You are on page 1of 241

Nevil Shute

Ostatni brzeg
(Przeoya Zofia Kierszys)

W ostatnim miejscu naszych spotka chodzimy po omacku razem i unikamy sw tu zgromadzeni na tym brzegu wezbranej rzeki... Oto tak koczy si wiat oto tak koczy si wiat oto tak koczy si wiat nie z hukiem tylko ze skowytem

T.S. Eliot

Rozdzia pierwszy
Porucznik Peter Holmes z Australijskiej Krlewskiej Marynarki Wojennej zbudzi si o wicie. Do dugo lea senny, rozmarzony miym ciepem picej przy nim Mary, i patrzy, jak pierwszy blask australijskiego soca rozjania kretonowe zasony w oknie. Kt padania tego blasku pozwoli mu si zorientowa, e dochodzi godzina pita; lada chwila soce zbudzi Jennifer, malek creczk, i trzeba bdzie wsta, zacz dzie. Na razie jednak popiechu nie ma; jeszcze troch mona polee. Zbudzi si z uczuciem zadowolenia, chocia w pierwszej chwili nie wiedzia, dlaczego. Z powodu gwiazdki nie, bo wita Boego Narodzenia przecie miny. Jodeka w ogrodzie, ktr ozdobi girlandami kolorowych arwek, podczonych przeduaczem do kontaktu przy kominku w hallu, wygldaa jak miniatura wielkiej, owietlonej choinki o mil dalej przed ratuszem w Falmouth. I w wieczr gwiazdkowy podejmowali misem pieczonym na ronie kilkoro przyjaci, przy czym zabawa bya wymienita. wita wic miny i dzisiaj - myl jego pracowaa powoli - musi by czwartek, 27 grudnia. Poczu, e skra na plecach jeszcze go piecze po tym caym wczorajszym dniu na play i w aglwce, gdy bra udzia w wycigach. Najmdrzej byoby nawet na moment nie wkada dzi koszuli. I nagle ju w peni odzyska wiadomo, uprzytomniajc sobie, e oczywicie dzi musi by cakowicie ubrany, i to w mundur. O godzinie jedenastej powinien stawi si w Ministerstwie Marynarki Wojennej w Melbourne. To chyba oznacza nominacj, pierwsze zadanie od siedmiu miesicy. Kto wie, czy nie na morzu, jeeli szczcie dopisze, tam, dokd coraz bardziej serce go cignie. W kadym razie praca. Uradowany t perspektyw, zasn wieczorem i rado przetrwaa noc. Od sierpnia, pomimo e otrzyma wtedy awans na porucznika, nie mia przydziau i wobec oglnej sytuacji, jaka si wytworzya, zrezygnowa ju z nadziei, e kiedykolwiek znowu bdzie w subie. Z ministerstwa dostawa jednak co miesic pene pobory i Bogu za to dzikowa. Niemowl si poruszyo, zaczo gaworzy i cichutko kwili. Porucznik niemal automatycznym ruchem rki wczy czajnik elektryczny przygotowany na tacy z filiankami do herbaty i butelk dziecka i wtedy Mary obudzia si take. Zapytaa, ktra godzina. Powiedzia i caujc j w policzek, doda: - Znw liczny poranek. Usiada, odgarna wosy z czoa.

- Strasznie spiekam si wczoraj na socu. Jennifer nasmarowaam wieczorem maci cynkow, ale nie wiem, czy jest sens znw z ni jecha dzisiaj na pla. - I nagle ona te sobie przypomniaa. - Och... Peter, dzi czwartek, masz by w Melbourne, prawda? Przytakn. - A powinienem dzi wanie posiedzie w domu, w cieniu. - Ja chyba si z domu nie rusz. Wsta i poszed do azienki. Gdy wrci, Mary ju nie leaa; dziecko siedziao na nocniczku, ona czesaa si przed lustrem. Usiad na brzegu ka w promieniu soca i zaparzy herbat. Mary powiedziaa: - Okropny upa bdzie dzi w Melbourne, Peter. Moe jednak pojad z Jennifer do klubu okoo czwartej, a ty tam do nas przyjedziesz, eby troch popywa. Wziabym do przyczepki twoje kpielwki. W garau sta ich nieduy samochd, ale odkd ta krtka wojna si skoczya, to jest od roku, nie jedzili nim wcale. Peter Holmes jednak miewa dobre pomysy i potrafi posugiwa si narzdziami, wic wykombinowa zupenie moliwy wehiku zastpczy. W domu byy dwa rowery, Mary i jego. Skonstruowa do nich ma dwukoow przyczepk, z ktr mogli jedzi na zmian i ktra suya za wzek dla dziecka i baganik. Trudno sprawiaa tylko duga jazda z Falmouth pod gr. Skin gow. - To nieza myl. Zostawi swj rower na stacji. - Ktrym pocigiem musisz jecha? - Dziewita pi. - ykn troch herbaty i spojrza na zegarek. - Wypij to i zaraz jad po mleko. Wkrtce potem, w szortach i koszulce gimnastycznej, wyszed. Zajmowali na wzgrzu nad miasteczkiem parter starego domu, podzielonego na mieszkania; im przypad w tym podziale gara, jak rwnie spora cz ogrodu i weranda. Na werandzie trzymali rowery z przyczepk. Logiczniej byoby samochd zaparkowa pod drzewami, eby rowery stawia w garau , ale Peter n ie m g si n a to zd o b Ten may Morris by jego pierwszym w yciu y. wasnym samochodem i pamita czasy zarczyn z Mary. Pobrali si w roku tysic dziewiset szedziesitym pierwszym, na sze miesicy przed wojn, przed rozk, nie tak wszake nieskoczenie dug, jak myleli, gdy on odpywa w nieznane australijskim okrtem Jej Krlewskiej Moci. Rozptaa si raptownie ta oszaamiajco krtka wojna wojna, ktrej dziejw nikt nie spisa i nikt spisa ju nie mia, i ktra natychmiast ogarniajc ca pkul pnocn tak samo raptownie si skoczya z ostatnim sejsmicznym wstrzsem

po wybuchu bomby w trzydziestym sidmym dniu. Pod koniec trzeciego miesica Peter Holmes wrci do Williamstown na pokadzie "Anzaca", gonicego resztk paliwa, gdy ju mowie stanu pkuli poudniowej zjechali si do Wellington w Nowej Zelandii, eby omwi t now sytuacj, w jakiej nagle znalaz si wiat. Z Williamstown wrci do Falmouth, do Mary i do swego samochodu Morris Minor. W zbiorniku zostay jeszcze trzy galony benzyny; zuy je nieopatrznie, tak jak i nastpne pi kupione bez trudu na stacji benzynowej, zanim Australijczycy sobie uprzytomnili, e benzyn sprowadza si przecie z pkuli pnocnej. Z werandy wycign teraz rower na trawnik i przymocowa do roweru przyczepk; czekaa go czteromilowa droga. Sam musia jedzi po mleko i mietan, bo brak rodkw transportu uniemoliwia dostarczanie nabiau z okolicznych farm do domw; maso ju oboje si nauczyli ubija za pomoc robota. Zjecha w d szos w ciepym porannym socu, suchajc, jak w przyczepce z tyu grzechocz blaszanki, dumajc z zadowoleniem o perspektywie pracy. Bardzo saby ruch panowa na szosie. rodkiem wolno sun pojazd, ktry kiedy by samochodem, a teraz bez silnika i przedniej szyby sta si po prostu krytym wozem zaprzonym w angusa. Po wirze, skrajem asfaltu, przekusowali ostronie dwaj jedcy konni. Peter nie marzy nawet o koniu; te rzadkie, delikatne zwierzta zmieniay ostatnio wacicieli za cen co najmniej tysica funtw, wic nie sta go byo na to, ale czasem myla, e przydaby si w dla Mary. Morrisa mona by atwo przystosowa do zaprzgu, chocia serce by si przy tym krajao. Dojecha do farmy w cigu p godziny i poszed prosto do mleczarni. Farmer, flegmatyczny dryblas, kulawy od czasu drugiej wojny wiatowej, by jego dobrym znajomym. Siedzia teraz przy wirwce w cichym szumie silnika elektrycznego, gdy mleko spywao w jedn masielnic, a mietana w drug. - Dzie dobry, panie Paul - powiedzia Peter. - Jak pan si czuje? - Dobrze, panie Holmes. - Farmer wzi od niego bak i napeni j mlekiem z kadzi. - U pastwa wszystko w porzdku? - Jak najbardziej. Jad do Melbourne, do Ministerstwa Marynarki. Zdaje si, e nareszcie maj co dla mnie do roboty. - Och - powiedzia farmer - winszuj. Takie czekanie z zaoonymi rkami moe czowieka wymczy. Peter przytakn.

- Troch mi to jednak skomplikuje sprawy, jeeli mnie gdzie wyl. Ale Mary bdzie przyjedaa po mleko, przynajmniej dwa razy w tygodniu. Farmer owiadczy: - Dopki pan nie wrci, o zapat nie potrzebujecie si pastwo martwi. Wicej mam mleka, ni moje wszystkie winie mog wychepta, nawet kiedy taka susza. Wylaem wczoraj w nocy dwadziecia galonw do rzeczki... no, bo jak je wywioz? Wyglda na to, e powinienem hodowa wicej wi, tylko e ju nie warto. Nie wiadomo, co robi... Po chwili milczenia zauway: - Niewygodnie tu bdzie pani Holmes przyjeda. Przy kim ona zostawi Jennifer? - Chyba bdzie j wozia ze sob. - Ale i tak dla niej to niewygodnie. - Farmer wyszed przed mleczarnie i w ciepym sonecznym blasku popatrzy na rower Petera i przyczepk. - Dobra taka rzecz - pochwali. Porczniejszej nigdy dotd nie widziaem. Pan j sam zmajstrowa? - Sam. - A skd pan wzi te koa, jeeli mona zapyta? - To koa motocyklowe. Kupiem je na ulicy Elizabeth. - Daoby si tam jeszcze dosta dwa koa dla mnie? - Sprbuj - obieca Peter. - Moe dostan. S lepsze ni te mae kka... atwiej cign. - I gdy farmer z uznaniem kiwa gow, doda: - Ale cika sprawa je znale. Ludzie nie chc si pozbywa motocykli. - Mwiem onie - rzek farmer powoli - e gdybym mia tak ma przyczepk, zro b o b si z tego co w rodzaju fotelika i jak w rikszy jedziaby wtedy ze mn do i y Falmouth po sprawunki. Strasznie nudno kobiecie siedzie na takim odludziu w tych czasach - wyjani. - To ju nie to, co byo przed wojn, kiedy zawsze moga wzi samochd i za dwadziecia minut by w miecie. Wz z woem wlecze si trzy i p godziny w jedn stron i trzy i p godziny z powrotem; to ju cae siedem godzin na sam tylko jazd. ona staraa si nauczy jedzi na rowerze, ale eby a do miasta, to przecie nie dla niej, w jej wieku, i kiedy jeszcze jedno dziecko jest w drodze. Ja bym jej nie pozwoli. Ale gdybym mia tak przyczepk, jak pastwo macie, mgbym on wozi do Falmouth dwa razy w tygodniu i przy okazji podrzuca mleko i mietan pani Holmes do domu... - Urwa. - Chciabym to zrobi dla mojej starej - powiedzia po chwili. - Ostatecznie wiadomo z radia, e ju nieduo przed nami. - Poszperam dzi w sklepach i zobacz, jak jest z tymi koami. Wszystko panu jedno, ile bd kosztoway?

- No pewnie - rzek farmer. - Byleby to byy dobre koa, ebym nie mia z nimi kopotu. Dobre opony to najwaniejsze... eby wystarczyy do koca. Tak jak te pana. - Rozejrz si dzisiaj - jeszcze raz zapewni go Peter. - Naoy pan przeze mnie drogi. - Mog tam podjecha tramwajem. To adna fatyga. Bogu dziki, wgla brunatnego nie brak. Farmer odwrci si w stron nadal szumicej wirwki. - Wanie. Marnie bymy wygldali, gdyby nie elektryczno. - Podsun jedn z pustych masielnic pod strumie zbieranego mleka, zrcznie odpychajc masielnic ju napenion. - Niech mi pan powie, panie Holmes - zapyta - uywa si duych koparek do wydobywania tego wgla? Takich jak buldoery i temu podobne? - Peter skin gow. - No to skd oni bior na to benzyn? - Zainteresowaem si tym kiedy - odrzek Peter. - Na miejscu j destyluj z tego wanie wgla brunatnego. Galon kosztuje okoo dwch funtw. - Niesychane - farmer zamyli si. - Ju mi przyszo do gowy, e jeeli oni tam mog j destylowa dla siebie, mogliby te i nam troch jej uyczy. Ale za tak cen to w praktyce raczej niemoliwe... Peter zabra baki z mlekiem i mietan, ustawi je w przyczepce i wyruszy z powrotem do domu. Dojecha o p do sidmej. Wzi prysznic, przebra si w mundur, tak rzadko od czasu awansu wycigany z szafy, szybko zjad niadanie, po czym znw na rowerze pdem zjecha ze wzgrza, chcc zdy na pocig sma pitnacie i ewentualnie poszuka k dla farmera w sklepach motocyklowych przed udaniem si do ministerstwa. Rower zostawi w warsztacie, w ktrym dawniej zajmowano si jego samochodem. Teraz adnych samochodw tu nie byo. Na parkingu stay konie - wierzchowce urzdnikw i przedsibiorcw mieszkajcych za miastem; co chwila kto zajeda w bryczesach i kurtce plastykowej, zostawia swego rumaka i szed na stacj, eby z biletem miesicznym dalsz drog do miejsca pracy odby pocigiem elektrycznym. Pompy benzynowe suyy za supki do uwizywania koni. Wieczorem kady wraca i z teczk przytroczon do sioda jecha znw konno do domu. Dobrze si skadao, e ruch w interesach sab z dnia na dzie: pocig pospieszny z miasta pita trzy ju skasowano, wic przewanie wracali wszyscy po pracy pocigiem czwarta siedemnacie. Przez cay czas tej jazdy Peter Holmes gubi si w domysach na temat swego nowego przydziau; brak papieru spowodowa, e nie wychodzia adna z codziennych gazet i wiadomoci dochodziy tylko przez radio. Australijska Krlewska Marynarka Wojenna

dysponowaa ostatnio flot bardzo ma. Z ogromnym nakadem kosztw i pracy siedem nieduych okrtw napdzanych benzyn przystosowano do napdzania wglem, przy czym rezultat by zgoa niezadowalajcy; prb uczynienia tego samego z lotniskowcem "Melbourne" zaniechano, gdy okazao si, e pynby nie do szybko, by przy normalnej sile wiatru samoloty mogy na nim bezpiecznie ldowa. Co wicej, zapasami paliwa dla lotnictwa naleao gospodarowa bardzo oszczdnie, wic programy szkoleniowe sprowadzay si faktycznie do niczego i wygldao na to, e dalsze utrzymywanie lotnictwa marynarki wojennej jest zgoa bezcelowe. Peter nie sysza o adnych przesuniciach oficerw owych siedmiu traowcw i fregat wci jeszcze uzbrojonych. Przypuszcza, e moe kto zachorowa i trzeba go zastpi albo moe zdecydowano si ostatecznie zatrudnia oficerw na zmian, eby aden nie odzwyczai si od morza. Za bardziej prawdopodobne uwaa jednak to, e mu dadz jak okropn prac na wybrzeu, prac biurow w koszarach albo jeszcze nudniejsz w magazynach, w takim na przykad ponurym, przez Boga i ludzi opuszczonym miejscu, jak intendentura marynarki wojennej w Flinders. Czuby si gboko rozczarowany, gdyby go nie odkomenderowano na okrt, a przecie tak byoby lepiej. Na wybrzeu mgby nadal opiekowa si Mary i dzieckiem, a czasu ju zostao niewiele. Jazda pocigiem do Melbourne trwaa nieca godzin. Z dworca Peter wyszed na przystanek tramwajowy. Tramwaj szczkajc pdzi bez adnych przeszkd przez miasto, w ktrym poza tym nie byo ruchu koowego, wic Peter prawie zaraz wysiad w dzielnicy, gdzie koncentrowa si dawniej handel samochodami. Sklepy przewanie byy zamknite, jeli nie przejy ich nieliczne wiksze firmy, prbujce jeszcze sprzedawa bezuyteczny, zapeniajcy wystawy towar. Spacerowa przez jaki czas w poszukiwaniu dwch lekkich k motocyklowych w dobrym stanie i w kocu kupi je, wprawdzie tej samej wielkoci, ale wyprodukowane przez dwie rne fabryki, co komplikowao spraw osi; mia nadziej, e z tym sobie poradzi jedyny mechanik pozostay w warsztacie samochodowym w Falmouth. Znw wsiad do tramwaju i z koami zwizanymi sznurem pojecha do ministerstwa. W sekretariacie admiraa zameldowa si sekretarzowi. Ten mody porucznik-skarbnik ju go zna. - Dzie dobry, panie poruczniku - powiedzia - admira ma pask nominacj na biurku. Chce wrczy j panu osobicie. Zamelduj, e pan ju przyszed. Peter unis brwi. Wydao mu si to niezwyke, no ale w tej skarlaej marynarce wojennej wszystko zaczynao by jakie udziwnione. Pooy koa na biurku skarbnika, troch niespokojnie obcign mundur, zdj nitk z klapy, wsun czapk pod pach.

- Admira prosi pana, panie poruczniku. Wmaszerowa do gabinetu i stan na baczno. Admira siedzc przy biurku odpowiedzia skinieniem gowy. - Dzie dobry, poruczniku. Spocznij. Niech pan usidzie. Peter usiad na krzele przed biurkiem. Admira pochyli si ku niemu, poczstowa go papierosem ze swojej papieronicy i podsun mu pomyk zapalniczki. - Od pewnego czasu nie ma pan zajcia. Tak jest, panie admirale. Admira sam zapali papierosa. - No, mam przydzia dla pana na okrt. Niestety, nie mog da panu dowdztwa i nie mog nawet odkomenderowa pana na ktry z naszych okrtw. Mianuj pana oficerem cznikowym na okrcie podwodnym Stanw Zjednoczonych "Skorpion". - Spojrza bystro na porucznika. - O ile wiem, zna pan ju kapitana Towersa. - Tak jest, panie admirale. Z kapitanem okrtu podwodnego "Skorpion" Peter w cigu ostatnich miesicy zetkn si par razy. By to spokojny, cichy czowiek mniej wicej trzydziestopicioletni, pochodzcy, o czym wiadczy jego akcent, prawdopodobnie z Nowej Anglii. Znany te by Peterowi raport tego Amerykanina z czasw wojny. Kiedy wojna si zacza, "Skorpion", okrt podwodny o napdzie atomowym, patrolowa obszar pomidzy Kiska i Midway; kapitan w myl zapiecztowanego rozkazu, ktry otworzy na dany sygna, skierowa si pod wod z pen szybkoci w stron Manili. Czwartego dnia gdzie na pnoc od Iwo Jima, dokonujc z gbokoci peryskopowej - jak zwykle przy kadej wachcie w godzinach dnia inspekcji pustego morza, stwierdzi, e widoczno jest dziwnie saba, wszystko jak gdyby przysonite kurzem; zobaczy te, e detektor na gowicy peryskopu wskazuje wysoki poziom promieniowania radioaktywnego. Usiowa przekaza meldunek o tym do Pearl Harbour, ale bez skutku; promieniowanie wzrastao w miar, jak zblia si do Filipin. Teje nocy nawiza czno z Dutch Harbour i szyfrem przekaza meldunek do swego admiraa, dowiedzia si jednak, e przekazywanie wiadomoci jest bardzo utrudnione i odpowiedzi adnej nie otrzyma. W nastpn noc nie zdoa ju nawiza cznoci z Dutch Harbour. Wykonujc dalej swoje zadanie, wzi kurs okrny, na pnoc od Luzon. W cieninie Balintang stwierdzi, e pyu radioaktywnego jest bardzo wiele i e radioaktywno znacznie przekracza stopie, w ktrym zaczyna by niebezpieczna dla ycia ludzkiego, przy czym sia wiatru wynosia cztery do piciu. Sidmego dnia wojny z wd zatoki patrzy przez peryskop na Manil, wci jeszcze nie majc adnych rozkazw. Skaenie powietrza byo tu nisze, nadal jednak zabjcze; nie kwapi si wic ani do wynurzenia, ani do wyjcia na pomost nawigacyjny. Widoczno bya nieza; przez peryskop widzia caun dymu nad miastem, z

czego wycign wniosek, e nie dawniej ni par dni temu musiaa tu nastpi co najmniej jedna eksplozja nuklearna. Na oddalonym o pi mil wybrzeu nie zobaczy adnego ruchu. Posuwajc si w stron ldu gwnym kanaem, ktrego gboko, jak wynikao z mapy, dochodzia do dwunastu sni, niespodziewanie osiad na mielinie na gbokoci peryskopowej; potwierdzio to jego wniosek. Wytoczy wod z balastw, wydosta si bez trudu i zawrci na pene morze. Owej nocy nie udao mu si nawiza cznoci z adn radiostacj amerykask, z adnym okrtem, ktry mgby retransmitowa jego sygna. Wytaczajc wod z balastw zuy wiele spronego powietrza, a wieego w tych skaonych okolicach wola nie nabiera. smy ju dzie okrt pyn pod wod; zaoga bya nadal w niezej formie, ale wskutek niepokoju o rodziny w kraju zaczynay pojawia si stany nerwicowe. Nawiza czno z australijsk radiostacj w Port Moresby na Nowej Gwinei; powiedziano mu, e warunki tam s normalne, nie da si jednak retransmitowa jego sygnaw. Uzna, e najlepiej bdzie wzi kurs na poudnie. Okry Luzon od pnocy i skierowa si na wyspy Yap, gdzie byy stacje kablowe pod kontrol Stanw Zjednoczonych. Dotar tam w trzy dni pniej. Stwierdzajc, e stopie radioaktywnoci jest niski, waciwie normalny, wynurzy si na powierzchni spokojnego morza, przewietrzy okrt, wypeni zbiorniki i partiami zacz wypuszcza zaog na mostek. Z ulg zobaczy jaki krownik amerykaski. Z krownika wskazano mu miejsce do zakotwiczenia i wysano szalup; dobi tam, ca zaog wypuci na pokad i szalup podpyn do krownika, eby odda si pod dowdztwo kapitana, niejakiego Shawa. Od niego usysza po raz pierwszy o wojnie chiskorosyjskiej, ktra wybucha w nastpstwie wojny pomidzy Rosj i NATO, bdcej rezultatem wojny izraelsko-arabskiej rozpocztej przez Albani. Dowiedzia si, e zarwno Rosjanie, jak Chiczycy uyli bomb kobaltowych; wiadomoci te nadeszy okrn drog z Australii, retransmitowane z Kenii. Krownik czeka w Yap na zapowiedziane przybycie jakiego tankowca Stanw Zjednoczonych; czeka ju od tygodnia, przez pi ostatnich dni nie mogc nawiza adnej cznoci ze Stanami Zjednoczonymi. Kapitan Shaw mia akurat dosy paliwa, eby przy najoszczdniejszej szybkoci doprowadzi okrt do Brisbane, ale ju nie dalej. Kapitan Towers pozosta w Yap sze dni, w cigu ktrych wiadomoci nadchodziy coraz gorsze, jakkolwiek skpe. Nie byo cznoci z adn radiostacj w Stanach Zjednoczonych i w Europie, ale przez dwa dni udawao si jeszcze odbiera dzienniki radiowe z Mexico City; komunikaty te byy tragiczne. Potem radiostacja w Mexico City ucicha i mogli sysze tylko Panam, Bogot i Valparaiso, gdzie waciwie wcale nie

wiedziano, co si dzieje na pnocnym kontynencie. Nawizali czno z kilkoma okrtami Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych na poudniowym Pacyfiku, z ktrych wikszo te zostaa bez paliwa. Kapitan krownika w Yap okaza si oficerem najstarszym spord kapitanw tych wszystkich okrtw; on zadecydowa, e trzeba przeprowadzi resztk floty Stanw Zjednoczonych na wody Australii i odda j pod dowdztwo australijskie. Zasygnalizowa, e maj si wszyscy spotka w Brisbane. Zebrao si tam po dwch tygodniach jedenacie okrtw Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych, bez paliwa i z bardzo znikom nadziej, e je uzyskaj. To dziao si przed rokiem; teraz jeszcze tam czekay. Napd nuklearny niezbdny dla okrtu podwodnego "Skorpion", na razie w Australii nieosigalny, mona byo jednak przygotowa. Jak si okazao, tylko ten jeden okrt na wodach australijskich przedstawia sob warto operatywn, wic wysano go do stoczni marynarki wojennej w najbliszym porcie ministerstwa, Williamstown pod Melbourne. By to w istocie jedyny w Australii okrt wart, eby si nim zaj. Dugo sta bezczynnie, gdy przygotowywano napd atomowy, a w kocu p roku temu przywrcono mu pen sprawno. Popyn do Rio de Janeiro z dostawami paliwa dla jakiego innego amerykaskiego okrtu podwodnego, ktry si tam schroni, po czym wrci do Melbourne w stanie wymagajcym do duego remontu w stoczni. Tyle Peter Holmes wiedzia o kapitanie Towersie z Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych i teraz w gabinecie admiraa szybko to sobie przypomnia. Zaproponowane mu stanowisko byo czym nowym; swj rejs po wodach Ameryki Poudniowej "Skorpion" odbywa bez adnego oficera cznikowego z Australii. Przejty trosk o Mary i ma creczk, Peter zapyta: - Na dugo jestem tam przydzielony, panie admirale? Admira wzruszy ramionami. - Na rok, powiedzmy. Wydaje mi si, e to ju ostatnie pana stanowisko, Holmes. Mody czowiek powiedzia: - Wiem, panie admirale. Bardzo jestem wdziczny za t sposobno. - I po chwili wahania: - Czy przez cay czas okrt bdzie na morzu? Mam on i dziecko. ycie teraz nieatwe w porwnaniu z tym, jakie byo dawniej, wic moe by dosy ciko kobiecie samej w domu. i nieduo ju przed nami. Admira skin gow. - Wszyscy jedziemy na tym samym wzku, oczywicie. Dlatego wanie chciaem si z panem zobaczy przed odkomenderowaniem na to stanowisko. Nie bd mia za ze, jeli pan poprosi, ebym pana z tego zwolni, ale w takim wypadku nie mog robi panu nadziei na perspektyw dalszego zatrudnienia. Jeli chodzi o czas pobytu na morzu, remont skoczy

si... - rzuci okiem na kalendarz - czwartego, to jest za tydzie... i wtedy okrt popynie do Cairns, Port Moresby i Port Darwin, eby wrci do Williamstown z meldunkiem o tamtejszych warunkach. Kapitan Towers wyliczy, e ten rejs potrwa jedenacie dni. Potem planujemy rejs duszy, mniej wicej dwumiesiczny. - Czy bdzie jaka przerwa midzy tymi dwoma rejsami, panie admirale? - Myl, e okrt pozostanie w stoczni chyba ze dwa tygodnie. - I po tym drugim rejsie ju nic w programie? - Na razie nic. Mody oficer siedzia przez chwil rozmylajc o kopotach, jakie czekaj Mary: o zaatwianiu sprawunkw, ewentualnych dolegliwociach creczki, dostawach mleka. Teraz jest ciepo, nie trzeba rba drzewa na opa. Jeeli drugi rejs zacznie si w poowie lutego, to on wrci do domu w poowie kwietnia, zanim zrobi si zimno. Gdyby ten rejs potrwa duej, moe farmer bdzie zaopatrywa Mary w drzewo... skoro ju dostanie koa do przyczepki. Wic mona miao odjecha, o ile sytuacja si nie pogorszy. Gdyby jednak zabrako prdu elektrycznego albo gdyby skaenie radioaktywne rozszerzyo si na poudnie wczeniej, ni ci znawcy przewiduj... Odpdzi t myl od siebie. Wiedzia, e Mary byaby wcieka, gdyby nie przyj tej propozycji i zrezygnowa z kariery. Bo Mary jest crk oficera marynarki, urodzon i wychowan w Southsea na poudniu Anglii; pozna j na balu na pokadzie "Niestrudzonego", gdy odbywa sub na morzu. Mary z pewnoci by wolaa, eby nie rezygnowa z tego stanowiska... Podnis wzrok. - Mog popyn na oba te rejsy, panie admirale - owiadczy. - Czy po nich mona by na nowo rozway t spraw? To znaczy... chc przez to powiedzie, e nieatwo ukada plany naprzd... w domu... kiedy to si do nas tak zblia. Admira zastanowi si. W tych okolicznociach proba rozsdna ze strony czowieka onatego od niedawna, majcego mae dziecko. Przypadek bez precedensu, gdy stanowisk dla oficerw jest teraz bardzo mao, no, ale raczej byo do przewidzenia, e ten oficer nie zgodzi si peni suby na wodach pozaaustralijskich w ostatnich miesicach przed... Skin gow: To mog zrobi dla pana, Holmes - powiedzia. - Przydzielam panu stanowisko na pi miesicy, do trzydziestego pierwszego maja. Po powrocie z drugiego rejsu zamelduje si pan u mnie. - Rozkaz, panie admirale.

- Na "Skorpiona" zgosi si pan we wtorek, w dzie Nowego Roku. Jeli pan zaczeka pitnacie minut w sekretariacie, dostanie pan list do kapitana. Ten okrt jest w Williamstown przy lotniskowcu "Sydney", ktry jest teraz jego okrtem-matk. - Wiem, panie admirale. Admira wsta. - Dobrze, poruczniku. - Wycign rk. - Powodzenia na stanowisku. Ucisnli sobie donie. - Dzikuj, panie admirale - rzek Peter - e pomyla pan o mnie. - Wychodzc z gabinetu zatrzyma si przed drzwiami. - Moe kapitan Towers jest dzisiaj na pokadzie? zapyta. - Skoro ju przyjechaem do miasta, mgbym tam skoczy i pokaza mu si, i moe obejrze ten okrt. Wolabym to zrobi, zanim zgosz si oficjalnie. - O ile wiem, jest tam - powiedzia admira. - Mona zatelefonowa na lotniskowiec... niech pan poprosi mojego sekretarza. - Zerkn na zegarek. - Sprzed gwnej bramy o p do dwunastej odjeda nasz autobus. Jeszcze pan zdy go zapa. W dwadziecia minut pniej Peter Holmes siedzia przy kierowcy w ciarwce elektrycznej, ktra penia rol autobusu, regularnie kursujcego do Williamstown i z powrotem, bardzo chya na tych pustych miejskich jezdniach. Dawniej przywoono ni towary jednego z wielkich sklepw w Melbourne: po wojnie zostaa zarekwirowana i pomalowana na wojskowy kolor ochronny. Nie napotykajc adnych przeszkd wobec zupenego braku ruchu koowego, robia dwadziecia mil na godzin. Dojechaa do stoczni w poudnie i Peter poszed na molo, tam gdzie sta unieruchomiony lotniskowiec "Sydney". Wkroczy na pokad i skierowa si do pomieszcze oficerskich. Ze dwunastu oficerw zasta w wielkiej mesie; szeciu z nich miao amerykaskie mundury robocze z gabardyny koloru khaki. Kapitan "Skorpiona" te tam by; z umiechem ruszy na powitanie Petera. - No, poruczniku. Bardzo si ciesz, e pan przyjecha. - Spodziewaem si, panie kapitanie, e nie bdzie pan mia nic przeciwko temu. Otrzymaem rozkaz zgoszenia si we wtorek. Ale poniewa byem w ministerstwie, przyszo mi na myl, e moe nie bd przeszkadza, jeeli przyjad do was zje obiad i rozejrze si po paskim okrcie. - Bardzo prosz - rzek kapitan Towers. - Z radoci dowiedziaem si od admiraa Grimwade'a, e przydziela do nas pana. Chciabym, eby pozna pan naszych oficerw. Odwrci si do Amerykanw. - Mj zastpca, pan Farrell, i mj inynier, pan Lundgren. Umiechn si. - Tylko wysoko kwalifikowani inynierowie mog dawa sobie rad z naszymi silnikami. To jest pan Benson, pan O'Doherty i pan Hirsch. - Modzi oficerowie

ukonili si do niezgrabnie. Kapitan zapyta Petera: - Napije si pan przed obiadem, poruczniku? Australijczyk odpowiedzia: - Och... dzikuj, bardzo chtnie. Prosz o gin z angielsk gorzk. Ilu oficerw ma pan na "Skorpionie", panie kapitanie? Naciskajc guzik dzwonka, kapitan poinformowa: - Jedenastu, wszystkich razem. To oczywicie okrt podwodny, co si zowie; i mamy czterech mechanikw. - Musi by duo miejsca na kwatery. Troch nam ciasno, kiedy siedzimy wszyscy razem, ale w okrtach podwodnych czsto tak bywa. Dla pana jednak, poruczniku, jaka koja si znajdzie. - Caa dla mnie, czy bd mia wsplnika? - z umiechem zapyta Peter. Kapitana nieco zgorszyo to przypuszczenie. - No, jake? Kady oficer, kady marynarz na "Skorpionie" ma miejsce wycznie dla siebie. Wezwany dzwonkiem zjawi si steward. Kapitan poleci: - Jeden gin z angielsk gorzk i sze oranad. Peter, zakopotany, mia ch kopn si za swj nietakt. Zatrzyma stewarda. - U was na okrtach si nie pije, panie kapitanie? - Nie. Wuj Sam tego nie lubi. Ale bardzo prosz. To przecie jest okrt brytyjski. - Wolabym si zastosowa, jeeli pan pozwoli - rzek Peter i zwrci si do stewarda: - Siedem oranad. - Jak siedem, to siedem - potwierdzi kapitan niedbale. Steward odszed. - W niektrych marynarkach wojennych pij, w innych nie pij - zauway kapitan. - Ale nie wydaje mi si, eby to miao jakikolwiek wpyw na wynik ostateczny. Zjedli obiad na lotniskowcu - dwunastu oficerw przy kocu jednego z dugich pustych stow. Potem zeszli do przycumowanego "Skorpiona". By to najwikszy okrt podwodny, jaki Peter Holmes dotychczas widzia okrt o wypornoci okoo szeciu tysicy ton, z turbinami o napdzie atomowym i mocy znacznie powyej dziesiciu tysicy koni mechanicznych. Zaoga, oprcz jedenastu oficerw, liczya prawie siedemdziesiciu podoficerw i marynarzy. Wszyscy jadali i sypiali wrd labiryntw rur i kabli, jak zawsze na odziach podwodnych, ale ta bya wyjtkowo dobrze wyposaona, z uwzgldnieniem warunkw tropikalnych: miaa odpowiednie urzdzenia klimatyzacyjne i bardzo du chodni. Peter Holmes, ktry nigdy jeszcze nie pywa na okrtach podwodnych, nie potrafi

oceni zalet technicznych "Skorpiona", ale kapitan zwrci mu uwag na prosty mechanizm przyrzdw do sterowania i stosunkowo du zwrotno, pomimo znacznej dugoci kaduba. Wikszo uzbrojenia usunito w czasie remontu, pozostawiajc tylko dwie wyrzutnie torped. Dziki temu zrobio si wicej miejsca na kwatery i w maszynowni, po usuniciu wyrzutni i torped z rufy warunki pracy mechanikw znacznie si poprawiy. W tej czci okrtu Peter spdzi ca godzin z inynierem, porucznikiem Lundgrenem. Po raz pierwszy znalaz si na okrcie o napdzie atomowym, wic niejedno z licznych urzdze ochronnych byo dla niego nowoci. Potrzebowa te sporo czasu na to, by zrozumie system krenia ciekego sodu, pobierajcego ciepo z reaktora, system rnych wymiennikw cieplnych i cykliczny system doprowadzania helu do dwch bliniaczych szybkoobrotowych turbin, ktre poruszay okrt za pomoc olbrzymich reduktorw, znacznie wikszych i bardziej czuych ni wszystkie inne elementy tego urzdzenia napdowego. W kocu wrci do malutkiej kajuty kapitana. Kapitan zadzwoni na swego kolorowego stewarda, poleci przynie dwie kawy i opuci dla Petera skadane siedzenie. - Dobrze pan si przyjrza silnikom? - zapyta. Australijczyk przytakn. - Nie jestem inynierem - powiedzia. - To na og wykracza poza moj zdolno pojmowania, ale jest bardzo ciekawe. Duo one panu sprawiaj kopotu? - Jak dotd pracuj bez uchybie. Niewiele mona poradzi na morzu, kiedy zaczynaj szwankowa. Mona tylko mie nadziej, e nie przestan si krci. Steward poda kaw. Zaczli popija w milczeniu. - Dostaem rozkaz zameldowania si u pana we wtorek - rzek po chwili Peter. - O ktrej godzinie mam tu by, panie kapitanie? - Wypywamy we wtorek na prb - powiedzia kapitan. - Albo moe w rod, ale nie sdz, bo to ju byoby do pno. W poniedziaek adujemy zapasy i zaoga wchodzi na pokad. - Wic moe lepiej, ebym zameldowa si w poniedziaek - podsun Australijczyk. Przed poudniem. - Moe i lepiej - zgodzi si kapitan. - Chyba jednak wypyniemy we wtorek w poudnie. Powiedziaem admiraowi, e chciabym dla zaprawy odby krtki rejs po Cieninie Bassa i wrci, powiedzmy, w pitek w stanie gotowoci operacyjnej. Wic gdyby mg pan by na pokadzie w poniedziaek przed poudniem, bardzo by mi to odpowiadao. - Nie przydabym si panu do czego jeszcze przed poniedziakiem? Przyjechabym w sobot, jeeli mgbym w czym pomc...

- Serdecznie dzikuj, poruczniku, ale to niepotrzebne. Poowa zaogi ju na urlopie, drug poow wypuszczam na sobot i niedziel za przepustkami jutro w poudnie. Nie bdzie tu nikogo oprcz jednego oficera i szeciu marynarzy na wachcie. Tak. W poniedziaek przed poudniem wystarczy. - Spojrza badawczo na Petera. - Nikt panu nie mwi, co waciwie mamy robi? Australijczyk zdumia si ogromnie. - Panu nie powiedziano, panie kapitanie? Amerykanin parskn miechem. - Ani sowa. Mam wraenie, e ostatnim czowiekiem, ktry dowiaduje si treci rozkazu, jest kapitan. - Admira wezwa mnie w, sprawie tego mojego stanowiska - rzek Peter. - Mwi, e to ma by rejs do Cairns, Port Moresby i Port Darwin, ktry potrwa jedenacie dni. - Wasz kapitan Nixon z departamentu operacji pyta mnie, jak dugo to potrwa zauway kapitan. - Ale adnego rozkazu jeszcze nie dostaem. - Admira mwi dzi, e po tym rejsie bdzie drugi, znacznie duszy, ktry potrwa okoo dwch miesicy. Kapitan Towers znieruchomia z filiank w rce. - To dla mnie co nowego - powiedzia. - Czy mwi te, dokd? Peter potrzsn gow. - Tylko tyle, e to potrwa okoo dwch miesicy. Zapanowao milczenie. Po chwili Amerykanin umiechn si. - Myl, e gdyby tu kto zajrza o pnocy, zobaczyby, jak na t map nanosz swoje przypuszczenia. Dzi i jutro, i pojutrze. Australijczyk uzna, e wypada nada rozmowie ton lejszy. - Nie wyjeda pan na weekend? - zapyta. - Nie - odrzek kapitan. - Bd siedzia tutaj. Moe tylko na par godzin wybior si do miasta, do kina. Wydawao si, e tego rodzaju plan na weekend, gdy si jest cudzoziemcem w obcym kraju, daleko od ojczyzny, moe wpdzi kadego w cik melancholi. - Nie zechciaby pan przyjecha do Falmouth na dwie doby, panie kapitanie? Mamy pokj gocinny. Kiedy jest taka adna pogoda, spdzamy czas przewanie w klubie eglarskim, pywamy, eglujemy. Moja ona si ucieszy, jeeli pan przyjedzie. - Bardzo to mio z pana strony - rzek kapitan w zadumie. Wypi jeszcze jedn filiank kawy, rozwaajc to zaproszenie. Ludzie z pkuli pnocnej rzadko teraz czuli si dobrze wrd ludzi z pkuli poudniowej. Zbyt wiele ich

dzielio po przeyciu w tak rny sposb tej wojny. Nieznona lito wytwarzaa nieprzebyt barier. Zna to dobrze. Co wicej, wiedzia, e i ten Australijczyk, chocia go zaprosi, zdaje sobie z tego spraw. Chcia jednak lepiej pozna Petera Holmesa. Skoro odtd z dowdztwem marynarki wojennej bdzie komunikowa si za porednictwem tego oficera cznikowego, nie zaszkodzi wiedzie, co to za czowiek; ten wzgld przemawia za odwiedzinami w domu. I taka zmiana bdzie chyba pewnym odpreniem po tej ndznej bezczynnoci, ktra nka go od kilku miesicy; jakkolwiek mu bdzie u tych ludzi nieswojo, moe to lepsze ni koniec tygodnia wrd rezonujcych echem cian pustego lotniskowca w towarzystwie jedynie wasnych myli i wspomnie. Umiechn si blado, odstawiajc filiank. Chocia gupawe to odwiedziny, jeszcze bardziej gupawo byoby odrzuci t pen dobrych intencji propozycj. - Ale czy na pewno nie sprawi to kopotu paskiej onie? - zapyta. - Przecie w domu jest mae dziecko. Peter potrzsn gow. - Bdzie jej przyjemnie - powiedzia. - Jaka rozmaito dla niej. Ona teraz, w tej obecnej sytuacji, nie widuje czsto nowych twarzy. Dziecko, oczywicie, te krpuje. - Z przyjemnoci przyjad na jeden dzie - rzek Amerykanin. - Jutro musz by tutaj, ale chtnie bym popywa w sobot. Odpowiadaoby pastwu, gdybym przyjecha pocigiem w sobot rano? Z tym e musz wrci w niedziel. - Wyjad po pana na stacj. Omwili rozkad pocigw. Pniej Peter zapyta: - Jedzi pan na rowerze? - Kapitan przytakn. - Wic zabior ze sob drugi rower. Od stacji do nas dwie mile. Kapitan powiedzia: - Doskonale. Czerwony Oldsmobile by ju rozwiewajcym si snem. Zaledwie przed pitnastoma miesicami kapitan Towers siedzia w nim przy kierownicy jadc na lotnisko, a teraz niemal nie mg sobie przypomnie, jak wygldaa tablica rozdzielcza, z ktrej strony mia dwigni do przesuwania siedzenia. Przypuszcza, e ten samochd wci jeszcze stoi w garau przy jego domu w stanie Connecticut, nienaruszony, by moe, razem z tym wszystkim, o czym ju nauczy si nie myle. Trzeba y w nowym wiecie, w miar monoci zapomnie o wiecie dawnym; teraz s rowery na stacji kolejowej w Australii. Peter wyszed z lotniskowca do wczenie, eby odjecha z Williamstown t ciarwk, kursujc pomidzy stoczni i Ministerstwem Marynarki Wojennej; wrci do ministerstwa, zabra pismo ze swoj nominacj i koa dla farmera, po czym tramwajem

pojecha na dworzec. Wysiad z pocigu w Falmouth przed godzin szst, zawiesi w sposb jak najbardziej dla siebie niewygodny, oba koa na kierownicy roweru i mozolnie, ciko popedaowa pod gr do domu. Gdy dotar tam w p godziny pniej, pocc si obficie, bo upa wci by niemiosierny, Mary, chodna i wiea w letniej sukience wrd orzewiajcego szmeru wody z gumowego wa, polewaa trawnik. Wybiega mu naprzeciw. - Och, Peter, tak si zgrzae! - wykrzykna. - Widz, e dostae te koa. - Owszem. Przykro mi, e nie zdyem przyjecha na pla. - Domyliam si, e ci zatrzymali. Wrciymy do domu okoo p do szstej. Co z twoj nominacj? - To duga historia - odpowiedzia. Wcign rower i koa na werand. - Opowiem ci, ale przedtem chciabym pj pod prysznic. - Dobrze czy le? - zapytaa. - Dobrze - odpowiedzia. - Na morzu do kwietnia. Potem ju nic. - Peter - ucieszya si. - To wrcz wspaniale. We prdko ten prysznic, ochod si i wszystko mi opowiedz. Wynios leaki. I jest butelka piwa w lodwce. Po pitnastu minutach ju odwieony, w sportowej koszuli z rozpitym konierzem, usiad w cieniu i popijajc chodne piwo opowiedzia jej wszystko po kolei. Na zakoczenie zapyta: - Czy ty w ogle zetkna si ju gdzie z kapitanem Towersem? - Ja nie - odrzeka potrzsajc gow. - Jane Freeman poznaa ich wszystkich w czasie tej zabawy na "Sydney". Powiedziaa, e on jest do sympatyczny. Ale jak ci bdzie pod jego rozkazami? - Dobrze chyba - odrzek. - Facet zna si na rzeczy. Z pocztku bdzie mi troch nijako na amerykaskim okrcie. Ale musz przyzna, e mi si spodobali. - Parskn miechem. Od razu si naraziem, bo poprosiem o gin zakropiony gorzk. - Opowiedzia jej o tym. Przytakna. - To wanie mwia Jane. Oni pij na ldzie, ale nigdy na okrcie. Chyba w ogle nie pij w mundurach. Mieli tam jaki cocktail owocowy, soczek w sumie raczej smtny. A wszyscy inni upijali si, e ojej. - Zaprosiem go na weekend - oznajmi. - Przyjedzie w sobot rano. Patrzya przeraona. - On? Kapitan Towers? - Wypadao mi go zaprosi. Bdzie czu si u nas dobrze.

- Och, Peter, na pewno nie. Oni nigdy nie czuj si dobrze. To zbyt bolesne dla nich... bywanie w domach rodzinnych. Sprbowa j uspokoi. - Ten nie jest taki. Znacznie starszy przede wszystkim. Naprawd, bdzie czu si zupenie dobrze. Tak samo mylae o tym dowdcy eskadry RAF - odparowaa. - No, wiesz... ju nie pamitam, jak si nazywa. Ten, ktry paka. Nie lubi, gdy przypominaa mu tamten wieczr. - Wiem, e to cikie dla nich - powiedzia. - Tak wchodzi do cudzego domu, gdzie jest dziecko i wszystko. Ale naprawd z tym facetem bdzie inaczej. Chcc nie chcc, ustpia. - Dugo on u nas zostanie? - Tylko przez jedn noc. Mwi, e musi wrci na "Skorpiona" w niedziel. - Jeeli to tylko jedna noc, nie powinno by tak fatalnie... - Ze zmarszczonymi brwiami zastanawiaa si przez chwil. - Grunt to znale mu mnstwo do roboty. eby przez cay czas by zajty. Nie moe by momentu nudy. To by wanie nasz bd wobec tamtego gocia z RAF-u. Co ten lubi robi? - Pywa - powiedzia jej. - Chce sobie popywa. - A eglarstwo? W sobot s wycigi. - Nie pytaem go. Przypuszczam, e to take lubi. Wyglda mi na takiego. Napia si piwa. - Moglibymy zabra go do kina - rozwaaa gono. - Jaki film idzie? - Nie wiem. Ale to naprawd nieistotne, bo przecie chcemy tylko, eby wci by zajty. - Mogoby jednak by niedobrze, gdyby to by film o Ameryce - zwrci jej uwag. Gdybymy akurat trafili na jaki nakrcony w jego stronach rodzinnych. Znw popatrzya na niego z przeraeniem. - To byoby straszne. Skd on pochodzi, Peter? Z ktrej czci Stanw? - Nie mam pojcia - odrzek. - Nie pytaem go. - O Boe! Cos musimy z nim robi wieczorem, Peter. Film brytyjski byby najbezpieczniejszy, c, kiedy nie wiadomo, czy to wanie bdzie brytyjski. - Moglibymy zaprosi jeszcze par osb - podsun.

- Nawet trzeba, jeeli to nie film brytyjski. W kadym razie myl, e to najlepsze wyjcie. - Podumaa chwil. - On by onaty? - zapytaa. - Nie wiesz? - Nie wiem. Przypuszczam, e tak. - Moira Davidson mogaby przyjecha, eby nam pomc - dumaa dalej Mary. - Jeeli nie ma jakich innych planw. - Jeeli nie bdzie pijana - zauway. - Nie zawsze przecie jest - rzeka Mary. - W kadym razie rozruszaaby towarzystwo. Zastanowi si nad tym. - Niezy pomys - powiedzia. - Wyjanibym jej od razu, w czym rzecz. Nie moe by momentu nudy. - I po chwili doda roztropnie: - Ani w ku, ani nie w ku. - Ona nie a tak. Tylko stwarza pozory. Umiechn si szeroko. - Niech ci bdzie. Tego wieczora zatelefonowali do Moiry Davidson i przedstawili jej swj projekt. - Peterowi wypadao go zaprosi - powiedziaa Mary. - Rozumiesz, to jego nowy kapitan. Ale ty wiesz, jacy oni s i jak si czuj u ludzi w domach, gdzie s dzieci i pachn pieluszki, i butelka z papk stoi w rondlu z gorc wod, i w ogle. Wic uznalimy, e trzeba troch posprzta i pochowa to wszystko, i postara si, eby mu byo wesoo... przez cay czas, rozumiesz. No, ale ja przy Jennifer niewiele mog zdziaa. Wic czy mogaby przyjecha i pomc nam, kochanie? Niestety, to oznacza dla ciebie ko polowe w hallu albo na werandzie, jeeli bdziesz wolaa. Ale to tylko na sobot i niedziel. Trzeba dba, eby on by zajty przez cay czas bez przerwy. Nie moe by momentu nudy. W sobot wieczorem urzdzimy przyjcie, cigniemy kilka osb. - Brzmi to wszystko raczej ponuro - owiadczya panna Davidson. - Powiedz, to jaki okropny mazgaj? Zacznie mi szlocha w objciach i mwi, e jestem kubek w kubek jak jego nieboszczka ona? Niektrzy z nich tak robi. - Moliwe, e on te - niepewnie rzeka Mary. - Nie wiem, bo nawet go nie widziaam. Poczekaj chwileczk, zapytani Petera. - Wrcia do telefonu. - Moira? Peter mwi, e on prawdopodobnie zacznie tob poniewiera, kiedy bdzie mia w czubie. - To ju wol - stwierdzia panna Davidson. - Dobrze, przyjad w sobot rano. Ach, prawda... skoczyam z ginem. - Skoczya z ginem?

- Gin przeera wntrznoci. Przepala jelita, powoduje wrzody. Za kadym razem czuam to rano. Wic odstawiam gin. Pij teraz koniak. Ze sze butelek, myl... na ten weekend. Koniaku mona wypi mnstwo. Rano w sobot Peter Holmes popedaowa na rowerze do Falmouth. Z Moira spotka si przed stacj. Moira Davidson, smuka dziewczyna o prostych jasnych wosach i biaej cerze, bya crk hodowcy byda, waciciela niewielkiej posiadoci, zwanej Harkaway w pobliu Berwick. Zajechaa przed stacj bardzo eleganckim czterokoowym wzkiem, nabytym rok temu w jakim skadzie starzyzny i za spore pienidze odrestaurowanym, zaprzonym teraz w adn, pen animuszu siw klacz. Miaa na sobie jaskrawoczerwone spodnie i tego samego koloru koszul, przy czym nawet odcie pomadki na jej ustach i lakieru na paznokciach rk i ng idealnie z t czerwieni harmonizowa. Pomachaa Peterowi rk ju z daleka i patrzya, jak podchodzi do klaczy i uwizuje lejce luno przy porczy, wzdu ktrej kiedy przesuwali si pasaerowie wsiadajc do autobusw. - Dzie dobry, Peter - powiedziaa. - Facet jeszcze si nie pokaza? - Przyjedzie teraz tym pocigiem - odpowiedzia. - O ktrej wystartowaa z domu? - O smej. Upiorne. - niadanie jada? Skina gow. - Piam koniak. Napij si jeszcze, zanim znw wsid do tej furmanki. Zaniepokoia go. - Nie miaa nic do jedzenia? - Do jedzenia? ajka na boczku i te wszystkie paskudztwa? Chopaczku drogi, u Syme'w bya wczoraj zabawa, zemdlioby mnie od tego. Razem poszli na peron. - O ktrej pooya si spa? - zapyta. - Okoo p do trzeciej. - Nie wiem, jak ty to wytrzymujesz. Ja bym nie mg. - A ja mog. Dopki tylko bd musiaa, a to przecie nie potrwa ju tak dugo. Czy nie szkoda marnowa czasu na sen? - Rozemiaa si troch piskliwie. - Po prostu nie ma. Nie odpowiedzia, bo waciwie miaa racj, chocia on podchodzi do tego inaczej. Stali czekajc, dopki pocig nie nadjecha i nie wysiad kapitan Towers. By ubrany po cywilnemu w popielat marynark i powe drelichowe spodnie, w stylu na tyle amerykaskim, e wyrnia si w tym tumie. Peter Holmes przedstawi go Moirze. Gdy ruszyli ku wyjciu ze stacji, Amerykanin powiedzia:

- Przez lata cae nie jedziem na rowerze. Prawdopodobnie si wywrc. - Pojedzie pan wygodniej - rzek Peter. - Moira ma tu fur. Tamten zmarszczy brwi. - Nie rozumiem. - Samochd sportowy - wyjania dziewczyna. - Jaguar IX sto czterdzieci. PtakPiorun, jak wy to, zdaje si, nazywacie. Nowy model o mocy tylko jednego konia, ale robi dobre osiem mil na godzin na rwnej drodze. Jezu, w gardle mi zasycha. Doszli do wzka i siwej klaczy, stojcej midzy dyszlami; Moira zacza odwizywa lejce. Amerykanin cofn si o par krokw, ogldajc ten ekwipa bardzo szykowny i poyskliwy w socu. - No! - wykrzykn. - azika wcale, wcale, ma pani. Moira odesza od klaczy i wybuchna miechem. - azik. To jest waciwe okrelenie. azik, prawda? W porzdku, Peter... to rzeczywicie azi, ale nie obazi. W garau mamy samochd przyzwoity... Forda Customline, kapitanie Towers, nie wziam go jednak ze sob. Jedziemy wic azikiem. Niech pan wsiada, a ja bd dodawa gazu, eby panu pokaza, jak on chodzi. - Ja mam tu rower, panie kapitanie - rzek Peter. - Pojad sam i spotkamy si w domu. Kapitan Towers wsiad do wzka, dziewczyna usadowia si obok niego; wzia bat w rk i zawrcia siw. Klacz pokusowaa sprzed stacji w kierunku szosy. - Jedn rzecz musze zrobi, zanim wyjedziemy z miasteczka - oznajmia Moira swemu towarzyszowi - a mianowicie napi si. Peter to skarb i Mary take, ale oni za mao pij. Mary twierdzi, e dziecko dostaje od tego kolki. Mam nadziej, e to panu nie sprawi rnicy. Pan moe wypi coca-col czy co w tym rodzaju, jeeli pan woli. Kapitan Towers, chocia z lekka oszoomiony, poczu oywienie. Dawno ju nie styka si z takimi dziewczynami. - Napij si z pani - powiedzia. - Coca-coli poknem w cigu ostatniego roku tyle, e mj okrt mgby w niej pywa na gbokoci peryskopowej. Przyda mi si trunek. - A wic jest nas dwoje - zauwaya. Nie bez wprawy skierowaa swj zaprzg na gwn ulic miasteczka. Kilka opuszczonych samochodw stao ukosem przy krawniku; nie ruszano ich od roku z gr. Tak may ruch panowa na tych jezdniach, e nie zawadzay, a benzyny przecie nie byo, eby je odcign. Podjechaa pod hotel "Przysta" i zeskoczya na chodnik; lejce przywizaa do zderzaka jednego z samochodw, po czym wprowadzia kapitana Towersa do sali dla pa.

Zapyta: - Co zamwi? - Podwjny koniak dla mnie. - Woda? - Odrobink i mnstwo lodu. Powtrzy to barmanowi i zawaha si, czujc na sobie wzrok dziewczyny. ytniwki nie byo tu nigdy, szkockiej whisky brakowao od wielu miesicy. Do whisky australijskiej dziwnie jako nie mia zaufania. - Jeszcze nie piem takiego koniaku - zauway. - Co to za trunek? - Nie kopie - poinformowaa go dziewczyna - ale rozpeza si po ciele. Pobudza. Dlatego wanie go pij. - Pozostan chyba przy whisky. - Zamwi, po czym odwrci si do niej rozbawiony. - Sporo pani pije, prawda? - Tak mwi. - Wzia podany jej kieliszek i wycigna z torebki paczk papierosw, mieszank tytoniu poudniowoafrykaskiego z australijskim. - Zapali pan takiego? S okropne, ale innych nie mogam dosta. Poczstowa j papierosem ze swojej paczki, nie mniej okropnym, poda jej ogie. Wypucia dug smuk dymu nosem. - W kadym razie odmiana. Jak panu na imi? - Dwight - odpowiedzia. - Dwight Lionel. - Dwight Lionel Towers - powtrzya. - Ja jestem Moira Davidson. Mamy hodowl byda jakie dwadziecia mil std. Pan jest kapitanem tej odzi podwodnej? - Zgadza si. - Zadowolony z posady? - zapytaa z przeksem. - Prawdziwym zaszczytem byo otrzymanie tego dowdztwa - rzek ze spokojem. - I myl, e to nadal jest zaszczytne. Spucia oczy. - Przepraszam, e tak zapytaam. Troch winia ze mnie, kiedy jestem trzewa. Wypia swj koniak duszkiem. - Prosz o jeszcze jeden, Dwight. Zamwi dla niej nastpny kieliszek, ale sam poprzesta na tej pierwszej whisky. - Niech pan powie - poprowadzia rozmow dziewczyna - co pan robi w czasie urlopw? Gra pan w golfa? Pywa pan aglwk? owi pan ryby? - owi ryby przewanie - odpowiedzia. Przesuno si wspomnienie dalekich wakacji z Sharon na pwyspie Gasp, zaraz jednak t myl odrzuci. Trzeba si

koncentrowa na teraniejszoci, zapomnie o tym, co byo. - Troch dzi za gorco na golfa zauway. - Porucznik Holmes mwi co o pywaniu. - To najprostsze - powiedziaa. - I s wycigi aglwek dzi po poudniu w klubie. To pana interesuje? - Pewnie, e tak - przyzna z zadowoleniem. - Jak on ma d? - Rzecz, ktra si nazywa Gwen Dwunasta. Takie sobie wodoszczelne pudo z aglami. Nie wiem, czy bdzie chcia sam ni popyn. Gdyby nie chcia, mog by pana zaog. - Jeeli mamy bra udzia w wycigu - owiadczy stanowczo - nie powinnimy ju pi. - Nie popyn pod pana dowdztwem, jeeli to ma by rygor Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych. Na naszych statkach nie jest tak sucho jak na waszych. - Dobrze. Wobec tego ja oddam si pod rozkazy pani. Popatrzya na niego przecigle. - Dosta pan kiedy butelk po gowie? Umiechn si. - Wiele razy. Wychylia kieliszek do dna. - No, niech pan i sobie zamwi jeszcze. - Nie, dzikuj. Holmesowie nie bd wiedzieli, co si z nami stao. - Domyla si - rzeka dziewczyna. - Chodmy. Chc zobaczy, jak wyglda wiat z tej pani furki. Poprowadzi j do drzwi. Sza z nim bez oporu. To nie furka, to azik - powiedziaa. - Nie. Jestemy teraz w Australii. To wasz australijski wz do przewoenia drzewa. - A wanie, e pan nie ma racji - zatriumfowaa. - Bo w ogle to jest powozik... wiktoriaski powozik. Liczy sobie ponad siedemdziesit lat. Tatu twierdzi, e zrobiony w Ameryce. Spojrza na jej ekwipa z jakim nowym zainteresowaniem. - Daj sowo! - wykrzykn. - Zastanawiaem si, gdzie ja co takiego ju widziaem. Zupenie podobny sta w szopie u mojego dziadka w Maine, kiedy byem may. Wiedziaa, e nie powinna pozwala na to, by on myla o przeszoci. - Niech pan stoi przy jej bie, kiedy bd j std wycofywaa - poprosia. - Ona nie bardzo lubi rusza do tyu. Usiada na kole i bezlitonie cigna klaczy pysk, eby mia jak najwicej do roboty. Klacz stana dba, a musia si uchyli przed jej przednimi kopytami; zdoa jednak odwrci j w kierunku ulicy, po czym, gdy ju biega krtkim galopem, wskoczy na siedzenie obok dziewczyny. Moira powiedziaa:

- Jest troch narowista. Na zboczu w jednej chwili si pohamuje. Te cholerne asfaltowe szosy... Amerykanin siedzia mocno, gdy wyjedali z miasteczka na eb na szyj, przy czym cwaujca klacz wci si lizgaa i potykaa na gadkiej nawierzchni; w duchu wrcz ubolewa nad tym, e bywaj dziewczta, ktre a tak dalece nie umiej powozi. Podjechali pod dom Holmesw w kilka minut pniej i klacz w pianie potu si zatrzymaa. Porucznik z on wyszed im na spotkanie. - Przepraszam, Mary, e tak pno przyjedamy - najspokojniej w wiecie rzeka Moira. - Nie dao si kapitana Towersa przewie koo baru. Peter zauway: - Wyglda na to, e robia, co moga, eby nadrobi ten stracony czas. - Jazda bya nielicha - stwierdzi dowdca odzi podwodnej. Wysiad i zosta przedstawiony Mary. Potem zwrci si do dziewczyny: - Dobrze byoby, gdybym pospacerowa z ni troch tam i z powrotem, dopki nie ochonie. - wietnie - pochwalia go Moira. - Ja, co prawda, wyprzgabym j i zaprowadzia na wygon... Peter panu pokae. Tymczasem pomog Mary przygotowa niadanie. Peter, Dwight chce popyn twoj aglwk dzi po poudniu. - Wcale tego nie powiedziaem - zaprotestowa Amerykanin. - Ale powiedzia pan. - Przyjrzaa si klaczy, zadowolona, e ojciec jej w tej chwili nie moe zobaczy. - Trzeba j czym wytrze... jest szmata z tyu pod workiem z owsem. Pniej j napoj, kiedy ju sami si napoimy. Po poudniu Mary sama z dzieckiem w domu spokojnie rozpocza przygotowania przed wieczornym przyjciem; Dwight Towers niepewnie wsiad na rower i popedaowa z Peterem i Moir do klubu eglarskiego. Wszyscy troje jechali z rcznikami na szyjach i z kostiumami kpielowymi w kieszeniach; po przybyciu zaraz si przebrali, nie wtpic, e to bd mokre wycigi. aglwka Holmesw bya zamknit dk z dykty, z nieduym kokpitem i atwymi do rozwijania aglami. Przygotowali j i spucili na wod; do linii startu podpynli majc jeszcze pi minut czasu - Amerykanin u steru, Moira jako jego pomocnik. Peter przyglda im si z play. Oboje byli w kostiumach, Dwight Towers w starych jasnobrunatnych kpielwkach, Moira w kostiumie dwuczciowym w dese na biaym tle; zabrali do dki koszule na wypadek, gdyby soce zbytnio przypiekao. Przez kilka minut manewrowali za lini startu, obijajc si wrd dziesitki innych najrniejszych aglwek, biorcych udzia w wycigu. Kapitan od paru lat nie uprawia tego sportu i po raz pierwszy mia do czynienia z aglwk

takiego wanie typu; radzi sobie z ni jednak dobrze i prawie natychmiast si zorientowa, e jest bardzo chya. Gdy hukn wystrza, ju cakowicie jej pewny, ruszy z linii startu tak, e po pierwszej z przepisowych trzech trjktnych tur uplasowa si na pitym miejscu. Wiatr jak zwykle w zatoce Port Phillip wia z du szybkoci. Przy kocu ich pierwszej tury dmucha ju dosy ostro i okrnic z jednej strony zalewaa woda. Kapitan Towers, zajty aglami i rumplem, utrzymywaniem dki w rwnowadze i pilnowaniem, by nie zbaczaa z kursu, niewiele zwraca uwagi na cokolwiek innego. W jaskrawym sonecznym blasku i w pyle wodnym, wzbijajcym si tumanami migotliwymi jak brylanty, rozpoczli drug tur, lawirujc do nastpnego punktu zwrotnego; nie mia czasu nawet zauway, e dziewczyna odsuna nog zwj liny gwnego agla za koek i nasuna na to miejsce spltan lin kliwra. Dopynli do boi, zakrcili, ale gdy kapitan Towers podnis rumpel, eby napi gwny agiel, lina wycigna si tylko na dugo dwch stp i utkna. Podmuch wiatru przechyli d zupenie, do czego przyczynia si Moira, niby to zdezorientowana, cigajc lin kliwra, i skoczyo si na tym, e aglwka si rzeczy lega pasko bokiem, z aglami rozpostartymi na falach. Po chwili oboje ju pynli przy niej. Moira powiedziaa z wyrzutem: - Bo nie trzeba byo zatrzymywa gwnej liny. Och! - pisna nagle - do diaba, stanik mi si zsuwa! - W istocie udao jej si rozwiza wze stanika na plecach, gdy wpadaa do wody, i t cz kostiumu woda znosia teraz pod jej okciem. apic stanik, poradzia swemu towarzyszowi: - Najlepiej podpyn z tamtej strony i usi na rodkowej desce. Wtedy d si podniesie prosto. - Ruszya tam z nim razem. Z daleka zobaczyli bia motorwk ratownikw zakrcajc w ich kierunku. - Ju leci do nas pogotowie - rzeka dziewczyna. - Zachowajmy waciw kolejno. Przede wszystkim, Dwight, pom mi to woy, zanim oni si zbli. - Doskonale mogaby to zrobi sama, gdyby si pochylia w wodzie. - O wanie... zawi porzdnie. Ale nie tak ciasno; nie jestem Japonk. wietnie. Teraz moemy ju podnie nasz jacht i dalej prbowa szczcia w tym wycigu. Wspia si na desk, wystajc z kaduba poziomo nad powierzchni wody, i stana, trzymajc si krawdzi burty; on jeszcze w wodzie patrzy na ni z dou peen podziwu zarwno dla jej smukych ksztatw, jak jej bezczelnoci. Gdy podpyn i dwign si obok niej na desk, agle podniosy si, zachybotay i raptownie wyprostoway. Dziewczyna potkna si o grne pasy boczne i jak koda wpada do kokpitu, przy czym nie zapomniaa zwolni liny gwnego agla; Dwight wgramoli si za ni. I w aglwce jeszcze rozkoysanej

pod ciarem wody ociekajcej z agli podjli swj kurs, zanim ratownicy zdyli do nich dotrze. Tylko ju bez takich rzeczy - surowo zastrzega Moira. - Mj kostium jest do opalania si, a nie do pywania. - Nie wiem, jak to si stao - przeprasza. - Do tej pory szo nam tak dobrze. Ukoczyli wycig ju bez wypadku, zajmujc przedostatnie miejsce. Skierowali d ku play, gdzie Peter wyszed do nich prawie po pier zanurzony w wodzie. Przytrzyma aglwk i odwrci j pod wiatr. - Dobrze si eglowao? - zapyta. - Widziaem, jak j zastopowalicie. - Uroczo byo - odrzeka dziewczyna. - Dwight j zastopowa, a ja wtedy zgubiam stanik, wic pod kadym wzgldem emocji mielimy w brd. Nie mogo by momentu nudy. Ten twj jacht pynie przepiknie, Peter. Wyskoczyli z aglwki, wycignli j na brzeg i po zwiniciu agli wepchnli na rolki pochylni, eby zsuna si na pla. Pniej poszli na koniec mola, wykpali si i usiedli; w ciepym przedwieczornym socu, osonici przed wiatrem od morza cian skaln, zapalili papierosy. Amerykanin patrzy na niebiesk wod, czerwone skay i przycumowane, koyszce si na falach motorwki. - Niezy basen tu macie - powiedzia w zadumie. - Jeli chodzi o przestrze, to najprzytulniejszy klubik eglarski, jaki kiedykolwiek widziaem. - eglarstwa tutaj nie traktuje si powanie - stwierdzi Peter. - W tym cay sekret. Dziewczyna rzeka: - W tym sekret wszystkiego. Kiedy znw si napijemy, Peter? - Wszyscy przyjad koo smej - odpowiedzia. Zwrci si do gocia: - Zaprosilimy kilka osb na wieczr. Moglibymy przedtem zje obiad w hotelu. Odcienie domu. - Oczywicie. Tak bdzie doskonale. - Chyba nie zabierzesz kapitana Towersa znowu do "Przystani"? - zapytaa dziewczyna. Tam wanie chcielimy z Mary was zaprosi. - Wydaje mi si, e to bardzo nieroztropne - powiedziaa niejasno. Amerykanin umiechn si. - adn mi pani wyrabia opini w tych stronach. - Sam pan sobie tak wyrabia - odparowaa. Ja przecie robi, co tylko mog, eby pana wybieli. Ani sowa nie powiem nikomu o tym, e pan zdar ze mnie stanik.

Dwight Towers spojrza na ni niepewnie, a potem nagle wybuchn miechem. By to pierwszy od roku miech, nie powstrzymywany myl o tym, co bezpowrotnie mino. - Zgoda - powiedzia wreszcie. - Zachowamy t tajemnic, pani i ja. Tylko ja - zaznaczya, cigajc usta w ciup. - Pan prawdopodobnie wszystkim bdzie o tym opowiada dzi wieczorem, kiedy pan si z lekka zaleje. Peter zmieni temat: - Moe ju czas si przebra. Obiecaem Mary, e bdziemy w domu o szstej. Poszli molem do azienek, ubrali si i na rowerach wyruszyli w drog powrotn do domu. Mary zastali na trawniku, podlewajc ogrd. Po omwieniu rodkw i sposobw dostania si do hotelu w miasteczku postanowili zaprzc siw i jecha tam wozem Moiry. - Powinnimy to zrobi dla kapitana Towersa - owiadczya dziewczyna. - Przecie samodzielnie nigdy by nie dotar z powrotem na to wzgrze po jeszcze jednym posiedzeniu w "Przystani". Posza z Peterem na wygon, eby zapa klacz. Wsuwajc jej wdzido midzy zby i przekadajc cugle za uszy, zapytaa: - Jak ja si spisuj, Peter? Umiechn si szeroko. - Dobrze. Nie ma momentu nudy. - No, o to wanie Mary chodzio. Serce mu nie pka pod wpywem wspomnie, w kadym razie. - Moe mu jednak pkn naczynie krwionone, jeeli nadal bdziesz go tak zabawiaa. - Nie wiem, czy to ley w mojej mocy. Wyczerpaam ju prawie cay swj repertuar. Pooya siodo na grzbiecie klaczy. - Wieczr przyniesie ci jeszcze troch natchnienia. - Moliwe. Wieczr nadszed i min. Zjedli obiad w hotelu i wjechali z powrotem na wzgrze wolniej, ni przedtem zjedali; wyprzgli klacz, wpucili j na wygon i o godzinie smej zupenie ju gotowi powitali goci. Cztery maestwa przyjechay na to skromne przyjcie; mody lekarz z on, jeszcze jeden oficer marynarki z on i rwnie ze swoimi paniami wesoy mody czowiek, o ktrym wprawdzie powiedziano, e jest "cip-cip-cip" farmerem, ale ktrego sposb bytowania nadal pozosta tajemnic dla Amerykanina, oraz mody waciciel malekiego warsztatu mechanicznego. Przez trzy godziny taczyli wszyscy i popijali, starannie w rozmowach unikajc wszelkich tematw powanych. W t upaln noc w pokoju robio si coraz gorcej, do szybko wic uznano marynarki i krawaty za zbyteczny balast; adapter bez przerwy rozbrzmiewa muzyk z pyt spitrzonych w ogromn stert, w

poowie zreszt poyczonych specjalnie na t zabaw. Chocia okna za drucian siatk byy szeroko otwarte, powietrze gst chmur zasnuwa dym papierosw. Od czasu do czasu Peter wyrzuca zawarto popielniczek do skrzyni na mieci; od czasu do czasu Mary zbieraa puste szklanki, wynosia je do kuchni, mya i przynosia z powrotem. Ostatecznie okoo p do dwunastej wniosa tac z herbat, z trjktnymi placuszkami posmarowanymi masem i z ciastkami, co w Australii byo powszechnie uznane za sygna, e przyjcie ma si ku kocowi. Wkrtce wic gocie zaczli si egna i chwiejnie wybiera w drog na swoich rowerach. Moira i Dwight odprowadzili alejk doktora i jego on, eby ich bezpiecznie wyprawi za furtk ogrodu. Potem zawrcili do domu. - Przyjemna zabawa - powiedzia Dwight. - Naprawd mili ludzie, oni wszyscy. Powietrze w ogrodzie orzewiao chodem po gorcej duchocie, jaka panowaa w domu. Noc bya bardzo spokojna. Midzy drzewami w jasnej powiacie gwiazd widzieli lini brzegu Port Phillip, biegnc od Falmouth w kierunku Nelson. - W mieszkaniu teraz jak w piecu - owiadczya dziewczyna. - Jeszcze posiedz tutaj. Musz si ochodzi. - Przynios jaki paszcz. - Lepiej przynie mi co do picia, Dwight. - Chyba ju nie alkohol? Potrzsna gow. - Ptora cala koniaku i mnstwo lodu, jeli w ogle ld zosta. Poszed po koniak. Gdy wrci z dwiema szklankami w rkach, Moira siedziaa w mroku na krawdzi werandy. Poda jej szklank, ktr przyja bez sowa podzikowania, i usiad przy niej. Po tej caej wieczornej wrzawie i zamieszaniu nocny spokj w ogrodzie sprawia mu ulg. - Z pewnoci to jest wytchnienie tak posiedzie tu w ciszy przez chwil. - Dopki nie zaczn ksa moskity - powiedziaa. Owion ich lekki wietrzyk. - Moe zreszt nie zaczn, bo jest wiatr. Nie zasnabym teraz, gdybym si pooya po takiej iloci alkoholu. Przewracaabym si z boku na bok przez ca noc. - Pno si pani pooya wczoraj? Przytakna. - I przedwczoraj te. - Radz, eby pani sprbowaa pj spa wczenie raz na jaki czas. - Co mi z tego przyjdzie? - zapytaa. - Co przyjdzie z czegokolwiek teraz? - Nawet nie usiowa jej na to odpowiedzie, wic po duszej chwili zapytaa o co innego: - Dlaczego Peter zosta przydzielony na "Skorpiona", Dwight?

- To nasz nowy oficer cznikowy - poinformowa. - Mielicie ju takiego przedtem? - Nigdy dotd. To dlaczego przydzielaj go wam teraz? - Nie wiem - odpar. - Moe odbdziemy rejs po wodach australijskich. Rozkazw jeszcze nie dostaem, ale tak ludzie mwi. Zdaje si, e w tej marynarce kapitan o wszystkim dowiaduje si ostatni. - Ludzie mwi, e dokd popyniecie, Dwight? Waha si przez moment. Problem bezpieczestwa by ju spraw przeszoci, musia jednak si postara, eby sobie to uwiadomi teraz, gdy nigdzie na caym wiecie nie zosta ani jeden nieprzyjaciel, tak ostrono moga uzasadnia chyba tylko sia przyzwyczajenia. - Mwi, e mamy odby rejs do Port Moresby - powiedzia. - Moe to pogoska, nic wicej, ale tak syszaem. - Przecie z Port Moresby ju koniec? - Prawdopodobnie. Do dawno nie ma stamtd adnych wiadomoci radiowych. - Wic nie mona tam wyj na ld? - Kto jednak bdzie musia wyj i zobaczy... kiedy - powiedzia. - My bymy nie opucili okrtu, dopki stopie napromieniowania si nie obniy. Jeeli jest wysoki, nawet nie wynurzymy okrtu na powierzchni. Kto jednak kiedy bdzie musia wyj i zobaczy. Umilk i cisza zalega w ogrodzie pod gwiadzistym niebem. - Mnstwo jest takich miejsc, ktre powinno si zobaczy - rzek w kocu. - Wci jeszcze odbieramy radiowe sygnay skd w pobliu Seattle. Sensu w nich nie ma, od czasu do czasu mieszanina kropek i kresek. Nieraz mijaj dwa tygodnie, zanim to sycha znowu. Moe kto tam yje... kto, kto nie potrafi sobie radzi z t aparatur. Wiele jest dziwnych rzeczy na pnocnej pkuli, ktre powinno si zbada. - Czy moliwe, eby tam kto y? - Nie sdz. Ale to niewykluczone. w kto musiaby przebywa w zamknitym hermetycznie pomieszczeniu z przefiltrowanym powietrzem, z zapasami ywnoci i wody. W praktyce to chyba niemoliwe. Przytakna. - Czy to prawda, e z Cairns take ju koniec, Dwight? - Myl, e tak... z Cairns i z Darwin. Moe tam wanie mamy popyn, eby sprawdzi. Moe wanie dlatego Peter dosta stanowisko na "Skorpionie". On zna te wody.

