You are on page 1of 448

ILUSTROWANA

HIS TOR]A WOJNY Ś WIA TO WE J

WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

ILUSTROWANA HisTORjA WOJNY

ŚWIATOWEJ
(1914 — 1920)

WYDAWNICTWO ZBIOROWE Pod Redakm D-ra RUDOLFA K OD Ż I A

PRZY

ZAPEWNIONEJ

WSPÓŁPRACY:

Gen. bryg. TADEUSZA KUTRZEBY, Mjr. TADEUSZA BAŁABANA, WŁ. MROCZKOWSKIEGO JERZEGO DANIELEWSKIEGO i innych.

NAKŁADEM SPÓŁKI WYDAWNICZEJ „WIEDZA WARSZA WSPÓŁCZESNA", W A 1931. Sp. z o. o.

WARSZAWSKIE

ZAKŁADY

GRAFICZNE

W I L C Z A 60. TELEFON 893-47.

OD

WYDAWNICTWA

Oddając do rąk Czytelnika Polskiego I zeszyt Ilustrowanej Historji Wojny Światowej pragniemy wyjaśnić te motywy, które kierowały nami przy rozpoczęciu wydawnictwa, zakrojonego na tak znaczną skalę, dziś, iv okresie ciężkiego kryzysu gospodarczego, tak dotkliwie odczuwanego przez polski rynek wydawniczy. Motywy -nasze będą zapewni' nali życie ocenione przez najszersze sfery czytelnictwa polskiego, w którego poparcie głęboko wierząc wypuszczamy w świat ten pierwszy zeszyt. Wojna Światowa posiada dwa pierwiastki, któro zarówno dziś, jak i jutro stanowić będą o jej trwałej aktualności. Wojna światowa, ta największa katastrofa dziejowa, która zarówno ujawniła całą ohydę bestji ludzkiej, jak i ukazała w blasku krwawej pożogi najwspanialsze wyżyny ludzkiego boha­ terstwa, szlachetności i poświęcenia — długo jeszcze budzić będzie żywe zainteresowanie współczesnej ludzkości, jak niegdyś budziły pełna trwogi ciekawość krwawe pochody Atylli, ostatnio zaś napoleońska epopeja. Z drugiej znów strony Wojna światowa budzić musi nadal nietylko ciekawość, ale i żywą troskę współczesnego człowieka, który, zaledwie w kilkanaście łat po minionej, ze zgrozą myśli o przyszłości, lękając się nowej, stokroć straszniejszej wojny. Z tego punktu widzenia. Wojna Światowa stanowi jakgdyby materjal doświadczalny, na którym myśl ludzka, buduje dziś gmach powszechnego pokoju, strzeżo­ nego przez rozum i sumienie. Dzieje Wojny Światowej nietylko więc stanowią ciekawa i emocjonującą lekturę, ale znajomość ich jest wprost koniecznościei dla każdego oświecanego człowieka w jego świadomcm negatywnem usto­ sunkowaniu się do możliwości następnych wojen. W literaturze naszej brak było dotychczas dzieła, które w sposób przejrzysty, wystarczający i cie­ kawy ujmowałoby całokształt dziejów Wojny Światowej. Wydawnictwo nasze za cel postawiło sobie wypełnić tę tukę w literaturze ojczystej i w tym celu rozpoczęło druk Ilustrowanej Historji Wojny Światowej, która zadośćuczyni wymaganiom i potrzebom najszerszych sfer naszego czytelnictwa. Nie roszcząc sobie pretensji do dzieła ściśle naukowego pragniemy, aby wydawnictwo nasz* stało się krzewicielem zainteresowania poważnie i ciekawie ujętemi dziejami tak niedawnej, a tak odległej katastrofy światowej, której syntetyczny obraz odświeży i pogłębi wspomnienia jej uczestnik* a. młodzieży naszej ułatwi zrozumienie tragedji jej ojców i matek, jej starszych ł>raci i sióstr. WYDAWNICTWO

„IVIED Z A

WSPÓŁCZESNA''.

Rozdział

I.

PRZYCZYNY DZIEJOWE, TŁO I WYBUCH WOJNY ŚWIATOWEJ. jak przed laty jej krwawe dzieło. Ogarniają cały glob ziemski i całą ludzkość. Przenikają wszystkie dziedziny życia, które, raz utraciw­ szy równowagę, nie może jej odnaleźć wśród ciągłych wahań i wstrząsów. Zdają się nie mieć końca ani w czasie, ani w przestrzeni, zatru­ wając wolę ludzkości niewiarą we własne siły. Powszechna świadomość katastrofalnego charakteru wojny światowej i jej skutków mu­ siała wytworzyć masowy odruch potępienia jej, jako zbrodni, dokonanej na żywem ciele ludz­ kości. Zbrodni tej, przerastającej swoim ogro­ mem wszelkie moce niszczycielskie żywiołów, dokonała ręka ludzka. Potężne przeto „J'ac­ cuse", które rozebrzmiało i wśród zwyciężo­ nych i wśród zwycięzców, musiało dotyczyć nietylko samej wojny, jako takiej, ale i przedewszystkiem ludzi, którzy ją, na zgubę ludzko­ ści, rozpętali. Od chwili, kiedy zamilkły działa, na forum świata wypłynęła sprawa odpowiedzialności za wybuch wojny. Konferencja pokojowa w Wer­ salu stała się terenem największego w dziejach świata procesu, w którym na ławie oskarżonych zasiadł cały naród. Artykuł 231 Traktatu Wersalskiego, któ­ ry nadał światu nowe, powojenne oblicze, stwierdza, że przyczyną wojny światowej były egoistyczne dążenia Niemiec! Ludzkość, reprezentowana przez swoich mężów stanu w Wersalu, odpowiedzialność za wojnę światową złożyła na barki niemieckiego narodu. Sprawy tej nie zamknął jednak Traktat Wersalski tak, jak mogłoby to się wydawać. Jakkolwiek przez podpisanie Traktatu przy­ jęły i uznały Niemcy tezę, wyrażoną w wyżej wspomnianym artykule 231, jednak wkrótce już cały aparat potężnej, międzynarodowej pro­ pagandy niemieckiej został skierowany prze-

Arcyksiążę Franciszek Ferdy­ nand ft 28.VL 19U r.) — któ­ rego tragiczna śmierć stała się pretekstem do Wojny Świato­ wej.

Na wojnę światową można patrzeć, jako na zjawisko dziejowe, z dwóch różnych punk­ tów widzenia: narodowego i ogólnoludzkiego. Z punktu widzenia narodowego wojnę tę można uważać nawet za dobrodziejstwo. Bo­ wiem dobroczynne okazały się jej skutki dla wielu narodów pokrzywdzonych i uciemiężo­ nych, jak to się stało i z Polską, która w woj­ nie światowej wykuła swoją Niepodległość, od­ wieczny cel walk i wysiłków całych pokoleń bo­ haterów i męczenników. Jeśli jednak chodzi o punkt widzenia ogól­ noludzki — nie ulega wątpliwości, że wojna światowa, która dla jej aktorów i widzówT wy­ dawała się ongiś pełną grozy tragedją naro­ dów, dziś urasta w naszych oczach do ogromu straszliwej, żywiołowej katastrofy, jakiej nie znają dzieje ludzkie na przestrzeni tysiącleci. Skutki jej dotychczas są równie niszczycielskie,

ciwko tej tezie, usiłując zrzucić z Niemiec brze­ mię odpowiedzialności za wojnę światową. Po przyjęciu Niemiec do Ligi Narodów, ówczesny niemiecki minister spraw zewnętrz­ nych, Stresemann, na bankiecie, wydanym na cześć niemieckiej kolonji w Paryżu, publicz­ nie oświadczył, że sam fakt „uroczystego" przy­ jęcia Niemiec do Ligi Narodów jest dostatecz­ nym dowodem, że problem odpowiedzialności za wojnę światową został ostatecznie rozstrzyg­ nięty. Od tego czasu propaganda niemiecka bez przerwy usiłuje podważyć tezę Traktatu Wer­ salskiego, narzucając ludzkości permanentną aktualność sprawy odpowiedzialności za wojnę światową. Oto dlaczego dotychczas wśród najszer­ szych mas ludzkości badanie przyczyn tej woj­ ny wciąż budzi najżywsze zainteresowanie, by­

nastu laty świat cały wtrąciła w otchłań nędzy, chaosu i zniszczenia. Wszyscy zgadzamy się na jedno: przyszła wojna światowa byłaby ostateczną zgubą, jeśli nie ludzkości, bo życie jest silniejsze ponad wszystko, to w każdym razie tej cywilizacji i kultury, na które złożyły się tysiąclecia na­ szych dziejów, jednem słowem zgubą naszej cy­ wilizacji i naszej kultury. W obliczu grozy nowych wojen pacyfizm staje się nakazem nietylko ducha, lecz i rozu­ mu, który umie obliczać i przewidywać. Dzieło powszechnego pokoju, ongiś marze­ nie wielkich duchów ludzkości, dziś staje się troską powszednią każdego człowieka, niezależ­ nie od koloru jego skóry, od jego narodowości, wyznania i położenia społecznego. Najszersza opinja świata potępiła wojnę zaborczą, jako zbrodnię zakłócenia powszech­

Przyjazd arcyks. Ferdynanda do Sarajewa.

najmniej nie słabnące z biegiem lat i wypad­ ków. Dla obrony tezy Traktatu Wersalskiego, czy też w celu jej obalenia, mówiąc jednak o wojnie światowej nie można pominąć szcze­ gółowej analizy jej przyczyn, analizy, która wskazuje na winowajcę największej katastro­ fy, jaka kiedykolwiek dotknęła ludzkość. Jest jednak jeszcze jeden powód, dla któ­ rego badanie przyczyn wojny minionej nietylko nadal pasjonuje ludzkość, lecz stanowi wprost najżywotniejszą konieczność chwili. Po­ wodem tym jest groza nowej wojny, nowej ka­ tastrofy, napewno straszniejszej pod każdym względem od tej, która zaledwie przed kilku­
8

nego pokoju, i gotowa jest potępić każdego, ktoby ją lekkomyślnie rozpętał. Świat jednak rozumie, że samo potępie­ nie wojny zaborczej i jej sprawcówT,* chociażby usankcjonowane powagą międzynarodowych traktatów, nie zażegna nowych wojen. Zbyt wiele pozostało po wojnie światowej zarzewia, które tli się bez przerwy pod cieniut­ ką powłoką traktatów, każdej chwili gotowe wybuchnąć nową pożogą, aby ludzkość mogła zapomnieć, że tylko nieustanna czujność zapew­ nić jej może tak upragniony pokój. Tylko czuj­ ność, która sygnalizować będzie pierwsze iskry pożogi, pozwoli je ugasić, zanim strop świata nie stanie w płomieniach.

Czujność ta wymaga od nas rozumienia w obecnem życiu narodów tych zjawisk, które mogłyby współdziałać w narastaniu nieuchron­ nych przyczyn nowych wojen. Takie rozumie­ nie jest możliwe tylko w oparciu o znajomość analogicznych przyczyn, które spowodowały wybuch wojny światowej. Oto dlaczego, w obawie i w obronie przed nową katastrofą wojenną, konieczna jest zna­ jomość istotnych przyczyn poprzedniej.

Kierunek życia ludzkości stanowi wypad­ kową działających sił z jednej strony material­ nych, z drugiej zaś strony — obojętne, jak je nazwiemy — sił moralnych, duchowych, czy ideowych. Te dwa czynniki: materjalny i ideowy — zgódźmy się na to określenie — kształtują dzie­ je ludzkie, w niezwykle skomplikowany sposób wzajemnie przenikając się i wzajemnie oddziaływując na siebie.

To samo, rzecz prosta, tyczy się i wojen, które stanowią poszczególne tylko etapy dzie­ jów ludzkich. Przyczyn wojen należy przeto szukać zarówno w zjawiskach materjalnych, jak ideowych. Jakkolwiek nie jest rzeczą łatwą nakreślić między temi zjawiskami wyraźną linję demarkacyjną, co powoduje nawet częstokroć pogląd, że są to zjawiska jednorodne, tern niemniej jed­ nak w zasadniczym swoim charakterze różnią się one tak wyraźnie, że nietylko można, ale na­ leży nawet rozpatrywać je oddzielnie, chociaż nie zapominając o ich organicznym związku. Szukajmy przeto najpierw przyczyn woj­ ny światowej w dziedzinie zjawisk bezsprzecz­ nie materjalnych. Jak przedstawiały się stosunki materjalne przedwojennego świata, a w szczególności Europy? Co najbardziej je charakteryzowało w znaczeniu i w skali międzynarodowej ? Zjawiskiem najbardziej charakterystycznem było materjalne, ściślej gospodarcze

Aresztowanie

sprawcy

zamachu

na Arcyhsięcia

Ferdynanda

w

Sarajewie,

9

współzawodnictwo Anglji i Niemiec, które w drugiej połowie XIX. wieku z niezwykłą szybkością urastają do rozmiarów potężnego mocarstwa w znaczeniu nietylko europejskiem, ale i światowem. Momentem zwrotnym dla rozwoju potęgi Niemiec stała się zwycięska wojna z Francją

Wilhelm 11 Hohenzollern.

nów gospodarczych, przyłączenie nowych prowincyj czy kolonij, gdzie mogłyby mieć obszer­ ne rynki zbytu, nowe sfery ekspansji finanso­ wej, skąd mogłyby czerpać surowce dla z roku na rok pęczniejącego przemysłu. W tym jednak momencie, kiedy polityka Niemiec, kierowana naciskiem wewnętrznego życia gospodarczego, wchodziła na drogę eks­ pansji kolonjalnej, znakomita część rozporzą­ dzanego funduszu kolonjalnego była już po­ dzielona pomiędzy mocarstwTa o polityce kolo­ njalnej znacznie staiłszej niż Niemiec daty. To też ku końcowi XIX wieku Niemcy znajdowały się w ogonie państw, rozporządzających zamorskiemi kolonjami. W tym stanie rzeczy gospodarczy interes Niemiec wyraził się w dążeniach: po pierwsze do znalezienia sposobów nabycia nowych kolonij i utrzymania ich pod swoją władzą, po dru­ gie zaś do obrania takich terenów, które mogły­ by stać się dogodnemi kolonjami. Pierwsze dą­ żenie wymagało stworzenia licznej floty han­ dlowej i potężnej floty wojennej. W tym też ce­ lu cesarz Wilhelm II, odsunąwszy od wpływów na rządy starego Bismarcka, czyni wysiłki, uwieńczone zresztą powodzeniem, aby zapew-

w latach 1870—71. Wojna ta zjednoczyła Niemcy w potężne narodowe cesarstwo, umac­ niając podstawy dalszego rozwoju zarówno go­ spodarczego, jak i kulturalnego. Otrzymawszy od Francji najbogatsze jej prowincje Alzację i Lotaryngję i niezwykle, jak na owe czasy, wy­ soką kontrybucję, wynoszącą 5 miljardów zło­ tych franków, co znakomicie zwiększyło własne ich bogactwa naturalne, oraz narodowy kapi­ tał, — Niemcy poczęły niezwykle szybko roz­ wijać swój przemysł i handel. Gwałtowny rozwój życia gospodarczego Niemiec, wywołany bezpośrednio sukcesami wojennemi, znalazł trwałe oparcie, co należy stwierdzić z całą obiektywnością, w nieprzecięt­ nych właściwościach narodu niemieckiego, w je­ go pracowitości, wytrwałości i zdolnościach or­ ganizacyjnych, oraz w niemniejszej mierze w mądrej polityce wewnętrznej ogólnej zarów­ no Rzeszy, jak i poszczególnych państewek niemieckich. Ten szybki rozwój gospodarczy Niemiec w krótkim czasie doprowadził do tego, że ko­ losalna produkcja niemieckiego przemysłu, jak i gromadzące się kapitały, nie mogły być zu­ żytkowane na rynkach wewnętrznych. Koniecz­ nością dla Niemiec stało się rozszerzenie tere­
10

Cesarz Atistrji i król Wę­ gier, Franciszek Józef.

nić cesarstwu niemieckiemu nietylko lądową, ale i morską potęgę. Jeżeli jednak chodzi o konkretne możliwości rozwiązania problemu kolonjalnego Niemiec — było już wówczas rze­ czą oczywistą, że, przy istniejącym podziale terytorjów, na które mogły liczyć państwa euro­ pejskie, w grę mógł tylko wchodzić ewentual­ ny zabór części olbrzymich posiadłości zamor-

Rysunek satyryczny nieznanego autora angielskiego (?) z pierwszej polowy IX stulecia, w naiwny sposób przedsta­ wiający upadek Polski i haniebny triumf Mikołaja I na tle współczesnych stosunków europejskich. Rysunek powyższy, którego oryginał znajduje się w muzeum w Brukseli, jest ciekawym dokumentem życzliwości dla sprawy polskiej wśród szerokich sfer społeczeństw zachodnich na początku ubiegłego stulecia.

skich Anglji i Francji. To właśnie w swoim czasie wywołało polityczny konflikt wielkich mocarstw na terenie Afryki. Te same czysto gospodarcze dążenia, ma­ jące na widoku nadewszystko rozszerzenie ryn­ ków zbytu dla rosnącego przemysłu niemiec­ kiego, przejawiły się również w historycznym już haśle: „Drang nach Osten" („parcie na Wschód"), które realizowano w dwóch kierun­ kach: na południo-wschód poprzez Bałkany, Azję Mniejszą i Mezopotamję ku rynkom Da­ lekiego Wschodu, a przedewszystkiem Indyj, oraz wprost na wschód, na obszarach dawnego rosyjskiego imperjum. Rzecz prosta — niezwykle szybki rozwój niemieckiej floty handlowej i wojennej, a w ślad zatem rozbudowa niemieckich stacyj węglowych i umocnienie się na światowych drogach morskich; przejrzyste dążenie do za­ boru francuskich i angielskich kolonij w Afry­ ce; penetracja na Bałkany, w Azji Mniejszej i w Mezopotamji — wszystko to w najwyższym

stopniu naruszało całość gospodarczych inte­ resów Anglji i Francji, które wszędzie, gdzie przenikali Niemcy, posiadały albo swoje wła­ sne handlowo-przemysłowe przedsiębiorstwa, albo swoje znaczne kapitały miały zaintereso­ wane w przedsiębiorstwach miejscowych, albo wreszcie posiadały tam niezwykle pojemne ryn­ ki zbytu dla swojej produkcji przemysłowej. Gospodarcze dążenia Niemiec, systematy­ cznie osiągane we wszystkich kierunkach, szczególnie godziły w interesy Anglji, która, w dodatku, jako „władczyni mórz", nie mogła dopuście Niemiec do utrwalenia się na ocea­ nach Spokojnym i Indyjskim, co groziło poważ­ ną konkurencją na drodze do Chin. Nie mniej cierpiały gospodarcze interesy Anglji i Francji dzięki niemieckiej penetracji wprost na wschód na rosyjskie rynki. Zarów­ no Anglja, jak i Francja w najwyższym stop­ niu były same zainteresowane bezkresnym ob­ szarem Rosji, jako terenem ich własnej eks­ pansji przemysłowej, handlowej i finansowej.

Trumna ze zwłokami arcyks. Ferdynanda. Obok, iv małej trumnie, zwłoki jego morganatycznej małżonki.

11

Do jakiego stopnia potężny rozrost nie­ mieckiego przemysłu wraz ze wszystkiemi jego konsekwencjami był niebezpieczny dla Francji, szczególnie zaś dla Anglji, dowodzą tego poni­ żej zamieszczone dane statystyczne, dotyczące międzynarodowego roz\yoju produkcji, oraz światowej wymiany towarowej : Wydobyto węgla w miljonach ton:
w 1887 r. w 1911 r. wzrost prod. w %

Anglja 160,0 Francja 19,9 Stany Zjedn. A. P. 103,1 Niemcy 73,7

276,2 39,8 450,2 234,5

72,6 97,5 336,6 218,1
wzrost prod, w °L W /o

Produkcja żelaza w tysiącach ton ;
w 1887 r. w 1911 r.

Anglja Francja Steny Zjedn. A. P. Niemcy

7681 1568 6520 4024

10.033 4.411 29.028 15.574

30,6 281,5 368,5 387,0
wzrost prod. w °L w /o

Produkcja stali w tysiącach ton:
w 1887 r. w 1910 r,

Anglja 2.403 Francja 428 Stany Zjedn. A. P. 2.604 Niemcy 954

6.107 3.390 26.512 13.699

154.0 692.9 910,8 1.375,0

Jeśli dla ilustracji powyższych danych statystycznych weźmiemy pod uwagę, że w tym samym czasie od 1887 do 1911 roku ludność Niemiec powiększyła się zaledwie o 1/3 część, rozwój produkcji niemieckiej należy na­ zwać wprost niesłychanym. Analogiczne dane o innych gałęziach przemysłu niemieckiego stwierdzają również, że rozwój życia gospo­ darczego w Niemczech nie miał sobie równego w żadnem innem państwie przedwojennego świata. Jakżeż Niemcy zużytkowywały wytwory swego ogromnego przemysłu? Kto był jego od­ biorcą? Rzecz prosta, znaczną część produkcji nie­ mieckiej pochłaniał ogromny rynek wewnętrz­ ny. Jednak począwszy od 1912 roku obroty niemieckiego handlu zewnętrznego zajmują już drugie miejsce po Anglji, jeśli zaś chodzi o wy­ 12

wóz — niemiecki do równywuje już angielskie­ mu. Podkreślić jednak należy, że tylko 3 % wywozu niemieckiego było kierowanych do własnych kolonij. Reszta, to znaczy 97% nie­ mieckiego eksportu, zdobywała sobie cudze rynki zbytu, zarówno w kolonjach, jak i w kra­ jach macierzystych. DowTodzi to niezbicie, jak szybko umiały Niemcy zdobyć dla swojego przemysłu olbrzy­ mie rynki zbytu w cudzych kolonjach, co zna­ komicie zwiększało apetyt na nie niemieckich sfer gospodarczych. Do takich tylko rynków, jak Austral ja, Algier, Kanada, Indje Angiel­ skie i Turcja Azjatycka, wywoziły Niemcy wielokrotnie więcej produktów swojego prze­ mysłu, niż do własnych kolonij, a więc Samoa, Nowej Gwinei, Kamerunu i Kiao-Czao. Mało tego — do cudzych kolonij wywoziły Niemcy bez porównania więcej, niż ich własne metropolje. Tak naprzykład tonaż niemiec­ kiej floty, utrzymującej stosunki handlowe ze Sjamem, wynosił 376 tysięcy ton, podczas gdy handel francuski, uprzywilejowany, roz­ porządzał zaledwie 25 jednostkami o łącznej pojemności 9 tysięcy ton. W naturalnej konsekwencji zarówno An­ glicy, jak Francuzi musieli uważać Niemców za swoich groźnych konkurentów gospodar­ czych. Nie poto wszak zdobywano ongiś kolonje kosztem wielkich nawet ofiar i wysiłków, aby w rezultacie przechodziły one pod wzglę­ dem handlowym w zachłanne ręce Niemców! Z danych statystycznych wynika nadto, że z całego kolosalnego eksportu niemieckiego tylko czwarta część zdobywała sobie kolon j ai­ ne rynki. Natomiast trzy czwarte tego eks­ portu wchłaniały macierzyste kraje europej­ skie. W dodatku głównym konsumentem, była znów Anglja, równocześnie paraliżowana gospodarczo zarówno w kolonjach, jak i w metropolji. Charakterystyczny jest fakt, że z ca­ łego niemieckiego eksportu, wynoszącego w 1907 r. siedm miljardów marek, sama An­ glja, metropolja, wchłonęła produkty niemiec­ kiego wywozu za sumę jednego miljarda marek. Zkolei wielką rolę w eksporcie niemiec­ kim grał rynek Austro-Węgier — 717 miłjonów marek, a następnie, mniej więcej w rów­ nej mierze, rynki Francji, Belgji, Holandji, Szwajcarji i Rosji (w przybliżeniu po 400 do 450 miljonów marek).

Ta niesłychana zdolność przemysłu nie­ mieckiego w zdobywaniu rynków zbytu przy stale rosnącej produkcji stanowiła nieustanną groźbę dla Francji, a jeszcze bardziej dla Anglji, które w owym czasie były najbardziej uprzemysłowionemi państwami Europy. Na wiele lat przed wojną światową jasnem było, że przemysł i handel niemiecki opa­ nowały już najbardziej nawet oddalone zakąt­ ki świata i to w takich rozmiarach, które wszędzie kazały odczuwać skutki gospodarcze­ go panowania Niemiec. Oczywistem już było, że dawna hegemonja gospodarcza Anglji cał­ kowicie przeszła w ręce Niemiec. Był to fakt, z którym musiano się liczyć. Od początku XX wieku nie można było mieć pod tym względem żadnych wątpliwości, a w roku 1914 (przed wybuchem wojny) je­ den z ówczesnych ekonomistów, profesor Tuhan-Baranowski z całkowitą pewnością twier­ dził: ,,Anglii nie udało się zachować swojej poprzedniej hegemonji. Utraciła ona — i na zawsze — swoje wyjątkowe stanowisko na światowym rynku." Anglja i Francja, utraciwszy znaczną część swoich rynków przemysłowych, poczęły energicznie wywozić nadmiar swoich kapita­ łów, lokując je głównie w krajach mało uprze­ mysłowionych. Ale i w tej dziedzinie spotkały się one z silną konkurencją Niemiec, które po­ częły czynić to samo, chociaż nieco w mniej-

utratę swojej światowej hegemonji. Tych lub innych — musiała jednak Anglja chwycić się jakichś środków, które powstrzymałyby zwy­ cięski pochód niemieckiego przemysłu i związa­ nego z nim handlu. Na pierwsze miejsce wy-

Pasicz, serbski prezes Rady Ministrów z 1914 r.

Bethmami - Holweg. Kanclerz cesarstwa niemieckiego

szych rozmiarach, tłomaczących się wielkiem zapotrzebowaniem kapitałów ze strony prze­ mysłu i handlu niemieckiego. Zrozumiałem jest, że Anglja nie mogia grać roli biernego widza, spokojnie patrząc na

sunęła się konieczność zasadniczego udoskona­ lenia własnego aparatu gospodarczego pod względem technicznym i organizacyjnym. W Anglji, a poniekąd i we Francji z całą sta­ rannością poczęto badać przyczyny gospodar­ czych zwycięstw niemieckich. Na usługi prze­ mysłu powołano całą naukę i technikę. Urzą­ dzano w tym celu masowo zjazdy i wystawy. Nagromadziła się w tej dziedzinie niezwykle bo­ gata literatura. Wszystko to, do pewnego stop­ nia, przyczyniło się do podniesienia produkcji i rozwoju handlu, nie mogło jednak, rzecz pros­ ta, osiągnąć głównego celu: przywrócić Anglji utraconą hegemonję gospodarczą i uwolnić ją od nieznośnej konkurencji Niemców. Cel ten był niemożliwy do osiągnięcia przedewszystkiem dlatego, że WT wysiłkach swoich postępo­ wała Anglja jedynie śladami Niemiec, a wszak i Niemcy pracowały wciąż nadal, o tyle będąc w lepszem położeniu, że zdążyły już znacznie wyprzedzić Anglję. Zdawałoby się, że Anglja mogła była uciec się do bojkotu. Lecz i ten środek nie mógł
13

zapewnić pożądanych rezultatów nawet dla Anglji, której" brak było dostatecznych sił go­ spodarczych i politycznych dla zorganizowania światowego bojkotu niemieckich towarów i nie­ mieckich kapitałów w takich rozmiarach, dzię­ ki którym osiągalny byłby sam cel podobnego bojkotu. Nâkoniec, pozostawał jeszcze jeden środek, zdawałoby się, skuteczny, który mógł zwiększyć szanse angielskie w angielsko - nie­ mieckiej walce gospodarczej. Środkiem tym byłaby całkowita unifikacja metropolji angiel­ skiej z jej posiadłościami kolonjalnemi pod względem celnym. Taka jednak unifikacja wymagałaby przejścia do protekcjonalizmu go­ spodarczego i stworzenia jednolitego organiz­ mu gospodarczego w skali światowej. Jedno i drugie byłoby jednak, z przyczyn natury wewnętrzno- politycznej, dziełem niezwykle złożonem i trudnem, którego całkowita realizacja nie leżała WT sferze angielskich możliwości. Należy wogóle stwierdzić, że żaden ze środków pokojowych nie mógł zahamować gwałtownego gospodarczego rozwoju Niemiec. Tylko wojna — według opinji angielskiej — mogła zadać śmiertelny cios gospodarczej hegemonji Niemców, od dłuższego czasu ciążącej już nad światem. Opinja ta opierała się w Anglji na hipo­ tezie, że wojna znacznie więcej wyczerpie siły Niemiec, niż ich przeciwników, a warunki zwy­ cięskiego pokoju ostatecznie je zniszczą, na­ kładając ogromną kontrybucję, pozbawiając Niemców ich wspaniałej floty i znacznej części naturalnych bogactw ( Alzacj a, Lotaryngj a i przemysłowe okręgi nad Renem), a wreszcie politycznie rozbijając Rzeszę Niemiecką na dwie części, lub na wiele drobnych państewek, autonomicznych pod względem politycznym i gospodarczo niezależnych. Wszystko powyższe zdaje się wskazywać na to, że gospodarcza rywalizacja Anglji i Francji z Niemcami, rywalizacja, wT której I)o stronie Niemiec były wszystkie atuty, nie­ uchronnie musiała doprowadzić do wojny. Wy­ daje się to tembardziej oczywiste, jeśli uwzględ­ nimy kompletny brak wT okresie przedwojen­ nym poważniejszych środków międzynarodo­ wych, zabezpieczających pokój i mogących roz­ strzygać wielkie konflikty drogą pokojowych negocjacyj. Reasumując powyższe należy stwierdzić, że bezpośrednią przyczyną, natury materjalnej, wojny światowej był nierównomierny roz­
14

wój życia gospodarczego główmyeh mocarstw świata, co w konsekwencji doprowadziło do tak ostrej rywalizacji młodych Niemiec ze starszemi niż one państwami przemysłowemi, że te ostatnie poczuły się zagrożone w swoich najży­ wotniejszych interesach materjalnych. To znów wytworzyło taką sytuację, że, wobec braku od­ powiednich środków międzynarodowych, roz­ strzygnięcie tego kolosalnego konfliktu mogło nastąpić wyłącznie na drodze zbrojnego star­ cia zainteresowanych mocarstw.

Oprócz przyczyn materjalno-gospodarczych wojnę światową, jak to zaznaczyliśmy na początku, musiały poprzedzać przyczyny natu­ ry psychiczno-ideowej. W życiu zarówno państw, jak i poszcze­ gólnych narodów istnieją trwałe idee politycz­ ne, których realizację uważa się za posłannic­ two dziejowe niejednokrotnie całych pokoleń. Im dłużej trwa realizacja tych ideałów, tern głębiej zapuszczają one korzenie w psychikę danego narodu, całkowicie wchodząc wr kom­ pleks jego psychicznych właściwości. Historja każdego narodu stanowi dostateczny przykład, jak wielką rolę w dziejach ludzkich odgrywają owe posłannictwa, w7 które wierzymy i które określamy w poszczególnych etapach ich reali­ zacji, jako nakazy dziejowe, w7ypływTające ze świadomości trwałych ideałów narodowych. Pod tym wTzględem historja Polski zawiera szczególnie jaskrawe przykłady, że tylko wy­ mienimy ideały federacyjne, ideę przedmurza chrześcijaństwa i — na j jaskra wszy — ideały niepodległościowa, których realizacja trwała półtora wieku, pochłonęła zaś wysiłki i ofiary całych pokoleń. Wbrew materjalistycznej teorji dziejów — i wojna światowa, to najwięk­ sze ze znanych zjawisko dziejowe, musiała po­ wstać na tle takich, a nie innych konfliktów ideowo - psychicznych, które równorzędnie ze zjawiskami mateiłjalnemi popychały historję w określonym kierunku. Wyżej omówione ideały narodowe, składa­ jące się na całość pojęcia posłannictwa dziejo­ wego, realizowane są najczęściej na terenie po­ lityki międzynarodowej danego państwa. Dla realizacji ich zużytkowuje się wszelkie dostęp­ ne środki, włącznie do wojny, która w stosun­ kach międzynarodowych stanowi ostateczny środek działania.

Dzięki temu dążenie do realizacji history­ cznych zadań państwowych, dążenie, wypływa­ jące przedewszystkiem % pobudek natury ideo­ wo - psychicznej, w konsekwencji może dopro­ wadzić do nieuniknionej wojny.

Erich Von Falkenhayn, niemiecki minister wojny (1913 — 15), szef sztabu gen. w 1916 r.

skonalszą w Europie armję i równie doskonałą flotę wojenną. W takim stanie rzeczy w umysłach i w psy­ chice inteligencji niemieckiej dojrzewała myśl, że polityczne światowe położenie Niemiec nie odpowiada ich wewnętrznej potędze zarówno materjalnej, jak i moralnej. Należy stwier­ dzić, że podobne myśli, które w następstwie wytworzyły dojrzałą już ideologję niemieckiego narodu, padały na grunt całkowicie przygoto­ wany przez uczonych niemieckich, głównie ta­ kich historyków połowy XIX wieku, jak Hen­ ryk von Treitschke, Hosenbreicht, Dreusen i Chessler. Szczególny wTpływ pod tym względem miał Henryk von Treitschke (1834 — 1896), histo­ ryk i publicysta, niezwykle uzdolniony, ale stronniczy i nierzetelny w swoich namiętnych publikacjach. Głównym tematem prac Treitschkego było egzaltowane dowodzenie wielkości Prus, chwa­ ły ich armji, która, według niego, stanowi syn­ tezę narodu, i naxx)du, który wystawia podobną armję. Treitschke umiał wielkość Niemiec i bezgraniczne perspektywy ich rozwoju oto­ czyć aureolą płomiennej wiary, którą wpajał całym zastępom młodzieży, przyszłym uczo­ nym, politykom i wojskowym. Z namiętno­ ścią fanatyka i zimną metodą uczonego bez

Zastanówmy się, czy narody i państwa eu­ ropejskie posiadały na początku XX wieku ta­ kie uświadomione zadania historyczne? Czy dążyły one ku ich realizacji? Czy dążenia ich były oparte na dostatecznej woli, która nie co­ fała się przed trudnościami, wyrastaj ącemi przedewszystkiem w miejscach zderzenia prze­ ciwnych dążeń poszczególnych państwT i naro­ dów? Czy kompleks tych dążeń przeciwnych dochodził do takich rozmiarów sprzeczności, że konflikt ten mógł być rozwiązany tylko przy zastosowaniu siły, czyli wojny? Niemcy w okresie od 1871 do 1914 roku bez przerwy osiągały ogromne sukcesy na wszelkich polach : politycznem, materjalnem, kulturalnem i wreszcie militarnem ; nabyły liczne kolonje; umocniły swoje wpływy WT Azji Mniejszej i w zdumiewający sposób, o czem już mówiliśmy, rozwinęły przemysł i handel; za­ władnęły światową hegemon ją gospodarczą, którą wydarły z rąk Anglji; stworzyły najdo­

Kronprinz Ruprecht

Bawarski.

15

końca powtarzał Treitschke, że Niemcy — to przodujący, wybrany naród świata, pod każ­ dym względem doskonalszy od innych narodów, dla którego, naprzykład, słowianie mogą i po­ winni być tylko mierzwą dla udoskonalenia niemieckiej kultury. Według teorji Treitschkego historycznym celem Niemców było, począwszy od Karola Wielkiego aż do cesax^za Wilhelma II włącznie, zjednoczenie Niemiec pod przewodnictwem Prus. Z chwilą osiągnięcia tego celu aktualnem stało się następne zadanie, które Treitsch­ ke tak określał: „Zupełnie tak samo, jak wiel­ kość zjednoczonych Niemiec wypływa z rzą­ dów, sprawowanych przez Prusy, podobnie i po­ myślność świata będzie osiągnięta dzięki rzą­ dom i panowaniu niemieckiej kultury, niemiec­ kiej ideologji, niemieckiej psychologji". Oto, jak uczył Treitschke, w czem leży dziejowe po­ słannictwo Niemiec i ich rola w przyszłości. Ku ideałom tym Niemcy powinni dążyć wszel-

Król Wilhelm Wirt ember g s ki, Gen, Feldmarszałek*

kiemi drogami, posiłkując się wszelkiemi dostępnemi środkami. Teorje Treitschkego nabierają właściwego znaczenia, jeśli uwzględnimy, że zajmował on, pomiędzy wielu innemi godnościami, oficjalne stanowisko historjozofa państwa pruskiego!
16

W taki oto sposób hodowała się w Niem­ czech przedwojennych idea światowego pano­ wania Niemców, daleko wybiegająca poza sfe­ rę materjalną, gospodarczą. Równorzędnie z tern myśl niemiecka szła i w drugim kierunku, rozpatrując zagadnienie emigracji. Dzięki wewnętrznemu rozwojowi Niemcy wytwarzały nadmiar sił umysłowych i fizycznych. Wskazywało się przeto patrjo­ tom niemieckim na fakt, że rok rocznie wsku­ tek wewnętrznej ciasnoty n^ rynku pracy naj­ lepsze i najbardziej energiczne siły społeczeń­ stwa emigrują, oddając swój rozum, zdolności i pracowitość na usługi innych narodów, czę­ stokroć wrogich nawet dla Niemiec. Zagad­ nienie to, ocenione, jako wyjątkowo doniosłe, stało się tematem specjalnych badań, którym poświęcały się całe zastępy niemieckich uczo­ nych i działaczów państwowych. Badania te doprowadziły do przekonywującego wniosku, że Niemcy nie mogą i nie wolno im nawet zrze­ kać się możliwości rozszerzania swoich granic państwowych i ekspansji kolonjalnej. W dal­ szej konsekwencji doktryna niemiecka okre­ śliła i te kierunki, w których powinna była od­ bywać się ekspansja Niemiec zarówno w skali europejskiej, jak światowej, a które zamknięto w dwóch formułach - hasłach : „Drang nach Osten" i „Unsere Zukunft ist auf der See!". Z późniejszych pisarzy niezwykłe jaskra­ wo przeprowadza te idee generał armji nie­ mieckiej von Bernhardi. Wierzy on w dosko­ T nałość narodu niemieckiego i w przeznaczenie jego wielkiej przyszłości. Wierzy, że naród niemiecki jest powołany, aby odegrać doniosłą T rolę w dziejach ludzkości. Rzecz prosta, że nietylko sam Bernhardi głosił ideę niemieckiego panowania nad świa­ tem. Nieprzeliczone zastępy uczonych i publi­ cystów, ekonomistów', przemysłowców, kup­ ców, profesorów wyższych uczelni i teoretyków wojskowych, literatów i dziennikarzy — jednem słowem znakomita część niemieckiego świata intelektualnego przejęła się doniosłością tych idej, pisząc i przemawiając w ich obronie. Już w 1895 roku wyszedł z druku pamflet pod tytułem „Wielkie Niemcy i Centralna Eu­ ropa w 1850 r.", którego autor twierdzi: „Nie­ wątpliwie nie sami tylko Niemcy będą stano­ wili ludność w ten sposób ukształtowanego nie­ mieckiego imperjum; oni jedni jednak będą sprawowali rządy, oni jedni będą posiadali peł­ nię praw politycznych, oni jedni będą służyli

w armji i we flocie, oni jedni będą mieli pra­ wo nabywania własności ziemskiej. Dzięki te­ mu Niemcy, jak w wiekach średnich, znów po­ czują się rasą panującą; tern niemniej jednak lMjemcy dopuszczą inne narodowości do mniej ważnych działów pracy, ale pod swojem bezpośredmem kierownictwem". Ten punkt widzenia niemieckiej ideologji jest aż nadto dobrze znany nam, Polakom. VVszak w tym właśnie kierunku szła polityka pruska w stosunku do rdzennej ludności Poz­ nańskiego, Pomorza i śląska, polityka bez­ względnego wynarodowienia, wydziedziczenia i roztopienia Polaków w kulturze niemieckiej, polityka gwałtu i zimnego wyrachowania, po stronie której opowiadała się znakomita więk­ szość narodu niemieckiego. W 1911 roku Tannenberg w swojem dzie­ le „Wielkie Niemcy — zadaniem XX wieku" wykłada całkowitą teorję niemieckiej ekspan­ sji tery torjalnej, wyliczając kraje i obszary, które uważa za konieczne zagarnąć pod pano­ wanie Niemiec na wypadek, kiedy staną się one wielkiem, światowem mocarstwem. Wszechniemiecki plan z 1911 roku przewi­ dywał stworzenie federacji krajów czy państw na czele z Rzeszą Niemiecką. " skład tej fede­ W racji miałyby wchodzić: na zachodzie Holandja, Belgja, Luksemburg i Szwajcarja, oraz szeroki pas tery torjum francuskiego, położony na północno-wschód od linji, idącej od Belfortu na południu do ujścia Sommy na północy; na wschodzie wchodziłyby: zachodnia część imperjum rosyjskiego, a więc i Polska b. zaboru ro­ syjskiego, oraz kraje nadbałtyckie Rosji, a więc dzisiejsza Litwa, Łotwa i Estonja; wreszcie na południo-wschodzie monarch ja Austro-Węgier i kraje bałkańskie. Ta rozległa federacja, której kośćcem mia­ ło być potężne i rozległe imperjum niemieckie centralnej Europy, nie powinna była, według wszechniemieckiego planu, ograniczać się tyl­ ko do obszarów Europy. Miała ona rozciągać się w głąb Azji i Afryki, a nawet Ameryki. Kolosalny plan niemiecki przewidywał obję­ cie protektoratu lub poprostu zabór Azji Mniej­ szej, Syrji, Palestyny, Mezopotamji, południo­ wej Persji, Egiptu z kanałem Sueskim, oraz innych jeszcze obszarów Afryki, a nadto znacz­ nej ilości wysp środkowej Ameryki i Oceanu Spokojnego. Rozwinąwszy z całą precyzją niemieckiej fnyśli taki plan światowego panowania Nie­

miec Tannenberg orzeka: „Zadaniem nowo­ czesnych Niemiec jest przejście ze stanowiska mocarstwa europejskiego do stanowiska mo­ carstwa światowego". Należy stwierdzić, że te i podobne im kon­ cepcje nie były wytworem chorych mózgów, ani spaczonej myśli fanatyków. Nie można bowiem uważać za chorych lub fanatyków ca­ łego narodu, a chociażby jego znaczniejszej części. A tak właśnie szeroko rozpleniła się wszechniemiecka ideologja, oparta na bez­ względnej wierze w dziejowe posłannictwo Niemiec, ideologja, która każdy środek do osiągnięcia celów niemieckiego „posłannictwa" uważała za słuszny. Na usługach tej ideologji stała cała nieomal nauka i kultura przedwojen­ nych Niemiec, nastawiając umysłowość i psy­ chikę najszerszych mas społecznych na okre­ ślony i zdecydowany kierunek wszechniemiec­ ki. Nigdzie bodaj rzekome, czy też prawdziwe posłannictwo narodu nie skupiło tylu i tak

Von Bissing, pierwszy gen. gubernator w Belgji.

niemiecki

świetnych sił, jak potrafiły to uczynić Niemcy. „Posłannictwo" niemieckie, otoczone aureolą bohaterstwa i politycznego romantyzmu, świę­ tej wiary i fanatycznego oddania, a równocze­ śnie zbadane, wyjaśnione, obliczone i skomer­ cjalizowane, barbarzyńskie w swoich porywach,
17

drapieżne w swoich metodach i zimne w działa­ niu, równocześnie idealistyczne, mistyczne i hu­ manitarne w swojej frazeologji — przeorało duszę „wybranego" narodu, którego złowiesz­ cze chociaż zarazem jowjalne oblicze budziło lęk przedwojennego świata.

Książę Heinrich Pruski, generał inspektor marynarki niemieckiej.

Świat mógł się lękać, bowiem ideały wszechniemieckie ogarnęły zarówno szerokie doły społeczne, jak i szczyty państwowości nie­ mieckiej. U góry Niemiec na j jaskr a wszy m wyrazi­ cielem tej ideologji był sam cesarz Rzeszy Nie­ mieckiej i król pruski — Wilhelm II Hohenzol­ lern ! Pamiętną stała się mowa cesarza z 1896 r., kiedy w przemówieniu swojem z racji 25 rocz­ nicy założenia niemieckiego cesarstwa oświad­ czył, że naród niemiecki... „stał się mocar­ stwem światowem, którego obywatele zamiesz­ kują we wszystkich częściach świata, wszędzie wnosząc ze sobą światło wiedzy i kultury nie­ mieckiej. Czas najwyższy połączyć to szersze imperjum niemieckie z naszem macierzystem cesarstwem"! Innym razem Wilhelm, ten koronowany „Kulturtràger" o umysłowości dyletanta-ka18

botyna, oświadczył z emfazą: „Jeden tylko na­ ród niemiecki powołany jest do obrony, tworze­ nia i rozwijania wielkich idej". Kiedyindziej znów: „Nasz niemiecki naród będzie granitową opoką, na której Wszechmocny Bóg dokończy dzieła cywilizacji świata". Na otwarciu mu­ zeum rzymskiego w Salzburgu w dn. 4 paź­ dziernika 1900 r. Wilhelm II mówił: „I bę­ dzie w przyszłości nasza ojczyzna niemiecka równie zwarta, równie potężna, równie budzą­ ca podziw, jak światowe imperjum rzymskie; i będzie to osiągnięte połączonym wysiłkiem naszych książąt, naszych narodów, naszych armij i naszych obywateli, abyśmy kiedyś mogli mówić o sobie, jak tamci mówili o sobie: „Civis romanus sum". W mowie z dn. 22 marca 1905 r. cesarzorator — „Redekaiser" — mówił: „Bóg nie włożyłby tak wiele pracy w naszą niemiecką ojczyznę i jej naród, jeśliby miał nie przezna­ czyć nas ku czemuś wyższemu. My, Niemcy — to sól ziemi"! Aby należycie ocenić rolę wszechniemieckiej ideologji, której wyznawcą i apostołem był sam cesarz Rzeszy Niemieckiej, w narastaniu przyczyn wojny światowej, należy zaznaczyć, że cała koncepcja światowego panowania Niemców była oparta na przeświadczeniu, iż tylko siłą zwycięskiego oręża mogą osiągnąć Niemcy przodujące miejsce wśród narodów świata. Myśl ta najbardziej jaskrawo przebija w dziełach wzmiankowanego już generała Bernhardi, który, wychodząc z tego założenia, głosił biologiczne prawo wojny i twierdził, że „miecz zapowiada ludzkości ostateczne zbawie­ nie i najwyższe dobro!". Analogiczne stanowisko zajmował Wag­ ner, który w dziele swojem „Wojna" z 1906 r.. przewidując dla Niemiec wojnę światową, mó­ wił: „Możliwe, że pułki niemieckie przekroczą Indus i Ganges, że wojska niemieckie i dywizje tureckie pod dowództwem oficerów niemieckie­ go sztabu generalnego dokonają blokady kana­ łu Sueskiego i, przeszedłszy angielski Egipt, podtrzymają chedywa, dotychczas zależnego od Anglji, w ogólnem powstaniu zbrojnem isla­ mu. Zupełnie możliwe, że w południowej Afry­ ce przewidywania staną się rzeczywistością. Zupełnie możliwe, że czarno-biało-czerwona flaga rozwiewać się będzie na wieżach Calais i Rotterdamu, a wojenne kontrybucje i przy­ musowe pożyczki będą ogłoszone przez Niem-

ców w Paryżu po ukończeniu takiej wojny światowej, jakiej jeszcze nigdy nie było pod słońcem". Taka oto była psycholog ja ideowych kie­ rowników przedwojennych Niemiec, psychologja, która znalazła w niewiele lat później tak jaskrawy wyraz w czasie wojny światowej, krwią i żelazem podkreślając to wszystko, na czem wychowywało się społeczeństwo niemiec­ kie, co narzucało się mu w formie ideologji, co mu tłomaczono, czem nęcono je na długo jeszcze przed wojną. W czerwcu 1915 roku, jeszcze przed upły­ wem roku od początku wojny, cesarz Wilhelm II, zrzuciwszy maskę wszelkiej obłudy, wypo­ wiedział to, co oddawna już było dogmatem na­ cjonalistycznych Niemiec: „Triumf wielkich Niemiec, które wcześniej czy później będą władcą całej Europy — oto jedyny cel, dla którego walczymy"! Bezgraniczna pycha niemiecka znalazła swój najdoskonalszy wyraz w osobie cesarza, który, w dodatku, uważał siebie za narzędzie Najwyższego, który przy pomocy niemieckiej armji dokona dzieła założenia potężnego nie­ mieckiego imperjum świata! W rozkazie do armji wschodniego frontu mówi Wilhelm w 1914 r. : „Pamiętajcie, że je­ steście narodem wybranym. Duch Boży wstą­ pił we mnie, ponieważ jestem niemieckim ce­ sarzem. Ja — to narzędzie Najwyższego. Ja— to miecz Jego, wykonawca Jego woli. Biada i śmierć każdemu, kto przeciwstawi się mojej woli. Biada i śmierć tym wszystkim, którzy nie wierzą w moją misję. Biada i śmierć tchó­ rzom. Niechaj zginą wszyscy wrogowie nie­ mieckiego narodu. Bóg chce ich zagłady. Przez moje usta Bóg żąda od was wypełnienia Jego woli". Wszystko to, cośmy dotychczas mówili, w zupełności już wystarcza, aby wyprowadzić logiczny i na faktach oparty wniosek, że panu­ jąca w Niemczech ideologja końca XIX i po­ czątku XX wieków, dążenia ogromnej większo­ ści narodu niemieckiego, jego ideały, jego na­ stroje, podtrzymywane powagą najwyższych autorytetów — że wszystko, razem wzięte, pro­ wadziło nieuchronnie do wojny, jako jedynego, według niemieckiej koncepcji, środka, któiy mógł urzeczywistnić marzenia o światowem niemieckiem imperjum, o zagarnięciu wszyst­ kich i wszystkiego pod swoje wpływy, o hegemonji, ogarniającej cały glob ziemski.

Oto częściowa odpowiedź na pytanie, jakie były ideowo-psychologiczne przyczyny wojny światowej ; oto jedna z nich i to, bodaj, najważ­ niejsza. Doszedłszy do wniosku, że dla Niemców, według ich mniemania, wojna była konieczno-

Admirał von Kastet1.

ścią, że jej nawet pragnęli, musimy rozstrzyg­ nąć pytanie, kto w oczach Niemców miał być ich głównym wrogiem, to znaczy, kto był naj­ większą przeszkodą dla nich w realizacji wiel­ kich i śmiałych planów. Takim wrogiem nie mogły być w oczach Niemców ani Francja, ani Rosja, które dla Niemiec mogły grać zaledwie rolę drugorzęd­ ną, ale tylko i wyłącznie Anglja. To też w cią­ gu kilku lat dziesiątków prowadzono w Niem­ czech anglofobską propagandę. W tej mierze najbardziej ożywioną działalność prowadził ten sam profesor Treitschke, o którym parokrotnie już wspominaliśmy. Uczony ten, traktujący wiedzę, jako wygodne narzędzie wTszechniemieckiej propagandy, wykazywał w swoich do­ ciekaniach historycznych, że Anglja wówczas, kiedy Niemcy zajęci byli urzeczywistnianiem wielkich ideałów religijnych, tworzyła się i krzepła drogą poprostu korsarskiego rzemio­ sła. Anglja — to poprostu „złodziejskie" mo19

carstwo, które, według historyków niemiec­ kich, doszło do potęgi i bogactwa, ograbiwszy z niego cały świat. Już Napoleon I usiłował wyrwać kulę ziemską „z ohydnych macek tego polipa, angielskiego panowania, duszącego ca­ ły świat". Napoleonowi nie danem było tego osiągnąć. Przeto dokonać tego muszą Niemcy. Generał Bernhardi zgadzał się łaskawie na porozumienie z Anglją, ale pod warunkiem, że zrzeknie się swojego nad światem panowa­ nia, którem podzieli się z Niemcami na zasa­ dach równouprawnienia. Anglja musiałaby z góry pozostawić Niemcom całkowitą swobodę

Admirał

Tirpitz.

w dziedzinie międzynarodowej polityki, oraz zaakceptować „na kredyt" wszelki terytorjalny rozrost Niemiec. Podobnie nie powinna Anglja przeszkadzać Niemcom w ich polityce kolonjalnej, przedewszystkiem zaś powinna uznać uprzywilejowane stanowisko interesów niemieckich w Azji Mniejszej. Rzeczą jest zupełnie zrozumiałą, że Anglja nie mogłaby się zgodzić na podobne warunki, dyktowane jej przez niemieckich uczonych i po­ lityków, gdyż zgoda jej byłaby równoznaczną z całkowitą i ostateczną utratą światowego pa­ nowania. 20

Tak więc nietylko w dziedzinie czysto go­ spodarczej, ale i w sensie ideologicznym inte­ resy Anglji i Niemiec do tego stopnia były so­ bie wrogie, że zgóry już można było przewidy­ wać zbrojny między nimi konflikt, którego nic nie mogło zażegnać. Oczywiście, poza Anglją i Niemcami, i in­ ne państwa posiadały ideały, wypływające z takiego lub innego pojmowania swojej roli i swoich zadań dziejowych, a posiadając te ide­ ały dążyły do ich urzeczywistnienia. Jeżeli chodzi o Francję — to zasadniczą cechą jej ideologji państwowej w okresie przedwojennym było pragnienie rewanżu w sto­ sunku do Niemiec, wprawdzie nie do tego stop­ nia sihie, aby stanowiło ono podnietą do aktyw­ nego działania, w każdym jednak razie tak głęboko zakorzenione i powszechne, że wywie­ rało zdecydowany wpływ na charakter fran­ cuskiej polityki międzynarodowej. Po klęsce 1871 roku Francuzi nie mogli zapomnieć ani o wspaniałem zwycięstwie NiemCÓWT, ani o swojej moralnej hańbie, ani tembardziej o dwTóch swoich pięknych, no i bogatych prowincjach, Alzacji i Lotaryngji, oderwa­ nych od macierzy, a tak silnie związanych z nią ideowo, kulturalnie i gospodarczo. Jednem sło­ wem — nie mogła Francja pogodzić się z nie­ szczęsnym wynikiem wojny 1871 roku, co po­ ciągało za sobą conajmniej marzenie o rewan­ żu, który z biegiem lat nabrał charakteru dzie­ jowego zadania Francji wT oczach całej patrjotycznej części narodu francuskiego. Niemcy zdawali sobie z tego sprawę, i już w 1871 r. Bismarck twierdził, że Francję na­ leży całkowicie sparaliżować, ponieważ nigdy nie przebaczy Niemcom ich zwycięstw. W 1878 roku Niemcy, widząc, jak szybko odradza się Francja po klęsce zarówno na polu gospodarczem, jak ideowem, szykowali się do nowego na nią napadu. Dopiero interwencja dyploma­ tyczna cara Aleksandra II powstrzymała Niemców od tego kroku, tern samem ratując, być może, Francję od ostatecznej klęski. Na­ stępnie w ciągu 80-tych i 90-tych lat XIX stu­ lecia Bismarck, bezustannie śledząc odradzanie się Francji i jej mocarstwowy rozwój, raz po raz uprzedza w parlamencie, że pokój na za­ chodzie dotąd nie będzie umocniony, dopóki Francuzi nie pogodzą się z faktem oderwania od ojczyzny dwóch swoich prowincyj. Jednak, jak to już raz zaznaczyliśmy, z całkowitą pewnością należy stwierdzić, że,

Metalurgiczny

wojenny przemysł niemiecki iv przededniu

Wojny

Światowej.

Fabryka metalurgiczna

w Dusseldorfie,

Odlewnia dział. Tu rodziła się. przyszła tarna, Niemiec.

potęga

mili­

jakkolwiek niezwykle popularną wśród Fran­ cuzów była idea rewanżu, która stała się wyra­ zem imperatywnego nakazu dziejowego, jak­ kolwiek Francja, przezwyciężywszy wszystkie trudności, wynikające z przegranej wojny i zmiany wewnętrznego ustroju z cesarstwa na republikę, niezwykle szybko kroczyła na drodze wszechstronnego rozwoju swoich sił mocar­ stwowych, a więc i swojej militarnej potęgi — pomimo wszystko nie była Francja tym aktyw­ nym czynnikiem, który mógłby urzeczywistnić ideę rewanżu, wywołując świadomie wojnę z Niemcami. Zbyt wielką bowiem była różni­ ca sił pomiędzy Niemcami a Francją, aby ta ostatnia, nawet przy maksymalnem napięciu swoich sił militarnych, mogła mieć jakiekol­ wiek szanse zwycięstwa w dwustronnej tylko walce. Francuzi dokładnie zdawali sobie sprawę z tej dysproporcji swoich sił i sił swego natu­ ralnego przeciwnika. Świadomość ta otwiera­ ła oczy Francuzom na ich, w gruncie rzeczy, bezbronność od strony wschodniego, potężniej­ szego sąsiada. To znów stało się jedną z po­ ważniejszych przyczyn zjawiska, napozór nie­
22

zrozumiałego, paradoksalnego, które szczegól­ nie wśród nas, Polaków, było przed wojną światową tematem ostrej krytyki, często i bo­ leśnie godzącej w ideologję państwową Fran­ cuzów. Oto republikańska, wolnościowa Fran­ cja, wyrazicielka demokratycznej ideologji, wy­ rosła na swojej wielkiej, rewolucyjnej tradycji zawarła przymierze z carską Rosją, uosobie­ niem despotyzmu, wstecznictwa i kozackich me­ tod rządzenia. Nawiasem mówiąc należy tu zaznaczyć, że, zgodnie ze swoim charakterem i warunkami, przymierze to uważane było za czysto obronne, przeto nie miało znaczniejsze­ go wpływu na aktywność francuskich marzeń o rewanżu, tembardziej zaś nie mogło rozbu­ dzić we Francji chęci wzięcia w swoje ręce ini­ cjatywy przyszłej wojny. Znajduje to wymowne echo w dziełach nie­ mieckiego generała Bernhardi, który nie stara się nawet ukrywać faktu, że dla Niemiec Fran­ cja jest przeciwnikiem drugorzędnym, chociaż liczyć się z nim należy, szczególnie od czasu za­ warcia francusko-rosyjskiego przymierza. Tak więc, reasumując, możemy śmiało twierdzić, że od czasu wojny 1871 roku stosun-

ki między Francją i Niemcami układały się nader wrogo, co, oczywiście, mogło z czasem doprowadzić do zbrojnego konfliktu, niezależ­ nie nawet od czynników natury gospodarczej i od ogólnej sytuacji międzynarodowej. Jeżeli chodzi o Anglję — to w okresie wie­ lu dziesiątków lat przed wojną światową jej historycznem zadaniem była ochrona tego, co już osiągnęła, a więc przodującego stanowiska w świecie pod względem gospodarczym, oraz handlowej i militarnej potęgi morskiej „Kró­ lowej mórz". Dlatego też uważała Anglja za swój cel zasadniczy ustawiczną czujność i dbałość w tern, aby nikt inny nie mógł jej do­ równać w dziedzinach gospodarczej, morskiej i kolonjalnej, tembardziej zaś, aby jej nie zdy­ stansował. Cała historja Anglji ostatnich stuleci jest aż nadto jaskrawym dowodem twierdzenia, że Anglicy nie znoszą zdecydowanego rozwoju ja­ kiegokolwiek państwa i w jakimkolwiek kie­ runku. Jeśli rozwój taki Anglja zauważy — natychmiast, jakgdyby już automatycznie, za­ czyna przeciwdziałać mu i cel swój przeważnie osiąga z niewiarogodnym wprost uporem i wy­ trwałością. W imię tej ideologji państwowej podcięła ongiś Anglja potęgę Hiszpanji, z uporem wal­ czyła z Francją Napoleona na początku XIX, a z Rosją w połowie tegoż stulecia. Z góry prze­ to można było być pewnym, że nie zmyli od­ wiecznej czujności Anglików gwałtowny roz­ wój gospodarczej, militarnej i morskiej potęgi Niemiec. Niezależnie od tego Anglja z obawą zaw­ sze spoglądała ku Rosji, która, z jednej strony, jakgdyby wisząc, niby miecz Damoklesa, nad angielskiemi Indjami, z drugiej zaś od wiekówT dążąc do opanowania Bosforu i umocnienia się na bliższym i średnim Wschodzie, rzecz prosta, była groźną dla interesówT angielskich i angiel­ skich wpływów w Azji. To też każda wojna, dzięki której mocła być złamana potęga Niemiec, a równocześnie znacznie osłabiona i Rosja, musiała być dla An­ glji korzystną, a więc i pożądaną. W przedwojennej Rosji ideologja państwo­ wa, jeśli chodzi o politykę międzynarodową, by­ ła już całkowicie ukształtowana. Oparta o swo­ je zdobywcze tradycje ostatnich stuleci, dum­ na wiarą w swoje wielkie posłannictwo dziejo­

we „czystego", nieskażonego jeszcze „grzecha mi cywilizacji" narodu, wynosząca Rosję do roli „macierzy narodów słowiańskich" i ich na­ turalnej przewodniczki, — rosyjska ideologja stworzyła dla Rosji zadania, które dadzą się streścić w następujący sposób: ustawiczny roz­ rost terytorjalny w Azji, dokonywany w spo­ sób naturalny, niejako automatyczny, drogą podbojów lub poprostu anektowania obszarów mało zaludnionych, o niskiej kulturze materj ai­ ne j , niezorganizowanych politycznie i słabych militarnie; stopniowe opanowywanie krajów i narodów słowiańskich; stworzenie kolosal­ nego imperjum, opartego z jednej strony o wszechsłowiaństwo, a z drugiej o niewyczer­ pany rezerwuar ludzki, materjalny i ideowy azjatyckiego Wschodu; oparcie swoistej i, rze­ komo, „dziewiczej" kultury rosyjskiej o potę­ gę polityczną carskiej Rosji i objawienie jej światu, jako „ex oriente lux"; wreszcie prze­ chowanie, odrodzenie i narzucenie światu ide­ ałów despotyzmu czysto wschodniego, zarazem barbarzyńskiego i uduchowionego, podstępne­ go, okrutnego i mistycznego, dobrodusznego, de­ magogicznego, chamskiego i zarazem wyrafi­ nowanego. Wschodni kierunek imperjalizmu rosyj­ skiego, przez długie wieki znajdujący swobod­ ne pole działania w Azji, na przełomie XIX i XX stuleci po raz pierwszy spotkał się z po­ ważniejszą i zorganizowaną kontrakcją ze stro­ ny Japonji. Ta ostatnia, szybko krocząc na dro­ dze rozwoju europejskiej cywilizacji materjalnej, potężna tradycją i wysokiemi wartościami rodzimej kultury, uważając się za naturalną przewodniczkę narodów azjatyckich, z żelazną wytrwałością dążyła do odegrania roli potęż­ nego mocarstwa. Te mocarstwowe dążenia Ja­ ponji wypływały nietylko z ideologji pan-azjatyckiej, ale również ze świadomego instynktu samozachowawczego, który nakazywał jej szu­ kać oparcia na kontynencie azjatyckim dla nad­ miernie zagęszczonej ludności swoich wysp ma­ cierzystych. Głównym przeciwnikiem ruchu pan-azjatyckiego pod koniec XIX stulecia była Rosja, ustawicznie pęczniejąca terytorjami narodów azjatyckich. W dalszej konsekwencji stanowi­ ła ona groźbę i dla samej Japonji, nadewTszystko zaś uniemożliwiała jej umocnienie się na kontynencie zarówno w celach kolonizacyjnych, jak i zdobycia pojemnych rynków zbytu dla swojego rozwijającego się przemysłu. 23

OTO, JAK NIEMCY

WILHELMA II PRZYGOTOWYWAŁY „KULTURjTRAGER'OW".

KADRY

PRZYSZŁYCH

Ćwiczenia polowe przedwojennej dzieży niemieckich szkół

mło­

średnich.

Oficerowie

niemieccy dzieży.

brali

udział mło­

W WojskoWem przysposobieniu

Defilada

przyszłych

„ zdobywcówu

świata.

24

PRZYSPOSOBIENIE

WOJSKOWE MŁODZIEŻY NIEMIECKICH PRZED WOJNĄ ŚWIATOWĄ.

SZKÓŁ

ŚREDNICH

Przyrządy

optyczne młodzieży.

na

usługach

Przyszli

wodzowie

przyjmują

defila­

de przyszłych

„zwycięzców*1.

Młodz

leż

niemiecka, czeń

powracająca ćwi­

z przedwojennych

^niewinnych" polowych.

25

Przedwoji nita niemiecka łódź podwodna,

Zderzenie się zasadniczo sprzecznych i wrogich sobie interesów państwowych Rosji i Japonji doprowadziło do wojny w latach 1904—05. Katastrofalny dla Rosji wynik wojny do­ wiódł dwóch ważkich prawd: że imperjalizm rosyjski i metody jego działania nie odpowia­ dają już wewnętrznym siłom Rosji i, że z Japonją, jako mocarstwem, wypada poważnie li­ czyć się nietylko na polu militarnem, ale i gospodarczem. Po wojnie z Japonją musiała Rosja pod­ dać zasadniczej rewizji swoje metody działania w Azji. Metody aktywne zastąpiono bardziej biernemi. Przedewszystkiem chodziło Rosji o zabezpieczenie pokoju na Dalekim Wschodzie, gdyż wojna narazie stanowiła zbyt wielkie ry­ zyko. Cel swój osiągnęła Rosja drogą zawarcia szeregu traktatów, oraz reorganizacji swoich sił zbrojnych w Azji w kierunku wyraźnie obronnym. Zaznaczyć jednak należy, że ten pa­ cyfizm rosyjski na Dalekim Wschodzie, wywo­ łany katastrofą wojenną, nie był obliczony na dłuższy okres czasu, niż byłoby to potrzebne dla takiego wzmocnienia się Rosji, które umożliwi­ łoby jej ostateczną rozgrywkę z Japonją, ostat­ nią zaporą w Azji. Niezależnie od zmiany metod działania na Wschodzie, koniecznością państwową dla Ro­ sji było wzmożenie swoich sił wewnętrznych, które okazały się niewystarczające dla reali­ zacji szeroko zakrojonego imperjalizmu. Osiągnąć to mogła Rosja drogą wewnętrz­ nych reform, które od podstaw przekształciły­ by życie gospodarcze, społeczne i kulturalne ol­ brzymiej ludności, oraz usprawniłyby działal­ ność skomplikowanego aparatu państwowego, równocześnie wzmacniając militarną siłę cesar­ stwa. 26

Opracowanie tych reform, oraz wcielenie ich w życie wymagały dłuższego czasu, znacz­ nych kapitałów, oraz ciągłości pracy, niezakłó­ conej wstrząsami zewnętrznemi, a więc dłuż­ szego pokoju. Pi^zedwczesna wojna mogła ła­ two popsuć całą tę pracę konstrukcyjną. Dlatego też Rosja od czasu wojny z Japo­ nją wyraźnie dążyła do zapewnienia sobie na. pewien czas pokoju dla celów polityki we­ wnętrznej. W swoich zadaniach dziejowych posiadała jednak Rosja jedno, które łatwo mogło pokrzy­ żować plany rozsądnej i ostrożnej pokojowości. Zadaniem tern, niezwTykle ryzykownem, było zagarnięcie wszystkich narodów słowiańskich pod panowanie cara, lub conajmniej pod jego zwierzchnictwo. Tak zwana polityka wszechsłowiańska musiała wciągać Rosję w niebez­ pieczną grę, w której, z racji zbyt wielkiej licz­ by graczy, inicjatywa niezawsze była w rękach dyplomacji rosyjskiej. Polityka tak zwana słowianofilska miała swoje stare tradycje i posunięta była już tak daleko, że stanowiła jakgdyby samodzielnie działający czynnik w międzynarodowej polity­ ce carskiej Rosji. Kierunek słowianofilski powstał w Rosji około 1835 r. pod wpływem romantyzmu. Ce­ lem tego kierunku było zjednoczenie wszystkich słowian pod egidą Rosji. Promotorami kierun­ ku słowianofilskiego byli Jan i Piotr Kiriejewskij i Chomiakow. Z późniejszych jego działaczów największą rolę odegrali Dymitr Wałujew. Konstanty i Iwan Aksakow, Śamarin, Hilferding, Łamanskij i Orest Miller. Ormana­ mi słowianofilów były „Russkaja Biesieda", „Dień", „Moskwa" i „Ruś". Podobnie, jak w Niemczech imperjalizm oparł się na popularnej idei zjednoczenia na-

Wojska francuskie.

Atak strzelców

afrykańskich.

rodów niemieckich, również i rosyjski imperjalizm szukał oparcia w ideologji o charakterze uczuciowTym, maskującym istotne cele zaborcze caratu. Ideologją tą było słowianofilstwo, któ­ re nadawało zaborczości rosyjskiej cechy rzeko­ mego „posłannictwa dziejowego". Psychika ro­ syjska, odrębna od niemieckiej, musiała mieć sos o miłym smaku szlachetnej bezinteresow­ ności, ckliwy i słodkawy sos, w którym łatwTo inteligentne warstwy narodu rosyjskiego prze­ łykałyby krwawe mięsiwo imperjalizmu. Z drugiej znów strony należy zauważyć, że cele polityki słowianofilskiej dokładnie po­ krywały się z celami rosyjskiego imperjalizmu, który w Europie miał dwa kierunki: zachodni i południowo-zachodni. Ten ostatni prowadził do Konstantynopola — Carogrodu, upragnione­ go celu całej historji rosyjskiej. Miał otworzyć Rosji cieśniny Bosforu i Dardanelską, połączyć rosyjskie morze Czarne ze światem i nad mo­ rzem Marmara stworzyć bazę rosyjskich wpły­ wów7 na bliskim Wschodzie. W kierunku zachodnim na drodze leżały narody słowiańskie: polski, czeski i słowacki. W kierunku południowo-zachodnim : Serbowie, Chorwaci, Słoweńcy i Bułgarzy. Panowanie nad temi ostatniemi narodami stanowiło o europejskiej potędze Turcji, stojącej na stra­ ży Carogrodu. W jednym i drugim wypadku słowianofilstwo sankcjonowało rosyjską eks­ pansję terytorjalną, w drugim zaś wypadku godziło nadto w stan posiadania Turcji, głów­ nego przeciwnika Rosji na morzu Czarnem. To też słowTianof ilstwTo stanowiło oś propa­ gandy rosyjskiej na wewnątrz i nazewnątrz, propagandy, która miała za sobą stuletnią tra­ dycję i pokaźne, już osiągnięte, rezultaty. Po wyparciu Turcji z półwyspu Bałkań­ skiego i utworzeniu samodzielnych państewek słowiańskich i Rumunji, dalszą realizację wszechsłowiańskiego programu Rosji tak oto

definjował Jan Siergiejewicz Aksakow (1823 f 1886), publicysta rosyjski i w7ybitny działacz kierunku słowianofilskiego: „Obecnie główne zadanie świata słowiańskiego sprowadza się do tego, aby Rosja uznała się za ognisko jego i zro­ zumiała swoje słowiańskie posłannictwo. W tern tkwi wszystko. W tern tkwi cała przyszłość za­ równo Rosji, jak i wszystkich plemion słowiań­ skich. Podobnie, jak Rosja jest nie do pomyśle­ nia bez świata słowiańskiego, ponieważ jest ona jego głównym wyrazem i w sensie materjalnym, i duchowym — równie świat słowiański jest nie do pomyślenia bez Rosji. Cała siła Sło­ wian jest w Rosji; cała siła Rosji — w jej sło­ wiańskim charakterze". Wybitny literat i publicysta rosyjski Ale­ ksander Hercen (1812 t 1870) tak określa w 1862 r. zadania słowianofilstwa: „Trzeba nam utworzyć jeden wTielki związek, do którego weszłyby wszystkie nasze narody na zasadach równouprawnienia pod względem samodzielno­ ści (czy gospodarczej?) i niezawisłości (poli­ tycznej?). Związek ten powinien składać się z obszarów, utworzonych na zasadach zarów­ no narodowych odrębności, jak i geograficznych i życiowych konieczności. Wiemy o tern wszy­ scy, że, zanim urzeczywistni się idea wszech­ słowiańskiego związku, konieczne będą ciężkie ofiary dla oswobodzenia naszych braci z mate­ rialnej i moralnej niewoli. Powinniśmy być go­ towi do poniesienia tych ofiar". Przy okazji, nie od rzeczy będzie przypo­ mnieć, jak rosyjscy słowianofile zapatrywali się na sprawę polską, która była do pewneeo stopnia achillesową piętą całego słowianofil­ skiego kierunku. Prof. A. Bajów wT ten sposób mówi o tern w 1927 r., a więc już po wojnie światowej i po wskrzeszeniu Polski niepodległej : ,,Ze wszystkich zadań polityki słowiano­ filskiej, zupełnie jasnych i określonych, tylko

Tak toyglądala niemiecka łódź podivoéna — przyszły

postrach mórz i oceanów.

