You are on page 1of 144

ROBERT E.

HOWARD

Kull
(Przekad: Micha i Tomasz Kreczmarowie)

Prolog
O epoce zwanej przez kronikarzy z Nemedii Wiekiem Przed

Kataklizmem, nie wiadomo zbyt wiele. Jedynie o jej ostatniej czci kr okryte mg tajemnicy legendy. Znana historia zaczyna si od momentu zanikania cywilizacji sprzed kataklizmu. Cywilizacji zdominowanych przez krlestwa Kamelii, Yalusji, Yerulii, Grondaru, Thule i Commorii. Ludzie yjcy na tych terenach mwili tym samym jzykiem i mieli podobne sposoby bycia. Istniay wtedy i inne krlestwa, mniej rozwinite i zamieszkae przez inne, starsze rasy. Barbarzycy tej epoki to Piktowie yjcy na wyspach, daleko na Zachodnim Oceanie, mieszkacy Atlant - maego kontynentu pomidzy Wysp Piktw, a gwnym kontynentem oraz Lemuryjczycy, ktrzy zamieszkiwali acuch duych wysp na wschodzie. W czasach tych, wikszo terenw bya nieodkryta. Cywilizowane krlestwa, mimo e bardzo rozlege, zajmoway niewielki obszar caej planety. Yalusja bya krlestwem pooonym najdalej na zachd Thuriaskiego kontynentu. Grondar z kolei lea na najdalszym wschodzie. Ludzie yjcy na wschodzie tego krlestwa, byli mniej ucywilizowani i cierali si z dzik i okrutn pustyni Na obszarach mniej suchych, w dunglach i grach, istniay klany i szczepy prymitywnych dzikusw. Daleko na poudniu znajdowaa si wyranie pra-ludzka, legendarna cywilizacja nie majca kontaktu z kultur thuriask. Na odlegych, wschodnich brzegach kontynentu ya inna rasa ludzka, jednak tajemnicza i niethuriaska. Jedynym narodem utrzymujcym z ni sporadyczny na kontakt od byli Wysp Lemuryjczycy. Najwyraniej lud ten pojawi si z pokrytego cieniem, nienazwanego Lemuryjskich. Cywilizacja thuriask rozpadaa si; jej armie skaday si w wikszoci z barbarzyskich najemnikw. Piktowie, Atlantydzi i Lemuryjczycy byli generaami, mami stanu, a czasem nawet krlami. W opowieciach o utarczkach pomidzy krlestwami, wojnach pomidzy Yalusj i Commori, jak i o podbojach, dziki ktrym Atlantydzi stworzyli kontynentu, lecego gdzie wschd

krlestwo na kontynencie, wicej jest legend ni prawdziwej historii. Era Hyboryjska

Ucieczka z Atlantydy
Soce zachodzio. Ostatnie purpurowe promienie rozlay si po ziemi i zatrzymay si jak krwiste korony na onieonych grskich szczytach. Trzej mczyni, ogldajcy dotychczas koniec dnia w milczeniu, odetchnli zapachem wiatru z dalekich lasw. Po chwili zajli si cakiem ju przyziemnymi sprawami. Jeden z nich piek dziczyzn nad maym ogniskiem. Dotkn palcem syczcego misa i z min smakosza obliza go. - Gotowe, Kullu, Khor-nahu. Moemy je. By mody, dopiero niedawno osign wiek mski. Wysoki, szeroki w ramionach, szczupy w pasie, porusza si z pen skrywanej siy gracj lamparta. Jednym z jego towarzyszy by potnie zbudowany mczyzna w sile wieku o buczucznym wyrazie twarzy. Drugi bardzo przypomina modzieca. By nieco od niego wyszy i szerszy w ramionach, a jego klatka piersiowa bya troch potniejsza. Sprawia wraenie duo silniejszego i zrczniejszego. - Dobrze - powiedzia Kuli. - Jestem godny. -Czy kiedykolwiek jest z tob inaczej, Kullu? - zadrwi pierwszy modzieniec. - Kiedy walcz - powanie odpowiedzia Kuli. Tamten szybko spojrza na przyjaciela, by pozna w jakim jest nastroju. Nie zawsze trafnie odgadywa myli Kulla. - A potem pragniesz krwi - wtrci starszy mczyzna. -Am-ra, przesta artowa i pokrj dla nas miso. Zapad ju zmrok i na niebie rozbysy gwiazdy. Nad ciemn, grzyst okolic zerwa si wieczorny wiatr. Nagle gdzie daleko zarycza tygrys. Khor-nah odruchowo sign po lec na ziemi wczni z krzemiennym grotem. Kuli odwrci gow, a w jego zimnych oczach rozpaliy si dziwne ogniki. - Prgowani bracia zapoluj dzi w nocy - odezwa si. - Oddaj cze wschodzcemu ksiycowi. -Am-ra wskaza na wschd, gdzie coraz bardziej widoczna stawaa si czerwona powiata. - Dlaczego? - zapyta Kuli. - Przecie ksiyc pokazuje ich obecno

ofiarom i wrogom. -Kiedy, wieleset lat temu-rzek Khor-nah - cigany przez myliwych tygrys krlewski, wezwa na pomoc kobiet mieszkajc na ksiycu. Ona zrzucia mu odyg winoroli, po ktrej wdrapa si na ksiyc i zamieszka tam na wiele lat. Od tej pory wszyscy prgowani bracia czcz ksiyc. - Nie wierz w to - otwarcie powiedzia Kuli. - Dlaczego prgowany lud miaby oddawa cze ksiycowi za to, i przed wieluset laty pomg jednemu spord nich? Wiele tygrysw wspio si na Ska mierci i tym sposobem umkno myliwym. Mimo to nie czcz tej skay. Skd mogliby wiedzie, co wydarzyo si tak dawno temu? Khor zmarszczy brwi. - Kullu, nie przystoi ci wymiewa starszych od ciebie, czy te drwi z legend twego przybranego ludu. Opowie ta musi by prawdziwa, gdy przekazywana jest z pokolenia na pokolenie od niepamitnych czasw. Co byo zawsze, zawsze by musi. - Nie wierz w to - powtrzy Kuli. - Te gry istniay od zawsze, lecz kiedy i one rozsypi si i znikn. Ktrego dnia morze bdzie szumiao nad tymi wzgrzami... -Dosy tych blunierstw! - krzykn niemal z gniewem Khor-nah. Kullu, jestemy bliskimi przyjacimi i cierpliwie znosz twoje wybryki. Jeste jeszcze mody, lecz musisz si nauczy jednej rzeczy: szacunku dla tradycji. Ty, ktry zostae uratowany z dzikiej puszczy przez nasz lud, drwisz z jego zwyczajw i praw. To my dalimy ci dom i miejsce pord ludzi. - Kiedy byem bezwos map wczc si po lesie - otwarcie, bez faszywego wstydu, przyzna Kuli. - Nie umiaem mwi ludzkim jzykiem. Moimi jedynymi przyjacimi byy tygrysy i wilki. Nie wiem kim byli moi rodzice i z jakiego rodu pochodz... - To nie ma znaczenia - przerwa mu Khor-nah. - To nic, e wygldem przypominasz czowieka z plemienia banitw, yjcego niegdy w Tygrysiej Dolinie. Wygino ono podczas Wielkiej Powodzi. Dowiode, i jeste odwanym wojownikiem i wielkim myliwym... - Gdzie znajdzie si modzieniec, ktry dorwna ci w rzucie wczni lub w zapasach? - wtrci z byszczcymi oczami Am-ra.

- To prawda - odpar Khor-nah. - Kuli przynosi zaszczyt plemieniu Morskiej Gry. Mimo to jednak musi nauczy si powcigiwa swj jzyk i szanowa nasze witoci zarwno dawne jak i obecne. - Ja z nich nie drwi - odrzek bez gniewu Kuli. - Ale wiem, e wiele rzeczy, o ktrych mwi kapani, to kamstwa. yem wrd tygrysw i lepiej ni oni znam dzikie zwierzta. Zwierzta nie s ani bogami, ani diabami. Pod pewnymi wzgldami s jak ludzie, ale bez ludzkiej chciwoci, zachannoci... - Znowu blunisz! - z gniewem zawoa Khor-nah. - To czowiek jest najpotniejszymi tworem Yalki. Aby zmieni temat rozmowy Am-ra wtrci: - Syszaem jak dzi wczenie rano na wybrzeu bito w bbny. Toczy si wojna na morzu, to Yalusja walczy z lemuryjskimi piratami. - Oby zy los spotka tak jednych jak i drugich - mrukn Khor-nah. Oczy Kulla zabysy. - Yalusja! Kraina Czarw! Kiedy na pewno zobacz wielkie Miasto Dziww. -Zy bdzie to dzie, gdy je ujrzysz - warkn Khor-nah. -Bdziesz wtedy zakuty w cikie kajdany, a nad tob wisiao bdzie widmo tortur i mierci. Tylko jako niewolnik czowiek z naszej rasy moe oglda Wielkie Miasto. - Niech spadnie na nie nieszczcie - rzek Am-ra. - Niech spotka je czarne szczcie i czerwona zagada! -krzykn Khornah, wygraajc ku wschodowi pici. -Za kad kropl krwi atlantydzkiej, za kadego harujcego na ich przekltych galerach niewolnika. Niech Yalusj spotka czarna zaraza. Niech zniszczy j i Siedem Imperiw ! Am-ra zerwa si w podnieceniu na nogi i powtrzy fragmenty przeklestwa. Kuli wzi sobie jeszcze kawaek pieczeni. - Walczyem z mieszkacami Yalusji - powiedzia. - Byli wspaniale uzbrojeni, ale zabi ich byo atwo. Nie wygldali te jak li ludzie. -Walczye ze stra z pnocnego wybrzea, sab i strachliw stwierdzi Khor-nah. - Albo z zaogami statkw kupieckich, ktre osiady na mielinie. Zaczekaj, a stawisz czoo szary Czarnych Szwadronw, albo

samej Wielkiej Armii. Mnie to spotkao. Hai! Dopiero wtedy leje si krew! Kiedy byem taki mody jak ty, Kullu, pustoszyem wybrzea Yalusji wraz z Granado, ktrego zwali Wczni. Tak. Zanielimy ogie i miecz daleko w gb ich parszywego imperium. Byo nas piciuset. Spord piciuset wojownikw ze wszystkich nadbrzenych plemion Atlantydy wrcio tylko czterech! Za spalon i zupion przez nas wsi Sokow, zadusia nas przednia stra Czarnych Szwadronw. Hai! Tam nasze wcznie napiy si krwi, a nasze miecze ugasiy pragnienie. Zabijalimy bez wytchnienia. Ale gdy ucich zgiek bitwy, tylko czterech z nas stao. I tylko czterech z nas ucieko z pola bitwy, a wszyscy bylimy ciko ranni. - Askalante mwi mi - cign Kuli - e mury dokoa Krysztaowego miasta s dziesiciokrotnie wysze od wielkiego ma. Pono blask zota i srebra olepia, a kobiety, ktre zapeniaj ulice czy wygldaj z okien, odziane s w dziwne, gadkie, byszczce i szeleszczce szaty. - Askalante wie o tym - stwierdzi ponuro Khor-nah - bo by tam niewolnikiem tak dugo, e zapomnia swego porzdnego, atlantydzkiego imienia. Uywa teraz tego, ktre nadali mu mieszkacy Yalusji. - Jednake uciek stamtd - rzek Am-ra. - Tak. Ale za kadego niewolnika, ktry uciek ze szponw Siedmiu Imperiw, przypada siedmiu umierajcych w lochach i gnijcych w wizieniach. Mieszkacy Atlantydy nie s stworzeni do bycia niewolnikami. - Jestemy wrogami Siedmiu Imperiw od zarania dziejw -gono myla Am-ra. - I bdziemy a do koca wiata-stwierdzi z dzikim zadowoleniem Khor-nah. -Bo, z woli Yalki, Atlantyda jest wrogiem wszystkich ludw. Am-ra wsta, podnis z ziemi wczni i stan na stray. Reszta pooya si na murawie i posza spa. Co ni Khor-nah? Moe o krwawej bitwie, moe o szarujcym bizonie, a moe o jaskiniowej dziewce? A Kuli? Poprzez opary snu, cicho, z bardzo daleka, zagray zote trby. Przepyny nad nimi chmury pomiennej sawy. Potem, przed jego sobowtrem z sennej mary, ukazay si bezkresne przestrzenie. Widzia wielki tum, sysza grzmice okrzyki w dziwacznym jzyku. Potem rozleg si cichy szczk stali. Ogromne, widmowe armie ustawiy si po jego prawej

i lewej stronie. Mga opada. Wyonia si z niej sokola twarz. miaa, beznamitna twarz o oczach jak zimne, szare morza, a nad ni unosia si krlewska korona. Lud krzycza gromko: Niech yje krl! Niech yje krl! Niech yje Kull . Kuli przebudzi si nagle. Ksiyc owietla odlege gry, wiatr szumia w wysokich trawach. Obok spa Khor-nah. Am-ra sta jak nagi posg z brzu na tle gwiazd. Kuli spojrza na j ego skpe ubranie: skr lamparta owinit wok ldwi pantery. Nagi barbarzyca... Zimne oczy Kulla rozbysy. Krl Kuli! Znowu zasn. Wstali wczesnym rankiem i wyruszyli do jaski, w ktrych mieszkao ich plemi. Kiedy ujrzeli szerok, bkitn rzek i jaskinie, soce nie byo jeszcze zbyt wysoko. - Spjrzcie! - zawoa Am-ra. - Pal kogo! Przed jaskiniami wznosi si duy stos, do ktrego przywizana bya moda dziewczyna. Twarde spojrzenia stojcych obok ludzi nie miay w sobie najmniejszych oznak litoci. - To Sareeta - powiedzia ze sta twarz Khor-nah. - Ta rozpustna dziwka polubia lemuryjskiego pirata. - Tak - warkna stara kobieta o kamiennym wzroku. - Tak, moja crka cigna hab na ca Atlantyd. Nie jest ju moj crk! Jej ma zgin, kiedy d Atlantydw rozbia ich statek. J fale wyrzuciy na brzeg. Kuli spojrza wspczujco na dziewczyn. Nie mg zrozumie, dlaczego jej wspplemiecy i krewni patrz na ni z takim okruciestwem. Tylko dlatego, e polubia ich wroga? Kuli znalaz lady wspczucia tylko w jednych oczach zwrconych na dziewczyn. Tylko due, niebieskie oczy Amry byy smutne i przepenione litoci. Jakie uczucia odbijay si w nieruchomej twarzy Kulla nie sposb powiedzie. Ale to wanie na nim, zatrzymay si oczy skazanej na mier. Nie byo w nich strachu. Jedynie wielka proba o pomoc. Kuli zauway wizk drewna u jej stp. Za chwil, wypiewujcy wanie przeklestwo kapan pochyli si i podpali stos trzyman w lewym rku pochodni. Widzia te drewniany acuch, ktrym dziewczyna bya przykuta do stosu. Przedmiot ten by wykonany w typowy, atlantydzki sposb. Nie zdoaby

odci acucha, nawet gdyby udao mu si przedrze przez tum oddzielajcy go od dziewczyny. Spojrzaa na niego bagalnie. Kuli znw spojrza na stos i dotkn dugiego, krzemiennego sztyletu wiszcego u pasa Dziewczyna zrozumiaa. Skina gow, a w jej oczach dostrzeg wielk ulg. Kuli uderzy jak kobra - nagle i nieoczekiwanie. Wyrwa sztylet i rzuci go. Trafi dziewczyn prosto w serce zabijajc j na miejscu. Tum sta jak zaczarowany, a on odwrci si, odskoczy i niczym kot przebieg kilka metrw po stromym zboczu urwiska. Ludzie nadal stali oniemiali. Potem jaki mczyzna szybkim ruchem wydoby uk i strza. Wycelowa w zbiega. Kuli przechyla si ju przez krawd urwiska. Oczy strzelca zwziy si... Am-ra jak gdyby przypadkiem zachwia si i potrci go gow Strzaa poleciaa daleko od celu. W chwil pniej Kuli znikn. Sysza za sob gone okrzyki. Gonili go poncy rzdz krwi wspplemiecy. Pragnli go schwyta i ukara mierci za pogwacenie ich dziwnego i krwawego kodeksu. Lecz nikt z caej Atlantydy nie mg wyprzedzi Kulla z plemienia Morskiej Gry. Kuli opuci swj szczep, tylko po to by wpa w lemuryjsk niewol. Przez nastpne dwa lata harowa jako niewolnik na galerach. Pniej uciek. Ruszy do Yalusji, gdzie zosta bandyt czatujcym pord wzgrz. W kocu zosta zapany i zamknity w lochu. Ale szczcie umiechno si do niego. Zosta najpierw gladiatorem na arenie, pniej onierzem w armii, a na kocu dowdc. Nastpnie, popierany przez najemnikw i kilku zblazowanych szlachcicw, zdoby tron Yalusji. To wanie Kuli zabi despotycznego krla Borna i zdj koron z jego pokrwawionej gowy. Kuli z Atlantydy zasiad na tronie antycznej Yalusji
1

1 Nastpne tomy opisujce przygody Kulla zostan wydane nakadem wydawnictwa


Andor

Krlestwo cieni 1. Krl przybywa


Gos trb rs coraz bardziej, jak gbokie, zote fale morskie, jak mikki odgos wieczornych fal uderzajcych o srebrne plae Yalusji. Tum krzycza, kobiety rzucay re z dachw, a rytmiczny stukot srebrnych podkw stawa si coraz wyraniejszy. W kocu pierwszy z przybywajcych wyoni si na kocu biaej ulicy, ktra otaczaa Wie Blasku o zotym szczycie. Najpierw przybyli trbacze. Wspaniali modziecy na koniach, ubrani w szkaratne paszcze, z dugimi, wspaniaymi, zotymi trbkami. Potem szli ucznicy - wysocy mczyni z gr. Za nimi cikozbrojna piechota. Due tarcze, w ktre uderzali grzmiay pod niebiosa, a dugie wcznie ruszay si z perfekcyjn dokadnoci w rytmie krokw. Nastpni byli najpotniejsi onierze w caymi wiecie - Czerwoni Zabjcy, jedcy na wspaniaych rumakach, czerwoni od hemw po ostrogi. Dumnie siedzieli w siodach nie patrzc w lewo ani w prawo, ale zadowoleni z okrzykw na ich cze. Byli jak filary z brzu, a las wczni ponad nimi nie zafalowa ani razu. Za tymi dumnymi i straszliwymi oddziaami szli najemnicy- dzicy, straszliwi wojownicy, ludzie z Mu i Kaa-u, ze wzgrz wschodu i wysp zachodu. Mieli wcznie i cikie miecze, a wrd nich maszerowaa jakby odsunita troch od reszty, grupka ucznikw z Lemurii. Potem sza lekka piechota i reszta trbaczy. Wspaniay widok. Widok, ktry wywoywa w duszy Kulla, krla Yalusji, gorcy powiew. Nie siedzia on na Topazowym Tronie przed krlewsk Wie w lasku, ale w siodle, na wielkim rumaku, jak przystao na prawdziwego krla-wojownika. Jego potne rami odpowiadao na saluty przechodzcych oddziaw. Jego gorcy wzrok przesun si po kolorowo ubranych trbaczach i zatrzyma duej na idcych za nimi onierzach. Oczy krla zabysy ostrym wiatem, kiedy Czerwoni Zabjcy zatrzymali si przed nim ze szczkiem, cofnli swe rumaki i oddali mu krlewski salut. Zwziy si natomiast, kiedy przemaszerowali najemnicy. aden z nich nie zasalutowa. Przeszli z wyprostowanymi ramionami, patrzc dumnie cho

nie bez uznania wprost na Kulla. Mieli dzikie i wcieke oczy, ktrymi spogldali spod krzaczastych brwi i pokrconych, brudnych wosw. Kuli odpowiedzia im tym samym spojrzeniem. Ceni odwanych ludzi, ale na caym wiecie nie byo ani jednego, naprawd odwanego czowieka. Nawet pomidzy dzikimi szczepami, ktre nie uznay jego wadzy. Ale Kuli by zbytnim dzikusem, aby si nimi przejmowa. Wok byo zbyt duo ziem lennych. Wiele z nich byo od wiekw wrogami ludu Kulla. A cho jego imi byo teraz przeklinane pomidzy grami i dolinami rodzimego ludu, i cho Kuli usun go ze swoich myli, stare nienawici i pasje wci kryy si gdzie gboko. Kuli bowiem nie by Yalusyjczykiem, lecz Atlantyd. Wojska skryy si za skrzydem Wiey Chway. Kuli zawrci rumaka i kusem ruszy do paacu. W drodze omawia defilad z towarzyszcymi mu dowdcami. Niewiele mwi, lecz jego sowa miay wielk wag. - Armii tak, jak mieczowi - powiedzia - nie mona pozwoli pokry si rdz. Kuli nie zwraca specjalnej uwagi na gosy dobiegajce z kbicego si na ulicach tumu. - To Kuli, popatrz! Yalko! C za wadca! I c za mczyzna! Spjrz na jego rce! Jego ramiona! W tumie byy te i ciche, grone pomruki: - Kuli. Przeklty uzurpator z tych pogaskich wysepek. -Tak. Ten barbarzyca na tronie to jawna haba dla Yalusj i... Krl nie reagowa. Sw siln doni zagarn chylce si ku upadkowi krlestwo. Utrzyma je tylko dziki swej twardoci, sam przeciw narodowi. W paacu spdzi cz czasu w sali przyj. Tam starannie kryjc znudzenie odpowiada na zwyczajowe pochlebstwa ksit i dam. Potem, gdy wszyscy odeszli, rozpar si na obitym gronostajami tronie i zamyli nad sprawami kraju. Rozmylania przerwa kto ze suby. Po otrzymaniu pozwolenia na zabranie gosu w obecnoci wadcy, zaanonsowa przybycie posaca z ambasady Piktw. Kuli z wysikiem oderwawszy si od skomplikowanych labiryntw valusyjskiej polityki, bez sympatii spojrza na Pikta. Posacem by wojownik redniego wzrostu o szerokich ramionach i charakterystycznej dla caej rasy ciemnej karnacji. Z kamiennej twarzy patrzyy na krla nieprzeniknione,

czarne oczy. Wdz Rady, Ka-nu, prawa rka krla Piktw, przesya Ci pozdrowienia i wiadomo: Na uczcie wschodzcego ksiyca jest tron dla Kulla, krla krlw, pana panw, imperatora Yalusji. - Dobrze - odrzek Kuli. - Przeka Ka-nu Sdziwemu, ambasadorowi Wysp Zachodnich, e wadca Yalusji napije si wina przy jego stole. Przybd, kiedy ksiyc wzejdzie nad wzgrzami Zalgary. Po przekazaniu wieci Pikt zwleka z odejciem. - Mam te wiadomo dla samego krla, nie... - tu wzgardliwie machn rk - dla tych niewolnikw. Kuli odprawi sub jednym sowem i spojrza uwanie na posaca. Mczyzna podszed do krla i zniy gos. -Przybd sam na dzisiejsz uczt, panie. Takie s sowa mojego wodza. Oczy krla zabysy zimnymi jak stal miecza ogniami. -Sam? - Tak. Przez chwil obydwaj patrzyli na siebie w milczeniu. Pod paszczykiem etykiety burzya si ich wzajemna, plemienna nienawi. Wypowiadali si gadkimi frazami, operowali konwencjonalnymi, dworskimi zwrotami cywilizowanej rasy. Nie bya to jednak ich rasa. Dlatego w oczach cigle lnia dawna, ywioowa dziko. Kuli by wadc Yalusji. Pikt by posem na jego dworze. Ale w sali przyj spotkali si po prostu dwaj barbarzycy. Obaj syszeli jeszcze w uszach szepty upiorw minionych wojen i starej jak wiat nienawici. Przewaga bya po stronie krla. Ten rozkoszowa si ni w caej peni. Z gow opart na doni spoglda na stojcego jak kamienny posg posa. Na usta Kulla wpyn drwicy umiech. - Tak wic mam przyj... sam? - to cywilizacja nauczya go tonu, na ktrego dwik oczy Pikta gronie zabysy. Nic jednak nie odpar. - Skd mam mie pewno, i na prawd jeste wysannikiem Ka-nu? - Powiedziaem - zabrzmiaa ponura odpowied. - Od kiedy to Piktowie mwi tylko prawd? - Kuli doskonale wiedzia, e nard ten nigdy nie kamie. Chcia tylko zirytowa rozmwc.

- Wiem co zamierzasz, krlu - odrzek niewzruszony pose. - Chcesz mnie rozgniewa. Na Yalk, nie musisz dalej prbowa. Jestem ju wystarczajco zy. Wyzywam ci na walk z wczni, mieczem lub sztyletem. Pieszo lub konno. Jeste krlem czy mczyzn? Kuli spojrza z podziwem -jaki kady prawdziwy wojownik odczuwa dla odwagi, nawet dla odwagi wroga - na Pikta. Tym niemniej nie przepuci okazji, aby jeszcze bardziej zdenerwowa posaca. - Krl nie przyjmuje wyzwania od bezimiennego dzikusa - rzek drwico. - Krl Yalusji nie narusza take Prawa Nietykalnoci Posa. Moesz odej. Przeka Ka-nu, e przybd. Sam! Oczy Pikta zalniy morderczym blaskiem. Barbarzyca cay a dra od pierwotnej dzy krwi. Pose bez sowa odwrci si i przeszed przez Sal Przyj. Po chwili znikn za ogromnymi drzwiami. Kuli rozpar si na tronie i zamyli. Wdz Rady Piktw pragn, by krl przyby sam. Dlaczego? Czyby nowy spisek? Kuli pooy do na rkojeci dugiego miecza. Piktowie zbyt sobie cenili przymierze z Yalusj, by je zerwa dla jakich zadawnionych uraz. Oczywicie Kuli by dla nich wojownikiem z Atlantydy. Odwiecznym wrogiem wszystkich Piktw. Mimo tego by te wadc Yalusji i najpotniejszym sojusznikiem Ludzi Zachodu. Krl dugo jeszcze rozmyla nad dziwnym biegiem zdarze. Los uczyni go wrogiem dawnych przyjaci i sprzymierzecem starych wrogw. Wsta: i miarowym krokiem zacz przemierza sal szybkim, bezgonym krokiem lwa. By zaspokoi ambicje, zerwa wizy przyjani i z tradycj rodu. I, na Valk, boga morza i ldu, udao mu si to! By krlem Yalusji zdegenerowanej, chylcej si ku upadkowi, yjcej wspomnieniami dawnej chway. Mimo to jego kraj by potny, chyba najpotniejszy z Siedmiu Imperiw. Yalusja-Kraina Snw, taka bya jej nazwa w rodzinnym plemieniu Kulla Czsto wydawao mu si, e naprawd yje we nie. Zaskakiway go dworskie intrygi, paace, armia i lud. To byo jak maskarada, gdy prawdziwe oblicza mczyzn i kobiet skryte s pod umiechnitymi maskami. Przecie zdobycie tronu byo tak atwe. Wystarczyo skorzysta z nadarzajcej si okazji. Potem ju tylko wist miecza i mier tyrana wyczekiwana przez

wszystkich. awanturnik,

Pozostay uciekinier

jedynie z

umiejtne wspi

rozmowy si, na

ambitnymi, si

pozbawionymi ask u dworu politykami. I nareszcie Kuli, wdrowny Atlantydy wydawaoby niebotyczne, stopnie tronu, o ktrym marzy. Zosta wadc Yalusji, krlem krlw. Dopiero teraz zobaczy jednak, jak trudno jest utrzyma wadz. Moe nawet trudniej ni j zdoby. Widok Pik-ta wywoaa z jego modzieczej pamici stare zwyczaje i dziko dziecistwa Znowu poczu dziwny niepokj, ktry opanowywa go ostatnio. Kim waciwie jest: prostak z gr rzdzcy ras o staroytnej wiedzy i odwiecznych tajemnicach? Prastary nard... - Jestem Kuli! - powiedzia, do siebie, butnie wznoszc gow.--Kuli! Przebieg wzrokiem po sali i pewno siebie opucia go... W ciemnym kcie obicie na cianie nieznacznie poruszyo si.

2. I przemwiy milczce dworce Valusji


Ksiyc jeszcze nie wzeszed i ogrd owietlony by tylko przez ponce pochodnie, trzymane w srebrnych uchwytach. Kuli usiad przy stole Ka-nu, ambasadora Wysp Zachodnich. Sdziwy Pikt siedzia po jego prawej stronie. Nie przypomina on posa owej dzikiej rasy. Ka-nu by przebiegym dyplomat, ktry postarza si wrd rozgrywek politykw. Ani pierwotna nienawi, ani plemienne tradycje nie wpyway na jego decyzje. Obcowa przez cae lata z przedstawicielami bardziej cywilizowanych narodw i nauczy si zrywa sieci przesdw. Jego umys zajmowao nie pytanie Kim i czym jest ten czowiek?, ale Czy i jak mona go wykorzysta?. Do realizacji swoich, wasnych planw uywa starych, plemiennych sposobw. Kuli odpowiada na grzeczne pytania Ka-nu i zastanawia si, czy on sam nie stanie si kiedy taki, jak ten stary Pikt. Ka-nu by stary i zniewieciay. Ju wiele lat mino od czasu, kiedy ostami raz trzyma w rku miecz. Owszem, by stary, ale krl widzia wielu starszych od niego, walczcych w pierwszym szeregu. Piktowie byli dugowieczn ras. Za plecami Ka-nu staa-napeniajc puchar-dziewczyna o niezwykej urodzie. Nie miaa zbyt wiele czasu na odpoczynek. Ka-nu sypa artami i

anegdotami jak z rkawa. Kuli nie przepuszcza ani jednego sowa z jego citych dowcipw, pogardzajc jednoczenie w duchu nadmiern gadatliwoci Pikta. W uczcie uczestniczyli rwnie inni wodzowie i politycy nalecy do rasy Piktw. Ci ostatni zachowywali si z niewymuszon niczym swobod, a onierze, mimo e na pozr uprzejmi, tumili w sobie dawne urazy. Mimo tego Kuli z zazdroci obserwowa panujce tu obyczaje, tak odmienne od tych, z Valusji. Taka swoboda panowaa na Atlantydzie, w ich prymitywnych obozowiskach. Kuli wzruszy ramionami. C, Ka-nu ma racj w tym, i zdaje si zapomina, e jest Piktem. On, Kuli, powinien sta si Valusyjczykiem nie tylko z nazwy. Kiedy w kocu ksiyc stan w zenicie, Ka-nu, zjadszy wicej ni ktrykolwiek z trzech razem wzitych goci, odetchn z ulg i rozpar si na sofie. - Teraz odejdcie, przyjaciele - powiedzia. - Mamy z krlem do omwienia sprawy, o ktrych adne z dzieci nie powinno wiedzie. Tak, ty te odejd, moja pikna. Niech no tylko ucauj twoje sodkie usteczka... o tak, a teraz zmykaj, mj pczku ry. Ka-nu obserwowa badawczym wzrokiem znad swej siwej brody Kulla. Ten siedzia sztywno, z ponur min. - Sdzisz wic, Kullu - odezwa si nagle stary polityk - e Ka-nu to stary, bezmylny rozpustnik, ktry potrafi tylko opa wino i caowa dziewki? Ta uwaga pokrywaa si dokadnie z tym, co wanie myla. Tym nie mniej nie da po sobie niczego pozna. - Wino jest czerwone, a dziewki s pikne, ale... ha! ha!... niech nie przemknie ci przez umys myl, e Ka-nu pozwoli, aby ktra z tych rzeczy miaa wpyw na jego interesy. Zarechota gono, a jego wielki brzuch zatrzs si w takt miechu. Kuli poruszy si niespokojnie. To wygldao na gr. Oczy krla zaczy rzuca grone byski. Ambasador sign po dzban. Napeni swj kielich i pytajco spojrza na gocia. Kuli przeczco pokrci gow.

- C - rzek nie speszony Ka-nu - trudno starej gowie wytrzyma mocne trunki. Starzej si, dlaczeg wic miabym pozostawia modym, tych kilka przyjemnoci, ktre tacy staruszkowie jak my, mog jeszcze znale? Tak, tak. Robi si stary, zmczony, smutny i samotny. Wygld Pikta przeczy jego sowom. Rumiana twarz lnia, oczy byszczay tak modo, e siwa broda wygldaa nieco dziwnie. Rzeczywicie niele wyglda, pomyla troch uraony Kuli. Ten stary ajdak straci wszystkie cechy swojej i Kulla rasy. Mimo to mia przyjemniejsz ni wielu innych staro. - Suchaj wic - rzek w kocu Ka-nu, unoszc znaczco palec. - To wielkie ryzyko, wychwala modzieca podczas jego obecnoci. Musz jednake powiedzie, co myl o tobie. Inaczej nigdy nie zdobd twego zaufania. - Jeli pragniesz je zyska dziki pochlebstwom, to... - Uspokj si. Kto tu mwi o pochlebstwach? Pochlebiam tylko tym, ktrych chc zmyli. Oczy Ka-nu rozbysy zimnym byskiem, ktry nie pasowa do kpicego umiechu. Stary lis zna si na ludziach i dobrze wiedzia, eby osign swj cel, musi z tym barbarzyskim tygrysem postpowa otwarcie. Tamten bowiem wyczuje kady fasz ukryty pomidzy pajczyn sw, jak wilk czujcy puapk. - Masz wystarczajco duo si - rzek, staranniej dobierajc sowa, ni gdy przemawia na plemiennych zebraniach -by sta si najpotniejszym krlem, by odbudowa, przynajmniej w pewnej czci, dawn potg Yalusji. Tak. Ale Valusja mnie nie interesuje, cho wino i kobiety s tu wspaniae. Interesuje mnie tylko tyle, e im ona jest silniejsza, tym silniejsi s Piktowie. A z kim z Atlantydw na tronie, moe zjednoczy ca Atlantyd... Kuli zamia si ze smutkiem. Ka-nu porusza stare rany. -Atlantyda przekla moje imi, gdy wyruszyem po saw i szczcie w te strony. My... oni s odwiecznymi wrogami Siedmiu Imperiw. A jeszcze bardziej nienawidz ich sojusznikw. Powiniene o tym wiedzie. Ka-nu gadzi brod umiechajc si tajemniczo. - Zostawmy to. Ale wiem, co mwi. Wojny si kocz, gdy nie

przynosz korzyci. Widz, e otwiera si przed nami epoka pokoju i dobrobytu. Epoka, w ktrej ludzie bd kochali swych blinich. Nadchodzi zwycistwo dobra nad zem. Moe tobie uda si to zrealizowa... O ile jeszcze bdziesz y. - Ha! - Kuli wycign miecz i wsta z oszaamiajc prdkoci. Ka-nu, ktry ocenia ludzi tak, jak niektrzy taksuj konie, poczu, jak szybciej bije mu serce. Valko, c to za wojownik! Nerwy i cigna ze stali, doskonale skoordynowane ruchy, instynkt walki. Kuli mia wszystko to, co czyni wojownika niezwycionym w boju. adna z tych myli nie pojawia si w penym sarkazmu tonie Ka-nu. - Uspokj si. Usid i spjrz wok. Ogrd jest pusty. Przy stole jestemy tylko my i nie ma nikogo wicej. Chyba mnie si nie boisz? Kuli usiad patrzc badawczo wok. - Odezwaa si w tobie dzika dusza - stwierdzi ambasador. - Zastanw si, gdybym naprawd chcia ci zabi, to czy wybrabym miejsce, gdzie wszystkie podejrzenia spadyby na mnie? Ech, wy, modzi, musicie si jeszcze wiele nauczy. Tu siedzieli moi dowdcy. Czuli si le, bo wiedzieli, e siedzisz tu i ty, ktry pochodzisz ze wzgrz Atlantydy. Ty z kolei, pogardzasz mn, bo jestem Piktem. Lecz ja widz, i jeste Kullem, wadc Yalusji, a nie lekkomylnym Atlantyd, wodzem najemnikw, ktrzy pustoszyli Zachodnie Wyspy. Ty rwnie powiniene zrozumie, e jestem czowiekiem nie nalecym do adnej rasy, obywatelem wiata. Wracajc do sprawy. Co by si stao, gdyby zgin jutro? Kto zostaby krlem? - Kaanuub, baron Blaal. - No tak. Mam wiele zastrzee co do jego osoby. Najwaniejszym z nich jest to, e jest tylko marionetk w rkach innych. Jak? By moim najwikszym z przeciwnikw. Nigdy nie przypuszczaem, e reprezentuje jakie inne interesy poza swoimi. - Noc ma uszy - odrzek Ka-nu pozornie bez zwizku. -Istniej wiaty wewntrz tego. Mnie moesz zaufa. Moesz te zaufa Brule wcznikowizabjcy. Spjrz. Na jego wycignitej doni, leaa bransoleta w ksztacie skrzydlatego, zwinitego smoka z trzema rogami z rubinu na gowie.

- Przyjrzyj si jej dobrze. Kiedy Brule przyjdzie jutro noc do ciebie, bdzie j mia na ramieniu. Poznasz go po tym. Ufaj mu tak, jak sobie. Zrb wszystko, co ci powie. A na dowd mojej uczciwoci... spjrz! Z niesamowit szybkoci Ka-nu wycign co spomidzy fadw swej szaty. To co rozbyso magicznym, zielonkawym blaskiem. Ambasador schowa to natychmiast. - Skradziony skarb! - krzykn zdumiony Kuli. - Zielony klejnot ze wityni Wa! Na Yalk! A wic to ty! Ale dlaczego mi go pokazae? -Aby uratowa ci ycie. eby mi zaufa. Jeeli zawiod twoje zaufanie, zrobisz co zechcesz. Moje ycie jest w twoich rkach. Teraz nie mog ci oszuka, bowiem jedno twoje sowo, bdzie wyrokiem mierci na mnie. Mimo tych sw, stary lis by zadowolony. By z siebie dumny. -Ale po c dajesz mi wadz nad sob? - spyta coraz bardziej zaskoczony Kuli. - Ju powiedziaem. Widzisz wic teraz, e jestem z tob uczciwy. A kiedy jutro w nocy, Brule przyjdzie do twojego paacu, postpuj zgodnie z jego rad. Nie obawiaj si zdrady. Do na tym. Panie, eskorta czeka u bram. Odprowadzi ci do paacu. Kuli wsta. - Waciwie nic mi nie powiedziae. - Jacy niecierpliwi s ci modzi - Ka-nu bardziej ni kiedykolwiek przypomina grubego, rubasznego elfa. -Id ju i nij o tronach, armiach i krlestwach. A ja bd ni o winie, kobietach i rach. Niech ci sprzyja szczcie, krlu. Wychodzc z ogrodw Kuli, obejrza si raz jeszcze. Ka-nu siedzia rozparty wygodnie na sofie. Promieniowa jowialnoci. Wojownik na koniu oczekiwa tu przy wyjciu. Kuli zdziwi si, gdy stwierdzi e to ten sam, ktry przynis mu zaproszenie na uczt. Wskoczy na siodo. Podczas caej drogi przez puste ulice nie zamienili ani sowa. Barw i haas dnia, zastpia tajemnicza cisza nocy. W srebrnym wietle ksiyca o wiele bardziej ni w jasnych promieniach soca wyczuwao si wiek miasta. Potne kolumny w rezydencjach i paacach sigay gwiazd. Szerokie schody, ciche i puste, wznosiy si wysoko, znikajc

wrd cieni niebieskich sfer. Schody do gwiazd - pomyla Kuli. Tajemniczy splendor tych widokw pobudzi jego wyobrani. Klik! Klik! Klik! Srebrne podkowy dzwoniy na ulicach, ktre zalane byy srebrnym wiatem ksiyca. Tylko ich stukot sycha byo w ciszy nocy. Powany wiek miasta przytacza. Kuli prawie sysza, jak ogromne, ciche budynki miej si z niego drwico, bezgonie. Jakie skryway tajemnice? Jeste mody - mwiy do niego okoliczne paace i witynie - a my jestemy stare. Kiedy nas budowano, wiat by jeszcze mody. Kiedy ty i twoje plemi przemin, my bdziemy trwa; niezniszczone i niepokonane. Widziaymy dziwny wiat, zanim jeszcze Lemuria i Atlantyda wynurzyy si z morza. A kiedy zielone fale pokryj wielokilometrow warstw wiee Lemurii i gry Atlantydy, kiedy wyspy Ludzi Zachodu stan si grami nowego ldu, my wci bdziemy trwa. Wielu wadcw przejedao tdy. Kuli by wtedy tylko snem Ka, Ptaka Tworzenia. Kullu z Atlantydy, przyjd po tobie wiksi, tak jak i wiksi byli przed tob. Teraz s zapomniani, pozosta z nich jedynie proch. A my wci stoimy, trwamy. Jed, jed Kullu z Atlantydy, krlu Kullu, Kullu gupcze!" Zdawao si, e podkowy konia Kulla podjy ten niewypowiedziany refren. W ciszy nocy wybijay ten drwicy rym: "Krl Kuli! Kuli gupiec! wie ksiycu owietlajcy krlewsk drog! Byszczcie gwiazdy, pochodnie na drodze imperatora! Dzwocie podkowy, oto jedzie Kuli! Hej! Zbud si Yalusjo! Oto jedzie twj wadca-Kuli! Widziaymy ju tak wielu innych krlw - mwiy milczce domy Yalusji." W kocu Kuli dotar do paacu. Jego gwardia, Czerwoni Zabjcy, wybiegli, by chwyci wodze rumaka i odprowadzi krla na spoczynek. Pikt nie wypowiedziawszy ani sowa, pocign za cugle zawrciwszy w miejscu wierzchowca. Jak widmo znikn pord mrokw nocy. Kuli wyobrazi sobie jadcego przez ciche ulice Pikta, ducha z Przeszego wiata. Nie spa tej nocy. wit nadchodzi, podczas gdy on chodzi po sali tronowej, mylc o wszystkim, co si ostatnio zdarzyo. Ka-nu nie powiedzia w zasadzie niczego, a mimo to odda si prawie cakowicie w jego rce. Co myla, mwic e baron Blaal jest jedynie marionetk? Kt to taki ten

Brule, ktry ma przyby noc z tajemnicz bransolet w ksztacie smoka? I dlaczego Ka-nu pokaza mu klejnot grozy, skradziony wiele lat temu ze wityni Wa? Cay wiat ogarnaby wojna, gdyby straszni kapani tej wityni, dowiedzieli si o tym. Ka-nu nie ochroniliby przed ich zemst nawet jego waleczni wspplemiecy. Ale on wiedzia, e jest bezpieczny, stwierdzi Kuli. By dobrym dyplomat i bez powodu nie wystawiby si na takie ryzyko. A moe to tylko pretekst? Moe Ka-nu chce odsun krla od gwardii? Moe to jaki spisek? Czy Ka-nu pozostawi go teraz ywego? Kuli wzruszy tylko ramionami.