- Kto mwi tatusiowi, e w Townsville ju s wypadki choroby popromiennej. Czy te pogoski si potwierdzaj? - Dop r wdy n e wiem. . .ja o tym n e syszaem. Ale mgbym w to u w a i i ierzy. Townsville jest na poudnie od Cairns. - To si bdzie rozszerza i rozszerza coraz dalej na poudnie, a dotrze tu do nas? - Tak mwi. - Ani jedna bomba nie spada na poudniow pkul - rozgniewaa si Moira. Dlaczego to musi przyj do nas? Nic nie da si zrobi, eby do tego nie dopuci? Potrzsn gow. - Nic. To te wiatry. Szalenie trudno unikn tego, co niesie wiatr. Wprost nie ma sposobu, wic trzeba si z tym pogodzi, jak tylko kto potrafi. - Nie rozumiem - powiedziaa uparcie. - Kiedy mwiono, e aden wiatr nie wieje przez rwnik, wic my bdziemy bezpieczni. A teraz okazuje si, e wcale tak nie jest... - W adnym razie nie bylibymy bezpieczni - rzek spokojnie. - Nawet gdyby ci uczeni mieli racj co do ciszych czsteczek... pyu radioaktywnego... ktrej zreszt nie maj, i tak rozprzestrzeniyby si tutaj czsteczki najlejsze. Ju tu s. Punkt wyjciowy do mierzenia radioaktywnoci tutaj jest obecnie omio- albo i dziewiciokrotnie wyszy, ni by przed wojn. - To nam jako nie szkodzi - odpara. - Mwi si tylko o tym pyle. e on leci z wiatrem, czy tak? - Tak jest - odpowiedzia. - Ale aden wiatr nie wieje na pkul poudniow prosto z pkuli pnocnej. Gdyby wia, ju bymy wszyscy nie yli. - Wolaabym - rzeka z gorycz. - ycie teraz jest jak czekanie skazacw na powieszenie. - Moe tak. A moe to okres aski. Po tych jego sowach nastpia cisza. - Dlaczego to trwa tak dugo, Dwight? - zapytaa wreszcie. - Dlaczego wiatr nie moe nadlecie stamtd bezporednio, eby raz z tym ju skoczy? - W gruncie rzeczy to do atwo zrozumie - powiedzia. - Na kadej z obu pkul wiatry wiej wielkimi spiralami na przestrzeni tysicy mil pomidzy biegunem i rwnikiem. Jest jeden system cyrkulacyjny wiatrw na pkuli pnocnej i drugi system na pkuli poudniowej. Ale to nie rwnik, ktry wida na globusach, rozdziela te systemy. Dzieli je co, co si nazywa rwnik termiczny i co przesuwa si na pnoc albo na poudnie w zalenoci od pory roku. W styczniu caa wyspa Borneo i Indonezja nale do systemu pnocnego, ale w lipcu, wskutek przesunicia si tej linii podziau na pnoc, wszystko, co jest wtedy na

poudnie od niej: Indie, Syjam i tak dalej, podlega systemowi poudniowemu. Tak wic w styczniu wiatry pnocne przywiej py radioaktywny na Malaje, powiedzmy. A potem, w lipcu, kiedy Malaje znajd si w systemie poudniowym, nasze poudniowe wiatry porw go i stamtd przywiej tutaj. Z tego wanie powodu to zblia si do nas tak powoli. - I w aden sposb nie mona na to poradzi? W aden. Zbyt wielka to sprawa, eby ludzko potrafia si z ni upora. Musimy po prostu pogodzi si. - Ja si nie pogodz - wybuchna Moira. - To niesprawiedliwe. Nikt na pkuli poudniowej nigdy nie rzuci bomby ani wodorowej, ani kobaltowej, ani w ogle adnej innej. Nie mielimy z tym nic wsplnego. Czy mamy zgin tylko dlatego, e jakim pastwom oddalonym o dziewi czy dziesi tysicy mil zachciao si wojny? Cholerna niesprawiedliwo. - Niesprawiedliwo, i to ogromna - przytakn. - Niestety, tak ju jest. Zapanowao milczenie. Po dugiej chwili Moira wyjania ze zoci: - Co nie znaczy, ebym ja si baa mierci, Dwight. Umrze przecie wszyscy kiedy musimy. Chodzi mi tylko o to wszystko, co mnie musi omin... - W powiacie gwiazd odwrcia si do niego. - Nigdy n e wyjad z Australii. Przez cae ycie marzyam o i zobaczeniu Rue de Rivoli. To dla mnie taka romantyczna nazwa. Niemdra jestem, bo ta ulica wyglda pewnie jak kada inna. Ale ja wanie o niej marzyam, a teraz wiem, e nigdy jej nie zobacz. Bo adnego Parya ju nie ma ani Londynu, ani Nowego Jorku. Umiechn si agodnie. - Rue de Rivoli moe jeszcze tam jest z tymi rzeczami na wystawach sklepw i ze wszystkim. Nie wiem, czy spada jaka bomba na Pary. Wic moe Pary zosta zupenie taki sam, jaki by, i soce teraz wieci na tej ulicy wanie tak, jak pani chciaaby to widzie. W ten wanie sposb lubi myle o rnych takich miastach. Sk jednak w tym, e ludzie tam ju nie yj. Zerwaa si na rwne nogi. - Przecie ja nie tak chciaam to zobaczy. Miasto zmarych... Och, Dwight, jeszcze koniaku. Nie ruszajc si z miejsca, z umiechem podnis ku niej gow. - Za skarby wiata nie. Czas ju spa. - Wic sama sobie wezm. Gniewnie wesza do domu. Brzkno szko za otwartym oknem i prawie zaraz przyniosa kufel napeniony niemal do trzech czwartych trunkiem, po ktrym pywa kawaek lodu.

- W marcu miaam jecha do kraju! - wykrzykna. - Do Londynu. To byo zaplanowane od lat. P roku miaam spdzi w Anglii i na kontynencie, a potem wrci przez Ameryk. Madison Avenue bym zobaczya. Cholerna niesprawiedliwo. Pocigna wielki yk i z obrzydzeniem popatrzya na kufel w wycignitej rce. - Rany boskie, co to znw za paskudztwo? Wsta, wzi od niej kufel i powcha. - To whisky - stwierdzi. Odebraa mu kufel i powchaa sama. - Ano - powiedziaa niejasno. - Po koniaku prawdopodobnie mnie to dobije. - Wypia ten nie rozcieczony alkohol duszkiem, po czym szecianik lodu wyrzucia z kufla na traw. Chwiejnie stana przed Dwightem w powiacie gwiazd. - Nigdy nie bd miaa dzieci tak jak Mary. To takie niesprawiedliwe. Nawet gdyby mnie dzisiaj wzi do ka, nigdy nie miaabym dzieci, bo ju by nie byo czasu. - Rozemiaa si histerycznie. - Rzeczywicie to cholernie mieszne. Mary baa si, eby pan si nie rozpaka, kiedy pan zobaczy jej ma i pieluszki na sznurze. Jak ten dowdca eskadry RAF, ktrego mieli u siebie przedtem. - Jzyk zaczyna jej si plta. - Trzeba db... dba, eby on by zajty. - Zatoczya si i przytrzymaa supa werandy. - Tak powiedziaa Mary. Nie moe by momentu nudy. I niech on lepiej nie widzi maej, bo moe... moe zacznie paka. - zy spyny jej po policzkach. I nawet jej na myl nie przyszo, e to mgby by mj pacz, a nie pana. Gwatownie ju szlochajc skulia si i osuna na ziemi przy werandzie. Kapitan Towers po chwili wahania podszed i dotkn jej rki, ale zaraz si cofn, niepewny, co robi. Ostatecznie odwrci si i wszed do domu. Mary zasta w kuchni sprztajc baagan po przyjciu. - Prosz pani - rzek troch niemiao. - Moe by pani moga wyj teraz i zobaczy, co z pann Davidson. Wypia kufel czystej whisky na dokadk do tego koniaku. Myl, e naleaoby j pooy spa.

Rozdzia drugi
Niemowlta nie uwzgldniaj ani niedziel, ani przyj nocnych; nazajutrz ju o szstej Holmesowie jak co dzie rozpoczli pracowicie ranek; Peter na rowerze wyruszy do mleczarni. Do dugo siedzia u farmera, omawiajc spraw jego nowej przyczepki, osi i prtu czcego, i przygotowujc wskazwki dla mechanika. - Jutro musz zgosi si na okrt - powiedzia. - Dzi po raz ostatni przyjechaem po mleko. - Wszystko bdzie w porzdku - zapewni go pan Paul. - Moe pan na mnie liczy. Wtorki i soboty. Dopilnuj, eby pani Holmes dostawaa mleko i mietan jak naley. Wrci do domu przed sm; wzi prysznic, ogoli si i ubra, po czym razem z Mary przygotowa niadanie. Kapitan Towers pokaza si mniej wicej za pitnacie dziewita, czysty, wiey i wypoczty. - Przyjemny by ten wczorajszy wieczr u pastwa - powiedzia. - Tak dobrze chyba od dawna ju si nie bawiem. Gospodarz zauway: - Mieszka tu w okolicy kilka miych osb. - Zerkn na swego dowdc i umiechn si szeroko: - Przykro mi z powodu Moiry. Ona zazwyczaj ma silniejsz gow. - To przez t whisky. Jeszcze nie wstaa? - Zdziwibym si, gdybym j tu teraz zobaczy. Syszaem, jak kto chorowa okoo drugiej nad ranem. Nie pan, jeli si nie myl. Amerykanin parskn miechem. - O nie! We troje zasiedli do niadania. - Ma pan ch potem popywa? - zapyta gocia Peter. - Zapowiada si upa nie mniejszy ni wczoraj. Amerykanin zawaha si. - W niedziel rano wolabym pj do kocioa, tak jak zawsze w kraju. Jest tu gdzie blisko koci anglikaski? - Jest u stp wzgrza - poinformowaa Mary. - To tylko trzy czwarte mili std. Naboestwo o jedenastej. - Moe bym si tam przeszed. Czy jednak nie zepsuj pastwu jakich planw? Peter powiedzia:

- Oczywicie, e nie, panie kapitanie. Ale ja chyba nie bd panu towarzyszy. Mam sporo roboty w domu przed zgoszeniem si na "Skorpiona". - No jasne - przytakn kapitan. - Wrc przed obiadem, a potem bd musia ju pomyle o powrocie na okrt. Chciabym wyjecha pocigiem okoo trzeciej. W ciepych promieniach soca ruszy w d zboczem wzgrza do kocioa. Zanadto si pospieszy, wic przyby tam o kwadrans za wczenie, ale wszed. Pomocnik prowizora kocielnego da mu ksik do naboestwa i piewnik, a on jeszcze nie znajc tutejszego porzdku wybra sobie miejsce z tyu, eby widzie, kiedy ludzie klkaj i kiedy wstaj. Zmwi pacierz, ktrego si nauczy w dziecistwie, po czym usiad i popatrzy wokoo. Ten may koci bardzo by podobny do kocioa w jego rodzinnym miasteczku Mystic, w stanie Connecticut. Nawet pachniao tak samo. Przyszo mu na myl, e ta dziewczyna, Moira Davidson, zupenie si zatracia. Pije za duo, no ale nie ona jedna nie potrafi przyjmowa rzeczy takimi, jakie s. To jednak miy dzieciak. I pomyla, e Sharon by j polubia. W spokoju kocioa zaduma si o onie i dzieciach, nieomal ich widzc przed sob. By z natury czowiekiem bardzo prostym. Wierzy, e we wrzeniu wrci do nich, do domu, ze swoich podry. Zobaczy ich troje znowu za niecae dziewi miesicy. Nie mog dozna wraenia, gdy on si do nich przyczy, e trudno z nim odnale wsplny jzyk albo e zapomnia o czymkolwiek, co dla nich jest wane. Junior na pewno podrs nielicho; dzieci w tym wiek u ro s Psych i zn i i fizyczn i chyba wyr s ze swego fu t rk a z szo p w ta n. c e e e i futrzana czapka take jest ju dla niego za ciasna. Czas kupi mu wdk, ma wdk z koowrotkiem, i nauczy go, jak si jej uywa. Zabawnie bdzie wtajemnicza Juniora w arkana wdkarstwa. Jego urodziny przypadaj dziesitego lipca. Nie da si przesa mu wdki na urodziny i prawdopodobnie nie da si zabra wdki dla niego ze sob, chocia sprbowa warto. Moe tu w sklepach s takie. Urodziny Helen siedemnastego kwietnia; Helen ukoczy sze lat. I znw w dniu urodzin nie bdzie przy niej ojca, chyba e wczeniej co by si stao ze "Skorpionem". Trzeba bdzie jej powiedzie, jak bardzo ojcu przykro, i obmyle jaki prezent urodzinowy, eby go dostaa we wrzeniu. W dniu urodzin Sharon jej wszystko wytumaczy, powie, e tatu jest daleko na morzu, ale wrci do domu przed zim, wrci z prezentem. Sharon pocieszy Helen. Przez cay czas naboestwa mylc o rodzinie siedzia tam i klka, gdy inni klkali, i wstawa, gdy inni wstawali. Par razy ockn si i przyczy swj gos do chru, piewajc proste, niezawie zwrotki hymnw, ale przede wszystkim to by sen na jawie, sen o stronach

rodzinnych i domu. Po naboestwie wyszed z kocioa psychicznie odwieony. W tumie wiernych przed kocioem nikt go nie zna i on nie zna nikogo, i proboszcz niepewnie umiechn si do niego przy drzwiach, on umiechn si do proboszcza, po czym spacerkiem ruszy w drog powrotn pod gr w coraz cieplejszym blasku soca, zajty ju mylami o "Skorpionie", dostawach, o tych licznych obowizkach, jakie musi wypeni, o tych licznych kontrolach, jakie musi przeprowadzi, zanim wypynie na morze. Gdy doszed do domu Holmesw, Mary i Moira Davidson siedziay na leakach na werandzie, dziecko leao w wzku midzy nimi. Mary wstaa na widok gocia. - Zgrza si pan - zauwaya. - Prosz zdj marynark i usi tu w cieniu. Dobrze byo w kociele? - Bardzo - odpowiedzia. Zdj marynark i usiad na krawdzi werandy. - Parafian macie tu wspaniaych. Wszystkie miejsca zajte. - Dawniej nie zawsze tak bywao - z przeksem stwierdzia Moira. - Przynios panu co do picia. - Jeeli mona prosi, to bez alkoholu. - Przyjrza si ich szklankom. - Co panie pij? Panna Davidson go owiecia: - Sok cytrynowy z wod. Ju dobrze, niech pan tego nie mwi. Rozemia si. To ja te poprosz o taki sok. - Mary posza do kuchni, a on wtedy zapyta dziewczyn: - jada pani niadanie? - P banana i may koniak - odrzeka spokojnie. - Nie czuam si zbyt dobrze. - To przez t whisky - powiedzia. - Popenia pani pomyk. - Jedn z wielu - przyznaa. - Nawet nie pamitam, co byo po naszej rozmowie na trawniku, kiedy wszyscy si rozeszli. Pan mnie pooy do ka? Potrzsn gow. - Uznaem, e to raczej sprawa pani Holmes. Umiechna si blado. - Straci pan wic okazj. ebym tylko nie zapomniaa podzikowa Mary. - Powinna pani jej podzikowa. Pani Holmes to szalenie mia osoba. - Syszaam od niej, e pan wraca do Williamstown ju po poudniu. Nie moe pan zosta i jeszcze z nami popywa? Znw potrzsn gow. - Duo spraw mam do zaatwienia na okrcie przed jutrzejszym dniem. Rejs rozpoczynamy w tym tygodniu. Sterta komunikatw czeka pewnie na moim biurku.

- Wydaje mi si, e jest pan czowiekiem, ktry zawsze pracuje bardzo ciko, niezalenie od tego, czy pan musi, czy pan nie musi. - Spostrzeenie chyba trafne. - Spojrza na ni rozbawiony. - A pani ma jak prac? - Oczywicie. Jestem nieustannie zajta. - Czym? Podniosa szklank. - Tym. Robi to przecie od wczoraj... od chwili, kiedymy si poznali. Umiechn si. - Czy nie powszednieje to czasami? - ycie nud si staje - zacytowaa. - Nie czasami. To ju jedno cige pasmo nudy. - Ja na szczcie mam duo roboty. Rzucia mu szybkie spojrzenie. - Czy mog w przyszym tygodniu przyjecha do pana, eby zwiedzi t d podwodn? mia si mylc o tej masie pracy, ktr trzeba jeszcze wykona na "Skorpionie". - Nie, nie moe pani. W przyszym tygodniu bdziemy ju na morzu. - I zaraz, poniewa wydao mu si to nieuprzejme, zapyta: - Interesuj pani odzie podwodne? - W gruncie rzeczy nie - odrzeka troch apatycznie. - Tak sobie tylko pomylaam, e chciaabym j zobaczy, ale nie musz, jeeli to ma by kopot. - Chtnie j pani poka - owiadczy. - Tylko e nie w przyszym tygodniu. Chciabym, eby pani przyjechaa do mnie na obiad ktrego dnia, kiedy ju bdzie spokojniej i przestaniemy si krci jak muchy w ukropie. Ktrego spokojnego dnia, ebym mg pani pokaza wszystko. Potem pojechalibymy moe do miasta, do jakiego nocnego lokalu. - To niele brzmi - powiedziaa. - Niech pan wyznaczy ten dzie. Bd miaa na co czeka przynajmniej. Zastanawia si przez chwil. - Trudno mi teraz powiedzie. Zamelduj, e jestemy w stanie gotowoci operacyjnej przy kocu tego tygodnia, i wtedy wyl nas w pierwszy rejs na drugi dzie czy na trzeci. Potem powinnimy mie przegld w stoczni przed ponownym wyruszeniem. Ten pierwszy rejs... to jest ten do Port Moresby? - Wanie. Bd stara si zmieci to w czasie, zanim tam odpyniemy, ale rczy nie mog. Jeeli poda mi pani numer swojego telefonu, zadzwoni koo pitku i powiem, co i jak. - Berwick osiemdziesit sze czterdzieci jeden - powiedziaa. Zapisa. - Najlepiej telefonowa przed dziesit rano. Wieczorem prawie zawsze mnie nie ma. Skin gow.

- Doskonale. Niewykluczone, e w pitek bdziemy jeszcze na morzu. e zadzwoni dopiero w sobot. Ale zadzwoni, panno Davidson. Umiechna si do niego. - Na imi mi Moira, Dwight. Wesoo przyj to do wiadomoci. - W porzdku. Odwioza go na stacj powozikiem, sama wrcia do domu w Berwick. Gdy wysiad przed budynkiem stacyjnym, powiedziaa: - Zegnaj, Dwight. Nie pracuj zbyt ciko. - I dodaa: - Przepraszam, e tak si wygupiam wczoraj w nocy. Rzek z umiechem: - Mieszanie trunkw miewa taki skutek. Niech to bdzie dla ciebie nauczk. Rozemiaa si jako nieadnie. - Nic dla mnie nie moe by nauczk... nigdy. Jutro wieczorem bd robia to samo i pojutrze te. - Twj organizm - stwierdzi niewzruszenie. - W tym wanie kopot - odpara. - Mj i niczyj wicej. Gdyby obchodzi kogo poza mn, moe byoby inaczej, ale na to nie ma ju czasu. Fatalna sprawa. Ukoni si. - A wic do zobaczenia. - Naprawd do zobaczenia? - No oczywicie - zapewni. - Zadzwoni, jak powiedziaem. Pocigiem elektrycznym wrci do Williamstown, gdy ona jeszcze odbywaa sw dwudziestomilow drog po szosach wiejskich. Dojechaa przed szst, wyprzega klacz i wprowadzia j do stajni. Ojciec przyszed pomc i razem wepchnli powozik do szopy sucej za gara, gdzie sta dawno ju nie uywany samochd Customline; dali klaczy kube wody, napenili b owsem, po czym weszli do domu. Matka siedziaa, szyjc co na osonitej werandzie. - Halo, kochanie - powitaa Moir. - Dobrze si bawia? - Owszem - odpowiedziaa dziewczyna. - Peter i Mary wyprawili wczoraj przyjcie. Zupenie niezy balik. Chocia troch mnie zwali z ng. Matka cicho westchna, wiedziaa jednak, e protesty na nic si zdadz. - Powinna dzisiaj wczenie pooy si spa - poradzia. - Tyle nocy ostatnio zarywasz. - Chyba tak zrobi.

- Jaki by ten Amerykanin? - Miy. Bardzo spokojny i marynarski. - Wdowiec? - Nie pytaam. Przypuszczam, e wdowiec. - I cocie robili? Dziewczyna opanowaa rozdranienie, jakie wywoao w niej to wypytywanie. Mama zawsze taka, a czasu ju za mao, eby go traci na ktnie. - Po poudniu jedzilimy aglwk. Usiada przy matce i zacza opowiada wikszo swoich sobotnich i niedzielnych wrae, pomijajc zainicjowany przez siebie wypadek ze stanikiem, jak i niejedno z tego, co dziao si na przyjciu. W Williamstown kapitan Towers poszed do stoczni na lotniskowiec "Sydney". Zajmowa tam dwie poczone drzwiami w przepierzeniu kajuty, z ktrych wiksza bya jego biurem. Zaraz po przybyciu wysa goca do oficera dyurnego na pokadzie "Skorpiona" i wkrtce mia ju u siebie porucznika Hirscha z pkiem tam sygnalizacyjnych z podwodnego okrtu. Wzi je od modego czowieka i przeczyta. Na og te wiadomoci dotyczyy zwykych spraw: zaopatrzenia w paliwo i zaprowiantowania, ale bya te i taka, jakiej zgoa si nie spodziewa. Sekretariat admiraa zawiadamia, e na "Skorpiona" ma zgosi si pewien cywil, fizyk z Organizacji Bada Naukowych i Przemysowych Wsplnoty Narodw. Naukowiec ten bdzie podlega australijskiemu oficerowi cznikowemu. Nazywa si J.S. Osborne. Jeszcze z t tam w rce kapitan Towers spojrza na porucznika. - No, wiadomo panu co o tym facecie? - On ju jest u nas, panie kapitanie. Zgosi si dzisiaj rano. Posadziem go w mesie i poleciem dyurnemu przydzieli mu na noc jak kajut. Kapitan podnis brwi. - Potrzebne to nam jak dziura w mocie. Jak on wyglda? - Bardzo wysoki i chudy. Wosy mysie. Okulary. - W jakim wieku? - Troch starszy ode mnie, powiedziabym. Ale poniej trzydziestki. Kapitan zastanawia si przez chwil. - Zrobi si dosy ciasno w kwaterach oficerskich. Chyba ulokujemy go razem z porucznikiem Holmesem. Trzech marynarzy mamy teraz na pokadzie? - Trzech, panie kapitanie. Jest Isaacs, Holman i de Vries. I szef Mortimer take.

- Niech pan powie szefowi, eby zaj si przygotowaniem koi z przedniej strony przegrody F w poprzek okrtu, gow do prawej burty. Koj mona wycign z przedniej komory torpedowej. - Tak jest, panie kapitanie. Kapitan Towers omwi reszt otrzymanych wiadomoci, po czym kaza wezwa pana Osborne'a. Gdy przyby w cywil, wskaza mu krzeso, poczstowa go papierosem i odprawi porucznika. - No, panie Osborne - rozpocz rozmow - to wrcz niespodzianka. Wanie przeczytaem w rozkazie, e panu wyznaczono u nas stanowisko. Bardzo mi mio pozna pana. - Obawiam si, e to dosy naga decyzja - rzek naukowiec. - Dowiedziaem si o tym dopiero przedwczoraj. - Czsto tak bywa w subie - zauway kapitan. - Ale zacznijmy od pocztku. Mona prosi o paskie pene imi i nazwisko? - John Seymour Osborne. - onaty? - Nie. - W porzdku. Na pokadzie "Skorpiona" czy jakiegokolwiek innego okrtu wojennego jestem dla pana kapitanem Towersem i zawsze prosz zwraca si do mnie "panie kapitanie". Na ldzie, prywatnie, jestem dla pana Dwight... dla pana, nie dla modszych oficerw. Osborne umiechn si. - Rozkaz, panie kapitanie. - Pywa pan ju kiedy odzi podwodn? - Nie. - Bdzie panu troch dokuczaa ta ciasnota, dopki pan nie przywyknie. Przygotowuj miejsce dla pana w kwaterach oficerskich, stoowa si bdzie pan z oficerami w mesie. Rzuci okiem na schludne szare ubranie uczonego. - Zapewne potrzebuje pan odpowiedniej odziey. Niech pan jutro poprosi porucznika Holmesa, kiedy on stawi si na pokadzie, eby pobra dla pana te rzeczy z magazynu. Zniszczy pan garnitur, jeeli zejdzie w nim pan do "Skorpiona". - Dzikuj, panie kapitanie. Kapitan odsun si od biurka patrzc na Osborne'a, jego inteligentn, pocig twarz, posta niezgrabn, ocia.

- Niech mi pan powie, co pan ma robi w naszym zespole? - Czyni obserwacje i bada stopie skaenia radioaktywnego w powietrzu i w morzu ze szczeglnym uwzgldnieniem strefy podwodnej i wntrza samego okrtu. O ile wiem, to bdzie rejs na pnoc. - O ile wiedz wszyscy z wyjtkiem mnie. Prawdopodobnie na pnoc. Myl, e w kocu ja take o tym si dowiem. - Kapitan lekko zmarszczy brwi. - Czy moliwy jest wzrost radioaktywnoci w "Skorpionie"? - Nie sdz. Mam gorc nadziej, e nie. Wtpi, czy mogoby to nastpi, kiedy bdziemy pod wod, jeeli nie zajd jakie wyjtkowe okolicznoci. Ale kontrola nie zaszkodzi. Przypuszczam, e chciaby pan wiedzie o kadej znaczniejszej zmianie. - Oczywicie. Zaczli rozmawia o rnych sposobach badania stopnia skaenia radioaktywnego. Wikszo sprztu, ktry Osborne przywiz ze sob, bya przenona i nie wymagaa specjalnych instalacji na okrcie. W ostatnich blaskach dnia Osborne woy poyczony od kapitana kombinezon i uda si razem z Dwightem na "Skorpiona", eby obejrze detektor promieniowania zamontowany do peryskopu na rufie i zastanowi si, jak go skalibrowa z instrumentami standardowymi. To samo naleao zrobi z detektorem zainstalowanym w maszynowni i ponadto wprowadzi pewne niewielkie zmiany techniczne w jednej z dwch pozostaych wyrzutni torped, eby suya do pobierania prbek wody morskiej. Ju po zapadniciu zmroku wrcili na lotniskowiec "Sydney" i zasiedli do kolacji w wielkiej, rezonujcej echem ich gosw, pustej mesie. Nazajutrz praca zawrzaa. Pierwszym zadaniem Petera, gdy przyjecha przed poudniem, bya rozmowa telefoniczna ze znajomym w dywizji operacyjnej, ktremu w kocu wykaza, e wypadaoby, mwic najogldniej, zawiadomi wreszcie kapitana o tym, o czym od dawna ju wiedz podlegli mu Australijczycy, i poprosi go o uwagi w zwizku z planem zleconej operacji. Wieczorem owa wiadomo dla kapitana Towersa zostaa zasygnalizowana, przyjta i ca spraw zaatwiono. John Osborne otrzyma odpowiedni ekwipunek, tylne drzwiczki wyrzutni torpedowej byy ju przerobione i obaj Australijczycy ulokowali swoje rzeczy osobiste w kciku okrtu podwodnego w tym celu im uyczonym. Nocowali jednak na lotniskowcu, do "Skorpiona" przenieli si we wtorek rano. W cigu paru porannych godzin wykonano jeszcze ostatnie niezbdne roboty, po czym kapitan Towers zameldowa, e jest gotw do rozpoczcia prb na morzu. Drugie niadanie zjedli jeszcze u boku lotniskowca i "Skorpion", zwolniony ze stoczni, wypyn do zatoki. Przy niewielkiej prdkoci wzi kurs w kierunku Cyplw.

Przez cae popoudnie przeprowadzali prby bada radioaktywnoci, krc wok barki z nieszkodliwie radioaktywnym elementem na pokadzie, zakotwiczonej porodku zatoki; John Osborne bez wytchnienia uwija si przy swoich instrumentach, ciera sobie skr na dugich goleniach o stal wazw, kiedy z wieyczki obserwacyjnej gramoli si na mostek i z mostka do wieyczki z powrotem, zawadza bolenie gow o przegrody i urzdzenia nawigacyjne w centrali gwnej, bo w popiechu zapomina, jaki jest wysoki. O pitej po poudniu prby si skoczyy, barka pozostaa do dyspozycji ldowego zespou fizykw, ktrzy j uprzednio w tych celach przygotowali, a okrt popyn na pene morze. Wdraajc si w okrtowy tryb ycia, przez ca noc pynli na powierzchni w kierunku zachodnim. wit zasta ich na spokojnych wodach pod rzekimi podmuchami poudniowo-zachodniego wiatru w okolicach Cape Banks w poudniowej Australii. Tutaj zanurzyli si na gboko mniej wicej pidziesiciu stp i od tej chwili tylko co godzina powracali na gboko peryskopow, eby si rozejrze. Pod wieczr ju w okolicach Cape Borda, przyldka Wyspy Kangura, pozostali na gbokoci peryskopowej, biorc kurs w kierunku Port Adelaide. Okoo godziny dziesitej wieczorem patrzyli przez peryskop na to miasto; po dziesiciu minutach, nie zanurzajc si gbiej, zawrcili znw na pene morze. Tak mina roda. W czwartek o zachodzie soca na pnoc od wyspy King wzili kurs z powrotem do Williamstown. W pitek w pierwszym blasku dnia wynurzyli si przed Cyplami i wpynli na zatok Port Phillip, przycumowali do boku lotniskowca "Sydney" w porze niadania, przy czym defektw do naprawienia po caym tym rejsie stwierdzono bardzo niewiele. W tene poranek przyjecha admira, sir David Hartman, na inspekcj tego jedynego okrtu, o ktry, w przeciwiestwie do wszystkich innych pod jego dowdztwem, warto byo si kopota. Inspekcja zaja mu prawie godzin, po czym pitnacie minut spdzi w kabinie kapitaskiej, omawiajc z Dwightem i Peterem Holmesem plan operacji i proponowane przez nich zmiany. Wyjecha stamtd prosto na konferencj z premierem bawicym wanie w Melbourne; brak komunikacji lotniczej z Canberra utrudnia prac rzdom federalnym i sprawia, e sesje parlamentu odbyway si rzadko i trway coraz krcej. Wieczorem Dwight w myl obietnicy zatelefonowa do Moiry Davidson. - No - oznajmi - wrcilimy w caoci. Jest troch napraw na okrcie, ale to nic powanego. - Wic mogabym go zwiedzi? - Chtnie go zaprezentuj. Nie odpyniemy przed poniedziakiem. - Bardzo chc zobaczy ten okrt, Dwight. Jutro ci wygodniej czy w niedziel?

Pomyla chwil. Jeeli rejs trzeba bdzie rozpocz w poniedziaek, w niedziel moe by znw sporo roboty. - Chyba najlepiej byoby jutro. Z kolei ona zastanowia si byskawicznie. Musiaaby zrezygnowa z przyjcia u Anny Sutherland, ktre zreszt zapowiada si do koszmarnie. - Z przyjemnoci przyjad jutro - powiedziaa. - Mam dojecha do stacji Williamstown? - Byoby dobrze. Bd tam czeka. Ktrym pocigiem przyjedziesz? - Nie znam rozkadu. Powiedzmy, e pierwszym po p do dwunastej. - Doskonale. Gdybym by bardzo zajty, przyl w zastpstwie Petera Holmesa albo Johna Osborne'a. - Johna Osborne'a, powiedziae? - Zgadza si. Znajomy? - Czy to Australijczyk... z Organizacji Bada Naukowych i Przemysowych? - Ten sam. Wysoki. W okularach. - To przecie mj powinowaty... Jego ciotka wysza za jednego z moich wujw. Jest u ciebie? - Jak najbardziej. Przydzielony jako fizyk. - On ma krka - poinformowaa. - Kompletnego. Rozbije ci okrt. Rozemia si. - Nie szkodzi. Ale musisz si pospieszy, eby wszystko obejrze, zanim dojdzie do tej katastrofy. - Naprawd przyjad z przyjemnoci, Dwight. A wic do jutra. W sobot rano, nie majc nic szczeglnie wanego do roboty, czeka na ni na peronie. Przyjechaa w biaej garsonce, spdniczce plisowanej i biaej bluzie z kolorowym haftem, troch w norweskim stylu, i w biaych pantofelkach. adnie jej w tym byo , ale zmartwi si na jej widok: no bo jake, do diaba, oprowadza j po takim labiryncie brudnych maszyn, jakim jest "Skorpion", eby nie powalaa smarem tego nieskazitelnego stroju, w ktrym na domiar wszystkiego ma si z nim wybra gdzie wieczorem. - Dzie dobry, Dwight - powitaa go. - Dugo czekae? Tylko par minut - odpowiedzia. - Bardzo wczenie musiaa wsta dzisiaj? - Nie a tak wczenie, jak ostatnim razem - stwierdzia. - Tatu odwiz mnie na stacj i pocig miaam zaraz po dziewitej. No, ale dosy wczenie. Dasz mi si napi przed obiadem? Po chwili wahania odrzek:

- Wuj Sam nie lubi tego na okrtach wojennych. Moe by najwyej coca-cola albo oranada. - Nawet na tym lotniskowcu australijskim? - Nawet na tym lotniskowcu australijskim - powiedzia stanowczo. - Jak by to wygldao, gdyby dama pia co mocniejszego w towarzystwie moich oficerw pijcych col? Zdenerwowaa si. - Ale ja musz przed obiadem wypi co mocniejszego, jak ty to nazywasz. Jeeli dno klatki papugi moe mie jaki smak, to wanie co takiego czuj teraz w ustach. Chcesz, ebym wpada w sza i rozwrzeszczaa si przy twoich wszystkich oficerach? - Popatrzya wokoo. - Musi tu by jaki hotel. Postaw mi koniak, zanim pjdziemy na okrt. Wtedy bd tylko tchna na nich przyjemnym zapaszkiem i grzecznie popijaa t wasz coca-col. - Dobrze - zgodzi si spokojnie. - Jest hotel na rogu. Chodmy. Ruszyli do tego hotelu; wszed, nie bardzo si tam orientujc. Ostatecznie poprowadzi j do sali dla pa. - Chyba tutaj - powiedzia. - Nie wiesz? Pierwszy raz tutaj jeste? Skin gow. - Wic koniak? - zapyta. - Podwjny - zakomenderowaa. - Z lodem i odrobink, ale tylko odrobink wody. Rzeczywicie nigdy tu nie bywasz? - Nigdy - powiedzia. - Nie cignie ci do barw? - zacza dopytywa. - Wieczorem, kiedy ju nie ma adnej roboty? - By czas, e cigno - przyzna. - Ale wtedy jedziem do miasta. Nie robi si baaganu na wasnym podwrku. Po tygodniu jednak czy dwch przestaem. Bo przekonaem si, e nie daje mi to zadowolenia. - Wic co robisz wieczorem, jeeli nie jeste na morzu? - zapytaa. - Czytam czasopisma, ksiki. Nieraz wybieramy si do kina. - Przerwa, bo podszed barman; zamwi dla niej koniak, dla siebie ma whisky. - Niezdrowy tryb ycia - zauwaya. - Id do toalety. Uwaaj na moj torebk. W kocu po drugim podwjnym koniaku zdoa wycign j z hotelu i zabra do stoczni na lotniskowiec, majc tylko nik nadziej, e bdzie si zachowywaa jako tako wobec jego oficerw. A przecie nie musia si obawia. Bya skromna a do przesady i bardzo uprzejma dla wszystkich Amerykanw. Jedynie Osborne'owi ukazaa prawdziwe swoje oblicze.

- Halo, John - powiedziaa. - A ty po co tu si szwendasz, do diaba? - Nale do zaogi - wyjani. - Zajmuj si obserwacjami naukowymi. Oglnie biorc, przeszkadzam. To wanie mi mwi kapitan Towers - przytakna. - Naprawd bdziesz z nim siedzia w tej odzi podwodnej? Tak caymi dniami? - Wszystko na to wskazuje. - Czy oni znaj twoje nawyki? - Przepraszam, nie rozumiem. - W porzdku. Ja im nie powiem. Mnie to przecie nic nie obchodzi. Odwrcia si, eby porozmawia z porucznikiem Lundgrenem. Gdy j zapyta, czyby si czego napia, wybraa oranad. Przyjemnie byo patrze na ni w ten poranek w mesie "Sydney", stojc wrd Amerykanw ze szklank oranady w rce pod portretem krlowej. Korzystajc z tego, e jest zajta, kapitan odcign oficera cznikowego na bok. - Chyba - szepn - ona nie powinna zej na "Skorpiona" tak ubrana. Moe by si dao zorganizowa jaki kombinezon? Peter skin gow. - Zapi co z ekwipunku dla palaczy. Rozmiar numer jeden, myl. Tylko gdzie si przebierze? Kapitan potar rk podbrdek. - Nie znajdzie si jaki kcik? - Najlepiej byoby w paskiej kajucie, panie kapitanie. Tam nikt by nie podglda. - Tego ju si nie dowiem... od niej. - Przypuszczam - rzek Peter. Moira zjada obiad z Amerykanami, prezydujc przy kocu jednego z dugich stow, po czym wypia w ich towarzystwie kaw w palarni. Wkrtce modsi oficerowie odeszli do swoich zaj i zostaa tylko z Dwightem i Peterem. Peter pooy na stoliku czysty, prosto z pralni kombinezon palacza. - Uniform - powiedzia. Dwight odchrzkn. - Na okrcie podwodnym trudno si nie pobrudzi smarami, panno Davidson. - Moira - przerwaa mu. - Dobrze, Moira. Wic myl, e lepiej byoby pj tam w kombinezonie. Szkoda tych adnych szatek, eby si zapakay wrd maszyn "Skorpiona". Rozoya kombinezon. - Zamieni stryjek siekierk na kijek - zauwaya. - Gdzie mog si przebra?

- Moe w mojej sypialni - zaproponowa. - Tam nikt nie wejdzie. - Mam nadziej, e nie, chocia zbyt pewna tego nie jestem - powiedziaa. - W adnym razie - po tym, co byo w aglwce. - I gdy o n si rozemia, podesza do niego z kombinezonem w rce. - Dobrze, Dwight, zaprowad mnie tam. Wszystkiego w yciu raz prbuj. Odprowadzi j i wrci do palarni. W tej maej kajucie sypialnej Moira zacza rozglda si ciekawie. Zobaczya fotografie - cztery. Wszystkie przedstawiay mod ciemnowos kobiet z dwojgiem dzieci: chopcem omio- czy dziewicioletnim i modsz o par lat dziewczynk. Jedna z tych fotografii bya portretem tych trojga; pozostae byy powikszeniami zdj amatorskich: matka i dzieci na trampolinie w jakim kpielisku, by moe nad jeziorem; drugie zdjcie na trawniku, moe na trawniku przed jego domem, bo w gbi wida dugi samochd i fragment biaej drewnianej willi. Do dugo przygldaa si tym fotografiom z zainteresowaniem; mia, adna kobieta, mie, adne dzieci. To musi by cikie dla niego, ale c nie jest cikie w tych czasach. Zadrcza si nie ma sensu. Przebraa si w kombinezon, zostawiajc spdniczk, bluzk i torebk na koi. Spode ba popatrzya w niewielkie lustro i wysza na korytarz poszuka swego gospodarza. On ju ruszy jej naprzeciw. - No, jestem - rzeka. - Wygldam jak z pieka rodem. Twoja d podwodna, Dwight, bdzie musiaa by bardzo zajmujca, eby mi to wynagrodzi. Ze miechem uj j pod rk. - Pewnie, e jest zajmujca - powiedzia. - Najbardziej zajmujca spord wszystkich okrtw Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych. Tdy prosz. Powstrzymaa si od uwagi, e prawdopodobnie te i jedyna pozostaa spord tych wszystkich okrtw; nie byo celu sprawia mu przykroci. Kadk przeprowadzi j na wski pokad "Skorpiona" i z pokadu na mostek, ju suc objanieniami. Niewiele wiedziaa o okrtach, a ju zupenie nic o okrtach podwodnych, ale suchaa uwanie i par razy nawet go zdumiaa bystroci swoich pyta. - Czy woda, kiedy si zanurzacie, nie wlatuje t rur gosow? - zapytaa. - Zakrca si ten kurek. - A jeeli si o tym zapomni? Umiechn si. - Jest jeszcze jeden na dole. Przez wskie luki zszed z ni na d do centrali gwnej. Jaki czas spdzia przy peryskopie, rozgldajc si po porcie, i w lot poja zasady tego urzdzenia, ale zesp przyrzdw do trymowania i utrzymywania w rwnowadze okrtu zgoa jej nie zainteresowa

i nawet nie usiowaa czegokolwiek z tej techniki zrozumie. Na maszyny patrzya wzrokiem do tpym i oywia si, zaintrygowana, dopiero wtedy, gdy zacza zwiedza pomieszczenia zaogi, mes i kuchni. - Co si dzieje z zapachami? - zapytaa. - Co si dzieje, kiedy pod wod gotujecie kapust? - Kapusty wolimy raczej nie gotowa - powiedzia. - Przynajmniej wieej. Zapach pozostaje do dugo. W kocu jednak rodek odwaniajcy zaczyna go usuwa, w miar jak powietrze si zmienia i utlenia na nowo. Po godzinie, dwch ju tak bardzo nie cuchnie. W swojej malekiej klitce poczstowa Moir herbat. Popijajc zapytaa: - Dostae ju rozkaz, Dwight? - Dostaem. Cairns, Port Moresby i Port Darwin. Potem wrcimy tutaj. - Nigdzie tam nie ma ju nikogo ywego, prawda? - Nie wiadomo. To wanie mamy zbada. - Wyjdziecie na ld? Potrzsn gow. - Nie sdz. Wszystko zaley od stopnia promieniowania, wtpi jednak, czy wyldujemy. Moe nawet nie wychylimy si z okrtu. Zostaniemy na gbokoci peryskopowej, jeeli tam jest naprawd niebezpiecznie. Ale po to John Osborne jedzie z nami, ebymy mieli kogo, kto rzeczywicie wie, jak dalece mona ryzykowa. Zmarszczya brwi. - Jeeli nie bdziecie mogli wyj na pokad, to w jaki sposb zbadacie, czy tam kto zosta przy yciu? - Mamy megafon - powiedzia. - Podpyniemy do brzegu, jak tylko si da najbliej, i zaczniemy woa przez megafon. - Ale gdyby kto wam odpowiedzia, czy bycie usyszeli? - Nie tak wyranie, jak mona sysze nas. Jest mikrofon podczony do megafonu, ale odpowiedzi syszy si tylko z bliska. Niemniej ju co by byo. Spojrzaa na niego. - Czy to pierwsza wyprawa na obszary radioaktywne, Dwight? - No, nie - odrzek. - Mona tam kry, jeeli si zachowuje rozsdek i ostrono. Bylimy na takim obszarze do dugo jeszcze w czasie wojny... od Iwo Jima a do Filipin, a potem dalej na poudnie do wysp Yap. Siedzi si pod wod i robi si swoje jak zwykle. Oczywicie nie ma si ochoty wychodzi na pokad. - Ale ja pytam, czy o statn io . Czy wyprawia si ju kto n a o b s ar radioaktywny, z odkd wojna si skoczya? Odpowiedzia skinieniem gowy.

- "Miecznik"... to nasz bratni okrt podwodny... odby rejs po pnocnym Atlantyku. Wrci do Rio de Janeiro miesic temu. Czekam na kopi raportu Johnny'ego Dismore'a... to kapitan "Miecznika"... ale jeszcze jej nie dostaem. Od do dawna aden okrt nie pyn do Ameryki Poudniowej. Prosiem o dalekopis, ale kiepsko ich sycha. - Jak daleko "Miecznik" popyn? - Przypuszczam, e by wszdzie - odrzek. - Przy stanach wschodnich od Florydy a do Maine, i by w porcie nowojorskim, i nawet podpyn do rzeki Hudson, tylko e nie mg si przedosta przez szcztki Mostu Waszyngtona. Podpyn do Nowego Londynu i do Halifax, i do St. John's, a pniej przez Atlantyk do Kanau Angielskiego, i pod Londyn. Tamiz jednak nie mg pyn daleko. Potem ruszy do Brestu, pniej do Lizbony, ale zapasy ywnoci ju si wyczerpyway i zaoga bya w fatalnej formie, wic nie pozostawao im nic innego jak wrci do Rio. - Urwa. - Jeszcze nie wiem, ile dni bez przerwy byli pod wod... chciabym wiedzie. Tak czy owak, to z pewnoci nowy rekord. - Czy oni zastali gdzie jakich ywych ludzi, Dwight? - Nie sdz. Na pewno przecie byoby wiadomo, gdyby zastali. Utkwia wzrok w wskim przejciu za zason tworzc jedn ze cian kajuty - w tym labiryncie rozpezanych rur i kabli elektrycznych. - Moesz to sobie wyobrazi, Dwight? - Wyobrazi sobie? Co? - Te wszystkie miasta, te wszystkie pola i farmy, gdzie nie ma nikogo, nic ywego. Po prostu nic. ja tego nie ogarniam. - Ja te - powiedzia. - Nie wiem, czy chciabym to sobie wyobrazi, wol widzie to wszystko takim, jakie byo. - Nigdy tych miejsc nie widziaam, naturalnie - zauwaya. - Nigdy nie wyjedaam z Australii i nigdy ju nie wyjad. To nie znaczy, ebym chciaa... teraz. Znam ten cay wiat tylko z kina i z ksiek... na tyle, e wiem, jak to wygldao. O tym, co tam jest teraz, ju chyba nigdy adnego filmu nie bdzie. Potrzsn gow. - Nie daoby si go nakrci. aden operator, o ile si orientuj, nie zdoaby wyj z tego z yciem. Myl, e nikt oprcz Boga nigdy nie bdzie wiedzia, jak wyglda teraz pkula pnocna. - Umilk na chwil. - Moim zdaniem, to lepiej. Kiedy si traci ludzi bliskich, nie chce si pamita, jak wygldali po mierci... chce si ich zachowa we wspomnieniach takimi, jacy byli w yciu. Tak wanie lubi myle o Nowym Jorku. - To za wielkie. - I powtrzya: - Ja tego nie ogarniam.

- Ja te - powiedzia. - W istocie, nie mog w to uwierzy, oswoi si z myl o tym. Zapewne brak mi wyobrani. Ale nie chc mie jej wicej. Dla mnie one wszystkie yj... te miasta w Stanach... ycie tam wre jak dawniej. Chciabym, eby to tak zostao a do wrzenia. - Oczywicie - rzeka cicho. Poruszy si. - Jeszcze herbaty? - Nie, dzikuj. Z powrotem wyprowadzi j na pokad; przystana na pomocie, rozcierajc sobie posiniaczon ydk, wdychajc morskie powietrze z luboci. To musi by pieko tak siedzie tu w odzi zamknitej na wszystkie spusty, choby najkrcej - powiedziaa. - Dugo bdziecie pod wod w czasie tego rejsu? - Niedugo - odrzek. - Jakie sze, siedem dni, by moe. - Na pewno to okropnie wpywa na zdrowie. - Na zdrowie fizyczne nie. Cierpi si przede wszystkim z powodu braku soca. Mamy par lamp kwarcowych, ale to przecie co innego ni soce na pokadzie. Najgorsze s te skutki psychiczne. Niejeden marynarz... dobry marynarz pod kadym innym wzgldem... po prostu tego nie wytrzymuje. Wszyscy po pewnym czasie maj nerwy troch nadszarpnite. Trzeba na to zrwnowaenia. Spokoju ducha, e tak powiem. Przytakna mylc, e on wanie wspaniale si do tego nadaje. - Wszyscy jestecie zrwnowaeni? - Chyba. Wikszo z nas. - Wic powiniene uwaa na Johna Osborne'a - doradzia. - O ile wiem, on taki nie jest. Spojrza na ni, zaskoczony. Dotychczas nie pomyla o tym; zreszt prbny rejs John Osborne znis zupenie dobrze. Teraz, gdy to poruszya, naleao si nad tym zastanowi. - Bd uwaa - powiedzia. - Dzikuj za dobr rad. Kadk wrcili na "Sydney". W hangarze lotniskowca wci jeszcze stay samoloty ze zoonymi skrzydami; cay okrt wydawa si martwy i cichy. Moira zatrzymaa si w drodze. - aden z nich ju nigdy nie poleci, prawda? - Chyba aden. - Czy w ogle jakie samoloty teraz lataj? - Do dawno nie syszaem o adnych lotach - powiedzia. - Wiem, e brak paliwa. Ju w milczeniu, niezwykle jak na ni przygaszona, dosza z nim do kajuty. Dopiero gdy zdja kombinezon i woya swoje wasne rzeczy, powrci jej animusz. Te cholerne schorzae okrty. Ta cholerna schorzaa rzeczywisto. Zapragna znale si od tego jak

najdalej, pi, sucha muzyki i taczy. Przed lustrem, przed fotografiami ony i dzieci kapitana Towersa, poprawia szmink na ustach, r na policzkach, przyciemnia rzsy, eby oczy jej si roziskrzyy. Wyskoczy std. Wydosta si natychmiast spord nitowanych cian ze stali, ucieka czym prdzej. Nie dla niej to miejsce. Ucieka w wiat romansw, ycia na niby, podwjnych koniakw. Z powrotem w swj wiat. Z ramek fotografii Sharon patrzya na ni ze zrozumieniem i aprobat. W mesie on wyszed jej na spotkanie. - No! - wykrzykn. - Wygldasz szaowo. Przelotnie si umiechna. - Ale czuj si parszywie - rzeka. - Wyjdmy na wiee powietrze. Do tego hotelu, eby si napi, a potem jedmy gdzie na dansing. - Jak tylko sobie yczysz. Zostawiajc j z Johnem Osborne, poszed przebra si w ubranie cywilne. - Chodmy, John, na pokad dla samolotw - poprosia. - Dostan spazmw, jeeli jeszcze minut bd siedziaa w tym cholernym grobowcu. - Nie bardzo wiem, jak trafi - przyzna Osborne. - Jestem tu nowym uczniem. Znaleli strome wyjcie po drabinie, ktra jednak, jak si okazao, prowadzia do wieyczki armatniej; wrcili wic znw na d i bdziliby po stalowych korytarzach, gdyby im drogi nie wskaza jaki marynarz. Zeszli na szeroki, zupenie pusty pokad startowy. Soce przygrzewao, morze byo cudownie niebieskie i dmucha mi wieoci wiatr. - Dziki Ci, o Panie, e wyrwaam si stamtd - odetchna Moira. - Z tego wnosz, e marynarka wojenna ci nie oczarowaa - zauway Osborne. - No, a ciebie? Mio ci w tym wszystkim? - Tak, chyba tak. To bdzie do interesujce. - Ogldanie zmarych przez peryskop. Znam przyjemniejsze sposoby spdzania czasu. Przeszli par krokw w milczeniu. - Chodzi tylko o to, eby wiedzie - rzek wreszcie Osborne. - Naley przynajmniej prbowa zbada, co si waciwie dzieje. Moe wcale nie jest tak, jak mylimy. Moe co wchania czstki radioaktywne. Moe z tym poowicznym rozpadem substancji promieniotwrczych na wiecie dzieje si co, o czym nie wiemy. Nawet jeeli nie odkryjemy nic, te bdzie dobrze, bo to jednak nadal s jakie prby badania zjawisk. Nie przypuszczam, ebymy rzeczywicie odkryli cokolwiek pocieszajcego czy dajcego konkretne nadzieje. W kadym wypadku przyjemnoci jest ta praca. - Odkrywanie nieszcz to dla ciebie przyjemno? - Wanie przyjemno - potwierdzi stanowczo. -

Niektre gry s przyjemne, nawet kiedy si przegrywa. Nawet kiedy z gry wiadomo, e si przegra. Przyjemnie jest po prostu gra. - Do dziwaczne masz pojcie o grach i przyjemnociach. - Kopot z tob polega na tym, e nie chcesz widzie faktw - upomnia j. - To wszystko stao si, dzieje si naprawd, a ty zamykasz na to oczy. Kiedy jednak musisz je otworzy. - Dobrze! - wykrzykna rozpromieniona. - Kiedy musz otworzy oczy. We wrzeniu, jeeli wy w tych waszych przypuszczeniach macie racj. Wic jeszcze zostaje mi dosy czasu. - Powiedzmy, e tak - spojrza na ni z umiechem. - Ja co prawda nie odkadabym za duo na wrzesie. Bo termin jest okrelony plus minus, w przyblieniu do trzech miesicy. Moe to nas dopadnie ju w czerwcu, niezalenie od tego, co komukolwiek na ten temat wiadomo. Albo moe jeszcze zd kupi ci prezent na gwiazdk. Z wciekoci sykna: - Ty nie wiesz? - Nie wiem - odpowiedzia. - To przecie co bez precedensu w historii wiata. Umilk. Po chwili dorzuci szatasko: - Gdyby by precedens, nie rozmawialibymy dzi o tym. - Jeszcze jedno sowo, a wypchn ci za burt! Z wysepki zeszed do nich kapitan Towers, elegancki, w granatowym, dwurzdowym ubraniu. - Nie wiedziaem, gdzie was szuka - powiedzia. - Przepraszam, Dwight - rzeka dziewczyna. - Powinnimy byli zostawi ci wiadomo. Ja musiaam zaczerpn wieego powietrza. John Osborne udzieli przestrogi: - Lepiej niech pan si ma na bacznoci, panie kapitanie. Moira jest w zym humorze. Na pana miejscu nie przysuwabym si do niej zanadto, bo moe poksa. - On si ze mn przekomarza - wyjania Moira. - Jak Albert z lwem. Idziemy, Dwight. - Do jutra, panie kapitanie - powiedzia fizyk. - Niedziel spdzam na okrcie. Kapitan odszed z dziewczyn, prowadzc j na d po schodkach. Na stalowym korytarzu wiodcym do kadki zapyta: - Waciwie dlaczego on ci dokucza, dziecko? - Dla wszystkiego - odrzeka niejasno. - Czepia si i czepia. Wypijmy, Dwight, zanim zapiemy jaki pocig. Dopiero wtedy bdzie mi lepiej.

Skierowali si wic na gwn ulic Williamstown do tego samego hotelu. Nad trunkami zada jej rzeczowe pytanie: - Do ktrej godziny mamy czas? - Ostatni pocig odjeda z ulicy Flinders o jedenastej pitnacie. Powinnam nim wrci. Mama nigdy by mi nie wybaczya, Dwight, gdybym zawieruszya si z tob na noc. - No, przypuszczam. I co dalej, kiedy ju przyjedziesz do Berwick? Kto tam bdzie na ciebie czeka? Potrzsna gow. - Rano zostawilimy na stacji rower. Jeeli ufetujesz mnie jak naley, trudno mi bdzie dojecha na nim o wasnych siach, ale tak czy owak, rower tam dla mnie jest. - Dopia swj pierwszy podwjny koniak. - Postaw jeszcze jeden, Dwight. - Postawi - zgodzi si. - Ale zaraz potem wsidziemy do pocigu. Obiecaa mi tace. - Bd tace - zapewnia. - Ju zarezerwowaam stolik u Maria. Ale ja najwspanialej powcz nogami, kiedy jestem zalana. - Nie mam ochoty powczy nogami - owiadczy. - Mam ochot taczy. Wzia od niego szklank z drugim podwjnym koniakiem. - Bardzo jeste dokadny - stwierdzia. - Ty take czepiasz si kadego mojego sowa... doprawdy, ju tego nie wytrzymuj. Nawiasem mwic, wikszo mczyzn taczy nie umie. - Zaliczysz mnie do tej wikszoci - uprzedzi. - Kiedy w Stanach taczylimy czsto. Ale od pocztku wojny nie taczyem ani razu. Owiadczya: - yjesz, zdaje mi si, jak mnich. Po tym drugim koniaku pozwolia si wyprowadzi z hotelu i w ostatnich blaskach dnia ruszyli na stacj. Do miasta dojechali w godzin pniej; z dworca wyszli na wielkomiejsk ulic. - Troch za wczenie - rzeka Moira. - Chodmy na spacer. Wzi j pod rk, bo tak atwiej im byo i wrd toczcych si w ten sobotni wieczr przechodniw. Na wystawach sklepowych mogli oglda jeszcze duo rnych dobrych towarw, ale tylko nieliczne sklepy pozostay otwarte. W kawiarniach i restauracjach panowao przepenienie; bary pozamykano, a przecie na ulicach co krok widziao si pijanych. To wszystko sprawiao wraenie haaliwej, niepohamowanej beztroski, bardziej w stylu lat dziewidziesitych ni roku tysic dziewiset szedziesitego trzeciego. Tumy

pieszych wylgay na szerokie jezdnie, bo jedziy jedynie tramwaje. Przy zbiegu ulic Collinsa i Swanstona jaki Woch gra na wielkim jaskrawym akordeonie i, co wicej, gra bardzo adnie. Ludzie wok niego w takt tej muzyki taczyli. Przed kinem "Rega" zataczajcy si pijak upad na czworaki, znieruchomia i nagle jak koda zwali si do rynsztoka. Policjant, ktry wanie przechodzi, odwrci go twarz do gry, obejrza obojtnie, po czym ruszy dalej. - Niele tu si bawi wieczorami - zauway Dwight. - Ju nie tak jak dawniej - powiedziaa dziewczyna. - Znacznie gorzej to wygldao zaraz po wojnie. - Wiem. Powiedziabym, e oni ju zaczynaj by zmczeni. - Dwight zawaha si i doda: - Podobnie jak ja. Skina gow. - Dzi sobota, oczywicie. W inne wieczory tygodnia jest bardzo cicho. Prawie tak jak przed wojn. Weszli do restauracji. Powita ich sam waciciel, bo zna pann Moir Davidson; bywaa w tym lokalu co najmniej raz na tydzie, jeeli nie czciej. Dwighta Towersa widzia par razy, moe dlatego sdzi, e ten Amerykanin woli chodzi do swojego klubu, ale maitre d'hotel wiedzia, e to kapitan amerykaskiego okrtu podwodnego. Zostali wic przyjci odpowiednio i poprowadzeni do wygodnego stolika w kcie, z dala od orkiestry; zamwili trunki i kolacj. - Bardzo s mili - stwierdzi Dwight. - Bo jednak rzadkim tu jestem gociem i niezbyt dochodowym. - A ja tu popijam do czsto - przyznaa si dziewczyna. W zadumie siedziaa przez chwil. - Wiesz, ty jednak jeste szczciarzem. - Pod jakim wzgldem? - Masz prac, ktra wypenia ci czas. Dotychczas nie przyszo mu do gowy, e istotnie dobrze si skada. - Tak jest - rzek powoli. - Z pewnoci raczej brak mi czasu na hulanki. - A mnie nie brak - powiedziaa. - Nic innego nie pozostaje mi do roboty. - Nie masz adnego zajcia? Nic nie robisz? - Nic a nic - rozoya rce. - Czasem chodz za woem i bronuj nawz u nas na farmie. I to ju wszystko. - Sdziem, e pracujesz gdzie w miecie.

- Pracowaabym - rzeka z sarkazmem. - Tylko e to nie jest takie atwe. Dorobiam si stopnia magistra historii w "budzie" przed sam wojn. - W "budzie"? To znaczy na uniwersytecie. Zamierzaam te pj na kurs dla stenotypistek. Ale teraz jaki sens miaaby taka roczna nauka? Nie zdyabym tego kursu ukoczy. A gdybym nawet zdya, ju nie ma adnych posad. - Ruch sabnie w interesach? Przytakna. - Moje koleanki jedna po drugiej trac posady. Ludzie ju nie pracuj jak dawniej, wic nie potrzebuj sekretarek. Poowa znajomych tatusia... tych, ktrzy jedzili do biur... ju zrezygnowaa. Siedz w domu, jakby przeszli na emerytur. Coraz wicej biur si zamyka, wiesz. To chyba uzasadnione - zauway. - Czowiek w tych ostatnich miesicach ma prawo robi, co chce, jeeli wystarcza mu pienidzy. - Dziewczyna te ma prawo - owiadczya Moira. - Nawet jeeli to, co chce robi, jest czym innym ni bronowanie gnoju. - adnej pracy nie mona znale? - zapyta. - Dla mnie adnej - odrzeka. - Staraam si do usilnie. Rozumiesz, bo ja nie umiem nawet pisa na maszynie. - Mogaby si nauczy - powiedzia. - Mogaby jednak pj na ten kurs. - Ale po co, skoro ju nie ma czasu? Po co, skoro nie zdyabym zuytkowa tych umiejtnoci, nawet gdybym kurs jakim cudem ukoczya? - W kadym razie to jest zajcie. Po prostu alternatywa tych wszystkich podwjnych koniakw. - Praca w imi samej pracy? - zapytaa. - To brzmi wrcz plugawi. - Zacza nerwowo bbni palcami po stole. - Moim zdaniem brzmi lepiej ni picie w imi samego picia - upomnia j. - I kaca po tym si nie ma... Przerwaa zirytowana: - Zamw dla mnie podwjny koniak, Dwight, a potem mi pokaesz, jak umiesz taczy. Wychodzc z ni na parkiet mia do niej nieokrelony al. Tyle w tej dziewczynie uszczypliwoci. Uzna jednak, e pochonity wasnymi zajciami i zmartwieniami nigdy dotd nie pomyla, jak straszliw ruin nadziei musz by te czasy dla ludzi modych i

samotnych. Sprbowa wic uprzyjemni jej wieczr rozmawiajc o filmach i musicalach, jakie oboje widzieli, i o wsplnych znajomych. - Peter i Mary s dziwni - powiedziaa mu w pewnej chwili. - Ona zupenie wariuje na punkcie swojego ogrodu. Ma zamiar posia jesieni rne roliny, ktre wzejd w przyszym roku. Umiechn si. - Uwaam, e to waciwe podejcie. Nigdy nic nie wiadomo. - I skierowa rozmow z powrotem na bezpieczniejsze tory: - Widziaa ju w "Plaza" film z Danny Kaye? eglarstwo byo te bezpiecznym tematem, wic mwi o tym sporcie do dugo. Gdy koczyli je kolacj, rozpoczy si wystpy kabaretowe, nieza na jaki czas rozrywka; pniej znw taczyli. W kocu dziewczyna powiedziaa: - Bajka o kopciuszku. Musz ju std si ruszy i pomyle o tym pocigu, Dwight. Zapaci rachunek, gdy posza do damskiej szatni, i zaczeka na ni przy drzwiach. Na ulicach miasta panowaa teraz cisza; znikd nie dolatywaa muzyka, restauracje i kawiarnie zamknito. Tylko pijani zostali, chwiejnie snujc si bez celu po chodnikach, pod murami kadc si spa. Dziewczyna pokrcia nosem. - Co powinno si z tym zrobi. Przed wojn to byoby nie do pomylenia. - Powany problem - rzek Dwight w zadumie. - Wci wyania si na okrcie. Ja uwaam, e marynarz ma prawo robi wszystko, co chce, kiedy wychodzi na ld, byleby nie przeszkadza innym ludziom. Niektrzy po prostu musz si upija w tych naszych czasach. Zerkn w stron policjanta na rogu. - W kadym razie tak chyba myl policjanci w tym miecie. Jeszcze nie widziaem, eby aresztowano tu jakiego pijanego za samo to, e jest pijany. Na dworcu zatrzymaa si, eby mu podzikowa i powiedzie dobranoc. - Wieczr by cudny, Dwight. Cay dzisiejszy dzie take. Dzikuj za wszystko. - Bardzo mi byo przyjemnie, Moira - odpowiedzia. - Od lat nie taczyem. - Nie taczysz tak le - zapewnia. I nagle spowaniaa: - Czy ju wiesz, kiedy ten rejs na pnoc? Potrzsn gow. - Jeszcze nie. Zanim wyszlimy z "Sydney", dostaem wiadomo, e mam z porucznikiem Holmesem zameldowa si w admiralicji w poniedziaek rano. Niewykluczone, e to bdzie ostatnia odprawa i odpyniemy w poniedziaek po poudniu. - Powodzenia - rzeka. - Zadzwonisz do mnie po powrocie do Williamstown?

- Zadzwoni - obieca. - Bardzo chtnie. Moe bymy mogli znw gdzie popyn aglwk albo potaczy. - Byoby mio - westchna. - No, czas ju na mnie, bo si spni na pocig. Dobranoc jeszcze raz i za wszystko dzikuj. - Udaa si nam sobota - powiedzia. - Dobranoc. Sta i patrzy, dopki nie znikna w tumie. Z tyu w jasnej letniej sukience wydawaa mu si troch podobna do Sharon; przyszo mu na myl, e moe ju zapomina, moe ju zaczyna mu si myli? Nie, ta dziewczyna ma rzeczywicie chd troch jak Sharon. To jedno. Moe dlatego wanie j polubi... bo ma w sobie co z jego ony. Odwrci si i poszed do swego pocigu. Nazajutrz rano, jak zwykle w kady poranek niedzielny, jeli tylko to byo moliwe, wybra si do kocioa w Williamstown. W poniedziaek o dziesitej rano ju czeka z Peterem Holmesem w Ministerstwie Marynarki Wojennej na wezwanie admiraa, sir Dawida Hartmana. Sekretarz w randze porucznika powiedzia: - Za chwil, panie kapitanie. O ile wiem, pojedziecie z nim, panowie, do Rady Ministrw Wsplnoty. - Tak? Mody czowiek skin gow. - Samochd zamwiony. Zabrzmia brzczyk, wic sekretarz ruszy do gabinetu. Zaraz powrci. - Pan admira prosi panw. Weszli. Admira wsta, eby si z nimi przywita. - Dzie dobry, kapitanie Towers. Dzie dobry, Holmes. Premier chce z wami porozmawia przed waszym rejsem, wic od razu do niego pojedziemy. Ja tylko chc da panu to, kapitanie. - Odwrci si i podnis z biurka do pokany maszynopis - raport dowdcy okrtu podwodnego Stanw Zjednoczonych "Miecznik" z rejsu, jaki odby z Rio de Janeiro po pnocnym Atlantyku. - Wrczy raport Dwightowi. - Przykro mi, e dopiero teraz, ale odbir radiowy z Ameryki Poudniowej jest saby, a tego nazbierao si sporo. Niech pan to wemie ze sob w drog i przejrzy w wolnym czasie. Amerykanin przyj maszynopis, patrzc na ten plik kartek z zainteresowaniem. To bardzo dla nas cenne, panie admirale. Czy jest tu co, co mogoby mie wpyw na nasz operacj? - Nie sdz. Stwierdzono wysoki stopie radioaktywnoci... radioaktywnoci powietrza... na caym tym obszarze; coraz wyszy, jak si naleao spodziewa, im dalej na

pnoc. Musieli si zanurzy... pozwoli pan... - Admira odebra maszynopis i szybko przerzuci kartki. - Zanurzyli si na drugim stopniu szerokoci geograficznej na poudnie od Parnaiba, a wynurzyli si dopiero na pitym stopniu szerokoci geograficznej na poudnie od przyldka Sao Roque. - Dugo byli pod wod, panie admirale? - Trzydzieci dwa dni. - Mona by to uzna za rekord. Admira przytakn. - Chyba. On to nawet gdzie tutaj zaznacza. - Odda kapitanowi Towersowi maszynopis. - No wic niech pan to sobie przeczyta. Znajdzie pan troch informacji o warunkach na pnocy. A propos, gdyby chcia pan nawiza z nim czno, jego okrt popyn do Urugwaju. Obecnie jest w Montevideo. - Czy to znaczy, e i w Rio zaczyna by gorco, panie admirale? - zapyta Peter. - Nie bardzo tam mieli czym oddycha. Wyszli z ministerstwa na dziedziniec i wsiedli w elektryczn ciarwk. Pustymi jezdniami dojechali milczc do ulicy Collinsa i dalej szpalerem drzew do siedziby Wsplnoty. W par minut pniej siedzieli przy okrgym stole z panem Donaldem Ritchie, premierem. - Chciaem si z panem zobaczy, panie kapitanie, zanim odpyniecie - rzek premier co nieco panu powiedzie o celu tego rejsu i yczy szczcia. Czytaem rozkaz paskiej operacji i niewiele mam do dodania. Skierujecie si do Cairns, do Port Moresby i do Port Darwin, eby zoy raport, jakie tam s warunki. Kada oznaka ycia czy to ludzi, czy zwierzt byaby szczeglnie interesujca. Rolinno take. I ptaki morskie, jeeli da si zebra o nich jakie materiay. - Obawiam si, e to bdzie trudne, panie premierze - powiedzia Dwight. - Tak, te jestem tego zdania. W kadym razie, o ile mi wiadomo, jedzie z panem czonek Organizacji Bada Naukowych. Tak jest, panie premierze. Pan Osborne. Premier odruchowo, zwykym swoim gestem przetar doni twarz. - No, nie chciabym, eby pan ryzykowa. Nawet zakazuj panu tego. Chcemy, eby pan tu wrci n a tym waszym o krcie zd r w i cay i z zao g zd ro w i w d obrej formie. Pozostawiamy paskiemu uznaniu i orientacji przydzielonego panu eksperta decyzj, czy i kiedy si wynurzycie i czy bdziecie wychodzili na pokad. W granicach tego zalecenia chcemy uzyska moliwie jak najwicej informacji. Jeeli stopie promieniowania na to pozwoli, powinnicie ldowa i dokona inspekcji tych miast. Ale nie przypuszczam, by to si okazao wykonalne.

Admira potrzsn gow. - Bardzo wtpi. Prawdopodobnie bdziecie musieli zanurzy si ju na dwudziestym drugim stopniu szerokoci poudniowej. Amerykanin zastanowi si szybko. - To na poudnie od Townsville. Tak - rzek premier z powag. - S jeszcze ywi ludzie w Townsville. W adnym razie nie wolno panu zblia si tam, jeeli rozkaz operacji nie ulegnie zmianie, o czym zostaby pan zawiadomiony sygnaem z ministerstwa. - Podnis gow i spojrza Amerykaninowi w oczy. - To moe si wydawa okrutne, panie kapitanie. A pan im przecie nie moe pomc, lepiej wic nie wzbudza ponnych nadziei widokiem waszego okrtu. I ostatecznie, jakie s warunki w Townsville, wiemy. Nadal utrzymujemy z Townsville czno telegraficzn. - Rozumiem, panie premierze. - I tu dochodzimy do ostatniego punktu, na ktry musz pooy nacisk. Kategorycznie zakazuje si panu przyjmowa kogokolwiek na okrt w czasie tego rejsu, jeeli pan uprzednio drog radiow nie otrzyma pozwolenia z ministerstwa. Wiem, e pan rwnie uzna za rodek ostronoci bezwzgldnie konieczny to, eby ani pan, ani nikt z paskiej zaogi nie naraa si na kontakty z osobami napromieniowanymi. Jasne? - Najzupeniej, panie premierze. Premier wsta. - No, ycz wam wszystkim powodzenia. Bd czeka na nastpn rozmow z panem, kapitanie, za dwa tygodnie.

Rozdzia trzeci
witao, gdy w dziewi dni pniej okrt podwodny Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych, "Skorpion", zacz wynurza si z wody. W szaro spokojnego morza, pod zanikajcymi gwiazdami, na dwudziestym czwartym stopniu szerokoci geograficznej poudniowej, niedaleko Przyldka Piaszczystego i Bundabergu w Queensland, wysuny si najpierw peryskopy. Sam okrt pozosta pod wod jeszcze przez pitnacie minut, dopki kapitan nie ustali pooenia na podstawie odlegoci latarni morskiej oraz wynikw badania sond akustyczn i dopki John Osborne, z irytacj przebierajc palcami po swoich instrumentach, nie sprawdzi natenia promieniowania w powietrzu. Dopiero wtedy "Skorpion" - dugi i niski, szary na rozjaniajcej si wodzie - wynurzy si i z prdkoci dwudziestu wzw wzi kurs na poudnie. Szczkna otwierana klapa i na pomost nawigacyjny wyszed oficer pokadowy, za nim kapitan, po czym wielu innych. W ten pogodny ranek otwarto rwnie klapy przedziaw torpedowych na dziobie i na rufie, i na caym okrcie zaczo kry wiee powietrze. Rozpito jedn lin ratownicz midzy dziobem i pomostem, drug midzy pomostem i ruf, po czym wszyscy marynarze, ktrzy nie penili suby, wygramolili si na pokad w wieo porannego chodu - bladzi, uradowani, e mog oglda wschd soca. W p godziny pniej chciao im si je bardziej ni kiedykolwiek w cigu ostatnich dni. Gdy zabrzmia dzwon na niadanie, ruszyli hurmem, nieomal przewracajc si wzajemnie. Teraz z kolei na pokad wkroczyli kucharze. Po zmianie wachty wszyscy pozostali marynarze wyszli cieszy si jasnym sonecznym blaskiem. Na pomocie oficerowie palili papierosy i okrt pyn po niebieskim morzu wzdu wybrzea Queensland na poudnie ju w normalnym stanie gotowoci na powierzchni. Zainstalowano maszt radiowy i radiotelegrafista zasygnalizowa pooenie. Pniej mona ju byo odbiera audycje rozrywkowe i goniki, zaguszajc szmer turbin i chlupot wody o kadub, rozbrzmiay muzyk lekk. Na pomocie kapitan rozmawia z oficerem cznikowym. - Tylko e ten raport do trudno bdzie napisa - powiedzia. Peter skin gow. - Mona by o tym tankowcu, panie kapitanie. - Oczywicie, mona by o tankowcu - przytakn Dwight. Gdzie pomidzy Cairns i Port Moresby na Morzu Koralowym wypatrzyli okrt. To by dryfujcy tankowiec najwyraniej bez zaogi. Stwierdzili, e zosta zarejestrowany w

Amsterdamie. Do dugo kryli wok niego, wzywali zaog przez megafon bez adnego skutku i ogldali go przez peryskop, sprawdzajc szczegy z danymi, ktre odszukali w rejestrze Lloyda. Z szalupami na swoich miejscach w dawisach by to okrt-widmo. Zardzewia ju, nawet bardzo zardzewia. Ostatecznie doszli do wniosku, e to wrak z czasw wojny; nie wydawao si, eby ucierpia od czegokolwiek poza warunkami atmosferycznymi. Radioaktywno powietrza bya jednak zbyt wysoka, wic nic nie mogli z nim zrobi, bodaj podpyn do niego, choby nawet dao si jako dosta na wzniosy jego pokadw. Po godzinie zostawili go tam, gdzie wypatrzyli, tyle e sfotografowali przez peryskop i zanotowali pooenie. Wicej statkw przez cay czas tego rejsu nie spotkali. Oficer cznikowy zakonkludowa: - Trzeba bdzie ograniczy si w raporcie do podania pomiarw skaenia radioaktywnego dokonanych przez Johna Osborne'a. - Na to mi wyglda - zgodzi si kapitan. - No i pozostaje nam ten pies, ktregomy widzieli w Cairns. Istotnie, napisanie raportu nie byo atw spraw, gdy zobaczyli i usyszeli na swojej trasie bardzo mao. Do Cairns zbliyli si po wynurzeniu, ale w okrcie zamknitym; natenie promieniowania nie pozwalao na odsonicie pomostu nawigacyjnego. eby tam popyn, ostronie przedostali si przez raf zaporow, po czym na noc zatrzymali okrt, bo Dwight uzna, e zbyt niebezpiecznie jest posuwa si w ciemnociach na takich wodach, nie mogc polega na latarniach morskich i wiatach prowadzcych. Kiedy ostatecznie trafili do Zielonej Wyspy i zbliyli si do ldu, miasto wydao im si zupenie normalne. Stao na tle gr paskowyu Atherton skpane w blasku soca. Przez peryskop zobaczyli ulice ze sklepami w cieniu palm, szpital i porzdne parterowe wille na palach nad ziemi, przy chodnikach zaparkowane samochody, kilka powiewajcych flag. Ujciem rzeki popynli do dokw. Duo nie byo tam do ogldania poza kilkoma kutrami rybackimi zakotwiczonymi dalej na rzece w sposb najzupeniej zwyky; adnych statkw nie widzieli. Dwigi stay rwno, naleycie zabezpieczone. Chocia patrzyli z niewielkiej odlegoci od brzegu, widok mieli ograniczony, gdy peryskop ledwie przewysza nabrzee, i nie opodal ju wszystko przysaniay magazyny. Widzieli wic tylko odcinek nad sam wod, spokj i martwot, jakby to by dzie witeczny, chocia normalnie w niedziel czy wito krciyby si przecie mniejsze odzie. Tylko duy czarny pies wyszed na jedno z nabrzey i zacz szczeka w ich stron.