27

odbudowa Polski może budzie wątpliwości w tym sensie, czy odbudowa ta była w intere­ sie Rosji i czy Rosja mogła i powinna była do tego dążyć? Wszak nie kto inny, tylko sama Rosja była sprawczynią ostatniego ciosu, wy­ mierzonego Polsce, który przerwał jej byt samo­ dzielny. Jest to fakt bezsporny, ale dla Rosji był on historyczną koniecznością. Czując i ro­ zumiejąc swoje posłannictwo dziejowe przedewszystkiem, jako mocarstwa słowiańskiego, musiała Rosja nietylko strzec swojego istnienia, ale ponadto musiała stwarzać najdogodniejsze warunki dla swojego posłannictwa. W owym zaś czasie (XVIII wiek) Polska, chociaż, rzecz prosta, nie mogła już godzić w samodzielne ist­ nienie Rosji, jak to było na początku XVI wie­ ku, tern niemniej jednak stanowiła przeszkodę w dalszym rozwoju politycznym, była przeszko­ dą dla Rosji na drodze jej dziejowego posłan­ nictwa. Oto dlaczego Polska musiała czasowo zniknąć z mapy Europy". I dalej prof. Bajów twierdzi, że w kolej­ nym rozwoju zadań historycznych Rosja nie mogła zapomnieć, że dzięki rozbiorom znaczna ilość Polaków - słowian znajdowała się pod pa­ nowaniem Austrji i Niemiec. W rezultacie Ro­ sja musiała dążyć do ponownego połączenia trzech zaborów Polski w celu stworzenia cało­ ści „autonomicznej lub samodzielnej". Oczywi­ ście, w myśl ideologji słowianofilskiej, w tym ostatnim wypadku jednak pod protektoratem Rosji, „przewodniczki" slowiaństwa, WT takim lub innym stosunku zależności. Ten pogląd na sprawę polską w zupełności wystarczał słowianofilstwu: rozgrzeszał i tłomaczył politykę rosyjską i ukazywał nowe ho­ ryzonty, całkowicie pokrywające się z impei*jalistycznemi dążeniami Rosji, jako wszechsłowiańskiego mocarstwa. Jeśli przeto chodzi o Rosję — jej program ekspansji państwowej, oparty na ideologii sło­ wianofilskiej, bynajmniej nie był wypełniony w przededniu wojny światowej. Pozostawało jeszcze połączyć z rosyjskim zaborem Polski, tak zwanym już wówczas „Nadwiślańskim kra­ jem", zabory pruski i austrjacki. Pozostawało jeszcze oderwać Czechów i Ruś Zakarpacką od Austro-Węgier i tą drogą umocnić władztwo rosyjskie w centrum Europy. Pozostawało je­ szcze połączyć Słoweńców i Chorwatów z Kró­ lestwem Serbskiem, zacieśnić węzły ideowe i polityczne między Rosją a słowiańskiemi pań­ stewkami półwyspu Bałkańskiego, a przede28

wszystkiem wyrzucić Turcję z Europy. To ostatnie wraz z posiadaniem upragnionego Carogrodu (Konstantynopola) i cieśnin, łączących morze Czarne z Śródziemnem, mogło być dla Rosji jedyną gwarancją, poza korzyściami gospodarczemi i politycznemi natury ogólniejszej, nietylko samodzielności państewek słowiań­ skich, ale i bezwzględnego podporządkowania ich rosyjskiemu imperjalizmowi. Ze wszystkich tych nieurzeczywistnionych jeszcze zadań polityki słowianofilskiej Rosji szczególnie problem bałkański był wrciąż aktu­ alny i palący. Zbyt daleko już Rosja zaszła na Bałkanach w swojej, blisko stuletniej poli­ tyce, aby mogła rezygnować z dalszych posu­ nięć, które były potrzebne dla spokojnego spo­ życia troskliwie pielęgnowanego bałkańskiego owocu. Tylko taki pogląd na politykę rosyjską po­ zwoli nam zrozumieć paradoksalny napozór fakt decydującego znaczenia, jaki miał dla Europy lokalny zatarg austro-serbski, stano­ wiący bezpośredni powód do wojny światowej. Jak już powiedzieliśmy, w rosyjskiej poli­ tyce zagranicznej istniał i musiał istnieć rozdźwięk pomiędzy tendencjami ekspansji wschodniej i zachodniej. Ekspansja wschodnia, azjatycka wymagała po wojnie japońskiej i jej skutkach wewnątrz Rosji clrwilowej pokojowości, owej upragnionej przez niektóre koła rosyj­ skie „pieredyszki" (nabrania oddechu), co wy­ wołało w Rosji istotne dążenie do utrzymania za wszelką cenę pokoju. Z drugiej jednak stro­ ny europejski program ekspansji, którego trzo­ nem była ideologja wrszechsłowiańska, wymagał ustawicznej czujności i zdecydowania, gdyż nie gwarantował Rosji pokoju, który był na łasce zbyt wielu czynników, od Rosji niezależnych. Zachować pokój mogła Rosja na dłużej tyl­ ko w tym wypadku, gdyby swToją politykę mo­ carstwową oparła o kontynent Eurazji, całko­ wicie przenosząc punkt ciężkości swojej eks­ pansji na Daleki Wschód, do Azji, wyrzekając się zaś ekspansji europejskiej, a więc i słowianofilstwa. Należy przyznać, że i koncepcją te­ go rodzaju polityki nie była obcą Rosji przed­ wojennej, która jednak nie umiała jeszcze zrzec się swoich narodowych ambicyj w Europie na rzecz hardziej imponującego, ale mniej popu­ larnego, rozumianego i emocjonującego imperjalizmu azjatyckiego. Rosja przedwojenna wahała się jeszcze w wyborze kierunku swo­ jego rozwoju. Azja, czy Europa? Narazie —

Zcuuena przygotowywany

entuzjazm

na ulicach Berlina w dniu ogłoszenia

mobilizacji.

siłą tradycji i przyzwyczajenia, jakgdyby siłą inercji, — wzrok Rosji zwrócony był przedewszystkiem na Europę. I stąd idee słowianofilskie wciąż jeszcze miały wpływ na umysłowość i psychikę rosyjską, wyciskając swoje piętno na całej polityce rosyjskiego imperjum, co stanowiło stałą groźbę dla pokoju, skądinąd tak bardro upragnionego przez Rosję. Jednak wojna w 1914 roku nie była dla Ro­ sji naglącą koniecznością, nawet ze słowianofilskiego punktu widzenia. Wszystkie zadania Rosji w Europie z powodzeniem mogły oczeki­ wać kolejności swojej realizacji. Nic nie na­ kłaniało Rosji do pośpiechu. Program jej roz­ wijał się powoli, ale systematycznie: za sobą miała już dokonaną połowę zadania na Bałka­ nach. Biorąc to pod uwagę, biorąc pod uwagę wschodnią cierpliwość polityki rosyjskiej i jej trudności w Azji wydaje się zupełnie prawdopodobnem, że Rosji nie mogło w danym mo­ mencie szczególnie zależeć na tern, aby pomimo wszystko spowodować przedwczesny wybuch wojny. Niebezpieczeństwo dla pokoju ze strony Rosji leżało nie w jej aktualnej aktywności. Zawierało się ono jakgdyby w potencjonalnem nastawieniu Rosji na problem wszechsłowiań-

ski. Nie dążąc może sama do wojny, musiałaby jednak wmieszać się w nią z'chwilą, gdyby to nakazywały słowianofilskie zasady, którym Ro­ sja była wierną w swojej polityce międzynaro­ dowej. Że zaś problem wszechsłowiański za­ haczał się, na Bałkanach szczególnie, z wielu wrogiemi interesami państw europejskich, stąd możliwość podobnego wciągnięcia Rosji do woj­ ny była zawsze realna. I tak właśnie stało się z konfliktem austro-serbskim, który bezpośred­ nio angażował w grę rosyjską zasadę „przewod­ nictwa i opieki" nad narodami słowiańskiemi.

Tendencje Rosji najbliżej zagrażały cesar­ stwa Austro-Węgier, posiadającym te właśnie obszary słowiańskie, które miały kolejno przy­ paść Rosji. Zarówno na północy Czechy i Ga­ licja, jak na południu Serbowie, Słoweńcy i Chorwaci — wszystko to było naturalną ko­ ścią niezgody między Rosją a cesarstwem naddunajskiem. O dalszym rozwoju terytorjalnym w tych warunkach trudno było myśleć AustroWęgrom. Jedyne ich zdobycze możliwe, nowe obszary słowiańskie, pogłębiłyby tylko antago­ nizm Rosji i przyśpieszyły jeszcze ostateczną rozgrywkę. To też w ostatnich czasach naczel29

lizacja koncepcji austro-węgro-słowiańskiej monarchji wymagała przedewszystkiem całko­ witego złamania wpływów rosyjskich na Bał­ kanach, oraz przyłączenia do Austro-Węgier jak największych obszarów słowiańskich, co znów bezpośrednio godziło w całość Rosji i w jej analogiczne dążenia. W tym też kierunku rozwijała się polity­ ka Austro-Węgier, mając już za sobą cały szereg dość znacznych rezultatów. Jednak na drodze realizacji swojej koncepcji słowiańskiej nie mogła Austrja posuwać się ani zbyt po­ śpiesznie, ani zbyt zdecydowanie. Inicjatywa j«j nie mogła przekraczać granic polityki po­ kojowej. Austrja nie mogła hazardować się tak dalece, by ryzykować wojną, jako środkiem nem zadaniem Austro-Węgier mogło było być jedynie utrzymanie swojego dotychczasowego stanowiska mocarstwowego i całości swoich terytorjów. Aby to osiągnąć należało przedewszystkiem stępić ostrze działania propagandy słowianofilskiej wśród własnych słowian, a Ro­ sji wydrzeć tytuł przodownictwa i opieki wśród słowian, do którego rościła sobie pretensje. Koniecznością dziejową dla Austro-Wę­ gier było odebranie Rosji inicjatywy i tytułu w polityce słowianofilskiej. Aby to osiągnąć— Austro-Węgry wcześniej czy później musiały przekształcić się z dualistycznej monarchji Austrjaków i Węgrów na potrójną monarchję, w składzie której, jako równouprawnieni, zna­ leźliby się słowianie. Koncepcja ta nie była obcą ani politykom austrjackim, ani słowiań­ skim, kiedy w okresie przedwojennym krysta­ lizowała się ona coraz wyraźniej. Jednak rea-

Mikołaj II, car Wszech rosji.

Król Albert

belgijski.

rozstrzygnięcia problemu słowiańskiego. By­ ła ona zbyt słabą w stosunku do swojej prze­ ciwniczki Rosji. Liczyć zaś na czyjąkolwiek pomoc dla osiągnięcia swoich własnych intere­ sów, tembardziej zaś WT wypadku własnej ak­ tywnej inicjatywy do wTojny — Austro-WTęgry, rzecz prosta, nie mogły. Stąd też Austro-Wę­ gry w swojej grze politycznej nie mogły, a tern samem i nie pragnęły posługiwać się atutami wojennemi. Podobnie miała się sprawa z królestwem włoskiem. Zadanie dziejowe Włochów, które skrystalizowało się w początkach XX wieku, polegało na dążeniu do mocarstwowego stano­ wiska na morzu Śródziemnem. Ku temu ce­ lowi mogły Włochy podążać dwiema drogami. Z jednej strony musiały skupić historyczne i et­ nograficzne ziemie włoskie, które znajdowały

30

się jeszcze poza granicami Italji, z drugiej zaś — rozbudować swoją potęgą morską i kolonjalną. Poza ekspansją kolonjalną (nieuda­ na wyprawa przeciw Abisynji, zdobycie i opa­ nowanie Trypolisu) — wszystkie te dążenia włoskie przedewszystkiem godziły w interesy Austro-Węgier, które zarówno posiadały naj­ więcej obszarów, zamieszkałych przez ludność włoską, jak również zazdrośnie strzegły pano­ wania nad morzem Adrjatyckiem (Triest i wy­ brzeże dalmatyńskie). Stąd wynika, że naj­ bardziej naturalnym przeciwnikiem Italji by­ ły Austro-Węgry, z któremi jednak, dzięki zręczności politycznej Bismarcka, wiązały ją
Król Jerzy V angielski:

cjatywy, będąc tylko pionkami w rękach swo­ ich potężniejszych sojuszników, inspiratorów i opiekunów. Że zaś Serbja inspirowana była z Petersburga, wykazaliśmy zaś, że Rosji nie mogło zależeć, przynajmniej narazie, na woj­ nie — przeto i Serbja nie mogła być popycha­ na w kierunku prowokowania wojny świa­ towej. Jeszcze w mniejszej mierze mogły przy­ czynić się do wybuchu wojny światowej naro­ dy, nie posiadające samodzielności. Narody te, w pierwszej linji Polacy, posiadały swoje ideały i dążenia polityczne, a ich zadaniem dziejowem było osiągnięcie tak czy inaczej po­ jętej samodzielności. Prawda, że, jeśli chodzi, naprzykład, o nas, PolakówT, już Mickiewicz modlił się o powszechną wojnę narodów, któ-

Woodrow Witeon, prezydent Stanów Zjednoczonych A. P.

węzły trójprzymierza. Italja przeto prowadzi­ ła raczej zakulisową cichą grę, nie mogła jed­ nak — poza świadomością nawet swoich sła­ bych jeszcze wówczas sił — działać aktywnie, tembardziej zaś w kierunku inicjatywy wojennej.( Nie wydaje się rówmież możliwem, aby przygotowywało tę inicjatywrę którekolwiek z małych państw Europy włącznie do Serbj i, mimowolnej i rzekomej inicjatorki wojny świa­ towej. W przedwojennym koncercie politycz­ nym wielkich mocarstw europejskich drobne państewka nie posiadały właściwie własnej ini-

Raymond Poincare, \rrezydent Republiki Fran­ cuskiej.

31

ra — wierzył — odbuduje nam niepodległość. Prawda, że w tym kierunku wśród narodów uciemiężonych szła cicha, podziemna działal­ ność. Prawda, że politycy tych narodów zaw­ sze liczyli się z możliwością wojny powszech-

Wielki książę Mikołaj Mikołajewicz, naczelny wódz armjl rosyjskiej TUL początku wojny.

nej, do której w ten lub inny sposób zgóry już ustosunkowywali się. Ale wszystko to razem wzięte nie mogło mieć w żadnym razie poważ­ niejszego wpływu na całokształt stosunków międzynarodowych, tembardziej zaś nie mogło mieć nic wspólnego z inicjatywą, która rozpę­ tała wojnę światową. Wszystko, cośmy dotychczas powiedzieli, sprowadza się do twierdzenia, że, jakkolwiek wszystkie państwa i narody Europy przedwo­ jennej posiadały swoje narodowe czy państwo­ we ideały, a stąd i świadomość kolejnych swo­ ich zadań dziejowych — jednak tylko dla Anglji i Niemiec z ich naglących zadań dziejowych wypływał zdecydowany na wszystko pośpiech. Tylko Anglja i Niemcy wytworzyły sobie takie położenie, z którego wyjść musiały bez naj­ mniejszej zwłoki.
32

Oba te mocarstwa, szczególnie zaś Niem­ cy, w swojej grze politycznej nie cofały się przed ewentualnością osiągnięcia swoich palą­ cych i bliskich celów przy pomocy wojny. Niem­ cy uważali nawet, że wojna stanowi jedyny środek, przy pomocy którego będą mogli zająć godne ich miejsce wśród państw i narodów świata. Dla Niemiec wojna była tembardziej po­ żądaną, im prędzej mogła wybuchnąć. W ta­ kim stanie rzeczy słusznem jest sądzić, że Niemcy mogły i chciały swoją aktywność mi­ litarną i polityczną posunąć aż do granic inicjatorstwa wielkiej wojny światowej, której ogrom i żywiołowość, być może, nawet dla Niemców były w następstwie niespodzianką. W Anglji lęk przed utratą swojego gospo­ darczego i politycznego prymatu na rzecz Nie­ miec, które powoli umacniały swoją hegemonję światową, był tak silny i powszechny, że An­ glja była zdecydowana walczyć z Niemcami wszelkiemi dostępnemi środkami, nie wyklu­ czając nawet możliwości walki orężnej. Różnica pomiędzy angielskiem a niemieckiem zdecydowaniem w polityce międzynarodo­ wej polega tylko na tern, że dla Niemiec wojna potrzebna była w celu wyniesienia własnego narodu ponad inne, upokorzone i uzależnione, dla Anglji zaś wojna stanowiła środek koniecz­ nej obrony zagrożonych interesów własnych, zagrożonego przodownictwa wśród narodów świata. Wszystkie inne państwa, poza Anglja i Niemcami w danej chwili, w przededniu woj­ ny światowej nie posiadały ani takich koniecz­ ności gospodarczych, ani tak jaskrawych i zde­ cydowanych ideałów politycznych, dla obrony których, lub dla osiągnięcia których wojna w skali światowej byłaby konieczna lub pożą­ dana. Charakter zagadnień gospodarczych i po­ litycznych tych państw mógł tylko wpływać na takie lub inne grupowanie się państw. Stąd pośrednio i do pewnego stopnia tylko państwa te mogły wpłynąć na określenie terminu wy­ buchu wojny światowej. Jeśli ewentualność wojny światowej, jako konsekwencji narastającego ideowego i gospo­ darczego antagonizmu pomiędzy Anglja i Niemcami, powoli dojrzewała — nasuwa się pytanie, w jakich warunkach i pod jakiemi

wpływami w momencie wybuchu wojny wy­ tworzyły się dwa wrogie ugrupowania politycz­ ne, w skład których wchodziły te, a nie in­ ne państwa, i dlaczego zapoczątkowało wojnę światową wypowiedzenie jej Rosji przez Niem­ cy, Anglja natomiast pozostała narazie, jakgdyby, na boku, a przyłączyła się do niej do­ piero ze znacznem opóźnieniem. Powstanie takich, a nie innych ugrupowań wśród państw Europy przedwojennej było za­ leżne od przyczyn zarówno natury gospodar­ czej, jak ideowej, które działały albo zosobna, albo wspólnie, wzajemnie się przenikając i komplikując. Zwycięstwo Niemców nad Francją w la­ tach 1870 — 71 zobowiązywało ich wobec Rosji, która swoim stanowiskiem ówczesnem umożliwiła im przerzucenie całej siły zbrojnej przeciw Francji, nie pozostawiając ani jednego, nieledwie, żołnierza niemieckiego na granicy rosyjskiej i austrjackiej. Rosja przeto mogła liczyć, jeśli już nie na pomoc, to w każdym razie na brak sprzeciwu ze strony Niemiec przy realizacji swoich kolej­ nych celów politycznych, tembardziej, że sama Rosja z życzliwością przyglądała się niebywa­ łemu rozwojowi Niemiec na wszystkich polach po zwycięskiej wojnie z Francją. To też Rosja, pewna wzajemnej życzliwo­ ści Niemiec, w odpowiednim momencie rozpo­ częła aktywną politykę na Bałkanach wT myśl swojego wszechsłowiańskiego programu. Mię­ dzy innemi konsekwencją tej właśnie polity­ ki była wojna turecko-rosyjska w latach 1877—78. Rachuby Rosji były błędne, gdyż opierały się na wątłej podstawie życzliwości, której źró­ dłem miały być wzajemne usługi, wyświadcza­ ne kolejno przez imperjalizmy Rosji i Niemiec. Z chwilą, kiedy Rosja w swojej polityce bał­ kańskiej osiągnęła zupełnie konkretne sukcesy, nastąpiło przeciwdziałanie w pierwszym rzę­ dzie Anglji, lękającej się o swToje dominujące stanowisko w Azji, a następnie i Niemiec, dla których ważniejsze od życzliwości były te trud­ ności, jakie z sukcesów rosyjskich wyłaniały się na drodze realizacji ich własnych celów na Bliskim Wschodzie, już wówczas zupełnie ja­ sno zawartych w programowem haśle „Drang nach Osten"! Kongres Berliński, zwołany w 1878 r. z inicjatywy Niemiec, do minimum sprowadza rezultat oczywistych zwycięstw rosyjskich,

osłabiając tern samem autorytet mocarstwowy Rosji wśród słowian bałkańskich. Aby uła­ twić sobie dalsze zadanie walki z wpływami rosyjskiemi na Bałkanach, a równocześnie od­ wrócić od siebie uwagę — wciągają Niemcy

General Joffre, późniejszy marszałek Francji.

w grę bałkańską najbliższą sąsiadkę, AustroWęgry, jako naturalną na tym terenie rywalkę Rosji. Należy bowiem pamiętać, że dla AustroWęgier, posiadających znaczne obszary sło­ wiańskie, organicznie pokrewne słowianom bałkańskim, nie mógł być pożądany wzrost wpływów rosyjskich wśród tych ostatnich, gdyż groziło jej to stałą irredenta słowiańską. Oprócz Austro-Węgier zaprzęgają Niem­ cy do swojej polityki bałkańskiej również i kró­ lestwo włoskie, wykorzystując jego własne dą­ żenia mocarstwowe. Jak już wiemy w progra­ mie morskim Włochów leżało wyłączne pano­ wanie nad morzem Adrjatyckiem, stanowiącem dla nich jakgdyby naturalną bazę morską. Rywalką Włoch nad Adrjatykiem była dotych­ czas monarchja austro-węgierska. Umiejętna jednak polityka Niemców umiała wmówić Wło­ chom, że groźniejszym jeszcze od Austrji rywa­ lem byłyby silne państwa słowiańskie na Bał33

kanach, stanowiące forpoczty rosyjskiego imperjalizmu. Włosi przeto, przeciwdziałając rozwojowi państewek bałkańskich, tern samem stanęli wpoprzek dążeniom Rosji, co było rów­ noznaczne z podporządkowaniem się polityce niemieckiej. Tą oto drogą z inicjatywy Niemiec i z nie­ mi na czele powstało w 80-tych latach XIX stu-

Marszalek French, generalissimus armji angielskiej.

lecia „trójprzymierze" pomiędzy Niemcami, Austro-Węgrami i Włochami. Pierwotnie „trójprzymierze" skierowane było wyłącznie przeciw Rosji i miało na celu przeciwdziałanie jej na Bliskim Wschodzie. Z biegiem jednak czasu dołączyły się i zgoła inne cele. Mówiliśmy już o tern, że Francja, na sku­ tek niebywałej klęski z 1870 r., utraciła na rzecz Niemiec swoje dwie patrjotyczne i dro­ gocenne prowincje Alzację i Lotaryngję. Z tym stanem rzeczy trudno było pogodzie się Francji zarówno ze względów ideowych, jak i gospodar­ czych. Marzeniem jej był rewanż, powrót na łono macierzy wydartych prowincyj i wzięcie odwetu za swoją poprzednią haniebną klęskę i haniebniejsze jeszcze upokorzenie.
34

Oczywiście Niemcy dobrze znali uczucia i pragnienia Francuzów, stąd też czynili wszystko, aby zabezpieczyć sobie posiadanie owoców zwycięstwa 1870 r., przemyśliwując nadto o nowych zdobyczach. Tym celom służyć miało również to samo „trójprzymierze", szczególnie zaś jego połu­ dniowe ogniwo — Włochy, które, na wypadek wojny z Francją, mogły odciągnąć znaczną część armji francuskiej na swój teatr wojny, w czasie zaś pokoju stanowiły wymowne ostrze­ żenie pod adresem francuskich rojeń o re­ wanżu. Tak więc trójprzymierze, którego głów­ nym motorem były Niemcy, skierowały te ostat­ nie przeciwko swoim dwum sąsiadom : wschod­ niemu i zachodniemu. W konsekwencji mu­ siało to wywołać zbliżenie wzajemne tych wła­ śnie sąsiadów Niemiec, tembardziej, że żadne z nich nie wierzyło w obronny charakter trójprzymierza, jak to się głośno manifestowało. Koncepcja takiego zbliżenia była dla Niemców zupełnie niepojęta i nieprzewidzia­ na z racji zbyt wielkich różnic, jakie dzieliły Rosję i Francję pod względem ustrojowym, so­ cjalnym i kulturalnym. Jednakże czysto wschodni spryt w polityce Aleksandra III nie pozwolił zatrzymać się Rosji przed temi, zda­ wało się, nieprzezwyciężonemi przeszkodami. Przygotowywane od 1887 r. zbliżenie Rosji z Francją stało się faktem w dziewięćdziesią­ tych latach XIX stulecia, a wkrótce potem prze­ kształciło się w dwuprzymierze francusko-rosyjskie, którego obie strony zobowiązywały się do wzajemnej pomocy w razie napadu ze stro­ ny mocarstw trójprzymierza. Fakt zawarcia ścisłego przymierza pomię­ dzy demokratyczną i republikańską Francją, wyrosłą na tle wiekowej już tradycji przewod­ nictwa w wolnościowych dążeniach ludzkości, z jednej strony, a carską, despotyczną i zaco­ faną Rosją, owym przysłowiowym już żandar­ mem europejskiej reakcji z drugiej strony — napozór tak paradoksalny, w gruncie rze­ czy, z politycznego punktu widzenia był całko­ wicie zrozumiały. Pod koniec ubiegłego stu­ lecia liberalna Francja drobnomieszczańskich rantjerów już tylko w dniu swojego święta na­ rodowego przypominała sobie zdobycie Bastylji, a ponad rewolucyjną czapkę frygijską, noszoną od święta, więcej ceniła sobie dobrą lokatę ka­ pitałów i wysokie od nich procenty. Nie małą przeto rolę w zamknięciu oczów na despotyzm

Bosfor w chwili wybuchu wojny. Zamknięte

cieśniny Carogrodu— cel marzeń

im.pc?\jaUzmu rosyjskiego.

rosyjski odegrały względy natury czysto gospo­ darczej, które zacieśniały węzły francusko-rosyjskiej przyjaźni. W tym czasie Rosja rozpo­ czynała dopiero rozwój swojej gospodarki ka­ pitalistycznej, stąd też potrzebowała znacznych kapitałów. Francja natomiast w tym samym czasie, jako kraj typowo rantjerskich oszczęd­ ności, była przesycona nadmiarem nagroma­ dzonych kapitałów i musiała szukać korzystnej dla nich lokaty. A Rosja zapewniała nieogra­ niczony popyt na kapitały francuskie, dając gwarancję niezwykle korzystnej lokaty. Z drugiej znów strony dla Rosji Francja taka, jaką była, nie miała już drażniącego po­ smaku rewolucyjności, tembardziej, że Rosja mogła sobie pozwolić na ton pewnej pobłażliwej wyższości, a Francja starannie unikała wszyst­ kiego, co mogłoby drażnić reakcyjną Rosję. Tak więc z początkiem XX stulecia niemal wszystkie wielkie mocarstwa europejskie po­ dzieliły się na dwa wrogie ugrupowania. Tyl­ ko Anglja pozostała poza nawiasem tych poli­ tycznych związków7, zachowując swoje trady­ cyjne „wspaniałe odosobnienie". To też Anglja, mając na widoku tylko własne korzyści, często dzięki swojemu od­ osobnieniu wywoływała nieprzyjazne tendencje

obu ugrupowań politycznych, co szczególnie jaskrawo zaznaczyło się w okresie południowo­ afrykańskiej wTojny z Boerami w latach 1899— 1901. Jasnem było przeto, że na dłuższy dystans nie będzie mogła Anglja zachować swojego od­ osobnienia, które z biegiem czasu coraz bar­ dziej ciążyło na jej sytuacji międzynarodowej. Niebywały wzrost niemieckiego przemysłu i zwycięski pochód niemieckiego handlu po­ przez rynki zbytu doniedawna jeszcze wyłącz­ nie angielskie, o czem już mówiliśmy obszernie, zmuszał Anglję do obronnej walki gospodarczej z rosnącą hegemonją Niemiec. Walkę tę bardziej jeszcze zaostrzyła póź­ niejsza kolonjalna ekspansja Niemiec, rozwój ich handlowej i wojennej potęgi morskiej, dą­ żenie do zawładnięcia i umocnienia się na wiel­ kich szlakach oceanicznych, oraz całość niemiec­ kich ambicyj imperjalistycznych, ogarniają­ cych już cały glob ziemski. Zaostrzona zaś wal­ ka nakazywała porzucić tradycję „wspaniałe­ go odosobnienia" i zgóry ubezpieczyć się na wszelki wypadek, zawierając takie lub inne przymierze, chociażby czysto obronne. W Anglji niebezpieczeństwo ze strony Niemiec uważano za znacznie większe i bar35

dziej aktualne, niż ze strony Rosji, której cią­ żenie ku angielskim Indjom, jakkolwiek oczy­ wiste, nie przybrało jeszcze konkretnych form, wymagających doraźnej kontrakcji. Wycho­ dząc z tych założeń i pod osobistym kierownic­ twem króla Edwarda VII rozpoczęła Anglja od roku 1907 ostrożną akcję dyplomatyczną w kierunku zbliżenia do mocarstw dwuprzymierza, Rosji i Francji. Rezultatem tej akcji było przekształcenie się rosyjsko-francuskiego dwuprzymierza na francusko-rosyjsko-angielskie „trójporozumienie", które miało stanowić przeciwwagę niemieckiego „trójprzymierza". W obu tych wrogich sobie ugrupowaniach najbardziej aktywrnemi mocarstwami, grającemi pierwsze skrzypce w „koncercie" europej­ skim, były Niemcy i Anglja, które zabiegały nie o daleką realizację swoich zadań dziejowych, ale wprost już o realizację palących nakazów chwili bieżącej, nakazów, które w dodatku, po­ za podkładem ideologicznym, wywołane były zupełnie realnemi, oczywistemi i powszechnie odczuwanemi zjawiskami gospodarczemi. Od chwili powstania „trójporozumienia" ogólny ton stosunków międzynarodowych wT Europie nadawTała rywalizacja obu politycz­ nych ugrupowań zarówno na terenie europej­ skim, jak i światowym, co w gruncie rzeczy sprowadzało się do walki o hegemonję świato­ wą między Anglją i Niemcami. Dokoła tych dwóch wrogich obozówT gro­ madziły się i nawarstwiały różnorodne intere­ sy pozostałych państw Europy, które realiza­ cję swoich dążeń mogły osiągać jedynie, wcho­ dząc w orbitę wpływów jednego z obu głównych ugrupowań, podporządkowując się ich przewo­ dnictwu i przyczyniając się na uboczu do zwy­ cięstwa ich politycznych celów. W ten sposób na stronę „trójprzymierza" przeszły z biegiem czasu Turcja i Bułgarja, na­ tomiast odpadła I tal ja, na stronę zaś „trójpo­ rozumienia" przeszły Serbja, Italja, Portugalja, Japonja, a wkońcu Stany Zjednoczone A. P. We wzajemnej zaciętej walce i trójprzymierze i trójporozumienie chwytały się wszel­ kich środków w polityce, aby przeciwnika za­ pędzić w najbardziej niedogodne położenie, sa­ memu zaś osiągnąć najkorzystniejsze. W tym kierunku największą aktywność wykazywały Niemcy. Uważając Anglję za groźniejszego, niż Rosja przeciwnika usiłowały Niemcy od­ działać na Anglję przy pomocy tego środka, który ta ostatnia uważała za najgroźniejszy
36

w rękach Rosji, a mianowicie przy pomocy po­ pchnięcia jej polityki ku Indjom angielskim. W tym celu Niemcy, umocniwszy swoje Wpły­ wy w Turcji, rozpoczęły zaciętą walkę o kolej bagdadzką, która byłaby najdogodniejszą dro­ gą do Indyj. Ten kierunek wysiłków tembardziej był dogodny dla Niemców, że równocze­ śnie, poza groźbą dla nieosiągalnych dotąd In­ dyj drogą lądową, naruszał interesy Rosji na Bliskim Wschodzie i podrywał jej autorytet przodującego mocarstwa słowiańskiego, nie­ zwykle utrudniając rozwiązanie odwiecznego rosyjskiego problemu, którym było osiągnięcie swobodnego połączenia morza Czarnego z Śródziemnem. Z drugiej strony walkę w tym kierunku w dużej mierze ułatwiało to, że można było cał­ kowicie zaplątać w nią Austro-Węgry, których interesy na półwyspie bałkańskim były, jak to już mówiliśmy, zasadniczo sprzeczne z rosyj­ skiemu Tą drogą osiągały Niemcy tę korzyść, że całkowita niemal uwaga Rosji w Europie koncentrowała się na Bałkanach ze szkodą dla innych kierunków polityki rosyjskiej, ponadto komplikując i w innych zagadnieniach jej sto­ sunki z Austro-Węgrami, jak naprzykład w sprawach polskich i rusińskich. Wszystko to jakgdyby odosobniało lokalne interesy Rosji od interesów całego trójporozumienia, stwa­ rzając zaś ostre napięcie stosunków austrorosyjskich zapewniało Niemcom wierność ich naddunajskiego sojusznika. Odosobnienie i wyodrębnienie interesów Rosji, jak przypuszczano w Niemczech, mogło ujemnie wTpłynąć na intensywność reakcji Anglji i Francji w wypadku naruszenia intere­ sów Rosji przez mocarstwa trójprzymierza. Równocześnie usiłowały Niemcy odciąg­ nąć uwagę Francji od zagadnień czysto euro­ pejskich i w tym celu stwarzały jej trudności w północnej Afryce, inspirując i podtrzymując wrogie jej samodzielne państewka i plemiona mahometańskie, co zagrażało francuskim północno-afrykańskim kolonjom, zdobytym i zor­ ganizowanym kosztem tak wielkich ofiar i wy­ siłków. Niezależnie od środków politycznych, obie strony, niedowierzając sobie wzajemnie, czyni­ ły pospieszne przygotowania wojenne, licytu­ jąc się w ogromie swoich zbrojeń na lądzie i na morzu. Kolosalny ogólny wzrost zbrojeń przy­ pada szczególnie na okres od 1900 do 1913 r., kiedy, zdawało się, mocarstwa Europy osiąg-

Belgijski samochód pancerny (Minenva)

ÏKX ulicach Brukseli w drodze na front.

nęły już swój maksymalny możliwy poziom zbrojnego pogotowia. Jednakże mocarstwa, skrupulatnie notując każdy sukces na tern polu u swoich przeciwników, czyniły niewiarygodne wysiłki, byle tylko nie wycofać się z tego gigan­ tycznego wyścigu zbrojeń, który zapowiadał nieuchronną wojnę u niedalekiej już mety. Wszystko to doprowadzało stosunki mię­ dzynarodowe do niebywałego napięcia, które, rzecz prosta, długo trwać nie mogło. Jakibądź pretekst, jakikolwiek drobny powód niezwykle łatwo mógł wywołać wybuch, walkę politycz­ ną przeobrazić w orężne starcie, w ogólno­ europejską wojnę. Powód taki mógł zaistnieć zupełnie nieza­ leżnie nawet od czyjejkolwiek woli lub pragnie­ nia, w sposób jakgdyby naturalny. Można go było jednak równie dobrze stworzyć sztucznie i uczynić to mogła ta ze stron rywalizujących, dla której był dogodniejszy bliższy termin wy­ buchu wojny. Dla którego z głównych mocarstw, działa­ jących aktywnie i przodujących w obu ugrupo­ waniach było dogodniejsze przyspieszenie wy­ buchu wojny? Dla Anglji czy dla Niemiec? Dla którego z mocarstw mogło było być pożądanem wyłonienie się takiego powodu, albo na­ wet sztuczne stworzenie go?

Ażeby odpowiedzieć na podobne pytania należy wziąć pod uwagę: po pierwsze, angiel­ ską tradycję obrony swoich interesów, oraz, po drugie, stosunek sił i stopnia wojennego pogo­ towia obu ugrupowań politycznych, trójprzymierza i trójporozumienia. Nie zagłębiając się w odleglejsze czasy i opierając się wyłącznie na doświadczeniach XIX i XX stulecia możemy stwierdzić, że w tra­ dycji Anglji leży ten rodzaj walki ze swoimi przeciwnikami, który w minimalnej mierze wy­ maga od niej własnych ofiar, jeśli zaś ofiary te są nie do uniknięcia — główny ciężar walki zawsze składa Anglja na barki swoich sojusz­ ników, równocześnie dokładając wszelkich sta­ rań, aby w żadnym razie nie uchodzić za ini­ cjatora zbrojnych porachunków. Zgon Pawła I, wojny napoleońskie, wojna wschodnia w 1853 — 56 latach, pomoc Anglji, wyświadczona w latach 1877 — 78, rola An­ glji wT Kongresie Berlińskim, współdziałanie Anglji z Japon ją w 1904 — 5 latach — wszyst­ ko to stanowi fakty, które dowodzą z jednej strony, do jakiego stopnia zazdrośnie odnosi się Anglja do własnych interesów, jak zawsze bezwzględnie dąży do zdławienia swojego ak­ tualnego lub przypuszczalnego dopiero prze­ ciwnika, z drugiej zaś strony potwierdzają to,
37

Robotnice belgijskie zastępowały

swoich mężóto i braci,

walczących

o honor i niepodległość

ojczyzny.

cośmy powiedzieli o metodach angielskich w walce z przeciwnikami. Powyższe pozwala nam twierdzić, że, jak­ kolwiek dla Anglji wojna była pożądaną i to w terminie możliwie najbliższym, jednak in­ teres jej wymagał, aby powód do wojny wyło­ nił się niezależnie od niej i to w takich warun­ kach, które umożliwiłyby Anglji w wojnie tej ponosić jak najmniejsze ofiary, pozostawiając je sojusznikom, urzeczywistniającym angiel­ skie dążenia w morzu własnej krwi. Angielska racja stanu nie tworzyłaby sztucznie powodów do wojny. Nie można rów­ nież przypuszczać, aby polityka angielska sta­ rała się zużytkować taki lub inny pretekst dy­ plomatyczny, jako powód do wojny. Jednak, bezsprzecznie, w tradycji angielskiej głęboko leżało wyczucie tego, aby, skoro ktokolwiekbądź stworzył już powTód do wojny lub tylko wyzyskał dogodny fakt, jako powód do niej — stworzyć takie warunki, przy których wojna
38

byłaby już nieunikniona i to, rzecz prosta, w okolicznościach najdogodniejszych dla An­ gljiDla Niemiec, jak to już mówiliśmy, wojna była również pożądaną i to o ile możności jak najwcześniej. W dodatku Niemcy, ze względu na swoje historyczne tradycje i cechy narodo­ we, oraz ze względu na charakter kierownika nawy państwowej — i na sytuację międzyna­ rodową, doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że będą głównymi aktorami w nieuniknionej wojnie i że wojna ta będzie wymagała od nich ogromnych ofiar, zanim nie zakończą jej z zys­ kiem i z honorem. Dlatego też Niemcy, przy­ gotowując się do wojny, musiały wszelkiemi środkami dążyć do tego, aby ta wojna wybuch­ ła i rozwijała się w takich okolicznościach, przy których konieczne i spodziewane ofiary byłyby jednak o ile możności najmniejsze. W tych warunkach Niemcy uważały za konieczne nietylko przygotowywać się do wojny, ale i przy-

gotowywać samą wojnę. Inaczej mówiąc — dla Niemiec najdogodniejszem było w określo­ nym zgóry czasie stworzyć sztucznie powód do wojny, albo też w najgorszym razie wyzyskać pierwszy - lepszy dogodny fakt dyplomatycz­ ny, jako pożądany powód. Nasuwa się pytanie: jaki termin rozpoczę­ cia wojny, a tern samem i wyłonienia się powo­ du do niej najbardziej odpowiadał niemieckim planom wojennym? Termin ten należy określić na podstawie analizy ustosunkowania sił przyszłych przeciw­ ników, oraz możliwości dalszego ich rozwoju. W latach 1911 — 13 Niemcy wydały dwie ustawy wojskowe, z których pierwsza nie mia­ ła na celu zewnętrznego rozszerzenia armji, lecz wewnętrzne jej udoskonalenie, drogą pod­ niesienia technicznego zaopatrzenia. Przeciw­ nie, ustawa z 1913 r. miała na celu zwiększe­ nie liczebności armji, rozwój głównej broni — piechoty i utworzenie nowych taktycznych form łączności. Reformy, przewidziane powyższemi usta­ wami, były całkowicie zakończone do wiosny 1914 roku. Powiększały one armję niemiecką na stopie pokojowej o 29.000 ludzi i doprowa­ dziły jej liczebność przy mobilizacji do 112.000 oficerów i 4.100.000 szeregowych i podofice­ rów przy 11.300 działach lekkich i ciężkich, oraz 1.850 karabinach maszynowych. Ponadto, według słów hrabiego Waldersee, zastępującego gen. Moltke, wszystkie pra­ ce, dotyczące mobilizacji, zostały ukończone do dnia 31 marca 1914 r.: „Armja — mówił hr. Waldersee — była gotowa, jak zawsze"! W dalszej przyszłości według ustaw poko­ jowych na długo nie przewidywało się dalsze­ go powiększenia armji niemieckiej. Sprzymierzone z Niemcami Austro-Węgry ustawą z 1913 r. powiększyły kadry pokojowe swojej armji o 50.000 ludzi, wyposażały działa­ jące korpusy w artylerję ciężką, reorganizowa­ ły swoje twierdze i fortyfikowały linje obronne w Karpatach i na granicy serbskiej. Wszyst­ kie te zamierzenia ustawowe miały być osta­ tecznie zrealizowane do 1916 roku. Mocarstwa trójporozumienia w odpowie­ dzi na tak znaczny wzrost sił Niemiec i AustroWęgier również, oczywiście, przedsiębrały wszelkie środki udoskonalenia swToich armij. We Francji jednakże, na skutek zbyt po­ Y wolnego przyrostu ludności, który w dodatku zmniejszał się z roku na rok, powiększenie li­

czebności stałej armji i jej rezerw było niemo­ żliwe. Mając to na uwadze Francja decyduje się na bohaterski krok w 1913 r. — na przej­ ście od dwuletniej do trzechletnimi obowiązko­ wej służby wojskowej, co powinno było odrazu powiększyć liczebność armji na stopie pokojo­ wej o jedną trzecią część i odpowiednio przy­ śpieszyć i ułatwić przejście ze stopy pokojowej na wojenną. Jednakże — należy to wziąć pod uwagę — ustawa z 1913 r. mogła dać pozytyw­ ne rezultaty dopiero po kilku latach, kiedy li­ czebność rezerw, biorąc pod uwagę zmniejszo­ ną liczbę kończących rok rocznie służbę wojsko­ wą, osiągnęłaby te rozmiary, które były ko­ nieczne i które przy dwuletniej służbie osiąg­ nęłyby się w znacznie krótszym czasie. Niezależnie od chwilowego zmniejszenia liczebności rezerw bezpośrednio po roku 1913, co było konieczną konsekwencją reformy woj­ skowej — w tym samym roku zostały wykry­ te we Francji znaczne braki w uzbrojeniu i wy­ posażeniu armji, na które zwTrócono szczegól­ niejszą ustawodawczą uwagę. Bezsprzecznie rząd francuski powinien był przedsięwziąć wszelkie środki, aby usunąć wykryte braki, ale wymagało to dłuższego czasu. Biorąc pod uwagę oczywistą pewność, że na wypadek wTojny między Francją a Niemca­ mi te ostatnie nie cofną się przez pogwałceniem neutralności Belgji, Anglja, zanim jeszcze wstąpiła w skład trójporozumienia, lecz nieofi­ cjalnie skłaniając się ku antiniemieckiej koali­ cji, rozważała już problem wojskowej pomocy, którą mogłaby zaofiarować Belgji wr razie po­ trzeby. Na ten temat, poczynając od 1906 r. Anglja i Belgja prowadziły pertraktacje, któ­ re doprowadziły do tego, że ta ostatnia ustawa z 1913 r. powinna była powiększyć liczebność swojej armji na stopie wojennej ze 175.000 do 300.000 ludzi. Anglja natomiast zobowiązywa­ ła się przedsięwziąć wszelkie środki, aby jej 160.000 armja posiłkowa mogła być wysadzo­ na w Belgji w możliwie najbliższym czasie. Znów jednak i te belgijsko-angielskie reformy wymagały wTiele czasu, aby dać pozytywne re­ zultaty, które mogłyby zaważyć na szali spo­ dziewanej już wojny. Co się tyczy Rosji — to przegrana wojna z Japonją w latach 1904 — 05, a następnie okres rewolucyjny w 1905 r. w dużym stopniu zdezorganizowały i osłabiły armję rosyjską. Powoli i chwiejnie w ciągu następnych dziesię­ ciu lat prowadząc reorganizację swojej armji
39

zaledwie zdążyła Rosja do roku 1914 odbudowę jej doprowadzić do stopnia jakiej takiej zdol­ ności bojowej, co pozwalało Rosji wyjść z do­ tychczasowej bierności i w razie konieczności zająć zdecydowaną postawę w obronie swoich mocarstwowych i imperialistycznych planów. Bezpośrednio przed wojną wysiłki Rosji na polu reorganizacji armji, znakomicie pod­ niecane ogólną atmosferę pośpiesznych zbro­ jeń, wyraziły się WT projekcie ustawTy wojsko­ wej z 1913 roku, noszącym nazwę „wielkiego programu wojskowego". Na zasadzie tego programu armja rosyj­ ska powinna była w ciągu czterech lat od 1914 do 1917 roku powiększyć swoją liczebność w czasie pokoju ponad l/s swojego dotychcza­ sowego składu, to znaczy o 12.000 oficerów i 500.000 szeregowych i podoficerów. Realizacja tego „wielkiego programu" wy­ magała jednorazowego wydatkowania około pół miljarda rubli, oraz znacznego powiększe­ nia corocznego budżetu wojskowego o 140 miljonów rubli. Rozwój armji rosyjskiej miał iść w dwóch kierunkach; organizacja nowych jednostek i po­ większenie etatowego składu już istniejących. Projektowano całkowitą organizację: trzech nowych korpusów, 26 pułków regularnej kawalerji, ponad 500 bateryj ciężkiej artylerji, oraz lekkich moździerzy, a nadto pewnej ilości od­ działów technicznych i gospodarczych wojsk. Oprócz tego „wielki program" przewidywał rozwój niektórych wytwórni przemysłu wojen­ nego i arsenałów, co powinno było stworzyć mocniejsze podstawy bojowego wyposażenia ar­ mji, oraz znaczny rozwój lotnictwa wojsko­ wego. „Wielki program" został przyjęty przez ciała ustawodawcze i wprowadzony w życie, jako zatwierdzona przez cesarza ustawa. Sta­ ło się to bezpośrednio przed wybuchem wTojny światowej. Stan armji rosyjskiej w 1914 r., którego braki były powszechnie w Rosji rozumiane, o czem świadczy „wielki program", oraz oko­ liczność, że program ten miał zapewnić Rosji pozytywne rezultaty dopiero w 1917 r.—wszy­ stko to dowodzi, że w momencie wybuchu woj­ ny światowej Rosja nie była jeszcze przygoto­ wana do niej, a stąd nie powinna była i nie mogła pragnąć wojny w tym terminie, który stał się faktem historycznym.
40

Ze strony Niemiec sprawa przedstawiała się zgoła inaczej. Projektowany rozwój wszyst­ kich sił wojennych Rosji nie mógł ujść troskli­ wej uwadze Niemców, co musiało ich uświado­ mić, że w 1917 r. zarówno Francja, jak i Belgja, w szczególności zaś Rosja osiągną maksy­ malną liczebność i bojową doskonałość swoich armij, w znacznym stopniu zwiększając środki walki trójporozumienia w stosunku do środków trójprzymierza, które, jeśli nawet zwiększą się, dzięki austrjackiej ustawie z 1913 r., — to w każdym razie nieznacznie tylko mogą się pod­ nieść ponad poziom z 1914 r., to znaczy moment największego napięcia militarnych sił Nie­ miec. W takich warunkach dla Niemiec, jako strony, która aktywnie przygotowywała się do wojny, oczywiście było znacznie dogodniej nie­ uchronnie nadciągającą wojnę wywołać zaraz, niż pozwolić na zwłokę, która stwarzała ryzy­ ko dalszego wzrostu sił przedewTszystkiem Ro­ sji, która w tym czasie daleką była od swoich istotnych możliwości stworzenia bezkonkuren­ cyjnej potęgi militarnej. W dodatku zbliżenie Anglji z Francją, a szczególnie z Rosją, nie przybrało jeszcze określonych form dyplomatycznych aktów, i stąd dla Niemców problem udziału Anglji po stronie przeciwniemieckiej bynajmniej nie był ostatecznie rozstrzygnięty. Zgodnie ze swoją tradycją, datującą się jeszcze od czasów Fryderyka II Wielkiego, Niemcy uważali, że ogólnoeuropejska sytuacja zmusza ich do rozpoczęcia wojny „zapobiegaw­ czej" nie później, niż w 1914 roku. Skoro zaś doszło się do takiego punktu widzenia — ko­ niecznością stało się stworzenie sztucznego po­ wodu do wojny lub wyzyskanie w tym celu do­ wolnego, ale dogodnego wydarzenia polityczne­ go, które mogłoby wystarczyć za powód istotny. Takiem właśnie wydarzeniem stało się za­ bójstwo austro-węgierskiego następcy tronu, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego mał­ żonki, dokonane w bośniackiem mieście Sara­ jewie, na pograniczu serbskiem, w dniu 28 czerwca 1914 roku. Niema dostatecznie pewnych danych, aby twierdzić z całą stanowczością, że zabójstwo ar­ cyksięcia Ferdynanda było sprowokowane przez Niemców, że było zgóry przygotowane w okre­ ślonych celach imperjalistycznych, tern bar-

dziej, że takie twierdzenie byłoby tak straszliwem oskarżeniem przedwojennej polityki Nie­ miec, którą aprobował niemal cały naród nie­ miecki, iż na samo przypuszczenie czegoś rów­ nie potwornego wzdryga się sumienie nowocze­ snego człowieka! Niema również kategorycz­ nych danych, aby przeczyć bez zająknienia po­ dobnie potwornym przypuszczeniom. Jakkol­ wiek było — dziś już jedno jest całkowicie pew-

go morderstwa, a to drogą inspirowania i poduszczania wielkoserbskiego ruchu, który wy­ twarzał irredentę na południowo-słowiańskich obszarach Austro-Węgier. Możliwość poważniejszego konfliktu austro-serbskiego wywołała w Rosji duże zanie­ pokojenie. Jednakże nadesłane z Wiednia za­ pewnienia, co do umiaru w żądaniach AustroWęgier w stosunku do Serbji, oraz opóźnienie

Jeden z fortów Cytadeli

Warszawskiej.

ne i wyjaśnione: zabójstwo arcyksięcia Ferdy­ nanda stało się pretekstem, który Niemcy w sposób zupełnie zdecydowany wyzyskały, ja­ ko powód do rozpętania wojny światowej, tej najstraszniejszej klęski, jaka kiedykolwiek wstrząsnęła dziejami ludzkości. Po morderstwie arcyksięcia Ferdynanda rząd austro-węgierski, który zresztą zawsze umiejętnie wykorzystywał każdy wypadek po­ lityczny, aby tworzyć trudności dla Serbji (w myśl swojej polityki bałkańskiej), oskarżył ją o współudział w przygotowaniu sarajewskie-

w doręczeniu ich tej ostatniej—znacznie uspo­ koiły polityków rosyjskich. Bardziej jeszcze uśpił czujność Petersbur­ ga fakt, że cesarz niemiecki, który pierwotnie nosił się z zamiarem wzięcia osobiście udziału w uroczystościach pogrzebu arcyksięcia Ferdy­ nanda, ostatecznie zadecydował nie zmieniać normalnego programu swojej corocznej podró­ ży po norweskich fiordach. Zdawało się przeto, że taki obrót sprawy musi przyczynić się do ostatecznego rozjaśnie­ nia na horyzoncie polityki europejskiej, tern
41

bardziej, że i z Sarajewa nadchodziły pociesza­ jące informacje, dotyczące śledztwa, które nie wykryło najmniejszych dowodów udziału rzą­ du serbskiego w przygotowaniu politycznego morderstwa na osobie następcy tronu. Pomimo wszystko jednak zarówno AustroWęgry, a przedewszystkiem Niemcy uważali sprawę sarajewską za całkowicie zdecydowaną w sensie oskarżenia rządu serbskiego. W prze­ świadczeniu obu tych monarchij dramat 28-go czerwca musiał być wyzyskany dla własnych celów i to wyzyskany za wszelką cenę. W dniu 30-ym czerwca ambasador nie­ miecki w Wiedniu, Tschirschke, nadsyła do Berlina taką oto relację: „W dniu wczorajszym autorytatywne osobistości wyraziły w mojej obecności życzenie ostatecznie zakończyć pora­ chunki z Serbami. Korzystam z każdej okazji, aby spokojnie i poważnie odwodzić od zbyt pośpiesznych decyzyj". Na relacji tej cesarz Wilhelm pisze taką uwagę: „Kto go do tego upoważnił? To bardzo głupio. Jego to nie dotyczy. Decydować, co należy czynić, — to sprawa wyłącznie Austrji. Potem, jeśli obrót sprawy będzie niekorzystny, powiedzą, że win­ ne są Niemcy, które nie zechciały. Niech­ że Tschirschke sprawi mi przyjemność i po­ rzuci całe to głupstwo. Z Serbami skończyć na­ leży możliwie jak najprędzej... Albo teraz, al­ bo nigdy". W dniu 4 lipca dokument ten z dopiskiem Wilhelma został przesłany z gabinetu cesarza do ministerstwa spraw zagranicznych. Tam, oczywiście, uwagi cesarza nie mogli traktować inaczej, jak rozkaz: nie powstrzymywać Austro-Węgier, a przeciwnie, podburzać je do wy­ stąpienia przeciw Serbji. Następnego dnia 5-go lipca odbyła się w Poczdamie u cesarza Wilhelma poufna nara­ da, w której wzięli udział ambasador austrjacki w Berlinie, kanclerz Bethmann-Hollweg i za­ stępca ministra spraw zagranicznych. Na na­ radzie tej stwierdzono, że na podstawie zobo­ wiązań sojuszniczych Niemcy nie mogą odmó­ wić swojego współdziałania, które byłoby Au­ strji potrzebne dla osiągnięcia realnych gwarancyj ze strony Serbji. Na naradzie oceniono również możliwość interwencji ze strony rosyj­ skiej. Te mgliste rezultaty narady jakgdyby wskazywały na to, że Niemcy nie posiadają określonych dążności. Jednakże dążności te oblekały się w zupełnie konkretną formę w sło­
42

wach cesarza Wilhelma, wypowiedzianych do ambasadora austro-węgierskiego : „...Nie nale­ ży długo zwlekać z działaniem. Stanowisko Ro­ sji będzie, oczywiście, wrogie, ale wszak oddawna przygotowywaliśmy się do tej możliwości. Austrja może być pewna, że jeśli nawet rozpo­ częłaby się wojna między nią i Rosją — Niemcy pozostaną wierne swojej sojuszniczce. W do­ datku zaś Rosja nie jest gotowa do wojny". Wiedząc, że, pozostawiając Austrji swo­ bodę działania, a nawet inspirując ją w kierun­ ku zdecydowanych działań przeciwko Serbji, tern samem stwarza ogólny konflikt politycz­ ny — cesarz Wilhelm natychmiast po naradzie z wysokimi dygnitarzami wojskowymi decydu­ je się na szereg przygotowawczych kroków do wojny. W dniu 6 lipca cesarz Wilhelm udał się w podróż po morzu Północnem. Było to celowe, gdyż miało w przyszłości uwolnić go od zarzutu inspirowania wojny europejskiej. Ale przed odjazdem nie omieszkał Wilhelm pokierować wszystkie sprawy niemieckie zgodnie ze zdecy­ dowanym już planem na przyszłość, planem, którego realizacja nieuchronnie musiała dopro­ wadzić do wybuchu wojny. Niemieckie podszepty znalazły w Austrji wdzięcznych słuchaczów, tembardziej, że Au­ strja sama pragnęła ostatecznie unieszkodli­ wić Serbję, a powstrzymywała ją od stanow­ czych kroków jedynie obawa przed interwen­ cją rosyjską. Jednakże zdecydowane oświadcze­ nia Niemiec dodawały Austro-Węgrom otuchy w tym sensie, że w każdym razie nie pozosta­ ną one osamotnione, co znakomicie powiększało szanse powodzenia. W tym stanie rzeczy nie należało, jak sądzono w Wiedniu, marnować nadarzającej się okazji. W dniu 7 lipca odbyło się posiedzenie austrjackiej rady ministrów, na której hrabia Berthold oświadczył: „Nadszedł czas wtrącenia Sei*bji w taką sytuację, w której nie będzie już mogła szkodzić na przyszłość. Cesarski rząd Niemiec obiecał Austro-Węgrom bezwzględną pomoc w wojnie przeciw temu państwu. Poje­ dynek z Serbją w konsekwencji może wywołać wojnę z Rosją. Lepiej, żeby wojna ta rozpo­ częła się teraz, gdyż wpływy rosyjskie z dnia na dzień rosną na Bałkanach". Rada ministrów zdecydowała wystosować ultimatum dla Serbji. Ponieważ jednak uwa­ żano, że ściśle dyplomatyczny sukces, gdyby na­ wet doprowadził Serbję do upokorzenia, nie da

Pejzaż morski.

Łódź podtvodna przy świetle

księżyca.

znaczniepszych korzyści, przeto należy „posta­ wić Serbji tak ciężkie warunki, aby nieprzyjęcie ich było zgóry wiadome i pewne, gdyż umożliwi to przejście do zdecydowanych działań o charakterze wojennych manifestacyj". Wobec tego postanowienia rady ministrów cesarz austrjacki Franciszek Józef oświadczył, że zgadza się postawie Serbji konkretne żą­ dania. Na relacji o tern ambasadora niemieckie­ go w Wiedniu cesarz Wilhelm napisał: „Ale bardzo jasne i bardzo konkretne. Oni (t. zn. Austrjacy) mieli dość na to czasu." Poduszczenia Niemców trwały wciąż, cze­ mu bynajmniej nie przeszkadzała odległość. Już w dniu 11-ym lipca austrjacki amba­ sador w Paryżu otrzymał z Wiednia taką de­ peszę : „Osiągnięto całkowite porozumienie z Niemcami we wszystkiem, co tyczy się sytu­ acji politycznej, wytworzonej zamachem w Sa­ rajewie, oraz wszelkich możliwych następstw".

Dnia 14-go lipca Tschirschke telegrafuje do Berlina, że „zajęte przez Niemcy stanowisko, gwarantujące, że znajdą się one w jednym sze­ regu z Austrją, najsilniej wpływa na mocne stawianie sprawy przez cesarza". Z tego wszystkiego wypływa zasadniczy logiczny wniosek, że, jeśliby tego Niemcy pra­ gnęły, z łatwością mogłyby powstrzymać Austro-Węgry od lekkomyślnych kroków wo­ bec Serbji, które nieuchronnie groziły ogólno­ europejskim konfliktem, a stąd i możliwością wojny. Fakt ten rzuca jaskrawe światło na rolę Niemiec w przedwstępnej fazie wojny światowej i w dostatecznej mierze uzasadnia, poza wszystkiemi innemi faktami, tezę Trak­ tatu Wersalskiego o odpowiedzialności Niemiec za wybuch wojny światowej. Niemcy nietylko nie starały się powstrzy­ mać Austrji od hazardowej gry dyplomatycz­ nej, ale, przeciwnie, nadal inspirowały ją w tym kierunku.

Zbombardowana

wieża ciśnień w Kłajpedzie

(Memel)

43

Świadczy o tern następny wymowny fakt. Oto na relacji ambasadora Tschirschke, WT miej­ scu, gdzie mówi, że „hrabia Tisza (premjer węgierski) uważa, iż należy działać po dżentelmeńsku" — cesarz Wilhelm notuje: „Prze­ ciwko mordercom? Po tern wszystkiem, co za­ szło? Głupstwo!". Nieco później Tschirschke pisał, że obecnie nawet hr. Tisza jest zdania, iż „monarchja musi zdobyć się na energiczne de­ cyzje". W tern miejscu Wilhelm notuje: „Ja­ sne!". Zdecydowawszy przedłożyć Serbji ultima­ tum i to niezwykłe w stosunkach dyplomatycz­ nych, poczęto je w Wiedniu redagować. Między innemi, pisze o tern Tschirschke w dniu 14-ym lipca: „Ostateczny tekst noty, przeznaczonej dla Serbji, jeszcze nie jest zre­ dagowany. Stanie się to w niedzielę, dnia 19-go lipca. Co tyczy się terminu doręczenia noty rzą­ dowi serbskiemu, zdecydowano w dniu dzisiej­ szym, że będzie bardziej celowe zaczekać z tern do wyjazdu Poincaré'go z Petersburga, to zna­ czy do 25-go lipca". W tern miejscu na donie­ sieniu swojego ambasadora Wilhelm notuje: „Jaka szkoda!".

W ten sposób Wilhelm nietylko podżegał, ale i napędzał Austrję do pośpiechu. Jednak w tym wypadku dyplomacja austrjacka okazała się subtelniejszą, gdyż opóź­ nienie przesłania przez Austrję swTojej noty miało wielki sens i było niezwykle korzystne dla Austrji, a tern samem i dla Niemiec. Prezydent republiki francuskiej, Poincare, udał się właśnie do Rosji w towarzystwie pre­ zesa ministrów i ministra spraw zagranicz­ nych, Viviani'ego. Oczywiście, dogodne było, aby ci właśnie mężowie stanu nie zapoznali się z treścią austrjackiej noty w czasie swojego po­ bytu w Petersburgu. W przeciwnym bowiem wypadku rząd francuski mógłby na miejscu z łatwością porozumieć się ze sprzymierzonym rządem rosyjskim, co do środków utrzymania pokoju i zapobieżenia wojnie, która, jak to już parokrotnie wykazaliśmy, nie była pożądana przez oba te państwa. W tym wypadku praw­ dopodobnie usiłowania austro-niemieckie nie osiągnęłyby upragnionego celu, którym był jak najwcześniejszy wybuch wojny. Uspokojone zapewnieniem Austrji, co do umiarkowanych jej żądań pod adresem Serbji,

Wojska rosyjskie

w okopach.

44

oraz podróżą cesarza Wilhelma na norweskie fiordy, oba rządy sprzymierzone Rosji i Fran­ cji prowadziły spokojnie pertraktacje w spra­ wie szczegółów oddawna zamierzonej i projek­ towanej w najbliższym czasie wizyty prezy­ denta republiki francuskiej, który w sposób szczególnie uroczysty miał ją złożyć cesarzowi Rosji Mikołajowi II. Wizytę tę uważały oba rzą­ dy za tradycyjną już manifestację polityczną we wzajemnych przyjaznych stosunkach. Zgod­ nie z ustalonym planem, prezydent Poincare powinien był przybyć do Petersburga na okrę­ cie wojennym w dniu 20-ym lipca, a w drodze powrotnej miał odwiedzić ponadto Szwecję, Danję i Norwegję. I rzeczywiście Poincare przybył do Peters­ burga 20-go lipca. Pobyt jego trwał do godz. 10-ej wieczorem dnia 23-go tegoż miesiąca. W ciągu czterodniowych uroczystości zdawało się wszystkim, że nic nie zagraża pokojowi w Europie. Rozmowy obu rządów dotyczyły różnych spraw, lecz najmniej, podobno, sprawy serbskiej, która budziła raczej ogólne zdziwie­ nie z racji niezrozumiałego milczenia Austrji. Zresztą obietnica cesarza Mikołaja odwiedze­ nia Francji z rewizytą w 1915 roku, zdawało się, potwierdzała ogólny nastrój beztroski, nie­ zakłóconej żadnemi czarnemi horoskopami. A jednak w swoich wspomnieniach o roz­ mowie z austrjackim ambasadorem w Peters­ burgu, hr. Sapari, pisze Poincare w ten sposób: „i on oddalił się, z szacunkiem ściskając mi rę­ kę, lecz pozostawiając mi wrażenie, że Austrja coś tam zamyśla. Co? Tego domyśleć się było niemożliwe. W każdym jednak razie zagadka była dostatecznie niepokojąca, aby pragnąć bądź co bądź przewidzieć wszelkie możliwości. Należało uniknąć tego, aby Rosja, która zawsze uważała się za opiekunkę Serbji, nie była od­ osobniona w krytycznym momencie, ani od Francji, ani od Anglji". Zgóry i ściśle zdoławszy określić dzień i go­ dzinę odjazdu Poincaré'go z Petersburga, Ber­ lin przesłał te informacje do Wiednia, uprze­ dzając, że jeśli doręczenie noty w Belgradzie będzie dokonane o godz. 5-ej po południu w dniu 23-ym lipca, to wiadomość o tern dojdzie do Pe­ tersburga już po odjeździe prezydenta Francji. I już dn. 23-go lipca niemieckie minister­ stwo spraw zagranicznych otrzymało od Tschirschke'go odpowiedź: „Cesarsko-królewski rząd (t. zn. Austro-Węgier — przyp.) gorąco dzię­ kuje za informację, przesłaną dla barona Hisl

(posła austrjackiego w Belgradzie — przyp.). Zdecydowano opóźnić doręczenie ultimatum o jedną godzinę". Rzeczywiście, ultimatum austrjackie dorę­ czono rządowi serbskiemu dopiero o godz. 6-ej po południu w dniu 23-im lipca. Tekst noty stał się wdadomy wT Petersburgu dopiero po odejściu okrętu „La France", na pokładzie któ­ rego odpłynął Poincare i Viviani. Zarówno treść, jak i ton ultimatywnej no­ ty Austro-Węgier, przedłożonej rządowi serb­ skiemu, były dla wszystkich zupełną niespo­ dzianką. Rząd cesarza Franciszka Józefa żądał, aby rząd serbski zobowiązał się oficjalnie i w prasie potępić wszelką wielko-serbską propagandę i oświadczyć, że odtąd będzie surowo ścigał i ka­ rał każdy jej przejaw. Ponadto rząd serbski powinien był zobo­ wiązać się do usunięcia z zajmowanych stano­ wisk tych wszystkich oficerów i urzędników, których wskaże rząd wiedeński, jako winnych propagandy przeciw Austro-Węgrom, oraz zgo­ dzić się na współpracę na terytorjum serbskiem urzędników austrjackich w celu zarówno wy­ krycia współwinowajców zamachu z dn. 28-go czei-wca, jak i wogóle walki z serbskim ruchem ideowym, wymierzonym przeciwko naddunajskiej monarchji. Odpowiedź Serbji na notę austrjacką mia­ ła nastąpić w 48-godzinnym terminie, to zna­ czy, powinna była być doręczona w dniu 25-ym lipca. O treści doręczonego Serbji ultimatum oficjalnie powiadomił Wiedeń rządy państw europejskich dopiero po upływie znacznej części pozostawionego Serbji terminu na odpowiedź, a mianowicie dopiero w dn. 24-ym lipca. Zupełnie powierzchowne zaznajomienie się z treścią noty austrjackiej wystarcza już, aby stwierdzić, że wśród żądań austrjackich były i takie, które bezpośrednio godziły nietylko w godność Serbji, ale wprost w zasadnicze po­ jęcie suwerenności państwowej. Dziś trudno jeszcze ustalić dokładnie, w ja­ kiej mierze współpracowały Niemcy w reda­ gowaniu noty austrjackiej. Nie można również kategorycznie twierdzić, że współpraca taka nie istniała. Tak, czy inaczej, dokładnie jest wia­ dome, że ambasador niemiecki w Wiedniu, Tschirschke, otrzymał egzemplarz noty już dnia 2I-go lipca i tegoż dnia wysłał go do Berlina, gdzie otrzymano go następnego dnia 22-go lip­ ca. A jeśli nawet treść ultimatum dla Serbji
45

Okopy ros

nie była bezpośrednio dyktowana z Berlina, to w każdym razie rząd niemiecki ją aprobował całkowicie, a sama nota nasiąknięta była bez­ sprzecznie niemiecką butą i bezwzględnością. Krótki termin odpowiedzi, który narzuco­ no Serbji, jak również i opóźnione powiadomie­ nie rządów europejskich o treści noty—wszyst­ ko to w znacznym stopniu utrudniało wszelką interwencję dyplomatyczną państw Europy w celu załagodzenia austro-serbskiego konflik­ tu, który, blisko wT miesiąc po zamachu na arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie, wybuchł tak nagle i to odrazu w tak niezwykle ostrej formie. Dzięki temu, w gruncie rzeczy, spra­ wa pokoju lub wojny spoczywała w tym mo­ mencie, w końcu lipca 1914 r., wyłącznie w rę­ kach Niemiec. Jeśliby Niemcy istotnie prag­ nęły pokoju — przedewszystkiem miałyby cał­ kowitą możność powstrzymania sprzymierzo­ nej Austrji przed doręczeniem Serbji noty o tak jaskrawej i niemożliwej do przyjęcia tre­ ści. Mogłyby również Niemcy wpłynąć z ła­ twością na rząd wiedeński, który wszak był dość chwiejny w pierwszej fazie austro-seii)skiego konfliktu, w kierunku złagodzenia tonu i warunków ultimatum. Mogłyby dopilnować i przyspieszyć powia­ domienie rządów europejskich o treści au­ striackiego ultimatum, a w najgorszym razie miały możność przyczynić się do wytworzenia w następstwie takich warunków dyplomatycz­ nych, które umożliwiłyby załagodzenie całego konfliktu i zlikwidowanie go bez większego bólu. Ale Niemcy nie uczyniły niczego ze swoich licznych i doniosłych możliwości. Niemcy tego nie chciały. Nie leżało to w ich interesach.
46

Imperjalizm niemiecki, który tak starannie przygotowywał się w ciągu paru dziesiątków lat, nie chciał teraz stracić okazji, umożliwia­ jącej wyciągnięcie drapieżnej ręki po zdawna upragnione, a aktualnie nader łatwe, według opinji kół niemieckich, zwycięstwa i zdobycze. Oprócz samej Serbji najbardziej zainte­ resowaną w konflikcie, wytworzonym przez inspirowaną z Berlina notę austrjacką, bez­ sprzecznie była Rosja. Wprawdzie nie wiązała Rosji z Serb ją żadna umowa formalna, ani polityczna, ani wojskowa. Ale cała tradycja polityki rosyj­ skiej na Bałkanach, jej wszechsłowiański pro­ gram tam właśnie przedewszystkiem realizo­ wany, cały prestiż Rosji, moralny i polityczny, wśród słowian południowych, jej imperjalistyczne marzenia o rosyjskim Carogrodzie nad Bosforem, a wTeszcie wzgląd na niepożądany i niebezpieczny wzrost potęgi konkurencyjnej Austro - Węgier — wszystko to zmuszało Rosję do zajęcia stanowiska protektorki i opiekunki Serbji nawet, a raczej tembardziej w jej krytycznem położeniu dyplomatycznem. Rozu­ miały to zarówno Niemcy i Austro-Węgry z jednej, jak i Francja z drugiej strony. W sytuacji tej Rosja, prawdopodobnie wierząc jeszcze w skuteczność swojej akcji, wy­ brała dwie drogi postępowania: rozpoczęła ży­ wą "wymianę zdań pomiędzy zainteresowanymi rządami państw europejskich w celu wynale­ zienia najbardziej realnych możliwości takie­ go zlikwidowania pomimo wszystko konfliktu austro-serbskiego, któreby zadowoliło obie stro­ ny. Równocześnie zaś cesaiłz Mikołaj osobiście zniósł się z cesarzem Wilhelmem, jako tym, któiy de fakto kierował działaniami nietylko Niemiec, lecz i Austro-Węgier.

