczna dla pokonania pojedynczego wojownika. Drizzt potrzsn gow z niedowierzaniem, gdy ciao trolla, ktremu odci gow nagle znowu wstao i zaczo mci na olep apskami. Potem na jego kostce zacisna si szponiasta rka. Wiedzia, nawet nie patrzc, e bya to koczyna, ktr przed chwil odci. Przeraony jednym kopniciem odrzuci od siebie groteskowe rami, po czym odwrci si i ruszy biegiem po spiralnych schodach, prowadzcych z koca pokoju na drugie pitro wiey. Na jego wczeniejszy rozkaz Guenhwyvar wybiega ju na schody i czekaa teraz na platformie u ich szczytu. Drizzt wyranie sysza mlaszczce kroki jego przeraajcych przeladowcw i drapanie brudnych paznokci odcitych rk, gdy i one podjy pocig. Drow pobieg schodami nie ogldajc si za siebie i majc nadziej, e jego szybko i zrczno dadz mu wystarczajc przewag, aby mg znale jak drog ucieczki. Na platformie nie byo jednak adnych drzwi. Podest u szczytu schodw by prostoktny i mia okoo dziesiciu stp dugoci, mierzc wzdu duszego boku. Dwa boki otwieray si na pokj, do trzeciego dochodziy schody, czwarty by pask, lustrzan tafl, powikszajc rzeczywist dugo platformy, umocowan midzy ni a sufitem. Drizzt mia nadziej, e bdzie w stanie zrozumie tajemnic tych niezwykych drzwi - jeli zwierciado naprawd byo nimi badajc je z platformy. Nie byo to atwe. Cho zwierciado wypenione byo odbiciami ozdobnej tkaniny,

wiszcej na cianie na przeciw, jego powierzchnia okazaa si doskonale gadka, nie zamana adnymi szczelinami czy rczkami, ktre mogyby wskazywa na ukryty zamek. Drizzt schowa sw bro do pochew i przecign rk po powierzchni lustra, lecz gadko szka tylko potwierdzia jego obserwacj. Trolle byy na schodach. Drizzt prbowa przepchn si przez szko, wypowiadajc wszystkie znane mu magiczne sowa otwarcia, szukajc pozawymiarowej bramy, podobnej do tej, jak trzymaa przeraajca gwardia Kessella. ciana pozostaa niewzruszon barier. Prowadzcy troll by ju w poowie schodw. - Musi tu by jaki lad! - jkn drow. - Czarnoksinik kocha wyzwania, a tu nie ma na to miejsca! - Jedyna moliwa odpowied leaa w ozdobnych rysunkach i wyobraeniach kilimu. Drizzt patrzy na, usiujc uporzdkowa tysice powikanych wzorw, szukajc jakiego szczeglnego znaku, ktry pokazaby mu drog do bezpieczestwa. Dotar ju do niego smrd. Sysza linienie si wiecznie godnych potworw. Kontrolowa jak tylko mg swe obrzydzenie i skoncentrowa si na miriadach obrazw. Jedna rzecz na gobelinie przykua jego uwag: wiersze poematu, wijce si wzdu grnej krawdzi przez wszystkie inne wyobraenia. W przeciwiestwie do zamglonych barw reszty prastarego dziea sztuki, wykaligrafowane litery poematu zachoway kontrastujc jasno nowego dodatku. Kessell co doda? Docz jeli chcesz Do orgii wewntrz, Lecz najpierw musisz znale klamk! Widoczn i niewidoczn, Istniejc i nieistniejc Klamk, ktrej nie moe dotkn ciao. Jeden wers szczeglnie utkwi w umyle drowa. Istniejc i nieistniejc w jego dziecistwie w Menzoberranzanie odnosio si do Urgutha Forka, potnego demona dewastujcego planet szczeglnie zaraliw zaraz w prastarych czasach, gdy przodkowie Drizzta

wdrowali jeszcze po powierzchni ziemi. Elfy yjce na powierzchni zawsze zaprzeczay istnieniu Urgutha Forka, oskarajc o wywoywanie zarazy droww, lecz ciemne elfy wiedziay lepiej. Co w ich fizycznej budowie czynio ich odpornymi na dziaania demona, a gdy stwierdziy, jak bardzo miercionone byo to dla ich wrogw, pracoway nad tym, aby da podstaw podejrzeniom elfw wiata, wcigajc Urgutha na list swych sprzymierzecw. Linijka Istniejc i nieistniejc bya uwaczajcym wersem duszej opowieci droww, sekretn drwin z ich znienawidzonych kuzynw, ktrzy stracili tysice istnie z powodu stwora, ktrego istnieniu zaprzeczali. Zagadka bya niemoliwa do rozwizania dla kadego, kto nie zna opowieci o Urgutha Forka. Drow znalaz istotn przewag. Przeszuka odbicie gobelinu za pewnym wyobraeniem, czcym si z demonem. Znalaz je w dalszym kocu zwierciada, na wysokoci pasa; portret samego Urgutha, ukazanego w caej jego przeraajcej chwale. Demon przedstawiony zosta w chwili, gdy roztrzaskuje czaszk elfa czarnym prtem, swym symbolem. Drizzt widzia ju wczeniej ten portret. Nic nie wydawao si nie na miejscu, ani nie byo w tym nic niezwykego. Trolle pokonay ostatni zakrt w swej wspinaczce. Drizzt nie mia ju prawie wcale czasu. Odwrci si i przeszuka rdo odbicia za jak sprzecznoci. Znalaz j natychmiast. Na oryginalnym gobelinie Urgutha uderza elfa pici, nie byo tam prta! Widzialna i niewidzialna. Drizzt obrci si znw do lustra, chwytajc iluzoryczn bro demona. Lecz poczu tylko gadkie szko. Omal nie wrzasn z wciekoci. Dowiadczenie nauczyo go dyscypliny, wic szybko opanowa si. Odj do od lustra, dostosowujc pozycj swego odbicia do tej samej gbokoci, na ktrej - jak oceni - powinno znajdowa si odbicie prtu. Powoli zacisn palce, przygldajc si z wywoanym spodziewanym sukcesem podnieceniem, jak obraz jego rki zaciska si na prcie. Przesun lekko rk. W lustrze pojawia si cienka szczelina. Prowadzcy troll dotar do szczytu schodw, ale Drizzt i Guenhwyvar zniknli.

Drow zamkn znowu niesamowite drzwi, opar si o nie i odetchn z ulg. Przed nim widniay sabo owietlone schody, koczce si platform, prowadzc na drugie pitro wiey. Drogi nie blokoway adne drzwi, a jedynie zwisajce sznury koralikw, migocce pomaraczowo w wietle pochodni w pokoju za nimi. Drizzt usysza chichot. On i kot cicho wspili si po schodach i zajrzeli poza brzeg platformy. Dotarli do haremu Kessella. By mikko owietlony, janiejcymi pod kapturami pochodniami. Wikszo podogi przykryta bya stosami poduszek, za poszczeglne czci pokoju oddzielone byy od siebie zasonami. Dziewczta z haremu, bezmylne zabawki Kessella, siedziay koem porodku podogi, chichoczc z niepohamowanym entuzjazmem bawicych si dzieci. Drizzt wtpi, aby go zauwayy, ale gdyby nawet tak byo, nie przejmowa si tym zbytnio. Wiedzia doskonale, e te aosne, zamane stworzenia nie byy zdolne do podjcia adnego dziaania przeciw niemu. Jednak by nadal ostrony, szczeglnie w stosunku do zasonitych kurtynami buduarw. Wtpi w to, e Kessell umieci tam stra, a z pewnoci nie tak nieprzewidywalnie narowist, jak trolle, lecz nie mia zamiaru pomyli si. Z Guenhwyvar przy boku przelizgiwa si w ciszy od cienia do cienia i gdy oboje weszli na schody i stanli na platformie przed drzwiami prowadzcymi na trzecie pitro, Drizzt by bardziej odprony. Nagle powrci brzczcy dwik, ktry Drizzt sysza, gdy po raz pierwszy wszed do wiey. W miar trwania przybiera na sile, jakby jego pie pochodzia z wibracji samych cian wiey. Drizzt rozejrza si dokoa, w poszukiwaniu moliwego rda. Dzwonki zwisajce z sufitu zaczy niesamowicie dwicze. wiata pochodni na cianach taczyy dziko. Nagle Drizzt zrozumia. Budowla obudzia si do ycia. Pola na zewntrz pozostaway skryte w cieniach nocy, lecz pierwsze palce witu rozjaniy szpic na szczycie wiey. Na trzecim pitrze, w sali tronowej Kessella otworzyy si nagle drzwi. - Doskonaa robota! - krzykn czarnoksinik. Sta za krysztaowym tronem po drugiej stronie pokoju, naprzeciw Drizzta, trzymajc w rku nie zapalon wiec i patrzc w otwarte drzwi. Regis sta posusznie u

jego boku, z pustym wyrazem twarzy. - Wejd prosz - powiedzia Kessell z faszyw dwornoci. - Nie obawiaj si o moje trolle, ktre okaleczye, z pewnoci wyzdrowiej! Odrzuci gow do tyu i rozemia si. Drizzt poczu si gupio, pomylawszy, e caa jego ostrono i skradanie si rozbawio tylko czarnoksinika! Pooy rce na rkojeciach swych schowanych w pochwach jataganw i przekroczy prg. Guenhwyvar pozostaa skulona w cieniu klatki schodowej, czciowo dlatego, e mag nie powiedzia niczego, co mogoby wiadczy o tym, e wie o kocie, czciowo za dlatego, e sabncy kot nie chcia traci energii na chodzenie. Drizzt zatrzyma si przed tronem i skoni nisko. Widok Regisa, stojcego obok czarnoksinika wzburzy go wicej ni tylko troch, lecz udao mu si ukry fakt, e zna halflinga. Podobnie Regis nie zdradzi si ze znajomoci, gdy po raz pierwszy zobaczy drowa, cho Drizzt nie mg by pewien, czy by to wiadomy wysiek, czy te halfling by pod wpywem jakiego czaru. - Witam ci, Akarze Kessellu - Drizzt potyka si na chropawym akcencie mieszkacw podziemnego wiata, jak gdyby wsplny jzyk powierzchni by mu obcy. Pomyla, e moe sprbowa tej samej taktyki, jakiej uy przeciwko demonowi. - Zostaem wysany przez mj lud w dobrej wierze, aby porozmawia z tob o sprawach bdcych przedmiotem wsplnego zainteresowania. Kessell rozemia si gono. - Rzeczywicie! - na jego twarzy rozla si szeroki umiech, zastpiony nagle nachmurzeniem brwi. Jego oczy niebezpiecznie zwziy si. - Znam ci, ciemny elfie! Kady czowiek, ktry kiedykolwiek mieszka w Dekapolis, sysza imi Drizzta DoUrdena w opowieciach, lub kpinach. Nie kam wic! - Przepraszam ci, potny magu - powiedzia spokojnie Drizzt, zmieniajc taktyk. - W pewien sposb, wydaje si, jeste mdrzejszy od swego demona. Wyraz pewnoci siebie znik z twarzy Kessella. Zastanawia si ju wczeniej, co przeszkadza Errtu odpowiedzie na jego wezwania. Spojrza na drowa z wikszym respektem. Czy ten samotny wojownik

zabi jednego z najwikszych demonw? - Pozwl mi zacz znowu - powiedzia Drizzt. - Witaj, Akarze Kessellu. - Skoni si nisko. - Jestem Drizzt DoUrden, pogranicznik Gwaerona Windstroma, stranik Doliny Lodowego Wichru. Przyszedem, aby ci zabi. Jatagany wyskoczyy ze swych pochew. Lecz Kessell take si ruszy. wieca, ktr trzyma obudzia si nagle do ycia. Jej pomie pochwycony zosta przez labirynt pryzmatw i luster, ktrymi zapchany by cay pokj, koncentrujc si i wyostrzajc w kadym odbiciu. Rwnoczenie z zapaleniem si wiecy trzy skupione promienie wiata zamkny drowa w trjktnym wizieniu. Nie dotkn go aden z promieni, lecz czu ich potg i nie odway si ich przekroczy. Drizzt wyranie sysza mruczenie wiey, gdy wiato dnia sczyo si wzdu niej. Pokj rozjani si znacznie, gdy niektre z segmentw cian, ktre w wietle pochodni wydaway si by lustrami, okazay si oknami. - Sdzie, e mgby po prostu wej tutaj i pozby si mnie? zapyta z niedowierzaniem Kessell. - Jestem Akar Kessell, ty gupcze! Tyran Doliny Lodowego Wichru! Dowodz najwiksz armi, jaka kiedykolwiek wkroczya na zamarznite stepy tej zapomnianej krainy! Bj si mojej armii! - Skin rk i jedno z luster ledzcych obudzio si do ycia, ukazujc cz olbrzymiego obozu otaczajcego wie, wraz z okrzykami budzcego si obozowiska. Nagle gdzie z niewidocznych brzegw pola dobiegi miertelny krzyk. Drow i czarnoksinik instynktownie nastawili uszu i usyszeli w oddali odgosy walki. Drizzt spojrza z zaciekawieniem na Kessella, zastanawiajc si, czy mag wie, co dzieje si w pnocnej czci swego obozu. Kessell odpowiedzia na niewypowiedziane pytanie drowa machniciem rki. Na chwil obraz w lustrze zasonia wewntrzna mga, a potem obraz przesun si w inny koniec pola. Gone krzyki i odgosy bitwy dochodziy gdzie z gbi ledzcego urzdzenia. Nagle, gdy mga przerzedzia si, pojawiy si wizerunki czonkw klanu Bruenora, walczcych porodku morza goblinw plecami do siebie. Pole wok krasnoludw zasane byo ciaami goblinw i ogrw.