Nie ruszali si stamtd przez par godzin, przy czym ich nawoywanie przez megafon nastawiony na maksymaln donono sycha byo na pewno w caym tym niewielkim miecie. Nie dziao si nic, miasto trwao w niezmconym nie. Zawrcili kawaek i znw zobaczyli Hotel Strand i cz centrum handlowego. Wci jeszcze nawoywali bez skutku. W kocu rezygnujc skierowali si z powrotem na morze, eby przeby raf zaporow, zanim si ciemni. Oprcz danych o radioaktywnoci zebranych przez Johna Osborne'a nie mieli do zanotowania adnych istotnych szczegw i wszystko sprowadzao si waciwie do zgoa negatywnego stwierdzenia, e Cairns wyglda nie inaczej, ni wygldao zawsze. Ulice w sonecznym blasku, szkaratnie kwitnce drzewa na dalekich wzgrzach, wystawy sklepw pod szerokimi markizami. Mie miasteczko - oaza w klimacie tropikalnym - tylko e ycia ju w nim nie ma; pozosta ywy jedynie czyj pies. W Port Moresby byo tak samo. Z morza nie stwierdzili przez peryskop adnych szkd w miecie. Na redzie sta jaki statek handlowy zarejestrowany w Liverpoolu, z drabin sznurow zwisajc z boku. Dwa inne statki leay na piaszczystym brzegu prawdopodobnie tak, jak wyrzucio je morze z miejsc, gdzie stay zakotwiczone w czasie burzy. Tam rwnie zostali przez par godzin, krc po redzie, wpywajc do dokw, bez ustanku nawoujc przez megafon. Odpowiadaa im gucha cisza, ale samo miasto wygldao normalnie. Odpynli po pewnym czasie, gdy nie miao celu pozostawanie tam duej. Po dwch dniach przybyli do Port Darwin i zarzucili kotwic w porcie pod miastem. Widzieli tylko nabrzee, dach siedziby rzdu i fragment Hotelu Darwin. Sporo stao tam kutrw rybackich, ale na prno zaczli wok nich kry i nawoywa przez megafon. Nie dowiedzieli si niczego; mogli tylko doj do wniosku, e gdy nadszed kres, ludzie umierali w sposb schludny. - Tak wanie robi zwierzta - zauway John Osborne. - Chowaj si w norach, eby umrze. Oni s prawdopodobnie w kach. - Do na ten temat - rzek stanowczo kapitan. - Kiedy to prawda - powiedzia fizyk. - Dobrze, prawda. Ale ju o tym nie mwmy. Napisanie raportu z pewnoci byo trudn spraw. Wypynli z Port Darwin nie inaczej, ni wypynli przedtem z Cairns i Port Moresby; pod wod wzili kurs z powrotem przez Cienin Torresa wzdu wybrzea Queensland na poudnie. Napicie, w jakim ten rejs odbywali, ju dawao o sobie zna. Rozmawiali niewiele przez te trzy dni od wypynicia z Port Darwin do chwili wynurzenia si znw na powierzchni morza. Teraz dopiero, odwieeni wypoczynkiem na pokadzie, mieli czas na to, by si zastanowi, jak zdadz relacj po powrocie do Melbourne.

Zjedli obiad i palc papierosy zaczli w mesie debatowa nad t spraw. - Taki sam stan rzeczy oczywicie zasta "Miecznik" - powiedzia Dwight. - Oni tam ani w Stanach ani w Europie nie zobaczyli przecie nic innego. Peter sign po lecy na blacie kredensu mocno sfatygowany cigym przegldaniem raport z "Miecznika". Jeszcze raz przerzuci te kartki, chocia bya to w czasie rejsu jego staa lektura, ktr zna ju nieomal na pami. - O tym jeszcze nie pomylaem - powiedzia wolno. - Patrzyem na to pod innym ktem, ale teraz, kiedy pan to poruszy... tak, to prawda. W caym ich raporcie nie ma istotnie nic o warunkach na ldzie. - Nie mogli si tam rozejrze dokadniej ni my - rzek kapitan. - Nikt naprawd nie bdzie wiedzia, jak wygldaj te skaone obszary. Czyli wszerz i wzdu pkula pnocna. Peter szepn: - Chyba to dobrze. - Chyba - zgodzi si kapitan. - S rzeczy, ktrych czowiek nie powinien chcie oglda. John Osborne przytakn. - Przyszo mi to na myl dzisiaj w nocy. Czy was nie uderzyo, e nikt nigdy... nigdy... nie zobaczy ju Cairns ani Moresby, ani Port Darwin? Patrzyli na niego rozwaajc ten nowy aspekt. - No, nikt by nie mg zobaczy wicej, ni mymy widzieli - przerwa cisz kapitan. - Ale czy tam kto jeszcze kiedykolwiek pojedzie? My przecie tam nie wrcimy. Na przestrzeni tego czasu ju nie. - Ju nie. - Dwight si zaduma. - Nie przypuszczam, eby nas tam znowu wysali. W ten sposb dotychczas tego nie ujmowaem, ale powiem, e ma pan suszno. Jestemy ostatnimi ludmi, ktrzy zobaczyli te miasta. - Umilk na chwil. - A mymy w praktyce nie widzieli tam nic. Ma pan suszno. Peter poruszy si niespokojnie. - Fakt historyczny - stwierdzi. - To powinno zosta gdzie zapisane. Kto chyba pisze teraz w takiej czy innej formie histori naszych czasw? John Osborne rozoy rce. - Ja o tym nie syszaem. Ale sprbuj si dowiedzie. Ostatecznie nie bardzo jest sens pisa co, czego na pewno nikt ju nie bdzie czyta. - A przecie powinno si to napisa - rzek Amerykanin. - Choby tylko do czytania w cigu najbliszych kilku miesicy. - Znw si zamyli. - Chciabym przeczyta jakie

studium o tej wojnie. Po czci wziem w niej udzia, ale waciwie nic nie wiem o niej. Nikt czego takiego nie napisa? - Historii nie - odrzek fizyk. - Przynajmniej mnie o tym nie wiadomo. Gar informacji mamy, oczywicie, ale brak logicznej cigoci. Za duo jest luk... rzeczy, o ktrych po prostu nie wiemy. - Zadowolibym si nawet tym, co jednak wiemy - owiadczy kapitan. - Czym mianowicie, panie kapitanie? - No, na pocztek odpowiedzi na pytanie, ile bomb spado? To znaczy bomb atomowych. - Z zapiskw sejsmicznych wynika, e okoo czterech tysicy siedmiuset. Niektre wstrzsy musiay by do sabe, wic prawdopodobnie ta liczba jest jeszcze wiksza. - Ile z tego byo tych duych... bomb... wodorowych, czy jak wy tam je nazywacie? - Trudno powiedzie. Prawdopodobnie wikszo. W wojnie na wschodzie rzucano tylko bomby wodorowe, przypuszczam... przewanie z kobaltem. - Dlaczego? Dlaczego ten kobalt waciwie? - zapyta Peter. Fizyk wzruszy ramionami. - Wojna radiologiczna. Wicej ci nie powiem, bo nie potrafi. - A moe ja potrafi - rzek Amerykanin. - Na miesic przed wojn przechodziem w Yerba Buena w pobliu San Francisco kurs dla oficerw dowodzcych. Mwiono nam, co w myl przypuszcze mogoby nastpi pomidzy Rosj a Chinami. Czy odpowiadao to temu, co nastpio w sze tygodni pniej... hm... moemy tylko snu domysy. John Osborne zapyta cicho: - Co mwiono? Kapitan rozwaa przez chwil. Potem powiedzia: - Ze to wszystko wie si ze spraw portw na ciepych morzach. Rosja nie ma portu, ktry by nie zamarza w zimie... poza jedn Odess na Morzu Czarnym. eby wypyn z Odessy na otwarte morza, trzeba przeby dwie wskie cieniny, Bosfor i Gibraltar, obie bdce w czasie wojny pod wadaniem NATO. Wprawdzie Murmask i Wadywostok Rosjanie mogli mie w zimie otwarte wprowadzajc lodoamacze, ale to byy porty bardzo dalekie od kadego ich okrgu przemysowego, gdzie produkowano towary na eksport. Umilk. Po chwili uzupeni: - Ten facet z wywiadu twierdzi, e chodzi o Szanghaj. Fizyk zapyta: - Szanghaj byby wygodny dla przemysu syberyjskiego? Kapitan skin gow.

- Wanie. W czasie drugiej wojny wiatowej przenieli sporo fabryk transsyberyjsk lini kolejow na wschd od Uralu a nad jezioro Bajka. Zaoyli nowe miasta i wszystko. Daleko przecie, szalenie daleko jest stamtd do takich portw jak Odessa. W t stron to tylko poowa tej odlegoci. Zapanowao milczenie. - I na jeszcze jedno ten facet zwrci uwag - rzek w zadumie kapitan. - Na to, e Chiny maj ludno trzy razy liczniejsz ni Rosja, przeludnienie wrcz rozpaczliwe. Mwi rwnie, e w miar jak w ubiegym dwudziestoleciu przemys chiski rozwija si coraz bardziej, Rosja zacza ba si napaci Chin. To si skada na powody tej wojny... - Ale - zauway Peter - uywajc bomb kobaltowych nie mogliby posuwa si naprzd. To prawda. Jednake przy odpowiednim rozrzuceniu tych bomb Chiny pnocne mogyby si sta obszarem nie do zamieszkania na dobrych kilka lat. Gdyby bomby spaday we waciwe miejsca, py radioaktywny rozprzestrzeniby si po Chinach a do morza. Reszta rozeszaby si na wschd przez Pacyfik; gdyby troch dostao si przy tym do Stanw Zjednoczonych, nie sdz, by fakt ten opakiwano sonymi zami. Do Europy i do Rosji zachodniej doleciaaby naokoo wiata tylko nieznaczna ilo, gdyby zaplanowano to naleycie. Peter zapyta fizyka: - Ile czasu musiaoby min, zanim ludzie mogliby pracowa? - Po skaeniu kobaltem? Nawet bym nie prbowa zgadywa. To zaley od tylu czynnikw. Trzeba byoby wysa ekipy badawcze. Wicej ni pi lat chyba... okres, w ktrym rozpada si poowa atomw substancji radioaktywnej, obecnej na pocztku... mniej ni lat dwadziecia. Ale dokadnie nie sposb okreli. John Osborne zwrci si do Dwighta: - Co zdaniem tego wykadowcy myleli Chiczycy? - Och, oni zapatrywali si inaczej. Nie chodzio im waciwie o zabicie Rosjan. Chcieli, przede wszystkim zamieni ich z powrotem w nard rolniczy, ktremu do niczego nie byby potrzebny Szanghaj ani aden inny port. Zamierzali skazi kobaltem rejony przemysowe, miasto po miecie, sign tam swoimi rakietami transkontynentalnymi. Po to, by w rezultacie przez nastpne dziesi lat nie mona byo uywa narzdzi mechanicznych. Byby to py z cikich czsteczek o ograniczonym zasigu, nie rozchodzcy si zbyt szeroko po wiecie. Prawdopodobnie Chiczycy nawet nie zamierzali rzuca bomb bezporednio na dane orodki... Wystarczyoby trafi gdzie o dziesi mil na zachd od miasta, tak eby reszt zrobi ju wiatr. - Kapitan

przerwa na chwil. - Po cakowitym zniszczeniu przemysu mogliby wkroczy i zaj wszystkie nie skaone obszary kraju, na jakie tylko mieliby ochot. Pniej radioaktywno by ustaa i zajliby miasta. - Tylko e obrabiarki dostaliby ju nieco zardzewiae - powiedzia Peter. - By moe. Ale to byaby dla nich atwa wojna. John Osborne zapyta: - Myli pan, e tak wanie to si przedstawiao? - Skd mog wiedzie? - odrzek Amerykanin. - Tego chyba nikt nie wie. Powtarzam tylko to, co mwi ten oficer z Pentagonu na kursie dla dowdcw. - Zastanowi si i doda: Pod pewnym wzgldem Rosja miaa przewag. Chiny byy same... bez przyjaci i sojusznikw, z wyjtkiem wanie Rosji. Przez kilka minut milczeli wszyscy, palc papierosy. - Czy moliwe, e tak ostatecznie to si rozptao? - zapyta w kocu Peter. - To znaczy po tych pierwszych nalotach na Londyn i Waszyngton? John Osborne i kapitan spojrzeli na niego ze zdumieniem. - Przecie Rosjanie wcale nie bombardowali Waszyngtonu - powiedzia Dwight. Stwierdzono to w sposb niezbity. Ze swojej strony Peter patrzy na nich ze zdumieniem. - Ja mwi o tym nalocie, od ktrego wszystko si zaczo. - Tak jest. O tym pierwszym nalocie. To byy odrzutowe bombowce rosyjskie I 626, ale zaog miay egipsk. Przyleciay z Kairu. - Naprawd? - Jak najbardziej. Przechwycono jeden, kiedy wyldowa w Puerto Rico. Dopiero wtedy okazao si, e to egipski, kiedymy ju zbombardowali Leningrad, Odess i orodki nuklearne w Charkowie, Kujbyszewie i Mootowie. Tempo wydarze tamtego dnia byo do byskawiczne, jak si zdaje. - Czy to znaczy, e zbombardowalimy Rosj przez pomyk? Przejty zgroz Peter wprost nie mg w to uwierzy. - To fakt, Peter. Nigdy nie przyznano si do tego publicznie, ale bezwzgldnie to fakt. Pierwsza bya bomba na Neapol. Albaczycy oczywicie. Potem bya bomba na Tel-Awiw. Nikt nie wie, kto j rzuci, w kadym razie ja nie syszaem. Potem zainterweniowali Brytyjczycy i Amerykanie i przelecieli demonstracyjnie nad Kairem. Nastpnego dnia Egipcjanie wysali wszystkie nadajce si do uytku bombowce, jakie mieli: sze na Waszyngton i siedem na Londyn. Jeden przedosta si do Waszyngtonu, dwa do Londynu. Nie pozostawio to wielu amerykaskich i brytyjskich mw stanu przy yciu.

Dwight przytakn. - Bombowce byy rosyjskie i syszaem, e podobno znaki te. To zupenie moliwe. - Dobry Boe! - powiedzia Australijczyk. - Wic mymy zbombardowali Rosj? - Tak wanie byo - rzek pospnie kapitan. John Osborne powiedzia: - Zrozumiae. Londyn i Waszyngton odpady... po prostu odpady. Decyzje musieli podejmowa dowdcy wojsk w rozsypce na frontach, i to musieli podejmowa je szybko przed nastpn porcj bomb. Stosunki z Rosj byy ju naprone po bombie albaskiej, a te bombowce uznano za rosyjskie. - Zamilk na chwil. - Kto musia zadecydowa, oczywicie na przestrzeni dosownie minut. W Canberze uwaa si teraz, e zadecydowa le. - Ale jeli to bya omyka, dlaczego nie poczono si, eby z tym skoczy? Dlaczego to si cigno dalej? Kapitan zauway: - Szalenie trudno jest przerwa wojn, kiedy wszyscy politycy, ktrzy byli u steru, ju nie yj. - Sk w tym - powiedzia fizyk - e ta cholerna bomba zanadto spada w cenie. Pod koniec oryginalna bomba uranowa kosztowaa zaledwie pidziesit tysicy funtw. Kady nawet najmniejszy kraik, taki jak Albania, mg mie tych bomb ca stert i kady kraik, ktry je mia, wyobraa sobie, e moe pokona wiksze pastwa przez zaskoczenie. W tym wanie by sk. - No i te samoloty - uzupeni kapitan. - Rosjanie dawali Egipcjanom samoloty. Tak samo Brytania dawaa samoloty Izraelowi, jeli ju chodzi o to, i Jordanii rwnie. Wielkim bdem byo dawanie im odrzutowcw. Peter powiedzia cicho: - No wic w rezultacie wybucha ta wojna pomidzy mocarstwami zachodnimi i Rosj. Kiedy przystpiy Chiny? - Chyba nikt nie wie dokadnie - odrzek kapitan. - Ale powiedziabym, e prawie natychmiast ruszyy ze swoimi rakietami i broni radiologiczn, po prostu korzystajc z okazji. Prawdopodobnie nie liczyy si z tym, e Rosja ze swojej strony moe prowadzi wojn radiologiczn. - I po chwili doda: - Ale to jedynie przypuszczenia. Wikszo rodkw cznoci do szybko przestaa istnie, a te radiostacje, ktre zostay, nie zdyy przekaza zbyt wiele ani nam tutaj, ani Poudniowej Afryce. Wiemy tylko, e w wikszoci krajw dowdztwo objli z koniecznoci modsi oficerowie. John Osborne umiechn si krzywo:

- Major Czan Sze Lin. Peter zapyta: - Waciwie kto to by Czan Sze Lin? Fizyk odrzek: - Naprawd chyba nikt nie wie o nim nic poza tym, e by oficerem chiskich si powietrznych i e pod koniec zosta, jak by wynikao, wodzem naczelnym. Nasz premier by z nim w kontakcie, usiujc ingerowa, eby przerwa to wszystko. Zdaje si, e Czan Sze Lin mia mnstwo rakiet w rnych czciach Chin i mnstwo bomb do rzucenia. By moe, jego odpowiednikiem w Rosji by kto rwnie nieznaczny. Ale nie sdz, eby naszemu premierowi kiedykolwiek udao si nawiza kontakt z Rosjanami. Ja przynajmniej o tym nie syszaem. Zapanowao milczenie. - To musiaa by trudna sytuacja - rzek w kocu Dwight. - No bo co mia ten facet robi? Wojna w jego rkach i broni w brd, eby j toczy. Tak samo pewnie byo we wszystkich innych krajach, kiedy przywdcy polityczni polegli. Bardzo ciko w takim stanie rzeczy zaprzesta wojny. - W wypadku tej wojny z pewnoci byo ciko. Wic jej nie zaprzestano, dopki wszystkie bomby nie spady i wszystkie samoloty nie stay si do niczego. A kiedy ten czas nadszed, sprawa oczywicie posuna si ju za daleko. - Jezu - szepn Amerykanin. - Nie wiem, jak ja bym postpowa, gdybym by ktrym z nich. Rad jestem, e nie byem. Fizyk powiedzia: - Przypuszczam, e usiowaby pan pertraktowa. - Z nieprzyjacielem zamieniajcym Stany Zjednoczone w pieko i mordujcym ca nasz ludno? Gdybym dysponowa tak broni w dodatku? Miabym po prostu zaniecha walki i podda si? Przyjemniej mi suponowa, e bybym tak wspaniaomylny, ale... no, nie wiem. - Kapitan podnis gow. - Nigdy mnie nie szkolono na dyplomat - powiedzia. Gdybym znalaz si w takiej sytuacji, nie umiabym da sobie z ni rady. - Oni te nie umieli - rzek fizyk. Przecign si i ziewn. - Fatalna sprawa. Ale nikogo nie potpiajmy. To nie mocarstwa wywoay to wszystko. To te mae pastewka, te nieodpowiedzialne. Peter Holmes umiechn si. - Raczej przykro dla nas, reszty wiata. - Masz jeszcze p roku czasu - zauway John Osborne. - Moe troch wicej, moe troch mniej. Bd z tego zadowolony. Zawsze wiedziae, e kiedy umrzesz. No, teraz wiesz ju, kiedy. Po prostu. - Zacz si mia. - Uywaj ycia, jakie ci zostao.

- Ja wiem - powiedzia Peter. - Caa rzecz w tym, e nie przychodzi mi na myl nic, co chciabym robi bardziej ni to, co robi teraz. - Zamknity jak w kojcu w tym cholernym "Skorpionie". - Hm... tak. To jest nasze zadanie. Ale ja waciwie mwiem o tym, co robi w domu. - Brak ci fantazji. Powiniene przej na mahometanizm i zaoy harem. Kapitan rozemia si. - Moe on ma tam co takiego. Oficer cznikowy potrzsn gow. - Pomys dobry, c, kiedy w praktyce niewykonalny. Mary by si nie zgodzia. Spowania. - Kopot polega na tym, e ja w gruncie rzeczy nie wierz, by to si stao. Ty moesz w to uwierzy? - Po tym wszystkim, co widziae? Peter si obruszy. - Wanie. Gdybymy zobaczyli jakie zniszczenie... - Zupeny brak fantazji - powtrzy swoje fizyk. - Wszyscy wy, oficerowie, jestecie tacy sami. "Mnie to si sta nie moe". - Urwa. - A jednak moe. I stanie si. - Rzeczywicie chyba mi brak fantazji - rzek Peter w zadumie. - To... to bdzie koniec wiata. Nigdy przedtem nie musiaem sobie przecie wyobrazi, e tego doyj. John Osborne ze miechem sprostowa. - Koniec wiata to wcale nie bdzie. My si skoczymy. wiat pozostanie wiatem, tyle e ju bez nas. Powiem nawet, e da sobie bez nas rad. Dwight Towers podnis gow. - Chyba tak. Na samym Cairns czy na Port Moresby raczej nie bardzo si to odbio. Umilk, mylc o tych ogldanych przez peryskop drzewach na wybrzeu: kwitncych szkaratnie acerifoliusach i bumeliach z kiciami biaych kwiatw, i o palmach strzelistych w blasku soca. - Moe bylimy zbyt niemdrzy, eby na taki wiat zasuy - rzek po chwili. Fizyk przytakn. - Racja w caej rozcigoci. Najwyraniej niewiele ju wicej mieli do powiedzenia o tych sprawach, wic wyszli na pomost i zapalili papierosy, rozkoszujc si wieym powietrzem i piknem sonecznego dnia. Nazajutrz wczesnym rankiem "Skorpion" min cyple u wejcia do basenu portowego Sydney i skierowa si na poudnie w Cienin Bassa. W dwadziecia cztery godziny pniej dopywa ju do zatoki Port Phillip, tak e przed poudniem stan z powrotem na swoim miejscu, u boku lotniskowca w Williamstown. Oczekujcy go admira zosta zaproszony gwizdkiem, gdy tylko opuszczono kadk.

Kapitan Towers powita gocia na wskim pokadzie podwodnego okrtu. Admira odpowiedzia salutem na jego salut. - No, kapitanie, jaki by ten rejs? - Nie mielimy adnych kopotw, panie admirale. Operacja przeprowadzona zgodnie z rozkazem. Ale obawiam si, e rezultaty mog panu sprawi rozczarowanie. - Nie zebralicie duo materiau informacyjnego? - Mamy mnstwo danych o promieniowaniu, panie admirale. Na pnoc od dwudziestego stopnia szerokoci geograficznej warunki uniemoliwiy wyjcie na pokad. Admira skin gow. - Byy przypadki jakich chorb? - Jeden przypadek. Nasz lekarz stwierdzi odr. Nic wsplnego z radioaktywnoci. Zeszli obaj do malekiej kajuty kapitana. Dwight zaprezentowa brulion swego raportu, pisany owkiem na papierze kancelaryjnym, oraz zacznik z podanymi stopniami promieniowania z kadej wachty w czasie rejsu - dugie kolumny maych cyfr wypisanych rwno rk Johna Osborne'a. - Zaraz to ka przepisa na maszynie na "Sydney" - powiedzia. - Ale to wszystko sprowadza si do tego, e dowiedzielimy si bardzo niewiele. - Nigdzie adnych ladw ycia? - Nic w ogle. Rzecz jasna, mao mona zobaczy na wybrzeu z wysokoci peryskopowej. Wcale przedtem nie zdawaem sobie sprawy, e tak mao bdziemy mogli widzie. Cairns jest na uboczu gwnego kanau, Moresby tak samo. Miasta Darwin na skale w ogle nie widzielimy. Tylko dzielnic portow. - Po chwili doda: - Wydawao si prawie, e wszystko z ni w porzdku. Admira przerzuca kartki rkopisu, od czasu do czasu czytajc jaki ustp. - W kadym z tych miejsc si zatrzymywalicie? - Po jakie pi godzin. I wci dawalimy zna o sobie przez megafon. - Nie byo adnej odpowiedzi? - Nie byo, panie admirale. W Darwin zrazu mylelimy, e k to si o d z ywa, ale to hak dwigu szczka na nabrzeu. Po prostu hak - jak si okazao, kiedymy podpynli bliej, eby to zbada. - Ptaki morskie? - adnych. Ani jednego ptaka nikt z nas nie widzia na pnoc od dwudziestego stopnia szerokoci geograficznej. W Cairns zobaczylimy psa. Admira siedzia w kajucie kapitana ze dwadziecia minut. W kocu wsta:

- No, niech pan przyle ten raport moliwie jak najszybciej z zaznaczeniem, e jedn kopi goniec ma odnie prosto do mnie. To jest nieco rozczarowujce, ale prawdopodobnie dokonalicie wicej, ni ktokolwiek inny mgby dokona. Amerykanin powiedzia: - Czytaem ten raport z "Miecznika", panie admirale. Niewiele w nim jest informacji o stanie rzeczy na wybrzeu zarwno Stanw Zjednoczonych, jak i Europy. Przypuszczam, e oni widzieli mniej wicej to samo, co my w okolicach brzegu. - Zawaha si. - Chciabym wysun pewn propozycj. - Jak, kapitanie? - Natenie promieniowania nie wszdzie na tej linii jest bardzo wysokie. Nasz fizyk powiedzia mi, e czowiek mgby tam pracowa bezpiecznie w kombinezonie izolacyjnym... w hemie, w rkawiczkach i we wszystkim, oczywicie. Moglibymy wysa ktrego z oficerw na wybrzee w kadym z tych portw... popynby dk gumow, z zapasem tlenu na plecach. - Odkaenie po powrocie na pokad - rzek admira. - Z tym bdzie problem. Pewnie jednak moliwy do rozwizania. Podsun to premierowi i dowiem si, czy mu zaley na jakich szczeglnych informacjach. Moe on uzna, e gra nie warta wieczki. Ale to jest myl. Skierowa si do centrali gwnej, eby po drabinie wej na pomost. - Bdziemy mogli da chopcom przepustki, panie admirale? - S jakie defekty? - Nic powanego. - Na dziesi dni - rzek admira. - Zasygnalizuj o tym dzi po poudniu. Peter Holmes zadzwoni do Mary po obiedzie. - Ju z powrotem, zdrw i cay - oznajmi. - Suchaj, kochanie, bd w domu wieczorem... nie wiem, o ktrej. Przedtem musz wypchn raport, sam go podrzuci do Ministerstwa Marynarki po drodze... powinienem tam wpa. Wic nie wiem, ktry pocig zapi. Nie trud si wyjedaniem po mnie... przyjd ze stacji pieszo. - Tak cudownie sysze znw twj gos - cieszya si Mary. - Kolacj zjesz ju w domu, prawda? - Chyba. Sam sobie usma par jajek czy co takiego. Zastanowia si szybko. - Ugotuj potrawk, bdziemy mogli zje o kadej porze. - Doskonale. Suchaj, jest jedna rzecz. Mielimy przypadek odry na pokadzie, wic niejako przechodz kwarantann.

- Och, Peter! Chorowae na odr w dziecistwie? - Miaem wtedy cztery lata. Lekarz okrtowy mwi, e mog jej znowu dosta. Okres wylgania si zarazkw trwa trzy tygodnie. Ty przechodzia odr... ostatnio? - Miaam trzynasty rok, pamitam. - No, to chyba teraz raczej ci nie grozi. Mylaa byskawicznie. - Ale co z Jennifer? - Wanie. To mnie martwi. Bd musia trzyma si od niej z daleka. - Ojej... Czy takie malutkie dziecko moe dosta odry? - Nie wiem, kochanie. Mgbym zapyta lekarza okrtowego. - Czy on si zna na niemowltach? Peter rozwaa to przez chwil. - Chyba zbyt duo praktyki z nimi nie ma. - Ale zapytaj go, Peter, a ja zadzwoni do doktora Hallorana. Co si zaradzi. Jak to cudownie, e wrcie. Pooy suchawk na wideki i zabra si znw do pracy, Mary natomiast rzucia si w odmt najbardziej uporczywego ze swych grzechw, to znaczy na czas duszy zasiada przy telefonie. Zadzwonia do pani Foster, ssiadki udajcej si do miasteczka na zebranie Stowarzyszenia Kobiet Wiejskich, i poprosia j o przywiezienie funta misa i paru cebul. Zadzwonia do doktora Hallorana, ktry powiedzia jej, e dziecko moe zarazi si odr, wic powinna bardzo uwaa. Potem przypomniaa sobie, e Moira Davidson pytaa przez telefon poprzedniego wieczora, czy s jakie wiadomoci o "Skorpionie". Dodzwonia si do Moiry na jej farm pod Berwick w porze podwieczorku. - Moja droga - oznajmia - wic oni wrcili. Peter ju do mnie telefonowa z okrtu. Wszyscy maj odr. - Maj co? - Odr... Nie chorowaa na odr jeszcze w szkole? W suchawce zabrzmia miech, troch histeryczny i piskliwy. - Nie ma si z czego mia - rzeka Mary. - Myl o Jennifer. Mogaby si zarazi od Petera. On ju odr przechodzi, ale moe j mie znowu. To jest takie denerwujce... miech ucich. - Przepraszam ci, zotko, to jednak bardzo zabawne. Nic wsplnego przecie z radioaktywnoci, no nie? - Och, chyba nie. Peter powiedzia, e to po prostu odra. - I po chwili spytaa: Straszne, prawda? Moira Davidson znw si rozemiaa.

- Co akurat w ich stylu. Wybieraj si na rejs dwutygodniowy w okolice, gdzie nikt ju nie yje, bo jest tak silne promieniowanie, i najzwyczajniej w wiecie przyjedaj stamtd z odr. Porozmawiam o tym z Dwightem bardzo stanowczo. Czy zastali tam kogo przy yciu? - Nie wiem, moja kochana. Peter nic o tym nie mwi. To zreszt niewane. Co ja teraz zrobi z Jennifer? Doktor Halloran powiedzia, e ona moe si zarazi, a Peter bdzie nosi w sobie te zarazki przez trzy tygodnie. - Powinien sypia i jada na werandzie. - Nie bd niemdra, zotko. - No to niech Jennifer sypia i jada na werandzie. - Muchy - rzeka troskliwa matka. - Moskity. Kot mgby przyj, pooy si na jej buzi i udusi j. Koty tak robi, wiesz. - Zaso wzek siatk na moskity. - Nie mam siatki. - Myl, e u nas gdzie s takie siatki. Tatu uywa ich kiedy w Queensland. Ale prawdopodobnie ju dziurawe. - Bardzo bym ci jednak prosia, eby je obejrzaa, kochanie. To ten kot denerwuje mnie najbardziej. - Zaraz ich poszukam. Jeeli znajd jak w dobrym stanie, wyl j dzisiaj poczt. Albo moe sama przywioz. Zaprosicie do siebie kapitana Towersa znowu... teraz, kiedy oni ju s z powrotem? - Doprawdy jeszcze o tym nie mylaam. Nie wiem, czy Peter zechce go zaprosi. Mog mie siebie kompletnie dosy po dwch tygodniach w odzi podwodnej. Ty by chciaa, ebymy go zaprosili? - Mnie to nie obchodzi - niedbale odrzeka dziewczyna. - Wszystko mi jedno, czy on u was bdzie czy nie. - Kochanie! - No pewnie. Przesta mi wierci dziur w brzuchu. Zreszt on jest onaty. Zaintrygowana Mary wykrzykna: - To niemoliwe, moja droga. Ju nie. - Wiesz tylko tyle i nic wicej - westchna Moira. - Nieco to spraw utrudnia. No, id poszuka tej siatki. Gdy wieczorem Peter przyby do domu, Mary niezbyt interesowaa si stanem rzeczy w Cairns, gboko przejta trosk o zdrowie creczki. Moira ju telefonowaa, e wysya

siatk na moskity, ale, rzecz jasna, do chwili otrzymania przesyki troch czasu musiao min. Jako rodek zastpczy Mary zdobya dugi kawa gazy i osonia nim wzek na werandzie, nie zrobia tego jednak do dobrze, wic oficer cznikowy spdzi cz swego pierwszego wieczoru w domu na upinaniu tej zasony i przypasowywaniu jej do budki wzka. - Mam nadziej, e bdzie moga oddycha - niespokojnie powtarzaa jego ona. Peter, czy jeste pewny, e Jennifer bdzie miaa pod tym dosy powietrza? Chocia uspokaja j, jak tylko potrafi, trzy razy w cigu nocy odchodzia od niego na werand, eby sprawdzi, czy dziecko jeszcze yje. Aspekt towarzyski "Skorpiona" ciekawi j bardziej ni techniczne osignicia tego okrtu. - Zaprosisz do nas znowu kapitana Towersa? - zapytaa. - Prawd mwic, nie przyszo mi to na myl - odpowiedzia. - A chciaaby? - Raczej go lubi - owiadczya. - Moira lubi go szalenie. To dziwne jak na ni, bo on jest taki spokojny. No, ale z tym nigdy nic nie wiadomo. - Zabra j na kolacj, zanim odpynlimy - powiedzia Peter. - Pokaza jej okrt, a potem byli gdzie na kolacji w miecie. Zao si, e ona mu jedzi po gowie. - Trzy razy dzwonia, kiedy ciebie nie byo, i pytaa, czy s jakie wiadomoci poinformowaa go Mary. - Nie przypuszczam, eby chodzio jej o ciebie. - Prawdopodobnie ona si po prostu nudzi - doszed do wniosku Peter. Musia nazajutrz pojecha do Melbourne na spotkanie z Johnem Osborne u szefa wydziau fizyki atomowej w Ministerstwie Marynarki. Konferencja ta skoczya si koo poudnia; gdy wychodzili z ministerstwa, Osborne nagle sobie przypomnia: - Ale... ale... mam przecie paczk dla ciebie. - Wycign paczk w brzowym papierze, owizan sznurkiem. - Siatka na moskity. Od Moiry. Prosia, ebym ci dorczy. - Aha... dzikuj. Mary bardzo na tym zaley. - Gdzie bdziesz jad obiad? - Jeszcze si nad tym nie zastanawiaem. - Wic chod do Klubu Pasterskiego. Mody oficer szeroko otworzy oczy; co dla snobw i dosy kosztowne. - Zapisae si do tego klubu? John Osborne skin gow. - Zawsze chciaem to zrobi, zanim umr. Nadszed czas, teraz albo nigdy. Tramwajem pojechali na drugi koniec miasta. Peter Holmes zna ju Klub Pasterski, bo zdarzyo si, e jad tam par razy, co za kadym razem naleycie mu imponowao. Ten stary, jak na Australi, ponad stuletni budynek wzniesiono w okresie ekspansji, na mod

jednego z najznakomitszych klubw londyskich epoki. Dawny jego styl i tradycje opary si zmianom na wiecie; bardziej angielski ni sama Anglia, istotnie przez cay czas od poowy wieku dziewitnastego do poowy dwudziestego syn ze wietnej kuchni i obsugi. Przed wojn bez wtpienia by to najwytworniejszy klub w krajach Wsplnoty. Teraz by najwytworniejszy bez adnych wtpliwoci. Zostawili swoje nakrycia gowy w hallu, umyli rce w toalecie bardzo starowieckiej i wyszli na ogrodowy kruganek, eby wypi co przed obiadem. Zastali tu sporo przewanie podstarzaych czonkw klubu, rozmawiajcych o aktualnych sprawach. Wrd nich Peter Holmes zobaczy kilku ministrw pastwowych i federalnych. Jaki starszy pan w gromadce na trawniku z daleka pozdrowi Johna Osborne'a gestem, po czym ruszy w ich stron. John Osborne rzek cicho: - To mj cioteczny dziadek... Douglas Froude. Genera porucznik... no, wiesz. Peter wiedzia. Sir Douglas Froude dowodzi armi jeszcze przed jego narodzinami i ju za czasw jego niemowlctwa przeszed na emerytur, usuwajc si z forum w cie maej posiadoci pod Macedon, gdzie zacz hodowa owce i prbowa pamitnikarstwa. Dwadziecia lat trway te prby, jakkolwiek coraz mniej zaciekle walczy z opornym swym pirem. Ostatnio interesowa si gwnie ogrodnictwem i yciem ptakw australijskich; poza tym, e raz na tydzie przyjeda do miasta na obiad w Klubie Pasterskim, nie utrzymywa ju stosunkw towarzyskich. Siwy, czerwonolicy, nadal chodzi wyprostowany, jak przystao na wojskowego. Niefrasobliwie powita teraz ciotecznego wnuka. - Hej, John - zagai. - Wczoraj syszaem, e wrcie. Dobrze si podrowao? John Osborne przedstawi mu modego oficera. - Zupenie dobrze - odrzek. - Nie wiem tylko, czy skutecznie, bo informacji zebralimy nieduo i w dodatku jeden z marynarzy zachorowa na odr. A wic wci jeszcze zwyczajne szare sprawy. - Na odr, co? No, to lepsze ni ta cholera. Mam nadziej, e aden z was odry od niego nie dosta. Chodcie, to si napijemy... rachunek mam tu zawsze otwarty. Przeszli z nim do stou. - Dzikuj, wuju - powiedzia John. - Nie spodziewaem si spotka tu wuja dzisiaj. Mylaem, e wuj przyjeda tylko w pitki. Nalali sobie ginu, zakropili gorzk. - Och, nie, nie. Przedtem, a jake, przyjedaem co pitek. Bo trzy lata temu mj lekarz mi powiedzia, e jeeli nie przestan pi klubowego portwejnu, on osobicie wtpi, czy poyj duej ni rok. Ale teraz, rzecz jasna, wszystko si zmienio. - Staruszek podnis

kielich napeniony kseresem. - No, pod wasz szczliwy powrt. Pewnie powinienem wyla to na ziemi na ofiar bogom czy co takiego, sytuacja jednak jest zbyt powana. Czy wiecie, e ponad trzy tysice butelek portwejnu dobrego rocznika mamy jeszcze tu w piwnicach naszego klubu? Na wypicie go zostao zaledwie sze miesicy, jeeli to, co wy, uczeni, powiadacie, jest prawd. Fizyk odpowiednio si przej. - Rzeczywicie dobry ten portwejn? - W pierwszorzdnym stanie, absolutnie pierwszorzdnym. Niektre z tych Fonsec s moe odrobink za mode, jednoroczne i dwuletnie, zdaje si, ale Gould Campbell jest w sile wieku, e tak powiem. Wielk mam pretensj do Komitetu Zakupw Wina, bardzo wielk, zaiste. Komitet od tego jest komitetem, eby przewidzie, co bdzie. Peter Holmes powstrzyma umiech. - Raczej trudno mie do nich pretensj - rzek ostronie. - Nie wiem, czy w ogle ktokolwiek mg to przewidzie. - Bzdura. Ja przewidziaem ju dwadziecia lat temu. Ale pretensje teraz nie zdadz si na nic. Jedyne, co nam pozostaje, to robi dobr min do zej gry. John Osborne zapyta: - I co z tym portwejnem? - Mamy tylko jedno wyjcie - odrzek staruszek. - Jakie? - Wypi go, chopcze, wypi go... do ostatniej kropli. Nieadnie byoby zostawi go tym, ktrzy przyjd po nas, skoro okres poowicznego rozpadu kobaltu trwa co najmniej pi lat. Wic ja tu przyjedam ju co trzy dni i za kadym razem zabieram jedn butelk do domu. - ykn kseresu. - Jeeli mam umrze, jak wszystko na to wskazuje, wol, eby mnie wykoczy portwejn ni ta cholera. Powiadacie, e aden z was w czasie rejsu si tego nie nabawi? - aden - odpowiedzia Peter Holmes. - Podjlimy rodki ostronoci, panie generale. Przewanie pynlimy pod wod. - Aha, to niele zabezpiecza. - Staruszek zerkn na nich z ukosa. - W pnocnym Queensland nikt ju nie yje, prawda? - W Cairns nikt, panie generale. Jak jest w Townsville, nie wiemy. Staruszek pokiwa gow. - Z Townsville nie ma cznoci od zeszego czwartku i teraz to doszo do Bowen. Syszaem, e byy ju wypadki w Mackay. John Osborne umiechn si szeroko.

- Wic z portwejnem trzeba si spieszy, wuju. - Wanie. Sytuacja zaiste okropna. - Soce wiecio na nich z bezchmurnego nieba, przyjemnie ciepe i wesoe; wielki kasztan w ogrodzie cieniami lici ctkowa rozzocony trawnik. - Robimy jednak, co moemy. Sekretarz mi mwi, e przez ostatni miesic unieszkodliwilimy, e tak powiem, ponad trzysta butelek. - Staruszek zapyta Petera: - Jak si panu podoba suba na okrcie amerykaskim? - Bardzo mi si podoba, panie generale. Troch u nich inaczej ni w naszej marynarce wojennej, rzecz jasna, no i nigdy dotd nie suyem na okrtach podwodnych. Ale zupenie tam mio. - Nie za ponuro? Nie za wielu wdowcw? Peter zaprzeczy. - Oni wszyscy oprcz kapitana s dosy modzi. Chyba niewielu z nich miao ony. Kapitan by onaty, oczywicie, i niektrzy z podoficerw. Ale wikszo oficerw i marynarzy to ludzie przed trzydziestk. Przewanie znaleli sobie dziewczyny tu u nas, w Australii. - Umilk. - To nie jest okrt ponury - doda po chwili. Staruszek znw pokiwa gow. - No, pewnie. Jaki czas ju min od tamtej pory. - Napi si kseresu i zapyta: - Ten paski dowdca... to niejaki kapitan Towers, czy nie? Tak jest, panie generale. Pan genera go zna? - Przedstawili mi go, bo by tutaj par razy. Mam wraenie, e nawet jest czonkiem honorowym. Bill Davidson mi mwi, e Moira go poznaa. - Owszem, panie generale. U mnie w domu. - No, mam nadziej, e nie spata mu jakiego psikusa. W tej samej chwili Moira dzwonia do kapitana Towersa na lotniskowiec, bardzo si starajc, eby to wypado jak najlepiej. - Mwi Moira, Dwight - powiedziaa. - C to za plotki kr? Twj okrt dosta odry? Lekko mu si zrobio na sercu, gdy usysza jej gos. - Plotki zgodne z prawd - odpowiedzia. - Tylko e to wiadomo zastrzeona. - Co to znaczy? - Tajemnica wojskowa. Jeeli ktry z okrtw marynarki Stanw Zjednoczonych zostaje na pewien czas wycofany z akcji, nie ogaszamy tego wiatu. - Wic caa ta maszyneria przestaa dziaa z powodu takiego drobiazgu jak odra? Chyba to wina zego kierownictwa. Uwaasz, e "Skorpion" ma odpowiedniego kapitana?

- Pewny jestem jak diabli, e nie - owiadczy pogodnie. - Moe bymy si gdzie spotkali i porozmawiali o zastpieniu go kim innym? Mnie samemu on nie odpowiada. - Bdziesz u Petera Holmesa w t sobot? - Nie dostaem zaproszenia. - A gdyby ci Peter zaprosi, przyjechaby tam? Czy moe kazae go niedawno przecign pod okrtem z jednej burty na drug za kar, bo okaza brak subordynacji? - To fakt, e nie potrafi schwyta ani jednej mewy - stwierdzi Dwight. - Poza tym jednak nic nie mam mu do zarzucenia. A tego nawet nie zapisaem w dzienniku okrtowym. - Liczye na to, e on ci bdzie dostarcza mewy? - Oczywicie. Mianowaem go naczelnym owc mew, c, kiedy nie sprosta temu zadaniu. Wasz premier, pan Ritchie, strasznie bdzie si na mnie gniewa, bo te liczy, e wrcimy stamtd z mewami. Ale niestety, kapitan okrtu jest, jak kady z jego oficerw, tylko czowiekiem. - Czy ty pie, Dwight? - zapytaa. - Przyznam ci si, e piem. Coca-col. - Ach, to wanie niedobrze. Potrzebny ci podwjny koniak... nie, whisky. Czy mog teraz pomwi z Peterem Holmesem? - Nie, teraz nie moesz, bo nie ma go tutaj. Wybra si gdzie na obiad z Johnem Osborne, o ile mi wiadomo. Moliwe, e do Klubu Pasterskiego. - Coraz gorzej - jkna. - Jeeli on przypadkiem ciebie zaprosi, czy przyjedziesz? Chciaabym si przekona, e jednak potrafisz da sobie rad z t aglwk lepiej ni poprzednim razem. Do stanika zdobyam kdk. Rozemia si. - Chtnie przyjad. Nawet w tych okolicznociach. - On jeszcze moe ci nie zaprosi - zwrcia uwag. - Raczej brzydko mi pachnie ta sprawa z mewami. Co, zdaje si, nie gra na twoim okrcie. - Omwimy to. - Z pewnoci - odpara. - Zobacz, co masz do powiedzenia w swojej obronie. Rozczya si z nim i zadzwonia do Klubu Pasterskiego, gdzie udao jej si zapa Petera przed samym jego wyjciem. Od razu wyoya mu, o co chodzi. - Peter, zapro Dwighta Towersa do was na sobot i niedziel. Ja mog przyjecha nie zaproszona. Wola si nie angaowa. - Mary zrobi mi pieko, jeeli on zarazi Jennifer odr.

- Powiem jej, e si zarazia od ciebie. Zaprosisz Dwighta? - Jeeli sobie tego yczysz. Ale on chyba nie przyjedzie. - Przyjedzie. Ze swoim ekwipaem, tak jak poprzednio, czekaa na kapitana Towersa przed stacj w Falmouth. Oddajc bilet kontrolerowi, Dwight zawoa do niej z daleka: - Hej, gdzie si podzia ten czerwony garnitur? Bya tym razem ubrana w khaki: spodnie khaki i tak koszul, praktycznie, roboczo. - Zbyt due miotay mn wtpliwoci, czy mona go woy na spotkanie z tob owiadczya. - Zniszczenie pewne. - Nieze zdanie wyrobia sobie o mnie - stwierdzi ze miechem. - Ostrono nigdy dziewczynie nie zaszkodzi - rzeka skromnie sznurujc usta. Zwaszcza kiedy tyle tego siana jest wszdzie. Podeszli do wzka i klaczy uwizanej przy barierce. - Chyba powinnimy zaatwi spraw tych mew przed zobaczeniem si z Mary powiedziaa Moira. - Bo takich tematw nie wypada porusza w damskim towarzystwie. Wic moe jedmy najpierw do "Przystani". - Nie mam nic przeciwko temu - zgodzi si szarmancko. Pustymi uliczkami pojechali do hotelu. Moira zahaczya lejce o ten sam zderzak tego samego samochodu i weszli do sali dla pa. Zamwi dla niej podwjny koniak, dla siebie ma whisky. - No wic jak z mewami? - zapytaa. - Mw ca prawd, choby bya najbardziej skandaliczna. - Zanim wyruszylimy w ten rejs, widziaem si z premierem - powiedzia. - Admira mnie do niego zabra. Premier mwi nam to i owo i midzy innymi chcia, ebymy zebrali wszelkie moliwe dane o ptakach na obszarach radioaktywnych. - Dobrze. I zebralicie te dane? - Nic a nic - odrzek beztrosko. - Nic o ptakach, nic o rybach, niewiele o czymkolwiek innym. - Nawet adnych ryb nie zowie? Umiechn si. - Chciabym wiedzie, jak si owi ryby z podwodnego okrtu w zanurzeniu albo jak si apie mewy, kiedy nikt nie moe wyj na pokad. Prawdopodobnie to jest wykonalne, jeeli ma si odpowiedni sprzt. Wszystko przecie moliwe. Ale powstaa ta kwestia dopiero na ostatniej odprawie... na p godziny przed odpyniciem. - Wic mew nie przywielicie.

- Nie. - I premiera bardzo to zmartwio? - Nie wiem. Nie miaem zgosi si do niego. - No, przypuszczam. - Umilka, wypia wielki yk koniaku i ju powanie zapytaa: Powiedz, tam nikt nie yje, prawda? Potrzsn gow. - Chyba nikt. Stwierdzi na pewno si nie da, dopki nie ma monoci wypuszczenia kogo w kombinezonie ochronnym na ld. Teraz, kiedy o tym myl, uwaam, e w ktrym z tych portw powinnimy byli tak zrobi. Ale nie przewidziano tego w programie tym razem i nie mielimy koniecznego ekwipunku. Najwikszy problem to odkaenie po powrocie na pokad. - Tym razem? - powtrzya. - Wic popyniecie znowu? - Myl, e tak - odpowiedzia. - Rozkazw jeszcze nie otrzymaem, ale co mi si zdaje, e wyprawi nas do Stanw. Oczy jej si rozszerzyy. - Mona tam dopyn? Skin gow. To kawa drogi i bdziemy musieli dugo przebywa pod wod. Dosy cikie dla zaogi. Jednake... rzecz zupenie realna. "Miecznik" odby taki rejs, dlaczego nie moglibymy i my? Opowiedzia jej o okrcie podwodnym "Miecznik" i jego rejsie po pnocnym Atlantyku. - Kopot polega na tym, rozumiesz, e przez peryskop wida bardzo mao. Dostalimy raport kapitana, ale w sumie te informacje s bardzo skpe. Chyba nie wicej czowiek by wiedzia, gdyby po prostu usiad i sprbowa wycign wnioski z tego, co i tak wiadomo. Oni widzieli tylko dzielnice portowe, i to z wysokoci zaledwie dwudziestu stp. Mogli zobaczy ewentualne zniszczenia od bomb w miecie bd w porcie, ale prawie nic poza tym. Tak wanie byo i z nami. Stwierdzilimy rzeczywicie niewiele przez cay czas naszego rejsu. Zatrzymywalimy si tylko, eby nawoywa przez megafon, i kiedy nikt si nie pokazywa, eby popatrze albo odpowiedzie, musielimy uzna, e najwidoczniej nikt nie pozosta przy yciu. - Urwa. - No bo c innego mona wywnioskowa? Przytakna w milczeniu. - Kto mwi - rzeka po chwili - e to ju doszo do Mackay. Mylisz, e naprawd? - Myl, e naprawd - powiedzia. - To zblia si nieprzerwanie, tak jak zapowiedzieli fizycy.

- W takim tempie, kiedy dojdzie tutaj? - Powiedziabym, e w kocu sierpnia. Moe troch wczeniej. Wstaa, jak gdyby nagle zaczo jej sprawia trudno pozostawanie na miejscu. - Jeszcze koniak dla mnie, Dwight - poprosia. I gdy jej przynis, oznajmia: - Chc dokd jecha... co robi... taczy! - Jak sobie yczysz, kochanie. - No bo przecie nie moemy tak siedzie tu bezczynnie i jcze nad tym, co nas czeka! - Masz racj - powiedzia. - Ale co chciaaby robi ponad to, co robisz teraz? - Nie bd rozsdny - warkna rozdraniona. - Po prostu tego nie znosz. - Dobrze - rzek spokojnie. - Wypij swj koniak i jedmy do Holmesw. Popywamy sobie aglwk. Gdy tam przybyli, dowiedzieli si, e Peter i Mary postanowili poda kolacj na play dla uprzyjemnienia sobotniego wieczoru. Nie tylko miaa by to zabawa tasza i milsza w letni upa ni przyjcie w czterech cianach, ale Mary w swojej dezorientacji uznaa, e im duej bdzie trzyma obu przybyszw z zaraonego odr "Skorpiona" z dala od domu, tym mniejsze jest prawdopodobiestwo, e dziecko nabawi si tej choroby. Po szybko podanym obiedzie Moira i Dwight wyruszyli do klubu eglarskiego, eby przygotowa aglwk i znw wzi udzia w wycigach; ich gospodarze z Jennifer w rowerowej przyczepce dojechali tam w jaki czas pniej. Wycigi miay tym razem przebieg dosy spokojny. Wpadli co prawda zaraz po starcie na boj i przy drugim okreniu uwikali si we wspzawodnictwo z inn aglwk, prbujc za wszelk cen zbliy si pod wiatr, w wyniku czego lekko si z ni zderzyli, bo ani oni, ani ich wspzawodnicy nie znali przepisw, ale e w tym klubie takie wypadki nie naleay do rzadkoci, zbyt licznych protestw to nie wywoao. Ostatecznie zajli w wycigu szste miejsce, a wic spisali si lepiej i bardziej skadnie ni poprzednim razem. Od mety zawrcili aglwk ku play, zostawili j na dogodnej awicy i brodzc po wodzie wyszli na brzeg, gdzie Peter i Mary czekali na nich z podwieczorkiem: herbat i kruchymi ciasteczkami. Potem znw weszli do wody, eby bez popiechu wykpa si w blaskach przedwieczornego soca; jeszcze w kostiumach kpielowych zoyli sprzt, zwinli agle i wycignli dk na zwyke miejsce wrd innych aglwek na piasku. Soce opado ju nad horyzont, gdy ubrali si, wzili z koszyka zapasy swoich trunkw i poszli na koniec mola, eby oglda zachd, a Mary i Peter przygotowywali kolacj.

Siedzc przy kapitanie na porczy i patrzc w rozmigotane rowymi blaskami spokojne morze, Moira napawaa si bogosawiestwem ciepego wieczoru i zawsze kojcym dziaaniem koniaku. W kocu zacza rozmow. - Dwight, opowiedz mi o tym rejsie "Miecznika". Mwie, e "Miecznik" popyn do Stanw Zjednoczonych. - Owszem - rzek krtko. Rozwin temat dopiero po chwili: - "Miecznik" popyn wszdzie, gdzie tylko to byo moliwe na linii wschodniego wybrzea, ale sprowadza si to wszystko do kilku maych portw i przystani na zatoce Delaware i rzece Hudson, i oczywicie do Nowego Londynu. Ryzykujc wiele, zobaczyli te Nowy Jork. Suchaa zaintrygowana. To bardzo niebezpieczne? Tak. Pola minowe... nasze wasne miny. Kady wikszy port i ujcie rzeki na brzegu wschodnim zabezpieczono szeregami pl minowych. W kadym razie my tak przypuszczamy. Na brzegu zachodnim rwnie. - Zamyli si. - Bo przecie naleao to zrobi przed wojn. Ale czy zrobiono to przedtem, czy ju w czasie wojny, czy nie zrobiono wcale... nie wiemy. Wiadomo nam jedynie, e pola minowe powinny tam by, a skoro nie ma planu z zaznaczonymi przejciami, lepiej si w tamte strony nie zapuszcza. To znaczy, e okrt, gdyby trafi na min, mgby zaton? - Z pewnoci. Bez klucza, mapy pl minowych, po prostu brak odwagi na to, by si do nich zbliy. - Wic oni, ci z "Miecznika", mieli chyba jak map, kiedy wpynli do Nowego Jorku? Potrzsn gow. - Mieli jedn sprzed omiu lat ca ze stemplami NIE DO UYTKU. Takie rzeczy s raczej tajne; wydawane tylko wtedy, gdy okrt musi na dany obszar wpyn. Wic oni mieli tylko t star map. Ale najwidoczniej bardzo chcieli tam si dosta. Musieli wzi pod uwag gwne przewodnie znaki na tej mapie, wskazujce wejcie do bezpiecznych kanaw, i zda si na wasne domysy, gdzie mogy by poczynione zmiany. Wydedukowali, e w planie, ktrym dysponuj, wprowadzenie niewielkich nawet zmian byoby praktycznie niemoliwe tylko na jednym z tych odgazie. Zaryzykowali wic przepynicie tamtdy i to si im powiodo. Niewykluczone, e tego obszaru w ogle nie zaminowano. - I okazao si, e warto byo tak ryzykowa, kiedy ju wpynli do portu? - Nie. Nie stwierdzili nic, o czym nie wiedzieliby przedtem. Nie moe chyba by inaczej, jeeli bada si te miejsca w taki sposb. Moliwoci zebrania jakichkolwiek danych s prawie adne.

- Nie zobaczyli nikogo ywego? - Nikogo, dziecko. I geografia cakowicie si zmienia. W dodatku stopie radioaktywnoci wszdzie jest tam wysoki. Palc papierosy nad swymi szklaneczkami, do dugo milczeli oboje, wpatrzeni w blaski zachodzcego soca. - Dokd jeszcze "Miecznik" dopyn, powiedziae? - zapytaa wreszcie Moira. - Do Nowego Londynu? - Zgadza si - przytakn Dwight. - Gdzie to jest? - W stanie Connecticut na wschodzie - objani. - Przy ujciu rzeki Tamizy. - I oni znw tak bardzo ryzykowali? - Nie, bo to port macierzysty. Mogli si oprze na aktualnej mapie pl minowych. Zawaha si. - Gwna baza okrtw podwodnych Stanw Zjednoczonych na wybrzeu wschodnim - rzek cicho. - Przypuszczam, e prawie wszyscy z nich mieszkali albo w samym Nowym Londynie, albo gdzie w okolicy. Tak jak ja. - Ty tam mieszkae? Odpowiedzia tylko skinieniem gowy. - I zastali tam to samo, co wszdzie? - Chyba - odezwa si z wysikiem. - Szczegw nie podali, poza wynikami bada radioaktywnoci. Do przeraajce. Wpynli prosto do bazy, do swojego doku, z ktrego wypynli na t wojn. Troch dziwny musia by taki powrt, ale jako pominli to w raporcie. Wikszo z nich chyba, oficerw i marynarzy, znalaza si w pobliu swoich domw. Oczywicie nic zrobi nie mogli. Wic tylko zostali tam kilka godzin, a potem popynli dalej wykonywa swoje zadanie. Kapitan zaznaczy, e odprawiono na okrcie naboestwo. To na pewno byo bolesne. W ciepej rowej unie zachodu jeszcze janiao pikno tego wiata. - Dziwi si, e tam wpynli - powiedziaa dziewczyna. Te si dziwiem z pocztku przyzna Dwight. Ja chyba bym si do tej bazy nie zblia. Chocia... no, nie wiem. Ale kiedy ju si nad tym zastanawiam, powiedziabym, e oni tam wpyn musieli. Mieli map tylko tamtych pl minowych... tylko tamtych i w zatoce Delaware. A wic to byy jedyne miejsca, do ktrych mogli dosta si bezpiecznie. Musieli wykorzysta t znajomo planu zaminowania. Przytakna. - Wic ty tam mieszkae?

- Nie w Nowym Londynie - odrzek prawie szeptem. - Baza jest na drugim brzegu rzeki, wschodnim. Mj dom stoi w odlegoci pitnastu mil od ujcia. W maym miasteczku na wybrzeu... w miasteczku Mystic. - Nie mw o tym - powiedziaa - jeeli wolisz nie mwi. Spojrza na ni. - Mog o tym mwi, chocia nie z kadym. Ale nie chciabym ci zanudza. Umiechn si agodnie. - Ani paka, dlatego e widziaem tego brzdca. Spona rumiecem. - Kiedy mi pozwolie wej do swojej kajuty, ebym si przebraa - rzeka zobaczyam fotografie. Czy to twoja rodzina? - ona i dwoje dzieci - potwierdzi z pewn dum. - Sharon. Dwight chodzi ju do szkoy podstawowej, Helen pjdzie dopiero jesieni. Teraz chodzi do przedszkola o par domw dalej na tej samej ulicy. Moira zdya si ju przekona, e Sharon i dzieci to dla niego rzeczywisto, rzeczywisto znacznie konkretniejsza ni ten problem poowicznego rozpadu substancji promieniotwrczych w dalekim zaktku wiata, gdzie los rzuci go po wojnie. Spustoszenie pkuli pnocnej byo dla niego tak samo czym nierzeczywistym jak dla niej. Zniszcze po tej wojnie wcale przecie nie widzia, tak samo jak nie widziaa ich ona; mylc o swym domu rodzinnym, po prostu sobie nie wyobraa, e tam jest ju zupenie inaczej ni wwczas, gdy odjeda stamtd. Mao mia wyobrani i dziki temu mg w Australii zachowa pogodn rwnowag i spokj ducha. I oto teraz znw Dwight wkracza na grunt bardzo liski. Nie ma rady, trzeba go w tym jako podtrzyma. Troch lkliwie Moira zapytaa: - Co twj synek bdzie robi, kiedy doronie? - Chciabym, eby poszed do Akademii. Do Akademii Marynarki Wojennej. eby suy na okrtach, jak ja. To dobre ycie dla chopca... nie znam lepszego. Czy zostanie kapitanem... no, to ju inna sprawa. W matematyce jest do saby, ale za wczenie jeszcze na ocen. On dopiero dziesi lat skoczy w lipcu. Chciabym jednak doprowadzi go do Akademii. Myl, e i on chce. - Bardzo lubi morze? Dwight skin gow. - Mieszkamy blisko brzegu. Wic on w lecie prawie caymi dniami pywa, jedzi dk z motorkiem. - Umilk zamylony. - Tak si opalaj - rzek po chwili - wszystkie dzieciaki jednakowo, na brz. Nieraz mi si wydaje, e opalaj si mocniej ni my, doroli, chocia tak samo wystawiamy si na soce.

- Tutaj te s brzowe - zauwaya. - Nie zacze go uczy eglarstwa? - Jeszcze nie - powiedzia. - Kupi aglwk, kiedy na nastpny urlop wrc do domu. Wsta z porczy i stojc przy Moirze popatrzy w un nieba na zachodzie. - To chyba bdzie we wrzeniu - rzek cicho. - Pora dosy pna jak na eglowanie tam, w Mystic. Ju nie wiedziaa, co mu powiedzie. Odwrci si do niej. - Ty pewnie uwaasz, e mam le w gowie. Ale w ten wanie sposb ja to widz wyjani pospnie - i jako nie potrafi myle o tym inaczej. W kadym razie nie popakuj nad niemowltami. Stana take, gotowa ju do odejcia. - Wcale nie uwaam, e masz le w gowie - powiedziaa. W milczeniu wrcili molem na pla.

Rozdzia czwarty
Nazajutrz rano wszyscy w domu Holmesw czuli si dosy dobrze - nie tak jak w tamt pierwsz niedziel, ktr kapitan Towers u nich spdzi. Wieczr sobotni upyn pod znakiem umiaru, bez naduywania alkoholu, wic nocny sen by prawdziwym odpoczynkiem. Przy niadaniu Mary nadal pewna, e im wicej go bdzie przebywa poza domem, tym mniejsze jest prawdopodobiestwo zaraenia odr Jennifer, zapytaa, czy kapitan chce pj do kocioa. - Chciabym - odpowiedzia. - Jeeli to pani nie popsuje planw. - Oczywicie, e nie - zarczya. - Niech pan robi wszystko, na co ma pan ochot. Myl, e po poudniu moglibymy wybra si do klubu, chyba e pan woli co innego. - Chtnie bym popywa znowu - rzek Dwight. - Ale pod wieczr bd musia ju wraca na okrt... po kolacji najpniej. - Nie moe pan zosta do jutra? Wiedzia, jak bardzo ona si przejmuje t odr. - Nie. Musz tam by dzisiaj. Zaraz te po niadaniu dla jej spokoju wyszed na papierosa do ogrodu. Ustawi sobie leak tak, eby widzie zatok, i tam zastaa go Moira, gdy ju pomoga Mary pozmywa naczynia. Usiada przy nim. - Naprawd pjdziesz do kocioa? - zapytaa. - Tak jest. - Mog pj z tob? Odwrci gow i spojrza na ni zdumiony. - No oczywicie. Chodzisz co niedziela? Umiechna si. - Nawet w najwiksze wita nie chodz - przyznaa. - Ale moe byoby lepiej, ebym chodzia. Moe nie piabym tyle. Rozwaa to przez chwil. - Moliwe - rzek z powtpiewaniem. - Chocia nie wiem, co ma jedno z drugim wsplnego. - Tylko czy na pewno nie wolisz pj sam? - No, nie - powiedzia. - Zawsze mi bardzo mio w twoim towarzystwie. Po ich odejciu Peter Holmes wycign gumowy w eby podla ogrd, zanim soce zacznie mocniej przypieka. Wkrtce potem z domu wysza jego ona.

- A gdzie Moira? - Rozejrzaa si po ogrodzie. - Posza do kocioa. Z kapitanem. - Moira? Do kocioa? Znad wa umiechn si do niej od ucha do ucha. - Moesz wierzy albo nie, ale naprawd posza na naboestwo. Dosy dugo Mary milczaa. - Mam nadziej - rzeka w kocu - e to si na ze nie obrci. - Dlaczego miaoby si obrci na ze? - zapyta Peter. - On to bardzo porzdny facet, a ona wcale nie jest taka zepsuta, kiedy si j zna bliej. Nawet mogliby si pobra. Potrzsna gow. - W tym jest co dziwnego. Mam nadziej, e to si na ze nie obrci - powtrzya. - Jakby si obrcio, nie nasze zmartwienie - zauway. - Ostatnio wiele rzeczy wyglda troch niesamowicie. Przytakna i gdy skierowa strumie wody z wa na trawnik, zacza spacerowa, to tu, to tam si zatrzymujc. Po jakim czasie powiedziaa: - Tak sobie myl, Peter. Czy moglibymy wyci te dwa drzewa, jak sdzisz? Podszed do niej i popatrzy na drzewa. - Musiabym zapyta waciciela - powiedzia. - Dlaczego ich tu nie chcesz? - Brak nam miejsca na uprawianie warzyw - wyjania. - A warzywa w sklepach takie drogie. Gdybymy wycili te drzewa i wyrwnali gazie akacji, moglibymy mie warzywniak std a dotd - pokazaa rkami. - Na pewno bymy zaoszczdzili prawie funta tygodniowo, uprawiajc wszystko sami dla siebie. I jaka to przyjemno w dodatku! Obejrza drzewa z bliska. - Potrafibym je ci, owszem. I byoby sporo opau. Na razie to drewno zielone, oczywicie za wiee, eby nim pali tej zimy. Trzeba by je uoy w stert i zostawi na przyszy rok. Jedyna trudno to wykopanie pniakw. Cika robota z tym, wiesz. - Dwa pniaki zaledwie. I ja mogabym pomc - zgosia sw gotowo Mary podkopywa po troszeczku, kiedy ciebie nie bdzie. Gdyby si dao je usun i przekopa t ziemi przed kocem zimy, mogabym ju posia co na wiosn i mielibymy jarzyny przez cae lato. - Rozwaaa to sobie. - Groszek i fasol - zadecydowaa. - I dynie. Zrobiabym zapas demu z dy. - Dobra myl - pochwali. Obrzuci drzewa wzrokiem od gry do dou. - Nie s zbyt due - stwierdzi. - I dla tej sosenki byoby lepiej, gdyby si je cio.

- Jeszcze jedno chciaabym zrobi - Mary nabraa rozmachu. - Zasadzi tu kwitncy gumowiec... o tutaj. To by latem wygldao przelicznie. - Gumowce potrzebuj okoo piciu lat na to, eby zakwitn. - Nie szkodzi. Gumowiec w tym miejscu na tle niebieskiego morza to bdzie istne cudo. I widzielibymy go z okna sypialni. Wyobrazi sobie wspaniao wielkiego drzewa caego w szkaratnych kwiatach na tle szafirowych roziskrzonych fal zatoki. - Z pewnoci byoby wrcz fantastyczne w rozkwicie - doszed do wniosku. - Wic gdzie by je zasadzia? Tutaj? - Odrobink dalej, o tu - pokazaa. - I pniej, kiedy ju si rozronie, mona by usun ten ostrokrzew i postawi awk tu w cieniu. - Zawahaa si. - Byam raz po twoim wyjedzie u Wilsona - oznajmia. - S w tej jego szkce liczne malutkie gumowce kwitnce, tylko po dziesi szylingw sze pensw sztuka. Wic moe kupi od niego jeden i zasadzi na jesieni? - One s dosy delikatne - powiedzia. - Moim zdaniem, naleaoby zasadzi dwa blisko siebie, eby jeden zosta, gdyby drugi si nie przyj. A gdyby przyjy si oba, ktry z nich po paru latach wykopa. - Rzecz w tym, e pniej adnego nigdy si nie wykopuje - zwrcia uwag. Radonie snuli dalej swe ogrodnicze plany na nastpne dziesiciolecie i poranek min im bardzo szybko. Gdy Moira i Dwight przyszli z kocioa, oni jeszcze o tym rozprawiali. Zaprosili goci na konsultacj w sprawie warzywnika. Wkrtce potem, zostawiajc ich w ogrodzie, weszli do domu: Peter, eby przyrzdzi trunki, Mary, eby si zaj obiadem. Moira spojrzaa na Amerykanina. - Kto zwariowa - szepna. - Czy ja, czy oni? - Dlaczego tak mwisz? - Przecie za sze miesicy ich tutaj nie bdzie. Mnie nie bdzie. Ciebie nie bdzie. Niepotrzebne im warzywa na przyszy rok. Dwight sta w milczeniu wpatrzony w bkit morza, w krt lini brzegu. - No wic co? - zapyta po dugiej chwili. - Moe o n i w to n ie wierz. Albo moe myl, e bd mogli wszystko zabra ze sob tam gdzie, dokd odejd, nie wiem. W kadym razie lubi projektowa ogrody. Wic nie mw, e zwariowali, nie psuj im tego. - Nie mam zamiaru. - Z kolei ona staa w milczeniu przez chwil. - Nikt z nas naprawd nie wierzy, e to si kiedykolwiek stanie... za naszych czasw, z nami - rzeka w kocu. - Pod tym wzgldem zwariowalimy wszyscy w taki czy inny sposb.

- Tu przyznaj ci racj - powiedzia z naciskiem. Peter przynis napenione szklaneczki, co pooyo kres tej rozmowie, a pniej by obiad. Po obiedzie Mary zabraa si z Moira do zmywania, a obaj roznosiciele zarazkw odry przeszli na jej yczenie do ogrodu. Gdy ju siedzieli na leakach i popijali kaw, Peter zapyta swego dowdc: - Sysza pan co o naszym nastpnym rejsie, panie kapitanie? Amerykanin przymruy oko. - Ja nic. A pan? - Waciwie te nic. O czym jednak bya mowa na tej konferencji z naukowcami, wic zaczem si zastanawia, co w trawie piszczy. - O czym bya mowa? - O zainstalowaniu u nas jakiego nowego radia kierunkowego. Nie sysza pan o tym? Dwight potrzsn gow. - Mamy przecie pene wyposaenie radiotechniczne. - Ale to ma by do ustalania miejsca, z ktrego odbieramy sygnay... dokadnie. Moe bdc na gbokoci peryskopowej. Dotd na tej gbokoci nie moglimy go ustala, prawda? - Majc taki sprzt, jak mamy, nie. Ale w jakim celu by nam to dali? - Nie wiem. Ta sprawa nie bya na porzdku dziennym konferencji. Jeden z ekspertw mwi o tym poza kolejnoci. - Wic chc, ebymy apali sygnay radiowe? - Daj sowo, nie wiem, panie kapitanie. Nic poza tym, e wyonia si kwestia, czy detektor promieniowania mona przenie na peryskop na dziobie, eby na peryskopie rufowym zainstalowa takie radio. John Osborne powiedzia, e jego zdaniem mona, ale trzeba to uzgodni z panem. - Susznie. Mona go przenie na dzib. Mylaem, e chc nam da drugi taki detektor. - Nie przypuszczam, panie kapitanie. Chodzi im chyba tylko o to, eby na rufie zainstalowa ten nowy wynalazek. Amerykanin wpatrywa si w dym swego papierosa. Nagle mrukn: - Seattle. - Sucham, panie kapitanie? - Seattle. Byy sygnay radiowe stamtd, z okolic Seattle. Nie wie pan, one dochodz wci jeszcze? Peter w oszoomieniu potrzsn gow.

- W ogle o tym nie syszaem. Chce pan przez to powiedzie, e kto stamtd nadaje sygnay? Kapitan wzruszy ramionami. - Niewykluczone. Jeli tak, to w kto nie bardzo to umie robi. Czasami to si klei, jest jakie wyrane sowo. Ale najczciej to po prostu bigos, jakby nadajnik dosta si w rce dziecka. - I to odbieraj przez cay czas? - Nie - odrzek Dwight. - Chyba nie. Odbir bardzo nieregularny. O ile mi wiadomo, nasuch jest prawie cigy. W kadym razie byy te sygnay do Boego Narodzenia. Co po witach, nie wiem. Oficer cznikowy zauway: - Ale chyba niezbicie z tego wynika, e ludzie tam jeszcze yj. - To tylko ewentualno. Nie mona mie stacji nadawczej nie majc prdu, wic jaki silnik musi tam pracowa, kto musia go uruchomi. Duy silnik, skoro to dua stacja o wiatowym zasigu. Ale... nie wiem. Wydawaoby si, e czowiek, ktry potrafi da sobie rad z urzdzeniem na tak wielk skal, powinien zna alfabet Morse'a. Bodaj dwa sowa nadawa w cigu minuty, trzymajc ksik przed sob. - Myli pan, e tam popyniemy? - Moliwe. Midzy innymi o ten punkt nas pytano, kiedymy wracali w padzierniku zeszego roku. dano od nas wszelkich wiadomoci, jakie mamy o amerykaskich stacjach nadawczych. - Byo co istotnego? - Nie - powiedzia Dwight. - Tylko stacje Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych. Bardzo niewiele na temat stacji Si Powietrznych i Armii. Waciwie nic o radiostacjach cywilnych. A przecie roio si od nich na wybrzeu zachodnim. Pniej, zostawiajc Mary z dzieckiem w domu, spacerkiem poszli na pla. Po kpieli pooyli si na ciepym piasku - Moira midzy Dwightem i Peterem. - Dwight - zapytaa w pewnej chwili dziewczyna - gdzie teraz jest "Miecznik"? Przypynie tutaj? Takiej zapowiedzi nie byo - odpowiedzia Dwight. - Ostatnio syszaem, e jest w Montevideo. - Moe tu si pokaza lada dzie - rzek Peter. - Trasa w granicach jego moliwoci. Amerykanin przytakn.

- Ot to. Lada dzie mog przysa go tutaj z poczt albo pasaerami. Dyplomatami czy inn jak delegacj. - Gdzie jest Montevideo? - zainteresowaa si Moira. - Powinnam wiedzie, ale nie wiem. Dwight j owieci. - W Urugwaju, na wschodnim brzegu Ameryki Poudniowej. - Mwie przedtem chyba, e "Miecznik" jest w Rio de Janeiro. Czyli w Brazylii, prawda? - Mwiem. Do Rio de Janeiro wrci z rejsu po pnocnym Atlantyku. Mia tam wtedy baz. Ale pniej przenis si do Urugwaju. - Ze wzgldu na promieniowanie? - Aha. Peter odpowiedzia jej obszerniej: - Ale czy to ju tam dotaro, nie wiadomo. Pewnie tak. O tym oni przez radio nic nie wspominali. Teraz ogarnia zwrotnik, prawda? - Zgadza si - potwierdzi Dwight. - Rockhampton na przykad. - Doszo ju do Rockhampton? - wykrzykna Moira. - Ja nie syszaem - rzek Peter. - Dzi rano w dzienniku radiowym podali, e doszo do Salisbury w Poudniowej Rodezji. To chyba troch dalej na pnoc. - Chyba - powiedzia kapitan. - I w gbi ldu w dodatku, a to moe sprawia rnic. Te inne miasta, o ktrych mwimy... wszystkie s na wybrzeach. - Czy Alice Springs nie ley prawie na zwrotniku? - Moe tak. Nie bardzo si orientuj. To te w gbi ldu, oczywicie. Moira zapytaa: - Py rozprzestrzenia si po wybrzeu szybciej ni po ldzie? Dwight potrzsn gow. - Nie wiem. Przypuszczam, e nie ma adnych dowodw ani na to, e tak jest, ani na to, e tak nie jest. Peter rozemia si. - Bdziemy wiedzieli wtedy, gdy to dojdzie tutaj. I wyryje si te dane na szkle. - Wyryje si na szkle? - Moira zmarszczya czoo. - Nie syszaa o tym? - Nie - powiedziaa zdumiona.

- John Osborne wczoraj mi opowiada - rzek Peter. - Kto w Organizacji Bada zaj si jednak spisywaniem tego, co si dzieje z nami. Taka kronika na szklanych cegach. Drukuj to, e tak powiem, czyli ryj na jednej cegle, przykrywaj drug i stapiaj obie ze sob... w jaki sposb tak, e te zapisy s w rodku. Dwight opar si na okciu i odwrci do niego z zainteresowaniem. - Pierwszy raz o tym sysz. I co dalej z tymi cegami? - Umieszcz je na Grze Kociuszki. To najwyszy szczyt w Australii. Jeeli kiedykolwiek wiat zaludni si znowu, kto na pewno tam trafi... kiedy. I to nie jest gra, a tak wysoka, eby nie mona byo na ni wej. - No, wrcz fantazja! Rzeczywicie to robi, rzeczywicie? - John mwi, e tak. Buduje si tam co w rodzaju betonowego schronu. Na podobiestwo piramid. Dziewczyna ochona ze zdumienia. - Dugie s te zapisy? - Nie wiem. Chyba nie mog by bardzo dugie. Ale i stronice ksiek te si tak preparuje. Wtapia si je pomidzy tafl grubego szka. - Tylko e ci ludzie, ktrzy przyjd kiedy - zauwaya Moira - nie bd umieli czyta naszych drukw. Ci ludzie... moe nawet nie ludzie, a zwierzta. - John mwi, e pomylano ju o tym i przygotowuje si to bardzo starannie. Elementarz. Obrazek kota, a potem K O T i rne takie rzeczy. I mwi, e jak dotd to jedno jest prawie ukoczone. - Peter umilk. - Maj przynajmniej co do roboty - zawyrokowa po chwili. - Co, co tych mdrcw powstrzymuje od gupstw. - Ale kot na obrazku niewiele tym przyszym istotom powie - rzeka Moira. - Nie bdzie adnych kotw. Nie domyla si, e to jest kot. - Obrazek ryby byby lepszy - wyrazi swoje zdanie Dwight. - RYBA albo... powiedzmy, obrazek mewy. - To ju za dugie sowa, jak na pocztek elementarza. Moira zainteresowana zwrcia si do Petera. - Jakie ksiki oni chc tak konserwowa? Wszystkie o produkcji bomb kobaltowych? - Boe bro! - Parsknli miechem. - Nie wiem, jakie. Myl, e warto byoby rozpocz od Encyklopedii Brytyjskiej, to jednak straszna kobya. Naprawd nie wiem, jakie ksiki. John Osborne moe wie... albo mgby si dowiedzie.