Skoro tylko ambasador austrjacki w Pe­ tersburgu oficjalnie zakomunikował rządowi rosyjskiemu treść noty, wręczonej rządowi serbskiemu (nawiasem mówiąc, stało się to po upływie 17 godzin) — rosyjski minister spraw zagranicznych, Sazonow, natychmiast wystą­ pił do rządu wiedeńskiego w celu uzyskania dla Serbji przedłużenia terminu odpowiedzi, rów­ nocześnie wskazując na to, że niektóre z wa-

było dla Austrji niemożliwe bez szwanku dla jej własnej godności wielkiego mocarstwa. Ale rząd austro-węgierski poszedł znacznie dalej, niż tego wymagały już istniejące okoliczności. Pomimo, że Serb ja jak najostrzej potępiła bestjalski zamach na arcyksięcia i jego żonę, po­ mimo, że wykazała swoją gotowość dania Au­ strji takiego zadośćuczynienia, które, jak to oświadczył Sazonow, przeszło wszelkie spodzie-

Most kolejowy pod Częstochową wysadzony przez

Rosjan.

runków podyktowanych rządowi serbskiemu były niemożliwe do przyjęcia, a ton innych na­ rażał na szwank godność suwerennego państwa. Dla zlikwidowania konfliktu rząd rosyj­ ski proponował Austrji ponowne rozpatrzenie treści noty, która sprawę pokoju wtrącała w sy­ tuację bez wyjścia. Rząd austro-węgierski nie uznał za możli­ we podobne załatwienie sprawy. Istotnie, wy­ daje się, że w wytworzonym już stanie rzeczy wycofanie czy też przeredagowanie ultimatum

wanie nietylko Rosji, ale i innych mocarstw — poseł austrjacki w Belgradzie, natychmiast po otrzymaniu serbskiej odpowiedzi na ultima­ tum, zaledwie mając dość czasu, by zapoznać się z jej treścią, w sposób demonstracyjny opu­ ścił stolicę Serbji. Wszystko to robi wrażenie ścisłego wypeł­ niania zgóry ułożonego programu działania i to z pośpiechem, który zdaje się świadczyć o oba­ wie, by jakieś postronne okoliczności nie popsu­ ły czegoś w zamierzeniach niemieckich. 47

Austrja znała oświadczenie rządu rosyj­ skiego, który stwierdził swoją niemożność obo­ jętnego ustosunkowania się do wypadków w Serbji, oraz swoje zdecydowane dążenie za­ łatwienia konfliktu na drodze pokojowej, ale tylko w sposób, nienaruszający godności kró­ lestwa serbskiego, jako państwa niezależnego. Znając takie stanowisko Rosji Austrja nie mo­ głaby zabrnąć w ryzykownej grze tak daleko, jak to się stało, gdyby nie czuła za swojemi ple­ cami podszeptów pewnego a potężnego sprzy­

cesarza na północ, oraz urlopami szefa sztabu generalnego i pruskiego ministra wojny rząd niemiecki będzie twierdził z całą stanowczością, że był również zaskoczony wystąpieniem Austrji, jak i inne mocarstwa. Rząd będzie się starał otrzymać od mocarstw uznanie faktu, że różnice zdań, istniejące między Austrja a Serbją, są sprawą wyłącznie tylko tych dwóch mocarstw". Następnie, w dniu 25-go lipca, kiedy wiadomem już było, jak wielki niepokój wywołało

Zatonięcie

Lusitanji.

mierzeńca — cesarstwa Niemieckiego. A mo­ że raczej Austro-Węgry działały nieomal au­ tomatycznie na zdecydowany rozkaz, sygnali­ zowany z Berlina? Wskazywałaby na to relacja misji bawar­ skiej w Berlinie, która jeszcze dn. 18-go lipca donosiła swojemu królewskiemu rządowi w Monachjum : „Rząd cesarski przedsięweźmie, w celu zlokalizowania wojny, dyplomatyczne posunięcia w stosunku do wielkich mocarstwT natychmiast po wręczeniu austrjackiej noty w Belgradzie. Tłomacząc się faktem podróży
48

w Europie wręczenie austrjackiego ultimatum w Belgradzie, cesarz Wilhelm przesyła do Ber­ lina taką oto depeszę: „Ponieważ to tak zwa­ ne wielkie mocarstwo serbskie jest bezsilne i ponieważ wszystkie państwa słowiańskie są do niego podobne — należy iść twardo ku wy­ znaczonym celom ". A tego samego dnia austrjacki ambasa­ dor w Berlinie hr. Seczeni depeszuje do Wied­ nia: „Tu (t. zn. w Berlinie — przyp.) uważa­ ją, że przypuszczalna odmowna odpowiedź Ser­ bji wywoła natychmiastowe wypowiedzenie

wojny przez nas, związane z działaniami w o j ennemi. Należy nam działać pośpiesznie i po­ stawić świat wobec faktu dokonanego". Zanim jeszcze Serb ja doręczyła swoją od­ powiedź na ultimatum austrjackie, mocarstwa europejskie czyniły wszystko, co było możliwe, aby załagodzić i zlokalizować konflikt austroserbski. Francuski minister spraw zewnętrznych Viviani, który razem z prezydentem znajdował się w powrotnej podróży z Rosji, telegrafował do Londynu i Petersburga, że, według jego zda­ nia, Serb ja powinna natychmiast zgodzić się na wszystkie żądania, współmierne do jej god­ ności samodzielnego państwa, że powinna ona „wyprosić" sobie przedłużenie terminu odpo­ wiedzi, że Anglja, Rosja i Francja powinny po­ przeć tę prośbę, że trójporozumienie powinno dążyć do tego, aby zamiast austrjackiej, powo­ łać międzynarodową komisję do zbadania spra­ wy zamachu w Sarajewie. Postępowanie Anglji było bardziej ostroż­ ne. Tern niemniej jednak minister spraw ze­ wnętrznych, sir EdwTard Grey, interwenjował w analogicznym sensie u ambasadora niemiec­ kiego w Londynie, ks. Lichnowskiego, który na­ tychmiast przesłał do Berlina treść oświadcze­ nia angielskiego polityka. Na raporcie Lichnowskiego z dn. 22-go lipca w7 miejscu, gdzie powtarza on opinję Grey'a, że Austro-Węgry powinny liczyć się z narodową godnością Serbji, cesarz Wilhelm osobiście dopisał: „Narodowa godność Serbji nie istnieje. Problem ten nie dotyczy Grey'a, ale wyłącznie tylko Jego Cesarskiej Mości cesarza Franciszka Józefa. Olbrzymi bezwstyd ze stro­ ny Anglji!". Kiedy po otrzymaniu w Londynie tekstu austrjackiego ultimatum Lichnowski pisze, że Grey oświadczył, iż „Austrjacy przeszli wszyst­ ko, czego można było się spodziewać, i że pań­ stwo, które zgodziłoby się na podobne żądania, przestałoby należeć do grona państw samodziel­ nych" — w miejscu tern Wilhelm pisze: „Bar­ dzo byłoby to pożądane. Serbja nie jest pań­ stwem wT europejskiem znaczeniu tego słowa. To banda zbójów". Dalej pisze Lichnowski: „Mówił mi Grey, że gotów jest wtrącić się w celu wyjednania przedłużenia terminu odpowiedzi, mając na­ dzieję, że może jednak znajdzie się sposób roz­ wiązania konfliktu". Na to odpowiada Wilhelm w dopisku: „Bezskuteczne". Kiedy Grey ra­

dzi interwencję ogólną dla załagodzenia możli­ wego konfliktu między Austrją a Rosją — Wil­ helm pisze: „Bezskuteczne. Najmniej liczę się z tern, aby Austrja prosiła mnie o to. W zagad­ nieniach honoru i życiowych konieczności nikt nie radzi się innych". To stanowisko cesarza niemieckiego świadczy dowodnie, że wszelkie kroki dyplomatyczne były już spóźnione z chwi­ lą, kiedy Serbja otrzymała ultimatum. Wszy­ stko bowiem, co miało nastąpić później, było już zgóry ukartowane przez imperjalistyczną politykę Niemiec, której Austrja była powTolnem tylko narzędziem. W dniu 27-ym lipca Anglja wystąpiła z inicjatywą zwołania w Londynie konferencji czterech mocarstw, która zbadałaby wszelkie możliwości rozwiązania stworzonego konfliktu. W odpowiedzi na propozycję angielską rosyj­ ski minister spraw zewnętrznych Sazonow od­ powiedział że Rosja gotowa jest zgodzić się na wszelką inicjatywę, która prowadziłaby do po­ kojowego zlikwidowania konfliktu. W Berli­ nie jednak propozycja angielska nie znalazła życzliwego przyjęcia. Rząd niemiecki, katego­ rycznie sprzeciwiając się projektowi zwołania konferencji wT Londynie, nie wskazywTał równo­ cześnie, żadnego innego realnego sposobu zli­ kwidowania austro-serbskiego zatargu, tern sa­ mem zaś bardziej jeszcze komplikował i prze­ wlekał konflikt, co zresztą było mu na rękę, gdyż wygrywał czas na przygotowania do już zdecydowanej akcji w7ojennej. Jeżeli chodzi o Włochy, to zaraz po otrzy­ maniu tekstu austrjackiego ultimatum oświad­ czyły one, że zgodnie z warunkami trójprzymierza Austrja powinna była uprzednio po­ rozumieć się ze sprzymierzeńcami, zanim je­ szcze zdecydowała się na krok, który może mieć tak doniosłe konsekwencje, i że wobec odwrot­ nego postępowania Austrji królestwo włoskie uważa się za zwolnione od wszelkich zobowią­ zań sojuszniczych. Wszystko to nie mogło pomóc sprawie po­ koju, gdyż wojna była już zdecydowaną w Ber­ linie. Austro-Węgry z całkowitą konsekwencją podtrzymywały swój punkt wadzenia, nie zga­ dzając się na żadne inne możliwości zlikwido­ wania konfliktu z Serbja, poza dopełnieniem przez nią wszystkich wrarunków, podyktowa­ nych w ultimatum. Niemcy znówT powtarzały w kółko, że spra­ wa dotyczy wyłącznie tylko Austrji i Serbji, 49

wobec czego jakakolwiek interwencja państw trzecich jest niemożliwa. W dodatku Niemcy, wyraźnie akceptując politykę Wiednia i po­ twierdzając przy każdej okazji swoje zobowią­ zania wobec naddunajskiej sojuszniczki, pod­ trzymywały Austrję w jej upartem i ryzykownem stanowisku. Widzimy przeto, że rząd niemiecki od po­ czątku czynił wszystko, aby utrudniać pokojo­ wą interwencję mocarstw, tern samem zaś do­ wiódł swojego zupełnie zdecydowanego dążenia do rozpętania wojny europejskiej. Rzeczą jest oczywistą, że Niemcy, zdecy­ dowawszy się już na wTojnę, dążyły do zapew­

skiemu, że „solidaryzując się z Francją w dą­ żeniu do zachowania pokoju, rząd niemiecki uważa, iż oba mocarstwa powinny wpłynąć na Rosję w kierunku uspakajającym". Równocze­ śnie rząd niemiecki podkreślał konieczność ofi­ cjalnego oświadczenia w prasie o solidarności Niemiec i Francji. Było to zresztą próbą przeniesienia punk­ tu ciężkości do Petersburga i tą drogą izolo­ wania Rosji od jej sprzymierzeńców z trójporozumienia. Próba ta zawiodła całkowicie. Francja, a za nią Anglja, odpowiedziały w porozumieniu ze sobą, że interwencja mo­ carstw powinna być przeprowadzona nie w Pe­

Mycie pokładu na statku wojennym.

nienia sobie maksimum szans zwycięstwa. To też przedewszystkiem usiłowały, pod dyktan­ dem swojego sztabu generalnego, oderwać Francję od Rosji, co prawdopodobnie powstrzy­ małoby również i Anglję od udziału w wojnie, pozostawiając tylko Rosję i Serbję, jako prze­ ciwników Niemiec i Austro-Węgier. Taki układ sił zgóry zdecydowałby o bezwzględnem zwy­ cięstwie Niemiec, co znów w następstwie uła­ twiłoby znakomicie dalszą realizację niemiec­ kiego imperjalizmu i na zachodzie Europy. W tym kierunku działała dyplomacja nie­ miecka. W dniu 26-ym lipca ambasador nie­ miecki w Paryżu oświadczył rządowi francu­ 50

tersburgu, lecz w Wiedniu, gdyż Rosja od po­ czątku konfliktu zachowuje się w sposób cał­ kowicie umiarkowany. Również zawiodła próba i w następnej analogicznej propozycji niemieckiej. Rząd nie­ miecki proponował Francji wspólną inter­ wencję, na co Francja odpowiedziała, że ce­ lową byłaby tylko interwencja czterech mo­ carstw, a mianowicie: Francji, Anglji, Niemiec i Włoch. Niemcy, przygotowując wojnę i pchając ku niej Austrję, bynajmniej nie pragnęły, aby kiedyś odpowiedzialność za wojnę spadła na nie lub na Austrję. W tym też celu jeszcze

przed ostatecznym wybuchem wojny usiłowały Niemcy narzucić opinji europejskiej przeświad­ czenie o winie ze strony Rosji. W dniu 26-ym lipca ustnie, a następnego dnia 27-go na piśmie złożył ambasador niemiec­ ki rządowi francuskiemu oświadczenie, że Austro-Węgry nie dążą do terytorjalnych zdo­ byczy i nie zagrażają całości Serbji, a ich je­ dynym celem jest zabezpieczenie własnego spo­ koju wewnętrznego. W tym stanie rzeczy spra­ wa powszechnego pokoju lub wojny wyłącznie spoczywa w rękach rządu rosyjskiego. Kanclerz Rzeszy i niemiecki minister spraw zewnętrznych, Bethmann - Hollweg, de­ peszował w dniu 28-ym lipca pod adresem nie­ mieckiego ambasadora w Wiedniu: „Odpowiedź rządu serbskiego na ultimatum każe sądzić, że Serb ja w tak znacznej mierze dąży do zaspo­ kojenia austrjackich żądań, iż, jeśli cesarski rząd zachowa całkowicie niezależne stanowisko, należy przewidywać nieprzychylny dla niego obrót w europejskiej opinji. W tych warun­ kach zwycięska wojna na trzech frontach nie jest dostatecznie gwarantowana. Trzeba wTięc, aby wobec mocarstw niezainteresowanych bez­ pośrednio w konflikcie odpowiedzialność za wojnę w każdym wypadku spadła na Rosję. Musi Pan starannie unikać wszystkiego, coby mogło czynić wrażenie, że podtrzymujemy Austrję. Należy znaleźć tylko taką formę, która pozwoliłaby Austrji urzeczywistnić swój cel, nie dążąc do wojny światowej, a jeśli w osta­ teczności wojna ta byłaby nie do uniknięcia, należy polepszyć warunki, w jakich wypadnie nam walczyć, aby osiągnąć powodzenie'*. W tych warunkach naturalnem było, że Austro-Węgry wypowiedziały Serbji wojnę w dniu 28-ym lipca, a w następnym już dniu bombardowały stolicę Serbji, Belgrad, zajmu­ jąc część terytorjum serbskiego. Od tego momentu rozpoczyna się nowy okres konfliktu, który bardziej jeszcze skom­ plikował się, narzucając rządom zainteresowa­ nych mocarstw niezwykle trudne położenie. W szczególnie ciężkiem położeniu znalazła się Rosja, która z jednej strony nie mogła dopu­ ścić — wciąż w imię swojej wszechsłowiańskiej polityki — do pogromu maleńkiej Serbji przez bez porównania potężniejszą Austrję, mającą w dodatku za plecami największą potęgę mili­ tarną — Niemcy, z drugiej zaś strony, całko­ wicie oceniając swoje nieprzygotowanie do woj­ ny, dążyła do uniknięcia jej, lecz równocześnie

i do zlikwidowania zbrojnego już zatargu mię­ dzy Austrją i Serbją bez szkody dla tej ostat­ niej. Wobec nowej fazy konfliktu Rosja musia­ ła szukać środków, nietylko gwarantujących jej bezpieczeństwo na zachodnich granicach, ale i nadających odpowiednią wagę jej dyplomacji w obliczu Niemiec i Austrji, wyraźnie już dą­ żących do rozniesienia pożogi wojennej po ca­ łej Europie. Należy wziąć pod uwagę specyficzny cha­ rakter militarny Rosji, znacznie pod tym wzglę­ dem różniącej się od swoich zachodnich sąsia-

Senegalczyk, jeden z wielu kolorowych uczestników Wojny Śtoiatowej.

dów. Szczególne wTarunki rosyjskie zarówno pod względem komunikacji, obszaru i środków technicznych, jak ogólnego poziomu kultury i pierwotnych systemów biurokracji składały się na fakt o doniosłem dla Rosji znaczeniu: mobilizacja armji rosyjskiej musiała trwać znacznie dłużej, niż to było osiągalne przez mo­ carstwa zachodniej Europy. Stąd też Rosja nie mogła dopuścić do te­ go, aby jakikolwiek przewidywany przeciwnik zaskoczył ją pierwszy swoją mobilizacją, lub nawet popsuł tylko szyki w mobilizacyjnych kalkulacjach Rosji. Zrozumiałem jest przeto, że już w dniu 26-ym lipca, kiedy zatarg Austro51

Węgier z Serbją wyraźnie zdążał ku wojenne­ mu rozwiązaniu, Rosja ogłosiła w armji „stan przedmobilizacyjny", który przewidywał po­ wrót wojsk z obozów letnich do koszar. Następ­ nym już krokiem, na wypadek dalszej kompli­ kacji politycznej, byłaby przewidziana częścio­ wa mobilizacja armji przeciwko Austrji, przyczem mobilizacja ta miałaby dotyczyć tylko tych okręgów wojskowych, które bezpośrednio przy­ tykały do granicy austrjackiej. Taka częściowa mobilizacja, uprzednio nie­ przygotowana w dostatecznej mierze, w wa­ runkach rosyjskich nie była pożądaną, a na­ wet nie celową z punktu widzenia bezpieczeń-

przedsięwzięte przez rząd rosyjski przygotowa­ nia o charakterze wojskowym w żadnym razie nie są skierowane przeciwko Niemcom, w sto­ sunku zaś do Austro-Węgier mają cele wyłącz­ nie obronne. Jednakże szef rosyjskiego sztabu general­ nego, gen. Januszkiewicz, zdecydował się przy­ gotować dwa projekty cesarskiego dekretu: je­ den na wypadek ogólnej, drugi na wypadek tyl­ ko częściowej mobilizacji. Oba te projekty zo­ stały przedłożone cesarzowi wraz z obszernym, uzasadniającym memorjałem. Rankiem 29-go lipca powrócił od cesarza ju: podpisany dekret o mobilizacji ogólnej, któ-

Egzotyczni

uczestnicy Wojn y św ia t o iv ej.

stwa, tern niemniej jednak rosyjski sztab ge­ neralny zastosował się do decyzji rządu, przy­ gotowując odpowiednie plany. Koncepcj a częściowej tylko mobilizacj i miała aprobatę rosyjskiego ministerstwa spraw zewnętrznych, a ponoć i samego cesarza. Uwa­ żano w Rosji, że takie stawianie sprawy po­ winno wykazać umiarkowanie polityki rosyj­ skiej w ogólności, a lojalność w stosunku do Niemiec w szczególności. Zgodnie z tą koncepcją rosyjski minister spraw zewnętrznych Sazonow oświadczył am­ basadorowi niemieckiemu w Petersburgu, że
52

rej rozpoczęcie wyznaczono na godz. 12-tą w no­ cy z 29-go na 30-ty lipca. Tak więc Rosja, dekretem cesarza Mikoła­ ja II, zdecydowała się na całkowite pogotowie bojowe swTojej armji. Należy stwierdzić następujące fakty. W dniu 29-ym lipca Rosja faktycznie nie przy­ stąpiła jeszcze do mobilizacji, a armja jej znaj­ dowała się dopiero w „stanie przedmobilizacyjnym". Tymczasem w dniu tym równocze­ śnie posłowie niemieccy w Petersburgu i Pa­ ryżu oświadczyli ministrom spraw zewnętrz­ nych Rosji i Francji, że, jeśli rządy ich nie za-

przestaną swoich przygotowań wojennych, to i Niemcy-będą zmuszone ogłosić również swoją mobilizację. Te równoczesne oświadczenia dosadnie świadczą o tern, że Niemcy, bezpośrednio już kierowane przez cesarza Wilhelma, który po­ wrócił już był ze swojej morskiej podróży, sy­ stematycznie przygotowywały grunt w opinji europejskiej, aby wytłomaczyć swoją oddawna

Poprzednio już mówiliśmy, że rząd rosyj­ ski w swojej interwencji pokojowej nie ogra­ niczał się do oficjalnych enuncjacyj i rozmów dyplomatycznych, lecz również obrał drogę bez­ pośredniego kontaktu między cesarzami. To właśnie było przyczyną niejakiej chwiejności cesarza Mikołaja, który do ostatka łudził się nadzieją załatwienia sprawy pomiędzy koronowanemi głowami.

Typy afrykańskich

wojsk pomocniczych armii

francuskiej.

już zdecydowaną, zresztą równie, jak i samaL wojna, mobilizację, równocześnie przerzucając i odpowiedzialność na Francję i Rosję. Tymczasem około 9-ej godziny wieczoremi dnia 29-go lipca cesarz rosyjski wydał nowe Î polecenie, wstrzymujące poprzednio już zdecym dowaną mobilizację ogólną, którą miała zastą­ pić mobilizacja częściowa. Termin mobilizacji i zachowano poprzedni. Tak więc Rosja o godz. 12-ej w nocy z 29-go na 30-ty lipca przystąpiła i do mobilizacji częściowej w czterech okręgach l wojskowych, a mianowicie: kijowskim, odeskim, moskiewskim i kazańskim. Co mogło spowodować zastąpienie mobili­ zacji ogólnej zaledwie częściową mobilizacją\ czterech okręgów i to w tak krótkim okresie i czasu pomiędzy obu decyzjami?

Natychmiast po wypowiedzeniu wojny Serbji przez Austro-Węgry, to znaczy w dniu 28-ym lipca, cesarz-Mikołaj wysłał następującą depeszę do cesarza Wilhelma: „Jestem, rad z Twojego powrotu. W tym niezwykle poważnym momencie uciekam się do Twojej pomocy. Wypowiedziano haniebną wojnę słabemu państwu. Oburzenie w Rosji, które całkowicie podzielam, jest ogromne. Przewiduję, że w bardzo bliskim czasie, ustępując wTobec wywieranego na mnie nacisku, będę zmu­ szony zastosować środki, prowadzące do wojny. Dążąc do odwrócenia takiego nieszczęścia, jak wojna europejska, błagam Cię w imię naszej starej przyjaźni, abyś uczynił wszystko możliwe, w celu niedopuszczenia Twoich sprzymie­ rzeńców, iżby zaszli zbyt daleko". 53

Na depeszy tej, która nadeszła do Berlina o godz. 1-ej w nocy dn. 29-go lipca, cesarz Wil­ helm nakreślił uwagę: „Przyznanie się do wła­ snej bezsilności i próba złożenia na mnie od­ powiedzialności za wojnę. Depesza zawiera ukrytą groźbę i dążenie do wywołania rozkazu, zatrzymującego rękę sprzymierzeńca". W trzy kwadranse później cesarz Wilhelm wysyła taką odpowiedź telegraficzną: „Z głębokim żalem dowiedziałem się o wrażeniu, jakie wywołało w Twoim kraju

stawie się sile powszechnej opinji. Dlatego też, biorąc pod uwagę serdeczną i tkliwą przyjaźń, wiążącą nas mocnemi splotami w ciągu wielu lat, wykorzystam cały swój wpływ, aby nakło­ nić Austro-Węgry do lojalnego i zadośćczyniącego porozumienia z Rosją, Mam szczerą na­ dzieję, że Ty przyjdziesz mi z pomocą w moich wysiłkach wygładzenia trudności, które wciąż jeszcze mogą się wyłonić". Telegraficzna odpowiedź cesarza Mikoła­ ja brzmiała:

żołnierz i pies w maskach przeciwgazowych.

wystąpienie Austrji przeciwko Serbji. Niesu­ mienna agitacja, którą prowadzono w Serbji w ciągu wielu lat, doprowadziła do podłego przestępstwa, którego ofiarą padł arcyksiążę Franciszek Ferdynand. Bezsprzecznie zgodzisz się ze mną, że nasze wspólne interesy, Twoje i moje, jak również interesy innych władców, zmuszają nas domagać się tego, aby ci wszy­ scy, którzy ponoszą moralną odpowiedzialność za to okrutne morderstwo, ponieśli zasłużoną karę. Z drugiej strony w pełni rozumiem, jak trudno jest Tobie i Twojemu rządowi przeciw54

„Serdecznie dziękuję Ci za Twoją tak prędką odpowiedź. Przygotowania wojenne, które obecnie już weszły w życie, były zdecydo­ wane pięć dni temu, jako środek obrony wobec przygotowań Austrji. Mam szczerą nadzieję, że te nasze przygotowania z żadnej strony nie wpłyną ujemnie na Twoje pośrednictwo, które wysoko sobie cenię. Konieczny jest z Twojej strony silny nacisk na Austrję poto, aby doszła ona z nami do porozumienia". Z kolei znów Wilhelm w odpowiedzi swo­ jej telegrafuje między innemi:

„Austrja nie dąży do jakichkolwiek terytoi'jalnych zdobyczy na Serbji. Dlatego też uważam za zupełnie możliwe, aby Rosja pozo­ stała tylko widzem w austro-serbskim konflik­ cie i aby nie wciągać Europy w najstraszniej­ szą wojnę, jaką kiedykolwiek widziano. Uwa­ żam, że bezpośrednie porozumienie Twojego rządu z Wiedniem jest możliwe i pożądane i jak to już donosiłem Ci, mój rząd dokłada wszelkich starań, aby osiągnąć to porozumie­ nie. Rzecz prosta, przygotowania wojenne ze strony Rosji, uważane w Austrji za groźbę, przyspieszyłyby katastrofę, której uniknąć pragniemy obaj, i zaszkodziłyby mojemu sta­ nowisku pośrednika, które chętnie objąłem, kie­ dy Ty zaapelowałeś do mojej przyjaźni, pro­ sząc o pomoc". Ten ostatni telegram Wilhelma znacznie uspokoił, podobno, cesarza Mikołaja, który, uwierzywszy w dobrą wolę cesarza niemieckie­ go, dał się złudzić pozorom medjatorstwa, ma­ jącego rzekomo ochronić zagrożony pokój.

„Wdzięczny j estem za uspoka j aj ącą i przyjacielską depeszę. Oficjalne oświadcze­ nie, złożone dziś przez Twojego posła na ręce mojego ministra, miało zupełnie inny charak­

Psy w służbie sanitatwej.

To też o godz. 8.30 wieczorem tegoż dnia 29-go lipca Mikołaj telegrafuje do Berlina:

ter. Proszę Cię o wyjaśnienie tej różnicy zdań. Słusznem byłoby austro-serbski problem prze­ kazać konferencji haskiej. Liczę na Twoją mądrość i przyjaźń". Natychmiast po wysłaniu tej depeszy ce­ sarz Mikołaj odwołał ogólną mobilizację, o czem pisaliśmy już poprzednio. Zarówno cała wymiana zdań między Wil­ helmem i Mikołajem, jak również propozycja tego ostatniego w sprawie przekazania kon­ fliktu pod obrady międzynarodowego trybuna­ łu w Hadze, a wreszcie odwołanie mobilizacji ogólnej i zastąpienie jej zaledwie częściową w czterech okręgach wojennych — wszystko to świadczy dowodnie, że zarówno Rosja, jak i jej car Mikołaj do wojny w danym wypadku nie dążyli, że przeciwnie nawet usiłowali zlikwido­ wać groźny konflikt na Bałkanach w najbar­ dziej pokojowy sposób. Działały tu bezsprzecz­ nie z jednej strony świadomość nieprzygotowa55

nia Rosji pod względem militarnym, gospodar­ czym i administracyjnym, z drugiej zaś stro­ ny chwiejność i niezdecydowanie, właściwie charakterowi cesarza Mikołaja, a być może i jego istotna odraza do wojny, tak bardzo zro­ zumiała na tle smutnych doświadczeń z czasów wojny z Japon ją i późniejszych rewolucyjnych konsekwencyj tej wojny. Na skutek ostatniej depeszy Mikołaja kan­ clerz niemiecki Bethmann-Hollweg wysyła do

„Nie może być mowy o tern, aby słowa mojego posła były w niezgodzie z treścią mo­ jej depeszy. Hrabia Pourtalès (niemiecki am­ basador w Petersburgu) miał polecone zwrocie uwagę Twojego rządu na niebezpieczeństwo i poważne następstwa, które może pociągnąć za sobą mobilizacja. To samo twierdziłem i ja w swojej depeszy. Austrja zmobilizowała tyl­ ko część swojej armji i to wyłącznie przeciwko Serbji. Jeśli, jak to widać z Twojego donie­

Francuskie wojska kolonialne

(senegalczycy).

ambasadora niemieckiego w Petersburgu na­ stępujący telegram: „Proszę Waszą Ekscelencję wyjaśnić na­ tychmiast w rozmowie z Sazonowem tak zwa­ ną różnicę zdań pomiędzy naszemi oświadcze­ niami a depeszą Jego Cesarskiej Mości. Myśl o konferencji haskiej jest, oczywiście, wyklu­ czona w danym wypadku". Co do samego Wilhelma — to, po naradzie w Poczdamie, gdzie obecni byli również i dygni­ tarze wojskowi, wysyła on o godz. 1-ej w nocy dn. 30-go lipca taki telegram pod adresem ce­ sarza l^osyjskiego:
56

sienia i oświadczeń Twojego rządu, Rosja mo­ bilizuje się przeciwko Austrji — to moja dzia­ łalność WT roli pośrednika, którą Ty mnie powie­ rzyłeś łaskawie, a którą ja przyjąłem naskutek Twojej usilnej prośby, będzie utrudniona, o ile wrogóle nie będzie niemożliwTą. Zagad­ nienie przyjęcia tej lub innej decyzji całym swoim ciężarem spada wyłącznie na Ciebie i Ty ponosisz odpowiedzialność za wojnę lub pokój". Jak widać z powyższego Wilhelm zupełnem milczeniem pomija sprawę przedłożenia konfliktu pod obrady konferencji haskiej, rów-

nocześnie podkreślając świadomie iłdpowiedzialność Rosji za wybuch ewentualnej wojny. A wszak właśnie Niemcy wykluczali moż­ ność zwołania konferencji haskiej, wykluczali wszelką międzynarodową interwencję, wyklu­ czali wogóle wszelkie pośrednictwo w konflik­ cie, który już rozpalił pożogę wojenną na Bał­ kanach, Czyż wobec tego przerzucanie odpo­

wiedzialności za możliwość wojny powszechnej na Rosję nie było tylko frazesem, obliczonym na korzystny dla Niemców efekt zarówno w aktualnej opinji europejskiej, jak i w opinji przyszłych historyków tej wojny, którą Niem­ cy dawno zdecydowali i do której starannie byli już przygotowani? Bardziej jeszcze świadczy o tern to, co

Próba kostiumu, chroniącego lotnika przed ogniem w razie pożaru samolotu. podpalania Jcosfjumu, oblanego naftą.

Moment

57

działo się w Niemczech w ostatnich dniach lip­ ca 1914 roku. Wszyscy ci cudzoziemcy, któ­ rzy przejechali przez terytorjum niemieckie w dniu 30-go lipca jednogłośnie twierdzili, że na całej przestrzeni byli świadkami znacznego ruchu rezerwistów oraz transportów wojsko­ wych na wszystkich stacjach węzłowych, przyczem pociągi z wojskiem dążyły zarówno w kie­ runku wschodnim, jak i zachodnim. Relację 0 tych przygotowaniach wojennych w Niem­ czech przesłał również, między innymi, rosyj­ ski attaché wojskowy w Atenach, pułkownik Gudim-Lewkowicz, który w dn. 30-go lipca przejechał przez Niemcy w powrotnej drodze z Petersburga. Powyższe fakty mogły być wytłomaczone jedynie odbywają się w Niemczech mobili­ zacją, a nawet początkiem koncentracji wojsk. 1 istotnie są wszystkie dane po temu, iż rzeczy­ wistym początkiem ogólnej mobilizacji armji niemieckiej był dzień 30-go lipca. Potwierdza to ponadto treść dodatku nad­ zwyczajnego berlińskiego pól-oficjalnego „Lokalanzeiger'a". Dodatek ten zjawił się na uli­ cach Berlina o godzinie 1-ej po południu 30-go lipca i zawierał wiadomość o ogłoszeniu mobi­ lizacji w Niemczech. Inna sprawa, że rząd cesarza Wilhelma natychmiast sprostował doniesienie prasy o mobilizacji, tłomacząc równocześnie wszyst­ kie oczywiście widoczne zarządzenia skromnem pojęciem „przygotowawczego stanu wojen­ nego". Rzecz prosta wszystkie wydarzenia w Niemczech w dniu 30-go lipca były natych­ miast wiadome w Petersburgu. Zresztą nie mniej niepokojące wiadomości dochodziły rów­ nocześnie i z Austrji, gdzie następnego już dnia oczekiwano ogłoszenia ogólnej mobilizacji, co było najzupełniej zbędne, jeśli chodziłoby wy­ łącznie o wojnę z Serbją. Wszystko to wywołało w Petersburgu zna­ czne zaniepokojenie. Trwająca już mobiliza­ cja częściowa w czterech okręgach wojennych była całkowicie już niewystarczającą wobec bardziej jeszcze komplikującego się konfliktu, tembardziej, że w dużej mierze mogła pokrzy­ żować plany ewentualnej mobilizacji ogólnej. ^ Odbyła się przeto w Petersburgu nadzwy­ czajna konferencja, w której wzięli udział mi­ nister wojny gen. Suchomlinow, minister spraw zewnętrznych Sazonow i szef sztabu ge­ neralnego gen. Januszkiewicz. Konferencja
58

ta odbyła się około godz. 3-ej po poł. dn. 30-go lipca w gmachu sztabu generalnego. Gen. Daniłow w dziele swojem „Rosja w wojnie świa­ towej" mówi, że, będąc w sąsiedniej sali, wi­ dział wychodzących członków tej konferencji, która trwała, według niego, bardzo krótko: „Nie dowiedziałem się niczego o decyzjach, po­ wziętych na konferencji. Członkowie jej roze­ szli się w milczącem skupieniu, nie dzieląc się z nikim swojemi wrażeniami". Prof. A. Bajów twierdzi natomiast, powołując się na swoją za­ żyłość z gen. Januszkiewiczem, że na konferen­ cji tej jednogłośnie zgodzono się z konieczno­ ścią jak najszybszego ogłoszenia mobilizacji ogólnej. Przeto zadecydowano, aby natych­ miast powiadomić o tern cesarza telefonicznie, nie tracąc ani chwili drogiego czasu. Najpierw miał mówić przez telefon gen. Suchomlinow, zwracając uwagę cesarza na skład konferencji i jej decyzję. Podobno jed­ nak wywody ministra wojny nie były przyjęte przez cesarza zbyt życzliwie. Wówczas gen. Suchomlinow oddał słuchawkę gen. Januszkiewiczowi, jako przyszłemu szefowi sztabu najwyższego wodza naczelnego, którym miałby być w razie wojny cesarz. W gorących swoich wywodach gen. Ja­ nuszkiewicz miał rzekomo powiedzieć: „Opóź­ nienie mobilizacji ogólnej z punktu widzenia wojskowego — to zbrodnia". Na to bądź co bądź dość ryzykowne oświadczenie cesarz miał spokojnie odpowiedzieć, że wierzy w dobrą wo­ lę Wilhelma i w jego pokojowe pośrednictwo, wobec czego nie zgadza się na mobilizację ogól­ ną. Dopiero, jak wciąż twńerdzi prof. Bajów, wmieszanie się do rozmowy telefonicznej mini­ stra spraw zewnętrznych Sazonowa przekona­ ło Mikołaja, który ostatecznie zgodził się na ogłoszenie mobilizacji ogólnej. W rezultacie pod wieczór 30-go lipca we­ szło w życie nowe i ostateczne rozporządzenie cesarskie o przeprowadzeniu ogólnej mobiliza­ cji wszystkich sił wojennych cesarstwa rosyj­ skiego. Jako moment rozpoczęcia się mobili­ zacji określono północ z 30 na 31 lipca, to zna­ czy, że pierwszym dniem mobilizacji miał być dzień 31 lipca 1914' r. Tak więc w dniu 31-go lipca z mocarstw europejskich Rosja była już w trakcie mobili­ zacji ogólnej, Austro-Węgry, prowadząc już równocześnie wojnę z Serbją, pośpiesznie mo-

bilizowały swoją armję, Niemcy zaś prowadzi­ ły energiczne, jakkolwiek zręcznie maskowa­ ne przygotowania wojenne. Wszystko to jednak nie koniecznie miało prowadzić do wojny europejskiej, gdyby niko­ mu nie zależało na jej wybuchu. Wojna austro-serbska mogła jeszcze być zlokalizowaną i zlikwidowaną dzięki interwencji mocarstw, co zaś do przygotowań wojennych — to w okre­ sie mobilizacji jakkolwiek armje uzupełniały

jących w Niemczech już w ciągu ostatnich sze­ ściu dni — ogłoszono rozporządzenie o ogólnej mobilizacji armji rosyjskiej. Rosja nie może powstrzymać realizacji rozpoczętych poczynań pod grozą znacznego niebezpieczeństwa. Istot­ nie Rosja ucieka się do środków wojennych je­ dynie odpowiadających tym, które już zostały przedsięwzięte ze strony Niemiec*'. W depeszy swojej do Wilhelma tak tłomaczy Mikołaj decyzje rządu rosyjskiego: „Ze

Niemiecki krążownik „Bremen", storpedowany przez Anglików.

swój skład pokojowy, przeprowadzając równo­ cześnie koncentrację swoich oddziałów7, oraz przygotowując obronę granic, lub ewentualne natarcie, jednak działań wojennych nie rozpo­ czynały i granice pozostawały nadal nienaru­ szone, co mogło nastąpić dopiero na skutek wypowiedzenia wojny. Charakter mobilizacji rosyjskiej, która by­ najmniej nie przesądzała sprawy wojny, jasno określa ambasador francuski w Petersburgu, Maurycy Paléologue, w depeszy swojej do rzą­ du francuskiego z dn. 31-go lipca: „Wobec mobilizacji ogólnej w Austrji, oraz ukrytych poczynań o charakterze mobilizacyjnym, trwa-

względów technicznych niemożliwe jest po­ wstrzymać nasze wojenne przygotowania, któ­ re stały się nieuniknioną konsekwencją mobi­ lizacji Austro-Węgier. Dalecy jesteśmy od te­ go, aby pragnąć wojny. Dopóki trwać będą układy z Austrją na temat sprawy serbskiej wojska moje nie przedsięwezmą żadnych pro­ wokacyjnych działań. Zaręczam Ci to mojem słowem. Wierzę w miłosierdzie boskie i mam nadzieję, że Twoje pośrednictwo w Wiedniu zakończy się powodzeniem ku pożytkowi na­ szych państw i europejskiego pokoju"! I rzeczywiście układy trwały nadal. W dn. 30-go lipca Sazonow osobiście zakomunikował
59

ambasadorowi niemieckiemu w Petersburgu, hrabiemu Pourtalès'owi, że Rosja jest gotową zaprzestać wszystkich swoich przygotowań wo­ jennych, o ile Austro-Węgry wykluczą ze swo­ jego ultimatum dla Serbji wszystkie te punk­ ty, które były sprzeczne z pojęciem jej suwe­ renności. W następnym dniu 3I-go lipca, jakkol­ wiek, jak tego oczekiwano w Petersburgu, Au­ stro-Węgry przystąpiły również do mobilizacji ogólnej, pomimo tego jednak austro-węgierski

i na zachodniej granicy, Przygotowania te doszły już do tak poważnych rozmiarów, że wy­ wołały niepokój we Francji i zmusiły ją do ana­ logicznych kroków z tą jednak różnicą, że rząd francuski, aby uniknąć możliwych nieporozu­ mień, zadecydował trzymać swoje wojska o 10 kilometrów wgłąb od granicy. Motywy decyzji francuskiej wyjaśnił mi­ nister spraw zewnętrznych republiki francus­ kiej Viviani, donosząc rządowi angielskiemu: „...pozostawiając w ten sposób linję graniczna

Osada Nowo - Aleksandr mv, zbomburd.oirana

przez

Niemców.

ambasador przy dworze rosyjskim hrabia Sapari oświadczył Sazonowowi, że rząd jego zga­ dza się przystąpić do rozmów na temat przed­ łożonych Serbji żądań. Oświadczenie to spotkało się z życzliwem przyjęciem rosyjskich sfer politycznych, które jednak uważały, że koniecznem jest przedewszystkiem, dla udowodnienia dobrej woli Austro-Węgier, aby te ostatnie zaprzestały swo­ ich działań, już rozpoczętych na terytorjum Serbji. Taki bieg wypadków nie był pożądany przez rząd niemiecki. To też Niemcy w dal­ szym ciągu czyniły energiczne przygotowania wojenne zarówno na swojej wschodniej, jak 60

bez obrony w razie niespodziewanego napadu przeciwnika rząd republiki pragnie tern wy­ kazać, że Francja niemniej, niż Rosja nie po­ nosi odpowiedzialności za napad". Wszystko to razem biorąc, w związku z wyrażoną skłonnością do ustępstw ze strony Austrji, nie było na rękę Niemcom, psując ich precyzyjny plan militarystyczny, który od tak dawna realizowali z niezwykłą wytrwałością, systematycznością i olbrzymim nakładem pra­ cy. Niemcy pragnęły uczynić jakiś krok sta­ nowczy, który ostatecznie wtłoczyłby wypadki w nakreślone zgóry łożysko. Przeszkodą jed­ nak ku temu było niewyjaśnione dotąd stano­ wisko Anglji.

W Niemczech początkowo przeważała w opinji nadzieja, że Anglją, jakkolwiek przyj­ mie udział w dyplomatycznem pośrednictwie, nie będzie jednak wtrącać się do konfliktu. Na­ dzieję tę poderwała dopiero rozmowa sir Ed­ warda Grey'a z ambasadorem niemieckim w Londynie księciem Lichnowskim. Rozmowa ta wywołała obawę współdziałania aż czterech mocarstw europejskich przeciwko akcji nie­ mieckiej. Podobna perspektywa nie była dla Nie­ miec zachęcającą, to też dyplomacja niemiecka zachowała pewną wstrzemięźliwość w nacisku, wywieranym na Francję. We wszystko to jednak wmieszał się nie­ miecki sztab generalny, który, pod pretekstem, że przygotowania wojenne Rosji i Francji nie pozwalają rachować na sukces kroków dyplo­ matycznych, uważał za konieczne szybką i jas­ ną decyzję. Wówczas postanowiono w Niemczech za­ bezpieczyć sobie neutralność Angiji, proponu­ jąc jej „gruby interes" według wyrażenia am­ basadora angielskiego w Berlinie, lub „hanieb­ ny targ", jak to określił Poincare. Kanclerz Rzeszy Niemieckiej BethmannHollweg oświadczył w dn. 29-go lipca ambasa­ dorowi angielskiemu w Berlinie, że „Jeśli Wiel­ ka Brytan ja zgodzi się zachować neutralność— to cesarski rząd niemiecki gotów jest dać wszel­ kie zapewnienia, iż w razie zwycięstwa nie bę­ dzie dążył do terytorjalnego rozszerzenia Nie­ miec kosztem europejskich posiadłości francus­ kich; nie może jednak przyjąć podobnych zo­ bowiązań wT stosunku do kolonij francuskich... Jeśli chodzi o Belgję — to działania wojenne na jej obszarze, do czego Niemcy mogą być zmuszone, zależą "wyłącznie od tego, jak postąpi Francja". Anglją jednak bynajmniej nie pragnęła odkrywać swoich kart politycznych. Wojna była dla niej wprawdzie jak najbardziej po­ żądaną ze względu na możliwość osłabienia konkurencyjnych Niemiec, jednak, póki nie stała się faktem, zależało Angiji na tern, aby być na uboczu i tern zapewTnić sobie na przy­ szłość brak-odpowiedzialności za wybuch woj­ ny. Dlatego też na propozycję niemiecką, w której między wierszami zawierały się per­ spektywy na udział Angiji w kolonjalnym spadku po Francji, rząd angielski nie odpowie­ dział ani tak, ani nie! Ta niejasność stanowis­ ka Angiji przyspieszyła decyzję Niemiec roz­

poczęcia nieoficjalnej mobilizacji począwszy od 30-go lipca. Pomimo wszystko jednak nie de­ cydowały się jeszcze Niemcy na krok osta­ teczny. Sytuację tę świetnie scharakteryzował ambasador francuski w Berlinie Jules Cambon, telegrafując do Paryża wieczorem 30-go lipca: „Niezdecydowane stanowisko rządu angielskie­ go może pociągnąć za sobą nader poważne na­ stępstwa, a to dlatego, iż tutaj mają wiarę w zwycięstwo w walce przeciwko Francji i Ro­ sji, o ile będą one osamotnione. Tylko możli­ wość udziału Angiji budzi trwogę cesarza i je­ go rządu, oraz plącze ich wyrachowania". Rozumiano to i w RosjL Jeszcze 20-go lipca w dzień przyjazdu do Petersburga prezydenta Poincaré'go cesarz Mikołaj w roz­ mowie z ambasadorem francuskim Paléologue'iem na temat realności alarmów wojen­ nych wyraził się: „Nie mogą uwierzyć w to, aby cesarz Wilhelm pragnął w7ojny". A na­ stępnie: „Tembardziej jest koniecznem, abyś­ my w czasie kryzysu mogli liczyć na Anglję. Jeśli nie postradają rozumu — Niemcy nigdy nie ośmielą się wystąpić przeciwTko połączonym siłom Rosji, Francji i Angiji". W Angiji oceniano również należycie tę wagę, jaką w konflikcie miałoby zdecydowane jej stanowisko po stronie mocarstw trójporozumienia. A jednak Anglja nie wypowiadała się, zachowując tajemniczą postawę wobec gro­ madzących się chmur na horyzoncie europej­ skim. W rezultacie Niemcy, obawiając się z jeflnej strony ustępliwości Austro-Węgier w sto­ sunku do sprawy serbskiej, z drugiej znów li­ cząc się jeszcze z możliwością porozumienia z Anglją, a przedewszystkiem pragnąc wojny za wszelką cenę, zdecydowały stworzyć taką sytuację, wobec której aajdalej naw'et idąca ustępliwość Austrji byłaby bezsilną. Na skutek tej decyzji o północy z 3I-go lipca na I-go sierpnia ambasador niemiecki w Petersburgu hrabia Pourtalès oświadczył w ministerstwie spraw zagranicznych, że, o ile Rosja w ciągu 12 godzin, to znaczy do południa nie przystąpi do demobilizacji i to nietylko w stosunku do Niemiec, ale i do Austrji —- to rząd niemiecki będzie zmuszony ogłosić i u sie­ bie powszechną mobilizację. Na pytanie Sazonowa, czy oświadczenie to należy uważać za ostrzeżenie przed wypo­ wiedzeniem wojny, hr. Pourtalès odpowiedział
61

Francuski minister M, Bienvenu - Martin w nieobecności M. Poincaré'go i M. Viviani'ego (przebywają­ cych w Szwecji) przyjmuje na Quai D'Orsay niemieckiego ambasadora, M. von Schoerta, kt&ry odczy­ tuje notę o podwójnym sensie. Zaznacza on} iż zatarg pomiędzy Austrją i Serbją jest sprawą wyłącznie państw zainteresowanych i w razie wmieszania się aljantów należy obawiać się groźnych następstw. Treści tej historycznej noty słucha w skupieniu M. Philippe Berthelot, dyr. Departamentu Politycznego.

62

przecząco, dodając: „Jednak jesteśmy od niej bardzo blisko". Należy zaznaczyć, że ultimatum niemiec­ kie, żądające od Rosji całkowitej demobilizacji, zupełnie pomijało kwestję analogicznych kro­ ków w Wiedniu. Celem Niemiec zupełnie oczywistem było stworzenie dla Rosji niekorzystnych warunków w momencie wybuchu wojny, co do której oddawna już zapadła w Berlinie decyzja. Wypełnienie żądań niemieckich oznaczało­ by dla Rosji wprawdzie bezkrwawą, ale zupeł­ ną kapitulację wobec pruskiego żelaznego ku­ łaka. Trudno przypuścić, aby jakiekolwiek mocarstwo zgóry zgodziło się na taką kapitula­ cję, w której rozbrojona Rosja musiałaby spo­ kojnie patrzeć na pogrom Serbji przez potęż­ niejszą wielokrotnie Austrję, a tern samem na klęskę swojej polityki słowianofilskiej, dla któ­ rej od tak dawna pracowała Rosja na Bałka­ nach i która stanowiła dotychczas jej pokaźny mocarstwowy dorobek. Rząd rosyjski na ultimatum niemieckie nie odpowiedział. Mobilizacja w Rosji szła na­ dal swoim trybem. Osobiście jednak cesarz Mikołaj uczynił jeszcze jedną próbę załagodze­ nia konfliktu, telegrafując popołudniu I-go sierpnia pod adresem cesarza Wilhelma : „Otrzymałem Twój telegram. Rozumiem, że musisz mobilizować swoje wTojska, jednak prag­ nę mieć z Twojej strony takież gwarancje, ja­ kie ją Ci dałem, a mianowicie, że te wojenne przygotowania nie oznaczają jeszcze wojny i że w dalszym ciągu będziemy prowadzili pertrak­ tacje w imię pomyślności naszych państw i po­ wszechnego pokoju, tak drogiego dla nas wszy­ stkich. Nasza oddawna wypróbowana przy­ jaźń powinna przy Boskiej pomocy uniemożli­ wić rozlew krwi". Jakgdyby odpowiedzią na ten telegram było oficjalne oświadczenie ambasadora Pourtalès'a, złożone o godz. 7-ej wieczorem w dn. 1go sierpnia 1914 r. na ręce ministra Sazonowa, że cesarz Wilhelm II w imieniu cesarstwa nie­ mieckiego przyjmuje wyzwanie, rzekomo rzu­ cone ze strony Rosji, i uważa się w stanie woj­ ny z Rosją. Dopiero po oficjalnem wypowiedzeniu wojny Rosji przez Niemcy cesarz Mikołaj otrzymał od Wilhelma telegraficzną odpo­ wiedź, której wysłanie celowo opóźniono, co wy­ kluczało już jej jakiekolwiek praktyczne zna­ czenie. Kości były już rzucone.

Wiele mówiącem jest zestawienie następu­ jących faktów. Konflikt europejski rozpoczął się od pretensji Austro-Węgier w stosunku do Serbji. Rosja stanęła w obronie Serbji. Na skutek tego Austro-Węgry i Rosja pierwsze ogłosiły mobilizacje przeciwko sobie. A w re­ zultacie pierwsze Niemcy wypowiedziały woj­ nę Rosji, rozpoczynając tern wojnę światową. Jeśli Austro-Węgry na początku konflik­ tu bezsprzecznie komplikowały go i utrudnia­ ły pod wrażeniem sarajewskiej tragedji, to jed­ nak nie ulega wątpliwości, że w toku narasta­ jących wypadków inicjatywa aktywnego dzia­ łania całkowicie przeszła w ręce Niemiec, któ­ re, wT przeciwieństwie do Austro-Węgier, z bie­ giem czasu coraz bardziej skłonnych do ustę­ pliwości, w perfidny sposób wyzyskiwały za­ bójstwo arcyksięcia Ferdynanda, jako pretekst do upragnionej wojny, i z całą świadomością kierowały konflikt europejski do krwawTego epilogu. Co do Austro-Węgier — to te dopiero w dniu 6-go sierpnia zdecydowały się wypowie­ dzieć Rosji wojnę, motywując swój krok sojuszniczemi zobowiązaniami wobec Niemiec i wyzwaniem, które, rzekomo, rzuciła Rosja Niemcom, czyniąc już nieuniknioną wojnę po­ wszechną. Królestwo włoskie jeszcze w dn. 3-go sierp­ nia oficjalnie oświadczyło, że wobec wynikłej sytuacji międzynarodowej zachowa ono ścisłą neutralność. Rząd francuski dowiedział się o wypowie­ dzeniu wojny Rosji przez Niemcy dopiero o godzinie w pół do dwunastej w7 nocy dn. I-go sierpnia. Zapytany przez ambasadora rosyj­ skiego prezydent Poincare, co uczyni Francja, oświadczył : „SprawTę tę zadecyduje rząd. Nie wątpię w to, że będzie on gotów złożyć w parlamencie żądanie dotrzymania zobowiązań, które nakła­ da na nas nasz sojusz. Ale nie domagajcie się tego, aby parlament francuski natychmiast wypowiedział wojnę Niemcom. Z jednej stro­ ny korzystne jest dla nas, aby nasza mobiliza­ cja jak najdłużej przeciągnęła się do początku, dziś już nieuniknionych działań wojennych. Z drugiej strony byłoby lepiej, gdybyśmy nie musieli wypełniać zobowiązań soj uszniczych i wypowiedzieć wojnę. Jeśli Niemcy same wy­ powiedzą ją — naród francuski poderwie się z większym jeszcze entuzjazmem, aby stanąć w obronie swTojej ziemi i swTojej wolności."
63

Ta odpowiedź prezydenta republiki fran­ cuskiej, tego samego dnia jeszcze potwierdzo­ na przez rząd, wywołana była bezsprzecznie niezdecydowaną postawą Anglji, co budziło we Francji niepokój na temat jej ewentualnego ustosunkowania się do zbrojnego konfliktu na kontynencie. A Anglja, rada wybuchu pożądanej woj­ ny, w imię swojej tradycyjnej polityki ostroż­ nie dążyła do tego, aby, jak najmniej ryzyku­ jąc, wyciągnąć jak największe z wojny ko­ rzyści. Anglja wiedziała o tern, że flota wojenna Francji była znacznie słabszą od niemieckiej. Fakt ten mógł całkowicie przeważyć szale zwy­ cięstwa na stronę Niemiec, co nie leżało w7 in­ teresach Anglji. To też rząd angielski popo­ łudniu dnia 2-go sierpnia oświadczył ambasa­ dorowi Francji w Londynie, że flota angielska okaże wszelką pomoc flocie francuskiej na wy­ padek niebezpieczeństwa ze strony floty nie­ mieckiej. Oświadczenie to bynajmniej nie by­ ło dostateczne dla Francji, to też dzień 2-go sierpnia minął dla rządu francuskiego, według wyrażenia Poincaré'go „w wielkiej trwodze". Dopiero popołudniu dnia 3-go sierpnia sir Edward Grey oświadczył Viviani'emu, że w ra­ zie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa dla Fran­ cji ze strony floty niemieckiej flota angielska okaże wszelką pomoc i od tej chwili Anglja uważać się będzie w stanie wojny z Niemcami. Był to krok ze strony Anglji już znacznie bar­ dziej określony. Francja jednak zdecydo­ wana była nadal wyczekiwać jaśniejszej sy­ tuacji. Jednak tego samego jeszcze dnia nastąpiły wypadki, które przerwały francuskie wyczeki­ wanie. O godz. 6-ej minut 45 ambasador nie­ miecki w Paryżu doręczył ministrowi Viviani'emu wypowiedzenie wojny ze strony cesar­ stwa niemieckiego i zażądał paszportów na wy­ jazd. Niemal równocześnie nadeszła wiado­ mość, że rząd niemiecki, wykorzystywując sła­ bość Belgji, postawił jej żądanie przepuszcze­ nia niemieckich wojsk przez swoje terytoi^jum, motywując to obawą rzekomego wtargnięcia armji francuskiej do Belgji Niemcy obiecy­

wały Belgji gwarancję jej niepodległości oraz ustąpienia z jej obszarów po wojnie. W razie odmowy Niemcy zagroziły, że uważać będą Belgję za jednego ze swoich przeciwników. Na odpowiedź pozostawiono Belgji zaledwie 12 godzin. W tern miejscu należy przypomnieć, że „wieczna neutralność" i „nienaruszalność terytorjum" Belgji były zagwarantowane trak­ tatami z lat 1831 i 1839, potwierdzonemi wr 1907 r. przez konferencję haską. Rząd belgijski wystosował kategorycznie odmowną odpowiedź na niemieckie ultimatum. Wobec tego już w dniu 2-go sierpnia przednie oddziały armji niemieckiej wtargnęły na terytorjum Belgji, kierując się na Leodjum i do Luksemburga, który również na zasadzie trak­ tatu z 1867 r. był uznany, jako „stale neutral­ ne państwo". Po otrzymaniu ultimatum niemieckiego król belgijski zwrócił się do króla angielskiego z prośbą o interwencję dyplomatyczną wT celu zabezpieczenia neutralności Belgji. Na sku­ tek tego rząd angielski wystosował w dniu 4-go sierpnia ultimatum, w którem żądał od Nie­ miec przestrzegania neutralności Belgji, rów­ nocześnie zaś powiadomił rząd belgijski, że Anglja stanie w obronie zagrożonej neutral­ ności. Tegoż dnia Niemcy oświadczyły, że ko­ nieczność zmusza je do nieliczenia się z neutral­ nością Belgji. Wówczas Anglja zdecydowała wziąć udział i w wojennych działaniach na lą­ dzie. W dniu 4-go sierpnia ogłoszono w Anglji mobilizację, a w dniu 5-go sierpnia przyłączy­ ła się Anglja do Francji i Rosji, których arm je wzięły już swój krawy chrzest bojowy. Wojna światowa, której widmo od tak dawna straszyło sen spokojnych obywateli, równie jak i przewidujących a sumiennych mężów stanu, stała się faktem. W ciągu następnych czterech lat karty historji świata zapisywał los krwią i żelazem. A kiedy umilkły działa artykuł 231 Trak­ tatu Wersalskiego obwieścił światu, że przy­ czyną wojny, najstraszniejszej w dziejach ludz­ kich, były egoistyczne dążenia Niemiec!

64

R o z d z i a ł IL POLSKA W OBLICZU WOJNY ŚWIATOWEJ.
ZARYS POLSKIEJ POLITYKI NIEPODLEGŁOŚCIOWEJ 1864 — 1914 R,

Romuald Traugutt, dyktator powstania styczniowego, powie­ szony przez Moskali na stokach cytadeli warszawskiej. W dziejach Polski moment wybuchu woj­ ny światowej stanowi datę przełomową. Przed nią była tylko ponura noc niewoli, w mrokach której, niby błędne ogniki, zrzadka i migotli­ wie żarzyły się iskry buntu, od czasu do czasu wybuchając na krótko płomieniem beznadziejnego czynu. Od tej daty rozpoczyna się świt polskiej wolno kres krwawej i znojnej n lizacji wielkich I niepodległościowych, w imię których ofiarnie krwawiły się pop nie pokolenia patrjotów w niej niewoli. Z wojny światowej w; Pol­ ska— suwerenna —

zajmując poczesne miejsce wśród wolnych ; nie­ podległych narodów świata. Jednak błędnem byłoby mniemanie, że nie­ podległość nasza przypadkowo wyrosła na krwawych polach wojny światowej, niby nie­ spodziewany, chociaż wymarzony dar kapryś­ nego losu. Należy bowiem uświadomić sobie, że jeśli nasza niepodległość była plonem wojny— to posiew tej niepodległości, dokonany własną dłonią narodu polskiego, na długo poprzedzał przełomową datę 1914 roku. Wojna światowa jakgdyby użyźniła ugory i pozwoliła zakiełko­ wać ziarnom wolności, które długo i bezpłodnie czekały, głęboko zaryte pod ziemią. Innemi słowy wrojna światowa przyniosła nam tylko nowe warunki zewnętrzne, niezwy­ kle korzystne dla realizacji oddawna dojrzałej ideologji niepodległościowej, opartej o wewnę­ trzne siły narodu, które osiągnęły już poprzed­ nio dostateczny stopień rozwoju i zdolność uja­ wnienia się nazewnątrz w sprzyjających oko­ licznościach. Z tego punktu widzenia wojnę światową w historji Polski należy raczej uważać nie za początek ery niepodległego bytu państwowego, lecz za końcowy etap walk wyzwoleńczych, ich ostateczne, przez pokolenia przygotowywane zwycięstwo, że zaś zwycięstwo przyszło dopie­ ro razem z wojną światową -— zrozumiałem ;cś]j się zważy, Że stworzyła ona po ; pierwszy naprawdę korzystne warunki do o iwa. Tak rozumiejąc r >lę wojny światów* i w naszych dziejach nie można, mówiąc o niej, ; pominąć ok re [wojennego, w któi krystalizowała a idea aiepodległościodząc wo iły i to jednost­ ki, ród] jennej mar:
65

nadzieje i przydając sprawie niepodległości ru­ mieńców realności i aktualności, zwiększała wpływy i popularność kierunku niepodległo­ ściowego i powszechniej zapalała w społeczeń­ stwie naszem iskry buntu. Podobny skutek wywierały wszelkie nowe akty ucisku ze strony zaborców, z tą tylko różnicą, że wzmożona ak­ tywność kierunku niepodległościowego miała

Aleksander Świętochowski, wybitny publicysta, szer­ mierz 'pozytywizmu, boży­ szcze młodzieży w czasach niewoli.

w tych wypadkach charakter bardziej despe­ racki. Przeciwnie, każdorazowe zwolnienie śruby ucisku, chociażby wywołane tylko przej­ ściową metodą polityki zaborczej, ożywiało kie­ runek ugodowy, zyskując dlań większą popu­ larność w społeczeństwie, które dawało się uwieść zręcznie podsuwaną przynętą spokoj­ nego „urządzenia się" pod obcą, ale i wspólną zarazem stoechą państwową. Im dłuższy czas dzielił naród polski od cza­ su utraty niepodległości, tern większe wpływy zyskiwał kierunek polityki ugodowej kosztem coraz bardziej bledniejących ideałów niepodle­ głościowych. Było to groźnem zjawiskiem dla przyszłości narodu polskiego. Kierunek ugo­ dowy w prostej linji musiał prowadzić do osta­ tecznego wynarodowienia, tembardziej, że po­ ciągał za sobą trójlojalizm wobec państw za­ borczych, co zrywało naturalne więzy narodo­ we pomiędzy zaborami. Polityka ugodowa, na68

wskroś materjalistyczna i oportunistyczna, wypływająca przede wszy stkiem z egoizmu jed­ nostek i całych warstw społecznych, głosząc hasło pogodzenia się z państwowością zaborczą, przystosowania się do niej i jak najlepszego urządzenia się w jej ramach, siłą rzeczy zrywa­ ła z zasadą jedności narodowej, gdyż w każdym poszczególnie zaborze musiała naginać się do zgoła odmiennych warunków, musiała służyć odmiennym, a często i wrogim interesom, mu­ siała stawiać sobie różne cele i stosować różne metody. Niebezpieczeństwo polityki ugodowej tkwi­ ło nietylko w tern, że rozkładała ona jedność na­ rodową w trójzaborowTym lojaliźmie, torując drogę do całkowitego rozkładu świadomości na­ rodowej. Groźniejsze było to, że ugodowość stawała się dla jednostek wygodnym mostem, przez który jakżeż łatwo było słabszym kon­ strukcjom duchowTym przejść na stronę naj­ gorszego, bo zamaskowanego, często nawet nie­ uświadomionego zaprzaństwa. Albowiem, je­ śli stanąć na stanowisku pogodzenia się z lo­ sem narodu ujarzmionego, wyrzeczenia się walki, odrzucenia w sobie wszystkiego, co po­ głębia „wrogość" w stosunku do zaborcy, jakżeż trudno jest okupywać spokój i dobrobyt potul­ ną lojalnością wobec wroga, a równocześnie kultywować swoją odrębność narodową, ale w sposób, któryby nie drażnił zaborcy i nie bu­ dził jego podejrzeń! O ileż prościej, wygodniej i konsekwentniej jest całkowicie wyrzec się swojej narodowości, asymilując się z narodem panuj ącym! Czas pracował na korzyść zaborców*. Z każdem następnem pokoleniem zacierał co­ raz bardziej wspomnienie własnej, utraconej państwowości, która z biegiem lat stawała się już tylko legendą. Przeciwnie, wiązał społe­ czeństwo z obcemi państwowościami, z któremi zżyło się ono w praktyce codziennej rzeczywi­ stości. Łagodził poczucie krzywdy, upokorze­ nia i ucisku, które w szarej codzienności z pie­ destału bohaterstwa schodziły do roli przykrych objawów chronicznej choroby. Rozwiewał na­ dzieję i wiarę w odzyskanie utraconej ongiś niepodległości. Pętał świadomość narodową tysiącem subtelnych więzów długotrwałego sto­ sunku z wrogiem we wszelkich dziedzinach ży­ cia zbiorowego i jednostkowego. Jednem sło­ wem czas WT coraz większej ilości gromadził psychologiczne i umysłowe czynniki polityki ugodowej-

i upadku o. : Rzeczypospolitej • niepodległości polski polityka związana z ideą dowej brojnej i zbrojni •u. Przez cal oli patrjoci nasi rozumieli, że jedynie przed siłą moż aborczość Rosji, Prus i Austrji, że je1 ta zdolna jest oderwać równocześnie lub kolejno poszczególne zabory od zachłannych macek tych imperjalistycznych państwowości. Siłę tę rozumiano zarówno w znaczeniu rewolucyj­ nym, jak i w znaczeniu zbrojnej interwencji zewnętrznej. W jednym i drugim wypadku ko­ nieczne było dla narodu polskiego posiadanie siły zbrojnej nietylko poto, aby przyczynić się do klęski zaborców, ale też, aby tę klęskę obró­ cić na korzyść Polski i stać na straży osiągnię­ tych już w walce wyników. Stąd też polityka niepodległościowa dąży­ ła zawsze do stworzenia polskiej siły zbroj­ nej, czy to zakonspirowanej wewnątrz kraju, czy też jawnej gdziekolwiekbądź nazewnątrz. Z rozrostem tej siły zbrojnej łączyła się nadzie­ ja powstania lub rewolucji wewnętrznej i wia­ ra, że rozbudzone siły narodu w7 korzystnych okolicznościach będą zdolne zerwać łańcuchy niewoli albo ze wszystkich trzech zaborów rów­ nocześnie, albo też kolejno. Zawsze jednak wiara we własne siły łączyła się z wiarą w in­ terwencję zewnętrzną, zbrojną lub dyplomaty­ czną. Oczywistem było bowiem, że nierówność sił polskich i zaborczych zgóry uniemożliwia zwycięstwo, osiągnięte własnemi siłami. Pierwszym wyrazem niepodległościowej wiary w konieczny udział oręża polskiego w dziele odzyskania własnej państwowości były leg jony Dąbrowskiego we Włoszech. Odtąd polityka niepodległościowa opierała się zgrubsza na takiem wyliczeniu: wybucha wojna europejska, lub chociażby wojna, w któ­ rej zaangażowane są albo wszystkie trzy, albo conajmniej jedno z państw zaborczych; w woj­ nie tej bierze udział przeciw zaborcom polska siła zbrojna, która w kraju rozbudza powszech­ ne powstanie czy rewolucję, co znakomicie wzmacnia bojowe siły polskie; przyczynia się to do klęski zaborców czy bodaj jednego z nich ; z wTojny tej Polska wychodzi, jako czynnik siły, z którą liczyć się muszą wrogowie i sojusznicy, dzięki czemu w nowym układzie stosunków nie mogą być zlekceważone żądania niepodległo­ ściowe zbrojnego już narodu. W wyliczeniu tern głównemi pozycjami musiały być z jednej strony fakt istnienia własnej siły zbrojnej cho­ ciażby w związku, z drugiej zaś — ewentu­

<M

alność takiego lub innego konfliktu zbroji w Europie. Odmianą powyższi rewolucyjne wyliczenia: zorganizowanie n lucyjnej siły zbrojnej wewnąti z ju, wyw nie powsz' M powstania, rozbudzenie tą drogą zainteresowali rawą polską w Euro­ pie, stąd interwencja z zewnątrz, kapitulacja zaborców wobec groźnej postawy narodu pol­ skiego i stojącej w jego obronie Europy.

MuTsz&łek Polski Józef Piłsudski z czasów strzeleckich. W jednym czy drugim wypadku sprawa polska musiała być ściśle uzależniona od sytucji międzynarodowej, od nastrojów w Europie, od możliwości dogodnych dla Polski konfliktów i wreszcie od aktualnej siły wewnętrznej państw zaborczych. Ta ścisła zależność sprawiała, że polityka niepodległościowa ulegała w ciągu całego okre­ su niewoli znacznym wahaniom od zdumiewa­ jącej aktywności, aż do niemal całkowitego za­ mierania, od gorącej wiary i entuzjazmu, aż do rozczarowań i apatji. Ostatnim czynem polityki niepodległościo­ wej zakrojonym na większą skalę, było powsta69

nie styc mowo. Od chwili upadku powstai poczyna su; naj&mutii bodaj ok w nowszych dziejach Polski, Nad àeje i rat bji aa interwencję sewnętr ... iwiodły. Siły własne okazał} się t ałkowicie niewystart wobec rosnącej potęgi Rosji, posiada naj­ większy obszai iem polskich i największą ilość Polaków pod swoim barbarzyńskim bato Ogrom kiosk, ofiar - c i nia nietylko nie łagodził losu Rabom rosyjskiego, ^\\^, iv . wywoła! falę nowego, gorszego uścisku lityka niepodległościowa, "dawało

ściowa styczn • Klęska Francji na dłuj dzieję na inter* mą, cięstwo Niei w spra\* a< h polski* luuiy ucisk W

;Łi

tro bl bardziej cii

5 to

ca XIX stuli i u \ idnok •

;,n

l

S
1l s

P

krutowała całkowicie. Społeczeństwo, WJN pane długotrwałą, beznadziejną walką, one gospodarczo, rozgoryczone, zalęknione i vo.-.bito, było podatnym terenem dla wszelkiej propagandy ugodowej, która politykę niepodle­ głościową mogła porównywać „porywaniem sio :. motyką na słońce". Wiara w niezachwia­ ną potęgę Rosji zapuszczała w społeczeństwie .-..- głębiej swoje nis < ycielskie kor enie, Nfajgorętsi patrjoci popadali w posępną re yg nację, lub gorączkowo kali nowych, innych dróg swojego patrjotyzmu, idąc w tem na rçke zdecydowanym ugodowcom, Położenie stawało sio ! sęp ne w :wij) ku ovc toło eniem rai< dzynarodowem, które córa było d i nas niekorzystne. Jedyne państwo w Europie, V. ctóre od i

skich.

Państwa aborc e potężniały z rok Układ stosunków Europj w i . ku lat nie po w olał, dav adnej nadziei • • mu, Europa pod ielila 3 • dwa trójpr ymierze N . lustre W Włoch i dwuprzyuuer e Francji ! Rosji* \\ obu tych łowaniach, nada h ton całej Europie, najdowałj państw! >r< i . cii wy] o a i niorosow aiuo Sprawą polską, bra , jakkolwiek moci lona po klęsce 1871 roku, ale sra ana so jus em ! Ro wanej His Wojny światowej str. l) ( . ju dla polskiej politj ivdlo• oparcia, jaku 1 w i to w ni od o.*.aso\\ Wioli \owohu oioona 1. W dodatku państwa zaborc . Iwiek |

azywały żadch na sprawę polsl tóra w żadnym razie nie mogła stać się pr; -a jakiegoś między nimi konfliktu. Z drugiej znów strony posty]» gospodarczy i techniczny, oraz niebywały rozrost militaryzmu odbierały wszelki urok i widoki powodzenia dawnym koncepcjom rewolucyjno-powstaniowym, szczególnie po ostatniej klęsce lat 1863—64. Nastrój wśród narodów europejskich był dla nas również niekorzystny. O sprawie pol­ skiej powoli zapomniano, a jeśli przypominano sobie — to raczej w znaczeniu dla nas niepomyślnem, albo zgoła krzywdzącem. Było to

Były to odpowiedzi niezwykle eharakt ne. Ucisk narodowy Polski potępia! Przeważnie było to jednak potępienie czysto platoniczne, nieszczere i bez praktycznego zna­ czenia. Najgorętsze sympatje dla sprawy polskiej wyrażali Włosi, prawdopodobnie z powodu

Wojciech Kor fanty, poseł do parlamentu niemieckiego.

świeżych jeszcze wspomnień z czasów walk o w7łasną niepodległość i zjednoczenie. Taki naprzykład Tankred Canonico apelował nawet do demokracji i do ruchu robotniczego, uważa­ jąc niepodległość Polski za sprawę honoru Eu­ ropy demokratycznej. Francuzi naogół dawali mętne i czysto teoretyczne odpowiedzi. Uczony Leroy de Beaulieu rozwiązanie sprawy polskiej łączył z obudzeniem się w Rosji „sumienia sło­ wiańskiego" i powstaniem federacji narodów

Roman Dmowski, jeden z twórców i głów­ nych przywódców Narodowej Demokracji.

dziełem zręcznej propagandy państw zabor­ czych, przedewszystkiem Niemiec i Rosji, wo­ bec których słabiutka propaganda polska była całkowicie bezsilna. Zresztą nigdy nie mieliś­ my talentów propagatorskich, tembardziej zaś, jako naród uciemiężony, nieposiadający na­ wet elementarnych środków propagandy. Ciekawe światło na położenie międzynaro­ dowe sprawy polskiej rzuca ankieta krakow­ skiej „Krytyki" z 1899 r. W całym szeregu py­ tań, dotyczących sprawy polskiej, oraz węzłów, łączących ją z zachodem Europy, zwrócono się do zgórą 500 przedstawicieli polityki, publicy­ styki, literatury i nauki, reprezentujących nie­ mal wszystkie narody europejskie. Odpowie­ dzi nadesłało zaledwie kilkadziesiąt osobistości.

Ludomir Dy nisza, jeden z wybitniejszych posłmv polskich w I Dumie ro­ syjskiej.

kontynentalnych przeciwko Anglji i Stanom Zjednoczonym. Ale już praktyczny publicys­ ta z paryskiego „Figara" bez osłonek oświad­ cza, że z francuskiego punktu widzenia odświe­ żanie sprawy polskiej jest niedopuszczalne, 71

gdyż mogłoby poróżnić Francję z Rosją, z któ­ rą przymierze stanowi dla Francji dziejową konieczność. W Anglji jeden tylko artysta otwarcie wy­ raził swoje sympatje dla sprawy polskiej. Poza nim nikt nie chciał zdeklarować swojej opinji. Wśród Niemców znaleźli się tacy, którzy, doce­ niając znaczenie kultury polskiej, opowiadali się za niepodległością Polski, jako państwa „bu­ forowego", które mogłoby powstać w wyniku niekorzystnej dla Rosji wojny europejskiej. Rzecz prosta, owo państwo „buforowe" zajęło­ by obszar samego tylko zaboru rosyjskiego. Jeden z czołowTych przewódców niemieckiego socjalizmu przyznał się z rozbrajającą szczero­ ścią, że wogóle o sprawie polskiej nie myślał. Natomiast Karol Kautsky wierzył, że Polska odzyska niepodległość i zjednoczy się, ale do­ piero razem ze zwycięstwem proletariatu. Poe­ ta Dehmel oświadczył, że rasa polska posiada

Gen. HurkOj generał-gubernator warszaw­ ski, jeden z największych rusyfihatorów.

tak wiele odrębnych cech duchowych, że każdy człowiek niezależnie myślący i czujący musi pochwalać walkę o niepodległość Polski. Zgoła inne stanowisko zajął najwybitniej­ szy przedstawiciel narodu czeskiego, prof. Masaryk, późniejszy pierwszy prezydent republiki czechosłowackiej. Twierdził on, że Polacy nie powinni liczyć na polityczną pomoc Europy za­ chodniej, ponieważ „wobec swojego geograficz­ nego położenia Polska niepodległa mogłaby mieć niewielkie tylko dla Europy zachodniej znaczenie". A dalej prof. Masaryk wygłasza takie zdania: „Polacy mogą oczekiwać uzna­ nia swej narodowości dopiero w odległej przy­ szłości". — „W każdym razie powinni Polacy działać dla porozumienia z Rosją", — „zwłaa postępowe part je polskie powinnyby wy­
72

tworzyć społeczną raczej, niż polityczną poli­ tykę". Z pośród Rosjan zabrał głos w ankiecie tylko Plechanow, potępiając politykę zniszcze­ nia „pięknego i zdolnego" ludu polskiego i pra­ gnąc niepodległości Polski, której odzyskanie, jak wierzył, złączone jest ściśle ze zwycięstwem ruchu robotniczego w7 Europie. Sympatycznie również odzywali się o Polsce Hiszpanie i Bel­ gowie. Międzynarodowa ankieta „Krytyki" prze­ konała społeczeństwo polskie o paru gorzkich prawdach: że, po pierwsze, sprawą polską zaj­ mował się tylko nieliczny odłam przedstawicieli nieoficjalnej opinji europejskiej ; że, po drugie, cieszyliśmy się nader rzadką i skąpą sympatją wśród narodów i, po trzecie, że nawet wśród na­ szych zdecydowanych przyjaciół tylko nielicz­ ni przedstawiciele socjalizmu wierzyli w istot­ ną możliwość odzyskania przez Polskę niepod­ ległości i to w związku ze zwycięstwem między­ narodowej rewolucji proletarjatu. U schyłku XIX stulecia przeżyły się już wolnościowe hasła 1848 roku, a nawet ich echa z 1863 r. Romantyzm polityczny zbankrutował wcześniej jeszcze, niż poezja romantyczna. Ide­ ały wolnościowe i rewolucyjne z płaszczyzny narodowej przeniosły się na płaszczyznę socjal­ ną. Nikt już nawet nie przemyśliwał o kru­ cjacie ludów w celu wyzwolenia Polski. Nikt już nie wierzył w interwencję mocarstw niezainteresowanych. Nikt już nie łączył sprawy polskiej z ewentualną zmianą stosunków7 mię­ dzynarodowych. Najboleśniejszem dla polskiej ambicji na­ rodowej było to, że naw7et Francuzi, wprawdzie z zażenowaniem i nieśmiało, ale jednak dora­ dzali ugodę z Rosją, a pobratymczy naród cze­ ski otwarcie już i brutalnie domagał się nietylko ugody, ale i sympatji w stosunku do Rosji w imię wszechsłowiańskich „ideałów" (patrz zeszyt I Ilustrowanej Historji Wojny Światowej, strona 26, 27 i 28). W tym stanie rzeczy wszelkie ideały nie­ podległościowe zdawały się być nierealnemi mrzonkami, a polityka buntu, polityka walki z zaborcami — poprostu szaleństwem, jeśli nie samobójstwem, jak to określali ugodowcy. To też okres popowstaniowy aż do końca XIX stulecia zapisał się w dziejach Polski naj­ większą aktywnością kierunku ugodowego w polityce polskiej i jego największemu wpły­ wami wśród społeczeństwa. Wszystko, co dzia­ ło się w Polsce i w całej Europie, szło na rękę ugodowości, która umiała z przemijającej, ale

.

.

.

;

' -..

i i e n i e ••

ii] owania si ie XIX i XX stulecia idea pańUalttâ polityków polskich i społeństwa, jal faj i w całej Europie- Światwem było przyjęcie, jadoznal w 1897 r. car Mikołaj II ze stro­ ny rozenl mowanej Warszawy, która z niewałą świetnością witała go w imieniu „ca­ łego narodu polskiego1'. Tę datę rosyjsko-pol­ ski cli uroczystości w Warszawie można uważać

u, nierzadko i to w o Pil • maci ludziom chwili, kiedy na Polskę mają poane „dobrodziejstwa" z ręki Jednak najbliższe już lata dowiodły, że koncepcja ugodowa, oparta na całkowitej re­ zygnacji z państw7o włości polskiej, zbankruto­ wała we wszystkich trzech zaborach. Klucz ugody nie zdołał otworzyć twardych serc poli­ tyków państw zaborczych. Opublikowanie słyno memorjału generał - gubernatora war­ szawskiego, Imeretyńskiego, wykazało aż nad-

Połski Komitet

Narodoivy w

Paryżu.

S izą od lewej: Maurycy Zamoyski, Roman Dmowski, Erazm Pik. Stoją od lewej: Stanisław Kozicki. Jan Rozwadowski, Konstanty Skirmunt, major Fronczek, Whidyskuc Sobański, Marjan Seyd-a, Jó­ zef Wielowieyski.

za kulminacyjny punkt ugodowośei polskiej i polskiego trójlojalizmu. Do jakiego stopnia nastrój ugodowy w sto­ sunku do Rosji był w 1897 r. powszechny, świadczy dobitnie następujący fakt. W owym czasie Józef Piłsudski, jeden z nielicznych pod­ ówczas nieprzejednanych wyznawców kierun­ ku niepodległościowego, wydawał w Lodzi kon­ spiracyjnego „Robotnika4', którego nakład sam kolportował wśród robotników warszawskich. Otóż w czasie przybycia cara do Warszawy i związanych z tern uroczystości, wielu z pośród wiernych dotąd towarzyszy partyjnych odma-

to przejrzyście, że Rosja bynajmniej nie porzu­ ciła istotnych celów swojej przeciwpolskiej po­ lityki, konsekwentnie dążąc do ostatecznego wynarodowienia, zniszczenia wszystkiego, co polskie. Zmieniły się tylko metody, przy któ­ rych pomocy Rosja pragnęła osiągnąć swoje imperjalistyczne i nacjonalistyczne cele na zie­ miach polskich, Polska ugodowość i lojalność, granicząca już z wiernością, nie wzruszyły Ro­ sji, która uważała je za objaw słabości ginące­ go narodu. Jeszcze wcześniej zbankrutował kie­ runek ugodowy w zaborze pruskim, zdruzgo­ tany brutalną pięścią pruskiej polityki bez-i •

• lędnego v\ dowienia i wyd •• : wypływa jąi &j niemiei : lacjona I riego imperjalizmu ( pal î [lustrowanej Historji Wojni w ej ). Jeśli chodzi o zabór austrjacki dawna już UgodowoŚĆ straciła ws/< bytu, nie mając najmniejszych widoków po dzenia w kierunku wyżebrania czegoś więcej, niż mogła to zapewnić nieugięta postawa naro­ dowa. W tych warunkach, kiedy społeczeństwo polskie w swojej masie oddawna już odwróciło się od zlekceważonej i potępionej idei niepod­ ległościowej, a polityka ugodowa okazała się

polakiem
• • • • • •

i plufc o powszi Ro czenie to o jiacyjny po roku 1897, po okres i wiernopoddańczyeh man i festaeyj pobytu cara w Warszawie. Upokarza powodzenie tej przesadnej lojalności • miary. Obudziła się duma narodowi

vi.,

bezsilną wobec nacjonalistycznej i imperiali­ stycznej aktywności państw zaborczych, zda­ wało się, że naród polski stanął już na krawę­ dzi przepaści, w której nieuchronnie musi zna­ leźć wcześniej, czy później swoją śmierć poli­ tyczną i kulturalną. Społeczeństwo polskie by­ ło zdezorjentowane, pozbawione myśli przewod­ niej, zniechęcone i apatyczne. A jednak nastrój ten, nacechowany upad­ kiem myśli politycznej i woli czynu, był po­ wierzchowny i dotyczył tylko widomego, nieja­ ko oficjalnego oblicza społeczeństwa polskiego. Pod wierzchnim naskórkiem w łonie społeczeń­ stwa rodziły się nowe idee i nowe siły, docho­ dziły do głosu nowe warstwy społeczne i nowe
iorlnnatVi t.wńvpw k t ń r p w a w m o mnf»no rUrvnia

wa myśl polityczna wielkiego narodu. Społe­ czeństwo zrozumiało, że polityka ugodowa pro­ wadziła je na manowTce. Rozumiano, że należy szukać nowych dróg, nowych ideałów i nowych środków polityki narodowej. Ten stan psy­ chiczny i umysłowy społeczeństwa wytworzył podatny grunt, na którym poczęły od 1897 roku rozkrzewiać się z nieprawdopodobną szybkością dwa nowe młode kierunki: socjalistyczny i narodowo-demokratyczny. Oba te kierunki, istniejące zresztą już od lat kilkunastu, nie odgrywały dotychczas pra­ wie żadnej roli w polityce polskiej. Przez dłuci czas miały one charakter nieledwie sekciarski, ogarniając w ścisłej konspiracji nieliczne tylko grupki, głównie młodzieży, wśród której dopie-

74

Francuski poeiqp

amunicją, napadnięty pod Verdun pi < aeroplan niemiech

.Jen

zamienionych na szpitale. Karmienie na

:try miłosierdzia.