3. Ci, ktrzy przybywaj o zmroku


Ksiyc nie pojawi si jeszcze na niebie, kiedy Kuli, z doni na rkojeci miecza wyjrza przez okno. Widok jaki ukaza si jego oczom to pusty o tej porze, wewntrzny, paacowy ogrd. cieki i alejki wyglday na opuszczone, a starannie przycinane drzewa zmieniy si w niewyrane cienie. Z fontann tryskay srebrne w wietle gwiazd strumyczki. Dobiega z nich cichy szmer. adni stranicy nie pilnowali ogrodu. Znajdowa si on tak blisko strzeonych murw, i nieprawdopodobne wydawao si wtargnicie jakiegokolwiek intruza. Po cianach paacu piy si winorol. Kuli zastanawia si wanie, jak proste byoby wdrapanie si po nich na gr, gdy jaki cie wynurzy si z ciemnoci pod oknem. Nagie, brzowe rami signo za parapet. Dugi miecz wadcy bysn, wstrzymany w trakcie wycigania z pochwy. Na muskularnym ramieniu przybysza lnia bransoleta w ksztacie smoka. Tak ozdob pokazywa Kullowi zeszej nocy Ka-nu. Ze zwinnoci leoparda cae ciao intruza przedostao si przez parapet i dostao do komnaty. - Ty jeste Brule? - zapyta krl i zamar zaskoczony. Poczu przypyw podejrzliwoci i irytacji. Przybysz by tym samym czowiekiem, ktrego wykpi w sali przyj, i ktry eskortowa go w drodze z ambasady Piktw. - Ja jestem Brule, wcznik zabjca - odrzek ostronie. Po czym z bliska spojrza w twarz Kulla i szepn:

- Ka nama kaa lajerama! Kuli zdziwi si. - C to znaczy? - Czyby nie wiedzia? - Nie wiem. Sowa s obce, nie pochodz z adnego ze znanych mi jzykw... A jednak, na Yalk... Gdzie musiaem je ju sysze... - Zgadza si - by to jedyny komentarz. Pikt rozejrza si po komnacie bdcej w paacu pokojem studiw. Nie znajdowao si w niej nic, poza kilkoma stoami, sof i dwiema wielkimi szafami, penymi spisanych na pergaminie ksig. W porwnaniu z penymi przepychu, pozostaymi pomieszczeniami paacu, to wydawao si a nagie. - Powiedz, panie, kto strzee drzwi? - Osiemnastu Czerwonych Zabjcw. Ale zdrad mi, jak tutaj wszede? W jaki sposb przedostae si przez ogrody i jak wdrapae si na mur? Brule umiechn si drwico. - Yalusyjscy wartownicy s jak lepe bawoy. Mgbym porwa im dziewki sprzed samych ldwi. Przeszedem pomidzy nimi, a oni nie zobaczyli mnie i nie usyszeli. Jeli chodzi o mury... to wszedbym na nie i bez pomocy winoroli. Kiedy cigaem tygrysy na wybrzeach, gdzie wschodni wiatr przywiewa mg z morza. Wspinaem si na grskie urwiska na wyspach zachodnich. Lecz chodmy ju... nie, wpierw dotknij tej bransolety. Wycign rk, a gdy zaskoczony Kuli wykona polecenie, odetchn z wyran ulg. - Dobrze. Zrzu teraz te krlewskie szatki. Dzisiejszej nocy czekaj ci czyny, o ktrych nie marzy aden z Atlantydw. Brule mia na sobie jedynie wsk przepask biodrow za ktr zatknity zosta krtki, zakrzywiony miecz. - Kim jeste, eby mi rozkazywa? - spyta uraonym tonem Kuli. - Czy Ka-nu nie prosi ci, eby mnie sucha? - warkn zirytowany Pikt. -Wiedz, panie, i nie czuj do ciebie przyjani. Na razie jednak odsunem myl o walce z tob. Lepiej, by uczyni podobnie. A teraz

ruszajmy. Bez adnego dwiku podeszli do drzwi. Niewielki otwr pozwala wyglda na zewntrzny korytarz w ten sposb, e sam patrzcy nie mg by widziany. Brule gestem wezwa Kulla do spojrzenia. - Co widzisz? - Nic. Tylko osiemnastu gwardzistw. Pikt skin gow i pocign Kullaza sob. Stan dopiero przy przeciwlegej cianie. Przez chwil manipulowa przy boazerii. Po chwili wycofa si wycigajc jednoczenie miecz. Krl zdumiony sapn, gdy fragment ciany odsun si i odsoni sabo owietlony korytarz. -Tajemne przejcie! -stwierdzi cicho. A ja nic o tym nie wiedziaem. Na, Yalk, kto zapaci mi za to. - Ciszej! - sykn Brule. Stan nieruchomo, kadym nerwem owic najlejszy bodaj szelest. W jego sylwetce byo co, co sprawio, i Kullowi wosy zjeyy si nagowi. Nie by to lk, lecz jakie niejasne, ponure przeczucie. Brule skin gow i razem, nie zamykajc ich przeszli przez ukryte drzwi. Korytarz za wejciem by pusty. Nie byo w nim ani odrobiny kurzu, co niewymownie wiadczyo, e nie jest on zapomnianym, od dawna nie uywanym ju przejciem. rdo sabego wiata pozostao niewidoczne. Co kilka metrw w cianach byy drzwi. Z zewntrz byy zapewne ukryte, ale od rodka a nazbyt widoczne. - Ten paac jest jak plaster miodu - mrukn Kuli. - Tak. Wiele oczu obserwuje ci, krlu, dniem i noc. Kuli by pod wraeniem sposobu poruszania si Brule. Pikt stpa powoli, uwanie stawiajc stopy. W rku cigle trzyma nisko wysunity do przodu miecz. Rzuca na wszystkie strony niespokojne spojrzenia i mwi szeptem. Korytarz skrci ostro. Brule ostronie wyjrza zza wga. - Patrz - szepn. - Lecz pamitaj: ani sowa, ni dwiku!... Chodzi o nasze ycie. Kuli ostronie zerkn. Zaraz za rogiem zaczynay si prowadzce w d schody. Spojrza tam i zadra. U podna schodw leao osiemnastu Czerwonych Zabjcw, wyznaczonych do pilnowania jego komnat. Tylko silna do Brule i jego zdenerwowany szept powstrzymay Kulla przed

pomkniciem na d. - Cicho, Kullu! Cicho, w imi Yalki - szepn Pikt. -Korytarze s teraz puste, ale wiele ryzykowaem, eby mc ci to pokaza. Dopiero teraz uwierzysz w to co ci powiem. Wracajmy do pokoju studiw. Zawrci, a oszoomiony widokiem, niczego nie rozumiejcy Kuli ruszy za nim. - To zdrada - mrucza do siebie. - Obrzydliwy spisek. I to jak szybko przeprowadzony. Przecie jeszcze kilka minut temu ci ludzie stali na warcie. W pokoju studiw Brule starannie zamkn sekretne przejcie. Potem kiwn na krla, by ten ponownie wyjrza przez otwr w drzwiach. Kuli zrobi to i westchn zdumiony. Przed drzwiami znowu stao osiemnastu gwardzistw! - To czary! - szepn, na wp wycigajc miecz. - Czy to zmarli strzeg wadcy? - Tak! - dosza do jego uszu odpowied Pikta. Przez moment patrzyli sobie w oczy. Kuli zmarszczy czoo usiujc wyczyta co z twarzy towarzysza. W kocu wargi Brule bezgonie uformoway sowa: - Wa... ktry... mwi! - Cicho! -wyszepta Kuli zasaniajc mu usta doni. - To mier mwi co takiego! Te wersy s przeklte! Pikt patrzy spokojnie na krla. - Wyjrzyj jeszcze raz, krlu Kullu. Moe bya zmiana wart. - Nie, to ci sami ludzie. Na Yalk, to magia... to szalestwo! Na wasne oczy widziaem ciaa tych gwardzistw. Mina zaledwie chwila. A jednak stoj tutaj. Brule odstpi od drzwi, Kuli machinalnie zrobi to samo. - Kullu, co wiesz o tradycjach rasy, ktr wadasz? -Duo... a zarazem mao. Yalusja jest tak stara... - Tak - oczy Brule zalniy dziwnym blaskiem. - My jestemy barbarzycami, dziemi wobec Siedmiu Imperiw. Ani ludzka pami, ani kroniki nie sigaj na tyle w przeszo, by powiedzie, kiedy pierwsi ludzie wyszli z morza i zbudowali miasta nad brzegami. Wiedz jednak, i nie zawsze ludzie wadali ludmi!

Krl drgn. Spojrzenia obu wojownikw spotkay si. - Istnieje legenda wrd mego ludu... - Mojego take! - przerwa Brule. - Wydarzyo si to zanim my, lud z wysp zawarlimy sojusz z Yalusj, za panowania Lwiego Ka, sidmego wodza Piktw. Tak wiele lat temu, i nikt ju nie pamita ile. Wyruszylimy z Wysp Zachodzcego Soca, przepynlimy morze i omijajc brzegi Atlantydy z ogniem i mieczem ruszylimy na wybrzea Yalusji. Biel play rozbrzmiaa szczekiem walki, noce byy jasne jak dni od blasku poncych zamkw. A krl, krl Yalusji, ktry pad na krwistoczerwony piach tego mrocznego dnia.. - gos wojownika ucich. Przez moment obaj mczyni spogldali bez sw na siebie. Skonili gowy. - Yalusja jest prastara! - szepn na koniec Kuli. - - W czasach, gdy Yalusja bya mod wzgrza Atlantydy i Mu byy wyspami na oceanie. Nocny podmuch wiatru wlecia przez okno. By przesiknity woni dawno zapomnianych historii, a nie znan Brule i Kullowi wilgotn bryz znad morza Jak szepty z odlegej przeszoci, opowiada o tajemnicach starych ju wtedy, kiedy sam wiat by mody. Zasony poruszyy si. Kuli poczu si przez chwil jak nagie dziecko wobec niezgbionej wiedzy przeszoci. Oczyma wyobrani dostrzeg stojce obok upiory, szepczce mu straszliwe opowieci. Wiedzia, i przez myli Brule przemykaj podobne rozmylania. Oczy Pikta byy w nim utkwione. Odpowiedzia mu spojrzeniem. Dusz wadcy przepenio zadziwiajce jego samego poczucie jednoci z tym wrogiem jego plemienia. Obaj barbarzycy byli jak dwa rywalizujce ze sob leopardy, ktre, gdy wpady w puapk, razem ruszaj na myliwych. W ten sposb wojownicy zjednoczyli swe siy przeciw nieludzkim potgom przeszoci. Po chwili Brule ponownie otworzy tajemne przejcie. Cicho ruszyli korytarzem tym razem jednak w innym kierunku. Po krtkim marszu stanli i Pikt pokaza na inne sekretne drzwi. -Z tego miejsca wida rzadko uywane schody, ktre prowadz na korytarz biegncy obok pokoju studiw. Wyjrzeli przez ukryty otwr i prawie w tej samej chwili na schodach

pojawi si ciemny ksztat. - To Tu, przewodniczcy rady! - sykn Kuli. - W nocy, ze sztyletem w doni! C to ma znaczy? -Zabjstwo! Zamach! - szepn Brule. - Stj! - Kuli mia ju zamiar otworzy drzwi i wyskoczy na zewntrz. - Bdziemy zgubieni, jeli chcesz si z nim spotka tutaj. Tam w ciemnociach, u stp schodw, czeka ich wicej. Chodmy. Prawie biegiem wrcili do pokoju studiw. Brule zatrzasn dokadnie ukryte przejcie i pocign Kulla do mao uywanej ssiedniej komnaty. Tam rozgarn zasony w rogu i obaj ukryli si za nimi. Minuty wloky si bez koca. Kuli sysza szum przecigw w pomieszczeniu obok. W jego uszach brzmia on jak szepty duchw. W kocu, skradajc si, wkrad si do komnaty Tu, Przewodniczcy Rady. Najpewniej, gdy stwierdzi, e w pokoju studiw nie ma nikogo, doszed do wniosku, i jego ofiara znajduje si wanie tutaj. Wszed cicho, z uniesionym do ciosu sztyletem, zatrzyma si i rozejrza po opustoszaej na pozr komnacie. Samotna wieca sabo owietlaa pomieszczenie. Zabjca powoli ruszy dalej, najwyraniej nie pojmujc nieobecnoci wadcy. Po chwili zawaha si i stan przed kryjwk wojownikw... i... - Zabij! - sykn Brule. Jednym skokiem Kuli wyprysn z ukrycia. Tu odwrci si, lecz przy takiej szybkoci ataku nie mia najmniejszych szans na obron. Ostrze miecza zabyso z migotliwym wietle i zgrzytno na koci. Tu upad na plecy z broni Kulla sterczc w jego piersi. Wadca spojrza na pokonanego. Twarz Tu staa si mglista i niewyrana. Kontury rysw dray i faloway. Potem, jak cignita maska, twarz Przewodniczcego Rady Koronnej znikna, a na jej miejscu pojawia si patrzca trupim wzrokiem gowa przeraajcego wa! -O Yalko! -jkn Kuli. Zimy pot pokry mu czoo. - Valko! - powtrzy. Do krla podszed Brule. Rysy twarzy mia jak zwykle kamienne, lecz w jego oczach odbijao si przeraenie Kulla. - Zabierz swoj bro, panie - powiedzia. - Wiele mamy jeszcze do

zrobienia tej nocy. Z wahaniem Kuli dotkn rkojeci miecza. Gdy postawi stop na piersiach lecego stwora, poczu lodowaty dreszcz. Gdy, przez jak niepojt reakcj nie zesztywniaych mini stwora, straszny pysk rozchyli si szeroko, cofn si z obrzydzeniem. Chwil potem, jakby zagniewany na siebie, wyrwa miecz i z bliska przyjrza si nieznanemu stworzeniu. Zna je jedynie jako kopi Tu, Przewodniczcego Rady. Poza gow, ciao nie rnio si niczym od ludzkiego. - Czowiek z gow wa! - mrukn. - Wic jest to kapan boga-wa? - Tak. Prawdziwy Tu pi i nie zdaje sobie z niczego sprawy. Te potwory umiej przybra jakkolwiek posta. Znaczy si przy pomocy jakiego zaklcia, rozpinaj nad twarz zason magii tak, jak aktor zakada mask. Mog wyglda jak tylko zapragn. - A wic stare legendy nie kami - westchn Kuli. - - Te ponure opowieci, ktre tylko nieliczni maj odwag powtarza, bowiem mog zosta posdzeni o blunierstwo i skazani na mier, s prawdziwe. To nie czysta fantazja. Domylaem si tego, spodziewaem... lecz cigle mam wraenie, e jest to niemoliwe. Hej! Warta przy drzwiach... - To te ludzie-we. Stj! Co chcesz uczyni? - Wybi ich! - warkn przez zacinite zby Kuli. - Jeli ju musisz to zawsze uderzaj w gow - stwierdzi Brule. Osiemnastu z nich czeka pod drzwiami, znacznie wicej czai si pewnie w korytarzu. Ka-nu jako dowiedzia si o spisku. Jego szpiedzy dotarli do kryjwek kapanw wa i przynieli wieci. Dawno temu Ka-nu odkry tajemne przejcia w paacu. Z jego to polecenia studiowaem plany, by ci pomc. W innym wypadku zginby, tak jak zginli inni krlowie Yalusji. Przybyem samotnie, wicej ludzi wzbudzioby podejrzenia. Nie byliby poza tym wstanie przekra si do paacu, tak jak ja. Cz spisku ju widziae. Ludzie-we strzeg twoich drzwi, a ten tutaj w masce Tu mg dotrze do kadej czci paacu. Rano, jeeli kapani przegraj, prawdziwi gwardzici stan na swoich miejscach, nic nie bd wiedzie, niczego nie bd pamita. Jeli kapanom si uda na nich to spadnie wina. Teraz zosta tutaj na moment, ja pjd ukry to ciao.

Z tymi sowami Pikt bez wahania zarzuci na rami straszny ciar i znikn za drzwiami. Kuli zosta sam. Myli wiroway mu w gowie jak oszalae. Czciciele potnego Wa, jak wielu z nich kryje si w miastach? Ilu z jego zaufanych doradcw, ilu z wiernych dowdcw byo naprawd ludmi? W jaki sposb mona odrni prawd od faszu? Komu mona zaufa? Sekretne przejcie otworzyo si i wszed przez nie Brule. - Szybko wrcie. - Tak! - wcznik postpi krok do przodu i wbi wzrok w podog. - Tu, na dywanie, pozostaa plama krwi, spjrz. Kuli pochyli si. Katem oka pochwyci jaki ruch, bysk stali... Jak puszczona spryna wyprostowa si. Jednoczenie wyprowadzi okrutne pchnicie z dou. Pikt, wypuszczajc z martwej ju doni or zawis na ostrzu. Krl pomyla z gorycz, i najwyraniej przeznaczeniem zdrajcy byo zgin od ciosu, stosowanego z upodobaniem przez wojownikw z jego rasy. Brule osun si na posadzk i w tym samym momencie kontury jego twarzy zaczy falowa i znika. Gdy Kuli ze zjeonym wosem, wstrzyma oddech, ludzkie rysy twarzy rozwiay si, a na ich miejscu rozwiera pysk eb olbrzymiego wa. Oczy jak paciorki, nawet po mierci wpatryway si w zabjc z nieludzk zoliwoci. - On cay czas by kapanem wa! - szepn wadca. - O Yalko, c to za straszliwy plan, aby zasta mnie bez stranikw! A Ka-nu, czy jest czowiekiem? Czy to z nim rozmawiaem wtedy w ogrodach? Wszechmocny Yalko! - dreszcz przeszed go, gdy doszed do okropnych wnioskw: czy ludzie w Yalusji to prawdziwi ludzie, czy wszyscy oni to we? Sta nieruchomo nie wiedzc co uczyni. Podwiadomie zarejestrowa wany szczeg: ciao zwane niegdy Brule, nie nosio ju smoczej bransolety. Nagle usysza za plecami jakie szmery. Byskawicznie odwrci si. Brule wchodzi przez sekretne drzwi. - Stj! - na ramieniu wycignitym do gry, by powstrzyma majce opa ostrze miecza, zalnia bransoleta w ksztacie smoka. - Yalko! - Pikt przerwa. Po chwili wykrzywi usta w pospnym umiechu.

- Na bogw mrz! Sprytne s te demony. Musiao tak by, i ten tutaj ukry si w korytarzu, a gdy zobaczy jak nios ciao tego drugiego, przybra moj posta. Tak. Teraz trzeba si pozby i jego. - Stj! - ostrzeenie zabrzmiao w gosie Kulla. - Na moich oczach dwch martwych ludzi zamienio si w we. Skd u licha mam wiedzie, e ty jeste naprawd czowiekiem? Brule rozemia si. - Z dwch powodw, krlu Kullu. aden czowiek-w nie nosi tego wskaza na bransolet. - aden nie zdoa take wymwi tych sw - i Kuli znw usysza przedziwne zdanie -Ka nama kaa lajerama. -Ka nama kaa lajerama - powtrzy mechanicznie. - Gdzie ja, na imi Yalki, syszaem te sowa? Nie, nigdy wczeniej ich nie syszaem. Ale przecie... przecie... - Tak, znasz je, Kullu - stwierdzi Brule. - Kryj si w mrocznych labiryntach pamici. Nigdy nie syszae ich w tym yciu. Inne stulecia, ktre przeminy, odbiy si z tak straszn moc w twojej niemiertelnej duszy, e ich brzmienie zawsze bdzie w stanie poruszy ukryte struny wspomnie. Nawet wtedy, gdy w kolejnych reinkarnacjach przeyjesz cae nadchodzce miliony lat. Zdanie to bowiem, przekazywane w tajemnicy, dotaro do nas z krwawych czasw, gdy niezliczone wieki temu, byo hasem rodu ludzkiego. Zawoaniem walczcych ze straszliwymi istotami Starego Wszechwiata. Jedynie prawdziwy, z krwi i koci, czowiek moe je wypowiedzie. Jego usta i krta maj inn budow ni u jakiegokolwiek stworzenia. Znaczenie zapomniano lecz sowa przetrway. - To wszystko prawda - stwierdzi Kuli. - Pamitam te opowieci... O Yalko! -przerwa nagle. Niespodzianie, jakby po uchyleniu zakltych drzwi, niezmierzone, pokryte mg gbie otwary si przed oczami jego duszy. Spojrza wstecz, przez bezmiar rozdzielajcy, ycie od ycia, dostrzegajc nierzeczywiste, widmowe ksztaty, oywiajce martwe stulecia-ludzi w walce z potworami, ludzi oczyszczajcych planet ze straszliwej grozy. Na szarym, wci zmieniajcym si tle, poruszay si dziwaczne postacie z koszmarnego snu. Fantazje powstae z szalestwa i lku. A czowiek, ten art bogw, lepy i gupi, zrodzony z prochu i obracajcy si w proch, kroczy dugim,

pokrytym krwi szlakiem swego przeznaczenia. Nie zna przyczyn, peen okruciestwa, wci Wadzcy, jednak z ponc w sercu iskr witego ognia... Kuli wstrznity wizj przesun doni po czole. Zawsze przeraay go te chwilowe spojrzenia w otchanie pamici rasowej. - Oni odeszli - rzek Brule, jak gdyby czytajc w mylach wadcy. Kobiety-ptaki, harpie, ludzie-nietoperze, latajce diaby, ludzie-wilki, demony, gobliny - wszyscy z wyjtkiem takich potworw, jak ten u naszych stp i jeszcze kilku pozostaych ludzi-wilkw. Bya to duga i okrutna wojna. Miny cae stulecia, zanim pierwsi z pierwszych ludzi, porzuciwszy mapi rd, przerodzili si w ras do dzi panujc na wiecie. W kocu jednak ludzko wygraa. Byo to tak dawno, i przez bezmiar czasu przetrway tylko niejasne opowieci. Ludzie-we byli ostatni, lecz oni rwnie zostali zwycieni i zepchnici na pustynne ziemie, by y tam pord prawdziwych wy a do dnia, w ktrym, jak opowiadaj mdrcy, ta przeraajca rasa zniknie cakowicie. Jednak oni powrcili, ukryci w maskach. Wystarczyo, by ludzkie plemi osabo i zapomniao o dawnych wojnach. Znowu rozpocza si straszliwa, okryta tajemnic walka. Pomidzy ludmi Modej Ziemi czaiy si przeraajce stworzenia Starej Planety. Chroniy si przy pomocy swej wiedzy i sztuki, przyjmoway kad form, kady ksztat, by dokonywa w sekrecie budzcych lk czynw. Nikt nie wiedzia, ktry z ludzi jest prawdziwy, ktry faszywy. Ludzie nie mogli ufa sobie nawzajem. Lecz w kocu znaleli sposoby, by odrni prawd od faszu. Swoim znakiem i sztandarem uczynili skrzydlatego smoka, latajcego dinozaura, najwikszego ze znanych wrogw wy. Sw, ktre usyszae z moich ust, uywali jako hasa i symbolu. Bowiem, jak ju powiedziaem, jedynie prawdziwy czowiek jest w stanie je wymwi. I w kocu ludzko zatryumfowaa. C jednak, po kolejnych latach zapomnienia, potwory powrciy. Czowiek zbyt przypomina map, zapominajc o rzeczach, ktrych nie ma wci przed oczami. Gdy ludzko, wrd luksusw, zapomniaa o starych wierzeniach, ludzie-we przybyli jako kapani. I w ten sposb ukryci pod mask nauczycieli nowej, prawdziwej wiary, stworzyli potny kult boga-wa. Teraz maj tak wielk wadze, i samo wspominanie starych legend o ludziach-wach grozi mierci. Wszyscy

natomiast pochylaj gowy przed bogiem-wem w jego nowej postaci. lepi gupcy, nie widz adnego zwizku pomidzy j ego potg, a moc, ktr ich przodkowie zmietli z powierzchni ziemi w poprzednich epokach. Jako kapani ludzie-we maj ogromn wadz, a jednak... - przerwa. Kuli zadra. - Mw dalej. - Krlowie rzdzili Yalusj jak ludzie - cign Pikt szeptem. - A przecie, zabici w walce umierali jako we. W ten sposb zgin ten, ktry pad przeszyty wczni Lwiego Ka. Opowiadaem ci, jak my, lud z wysp pustoszylimy Siedem Imperiw. W jaki sposb mogo si to wydarzy, Kullu? Wadcy rodzili si z kobiet i yli jak ludzie! Rozwizanie jest proste. Prawdziwi wadcy ginli w tajemnicy... tak jak ty miae zgin dzi w nocy. Na ich miejscu rzdzili kapani Wa Nikt o tym nie wiedzia. Kuli zakl przez zacinite zby. - To prawda, tak musiao by. Nie ma wrd ywych czowieka ktry widziaby Wa Wiadomo to od dawna. Zbyt dobrze pilnuj swoich tajemnic. - Dyplomacja w Siedmiu Imperiach jest trudn sztuk -stwierdzi Brule. Prawdziwi ludzie wiedz, i pomidzy nimi skrywaj si szpiedzy i sojusznicy Wa - tacy jak Kaanuub, baron Blaal. Tym niemniej nikt nie chce odkry swoich podejrze, by nie pa ofiar zemsty. Ludzie nie ufaj sobie nawzajem. Dyplomaci nie mwi ze sob o tym, o czym myl wszyscy. Gdyby tylko mogli si upewni, gdyby tylko przed ich oczami zosta zdemaskowany cho jeden czowiek-w, cho jedna intryga. Moc kapanw zostaaby w poowie zamana. Wtedy ludzie zjednoczyliby si i usunli spord siebie zdrajcw. Dotychczas jednak tylko Ka-nu ma do wiedzy i odwagi, by walczy z kapanami. A nawet on dowiedzia si o spisku na twe ycie tylko tyle, ile mi powiedzia. Co miao si sta... a co ju si stao. Byem przygotowany na ten moment. Od tej chwili musimy ufa we wasne szczcie i spryt. Sdz, i na razie jestemy bezpieczni. Ludzie-we stojcy za drzwiami nie zejd z posterunku, bo mogliby si niespodziewanie pojawi prawdziwi ludzie. Moesz by jednak pewien jednego, jutro znowu sprbuj. Czego... tego nikt nie wie, nawet Ka-nu. Lecz my musimy sta obok siebie Kullu, a do zwycistwa lub mierci. Teraz chod ze mn krlu,

zacign to cierwo tam, gdzie poprzednie. Kuli ruszy za Piktem przez przejcie i dalej mrocznym korytarzem. Ich stopy nie czyniy najsabszego dwiku, wyuczone w lenych guszach bezgonie stpa. Podali jak duchy, skpani w widmowym blasku. Kuli cigle zastanawia si, dlaczego korytarz jest pusty. Za kadym rogiem oczekiwa zasadzki. Jego mzg znw wypeniy podejrzenia: czy ten Pikt nie prowadzi go na zgub? Szed dwa kroki za nim, a jego obnaony miecz wisia nad odsonitym karkiem Brule. Jeli tylko planuje zdrad, umrze jako pierwszy. Wojownik, jeli nawet domyla si niepewnoci krla nie da niczego po sobie pozna. Szed spokojnie, a dotarli do zapomnianej, pokrytej kurzem komnaty. Ze cian zwisay cikie, pofadowane kotary. Brule odgarn jedn z nich i pooy ciao. Poszli z powrotem. postronki. - Co si tam porusza- szepn Pikt. - Ka-nu twierdzi, e korytarze bd puste, ale... Wycign miecz i ostronie postpi naprzd. Kuli ruszy zanim. Po chwili ujrzeli dziwne, widmowe lnienie. Oczekiwali w napiciu, przycinici plecami do muru. Kuli sysza wydobywajcy si przez zacinite zby, wiszczcy oddech Brule. Teraz dopiero by pewien jego lojalnoci. Blask przybra niewyrane ksztaty. Troch ludzkie, lecz zamglone i niewyrane jak kby dymu. Staway si wyraniejsze w miar zbliania si. Wreszcie z twarzy, ktra wygldaa jakby przecierpiaa wszystkie tortury od milionw stuleci, spojrzaa na nich para duych, lnicych oczu. W oczach nie byo groby, lecz bezgraniczny al, a twarz... twarz... - Wszechmocni bogowie! - wyszepta Kuli. - To Eallal, krl Yalusji, ktry zgina tysic lat temu! Brule po raz pierwszy w cigu tej nocy straci zimn krew. Opar si o cian. Jego renice rozszerzyy si z przeraenia, a miecz zadra mu w doni. Kuli sta wyprostowany, instynktownie trzymajc przygotowany do ciosu, lecz bezuyteczny or. Zimny pot zala mu czoo, a wosy zjeyy si na gowie. Wci jednak by krlem krlw, gotowym walczy z nieznanymi Nagle Brule zatrzyma si. Zrobi to tak nieoczekiwanie, i o wos unikn mierci. Nerwy Kulla byy napite jak

siami tak ywymi, jak i zmarymi. Widmo podao na wprost nie zwaajc na nich. Kuli czujc na twarzy lodowaty jak pnocny wiatr oddech, odsun si, gdy przechodzio obok. Cie szed naprzd bezszelestnym, wolnym krokiem, jakby nogi sptane miao kajdanami wszystkich epok. Nareszcie martwy krl znikn za zakrtem korytarza. - Valko! -jkn, ocierajc pot z czoa Brule. - To nie by ywy czowiek! To by duch! - Tak! - Kuli pokiwa w zamyleniu gow. - Poznae t twarz? To by Eallal. Wada Yalusj tysic lat temu, a zosta skrytobjczo zabity we wasnej sali tronowej od tego czasu zwanej Przeklt Komnat. Widziae jego posg w Komnacie Chway Krlw? - Tak. Przypominam sobie teraz t opowie. O bogowie, suchaj Kullu! To kolejny znak potnej mocy kapanw Wa Ten krl take zosta zamordowany przez nich. Jego dusza staa si ich sug i bdzie przez wieczno wypenia ich rozkazy. Mdrcy zawsze twierdzili, e jeli czowiek zginie z rki ludzi-wy, to jego duch zostaje na wieki ich niewolnikiem. Ogromne ciao Kuli zadrao. - Yalko! To straszliwy los! Suchaj! -jego mocne jak elazo palce zacisny si na ramieniu Pikta. - Suchaj, jeli te potwory miertelnie mnie zrani, to dobijesz mnie swoim wasnym mieczem. Przysignij, e uczynisz to, by nie posiedli mojej duszy. -Przysigam - powiedzia Brule, a jego oczy pony. -I ty uczy tak samo. Ich donie zwary si, mocnym uciskiem piecztujc krwawe przyrzeczenia.

4. Maski.
Kuli siedzia w sali tronowej i w zamyleniu spoglda na morze zwrconych ku niemu gw. Marszaek dworu mwi co rwnym, piewnym gosem lecz krl nie sucha go. Niedaleko wadcy, oczekujc na polecenia sta Tu, Przewodniczcy Rady Koronnej. Gdy tylko Kuli spoglda w jego

stron, dra od przeraajcych wspomnie. Gadka powierzchnia ycia paacu bya jak spokojne morze pomidzy dwiema falami. Wydarzenia ostatniej nocy, wydaway si by snem, dopki wzrok wadcy nie pad na oparcie tronu. Leao na nim muskularne, brzowe rami z owinit na nim bransolet w ksztacie smoka. Brule sta u boku krla i to wanie jego szept wyrwa wadc z nierealnego wiata myli, w ktrym si porusza. To straszliwe interludium nie byo tylko snem. Siedzia na tronie w Sali Przyj, spoglda na dworzan, damy, ksita i dyplomatw. Wydawao mu si, i ich twarze s jedynie nieprawdziw uud, cieniem, igraszk zmysw. Zawsze uwaa te twarze za maski. Przedtem jednak przyglda im si z pogardliwym pobaaniem, myla, e ukrywaj paskie, maostkowe umysy, chciwe, lubiene, zakamane. Teraz dojrza pod ich przykryciem niepoznawaln groz. Rozmawiajc gadkimi zwrotami z jakim szlachcicem niemal dostrzega, jak umiechnita twarz rozpywa si, a na jej miejscu wyszczerza si okropna, paszcza wa. Ilu z tych, na ktrych patrzy nie byo ludmi lecz stworami, spiskujcymi przeciw niemu? Jak wiele twarzy stanowio tylko hipnotyczn iluzj ludzkich rysw? Yalusja - kraina snw i koszmarw, krlestwo cieni. Pastwo rzdzone przez widma przeskakujce z wadcy na wadc, ktry tym razem sam jest jedynie cieniem. A niczym drugi cie u jego boku sta Brule, ktrego oczy byszczay porodku nieruchomej twarzy. Prawdziwy czowiek! Kuli czu, e pomidzy nim, a dzikim Piktem zawizay si wizy przy-jani. Zdawa sobie spraw, e wcznik-zabjcatak samo odczuwa t przyja, niezalenie od racji politycznych. C wic jest prawdziwym yciem, myla Kuli? Ambicje, sia, duma? Mska przyja, mio kobiety - uczucia, ktrych dotychczas Kuli nie zazna. Bitwa, upy... co? Czy prawdziwym Kul-lem by ten, ktry siedzia teraz na tronie, czy te ten, ktry wspina si po wzgrzach Atlantydy, pustoszy Zachodnie Wyspy i umiecha si do zielonkawych, morskich fal? Jak wielu byo tych Kullw. W kocu kapani Wa poszli przy pomocy swej magii tylko o jeden krok dalej. Maski nosili przecie wszyscy, kady mczyzna, kada kobieta. I wszyscy mieli ich wiele. Czy jednak pod kad z

nich nie ukrywa si w? Dworzanie podchodzili i oddalali si, a w kocu, zwyczajne, codzienne sprawy zostay rozwizane. Nareszcie, jeli nie liczy sennej suby pozostali z Brule sami. Kuli by zmczony. Ani on, ani Brule nie zasnli tej nocy. On sam nie spa take i poprzedniej. Przecie to wtedy w ogrodach Ka-nu uzyska pierwsze wiadomoci o dziwnych, majcych si dopiero wydarzy rzeczach. Zeszej nocy, gdy wrcili do pokoju studiw, nie wydarzyo si ju nic godnego uwagi. aden z nich nie myla jednak o nie. Kuli, dziki swej wilczej ywotnoci, w czasach modoci by w stanie nie spa przez wiele dni. Teraz czu si jednak zmczony groz ubiegej nocy i cig gonitw myli za dnia. Potrzebowa snu lecz ten by zbyt daleko. Poza tym Kuli zdecydowaby si na spoczynek. Cho razem z Brule pilnowali wtedy w nocy... czy i kiedy warta zostaa zmienion to nastpio to bez ich wiedzy. Rano gwardzici bez problemu umieli powtrzy magiczne sowa Brule. Nie mogli take przypomnie sobie nic niezwykego. Byli pewni, e jak zwykle spdzili ca noc na warcie. Kuli nie zaprzecza. Ufa w to, e s prawdziwymi ludmi, czu jednak, i lepiej utrzyma ca spraw w tajemnicy. Brule pochyli si nad krlem i zniy gos do szeptu. - Sdz, Kullu, i wkrtce uderz. Przed chwil Ka-nu da mi sygna. Kapani wiedz, e zdajemy sobie spraw ze spisku, nie wiedz jednak, jak duo posiadamy informacji. Musimy by gotowi. Ka-nu i wodzowie Piktw bd w pobliu, do czasu a wszystko si wyjani. W ten sposb lub w inny. Wiedz, panie, e jeli dojdzie do ostatecznej rozgrywki, ulice i paace Yalusji pokryje krew. Kuli umiechn si pospnie. Z radoci podjby jakiekolwiek dziaanie. Wdrwka labiryntami zudze i magii bya obca jego naturze. Tskni do szczku zderzajcej si broni, do radosnej wolnoci jak daje jedynie prawdziwa bitwa. Potem do sali przyj wkroczy Tu, a za nim pozostali czonkowie Rady Koronnej. - Panie, zblia si czas obrad. Czekamy, by doprowadzi ci.