- Widzisz jak gupot jest przeciwstawianie si mnie? - zapiszcza Kessell. - Wydaje mi si, e krasnoludy cakiem dobrze sobie radz. - Bzdura! - wrzasn Kessell. Znw skin rk i do lustra powrcia mga. Nagle z jego gbi dobiegy dwiki Pieni Temposa. Drizzt pochyli si do przodu i usiowa pochwyci obraz poprzez zason mgy, bojc si zobaczy tego, kto przewodzi pieni. - Nawet, gdyby uparte krasnoludy pozabijay kilku z moich pomniejszych wojownikw, jeszcze wicej nowych wyroi si, eby doczy do szeregw mojej armii! Jestecie skazani wszyscy, Drizzcie DoUrden! Nadszed Akar Kessell! Mga rozwiaa si. Majc za sob tysice arliwych wojownikw, Wulfgar zblia si do niczego nie podejrzewajcych potworw. Gobliny i ogry, ktre byy najbliej atakujcych barbarzycw, polegay niezomnie na sowach swego pana, cieszc si z przybycia obiecanych sprzymierzecw. Potem zginli. Barbarzyska horda przebia si przez ich szeregi, piewajc i zabijajc w dzikim zapamitaniu. Nawet przez szczk broni sycha byo piew krasnoludw, doczajcych do Pieni Temposa. Z szeroko otwartymi oczyma i rwnie szeroko rozwart gb, trzsc si z wciekoci Kessell star szokujcy obraz w lustrze i odwrci si do Drizzta. - To nie ma adnego znaczenia! - powiedzia, starajc si utrzyma rwny ton swego gosu. - Powinienem postpi z nimi bezlitonie! A potem utopi Bryn Shander w pomieniach! Ale najpierw ciebie, zdradziecki drowie - sykn czarnoksinik. - Zabjco wasnych pobratymcw, jacy bogowie pozostali ci, aby mg si do nich modli? Dmuchn na wiec, zdmuchujc taczcy pomie w bok. Kt odbicia uleg zmianie i jeden z promieni wyldowa na Drizzcie, przepalajc dziur w rkojeci jego starego jataganu, a potem drc gbiej i przebijajc czarn skr na jego rce. Drizzt skrzywi si z blu i zapa si za zranione miejsce; jatagan upad na podog, a promie powrci na swj poprzedni kierunek. - Widzisz, jakie to atwe? - zadrwi Kessell. - Twj sabowity umys nie moe sobie nawet wyobrazi potgi Crenshinibona! Czuj si

zaszczycony, jeli pozwol ci poczu prbk jego mocy, zanim umrzesz! Drizzt zacisn szczki, spojrza na czarnoksinika, a w jego oczach nie byo najmniejszego ladu proby. Ju dawno temu zaakceptowa mier jako moliwe ryzyko, niesione przez swj zawd i by zdecydowany umrze z godnoci. Kessell prbowa spowodowa, u niego pocenie si. Koysa zwodniczo wiec, powodujc, e promienie przesuway si w przd i w ty. Gdy w kocu stwierdzi, e nie syszy adnego jku, czy bagania ze strony dumnego pogranicznika, pocz si nudzi t zabaw. - egnaj, gupcze - warkn i wyd wargi, aby zdmuchn pomie wiecy. Zdmuchn j Regis. Wydawao si, e wszystko zastygo w cakowitym bezruchu na kilka sekund. Czarnoksinik patrzy na halflinga, ktrego uwaa za swego niewolnika w penym przeraenia zdumieniu. Regis wzruszy tylko ramionami, jakby by zaskoczony tym aktem odwagi, tak samo, jak Kessell. Ufajc instynktowi, mag wycign srebrn pytk, ktr trzyma wiec przez szko zwierciada i uciek krzyczc w dalszy rg pokoju, do maej drabiny ukrytej w cieniu. Drizzt zrobi ju pierwszy krok, gdy ogie w zwierciadle rykn. Patrzyo stamtd czworo zych oczu, przycigajc uwag drowa i przez strzaskane szko wypady dwa piekielne psy. Guenhwyvar zaja si jednym, skaczc za swego pana i rozcigajc na ziemi demonicznego psa. Obie bestie potoczyy si w drugi koniec pokoju - czarna i brzowo ruda kotowanina kw i pazurw - odrzucajc na bok Regisa. Drugi pies zion ogniem na Drizzta, lecz ponownie, tak jak to byo w przypadku demona, ogie nie dotkn drowa. Nienawidzcy ognia jatagan zadwicza w ekstazie, rozszczepiajc atakujc besti na p, gdy Drizzt machn nim w jej kierunku. Zdumiony moc ostrza, lecz nie majc czasu spojrze na pokonanego przeciwnika Drizzt podj sw pogo. Dotar do podna drabiny. Z gry, przez otwarte drzwi zapadowe w najwyszej pododze wiey, dochodzio pulsujce rytmicznie wiato. Drizzt czu intensywno wibracji, przybierajcych na sile wraz z kadym impulsem. Serce Cryshal-Tirith bio coraz silniej w miar, gdy soce wschodzio. Drizzt rozumia niebezpieczestwo, w ktrym si znalaz, ale nie mia czasu, eby si zatrzyma i zastanowi nad

wasnymi szansami. Nagle znalaz si znowu przed Akarem Kessellem, tym razem w mniejszym pokoju budowli. Midzy nimi, wiszc niesamowicie w powietrzu, widnia pulsujcy kawaek krysztau - serce Cryshal-Tirith. By czworoktny i byszcza jak sopel lodu. Drizzt rozpozna w tym miniaturow replik wiey, w ktrej si znajdowa, cho miao to rozmiary nie wiksze ni na stop. Prawdziwy obraz Crenshinibona. Emanowaa z niego ciana wiata, przecinajc pokj na poow, z drowem po jednej stronie, a czarnoksinikiem po drugiej. Z parskni miechem maga Drizzt wiedzia, e jest to ciana tak twarda, jak kamie. W przeciwiestwie do zagraconego pokoju widzenia poniej, umeblowanie tego pokoju stanowio tylko jedno lustro, wiszce tu obok czarnoksinika, ktre bardziej wydawao si by oknem w cianie wiey. - Zaatakuj serce, drowie - rozemia si Kessell. - Gupcze! Serce Cryshal-Tirith jest potniejsze ni jakakolwiek bro na wiecie! Nic, co mgby zrobi, przy pomocy magii czy w inny sposb, nie uczyni nawet najmniejszej rysy na jego czystej powierzchni! Uderz we; niech ujawni si twoja gupia impertynencja! Jednak Drizzt mia inne plany. By wystarczajco gitki i chytry, aby realizowa co, co przeciwnicy mogliby pokona sam si. Zawsze istniay inne opcje. Schowa do pochwy swoj bro i zacz rozwija lin, ktr do jego pasa przywizany by woreczek. Kessell przyglda si temu z ciekawoci, zaniepokojony tym e drow by tak spokojny, nawet wtedy, gdy jego mier wydawaa si by nieunikniona. - Co robisz? - zapyta czarnoksinik. Drizzt nie odpowiedzia. Jego dziaania byy metodyczne i niewzruszone. Rozluni rzemie wicy sakiewk i otworzy j. - Pytaem ci, co robisz! - warkn Kessell, gdy Drizzt ruszy w stron serca. Nagle odpowied wydaa si czarnoksinikowi niepokojca. Mia niepokojce uczucie, e moe ten ciemny elf jest bardziej niebezpieczny, ni pocztkowo sdzi. Crenshinibon wyczu to take. Krysztaowa skorupa telepatycznie poinstruowaa Kessella, aby uwolni zabjczy grot i skoczy z drowem. Lecz Kessell by przeraony. Drizzt zbliy si do krysztau. Prbowa pooy na nim rk, lecz

wiato odrzucio go. Pokiwa gow, jakby si tego spodziewa, i wycign sakiewk otwart tak szeroko, jak si tylko dao. Skoncentrowa si na samej wiey, nie spogldajc na czarnoksinika i nie zwaajc na jego deklamacje. Nagle oprni zawierajcy mk woreczek na klejnot. Wydawao si, e wiea jkna w protecie. Pociemniao. ciana wiata oddzielajca drowa od czarnoksinika znikna. Jednak Drizzt nadal koncentrowa si na wiey. Wiedzia, e duszca warstwa mki zablokuje potne promieniowanie klejnotu tylko na krtki czas. Na wystarczajco dugo, aby nacign na pusty teraz woreczek i zacisn rzemie. Kessell jkn i rzuci si do przodu, lecz zatrzyma si przed wycignitym jataganem. - Nie! - wrzasn czarnoksinik w bezsilnym protecie. - Zdajesz sobie spraw z konsekwencji tego, co zrobie? - Jakby w odpowiedzi, wiea zadraa. Uspokoia si szybko, lecz drow i mag wiedzieli, e nadciga niebezpieczestwo. Gdzie w trzewiach Cryshal-Tirith zacz si rozkad. - Doskonale rozumiem - odpar Drizzt. - Pokonaem ci, Akarze Kessellu. Twe krtkie panowanie, jako samozwaczego wadcy Dekapolis, skoczyo si. - Popenie samobjstwo, drowie! - odpar Kessell, gdy Cryshal-Tirith zadraa znowu, tym razem duo silniej. - Nie masz nadziei na ucieczk, zanim wiea zawali si nad tob! Drenie nadeszo znowu. I znowu. Drizzt wzruszy ramionami, nie przejmujc si tym. - Niech tak bdzie - powiedzia. - Speniem swoje zadanie, ty take powiniene zgin. Nage, oszalae krakanie wydobyo si spomidzy warg czarnoksinika. Odwrci si od Drizzta i zanurkowa w lustro wbudowane w cian wiey. Zamiast skruszy powierzchni szka i wypa na pola poniej, jak si tego spodziewa Drizzt, Kessell wlizn si w lustro i znikn. Wiea zatrzsa si znowu i tym razem drenie nie ustao. Drizzt ruszy do drzwi zapadowych, lecz z trudem mg si utrzyma na nogach. W cianach pojawiy si szczeliny. - Regis! - wrzasn, lecz nie byo odpowiedzi. Cz ciany w pokoju poniej zapada si. Drizzt widzia gruz u podstawy drabiny. Modlc si o

to, eby okazao si, e jego przyjaciel ju wczeniej uciek, wybra jedyn drog jaka mu pozostaa. Zanurkowa w magiczne lustro w lad za Kessellem.

30 BITWA O DOLIN LODOWEGO WICHRU Ludno Bryn Shander usyszaa odgosy walki na polach, lecz dopiero gdy nadszed wit, zobaczyli co si stao. Serdecznie powitali krasnoludy i byli zdumieni, gdy barbarzycy uderzyli na szeregi Kessella, powalajc gobliny w radosnym zapamitaniu. Cassius i Glensather, stojcy na swych zwyczajnych pozycjach na murach, rozwaali nieoczekiwany zwrot w sytuacji, niezdecydowani, czy wysa swe siy do walki, czy nie. - Barbarzycy? - zapyta z niedowierzaniem Glensather. - S naszymi przyjacimi, czy wrogami? - Zabijaj orkw - odpar Cassius. - To przyjaciele! Na Maer Dualdon Kemp i pozostali take usyszeli odgosy bitwy, lecz nie widzieli, kto jest w ni zaangaowany. Jeszcze bardziej zbijajca z tropu bitwa wybucha na poudniowym zachodzie, w miecie Bremen. Czy to mczyni z Bryn Shander wyszli i zaatakowali? Czy te siy Akara Kessella same walcz midzy sob? Potem Cryshal-Tirith nagle pociemniaa, jej kiedy szkliste i drce ciany zmtniay i stay si miertelnie nieruchome. - Regis - mrukn Cassius, czujc, e wiea stracia moc. - Jeli kiedykolwiek mielimy bohatera! Wiea zadraa i zatrzsa si. Na caej dugoci jej cian pojawiy si wielkie szczeliny. Potem ciany rozpady si. Armia potworw patrzya w penym przeraenia niedowierzaniu, jak bastion czarnoksinika, ktremu byli wierni jak bogu, zawali si. W Bryn Shander poczy grzmie rogi. Ludzie Kempa ucieszyli si i nacisnli na wiosa. Zwiadowcy Jensina Brenta zasygnalizowali wstrzsajce nowiny flocie na Lac Dinneshere, ktra z kolei przekazaa je na Czerwone Wody. Przez czasowe schronienia, w ktrych skry si lud Dekapolis przebieg ten sam rozkaz. - Atakowa! Armia zgromadzona za wielkimi bramami Bryn Shander wylaa si z gwnego placu miasta na pola. Floty Caer-Konig i Caer-Dineval na Lac Dinneshere oraz Good Mead i Dougans Hole na poudniu podniosy agle, aby zapa wschodni wiatr i popieszyy przez jeziora. Cztery floty