75

ro krystalizowały się ich wytyczne ideowe i tak­ tyczne. Teraz, dojrzałe już, na podatnym gruncie społecznym szybko rozwijają się do rozmiarów wielkich nowoczesnych stronnictw politycz­ nych, nadając ton całej polityce polskiej i od­ suwając na bok stronnictwa dotychczasowe, przedewszystkiem ugodowy konserwatyzm. Równocześnie oba nowe kierunki, które przed­ tem, w okresie krystalizowania się, niejedno­ krotnie szîy ręka w rękę, wspierając się wza­ jemnie, teraz wstępują w ostrą z sobą walkę, rywalizując zacięcie o wpływy w społeczeń­ stwie. Z obu tych kierunków, zrodzonych z reak­ cji przeciwko ugodowości, pozytywizmowi i trójlojalności, starszy był kierunek socjali­ styczny, jemu też najpierw poświęcimy uwagę.

Początków polskiego socjalizmu szukać na­ leży w okresie emigracji po powstaniu listopadowem. Wśród radykalnych odłamów tej emi­ gracji, opierających się na żywiole chłopówżolnierzy, wytworzył się kierunek, który koja­ rzył dążenie do odzyskania niepodległości z da­ leko idącemi hasłami socjalnemi i swoistym sy­ stemem religijnym. Kierunek ten, wywodzący się z klęski powstania listopadowego i podda­ ny wpływom saintsimonizmu, oraz młodego ru­ chu robotniczego w Anglji, posiadał wszystkie cechy utopijnego socjalizmu. Syntezę tego kie­ runku określił Mickiewicz, jako „polot ducha ku lepszemu bytowi nie indywidualnemu, lecz wspólnemu i solidarnemu". Pierwszą organizacją kierunku socjali­ stycznego z owych czasów była „Gromada Grudziąż Ludu Polskiego" z 1835 r., do której na­ leżeli przeważnie chłopi - żołnierze, a z wybit­ niejszych jednostek Worcell, Zenon Świętosławski, Krępowiecki. Ta emigracyjna grupa so­ cjalistyczna od początku weszła w ostry kon­ flikt z Towarzystwem Demokratycznemu które, jakkolwiek radykalne politycznie, w zagadnie­ niach społecznych stało na stanowisku zasady indywidualizmu, chociaż dalekiego od punktu wadzenia szlacheckiego lub mieszczańskiego. Z biegiem czasu do tej grupy przyłączyli się emigranci chłopi - żołnierze z wyspy Jersey, związani w „Gromadę Humań". Po wielu wal­ kach i przesileniach, kierunek socjalistyczny dostał się pod wpływy głównie Zenona świętosławskiego. W założeniach tego ostatniego by­ ło uniwersalne państwo o charakterze prymi­ 76

tywnego komunizmu, w którem zwierze! i two spoczywałoby w rękach Kościoła, a j< kiem powszechnym byłby język polski. Ki nek socjalistyczny zdobył sobie na em wielu nietyle zwolenników7, ile wierzących, na czele których należy postawić Adama Mickie­ wicza i Joachima Lelewela. Do kraju socjalistyczne prądy emigracji przenikały wr bardzo słabej mierze. Niemniej jednak ksiądz Ściegienny, proboszcz z Chodla w Lubelszczyźnie, organizuje spisek socjali­ styczny około roku 1840, z celem wywołania w 1844 r. nowego powstania narodowego, któ­ re, osiągnąwszy niepodległość, zaprowadziłoby umiarkowany komunizm rolny. ślady polskiego ruchu socjalistycznego znajdujemy i na terenie ogólnym socjalizmu. Manifest komunistyczny Marxa i Engelsa ta­ ką daje syntezę: „W Polsce stoją komuniści obok partji, która w rewolucji widzi wTarunek odzyskania niepodległości narodowej, a więc obok partji, która krakowską insurekcję z 1846 r. powołała do życia". Już na pierwszym tajnym kongresie mię­ dzynarodowym w Londynie, na którym uchwa­ lono ,,Manifest komunistyczny", polski kieru­ nek socjalistyczny był reprezentowany przez w-łasnych delegatów, a do rezolucji kongresu przystąpił sławny Joachim Lelewol i jego liczni zwolennicy na waełkim wiecu w Brukseli. Socjalizm emigracyjny miał trzy źródła: uczuciowe, rozumowe i klasowe, które wytrysły na wspólnym gruncie klęski powstania listo­ padowego. Emigranci, składający się po naj­ większej części z gorących patrjotów i bojowni­ ków* o niepodległość, oderwTani od kraju i jego aktualnego życia, zdała i w warunkach jakgdyby psychicznie cieplarnianych, wypełniali treść swojego, przeważnie nędznego materjalnie, ży­ cia roztrząsaniem przyczyn klęski listopado­ wej. Za główną przyczynę tej klęski uważano brak powszechności patrjotyzmu, co spowodo­ wało, że powstanie nie zdołało w dostatecznej mierze rozpalić entuzjazmu wTśród szerokich mas chłopskich. Ze zgrozą roztrząsano fakt, że najliczniejsza warstwa społeczna w Polsce — chłopi — swoją bierną postawą sparaliżowała masowy charakter powstania. Przyczynę tego widziano w nędzy i ciemnocie mas chłopskich, stanowiących w narodzie jakgdyby drugi naród niewolniczy. Wyrozumowano przeto, że na przyszłość należy stworzyć takie warunki spo­ łeczne w Polsce, aby chłop z całą świadomością stał się podporą, strażnikiem i bojownikiem

i i Polski niepodl tocl Do rozumowania do] W to ci sam i chłopi pańszczyźniani zd bywali pod Sfc i armaty „czarnemi ręl.. od pługa" ! i chłopi ginęli ofiarnie Ojczyznę, która przecież była dla nich maco­ chą! Ci sami chłopi - żołnierze dzielili ze szla­ chtą i ni iństwem smutny los emigracji! Równi w ofierze i bohaterstwie — muszą być równi i przy podziale dóbr narodowych. Wreszcie niemałą rolę odgrywał fakt, że na emigracji ci sami chłopi - żołnierze, oderwa­ ni od kraju i pługa, uświęceni poniesionemi dla Ojczyzny ofiarami, szybciej dojrzewali umy­ słowo i psychicznie, w zwartej gromadzie wśród morza obcości, w ciągłej styczności, nierzadko w koleżeństwie i braterstwie ze swoimi daw­ nymi oficerami i panami. Ta specyficzna at­ mosfera z jednej strony współdziałała w two­ rzeniu się klasowej świadomości chłopskiej, a z drugiej znów była podnietą dla inteligencji emigracyjnej w snuciu utopijnych marzeń na temat roli chłopa w przyszłej wolnej Polsce. Wielkie znaczenie miały też wpływy ze­ wnętrzne na emigracji, a przedewszystkiem krystalizującego się na Zachodzie socjalizmu, oraz organizującego się w Anglji ruchu robot­ niczego. Do tego wszystkiego dołączały się ów­ czesne prądy religijne wśród emigracji misty­ cyzm i mesjanizm, widzący w Polsce cierpią­ cego Chrystusa narodów, który ma zbawić ludzkość społecznie i politycznie. Jakkolwiek wiele było przyczyn, rodzących ówczesny socjalizm polski — jedna była zasad­ nicza i powszechna: gorący patrjotyzm i ide­ ały niepodległościowe, które szukały dróg swo­ jej realizacji. O tern należy dobrze pamiętać, gdyż było to najcharakterystyczniejszą cechą polskiego socjalizmu na emigracji. Po przełomowym roku 1848, słabną stop­ niowo wpływy i znaczenie emigracji, a wraz z nią i kierunku socjalistycznego, który jest reprezentowany już tylko przez Worcella w ,,Demokracie Polskim". Nowy okres ruchu socjalistycznego rozpo­ czyna się dopiero około 1860 r., kiedy w kraju organizują się tak zwani „czerwoni4*. Jakkol­ wiek jednak ,,czerwoni" w pełni zdawali sobie sprawę z doniosłego związku sprawy narodowej ze sprawą socjalną, jednak ich dążenia refor­ matorskie były nader umiarkowane i nie szły w kierunku komunistycznymi, jak tego żądali wówczas od Polaków rosyjscy socjaliści, Michał Bakunin (przewódca i teoretyk anarchizmu)

i inni. „Czerwoni'" dążyli tylko do te szlachta dobrowolnie przepr iła ref-, arna w duchu solidarystyezn;. Po powstaniu styczniowem nowa fala emi­ gracji, wprawdzie naogół słabej i ł>ez wpły5w, wyłania szereg jednostek o zabarwieniu socjalistycznem o charakterze marxowskim, lui rosyjskiej ludowości (..narodniczstwa"). Tak naprzykład generał Bosak w ro­ ku 1867 żądał w ,,Ognisku republikańskiemu pomiędzy wielu innemi hasłami i „ziemi dla lu­ du spólnej". W walkach komuny paryskiej w 1871 r. bierze udział kilkudziesięciu Polaków, a dwóch z nich, Jarosław Dąbrowski i Walery Wróblew­ ski, nawet wybija się na kierownicze stanowi­ ska. Walery Wróblewski i później jeszcze w Londynie, jako zdecydowany socjalista i czło­ nek międzynarodówki, usiłuje organizować pol­ ski ruch socjalistyczny w kierunku zmoderni­ zowanych tradycyj „Ludu Polskiego*' z czasów po powstaniu listopadowem. Pomaga mu w tern L. Kryński. Wszystko to jednak były wysiłki jednostek, które, oderwane od kraju, nie mogły mieć istot­ nego wpływu na stan umysłów w Polsce. Zre­ sztą nie było jeszcze w Polsce odpowiedniego gruntu, na którym mógłby się przyjąć socja­ lizm w większej skali. Polska nie posiadała roz­ winiętego przemysłu fabrycznego, a stąd nie mogła się była jeszcze rozwinąć warstwa robot­ nicza, proletarjat, jedyny właściwy teren roz­ woju ideałów socjalistycznych. Dopiero po 1867 r. Polska, przedewszy kiem zaś zabór rosyjski, wkracza na tory go­ spodarki kapitalistycznej, tworząc wielki prze­ mysł. Wślad za kapitalizmem musiał przyjść socjalizm w tej, czy innej formie. Niezwykle przeto doniosłem dla całej przyszłości Polski była sprawa kierunku, w jakim miał pójść ma­ sowy ruch socjalistyczny. Rozwój przemysłowy zaboru rosyjskiego, zapoczątkowany został asów Królestwa Kongresowego w latach 181-3 — 1830 przez mi­ nistra Druckiego - Lubeckiego. Dalszy rozwój opierał się już na samorzutnej energji jedno­ stek, jak to miało miejsce naprzykład ze Steinkellerem. Szersze możliwości otworzyło dla przemysłu polskiego zniesienie granicy ceb pomiędzy Królestwem a Rosją w 1851 r., co pewniło dostawę rosyjskich surowców i zbyt fabrykatów na niezwykle pojemnych rynkach rosyjskich. Od tego też czasu — należy to do­ brze sobie uświadomić — rozwój polskiego pr mysłu oparł się na ścisłym związku z gospodar77

Manifestacje

patrjotyczne

na placu „Strastwym"

w Moskwie w dniu ogłoszenia wojny z

Niemcami,

czym organizmem Rosji, co przyczyniło się wprawdzie do niezwykle szybkiego uprzemysło­ wienia Kongresówki i jej dobrobytu, ale zara­ zem i związało ją gospodarczo z Rosją, co nie było bez wpływu na dalszą politykę polską w kierunku ugodowości i lojalizmu. Na wielką skalę rozwój gospodarczy roz­ począł się dopiero po powstaniu styczniowem, a silnym bodźcem do tego było zaprowadzenie w 1877 r. przez Rosję opłat celnych w złocie, co utrudniało import i zmuszało zagraniczne przedsiębiorstwa do zakładania swoich fabryk na terenie Królestwa. O rozwoju przemysłu w zaborze rosyjskim świadczy zestawienie ilości robotników fa­ brycznych w poszczególnych okresach. Kiedy w 1870 r. było ich zaledwie 63.892, to w 1895 r. było ich już 150.494, w dwa latsE później w 1897 r. — 243.733, a w 1910 r. — 400.922 ! Jeszcze intensywniej rozwijał się przemysł na Śląsku Górnym, gdzie robotnik był polski i on przedewszystkiem reprezentował "tam pol­ skość.
78

W 1907 r. górnictwo i hutnictwo zatrud­ niało na Śląsku już 156.201 robotników^. W zaborze austrjackim, według danych z roku 1906, ogólna liczba robotników przemy­ słowych wynosiła 385.000, z czego (według da­ nych z 1910 r.) na wielki przemysł przypa­ dało 102.000 robotników. Nawet w zaborze pruskim, w Poznańskiem, typowym kraju rol­ niczym, było jednak w 1907 r. 163.567 robot­ ników', zatrudnionych w przemyśle. Tak wTięc Polska aa przełomie stuleci doj­ rzała już w znaczeniu gospodarki kapitalistycz­ nej, a stąd posiadała już odpowiedni grunt do rozwToju rodzimego socjalizmu. Należy jednak stwierdzić, że, jakkolwiek bodźcem społecznym rozwToju polskiego socjaliz­ mu bezsprzecznie był rozwTój klasy robotniczej i jej klasowych dążeń, to jednak WT dalszym rozwoju socjalizm polski oparł się raczej na ide­ ałach politycznych, z nich przedewszystkiem czerpiąc swoje siły. Socjalizm, jako najbardziej radykalny kie­ runek ideowy, przeciwstawiający się istnieją-

roboti i
i'i

iizn
na i komicił >ZWOJU, pi do jego zakorzenienia w seńzarazera decydując i o jego przyszłych ach i przesileniach w niepodległej już

Georgi Buchanan, ambasador angielski w Ro cemu w Polsce porządkowi rzeczy, pociągać mu­ siał i pociągał istotnie ku sobie te wszystkie żywioły naszego społeczeństwa, które, nie z dzając się z tym porządkiem rzeczy, pragnęły z nim walczyć. Tyczyło się to nawet tych ży­ wiołów społecznych, które z natury swojej nie miały nic wspólnego z klasowym charakterem socjalizmu i z jego ostatecznemi celami. Dla nich socjalizm był synonimem walki z niena­ wistną rzeczywistością, która swoim ogromem całkowicie niemal przesłaniała problemy dale­ kiej jeszcze przyszłości. Traktowały one socja­ lizm, jako negację, która narazie wystarczała im całkowicie wobec nierealności jeszcze nie­ aktualnych zagadnień konstruktywnych. Socjalizm polski, rozwijając się w atmo­ sferze niewoli, jako radykalny kierunek opozy­ cyjny, przedewszystkiem wchłonął wszystkie zdecydowanie niepodległościowe żywioły, bez względu na ich klasową przynależność i istotny ich stosunek do zagadnień społeczno-ekonomicznych. Szczególnie tyczyło się to młodzieży, któ­ rą socjalizm przyciągał głównie dzięki swej bez­ kompromisowej walce z rządami zaborczemi, do której ideologja socjalistyczna mobilizowała no-

Jak już wspominaliśmy poprzednio, okres po upadku powstania styczniowego zaznaczył v Polsce największą aktywnością kierunku •> w stosunku przedewszystkiem do Ki)sj i. iowość starszego społeczeństwa i przewódców narodu, splatając się z przyziemnemi, materjalistycznemi hasłami „pracy orga­ nicznej", któremi Świętochowski opanowywał młodzież, wytwarzała zatęchłą atmosferę po­ wszechnej rezygnacji, apatji, spodlenia i gro­ szowych egoizmów. Potępiane i oplwane ide­ ały niepodległościowe, które uważano za szko­ dliwe mrzonki, wywołujące bezcelowe ofiary i odrywające młodzież od nauki i robigroszostwa, skryły się pod powierzchnią życia naro­ dowego.

Paleolog, ambasador francuski pyzy dworze
rosyjskim.

79

W 1877 r, wojna tureckorosyjs] już, że nastrój ugody i oportunizmu i podzielnic zapanował w społeczeństwie zaboru rosj °» które, sugestjonowane wszechsłowiaaską, Sie wiemopoddańczy BUŁ do cara, podczas, gdy pozytywistycznie nastro­ jona młodzież przepędzała z Warszawy emi rjuszy angielskich, pragnących pió w Polsce antyrosyjską irredentę. W zaborze austrjackim działo się nie le­ piej. Konserwatywny „Czas** krakowski w 1878 r. formułuje program trójłojalizmu na użytek wszystkich trzech zaborów, przykłada­ jąc rękę do dzieła wrogów* rozdarcia żywego
narodu. Natychmiast krakowski program znaj­ duje przychylne echo w Królestwie, gdzie biorą

• ,..,;,

.

podst;
. i

• 6d młodzieży. Jedn< nanowo podjętemi ha mi przez Ad. S2 :ników, związane z podobną wą w Galicji, wkró ją przi dze zaborcze wykryte i stłumione tak, że nie pozostało nich śladu, prócz piękni upomnienia. Na­ tomiast inne koła o charakteru socjalistycz-

Major Balzarick,

Dr. Van Timhoven,

M.

Schmidt.

Komisja śledcza w składzie Dr. Van Tirnhoven'a, obywatela neutralnej Holami ji, i M. Schmidt'a, obywa­ tela rótonież neutralnej Szwajcarji, która stwierdza fakt znęcania $ię i masakrowania bezbronnej lud­ ności serbskiej z okolic Krivaija w obecności jeńca austrjachiego, mjr. Balzarîck'a z 16 p. p.f któremu udowodniono czynny udział w masakrze.

80

nym, które stanowiły większość w konspiracyjruchu wśród młodzieży, trafiwszy na po­ ny grunt, przygotowany przez równoczesny woj gospodarki kapitalistycznej, nie zamar­ ły, lecz przeciwnie, rozwijały się wspaniale, za­ puszczając w społeczeństwie coraz głębiej swo­ je korzenie. Jak to już powiedzieliśmy przed­ tem, w rozwoju tym ogromną rolę odegrał czyn­ nik polityczny, który przyciągał do socjalizmu wiele ideowych jednostek i całych grup przedewszystkiem dla walki z nienawistnym caratem i bardziej jeszcze znienawidzoną ugodowością. Ówczesny jednak socjalizm trudno jeszcze nazwać polskim. Słuszniej należałoby go okre­

dzież socjalistyczna, przedewszystkiem mło­ dzież akademicka i to zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Młodzież ta studjuje teoretycznie so­ cjalizm, uczy się „nielegalności", zapoznaje się z ludem wiejskim i klasą robotników fabrycz­ nych, agituje, jeździ, naraża się, a od 1878 ro­ ku rozpoczyna również akcję terrorystyczną, uwieńczoną wielką ilością zamachów na dostoj­ ników rządu carskiego, ba! na samego nawet cara Aleksandra II, który po kilkakrotnych, nieudanych zamachach, zginął wreszcie w dniu 13 marca 1881 r„ rozerwany przez bombę, rzu­ coną przez rewolucjonistę RysakowTa. W wal­ ce z caratem padały z pośród młodzieży rosyj­

Oddzial rosyjski na chwilę przed objęciem służby

w okopach

ślić, jako socjalizm w Polsce, posiadał bowiem zbyt wiele cech międzynarodowych, aby znala­ zło się wśród nich miejsce na cechy specyficz­ nie polskie. Przyczyną tego była droga, przez którą socjalizm przedostał się do Polski WT siedmdziesiątych latach, oraz ideowy bagaż ludzi, którzy go w Polsce krzewili. Nowinki socjalistyczne napłynęły do Pol­ ski głównie z Kijowa, Odesy i Petersburga, im­ portowane przez młodzież polską, studjującą tam na uniwersytetach. W owTym czasie w Ro­ sji niezwykle się był ożywił ruch rewolucyjny. Po okresie „narodniczestwa" (ludowości, rzu­ cającej hasła „iść w lud") rozpoczął się w 1875 roku okres „buntarstwa", czyli bezpośredniej walki z caratem pod hasłem „Ziemia i Wola". W walce tej masowo bierze udział rosyjska mło­

skiej liczne ofiary, których nieprzerwany sze­ reg znaczył drogę rozwoju socjalizmu w Rosji. Rewolucjonizm rosyjski, jakkolwiek nasta­ wiony był na walkę z caratem i jego kozackim systemem rządów, jakkolwiek wywodził się z założeń czysto socjalnych i wyraziście mani­ festował swTój międzynarodowy charakter i łączność z ideą światowej rewolucji socjalnej, niemniej jednak, a może właśnie z powodu swo­ jej międzynarodowości, miał wiele cech nacjo­ nalistycznych, szczególnie w stosunku do Pol­ ski i Polaków. Socjaliści rosyjscy, dążąc tylko do przekształcenia własnego państwa w duchu reform socjalnych, lekceważąc patrjotyzm, po­ tępiając wszelki separatyzm, granice i odręb­ ności, właśnie z międzynarodowego punktu wi­ dzenia sprzeciwiali się wszelkiej koncepcji po81

mni< ranie, i jakimkofo I

a ne

mat.

ma
i o] wi<

dow
lat

z ha. o ; , ni*

i

buj

Po
•łomi

nfcn

pie! sianu ,.pn.

mk

ej, I I

i

u ii

82

iln.

nu
kiii

nu
ta i

kim, miała
Y, V I

ies
l ii i \
'UKLI1

d

.. wi€ Teg< . asadnia

o, o ne i»"t r; eoou nia, weaie icn orm socjalnych i stanowiła jt •- kàv tewolui sj jskiej. ju stosunek do Polski nadawał aktor pierwszej u nas oreani-

lystkich krajoM. W m : potępia] pat.: wp • éci i w pr sy pracującej. Na międ

i dla int( , klarodowym obchodzie

aineg o Von Moli >:tabu Gi esnej ..brawurov - propagando zacji socjalistycznej i był przyczyną, dla kto organizacja ta zdecydowanie przeciwstawiła się patrjotycznemu spiskowi Szymańskiego, o którym poprzednio już wspominaliśmy. Koncepcję powstania przeciw Rosji socja­ liści warszawscy kategorycznie odrzucali, uwazając, ze społeczeństw olskie nie dojrzało je, a o innej słyszeć szcze do rewolucji soi nawet nie chcieli. Organizacja wn awska wkrótce na­ V tązała styczność .: dboran austrjackim, v sny organ „RÓWa w Szwajcarji ; ; nośću. fdeolojna ie . trvstalizowana w tak

•dhuj Î nit 'Mitt chit ].

tenewie z powodu 50-ej rocznicy powstania listopadowego tak oto zakończy) swoje przemó­ wienie Ludwik Waryński: „A kiedy przyjdzie chwila „naszego" powstania — to nie już okrzyk: niech żyje Polska ! lub: pereat Moskw a ! witać nas będą, ale jeden wspólny okrzyk dla -w iata proletariuszów: niech .żyje so­ cjalna rewolucja !". pionjerzy polskiego socjalizmu, ^\K'\ trad . polskiego demokratyzmu i ruchów wolnościowych, znali Polskę tylko tę pozytywi­ styczną, lojalna, ugodową, upokorzoną i upokar. i .. się nadal i ta Polska była Un naj pełniej obojętna.
63

Śmiało można twierdzić, że gdyby socja­ lizm rozwijał się nadal w Polsce w tym kierun­ ku, jaki mu nadali jego pierwsi propagatorzy— stałby się, może w większym jeszcze stopniu, niż narodowa ugodowośći pozytywizm, narzędziem wynarodowienia psychicznego i umysłowego. Jednak istniały już pierwsze objawy, wska­ zujące na doniosłe zmiany w charakterze pol­ skiego socjalizmu. W 1880 r. Bolesław Lima­ nowski zakłada organizację „Ludu polskiego",

łożenia ideowe i metodę walki .W. roru, stosowanego wobec zdrs alt* polskiej w dalszym ciągu gl lityczna koncepcja „ProleUu'ja1;U ' jg „samorząd grup 4 ', była tak n 7'd'>^ !, &\® łowana, ze rozumieć ją można by* > X&7W fêW 1883 r. następuje rozlani, J?vi)\eM '{)Yzbyt zasadniczy, który odrywa . o C i /\ v ł#3*^ u#tu" grupę młodzieży, zakładając *g* o ganizację socjalistyczną „Solidarn •

Msza żałobna za poległych pod Teresinem w pow. Błońskim- żołnierzy rosyjskich w jednym z pierwszych n mieckich ataków gazowych. która w następnym roku publikuje pierwszą odezwę socjalistyczno - narodową. Poczynania Limanowskiego narazie nie miały większego wpływu wśród inteligencji, a do robotników wogóle nie dotarły. À tymczasem rosyjsko - kosmopolityczny kierunek socjalistyczny rozwijał się nadal. Dzięki wysiłkom Waryńskiego w 1882 r. po­ wstaje w Warszawie organizacja „Proleta­ riat", która skupia luźno dotychczas związa­ nych zwolenników socjalizmu. „Proletariat" staje się ekspozyturą rosyjskiej „Narodnej Woli" w Polsce, przyjmując ostatecznie jej za84 rakterze mniej konspiracyjnym i bojowym, a bardziej naukowym. Grupa ta zostaje wkrót­ ce rozbita, dzięki masowym aresztowaniom na uniwersytecie warszawskim. Natomiast „Pro­ letariat" narazie rozwijał się dalej, wzmocnio­ ny dopływem nowych sił z połączonej „polskolitewskiej partji socjalno-rewolucyjnej", istnie­ jącej w Petersburgu wśród młodzieży. Począwszy od 1883 r. aż do 1885 r. roz­ poczynają się masowe represje i aresztowania wśród członków „Proletarjatu", który zdekonspirował się wydaniem dwóch numerów pierw­ szego od 1863 r. nielegalnego pisma-w W a r s z ^

Brukselki

i Antwerp ja przed atakiem Niemców w 191 r.

85

wie. Ogółem około 200 osób było aresztom Sad wojenny ośmiu „proletarjatczyków" ski na śmierć, widu zaś na katorgę i zesłanie. Sam Waryński umarł, a raczej prawdopodobnie oąl śmiercią głodową w 1889 r. w katordze w Szlisselburgu. „Proletariat" przestał istnieć, pozostały po nim tylko luźne tu i ówdzie kółka socjalistyczne oraz zagranicą pisma „Przed­ świt/* i „Walka klas", które skupiły garstkę ocalonych „proletarjatczyków". Prowadzą oni nadal propagandę „czystego marksizmu' 1 i od­ żegnują się od wszelkiego patrjotyzmu.

• ienia narodov niemożliwe, właśnie ns mojego ko­ smopolityzmu. W owym c F025w i na) się był j u ż w e wszystl Logika rzeczy wymagała współdziałania listów polskich poprzez granice kordonów borczych. To współdziałanie i żywa st ideowa zmuszały myśl socjalistyczną, która pierwsza pogwałciła nietykalne z punktu wi­ dzenia trójlojalizmu granice, do jaskrawej świadomości rozdarcia żywego ciała narodu. Świadomość ta budziła poczucie jedności naro­

Kościół w Nowem. Mieście zniszczony przez Niemców.

Do roku 1891 ruch socjalistyczny zarówno w kraju, jak i zagranicą przechodził cały sze­ reg przesileń ideowych i organizacyjnych. Z przesileń tych powoli wyłaniało się nowe obli­ cze socjalizmu polskiego. Długo tłumione i lek­ ceważone zagadnienia narodowe, coraz bardziej aktualne, domagały się głosu. Ktoś musiał je podjąć. Z natury rzeczy najbardziej ku temu był predestynowany socjalizm, zarówno ze względu na zapalność jego młodych sił, jak i ze względu na rodzącą się w orbicie jego wpływów klasę robotniczą, nieskażoną jeszcze grzechem ugodowości i rwącą się do czynu. W dodatku myśl socjalistyczna sama przez się natykała się 86

dowej, ta znów krystalizowała poczucie naro­ dowych odrębności. Na międzynarodowym zjeździe socjali­ stycznym w Brukseli w 1891 r. delegacja pol­ ska, a nie, jak dotychczas, „delegaci polscy", powzięła taką oto uchwałę: „Obecna na zjeździe brukselskim delegacja Polski, składająca się z przedstawicieli wszystkich trzech zaborów polskich, uważa za nieodzowne w interesie roz­ woju socjalizmu w Polsce i w interesie między­ narodowej polityki socjalistycznej występować zawsze jednolicie, jako jedna organizacja pol­ ska, zarówno w celu łatwiejszego prowadzenia jednolitej walki klasowej z jednolitym wro-

iii;i i burżuazją polską, jak i dla ła­ objęcia powszechnej roli politycznej eństwie polskiem. W zaborach pru­ skim i austrjackim, gdzie stosunki prawno-ponowią konieczna normę dla politycz* :'. id stronnictw robotniczych- -dzia­ łamy solidarnie i zgodnie z socjalno-demokrabycznemi partiami, będącemi wraz z nami w jednych i tych samych faktycznie istnieją* cych granicach państwowych. Co się tyczy za­ boru rosyjskiego, w którym nie może byé mo­ wy M jawnej, masowej działalności, socjaliści polscy kierują sic względem towarzyszy rosyj­ skich zasadami międzynarodowej solidarności, której zawsze wiernie dochowywali". Zacytowana uchwała stanowi już niejako moment przełomowy w rozwoju polskiego so­ cjalizmu, który odtąd konsekwentnie zdąża ku hasłom niepodległościowym, które na początku swojego ist nienia tak bezwzględnie potępia! i zwalczał. twiej

re znajdowały w Galicji grunt podatny ze względu na miejscowych Rusinów. Silny wpływ wywierali emisar jusze socjalistyczni z Warsza­ wy, którzy znów pośrednio przeszczepiali na grunt galicyjski rosyjską doktrynę socjal-rewolucyjną, oraz swój kosmopolityzm i niechęć do ideologji niepodległościowej. Wywierały też wpływ na Polaków istniejące w Austrji partje socj al no-demokratyczne, przede wszystkiem nie­ mieckie. Sytuację komplikowała jeszcze dwuplemienność Galicji, o mieszanej polsko-ruskiej ludności. Wszystko to razem wzięte, wytworzy­ ło ideologję socjalistyczną o charakterze kosmo­ politycznym, ideologję, w której cele walki so­ cjalnej całkowicie przysłaniały, a nawet często

W zaborze austrjackim socjalizm polski, jakkolwiek posiadał zgoła odmienne warunki rozwojowe, niż miało to miejsce w zaborze ro­ syjskim, jednak w ostatecznej fazie swojego rozwoju wytworzy! ideologję, bardzo zbliżoną do ideologji z poza rosyjskiego kordonu, przy­ czyniając sit,1 znakomicie do wytworzenia trójzaborowego oblicza socjalistów polskich. Pierwszym krzewicielem idei socjalistycz­ nej w zaborze austrjackim był Bolesław Lima­ nowski, który w latach siedmdziesiątych rozwi­ nął swoja działalność we Lwowie, zresztą liez większych rezultatów. Wówczas jeszcze dzia­ łalność socjalistyczna musiała być konspiracyj­ na. Wprawdzie ustawodawstwo austrjackie za­ pewniało już wolność prasy, myśli i stowarzy­ szania się, jednakże zarówno stanowisko admi­ nistracji, jak i duch sadownictwa austrjackiego de facto uniemożliwiały jawną propagandę socjalistyczną. Konieczność pracy konspiracyj­ nej z jednej strony stanowiła dla niej wielka przeszkodę, z drugiej zaś przyczyniała się do chaosu ideowego i organizacyjnego. Po Limanowskim socjalizm w Galicji ule­ gał rozmaitym wpływom, które, podobnie, jak to się działo równocześnie i w Kongresówce, od­ suwały go od ideałów niepodległościowych i na rodowych, skierowując na tory kosmopoli­ tyzmu. Przychodziły więc wpływy z Rosji (Dra­ gomanów we Lwowie w latach 1874—75), któ­

Bułgarski General Radko DmitHew wstąpił do armfi rosyjskiej. wykluczały cele walk niepodległościowych. Stąd też początkowy socjalizm polski na terenie za­ boru austrjackiego nietylko nie wnosił nowych sił do obozu walki o niepodległość, ale przeciw­ nie, obóz ten osłabiał jeszcze, jakkolwiek ten ostatni i bez tego był aż nadto słaby. W latach osiemdziesiątych socjalizm gali­ cyjski zyskuje dwie nowe, silne jednostki, a mianowicie braci Daszyńskich. Starszy z nich, Feliks, po krótkim okresie, w którym ulegał wpływom niepodległościowym, szerzo­ nym przez epigonów powstań narodowych, cał­ kowicie oddaje się idei międzynarodowego so­ cjalizmu w duchu Marxa. Na emigracji współ­ pracował w „Przedświcie" i w ,,Walce klas", ulegając całkowicie kierunkowi „Proletarjatu" warszawskiego. Wkrótce jednak, wydalony z Zurychu po zamachu rewolucyjnym, umarł na suchoty. Działalność Feliksa świetnie.konty­ nuował młodszy brat, Ignacy, namiętny wy87

znawca naukowego międzynarodowego marxizmu. Zaniechawszy wyjazdu do Ameryki, gdzie z racji szybko rosnącego przemysłu wi­ dział dla siebie szersze pole działalności, pozo­ staje W Europie. Redaguje „Gazetę Robotni­ czą^ w Berlinie, a następnie powraca do Gali­ cji i z całą energją zabiera się do pracy nad zor­ ganizowaniem miejscowego socjalizmu. Ignacego Daszyńskiego należy uważać za twórcę nowoczesnej organizacji socjalizmu pol­ skiego w zaborze austriackim. Wytrawny te­ oretyk socjalizmu, świetny i porywający mów-

sztabu Okręgu Warszawskiego Gen. U'. A, OranowsM, ca, zręczny organizator i znawca ludzi, I. Da­ szyński w krótkim czasie wysuwa się na czoło wśród rozproszonych, a często i skłóconych dzia­ łaczy socjalistycznych. Od roku 1890 Daszyń­ ski prowadzi już działalność jawną, przeciw­ stawiając się przestarzałym już i niecelowym metodom konspiracyjnym. Pomimo licznych przeszkód, któremi władze austriackie usiłowa­ ły sparaliżować działalność Daszyńskiego, cel swój osiąga on już w 1892 roku, kiedy na ogól­ nokrajowym zjeździe została utworzona „Pol­ ska Partja Socjalno-Demokratyczna". ^ Na początku już nowa partja, szybko i po­ myślnie rozwijająca się, stanęła w obliczu za­ gadnień narodowych, które trzeba było roz­ strzygnąć. Czynniki narodowe przygotowywa­ ły się wówczas w Galicji do ur< tych obcho­ dów setnej rocznicy Konstytucji' 3-go Maja.
88

Zwrócono się do socjalistów, aby w przenieśli swoje święto z I-go na 3-go maja. Propozycja ta spotkała się z ostrym sprzeciw socjalistów, którzy swoją odmowę motywowali tern, że jeśli nawet tradycja 3-go Maja jest piękną, posiada jednak piętno kapitalistycznomieszezańskiej ideologji, dla której socjaliści, walczący o zgoła inne cele, nie mogą poświęcać swojej rzeczywistości. Jednak ta zasadni', wymiana zdań pobudziła do pracy myślowej, apelując równocześnie do podświadomego cho­ ciażby poczucia narodowego. Pierwszym skut­ kiem tego był fakt, że socjaliści, nie zaniechaw. wprawdzie swojego święta, wzięli udział w narodowych pochodach trzecio-majowych we Lwowie i Krakowie. Dalszem echem budzącej się w socjalizmie galicyjskim świadomości na­ rodowej było głośne oświadczenie Daszyńskiego na zjeździe partyjnym we Lwowie w 1892 ro­ ku: „Niechaj ci, którzy nas kosmopolitami zwą, wiedzą, że my, Polacy, robotnicy, socjaliści, bę­ dziemy walczyli za Polskę, aby ją wywalczyć socjalistyczną, robotniczą !". W tym samym roku na socjalistycznym kongresie austrjackim w Wiedniu delegacja polska złożyła takie oświadczenie: „Wobec wy­ jątkowego położenia naszego kraju, którego granice polityczne nie odpowiadają stosunkom faktycznym i językowym, dalej ze względu na naszych rodaków, mieszkających poza granica­ mi państwa, nie możemy tak ściśle związać się z organizacją austrjacką, jak to uczynić mogą i powinny inne narodowości. O ile jednakże sto­ sunki nasze na to pozwalają, walczyć będziemy w ramach programu i organizacji socjalnej de­ mokracji austrjackiej w interesie socjalnej de­ mokracji międzynarodowej". Tak więc z chwilą, kiedy socjalizm w Gali­ cji wszedł dzięki Daszyńskiemu na drogę jaw­ nej i nowoczesnej organizacji, od początku już zdeklarował się w kierunku narodowym, w kierunku poczucia trójzaborowej wspólnoty i zrozumienia anormalnych i krzywdzących warunków, w jakich istniał naród polski. Oboiętnem już było dla sprawy niepodległości, że ten kierunek socjalizmu polskiego wywodził się z dokiryny międzynarodowego marxizmu i niepodległość Polski łąc >siągnięeiem ce­ lów socjalnych. Wystarcza! sam fakt, że mło­ dy socjalizm, mobilizujący nowe a potężne uniki społeczne, podnosi! zagadnienia nie­ podległościowe, że potępia! trójdzielnicowe iv darcie, że w swojej działalności nawiązywał kontakt z socjalistami wszystkich zaborów i tern odradzał poczucie narodowej jedności.

żołnierze niemieccy, pracujący iv polu na ogromnych, żyznych obszarach otewpowanej Francji,

>JSKA

AUSTRIACKIE

W MARSZU

NA

FRONT.

Saperzy oddział

austrjaccy, pontonów.

Pułk

piechoty

austriackiej

w marszu

na pozycje*

Wszystko to przeciwstawiało się jaskraw*) do­ tychczasowej polityce ugodowej warstw i jed­ nostek przodujących w narodzie, ich trójlojalności i pozytywistycznemu oportunizmowi. Po­ dobnie, jak w kongresówce, pod czerwonemi sztandarami międzynarodowej rewolucji rodzi­ ła się polska idea niepodległościowa, przyczy­ niając się pomimo wszystko do odrodzenia na­ rodowej świadomości w społeczeństwie. Również i w zaborze pruskim konsekwen­ cja dziejowa sprowadziła socjalizm na tory na­ rodowe, a w rezultacie niepodległościowe. Wielkopolska była krajem piłzedewszystkiem rolniczym, co stanowiło istotną przeszko­ dę w rozwoju miejscowego socjalizmu, ściśle zawsze złączonego z istnieniem przemysłu fa­ brycznego i robotniczego proletarjatu. W są­ siednich i panujących Prusach sytuacja była odmienna. Tam rodził się wielki przemysł i wytwarzała się liczna klasa robotnicza. Stąd też w początkowym swoim rozwoju socjalizm wielkopolski był tylko, jakdyby, przybudówką socjalizmu niemieckiego, którego wpływ był decydujący. Jednakże od początku zaznaczyło sic silne tarcie pomiędzy socjalistami polskimi i niemieckimi. Ci ostatni zdradzali aż nadto wyraźne tendencje germanizatorskie. Socjali­ ści polscy, jak naprzykład Sielski, jakkolwiek zgoła obojętni dla sprawy narodowej, tembardziej zaś niepodległościowej, uważali jednak germanizatorskie metody niemieckiej partji socjalno-demokratycznej za conajmniej niece­ lowe, gdyż zgóry utrudniające propagandę so­ cjalistyczną wśród ludności polskiej, przywią­ zanej do swojego języka i odrębnych trądy cyj. Ze względów czysto taktycznych, użytkowych dążyli socjaliści polscy do wyodrębnienia się z organizacji niemieckiej i poprowadzenia swo­ jej działalności po linji narodowej polskiej. Dążenia te zmusiły partje niemiecką do założe­ nia w 1891 r. redagowanej po polsku „Gazety Robotniczej", początkowo wychodzącej w Halli, a potem w Berlinie. Pierwotnie „Gazeta Ro­ botnicza" była oficjalnym organem partji so­ cjalno-demokratycznej, później — „organem socjalistów polskich." Wśród kolejnych redak­ torów „Gazety Robotniczej" byli I. Daszyński, Stanisław Grabski, St. Przybyszewski. „Gazeta Robotnicza", nadająca ton kie­ runkowi socjalistycznemu w zaborze pruskim, wprawdzie całkowicie podporządkowywała się iTfurtskiemu programowi niemieckiej partji socjalno - demokratycznej, jednakże, samym swoim istnieniem, była już wyrazem rodzącego się kierunku, który dążył do unarodowienia so­ 90

cjalizmu w Polsce. Były to poesątki dalekie jeszcze od ideologji niepodległościowej, jednak­ że w konsekwencji musiały do niej doprowa­ dzić. Z tą chwilą bowiem, kiedy socjalizm w Polsce, wyzwoliwszy się z bezkrytycznegc podporządkowywania się ideologjoin socjalisty­ cznych ugrupowań państw zaborczych i mniej lub więcej utopijnym hasłom międzynarodo­ wym, wkroczył na drogę narodowego wyodręb­ nienia się — musiał osiągnąć świadomość trójdzielnicowej wspólnoty, świadomość jedności narodowej, pogwałconej brutalnie przez trzech zaborców. Stąd już był tylko krok jeden do stwierdzenia, że istniejący stan rzeczy jest nie do zniesienia, że więc musi on ulec radykalnej zmianie. Już tylko kwest ją czasu było skry­ stalizowanie się w socjalizmie polskim, który, jako taki, był kierunkiem rewolucyjnym, świa­ domych ideałów niepodległościowych, w imię których należało walczyć wszelkiemi siłami. Emancypacja narodowa socjalizmu we wszystkich trzech zaborach, która wyprowadzi­ ła go po wielu walkach i przesileniach z bezkry­ tycznego kosmopolityzmu, przygotowała odpo­ wiedni grunt dla dalszych jego przemian w kie­ runku niepodległościowym. Nie bez wpływu zresztą na ten proces pozostały i inne kierunki, różnemi drogami dążące do celów niepodległo­ ściowych.

Pierwszym propagatorem ideałów niepo­ dległościowych, poprostu zaś mówiąc — patrio­ tyzmu w socjalizmie polskim był Bolesław Li­ manowski, urodzony w 1835 r. pod D wińskiem. Nie posiadał on wprawdzie zdolności organiza­ cyjnych, ani temperamentu, koniecznego w działalności politycznej. Dzięki jednak go­ rącemu patrjotyzmowi, idealizmowi, wielkiej sumienności i prawości charakteru odegrał znaczną rolę, jako teoretyk, populator i apostoł w jednej osobie. Boi. Limanowski posiadał wielkie trady­ cje, sięgające początków polskiego socjalizmu z czasów, kiedy miał on jeszcze wyraźnie pa­ triotyczny charakter. W 1860 r. studjował w paryskiej szkole wojskowej Mierosławskiego, gdzie panował duch gorącego, bojowego patrio­ tyzmu równorzędnie z rozwijającemi się idea­ łami socjalistycznemi, które miały jeszcze sil­ ny posmak romantyzmu i mistycyzmu ludowonarodowego. W Paryżu studjował również Li­ manowski wszelkie dokumenty i wydawnictwa,

odnoszące się do radykalnych kierunków de~ mokracji polskiej na emigracji. Aresztowany w następnym roku w Wilnie i zesłany przez władze rosyjskie, na wygnaniu urabia swój światopogląd, któremu przez cale życie był wiernym. Tam ostatecznie skłoniły go studja i rozmyśla­ nia ku socjalizmowi. Zresztą przeważyły, zda­ je się, względy natury uczuciowej, które dopie­ ro później znalazły oparcie W teoretycznem uza­ sadnieniu. Powróciwszy z wygnania w 1868 r.

głość Polski, odbudowa własnej państwowości i zjednoczenie w jej ramach wszystkich zato­ rów jest najważniejszym nakazem dziejowym dla wszystkich Polaków, dla socjalistów zaś na­ kaz ten powinien kojarzyć się ponadto z dąże­ niem do celów wyłącznie już socjalistycznych. W dodatku i sam socjalizm dla Limanowskiego był zgoła czemś innem, niz dla „proletarjatczyków". Rozumiał go nie w sensie modnego wówczas niaterjalizmu, lecz jako kierunek czy­ sto idealistyczny, wpływający nie z takich

Mais: ćtoiczebny strzelców w Zakopanem przed wojną, na czele Komendant Józef Pilsvdski i szef Sztabu Kazimierz Sosnkowski, rozpoczął Limanowski pracę w Warszawie, ja­ ko prosty robotnik, zgodnie ze swoim idealiz­ mem i w chęci zapoznania się ze środowiskiem polskiego proletarjatu. Następnie przenosi się do Lwowa i odtąd rozpoczyna niezwykle płod­ ną działalność publicystyczną i naukową, wciąż pozostając skromnym idealistą i trzymając się zdała od aktywnej działalności politycznej. Zarówno we Lw7owie, jak i później na emi­ gracji utrzymywał Limanowski żywy kontakt z przedstawicielami panującego wówczas kie­ runku socjalistycznego w Polsce, a więc z kosmopolitycznemi „proletarjatczykami", a nawet początkowo pisywał w genewskim „Przedświ­ cie" i „Równości". A jednak różnił się od nich ideowo, co zawsze stanowczo sam podkreślał. Dla „proletarjatczyków" kwestja narodowa nie istniała. Dążyli oni wyłącznie do reform socjalnych, uważając wyzwolenie proletarjatu i osiągnięcie socjalistycznych form w życiu gospodarczem za jedyny i godny cel wTalki. Lima­ nowski zaś gorąco w to wierzył, że niepodle­ lub innych teoryj naukowych, ale z głębin umi­ łowania bliźniego. Stąd też Limanowski pisał: ..Patrjotyzm i socjalizm nietylko nie są przeciwnemi sobie, ale wzajemnie się potęgują. Prawdziwy patrjotyzm zwraca się przedewTszystkiem ku temu, co stanowi podstawę i rzeczy­ wistą siłę narodu, ku ludowi pracującemu, a więc musi być socjalistyczny; szczery zaś so­ cjalizm, wypływając z miłości narodu, musi być patrjotyczny". Z cytaty tej widać, że dla Limanowskiego socjalizm był umiłowaniem ludu pracującego, który utożsamiał z narodem, a raczej który pragną! widzieć całym narodem. Na tle do­ piero takiego patriotycznego socjalizmu przyj­ mował samą ekonomiczną doktrynę socjalisty­ czną, która, jak wierzył, urzeczywistni właści­ we cele idealistyczne. W tym czasie, kiedy ,,Proletariat" war­ szawski potępiał wszelki kierunek niepodległo­ ściowy, a samą walkę o niepodległość uważał za bezcelowa marnotrawstwo sil, potrzebnych dla

91

przyszłej rewolucji socjalnej — w tym samym czasie Limanowski pisał: „U nas kwestja nie­ podległego bytu jest najważniejsza... Patrjotyzm jest wogóle najważniejszym łącznikiem, spajającym społeczeństwo**. W sprawie przyszłych granic odbudowa­ nego państwa polskiego nie miał Limanowski zdecydowanego zdania. Jako demokrata i ide­ alista nie pragnął żadnego ucisku ani przemo­ cy. Jednakże w marzeniach swoich widział Polskę wielką i rozległą. W liście z 1878 r. do Dragomanowa, który był zasadniczym wro­ giem polskiej koncepcji niepodległościowej i za­

cie sam poziom i charakter ideologji Limanow­ skiego sprawiły, że nie miał on wrpływu na sani lud, którego był apostołem. Natomiast do jego gorącego idealizmu, kojarzącego patrjotyzm z tendencjami nowoczesnego socjalizmu, gar­ nęły się, zresztą nieliczne, grupki młodzieży in­ teligentnej. W Jatach osiemdziesiątych założyli oni w Warszawie w porozumieniu z Limanowskim stowarzyszenie patrjotyczne ,,Lud polski'*. Jed­ nak ore:anizacia ta przeminęła bez istotnego wpływu w społeczeństwie. Natomiast na emi­ gracji, w Paryżu, gdzie żyły jeszcze tradycje

Prz< marsz strzelców ulicami Lirowa w 1913 r.

lecał Polakom zadowolić się jakąś mglistą autonomją czy samorządem w ramach przyszłej federacji bratnich i socjalistycznych państw lu­ dowych, Limanowski pisze w sprawie granic przyszłej Polski: „Co do mnie, przyznam się, że jako Polak, urodzony wśród łotewskiej ludno­ ści, pragnął bym szczerze, ażeby Unja, zawarta niegdyś w Lublinie przez Stany przewodnie (czyli szlachtę i duchowieństwo — przyp.), wznowiona została w całej rozciągłości przez ludy**. Brak zdolności organizacyjnych, niechęć do aktywnej działalności politycznej, a wresz­ 92

dawnego patrjotycznego socjalizmu z epoki po powstaniu listopadowem, wypływ Limanowskie­ go był wuększy i doprowadził do powstania w 1888 r. dość żywotniej „Gminy narodowo-socjalistycznej". Do organizacji tej należeli za­ równo starsi emigranci, jak i młodsi, przybywa­ jący z krajów\ Należał do niej miedzy innymi i Kazimierz Dłuski, który porzucił kosmopoli­ tyczny socjalizm i stał się gorącym krzewicie­ lem patrjotyzmu. Organem gminy była „Po­ budka** — „czasopismo narodowo-socjalistyczne'*, w której głównym współpracownikiem był sam Limanowski.

„Pobudka" staje się wkrótce sztandaro­ wym organem patrjotycznym, rzucającym światło w mroki niewoli. Wpływ jej rozszerza się poza emigracją aż na młodzież w zaborze austrjackira. Był to czas, kiedy ruch rewolucyjno-socjalistyczny w Rosji zupełnie przygasł. Rosja do­ tychczas wywierała na socjalizm europejski przedziwny urok „macierzy'' rewolucji po­ wszechnej, a swoją rewolucyjnością przysłania­ ła nawTet ponure oblicze caratu i wstecznictwa, że powszechnie każdy Rosjanin budził nieuza­ sadnioną nawet sympatję, a myśl rosyjska — entuzjazm. Teraz coraz mniej socjalizm euro­ pejski liczył się z Rosją, utraciwszy wiarę w jej rewolucyjność i apostolstwa jej socjalis­ tów. W Polsce odbiło się to przedewszystkiem na stosunku społeczeństwa do „Proletarjatu" który w oczach tracił swoje wpływy, wywodzą­ ce się z rosyjskich ruchów rewolucyjnych. Nie mógł już w Polsce wystarczyć kosmopolityczny charakter „Proletarjatu" wobec coraz to groź­ niejszego i wrogiego oblicza carskiej Rosji. Dla całego społeczeństwa polskiego we wszystkich jego warstwach, wTobec załamania się rewolu­ cyjnych możliwTości w Rosji, ta ostatnia stała się wyłącznie już synonimem rosnącego ucisku, który osiągnął niebywrałe przedtem napięcie. Zresztą rosnący ucisk rosyjski godził nietylko w resztki narodowego stanu posiadania, ale i w dziedzinie socjalnej wytwarzał krwawą atmosferę, która, poza Rosją, nigdzie w Euro­ pie nie była do pomyślenia. Ucisk szkolny, za­ bijanie wszelkich przejawów polskości, wycie­ kła energja rosyjska w' dążeniu do wynarodo­ wienia Polaków, plugawienie narodowych świę­ tości, deptanie dumy narodowej, prześladowa­ nia religijne, obniżanie kultury i cywilizacji, a obok ucisk socjalny, żandarmsko-kozackie metody w uprzywilejowaniu kapitału, krew, trupy i więzienia przy najmniejszym odruchu samoobrony wyzyskiwanego, jak nigdzie, pro­ letarjatu — oto co pozostało całemu społeczeń­ stwa polskiemu po okresie socjalistycznych ma­ rzeń na temat rewolucji rosyjskiej i jej mię­ dzynarodowego decydujące znaczenia i ślepego lojalizmu ugodowców wobec caratu. Równocześnie wśród socjalistów europej­ skich, szczególnie zaś niemieckich, urabia się pogląd, że na drodze do powszechnej rewolucji socjalnej najgroźniejszą zaporą jest carska Ro­ sja, ten „żandarm" Europy, stojący na straży tronów i wstecznictwa. Tu i ówdzie poczęto przebąkiwać o konieczności wojny z Rosją

i odepchnięcia jej na wschód, oraz sparaliżowa­ nia jej aktywności międzynarodowej przez wskrzeszenie demokratycznego państwa pol­ skiego. W tym sensie oświadczał się w 1891 r. i Engels, wybitny teoretyk socjalizmu i współ­ pracownik Karola Marxa, i Bebel, przewódca socjalnej demokracji w Niemczech. Ten ostatni widział w Rosji tak wielkie niebezpieczeństwo „barbarzyństwa", że w imię zgniecenia Rosji i odbudowy Polski zalecał nawet socjalistom niemieckim czasowe współdziałanie z warstwa­ mi społecznemi, z któremi normalnie walczą. Nie pozostaje to bez wpływu na socjalis­ tów polskich, rozczarowanych ideologją „Pro-

Cmentarz poległych legionistów (191Ą r.).

letarjatu" warszawskiego, ówczesny redak­ tor socjalistycznego „Przedświtu", Mendelson, całkowicie zmienia jego charakter, a wkrótce staje się najgorętszym zwolennikiem unarodo­ wienia socjalizmu polskiego i idei odbudowy państwa polskiego. Niezależnie od załamania się i rozbicie na szereg grup niezależnych polskiego ruchu so­ cjalistycznego, który stracił swoją podstawę ideową wobec nakazów aktualnej rzeczywisto­ ści — w7 społeczeństwie polskiem coraz silniej rozwijał się narodowy ruch niepodległościowy, który przyciągał do siebie coraz więcej młodzie­ ży, wywierał wpływ na starsze społeczeństwo, a nawet na masy robotnicze, w których żyły jeszcze echa powstania styczniowego. Miara ucisku moskiewskiego przebrała się. Obudził się instynkt samoobrony ginącego narodu. Od dłuższego już czasu budzona świadomość jedno­ ści narodowej wszystkich dzielnic zatriumfo­ wała. 93

W tym stanie rzeczy, aby nie rozejść się z rzeczywistością społeczeństwa polskiego, so­ cjalizm miał jedną tylko drogę do wyboru; zre­ zygnować ze swojego dotychczasowego kosmo­ polityzmu, unarodowić się i samemu uchwycić inicjatywę ruchu niepodległościowego nietylko w imię wskrzeszenia państwa polskiego, ale i w imię realizacji doktryny socjalistycznej. Droga ta tern więcej była logiczna, że i względy międzynarodowe socjalizmu, zawarte w oświad­ czeniach jego przewódców, skłaniały do waiki nietylko już z caratem, ale i z Rosją, jako pań­ stwem zaborczem. Wśród socjalistów polskich rozpoczyna się ożywiona dyskusja, w której krystalizuje się nowy, patrjotyczny program. Stanisław Grab-

vszy patrol strzelecki.

ski wysuwa nowe motywy. Z jednej więc stro­ ny współżycie wyższego kulturalnie królestwa z bez porównania niższą kulturalnie Rosją w ramach nawet najbardziej liberalnej pań­ stwowości rosyjskiej musi w rezultacie osłabiać siły kulturalne polskie. Z drugiej znów strony rosnący przemysł rosyjski, posiadający mocne oparcie o bliskie bogactwa naturalne i źródła surowców, z biegiem czasu musi zabić przemysł polski z jego odległemi źródłami surowców. Z dyskusji tej rodzi się przeświadczenie, że Polska, zarówno ze względów narodowych, jak i socjalistycznych, musi dążyć do niepodle­ głości, wykorzystując albo chwilowe osłabienie Rosji, albo też wojnę z nią trójprzymierza. W 1892 r. odbył się pod przewodnictwem Limanowskiego zjazd socjalistów polskich, w którym wzięła udział większość dotychcza­ sowych przewódców polskiego socjalizmu. Zjazd uchwalił utworzenie „ Związku zagranicznych socjalistów polskich". W deklaracji ideowej,
94

opracowanej przez Mendelsona, jako „szkic programu Polskiej Partji Socjalistycznej ", na naczelnem miejscu postawiono niepodległość demokratycznej rzeczypospolitej polskiej. Pod względem ekonomicznym deklaracja obejmo­ wała zasady umiarkowanego i ewolucyjnego so­ cjalizmu. W działalności aktualnej deklaracja stwierdzała, że „Polska Partja Socjalistyczna... uważa za potrzebne rozszerzenie swej działal­ ności na prowincje, dawniej z Rzeczpospolitą związane". Przeciwstawiała się również rusyfikatorstwu socjalistycznych żydowsko-rosyjskieh kółek na kresach wschodnich, potę­ piała również ideologję wszechsłowiańską, za­ równo w jej konserwatywnej formie bezwzględ­ nego przewodnictwa Rosji, jak i wr jej rewolu­ cyjnej wersji, która pod postacią pseudofederalizmu zapewniała Rosji nie mniejszą hegemonję wśród narodów słowiańskich. Deklaracja programowa paryskiego zjaz­ du doprowadziła do zjednoczenia rozproszonych kółek socjalistycznych na emigracji. W kraju na tej samej podstawie zlały się poszczególne grupy socjalistyczne w Warszawie, tworząc Polska Partję Socjalistyczną, popularnie zwa­ ną P. P. S. „Pobudka" Limanowskiego, która spełni­ ła już swoje patrjotyczne zadanie, zawiesiła swoje wydawnictwo, a organem partji stał się przeobrażony „Przedświt". Do P. P. S. zbli­ żyły się ideowo również socjalistyczne organi­ zacje w zaborach austrjackim i pruskim. Wcześniej lub później musiało nastąpić i zbli­ żenie organizacyjne. Tak więc w dziejach Polski i polskiego so­ cjalizmu dokonał się wielki przewrót, którego skutki miały mieć w przyszłości kolosalne zna­ czenie dla losów całego narodu. Socjalizm, który w7 początkowej fazie swo­ jego rozwój u, stanowił czynnik narodowego rozkładu, który współdziałał z samobójczą po­ lityką ugodowców i to w sposób stokroć groź­ niejszy, bo porywający uczuciowość młodzieży i proletarjatu, który nieświadomie zresztą szedł na rękę zakusom wrogiej zaborczości — teraz, przeciwnie, stał się potężnym czynnikiem na­ rodowego uświadomienia, który do walki o niepodległość narodu wciągał coraz szersze sfery społeczeństwa, a przedewszystkiem pro­ letariat, stanowiący dotychczas w swojej ma­ sie narodowo nieuświadomiony i bierny ele­ ment. W czasach najgroźniejszego ucisku zabor­ ców i najsmutniejszego poddania się znakomi­ tej większości narodu idei narodowej przyszła

i suiiM'i

n

nvch
w a, narodu, ula t potny uą w i ;1

a lepodległości było obojęl nem • izmu, asa " repre: en tuj intelekl ualny i poli* 5 kosmopolity m Najważniejszem było o, e przys ia, w samą porę ze w ględu na
VU clti tvahzac 1 irionłom rneoodleirllOSCiOW 1

1 M w\

tierza jacy konsekwentni) om komunii nym. R 6 dij enin n formatoi uznania u • połę ie m ier: \ ło w celowość I
M1 i i\{) OSiąj! n ii via i M im s ,v'A\

[M a w \

in icnu^xonegn

.; su; wojno światowa, która, jak w iomv, astala m w fol ie poKoionio, przygotował'
\'t 11

- -via. Po; atem nakn* ołec leństwa ra iły i inne i e j socja k naprzykład jego antyrelijny, a \ łlnośd antykatolicki charakic r. jea nu -y internacjonali m, lekcewa­ żenie tradycyj, utartych norm etycznych i obj i ajowych, jednem słowom całość jego rewoluości, która daleko odbiegała od tego, c w ymaga ly w zględ) ideologjj niepodległościo­ wej.

Socjalizm nie był jednak jedynym ( yn kiom, który przeciwstawi) sio popowstaniowe­ mu trójlojalizmowi i ugodowości i siat się s ei mierzeni idei niepodległościowej. Oi>ok socjalizmu, jakkolm iek nieco pói niej, pełnie samodzielnie ro winąl sio niepodległoowy ruch czysto narodowy, ściślej mówiąc narodowo-demokratyczny, który w małym tyl­ ko i to nie doktrynerskim stopniu uwzględniał igadnienia socjalne. •laka. była geneza tego ruchu? Od czasu upadku powsiama styczniowego ; związanych z niem późniejszych rachub kie­ runku patrjotycznego ua intei*wencję europej­ ska, które zresztą ostatecznie rozwiał kongres berliński .-. is ,s »•., piorwszy odruch bezkompromisom ego, bojom ego patrjotyzmu, jak to jus wiemy, wyszedł . obozu socjalistycznego i przejawił się w działalności Bolesława l ima nowskiego. Patrjotyzm tego ostatniego, \HH\ świadomy instynkt narodowy w masach, a wre­ szcie naka, y przeżywanej rzeczywistości pol­ skiej \\ s ystko to doprowadziło do unarodo wienia socjalii mu i stwor /.oma w 1892 r. P. P« s., którs już była wyrazem :.doo\domanych tendency] niepodległościowych, Nie należy jednak zapominać, !e zarówno już u Limanowskiego, jak tembardziej w póź* niejszej t'- P. S. patrjotyzm kojarzył się z socjalizmem, który m zgoła odmienny od ogółu społeczeństwa sposób wyobrażał sobie ukształ­ towanie gospodarcze i społeczne przyszłej Pol­ ski niepodległej. Dia socjalistom nawel kierunku patrjotyo mego, niepodległość była tylko wstępem do sze­ rokich reform, które miały przeobrazić ustrój kapitalistyc ny, oparty o prawo własności, na ustroi socjalistyczny, bedacv zaprzeczeniem

NTarazie socjalizm patrjoty; nj mógł ma­ sowo przyciągać ku sobie jednostki . apalne, które dla has< 1 niepodległościom ych rezj gnowały z w lasnych przekonań lub tylko skłonności w zagadnieniach społeczno - gospodarczych. Wprawdi ie ta siła przyciągająca P. P. S. w sto­ sunku dv) jednostek, w gruncie r 11 j wcale nie skłaniających sio ku socjaliznu m i, jako doktry nie, trwała i później aż do c asom ostatnich, w w ioks osoi jednak wypadkóm ta dwoistość ideologji socjalistycznej wcześniej, czy później musiała wj w ołać reakcję m sferach c j sto i wj nie patrjotycznych i pobudzić je do d aalal ności organizacyjnej, która skupiłaby c ynniki ipodległościom e, nieposiadając ubarwienia socjalnego. Było to tern pem niej ize, *i d lahui jeszc e, szczególnie w zaborze austrja< pigoni po­ wstania styczniowej prowadzili wal­ kę na dwa frontj jednej strony prow ad iii ustawiczną iętą walko wanymi stańv :\ kami, konsorwalyw no-umulow y m oho

galicyjskim, któr^ nazwę swoją

;awd

zbiorowemu pamfletowi pod tytułem „Teka Stańczyka", potępiającemu wszelkie odruchy patriotyczne. Z drugiej znów strony zwalczali rodzący się socjalizm, wówczas jeszcze w więk­ szości swojej kosmopolityczny, nietylko widząc w nim nowe niebezpieczeństwo dla sprawy na­ rodowej, ale i przeciwstawiając się jego społecz­ nej i kulturalnej, jak sądzili, szkodliwości. Jeszcze w 1877 r. pisał Giłler w „Ru­ chu Literackim", wychodzącym we Lwowie, o „złudnych teorjach socjalizmu", że „gdyby je naród przyjął i chciał do siebie stosować, osłab­ łaby w nim ta wielka i niepokonana siła, chro­ niąca narodowość naszą wśród burz niewoli, ja­ ką jest religja i miłość Ojczyzny — usiłowania zaś, mające na celu odzyskanie bytu narodowe­ go, zamieniwszy się na socjalne, gdyby doko­ nały przewrotu społecznego, oddałyby wytwa­ rzanie się nowego społeczeństwa pod wpływy wynaradawiające panujących rządów i sprawi-

Oficeroivie I p. ułanów I Brygady Ley jonów (Belinkicy).

łyby, że na ruinach obecnie istniejącego społe­ czeństwa zginęlibyśmy jako Polacy, a pozostali jako Niemcy i Moskale". Ten punkt widzenia był właściwy całej ówczesnej demokracji polskiej, która kontynu­ owała tradycje Towarzystwa Demokratyczne­ go, uważającego reformy społeczne nie za cel sam w sobie, lecz za środek do osiągnięcia nie­ podległości, a w przyszłości potęgi państwa pol­ skiego. Jednak rola tych demokratycznych epigo­ nów powstania styczniowego była niezwykle ciężka. Walczyli na dwa fronty, a aktywność ich słabła z każdym rokiem, gdyż nowe siły pra­ wie zupełnie nie napływały. Złamani klęską powstania 1863 r,, zawiedzeni w swoich póź­ 96

niejszych rachubach i nadziejach, opuszczeni przez społeczeństwo, jakgdyby zamknęli się w sobie i w swojej umarłej już legendzie, peł­ niąc mistyczną i senną rolę „stróżów narodo­ wego znicza". Tylko nieliczni walczyli nadal piórem tam, gdzie to było jeszcze możliwe, a więc w zaborze austrjackim i na emigracji. Opuszczeni zresztą przez społeczeństwo, powoli tracili z niem kontakt. Młodzi lub bardziej ra­ dykalni lgnęli do kosmopolitycznego socjalizmu, w imię jego ideałów7 potępiając „burżuazyjnych" patrjotów popowstaniowych. Starsi lub bardziej umiarkowani wsiąkali WT chłonne ba­ gno ugody i trójlojalizmu w imię pozytywi­ stycznych haseł „pracy organicznej", zagospo­ darowywania się pod obecnym dachem, z poli­ towaniem traktując patrjotów, jako szkodli­ wych szaleńców. Jednakże pomimo tak smutnej atmosfery, panującej w społeczeństwie polskiem, ani przez chwilę nie zagasła myśl patrjotyczna, konty­ nuatorka wielkiej tradycji narodowych po­ wstań, walk, ofiar i bezkompromisowej odpor­ ności. Jakkolwiek niewielu liczyła wyznawców, lecz żyła i drążyła powoli nowe łożysko, w ktorem wielkim prądem miał się niebawem wlać odrodzony patrjotyzm z jego nierozłączną ideoiogją niepodległościową. Już w połowie siedemdziesiątych lat, rów­ nocześnie z pierwszemi kółkami socjalistycznemi, powstaje na uniwersytecie warszawskim nielegalne kółko Adama Szymańskiego, który przeciwstawił się socjalistyczno-kosmopolitycznej akcji Waryńskiego i jego towarzyszy, wy­ chowanych na wzorach rosyjskiej rewolucyjno^ ści, sam głosząc hasła patrjotyzmu i wałki w imię odbudowy niepodległości politycznej. Praca Szymańskiego doprowadziła do założenia związku „Synów7 Ojczyzny". Związek ten był połączony z analogiczną organizacją w Galicji, założoną we Lwowie przez B. Deskura. W 1876 r. powstaje w Galicji rząd naro­ dowy pod prezesurą Adama Sapiehy w7 celu wy­ wołania przy pomocy i w oparciu o Austrję i mocarstwa zachodnie zbrojnego powstania przeciw Eosji, aby na obszarze zaboru rosyj­ skiego odbudować chociaż częściowo państwo polskie. Szymański, z którym rząd narodowy nawiązał kontakt w Krakowie, bardzo łatwo dał się pozyskać dla idei nowego powstania. Szy­ mański z trudem zjednał kilkuset członkówT swojego spisku, którzy byli podzieleni, wzorem powitania styczniowego, na tysiąezników, set­ ników i dziesiętników7. Wybitną rolę w spisku odegrał jeden z tysiączników, Jan Ludwik Po-

.

R M U

R y

>

pławski, późniejszy założyciel i organizator taj­ nej organizacji narodowo-niepodległościowej „Ligi Narodowej", oraz jeszcze później naczel­ ny publicysta i teoretyk stronnictwa narodowodemokratycznego. Jednak poza tą szczupłą

Szymańskiego, Popławskiego i innych. Ujaw­ nienie spisku dokonała anonimowa broszura „Na jaw", wydana w Galicji. O denuncjatorskie jej autorstwo posadzono ks. Goljana. Od tej chwili w Królestwie zamiera wszel­ ka organizacja patrjotyczną, i tylko nieliczne jednostki pielęgnują myśl patrjotyczną, zresztą bez powodzenia wśród społeczeństwa i mło­ dzieży. Jedynie jeszcze w zaborze austrjackim, jak to już mówiliśmy poprzednio, tuła się myśl pa­ trjotyczną, walcząc na dwa fronty z ugodą i so­ cjalizmem. Od czasu do czasu energja patrjotów wzrasta, znacząc drogę rozwoju myśli nie­ podległościowej milowemi słupami, obok któ­ rych pi-zechodzi wprawdzie napozór obojętnie społeczeństwo polskie, jednakże nie bez wraże­ nia, zapadającego w przeżarte ugodą i kosmo­ polityzmem dusze. Tak więc w 1879 r. urządzają w Krakowie patrjoci rosyjskiego i austrjackiego zaborów manifestacyjny obchód jubileuszowy Kraszew­ skiego, który na polu literackiem niemal samot-

Serbski Następca tronu Aleksander,

garstką patrjotycznej młodzieży spisek Szy­ mańskiego nie objął szerszych kół społeczeń­ stwa. Nastrój zastrachania, ugody i oportuniz­ mu był tak silny, że nawet młodzież warszaw­ ska samorzutnie przepędziła emisarjuszy an­ gielskich, którzy agitowali na rzecz powstania przeciw Rosji. Jakgdyby w odpowiedzi na ini­ cjatywę spisku szlachta w Królestwie pod wpły­ wem Z. Wielopolskiego wysyła do cara „słowianofilski" adres, a Świętochowski, propagator pozytywizmu, w „Przeglądzie Tygodniowym" wyśmiewał patrjotyczne „mrzonki" i rachuby na pomoc mocarstw zachodnich, zalecając lojal­ ność wobec potęg, których nic nie jest w stanie obalić i spokojną pracę nad dobrobytem materjalnym i rozwojem „kultury". W tych warunkach nie mogły mieć skut­ ku nawoływania spiskowców, że „groźne poło­ żenie spraw w Europie zmusza i nasz naród do bardziej energicznej działalności w celu przy­ wrócenia odebranych nam praw i wolności". Zresztą spisek skończył się aresztowaniem, pro­ cesem i zesłaniem jego głównych przewódców,
98

Czarnogórski nasł. tronu Król ciriez Dauiło.

nie walczył w imię ideałów niepodległościowych. W 1880 roku urządzają równie manifestacyj­ ny obchód 50-lecia powstania listopadowego, a w 1883 roku jubileusz Jeżowi, ostatniemu epi­ gonowi Towarzystwa Demokratycznego, które-

uloah do końca życia wiernie przechował i jak móg] propagował na emigracji. Nawia­ sem mówiąc, jubileusz ten został zakłócony ohydnym zgrzytem, świadczącym 0 sile kierun­ ku ugodowego i jego metodach, nioprzohiera-

ci mieli oświadczyć, ze w razie wojny sami roz-

poczną rewolucję socjalną.
y następnej okazji władze austrjackie ponownie zwróciły się do patrjotów w sprawie zorganizowania powstania przeciw Rosji. Od­ powiedz jednak patrjotów była tym razem

jącyeh w środkach, oto w księdze pamiątkowej,
wydanej ku i - i zasłużonego jubi­ lata, niewiadomo jaką drogą zabłąkał się arty­ kuł pozytywistyczny Świętochowskiego, który W wywodach swoich przejrzyście przeciwstawił się tej ideologji patrjotycznoj, której symbo­ lem by) sam jubilat ! Ten drobny, ale nadwyraz przykry incydent, obrazuje aż nadto dobrze tę ciernistą drogę, którą przebijać się musiała wśród własnego społeczeństwa polska ideołogja patrjotyczna. W tym samym roku organizują patrjoci wielką manifestację unicką. Był to okres dzikich prześladowań ze strony rządu ro­ syjskiego i rosyjskiego duchowieństwa. Połą­ czony z fanatyzmem religijnym rosyjski nacjo­ nalizm postawił sobie za cel „nawrócenie" uni­ tów na prawosławie. Było to równoznaczne z wynarodowieniem wielkiej ilości Polaków na Kresach wschodnie* - południowych. To też ogromne wrażenie wywarła w całym kraju ma­ nifestacja, w której kilkanaście tysięcy unitów położyło się na szynach kolejowych, zmuszając do zatrzymania się pociąg, wiozący powracają­ cego z koronacji cesarza Aleksandra III legata papieskiego, Vanutelliego. Równocześnie od czasu do czasu zapałała aktywność patrjotów nadzieja na konflikt austro-rosyjski z racji słowianofilskiej polityki rosyjskiej na Bałkanach (patrz zeszyt I „Ilu­ strowanej Historji Wojny światowej"). Było to aktualne i w 1888 r! i* w 1886 r. W pierw­ szym wypadku głównodowodzący austrjacki we Lwowie książę Windischgraetz zwrócił się do młodego studenta Jana Deskura, syna znanego patrjoty, w sprawie ewentualnej pomocy Pola­ ków na wypadek wojny z Rosją. Deskur zwo­ łał posiedzenie „senatu*' działaczy powstanio­ wych z 1863 r., w którem wzięli udział Romanowicz. Asnyk, Janowski, starszy Deskur, gen. Heydenreich-Kruk, oraz szereg młodszych pa­ trjotów. Zebrani uchwalili odpowiedź, w której zapewnili o możliwości wystawienia 200.000 samodzielnej armji polskiej, pod warunkiem, że będzie utworzony niezależny rząd polski, że armja polska podlegać będzie austriackiemu do­ wództwu tylko w granicach konieczności i na udach sojuszniczych oraz, że Austrja zagwa­ rantuje odbudowę państwa polskiego po zwyeięskiej wojnie. Zdecydowano również nawią­ zać kontakt z socjalistami warszawskimi, ale

Gen. Bri<-

ostrożniejsza. Żądali oni jawnej odezwy i rza austriackiego do Polski, utworzenia armji polskiej z Polaków rezerwistów armji austriac­ kiej, oraz gwarancji, że w żadnym wypadku ani kawałek zaboru rosyjskiego nie dostanie się Niemcom. Ostrożność patrjotów była nader wskazana, gdyż już wówczas jasnem było, że sprawa pol99

ska, jakkolwiek zaprząta umysły polityków wie­ deńskich, jednakże jest traktowana przez nich nieszczerze, wyłącznie jako narzędzie im i w rywalizacji Austro-Węgier z Rosją. Na sobie przypomnieć, ze ta ostatnia rozwijała

nie byJ to wielki błąd dziejowy A
boleśnie zemścił się na niej w n sach.

Nic też dziwnego, że nadzieje lat 1 i 1886 rozwiały się, pozostawi w większern jeszcze osamotnieniu i ostatecznie ich osłabiając. Przeważnie byli to ludzie sta­ rzy, którym każde nowe rozczarowanie odl rało w7ciąż energję i wiarę w przyszłość. A tymczasem, podczas gdy Austrja upra­ wiała swoje perfidne intrygi na temat sprawy polskiej, dwaj inni zaborcy całkiem jawnie na­ ciskali śrubę sw<oich prześladowań, Niemcy, równocześnie sprzymierzone z Austrja i po przyjacielsku porozumiewające się z Rosją w sprawach polskich, rozpoczynają swoją akcję wynarodowienia i wydziedziczenia Pola­ ków7, akcję, zakrojoną na niebywałą przedtem skalę. W zaborze rosyjskim biskup wileński ks. Hryniewiecki zostaje wywieziony WT 1885 r. w głąb Rosji. Nawet do szkół elementarnych wprow-adza się język rosyjski, jako wykłado­ wy poza jedną tylko nauką religji. Nowra polśKa kolej prywatna, tak zwana Dąbrowiecka, ma od początku już narzucony język rosyjski. Wszelki odruch oświatowej nawet działalności polskiej spotyka się z dzikiem prześladowaniem. Uczącej się młodzieży polskiej chce się wydrzeć

tbu rosyjskiego Naczelnego Dow, Generał Januszkiewîcz.

wówczas największą aktywność w swojej wszechsłowiańskiej polityce, dążącej do rozsze­ rzenia hegemonji rosyjskiego imperjum na zie­ mie wszystkich słowian. Tymczasem AustroWęgry posiadały u siebie aż nadto ziem i na­ rodów słowiańskich, iżby mogły bez obawy ob­ serwować politykę słowianofilską Rosji. W do­ datku interesy obu tych mocarstw bezpośrednio już rywalizowały ze sobą na terenie słowiań­ skich Bałkanów. Jakkolwiek jasnem mogło się zdawać, że w tych warunkach jedynem wyj­ ściem dla Austrji było oparcie się o naród pol­ ski i jego prawra do życia, aby przeciwstawić sprawcę polską słowianofilstwu—jednakże kon­ cepcja ta nigdy nie była rozpatrywana przez Austrję dość poważnie i szczerze, zawsze zaś miała charakter dorywczej intrygi, obliczonej na bliski efekt i doraźne korzyści. Bezsprzecz­
100

General Ruzskij.

wszelkie objawy rodzimej kultury, świadomo­ ści narodowej i narodowej dumy (słynne pod­ ręczniki rosyjskie znienawidzonego Iłowajskiego, przekręcające i bezczeszczące dzieje pol, skie).