- Ja pytam z czystej ciekawoci - wyjania dziewczyna. - Bo dla nas to przecie bez rnicy. - Spojrzaa na Petera z udanym przestrachem. - Tylko mi nie mw, e oni uwieczni w ten sposb ktr z gazet. Tego bym nie zniosa. - Gazet w szkle chyba nie bdzie - pocieszy j. - A takimi szalecami nie s. Dwight usiad na piasku. - I tyle tej piknej ciepej wody ma si zmarnowa - powiedzia. - Uwaam, e powinnimy z niej skorzysta. Moira zerwaa si od razu. - Jak najbardziej - przyklasna. - Czasu na to coraz mniej. Peter ziewn. - No, to skorzystajcie z tej wody. Ja skorzystam ze soca. Zostawili go wic lecego na play. We dwoje odpynli od brzegu i Moira powiedziaa z uznaniem: - Szybko pywasz, Dwight. Zatrzyma si rozchlapujc wod dokoa. - Duo pywaem, kiedy byem modszy. Raz braem udzia w wycigu pywackim naszej Akademii i West Point. Skina gow. - Co wanie takiego przypuszczaam. A teraz pywasz czsto? - Nie - powiedzia. - W wycigach ju nie. Z tego do wczenie si rezygnuje, jeeli nie ma czasu na stay trening. - Rozemia si. - I odnosz wraenie, e woda jest teraz zimniejsza ni za moich modych lat. Nie tutaj oczywicie. W Mystic. - Urodzie si w Mystic? - zapytaa. - Nie. Urodziem si nad Long Island Sound, ale nie w Mystic. W miasteczku, ktre si nazywa Westport. Mj tata by tam lekarzem. W czasie pierwszej wojny wiatowej by lekarzem okrtowym, a pniej obj praktyk w Westport. - To jest nad morzem? Przytakn. - Pywanie, eglarstwo, rybowstwo. Tak byo tam w moim dziecistwie. - Ile masz lat, Dwight? - Trzydzieci trzy. A ty? - Jakie nietaktowne pytanie! Mam dwadziecia cztery. - Zawahaa si. - Czy Sharon te pochodzi z Westport? - Poniekd - odpar. - Jej tata jest adwokatem w Nowym Jorku, mieszka na Osiemdziesitej Czwartej Zachodniej ulicy niedaleko od parku. Ale ma will w Westport i zawsze przyjeda tam na wakacje.

- I tam j poznae? Tak. Gdy dziewczyn pozna chopiec... - zacytowa sowa piosenki. - Pewnie pobralicie si bardzo modo. - Ja zaraz po uzyskaniu dyplomu. Miaem dwadziecia dwa lata i byem chorym na "Franklinie". Sharon miaa dziewitnacie lat; ju nie ukoczya wyszych studiw. Zdecydowalimy si rok przedtem. Nasi rodzice widzieli, e od tego nie odstpimy, ale wsplnie postanowili troch nas przetrzyma. - Dwight umilk na chwil. - Jej tata bardzo adnie si znalaz - rzek cicho. - Moglibymy tak czeka, dopki nie zdobdziemy jako pienidzy, ale oni ostatecznie uznali, e ani jej, ani mnie nic z tego czekania nie przychodzi. Wic pozwolili nam wzi lub. - Pomagali wam finansowo? - Wanie. Potrzebowalimy tej pomocy tylko w pierwszych latach, a potem jedna z ciotek umara i ja dostaem awans, wic stanlimy mocno na nogach. Dopynli do koca mola, wyszli z wody i usiedli w ciepym sonecznym blasku. Pniej ju molem wrcili do Petera na pla, posiedzieli z nim, wypalili papierosy i poszli si przebra. Ukazali si na play ponownie oboje z pantoflami w rku, strzepujc z bosych stp zasychajcy piasek. Dwight usiad i zacz wkada skarpetki. Dziewczyna wykrzykna: - W takich skarpetkach eby kto chodzi! Dowdca "Skorpiona" obrzuci je szybkim spojrzeniem. - Dziura tylko na duym palcu - powiedzia. - Nie wida jej. - Nie tylko na duym palcu. - Moira pochylia si i podniosa jego stop. - Migna mi jeszcze jedna. Pita caa dziurawa od spodu! - Te nie wida - rzek beztrosko. - Pantofle zakrywaj. - Czy nikt ci ich nie ceruje? - Zwolniono ostatnio wikszo zaogi "Sydney" - wytumaczy. - Mj Pitaszek jeszcze mi ko ciele, ale za duo roboty ma teraz, eby zawraca sobie gow cerowaniem. Z tym zreszt nigdy nie byo zbyt dobrze na okrcie. Sam sobie ceruj czasami. Ale przewanie wyrzucam dziurawe skarpetki i bior nastpn par. - I guzika brak ci przy koszuli. - To take jest niewidoczne. - Umiechn si z niezmcon pogod. - Akurat pod paskiem. - Jeste wrcz zaka marynarki - stwierdzia. - Ju ja wiem, co by admira powiedzia, gdyby zobaczy, jak ty chodzisz. Powiedziaby, e "Skorpion" potrzebuje innego kapitana.

- Nie zobaczyby - zapewni kapitan Towers. - Chyba eby mi kaza zdj spodnie. - Ta rozmowa staje si przelewaniem pustego w prne - ucia Moira. - Ile par skarpetek doprowadzie do takiego stanu? - A bo ja wiem. Do dawno nie robiem porzdku w tej szufladzie. - Jeeli dasz mi swoje skarpetki, to zabior je do domu i wszystkie ci poceruj. Spojrza na ni. - Bardzo jeste mia, e chcesz to zrobi dla mnie. Ale nie trzeba. Czas, ebym kupi nowe. Ta partia ju prawie do niczego. - Moesz dosta skarpetki? - zapytaa. - Tatu nie moe. Mwi, e ich w ogle nie ma w sprzeday, tak samo jak wielu innych rzeczy. Chustek do nosa te zabrako. Peter potwierdzi: - Tak jest. Ostatnim razem, kiedy prbowaem sobie kupi skarpetki, nigdzie nie byo mojego numeru. Te, ktre kupiem, s o dwa cale za due. Moira przygwodzia Dwighta pytaniem: - Kupowae skarpetki niedawno? - No, nie... Ostatni parti kupiem kilka miesicy temu. Peter ziewn. - Lepiej niech pan je da Moirze do reperacji, panie kapitanie. Kupi teraz bardzo trudno. - Skoro tak si sprawa przedstawia - rzek Dwight - z caego serca bybym wdziczny. - Zwrci si do dziewczyny. - Ale doprawdy nie musisz tego robi. Sam potrafi je zacerowa. - Umiechn si. - Potrafi, wiesz. Potrafi je zacerowa zupenie dobrze. Prychna. - Na pewno tak, jak ja potrafi prowadzi twoj d podwodn. Dobrze ci radz, zawi w papier wszystko, co masz do naprawy, owi sznureczkiem i dostarcz mi. cznie z t koszul. Masz gdzie guzik od niej? - Chyba zgubiem. - Niedbalstwo. Kiedy guzik odpada, naley go schowa. - Jeeli bdziesz mnie tak strofowaa - zagrozi - dam ci rzeczywicie wszystko, co wymaga naprawienia. Pogrzebi ci pod moimi rzeczami. - Wreszcie do czego dochodzimy - wykrzykna uradowana. - A ju mylaam, e nie jeste ze mn szczery. Wic wpakuj to do kufra, czy do dwch kufrw, i mi przywie. - Sporo jest tego - powiedzia.

- Nie wtpi. Jeeli bdzie za duo, podrzuc cz mojej mamie, a ona prawdopodobnie rozprowadzi t robot po caym okrgu. Admira mieszka dosy blisko. Przeczuwam, e lady Hartman do zacerowania przypadn twoje kalesony. Podnis oczy niby to ze zgroz. - No, w takim razie ju bezapelacyjnie "Skorpionowi" bdzie potrzebny nowy kapitan. Rzeka surowo: - I znw nasza rozmowa schodzi na gupie tory. Dostarcz mi wszystko, co trzeba zacerowa, tak czy owak, a ja si postaram, eby by ubrany, jak przystao na oficera marynarki wojennej. - Dobrze - ustpi. - Dokd mam dostarczy te rzeczy? Mylaa przez chwil. - Jeste teraz na urlopie, prawda? - Z przerwami - odrzek. - Wydajemy przepustki na dziesi dni, ale ja nie mog da sobie a tyle. Kapitan musi pozostawa na miejscu, czy te mu si zdaje, e musi. - Okrt chyba zyskaby bardzo wiele, gdyby kapitanowi tak si nie zdawao. - Moira parskna miechem, - Najlepiej bdzie, jeeli osobicie dostarczysz mi to do domu i par dni u nas zostaniesz. Umiesz powozi woem? - Nigdy woem nie powoziem - wyzna. - Ale mgbym sprbowa. Niepewnie mu si przyjrzaa. - Zakadam, e jako ci to pjdzie. Jeeli dowodzisz odzi podwodn, chyba duej krzywdy adnemu z naszych wow nie moesz wyrzdzi. Tatu ma teraz konia pocigowego, ktrego nazwalimy Ksi, ale raczej nie pozwoli ci go dotkn. Wic to bdzie musia by w. - Dla mnie bez rnicy - rzek potulnie. - Co kaesz mi robi z tym woem? - Rozrzuca nawz - powiedziaa. - Krowie placki. W w uprzy cignie bron po trawie, Ty idziesz obok niego i prowadzisz go za uzdzienic. W drugiej rce trzymasz kij, eby go klepn od czasu do czasu. To bardzo uspokajajce zajcie. wietne na nerwy. - Z pewnoci - przytakn. - Ale po co? W jakim celu waciwie si to robi? - Pastwisko wtedy lepsze - zacza tumaczy. - Jeeli ajna zostaj tam, gdzie s, trawa, ktra si stamtd rozrasta, cuchnie caymi kpami i zwierzta jej nie zjedz. I w nastpnym roku takie pastwisko nie jest nawet w poowie takie, jakie byoby po zabronowaniu. Tatu przywizuje wielk wag do bronowania kadej ki, kiedy zwierzta ju z niej wyjd. Dawniej robilimy to traktorem. Teraz bierzemy wou. - Wic to po to, eby twj ojciec mia lepsze pastwisko na rok przyszy?

- Wanie po to - odrzeka stanowczo. - W porzdku, nie potrzebujesz mwi tego, co chcesz powiedzie. Dobry gospodarz bronuje wygony, a tatu jest dobrym gospodarzem. - Nic nie chciaem powiedzie. Ile akrw macie? - Okoo piciuset. Hodujemy angusy... to takie woy szkockie... i owce. - Strzyecie owce, eby mie wen? - Naturalnie. - Kiedy? - zapyta. - Nigdy nie widziaem strzyenia owiec. - Zwykle strzyemy je w padzierniku - poinformowaa. - Tatu martwi si troch, e w tym roku, jeeli bdziemy czeka z tym do padziernika, w ogle tego nie zrobimy. Mwi, e trzeba to przyspieszy, zrobi w sierpniu. - Rozsdnie - stwierdzi z powag. Pochyli si, wkadajc pantofle. - Dawno ju nie byem na adnej farmie. Chciabym przyjecha na par dni, jeeli bdziesz moga ze mn tyle czasu wytrzyma. Mam nadziej, e si do czego przydam, tak czy inaczej. - O to niech ci gowa nie boli - zapewnia. - Tatu dopilnuje, eby si przyda. Jeszcze jeden mczyzna na farmie to dla niego dar z nieba. Umiechn si. - I rzeczywicie chcesz, ebym przywiz te wszystkie rzeczy? - Nigdy ci nie wybacz, jeeli zjawisz si z dwiema parami skarpetek i powiesz, e twoim piamom nic nie brakuje. Zreszt lady Hartman ju si pali do cerowania twoich pantalonw. Sama o tym nie wie, ale ju si pali. - Wierz ci na sowo. Wieczorem odwioza go swoim wiktoriaskim powozikiem na stacj. Gdy wysiada, oznajmia: - Wic czekam w pitek po poudniu na stacji w Berwick. Zadzwo do mnie i podaj dokadny czas twego pocigu, jeeli bdziesz mg. Jeeli nie, przyjad tam koo czwartej. Skoni si. - Zadzwoni. Powanie mwia o tym cerowaniu? - Nie wybacz ci nigdy, jeeli przyjedziesz bez tego. - Zgoda. - I po chwili wahania doda: - Bdzie ciemno, zanim dojedziesz do domu upomnia. - Uwaaj na siebie. Odpowiedziaa mu z umiechem. - Nic mi si nie przydarzy. Wic do pitku. Dobranoc, Dwight. - Dobranoc - rzek gosem nieco ochrypym. Odjechaa. Sta patrzc, dopki nie znikna za rogiem ulicy.

Bya ju godzina dziesita, gdy wrd mrokw Moira dotara na podwrze farmy. Ojciec usysza renie klaczy i wyszed w ciemno, eby j wyprzc i odstawi wzek do szopy. W mtnym wietle szopy Moira powiedziaa: - Zaprosiam na par dni Dwighta Towersa. Przyjedzie w pitek. - Tutaj? - zapyta ojciec ze zdumieniem. Tak. Dostali teraz urlop przed nastpnym rejsem. Nie masz nic przeciwko temu, prawda? - Jasne, e nic. Tylko obawiam si, e bdzie mu u nas troch nudno. Co z nim bdziesz robia przez cay dzie? - On ju wie, e moe rozrzuca nawz po wygonach. To czowiek bardzo praktyczny. - Przydaby mi si kto do pomocy przy zakwaszaniu paszy - rzek ojciec. - No, myl, e i to by potrafi. Ostatecznie dowodzi podwodn odzi atomow, wic mu nie zaszkodzi, jak si nauczy i zakwasza. Weszli do domu. Dopiero pniej ojciec powiedzia matce, e bd mieli gocia. Przeja si akurat tak, jak powinna przej si matka panny na wydaniu. - Mylisz, e w tym co jest? - Nie wiem - odrzek. - Najwidoczniej trafi si kto w jej gucie. - Nie zapraszaa tu nikogo od czasu tego modego Forresta przed wojn. Skin gow. - Pamitam. Wcale mi si ten mody Forrest nie podoba. Rad jestem, e z tego nic nie wyszo. - To chodzio raczej o ten jego samochd... Austin-Healey - zauwaya matka Moiry. Na nim samym w gruncie rzeczy chyba nigdy jej nie zaleao. - Ten teraz ma d podwodn - solidarnie zaj matczyne stanowisko ojciec. Prawdopodobnie to jest to samo. - Tylko e on odzi nie bdzie mg jej wozi po szosie z szybkoci dziewidziesiciu mil na godzin - wycofaa si nagle matka. Umilka. - Oczywicie - rzeka po chwili - to na pewno ju wdowiec. Przytakn. - Wszyscy mwi, e bardzo przyzwoity czowiek. Matka powiedziaa: - No, miejmy jednak nadziej, e z tego co wyjdzie. Tak bym chciaa zobaczy, jak ona, ustatkowana wreszcie, jest szczliw matk i ma dzieci. - Bdzie musiaa si z tym dobrze pospieszy, eby to jeszcze zobaczya.

- Ojej! Wci zapominam. Ale ty przecie rozumiesz. Dwight przyjecha w pitek po poudniu; Moira czekaa ze swoim zaprzgiem. Wysiad z pocigu i rozejrza si wokoo, wdychajc ciepe wiejskie powietrze. - Daj sowo - powiedzia - w adnych mieszkasz okolicach. W ktrej stronie jest wasza farma? Wskazaa rk pnoc. - Std jakie trzy mile. - Na tych wzgrzach? - Niezupenie - odrzeka. - Ale kawaek jedzie si pod gr. Przyjecha z walizk, ktr wsun teraz pod siedzenie w wzku. - To ju wszystko? - zapytaa. - Wszystko. Do cerowania caa masa. - Wyglda skromnie. Mog przysic, e masz tego znacznie wicej. - Nie mam. Przywiozem wszystko, co byo. Uczciwie. - Mam nadziej, e nie kamiesz. Wsiedli na kozio i ruszyli w kierunku wsi Berwick. Prawie natychmiast Dwight powiedzia: - Buki! Ile tu bukw! Spojrzaa na niego ciekawie. - Wszdzie tu rosn - rzeka. - Gorco dzi, ale na wzgrzach zrobi si przewiewniej. Go by zachwycony drog, ktr jechali. - To jest db, potnie jednak rozronity. Nie wiem, czy kiedykolwiek widziaem db tak olbrzymi. A tam klony! - Odwrci si do Moiry. - No, zupenie mi to przypomina alej w maym miasteczku w Stanach. - Naprawd? - zapytaa. - Tak wanie jest w Stanach? - No pewnie. Te wszystkie drzewa tutaj pochodz z pnocnej pkuli. W okolicach Australii, jakie dotychczas poznaem, s tylko gumowce i akacje australijskie. - Wrd tych teraz nie jest ci przykro? - zapytaa. - Och, nie. Ciesz si, e widz znw te amerykaskie drzewa. - Mnstwo ich ronie u nas na farmie - powiedziaa. Przejechali przez wie, przecili pust asfaltow autostrad i znaleli si na szosie do Harkaway. Wkrtce potem szosa ju biega pod gr; klacz zwolnia kroku i zacza z wysikiem szarpa si w chomcie. Dziewczyna oznajmia: Tu wanie trzeba wysi i pj pieszo. Wysiedli z wzka i ruszyli pod gr o wasnych siach, prowadzc klacz. Po duchocie dokw i wysokiej temperaturze panujcej w

stalowych okrtach lene powietrze mile chodzio i odwieao kapitana Towersa. Zdj marynark i pooy j na kole, po czym rozpi konierzyk koszuli. Szli zboczem wzgrza; panorama za nimi stawaa si coraz szersza, coraz rozleglejszy by widok na rwnin a do morza, do oddalonej o dziesi mil zatoki Port Phillip. Tak mino p godziny; od czasu do czasu podjedali kawaek, gdy droga bya mniej stroma, ale przewanie musieli i obok wzka. Stopniowo wkroczyli w malowniczy rejon farm na falistych zboczach, zielonych pastwisk schludnie poprzecinanych zagajnikami i kpami drzew. To wielkie szczcie - zauway Dwight - mie dom w takich stronach. Spojrzaa na niego. - Lubimy te strony, i owszem. Ale mieszka tu przeraliwie nudno. Przystan na szosie, patrzc wok siebie na pogodny wiejski krajobraz, rozlegy, niczym nie ograniczony widok tych sonecznych dolin i wzgrz, i dalekiego morza. - Nie wiem, czy kiedykolwiek widziaem okolice pikniejsze - powiedzia. - Tu jest piknie? - zdziwia si. - Uwaasz, e tak piknie jak w Stanach Zjednoczonych albo w Anglii? - Z pewnoci - odrzek. - Anglii nie znam tak dobrze. Syszaem, e niektre jej czci to po prostu kraina bani. W Stanach mnstwo mamy uroczych zaktkw, nie wiem jednak, czy a tak uroczych, jak ten. Wanie tutaj jest piknie wedug wszelkich kryteriw wiata. - Ciesz si, e ty to mwisz - powiedziaa. - To znaczy, mnie si tutaj podoba, ale ja przecie nie widziaam nigdy nic innego. Czowiek tu nieomal myli, e wszystko w Anglii i Ameryce na pewno jest znacznie lepsze. e to tutaj dobre jest jak na Australi, ale to jeszcze mao. Potrzsn gow. - Skde znowu, kochanie. To jest dobre wedug wszelkich kryteriw, na jakie tylko chciaaby si powoa. Doszli do rwniny, piesza wdrwka si skoczya i wkrtce potem wjechali w bram wjazdow. Krtka aleja w szpalerze sosen wioda do drewnianego parterowego domu, domu do duego, pomalowanego na biao, stojcego na tle biaych zabudowa gospodarskich. Wzdu caej fasady i jednego boku biega szeroka, czciowo oszklona weranda. Prawie galopem klacz mina dom i skierowaa si na podwrze. - Przepraszam, e wprowadz ci kuchennymi drzwiami - rzeka dziewczyna - ale ona by si nie zatrzymaa, kiedy jest tak blisko stajni.

Przybieg jedyny pozostay na farmie parobek, zwany Lou, eby pomc Moirze wyprzc klacz, i z domu wyszed do nich sam farmer. Moira przedstawia Dwighta, po czym zostawiwszy Lou przy wyprzganiu, ruszyli we troje do matki. Pniej, przed kolacj, usiedli na werandzie i wypili po kieliszku w ciepym przedwieczornym socu. Widok z werandy rozciga si wrcz sielankowy: faloway ki i zagajniki, opadajc ku jasnej, dalekiej, pooonej poniej drzew rwninie. I znw Dwight wyrazi swj zachwyt piknem tych okolic. Tak, tu jest mio - przyznaa pani Davidson. - Ale nie da si porwna z Angli. Anglia jest rzeczywicie pikna. Amerykanin zapyta: - Pani urodzia si w Anglii? - Ja? Nie. Jestem rodowit Australijk. Mj dziadek przyjecha do Sydney w bardzo dawnych czasach, nie by jednak skazacem. Dosta ziemi w Riverina. Cz rodziny mieszka tam nadal. - Umilka. - W kraju byam tylko raz - powiedziaa po chwili. Odbylimy podr do Anglii i na kontynent w roku tysic dziewiset czterdziestym smym, po drugiej wojnie. Angli bylimy oczarowani. Ale teraz pewnie mnstwo si tam zmienio. Wkrtce potem odesza z Moir, eby zaparzy herbat, i Dwight zosta sam z gospodarzem. Pan Davidson zapyta: - Wypije pan jeszcze whisky? - Dzikuj. Z przyjemnoci. W miym cieple dogasajcego dnia siedzieli milczc i popijajc. Po jakim czasie hodowca byda powiedzia: - Moira nam opowiadaa o tym rejsie, ktry pan odby na pnoc. Kapitan skin gow. - Dowiedzielimy si niewiele. - Mwia nam. - Poniewa bardzo mao mona zobaczy z morza przez peryskop - wyjani Dwight. Nie widzielimy zniszcze od bomb ani nic w tym rodzaju. Wszystko wyglda chyba tak, jak wygldao zawsze. Tylko e ludzi tam ju nie ma. - Wysoka tam radioaktywno, prawda? Dwight przytakn. - Im dalej na pnoc, tym gorzej, oczywicie. W Cairns, kiedymy tam byli, czowiek mgby przey par dni. W Port Darwin nawet paru dni by nie przey. - Kiedy bylicie w Cairns? - Mniej wicej dwa tygodnie temu. - Przypuszczam, e teraz natenie w Cairns jest wiksze.

- Prawdopodobnie. Powiedziabym, e stale wzrasta. W kocu wyrwna si, oczywicie, i bdzie takie samo na caym wiecie. - Wci mwi, e to dojdzie do nas we wrzeniu. - Chyba susznie. Rozprzestrzenia si bardzo rwnomiernie wszdzie. Do wszystkich miejsc na jednym stopniu szerokoci geograficznej dociera mniej wicej w tym samym czasie. - Podawali przez radio, e ju jest w Rockhampton. - Tak - rzek kapitan. - Te o tym syszaem. I w Alice Springs. Rozprzestrzenia si bardzo rwnomiernie, stopie za stopniem szerokoci geograficznej. Gospodarz pokiwa gow z umiechem troch ponurym. - Rozdzieranie szat nie zda si na nic. Jeszcze whisky? - Ja chyba ju nie. Dzikuj. Pan Davidson znw nala sobie troch i powiedzia: - W kadym razie do nas dojdzie na samym kocu. - Na to wyglda - zgodzi si Dwight. - Przy takim tempie, jak jest teraz, Kapsztad odpadnie troch prdzej ni Sydney, a mniej wicej jednoczenie z Montevideo. Nic ju wtedy nie zostanie w Afryce i w Ameryce Poudniowej. Melbourne ze wszystkich wielkich miast wiata jest najbardziej wysunite na poudnie, wic bdziemy prawie ostatni. - Siedzia przez chwil pogrony w mylach. - Nowa Zelandia, wiksza jej cz, moe przetrwa troch duej i, oczywicie, Tasmania. Ze dwa, trzy tygodnie chyba. Nie wiem, czy s jacy ludzie na Antarktydzie. Jeeli s, mog jeszcze do dugo poy. - Ale Melbourne jest ostatnim wielkim miastem? - Wszystko na to wskazuje w tym momencie. Zapanowao milczenie. - Co pan zrobi? - zapyta wreszcie hodowca byda. - Zabierze pan std swj okrt? - Jeszcze si nie zdecydowaem - powoli odrzek kapitan. - Moe zreszt nie ja bd musia podj decyzj. Jest starszy oficer ode mnie... kapitan Shaw w Brisbane. Nie przypuszczam, eby on si ruszy stamtd, gdzie jest, bo jego okrt nie moe pyn. Moe przyle mi rozkaz, nie wiem. - A odpynby pan, gdyby to zaleao od pana? - Jeszcze si nie zdecydowaem - powtrzy kapitan. - Wtpi, czy zyskaoby si na tym duo. Prawie czterdzieci procent moich ludzi ma dziewczyny w Melbourne... niektrzy si poenili. Powiedzmy, e mam odpyn do Hobart. Tych dziewczt przecie nie mog zabra, a adn inn drog one si tam nie dostan... zreszt nawet gdyby si dostay, nie miayby gdzie mieszka. Byoby chyba okruciestwem rozczy marynarzy z ich kobietami

na te ostatnie dni, jeeli nie bdzie tego wymaga jaka wysza racja subowa. - Umiech przemkn mu po twarzy. - W kadym razie oni by tego nie chcieli. Wikszo z nich prawdopodobnie by zdezerterowaa. - Te mi si tak wydaje. Na pierwszym miejscu postawiliby kobiety. Amerykanin przytakn. - Do zrozumiae. I nie ma przecie sensu wydawa rozkazw, kiedy si wie, e nie zostan wykonane. - Okrt paski nie mgby wypyn na morze bez nich. - Owszem, mgby... co prawda tylko w krtki rejs. Do Hobart nie byoby daleko... sze, siedem, godzin. Wystarczyoby dwunastu marynarzy, a nawet mniej. Chocia przy tak zmniejszonej zaodze nie moglibymy si zanurzy i trzeba by pyn najkrtsz drog. No, ale gdybymy dotarli tam, czy nawet do Nowej Zelandii... powiedzmy, do Christchurch... w niepenym skadzie, nie bylibymy zdolni do dziaania, do adnych operacji. - Urwa na chwil. - Bylibymy po prostu uchodcami. Znw przez jaki czas siedzieli obaj w milczeniu. - Jedno w tym wszystkim mnie zdumiewa - rzek hodowca byda. - To, e uchodcw jest tak mao. Niewiele osb przyjechao z pnocy. Z Cairns i z Townsville, i innych miejscowoci. - Czyby? - zapyta kapitan. - W Melbourne jednak tok. Szalenie trudno teraz dosta tam nocleg... gdziekolwiek. - Wiem, e ich jest troch. Ale nie takie tumy, jakich bym si spodziewa. - Radio chyba na to wpyno - rzek Dwight. - Te pogadanki, ktre wygasza premier, dziaaj uspokajajco. Radio australijskie spisuje si w sposb godny uznania, nie tajc przed ludmi faktycznego stanu rzeczy. Ostatecznie saba to pociecha opuci dom i przyjecha tutaj, eby mieszka w namiocie czy w samochodzie do czasu, kiedy i tak stanie si to, co ma si sta, tyle e o miesic albo o dwa miesice pniej. - Chyba - przytakn pan Davidson. - Syszaem ju, e sporo ich wraca do Queensland po paru tygodniach takiej tuaczki. Ale wtpi, czy tylko dlatego, e nie chc si tua. Chyba nikt naprawd nie wierzy, e to si stanie, e stanie si wanie jemu, dopki sam nie zaczyna chorowa. A wtedy... no, mniej wysiku kosztuje czekanie na to w domu. Z tej choroby czowiek ju nie wychodzi, kiedy raz si zacznie? Tak chyba nie jest. Mona wyzdrowie gdzie poza obszarem radioaktywnym po przejciu naleytej kuracji w szpitalu. Mnstwo chorych z pnocy ley teraz w szpitalach Melbourne.

- Nie wiedziaem. - Nic dziwnego. Radio tego nie podaje. Ja osobicie nie bardzo rozumiem, po co si ich kuruje. Po to, eby znowu zachorowali we wrzeniu? - adna perspektywa - rzek pan Davidson. - Moe jednak nala panu whisky? - Dzikuj. Chyba bym si napi. - Dwight wsta i sam sobie nala. - Wie pan powiedzia - ostatnio, kiedy ju si z t myl oswoiem, dochodz do wniosku, e nawet wol w ten sposb. Wszyscy kiedy musimy umrze, jedni wczeniej, drudzy pniej. Kopot zawsze polega na tym, e nie byo si gotowym, bo nie wiedziao si, kiedy to nastpi. No, my teraz wanie wiemy i nikt ju nic nie poradzi. Nawet mi to w pewnym sensie odpowiada. Odpowiada mi perspektywa, e bd zdrw i w dobrej formie do koca sierpnia, a potem od razu... powrt do domu. Wol tak ni od siedemdziesitego do dziewidziesitego roku ycia coraz gorzej niedomaga. - Prawdziwy z pana oficer marynarki - stwierdzi hodowca byda. - Pan oczywicie bardziej ni ja jest przyzwyczajony do zagldania mierci w oczy. - Czy pan si std wyprowadzi? - zapyta kapitan. - Zanim to dojdzie tutaj, wyjedzie pan gdzie indziej? Do Tasmanii? - Ja? Miabym zostawi moj farm? - obruszy si hodowca byda. - Nie, nie wyjad. Kiedy to ju dojdzie do nas, skocz tu na tej werandzie w tym fotelu ze szklank whisky w rce. Albo we wasnym ku. Nie opucibym tego domu. - A wic tak chyba myli wikszo ludzi, ktrzy ju si do tego przyzwyczaili. Siedzieli na werandzie w blaskach zachodzcego soca, dopki nie przysza Moira oznajmiajc, e kolacja na stole. - Wypij - zadrwia z Dwighta - i chod do domu wyparowa, jeeli moesz jeszcze i o wasnych siach. Ojciec j upomnia. - Jak ty mwisz do gocia! - Nie znasz, tatusiu, tego gocia tak dobrze jak ja. Powiem ci, e z nim po prostu nie da si przej spokojnie koo baru. Do kadego musi wstpi. - Wydaje mi si raczej, e to kapitan z tob ma takie trudnoci. Poszli na kolacj. Dwa nastpne dni byy przyjemnym odpreniem dla Dwighta Towersa. Wrczy paniom spory toboek swej sfatygowanej garderoby, ktra natychmiast znikna mu sprzed oczu i zostaa poddana gruntownym ogldzinom i sumiennym zabiegom. Od rana do wieczora pan Davidson wypenia mu czas rnymi robotami w gospodarstwie. Wtajemniczy go w

arkana przytrzymywania owiec do strzyenia, nauczy go opat wrzuca nawz do wzka i potem z wzka rozrzuca po wygonach. Godzinami te kapitan podwodnego okrtu krok w krok za woem przemierza zalane socem pastwiska. Suya mu ta odmiana po dugich dniach spdzanych w ciasnocie "Skorpiona" i lotniskowca; kad si spa wczenie, sypia doskonale i wstawa wypoczty o wicie. W ostatni poranek jego pobytu na farmie Moira po niadaniu zastaa go w drzwiach maego pokoiku przy pralni sucego ostatnio za skad rnych rzeczy: desek do prasowania, gumowych butw i rupieci wszelkiego rodzaju. Sta w tych otwartych drzwiach, palc papierosa, przygldajc si owej rupieciarni. Moira wyjania: Tu wanie odkadamy wszystko, co niepotrzebne, kiedy w domu robimy porzdki. Mwimy, e wylemy to na wyprzeda na cele dobroczynne i jako nigdy tego nie robimy. Umiechn si. - My te mamy taki skadzik, chocia nie nazbierao si w nim a tyle. Moe dlatego, e nie mieszkamy w naszym domu tak dugo. - Z zainteresowaniem przyglda si masie przedmiotw. - Powiedz, kto jedzi na tym trzykoowym rowerze? - Ja - poinformowaa. - Musiaa wtedy by bardzo malutka. Spojrzaa na rower. - Rzeczywicie teraz to may rowerek, prawda? Miaam wtedy chyba cztery czy pi lat. - Jest i abia laska. - Sign przez prg i wycign ten kij z podstaw i spryn, pozwalajc posuwa si stojcemu na niej dziecku skokami; spryna, mocno ju zardzewiaa, skrzypna. - Swego czasu istne szalestwo byo z tym w domu. - Wyszy na jaki czas z mody, a teraz znw powrciy - rzeka. - Sporo dzieciakw tutaj ma ostatnio abie laski. - W jakim wieku tym si bawia? Sprbowaa sobie przypomnie. - Po trzykoowym rowerze i po hulajnodze, ale przed rowerem dwukoowym. Myl, e miaam jakie siedem lat. Zamylony trzyma t zabawk. - Wiek chyba najodpowiedniejszy. Mona teraz dosta je tu w sklepach? - Mona, przypuszczam. Dzieciaki na nich skacz. Pooy lask. - Bardzo dawno widziaem tak w Stanach Zjednoczonych. Wic wraca na to moda, jak mwisz. - Rozejrza si jeszcze. - A szczuda czyje? - Najpierw mia je mj brat, a potem ja. Jedno jest zamane przeze mnie. - By starszy od ciebie... twj brat? Skina gow.

- O dwa lata - powiedziaa - dwa i p. - Jest teraz w Australii? - Nie. W Anglii. - Aha - powiedzia, bo i c mgby powiedzie wicej. - Wysokie s te szczuda zauway po chwili. - Powiedziabym, e wtedy ju podrosa. Przytakna. - Z pewnoci miaam dziesi lat albo jedenacie. - Narty. - Zmierzy dugo nart wzrokiem. - Dla jeszcze starszej panienki. - Na nartach zaczam jedzi dopiero majc okoo szesnastu lat. Ale tych uywaam prawie do samej wojny. Byy jednak dla mnie ju troch za krtkie. Tamta para to Donalda. Znw co zobaczy. - No - powiedzia - i narty wodne. Przytakna. - Nadal ich uywamy... a raczej uywalibymy, gdyby nie wojna. - Milczaa przez chwil. - Jedzilimy zawsze na wakacje do Barwon Heads. Mama co rok wynajmowaa t sam will... - Zamylia si, wspominajc ten soneczny domek przy terenach golfowych i ciepy piasek, i chodny pd powietrza, gdy suna za motorwk w tumanie ciepego pyu wodnego. - Tam jest drewniana opatka, ktr kiedy budowaam zamki z piasku na play. Byam bardzo maa... Umiechn si do niej. - Troch zabawnie oglda takie cudze pamitki z dziecistwa, wyobraa sobie te osoby w dziecicych latach. Niemal widz ci siedmioletni, jak skaczesz na abiej lasce. - I jak si zoszcz co dwie minuty - uzupenia. Zadumana patrzya w otwarte drzwi. Nigdy nie chciaam pozwoli, eby mama rozdawaa moje zabawki - rzeka cicho. Mwiam, e zachowam je dla moich dzieci. A teraz si okazuje, e adnych dzieci nie bdzie. - To fatalne - powiedzia. - Niestety, nie ma na to rady. - Pocign drzwi i zamkna si ta skarbnica tylu sentymentalnych nadziei. - No, myl, e po poudniu trzeba ju wraca na okrt... Sprawdzi, czy przypadkiem nie zaton przy molo. Nie wiesz, o ktrej jest pocig? - Nie wiem, ale moemy zadzwoni na stacj, to nam powiedz. Nie mgby jeszcze jeden dzie zosta? - Chciabym, dziecko, sdz jednak, e nie powinienem. Sterta pism czeka na moim biurku, musz je zaatwi. - Dowiem si o pocig. Co bdziesz robi przed poudniem?

- Przyrzekem twojemu ojcu, e skocz bronowa na wzgrzu. - Z robot w domu uporam si chyba za godzin. Pniej pewnie przyjd tam i pochodz z tob. - Bdzie mi bardzo przyjemnie. Wasz w to dobry robotnik, ale niezbyt rozmowny. Dosta sw naprawion odzie po obiedzie. Podzikowa za gocin, za troskliwo, spakowa rzeczy i Moira odwioza go na stacj. W Galerii Narodowej zostaa otwarta wystawa australijskiego malarstwa o tematyce religijnej, postanowili wybra si na t wystaw razem; obieca, e zatelefonuje. Wkrtce potem by ju w pocigu, w drodze powrotnej do Melbourne i do pracy. Wrci na lotniskowiec okoo godziny szstej. Jak przewidywa, papiery pitrzyy si na jego biurku, niespodziank jednak bya zapiecztowana koperta ze stemplem "cile tajne". Rozci j i stwierdzi, e to rozkaz operacji; do planu przypita bya kartka, osobista proba admiraa o telefon, eby uzgodni por konferencji w tej sprawie. Przeczyta rozkaz. Istotnie, nic ponad to, czego oczekiwa. W granicach moliwoci jego okrtu miecia si ta operacja, przyjmujc, e na zachodnim wybrzeu Stanw Zjednoczonych nie ma min, co jednak wydawao mu si zaoeniem do zuchwaym. Wieczorem zadzwoni do Petera Holmesa, spdzajcego urlop na onie rodziny w domu pod Falmouth. - No - oznajmi - rozkaz ju mamy. Jest doczony list od admiraa, ebym zgosi si do niego. Czy mgby pan jutro przyjecha i przejrze ten plan? I chyba byoby dobrze, gdyby poszed pan ze mn do ministerstwa. - Z samego rana jutro bd na pokadzie - rzek oficer cznikowy. - Doskonale. Przykro mi, e przerywam panu urlop, musimy jednak dziaa. - Tak jest, panie kapitanie. Miaem tylko ci drzewo w ogrodzie. Nazajutrz o p do dziewitej Peter Holmes siedzia ju z kapitanem Towersem w jego maym biurze na lotniskowcu i czyta rozkaz. - Mniej wicej tego pan si spodziewa, panie kapitanie, prawda? - Mniej wicej - przytakn kapitan. Odwrci si do map rozoonych na bocznym stoliku. - Tu jest cay materia, jaki mamy o polach minowych. Chodzi o zbadanie sprawy tej tajemniczej radiostacji. Okrelono jej pooenie gdzie na obszarze Seattle. No, tam moemy si dosta. - Wzi ze stolika jedn z map. - Gwny plan pl minowych przy Juan de Fuca i Puget Sound - wyjani. - Wic powinnimy dopyn szczliwie do samych dokw marynarki wojennej w Bremerton. Do Pearl Harbour te moglibymy dopyn, ale tego od

nas nie wymagaj. Nasze cele to Zatoka Panamska, San Diego i San Francisco... a adnymi planami zaminowania tamtych obszarw nie dysponujemy. Peter pokrci gow. - Bdziemy musieli powiedzie to admiraowi. Zreszt on chyba wie o tym. O ile go znam, mona z nim dyskutowa. - I Dutch Harbour - doda kapitan. - Te brak nam danych. - Mog tam by oblodzenia. - Wanie. I mga, mnstwo mgy. Niedobrze tam pyn o tej porze roku bez wacht na pokadzie. Konieczna bdzie wielka ostrono w tamtych stronach. - Ciekaw jestem, dlaczego wanie tam nas wysyaj. - Pojcia nie mam. Moe on nam powie. W milczeniu lczeli przez jaki czas nad mapami. - Jak, panie kapitanie, pan by popyn? - zapyta ostatecznie oficer cznikowy. - Wzdu trzydziestego stopnia szerokoci geograficznej na pnoc od Nowej Zelandii, a na poudnie od Pitcairn pynlibymy a do sto dwudziestego stopnia dugoci geograficznej zachodniej na powierzchni. Potem wzdu sto dwudziestego pod wod. I tak ju do samej Kalifornii gdzie w okolice Santa Barbara. W drodze powrotnej z Dutch Harbour tak samo. Prosto na poudnie wzdu sto szedziesitego pitego stopnia mijajc Hawaje. Myl, e mona by zajrze do Pearl Harbour, kiedy tam bdziemy. I dalej wci pod wod, a wynurzylibymy si w pobliu Wysp Towarzystwa, czy moe gdzie w miejscu wysunitym na poudnie jeszcze bardziej. - Czyli pod wod ile czasu? Kapitan odwrci si i sign po lecy na biurku arkusz papieru. - Prbowaem wczoraj wieczorem to wyliczy. Bez postojw gdziekolwiek tak dugich, jak poprzednim razem. Zakadam, e przepyniemy w zanurzeniu okoo dwustu stopni... dwanacie tysicy mil. To bdzie, powiedzmy, szeset godzin rejsu... dni dwadziecia pi. Plus par dni na badanie sytuacji i na zwok. Wic razem ze dwadziecia siedem dni. - Sporo czasu w zamkniciu. - "Miecznik" by pod wod jeszcze duej. Trzydzieci dwa dni. Grunt to nie denerwowa si, przyjmowa t konieczno spokojnie. Oficer cznikowy obejrza map Pacyfiku. Wskaza palcem zagszczenie raf i wysepek na poudnie od Hawajw.

- Nie powiem, eby takie spokojne byo lawirowanie wrd tych puapek pod wod. A to nas przy kocu czeka. - Ja wiem. - Kapitan zmarszczy brwi, wpatrujc si w map. - Moe wemiemy kurs nieco dalej na zachd i dopyniemy do Fidi od pnocy. - Umilk. - Bardziej mnie martwi Dutch Harbour ni droga powrotna - rzek po chwili. Przez p godziny studiowali mapy i plan operacji. W rezultacie Australijczyk zaopiniowa: - No, rejs bdzie nielichy. - Umiechn si promiennie. - Co do opowiadania wnukom. Kapitan szybko spojrza na niego i te si umiechn. - Ot to. Oficer cznikowy czeka w kabinie, gdy kapitan telefonowa do sekretarza admiraa w Ministerstwie Marynarki Wojennej. Spotkanie wyznaczono na godzin dziesit nazajutrz rano. Peter Holmes nie mia ju po co zostawa na lotniskowcu; uzgodni z kapitanem, e spotkaj si w ministerstwie przed dziesit, i nastpnym pocigiem wyruszy z powrotem do Falmouth. W samo poudnie dalsz drog z Falmouth odby na rowerze. Wrci do domu tak spocony, e z przyjemnoci zdj mundur i wzi prysznic, gdy Mary przygotowywaa obiad na zimno. Bardzo bya przejta wyczynami Jennifer, ktra coraz dzielniej raczkowaa. - Zostawiam j w hallu, wyobra sobie, na dywaniku przed kominkiem i poszam do kuchni, eby obra kartofle. Raptem patrz, a ona ju w sieni pod kuchennymi drzwiami. Mae diabltko. Potrafi rozwija tempo wrcz niebywae. Zasiedli do obiadu. - Warto byoby postara si o kojec dla niej... - powiedzia Peter - taki z drewna, rozkadany. Przytakna. - Mylaam o tym. I eby z jednej strony byy na prtach gaki, wiesz, jak w liczydle. - Chyba mona jeszcze dosta kojec - zastanowi si. - Nie syszaa o kim, kto postanowi nie mie wicej dzieci... kto ma kojec niepotrzebny? - Nie syszaam, Peter. Wydaje si, e wszyscy nasi znajomi maj dziecko po dziecku. - Sprbuj, moe znajd w ktrym ze sklepw - obieca. Dopiero po obiedzie Mary nieco ochona z zachwytu nad Jennifer. Zapytaa: - Aha, Peter, o co chodzio kapitanowi Towersowi?

- Dosta rozkaz z planem operacji - mg jej wreszcie powiedzie Peter. - Pewnie tajny, wic nie mwmy o tym. Czeka nas dosy dugi rejs po Pacyfiku... Panama, San Diego, San Francisco, Seattle, Dutch Harbour i z powrotem prawdopodobnie przez Hawaje. To wszystko wyglda troch mglicie na razie. Signa raczej bezradnie do zasobw swych wiadomoci z zakresu geografii. - Kawa drogi, prawda? - Spory kawa - potwierdzi. - Wtpi, czy tam popyniemy. Dwight jest przeciwny Zatoce Panamskiej, bo nie ma planu tamtejszych pl minowych, a poza tym, jeeli Panama nam odpadnie, skrcimy sobie drog o cae tysice mil. Ale nawet i bez tego spory kawa. - Dugo by to trwao? - Jeszcze nie wyliczyem dokadnie. Prawdopodobnie ze dwa miesice. Rozumiesz zacz jej tumaczy - bo nie moemy wzi kursu bezporednio do San Diego na przykad. Dwight chce skrci czas pod wod do minimum. To oznacza, e bdziemy musieli popyn na wschd, tam gdzie jest jeszcze bezpiecznie, i naoy drogi, eby dwie trzecie rejsu odby na powierzchni, pki si da, na poudniowym Pacyfiku. Dopiero potem skrcimy na pnoc do Kalifornii. Zmiana kierunku bardzo gwatowna, ale dziki temu krcej mona by pod wod. - To znaczy, ile dni, Peter? - Dwadziecia siedem, on wylicza. - Okropnie dugo jednak. - No, owszem. Ale to jeszcze nie rekord, daleko do rekordu. Chocia czas dosy dugi bez wieego powietrza. Prawie miesic. - Kiedy bycie wyruszyli? Tego nie wiem. Z pocztku mwio si, e odpyniemy w poowie przyszego miesica, ale teraz mamy t cholern odr na pokadzie. Nie moemy wyruszy, dopki si nie skoczy. - Byo wicej zachorowa? - Jedno... przedwczoraj. Lekarz okrtowy przypuszcza, e to ju chyba ostatnie. Jeeli on si nie myli, pozwol nam odpyn moe pod koniec miesica. Jeeli nie... jeeli jeszcze kto zachoruje... to dopiero w marcu. - Czyli wrciby w czerwcu? - Prawdopodobnie. Tak czy owak, odry si pozbdziemy do dziesitego marca. Czyli bdziemy tu z powrotem koo dziesitego czerwca. Wzmianka o odrze zaniepokoia j na nowo.

- Mam jednak nadziej, e Jennifer mi si nie zarazi. W nastroju rodzinnym spdzili popoudnie przed domem. Peter zabra si do cinania drzewa. Nie byo to drzewo zbyt due, wic prawie bez trudu podpiowa pie i cign je lin tak, eby upado na trawnik. Do podwieczorku poobcina gazie, uoy z nich stert, zadowolony, e bdzie duo opau w zimie, po czym zacz rba ze wieego drewna polana. Mary przyniosa dziecko, gdy si obudzio z poobiedniego snu, rozoya kocyk na trawie i posadzia na nim ma. Znw posza do domu po tac z podwieczorkiem; wracajc zastaa Jennifer ju o dziesi stp od kocyka, usiujc zje kawaek kory. Zbesztaa ma, kazaa mu lepiej pilnowa jedynej crki, po czym przypomniaa sobie, e musi jeszcze raz i do kuchni po czajnik. - Na nic to wszystko - jkna. - Nie damy rady bez kojca. Przyzna jej racj. - Jad jutro rano do miasta - powiedzia. - Do Ministerstwa Marynarki, ale potem bd ju wolny. Wstpi do Myersa i zobacz, moe jeszcze maj tam kojce na sprzeda. - Oby mieli. No bo co zrobimy, jeeli si nie kupi? - Moglibymy przepasywa j wp jakim paskiem i uwizywa przy supku wbitym w ziemi. - Nie moglibymy! - wykrzykna Mary z oburzeniem. - Ona by sobie oplataa ten pasek na szyjce i udusia si. Zaagodzi to, przywyky do zarzutu, e jest ojcem bez dba uczu w sercu. Przez nastpn godzin bawili si z Jennifer w ciepych blaskach soca, zachcajc j do raczkowania po trawniku. W kocu Mary wzia j do domu na kpiel i kolacj, a Peter znw przedzierzgn si w drwala. Nazajutrz rano, jak byo ustalone, spotka si w Ministerstwie Marynarki Wojennej z kapitanem Towersem i razem wkroczyli do gabinetu admiraa, gdzie czeka te na nich jaki kapitan z departamentu operacyjnego. Admira powita ich serdecznie i poprosi, eby usiedli. - Przejrzelicie, panowie, plan operacji, ktry wam przysalimy? - Dokadnie go przestudiowaem, panie admirale - rzek kapitan Towers. - I jakie wraenie oglne? - Pola minowe - streci si Dwight. - Niektre z celw tam wymienionych prawie na pewno s zaminowane. - I gdy admira przytakn, dorzuci: - Mamy wyczerpujce informacje o Pearl Harbour i dostpach do Seattle. O innych terenach nie wiemy nic. Szczegowo omawiali przez pewien czas t spraw. Potem admira odsun si od biurka.

- No, to mi dao pojcie z grubsza. Tego wanie chciaem. - Umilk na chwil. - A teraz powiem wam, panowie, w czym rzecz. Zdaje si, e to tylko pobone yczenie, ale jest taka szkoa wrd naszych fizykw, odam ich, powiedzmy, ktry uwaa, e radioaktywno powietrza moe zanikn... e natenie jej moe sabn, i to dosy prdko. Oglnie biorc, ci fizycy wysuwaj argument, e opady w cigu ostatniej zimy na pkuli pnocnej, deszcze i niegi, mogy, e uyj tego okrelenia, wymy powietrze. - Amerykanin skin gow. - W myl ich teorii elementy radioaktywne bd spada z powietrza na ziemi albo w morze szybciej, ni mymy przewidywali. W takim wypadku ziemie pkuli pnocnej pozostayby nie zaludnione przez wiele stuleci, ale radioaktywno powietrza zagraajca nam progresywnie by si zmniejszaa. Wobec czego ycie... ycie ludzi byoby nadal moliwe, jeli nie tutaj, to w kadym razie na Antarktydzie. Profesor Jorgensen stanowczo ten pogld popiera. - Umilk. - No, to sam zarys tej teorii. Wikszo fizykw j odrzuca i uwaa, e Jorgensen patrzy przez rowe okulary. Wanie ze wzgldu na opini wikszoci radio nic o tym nie podaje, no, a prasy ju, chwali Boga, nie mamy. Lepiej nie wzbudza w narodzie bezpodstawnych nadziei. Ale oczywicie naley to wywietli. - Rozumiem, panie admirale - rzek Dwight. - To ogromnie wane. Wic taki ma by w istocie gwny cel naszego rejsu? - Tak jest. Jeeli Jorgensen ma racj, powinnicie stwierdzi, pync od rwnika na pnoc, e radioaktywno atmosferyczna najpierw na jakim odcinku utrzymuje si wci jednakowa, a dalej stopniowo sabnie. Nie mwi, e od razu, ale w pewnym punkcie ten spadek natenia powinien zaznaczy si wyranie. Dlatego bardzo nam zaley na tym, ebycie popynli jak najdalej na pnoc Pacyfiku, do Kodiak i do Dutch Harbour. Jeeli Jorgensen si nie myli, radioaktywno bdzie tam znacznie mniejsza. Moe niemal normalna. Wtedy ewentualnie moglibycie wyj na pokad. - Po chwili dorzuci: - Na ldzie, oczywicie, radioaktywno ziemi pozostaaby wysoka. Ale na morzu, kto wie, czy ycie nie byoby moliwe? Peter zapyta: - Dokonuje si ju jakich bada na poparcie tego, panie admirale? - Niewiele - odrzek admira. - Siy Powietrzne wysay przed kilkoma dniami jeden samolot. Nie syszelicie? - Nie, panie admirale. - Hm... wic wysano bombowiec Victor z penym zaopatrzeniem w paliwo. Z Perth dolecia na pnoc... nad Morze Wschodniochiskie, gdzie na trzydziesty stopie szerokoci geograficznej pnocnej na poudnie od Szanghaju, zanim musia zawrci. Nie byo to

dostatecznie daleko, eby rozstrzygn wtpliwoci fizykw, dalej jednak lecie ju nie mg. W rezultacie dowody s nieprzekonywajce. Radioaktywno powietrza nadal tam wzrasta, ale przy pnocnej granicy tego lotu wzrastaa wolniej. - Umiechn si. - O ile mi wiadomo, spory ekspertw nie ustaj. Jorgensen, naturalnie, triumfuje. Powiada, e odnotujecie zdecydowany spadek radioaktywnoci na pnocy, moe jeszcze przed pidziesitym czy szedziesitym stopniem szerokoci geograficznej... - Do szedziesitego dopyniemy - owiadczy kapitan Towers. - Zdoamy chyba wpyn w Zatok Alaska. Musielibymy tylko bardzo tam uwaa na lodowce. Nastpio znw omawianie technicznych szczegw operacji. Postanowiono dostarczy na "Skorpiona" kombinezony ochronne, w ktrych czonkowie zaogi pojedynczo bd po dwch mogliby wyj na pokad, przy czym w komorach wylotowych miay by przygotowane pyny odkaajce. Zadecydowano te, e w nadbudwce powinna by gumowa szalupa, jak rwnie e przy peryskopie na rufie naley zainstalowa now anten. W kocu admira powiedzia: - A zatem my z naszej strony bdziemy do akcji gotowi. Pozostaje nam teraz odby konferencj z przedstawicielami Organizacji Bada i wszystkimi innymi zainteresowanymi czynnikami. Zwoam t konferencj na przyszy tydzie. Tymczasem, kapitanie, moe pan si zobaczy z wiceadmiraem albo ktrym z jego oficerw w sprawie robt w stoczni. Chciabym was wyprawi pod koniec przyszego miesica. - Myl, e to byoby moliwe, panie admirale - powiedzia Dwight. - Pracy w stoczni nie bdzie duo. Jedno, co by mogo nas zatrzyma, to odra. Admira mia si przez chwil. - Wa si losy ludzkoci, jej istnienia na ziemi, a my jestemy uzalenieni od odry. Dobrze, kapitanie... Wiem, e pan zrobi, co tylko pan bdzie mg. Po wyjciu z gabinetu Dwight i Peter si poegnali, Dwight zosta w ministerstwie, eby zgosi si do wiceadmiraa, a Peter wyruszy na poszukiwanie Johna Osborne'a. Zasta go w gmachu Organizacji Bada Przemysowych i Naukowych na ulicy Alberta. Powtrzy mu to, co usysza tego ranka. - Wiem o Jorgensenie - rzek John Osborne zniecierpliwiony. - Maniactwo staruszka. On by tylko chcia, eby tak wanie byo. - Wic nie doceniasz danych, jakie uzyskali ci lotnicy? Stopie radioaktywnoci si obnia, im dalej na pnoc... - Ja tego nie kwestionuj. Jeli chodzi o skutek opadw, Jorgensen moe mie racj. To prawdopodobne. Ale nikt oprcz Jorgensena nie przywizuje do tego a tak wielkiej wagi.

Peter wsta z krzesa. - Niech mdrzec z mdrcem wykca si o to - zacytowa szyderczo. - Prostaczek musi ju i, eby kupi kojec dla swojej najstarszej niezamnej cry. - Gdzie go dostaniesz? - U Myersa. Fizyk wsta rwnie. - Pjd z tob. Chciabym ci co pokaza na ulicy Elizabeth. Nie zdradzi jednak modemu oficerowi, co to takiego. Pustymi jezdniami rdmiecia doszli razem do dzielnicy, gdzie dawniej koncentrowa si handel samochodami, skrcili w jedn z bocznych uliczek, a potem na jakie podwrze. John Osborne wycign z kieszeni klucz i otworzy podwjne drzwi stojcego w gbi budynku. Pchn je i wkroczyli tam obaj. By to przedtem samochodowy komis. Martwo wyglday samochody jeszcze uszeregowane wzdu cian, niektre bez numerw rejestracyjnych, wszystkie pokryte kurzem i botem, z oponami bez powietrza. Porodku tego garau sta samochd wycigowy. Bardzo niski, bardzo may, z miejscem tylko dla kierowcy, z mask opadajc ukosem prawie nad sam ziemi, z oponami napompowanymi, jania czerwon farb w wietle z drzwi, wymyty, wypucowany do poysku, wrcz wypieszczony. Musia by wciekle szybki. - Boe! - wykrzykn Peter. - Co to jest? - Ferrari - poinformowa go John Osborne. - Donezetti ciga si nim przed wojn. Wygra nim Grand Prix Syracuse. - Skd to si wzio tutaj? - Johnny Bowles go sprowadzi. Ale wojna wybucha i ju nie stan do wycigw. - Kto ma go teraz? - Ja. - Ty? Fizyk potwierdzi. - Przez cae ycie pasjonowaem si wycigami samochodowymi. Zawsze mnie do tego cigno, ale nigdy nie miaem na to pienidzy. Potem usyszaem, e jest Ferrari, ktrego Bowles przywiz z Anglii. Poszedem do wdowy po Bowlesie i zaproponowaem jej sto funtw. Uznaa mnie za wariata, oczywicie, ale sprzedaa go chtnie. Peter obszed i obejrza ten may samochodzik z wielkimi koami. - Podzielam jej zdanie cakowicie - zaopiniowa. - C ty, na Boga, bdziesz z nim robi? - Jeszcze nie wiem. Wiem tylko, e jestem wacicielem czego, co prawdopodobnie jest najszybszym samochodem wiata.

Oczarowao to modego oficera. - Mog w nim usi? - Prosz. Peter wcisn si na mae siedzenie za przedm szyb z plastyku. - Ile on wyciga na penym gazie? - Waciwie si nie orientuj. Ale ze dwiecie w kadym wypadku. Peter siedzia przebierajc palcami po kierownicy, dotykajc skrzyni biegw. Wydawao mu si, e jest z tym jednoosobowym samochodzikiem jako cudownie zronity. - Jedzie ju nim? - zapyta. - Jeszcze nie. Z niechci Peter w kocu wysiad. - Skd wemiesz benzyn? Fizyk si umiechn. - On benzyny nie pije. - Nie jest na benzyn? - Napdzany specjaln mieszank eteroalkoholow. Do zwykych samochodw ta mieszanka si nie nadaje. Osiem baryek mam w ogrodzie u matki. - Umiechn si jeszcze promienniej. - Pomylaem o tym, zanim go kupiem. Podnis mask i do dugo obaj ogldali silnik. Wszystkie wolne godziny po powrocie z pierwszego rejsu John Osborne powica na doprowadzanie do porzdku i pucowanie swego wycigowego samochodu; mia nadziej, e ju za par dni bdzie mg si nim przejecha. - Jedno, co dobre - owiadczy rozmarzony. - Nie potrzebuj si obawia, e za duy ruch koowy w miecie. Niechtnie odeszli po pewnym czasie od samochodu i zamknli drzwi garau na klucz. Przez kilka minut rozmawiali jeszcze w ciszy tego podwrka. - Jeeli odpyniemy przy kocu przyszego miesica - powiedzia Peter - to chyba bdziemy z powrotem na pocztku czerwca. Chodzi mi o Mary i o nasz ma. Jak uwaasz, nic im si nie stanie, zanim wrcimy? - Masz na myli... radioaktywno? Mody oficer przytakn. Fizyk sta w zadumie. - Mog tylko zgadywa, nie inaczej ni wszyscy - rzek ostatecznie. - To moe postpowa szybciej, moe te postpowa wolniej. Jak dotd, rozprzestrzenia si po wiecie bardzo miarowo i zblia si do nas w tempie, jakie przewidywalimy. Teraz jest gdzie na poudnie od Rockhampton. Jeeli ta szybko nie ulegnie zmianie, to przesunie si na

poudnie od Brisbane w pocztkach czerwca... na poudnie od Brisbane, powtarzam. Osiemset mil, lekko liczc, na pnoc od nas. Ale, jak mwi, moe postpowa szybciej, moe postpowa wolniej. Wicej nic ci nie potrafi powiedzie. Peter przygryz usta. Troch denerwujce. Nie chc wywoywa popochu w domu. Pomimo to wolabym, eby one obie wiedziay, co robi, gdybym ja jeszcze nie wrci. - Pewnoci nie ma, czy w ogle wrcisz kiedykolwiek - zauway John Osborne. Zdaje si, e sporo niebezpieczestw naturalnych grozi nam w czasie tego rejsu... niezalenie od promieniowania. Pola minowe, ld... najrozmaitsze niebezpieczne rzeczy. Nie wiem co z nami bdzie, jeeli z pen szybkoci pod wod gruchniemy w jaki lodowiec. - Ja wiem - rzek Peter. Fizyk parskn miechem. - No, trzymajmy zacinite kciuki i miejmy nadziej, e nie gruchniemy. Chc wrci tutaj, eby wzi udzia w wycigu na tym moim wierzchowcu. - Ruchem gowy wskaza samochd, niewidoczny za zamknitymi drzwiami garau. - To jest troch denerwujce - powtrzy Peter. Skierowali si na ulic. - Myl, e bd musia jako to zaatwi, zanim odpyniemy. W milczeniu doszli do gwnej arterii. John Osborne skrci na rogu, wracajc do swojej pracowni. - Nie idziesz w moj stron? - zapyta. Peter potrzsn gow. - Musz teraz gdzie zdoby kojec. Mary mwi, e to konieczne, bo inaczej Jennifer si zabije. Rozeszli si wic na tym rogu, przy czym fizyk dzikowa losowi, e nie jest onaty. Kojec zdoa Peter kupi ju w drugim sklepie, do ktrego wstpi. Nieporczna to bya paka do niesienia wrd tumu; szamoczc si z ni wsiad do tramwaju i jako dojecha do dworca na ulicy Flinders. Wyldowa w Falmouth okoo czwartej po poudniu. Zostawi kojec w przechowalni, eby zabra go pniej w przyczepce, wzi rower z warsztatu i wolno popedaowa przez miasteczko do apteki, w ktrej zwykle zaopatrywali si w lekarstwa. On aptekarza zna i aptekarz zna jego. Wszed tam i zapyta dziewczyn za kontuarem, czy jest pan Goldie. W biaym kitlu zjawi si aptekarz. - Chciabym - poprosi Peter - zamieni z panem par sw na osobnoci. - Su panu, panie poruczniku. Poszli w gb apteki. Peter wyjani: - Chodzi mi o t chorob popromienn. - Twarz aptekarza bya zupenie bez wyrazu. Bo ja mu sz wyjecha. Pywam teraz na "Skorpionie", amerykaskim okrcie podwodnym.

Czeka nas dugi rejs. Wrcimy nie wczeniej ni w pocztkach czerwca. - Aptekarz powoli skin gow. - To rejs nieatwy - zaznaczy oficer marynarki. - Po prostu jest moliwe, e nie wrcimy nigdy. Stali przez chwil nic nie mwic. - Myli pan o pani Holmes i creczce? - zapyta aptekarz. Peter przytakn. - Bd musia przed odjazdem postara si, eby ona w peni rozumiaa... - Urwa. Niech mi pan powie, jak to si objawia? - Mdoci - rzek aptekarz. - Pierwszy symptom. Potem wymioty i biegunka. Krwawa. Nasilenie coraz gwatowniejsze. W niektrych wypadkach stan si troch poprawia, ale na krtko. Ostateczna choroba wynika z samego wyczerpania. - Umilk. - Na samym kocu istotn przyczyn mierci moe te by zakaenie albo biaaczka, Zanik czerwonych ciaek krwi, pan rozumie, i utrata soli w organizmie. Jedno albo drugie. - Kto mwi, e to jest podobne do cholery. - Susznie - potwierdzi aptekarz. - To jest dosy podobne do cholery. - Ma pan co na to, prawda? - adne leki niestety nie pomog. - Nie eby to wyleczy. eby to skoczy. - Jeszcze nie wolno nam rozdawa, panie poruczniku. Mniej wicej na tydzie wczeniej, zanim to dojdzie do naszego okrgu, szczegy zostan podane przez radio. Dopiero wtedy bdziemy mogli wyda te rodki wszystkim, ktrzy zechc. - Zawaha si. Sprawa niezmiernie skomplikowana z punktu widzenia religii. Przypuszczam, e do rozstrzygnicia dla kadego indywidualnie. - Musz si postara, eby ona w peni to rozumiaa - jeszcze raz powiedzia Peter. Zostanie z dzieckiem... mnie wtedy moe tu nie bdzie. Musz to zaatwi przed odjazdem. - Ja mgbym pani Holmes wytumaczy, kiedy czas na to przyjdzie. - Wolabym sam to zrobi. Ona si tym troch zdenerwuje. - Oczywicie... - Po chwili namysu aptekarz rzek: - Prosz, niech pan pjdzie ze mn. Przeszli do zamykanego na klucz magazynu. Staa tam w kcie skrzynia z czciowo odbitym wiekiem. Aptekarz odbi je cae. Skrzynia bya pena malekich czerwonych pudeeczek w dwch rozmiarach. Aptekarz wzi po pudeeczku jednego i drugiego rodzaju i wrci z Peterem do apteki. Otworzy pudeeczko mniejsze, zawierao plastykow fiolk z dwiema tabletkami.

Wyj te tabletki ostronie i na ich miejsce wsun dwie aspiryny. Umieci fiolk w pudeeczku z powrotem; pudeeczko zamkn i da Peterowi. - To dla kadego, kto potrafi zaywa tabletki - powiedzia. - Moe pan to wzi do pokazania pani Holmes. Wystarczy jedna, eby prawie natychmiast spowodowa mier. Druga jest na wszelki wypadek. W odpowiednim czasie bdziemy te rodki wydawali przy ladzie. - Serdecznie dzikuj - rzek Peter. - A co z dzieckiem? - Z dzieckiem czy z ulubionym zwierzciem... psem czy kotem... to ju troch mniej proste. - Aptekarz otworzy drugie pudeeczko i wyj malek strzykawk. - Mam jedn zuyt, ktr tu wo dla pana. Na wierzchu jest przepis. Aplikuje si tylko zastrzyk podskrny. Dziecko po tym zanie do szybko. I to drugie pudeeczko ze zuyt strzykawk da Peterowi. - Bardzo pan uprzejmy - wyrazi sw wdziczno Peter. - Mary bdzie ju moga przyj do pana po to do apteki, kiedy czas przyjdzie. - Wanie. - Ile jestem winien? - Nic. - Aptekarz rozoy rce. - Lek wolny od opaty.

Rozdzia pity
Z trzech prezentw, ktre Peter Holmes przywiz tego wieczora onie, kojec zosta przyjty z najwikszym uznaniem. By to nowiutki kojec drewniany, pomalowany na seledynowo, z jaskrawymi ruchomymi kulkami na prtach z jednego boku. Peter postawi go w ogrodzie i wywoa Mary z domu, eby go zobaczya. Przysza i dokonaa ogldzin bardzo szczegowych, sprawdzajc stabilno, upewniajc si, czy dziecko nie mogoby kojca pocign na siebie. - eby tylko ta farba nie zacza schodzi - westchna. - Ona ssie wszystko, wiesz. A zielona farba jest okropnie niebezpieczna. Zawiera grynszpan. - Pytaem o to w sklepie - uspokoi j Peter. - To nie jest farba olejna... to "duco". Jennifer musiaaby mie aceton w linie, eby j zliza. - Ona potrafi zlizywa farb z bardzo wielu rzeczy. - Mary cofna si i popatrzya na kojec z daleka. - Przeliczny kolor - stwierdzia. - Wspaniale bdzie pasowa do firanek w dziecinnym pokoju. - Tak sobie pomylaem - rzek skromnie. - Mieli tam i niebieski, ale od razu wiedziaem, e bdziesz wolaa ten. - Szalenie mi si podoba. - Zarzucia mu rce na szyj. - Uroczy prezent. Musiae si z tym namczy w tramwaju. Dzikuj ci, dzikuj, kochany. - Nie ma za co. - Te j pocaowa. - Ciesz si, e ci sprawiem przyjemno. Przyniosa dziecko i posadzia je w kojcu. Potem przyniosa whisky i wod sodow i ze szklankami w rkach usiedli na trawie z obu stron dziecka za seledynowym potkiem. Palc papierosy dugo jeszcze patrzyli, jak Jennifer zachowuje si w nowym otoczeniu. Dziecko chwycio raptownie jeden z prtw i zacisno malutk pisteczk. - A nie mylisz, e ona za wczenie stanie na nkach, teraz, kiedy ma si czego trzyma? - Matka podniosa wzrok stroskana. - To znaczy, bez tego nie tak prdko by zacza chodzi. Dzieci, ktre za wczenie zaczynaj chodzi, maj pniej krzywe nogi. - Chyba nie - rzek Peter. - Kady przecie mia w yciu kojec. Ja sam miaem w jej wieku, a nie powiem, eby moje nogi byy krzywe. - No, gdyby nie przytrzymywaa si tego, to pewnie by si przytrzymywaa czego innego. Krzesa na przykad. Wkrtce Mary zabraa Jennifer, eby j wykpa i przygotowa do spania, a Peter ustawi kojec w pokoju dziecinnym. Nakry st do kolacji. I dopiero potem na werandzie,

namacawszy palcami czerwone pudeeczka w kieszeni, zastanowi si, jak, u Boga Ojca, wrczy te pozostae prezenty onie. Wszed do domu i nala sobie whisky. Przystpi do rzeczy wieczorem, zanim Mary przeniosa dziecko na gr do ich sypialni. Powiedzia niezrcznie: - O czym chc z tob pomwi przed tym nowym rejsem. Spojrzaa na niego. - O czym? - O tej chorobie popromiennej, jak ludzie przechodz. Par rzeczy powinna wiedzie. achna si. - Och, o tym. Do wrzenia nie chc na ten temat sysze ani sowa. - Niestety, bdziemy musieli o tym porozmawia - rzek z powag. - Nie rozumiem, dlaczego. Jeszcze zdysz mi wszystko powiedzie, kiedy przyjdzie pora. Kiedy ju bdzie wiadomo na pewno, e to si zblia. Pani Hildred mwia, e jej m sysza od kogo, i koniec kocw to nie dotrze tu wcale. Bo to idzie coraz wolniej, czy co takiego. Nie dotrze tutaj. - Nie wiem, kto informuje ma pani Hildred. Ja ci mog zapewni, e dba prawdy nie ma w takich plotkach. To si zblia, jak najbardziej. Moe tu by we wrzeniu, moe te by jeszcze przed wrzeniem. Wpatrywaa si w niego wielkimi oczami. - To znaczy, e wszyscy na to zachorujemy? - Tak - powiedzia - wszyscy na to zachorujemy. Wszyscy na to umrzemy. Dlatego wanie chciabym ci w tym zorientowa. - Nie moesz zaczeka, Peter? A bdzie z ca pewnoci wiadomo, e to si stanie? Potrzsn gow. - Wol powiedzie ci dzisiaj. Rozumiesz, mnie mogoby tu nie by... wtedy. To mogoby przyj szybciej, ni nam si zdaje... jeszcze zanim wrcimy z rejsu. Albo mgby mnie przejecha autobus... czy co. - Nie jed ju adne autobusy - rzeka spokojnie. - Ty mylisz o tej odzi podwodnej. - Niech bdzie - ustpi. - Znacznie mniej bym si denerwowa na morzu, gdybym wiedzia, e jeste w tych sprawach jako tako zorientowana. - Dobrze - mrukna z niechci. Zapalia papierosa. - No, wic mw.

- Wszyscy i tak kiedy musielibymy umrze - powiedzia ostatecznie. - Nie wiem, czy taka mier jest duo gorsza ni jaka inna. Zaczyna si od tego, e czowiek czuje si chory. Niedobrze mu i niedobrze, a potem ju zupenie mdo. Wci zbiera si na wymioty... niczego nie mona w sobie zatrzyma. I wci trzeba wychodzi. Biegunka. Coraz gorsza w dodatku. Jeeli nawet nastpuje poprawa, to tylko na krtki czas i znw jest tak samo. A w kocu czowiek jest taki saby, e po prostu... umiera. Dmuchna dugim kbkiem dymu. - Jak dugo to trwa wszystko razem? - Nie pytaem. Myl, e to zaley od organizmu. Moe trwa par dni. A jeeli jest poprawa, to chyba i do dwch, trzech tygodni. Przez chwil panowaa zupena cisza. - Paskudne - rzeka wreszcie Mary. - I prawdopodobnie, kiedy wszyscy zachoruj naraz, nie bdzie nikogo, kto by pomg. adnych lekarzy, adnych szpitali. - Prawdopodobnie. Kady bdzie zdany wycznie na siebie. - Ale ty wrcisz przedtem, Peter? - Wrc przedtem - zapewni j. - Mwi ci tylko na wszelki wypadek. To moliwo jedna na tysic. - Ale w razie gdybym bya sama, bez ciebie, kto by si zajmowa Jennifer? - O Jennifer teraz nie myl - powiedzia. - O niej pomwimy pniej. - Przysun si do Mary. - Posuchaj, kochana. Z tego si nie wychodzi. A przecie nie musi si umiera w brudzie. Mona umrze przyzwoicie, zanim to przybierze ten najgorszy obrt. Wycign z kieszeni oba czerwone pudeeczka. - Co to? - szepna oszoomiona. Otworzy kartonik i wycign fiolk. - Namiastka - wyjani. - To nie s te tabletki prawdziwe. Goldie da mi takie, ebym ci pokaza, co z tym robi. Zaywa si jedn i popija czym... czym si chce. Tym, co si lubi najbardziej. Potem idzie si do ka i ju koniec. To znaczy, umiera si? - Papieros w jej palcach przed chwil zgas. Peter skin gow. - W sytuacji beznadziejnej... to jest wyjcie. - A ta druga tabletka? - szepna. - Na zapas - powiedzia. - Na wypadek pewnie, gdyby si t pierwsz zgubio albo ze strachu zmarnowao. Wpatrzona w czerwone pudeeczko siedziaa w milczeniu.

- Kiedy czas na to przyjdzie - mwi dalej - ogosz wam przez radio. Wtedy tylko pojedziesz do Goldiego poprosisz t dziewczyn przy ladzie i bdziesz moga to zabra do domu. Ona ci da. Dawa bd kademu, kto zechce. Upuszczajc zgasego papierosa, signa po pudeeczko. Przeczytaa wydrukowany czarnymi literami przepis. - Ale, Peter - powiedziaa - ebym nie wiem jak bya chora, przecie nie mogabym tego zay. Kto by si opiekowa Jennifer? - Wszyscy zachoruj - zwrci jej uwag. - Kada ywa istota. Psy i koty, i mae dzieci... wszyscy. Ja te. I ty te, Jennifer te. Oczy jej si rozszerzyy. - Jennifer zachoruje na t jak... choler? - Niestety, kochanie. Wszyscy. Powieki jej opady. - Bestialstwo! - wykrzykna. - Na moim yciu specjalnie mi nie zaley. Ale to... to po prostu podo. Prbowa j pocieszy. - Koniec wszystkiego dla nas wszystkich - tumaczy. - My utracimy wikszo tych lat, ktrych tak oczekiwalimy. Jennifer utraci wszystkie lata. Ale dla niej to wcale nie musi by bolesne. Kiedy stanie si beznadziejnie, bdziesz moga jej to uatwi. Trzeba tylko troch odwagi z twojej strony, a odwana bya zawsze. Powiem ci, co masz zrobi, jeeli ja nie zd wrci. Wycign drugie czerwone pudeeczko z kieszeni i zacz to wyjania Mary. Patrzya na niego z coraz wiksz wrogoci. - Pozwl, e nazw rzeczy po imieniu - zirytowaa si nagle. - Uczysz mnie, co mam zrobi, eby Jennifer zabi. Wiedzia, e rozpta si awantura, musia jednak stawi jej czoo. - Tak jest - powiedzia. - W razie koniecznoci masz to zrobi. Wpada w gniew. - Ty chyba zwariowa! - wrzasna. - Nigdy bym czego takiego nie zrobia, choby nawet ona bardzo cierpiaa. Pielgnowaabym j do samego koca. Ty absolutnie zwariowa! Caa rzecz w tym, e ty jej nie kochasz! Nigdy jej nie kochae! Ona zawsze bya plag dla ciebie. No, a dla mnie plag nie jest. To ty jeste plag! I teraz ju dochodzisz do tego, e usiujesz mnie namwi, ebym j zamordowaa. - Blada ze wciekoci zerwaa si na rwne nogi. - Powiedz jeszcze jedno sowo, a ciebie zamorduj. Po raz pierwszy widzia Mary w takim rozjtrzeniu. Wsta.