zgromadzone na Maer Dualdon mocno wiosoway, gnane t sam dz odwetu. W wirze chaosu i zaskoczenia rozpocza si ostatnia Bitwa o Dolin Lodowego Wichru. *** Regis odtoczy si z drogi, gdy walczce stwory przekotoway si po raz kolejny, drc pazurami i kami w desperackiej szamotaninie. W normalnych warunkach Guenhwyvar nie miaaby trudnoci z zabiciem piekielnego psa, lecz przez swoje osabienie kot doskonale wiedzia, e walczy o ycie. Gorcy oddech psa pali czarne futro; jego wielkie zby wbiy si w muskularny kark. Regis chcia pomc kotu, lecz nie mg si nawet zbliy na tyle, aby kopn przeciwnika. Dlaczego Drizzt tak nagle uciek? Guenhwyvar poczua, e jej kark poczyna by miadony w potnych szczkach. Kot przetoczy si, jego wikszy ciar pocign za nim psa, lecz chwyt szczk psa nie uleg rozlunieniu. Z braku powietrza Guenhwyvar ogarny zawroty gowy, zacza wysya swj umys z powrotem przez plany, do swego prawdziwego domu, cho rozpaczaa z powodu zawodu sprawionego swemu panu w czasie prby. Nagle wiea pociemniaa. Wstrznity piekielny pies zwolni nieco swj chwyt, za Guenhwyvar szybko wykorzystaa okazj. Kot opar si apami o ebra psa i wyrwa si z jego chwytu, odtaczajc si w czer. Piekielny pies szuka swego przeciwnika, lecz zdolnoci pantery do ukrywania si znacznie przewyszay moliwoci jego wyostrzonych zmysw. Potem pies zauway nastpny up. Jeden skok zanis go do Regisa. Lecz Guenhwyvar graa w gr, ktrej zasady znaa perfekcyjnie. Pantera bya stworzeniem nocy, owc, ktry uderza z ciemnoci i zabija, zanim ofiara moe wyczu jego obecno. Piekielny pies przykucn szykujc si do ataku na Regisa, a potem rozpaszczy si, gdy pantera wyldowaa ciko na jego grzbiecie, wbijajc gboko pazury w jego rude boki. Pies zaskowycza tylko raz, a potem zabjcze zby znalazy jego kark. Lustra popkay i roztrzaskay si. Dziura w pododze, ktra nagle si otworzya, pochona tron Kessella. Bloki krysztaowego gruzu zaczy pada dokoa, gdy wiea zadraa w swych kocowych, miertelnych

drgawkach. Krzyki z haremu poniej powiedziay Regisowi, e podobne sceny zniszczenia s powszechne w caej budowli. By szczliwy widzc, e Guenhwyvar pokonaa piekielnego psa, lecz rozumia bezcelowo powicenia kota. Nie mieli dokd ucieka, nie byo ucieczki przed mierci Cryshal-Tirith. Regis przywoa do siebie Guenhwyvar. Nie widzia w ciemnoci ciaa kota, lecz widzia jego oczy, patrzce na niego i krce wok, jakby kot podkrada si do niego. - No co? - obruszy si zdumiony halfling, zastanawiajc si, czy stres i rany zadane przez psa nie wprawiy Guenhwyvar w szalestwo. Kawaek ciany roztrzaska si tu obok niego, sprawiajc e rozcign si jak dugi na pododze. Zobaczy, e oczy kota wznosz si wysoko w powietrze; Guenhwyvar skoczya. Py zdawi go i poczu, e wiea zacza zapada si ostatecznie. Nadesza jeszcze gbsza ciemno, gdy kot przykry go sob. *** Drizzt poczu, e spada. wiato byo zbyt jasne, nic nie widzia, nic nie sysza, nawet wistu powietrza, jednak wiedzia z ca pewnoci, e spada. Potem wiato pociemniao do szarej mgy, jakby przelatywa przez chmur. Wszystko wydawao si snem, byo tak cakowicie nierealne. Nie mg sobie przypomnie jak si tu dosta. Nie mg sobie przypomnie swego imienia. Potem zapad si w gbok zasp niegu i zrozumia, e to nie by sen. Sysza wycie wiatru i czu jego mrone ukszenia. Usiowa wsta i zorientowa si lepiej w otoczeniu. Potem usysza, gdzie w oddali i w dole, krzyki rozgrywajcej si bitwy. Przypomnia sobie Cryshal-Tirith, przypomnia sobie gdzie by. Moga by tylko jedna odpowied. By na szczycie Kelvins Cairn. *** onierze Bryn Shander i Easthaven walczc rami w rami, z

Cassiusem i Glensatherem na czele, zaatakowali w d zbocza i wbili si twardo w ogupiae szeregi goblinw. Obaj burmistrzowie mieli na myli jeden cel: chcieli przebi si przez szeregi potworw i doczy do atakujcych krasnoludw Bruenora. Kilka chwil wczeniej na murach widzieli, e barbarzycy przyjli t sam strategi i uznali, e jeli trzy armie udziel sobie wzajemnie wsparcia z flanek, ich wte szans ulegn znacznemu wzmocnieniu. Gobliny zaamay si pod atakiem, w absolutnym przeraeniu i zaskoczeniu nagym zwrotem sytuacji potwory nie byy w stanie zorganizowa jakichkolwiek pozorw linii obrony. Gdy cztery floty Maer Dualdon wyldoway tu na pomoc od ruin Targos, napotkay tak samo zdezorganizowany i zdezorientowany opr. Kemp i pozostali przywdcy sdzili, e atwo uchwyc przyczki na ldzie, lecz ich gwn trosk stay si znaczne siy goblinw okupujce Termalaine - obawiali si, e mog przelizgn si obok nich, jeli opuszcz plae i odetn im jedyn drog ucieczki. Nie musieli si jednak martwi. W pierwszych chwilach walki, gobliny w Termalaine rzeczywicie wyszy w pole, z zamiarem wsparcia swego czarnoksinika, lecz nagle Cryshal-Tirith zwalia si. Gobliny ju wczeniej byy do caej tej zabawy nastawione sceptycznie, syszc w nocy pogoski, e Kessell wydzieli znaczne siy, aby stary z powierzchni ziemi Orkw Innego Jzyka w podbitym miecie Bremen. Gdy za zobaczyy, e z wiey, bdcej symbolem mocy Kessella zostay tylko ruiny, rozwayy ponownie swoje moliwoci, oceniajc konsekwencje swego wyboru. Ucieky na pnoc, do bezpiecznego schronienia oferowanego przez otwarte rwny. *** Zacinajcy nieg przyczy si do gstej mgy na szczycie gry. Drizzt trzyma oczy spuszczone w d, lecz z trudem widzia swe wasne stopy, stawiane jedna przed drug. Cigle trzyma magiczny jatagan, janiejcy bladym wiatem, jakby cieszcy si z niskiej temperatury. Sztywniejce ciao drowa bagao go, aby zszed w d, lecz ten uparcie posuwa si wzdu wysokiej grani, ku ssiednim szczytom. Wiatr przynosi do jego uszu niepokojcy dwik - szaleczy miech. Nagle

zobaczy niewyran posta maga, wychylajcego si nad wschodni przepaci, najwyraniej usiujcego zobaczy, co dzieje si w dole na polu bitwy. - Kessell! - krzykn Drizzt. Zobaczy, e posta przesuna si nagle i wiedzia, e czarnoksinik usysza go nawet wrd wycia wichru. - W imieniu ludu Dekapolis dam, aby si mi podda! Szybko, teraz, zanim ten nieustajcy dech zimy nie zamrozi nas tu, gdzie stoimy! Kessell parskn. - Nadal nie rozumiesz tego, czego jeste wiadkiem, prawda? zapyta zdumiony. - Naprawd wierzysz, e wygrae t bitw? - Nie wiem, w jakim pooeniu s teraz ludzie na dole - odpar Drizzt, lecz ty zostae pokonany! Twa wiea zostaa zniszczona Kessellu, a bez niej jeste tylko maym sztukmistrzem! - Szed dalej mwic i teraz by tylko o kilka stp od maga, cho jego przeciwnik nadal by tylko zamazan plam w szarym polu. - Chcesz wiedzie w jakim s pooeniu, drowie? - zapyta Kessell. Wic spjrz! Bd wiadkiem upadku Dekapolis! - Sign pod paszcz i wycign byszczcy obiekt, krysztaowy relikt. Wydawao si, e chmury cofaj si przed ni. Wiatr zatrzyma si w szerokim promieniu jej wpywu. Drizzt widzia jej niewiarygodn si, poczu, jak krew w wietle krysztau powraca do jego zdrtwiaych rk. Potem szary welon podnis si i niebo przed nimi stao si czyste. - Wiea zostaa zniszczona? - zadrwi Kessell - Zdruzgotae tylko jedno z niezliczonych wyobrae Crenshinibona! Woreczek mki? Aby pokona najpotniejszy relikt na wiecie? Spjrz w d, na tych gupich ludzi, ktrzy omielili si mi przeciwstawi! Pole bitwy rozpocierao si szeroko przed drowem. Widzia biae, wypenione wiatrem agle odzi z Caer-Dineval i Caer-Konig, zbliajce si do zachodnich brzegw Lac Dinneshere. Na poudniu floty Good Mead i Dougans Hole zawiny ju do portu. eglarze nie napotkali pocztkowo oporu, a teraz przygotowywali si do uderzenia w gb ldu. Gobliny i orki, tworzce poudniow poow krgu Kessella, nie byy wiadkami upadku Cryshal-Tirith. Wyczuli jednak utrat mocy i przewodnictwa i wielu z nich zostao na miejscu, ale wikszo porzucia swych towarzyszy i uciekaa wok wzgrza Bryn Shander, chcc doczy do bitwy.

Oddziay Kempa byy ju take na brzegu, wysuwajc si ostronie z pla, z oczyma uwanie zwrconymi na pnoc. Ta grupa wyldowaa w punkcie najwikszej koncentracji si Kessella, lecz take w miejscu ocienianym przez wie, gdzie upadek Cryshal-Tirith najbardziej odebra serce do walki. Rybacy znaleli wicej goblinw zainteresowanych ucieczk, ni walk. Porodku pola, gdzie trway najcisze walki, mczyni z Dekapolis i ich sprzymierzecy take znaleli si w niezym pooeniu. Barbarzycy ju prawie si poczyli z krasnoludami, podniecani potg mota bojowego Wulfgara i nie majc sobie rwnej odwag Bruenora. Obie siy miadyy wszystko to, co stao na ich drodze. Wkrtce stali si jeszcze bardziej przeraajcy, gdy zbliali si Cassius i Glensather. - Z tego, co mwi mi moje oczy, twoja armia nie stoi zbyt dobrze odpar Drizzt. - Gupcy z Dekapolis nie zostali jak dotd pokonani! Kessell wysoko podnis krysztaow skorup, jej wiato rozbyso jeszcze wiksz moc. W dole, na polu bitwy, nawet z tak wielkiej odlegoci, walczcy poznali natychmiast wskrzeszenie potnej obecnoci, ktr znali jako Cryshal-Tirith. Ludzie, krasnoludy i gobliny, nawet ci uwikani w walk na mier i ycie, przerwali j na chwil, aby spojrze na wiato na grze. Potwory, czujc powrt swego boga, wrzasny dziko i zarzuciy sw dotychczasow obronn postaw. Omielone penym chway ponownym pojawieniem si Kessella przypuciy atak z dzik furi. - Widzisz, jak sama moja obecno dodaa im si? - pochwali si Kessell z dum. Lecz Drizzt nie zwraca uwagi na czarnoksinika, ani te na bitw w dole. Sta teraz w kauy wody powstaej ze niegu stopionego ciepem lnicego krysztau. Wsuchiwa si w dwik, ktry jego wyczulone uszy wychwyciy wrd szczku odlegej bitwy. Grzmicy protest zamarznitych szczytw Kelvins Cairn. - Oddajcie cze chwale Akara Kessella! - krzykn mag, jego gos spotnia do oguszajcych proporcji, dziki mocy reliktu, ktry trzyma. - Jak atwym byoby dla mnie zniszczenie odzi na jeziorze w dole! Drizzt stwierdzi, e Kessell w swym aroganckim zalepieniu, ktre nie pozwalao mu zobaczy narastajcego wok niego niebezpieczestwa, popeni oczywisty bd. Wszystko co musia zrobi,

to w czasie nastpnych kilku minut opni chwil, w ktrej czarnoksinik podejmie rozstrzygajce sytuacj dziaanie. Odruchowo chwyci sztylet i rzuci nim w Kessella, cho wiedzia, e Kessell trwa w jakiej perwersyjnej symbiozie z Crenhsinibonem, i e ta maa bro nie ma szans uderzenia w cel. Drow mia nadziej zaburzy koncentracj czarnoksinika i rozzoci go, eby odcign jego wcieko od pola bitwy. Sztylet przeci powietrze. Drizzt odwrci si i uciek. Z Crenshinibona wystrzeli cienki pomie i stopi bro, zanim ta trafia w cel, ale Kessell poczu si uraony. - Powiniene by skoni si przede mn! - wrzasn do Drizzta. Blunierczy psie, zasuye na to, aby by moj pierwsz ofiar w tym dniu! - Przesun kryszta z krawdzi urwiska, celujc nim w uciekajcego drowa. Lecz gdy si odwraca, zapad si po kolana w stopniay nieg. I nagle take on usysza zowrogi protest gry. Drizzt wyama si ze sfery wpywu reliktu i nie ogldajc si za siebie bieg, aby jak najbardziej oddali si od poudniowego zbocza Kelvins Cairn. Zanurzony teraz ju po pier Kessell szamota si, chcc si wyswobodzi si z topniejcego niegu. Znw wezwa moc Crenshinibona, lecz jego koncentracja zachwiaa si pod naciskiem stresu, wywoanego czekajcym go losem. Akar Kessell poczu sabo, po raz pierwszy od wielu lat. Nie by Tyranem Doliny Lodowego Wichru, lecz pocztkujcym uczniem, ktry zamordowa swego nauczyciela. Krysztaowy relikt odrzuci go. Nagle spad lawin wszystek nieg ze zbocza gry. Grzmot wstrzsn ziemi na wiele mil dokoa. Ludzie i orki, gobliny, a nawet ogry powalone zostay na ziemi. Kessell przycisn do siebie kryszta, gdy zacz spada, lecz Crenshinibon sparzy mu rce, odpychajc go. Kessell zawid zbyt wiele razy. Artefakt nie akceptowa go ju duej w roli wadcy. Kessell, gdy tylko poczu, e relikt wylizguje mu si z palcw, wrzasn. Jednak jego krzyk uton w grzmocie lawiny. Wok niego zamkna si zimna ciemno, spadajc, toczc si wraz z nim w d. Kessell desperacko wierzy, e jeli nadal bdzie trzyma kryszta, przeyje nawet i to. Byo to jednak mae pocieszenie, gdy spad na niszy szczyt Kelvins Cairn.