Społeczeńst wo polskie, sugestjonov, dwomâ aktualnemj prądami: ugodowym po i kosmopolitycznym socjalizmem, nie umiało się wstaw ii eśladowaniom i, tembardziej, że wpływ patrjotycznych demokratów był coraz niklejszy. Zdawało sic andar niepodległościowy, wzgardzony
naród, wypadnie lada chw da ze starczych epigonów powstania styczniowego. Tak się jednak nie stało. Znaleźli się młodzi, którzy podjęli tradycje i ideologję starych, jednakże c ją oblec w nową szatę, dostosowań;} do odmiennych warunków rzeczywistości i pogo;i z odmiennemi prądami umysłowemi. Wśród młodych patrjotów rozpoczyna się okres poszukiwania nowego wyrazu niezni­ szczalnych haseł patrjotycznych, w imię któ­ rych naród walczył i cierpiał od 1794 do 1864 r. We Lwowie emigrant warszawski Bolesław Wysłouch w swoich poszukiwaniach ideowych od socjalizmu kosmopolitycznego przechodzi do nowego kierunku patrjotycznego, formułując mianowicie podstawy ruchu ludowego. W War­ szawie znów powstaje w 1886 r. tygodnik „Głos" o charakterze literacko-społeezno-politycznyni. W tygodniku tym wykuwał się nowy kierunek patrjotyczny o charakterze ludowym. Wychodząc z założenia, że najliczniejszą war­ stwą społeczną, a zarazem najbardziej odporną i silną rasowo jest chłop polski — grupa „Gło­ su" za cel swój stawiała wytworzenie nowych pojęć narodowych i nowych ideałów7 patrjotycz­ nych w oparciu o masy chłopskie i ich prawa do przyszłości. Ideologję tę doskonale charak­ teryzuje „Głos", mówiąc: „My nazywamy na­ rodem nie tę nieliczną garstkę spadkobierców przeszłości, warstwę, która pływa, jak pozłota na rosole, ale miljonową masę chłopską, której świadomość zbiorowa nie potrzebuje legitymo­ wać się herbarzem świetnych wspomnień, ani rozkopywać grobów, WT których przeszłość leży, ani powoływać się na traktaty". Jednem sło­ wem „Głos" przeciwstawiał się patrjotycznej tradycji szlacheckiej, uważając, że masa chłop­ ska dojrzała już, aby inicjatywę narodową ująć w swoje mocne dłonie. Wśród współpracowników „Głosu" prze­ ważał element, który siłą reakcji odpadł od kie­ runków zai'owno pozytywistycznego, jak i so­ cjalistycznego. Tacy, jak Jan Popławski, za­ mieszany ongiś do spisku Szymańskiego, Bo­ husz i Adolf Dygasiński, ulegali przedtem ha­ słom pozytywistycznym i hołdowali zasadom Świętochowskiego, głoszonym w „Prawdzie". Tacy znów, jak Zygmunt Heryng i Józef Hła-

sko należeli do pi zych organizacyj socja­ listycznych, zre I ! ten ostatni do organizacji

o charakti i jalno-narodowym, Ludowo-patrjotyczne hasła „Głosu" po­ rwały młod warszawską, która dość już
miała przyziemnego pozytywizmu i oderwane­ go od rodzimej gleby kosmopolityzmu. Jednak­ że ideologja „Głosu" bynajmniej nie była spre­ cyzowana. Pojęcie ludu nie było w niej społecz­ nie określone, kwestje polityczne były dośfi mgli­ ste, a idea. niepodległościowa, nieoparta o tra­ dycje dawnej państwowości polskiej, nie posia­ dała określonych na przyszłość konturów. Stąd też grupa „Głosu" spotkała się z ostrą krytyką i ze strony socjalistów, i ze strony patrjotów, nie mówiąc już o pozytywistach. Jedynie jasno skrystalizowaną ideą „Głosu" była jego rasowa plemienność, poprzez którą rozumiał on lud i patrjotyzm. To właśnie było powodem, że gło­ sił on po raz pierwszy w Polsce antysemityzm z pobudek czysto rasowych i kulturalnych. Po­ za tern jednak pokutowały w „Głosie" nawet pojęcia czysto socjalistyczne, których zresztą w początkach nikt nie starał się nawet wypie­ rać. Dlatego też i ta podstawowa „ludowość" miała wiele pierwiastków socjalistycznych. By­ ło w niej też coś z rosyjskiego „narodniczewstwa". Ferment ideowy, który grupa „Głosu" wniosła do inteligencji warszawskiej, poruszył wiele jednostek, a i w literaturze wywarł wpływ na Kasprowicza, Konopnicką, Prusa, Orzeszkową i innych. A tymczasem na emigracji działy się rze­ czy niezwykle wTażne, które miały wywrzeć do­ niosły wpływ7 na ideologję młodych patrjotów w kraju. Oto nieliczna już, ale głęboka ideowo grupa patrjotów7 na emigracji na czele z T. T. Jeżem i w oparciu o swoich przyjaciół w kraju, przedewszystkiem w kontakcie ze wzmiankowa­ nym już Gillerem we Lwowie, zainicjowała wielkie dzieło zorganizowania demokracji pol­ skiej, od dwudziestu już lat rozbitej, wyjało­ wionej, bez wpływów. Chodziło o stworzenie zwartej organizacji patrjotycznej, łączącej de­ mokratów w kraju i na emigracji, opartej o in­ stytucję „Skarbu Narodowego", niezależnego od zaborców i przeznaczonego do finansów anią ruchu narodowego w kraju, oraz działalności propagandystycznej na terenie międzynarodo­ wym. W 1886 r. T. T. Jeż (Zygmunt Miłkówski), ostatni czynny członek Towarzystwa De­ mokratycznego, weteran rewolucji węgierskiej 1848 r., powstaniec z 1863 r. i nieustający apo10!

emiecki krążownik wo, Kokosów] «toi opus

L ))i

bombo
gę, ki<
'kifQO

iniu go w dn ibierają szai
tu i/".

stopada Î9ÎA r. u w ao krażowni

stoł idei niepodległościowej i obrony „< mej , napisał broszurę „Rzecz o obronie ynnej -karbie narodowym". Broszura w < ej ilości przedostała się do kraju i wszędzie uczyniła elkie wrażenie. Autor między innemi pisał: ..Ozem jest praktykowana obecnie na ziemiach polskich obrona „bierna"? Wydała dorad hasło pracy organicznej, ograni, obronę do uprawiania dobrobytu materja 'go i obrony narodowości, zrezygnowała dob rolnie z podnoszenia głosu w zakresie spra międzynarodowych, rozerwała spójność Pol ..tracił : patrj otyzm polity c , wśród mio­ dzz apanowa] duch antipatr ny. Obrona bierna ułatwił rusyfikację k AZ wystęua Rosji, jak w E^rusiech z pujz równo w ;iopod, . ale właśnie w i owołaniu do k a obrona bież la patriotycznego — chło] a do obi tują. Powrócić nam tedy potl \m bye lr*\mr. ykładem powinni Ac dej: „Siepacze r06yjs y dopus ją sz i 23 :ylko ^ at bezliku okrucieńst tutor ir. z n policzek spotka na o Hi sp . Aleks kowanie w 1SS3 :
%,

Apuchtina, kuratora okręgu naukowego warAskiego. rusyfikatora szkolnictwa i gnębiciela młodzieży polskiej). Czyżby się oni tak krzątali, gdyby się na nich raz policzki, znów kije sypały?". Nawołuje również Milkowski do ..-losowania przeciwko Niemcom podobnych metod, jakie stosowali Irian ey przeciwko Anglikom, a więc nieustająca zynnego ^x>onTi"!") 1 t a * * ru. Według Miłkowskiego obi me polega z: - • a propagowan: \Tie wy się powstania, a z abv P I W ozie jaKgcïvbv nam seniu pol im, i nim mu ucie slab mak ej i rew Bji wewnętr; |, O WOJ WIK dne zne — b we. zamienił Tak po; pow tnie nar owe perman* powinn* mi< nno elne na i B, oraz „Skarb n; y jo finansowi icji. 8 nai e wr dowcy * eh odek .a nią. wykazując jpijc iliwość. Nie porno iednak. nabożef vem w(wet nłodzież nieledwie

tywała się w szlachetni1 i mądre słowa wetera­ na walk niepodległościowych. W tej atmosferze zawiązuje się na emigrapod przewodnictwem Jeża, Liga Narodowa, wywodząca SWOJe tradycje z ducha dawnego Tow. Demokratycznego i stawiająca sobie za cel kontynuowanie jego ideologji, przyobleczo­ nej w nowe, dostosowane do zmienionych wa­ runków szaty. Artykuł pierwszy statutu głosił, że „zadaniem Ligi jest przysposabianie i sku­ pianie wszystkich sił narodowych, celem odzy­ skania niepodległości Polski w granicach przedrozbiorowych na podstawie federacyjnej i z uwzględnieniem różnic narodowościowych, nie spuszczając z oka i tych części Rzeczypospo­ litej, co wcześniej od niej odpadły". Statut wy­ suwał zasadę, że naród polski musi w walce o niepodległość liczyć wyłącznie na własne siły, gdyż pomoc zagranicy będzie dopiero wtedy re­ alna, kiedy osiągniemy kredyt polityczny, opar­ ty o nasze własne wartości wewnętrzne. Statut stwierdzał konieczność współdziałania na tere­ nie międzynarodowym z temi czynnikami, któ­ re dążą do realizacji sprawiedliwości dziejowej w układzie stosunków europejskich, gdyż osiąg­ nięcie tej sprawiedliwości ułatwiłoby zadanie odbudowy Polski. Statut wymagał od Centra­ lizacji Ligi, czyli jej władzy naczelnej, aby czu­ wała nieustannie i przygotowywała siły naro­ du na wypadek odpowiedniego momentu czyn­ nego wystąpienia. Liga miała dążyć do obudze­ nia poczucia wspólnoty i jedności narodowej nietylko we wszystkich zaborach, ale nawet wśród rodaków, rozsianych po świecie. W sto­ sunku do zaborcówT Liga stawiała sobie za za­ danie ustawiczną obronę polskiego stanu posia­ dania zarówno duchowego, jak materjalnego, gdziekolwiek byłby on zagrożony, nie cofając się przed groźbą, a nawet użyciem siły. W tych częściach Polski, gdzie warunki polityczne za­ pewniają minimum praw i swobód Polakom, Liga miała dążyć do rozszerzania tych praw, nigdy jednak nie rezygnując z celów zasadni­ czych. W zaborach, gdzie nie istniały podobne możliwości, Liga Narodowa miała popierać akcję rewolucyjną. Widząc w wybuchu wojny pomiędzy państwami zaborczemi największe możliwości urzeczywistnienia programu nie­ podległościowego — Liga miała zawczasu i ze szczególną starannością przygotowywać tajne kadry przyszłej armji polskiej i administracji, opracowywać plany i projekty, aby nigdy nie być zaskoczoną wypadkami dziejowemi. Uwa­ żając, że potęga narodu leży w jego najliczniej­ szych warstwach: chłopie i robotniku, Liga

miała dążyć do pociągnięcia ich ku sobie, przy równoczesnej pracy nad szerzeniem oświaty, kultury i dobrobytu wśród tych warstw wydzie­ dziczonych. Statut ustanawiał wreszcie insty­ tucję Skarbu Narodowego, oraz nakreślał za­ sady narodowego opodatkowania. Ustrój Ligi oparty był na ścisłej tajności, hierarchji i dy­ scyplinie. Jak widzimy z powyższego streszczenia, Liga była juz organizacją nawskróś patrjotyczną,

Przygotowania rosyjskiego Czerwo-nego Krzyża. Ładowanie środków opatrunkowych do wagonów\

ożywioną najczystszemi ideałami niepodległościowemi, kojarzącą tradycje narodowe z prą­ dami nowych czasów. Liga pozyskała sobie niezwykle zdolnego propagatora w osobie Zygmunta Balickiego, który przyciągnął do niej doskonale zorganizo­ waną i zdyscyplinowaną grupę młodzieży ze „Związku Młodzieży Polskiej". Dzięki niemu też został nawiązany żywy kontakt z grupą „Głosu" w Warszawie i z Wysłouchem, wyda­ jącym we Lwowie „Przegląd Społeczny". „Związek Młodzieży Polskiej", zorganizowany również na zasadach hierarchji, podporządko­ wany był Centralizacji poprzez swoją najwyż­ szą hierarchję. Dojrzalsi członkowie Związku przechodzili następnie do samej Ligi, lub też od­ bywali jakgdyby nowicjat w „Łączności", któ­ ra zresztą została zlikwidowana na zjeździe peszteńskim w 1893 roku na wniosek Romana 103

Dmowskiego, wybitnego już członka Ligi. Filją Ligi był również zorganizowany przez nią „Związek Wychodźctwa Polskiego'4, do którego zresztą starsi emigranci, ostatecznie już rozgo­ ryczeni długim łańcuchem poprzednich klęsk i niepowodzeń, odnosili się dość nieufnie i ostrożnie.

swój podświadomy patrjotyzm kojarzyła z ra­ dykalizmem społecznym, podobnie znów Liga Narodowa przyciągała ku sobie równie gorące elementy, ale bardziej umiarkowane społecznie, przywiązane do tradycyj narodowych i religij­ nych. Równocześnie z lewa i z prawa powstały

Tak oto powTstała nowa, potężnie rozwija­ jąca się organizacja narodowa, podejmująca najszczytniejsze hasła patrjotyzmu polskiego, mająca porwać naród do ponownej walki w imię swych pogwałconych praw do życia i wolności. Tak, jak socjalizm polski w osta­ tecznej swojej formie porwał hasłami niepodległościowemi tę część społeczeństwa, która
104

dwie siły, które budząc uśpioną świadomość na­ rodową, zadały taki cios pozytywizmowi i trójlojalnej ugodowości, że więcej już nigdy nie osiągnęły poprzednich swoich wpływów i zna­ czenia, jakkolwiek do końca niewoli szczerzyły jeszcze swoje spróchniałe zęby i zatruwały at­ mosferę życia narodowego swoim trupim odde­ chem.

Wnętrze wagonu sanitarni go,

Początkowo Liga Narodowa miała eharakaie rewolucyjny, chociaż nie w znacze­ niu socjalnem. Charakter ten wywodził się \i ; tradycji i z temperamentu jej głównych pionierów, Balickiego i Popławskiego. WarLWski Komitet Ligi, doskonale zorganizowa­ ny, prowadzi] nieubłaganą walkę w imię swo­ ich haseł, co w ówczesnych warunkach było nie­ mal równoznaczne z walką przeciwko panują­ cej jeszcze ugodowości i pozytywizmowi. Dzia­ łalność ta daje pierwsze od 1863 r. poważne re­ zultaty. Wszędzie budzi się duch patrjotyczny, który znajduje wyraz w licznych manifesta­ cjach patriotycznych, które pracę Ligi znaczą krwawemi ofiarami, Ale szeregi, cementowa­ ne poświęceniem i ofiarami, rosną. Gdzie tylko można, organizuje się zacięty opór narodowy. W stosunku do zdrajców i renegatów stosuje się tu i ówdzie nawet terror. W czasie manifestacyj w 1891 r. z racji stuletniej rocznicy Konstytucji 3-go Maja Liga publikuje odezwę, która kończy się płomiennym apelem: ,,Polacy! Zanim wybije godzina zwy­ cięstwa sprawy naszej, ściśnijmy szeregi, spi­ skujmy, organizujmy się tak, aby w chwili sta­ nowczej miljony chwyciły za oręż, a miljony piersi wstrząsnęły trony carów, przybytki cie­ mięzców ludu okrzykiem: śmierć tyranom! Niech żyje wolność, równość, niepodległość!41. Równocześnie powoli, coraz bardziej kry­ stalizuje się ideologja Ligi nietyle w prasie, ile w polemice, prowadzonej w wydawanych na te­ renie Galicji nielegalnych broszurach. Dzięki rozwojowi prasy w kraju, głównie zaś w zabo­ rze rosyjskim (Poznańskie w ciężkiej walce z niemczyzną nawet nie marzyło o Polsce nie­ podległej, a swTobody polityczne w Galicji od­ wracały uwagę miejscowego społeczeństwa od sprawT ogólno-polskich i dalekich horyzontów niepodległościowych ), kierownictwa) Ligi po­ woli przechodzić poczęło do organizacji war­ szawskiej, jakkolwiek utrzymywano żywy kon­ takt z oficjalną Centralizacją na emigracji. Skarb Narodowy funkcjonował dość sprawnie, zasilany głównie przez wychodźctwo polskie w Ameryce.

Obok socjalizmu patriotycznego i narodo­ wej demokracji trzecim czynnikiem budzącej się świadomości narodowej był ruch ludowy, który od czasu powstania styczniowego rozwi­ jał się stale, aczkolwiek w znacznie powolniejszens od innych ruchów tempie.

Ideowo ruch ludowy p<osiadał w Polsce wielkie i stare tradycje, sięgające czasów na­ jazdu szwedzkiego w XVII stuleciu, szlachet­ nej ideologji bohatera narodowego, Kościuszki, okresu Księstwa Warszawskiego, powstania li­ stopadowego, rewolucji 1848 r. i ruchu Miero­ sławskiego w Poznańskiem, włącznie aż do po­ wstania styczniowego. Od wieków światlejsze umysły i gorętsze serca widziały krzywdy chłopa polskiego i wi­ działy jego niezmierną, drzemiącą potęgę, zdol­ ną obronić państwo w najcięższej potrzebie i podzwignąć je na najwyższe szczyty mocarstwowości. Rzecz oczywista, że w okresach pomyśl­ nych dla państwowości polskiej, te pojedyncze głosy apostołów ludu ginęły w społeczeństwie szlacheckiem bez echa. Przyczyną tego nietylko zresztą był sam egoizm warstwy szlachec­ kiej, ale i jej sposób myślenia, oparty na po­ wszechnej i utrwalonej wówczas na całym świe­ cie rzeczywistości, która dla chłopa nigdzie nie była lepszą, a bodaj—często nawet gorsza. Jed­ nak w okresach ciężkich przesileń państwowo­ ści polskiej, w obliczu groźnego niebezpieczeń­ stwa ta odwieczna ,,sprawa chłopska" nabie­ rała większego znaczenia w tein, czy innem zna­ czeniu. Bo jakżeto! jeśli ten chłop polski, wy­ dziedziczony materjalnie, politycznie i moral­ nie, grzęznący w biedzie, brudzie i ciemnocie, pomimo wszystko dzielnie i ofiarnie umie bro­ nić wspólnej Ojczyzny, kiedy mu to czynić ka­ żą — to z jakimże zapałem, bohaterstwem i po­ święceniem, w jakiejże wielkiej kupie chłop­ skiej bronić jej będzie, jako wolny obywatel, pozbawiony widma nędzy, ciemnoty i niewoli? Kiedy pierwsza groza niebezpieczeństwa, jak sądzono, mijała — znikało zainteresowanie sprawą chłopską, i szlachta powracała do swo­ jego społecznego konserwatyzmu. I tak Polska nie rozwiązała swojej sprawy chłopskiej aż do końca samodzielnego bytu państwowego. A i później zmarnowała szereg okazyj, kiedy uwłaszczenie chłopa mogło zadecydować o lo­ sach Polski. Tragedją Polski było to, że straciła swoją niepodległość, zanim liberalny powiew zajął się sprawTą chłopską w całej Europie. Kiedy po­ wiew ten nadszedł, zwiastując chłopom lepszą dolę, Polska nie miała już inicjatywy w swo­ ich rękach — spoczywała ona już w rękach rzą­ dów zaborczych, które nie omieszkały obdaro­ wać chłopa polskiego skarbem uwłaszczenia. Uwłaszczenie to miało złowrogie piętno wroga, niemniej jednak było istotnem dobrodziejstwem dla mas chłopskich. To dobrodziejstwo z rąk 105

stało się potężną dźwignią, przy pomocy której przez długi czas paraliżowali zaborcy k;i politykę narodową. Ciemne masy chłopskie \ przeszłości pa miętały przedewszystkiem • pańszezy; estawieniu dawnej pai zny z u"v eniem i „opieką" ze strony zaborców, Pol­ ska niepodległa w interpretacji chłopskiej, n mie jot nic podsuwanej przez wrogów, była symbolem wszelkiego zła. W tych warunkach jakżeż ciężko było pozyskać polskie masy ludo­ we dla sprawy narodowej, obudzić w nich drze­ miąc:! świadomość narodową i patrjotyznu Za­ danie to było tembardzioj trudne, ze perfidna polityka zaborców, uwłaszczając chłopów, rów­ nocześnie stworzyła takie warunki, które mu­ siały zrodzić wzajemną niechęć wsi i dworu, irad ającą się w ostry antagonizm w co­ dziennych utarczkach między uwłaszczonym chłopem i szlachtą, jedynym czynnikiem, mo­ gącym wówczas obudzić patrjotyzm ludowy. Tak właśnie postąpiła Rosja, FÓwno< ota­ czając chłopa obłudną opieką komi 'em­ skich, których jedynem zadaniem było jątrze­ nie antagonizmów, rozdzierających wieś pol­ ską. Austrja postąpiła analogicznie, a w d dżinie perfidnej i cynicznej polityki była w* mistrzynią, czego chociażby dowodem była . galicyjska szlachty w 1S i > l\, reżyserowana < przez emisariuszy rządu wiedeńskiego. W tych warunkach zrozumiałą była niechęć chłopa do patrjotyzmu polskiego, która tak jaskrawo przejawiła sic w powstaniu styczniowemu [leż to mieliśmy wypadków że przeciw kosom po­ wstańców występowały nawet kosy chłopskie, idące w awangardzie kozaków! Nie co innego również, jak obawa powrotu pańszczyzny, kła­ dła w usta polskiego chłopa Kozła, posła na sejm galicyjski w 1S(>(> r., owe smutnej pamię­ ci słowa; „Panowie chcą się nami opiekować, ale my tej opieki nie potrzebujemy, bo nami opiekuje się Najjaśniejszy Monarcha i teraz mamy daleko lepiej niż wtedy, jak się panów ie nami opiekowali4'. 1 > fatalnych warunków, stu arzanych o świadomie przez rząd austrjacki, dołączał się i egoizm szlachty, która nawet ino; nie starała się podnieść chłopa do roli Polaka—oby­ watela, ale przeciwnie, juk mogła przez długi czas przeciwdziałała temu nieuniknionemu już procesowi dziejowemu. W Królestwie przyczy­ ną analogicznych warunków na wsi były wy­ łącznie już stare własne i perfidja Mo­ skali. Tani lachta, M dziki sposób sama p
106

lowar

Ina pruskim, epaści poi
nic s)rzyć nych StoSUnk •dziej p ich doi • l, je< i na i w e dwoi

Lcierania y

Stawo Kopało i dworem, a pi do łagodzenia koni LIKI ci di
.

cv na sile, jedna budził opór i w m u. Stosunki w V nie przyczyni see tak sie ułożyh wytworzenia wspólnoty interesów nialerjal nych i moralnych dworu » wsi. Należy to jed­ nak podkreślić, w wytworzeniu się tej lólnotv nie małą rolę odegrała wielkopols lach" ta, która chciała i umiała zadzie] masą chłopską serdeczne węzły patrjarchalnego pa­ trjotyzmu, Ta zgodna współpraca naród wsi, dworu i plebanji wytwoi >pecyfi< stosunki wielkopolskie, wobec których ok; się bezsilnym nacjonalizm pruski, dążąc w ydziedziczenia i wynarodowienia i tle tych stosunków mógł tylko zjawić się ów historyczny już „wóz" Wojciecha Drzym chłopa z Podgradowic w Poznańskiem, l w 1904 r. w sposób manifestacyjny zamieś wraz z rodziną w wielkim wozie, ponieważ. rząd pruski nie dal mu zezwolenia na budowę domu na własnym gruncie. Wśród d. wielkopolskich na niwie chłopskiej na czoło wy* sunęli się demokrata Karol Libelt, twórca ko­ łek rolniczych, które całą Wielkopolskę pol siecią placówek gospodarczo-oświatowych, Ala ksymiljan Jachowski, Ignacy ! ^vskow ski W a w rzyniak. Jakkolwiek ruch ludowy w Wielkopolsce nie posiadaj ogólnopolskiego charakteru, ani cccii niepodległościowych, spełni] jednak do­ niosłą rolę, przeciwstawiając groźnym i najsil­ niejszym zakusom niemieckim nieugiętą pi wę ludu, który zdołał osiągnąć znaczny po dobrobytu i kultury, solidarność całego społe­ czeństwa polskiego w Wielkopolsce i ną współpracę V oporze, stawianym na każdym t kroku Niemcom. W zaborze austrjackim początki ruchu [u* dowego miały charakter wyraźnie klerykalnv. Na począł ku lal siedemdziesiątych ks. Hołyński zakłada pierwsze pisemko ludowe „Chatę*' o charakterze religijno-moralnym. ( ki 18*3 rozpoi .i swoja działalność hulow.y ks. St. Stojałowski, propagując swoja ideoL w wydawanych z siebie pisemkach „Wie­ niec" i „Pszczółka". Ks. Stojałowski pragną]

Mvm Wielkopolski, oprzeć odrodzenie ludu wiejskiego o organizację kółek rolniczych, któ|C0 propagował. Zadanie jego było nieS kle trudne ze względu na odmienne stosun­ ki w Galicji. Jakkolwiek hasłem naczelnem ks. Stojałowskiego było tradycyjne „Z szlachtą polską — polski lud", jednak szlachty tej nie mógł właśnie zjednać dla swojej sprawy. Prze­ ciwnie nawet, szlachta, stanowiąca wówczas klasę rządzącą w Galicji, przeciwdziałała jego akcji gdzie mogła, obawiając się emancypacji chłopa i utraty swojego uprzywilejowanego stanowiska, otrzymanego z rąk cesarza au­ striackiego. Uciekano się nawet do terroru, jak naprzyklad w 1889 r., kiedy namiestnik Galicji hr. Badeni rozkazał uwięzić ks. Stoja­ łowskiego na czas wyborów, aby uniemożliwić mu agitację wśród chłopów. Niezależnie od ks. Stojałowskiego i na zgo­ ła odmiennej płaszczyźnie drugim propagato­ rem ruchu ludowego był Bolesław Wysłouch, o którym już uprzednio wspominaliśmy paro­ krotnie. Wysłouch założył we Lwowie „Prze­ gląd Społeczny" i w nim to stawiał pierwsze kroki na drodze krystalizacji swojej ideologji ludowej. Ostatecznie Wysłouch tak formułuje swoją ideologję: „Program nasz musi być lu­ dowym, bo po pierwsze, chce tego etyka społe­ czna... bo... wówczas tylko wyzwolą się siły uwięzione mas ludowych... zachowanie i rozwój naszej narodowości oprą się temsamem na gruncie realnym, sprawa polska stanie się spra­ wą kilkunastu miljonów... bo,., w tern właśnie widzimy ideowe pogodzenie naszych ideałów narodowych z ogólnym demokratycznym idea­ łem wszechludzkim..." Wysłouch nie pozostał jednak tylko teore­ tykiem ruchu ludowego. Wespół z żoną swoją Mar ją, kobietą o niezwykłych zdolnościach i wielkim entuzjazmie, rozpoczyna działalność praktyczną. Nabywa radykalny dziennik „Kurjer Lwowski" i zakłada w 1889 r. pismo „Przyjaciel Ludu", przeznaczone wyłącznie dla chłopów. Wpływ- ideologji Wysłoucha był du­ ży zarówno wśród starszych, naprzyklad K. Ujejski, jak i młodych. Nowy ruch przyciąga również szereg zdolnych jednostek z ludu, jak Jakób Bojko, Jan Stapiński, Jan Dąbski i inni, letórzy nadają całemu ruchowi barwę życia i praktyczności. Rzecz oczywista, że i ruch lu­ dowy Wysłoucha, podobnie, jak ks. Stojałow­ skiego, spotkał się z ostrą kontrakcją szlachty i namiestnika hr. Badeniego, który zastosował wypróbowane metody austrjackiego terroru wyborczego. Pomimo wszystko jednak ruch

ludowy nie załamał się, przeciwnie, rozwijał się szybko i doprowadził w 1894 r. do powstania legalnego Stronnictwa Ludowego, które przy wyborach do sejmu zdobyło już siedm manda­ tów. Od tej chwili na widownię dziejową wstą­ pił trzeci czynnik odrodzenia narodu polskiego, może nie tak efektowny, jak inne, może dają­ cy mniej bezpośrednich rezultatów- dla sprawcy narodowej, ale jakżeż brzemienny w dalsze skutki dziejowe, które miały się ziścić w cza­ sach wojny światowej i odbudowy państwa pol­ skiego, kiedy chłop polski na równi z robotni­ kiem i inteligentem, epigonem dawnej szlachetczyzny, z karabinem w garści wykreślał gra­ nice Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

U schyłku XIX wieku zasadniczy ton po­ lityce polskiej nadają już dwa kierunki ściśle niepodległościowe : socjalistyczno-patrjotyczny, reprezentowany przez P. P. S., i narodowo-demokratyczny Ligi Narodowej. Początkowo oba te kierunki rozwijają się w życzliwym kontakcie, złączone wspólną ideologją niepodległościową, która na dzień bieżący przysłaniała różnice natury socjalnej, złączone walką ze wspólnym wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym — pozytywizmem i ugodą. Istniał nawet projekt, który zresztą nigdy do skutku nie doszedł, aby w Królestwie podzie­ lić się strefami działalności w celu uniknięcia wzajemnych konfliktów i walk, osłabiających obie strony. Jeden z głównych przewódców Li­ gi Narodowej, Zygmunt Balicki (B. Ostoja), przez dłuższy czas był nawet członkiem zagra­ nicznego związku socjalistów polskich. Dopie­ ro później doszło między P. P. S. a kierunkiem narodowo-demokratycznym do ostrej walki na tle wpływów7 wśród młodzieży. Zresztą walka ta była wcześniej lub później nieuniknioną, gdyż wspólny patrjotyzm nie mógł długo przy­ słaniać zbyt wielkich i zasadniczych różnic we wszystkich dziedzinach, poza jedną sprawą nie­ podległości. P. P. S., wkroczywszy w 1892 r. na drogę patrjotyzmu narodowego, którego ostatecznym celem miało być wywalczenie niepodległej so­ cjalistycznej republiki polskiej, z niezwykłą energją rozpoczęła swoją działalność zarówno w kraju, jak i zagranicą. Na emigracji dzia­ łają zorganizowani w tak zwTaną grupę ,,londyńczyków" Perl, Jodko, Jędrzejowski, L. Wa­ silewski, Stanisław Grabski, Kazimierz Kelles107

Krauz, Filipowicz i wielu innych. W kraju na czoło ruchu socjalistycznego wysuwa się Jó­ zef Piłsudski. Charakterystyczną cechą ówczesnych przewódców P. P. S. jest gorący patrjotyzm, który dla wielu z nich stał się głównym motorem, skłaniającym ich ku socjalizmowi, traktowa­ nym raczej, jako środek do odzyskania niepo­ dległości. Wymownym dowodem tego była spowiedź Józefa Piłsudskiego, publikowana w 1903 r. pod tytułem „Jak stałem się socjalis­ tą". Józef Piłsudski mówi tam ze zwykłą sobie szczerością : „Nazwałem siebie socjalistą w roku 1884. Mówię nazwałem, bo nie oznaczało to wcale na­ bycia niezłomnych i utrwalonych przekonań o słuszności idei socjalistycznej... Otwarcie wy­ znaję, że była to moda, bo inaczej trudno mi nazwać ówczesną epidemję socjalizmu, która ogarnęła umysły młodzieży, rewolucyjnie czy tylko opozycyjnie usposobionej... Urodziłem się na wsi w szlacheckiej rodzinie, której członko­ wie, zarówno z tytułu starożytności pochodze­ nia, jak i dzięki obszarowi posiadanej ziemi, należeli do rzędu tych, co niegdyś byli nazywa­ ni bene nati et possesionati. Jako possesionatus nie zaznałem długo żadnej troski o materjalne rzeczy i otoczony byłem w dzieciństwie pewnym komfortem. A że rodzeństwo moje było liczne i rodzice względem nas byli bardzo łagodni i serdeczni, mógłbym nazwać swe dzieciń­ stwo — sielskiem, anielskiem. Mógłbym — gdyby nie zgrzyt jeden, zgrzyt, któiy sępił czo­ ło ojca, wyciskał łzę z oczu matki i głęboko się wrażał w mózgi dziecięce. Tym zgrzytem było świeże wspomnienie o klęsce narodowej 1862 roku (urodziłem się w 1867 roku). Matka, nieprzejednana patrjotka, nie starała się nawret ukrywać przed nami bólu i zawyodów z powodu upadku powstania, owszem, wychowywała nas, robiąc wTłaśnie nacisk na konieczność dalszej walki z wrogiem ojczyzny. Od najwcześniej­ szego dzieciństwa zaznajamiano nas z utwora­ mi naszych wieszczów, ze specjalnem uwzględ­ nieniem utworów zakazanych, uczono historji polskiej, kupowano książki wyłącznie polskie. Ten patrjotyzm rewolucyjny nie miał określo­ nego kierunku społecznego. Matka z naszych wieszczów najbardziej lubiła Krasińskiego, mnie zaś od dzieciństwa zachwycał zawsze Sło­ wacki, który też był dla mnie pierwszym nau­ czycielem zasad demokratycznych. Były one, naturalnie, u dziecka bardzo niejasne i. mgliste, lecz przy moim żywym i nieco przekornym cha­ rakterze utrwalały się przy każdym sporze, 108

ktoi'e niekiedy matka żartobliwie adziła. Poza książkami, tyczącemi się Polski, czytałem dosyć dużo najrozmaitszych książek, wszystko, co mi tylko nawijało się pod rękę. Najwyii wrażenie sprawiały na mnie książki, opisuj byt narodów klasycznych — Greków i Rzy­ mian. Prawdopodobnie, że były przepełnione szczegółami walk o ojczyznę i opisami bohater­ skich czynów. Oprócz tego byłem rozkochany w Napoleonie i wszystko, co się tego mego bo­ hatera tyczyło, przejmowało mnie wyruszeniem i rozpalało wyobraźnię. Wszystkie zaś marze­ nia moje koncentrowały się wówczas koło pow­ stania i walki orężnej z Moskalami, których z całej duszy nienawidziłem, uważając każdego z nich za łajdaka i złodzieja. To ostatnie zre­ sztą było zupełnie usprawiedliwione. W owym czasie Rosja wylała na Litwę szumowiny swo­ je, najpodlejsze elementy, jakie posiadała, a opowiadania o łajdactwach i barbarzyństwie tej hordy Murawjewa były na ustach wszyst­ kich. Zaznaczyć jeszcze dla ścisłości muszę, że matka od najwcześniejszych lat starała się roz­ winąć w czas samodzielność myśli i podniecała uczucie godności osobistej, które w moim umy­ śle formułowało się w sposób następujący: tyl­ ko ten człowiek w a r t nazwy człowieka, który ma pewne przekonania i potrafi je bez wTzględu na skutki wyznaw7ać czynem. Z takiem uspo­ sobieniem i poglądami, o ile dziecinne myśli poglądami można zwać, wszedłem w progi szkolne... Gospodarzyli tu — uczyli i "wycho­ wywali młodzież — pedagogowie carscy, któ­ rzy do szkoły wnosili wszystkie namiętności po­ lityczne, a za system mieli możliwe zgnębienie samodzielności i godności osobistej swych wy­ chowanków. Dla mnie epoka gimnazjalna by­ ła swojego rodzaju katorgą". Dalej Józef Piłsudski odmalowuje nastrój, jaki panował wT szkole: „Jak silnem było wra­ żenie tego systemu pedagogicznego na mój umysł — można sądzić z tego, że dotąd jeszcze, gdym już przeszedł przez więzienia i Sybir i miał do czynienia z czynowmikami różnego ga­ tunku, w każdym przykrym śnie odgrywTa taką lub inną rolę którykolwiek z moich miłych pe­ dagogów wileńskich. W takich warunkach nienawiść moja do carskich urządzeń, do ucis­ ku moskiewskiego wzrastała z rokiem każdym. Bezsilna wściekłość dusiła mnie nieraz, a wstyd, że w niczem zaszkodzić WTogom nie mogę, że muszę znosić w milczeniu deptanie mej godności i słuchać kłamliwych i pogardli­ wych słów o Polsce, Polakach i ich historji, pa­ lił mi policzki." Pod wpływem przeżyć mło-

dzieńczych „marząc ciągle o powstaniu, zaczą­ łem si*: wówczas zastanawiać, czemu dotych­ czasowo się nie udały. Książek odpowiednich nie było, kłopoty majątkowe nieco oddaliły mo­ ich rodziców od dzieci, w rozmowach zaś star­ szych o ostatnietn powstaniu mówiono bardzo mało, a to, co mówiono, było dla mnie wstrętnem — uważano bowiem, że powstanie było nietylko błędem, łecz i zbrodnią. Ze specjalną więc ciekawością czytałem to, co mogłem do­ stać, o rewolucji francuskiej". Zastanawiając się nad tak różnemi efektami i rezultatami tej ostatniej i naszych powstań narodowych „...znalazłem jedyną odpowiedź •— byliśmy i jesteśmy gorsi od Francuzów. Był to wielki cios, zadany mojej dumie narodowej, lecz cze­ kał mię jeszcze silniejszy. W owe czasy głoś­ ną była na całym świecie walka Narodnej Wo­ li rosyjskiej z caratem. Odgłosy tej walki do­ chodziły, naturalnie, do Wilna i bohaterstwo jej nie mogło nie imponować mojej romantycz­ nej głowie. Zarazem w Polsce było cicho. „Pro­ letariat", który wówczas działał w Warszawie, o tyle był słabym, że wpływy jego prawie nie dochodziły do Wilna, a poza nim w społeczeń­ stwie polskiem, wyczerp anem walką 1863 roku, było tyle strachu, tyle czarnej reakcji, tyle obu­ rzenia na każdą myśl żywszą, że porównanie Rosji z Polską wypadało wówczas dla mnie zawsze na korzyść Rosji. Byłem tern wprost upokorzony i stałem na rozdrożu". W takim stanie ducha spotyka się Józef Piłsudski w Wilnie z podmuchem petersbur­ skiego socjalizmu, o którym pisze: „Była to dos37ć dziwTaczna mieszanina krytyki socjalisty­ cznej burżuazyjnego ustroju z anarchistycz­ nym ideałem samorządowych komun, oraz z re­ akcyjną do pewnego stopnia wiarą w naród ro­ syjski, w7 którym jakoby, w przeciwieństwie do burżuazyjnego Zachodu, tkwiły pierwiastki ko­ munistyczne w całej okazałości." Fakt, że so­ cjalizm poznał Piłsudski w rosyjsko-petersburskiej wersji, zaw7ażył na całym jego później­ szym światopoglądzie. Gdyby poznał go od strony warszawskiego „Proletariatu*', jak sam to stwierdza, odrzuciłby go niechybnie z racji kosmopolityzmu i antypatrjotycznej postawy warszawskich socjalistów7. W tym jednak wy­ padku względy te nie były istotne. Socjalizm, idący z Petersburga, drogą okrężną podchodził do analizy stosunków7 Europy i własnego spo­ łeczeństwa. W każdym razie „płytkim bardzo socjalistą wyruszyłem w7 1885 roku do uniwer­ sytetu charkowskiego". Tam nie zaimponowa­ ło mu środowisko studenterji polskiej, a do ro­

syjskiej organizacji „Narodnej Woli" wciąg­ nąć się nie dał. Dochodziły go słabe echa z kra­ ju o procesie „proletarjatczyków", ale ściślej­ szych informacyj nie posiadał. To też pisze: „Przyszedłem tylko do przekonania, że trzeba zawiązać jakąś organizację, któraby wypraco­ wała program roboty socjalistycznej i u nas w domu". Spędzając rok w Wilnie organizuje Pił­ sudski wśród kolegów i przyjaciół kółko socja­ listyczne, czyta pierwsze polskie broszury so­ cjalistyczne i „Kapitał" Marxa, w7 którym pi­ sze: „Nie powiem, by ta lektura sprawiła na mnie wielkie wrażenie... Abstrakcyjna logika Marxa, oraz panowanie towaru nad człowie­ kiem nie pasowały do mego mózgu... Zresztą nie bardzo miałem czas na zastanawianie się nad sprawami teoretycznemi", Z całym zapa­ łem oddaje się pracy organizacyjnej, nawiązu­ jąc stosunki z robotnikami wileńskimi. „Kół­ ko nasze programu żadnego nie wypracowało, wyklarowało się jedynie, że wszyscy kładziemy nacisk na sprawę obrony od brutalnego wyna­ radawiania ludu, praktykowanego przez rząd rosyjski na Litwie". W 1887 r. Józef Piłsudski, oraz brat jego, Bronisław7, wypadkowo zamieszani do sprawy zamachu na życie Aleksandra III, zostają are­ sztowani. Bronisława skazano na katorgę, Jó­ zefa na pięć lat wygnania do Wschodniej Syberji — „I tu dopiero, gdym spokojnie mógł rozmyślać nad wszystkiem, com przeszedł, sta­ łem się tern, czem jestem. Przedewszystkiem wyleczyłem się gruntowmie z resztek ówczesne­ go rosyjskiego wpływu i przy bliższem pozna­ niu jak mnóstwa przedstawicieli ruchu rewo­ lucyjnego, tak również literatury oraz publi­ cystyki rosyjskiej, przestałem przeceniać zna­ czenie i siłę rew7olucji rosyjskiej. W ten spo­ sób oczyściłem sobie niejako drogę dla wpływ7ów7 zachodnio-europejskich". Poznawszy na miejscu całą maszynerję caratu — „znienawi­ dziłem ten potwór azjatycki, pokryty pokostem europejskim, jeszcze bardziej". W tym czasie dużo czyta i zdobywa sobie teoretyczne uzasad­ nienie socjalizmu. „A gdym się zastanawiał nad narodem, z którym mię wiązało wszystko, co cieszy i wszystko, co boli, wszystko, co we mnie myśli i wszystko, co czuje, przychodziłem do przeko­ nania, że moje dziecinne marzenia i rojenia zespalają się z moim młodzieńczym światopo­ glądem. Socjalista w Polsce musi dążyć do nie­ podległości kraju, a niepodległość jest znamien­ nym warunkiem zwycięstwa socjalizmu w Pol109

see... Ostatecznie postanowiłem po powrocie do kraju wstąpić do „Proletarjatu" i starać się o zreformowanie go w kierunku, który obec­ nie nazywa się P. P. S.-owym. A że byłem od­ cięty od kraju i dalsze (po 1887 roku) ewolucje socjalizmu u nas były mi nieznane, z tern postanowieniem przyjechałem do domu w drugiej polowie 1892 roku i... ku wielkiej swej radości przekonałem się, że moja zamierzona praca re­ formatorska już jest zbyteczna". Wyznanie Piłsudskiego stanowi niezwykle ważny dokument historyczny, nietylko nadają­ cy właściwe oświetlenie genezie patriotycznego ruchu socjalistycznego w Polsce, ale ponadto jakżeż wyraziście malujący rozwój psychologi­ czny i ideowy człowieka, który w niedalekiej przyszłości miał się stać wielkim mężem naro­ du polskiego, przerastającym swoim wpływem wśród współczesnych i znaczeniem historycz­ nym postać czołowego przewódcy polskiego so­ cjalizmu. Roman Dmowski, czołowy polityk kierun­ ku narodowo-demokratycznego, tę autobjografję Piłsudskiego nazwał „historją szlachetnego socjalisty", doszukując się u jej autora cech epigona patrjotyzmu 1863 r. Ten ton patrjotyczny, doprowadziwszy do powstania P. P. S., w dalszym ciągu potęguje się w jej łomie, co nie małą było zasługą naczel­ nego teoretyka partji, Kazimierza Kelles-Krausa, precyzującego naukowo hasła niepodległo­ ściowe. Te ostatnie przedewszystkiem odbiły się na stosunku P. P. S. nietylko do Rosji car­ skiej, ale i rewolucyjnej. Znajduje to wyraz w artykule, który drukował „Przedświt"; „P. P. S. gotowa jest wejść w stosunki z rewolucyjnemi grupami rosyjskiemi, mającemi na celu obalenie caratu, dla wspólnej z tym ostatnim walki, na warunkach następujących: 1) że wesprą one czynnie polityczne żądania P. P. S., 2) że wszelką swą działalność na terenie, przez P. P. S. objętym, poddadzą jej kontroli." Ten ostatni warunek wyraźnie już zmierzał do pod­ dania wpływom polskim dawnych ziem wscho­ dnich Rzplitej. Rzecz prosta — wysuwanie po­ dobnych żądań miało znaczenie raczej teorety­ czne, i P. P. S. coraz bardziej odsuwała się od Rosji i jej spraw nawet rewolucyjnych, nawet konstytucyjnych, uważając, że im lepiej będzie w samej Rosji — tern gorzej dla nas. Zato pro­ gram niepodległościowy wyrabia się i pogłębia coraz bardziej, jakkolwiek nawet w łonie P. P. S. napotyka przeciwników, z którymi niepodle­ głościowcy zmuszeni są staczać walki ideowe i organizacyjne. Do przeciwników tych zali-

czali się nieprzejedn; ci, stojący w dalszym ciągu na stanowi! isyjsko-Ł mopolitycznym. Również krystalizuje -1, w sposób można i należy osiągnąć niepodległość. O niepodległości zadecydować ma rewolucja lu­ dowa, która, objąwszy najszersze masy ludowe, umiałaby się zwycięsko przeciwstawić hezideowej armji carskiej. Pogląd ten opierał się przedewszystkiem na wierze w potęgę ruchów masowrych i w strupieszałość carskiego apara­ tu państwowego i militarnego, który nie wy­ trzyma pierwszego potężnego ciosu ze strony rewolucji. Rzecz prosta — rewolucję tę nale­ ży wywTołać w odpowiednim momencie, to zna­ czy wykorzystywując chwilową słabość Rosji, lub warunki zewnętrzne, jak rewolucja w Niemczech i Austrji, na którą zaczekać radzi K. Kelles-Krauz. Nie małą rolę w wytwarza­ niu się poglądów na metody walki rewolucyj­ nej wywarła w końcu XIX wieku wojna bur­ ska. Przykład bohaterskich Burów, nawpół żołnierzy, nawpół cywilów, mało mających wspólnego z armją regularną, a jednak z powodzeniem walczących ze świetną armją angielską — zachęcał do przygotowywania re­ wolucji polskiej. Z racji wojny burskiej myśla­ no nawret w P. P. S. o formowaniu legjonu pol­ skiego. Myśl tę podzielało również wiele jed­ nostek z kierunku narodowo-demokratycznego. Stanisław^ Grabski pisał w owym czasie: ,,Lecz skąd weźmiemy miljon karabinów, skąd armaty? Te nieszczęsne armaty Polaków wciąż, jak zmora duszą... Mieć je dobrze, lecz mieć je, to nie znaczy jeszcze zwyciężyć, jak odwrot­ nie — nie mieć ich, nie znaczy przegrać' 4 . W tych rozważaniach militarnych, jakkolwiek często naiwnych nawet, bardziej jeszcze pogłę­ bia się sama idea niepodległości, dla której P. P. S. pragnie również pozyskać i międzynaro­ dówkę socjalistyczną, jak to miało miejsce na kongresie londyńskim w 1896 r. Jednak akcja ta nie dała żadnych konkretnych rezultatów. Równocześnie P. P. S. przeprowadza wzo­ rową organizację swoich szeregów\ Na czele partji staje zjazd partyjny, którego organem wykonawczym jest Centralny Komitet Robot­ niczy, sprawujący władzę dyktatorską. W 1899 r. zostaje zlikwidowany Związek zagranicz­ nych socjalistów polskich i zlewa się z krajewą organizacją P. P. S. Prasę partyjną reprezen­ tował naczelny organ „Przedświt", wychodzący w Londynie, i od 1898 r. bardziej popularne „Światło". W Londynie również na ubogiem północno-zachodniem przedmieściu znajdowała

m

110

przy ul. *'«-iwnriii Road 87 centrala v. a pracowała z niezuykłą M-iiw o administ rew ans pn >•. A. Ikiewic giną! w legjonach. Wielkii wanej „bibuły" w zdu­ miewający sposób przedostawało sio do kraju, 'u od loku 1894 rozpoczyna wycho• pierwsze nielegalne od czasów powstania styczniowego pismo, a mianowicie „Robotnik". I tuszą tego pisma był Józef Piłsudski, równocześnie redaktor, /.over i kolporter w jed­ nej osobie. Pismo to, któro Piłsudski przedewszystkiem poświęci! sprawie niepodległości, lo w 35 numerach, poczem Piłsudski, od dłuższego już CZaSU tropiony przez władze ro­ syjskie, zostaje aresztowany i uwięziony w X pawilonie cytadeli warszawskiej. Dzięki sy­ nod: tej i obłędu przewożą go do Petersburga i osadzają w szpitalu Mikołaja Cudotwórcy. W niezwykle pomysłowy sposób ucieka Piłsud­ ski ze szpitala w du. 13 maja 190] r. przy po* mocy Sulkiewieza i dr. Mazurkiewicza. Pr Rewę1 i Rygę przedostaje się Piłsudski do Ki­ jowa, gdzie odwiedza przeniesioną tam drukar­ nię „Robotnika", który, zapoczątkowany pra­ cą i poświęceniom Piłsudskiego, nadal już wy­ chodzi. Wkrótce Piłsudski wyjeżdża do Lon­ dynu, skąd powraca do kraju i osiada w Kra­ kowie, gdzie przebywa aż do wybuchu wojny światowej. Tymczasem na skutek zaciętych walk ide­ owych w Ionic P. P. S., odpadają od niej te ele­ menty socjalistyczne, któro nie mogły się pogo­ dzić z nowym programem niepodległościowym. Kłementy te na czele z Różą Luxemburg i Kar­ skim (Marchlewskim, późniejszym komunistą rosyjskim) tworzą odrębną partję socjaldemo­ kracji Polskiej, stojącą na gruncie międzynaro­ dowym i działającą wespół z ruchem socjalisty­ cznym w Rosji. Zresztą ugrupowanie to nigdy nie miało w Polsce większych wpływów. Charaktorystycznem jest zdanie Róży Luxemburg, która zresztą w następstwie poświęciła się spra­ wie socjalizmu niemieckiego, drukowano w „Przeglądzie Socjal - Demokratycznym" w 1902 r.: „Najbujniejsza nawet imaginacja kawiarnianego polityka nie zdoła sobie dziś wy­ obrazić, Że z wojny między Rzeszą Niemiecką a Rosją wynikłaby — niepodległość Polski"! Odpadnięcie elementów niepewnych tylko na dobre wyszło P. P. S., której wpływ gruntu­ je się w całej Polsce, we wszystkich zaborach, sięgając nawet na Górny Śląsk, który obudzo­ ny z wiekowego letargu narodowego, prowadził

zaciętą, bohatersl like w imię narodowych posl uiatów polskich. Równocześnie wyrabia sic w p. p, s. ideologja państwowa, co byk» juz logiczną konse­ kwencją ideologji niepodległościowej. ( )czywi scie niepodległe państwo polskie wyobraża su­ bie P. P. s., jaku republikę socjalistyczną, któ­ ra tak czy inaczej powołana będzie d^ i cji socjalistycznych form życia gospodarczego, społecznego i kulturalnego. Jak wiemy już, w początkowym okresie wytwarzania się socja­ listycznej ideologji niepodległościowej P. P. S. utrzymywała kontakt z narodowo-demokratyezną Ligą. Oba kierunki życzliwie ustosunko­ wały się wzajemnie, ożywione wspólnem has­ łem niepodległości. Od czasu jednak, kiedy ugruntowana już ideologia niepodległościowa pociągnęła za sobą i program państwowy P. P. S. rozpoczyna się zacięta walka jej z Narodo­ wi) Demokracją, która Polskę niepodległą wyo­ brażała sobie zgoła inaczej. Walka ta była lo­ giczną i nieuniknioną konsekwencją rywa­ lizacji dwóch odmiennych światopoglądów spo­ łecznych i gospodarczych, religijnych i polity­ cznych. Kierunek narodowo-demokratyczny ulegał tymczasem wielkim przemianom. Początkowo Liga Narodowa, powołana przedewszystkiem w imię haseł niepodległościowych i jako reak­ cja przeciwko ugodowości i trójłojalizmow i nic posiadała zdecydowanego oblicza społeczne go. Równocześnie należeli do niej i demokraci, i ludowcy w rodzaju Wysłoucha, i socjaliści na­ wet wybitniejsi, a tu i ówdzie zaplątał się i prawdziwy konserwatysta. W roku 1893 Liga, która poprzednio no­ siła miano Polskiej, przekształca się na Naro­ dową, Jest to już pierwszy krok, charaktery­ zujący jej tendencje ideowe Początkowo już 1 aga rozwinęła żywą działalność w kraju. W Warszawie w ciągu roku wychodzi pismo le­ galne .Alios", któro jednak wkrótce zostaje zamknięte przez władzo, a główni jego współ­ pracownicy, Popławski i Bokusz aresztowani. Wybitny członek Ligi, poeta i uczony, BuhuszPotocki, wkrótce potem umiera w nędzy, scho­ rowany, ale do ostatniej chwili swego życia na­ miętnie zwalczający ugodę z Rosją, Wypadki warszawskie nie zrażają jednak członków Ligi. Popławski, opuściwszy więzienie rosyjskie, przenosi się do Lwowa, gdzie działa! już z. ra­ mienia Ligi Roman Dmowski, który za­ kłada ,, Przegląd Wszechpolski". Wespół z Dmowskim redaguje „Przegląd Wszechpol­ ski" i Popławski, zakładając równocześnie z po­ ili

jeni te< m;sa u
W
1 i 'i i ! 1 '

>v młods tie. W irodowej W ' izultaty da ej pracy, o m a v i okres manibiły v, ych, które | • i natch oporu i walki, i naw ia uiw w;i yczneg< a narodów oi ugodowości, n w oływuje do hstronnem podi iesieniem luacy naa wa w siły narodu polr^ ^ , a w k o n o u ^ ^r^:^ a ^w ^ wołanie do ujęcia i w swojo własne kin u \ ' \ v i 1ie w ce .'h sil w formy organiz niopot Miia Polski jednej, wol iuwiana ikkolwiek ila oni niepodległościowyn .ad ai*akter dość ogoli LIOzyczyną tych przemian iy, al kierunek r wyzw jąo sio coraz bai lawohu lości, a w kr; .an lizmu polskiego. Pr i mi w dużej mierze była sytr me w Europie, Alarmy w ,\vih dwóch wieków ucichły, o pacyfizmie, o pows Nawet naczelny p nego już militaryzmu ro 11, zwołuje ^ L898 r, m rencję w Hadze w celach lu ludzi w Europie zdaje yfist i nies rowT państw europejskich, kti
ją sio od slop do g\Ô\ ; pospiesz

i R'

gî pismo „Polfl ńskich w Hwflłalność Lis na wnioseh jej ujav entralny i >ig reasumuje i o. w

10 i

nem

tow

Pm

vail

\"ii\t>

ucisku i w a potęj kwestji i prawoi utrwalić Pro . omie ie na mc

ûpoy lu po
.110,

om

>rawy,
wojny.

em w rewoluc
mokrat\ odsunięć oka

Liaiera si vi'acji, a Kierun cracji ui
owych \: .unana 1 ieso, t>

a m îac iv iu vwoi

na F wspc

europejskiej i
mo wojny na ustąpiło :•: w ii

w najs o praiświadc • -, lub conajmniej na
MOJ.

l :ioj<w

Ta poko; ku sta; dległościowej, wsze wią
wami z;

tmosf era
:liwosi

końca XIX i polityki i

danu
.

C na

głowi 16 s\\ i^\c U;.
Frwaly pokój b;vi

emu — dla ewoli.
swój jni n w y r a zne oool
°Tt 'd'
• sit

ti*

wojny pom

Polaków . Zrozumiał owany iwa
Aa, au

memoriał narodowo*iemokoni [ i ha

»ny ,
WOd : piej :\0l\\ oo. narot ly u jar; iv a n t y
'im

- - r.: .>

d pol-

*opław .i s e tylk< :\0V na roi m dau

tw

awa wałki or< W tych bowiem warunkach „zorganizowany naród'* stawał aię naą państwa wła celem bliższym i re­ alniejsi Silniejszy jeszcze wpływ na ideologję de­ mokracji narodowej, oraz na jej politykę prak­ tyczną wywarł Roman Dmowski, (ur. w L864 r. ) nietylko z racji swojej indywidualności, ale i dlatego, że przeżył swoich starszych współ­ towarzyszy politycznych, znacznie dłużej oddziaływując na stronnictwo. Charakterystycz­ ną cechą indywidualności Dmowskiego był jego zmysł realizmu, zdolność praktycznego myśle­ nia i wielka siła woli. Wiele przyczyn składa­ ło się na te cechy charakteru Dmowskiego, któ­ re w następstwie wywarły również doniosły wpływ na kształtowanie się stronnictwa narodowo-demokratycznego. Pochodził Roman Dmowski z drobnomieszczańskiej rodziny warszawskiej i stąd w wy­ chowaniu jego brak było pierwiastka idealistyczno-romantycznego, tak bardzo charakterysty­ cznego dla pokolenia szlachty okresu powstań­ czego. Wychował się w szkole rosyjskiej, któ­ ra musiała wykształcić wr nim wolę i zmysł praktyczności. Studjował przyrodę, co znów nie było bez wpływu na jego późniejszy wyrozumowany realizm. Jednak najsilniejszy wpływ, jak sam przyznaje w przedmowie do „Myśli nowoczesnego Polaka", wywarły na Dmowskiego własne obserwacje ludzi i zdarzeń w okresie lat 1892 — 1892. Był to okres w po­ lityce europejskiej, którego głównem zabarwie­ niem było zwycięstwo ideologji brutalnej, zim­ nej siły, reprezentowanej przez politykę nie­ miecką Bismarcka i kierunek wszechniemiecki. Hasła romantyzmu i idealizmu politycz­ nego z roku 1848, z czasów „wiosny ludów", zdawało się, całkowicie zbankrutowały. To też Dmowski doszukuje się źródeł naszych słabości w tern, że naród polski, wbrew rzeczywistości, kultywuje nadal zbankrutowany idealizm poli­ tyczny. Wychodząc z tego założenia usiłuje Dmowski wynaleźć taką narodową platformę ideologiczną, która pogodziłaby nasze cele z me­ todami, skutecznemu w osiągnięciu tych celówT w ramach triumfującej w Europie rzeczywisto­ ści. Z poszukiwań tych rodzi się nacjonalizm Dmowskiego, który wymaga, aby cały charak­ ter narodowy Polaków uległ radykalnej zmia­ nie od biernego na czynny przez inicjatywę i energję. Uważając, że w stosunkach między narodami nie istnieje krzywda, a tylko siła i słabość, zaleca Dmowski nietylko obronę przed własnym uciskiem, ale równocześnie i przeja­

wienie aktywnej siły w stosunku do innych na­ rodów. To też twierdzi: „Jego (narodu) rola kończy się z bliższą lub dalszą chwilą odzy­ skania niepodległości — ta jest dla niego je­ dynie etapem, poza którym praca i walką trwa nadal, posiłkując się nowemi narzędzia­ mi, nową bronią". Nacjonalizm Dmowskiego stanowczo prze­ ciwstawia się wszelkiemu liberalizmowi w sto­ sunku do innych narodowości, zamieszkujących ziemie polskie, a więc Żydów, Rusinów i Litwi­ nów. „Jest to filozof ja narodowej walki i ucis­ ku. Może. Ale cóż, jeżeli ta walka i ten ucisk są rzeczywistością, a powszechny pokój i po­ wszechna wolność fikcją... Trzeba mieć odwa­ gę prawdzie spojrzeć w7 oczy". W rezultacie odrzucał Dmowski idealistyczny patrjotyzm wszystkich pokoleń porozbiorowych i samych twórców Ligi Narodowej, oraz tern samem pod­ stawowe ideały demokratyzmu, utożsamiając patrjotyzm z imperjalizmem wzoru pruskiego, jak to zarzucali Dmowskiemu starsi założycie­ le kierunku narodowo-demokratycznego. Nowy kierunek ideowy w łonie narodowej demokracji, po wielu walkach i przesileniach wewnętrznych, nadaje jej zgoła nowe oblicze. Zarzuciwszy dawny liberalny i idealistyczny patrjotyzm oraz czysty demokratyzm przecho­ dzi do nacjonalizmu, wyznającego kult silnego narodu, który, obok niepodległości, staje się ce­ lem samym w sobie. Równocześnie i w związ­ ku z tern pierwotny czysty demokratyzm staje się raczej praktycznym, to znaczy, polegają­ cym na umiejętnem wyzyskiwaniu sił społe­ czeństwa dla celów nacjonalizmu, a nie służe­ niu im dla nich samych. Przeobrażenie ideowe narodowej demokracji osłabiło w znacznym stopniu jej hasła niepodległościowe, jako dal­ sze i narazie nierealne, rozpętało zaś aktualną walkę z innemi stronnictwami polskiemi, wy­ znającemu inne metody aktualnego działania z jednej strony, z mniejszościami zaś narodowościowemi z drugiej strony. Szczególnie an­ tysemityzm stał się istotną cechą kierunku na­ rodowo-demokratycznego. Posiadając osiągane w walkach wewnętrznych cele „na dziś" — na­ rodowa demokracja musiała się przystosować do istniejących wTarunków. Stąd jej realizm polityczny, który osłabił jej nieprzejednany stosunek przedewszystkiem wobec Rosji. W nowym kierunku stronnictwo narodowo-demokratyczne rozwijało się niezwykle szybko, wciąż kierowane w sposób konspiracyj­ ny przez tajną Ligę Narodową, nieliczną, ale świetnie zorganizowaną i zgraną w jednolitym 113

działaniu. Wpływy stronnictwa, w krótkim cza­ sie ogarnęły wszystkie zabory, sięgając nawet na Górny Śląsk, rozwijający swoją polskość w ciężkiej walce. Szczególnie wielki wpływ miało stronnictwo narodowo-demokratyczne w zaborze pruskim, w Wielkopolsce, gdzie je­ go bezwzględny nacjonalizm łatwo przyjmował się w społeczeństwie, które musiało toczyć nie­ ubłaganą walkę z bardziej jeszcze bezwzględ­ nym, bardziej konsekwentnym nacjonalizmem pruskim.

W tym stanie rzeczy zaskoczyła społeczeń­ stwo polskie wojna japońsko-rosyjska, a wślad za nią pierwsza rewolucja w Rosji w latach 1904 — 1906. Wojna ta wywołała w Polsce trojaką reakcję. Ugodowcy pospieszyli czemprędzej z dowodami swojej lojalności wiernopoddańczej, co między innemi wyraziło się w formowaniu dla armji rosyjskiej polsko-katolickich oddziałów sanitarnych, oraz wysyła­ niu do stóp tronu carów pokornych listów i memorjałów, żebrzących o... równouprawnienie z obywatelami Rosjanami, jako szczyt łaski carskiej. Narodowa demokracja w odezwie swojej wyraża radość z powodu klęsk rosyj­ skich, ale, nie wierząc, aby skutki wojny przy­ czyniły się do jakichkolwiek zmian w Europie, nawoływuje równocześnie do zaniechania za­ równo akcji wiernopoddańczej, jak i rewolu­ cyjnej. Natomiast socjaliści rozpoczynają ak­ cję rewolucyjną, narazie dość chaotyczną i bezplanową. A tymczasem w Rosji wypadki następują po sobie w zawrotnem, jak na ówczesne unor­ mowane stosunki, tempie. W lipcu 1904 roku ginie z rąk rewolucjonistów rosyjskich reakcyj­ ny minister Plehwe. W sierpniu następują klęski rosyjskie pod Port-Arturem i Laojanem. Ruch rewolucyjny w Rosji ogarnia coraz szer­ sze kręgi. Organizuje się opozycja przeciwko caratowi. Powstaje postępowe stronnictwo konstytucyjno-demokratyczne (K. D.) w Rosji, rekrutowane głównie z pośród inteligencji. W paryskim zjeździe rosyjskich ugrupowań opozycyjnych biorą udział również N. D. i P. P. S., ale raczej w celach obserwacyjnych. Ustosunkowanie się społeczeństwa polskie­ go do wypadków w Rosji zależało przedewszystkiem od stanowiska dwóch głównych stron­ nictw w kraju: P. P. S. i N. D. Ale oba te stron­ nictwa od początku obierają zgoła odrębne sta­ nowiska i metody działania. P. P. S. zgodnie ze
114

swoim kierunkiem niepodległościowym i r< lucyjnym wkracza na dix>gę wykorzystania ro­ syjskich powikłań wojennych na Wseho w celu zorganizowania polskiej siły zbro w oparciu o Japonję. W tym celu z ramienia P. P. S. wyjeżdża do Japonji Józef Piłsudski, naj­ gorętszy wyznawca czynu zbrojnego prze Rosji. Towarzyszył mu Tytus Filipowicz. Ale w Tokio Piłsudski spotyka już Romana Dmow­ skiego, który, zajmując już wówczas czołowe stanowisko w narodowej demokracji, przybył tam, aby sparaliżować akcję Piłsudskiego, o której był już powiadomiony. Piłsudski pragnął uzyskać od Japonji zna­ czniejszy transport broni, oraz środki dla pro­ wadzenia akcji dywersyjnej głównie na tyłach armji rosyjskiej, to znaczy na Syberji i nad Wołgą. Akcja ta miała między innemi polegać na wysadzaniu mostów, co utrudniłoby zaopa­ trywanie armji mandżurskiej, oraz podwoże­ nie rezerw. Do akcji mieli być wciągnięci rów­ nież Polacy zesłańcy na Syberji, oraz jeńcy ja­ pońscy. Wzamian za tę pomoc żądał Piłsudski postawienia sprawy polskiej, jako międzynaro­ dowej, na porządku obrad przyszłej konferen­ cji pokojowej. Dmowski całkowicie udaremnił tę akcję Piłsudskiego, podobno przekonawszy rząd ja­ poński, że ruchawka polska, nie mając szans powodzenia, militarnie Japonji nie pomogłaby, natomiast politycznie zaszkodziłaby ze względu na rewolucyjny charakter tej ruchawki. Po powrocie do kraju ostatecznie rozeszły się drogi Piłsudskiego i Dmowskiego. Obaj po­ zostali wierni swoim stanowiskom, które miały decydujący wpływ na politykę P. P. S. i N. D. Józef Piłsudski był zwolennikiem akcji militar­ nej, a nie terrorystycznie - podziemnej. Pogląd jego ostatecznie zwyciężył w łonie partji. W dn. 13 listopada 1904 r. rozpoczęła się akcja P. P. S. krwawem starciem w Warszawie, na placu Grzybowskim kilkuset uzbrojonych rewolucjo­ nistów polskich z rosyjską policją i wojskiem. Narodowa demokracja od początku była prze­ ciwna tej akcji rewolucyjnej zarówno ze wzglę­ dów politycznych, jak i społecznych. To też na tern tle wynikła ostra walka pomiędzy dwoma największemi stronnictwami w Polsce. Od początku 1905 r. następują po sobie ko­ lejno nowe klęski wojenne w Mandżurji, oraz wzmagające się akty terroru szybko rozwijają­ cego się ruchu rewolucyjnego w Rosji. W paź­ dzierniku rozpoczyna się powszechny strajk kolejowy, zjawia się manifest konstytucyjny

padł
( i'w ;i

•ałej
niri

•yvdou i inteligei eakcy jne, wołały w Wari odruch nie i uo caratu •li metod i /.fiiia. Podobnie,
V'llUellt

rodowa, demo] go, prop, skiego i Dmowskiego, dau na rew, olu
o cha ra ktei i zań

a
s
j(li C

w or • ay przez P. i ł . S. 111 ; i i, ijk i I i miai charakter wy 'i >W0 jno socjalny polsk i posiadał Ił* Cł narodowo-niei 'odległościowych. Te n morzyły ogólnie biorąc życzliwą dla strajku atmosferę wśród całego społeczen shv;i, nawet wśród tych jego warstw, które ;:. natury rzec ażały się za przeciwne ten­ dencjom socjalistycznym, reprezentowanym Przez PPS. Jednakże strajk w Królestwie, po­ czątkowo wyraźnie polityczny, w krótkim czaprzerodzil się w strajk ekonomiczny, Siły P, I\ S. okazałj się zbyt słabe, by utrzymać wo­ dze organizacyjne tak masowej akcji. Kuch re­ wolucyjny w Polsce powoli ulega wpływom ru­ chu rosyjskiego, zbaczając z drogi politycznoniepodległościowej na drogę socjalną. Wytwa­ rza się zacięta walka między odlaniem socjaliz­ mu patrjotycznego a socjalizmem kosmopolity­ cznym, ciążącym ku ideologji socjalizmu rosyj­ skiego. W łonie samej 1\ l'. S. wytwarza się rozłam. Jej pierwolni założyciele, ożywieni duchem niepodległościowym, t racę wpływy, tracą stanowiska kierownicze w partji i w pra­ sie partyjnej. Dochodzą do głosu nowe elemen­ ty, obojętniejsze dla sprawy narodowej, bar­ dziej radykalne socjalnie i nieżywiące niechęci do ideologji rosyjskiej. P. P. S. powoli wycofu­ je się z kierunku niepodległościowego, zbliża­ jąc się w akcji rewolucyjnej do pierwowzorów rosyjskich. Wywołuje to reakcję wśród socja­ listów niepodległościowych, którzy odsuw ając się od ,Jew icy" tworzą „prawicę" I'. P. S., tak zwaną Frakcję Rewolucyjną, podejmującą na nowo sztandar niepodległościowy. I 'odolmc fermenty, jakkolwiek w y wołane zgoła i mierni przyczynami, przechodziła i na­ rodowa demokracja, która w cześniej jeszcze. niż I*, l'. S. („lewica") porzuciła dawne haski niepodległościowe, stanowiące podstawę ideolo­ gji jej założycieli, -\ przedewszystkiem Jana Popławskiego. Datuje się to od ujazdu pary­ skiego, na którym narodowa demokracja uzna­ ła państwowość rosyjską, w ramach której za­ dowalała się juz au tonom ją polską, propagując politykę „wejścia w środek państwa rosyjskie­ go", z którem związała wszelkie nasze nadzieje na przyszłość. Równocześnie wycofuje się na-

Jai­ mwiw,l.r me bez poważn\eh w a II rzuciła swoje doi ychc i niepo< s(aov,e, rewolucyjne i społeczne jednał 1905 r. w p ł y w j jej w społecze] ni< wzrastają. Pn ną tego była / . j e d n e j stro ny reakcja u m i a r k o w a n e j < : połecze w obliczu wkraczającego na ryzykowne to] cjalne ruchu rewolucyjnego, z drugiej za że dawne czynniki ugodowe w czasie rewolucji przycichły i straciły pewność siebie, wypus/.czajac z rąk kierownictwo wypróbowanej juz maszynerji swoich wpływów społecznych, Nic też dziwnego, że narodowa demokracja opano­ wuje nawel polskie sfery przemysłowe, zir miaństwo i zamożniejsze mieszczaństwo, czyli te warstwy, które pi*zedtem były ostoją ugodow ości i i rójlojalizmu. Na tle rozwijającej się rewolucji rozpoua. się zacięta walka narodowej demokracji z socjalizmem, jako takim, C występuje SZC O golnie jaskrawo w związku z propagandą si rajkową 1\ I*. S. wśród służby folwarcznej. Nf, D. zdecydowanie przeciwstawia się rewolucyjnej ,,anarchji" i klasowemu charakterowi rewolu­ cji. Zresztą nie wierzy w definitywne powo­ dzenie tej rewolucji, a stąd jest umiarkowana w swoich dążeniach i odrzuca wszelką myśl walki czynnej, energicznie przeciwstawiając się pod tym względem propagandzie Józefa Piłsudskiego. Tał wiec oba główne stronnictwa polskie N. - I), i l'. P. S., które dawniej podniosły opu­ szczony od czasu powsl anią styczniowego sztan­ dar niepodległości, ponownie składają go do la­ musa narodowej »tegendy", ograniczając się żądaniem autononiji w ramach państwa rosyj­ skiego. Ponadto N. I), rozwija umiarkowany prog) am narodowy, propagując, naprzykład, wprowadzenie języka polskiego do urzędowania gmin i prowadząc w tym kierunku szeroko za­ krojoną akcję, ale równocześnie zajmując nie­ zdecydowane i chwiejne stanowisko w sprawie samorzut nego st raj ku młodzieży przeciwki > szkole rosyjskiej i tworzenia sir s kolnietwa polskiego. P. P. S. zaś (,,lewica") rozwija pro­ gram socjalny, prowadzi akcję sirajkową o charakterze już ekonomiczna ni a W Cało­ kształcie ruchu rewolucyjnego działa w ścisłym kontakcie z socjalizmem rosyjskim. 115

ne : . D. w Iv rowany poniekąd na i kiej partji tytucyjno-demokrat; K. Ib Postępowi demokraci si wo pośrednio pomiędzy N. U. i P, I\ S. Barj liberalni od pie i, mniej radykalnj od drugiej, w programie swoim wysuwają ha­ sła autononi «ru rosyjskiego, który miałby stanowić oddzielny prawno-polityczny nizin w ramach rosyjskiej państwowo po­ nadto zaś współpracują z demokratami rosyj­ skiemu i wierzą w rosyjską demokrację tak. jak P. P. S. wierzyła w rosyjski socjalizm rewolu­ cyjny. Jeśli dodamy jeszcze, że istniejąca już i przedtem, ale dotychczas słaba Socjaldemo­ kracja Królestwa Polskiego i Litwy, o charak­ terze wybitnie kosmopolitycznym i silnych wpływach rosyjskich, zyskuje w czasie rewolu­ cji znaczniejszy wpływ w masach w^^ . ych dzięki swoim prymitywnym hasłom socjalnym i demagogji — jasnem będ \\olucja 1905 i\, pierwotnie wyr; narodowa i niepodległościowa, z biegiem czasu stała się „ogonem" rewolucji rosyjskiej. Pomimo wszystko jednak ideologja niepo­ dległościowa, która tak wspaniale odrodziła sio pod koniec XIX wieku, która poruszyła utajo­ ne czynniki społeczne, która spopularyzowała sprawę niepodległego bytu wśród najszerszych warstw narodu i która natchnęła naszą ów­ czesną literaturę i sztukę niezłomnym duchem patriotyzmu — nie mogła zaniknąć nawet wo­ bec dezercji swoich dawnych szermierzy. Chwiejący się sztandar niepodległości po­ chwycił w swoje dłonie Józef Piłsudski, stając się odtąd czołowym szermierzem sprawy nie­ podległości i propagatorem zbrojnego czynu. Jak już wiemy na początku wojny rosyj­ sko-japońskiej Józef Piłsudski usiłował reali­ zować koncepcję militarno-dyplomatyczną: so­ jusz polskiego kierunku niepodległościowego z Japon ją, w oparciu o nią polska akcja zbroj­ na i wzamian za to wytoczenie przez Japonję „sprawy polskiej" na forum międzynarodowe w przyszłej konferencji pokojowej. Pomimo niepowodzenia swojej akcji w Japonji po po­ wrocie do kraju organizuje Piłsudski na wiel­ ką skalę zakrojoną akcję zbrojną przeciwko ca­ ratowi, którą rozpoczęła manifestacja na placu Grzybowskim w Warszawie. Tworzy więc Pil116

jej patriotyzm, n oraz szczególnie podkreślali prowadzanie zadań bojowych, wyraźnie zm czątkowania narazie tajnej, ale sokim , ziomie karności i ideowości armji narodo 7. drugiej zaś strony miała na celu obali w społeczeństwie polskiem wyrosłej z klęski wstania styczniowego nieufności do wtósny sił i do czynów orężnych przeciwko Rosji. Cl dzilo niejako o przyzwyczajeniczeńs^ do szczęku polskiej broni, która juz od kiłkiu dziesięciu lat rdzewiała w bezczynności, do my* śli o walce czynnej z caratem, do krytyeyz w stosunku do rzekomo niewzruszonej potęgi rosyjskiego imperjum, chodziło wreszcie o pi zwyczajenie cło ryzyka, bohaterstwa i ofiar. Tym daleko sięgającym celom wyraźnie służyła cała akcja bojowa, która na se swo­ ich krwawych ofiar czyniła pomniki bohater­ stwa i patrjotyzmu, jak o tern świadczy tragi­ czna śmierć członków organizacji bojowej, któ­ rzy, jak naprzykład, Józef Montwiłł-Mirecki umierali z okrzykiem ,,Niech żyje Polska !" na ustach. Piłsudski, twórca i samodzielny kierownik całej organizacji bojowej, nie mieszał się do walk programowych w łonie P. P. S., nie znie­ chęcała go również chwilowa przewaga „lewi­ cy", rezygnującej świadomie z celów niepodle­ głościowych. Trzymał się jakgdyby zdała od polityki partyjnej, przeprowadzając swoje da­ leko zamierzone cele przy pomocy oddanej so­ bie organizacji bojowej. Musiało to doprowa­ dzić do konfliktu i w rezultacie pod koniec 1906 roku organizacja bojowa została wyklu­ czona z partji za swoje niepodległościowe ten­ dencje i wyodrębnienie się organizacyjne. W owym czasie całokształt działalności Józefa Piłsudskiego nie był popularny zarówno wśród socjalistów, jak i s; o społeczeń­ stwa. Pierwsi kierowali się motywami czysto socjalistycznego kosmopolityzmu. Natomiast

nie rozumiało dalekich celów iwych „walki czynnej", a mając już dość rewi i chaosem i anarchją i nie i organizacji bojowej od częn nawel bandytyzmu zwyrodniałych pod koniec bojówek rewolucyjnych — poprostu to unormowania stosunków i spokojnego anią skronniiutkich zresztą zdobyczy re­ wolucyjnych. W dodatku odbywały się wybo­ ry do pierwszej Dumy, carskiej parodji parla­ mentaryzmu, W Warszawie mnożyły się partje i partyjki polityczne, wzbierały namiętno­ ści, rosły ambicje. Walka o dorywcze wpływy w społeczeństwie, chociażby dyskontowane w tak niepewnej instytucji, jaką była Duma, przysłaniała dalsze horyzonty polityczne i spra­ wę narodową rozmieniała na drobne lichej, ale za to aktualnej rzeczywistości. Narodowa demokracja z ogólnego chaosu rewolucyjnego wyszła prawdziwie zwycięsko. Społeczeństwo widziało w niej partję patrioty­ czną, ale trzeźwą i niewymagającą od niego żadnego ryzyka, zachowawczą i stanowiącą ostoję ładu społecznego. Przy pierwszych wy­ borach do Dumy zdobywa też N. D. (rewolu­ cjoniści bojkotowali je) wszystkie mandaty i staje się partją, rządzącą opinją społeczeń­ stwa polskiego. Ale zwycięstwo swoje musia­ ła okupie odstąpieniem od haseł niepodległo­ ściowych, bez wielkich zastrzeżeń przejmując niejako spadek po dawnych ugodowcach. Jako cel swojej polityki stawiała narodowa demo­ kracja otrzymanie z rąk Rosji autonomji dla Królestwa Polskiego, do celu zaś tego miała dą­ żyć poprzez realizację pomniejszych kolejnych ustępstw rządu lub Dumy na rzecz Polaków.