- Jak sobie yczysz - rzek znuony. - Nie musisz z tych rzeczy korzysta, jeeli nie chcesz. Z pasj mwia dalej: - W tym na pewno kryje si jaki podstp. Chodzi ci o to, ebym zamordowaa Jennifer, a potem popenia samobjstwo. Wtedy byby wolny, mgby pj do innej kobiety. Nie spodziewa si, e ona a tak zareaguje. - Nie bd idiotk, do cholery - powiedzia ostro. - Jeeli tu bd, sam pokn t tabletk. Jeeli nie bd, jeeli bdziesz musiaa zda si wycznie na siebie, to tylko dlatego, e przedtem strac ycie. Tylko pomyl o tym i sprbuj to sobie wbi w t zakut gow. Przedtem strac ycie. Wpatrywaa si w niego gniewnie i milczaa. - O jeszcze jednym powinna pomyle. Jennifer moe y duej ni ty. - Podnis w rce pierwsze czerwone pudeeczko. - To wyrzu do mietnika, wolna wola. Walcz tak dugo, jak tylko zdoasz wytrzyma, walcz do samej mierci. Ale Jennifer moe jeszcze y potem. Moe y jeszcze przez dugie dnie i paka, i wymiotowa na siebie w eczku, lee w swoich kupkach, kiedy ty bdziesz martwa na pododze przy niej, i nie przyjdzie nikt, eby jej pomc. W kocu, oczywicie, ona te umrze. Chcesz, eby umara w taki sposb? Ja w kadym razie nie chc. - Odwrci si od niej. - Tylko o tym pomyl i nie bd tak cholern idiotk. Staa w milczeniu. Przez chwil wydawao mu si, e bezwadna upadnie, ale teraz on z kolei by rozgniewany i nawet nie chcia jej podtrzyma. - To s czasy, kiedy po prostu trzeba zdoby si na bodaj troch odwagi i spojrze prawdzie w oczy - powiedzia. Odwrcia si i wybiega z pokoju na gr do sypialni, skd wkrtce usysza jej szlochy. Nie poszed do niej. Nala sobie whisky z wod sodow i tak ustawi leak, eby z werandy patrze w dalekie morze. "Te cholerne kobiety yj jak pod kloszem - myla - nie potrafi nosa wychyli poza wiat wasnych sentymentalnych roje. Gdyby uznaway rzeczywisto, mogyby pomc mczyznom, pomc im ogromnie. Ale kiedy czepiaj si swego urojonego wiata, s po prostu jakim piekielnym kamieniem myskim u szyi". Po trzeciej porcji whisky okoo pnocy zdecydowa si pj do sypialni. Mary ju leaa i wiato byo zgaszone; rozebra si po ciemku, eby jej nie obudzi. Leaa tyem do niego; pooy si te tyem do niej i zasn dziki tej whisky prawie natychmiast. Okoo drugiej nad ranem obudziy go jej szlochy. Wycign rk, nie wiedzc, jak j pocieszy.

Przytulia si do niego rozszlochana. - Och, Peter, tak mi przykro, e byam taka gupia. O czerwonych pudeeczkach ju nie mwili, ale nazajutrz Peter wsun je w gb apteczki w azience, gdzie nie rzucay si w sposb nieprzyjemny w oczy, gdzie jednak Mary nie mogaby ich nie znale. W kadym z pudeeczek zostawi ma kartk z wyjanieniem, e to tylko namiastka, wic ona musi zgosi si do pana Goldie. I na kadej z tych kartek zapewni j o swojej mioci mylc, e gdy Mary bdzie te zapewnienia czytaa, kto wie, moe jego ju dawno midzy ywymi nie bdzie. adna letnia pogoda utrzymywaa si i w marcu. Nikt wicej z zaogi "Skorpiona" nie zachorowa na odr i prace przy tym okrcie podwodnym w stoczni posuway si naprzd tym szybciej, e stoczniowcy niewiele mieli innej roboty. Peter Holmes ci drugie drzewo, porba je i uoy polana w kilka stert, eby dobrze wyschy na opa w nastpnym roku, po czym zacz wykopywa pniaki zgodnie z planem zaoenia warzywnika. John Osborne wreszcie zapuci silnik swego Ferrari i wyjecha nim z garau. Ruch motorowy wcale nie by w tym czasie zakazany. I tak za adne ju pienidze nie daoby si kupi benzyny ze wzgldu na jej oficjalny brak w kraju; rezerwy dla lekarzy i szpitali wyczerpay si zupenie. A jednak od czasu do czasu samochody jedziy. Kady automobilista mia ukryte w garau bd jakim sobie tylko wiadomym schowku baki z benzyn, zakupione w pierwszej chwili popochu na rynku, i siga do tych zapasw w wyjtkowo rozpaczliwej potrzebie. Ferrari Johna Osborne'a na jezdni nie wywoa adnej akcji ze strony policji nawet wtedy, gdy John bezwiednie przydeptujc nie znany mu jeszcze akcelerator, pomkn ulic Bourke w samym sercu miasta z szybkoci osiemdziesiciu piciu mil na drugim biegu. Dopki nie przejecha nikogo, policjanci uwaali, e to drobiazg nie wart a takiej fatygi, jak pociganie go do odpowiedzialnoci. Nikt przejechany nie zosta, ale sam John Osborne bardzo si przerazi. Jecha do South Gippsland pod maym miasteczkiem Tooradin, gdzie by prywatny tor wycigowy wasno klubu entuzjastw sportu automobilowego. Trzy mile dugoci mia w krg szerokiej szosy z asfaltu prowadzcej donikd i zamknitej dla ruchu publicznego. Poza jednym tylko dugim odcinkiem prostym droga wci wia si i ostro zakrcaa. Wycigi jeszcze tam organizowano, chocia widzw z powodu trudnoci z dojazdem przycigay one niewielu. Skd ci zapalecy brali na to benzyn, pozostawao troskliwie strzeon tajemnic, czy te szeregiem tajemnic, bo kady z nich najwyraniej mia swoje wasne skady, nie inaczej ni John Osborne, ktry przechowywa osiem bbnw specjalnego paliwa w ogrodzie matki.

Raz po raz John Osborne jedzi swym Ferrari do tego klubu, najpierw, eby trenowa, pniej, eby uczestniczy w wycigach, na bardzo krtki zreszt dystans, bo musia oszczdza paliwo. Samochd zacz odgrywa donios rol w jego yciu. Przedtem byo to ycie naukowca, ktry cae dnie spdza przy biurku czy ju w najlepszym razie w laboratorium. Nie wiedzia, co to popiech, przenoszenie si z miejsca na miejsce. Nie potrzebowa ryzykowa w sprawach osobistych, naraa si na jakiekolwiek niebezpieczestwa, y sobie szaro i skromnie. Gdy z racji jego stanowiska odkomenderowano go jako fizyka na okrt podwodny, cieszy si z tej sensacyjnej zmiany, ale te w gbi ducha bardzo si ba przebywa pod wod, Przez tamten tydzie w zamkniciu "Skorpiona" pyncego w pierwszy rejs na pnoc potrafi panowa nad nerwami i koncentrowa si na poruczonej mu pracy, a przecie ogromnie denerwowaa go perspektywa, e nastpnym razem prawie miesic potrwa taka udrka. Ferrari by jak rdka czarodziejska. Kad jazd John Osborne przeywa jak podniecajc przygod. Z pocztku nie prowadzi zbyt dobrze. Wycigajc szybko stu pidziesiciu mil na godzin, nie umia odpowiednio zwalnia, eby bra zakrty. Z pocztku na kadym rogu dosownie wyzywa mier, przy czym w dwch wypadkach tak zarzucio samochd, e wylecia na skraj trawnika, blady, roztrzsiony, peen wstydu, wrcz niegodny swego wspaniaego Ferrari. Po kadym z tych maych wycigw, po kadej przejadce dla wprawy uwiadamia sobie coraz to inne bdy, jakich nigdy ju popeni nie powinien, i zdawa sobie spraw, e tylko cudem unikn katastrofy. Przejty wyczynami sportowymi, przesta si obawia rejsu na pnoc. Nie widzia tam ju nic niebezpiecznego w porwnaniu z niebezpieczestwami, z jakimi igra, gdy jedzi swym wycigowym samochodem. To interludium morskie zaczo mu si wydawa nudnym troch, a nieuniknionym kieratem powszednioci, strat czasu coraz cenniejszego, czym, po czym wreszcie bdzie mona powrci do Melbourne, eby ostatnie trzy miesice ju bez przeszkd powici na karkoomn jazd. Jak wszyscy jego wspzawodnicy, myla gwnie o tym, jak powikszy zapasy paliwa. W myl swej zapowiedzi sir David Hartman zwoa konferencj. Dwight Towers stawi si jako kapitan "Skorpiona" wraz z oficerem cznikowym. Przewidujc, e midzy innymi zostanie poruszona kwestia tajemniczej radiostacji w Seattle, zabra te ze sob radiotechnika, niejakiego porucznika Sunderstroma. Organizacj Bada Naukowych reprezentowali dyrektor naczelny i John Osborne. Ponadto byli wiceadmira z jednym ze swoich oficerw i jeden z sekretarzy premiera.

Na wstpie admira omwi trudnoci zaplanowanego rejsu. - Moim pragnieniem - powiedzia - a take i zaleceniem premiera jest, eby "Skorpion" nie naraa si zanadto. Przede wszystkim chodzi nam o przeprowadzenie bada i w tym wanie celu wysyamy teraz Skorpiona". Zwaywszy, e jego antena jest niewysoka i e sytuacja bdzie wymagaa pozostawania do dugo pod wod, nie moemy liczy na swobodne kontaktowanie si przez radio. Ju choby dlatego "Skorpion" powinien wrci szczliwie, bo inaczej przepadn owoce jego wyprawy. Poza tym jest to przecie jedyny statek o tak dalekim zasigu, pozwalajcy nam jeszcze nawizywa tak czy inn czno z Ameryk Poudniow i poudniem Afryki. Biorc te wzgldy pod uwag, poczyniem do due zmiany w planach rejsu, ktre omawialimy w czasie naszego poprzedniego spotkania. Penetracja Kanau Panamskiego odpada. San Diego i San Francisco take nieaktualne. A to ze wzgldu na pola minowe. Kapitanie Towers, zechce pan krtko powiedzie, co wam wiadomo o zaminowaniu tamtych obszarw. Dwight przedstawi zwile swoje materiay o polach minowych w wymienionych przez admiraa okolicach i zaznaczy, jak dalece te materiay s niepene. - Seattle natomiast stoi dla nas otworem, tak samo jak Puget Sound - rzek potem. - I Pearl Harbour. Powiedziabym rwnie, e miny specjalnie nam nie zagraaj w Zatoce Alaska wobec przesuwania si lodu. Sam ld stanowi jednak problem na tych stopniach szerokoci geograficznej, a "Skorpion" lodoamaczem przecie nie jest. Ale uwaam, e jako bdziemy mogli przy zachowaniu ostronoci przepyn tamtdy, nie naraajc zbytnio okrtu. Jeeli nie da si odby caej tej drogi wzdu szedziesitego stopnia, no... zrobimy wszystko, co w naszej mocy. Prawdopodobnie zdoamy wykona wikszo naszego zadania. Przystpiono do sprawy owych sygnaw radiowych nadawanych gdzie w pobliu Seattle. Sir Phillip Goodall z Organizacji Bada Naukowych przedoy wykaz transmisji stamtd od czasw wojny. - Te sygnay s zupenie niezrozumiae - powiedzia. - Sycha je dorywczo, czciej zim ni latem. Czstotliwo cztery i dziewidziesit dwie setne megaherca. Radioelektrotechnik ze "Skorpiona" odnotowa to na kartce. - Odebralimy sto szedziesit dziewi transmisji. Z tego tylko trzy zawieray moliwe do rozpoznania zestawy sygnaw... w sumie siedem takich zestaww. W dwch byy wyrane sowa po angielsku... po jednym sowie w kadym. Samych tych grup nie mona w aden sposb rozszyfrowa. Mam je tutaj, jeeli kto chce zobaczy. Sowa, o ktrych mwiem, to WODY i POCZ. Sir David Hartman zapyta: - Przez ile godzin ogem te transmisje odbierano?

- Jakie sto sze godzin. - I przez ten cay czas tylko dwa sowa doszy wyranie? Reszta to bekot? - Tak jest. - Nie sdz, eby te sowa co znaczyy - zastanowi si admira. - Raczej byy czysto przypadkowe. Ostatecznie, jeli nieskoczenie wiele map zacznie bawi si nieskoczenie wielk iloci maszyn do pisania, to w kocu jednej z nich moe si uda wystuka sztuk Szekspira. Naprawd pozostaje nam zbada, w jaki sposb te transmisje w ogle dochodz do skutku. Wydaje si rzecz niewtpliw, e tam jeszcze jest dopyw prdu elektrycznego. Kto wie, czy nie kryje si za tym jaki czynnik ludzki. To mao prawdopodobne, ale przecie mogoby tak by. Porucznik Sunderstrom przysun si do kapitana Towersa i co mu szepn. Dwight powiedzia gono: - Pan Sunderstrom zna urzdzenia radiowe w tamtym okrgu. Porucznik rzek niemiao: - Nie twierdz, e znam wszystkie. Przechodziem krtki kurs radiowej cznoci morskiej na wyspie Santa Maria pi lat temu. Midzy innymi wykorzystywano tam czstotliwo wanie cztery i dziewidziesit dwie setne megaherca. - Gdzie jest wyspa Santa Maria? - zapyta admira. - Ta jest na Puget Sound, niedaleko od Bremerton, panie admirale. Jest te kilka innych o tej nazwie przy tamtym wybrzeu. Ale mwi o Santa Maria, gdzie mieci si gwna szkoa radiowej cznoci morskiej, najwiksza na caym obszarze. Kapitan Towers rozoy map i wskaza t wysp palcem. - To tutaj, panie admirale... z ldem poczona mostem, ktry prowadzi do miasteczka Manchester nad zatok Clay. Admira zapyta, patrzc na map: - Jaki mg by zasig radiostacji na wyspie Santa Maria? - Nie wiem na pewno - odrzek porucznik Sunderstrom - ale myl, e wiatowy. - Wygldaa na radiostacj o zasigu wiatowym? Bardzo wysokie byy anteny? - O tak, panie admirale. Anteny prezentoway si okazale. Wydaje mi si, e to bya cz sieci radiowej obejmujcej Pacyfik, ale przysic nie mog. Ja tylko uczszczaem tam na kurs. - Nigdy nie komunikowa si pan z t stacj bezporednio z ktrego z okrtw w czasie swojej suby na morzu? - Nie, panie admirale. Uywalimy odbiornikw o innych czstotliwociach.

Przez jaki czas toczya si rozmowa o radiotechnice. - Jeeli sygnay s rzeczywicie z Santa Maria - powiedzia w kocu Dwight - to chyba bdzie mona zbada t spraw bez trudu. - eby utwierdzi si jeszcze raz w tym przekonaniu, spojrza na map, ktr starannie ju przestudiowa. - Gboko przy brzegu wynosi czterdzieci stp. Moglibymy nawet stan gdzie przy nabrzeu. W kadym razie mamy gumow szalup. Jeeli stopie promieniowania nie jest tam zbyt wysoki, mona wypuci na brzeg ktrego z oficerw... nie na dugo, rzecz jasna, i w kombinezonie ochronnym. Porucznik Sunderstrom zgosi sw gotowo. - Ja chtnie bym poszed na to. Wydaje mi si, e znam teren tej radiostacji do dobrze. Na tym sprawa stana i zaczli znw rozwaa teori Jorgensena i sposoby obserwacji naukowych - potrzebnych, eby j udowodni bd obali. Po konferencji Dwight mia spotka si z Moir Davidson. Wyznaczya na to spotkanie restauracyjk w dzielnicy handlowej i zdy tam przyby pierwszy. Wkrtce potem wesza z teczk. Przywitali si i zaproponowa, eby wypia co przed obiadem. Poprosia o koniak z wod sodow. - Podwjny? - zapyta, gdy kelner przyjmowa zamwienie. - Pojedynczy - odrzeka. Skinieniem gowy przekaza to kelnerowi, nie komentujc tego niezwykego wydarzenia. Spojrza na teczk. - Zaatwiaa sprawunki? - Sprawunki - powtrzya oburzona. - Ja miaabym by taka... cnotliwa? - Przepraszam - rzek szybko. - To moe gdzie wyjedasz? - Nie. - Uradowaa si jego zainteresowaniem. - Do trzech razy wolno ci zgadywa, co to jest. - Koniak - sprbowa trafi. - Nie. Koniak nosz w sobie. Duma przez chwil. - N do drzewa. Chcesz wyci z ram jaki obraz religijny na tej wystawie, eby go zabra i powiesi w azience. - Nie. Jeszcze raz zgadnij. Masz ostatni szans. - Robtka na drutach.

- Nie robi na drutach. Nie robi nic, co jest dobre na nerwy. Powiniene ju o tym wiedzie. Kelner poda trunki. - Dobrze - powiedzia Dwight. - Ty wygraa. Wic co to jest? Otworzya teczk. By tam blok papieru, owek i podrcznik do stenografii. Ze zdumieniem patrzy na te rzeczy. - No! - wykrzykn. - Chyba nie uczysz si tego? - Uwaasz, e to niedobrze? Sam mwie, e powinnam. Przypomnia sobie niejasno, e kiedy w jakim momencie istotnie o tym napomkn. - Chodzisz na kursy czy jak? - Codziennie rano - odrzeka. - Musz by na ulicy Russela o p do dziewitej. O p do dziewitej... ja. Wstaj przed sidm. Umiechn si. - To fatalnie. I po co? - eby mie zajcie. Bronowanie nawozu doszcztnie mi si znudzio. - Od dawna to robisz? - Od trzech dni. Zaczynam w tym straszliwie celowa. Potrafi ju z kadym prowadzi korespondencj tymi zakrtasami. - A czy wiesz, co one oznaczaj, kiedy je wypisujesz? - Jeszcze nie wiem - przyznaa. ykna troch koniaku. - Na to trzeba by zaawansowan. - Pisa na maszynie uczysz si take? Tak. I ksigowoci. Wszystkiego. Spojrza nie bez podziwu. - Bdziesz sekretark co si zowie po ukoczeniu tej nauki. - W przyszym roku. Bd moga dosta dobr posad w przyszym roku. - Duo osb tam uczszcza? Bo to jaka szkoa, prawda? Skina gow. - Wicej osb, ni si spodziewaam. Chyba poowa normalnej liczby. Ale po wojnie brakowao chtnych, wic odprawiono wikszo nauczycieli. Teraz frekwencja wci wzrasta, wic z koniecznoci przyjto ich z powrotem. - Frekwencja teraz wzrasta? - Przewanie nastolatki - wyjania. - Czuj si jak babcia midzy nimi. Rodzice widocznie tak ju mieli dosy ich obecnoci w domu, e kazali im zabra si do pracy. -

Umilka. - Tak samo jest na uniwersytecie - dodaa po chwili. - Zapisw teraz wicej ni przed paroma miesicami. - Nigdy bym nie przypuszcza, e to w ten sposb podziaa - zauway. - W domu nudno - rzeka. - A w "budzie" zawsze mona spotka znajomych. Zaproponowa jeszcze jeden koniak, ale odmwia. Przeszli do sali na obiad. - Syszae o samochodzie Johna Osborne'a? - zapytaa. Rozemia si. - Trudno o nim nie sysze. Pokaza mi go. Zapewne pokazuje go kademu, kto tylko chce tam pj, eby go obejrze. To przepyszny samochd. - On ma kompletnego krka - stwierdzia. - Zabije si w tym. Dwight popija bulion. - No to co? Byleby tylko si nie zabi, zanim wyruszymy w rejs. Mnstwo mu to daje przyjemnoci. - Kiedy wyruszacie? - zapytaa. - Przypuszczam, e za tydzie mniej wicej. - Czy to bdzie bardzo niebezpieczne? - Gos jej zabrzmia sabo. Zapanowao chwilowe milczenie. - No, nie - rzek Dwight. - Co ci t myl nasuno? - Rozmawiaam wczoraj z Mary przez telefon. Wydawaa si troch zdenerwowana czym, co Peter jej powiedzia. - O tym rejsie? - Nie bezporednio - zaprzeczya. - W kadym razie ja myl, e nie. Raczej co o swoim testamencie. - Testament nigdy nie zawadzi - owiadczy. - Kady powinien spisa testament, to znaczy kady czowiek onaty. Na st wjechao miso z rusztu. - Powiedz mi, to jest niebezpieczne? - zapytaa znowu. Potrzsn gow. - To rejs do dugi. Potrwa okoo dwch miesicy, z czego prawie miesic bdziemy pod wod. Ale nie jest bardziej niebezpieczny, ni byyby inne operacje na pnocnych morzach. - Umilk. - Zawsze jest trudno posuwa si i bada drog tam, gdzie moga by eksplozja nuklearna - zacz jej tumaczy. - Zwaszcza pync pod wod. Waciwie nigdy si nie wie, na co si wpadnie. Na dnie morskim zaszy wielkie zmiany. Mona zahaczy o jaki zatopiony statek, o ktrym wcale si nie wie. Uwaa trzeba ogromnie. Ale nie, nie powiedziabym, e to niebezpieczne. - Wr szczliwie, Dwight - rzeka cicho. Umiechn si do niej.

- Na pewno wrcimy szczliwie. Dostalimy taki rozkaz. Admira chce mie swj okrt podwodny z powrotem. Parskna miechem i wyprostowaa si na krzele. - Niemoliwy jeste. Kiedy tylko zaczynani by sentymentalna, ty... ty przekuwasz mj sentyment, jakby to by dziecinny balonik. - To pewnie dlatego, e ja nie jestem sentymentalny - powiedzia - tak przynajmniej mwi Sharon. - Naprawd? - Wanie. Nawet j to gniewa czasami. - Nie dziwi si - zauwaya. - Bardzo jej wspczuj. Po obiedzie wyszli z restauracji i spacerkiem udali si do Galerii Narodowej, gdzie w jednej z sal otwarto wystaw malarstwa religijnego. Obrazy byy olejne, przewanie w nowoczesnym stylu. Chodzili wrd tych czterdziestu pcien, dziewczyna zainteresowana, kapitan podwodnego okrtu szczerze oszoomiony. adne z nich nie miao duo do powiedzenia na temat zielonych Ukrzyowa i rowych Narodzin Chrystusa; tylko pi czy sze obrazw przedstawiajcych religijne aspekty wojny tak ich poruszyo, e zaczli si ze sob spiera. Przystanli przed obrazem, ktry uzyska pierwsz nagrod. - Chrystus zbolay i widoczne w gbi bombardowanie wielkiego miasta. - Myl, e w tym co jest - rzeka Moira. - Po raz pierwszy chyba si zgadzam z ocen jurorw. Dwight powiedzia: - Ciarki mnie przechodz, kiedy na to patrz. - Co ci si w tym nie podoba? - Wpatrywa si w obraz. - Wszystko. Dla mnie to po prostu nieprawdziwe. aden pilot przy zdrowych zmysach tak by nie lata wrd bomb termonuklearnych wybuchajcych wszdzie wokoo. Spaliby si. Owiadczya: - Dobrze zakomponowane i adne w kolorycie. - Och, na pewno - powiedzia - ale nie ma w tym prawdy. - Pod jakim wzgldem? - Jeeli to ma by gmach RCA, to on umieci Most Brookliski po stronie New Jersey, a Empire State w samym rodku Parku Centralnego. Zajrzaa do katalogu. - Tu wcale nie pisz, e to jest Nowy Jork.

- Cokolwiek by to miao by, jest nieprawdziwe - powtrzy. - adne miasto nie mogo tak wyglda. - Zastanowi si. - Zbyt dramatyczne. - Odwrci si i rozejrza z obrzydzeniem. - W ogle mi si to wszystko nie podoba. - Nie patrzysz na to z punktu widzenia religii? - zapytaa. Bawi j jego sprzeciw, bo przedtem mylaa, e skoro on tak czsto chodzi do kocioa, malarstwo tego rodzaju bdzie do niego przemawiao. Uj j za rk. - Nie jestem religijny - powiedzia. - To moja wina, a nie tych malarzy. Oni widz wszystko inaczej ni ja. Wyszli z sali. - Interesuj ci obrazy? - zapytaa. - Czy po prostu ci nudz? - Nie nudz mnie - odrzek. - Lubi je, kiedy s przyjemne, barwne, namalowane nie po to, eby czowieka uczy. Jest taki malarz, ktry si nazywa Renoir, prawda? - Owszem. I tutaj maj par obrazw Renoira. Chciaby je zobaczy? Przeszli do sal sztuki francuskiej i zatrzymali si na jaki czas przed obrazem rzeki i ocienionej drzewami ulicy nad rzek, biaych domw i sklepw - obrazem bardzo francuskim i bardzo kolorowym. - Takie wanie malowanki lubi - owiadczy. - Godzinami mog patrze na to. Do dugo spacerowali po Galerii, ogldajc obrazy i gawdzc. Potem Moira musiaa ju wraca; matka niezbyt dobrze si czua i prosia j o powrt do domu przed kolacj. Dwight pojecha z ni na dworzec tramwajem. Wrd ciby przy wejciu odwrcia si do niego. - Dzikuj za obiad - powiedziaa - i za mie popoudnie. Mam nadziej, e te francuskie obrazy wynagrodziy ci wystaw religijn. Przytakn ze miechem. - Istotnie. Chciabym pj znowu i zobaczy ich wicej. Co do religii, nie znam si na tym. - Przecie w kad niedziel chodzisz do kocioa - zauwaya. - Och, to co innego - rzek. Nie moga si z nim sprzecza i nawet by nie prbowaa w tym tumie. Zapytaa: - Czy spotkamy si jeszcze przed twoim odjazdem? - W cigu dnia bd chyba bardzo zajty. Moe bymy ktrego wieczora wybrali si do kina, ale to musi by wkrtce. Odpyniemy, kiedy tylko skoczy si praca w stoczni, a tempo tam wzili byskawiczne.

Umwili si, e zjedz razem kolacj w najbliszy wtorek, po czym Moira machajc rk na poegnanie znikna w toku dworca. Dwight do stoczni nie musia si spieszy i jeszcze caa godzina zostaa do chwili zamknicia sklepw. Ruszy wolno ulic, ogldajc wystawy. Przed jednym ze sklepw z artykuami sportowymi zawaha si. Po chwili tam wszed. W dziale rybowstwa oznajmi subiektowi: - Chciabym kupi wdk z koowrotkiem i link nylonow. - Prosz bardzo - rzek subiekt. - Czy to dla pana? Amerykanin potrzsn gow. - To prezent dla dziesicioletniego chopczyka - wyjani. - Jego pierwsza wdka. Chodzi mi o jak bardzo dobr, ale do krtk i lekk. Ma pan wdki z wkna szklanego? - Niestety - powiedzia subiekt - w tej chwili brak takich. - Zdj jedn z wdek ze stojaka. - To jest wietna maa wdka ze stali. - Czy nie zardzewieje w wodzie morskiej? On mieszka nad morzem, a wie pan, jakie s dzieciaki. - Nie zardzewieje - zapewni subiekt. - Wiele takich sprzedajemy do pooww morskich. - Sign na pk z koowrotkami, gdy Dwight oglda t wdk i prbowa zgina j w rce. - Mamy te koowrotki z plastyku, czy moe pokaza panu koowrotek e stali nierdzewnej, ktry krci si szybciej ni korbka? Jest lepszy oczywicie, ale te i znacznie droszy. Dwight obejrza koowrotki. - Raczej wezm ten stalowy. Wybra link i subiekt zapakowa te trzy rzeczy razem. - adny prezent dla chopca zauway. - No jasne - powiedzia Dwight. - Bdzie mia mnstwo z tym uciechy. Zapaci i z paczk przeszed przez sklep do dziau, w ktrym sprzedawano rowery dziecinne i hulajnogi. Zapyta ekspedientk: - Czy s abie laski? - abie laski? Chyba nie. Dowiem si u kierownika. Zjawi si kierownik. - Niestety, abich lasek brak. Teraz ogromne na to zapotrzebowanie. Ostatni sprzedalimy zaledwie par dni temu. - Czy jeszcze pan ich si spodziewa? - Zoyem zamwienie na tuzin. Nie wiem, kiedy nam przyl. Wszystko troch zdezorganizowane, wie pan. To pewnie ma by prezent? Kapitan przytakn.

- Dla dziewczynki szecioletniej. - S te oto hulajnogi. Bardzo miy prezent dla panienki w tym wieku. Dwight potrzsn gow. - Ona ju ma hulajnog. - S te mae rowerki. "Za due i niezgrabne" - pomyla Dwight, ale tego nie powiedzia. - Nie, chodzi mi wycznie o abi lask. Poszukam gdzie indziej i jeeli nie znajd, wrc tutaj. - Moe by pan sprbowa u McEvansa - doradzi kierownik usunie. Niewykluczone, e jedna im zostaa. Dwight wyszed i sprbowa u McEvansa, ale tam rwnie brak byo abich lasek. Sprbowa w innym sklepie, tak samo bez rezultatu; abie laski widocznie znikny z rynku. Im duej chodzi daremnie, tym bardziej utwierdza si w przekonaniu, e istotnie zaley mu tylko na abiej lasce i e aden inny prezent by jej nie zastpi. Szukajc jeszcze jednego sklepu z zabawkami doszed do ulicy Collinsa, ale tutaj, ju poza dzielnic handlow, znalaz si wrd najwytworniej szych magazynw. Pod koniec tej godziny powiconej na sprawunki zatrzyma si przed wystaw jubilera. Bya to wietna stara firma; dugo sta, wpatrzony w biuteri. Szmaragdy i brylanty byyby najlepsze. Szmaragdy tak by piknie wyglday przy jej ciemnych wosach. Wszed do tego sklepu. - Mylaem o bransoletce - powiedzia modemu czowiekowi w czarnej aobnej marynarce. - Ze szmaragdami i brylantami moe. Ze szmaragdami w kadym razie. Ta pani jest brunetk i lubi ubiera si na zielono. Ma pan co takiego? Mody czowiek poszed do skarbca i przynis stamtd trzy bransolety, ktre pooy na poduszeczce z czarnego aksamitu. - Takie mamy, prosz pana - rzek. - W jakiej cenie pan by sobie yczy? - Nie wiem - odpowiedzia kapitan. - Chc kupi adn bransoletk. Subiekt podnis jedn z czarnej poduszeczki. - Jest ta za czterdzieci gwinei albo ta za szedziesit pi. S bardzo efektowne, uwaam. - A ta ile kosztuje? Mody czowiek wzi z poduszeczki wskazan przez Dwighta.

- Jest znacznie drosza, prosz pana. Bardzo pikna rzecz. - Spojrza na maleki kartonik z cen. - Ta kosztuje dwiecie dwadziecia pi gwinei - powiedzia, odkadajc j z powrotem. Bransoleta janiaa na czarnym aksamicie. Z kolei Dwight j wzi, eby obejrze. Subiekt nie przesadzi mwic, e jest bardzo pikna. Takiej biuterii Sharon jeszcze w swojej szkatuce nie ma. Na pewno bdzie zachwycona. - Robota angielska czy australijska? Subiekt potrzsn gow. - Oryginalna od Cartiera z Parya. Nabylimy j z kolekcji pewnej pani w Toorak. Zupenie jak nowa, sam pan widzi. Zazwyczaj musimy poprawia zameczki, ale ta nie wymaga nawet tego. Jest w cakowitym porzdku. Dwight wyobraa sobie rado Sharon. - Wezm j - zadecydowa. - Zapaci mog panu tylko czekiem. Przyjd tu po ni jutro albo pojutrze. Wypisa czek i dosta pokwitowanie. Wychodzc przystan i odwrci si do modego czowieka. - Jedna rzecz - powiedzia. - Nie wie pan przypadkiem, gdzie mgbym kupi abi lask, prezent dla maej dziewczynki? Zdaje si, e obecnie trudno tu tak zabawk dosta. - Niestety, tego panu nie potrafi powiedzie - odrzek mody czowiek. - Chyba nie pozostanie panu nic innego jak pyta o to we wszystkich sklepach z zabawkami po kolei. Sklepy ju zamykano, wic tego wieczora nie mona byo szuka dalej. Dwight z paczk wrci do Williamstown, zszed z lotniskowca na okrt podwodny i pooy j za sw koj tak, eby jej nie byo wida. W dwa dni pniej, gdy odebra bransolet, j te zanis na "Skorpiona" i zamkn w szafce stalowej, w ktrej trzyma poufne pisma. Tego dnia niejaka pani Hectorowa Fraser oddaa do naprawy w tym jubilerskim sklepie srebrny dzbanuszek na mietank, od ktrego odamao si ucho. Po poudniu spotkaa na ulicy Moir Davidson; znaa j od dziecka. Zacza rozmow pytaniem, co sycha u matki. Potem przystpia do rzeczy. - Moja droga, kapitan Towers, ten Amerykanin, to twj znajomy, prawda? Tak - odrzeka Moira. - Do dobry znajomy. Nawet spdzi u nas niedawno weekend. - Nie sdzisz, e on ma bzika? Moe wszyscy Amerykanie maj bzika, nie wiem. Dziewczyna umiechna si. - Nie wikszego chyba, ni my wszyscy mamy teraz. A co on takiego zrobi? - abi lask chcia kupi u Simmondsa. Moira nagle staa si czujna. - abi lask?

- No, moja droga, gdzie jak gdzie, ale wanie u Simmondsa. Jak gdyby oni tam sprzedawali zabawki. Wszed tam podobno i kupi w dodatku najpikniejsz bransolet za jak bajeczn sum. Czy nie dla ciebie przypadkiem? - O tym nie syszaam. To bardzo nie w jego stylu. - No c, z tymi mczyznami nigdy nic nie wiadomo. Moe on ci j wsunie ni std, ni zowd na rk i to ma by niespodzianka. - Ale co z t abi lask? - Ot wanie... kiedy ju kupi bransolet, zapyta pana Thompsona, tego blondyna, wiesz, taki mody, przystojny... zapyta go, gdzie mona dosta abi lask. Powiedzia, e chce kupi taki prezent jakiej maej dziewczynce. - Co w tym zego ? - zapytaa panna Davidson spokojnie. - To przecie prezent odpowiedni dla dziewczynek w pewnym wieku. - Chyba. Ale czy nie wydaje ci si dosy dziwne, e kapitan odzi podwodnej chce kupi abi lask? I to u Simmondsa. Dziewczyna rzeka: - On prawdopodobnie zaleca si do jakiej bogatej wdowy, ktra ma creczk. Bransoletka dla matki, abia laska dla crki. Co w tym zego? - Nic - powiedziaa pani Fraser - tylko e mymy myleli, e on si zaleca do ciebie. - I na tym wanie polega omyka - owiadczya pogodnie dziewczyna. - Bo to ja zalecam si do niego. - Poegnaa pani Fraser. - Czas na mnie. Ciesz si, e pani spotkaam. Powiem mamie. Posza w swoj stron, ale problem Dwighta pozosta jej w pamici. Do tego stopnia, e przez reszt popoudnia wszdzie zbieraa informacje, jak wyglda rynek abich lasek w Melbourne. Rynek wyglda smtnie. Stwierdzia, e abi lask kupi bdzie Dwightowi bardzo trudno. Wszyscy z lekka zwariowali, oczywicie - Peter i Mary Holmesowie na punkcie swego ogrodu, ojciec na punkcie swych planw gospodarskich, John Osborne na punkcie samochodu wycigowego, Sir Douglas Froude na punkcie klubowego portwejnu i teraz wreszcie Dwight Towers, ktremu raptem zachciao si abiej laski. I ona sama, Moira, take - na punkcie Dwighta Towersa. Wszdzie ta przesada graniczca z obdem, zrodzona z czasw, w jakich si yje. Pragna pomc Dwightowi, pragna pomc mu caym sercem, a przecie wiedziaa, e powinna zabra si do tego bardzo ostronie. Po powrocie do domu tego wieczora odszukaa w drwami swoj star abi lask i porzdnie oczycia j cierk od kurzu.

Drewnian rczk, chocia byy na niej ciemne plamy z wilgoci, mgby jaki zrczny rzemielnik przetrze papierem ciernym i adnie wypoliturowa. Czci metalowe jednake rdza przeara gboko, tak e poprzeczka w jednym miejscu nawet si kruszya. adna ilo farby nie pokryaby tej poprzeczki cakowicie, nie nadaaby jej wygldu nowej rzeczy, a Moira zbyt niedawno sama bya dzieckiem, eby nie zyma si na myl o zabawce tak wyranie uywanej ju przez kogo innego. A wic to nie jest rozwizanie. Spotkaa si z Dwightem we wtorek wieczorem zgodnie z ich projektem pjcia do kina. Przy kolacji zapytaa go, jak postpuj prace na "Skorpionie". - Niele - odpowiedzia. - Dostalimy drug aparatur elektrolityczn do regenerowania tlenu, majc dziaa rwnoczenie z t, ktr ju mamy. Instalowanie jej skoczy si chyba jutro wieczorem i w rod bdziemy mogli popyn na prb. Moe wyruszymy ju pod koniec tego tygodnia. - Bardzo wana jest ta aparatura? Wyjani z umiechem: - Bdziemy przez pewien czas przebywali pod wod. Nie chciabym, ebymy z braku powietrza musieli wynurzy si gdzie na obszarze radioaktywnym albo zaczli si dusi. - Wic to waciwie aparatura zapasowa? Przytakn. - Mamy szczcie, e moglimy j dosta. Bya w magazynie marynarki wojennej w Fremantle. Widziaa jego roztargnienie. By dla niej miy i uprzejmy, ale wyczuwaa, e on wci myli o czym innym. Prbowaa kilka razy w czasie kolacji zainteresowa go swoimi sprawami, bez skutku jednak. To samo byo w kinie; okazywa, e mu si film podoba; i dokada stara, eby utrzyma dobry nastrj, a przecie robi to jako automatycznie. Mwia sobie, e trudno od niego wymaga, by zachowywa si inaczej, skoro czeka go taki rejs. Po filmie poszli razem pustymi ulicami na dworzec. Ju w pobliu dworca Moira stana w jednej z ciemnych bram pod arkadami, gdzie spokojnie mogli porozmawia. - Zaczekaj, Dwight - powiedziaa. - Chc ci o co zapyta. - Bardzo prosz - rzek uprzejmie. - Pytaj. - Masz jakie zmartwienie? - Doprawdy nie mam. Przykro mi tylko, e kiepskim byem dzi towarzyszem. - Czy to co w zwizku ze "Skorpionem"? - Ale nie, dziecko. Ju ci mwiem, adne niebezpieczestwo nam nie grozi. Ten rejs to po prostu jeszcze jedno zadanie. - Chyba nie martwisz si, e nie moesz dosta abiej laski? W pmroku patrzy na ni zdumiony.

- A skd ty wiesz o tym? Rozemiaa si agodnie. - Mam szpiegw. Co kupie dla Juniora? - Wdk. - Po chwili milczenia dorzuci: - Pewnie mylisz, e z moj gow coraz gorzej. - Nie - powiedziaa. - Wic nie dostae abiej laski? - Nie dostaem. Zdaje si, e wszdzie ich zabrako. - Wanie. Znw zapanowao milczenie. - Ogldaam t moj - rzeka Moira. - Moesz j wzi, jeeli uwaasz, e si nadaje. Ale stara jest okropnie i metal na niej pordzewia. Skaka z ni jeszcze mona, wtpi jednak, czy daoby si j tak odnowi, eby to by adny prezent. Przytakn. - Widziaem t rdz. Chyba j zostawimy, kochanie. Jeeli bd mia troch czasu, zanim odpyniemy, przyjad tutaj i poszukam w sklepach czego innego. Powiedziaa: - Ale na pewno gdzie jeszcze mona kupi abi lask. Kto przecie to produkowa w Melbourne. W Australii, w kadym razie. Kopot tylko, eby zdy j kupi. - Nie zawracaj sobie tym gowy - powiedzia. - To bya po prostu moja gupia fantazja. To niewane. - Owszem, wane - owiadczya - dla mnie wane. - Podniosa wzrok. - Postaram si, eby dosta abi lask, kiedy wrcisz - rzeka. - Postaram si, choby kto mia j zrobi na specjalne zamwienie. Wiem, e to niezupenie bdzie tak, jak ty chcesz. Ale czy ostatecznie by ci odpowiadao? - Bardzo jeste dobra - rzek ochryple. - Mgbym Helen powiedzie, e ty przyniesiesz abi lask ze sob. - Mona i tak - wyrazia zgod. - W kadym razie bd miaa abi lask, kiedy si znw spotkamy. - Moe bdziesz musiaa odby z ni dug drog. - Nie martw si, Dwight. Bd j miaa, kiedy si spotkamy. W tej ciemnej wnce wzi Moir w ramiona i pocaowa. - Za t obietnic - szepn - i za wszystko inne. Sharon by mi pozwolia. Dzikujemy ci oboje.

Rozdzia szsty
W dwadziecia pi dni pniej okrt podwodny Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych "Skorpion" zblia si do pierwszego celu swego rejsu. Dziesi dni mino, odkd zacz na trzydziestym stopniu szerokoci geograficznej poudniowej pyn pod wod. Kapitan Towers raz ju go zatrzyma przy wyspie San Nicholas, niedaleko od Los Angeles, omijajc to miasto szerokim krgiem ze wzgldu na nie znane pola minowe. Wzi kurs w okolice Santa Barbara i stamtd na zachd w odlegoci jakich dwch mil od wybrzea posuwa si na gbokoci peryskopowej dalej na pnoc. Nie bez ryzyka, ostronie, wpyn w zatok Monterey, skd wida byo ten zupenie zmartwiay port rybacki, co jednak nie dao wiele. Wobec radioaktywnoci stale wysokiej nie mogli tam wynurzy si na powierzchni. Inspekcji San Francisco dokonali z odlegoci piciu mil za Zotymi Wrotami. Stwierdzili jedynie, e most si zawali. Wiea podtrzymujca go od strony poudnia najwyraniej runa. Widoczne z morza gmachy przy Parku Zotych Wrt mocno ucierpiay od ognia i podmuchw; aden z nich chyba nie nadawa si ju do zamieszkania. Oznak ycia ludzkiego nigdzie nie wypatrzyli, sam zreszt wysoki stopie radioaktywnoci wyklucza przypuszczenie, eby ktokolwiek mg jeszcze y na tym obszarze. Zostali tam par godzin; fotografowali wybrzee przez peryskop, rozgldali si tak dalece, jak mogli. Potem zawrcili na poudnie a do zatoki Half Moon i wynurzyli si oddaleni tylko o p mili od wybrzea. Do dugo rozbrzmiewao z okrtu donone nawoywanie przez megafon. Domy nie byy zrujnowane, ale tu te nie zobaczyli adnych oznak ycia. Zostali w tych okolicach, dopki si nie ciemnio; wtedy wzili kurs na pnoc, okrajc Point Reyes, pync wzdu brzegu w odlegoci trzech, czterech mil. Odkd przepynli rwnik, ju z reguy wynurzali si raz w cigu kadej wachty, eby przy maksymalnej wysokoci anteny mc posucha transmisji radiowej w Seattle. Usyszeli j kiedy na pitym stopniu szerokoci geograficznej pnocnej; trwaa okoo czterdziestu minut, bezsensowna, najwyraniej przypadkowa, i raptownie ucicha. Od tamtego czasu jej nie syszeli. Teraz noc gdzie w okolicy Fort Bragg, gdy wynurzyli si na wzburzone morze w zaciekych podmuchach pnocno-zachodniego wiatru i nastawili swj odbiornik z aparatur do ustalania kierunku, usyszeli Seattle znowu. Dwight i porucznik Sunderstrom pochyleni nad stoem nawigacyjnym nanieli na map pooenie. - Santa Maria - powiedzia Dwight. - Zdaje si, e pan ma racj.

Uwanie suchali niedorzecznego bekotu, dobywajcego si z gonika. - To jaki zbieg okolicznoci - rzek w kocu porucznik - bo przecie nie kto, kto nastraja, czy bodaj troch zna si na radiu. To po prostu musi dzia si przypadkiem. - Chyba. - Dwight sucha dalej. - Ale tam jest prd elektryczny. A gdzie jest elektryczno, tam s ludzie. - Niekoniecznie - zauway porucznik. - Elektrownia wodna - rzek Dwight. - Znam j. Ale do diaba, te turbiny nie mog przecie pracowa dwa lata bez konserwacji. - To nie jest powiedziane. Byo tam par wciekle dobrych maszyn. Dwight chrzkn i wrci do map. - Zamierzam dopyn w okolice Cape Flattery o wicie. Bdziemy posuwa si dalej tak jak dotychczas, koo poudnia dokonamy namiaru i wtedy wyregulujemy szybko. Jeeli sytuacja pozwoli, podniesiemy si na gboko peryskopow i wytoczymy wod ze zbiornikw, chyba ebymy uderzyli o co, czego tam by nie powinno. Moe da si wzi kurs prosto na Santa Maria. Moe si nie da. Wyszedby pan na ld, gdyby si dao? - Oczywicie - rzek porucznik. - Nawet mi bdzie do przyjemnie brykn z tego puda. Dwight si umiechn. Byli pod wod ju od jedenastu dni i chocia stan zdrowia zaogi by jeszcze dobry, wszystkich to wyczerpao nerwowo. - Trzymajmy kciuki - powiedzia - i miejmy nadziej, e adnych przeszkd nie napotkamy. - Wie pan co, panie kapitanie - zaproponowa porucznik - gdyby si nie dao przepyn przez t cienin, ja bym mg dosta si tam ldem. - Wycign jedn z map. Jeeli wpyniemy na Grays Harbour, dobibym do brzegu w Hoquiam albo w Aberdeen. Ta szosa biegnie prosto do Bremerton i Santa Maria. - To jest sto mil bez maa. - Prawdopodobnie bym znalaz niejeden samochd i benzyn. Kapitan pokrci gow. Dwiecie mil jazdy w lekkim kombinezonie ochronnym, przy kierownicy napromieniowanego samochodu, z napromieniowan benzyn, w okolicach tak radioaktywnych, to w praktyce niemoliwo. - Zapas powietrza - rzek - wystarczy panu tylko na dwie godziny. Wiem, e mgby pan wzi dodatkowe cylindry. Ale to praktycznie niewykonalne. Utracilibymy pana w ten czy w inny sposb. A tak doniosy cel tej pana wyprawy nie jest.

Popynli dalej swym kursem znw pod wod. Gdy wynurzyli si w cztery godziny pniej, transmisji ju nie odebrali. Przez cay nastpny dzie posuwali si na pnoc, przewanie na gbokoci peryskopowej. Kapitan wielk wag zacz teraz przywizywa do nastroju zaogi. Przebywanie w zamkniciu odbijao si na marynarzach: adnych audycji rozrywkowych w radiu od dawna nie mona byo zapa, a nagrania nadawane przez goniki do cna si wszystkim znudziy. eby ich oywi i da im temat do rozmowy, kapitan udostpni peryskop kademu, kto chcia, chocia do ogldania byo niewiele. To skaliste, raczej nieciekawe wybrzee byo jednak ich wybrzeem ojczystym i sam widok jakiej kawiarni ze stojcym przed ni Buickiem wystarcza, eby mieli o czym mwi i myle w tych jaowych jednostajnych dniach. O pnocy, zgodnie z przyjtym zwyczajem, wynurzyli si ju w pobliu ujcia rzeki Kolumbia. Porucznik Benson przyszed zluzowa pierwszego oficera, porucznika Farrella. Porucznik Farrell podnis peryskop ze studni rdokrcia, przysun oczy do okularw i zacz go przesuwa z boku na bok. Nagle odwrci si do porucznika Bensona. - Popro tu kapitana. wiata na wybrzeu, trzydzieci do czterdziestu stopni od sterburty. W par minut pniej razem z kapitanem patrzyli kolejno przez peryskop i ogldali map. Peter Holmes i John Osborne te tam byli. Dwight znw pochyli si nad map ze swym pierwszym oficerem. - Po waszyngtoskiej strome wejcia - powiedzia. - Te wiata pal si gdzie w okolicy Long Beach i Ilwaco. W stanie Oregon ciemno. Za jego plecami odezwa si porucznik Sunderstrom. - Elektrownia wodna. - Chyba. To, e s wiata, sporo by wyjaniao. - Dwight spojrza na fizyka: - Jaki stopie promieniowania na zewntrz, panie Osborne? - Niecae trzydzieci, panie kapitanie. Dwight skin gow. Radioaktywno uniemoliwiajca tam ycie, ale przecie nie od razu zabjcza; w cigu ostatnich kilku dni zmiany zachodziy niewielkie. Sam podszed do peryskopu i patrzy do dugo. Uzna, e lepiej nie zblia si do brzegu noc. - Dobrze - powiedzia w kocu. - Utrzymujemy kurs. Prosz to zapisa w dzienniku okrtowym, panie Benson. Wrci do swej kajuty. Czeka go dzie trudny i niespokojny; naleao si przespa. Przedtem jednak otworzy sejf, w ktrym trzyma pisma tajne, i wycign bransolet; w

sztucznym wietle tego osonitego grubymi portierami pomieszczenia zamigotaa przelicznie. Sharon bdzie zachwycona. Pieczoowicie woy bransolet do grnej kieszeni munduru. Pooy si w koi i z rk na wdce usn. Ponownie wynurzyli si o czwartej nad ranem, przed wschodem soca, nieco na pnoc od basenu Grays. wiate na wybrzeu ju nie widzieli, ale w tych okolicach nie byo adnych miasteczek; wic to nie mg by dowd przekonywajcy. Opucili si na gboko peryskopow i pynli dalej. O szstej, gdy Dwight wszed do centrali gwnej, marynarze wolni od suby kolejno patrzyli przez peryskop na to puste wybrzee w porannym socu. Po niadaniu kapitan stan nad stoem z mapami, palc papierosa, zabierajc si do studiowania planu pl minowych, znanego ju na pami, zwaszcza na odcinku przy wejciu do cieniny Juan de Fuca. O godzinie sidmej czterdzieci pi pierwszy oficer zameldowa, e Cape Flattery jest na trawersie. Kapitan zdusi w popielniczce przed chwil zapalonego papierosa. - Dobrze - powiedzia. - Wpywamy, poruczniku. Kurs zero siedemdziesit pi. Pitnacie wzw. Warkot silnikw przycich po raz pierwszy od trzech tygodni. Wzgldna cisza dziaaa niemal przygnbiajco. Przez cay poranek pynli na poudnio-wschd, t cienin pomidzy Kanad i Stanami Zjednoczonymi, wci ustalajc pooenie, nanoszc je na map, lawirujc i wielokrotnie zmieniajc kurs. Na wybrzeu widzieli mao zmian, poza tym, e ogromny obszar na wyspie Vancouver, w pobliu ujcia rzeki Jordan, zosta najwyraniej spalony, zmieciony wybuchem. Osdzili, e cignie si to na przestrzeni mniej wicej siedmiu mil wzdu i piciu wszerz; adnej rolinnoci tam nie wypatrzyli, chocia samo uksztatowanie terenu chyba si nie zmienio. - Ja bym powiedzia, e to by wybuch w powietrzu - rzek kapitan, odwracajc si od peryskopu. - Moe w jaki pocisk zdalnie sterowany co trzasno. W miar jak si zbliali do okrgw gciej zabudowanych, coraz wicej marynarzy stawao w kolejce, eby popatrzy przez peryskop, gdy tylko oficerowie od niego odchodzili. Koo dwunastej w okolicach Port Townsend skierowali si na poudnie, w zatok Puget Sound. Minli wysp Whidbey od prawej strony i wkrtce potem podpynli do maego miasteczka Edmonds, lecego o pitnacie mil na pnoc od Seattle. Pola minowe mieli ju daleko za sob. Z morza miasteczko wygldao chyba normalnie, ale stopie promieniowania by nadal wysoki. Kapitan z uwag patrzy przez peryskop. Sdzc z tego, co wskazywa licznik Geigera, ycie nie mogo tam trwa duej ni par dni, a przecie widok w blasku wiosennego soca

mia w sobie tyle pogodnej codziennoci, e wydawao si kapitanowi wrcz niemoliwe, by tam nie byo ywych ludzi. Nawet szyby w oknach widzia cae i moe tylko gdzieniegdzie ktrej brakowao. Odszed od peryskopu. - W lewo dziesi. Siedem wzw - powiedzia. - Zbliymy si do brzegu, zatrzymamy gdzie przy molo i bdziemy nawoywa przez megafon. Przekaza dowdztwo zastpcy i poleci sprawdzi i przygotowa megafon. Porucznik Farrell wyda rozkaz wynurzenia okrtu, po czym zatrzymali si o sto jardw od mola. Przy peryskopie szef zaogi dotkn rki porucznika Farrella. - Czy Swain mgby popatrzy teraz, panie poruczniku? - zapyta. - To jego miasteczko rodzinne. Chory Ralph Swain by operatorem radaru. - Och, naturalnie. Porucznik Farrell odsun si i do peryskopu podszed Swain. Patrzy do dugo. W kocu podnis gow. - Ken Puglia otworzy swoj drogeri - powiedzia. - Drzwi otwarte na ocie i markizy rozpite. Ale neon si pali. To mi nie wyglda na Kena... zostawi neon zapalony w dzie. Szef zapyta: - Chodzi tam kto, Ralphie? Nie widzisz? Swain popatrzy znowu. - Nie. Szyba stuczona na pitrze u pani Sullivan. Sta, patrzc jeszcze przez par minut, dopki porucznik Farrell, chcc przej peryskop, nie dotkn jego ramienia. Wtedy dopiero Swain si wycofa w gb centrali gwnej. - Widziae swj dom, Ralphie? - dopytywa szef. - Nie. Z morza go nie wida. Stoi przy kocu Alei Rainier, za Kas Oszczdnoci. Swain zakrci si niespokojnie. - adnych zmian. Wszystko jak gdyby tak samo. Porucznik Benson mwi przy mikrofonie: Tu okrt podwodny Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych "Skorpion". Wzywamy Edmonds. Okrt podwodny Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych "Skorpion". Wzywamy Edmonds. Jeeli kto nas syszy, niech przyjdzie na molo przy kocu ulicy Gwnej. Tu okrt podwodny Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych. Wzywamy Edmonds. Chory wyszed z centrali i uda si na dzib. Dwight Towers stan teraz przy peryskopie, odprawiajc od okularw innego marynarza. Uwanym wzrokiem zbada

wybrzee. Miasteczko leao na zboczu wznoszcym si od morza, wic wyranie zobaczy ulic i domy. Odwrci si od peryskopu po chwili. - Chyba nie ma szczeglnych szkd na tym odcinku - powiedzia. - A zdawaoby si, e majc taki cel, jak Boeing, cay ten obszar nielicho zbombarduj. Gos zabra porucznik Farrell: - Obrona tutaj bya bardzo silna. Wszystkie moliwe pociski zdalnie sterowane. - Ano tak. Tylko e one przelatyway prosto na San Francisco. - Nie tdy jednak. - Pierwszy oficer umilk. - By ten wybuch w powietrzu tam nad cienin - przypomnia sobie nage. Dwight skin gow. - Widzia pan szyld neonowy drogerii, ktry jeszcze pali si do tej pory? Trzeba ich wzywa jak najduej... p godziny, powiedzmy. - Tak jest, panie kapitanie. Pierwszy oficer przej peryskop od kapitana i wyda par rozkazw, eby okrt utrzyma w pozycji. Porucznik Benson nadal nawoywa przez megafon; Dwight zapali papierosa, opierajc si o st z mapami. Ale zaraz papierosa zgasi i spojrza na zegar. Gono szczkna klapa stalowa na przedzie okrtu; Dwight wzdrygn si i rozejrza. Po chwili klapa szczkna znowu i zadudniy kroki po pokadzie. Bocznymi schodkami do centrali gwnej zszed porucznik Hirsch. - Swain wymkn si zapasowym lukiem, panie kapitanie - zameldowa. - Na pokad. Dwight przygryz usta. - Zapasowy luk zamknity? Tak jest, panie kapitanie. Sprawdzaem. Kapitan wyda rozkaz szefowi zaogi. - Postawi wart przy zapasowych lukach na dziobie i rufie. Szef Mortimer wybieg z centrali. O bok okrtu pluskaa woda. Dwight zwrci si do pierwszego oficera: - Niech pan sprbuje zobaczy, co on tam robi. Porucznik Farrell obracajc peryskop obniy go maksymalnie. - Dlaczego nikt go nie powstrzyma? - zapyta Dwight porucznika Hirscha. - Chyba dlatego, e to si stao tak nagle. On przyszed z rufy, usiad i zacz obgryza paznokcie. Nikt nie zwraca na niego specjalnej uwagi. Ja byem w przedniej wyrzutni torpedowej, wic nie widziaem. Zorientowali si dopiero, kiedy on ju by w zapasowym szybie za drzwiami zamknitymi i otworzy klap powietrzn. Woleli po niego tam nie chodzi.

Dwight przytakn. - Oczywicie. Niech pan kae, poruczniku, przedmucha ten szyb i potem niech pan sprawdzi, czy klapa jest naleycie zamknita. Od peryskopu pierwszy oficer powiedzia: - Ju go widz. Pynie w stron mola. Dwight zgarbi si prawie do poziomu pokadu i zobaczy pyncego. Wyprostowa si, eby wyda polecenie porucznikowi Bensonowi przy mikrofonie. Porucznik Benson zmniejszy si gosu. - Chory Swain - powiedzia - syszycie mnie? Pyncy zatrzyma si w wodzie. - Rozkaz kapitana. Natychmiast wraca na okrt. Jeeli wrcicie zaraz, kapitan was przyjmie z powrotem i bdziecie mieli moliwo odkaenia. W tej chwili macie wraca na okrt. Z megafonu nad stoem nawigacyjnym wszyscy usyszeli odpowied: - Wypchajcie si trocinami. Lekki umiech przemkn po twarzy kapitana. Znw pochylony przy peryskopie, Dwight patrzy, jak ten czowiek sunie w kierunku brzegu i potem jak po drabinie gramoli si na molo. - No c - powiedzia. Odwrci si do stojcego przy nim Johna Osborne'a. - Zdaniem pana, dugo on pocignie? - Na razie nic nie bdzie odczuwa - odpowiedzia fizyk. - Zacznie wymiotowa prawdopodobnie jutro w nocy. A pniej... to ju mog by tylko domysy, panie kapitanie. Zaley od organizmu. - Trzy dni? Tydzie? - Chyba. Nie sdz, eby duej przy tym stopniu skaenia. - Daoby si go przyj bezpiecznie z powrotem... do kiedy? - Pod tym wzgldem nie mam dowiadczenia. Ale po kilku godzinach wszystko, co on z siebie bdzie wydala, bdzie skaone. Nie moglibymy gwarantowa bezpieczestwa zaodze, gdyby rozchorowa si na okrcie. Dwight podwyszy peryskop i spojrza znowu. Swain kroczy teraz w mokrym ubraniu ulic. Przystan przed drzwiami drogerii i zajrza do rodka; potem skrci za rg i ju nie byo go wida. - No, to chyba nie ma zamiaru wraca - zauway kapitan. Obrci peryskop do pierwszego oficera. - Wyczy gony megafon. Kurs na Santa Maria w poowie kanau. Dziesi wzw.

Martwa cisza zalega w caym "Skorpionie", podcieniowana szmerem turbin, przerywana jedynie rozkazami przy sterze, powistami silnika sterowego. Dwight Towers w ponurym nastroju wrci do swej kajuty, Peter Holmes pody za nim. - Pan go nie cignie z powrotem, panie kapitanie? Ja mgbym w kombinezonie ochronnym wyj po niego na ld. Dwight popatrzy na swego oficera cznikowego. - Doceniam pask ofiarno, poruczniku, ale jej nie przyjm. Sam o tym mylaem. Powiedzmy jednak, e wysyamy ktrego z oficerw z dwoma marynarzami na wybrzee. Przede wszystkim trzeba Swaina znale. Przez ten czas trzeba by czeka moe kilka godzin, a p n i j wcale by n i byo wiadomo, czy nie naraamy ycia wszystkich na okrcie, e e zabierajc go - po tym skaeniu. Moe on tam co zje albo wypije... - Umilk. - I jeszcze jedno - doda po chwili. - Przewiduje si, e nasz czas pod wod, oddychanie rozrzedzonym powietrzem wyniesie dwadziecia siedem, moe dwadziecia osiem dni. Niektrzy z nas znios to dosy ciko. Ostatniego dnia mi pan powie, czy chciaby pan, eby to si skoczyo o cztery czy pi godzin pniej, bo tyle wanie stracilibymy na chorego Swaina. - Susznie, panie kapitanie - przyzna Peter. - Ja tylko chciaem w razie potrzeby zaofiarowa swoje usugi. - Oczywicie. Dzikuj panu. Bdziemy wraca tdy jutro w nocy, moe o wicie. Zatrzymamy si i odezwiemy do niego. Kapitan wrci do centrali gwnej i na zmian z pierwszym oficerem znw patrzy przez peryskop. Zbliyli si do ujcia kanau przy jeziorze Washington, ogldajc wybrzee minli Fort Lawton i dopynli prawie do dokw marynarki wojennej i handlowej w samym sercu miasta. W miecie adnych ruin nie byo. Przy stacji odbiorczej marynarki wojennej zobaczyli jeden traowiec, w dokach kilka frachtowcw. Szyby lniy w oknach wysokich gmachw w rdmieciu, przewanie cae. Zanadto si nie zbliali w obawie przed nieprzewidzianymi przeszkodami pod wod, o ile jednak mogli stwierdzi przez peryskop, samo miasto nie ucierpiao poza tym, e ludzie nigdzie nie dawali znaku ycia. Wci jeszcze paliy si liczne latarnie i neony. Przy peryskopie porucznik Farrell powiedzia do kapitana: To by dobry plan obrony, panie kapitanie... lepszy ni w San Francisco. Obejmowa cay pwysep Olympic, to znaczy ponad sto mil na zachd. - Tak - rzek kapitan. - Mieli tutaj oson z pociskw zdalnie sterowanych.

Nie byo sensu zostawa duej, wic wypynli z zatoki i skrcili na poudnio-zachd ku wyspie Santa Maria; z daleka ju widzieli strzeliste wiee radiostacji. Dwight wezwa porucznika Sunderstroma do swej kajuty. - Gotw pan jest wyj na ld? - Wszystko ju czeka - odpowiedzia porucznik. - Pozostaje mi tylko wskoczy w kombinezon. - wietnie. W zasadzie paskie zadanie jest ju na p wykonane, chocia jeszcze pan tam nie wyruszy. Bo wiemy, e tam jest nadal prd elektryczny. I to prawie pewne, cholernie pewne, e nie ma tam ycia, tylko e co do tego mog by jeszcze znikome wtpliwoci. Szedziesit cztery tysice dolarw stawiam za kiebas, e przyczyn tych sygnaw radiowych okae si jaki przypadek. A przecie, gdybymy mieli tylko zbada, jaki to przypadek, nie naraabym tego okrtu i nie naraabym pana. Pan mnie rozumie? - Rozumiem, panie kapitanie. - No, to niech pan posucha. Powietrza w cylindrach ma pan na dwie godziny. Chc, eby pan wrci za ptorej godziny nie napromieniowany. Zegarka pan nie wemie. Ja bd uwaa na czas i syren dawa panu sygna co pitnacie minut. Jeden sygna to znaczy, e mino pitnacie minut, dwa, e p godziny, i tak dalej. Kiedy pan usyszy, e syrena buczy cztery razy, dokoczy pan, cokolwiek by pan wtedy robi. Kiedy syrena zabuczy pi razy, rzuci pan wszystko, cokolwiek by to byo, i natychmiast wrci pan do nas. Przed szecioma sygnaami powinien pan by z powrotem i odkaa si ju w szybie zapasowym. Wszystko jasne? - Wszystko jasne, panie kapitanie. To doskonale. Ju mi nie zaley szczeglnie na wykonaniu tego zadania. Zaley mi na tym, eby pan szczliwie wrci na "Skorpiona". Ja osobicie w ogle bym pana tam nie wysya, skoro wiemy wikszo tego, co pan ewentualnie stwierdzi na miejscu, ale powiedziaem admiraowi, e wysadzimy na brzeg kogo, kto to zbada. Nie chc, eby pan ryzykowa niepotrzebnie. Chc, eby pan wrci, chobymy mieli nie dowiedzie si dokadnie, jak wyglda sprawa tego radia. Jedynym uzasadnieniem jakiegokolwiek ryzyka z pana strony byby fakt, e s oznaki ycia na wybrzeu. - Rozumiem, panie kapitanie. - I adnych pamitek stamtd. Na okrt ma pan wrci bez niczego, i to nagi, tak jak pana Pan Bg stworzy. - Rozkaz, panie kapitanie.

Kapitan wrci do centrali gwnej, a porucznik Sunderstrom poszed na dzib. "Skorpion" nieco wynurzony ponad powierzchni wody powoli zblia si do Santa Maria w blaskach wiosennego popoudnia, gotw od razu zatrzyma silniki i wytoczy wod z balastw w razie trafienia na jak przeszkod. Pyn bardzo ostronie, wic dopiero okoo godziny pitej zatrzyma si w pobliu mola tej wyspy. Gdy Dwight przyszed na dzib, porucznik Sunderstrom w kombinezonie ochronnym, jeszcze tylko bez hemu na gowie i bez butli z tlenem, pali papierosa. - Dobra jest, chopcze - rzek kapitan. - Czas w drog. Mody czowiek zgasi papierosa i stan, czekajc, eby dwaj marynarze woyli mu hem i przypasali butle. Wyprbowa dopyw powietrza z butli, spojrza na wskanik cinienia, docign jeden z cyngielkw, po czym wspi si do szybu zapasowego i zamkn drzwi za sob. Na pokadzie rozprostowa ramiona; rozkosznie byo oddycha w sonecznym blasku po tylu dniach wrd stalowych cian podwodnego okrtu. Spod jednej z klap kiosku wycign zoon gumow dk, rozwin j i nacisn lewarek butli z powietrzem do jej napompowania. Przywiza cum, opuci dk na wod i pocign j do schodkw przy wieyczce obserwacyjnej na rufie. Z wiosem zgramoli si do niej po schodkach i odbi od okrtu. Trudno mu przychodzio manewrowanie dk za pomoc tylko jednego wiosa, wic dziesi minut mino, zanim dopyn do mola. Dobi jednak ju szybciej i w cigu kilku sekund wszed po drabinie; idc molem na wybrzee, usysza pierwsze buczenie syreny "Skorpiona". Odwrci si wtedy, pomacha rk. Doszed do kompleksu szarych budynkw, jakich skadw. Na jednej ze cian zobaczy wodoodporny kontakt elektryczny; gdy przekrci ten kontakt, latarnia zapalia si nad jego gow. Zgasi j i ruszy dalej. Po drugiej stronie jezdni bya latryna. Przystan, a potem przeszed przez jezdni i zajrza. W jednej z przegrdek leay zwoki kogo w ubraniu z brzowej gabardyny - zwoki w bardzo ju posunitym rozkadzie. Nic innego nie spodziewa si zobaczy, a przecie ten widok raptownie go otrzewi. Przyspieszyo to jego dalsz wdrwk. Szkoa cznoci miecia si w kilku oddzielnych budynkach po prawej jego rce. Bya to wanie ta cz instalacji, ktr zna, ale nie to przyszed oglda. Biuro szyfrw byo z lewej strony i gdzie przy nim chyba musiaa si mieci gwna stacja nadawcza. Wkroczy do biura szyfrw w budynku z czerwonej cegy i zatrzyma si na korytarzu, kolejno prbujc otworzy szereg drzwi. Stwierdzi, e wszystkie s zamknite na klucz, z wyjtkiem dwojga prowadzcych do toalet. Nie wszed tam.

Zawrci i znowu przed biurem rozejrza si wokoo. Zwrci uwag na stacj transformatorow z pltanin kabli i izolatorw. Wzdu tych kabli doszed do innego jednopitrowego budynku, biurowca, tym razem drewnianego. Podchodzc, usysza szum jakiej elektrycznej maszyny i w tym samym momencie syrena okrtu zahuczaa dwukrotnie. Gdy buczenie ucicho, znw da si sysze ten szum, co pomogo mu trafi do elektrowni. Zobaczy pracujcy transformator, nawet nieduy; moe na pidziesit kilowatw. Wskazwki na tablicy rozdzielczej stay w rwnowadze i tylko jedna z nich, wskazujca temperatur, bya na czerwonym polu tarczy. Sama maszyna pracowaa ze zgrzytaniem, cichym, a przecie dosyszalnym w tym miarowym szumie. Pomyla, e ona dugo ju nie wytrzyma. Z elektrowni wrci do drewnianego biurowca. Tutaj adne z drzwi nie byy zamknite na klucz, niektre pozostawiono nawet otwarte na ocie. Na parterze musiaa by dyrekcja; papiery i meldunki zamiecay podog jak zesche licie naniesione przez wiatr. W jednym pokoju okno wyleciao z framugi i wiele szkd narobia woda. Przeszed przez ten pokj i wyjrza przez otwr okienny; strzaskane okno leao na ziemi poniej. Ruszy na pitro, gdzie wkrtce trafi do centrali transmisyjnej. Stay tam dwa stoy i przed kadym wysoka aparatura radiowa w metalowej oprawie. Jedna z nich bya martwa i cicha - wskazwki wszystkie na zerach. Drugie radio stao przy oknie, ktrego rama wyrwana z zawiasw leaa na stole. Rg tej ramy wystawa na zewntrz, koyszc si lekko w agodnym wietrze. Przeciwlegy rg opiera si o wywrcon na biurku butelk po coca-coli. Pod ram lea klucz nadawczy, przy czym caa rama bya troch rozchybotana. Sign i dotkn jej rk w rkawicy. Rama zahutaa si na kluczu nadawczym i wtedy wskazwka na aparacie strzelia raptownie w gr. Unis ram i wskazwka opada. Tym samym jedno z zada okrtu podwodnego "Skorpion" zostao wykonane, wyjanio si co, co wyjani przybyli z odlegoci a dziesiciu tysicy mil kosztem wielkiego wysiku i stara z dalekiej Australii na drugim kocu wiata. Zdj t ram okienn ze stou i ostronie pooy na pododze: drewno nie byo uszkodzone i po niewielkiej naprawie mona by j wprawi w to okno z atwoci. Usiad przy stole i trzymajc rk w rkawicy na kluczu, zacz nadawa wyranie szyfrem, po angielsku: - Tu Santa Maria. Meldunek okrtu podwodnego Stanw Zjednoczonych "Skorpion". ycia tutaj nie ma. Wyczam stacj.

Gdy to powtarza, syrena zahuczaa trzykrotnie. Przy mechanicznym ju nadawaniu raz po raz tej wiadomoci, ktr zapewne odbierano w Australii, bdzi wzrokiem po pokoju. Zobaczy karton papierosw amerykaskich, prawie peny, bez dwch paczek tylko, i mia ogromn ochot zabra je, ale pamita o stanowczym zakazie kapitana. Stao te par butelek coca-coli. Na parapecie okna lea plik tygodnikw "Sobotni wieczr". Skoczy nadawa meldunek po dwunastu, jak mniej wicej si orientowa, minutach. Powtarzajc go ostatnie trzy razy, dodawa: - Nadaje porucznik Sunderstrom. Na pokadzie wszystko dobrze. Pyniemy na pnoc, na Alask. I w kocu: - Wyczam t stacj ostatecznie. Zdj rk z klucza i cofn si z krzesem od stou: Do licha, pomyla, te rury i dawiki, i ten obrotowy transformator tam na dole... jak potn wykonay prac. Prawie dwa lata bez konserwacji i wymiany czci funkcjonuj doskonale. Wsta, obejrza aparatur i wyczy trzy przeczniki. Potem przeszed za st, odj jedn z pyt aparatu i przeczyta nazw firmy na rurach; poaowa, e nie moe jej przekaza wyrazw uznania. Zerkn znowu na karton "Lucky Strike'w", ale wiedzia, e kapitan ma racj; oczywicie s napromieniowane i palenie ich mogoby oznacza mier. Odszed od nich z alem i wrci na d. Skierowa si teraz do elektrowni, do tego transformatora, gdzie po obejrzeniu dokadnie tablicy rozdzielczej wyrwa dwa przeczniki. Sta i czeka, gdy maszyna cicha stopniowo i cicha, a zupenie zmartwiaa. Spisywaa si znakomicie i gdyby te oyska podda remontowi kapitalnemu, pracowaaby wietnie nadal. Byoby mu przykro zostawi j w ruchu, skaza na to, eby si rozpada. Buczenie syreny zabrzmiao cztery razy, a on swoje ju zrobi. Mia jeszcze kwadrans dla siebie. Mg zbada jeszcze niejedno, ale po co. W kwaterach mieszkalnych znalazby na pewno zwoki jak te w latrynie. W biurze szyfrw, po wywaleniu jakich drzwi, znalazby pisma interesujce dla historykw w Australii, nie orientowaby si jednak, co z nich wybra, a zreszt kapitan zabroni przynosi cokolwiek na pokad. Wrci na gr do centrali. Te pozostae minuty byy jego czasem wolnym, wic podszed prosto do tygodnikw na parapecie. Nie omyli si przypuszczajc, e to s wanie ostatnie trzy numery wydane po wypyniciu "Skorpiona" z Pearl Harbour przed samym wybuchem wojny - numery, ktrych nie zdy dosta ani on, ani nikt z zaogi tego okrtu. Przerzuci je podliwie. Zamieszczono w nich trzy ostatnie odcinki powieci "Pikna pani i drwal". Zasiad do czytania.

Buczc pi razy syrena przerwaa mu lektur, zanim doczyta do poowy pierwszego odcinka. Musia ju odej. Zawaha si, po czym zwin te trzy numery "Sobotniego wieczora" i wzi je pod pach. dka i kombinezon ochronny s napromieniowane, wic trzeba bdzie je zostawi w szafce zewntrznej obudowy, eby zmya je tam woda morska; tygodniki mona by zwin w wypompowanej dce i chyba przetrwaj, da si je potem odkazi, wysuszy i czyta, gdy si z nimi powrci na bezpieczne stopnie szerokoci geograficznej. Wyszed z centrali, starannie zamykajc drzwi za sob, i ruszy w stron mola. Nad zatok niedaleko mola stao kasyno oficerskie. Przy ldowaniu nie zwrci na to uwagi, ale teraz co go tam zainteresowao, wic zboczy pidziesit jardw i podszed. Stan naprzeciw duej, gbokiej werandy. W gbi najwyraniej odbywao si jakie przyjcie. Zobaczy piciu oficerw w gabardynowych mundurach i dwie kobiety przy stole; lekko w podmuchach wiatru rozwieway si letnie suknie. Na stole staa butelka whisky i woda sodowa, i wysokie starowieckie szklanki. Zudzenie byo tak silne, e szybko podszed zupenie blisko. I zatrzyma si jak wryty, ze zgroz, gdy to przyjcie odbywao si przed rokiem z gr. Odskoczy i niemal pobieg na molo, pragnc ju tylko wrci do szczelnych cian, ciepego koleestwa i bezpiecznej osony podwodnego okrtu. Na pokadzie wypuci powietrze z dki, zwin j, chowajc w fadach gumy tygodniki, i wsun do szafki. Potem rozebra si, umieci hem i kombinezon rwnie w szafce, zatrzasn i zabezpieczy klap i szybem zapasowym zszed na d, eby wzi prysznic. W pi minut pniej wynurzy si w parn duchot wntrza "Skorpiona". John Osborne czeka przy wazie szybu z licznikiem Geigera; po zbadaniu przepuci go jako czystego. W minut pniej porucznik Sunderstrom, przyodziany tylko w rcznik zwizany w pasie, ju skada meldunek kapitanowi Towersowi w jego kajucie, gdzie byli te pierwszy oficer i oficer cznikowy. - Odebralimy pana sygnay przez radio - rzek kapitan. - Nie wiem jednak, czy odebrano je w Australii... Na caym tym obszarze wiato dzienne. Tam dochodzi jedenasta przed poudniem. Jak si panu zdaje? - Mnie si zdaje, e w Australii odebrano - powiedzia radiotechnik. - Bo tam jest jesie, niewiele wyadowa elektrycznych. Odprawiony przez kapitana, poszed si ubra. Kapitan zwrci si do porucznika Farrella. - Zostaniemy tu na noc - zadecydowa. - Jest godzina sidma i ciemni si, zanim bymy dopynli do pl minowych.

Nie mogc polega na tych wiatach, jakie byy na wybrzeu, nie odwaa si ryzykowa nawigacji przez pola minowe cieniny Juan de Fuca po ciemku. - Jestemy tu poza odpywem. Soce wzejdzie mniej wicej o czwartej pitnacie... czyli w poudnie czasu Greenwich. Wtedy si zanurzymy. Zostali wic do rana na tych spokojnych wodach zatoki portowej przy wyspie Santa Maria, patrzc na jej wiata przez peryskop. O wicie zanurzyli si, biorc kurs wstecz, i od razu osiedli na awicy muu. Po odpywie w cigu paru godzin woda powinna by pytka; pomimo to zgodnie z map byli na gbokoci snia pod stpk. Wytoczyli wod z balastw, eby si wynurzy, i ruszyli z tej mielizny ostatecznie, majc w uszach szum wskutek spadku cinienia w kadubie okrtu, urgajc Instytutowi Kartograficznemu, po czym znw prbowali odpyn - dwa razy z takim samym rezultatem. Ostatecznie musieli zirytowani czeka na przypyw, tote dopiero koo godziny dziesitej rano wydostali si na gwny kana i wzili kurs na pnoc na pene morze. Dwadziecia po dziesitej porucznik Hirsch przy peryskopie nagle powiedzia: - d przed nami. Pierwszy oficer doskoczy do peryskopu, popatrzy i rzek: - Id po kapitana. Przyszed Dwight. - Za burt d z silnikiem na zewntrz, panie kapitanie - zameldowa porucznik Farrell. - W niej jeden czowiek. - yje? - Chyba tak. d przecie pynie. Dwight wzi peryskop i dugo sta, patrzc. - Powiedziabym, e to chory Swain - rzek cicho, cofajc si w kocu od peryskopu. - Ktokolwiek to jest, owi ryby. Ma d z silnikiem i benzyn i wypyn na pow. - No - zdumia si pierwszy oficer. - Co takiego! Kapitan zastanawia si przez chwil. - Podpyniemy i zatrzymamy si przy niej - powiedzia. - Porozmawiam z nim. Na okrcie nastpia cisza, przerywana tylko rozkazami pierwszego oficera. Wkrtce potem kaza wyczy silniki i zameldowa, e dka jest tu za burt. Dwight z mikrofonem o dugim przewodzie podszed do peryskopu. - Tu kapitan. Dzie dobry, Ralphie. Jak ci si wiedzie? Przez megafon doleciaa odpowied. - Doskonale, panie kapitanie.