A poowa pokrywy nienej wyldowaa na nim. *** Armia potworw widziaa ponowny upadek swego boga. Ni stymulujca ich ruch szybko zacza si rwa, lecz w czasie, gdy Kessell pojawi si ponownie, udao im si w pewnym stopniu skoordynowa swoje dziaania. Dwa mrone olbrzymy, jedyne prawdziwe olbrzymy, ktre pozostay w armii Kessella, objy dowdztwo. Wezway do siebie elitarn stra ogrw, a potem wezway szczepy orkw i goblinw, aby zgromadziy si wok nich i postpoway za ich przewodnictwem. Jednak rozbicie w armii byo oczywiste. Rywalizacja midzy szczepami, zduszona elazn dominacj Akara Kessella, ujawnia si teraz ponownie w formie racego braku zaufania. Tylko strach przed nieprzyjacimi skania ich do walki i tylko strach przed olbrzymami utrzymywa ich w szyku obok innych szczepw. - Witaj, Bruenorze! - zapiewa Wulfgar, rozszczepiajc gow nastpnego goblina, gdy w kocu horda barbarzycw przebia si do krasnoludw. - I ty witaj, chopcze! - odpar krasnolud, zatapiajc swj topr w piersi przeciwnika. - Wiele czasu upyno od chwili, gdy widziaem ci po raz ostatni. Sdz, e zabie ju swoj porcj tych szumowin! Jednak w tej chwili uwaga Wulfgara skierowana bya gdzie indziej. Odkry dwch olbrzymw, dowodzcych armi. - Mrone olbrzymy - powiedzia do Bruenora, kierujc jego wzrok na krg ogrw. - To oni utrzymuj razem szczepy! - Najlepszy ksek! - rozemia si Bruenor. - Prowad! Wraz ze swymi towarzyszami i Bruenorem u boku, mody krl ruszy przed siebie wyrbujc sobie drog przez szeregi goblinw. Ogry stoczyy si przed frontem swych nowo zyskanych towarzyszy, aby zablokowa drog barbarzycom. Wulfgar by wystarczajco blisko swego celu. Aegis-fang wisn poza szeregi ogrw i trafi jednego z olbrzymw w gow, zwalajc go bez ycia na ziemi. Drugi, gapic si z niedowierzaniem na czowieka, ktry by zdolny do wykonania tak mierciononego rzutu przeciwko jednemu z jego rasy i to z takiej odlegoci, zawaha si tylko przez chwil zanim

uciek z pola bitwy. Nie zniechcone tym zjadliwe ogry rzuciy si na oddzia Wulfgara, spychajc go do tyu. Wulfgar by usatysfakcjonowany i z chci odstpi pod ich naporem, chcc poczy znowu gros si ludzi i krasnoludw. Jednak Bruenor nie paa chci do tego pomysu. By to typ chaotycznych walk, ktry lubi najbardziej. Znikn pod dugimi nogami czoowej linii ogrw i ruszy, niewidoczny w pyle i zamieszaniu, w kierunku swoich szeregw. Ktem oka Wulfgar zauway dziwne odejcie krasnoluda. - Dokd idziesz? - zawoa za nim, lecz rwcy si do walki Bruenor nie sysza woania, nie mia te zamiaru zwaa na nie. Wulfgar nie widzia biegu dzikiego krasnoluda, lecz mg oszacowa pozycj Bruenora, lub przynajmniej miejsce, w ktrym by przed chwil tam ogr za ogrem zginali si w niespodziewanym blu, chwytajc si za kolano, podudzie lub pachwin. Mimo caego zamieszania, te orki i gobliny, ktre nie byy zaangaowane w bezporedni walk, patrzyy uwanie na Kelvins Cairn, czekajc na ponowne wskrzeszenie. By tam, tylko osiady teraz na niszych zboczach nieg. *** dni odwetu wojownicy z Caer-Konig i Caer-Dineval postawili na swoich odziach wszystkie agle i wpynli si nimi lekkomylnie na piaski mielizn, eby unikn zwoki koniecznej przy cumowaniu na gbszych wodach. Wyskoczyli z odzi i pobiegli do brzegu, rozchlapujc wod i rzucajc si w wir bitwy z nieustraszonym szalestwem, ktre odrzucio ich przeciwnikw. Gdy stworzyli przyczki na ldzie, Jensin Brent zebra ich razem w cis formacj i skierowa na poudnie. Burmistrz sysza odgosy walki daleko w tym kierunku i wiedzia, e ludzie z Good Mead i Dougans Hole przebijaj si na pnoc aby doczy do jego ludzi. Planowa spotka ich na Eastway, a potem ruszy na zachd - w kierunku Bryn Shander ze wzmocnionymi siami. Wiele goblinw po tej stronie miasta dawno ju ucieko, a jeszcze wicej znikno na pnocnym zachodzie, w kierunku ruin Cryshal-Tirith i gwnej bitwy. Armia Lac Dinneshere pieszya do swych zada. Dotara do drogi z niewielkimi stratami i okopaa si w oczekiwaniu na

poudniowcw. *** Kemp wypatrywa z niepokojem sygnau z samotnego statku, eglujcego po wodach Maer Dualdon. Burmistrz Targos, wyznaczony dowdc si czterech miast tego jeziora, jak dotd dziaa ostronie, bojc si silnego ataku z pnocy. Trzyma swych ludzi z dala, pozwalajc im walczy tylko z tymi potworami, ktre na nich si natkny, chocia po usyszeniu odgosw walki, nioscych si przez rwniny, taka zachowawcza postawa, rania jego waleczne serce. Gdy minuty upyway bez oznak nadcigania posikw dla si goblinw, burmistrz wysa may szkuner, aby popyn wzdu wybrzea i przekona si co opnia siy okupujce Termalaine. Nagle wypatrzy biae agle. Na dziobie widniaa wysoko wcignita flaga sygnaowa, ktrej Kemp najbardziej poda, lecz najmniej si spodziewa: czerwona flaga poowowa, cho w tym przypadku oznaczaa ona, e Termalaine jest wolne, a gobliny ucieky na pnoc. Kemp pobieg na najwysze miejsce, jakie mg znale, z twarz zaczerwienion od dzy zemsty. - Przeamcie szeregi, chopcy! - zawoa do swych ludzi. - Wyrbcie mi drog do miasta na wzgrzu! Niech Cassius wrci i zastanie nas siedzcych na progach swego miasta! Krzyczeli dziko z kadym krokiem, krzykiem ludzi, ktrzy stracili swe domy i rodziny, i widzieli swe miasta palone. Wielu nie miao ju nic do stracenia. Wszystkim, co mieli nadziej osign, by smak gorzkiej satysfakcji z zemsty. *** Bitwa trwaa do rana. Ludzie i potwory podnosili miecze i wcznie, ktre, wydawao si, wa dwukrotnie wicej od nich. Jednak wyczerpanie, cho spowalniao ich refleks, nie umierzyo gniewu poncego we krwi kadego z walczcych. Gdy walka przeduaa si, a oddziay zostay beznadziejne odczone od swych dowdcw, szeregi walczcych stay si nie do rozrnienia. W

wielu miejscach gobliny i orki walczyy midzy sob, niezdolne nawet przy tak atwym dostpie do wsplnego wroga pozby si nienawici trawicej od dawna rywalizujce ze sob szczepy. Gsta chmura pyu okrywaa miejsca najwikszego natenia walk; oszaamiajcy szczk stali uderzajcej o stal, mieczy walcych w tarcze i przeraajce krzyki umierajcych, krzyki blu i zwycistwa zleway si w jeden oguszajcy oskot. Jedynym wyjtkiem by oddzia zaprawionych w bojach krasnoludw. Ich szeregi nie zachwiay si ani nie rozpady, cho jak dotd Bruenor nie wrci do nich po swym dziwnym oddaleniu si. Krasnoludy wraz Wulfgarem i jego maym oddziaem, oznaczajc miejsce, na ktre mieli wraca zapewnili barbarzycom mocn pozycj, aby ci mogli z niej uderzy. Mody krl by znw w szeregach swych wojownikw, gdy doczy do nich Cassius ze swymi siami. Burmistrz i Wulfgar spojrzeli po sobie uwanie, niepewni jak maj si wzajemnie traktowa. Obaj byli na tyle rozsdni, aby wierzy w peni przymierzu na teraz. Obaj rozumieli doskonale, e inteligentni przeciwnicy odkadaj na bok istniejce midzy nimi rnice w obliczu wikszego zagroenia. Wzajemne wsparcie byo jedyn korzyci, z jakiej cieszyli nowi sojusznicy. Razem przewyszali wroga liczebnie i mogli pokona kady poszczeglny szczep goblinw czy orkw, naprzeciw ktrego stanli. Poniewa szczepy goblinw nie dziaay wsplnie, adna grupa nie miaa wsparcia z flanki. Wulfgar i Cassius, wspierajc jeden drugiego przy kadym posuniciu, wysali defensywne grupy wojownikw, eby odpieray grupy atakujce z zewntrz podczas, gdy gwne siy poczonych armii walczyy z jakim szczepem. Mimo, e jego oddziay zabijay wicej, ni dziesiciu goblinw za kadego swego polegego, Cassius by zatroskany. Tysice potworw nie nawizao jeszcze adnego kontaktu z ludmi, nie wycigno te broni, a jego ludzie prawie padali ju z wyczerpania. Chcia wycofa ich do miasta. Chcia pozwoli walczy dalej krasnoludom. Wulfgar, take znajc granice wytrzymaoci swych wojownikw i wiedzc, e nie ma innej drogi ucieczki, rozkaza swym ludziom postpowa za Cassiusem i krasnoludami. To byo ryzykowne, gdy barbarzyski krl wcale nie by pewien, czy ludno Bryn Shander wpuci jego wojownikw do miasta. Siy Kempa z zaciekoci zaatakoway stoki stoecznego wzgrza,

lecz gdy zbliyy si do celu, natkny si na ciej uzbrojone i bardziej zdesperowane skupiska humanoidw. Zaledwie sto jardw od wzgrza ugrzli i wdali si w walk na wszystkie strony. Armie nadchodzce od wschodu miay wicej szczcia. Ich marsz przez Eastway spotka si z niewielkim oporem i pierwsi dotarli do wzgrza. Jak szaleni eglowali przez jeziora, biegli i walczyli przez ca drog przez rwniny, lecz Jensin Brent, jedyny burmistrz z czterech miast, ktry przey - Schermont i dwaj inni z poudniowych miast zginli na Eastway - nie pozwoli im na odpoczynek. Wyranie sysza odgosy zaartej bitwy i wiedzia, e dzielni ludzie na pnocnych polach, stojc twarz w twarz z gwnymi siami armii Kessella potrzebuj kadego wsparcia, jakie tylko mog uzyska. Jednak, gdy burmistrz poprowadzi swe oddziay za ostatni zakrt drogi, prowadzcej do pnocnej bramy miasta, zamarli patrzc na spektakl najbardziej brutalnej bitwy, jak kiedykolwiek widzieli, albo syszeli w penych przesady opowieciach. Walczono na ciaach polegych; wojownicy, ktrzy w jaki sposb stracili bro okadali piciami i drapali paznokciami swych przeciwnikw. Brent w pierwszej chwili podejrzewa, e Cassius i jego znaczne siy bd wstanie powrci do miasta samodzielnie. Jednak armie Maer Dualdon znalazy si w opresji. - Na zachd! - krzykn do swoich ludzi i natar w kierunku si, ktre znalazy si w puapce. Nowy wyrzut adrenaliny posa osabion armi w penym biegu na ratunek swym towarzyszom. Na rozkaz Brenta zbiegli ze wzgrza w dugiej, gstej tyralierze, lecz gdy dotarli na pole bitwy tylko rodkowa grupa para naprzd. Grupy skrzydowe zapady si do rodka i caa sia utworzya prdko klin, ktrego wierzchoek przebi si przez szeregi potworw i dotar do walczcej armii Kempa. Ludzie Kempa z entuzjazmem przyjli posiki i poczone siy wkrtce byy w stanie cofn si pod pnocny stok wzgrza. Ostatni maruderzy cignli w chwili, gdy armia Cassiusa, barbarzycy Wulfgara i krasnoludy przeamali najblisze linie goblinw i wspili si na otwart przestrze wzgrza. Teraz, majc przed sob ludzi i krasnoludy poczonych w jedn si, gobliny atakoway ostroniej. Ich straty byy oszaamiajce, nie pozosta tutaj aden olbrzym czy ogr, a kilka caych klanw goblinw i orkw leao martwych. Cryshal-Tirith bya stosem poczerniaych gruzw, za Akar Kessell zosta pogrzebany w lodowym

grobowcu. Ludzie na wzgrzu Bryn Shander saniali si z wyczerpania, lecz ich zacinite szczki niezawodnie mwiy pozostaym potworom, e bd z nimi walczy do ostatniego tchnienia. Ostatecznie zostali zagnani w lep uliczk, nie mieli ju gdzie si cofa. Wtpliwoci wkrady si w umys kadego goblina i orka, ktre pozostay, aby wzi na siebie cay ciar bitwy. Mimo, e ich siy byy nadal prawdopodobnie na tyle wystarczajce, aby wykona zadanie, jeszcze wicej polego z rki oszalaych ludzi z Dekapolis i ich mierciononych sprzymierzecw. Mimo wszystko, ktry ze szczepw pozostaych przy yciu mg ogosi swe zwycistwo? Bez przywdztwa czarnoksinika ci, ktrzy przeyj bitw, z pewnoci bd mocno naciskani, eby uczciwie podzieli si upami bez dalszej walki. Bitwa o Dolin Lodowego Wichru nie potoczya si tak, jak im przyrzek Akar Kessell.