Rewolucja 1905 roku doprowadziła do bankructwa polski ruch niepodległościowy, który rokował tak świetnie nadzieje na prze­ łomie XIX i XX stulecia. Złożyło się na to wie­ le przyczyn. Przedewszystkiem rewolucja wy­ kazała praktycznie zasadnicze różnice, jakie już i poprzednio istniały pomiędzy prawem i lewem skrzydłem kierunku niepodległościowe­ go. W ogniu rewolucji, w jej chaosie i anarchji, które groziły zawaleniem się istniejącej struk­ tury społecznej, różnice te musiały doprowadzić do walki wewnętrznej w obozie niepodległościo­ wym. W walce tej zatarła się wspólna ideologja niepodległościowa, natomiast wyjaskrawi­ ły się cechy społeczne poszczególnych ugrupo­ wań, jak to miało miejsce i w R P . S . i w N. D.

Z drugiej strony trwająca nadal obojętni Europy dla sprawy polskiej paraliżowała myśl nawet najgorętszych patrjotów, którzy w obli­ czu rozgrywającej się rewolucji lękali się po­ stawić sprawę polską na kartę hazardownej gry w pojedynkę z Rosją. Zkolei grały wielką rolę takie lub inne nadzieje, związane z rewo­ lucją rosyjską. Walka z carską Rosją budziła zaw'sze życzliwość społeczeństwa polskiego cho­ ciażby ta życzliwość była nader lękliwa i bier­ na. Co innego owa „przyszła" Rosja porewTolucyjna, demokratyczna, jak życzyli sobie tego polscy demokraci, socjalistyczna, jak marzyli polscy socjaliści. Wizja owej „przyszłej" Rosji mąciła umysły, osłabiała wolę, budziła nieuza­ sadnione nadzieje, a przedewszystkiem kiero­ wała myśl polityczną na realne tory przystoso­ wywania się i wykorzystywania warunków, ja­ kie miały zaistnieć w państwie rosyjskiem. Najważniejszą jednak przyczyną bankruc­ twa kierunku niepodległościowego była niezwy­ kła trudność utrzymywania polityki państwo­ wości polskiej wobec rozdarcia na trzy zabory. Trudność tę wykazała rewolucja rosyjska. Za­ równo Niemcy, jak i Austrja zachowały się ultra-lojalne w stosunku do caratu. Austrja stłumiła u siebie wszelką myśl okupowania ziem polskich, w7ykorzystywując chaos w Rosji, jak to podsuwały rządowi wiedeńskiemu nie­ które elementy niepodległościowe w Polsce. Niemcy zbliżyły się do Rosji, manifestując swoje dobre stosunki z caratem i służąc mu swojem poparciem i radą. Podobno istniał nawret projekt anektowania, czy też tylko okupo­ wania Królestwa przez wojska niemieckie, któ­ re w porozumieniu z rządem carskim miały stłumić rewolucję w Polsce. Ile w tern było prawdy, trudno dociec. W każdym jednak ra­ zie pogłoski na ten temat gęsto krążyły po Warszawie, wywołując powszechny wśród pa­ trjotów niepokój. Świadczy o tern fakt, że kie­ dy w listopadzie 1905 r„ w czasie groźnego wrzenia rewolucyjnego, ukazał się dodatek nad­ zwyczajny „Gazety Polskiej", opatrzony sensa­ cyjnym tytułem „Prusacy idą!" — w Warsza­ wie zapanował popłoch i dezorjentacja, szcze­ gólnie wśród elementów patriotycznych i za­ chowawczych. W tym stanie rzeczy jasnem się stało, że dla sprawy odbudowy państwa polskiego ko­ nieczną jest szczególnie pomyślna konjunktura międzynarodowa, która skłóciłaby zaborców oraz z ich osłabienia i rozbicia wydobyłaby atut dla polityki niepodległościowej. A taką kon­ junktura mogła być tylko wojna pomiędzy pań117

mi zal

rm. Aie

u iele jej z^ iastunów, sarcw W Ogi jeniu się EUJ l Hi gospoda < • (p< yfistj silną była sugest haskj jeszcze w rażenia wX larne mniemanie edó\ :hnicz niemożlw ą e WJ darcsaych. A jednak wojnę tę ef Piłsudski* Z myślą o niej ocalił pore^ lucyjne resztki ruchu niepodległościowa i z resztek tych nanowo twory! kadry organi­ zacji niepodległościowej, aby pomyślniej konjunktura międzynarodowa, ni< yła Polski zupełnie niepi towanej i pozbawio­ nej, chociażby tylko chwilowo, elementów stwowo-twórezych. 1 w tom tkwi bezsporna hi­ storyczna zasługa J< Piłsudskiego, który nie dopuścił do zerwania się ciągłości polskiej idei niepodległościowej, która od ehwiji upad­ ku Rzplitej w XVIII stuleciu. odbudowy nigdy nit' pozostała b < jowników i apostołów, chociażby stanowili zaledwie wysepkę w morzu powszechnej bi ności, zniechęcenia i oportunizmu. Co zaś do samego ruchu niepodległościowe­ go, końca XIX wieku, który ta ruch znal swój epilog w pierwszej rewolucji rosyjskiej— należy stwierdzić, ze nie przepadł on na marne, gdyż przygotował grunt pod nową falę odrodzo­ nej ponownie ideologji niepodległością cza­ sów wojny światowej, zapewniając tern osta­ teczne wyzwolenie Polski i odbudowę państwo­ wości polskiej po blisko stupięćdziesięcioletniej niewoli. Pierwotny kierunek niepodległościowy i socjalizmu polskiego, i narodowej demokra­ cji przeobraził społeczeństwo polskie od dołu, powołując do walki o Polskę nowe siły, nowe warstwy, przedewszystkiem zaś robotnika i chłopa, co skrystalizowało i spopularyzowało
powszechną świadomość narodową, ogranie

dwukn przewj nia styczniowego. Gene) wski Skałłon osobiście

;uberoator I 1.000 gubernje ków śmierci. Sybir i odl< zesłance siw Lludniły ^ię nov zostały dos skieh. Ore; ;one. Równocześnie władze rosy ziły reakcyjną politykę upr przeorów ych na niek jowywania k klas pracujących, biorąc krw V i okrutny wet za terror Uicyjny. W tych warunkz na fali opinji i wpływów mogła się była utr mać tylko narodowa demok] ko i radykalnie przystosowała sio I nowych warunków politycznych, reprezenl tradycyjny patrjotyzm narodov W pierwszej Dumie stronnictwo to. protestuj przeciwko pogwałceniu praw Królestwa P skiego i żądając dlań autonomji, tern samem uznało państwowość rosyjską, jako podstawę polityki polskiej. Po tej też dr szło dalej. W Dumie Koło Polskie usiłowało stać się „ję­ zyczkiem u wagi", aby, zachowując lojalność wobec rządu, tą drogą wywierać nań wpływ, jak to się działo z Kołem połskiera w Wiedniu. Jednak w Dumie Koło polskie było zbyt szczu­ płe, tombant e po rozwiązaniu II-ej Dumy Stołypin zredukował liczbo mandatów Króle­ stwa :: 37 na U, a w tein dwa mandaty dla mniejszości rosyjskiej. Zawiodły i lojalność riamentarna. Koła polskiego, i wi­ Polityce narodowej demokrac de i nacjonała sio nietylko rządowa reakc reakcję, jako lizm rosyjski, obudzonj lucii. Wal­ znakomite remedjun ciwk olskością, prowadzona przedtem biurokrację carską, stalą się walk rodów. Chwilowe rewolu >olskie niszczono wytrwale. Padły ofiarą najwięki we1 poczynania narodowe] demokraci „Sokół" i „Placier ilna". Pozostah kor enione szkoły polski* Inych praw państwowych większa swoboda językowa i i . Nato­ miast z biegiem lat rosły apetyt jonalizmu

jąeą się przedtem wyłącznie niemal do warstw oświeconych i mieszczaństwa. To od] świadomości narodowej stało się silniejszym ponad motywy polity sad­ ku i trzeźwości, ponad klasowo ro ności i antagonizmy. To też zanik porów sel niepodległościowych w polityce iej by« najmniej nie byl równoznai >cosem ejowym, który w dalszym ciągu al nieświadomie drąży! w samoielnej myśli państwowej, która w ni<w iele 1; niej miała wspólnym, tytanicznym w kiem narodu wysunąć sprawę polska na forum

ne

o. Prawosławny biskup wołytf • w iony Eulogjusz, propaguje „wyodrębniegubemji chełmskiej, a tem tem oddani* A- azpony bezwzględnej ruikacji i prawosławia. 0 aut "innuji niema mowy. X. D. musi ograniczyć swoje a je do skromnego san jskiego, jacelu polityki polskiej. Rozpoczynają ajeprzeciwko Polakom na kolei warszaw w iedeńskiej. Przygotowuje się zniesienie w Królestwie kodeksu Napoleona i zastąpienie rosyjskim. Następują represje antypolskie na Litwie i Rusi. Wszystko zapowiada zdwo­ jony ucisk Ze strony Rosji, aprobowany przez Dumę, owo „przedstawicielstwo narodowe", W którem pokładano tak wielkie nadzieje. Pomimo wszystkie jednak rozczarowania narodów a demokracja, raz pogodziwszy się z lojalnością wobec państwowości rosyjskiej, więcej już nie zbacza z tej drogi, jakkolwiek wywołuje to szereg przesileń w tonie partji. Przyczyną tego była sytuacja w zaborze pru­ skim, gdzie N. D. miała oddawna już silne wpływy. W tym bowiem czasie nacjonalizm wszechniemiecki osiąga swoje maksymalne na­ pięcie. Pod wpływem nacjonalizmu, któremu patronuje cesarz Wilhelm II, rozpoczyna się akcja hakatystyczna przeciwko Polakom, do­ prowadzając ucisk pruski do niebywałych przedtem rozmiarów. W tym stanie rzeczy na­ rodowa demokracja, zrezygnowawszy z polity­ ki niepodległościowej, staje wobec pytania, w którym zaborze ucisk jest większy, która nie­ wola jest groźniejsza dia Polaków: rosyjska, czy niemiecka. 1 odpowiada: niemiecka. Roz­ poczyna się antyniemiecka polityka narodowej demokracji, która siłą rzeczy rozciąga się i na Austrję, jakkolwiek niewola była tam względ­ nie najmniej rażąca, a to ze względu na sojusz austro-niemiecki, pozbawiający Austrję samo­ dzielności politycznej. Konsekwencją tej poli­ tyki antyniemieckiej musiało być pogodzenie się ze stanem y w zaborze rosyjskim i lo­ jalność wobec państwowości rosyjskiej. Ten kierunek polityczny narodowej demokracji konsekwentnie doprowadził ją później do orjentacji koalicyjnej w czasie wojny światowej i określił zgóry zakres i środki jej działalności politycznej i militarnej we wspólnem całego na­ rodu dziele odbudowy państwa polskiego.

sw?oją działalność do zaboru , do Krakowa, skąd rozciągał swo­ i całą Polskę, oraz na emigrację, 6d młodzieży. Od początku wierny ideologji niepodległo­ ściowej, którą miał niejako we krwi, z nieugię­ tą wolą i hartem ducha kroczył ku swemu ce­ lowi, któremu życie całe poświęcił, wśród wie­ lu niepowodzeń, rozczarowań, niezrozumienia wśród najbliższych nawet, poprzez własne cier­ pienia i niedostatek, poprzez Sybir, więzienie i gorszy jeszcze więzienny szpital dla obłąka­ nych. Wierzył mickiewiczowską wiarą, że wałka Polski z Rosją jest wralką dwóch duchów, z któ­ rych rosyjski jest „najokrutniejszy" i „naj­ głupszy44. Nie wierzył jednak, aby duch rosyj­ ski „nawrócił się4'. Wierzył przeto w śmier­ telny wynik walki dla jednej ze stron. Uzbroić duch polski, stworzyć polską siłę zbrojną i w otwartem polu stanąć z nią do walki z Mo­ skalem — oto był cel, który przyświecał Piłsud­ skiemu od początku rewolucji. Po jej upadku i rozczarowaniach cel ten zyskał w nim silne oparcie w7 rachubie na wojnę pomiędzy zabor­ cami. Do wojny tej przygotować naród polski stało się najbliższym celem Piłsudskiego. przenosząc austrj; je wpł\ Skupia przeto wokół siebie wszystkie ele­ menty niepodległościowe i ożywia je szerszą już ideologją, niż mogło to mieć miejsce w ra­ mach socjalizmu. Wkrótce staje się symbolem i duchem ożywczym ideologji niepodległościo­ wej, kierunku walki czynnej, romantyzmu po­ litycznego. Posiew Piłsudskiego wydaje bogaty plon szczególnie wśród młodzieży. W 1908 r. powstaje ,,/wiązek walki czynnej". W 1909 r. powstają „Drużyny Strzeleckie*'. Są to orga­ nizacje tajne. Jednak w 1910 r. w ogólnej at­ mosferze alarmów wojennych rząd austrjacki decyduje się zalegalizować polskie organizacje wojskowe w sposób analogiczny, jak tyrolskie stowarzyszenie strzeleckie. We Lwowie powsta­ je jawny już „Związek Strzelecki", a w Krako­ wie „Strzelec". Obie te organizacje, ożywione wspólnym duchem i znajdujące się pod kierow­ nictwem głównego komendanta, którym zosta­ je Piłsudski, stają się podwaliną przyszłych Legjonów, zgóry określając na wypadek wojny ich antyrosyjską orientację. Analogicznie rozwi­ jają się również i inne organizacje wTojskowe, oparte o ideologję niepodległościową i hasła walki czynnej. W 1912 r. Józef Haller zakłada przy lwowskim „Sokole" „Drużyny polowe", Henryk Minkiewicz organizuje wśród patrjo119

Kierunek ściśle niepodległościowy repre­ zentował w okresie porewolucyjnym Piłsudski,

tycznych górali chochołowskich „Drużyny Pod­ halańskie*', S. Pasławski tworzy we wschodniej Galicji „Drużyny Bartoszowe**, tworzą się i in­ ne analogiczne organizacje. Nawet w Ameryce wśród emigracji polskiej powstają „Drużyny Bojowe", organizowane przez Witolda Ryl­ skiego. Silą woli i ideologji Piłsudskiego nieledwie # przededniu wojny światowej nanowo skupia się i rozkrzewia ruch niepodległościowy, znacz­ nie pogłębiony i rozszerzony ideologicznie, oraz oparty o rozwijające się przysposobienie woj­ skowe, które, odradzając polską wiedzę i kar­ ność wojskową, miały się stać samodzielnym zalążkiem przyszłej armji polskiej. A potem przyszła wojna światowa i ro­ mantyczne napozór marzenia przyoblekła w szatę rzeczywistości. Zanim dyplomacja wy­ wlekła sprawę polską z zatęchłego lamusa euro­ pejskiej obojętności już szabla polska dzwoniła u ogólnym rozgwarze wojennym, torując dro­ gę polityce polskiej i roznosząc hasła niepodle­ głości po wszystkich krajach i lądach, wszę­ dzie, gdzie tylko biły polskie serca, chociażby skryte pod obcym, a często wrogim mundurem. Niepodległość stała się rzeczywistością. I nie dlatego, że wojna światowa stworzyła wy­ jątkowo korzystną dla Polaków konjunkturę polityczną, lecz dlatego, że cały naród z konjunktury tej umiał skorzystać i wszystkie swo­ je siły i dążenia umiał przekuć na oręż sprawy

polskiej, ofiarnie służąc jej i ofiarnie dla niej ginąc pod różnemi sztandarami. Ideologja niepodległościowa, która nigdy nie straciła swoich wyznawców, zwycięż; ostatecznie, kiedy w odpowiedniej chwili c. naród oddał jej siłę swych ramion.

Wojna ń m a o - m ^ h ^wiedziana!
Petersburg Lgc sierpnia. (Pet. Aj. Tel.)
Dziś t-g* sierpnia ambasador niemiecki wrę­ czył ministrowi spraw zagranicznych w imienin swoiego rządu wypowiedzenie wojny Rosji*

Żołnierze

bawarscy

na

nartach.

Rozdział

III.

USTOSUNKOWANIE SIŁ MOCARSTW EUROPEJSKICH W PRZEDEDNIU WOJNY ŚWIATOWEJ. Wojna światowa nie była dziełem przy­ padku. Historja ostatnich paru dziesiątków lat pracowała na nią wytrwale, popychana i przy­ naglana przez Niemców, którzy w swej bez­ miernej pysze marzyli o podboju świata, o hegemonji Niemiec wśród państw i narodów całej kuli ziemskiej. Nigdy bodaj pycha ludzka nie zakreśliła sobie tak rozległych planów wywyższenia włas­ nego narodu, a poniżenia innych, jak to uczy­ niły Niemcy przedwojenne, systematycznie i wytrwale przygotowując wojnę światową, która miała się stać największą katastrofą, ja­ ka kiedykolwiek wstrząsnęła życiem całej ludz­ kości. To, co działo się w Europie przed 1914 r. dla każdego myślącego, a orjentującego się w kulisach polityki człowieka, wróżyło nie­ uchronną katastrofę, która zbliżała się ku ludz­ kości z rosnącą wciąż szybkością. Niemiecki gospodarczy podbój stawał się coraz bardziej nieznośnym dla całego świata. Niezliczone fa­ langi niemieckich komiwojażerów, przemysłow­ ców, techników i rolników wytrwale zdobywały tereny dla niemieckiej ekspansji gospodarczej, równocześnie, umacniając po wszystkich kra­ jach i kontynentach placówki groźnej niemczyz­ ny, tej najbardziej nacjonalistycznej i impe­ rialistycznej. Były to daleko wysunięte macki potwornego polipa, który, wysysając żywotne soki całej ludzkości w sposób niewidoczny, poko­ jowy, w każdej chwili mógł był zacisnąć obręcze swoich długich ramion, by w sposób przyśpie­ szony, wojenny, złamać odporność upokorzone­ go świata. Grozę położenia międzynarodowego po­ twierdzało wszystko, co działo się w Niemczech, potwierdzały ją własne słowa niemieckich poli­ tyków i wodzów, a przedewszystkiem potwier­ dzała ją rosnąca i twardniejąca „żelazna" pięść niemieckiego imperjalizmu. Świat, a przedewszystkiem Europa zrozu­ miała, ku czemu dążą Niemcy. To też na długo jeszcze przed wojną światową, w czasie pokoju, kiedy toczyła się tylko zacięta i nieubłagana walka gospodarcza, rozpoczął się „wyścig zbro­ jeń", doprowadzając stan pogotowia wojennego w Europie do takich rozmiarów, o których nie śniło się nigdy przedtem ani ludzkości, ani naj­ zagorzalszym nawet imperjalistom. Europa, podzielona na dwa wrogie obozy „trójprzymierza" i „trójporozumienia" (patrz rozdział I), zbroiła się w przewidywaniu nie­ uchronnego starcia. Ale w tern zbrojeniu obu stron była ogromna różnica. „Trójprzymierze" pod batutą Niemiec zbroiło się w celach napast­ niczych, imperjalistycznych, „Trójporozumienie" zbroiło się w celach obronnych, stale pozo­ stając w tyle w niemieckim „wyścigu zbrojeń". Mówiąc o zbrojeniu należy uświadomić sobie, że tyczyło się ono zarówno wojskowej, jak i go­ spodarczej oraz psychicznej obrony przedwojen­ nego życia narodów. W rezultacie wT wojnie światowej strony walczące wyprowadziły w pole niebywałe w dziejach masy ludzkie, oraz zastosowały dla celów wojennych kolosalny aparat techniczny, który w ciągu paru lat działania przetworzył całe życie współczesne ludzkości, nadając całej wojnie charakter katastrofy dziejowej. To też, aby zrozumieć całokształt wojny światowej, jako zjawiska dziejowego, nieodzownem jest zapoznać się z tym kapitałem materjalnym i psychicznym, który dla celów wTojny na­ gromadziły państwa europejskie przed rokiem 1914 i który zadecydował o charakterze całe]
121

Gi

MM. IB

IKS if RÉSERVE t!( MESS E

USE'

Francja.

Odezwy

mobilizacyjne.

wojny. Poza tern zapoznać się z przygotowania­ mi wojennemi i ich charakterem — to zrozu­ mieć, kto był inicjatorem wojny, kto o niej przemyśliwał i komu najbardziej mogło na niej za­ leżeć ze względu na największe spodziewane sukcesy. Przyjrzyjmy się przeto, jak przedstawiało się ustosunkowanie sił stron walczących w 1914
122

roku, jako wynik długotrwałego „wyścigu zbro­ jeń", oraz jaki charakter miał ten „wyścig" wśród poszczególnych państw, biorących w nim udział. Odkąd ludzkość nauczyła się prowadzić wojny — odtąd dla każdego znawcy tego „rze-

miosła" oczywistem było, że, aby wojować, nie wystarczy posiadać uzbrojoną armję, lecz ko­ niecznem jest posiadać również „wolę walki i zwycięstwa". Innemi słowy narody dla celów wojny muszą zbroić się nietylko materjalnie, ale i psychicznie. Te dwa czynniki prowadzenia wojny, materjalny i psychologiczny, wzajem­ nie uzupełniając się, wytwarzają dopiero do­ skonały aparat wojenny, który potrafi wyzy­ skać w największej mierze możliwości bojowe armji i całego społeczeństwa.

ponadto najobfitszem źródłem wszechniemieckiej ideologji, która, na tle wrodzonej Niemcom pychy i brutalnej buty krzyżackiej, przenikła wszystkie warstwy niemieckiego społeczeństwa, zapuszczając swoje korzenie w kraju i zagrani­ cą, wszędzie, gdzie tylko Niemiec stawiał swo­ ją ciężką stopę. Ideologja wszechniemiecka wyzwoliła w na­ rodzie niemieckim wszystkie jego wrodzone, a z punktu widzenia międzynarodowego ujem­ ne, niebezpieczne, groźne nawet cechy. Naród

Kanał

Sueski.

Zastanówmy się, jak pod względem psy­ chologicznym przedstawiała się siła bojowa Niemiec w przededniu wojny światowej. Śmiało możemy stwierdzić, że wśród więk­ szych narodów świata Niemcy były najbardziej psychologicznie przygotowane do wojny i to do wojny zaczepnej, zdobywczej, której celem był nietylko rozrost terytorjalny Rzeszy Niemiec­ kiej, lecz przedewszystkiem osiągnięcie nieby­ wałej hegemonji, którą Niemcy — „naród pa­ nów" — miały narzucić całemu światu. Wspaniałe zwycięstwo Niemiec nad zgangrenowaną i niedołężną Francją drugiego ce­ sarstwa w latach 1870-71, równocześnie kładąc fundamenty pod światową potęgę polityczną i gospodarczą cesarstwa niemieckiego, stało się

niemiecki, jako masa, stał się, niby nabojem dynamitowym, który wT każdej chwili groził światu wybuchem, zniszczeniem, katastrofą. Przeświadczenie o wTyższości narodu niemiec­ kiego i jego kultury, pogarda dla wszystkiego, co nie było niemieckiem, a stąd mistyczna nieledwie wiara wT „posłannictwo" Niemiec w dzie­ jach świata — wszystko to działało, jak narko­ tyk, opanowując wszechstronnie myśl i psycho­ log je niemiecką. Cesarz, rząd Rzeszy i rządy w państwach niemieckich, parlamenty i partje polityczne, arm ja i sfery gospodarcze, masy urzędnicze, robotnicze i włościańskie, inteligen­ cja i elita umysłowa Niemiec — wszyscy żyli pod działaniem tej narkozy, wytwarzając ol­ brzymi kapitał psychiczny, który w każdej
123

chwili mógł być użytym dla celów wojny zabor­ czej, jako że kult „siły", realizującej niemieckie „posłannictwo", był w Niemczech powszechny i zgodny z ich narodowym, odwiecznym charak­ terem. Ideologja wszechniemiecka, a wraz z nią i imperjalistyczna wola zwyciężenia i zawojo­ wania świata, była w Niemczech przedwojen­ nych tak potężnym czynnikiem w psychologji społecznej, że wobec niej nietylko kapitulowały, ale wprost podporządkowywały się jej nawet te kierunki społeczne, które w założeniu swojem

Obrońca Liege Generał Leman

musiały być sprzeczne z ideologja wszechnie­ miecka i niemieckim imperializmem. Tak właś­ nie było z niemiecką socjalną demokracją. Na całym świecie w okresie przedwojennym socja­ lizm był tym czynnikiem, który wszędzie prze­ ciwstawiał się imperjalizmowi i nacjonalizmo­ wi, pogłębiając w społeczeństwach idee pacyfi­ styczne, podnosząc wagę zagadnień wewnętrz­ nych, zagadnienia zaś zewnętrzne przenosząc na płaszczyznę międzynarodowej solidarności proletarjatu. To też wszędzie socjalizm był czynnikiem z punktu widzenia militarnego wy­ bitnie destrukcyjnym, osłabiającym bojowe siły społeczeństwa i państwa. Inaczej sprawa przedstawiała się w Niem­ czech. Ich liczna, doskonale zorganizowana i na124

pozór potężna socjalna demokracja równie do­ brze pracowała na rzecz niemieckiej hegemonji nad światem, jak kierunki polityczne społecz­ nie prawicowe, reakcyjne i nacjonalistyczne. Mało tego — socjalizm niemiecki, legitymując się swojem znaczeniem i potęgą nawewnątrz Niemiec, a mając „na eksport" dość frazeologji i obłudy, umiał i chciał wykorzystywać swoje wpływy międzynarodowe na rzecz imperializ­ mu niemieckiego. Najjaskrawsze dowody tego złożył socjalizm niemiecki zarówno w momen­ cie wybuchu, jak i podczas całego trwania woj­ ny światowej. Ta powszechność imperialistycznych na­ strojów w społeczeństwie niemieckiem, stano­ wiła o jego psychicznej wartości bojowej, z cze­ go dobrze zdawał sobie sprawę wielki sztab ge­ neralny armji niemieckiej w swoich planach podboju świata. Podobnego zjawiska, zakrojo­ nego na tak wielką skalę, nie spotykamy przed wojną nigdzie. Nastawienie psychiczne więk­ szości narodów, jeśli miało nawret cechy militar­ ne, zresztą osłabiane systematycznie międzynarodowemi tendencjami pacyfistycznemi, humanitarnemi i socjalistycznemu ogólnie biorąc miało charakter zdecydowanie obronny, wywo­ łany zgoła jawną agresywnością militarystycznych Niemiec. Reasumując możemy stwierdzić, że w okre­ sie, poprzedzającym wojnę światową, społeczeń­ stwo niemieckie było całkowicie przygotowane psychicznie do wojny zaczepnej i zaborczej, z myślą o której zżyło się całkowicie, którą aprobowało, usprawiedliwiało i zalecało wT prze­ ciwieństwie do tych społeczeństw, które miały w przyszłości stanąć po przeciwnej stronie frontu wojennego, a które w masach swoich w dużej mierze zatraciły swoje psychiczne ak­ tywne siły bojowe, przekształcając je na huma­ nitarny pacyfizm, międzynarodową solidarność proletarjatu, a w najlepszym razie na patrio­ tyczną wolę obrony zagrożonej ze strony Nie­ miec ojczyzny. Nie znaczy to, aby wśród prze­ ciwników Niemiec nie było tendencyi imperiali­ stycznych czy nacjonalistycznych. Dość przy­ pomnieć kierunek wszechsłowiański w Rosji, merkantylny imperjalizm angielski, lub ten­ dencje rewanżowe we Francji (patrz rozdział I). Wszystko to jednak miało charakter spo­ łecznie odosobniony, nigdy nie przenikając w głąb psychiki ogółu społeczeństwa, nigdy nie odgrywając roli narodowej religii, j"ak to mia­ ło miejsce w Niemczech w stosunku do ideologji wszechniemieckiej z jej dalszemi konse­ kwencjami w postaci militaryzmu jak najbar-

dziej brutalnego, obłąkanego w swojej pysze nacjonalizmu, w postaci wiary w niemieckie ^posłannictwo" dziejowe i w konieczność jego realizacji przy pomocy siły i terroru. To specyficznie niemieckie nastawienie psychiczne w masach społeczeństwa miało poza znaczeniem czysto bojowem i inne jeszcze, nie­ zwykle doniosłe dla przygotowań wojennych znaczenie ze względu na rozproszenie Niemców na całej kuli ziemskiej. Gdziekolwiek znajdo­ wali się Niemcy, a docierali oni do wszystkich

cesarstwem światowem, którego obywatele za­ mieszkują we wszystkich częściach świata, wszędzie wnosząc ze sobą światło wiedzy i kul­ tury (?!) niemieckiej. Czas najwyższy połączyć to szersze imperjum niemieckie z naszem macierzystem cesarstwem!" To, co głośno wyznał światu cesarz nie­ miecki, było głęboką, nieledwie religijną wiarą tych mas niemieckich, które istotnie „zamiesz­ kiwały we wszystkich częściach świata". Stwa­ rzało to niezwykle łatwe pole pracy dla nie-

Belgja.

Mulen.

Zniszczona

przez osada.

Niemców

zakątków świata jako kupcy, przemysłowcy, rolnicy i finansiści, wszędzie tam rozpierała swoje wpływy ojczyzna niemiecka, ta nacjona­ listyczna i imperjalistyczna, opasując świat żelaznemi obręczami swojej zwycięskiej i wciąż pragnącej zwyciężać potęgi. Tę doniosłą rolę, jaką dla imperjalizmu niemieckiego pełniły tysiączne rzesze niemiec­ kich „Kulturtragerów", należycie docenił ce­ sarz Wilhelm II, kiedy to w 1896 r. wygłosił z racji 25 rocznicy założenia cesarstwa niemiec­ kiego swoją sensacyjną mowę, w której między innemi oświadczył, że naród niemiecki „stał się

mieckiego wywiadu wojskowego, który wszę­ dzie, gdzie zaszła tego potrzeba, miał nietylko chętnych, ale ideowych i entuzjastycznych agen­ tów, dostarczających wiadomości najbardsie-j wszechstronnych i fachowych, lub też wykorzy. stywujących swoje lokalne wpływy dla celów niemieckiej propagandy i politycznej intryga Przy doskonałej organizacji niemieckiej, która leży we krwi tego zdolnego, a tak szkodliwego dla ludzkości narodu, równało się to wszech­ stronnej penetracji Niemiec w najbardziej j ^ tymne strony życia zainteresowanych narodów co w sensie militarnym dawało Niemcom nie! 125

Przekrój jednego z fortów Liegc. 1 ) Fort, 2) Grupa atakujących, S) Zasieki z drutu kolczastego, Ą) fu­ gas, 5) Zasieki z drutu, 6) pozycja, 7) Baterja armat polowych, 8) przykrycie baterji.

zwykłą przewagę nad przyszłym przeciwni­ kiem, równocześnie będąc podporę ich polity­ ki międzynarodowej. Udowodniła to i ujawniła wojna światowa, w czasie której niemiecki apa­ rat wywiadowczy dokazywał wprost cudów, a ich propaganda wytwarzała niezwykłe trud­ ności dla Koalicji, że chociażby wymienimy

trudności, które Koalicja musiała przezwycię­ żyć, zanim udało się wciągnąć do wojny prze* ciw Niemcom Stany Zjednoczone Ameryki Pół­ nocnej. Wracając do psychiki narodu niemieckie­ go musimy stwierdzić, że o ogromie psychiczne­ go kapitału militarnego Niemiec istotne pojęcie

10 ,

y'

[
^ > >

m^

Przekrój jednego z fortów obrowiych Liege, 9) Armaty , haubice polowe, 11) transze i droga kolejowa.

W)

haubice,

126

dala dopiero wojna światowa. Czyż nie co innejak ten właśnie kapitał, umożliwiło Niemi tak długotrwałe prowadzenie wojny, któ­ ra po pierwszych niepowodzeniach przybierała roraz bardziej charakter beznadziejny, wojny, toczącej się w tak tragicznych dla całego naro-

wiednim momencie Niemcy z niezwykłą energją i systematycznością rozbudowywały swoją armję, która zresztą już od roku 1871 była jed­ ną z najlepszych armij świata. Niemiecki sztab generalny, wyjątkowo do­ brze zorganizowany, składający się z wybitnych fachowców wojskowych, a przytem ożywiony jednomyślną wolą wojny i zwycięstwa, ambit­ ny, dumny, hołdujący bezwzględności i brutal­ ności germańskiej, ale równocześnie szczerze patrjotyczny i ideowy, w ciągu paru dziesiąt­ ków lat, poprzedzających wojnę światową, był duszą i mózgiem państwa i narodu niemieckie­ go. Rolę tę zawdzięczał, rzecz prosta, imperiali­ stycznej polityce rządów niemieckich, ale rów­ nież i imperjalizmowi, zakorzenionemu wśród całego społeczeństwa niemieckiego. Dzięki wyjątkowemu stanowisku, jakie w Niemczech przedwojennych zajmował sztab
Dodatek nadzwyczajny.
Rot tu.

Picchotu belgijska,

du niemieckiego warunkach? To, że wygłodzo­ ne, walczące nieledwie z całym światem Niem­ cy załamały się dopiero pod koniec 1918 roku, świadczy aż nadto dowodnie, jak ogromny był zapas sił psychicznych w narodzie niemieckim i jak niezłomna była jego wola walki i zwycię­ stwa. Objektywnie biorąc, stanowi to zarazem wiekopomne świadectwo tężyzny psychicznej narodu niemieckiego, która, wyładowana w złym kierunku, tyle szkód wyrządziła ludzko­ ści, spychając ją na samą krawędź dziejowej katastrofy. I mimowoli rodzi się oderwana od rzeczy­ wistości myśl, raczej spóźnione marzenie o tern, jak wiele pożytku mogła była dać ludzkości ta niezwykła tężyzna niemiecka, ta zdumiewająca zdolność zogniskowania wysiłków całego naro­ du na jeden cel, gdyby... gdyby te możliwości psychiczne Niemców wprzęgły się były do innej, niż rzemiosła wojennego służby dziejowej!... Niestety — stało się inaczej. Psychiczny kapitał Niemiec nietylko rozpętał największą ze zna­ nych burze dziejową, ale i sam spalił się w niej i spopielił nieledwie bez śladu. W przededniu jednak wojny światowej żyły Niemcy pod znakiem wiary w swoją szczę­ śliwą gwiazdę, w swoją moc psychiczną i w swo­ ją potęgę materjalną, którą pieczołowicie ura­ biały dla celów przyszłej wojny i przyszłego zwycięstwa. Kierując się pragnieniem wojny i będąc zdecydowane wojnę tę sprowokować w odpo­

£ * GROSZE ™^ ^r-fMV';;#
P R t I ,' B H ; [ W 1 O C I O S U " " " 1 1 0 FUM C m t E S C U i H S I ' C K

OGAZETA PORANNA :
nokéad w ftrół&mtwła

Wz»ozywłśchrnał**łękmzy

Polmk/om.

Odezwa Zwierzchniego Wodza Naczelnego do Polaków.
PETERSBURG
POLACY! odm i dziadom BU, > • * żywe waazyoh cięto Wybił*

Cl

IM

w

i,
gdy oordmozno połłorm mar goni* oj* Mineto wiaku od ozaumęrt pol**o< nloI ma* narodu Wojtka

godzina,

moZm *>o apotmd. rozdarto

folmht

na czo» •>. mim duch Joj mm mim Jogo z Wiotka dzŁuiaco na cząaoi Romym mim naród polaki, jgzyku Cesarza mmoi miary, mam

Z y Im ona nadzioją. OyjZkia nioaą

mm przyjdź** pogodzonia granico

oh w lia zmartmyohmmtamo

mkimgo « bratmrmkwgo

mam rodomną aio on w jodną odrodzi

wimaó tomo pogodzonia oałośc pod bortom

Nimoh znikną ch3j połączy znorządna. dla pram Pod tym bortom

romyjakiogo. poszanowania

mlo Potmka wolna codo a któremi ttoaya. wroga nommgo związała

Jmdnogo oozokuim tyoh narodowości,

od maa Romy a — takiegoż wyoiamnłąl*

himtorya. dłonią Idzi» }mIdą

Z otmariomn morom/n I po brałormku mim mamzm mpotkanim wirnika azozm mmlmoz. klery Oulkl romyjmklo, mtydmłm om zorzy wtłm nmrodom. raztł Od brzogbw Zorza Wtórzy pod tycia

Ona,

to nim zardzewiał

Grunwaldom. do tnOrz Północnych dim wam i wschodzi ttimmbmj MM

Oooanmt Spohojnogo krzyia,

t»J snamlą

mymbol otorpioA

zmartwychwatp

Zwierzchni

Wódz naczelny

Qonerul

Adyuiant

4M.~^»»«,

MIKOŁAJ.

generalny i wogóle sfery wojskowe, oraz dzięki nastrojowi mas, a tern samem i partyj politycz­ nych, nie było takich ofiar, na które naród nie­ miecki nie zdobywał się dla celów rozwoju swo­ jej potęgi militarnej. Parlament Rzeszy w dzie127

&

<

if^
dżinie wojskowości był nieledwie ekspozyturą sztabu generalnego, do tego stopnia potulnie uchwalał wszelkie ustawy wojskowe i kolosalne kredyty, potrzebne dla realizacji wciąż rozra­ stających się planów sztabu generalnego.. Sztab niemiecki lepiej od innych rozumiał, jaką rolę w przyszłej wojnie odegrają środki
V| Î

••«fiWWipifc
-•'•

• ••••s'v"

9ÈBSK-

W,

Piechota belgijska.

Le Gouverneur Allemand de la Ville de Liège, Lieutenant-Général von Kolewe, a fait afficher hier lavis suivant :
auto tkltf Viii

Iraih riiui]
Uii-fht'fm h

J'oppose à cette affirmation démenti le plus formel
h U słrvą

le

ADOLPHE

MAX.

Odezwa Burmistrza Bmkselli.
Î28

techniczne, jakiego kolosalnego aparatu, ogar­ niającego całe państwo i całe społeczeństwo, wymagać będzie prowadzenie jej, a stąd jakiej pieczołowitości i systematyczności wymaga, nie­ zależnie od armji, przygotowanie dla celów wTojny całego niezwykle skomplikowanego zespołu wszystkich innych decydujących czynników7 mi­ litarnego powodzenia. Stąd też nigdzie ani w tym stopniu, ani z tą konsekwencją nie dostosowywano dla celów przyszłej wojny całego życia gospodarczego, społecznego i państwowego, jak to miało miej­ sce w Niemczech. Rozbudowując wciąż swój ściśle wojenny przemysł, który doprowadził produkcję sprzętu wojennego do niezwykłej doskonałości i maso­ wości (słynne zakłady Kruppa), nawiasem mó­ wiąc w dużej mierze dzięki zamówieniom zagra­ nicznym, jak naprzykład rosyjskim, równo­ cześnie kształtowały i grupowały Niemcy cały swój przemysł tak, aby na wypadek wojny łat­ wo i w krótkim czasie mógł pracować dla jej potrzeb. Rozumiejąc znaczenie środków komunika­ cyjnych przy prowadzeniu nowoczesnej wojny, Niemcy ściśle według swoich planów strategicz­ nych rozbudowywały wewnętrzną siec kolejo­ wą, oraz drogi kołowe. Dzięki znakomicie prze­ myślanym i zrealizowanym planom komunika­ cyjnym niemiecki sztab generalny miał zapew­ nioną szybkość i sprawność mobilizacji, oraz w-ykonania planowej, strategicznej koncentra­ cji swoich armij. Jako przykład planowości

Liege.

i strategicznego punktu widzenia w rozbudowie niemieckich kolei i ich urządzeń może posłużyć wspaniale rozwinięta sieć kolejowa, wyposażo­ na w ogromną ilość stacyj, torów zapasowych, oraz pierwszorzędnie urządzonych ramp, w trójkącie, jaki tworzą rzeki Ren i Mozela, oraz granice Holandji, Belgji i Luksemburga, począwszy od Crefeld, poprzez Akwizgran aż do Trewiru. Inwestycje te mogły być usprawie­ dliwione w tych okolicach jedynie względami strategicznemi, a mianowicie potrzebą wyłado­ wania armij niemieckich, których zadaniem miał być piorunujący przemarsz przez Belgję i Luksemburg dla zajścia tyłów armji francus­ kiej. Tak właśnie stało się w rzeczywistości. Przez owe niezliczone rampy w niezwykle krót­ kim czasie wyładowały się z pociągów 1, 2, 3 i 4 armje niemieckie, tworząc ugrupowania stra­ tegiczne prawego skrzydła armji niemieckiej. Podobny przykład zapobiegliwości sztabu niemieckiego w przygotowaniu odpowiednich dla planów przyszłej wojny środków komunika­ cyjnych widzimy na pograniczu rosyjskiem, szczególnie zaś w Prusach Wschodnich. Równy, oczywiście, rozmach posiadały pra­ ce fortyfikacyjne zarówno na granicy francu­ skiej, jak i rosyjskiej. Parlament niemiecki w ostatnich czasach przed wojną rok rocznie uchwalał kolosalne kredyty na fortyfikacje, które tworzone były bynajmniej nie w ce­ lach obrony, lecz stanowiły elementy szero­

ko zakrojonego planu niemieckiej agresji mili­ tarnej. Przetwarzano i wciąż unowocześniano stare twierdze, budowano nowe i tworzono całe łinje obronne, ostatni wyraz techniki przedwo­ jennej, jak naprzykład w Prusach Wschodnich na linji jezior Mazurskich. W parze z pracami fortyfikacyjnemi i dla ich potrzeb szedł rozwój środków komunikacyjnych. Nadewszystko jed­ nak uwaga Niemiec skupiała się na armji, któ­ ra odegrać miała decydującą rolę w upragnio­ nej wojnie, zapisując w dziejach świata, jak w to wierzył cały naród niemiecki, nowe zwycię-

Wichtige Avis Bekanntmachung importa
Ich verbiete iuerdurch euf da* strengste einen jeden MaueranIl «si •trictement détendu, aussi ^ la municipalité de la ville, de publier des affiches sans avoir reçu ma pt-rirùsston •.-ptoiaie. schlag, auch von seiten der Stadtvcrwahunû. ohne moine ausdruecklichc Genehmigu ig.

LUETTWITZ,
Obwieszczenie niemieckich wojsk w Belgji.

LUETTWITZ,
okupacyjnych

129

stwo niemieckiego oręża, ostateczne i decydują­ ce, przysparzające Niemcom, obok hegemonji gospodarczej — hegemonję polityczną nad na­ rodami całego globu. To też armję swoją doprowadziły Niemcy nietylko do ogromnej liczebności, ale i do nieby­ wałej przedtem doskonałości wyszkolenia, or­ ganizacji, wyekwipowania i kierownictwa. Marszałek Ferdynand Foch w swoich Pa­ miętnikach mówi, że Niemcy „mogły szybko wy­ stawić armję, górującą nad każdą inną pod względem liczebności, uzbrojenia i wyszkole­ nia**. W innem zaś miejscu, mówiąc o rządzie niemieckim w przededniu wojny światowej po­ wiada : „Bezwzględnem było jego zaufanie

tach 1911, 1912 i 1913 parlament niemiecki uchwala kolosalne kredyty, oraz dwie ustawy wojskowe. Pierwsza z nich miała na celu tech­ niczne udoskonalenie armji, druga zaś, uchwa­ lona bezpośrednio przed wojną w 1913 r. od­ wrotnie miała na celu powiększenie liczebności armji, przedewszystkiem zaś piechoty. Ta ostateczna i decydująca reforma armji niemieckiej była całkowicie zrealizowana wios­ ną 1914 r. Według danych prof. A. Bajowa do­ prowadzała ona stan armji niemieckiej w mo­ mencie mobilizacji do 112.000 oficerów, 4.100.000 szeregowych i podoficerów przy 11.300 działach wszelkiego kalibru i 185.000 karabinach maszynowych.

Namur.

w narzędzie wojny, przewyższające wszystko, co dotąd widziano pod względem ilości zmobili­ zowanych jednostek, stopnia ich wyszkolenia, potęgi ich uzbrojenia, przygotowania ich ope­ racji, ożywiającego je ducha i kierującej nimi wiedzy**. Gen. J. Daniłow w swojem dziele „Rosja w wojnie światowej" mówi: „Co się tyczy ar­ mji lądowej (niemieckiej) — to była ona już cd czasu zwycięskiej wojny 1870-71 r. jedną z najlepszych armij w świecie. A jednak dalszy jej rozwój i udoskonalenie stanowiło jedną z głównych trosk cesarza Wilhelma i jego rządu**. I istotnie, pomimo już osiągniętych rezul­ tatów Niemcy w przededniu nieledwie wojny światowej zdobywają się na nowe ogromne ofia­ ry materjalne, uchwalając kredyty dodatkowe na potrzeby wciąż udoskonalanej armji. W la130

Hrabia Waldersee, zastępca szefa niemiec­ kiego sztabu generalnego, pisze, że w dniu 31 marca 1914 r., a więc na parę miesięcy przed wybuchem wojny, armja niemiecka była całko­ wicie gotowa do podjęcia akcji bojowej, osta­ tecznie ukończywszy swoją szeroką reformę. Fakt ten nabiera szczególnego znaczenia przy ocenie roli, jaką niewątpliwie odegrały Niemcy w sprowokowaniu wojny właśnie w ro­ ku 1914. O tern jednak była mowa w rozdziale I, przeto w tern miejscu ograniczymy się tylko do zwrócenia uwagi Czytelnika na ten ważki moment historyczny. Na podstawie tego wszystkiego, cośmy do­ tychczas powiedzieli, możemy już ostatecznie stwierdzić, że niemiecka armja lądowa była w przededniu wojny całkowicie do niej przygo­ towana i to w tym stopniu, który już wówczas zdumiewał i przerażał fachowców państw euro-

•*0&ię*.

Król Serbski tui

froncie.

pejskich, będących naturalnymi przeciwnikami Niemiec. Jeśli dodamy do tego, że w ciągu ostatnich lat XIX wieku Niemcy, znów kosztem kolosal­ nych ofiar materjalnych, w nieprawdopodobnie szybkim czasie rozbudowały swoją flotę wo­ jenną, spuszczając na wodę kilkadziesiąt no­ wych i stanowiących ostatni wówczas wyraz techniki jednostek bojowych, co odrazu, w ciągu kilku lat wysunęło Niemcy do rzędu najwięk­ szych potęg morskich — jasnem dziś będzie dla nas, że imperjalizm niemiecki posiadał istot­ nie dostatecznie mocne podstawy rzeczywisto­ ści, które całkowicie usprawiedliwiały go w oczach narodu niemieckiego, mającego wów­ czas prawo wierzyć w oczekiwane i upragnione zwycięstwo, otwierające wrota świata dla hegemonji niemieckiego „narodu panów". Słabszą stroną Niemiec byli natomiast ich sprzymierzeńcy. Włochy wogóle były niepewne, z czego zdawali sobie sprawę sami Niemcy, szczególnie zaś na wypadek udziału Anglji w wojnie, a to ze względu na niezwykle długą

linję wybrzeży włoskich, które łatwo mogły paść ofiarą wszechpotężnej na morzu Śródziemnem floty angielskiej. Co do Austro-Węgier — to, jakkolwiek Niemcy mogli byli bezwzględnie liczyć na ich wierność sojuszniczą, jednak real­ ne siły naddunajskiej monarchji musiały budzić poważne wątpliwości. Charakterystyczną cechą Austro-Węgier było to, że jej siły miały charakter niemal wy­ łącznie materjalny, formalny raczej, nieoparty na fundamentach psychicznych. Austro-Węgry, stanowiące zlepek narodów, wzajemnie skłóco­ nych, a często nawet wrogich państwowości austrjackiej, jak naprzykład Czesi, Rusini, Ser­ bowie i Słoweńcy, nie posiadały ani jedności, ani spoistości społecznej, ani wspólnego patrjotyzmu. Cesarstwo Habsburgów posiadało armję i środki wojenne, nie posiadało jednak w ma­ sach swoich ani chęci walki, ani woli zwycię­ stwa. Aparat państwowy, zdemoralizowany sto­ sunkami politycznemi i skostniały w tępem biurokratyzmie, nie mógł dawać dostatecznych gwarancyj sprawnego i rozsądnego działania
131

dla celów wojny. Lojalność ogromnej części oby­ wateli była pod znakiem zapytania. Siły Austro-Węgier, liczone w dobie pokoju, który wszystkie te braki jakoś zamalowywał poko­ stem tradycji habsburgskiej, jakżeż łatwo mo­ gły w czasie wojny okazać się fikcją, urojonemi pozycjami w uprzedniej kalkulacji niemieckiej. * Jakkolwiek Niemcy brali pod uwagę wew-

Serbja.

Góry.

nętrzną słabość Austro-Węgier, jednakże nawet te pozycje, które uważali za realne, okazały się w przyszłości znacznie skromniejszemi, przy­ sparzając Niemcom w czasie wojny wiele nie­ miłych niespodzianek. Jakiekolwiek były braki austro-węgierskiego sojusznika, jednak stanowił on dla Niemiec poważną pomoc na wypadek wojny, przedewszystkiem z racji swojego geograficznego po­ łożenia. Oba państwa sprzymierzone tworzyły zwarty blok centralny (stąd późniejsza w czasie wojny nazwa „państwa centralne" w odróżnie­ niu od obozu przeciwniemieckiego, zwanego „Koalicją"), który dokładnie rozdzielał Euro­ pę, ciągnąc się od Bałtyku aż do morza Adrjatyckiego. Zapewniało to sprzymierzeńcom, tak zw. państwom centralnym wygodne położenie wewnętrzne w stosunku do ewentualnych prze­ ciwników, Rosji, Francji i Anglji, które miały posiadać dwa odległe i niezwiązane ze sobą /ronty bojowe: zachodni i wschodni. Dawało to Niemcom możność liczenia na większą spraw­ ność swoich wojskowych transportów, na prze­ rzucanie wojska z jednego frontu na drugi, a co za tern idzie — na szybkość i sprawność swoich operacyj bojowych. Z drugiej znów strony dzięki Austro-Węgrom ramię niemieckie wyciągało się znacznie bliżej ku Bałkanom, to znaczy ku dwum następ­
132

nym swoim ewentualnym sprzymierzeńcom: Turcji i Bułgarji, które mogły przedłużyć blok centralny poprzez Azję aż do zatoki Perskiej i morza Czerwonego. W Turcji Niemcy przedwojenne oddawna posiadały ustalone wpływy, które doprowadziły w 1913 r. do zainstalowania w Konstantynopo­ lu wojskowej misji niemieckiej przy rządzie tu­ reckim. Misja ta w krótkim czasie zdołała za­ garnąć w swoje ręce sprawę bezpieczeństwa sto­ licy tureckiej na wypadek wojny, oraz zyskała znaczny udział w ogolnem kierownictwie armji tureckiej. Jeśli dodamy do tego niezwykle przy­ jazne stosunki polityczne, oraz fakt, że Turcja uważała Rosję i Anglję za swoich naturalnych przeciwników, zrozumiałem się stanie, że Niem­ cy mogli byli rachować na udział Turcji w woj­ nie przeciwko państwom koalicyjnym. Analogiczny udział Bułgarji był również więcej niż prawdopodobny na wypadek wmie­ szania do wojny po stronie Koalicji Serbji, któ­ ra była głównym rywalem Bułgarji na Bałka­ nach i której interesy jaskrawo przeciwstawia­ ły się interesom tej ostatniej, pomimo brater­ stwa oręża we wspólnych walkach przeciwko Turcji. W dodatku król Ferdynand Bułgarski z racji swojego pochodzenia, tradycyj i sympatyj całkowicie był związany z niemieckim kie­ runkiem w polityce międzynarodowej.

Serbju w czasie wojny.

Cały ten pobieżny przegląd sił, na które rachowali Niemcy w swoich planach podboju świata, nie byłby kompletny, gdybyśmy nie wspomnieli o najważniejszym bodaj, obok woli zwycięstwa, atucie ich imperjalizmu. Atu­ tem tym była niezwykła zapobiegliwość, staran­ ność i wszechstronna fachowość, które Niemcy wykazywały przy mozolnem tworzeniu swoich

planów na długo jeszcze przed 1914 r. O pla­ nach tych będziemy mówili obszerniej na in­ nem miejscu. Tu zaznaczymy tylko, że wszech­ stronność i drobiazgowa ścisłość planów nie­ mieckich stworzyła z niemieckiego aparatu wo­ jennego niezwykle precyzyjne narzędzie, które, jak wierzyli w to Niemcy, miało w krótkim czasie zdruzgotać wszelki opór przeciwników, zanimby ci zdołali jako-tako zorganizować swo­ je, bardziej prymitywne i mniej spraw7ne apa­ raty wojenne. Wszechstronne i długoletnie przygotowanie, niezłomna i jednolita wola kie­ rownicza, oraz piorunujące, druzgocące ude­ rzenie — eto, w czem zawierała się tajemnica bezwzględnej wiary Niemców w zwycięstwo. Historja potoczyła się inaczej. Zamiast zwycięstwa — dała Niemcom klęskę. Zamiast podboju świata i hegemonji — upokorzenie. Złożyło się na to wiele czynników niezależnych od Niemców. Były jednak i po ich stronie kar­ dynalne błędy, które straszliwie zemściły się na Niemcach za ich butę i fanatyczną wiarę w siebie, w posłannictwo swoje, w potęgę włas­ nego rozumu, woli i energji, za ich pogardę dla przeciwnika i za lekceważenie jego wartości przedewszystkiem moralnych. W toku dalszych rozdziałów będziemy starali się podkreślać te fakty, które stanowiły oczywiste błędy niemiec­ kie.

Państwa, które miały w najbliższej przy­ szłości utworzyć przeciwniemiecką koalicję, nie były do wojny przygotowane i to zarówno pod względem wojskowym, jak politycznym i mo­ ralnym. Na w7stępie już należy to podkreślić z całą stanowczością. Pod tym względem istot­ nie wielki sztab niemiecki nie mylił się w swoich kalkulacjach, uważając rok 1914 za najodpo-

Si rbja w czasie wojny.

Serbja w pobliżu frontu.

Przedewszystkiem jednak musimy uczynić pobieżny chociażby przegląd tych sił material­ nych i tych wartości moralnych, które przeciwstawiły się na początku wojny światowej nie­ mieckiej agresji, druzgocąc ich precyzyjny plan wojny i zmuszając do przewlekłej wojny, która nieuchronnie musiała się zakończyć ostateczną klęską państw centralnych.

więdniejszy moment dla miażdżącego uderzenia brutalnej pięści pruskiego militaryzmu. Militarnie destrukcyjne prądy pacyfisty­ czne, szerzone przez rozwój międzynarodowego socjalizmu równie, jak i przez liberalny huma­ nitaryzm, znalazłszy podatny grunt, szeroko zakorzeniły się we Francji, a bardziej jeszcze w Anglji. I tu i tam nikt wojny nie pragnął, a znakomita większość społeczeństwa była woj­ nie przeciwna zasadniczo i ze względów egoisty^ cznych. Był to bowiem okres szybkiego wzrostu dobrobytu i idącej w parze z nim drobnomieszczańskiej psychology i materjalistycznej. Ponad wszystko ceniono sobie ład, porządek i spokój, które umożliwiały życie bez nadmiernych trosk i wysiłków, we wTciąż rosnącym dobrobycie, oraz ciułanie grosza „na starość". Rządy Francji i Anglji musiały być zgóry przygotowane na to, że w wypadku nieuchron­ nej konieczności nawet w celach obrony, nie łatwro będzie im przekonać swToje społeczeństwo do wojny, jako jedynego środka rozstrzygnięcia międzynarodowego konfliktu. Tak właśnie dzia­ ło się w rzeczywistości. Marjan Seyda pisze, że „Rząd francuski, a przedewszystkiem angiel­ ski, musiał zużyć duży zapas energji, by swych rodaków przekonać o konieczności wojny, póź­ niej o konieczności jej kontynuowania, przeciw133

ko czemu konspirowały różne elementy, parali­ żując od wewnątrz działanie swego rządu, wy­ siłek swojej armji, skierowany przeciwko wro­ gowi zewnętrznemu". Militaryzm, nawet w tern najbardziej obronnem znaczeniu, nie był popularny na za­ chodzie Europy. Odbijało się to fatalnie na war­ tości bojowej armji. Szczególnie jaskrawo uwy­ datniało się to we Francji, której siły przedewszystkiem opierały się na kontynencie, Anglja bowiem sił lądowych, jako państwo wyspiar­ skie, miała zawsze niewiele, będąc przedewszystkiem potęgą morską i kolonjalną. Arm ja francuska, jakkolwiek od czasu klę­ ski z lat 1870-71 uległa całkowitej reorganiza­ cji i uczyniła olbrzymie postępy w dziele swojej odbudowy moralnej i materjalnej, jednakże na drodze swojego rozwoju napotykała niezwykłe trudności ze strony własnego społeczeństwa i partyj politycznych, których przełamywanie zawdzięcza Francja wybitnym jednostkom ze świata politycznego, oraz wysokim wartościom moralnym i fachowym kierowników jej armji. Trudności te powstrzymywały i opóźniały roz­ wój zdolności obronnych Francji, wywołując w Niemczech pogardliwe lekceważenie. Nic dziwnego, pruska bowiem brutalność i grubo­ skórność nie mogła była zdawać sobie sprawy z i'ego, jak wielkie wartości moralne drzemały pod skorupą skomercjalizowanej codzienności przedwojennej Francji, która pomimo wszyst­ ko nigdy nie wyzbyła się w swoich masach go­ rącego i głębokiego patrjotyzmu. Pokojowy nastrój społeczeństwa francu­ skiego w dobitny sposób znalazł swój wyraz w stopniowem ograniczaniu czasu trwania służ­ by wojskowej początkowo z 5 lat na 3, a następ­ nie z 3 na 2 lata. Było to tembardziej charak­ terystyczne, że przyrost ludności we Francji, w przeciwieństwie do Niemiec, wykazywał sta­ ły spadek, co fatalnie odbijało się z roku na rok na liczebności armji francuskiej, oraz jej re­ zerw. Dopiero w 1913 i\, nieledwie w przeddzień wojny, coraz groźniejsze oblicze niemieckiego imperjalizmu przebudziło we Francji czujność, każąc zastanowić się nad środkami obrony. Francja zdobyła się wówczas, o wiele za późno, na bohaterską decyzję powrotu do trzechletniej służby wojskowej, co odrazu powiększyło stan armji w czasie pokoju o 50%, oraz przyśpiesza­ ło i ułatwiało mobilizację. Reforma ta jednak, jak się okazało, była spóźniona, gdyż rezultaty jej mogły zaważyć dopiero po upływie kilku lat, potrzebnych przy trzechletniej służbie do na­
134

gromadzenia odpowiednich rezerw, które przy dwuletniej służbie narastały znacznie szybciej. Armja francuska cierpiała stale na brak dostatecznego uzbrojenia i wyekwipowania, które były niezbędne w ewentualnej wojnie z takim przeciwnikiem, jakim była armja nie­ miecka. Winę za ten stan ponosiły zarówno sfe­ ry polityczne Republiki, jak i jej biurokracja. W 1913 r. o brakach tych została poinformo­ wana opinja publiczna Francji, co, wobec groź­ nych alarmów wojennych, spowodowało parla­ ment do zajęcia się energicznego tą sprawą. Rzecz prosta jednak, naprawienie poprzednich błędów wymagało wiele czasu i znacznych kre­ dytów, tak, że cała akcja okazała się już spóź­ nioną wobec rychłego wybuchu wojny świa­ towej. Ciekawą i miarodajną ocenę wartości bojo­ wej przedwojennej armji francuskiej czytamy WT Pamiętnikach wielkiego wodza Francuzów, marszałka Polski i Francji, Ferdynanda Fo­ cha: „Armja Rzeczypospolitej, odbudowana na­ zajutrz po naszych klęskach 1870 roku, pierw­ sza, która poznała osobistą służbę wojskową, wykonała nadzwyczajny wysiłek w dziedzinie odrodzenia. Jeśli w ciągu tego okresu czasu, naród stwierdził przez swe poświęcenie, swą wolę do życia i zachowania swego stanowiska w Europie, armja w godnym podziwu trudzie poszukiwała zapamiętale sposobów zwycięskie­ go stawienia czoła nowej napaści potężnego są­ siada. Prowadziła ona w tym celu studja i przy­ gotowania do wielkiej wojny, .pojęcie o której zostało zatracone przez armję cesarstwa 1 ), jak świadczą o tern dwie bezprzykładne klęski: Metz i Sedan. Dalej przygotowywała ona siły, na których opiera się zwycięstwo. Rozwijała w oddziałach wartości moralne, wiedzę facho­ wą, sprawność fizyczną, by przedewszystkiem stworzyć z tych oddziałów doskonałe narzędzie wojny". W innem miejscu mówi Foch o moralnej wartości rezerwistów: „Chwilowo wyrwani z życia cywilnego rezerwiści, z chwilą przyjścia do szeregów szybko przejmowali się wspania­ łym duchem swego oddziału. Oficerowie rezer­ wy i pospolitego ruszenia, starannie rekruto­ wani i doświadczeni, stanowili na przyszłość cenne źródło uzupełnień". O kadrach armji stałej mówi Foch: „Ma­ jąc wzrok stale zwrócony w kierunku granicy, nie pozwalając oderwać się od swego patrjotycznego zadania, korpus oficerów służby czyn*) Napoleona III.

w

Serbska

piechota.

nej obojętnie, lecz nie bez pewnych uszczerbów, przeszedł kryzysy polityczne : epokę zredukowa­ nego patrjotyzmu, czyli oficjalnego sekciar­ stwa, rodzaj wyrzeczenia się narodowych aspiracyj, stale wyzyskiwany przez pewne part je na rzecz interesów osobistych i to bynajmniej nie osobistości wybitnych, a to zawsze ze szkodą dla swych walorów wojskowych. Pomimo wszystko zachował on armję dla Francji. Osta­ tecznie i zwłaszcza dla tych, co znali wojsko drugiego cesarstwa, dzięki uporczywej pracy wszystkich, wojsko Rzeczypospolitej stało się wartościowem narzędziem wojny, ożywionem w najwyższym stopniu poczuciem obowiązku, zdecydowanem za wszelką cenę zapewnie szczę­ ście swojej ojczyźnie". W ocenie swojej podkreśla Foch moralną wartość armji francuskiej i jej oficerów, uwa­ żając, że pod tym względem stała ona całkowi­ cie na wysokości zadania, chociażby w porów­

naniu z tą arm ją drugiego cesarstwa, która po­ nosiła winę klęsk i upokorzeń 1870 roku. Rów­ nocześnie jednak stwierdza Foch ujemny wpływ destrukcyjnych prądów w życiu politycznem Francji, które osłabiały i opóźniały odrodzenie armji republikańskiej. Pomimo to widząc siłę armji francuskiej głównie w jej wartościach moralnych podkreśla jej techniczne braki, mó­ wiąc: „Czy wystarczą te przymioty wobec współczesnego uzbrojenia?" Stwierdzając, że wyższe dowództwo armji odpowiadało pod względem fachowości swoim zadaniom, obawia się jednak o poziom facho­ wy niższego dowództwa: „Dowództwa mniej­ szych jednostek: korpusów, dywizyj i brygad odczuwały jeszcze na sobie skutki wtrącania się polityki w sprawy awansów oficerskich za czasów pewnych ministrów. Obecność na czele armji od roku 1911 wysoce uzdolnionego na­ czelnego wodza, posiadającego zaufanie rządu 135

Rzeczypospolitej, pozwoliła nie na całkowite, coprawda, usunięcie, lecz przynajmniej ograni­ czenie liczby dowódców, nieposiadających do­ statecznych wartości, dowódców, których opinja wysunęła na pewne stanowiska. Zło nie było całkowicie naprawione". O przyczynach tego zła mówi Foch wy­ raźnie: „Stanowisko oficera zabrania mu mie­ szać się w walki polityczne podczas wojny, jak i podczas pokoju, brać udział w tych waśniach. Jego wartość zawodowa przejawia się jedynie w terenie działań wobec współfachowców, rów­ nych mu lub wyższych stopniem. Wymyka się ona w ten sposób ocenie polityków, a kiedy ci ostatni znajdą się w otoczeniu wojskowych kli­ entów, przy odrobinie rozsądku i szczerości wo­ bec samych siebie, znajdą oni wśród nich za­ zwyczaj jedynie niezdarnych na polu manew­ rów adoratorów władzy, kosztem swej prawo­ ści, to jest kosztem osłabionego na przyszłość charakteru, głoszących tak zwane poglądy filo­ zoficzne lub rzekome opinje polityczne, mające umotywować ambicję wojskową, która nie po­ siada innego uzasadnienia. Oto dlaczego poli­ tyka wnosi przy awansach oficerów jedynie błę­ dy i niesprawiedliwość — dwie przyczyny osła­ bienia korpusu oficerskiego". Z kolei wylicza Foch liczne braki technicz­ ne armji francuskiej. Stwierdza, że była ona znacznie słabiej wyposażona w artylerję od ar­ mji niemieckiej, zarówno co do ilości dział, jak i kalibru. Do tych zasadniczych braków nie do­ stosowała ona swej doktryny wojskowej, która zbytnią uwagę przykładała do masowego natar­ cia piechoty, co było niecelowe i zbyt kosztowne wobec własnych znacznie mniejszych od nie­ przyjaciela możliwości ogniowych. W dodatku zapasy amunicji były całkowicie niedostateczne w czasie pokoju, a fabrykacja jej nie była przy­ gotowana i dostosowana do wzmożonego zapo­ trzebowania w czasie wojny. Wogółe wszystkie techniczne środki armji posiadały liczne i za­ sadnicze braki. Lotnictwo było słabe. Służba transportowa zorganizowana była wadliwie w sposób całkowicie niewystarczający. „Było to następstwem tego, pisze Foch, że rząd, zdecydowanie pragnący pokoju i przewi­ dujący jedynie konieczność obrony, długo opie­ rał się wydatkom wojskowym, a przez to ogra­ niczał środki materjalne, coraz to niezbędniejsze dla wojska, by mogło ono z powodzeniem prowadzić natarcie o doniosłości, jaką nadaje walce uzbrojenie. Stąd też ofensywa, jako pod­ stawowa forma naszych działań, miała napot­ kać realne trudności przy wykonaniu. Do ta­ 136

kiego stopnia jest prawdą, że polityka i prowa­ dzenie wojny są ze sobą ściśle związane, iż to ostatnie może być na wstępie jedynie przedłu­ żeniem tamtej. Pomimo całego płomiennego zapału, pomimo całego pragnienia uzyskania zwycięstwa w drodze działań zaczepnych, któ­ re jedynie mogą je dać, wódz, prowadzący woj­ nę, często jest zmuszony, dzięki położeniu, wy­ tworzonemu przez politykę, przewidywać przedewszystkiem obronę". Jak widzimy z przytoczonych zdań, mar­ szałek Foch, pomimo całej jego wiary w moral­ ną wartość armji francuskiej, widzi ją nie­ przygotowaną do wojny, szczególnie w stosun­ ku do takiego przeciwnika, jakim były Niemcy. Przejdźmy z kolei do przeglądu sił bojo­ wych drugiego, głównego przeciwnika Niemiec — Rosji. Carska, przedwojenna Rosja — był to ko­ los, któiy pod każdym względem mógł był im­ ponować światu... zdaleka. Ogromne, bezkres­ ne terytorjum, rozciągające się w dwóch czę­ ściach świata; olbrzymia masa ludności, nie mająca sobie równej liczebnie ludności w żadnem z państw Europy; bezmierne bogactwa naturalne, których racjonalna eksploatacja mogła była zapewnić Rosji uprzywilejowane w świecie położenie; i wreszcie nieograniczona nkzem władza, skupiona w rękach cara, teore­ tycznie bez ograniczeń dysponującego całem bogactwem i nawet niedającemi się obliczyć siłami rosyjskiego kolosa. Jednakże dla każdego, kto znał Rosję przedwojenną zbliska, kolos ten przestawał im­ ponować, budząc poważną i uzasadnioną nie­ wiarę w jego realne siły i możliwości. Pierwszą jaskrawą oznaką słabości Rosji carskiej były haniebne klęski armji rosyjskiej w wojnie z Japonją w latach 1904—1905. Klęski te wykazały nietylko brak wyszkolenia armji i całkowicie nieodpowiadający potrze­ bom nowoczesnym poziom jej technicznego wy­ posażenia, nietylko wykazały nieudolność jej kierownictwa, oraz niedołężność całego apara­ tu państwowego — wykazały one ponadto tę­ potę i bierność mas rosyjskich, oraz brak rów­ noważnych wartości moralnych wśród inteli­ gencji, biurokracji, a nawet wśród korpusu ofi­ cerskiego armji. Druga oznaka słabości Rosji — rewolu­ cja, która nastąpiła bezpośrednio po przegranej wojnie z Japonją, wykazała, że cała wewnętrz­ na struktura caratu ulega szybkiemu rozkła­ dowi. I jakkolwiek rewolucja została stłumio­ na, a Rosję odmalowano lichym pokostem nie-

Albany a.

dostatecznych, połowicznych i obłudnych re­ form wewnętrznych — jednakże poprzez ów pokost porewolucyjny przeświecały groźne ry­ sy w gmachu carów, nie wróżące niczego dobre­ go dla jego przyszłości. Na tę wewnętrzną słabość kolosa rosyj­ skiego złożyło się wiele przyczyn : ciemnota mas ludowych, różnoplemienność ludności, różnice religijne, jaskrawe nierówności społeczne, wy­ wołujące stałe fermenty rewolucyjne, prymi­ tywne, niedorozwinięte formy życia gospodar^•JW'yT•i•"^afal^•^|B|^ł•^'••

wiące anachronizm w Europie XX wieku, unie­ możliwiało wytworzenie się społeczeństwa, pań­ stwu zaś utrudniało spełnianie coraz bardziej skomplikowanych zadań, przerastających jego możliwości. Tracąc grunt pod nogami „samodierżawje" już od połowy XIX stulecia głów­ ne swoje siły marnowało na jałową walkę z własnym narodem, z duchem czasów, z naka­ zami rosnącej cywilizacji mechanicznej, prag­ nąc za wszelką cenę utrzymać swój przestarza­ ły charakter wschodniego absolutyzmu.

L;;j: v\fr:- ; '

*•#

P* v

** i

i

. ..

;

1

-'S!».