- Zowie ju jakie ryby? W dce chory podnis przed peryskopem ososia. - Jedn - oznajmi i wykrzykn nagle: - Oj, zaraz, panie kapitanie... weszlicie mi w parad. W centrali gwnej Dwight si umiechn i powiedzia: - On zarzuci wdk. Porucznik Farrell zapyta: - Mam posun okrt do przodu? - Nie... zaczeka ze wszystkim. Czekali, dopki rybak nie zabezpieczy swego sprztu. Potem Swain powiedzia: - No, kapitanie, pan pewnie uwaa, e jestem obuz skoczony i dezerter. - W porzdku, chopcze - odrzek Dwight. - Ja wiem, jak to byo. Jednake nie zabior ci na okrt z powrotem. Musz myle o reszcie zaogi. - Oczywicie, kapitanie. Wiem. Jestem napromieniowany, z kad chwil coraz bardziej chyba. - Jak si czujesz teraz? - Jak dotd, zupenie dobrze. Mgby pan zapyta pana Osborne'a, czy dugo tak pocign? - On przypuszcza, e moe dzie albo dwa, a potem si rozchorujesz. Z odzi rybak odpowiedzia: - No, to dzionek naprawd niczego sobie, jak na ostatni w yciu. Byoby piekielnie przykro, gdyby pada deszcz. Dwight rozemia si. - Oto waciwe podejcie. Powiedz mi, jak wygldaj sprawy na wybrzeu? - Wszyscy tu zmarli, kapitanie... ale myl, e to dla pana nie nowina. Poszedem do domu. Tata i mama leeli martwi w ku... zdaje si, e co zayli. Poszedem do mojej dziewczyny, i ona te. To by bd, e tam poszedem. Ani psw, ani kotw, ani ptakw... nic ywego... wszystkie stworzenia chyba take wyzdychay. Ale poza tym tu jest prawie tak, jak byo zawsze. Przepraszam, e zdezerterowaem, kapitanie, ale ciesz si, e jestem w swoich stronach. - Po chwili Swain powiedzia: - Mam swj samochd i benzyn, i mam swoj dk, i swj silniczek za burt, i wdka jest te moja wasna. I dzie jest pikny, soneczny. Wol to tak, w ten sposb, w moim miasteczku rodzinnym, ni czeka do sierpnia w Australii. - Oczywicie, chopcze. Wiem, co odczuwasz. Czy chciaby czego w tej chwili, co moglibymy wyrzuci dla ciebie na pokad? Bo my ju odpywamy i wicej nie wrcimy. - Ma pan te wietne tabletki, ktre ma si zay, kiedy bdzie le? Ten cyjanek?

- Nie mam ich, Ralphie. Wystawi pistolet na pokad, jeeli chcesz? Rybak potrzsn gow. - Mam swj wasny. Poszukam w aptece po powrocie na wybrzee... moe tam co znajd. Ale myl, e pistolet bdzie najlepszy. - Czy jeszcze chcesz czego? - Dzikuj, kapitanie, mam wszystko, co mi potrzeba. Bezpatnie w dodatku. Niech pan tylko poegna ode mnie kolegw. - Zrobi to, chopcze. Ju pyniemy dalej. Dobrego poowu. - Dzikuj, kapitanie. Dobrze byo pod pana dowdztwem i jeszcze raz bardzo przepraszam za dezercj. - W porzdku. Teraz tylko uwaaj na wiry z naszych rub, kiedy bdziemy odpywa. Zwrci si do swego zastpcy: - Przej ster, poruczniku. Naprzd, a potem na kurs. Dziesi wzw. Tego wieczora Mary Holmes zadzwonia do Moiry. By mokry jesienny wieczr, deszcz la i wiatr wy wok domu w Harkaway. - Kochanie - oznajmia Mary. - Bya od nich depesza przez radio. Wszyscy czuj si dobrze. Dziewczynie zabrako tchu, tak bardzo niespodziewana bya ta wiadomo. - Jake to doszo tutaj? - Porucznik Peterson przed chwil do mnie telefonowa. To z tej tajemniczej radiostacji, ktr oni mieli zbada. Nadawa porucznik Sunderstrom. Zawiadomi, e wszystko dobrze. Czy to nie wspaniae? Uczucie ulgi byo tak przemone, e Moirze na chwil zrobio si sabo. - Cudowne - wyszeptaa. - Powiedz, czy std mona co im przekaza? - Nie przypuszczam. Sunderstrom zawiadomi, e ju t stacj wycza i e tam nie ma nikogo ywego. - Och... - Do dugo Moira milczaa. - No, nic... trzeba teraz po prostu uzbroi si w cierpliwo. - Czy chciaa nada jak specjaln wiadomo? - Waciwie nie. Co tylko powiedzie Dwightowi. Ale z tym mona zaczeka. - Kochanie. To chyba nie znaczy, e ty... - Nie, nie znaczy. - Dobrze si czujesz, Moira?

- Czuj si znacznie lepiej ni pi minut temu. - I po chwili Moira zapytaa: - A co u ciebie sycha? Jak tam Jennifer? - Doskonale. Wszystko w porzdku u nas, poza tym e deszcz leje przez cay czas. Nie mogaby kiedy przyjecha? Ju od wiekw si nie widziaymy. Dziewczyna powiedziaa: - Mogabym przyjecha ktrego wieczora po pracy i zosta do rana. - Kotku! To byaby pysznie! Wieczorem w dwa dni pniej Moira wysiada z pocigu na stacji Falmouth i pieszo w mawce ruszya drog pod gr. W swoim nieduym mieszkaniu Mary czekaa na ni przy ogniu, buchajcym wesoo na palenisku kominka. Moira zdja przemoczone pantofle, pomoga Mary wykpa dziecko i pooy je spa, po czym obie zjady kolacj. Po kolacji siady na pododze w rowych blaskach ognia. - Jak mylisz - zapytaa dziewczyna - kiedy oni wrc? - Peter mwi, e okoo czternastego czerwca. - Mary signa za siebie po kalendarz lecy na biurku. - To jeszcze trzy tygodnie... troszeczk wicej. Ja tu wykrelam dni. - Ale czy tam... skdkolwiek nada ten sygna... byli w przewidzianym czasie? - Nie wiem. Gapa ze mnie, e nie zapytaam porucznika Petersona. Uwaasz, e to wypada zadzwoni do niego jutro i zapyta? - Chyba nie bdzie mia ci tego za ze. - Wic zadzwoni. Peter mwi, e to ju jego ostatnie stanowisko w marynarce i po powrocie bdzie wolny. Moe bymy mogli w czerwcu albo w lipcu zrobi sobie wakacje i wyjecha. Tu jest tak plugawi zim... wci tylko deszcz i wichura. Moira zapalia papierosa. - Dokd bycie pojechali? Tam gdzie jest ciepo. Do Queensland moe. Okropnie niewygodnie bez tego samochodu. Musielibymy jecha z Jennifer pocigiem chyba. Moira dmuchna dugim oboczkiem dymu. - Nie wydaje mi si, eby w Queensland byo tak dobrze. - Z powodu tej choroby? Ona jeszcze jest daleko. - Dosza do Maryborough - powiedziaa dziewczyna. - To tylko kawaek na pnoc od Brisbane. - Ale jest mnstwo ciepych miejscowoci, do ktrych mona si wybra nie przejedajc tamtdy, prawda? - Myl, e tak. Chocia to si posuwa na poudnie w tempie dosy wyrwnanym.

Mary przekrcia si na pododze, eby spojrze na Moir. - Powiedz, czy ty naprawd wierzysz, e to dojdzie tutaj? - Chyba wierz. - I my wszyscy na to umrzemy? Tak jak ci uczeni mwi? - Chyba. Mary znw si przekrcia i z papierw rozrzuconych na kanapie wycigna katalog kwiatw ogrodowych. - Byam dzi u Wilsona i kupiam sto onkili. Cebulek. Krl Alfred... one si nazywaj. To te - pokazaa Moirze obrazek w katalogu. - Posadz je w tym rogu pod cian... tam, skd Peter usun drzewo. Zaciszne miejsce. Ale jeli wszyscy mamy umrze, to gupie. - Nie bardziej gupie ni to, e zaczam si uczy stenografii i maszynopisania rzeka cierpko Moira. - Myl, e wszyscy dostajemy lekkiego fioa, gdyby tak mnie si kto pyta. Kiedy te onkile wzejd? - Powinny ju zakwitn przy kocu sierpnia - powiedziaa Mary. - Naturalnie od razu nie bd zbyt wspaniae, ale w p rzyszym roku rozrosn si licznie, a za dwa lata to ju bdzie cudo. Bo one si rozmnaaj, wiesz. - No, moim zdaniem zrobisz rozsdnie, jeeli je posadzisz. Kiedy zobaczysz je kwitnce, tak czy owak bdzie ci przyjemnie, e jednak czego dokonaa. Mary patrzya na Moir z wdzicznoci. - Tak wanie myl. To znaczy, nie mogabym znie... no, po prostu nie mogabym machn rk na wszystko i nie robi ju nic. Ju lepiej umrze od razu i mie to za sob. Moira przytakna. - Jeeli oni w tych prognozach maj racj, nikt z nas nie zdy zrobi tego, co sobie zaplanowa. Ale moemy przecie posuwa swoje prace naprzd, dopki si da. Siedziay na dywaniku przed kominkiem i Mary bawia si pogrzebaczem, rozrzucajc ponce w kominku polana. Po chwili milczenia odezwaa si: - Zapomniaam zapyta, czy nie napiaby si koniaku albo whisky. Jest butelka w kredensie i chyba woda sodowa jest take. Dziewczyna potrzsna gow. - Nie dla mnie. Nic mi do szczcia nie brakuje. - Rzeczywicie? - Rzeczywicie. - Wesza na drog cnoty czy czego.

- Raczej czego - owiadczya Moira. - Skoczyam z piciem w domu. Pij tylko na wikszych przyjciach albo w mskim towarzystwie. Zwaszcza w mskim towarzystwie. Ale w gruncie rzeczy nawet to mi si ju znudzio. - Bo ju ci nie interesuj mczyni, prawda, kotku? Ju nie. Tylko Dwight Towers. Tak - odrzeka dziewczyna. - Tylko Dwight Towers. - Nie mylisz o tym, eby wyj za m? To znaczy, chocia i tak we wrzeniu wszyscy umrzemy? Dziewczyna wpatrywaa si w ogie. - Chciaam wyj za m - powiedziaa spokojnie. - Chciaam mie wszystko, co ty masz. Ale ju nie bd tego miaa. - Nie mogaby wyj za Dwighta? - Nie. Chyba nie. - Na pewno mu si podobasz. - Tak - rzeka Moira. - Podobam mu si, i owszem. - Pocaowa ci kiedy? - Tak - rzeka znowu. - Pocaowa mnie raz. - Wic na pewno by si z tob oeni. Dziewczyna potrzsna gow. - Nigdy by tego nie zrobi. Rozumiesz, on ju jest onaty. Ma on i dwoje dzieci w Ameryce. Mary wlepia w ni zdumione oczy. - Kochanie, to niemoliwe. Przecie oni nie yj. - On tak nie uwaa - ze znueniem wyjania Moira. - Myli, e we wrzeniu wrci do nich do domu. Do swojego rodzinnego miasteczka Mystic. - Umilka. - Wszyscy dostajemy lekkiego fioa, kady na swj sposb. On wanie tak. - Chcesz powiedzie, e on naprawd myli, e jego ona jeszcze yje? - Nie wiem, czy tak myli czy nie. Zreszt nie, on chyba tak nie myli. Wie, e umrze we wrzeniu i myli, e po mierci spotka si z nimi w domu... Z Sharon i z Dwightem Juniorem, i z Helen. Nawet kupuje dla nich prezenty. Mary usiowaa zrozumie. - Ale skoro tak myli, dlaczego ci pocaowa? - Dlatego, e mu obiecaam pomc w wyszukaniu tych prezentw. Mary zerwaa si na rwne nogi. - Musz si napi - powiedziaa stanowczo. - I tobie te jeden gbszy chyba dobrze teraz zrobi.

Podaa koniak i gdy siedziay ju ze szklankami w rkach, powiedziaa zaintrygowana: - To musi by dziwne, zazdro o kobiet, ktra nie yje. Moira wypia yk koniaku wpatrzona w ogie. - Nie jestem o ni zazdrosna - rzeka w kocu. - Chyba nie. Ona ma na imi Sharon, jak w Biblii. Chc j pozna. To musi by cudowna kobieta. Bo rozumiesz, on jest taki praktyczny. - I nie chcesz za niego wyj za m? Dziewczyna dugo milczaa. - Nie wiem - zdobya si wreszcie na zwierzenie. - Nie wiem, czy chc. Gdyby nie to wszystko... robiabym wszystkie plugawe sztuczki, jakie tylko s na wiecie znane, eby go od niej odcign. Myl, e nigdy z nikim innym nie bd szczliwa. C, kiedy niewiele czasu zostao na znalezienie szczcia z kimkolwiek. - Jeszcze s trzy, cztery miesice - powiedziaa Mary. - Widziaam kiedy takie motto, wiesz, tak tabliczk, ktr si wiesza na cianie, eby dodawaa yciowej podniety. Tam byo: "Nie przejmuj si... to moe wcale nie nastpi". - Wydaje mi si, e to jednak nastpi, jak najbardziej - powiedziaa Moira. Wzia pogrzebacz i z kolei ona zacza si nim bawi. - Gdybymy mieli cae ycie przed sob, byoby inaczej. Byoby warto zrobi jej wistwo, gdyby to oznaczao zdobycie Dwighta i dom, i dzieci, i ycie ca peni. Poszabym na wszystko, gdybym tylko widziaa, e jest taka moliwo. Ale zrobienie jej wistwa, po to, eby mie przyjemno przez trzy miesice i na zakoczenie nic... no, to ju inna sprawa. Moe jestem rozwiza, ale nie wiem, czy a do tego stopnia. - Podniosa wzrok i umiechna si do Mary. - Nie sdz, ebym zdya to zrobi w tym czasie. I potem on by chyba musia si przed ni wyspowiada. - Boe - westchna Mary. - Trudna sprawa. - Trudniejsza ju by by nie moga - zgodzia si Moira. - Czuj, e umr jako stara panna. - To jest bez sensu. Ale wyglda na to, e wszystko jest bez sensu ostatnio. Peter... Urwaa. - Co z Peterem? - zainteresowaa si dziewczyna. - Nie wiem. To bya po prostu okropno, obd. - Mary poruszya si niespokojnie. - Co byo? Powiedz mi. - Czy ty kiedy kogo zamordowaa? - Ja? Jeszcze nie. Nieraz chciaam. Te wiejskie telefonistki najczciej. - Ale ja mwi powanie. To okropny grzech zamordowa kogo, prawda? Za to idzie si do pieka.

- Ja nie wiem. Ale chyba do pieka. A kogo chcesz zamordowa? Moda matka rzeka bezbarwnym gosem: - Peter mi powiedzia, e moe bd musiaa zamordowa Jennifer. - za spyna jej po policzku. Moira odruchowo pochylia si ku niej i dotkna jej rki. - Kochanie, nie mogo tak by. Musiaa le zrozumie. Mary potrzsna gow. - Dobrze zrozumiaam - wyszlochaa. - Tak byo. Powiedzia, e moe bd musiaa to zrobi... objani, w jaki sposb. - Z oczu jej polay si ju potoki ez. Moira przytulia j i zacza uspokaja, po czym stopniowo dowiedziaa si caej tej historii. Zrazu nie wierzya, potem jednak uznaa, e to moe by prawda. Ostatecznie poszy obie do azienki i Mary pokazaa czerwone pudeeczka w szafce. - Co ju o tym syszaam - rzeka Moira z powag. - Wcale jednak nie wiedziaam, e to a tak... Szalestwa zaczynay si pitrzy na tym dziwnym wiecie. - Nie mogabym tego zrobi sama - wyszeptaa matka Jennifer. - eby nie wiem jak ona chorowaa, nie mogabym tego zrobi. Jeeli Petera tu nie bdzie... jeeli ze "Skorpionem" co si stanie... czy przyjedziesz i pomoesz mi, Moira? Bagam ci. - Oczywicie, e przyjad - powiedziaa dziewczyna agodnie. - Oczywicie, e przyjad ci pomc. Ale Peter tu bdzie na pewno. Oni wrc szczliwie. Bo Dwight jest wanie taki. - Wycigna chustk do nosa zwinit w kbuszek i podaa j Mary. - Wytrzyj te zy i zaparzmy sobie herbaty. Pjd nastawi czajnik. Wypiy herbat w blasku ognia ju dogasajcego. W osiemnacie dni pniej okrt podwodny Stanw Zjednoczonych "Skorpion" wynurzy si w czystym powietrzu na trzydziestym pierwszym stopniu poudniowej szerokoci geograficznej niedaleko wyspy Norfolk. U wejcia na Morze Tasmana panowaa zimowa pogoda, byo pochmurno i niszy pokad zmyway wzburzone fale. Dwight mg wypuci zaog tylko na pomost nawigacyjny, po omiu ludzi na raz. Kady z nich wychodzi tam blady i drcy i kuli si w ceratowym paszczu pod chost deszczu i wodnego pyu. Okrt pyn pod wiatr przez cay dzie prawie, eby kady przez swoje przydzielone p godziny odetchn wieym powietrzem, ale tylko nieliczni wytrzymali na mostku tak dugo. Odporno zaogi na zimno i wilgo bya saba, ale przynajmniej kapitan Towers wiz ich z powrotem ywych - wszystkich, z wyjtkiem chorego Swaina. Wszyscy byli bladzi i anemiczni po trzydziestu dniach zamknicia pod wod, a trzech marynarzy popado w

stan silnej depresji, ktra im uniemoliwiaa penienie suby. Denerwujce te Dwight przeszed chwile, gdy porucznik Brody dosta ostrego zapalenia lepej kiszki; przy pomocy Johna Osborne'a kapitan przeczyta ju odpowiedni rozdzia ksiki lekarskiej i przygotowa wszystko do operacji na stole w mesie. Jednake objawy nagle ustpiy i pacjent wygodnie teraz odpoczywa w swojej koi; jego obowizki przej Peter Holmes i bya nadzieja, e ten stan rzeczy potrwa przez pi dni, dopki okrt nie zawinie do Williamstown. Bo Peter Holmes by normalny, jak nikt inny na okrcie. John Osborne, chocia nadal pracowa dobrze, wci si denerwowa i zoci; poza tym mwi nieustannie o swoim Ferrari. Obalili teori Jorgensena. Zaryzykowali i wpynli w Zatok Alaska powoli i ostronie, uywajc detektora min podwodnych do wykrywania pywajcych gr lodowych, dopki nie osignli pidziesitego smego stopnia pnocnej szerokoci geograficznej w okolicach Kodiak. Ze wzgldu na ld zawsze przy ldzie grubszy nie podpywali do wybrzea; stopie radioaktywnoci by tam nadal zabjczy i sytuacja niewiele si rnia od sytuacji w okrgu Seattle. Uznali, e nie ma celu naraa okrtu na tych wodach duej, ni to jest konieczne; dokonali pomiarw i wzili kurs na poudnie z lekkim odchyleniem na wschd, pync tak, dopki nie natrafili na wody cieplejsze, gdzie mniej byo lodu; wtedy skierowali si na poudnio-zachd ku Hawajom i Pearl Harbour. Pobyt w Pearl Harbour nie da im waciwie nic. Wpynli prosto do portu, do tego samego doku, z ktrego "Skorpion" wyruszy na morze przed wybuchem wojny. Mogo to by cikie przeycie, ale zaoga zniosa to stosunkowo spokojnie, bo nikt, o czym Dwight upewni si jeszcze przed tym rejsem, nie mia rodziny w Honolulu ani adnych bliskich powiza z tymi wyspami. Mogc wic tak jak w Santa Maria wysadzi na brzeg jednego z oficerw w kombinezonie ochronnym, Dwight przez par dni zastanawia si razem z Peterem Holmesem, czy powinien to zrobi, ale ostatecznie doszli do wniosku, e nic taka ekspedycja nie da. Porucznik Sunderstrom dysponujc wolnym czasem na wyspie Santa Maria nie znalaz sobie nic lepszego do roboty ni czytanie powieci w tygodnikach i raczej nie byo widokw na to, by oficer wypuszczony na ld w Pearl Harbour mg zaj si czym bardziej uytecznym. Natenie promieniowania byo tak wysokie jak w Seattle; sporzdzili wic wykaz licznych statkw w porcie, znacznych zniszcze na wybrzeu i odpynli. Tego dnia przy wejciu na Morze Tasmana na okrcie skierowanym pod wiatr dao si bez trudu nawiza czno radiow z Australi. Podnieli maszt anteny, zasygnalizowali swoje pooenie i przybliony czas powrotu do Williamstown. W odpowiedzi zapytano ich o stan zdrowia, na co Dwight przekaza do dug relacj, ktrej sformuowanie nie przyszo mu zbyt atwo z powodu chorego Swaina. Potem nastpia wymiana zwykych sygnaw

dotyczcych takich spraw, jak prognoza pogody, zapotrzebowanie na paliwo, remont po powrocie do doku, i nagle przed poudniem odebrano waniejsz wiadomo. Datowane to byo przed trzema dniami i brzmiao nastpujco: Od: Naczelnego Dowdcy Floty Wojennej Stanw Zjednoczonych, Brisbane. Do: Kapitana Dwighta L. Towersa, okrt podwodny Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych "Skorpion", Sprawa: Przyjcie dodatkowych obowizkw. 1. Wobec ustpienia obecnego Naczelnego Dowdcy Floty Wojennej Stanw Zjednoczonych z dniem dzisiejszym przyjmie pan natychmiast i bdzie odtd sprawowa obowizki Naczelnego Dowdcy Floty Wojennej Stanw Zjednoczonych na wszystkich obszarach. Dysponowa t flot bdzie pan wedug swego uznania, prowadzc nadal lub koczc jej prace pod dowdztwem australijskim, tak jak pan to uzna za stosowne. 2. Tym samym chyba zostaje pan admiraem, jeeli chce pan nim zosta. egnam i ycz powodzenia. Jerry Shaw. 3. Odpis dla admiraa, Krlewska Australijska Marynarka Wojenna. Dwight przeczyta to w swojej kabinie z twarz bez wyrazu. Pniej, poniewa odpis zosta ju przekazany Australijczykom, wezwa oficera cznikowego. Gdy wszed Peter, da mu t wiadomo bez sowa. Porucznik przeczyta: - Gratuluj, panie admirale - rzek cicho. - Przypuszczam... - zacz Dwight. Dokoczy dopiero po chwili. - Przypuszczam, e to oznacza koniec Brisbane. Port Brisbane by oddalony o dwiecie pidziesit mil na pnoc od miejsca, gdzie teraz si znajdowali. Peter skin gow, przypominajc sobie cyfry promieniowania. - Bya do wysoka radioaktywno jeszcze wczoraj po poudniu. - Mylaem, e on moe zostawi swj okrt i przypynie innym na poudnie. - Wic nie mogli si stamtd ruszy? - Brak oleju - wyjani Dwight. - Musieli wstrzyma wszystkie prace na okrtach. Zbiorniki kompletnie wyschy. - Ja bym przypuszcza, e on jednak przyjedzie do Melbourne. Ostatecznie Naczelny Dowdca Floty Wojennej Stanw Zjednoczonych... Dwight umiechn si troch sztucznie.

- To przecie nic nie znaczy, teraz ju nic. W istocie by kapitanem swojego okrtu, a ten okrt zosta unieruchomiony. Wic on nie chcia opuci swojej zaogi. Poniewa nic wicej nie byo do powiedzenia, odprawi oficera cznikowego. Napisa krtkie potwierdzenie otrzymanej wiadomoci i da j choremu radiotelegraficie do przekazania via Melbourne, z odpisem dla admiraa australijskiego. Wkrtce potem chory przyszed do niego i pooy jaki sygna przed nim na biurku. Na Wasz 12/05663 Niestety nie jest ju moliwa adna czno z Brisbane. Kapitan skin gow. - W porzdku - powiedzia. - Trudno.

Rozdzia sidmy
Peter Holmes zameldowa si u admiraa nazajutrz po powrocie do Williamstown. Admira wskaza mu krzeso. - Rozmawiaem wczoraj wieczorem przez par minut z kapitanem Towersem, poruczniku - powiedzia. - Zdaje si, e wsppraca dobrze wam si ukadaa. - Mio mi to sysze, panie admirale. - Tak. Teraz pewnie chciaby pan wiedzie, co dalej z pask nominacj. Peter rzek niemiao: - Poniekd. Sytuacja oglna chyba si nie zmienia. To znaczy zostaj ju tylko dwa, trzy miesice czasu? Admira skin gow: - Tak to wyglda. Mwi mi pan, kiedymy si widzieli ostatnim razem, e woli pan w tych ostatnich miesicach by na ldzie. - Powinienem. - Peter zawaha si. - Musz troch pomyle o onie. - Jasne. - Admira poczstowa modego czowieka papierosem i sam zapali. "Skorpion" zostanie wprowadzony do suchego doku, bo konieczny jest remont kaduba powiedzia. - Przypuszczam, e pan wie o tym. - Wiem, panie admirale. Kapitanowi bardzo na tym zaley. Byem w tej sprawie dzi rano w biurze wiceadmiraa. - Normalnie to by zabrao ze trzy tygodnie. W obecnych okolicznociach moe potrwa duej. Chciaby pan zosta na "Skorpionie" jako oficer cznikowy, dopki tych prac nie ukocz? - Admira zaczeka chwil, po czym doda: - Kapitan Towers prosi o przeduenie paskiej nominacji na razie. - Czy mgbym mieszka w domu, w Falmouth, panie admirale? To tylko godzina i trzy kwadranse drogi od stoczni. - Lepiej, eby pan uzgodni to z kapitanem Towersem. On chyba nic nie bdzie mia przeciwko temu. Nie byoby tak, gdyby okrt by uzbrojony. O ile mi jednak wiadomo, wikszo zaogi dostanie urlopy. Sdz, e pracy nie miaby pan zbyt duo, ale pomgby mu pan przy zaatwianiu sprawy tych remontw. - Chtnie bd pracowa z nim nadal, panie admirale, jeeli mog przy tym mieszka w domu. Ale gdyby okrt mia popyn w jeszcze jeden rejs, prosibym o wyznaczenie na

moje miejsce kogo innego. Nie mog si podj suby znw na morzu. - Peter zawaha si. Przykro mi, e to mwi. - W porzdku, poruczniku - z umiechem rzek admira. - Bd o tym pamita. Niech pan przyjdzie do mnie, kiedy zechce pan zosta zwolniony. - Wsta koczc rozmow. - W domu wszystko dobrze? - Zupenie dobrze, panie admirale. Troch trudniej teraz prowadzi gospodarstwo ni wtedy, gdy odpywaem, i dla ony zaczyna to ju by mczce, zwaszcza e jest dziecko, ktrym si trzeba zajmowa. - Ja wiem. I obawiam si, e atwiej nie bdzie. Tego dnia koo poudnia Moira zadzwonia do Dwighta Towersa na lotniskowiec. - Dzie dobry, Dwight - powiedziaa. - Podobno naley ci pogratulowa. - Kto ci mwi o tym? - zapyta. - Mary Holmes. - Moesz mi pogratulowa, jeeli chcesz - rzek nieco ochryple. - Ale wolabym, eby tego nie robia. - Rozkaz - zgodzia si. - Nie zrobi. Dwight, jak ty si czujesz? Ty jako taki. - Dobrze - powiedzia. - Byem dzi troszeczk osabiony, ale ju mi przeszo. - W istocie, wszystko, co robi od chwili powrotu na lotniskowiec, przychodzio mu z wysikiem. By niewyspany i straszliwie zmczony. - Bardzo jeste zajty? - Powinienem - rzek. - Ale nie wiem... wydaje si, e nic nie jest zrobione, e praca nie posuwa si naprzd, tylko cofa. To by Dwight inny ni ten, do ktrego Moira zdya ju przywykn. - Mwisz tak, jakby co ci ju dolegao - powiedziaa surowo. - Nic mi nie dolega, kochanie - rzek nieco rozdraniony. - Po prostu jest to i owo do roboty, a wszyscy poszli na urlop. Tak dugo bylimy na morzu, e ju zapomnielimy, co to jest praca. - Uwaam, e ty sam powiniene sobie zrobi urlop - owiadczya. - Nie mgby przyjecha na jaki czas do Harkaway? Zastanawia si przez chwil. - Bardzo mie zaproszenie. Ale na razie to niemoliwe. Wprowadzamy jutro "Skorpiona" do suchego doku. - Niech Peter Holmes zaatwi to za ciebie.

Tak nie mona, dziecko. Wujowi Samowi to by si nie podobao. Powstrzymywaa si od uwagi, e Wuj Sam nigdy by si o tym nie dowiedzia. - Kiedy ju wprowadzisz tam okrt, zajm si nim stoczniowcy, prawda? - Masz spory zasb wiadomoci o marynarce wojennej. - Pewnie, e mam. Jestem piknym szpiegiem, Mat Hari, femme fatale, ktra nad podwjnym koniakiem wydobywa wszystkie sekrety z niewinnych oficerw marynarki. Wic okrtem zajm si stoczniowcy, tak? - Doskonale jeste poinformowana. - No wic moesz zwali wszystko inne na Petera Holmesa i wyjecha na urlop. O ktrej godzinie ma by ten dok? - Jutro o dziesitej rano. Prawdopodobnie zaatwimy to do poudnia. - Wic przyjed do nas do Harkaway jutro po poudniu. Morderczo tam zimno. Wiatr wyje. Deszcz prawie wci zacina i nie mona wychodzi na dwr bez gumowych butw na nogach. Spacer z woem i bronowanie pastwiska to najzimniejsza praca, jak zna czowiek... kobieta w kadym razie. Przyjed i sprbuj tego. Po paru dniach u nas bdziesz po prostu tskni do powrotu w zaduch swojego podwodnego okrtu. Rozemia si. - Roztaczasz przede mn perspektywy naprawd kuszce. - Wanie. Wic wyjedziesz z Williamstown jutro po poudniu? Pomyla, e wielk ulg byby taki odpoczynek, moliwo zapomnienia na par dni o swoich cikich obowizkach. - Myl, e to by si dao zrobi - powiedzia. - Bd musia co nieco przetasowa, ale myl, e to by si dao zrobi. Umwia si z nim na godzin czwart nazajutrz w hotelu "Australia". Gdy si spotkali, przeraona bya jego wygldem; powita j bardzo wesoo, najwyraniej rad, e j widzi, ale cer mia taw pod opalenizn i zobaczya, e jest przygnbiony. Popatrzya na niego marszczc brwi. - Wygldasz jak co przywleczonego i porzuconego przez kota - powiedziaa. Dobrze si czujesz? - Dotkna jego rki. - Jeste gorcy. Masz temperatur. Cofn rk. - Nic mi nie jest. Czego si napijesz? - Zamw sobie podwjn whisky i ze dwadziecia gramw chininy - polecia. Podwjn whisky w kadym razie. Chinin dam ci, kiedy przyjedziemy do domu. Powiniene lee w ku.

Przyjemne byo odprenie pod jej zapobiegliw opiek. - Podwjny koniak dla ciebie? - zapyta. - Dla mnie may, podwjna whisky dla ciebie - powtrzya. - Jak ci nie wstyd chodzi w takim stanie? Prawdopodobnie wszdzie roznosisz te bakterie. Lekarz ci nie bada? Zamwi koniak i whisky. - W stoczni nie ma teraz adnego lekarza. "Skorpion" jest jedynym kursujcym okrtem, i w dodatku w remoncie. Ostatniego lekarza okrtowego odwoano ze stanowiska jeszcze w czasie naszego rejsu. - Ale ty masz gorczk. - Moe mam par kresek - przyzna. - Pewnie si przezibiem. - Pewnie. Wypij t whisky, a ja zatelefonuj do tatusia. - Po co? - eby po nas wyjecha na stacj. Powiedziaam im, e dojdziemy stamtd pieszo, ale teraz ci na takie spacery nie pozwol. Mgby mi umrze i wtedy miaabym kopoty z tumaczeniem si przed sdzi ledczym. Moe by nawet to uroso do zatargu dyplomatycznego. - Z kim, dziecko? - Ze Stanami Zjednoczonymi. Nie taka baha sprawa zabi naczelnego dowdc floty wojennej Stanw Zjednoczonych. Powiedzia ze znueniem: - Myl, e w tej chwili Stany Zjednoczone to ja. Niewykluczone, e bd kandydowa na stanowisko prezydenta. - No, zastanw si jeszcze nad tym, a ja przez ten czas porozmawiam z mam. W maej kabinie telefonicznej powiedziaa: - On chyba dosta grypy, mamusiu. Strasznie jest zmczony przede wszystkim. Bdzie musia si pooy, kiedy tylko przyjedziemy do domu. Czy mogaby napali u niego w pokoju i woy do ka termofor? I, mamo, zadzwo do doktora Fletchera i zapytaj, czy mgby zajrze dzi wieczorem. Nie wydaje mi si, eby to byo cokolwiek poza gryp, ale on przecie przebywa w strefach radioaktywnych ponad miesic i odkd wrci, nie bada go aden lekarz. Powiedz doktorowi Fletcherowi, o kogo chodzi. On jest teraz kim naprawd wanym, wiesz. - Ktrym pocigiem przyjedziecie, kochanie? Moira zerkna na zegarek. - Jeszcze zdymy na ten czwarta czterdzieci. Suchaj, mamo, w powoziku bdzie piekielnie zimno. Popro tatusia, eby przywiz dwa pledy.

Wrcia do baru. - Wypij i ju pjdziemy - zakomenderowaa. - Musimy zdy na pocig czwarta czterdzieci. Ruszy z ni posusznie. W par godzin pniej w sypialni z ogniem poncym w kominku ju wsuwa si do ciepego ka, czujc dreszcze lekkiej gorczki. Dreszcze ustpiy, gdy si pooy, nieskoczenie wdziczny, rad, e moe lee tak spokojnie, patrze w sufit, sucha pluskania deszczu za oknami. Wkrtce potem gospodarz przynis mu grzanej whisky z cytryn i zapyta, co poda na kolacj, ale on nie chcia nic je. Okoo godziny smej da si sysze ttent przed domem i jakie gosy doleciay z pluskiem deszczu. Jeszcze chwila i przyszed do niego doktor; mokry paszcz zostawi na dole, ale jego bryczesy i wysokie buty byy ciemne od wody i zaczty troch parowa, gdy stan przy kominku. By to mczyzna trzydziestopicio- moe czterdziestoletni, wesoy i energiczny, sprawny w wykonywaniu swego zawodu. - No, doktorze - rzek pacjent - naprawd bardzo mi przykro, e zosta pan wycignity z domu w taki wieczr. Nie choruj na nic, czego odpoczynek przez dzie czy dwa w ku by nie wykurowa. Doktor Fletcher umiechn si. - Ciesz si, e przyjechaem i mog pana pozna - powiedzia. Uj Amerykanina za rk, zbada ttno. - o ile wiem, by pan na obszarach radioaktywnych. - Owszem. Ale mymy si nie naraali. - Bylicie wewntrz tej odzi podwodnej przez cay czas? - Przez cay czas. By z nami jeden go z Organizacji Bada, ktry codziennie szturcha nas licznikami Geigera. Wic to nie to, panie doktorze. - Wymiotowa pan, ma pan biegunk? - adnych takich objaww nie mam, panie doktorze. Ani ja, ani nikt z naszej zaogi. Doktor Fletcher woy Dwightowi termometr w usta i sta dalej badajc jego puls. Po chwili wycign termometr. - Prawie trzydzieci dziewi stopni - powiedzia. - Powinien pan troch polee. Dugo bylicie na morzu? - Pidziesit trzy dni. - Ile czasu z tego w zanurzeniu? - Ponad poow. - Bardzo pan jest zmczony? Kapitan zastanawia si przez moment. - Moliwe - przyzna w kocu.

- Pewnie, e moliwe. Niech pan ley, dopki ta gorczka nie spadnie, i wtedy jeszcze jeden dzie odczeka w ku. Za dzie, dwa wpadn tutaj, eby pana zobaczy. Myl, e to tylko grypa... ostatnio jako grypa panuje. Do pracy nie powinien pan wraca przynajmniej przez tydzie, odkd pan wstanie, a potem naleaoby pomyle o urlopie. Moliwe to? - Bd musia si zastanowi. Porozmawiali o rejsie i o warunkach w Seattle i w Queensland. Na zakoczenie doktor rzek: - Zajrz tu prawdopodobnie jutro po poudniu i przywioz par lekw, ktre powinien pan zay. Bo jutro jad do Dandenong; mj kolega operuje tam w szpitalu, a j"a mam si zaj narkoz. Przy okazji wezm stamtd te leki i wstpi tu wracajc do domu. - Czy to jaka cika operacja? - Niespecjalnie. Kobieta z guzem w odku. Lepiej, eby si tego pozbya. Przeduy si na jeszcze kilka lat jej uyteczne ycie. Wyszed i wkrtce zza okna Dwight usysza cofanie si i podskoki konia, gdy doktor go dosiada, przy czym nawet pado par przeklestw. Ttent zacz si oddala w alei wjazdowej, cichn wrd plusku coraz gwatowniejszej ulewy. A potem drzwi si otworzyy i wesza Moira. - No - powiedziaa - w kadym razie jutro jeste unieruchomiony. - Ruszya do kominka i dorzucia kilka polan na palenisko. - On jest miy, prawda? - To wariat - rzek dowdca okrtu podwodnego. - Dlaczego? Czy dlatego, e kaza ci lee? - Nie dlatego. On jutro w szpitalu bdzie operowa jak kobiet po to, eby przeduy jej uyteczne ycie jeszcze o par dalszych lat. Rozemiaa si. - Bdzie. Nie znam nikogo, kto by by tak sumienny jak on. - Po chwili powiedziaa: Tatu ma zamiar postawi jeszcze jedn grobl na przysze lato. Mwi o tym ju od dawna, ale teraz powiedzia, e stanowczo to zrobi. Telefonowa dzi do kogo, kto ma buldoer, i ju si z nim umwi, e zaczn te prace, kiedy tylko ziemia stwardnieje. - Kiedy to bdzie? - Okoo Boego Narodzenia. Naprawd tatusiowi przykro jest patrze, jak te deszcze padaj na marne. Latem tu zawsze bardzo sucho. Ze stolika przy ku wzia pust szklank. - Chcesz jeszcze jedn grzan whisky? Potrzsn gow. - Nie teraz, kochanie. Czuj si wietnie.

- A zjesz co? Znw potrzsn gow. - Wic moe jeszcze jeden termofor? I znw potrzsn gow. - Jest mi wietnie. Wysza, ale po kilku minutach pokazaa si z powrotem, teraz z dug owinit w papier paczk w rce - paczk napcznia od spodu. - Zostawi to u ciebie, eby mg patrze na to przez ca noc. Ustawia paczk w kcie pokoju, ale Dwight unis si na okciu. - Co to jest? - zapyta. Parskna miechem. - Moesz trzy razy zgadywa. Rano sprawdzisz, ktry domys by suszny. - Chc zobaczy zaraz. - Jutro. - Nie... Zaraz. Wic przyniosa mu t paczk do ka, po czym staa patrzc, jak on rozrywa papier. Naczelny dowdca floty wojennej Stanw Zjednoczonych jest w gruncie rzeczy maym chopcem, pomylaa. abia laska w jego rkach zajaniaa na pocieli sw nieskaziteln nowoci. Drewniana rczka miaa wrcz poysk jedwabiu, metalowe oparcie dla ng jaskrawio si czerwon emali. Na rczce by rwniutko wymalowany czerwony napis: Helen Towers. - No - rzek ochryple Dwight - to istne cudo. Nigdy jeszcze nie widziaem abiej laski z takim podpisem i wszystkim. Ona bdzie szalaa z radoci. - Podnis wzrok. - Gdzie ty to dostaa, dziewczyno? - Trafiam do pracowni, ktra je produkuje - rzeka Moira - a w Elsternwick. Waciwie ju tej produkcji zaprzestali, ale jedn zrobili dla mnie. - Nie wiem, co powiedzie - wymamrota. - Teraz mam ju prezenty dla nich wszystkich. Moira zebraa podarte papiery z kodry. To by drobiazg - powiedziaa niedbale. - Przyjemno mi sprawio znalezienie tej pracowni. Postawi j w kcie? Potrzsn gow. - Zostaw j tutaj. Przytakna i skierowaa si do drzwi. - Grne wiato zgasz. Nie sied za dugo w noc. Czy na pewno masz wszystko, czego ci potrzeba?

- Na pewno, kochanie - powiedzia. - Ju mam wszystko. - Dobranoc - poegnaa go. Zamkna drzwi za sob. Przez jaki czas, lec w blasku ognia, myla o Sharon i o Helen, o sonecznych dniach lata i wysokich okrtach w Mystic, pniej o Helen skaczcej z t now abi lask na wymiecionym chodniku midzy stertami niegu, a pniej o Moirze i o jej dobroci. Wkrtce jednak z rk opart o abi lask lec na kodrze przy nim, poeglowa w sen. Peter Holmes nazajutrz jad obiad z Johnem Osborne w Klubie Zjednoczenia. - Telefonowaem dzi rano na okrt - rzek fizyk. - Chciaem zapa Dwighta, eby mu pokaza brulion sprawozdania, zanim je dam przepisa na maszynie. Powiedziano mi, e on jest w Harkaway, u rodzicw Moiry. Peter potwierdzi. - Dosta grypy. Moira wczoraj wieczorem do mnie dzwonia, eby zawiadomi, e nie zobacz go przez tydzie albo i duej, jeeli od niej cho troch bdzie to zaleao. Fizyk zaniepokoi si. - Przecie nie mog zatrzymywa tego sprawozdania tak dugo. Jorgensen dowiedzia si ju o wynikach naszych bada i powiada, e to niemoliwe, ebymy zdoali wykona to zadanie naleycie. Musz je da maszynistce jutro najpniej. - Jeeli chcesz, przejrz je i moe uda si zapa zastpc, chocia on wyjecha na urlop. Ale Dwight powinien to zobaczy, zanim oddamy. Mgby zadzwoni do Moiry i zawie Dwightowi do Harkaway. - A czy ona tam bdzie? Syszaem, e codziennie przyjeda do Melbourne na kurs stenografii i maszynopisania. - Nie bde gupi. Oczywicie, ona tam jest. Fizyk si rozpromieni. - Mgbym wyskoczy do niego jeszcze dzi po poudniu moim Ferrari. - Benzyny ci zabraknie, jeeli bdziesz ni szasta na takie wycieczki. Jed tam bardzo wygodne pocigi. - To jest sprawa urzdowa, sprawa marynarki wojennej - powiedzia John Osborne czowiek ma prawo pobra z zapasw marynarki. - Pochyli si do Petera i zniy gos: Wiesz, jest ten lotniskowiec "Sydney". Okoo trzech tysicy galonw mieszanki eteroalkoholowej, jakiej ja uywam, zostao w jednym z jego zbiornikw. Uywali jej do samolotw z silnikami tokowymi, eby startoway z pokadu od razu z pen szybkoci. - Nie wolno ci tkn tej mieszanki! - zaprotestowa Peter, zgorszony. - Nie wolno? To przecie sprawa marynarki wojennej i bdzie takich spraw wicej.

- No, mnie nie opowiadaj. Czy Morris Minor chodziby na tej mieszance? - Musiaby troch poeksperymentowa z ganikiem i musiaby podwyszy kompresj. Wycignij uszczelk i pod gowic za kawaek cienkiej blachy miedzianej z cementem. Sprbowa zawsze warto. - Moesz bezpiecznie jedzi tym swoim wycigowcem po jezdniach? - Och, tak - powiedzia fizyk. - Prawie nie ma w co uderzy, z wyjtkiem tramwajw. I ludzi, oczywicie. Zawsze wioz zapasowy komplet wiec, bo olej przecieka, jeeli si nim jedzi poniej trzech tysicy. - A co si dzieje przy trzech tysicach obrotw? - No, c, na czwarty bieg nie mona go przerzuci. Robiby wtedy sto albo i wicej na godzin. Na pierwszym przy tych obrotach robi okoo czterdziestu piciu. Ma zryw przy ruszaniu dosy gwatowny, rzecz jasna; trzeba mie parset jardw pustej drogi przed sob. Ja przewanie wypycham go z tego podwrza na Elizabeth Street, dopiero wtedy wsiadam i czekam na przerw midzy przejazdem tramwajw. Tak te zrobi tego dnia zaraz po obiedzie. Wypchn samochd na jezdni z pomoc Petera Holmesa, wcisn teczk z brudnopisem sprawozdania w kcik przy siedzeniu, wsiad, zapi pas bezpieczestwa, wiadom podziwu zebranych wok gapiw, i woy hem. Peter szepn: - Na mio bosk, tylko nie zabij nikogo. - Wszyscy oni i tak umr za par miesicy - rzek fizyk. - I ja, i ty. Przedtem musz si tym wozem troch nacieszy. Zaczeka na przejazd tramwaju, po czym naciskajc starter automatyczny sprbowa zapali zimny silnik, ale prba ta speza na niczym. Przejecha nastpny tramwaj; ze dwunastu chtnych pomocnikw pchao teraz samochd, dopki silnik nie zaskoczy i Ferrari nie wystrzeli z ich rk jak rakieta, z przeraliwym omotem rury wydechowej, z piskiem opon i zapachem spalonej gumy w tumanie dymu. Klaksonu nie mia i mie nie potrzebowa, bo i tak haas robi piekielny; waniejsze byo to, e nie mia te i wiate, a zmrok zapada wczenie, ju okoo godziny pitej. eby dojecha do Harkaway, porozmawia tam z kapitanem Towersem i wrci za dnia, John Osborne musia porzdnie si spieszy. Wymin tramwaj z szybkoci pidziesiciu mil, wjecha z polizgiem w ulic Lonsdale, usadowi si, jak mg najgbiej, na siedzeniu i ju z szybkoci okoo siedemdziesiciu mil smyrgn swym Ferrari przez miasto. Poniewa samochody na jezdniach w owym czasie byy rzadkoci, mia kopot tylko z tramwajami; tumy pieszych

rozstpoway si, eby go przepuci. Inaczej jednak przedstawiaa si sprawa na przedmieciach: dzieci, ju przywyke do zabaw na rodku pustych jezdni, nie potrafiy w por zej z drogi; nieraz wic musia raptownie hamowa i przejeda z rykiem silnika, prawie nie panujc nad sprzgem, bolejc, e moe je uszkodzi, pocieszajc si myl, e przecie to sprzgo przystosowane jest do jazdy wycigowej. Dojecha do Harkaway w cigu dwudziestu trzech minut z przecitn szybkoci siedemdziesiciu dwch mil na godzin, przy czym ani razu nie przerzuca na czwarty bieg. Z hukiem zatoczy krg wok klombw i przed domem wyczy silnik; hodowca byda, jego ona i crka wybiegli na werand i patrzyli, jak on zdejmuje hem i zesztywniay wysiada z samochodu. - Przyjechaem do Dwighta Towersa - oznajmi. - Powiedziano mi, e jest tutaj. - Prbuje teraz si zdrzemn - surowo rzeka Moira. - Co za obrzydliwe samochodzisko, John. Ile wyciga? - Okoo dwustu chyba. Musz si z nim zobaczy... w sprawie urzdowej. Mam tu co, co on powinien przejrze, zanim oddam to na maszyn. I to trzeba przepisa jutro najpniej. - No c, myl, e on jeszcze nie zasn. Moira poprowadzia Johna Osborne'a do pokoju gocinnego. Dwight nie spa, siedzia oparty o poduszki. - Domyliem si, e to pan - powiedzia. - Przejecha pan ju kogo? - Jak dotd, nie - odrzek fizyk. - Mam nadziej, e pierwsz z ofiar bd ja sam. Okropnie bym nie chcia ostatnich dni ycia spdzi w wizieniu. Dosy si nasiedziaem w zamkniciu przez te dwa miesice. Otworzy teczk, wyjani, po co przyjecha. Dwight wzi od niego sprawozdanie i przeczyta, pytajc od czasu do czasu o to i owo. - auj troch, e nie zostawilimy tej radiostacji w takim stanie, jak bya powiedzia w pewnej chwili. - Moe mielibymy jakie wiadomoci od chorego Swaina. - To kawa drogi od niego. - Mia swoj d z motorkiem. Mgby si tam zatrzyma ktrego dnia, kiedy owienie ryb by mu si znudzio, i zasygnalizowa, co u niego sycha. - Wtpi, czyby zdy, panie kapitanie. Moim zdaniem trzy dni czasu mia przed sob, i to w najlepszym razie. Kapitan przytakn. - Na pewno zreszt by nie chcia zawraca sobie tym gowy. Mnie ani by si to nio, gdyby ryby bray dobrze i to miaby by mj ostatni dzie. - Czyta dalej, znw zadajc

czasem pytania. W kocu zaopiniowa: - Wszystko w porzdku. Powinien pan tylko usun ten ostatni ustp o mnie i okrcie. - Wolabym zostawi, panie kapitanie. - A ja bym wola, eby pan usun. Nie lubi takich kwiatkw na temat tego, co byo zwyk operacj, niczym nie wykraczajc poza lini obowizkw subowych. Fizyk wycign owek i przekreli w ustp. - Jak pan sobie yczy. - Ma pan tu swojego Ferrari? - Przyjechaem nim. - Oczywicie. Syszaem ten przyjazd. Czy wida go z okna? - Tak. Stoi pod domem. Kapitan wyszed z ka i w piamie stan przy oknie. - Pieko nie samochd - powiedzia. - Co pan zamierza z nim robi? - Jestem ju kierowc wycigowym. Niewiele czasu zostao, wic sezon wycigw zaczyna si wczeniej w tym roku. Normalnie nie robi si tego przed padziernikiem, dopki tory s mokre. Teraz jednak organizuje si niedue wycigi przez ca t zim. W istocie ju dwa razy braem w nich udzia, zanim wyruszylimy w nasz rejs. Kapitan wrci do ka. - Mwi pan nam o tym. Nigdy nie cigaem si takim samochodem. Nigdy nawet takiego nie prowadziem. Jak si czowiek wtedy czuje? - Sztywnieje ze strachu. A potem, ledwie ukoczy jeden wycig, ju chce wzi udzia w nastpnym. - Dawno ju pan tak? Fizyk potrzsn gow. - Nigdy nie miaem na to ani pienidzy, ani czasu. Ale przez cae ycie o tym marzyem. - I marzenie si spenia na sam koniec? John Osborne myla przez chwile. - To wanie mi si podoba - powiedzia. - Wol to ni umrze w mdociach i brudach albo zay te tabletki. Sk tylko w tym, e szalenie przykro go rozbi. Taki uroczy Ferrari. Chyba dobrowolnie nie mgbym si na to zdoby. Dwight umiechn si. - Dobrowolnie moe nie bdzie pan musia, jadc z szybkoci dwustu mil po mokrym torze. - No, tak te wanie to sobie wyobraam. Nie wiem, czy miabym co przeciwko temu, eby ta chwila nastpia kiedykolwiek ju teraz.

Tak - rzek kapitan w zadumie. Potem zapyta: - Nie ma ju adnych szans, e to troch osabnie w tempie i da nam jak moliwo? - Absolutnie adnych. Nic nie wskazuje, eby... ju jeeli, to szybko nieco wzrasta. Prawdopodobnie dlatego, e obszarw ldu na poudnie od rwnika jest mniej; wydaje si, e wzrasta w kategoriach stopni szerokoci geograficznej. Chyba w kocu sierpnia to dojdzie. Kapitan skoni si. - No, przyjemnie wiedzie. Dla mnie im wczeniej, tym lepiej. - Czy jeszcze pan wypynie "Skorpionem" na morze? - Nie dostaem adnych rozkazw. "Skorpion" bdzie znw w stanie gotowoci operacyjnej na pocztku lipca. Zamierzam trzyma go pod dowdztwem australijskim a do koca. Czy bd mia zaog, ktra umoliwi jego operacje... no, to ju inna sprawa. Wikszo chopcw ma tu w Melbourne swoje dziewczyny, okoo dwudziestu piciu procent si poenio. Mona tylko zgadywa, czy oni przed nastpnym rejsem bd uczuleni na morze. Ja bym powiedzia, e bd. Nastpio chwilowe milczenie. - Troch zazdroci wzbudza we mnie ten pana Ferrari - rzek kapitan cicho. - Ja a do koca nie przestan denerwowa si i pracowa. - Nie rozumiem, po co - zauway fizyk. - Niech pan wemie urlop. Zwiedzi kawaek Australii. Amerykanin umiechn si. - Tak duo znw nie zostao do zwiedzenia. - Istotnie. Ale s jeszcze gry. Narciarze szalej w Mount Buller i w Hotham. Jedzi pan na nartach? - Kiedy jedziem... dziesi lat temu co najmniej. Nie chciabym zama nogi i przez te ostatnie miesice tkwi w ku. - Umilk. - Niech pan powie - zapyta po chwili - czy owi si pstrgi w tych grach? John Osborne skin gow. - Zupenie niele. - Czy jest na to sezon, czy te owi si je przez cay rok? - Okonie mona owi w Eildon Weir przez cay okrgy rok. Na byszczk z dki. Ale dobry pow pstrgw jest w tych wszystkich maych rzeczkach wyej. - Umiechn si blado. - Teraz na pstrgi nie sezon. Nie wolno ich owi do pierwszego wrzenia. Po krtkiej chwili Dwight powiedzia:

- To raczej przesdza spraw. Pewnie e chciabym dzie czy dwa spdzi na owieniu pstrgw, ale jak wynika z tego, co pan mwi, moe wwczas, gdy sezon si rozpocznie, bdziemy ju zbyt zajci czym innym. - Przypuszczam, e nic strasznego by si nie stao, gdyby wybra si pan na ten pow przed tegorocznym sezonem w tym roku. - Czego takiego bym nie zrobi - z powag rzek Amerykanin. - W Stanach... owszem. Ale w obcym kraju, uwaam, e czowiek powinien trzyma si przepisw. Czas mija, John Osborne ani nie mia wiate, ani nie mg jecha swym Ferrari wolniej ni z szybkoci pidziesiciu mil na godzin. Zgarn wic rkopis, schowa go do teczki i poegna si z Dwightem, eby wrci do miasta. W hallu spotka Moir. - Mylisz, e bardzo jest chory? - zapytaa. - Nic mu nie jest - odpowiedzia fizyk. - Tyle e pitej klepki brak. Zastanowia si ze zmarszczonymi brwiami; to ju nie sprawa abiej laski. - Z czego wnosisz? - Chciaby si wybra na pstrgi, zanim wszyscy pomaszerujemy w zawiaty - rzek jej kuzyn. - Ale si nie wybierze przed otwarciem sezonu, czyli nie wczeniej ni pierwszego wrzenia. Przez chwil Moira staa w milczeniu. - No to co? Kapitan Towers przestrzega prawa. Bardziej ni ty z tym twoim okropnym samochodem. Skd w ogle bierzesz benzyn? - On nie chodzi na benzynie - poinformowa John Osborne. - Napdzam go czym z probwki. - Tak te pachnie - powiedziaa. Patrzya, jak John Osborne wsuwa si powoli do swego Ferrari i wkada hem, po czym z dzikim strzelaniem oywiajcego si silnika miga sprzed domu alej, pozostawiajc wielkie koleiny na klombie. W dwa tygodnie pniej w Klubie Pasterskim pan Alan Sykes wkroczy do maej palarni o godzinie dwunastej minut dwadziecia, eby napi si przed obiadem. Obiad zaczynano podawa dopiero o godzinie pierwszej, wic pan Sykes by na razie w palarni sam; nala sobie ginu i zamyli si rozwaajc swj problem. Pan Sykes by dyrektorem departamentu rybowstwa i mylistwa na terenach pastwowych, czowiekiem, ktry lubi, eby wszystko w podlegym mu resorcie grao w oparciu o zdrowe zasady, i nie pozwala na adne wygodne odstpstwa od tych zasad. Teraz jednak w ustalony porzdek rzeczy wtargny dylematy zwizane z sytuacj ogln, powanie wic si niepokoi.

Wkrtce potem do palarni wszed Sir Douglas Froude. Wszed dosy chwiejnie, jak zauway pan Sykes, i oblicze zwykle bardzo rumiane mia teraz czerwiesze ni kiedykolwiek. - Dzie dobry - powiedzia pan Sykes. - Prosz na mj rachunek. - Och, dzikuj ci, dzikuj - rzek staruszek. - Napij si z tob hiszpaskiego kseresu. - Rka mu draa, gdy nalewa kseres. - Wiesz - powiedzia - myl, e ten nasz Komitet Zakupw Wina kompletnie zwariowa. Mamy ponad czterysta butelek wspaniaego czystego kseresu. Ruy de Lopez, rocznik tysic dziewiset czterdzieci siedem, a oni najwyraniej s gotowi zostawi ten cay zapas w piwnicach. Powiedzieli, e czonkowie go nie wypij, bo cena za wysoka. A ja im ju mwiem, mwiem... rozdajcie, jeeli nie moecie sprzeda. Tylko nie zostawiajcie w piwnicach. No to teraz oni naoyli tak sam cen jak za kseres australijski. - Urwa. - Pozwl, niech ci nalej kieliszek, Alan. Jest przepyszne, wymienite. - Napij si pniej. Powiedz, czy mi si zdaje, czy rzeczywicie wspomniae kiedy, e Bill Davidson to twj krewny czy powinowaty? Staruszek przytakn, rozdygotany. - Krewny czy powinowaty... Powinowaty chyba. Jego matka wysza za mojego... wysza za mojego... Nie, nie mog sobie przypomnie. Pami mi si ostatnio zrobia jaka sabsza. - Czy znasz jego crk, Moir? - Mia dziewczyna, ale pije za duo. Pije jednak tylko koniak podobno, a to ju zmienia posta rzeczy. - Mam przez ni troch kopotu. - Co? - Bya u ministra i minister przysa j do mnie z kartk od siebie. Ona chce, ebymy sezon pstrgw rozpoczli w tym roku wczeniej, bo w przeciwnym razie nikt ich nie bdzie mg owi. Minister uwaa, e to dobry pomys. Mam wraenie, e on tak przez wzgld na nastpne wybory. - Sezon pstrgw wczeniej, przed kocem sierpnia? Powanie mwisz? - Taka jest propozycja. - Fatalna propozycja, jeeli wolno mi tu zabra gos. Przecie te ryby jeszcze nie skocz skada ikry, a jeeli skocz, to bd w bardzo kiepskim stanie. To by zaprzepacio wszystkie poowy na dugie lata. Kiedy on chce rozpocz sezon? - Proponuje dziesitego sierpnia. - I po chwili pan

Sykes rzek surowo: - To ta dziewczyna, ta twoja powinowata jest inicjatork. Nie wierz, eby jemu kiedykolwiek przyszo to do gowy, gdyby nie ona. - Moim zdaniem to plan wrcz okropny. Cakowity brak odpowiedzialnoci. Doprawdy, nie wiem ju, ku czemu ten nasz wiat zmierza... W miar jak coraz wicej czonkw klubu schodzio si do palarni, debata stawaa si coraz bardziej oywiona i coraz liczniejsze gosy odzyway si w dyskusji. Pan Sykes stwierdzi, e wikszo opowiada si za zmian daty. - Ostatecznie - kto powiedzia - ludzie bd owi w sierpniu, jeeli jako tam dojad i pogoda bdzie adna... i niewane, czy to si panu podoba, czy nie. A ukara ich za to grzywn albo wizieniem przecie nie mona, bo ju si nie zdy wnie do sdu tej sprawy. Lepiej wic poda jak rozsdn dat i chocia zrobi si to z koniecznoci, jeszcze zdoby sobie za to uznanie. Naturalnie - doda za podszeptem sumienia - to tylko w tym roku wyjtkowo. Pewien znakomity chirurg zauway: - Moim zdaniem myl bardzo dobra. Jeeli ryba okae si kiepska, nie musimy jej zabiera, moemy zawsze wrzuci j do wody z powrotem. Jeeli sezon bdzie bardzo wczesny, one nie dadz si zapa na muszk; konieczny bdzie spinning. Niemniej ja za tym gosuj. Skoro ju mam si poegna z tym wiatem, chciabym, eby to byo w jaki soneczny dzie, kiedy bd siedzia nad Delatite z wdk w rce. Kto inny dorzuci: Tak jak ten marynarz, ktry si urwa z tej amerykaskiej odzi podwodnej. - Wanie, tak jak on. Uwaam, e ten facet w sposb waciwy sobie to wykoncypowa. Pan Sykes, uzyskujc taki przekrj opinii najbardziej ustosunkowanych ludzi w miecie, wrci do swego biura z sercem lejszym, zatelefonowa do ministra i jeszcze tego dnia po poudniu przygotowa brulion komunikatu radiowego o jednej z owych byskawicznych zmian polityki gospodarczej, majcych zaspokoi potrzeby chwili, atwych do przeprowadzenia w nieduym i kulturalnym kraju i jake charakterystycznych dla Australii. Dwight Towers usysza ten komunikat wieczorem w rozbrzmiewajcej echami pustej mesie lotniskowca "Sydney" i zdumia si, wcale tego nie kojarzc z rozmow, jaka toczya si midzy nim a Johnem Osborne zaledwie kilka dni przedtem. Natychmiast zacz planowa, jak wyprbuje wdk Juniora. Dojazd w gry mg przedstawia due trudnoci, ale czeg by nie zdoa przezwyciy naczelny dowdca floty wojennej Stanw Zjednoczonych.

Na caym obszarze, jaki jeszcze zosta z Australii w owym roku, zaznaczyo si w drugiej poowie zimy pewne osabienie oglnego napicia. W pocztkach lipca, gdy zagadzie ulegy Broken Hill i Perth, tylko nieliczni w Melbourne przykadali si do pracy bardziej, ni mieli na to ochot. Dostawy prdu elektrycznego byy nadal nieprzerwane, jak rwnie zaopatrzenie w podstawowe artykuy ywnociowe, ale eby zdoby opa i rne przedmioty zbytku, ludno, ktra poza tym niewiele miaa do roboty, musiaa szuka dugo i kombinowa. Z biegiem tygodni spoeczestwo wyranie powaniao: huczne zabawy jeszcze si odbyway nadal i pijani sypiali w rynsztokach, coraz jednak rzadziej i rzadziej. I jak zwiastuny nadchodzcej wiosny, jeden po drugim zaczynay na pustych jezdniach pokazywa si samochody. Zrazu trudno byo powiedzie, skd si bior i z jakiego rda maj benzyn, gdy kady z tych przypadkw po bliszym zbadaniu okazywa si "wyjtkowy". Waciciel domu, w ktrym mieszkali Holmesowie, przyjecha pewnego dnia po opa ze citych drzew samochodem marki Holden, wyjaniajc niezrcznie, e zachowa troch cennej benzyny na czyszczenie odziey. Kuzyn Petera, lotnik z Krlewskich Australijskich Si Powietrznych, przyjecha do nich w odwiedziny z lotniska Laverton adnym M.G., tumaczc, e zaoszczdzi t benzyn, ale nie widzi celu w oszczdzaniu jej duej; bya to uderzajca niedorzeczno, bo Bili nigdy w yciu nie mia zwyczaju oszczdzania czegokolwiek. Pewien inynier zatrudniony w rafinerii koncernu Shell w Corio owiadczy, e udao mu si kupi niewielk ilo benzyny na czarnym rynku w Fitzroy, w sposb jednak bardzo honorowy przemilcza nazwisko obuza, ktry mu j sprzeda. Australia jak gbka pod naciskiem okolicznoci zacza wyscza z siebie coraz wiksze krople benzyny, tak e pod koniec lipca te krople zamieniy si w strugi. Peter Holmes ktrego dnia zabra do Melbourne kanister i zoy wizyt Johnowi Osborne. Tego wieczora po raz pierwszy od dwch lat usysza warkot swego Morrisa Minora, z ktrego rury wydechowej dobyway si przy tym takie kby czarnego dymu, e musia wyczy silnik, wyj przepustnice i sklepa je motkiem, eby troch si zmniejszyy. Pniej wyjecha na szos z Mary, zachwycon u jego boku, i z Jennifer na jej kolanach. - Zupenie tak, jakby si miao znowu pierwszy samochd w yciu! - wykrzykna Mary. - Och, Peter, to cudowne! Moesz zdoby wicej, jak mylisz? - Mymy t benzyn zaoszczdzili - powiedzia jej Peter. - Mymy j zaoszczdzili. Mamy jeszcze kilka kanistrw zakopanych w ogrodzie, ale nikomu nie zdradzamy, ile. - Nawet Moirze?

- Panie wity, nie! Jej ostatniej ze wszystkich. - Po chwili Peter westchn. - Tylk o e te o p o y. Nie wiem, co si d a zro b z tymi n i oponami. Nazajutrz wyruszy do Williamstown Morrisem, wjecha za bram stoczni, zaparkowa go na nabrzeu przy faktycznie opuszczonym lotniskowcu. Wieczorem tak samo Morrisem wrci do domu. Jego obowizki w stoczni byy teraz czysto symboliczne. Prace na okrcie podwodnym postpoway bardzo powoli, wic wystarczao, eby tam si zjawia dwa razy na tydzie, co byo bardzo dla niego dogodne ze wzgldu na ten may samochd. Dwight Towers prawie co dzie bywa tam rano, ale on rwnie nie siedzia dugo, majc do wasnej dyspozycji rodek lokomocji. W pewien poranek wezwa go do siebie admira i z kamienn twarz owiadczy, e absolutnie nie wypada, eby naczelny dowdca floty wojennej Stanw Zjednoczonych nie mia samochodu. I tak to Dwight otrzyma w prezencie szarego Chevroleta z marynarzem Edgarem przy kierownicy. Jedzi tym Chevroletem przewanie na obiad do klubu albo do Harkaway, gdzie chodzi za woem bronujc nawz, gdy marynarz widami przerzuca kiszonk. Ostatnia dekada lipca upyna wikszoci ludzi bardzo przyjemnie. Pogoda jak zwykle o tej porze roku bya brzydka, wiay porywiste wiatry, prawie cigle pada deszcz i panoway chody, ale ju zaczynano si wyzwala z tak dugo krpujcych wizw. Koperty z tygodniwkami traciy warto i znaczenie; jeli tylko zajrzao si do zakadu pracy w pitek, prawie w kadym wypadku dostawao si pienidze za ubiegy tydzie bez wzgldu na to, czy si go przepracowao czy nie, i nawet pracujc, roboty miao si niewiele. U rzenika w kasie przyjmowano pienidze, ale te i zbytnio nie ubolewano, gdy kto nie zapaci, tote miso, jeli byo, brao si po prostu za darmo. Jeli nie byo, szo si do innego rzenika i jeszcze do innego, a w kocu gdzie si troch znajdowao. Cay dzie czasu wolnego miao si przecie na takie sprawy. Wysoko w grach narciarze do woli jedzili na nartach zarwno w dni powszednie, jak w niedziele. Mary i Peter Holmesowie w swoim maym ogrdku zaoyli nowe klomby i otoczyli warzywnik potem, przy ktrym posadzili dzikie wino majce go cakowicie osoni. Nigdy dotd nie mieli tyle czasu na ogrodnictwo i wprowadzanie tak istotnych zmian. - Przepiknie tu bdzie - z zadowoleniem powtarzaa Mary. - To bdzie najadniejszy ogrd tej wielkoci w caym Falmouth. W miejskim garau John Osborne pracowa nad Ferrari zawsze z pomoc gromadki zapalonych amatorw. Grand Prix Australii by w owym czasie najwaniejszym wycigiem

samochodowym na pkuli poudniowej i ju zdecydowano przesun w tym roku jego dat z wrzenia na siedemnastego sierpnia. Dawniej odbywao si to w Melbourne w parku Alberta, dajcym si z grubsza porwna do Parku Centralnego w Nowym Jorku albo do Hyde Parku w Londynie. Organizatorzy woleliby, eby i tym razem ten wycig, ju ostatni w historii, odby si w parku Alberta, ale trudnoci byy nie do przezwycienia. Wiedziano od pierwszej chwili, e za mao znajdzie si strw porzdku i brak bdzie robotnikw na to, by zapewni najbardziej choby podstawowe rodki ostronoci dla bezpieczestwa tych tumw, tych stu pidziesiciu tysicy ludzi, ktrych przybycia naleao si spodziewa. Nikt zbytnio nie przejmowa si perspektyw, e ktry z samochodw wyskoczy z toru i zabije kilku widzw, po czym - rzecz nieunikniona w wyniku takiego precedensu zezwolenie na wycigi w parku w latach nastpnych zostanie cofnite. Wydawao si jednak nieprawdopodobne, by dosy byo policji, ktra by usuwaa publiczno z toru i z drogi nadjedajcych samochodw, a chyba aden z tych kierowcw wycigowych nie chciaby wjecha prosto w tum z szybkoci stu dwudziestu mil na godzin. Przy takiej szybkoci te samochody s delikatne i zderzenie choby z jedn osob uniemoliwioby dalszy udzia w wycigu. Z alem wic uznano, e ubieganie si o Grand Prix Australii byoby w parku niewykonalne, wobec czego wycig trzeba przenie na tor w Tooradin. Si rzeczy caa ta impreza staa si imprez tylko dla zawodnikw; wobec trudnoci z dojazdem nikt nie wtpi, e bardzo niewiele osb przejedzie te czterdzieci mil z miasta, eby oglda wycig. A przecie do niespodziewanie liczba zawodnikw wzrosa ogromnie. Kady z Victorii i z poudnia Nowej Poudniowej Walii, kto tylko mia szybki wz, nowy czy stary, zapisa si chyba do wzicia udziau w tym ostatnim wycigu o Grand Prix Australii, bo ogem zgoszono dwiecie osiemdziesit samochodw. A tyle nie mogoby si ciga jednoczenie, ju nie mwic o tym, e szans byyby krzywdzco nierwne, wic przez dwie niedziele pod rzd przed owym wielkim dniem trway gorczkowe eliminacje dla poszczeglnych klas. Stajc do zawodw eliminacyjnych wycigano losy, tak e John Osborne znalaz si w jednej grupie z trzylitrowym Maserati, prowadzonym przez Jerrego Collinsa, z dwoma Jaguarami, jednym Thunderbirdem, dwoma klasykami marki Bentley oraz z niezwykle podobno szybk maszyn, ktr zbudowa i prowadzi mody lotnik mechanik, niejaki Sam Bailey, i ktra miaa moc trzystu koni mechanicznych i bardzo ograniczone pole widzenia przez przedni szyb, stanowic wrcz przeraajce poczenie podwozia Lotusa z silnikiem rozbitego samolotu Gipsy-Queen. Nieliczni widzowie rozstawili si tu i wdzie przy tym dalekim od miasta trzymilowym torze. Dwight Towers przyjecha swym subowym Chevroletem, zabierajc po

drodze Moir oraz Petera i Mary Holmesw. Tego dnia miay si odby zawody eliminacyjne piciu klas, poczynajc od samochodw najmniejszych, p r czym k a zy dy wycig by na pidziesit mil. Zanim skoczy si pierwszy, organizatorzy zamwili byskawiczn rozmow z Melbourne, eby prosi o przysanie jeszcze dwch ambulansw, gdy dwa ju przydzielone okazay si niewystarczajce. Przede wszystkim tor by mokry od deszczu, chocia w czasie pierwszego wycigu waciwie ju nie padao. Sze Lotusw wspzawodniczyo z omioma Cooperami i picioma M.G., z ktrych jeden prowadzia dziewczyna, panna Fay Gordon. Tor mia okoo trzech mil dugoci. Duga prosta z punktem napraw w poowie drogi zbaczaa lekko z lewej strony do szerokiego zakrtu, bdcego w istocie pkolistym brzegiem nieduego jeziorka; by to tak zwany Zakrt nad Jeziorem. Nastpny by Rg Haystack, zakrt w prawo pod ktem okoo stu dwudziestu stopni, dosy ostry, i dalej Agrafka, zawrotna serpentyna z wrcz karkoomnym zakrtem na szczycie pagrka, tak e ledwie si wjechao pod gr, zjedao si na eb na szyj znowu w d. Potem si zawracao odcinkiem krtym, ale umoliwiajcym bardzo szybk jazd, a do zakrtu w lewo, ktry wid przez strome wzgrze do ostrego zakrtu w prawo, zwanego Polizgiem. Stamtd dugi, agodny zakrt znw w prawo prowadzi z powrotem na odcinek kocowy. Od pocztku pierwszych zawodw eliminacyjnych byo oczywiste, e to bdzie wycig niezwyky. Wrzaski, z jakimi si rozpocz, wskazyway na to, e zawodnicy nie maj zamiaru oszczdza ani swoich silnikw, ani swoich rywali, ani siebie samych. Jakim cudem pierwsze okrenie przejechay wszystkie wozy, zaraz jednak zaczy si kopoty. Jeden z M.G. tak zarzucio na Rogu Haystack, e wylecia z szosy i przez niskie zarola popdzi po wybojach daleko od toru. Kierowca przyhamowa, skrci, nie zatrzymujc si, i powrci na tor. Nadjedajcy wanie jeden z Cooperw zboczy, eby unikn zderzenia z tym M.G., ale tylko zrobi mynka na mokrej nawierzchni i zosta gruchnity celnie w sam rodek przez innego Coopera jadcego za nim. Pierwszy kierowca ponis mier na miejscu, oba samochody zamieniy si w stos powyginanego elastwa na skraju szosy, a drugi kierowca wyldowa kawaek dalej na ziemi ze zamanym obojczykiem i obraeniami wewntrznymi. Tymczasem kierowca tamtego M.G., mijajc ten rg przy drugim ju okreniu, zastanowi si szybko, co mogo spowodowa tak katastrof. Przy pitym okreniu jeden z Lotusw przecign Fay Gordon ju za poow odcinka kocowego i wpad w polizg na mokrej szosie, biorc Zakrt nad Jeziorem o trzydzieci jardw przed ni. Inny Lotus mija j z prawej strony; moga jedynie zboczy w lewo. Wyleciaa z toru, jadc z szybkoci dziewidziesiciu piciu mil na godzin, przejechaa

wski pas ziemi przed jeziorem i chocia rozpaczliwie usiowaa zboczy w prawo, i powrci na tor, przewalia si w zarolach i stoczya do wody. Gdy wielki tuman pyu wodnego opad, jej przewrcony M.G. znajdowa si o dziesi jardw od brzegu i jedynie tylne koa wystaway nieco z wody. Dopiero w p godziny pniej brodzcy przy brzegu ratownicy zdoali odwrci ten nieduy samochd i wycign zwoki. Przy trzynastym okreniu trzy samochody wpady na siebie przed zakrtem zwanym Polizgiem i doszcztnie spony. Dwaj z tych kierowcw odnieli tylko lekkie rany, trzeciego z obiema nogami poamanymi udao si uratowa w ostatniej chwili, zanim ogarny go pomienie. Z dziewitnastu zawodnikw, ktrzy wystartowali, zaledwie siedmiu ukoczyo wycig, z czego dwch pierwszych zakwalifikowano do ubiegania si o Grand Prix. Gdy machniciem kratkowanej chorgiewki zaznaczono finisz zwycizcy, John Osborne zapali papierosa. - Gry i zabawy - powiedzia. Jego wycig mia by tego dnia ostatni. Peter rzek w zadumie: - Oni z pewnoci cigaj si po to, eby wygra... - No oczywicie - przytakn fizyk. - I takie wanie powinny by wycigi. Jeeli si oberwie, to przecie i tak nie ma si nic do stracenia. - Poza tym, e Ferrari moe si rozbi. - Tak - powiedzia John Osborne. - Byoby mi bardzo przykro rozbi go. Drobny deszcz zacz na nich pada i znw tor by mokry. Dwight Towers sta z Moir na uboczu. - Wsid do samochodu - powiedzia. - Zmokniesz, kochanie. Nie ruszya si. - Chyba oni nie bd mogli jecha w tym deszczu? - zapytaa. - Po tych wszystkich wypadkach? - Nie wiem - rzek Dwight. - Ale wydaje mi si, e mog. Ostatecznie tor jest jednakowo mokry dla wszystkich. Nie musz jecha tak prdko, eby a wpada w polizg. A jeeli zaczn czeka z tym na jaki dzie bezdeszczowy, w tej porze roku, no... to ich czekanie mogoby by dusze ni czas, jaki przed sob maj. - Ale to straszne - zaprotestowaa. - W pierwszym wycigu dwch zabitych i chyba z siedmiu rannych. Oni nie mog jecha w ten sposb. Zupenie jak rzymscy gladiatorzy czy bo ja wiem, co... Milcza przez chwil stojc w deszczu.