31 ZWYCISTWO? Ludzie z Dekapolis, wraz ze swymi sprzymierzecami krasnoludami i barbarzycami, wywalczyli sobie przejcie ze wszystkich stron szerokich rwnin i stali teraz zjednoczeni przed pnocn bram Bryn Shander. W czasie, gdy ich armia osigaa poszczeglne pozycje, do walki ca si kiedy podzielonych grup, a teraz zjednoczonych we wsplnym celu przeyciu, armia Kessella znikna, odchodzc w zupenie przeciwnym kierunku. Gdy gobliny po raz pierwszy zaatakoway Przecz Lodowego Wichru, ich wsplnym celem byo zwycistwo na chwa Akara Kessella. Lecz Kessella ju nie byo, a Cryshal-Tirith zostaa zburzona - wizy, ktre ich spajay razem zaczy si rozlunia, gdy odwieczni, zagorzali przeciwnicy, rywalizujce ze sob szczepy orkw i goblinw, poczli walczy ze sob. Ludzie i krasnoludy patrzyli na masy najedcw ze wzrastajc nadziej, gdy na wszystkich obrzeach olbrzymiej siy z szeregw poczy si wyamywa ciemne ksztaty, uciekajc z pola bitwy w tundr. Jednak obrocy Dekapolis byli nadal otoczeni z trzech stron, majc za plecami tylko mury Bryn Shander. W tej chwili potwory nie atakoway, lecz tysice goblinw nadal trwao na swych pozycjach wok pnocnych przedpl miast. Wczeniej, w czasie bitwy, gdy pocztkowe ataki zaskoczyy najedcw, dowdcy zaangaowanych w nie si obronnych uwaaliby tak cisz za fataln, zatrzymujc rozpd i pozwalajc ich oguszonym przeciwnikom na przegrupowanie si w bardziej odpowiednie formacje. Teraz jednak nastpi przeom, nioscy podwjne bogosawiestwo: dawa chwil wytchnienia desperacko potrzebujcym jej onierzom i pozwala goblinom i orkom w peni poj ogrom strat, jakie ponieli. Pola po tej stronie miasta zasane byy ciaami; o wiele liczniejsze byy na nich ciaa goblinw ni ludzi, a aosny stos gruzw, ktry kiedy by Cryshal-Tirith, wzmaga tylko przeraenie u potworw z powodu tak wstrzsajcych strat. Nie pozosta aden olbrzym ani ork, aby wesprze ich coraz bardziej przerzedzajce si szeregi, z kad upywajc sekund coraz wicej byo wida sprzymierzecw porzucajcych ich stron.

Cassius mia czas na wezwanie wszystkich burmistrzw, ktrzy przeyli, do siebie na krtk narad. Niedaleko std, Wulfgar i Revjak spotkali si z Fenderem Mallotem, wyznaczonym na dowdc si krasnoludw, w obliczu niepokojcej nieobecnoci Bruenora. - Jestem szczliwy, e wrcie, potny Wulfgarze - powiedzia Fender. - Bruenor wie, e wrcie. Wulfgar rozejrza si po rwninie, szukajc jakiego znaku, e Bruenor nadal wymachuje tam gdzie swoim toporem. - Masz jakie wieci od Bruenora? - Tak, wkrtce sam go zobaczysz - odpar ponuro Fender. Umilkli, przepatrujc pole. - Pozwl mi znw usysze dwik twego topora - szepn Wulfgar. Ale Bruenor go nie sysza. *** - Jensinie - zapyta Cassius burmistrza Caer-Dineval, - gdzie s wasze kobiety i dzieci? Czy s bezpieczne? - Bezpieczne w Easthaven - odpar Jensin Brent. - Teraz doczya do nich ludno Good Mead i Dougans Hole. S dobrze zaopatrzeni i chronieni. Jeli szumowiny Kessella zaatakuj miasto, ludno powinna dowiedzie si o niebezpieczestwie wystarczajco wczenie, aby mc wrci na Lac Dinneshere. - Lecz jak dugo bd mogli przey na wodzie? - zapyta Cassius. Jensin Brent wzruszy wymijajco ramionami. - Do czasu nadejcia zimy, jak sdz. Powinni zawsze mie miejsce do ldowania, gdy pozostae gobliny i orki nie s prawdopodobnie w stanie opanowa nawet poowy dugoci linii brzegowej. Cassius wydawa si by usatysfakcjonowany t odpowiedzi. Zwrci si do Kempa. - Lonelywood - odpar Kemp na jego nieme pytanie. - Zao si, e maj si lepiej ni my! Maj wystarczajc ilo odzi, eby zbudowa miasto na rodku Maer Dualdon. - To dobrze - powiedzia do nich Cassius. - To daje nam moliwo utrzymania tego terenu przez jaki czas, a potem wycofania si w obrb

murw miasta. Gobliny i orki, nawet posiadajc tak znaczn przewag, nie mog mie nadziei na podbicie nas! Pomys ten przemawia do Jensina Brenta, lecz Kemp nachmurzy si. - Tak wic, nasz lud bdzie bezpieczny - powiedzia. - A co z barbarzycami? - Ich kobiety s silne i zdolne do przeycia bez nich - odpar Cassius. - Nie obchodz mnie ich mierdzce kobiety - wybuchn Kemp, prawdopodobnie specjalnie podnoszc gos tak, aby Wulfgar i Revjak, prowadzcy sw wasn narad niedaleko od nich, mogli go usysze. Mwi o samych tych dzikich psach! Z pewnoci nie masz zamiaru otworzy im szeroko drzwi, eby ich powita! Dumny Wulfgar ruszy w stron burmistrza. Cassius zwrci si ze zoci do Kempa. - Uparty osio! - szepn ostro. - Nasza jedyna nadzieja ley w jednoci! - Nasza jedyna nadzieja ley w ataku! - odpar Kemp. Przestraszylimy ich, a ty teraz dasz od nas, abymy uciekli i ukryli si! Olbrzymi krl barbarzycw podszed do dwch burmistrzw i stan, grujc nad nimi. - Witaj, Cassiusie z Bryn Shander - Jestem Wulfgar wdz szczepw, ktre przybyy, aby doczy do was w tej walce. - A co twj rd moe wiedzie o szlachetnoci? - przerwa Kemp. Wulfgar zignorowa go. - Syszaem wiksz cz waszej dyskusji - kontynuowa niewzruszony, - i wedug mojej oceny, twj le wychowany i niewdziczny doradca - przerwa na chwil, - zaproponowa jedyne rozwizanie. Cassius, podejrzewajcy, e uwagi Kempa rozwcieczyy Wulfgara, by w pierwszej chwili zmieszany. - Atakowa - wyjani Wulfgar. - Gobliny s teraz niepewne, jakie mog jeszcze osign zyski. Zastanawiaj si, dlaczego w ogle poszy za zym czarnoksinikiem na to miejsce przeznaczenia. Jeli pozwolimy im znale znowu zadowolenie w walce, stan si bardziej niebezpiecznymi przeciwnikami. - Dzikuj ci za twoje sowa, krlu barbarzycw - odpar Cassius. -

Jednak uwaam, e ten motoch nie bdzie wstanie wesprze oblenia. Opuszcz pola, zanim upynie tydzie. - Moe - powiedzia Wulfgar. - Lecz nawet wtedy twj lud gorzko za to zapaci. Gobliny odchodzc std z wasnej woli nie powrc do swych jaski z pustymi rkoma. Nadal jest jeszcze kilka niechronionych miast, na ktre mog uderzy w drodze powrotnej z Doliny Lodowego Wichru. Co gorsze, nie powinni odchodzi std ze strachem w oczach. Twoje wycofanie si powinno uchroni ycie pewnej iloci twych ludzi, Cassiusie, lecz nie zapobiegnie powrotowi twoich wrogw w przyszoci! - A wiec zgadzasz si z tym, e powinnimy atakowa? - zapyta Cassius. - Nasi wrogowie obawiaj si nas. Patrz wok i widz ruin, do jakiej ich doprowadzilimy. Strach jest potnym narzdziem, szczeglnie przeciwko tchrzliwym goblinom. Pozwl nam rozgromi ich cakowicie, jak twj lud uczyni to z nami pi lat temu - Cassius zobaczy bl w oczach Wulfgara, gdy ten przypomnia sobie te wydarzenia, - i wysa te mierdzce bestie w bezadnej ucieczce z powrotem do ich grskich domw! Powinno upyn wiele lat, zanim zaryzykuj ponowne uderzenie na wasze miasta. Cassius patrzy na modego barbarzyc z gbokim respektem, a take z niezmiern ciekawoci. Nie mg uwierzy, e ci dumni wojownicy tundry, ktrzy ywo pamitali rze, jakiej dowiadczyli ze strony mieszkacw Dekapolis, przybyli na pomoc spoecznociom rybackim. - Mj lud istotnie rozgromi was, szlachetny krlu. Zapytam brutalnie. Dlaczego przybylicie? - To jest sprawa, o ktrej powinnimy podyskutowa potem, gdy wykonamy swoje zadanie - odpar Wulfgar. - Teraz zapiewajmy! Wlejmy przeraenie w serca naszych wrogw i zaammy ich! Zwrci si do Revjaka i niektrych innych przywdcw. - piewajcie, dumni wojownicy! - rozkaza. - Niech Pie Temposa zapowie mier goblinw! - Szeregi barbarzycw oywiy si; wznieli dumnie silne gosy do swego boga wojny. Cassius zauway wpyw, jaki miaa pie na najblisze potwory. Cofny si o krok i cisny mocniej bro. Na twarzy burmistrza pojawi si umiech. Nadal nie rozumia obecnoci barbarzycw, lecz na

wyjanienia mg poczeka. - Doczcie do barbarzyskich sprzymierzecw! - krzykn do swych onierzy. - Ten dzie bdzie dniem zwycistwa! Krasnoludy podjy pie wojenn swej prastarej ojczyzny. Rybacy z Dekapolis podjli Pie Temposa, pocztkowo niemiao, potem ju obcy akcent i zdania z atwoci spyway z ich warg. Zaraz te przyczyli si zupenie, goszc chwa swych miast, tak jak barbarzycy swych szczepw. Tempo wzrastao, gosy wznosiy si w potnym crescendo. Gobliny dray, widzc wzrastajcy sza swych miertelnych wrogw. Strumie dezerterw odpywajcy z brzegw gwnego skupiska stawa si coraz szerszy. Nagle, jak jedna zabjcza fala, ludzie i krasnoludy zaatakowali ze wzgrza. *** Drizztowi udao si odpezn na wystarczajc odlego od poudniowego stoku, aby uj furii lawiny, lecz nadal znajdowa si w niebezpiecznym pooeniu. Kelvins Cairn nie bya wysok gr, lecz trzeci jej wierzchoek by stale pokryty gbokim niegiem i brutalnie wystawiony na dziaanie Lodowego Wichru, od ktrego ta kraina wzia swoj nazw. Gorsze dla drowa byo to, e przemoczy nogi w niegu stopionym przez Crenshinibona i teraz, gdy wilgo dokoa jego skry zmienia si w ld, poruszanie si w niegu byo wyjtkowo bolesne. Postanowi jednak brn dalej, kierujc si ku zachodniemu zboczu, oferujcemu najlepsz ochron przed wiatrem. Wkada w swe ruchy ca wcieko a do przesady, wyczerpujc ca energi, jak mg zgromadzi dla utrzymania krenia krwi w yach. Gdy dotar do samej grani szczytu i ruszy w d, szed ju z wiksz rozwag, bojc si, e kady nagy wstrzs zapewni mu taki sam ponury los, jaki przypad w udziale Akarowi Kessellowi. Jego nogi byy kompletnie zdrtwiae, lecz porusza nimi, prawie zmuszajc si do automatycznych ruchw. Nagle polizgn si. ***