Kuli wsta. Doradcy klkali, gdy ruszy szpalerem wrd nich. Po jego przejciu podnosili si i podali za nim. Kilku zmarszczyo brwi, zaskoczonych widokiem piktyj skiego wojownika, z dumn min cigncego za wadc. aden z nich jednak nie zaprotestowa. Brule przepeniony typowo barbarzysk pogard, przyglda si ich gadko wygolonym twarzom. Przebyli liczne korytarze i w kocu znaleli si w komnacie Rady. Zgodnie z tradycj zamknito drzwi. Doradcy usiedli wedug rang przed podwyszeniem, na ktrym znalaz si Kuli. Brule bez sowa, zaj miejsce za jego plecami. Kuli rozejrza si po pomieszczeniu. Tak, tutaj zdrada bya nieprawdopodobna. Dobrze zna wszystkich siedemnastu czonkw Rady. Byli jego zwolennikami ju wtedy, gdy wstpowa na tron. - Ludu Yalusji... - rozpocz w zwyczajny sposb i zaskoczony urwa. Czonkowie Rady, jak jeden m wstali i ruszyli w jego kierunku. W ich obliczach nie byo wida groby, ale cae ich zachowanie byo co najmniej zaskakujce. Pierwszy z nich by ju cakiem blisko, gdy Brule, icie leopardzim skokiem znalaz si z przodu. - Ka nama kaa lajerama! - zabrzmia w ciszy jego gos. Najbliszy z doradcw stan na chwil i sign rk pod tog. Brule dziaa byskawicznie. Jego miecz bysn w powietrzu i czowiek run na ziemi. Leg nieruchomo, a jego gowa zacza rozpywa si jak mga pod wpywem podmuchw wiatru. Z wolna stawaa si bem ogromnego wa. - Bij, Kullu! - krzykn Pikt. - Wszyscy to sudzy Wa! Potem by ju tylko krwawy zamt. Kuli ujrza jak znane twarze znikaj ukazujc okropne, gadzie pyski. Caa grupa runa naprzd. Oszoomienie ogarno myli Kulla, lecz jego ciao dziaao mechanicznie, bez udziau woli. Szczk mieczy rozbrzmia w komnacie. Atak zosta powstrzymany w strumieniach krwi. Przeciwnicy jednak walczyli dalej. ycie nie byo dla nich wane. Pragnli zabi krla. Obrzydliwe by wycigay si w jego stron. Pozbawione powiek oczy patrzyy na niego wzrokiem penym nienawici. W powietrzu czu byo obrzydliwy odr, ktry Kuli zna z poudniowych dungli

- odr wy. Miecze i sztylety raniy go, ale on nie czu blu. By w swoim ywiole. Co prawda jeszcze nigdy nie spotka si z takimi przeciwnikami, ale nie byo to wane. Oni yli, a w ich yach pyna krew, ktr mg przela. Ginli, kiedy mieczem przebija ich ciaa. Pchnicie, zamach, cicie, obrt... Kuli zapewne zginaby, gdyby nie walczcy u jego boku mczyzna, ktry odbija i powstrzymywa ciosy. Krl by oszalay. Walczy tak, jak zwykli walczy mieszkacy Atlantydy - zadajc mier szuka mierci. Nie zasania si przed ciosami. Szed naprzd; wyprostowany, opanowany jedn myl: zabija! Rzadko zdarzao si, aby Kuli, opanowany zwierzc dz krwi, zapomnia o swych szermierczych umiejtnociach. Ale tym razem w jego duszy pka jaka struna i opanowaa go szalecza furia. Za kadym ciosem powala jednego z wrogw. Ale oni wci kbili si wok i Brule musia odbija miertelne pchnicia. Pikt walczy spokojnie, skulony. Nie wyprowadza szerokich pchni jak Kuli, ale powala przeciwnikw krtkimi atakami z dou. Kuli mia si szaleczo. Wok wiroway odraajce pyski; wszystko przysonite byo szkaratn mg. Poczu, jak ostrze rozcina mu rami. Wyprowadzi atak z gry szerokim ukiem, ktry prawie na p rozci wroga. Pniej mga powoli rozwiaa si i Kuli zorientowa si, e stoi wraz z Brule nad mas cia. -Na Yalk, c to by za bj! - rzek Brule i otar okrwawione czoo. Gdyby oni wiedzieli, Kullu, jak posugiwa si broni, ju bymy nie yli. Ci kapani nie wiedzieli jak walczy. atwiej ich byo zabi, ni jakiegokolwiek czowieka, z jakim si zmierzyem. Ale gdyby byo ich cho o paru wicej, to ta walka skoczyaby si inaczej. Kuli przytakn. Sza opuci go. By ju tylko zmczony. Gbokie rany na piersi, ramieniu, rce i nodze krwawiy. Pokrwawiony Brule spojrza na niego z niepokojem. - Panie, pozwlmy, aby kobiety opatrzyy twe rany. Kuli stanowczym gestem odmwi. -Trzeba bdzie si im przyjrze, zanim ruszymy std. Ty moesz i. Rozka, by ci opatrzono. Pikt zamia si ponuro. - Twoje rany s groniejsze... - zacz. Urwa nagle zaskoczony pewn

myl. - Yalko! To nie jest komnata Rady! Kuli rozejrza si dookoa i poczu, jak odsania si przed nim kolejna tajemnica. - Nie. To komnata, w ktrej zgina Eallal. Od jego mierci stoi opuszczona i zwie si Przeklt. - A jednak nas podeszli! - warkn wcieky Brule. Kopa lece na pododze zezwoki. - Weszlimy w puapk jak gupcy! Odmienili t komnat czarami... - Mamy wic przed sob wicej takich diabelskich sztuczek - stwierdzi Kuli. - Jeli w radzie Yalusji s jacy prawdziwi ludzie, to znajduj si oni teraz w komnacie Rady. Chodmy tam szybko! Pobiegli przez puste korytarze pozostawiajc po sobie komnat pen martwych cia. Stanli przed komnat Rady. Kuli wzdrygn si. Przez drzwi doszed go gos, jego gos. Kiedy odsania zasony, jego do draa. W komnacie znajdowali si czonkowie Rady. Wygldali tak samo jak ci, ktrych niedawno zabili. A na podwyszeniu sta Kuli, krl Yalusji. Przestraszony cofn si. - To jest szalestwo! - wyszepta. - Czy jestem Kullem? Czy to ja stoj tutaj, czy te Kuli to tamten w sali? Czy jestem tylko jak zbkan myl? Brule potrzsn nim gwatownie przywracajc jasno umysu. - Na Yalk! Nie bd gupcem, Kullu. Jeszcze si dziwisz? Po tym wszystkim, co widzielimy? Przecie to prawdziwi ludzie, a tamten to czowiek-wa, ktry przyj tw posta. Ty miae by trupem, a on mia rzdzi przez nikogo nie zdemaskowany. Zabij go, inaczej jestemy straceni. Za nim stoj prawdziwi Czerwoni Zabjcy. Nikt prcz ciebie nie dosignie tego stwora. Szybko. Kuli otrzsn si z oszoomienia i dumnie podnis wyej gow. Wzi gboki haust powietrza niczym pywak przed wskoczeniem do morza. Potem jednym dugim, tygrysim skokiem znalaz si na podwyszeniu. Brule mia racj. Byli tu wywiczeni w szybkim niczym myl reagowaniu Czerwoni Zabjcy. Ktokolwiek sprbowaby zabi uzurpatora, zginaby natychmiast. Ale widok Kulla, ktry wyglda jak stojcy na postumencie krl, zbi ich na chwil z tropu. Ale to wystarczyo. Czowiek-w sign ku mieczowi, ale nie

zdy dotkn rkojeci. Kuli przeszy jego pier i stwr, ktry dla obecnych by krlem, pad martwy. - Stjcie! - Kuli unis rk pragnc zmniejszy zamieszanie. Wskaza na ciao, ktre leao u jego stp. Twarz powoli znikaa zmieniajc si w eb wa. Przeraeni doradcy cofnli si. Jednymi drzwiami do komnaty wszed Brule, a drugimi Ka-nu. Obaj ucisnli okrwawion do krla. -Mieszkacy Yalusji! - zacz Ka-nu. - Widzielicie wszystko na wasne oczy. Oto Kuli, prawdziwy, najwspanialszy z wadcw, ktrzy rzdzili dotd Yalusj. Potga Wa zostaa zamana. Jestecie prawdziwymi ludmi. Panie, jak brzmi twe rozkazy? - Wecie to ciao - powiedzia Kuli. Gwardzici wykonali jego rozkaz. Chodcie za mn. Poszli w kierunku komnaty zwanej Przeklt. Brule, ktry by bardzo zaniepokojony stanem krla, pragn go podtrzyma, ale Kuli odtrci jego rami. Rany krwawiy coraz bardziej, a droga nie chciaa si skoczy. W kocu stanli przed drzwiami. Weszli do rodka. Syszc przeraone okrzyki czonkw Rady, Kuli rozemia si dziko. Rozkaza gwardzistom rzuci ciao koo stosu innych. Kiedy to zrobili, gestem nakaza wszystkim wyj z komnaty. Zamkn za wszystkimi drzwi. Mia zawroty gowy. Otaczay go biae, dziwne twarze rozpywajce si we mgle. Krew pyna po jego skrze. Wiedzia, e musi to zrobi prdko lub nie zrobi tego nigdy. Zgrzyt wydobywanego z pochwy miecza wypeni komnat. - Brule, jeste tu? - Tak, panie - twarz Pikta zdawaa si by tu obok, ale jego gos dochodzi z odlegoci setek kilometrw i lat. - Pamitaj o przysidze. Ka im si cofn. Lew rk odsun tych, ktrzy stali bliej niego. Unis miecz. W ten cios woy ca si, jaka jeszcze drzemaa w jego miniach. Miecz wbi si po rkoje w drzwi i futryn zamykajc na zawsze komnat. Zatoczy si jakby by pijany. -Niech komnata ta bdzie podwjnie przeklta. Ciaa lece tam niech zgnij w niej i zostan na zawsze, symbolizujc zamanie potgi Wa Tu i

teraz przysigam, e przez wszystkie ziemie i morza bd ciga ludzi-wy. Nie zaznam spokoju, dopki wszyscy nie zgin. Dopki dobro nie zwyciy za. Przysigam... ja... krl... Yalusji... Kuli... Kolana ugity si pod nim, a twarze stojcych wok ludzi zawiroway. Kuli pad na podog, twarz do ziemi. Doradcy biegali tam i z powrotem jczc. Nie wiedzieli co zrobi. Kanu roztrci ich piciami wciekle klnc. - Odsucie si durnie! Chcecie, aby ostatnia iskra ycia, ktra jeszcze si w nim tli, zgasa przez wasz gupot? Brule? Ju jest martwy, czy bdzie y? - zapyta pochylonego nad krlem wojownika. - Martwy? - Brule zamia si drwico. - Nie tak atwo zabi czowieka takiego jak on. Brak snu i stracona krew osabiy go... Yalko! Ma par gbokich ran, ale adna nie jest miertelna. Lepiej jednak by byo, eby ci krzyczcy durnie sprowadzili tu szybko jakie kobiety. Nagle oczy Brule rozbysy. -Na Yalk! Nie mylaem, Ka-nu, e w czasie upadku i degeneracji jaki mamy teraz, moe y kto taki jak on. Ju za par dni bdzie siedzia w siodle. Niech si wtedy ludzie-we strzeg Kulla z Yalusji. Na Yalk! To bdzie wspaniae polowanie! Pod rzdami takiego czowieka czekaj nas lata dobrobytu i spokoju.

Otarz i skorpion
- Boe pezncej ciemnoci! Pom mi! Na zimnej, marmurowej posadzce klcza szczupy chopiec. Jego serce przenikno wikszym chodem, ni zimno kamieni, na ktrych klcza. W panujcym w komnacie pmroku, ciao modzieca zdawao si wieci niczym ko soniowa. Ponad nim, w ciemnoci wida byo sklepienie z lapis lazuri. Naprzeciwko drzwi byszcza zoty otarz, na ktrym sta wspaniale wyrzebiony w krysztale posg skorpiona. - Wielki Skorpionie! -jcza modzieniec. -Pom swemu wyznawcy! Dawno temu Gonra zwany Mieczem, skona na stosie cia barbarzycw chccych zbezczeci twoj wityni. On by jednym z moich najwikszych przodkw. A ty, jak powiedzieli kapani, obiecae pomaga rodowi Gonry przez wszystkie wieki. - Wielki Skorpionie! Jeszcze nigdy aden mczyzna ani kobieta z tego rodu nie prosili ci o wypenienie tej obietnicy. Ale teraz, gdy nadesza godzina wielkiej potrzeby, przyszedem tu, by baga ci o spenienie tamtej obietnicy. Przypomnij j sobie! Na krew wypit przez miecz Gonry! Na krew, ktra wypyna z jego ciaa! - Wielki Skorpionie! Mj wrg to arcykapan Czarnego Cienia zwany Thuronem. Krl Yalusji, Kuli, wyruszy z miasta o purpurowych wieach. Ogniem i mieczem karze kapanw Czarnego Cienia. Oni nadal skadaj ludzkie ofiary swym czarnym, dawnym bogom. Urgaj mu. Ale zanim zdoa nadej krl, ja i dziewczyna, ktr kocham, nie bdziemy ju wrd ywych. Zanim nas uratuje, zostaniemy zoeni w ofierze na czarnym jak noc, otarzu wityni Wiecznego Mroku. Thuron obieca, i nasze ciaa poddane zostan starodawnym, obrzydliwym obrzdom, za nasze dusze powicone bogu kryjcemu si od wiekw w czarnym Mroku. - Kuli zasiada na tronie Yalusji. Poda teraz nam z pomoc. Lecz nadal ukrytym pord gr miastem rzdzi Thuron. Teraz ciga on mnie. Wielki Skorpionie, pom swemu sudze! Przypomnij sobie Gonra! On odda za ciebie ycie walczc z barbarzycami z Atlantydy, ktrzy ogniem i

mieczem pitnowali Yalusj. Modzieniec pochyli si. Jego gowa opada na piersi. Wielki posg zdawa si wieci w pmroku, ktry okrywa sal. Dziwny bg nie da swemu wyznawcy adnego znaku, i syszy jego proby. Chopiec wyprostowa si bardzo szybko. Kto wbiega po prowadzcych do wityni schodach. Przez ciemne, witynne drzwi wpada dziewczyna. Chylia si niczym jasny pomie pod wpywem wiatru. - Thuron! On nadchodzi! -jkna i wpada w ramiona swego kochanka. Modzieniec poblad. Przycisn do siebie mocniej ukochan. Spojrza ze strachem na drzwi. Usysza cikie kroki huczce po marmurowej posadzce. W drzwiach wityni pojawia si grona posta. Arcykapan Czarnego Cienia by chudym, wysokim mczyzn. Przypomina olbrzyma i trupa zarazem. Ponce pod krzaczastymi brwiami oczy, przypominay piekielne jamy. Bezgony umiech wykrzywia cienkie usta, ktre wydaway si by blizn na bladej skrze. Thuron odziany by jedynie w przepask biodrow Zakrzywiony sztylet mia zatknity przy pasie, a w rce trzyma ciki cho krtki bat. Przytuleni do siebie modzi, patrzyli szeroko otwartymi ze strachu oczyma na swego przeciwnika. Przypominali ptaki patrzce na majcego je zaatakowa wa. Powolny chd arcykapana oraz jego wygld powodowa, e wydawa si podobny do tego zwierzcia. - Strze si, Thuronie! - odwanie rzek modzieniec. Mimo e prbowa powstrzyma strach, jego gos dra z przeraenia. -Nie boisz si krla, ani nie masz dla nas litoci. Ale strze si, bowiem Wielki Skorpion ma nas w swej opiece. Nie obra go! Thuron rozemia si. By pewien swej wadzy i potgi. - Krl! - drwi. - Kime takim jest krl w porwnaniu ze mn. Wszak ja jestem potniejszy od wszystkich krlw. He! He! He! Wielki Skorpion?! He! He! To zapomniany bg kobiet i dzieci. Chciaby przeciwstawi swego Boga-Skorpiona przeciw mocy Czarnego Cienia? Jeste gupcem. Teraz nie uratuje ci nawet sam Yalka, mimo i jest najwikszym pord bogw! Przyrzekem tw dusze bogowi Czarnego Cienia. Zbliy si do drcej pary. Chwyci ich za ramiona, zatapiajc w ich

piknych i modych ciaach szponopodobne paznokcie. Stawili opr, ale Thuron tylko si zamia. Unis ich w powietrze i trzyma na wycignitych ramionach tak, jakby trzyma mae dziecko. Jego sia bya ogromna, a jego okrutny miech odbija si echem w komnacie. Przytrzyma modzieca kolanami. W midzyczasie zwiza rce i nogi dziewczynie, ktra jczaa i wia si pod jego dotykiem. Rzuci j na podog i zwiza chopca. Zrobi krok do tyu i przyjrza si tym dwojgu. Przeraona dziewczyna pakaa. Z trudem udawao jej si chwyta ustami powietrze. - Gupcy! - przemwi do swych ofiar. - Mylelicie, e uciekniecie przede mn! Mowie z twojego rodu, mody gupcze, od lat zwalczali mnie w Radzie i na krlewskim dworze. Teraz za to zapacisz. A Czarny Cie ugasi tob pragnienie. He! He! He! Ja rzdz tym miastem. I nie przejmuj si tym, kto jest krlem! Moi uzbrojeni po zby kapani patroluj ulice. Nikt nie sprzeciwi mi si. Gdyby krl by teraz na przeczy to i tak nie przedostaby si przez moich onierzy. Nic was nie moe ocali. Obejrza komnat. Zatrzyma spojrzenie na milczcym skorpionie z krysztau stojcym na zotym otarzu. - He! He! He! C z ciebie za gupiec! eby wierzy bogowi, ktrego ludzie ju od lat nie czcz. To ten bg nie ma nawet swego kapana. Jego witynie zbudowano tylko dlatego, i kiedy by wielki. Cze oddaj mu tylko gupie kobiety i prosty lud. Prawdziwi bogowie pragn krwi, s ciemni niczym noc. Moje sowa powrc do twego umysu, gdy bdziesz lea na hebanowym otarzu, za ktrym ponie odwieczny, czarny ogie. Przed mierci poznasz prawdziwych bogw. Bogw potnych i strasznych. Oni przybyli z zapomnianych krlestw i zaginionych wiatw. Urodzili si na lodowych gwiazdach i ciemnych socach, ktre unosz si tam, gdzie nie ma adnego wiata gwiazd. Poznasz straszliw prawd. Poznasz NieMajcego-Imienia, ktrego natura jest zupenie inna, ni cokolwiek ziemskiego. Jego symbolem jest Czarny Cie! Dziewczyna przestaa paka. Obydwoje modzi milczeli oszoomieni. Wyczuli ohydn, wrog ludziom otcha straszliwych cieni, ktra krya si za sowami kapana. Thuron podszed do ofiar, wycign zakrzywione, przypominajce

szpony rce. Chcia chwyci swe ofiary i zarzuci je na plecy. Rozemia si gono, kiedy zobaczy, jak wijc si prbuj oddali si od niego. Zacisn swe okropne palce na delikatnym ramieniu dziewczyny... Straszliwy krzyk zniszczy krysztaow cisz i rozbi j na milion kawakw, ktre wirujc rozpady si wok. Thuron podskoczy do gry, nastpnie upad na twarz, zacz jcze i wi si w konwulsjach. Niewielkie stworzenie odskoczyo do niego i znikno za drzwiami. Jk arcykapana przerodzi si w cienki skowyt i urwa. Niczym niosca mier mga, w komnacie zapada cisza. - Co to byo? - zapyta w kocu przeraonym szeptem modzieniec. - To by skorpion! - odrzeka dziewczyna, a jej gos dra niesamowicie. - Przebieg po moich nagich plecach i nic mi nie zrobi. Potem skoczy na Thurona, kiedy ten prbowa mnie chwyci, i uksi go. W komnacie znw zapado milczenie. - Od lat nikt nie widzia w tym miecie skorpiona-odezwa si po pewnym czasie chopiec. - To Wielki Skorpion wezwa na pomoc jednego ze swego rodzaju powiedziaa szeptem dziewczyna. - Bogowie nie zapominaj. I Wielki Skorpion te nie zapomina. Dotrzyma swej obietnicy. Powinnimy podzikowa mu za to! I, mimo i kochankowie mieli zwizane rce i nogi, przewrcili si twarz ku ziemi. Leeli tak bardzo dugo wielbic wielkiego, milczcego, krysztaowego skorpiona, stojcego na zotym otarzu. Potem z daleka nadszed ich gos mieczy i ttent podkutych srebrem koni. Przybywa krl Yalusji.

Kot Delcardes
Krl Kuli wyszed wraz z Tu, Przewodniczcym Rady Koronnej, aby zobaczy mwicego kota Delcardes. Nie kady kot mia mono ujrzenia wadcy. Tym niemniej nie kademu krlowi byo dane ujrze kota takiego jak ten, ktrego posiadaa Delcardes. Kuli na chwil zapomnia o miertelnym zagroeniu czyhajcym ze strony Thulusa Doom, maga-nekromanty i uda si do Delcardes. Kuli by nastawiony sceptycznie. Tu sam nie wiedzc dlaczego, zachowywa si ostronie i podejrzliwie. Lata intryg i ycie na penym plotek dworze nauczyo go tego. Przysiga sobie, e mwicy kot jest szwindlem, oszustwem, zud. Pomijajc to wszystko, jake takie co mogoby zaistnie. Mwicy kot byby wyranym odstpstwem od praw bogw, ktrzy nakazali, by jedynie czowiek mg cieszy si potg mowy. Kuli wiedzia, e w dawnych czasach zwierzta rozmawiay z ludmi. Sysza przecie legendy, przekazane mu przez barbarzyskich przodkw. Do tej nowoci podchodzi wic sceptycznie, ale by otwarty na przekonujce dowody. Delcardes dopomoga przy udowadnianiu. Wylegiwaa si i przecigaa na swym jedwabnym posaniu tak, jak zwykle robi to zwinne i pikne kotki. Patrzya na Kulla spod dugich, opadajcych rzs, ktre nadaway niewyobraalny urok jej wskim, lekko skonym oczom. Jej pene wargi miay wspaniay odcie czerwieni. Zazwyczaj, tak, jak i dzi, wyginay si w dziwnym, enigmatycznym umiechu. Jedwabne okrycie, pene zotych i wyszywanych kamieniami ornamentw, ukrywao niewiele z jej wdzikw. Krl nie by zainteresowany adn kobiet Rzdzi Yalusj, ale ponad wszystko by Atlantyd i jego jedynym celem bya wadza Jedyne rzeczy, jakie go interesoway to wojna i podboje. Poza nimi zwraca uwag tylko na jak najdusze utrzymanie si na tronie staroytnego imperium i potrzeby podlegego mu narodu. Dla Kulla, Delcardes stanowia dziwn, krlewsk posta. Bya dam otoczon blaskiem staroytnej mdroci i pen kobiecej magii.

Dla Tu bya przede wszystkim kobiet - ukryt przyczyn intryg i niebezpieczestw. Dla Kanu, ambasadora Piktw i od niedawna najbliszego doradcy Kulla, bya namitnym dzieckiem, zainteresowanym jedynie efektownoci roli, jak upodobaniem graa. C, Kanu nie byo z Kullem, gdy przyby, aby zobaczy mwicego kota. Sam kot bdcy przyczyn i celem odwiedzin krla, wylegiwa si na wasnym, pokrytym jedwabiem posaniu. Dokadnie przyjrza si wadcy niezgbionymi oczami. Kot, a waciwie kotka nazywaa si Saremes i dysponowaa wasnym niewolnikiem, ktry sta za ni gotowy na rozkazy. Niewolnik by chudym czowiekiem, ktrego doln cz twarzy ukrywaa cienka zasona, opadajca a na piersi. - Krlu - zacza Delcardes - czy mog ci o co baga, zanim Saremes zacznie mwi? Wtedy bd musiaa zamilkn. - Moesz mwi - odpar Kuli. Dziewczyna umiechna si przymilnie i zoya donie. - Pozwl mi polubi Kulra Thoom z Zarfhaany. W chwili, gdy Kuli mia ju co odpowiedzie do rozmowy wtrci si Tu. - Mj Panie, ta sprawa zostaa rozpatrzona ju dawno temu! Spodziewaem si, e co moe si kry za zaproszeniem do zoenia tej wizyty! Ta... ta dziewczyna posiada w swych yach krlewsk krew. To wbrew zwyczajom Yalusji, by taka kobieta polubia cudzoziemca o niszej randze. -Ale krl moe zadecydowa inaczej - odpara Delcardes. - Mj panie - rzek Tu, machajc rk w ostatnim stadium nerwowej irytacji. - Jeli ona go polubi moe si to sta powodem wojny, rebelii, czy te jakiejkolwiek innej niezgody na najblisze sto lat. Ju mia zamiar zagbi si w dusz dysput o rangach, genealogii i historii, lecz Kuli szybko przerwa mu. Jego niewielki zasb cierpliwoci zosta wyczerpany. -Na Yalk i Hotath! Czy jestem star kobiet lub kapanem, by zajmowa si takimi sprawami? Rozwicie to pomidzy sob i nie dranijcie

mnie ju wicej pytaniami o kojarzenie par! O Yalko, na Atlantydzie mczyni i kobiety bior lub tylko z tym, z kim maj ochot. Delcardes zagodniaa troch i zrobia min do Tu, na co ten skrzywi si. Potem radonie umiechna si i obrcia na posaniu z koci gracj. -Przemw do Saremes, Kullu. Ona bdzie o mnie zazdrosna. Kuli uwaniej przyjrza si kotce. Jej futro byo dugie, jedwabiste i szare. Skone oczy patrzyy z dziwn tajemniczoci. -Wyglda na cakiem mod, Kullu, lecz naprawd jest bardzo stara stwierdzia Delcardes. - Jest kotem pochodzcym ze Starej Rasy, ktra ya tysice lat temu. Spytaj ojej wiek, Kullu. - Jak wiele lat oglday twe oczy, Saremes? - zapyta leniwie Kuli. - Yalusja bya moda, gdy ja ju byam stara - odpar kot czystym gosem o dziwnym brzmieniu. Kuli w skupieniu przyjrza si kotce. - Yalko i Hotath! - szepn. - Ona mwi! Delcardes rozemiaa si radonie w zapadej ciszy. Mimo to efekt wypowiedzi kotki i zwizany z nim nastrj obcoci nie znikn. - Ja mwi, myl, wiem, a przede wszystkim istniej - powiedziaa Wieki przed tym, zanim biae plae Atlantydy poznay twoje stopy, Kullu z Yalusji, byam sprzymierzecem krlowych i doradc krlw. Widziaam przodkw Yalusyjczykw, przybywajcych z dalekiego wschodu, by rozdepta Star Ras. Byam tutaj, gdy Stara Rasa, wysza z oceanw tak wiele eonw temu, e myl ludzka nie jest w stanie ich ogarn. Jestem starsza ni Thulusa Doom, ktrego widziao jedynie kilku ludzi. Widziaam wyrastajce imperia i upadek krlestw. Znaam krlw wyruszajcych na swych rumakach, by powrci na tarczach. Tak, swego czasu byam nawet bogini, agodn dla klkajcych przede mn neofitw i straszliw w obrzdkach wyprawianych na moj cze. Wielu mnie podziwiao, wielu nie wierzyo w me istnienie. - Czy umiesz czyta w gwiazdach i przepowiada przyszo? barbarzyski umys Kulla natychmiast przeskoczy, do moliwych do wykorzystania konkretw. - Tak, ksigi przeszoci i przyszoci stoj dla mnie otworem. Mog

przekazywa ludziom te informacje, ktre dla wasnego dobra powinni zna. - Opowiedz mi - poprosi Kuli - gdzie zapodziaem wczoraj sekretny list od Ka-nu. - Wetkne go na spd pochwy od sztyletu, a potem zapomniae o tym - odpar kot. Kuli rozejrza si, wycign sztylet i potrzsn pochw. Cienki kawaek pergaminu wypad mu na do. - Yalko i Hotath! - wykrzykn. - Saremes, czyby bya koci wiedm! Tu, czy jeste w stanie w to uwierzy?! Ale wargi Tu byy zacinite w prost lini niedowierzania. Przewodniczcy Rady Koronnej uparcie patrzy na Delcardes. Ta otwarcie oddaa mu spojrzenie. Tu odwrci si z irytacj do Kulla. - Rozwa to, mj panie! To wszystko jest jak komedi. - Tu, nikt nie widzia jak chowaem ten list. Sam o tym te zapomniaem. - Krlu, panie, kady szpieg mg... - Szpieg? Nie bd wikszym gupcem ni jeste Tu. Czy kotka wysyaaby szpiegw, aby obserwowali jak chowam listy? Tu zamyli si. Im stawa si starszy, tym trudniejsze byo dla niego powstrzymywanie si od okazywania krlom rozgoryczenia - Mj panie - powiedziaa Delcardes tonem grzecznej wymwki zawstydzasz mnie i obraasz Saremes. Kuli poczu nieokrelon zo na Tu. - Mimo wszystko, Tu - stwierdzi - kotka mwi. Temu nie moesz zaprzeczy. - Jest w tym jakie oszustwo - uparcie trzyma si swego Tu. - To ludzie mwi, zwierzta nie powinny. -Niezupenie - rzek Kuli cakiem przekonany o realnoci mwicego kota. Krl usilnie stara si udowodni swoj racj. - Lew rozmawia z Kambr, a ptaki mwiy do starego czowieka z plemienia Morskiej Gry. Opowiaday im, gdzie chowaj si zwierzta. Nikt nie moe zaprzeczy, e zwierzta umiej ze sob rozmawia. Wiele nocy spdziem lec na szczycie pokrytych lasem wzgrz, czy na trawiastej sawannie. W wietle

ksiyca syszaem ryczce do siebie tygrysy. Dlaczego niektre zwierzta nie mogyby nauczy si mowy ludzi? By kiedy taki czas, e prawie mogem zrozumie tygrysie ryki. To tygrys jest moim totemem i tabu. Zwierz bezpieczne w samoobronie - doda bez zwizku. Tu skrca si z niepokoju. Ta przemowa o totemie i tabu, bya odpowiednia dla przywdcy dzikiego plemienia. Gdy usysza takie sowa od krla Yalusji, rozdraniy go tylko. - Mj panie - powiedzia - kot to nie tygrys. -To prawda - odpar Kuli. -A czy ten nie jest mdrzejszy od wszystkich tygrysw razem wzitych? - To wszystko prawda - spokojnie stwierdzia Saremes. - Lordzie kanclerzu, czy w takim razie uwierzysz, gdy powiem ci, co w tym momencie dzieje si w krlewskim skarbcu? -Nie! - uparcie trzyma si swoich pogldw Tu. - Sprytni szpiedzy mogli nauczy si czegokolwiek na temat skarbca, tak jak i ja to uczyniem. -aden czowiek nie moe zosta przekonany, jeli nie uwierzypowiedziaa Saremes, niewzruszenie cytujc staroytn Valusyjsk sentencj. - Wiedz zatem, Tu, e zostaa odkryta nadwyka dwudziestu sztuk zota. Wanie teraz kurier spieszy przez ulice miasta, aby ci o tym powiedzie. A... - w rym momencie rozleg si dwik krokw w zewntrznym korytarzu - wanie teraz przyby. Wszed szczupy dworzanin, ubrany w barwne okrycie urzdnikw krlewskiego skarbca. Skoni si gboko i poprosi o pozwolenie na odezwanie si. Gdy Kuli zgodzi si, powiedzia: - Potny krlu, lordzie Tu, nadwyka dwudziestu sztuk zota zostaa odnaleziona w krlewskim skarbcu. Delcardes rozemiaa si i klasna z zadowoleniem domi. Tu, tylko po raz kolejny skrzywi si. - Kiedy to odkryto? - Jakie p godziny temu. - Ile osb wie o tym. - Nikt nie wie, mj panie. Wiedzielimy tylko ja i krlewski skarbnik. Teraz wiecie i wy, moi panowie.

- Hm! - Tu machn rozkazujc mu odej. - Dosy. Pniej zajm si t spraw. -Delcardes - powiedzia Kuli. - Ta kotka jest twoj czy nie? - Krlu panie - odpara dziewczyna. - Nikt nie posiada Saremes. Ona tylko powierzya mi honor, jakim jest jej obecno. Jest tutaj gociem. Ju od tysica lat jest swoim wasnym wadc. -Chciabym mc mie j w swoim paacu-powiedzia Kuli. - Saremes - zapytaa z szacunkiem Delcardes -krl chciaby mc ci goci. - Pjde z krlem Yalusji - stwierdzia z godnoci kotka i pozostan w krlewskim paacu, dopki nie wydarzy si podobna sytuacja i bd miaa przyjemno pody gdzie indziej. Jestem wielkim podrnikiem, Kullu. Czasami sprawia mi przyjemno wyrusza w wiat i przechadza si ulicami miast, gdzie wieki temu widziaam lasy, oglda piaski pustyni, gdzie dawno temu znaam ulice imperiw. Tak wic Saremes, mwicy kot, przybya do krlewskiego paacu Yalusji, a wraz z ni jej niewolnik. Otrzymaa przestronn komnat z kanapami i jedwabnymi poduszkami. Najlepsze potrawy z krlewskiego stou byy codziennie stawiane przed ni. Wszyscy krlewscy sucy byli jej bardzo pomocni i ulegli. Wszyscy z wyjtkiem Tu, ktry nie by zadowolony widzc tak wywyszajcego si kota, nawet mwicego kota. Saremes obserwowaa go z rozbawieniem, ale tylko Kulla wynosia na poziom godny sobie. Czsto przybywaa do tronowej komnaty, niesiona na jedwabnej poduszce przez niewolnika, ktrego zadaniem byo zawsze usugiwa kotu. Czasami Kuli przychodzi do jej komnaty. Rozmawiali wtedy a do mglistych, porannych godzin. Saremes opowiadaa mu historie i przelewaa w niego sw antyczn mdro. A krl sucha jej z uwag i zainteresowaniem. Wiedzia, i ten kot jest mdrzejszy od wszystkich jego doradcw razem wzitych i moe mu da o wiele wicej dobrych rad ni oni. Jej sowa byy niczym wyrocznia. Odmawiaa jednak mwienia o rzeczach, ktre miay zwizek z przyziemnymi i codziennymi sprawami krlewskiego paacu. Ostrzegaa jedynie Kulla przed Przekltym Thulusem, ktry przesya

mu groby. - Ja - mwia - ktra przeyam wicej lat ycia ni ty minut, wiem, e czowiekowi atwiej y, kiedy nie wie o swej przyszoci. Co ma by, to bdzie. Ludzie nie powinni przyspiesza tego co ma nadej. Ani prbowa omija zo stojce przed nimi. Lepiej i w ciemnoci w paszcz lwa, ktrej i tak nie zdoa si min. - Tak - powiedzia Kuli. - Co ma by, to bdzie, nie mam co do tego adnych wtpliwoci. Ale jeli czowiek pozna rzeczy, ktre maj nadej, jego rami stanie si silniejsze lub sabsze, zalenie od sytuacji. Prawda, niezwyka? - Tak, jeli jest mu przeznaczone zna przyszo - rzeka Saremes zwikszajc zakopotanie i wtpliwoci, ktre powstay w umyle Kulla. Jednake nie wszystkie drogi ycia s z gry ustalone. Czowiek moe zrobi to lub tamto. Nawet bogowie nie znaj wszystkich cieek, ktrymi bdzi umys czowieka. -A wic - niepewnie zacz Kuli - nie wszystko jest przeznaczone. Jest przecie wiele drg, ktrymi moe pj czowiek. Jak wic w tej sytuacji mona przepowiada przyszo? -ycie to wiele drg, Kullu - odpowiedziaa Saremes. - Ja stoj na ich skrzyowaniu i wiem, co ley na kocu kadej z nich. Ale nawet bogowie nie wiedz, ktr drog pjdzie czowiek, kiedy nadejdzie czas wyboru. Czy t w lewo, czy t w prawo? Ale kiedy raz zacznie i, nie bdzie mg si cofn. - Na Yalk! Dlaczego wic - cign Kuli - nie wskaesz mi niebezpieczestw kadej z drg? Dlaczego nie powiesz mi, ktra jest najbezpieczniejsza? atwiej byoby mi wtedy wybra. - Dlatego, i na mocach takich jak moja, naoone s wizy i ograniczenia - odrzeka kotka. - Tacy jak my przeszkadzaj bogom i alchemikom. Nie moemy zdejmowa zasony z oczu czowieka, bo bogowie zabraliby nam nasz moc. Bo w ten sposb przeszkodzilibymy tylko ludziom. Wiele drg wiedzie z kadego skrzyowania, ale to czowiek musi wybra t, ktr chce pody. Czasem nie istnieje lepsza, czy gorsza droga. Nadzieja moe owietli swym ogniem jedn z nich i t drog moe wybra czowiek. Ale to ona moe by najgorsza ze wszystkich.

- Widzisz, krlu - mwia dalej widzc, i Kuli nie bardzo j rozumie. -Nasze moce musz mie ograniczenia, bo inaczej stalibymy si zbyt potni. Tak wic rzucono na nas tajemniczy czar. Kiedy otwieramy ksig przyszoci, moemy zobaczy wiecce poprzez okrywajc wszystko mg okruchy wydarze, ktre nadejd. Kuli czu, e argumenty Saremes s sabe i nielogiczne. Czu w nich byo ciemne moce. Ale zimne, uwane spojrzenie kota mwio, i nie powinien rozwiewa wtpliwoci, jeli nawet ma jakie. - Teraz - rzek kot - odsun dla ciebie na chwile zason... niech Delcardes polubi Kulra Thoom. Kuli wsta. Jego potne ramiona dray. - Nie bd nic robi w zwizku z czyim maestwem. Niech Tu si tym zajmie. Kuli zostawi na pniej swe myli. W nadchodzcych dniach Saremes dawaa jeszcze wiele filozoficznych i mora i stycznych rad. A Kuli sab jakby pod ich wpywem. To by naprawd dziwny widok. Krl wspiera cik gow na potnej doni. Pochyla si nad jedwabn poduszk lub prostowa na ca sw wysoko. Pi wino ze zotego pucharu. A spokojne sowa Saremes szumiay wokoo. Kiedy mwia o tajemniczych i fascynujcych Kulla rzeczach, jej oczy wieciy dziwnym blaskiem, a jej usta poruszay si delikatnie. Za ni sta niewolnik Kuthulos. By jak posg - nie rusza si i nie mwi. Kuli ceni sobie wysoko jej opinie. Bardzo czsto pyta j o rad. A ona dawaa ich niewiele albo wcale, w zalenoci od sprawy, ktrej dotyczyy. Krl zauway jednak, e to, co mwia, byo zgodne z jego yczeniami. Zacz si wic zastanawia, czy nie potrafi ona rwnie czyta w mylach. Ponury Kuthulos denerwowa Kulla tym, e nie rusza si i nic nie mwi, ale Saremes nie towarzyszy nikt inny. Krl umiera z ciekawoci, pragnc zobaczy, co znajduje si pod zakrywajc twarz niewolnika woalk. Nie chcc obrazi Saremes, nigdy nie prosi go o odkrycie oblicza. Pewnego dnia Kuli przyby do komnaty kotki, a ona spojrzaa na niego swymi enigmatycznymi oczami. Przypominajcy statu niewolnik sta tu za ni z wci zakryt twarz.

- Kullu - zacza - znw unios dla ciebie zason. Brule, piktyjski wcznik-zabjca, wojownik Kanu i twj przyjaciel, zosta wanie zawleczony na dno Zakazanego Jeziora przez okropne monstrum. Kuli podskoczy, przeklinajc ze wciekoci. - Co?! Brule?! Na Yalk! Co on u diaba robi przy Zakazanym Jeziorze? - Pywa. Pospiesz si. Moesz jeszcze go uratowa, nawet, jeli zosta przeniesiony do lecego pod jeziorem Zaczarowanego Kraju. Kuli ruszy w kierunku drzwi. By zdenerwowany, ale gdyby na miejscu Brule by kto inny, nerwy poniosyby go bardziej. Zna przecie tego lekkomylnego i niczego nie szanujacego Pikta, ktry wybija si spomidzy innych potnych przyjaci krla. Zacz krzycze na gwardzistw, ale gos Saremes zatrzyma go. - Nie, mj panie. Lepiej id sam. Nawet twoje rozkazy nie zmusz ludzi do wejcia w mroczne wody jeziora. Yalusyjski zwyczaj mwi, i kadego czowieka, z wyjtkiem krla, ktry w nie wejdzie czeka mier. - Dobrze, pjd sam - powiedzia Kuli - dam Brule w ten sposb ochron przed zoci ludzi, o ile oczywicie uda mu si stamtd uciec. Poinformuj Ka-nu. Kuli bez sw, jedynie gestem i wyrazem twarzy, odmwi odpowiedzi na grzeczne pytania suby. Wsiad na swego wspaniaego rumaka i najszybciej jak mg wyjecha z Yalusji. Jecha sam i rozkaza, by nikt nie jecha za nim. To, co mia zrobi, mg zrobi sam, a nie chcia, by ktokolwiek widzia jak wynosi Brule lub jego ciao z Zakazanego Jeziora. Przekl lekkomylno Pikta i tabu, ktre wisiao nad jeziorem, a ktrego pogwacenie mogo grozi rebeli. Kiedy Kuli zatrzyma konia na brzegu jeziora lecego w samym rodku ogromnego lasu, pmrok ruszy z podny gr Zalgara. W wygldzie bkitnej wody nie byo nic strasznego. Rozcigaa si ona pomidzy dugimi, biaymi plaami i malutkimi wyspami, ktre wyrastay ponad jej powierzchni niczym szlachetne kamienie. Lepka, byszczca mga unosia si nad tafl wody i wypeniaa powietrze wok jeziora leniw nierealnoci. Kuli przez chwil przysuchiwa si odgosom brzmicym wok. Wydawao mu si, e syszy przyciszon i odleg muzyk, ktra zdawaa si

przedziera przez szafirow wod. Zakl wciekle. Zastanawia si, czy nie jest pod wpywem jakiego czaru. Zdj z siebie cae ubranie i ozdoby, z wyjtkiem przepaski biodrowej i pasa, do ktrego przytroczony by miecz. Zacz powoli wchodzi w wiecc bkitem wod. Kiedy sigaa mu do ud, wzi gboki oddech i wiedzc, e dno zaraz zacznie coraz bardziej opada, zanurkowa. Gdy poda w d przez szafirowy pmrok, mia jeszcze czas na refleksj, i caa ta sprawa jest prawdopodobnie robieniem z niego wariata. Mg przecie chwil zaczeka i dowiedzie si od Saremes, gdzie dokadnie Brule pywa, kiedy zosta zaatakowany i w jakie miejsce powinien si skierowa, aby uratowa wojownika. C, pomyla, kot mg mu w ogle nie powiedzie o tym. Gdyby za Saremes zapewnia go, i nie jest w stanie uratowa przyjaciela, Kuli i tak sprbowaby zrobi to samo co teraz. Bya wic pewna prawda w opowieciach Saremes, i ludziom lepiej nie opowiada o przyszoci. Z miejsca, w ktrym znajdowa si Brule podczas ataku, potwr mg zacign go gdziekolwiek. Kuli mia zamiar rozejrze si po dnie jeziora, ale... Gdy przeuwa to w mylach, nagle jaki cie zabysn niedaleko niego. Saby blask w jadeitowych i szafirowych barwach jeziora. Zorientowa si, e inne cienie zbliaj si do niego ze wszystkich stron. Nie mg jednak dostrzec ich ksztatw. Zdawao mu si, e widzi daleko przed sob migotanie dna jeziora. Dno wiecio dziwnymi promieniami. Teraz cienie byy wszdzie dookoa. Machny ku niemu sieci w ksztacie serpentyny, cigle zmieniajc si pajczyn o tysicach barw. Woda wok nich zabysa topazowo, a cienie machay i iskrzyy si w baniowym splendorze. Wydaway si by cieniami kolorw, sabymi i nierealnymi, czasami nieprzezroczyste i wiecce. Jednake Kuli, stwierdziwszy, i nie maj zamiaru zaatakowa go, nie powica im wicej uwagi. Skierowa swj wzrok na dno jeziora, ktrego dotyk poczuy po chwili jego stopy. Rozejrza si dookoa, i mgby przysic, e wyldowa na ywym stworzeniu. Poczu pod stopami rytmiczne poruszenia. Saby blask by wyranie widoczny na dnie jeziora. Tak daleko,

jak tylko mg spojrze, rozcignite na wszystkie strony a do szafirowego cieni podoe jeziora stanowio jedn, solidn paszczyzn ognia, ktry byska i znika z nieustann regularnoci. Kuli przyjrza si dokadniej. Dno jeziora byo pokryte jakim rodzajem krtkiej, podobnej do mchu substancji, ktra wiecia biaym pomieniem. Wydawao si, e dno pokryto dziesitkami tysicy robaczkw witojaskich, ktre na rozkaz podnosiy i opuszczay skrzydeka. Mech drga pod stopami Kulla, jak jakie ywe stworzenie. Po chwili Kuli zacz wynurza si z powrotem na powierzchni. Spdziwszy dziecistwo pomidzy morskimi grami, opasanej oceanem Atlantydy, sam jakby sta si stworzeniem morza. Tak jak dla kadego Lemuryjczyk, woda bya dla niego drugim domem. Mg wic spdza pod powierzchni dwa razy wicej czasu ni zwyczajny pywak. To jezioro byo jednak gbokie, a on chcia zachowa swe siy na przyszo. Dotar do powierzchni, wypeni swe wielkie piersi powietrzem i znowu zanurkowa. Ponownie cienie zataczyy dokoa, prawie olepiajc go swymi widmowymi odblaskami. Tym razem popyn szybciej. Gdy dotar do dna, zacz przesuwa si wzdu niego tak szybko, na ile tylko dziwna substancja otaczajca jego nogi pozwalaa. Ognisty mech oddycha i wieci, kolorowe zudy byskay dokoa niego, a monstrualne, jak mary nocne, cienie spaday przez j ego ramiona na dno rozpalajce si na niewidzialny rozkaz. Mech pokryty by czaszkami i komi udzi, ktrzy omielili si zanurzy w Zakazanym Jeziorze. Nagle, z cichym sykiem wody, co rzucio si na Kulla. Na pocztku krl sdzi, e jest to ogromna omiornica. Ciao stworzenia przypominao omiornic obdarzon dugimi, machajcymi mackami. Gdy jednak zaszarowao, zauway, i posiada nogi jak czowiek i ohydn, na wp ludzk twarz spogldajc na niego spomidzy kbicych si, obrzydliwych ramion. Kull zczy stopy, gdy poczu okrutny ucisk macek na ramionach. Pchn mieczem z zimn precyzj w rodek demonicznej twarzy. Stwr opad w d i umar u stp krla, w powolnych i bezdwicznych konwulsjach. Krew rozpyna si jak mga dookoa Kulla. Ten odepchn si nogami od dna i wystrzeli w gr.