•,.•;, >*•'

• * • , . • , * *

• ..-. ...

f^i

r

'

^

\

\• -r

, '

• ^,-/.7

Grwpa Niemców poległych od 75 cm. dział

francuskich.

czego, brak dostatecznych przy olbrzymich ob­ szarach środków komunikacyjnych, brak jedno­ litej kultury, walki i ucisk narodowościowy, brak rozwiniętych form życia społecznego, zdezorjentowanie i nihilizm inteligencji, tępota, nieudolność, brutalność i skorumpowanie wszechpotężnej biurokracji i wiele, wiele in­ nych pośrednich lub równoległych przyczyn. Zasadniczem jednak źródłem słabości Rosji carskiej była sama instytucja caratu, owo „samodierżawje", które było dumą armji i biuro­ kracji rosyjskiej. Typowo wschodnie pojmowa­ nie roli państwa i władzy państwowej, stano-

Równocześnie jednak „samodierżawje" nie mogło i nie chciało się wyrzec swoich aspiracyj imperjalistycznych, które, stanowiąc głó­ wną rację jego bytu, pchały go do ekspansji na zewnątrz, całkowicie niewspółmiernej już do sił, któremi dysponowało. Wszystko to razem wytwarzało w Rosji przedwojennej sytuację, która jak najmniej od­ powiadała tej roli, jaką Rosja miała zająć w wojnie światowej. Przedewszystkiem zaś Ro­ sja nie posiadała sił moralnych, potrzebnych do prowadzenia tej wojny. Masy społeczne były bierne, lub nawet wrogie wobec własnej pań137

stwowości. Inteligencja słaba, zdezorjentowana, w znacznej mierze nastrojona rewolucyj­ nie, lub conajmniej nihilistycznie. Odśrodkowe tendencje narodowościowe rozsadzały jednoli­ tość państwa. Zdemoralizowana i mało facho­ wa biurokracja zaledwie panowała nad skomplikowanym aparatem państwowym. Armja, świeżo rozgromiona przez Japończyków, zaled­ wie rozpoczęła odbudowę swojej wartości bo­ jowej, równocześnie będąc wybitnie niepopu­ larną wśród mas i inteligencji. Sam car Miko­ łaj II, niezdecydowany, lękliwy i słaby, otoczo­ ny był przez sfery dworskie i wojskowe, które, jedyne bodaj w Rosji, pragnęły wojny nietylko poto, aby odegrać się w Europie za klęski w Azji, ale i z pobudek czysto egoistycznych, w celach osobistej kar jery, bogacenia się i uży­ cia. Marszałek Foch, który, jako komendant Wyższej Szkoły Wojennej, brał udział w mane­ wrach rosyjskich w 1910 roku i parokrotnie prowadził rozmowy z carem, tak def injuje swo­ je ówczesne obawy co do zdolności prowadzenia wojny przez Rosję: „Czyż Rosja, pozbawiona jeszcze podstaw społecznych i sił moralnych, reprezentowanych przez organizacje narodowe zachodu i środka Europy, nie powinna była wykazać w czasie wielkiej wojny pewnej sła­ bości, jak ten kolos na glinianych nogach ?" Generał J. Daniłow w dziele swojem1) pi­ sze: „Wewnętrzne położenie Rosji bezpośrednio przed wojną nie dawało świadectwa mocnej państwowości, zdolnej wytrzymać brzemię ciężkich prób. Ojczyzna nasza stanowiła kolos, którego ciało było zżerane od środka. Fakt ten dla nikogo nie był tajemnicą. Głośno świad­ czyły o tern nawet cesarskie wezwania w mani­ feście o wypowiedzeniu nam wojny ze strony Niemiec: „W momencie groźnych prób niech­ że zapomniane będą waśnie wewnętrzne. Niech­ że bardziej jeszcze umocni się jedność Cara z jego narodem..." Co do samej armji rosyjskiej — była ona jak najbardziej nieprzygotowana do wojny w 1914 roku. Ten sam generał J. Daniłow, wie­ loletni współpracownik rosyjskiego sztabu ge­ neralnego, tak pisze o słabości armji rosyjskiej : „Rosyjsko-japońska wojna 1904—05 r. obnażyła znaczne defekty w organizacji i w bojowem przygotowaniu naszej armji. Niezależ­ nie od tego, wyjaśniła ona ogromne znaczenie wielu nowych środków technicznych, które mu­ sieliśmy wprowadzać zupełnie od nowa. NakoJ

niec, pomimo tego, że w wojnie tej brała udział zaledwie trzecia część naszych lądowych sił zbrojnych, spowodowała ona rozstrój dosłownie całej naszej armji i w znacznym stopniu wy­ czerpała nasze materjalne środki, gwarantują­ ce postawienie tej armji na stopę wojenną. Nie­ zwykle rujnującym dla Rosji traktatem handlo­ wym z Niemcami, zawartym w 1904 r., rząd nasz okupił chwilowe bezpieczeństwo naszych zachodnich granic. Dawało mu to możność w ciągu całej wojny z Japonją czerpać żywe si­ ły i środki materjalne dla uzupełnień armji mandżurskiej z oddziałów wojskowych i wo­ jennych zapasów, pozostających w Rosji euro­ pejskiej. Dorywczo wyrywało się z tych oddzia­ łów oficerów,szeregowyeh młodszych roczników służby, różnego rodzaju specjalistów, materjał wojenny w lepszym stanie, a ze składów — nietylko wielkich magazynów i twierdz, ale na­ wet oddziałów wojskowych — wszelkiego ro­ dzaju przedmioty i materjały wyposażenia artylerji, intendentury, wojsk technicznych i od­ działów sanitarnych. Powoli składy opustosza­ ły, a materjalny dobrobyt oddziałów wojsko­ wych poderwany został dzięki temu w najbar­ dziej zasadniczy sposób. Rezultatem końcowym był całkowity rozstrój oddziałów wojskowych, który ostatecznie dopełnił się pod destrukcyj­ nym wpływem bardzo licznych odkomenderowań wojska dla uśmierzenia rozruchów w okre­ sie, który bezpośrednio nastąpił po wojnie. Osłabła wewnętrzna spoistość oddziałów. W szeregi wojska... widocznie poczęła przeni­ kać rewolucyjna propaganda. Na skutek wszystkich tych przytoczonych faktów Rosja po wojnie 1904—05 r. musiała przystąpić do stworzenia swojej wojennej potęgi nieledwie zupełnie od nowa. Praca szła powoli, zarówno ze względu na jej ogrom, jak i ze względu na to, że w pierwszych latach po wojnie asygnowane środki pieniężne całkowicie nie odpowiadały potrzebom... I ja nie mogę inaczej scharaktery­ zować okresu od 1906 clo 1910 roku włącznie, a może i dłuższego, niż nazyw7ając go okresem naszej całkowitej wojskowej bezbronności**. Dopiero w 1910 r. zdołano w Rosji wypra­ cować jako tako wszechstronny plan odbudowy* całkowicie zdezorganizowanej armji. „Wszyst­ kie jednak te środki — pisze gen. Daniłow — całkowicie nie miały charakteru, wyczerpują­ cego nasze potrzeby. Wypracowywano je wT nie­ zwykle ciężkich warunkach: nie powiększać ani o jednego człowieka corocznego kontyngentu re­ kruta i ani o jeden rubel corocznych zwykłych wydatków na armję. Wolno było tylko prosić

) Gen. J. N. Daniłow „Rossija w Mirowoj Wojnie",

138

o nowe kredyty na dorywcze potrzeby, ale i to w sposób ograniczony. W praktyce przy reali­ zacji zamierzonego programu napotykało się ponadto na szereg innych, niezwykle złożonych i trudnych do przezwyciężenia przeszkód, ha­ mujących pracę i nierzadko naruszających jej celowość i porządek". Do przeszkód tych zalicza Daniłow wadli­ wą organizację i równie wadliwe, wciąż pow­ tarzające się reorganizacje najwyższych władz wojskowych, obsadzanych w sposób dowolny, a szkodliwy dla armji: „Rosja pozwoliła sobie na niedopuszczalny luksus zmiany na stanowi­ sku szefa sztabu generalnego, w okresie od 1905 r. do 1914 r., sześciu osób, przyczem osoby te były wybierane zbyt często bez liczenia się z ich rzeczywistemi zdolnościami i praktyką służbową". Ze względu na bliższe nasze zainteresowa­ nie arm ją rosyjską, przytoczymy tu nieco bar­ dziej szczegółowe dane. Podstawą całego systemu wojskowego w Rosji była ustawa o powinności wojskowej, pochodząca z czasów jeszcze panowania cesarza Aleksandra II i rzecz prosta stanowiąca całko­ wity anachronizm z wojskowego i ogólnopaństwowego punktu widzenia. Nową ustawę, zre­ sztą nazbyt wzorowaną na poprzedniej, udało się wpnwadzić dopiero w 1912 r., działała więc ona w ciągu zbyt krótkiego czasu, aby mogła była zdziałać coś poważniejszego w sensie po­ większenia sił bojowych Rosji. Według danych rosyjskich, Rosja przed­ wojenna posiadała ponad 25 miljonow męż­ czyzn w wieku, podlegającym służbie w7ojskowej T aktywnej, w rezerwie i pospolitem ruszeniu. Pomimo tego, zgodnie z nową ustawą, mogła Rosja wystawić w czasie wojny zaledwie S mi­ ljonow ludzi, co wrobec ludności 175—180 mi­ ljonow stanowiło zaledwie 5% wTobec 10—129*, które wystawiały Niemcy. Fakt ten pozwoli! gen. Daniłowowi wyrazić zdanie, że starorosyjskie, pyszałkowate przysłowie „zarzuci­ my czapkami" było w Rosji przedwojennej już tylko frazesem, pozbawionym wszelkiej racji bytu. Armja rosyjska przed wojną liczyła, po dokonaniu pewnych, niezakończonych zresztą reform, 37 korpusów, a mianowicie: Gwardyjski, Grenadjerski, 15 korpusów armji, 3 kau­ kaskie, 2 turkiestańskie, 5 syberyjskich. W cza­ sie pokoju w skład korpusu wchodziły dwie dy­ wizje piechoty i jedna dywizja jazdy. W czasie pokoju było 70 dywizyj piechoty linjowej, 18 brygad strzeleckich i jedna dywizja kubańskich

„płastunów" 1 ). W czasie wojny przewidywane było utworzenie dodatkowo 35 dywizyj piecho­ ty. Siła bojowa dywizji w czasie wojny wyno­ siła 14.000 bagnetów. Jazda liczyła 24 dywizje kawaleryjskie i kozackie, oraz 8 oddzielnych brygad i pewną ilość pułków. Niezależnie od wszelkich jednak wyliczeń armja rosyjska mo­ gła była w czasie wojny wystawić w rzeczywi­ stości 5 miljonow ludzi, z czego jednak wartość

Katedro w Reims zniszczona przez Niemców. bojową posiadało zaledwie W% miljona bagne­ tów, 150.000 szabel przy 7.000 dział. Tak więc nawTet liczebność armji rosyjskiej nie mogła wyrównać tych zasadniczych bra­ ków, których dowiodła wojna rosyjsko-japońl

) „płastuny" — piechota kozacka.

139

Na posterunku, wybuch granatu.

140

ska, a które po wojnie tej bardziej jeszcze po­ głębiły się i skomplikowały. W równie niezadawalająeym stanie byty te wszystkie środki drugorzędne, ale niemniej ważne, które decydują o trwałych powodzeniach armji polowej. System obronny twierdz rosyjskich na za­ chodnich granicach całkowicie już nie odpo­ wiadał wymaganiom nowoczesnej wojny. Twierdze były przestarzałe, zbyt skąpo wyposa­ żono w artylerję i sprzęt wojenny i to przesta­ rzałych również typów. Należało część twierdz zlikwidować, inne unowocześnić, oraz wybudo­ wać szereg nowych. Wymagało to olbrzymich środków pieniężnych, których było brak, i stąd zajęto się poważniej zagadnieniem łinij obron­ nych dopiero przed samą wojną, wobec czego prace w tym kierunku okazały się całkowicie spóźnione. Rosji brak było ponadto środków komu­ nikacyjnych, zarówno kolei, jak i szos. Prze­ mysł, który w razie wojny i nieuchronnego od­ cięcia Rosji od zagranicy, musiałby zadośću nić potrzebom armji, wymagającej coraz więk­ szych środków technicznych, zaledwie wkraczał na drogę swojego rozwoju. Nawet o potrzebne w czasie wojny surowce było w Rosji trudno, jakkolwiek jej niewyczerpane bogactwa natu­ ralne otwierały wszelkie możliwości. Brak było nawet zapasów mobilizacyjnych, a głównie amunicji. A tymczasem wraz ze zbliżaniem się 1914 roku wzrastała agresywność państw7 central­ nych, rosły ich zbrojenia, dochodząc do niezna­ nej przedtem skali. Wobec groźnego położenia zdobyła się Ro­ sja na wielki wysiłek, wprowadzając w życie w 1913 J', nowy wielki plan reorganizacji, udo­ skonalenia i unowocześnienia swojej armji, przy równoczesnem powiększeniu jej liczebno­ ści. Plan ten, tak zwany „wielki program woj­ skowy", miał być zrealizowany w ciągu lat 1911—191 7. Po jego realizacji niewątpliwie siły bojowo Rosji osiągnęłyby znacznie wyższy poziom, stając się groźnemi dla Niemiec i ich imperializmu. Ale „program" ten pozostał na zawsze tylko programem, gdyż zabrakło ezasu na jego wykonanie. Annja rosyjska przystąpi­ ła do wojny całkowicie nieprzygotowana w przeddzień nieledwie swojej reorganizacji, a nieotrząsnąwszy się jeszcze z klęsk wojny z Japon ją. Siły drugorzędnych przeciwników Nie­ miec na kontynencie, których należało brać w rachubę, nie były poważne.

Belgją, z pogwałceniem neutralności któ­ rej oddawna liczył się, jako z koniecznością, niemiecki sztab generalny, posiadała maleńką armję, mogącą w czasie wojny wystawić za­ ledwie 175 tysięcy ludzi. Twierdze jej, jak Liège, Namur i Antwerpja, nie budziły również poważniejszych obaw wr niemieckich kołach woj­ skowych, a to ze względu na niezwykle precy­ zyjny plan ich zdobycia, który wypracowali Niemcy na długo przed wojną światową, oraz ze względu na przygotowania, jakie zawczasu zostały wykonane w tym celu. Przygotowanie te były zakreślone na szeroką skalę, że wymieni­ my chociażby dokonaną przed wTojną w zupeł­ nej tajemnicy fabrykację potężnych, burzących dział niemieckich kalibru 305 i 420, przezna­ czonych przedewszystkiem do zdruzgotania żelazo-betonowych fortów Liège. Grozę położenia Belgji na wypadek woj­ ny rozumiano nietylko w tern małem, a jak się okazało później i bohaterskiem państewTku, ale i w Anglji, która, ciążąc już ku Francji i Rosji, od 1906 roku rozpoczęła z Belgją pertraktacje w sprawie zabezpieczenia jej neutralności. Jako rezultat tych pertraktacyj w 1913 r. zawarto konwencję wojskową. Belgja zobowią­ zała się powiększyć swoją armję do 300 tysię­ cy ludzi na stopie wojennej, Anglja zaś zapew­ niła pomoc swojej 160-cio tysięcznej armji lą­ dowej, która w możliwie najkrótszym czasie miała być wysadzona na kontynent europejski. Z Belgją powtórzyło się to, co i ze wszyst­ kimi przeciwnikami Niemiec — to znaczy, że reformę swojej obrony rozpoczęła zbyt późno, wobec czego w obliczu wojny stanęła równie bez­ silna, jak i poprzednio. Że zaś Niemcy zawiodły się, wogóle nie licząc się z oporem Belgji, ta ostatnia przedewTszystkiem mogła to zawdzię­ czać czynnikom moralnym swojego narodu, który zdobył się na nadludzki, bohaterski wy­ siłek, przez czas nieprzewidzianie długi pow­ strzymując napór armij niemieckich. Drugi mały przeciwnik państw centia! nyeh — Serbja, również nie budziła obaw nie­ mieckich. Mały ten i biedny kraik, nieposiadający ani przemysłu, ani nowoczesnych dosta­ tecznych środków komunikacyjnych, w dodatku systematycznie wyczerpywany przez wojny i walki na Bałkanach, zdawał się być przeciw­ nikiem, z którym armja austro-węgierska za­ łatwi się krótko i bez kłopotu. Że znów stało się T inaczej — wypływało to również i w Serbj i ze źródła wartości moralnych tego bohaterskiego narodu. 14!

Na zakończenie naszego pobieżnego prze­ glądu sił przyszłych przeciwników w wojnie światowej, musimy wspomnieć i o Anglji. Jak wiadomo, Anglja nie posiadała sil­ niejszej armji lądowej, nie znając powszechnej służby wojskowej, a armję swoją budując na sy­ stemie werbunkowym. Wiemy już, że jej siły na kontynencie nie miały przewyższać 160 ty­ sięcy ludzi. Natomiast flota wojenna Anglji, najpotężniejsza wówczas na świecie, tembardziej zaś wsparta przez flotę francuską, na wypadek wojny mogła całkowicie unieruchomić w poi'tach własną flotę Niemiec, odciąć je od zamorskich kolonij, a zablokowawszy przerwać wszelki niemiecki dowóz drogą morską. Stano­ wiło to groźne niebezpieczeństwo dla Niemiec.

dzieli, łatwo możemy wyciągnąć teraz ostatecz­ ne następujące wnioski: W momencie wybuchu wojny w 1914 r. siły wojenne Niemiec osiągnęły swój najwyższy poziom, ich wszechstronny aparat wojenny był całkowicie, ostatecznie i z niezwykłą starannoś­ cią przygotowany, a położenie militarne szczegółowo zanalizowane, wygodne i korzyst­ ne z każdego punktu widzenia. W tym samym czasie siły wojenne ewen­ tualnych przeciwników Niemiec były dopiero w stadjum reorganizacji, narazie będąc dalekie od wyzyskania wszystkich swoich możliwości, ich aparaty wojenne były albo w stanie zdezor­ ganizowania, albo dalekie conajmniej od dosko­ nałości, ich koncepcje wojenne niedość przygo­

Dolina Mozy.

Niemcy jednak z jednej strony wciąż liczyli na możliwość uniknięcia konfliktu z Anglją przez odciągnięcie jej od państw koalicyjnych, z dru­ giej zaś strony, na wypadek, gdyby się to nie udało, pocieszali się słabością i nielicznością armji angielskiej na kontynencie, gdzie, według ich mniemania, rozegrać się miał główny akt dramatu. Tego, żeby Anglja mogła stworzyć w czasie wojny liczniejszą armję, uciekłszy się do przymusowej służby wojskowej, o czem przemyśliwał i marzył angielski minister woj­ ny lord Kitchener — Niemcy zupełnie nie brali w rachubę, wierząc w krótkotrwałość wojny wskutek piorunujących zwycięstw armij nie­ mieckich. Ze wszystkiego, cośmy dotychczas powie­
142

towane i uzgodnione, a położenie niekorzystne z racji trzech izolowanych frontów: zachod­ niego, wschodniego i południowego. Po roku 1914 siły przeciwników Niemiec musiałyby rosnąć z każdym rokiem na wszyst­ kich frontach, co systematycznie pogarszałoby szanse Niemiec, osłabiając ich uprzywilejowa­ ne stanowisko i każąc zaniechać światoburczych imperialistycznych planów. Najkorzystniejszym przeto dla Niemiec momentem wybuchu wojny był 1914 rok, że zaś rok ten istotnie stał się początkiem wojny — świadczy to o celowości polityki niemieckiej, która umiała znaleźć sobie odpowiedni pretekst, by sprowokować wojnę w momencie, który miał zapewnić Niemcom panowanie nad światem.

Rozdział

IV,

NIEMIECKI PLAN WOJNY. Jednym z poważniejszych atutów niemiec­ kich na wypadek wojny europejskiej był ich plan wojenny, opracowany niezwykle wszech­ stronnie i precyzyjnie aż do najmniejszych szczegółów. Nad wypracowaniem tego olbrzy­ miego planu pracował niemiecki wielki sztab generalny w ciągu paru dziesiątków la4-, nieledwie bezpośrednio od czasu wojny francuskoniemieckiej z lat 1870—71, mając do swojego rozprrządzenia nietylko świetny i oddany ide­ owo zespół fachowy, mając nietylko zaufanie i posłuch ze strony rządu i parlamentu Rzeszy Niemieckie! ale i posługując się olbrzymim materjałem informacyjnym, którego dostarczał ze wszystkich zakątków świata świetnie zorgani­ zowany wywiad niemiecki, korzystający ze współpracy tysiącznych rzesz emigrantów nie­ mieckich, których zręczna polityka Niemiec, oraz siła sugestywna wszechniemieckiej ideologji imperialistycznej umiały utrzymać w ści­ słym kontakcie z ich potężną ojczyzną. Dzięki posiadaniu znakomicie opracowa­ nego planu wojny mogły Niemcy puścić wT ruch w dowolnym momencie swój aparat wojenny, który od pierwszych chwil działał równie pre­ cyzyjnie, jak najlepszy mechanizm zegarka szwajcarskiego. Ta szybkość i dokładność dzia­ łania aparatu wojennego Niemiec, co było do­ kładnie przewidziane przez niemiecki sztab ge­ neralny, dawały im rękojmię piorunującego zwycięstwa, ośmielając je wyciągać swoje za­ chłanne ręce po hegemonję gospodarczą i poli­ tyczną nad światem. To, co czyniły Niemcy w pierwszym okre­ sie wojny światowej, nie było więc improwi­ zacją, lecz wykonywaniem raz ustalonego i, we­ dle mniemania Niemców, najdoskonalszego, i niezawodnego planu z czasów przedwojennych. Dlatego też, aby zrozumieć koncepcję wo­ jenną Niemców na początku wojny, to znaczy w najbardziej decydującym okresie, koniecz­ nem jest chociażby pobieżne zapoznanie sie

Belgijski oddział karabinów maszynowych na rowerach powstrzymuje atak kawalerji niemieckiej.

143

z tym olbrzymim planem wojny, który Niemcy przygotowywali w swojem ambitnem dążeniu do umocnienia przodującego stanowiska swoje­ go narodu na kuli ziemskiej. Zaznajomiwszy się z tym planem przeko­ namy się, że klęska Niemiec w wojnie świato­ wej była równoznaczna z załamaniem się ich planu wojennego, że niedajace się już naprawie błędy Niemców w czasie wojny były błędami ich planu wojennego, który nie uwzględnił ca­ łego szeregu czynników, przedewszystkiem na­ tury psychologicznej, który nie docenił należy­ cie sil przeciwników, znów przedewszystkiem moralnych, i który w zbytniem zaślepieniu na-

Moltkego, pogromcy Francji i drugiego cesar­ stwa z lat 1870—71), który w 1906 r. objął szefostwo sztabu generalnego, piastując je do czasu wojny, jakkolwiek w ogólnych zarysach zachował koncepcję Schlieffena, jednakże w ra­ mach jej wprowadził pewne zmiany, których doniosłość i szkodliwość mieli Niemcy ocenić dopiero w czasie wojny. Pierwotny plan Schlieffena wychodził z za­ łożenia, że armja francuska jest groźniejsza, niż rosyjska, że pierwsza ponadto posiada zdol­ ność znacznie szybszej mabilizacji, niż druga i wreszcie, że Francja z racji swoich ograniczo­ nych obszarów i bliskości od granicy niemiec­ kiej stolicy i ośrodków przemysłowych jest łat­ wiejsza do steroryzowania, niż Rosja o swoich bezmiernych obszarach, odległych centrach państwowych i niewyczerpanych nieledwie re­ zerwach ludzkich. Założenie to, jako podstawa całego planu niemieckiego, przetrwało aż do wojny światowej i było niemal w całości przy­ jęte przez gen. Moltkego. Z założenia tego wypływał konieczny wnio­ sek, że najpierw należy zgnieść groźniejszego przeciwnika, Francję, rzuciwszy na nią całą potęgę militarną Niemiec, a następnie dopiero, mając już rozwiązane ręce na Zachodzie, prze­ rzuciwszy arm je na Wschód, zadać Rosji de­ cydującą klęskę, łatwiejszą wprawdzie, ale wy­ magającą dłuższego czasu. Przeto pierwTotny plan schlieffenowski przewidywał dwie wyraźnie rozgraniczone fazy wojny: pierwsza — to zmiażdżenie armji fran­ cuskiej całą rozporządzalną potęgą Niemiec przy równoczesnem obronnem stanowisku wo­ bec armji rosyjskiej, która zresztą, sama po­ trzebując dłuższego czasu na. zmobilizowanie swoich sił wojennych, nie będzie mogła przed­ sięwziąć żadnej poważniejszej narazie akcji zaczepnej, i druga faza — rzucenie się Niemiec na Rosję całą swoją potęgą, zwolnioną na Za­ chodzie wskutek klęski armji francuskiej, przy równoczesnem „wykańczaniu** Francji drobnemi stosunkowo siłami. Armji austro-węgierskiej plan schlieffe­ nowski przeznaczał drugorzędną rolę na drugo­ rzędnym teatrze wojny przeciw7 Rosji. Armja austro-węgierska miała tam grać rolę dywersanta, który demonstracyjną ofensywną miał ściągnąć na siebie uwagę sił rosyjskich i szacho­ wać je aż do czasu złamania Francji przez armję niemiecką. Tego rodzaju koncepcja dawała, poza szansami czysto wojskowemi, znaczne również

Angielski Minister Spraw Wojskowych szałek Kitchener.

Feldmar­

cjonalistycznem przecenił wTłasne siły materjalne i moralne. Autorem zasadniczego zrębu niemieckiego planu wojny był generał von Schlieffen, szef wielkiego sztabu generalnego armji niemieckiej w latach 1891—1906, który w 1905 r. ostatecz­ nie opracował koncepcję piorunującego zdruz­ gotania Francji, a następnie Rosji, tych dwóch najpoważniejszych przeciwników na konty­ nencie, których klęska umożliwiłaby Niemcom kolejny pogrom głównego i zasadniczego prze­ ciwnika, jakim była Anglja, rywalka Niemiec w światowem panowaniu gospodarczem i polityeznem. Następca gen. von Schlieffena generał von Moltke (bratanek wielkiego feldmarszałka
144

korzyści, jak sądzili Niemcy, pod względem po­ litycznym. Politycy niemieccy byli przekonani, że piorunująca klęska Francji w ciągu pierw­ szych już tygodni wojny musi wywołać prze­ rażenie wśród narodów europejskich, oraz po­ dziw dla genjuszu i potęgi Niemiec, a tem sa­ mem powstrzyma je od ewentualnego udziału w wojnie po stronie przeciwniemieckiej, przy­ sparzając natomiast Niemcom niezdecydowa­ nych przedtem sojuszników. W polityczną skuteczność piorunującego działania klęski francuskiej wierzyli Niemcy szczególnie wobec Anglji, której tradycyjna ostrożność nie wskazywała na to, aby „Królo­ wa Mórz" zbyt wcześnie zaangażowała się w wojnie europejskiej. Niemiecki przeto plan wojny musiał roz­ wiązać zagadnienie, w jaki sposób w czasie jak najkrótszym, potrzebnym do zmobilizowa­ nia armji rosyjskiej, a więc w ciągu paru za­ ledwie tygodni dokonać całkowitego i ostatecz­ nego pogromu armji francuskiej. Zagadnienie to, najbardziej doniosłe dla losów całej wojny, w planie swoim rozwiązał gen. Schlieffen, wzorując się na analogicznych koncepcjach strategicznych „boga wojny" — Napoleona I w kampanjach z lat 1800, 1805 i 1806, a przedewszystkiem roku 1812, kiedy koncepcja wielkiego cesarza przyjęła najbar­ dziej skrystalizowane formy. Jednakże forma zapożyczonego manewru Napoleona była znacznie cięższa w planie schlieffenowskim, jak stwierdza to generał Camon, wybitny fachowiec i teoretyk wojskowy francuski 1 ). Przyjrzyjmy się, jak wyglądał manewr strategiczny Napoleona z 1812 roku, na którym to manewrze wzorował się von Schlieffen (po­ dług gen. Camon) : Napoleon, przypuszczając, że będzie miał do czynienia z dużemi masami wojsk rosyj­ skich, a nie chcąc pozwolić na wymknięcie się ich, musiał nadać swojemu manewrowi stra­ tegicznemu wielki rozmach, a to tembardziej, że wypadało działać na ogromnym terenie ope­ racyjnym. Z tych też względów wprowadził na główny teatr wojny armję 400 tysięczną, ol­ brzymią, jak na owe czasy. Siły swoje podzielił Napoleon na trzy arm je: główną o sile 250.000 ludzi, której dowództwo zatrzymał przy sobie, oraz dwie armje pomocnicze: jedną pod do) General Camon „Geneza niemieckiego planu z 1914 r.".
1

wództwein wice-króla włoskiego, a pasierba Napoleona, w sile 80.000 ludzi, i drugą pod dowództwem swego brata Hieronima, króla Westfalji, w sile 70.000 ludzi. Armje te zgrupował w następujący spo­ sób: armja wice-króla włoskiego stanęła na wschód od jezior Mazurskich, armja króla Westfalji przed Warszawą na prawym brze­ gu Wisły, armja zaś główna zajęła lewy brzeg Niemna nawprost Kowna. Napoleon, wiedząc, że większość sił rosyj­ skich rozlokowana jest wzdłuż Niemna, zamie-

Król angielski

na pokładzie

wojennego

okrętu.

wojny

rza w dniu 5 czerwca przy pomocy demonstra­ cji, wykonanej przez armję króla Westfalji na wschód od Warszawy, ściągnąć przeciwnika w tym kierunku, aby tam właśnie zaangażował jak największą część swoich sił. Równocześnie sam Napoleon miał przekroczyć Niemen z ar­ mja główną pod Kownem, a następnie po­ śpiesznie ruszyć na Wilno, przecinając Rosja­ nom linję odwrotu na Petersburg. Napoleon przewidywał trzy następujące możliwości: albo Rosjanie rozpoczną gwałtowny odwrót na Pe­ tersburg i Moskwę, a tem dadzą mu możność do uderzenia na tyły w chwili, kiedy korpusy rosyjskie nie będą w stanie działać w ścisłej 145

łączności ze sobą; albo Rosjanie zwiną w kłę­ bek swoje siły na południe od Grodna, a wów­ czas Napoleon, zwracając się arm ją główną w kierunku południowo-zachodnim, wepchnie Rosjan w worek, jaki tworzą błota Pińskie, oraz rzeki Bug i Narew, i otoczy ich tutaj swojemi trzema armjami; albo wreszcie lewe ro­ syjskie skrzydło rozpocznie natarcie w kierun­ ku Warszawy, co mogłoby tylko pogorszyć po­ łożenie armji rosyjskiej. W dniu 5 czerwca pisał Napoleon do króla Westfalji: „Chcę wytłumaczyć Ci, co będzie najważniejszem Twojem zadaniem na począt­ ku kampanji. Masz wpoić w przeciwnika przeświadczenie, że ruszasz na Wołyń i w tym kierunku związać go jak najmocniej. Tymcza-

Uzbro jenie angielskiego pancerni ha.

sem ja sam obejdę jego skrajne prawe skrzydło i wygram jakieś 12—15 dni marszu w kierun­ ku na Petersburg, stanę na prawem skrzydle nieprzyjaciela, przekroczę Niemen i zajmę Wilno. Jest to pierwszy cel kampanji". „Gdyby przeciwnik posunął się w kierunku Warszawy, byłby się uwiązał w ten sposób w działania, które do niczego nie prowadzą, ponieważ w tym wypadku wyjdzie on na Wisłę i zmarnuje napróżno kilka dni marszu, a lewe skrzydło naszej armji (armja główna), która przekroczy Niemen, znajdzie się na jego flan­ ce i tyłach, zanim on zdąży się spostrzec". W wypadku, gdyby przeciwnik wogóle nie ruszył z miejsca, król Westfalji miał mu zagro­ zić, nie narażając się jednak samemu na poraż­ kę: „Plan ogólny polega na unikaniu przez skrzydło prawe walki, oraz na posuwaniu się naprzód lewem skrzydłem". — „Jest rzeczą ogromnie ważną, żeby prawe skrzydło (król Westfalji) nie dało się wciągnąć w walkę z przeważającemi siłami przeciwnika i posuwa­
146

ło się ławą ze stanowiska na stanowisko; gdy­ by podczas tego natarcia skrzydłowego natra­ fiono na większą część armji rosyjskiej, w każ­ dym razie nie powinno zajść nic ważnego na prawem skrzydle, które zawsze może wycofać się na obóz waix>wny w Modlinie, oraz na lewy brzeg Wisły". — „W chwili, gdy się wyjaśni, że Rosjanie zdecydowali się na podobny ma­ newr, uderzę niezwłocznie całą swą armją na ich prawy flank i tyły; trudno jednak przy­ puszczać, że przeciwnik zechce w podobny spo­ sób narazić się na zupełną zagładę". W dniu 10 czerwca Napoleon pisał do wice-króldi włoskiego, który dowodził armją środ­ kową: „Marsz armji — to ruch, który wykony­ wam swem lewem skrzydłem, stale przytrzy­ mując skrzydło prawe". Jak widzimy z powyższych cytat, przewod­ nia myśl Napoleona w jego planie kampanji 1812 r. przeciwko Rosjanom była następująca: podczas, gdy Rosjanie akcją demonstracyjną armji pomocniczej króla Westfalji (prawe ski^zydło) zostaną ściągnięci w kierunku War­ szawy, a następnie podobną demonstracją dru­ giej armji pomocniczej (środek) wice-króla włoskiego Eugenjusza na północ nad Niemen, sam Napoleon armją główną (lewe skrzydło), która stanowiła jego grupę uderzeniowa prze­ kroczy Niemen pod Kownem i postara się obejść armję rosyjską, ciągnąc przez Wilno, a następnie postara się zgnieść prawe skrzydło rosyjskiego ugrupowania. Armje pomocnicze, z chwilą, gdy zagrożenie przez armję uderzenio­ wą zmusi Rosjan do odwrotu, mają postępować za nimi, współdziałając w całkowitem osacze­ niu przeciwnika. Genjalny plan Napoleona nie powiódł się w 1812 r. Armja jego, większa niż w poprzed­ nich kampanjach, a nadto, przechodząc przez kraj mało zasobny wT żywność, zbytnio obcią­ żona taborami, była cięższa, niż wymagała te­ go sytuacja i zły stan dróg wschodniej Europy. W dodatku los zrządził jedną przedwczesną mroźną noc, która przyprawiła o utratę części koni artylerję i taboiy, co bardziej jeszcze opóź­ niało marsz armji. Dołączyły się do tego błędy w poruszeniach poszczególnych korpusów, co razem wprowadziło znaczne opóźnienia w marszrutach cesarza, dzięki czemu Rosjanie zdołali uniknąć osaczenia i sami zkolei wciągnę­ li ścigającą ich armję francuską aż do Moskwy. Manewr napoleoński z 1812 r„ polegają­ cy na operowaniu trzema armjami, uderzenio­ wą i dwiema pomocniczemi, które to ostatnie unikając zupełnego wciągnięcia się w walkę,

zbliżają się ku niej — był nie czem innem, jak przeniesieniem z dziedziny taktyki, czyli ope­ rowania wojskami na polu bitwy, do dziedziny strategji, czyli operowania armjami na obsza­ rze teatru wojny, manewru, przy pomocy któ­ rego Fryderyk II Pruski wygrał w 1757 r. bit­ wo pod Leuthen. Z kolei znów manewr fryderycjański był wzorowany na manewrze Epaminondasa pod Leuktrą. Tak oto „trwałą jest forma w sztuce wojennej" — jak powiada gen. Camon. Wspomniany Epaminondas, aby zastoso­ wać pod Leuktrą podstawową zasadę w każdej

wówczas gdy masa uderzeniowa naciera na nie­ przyjaciela, pozostała słabsza część frontu, aby uniknąć decydującej walki, trzyma się skośnie z tyłu, stale utrzymując jednak łączność z głów­ ną masą uderzeniową. Dzięki temu manewrowi Epaminondas, z łatwością zgniótłszy prawe skrzydło Spartan i zająwszy tyły ich szyku, pokonał ostatecznieznacznie liczniejszą armję przeciwnika. W epoce fryderycjańskiej armje europej­ skie nie posiadały jeszcze zdolności żywszego manewrowania, co uniemożliwiało na polu bit­ wy zmianę raz przyjętego ugrupowania, na­

Niemiecki

Zarząd Wojskowy

w

Kaliszu.

bitwie zespolenia wysiłków na jednym punk­ cie, zamierzył najlepsze swoje oddziały skon­ centrować na prawem skrzydle przeciwnika, oskrzydlić je, a następnie złamać. Ponieważ jednak Epaminondas posiadał siły znacznie mniejsze, niż Spartanie, musiał przeto stworzyć swoją koncentrację kosztem zaoszczędzenia sił na pozostałej części frontu, co znów nakazy­ wało unikać tam niepewnej walki. Stwarza przeto Epaminoudas swój szyk bojowy o tej sa­ mej rozciągłości, co przeciwnik, lecz bardziej płytki, niż zazwyczaj wówczas stosowano. Dzię­ ki tej właśnie płytkości szyku zaoszczędzone siły koncentruje na swojem lewem skrzydle, tworząc masę uderzeniową. Podczas bitwy,

wet w razie konieczności odparcia niespodzie­ wanego natarcia. Wykorzystywując te ujemne właściwości ówczesnych armij, marszałek Puységur, francuski minister wfojny i wybitny te­ oretyk wojskowy, wystudjował system przesu­ wania ugrupowania armji ku jednemu z jej skrzydeł i system swój zawarł w 1749 r. w dziele „Art de la guerre par principes et par règles", Unieruchomiając front przeciwnika przez rozwinięcie własnego frontu tej samej rozciągłości, ale stanowiącego tylko część włas­ nych sił, jak uczynił to Epaminondas pod Leu­ ktrą, przesuwa Puységur na bok jednego ze skrzydeł przeciwnika swoją masę uderzeniową, składającą się z zaoszczędzonych na froncie sił
147

własnych. Celem tego manewru jest oskrzydle­ nie i złamanie jednego ze skrzydeł przeciwni­ ka, a następnie zdruzgotanie całego nieprzyja­ cielskiego frontu. Fryderyk II Pruski zapoży­ czył od Puységur'a jego manewr i z najlep­ szym rezultatem zastosował go pod Leuthen. Z kolei Napoleon I manewr ten przeniósł z dzie­ dziny taktyki do strategi, a generał von Schlieffen na wzorze napoleońskim oparł w 1905 r. swój plan kampanji przeciwko Francji. Początkowo Schlieffen do roku 1904 pla­ nował zastosowanie innego manewru przeciw­

kie następne zmiany i udoskonalenia z lat 1899, 1900, 1909 i 1911. Najpotężniej umocnione by­ ły rejony Verdun — Toul i Epinal — Belfort. Schlieffen był przekonany, że przełamanie tej potężnej i nowocześnie urządzonej linji obron­ nej wymagałoby wielkich ofiar i zbyt dużej straty czasu. Wobec tego zdecydował się na głównym froncie wzdłuż francuskiej linji obronnej ograniczyć się tylko do unieruchomie­ nia sił francuskich przy pomocy jedynie demon­ stracyjnego natarcia, natomiast równocześnie obejść oba skrzydła armji francuskiej dwiema

1

m mm być skierowana na Charmes, a więc w słab­ szą lukę pomiędzy dwoma najpotężniejszemi rejonami obronnemi Verdun — Toul i Epinal — Belfort, druga zaś prawym brzegiem Mozy przez terytorjum belgijskie na Mézières. Ma­ newr ten w ogólnych zarysach był manewrem Hannibala z pod Kann 1 ), przeniesionym z tak­ tyki do strategji.
') Pod Kannami sity Hannibala wynosiły 50.000 ludzi, a Rzymian 70.000. Hannibal przeciwstawił Rzymianom szyk, w którym środek byl słaby, główne zaś siły zgrupowane na obu skrzydłach. Pod parciem potężnego natarcia Rzymian słabszy środek armji Hannibala wygiął się w tył, podczas gdy skrzydła posuwały się naprzód i, zamknąwszy się na tyłach Rzymian, zdusiły ich, jak gdyby w żelaznym worku. Na polu bitwy padło 48.000 Rzymian.

Niemiec w mewoli rosyjskiej. ko Francji. Przewidywał on, że siły francuskie rozwiną się na przygotowanej linji obronnej pomiędzy Belf ortem a Mézières, ciągnącej się od granicy szwajcarskiej do granicy belgijskiej. Francuzi po klęsce lat 1870 i 71 i w przewidy­ waniu nowej napaści ze strony Niemiec, zdecy­ dowali się przygotować zawczasu potężną łinję obronną wzdłuż całej granicy niemieckiej. Linja ta miała za cel osłonić w początkach woj­ ny mobilizację i koncentrację armji francu­ skiej, oraz ułatwić wstępne działania wojenne, a w razie niepowodzenia umożliwić i osłonić reorganizację armji. Pierwszy plan linji obron­ nej generała Séré de Rivière z 1874 r. prze­ trwał w zasadniczej swojej koncepcji wszystgrupami uderzeniowemi, z których jedna miała 148

W roku 1904 zostało zawarte francuskoangielskie serdeczne porozumienie, tak zwana „l'entente cordiale". Jasnem się wówczas stało dla niemieckiego sztabu generalnego, że w przy­ szłej wojnie należy brać pod uwagę nietylko armję francuską, ale ewentualnie i armję angiel­ ską. Ta ostatnia nie była wrprawdzie zbyt groź­ ną, ale łącznie z armją belgijską i francuską stanowić mogła nad Mozą znaczne niebezpie­ czeństwo dla prawoskrzydłowej armji niemiec­

przez terytorjum Belgji, ale zamierza! dokonać tego na mniejszą skalę, ograniczając się do po­ łudniowo-wschodniego kąta Belgji na prawym brzegu Mozy. Tak pomyślany przemarsz, jak sądzono w Niemczech, niekoniecznie miał wy­ wołać opór ze strony Belgji, dla której za czę­ ściowe pogwałcenie neutralności projektowali Niemcy odpowiednią „zapłatę". Inaczej zgoła mogła wyglądać cała sprawa z chwilą, gdy Arv glja przystąpiła do „serdecznego porozumie­

Warszawa, Pierwsi jeńcy niemieccy. kiej, zagrażając jej tylom. Aby zneutralizować to niebezpieczeństwo należałoby sforsować linję Mozy pomiędzy balgijskiemi twierdzami Liège i Namur. Wymagałoby to znacznych sił i wiele czasu, co mogłoby opóźnić cały marsz prawoskrzydłowy, czyniąc go już niecelowym. Jedynem rozwiązaniem tej nowej dla szta­ bu niemieckiego sytuacji byłoby całkowite opa­ nowanie Belgji, oraz portów belgijskich i północno-francuskich, co utrudniłoby ponadto lą­ dowanie wojsk angielskich. Ponadto piorunują­ ce opanowanie Belgji mogłoby poniekąd dawać gwarancję neutralności Anglji, przerażonej sukcesami Niemców. Początkowy plan Schlieffena przewidy­ wał wprawdzie przemarsz wojsk niemieckich nia", gwarantując Belgji pomoc w razie po­ gwałcenia jej neutralności. Pogwałcenie całko­ wite czy częściowe w tych warunkach niemal napewno wywołałoby opór ze strony armji bel­ gijskiej, mającej za plecami pomocniczą ar­ mję angielską. A więc... opanować całą Belgję i porty północne i to w tempie niezwykle szyb­ kim — oto schlieffenowskie rozwiązanie spra­ wy, zabezpieczające prawą oskrzydlającą gru­ pę armji niemieckiej od wszelkich niespodzia­ nek, gwarantujące jednorazowe zdruzgotanie niewygodnej armji belgijskiej, oraz zwiększa­ jące szanse neutralności Anglji w7 wojnie na kontynencie. Początkowy plan Schlieffena z przed 1904 r. prawemu skrzydłu niemieckiemu stawiał za 149

cel jedynie tylko złamanie lewego skrzydła armji francuskiej i oskrzydlenie następnie od strony północno-zachodniej francuskiej linji obronnej, na której przewidywano zgrupowa­ nie głównych sił francuskich. Wobec zmienio­ nej koncepcji rola prawego skrzydła niemiec­ kiego miała być znacznie rozszerzona koniecz­ nością zgniecenia armji belgijskiej i jej umoc­ nionych pozycyj, opanowaniem całej Belgji, a nawet portów północnej Francji, jak Dun­ kierka, Calais i Boulogne. W tym stanie rze­ czy należało znacznie powiększyć siły prawego skrzydła armji niemieckiej. Wydajnie zwiększyć siłę prawego skrzydła można było tylko kosztem sił lewego skrzydła w Lotaryngji, które pierwotnie miało równieżstanowić oskrzydlającą masę uderzeniową na wzór Kann. Decyzja Schlieffena poszła w tym właśnie kierunku. Uszczuplił siły lewego skrzydła, prze­ rzucając je na prawe, północne skrzydło, które­ mu nadał obecnie decydujące znaczenie. W kon­ sekwencji jednakże musiał zkolei ograniczyć rolę uszczuplonego lewego skrzydła, którego zadaniem odtąd było wyłącznie wiązanie i po­ wstrzymywanie nieprzyjaciela, oraz cofanie się ze stanowiska na stanowisko w kierunku Saary w razie zbyt silnego natarcia Francuzów. Tak więc ostateczny plan Schlieffena z 1905 roku manewr Hannibala pod Kannami zastępował już manewrem fryderycjańskim, a raczej manewrem napoleońskim z roku 1812. Zamiast oskrzydlenia Francuzów na obu skrzy­ dłach — pozostała tylko koncepcja oskrzydlenia wyłącznie lewego skrzydła Francuzów od północo-zachodu. Dla ścisłości należy zaznaczyć, że pierw­ szym autorem manewru przeciw Francji, opar­ tego na wzorach napoleońskich, nie był gen. Schlieffen, szef niemieckiego sztabu generalne­ go. Manewr ten zalecał już poprzednio, jako je­ dynie wskazany, gen. von Bernhardi, który kon­ cepcję swoją rozwinął w obecności cesarza Wil­ helma na odczycie, wygłoszonym jeszcze w 1898 roku, a następnie wielokrotnie bronił jej słusz­ ności w rozprawach i artykułach teoretycznych. To, co gen. Bernhardi zalecał — gen. Schlief­ fen zastosował w wielkim planie przyszłej wojny. Przyjrzyjmy się, jak wyglądał ostateczny plan schlieffenowski kampanji przeciwko Fran­ cji. Grupa armji niemieckiej, tworząca ma­ sę uderzeniową, ma rozpocząć swój marsz na Paryż przez terytorjum belgijskie, a mianowi­ cie przez Belgję środkową, a następnie doliną
150

rzeki Oise'y już na terytorjum francuskiem. Dwie inne grupy armji niemieckiej, stanowiące przedłużenie północnej grupy uderzeniowej, mają zadanie drugorzędne, polegające na zwią­ zaniu jak największych sił francuskich na dłu­ gości francuskiej linji obronnej pomiędzy Mézières a Belfortem i powstrzymywanie ich w tym czasie, kiedy główna masa uderzeniowa, omijając od północy francuską linję obronną, będzie osaczała i miażdżyła lewe skrzydło Fran­ cuzów, torując sobie drogę na Paryż. Jak widzi­ my podstawą całego planu niemieckiego był przemarsz przez Belgję i okupowanie jej, co stanowiłoby pogwałcenie zagwarantowanej neutralności tego państewka. Niemiecki sztab generalny bynajmniej jednak nie wzruszał się koniecznością pogwał­ cenia zobowiązań międzynarodowych. Nie oba­ wiał się również jakichkolwiek złych następstw tego kroku, lekceważąc czynnik psychologiczny w dziejach świata, tern bardziej zaś siły moral­ ne maleńkiego narodu, na który w sposób zgoła nieoczekiwany a piorunujący miała się zwTalić cała groza wojny nowoczesnej. Jak wiemy, był to wielki błąd niemiecki, za który naród nie­ miecki musiał w następstwie zbyt drogo zapła­ cić. Jednak przed wojną Niemcy widzieli same tylko korzyści, które przyniesie im przemarsz przez Belgję. W Belgji niemiecka masa uderze­ niowa mogła korzystać z niezwykle rozwiniętej i doskonałej sieci dróg i kolei żelaznych, co za­ pewniało maksymalną szybkość w obejściu i za­ skoczeniu lewego skrzydła francuskiego. Kraj był bogaty i zasobny w żywność, co pozwalałoby na marsz bez opóźnień, nie czekając na dowóz zaopatrzenia armji z wewnątrz Niemiec. Poza tern niemiecki sztab generalny, zawsze widząc w Anglji głównego przeciwnika Niemiec i prze­ widując wcześniej czy później ostateczną z nią rozgrywkę, w okupowaniu Belgji, oraz portów belgijskich Antwerpji i Zeebrugge i francu­ skich Ostendy, Calais i Boulogne, widział nie­ zwykle korzystną podstawę operacyjną prze­ ciwko Anglji. Swoją grupę uderzeniową, której przezna­ czył Schlieffen tak doniosłą i decydującą rolę, wyposaża on w znaczne siły. W skład jej miało wchodzić 16 korpusów linjowych i rezerwo­ wych, poza tern zaś znaczna ilość oddziałów obrony krajowej. Rezerwę grupy uderzeniowej miało stanowić 6 dywizyj zapasowych, które wypełniałyby straty w czasie natarcia, następ­ nie zaś do grupy uderzeniowej miały być przy­ dzielone jeszcze 2 korpusy, ściągnięte z lewego skrzydła niemieckiego w Lotaryngji z chwilą,

kiedy sztab francuski, orjentując się w sytu­ acji, sam również począłby wycofywać korpusy ze swojej linji obronnej i przerzucać je na swo­ je zagrożone lewe skrzydło. Ponieważ Niemcom zależało niezwykle na pośpiechu ze względu na konieczność „wykoń­ czenia" Francji przed zakończeniem mobiliza­ cji rosyjskiej, musieli rozwinąć swoje ugrupo­ wanie strategiczne w możliwie najkrótszym czasie. W tym celu oddawna rozbudowywano w Niemczech pod komendą sztabu generalnego wspaniałą sieć kolejową wzdłuż granicy belgij­ skiej, francuskiej, i częściowo holenderskiej. Sieć ta była wyposażona w ogromną ilość stacyj, torów zapasowych i ramp, mających słu­ żyć w przyszłości do wyładowywania wojsk, przybywających z głębi Niemiec. Jakkolwiek wspaniale była rozbudowana ta kolejowa sieć strategiczna, jednakże musia­ ło Niemcom zależeć na możliwem przedłużeniu linji ugrupowania strategicznego, aby mogło być ono dokonane przy tak wielkich przewidy­ wanych masach wojsk szybko i sprawnie. Dla­ tego też Schlieffen zdecydował się wyładować z pociągów i ugrupować 1 i 2 armje niemieckie wzdłuż granicy holenderskiej, pierwszą na za­ chód od Dusseldorfu i drugą na zachód od Kolonji. Armje te miały być oddzielone od Belgji wąskim skrawkiem holenderskiego Limburgu, przez który prowadzi najprostsza i najwygod­ niejsza droga w głąb Belgji w kierunku Bruk­ seli, gdyż omijająca obronną linję rzeki Mozy. Schlieffen był zdecydowany tą wiaśnie drogą poprowadzić 1 i 2 armje niemieckie. Przemarsz wojsk przez terytorjum holenderskie nie budził jego obaw ze względu na dobre stosunki Niemilec z Holandją, oraz na tradycyjną serdecz­ ność, łączącą dwory panujące obu państw. W najgorszym razie przewidywał, że wolną drogę okupi się odpowiednią sumą, którą i tak zapłacą w następstwie pokonani przeciwnicy. Natomiast 3 armja niemiecka, razem z dwiema pierwTszemi tworząca masę uderzeniową, miała wkroczyć bezpośrednio do Belgji środkowej. Grupę środkową stanowić miały 4 i 5 ar­ mje, które poprzez Ardeny w południowej Bel­ gji miały podążać ku wzgórzom górnej Mozy, gdzie zaczynała się francuska lin ja obronna. Armje 6 i 7 miały wejść w skład demon­ stracyjnej grupy lewoskrzydłowej, której za­ daniem miało być demonstracyjne natarcie na Nancy i wzgórza nad Mozelą (francuska lin ja obronna), ewentualnie zaś, w razie silnego na­ tarcia zgrupowanych tam armij francuskich,

cofanie się ze stanowiska na stanowisko ku niemieckiej linji obronnej nad Renem i Saara, Zakreślając na olbrzymią skalę swój plan kampanji przeciwko Francji równocześnie Schlieffen w stosunku do Rosji zdecydował się w początkach wojny na ściśle obronne stanowi­ sko. Przewidując, że w ciągu pierwszych paru tygodni wojny Rosjanie mogą najwyżej zdo­ być się na lokalne zagony swojej licznej jazdy, pogranicze rosyjskie umocnił nowocześnie przebudowanemi lub nowemi twierdzami i linjami

Rasputin.

obronnemi (w Prusach Wschodnich), przezna­ czając tam wyłącznie oddziały obrony krajo­ wej. Liczył ponadto na to, że armja austro-węgierska znacznie szybciej mobilizująca się od rosyjskiej, skupi uwagę Rosjan na ich połud­ niowym teatrze wojny dotąd, dopóki zwolnione klęską Francuzów armje niemieckie nie przy­ będą z zachodu, by z kolei zadać śmiertelny cios Rosji. Cały plan wojny Schlieffena wymagał dyskrecji i szczegółowego przygotowania w cza­ sie pokoju, a szybkości działania, sprawności i bezwzględności w czasie wojny. Przedewszystkiem Francja nie powinna była liczyć się z mo­ żliwością pogwałcenia neutralności Belgji. Ten
151

motyw tłumaczy dostatecznie, dlaezego znany ze swojej gadatliwości cesarz Wilhelm nie l>yl aż do czasu wojny wtajemniczony w plan prawoskrzydłowego uderzenia przez Belgję. Dru­ gim warunkiem powodzenia, do którego Schlieffen przywiązywał wielką wagę, miała być świa­ doma bezwzględność armji niemieckiej wobec ludności cywilnej w czasie piorunującego mar­ szu Niemców przez Belgję. Armję niemiecką miały poprzedzać strach i groza, co rzekomo miało osłabić sity moralne Belgów i Francu­ zów, a na świat cały rzucić postrach w obliczu

Natomiast całkowicie słuszną z wojskowe­ go punktu widzenia była koncepcja piorunują­ cego swoją szybkością działania, potęgi miaż­ dżącego prawoskrzydiowego uderzenia i ma­ newru jak najmniej oczekiwanego przez fran­ cuski sztab generalny. Ale, jak się wkrótce przekonamy» ta właśnie koncepcja została p niej najbardziej zniekształcona i pomniejszona ;: fatalnym dla Niemców skutkiem w począt­ kach wojny, kiedy właściwie decydowały się jej losy. W 1906 roku gen, von Schlieffen opuści!

^•IHMH
II
•:..

Dwoi ., Pi t, rabu rak la w lelkiego s; tabu general] szłego już w teku, po. ijąc na • i c y > calkow icie wykońi j n wojn y.' Xa> •cq jego tal gen, vo) .ltke] •ratane! feldmarszałka, bohatera atni( pogron i ranci : i w . Gen, Moltkt * tlkow i U tufanie i a Wilhelma ak n mmii,, we wrześniu jrmia •dy nii plan wojrn icie mkr Po tkowo n. von Moltke zachowa n Schli* •; ilości. Wkrótce jedn aęły wości, które : aiv •oprzednika, U' charakte
lloU LSK1 i la

„wojujących
A

p

tvoncepeja ta, irutalności tetxy d ;eni
<i

acji swi

0 p<

la

"jny

:ych two i
152

•św i (

.

m
Warszawa. Most na Wiele,

rze Moltkego nie było ani szerokiego rozmachu, ani tej siły psychicznej, która pozwala wodzo­ wi z pełną świadomością stawiać losy wojny na jedną kartę. Generał von Kuhl mówi o Moltkem: „Był to człowiek szlachetny i elegancki. Posiadał on umysł jasny, dużą inteligencję, zdolność łowienia w lot myśli i ogromną zdol­ ność do pracy". Ocena ta, nazbyt stronnicza, byłaby niewątpliwie pełniejsza, gdyby zamiast owej wątpliwej „szlachetności" wstawić „ostrożność" nowego szefa sztabu generalnego. Ta ostrożność Moltkego, cenna być może w in­ nych warunkach, wobec istniejącego i mające­ go pełne zaufanie sfer wojskowych i politycz­ nych schliffenowskiego planu wojny — była wyraźnie szkodliwą dla losów Niemiec w przy­ szłej wojnie. Moltke, zachowując bowiem ogólną koncepcję planu wojny z 1905 roku, wprowa­ dził doń pewne, nieznaczne wprawdzie zmiany, które jednak wypaczyły celowość całego planu. Zastrzeżenia i wątpliwości Moltkego do­ tyczyły trzech fragmentów planu wojny: prze­ marszu 1 i 2 armij przez terytorjum holender­ skiego Limburgu, słabych sił WT Lotaryngji, oraz odsłonięcia Prus Wschodnich dla ewentu­ alnego natarcia Rosjan. Godząc się wprawdzie na pogwałcenie neustralności Belgji, Moltke nie mógł jednak pogodzić się z myślą o równoczesnej koniecz­ ności pogwałcenia i terytorjum holenderskiego. Przerażała go ewentualność oporu ze strony Holandji, co przysporzyłoby przeciwnikom Nie­ miec jeszcze stokilkudziesięciotysięczną armję holenderską. Przerażały go również słabe siły niemieckiego lewego skrzydła w Lotaryngji i możliwość odwrotu na tym froncie. Molt­ ke nie rozumiał istoty planu Schlief-

fena, polegającej na świadomem wciągnięciu nieprzyjaciela w worek, który zamknąć miało prawe skrzydło niemieckie, owa potężna, druz­ gocąca i osaczająca masa uderzeniowa. Nie ro­ zumiał, że im bardziej zaangażowaliby się Francuzi w natarciu ku niemieckiej linji obron­ nej nad Renem i Saara, w tern głębszy worek wprowadzaliby swroje arm je, skazane w tym wypadku na nieuchronne osaczenie. Nie umiał Moltke wczuć się w szeroki rozmach, siłę, zde­ cydowanie i konsekwencję schlieffenowskiego planu — nie umiał, lub może raczej nie chciał, będąc z natury zwolennikiem ostrożności, połowiczności i kompromisów. Charakter Moltkego odbił się również na jego krytyce planu kampanji na wschodnim froncie. Przerażała go bliskość Berlina od gra­ nicy rosyjskiej, która tak słabo miała być obsa­ dzona przez szereg pierwszych tygodni wojny. Przerażała go bezbronność Prus Wschodnich, najbardziej zagrożonych ze strony Rosjan. Lę­ kał się wszędzie nawet lokalnych i bez szerszego znaczenia niepowodzeń, które w opinji niemiec­ kiej mogłyby być poczytane za jego, jako szefa wielkiego sztabu generalnego, błędy. Pragnął wszędzie być zwycięzcą, lub chociażby tylko nie­ zwyciężonym. Pragnął wszelkie ryzyko sprowa­ dzić do minimum. Było to równoznaczne ze wzmocnieniem tych punktów, które Schlieffen zupełnie świadomie pozostawiał słabemi, to znów mogło być dokonane tylko kosztem osła­ bienia innych punktów, którym poprzednik je­ go przypisywał decydujące znaczenie. To też zmiany, jakie Moltke wprowadził do planu wojny z 1905 roku miały charakter wyrówny­ wania sił na wszystkich frontach. W wyrów­ naniu tern północna grupa uderzeniowa na za­ chodnim froncie wiele utraciła ze swej miaż153

dżącej potęgi, stawiając powodzenie całego pla­ nu pod znakiem zapytania. Do przerobienia planu Schlieffena przy­ stąpi! Moltke ostrożnie i zwolna, wyzyskując korzystne dla siebie konjunktury w polityce międzynarodowej. W 1912 roku angielski minister wojny lord Haldane został wysłany przez rząd an­ gielski do Berlina w celu kontynuowania roz­ poczętych z Niemcami jeszcze w 1908 r. roko­ wań w sprawie podziału kolonij portugalskich, oraz porozumienia się w kwestji wzajemnej neutralności i unormowania zbrojeń w mary­ narce wojennej. Fakt, że misję tę powierzono lordowi HaldaneWi, znanemu wielbicielowi fi­ lozofji i wogóle kultury niemieckiej, zdawał się świadczyć o tern, że Anglja gotowa jest porozu­ mieć się z Niemcami w sprawie podziału pano­ wania nad światem. Domniemanie to posłużyło Moltkemu do udowodnienia, że skoro Anglja nie wchodzi już w grę przy rozwiązywaniu zagadnienia przy­ szłej wojny — przeto zbędnem staje się opano­ wanie portów belgijskich i północno-francuskich, co miało przeciwdziałać lądowaniu wojsk angielskich we Francji i które miały stanowić bazę operacyjną przeciwko Anglji. Z chwilą zaniechania myśli opanowania portów północnych, rola grupy uderzeniowej uległa znacznemu ograniczeniu, które równo­ cześnie pozwalało na zaniechanie przemarszu przez terytorjum holenderskie, co tak bardzo przerażało Moltkego. W dodatku mógł obecnie wysuwać argument doniosłego znaczenia Holandji w czasie wojny, jako życzliwego państwa tranzytowego, przez które Niemcy mogłyby im­ portować żywność i potrzebne surowce. Pod tym względem Moltke nie mylił się, jak dowio­ dła tego rzeczywistość. I sam przemarsz przez Belgję nie posiadał­ by już tego zdecydowanie okupacyjnego cha­ rakteru, co miało życzliwiej usposabiać Anglję, a nawet pozwalało Niemcom mieć nadzieję, że i Belgja nie będzie opierała się przemarszowi. Zresztą Moltke oporu Belgów nie obawiał się, odkąd skrupulatnie przygotował plan zdobycia najpoważniejszej twierdzy belgijskiej Liège już w pierwszych dniach wojny. W zdobyciu Liège miały odegrać doniosłą rolę fabrykowa­ ne w tajemnicy olbrzymie działa kalibrów 305 i 420. Zdobycie i opanowanie Liège utrudnia­ łoby, jeśli nie uniemożliwiałoby Anglikom i Belgom obsadzenie niezwykle obronnej linji Mozy, nad którą leży Liège.
154

Wprowadzając tak zasadnicze zmiany w koncepcję Schlieffena zaniechał również Moltke planowanego odrazu marszu grupy uderzeniowej przez Belgję na Paryż, odkłada­ jąc to zadanie na czas po złamaniu francuskiego lewego skrzydła nad górną Mozą. Był to błąd nie do darowania, ale pozwolił Moltkemu tembardziej zmniejszyć siły północnej grupy ude­ rzeniowej, której rola została tak znacznie ogra­ niczona, wyrównywując w ten sposób ustosun­ kowanie sił na całym froncie, co rzekono miało zmniejszać ryzyko całej kampanji. Zaoszczędzone na grupie uderzeniowej si­ ły przeznacza Moltke na wzmocnienie lewego skrzydła niemieckiego w Lotaryngji, oraz od­ działów obrony krajowej w Prusach Wschod­ nich, na których obronności szczególnie zależa­ ło mu ze względu na bezpieczeństwo Berlina i swój moralny autorytet w kołach wszechniemieckich. Tak w ogólnych zarysach zmieniony przez Moltkego plan wojny gen. Schlieffena mógł za­ pewnić Niemcom powodzenie tylko w tym wy­ padku, gdyby znacznie osłabiona grupa uderze­ niowa na północy frontu zachodniego nie na­ potkała poważniejszego oporu ani w Belgji, ani nad francuską Mozą. Było to równoznaczne z całkowitą tajemnicą niemieckiego planu, któ­ ra nie pozwoliłaby francuskiemu sztabowi ge­ neralnemu mieć żadnych wątpliwości, że starcie armij francuskich i niemieckich nastąpi wTzdłuż francuskiej linji obronnej pomiędzy Szwajcarją i Belg ją. Dlatego też w plan wojny wtajemni­ czył Moltke niezwykle szczupłą garstkę wojsko­ wych i polityków, pozostawiając nawet w nie­ świadomości cesarza Wilhelma. Miało to dobre strony, ale też odbiło się również i niekorzyst­ nie na późniejszem wykonaniu planu. Tak naprzykład, jak przytacza to gen. Camon, nie był wtajemniczonym admirał von Tirpitz, nazy­ wany „wielkim mistrzem" wojennej marynar­ ki niemieckiej, co spowodowało, że flota nie­ miecka nie była przygotowana do przeciwdzia­ łania na kanale La Manche w lądowaniu wojsk angielskich. A przeciwdziałać mogła łatwo dzięki swoim łodziom podwodnym, chlubie ad­ mirała Tirpitza, zmuszając AngiikówT do lądo­ wania w odleglejszych od Belgji portach. Po­ dobnych niedociągnięć było wiele, wywołanych koniecznością utrzymania planu w zupełnej ta­ jemnicy. Drugim warunkiem powodzenia było zde­ cydowanie i szybkość działania w pierwszych tygodniach wojny, co nie dozwoliłoby Francu­ zom przeciwstawić względnie słabej grupie

uderzeniowej poważniejszych sił własnych. Wa­ runek ten nie był spełniony w przyszłości z ra­ cji nieuwzględnienia całego Bzeregu czynników natury moralnej, a przedewszystkiem zaciekłe­ go, bohaterskiego oporu Belgji. Cały plan wojny, tak starannie, zdawało się, przemyślany i przygotowany przez Niem­ ców na długo jeszcze przed wojną, zawiódł ich, bankrutując całkowicie w pierwszych już ty­ godniach wojny światowej. Rachunek sil materjalnych bez uwzględ­ nienia sil moralnych okazał się niewystarc jacy. W dodatku w kalkulacji okazały sic błę­ dy nie do powetowania. Plan Schlieffena „po­ prawiono" w kierunku zmniejszenia ..ryzyka", gubiąc jego głęboko przemyślaną koncepcję i rozmach strategiczny. Niemiecka buta, zaro­ zumiałość i pogardliwe lekceważenie przeciw­ nika doprowadziło Niemców do „przemędrkowania i prźekalkulowania" wielkiego planu schlieffenowskiega Chcąc zwyciężać wszędzie — zatracili Niemcy myśl o jedneni, ale decydującem zwycięstwie, które /.anulowałoby skutki wszystkich lokalnych niepowodzeń. Nie I

wpływu na to była psychoza wszechniemieckiej ideologji, która niedopiiszczała nawet myśli o jakiemkolu iek niepowodzeniu „narodu wy-

•a. Saftraira

mostu

tut

Wiele,

branego", — „narodu panów", — „narodu zwycięzców", — „narodu, któremu przeznaczo­ ne było panowanie nad światem".

155

Rozdział

V.

POCZĄTEK AKCJI WOJENNEJ. FRONT ZACHODNI. Podział treści historji wojny światowej stanowi niezwykle trudne zadanie ze względu na bogactwo materjału, jaki należy w niej uwzględnić. Mając do czynienia z wypadkami równoczesnemi wprawdzie, ale rozgrywTającemi się na ogromnym teatrze wojny, nie sposób oma­ wiać je równocześnie, a to ze względu na ich akcją wojenną na morzach, wojna światowa (wówczas jeszcze nazywana raczej europejską) T ogarniała w Europie następujące teatry w< jenne, które określano, jako fronty: front zachod­ ni, czyli belgijsko-angielsko-francusko-niemiecki na terenie Belgji, Luksemburga i Francji, front wschodni, czyli austro-niemiecko-rosyjski głównie na terenie Polski i front południo­ wy, czyli serbsko-austrjacki w Serbj i i Czarno­ górze. Oba poważne fronty, to znaczy zachodni i wschodni, były całkowicie przewidziane przez niemiecką strategję, która w planie wojny „Schlieffen — Moltke" na długo przed wojną teoretycznie rozwiązała zagadnienia obu tych frontów. Jak wiemy z poprzedniego rozdziału, nie­ miecki plan przewidywał na początku wojny decydujący atak na Francję, czyli na froncie zachodnim, przy równoczesnem stanowisku obronnem wobec Rosji, niegroźnej jeszcze wo­ bec niezakończonej mobilizacji, a więc nie mo­ gącej zgrupować przeciwko Niemcom i AustroWęgrom poważniejszych sił bojowych. Jak wie­ my również, w początkach wojny gros sił nie­ mieckich miało być wyzyskane na froncie za­ chodnim, zby w krótkim czasie (paru — kilku tygodni) „załatwić się" z Francją i tern umożli­ wić następnie przerzucenie militarnej potęg1 Niemiec na front wschodni, gdzie zkolei miała być rozbita armja rosyjska. Początek wojny „odbył się" ściśle wedle planu niemieckiego. Nic dziwnego — gdyż reżyserja wojny była w rękach Niemców, którzy dzięki temu posiadali pełną inicjatywę, z bie­ giem czasu dopiero w znacznej mierze utraconą. Dlatego też na początku wojny decydujące wydarzenia rozgrywały się na froncie zachod­ nim, to znaczy tam, gdzie tego chciała inicja­ tywa niemiecka. W tym samym czasie front

Naprawa mostu przez

Niemców.

różnorodność, oraz ze względu na ich wagę w stosunku do całokształtu wojny. Podział materjału ściśle chronologiczny stwarzałby całość tak zagmatwaną i niejasną, iż Czytelnik łatwo mógłby zagubić nić prze­ wodnią i, zamiast pogłębić — mógłby wprowa­ dzić tylko chaos w ogólną syntezę dziejową. Aby uniknąć tych błędów — będziemy sta­ rali się dzielić materjał nietylko według chronologji wydarzeń, ale i według ich zasadnicze­ go charakteru, oraz wagi dziejowej. W pierwszym okresie, poza epizodycznemi walkami w kolonjach niemieckich, oraz poza 156

Skala 1 • 2.000.000

^^'W^^^^'^i1^^
* &&

^r*:

Ù
* &

;*SiC

T*-***»
Aiistrjacka artylerja górska. Na pozycji

wschodni, nie mówiąc już o froncie południo­ wym, stanowił tylko dodatkowy, drugorzędny teatr wojny, który dopiero czekał na swoją po­ ważniejszą rolę z chwilą ukończenia przez Ro­ sję dość długotrwałej mobilizacji i skompliko­ wanego grupowania wojsk z racji słabych i nierozwiniętych środków komunikacyjnych. W pierwszym okresie wojny punkt cięż­ kości leżał na Zachodzie. Tam ważył się w isto­ cie nietylko los dalszej wojny, ale i los świata, los całej cywilizacji. Dlatego też, jakkolwiek chronologicznie akcja wojenna rozpoczęła się najpierw na gra­ nicy serbsko-austrjackiej, a następnie rosyjskoniemieckiej, jednakże, w myśl tego, cośmy po­ przednio powiedzieli, rozpoczniemy od wypadkówT wojennych, które rozegrały się na zacho­ dzie Europy i zadecydowały pośrednio o dal­ szych losach wszystkich innych frontów wojen­ nych.

Do dnia 1 sierpnia 1914 r. położenie poli­ tyczne na zachodzie Europy było całkowicie niejasne. Do dnia tego trudno było jeszcze prze­ widzieć, jak potoczą się dalsze wypadki. Jak­ kolwiek widocznem było, że na wschodzie Euro­ py gromadzą się poważne i groźne chmury, na­

wiane złowrogim wiatrem z południa, z nad granicy serbsko-austrjackiej, gdzie grzmiały już działa i obficie lała się krew maleńkiego, ale bohaterskiego narodu — tam, na zachodzie łudzono się jeszcze, że horyzont polityczny mo­ że się jednak przejaśnić, przynajmniej czę­ ściowo. Wojna austro-rosyjska zdawała się już nieuchronną wobec wypadków w Serbji, jak­ kolwiek i w tej sprawie ostatnie, bardziej po­ jednawcze posunięcia rządu wiedeńskiego po­ zwalały na bardziej optymistyczne przewidy­ wania. Natomiast wojna niemiecko-rosyjska, tembardziej zaś niemiecko-francuska jeszcze wydawać się mogły bardzo problematycznemi. Francję łączył z Rosję sojusz, oraz kon­ wencja wojskowa o charakterze obronnym. Z kolei Francję łączyło z Anglją „serdeczne porozumienie". Zdawało się mało prawdopodobnem, aby Niemcy, zaczepiając jedno z tych mocarstw, chcieli ryzykować w wojnie z całem Trójporozumieniem. Mogło się tak zdawać tem­ bardziej, że do dnia I-go sierpnia dyplomacja niemiecka czyniła wszystko, aby rozerwać so­ lidarność francusko-rosyjską, a lojalność Anglji poprostu przekupić wspólnemi korzyściami w podziale panowania nad światem. Ponieważ wysiłki dyplomacji niemieckiej rezultatów nie dały, mogło się wydawać, że by157

ły to tylko próby, sądowanie terenu, które, sko­ ro teren ten okazał się dla Niemiec niekorzyst­ nym, na czas zreflektują zapędy polityków wszechniemieckiego kierunku. Aż oto w dniu I-go sierpnia Cesarstwo niemieckie odkryło karty. Okazało się, że próby poróżnienia mocarstw Trójporozumienia nie miały znaczenia decydującego. Chodziło w nich Niemcom nie o rozstrzygnięcie samego proble­ mu wojny, ale wyłącznie o stworzenie bardziej korzystnych dla samych siebie warunków jej prowadzenia. Z chwilą, kiedy próby dyploma­ tyczne zawiodły — niemieckie sfery decydujące machnęły ręką na takie czy inne, lepsze czy gorsze warunki, rzucając swoje zdawna przy­ gotowane kości. W dniu I-go sierpnia Rzesza Niemiecka ogłosiła powszechną mobilizację swoich sił zbrojnych. Tego samego zaś dnia popołudniu ambasador niemiecki w Petersburgu doręczył rosyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych Sazonowowi oświadczenie, w którem stwierdził, że cesarz Wilhelm II w imieniu Rzeszy Niemiec­ kiej wypowiada Rosji wojnę. Wydarzenia te były gromem na horyzon­ cie francuskiej polityki, która wrówczas bar­ dziej, niż kiedykolwiek, była nastrojona poko­ jowo i z racji swojej zasadniczej linji ideowej (skład gabinetu francuskiego miał charakter politycznie radykalny), i z konieczności, wywo­ łanej tylko co przeprowadzoną reformą woj­ skową, oraz znacznemi brakami materjalnemi armji. Mobilizacja armji niemieckiej, równozna­ czna z koncentracją wojsk niemieckich nad granicą francuską, stanowiła niebylejaką groź­ bę dla bezpieczeństwa tery tor jum Francji, któ­ ra w żadnym razie nie mogła dopuścić do sytu­ acji, w którejby została boleśnie zaskoczoną. Dysproporcja sił bojowych Niemiec i Francji nakazywała tej ostatniej jak najdalej posuniętą czujność, roztropność i gotowość. To też w odpowiedzi na mobilizację nie­ miecką prezydent republiki francuskiej podpi­ sał dekret, wyznaczający początek mobilizacji armji francuskiej na dzień 2-go sierpnia. Mo­ bilizacja we Francji nie oznaczała jeszcze woj­ ny, której wypowiedzenie zresztą leżało całko­ wicie w kompetencjach parlamentu. Jednak niemal z całkowitą pewnością można już było przewidywać wojnę wobec wypowiedzenia jej Rosji przez cesarstwo niemieckie i wobec zobo­ wiązań sojuszniczych, jakie ciążyły na Francji w stosunku do Rosji. Jednakże wybitnie poko­ jowe tendencje rządu francuskiego nie pozwa­ 158

lały mu na agresywność, której i tak należało się spodziewać ze strony Niemiec. O agresyw­ ności Niemiec świadczyły już wydarzenia na granicy francuskiej. W dniu 2-go sierpnia, to znaczy w pierwszym dniu mobilizacji francu­ skiej, szereg oddziałów niemieckich przekroczył granicę, wciągając francuskie oddziały pogra­ niczne w drobne starcia o charakterze raczej demonstracyjnym. Tego samego dnia nastąpił wiele mówią­ cy fakt wkroczenia wojsk niemieckich na terytorjum Luksemburga, co było równoznaczne z pogwałceniem jego neutralności, gwaranto­ wanej międzynarodowemi traktatami. Fakt ten zdawał się wyraźnie wskazywać na tendencje sztabu niemieckiego w kierunku obejścia fran­ cuskiej linji obronnej, nasuwając przypuszcze­ nia i co do pogwałcenia neutralności Belgji. I istotnie. Tegoż samego dnia rząd nie­ miecki wystosował do Belgji ultimatum z żąda­ niem przepuszczenia przez swoje terytorjum wojsk niemieckich. Nawiasem mówiąc, we Francji otrzymano o tern wiadomość dopiero dnia następnego. W ultimatum swojem Niem­ cy, w razie zgody Belgji, gwarantowali jej nie­ naruszalność dotychczasowych granic po woj­ nie, oraz rekompensatę pieniężną za ewentu­ alnie poniesione straty. Był to akt, stanowiący brutalne pogwałcenie neutralności Belgji, za­ gwarantowanej traktatem, na którym widniał również podpis głównego z państw Rzeszy Nie­ mieckiej, a mianowicie Prus. Odpowiedź Bel­ gji na ultimatym była zdecydowanie odmowma, pełna niezwykłej godności i bohaterstwa. Od­ powiedź Belgji i jej odmowa była równoznacz­ na z zaciągnięciem się tego małego, ale jakżeż bohaterskiego narodu do szeregów antiniemieckiej koalicji. Następnego dnia, 3-go sierpnia o godz. 7-ej wieczorem, ambasador niemiecki w Paryżu wręczył francuskiemu ministrowi spraw zagra­ nicznych notę, w której stwierdzał, że cesarstwo niemieckie uznaje się odtąd w stanie wojny z Francją i że wina tego spada na Francję za jej rzekomą „agresywność". Równocześnie am­ basador niemiecki oświadczył dla usprawiedli­ wienia Niemiec, że przekroczenie granicy fran­ cuskiej w dniu poprzednim przez niektóre od­ działy niemieckie było tylko odpowiedzią na rzekomy przelot aeroplanów francuskich nad terytorjum niemieckiem. W równie perfidny sposób ambasador nie­ miecki usiłował wytłumaczyć pogwałcenie przez wojska niemieckie neutralności Luksemburga i Belgji, które miało nastąpić jedynie naskutek

rzekomo stwierdzonego zamiaru sztabu franfrancuskiego przeprowadzenia swoich wojsk przez terytorjum tych państw. W dniu 4-eg'o sierpnia, już po wypowie­ dzeniu wojny przez Rzeszę Niemiecką, odbyło się w Paryżu posiedzenie parlamentu francu­ skiego. Posiedzenie to wykazało, że parlament Francji potrafi stanąć na wysokości chwili dziejowej, w obliczu wroga odwiecznego, który dobył już miecza. Pi^zeciwko wojnie nie padł ani jeden głos w parlamencie francuskim. Izba cała, nie wyłączając ław najskrajniejszej le­ wicy, ogarnął duch gorącego patrjotyzmu, któ­ ry tylokrotnie już ratował Francję z najcięż­ szych dla niej nieszczęść. Tak więc w dniu tym Francja, z woli swojego narodu, stanęła ofi­ cjalnie w szeregach antiniemieckiej koalicji, W tym samym dniu w Londynie otrzyma­ no wiadomości o przekroczeniu granicy belgij­ skiej przez wojska niemieckie, co stanowiło już rzeczywiste pogwałcenie neutralności Belgji. Wobec tego rząd angielski wystosował natych­ miast ultimatum do rządu niemieckiego, żąda­ jąc pod groźbą wypowiedzenia wojny zaniecha­ nia przemarszu przez Belgję i dochowania na­ dal jej neutralności. Na ultimatum to Anglja nie otrzymała odpowiedzi, co było równoznacz­ ne z zerwaniem stosunków dyplomatycznych, a następnie ze stanem wojny między obu temi państwami. Wojna więc rozgorzała na dobre. Europa podzieliła się na dwa wrogie obozy. Po jednej stronie stanęły Niemcy i Austro-Węgry — po drugiej koalicja, składa i ąca się z Fran­ cji, Anglji, Rosji, Belgji, Serbji i Czarnogórza, które stanęło po stronie bratniego narodu serb­ skiego. Należy sobie uświadomić, dlaczego decyzja Anglji przystąpienia do koalicji, jako bezpo­ średni powód miała pogwałcenie neutralności belgijskiej. Anglja — państwo wyspiarskie — zawsze zazdrośnie strzegła swoich wpływów nad morzem Północnem i kanałem La Manche, które stanowią jedyny dostęp do wysp brytyj­ skich od strony europejskiego kontynentu. Do­ póki jego wybrzeża północne na znacznej prze­ strzeni należą do drobnych państw, jak Belgja, Holandja Danja i Norwegja, gdzie ponadto polityka angielska za wszelką cenę usiłuje za­ gwarantować sobie dostateczne wpływy — do­ tąd Anglja może spać spokojnie na swoich mgli­ stych wyspach. Zgoła inaczej przedstawiałaby się sytuacja, gdyby na wybrzeżach tych szero­ ko rozsiadło się potężne militarnie państwo, mo­ gące wyciągnąć żelazną pięść poprzez wody morza Północnego. A pogwałcenie neutralności

Belgji pociągnąćby mogło za sobą nietylko osła­ bienie autorytetu Anglji wśród państw morza Północnego, ale i usadowienie się na ich wybrze­ żach militaryzmu niemieckiego. Jeśli przeto wojna z Niemcami była wogóle dla Anglji nie­ uniknioną wcześniej czy później (patrz rozdział I) — czyż mogłaby mieć Anglja lepszy do niej powód, niźli było nim pogwałcenie neutralności Belgji?