Szaleni wojownicy Wulfgara pierwsi uderzyli na lini goblinw, rbic i spychajc do tyu pierwszy szereg potworw. aden goblin czy ork nie odway si stan przed potnym krlem, lecz w toku i zamieszaniu kilku polego z jego rki. Jeden po drugim walili si na ziemi. Strach sparaliowa gobliny, a ich lekkie wahanie przesdzio o losie pierwszej grupy, ktra spotkaa si z wciekoci barbarzycw. Jednak prawdziwa klska armii znalaza rdo w jej dalszych szeregach. Szczepy, ktre nawet nie zaczy walczy, poczy zastanawia si nad tym, czy mdre jest kontynuowanie kampanii, doszy bowiem do wniosku, e osigny ju wystarczajc przewag nad swymi rywalami w ojczynie, zbyt osabione cikimi stratami, by mc rozcign swe terytoria do Grzbietu wiata. Wkrtce po tym, jak po raz drugi wybucha walka, chmury pyu wzniesione maszerujcymi nogami wzbiy si nad Przecz Lodowego Wichru, to tuziny szczepw orkw i goblinw ruszyy w stron swych domw. Wpyw masowej dezercji na gobliny, ktre nie mogy tak atwo uciec, by druzgoczcy. Nawet najgupszy goblin rozumia, e jedyna szansa odniesienia zwycistwa nad upartymi obrocami Dekapolis dla jego ludu ley w przewadze liczebnej. Aegis-fang dudni raz po raz, gdy atakujcy samotnie Wulfgar wyrbywa przed sob drog zniszczenia. Nawet ludzie z Dekapolis odsuwali si od niego, wytrceni z rwnowagi jego okrutn si, lecz jego lud patrzy na niego z zachwytem i stara si i za jego chwalebnym przewodnictwem. Wulfgar natar na grup orkw. Aegis-fang uderzy w jednego z nich, zabijajc go i zwalajc na ziemi tych, ktrzy byli za nim. Zamach motem do tyu da taki sam rezultat na drugiej flance. W wyniku jednej akcji wicej ni poowa grupy zostaa zabita lub leaa oguszona. Ci, ktrzy pozostali, nie mieli zamiaru atakowa potnego czowieka. Glensather z Easthaven take zaatakowa grup goblinw, majc nadziej natchn swych ludzi takim samym gniewem, jakim natchn swych wojownikw jego barbarzyski odpowiednik. Lecz Glensather nie by tak imponujcym olbrzymem, jak Wulfgar i nie wada broni tak potn, jak Aegis-fang. Jego miecz powali pierwszego goblina, ktry nawin si pod rk, potem odwin si zrcznie w ty i spad na drugiego. Burmistrz walczy dzielnie, lecz w jego ataku brakowao

jednego elementu - krytycznego czynnika, ktry wywysza Wulfgara ponad innych ludzi. Glensather zabi dwch goblinw, lecz nie spowodowa chaosu w ich szeregach, musia wic walczy dalej. Zamiast ucieka, tak jak przed Wulfgarem, pozostae gobliny natary na niego od tyu. Glensather ju dociera do krla barbarzycw, gdy okrutny koniec wczni zanurzy si w jego plecach i wyszed przez piersi. Bdc wiadkiem tego smutnego wydarzenia, Wulfgar rzuci Aegis-fangiem nad burmistrzem, wbijajc gow wcznika w jego piersi. Glensather usysza, jak mot trafi w swj cel i jeszcze zdy si umiechn w podzikowaniu, a potem upad martwy na traw. Krasnoludy dziaay inaczej, ni ich sprzymierzecy. Raz ustawione w cis formacj pary przez szeregi goblinw. Rybacy, walczcy o ycie swych kobiet i dzieci, walczyli i umierali bez strachu. W cigu mniej ni godziny kada grupa goblinw bya rozbita, a w p godziny pniej ostatni z potworw pad martwy na krwawe pole. *** Drizzt zelizgiwa si na biaej fali spadajcego niegu po zboczu gry. Koziokowa bezsilnie usiujc zaczepi si gdzie tylko zobaczy wystajcy wierzchoek gazu. Gdy zbliy si do podstawy pokrywy nienej, przesta si zelizgiwa i potoczy si midzy szare skay i kamienie, jakby dumny, nie do podbicia szczyt gry wyplu go ze swych trzewi, jak nieproszonego gocia. Jego zwinno i dua doza szczcia uchroniy go. Gdy w kocu zdoa zatrzyma swj ruch i znalaz oparcie dla stp, stwierdzi, e liczne zranienia s powierzchowne; zadrapanie na kolanie, krwawicy nos i zwichnity nadgarstek byy najgorszymi z nich. Patrzc wstecz Drizzt uzna t ma lawin za bogosawiestwo, gdy szybko zjecha z gry, a nie by pewien, czy w inny sposb uniknby losu Kessella. W tej chwili rozgorzaa ponownie bitwa na poudniu. Syszc odgosy walki Drizzt przyglda si z ciekawoci, jak tysice goblinw przechodz drug stron doliny krasnoludw, uciekajc przez Przecz Lodowego Wichru w swej dugiej drodze do domu. Drow nie by pewien co si stao, lecz doskonale zna reputacj goblinw jako tchrzy. Nie

powici im jednak zbyt wiele uwagi, gdy bitwa nie bya ju jego najwaniejsz trosk. Jego wzrok powdrowa ku stosowi poczerniaych kamieni, ktry kiedy by Cryshal-Tirith. Zszed z Kelvins Cairn i skierowa si przez Bremens Run - w kierunku gruzw. Musia przekona si, czy Regis i Guenhwyvar uciekli. *** Zwycistwo. Wydawao si niewielk pociech dla Cassiusa, Kempa i Jensina Brenta, gdy tak przygldali si koszmarnym widokom po rzezi na polach - byli jedynymi burmistrzami, ktrzy przeyli; siedmiu innych polego. - Zwyciylimy - oznajmi ponuro Cassius. Przyglda si bezsilnie, jak coraz wicej onierzy umiera, ludzi, ktrzy odnieli miertelne rany w walce, lecz nie polegli od razu. Wicej ni poowa mczyzn z Dekapolis leaa martwa, a wielu jeszcze miao umrze pniej, gdy prawie poowa z tych, ktrzy jeszcze yli, odniosa cikie rany. Cztery miasta zostay cakowicie spalone, a jeszcze inne zupione i rozgrabione przez okupujce je gobliny. Zapacili straszliw cen za swe zwycistwo. Barbarzycy take zostali zdziesitkowani. Przewanie modzi i niedowiadczeni, ci, ktrzy walczyli z nieustpliwoci dan im z urodzenia i umierali przyjmujc swj los, jako chwalebny koniec opowieci o ich yciu. Tylko krasnoludy, zdyscyplinowane dziki wielu walkom wyszy z tego stosunkowo z najmniejszymi stratami. Kilku polego, kilku innych zostao rannych, lecz wikszo bya gotowa znw podj bj, gdyby tylko znalazy si jeszcze jakie gobliny, ktre naleaoby grzmotn! Jednak ich wielkim alem byo to, e brakowao wrd nich Bruenora. - Idcie do swoich ludzi - powiedzia Cassius do pozostaych dwch burmistrzw. - Potem wrcie wieczorem na narad. Kemp bdzie przemawia za wszystkich ludzi z czterech miast nad Maer Dualdon, Jensin Brent za ludno znad pozostaych jezior. - Mamy wiele spraw do rozwaenia, a niewiele czasu - powiedzia Jensin Brent. - Wkrtce nadejdzie zima. - Powinnimy przey! - oznajmi Kemp w swj prowokujcy sposb.

Lecz nagle uwiadomi sobie pospne spojrzenia, jakie rzucili mu jego towarzysze, ustpi wic troch ich realizmowi. - Cho bdzie to trudne. - Tak, jak dla mego ludu - powiedzia inny gos. Trzej burmistrzowie odwrcili si i zobaczyli olbrzymiego Wulfgara, wyaniajcego si z chmury pyu; surrealistyczny obraz rzezi. Barbarzyca by oblepiony pyem i pokryty krwi nieprzyjaci, lecz w kadym calu wyglda na szlachetnego krla. - dam zaproszenia na tw narad, Cassiusie. Nasze ludy mog oferowa niejedno innym w tych cikich czasach. Kemp nachmurzy si. - Jeli bdziemy potrzebowali zwierzt jucznych, kupimy osy! Cassius rzuci Kempowi grone spojrzenie i powiedzia do swego nieoczekiwanego sojusznika. - Oczywicie, e moesz wzi udzia w naradzie, Wulfgarze, synu Beornegara. Mj lud jest ci wdziczny za pomoc, jakiej nam dzi udzielie. Jednak zapytam ci ponownie, dlaczego przybye? Po raz drugi tego dnia Wulfgar zignorowa dyshonor, jakiego dopuci si Kemp. - Aby spaci dug - odpar Cassiusowi. - A moe i dlatego, aby polepszy ycie obu ludw. - Przez zabicie goblinw? - zapyta Jensin Brent, podejrzewajc, e barbarzyca myli o czym wicej. - To na pocztek - odpar Wulfgar. - Lecz teraz mamy duo wicej do zrobienia. Mj lud zna lepiej tundr ni nawet samo yeti. Rozumiemy jej mechanizmy i wiemy jak przey. Twj lud odniesie korzy z przyjani z nami, szczeglnie w tych cikich czasach, jakie nas czekaj. - Ba! - parskn Kemp, lecz Cassius uciszy go. Burmistrz Bryn Shander by zaciekawiony tymi moliwociami. - A co twj lud zyska na takiej unii? - Poczenie - odpar Wulfgar. - czno ze wiatem luksusu, ktrego nigdy wczeniej nie znalimy. Szczepy maj w rkach skarby smoka, lecz zoto i klejnoty nie zapewni ciepa w zimow noc, ani jedzenia, gdy nie uda si polowanie. Twj lud ma co odbudowywa. Mj lud ma bogactwa, mogce odpowiednio zabezpieczy to zadanie. W zamian, Dekapolis zapewni memu ludowi lepsze ycie. - Cassius i Jensin Brent pokiwali gowami, zgadzajc si na przedoony przez Wulfgara plan.

- W kocu i to moe jest najwaniejsze. - podsumowa barbarzyca. Faktem jest, e potrzebujemy siebie wzajemnie, przynajmniej teraz. Oba nasze ludy s osabione i nieodporne na niebezpieczestwa tej krainy. Razem, nasze pozostae siy pozwol nam przetrwa zim. - Intrygujesz i zaskakujesz mnie - powiedzia Cassius. - We wic udzia w naradzie, na moje osobiste zaproszenie i zrealizujmy plan, ktry przyniesie korzyci wszystkim tym, ktrzy przeyli bitw z Akarem Kessellem! Gdy Cassius odwrci si, Wulfgar chwyci Kempa za koszul sw potn rk i bez wysiku podnis z ziemi burmistrza Targos. Kemp bi w muskularne przedrami, ale stwierdzi, e nie ma szans uwolnienia si z elaznego chwytu barbarzycy. Wulfgar spojrza na niego gronie. - Teraz - powiedzia, - jestem odpowiedzialny za cay mj lud. Nie zwracani wic uwagi na przykroci zadane z twojej strony, lecz gdy nadejdzie dzie, e nie bd ju krlem, musisz si bardzo stara, aby nie wej mi w drog! - Drgniciem nadgarstka rzuci burmistrza na ziemi. Kemp, zbyt przestraszony, aby si rozzoci, lub moe zakopotany, siedzia tam, gdzie wyldowa i nic nie mwi. Cassius i Brent szturchnli si porozumiewawczo i zachichotali cicho. Nagle zobaczyli zbliajc si dziewczyn, trzymaa rk na zakrwawionym temblaku, a jej twarz i kasztanowe wosy pokryte byy warstw kurzu. Wulfgar take j zobaczy, a widok jej ran zabola go mocniej, ni zabolayby go wasne rany. - Catti-brie! - krzykn rzucajc si w jej kierunku. Uspokoia go wycigniciem rki. - Nie jestem ciko ranna - zapewnia Wulfgara spokojnie, lecz dla barbarzycy byo oczywiste, e jej rany s powane. - Cho nie odwa si pomyle, co by si ze mn stao, gdyby nie przyby Bruenor. - Widziaa Bruenora? - W tunelach - wyjania Catti-brie. - Wdaro si tam kilku orkw. Moe powinnam bya zawali tunel, jednak nie byo ich wielu i syszaam, e krasnoludy radz sobie doskonale na polu bitwy na grze. Przerwaa, ale po chwili cigna dalej. - A wic Bruenor zszed na d, majc orkw za plecami. Belka podtrzymujca zawalia si; sdz, e Bruenor przebi si, tam byo zbyt wiele kurzu i zamieszania.