Wynurzy si na wiato dzienne. Jaki olbrzymi ksztat zblia si do niego przecinajc gad jeziora. By to wodny pajk, lecz ten okaz by wikszy ni odyniec. Jego lepia skrzyy si piekielnym blaskiem. Kuli, utrzymujc si na powierzchni tylko przy pomocy ng i jednej rki, unis miecz. Gdy pajk wpad na niego, pchn dwukrotnie w korpus bestii. Ta prawie natychmiast zatona w ciszy. Saby plusk wody spowodowa, i odwrci si, inny pajk, potniejszy ni pierwszy by tu za nim. Ten zarzuci na ramiona i rce krla pasma lepkiej pajczyny, ktra oznaczaa zgub dla kadego oprcz prawdziwego giganta. Kuli zerwa lepkie liny, jakby byy nitkami. Zamierzy si nog na stworzenie grujce nad nim i kopa je, dopki nie osabo pod jego ciosami i nie odpyno zabarwiajc wod czerwieni. - Na Valk! - wymamrota krl. - Nie powinienem wyrusza tutaj bez przygotowania. Na razie te bestie s atwe do pokonania. W jaki sposb mogy one pokona Brule? On jest przecie drugim co do walecznoci wojownikiem w caych Siedmiu Krlestwach. Kuli spodziewa si raczej spotka wiecce widma, polujce w miertelnie niebezpiecznych wodach Zakazanego Jeziora, ni te pajki. Zanurkowa po raz kolejny. Tym razem zauway jedynie kolorowe cienie i koci zapomnianych ludzi. Znw wynurzy si po powietrze i po raz czwarty zanurkowa. By koo jednej z wysp. Kiedy pyn w d, zastanawia si, jakie dziwne rzeczy mog by ukryte pod okrywajcym j szmaragdowym listowiem. Legendy mwiy o pozostaociach wity i relikwiarzy, ktre nie zostay zbudowane ludzkimi rkoma. Wspominay te o tym, e pewnej nocy, istoty yjce w jeziorze wyjd z gbin, aby odprawia tu niesamowite rytuay. Kiedy Kuli dotkn stopami dna za jego plecami pojawi si jaki ruch. Krl, wiedziony instynktem, odwrci si i zobaczy ogromn posta zwisajc nad nim. Nie przypominaa ona ani czowieka, ani adnej bestii. Bya jakby okropnym poczeniem obu tych rzeczy. Kuli poczu zaciskajce si na ramieniu i rce palce. Rzuci si wciekle, ale to co trzymao mocno rk, w ktrej mia

miecz, a w lewe przedrami gboko wpijay si jego szpony. Kuli gwatownie obrci si i mg teraz dokadniej obejrze swego wroga. Istota ta przypominaa troch rekina, ale z jej pyska wyrasta przypominajcy szabl rg. Miao to cztery ramiona, ktre ksztatem przypominay ludzkie, ale byy o wiele od nich wiksze. Niesamowita sia drzemaa w szponiastych palcach, ktrymi byy zakoczone. Dwoma ramionami potwr obezwadni Kulla. Pozostaymi odgina mu gow do tyu tak, aby zama krgosup. Ale nawet ta obrzydliwa istota nie moga tak atwo pokona Kulla z Atlantydy. Dziki sza ogarn krla Yalusji. Kuli wpad w sza. Wbi stopy w mu, wyrwa lewe rami z ucisku i skrci ramiona. Z szybkoci, podobn do szybkoci kota, sprbowa przerzuci miecz z prawej do lewej rki, ale niestety nie udao mu si. Nie namylajc si uderzy monstrum zacinit pici. Szafirowe co, wiszce ponad nim, nic nie zrobio sobie z tego uderzenia. Czowiek-rekin obniy pysk, ale zanim zdoa zaatakowa, Kuli zapa mocno rg lew rk. Nastpia teraz prba si i wytrzymaoci. Kuli nie by zdolny do szybkiego poruszania si pod wod. Wiedzia, e jego jedyn nadziej jest pozostanie blisko przeciwnika i pokonanie go w zapasach, aby w ten sposb uniemoliwi mu wykorzystanie szybkoci. Z optacz si prbowa wyrwa praw rk z ucisku potwora, ale ten chwyci j wszystkimi czterema apami. Lew rk cisn rg, ktrym atakujcy mg przeci go na p. Czowiek-rekin trzyma za to mocno jego praw rk, t, w ktrej Kuli wci ciska dugi miecz. Obracali si i siowali w wodzie. Kuli wiedzia, e jeli nic nie zrobi, to bdzie stracony. Ju zacz odczuwa skutki braku powietrza. Bysk w zimnych oczach czowieka-rekina powiedzia mu, e jego wrg te o tym wie. Wystarczy, e potrzyma go pod wod tak dugo, a skoczy mu si powietrze zmagazynowane w pucach. Dla wielu ludzi byoby to straszne pooenie. Ale Kuli z Atlantydy nie by zwykym czowiekiem. Od dziecka uczy si w twardej i krwawej szkole. Mia stalowe muskuy i mzg taktyka. To poczenie tworzyo z niego wspaniaego wojownika Kiedy dodao si do tego odwag, ktrej mu nigdy

nie brakowao, i sza podobny do tygrysiego, ktry czasami go opanowywa, Kuli stawa si czowiekiem mogcym dokona niesamowitych czynw. Tak wic widzc nadchodzc powoli zagad i czujc straszliw bezsilno, Kuli zdecydowa si na desperackie dziaanie, ktrego potrzebowa. Puci rg monstrum, odchylajc jednoczenie ciao najdalej, jak mg, a potem chwyci jedno z ramion swego przeciwnika. Czowiek-rekin natychmiast zaatakowa. Jego rg przeora udo Kulla, i na szczcie dla Atlantydy, zaklinowa si w cikim pasie. Kiedy monstrum prbowao uwolni si, krl z caych swych si zacisn do na trzymanej przez siebie rce przeciwnika Jego palce zmiadyy ciao i nieludzkie koci tak, jakby by to tylko zgniy owoc. Paszcza czowieka-rekina rozwara si cicho z blu. Monstrum uderzyo znowu. Kuli zdoa unikn ataku, ale straci jednoczenie rwnowag. Upadli obaj wywoujc jadeitow fal. Kuli zdoa wyrwa rami, w ktrym trzyma miecz, z osabionego ucisku. Uderzy ku grze rozcinajc monstrum na p. Caa walka zaja jedynie chwil. Kuli, kiedy wypywa na powierzchni z gow o ciarze, wydawaoby si, wgniatajcym szyj w ramiona, by pewien i trwao to cae godziny. Zauway, e dno jeziora zblia si szybko do niego, to wyspa - zrozumia. Wtedy woda wok niego oya i poczu, jak zostaje sptany od ramion do pit gigantycznymi splotami, ktrych nawet jego stalowe muskuy nie byy w stanie przerwa. Traci przytomno czu, jak unosi si z niesamowit prdkoci, sysza dwik jakby wielu dzwonw - wtedy nagle wynurzy si z wody i jego torturowane puca wielkimi ykami piy powietrze. Ogarnity ciemnoci czu, jak obraca si wok wasnej osi. Zdoa wzi jedynie jeden, gboki wdech, a potem znw znalaz si pod wod. Ponownie zawiecio wiato. Widzia pod sob falujcy, ognisty mech. Trzyma go w ucisku potny w, ktry parokrotnie obwin si wok jego ciaa i cign go teraz w kierunku, o ktrym co bliszego mg powiedzie jedynie Yalka. Kuli nie prbowa si wyrwa, rezerwujc swe siy na pniej. Moe w nie bdzie go trzyma pod wod tak dugo, a zabraknie mu powietrza.

Bdzie mia wtedy szans walczy z nim w jego siedzibie, czy w innym miejscu, do ktrego go cign. W rzeczywistoci ramiona Kulla byy tak mocno przycinite do jego ciaa, e nie mg poruszy nimi ani odrobin. W pyn przez niebiesk gbin z niesamowit prdkoci. By to najwikszy okaz, jaki dotd widzia krl. Jego dugie na szedziesit metrw ciao pokryway jadeitowo-zote uski, o wspaniaych, ywych kolorach. Kiedy odwrci si, Kuli zobaczy, i jego oczy s niczym ognisty ld, jeli co takiego istnieje. Nawet w tej strasznej sytuacji, wyobrania krla wytworzya niesamowity obraz: wielki, zielono-zoty ksztat leccy poprzez ponce topazem jezioro, a wok niego cienie wywoane poruszeniem fal. Znw pojawio si byszczce dno, ostro wznoszce si ku grze tworzc na powierzchni wysp bd te sigajc brzegu. Nagle przed nimi pojawia si jaskinia. W wpyn do rodka. Wewntrz nie byo ju wieccego mchu i Kuli znalaz si w niczym nie rozwietlonej ciemnoci. Zdawao mu si, e trwa w tej pozycji niesamowicie dugo. Potem w znw zanurkowa. Znaleli si w zasigu wiata, ale takiego, jakiego Kuli nigdy wczeniej dnie nie widzia. Luminescencyjny w odblask pokrywa To ciemn i nieruchom powierzchni wody. Krl zorientowa si, i teraz znajduje si na Zakazanego Jeziora, Zaczarowanym Kraju. wiato nie przypominao adnego z tych, ktre widzia i na powierzchni. To byo czarne wiato, ciemniejsze ni sama ciemno. Rozwietlao ono ze wody, wic Kuli widzia ich mroczn powierzchni i swoje odbicie. Nagle poczu, e ciao wa powoli puszcza go i odpywa. Popyn szybko do przodu, po pewnym czasie wynurzy si i zobaczy wielkie miasto. Wiele poziomw czarnego kamienia wznosio si w gr i koczyo ponurymi szczytami, gincymi w czarnym wietle, o innym ni poprzednio odcieniu. Potne, kwadratowe budynki z blokw skalnych przypominajcych bazalt, wznosiy si ponad Kullem. Pomidzy nimi wyrastay gigantyczne kolumny. Powoli wyszed z wody, kroczc po wycitych w skale stopniach. Zdawao mu si, e jest na przystani. Ani jeden bysk ziemskiego wiata nie rozwietla mrocznych ulic tego nieludzkiego miasta, ale z jego murw i wie pyny czarne promienie.

Owietlay one powierzchni wody z niekoczcymi si, drcymi falami. Kuli wiedzia, e przed nim, pomidzy stojcymi po obu stronach ulicy budynkami, stoi wiele istot. Zamruga, prbujc przystosowa oczy do dziwnego wiata. Istoty podeszy bliej szepczc pomidzy sob tak, jak nocny wiatr szepcze pomidzy dbami trawy. W porwnaniu z ciemnoci niesamowitego wiata byy niczym wietliste cienie. Ich oczy byszczay dziwnym blaskiem. Krl zauway, i jedna z tych istot stoi na czele grupy. Przypominaa ona czowieka. Miaa ludzk, brodat i szlachetn twarz pokryt zmarszczkami. - Przychodzisz jak herold swojej rasy - powiedzia nagle. - Cay pokrwawiony, z obnaonym mieczem. Kuli umiechn si wciekle z powodu tak niesprawiedliwej oceny. -Na Yalk i Hotath! - stwierdzi. - Wikszo tej krwi, to moja krew przelana przez istoty z tego przekltego jeziora. - mier i nieszczcia to przeklestwo twojej rasy - rzek ponuro czowiek z jeziora. - Wydaje ci si, e o tym nie wiemy? Mieszkalimy w niebieskich wodach tego jeziora zanim ludzie zaczli ni o bogach. - aden z nich nie naprzykrza si... - zacz Kuli. - Bali si. Wiele lat temu, ludzie yjcy na ziemi, postanowili nawiedzi nasze krlestwo. A my zabilimy ich. Zacza si wojna pomidzy synami ludzi, a istotami z jeziora. Sialimy terror pomidzy yjcymi na powierzchni, bo wiedzielimy, e nios oni nam tylko mier, a urodzeni s po to, by zabija. Uylimy naszych czarw, ktrymi zmikczylimy ich mzgi i zamalimy dusz. Bagali nas wic o pokj i tak si stao. Ludzie z powierzchni pooyli tabu na tym jeziorze. Nikt nie mg wej w jego wody z wyjtkiem krla Yalusji. To byo tysic lat temu. Kady czowiek, ktry nawiedzi Zaczarowane Krlestwo, gin, a jego ciao trafiao do jeziora. Kimkolwiek jeste, moe i krlem Yalusji, i tak jeste zgubiony. Krl z niedowierzaniem warkn. -Nie szukaem waszego krlestwa! Szukam Brule, wcznika-zabjc tego, ktrego porwalicie! - Kamiesz - odpar czowiek z jeziora. - Ju od setek lat aden czowiek

nie omieli si odwiedzi tego jeziora. Przybye tutaj w poszukiwaniu skarbw, by zabija i gwaci, jak wszyscy z twojego krwawego plemienia. Umrzesz! Kuli poczu wok siebie szepty magicznych zakl. Wypeniy one powietrze i przybray fizyczny ksztat. Unosiy si w ciemnym wietle jak cienkie pajczyny, apic go sabo widocznymi mackami. Ale Kuli, przeklinajc bezczynno, chwyci je i unicestwi przy pomocy pustych rak. Poniewa przeciwko podstawowej, twardej logice dzikich ludzi, dekadencka magia nie ma mocy. -Jeste mody i silny - powiedzia krl jeziora - Zgnilizna cywilizacji nie ogarna twojej duszy. Nasze czary nie mog ci zrani, poniewa nie jeste w stanie ich zrozumie. Musimy sprbowa innych sposobw. I na te sowa, stojce wok niego stworzenia z jeziora, wycigny sztylety i ruszyy na Kulla. Krl tylko rozemia si i zabezpieczy swe plecy opierajc je o kolumn. Chwyci mocniej rkoje miecza tak, e minie jego prawej rki wybrzuszyy si tworzc istne gry. - To dopiero jest gr ktr lubi, duchy - zamia si. Stwory zatrzymay si. - Nie przyspieszaj swej zguby - powiedzia krl jeziora. Jestemy niemiertelni i nie moemy zosta zabici rkami miertelnikw. - Teraz kamiesz - odpar Kuli z chytroci barbarzycy. - Niedawno wasnymi sowami opisywae strach przed mierci z rak moich pobratymcw. Moesz y wiecznie, lecz stal i ciebie dosignie. Zastanwcie si. Jestecie sabi, bierni i nie umiecie posugiwa si broni. Bro trzymacie, jakbycie nie znali jej dotyku. Ja za urodziem si i wychowaem, by zabija. Moecie mnie zabi, poniewa jest was tysice, a ja jeden. Wasze czary zawiody i wielu z was zginie, zanim mnie pokonacie. Bd zabija was jak mrwki. Wecie to do siebie, ludu z jeziora. Czy zabicie mnie warte bdzie ponoszenia takich kosztw? Kuli wiedzia, i istota zabijajca przy pomocy stali, t sam stal moe zosta zabita. Nie obawia si wic. Jego posta uosabiaa grob i mier, caa we krwi, spogldajca z gry straszliwym wzrokiem na tumy poniej.

Tak,

rozwacie

to

powtrzy.

Lepiej

byoby,

gdybycie

przyprowadzili do mnie Brule i pucili nas wolno. Jeli nie, gdy zapadnie cisza po bitwie, moje ciao bdzie spoczywa pord uamkw broni i wzgrz trupw. Nie, pord moich najemnikw s Piktowie i Lemuryjczycy, ktrzy jeli zgin, przybd moim ladem do Zakazanego Jeziora i Zaczarowane Krlestwo spynie krwi. Oni maj wasne tabu i nie boj si tych, ktre pozostay po cywilizowanych rasach. Oni nie troszcz si o to, co stanie si z Yalusj. Myl tylko o mnie. W moich yach bowiem, tak jak i w ich, pynie barbarzyska krew. - Stary wiat poda drog do ruiny i zapomnienia - zamyli si krl jeziora. - My, ktrzy bylimy tak potni w dawnych czasach, musimy pogodzi si z urgiwaniem aroganckiego dzikusa w naszym wasnym krlestwie. Przyrzeknij, e nigdy wicej twoja stopa nie zanurzy si w Zakazanym Jeziorze. Jeli chcesz by wolny, nie pozwl take, eby tabu zama kto inny. - Najpierw przyprowadcie do mnie wcznika-zabjc. - Taki czowiek nigdy nie przyby do tego jeziora. - Nie? Kotka Saremes powiedziaa mi... - Saremes? Tak, znamy j od dawna. Kiedy przypyna przez zielone wody i pozostaa przez kilka wiekw na dworach Zaczarowanego Krlestwa. Posiada ona mdro caych pokole. Nie wiedziaem dotychczas, e rozmawia take z ludmi, z powierzchni ziemi. Nadal twierdz, e nie ma tutaj twojego czowieka. Przysigam... - Nie przysigaj na bogw, czy diaby - wtrci si Kuli. - Daj mi sowo, jak prawdziwie prawdomwny czowiek. - Daj sowo - powiedzia krl jeziora, a Kuli uwierzy mu. Majestat wadcy by bowiem tak wszechobecny, e Kuli czu si przy nim dziwnie may i prymitywny. -I ja-powiedzia Kuli - daj ci sowo, ktrego nigdy jeszcze nie zamaem, e aden czowiek nie zamie tabu ani nie bdzie przeszkadza wam w inny sposb. - Wierz ci. Jeste inny od tych ludzi, ktrych znaem. Jeste prawdziwym krlem, i co wicej, prawdziwym czowiekiem.

Kuli podzikowa mu i schowa miecz odwracajc si w kierunku schodw. - Krlu Yalusji, czy wiesz jak dotrze do zewntrznego wiata? -Jeli o to chodzi - odpar Kuli - sdz, e jeli wystarczajco dugo bd pywa to znajd drog. Wiem, i w przycign mnie przez jedn lub wicej wysp. Przez dugi czas pynlimy w jaskini. - Jeste miay - stwierdzi krl jeziora - ale moesz do koca wiata pywa w ciemnociach. Unis rce i potwr wypyn do podna schodw. - Okropny rumakpowiedzia krl jeziora - lecz bezpiecznie wyprowadzi ci na odlegy brzeg grnego jeziora. - Jeszcze chwila - zawaha si Kuli. - Czy jestemy teraz pod jak wysp, czy ldem? Czy moe ta kraina naprawd znajduje si pod dnem jeziora? -Jeste, tak jak zawsze, w centrum wszechwiata. Czas, miejsce i przestrze s iluzjami. Ich miejsce znajduje si tylko w gowach ludzi, ktrzy, aby rozumie, musz ustanawia granice. Pod tym wszystkim ley tylko rzeczywisto, w stosunku do ktrej wszystkie zjawiska s tylko zewntrzn manifestacj. Tak, jak grne jezioro wypenione jest t sam wod co, to tutaj. Id teraz, krlu. Jeste prawdziwym czowiekiem, nawet pomimo tego, e to dopiero pierwsza fala wznoszcego si nurtu dzikoci. Dzikoci, ktra wczeniej czy pniej obejmie cay wiat. Kuli sucha spokojnie, niewiele rozumiejc. Sdzi jednak, e bya to jaka wysza forma magii. Ucisn donie krla jeziora wzdrygajc si jedynie pod wraeniem, e dotyka czego, co jest ciaem, ale nie czowieka. Potem spojrza po raz ostatni na wielkie, czarne budynki wyrastajce w ciszy i mruczce, mopodobne formy stojce pomidzy nimi. Przyjrza si jeszcze wieccej powierzchni wody, pokrytej falami czarnego blasku, przemykajcego po niej, jak lady pajkw. Odwrci si, zszed po schodach przystani i wskoczy na grzbiet behemota. Wydawao si, i wieki mijaj, gdy przedostawali si przez ciemne groty i pynce strumienie. Z rnych stron, spod wody, czy z jej powierzchni syszeli szepty niewidzialnych, gigantycznych potworw. I w

kocu pojawi si ognisty mech, a oni wypynli przez bkit wzburzonej wody. Kuli nareszcie mg wyj na ld. Rumak krla sta cierpliwie, w miejscu, w ktrym go zostawi. Ksiyc ju wieci nad jeziorem. Kuli stwierdzi zdziwiony: - Na Yalk. Zaledwie godzin temu pojawiem si tutaj! Wydawao mi si, e od tego czasu mino wiele godzin, a moe nawet i dni. Wsiad na wierzchowca i ruszy w kierunku miasta Yalusji. W trakcie jazdy zastanawia si, e by moe byo co w stwierdzeniach krla jeziora o iluzji czasu. Kull by znuony, wcieky i oszoomiony. Podr przez wody jeziora zmya z jego ciaa krew. Niestety jazda wierzchem spowodowaa i rany na udach ponowne otworzyy si. Ponadto zraniona noga zesztywniaa, co jeszcze bardziej go rozdranio. Ale najwaniejsze byo teraz dla niego pozna powody, dla ktrych Saremes skamaa. Czy by to efekt niewiedzy, czy zoliwej premedytacji? Jej dziaanie zbyt bliskie byo wysaniu go na pewn mier. Z jakiego powodu? Kuli zakl, przypomniawszy sobie co powiedziaby Tu. Oczywicie, nawet mwicy kot mg by osadzony niewinnie. Po chwili zastanowienia, Kuli zdecydowa si jednak nie przechyla szali na korzy Saremes. Kuli wjecha w ciche, srebrzyste ulice staroytnego miasta. Stranicy przy wrotach a zamarli ujrzawszy go, ale rozsdnie zrezygnowali z wypytywania. Paac wyda mu si niesychanie zgiekliwym. Przeklinajc uda si do komnat Rady, a potem do pokojw kotki Saremes. Stworzenie byo na miejscu, jak zwykle perwersyjnie przecigajce si na posaniu. W jej pokojach zgromadzili si take spierajcy si pomidzy sob Tu i czonkowie Rady. Nigdzie nie mona byo dostrzec niewolnika kotki, Kuthulosa. Kuli zosta powitany dzikim haasem okrzykw i pyta. Skierowa si jednak prosto ku posaniu Saremes. Przyjrza si jeszcze raz dokadnie kotu. - Saremes - powiedzia krl - okamaa mnie. Kotka spojrzaa na niego zimno, ziewna i nie odpowiedziaa Kuli stan w zakopotaniu, co pozwolio, by Tu chwyci go za rk.

- Kullu, w imi Yalki, gdzie ty bye? Skd ta krew? Kuli skrzywi si z irytacj. - Zostawmy to - sarkn. - Ten kot zrobi ze mnie wariata .. gdzie jest Brule? -Kullu! Kuli obrci si i ujrza, jak Brule przechodzi przez drzwi komnaty. Jego skpe okrycie pokrywa py po dugiej, konnej podry. Brzowe oblicze Pikta byo jak wykute z kamienia, tylko z ciemnych oczu wygldaa ulga. -Na imiona siedmiu diabw! - powiedzia wojownik ukrywajc emocje. - Moi jedcy przeczesywali wzgrza i lasy poszukujc ciebie. Gdzie si podziewae? - Przeszukiwaem wody Zakazanego Jeziora, chcc znale twe nic nie warte cierwo - odpar Kuli doskonale bawic si zdenerwowaniem Pikta. -Zakazane Jezioro! - rykn Brule, jakby byli w dungli. -Czy dostae rozmikczenia mzgu? I c ja miabym tam robi? Dotrzymywaem wczoraj towarzystwa Ka-nu a do granicy Zarfhaaniaskiej. Gdy wrciem, usyszaem, jak Tu wydaje rozkaz o poszukiwaniu ciebie dla caej armii. Od owej chwili moi ludzie rozjechali si we wszystkich kierunkach oprcz Zakazanego Jeziora Nie sadzilimy, e ten jest waciwy. - Saremes okamaa mnie... - zacz Kuli. Jego gos od razu uton w chrze gosw, z ktrych wikszo miaa za swj cel przypomnie mu, e krl nigdy nie powinien wyjeda tak bezceremonialnie. Nie moe pozostawia krlestwa na asce losu. - Cisza! - rykn unoszc rce Kuli. Jego oczy niebezpiecznie rozbysy. - Yalko i Hotath! Czy jestem wykrcajcym si od pracy smarkaczem? Tu, powiedz mi, co si stao. W nagle zapadej ciszy, ktra rozpocza si po krlewskim wybuchu, Tu zacz: - Mj panie, od pocztku zostalimy wystrychnici na dudka. Ten kot jest, jak ju wspomniaem, zud, niebezpiecznym oszustwem. - Jeszcze... -Panie, czy nigdy nie syszae czowieka ktry umiaby wyrzuca gos na odlego? W ten sposb mona sprawi wraenie, e sowa pochodz od

innej osoby lub, e pojawiaj si z powietrza. Twarz Kulla pokrya czerwie. - Tak, na Yalk! Gupcem jestem, e zapomniaem! Taki sam dar mia stary czarownik z Lemurii. Tylko kto mwi... - Kuthulos! - wyjani Tu. - Ja te jestem gupcem. Nie pamitaem Kuthulosa, niewolnika, tak, ale te najwikszego uczonego i najmdrzejszego czowieka w caych Siedmiu Krlestwach. Niewolnik tej, tak zwanej Delcardes, ktra nawet teraz wije si na mkach! Kuli wyda saby okrzyk zaskoczenia. -Tak - bezlitonie powiedzia Tu. - Kiedy wszedem i zorientowaem si, e wyjechae, nie wiadomo gdzie, podejrzewaem zdrad. Usiadem i zaczem wysila mzg. Przypomniaem sobie Kuthulosa i jego sztuk rzucania gosem. Pamitaem, e faszywy kot opowiada ci o maych rzeczach, a nigdy nie udziela wielkich przepowiedni. Opowiada wymylne bzdury majce stanowi dowd specjalnego powstrzymywania si. - Wic w kocu, domyliem si, e Delcardes wysaa tego kota i Kuthulosa, aby ci ogupi, zdoby twoje zaufanie, a w kocu doprowadzi do zguby. Posaem zatem po Delcardes i nakazaem podda j torturom, aby wszystko wyznaa. Zaplanowaa to bardzo sprytnie. Tak, Saremes musiaa mie cay czas przy sobie wasnego niewolnika Kuthulosa... w ten sposb mg on mwi jej ustami i podsuwa ci dziwne pomysy. - Zatem, gdzie teraz jest Kuthulos? - zapyta Kuli. - Znikn, gdy przybyem do komnat Saremes i... - Czoem Kullu! - spokojny gos dobieg od strony drzwi i pojawia si brodata, podobna do elfa posta. Towarzyszya jej dziewczca, szczupa i wyranie przeraona osbka. -Ka-nu! Delcardes! A wic mimo wszystko nie torturowali ci! - Och, mj panie! - podbiega do krla i czc stopy rzucia si przed nim na kolana. - Och, Kullu - zapakaa. - Oskarono mnie o jakie potworne rzeczy! Jestem winna zwodzenia ciebie, mj panie, ale nie chciaam ci skrzywdzi! Ja chciaam tylko polubi Kulra Thoom! Zakopotany Kuli podnis jaz klczek, litujc si nad jej strachem i wierzc w wyrzuty sumienia.

- Kullu - powiedzia Ka-nu. - Jak to dobrze, e wrciem we waciwym momencie. Inaczej ty i Tu wrzucilibycie krlestwo do morza! Tu skrzywi si w milczeniu, cigle zazdrosny o ambasadora Piktw, bdcego rwnie doradc Kulla. - Wrciem i c widz. Cay paac a huczy, ludzie biegaj to tu, to tam, wpadajc bez powodu jeden na drugiego. Wysaem Brule i jego jedcw na poszukiwanie ciebie. Wracajc do komnaty tortur... pierwsze co zrobiem to udaem si tam. Tu przecie mg wydawa rozkazy... Przewodniczcy Rady drgn. - Co do komnaty tortur - Ka-nu uprzejmie kontynuowa -znalazem tam paczc Delcardes, ktra opowiadaa wszystko co wie. Nie wierzono jej jednak i ju miano zacz tortury. Pomijajc jej urod, to tylko wcibskie dziecko. Przyprowadziem j wic tutaj. - Zatem, Kullu, Delcardes mwia prawd, kiedy opowiadaa, e Saremes bya jej gociem i jest bardzo stara. To prawda, jest kotem ze Starej Rasy, mdrzejszym od innych ze swego gatunku. Odpowiada i przybywa na wiele prb. Cigle jednak jest kotem. Delcardes miaa szpiegw w paacu opisujcych jej wiele niewanych zdarze, takich jak tajny list, ktry schowae w pochwie sztyletu, czy nadwyka w skarbcu. Posaniec, ktry zawiadamia was o tym, by jednym z jej szpiegw. Wczeniej odkry nadwyk i powiedzia jej, zanim dowiedzia si o tym krlewski skarbnik. Jej szpiegami byli twoi zaufani czonkowie wity. Zdarenia o jakich jej opowiadali, nie mogy wyrzdzi ci krzywdy, a pomagay jej. Wszyscy oni kochali j, wiedzieli bowiem, e nie ma gronych zamiarw. - To jej pomysem byo zatrudnienie Kuthulosa, eby mwi ustami Saremes, wzbudzi twoje zaufanie drobnymi przepowiedniami i faktami, ktre kady mgby zna. Takim byo i ostrzeenie przed Thulusa Doom. Wtedy wystarczyoby namwi ci, by pozwoli Delcardes na lub z Kulra Thoom, co byo jedynym yczeniem dziewczyny. - Wic to Kuthulos okaza si zdrajc- powiedzia Tu. W tym momencie rozleg si haas w drzwiach pokoju. Do komnaty wkroczyli stranicy, trzymajc pomidzy sob wysok, ponur posta. Jej

twarz nadal krya si pod zason, rce zostay skrpowane. - Kuthulos! - Tak, Kuthulos! - powiedzia Ka-nu, lecz nie wydawa si zadowolony. Jego oczy rozglday si przenikliwie bez odpoczynku. - Bez wtpienia, Kuthulos, wraz z welonem na twarzy, by ukrywa prac ust i mini szyi w trakcie przemawiania przez Saremes. Kuli przyjrza si cichemu ksztatowi, ktry sta jak statua Cisza zapanowaa w caej grupie, tak jakby zimny wiatr przemkn wok nich. W powietrzu czu byo napicie. Delcardes popatrzya na cich posta i jej oczy rozszerzay si, gdy wartownicy skadali krtkie sprawozdanie, w jaki sposb niewolnik zosta zapany w trakcie prby ucieczki z paacu, przez rzadko uywany korytarz. Potem znowu zapada nabrzmiaa emocjami cisza, kiedy Kuli podszed i wycign do, by zerwa welon z ukrytej twarzy. Przez cienki materia krl czu dwoje oczu wpatrujcych si w niego z uwag. Nikt nie zwrci uwagi na zaciskajcego donie i napinajcego si jak przed dziwn bitw Kanu. Nagle, gdy Kuli ju prawie dotkn welonu, dziwny dwik przerwa cisz wstrzymanych oddechw. Odgos brzmia jak dwik, jaki powoduje czowiek uderzajc w podog okciem lub czoem. Wydawa si dolatywa ze ciany. Kuli zamaszystym krokiem przeci pokj i uderzy w fragment ciany, zza ktrej dobiega. Ukryte drzwi otworzyy si, odkrywajc przed ich oczami zakurzony korytarz, w ktrym lea skrpowany i zakneblowany czowiek. Posta zostaa szybko wycignita i postawiona na nogi. Odkneblowano go. - Kuthulos! - krzykna Delcardes. Kuli przyjrza si. Odkryta twarz mczyzny bya szczupa i sympatyczna jak oblicze nauczyciela filozofii i etyki. - Tak moi pastwo - powiedzia. - Ten czowiek, ktry nosi welon wypad przez sekretne drzwi, oguszy mnie i zwiza. Leaem tam, suchajc jak wysya krla na to, co wydawao mu si pewn mierci, a co nie przynioso nic.

-Zatem kim on jest? - wszystkie oczy zwrciy si na zawoalowan posta, a Kuli zbliy si znowu do niej. - Krlu, panie, strze si! - zawoa prawdziwy Kuthulos. - On... Kuli cign zason jednym ruchem i wzdrygn si jej dotykiem. Delcardes krzykna i kolana nie utrzymay jej ciaru. Czonkowie Rady cofnli si z pobladymi twarzami. Wartownicy zwolnili ucisk i skulili si wstrznici groz. Twarz mczyzny bya prosta, biaa czaszka, w ktrej oczodoach pon siny ogie! - Thulusa Doom! Tak, tego si spodziewaem! - - wykrzykn Ka-nu. - Tak, Thulusa Doom, gupcy - gos pobrzmiewa dziwnym echem. -Najwikszy ze wszystkich czarownikw, a zarazem twj odwieczny wrg, Kullu z Atlantydy. To rozdanie wygrae, ale strze si bo bd jeszcze inne. Jednym ruchem zerwa wizy z rak i ruszy do drzwi, depczc po pitach uciekajcemu tumowi. - Bez wtpienia jeste mao spostrzegawczym gupcem, Kullu powiedzia. - Gdyby byo inaczej, nigdy nie pomyliby mnie z tym drugim gupcem Kuthulosem, nawet w jego welonie i ubraniu. Kuli wiedzia, e to prawda. Kuthulos i Thulusa byli tej samej postury i wzrostu, ale skra maga bya skr od dawna martwego czowieka. Krl sta. Nie by jak inni przestraszony, ale dziwna sytuacj ktrej by wiadkiem, spowodowaa, i nie by w stanie powiedzie ani sowa. Kiedy ruszy do przodu, zachowywa si jak czowiek idcy we nie. Za to Brule rzuci si do walki z cich wciekoci tygrysa i obnaonym ostrzem zakrzywionego miecza. Jego ruchy byy niczym bysk wiata. Wbi sw bro w ebra Thulusy Doom, a jej koniec wyszed pomidzy opatkami maga Brule odzyska bro, wycigajc j szybkim szarpniciem. Odskoczy i zoy si do kolejnego ciosu. Zatrzyma si nagle, w p ruchu. Z rany, ktra zabiaby normalnego czowieka, nie wypyna ani jedna kropla krwi. Istota o twarzy-czaszce zamiaa si. -Wieki temu umarem jako czowiek! -wykrzykn. -Dlatego odejd do innego wiata, kiedy nadejdzie mj czas, ale nie wczeniej. Nie krwawi, bo moje yy s puste. Czuj jedynie zimno, kiedy rana si zamyka, a wanie

teraz to si dzieje. Cofnijcie si, gupcy. Idzie wasz wadca. A kiedy wrci, bdziecie krzycze, klka i umiera. Kullu, pozdrawiani ci! Brule waha si zdenerwowany, a Kuli sta zdziwiony, podczas gdy Thulusa Doom przechodzi przez drzwi i znika na oczach wszystkich. -Przynajmniej - powiedzia pniej Ka-nu - wygrae Kullu swoje pierwsze starcie z t istot o twarzy-czaszce. Nastpnym razem musimy uwaa. On jest diabem we wasnej osobie, mistrzem zej, czarnej magii. Nienawidzi ci, bo jest zwizany z wielkim Wem, ktrego potg zamae. Umie posugiwa si iluzj i zna sekret niewidzialnoci, i co gorsza jest jedynym, ktry to potrafi. Jest niebezpieczny i okrutny. - Nie boj si go - powiedzia Kuli. - Nastpnym razem bd przygotowany i moj odpowiedzi stanie si uderzenie miecza, mimo e, jak sam twierdzi, a w co ja wtpi, nie mona go zabi. Brule nie trafi w wewntrzne organy, ktre nawet yjcy martwy musi mie. To wszystko. - Lordzie Tu - mwi dalej zwracajc si do swego doradcy - wyglda na to, e cywilizowane rasy take maj swe tabu, jako e niebieskie jezioro jest zakazane dla wszystkich, poza mn. Tu odpowiedzia sztywno. By zy na Kulla, e zezwoli on uradowanej Delcardes na lub z tym, kogo pragna. - Mj panie, to nie jest ciemne tabu, podobne do tych, ktre mia twj szczep. To sprawa wagi pastwowej. Ma ona utrzymywa pokj pomidzy Yalusj, a magicznymi istotami z jeziora. - I nie zmienimy tego zwyczaju tak, jak nie obraamy duchw tygrysw i orw - powiedzia Kuli. - Nie widz tu adnej rnicy. - W kadym razie - rzek Tu - musisz panie uwaa na Thulus Doom. Co prawda znik on w innym wymiarze i dopki jest tam, pozostaje dla nas niewidzialny i nic nam nie moe zrobi. Ale on wrci. -Ach, Kullu - westchn stary obuz, Ka-nu. - Moje ycie jest i tak trudniejsze, w porwnaniu z twoim. Brule i ja upilimy si w Zarfhaanie i spadem ze schodw nieszczliwie, tukc sobie gole. W midzyczasie ty, Kullu, wylegiwae si w mikkich jedwabiach krlewskiego ycia. Kuli spojrza na niego bez sowa Potem zwrci swoj uwag na pic Saremes.

- Ona nie jest magiczn besti, Kullu - rzek wcznik-zabjca. - Jest mdra, ale nie wyglda na tak. I nie mwi. Teraz jej oczy fascynuj mnie swoj wiekowoci. Normalny kot. -Ale wci, Brule - odrzek Kuli gaszczc jedwabne futerko kota - jest bardzo starym kotem. Bardzo starym.

Czaszka Ciszy
Ludzie wci nazywaj go Dniem Krlewskiego Strachu. W kocu Kuli, krl Yalusji, jest tylko czowiekiem. Nie byo nigdy bardziej mielszego ni on, ale wszystko ma swoje granice, nawet odwaga. Oczywicie Kuli wiedzia co to obawa, zimny szept przeraenia, nagy napyw strachu, a nawet cie nieznanego lku. Ale to tylko pocztki w cieniu umysu, powstae gwnie przez zaskoczenie lub obrzydliwe tajemnice, czy nienaturalne rzeczy. Bardziej odraza ni prawdziwy strach. Prawdziwy strach zdarza si u niego tak rzadko, e ludzie nazwali dzie, w ktrym to si stao. Tak wic by i czas, kiedy Kuli pozna Strach. Prawdziwy, okropny i niezrozumiay strach. Jego kolana zadray, a krew, zmroona strachem, przestaa pyn. Ludzie mwic czasie Krlewskiego Strachu bez pogardy, a Kuli nie czuje wcale wstydu. Nie, bowiem i to wpyno na jego niemierteln saw. A zaczo si tak. Kuli siedzia na Tronie Pastwa, suchajc leniwie toczcej si rozmowy, w ktrej brali udzia: gwny doradca - Tu, ambasador Piktw - Kanu, jego prawa rka - Brule oraz niewolnik, ktry niegdy by wielkim mdrcem Siedmiu Imperiw-Kuthulos. - Wszystko jest iluzj - mwi Kuthulos. - Wszystko to zewntrzne manifestacje lecej w gbi Rzeczywistoci. Jest ona poza moliwociami zrozumienia przez czowieka, poniewa nie istniej relatywne sposoby, przy ktrych pomocy, ograniczony umys mgby zmierzy co, co nie ma granic. Moe ona stanowi przykrywk wszystkiego, bowiem kada naturalna iluzja moe posiada podstawowy byt. Wszystkie te sprawy zna Raama, najwikszy umys wszechczasw. Wieki temu uwolni on ludzko z uciskw nieznanych demonw i wynis ras ludzk na pierwszy plan dziejw. - By bardzo potnym nekromant - powiedzia Ka-nu. -Nie by czarownikiem - stwierdzi Kuthulos. -Nie takim piewajcym, mamroczcym magiem wocym z wtroby wy. Nie byo w nim nic z tych komedii. Raama poj Pierwsze Zasady, zna ywioy i rozumia, e dziaajc na siy natury naturalnymi rodkami, osigniemy naturalne efekty. Stworzy

widmowe lustra poprzez naturalne dziaanie mocy. Byo to dla niego tak proste, jak dla nas dooenie do ognia. C... jest to poza granicami naszych moliwoci tak, jak ogie by nie do okieznania przez naszych przodkw. - Dlaczego wic nie przekaza swych sekretw ludziom? - spyta Tu. - Wiedzia, e ludzie nie powinni wiedzie za duo. Niektrzy z nich mogliby uy swej wiedzy w zych celach. Podporzdkowaliby sobie ca ras, a moe cay wiat, gdyby wiedzieli tyle co Raama Czowiek musi uczy si sam i rozwija sw dusz podczas nauki. - Tak... powiedziae, e wszystko jest iluzj - stwierdzi Ka-nu, dobry dyplomata, ale ignorant, jeli chodzi o filozofi. Niemniej respektowa on Kuthulosa, a moe w gruncie rzeczy jego wiedz. - Jak to jest? Czy my nie syszymy, nie widzimy i nie czujemy? - C to takiego obraz i dwik? - odrzek niewolnik. -Czy dwik nie jest przeciwiestwem ciszy? Czy nie powstaje pod jej nieobecno? Brak czego nie tworzy materialnych rzeczy. Jest niczym. A jak nic moe istnie? - Wic dlaczego rzeczy, przedmioty istniej? - zapyta Ka-nu jakby by zdziwionym dzieckiem. - One s pozorem rzeczywistoci. Jak cisza. Gdzie istnieje esencj dusza ciszy. Nic jest czym. Brak czego powoduje istnienie materii. Ktry z was sysza prawdziw, absolutn cisz? aden z nas! Zawsze istniej jakie dwiki - szept wiatru, brzczenie owadw, nawet ruch trawy czy piasku, mamrotanie pustyni. Ale w samym sercu ciszy nie ma dwiku. - Raama - rzek Ka-nu - dawno temu zamkn na zawsze dusz czasu w wielkim zamku. - Tak - powiedzia Brule. - Widziaem ten zamek: wielkie, czarne co, stojce samotnie na wzgrzu w najdzikszym obszarze Yalusji. Od niepamitnych czasw to miejsce jest znane jako Czaszka Ciszy. - Ha! - Kuli wreszcie zainteresowa si rozmow - Moi przyjaciele, mam ochot zobaczy to miejsce! - Krlu - rzek Kuthulos - nie dobrze jest rusza co, co stworzy Raama. Wszak by on mdrzejszy od wszystkich ludzi. Syszaem, i dziki swej sztuce uwizi demona. Znaczy... Nie dziki sztuce, ale dziki wiedzy o mocach natury i nie demona, a ywio, ktry przeszkadza w istnieniu rasy.