- Niezupenie - rzek wreszcie. - Nie maj publicznoci. Nie potrzebuj tak si popisywa. - Rozejrza si wokoo. - Oprcz kierowcw i personelu chyba nie ma tu wicej ni piset osb. I nie pobierano adnych opat przy bramie. Oni to robi, bo chc to robi, moja droga. - Nie wierz. Umiechn si do niej. - Id tam do Johna Osborne'a i zaproponuj mu, eby wykreli swojego Ferrari i wrci do domu. - Gdy milczaa, doda: - Chodmy do samochodu, dam ci koniaku z wod sodow. - Bardzo mao, Dwight - poprosia. - Jeeli ju mam patrzy na to, wol by trzewa. W czasie nastpnych dwch eliminacji rozbio si dziewi samochodw, czterech kierowcw odnioso rany, ale zabi si tylko jeden, kierowca tego Austin-Healeya, ktry znalaz si pod czterema spitrzonymi samochodami na zakrcie Agrafki. Pada teraz bardzo drobny, mglisty kapuniaczek, bynajmniej nie przysnuwajc mg ducha zawodnikw. John Osborne odszed od przyjaci przed ostatnim wycigiem i na paddocku siedzia ju w swym Ferrari, zagrzewajc silnik pod okiem mechanikw. Zadowolony wysiad wkrtce potem z samochodu, zapali papierosa i zacz rozmawia z innymi zawodnikami, majcymi wzi udzia w tym wycigu. Don Harrison, kierowca jednego z Jaguarw, sta ze szklank whisky w rce i mia jeszcze kilka szklanek i dwie butelki na wywrconej skrzynce u swego boku; poczstowa Johna, ale John odmwi. - Nie mog wam dawa adnych forw, krokodyle - rzek z umiechem. Chocia mia samochd prawdopodobnie najszybszy na tym torze, mia te chyba najmniej dowiadczenia wrd wszystkich tych kierowcw. Wci jeszcze przylepione na tyle jego Ferrari trzy kawaki plastra oznaczay, e jest nowicjuszem; i wci jeszcze zdawa sobie spraw, e nie potrafi instynktownie ustrzec si przed wpadniciem w polizg. Za kadym razem by wtedy zdezorientowany i zaskoczony. Nie wiedzia jednak, e nie rni si tym od innych kierowcw na tych mokrych nawierzchniach; oni te nie przywykli do jazdy w takich warunkach i ju samo to, e on liczy si ze swym brakiem dowiadczenia, mogo by lepsz ochron ni ich pewno siebie. Gdy obsuga wytoczya jego samochd na lini startu, znalaz si w drugim rzdzie za Maserati, tymi dwoma Jaguarami i Gipsy-Lotusem, przy sobie majc Thunderbirda. Usiad mocno, gboko w wozie, zwikszajc obroty dla rozgrzania silnika, zapi pasy bezpieczestwa, woy porzdnie hem i okulary. Myla tylko o jednym: - Tutaj si zabij. To lepsze ni wymiotowa do samej mierci, umrze w mdociach i cierpieniach za niecay miesic. Wol pojecha jak szatan, skoczy ycie robic to, co zawsze pragnem robi. Z

rozkosz trzyma wielk kierownic, omotanie rury wydechowej byo muzyk dla jego uszu. Odwrci si i umiechn promiennie, beztrosko do swoich mechanikw, po czym wlepi wzrok w startera. Gdy chorgiewka opada, wystartowa naleycie i od razu, jeszcze na trzecim biegu, wyskoczy przed Gipsy-Lotusa, przy czym Thunderbird zosta daleko poza nim. Zakrt nad Jeziorem wzi prawie tu za dwoma Jaguarami, jecha jednak po tej mokrej szosie ostronie i pamita, e ma przed sob jeszcze siedemnacie okre. Czasu bdzie do, eby ryzykowa przy ostatnich piciu okreniach. Trzyma si Jaguarw za Rogiem Haystack i za Agrafk i przezornie przyhamowa na krtym odcinku zwrotnym. Zdawaoby si, niemal bez trudu min go z prawej strony Gipsy-Lotus, z rykiem i trzaskiem ochlapujc go botem, i Sam Bailey pochylony nad kierownic pdzi dalej na zamanie karku jak wariat. Trzeba byo wytrze okulary, wic John Osborne zwolni i zosta z tyu. Gipsy-Lotus zatacza si od skraju do skraju szosy, ujarzmiany tylko byskawicznym refleksem swego modego kierowcy. Sam ten widok pozwala wyczu nieszczcie nieomal emanujce z tego samochodu; lepiej byo trzyma si na razie w tyle za nim i patrze, co bdzie dalej. John Osborne szybko zerkn w lusterko: Thunderbird w odlegoci pidziesiciu jardw, Maserati go dogania. Jeszcze jest czas, eby spokojnie wzi zakrt zwany Polizgiem, ale pniej trzeba ju doda gazu. Wjedajc na kocowy odcinek pierwszego okrenia zobaczy, e Gipsy-Lotus ju jest przed jednym z Jaguarw. Min punkt naprawy z szybkoci sto szedziesit mil na godzin i przecign drugiego Jaguara; teraz, gdy pomidzy nim i Gipsy-Lotusem by ten Jaguar, poczu si pewniejszy. Przed Zakrtem nad Jeziorem przyhamowa i zahaczy wtedy w lusterku, e znacznie wyprzedzi oba samochody, jeeli uda si ten stan rzeczy utrzyma, bdzie mg, zachowujc czwarte miejsce przez jedno czy dwa okrenia, wci jeszcze bra zakrty spokojnie i ostronie. Udawao si to a do szstego okrenia. Wtedy ju Gipsy-Lotus i pierwsze cztery samochody zdystansoway o cae jedno okrenie jednego z Bentleyw. Za Polizgiem nabierajc szybkoci spojrza w lusterko i ujrza na tym zakrcie co, co wygldao na najstraszliwsz masakr. Maserati i Bentley sczepiy si bokami tarasujc szos, a Thunderbird, jak korek strzelajcy z butelki, wzbija si w powietrze. John Osborne odwrci wzrok. Przed nim na przedzie Gipsy-Lotus prbowa zdystansowa jednego z Bugatti, synchronizujc swoje rozpaczliwe skrty to w lewo, to w prawo, przy szybkoci stu czterdziestu mil na godzin, tak eby wykona manewr konieczny dla wyminicia Bugatti, ale

wci nic z tego nie wychodzio. Oba Jaguary powcigliwie trzymay si w pewnej odlegoci z tyu. Gdy dojeda znw do Polizgu, stwierdzi, e tej masakrze na zakrcie ulegy tylko dwa samochody: Thunderbird, ktry lea wywrcony o jakie pidziesit jardw od toru, i Bentley, stojcy dba, z mask zmiadon w wielkiej kauy benzyny na szosie. Maserati najwidoczniej bra nadal udzia w wycigu. John Osborne wzi ten zakrt i rozpocz sme okrenie w deszczu, ktry nagle zamieni si w ulew. Teraz naleao naprawd doda gazu. Pomyla o samochodach czoowych, gdy na tym okreniu Gipsy-Lotus da si wyprzedzi jednemu z Jaguarw, ktry skorzysta z widocznego zdenerwowania Sama Baileya w tym niepewnym samochodzie na zakrcie. Oba samochody prowadzce wycig zdystansoway zaraz potem Bugatti i Bentleya. Drugi Jaguar zerwa si, eby je wymin na Rogu Haystack; John Osborne trzyma si tu za nim. To, co stao si w owej chwili, byo spraw dosownie sekundy. Bugatti na zakrcie wpad w polizg i zderzy si z Bentleyem, ktry si odrzutu wpad na nadjedajcego Jaguara, w wyniku czego Jaguar przetoczy si dwa razy i run lewym bokiem na skraj szosy ju bez kierowcy. John Osborne nie zdy zahamowa i niewiele mia czasu na to, by skrci; Ferrari trzasn w Bugatti do lekko, przy szybkoci okoo siedemdziesiciu mil na godzin, i znieruchomia za skrajem szosy z wygitym przednim lewym koem. John Osborne, chocia wstrznity, adnych obrae nie odnis. Kierowca Jaguara, Don Harrison, ktry czstowa go whisky przed wycigiem, kona teraz, zmiadony, w zarolach; wylecia tam, gdy jego samochd przetoczy si i zosta przejechany przez Bentleya. Fizyk waha si chwil, ale wokoo byli ludzie; sprbowa ruszy Ferrari. Silnik zawarcza i samochd podjecha kawaek naprzd, ale wygite koo taro o ram. John Osborne odpad wic przy eliminacji i nie mg ju ubiega si o Grand Prix. Z cikim sercem czeka, dopki Gipsy-Lotus nie przelawiruje koo miejsca katastrofy, a potem przeszed na drug stron toru zobaczy, w czym mona by pomc umierajcemu Harrisonowi. Jeszcze sta tam bezradny, gdy Gipsy-Lotus min go znowu. Stojc w rzsistym deszczu dopiero po kilkunastu sekundach nagle sobie uwiadomi, e pomidzy tymi dwoma przejazdami Gipsy-Lotusa nie widzia adnych innych samochodw. Natychmiast rzuci si do swego Ferrari. Jeeli istotnie tylko jeden samochd zosta na torze, to jeszcze jest szansa na Grand Prix; gdyby tylko zdoa dojecha do punktu naprawy, mgby zmieni koo i zaj drugie miejsce. Ruszy powoli przed siebie, szamoczc si z kierownic, podczas gdy deszcz spywa mu po karku i Gipsy-Lotus min go po raz

trzeci. Opona uszkodzonego koa pka na zakrcie Polizgu, gdzie sze samochodw sczepionych ze sob tworzyo jedn wielk mas, ale pojecha dalej przy krawdzi toru i ostatecznie dotar do swoich mechanikw, gdy Lotus min go raz jeszcze. Zmiana koa zaja okoo trzydziestu sekund i po byskawicznym przegldzie okazao si, e uszkodze poza rozbiciem tablicy rozdzielczej jest niewiele. Znowu wic, chocia spniony o kilka okre, John Osborne bra udzia w wycigu i teraz doczy si jeden Bugatti, ktry jako zdoa wyrwa si z kraksy na zakrcie Polizgu. Ten Bugatti od pocztku nawet przez chwil nie by gronym rywalem, wic John Osborne pomimo jazdy ju bardzo ostronej uzyska drugie miejsce w zawodach eliminacyjnych i tym samym mono ubiegania si o Grand Prix. Z jedenastu zawodnikw, ktrzy wystartowali w tym wycigu, nie ukoczyo go omiu, przy czym trzech ponioso mier. John Osborne wyprowadzi swj samochd na paddock i wyczy silnik, otoczony gronem mechanikw i przyjaci, ktrzy zbiegli si, eby mu pogratulowa. Prawie ich nie sysza; palce mu dygotay po tym wielkim wysiku i nerwowym napiciu. Co si nadweryo czy przerwao; Ferrari mocno ciga w lewo w kocowej fazie wycigu. Za gromadk toczcych si przyjaci zobaczy ow przewrcon skrzynk, przy ktrej Don Harrison zaparkowa przed startem swego Jaguara, na skrzynce szklanki i dwie butelki whisky. - Boe - powiedzia, nie zwracajc si waciwie do nikogo. - Wypij to z Donem teraz. Wysiad z samochodu i chwiejnie podszed do skrzynki; jedna z butelek jeszcze bya prawie pena. Chlusn sporo whisky w szklank, dola tylko odrobink wody i nagle zobaczy Sama Baileya stojcego przy Gipsy-Lotusie. Napeni drug szklank i przepychajc si przez gromad zanis j zwycizcy. - Pij to za Dona - oznajmi. - Pan te powinien wypi. Mody czowiek wzi od niego szklank, skin gow i wypi. - Jak pan z tego wyszed? - zapyta. - Widziaem, e by pan w tarapatach. - Podjechaem, eby zmienili koo - odrzek fizyk ochryple. - W kierowaniu mj wz teraz jest jak pijana winia. Jak jaki cholerny Gipsy-Lotus. - Mj wz chodzi doskonale - powiedzia Sam Bailey nonszalancko. - Sk tylko w tym, e nie chce by kierowany. Prowadzi pan swj z powrotem do miasta? - Jeeli dojedzie. - Zwdz ciarwk Dona. On ju jej nie bdzie potrzebowa. Fizyk wlepi w niego spojrzenie.

- To jest myl... Tamten nie yjcy ju zawodnik przywiz swego Jaguara na zawody star ciarwk, eby w czasie dojazdu nie rozregulowa specjalnie przygotowanego silnika. Ciarwka staa niedaleko i nikt si ni nie interesowa. - Powinienem wsi do niej prdko, zanim j zapie kto inny. John Osborne wychyli swoj whisky i pdem wrci do samochodu z tym nowym pomysem, ktry zelektryzowa ca jego ekip. Wsplnie zebrali chtnych do pomocy i wkrtce potem Ferrari zosta wepchnity po stalowych szynach na ciarwk i przywizany linami. John Osborne rozejrza si niepewnie. Zobaczy kogo ze suby porzdkowej wanie przechodzcego w pobliu i zatrzyma go. - S tu gdzie mechanicy Dona Harrisona? - Myl, e wszyscy poszli na miejsce katastrofy. Wiem, e jest tam jego ona. Zamierza odjecha z Ferrari t ciarwk, bo Don ani jego Jaguar nie mia jej przecie ju nigdy potrzebowa. Ale pozostawienie zaogi Dona i jego ony bez rodka transportu z powrotem do Melbourne to ju bya inna sprawa. Piechot ruszy z Eddiem Brooksem, jednym ze swoich mechanikw, w stron Rogu Haystack. Ju z daleka zobaczy gromadk ludzi stojcych w deszczu przy szcztkach tych samochodw, wrd nich jak kobiet. Zrazu chcia porozmawia z mechanikami Dona, ale gdy zobaczy, e pani Harrison nie pacze, rozmyli si i podszed prosto do niej. - Jestem kierowc tego Ferrari - powiedzia. - Bardzo mi przykro, prosz pani, e tak to si stao. Skonia gow. - Pan nadjecha i uderzy w nich na samym kocu - powiedziaa. - To nie miao ju adnego znaczenia. - Wiem. Ale bardzo mi przykro. - Nie ma powodu - rzeka ponuro. - On wanie chcia, eby si tak skoczyo. Nie t chorob, nudnociami i wszystkim innym. Moe gdyby nie wypi przedtem tyle whisky... nie wiem. On chcia, eby wanie tak si skoczyo. Pan jest jednym z jego kumpli? - Waciwie nie. Poczstowa mnie whisky przed wycigiem, ale podzikowaem. Wypiem j teraz. - Wypi pan? No, to zacnie z pana strony. Tak wanie Don by chcia. Czy jeszcze troch tam zostao? Zawaha si.

- Bya, kiedy stamtd odchodziem. Napi si Sam Bailey i ja si napiem. Ale moe chopcy wykoczyli te butelki. Spojrzaa na niego. - Niech pan powie, chce pan co? Jego samochd? Mwi, e ju si nie nadaje. Rzuci okiem na rozbitego Jaguara. - Chyba ju nie. Nie, prosz pani, chciaem swj samochd zawie jego ciarwk do miasta. Kierownica mi wysiada, ale doprowadz go do porzdku na Grand Prix. - Zosta pan zakwalifikowany, prawda? To jest ciarwka Dona, ale on by wola, eby ona przewozia samochody, ktre jed, a nie wraki. Dobrze, kolego, niech pan j wemie. Troch go to zaskoczyo. - Dokd mam j odstawi? - Ja przecie nie bd jej uywa. Niech pan j wemie dla siebie. Przeszo mu przez myl, eby zaproponowa jej pienidze, ale zaraz to odrzuci; ju nie pora na takie rzeczy. - Bardzo pani jest dobra - powiedzia. - Dla mnie to bdzie ogromna rnica... taka ciarwka do dyspozycji. - Doskonale - rzeka. - Niech pan zaraz ni jedzie i ycz zdobycia Grand Prix. Jeeli jakie czci mog si panu przyda z tego... - wskazaa szcztki Jaguara - prosz, niech pan je wemie take. - A pani czym dostanie si do miasta? - zapyta. - Ja zaczekam i pojad z Donem ambulansem. Ale podobno przedtem kady z tych ambulansw ma jeszcze rannych do przewiezienia, wic pewnie my pojedziemy nie wczeniej ni okoo pnocy. Wydawao si, e ju nic dla niej nie mona zrobi. - Mgbym zabra jego mechanikw? Skina gow i zwrcia si do jakiego ysego grubasa mniej wicej pidziesicioletniego. Odwoa na bok dwch modych chopcw, eby wrcili z Johnem. - Alfie, ten tutaj zostanie ze mn, eby zaatwi rozliczenie - rzeka pani Harrison pospnie. - Niech pan zaraz jedzie i niech pan zdobdzie Grand Prix. Odszed do Eddiego Brooksa i krtko porozmawia z nim w nieustannym deszczu. - Gumy tej samej wielkoci co nasze. Koa s inne, ale gdybymy wzili rwnie i felgi... Ten Maserati rozbi si przy Polizgu. Moglibymy te go obejrze. Wydaje mi si, e tam w przodzie jest sporo czci dobrych dla nas...

Wrcili obaj do swego nowego nabytku i t ciarwk przyjechali z powrotem na Rg Haystack, gdzie w dogasajcym wietle dnia zajli si nieco upiorn prac, jak byo obdzieranie martwych rozbitych samochodw ze wszystkiego, co mogoby si przyda w Ferrari. Byo ju ciemno, gdy to skoczyli, i pojechali do Melbourne w deszczu.

Rozdzia smy
W ogrodzie Mary Holmes pierwszy narcyz zakwit pierwszego sierpnia, owego dnia, gdy radio z bardzo sztucznym obiektywizmem podao wiadomo o wypadkach choroby popromiennej w Adelaide i Sydney. Mary szczeglnie si tym nie przeja; wszystkie wiadomoci dziennika bywaj ze: danie podwyki pac, strajki, wojny, wic osoba mdra nie powinna na to zwraca uwagi. Istotne znaczenie ma fakt, e jest pikny soneczny dzie i e pierwszy narcyz ju kwitnie, a za narcyzem janiej zotawe pczki onkilw. - To bdzie jak na obrazku - cieszya si Mary. - Szalenie ich duo. Jak mylisz, Peter, z niektrych cebulek mogy wykiekowa po dwa pdy? - Chyba nie - odpowiedzia Peter. - Chyba one tak nie robi. Rozdzielaj si, wiesz, cebulka na dwie cebulki, czy co takiego. Pokiwaa gow. - Bdziemy musieli wykopa je na jesieni, kiedy przekwitn, i uoy oddzielnie. Rozmno si i posadzimy je take i tutaj. Za rok, dwa rozrosn si cudownie. - Zadumaa si. - Wtedy bdzie mona je zrywa i mie ich pene wazony w domu. Co j jednak trapio w ten soneczny dzie; Jennifer, ktrej wyrzyna si pierwszy zbek, rczki miaa ciepe i popakiwaa. W domu bya ksika pod tytuem "Pierwszy rok niemowlcia" i Mary ju przeczytaa, e to jest sprawa normalna i nie ma si czym denerwowa, ale wtpliwoci nie przestay jej drczy. - Powanie - rzeka - oni przecie nie mog wiedzie wszystkiego... ci, ktrzy pisz te ksiki. Zreszt nie u wszystkich dzieci przebiega to jednakowo. Czy ona powinna tak wci paka? Jak mylisz, moe wezwa doktora Hallorana? - Chyba nie - odpowiedzia Peter. - Ona gryzie sucharki zupenie dobrze. - Ale jest taka rozpalona, biedne moje jagnitko. Wzia ma na rce i zacza j gaska po pleckach; Jennifer wanie o to chodzio, wic przestaa wrzeszcze. Peter dozna wraenia, e ta cisza jest wrcz gona. - Myl, e nic jej nie jest - powiedzia. - Po prostu ona potrzebuje towarzystwa. Czu, e ju nie wytrzyma tego duej po niespokojnej nocy, gdy dziecko cigle pakao i Mary raz po raz wychodzia z ka, eby je utula. - Suchaj, kochanie - rzek - strasznie mi przykro, ale musz pojecha do ministerstwa. O jedenastej czterdzieci pi mam zgosi si u admiraa.

- Wic tylko powiedz, co z tym doktorem. Czy jednake nie powinien jej zbada? - Ja bym mu nie zawraca gowy. W ksice przecie pisz czarno na biaym, e ona moe przez par dni by nerwowa. No, ale to ju u niej trwa od trzydziestu szeciu godzin. "Na Boga, trwa" - pomyla. - Ale to mogoby by co innego... wcale nie zbki. Rak albo co. Ostatecznie ona nie potrafi nam powiedzie, biedactwo, gdzie j boli... - Zaczekaj z tym do mojego powrotu - zdecydowa. Powinienem wrci koo czwartej, pitej najpniej. Wtedy zobaczymy, jak bdzie si czua. - Dobrze - z niechci ustpia Mary. Wzi kanistry na benzyn, ustawi je w samochodzie i pojecha do Melbourne rad, e wyrwa si z domu. Nie musia tego dnia zgasza si w ministerstwie, ale uzna, e zajrze tam nie zaszkodzi, jeli w ogle ktokolwiek jeszcze urzduje. "Skorpion", zwolniony z suchego doku, sta znw obok lotniskowca czekajc na rozkazy, ktrych nigdy ju mogo nie by; tam rwnie Peter postanowi zajrze i przy okazji, doprawdy tylko przy okazji, napeni benzyn zbiornik Morrisa i kanistry. W ten soneczny poranek w biurze admiraa urzdowaa tylko jedna referentka z eskiej suby pomocniczej, sumienna, sztywna, w okularach. Owiadczya, e spodziewa si przybycia porucznika Masona, sekretarza, lada chwila. Peter powiedzia, e w takim razie wpadnie tu jeszcze raz, wyszed z ministerstwa, wsiad do Morrisa i pojecha do Williamstown. Zaparkowa samochd w pobliu lotniskowca i z kanistrami w rkach wszed na kadk, skinieniem gowy odpowiadajc na salut oficera dyurnego. - Dzie dobry - powiedzia. - Jest tu gdzie kapitan Towers? - Chyba zszed do "Skorpiona", panie poruczniku. - Bo ja chc nabra troch gazu. - Zaatwione, panie poruczniku. Niech pan zostawi te kanistry tutaj... Czy zbiornik napeni take? - Jeeli mona prosi... Peter przeszed przez zimny, rozbrzmiewajcy echem jego krokw, pusty okrt i kadk z drugiej strony dotar do "Skorpiona". Dwight Towers wyszed wanie na pomost. Peter mu zasalutowa. - Dzie dobry, panie kapitanie. Przyjechaem zobaczy, co tu si dzieje, i wzi sobie troch benzyny.

- Benzyny jest mnstwo - rzek Amerykanin. - Natomiast dzieje si niewiele. I chyba wicej dzia si nie bdzie ani teraz, ani kiedykolwiek pniej. Przywiz pan jakie wiadomoci dla mnie? Peter potrzsn gow. - Wstpiem dzi po drodze do ministerstwa. Nie ma tam, zdaje si, nikogo oprcz jednej facetki. - To ja miaem wicej szczcia ni pan. Zastaem wczoraj w ministerstwie jakiego porucznika... Instytucja troch podupada. - Czasu ju nie ma przed sob nawet na to, eby podupa. - Opierali si o porcz pomostu; Peter zerkn na kapitana. - Sysza pan o Adelaide i o Sydney? Dwight przytakn. - Oczywicie. Najpierw to bya kwestia miesicy, potem tygodni, a teraz, powiedziabym, e ogranicza si do dni. Na dugo jeszcze oni to wyliczaj? - Nie wiem. Chciaem gdzie zapa dzisiaj Johna Osborne'a, eby mi poda najwieszy komunikat. - W pracowni go pan nie zastanie. On na pewno krzta si przy swoim samochodzie. No, to by jednak wycig co si zowie. Tak - rzek Peter. - Wybierze si pan na nastpny... ten najwaniejszy o Grand Prix? Ostatni ju w historii wiata, o ile wszystkim wiadomo. Wic to naprawd bdzie co. - No, trudno mi powiedzie. Moirze ten poprzedni raczej si nie podoba. Myl, e kobiety na wszystko patrz inaczej. Na boks, na walki zapanicze. Wraca pan teraz samochodem do Melbourne? - Chciaem... chyba e jestem tu panu potrzebny, panie kapitanie. - Nie jest mi pan potrzebny. Nic tutaj nie robimy. Zamieni si teraz w autostopowicza i poprosz pana o podwiezienie do miasta. Mj marynarz Edgar jako nie pokaza si dzisiaj ze subow limuzyn; pewnie on te podupada. Jeeli pan moe zaczeka dziesi minut, dopki si nie przebior, pojad z panem. W czterdzieci minut pniej rozmawiali z Johnem Osborne w garau. Ferrari wisia z przodem uniesionym wysoko na acuchach, systemem blokowym przymocowanych do stropu, i przedni cz i urzdzenie sterowe mia rozmontowane. John w kombinezonie pomaga mechanikowi; utrzymywa jednak swj samochd w tak nieskazitelnej czystoci, e rce mia teraz tylko troch przybrudzone. - To naprawd szczcie, e zdobylimy te czci Maserati - powiedzia z powag. Jedno z zawiesze koa miaem pogite jak diabli. Ale te zwrotnice s takie same: musielimy

tylko wywierci w nich troch wiksze otwory, eby wprasowa nowe tulejki. Wolabym go nie bra na te zawody, gdyby trzeba byo rozgrzewa stare zawieszenia i motem je prostowa. No, bo przecie nigdy nie wiadomo, co si moe sta po takiej naprawie. - Ja bym powiedzia, e nie wiadomo, co si moe sta i bez tego na takich wycigach - zauway Dwight. - Kiedy jest Grand Prix? - Kc si z nimi o to - odrzek fizyk. - Wyznaczyli na sobot za dwa tygodnie, to znaczy siedemnastego, ale moim zdaniem to za pno. Moim zdaniem, to powinno si odby w sobot za tydzie... dziesitego. - Bo si ju zblia, prawda? - Ja myl, e tak. Ostatecznie ju stwierdzono wypadki w Canberze. - O tym nie syszaem. W radiu podawali, e w Adelaide i Sydney. - Informacje radiowe zawsze s spnione co najmniej o trzy dni. eby nie wywoywa niepokoju i zniechcenia, dopki tylko si da. Ale dzi jest jeden podejrzany wypadek w Albury. - W Albury? To zaledwie okoo dwustu mil std na pnoc. - Wanie. Dlatego uwaam, e w sobot za dwa tygodnie bdzie ju za pno. Peter zapyta: - Wic ile, John, nam zostao czasu wedug ciebie? Fizyk spojrza na niego. - Ja to ju mam. Ty to ju masz, wszyscy to mamy, ten klucz francuski... wszystko ju zaczyna przechodzi pyem radioaktywnym. Powietrze, ktrym oddychamy, woda, ktr pijemy, saata, ktr jemy, nawet boczek i jajka. To ju tylko zaley od wytrzymaoci organizmu. Wcale nie jest wykluczone, e u niektrych mniej odpornych objawy mog wystpi ju za dwa tygodnie. Albo i wczeniej. - Umilk na chwil. - Wic uwaam, e to wariactwo odkada taki wany wycig jak Grand Prix a do siedemnastego. Bdzie zebranie komitetu wycigowego dzi po poudniu i powiem im bez ogrdek. C to byby za wycig, gdyby poowa zawodnikw wymiotowaa i miaa biegunk. Si rzeczy Grand Prix zdobyby po prostu kto, kto jest najbardziej odporny na promieniowanie. No, przecie nie taki jest cel wycigw! - Pewnie - powiedzia Dwight. Umwi si na obiad z Moir Davidson, wkrtce wic poegna si i wyszed z garau. John Osborne zaprosi Petera do Klubu Pasterskiego. Wytar rce czyst szmat, zdj kombinezon, zamkn gara na klucz, po czym pojechali do klubu Morrisem. W drodze Peter zapyta: - Jak si miewa twj wujaszek?

- Znacznie ju uszczupli zapasy portwejnu, on i jego kompani - powiedzia fizyk. Nie czuje si ju tak dobrze, rzecz jasna. Chyba zobaczymy go na obiedzie; przyjeda teraz prawie co dzie. Oczywicie atwiej mu, odkd moe znw uywa swego samochodu. - Skd bierze benzyn? - Bg jeden wie. Z magazynw armii, przypuszczam. Skd wszyscy bior w tych czasach benzyn? Myl, chocia gowy bym nie da, e on wytrzyma ten kurs. Portwejn prawdopodobnie mu pozwoli przey wikszo z nas. - Portwejn? - Wanie. Alkohol zaywany do wewntrz najwyraniej zwiksza wytrzymao na promieniowanie. Nie wiedziae o tym? - Chcesz powiedzie, e kady, kto si zamarynuje, wytrzyma duej? - O kilka dni. Jeli chodzi jednak o wuja Douglasa, na dwoje babka wrya: nie wiadomo, co go zabije. W zeszym tygodniu mylaem, e portwejn bierze gr, ale wczoraj, kiedy si z nim widziaem, wyglda do dobrze. Zaparkowali Morrisa i weszli do klubu. Sir Douglasa Froude w ten chodny dzie zastali na oszklonej werandzie. Popijajc kseres, rozmawia z dwoma starymi przyjacimi. Z trudem sprbowa wsta, gdy zobaczy Johna i Petera, ale na prob Johna zrezygnowa. - Ju si nie ruszam tak dziarsko jak dawniej - wyjani. - No, przystawcie sobie krzesa i napijcie si kseresu. Zmniejszylimy zapas tego Amontilado do pidziesiciu butelek. Nacinij ten dzwonek tutaj. John Osborne zadzwoni i obaj z Peterem przysiedli si do stolika. - Jak si wuj czuje? - Nie za dobrze, nie za dobrze. Mj lekarz zapewne mia racj. Powiedzia, e jeli wrc do moich dawnych przyzwyczaje, nie poyj duej ni par miesicy, no i rzeczywicie nie poyj. Ale on te nie poyj ani wy te nie. - Zachichota. - Syszaem, e wygrae ten wycig automobilowy, na ktry si zapisae. - Ja nie wygraem... byem drugi. Ale zakwalifikowaem si dziki temu do Grand Prix. - No, tylko nie skr karku. Chocia niezupenie jestem pewny, czy to nie wszystko jedno, jeeli kark skrcisz. Powiedz mi, kto mwi, e to ju doszo do Cape Town. Prawd mwi, uwaasz? Siostrzeniec skinieniem gowy potwierdzi. - Owszem. Od kilku dni to si tam rozszerza. Ale nadal utrzymujemy z Cape Town czno radiow.

- A wic oni przed nami? - Tak jest. - Czyli caa Afryka jest albo bdzie wykoczona, zanim to dojdzie do nas? John Osborne umiechn si. - Lada moment bdzie. Wyglda na to, e ju za tydzie moe Afryki nie by. Umilk. - Koniec, zdaje si, nastpuje w do szybkim tempie, o ile my w ogle moemy co na ten temat twierdzi. Troch nam trudno, bo z miejscowociami, gdzie wikszo ludzi ju nie yje, wszelka czno zazwyczaj si urywa, wic niezupenie wiadomo, co tam si dzieje. Wszystko wtedy ustaje, usugi wszelkiego rodzaju i dostawy ywnoci. Wic ci pozostali ludzie chyba wymieraj ju naprawd szybko... Ale, jak mwi, w istocie nie wiemy, co tam si dzieje... na samym kocu. - No, ja uwaam, e to lepiej - rzek z moc genera. - I tak dowiemy si dosy wczenie. - Po chwili milczenia powiedzia: - A wic ju po Afryce. Dobre czasy tam przeywaem przed pierwsz wojn wiatow, kiedy byem modszym oficerem. Ale nigdy mi si nie podoba ten ich apartheid... Czy to znaczy, e my bdziemy ostatni? - Niezupenie - odpowiedzia siostrzeniec. - Bdziemy ostatnim wielkim miastem. S ju wypadki w Buenos Aires i w Montevideo; jeden czy dwa ju stwierdzono w Auckland. Po nas Tasmania moe przetrwa jeszcze ze dwa tygodnie i Poudniowa Wyspa Nowej Zelandii. Ostatnimi ze wszystkich, ktrzy umr, bd Indianie w Tierra del Fuego. - A Antarktyda? Fizyk potrzsn gow. Tam nie ma teraz nikogo, o ile nam wiadomo. Oczywicie - doda z umiechem - to wcale nie jest koniec ycia na ziemi. Tak pojmowa tego nie naley. ycie bdzie trwao w Melbourne jeszcze dugo po naszej mierci. Wszyscy wlepili w niego oczy. - Czyje ycie? - zapyta Peter. - Krlikw. - John Osborne umiechn si od ucha do ucha. - To s najodporniejsze stworzenia, jakie znamy. Genera wyprostowa si na krzele, zaczerwieniony z gniewu. - Chcesz przez to powiedzie, e krliki bd yy duej ni my, ludzie? - Ot to. Mniej wicej o rok duej. Maj prawie dwa razy wiksz odporno ni my. Wic w przyszym roku po Australii bd biega krliki, wyjadajc nasz ywno. - Powiadasz, e jakie cholerne krliki nas ostatecznie przetrzymaj? Bd y i bryka, kiedy my dawno ju pomrzemy? John Osborne przytakn.

- I psy nas przeyj. Myszy przetrwaj znacznie duej, ale przecie nie a tak dugo, jak krliki. O ile moemy przewidzie, krlik pobije wszystkich... krlik bdzie ostatni. Urwa. - W kocu one te wygin, oczywicie. U schyku przyszego roku nie zostanie nic ywego. Genera rozpar si wygodniej. - Krliki! Po tym wszystkim, comy zrobili, z takim nakadem kosztw je tpic... mamy umrze ze wiadomoci, e wygraj w kocu krliki! - Zwrci si do Petera. - Bdzie pan tak askaw i nacinie ten dzwonek, ktry jest przy panu. Zamwi sobie koniak z wod sodow, zanim wejd do sali na obiad. Wszyscy powinnimy wypi koniak z wod, kiedy takie rzeczy tu syszymy. Moira Davidson i Dwight zajli w restauracji stolik w kcie i wybrali sobie potrawy. Gdy kelner odszed, Moira zapytaa: - Co ci trapi, Dwight? Bawi si widelcem. - Nic waciwie. - Powiedz. Podnis gow. - Dowodz jeszcze jednym okrtem... okrtem podwodnym Stanw Zjednoczonych "Miecznik" w Montevideo. Robi si ju w tamtych stronach gorco. Przed trzema dniami zapytaem kapitana "Miecznika" przez radio, czy uwaa za celowe odpyn stamtd i doprowadzi ten okrt tutaj. - I co on powiedzia? - Powiedzia, e nie. Zwizki z wybrzeem, tak to nazwa. Dziewczta, taka sama sprawa, jak ze "Skorpionem". Powiedzia, e sprbowaby przypyn, gdyby to byo konieczne, ale zostawiby wtedy poow swojej zaogi. - I znw Dwight podnis gow. - W takim razie doprowadzenie tu "Miecznika" nie miaoby przecie celu. Okrt nie nadawaby si do operacji. - Wic powiedziae mu, eby tam zosta? Dwight zawaha si. - Tak - rzek po dugiej chwili. - Wydaem mu rozkazy, eby wypyn "Miecznikiem" poza dwunastomilowy obszar terytorialny i zatopi go na penym morzu, w gbokiej wodzie. - Przez chwil milcza wpatrzony w zby widelca. - Nie wiem, czy postpiem susznie rzek. - Pomylaem, e tego wanie by sobie yczyo moje Ministerstwo Marynarki Wojennej... nie zostawia takiego okrtu ze sprztem najwyszej klasy, eby obija si w porcie obcego kraju. Nawet gdyby tam ju nie byo nikogo. - Spojrza na Moir. - A wic flota wojenna Stanw Zjednoczonych staje si jeszcze mniejsza. Byy dwa okrty, jest jeden. Dugo siedzieli bez sowa.

- Czy to samo zrobisz ze "Skorpionem"? - zapytaa w kocu Moira. - Myl, e tak. Chciabym go zabra z powrotem do Stanw Zjednoczonych, ale to w praktyce niewykonalne. Zbyt wiele zwizkw z wybrzeem, jak on si wyrazi. Kelner poda obiad. - Dwight - rzeka Moira, gdy odszed. - Wpad mi do gowy pomys. - Jaki pomys, kochanie? - Sezon pstrgw rozpoczyna si w tym roku wczeniej. W przysz sobot. Moe chciaby mnie zabra na sobot i niedziel w gry? - Z bladym umiechem dorzucia: - Na pow, Dwight... na pow ryb. W adnym innym celu. Tam jest licznie nad rzeczk Jamieson. Nie by zdecydowany. - Ale to przecie w t sobot bdzie Grand Prix, jeeli John Osborne postawi na swoim. Przytakna. - Tak mylaam. Wolisz oglda ten wycig? Potrzsn gow. - A ty? - Nie. Ja ju nie chc patrze, jak ludzie si zabijaj. Dosy bdzie rnych widokw za tydzie albo dwa tygodnie. Te tak uwaam. Nie chc oglda wycigu, widzie moe, jak John bdzie umiera. Wol jecha na ryby. - Zerkn na ni i spojrzenia ich nagle si spotkay. - Jedna tylko rzecz, kochanie. Nie chciabym tam jecha, gdyby w rezultacie miaa si poczu dotknita. - Na pewno nie - zaprotestowaa. - Nie z tego powodu, jaki masz na myli. Utkwi wzrok gdzie w pustce ponad zatoczon restauracyjn sal. - Wkrtce wracam do domu - powiedzia. - Nie byo mnie tam dugo, ale to ju si koczy. Wiesz, jak to jest. Mam w domu on, ktr kochani i wobec ktrej byem uczciwy przez cae te dwa lata rozki. Nie chciabym psu tego teraz w cigu ostatnich kilku dni. - Wiem - rzeka. - Przez cay czas wiedziaam. - Zamilka na dug chwil, a potem owiadczya: - Jeste dla mnie bardzo dobry, Dwight. Nie wiem, do czego by doszo, gdyby ty si nie zjawi. Chyba p bochenka chleba jest lepsze ni nic, kiedy umiera si z godu. Zmarszczy brwi. - Nie rozumiem, kochanie. - Niewane. Nie chciaabym zaczyna jakiego nieczystego romansu na tydzie czy dziesi dni przed mierci. Ja te mam pewne zasady... przynajmniej teraz. Umiechn si do niej.

- Moglibymy wyprbowa wdk Juniora... - Przypuszczaam, e zechcesz to zrobi. Mam lekk niedu wdk i zabraabym j ze sob, ale ja kiepsko owi. - Masz jakie muszki czy byszczki? - My je nazywamy wrzutki. Nie jestem pewna. Bd musiaa rozejrze si i poszuka w domu. - Pojedziemy tam samochodem, prawda? Czy to daleko? - Chyba naleaoby wzi benzyn na jakie piset mil. Ale tym si nie martw. Pytaam tatusia, ewentualnie poyczyby mi Customline'a. Tatu ju znowu nim jedzi i ma prawie sto galonw benzyny schowanych w szopie pod sianem. Dwight znw si umiechn. - Mylisz naprawd o wszystkim. Gdzie si zatrzymamy? - Chyba w hotelu - powiedziaa. - To tylko may wiejski hotelik, ale uwaam, e tak bdzie najlepiej. Mogabym si postara o ktry z domkw, nikt tam jednak nie mieszka od dwch lat, wic prawie cay czas spdzilibymy na czynnociach gospodarskich. Zadzwoni do tego hotelu i zarezerwuj... dwa pokoje - zaznaczya. - wietnie. Bd musia upolowa mojego starszego marynarza Edgara i dowiedzie si, czy mog jedzi subowym samochodem bez niego. Nie mam pewnoci, czy wolno mi prowadzi samemu. To chyba ju nie jest tak okropnie wane? Chc powiedzie... mgby po prostu wzi ten samochd i poprowadzi. Potrzsn gow. - Tego bym wola nie robi. - Ale, Dwight, dlaczego? To znaczy, dla nas bez rnicy... moemy jecha Customline'em. Ale skoro ten samochd jest do twojej dyspozycji, przecie wolno ci z niego korzysta. Za dwa tygodnie wszyscy umrzemy. Wtedy nikt go nie bdzie uywa. - Wiem - powiedzia Dwight. - Chodzi jednak o to, e chciabym robi wszystko jak naley a do koca. Jeeli s jakie zarzdzenia, ja bd ich przestrzega. Tak zostaem nauczony, dziecko, i ju si nie zmieni. Jeeli przepisy nie pozwalaj na to, by oficer wzi subowy samochd i sam go prowadzc pojecha w gry na weekend z dziewczyn, ja tego nie zrobi. Tak samo jak na pokadzie "Skorpiona" nie bdzie ani kropli alkoholu nawet w cigu ostatnich piciu minut. - Umiechn si. - Tak by musi, wic pozwl, e ci teraz postawi jeszcze jeden koniak. - Widz z tego, e trzeba jecha tam Customline'em. Bardzo z ciebie trudny czowiek... ciesz si, e nie jestem marynarzem odbywajcym sub pod twoim dow-

dztwem. Nie. Koniaku ju nie bd teraz pia, dzikuj ci, Dwight. Dzi po poudniu mam pierwsz prb. - Masz pierwsz prb? Przytakna. - Musz pisa pod dyktando z szybkoci pidziesiciu sw na minut. Najpierw stenografowa, a potem przepisa to na maszynie i nie moe by wicej bdw ni trzy w stenografii i trzy w maszynopisie. To wcale nie jest atwe. - Nie wtpi. Zaczynasz by doskona stenotypistk. Umiechna si smtnie. - Nie przy pidziesiciu sowach na minut. Stenotypistk, eby by jako tako dobra, powinna pisa sto dwadziecia sw na minut. - Podniosa gow. - Chciaabym kiedy przyjecha do ciebie do Ameryki - powiedziaa. - Pozna Sharon... gdyby ona chciaa mnie pozna. - Bdzie chciaa - zapewni. - Powiedziabym, e ona ju teraz jest ci bardzo wdziczna. Ze sabym umiechem zauwaya: - Nie wiem. Kobiety s dziwne, jeli chodzi o mczyzn... Gdybym przyjechaa do Mystic, czy tam jest jaka szkoa dla stenotypistek, w ktrej mogabym ukoczy mj kurs? Zastanawia si przez chwil. - W samym Mystic nie ma - odrzek. - Ale jest wiele dobrych uczelni handlowych w Nowym Londynie. To tylko okoo pitnastu mil drogi. - Wic przyjad tylko na jedno popoudnie - powiedziaa w zadumie. - Chc zobaczy, jak Helen skacze z t lask. A pniej chyba lepiej bdzie, jeeli wrc tutaj. - Sharon byaby bardzo zawiedziona, gdyby jej to zrobia, kochanie. Ona by ci chciaa zatrzyma. - Tobie si tak zdaje. Mnie jednak trzeba bdzie o tym przekona. - Jestem pewny, e na takie sprawy ona bdzie ju patrzya troch inaczej. Powoli skina gow. - Moliwe. Chciaabym w to wierzy. Zreszt i tak wkrtce si przekonamy. Spojrzaa na zegarek. - Musz i, bo spni si na t prb. - Zabraa rkawiczki i torebk. Suchaj, poprosz tatusia, eby da nam Customline'a i jakie trzydzieci galonw benzyny. Powiedzia niezdecydowanie: - Dowiem si, co z moim samochodem. Wolabym od twojego ojca nie bra samochodu na tak dugo i takiej duej iloci benzyny.

- Samochd mu niepotrzebny - zaopiniowaa. - Jest ju na chodzie od dwch tygodni, a tatu nim jedzi moe ze dwa razy. Za duo rzeczy jest do zrobienia w gospodarstwie, dopki jeszcze czas. - Przy czym teraz pracuje? - Ogradza las... ten czterdziestoakrowy. Wykopuje doy pod supy, eby postawi nowy pot. Dugoci okoo dwudziestu acuchw. To oznacza wykopanie prawie stu dokw. - W Williamstown nie ma tyle do roboty. Mgbym przyjeda i pomaga, gdyby to mu odpowiadao. - Dobrze - powiedziaa. - Powiem mu. Zadzwoni do ciebie dzi wieczorem koo smej. - Doskonale. - Odprowadzi j do drzwi. - Powodzenia na prbie. Mia wolne cae to popoudnie. Po jej odejciu stan na ulicy przed restauracj, nie wiedzc, czym si zaj. Bezczynno bya dla niego czym niezwykym, czym nieprzyjemnym. W Williamstown absolutnie adna robota na niego nie czekaa; na lotniskowcu panowaa zupena martwota, na jego okrcie podwodnym prawie martwota. Chocia adnych rozkazw nie otrzyma, wiedzia, e "Skorpion" ju nigdy nie popynie w rejs; choby dlatego, e teraz, gdy w Ameryce Poudniowej i w Poudniowej Afryce te skoczyo si ycie, pyn nie byo dokd poza Now Zelandi. Poow zaogi stale wypuszcza na urlop, tak eby kady z marynarzy mg co drugi tydzie spdzi siedem dni, gdzie chcia; z pozostaej poowy tylko dziesiciu trzyma na subie przy pracach konserwacyjnych i sprztaniu "Skorpiona", a reszcie dawa codzienne przepustki na ld. adnych sygnaw nie musia zaatwia, bo adnych ju nie odbierano; raz w tygodniu podpisywa dla formy par zapotrzebowa na takie czy inne materiay chocia w to, co byo potrzebne, zaopatrywano si z zasobw stoczni, pomijajc papierkow robot. Nie chcia tego uzna, a przecie wiedzia, e ycie zawodowe jego okrtu ju si skoczyo, tak samo jak jego wasne. Nic nie mogo mu tego zastpi. Pomyla o wybraniu si do Klubu Pasterskiego, ale odrzuci t myl; nie miaby w klubie co robi. Zawrci i skierowa si do dzielnicy garay i warsztatw samochodowych z nadziej, e moe jeszcze zastanie Johna Osborne'a, pracujcego przy swoim Ferrari; mogaby si tam znale i dla niego interesujca praca. Do Williamstown powinien wrci przed godzin sm, tak eby odebra telefon Moiry; to byo najblisze jego zobowizanie. Pocieszaa go perspektywa, e bdzie mg nazajutrz wyjecha, pomc ojcu Moiry stawia to ogrodzenie, i czeka ju niecierpliwie na te mozoy i zajcie.

Po drodze wstpi w rdmieciu do sklepu z artykuami sportowymi i zapyta o muszki. - Niestety, prosz pana - rzek waciciel sklepu. - Nie mam ju tego wcale. Zostao mi kilka haczykw, jeeli pan potrzebuje. Wyprzedalimy wszystko w cigu ostatnich paru dni, poniewa sezon si rozpoczyna, a nowego towaru ju nie bdzie. No, tak jak powiedziaem do ony. To nawet pewna satysfakcja. Zmniejszy przed kocem mas towarow do minimum. To lubi widzie ci rewidenci ksig, chocia wtpi, czy teraz bd si tym szczeglnie interesowali. Cudacznie si nam uoyo. Szed dalej przez dzielnic handlow. W salonach samochodowych stay nadal samochody, w magazynach sprztu rolniczego kosiarki, ale wystawy byy brudne, drzwi sklepw zamknite; towary za szybami pokryte kurzem i brudem. Na ulicach te byo brudno, walay si papiery i zepsute warzywa; niewtpliwie od wielu dni ulic tych nie sprztano. Tramwaje jeszcze jedziy, w caym jednak rdmieciu, penym mieci i plugastwa, zaczynao cuchn; Amerykaninowi nasuno si porwnanie z jakim miastem orientalnym w zaraniu dziejw. Deszcz troch pada, niebo przysaniay szare chmury; w paru miejscach cieki uliczne si pozatykay i wok nich wielkie kaue rozleway si po jezdni. Doszed na to podwrze i do otwartych drzwi garau. John Osborne pracowa z dwoma mechanikami i Peterem Holmesem, ktry, bez oficerskiej kurtki, my dziwne, tajemnicze czci wycigowego samochodu w nafcie, cenniejszej ostatnio ni rt. Panujcy tam nastrj wesoej krztaniny podnis Dwighta na duchu. - Nawet mylaem, e jeszcze dzi pana tu zobaczymy - powiedzia fizyk. - Szuka pan pracy? - Oczywicie - rzek Dwight. - Widok tego miasta sprawia mi bl. Ma pan co, co mgbym robi? - Tak. Niech pan pomoe Billowi Adamsowi zaoy nowe opony na wszystkie koa, jakie pan tu znajdzie. - John Osborne wskaza stert nowiusiekich opon wycigowych; wydawao si, e koa z drucianymi szprychami le wszdzie. Dwight, zadowolony i wdziczny, zdj marynark. - Mnstwo ma pan k. - Jedenacie chyba. Odjlimy koa od tego Maserati. S takie same jak nasze. Chc mie now opon na kadym z k, ktre mamy. Bill pracuje w zakadach Goodyear, wic zna si na tym, ale potrzebuje kogo do pomocy. Amerykanin, podwijajc rkawy, odwrci si do Petera.

- On pana te zaprzg? - Ano tak. Niedugo jednak bd musia odej - rzek mody ojciec. - Crka nam zbkuje i pacze ju od dwch cholernych dni. Powiedziaem Mary, e bardzo mi przykro, obowizek wzywa na okrt, ale wrc do domu przed pit. Dwight si umiechn. - Porzuci pan j z dzieckiem. Peter przytakn. - Kupiem dla niej grabie i butelk wody koprowej. Ale przed pit musz wrci. Wyszed z garau p godziny pniej, wsiad do swego maego samochodu i pojecha szos do Falmouth. Do domu przyby punktualnie, zastajc Mary w hallu i - o dziwo cudown cisz. - Co z Jennifer? - zapyta. Pooya palec na ustach. - pi - szepna. - Usna po obiedzie i do tej pory si nie obudzia. Ruszy do sypialni, Mary za nim. - Nie bud jej - szepna. - Za skarby wiata - odpowiedzia. Stan patrzc na spokojnie pice dziecko. - Nie sdz, eby miaa raka - zauway. Wrcili do hallu, cichutko zamknli drzwi za sob i wtedy da jej te prezenty. - Mam wod koprow - powiedziaa - cae morze wody koprowej i zreszt jej to ju na brzuszek niepotrzebne. Zapniony jeste w pielgnacji niemowlt o jakie trzy miesice. Ale grabie s przeliczne. Wanie takie chciaam mie do zgarniania tych wszystkich lici i gazek z trawnika. Prbowaam wczoraj pozbiera je rk, od tego jednak krzy boli. Wypili po kieliszku i wkrtce potem Mary zapytaa: - Peter, teraz, kiedy mamy benzyn, czy nie moglibymy kupi kosiarki z silniczkiem? To sporo kosztuje - zaprotestowa prawie machinalnie. - Przecie cena ju nie ma znaczenia, no nie? A lato nadchodzi i to by si tak przydao. Ja wiem, e nasz trawnik nieduy i kosi si t traw raz - dwa, ale to bardzo uciliwa praca ze zwyk kos, a ty moe znw wypyniesz na morze. Gdybymy mieli malutk kosiark z silniczkiem, mogabym kosi sama. Albo wiesz, elektryczn. Doris Haynes ma elektryczn kosiark i wczanie jej to aden problem. - Przecia kabel co najmniej trzy razy i za kadym razem niewiele brakowao, eby prd j miertelnie porazi. - Mona kabla nie przecina, jeeli si uwaa. Myl, e wprost uroczo kosioby si wanie tak.

Mary ya w wiecie marze, w wiecie nierzeczywistym, czy te moe rzeczywistoci uzna nie chciaa; Peter nie wiedzia. Kocha j tak, jaka bya. On osobicie nie widzia ju potrzeby kupowania kosiarki, ale Mary by ucieszy taki prezent. - Sprbuj kupi, kiedy znw bd w miecie - obieca. - Kosiarek z silnikami jest mnstwo, to wiem, tylko nie jestem pewny, czy znajdzie si elektryczna. - Rozwaa to przez chwil. - Obawiam si, e elektryczne wszystkie wyprzedane. Ludzie je kupowali, bo nie byo benzyny. - No to trudno - zrezygnowaa Mary. - Moe by maa z silniczkiem, Peter. Powanie mwi, mgby mnie nauczy, jak si j wcza. Skin gow. To nie jest trudne, naprawd. - I jeszcze co powinnimy mie - powiedziaa Mary. - awk ogrodow. Wiesz... tak, ktr mona zostawi w ogrodzie na ca zim i na ktrej zawsze mona posiedzie w adny soneczny dzie. Ju sobie mylaam, jak by to byo przyjemnie mie awk w tym osonitym rogu tu przy drzewku poziomkowym. Chyba czsto bymy tam siedzieli latem i przez cay okrgy rok prawdopodobnie te. - To niezy pomys - przytakn. Wiedzia, e ju nigdy nie usid tam latem, ale rad ustpi. Tylko jak t awk przewie? Jedyny sposb to umieci j na dachu Morrisa, lakier jednak mgby porysowa si i poodpada, jeeli awki nie opakuje si naleycie. - Najpierw kupimy kosiark, a potem zobaczymy, jak stoimy z pienidzmi. Nazajutrz zabra Mary do Melbourne, eby zaatwi ten sprawunek; pojechali z Jennifer, ktr w koszyku umiecili na tylnym siedzeniu Morrisa. Mary ju od wielu tygodni nie bya w miecie, wic wygld ulic przerazi j i przygnbi. - Peter - pytaa zdumiona - co si tu dzieje ze wszystkim? Brudy takie i tak okropnie cuchnie. - Przypuszczam, e zakad oczyszczania miasta ju nie pracuje - powiedzia. - Ale dlaczego? Dlaczego nie pracuje? Strajk jest czy co? - Po prostu... wszystko si rozprzga - wyjani. - Ostatecznie ja nie pracuj take. - Ty to co innego - rzeka Mary. - Ty jeste w marynarce. Rozemia si. - Nie, mnie chodzi o to, e przez dugie miesice pywasz po morzach, wic potem musisz mie urlop. Ale praca zakadu oczyszczania miasta polega na czym innym. Odbywa si przez cay czas. Przynajmniej powinna.

Jako nie mg jej tego wyjani dokadniej i podjechali pod duy sklep z artykuami elaznymi. Klientw byo tam niewielu, sprzedawcw zaledwie paru. Zostawili Jennifer w samochodzie i przeszli przez sklep do dziau ogrodniczego, do dugo szukajc subiekta. - Kosiarka motorowa? - zapyta ten, ktry wreszcie si pojawi. - Zobacz pastwo kilka takich w ssiedniej sali za tym sklepionym przejciem. Prosz je obejrze i moe ktra bdzie pastwu odpowiadaa. Obejrzeli kosiarki i wybrali ma dwunastocalow. Peter spojrza na etykietk z cen, wzi t kosiark i odszuka subiekta. - T bior - oznajmi. - Bardzo prosz - rzek subiekt. - Dobra kosiareczka. - I z sardonicznym umiechem doda: - Wystarczy do koca ycia. - Czterdzieci siedem funtw dziesi szylingw - powiedzia Peter. - Czy mog zapaci czekiem? - Dla mnie moe pan zapaci skrk pomaraczy - subiekt machn rk. - Dzisiaj sklep zamykamy ju na amen. Mody oficer podszed do stolika i wypisa czek; Mary zostaa z subiektem. - Dlaczego zamykacie? - zapytaa. - Ludzie nie kupuj? Parskn krtkim miechem. - Och... przychodz i kupuj. Towaru jest coraz mniej. Ale nie mam zamiaru pracowa tu do samego koca i nikt inny z personelu te nie chce. Mielimy wczoraj zebranie i powiedzielimy to dyrekcji. Ostatecznie ju tylko dwa tygodnie zostay. Wic dzi wieczorem sklep si zamyka. Peter wrci z czekiem, ktry wrczy subiektowi. - Byczo - rzek subiekt. - Nie wiem, czy bank wypaci, skoro tam nikt nie urzduje. Moe dam panu pokwitowanie na wypadek, gdyby w przyszym roku zaczli panu depta po pitach... - Nabazgra pokwitowanie i odszed do innego klienta. Mary draa. - Peter, wydostamy si std, jedmy do domu. Okropnie tu jest i wszystko cuchnie. - Nie chcesz zosta i zje obiadu w restauracji? - Wydawao si Peterowi, gdy wyruszali do Melbourne, e bdzie dla niej rozrywk ta caa wycieczka. Potrzsna gow. - Wol od razu wrci i zje obiad w domu. W milczeniu jechali z miasta do sonecznej nadmorskiej mieciny, w ktrej by ich dom. U siebie na wzgrzu Mary po czci odzyskaa rwnowag; oto dobrze znane swojskie

rzeczy, do ktrych przywyka, wszdzie ta czysto napawajca j dum, porzdnie i pieczoowicie utrzymywany ogrdek, wyrany rozlegy widok na zatok. Tu czua si bezpieczna. Po obiedzie, palc papierosa przed zmywaniem naczy, powiedziaa: - Nie chc ju nigdy wicej oglda Melbourne, Peter. - Troch tam jak w chlewie, co? - Tam jest koszmarnie - wybuchna. - Wszystko pozamykane i brudne, i smrodliwe. Zupenie jakby koniec wiata ju nastpi. - To ju jest do blisko, wiesz. Milczaa przez chwil. - Wiem. Przecie cigle mwisz mi o tym. - Spojrzaa mu prosto w oczy. - Ile jeszcze czasu, Peter? - Okoo dwch tygodni - odpowiedzia. - To si nie dzieje byskawicznie: pstryk! i po wszystkim. Ludzie zaczynaj chorowa, ale niejednoczenie, rzecz jasna. Niektrzy s bardziej odporni, niektrzy mniej. - Ale kadego to czeka, prawda? - zapytaa zdawionym gosem. - W kocu. Potwierdzi. - Kadego to czeka w kocu. - Jaka moe by rnica w czasie... midzy ludmi? To znaczy w czasie, kiedy zaczynaj chorowa? Potrzsn gow. - Doprawdy nie wiem. Myl, e wszystkich to czeka w cigu trzech tygodni. Trzech tygodni od teraz czy trzech tygodni od pierwszego wypadku? - W cigu trzech tygodni od pierwszego wypadku - powiedzia. - Ale ja doprawdy nie wiem. - Umilk. - Mona mie lekki przebieg i wyj z tego - rzek po chwili. - No, ale to znw apie w dziesi dni czy dwa tygodnie pniej. - Wic nie ma adnej gwarancji na to, e rozchorujemy si jednoczenie? - spytaa. - I Jennifer z nami? Kade z nas mogoby si rozchorowa oddzielnie w jakiej chwili? - Tak - powiedzia. - Tak to wanie jest. Po prostu trzeba si z tym pogodzi. Ostatecznie, wanie to zawsze w yciu musielimy widzie przed sob, tylko e mymy nigdy nie widzieli, bo jestemy modzi. Jennifer mogaby umrze pierwsza z nas trojga albo ja mgbym umrze pierwszy. Wic teraz nie ma w tym nic nowego. - Chyba nie - rzeka Mary. - Miaam jednak nadziej, e wszystko moe si sta tego samego dnia. Uj j za rk.

- Niewykluczone. Ale... mielibymy szczcie. - Pocaowa j. - Chodmy pozmywa naczynia. - Spojrzenie jego pado na kosiark. - Moemy wyrwna trawnik dzi po poudniu. - Trawa jest zupenie mokra - powiedziaa markotnie. Ona zardzewieje. - Potem j wysuszymy przy kominku w hallu - obieca Peter. - Nie dam jej zardzewie. Dwight Towers spdzi sobot i niedziel u Davidsonow w Harkaway, pracujc od witu do zmierzchu przy budowie potw. Ta cika praca fizyczna bya dla niego odpreniem, ale stwierdzi, e jego gospodarz jest wci zdenerwowany. Od kogo pan Davidson usysza o odpornoci krlikw na zakaenie radioaktywne. Krlikami zbytnio si nie przejmowa, gdy w Harkaway wyjtkowo nie byo nigdy krlikw, ale stosunkowa odporno zwierzt futerkowych kazaa mu si zastanawia nad losem byda, co pocigao za sob pytania, na ktre nie znajdowa odpowiedzi. W niedziel wieczorem podzieli si swymi wtpliwociami z Amerykaninem. - Wcale o tym nie mylaem - powiedzia. - To znaczy przyjem, e moje szkockie angusy wykocz si w tym samym czasie, co my. Ale teraz wyglda mi na to, e one wytrzymaj znacznie duej. Jak dugo... ani rusz nie mog si dowiedzie. Widocznie nikt adnych bada co do tego nie przeprowadza. Na razie, oczywicie, karmi je sianem i kiszonk, tak jak my tutaj zawsze je karmimy a do koca wrzenia w kadym zwykym roku... mniej wicej p beli siana na sztuk codziennie. Wiem ju, e trzeba im dawa tyle, jeeli chce si je utrzyma naprawd w dobrym stanie. No, a teraz to ju zupenie jestem gupi, co bdzie, kiedy aden czowiek tu z nimi nie zostanie. To ciki orzech do zgryzienia. - A gdyby tak otworzy im szop z sianem, eby bray, ile chc? - Mylaem ju o tym, ale one by sobie nie day rady z tymi belami. Gdyby nawet je porozryway, to wikszo by potratoway i nic by z tego nie byo. - Umilk. - ami sobie gow, eby wykombinowa jaki sposb... moe urzdzenie automatyczne z zegarem i pot naelektryzowany... Ale jak by si na to patrzyo, to oznacza pozostawienie caomiesicznej paszy na odkrytym wygonie, w deszczu. Nie mam pojcia, co robi... - Wsta nagle. - Nalej panu whisky. - Dzikuj... nieduo... - Amerykanin powrci do problemu siana. - Pewnie, e to trudna sprawa. Nie mona nawet napisa do gazet i zapyta, jak radz sobie inni. Dopiero we wtorek rano wyjecha od Davidsonw z powrotem do Williamstown. W stoczni dowdztwo zaczynao si rozpada pomimo wszelkich wysikw pierwszego oficera i szefa zaogi. Dwaj marynarze nie wrcili z urlopu, jeden zosta zabity w czasie awantury ulicznej w Geelong, chocia bya to wiadomo nie potwierdzona. Jedenastu marynarzy,

ktrzy awanturowali si po pijanemu w drodze powrotnej z urlopu, czekao teraz na jego wyrok, a on nie wiedzia, jak si z tym problemem upora. Pozbawienie ich przepustek, gdy adnej pracy nie byo na okrcie i tylko dwa tygodnie ycia im zostay, nie byoby chyba rozwizaniem waciwym. Zostawi winnych w areszcie na lotniskowcu, dopki nie wytrzewieli, i przez ten czas zastanawia si, co robi z nimi dalej; potem kaza im stan przed sob w szeregu na nadbudwce. - Nie moecie, chopcy, y na dwa sposoby naraz - powiedzia im. - Nikt z nas nie ma ju duo czasu, ani wy, ani ja. Dzisiaj jeszcze naleycie do zaogi okrtu podwodnego Stanw Zjednoczonych "Skorpion", a to jest ostatni uzbrojony okrt Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych. Moecie albo nalee do zaogi tego okrtu nadal, albo te otrzyma przynoszce wam ujm zwolnienie. Umilk na chwil. - Od tej chwili kady marynarz, ktry wrci na pokad z przepustki pijany albo si spni, zostanie nastpnego dnia zwolniony i, powtarzam, haniebne to bdzie zwolnienie i bez adnego pardonu. Od razu zedr z takiego mundur i wypuszcz go do bramy stoczni jako cywila w kalesonach, a czy on w Williamstown zmarznie i zgnije, to ju Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych nie obchodzi. Syszycie, co wam mwi, wic nad tym dobrze pomylcie. Rozej si. I gdy nazajutrz zdarzy si taki wypadek, w myl swego ostrzeenia wyrzuci tego marynarza do bramy stoczni przyodzianego tylko w koszul i kalesony, eby sam o siebie odtd si troszczy. Dalszych kopotw tego rodzaju ju nie mia. W pitek rano wyruszy ze stoczni wczesnym rankiem, polecajc kierowcy subowego Chevroleta jecha do Melbourne na ulic Elizabeth, gdzie by gara Johna Osborne'a. Zasta fizyka, tak jak si spodziewa, krztajcego si przy swoim Ferrari; samochd wycigowy lni, gotw do jazdy, ba, pod kadym chyba wzgldem gotw do wycigw, i to z miejsca. Dwight powiedzia: - No, wpadem tu po drodze, bo niestety nie bd mg zobaczy, jak pan wygra Grand Prix. Umwiem si ju na wycieczk w gry... na ryby. John Osborne skin gow. - Moira mi mwia. Naapcie mnstwo ryb. Nie sdz, eby tym razem przyjechao na wycig duo ludzi poza zawodnikami i lekarzami. - Ja raczej przypuszczam, e zjad si licznie. Przecie to Grand Prix. - To moe by dla wielu ostatni weekend spdzony w dobrym zdrowiu. Wic na pewno znajd sobie ciekawsze rozrywki.

- Peter Holmes... bdzie tam? - Nie - odrzek fizyk. - On t sobot powici na prace w ogrodzie. - Zawaha si. - I ja nie powinienem tam jecha. - Pan nie zna ogrodu. Fizyk umiechn si z przymusem. - Nie, ale mam star matk, a ona ma pekiczyka. Wanie sobie uwiadomia fakt, e ten may Ming przeyje j o kilka miesicy, i teraz drtwieje na myl, co z nim bdzie... Urwa. - Piekielne czasy... te dni. Odetchn, kiedy to wszystko si skoczy. - Nadal pan twierdzi, e przy kocu tego miesica? - Wczeniej dla wikszoci z nas. - John Osborne dorzuci co znionym gosem, po czym znw gono powiedzia: - Niech pan to zatrzyma przy sobie. Dla mnie to ju bdzie jutro po poudniu. - Mam nadziej, e nie - rzek Amerykanin. - Poniekd chc zobaczy pana z tym pucharem. Fizyk tkliwie spojrza na samochd. - Jest dostatecznie szybki - powiedzia. - Wygraby na pewno, gdyby mia przyzwoitego kierowc. Ale kierowc jestem ja, i to wanie jego minus. - Bd trzyma kciuki zacinite. - Dobrze. Niech mi pan przywiezie stamtd pstrga. Amerykanin wyszed z garau i wrci do swego samochodu nie wiedzc, czy ju nie po raz ostatni widzia si z Johnem Osborne. - Jedziemy - powiedzia starszemu marynarzowi przy kierownicy - na farm pana Davidsona, do Harkaway pod Berwick. Tam, gdziemy ju jedzili. Usiad na tylnym siedzeniu i zacz bawi si wdk Juniora, kiedy wyjedali z miasta; oglda ulice i domy, ktre mijali w szaroci zimowego dnia. Wkrtce, moe za miesic, nie bdzie tu nikogo, adnych ywych stworze z wyjtkiem kotw i psw, majcych niedugie odroczenie. I wkrtce potem ich te nie bdzie; pory roku bd przemija, zmienia po swojemu te domy i te ulice. A pniej z biegiem czasu natenie promieniowania zmaleje rwnie; skoro okres poowicznego rozpadu kobaltu trwa okoo lat piciu, to na tych ulicach, w tych domach bdzie mona znw mieszka za lat dwadziecia, prawdopodobnie nawet wczeniej. Rasa ludzka ma by zmieciona z powierzchni ziemi i wiat ma by gotw znowu na przyjcie jakich mdrzejszych mieszkacw bez zbytecznej zwoki. No, w tym zapewne jest sens.

Dojechali do Harkaway przed poudniem; Ford Davidsonw sta na podwrzu, baganik peen by kanistrw z benzyn. Moira ju na niego czekaa, niedua walizka leaa na tylnym siedzeniu obok pokanego ekwipunku wdkarskiego. - Doszam do wniosku, e lepiej bdzie, jeli wyjedziemy przed obiadem i wemiemy na drog kanapki - owiadczya. - Dni s teraz dosy krtkie. To mi odpowiada - powiedzia. - Masz kanapki? Skina gow. - I piwo. - Rzeczywicie mylisz o wszystkim. - Dwight odwrci si do jej ojca. - Czuj si troch podle, zabierajc tak panu samochd. Mgbym wzi Chevroleta, jeeli pan woli. - Nie - rzek pan Davidson. - Jedzilimy nim wczoraj do Melbourne. Chyba ju tam nie pojedziemy. To zbyt przygnbiajce. Amerykanin przytakn. - Robi si tam dosy brudno. - Ot to. Nie, niech pan wemie Forda. Jest mnstwo benzyny, ktr trzeba zuy, a ja naprawd nie sdz, ebym go jeszcze kiedy potrzebowa. Za duo roboty jest tutaj. Dwight przenis swoje rzeczy do Forda i odesa starszego marynarza w subowym samochodzie z powrotem do stoczni. - Wtpi, czy on wanie tam pojedzie - rzek w zadumie po odjedzie Chevroleta. Ale formy trzeba zachowa. Wsiedli do Forda. Moira zakomenderowaa: - Ty prowad. - Nie - odpowiedzia. - Prowadzi powinna ty. Ja nie znam drogi i mgbym w co trzasn, kiedy przez roztargnienie zaczn jecha praw stron. - Ju dwa lata nie prowadziam - rzeka Moira. - Ale jak chcesz, wolno ci swj wasny kark naraa. Usadowili si i chocia nie od razu natrafia na pierwszy bieg, w kocu ruszyli alej sprzed domu. Przyjemnie jej byo znw prowadzi samochd, bardzo przyjemnie, naprawd. Dodajc gazu czua si wolna, czua si tak, jakby zrzucia z siebie wizy swego szarego ycia. Jechali bocznymi drogami przez gry Dandenong wrd rozsianych z rzadka pensjonatw i rezydencji prywatnych i w poudnie zatrzymali si, eby zje swj obiad zoony z kanapek, w pobliu Lilydale nad szemrzcym strumykiem. Rozpogodzio si. Na jasny bkit nieba wyszo soce zza biaych obokw.

Jedzc kanapki, ogldali fachowo wod tego strumienia. - Mulista - zauway Dwight. - To chyba dlatego, e dopiero koczy si zima. - Chyba - zgodzia si z nim dziewczyna. - Tatu powiedzia, e za duo bdzie muu, eby owi ryby na muszk. Powiedzia, e moe dobry bdzie spinning, ale radzi, ebym rozkopaa troch ziemi na brzegu i poszukaa ddownic na przynt. Amerykanin rozemia si. - Chyba to jest celowe, jeeli owi si po to, eby mie ryby. Ja bd jednak przez jaki czas prbowa na spinning, bo chc zobaczy, czy ta wdka jest wygodna. - Chciaabym zowi jedn ryb - rzeka Moira troch smutno. - Nawet gdyby to miaa by taka ndzna potka, e wrzucilibymy j do wody z powrotem. Wic o ile woda w Jamieson nie bdzie znacznie czystsza, chyba sprbuj z ddownic. - Powinna by czysta tam w grach, gdzie niegi teraz topniej. Odwrcia si do niego. - Czy ryby poyj duej od nas? Tak jak psy? Potrzsn gow. - Nie wiem, kochanie. Pojechali dalej i w Warburton skrcili na dug krt szos, biegnc przez puszcz coraz wyej. W par godzin pniej wynurzyli si z puszczy wysoko w Matlock; nieg lea na szosie i na porosych lasami grach wokoo; wiat wydawa si zimny i ponury. Zjechali w dolin do maego miasteczka Woods Point i stamtd ruszyli znw pod gr nad jeszcze jednym zlewiskiem rzek. Po dwudziestomilowej jedzie rozfalowan, adn dolin Goulburn dotarli, gdy ju zaczynao si zmierzcha, przed Hotel Jamieson. Amerykanin stwierdzi, e ten hotel to po prostu rozlazy kompleks nieco walcych si, jednopitrowych budynkw, z ktrych kilka wzniesiono jeszcze w pocztkach osadnictwa w tym kraju. Moira postpia roztropnie rezerwujc pokoje, gdy peno tu ju byo wdkarzy. Wicej samochodw stao zaparkowanych ni kiedykolwiek przedtem w dniach rozkwitu turystyki przed wojn; w barze panowa ruch i gwar. Z niejakim trudem odnaleli wacicielk hotelu, podniecon, z wypiekami na twarzy. Pokazujc im owe czekajce na nich pokoje, mae, niewygodne i kiepsko umeblowane, powiedziaa: - Jake to uroczo znw tu goci was wszystkich, mionikw sportu wdkarskiego! Nawet sobie pastwo nie wyobraaj, jak byo tutaj przez ostatnie dwa lata, kiedy waciwie nikt nie przyjeda, tylko czasem jacy wycieczkowicze na jucznych koniach. A teraz jest zupenie tak jak za dawnych dobrych czasw. Czy pastwo maj wasne rczniki? No c, zobacz, moe si co znajdzie. Ale u nas dzi komplet.

Wybiega nie posiadajc si z radoci. Amerykanin odprowadzi j wzrokiem. - Hm - powiedzia. - Ona w kadym razie bawi si dobrze. Chodmy, dziecko, postawi ci koniak. Weszli do zatoczonego baru z belkowanym puapem, potnym ogniem na palenisku, chromowanymi krzesami i stolikami, i kotujcymi si gomi. - Co dla ciebie, kochanie? - Koniak - przekrzyczaa wrzaw. - Nic innego nie ma tu dzi do roboty. Odpowiedzia jej umiechem przepychajc si w toku do lady. Po paru minutach te nie bez walki wrci z koniakiem i whisky. Rozejrzeli si, eby gdzie usi, i zobaczyli dwa wolne krzesa przy stoliku, na ktrym dwaj mczyni w samych koszulach rozkadali swj wdkarski sprzt. Podnieli oczy i skinli gowami, gdy Dwight i Moira si do nich przysiedli. - Ryby na niadanie - powiedzia jeden z nich. - Wstan panowie wczenie? - zapyta Dwight. Drugi spojrza na niego. - Pjdziemy spa pno. Sezon si rozpoczyna o pnocy. Dwight si zainteresowa. - I wtedy panowie wyjd? - Jeeli oczywicie nie bdzie pada nieg. Najlepsza pora na ryby. - Podnis wielk bia muszk zaczepion na may haczyk. - Tego wanie uywam. Na to wanie si bior. Przypina si jeden czy dwa ciarki, a potem daleko si zarzuca. Nigdy nie zawodzi. - A mnie zawodzi - rzek jego towarzysz. - Ja lubi mae abki. Idzie si nad wod o drugiej nad ranem z ma abk, wbija si jej haczyk w grzbiet i zanuc si, niech sobie pywa... Tak ja robi. Pastwo wyjd dzi w nocy? Dwight zerkn na dziewczyn i umiechn si. - Chyba nie - odpowiedzia. - My owimy ryby w wietle dziennym... daleko nam do klasy panw. I rezultaty mamy sabe. Tamten pokiwa gow. - Ze mn te tak byo dawniej. Patrzy si na ptaki i na rzek, i jak soce si odbija w tej pomarszczonej wodzie, i wtedy nie dba si specjalnie o pow. Nieraz si tak zagapiam. No, ale przyjechaem tu dzisiaj, eby owi ryby w nocy, i to jest naprawd co. - Popatrzy na Amerykanina. - Tam w stawie poniej zakrtu jest jeden cholernie wielki pstrg, ktrego na prno prbuj zowi przez ostatnie dwa lata. Ju mi si zapa na abk w zaprzeszym roku, ale zerwa kawa linki i uciek. Potem w zeszym roku znw si zapa na du larw pnym wieczorem i znw si urwa... nowiusieki nylon miaem. Way dwanacie funtw

co do uncji. Zowi go tym razem, chobym musia siedzie tam od wieczora do rana, co noc, a do koca. Amerykanin odsun si od stolika, eby porozmawia z Moir. - Chcesz pj na ryby o drugiej nad ranem? Parskna miechem. - Wol i do ka. Ale ty si nie krpuj, jeeli masz ochot. Potrzsn gow. - Takim wdkarzem nie jestem. - Jestem tylko wdkarzem pijcym - powiedziaa. - Cignijmy losy, kto z nas pjdzie stoczy walk o nastpn kolejk. - Ja ci przynios - powiedzia Dwight. - Nie - zadecydowaa. - Zosta na miejscu i dowiedz si co nieco o wdkarstwie. Ja przynios. Zabraa szklanki, przedara si przez tum do bufetu i po chwili ju stamtd wracaa. Dwight wsta od stolika w blasku ognia, eby wzi od niej napenione szklanki, i nagle przy tym ruchu kurtka sportowa mu si rozchylia. Podajc szklank, Moira rzeka z wyrzutem: - Guzika nie masz przy wiatrwce! Sprawdzi. - Wiem. Odlecia, kiedymy tu jechali. - Masz ten guzik? - Mam. Znalazem go w samochodzie. - Daj mi go z wiatrwk przed noc, to ci przyszyj. - Niewane. - Machn rk. - Wanie, e wane. - Umiechna si agodnie. - Nie mog przecie puci ci z powrotem do Sharon tak oberwanego. - Jej to nie bdzie przeszkadzao, kochanie... - Jej moe nie, ale mnie tak. Daj mi to dzisiaj, oddam ci jutro rano ju w porzdku. Da Moirze kurtk i guzik w drzwiach jej pokoju okoo godziny jedenastej. Przez cay prawie wieczr palili papierosy i pili z innymi gomi, z entuzjazmem mylc o jutrzejszej rozrywce, rozprawiajc, czy lepiej owi pstrgi w jeziorze, czy w strumieniach. dki nie mieli, wic postanowili sprbowa nad rzeczk Jamieson. Dziewczyna wzia kurtk i powiedziaa: - Dzikuj, Dwight, za to, e mnie tu przywioze. Wieczr by przyjemny i jutro te bdzie przyjemnie. Sta niepewny. - Naprawd tak mylisz, kochanie? Nie poczujesz si uraona?