- A Bruenor? - zapyta z niepokojem Wulfgar. Catti-brie obejrzaa si na pole. - Jest gdzie tam. Pyta o ciebie. *** W chwili, gdy Drizzt dotar do ruin, bdcych kiedy Cryshal-Tirith, bitwa zakoczya si. Widoki i dwiki dochodzce z pobojowiska napieray na niego ze wszystkich stron, lecz jego cel nie uleg zmianie. Elf zacz si wspina po zdruzgotanych kamieniach. Prawd mwic, drow uwaa si za gupca podejmujc si tak beznadziejnego zadania. Nawet gdyby Regisowi i Guenhwyvar udao si uciec z wiey, to jak mg mie nadziej na odnalezienie ich? Uparcie dy naprzd, odmawiajc poddania si urgajcej mu nieodpartej logice. Tym wanie rni si od swego ludu, to wanie wycigno go w kocu z niezgbionych ciemnoci jego ogromnych miast. Drizzt DoUrden pozwoli sobie na odczuwanie wspczucia. Wspina si po zboczu gruzowiska i zacz kopa w szcztkach goymi rkoma. Wiksze bloki nie pozwalay mu wkopa si gbiej w stos, lecz nie ustawa, zerkajc nawet w najwsze szczeliny i szpary. Oszczdza sw poparzon lew rk i wkrtce jego prawa rka zacza krwawi od zadrapa, lecz pracowa dalej, poruszajc si najpierw wok stosu, a potem wspinajc si wyej. Jego nieustpliwo w kocu zostaa nagrodzona. Gdy dotar do szczytu pagrka, poczu znajom aur magicznej mocy, a ta zaprowadzia go do niewielkiej szczeliny midzy dwoma kamieniami. Sign w ni na prb, majc nadziej znale nietknity obiekt i wycign ma figurk kota. Jego palce dray, gdy bada czy nie jest uszkodzona. Lecz nie znalaz niczego - magia wewntrz przedmiotu opara si ciarowi kamieni. Uczucia drowa, co do znaleziska, byy jednak mieszane. Mimo, e odczu ulg z tego powodu, e Guenhwyvar najwidoczniej przeya, obecno figurki powiedziaa mu, e Regis prawdopodobnie nie uciek na otwart przestrze. Serce w nim zamaro. Zabolao go jeszcze bardziej, gdy zobaczy migotanie w szczelinie, sign w ni i wycign zoty acuszek z rubinowym wisiorkiem - jego obawy potwierdziy si. - Odpowiedni grobowiec dla ciebie, dzielny may przyjacielu -

powiedzia ze smutkiem i postanowi w tej chwili nazwa ten stos Regisa Cairn. Jednak nie wiedzia co spowodowao, e halfling rozsta si ze swym naszyjnikiem, gdy na acuszku nie byo ani krwi, ani niczego innego, co wskazywaoby na to, e Regis mia go na sobie w chwili mierci. - Guenhwyvar - zawoa. - Cho do mnie, mj cieniu. Odczuwa znajome uczucie w figurce, gdy pooy j przed sob na ziemi. Nagle ukazaa si czarna mga i uformowaa si w wielkiego kota, nie zranionego i w jaki sposb nawet wykazujcego lepsz kondycj, ktr dao mu kilka godzin spdzonych na swym wasnym planie. Drizzt ruszy szybko w stron swego kociego towarzysza, lecz nagle zatrzyma si, nieopodal ukaza si i pocz si scala drugi obok mgy. Regis. Halfling siedzia z zamknitymi oczyma i szeroko otwartymi ustami, jakby zjad niezwykle wielki kawaek jakiego przysmaku. Jedna z jego rk bya przycinita do oczekujcej szczki, drug trzyma otworzon przed sob. Gdy jego szczka kapna o puste powietrze, jego oczy otworzyy si nagle w zdumieniu. - Drizzt! - jkn. - Naprawd, powiniene zapyta, zanim si wymkne! Ten doskonale zadziwiajcy kot chwyci mnie jak kawaek najbardziej soczystego misa! Drizzt potrzsn gow i umiechn si w mieszaninie ulgi i niedowierzania. - Och, cudownie - krzykn Regis. - Znalaze mj klejnot. Mylaem, e ju go straciem; z jakiego powodu nie odby tej podry wraz z kotem i ze mn. Drizzt odda mu rubinowy wisiorek. Kot mg zabra kogo w swej podry przez plany? Drizzt postanowi zbada ten aspekt mocy Guenhwyvar pniej. Pogaska kota po karku, a potem odesa go do jego wiata, gdzie mg dalej dochodzi do siebie. - Chod, Regisie - powiedzia ponuro. - Zobaczmy, gdzie bdziemy mogli pomc. Regis wzruszy ramionami i wsta, by pody za drowem. Gdy przekroczyli szczyt ruin i zobaczyli widok rzezi rozpocierajcy si przed nimi, halfling zorientowa si w niezwykych rozmiarach zniszczenia.

Nogi omal nie zaamay si pod nim, lecz udao mu si, przy pewnej pomocy swego zwinnego towarzysza, schodzi dalej. - Zwyciylimy? - zapyta Drizzta, gdy zbliyli si do poziomu rwnin, niepewny czy ludzie z Dekapolis nazywaj to, co widzia przed sob zwycistwem, czy klsk. - Przeylimy - poprawi Drizzt. Wybuch nagle krzyk, gdy grupa rybakw, zobaczywszy dwch towarzyszy, rzucia si ku nim, krzyczc zapamitale. - Zabjca czarnoksinika i ten, ktry zdruzgota wie! Drizzt, zawsze skromny, spuci oczy. - Witaj Regisie - kontynuowali ludzie. - Bohaterze Dekapolis! Drizzt zwrci zaskoczony, ale jednoczenie rozbawiony wzrok na swego przyjaciela. Regis wzruszy tylko bezsilnie ramionami, zachowujc si tak, jakby by ofiar pomyki, podobnie jak i Drizzt. Ludzie chwycili halflinga i wzili go na ramiona. - Powinnimy ci zanie w chwale na narad odbywajc si w miecie! - oznajmili. - Ty, przed wszystkimi innymi powiniene mie gos w decyzjach, jakie zostan podjte! - Jakby po namyle, jaki czowiek powiedzia do Drizzta. - Ty te moesz przyj, drowie. Drizzt odmwi. - To wszystko zasuga Regisa - powiedzia z umiechem na twarzy. Ach, may przyjacielu, zawsze masz szczcie znale zoto w bocie, w ktrym tarzaj si inni! - Poklepa halflinga po plecach i usun si na bok, gdy pochd ruszy. Regis obejrza si przez rami i przewrci oczyma, jakby z niechci bra w tym udzia. Jednak Drizzt wiedzia lepiej. *** Rozbawienie drowa trwao krtko. Zanim zdy odej, zatrzymao go dwch krasnoludw. - Dobrze, e ci znalelimy, przyjacielu elfie - powiedzia jeden z nich. Drow z miejsca wyczu, e przynosz ze wieci. - Bruenor? - zapyta. Pokiwali gowami.

- Ley bliski mierci, nawet ju moe nie yje. Pyta o ciebie. Bez sowa wicej krasnoludy poprowadziy Drizzta przez pole, do maego namiotu, ktry rozbiy w pobliu wyj ich tuneli i wprowadziy go do rodka. Wewntrz mikkim wiatem pony wiece. Za samotnym kiem pod cian przeciwleg do wejcia sta Wulfgar i Catti-brie, z gowami pochylonymi w uszanowaniu. Bruenor lea na ku, jego gowa i pier owinite byy zakrwawionymi bandaami. Jego oddech by chrapliwy i popieszny, jakby kady z wdechw mia by ostatnim. Drizzt z powag podszed do niego, z determinacj powstrzymujc zy, ktre krciy si w jego lawendowych oczach. Bruenor docenia tylko si. - Czy to... elf? - wysapa Bruenor, gdy zobaczy ciemn posta nad sob. - Przyszedem, najdroszy przyjacielu - odpar Drizzt. - Zobaczy... jak odchodz? Drizzt nie mg uczciwie odpowiedzie na tak bez osonek postawione pytanie. - Odchodzisz? - Zmusi si do miechu przez zacinite gardo. Zniose ju duo gorsze rzeczy! Nie chc sysze mowy o jakiej tam mierci, niby kto wtedy znajdzie Mithril Hall? - Ach, mj dom... - Bruenor opar si wygodnie i wydawao si, e si odpry, jakby czu, e jego marzenia mogy go przenie przez ciemn podr, ktra go czekaa. - A wic pjdziesz ze mn? - Oczywicie - zgodzi si Drizzt. Spojrza na Wulfgara i Catti-brie, u nich szukajc wsparcia, lecz ci, pogreni we wasnym smutku, trzymali oczy zwrcone w innym kierunku. - Lecz nie teraz, nie, nie - wyjani Bruenor. - Nie przed nadchodzc zim! - Zakaszla. - Na wiosn. Tak, na wiosn - gos znw mu zadra, jego oczy si zamkny. - Tak, przyjacielu - zgodzi si Drizzt. - Na wiosn. Powinienem ci zobaczy w twym domu na wiosn! Oczy Bruenora znowu si otworzyy, mga mierci odpyna, zastpiona dawnymi iskierkami. Umiech zadowolenia rozla si po twarzy krasnoluda, a Drizzt by szczliwy, e zdoa uspokoi swego umierajcego przyjaciela.

Drow spojrza na Wulfgara i Catti-brie, oni take si umiechali. Do siebie - zauway z zaciekawieniem Drizzt. Nagle, ku zdumieniu i przeraeniu Drizzta, Bruenor usiad i zdar bandae. - Wanie! - rykn ku rozbawieniu pozostaych w namiocie. Mwiem tak i byem tego wiadkiem! Drizzt, omal nie zemdlawszy po pocztkowym szoku, spojrza spode ba na Wulfgara. Barbarzyca i Catti-brie nie mogli powstrzyma si od miechu. Wulfgar wzruszy ramionami i przesta si mia. - Bruenor powiedzia, e mnie zetnie do wysokoci kara, jeli powiem cho sowo! - I zrobiby to! - dodaa Catti-brie. Oboje popiesznie wyszli. - Narada w Bryn Shander - wyjani w popiechu Wulfgar. Na zewntrz namiotu, wybuchnli nieskrpowanym miechem. - Niech ci diabli, Bruenorze Battlehammerze! - nachmurzy si drow. Potem, nie mogc si powstrzyma, obj ramionami barykowatego krasnoluda i przycisn do piersi. - Daj spokj - jkn Bruenor, odwzajemniajc ucisk. - No, szybko. Mamy mnstwo roboty przez zim! Wiosna nadejdzie szybciej ni mylisz, a pierwszego ciepego dnia odejdziemy do Mithril Hall! - Gdzie by ono nie byo - rozemia si Drizzt, czujc zbyt wielk ulg, aby si gniewa za ten podstp. - Zrobimy to, drowie! - krzykn Bruenor. - Zawsze robimy!

EPILOG Ludno Dekapolis i ich barbarzyscy sprzymierzecy okrelili zim, ktra nastpia po bitwie, jako trudn, lecz poczywszy swe talenty i rodki udao im si przey. W czasie tych dugich miesicy odbyo si wiele narad z Cassiusem, Jensinem Brentem i Kempem reprezentujcymi ludno Dekapolis, a Wulfgarem i Revjakiem przemawiajcymi w imieniu szczepw barbarzyskich. Pierwszorzdn rzecz byo oficjalne uznanie przymierza i wzajemne przebaczenie midzy dwoma ludami, cho wielu po obu stronach oponowao. Te miasta, ktre pozostay nietknite przez armi Akara Kessella, wypeniy si w czasie okrutnej zimy uciekinierami. Odbudowa zacza si wraz z pierwszymi oznakami wiosny. Gdy cay region by ju na najlepszej drodze do odbudowy i po powrocie ekspedycji barbarzycw pod przywdztwem Wulfgara ze smoczymi skarbami, narady powicone zostay podziaowi miast midzy tych, ktrzy przeyli. Stosunki midzy obu ludami omal nie ulegy zerwaniu kilka razy i utrzymane zostay tylko dziki rozkazom Wulfgara i niewzruszonemu spokojowi Cassiusa. Gdy wszystko w kocu ustalono, barbarzycom pozwolono odbudowa Bremen i Caer-Konig, bezdomnych z Caer-Konig przeniesiono do odbudowanego Caer-Dineval, a uciekinierom z Bremen, ktrzy nie chcieli mieszka pord koczownikw, zaproponowano domy w odbudowanym miecie Targos. Trudna bya sytuacja, gdy tradycyjni wrogowie zostali zmuszeni do odoenia na bok rnic i zamieszkania obok siebie. Zwyciski w bitwie lud miast nie mg si nazwa zwycizcami. Kady ponis tragiczne straty; nikt nie zyska na tej walce. Z wyjtkiem Regisa. Oportunista halfling za swj udzia w bitwie nagrodzony zosta tytuem Pierwszego Obywatela i najlepszym domem w caym Dekapolis. Cassius chtnie odda swj paac niszczycielowi wiey. Regis przyj ofert burmistrza i wszystkie inne liczne dary, ktre napyny do niego ze wszystkich miast, gdy mimo, e w istocie nie zasuy sobie na te wszystkie nagrody, usprawiedliwia swj szczliwy los, uznajc siebie za partnera skromnego drowa. Poniewa Drizzt DoUrden nie chcia przyby do Bryn Shander i odebra nagrody, Regis uwaa, e jego obowizkiem byo to zrobi za niego. To by ten rozpieszczajcy styl ycia, ktrego