- O mocy tego ywiou wiadczy fakt, e nawet sam Raama nie mg go zniszczy. Zdoa go jedynie uwizi. - Wystarczy - Kuli machn rk. - Raama nie yje tyle tysicy lat, e nuy mnie mylenie o nim. Jad odnale Czaszk Ciszy. Kto jedzie ze mn? Wszyscy, ktrzy go suchali wtedy, oraz setka Czerwonych Zabjcw, najlepszych oddziaw Yalusji, bya z Kullem, gdy wczesnym rankiem wyjeda on z krlewskiego miasta. Wjechali pomidzy gry Zalgara i po wielu dniach szukania trafili na samotne, ponure wzgrze, ktre wznosio si ponad okoliczne paskowye. Na nim sta wielki, czarny jak cie zagady zamek. - To jest to miejsce - rzek Brule. - aden czowiek nie mieszka w odlegoci mniejszej ni sto kilometrw od zamku i aden nie mieszka za ludzkiej pamici. Ta okolica jest przeklta. Kuli zatrzyma swego rumaka i rozejrza si. Nikt nic nie mwi i krl czu dziwn cisz, ktra zdawaa si by nie do wytrzymania. Kiedy przemwi, wszyscy podskoczyli. DlaKulla wygldao to tak, jakby fale zabijajcej ciszy emanoway z okropnego, stojcego na wzgrzu zamku. aden ptak nie piewa w okolicy, nie byo wiatru, ktry poruszyby gaziami uschych drzew. Kiedy jedcy Kulla podjedali do gry, wywoany przez nich stukot zdawa si dzwoni niemrawo i daleko. Dwik umiera nie dajc echa. Zatrzymali si przed zamkiem, ktry wyrasta ze wzgrza niczym monstrualne, ciemne drzewo. Kuthulos sprbowa jeszcze raz wpyn na krla. - Kullu, zastanw si! Jeeli rozerwiesz piecz, to moesz wypuci potwora, ktrego sile i szaowi nie przeciwstawi si aden czowiek! Kuli z powstrzymywan niecierpliwoci machn przeczco rk. By w ucisku nieobliczalnej przewrotnoci. Ten podstawowy bd wadcw, dotkn zazwyczaj rozsdnego Kulla. Krl podj ju decyzj i nic nie byo w stanie odwie go od jej realizacji. - Kuthulosie, na pieczci jest jaki staroytny napis-powiedzia. - Przeczytaj go mi. Kuthulos niechtnie zsiad z konia Reszta grupy podya za nim, oprcz siedzcych na koniach jak statuy z brzu zwykych onierzy. Zamek

spoglda na nich jak niewidoma czaszka. Wraenie to pogbia fakt, i nie byo wida adnych okien. Wielkie, elazne wrota byy zaryglowane i opiecztowane. pomieszczenie. Kuli wyda kilka rozkazw, co do dziaania oddziaw. Zirytowa si, kiedy stwierdzi, e musi podnosi gos jedynie po to, aby dowdcy lepiej go zrozumieli. Ich odpowiedzi wypady bezbarwnie i niewyranie. Krl, wraz z czterema wsptowarzyszami, zbliy si do wrt. Na ramie ponad wejciem, wisia dziwnie wygldajcy gong. Zrobiony by prawdopodobnie z jadeitu w odcieniu szaroci. Kuli nie by pewien jego koloru, poniewa ten zmienia si przed jego zaskoczonym wzrokiem. Chwilami zdawao si, e spojrzenie wcigane jest w gbiny, innym razem, e pywa po pycinie. Obok gongu wisia motek zrobiony z tego samego, dziwnego materiau. Kuli uderzy w niego lekko i z zaskoczenia zosta z lekka oguszony dwikiem, jaki si pojawi. Bya to jakby koncentracja wszystkich ziemskich brzmie. - Przeczytaj napisy, Kuthulosie - ponownie rozkaza i niewolnik z zauwaalnym szacunkiem podszed do drzwi. Sowa te bez wtpienia wyku sam wielki Raama. -To co byo, moe si powtrzy - przeliterowa. - Strzecie si wic, wszystkie ludzkie dzieci! Na jego twarzy pojawi si zauwaalny cie lku. - Ostrzeenie! Ostrzeenie prosto od Raamy! Zastanw si Kullu, powstrzymaj si! Kuli sarkn, wycign miecz, wyrwa piecz z obsady i zacz przecina wielki, metalowy skobel. Uderza raz za razem niewiele robic sobie z zapadej wok ciszy, przerywanej jedynie metalicznymi dwikami. Zasuwy opady, a wrota trzasny otwierajc si. Kuthulos wrzasn. Kuli zachwia si rozgldajc si po pomieszczeniu. Komnata bya pusta. Nie! Nic nie zauway, bowiem nie byo nic do zobaczenia. Wtedy poczu, jak powietrze zadrgao wok niego, gdy co przybyo kbic si w ohydnym pokoju wielkimi, niewidzialnymi falami. Kuthulos pochyli ramiona i wrzasn. Jego sowa dobiegy sabo, jakby z Najwyraniej budynek mia wewntrz tylko jedno

jakiej kosmicznej odlegoci. - Cisza! To jest dusza caej Ciszy! Dwik wygas. Konie poniosy, a jedcy spadli na twarze w py. Leeli tak, trzymajc si rkami za gowy, bezgonie wrzeszczc. Kuli sta wyprostowany samotnie. Jego wielki miecz byszcza z przodu. Cisza! Cakowita i absolutna! Przelewajce si i kbice fale horroru. Ludzie otwierajcy usta i wrzeszczcy, lecz... bez dwiku! Cisza wdara si do duszy Kulla. Dotara do jego serca wysaa stalowe macki do jego mzgu. W udrce przycisn do do czoa. Jego czaszka pona, pucha. W falach lku, jaki wypeni go, Kuli ujrza czerwone, gigantyczne wizje. Cisz rozprzestrzeniajc si na ca Ziemi, na cay Wszechwiat! Ludzie umierali w drgawkach. Ryk rzek, huk oceanw, haasy wiatru zamieray i przestaway istnie. Cay Dwik zosta zatopiony przez Cisz. Cisza niszczca dusz, rozmikczajca mzg, zalewajca cae ycie na Ziemi i docierajca do nieba, by zniszczy nawet piew odlegych gwiazd!. I wtedy Kuli, pozna strach, lk, przeraenie... ogarniajce wszystko, przeklte, zabijajce dusz. Stojc twarz w twarz z ciemn wizj, zachwia si i zatoczy jak pijany, oszalay z lku. O bogowie, cho jeden dwik, cichutki, saby haas! Kuli otworzy usta jak pezajcy szalecy za nim. Jego serce prawie wyrwao si z piersi w wysiku wrzasku. Przelewajca si cisza zakneblowaa go. Uderzy w metal swego miecza. I dalej kbice si fale wypyway z pomieszczenia, opywajc go, rozdzierajc, urgajc mu jak jaka przeraajca forma ycia. Ka-nu i Kuthulos leeli w bezruchu. Tu wi si lec na brzuchu z gow w ucisku doni, wyjc bezgonie, jak umierajcy szakal. Brule tarza si w pyle jak ranny wilk, na lepo sigajc pochwy. Kuli mg teraz prawie ujrze ksztat Ciszy, przeraajcej Ciszy, ktra nareszcie wydostaa si z Czaszki, by rozsadzi czaszki ludzi. Krcia si, pezaa blunierczymi kbami i cieniami. miaa si z niego! ya! Kuli zachwia si i przewrci. Gdy to si stao, jego wycignita rka potrcia gong. Kuli nie usysza dwiku, lecz poczu gwatowne drgania i skurcze fal wok siebie. Sabe cofnicie si, niechtne jak rka czowieka bezwiednie

cofa si przed pomieniem. Ach, stary Raama pozostawi stranika dla rasy, nawet po mierci! Ogupiay umys Kulla rozwiza nagle zagadk. Morze! Gong by jak morze wypenione zmieniajcymi si, zielonymi cieniami. Nigdy nie bdce w bezruchu. Nigdy nie bezgone. Morze! Wibrujce, pulsujce, poruszajce si w dzie i w nocy. Najwikszy nieprzyjaciel Ciszy. Unoszc si z wysikiem, oguszony, zapa jadeitowy motek. Jego kolana podday si, ale uwiesi si jedn rk ramy, zamachujc si w ostatecznej, miertelnej desperacji motkiem. Cisza kbia si gronie wokoo. miertelniku, kim jeste aby przeciwstawia si mi, ktra jestem starsza od bogw? Byam, zanim pojawio si ycie. Bd, gdy ono umrze. Zanim narodzi si najedca Dwik, Wszechwiat by cichy, bdzie taki znowu. Poniewa rozprzestrzeni si na cay kosmos i zabij Dwik... zabij Dwik... zabij Dwik! Ryk Ciszy znowu... i znowu! Przy kadym uderzeniu Cisza cofaa si... centymetr po centymetrze... centymetr po centymetrze... Z powrotem, z powrotem, z powrotem. Kuli odnalaz si do uderzania dalej. Zdawao mu si teraz, e syszy cichutkie dwiczenie gongu. Jakby kto, gdzie po drugiej stronie Wszechwiata uderzy w srebrn monet gwodziem. Przy kadym odgosie, otaczajca Cisza zmniejszaa si i jakby oddalaa. Macki skrciy si, fale cofny. Cisza zmalaa. Z powrotem i z powrotem, i jeszcze raz... z powrotem. Teraz kby Ciszy unosiy si w wejciu. Za Kullem ludzie z trudem unosili si na kolana, skamlc i jczc. Szczkali zbami, a ich wzrok by pusty. Krl wydar gong z mocujcych go ramion i ruszy w kierunku drzwi. Chcia skoczy walk. Nie uznawa kompromisw. Nie zaryglowane drzwi nie bd chroni przed tym horrorem. Cay Wszechwiat powinien zatrzyma si i ujrze czowieka bdcego dowodem na niezbdno istnienia ludzkoci, wspinajcego si na wysokie schody chway, dziki tak heroicznemu czynowi. odbija si w jaskiniach odrtwiaego mzgu Kulla piewnymi, monotonnymi drganiami, gdy ten uderza w gong znowu... i

Sta w wejciu pochylony przeciw wiszcym falom, ktre bezustannie go raniy. Cae Pieko ruszyo na niego z ostatniej siedziby przeraajcej rzeczy, ktrej spokj naruszy. Caa Cisza bya z powrotem w komnacie, zmuszona do powrotu przez niepowstrzymany Dwik. Dwik, ktry by poczeniem wszystkich dwikw i odgosw Ziemi. Uwiziony rk mistrza, ktry dawno temu pokona zarwno Dwik jak i Cisz. Cisza zebraa wszystkie swoje siy na ostatni atak. Pieko bezdwicznego zimna i pomieni zawirowao wok Kulla. Nadszed czas istnienia, ywiow i rzeczywistoci. Cisza istniaa pod nieobecno dwiku, jak mwi Kuthulos, ktry lea teraz i jcza przypominajc pusty dzban. By wicej ni nieistnieniem. By tak potnym nieistnieniem, i sta si istnieniem. Tak abstrakcyjn iluzj, e sta si rzeczywistoci. Kuli by olepiony, oguszony i ogupiay. Prawie nic nie czu pod naporem kosmicznych si. Dusza, ciao i umys. Otoczone przez wijce si macki. Odgos gongu znw znikn. Ale Kuli nie podda si. Jego torturowany mzg trzs si. Ale on wierzy w swoje, stojce na progu, nogi. I z ogromn si ruszy do przodu. Napotka materialny opr. Co jakby fale twardego ognia, ktry by bardziej gorcy od pomieni i zimniejszy ni ld. Ale poda naprzd, czujc jak opr maleje... maleje. Krok za krokiem, stopa za stop, wywalczy sobie drog do komnaty mierci pchajc przed sob Cisz. Kady krok by dla niego straszn, zmuszajc prawie do jku tortur. Kady metr, ktry przeszed, zblia go do Pieka. Szed zgarbiony, ze spojrzeniem wbitym w ziemi, a ramiona poruszay si w dziwacznym rytmie. Wielkie krople krwi zbieray si na jego brwiach i kapay bez ustanku na ziemi. Zanim ludzie zaczynali wstawa. Byli sabi i ogupiali, poniewa Cisza nawiedzia ich umysy. Patrzyli si na drzwi, za ktrymi krl toczy mierteln bitw o Wszechwiat. Brule czoga si na olep, naprzd, cignc miecz. Wci by ogupiay, ale wid go instynkt. Czoga si za swym krlem ciek, ktra wioda do Pieka. Kuli zmusza Cisz, by cofaa si, krok za krokiem. Czu jak staje si coraz sabsza i sabsza, jak maleje. Odgos gongu narodzi si znowu i zacz rosn, i rosn. Wypeni pokj, Ziemi, niebo. Cisza uciekaa przed nim. I

podczas gdy malaa pod jego wpywem, zacza przyjmowa niesamowit posta, t ktr zobaczy Kuli, mimo i nie widzia jej. Jego ramiona zdaway si martwe, mimo to z ogromnym wysikiem zacz uderza coraz mocniej. Cisza cofna si w ciemny rg i malaa, malaa. Jeszcze raz, ostatnie uderzenie! Wszystkie dwiki Wszechwiata zebray si razem w jedno wycie, jk, ryk, pochaniajcy wybuch dwiku! Gong rozpad si na miliony malutkich kawakw. A Cisza krzykna!

Rzdy topora! 1. "moje pieni s gwodziami do krlewskiej trumny!"


- O pnocy krl musi zgin! Mwicy te sowa czowiek by wysoki, szczupy o ciemnej karnacji. Zakrzywiona blizna idca koo ust, nadawaa jego twarzy zowieszczy wyraz. Jego suchacze kiwali gowami, patrzc na niego w zamyleniu. Byo ich czterech: niski, gruby facet z niemiae wygldajc twarz, cienkimi ustami i wyupiastymi oczami; ponury, owosiony i prymitywny gigant; wysoki i bardzo chudy mczyzna w stroju bazna, ktrego bkitne, ponce oczy odbijay zamieszkae w duszy szalestwo; i karze z nienormalnie szerokimi plecami i dugimi ramionami. Pierwszy z mwicych umiechn si chodno. -A teraz zmy przysig. Przysig, ktrej nic nie zamie... Przysig Sztyletu i Pomieni! Oczywicie ufam wam. Ale lepiej mie zabezpieczenie. Zauwayem, e niektrzy z was dr. - atwo ci mwi, Ardyon - przerwa mu niski, gruby facet. - Jeste skazanym na wygnanie zoczyc, za ktrego gow wyznaczono cen. Nie masz nic do stracenia, za to wiele do zdobycia. A my... - Macie wicej do stracenia i wicej do zdobycia - dokoczy niewzruszony zoczyca. - Wezwalicie mnie z grskich ostpw, abym pomg wam w zrzuceniu krla z tronu. Zaplanowaem wszystko, przygotowaem sida, zastawiem puapk i jestem gotw do zniszczenia zwierzyny... ale musz by pewien waszej wsppracy. Czy przysigniecie? - Do tych gupstw! - krzykn mczyzna o pomiennych oczach. Tak, przysigniemy o wicie, a noc bdziemy taczy nad upadym krlem! "Och, piew rydwanw i furkotanie skrzyde spw". - Zachowaj swe pieni na pniej, Ridondo - zamia si Ardyon. Nadszed czas sztyletw, nie rymw. - Moje pieni s gwodziami do krlewskiej trumny! - wykrzykn minstrel wycigajc dugi, cienki sztylet. - Giermku, przynie tu wiec! Bd pierwszym, ktry przysignie! jakie

Cichy i ponury niewolnik przynis dug, cienk wiec. Ridondo przeku nadgarstek upuszczajc krew. Jeden po drugim pozostaa czwrka zrobia to samo. Trzymali si teraz ostronie za nadgarstki tak, aby krew jeszcze nie kapaa. Potem stanli w krg, twarzami do siebie, chwycili si za rce i wycignli je w stron stojcej w rodku wiecy. Odwrcili nadgarstki tak, aby krew spada wanie na ni. Podczas gdy ogie sycza i skwiercza, oni powtarzali: -Ja, Ardyon, czowiek bez ziemi, lubuj sowem i piecztuj cisz, i przysigi nie zami. - I ja Ridondo, pierwszy minstrel dworu Yalusji! -wykrzykn bard. -1 ja, Ducalon, ksi Komahar - powiedzia karze. - I ja Enaros, dowdca Czarnego Legionu - zadudni gigant - I ja, Kaanuub, baron Blaal - rzek drcym falsetem may, gruby czowiek. wieczka zasyczaa jeszcze raz i zgasa pod rubinowym deszczem, ktry na ni pada. - Niech tak skoczy si ycie naszego wroga - powiedzia Ardyon puszczajc rce swych kamratw. Spojrza na nich z dobrze skrywanym zadowoleniem. Banita wiedzia, e przysiga moe zosta zamana, nawet ta "nie do zamania". Ale wiedzia te, e Kaanuub, ktremu ufa najmniej, jest przesdny. Zawsze jest sposb na pokonanie zabezpiecze, choby nie wiadomo jak dobrych. - Jutro - rzek nagle Ardyon - lub raczej dzisiaj, jako e ju jest wit, Brule, wcznik-zabjca, prawa rka krla, oraz Ka-nu, ambasador Piktw, wyjedaj do Grondaru. Maj piktyjsk eskort i liczny oddzia Czerwonych Zabjcw, krlewskich obrocw. - Tak - powiedzia Ducalon z pewn satysfakcj - to by twj plan, Ardyon, ale to ja go wykonaem. Mam rodzin w radzie Grondaru. W bardzo atwy sposb udao si namwi krla, aby zada on obecnoci Ka-nu. A poniewa Kuli wynosi Ka-nu ponad wszystkich, wysya z nim odpowiedni eskort. Banita skin gow. - Dobrze. W kocu udao mi si, poprzez Enarosa, skorumpowa oficera

Czerwonej Gwardii. Czowiek ten wyprowadzi dzi koo pnocy swych ludzi daleko od krlewskiej sypialni, pod pretekstem sprawdzenia dziwnych dwikw, czy czego takiego. Bdziemy rozstawieni na wielu rnych podwrcach. Bdziemy czeka, nas piciu i szesnastu zdesperowanych awanturnikw, ktrych wezwaem z gr, a ktrzy teraz ukryci s w rnych czciach miasta. Bdzie nas dwudziestu jeden przeciw jednemu... Zamia si. Enaros pokiwa gow, Ducalon wyszczerzy zby, a Kaanuub zblad. Ridondo klasn w donie i wykrzykn wesoo: - Na Yalk! Pocigajcy za zote sznurki bd pamita t noc! Upadek tyrana, mier despoty... jak pie napisz! Jego oczy pony dzikim, fanatycznym ogniem. Pozostali spojrzeli po sobie dziwnie. Wszyscy z wyjtkiem Ardyona, ktry odwrci gow kryjc umiech. Potem nagle wybuchn. - Do! Wracajcie do swych domw i ani sowem, ani dziaaniem, ani nawet jednym spojrzeniem nie zdradcie co kryj wasze myli - zawaha si spogldajc na Kaanuuba. - Baronie, twoja blada twarz zdradzi ci. Jeli Kuli przyjdzie do ciebie i spojrzy swymi lodowatymi, szarymi oczami w twoje, zaamiesz si. Wyjed do swej podmiejskiej siedziby i czekaj, a ci wezwiemy. Nas czterech wystarczy. Kaanuub ucieszy si tak, e prawie upad. Odszed plotc co bez zwizku. Reszta kiwna banicie gowami i odesza. Ardyon przecign si jak wielki kot i wyszczerzy zby w umiechu. Zawoa niewolnika. Przybyy okaza si by ponuro wygldajcym czowiekiem, ktrego rami znaczyy blizny takie, jakie posiadaj jedynie napitnowani zodzieje. - Jutro - stwierdzi Ardyon, biorc w rce oferowany mu kielich -wyjd z tego ukrycia i pozwol ludowi Yalusji nacieszy swj wzrok moj osob Przez cae miesice, odkd Czwrka Spiskowcw wezwaa mnie z gr, kryem si jak szczur. yem w sercu imperium moich wrogw, chowajc si przed wiatem w dzie, w nocy czajc si i zakadajc maski w ciemnych alejach, i jeszcze ciemniejszych korytarzach. Teraz zakocz to, czego ci rebelianccy panowie nie umieli. Pracowaem wykorzystujc ich, a take innych agentw, z ktrych wielu nigdy nie ujrzao mojej twarzy. Dziki niezadowoleniu i

korupcji, stworzyem imperium podobne do plastra miodu. Przekupywaem i finansowaem urzdnikw, podegaem do buntu biedot. Tak, dziaaem w ciemnociach, przygotowujc sposb na zrzucenie z tronu wadcy, ktry w tej chwili siedzi w socu na tronie. Och, mj przyjacielu, prawie zapomniaem, e byem mem stanu, zanim zostaem banit Byo tak, dopki Kaanuub i Ducalon nie posali po mnie. - Pracujesz z dziwnymi wsptowarzyszami - stwierdzi niewolnik. - Sabi ludzie, lecz na swj sposb silni - leniwie odpar banita. Ducalon, ktliwy czowiek, miay, zuchway. Posiada krewnych na wysokich stanowiskach, lecz klepie bied, a jego nieurodzajne majtki obcione s potwornymi dugami. Enaros, okrutna bestia, silny i odwany jak lew. Ten ma due wpywy wrd onierzy, ale jest bezuyteczny z powodu braku mzgu. Kaanuub, przebiegy dziki latom wprawy, peen sprytnych intryg. Z drugiej strony gupiec i tchrz. Skpy, lecz posiadajcy bogactwa ktre byy niezbdne dla realizacji moich planw. Ridondo, szalony poeta, cakiem postrzelony, odwany, lecz roztrzepany. Faworyt ludu, synny i kochany za poruszajce serca pieni. To on jest naszym gwnym atutem, jeli chodzi o popularno. Oczywicie, jeli moje plany powiod si. - Wic kto zasidzie na tronie? - Kaanuub sdzi, e to on bdzie krlem. Posiada w swych yach kropl krlewskiej krwi, krwi krla, ktrego wasnymi rkami zabi Kuli. To powany bd obecnego wadcy. Kuli wie, e s jeszcze ludzie, ktrzy chlubi si pochodzeniem ze starej dynastii, ale pozwala im cigle y. Tak wic Kaanuub spiskuje, aby zdoby tron. Ducalon pragnie powrci do ask, tak jak byo to za starego wadcy. Wtedy mgby przywrci swe majtki i tytuy do ich waciwego ksztatu. Enaros nienawidzi Kelkora, dowdcy Czerwonych Zabjcw i sdzi, e powinien mie jego stanowisko. Chce by dowdc wszystkich wojsk Yalusji. Jeli chodzi o Ridondo... c! Nie cierpi go i podziwiam zarazem. On jest prawdziwym idealist Widzi w Kullu obcokrajowca i barbarzyc twardo stojcego na ziemi, krwaworkiego dzikusa, ktry przyby z morza, by podbi spokojny i cywilizowany kraj. On wyidealizowa nawet starego krla, zabitego przez Kulla. Zapomnia przy tym o jego podej osobowoci. Zapomnia nieludzko, pod brzemieniem,

ktrej kraj a jcza za jego panowania. To on sprawi, e ludzie zapomnieli. Lud zawsze piewa "Lament po Krlu", w ktrym Ridondo opiewa witobliwego zoczyc, a oczernia Kulla, jako "dzikusa o czarnym sercu". Kuli mieje si z tych pieni i odpuszcza kar Ridondo. Tym niemniej zapewne zastanawia si, dlaczego nard zwraca si przeciw niemu. -Ale dlaczego Ridondo nienawidzi Kulla? - Poniewa jest poet. Poeci zawsze nienawidz tych, ktrzy posiadaj wadz. Rezygnuj tylko po mierci, przeywajc stulecia ulgi w snach. Ridondo jest ponc pochodni idealizmu, postrzegajc siebie jako bohatera, stalowego rycerza powstajcego, by zrzuci z tronu tyrana. - A ty? Ardyon rozemia si i wysuszy kielich. - Ja mam wasne idee. Poeci s niebezpieczni, poniewa zawsze wierz w to, o czym piewaj. C, ja wierz w to, co myl. A myl, e Kaanuub nie utrzyma zbyt dugo tronu. Kilka miesicy temu straciem wszystkie ambicje oprcz niszczenia wiosek i karawan, dopki starczy ycia. Teraz, c... teraz zobaczymy.

2. "Wtedy byem wyzwolicielem... Teraz..."


Komnata bya dziwnie uboga w porwnaniu do bogatych kobiercw na cianach i puszystych dywanw na pododze. Stao w niej mae biurko, za ktrym siedzia mczyzna. Czowiek tego typu wyrniaby si z miliona. Byo tak gwnie dziki jego niezwykej wielkoci, wzrostowi, szerokoci ramion, co razem dawao do pokany efekt. Jego twarz jednak bya ciemna i nieruchoma. Jego spojrzenie byo ostre, a jego wskie, szare oczy przykuway swym lodowatym magnetyzmem wzrok rozmwcw. Kady ruch, jaki wykona, nawet niewielki, ujawnia spryste jak stal minie. W poruszeniach nie wida byo specjalnych zamierze, czy podejmowania jakich decyzji. Czowiek by perfekcyjny w trwaniu w bezruchu, jak statua z brzu, czy te w kocim ruchu szybkim tak, i umyka z pola widzenia ledzcemu go obserwatorowi. Teraz mczyzna odpoczywa z policzkiem opartym na pici, podpierajc si okciem o biurko. Chmurnie przypatrywa

si stojcemu przed nim czowiekowi. Ten zajmowa si wasnymi sprawami. By w trakcie mocowania na sobie napiernika. Co wicej, gwizda w roztargnieniu jaki dziwny i niekonwencjonalny utwr, nie zwracajc uwagi na to, i robi to w obecnoci krla. - Brule - powiedzia krl - ten polityczny problem bardziej mnie martwi, ni wszystkie bitwy, jakie stoczyem. - To fragment gry, Kullu - odpar Brule. - Jeste krlem i musisz gra swj rol. - Chciabym mc pojecha z tob do Grondaru - stwierdzi zamylony Kuli. - Wydaje si, e miny wieki, odkd ostatni raz dosiadaem rumaka. C, Tu twierdzi, e domowe sprawy wymagaj mojej obecnoci. Przeklestwo z nim! - Cae miesice temu - nie oczekujc odpowiedzi z wzrastajc pospnoci kontynuowa - zdetronizowaem star dynasti i zagarnem tron Yalusji. Marzyem o tym od czasw, gdy byem chopcem w kraju mojego plemienia. To byo proste. Wracajc w mylach do starych czasw widz, jak dug drog przeszedem. Te wszystkie dni mordw, trudw i udrki wydaj si teraz snem. Wyrosem z dzikiego ludu Atlantydw. Przetrwaem lemuryjskie galery... dwa lata niewoli przy wiosach... Potem banicja na wzgrzach Yalusji, wizienie w jej lochach. Byem gladiatorem na arenach tego kraju, onierzem w jego armii, dowdc, krlem! - Problem ze mn, Brule to to, i nie patrz zbyt daleko w przyszo. Zawsze moim gwnym celem by tron. Nie zastanawiaem si co dalej. Kiedy krl Boma leg martwy u moich stp, a ja zerwaem koron z jego ociekajcej krwi gowy, osignem ostateczne spenienie swych marze. Od tego czasu nastpi labirynt iluzji i pomyek. Przygotowywaem si na zdobycie tronu, a nie na jego utrzymanie. - Kiedy zabiem Boma lud pozdrawia mnie dzikimi okrzykami. Wtedy byem Wyzwolicielem... Teraz ci sami ludzie mamrocz co i dziwnie patrz za moimi plecami... Pluj na mj cie, kiedy myl, e tego nie widz. Ustawili nawet posg, tej martwej wini, Bomowi, w wityni Wa. Ludzie chodz tam i bij mu pokony, pozdrawiajc go jak witego monarch, ktry dokona ywota w walce z barbarzyc o splamionych krwi rkach.

Kiedy, jako onierz, prowadziem armi do zwycistwa, w Yalusji nie pomijano faktu, i jestem obcoplemiecem. Teraz te nie mog mi tego wybaczy. - Teraz w wityni Wa maj pali kadzida ku czci Borna. Robi to ludzie, ktrych egzekutorzy starego wadcy olepiali i wycinali jzyki, ojcowie, ktrych dzieci zginy w lochach, mowie, ktrych ony zostay zacignite do jego haremu. C! Wszyscy ludzie to gupcy. - Ridondo jest za to najbardziej odpowiedzialny - odpar Pikt, przyczepiajc pochw miecza do pasa. -To jego pieni spowodoway to szalestwo. Powie go za te bazeskie szatki na najwyszej wiey w miecie. Pozwl, by ukada rymy spom. Kuli potrzsn sw lwi grzyw. -Nie, Brule, on jest poza moim zasigiem. Wielki poeta jest wikszy nawet od krla. On mnie nienawidzi. C, ja chciabym y z nim w przyjani. Jego pieni s potniejsze od mojego bera. Kilkakrotnie prawie wydar mi serce z piersi, gdy postanowi zagra dla mnie. Ja umr i zostan zapomniany. Jego pieni bd y wiecznie. Pikt wzruszy ramionami. - Jak chcesz. Cigle jednak jeste krlem i ludzie nie mog ci usun. Czerwoni Zabjcy s po twojej stronie, jak jeden m. Masz za sob take Piktw. Obaj jestemy barbarzycami nawet pomimo tego, i wikszo swego ycia spdzilimy w tym kraju. Wyruszam ju. Nie musisz si niczego obawia, oprcz prby zamordowania. Tego nie ma si co lka, z uwagi na fakt, e jeste dniem i noc strzeony przez oddzia Czerwonych Zabjcw. Kuli unis donie w gecie poegnania, gdy brzczcy zbroj Pikt opuszcza komnat. Teraz kolejna osoba pragna mc zwrci na siebie uwag krla. Przypomniao to wadcy, e wolny czas nigdy nie by jego zbawieniem. Czowiek o imieniu Seno val Dor, by modym szlachcicem z miasta. Synny, mody fechtmistrz i rozpustnik, pojawi si przed obliczem krla z wyranymi oznakami powanych, duchowych problemw. Jego aksamitny kapelusz by ju pognieciony, gdy klkajc przed wadc upuci go na podog. Pira cakiem wypady z przytrzymujcych klamer. Nieporzdny i

zapuszczony ubir informowa o stanie umysowej agonii, w jakim znalaz si jego waciciel. - Krlu, panie - powiedzia tonem gbokiego smutku. -Jeli wspaniaa przeszo mojej rodziny znaczy co dla Waszego majestatu. Jeli moja wierno lenna znaczy cokolwiek, na imi Yalki, spenij moj prob. -Opisz j. - Krlu, panie. Kocham pann. Nie mog bez niej y. Beze mnie ona bdzie musiaa umrze. Nie mog je, czy te spa, bowiem cigle myl o niej. Jej uroda powraca do mnie dniem i noc... Wspaniaa wizja jej niesamowitej piknoci. Kuli poruszy si w zasuchaniu. Nigdy jeszcze nie by kochankiem. - Wic, oe si z ni, na Yalk! - Ach - zapaka modzieniec - w tym cay problem! Ona jest niewolnic nalec do Ducalona, ksicia Komahar. Zapisane jest w czarnych ksigach Yalusyjskiego prawa, e szlachcic nie moe polubi niewolnicy. Zawsze tak byo. Poruszyem niebo i ziemi, ale zawsze otrzymywaem podobn odpowied. "Szlachcic i niewolnica nie mog wzi lubu". To przeraajce. Opowiedziano mi, e nigdy przedtem w caej historii imperium, szlachcic nie zapragn polubi niewolnicy. C to dla mnie znaczy! Odwouj si do ciebie, jako ostatniej deski ratunku. - Czy ten Ducalon nie mgby jej sprzeda? - Mgby, ale to pogorszyoby jeszcze spraw. Ona wci byaby niewolnic, a czowiek nie moe polubi swojej niewolnicy. Ja te pragn jej jako ony. Jakakolwiek inna droga byaby powodem kpin. Chc pokaza j caemu wiatu wystrojon w gronostaje i klejnoty rodu val Dor! To nie stanie si, jeli nie pomoesz mi panie. Urodzia si jako niewolnica, jej przodkowie to tysic pokole niewolnikw. Niewolnic bdzie te a do mierci, a jej dzieci podziel ten los. Dlatego te nie moe polubi czowieka wolnego. -Zosta wic razem z ni niewolnikiem-zasugerowa Kuli, przygldajc si badawczo modziecowi. - Pragnem i tego - odpar Seno z tak prostot, i krl natychmiast mu uwierzy. - Poszedem do Ducalona i powiedziaem "Posiadasz niewolnic, ktr kocham. Pragn j polubi. We mnie, zatem do siebie jako

niewolnika. W ten sposb bd mg chocia by blisko niej". Uprzejmie odmwi. Sprzedaby mi t dziewczyn, albo nawet da j. Nie zgodziby si jednak wzi mnie jako niewolnika. W dodatku mj ojciec przysig na swj niezomny honor, e zabije mnie, jeli splami imi rodu val Dor zostajc niewolnikiem. Tak, krlu panie, tylko ty moesz mi pomc. Kuli wezwa Tu i wyoy przed nim ca spraw. Tu, Przewodniczcy Rady Koronnej, potrzsn gow. - Jest tak, jak powiedzia Seno. W wielkiej, oprawionej w elazo ksidze, zapisane jest prawo. Zawsze takie byo i zawsze takie bdzie. Szlachcic nie moe wej w zwizek z niewolnic. - Dlaczego nie miabym zmieni prawa? - zapyta Kuli. Tu pooy przed nim kamienn tablic, na ktrej wykuto prawa. -To prawo obowizywao przez tysice lat. Spjrz Kullu, pierwotni prawodawcy pokryli nim kamie tak wiele wiekw temu, e moglibymy liczy ca noc i wci bymy nie poznali ich liczby. aden krl, nawet ty, nie moe tego zmieni. Kuli poczu nagle sabo, bezbrzene poczucie zagubienia, ktre dosy czsto dopadao go ostatnio. Krlowanie byo tylko inn form niewolnictwa. Tak mu si w kadym razie wydawao. Zawsze zwycia, wycinajc ciek wrd wrogw przy pomocy swego wielkiego miecza. Jak moe walczy z grzecznymi i penymi respektu przyjacimi, ktrzy kaniaj si i nadskakuj, ale sprzeciwiaj si wszelkim nowociom. Oni sami zabarykadowali si zwyczajami przy pomocy tradycji i przeszoci, a jemu grzecznie nie pozwalaj niczego zmieni. - Odejd - powiedzia, machajc w zmartwieniu rk. -Przykro mi, ale nie mog ci pomc. Seno val Dor wyszed z komnaty. Zaamany czowiek, ktrego spuszczona gowa, zgarbione ramiona, smutne oczy i powczce stopy nic ju nie znaczyy.

3. "Mylaem, e jeste tygrysem w ludzkiej skrze!"


Zimny wiatr szepta w zielonych lasach. Srebrna ya potoku wia si

midzy wielkimi pniami drzew, obwieszonymi ogromnymi winorolami i zasaniajcymi przewit pnczami. Ptaki pieway, a pne, letnie wiato soneczne przeciskao si przez wyrastajce zewszd gazie. Opadao zotymi i aksamitno-czamyrni plamami cienia i wiata na pokryt traw ziemi. W pomroce nabonej ciszy leaa pikna niewolnica. Twarz wtulia w gadkie, biae ramiona i pakaa tak, jakby miao pkn jej serce. Ptaki pieway, lecz ona bya gucha; potok przyzywa j, lecz bya niema; soce wiecio, lecz ona bya lepa... Cay wiat by czarn pustk, w ktrej realny by tylko bl i zy. Nie usyszaa ani lekkich krokw, ani nie zobaczya mczyzny o nad wyraz szerokich ramionach, gdy ten wyszed z krzakw i stan nad ni. Nie lkaa si jego obecnoci, dopki nie uklk i nie podnis jej. Przetar, delikatn jak kobieca do rk, jej zazawione oczy. Maa niewolnica spojrzaa w ciemn, nieruchom twarz. Wskie, szare oczy byy teraz dziwnie puste. Od pocztku wiedziaa e ten mczyzna nie by Yalusyjczykiem. W tych niebezpiecznych czasach nie byo wskazane dla niewolnic zosta zapane w lesie przez obcych, a zwaszcza obcokrajowcw. Ona jednak bya zbyt nieszczliwa, by si ba, a poza tym czowiek wyglda sympatycznie. - Co si stao, dziecko? - spyta, a poniewa pena gbokiego alu kobieta, pragna przekaza swe zmartwienia komu jeszcze, wychlipiaa: - Och, panie, jestem nieszczliw dziewczyn. Kocham modego szlachcica. - Seno val Dora? -Tak, panie-spojrzaa na niego zaskoczona. - Skd wiesz? On pragnie mnie polubi i dzisiaj poszed prosi krla o zgod, poniewa stara si ju wszdzie indziej bez skutku. Ale i krl odmwi mu. Ciemna twarz obcego skrzywia si. - Czy Seno powiedzia, e krl odmwi mu? -Nie. Krl wezwa swego doradc i rozmawia z nim przez chwil, potem odesa Seno - pocigna nosem. - Wiedziaam, e to nic nie da! Praw Yalusji nie sposb zmieni, bez wzgldu na to, jak s okrutne, czy niesprawiedliwe. S potniejsze, ni krl.

Dziewczyna poczua jak minie podtrzymujcej j rki twardniej i zmieniaj si w elazne druty. Twarz obcego wykrzywia si w grymasie bezradnoci. - Tak - mrukn na wp do siebie - prawa Yalusji s potniejsze ni krl. Opowie o kopotach pomoga troch i wysuszya jej oczy. Pikne niewolnice s przyzwyczaj one do kopotw i do przeamywania ich, mimo e ta bya rzadziej przez nie dotykana. - Czy Seno nienawidzi krla? - zapyta obcy. Potrzsna gow. - Wie, e krl jest bezradny. -A ty? - Co ja? - Czy nienawidzisz krla? Jej oczy zapony. - Ja?! Och, panie, kime ja jestem, aby nienawidzi krla. Dlaczego, dlaczego, nigdy o tym nie mylaam. - Ciesz si - powiedzia mczyzna. - Poza tym, dziewczyno, krl jest tylko niewolnikiem takim, jak ty, z o wiele ciszymi acuchami. - Biedny czowiek - powiedziaa z alem, cho bez rozumienia. -Ale nienawidz okrutnych praw, ktrymi ludzie s ograniczeni! - wybuchaa gniewem. - Dlaczego prawa nie miayby si zmieni? Czas nigdy nie stoi! Dlaczego teraz ludzie mieliby by ograniczeni prawami, ktre stworzyli nasi barbarzyscy przodkowie tysice lat temu... - przerwaa nagle i spojrzaa wok ze strachem. -Nie mw nikomu o tym, co usyszae przed chwil z mych ust wyszeptaa kadc we wzruszajcy sposb gow na ramieniu mczyzny. -Kobieta, a tym bardziej niewolnica, nie powinna w ten sposb wybucha na tematy polityczne. Jeli moja pani lub pan dowiedz si, zostan obita. Wielki mczyzna umiechn si. -Nie denerwuj si, dziecko. Krl nie zdenerwowaby si, gdyby usysza, co mwisz. W rzeczywistoci wierz, e zgodziby si z tob. - Czy widziae krla? - zapytaa. Dziecica ciekawo na chwil zastpia bl. - Wiele razy. - Czy ma dwa i p metra wzrostu - zapytaa ciekawie - i czy ma rogi

pod koron, jak mwi ludzie? - Chyba nie - rozemia si. - Co do wzrostu, brakuje mu prawie p metra by odpowiada twemu opisowi. Wielkoci mgby by moim bliniakiem. Nie ma pomidzy nami nawet centymetra rnicy. - Czy jest tak samo miy jak ty? - W chwilach, gdy z niezrozumienia spraw wadzy nad krajem nie szaleje z wciekoci lub nie denerwuje si kaprysami ludu, ktry nigdy nie pojmie wadcy. - Czy on naprawd jest barbarzyc? - To prawda. Urodzi si i spdzi dziecistwo wrd ciemnych barbarzycw, zamieszkujcych Atlantyd. ni pewien sen, ktry zrealizowa po latach. By wspaniaym wojownikiem i dzikim fechtmistrzem, wietnie dowodzi w bitwach, a najemnicy w armii Yalusji kochali go. To wszystko zoyo si na jego koron. Teraz, poniewa jest wojownikiem, a nie politykiem, poniewa jego talent do miecza w niczym mu nie moe pomc, jego tron zapada mu si pod stopami. - On jest bardzo nieszczliwy? -Nie przez cay czas - umiechn si wielki mczyzna. - Czasem, gdy wylizguje si samotnie i organizuje sobie kilkugodzinne wakacje w lasach, jest prawie szczliwy. Zwaszcza, gdy spotyka adn dziewczyn jak... Dziewczyna krzykna w nagym strachu, zsuwajc si przed nim na kolana. - Och, panie, miej lito! Nie wiedziaam, e jeste krlem! - Nie obawiaj si. Kuli usiad znowu obok niej i obj j ramieniem. Poczu jak dry od stp do gw. - Mwia, e jestem miy... - I jeste taki, panie - wyjkaa sabo. - Ja... z tego co ludzie mwili, mylaam, e jeste tygrysem w ludzkiej skrze. Ale ty jeste miy i wraliwy... a... ale... ty jeste krlem i ja... Nagle w wybuchu zmieszania i zakopotania wstaa na nogi i od razu ucieka. To, e krl, o ktrego ujrzeniu pewnego dnia z daleka moga jedynie marzy, okaza si by czowiekiem, ktremu zwierzya si ze swych trosk,

przeszo jej najmielsze oczekiwania. Ogarno j zakopotanie, ktre przerodzio si prawie w fizyczny lk. Kuli rozejrza si i wsta. Sprawy paacu wzyway go z powrotem. Musia zmierzy si z problemami, o ktrych naturze mia odlege pojcie i dotyczcymi spraw, o jakich nie wiedzia zupenie nic.