Rozemiaa si. - Nic poczuj si uraona, Dwight. Wiem, e jeste onaty. Id ju spa. Rano bdziesz mia ten guzik przyszyty. - Dobrze. - Odwrci si, suchajc wrzawy i pieww wci jeszcze dolatujcych z baru. - Rzeczywicie bawi si doskonale - zauway. - Wprost w gowie mi si nie mieci, e to ju nigdy si nie powtrzy, po tym weekendzie ju nigdy. - Moe jeszcze kiedy by co takiego - powiedziaa. - Na jakiej innej paszczynie, w innym wymiarze czy jako tam. W kadym razie my te si bawmy i naapmy jutro duo ryb. Mwi, e bdzie adna pogoda. Z umiechem zapyta: - Nie wydaje ci si, e na tej innej paszczynie wci pada deszcz? - Nie wiem - odrzeka. - Lada dzie si przekonamy. - W jaki sposb przecie musi wzbiera woda tam w rzekach - powiedzia w zadumie. - Bo inaczej marne by to byy poowy... - Odszed od drzwi. - Dobranoc, Moira. Bawmy si jutro naprawd byczo, tak czy owak. Zamkna drzwi swego pokoju i staa przez dug chwil przytulajc do piersi jego kurtk. Dwight jest taki, jaki jest, caym sercem w stanie Connecticut, przy onie i dzieciach; z ni, Moira, nie bdzie nigdy. Gdyby miaa wicej czasu, sprawa przyjaby inny obrt, ale na to trzeba by dugich lat. Piciu lat co najmniej, mylaa, dopki wspomnienia o Sharon, o Juniorze i o Helen nie zaczyby blednc; wtedy on by przyszed do niej i mogaby da mu inne dzieci, i uczyni go znw szczliwym. Ale te lata nie s jej dane; zamiast piciu lat pi dni ycia, najprawdopodobniej. za spyna jej z kcika oka wzdu nosa. Otara j, zirytowana; roztkliwianie si nad sob to idiotyzm, dowd gupoty czy te moe to wszystko przez ten koniak? wiato jedynej pitnastowatowej arwki, umieszczonej wysoko pod sufitem tej pmrocznej maej sypialni, byo zbyt sabe, eby przyszywa guziki. Rozebraa si, woya piam i pooya si spa z kurtk na poduszce przy gowie. W kocu usna. Nazajutrz po niadaniu wyruszyli z wdkami nad rzeczk Jamieson przepywajc nie opodal hotelu. Woda bya wezbrana i mtna; Moira po amatorsku zarzucaa swoje muszki w ten bystry nurt i nic jej z tego nie wychodzio, Dwight jednak na spinning zowi przed poudniem dwufuntowego pstrga, ktrego pomoga mu podebra siatk. Chciaa, eby owi dalej i pomnoy t zdobycz, ale on, gdy ju wyprbowa wdk i koowrotek Juniora, wola pomaga jej, eby ona te miaa si czym chlubi. W poudnie jeden z wdkarzy, do ktrych stolika przysiedli si poprzedniego wieczora, pokaza si na brzegu rzeczki, patrzc w wod, nie zarzucajc wdki. Przystan, eby z nimi po rozmawia.

- adna sztuka - pochwali zdobycz Dwighta. - Na muszk pan go zapa? - Nie, na spinning - odrzek Amerykanin. - Teraz prbujemy z muszk. Uda si pow w nocy? - Pi pstrgw - poinformowa wdkarz. - Najwikszy way okoo szeciu funtw. Spa mi si zachciao przed trzeci nad ranem, wic wrciem do hotelu. Dopiero co wstaem. Niewiele pastwo zdziaacie z muszk w tej wodzie. - Wycign z kieszeni plastykowe pudeko i stukn w nie palcem. - Prosz, niech pan z tym sprbuje. - Da im malek targlic, blaszk nie wiksz ni szeciopenswka, przyozdobion jednym haczykiem. - To warto zarzuci tam, gdzie jest bystry nurt. Powinny bra wtedy przy takiej pogodzie jak dzisiaj. Podzikowali mu i Dwight przyczepi t blaszk do linki Moiry. W pierwszej chwili nie moga jej wycign, zupenie tak, jakby musiaa dwign ton oowiu uwieszon przy kocu wdki, mocowaa si, a wesza do wody. Ale wkrtce poja t sztuk i udao jej si zarzuci wdk w bystry nurt przy rozlewisku. Za pitym czy szstym pomylnym zarzuceniem co nagle szarpno link, bambus si wygi i koowrotek zaszemra melodyjnie, gdy linka si wycigna. Bez tchu Moira wyszeptaa: - Chyba mam jak, Dwight. - Z pewnoci - powiedzia. - Trzymaj wdk prosto, kochanie. Troszeczk niej w t stron. - Ryba plusna na powierzchni wody. - adna sztuka - stwierdzi. - Linka niech bdzie nacignita, ale niech on pynie, jeeli naprawd chce. Tylko spokojnie, a bdziesz go miaa. W pi minut pniej wycigna wyczerpanego pstrga n a b rzeg i Dwigh t si n im zaj. Zabi go szybkim uderzeniem kamienia, po czym zaczli podziwia jej pow. - Ptora funta - powiedzia Dwight. - Moe troch wicej. - Ostronie wyj z paszczy pstrga t ma targlic. - No, sprbuj teraz zowi nastpnego. - Ten nie jest taki wielki jak twj - przyznaa Moira, ale duma j rozpieraa. - Nastpny bdzie taki. Sprbuj jeszcze raz. Zbliaa si jednak pora obiadu, wic Moira postanowia odoy to na popoudnie. Wrcili do hotelu dumnie niosc swoje upy, zamwili sobie przed obiadem po kuflu piwa i zaczli omawia pow z innymi wdkarzami. Dobrze ju po poudniu poszli znw w to samo miejsce nad rzeczk i znw Moira zowia pstrga, dwufuntowego tym razem, a Dwight dwa mniejsze, z ktrych jednego wrzuci z powrotem do wody. Pod wieczr, zanim ruszyli do hotelu, usiedli nad rzek przyjemnie zmczeni, zadowoleni z rezultatw dziennej pracy, tych ryb, lecych teraz przy nich. Opierajc si o duy gaz, palc papierosy, cieszyli si ostatnimi blaskami soca, ktre

ju si chowao za wzgrze. Byo coraz chodniej, ale ocigali si z odejciem od spokojnego szmeru pyncej wody. Nagle Moira o czym sobie przypomniaa. - Dwight, przecie ten wycig samochodowy na pewno dawno si skoczy. Wlepi w ni oczy. - Jak babci kocham! Chciaem sucha tego przez radio. Zupenie mi wyleciao z pamici. - Mnie te - powiedziaa. I po chwili: - auj, e nie suchaam. Czuj si teraz troch nie bardzo. Taka samolubna. - I tak nie moglibymy nic poradzi, dziecko. - ...Ale... no, nie wiem... Mam jednak nadziej, e Johnowi nic si nie stao. - Dziennik bdzie o sidmej - powiedzia. - Mona by wtedy posucha. - Chciaabym wiedzie - rzeka. Rozejrzaa si wokoo, patrzc na spokojn, pomarszczon wod, na dugie cienie, na zociste blaski zachodu. - Takie przeliczne miejsce - zauwaya. - Czy moesz uwierzy... naprawd uwierzy w to, e ju nigdy nie bdziemy tego widzieli? - Ja wracam do domu - rzek spokojnie. - Australia to wspaniay kraj i bardzo mi si tu podoba. Ale to nie jest moja ojczyzna, wic teraz wrc w swoje strony, do swoich. W Australii mi dobrze, a przecie rad jestem, e wracam do domu, wreszcie do domu, do Connecticut. - Odwrci si do niej. - Ja tego ju nigdy nie bd widzia, bo wracam do domu. - Powiesz Sharon o mnie? - zapytaa. - Oczywicie - odrzek. - Moe ona ju wie. Wpatrywaa si w kamyki u swoich stp. - Co jej powiesz? - Mnstwo - powiedzia cicho. - Powiem jej, e dziki tobie te czasy, ktre mogyby by dla mnie bardzo smutne, byy waciwie dobre. Powiem jej, e staraa si o to, chocia od pocztku wiedziaa, e nic z tego nie bdziesz miaa. Powiem jej, e to dziki tobie wracam do niej taki sam, jak dawniej, nie rozpity i nie zajdaczony. Powiem jej, e to ty mi uatwia dochowanie jej wiernoci, i powiem jej, ile ci to kosztowao samozaparcia. Wstaa z kamienia. - Chodmy ju do hotelu - powiedziaa. - Bdziesz mia szczcie, jeeli ona uwierzy bodaj w jedn czwart tego wszystkiego. Podnis si take. - Nie obawiam si - rzek. - Myl, e uwierzy we wszystko, bo to jest prawda. Z rybami w siatkach wrcili do hotelu. Doprowadzili si do porzdku i spotkali znw w barze hotelowym, eby wypi co nieco przed kolacj; zjedli szybko, chcc zdy na

dziennik radiowy. Wkrtce potem dziennik si rozpocz, przy czym podawano gwnie wiadomoci sportowe; siedzieli w napiciu, gdy spiker powiedzia: - W dniu dzisiejszym odby si w Tooradin wycig o Grand Prix Australii. Puchar ten zdoby pan John Osborne, prowadzc wz marki Ferrari. Drugie miejsce... Dziewczyna wykrzykna: - Och, Dwight, wic on tego dokona! Pochylili si oboje, eby sucha dalej. - ...Wycig zamciy liczne wypadki, niejednokrotnie miertelne. Z osiemnastu zawodnikw tylko trzech przejechao pene osiemdziesit okre, tym samym koczc przepisowo wycig; szeciu zawodnikw w wyniku katastrof ponioso mier na miejscu, innych z mniej lub bardziej powanymi obraeniami przewieziono do szpitala. Zwycizca, pan John Osborne, jecha przez pierwsz poow wycigu tak ostronie, e przy czterdziestym okreniu by o trzy okrenia za pierwszym samochodem prowadzonym przez pana Sama Baileya. Wkrtce potem pan Bailey rozbi si na zakrcie zwanym Polizgiem i od tej chwili Ferrari wszed w szybko. Przy szedziesitym okreniu by pierwszy przed wszystkimi zawodnikami, ktrych liczba zmniejszya si ju do piciu, i pniej aden z nich ju powanie panu Osborne'owi nie zagraa. Przy szedziesitym pitym okreniu ustali rekord tego wycigu, dystansujc wspzawodnikw o cae jedno okrenie z szybkoci dziewidziesit siedem i osiemdziesit trzy setne mili na godzin, co jest znakomitym osigniciem na tym torze. Pniej pan Osborne zmniejszy szybko, uwzgldniajc znaki ostrzegawcze, jakie dawali mu jego mechanicy, i ukoczy wycig z przecitn szybkoci osiemdziesit dziewi i szedziesit jeden setnych mili na godzin. Pan Osborne jest naukowcem z Organizacji Bada Przemysowych i Naukowych; nie ma adnych powiza z przemysem motoryzacyjnym i bierze udzia w wycigach jako amator. Pnym wieczorem przed udaniem si do swoich pokoi stali przez kilka minut na werandzie patrzc na czarn lini gr, na rozgwiedone nocne niebo. - Ciesz si, e John ma to, czego chcia - rzeka dziewczyna. - No bo przecie zaleao mu na tym tak bardzo. To z pewnoci jest dla niego jakie dobre dopenienie. Amerykanin przytakn. - Powiedziabym, e wszystko dla nas wszystkich ju si dopenia. - Wanie. Niewiele jest czasu, Dwight, wic jutro chciaabym wrci do domu. Mielimy uroczy dzie tutaj i zowilimy kilka pstrgw. Ale mnstwo jest do zrobienia i za mao na to czasu. - Oczywicie, kochanie - zgodzi si. - Sam o tym mylaem. Ale zadowolona jeste, emy tu przyjechali?

- Och, tak. Byam bardzo szczliwa, Dwight, przez cay dzisiejszy dzie. Nie wiem, dlaczego... to nie tylko to, e zowiam te ryby. Czuj si tak, jak chyba John si teraz czuje... jak gdybym nad czym odniosa zwycistwo. Ale nie wiem, co to jest. Umiechn si. - Nie prbuj analizowa - powiedzia. - Po prostu przyjmuj to z wdzicznoci. Ja te byem dzi szczliwy. Ale przyznaj ci racj, powinnimy jutro std wyjecha. Rne rzeczy bd si dziay tam w dole. - Ze rzeczy? - zapytaa. Skin gow, stojc przy niej w mroku. - Nie chciaem ci psu tej wycieczki. Ale John Osborne mwi mi wczoraj, zanim wyjechalimy, e ju jest kilkanacie wypadkw choroby popromiennej w Melbourne, a to bya wiadomo z nocy czwartkowej. Wic chyba teraz jest tych wypadkw znacznie wicej.

Rozdzia dziewity
We wtorek rano Peter Holmes znw pojecha Morrisem Minorem do Melbourne. Dwight Towers umwi si z nim przez telefon na godzin dziesit czterdzieci pi w sekretariacie admiraa. Radio tego ranka po raz pierwszy podao wiadomo o rozmiarach, jakie przybiera choroba popromienna w miecie, wic Mary bardzo si zmartwia, e on tam jedzie. - Uwaaj na siebie, Peter - uprosia. - Rozumiesz, chodzi mi o t infekcj. Czy naprawd nie moesz siedzie w domu? Nie mg si zdoby na to, by znw jej powiedzie, e radioaktywno jest ju wszdzie wok nich, nawet w tym przytulnym mieszkanku; ona i tak nie zrozumie, czy te nie zechce zrozumie. - Musz jecha - rzek. - Nie bd tam dugo, ale bezwzgldnie musz jecha. - Tylko nie zosta tam na obiedzie - upomniaa. - Z pewnoci zdrowiej zje tutaj. - Wrc prosto z ministerstwa - obieca. Co jej przyszo na myl. - Ju wiem! - wykrzykna. - We ze sob te tabletki, ktre dostaam na kaszel, i ssij po jednej od czasu do czasu. wietne s na kad infekcj. Takie antyseptyczne. Dla jej spokoju zabra tabletki. - Niezy pomys - pochwali j. Dojecha do miasta zadumany; to ju nie jest kwestia dni, to ju kwestia godzin. Nie zna celu tej konferencji u admiraa, ale zupenie jasne byo dla niego, e po raz ostatni w swojej karierze zawodowej stawi si w gabinecie dowdcy. Po poudniu, gdy wyruszy w drog powrotn do domu, jego ycie w marynarce wojennej bdzie prawdopodobnie skoczone, nie inaczej ni wkrtce ycie jako takie. Zaparkowa samochd przed ministerstwem. W caym gmachu nie byo waciwie nikogo; gdy wszed do sekretariatu, kapitan Towers, w mundurze, czeka sam. Powita oficera cznikowego wesoo: - Cze, druhu! Oficer cznikowy odpowiedzia: - Dzie dobry, panie kapitanie. Rozejrza si po pokoju i zobaczy, e biurko sekretarza jest pozamykane. - Porucznik Torrens jeszcze si nie pokaza? - Ja go nie widziaem. Pewnie ma wolny dzie. Drzwi gabinetu admiraa otworzyy si i stan w nich

Sir David Hartman. Jego rumiana, zwykle umiechnita twarz bya teraz mizerna, pena powagi, jakiej Peter nigdy dotd na niej nie widzia. - Prosz, wejdcie, panowie. Mojego sekretarza dzi nie ma. Weszli i admira wskaza im krzesa przed biurkiem. Amerykanin powiedzia: - Nie wiem, czy to, co mam do powiedzenia, dotyczy porucznika Holmesa, czy nie dotyczy. Jakkolwiek moe to pocign pewne zadania dla oficera cznikowego w stoczni. Czy woli pan admira, eby porucznik Holmes zaczeka w sekretariacie? - Chyba nie - rzek admira. - Jeeli to ma skrci zaatwienie tej sprawy, niech porucznik tu zostanie. O co chodzi, kapitanie Towers? Dwight waha si przez chwil, dobierajc sowa: - Wydaje mi si, e jestem teraz najstarszym oficerem Marynarki Wojennej Stanw Zjednoczonych - powiedzia w kocu. - Nigdy nie przypuszczaem, e awansuj tak wysoko, ale tak chyba jest. Zechce pan darowa, panie admirale, jeeli formuuj to w sposb niewaciwy. Ale musz pana zawiadomi, e zabieram mj okrt spod paskiego dowdztwa. Admira powoli skin gow. - Dobrze, kapitanie. Czy chce pan wypyn z australijskich wd terytorialnych, czy zosta tutaj jako nasz go? - Zabior swj okrt z wd terytorialnych - powiedzia dowdca "Skorpiona". Trudno mi jeszcze powiedzie kiedy, ale prawdopodobnie przed kocem tego tygodnia. Admira jeszcze raz skin gow. Zwrci si do Petera: - Niech pan wyda, poruczniku, wszelkie konieczne polecenia odnonie do zaprowiantowania i holowania w stoczni. Pod kadym wzgldem trzeba to kapitanowi Towersowi uatwi. Tak jest, panie admirale. Amerykanin rzek zakopotany: - Doprawdy nie wiem, co zaproponowa, jeli chodzi o uregulowanie patnoci, panie admirale. Musi pan mi wybaczy, ale nie mam adnego przeszkolenia w tych sprawach. Admira umiechn si blado. - Nie wiem, czy duo by nam z tego przyszo, gdyby pan mia to przeszkolenie, kapitanie. Myl, e moemy to zaatwi w zwykym trybie. Wszystkie podyrowane zapotrzebowania i rekwizycje zostan tu podliczone i przedstawione nastpnie attache marynarki wojennej w waszej ambasadzie w Canberze, po czym wysane przez niego do Waszyngtonu celem ostatecznego rozrachunku. Nie sdz wic, eby pan si musia kopota o t stron caej procedury. Dwight zapyta:

- Czyli mog po prostu odbi i popyn? - Ot to. Przewiduje pan powrt na wody australijskie? - Nie, panie admirale - odrzek Amerykanin. - Zabieram swj okrt na Cienin Bassa, eby tam go zatopi. Peter spodziewa si tego ale ta straszliwa bezporednio i praktyczne omawianie tej sprawy wywoay u niego wstrzs; byo w tym co n ierzeczywistego . Przez ch wil chcia Dwighta zapyta, czy potrzebny bdzie holownik, ktry by popyn ze "Skorpionem", eby po zatopieniu go przywie zaog z powrotem, ale porzuci t myl. Gdyby Amerykanie chcieli prosi o holownik dla przeduenia ycia o jeden dzie czy dwa, przecie Dwight by to zrobi, nie zrobi jednak tego z pewnoci. Lepsza jest mier w morzu ni mier po wymiotach i biegunce, z dala od domu, gdzie w obcym kraju. Admira powiedzia: - Prawdopodobnie ja bym zrobi to samo, bdc na pana miejscu... No, pozostaje mi tylko podzikowa panu za wspprac, kapitanie. I yczy panu szczcia. Jeeli czegokolwiek jeszcze bdzie pan potrzebowa, niech pan da bez wahania... albo po prostu sobie wemie. - Twarz mu si nagle wykrzywia z blu i zacisn w rce owek lecy przed nim na biurku. Po chwili, uspokajajc si nieco, wsta z fotela. - Panowie daruj - powiedzia. - Bd musia was na minut zostawi samych. Wyszed z popiechem i drzwi zatrzasny si za nim. Kapitan i oficer cznikowy wstali, gdy odchodzi; stojc nadal popatrzyli na siebie. - To ju to - rzek Amerykanin. Peter szepn: - Myli pan, e sekretarz take ju zachorowa? - Chyba. W milczeniu stali tak przez par minut i wpatrywali si w okno. - Zaprowiantowanie - rzek w kocu Peter. - Niewiele ywnoci jest na "Skorpionie". Czy paski zastpca wypisuje list potrzebnych artykuw, panie kapitanie? Dwight potrzsn gow. - Nie bdziemy potrzebowali niczego. Wyprowadzam go tylko z zatoki tu za wody terytorialne. Oficer cznikowy zada jednak pytanie, ktre chcia zada przedtem: - Czy mam wysa ze "Skorpionem" holownik, eby zaoga moga tu wrci? Dwight odpowiedzia: - Zbyteczne.

W milczeniu stali jeszcze przez dziesi minut. Wreszcie admira si zjawi z twarz szar jak popi. - To adnie, ecie panowie czekali - powiedzia. - Poczuem si troch niedobrze... Zamiast znw usi w fotelu, sta przy biurku. - To ju koniec naszego dugotrwaego zbratania, kapitanie - powiedzia. - My, Brytyjczycy, zawsze z przyjemnoci pracowalimy z Amerykanami, zwaszcza na morzu. Wielokrotnie mielimy powody do wdzicznoci wobec was i w zamian, ze swojej strony, chyba podzielilimy si z wami czstk naszego dowiadczenia. Teraz nadszed ju tego koniec. - Zamyli si i po chwili z umiechem wycign rk. - Mog ju tylko powiedzie panu "do widzenia". Dwight ucisn mu rk serdecznie. - Dobrze byo pracowa pod paskim dowdztwem, panie admirale - powiedzia. Mwi to zarwno w imieniu caej zaogi, jak w swoim wasnym. Wyszli z gabinetu i pustymi korytarzami i schodami wymarego gmachu dotarli na dziedziniec. Peter zapyta: - No i co teraz, panie kapitanie? Chce pan, ebym pojecha do stoczni? - Nie - rzek kapitan. - Myl, e moe pan si uwaa za zwolnionego z tego stanowiska. Ja pana ju tam nie bd potrzebowa. - Jeeli tylko mog w czym pomc, chtnie przyjad. - Nie. W razie gdybym czego jednak potrzebowa od pana, zadzwoni. W domu jest teraz twoje miejsce, chopcze. A wic tym samym ich koleestwo si skoczyo. - Kiedy pan odpywa? - zapyta Peter. - Jeszcze nie wiem dokadnie - odrzek Amerykanin. - Mam siedem wypadkw wrd zaogi stwierdzonych dzisiaj rano. Chyba zostaniemy tu par dni i odpyniemy moe w sobot. - Ilu pynie z panem? - Dziesiciu. Jedenastu, wliczajc mnie. Peter spojrza na niego. - Czuje si pan dobrze, jak dotd? Dwight si umiechn. - Tak mi si wydawao, ale teraz waciwie nie wiem. Obiadu dzi je nie bd. Umilk. - A pan jak si czuje? - zapyta po chwili. - Zupenie dobrze. Mary te... chyba. Dwight ruszy w stron samochodw. - Niech pan zaraz do niej wraca. Nie ma pan ju po co zostawa tu duej. - Czy jeszcze si zobaczymy, panie kapitanie? - Nie sdz - rzek kapitan. - Ja wracam teraz do

domu, do domu w Mystic w Connecticut, wracam z radoci. Nie byo ju nic wicej do powiedzenia ani do zrobienia. Ucisnli sobie rce, wsiedli do swoich samochodw i rozjechali si, kady w swoj stron. W starowieckim jednopitrowym domu z czerwonej cegy na przedmieciu Malvern John Osborne sta przy ku matki. Nie czu si le, ale starsza pani zachorowaa ju w niedziel rano, nazajutrz po tym wycigu, gdy zdoby Grand Prix. Lekarz, ktrego udao mu si do niej sprowadzi w poniedziaek, niewiele mg pomc i po raz drugi ju nie przyszed. Suca od kilku dni nie stawiaa si do pracy, wic tylko fizyk pielgnowa sw chor matk. Oczy miaa przymknite ju od kwadransa i dopiero teraz je otworzya. - John, to jest wanie to, co zapowiadali, prawda? - Myl, e tak, mamo - odrzek z tkliwoci. - Ze mn te tak bdzie. - A doktor Hamilton... czy on mwi, e to wanie to? Nie mog sobie przypomnie. - Mwi mi, mamo. I chyba tu ju nie przyjdzie. Powiedzia, e u niego te si zaczyna. Nastpia duga chwila ciszy. - Prdko ja umr, John? - Nie wiem. Moe to potrwa nawet tydzie. - Absurdalne - westchna starsza pani. - Znacznie za dugo by si to cigno. Znw przymkna oczy. Wzi basen do azienki, umy i z powrotem przynis do sypialni. Matka znw miaa oczy otwarte. - Gdzie jest Ming? - zapytaa. - Wypuciem go do ogrodu - powiedzia John. - Wyranie chcia wyj. - Tak mi strasznie al tego psiaka. Bdzie przeraliwie sam, kiedy nikt z nas ju tu nie zostanie. - On da sobie rad, mamo - pocieszy j syn bez wielkiego przekonania. - Inne psy przecie zostan i bd si z nim bawi. Nie rozwina tego tematu, tylko powiedziaa: - Nic mi teraz nie potrzeba, mj kochany. Id tam, dokd masz i, i zajmij si swoimi sprawami. Zawaha si. - Mylaem o tym, e powinienem zajrze do pracowni - powiedzia. - Wrc przed obiadem. Co by mama chciaa zje na obiad? Znw przymkna oczy.

- Jest jeszcze troch mleka? - zapytaa. - P kwarty jest w lodwce - odpowiedzia. - Sprbuj kupi wicej. To jednak nieatwe. Wczoraj nigdzie nie byo mleka. - Ming powinien si napi - zauwaya. - Zawsze mu to dobrze zrobi. I w spiarni s trzy puszki krliczego misa. Otwrz jedn, daj mu cz na obiad, a reszt schowaj w lodwce. On bardzo lubi krlika. A o obiedzie dla mnie nie myl, dopki nie wrcisz. Gdybym nabraa apetytu, moe bym zjada filiank papki kukurydzianej. - Czy naprawd mama moe obej si przez jaki czas beze mnie? - Naprawd - zapewnia. Wycigna do niego rce. - Pocauj mnie, zanim pjdziesz. Ucaowa zwide policzki, a ona wtedy opada na poduszk z powrotem, umiechnita. Wyszed z domu i uda si do gmachu Organizacji Bada. Nie byo tam nikogo, ale w jego pracowni na biurku leao codzienne sprawozdanie o rozprzestrzenianiu si radioaktywnoci. Znalaz kartk od swojej sekretarki przypit do sprawozdania. Dziewczyna zawiadamiaa go, e czuje si niedobrze i pewnie ju nie przyjdzie do biura. Dzikowaa mu za to, e zawsze by dobry dla niej, gratulowaa zwycistwa w wycigu i na koniec zapewniaa, e bardzo jej byo przyjemnie dla niego pracowa. Odoy t kartk i wzi sprawozdanie. Przeczyta, e w Melbourne prawie pidziesit procent mieszkacw wykazuje objawy choroby popromiennej. Siedem wypadkw zanotowano w Hobart na Tasmanii i trzy w Christ-church w Nowej Zelandii. Sprawozdanie to, prawdopodobnie ostatnie, jakie otrzyma, byo znacznie krtsze ni zazwyczaj. Przeszed przez puste biura i pracownie, tu i wdzie przegldajc lece na wierzchu pisma. Ta faza jego ycia dobiegaa koca, tak samo zreszt jak wszystkie inne. Nie zosta tam zbyt dugo, bo drczya go myl o matce. Wyszed i cz drogi odby jednym z kursujcych dorywczo, zatoczonych tramwajw. Motorniczy by w tym tramwaju, ale konduktora nie byo; czasy pacenia za bilety ju si skoczyy. John Osborne zacz rozmawia z motorniczym. - Bd prowadzi ten cholerny tramwaj - rzek motorniczy - dopki si nie rozchoruj, kolesiu. - Wtedy zjad do remizy i pjd do domu. Bo ja tam przy remizie mieszkam, pan rozumie? Jestem tramwajarzem od trzydziestu siedmiu lat, jed cigle, czy soce, czy deszcz, wic nie przestan teraz.

W Malvern wysiad z tramwaju i ruszy na poszukiwanie mleka. Szybko stwierdzi, e to beznadziejne; w mleczarniach niewielkie iloci mleka, jakie byy, zarezerwowano dla niemowlt. Wrci do domu z pustymi rkami. Zaraz po przyjciu zabra pekiczyka z ogrodu, przypuszczajc, e matka bdzie chciaa go zobaczy. Poszed na gr do jej sypialni za pieskiem skaczcym po schodach. W sypialni zasta matk z oczami zamknitymi, lec na wznak, w wieej czystej pocieli. Podszed troch bliej i dotkn jej rki, ale ona ju nie ya. Na stoliku przy ku staa szklanka z wod i leaa kartka zapisana owkiem obok jednego z tych maych pudeeczek z czerwonej tektury, otwartego, i pustej fiolki. Nie wiedzia dotychczas, e ona to miaa. Sign po t kartk. Przeczyta: Mj kochany synu To wrcz absurd, ebym miaa psu ostatnie dni Twojego ycia, kurczowo trzymajc si wasnego, bdcego ju dla mnie takim nieznonym ciarem. Nie zawracaj sobie gowy moim pogrzebem. Po prostu zamknij te drzwi i zostaw mnie w moim ku, w moim pokoju wrd tych wszystkich moich rzeczy. Bdzie mi tak zupenie dobrze. Zrb z Mingiem to, co uznasz za najlepsze. Bardzo, bardzo mi go al, ale ja nic nie mog dla niego zrobi. Ciesz si ogromnie, e wygrae ten wycig. Mj najdroszy synku Matka Par ez spyno mu po policzkach, ale tylko par. Mama zawsze miaa racj, odkd pamita, i teraz znw postpia susznie. Z sypialni zszed na d do salonu, pogrony w gbokiej zadumie. Sam jeszcze nie jest chory, ale to moe by kwestia zaledwie godzin. Piesek przybieg za nim; siadajc w fotelu wzi pieska na kolana i zacz pieci jego jedwabiste uszy. Wkrtce potem wsta, wypuci pekiczyka do ogrodu i poszed do apteki za rogiem ulicy. Ku jego zdumieniu przy kontuarze bya jaka dziewczyna; daa mu czerwone tekturowe pudeeczko. - Wszyscy po to przychodz - rzeka z umiechem. - Ruch w interesie. Te si umiechn.

- Ja bym prosi o pastylk w czekoladzie. - Ja take bym tak chciaa - odrzeka. - Ale chyba takich nie wyprodukowali. Zayj swoj z lodami i wod sodow. Znw si do niej umiechn i zostawi j za kontuarem. Wrci do domu, zawoa pieska z ogrodu i zabra si do przygotowania mu obiadu w kuchni. Otworzy jedn z tych puszek i podgrza krlicze miso w piecu, po czym rozgnit cztery kapsuki nembutalu. Wymiesza je porzdnie z misem w miseczce, postawi miseczk przed pekiczykiem, arocznie rzucajcym si na jedzenie, i przysun jego koszyk w ciepo pieca. Wyszed do hallu i przez telefon zamwi sobie w klubie pokj sypialny na najbliszy tydzie. Potem ruszy do swego pokoju, eby spakowa potrzebne rzeczy. W p godziny pniej wrci do kuchni; pekiczyk lea w koszyku bardzo senny. Fizyk przeczyta uwanie przepis na tekturowym pudeeczku i zrobi mu zastrzyk; psina prawie nie poczua ukucia. Gdy ju by pewny, e piesek nie yje, zanis go w koszyku na gr i postawi koszyk przy ku matki. Potem wyszed z domu. Noc z wtorku na rod bya dla Holmesw prawie bezsenn noc. Jennifer zacza paka o drugiej nad ranem i nie mona jej byo uspokoi prawie do samego witu. Niewiele byo czasu na sen dla modego ojca i dla modej matki. Okoo godziny sidmej dziecko zwymiotowao. Za oknami dzie wstawa deszczowy i zimny. Peter i Mary patrzyli na siebie w szarym dziennym wietle, sami znueni i jacy sabi. Mary zapytaa: - Peter... ty chyba nie mylisz, e to jest to, prawda? - Nie wiem - odpowiedzia. - Ale moliwe, e tak. Wszyscy, zdaje si, zaczynaj ju chorowa. Penym znuenia gestem przecigna rk po czole. - Mylaam, e nam si nic nie stanie tu na wsi. Nie wiedzia, co mwi, eby j pocieszy, wic ostatecznie rzek: - Gdybym nastawi czajnik, napiaby si herbaty? Podesza znw do eczka i popatrzya na Jennifer; dziecko na razie nie pakao. Zapyta znw: - Zaparzy herbat? "To by mu dobrze zrobio - pomylaa - prawie nie spa tej nocy". Zmusia si do umiechu.

- Z przyjemnoci si napij - powiedziaa. Poszed do kuchni. Mary czua si okropnie i zbierao jej si n a wymio y. Uznaa, e to z b ak u sn u o c ywicie, i ze t r , z zdenerwowania z powodu choroby Jennifer. Peter jest zajty w kuchni; mogaby cichutko pj do azienki, tak eby on nie wiedzia. Mdoci to u niej rzecz czsta, ale tym razem on mgby pomyle, e to co innego, i martwi si o ni. W kuchni pachniao stchlizn, czy te moe tak si tylko wydawao. Peter napeni czajnik wod z kranu i zakrci kurek: wczy kuchenk elektryczn i z ulg stwierdzi, e nadal jest dopyw prdu. Ktrego dnia elektryczno zawiedzie i wtedy zaczn si prawdziwe kopoty. Duchota w kuchni panowaa nieznona; na ocie otworzy okno. Byo mu gorco, potem nagle znw zrobio si zimno, a potem chwyciy go mdoci. Cicho ruszy do azienki, ale drzwi zasta zamknite; widocznie Mary tam jest. Nie ma celu jej niepokoi; kuchennymi drzwiami wyszed w deszcz i zwymiotowa w osonitym rogu podwrka za garaem. Zosta tam przez jaki czas. Gdy wrci, by blady i rozdygotany, ale czu si ju lepiej. Woda w czajniku kipiaa, wic zaparzy herbat i z tac wszed do sypialni. Mary ju wrcia i staa teraz pochylona nad eczkiem dziecka. Powiedzia: - Jest herbata. Nie odwrcia si w obawie, e jej wygld mgby j zdradzi. Powiedziaa: - Och, dzikuj. Nalej mi. Zaraz przyjd. Nie czua si na siach pi teraz cokolwiek, ale chciaa, eby on si napi. Napeni obie filianki i siedzc na brzegu ka zacz popija ze swojej; gorca herbata agodzia bl odka. Wkrtce potem upomnia Mary: - No chod ju, kochana. Herbata ci wystygnie. Podesza troch niechtnie; moe uda jej si wypi bodaj odrobin. Spojrzaa na niego i zobaczya, e jego szlafrok jest mokry od deszczu. Wykrzykna: - Peter, ty zmoke! Wychodzie na dwr? Zerkn na swj rkaw; zupenie o tym zapomnia. - Musiaem wyj - powiedzia. - Ale po co? Nie mg duej udawa. - Po prostu zrobio mi si niedobrze - przyzna. - Ale to chyba nic takiego. - Och, Peter! Ze mn byo to samo. Moe przez minut patrzyli na siebie bez sowa. Potem Mary rzeka pospnie:

- To na pewno te pierogi z misem, ktre jedlimy na kolacj. Nic w nich nie poczue? Potrzsn gow. - Smakoway mi nawet. Zreszt Jennifer nie jada przecie ani jednego. - Peter - zapytaa Mary - mylisz, e to jest to? Wzi j za rk. - Przecie wszyscy inni na to choruj - powiedzia. - Czy wanie my bymy mieli by odporni? - Nie. - Zamylia si. - Nie. Chyba nie. - Podniosa wzrok. - Wiec to ju koniec, prawda? To znaczy, bdziemy tylko coraz bardziej i bardziej chorzy, dopki nie umrzemy? - Myl, e tak wanie to wyglda - powiedzia. Umiechn si do niej. - Nigdy tego nie przechodziem, ale taki podobno jest przebieg. Zostawia go w sypialni i posza do hallu; po chwili wahania ruszy za ni. Staa przy oszklonych drzwiach prowadzcych do ogrodu i patrzya na ten swj ukochany ogrd, teraz szary, zimowy, wymieciony wiatrem. Tak bardzo auj, e nie zdobylimy si na kupienie tej awki - rzeka niedorzecznie. Z awk byaby tak uroczo tam pod tym murem. - Mgbym dzi sprbowa jak kupi - powiedzia. Odwrcia si do niego. - Nie moesz, jeeli jeste chory. - Zobacz, jak si bd czu pniej. Przecie lepiej czym si zaj ni siedzie z zaoonymi rkami i rozmyla, jacy jestemy nieszczliwi. Rozpromienia si. - Ja ju czuj si lepiej... chyba. Mgby zje co na niadanie? - No, nie wiem - zastanowi si. - Nie wiem, czy czuj si a tak dobrze, eby je. A co masz? - Ptorej kwarty mleka. Mona by dosta jeszcze? - Myl, e tak. Pojechabym samochodem. - No i s patki owsiane. Na opakowaniu jest napis, e one zawieraj mnstwo glukozy. To chyba dobre przy mdociach, prawda? Przytakn. - Wezm teraz prysznic - oznajmi. - Prysznic powinien dobrze mi zrobi. Zrobi to; gdy z azienki przeszed do sypialni, Mary krztaa si w kuchni przygotowujc niadanie. Zdumiony usysza jej piew, weso piosenk, w ktrej powtarzao si pytanie, kto wypolerowa soce. Zajrza do kuchni. - Humor ci si poprawi - zauway. Podbiega do niego.

- Bo to taka ulga - powiedziaa i teraz zobaczy, e ona, piewajc, troch popakiwaa. Wzi j w objcia i otar zy z jej policzkw, zupenie zdezorientowany. - Tak strasznie si martwiam - wyszlochaa. - Ale teraz ju wszystko bdzie dobrze. Nie bdzie dobrze, bdzie tak le, e ju by gorzej by nie moe, pomyla, ale tego nie powiedzia. - Czym si martwia? - zapyta agodnie. - Ludzie zaczynaj chorowa w rnym czasie - wyjania. - Tak syszaam. Niektrzy mog zachorowa nawet o dwa tygodnie pniej ni inni. Ja mogabym rozchorowa si pierwsza i musiaabym zostawi ciebie... albo Jennifer... albo ty mgby nas zostawi same. To byby koszmar... Spojrzaa mu w oczy, umiechajc si przez zy. - Ale teraz ju wiadomo, e chorujemy razem, e to si u nas zaczo tego samego dnia. Naprawd mamy szczcie! W pitek Peter Holmes znw pojecha Morrisem do Melbourne, oficjalnie po to, by szuka awki ogrodowej. Pdzi szybko, bo nie mg dugo pozostawa poza domem. Chcia jednak zapa gdzie Johna Osborne'a, i to bezzwocznie; najpierw skierowa si do jego garau, ale gara by zamknity; potem szuka go w biurach Organizacji Bada. Ostatecznie trafi do jego pokoju w Klubie Pasterskim; John by bardzo mizerny i wyranie schorowany. - John - powiedzia Peter. - Przepraszam, e ci zawracam gow. Jak si czujesz? - Ju to mam - odrzek fizyk. - Trzeci dzie. A ty? - Wanie w tej sprawie chciaem si z tob zobaczy. Nasz lekarz nie yje ju chyba... w kadym razie nie pracuje. Suchaj, John, my oboje, Mary i ja, zaczlimy na dwie strony we wtorek. Z ni jest dosy niedobrze. Ale ja w czwartek, to znaczy wczoraj, przestaem chorowa. Jej nic nie mwiem, ale czuj si teraz naprawd zdrw i wciekle jestem godny. Zatrzymaem si w kawiarni po drodze i zjadem niadanie... jajka na boczku i wszystkie te jarzynki, a jednak je mi si chce dalej. Mam wraenie, e mj organizm to zwalcza. Suchaj... czy moe tak by? - Nie - rzek fizyk. - Poprawa tylko chwilowa. Mona poczu si lepiej, ale potem to znw si zaczyna. - Co znaczy "chwilowa"? - Na dziesi dni, przypumy. Ale pniej to wraca. Nie sdz, eby poprawa moga nastpi jeszcze raz. Powiedz, Mary bardzo le si czuje? - Nie za dobrze. Musz do szybko do niej wrci.

- Ley w ku, prawda? - Ale skd! - odpowiedzia Peter. - Jedzia dzi ze mn do Falmouth, eby kupi kulki na mole. - Kupi co? - Kulki na mole. Naftalin... wiesz. - Umilk. - Zaleao jej na tym - powiedzia. Zostawiem j przy wyciganiu wszystkich rzeczy z szafy, bo chce je wytrzepa, eby nie wkrady si mole. Jeszcze ma si to robi midzy atakami blw i najwaniejsze, e chce to robi. - Powrci do sprawy, z ktr przyjecha, - Suchaj, John, wic mam przed sob tydzie czy dziesi dni zdrowia, ale pniej ju adnych szans? - Ani dba nadziei, mj stary - odrzek fizyk. Nikt tego nie przeyje. Wykoczeni bd wszyscy co do jednego. - No, zawsze lepiej wiedzie - zauway Peter. - Zudzenia nie zdadz si na nic. Powiedz, mgbym co zrobi dla ciebie? Za chwil bd musia spieszy si z powrotem do Mary. Fizyk potrzsn gow. - Prawie wszystko ju sobie zaatwiem. Jeszcze par spraw zostao mi na dzisiaj, ale chyba dam sobie z tym rad. Peter wiedzia, e John Osborne ma obowizki w domu. - Jak si czuje twoja matka? - zapyta. - Nie yje - pada krtka odpowied. - Mieszkam teraz tutaj. Pomyla o Mary. - Czas ju na mnie - poegna si. - Powodzenia, staruszku. John Osborne umiechn si blado. - Do widzenia - odpowiedzia. Po wyjciu modego oficera wsta z ka i przeszed przez korytarz. Wrci do pokoju w p godziny pniej, znacznie sabszy, z ustami wykrzywionymi odraz do swego ndznego ciaa. Zdawa sobie spraw, e cokolwiek ma do zaatwienia, musi zaatwi to dzisiaj; jutro ju nie bdzie zdolny. Ubra si starannie i zszed do hallu. Zajrza na oszklon werand; ogie tam pon w kominku i Sir Douglas Froude siedzia samotnie nad kieliszkiem kseresu. Zobaczy ciotecznego wnuka. - Dzie dobry, John. Jak ci si spao? Fizyk poinformowa go zwile: - Bardzo le. Zaczynam chorowa. Starszy pan stroskany zwrci ku niemu swe czerwone oblicze.

- Drogi chopcze! Przykro mi to sysze. Wszyscy teraz, zdaje si, choruj. Czy wiesz, musiaem pj do kuchni i sam sobie ugotowa niadanie! Masz pojcie, w takim klubie! Mieszka w Klubie Pasterskim od trzech dni, to jest od mierci swojej siostry, ktra prowadzia mu dom w Macedon. - No, ale przyszed Collins, wiesz, ten portier, i on nam ugotuje co na obiad. Bo ty chyba bdziesz dzi jad obiad tutaj? John Osborne wiedzia, e nie bdzie jad obiadu nigdzie. - Niestety, dzi nie mog, wuju. Musz wyj. - Och, jaka szkoda. Miaem nadziej, e pomoesz nam pi ten portwejn. Doszlimy do ostatniej skrzynki... Wic jest jeszcze z pidziesit butelek. Powinnimy z tym zdy. - A wuj jak si czuje? - Wymienicie, mj chopcze, wymienicie. Troch byem chwiejny po kolacji wczoraj wieczorem, ale zaiste, to chyba sprawi burgund. Wydaje mi si, e burgunda nie naley miesza zanadto z innymi winami. We Francji za dawnych czasw, jeeli pio si burgund, to tylko z pucharu o pojemnoci pinta, czy te jak tam oni mieli miar, i ju nie zagldao si do adnych innych butelek tego wieczora. No, ale wrciem tu jeszcze wczoraj i spokojnie wypiem sobie koniaczek z wod sodow i kawakiem lodu, i wierzaj mi, kiedy wracaem do siebie na gr, byem znw w formie. Wanie. I bardzo dobrze spaem tej nocy. Fizyk zastanowi si, jak dugo moe si utrzyma odporno na chorob popromienn wytworzona przez alkohol. Dotychczas, o ile mu byo wiadomo, nikt nie prowadzi nad tym adnych bada; teraz nadarzaa si sposobno, tylko kto mia je przeprowadza? - Niestety, nie mog zosta na obiedzie - powtrzy. - Moe jednak zobaczymy si wieczorem. - Bd tutaj, mj chopcze, bd tutaj. Tom Fotherington by wczoraj na kolacji i powiedzia, e przyjdzie dzi rano, ale jako go nie wida. Mam nadziej, e nie jest chory. John Osborne wyszed z klubu i powdrowa ulic pod drzewami jak we nie. Ferrari gwatownie wymaga jego opieki, wic trzeba i do garau; dopiero potem odpoczynek. Min otwarte drzwi apteki i zatrzyma si wahajc; ostatecznie tam wszed. W aptece panowa nieporzdek i nie byo nikogo. Porodku staa skrzynia bez wieka pena tekturowych czerwonych pudeeczek, caa te ich sterta pitrzya si na ladzie pomidzy lekami na kaszel i pomadkami do ust. Wzi jedno pudeeczko, wrzuci je w kiesze i powdrowa dalej. Gdy rozsun podwjne drzwi garau, Ferrari sta naprzeciw niego tak, jak zosta postawiony, gotowy do natychmiastowego uytku. Po wycigu o Grand Prix by bez jednej choby rysy, w takim stanie, jakby wyjecha prosto z fabryki. Wci jeszcze wspaniale jest go

posiada, tym bardziej po uzyskaniu tej nagrody. John Osborne czu si zbyt chory, eby go teraz prowadzi - teraz czy kiedykolwiek jeszcze, ale wiedzia, e nigdy nie bdzie czu si tak le, eby nie mc go dotyka, zajmowa si nim, pracowa przy nim. Zdj marynark, powiesi j na gwodziu i zabra si do pracy. Przede wszystkim koa trzeba podnie lewarkiem i podoy cegy pod podwozie, eby opony nie dotykay ziemi. Wysiki, jakie pocigno za sob manewrowanie cikim lewarkiem, krcenie korb i przynoszenie cegie, sprawiy, e znw wszystko si w nim poruszyo. W garau nie byo toalety, ale za garaem znajdowao si zamiecone podwrko z czarnymi, brudnymi od smarw wyrzuconymi czciami staromodnych, zapomnianych samochodw. Wycofa si tam i wkrtce potem wrci jeszcze sabszy, jeszcze bardziej zdecydowany nie odkada tej roboty do jutra. Zdy podnie wszystkie cztery koa, zanim chwyci go nastpny atak. Zacz wypuszcza wod z chodnicy, gdy nagle poczu, e znw musi wyj na podwrko. Nie szkodzi, bo praca jest ju atwa. Po powrocie odj klemy od baterii i natuci kontakty. Wycign wszystkie sze byszczcych wiec, napeni cylindry olejem i mocno przykrci wiece z powrotem. Pniej opar si o samochd; ju nic si z Ferrari nie stanie. Gdy wrci do garau, zaczynao zmierzcha. Nic wicej nie byo do roboty, eby uchroni przed zniszczeniem ten samochd, ktry on tak bardzo kocha, a przecie zosta przy nim odwlekajc chwil odejcia, bojc si, e jeszcze jeden atak mgby go zapa w drodze powrotnej do klubu. Po raz ostatni zapragn usi za kierownic, popatrzy na tablic rozdzielcz. Hem i okulary leay na siedzeniu; nasun hem gboko na gow, okulary powiesi sobie na szyi pod brod. Wsiad do samochodu. Przyjemnie, znacznie przyjemniej, ni byoby w klubie. Kierownica pod jego rkami miaa w sobie co pocieszajcego, trzy mae tarcze na wielkim liczniku obrotw byy jak stare przyjaciki. Ten samochd wygra dla niego wycig, bdcy szczytowym momentem jego ycia. Po co mczy si jeszcze, y niepotrzebnie dalej? Wyj z kieszeni czerwone tekturowe pudeeczko, wysypa z fiolki tabletki i pudeeczko rzuci na ziemi. Nie chcia tego przedua; wanie tak jest najlepiej. Wzi obie tabletki do ust i z wysikiem je pokn. Peter Holmes prosto z klubu pojecha na ulic Elizabeth, do sklepu z artykuami elaznymi, w ktrym kupi kosiark. Sklep by zamknity, ale potem kto najwidoczniej wywali drzwi i zacz pldrowa, tak e teraz kady mg wej i wzi, co chcia. Do

mrocznie byo wewntrz, bo elektryczno w caym tym wielkim sklepie wyczono. Dzia ogrodniczy mieci si na drugim pitrze; Peter wszed tam po schodach i przypominajc sobie, gdzie widzia awki ogrodowe, szybko do nich trafi. Wybra jedn, dosy lekk, z jaskraw tapicersk poduszk do zdejmowania, ktra z pewnoci moga spodoba si Mary i zarazem suy przy transporcie za podkadk chronic przed porysowaniem dachu samochodu. Mozolnie staszczy awk po schodach na ulic i wrci po t poduszk i jak link. Znalaz przy jednym z kontuarw zwj sznurw do wieszania bielizny. Gdy dwign w kocu awk na przykryty poduszk dach Morrisa, mia czym przywiza j misternie do wszystkich moliwych jego czci. Z tym bagaem wyruszy w powrotn drog do domu. Nadal mia wilczy apetyt i czu si bardzo dobrze. Nie powiedzia Mary o tej poprawie ani nie zamierza mwi jej teraz; to by tylko j zdenerwowao, kiedy jest ju spokojna, e wszyscy umr razem. Po drodze zatrzyma si przed t sam kawiarni, w ktrej zjad niadanie i ktr wci jeszcze prowadzio dwoje piwoszw, najwyraniej cieszcych si wyjtkowo dobrym zdrowiem. Podali mu gorcy rostbef na obiad; zjad dwie porcje, a potem spory talerz gorcej leguminy. Po namyle kaza im przygotowa wielk paczk kanapek z poldwic; postanowi je zostawi w bagan k u ,eby Mary o tym nie wied z i iaa, i w tajemnicy przed ni wymkn si wieczorem na t kolacyjk. Podjecha pod dom wczenie po poudniu; nie zdejmujc awki z dachu samochodu wszed do mieszkania. Zasta Mary lec na ku, na p ubran, pod puchow kodr; w caym domu byo jako zimno i wilgotnie. Usiad przy niej na ku. - Jak si teraz czujesz? - zapyta. - Strasznie - powiedziaa. - Peter, tak si martwi o Jennifer. Ona nie chce ani je, ani pi, ani zay adnego lekarstwa i wci wszystko brudzi. - Dodaa jeszcze par szczegw. Przeszed przez pokj i spojrza na dziecko w eczku. Schudo i zmizerniao tak jak sama Mary. Najwyraniej obie byy bardzo chore. Mary zapytaa: - Peter... ale jak ty si czujesz? - Niezbyt dobrze - odpowiedzia. - Dwa razy wymiotowaem, kiedy jechaem w tamt stron i raz w drodze powrotnej. Jeli chodzi o t drug spraw, to biegam nieustannie. Pooya mu rk na ramieniu. - Nie powiniene by tam jecha... Umiechn si do niej. - W kadym razie mam dla ciebie awk. Twarz jej si nieco rozjania. - Naprawd? Gdzie j masz?

- Na samochodzie - odrzek. - Ale ty le i nie zib si. Napal w kominku, to od razu zrobi si przytulniej. Potem cign t awk z samochodu i bdziesz j moga zobaczy. - Nie mog si pooy na dobre - powiedziaa ze znueniem w gosie. - Jennifer trzeba wszystko zmieni. - Ja si tym zajm... przed wszystkim innym. - Poprowadzi j delikatnie do ka. Le i nie zib si. W godzin pniej na palenisku w saloniku hucza ogie, a awka staa w ogrodzie pod murem tak, jak Mary to sobie umylia. Wida j byo przez oszklone drzwi, jaskrawic si barwami poduszki. - Przeliczna jest - zaopiniowaa Mary. - Akurat taka, jakiej nam byo potrzeba w tym rogu. Szalenie mio bdzie tam siedzie w letnie wieczory... - Za szybami szarzao zimowe popoudnie i sipi deszcz. - Peter, teraz, kiedy j ju widziaam, czy mgby zabra t poduszk na werand? Albo lepiej przynie j tutaj i niech ley, dopki nie skocz si deszcze. eby nam si nie zniszczya przed latem. Przynis poduszk i przesunli eczko dziecka do tego cieplejszego pokoju. Mary zapytaa: - Peter, nie zjadby czego? Jest mnstwo mleka, gdyby mg je pi. Potrzsn gow. - Nic bym nie przekn - powiedzia. - A ty? Potrzsna gow. - Moe ci przygotowa grzany koniak z cytryn? - zaproponowa. Zastanowia si przez chwil. - Mogabym sprbowa. - Owina si szczelniej szlafrokiem. - Tak mi zimno... Ogie buzowa w kominku. - Wyjd i przynios jeszcze drzewa - powiedzia. - A potem zagrzej ci koniak. Wyszed na podwrko w gstniejcy mrok, korzystajc ze sposobnoci otworzy baganik Morrisa i zjad trzy kanapki z poldwic. Potem wrci do saloniku z polanami w koszu. Mary staa przy eczku. - Tak dugo - rzeka z wyrzutem. - Co tam robie? - Miaem troch kopotu - powiedzia. - Chyba znw przez te pierogi z misem. Zagodniaa. - Biedny mj staruszek Peter. Wszyscy jestemy w takiej sytuacji. - Pochylia si nad eczkiem i pogaskaa dziecko po czole. Jennifer leaa teraz bezwadnie, najwidoczniej zbyt osabiona, eby paka. - Peter, wydaje mi si, e ona umiera... Przygarn j do siebie.

- Ja te umieram - rzek spokojnie. - I ty te. Nikt z nas dugo nie pocignie. Przyniosem czajnik. Wic wypijmy ju ten koniak. Odcign j od eczka w ciepo potnego ognia, ktry jeszcze podsyci. Usiada na pododze przy kominku; da jej gorcy koniak z wod i odrobin wycinitej cytryny. Siedziaa popijajc, wpatrujc si w pomienie i zrobio jej si troch lepiej. Sobie te przyrzdzi koniak; milczeli przez kilka minut. Wreszcie odezwaa si Mary: - Peter, dlaczego to musiao sta si z nami? Czy dlatego, e bya wojna na wschodzie? Przytakn. - Oglnie biorc, dlatego. Ale nie tylko. Bombardowanie, ktre doprowadzio do zagady, zaczy najpierw Ameryka, Anglia i Rosja. - My jednak nie mielimy z tym nic wsplnego, prawda?... My tutaj w Australii? - Dawalimy Anglii poparcie moralne - wyjani jej. - Na to, ebymy jej dali jakie inne poparcie, chyba nie byo czasu. Bo wszystko razem skoczyo si w cigu miesica. - I nikt nie mg tego przerwa? - Nie wiem... Bywaj takie idiotyzmy, ktrych nie da si po prostu przerwa. To znaczy, jeeli parset milionw ludzi decyduje, e ich honor narodowy wymaga, eby rzucali bomby kobaltowe na swego ssiada, przecie nie bardzo ty czy ja moemy temu zaradzi. Nadzieja byaby tylko w wypadku, gdyby ich si zaczo uczy rozumu. - Ale w jaki sposb, Peter? Przecie to ju nie byy dzieci w szkole. - Gazety - powiedzia. - Prasa moga co zdziaa. Ale mymy tego nie robili. aden nard tego nie robi, bo wszyscy bylimy za gupi. Lubilimy nasze gazety z fotografiami dziewczyn na play i z nagwkami o takich czy innych wypadkach obrazy moralnoci i aden rzd nie by na tyle mdry, eby ten stan rzeczy zmieni. Z pewnoci prasa mogaby co zdziaa, gdybymy byli dostatecznie rozsdni. Mary niezupenie zrozumiaa jego wywody. - Ciesz si, e teraz nie mamy gazet. Znacznie milej jest bez nich - powiedziaa. Ale zaraz dostaa skurczw i musia pomc jej doj do azienki. Od drzwi wrci do saloniku i stan nad dzieckiem. Wida byo, e ono jest w stanie bardzo cikim, jednak nic nie mg na to poradzi; wtpi, czy Jennifer przeyje t noc. Mary te jest w cikim stanie, ale nie a takim. Tylko on z nich trojga jest zdrowy i nie wolno mu si z tym zdradzi. Myl o tym, e moe bdzie y duej ni Mary, przerazia go. Nie wytrzymaby w tym mieszkaniu; w cigu tych kilku dni, jakie by mu zostay, nie miaby dokd i, nie miaby

co ze sob zrobi. Przemkno mu przez gow, e gdyby "Skorpion" by jeszcze w Williamstown, mgby popyn z Dwightem Towersem i skoczy w morzu, w morzu, ktremu przecie powici ycie. Ale po co mu to? Niepotrzebny mu ten nadprogramowy czas uzyskany tylko dlatego, e taki kaprys ma jego przemiana materii. On chce by z on i dzieckiem. Mary zawoaa go z azienki, wic poszed, eby j przyprowadzi z powrotem do saloniku. Usadowi j znw przy tym wielkim ogniu; bya zzibnita i draa. Da jej jeszcze jedn szklaneczk gorcego koniaku z wod i narzuci jej na ramiona puchow kodr. Siedziaa trzymajc szklank w obu rkach, usiujc powstrzyma dreszcze. Po dugiej chwili zapytaa: - Peter, co z Jennifer? Wsta i podszed do eczka, potem wrci do niej. - Spokojna jest teraz - powiedzia. - Myl, e gorzej nie jest. - A ty, jak si czujesz? - Strasznie. - Pochyli si nad ni i wzi j za rk. - Myl, e ty jednak jeste bardziej chora ni ja. - Uzna, e ona przecie powinna o tym wiedzie. - Moe o dzie czy dwa przebiega to u mnie wolniej ni u ciebie. Ale nie o wicej. Moe dlatego, e mam mocniejszy organizm. Wolno pokiwaa gow. Zapytaa: - I nie ma ju w ogle adnej nadziei? Ani dla niej, ani dla ciebie, ani dla mnie? - Nie ma - powiedzia. - Z tego nikt nie wyjdzie, kochana. Powiedziaa: - Chyba jutro nie bd miaa siy nawet na to, eby pj do azienki. Peter, najdroszy, wolaabym zaatwi to dzisiaj i zabra Jennifer ze sob. Uwaasz, e to nieludzkie? Pocaowa j. - Uwaam, e to rozsdne. Ja te pjd z wami. Rzeka niepewnie: - Ty nie jeste tak bardzo chory jak my. - Jutro bd - powiedzia. - Na nic si nie zda przeciganie tego. Przycisna do siebie jego rk. - Jak zrobimy, Peter? Zastanowi si. - Nalej gorcej wody do termoforw i poo je w ku - powiedzia. - Potem ty woysz czyst nocn koszul, pooysz si i porzdnie okryjesz, eby ci byo ciepo. Ja

wtedy przynios ci Jennifer. Potem zamkn dom i podam ci gorcy koniak, i wypijemy go razem, i zayjemy te tabletki. - Pamitaj, e trzeba wyczy elektryczno z sieci - przypomniaa. - Bo myszy mog przegry jaki kabel i wywoa poar. - Wycz - zapewni. Spojrzaa na niego ze zami w oczach. - Czy to, co trzeba zrobi dla Jennifer, ty zrobisz? Pogaska j po wosach. - Nie martw si - powiedzia tkliwie. - Ja zrobi. Nala gorcej wody do gumowych workw i uoy je w ku, poprawiajc pociel, eby wygldaa adnie i wieo. Potem wprowadzi Mary do sypialni. Poszed do kuchni, po raz ostatni nastawi czajnik i gdy woda si gotowaa, przeczyta bardzo uwanie wskazwki wydrukowane na trzech czerwonych pudeeczkach z tektury. Napeni wrztkiem duy termos i z tac, na ktrej ustawi przy termosie dwie szklanki, koniak i talerzyk z powk cytryny, wkroczy do sypialni. Potem przetoczy tam eczko Jennifer. Mary w ku wygldaa czysto i adnie; z wysikiem usiada, gdy przysuwa do niej eczko. Zapyta: - Mam ci j da? - Bo przyszo mu na myl, e moe bdzie chciaa potrzyma Jennifer przez chwil. Potrzsna gow. - Zanadto jest chora. - Siedziaa, patrzc na dziecko, po czym znuona osuna si na poduszki. - Wol myle o niej takiej, jaka bya, kiedy bylimy zdrowi. Zrb to jej, Peter, i niech ju bdzie po wszystkim. Susznie, pomyla; lepiej robi te rzeczy szybko i nie rozpacza nad nimi. Zaaplikowa dziecku zastrzyk w rczk. Potem rozebra si, woy czyst piam, pogasi wiata w caym mieszkaniu, tak e palia si ju tylko nocna lampka, zastawi elazn krat palenisko w saloniku i wzi z kuchni jedn ze wiec, ktre mieli w domu na wypadek, gdyby zabrako prdu. Zapalon wiec umieci na stoliku przy ku i wyczy elektryczno. Pooy si obok Mary, napeni obie szklanki koniakiem i gorc wod z termosu, wcisn cytryn i z czerwonych tekturowych pudeeczek wyj tabletki. - Byo mi cudownie - rzeka Mary cicho - odkd si pobralimy. Dzikuj ci za wszystko, Peter. Przycisn j do siebie i ucaowa. - Mnie te byo wspaniale - powiedzia. - I na tym skoczmy.

Woyli tabletki do ust i popili koniakiem. Tego wieczora Dwight Towers zatelefonowa do Moiry Davidson. Nie by pewny, gdy nakrca jej numer, czy to poczenie zamiejscowe z Harkaway dojdzie do skutku i jeli dojdzie, czy kto u niej w domu odbierze telefon. Ale automatyczna centrala wci jeszcze pracowaa, a Moira podniosa suchawk prawie natychmiast. - No - powiedzia. - Nie miaem duej nadziei na to, e si pocz. Co sycha u ciebie, kochanie? - Niedobrze jest - odrzeka. - Myl, e z mam i tatusiem prawie koniec. - A z tob? - Ze mn chyba te... prawie. A ty, Dwight, jak si czujesz? - Powiedziabym, e raczej wci tak samo. Dzwoni, eby na razie si z tob poegna, jutro rano odpyniemy i zatopimy "Skorpiona". - Nie wrcicie? - zapytaa. - Nie, dziecko. Ju nie wrcimy. Mamy jeszcze to ostatnie zadanie do wykonania i na tym koniec. - W suchawce zrobia si cisza. - Telefonuj, eby ci podzikowa za te ostatnie p roku - powiedzia. - Wielkie znaczenie miao dla mnie to, e si widywalimy. - I dla mnie to znaczyo wiele - powiedziaa. - Dwight, gdybym zdoaa, czy mogabym przyjecha, ebymy si poegnali nie przez telefon? Zawaha si. - Oczywicie - rzek po chwili. - Czeka jednak nie moemy. Ludzie s ju dosy osabieni i jeszcze sabsi bd jutro. - O ktrej godzinie odpywacie? - O smej. Kiedy tylko zrobi si zupenie jasno. - Bd tam - oznajmia. Poprosi, eby poegnaa od niego ojca i matk, i zakoczy t rozmow. Moira posza do sypialni rodzicw, gdzie oboje leeli w swych maeskich zsunitych kach, bardziej chorzy ni ona. Przekazaa im ukony od Dwighta. Powiedziaa o tym, e do niego pojedzie. - Wrc w porze obiadowej - dodaa. Matka przytakna. - Powinna tam jecha i poegna si z nim, cruchno. On naprawd by twoim przyjacielem. Ale jeeli po powrocie ju tu nas nie zastaniesz, bdziesz musiaa to zrozumie. Moira usiada na ku matki. - A tak le, mamo?

- Niestety tak, kochanie. A tatu czuje si dzisiaj jeszcze gorzej ode mnie. Ale mamy wszystko, co trzeba w razie ostatecznoci. Ze swego ka ojciec zapyta sabym gosem: - Deszcz pada? - W tej chwili nie, tatusiu. - Czy wyszaby teraz i otworzya wrota klatek rzenych na uliczk, Moira? Wszystkie inne wrota s pootwierane, ale te woy take musz si do siana dosta. - Zaraz tam pjd, tatusiu. leszcze co mam zrobi? Pan Davidson przymkn oczy. - Poegnaj Dwighta ode mnie. auj, e on nie mg si z tob oeni. - Ja te - szepna. - Ale to jest czowiek, ktry tak atwo si nie przestawia. Wysza w wieczorn ciemno, otworzya wrota od strony uliczki i sprawdzia, czy wszystkie inne wrota s otwarte; byda nigdzie nie byo wida. Wrcia do domu i powiedziaa, e polecenie spenia; odetchn z ulg. Poza tym niczego ju od niej rodzice nie chcieli. Ucaowaa ich oboje na dobranoc i sama pooya si spa, nastawiajc budzik na godzin pit, eby przypadkiem nie zaspa. Spaa niewiele. W cigu nocy cztery razy wychodzia do azienki i wypia p butelki koniaku, jedynego swego pokrzepienia, ktrego po przekniciu zaraz nie zwracaa. Gdy tylko budzik zacz dzwoni, wzia gorcy prysznic, co bardzo j odwieyo, i ubraa si w czerwone spodnie i czerwon koszul, tak jak wtedy, przed wieloma miesicami, gdy po raz pierwszy jechaa na spotkanie z nie znanym jeszcze Dwightem. Umalowaa si dosy starannie i woya paszcz. Potem otworzya po cichutku drzwi sypialni rodzicw i zajrzaa przysaniajc rk wiato latarki elektrycznej. Ojciec chyba spa, ale matka umiechna si do niej z ka; oni take czsto wstawali tej nocy. Wesza na palcach i pocaowaa matk, po czym zaraz wysza, cicho zamykajc drzwi za sob. Wzia ze spiarni nie napoczt butelk koniaku, wsiada do samochodu, wczya silnik i wyjechaa na szos do Melbourne. W pobliu Oakleigh zatrzymaa si na tej pustej szosie a w szaroci witu pocigna z butelki wielki yk, po czym ruszya w dalsz drog. Przejechaa przez wyludnione miasto i inn ju szos, brudn, biegnc wrd fabryk, skierowaa si do Williamstown. Dotara do stoczni kwadrans po sidmej; otwart bram, przy ktrej nie byo adnych stranikw, wjechaa tam prosto do mola, gdzie sta lotniskowiec. Na kadce nie zobaczya warty i aden oficer dyurny nie pokaza si, by zapyta, co ona tu robi. Wkroczya na okrt, usiujc sobie przypomnie, ktrdy sza, gdy Dwight mia oprowadzi j po "Skorpionie". Wkrtce jednak natkna si na amerykaskiego

marynarza, ktry wskaza jej drog do stalowego otworu dziaowego w boku lotniskowca i prowadzcej stamtd schodni na okrt podwodny. Tam te spotkaa innego marynarza. - Jeeli pan zobaczy kapitana Towersa, zechce go pan zapyta, czy mgby przyj i porozmawia ze mn - powiedziaa. - Oczywicie, prosz pani - odrzek. - Zaraz mu powiem. I niedugo potem zobaczya Dwighta. Pomylaa, e chyba te jest bardzo chory, tak jak wszyscy. Wszed do niej na gr i uj obie jej rce nie baczc, e marynarze to widz. - adnie, e przyjechaa poegna si ze mn. Co w domu, kochanie? - Bardzo le - poinformowaa go znowu. - Tatu i mama lada moment skocz i ja chyba take. To ju koniec dla nas wszystkich dzisiaj. - Zawahaa si i po chwili rzeka Dwight, chc ci o co prosi. - O co, kochanie? - Zabierz mnie ze sob w "Skorpionie". - Znw umilka na chwil. - Myl, e do domu nie bd miaa po co wraca. Tatu powiedzia, e samochd mog po prostu zaparkowa tutaj na ulicy i zostawi. Bo tatusiowi ju niepotrzebny. Zabierzesz mnie ze sob? Milcza bardzo dugo, wic wiedziaa, e odpowied bdzie "nie". - Prosili mnie dzi take czterej marynarze - powiedzia. - Odmwiem im wszystkim, bo Wuj Sam nie chciaby mie kobiet na swoim okrcie. Dowodz tym okrtem przez cay czas zgodnie z regulaminem marynarki wojennej i niech tak ju zostanie do samego koca. Nie mog ci zabra, kochanie. Kade z nas musi to przyj na swj wasny sposb. - W porzdku - rzeka pospnie. Popatrzya mu w oczy. - Masz dla nich te prezenty? - Oczywicie - powiedzia. - Mam... dziki tobie. - Powiedz Sharon o mnie - rzeka. - Nie mamy nic do ukrywania. Dotkn jej rki. - Jeste w tym samym stroju, w jakim bya, kiedymy si poznali. Umiechna si smutno. - Trzeba dba, eby on by stale zajty... nie moe by momentu nudy, bo jeeli bdzie mia czas na mylenie, moe zacznie paka. Czy dobrze wykonywaam swoje zadanie, Dwight? - Bardzo dobrze, naprawd - powiedzia. Wzi j w objcia i pocaowa, a ona mocno przytulia si do niego. Po chwili wysuna si z jego obj.

- Nie przeduajmy tej udrki - powiedziaa. - Powiedzielimy wszystko, co jest do powiedzenia. O ktrej odpywacie? - Ju niedugo - rzek. - Odbijemy za jakie pi minut. - Zastanowi si i poda jej blisze szczegy. - Trzydzieci mil przepyniemy zatok, a potem dwanacie mil po penym morzu. Czterdzieci dwie mile morskie. Nie bd traci czasu. Powiedzmy, to bdzie w dwie godziny i dziesi minut po wypyniciu std. Przytakna powoli. - Bd wtedy mylaa o tobie. - I nagle dodaa: - Id ju, Dwight. Moe zobaczymy si kiedy w Connecticut. Przycign j do siebie, chcia jeszcze raz pocaowa, ale nie pozwolia. - Nie... id ju. - W myli dodaa: Bo to ja zaczn paka. - Dobrze - powiedzia. - Dzikuj za wszystko. Odwrci si i odszed schodni do "Skorpiona". Par kobiet stao teraz razem z Moir. Na lotniskowcu nie byo marynarzy, wic schodni nikt nie wcign. Moira patrzya, jak Dwight wychodzi z wntrza podwodnego okrtu na pomost i ujmuje ster, patrzya, jak dolny koniec schodni odrywa si od "Skorpiona". Widziaa lini rufy i moment odcumowania; patrzya, jak Dwight mwi przez tub, patrzya, jak woda wiruje pod rozkoysan ruf, gdy ruby powoli zaczynaj si krci. Kropi ju deszcz z szarego nieba. Dzib zosta odcumowany, marynarze zwinli liny i zatrzasnli stalow klap w kiosku, gdy okrt powoli, wielkim ukiem, odpywa do tyu od lotniskowca. Marynarze zniknli, na pomocie zosta tylko Dwight z jednym oficerem. Zasalutowa Moirze, a ona pomachaa mu rk, prawie ju nie widzc przez zy, jak okrt pynie za przyldek Gellibrand i znika w ciemnej szaroci. Razem z tamtymi kobietami odesza od stalowego otworu dziaowego. - Ju nie ma po co dalej y - powiedziaa. Jedna z kobiet odezwaa si: - No, tote si nie musi, kotku. Moira odpowiedziaa jej pumiechem i spojrzaa na zegarek. Trzy minuty po smej. Mniej wicej dziesi po dziesitej Dwight wyruszy do domu, do domu w maym miasteczku w stanie Connecticut, do domu, ktry kocha tak bardzo. Na ni, Moir, w jej domu nic czeka ju nikt; jeeli ona pojedzie z powrotem do Harkaway, nie zastanie tam nic oprcz byda i wspomnie. Dwight nie mg jej zabra, bo nie pozwala na to regulamin marynarki wojennej, i ona to rozumie. A przecie mona by prawie przy nim, gdy on bdzie wraca do domu... mona by w odlegoci zaledwie dwunastu mil od niego. Jeeli wtedy raptem ona ukae si przy jego boku umiechnita, moe on j jednak zabierze ze sob i bdzie moga zobaczy, jak Helen skacze z abi lask.

Popdzia przez mroczne, grzmice echami jaskinie wymarego lotniskowca, trafia na kadk i wybiega na molo do swego wielkiego samochodu. W baku byo mnstwo benzyny; poprzedniego dnia napenia go z kanistrw ukrytych za sianem. Usiada przy kierownicy i otworzya torebk; czerwone tekturowe pudeeczko jest. Odkorkowaa butelk i ykna spor doz nie rozcieczonego koniaku: dobrze jej robi ten alkohol, od chwili wyjazdu z domu nie miaa adnych dolegliwoci. Wczya silnik, zakrcia na molo i wyjechaa ze stoczni. Bocznymi szosami i przedmieciami Melbourne dotara do autostrady biegncej w kierunku Geelong. Na autostradzie dodaa gazu, nieomal lecc tym szlakiem bez adnych przeszkd z szybkoci siedemdziesiciu mil na godzin - blada dziewczyna w jaskrawym karmazynowym kostiumie, niezupenie trzewa, z wosami rozwianymi, za kierownic wielkiego, szybkiego samochodu. Mina Laverton i rozlege lotnisko, potem Werribee i farm eksperymentaln, i dalej pdzia pust autostrad na poudnie. Gdzie w okolicach Corio nagle wstrzsny ni kurcze, a musiaa zatrzyma samochd i odej w krzaki; wrcia do samochodu po pitnastu minutach, biaa jak ptno, i przez dug chwil pia koniak. Potem jeszcze szybciej pojechaa dalej. Mina szko podstawow, widoczn z daleka po lewej stronie, przejechaa odrapanymi ulicami przemysowego Corio i wkrtce potem znalaza si w Geelong, gdzie wysoko ponad wszystkim wznosia si katedra. Dzwony ze wspaniaej dzwonnicy nawoyway na jakie naboestwo. Zmniejszya szybko, eby przejecha przez to miasto, ale na jezdniach nie byo nic prcz porzuconych samochodw przy krawnikach. Po drodze widziaa tylko trzy osoby, samych mczyzn. Za Geelong miaa jeszcze czternacie mil jazdy do Barwon Heads i do morza. Mijajc zalane pastwiska czua, e siy j opuszczaj, ale to ju nie byo daleko. W pitnacie minut pniej zakrcaa w szerok alej midzy ywopotami - gwn ulic tej maej mieciny. Przy kocu alei skrcia w lewo oddalajc si od terenw golfowych i nieduej willi, w ktrej spdzia tyle szczliwych godzin dziecistwa; wiedziaa, e ju nigdy tego nie zobaczy. Bya godzina dziesita za dwadziecia, gdy skrcia w prawo na most, mina pusty motel i wjechaa na przyldek. Morze rozcigao si przed ni, szare i wzburzone z wielkimi bawanami toczcymi si z poudnia na skalist pla w dole. Pusty szary ocean pod niebem zacignitym chmurami, ale daleko na wschodzie w tych chmurach bya szczelina i grot wiata pada stamtd na wod. Zaparkowaa samochd po drugiej stronie szosy tak, eby widzie morze jak najdalej, wysiada, napia si jeszcze koniaku z butelki i zacza wypatrywa okrt podwodny na horyzoncie. Potem odwrcia si

ku latarni morskiej na cyplu Lansdale i ku wejciu na zatok Port Phillip i nagle ujrzaa ten niski szary ksztat w odlegoci niecaych chyba piciu mil, suncy od strony cyplw na poudnie. Szczegw zobaczy nie moga, ale wiedziaa, e Dwight jest tam na pomocie wyprowadzajc swj okrt w rejs, ostatni z rejsw na wiecie. Wiedziaa, e on jej nie widzi, e nie wie, i ona tu stoi i patrzy, a przecie pomachaa mu rk. Potem wsiada z powrotem do samochodu, bo wiatr by ostry i zimny, z rejonw bieguna poudniowego, i czua si bardzo le. Rwnie dobrze moga przecie patrze na niego ze schronienia, jakim by teraz samochd. Siedziaa wic w samochodzie i pospnie patrzya, jak niski szary ksztat sunie w dal we mg horyzontu. Butelk trzymaa na kolanie. Wic to koniec, sam, sam koniec. Wkrtce potem okrtu podwodnego ju nie widziaa; znikn zupenie we mgle. Spojrzaa na zegarek: minuta po dziesitej. Raptem wpatrzona w mijanie tych ostatnich minut, powrcia myl do religii z dawnych dziecicych lat; jako to trzeba zaatwi. Nieco pijana wymamrotaa modlitw przed jedzeniem. Potem wyja z torebki czerwone tekturowe pudeeczko. Otworzya fiolk i wytrzsna tabletki na do. Znw chwyciy j kurcze. Umiechna si sabo. - Przechytrzyam ci, ty wistwo, tym razem... Odkorkowaa butelk. Dziesi po dziesitej. arliwie, gono poprosia: - Dwight, jeeli jeste ju w drodze, zaczekaj na mnie. Potem woya tabletki do ust, przekna i popia koniakiem, siedzc przy kierownicy swego wielkiego samochodu.