halfling zawsze poda. Naprawd cieszy si wielkim bogactwem i luksusem, mimo e ostatnio przekona si, e za saw trzeba niejednokrotnie paci wysok cen. *** Drizzt i Bruenor spdzili zim na przygotowaniach do poszukiwa Mithril Hall. Drow postanowi dotrzyma sowa, chocia zosta wzity podstpem, gdy jego ycie niewiele si zmienio po bitwie. Cho to on naprawd by bohaterem bitwy, nadal stwierdza, e jest zaledwie tolerowany przez ludno Dekapolis. Barbarzycy, poza Wulfgarem i Revjakiem, otwarcie unikali go, mruczc modlitwy odwracajce nieszczcie do swoich bogw, gdy nieuniknione stawao si dla nich spotkanie drowa na drodze. Lecz drow przyjmowa to, e si go wystrzegano, ze stoickim spokojem. *** - Na miecie plotkuj, e na naradzie oddae swj gos na Revjaka powiedziaa Catti-brie do Wulfgara, po jednej ze swych wielu wizyt w Bryn Shander. Wulfgar skin gow. - On jest starszy i mdrzejszy pod wieloma wzgldami. Catti-brie badaa Wulfgara swymi ciemnymi oczyma. Wiedziaa, e byy inne powody ustpienia Wulfgara z godnoci krlewskiej. - Zamierzasz i z nimi - stwierdzia z przekonaniem. - Przyrzekem to drowowi - zabrzmiao wyjanienie Wulfgara, gdy odwrci si nie chcc dyskutowa z porywcz dziewczyn. - Znw nie odpowiedziae na moje pytanie - rozemiaa si Cattibrie. - Idziesz nie dla dotrzymania przyrzeczenia! Idziesz, poniewa wybrae wczg! - Co ty moesz wiedzie o wczdze? - warkn Wulfgar, dotknity bolenie tak dokadnym spostrzeeniem. - Co ty wiesz o przygodzie? Oczy Catti-brie zamigotay rozbrajajcym wiatem. - Wiem - stwierdzia pewnie. - Kadego dnia, w kadym miejscu jest

przygoda. Tego si nie nauczye. Gonisz wic po dalekich drogach, majc nadziej zaspokoi gd podniecenia, poncy w twoim sercu. A wic id, Wulfgarze z Doliny Lodowego Wichru. Id za gosem twojego serca i bd szczliwy! - Moe, gdy wrcisz zrozumiesz t podniet, jak daje pozostanie przy yciu - Pocaowaa go w policzek i skoczya do drzwi. Wulfgar zawoa za ni, mile zaskoczony jej pocaunkiem - Moe wtedy nasza dyskusja bdzie bardziej zgodna! - Lecz nie tak interesujca! - zabrzmiaa jej odpowied. *** Pewnego piknego poranka, wczesn wiosn nadszed w kocu czas odejcia dla Drizzta i Bruenora. Catti-brie pomoga im zapakowa ich przeadowane sakwy. - Gdy przygotujemy miejsce, zabior ci tam! - powiedzia Bruenor do dziewczyny jeszcze raz. - Z pewnoci zalni ci oczy, gdy zobaczysz potokiem pynce srebro w Mithril Hall! Catti-brie umiechna si pobaliwie. - Jeste pewna, e nic ci nie jest? - zapyta Bruenor. Wiedzia, e tak jest, ale jego serce rozpywao si w ojcowskiej trosce. Umiech Catti-brie sta si jeszcze szerszy. Dyskutowali ju na ten temat sto razy w cigu zimy. Catti-brie bya szczliwa, e krasnolud wyrusza na t wypraw, ale wiedziaa, e bdzie go jej bardzo brakowao, gdy byo oczywistym, e Bruenor nigdy nie bdzie w peni zadowolony, dopki przynajmniej nie sprbuje odnale domu swych przodkw. Wiedziaa te, lepiej ni ktokolwiek inny, e krasnolud bdzie przebywa w doskonaym towarzystwie. Bruenor by zadowolony. Nadszed czas odejcia. Towarzysze poegnali si z krasnoludami i wyruszyli do Bryn Shander, eby poegna si z dwoma swymi najbliszymi przyjacimi. Pnym rankiem przybyli do domu Regisa i znaleli tam te Wulfgara, siedzcego na schodkach i czekajcego na nich - z Aegis-fangiem i plecakiem przy boku. Drizzt spojrza podejrzliwie na rzeczy barbarzycy, domylajc si

zamiarw Wulfgara. - Milo nam ci spotka, Krlu Wulfgarze - powiedzia. - Wyruszasz do Bremen, lub moe do Caer-Konig, aby zobaczy jak si wiedzie twoim ludziom? Wulfgar pokrci gow. - Nie jestem krlem - odpar. - Narady i przemwienia lepiej pozostawi starszym ludziom; miaem ich wicej, ni mogem znie. Teraz Revjak przemawia w imieniu ludu tundry. - A co z tob? - zapyta Bruenor - Id z wami - odpar Wulfgar. - Aby spaci ostatni mj dug. - Nic mi nie jeste winien - oznajmi Bruenor. - Wzgldem ciebie dug spaciem - zgodzi si Wulfgar. - I spaciem wszystko, co byem winien Dekapolis i memu wasnemu ludowi. Ale jest jeden dug, od ktrego si jeszcze nie uwolniem. - Odwrci si do Drizzta. - Wzgldem ciebie, przyjacielu elfie. Drizzt nie wiedzia, co ma na to odpowiedzie. Poklepa olbrzyma po ramieniu i umiechn si ciepo. *** - Chod z nami, Pasibrzuchu - powiedzia Bruenor, gdy skoczyli doskonay obiad w paacu. - Czterech poszukiwaczy przygd na otwartych rwninach. Dobrze by ci to zrobio i ujo troch urosego przez lata brzucha! Regis chwyci rkoma za swj krglutki brzuch i potrzsn nim. - Dzikuj, podoba mi si mj brzuch i mam zamiar go zachowa. Mam nawet zamiar powikszy go jeszcze odrobin. - Przestaj rozumie, dlaczego wy wszyscy w ogle upieracie si przy tym poszukiwaniu - powiedzia powaniej. Spdzi w zimie dugie godziny, prbujc wyperswadowa Drizztowi i Bruenorowi ten zamys. Macie tu atwe ycie, dlaczego chcecie odej? - Jest co wicej do przeycia, ni dobre jedzenie i mikkie poduszki, may przyjacielu - powiedzia Wulfgar. - dza przygody ponie w naszej krwi. Przy panujcym w regionie spokoju, Dekapolis nie moe nam zaoferowa dreszczyku niebezpieczestwa, lub zadowolenia ze zwycistwa. - Drizzt i Bruenor pokiwali gowami, w peni zgadzajc si z

tym, ale Regis potrzsn gow. - A ty nazywasz to aosne miejsce bogatym? - rozemia si Bruenor, strzelajc swymi skatymi palcami. - Gdy wrc z Mithril Hall, wybuduj dom dwa razy wikszy od tego, wysadzany klejnotami, jakich nigdy przedtem nie widziae! Jednak Regis by przekonany, e przey ostatni swoj przygod. Gdy skoczyli je, odprowadzi swych przyjaci do drzwi. - Jeli wrcisz... - Twj dom bdzie naszym pierwszym przystankiem - zapewni go Drizzt. Gdy wyszli od Regisa, spotkali Kempa z Targos. Sta po przeciwnej stronie ulicy, najwidoczniej czekajc na nich. - On czeka na mnie - wyjani Wulfgar, umiechajc si na sam myl, e Kemp zboczy z drogi, aby sprawdzi czy na pewno si go pozby. - egnaj, dobry burmistrzu - zawoa Wulfgar, kaniajc si nisko. Prayne de crabug ahm rinedere be-yogt iglo kes gron. Kemp zrobi wulgarny gest w stron barbarzycy i odszed. Regis prawie zgi si wp ze miechu. Drizzt pozna te sowa, lecz by zaskoczony tym, e Wulfgar wypowiedzia je do Kempa. - Powiedziae mi kiedy, e te sowa s starym zawoaniem bojowym tundry - zauway. - Dlaczego powiedziae je do czowieka, ktrym najbardziej pogardzasz? Wulfgar zajkn si przy wyjanieniu, ktre wycignoby go z tej przykrej sytuacji, lecz Regis odpowiedzia za niego. - Zawoanie bojowe? - wykrzykn halfling. - To stare przeklestwo barbarzyskich ochmistrzy, zwykle rezerwowane dla cudzoonikw lawendowe oczy drowa zwziy si, gdy Regis kontynuowa, - a oznacza tyle co: Niech pchy tysica reniferw zagnied si w twoich jdrach. Bruenor zgi si ze miechu, wkrtce doczy do niego Wulfgar. Drizzt take nie mg si powstrzyma. - Chodmy, dzie jest dugi - powiedzia drow. - Zacznijmy t przygod, bo zapowiada si interesujco! - Dokd idziecie? - zapyta ponuro Regis. Maa cz halflinga w istocie zazdrocia przyjacioom; musia przyzna, e wolaby tego

unikn. - Najpierw do Bremen - odpar Drizzt. - Powinnimy uzupeni zaopatrzenie i wyruszy stamtd na poudniowy zachd. - Do Luskanu? - Moe, jeli to bdzie konieczne. - Szczliwej podry - powiedzia Regis, gdy trzej towarzysze odeszli bez dalszej zwoki. Regis przyglda si ich odejciu, zastanawiajc si w jaki sposb natrafi na tak gupich przyjaci. Otrzsn si z tych myli i wrci do swego paacu - z obiadu zostao jeszcze mnstwo jedzenia. Zatrzyma si przed drzwiami. - Pierwszy Obywatelu! - dobiego go woanie z ulicy. Gos nalea do hurtownika z poudniowej dzielnicy miasta, gdzie kupieckie karawany wyadowyway swe towary i adoway inne. Regis czeka, a ten si zbliy. - Jaki czowiek, Pierwszy Obywatelu - powiedzia hurtownik, kaniajc si usprawiedliwiajco, e sprawia kopot tak wanej osobie, - pyta o ciebie. Powiedzia, e jest przedstawicielem Towarzystwa Bohaterw z Luskanu, wysanym, aby zaprosi ci na najblisze posiedzenie. Powiedzia, e zostaniesz dobrze wynagrodzony. - Jak si nazywa? - Nie powiedzia, da tylko to! - hurtownik otworzy ma sakiewk wypenion zotem. To byo wszystko, co Regis chcia zobaczy. Ruszy natychmiast na spotkanie z czowiekiem z Luskanu. Jeszcze raz czyste szczcie uratowao halflingowi ycie, gdy zobaczy obcego, zanim ten zobaczy jego. Natychmiast pozna tego czowieka, cho nie widzia go ju od lat - po wysadzanej szmaragdami rkojeci sztyletu, wystajcej z pochwy na udzie. Regis czsto rozwaa moliwo kradziey tej przepiknej broni, ale nawet on mia granice swego szalestwa. Sztylet nalea do Artemisa Entreriego. Pierwszego zabjcy Pashy Pooka. *** Trzej towarzysze opucili Bremen przed witem nastpnego dnia.

dni rozpoczcia przygody nie tracili czasu i byli ju daleko w tundrze, gdy pierwsze promienie soca pojawiy si nad wschodnim horyzontem za nimi. Bruenor nie by jednak zaskoczony, gdy zauway Regisa lezcego przez pust rwnin, aby do nich doczy. - Znowu pcha si w kopoty, albo jestem brodatym gnomem parskn krasnolud do Wulfgara i Drizzta. - Witaj - powiedzia Drizzt. - Ale czy nie poegnalimy si wczeniej? - Zdecydowaem, e nie mog pozwoli Bruenorowi pakowa si w kopoty, gdy mnie nie ma, aby go z nich wycign - wysapa Regis, usiujc zapa oddech. - Idziesz? - jkn Bruenor. - Nie mamy tyle zaopatrzenia, gupi halflingu! - Nie jem wiele - baga Regis, w jego gosie pojawi si cie desperacji. - Ba! Jesz wicej ni nas trzech! Ale mniejsza z tym, moemy o tym porozmawia w drodze. Twarz halflinga rozjania si w widoczny sposb, a Drizzt podejrzewa, e domysy krasnoluda, co do kopotw, nie byy dalekie od prawdy. - A wic jest nas czterech! - oznajmi Wulfgar. - Po jednym reprezentancie czterech ras: Bruenor - krasnoludw, Regis - halflingw, Drizzt DoUrden - elfw i ja, ludzi. Odpowiednia grupa! - Nie sdz, aby elfy wybray drowa, by ich reprezentowa - zauway Drizzt. Bruenor parskn. - Sdzisz, e halflingi wybrayby Pasibrzucha za swego szermierza? - Jeste szalony, krasnoludzie - odpar Regis. Bruenor rzuci sw tarcz na ziemi, skoczy obok Wulfgara i wyprostowa si przed Regisem. Jego twarz wykrzywiona bya w udawanej zoci, gdy chwyci Regisa za ramiona i podnis go z ziemi. - Masz racj, Pasibrzuchu! - krzykn dziko. - Jestem szalony! I nigdy nie wchod w drog komu, kto jest bardziej szalony od ciebie! Drizzt i Wulfgar spojrzeli po sobie, umiechajc si porozumiewawczo. Przygoda naprawd zapowiadaa si interesujco. Z podnoszcym si za plecami coraz bardziej socem, z

wyduajcymi si przed nimi cieniami, ruszyli w dalsz drog. Znale Mithril Hall.