4. "Kto zginie pierwszy?"


Przez wyludnion cisz, ktra wypeniaa korytarze i hole paacu, przedzierao si dwadziecia postaci. Ich stopy obute w proste, skrzane obuwie nie powodoway adnych dwikw, stpajc zarwno po cienkich dywanach, jak i pustych, marmurowych posadzkach. Pochodnie stojce w niszach wzdu holw, wieciy czerwieni na obnaonych mieczach, goych ostrzach sztyletw i toporw. - Powoli, spokojnie - szepta Ardyon zatrzymujc si na chwil, by spojrze do tyu na swych kamratw. - Kto to robi? Przesta natychmiast dysze. Oficer z nocnej warty oprni ten korytarz ze stray dajc im bezporedni rozkaz lub upijajc ich. Mimo to musimy uwaa. Mamy szczcie, e ci przeklci Piktowie... wychudzone wilki... wrcili do konsulatu lub wyruszyli do Grondaru. Pst! Do tyu... idzie jaki stranik. Stoczyli si i czekali za wielkim filarem, ktry mg, w razie potrzeby, ukry cay regiment ludzi. W chwil potem w korytarzu ukazao dziesi osb. Wysocy, brzowi mczyni w czerwonych zbrojach, wygldali jak elazne statuy. Byli dobrze uzbrojeni, a na twarzach kilku z nich wida byo niepewno. Oficer, ktry prowadzi ich, by bardzo blady. Jego twarz pobrudziy linie zmarszczek, a rk wyciera pot z brwi. Oddzia mija filar, za ktrym schowali si mordercy. Dowdca by mody, a zdrada krla nie bya dla niego atwa. Pobrzkujc zbrojami weszli w nastpny korytarz. - Dobrze! - sykn Ardyon. - Zrobi tak, jak zakadaem. Kuli pi bez stranikw! Szybciej, mamy co do zrobienia! Jeli zapi nas, gdy bdziemy go zabija, to jestemy straceni. Ale martwy krl ma sab pami. Szybciej! - Tak, szybciej! - krzykn Ridondo.

Pospieszyli w d korytarza i zatrzymali bieg dopiero przed drzwiami. - Tutaj! - wysapa Ardyon. - Enaros... wywa mi te drzwi! Gigant zwali si caym ciarem ciaa na drzwi. Znowu... tym razem usyszeli wypadanie zasuw i trzask drewna. Drzwi odchyliy si i wpady do wntrza. -Do rodka! -krzykn Ardyon, przesiknity pomiennym duchem morderstwa. - Do rodka! - warkn Ridondo. - mier tyranowi... Zatrzymali si na moment. Przed nimi sta Kuli twarz w twarz... nie nagi Kuli obudzony z gbokiego snu, zaskoczony i nieuzbrojony, gotw do zarnicia jak owca. Kuli nie by picy ani zaskoczony, lecz czciowo ubrany w zbroj Czerwonych Zabjcw z dugim mieczem w doni. Krl wsta cicho ju kilka minut temu. Nie mg zasn. Mia zamiar zaprosi oficera warty do swego pokoju, aby porozmawia z nim przez chwil. Gdy jednak popatrzy przez ukryty judasz w drzwiach, zobaczy go, jak wyprowadza z korytarza swj oddzia. Do podejrzliwego mzgu barbarzyskiego krla wkrada si myl, e zosta zdradzony. Nie pomyla nawet o tym, by wezwa z powrotem swych ludzi. Prawdopodobnie oni te byli wpltani w spisek. Nie byo adnych powodw dla tego typu dezercji. Tak wic Kuli cicho i szybko zacz nakada na siebie zbroj. C, nie zakoczy tej czynnoci, gdy Enaros zaszarowa na drzwi. Przez moment, ten niesamowity widok zatrzyma w drzwiach czterech spiskujcych szlachcicw. Szesnastu zdesperowanych banitw toczyo si za nimi. Spogldajcy w zapadej ciszy, przeraajcym wzrokiem gigant sta z mieczem gotowym do walki na rodku krlewskiej sypialni. Wtedy Ardyon krzykn: - Do rodka i zabi go! Jest sam przeciwko dwudziestu i nie ma hemu! To prawda, nie byo czasu na zaoenie hemu, tak jak i na cignicie wielkiej tarczy z haka na cianie. Tym niemniej Kuli by lepiej chroniony od wszystkich zabjcw z wyczeniem Enarosa i Ducalona. Ci dwaj mieli cae zbroje z zatrzanitymi przybicami. Z wrzaskiem, ktry odbi si od sufitu, zabjcy wpadli do pokoju. Pierwszy by Enaros. Wbieg do pomieszczenia jak szarujcy byk, z gow opuszczon, a mieczem trzymanym nisko, by zada wypruwajce

wntrznoci pchnicie. Kuli skoczy mu na spotkanie jak tygrys zaskakujcy byka. Cay ciar krla i jego potna sia zebraa si w ramieniu, ktre prowadzio miecz. Z jczcym wistem wielkie ostrze przecio powietrze i zatrzymao si dopiero na hemie dowdcy. Ostrze i hem pky, a odamki obu posypay si po pokoju. Enaros pad martwy na podog. Kuli natomiast cofn si ciskajc w doni rkoje miecza pozbawionego ostrza. - Enaros! - sarkn, gdy roztrzaskany hem odkry zakrwawion gow. W tej samej chwili reszta napastnikw bya ju przy nim. Poczu sztylet suncy mu wzdu eber i uderzeniem lewego ramienia posa na bok trzymajcego go przeciwnika. Waln uaman rkojeci w oczy innego napastnika i pozostawi go lecego na ziemi i krwawicego cakiem bez zmysw. - Czterech niech pilnuje drzwi! - wrzasn Ardyon, taczc na krawdzi wiru piewajcej stali. Ba si, e Kuli, ze swym olbrzymim ciarem i du szybkoci, moe przebi si przez ich szeregi i uciec. Czterech mordercw cofno si i ustawio si przed drzwiami. W tym momencie Kuli skoczy do ciany i cign z niej staroytny topr bojowy, wiszcy w tym miejscu pewnie ju od ponad stu lat. Stojc przy cianie, przyjrza si przez chwil napastnikom i prawie natychmiast skoczy pomidzy nich. Nie w jego stylu bya walka defensywna! Zawsze wola przenosi walk na pole przeciwnika. Jeden ruch topora pozostawi banit na pododze z odcitym ramieniem... straszliwy cios do tyu roztrzaska innemu czaszk. Miecz nie mg przebi jego napiernika... inaczej byby ju trupem. Podstawowym zadaniem byo teraz chronienie odkrytej gowy i przestrzeni pomidzy napiernikiem, a naplecznikiem. Valusyjska zbroja nie zabezpieczaa tego miejsca a on nie mia czasu na zaoenie caoci zbroi. Ju krwawi z ran na policzku, ramionach i nogach. By jednak tak szybkim i mierciononym wojownikiem, e pomimo tak wielkiej przewagi po ich stronie, zabjcy nie mogli go zabi. Co wicej, sama ich liczba, przeszkadzaa w walce. Przez chwil toczyli si dziko wok niego. Ciosy spaday jak deszcz, potem cofnli si i otoczyli go zadajc sztychy, i parujc jego uderzenia. Kilka cia dawao wyrane wiadectwo nieskutecznoci ich pierwszego planu.

- Wojownicy! - krzykn z byskiem w oczach Ridondo. Zrzuci swj kapelusz ze spuszczonym brzegiem. - Czy obawiacie si walki? Czy despota ma y? Na niego! Ruszy do przodu, tnc nieumiejtnie. Kuli rozpoznajc go uchyli si jego ostrzu z determinacj zdychajcego wilka. Nawet i w tej ekstremalnej sytuacji, cyniczna filozofia nie opucia Ardyona. - Wszystko wydaje si by stracone, szczeglnie honor - mamrota. Jednake krl umiera stojc i... - jaka jeszcze myl miaa przemkn przez jego umys, nikt nie wie, poniewa ruszy na Kulla, ktry wanie prawie na olep ociera krew z twarzy prawym ramieniem. Czowiek z gotowym do uderzenia mieczem moe zaatakowa szybciej, ni zraniony i wytrcony z rwnowagi mczyzna, ktry na dodatek uywa cikiego, zrobionego jakby z oowiu topora. W momencie, gdy Ardyon wyprowadza swj cios, Seno val Dor pojawi si w drzwiach i rzuci co, co zawiszczao, zapiewao i skoczyo swj lot w gardle banity. Zabj ca zachwia si, upuci miecz i opad na podog u stp Kulla, zalewajc j krwi z przecitej ttnicy. Stanowi nieme wiadectwo perfekcyjnego opanowania przez Seno umiejtnoci rzucania noem. Krl w oszoomieniu spojrza na trupa. Ardyon odda jego spojrzenie martwymi, szeroko rozwartymi oczami penymi kpiny, jakby ich waciciel wiedzia jak niewani s krlowie, banici, spiski i walka. Potem Seno wspomg krla. Pokj wypeni si zbrojnymi ubranymi w barwy wielkiej rodziny val Dor. Kuli zorientowa si, e pikna niewolnica trzyma jego rami. - Kullu, Kullu, czy jeste martwy? - twarz Seno bya bardzo blada. - Jeszcze nie - odpowiedzia krl ochrypym gosem. - Opatrz mi ran na lewym boku. Jeli umr, to tylko od niej. Jest gboka... Ridondo zapisa w niej pie mierci dla mnie... ale pozostae nie s miertelne. Na razie napchaj tam czego. Mam co do zrobienia. Posuchali w milczeniu. Podczas gdy upyw krwi zmniejsza si, Kuli, mimo e bardzo blady, poczu niewielki dopyw si. Paac by ju w peni obudzony. Damy dworu, lordowie, zbrojni, radni biegali po budynku. Czerwoni Zabjcy zebrali si. Byli w dzikim szale, gotowi na wszystko.

Zdenerwowani, bo kto inny pomg krlowi. Nie byo wrd nich tylko dowdcy warty, ktry wymkn si i uciek w ciemno. Mimo e by usilnie poszukiwany, nie zosta nigdy odnaleziony. Kuli wci sta chwiejnie na nogach. W jednej rce trzyma okrwawiony topr, drug podtrzymywa si na ramieniu Seno. Odnalaz wzrokiem Tu, ktry nerwowo porusza domi, i rozkaza mu: - Przynie mi tablic, na ktrej wypisane s prawa dotyczce niewolnikw. - Ale krlu... - Rb jak ka! - krzykn Kuli podnoszc topr i Tu pospieszy wykona rozkaz. Podczas gdy czeka, damy dworu zajy si nim. Zaczy bandaowa ran i prboway grzecznie, cho uparcie rozgi elazne palce, ktrymi zaciska rkoje okrwawionego topora. Jednoczenie Kuli sucha bez tchu relacji Seno. -Ala syszaa, jak Kaanuub i Ducal on spiskuj... ukrya si w maym zaktku, aby paka nad swoimi... naszymi kopotami. Po drodze natrafia na Kaanuuba, ktry jecha do swej podmiejskiej siedziby. Dra ze strachu na myl, e ich plany mog nie zadziaa. Zmusi Ducalona, aby jeszcze raz przedyskutowali cay spisek, by mg stwierdzi, czy nie ma w nim luk. -Nie wychodzi a do pnego wieczora i dopiero wtedy Ale zdoaa jako wykra si i przyj do mnie. Ale pomidzy domem Ducalona, a siedzib rodu val Dor jest duga droga. Duga droga, jak dla drobnej dziewczyny. Wyruszylimy natychmiast, kiedy tylko zebraem ludzi, a i tak mao brakowao, abymy przybyli za pno. Kuli cisn jego rami. - Nie zapomn o tym. Wszed Tu i ostronie pooy trzyman w rkach tablic. Kuli odsun na bok wszystkich, ktrzy znajdowali si koo niego, i stan sam. - Suchajcie, ludu Yalusji - zacz. Sta jedynie dziki swej zwierzcej witalnoci. - Stoj tu... jako krl. Zostaem ranny tak, e prawie umarem. Ale przeyem. - Suchajcie! Mam dosy tego. Jestem krlem, nie niewolnikiem!

Jestem otoczony prawami, prawami, prawami! Nie mog kara zoczycw, ani nagradza przyjaci z powodu praw... zwyczajw... tradycji! Na Yalk. Zostan prawdziwym krlem, a nie tylko wadc z nazwy! - Tu stoi dwoje ludzi, ktrzy dzisiaj uratowali mi ycie. W tej chwili daj im prawo do pobrania si, tak jak tego pragn. Seno i Ala wpadli sobie w ramiona paczc z radoci. - Ale prawo! krzykn Tu. - Ja jestem prawem! - rykn Kuli i uderzy toporem, ktry spad na tablic i rozbi j na setki kawakw. Ludzie zacisnli w przeraeniu rce bojc si, e niebo spadnie na ziemi. Kuli zdoa utrzyma rwnowag. Spojrza wok pomiennymi oczami. Pokj wirowa. - Ja jestem krlem, pastwem, prawem! - rykn i chwyci lece obok, przypominajce rdk bero. Zama je na p i odrzuci od siebie. - To powinno by moje bero! - Czerwony topr unis si w gr, a skapujca z niego krew skropia szlachcicw. Kuli chwyci smuk koron lew rk i opar si plecami o cian. Jedynie dziki temu zdoa utrzyma si na nogach, cho w jego ramionach wci drzemaa sia lwa. - Jestem albo krlem albo zwokami! - rycza. Jego muskuy dray, a oczy rzucay gniewne byski. - Jeli nie podoba wam si moje panowanie... to chodcie i wecie koron! W wycignitej lewej rce trzyma koron, a w prawej, tu nad ni, potny topr. -To s rzdy topora! Dziki niemu rzdz! To jest moje bero! Staraem si i zmikem, aby zosta krlem-lalk, ktrym chcielicie abym by... abym rzdzi na wasz sposb. Teraz bd rzdzi tak, jak chc. Jeli nie macie ochoty walczy, musicie sucha. Prawa, ktre s dobre, zostan. Prawa, ktrych czas si skoczy, roztrzaskam, tak jak to przed chwil. Ja jestem krlem! Blady szlachcic i przestraszona kobieta powoli klknli, ukonili si w strachu i czci przed okrwawionym, przewyszajcym ich gigantem z poncymi oczami. - Ja jestem krlem!

Uderzenie Gongu
Skd w ciepych, czerwonych ciemnociach dobiego pulsowanie. Pulsujcy, bezdwiczny, wibrujcy rytm rozsya dugie, falujce wici, ktre wypeniay powietrze. Mczyzna poruszy si szukajc czego po omacku lepymi domi i usiad. W pierwszej chwili wydao mu si, e zosta otoczony przez regularne i rwne fale czarnego oceanu, ktre podnoszc si i opadajc z monotonn regularnoci raniy go. Czu pulsowanie powietrza i wyciga rce prbujc zapa nierealne fale. Ale czy to poruszenie powietrza byo rzeczywiste, czy istniao tylko w jego umyle? Nie mg tego poj. Nagle wpad na pewn myl... uczucie, e jest zamknity w swojej wasnej czaszce. Pulsowanie zmalao, a on trzyma obola gow w doniach, prbujc pamita. Pamita co? - To dziwne - mamrota. - Kim lub czym jestem? Co to za miejsce? Co si stao i dlaczego jestem tutaj? Czy zawsze tu byem? Wsta i sprbowa rozejrze si wok. Jego wzrok napotka nieprzeniknion ciemno. Wyty wzrok, ale dalej nie widzia nawet jednego bysku wiata. Zacz i naprzd kulejc, z wycignitymi do przodu rkami. Instynktownie szuka wiata, tak jak szuka go rosnca rolina. - To na pewno nie jest wszystko - rozmyla. - Musi by co jeszcze... co jest inne od tego? wiato! Wiem... pamitam wiato, cho nie pamitam czym jest. Z pewnoci znam wiat, ktry rni si od tego. Daleko z przodu rozbyso sabe, szare wiateko. Pospieszy w jego kierunku. Blask wyduy si, tak e wydawao mu si, i idzie w d dugim, prostym korytarzem. Nagle wyszed w przyciemnione wiato gwiazd i poczu wiatr chodzcy twarz. - To jest wiato - mamrota - ale jeszcze nie cae. Poczu i rozpozna ogromn wysoko. Daleko nad nim i pod nim, wieci i byszcza majestatyczny ocean kosmosu. Patrzc na te wszystkie gwiazdy, zmarszczy w roztargnieniu brwi. Potem zorientowa si, e nie jest sam. Wysoki, niewyrany ksztat

majaczy przed nim w wietle gwiazd. Jego rka instynktownie skoczya do lewego boku, po czym opada jakby pozbawiona energii. By nagi i adna bro nie wisiaa mu u pasa. Ksztat zbliy si, i mimo i by niewyrany i nierealny w sabym wietle, zauway, e jest to bardzo wiekowy czowiek. - Wic teraz przybye tutaj ? - zapytaa posta czystym, gbokim gosem, ktry by jakby wydzwaniany przez jadeitowy gong. Obudzi on swym brzmieniem upion pami suchajcego go czowieka. Potar brod w zamieszaniu. - Teraz pamitam - powiedzia. - Jestem Kuli, krl Valusji... ale co ja tu robi, bez ubrania i broni? - aden czowiek nie zdoa przenie niczego przez Wrota powiedziaa posta tajemniczo. - Pomyl, Kullu z Yalusji, czy nie wiesz, jak tu si znalaze? - Staem przed wejciem do komnaty Rady - zacz oszoomiony krl. -Pamitam, e gwardzista na wiey uderzy w gong, aby obwieci godzin... potem nagle uderzenie gongu zmienio si w dziki, trzeszczcy dwik. Wszystko zalaa ciemno. Przed moimi oczami latay wiecce iskry. Potem obudziem si w jaskini, czy w jakim korytarzu nic nie pamitajc. - Przeszede przez Wrota. Tam zawsze jest ciemno. - A wic jestem martwy? Na Yalk. Jeden z moich wrogw musia zaczai si pomidzy kolumnami i uderzy, kiedy rozmawiaem z Brule. -Nie powiedziaem, e jeste martwy - odpowiedziaa ciemna posta. Moe Wrota nie s dokadnie zamknite. Takie rzeczy mog si zdarzy. - Co to za miejsce? Czy to Pieko lub Raj? To nie jest wiat, ktry znam od urodzenia. A te gwiazdy... nigdy ich wczeniej nie widziaem. Te konstelacje zdaj si by potniejsze i bardziej pomienne, ni te, ktre znaem. - To s wiaty poza wiatami, wszechwiaty z, i bez wszechwiatw rzeka wiekowa posta. - Jeste na innej planecie, ni ta, na ktrej si urodzie. Jeste, bez wtpienia w innym wszechwiecie i w innym wymiarze. -A wic z pewnoci jestem martwy. - Czym jest mier, jeli nie przemierzaniem wiecznoci i oceanw kosmosu? Ale ja nie powiedziaem, e

jeste martwy. - Wic gdzie, na Yalk, jestem?! - wykrzykn Kuli, ktrego skromne zasoby cierpliwoci ulegy wyczerpaniu. Twj barbarzyski mzg czepia si materialnych rzeczy odpowiedzia spokojnie. - Jakie ma znaczenie to, gdzie jeste i czy jeste, jak mwisz, martwy? Jeste czci wielkiego oceanu, ktrym jest ycie, i ktry otacza wiele brzegw. Jeste jego czci tak samo w tym, jak i w innym miejscu, czy nawet u jego rde, gdzie rodzi si cae ycie. Jeste przywizany na ca wieczno, tak jak i drzewo, kamie, ptak czy wiat. I ty opuszczenie swej malutkiej planety, porzucenie aosnej formy fizycznej nazywasz mierci?! - Ale ja wci mam swe ciao. -Nie powiedziaem, e jeste, jak to nazywasz, martwy. Wci moesz by na swojej malutkiej planecie. wiaty wewntrz wiatw, wszechwiaty wewntrz wszechwiatw. Istniej rzeczy zbyt mae i zbyt wielkie, aby czowiek mg je zrozumie. Kady kamyk na plaach Yalusji posiada w sobie niezliczon ilo wiatw, a sam jest tak sam czci caoci wielkiego planu wszechwiatw, jak soce, ktre znasz. Twj wszechwiat, Kullu z Valusji, moe by kamieniem na brzegu potnego krlestwa. Przerwae wizy ograniczajce materi. Moesz by we wszechwiecie szlachetnego kamienia, ktry zdobi szat, ktr zakadasz siadajc na tronie Yalusji. Za to wiat, ktry znasz, moe lee w pajczynie pord trawy u twoich stp. Powiadam ci, e wielko i przestrze, czas i wzgldno tak naprawd nie istniej. - Z pewnoci jeste bogiem, prawda? - spyta z ciekawoci Kuli. - Dua ilo posiadanej wiedzy i wielka mdro nie tworz boga odpowiedzia z niecierpliwoci. - Spjrz! Ciemna rka wskazaa wielkie, byszczce kamienie, ktre byy gwiazdami. Kuli spojrza i zauway, e zmieniaj si szybko. Faloway i zmieniay swe pooenie bez ustanku. "Wieczne" gwiazdy zmieniaj si w swoim wasnym czasie tak szybko, jak szybko rasa ludzi podnosi si i upada. Podczas, gdy my patrzymy na

planety, istoty je zamieszkujce staj si coraz mniej prymitywne, wspinaj si dug, powoln drog ku kulturze i mdroci, by potem zosta zniszczone wraz ze swymi umierajcymi wiatami. Cae ycie i jego cz. Dla nich - to biliony lat, dla nas - tylko chwila. Cae ycie. Kuli z zafascynowaniem oglda jak jedne potne gwiazdy i ogromne konstelacje rozbyskuj i umieraj a inne powstaj na ich miejsce. Nagle czerwon gorca ciemno otoczya go znowu, wymazujc wszystkie gwiazdy. Jak przez mg sysza znajomy dwik uderzenia. Potem sta chwiejnie na wasnych nogach. Jego wzrok napotka zote wiato soca, ktre przebijao si przez osonite zasonami okna. Sta pord potnych kolumn i cian paacu. Szybko poruszajc rk stwierdzi, e ubranie i miecz s na miejscu. Krwawi. Czerwony strumie spywa z rozcicia na skroni. Ale wikszo krwi, ktra pokrywaa jego i jego ubranie, bya kogo innego. U jego stp, w olbrzymiej kauy krwi, leao co, co do niedawna byo czowiekiem. Uderzenie, ktre sysza, milko odbijane jeszcze przez chwil przez ciany. - Brule! Co to jest? Co si stao? Gdzie byem? - Bye bliski podry do krlestwa starego Krla mierci -powiedzia Pikt czyszczc miecz. - Szpieg lea ukryty za kolumn. Kiedy rozmawiae ze mn przed wejciem, rzuci si na ciebie niczym leopard. Ktokolwiek to zaplanowa, musia mie potn wadz, aby wysa czowieka na pewn mier. Gdyby jego miecz nie zelizgn si, lea by teraz z rozcit czaszk, a nie sta tu rozmylajc nad niewielk ran. - Ale z pewnoci miny godziny - rzek Kuli. Brule zamia si. - Wci jeste oszoomiony, krlu. Od momentu, w ktrym skoczy na ciebie, do chwili, w ktrej przebiem jego serce, nie mino tyle czasu, by czowiek zdoa policzy palce jednej rki. A leae na ziemi w swojej i jego krwi moe dwa razy duej. Spjrz, Tu nie wrci jeszcze z bandaami, a pospieszy po nie w momencie, w ktrym upade. - Tak, masz racj - powiedzia Kuli. -Nie rozumiem... ale tu przed upadkiem syszaem gong oznajmiajcy godzin, a kiedy przyszedem do siebie, jego dwik jeszcze nie przebrzmia. Brule, nie ma czego takiego jak czas, czy przestrze, poniewa przeyem najdusz podr mojego ycia i

przeyem niezliczone miliony lat podczas jednego uderzenia gongu.

Miecze czerwonego krlestwa l. "Yalusyjskie intrygi odbywaj si za zamknitymi drzwiami"


Spokojna cisza rozpocieraa si w staroytnym miecie Yalusji. Fale gorca taczyy od dachu do dachu, wypeniay take gadkie, marmurowe ciany. Czerwone wiee i zote szczyty stay samotnie w niewyranej mgiece. Odgos kopyt na szerokich, brukowanych ulicach nie przerywa sennej ciszy. Piesi, ktrzy z rzadka si pojawiali, szybko robili to, co mieli do zrobienia, i znikali ponownie we wntrzach domw. Miasto wygldao jak kraina duchw. Kuli, krl Yalusji, rozsun delikatne zasony i patrzy przez zote okno. Przyglda si paacowi z jego dwiczcymi fontannami, przycitymi ywopotami i piknie uksztatowanymi drzewami. Jego wzrok przyciga wysoki mur i ciemne okna domw. - Wszystkie Yalusyjskie intrygi odbywaj si za zamknitymi drzwiami, Brule - chrzkn. Jego towarzyszem by potny wojownik redniego wzrostu o ciemnej twarzy, ktry szczerzy zby w umiechu. - Jeste zbyt podejrzliwy, Kullu. To upa zapdzi wikszo z nich do domw. -Ale oni spiskuj- odpar Kuli. By wysokim barbarzyc obdarzonym nad wyraz szerokimi ramionami. Jedynie wojownik mg wypracowa tak szerokie ramiona, potn pier i szczupe biodra. Pod cikimi brwiami jarzyy si zimne, szare oczy. Jego rysy zdradzay miejsce urodzenia, poniewa Kuli uzurpator by Atlantyd. - To prawda, spiskuj. Czy ludzie kiedykolwiek przestaj spiskowa, niezalenie od tego, kto zasiada na tronie? A czy teraz mog mie powody, Kullu? - Tak - twarz giganta zachmurzya si. - Jestem obcym. Pierwszym barbarzyc zasiadajcym na tronie Yalusji od dawien dawna. Kiedy byem dowdc wojsk kraju, pomijali spraw mego pochodzenia. Teraz przypominaj mi o tym za kadym razem... spojrzeniami i samymi mylami.

- Czym si tak martwisz? Ja te jestem obcy. Obcy rzdz teraz Yalusj, od czasu, gdy ludzie stali si zbyt sabi i zdegenerowani, by sami wada. Atlantyda zasiada na tronie, wspierany przez Piktw, najstarszych i najpotniejszych sprzymierzecw imperium. Dwr Yalusji wypeniony jest przybyszami, jej armie skadaj si z barbarzyskich najemnikw. A Czerwoni Zabjcy... c oni s Yalusyjczykami, ale pochodz z gr i widz siebie jako inn ras. Kuli wolno wzruszy ramionami. - Wiem co ludzie myl. Z jak awersj i zoci potne, stare rody Yalusji musz patrze na ten stan rzeczy. Ale jak to byo? Imperium za rzdw Borny, rodowitego Yalusyjczyka i prawowitego potomka starej dynastii, byo w gorszym stanie, ni za mojego panowania. Tak cen musia zapaci nard za swj upadek. W ten czy inny sposb silni, modzi ludzie przybyli i zajli co mogli. W kocu przecie odbudowaem armi, zorganizowaem najemnikw i przywrciem Yalusji jej dawny status midzynarodowego mocarstwa. Pewnie lepiej mie jednego barbarzyc na tronie, trzymajcego w ryzach bandy rozrabiakw, ni widzie setki tysicy zakrwawionych jedcw galopujcych ulicami miasta. Tak dziaoby si dzisiaj, gdyby pozostawi wadz w rkach Borny. Krlestwo wio si pod jego nogami, inwazje groziy ze wszech stron. Dzicy Grondarczycy byli gotowi rozpocz rajd o przeraajcej skali... - C, tej dzikiej nocy wjechaem na czele rebelii i zabiem Borne wasnymi rkami. Ta odrobina brutalnoci przysporzya mi nieprzyjaci, ale w cigu szeciu miesicy zlikwidowaem anarchi i wszystkie spiski. Powizaem nard w jedn cao, rozbiem Potrjn Federacj i zamaem potg Grondaru. Teraz w Yalusji zapanowa pokj i cisza. Ludzie spiskuj tylko pomidzy drzemkami, aby zrzuci mnie z tronu. Od rozpoczcia mojego panowania nie byo godu, spichlerze s pene ziarna, statki handlowe wo ogromne adunki, sakiewki kupcw s pene, a ludzie utuczeni. Cigle jednak mamrocz, przeklinaj i pluj na mj cie. Czeg oni chc? Pikt pokiwa gow z gorzkim umiechem na ustach. -Kolejny Borna! Tyran z okrwawionymi rkami! Zapomnij o ich

niewdzicznoci. Nie zdobye krlestwa przez wzgld na nich, ani dla ich interesw. Udao ci si speni marzenie caego ycia i pewnie zasiade na tronie. Niech szemraj i spiskuj. Ty jeste krlem. Kuli skin gow. - Ja jestem krlem tego czerwonego krlestwa! I pki nie przestan oddycha, pki mj duch nie odejdzie do krlestwa cieni, bd krlem. Co teraz? Niewolnik wszed do sali i skoni si nisko. - Wasza Wysoko, Nalissa, cra wielkiego domu rodu bora Balin, pragnie audiencji. Cie przemkn przez krlewsk twarz. -Znowu bagania z powodu jej przekltych miostek - spojrza na Brule. - Moe lepiej ju pjdziesz. - Niech wejdzie - rzek niewolnikowi. Kuli usiad na tronie pokrytym jedwabiem i spojrza na Naliss. Miaa jedynie okoo dziewitnastu lat. Ubrana bya w kosztowny cho skpy strj typowy dla valusyjskich szlachetnie urodzonych dam. Wygldaa wspaniale, jak jaki porywajcy obraz; pikno, ktr mgby doceni nawet barbarzyski krl. Jej skra bya niesamowicie biaa. Byo to po czci wynikiem kpieli w mleku i winie, lecz w wikszoci zawdziczaa to pikno przodkom. Jej policzki byy rowe i delikatne, a wargi pene i czerwone. Pod cienkimi, czarnymi brwiami wiecia para gbokich, ciemnych niczym tajemnica oczu. Caoci obrazu dopeniay delikatne, kruczoczarne, krcone wosy, ktre po czci spia zot spink. Nalissa klkna przed krlem, zacisna swe twarde, niczym stal palce i spojrzaa bagalnie w jego oczy. Kuli by chyba jedyn w Yalusji osob, ktra nie przepadaa za patrzeniem jej w oczy. A oczy te byy pene powabu i tajemnicy; zdaway si kusi kadego, kto tylko w nie spojrza. To zepsute i rozpieszczone dziecko arystokracji, wiedziao o swych mocach, ale z powodu modego wieku, nie potrafio ich w peni wykorzysta. Znajcy si na wadach i zaletach mczyzn i kobiet Kuli, by pewien, e gdy Nalissa doronie, bdzie, na dobre lub ze, potn si na dworze i w kraju. - Wasza Wysoko - zawodzia jak dziecko ebrzce o zabawk prosz, pozwl mi polubi Dalgara z Farsun. On sta si obywatelem Yalusji,

i jak sam mwisz, jest w askach dworu. Dlaczego... - Powiedziaem ci - rzek spokojnie krl - e jest mi wszystko jedno, czy polubisz Dalgara, Brule, czy diaba! Ale twj ojciec nie yczy sobie, aby polubia tego podrnika i... - Ale ty moesz spowodowa, e pozwoli mi! - zapakaa. Ballin, Dom do rodu moich bora Ballin zaliczam przyjaci. do moich najwierniejszych samotnym poplecznikw - odpowiedzia Atlantyda - a twojego ojca, Mu-roma bora najbliszych Kiedy byem gladiatorem, on zosta moim pierwszym przyjacielem. Kiedy byem zwykym onierzem, poycza mi pienidze. A kiedy walczyem o tron, on stan po mojej stronie. Nie bd zmusza go do rzeczy, ktrej tak bardzo jest przeciwny, nawet gdybym w przeciwnym razie mia straci praw rk. Nie bd te wtrca si w jego sprawy rodzinne. Nalissa nie nauczya si jeszcze, e istniej mczyni, ktrzy nie daj sob atwo manipulowa nawet dziki kobiecym sztuczkom. Przymilaa si, dsaa, prosia. Caowaa rce Kulla, wypakiwaa si w jego pier, klkaa i tumaczya. Wszystko to wywoywao zakopotanie u Kulla, ale nie zmieniao jego decyzji. Krl by naprawd sympatyczny, ale nieugity. Na wszystkie jej proby i bagania mia jedn odpowied: to nie jest jego sprawa; jej ojciec wie lepiej, czego ona potrzebuje, a on nie bdzie si wtrca. W kocu Nalissa poddaa si i wysza z pochylon gow. Wychodzc z krlewskiej komnaty spotkaa swego ojca. Ten wanie wchodzi do komnaty. Murom bora Ballin odgad powd, dla jakiego jego crka odwiedzia krla. Nie powiedzia nic, ale jego wzrok mwi o nieuniknionej karze. Ledwo wspia si do sedanowej lektyki czujc, e jej bl jest zbyt wielki jak dla jakiejkolwiek dziewczyny. Potem odezwaa si jej natura. Jej oczy rozbysy buntem. Powiedziaa kilka krtkich sw do niewolnikw, ktrzy nieli lektyk. W midzyczasie ksi Murom sta przed krlem. Zastyga posta pena formalnego szacunku. Kuli zauway to i poczu si zraniony. Oczywicie pomidzy nim, a wszystkimi innymi istniaa formalna przepa. Moe z wyjtkiem dwch Piktw: Brule i ambasadora Ka-nu. Ale w tej wystudiowanej formalnoci ksicia Muroma byo co nowego i Kuli zgad

powd. - Ksie, twoja crka bya tutaj - powiedzia raptownie. - Tak, Wasza Wysoko - gos by obojtny i peen respektu. - Pewnie wiesz dlaczego. Ona chce polubi Dalgara z Farsun. Ksie uroczycie skoni gow. - Jeli Wasza Wysoko sobie tego yczy, wystarczy rzec tylko jedno sowo - rysy jego twarzy stay si twardsze. Kuli wsta dotknity. Przeszed przez komnat i podszed do okna Spojrza na senne miasto. Nie odwracajc si powiedzia: - Nawet za p krlestwa nie wtrcibym si do twoich rodzinnych spraw. Nie zmusibym ci te do zrobienia czego, co byoby dla ciebie nieprzyjemne. Nie mina ani sekunda, a ksi ju sta przy nim. Jego formalny wygld znik, a oczy oywiy si. - Wasza Wysoko, myliem si co do ciebie... powinienem wiedzie... - sprbowa klkn, ale Kuli powstrzyma go. - Ksie, uspokj si - krl umiechn si. - Twoje prywatne sprawy s twoimi sprawami. Nie mog ci pomc, ale ty moesz pomc mnie. W powietrzu wisi zdrada. Czuj niebezpieczestwo, tak jak czuem je we wczesnej modoci, kiedy w dungli czai si tygrys, czy w pez w wysokiej trawie. - Moi szpiedzy przeczesali miasto, Wasza Wysoko - powiedzia ksi. Jego oczy zapony na myl o nadchodzcym dziaaniu. - Ludzie szemraj i bd szemra pod rzdami innego wadcy... ale wanie wracani od Ka-nu, ktry prosi mnie, abym ci ostrzeg. W kraju czu obce wpywy i pienidze. Powiedzia, e nie wie jeszcze nic pewnego. Piktowie wycignli pewne informacje od pijanego sugi ambasadora Yerulii... niejasne wskazwki dotyczce dziaa, jakie planuje ich rzd. Kuli chrzkn. - Yeruliaskie sztuczki s znane. Ale Gen Dala, ambasador Yerulii, jest chodzcym obrazem honoru. - Tym lepszym jest figurantem. Im mniej wie o tym, co planuje jego nard, tym lepiej bdzie suy jako przykrywka.

-Ale co moe zyska Yerulia? - spyta Kuli. - Gomlah, daleki kuzyn krla Borny, schroni si tam, kiedy zrzucie dynasti z tronu. Wraz z twoj mierci, Yalusja rozpadnie si na kawaki. Jej armie zostan zdezorganizowane; wszyscy sprzymierzecy, z wyjtkiem moe Piktw, opuszczaj; najemnicy, ktrych jedynie ty umiesz utrzyma w ryzach, zwrc si przeciwko niej; stanie si atw ofiar dla pierwszego, potnego narodu, ktry na ni ruszy. Wtedy, Gomlah bdzie za jednym razem usprawiedliwieniem inwazji i lalk na tronie Yalusji... - Rozumiem-chrzkn Kuli, - Jestem lepszy w walce ni w rzdzeniu, ale zastanwmy si. Wic pierwszym krokiem ma by usunicie mnie, tak? - Tak, Wasza Wysoko. Kuli umiechn si wyginajc potne ramiona. - To rzdzenie przytpia zmysy - stwierdzi bbnic palcami po rkojeci miecza, z ktrym si nigdy nie rozstawa. Do komnaty wszed niewolnik. -Tu, gwny doradca krla, i Dondal, jego bratanek - oznajmi niewolnik, a dwch mczyzn weszo do komnaty. Tu by otyym mczyzn redniego wzrostu w rednim wieku, ktry wyglda bardziej na kupca ni na doradc. Mia proste, cienkie wosy i pooran bruzdami twarz oraz cigle zmarszczone brwi jakby wci co podejrzewa. Lata, ktre przey, i obowizki, ktrym musia podoa, odbiy si na nim. Pochodzi z biedoty, a swoj pozycj osign drog intrygi i dziki wasnym zdolnociom. Widzia trzech krli, ktrzy panowali przed Kullem, i to wszystko nadwyryo go co nieco. Jego bratanek, Dondal, by szczupym, fircykowatym modziecem o ywych, ciemnych oczach i miym umiechu. Jego gwn zalet byo to, i trzyma jzyk za zbami i nigdy nie mwi o tym, co sysza podczas narad. Z tego te powodu bywa w miejscach, w ktrych-tylko dziki bliskiemu pokrewiestwu z Tu-nigdy by si nie znalaz. - Tylko jedna maa sprawa pastwowa, Wasza Wysoko - powiedzia Tu. - To zezwolenie na nowy port na zachodnim wybrzeu. Czy Wasza Wysoko podpisze? Kuli podpisa si. Tu wyj wiszcy na piersi, na maym acuszku

zawieszonym wok szyi sygnet i odbi piecz. Ten piercie by krlewskim znakiem. Nie byo drugiego takiego samego, a Tu nosi go na szyi w dzie i w nocy. Nie wicej ni cztery osoby na wiecie, oczywicie poza tymi, ktre znajdoway si wanie w krlewskiej komnacie, wiedziay, gdzie piercie by trzymany.

2. Tajemnica
Cisza dnia niezauwaalnie przerodzia si w cisz nocy. Ksiyc nie wzeszed jeszcze i mae, srebrne gwiazdy rzucay niewiele wiata, tak jakby ich promienie skrado ciepo jakie pozostao jeszcze w ziemi. Na opustoszaej ulicy dwiczay samotnie podkowy jadcego konia. Jeli jakiekolwiek oczy spoglday z ciemnych okien, ich waciciele nie dali adnego znaku zdradzajcego, e wiedz kto galopuje. A by to sam Dalgar z Farsun podajcy samotnie przez cisz i noc. Mody Farsunianin by ubrany w pen zbroj. Jego gibkie, atletyczne ciao pokrywaa lekka zbroja, hem bez przybicy chroni jego gow. Wyglda wspaniale z przypasanym dugim, wskim mieczem o zdobionej klejnotami rkojeci. Szarfa ze znakiem czerwonej ry przecinaa jego pokryt stal pier, co w niczym nie umniejszao jego mskoci. Jadc tak przyglda si trzymanej w doni pomitej notatce. W poowie zgita odkrywaa nastpujc wiadomo napisan typowym valusyjskim pismem O pnocy, mj ukochany, w Przekltych Ogrodach pod murem. Umkniemy razem. Dramatyczny list. Usta Dalgara wykrzywiay si w trakcie czytania. C, may melodramat by wybaczalny modej dziewczynie i modzieniec bawi si nim rwnie. Dreszcz ekstazy przeszed go, gdy pomyla o schadzce. Do wschodu soca bdzie ju daleko za veruliask granic wraz ze sw przysz pann mod. Wtedy niech Ksie Murom bora Ballin buntuje si, niech caa valusyjska armia idzie ich tropami. Z tak duymi forami, on i Nalissa bd bezpieczni. Poczu si dorosy i romantyczny, jego serce bio gupim heroizmem modoci. Byy jeszcze cae godziny do pnocy, lecz on osioda konia, uzbroi si i ruszy na krtk przejadk ciemnymi, wskimi

ulicami. - O, srebrny ksiycu i srebrna piersi - mrucza do siebie synn pie miosn szalonego, martwego poety Ridonda. Nagle jego ko, chrapn i sposzy si. W zacienionych, ndznych drzwiach, ciemny kolos poruszy si i jkn. Wycigajc miecz, Dalgar zsun si z sioda i pochyli nad jczcym. Gdy pochyli si bardziej, ujrza dopiero ksztaty mczyzny. Wycign ciao we wzgldnie janiejsze miejsce, przy czym zorientowa si, e mczyzna wci oddycha. Co ciepego i lepkiego przylgno mu do doni. Mczyzna by postawny, cho najwyraniej stary. Jego wosy byy przerzedzone, a broda po czci biaa. By ubrany w szaty ebraka, ale nawet w ciemnociach Dalgar mg stwierdzi, i jego donie byy pod warstw brudu delikatne i biae. Z gbokiego, brzydkiego cicia z boku gowy sczya si krew. Oczy mczyzny byy zamknite. Co pewien czas wydawa jedynie jczce odgosy. Dalgar oderwa kawaek swej szarfy, by owin ran. Gdy to robi, piercie na jego palcu zaplta si w rozczochran brod. Szarpn niecierpliwie... broda atwo zesza, ukazujc gadko wygolon, pokryt bruzdami twarz mczyzny w rednim wieku. Dalgar krzykn i odskoczy. Wyprostowa si, zaskoczony i oszoomiony. Chwil sta wpatrzony w jczcego mczyzn, potem szybki werbel podkw na rwnolegej ulicy przywoa go do wiadomoci. Pobieg kawaek w d ulic i napotka jedca, ktry wyciga wanie z du wpraw miecz. Spod stalowo kutych podkw jego wierzchowca uderzajcych w bruk wyprysy iskry, a ko siad na zadzie. - C znowu? O, to ty, Dalgarze. -Brule! -krzykn mody Farsunianin. -Szybko! Tu, Przewodniczcy Rady Koronnej ley tam dalej na ulicy, cakiem bez zmysw. By moe zamordowany! W chwil pniej Pikt zeskoczy z konia i trzyma byszczcy miecz w rku. Przerzuci wodze ponad gow wierzchowca i pozostawi go stojcego jak statua. Sam pody biegiem za Dalgarem.

Razem pochylili si nad pozbawionym przytomnoci czonkiem Rady. Brule dowiadczony w takich sprawach obmaca dokadnie Przewodniczcego Rady. -Chyba nie ma adnych zama - wymamrota Pikt. - Oczywicie nie mog tego stwierdzi na pewno. Czy mia zdjt brod, gdy go znalaze? - Nie, to ja przypadkiem j cignem... -Wic to robota jakiego nie znajcego ofiary zbira. Trzeba to przemyle. Jeli czowiek, ktry oguszy Tu, wiedzia kim on jest, to znaczy, e kto warzy piwo zdrady w Yalusji. Mwiem mu, e to krcenie si po miecie w takim przebraniu le si skoczy... ale czy cokolwiek mona radzi Przewodniczcemu Rady. On nalega twierdzc, e w ten sposb dowiaduje si wszystkiego, co si dzieje. Trzyma palec na pulsie imperium, jak twierdzi. - Ale jeli to byli mordercy - powiedzia Dalgar - to dlaczego nie obrabowali go? Tutaj jest jego sakiewka z kilkoma sztukami miedzianych monet... ale kto chciaby okrada ebraka? Wcznik-zabjca zamyli si. - To prawda. Ale kto, w imi Yalki, mg wiedzie, e to jest Tu? On nigdy nie ubiera si dwukrotnie w to samo przebranie, a tylko Dondal i niewolnik pomagali mu w tym. Czego chcieli ci, kimkolwiek s, ktrzy go oguszyli? No c, Yalko... on wyzionie ducha, jeli jeszcze duej bdziemy tutaj sta i trajkota. Pom mi wsadzi go na mojego rumaka. Wracali do paacu z szefem Rady Koronnej bujajcym si jak pijany na siodle, przytrzymywanym przez silne niczym stal ramiona Brule. Zostali wpuszczeni przez zaskoczone tym widokiem warty. Pozbawiony przytomnoci mczyzna zosta zaniesiony do wewntrznych pomieszcze i uoony na ou. Po chwili, w wyniku dziaa niewolnikw i dam dworu, zacz okazywa znaki powracajcej przytomnoci. Na koniec usiad i z jkiem potrzsn gow. Ka-nu, piktyjski ambasador i najsprytniejszy polityk w krlestwie zaj si nim. - Tu! Kto ci tak przyoy? - Nie wiem - czonek Rady by wci otumaniony. - Nic nie pamitam. - Czy miae przy sobie jakie wane dokumenty?

- Nie. - Czy co ci zabrano? Tu zacz grzeba niepewnie w zakamarkach szaty. Jego zamglone oczy zaczy si rozjania i nagle zapaliy si w zrozumieniu. - Piercie! Krlewski sygnet! Znikn! Ka-nu trzasn pici w do i brzydko zakl. -Taki jest efekt noszenia przez ciebie wanych rzeczy! Ostrzegaem ci! Szybko Brule, Kelkor... Dalgarze, zdrada! Spieszmy do komnat krla. Przed drzwiami do krlewskiej sypialni stao na stray dziesiciu Czerwonych Zabjcw, ulubionego regimentu wadcy. Na potok pyta Ka-nu odparli, e krl poszed spa godzin temu, i e nikt nie widzia, by wychodzi, nie syszano take adnego dwiku. Ka-nu zapuka w drzwi. Nie byo odpowiedzi. W panice pchn drzwi. Byy zamknite od rodka. - Wyway drzwi! - krzykn nienaturalnie .wysokim gosem i poblad twarz. Dwch Czerwonych Zabjcw o rozmiarach gigantw caym ciarem ciaa naparo na drzwi. Te, poniewa wykonano je z cikiego dbu nabitego pasami brzu, wytrzymay. Brule rozepchna onierzy i zaatakowa mieczem masywny portal. Pod cikimi ciosami ostrej stali, drewno i metal podday si. W kilka chwil Brule przecisn si przez resztki drzwi i wpad do komnaty. Zatrzyma si na chwil z gonym jkiem i rozejrza dookoa. Kanu spoglda ponad jego ramionami szarpic nerwowo brod. Krlewskie oe byo wymitoszone, jakby kto w nim spa, po krlu nie pozosta jednak aden lad. Pokj by pusty, a tylko otwarte okno stanowio jaki klucz do rozwizania. -Rozejrze si po ulicach! -warkn Ka-nu. -Przeszuka miasto! Strzec wszystkich bram! Kelkor, obud wszystkich Czerwonych Zabjcw. Brule zbierz swoj jazd i poprowad ich na mier, jeli bdzie taka potrzeba. Szybko! Dalgar... Ale Farsunianin znikn. Przypomnia sobie nagle, e zblia si pnoc, a wraz z ni sprawa duo dla niego waniejsza, ni problemy krla. Bowiem Nalissa bora Ballin czeka na niego w Przekltych Ogrodach dwa kilometry za

murami miasta.

3. Znak pieczci
Tej nocy Kuli pooy si spa wczenie. Tak jak byo w jego zwyczaju, zatrzyma si na kilka minut przed drzwiami do krlewskiej sypialni, by poartowa ze stranikami. Byli to jego dawni znajomi z regimentu. Wspomina z nimi czasy, gdy jedzi w szeregach Czerwonych Zabjcw. Potem zwolni adiutantw i wszed do pokoju, cign narzut z oa i przygotowa si do snu. Bez wtpienia dziwnie postpowa jako krl, lecz Kuli przez dugi czas przyzwyczajony by do ycia onierza, a wczeniej do zwyczajw plemiennych dzikusw. Nigdy nie zdoa przywykn, by robiono co za niego, a w prywatnoci wasnej sypialni mg nareszcie liczy tylko na siebie. Kiedy mia zamiar zgasi wiec owietlajc pokj, usysza ciche stukanie w okno. Z rk na rkojeci miecza przemierzy pomieszczenie cichym krokiem wielkiej pantery i wyjrza na zewntrz. Okno otwierao si na wewntrzn cz paacu. Krzewy i drzewa wyglday dziwnie w pcieniu wiata gwiazd. Fontanny cicho dwiczay, a wadca nie by w stanie rozrni ksztatw jakichkolwiek posterunkw, ktre przemierzay krokami granice paacu. Lecz tutaj, koo jego okcia, znajdowao si co dziwacznego. Przyczepiony do winoroli, ktre pokryway mury, wisia may zasuszony czowieczek, ktry wygldem przypomina zawodowych ebrakw, jacy roili si na podlejszych ulicach miasta. Wydawa si niegrony z cienkimi czonkami i mapi twarz, lecz Kuli przyglda mu si z gron min. - Widz, e bd musia wystawi warty u podna mego okna, albo kaza ci te winorol-powiedzia krl. - Wjaki sposb przedostae si przez warty? Zasuszony czowiek przyoy palec do ust na znak ciszy. Potem z icie mapi zrcznoci przeoy rk przez prty. W ciszy wrczy Kullowi kawaek pergaminu. Krl rozwin go i przeczyta: Krlu Kullu: Jeli cenisz swe ycie lub powodzenie krlestwa, pjd za przewodnikiem do paacu, do

ktrego ci zaprowadzi. Nie mw nikomu. Nie pozwl, by zobaczyy ci strae. Regimenty s przearte zdrad, i jeli chcesz y, i utrzyma tron, musisz zrobi dokadnie to co mwi. Zaufaj bez zastrzee dostarczycielowi tego listu. Podpisano: Tu, Przewodniczcy Rady Koronnej Yalusji i opiecztowano krlewskim sygnetem. Kuli zmarszczy brwi. Sprawa miaa niesmaczny wygld... ale to byo pismo Tu... Kuli zauway osobliwy, prawie niezauwaalny zakrtas w ostatniej literze imienia Tu, ktry by bez wtpienia charakterystycznym znakiem doradcy. A poza tym znak pieczci, pieczci, ktra nie moga zosta podrobiona. Kuli rozejrza si. - Bardzo dobrze - powiedzia. - Poczekaj, dopki si nie uzbroj. Ubrany, z zaoon lekk kolczug, Kuli wrci do okna. Chwyci prty, po jednym w kad do i uwanie uywajc swej wielkiej siy rozgi je tak, by jego szerokie ramiona zmieciy si i przelizgn si pomidzy nimi. Chwyci winorol i zsun si po nich z podobn atwoci, jak prezentowa may, poprzedzajcy go ebrak. U stp muru, Kuli zapa rami swego kompana. - W jaki sposb unikne spotkania z wartami? - wyszepta. - Tym, ktrzy mnie zobaczyli, pokazaem znak krlewskiej pieczci. - Teraz to nic nie warte - wymamrota krl. - Id za mn, znam ich zwyczaje. Przez jakie dwadziecia minut leeli za ywopotem z drzew, w oczekiwaniu a stranicy przejd. Potem przemknli szybko w cie, poruszajc si szybkimi, bezdwicznymi krokami. W kocu dotarli do zewntrznego muru. Kuli chwyci swego przewodnika za kostki u ng i podnis go tak, e ten chwyci palcami krawd muru. Po wcigniciu siebie ebrak wycign rk, by pomc krlowi, lecz Kuli odpowiedzia mu pogardliwym gestem. Cofn si o kilka krokw, wzi krtki rozbieg i wyskakujc wysoko w powietrze zapa si szczytu muru wycignit rk. Wcignicie jego wielkiej sylwetki na szczyt muru stanowio wspaniay popis siy i zrcznoci. W chwil pniej, dwie dziwnie niepodobne jedna do drugiej postacie, zeskoczyy po drugiej stronie i znikny w ciemnociach.

4. "Stoj tu gotowy!"
Nalissa, crka domu bora Ballin bya zdenerwowana i przestraszona. Zajta mylami o wspaniaej mioci i marzeniami na jawie, nie aowaa pochopnych decyzji ostatnich kilku godzin. Niecierpliwie oczekiwaa nadchodzcej pnocy, a wraz z ni swego ukochanego. Do chwili obecnej jej wyprawa nie bya trudna. Opuszczenie miasta po zapadniciu zmroku nie byo proste dla wikszoci ludzi. Ona jednak wyjechaa z domu ojca tu po zachodzie soca informujc matk, i spdzi noc u przyjaciki. Miaa to szczcie, i kobiety cieszyy si szczegln wolnoci w miecie Valusji. Nie byy trzymane w zamkniciu, w serajach, czy podobnych do wizie domach tak, jak w wikszoci ze wschodnich imperiw. Zwyczaj taki przetrwa do Potopu. Nalissa wyjechaa prdko przez wschodni bram, a potem skierowaa si prosto do Przekltych Ogrodw, jakie dwa kilometry na wschd za miastem. Ogrody te byy niegdy czsto odwiedzanym, przyjemnym, wiejskim dominium pewnego szlachcica. Od pewnego czasu zaczy pojawia si opowieci o okropnych hulankach i dziwnych diabelskich obrzdach. Na koniec ludzie, przeraeni regularnymi zaginiciami dzieci, ruszyli wielkim tumem do Ogrodw i powiesili ksicia na wrotach do jego woci. Przeszukujc Ogrody odnaleziono straszne rzeczy, w przypywie odrazy i przeraenia czciowo zniszczono podziemia, letnie domki, altanki, groty i mury. Lecz cz z budynkw wykonana z bardziej trwaego marmuru przetrwaa wcieko tuszczy i zniszczenie z powodu upywu czasu. Teraz, opuszczona przez sto lat, miniaturowa dungla rozrosa si wewntrz rozwalonych murw i gsta rolinno pokrya ruiny. Nalissa skierowaa swego rumaka do zniszczonego, letniego domku i usiada na popkanej marmurowej pododze, przygotowujc si do oczekiwania. Nie byo tak zupenie le. agodny, letni zachd soca zapanowa na ziemi, wypeniajc wszystkie zakamarki sw zot barw. Zielone morze dokoa niej, poprzerywane gdzieniegdzie biaymi byskami marmurowych murw i wystajcymi dachami intrygowao j. Lecz gdy

zacza zapada noc, a cienie rozprzestrzeniay si coraz bardziej, Nalissa zacza denerwowa si. Nocny wiatr szepta dziwne opowieci w gaziach, samotnych liciach palm i wysokiej trawie, gwiazdy wydaway si tak zimne i odlege. Legendy i opowieci powrciy do niej, i dziewczyna zorientowaa si nagle, e obok odgosw bicia jej przeraonego serca, moe usysze szelest niewidzialnych, czarnych skrzyde i mamrotania demonicznych gosw. Modlia si o nadejcie pnocy, a wraz z ni Dalgara. Gdyby Kuli zobaczy j wtedy, nie rozmylaby ani o jej dziwnej naturze, ani o oznakach wspaniaej przyszoci. Zobaczyby jedynie przeraon, ma dziewczyn, ktra desperacko pragna zosta przytulona i uspokojona. Lecz myl o odjechaniu z Ogrodw wcale nie pojawia si w jej gowie. Czas sprawia wraenie jakby sta w miejscu? lecz mimo to w jaki sposb mija. W kocu saba powiata zdradzia wzejcie ksiyca, a dziewczyna wiedziaa ju, e zblia si pnoc. Wtedy nagle dobieg odgos, ktry postawi j na nogi. odek podszed jej do garda. Gdzie w sprawiajcych wraenie opuszczonych ogrodach, przerwa cisz odgos krzyku i brzk uderzajcej o siebie stali. Krtki, obrzydliwy wrzask zmrozi j ej krew w yach. Cisza zapada dawicym caunem. Dalgarze, Dalgarze! Myl uderzaa jak motek w jej wylknionym mzgu. Jej ukochany przyby i zosta napadnity przez kogo lub co. Wybiega ze swego schronienia z rk na sercu, ktre wydawao si wyrywa z piersi. Wysza na popkany bruk, a szepczce licie palm wycigay si w jej kierunku jak palce duchw. Dokoa niej leaa pulsujca zatoka cieni, wibrujca i oywiona nienazwanym zem. Nie rozlega si aden dwik. Przed ni rozcigay si zrujnowane podziemia. Nage, bez adnego dwiku, na jej drodze pojawio si dwch mczyzn. Krzykna tylko raz, bowiem jzyk zamar jej z przeraenia. Prbowaa uciec, lecz nogi odmwiy jej posuszestwa. Zanim zdoaa si poruszy, jeden z mczyzn zapa j i wetkn sobie pod pach, jakby bya maym dzieckiem. - Kobieta - warkn w jzyku, ktry Nalissa sabo rozumiaa, lecz w

ktrym rozpoznaa veruliaski. -Poycz mi swj sztylet, a ja... - Nie mamy teraz czasu - zripostowa drugi, przemawiajc w jzyku Yerulian. - Wrzu j tam razem z nim i skoczymy z nimi razem. Musimy sprowadzi tutaj Phondara, zanim go zabijemy. Chc go troch wypyta. - Maa szansa - chrzkn veruliaski gigant kroczc za swym kompanem. -Nie bdzie chcia rozmawia... od razu mog ci to powiedzie... otworzy usta tylko, by nas przeklina, gdy go apalimy. Nalissa, zwinita haniebnie pod pach trzymajcego j mczyzny, bya zmroona strachem. Lecz jej umys pracowa. Kto by tym nim, ktrego mieli zamiar przepyta i zabi? Myl, e moe to by Dalgar wypara z jej umysu strach i wypenia dusz dzik i desperack wciekoci. Zacza kopa i szarpa si, a zostaa ukarana mocnym uderzeniem, ktre sprowadzio zy do oczu i krzyk z blu. Popada w upokarzajc niewol i zostaa bezceremonialnie wrzucona w ciemne drzwi, by upa sponiewierana na kamienn podog. - Czy nie lepiej j zwiza? - zapyta gigant. - Po co? Nie moe uciec. I nie moe go rozwiza. Pospiesz si, mamy co do zrobienia. Nalissa usiada i spojrzaa bojaliwie wok. Bya w maej komnacie, ktrej rogi pokryway pajczyny. Na pododze leay zway pyu i fragmenty marmuru, ktry odpad od cian. Brakowao czci dachu i przez istniejc dziur wciskay si promienie ksiyca W ich sabym wietle widziaa ksztat lecy na pododze przy cianie. Przeszy j dreszcze, a ostre zbki wbiy si w pikne wargi z przeraenia. Po chwili namysu stwierdzia jednak, e lecy na pododze mczyzna by za duy na Dalgara. Pochylia si nad nim i spojrzaa w jego twarz. Mia zwizane rce i nogi, i by zakneblowany. Znad knebla wpatrywao si w ni dwoje szarych oczu. - Krl Kuli! Nalissa przycisna obie donie do skroni. Pokj zachwia si przed jej oszoomionymi oczami. W sekund pniej jej szczupe, silne palce pracoway przy kneblu. Po kilku minutach meczami osigna sukces. Kuli rozrusza swoje szczki przeklinajc w swoim wasnym jzyku, ale nawet w tym momencie uwaa na wraliwe uszy dziewczyny.

- Och, mj panie, jak si tu znalaze? - spytaa dziewczyna zaamujc rce. -Albo mj najwierniejszy doradca jest zdrajc, albo ja jestem szalecem! - warkn gigant. - Pewien czowiek przyby do mnie z listem napisanym rk Tu, ostemplowanym nawet krlewsk pieczci. Zgodnie z instrukcjami poszedem za nim przez miasto i bram, o ktrej istnieniu nawet nie wiedziaem. Brama bya niestrzeona i nieznana nikomu, poza tymi, ktrzy spiskowali przeciw mnie. Za bram czeka inny czowiek z komi. Pdzc z najwiksz szybkoci dotarlimy do tego przekltego ogrodu. Potem zostawilimy konie i poprowadzili mnie, jak lepego gupca na ofiar, do tego zrujnowanego dworu. - Kiedy przeszedem przez drzwi, spada na mnie wielka sie. Wszystkie moje czonki zostay zwizane, a na mnie rzuci si z tuzin opryszkw. Mam nadziej, e pojmanie mojej osoby nie byo takie atwe, jak myleli. Dwch z nich chwycio moj praw, ju skrpowan rk. Nie mogem uy miecza, ale udao mi si kopn jednego z nich w bok i poczuem, jak jego ebra poddaj si pod moim uderzeniem. Lew rk udao mi si rozerwa fragment sieci, dziki czemu przebiem drugiego sztyletem. Tego spotkaa mier. Jego stracona dusza krzyczaa jeszcze, potem wyzion ducha. - Ale, na Yalk, byo ich za duo. Na koniec pozbawili mnie zbroi Nalissa zauwaya e krl jest ubrany tylko w rodzaj przepaski biodrowej - i jak widzisz, zwizali mnie. Nawet diabe nie zdoaby rozerwa tych lin. Nie, nie ma po co prbowa rozsupywa tych wizw. Jeden z tych ludzi by eglarzem, a ja z dawnych czasw wiem cokolwiek na temat wzw, ktrych uy. Wiesz, byem kiedy niewolnikiem na galerach. - Co mog zrobi? - wyjczaa dziewczyna wykrcajc sobie rce. -We ciki kawaek marmuru i oderwij fragment ostrego kamienia powiedzia Kuli mikko. - Musisz przeci te liny... Zrobia jak prosi i zostaa nagrodzona dugim, cienkim kawakiem kamienia ktrego wklse brzegi byy ostre niczym brzytwa z postrzpionym ostrzeni. - Obawiam si, e przetn twoj skr, panie - przeprosia zaczynajc

prac. - Przetnij skr, ciao i koci, ale uwolnij mnie! - warcza Kuli z byskiem w oczach. -Zapany jak lepy gupiec! Och, jestem imbecylem! Yalko, Konanie i Hotath! Pozwl mi pooy rce na tych oprychach... jak si tu dostaa? -Porozmawiamy o tym pniej - powiedziaa zasapana Nalissa. - Teraz musimy si spieszy. Zapada cisza. Dziewczyna zacza przecina opierajce si wkna sznurw, nie dajc chwili odpoczynku zmczonym rkom. Wkrtce jej donie zostay poszarpane i zaczty krwawi. Powoli, wkno po wknie, liny poddaway si, cigle jednak byo ich wystarczajco duo, by przytrzyma zwykego czowieka. W tym momencie dwik cikich krokw rozleg si za drzwiami. Nalissa zamara. Usyszeli gos. - On jest w rodku, Phondarze, zwizany i zakneblowany. Jest z nim jaka valusyjska dziewucha, ktr zapalimy, jak wasaa si po Ogrodach. - Niech wic kto uwaa, czy nie pojawi si jaki galant - odpar inny gos, szorstki, ochrypy, nawyky do wydawania polece i posuszestwa. Pewnie miaa si z kim tu spotka. Ty... - adnych nazwisk, adnych nazwisk, dobry Phondarze -wpad mu w sowo jedwabisty valusyjski gos. - Pamitasz nasz umow. Dopki Gomlah nie zasidzie na tronie, jestem po prostu... Czowiekiem w Masce. - Bardzo dobrze-warkn Yerulianin. - Wykonae niez nocn robot, Zamaskowany. Nikt poza tob nie mgby tego dokona, poniewa tylko ty wiedziae, jak zdoby krlewski sygnet. Tylko ty moge tak dobrze podrobi pismo Tu... a pomijajc to wszystko, czy zabie tego starucha? -C za rnica? Umrze dzi w nocy lub jutro w dzie, kiedy to Gomlah zasidzie na tronie. Spraw najwyszej wagi jest to, i krl ley bezradny w naszej mocy. Kuli przeszukiwa swj mzg prbujc umiejscowi stosunkowo znajomy gos zdrajcy. A Phondar... Twarz wadcy zmarszczya si. Rzeczywicie gboka konspiracja, jeli Yerulia musiaa wysa dowdc swych krlewskich armii, aby wykona t brudn robot. Krl zna dobrze Phondara i ongi przyjmowa go u siebie w paacu.

- Wejd do rodka i wycignij go na zewntrz - powiedzia Phondar. -Wemiemy go do starej komnaty tortur. Mam do niego kilka pyta. Drzwi otworzyy si, wpuszczajc mczyzn - giganta, tego ktry zapa Naliss. Drzwi zamkny si za nim, gdy przeszed przez pokj. Olbrzym rzuci okiem na kulc si w rogu dziewczyn. Chwyci zwizanego krla za nogi i ramiona, by podnie jego ciao. W tej sekundzie rozleg si krtki trzask, gdy Kuli naprywszy swe stalowe minie w jedn straszliw y, zerwa pta, ktre go jeszcze trzymay. Nie by tak dugo zwizany, by zatrzymany zosta przepyw krwi i sia od razu wypenia jego czonki. Jak uderzajcy pyton, jego rka wystrzelia ku gardu giganta Chwyci je jak w stalowe peta. Gigant upad na kolana. Jedn rk sign do garda drug do sztyletu. Jego palce wpiy si jak stal w przegub Kulla, sztylet bysn wycigany z pochwy. Wtedy oczy olbrzyma wysuny si z oczodow, a jzyk wypad spomidzy warg. Palce spady z przegubw krla sztylet wypad z bezwadnego ucisku doni. Yerulianin zmik, a jego szyja zostaa zmiadona w przeraajcym ucisku. Kuli, jednym potnym ruchem, skrci mu kark, i puszczajc ciao, wyrwa mu miecz z pochwy. Nalissa podniosa sztylet. Walka zaja jedynie kilka sekund. Jej odgosy przypominay te, jakie zwykle wywouje mczyzna biorcy duy ciar na ramiona. - Szybciej! - dobieg zza drzwi niecierpliwy gos Phondara. Kuli, przyczajony niczym tygrys, myla. Wiedzia, e w Ogrodach jest przynajmniej dwudziestu konspiratorw. Dziki rozmowie, ktr przed chwil sysza, wiedzia, e przed drzwiami stoi dwch lub trzech. Pokj, w ktrym si znajdowa, nie by najlepszym miejscem do obrony. W kadej chwili ktry z opryszkw mg wej zobaczy, co powoduje to opnienie. Podj decyzj i zacz dziaa. Skin na dziewczyn. - Kiedy tylko znikn za drzwiami, wybiegnij przez nie i uciekaj schodami, ktre prowadz w lew stron. Drc kiwna gow. Kuli odwrci si i otworzy drzwi. Stojcy na zewntrz mczyni spodziewali si veruliaskiego giganta

trzymajcego w ramionach bezradnego krla. Widok, ktry zobaczyli, ogupi ich i zaskoczy. Kuli stojcy w drzwiach. Na wp nagi, przypomina wielkiego czowieka-tygrysa z wyszczerzonymi w furii zbami. Ostrze jego miecza wirowao tworzc srebrne koa w wietle ksiyca. Kuli zobaczy Phondara, dwch veruliaskich onierzy, szczup posta w czarnej masce... i w mgnieniu oka by przy nich taczc swj taniec mierci. Dowdca Yerulian pad od pierwszego ciosu, ktry przebi si przez hem i przeci na wp gow a do zbw. Zamaskowany wycign bro i uderzy rozcinajc policzek krla. Jeden z onierzy zaatakowa wczni, ktr Kuli sparowa. Po chwili wojownik lea martwy koo swego dowdcy. Ostatni z onierzy zacz ucieka woajc towarzyszy. Zamaskowany odskoczy i sparowa wyprowadzony znad gowy cios z niesamowit wpraw. Nie mia jednak czasu na zaatakowanie. Dzikie uderzenia Kulla zmusiy go to bronienia si. Krl uderza w miecz przeciwnika niczym kowal w kowado. Jeszcze raz i jeszcze raz. Wydawao si, e veruliaska stal rozupie t zamaskowan, zakapturzon gow. Ale za kadym razem dugi, cienki miecz stawa na drodze Kullowi przesuwajc o cal ostrze, czy zatrzymujc je na wos od skry. Kuli widzia biegncych przez listowie veruliaskich onierzy, sysza szczk broni i dzikie okrzyki. Wiedzia, e jeli zapi go tu, na odkrytym terenie, to bd mogli zaj go od tyu i poci jak szczura. Uderzy jeszcze raz, nieskutecznie, po czym cofn si, odwrci i pobieg w gr schodw, na ktrych szczycie staa Nalissa. Na grze odwrci si. Stali na czym w rodzaju wysepki. Schody wiody w gr, a dawno temu inne bdce teraz rumowiskiem prowadziy na d. Kuli zorientowa si, e s w lepym zauku. Na cianach wycite byy rzeby, ale... C, pomyla Kuli, tu umrzemy. Ale umrze tu i wielu innych. Yerulianie zebrali si pod dowdztwem tajemniczego, zamaskowanego Yalusyjczyka u stp schodw. Kuli poprawi uchwyt na rkojeci miecza i odrzuci do tyu gow instynktownie przypominajc sobie czasy, kiedy nosi wosy przypominajce grzyw lwa. Kuli nigdy nie ba si mierci. Nie ba si jej i teraz, i z radoci, jak

starego przyjaciela, przywitaby szalestwo i zgiek bitewny. Ale by pewien problem: za nim staa dziewczyna. Kiedy spojrza na jej drc posta i blad twarz, podj decyzj. Podnis rk i krzykn: - Hej, Yerulianie! Stoj tu gotowy! Wielu padnie, zanim ja umr. Jeli jednak obiecacie mi, e wypucicie dziewczyn nietknit, to nie podnios na was rki. Bdziecie mogli zabi mnie niczym owc. Nalissa krzykna protestujc, a Zamaskowany zamia si. - Nie targujemy si z kim, kto ju jest martwy. Dziewczyna take musi zgin, a ja nie bd skada przysigi po to, aby j zaraz zama. Naprzd, wojownicy, wecie go! Popynli schodami niczym czarna fala mierci, a ich miecze byszczay zimnym srebrem w wietle ksiyca. Jeden z nich by z przodu: wielki wojownik trzymajcy nad gow ogromny topr. Porusza si szybciej, ni przewidywa Kuli, i po chwili by ju na grze. Krl ruszy na niego i lew rk chwyci obniajce si cikie drzewce topora i zatrzyma jego ruch. Niewielu ludzi potrafioby tego dokona. Jednoczenie wyprowadzi praw rk potny cios. Ostrze miecza przebio si przez zbroj, muskuy i koci, i zatrzymao si pkajc na kamiennej kolumnie. W mgnieniu oka puci bezuyteczn rkoje i wyj topr z obumarych rk wojownika ktry zacz swj ostatni lot w d schodw. Kuli zamia si krtko i okrutnie. Yerulianie zawahali si. Stali porodku schodw, a z dou Zamaskowany ponagla ich. Zaczynali si buntowa. - Phondar nie yje - krzykn jeden. - Czy mamy sucha rozkazw Yalusjanina? Mamy przeciw sobie diaba, a nie czowieka! Ratujmy si! - Gupcy! - gos Zamaskowanego zmienia si w zwierzcy ryk. - Czy nie widzicie, e bdziecie bezpieczni, gdy zabijecie krla? Jeli zawiedziecie tej nocy, wasz kraj wyprze si spiskowcw i wspomoe Yalusyjczykw w wyapaniu was wszystkich! Naprzd, gupcy! Lepiej eby kilku z was umaro od topora krla, ni ebycie wszyscy zawili na szubienicy! Jeli kto zejdzie na d... zabij go! - pogrozi im dugim, ostrym mieczem. Zdesperowani, bojc si swego dowdcy, rozpoznali prawd w jego

sowach. Dwudziestu lub wicej wojownikw zwrcio swe piersi ku ostrzu Kulla. Kiedy zbierali si do czego, co z pewnoci miao by ostatnim atakiem, uwag Nalissy przyku ruch u podstawy ciany. Cie ten wyrnia si z reszty cieni i porusza si ku szczytowi muru. Uywajc gbokich szczelin wspina si niczym mapa. Ta cz ciany bya w cieniu, tak e nie moga rozpozna postaci, ktrej gow w dodatku chroni morion. Nie powiedziaa nic Kultowi, ktry sta tu przy schodach, trzymajc w rku topr. Przekrada si w poblie muru i ukrya za czym, co kiedy byo parapetem. Widziaa ju, e czowiek ten ubrany jest w pen zbroj, ale wci nie moga go rozpozna. Jej oddech przyspieszy. Podniosa sztylet walczc z nudnociami, ktre zacza odczuwa. Pokryta stal rkawica pojawia si na szczycie. Nalissa skoczya niczym tygrysica, szybko i cicho. Uderzya w niczym nie chronion twarz, ktr nagle owietlio wiato ksiyca. Sztylet opada, a ona nie bya w stanie zatrzyma uderzenia. Krzykna, dziko i przeraliwie, bowiem w tej sekundzie rozpoznaa twarz swego kochanka, Dalgara z Farsun.

5. Bitwa na schodach
Po bezceremonialnym opuszczeniu doprowadzonego do szau Ka-nu, Dalgar pobieg do swojego konia i ruszy ku wschodniej bramie. Sysza jak piktyjski ambasador rozkazuje zamkn bramy i nikogo nie wypuszcza, wic spieszy si jak szalony, aby ubiec ten rozkaz. Wydostanie si noc z miasta zawsze stanowio problem, a Dalgar, ktry wiedzia, e tej nocy wrota nie bd strzeone przez nieskorumpowanych Czerwonych Zabjcw, planowa przekupi wartownikw. Teraz opar si na koncepcji zuchwaego oszustwa, jakiego chcia dokona. Zatrzyma si przy wschodniej bramie i krzykn: - Otworzy wrota! Musz dzi jecha do veruliaskiej granicy! Szybko! Krl znikn! Pozwlcie mi przej, a pniej wartujcie przy bramie! W imieniu krla! - Pospieszcie si, gupcy! - krzycza, kiedy onierze zaczli si waha. - Krl moe by w miertelnym niebezpieczestwie! Wykonajcie rozkaz! Przez miasto przeszed poraajcy serca, nagy, gboki dwik

wielkiego, wykonanego z brzu Dzwonu Krla, ktry sycha tylko wtedy, gdy krl jest w niebezpieczestwie. Gwardzici podskoczyli. Wiedzieli, e Dalgar jest w askach i czsto odwiedza szlachetnie urodzonych. Wierzyli w to, co im powiedzia, wic, pod wpywem jego woli, otworzyli szeroko wielkie, elazne wrota, przez ktre Farsunianin wystrzeli niczym piorun i znikn w ciemnociach. Podczas drogi Dalgar mia nadzieje, e nic zego nie stanie si Kullowi. Lubi tego bezceremonialnego barbarzyc daleko bardziej ni sztucznych i mdych krlw Siedmiu Imperiw. Jeli tylko byoby to moliwe, pomgby w poszukiwaniach. Ale czekaa na niego Nalissa, a on ju i tak by spniony. Kiedy mody szlachcic wjecha na teren Ogrodw, opanowao go dziwne uczucie, e w sercu tego opuszczonego obszaru jest wielu ludzi. W chwil pniej usysza szczk stali, kroki wielu osb i dzikie pokrzykiwania w obcym jzyku. Zsun si z konia i wycign miecz. Przelizgujc si pord krzeww dotar do zrujnowanego dworu. Tu jego wzrok napotka dziwny widok. Na szczycie zniszczonych schodw sta na wp nagi gigant, ktrego rozpozna jako krla Yalusji. U jego boku staa dziewczyna... na wp zduszony szloch wyrwa si z ust Dalgara. Nalissa! Paznokcie wbiy si gboko w jego do. Kim byli ci mczyni w czarnych ubraniach, ktrzy roili si na schodach? Niewane. Oni byli mierci Kulla i Nalissy. Sysza, jak krl proponuje oddanie swojego ycia za ycie dziewczyny i fala podzikowa przepyna przez jego ciao. Potem zauway gbokie szczeliny w znajdujcym si obok murze. W chwil pniej wspina si, ku mierci u boku krla, w obronie dziewczyny, ktr kocha. Straci z widoku Naliss, ale nie mg sobie pozwoli na odszukanie jej podczas wspinaczki. Byo to trudne i niebezpieczne zadanie. Nie widzia jej a do momentu, kiedy mg si przytrzyma krawdzi muru i wcign na gr. Wtedy to usysza jej krzyk i zobaczy rk trzymajc byszczce srebro spadajc na jego twarz. Schyli si i przyj cios na morion. Sztylet uderzy rkojeci o hem. W chwil pniej Nalissa pada w jego ramiona. Syszc krzyk dziewczyny Kuli odwrci si z uniesionym toporem. Rozpozna Farsunianina i nawet w tej chwili zdoa wyczyta wszystko z rysw jego twarzy. Wiedzia ju, dlaczego ta dwjka znalaza si tutaj i

umiechn si zadowolony. Atak Yerulian zosta na sekund powstrzymany, kiedy zorientowali si, e na grze znajduje si jeszcze jeden mczyzna. Szli ju jednak ku grze w promieniach ksiyca, z byszczcymi ostrzami i oczami penymi dzikiej desperacji. Pierwszy z nich spotka Kulla, ktry straszliwym ciciem znad gowy rozwali jego hem i czaszk. W tej samej chwili stan obok niego Dalgar. W mgnieniu oka wycign bro i zatopi j w krtani kolejnego Yerulianina. Tak zacza si bitwa na schodach, ktr uwiecznili piewacy i poeci. Kuli by tutaj by umrze i by zabra ze sob jak najwicej wrogw. Nie zwraca zbytniej uwagi na obron. Topr tworzy wok niego koa mierci. Za kadym uderzeniem sycha byo pkajc stal i koci, i krzyk agonii pord rozlewanej krwi. Ciaa leay na dugich schodach, ale wci nadchodzili kolejni wrogowie przeciskajc si pomidzy okrwawionymi ciaami swych towarzyszy. Dalgar nie mia zbyt wielu okazji na pchnicia i ciecia. Zorientowa si, e jego zadanie ley w chronieniu Kulla, ktry by urodzonym zabjc, ale ktry, z powodu braku zbroi, mg w kadej chwili pa trupem. Tak wic Dalgar otoczy krla pajczyn stali, wspaniale uywajc umiejtnoci walki mieczem. Jego bro kilkakrotnie odbijaa sztychy skierowane w serce Kulla; jego pokryte zbroj ramie kilkakrotnie przyjmowao ataki, ktre wielu innych by zabiy. Dwa razy przyj na swj hem ciosy, ktre dla krla znaczyy pewn mier. Nieatwo jest chroni jednoczenie siebie i innego czowieka. Kuli krwawi z ran na twarzy i piersi, z dugiego cicia powyej skroni, pchnicia w udo i gbokiej rany w lewym ramieniu. Pchnicie pik naruszyo pancerz Dalgara i przebio mu bok. Modzieniec poczu jak z czonkw ucieka mu sia. Ostatni szalony wysiek nieprzyjaci i Farsunianin zosta pokonany. Upad u stp Kulla, a tuzin ostrz dgao pragnc odebra mu ycie. Z icie lwim rykiem Kuli oczyci przestrze przed sob jednym, potnym machniciem czerwonego topora i stan na rozstawionych nogach nad lecym modziecem. Przeciwnicy zbliali si... Do uszu Kulla dolecia odgos koskich podkw i po chwili Przeklte

Ogrody wypeniy si wyjcymi jak wilki do wiata ksiyca jedcami. Deszcz strza spad na schody i mczyni wrzasnli, wypryli si i padli na ziemi lub stoczyli w okrutny, gboki kanion. Kilku z tych, ktrzy nie zakosztowali ani topora Kulla, ani strza, zbiego w ucieczce schodami, by na dole spotka si z byszczcymi, zakrzywionymi mieczami Piktw Brule'a. Zginli walczc do ostatniego czowieka dzielni veruliascy wojownicy... zabawki butnego krla, skierowane w dal z niebezpieczn i gupi misj, zapomniane przez ludzi, ktrzy je wysali, oboone na zawsze hab. Zginli jednak jak prawdziwi mczyni. Jeden czowiek nie umar tam u stp schodw. Czowiek w Masce uciek na pierwszy dwik podkw i umyka teraz przez Ogrody jadc na swym wietnym rumaku. Prawie ju dotar do zewntrznego muru, gdy Brule, wcznik-zabjca, stan na jego drodze. Tam, na przyldku wiata ksiyca, zobaczy ich ciskajcy wci swj zakrwawiony topr Kuli. Zamaskowany zrezygnowa z taktyki obronnej. Zaszarowa na Pikta z odwag i wciekoci. Wcznik-zabjca napotka go ko w konia, mczyzna w mczyzn, ostrze w ostrze. Obaj byli wspaniaymi jedcami. Rumaki posuszne dotykowi uzd, naciskowi kolan, krciy si, przysiaday, spinay. Lecz mimo wszystkich manewrw, wiszczce ostrza nigdy nie dotykay walczcych przeciwnikw. Brule, nie tak jak jego wspplemiecy, uywa wskiego, prostego valusyjskiego miecza. W zasigu i prdkoci rnica pomidzy wojownikami bya minimalna. Kuli obserwujc rozgrywk, za kadym razem, gdy Brule mg podda si niezwyczajnemu, fantazyjnemu pchniciu wstrzymywa oddech i mruy oczy. Nie byo adnego prymitywnego rbania i okadania ze strony tych nie majcych wyboru wojownikw. Jedynie pchnicia, kontry, parowania i znowu pchnicia. Wtedy nagle Brule jakby straci kontakt z ostrzem przeciwnika... zacz z dzikoci parowa, pozostajc prawie cakiem odsonity na sztychy... Czowiek w Masce uderzy pitami w boki konia tak, i ko i miecz skoczyy naprzd jak jedno ciao. Brule pochyli si na bok, pozwoli, by ostrze przemkno obok pancerza. Jego wasny miecz wystrzeli na wprost. okie, przegub, rkoje i czubek miecza stany w jednej linii z ramieniem. Konie zderzyy si i upady razem na muraw. Lecz z kbowiska

wierzgajcych podkw tylko Brule podnis si nietknity. Na trawie pozosta Czowiek w Masce. Miecz Brule wci tkwi w jego ciele. Kuli obudzi si jak z transu. Piktowie wyli wok jak wilki. On podnis sw rk nakazujc cisz. -Dosy! Jestecie wszyscy bohaterami! Zaopiekujcie si Dalgarem, jest ciko ranny. A kiedy ju z nim skoczycie, moecie zaj si moimi ramami. Brule, w jaki sposb odnalaze mnie? Brule przywoa ruchem rki Kulla do miejsca, w ktrym sta nad Czowiekiem w Masce. - Stara ebraczka widziaa jak wspinasz si na mur paacowy i z ciekawoci obserwowaa z daleka, gdzie si udajesz. Towarzyszya wam do momentu, gdy przechodzilicie przez zapomnian bram. Podalimy wanie przez teren pomidzy murami, a Ogrodami, gdy usyszaem brzk stali. C, kt inny mgby tu by? - Podnie mask - powiedzia Kuli. - Ktokolwiek by to by, to on skopiowa pismo Tu, zabra mu sygnet i... Brule zerwa mask. - Dondal! - wybuch Kuli. - Bratanek Tu! Brule, Tu nie moe si nigdy o tym dowiedzie. Pozwlmy mu myle, e Dondal wyjecha z tob i zgin walczc dla swego krla. Brule wydawa si oguszony. - Dondal! Zdrajc! Dlaczego? Wiele razy upijaem si z nim winem i odsypiaem w jednym z jego ek - Kuli wyjka. - Lubiem Dondala. Brule wycign z ciaa miecz i woy z cichym trzaskiem z powrotem do pochwy. - dze z kadego czowieka mog uczyni zoczyc - stwierdzi smutno. - By w gbokich dugach... Tu by dla niego skpy. Zawsze opowiada, e dawanie modym ludziom pienidzy, le na nich wpywa. Dondal zosta zmuszony do utrzymywania swego wygldu ze swojej dumnej, pustej kieszeni. W ten sposb wpad w rce lichwiarzy. To Tu jest najwikszym zdrajc, poniewa doprowadzi chopaka do zego przez wasne skpstwo... i wolabym, by czubek mojego miecza utkwi w sercu Tu zamiast

w jego. To mwic Pikt odwrci si na picie i odszed w smutku. Kuli odwrci si do Dalgara, ktry lea na wpprzytomny, gdy piktyjscy wojownicy bandaowali z wpraw jego rany. Inni zwrcili sw uwag na krla, i gdy oczyszczali, zaszywali i bandaowali cicia, zbliya si do Kulla Nalissa. - Panie - wycigna do niego swe mae rczki, pocite i umazane zakrzep krwi. - Czy teraz ulitujesz si nad nami... przychyl si do mojej proby, jeli... - jej gos przeszed w pacz -jeli Dalgar przeyje? Kuli chwyci jej drobne ramiona i zamkn j w ucisku. - Dziewczyno, dziewczyno, dziewczyno! Pro mnie o cokolwiek, co mog ci ofiarowa. Popro o poow krlestwa lub o mj praw rk, a bdzie twoja. Poprosz Muroma, by pozwoli polubi ci Dalgara... bd go baga... ale nie mog go zmusza. Wysoki jedziec przedziera si przez Ogrody, jego pena blasku zbroja wiecia si pomidzy pnagimi, wilczymi ciaami Piktw. Wysoki mczyzna pieszy si, unoszc przybic hemu. - Ojcze! Murom bora Ballin z dzikczynnym jkiem przycisn crk do piersi. Potem odwrci si do swego krla. - Panie, jeste powanie ranny! Kuli potrzsn gow. - Niezbyt ciko, w kadym razie, jak dla mnie, inni ludzie mogliby czu bl lub zesztywnienie. Lecz tam ley ten, ktry otrzyma miertelny cios przeznaczony dla mnie. On by moj tarcz i moim hemem, bez niego Yalusja oczekiwaaby na nowego wadc. Murom obrci si do powalonego modzieca. - Dalgar! Czy on jest martwy? - Jest bliski tego - wymamrota wysuszony Pikt, ktry wci pracowa nad modziecem. - Jest saby, lecz przy dobrej opiece wydobrzeje. - Przyby tutaj na spotkanie z twoj crk, aby z ni uciec - powiedzia Kuli, a Nalissa zwiesia gow. - Przedziera si przez krzewy, gdy zobaczy jak walcz o swoje i je ycie na szczycie tamtych schodw. Mg uciec. Nic go nie powstrzymao. Wspi si na stromy mur, na prawie pewn mier.

Walczy u mego boku tak miao, jakby poda na wito... nie by nawet moim krewniakiem. Donie Muroma splatay si i rozplatay. Jego oczy agodniay i miky, gdy przyglda si crce. -Nalisso - powiedzia cicho, przygarniajc dziewczyn pod pokryt stal ochron swego ramienia. - Czy cigle pragniesz polubi tego lekkomylnego modzieca? Jej oczy w wystarczajcy sposb odpowiedziay na pytanie. Kuli stwierdzi. - Wecie go ostronie i zaniecie do paacu, bdzie mia tam najlepsze warunki... Murom sprzeciwi si. - Panie, jeli mog o co prosi. Pozwl, by zosta zabrany do mego zamku. Tam zajm si nim najlepsi lekarze. Gdy dojdzie do siebie... c, jeli byoby to twoim krlewskim yczeniem, czy nie moglibymy uczci tego wydarzenia weselem? Nalissa krzykna z radoci, klasna w donie, ucaowaa ojca i Kulla, i po chwili jak trba powietrzna znalaza si u boku Dalgara. Murom umiechn si, a jego arystokratyczna twarz rozjania si. - Z nocy krwi i przeraenia narodzia si rado i szczcie. Barbarzyski krl wykrzywi twarz w umiechu i pooy na ramieniu wyszczerbiony i brudny topr. ycie takie jest, Ksie. Zguba jednego czowieka jest bogosawiestwem dla innego.

Lustra Tuzun Thune'a


"O dzika, dziwna kraino, co leysz wzniosie Poza Przestrzeni, poza Czasem. " POE Nawet dla krlw nachodz czasy wielkiego znuenia. Wtedy to zoty tron zmienia si w mosiny, a paacowe jedwabie w szary materia. Szlachetne kamienie umieszczone w diademie migocz ponuro niczym ld biaych mrz. Sowa ludzi s ni czym puste koatanie dzwonkw bazna, wszystko wydaje si nierealne. Nawet soce staje si miedziakiem na nieboskonie, a oddech zielonego oceanu ju nie przynosi wieoci. Kuli usiad na tronie Yalusji, a naszy go wanie godziny znuenia. Wszystko poruszao si przed nim niczym nieskoczony, nic nie znaczcy obraz: mczyni, kobiety, kapani, wydarzenia i cienie wydarze, rzeczy widziane i rzeczy osignite. Ale, niczym cienie, wszystko to przychodzio i odchodzio nie zostawiajc ladu w jego umyle, jedynie dranic go jeszcze bardziej. Kuli jeszcze nie by zmczony. Bya w nim tsknota za rzeczami poza nim samym i poza valusyjskim dworem. Niepokj zamieszka w jego ciele, a dziwne, jasne sny zagociy w jego duszy. Na jego prob przyby do krlewskiej komnaty Brule, wcznik-zabjca, wojownik z kraju pooonego na Wyspie Piktw, na Oceanie Zachodem. - Krlu, jeste zmczony yciem na dworze. Wsid ze mn na moj galer i niech fale zanios nas gdziekolwiek. - Nie - Kuli opar sw zmczon gow na potnej doni. - Jestem znuony tym wszystkim. Miasta nie interesuj mnie... granice s spokojne. Ju nie sysz pieni morza, ktr to piewao dla mnie, gdy leaem na kamienistym wybrzeu Atlantydy za czasw modoci, i gdy noc ya byskiem gwiazd. Nie nc mnie ju i zielone lasy, tak jak to robiy za dawnych lat. Jest we mnie jaka dziwna obco, jaka tsknota poza tsknotami. Odejd! Brule odszed peen wtpliwoci, pozostawiajc siedzcego na tronie i rozmylajcego krla. Potem do Kulla przekrada si paacowa dziewczyna i wyszeptaa:

- Wielki krlu, odszukaj czarownika Tuzun Thune'a. Zna on sekrety ycia i mierci, gwiazdy na niebie i kraje na morzach. Kuli spojrza na dziewczyn. Miaa pikne, zote wosy i dziwnie skone, fiokowe oczy. Bya pikna, ale jej wygld niewiele znaczy dla krla. - Tuzun Thune - powtrzy. - Kim on jest? - Czarodziej ze Starszej Rasy. yje w Yalusji, koo Jeziora Wizji w Domu o Tysicu Luster. On wie wszystko, krlu. Rozmawia z umarymi i z demonami ze Straconych Krain. Kuli wsta. - Odnajd tego komedianta. Ale ani sowa o mojej wyprawie, syszysz? - Jestem twoj niewolnic, panie - opada potulnie na kolana, ale gdy tylko krl si odwrci, na jej szkaratnych ustach wykwit przebiegy umiech, a jej wskie oczy zabysy chytroci. Kuli dotar do domu Tuzun Thune'a, ktry mieci si w pobliu Jeziora Wizji. Rozlega i niebieska bya poa jeziora Na jego stromym brzegu wyrastao wiele wspaniaych paacw. Wiele abdzio-skrzydych odzi dryfowao leniwie po jego mglistych wodach, a zewszd dochodziy dwiki spokojnej i przyjemnej muzyki. Wysoki, rozlegy i niepretensjonalny by Dom o Tysicu Luster. Wielkie drzwi stay otworem. Kuli wspi si po szerokich schodach i wszed niezapowiedziany. W wielkiej komnacie, ktrej cianami byy lustra, spotka si z czarodziejem Tuzun Thune. Czowiek ten by tak stary, jak gry Zalgara. Jego skra bya pomarszczona, ale jego zimne, szare oczy byy niczym byski na stali miecza. - Kullu z Yalusji, mj dom jest twoim domem - powiedzia kaniajc si z dwornoci pozosta z dawnych lat i wskazujc na podobne do tronu krzeso. - Syszaem, e jeste czarodziejem - zacz bez ogrdek krl, opierajc gow na doni i spogldajc ponurymi oczami w twarz gospodarza. - Czy potrafisz czyni cuda? Czarodziej wycign do przodu rk. Jego palce zamykay si i otwieray niczym szpony ptaka. - Czy to nie cud... e to lepe ciao sucha rozkazw mojego umysu?

Chodz, oddycham, mwi... czy to nie s cuda? Kuli zamyli si na chwil, a potem rzek: - Czy potrafisz przywoywa demony? -Tak. Potrafi przywoa demona bardziej dzikiego, ni jakikolwiek pochodzcy z krainy duchw... poraajc tw twarz. Kuli wzdrygn si, a potem pokiwa gow. -A martwi, czy potrafisz rozmawia z martwymi? -Zawsze rozmawiaem z martwymi... tak jak i teraz. mier zaczyna si w dniu urodzin. Kady czowiek zaczyna umiera, kiedy si rodzi. Jeste martwy, krlu Kullu, poniewa urodzie si. -Ale ty, ty jeste starszy ni ludzie. Czy czarodzieje nigdy nie umieraj? -Ludzie umieraj wtedy, kiedy nadejdzie ich czas. Nie wczeniej i nie pniej. Mj jeszcze nie nadszed. Kuli zastanowi si nad t odpowiedzi. -A wic wyglda na to, e najwikszy czarodziej Yalusji jest niczym wicej ni zwyczajny czowiek. Wystrychnito mnie na dudka. Tuzun Thune pokrci gow. - Ludzie s niczym wicej, tylko ludmi. A najwiksi spord nich to ci, ktrzy najszybciej naucz si najprostszych rzeczy. Nie, spojrzyj w moje lustra, Kullu. Sufit by wieloma lustrami i ciany byy lustrami; wszystko wspaniale poczone. Wiele luster o rnych ksztatach i wielkociach. - Lustra s wiatem, Kullu - zadudni gos czarodzieja. - Spojrzyj w moje lustra i naucz si mdroci. Kuli wybra losowo jedno i spojrza w nie uwanie. Lustra z przeciwlegej ciany odbijay si w tym, w ktre spj ra, i odbijay inne... Wydawao mu si, e patrzy w d dugiego, jasnego korytarza stworzonego z luster. Daleko w tym korytarzu wida byo malutk figurk. Kuli przyglda si na tyle dugo, by stwierdzi, i jest to bez wtpienia odbicie jego postaci. Patrzy i dziwne uczucie zadowolenia spyno na niego. Zdawao mu si, e ta maa figurka jest prawdziwym Kullem, posiadajcym waciw wielko. Odsun si wic i stan przed innym lustrem.

-Przypatrz si lepiej, Kullu. To jest lustro przeszoci -usysza sowa czarodzieja. Szare mgy przysaniay widok, wielkie kby chmur, wci zmieniajce ksztat, cigle niestae jak duchy wielkiej rzeki. Przez te mgy Kuli dojrza szybkie, przemijajce wizje dziww i przeraenia. Stworzenia i ludzie poruszali si nie majc do koca ksztatw ani ludzi, ani stworze. Wielkie, egzotyczne kwiaty pojawiay si we wszechobecnej szaroci. Wysokie, tropikalne drzewa groway nad mierdzcymi bagnami. Monstra o ciaach gadw tarzay si tam i ryczay. Niebo byo pene latajcych smokw, a niespokojne, wypenione skaami morza bez koca przemierzay stworzenia wychodzce co pewien czas na muliste plae. Nie wida byo jeszcze ludzi, bowiem ludzko bya wtedy snem bogw. Obca bya ksztatom zmor pezajcym przez haaliwe dungle. Kuli widzia bitwy i zabjstwa, a take pen lku mio. mier sza rka w rk z yciem. Wskie plae pene ryczcych monstrw i niesamowitych ksztatw, majaczyy przez kurtyn padajcego strumieniami deszczu. - To jest lustro przyszoci. Kuli patrzy w milczeniu. - C widzisz? - Dziwny wiat - odpar powanie Kuli. - Siedem Imperiw rozpado si w py i zostao zapomniane. Niespokojne, zielone fale hucz od wiekw dziesitki metrw ponad wzgrzami Atlantydy. Gry Zachodniej Lemurii s wyspami na nieznanym oceanie. Dziwni dzikusi opanowali stare i nowe ldy. Pojawili si znikd i splugawili odwieczne relikwie. Yalusja znikna wraz ze wszystkimi obecnymi narodami. Jutrzejsze dni nale do obcych. Oni zupenie nic o nas nie wiedz. - Czas kroczy do przodu - powiedzia spokojnie Tuzun Thune. - My yjemy dzisiaj, dlaczeg mamy martwi si dniem wczorajszym lub jutrzejszym? Koo obraca si, a narody powstaj i gin, wiat zmienia si. Czas powraca do stanu dzikoci, by zmieni si w wieki cywilizacji. Przed Atlantyd bya Yalusja, przed Yalusj Stare Rasy. Tak, my take, gdy pojawilimy si, stpalimy po ramionach zaginionych w pamici plemion. Ty, ktry przybye z zielonych, oceanicznych wzgrz Atlantydy i zdobye staroytn koron Yalusji, mylisz e moje plemi jest stare. My

panowalimy nad tymi ziemiami zanim Yalusyjczycy przybyli ze wschodu, w czasach zanim pojawili si ludzie w krainach na oceanie. Lecz ludzie byli ju tutaj, gdy Stare Plemiona przybyy ze zniszczonych krajw. Ludzie przed Ludmi, plemiona przed plemionami. Narody przemijay i zostaway zapomniane, bo takie jest przeznaczenie ludzkoci. -Tak-powiedzia Kuli. - Czy nie jest jednak szkoda, e pikno i sawa ludzi rozpywa si jak dym na letnim niebie? - Tak - rzek Kuli. - Jednake czy nie szkod e pikno i chwaa ludzi zniknie niczym dym nad morzem w lecie? - Dlaczeg, jeli takie jest ich przeznaczenie? Nie rozmylam nad utracon chwa mojej rasy, ani nie pracuj dla tych, ktre maj nadej. yj teraz, Kullu, yj teraz. Martwi s martwymi, nie narodzeni nie istniej. C bdzie znaczyo to, i zapomn o tobie ludzie, jeli zapomnisz o sobie w wiatach mierci? Spjrz w moje lustra i naucz si mdroci. Kuli wybra kolejne lustro i popatrzy w nie. - To lustro najgbszej magii. Co widzisz, Kullu? - Nic, tylko siebie. - Spjrz dokadniej, Kullu. Czy to naprawd ty? Kuli spojrza w wielkie lustro, a jego odbicie spojrzao na niego. - Stanem przed tym lustrem-rozmyla Kuli z gow opart na pici i daem temu czowiekowi ycie. Nie mog go zrozumie. Pierwszy raz zobaczyem go w spokojnych wodach jeziora Atlantydy, potem w valusyjskich lustrach, w zotych ramach. On jest mn, moim cieniem... mog go oywi lub zabi, kiedy tylko zechc. Ale... - przerwa, a dziwne myli przepyny przez jego bezmierny, mroczny umys, niczym cienie nietoperzy na cianach jaskini - ...ale gdzie on jest, kiedy nie stoj przed lustrem? Czy jest moc czowieka, niszczy z tak atwoci cie ycia i istnienie? Skd mam wiedzie, e kiedy odchodz od lustra on nie znika w pustce Nicoci? -Nie! Na Yalk! Czy to ja jestem czowiekiem, czy on? Ktry z nas jest duchem drugiego? Moe te lustra s oknami, przez ktre widzimy inny wiat? Czy on myli to samo, co ja? Czy jestem dla niego czym wicej ni tylko cieniem, odbiciem... tak jak on jest dla mnie. A jeli jestem duchem, to jaki wiat ley po drugiej stronie tego lustra? Jakie s tam armie i jaki krl tam rzdzi? Ten wiat jest jedynym, jaki znam. Nie wiedzc nic o adnych

innych, jak mog decydowa? Z pewnoci tam te s zielone wzgrza, grzmice morza i rozlege rwniny, po ktrych ludzie jad do bitwy. Powiedz mi czarodzieju, ktry jeste mdrzejszy ni wikszo ludzi, powiedz mi, czy s jakie wiaty poza naszym? -Czowiek ma oczy, pozwl mu nimi patrze-odrzek mag. - Kto chce zobaczy, musi wpierw uwierzy. Godziny mijay, a Kuli wci siedzia wrd luster Tuzun Thu-ne'a, spogldajc w swoje odbicia. Czasami zdawao mu si, e widzi bliski obraz. Kiedy indziej, niezmierzone gbiny rozpocieray si przed jego oczami. Lustra Tuzun Thune'a byy niczym powierzchnia morza w jasnych, sonecznych promieniach, czy w ciemnoci gwiazd, ktrego gbin nie zobaczy niczyje oko. Bezmierne i tajemnicze niczym morze rozjanione promieniami soca tak, e oddech ogldajcego je zostaje zapany w niewyranym obrazie przeraajcych otchani. Takie byo lustro, w ktre spoglda Kuli. W kocu krl wsta wzdychajc i wci zastanawiajc si odjecha. I Kuli przyby znw do Domu o Tysicu Luster. Dzie po dniu przybywa do niego i siedzia godzinami przed lustrem. A na niego spoglday oczy takie jak jego. Ale Kuli zauway rnic... rzeczywisto, ktra nie bya jego. Godzina za godzin mg wpatrywa si z dziwn intensywnoci w lustro. Godzina za godzin obraz oddawa jego spojrzenie. Krl zlekceway sprawy paacu i kraju. Ludzie szemrali. Ogier krla sta bezuyteczny w stajni, a jego wojownicy grali w koci i kcili si ze sob bez powodu. Kuli nie dba o to. W tym czasie zdawao mu si, e jest o krok od poznania ogromnej, niepojtej tajemnicy. Ju nie myla o obrazie w lustrze jako o odbiciu siebie. Bya to rzecz, istnienie w wygldzie takie same jak on, ale w rzeczywistoci rne od niego tak, jak odlege od siebie s bieguny. Krlowi wydawao si, e obraz ma swoj wasn, odmienn osobowo, ktra nie zaleaa od Kulla, a Kuli nie zalea od niej. I dzie w dzie wadca wtpi, w ktrym wiecie naprawd yje. Czy jest cieniem, wywoywanym przez zachciank kogo innego? Czy, w odrnieniu od innych, nie yje w wiecie uroje, w cieniu rzeczywistego wiata? Kuli zapragn wej w posta z drugiej strony lustra, w inn

przestrze, i zobaczy, co si tam znajduje. Ale, jeli raz przejdzie przez te drzwi, to czy zdoa wrci? Czy znajdzie wiat identyczny do tego, w ktrym yje? wiat, ktrego mrocznym odbiciem jest ten, w ktrym yje? Ktry z nich by iluzj, a ktry rzeczywistoci? Czasami Kuli zastanawia si, skd takie myli i marzenia pojawiay si w jego umyle; czy byo to jego wol, czy... tu jego myli gubiy si w labiryncie. Rozmylania byy jego wasne. aden czowiek nie rzdzi jego mylami, mg je wywoywa i odsya wedug wasnej woli. Czy naprawd? Czy nie przybyway i nie oddalay si nie dlatego, e on tak chcia, ale e byy pod wpywem lub rozkazami... kogo? Bogw? Kobieta, ktra tka pajczyny Przeznaczenia? Kuli nie dochodzi do adnych wnioskw. Po kadym kroku w mylach stawa si coraz bardziej i bardziej oszoomiony mg iluzyjnych twierdze i podwaajcych je zda. Wiedzia jedno: dziwne wizje zagociy w jego umyle, latajce, nieograniczone, pochodzce z bezkresnoci nieistnienia Nigdy nie mia takich myli, ale teraz one rzdziy jego umysem, kiedy spa czy chodzi. W dzie by oszoomiony i otumaniony, a noc ni dziwne, przeraajce sny. - Powiedz mi, magu - rzek siedzc przed lustrem i wbijajc oczy w swe odbicie -jak mog przej przed drzwi? Tak naprawd nie jestem pewien, e ten wiat jest rzeczywistoci, a tamten cieniem. W kadym razie ten, na ktry patrz musi posiada jaka form. - Patrz i uwierz - dudni czarodziej. - Aby czego dokona, czowiek musi w to wierzy. Ksztat jest cieniem, substancja jest iluzj, materia jest snem. Czowiek istnieje dlatego, e wierzy, i istnieje. Czyme jest czowiek, jeli nie snem bogw? Ale czowiek moe zosta tym, czym pragnie. Ksztat i substancja nie s niczym wicej ni cieniem. Myl, ego, esencja snu boga to jest rzeczywiste, to jest niemiertelne. Patrz i uwierz, jeli chcesz tego dokona, Kullu. Krl nie zrozumia wszystkiego. Nigdy w peni nie potrafi zrozumie enigmatycznych wypowiedzi maga. Ale teraz dotkny one ukrytej gdzie gboko, wraliwej struny. Tak wic dzie po dniu krl siedzia przed lustrami Tuzun Thune'a. A za nim zawsze, niczym cie, czai si czarodziej. A w kocu nadszed dzie, kiedy Kultowi zdao si, e zapa

niewyrane obrazy dziwnego wiata. Przeleciay one przez umys i osobowo krla. Dzie po dniu zdawao mu si, e traci kontakt ze wiatem. Po kadym takim dniu, wszystkie rzeczy staway si dla niego coraz mniej realne. Tylko czowiek w lustrze wydawa si rzeczywisty. Teraz Kuli zdawa si by coraz bliej drzwi do potniejszego wiata. Olbrzymi obraz jania coraz wyraniej. Mgy nierzeczywistoci malay. Ksztat jest cieniem, substancja jest iluzj, one nie s niczym wicej ni cieniem sysza w odlegym zaktku swego umysu. Pamita sowa maga i zdawao mu si, e prawie je zrozumia... ksztat i substancja. Czy nie zmieni si, kiedy odnajdzie gwny klucz potrzebny do otwarcia tych drzwi? Jakie wiaty, wewntrz jakich wiatw czekj na odwanego badacza? Czowiek w lustrze zdawa si umiecha do niego... coraz bliej i bliej... mga otoczya wszystko, a odbicie nagle zafalowao... Kuli poczu, e znika, zmienia si, roztapia... - Kullu! - krzyk rozbi cisz na miliony wibrujcych fragmentw! Gry rozpky si, a wiat zachwia, kiedy Kuli, dokonujcy nadludzkiego osignicia, zosta odrzucony przez oszalay krzyk. Po co i dlaczego tak si stao, nie wiedzia. Trzask... i Kuli stan w pokoju Tuzun Thune'a przed pknitym lustrem. By zaskoczony i na wp lepy z oszoomienia. Przed nim leao ciao Tuzun Thune'a, ktrego czas w kocu nadszed. Nad nim sta Brule, wcznik-zabjca, z poznaczonym krwi mieczem i oczami rozszerzonymi ze strachu. -NaYalk! - zakl wojownik .- Kullu, to by ju najwyszy czas! - Tak, ale co si stao? - rzek krl poszukujc sw. - Spytaj tej zdrajczyni - odrzek wcznik-zabjca wskazujc na dziewczyn, ktra kulia si w przeraeniu przed krlem. Kuli zorientowa si, e to ona namwia go do odwiedzenia Tuzun Thune'a. - Kiedy tu przybyem, zobaczyem jak znikasz w lustrze tak, jak dym znika na niebie. Na Yalk! Gdybym tego nie widzia, nigdy bym nie uwierzy... prawie znikne, ale mj krzyk przywid ci z powrotem. - Tak - wymamrota Kuli. - Tym razem prawie przeszedem przez drzwi.

- Ten diabe dziaa bardzo chytrze - powiedzia Brule. -Kullu, czy nie widzisz teraz, jak otoczy ci pajczyn magii? Kaanuub z Blaal spiskowa z tym czarodziejem, aby si ciebie pozby. Wraz z t dziewk, ktra pochodzi ze Starszej Rasy, umiecili w twym umyle ch przybycia tutaj. Twj doradca, Ka-nu, odkry dzisiaj ten spisek. Nie wiem, co widziae w tym lustrze, ale to dziki niemu Tuzun Thune zaczarowa tw dusz. Dziki tej magii prawie udao mu si zmieni twoje ciao w mg... - Tak - Kuli wci by zdziwiony. - Ale ten mag posiada wiedz wszystkich wiekw, pogardza zotem, chwa, pozycj Co takiego mg zaoferowa mu Kaanuub, aby sta si on zdrajc? - Zoto, chwa i pozycj - zapewni Brule. - Im szybciej nauczysz si, e ludzie s tylko ludmi, bez wzgldu na to, czy s magami, krlami, czy niewolnikami, tym lepiej bdziesz rzdzi. A teraz co z ni? -Nic, Brule. Dziewczyna jczaa i bagaa u stp Kulla. -Bya tylko narzdziem. Wsta, dziecko, nikt ci nie skrzywdzi. Kiedy by ju tylko z Brule, krl po raz ostatni spojrza na lustra Tuzun Thune'a. - Moe i spiskowa, czy uprawia czarn magi, Brule. Nie, nie wtpi w twoje sowa, ale... czy to jego magia zmieniaa mnie w mg, czy moe to ja odkryem tajemnic? Czy sprowadzie mnie z powrotem, czy moe zniknem, rozpynem, si i odnalazem nowe wiaty? Brule spojrza na lustra i poruszy ramionami, jakby mia dreszcze. - Tak, Tuzun Thune zebra tu mdro wszystkich piekie. Chodmy std, Kullu, albo i ja zostan zaczarowany. - Chodmy wic - odrzek Kuli i rami przy ramieniu wyszli z Domu o Tysicu Luster... gdzie, by moe, uwiziono inne ludzkie dusze. Nikt nie spoglda teraz w lustra Tuzun Thune'a. odzie unikaj brzegu, przy ktrym stoi dom maga i nikt nie wchodzi do pokoju, w ktrym, przed iluzyjnymi lustrami, le wysuszone szcztki Tuzun Thune'a. Wszyscy omijj to przeklte miejsce, i mimo e bdzie jeszcze stao przez tysic lat, nie zabrzmi tam dwiki niczyich krokw. Ale Kuli, siedzc na swym tronie, czsto myli nad dziwn mdroci i niewypowiedzianymi tajemnicami

ukrytymi tu i zastanawia si... Poniewa, jak wie Kuli, istniej wiaty poza wiatami. I bez wzgldu na to, czy czarodziej zaczarowa, czy zahipnotyzowa krla, przed jego oczami, za tymi dziwnymi drzwiami, pojawiy si obrazy. A Kuli, od czasu kiedy spojrza w lustra Tuzun Thune'a, jest mniej pewny rzeczywistoci.

Epilog
W tym czasie na wiat spad kolejny Kataklizm. Atlantyda i Lemuria zatony, a Wyspy Piktyjskie uniosy si tworzc grskie szczyty nowego kontynentu. Czci Thuriaskiego Kontynentu znikny pod falami lub tonc uksztatoway wielkie wewntrz ldowe jeziora i morza. Potne wybuchy wulkanw i przeraajce trzsienia ziemi, zburzyy wspaniae miasta imperiw. Cae narody zostay zmiecione z powierzchni ziemi. Barbarzycom powiodo si troch lepiej ni cywilizowanym rasom. Mieszkacy Wysp Piktyjskich zostali zniszczeni, lecz ich wielkie kolonie umiejscowione pomidzy grami na wschodnich rubieach Yalusji (suyy jako bufor przeciw obcym inwazjom) przetrway. Kontynentalne krlestwo Atlantydw unikno ruiny, a tysice wspplemiecw przybyy do niego z pograjcego si w morzu ldu. Wielu Lemuryjczykw umkno na wschodnie brzegi Kontynentu Thuriaskiego, ktry prawie nie zosta dotknity klsk. Wszyscy zostali niewolnikami zamieszkujcej tam staroytnej rasy, a ich historia przez tysice lat staa si histori brutalnego poddastwa. W zachodniej czci kontynentu zmieniajce si warunki stworzyy dziwne rodzaje zwierzt i rolin. Dungle pokryy pola uprawne, wielkie rzeki przeciy drogi do morza. Wyrosy dzikie gry, a jeziora pokryy ruiny starych miast, pooonych w piknych dolinach. Do kontynentalnego krlestwa Atlantydw z zatopionych terenw przybyy tysice bestii, dzikich ludzi-map i map. Zmuszeni do cigej walki o ycie szybko, odrzucili cywilizacj i wrcili do stanu zaawansowanego barbarzystwa. Obrabowani z metali i z, stali si twrcami przedmiotw z kamienia, jak ich odlegli przodkowie. Osignli poziom artyzmu, gdy ich rozwijajca si znw kultura, wesza w kontakt z potnym narodem Piktw. Piktowie take cofnli si w rozwoju, lecz rozwijali si szybciej w zakresie populacji i spraw wojny. Nie posiadali Atlantydzkiej natury artystw. Byli skierowani na praktyczno i problemy przeycia. Nie pozostawili po sobie, jak ich przeciwnicy, wspaniaych malowide lub rzeb w koci soniowej. Pozostao po nich wiele, wielce efektywnych rodzajw broni.

W tej erze, erze kamienia stary si imperia. Seria krwawych wojen przetrzebia Atlantydw, ktrzy pogryli si znw w stanie dzikoci, a rozwj Piktw take zatrzyma si. Piset lat po Kataklizmie barbarzyskie krlestwa znikny. Stay si teraz dzikim narodem Piktw nieustajcym w walce z prymitywnymi plemionami Atlantydw. Piktowie posiadali przewag iloci i zjednoczenia, Atlantydzi pogryli si w luno wsppracujce klany. Tak wyglda zachd w tych czasach. Na dalekim wschodzie, odcici od reszty wiata przez wyrose gigantyczne gry i uformowany acuch opustoszaych jezior, Lemuryjczycy suyli jako niewolnicy swym staroytnym wadcom. Odlege poudnie byo pokryte mg tajemnicy. Niedotknite Kataklizmem, przeznaczenie jego byo wci przedludzkie. Z cywilizowanych ras Kontynentu Thuriaskiego, resztka jednego z nie valusyjskich narodw wyrosa pomidzy wysokimi grami poudniowego wschodu jako hemri. Tu i tam rozrzucone byy po wiecie drobne klany i mapopodobni dzikusi, ogarnici niewiedz na temat upadku i powstawania wielkich cywilizacji. Na dalekiej pnocy inny lud wolno dochodzi swych praw. W czasach Kataklizmu banda dzikusw, ktrych poziom rozwoju nie by duo wyszy od Neandertalczykw, przybya w ucieczce przed klskami na pnoc. Odnaleli lodowe krlestwa, zamieszkane tylko przez gatunek okrutnych, nienych map ogromnych, wochatych, biaych, przystosowanych do klimatu zwierzt. Przybysze zwalczyli je i wypdzili za granice krgu arktycznego, by stanowiy postrach w opowieciach dzikusw. Potem, zaadaptowali si sami do trudnych, nowych warunkw i zakwitli. Po tym, jak wojny Piktyjsko-Atlantydzkie zniszczyy pocztki tego, co mogo sta si now kultur, inny, sabszy kataklizm zmieni ksztat oryginalnego kontynentu. Pozostawi wielki, pokryty wyspami ocean, gdzie dawniej by acuch jezior. Dalsze rozdzielenie zachodu od wschodu nastpio przez trzsienia ziemi, powodzie i wybuchy wulkanw koczce ruin barbarzycw, ktrych podstawy istnienia naruszyy wojny plemienne. Tysic lat po kolejnym kataklizmie zachodni wiat sta si dzik krain dungli, jezior i bystrych rzek. Pord pokrytych lasami wzgrz pnocnego zachodu yy grupy nie znajcych ni ludzkiej mowy, ni wynalazku ognia lub

uycia narzdzi ludzi-map. Byli oni potomkami Atlantydw zrosymi z chaosem dzikoci dungli, z ktrego to wieki temu ich przodkowie z wysikiem wypezli. Na poudniowym zachodzie yy rozdrobnione klany zdegenerowanych, mieszkajcych w jaskiniach dzikusw, ktrych mowa bya jednym z najbardziej prymitywnych jzykw, lecz ktrzy wci utrzymali nazw Piktw. Oznaczao to jednak termin okrelajcy ludzi - ich jako odrnienie od prawdziwych bestii, z ktrymi walczyli o ycie i poywienie. By to jedyny zwizek z ich przeszoci. Ani dzicy Piktowie, ani mapopodobni Atlantydzi nie mieli kontaktu z innymi plemionami czy ludmi. Daleko na wschodzie Lemuryjczycy wznieli si prawie do poziomu zwierzt przez brutalno niewoli. W kocu powstali i zniszczyli swych panw. Stali si dzikusami przekradajcymi si po ruinach obcej cywilizacji. Ci cywilizowani, ktrzy przeyli i uciekli przed gniewem wasnych niewolnikw, udali si na zachd. Napadli na dziwne, przedludzkie krlestwo poudnia i zajli je. Wsparli wasn kultur modyfikujc j dziki kontaktom ze starsz ras. Nowe krlestwo nazwano Stygi, a ci, ktrzy pozostali ze starej rasy, wsppracowali z najedcami pomimo zniszczenia ich ludu jako caoci. Tu i tam na wiecie, mae grupki dzikusw zaczy wskazywa oznaki rozwoju. Byy jednak one podzielone i nieznane nikomu. Lecz na pnocy plemiona rosy. Ludzie nazwali si Hyboryjczykami, lub Hyborami. Ich bogiem by Bori - wielki wdz, z ktrego legendy zrobiy nawet bardziej antyczn posta od krla, ktry poprowadzi ich na pnoc w dniach wielkiego Kataklizmu. To, plemiona te pamitay tylko w sabo zakorzenionym folklorze. Rozprzestrzenili si po pnocy i zajli bezporednim najazdem poudnie. Dotychczas nie weszli w kontakt z innymi rasami. Wojny toczyli tylko pomidzy sob. Pitnacie setek lat na pnocy sprawio, i stali si wysok, brunatno-wos, szarook ras pen odwagi i znajc si na wojnie. Wykazywali te cakiem nieze osignicia artystyczne i lecy w ich naturze poetyzm. ywili si gwnie z polowa, lecz poudniowe plemiona od kilku wiekw hodoway bydo. By jeden wyjtek w ich, jak dotychczas kompletnej izolacji od innych ras: jaki podrnik pody na dalek pnoc i

wrci z wiadomociami, e sprawiajce wraenie opustoszaych, lodowe pustkowia zamieszkuje dziwne plemi podobnych do map ludzi. Potomkw, przysiga, bestii wypdzonych z nadajcych si do zamieszkania krain przez przodkw Hyboryjczykw. da, by duy oddzia wojownikw zosta wysany w arktyk, aby zniszczy te stworzenia, ktre, jak sdzi, ewoluoway w stron uczowieczenia. Zostaje wysuchany, lecz tylko maa grupa dnych przygd modych wojownikw, podya za nim na pnoc, ale aden z nich nie powrci. Plemiona hyboryjskie kieroway si na poudnie, a wraz ze wzrostem populacji ruch ten zyskiwa na intensywnoci. Era ta bya epok podry i podbojw. W historii wiata plemiona i odamki plemion przemieszczay si i osiedlay w nieskoczonej panoramie. Spjrzmy na wiat piset lat pniej. Plemiona brunatnowosych Hyboryjczykw poday na poudnie i zachd podbijajc i niszczc wiele maych, nieopisanych klanw. Absorbujc krew podbitych ras, czsto potomkw starszych ludw, zaczy przejawia zmieszane rysy. Te mieszajce si plemiona byy bezlitonie atakowane przez nowe, o czystszej krwi i paday pod ich ciosami jak drzewa lecz po czci asymiloway si i zleway, koczc istnienie czystych i nieskaonych ludw. Jak dotychczas zdobywcy nie weszli w kontakt ze starszymi rasami. Na poudniowym wschodzie potomkowie Zhemri otrzymawszy dopyw nowej krwi jako efekt zmieszania z jakim nieznanym plemieniem, zaczli poszukiwa rde swej przeszoci ukrytej w cieniach staroytnoci kultury. Na zachodzie mapopodobni Atlantydzi rozpoczli dug wspinaczk do cywilizacji. Ukoczyli koo istnienia, dawno temu zapomnieli swe stare dzieje jako ludzie. Nie obawiajc si innej formy istnienia jako narodu, zaczli wspinaczk, bez pomocy i wspomnie swej ludzkiej przeszoci. Na poudnie od nich Piktowie pozostali dzikusami, poddajc si prawom natury, nie rozwijajc si, ale i nie degenerujc. Daleko na poudniu drzemao staroytne Synw Shem. Niedaleko Piktw, w szerokiej dolinie Zingg, chroniona wielkimi krlestwo Stygii. Na jego wschodnich granicach przemieszczajce si klany dzikich nomadw stay si znane pod nazw

grami, ewoluowaa nienazwana banda dzikusw najlepiej sklasyfikowana jako spokrewniona z Shemitami. Odkrya ona sekret rolnictwa jako podstaw egzystencji i rozwoju. Kolejny element doda impetu rozwojowi Hyboryjczykw. Jedno z plemion z tej rasy odkryo umiejtno budowania z kamienia. I w ten sposb powstao pierwsze Hyboryjskie krlestwo, dzikie i barbarzyskie pastwo Hyperborea. Brao swj pocztek z niewielkiej kamiennej fortecy bdcej w stanie przetrzyma plemienne ataki. Ludzie z tego plemienia wkrtce zrezygnowali ze swych namiotw ze skr zwierzt na rzecz kamiennych, budowanych nieudacznic, lecz skutecznie domw. Ochrona taka dodawaa tylko im siy. Byo jeszcze kilka dramatycznych wydarze w ich historii zanim powstao dzikie i okrutne krlestwo Hyperborei. Ludzie zrezygnowali ze zwyczajw nomadw, by korzysta z coraz czciej wznoszonych z goych ska domw, otoczonych cyklopimi murami. Rasa powoli wyonia si z wieku kamienia gadzonego, ktry dziki bogosawionemu przypadkowi nauczy pierwszych prymitywnych ludzi podstaw architektury. Powstanie tego krlestwa powanie oddziaywao na inne plemiona. Pokonane w czasie wojny, odmawiajce pacenia trybutw dla zamieszkujcych w zamkach wojownikw, wiele klanw wyruszyo w dug drog, ktra poprowadzia je prawie dokoa poowy wiata. Zamieszkujce najdalsz pnoc plemiona, zaczli nka jasnowosi dzikusi, ktrzy byli niewiele bardziej rozwinici od ludzi-map. Opowie o nastpnym tysicu lat jest opowieci o rozwoju Hyboryjczykw, ktrych kochajce wojn plemiona zdominoway zachodni wiat. Nowe krlestwa nabray ksztatu. Brunatnowosi najedcy odkryli Piktw i zepchnli ich na opustoszae krainy zachodu. Na pnocnym zachodzie potomkowie Atlantydw wspinali si bez niczyjej pomocy wsk ciek od poziomu map do prymitywnej dzikoci. Ci nie napotkali jeszcze zdobywcw. Daleko na wschodzie, Lemuryjczycy stworzyli obc, na wp wasn cywilizacj. Na poudniu Hyboryjczycy zaoyli krlestwo Koth. Niedaleko jego granic pasterskie ludy wyrastajce zwolna z barbarzystwa stworzyy, czciowo poprzez kontakty z Hyboryjczykami, czciowo

poprzez Stygijczykw, ktrzy niszczyli ich przez wieki, Kraj Shem. Jasnowosi dzikusi z odlegej pnocy roli w si i ilo tak, i pnocne plemiona Hyboryjczykw ruszay na poudnie, spychajc pokrewne klany przed sob. Staroytne krlestwo Hyperborei zostao podbite przez jedno z tych pnocnych plemion, ktre jednak zatrzymao star nazw kraju: Poudniowo-wschodnia Hyperborea. Krlestwo Zhemri stao si pastwem -Zamor. Na poudniowym zachodzie plemi Piktw najechao urodzajn dolin Zingg podbijajc rolniczy lud, ale i zamieszkujc wrd nich. Pomieszana rasa zostaa zwyciona niedugo potem przez jedno z plemion Hyboryjskich i z jej rnorodnych elementw powstao krlestwo Zingary. Piset lat pniej granice krlestw wiata byy ju jasno zarysowane. Pastwa hyboryjskie: Aquilonia, Nemedia, Brythunia, Hyperborea, Koth, Ophir, Argos, Corinthia i jeszcze jedno, znane jako Krlestwo Graniczne, zdominoway zachodni wiat. Zamor leaa na wschodzie, Zingara na poudniowym zachodzie od tych krlestw. Kraje zamieszkane przez zoone spoeczestwa ciemnoci o egzotycznych zwyczajach, lecz nie majce pomidzy sob adnych zwizkw. Daleko na poudniu spaa Stygia nietknita przez obce najazdy. Lud Shem zamieni stygijskie jarzma na mniej dranice wpywy Koth. Wadcy cieni osiedlili si na poudnie od wielkiej rzeki Styx, Nilusu lub Nilu, ktry spywa na pnoc z pokrytych mrokiem wzgrz, zakrca troch w prawo i poda troch na zachd przez pasterskie pola Shem, by poczy swe wody z wielkim oceanem. Pnoc Aquilonii, najbardziej wysunity na zachd kraniec krlestwa Hyboryjskiego, nalea do Cymeryjczykw. Byli oni gronymi dzikusami, nie podbitymi przez najedcw, lecz szybko rozwijajcymi si dziki kontaktom z nimi. Byli to potomkowie Atlantydw, wyrastajcy szybciej ni ich starzy przeciwnicy Piktowie, a wadajcy dzikimi terenami zachodniej Aquilonii. Era Hyboryjska