General von der Goltz - Pauza.

Stanowisko Anglji, zawarte w ultimatum z dnia 4-go sierpnia, nie było wprawdzie zupeł­ ną niespodzianką dla rządu niemieckiego, który zawsze liczył się z podobną możliwością, zasko­ czyło go jednakże w sposób nieprzyjemny, ternbardziej, że społeczeństwo niemieckie nie było na to przygotowane, licząc wciąż na neutral­ ność Anglji. To też jej zdecydowanie wrogie stanowisko wywołało w Niemczech powszechną nienawiść do Anglji, nienawiść, która prze159

wyższyla wkrótce wszystko, do czego psychika niemiecka jest zdolna. Nienawiść ta miała swoje ważkie podsta­ wy. Przyłączenie się Anglji do przeciwniemieckiej koalicji było dla Niemiec dotkliwym cio­ sem, odrazu znacznie zmniejszającym szanse zwycięstwa. Było ono równoznaczne, wobec po­ tęgi floty angielskiej, z odcięciem Niemiec od ich zamorskich kolonij i wogóle od świata zew­ nętrznego. Paraliżowało ono znacznie słabszą od angielskiej flotę niemiecką, uniemożliwiając nawet uzyskanie decydującej przewagi nad flotą rosyjską na Bałtyku i każąc się wyrzec myśli o desancie wojsk niemieckich w Finlandji, czy też południowych wybrzeżach zatoki Fińskiej, co zagrażałoby bezpośrednio stolicy rosyjskiego imperjum — Petersburgowi. Jednakże entuzjazm i zapał wojenny, tak powszechne w początkach wojny w całych Niemczech skierował myśl niemiecką na tory odwiecznej buty i pychy krzyżackiej, każąc nienawidzieć Anglików, ale i lekceważąc ich siły i znaczenie. Wyśmiewano więc słabe lądo­ we siły angielskie, które nie miały rzekomo ode­ grać żadnej poważniejszej roli na kontynencie, gdzie zadecydują się losy niemieckiego pano­ wania nad światem. Wyśmiewano się z prze­ widywań angielskiego ministra wojny lorda Kitchenera, który był zdania, że wojna potrwa dłuższy czas, a więc co za tern idzie, wymagać będzie ogromnego, poza wojskowym, wysiłku gospodarczego państw wojujących. Nie wierząc w długotrwałość wojny lekceważono również wysiłki lorda Kitchenera w celu stworzenia wielkiej armji angielskiej na podstawie przy­ musowej służby wojskowej (przed wojną Anglja posiadała wyłącznie armję werbunkową, najemną), oraz bagatelizowano skutki angiel­ skiej blokady wybrzeży niemieckich. Jakżeż gorzko niedaleka przyszłość miała rozczarować niemieckich optymistów, pyszałków i zaślepio­ nych nacjonalistów! Tymczasem wojna niosła już falę nowych wydarzeń. W nocy z dnia 5-ego na 6-ty sierp­ nia wojska niemieckie, które już uprzednio wtargnęły na terytorjum belgijskie, rozpoczęły gwałtowny atak na twierdzę Liège, zagradza­ jącą drogę niemieckiemu marszowi oskrzydla­ jącemu. Jeszcze w czasie pokoju starannie przygo­ towano plan zdobycia tej twierdzy, przeznacza­ jąc na ten cel słynne olbrzymie działa niemiec­ kie kalibru 305 cm. i 420 cm., które w zupeł­ nej tajemnicy wyprodukowały zakłady Kruppa. Obecnie dowództwo nad oddziałami, przezna160

czonemi do opanowania Liège, a wchodzącemi w skład Armji Mozy, objął gm. Ludendorff, mąż zaufania szefa niemieckiego sztabu gene­ ralnego, i jego najbliższy współpracownik. Armja Mozy, znajdująca się pod dowództwem gen. von Emmich, utworzona była z tych oddziałów, które w następstwie miały wejść w skład 1. i 'Z. armij z chwilą ukończenia ich mobilizacji, i przeznaczona była, poza zdobyciem Liège, do czasowego osłonięcia koncentracyj wymienio­ nych armij. Z chwilą ukończenia tej koncentra­ cji Armja Mozy została rozwiązana w dniu 15 sierpnia. Gen. Ludendorff poprowadził atak na Liè­ ge z niezwykłą gwałtownością. Dzięki doskona­ łej znajomości terenu, zawczasu systematycz­ nie przez Niemców wyuczonego w czasie poko­ ju, XIV Brygadzie niemieckiej piechoty udało się prześlizgnąć pomiędzy fortami twierdzy i podejść pod samo miasto, którego broniła 3. Dywizja belgijska, oraz stała załoga, razem około 40.000 ludzi pod dowództwem gen. Lé­ man. Po zaciekłej obronie wojska belgijskie wycofały się z miasta w dniu 6-go sierpnia. Na­ stępnego dnia wkroczyła do Liège XIV Bryga­ da niemiecka pod osobistem dowództwem Ludendorffa. Jednakże opanowanie miasta nie zdecydowało sprawy ostatecznie, gdyż forty twierdzy nadal broniły się bohatersko. Wobec tego niemieckie Dowództwo Naczelne w dniu 8-go sierpnia utworzyło specjalną Armję Oblężniczą pod dowództwem gen. von Einem, doda­ jąc do oddziałów Aiłmji Mozy ponadto VU, IX i X korpusy. Armja Oblężnicza skończyła swo­ je zadanie dopiero w dniu 16-go sierpnia o godz. 9.30, zdobywając ostatni po bohatersku bronio­ ny fort. Podczas, kiedy ciężkie działa niemieckie miażdżyły najpotężniejsze żelazo-betonowTe schrony fortów Liège, 2. Armja niemiecka wy­ ładowywała się z pociągów na przygotowanych jeszcze przed wrojną rampach w Akwizgranie, zaś 1. Armja nieco na północ naprzeciwko ho­ lenderskiego Limburgu pomiędzy Kolonją a Crefeld. Jak wiemy, szef sztabu generalnego Moltke wyrzekł się pierwotnej myśli Schlieffena, swojego poprzednika, przemarszu 1. Ar­ mji przez Limburg, aby nie gwałcić tery tor jum życzliwej Holandji. Wobec tego 1. Armja, aby dosięgnąć Belgji, gdzie przeznaczona była na prawe skrzydło całego ugrupowania strategicz­ nego masy uderzeniowej, musiała poczekać, póki 2. Armja nie opuści Akwizgranu, pociąg­ nąwszy do Belgji. Dopiero wówczas, mając wol­ ną drogę, miała dotrzeć do Mozy koło granicy

holenderskiej i, przeprawiwszy się na drugą stronę, wyruszyć wzdłuż tej granicy na północ, oczyszczając z kolei teren, potrzebny do rozwi­ nięcia się 2. Armji. Na południe od 2. Armji, a na północ od Trewiru wyładowywała się z pociągówT 3. Armja, której zadaniem był marsz prosto na zachód na Namur i Dinant, pomię­ dzy któremi miała zając linję Mozy. Trzy te armje tworzyły grupę uderzeniową, która miała zdruzgotać opór Belgj i, przemaszerować przez nią, spaść na Francję i oskrzydlić lewe skrzy­ dło francuskie, które kończyło się w okolicach Mézières lub Longvy zgodnie z francuskim pla­ nem wojny, nie przewidującym pogwałcenia neutralności Belgji i Luksemburga. Ze względu na doniosłą rolę grupy uderzeniowej poszcze­ gólne dowództwa obsadzono niezwykle staran­ nie, co przedewszystkiem uwidoczniło się w najważniejszych 1. i 2. Armjach. Dowódcą 1. Armji został gen. von Kluck, uważany za nie­ przeciętnie energicznego i zdolnego, a jego sze­ fem sztabu ^en. von Kuhl, bezpośredni współ­ pracownik Moltkego i znawca planu wojny. Dowódca 2. Armji został gen. von Biilow, skłon­ ny wprawdzie do apopleksji, ale mający opinję najzdolniejszych z niemieckich generałów, zaś jego generalnym kwatermistrzem gen. Ludendorff — „bohater" pierwszej większej bitwy w wojnie światowej. Przytoczone tu nazwiska zapisały się w historji nietylko wojskowości i wojny, ale i w historji niemieckiej brutalności, zalecanej przez Schlieffena, jako ważny czyn­ nik zwycięstwa, która w obliczu bezbronnej ludności cywilnej pogwałconej Belgji nabrała wszelkich cech barbarzyństwa tern potworniej szego, że bezcelowego i w rezultacie nawet wprost szkodliwego dla losów Niemiec, które w aktach swojego terroru w Belgji w pierw­ szych już dniach wojny pokazały światu swoje drapieżne oblicze. Na południe od grupy uderzeniowej (1., 2. i 3 Arm je) znajdowała się w pierwszych dniach wojny grupa środkowa, w skład której wcho­ dziły 4. i 5. Armje niemieckie. Dowódcą 4. Armji był książę Albrecht Wiirtemberski. Wyłodowywała się ona z po­ ciągów, przyjmując swoje ugrupowanie strate­ giczne, w rejonie Trewiru, częściowo zaś na terytorjum pogwałconego już Luksemburga. 5. Armja, pod dowództwem niemieckiego na­ stępcy tronu (Kronprinz), znajdowała się w re­ jonie Thionville — Metz — Saarbruck. W skład każdej z obu armij wchodziło po 5 korpusów. Zadaniem grupy uderzeniowej i grupy środkowej był szeroki manewr zajścia dookoła

ruchomej osi obrotu, która znajdowała się po­ czątkowo pomiędzy Metz a Thionville. Manewr ten, który miał być dokonanym na terytorjum Belgji i Luksemburga, powinien był wyprowa­ dzić armje niemieckie na tyły francuskiego le­ wego skrzydła. Na południe od osi obrotu rozwinęło się niemieckie lewe skrzydło w składzie 6. i 7. Ar­ mij pod dowództwem bawarskiego następcy tronu księcia Ruprechta. 6. Armja koncentro­ wała się na południe od Metz aż do Saarburgu. Liczyła 5 korpusów. Dowództwo jej zatrzymał przy sobie książę Ruprecht. 7. Armja, licząca 4 korpusy, a znajdująca się pod dowództwem gen. von Heeringen, koncentrowała się w re­ jonie Strasburg — Miilhuza, dotykając do gra­ nicy szwajcarskiej. Zadaniem lewego skrzydła niemieckiego było natarcie przez Lotaryngję na Nancy i Luneville w celu związania jak największych sił francuskiego prawego skrzydła, aby uniemożli­ wić francuskiemu sztabowi generalnemu prze­ rzucenie korpusów z tego skrzydła na zagrożone przez niemiecką grupę uderzeniową skrzydło lewe z chwilą, kiedy manewr niemiecki zostanie rozpoznany. Gdyby natarcie w Lotaryngji by­ ło niemożliwe — niemieckie lewe skrzydło mia­ ło zatrzymać na sobie atak Francuzów, wykorzystywując starannie przygotowane linje obronne Metz — Strasburg — Miilhuza. W dniu 17-go sierpnia armje niemieckie ukończyły ostatecznie swoje koncentracje, zaj­ mując wyznaczone stanowiska wyjściowe. W dniu następnym — 18-go sierpnia, to znaczy w 18-ym dniu mobilizacji niemieckiej — ściśle według planu, o wyznaczonych godzinach ar­ mje rozpoczęły swój wielki manewr, który, jak wierzono w Berlinie, przyniesie piorunujące zwycięstwo na zachodnim teatrze wojny. W tern miejscu należy zaznaczyć, że do tej chwili wszystko odbywało się po myśli Niemców i zgodnie z ich przewidywaniami, Nawet twier­ dza belgijska Liège, jak już wiemy, upadła ostatecznie w dniu 16-go sierpnia, a więc w przeddzień zakończenia niemieckiej koncen­ tracji. Z upadkiem Liège droga w głąb Belgji stanęła otworem.

Przyjrzyjmy się zkolei, jak ugrupowały się z początkiem wojny armje francuskie, którym przypadła rola zagrodzenia świata przed zwy­ cięską nawałą niemiecką.
\6\

Ugrupowanie francuskie, zarządzone dnia 2-go sierpnia, zgodnie z francuskim planem wojny, dokonane było w przewidywaniu, że te­ atrem wojny będzie francusko-niemieckie po­ granicze, to znaczy, że neutralność Belgji i Luk­ semburga pozostanie nienaruszoną. Poszczególne armje francuskie zajęły na­ stępujące rejony koncentracji: 1. Armja pod dowództwem gen. Dubail w składzie 6 korpu­ sów i 2 dywizyj jazdy — rejon Luneville — Epinal — Belfort, stanowiąc prawe skrzydło francuskie, oparte o linję obronną rzeki Mozeli ; 2. Armja pod dowództwem gen. de Castelnau w składzie 5 korpusów i 2 dywizje jazdy — re­ jon Toul — Nancy, trzymając środek fran-

cie niewspółmierne do grożącego mu ze strony Niemców niebezpieczeństwa. Początkowo francuski plan wojny przewi­ dywał własne silne natarcie na całej linji po­ granicza niemieckiego. Armja francuska, któ­ rej doktryna strategiczna ponad wszystko wy­ nosiła znaczenie natarcia, do pewnego stopnia lekceważąc i zapoznając nawet znaczenie obro­ ny, jak stwierdza to w swoich Pamiętnikach marszałek F. Foch, i której nastrój wysoce pa­ triotyczny parł do rewanżu za haniebne klęski roku 1870 miała, opierając się o własną po­ tężną linję obronną nad górna Mozą i Mozelą, rozpocząć ogólne natarice w Lotaryngii. , p o ­ ufna instrukcja ogólna w sprawię obrony*1, którą w pierwszym dniu mobilizacji francu­ skiej 2-go sierpnia wydał Wódz Naczelny, gen. Joffre, późniejszy marszałek Francji, stwier­ dza: „Zamiarem Naczelnego Wodza jest przejśeie do ofensywy ogólnej dopiero po skoncen­ trowaniu wszystkich swTych sił'4. Pogwałcenie neutralności Belgji całkowicie zrujnowało plan francuski, zmuszając dowództwo francuskie do pośpiesznego twTorzenia nowTej koncepcji stra­ tegicznej.

Na poztfcjû

cuskiej linji obronnej, gdzie, jak przewidywano pierwotnie, uderzy główne natarcie Niem­ ców7; 3. Armja pod dowództwem gen. Ruffey w składzie 3 korpusów i 1 dywizji jazdy — re­ jon Verdun, trzymając potężną linję obronną nad górną Mozą; 4. Armja pod dowództwem gm. de Langle de Cary w składzie 2 korpusów, 1 korpusu jazdy i 1 dywizji jazdy — rejon Se­ dan — Stenay ; 5. Armja pod dowództwem gen. Lanrezac w składzie 5 korpusów i 1 dywizji jazdy — rejon Mézières; poza tern na wschód od .">. Armji, a na północ od 4. Armji zajął sta­ nowisko korpus jazdy gen. Sordet*a, 4. i 5. Ar­ mje wraz z oddzielnym korpusem jazdy stano­ wiły francuskie lewe skrzydło, które osaczyć i zmiażdżyć było zadaniem niemieckiej grupy uderzeniowej, gwałcącej w tym celu neutral­ ność Belgji i Luksemburga. Jak widzimy z po­ wyższego, gros sił francuskich zajmowało śro­ dek i prawe skrzydło. Natomiast lewe skrzydło, osłonięte granicą belgijską i luksemburgską posiadało siły znacznie skromniejsze i całkowi­ 162

Pierwszy opór niemieckiej grupie uderze­ niowej miała stawić armja belgijska, broniąca terytorjum swojej ojczyzny, pogwałconej przez brutalność niemieckiego militaryzmu. Nieliczna armja belgijska wT pierwszych dniach wojny główną swoją masą zajęła stanowisko nad rzeką Gette, w czworoboku Tirlemont — Perwez — Wawre — Louvain, na północ od Namur. Te główme siły belgijskie składały się. z czterech dywizyj, a mianowicie 1., 2., 5. i fi, dywizyj. W dniu 7-go sierpnia przyłączyła się ponadto 3. dywizja, która, jak już wiemy, opuściła w międzyczasie Liège. Poza tern i si. łami w Namur pozostawała 1. dywizja, dyw izja zaś jazdy, która początkowo zajmowała wysu­ nięte stanowisko Diest — St. Trond, ostatecz­ nie zajęła stanowisko Diest — Tirlemond. Szef niemieckiego wielkiego sztabu gene­ ralnego gen. von Moltke główne siły belgijskie zamierzał osaczyć i odciąć od Antwerpji, wzo­ rując się, jak twierdzi gen. Canton, na_ mane. Mrze Napoleona pod Jena. A mianowicie: 1, Armja niemiecka, poprzedzona Tl korpusem jazdy, miała dokonać obejścia od granicy ho­ lenderskiej na północ od Liège, przecinają e drogę odwrotu armji belgijskiej, podobnie, jak to uczyniły pod Jena korpusy Bernadotta i Da.

vousta, oraz jazda Murata. W tym czasie, kie­ dy 1. Armja miała wykonywać manewr oskrzy­ dlający na tyły Belgów, 2. Armja miała uderzyć od frontu, powstrzymując i łamiąc armję bel­ gijską podobnie, jak główna armja Napoleona zdruzgotała armję Hohenlohego. „Zbyt wielka przepaść dzieliła jednak Moltkego od Napoleona — pisze Hen. Camon. — W nocy z 13 na 14 października 1806 roku Napoleon, przejęty myślą o uderzeniu na armję Hohenlohego, z latarnią w ręku pouczał swych grenadjerów, rozszerzających drogę na wyży­ nę Landgrafenbergu, aby umożliwić artylerji francuskiej wjazd na tę wyżynę o brzasku dnia. Przesiąknięty nawskróś tradycją niemiec­ kiego wielkiego sztabu generalnego, który kie­ ruje, lecz nie dowodzi, Moltke pozostaje o 150 kilometrów od rzeki Gette, w Koblencji, a wr ce­ lu nadania przynajmniej jednolitości natarciu, ogranicza się do poddania generała von Klucka pod rozkazy gen. Biilowa, pozostawiając jednak samodzielność dowódcy 3. Armji, gen. von Haasenowi". „Nie można tego stwierdzić, ale zdaje się, że Bulow (dowódca 2. Armji, chwûlowro dowodzący i 1. Armja przeciwko Belgom) zrozumiał istotę manewru, że chciał posunąć 1. Armję zupełnie w kierunku północno-zachodnim i w ten sposób przeciąć armji belgijskiej drogę odwrotu, że zamierzał również przesunąć na północ korpusy 2. Armji, aby utrzymać łącz­ ność z 1. Armja i w ten sposób przeprowadzić wszystkie swoje korpusy na lewy brzeg Mozy. Nie chcąc odsłonić korpusom francuskim dro­ gi na Liège prawym brzegiem Mozy, zamierzał wreszcie Bulow wysunąć czokwe korpusy 3. Armji nad samą Mozę. Zażądał on takiego przesunięcia od von Hausena (dowródcy 3. Ar­ mji), ten jednak pod pretekstem, że musi się ściśle trzymać terminów, ustalonych przez wiel­ ki sztab generalny, odpowiedział odmownie. ,,W rzeczywistości Billow, rozporządzając ogromną przewagą liczebną nad armja belgij­ ską połączonych 1. i 2. Armij, mógł był się wa­ żyć na wszystko, nawet w wypadku, gdyby je­ den lub dwa korpusy francuskie połączyły się już z armja belgijską — w co zdaje się wierzył. Bulow zbyt był jednak przezorny. Armja bel­ gijska zdążyła wycofać się na czas na forty Antwerpji. Unieruchomiono teraz, w celu ubez­ pieczenia się przed nią i przeszkodzenia jej w wykonaniu uderzenia na linje komunikacyj­ ne 1. i 2. armij, dwa niemieckie korpusy — dwa korpusy, których zabrakło w bitwie nad Sambrą, a później w bitwie nad Marną".

Tak więc pierwsza część zadania niemiec­ kie) grupy uderzeniowej nie została wykonana, a raczej została wykonana w sposób niezadawalający. Armja belgijska, która według planu miała być zmiażdżona od pierwszego zderzenia, poniosła wprawdzie dotkliwe straty, ale wyco­ fała się pomyślnie pod ochronę potężnych for­ tów Antwerpji. Nie zważając jednak na ten bądź co bądź niepomyślny rozwój akcji dla Niemców, grupa uderzeniowa wdalszym ciągu wykonywała za­ chodzenie w myśl zasadniczego planu kampanji na Zachodzie. Tak więc 1. Armja zajmuje w dniu 21-go sierpnia Brukselę i podąża dalej na zachód. Na

Krążownik angielski tapi podwodną lodź niemiecką. południe od niej posuwa się 2. Armja wzdłuż północnego brzegu Sambry poza Namur, oble­ gane przez oddziały niemieckie i kruszone przy pomocy tej samej, co poprzednio pod Liège, ciężkiej artylerji. Oblężone Namur utrzymuje łączność na zewnątrz jedynie od strony poUidniowo-zachodniej, w kącie między Mozą i Sam­ brą. 3. Armja na południe od Namur podąża ku linji Mozy i zbliża się do niej na odległość kilku kilometrów. Znaczna połać Belgji jest już okupowana przez wojska niemieckie, które, w myśl wskazań Schlieffena, niesłychanym ter­ rorem nad ludnością cywilną pragną zrodzić paraliżujący strach przed zwycięskim orężem niemieckim, strach, któryby wyprzedzał armję niemiecką, osłabiając siły moralne jej przeciw­ ników. Terror niemiecki w Belgji — to zbyt ob­ szerny temat, to też szczegółowa zajmiemy się nim w osobnym rozdziale. Tymczasem dowództwo francuskie rozpo­ częto planowe przegrupowanie swoich armij» 163

którym przypadło w udziale przeciwstawić się niemieckim planom wtargnięcia na bezbronne dotychczas równiny północnej Francji. 5. Arm ja francuska, która początkowo, zgodnie z przedwojennym planem, koncentro­ wała się w okolicach Mézières pomiędzy rzeka­ mi Mozą i Aisne, teraz przegrupowywała się bardziej na północ na obszarze pomiędzy Mozą

La Manche i zgrupować ją w okolicach Maubeuge — le Cateau nad górną Sambrą. Pomiędzy Namur a Charleroi czołowe od­ działy niemieckie 2. Armji napotkały na idące na czele armji francuskiej X i III korpusy. Fakt ten, łącznie z doniesieniem gen. Moltkego, że dwa korpusy angielskie wyruszyły z Lille na wschód, kazał przypuszczać gen Bulowowi,

Aeroplany w iraloe z dread/tvoughtamù

i Sambrą, kierując się w ich kąt na południc od Namur. Zgrupowane tu siły francuskie pod dowództwem gen. Lanrezac rozpoczęły, począw­ szy od dnia 15-go sierpnia posuwać się na pół­ noc, wrydłużając front francuski ku morzu, łącznie z armją angielską, znajdującą się pod dowództwem marszałka French'a. W między­ czasie bowiem Anglicy zdołali już przerzucić swoją armję blisko dwustotysięczną przez kanał
164

że armje sprzymierzone pragną obejść iinję Sambry pomiędzy Namur a Maubeuge. Wobec tego gen. Biilow zarządza, aby dwa czołowe korpusy 2. Armji posunęły się nad Mo­ zę na południe od Namur, rozbiły tam przednie straże francuskie (w tym czasie już Iinję Mozy osłaniał I korpus francuski, wchodzący w skład 5. Armji), oraz otworzyły przeprawy przez rzekę dla korpusów 3. Armji niemieckiej. Do-

wiedziawszy się jednak, że artylerja 3. Armji narazie nie może wesprzeć jego oddziałów, za­ rzuca swój plan pierwotny i decyduje się sto­ czyć z Francuzami bitwę nad Sambrą według wzoru kamieńskiego, polegającego na obejściu obu skrzydeł przeciwnika i zamknięcie go w ten sposób, jak gdyby w worku. W tym celu 2. Armja niemiecka ma zająć linję Sambry pomiędzy Namur a Thuin, umoc­ nić się i powstrzymać korpusy francuskie, nie dopuszczając ich do nawiązania łączności z oblężonem Namur. W tym samym czasie 3. Armja przekroczy Mozę na południe od Namur i ude­ rzy na prawe skrzydło francuskie, a 1. Armja, pozostawiwszy część swToich sił dla osłony przed Anglikami, nadciągającymi od zachodu, gros swoich sił prowadzi przez Maubeuge na lewe skrzydło Francuzów. Pod oblężonem Namur po­ zostaje w tym czasie armja gen. Galwitza. W dniu 22-go sierpnia 2. Armja niemiecka wchodzi w kontakt z przeciwnikiem nad Sam­ brą. 3. Armja zatrzymuje się nad Mozą, zaś 1. Armja częścią swoją maszeruje na południe na Mons, częścią zaś na zachód w kierunku na Tournai naprzeciw Anglikom, którzy, jak do­ niósł o tern niemiecki sztab generalny, mieli rzekomo posuwać się na wschód od strony Lille. Wiadomość ta okazała się całkowicie błędną, gdyż Anglików należało się spodziewać nie od zachodu ze strony Lille, lecz od południa ze stro­ ny Maubeuge. Zupełnie przeto niepotrzebnie osłabili Niemcy swoje siły, idące na rzeczywi­ ste spotkanie armji angielskiej. W następnym dniu 23-go sierpnia 2. Ar­ mja niemiecka przeszła na południowy brzeg Sambry na łinji od Namur aż do Maubeuge, docierając swojem prawem skrzydłem do terytorjum północnej Francji. Natomiast 1. Ar­ mja, dotarłszy do linji Mons — Condé, zupeł­ nie niespodziewanie natyka się na armję an­ gielską, której spodziewano się zupełnie z innej strony, od zachodu. Dzięki temu, że południo­ wa grupa 1. Armji niemieckiej została po­ przednio osłabiona wysunięciem części armji na zachód ku Lille, armji angielskiej udaje się po­ wstrzymać posuwanie się wojsk niemieckich, których zadaniem miało być osiągnięcie znacz­ nie bardziej południowej linji i oskrzydlenie 5. Armji francuskiej. Tego samego dnia 3. Ar­ mja niemiecka osiąga linję Mozy na południe od Namur, a silna straż przednia XIX korpusu, wchodzącego w skład tej armji, przeprawia się przez Mozę pod Hastières. Równocześnie gen. von Hausen, dowódca 3. Armji niemieckiej, otrzymuje wskazówkę od gen. Moltkego, który

z Koblencji według mapy kierował całokształ­ tem operacyj, aby armję swoją posunął bar­ dziej jeszcze na południe i postarał się przekro­ czyć Mozę powyżej Giret jak największemi si­ łami, a to w celu zajścia tyłów armji francus­ kiej. Koncepcja Moltkego zajścia na tyły była wzorowana na słynnym manewrze napoleoń­ skim. Gdyby gen. Biilow manewr ten wykonał ściśle, niewątpliwie powodzenie i to całkowite byłoby po stronie Niemców. Jeśli zjawienie się na zachodnim brzegu Mozy pod Hastières sto­ sunkowo słabych sił niemieckich wystarczyło,

Feldmarszałek

John Treush*

aby spowodować odrazu odwrót armji fran­ cuskiej, lękającej się obejścia — jakżeby przed­ stawiał się ten odwTrót, gdyby na tyłach Fran­ cuzów, partych przez całą 2. Armję niemiecką, znalazły się ponadto dwa korpusy 3. Armji, podążającej z za Mozy? Niewątpliwie w tym wypadku odwrót 5. Armji francuskiej przy­ brałby charakter bezładnej ucieczki, grożącej poważną katastrofą. Ale gen. Biilow, który wykoncypował so­ bie kanneński schemat tej bitwy, gdyż schemat ten znał lepiej od napoleońskiego, nie zrozu­ miał, czy też nie chciał zrozumieć koncepcja Moîtkiego, wzywając 3. Armję do nawiązania bezpośredniej łączności z lewem skrzydłem swo­ jej 2. Armji. Było to sprzeczne z dyrektywą Moltkego. Dowódca 3. Armji gen. von Hausen waha się, a wahając się wciąż, postępuje w spo165

sób kompromisowy. W myśl wskazówki Moltkego wysyła na południe w celu przecięcia odwro­ tu Francuzom jeden korpus, zamiast dwóch, ale równocześnie, zgodnie z życzeniem Biilowa, również jeden korpus posuwa na północ w celu nawiązania styczności z 2. Arm ją. W rezultacie tych połowicznych działań w dniu 23-go sierpnia gen. Lanrezac, dowodzą­ cy 5. Armją francuską, nakazując odwrót, któremu jeden korpus niemiecki, wysłany na południe przez von Hausena, nie ośmiela się za-

się na linję Jenlain — Maubeuge, teraz, ustępując przed rosnącemi siłami Niemców, cofnął się na linję le Cateau — Landrecies. Tak więc, po wymknięciu się armji belgij­ skiej, po raz drugi już niemiecka grupa ude­ rzeniowa, owa „żelazna pięść" Niemiec, pozwa­ lała wycofać się przeciwnikowi bez decydujące­ go zwycięstwa — tym razem armjom francu­ skiej i angielskiej. Bitwa nad Sambrą zawiodła pokładane nadzieje niemieckiego wielkiego sztabu generalnego i jego szefa gen. von Molt-

Warszawa. Pierwsze dnie Wojny. Szpital Dzieciątku Jezus. Kijewshiego.

Sala

D-/<<

grodzić drogi i wypuszcza Francuzów, którzy mogli byli być osaczonymi. Decyzja gen. Lanrezac była spowodowana wiadomością o poja­ wieniu się sił niemieckich na zachodnim brzegu Mozy pod Hastières, co groziło tyłom armji francuskiej, oraz wiadomościami o cofaniu się 4. Armji francuskiej, sąsiadującej od południa, i o upadku Namur, co zwalniało znaczne siły niemieckie, zajęte przy oblężeniu tej twierdzy belgijskiej. Tymczasem w dniu 24-go sierpnia dowódz­ two 1. Armji spostrzegło swój Wad poprzedni i pośpiesznie ściągnęło wszystkie swoje rozpo­ rządzacie siły przeciwko armji angielskiej. Jednakże był to już manewr spóźniony. Marsza­ łek French, który jeszcze w dn. 23-go, na wia­ domość o odwrocie 5. Armji francuskiej, cofnął 166

ke. Droga do równin południowej Francji, gdzie ostatecznie miał był się odbyć manewr oskrzydlający grupy uderzeniowej, nie została otwarta naoścież. Na drodze tej pozostawały nietylko niemal nienaruszone arm je sprzymie­ rzone, ale z każdym dniem ponadto mogły nad­ chodzić z południa nowe wzmacniające je od­ działy.

Opuśćmy narazie północny teatr wojny na Zachodzie, gdzie arm je niemieckie posuwają się naprzód w pościgu za cofaj ącemi się od­ działami sprzymierzonemu i przyjrzyjmy się temu, co w międzyczasie działo się w środkowej i południowej części frontu zachodniego.

Jak wiemy, lewe skrzydło niemieckie skła­ dało się z dwóch armij: 6. Armji w Lotaryngji pod dowództwem bawarskiego następcy tronu księcia Ruprechta i 7. Armji pod dowództwem gen. von Heeringen. Zadanie lewego skrzydła niemieckiego — według Ludendorffa (,,Kriegsfiihrung und Politik") — polegało na tern, aby, pod ciągłą gro­ zą poważnej ofensywy w7 Lotaryngji, utrzymać na tym froncie jak największe siły francuskie, uniemożliwiając tern przerzucenie ich na za­ grożoną północ, w razie zaś natarcia ze strony Francuzów osłaniać przed nieprzyjacielem zie­ mie niemieckie, a nadewszystko niedopuścić go do uprzemysłowionych okręgów zagłębia Saary, którego ciężki przemysł posiadał doniosłe zna­ czenie dla celów prowadzenia wojny. Według planu lewe skrzydło niemieckie miało być gotowe do działań już w dniu 14-go sierpnia. Obie jego armje wyładowywały się z pociągów w pobliżu swoich rejonów7 ugrupo­ wania strategicznego. Tak wTięc 6. Arm ja na linji Metz — Strassburg, zaś 7. Arm ja w Wogezach pomiędzy Donon a Belfortem. Zanim jednak osiągnęli Niemcy planową koncentrację, już korpusy francuskie, pod któ­ rych osłoną odbywała się koncentracja głów­ nych sił, rozpoczęły natarcie w Alzacji, przekro­ czyły granicę i zajęły Mulhuzę wT dniu 8-go sierpnia (VII korpus francuski). Przy współ­ działaniu 6. Armji, która posuwa sw7oje oddzia­ ły czołowe na Sirey i Blâmont, 7. Arm ja wy­ konywa w Alzacji przeciwnatarcie i opanowuje z powTOtem Mulhuzę. Tymczasem Moltke, który, jak wiemy, jeszcze przed wojną szczególną uwagę poświę­ cał swojemu lewemu skrzydłu, wciąż obawia­ jąc się tam wielkiego natarcia Francuzów, te­ raz, bardziej jeszcze będąc przeświadczonym o podobnych zamiarach przeciwnika, decyduje się wzmocnić lewe swoje skrzydło i jeszcze przed 14-ym sierpnia posyła mu sześć dywizyj zapa­ sowych, kierując je na Strassburg i Thionville Były to te właśnie dywizje, które, według po­ przedniego planu, miały być przeznaczone na uzupełnienie strat grupy uderzeniowej. Tak więc Moltke w dalszym ciągu osłabia znaczenie grupy uderzeniowej, ostatecznie tern niwecząc plan wojny swojego poprzednika Schlieffena. Jakgdyby na potwierdzenie obaw Moltkego w dniu 14 sierpnia Francuzi rozpoczęli po­ nowne natarcie w Alzacji i Lotaryngji, tym ra­ zem jednak prowadzone znaczniejszemi siłami, a mianowicie w natarciu brały udział 1. Arm ja gen. Dubail, 2. Armja gen. de Castelnau, oraz

specjalna armja alzacka gen. Pau. Nawiasem mówiąc, w natarciu tern brał udział ówczesny generał, a późniejszy marszałek Francji, Angljj i Polski, Ferdynand Foch, jako dow7ódca X x korpusu, wchodzącego w skład 2. Armji. ów­ czesne też walki szczegółowo omawia Foch w swoich Pamiętnikach. W obliczu ponownego francuskiego natar­ cia Moltke traci równowagę ducha, wahając się, jaki manewr wypada mu zastosować na swojem lewem skrzydle. Gen. Camon tak okre­ śla wahanie Moltkego: „Należało może pozwo­ lić na to, by natarcie francuskie rozwijało się w kierunku Saary? Może trzeba było zaczekać aż pod naciskiem sił francuskich front lewego niemieckiego skrzydła wygnie się i wytworzy worek, aby następnie osaczyć Francuzów, skie­ rowując na ich tyły korpusy ze Strassburga i Metzu, słowem stoczyć nad Saara bitwą kanneńską? Tymczasem książę Ruprecht stanow­ czo odrzucał myśl przyjęcia postawy obronnej. Pisał on, że w żaden sposób nie zdoła powstrzy­ mać swych zapalczywych Bawarczyków, chciał odrazu rozpocząć zdecydowaną ofensywę". Tymczasem natarcie francuskie rozwijało się nadal jeszcze w dn. 19 sierpnia. 1. Armja posuwała się na Donon i Saarburg, opanowu­ jąc obie te miejscowości, a 2. Armja na Dieuze, które opanowała, i Morange, w pobliże które­ go podsunęła się na odległość paru kilometrów. Równocześnie armja alzacka gen. Pau, rozpocząwszy natarcie również w dniu 14 sierpnia, zwycięsko posuwała się naprzód, w dn. 19-ym tegoż miesiąca ponownie opanowując Mulhuzę i podsuwając się w pobliże Kolmaru. Tak więc na całej długości od Metzu aż do granicy szwaj­ carskiej wojska francuskie przekroczyły gra­ nicę niemiecką, posuwając się w głąb kraju, który w tak tragicznych okolicznościach został oderwany od swojej macierzy francuskiej w ro­ ku 1871. Jednakże w7 dn. 19 sierpnia natarcie 1. i 2. armij francuskich natrafiło na nieprzezwycię­ żony opór Niemców, mocno usadowionych na wspaniałej linji obronnej, przygotowanej jesz­ cze przed wojną, a ciągnącej się po wzgórzach przed linją kolejowrą Metz — Saarburg — Strassburg. Armje francuskie, napróżno usiłu­ jąc złamać opór Niemców, poniosły dotkliwe straty, i w dniu 20 sierpnia rozpoczęły odwrót ku swoim linjom obronnym nad Mozelą i jej do­ pływami Meurthe i Mortagne. Na skutek od­ wrotu w Lotaryngji i armja alzacka gen. Pau> pomimo swoich zwycięstw, zmuszona była rów­ nież rozpocząć odwrót ku granicy francuskiej167

Dowódca 6. Armji niemieckiej, książę Ruprecht bawarski, korzystając z odwrotu Fran­ cuzów, załamanych na przygotowanej zawcza­ su linji obronnej, natychmiast rozpoczyna wiel­ kie natarcie, którego tak pragnął, usiłując prze­ bić się w kierunku Charmes, co nieuchronnie złamałoby francuską linję obronną. Jednakże wojska francuskie bynajmniej nie były zdemoralizowane planowo przeprowa­ dzonym odwrotem, na co liczył książę Ruprecht. Instrukcja naczelnego wodza gen. Joffre'a z dn. 22 sierpnia brzmiała: „Chodzi o to obec­ nie, by przetrwać i być w stanie rozpocząć po­ nownie działania zaczepne". Instrukcja ta nie pozostała frazesem, bowiem obie arm je z po­ święceniem i energją przygotowywały się do nowego przeciwnatarcia. 2. Armja zajęła sta­ nowiska na umocnionej linji Grand-Couronné na wschód od Nancy, natomiast 1. Armja uszy­ kowała się niemal pod prostym kątem do 1-ej na linji les Charmes — Baccarat — przełęcz Marie — aux-Mines. To też natarcie niemieckie, osiągnąwszy rzeki Meurthe i Mortagne i wcisnąwszy się kli­ nom pomiędzy 1. i 2. Armje francuskie, zała­ mało się, powstrzymane przeciwnatarciem irancuskiem w dniach 24 i 25 sierpnia, które wykonał gen. Castelnau wszystkiemi siłami swojej 2. Armji, uderzając w bok 6. Armję niemiecką. Dzięki temu przeciwnatarciu, jak­ kolwiek 7. Armja niemiecka po ciężkich wal­ kach odepchnęła nieco 1. Armję francuską, wielka ofensywa księcia Ruprechta na Char­ mes została ostatecznie złamana. Wraz z nią złamana została jego ambicja przebicia się przez francuską linję obronną. Jednakże książę Ruprecht, nie wyrzekłszy się całkowicie swoich planów, prowadził nadal zacięte walki, beznadziejnie trwoniąc swoje siły na francuskiej linji obronnej.

mji francuskiej ofensywa w Lotaryngji, w któ­ rej sam brał udział, pisze: „Od wzgórza Delme, które zaznaczało skraj wysuniętych umocnień Metz, aż do rzeki Saaiy koło Saarburgu ciąg­ nął się na przestrzeni 45 kilometrów teren, na­ dający się do ofensywy francuskiej. Znaczna część (Saarburg — Dieuze, 25 kilometrów ) tego terenu, nie mówiąc już o rozległych lasach, pokryta była labiryntem kanałów i wielkich stawów; wobec tego obrona jej przez nieprzyja­ ciela była bardzo ułatwiona. W drugiej jego czę­ ści (Dieuze — Delme, około 20 kilometrów), stosunkowo bardziej odkrytej, widać było liczne wieżyczki, ustawione od kilku lat i rozmieszczo­ ne, począwszy od granicy, na przestrzeni kilku kilometrów wgłąb; była to oznaka specjalnego przygotowania walki artyleryjskiej na tym te­ renie. Jak wynika z powyższego, teatr działań w Lotaryngji, ciasny sam przez się i najeżony przeszkodami naturalnemi, okazywał się bar­ dziej jeszcze zwężonym dzięki rozwiniętemu systemowi fortyfikacyj. Ze swemi pozycjami fiankowemi i poprzecznemi linjami obronnemi, opartemi o rozległe twierdze Strassburg i Metz — Thionville, dysponując potężną siecią kole­ jową, stanowił on w rękach dowództwa niemiec­ kiego pole bitwy, znakomicie przygotowane do zatrzymania przeciwnika nieznacznemi siłami i do zadania mu, w razie potrzeby, rozgłośnej porażki.»" Mając na uwadze niezwykle precyzyjnie przygotowany zawczasu przez Niemców teren walki, marszałek Foch pisze: „Istotnie, czyż wobec zastawienia pułapki niemieckiej, jak to miało miejsce w sierpniu 1914 roku, mogliśmy mieć nadzieję na rozbicie jej jednym, potężnym ciosem pomimo jej 60-kilometrowej głębokości, oraz przedarcia się przez nią i osiągnięcia roz­ strzygających wTynikówT, zanim zdążyłaby ona okazać skutki swojego działania na nas? Było to więcej, niż ryzykowne. Ale wystarczało zmu­ sić przeciwnika demonstracyjną ofensywą, po­ legającą na powtarzaniu ciosów, do pozostawie­ nia jej (to znaczy — pułapki) nastawioną, związać siły nieprzyjacielskie w niej zawarte i tym sposobem okazać pomoc wielkiej bitwie, która miała być stoczona gdzieindziej". Ze słów marszałka Foch'a możemy wno­ sić, że strategja niemiecka popełniła na lewem swojem skrzydle fatalny i niepowetowany błąd. Bowiem Niemcy, pragnąc swTojem lewem skrzy­ dłem, symulującem poważne natarcie, związać jak największą ilość wojsk francuskich, odcią­ gając je w ten sposób z głównego teatru wojny na północy — sami zostali wyprowadzeni w po-

Zakończywszy narazie przegląd początko­ wych walk w Alzacji i Lotaryngji, powróćmy jeszcze do sprawy załamania się francuskiej ofensywy na niemieckiej linji obronnej Metz — Strassburg, jako do faktu niezwykle charak­ terystycznego dla przedwojennych przygoto­ wań niemieckiego sztabu generalnego, prowa­ dzonych na tak wielką skalę i na wszystkich możliwych frontach ewentualnej wojny. Marszałek Foch w swoich Pamiętnikach, opisując trudności, jakie przedstawiała dla ar­
168

le przez analogiczny plan francuskiego do­ wództwa.

Przyjrzyjmy się zkolei wypadkom, które rozgrywały się w pierwszym miesiącu wojny w środkowej części zachodniego frontu. Według niemieckiego planu wojny, nie­ miecka grupa środkowa, w skład której wcho­ dziły 4. Armja pod dowództwem księcia Wiirtemberskiego i 5. Armja pod dowództwem nie­ mieckiego następcy tronu, rozpoczęła w dniu 18 sierpnia marsz, stanowiący składową część wielkiego manewru oskrzydlającego, z tern, że, o ile grupa uderzeniowa północna miała wyko­ nać wielki łuk, grupa środkowa — znacznie mniejszy, przyczem 5. Armja miała stanowić w okolicach Metz — Thionville ruchomą oś obrotu całego manewru. Wkrótce już po rozpo­ częciu marszu grupa środkowa zetknęła się z oddziałami francuskiemi. Zetknięcie się przeciwników spowodowało tak zwaną bitwę w Ardenach, o której gen. Ca­ rrion pisze: „W przeświadczeniu, że gros sił nie­ mieckich, zgromadzonych wzdłuż Mozeli, wy­ konywa marsz ze wschodu na zachód i ma za­ miar uderzyć na francuskie lewe skrzydło w kierunku Mezières, dowództwo francuskie postanowiło zaskoczyć je „na gorącym uczyn­ ku'1, podczas marszu i rzucić na ich bok 3. i 4. Armję. Liczyło ono, że zdoła rozbić niemiecką kolumnę na dwie części i odrzucić jedną z nich przy pomocy 3. Armji na wschód, drugą zaś przy pomocy 4. Armji na zachód. Nadciągająca z nad Saary 2. Armja miała współdziałać z 3. Armją w osaczeniu części wschodniej; 5. Ar­ mja, wyruszając z nad Mozy — osaczyć wraz z 4. Armją część zachodnią". Należy tu dodać,, że dowództwo francuskie, pragnąc zabezpieczyć się przed ewentualnem natarciem Niemców od strony Metz i wobec powierzenia 2. Armji no­ wych zadań, stworzyło tak zwaną Armję Lotaryngską, na wzór Alzackiej, w składzie 8 dywizyj rezerwowych. ,,Aby tern pewniej zaskoczyć nieprzyjaciela na marszu flankowym, zniesiono organa rozpoznania i ubezpieczenia, pisał bo­ wiem WT swem dziele pułkownik Grandmaison : Brak ostrożności jest najlepszym środkiem ubezpieczenia podczas działań zaczepnych — a regulaminy francuskie usankcjonowały ten dziwny aforyzm". Było to konsekwencją tego bezkrytycznego ducha natarcia, który zakorze­ nił się w armji francuskiej przed wojną świato­ wą, a po sromotnych klęskach lat 1870 i 1871,

i który tak ostro krytykuje w swoich Pamiętni­ kach marszałek Foch. Wbrew jednak przypuszczeniom francu­ skiego sztabu generalnego 4. i 5. armje niemiec­ kie bynajmniej nie maszerowały ze wschodu na zachód w kierunku Mezières, lecz wykonywały zachodzenie, które miało je ostatecznie wypro­ wadzić na linję wzgórz nad górną Mozą, gdzie powinny były związać siły francuskie. To też armje niemieckie, uprzedzone o zbliżaniu się Francuzów7, przygotowały im zasadzkę wT la­ sach. W dniu 22 sierpnia na długim froncie od Gedinne aż do Audun-le-Roman armje francu­ skie stoczyły dziesięć krwawych potyczek. Jak­ kolwiek jednak siły francuskie posiadały bez­ względną liczebną przewagę — ostatecznie w większości wypadków7 zwycięstwa było po stronie Niemców. To też w dniu następnym 3. i 4. armje francuskie rozpoczęły odwrót, a już w dniu 25-go sierpnia stało się oczywistem, że pierwsza poważniejsza próba działań zaczep­ nych ze strony Francuzów zakończyła się całko­ wi tern niepowodzeniem. Ponieważ jednak dot­ kliwe straty ponieśli nietylko Francuzi, ale i Niemcy, przeto ci ostatni, chociaż ogłosili światu zwycięstwo, jednakże zaniechali dalsze­ go pościgu. Znamy już teraz przebieg akcji wojennej na całym froncie zachodnim w pierwszym mie­ siącu wojny, aż do dnia 25 sierpnia. Wiemy, że na północy padły potężne belgijskie twierdze Liège i Namur, że przed niemiecką grupą ude­ rzeniową po bitwie nad Sambrą cofały się ar­ mja angielska i 5. Armja francuska, zaś armja belgijska zamknęła się wr twierdzy antwerpskiej. Wiemy, że na południu- natarcie francu­ skie w Alzacji i Lotaryngji załamało się, że 1. i 2. Armje francuskie cofnęły się na sw7oją li­ nję obronną, a książę Ruprecht bawarski tłukł zapamiętałe w tę zaporę, wciąż jednak mając nadzieję przebicia jej i rozerwania. Wiemy, że w środkowej części frontu natarcie 3. i 4. armij francuskich, wyszedłszy z błędnego założe­ nia i nieumiejętnie przeprowadzone, załamało się i przekształciło się w odwrót, po ciężkich obustronnych stratach. Jednem słowem wiemy już, że na całym froncie oręż niemiecki był zwy­ cięskim, chociaż nie WT tych rozmiarach, jak to przewidywał precyzyjny plan niemieckiego wielkiego sztabu generalnego. Musimy jednak dowiedzieć się ponadto, że te zwycięstwa armij niemieckich bynajmniej nie zdemoralizowały,
169

ani nie zdezorganizowały arraij sprzymierzo­ nych, które posiadały jeszcze dość sił moralnych i fizycznych, aby ponownie przeciwstawić się niemieckiej potędze. Tego ostatniego jednak nie wiedział, lub może tylko należycie nie oceniał szef niemieckie­ go sztabu generalnego, gen. von Moltke, mąż zaufania cesarza Wilhelma i faktyczny kierow­ nik niemieckich sił zbrojnych. Fakt, że na ca­ łym froncie armje niemieckie szły naprzód, że dowództwa wszystkich armij sygnalizowały pierwsze, upojne zwycięstwa, że wszystko to stało się w ciągu zaledwie ośmiu dni od chwili rozpoczęcia olbrzymiego manewru — fakt ten, po ciężkich przeżyciach trwogi i niepokoju, któ­ re były udziałem Moltkego w czasie oblężenia Liège i natarcia francuskiego w Lotaryngji, tembardziej odurzył ambicję jego, być może ma­ rzącego już o sławie niemieckiego Napoleona! Znajdując się pod sugestją pierwszych wrażeń z teatru wojny — uznał Moltke, że na zachodnim froncie odniósł decydujące zwycię­ stwo, wobec czego zadanie tam, jeśli już nie jest skończone — to znajduje się „na wykończeniu". Byłto jego największy błąd, za który samemu przyszło mu odpokutować. Tymczasem ze wschodniego frontu nad­ chodziły niepomyślne wiadomości. W dniu 15 sierpnia Rosjanie rozpoczęli natarcie. 1. Armja gen. Rennenkampfa ruszyła z nad Niemna w kierunku Królewca wgłąb Prus Wschodnich, 2. Armja gen. Samsonowa ruszyła z pod War­ szawy na Olsztyn. 17-go sierpnia Rosjanie przekroczjdi granicę niemiecką, a 20-go po bit­ wie pod Gąbinem dowódca 8 Armji niemieckiej gen. von Prittwitz und Gaff ron, w obawie przed osaczeniem cofnął się na lewy brzeg Wisły, od­ słaniając Prusy Wschodnie i drogę do Kró­ lewca. Prusy Wschodnie zagrożone! Zagrożona kolebka monarchji pruskiej! Zagrożony kraj, w którym tak bujnie zakorzenił się nacjonalizm pruski i wszechniemiecka ideologja militarystyczna ! Oto, co musiało się wdzierać w umysł Moltkego, wtedy właśnie, kiedy uważał się za zwycięzcę na Zachodzie. Ambicja wodza i poli­ tyka wszechniemieckiego nie pozwalały mu do­ puścić, aby spustoszenie, jakie kozacy rosyjscy rozniosą po Prusach Wschodnich, zaćmiło jego poprzednie zwycięstwo i sławę opatrznościowe­ go męża Niemiec. To też decyduje się Moltke przerzucić z za­ chodu do Prus Wschodnich sześć korpusów, ko­ lejno zdejmowanych z każdej grupy po dwa korpusy. Cóż znaczyć będzie to osłabienie wobec
170

już dokonanego zwycięstwa? A tam, na wscho­ dzie uratuje to Prusy Wschodnie i ambicję ge­ nerała von Moltke! W pierwszej kolejce zdjęto z prawego skrzydła niemieckiego XI korpus i korpus re­ zerwowy gwardji, które akurat mogły natych­ miast być gotowe do przewiezienia dzięki upad­ kowi twierdzy Namur, przy oblężeniu której były zajęte. Bowiem oddziały niemieckie zajęły Namur rankiem 23 sierpnia, chociaż poszcze­ gólne forty broniły się jeszcze dłużej, a ostatni upadł dopiero 25-go. Mimochodem zaznaczymy, że 4. dywizja belgijska, stanowiąca garnizon Namur, zdołała się wycofać na St. Gerard i Bion i połączyć się z cofającą się armja fran­ cuską. Tak więc Moltke ponownie osłabił północną grupę uderzeniową, dla której owe dwa zabrane na wschód z pod Namur korpusy stanowiły cenny nabytek, uzupełniający jej dotkliwe stra­ ty. Następnie zdjęto znów dwa korpusy z gru­ py środkowej, jedynie tylko książę Ruprecht z lewego skrzydła wyprosił sobie parodniową zwłokę w zdjęciu jego dwóch korpusów', a to ze względu na ciężkie walki, jakie toczył, wciąż w nadziei na przebicie się na Charmes. W obawie o los Prus Wschodnich nie ogra­ niczył się Moltke do natychmiastowego zabra­ nia dwóch korpusów ze swojego prawego skrzy­ dła we Francji. Odwołał również gen. Ludendorff a, najtęższego ze swoich sztabowych współ­ pracowników, że stanowiska generalnego kwa­ termistrza 2. Armji i świeżego bohatera z pod Liège, uważając, że jego talenty wojskowe są już zbyteczne na zachodzie, i równocześnie skie­ rował go do Prus Wschodnich na stanowisko szefa sztabu gen. Hindenburga, który, powoła­ ny ze stanu spoczynku, objął dowództwo 8. Ar­ mji na miejsce odwołanego gen. Prittwitz'a. A tymczasem na froncie zachodnim zarzu­ ca Moltke wszelki manewr, pchając wyłącznie armje niemieckie naprzód, aby nie dopuścić Francuzów do zatrzymania się i umocnienia na jakiejkolwiek pozycji, na której mogliby przeprowadzić reorganizację swToich oddzia­ łów i zasilić je posiłkami. Równocześnie rozluź­ nia Moltke jednolitość działania grupy uderze­ niowej, a to przez przywrócenie samodzielności gen. Kluckowi, dowódcy 1. Armji, który po­ przednio był podporządkowany gen. Biilowowi, dowódcy 2. Armji. Było to podyktowane rzekomemi względami szybkiego marszu 1. Armji w kierunku angielskiej podstawy operacyjnej nad dolną Sekwaną.

Jak już zaznaczyliśmy poprzednio, gen. Moltke, upojony pierwszemi zwycięstwami, najzupełniej mylnie oceniał sytuację na froncie zachodnim. Armje sojusznicze ani nie były roz­ bite, ani nie uciekały w panice przed Niemcami, jak to chciał wyobrażać sobie Moltke. Odwrót był wykonywany na rozkaz, planowo, w porząd­ ku, bez jakichkolwiek oznak paniki i bezładu. Niepowodzenia bynajmniej nie osłabiły ducha ani wojska, ani dowódców. W armjach sprzy­ mierzonych powszechnie rozumiano, że ma się do czynienia z potężnym i znakomicie do wojny przygotowanym nieprzyjacielem, jednakże patrjotyzm i wiara we własne siły kazały czuć się w możności stawić temu nieprzyjacielowi zacię­ ty opór z chwilą, gdy ogólne położenie opór ten uczyni celowym. Istotnie w dniu 25 sierpnia, to znaczy w dniu, kiedy Moltke sytuację na froncie uznał za kompletne zwycięstwo, wódz naczelny armij francuskich, gen. Joffre, uznał dalszy odwrót za niecelowy i zdecydował się stawić opór Niemcom. W dniu tym gen. Joffre wyznaczył swoim armj om stanowiska, na których miało się zała­ mać następowanie zwycięskich dotąd armij niemieckich i które miały się stać następnie punktami wyjściowemi dla natarcia Francu­ zów. Według planu gen. Joffre'a armje sprzy­ mierzone miały piłzyjąć następujące ugrupo­ wanie: na lewem skrzydle nad rzeką Authie miał stanąć korpus jazdy Sordet'a; nieco w ty­ le nad rzeką Sommą pomiędzy morzem a Picquigny miała zająć stanowiska grupa gen. d'Amad, składająca się z oddziałów^ odwoła­ nych z Alzacji i Lotaryngji, z oddziałów afry­ kańskich, tak zwanych „kolorowych", oraz z dywizyj terytorjalnych i rezerwowych; pomiędzy Picquigny a Villers-Bretonneux w okolicach Amiens miała ugrupować się nowa, tworząca • się 6. Armja francuska, której organizacja miała być zakończona pomiędzy 27 sierpnia a 2 września ; pomiędzy Bray-sur-Somme a Hani stanąć miała armja angielska, pomiędzy St. Quentin — Laon 5. Armja; pomiędzy Guincourt — Vouziers lub Bery-au-Bac — Reims 4. Armja; pomiędzy Verdun a Granpré lub Verdun — Varrenes — St. Menehould 3. Ar­ mja; 2. i 1. Armje miały nadal powstrzymywać uderzenia księcia Ruprechta bawarskiego nad Mozelą i jej dopływami, czyli na francuskiej linji obronnej w Lotaryngji i Alzacji. Now;/ zw7rot zaczepny gen. Joffre'a mial być oparty na zgoła innych formach strategicz­

nych, niż poprzednia niefortunna próba w Ardenach. Plan Joffre'a przewidywał obecnie po­ wstrzymanie Niemców na drugiej francuskiej linji obronnej, którą ongiś wybudował gen. Ferron na przestrzeni od Saint Quentin poprzez Laon aż do Reims i która stanowiła jak gdyby przedmurze Paryża, oraz po powstrzymaniu nieprzyjaciela uderzenie na jego prawe skrzy­ dło nowoutworzoną 6. Armją pod dowództwem gen. Maunoury, która miała zapewnić Francu­ zom przewagę na północy. Tymczasem jednak 6. Armja nie nadążyła na czas ze swoją organizacją, wobec czego bi­ twa nad Oise'a i Aisne nie została stoczona we­ dług zgóry powziętego planu przez dowództwo francuskie. Przebieg tej bitwy był w skrócie następu­ jący. W dniu 25 sierpnia armja angielska, znaj­ dująca się w odwrocie, zajęła stanowiska na li­ nji Cambrai — Le Cateau — Landrecies. I kor­ pus Dougîas'a Haig, wchodzący w skład armji angielskiej, stoczył w ciągu nocy ciężką walkę pod Landrecies ze strażą przednią 1. Armji niemieckiej gen. von Kluck'a, na skutek której to walki o świcie dn. 26-go rozpoczął dalszy od­ wrót na południo-zachód. Tymczasem II kor­ pus Smith-Dorrien'a armji angielskiej z racji przemęczenia wojska nie mógł kontynuować swojego odwrotu, wobec czego zmuszony był to­ czyć walki na froncie Le Cateau — Cambrai. Dopiero po południu zarządzono odwrót, co jed­ nak było już spóźnione, gdyż wycofanie się było prawie niemożliwe wobec osaczenia przez woj­ ska niemieckie. Wszakże, dzięki pomocy, oka­ zanej przez korpus jazdy Sordet'a, oraz dwie dywizje rezerwowe z grupy gen. d'Amad, II. korpus angielski zdołał się wycofać z objęć gen. Kluck'a, po zaciętych walkach, jakie oddziały francuskie toczyły w dn. 26-go pod Cambrai, w dn. 27 i 28-go na froncie Bapaume — Péronne i 29-go pod Proyard. W dniu 28 sierpnia gen. Joffre, pragnąc umożliwić ostatecznie wy­ czerpanym Anglikom spokojny odwrót i reor­ ganizację swoich oddziałów, nakazuje natarcie 5. Armji na 1. Armję Kluck'a, które to zadanie miało być według planu wykonane przez 6. Ar­ mję, tworzącą się pod Amiens. 5. Armja, ma­ szerując na linji Guise — St. Quentin, spotkała się z 2. Armją niemiecką Biïlowa. Umożliwiło to armji angielskiej pod osłoną 5. Armji fran­ cuskiej całodniowy odpoczynek na linji La Fère — Noyon nad Oise'a, co pozwoliło jej w dniu 29 sierpnia rozpocząć dalszy swój planowy już odwrót na południe. Tak więc w czasie właści­ wej bitwy nad Sommą i Oise'a armja angiel171

ska byla w odwrocie i w bitwie niemal żadnego udziału nie brała. Tymczasem Bulow, powstrzymany ze swo­ ja 2. Arm ją przez 5. Amję francuską nad Oise'a w rejonie Guise — St. Quentin, pragnął zasto­ sować przeciw niej ulubiony swój schemat kamieński, polegający na obejściu obu skrzydeł przeciwnika. Własna jego 2. Armja miała to­ czyć w miejscu walki z 5. Armją francuską w tym czasie, podczas kiedy 1. Armja von Kluck'a miała oskrzydlić ją od zachodu, zaś 3. Armja von Hausena od wschodu. Jednakże i tym razem plan Bulowa nie do­ szedł do skutku. Bowiem w tym samym czasie von Hausena prosił również o współdziałanie jego sąsiad od południa książę Wurtembergski, którego powstrzymała nad Mozą 4. Armja francuska. To też von Hausen odmówił BiilowTowi, okazując natomiast współdziałanie księ­ ciu Wurtembergskiemu. Co do l.Armji niemiec­ kiej — to jej dowódca gen. von Kluck odmówił również współdziałania, mając nadzieję całko­ wicie oskrzydlić Anglików pod Noyon nad Oise'a. W rezultacie zarówno 5. Armja francuska, jak i armja angielska nie zostały osaczone i ran­

kiem 30 sierpnia rozpoczęły dalszy odwrót na południe. Tak zakończyła się druga już próba Joffre'a zatrzymania Niemców i przejścia do włas­ nego na większą skalę zakrojonego natarcia. Zatrzymać pochód armij niemieckich nie uda­ ło się, a tern samem na panewce spaliło fran­ cuskie natarcie. Jednakże ta nieudana próba stawienia Niemcom czoła nie była zupełnie bez pożytku. Zacięte walki nad Sommą, Oise'a i Ai­ sne powstrzymała pochód 1. i 2. Armij niemiec­ kich conajmniej na dwie doby. A czas ten po­ zwolił dowództwu francuskiemu przesunąć ze środka i prawego swojego skrzydła kilka kor­ pusów, które wzmocniły najbardziej zagrożone francuskie lewe skrzydło. Ponadto walki ostat­ nie wykazały tężyznę i hart wojsk francuskich, które, cofając się nadal w porządku i planowo, nabierały coraz większej wiary we własne siły, a cały naród francuski natchnęły ofiarnym pa­ triotyzmem, niezłomnością i energją. W końcu sierpnia 1914 r. powszechną była we Francji wiara, że obecne pokolenie Francuzów nie do­ puści, aby powtórzyły się sromotne, haniebne klęski z lat 1870 i 71.

172

Po niepowodzeniach nad Oise'a armje sprzymierzone cofały się na południe, przecho­ dząc na lewy brzeg Marny, Z początkiem września armje sprzymierzone tworzyły front wklęsły, wygięty w środku ku południowi, a opierający się na zachodzie o Paryż i jego fortyfikacje, na wschodzie zaś o twierdzy Ver­ dun, gdzie 3. Armja francuska, dowodzona przez gen. Sarrail, który objął dowództwo po gen. Ruffey, zdołała w ogólnym odwrocie utrzymać się, zaczepiając się swojem prawem skrzydłem o twierdzę i osłaniając swoje tyły słabemi względnie oddziałami na wzgórzach nad Mozą. W momencie tym Verdun stano­ wiło więc, będąc w dalszym ciągu osią obrotu lewego skrzydła francuskiego, daleko wprzód wysunięty wierzchołek trójkąta, jaki tworzy­ ła 3. Armja gen. Sarrail i prawe skrzydło fran­ cuskie, utrzymujące swój dawny front w Al­ zacji i Lotaryngji (1. i 2. armje francuskie, oraz dywizje rezerwowe pomiędzy Verdun a Pont - à Mousson). Gen. von Moltke wiedział, że dowództwo francuskie przerzuca znaczne swoje siły ze wschodu na zachód, to znaczy ze swojego umoc­ nionego frontu w Alzacji i Lotaryngji na teren wielkiej bitwy o Paryż pomiędzy Sekwaną i Marną. Wiedział również, że w rejonie twier­ dzy paryskiej fomiuje się nowa armja fran­ cuska. Ten stan rzeczy niepokoił go, stawia­ jąc wielki znak zapytania na jego poprzedniem mniemaniu, że poważniejsza „robota" na za­ chodzie Europy jest już skończona. Niepokój jego był tembardziej uzasadniony, że, jak wie­ my, uprzednio już zdjął szereg korpusów z frontu zachodniego, przesyłając je na front przeciwrosyjski. To też Moltke pragnie obecnie za wszel­ ką cenę zaskoczyć armje francuskie w czasie odwrotu, rozgromić je ostatecznie, a w najgor­ szym razie odciąć je od Paryża, zanim armja, formująca się w jego rejonie, mogłaby była za­ ważyć na szali działań wojennych. Przeto rozkazy, wydane przez Moltkego w dn. 2 września środkowi i prawemu skrzy­ dłu niemieckiemu, popychają naprzód 2., 3., 4 i 5. armje niemieckie. Zadaniem 5. Armji miało być obejście twierdzy Verdun i uderzenie przez Bar - le - Duc na Neufchâteau, aby za­ grozić tyłom 2. Armji francuskiej i zmusić ją do odwrotu, co otworzyłoby 6. Armji niemiec­ kiej upragnione przejście przez francuską linję obronną w kierunku na Charmes. W tym cza­ sie 7. Armja niemiecka miała osłaniać Lotaryn-

gję, zaś I. Armja osłaniać miała 2. Anstrony Paryża. W nowym swoim planie rozgromienia inji francuskiej, tym razem, jak wierzył, o tecznego, Moltke całkowicie już zarzuca nu[J()" leońską koncepcję Schlieffena, który dążył < » zapewnienia zwycięstwa decydującem u d e r ^ niem prawego skrzydła Moltke korzysta t w razem ze wzoru bitwy kanneńskiej. Tak w j ^ 3., 4. i 5. armje niemieckie miały tworzyć fro^t natomiast armje 2. i 6. miały grać rolę grmj oskrzydlających, pierwsza od zachodu, drug^ od wschodu, podczas gdy 1. i 7. armjom poz<K stawały role drugorzędne, osłaniające. Kiedy dowódca 1. Armji niemieckiej ger\% von Kluck otrzymał powyższe dyrektywTy Mult, kego z dn. 2 września, w tym czasie sam był ju$ rozesłał swoje rozkazy na dzień 3 września Rozkazy te całkowicie były sprzeczne z koncep., cją Moltkego. Był to moment, w którym le\ye skrzydło 1. Armji, składające się z IX, l\\ i częściowo IV korpusów, zapędziło się był 0 w pościgu za armją angielską aż po za rzekę Ourcq. Anglicy jednak zdołali oderwać się od nieprzyjaciela i wymknęli się poza Marne, Wobec tego von Kluck, rezygnując z dalszego pościgu za Anglikami, zdecydował się uderzyć wr bok 5. Armji francuskiej, która cofała się przed 2. Armją Billowi w kierunku na Chatean - Thierry i Dormans. W tym celu von Kluck kieruje IX korpus na Chateau - Thierry, zaś III korpus na Montreuil - aux - Lions, pod­ czas gdy II i IV-ty korpusy, IV korpus rezerwTowTy, oraz II korpus jazdy von Marwitz'a posuwa wślad za tamtemi, aby w razie potrze­ by mogły utworzyć front przeciwko siłom fran­ cuskim, które ewentualnie mogłyby nadciąg­ nąć z zachodu od strony Paryża. Jak z powyższego widzimy gen. von Kluck, pragnął swoją 1. Armją oskrzydlić lewe skrzy­ dło francuskie (5 A. F.), a tern samem odciąć je od Paryża. Wiemy jednak, że szef wielkie­ go niemieckiego sztabu generalnego gen. von Moltke zadanie to powierzył w dn. 2 września nie 1, lecz 2-ej Armji niemieckiej, pozostawia­ jąc Kluckowi jedynie zadanie osłonięcia całego manewru od strony Paryża, skąd obawiał się uderzenia formujących się tam sił francuskich. Wobec sprzeczności między własnemi roz­ kazami a dyrektywami von Moltke'go, gen. von Kluck musiał niewątpliwie stoczyć ze sobą cięż­ ką walkę wewnętrzną. Należało rozkazy włas­ ne cofnąć, zastosować się do dyrektyw i von Bulowowi oddać ewentualne laury efektowne­ go zwycięstwa. Ale, jak to wiemy już od czasu 173

Francja, Alzacja, Lotaryngja, Luxemb%irg, Belg ja i Niemcy (pogranicza). 174

pierwszej dysharmonji pomiędzy tymi dowód­ cami na tle walk z arm ją belgijską i bitwy nad Sambrą, gen von Kluck posiadał wielką ambicję, mało zaś zmysłu dyscypliny wojskowej. To też i tym razem gen. von Kluck rozkazów swo­ ich nie cofnął, mając ponadto na swoje uspra­ wiedliwienie fakt, że dyrektywy Moltkego nie odpowiadały istotnie warunkom, jakie wytwo­ rzyły się na prawem skrzydle niemieckiem. Von Kluck uważa, że siły, jakie pozostawił, ja­ ko osłonę od strony Paryża całkowicie wystar­ czą, tembardziej, że rozgromienie lewego skrzy­ dła Francuzów i tak usunie automatycznie wszelkie niebezpieczeństwo, gdyż słabe siły z pod Paryża nie mogą przecież działać samo­ dzielnie. W tern miejscu należy wskazać na wielki błąd Niemiec na początku wojny, błąd, który, być może, zadecydował o losach całej wojny. Oto Niemcy, posiadając najdoskonalszy aparat wojenny, nie posiadały równocześnie jednej, zdecydowanej woli, kfcóraby z aparatu tego uczyniła niezwyciężone narzędzie wojny. Bo­ wiem Moltke, jako szef wielkiego sztabu gene­ ralnego, nie dowodził armjami niemieckiemu lecz tylko kierował nimi przy pomocy swoich dyrektyw, często czysto teoretycznych, nie umiejąc w dodatku nadać im należytej powagi w oczach poszczególnych dowódców armij, któ­ rzy też, jak widzieliśmy, niejednokrotnie je lekceważyli, unicestwiając tern cała ogólną koncepcję Moltkego. Powróćmy jednak do działań wojennych. W dniu 4 września niemieckie prawe skrzydło osiągnęło linję rzeki Marny i przeprawiło się na jej brzeg południowy, nietylko nie napoty­ kając nigdzie sprzeciwu ze strony Francuzów, ale nie mogąc nawet nawiązać kontaktu z ustę­ pującym pośpiesznie przeciwnikiem. Tymcza­ sem Moltkego coraz bardziej niepokoją wiedomości o wciąż nowych transportach wojsk fran­ cuskich, które, pośpiesznie ściągnięte z frontu wschodniego w Alzacji i Lotaryngji, kierują się na Paryż. To też tembardziej spodziewa się od strony stolicy francuskiej uderzenia w bok swojego prawego skrzydła. W obawie przed tern uderzeniem sam ogranicza swój pierwotny plan z dn. 2 września, który miał doprowadzić do oskrzydlenia i odcięcia od Pa­ ryża armji francuskiej. Zadanie oskrzydlają­ ce, które pierwotnie powierzył Moltke 2. Armji, von Bulowa, obecnie powierza 3. Armji, nato­ miast 2. Armję łącznie z 1. Arm ją von Klucka przeznacza, jako osłonę od strony Paryża. Mia­ nowicie 1. Arm ja miała zająć front pomiędzy

Oise?ą i Marną, utrzymując przeprawy przez Marne na zachód od Chateau - Thierry, zaś 2. Armja von Biiłowa — pomiędzy Marną i Se­ kwaną, utrzymując przeprawy przez Sekwanę, pomiędzy Nogent a Mery. Zarówno Kluck, jak i Bulow otrzymali w tym sensie rozkazy wczesnym rankiem dn. 5 września. Parokrotnie już wspomniany gen. Camon, twierdzi, że rozkazy te „miały wywrzeć jak najbardziej opłakane skutki dla armji niemiec­ kiej". Pisze on: „Skoro Moltke tworzył tego rodzaju ugrupowanie, które miało wystawić le­ we skrzydło 2. Armji na sztych od południa i spowodować wytworzenie się luki pomiędzy 2. i 3. Arm ją, z pewnością musiał on mocno obawiać się, że znaczne siły mogą lada chwila wyruszyć z Paryża i święcie wierzyć w zdecy­ dowany owrót linji francuskiej nad Sekwaną. Przygwożdżając na miejscu 2. i 3. Armję nie­ miecką, francuski zwrot zaczepny 6 września miał pokrzyżować wyimaginowane przez Molt­ kego ugrupowanie i przeszkodzić wytworzeniu się luki pomiędzy 2. i 3. Armją. Natarcie skrzydłowe armji generała Maunoury spowo­ dowało jednak wzamian wytworzenie się luki pomiędzy 1. i 2. Armją niemiecką. Chcąc sta­ nąć pomiędzy Oise'a i Marną 1. Armja, której czoło stało 5 września na południe od Petit-Morin, Moltke nie brał tego pod uwagę, powinna była cofnąć się w tył. Ten ruch odwrotowy przeszkodzi następnie w wykonaniu zwrotu w kierunku Paryża 2. Armji, osią obrotu, któ­ rej było Montmirail, a której lewe skrzydło ma­ szerowało na Sekwanę". Na skutek rozkazów Moltkego gen. von Biilow natychmiast powstrzymuje marsz pra­ wego skrzydła swojej 2. Armji, które opierało się właśnie o Montmirail, natomiast swoje le­ we skrzydło posuwa ku bagnom Marais de Saint - Gond, mając zamiar tą drogą doprowa­ dzić je do nakazanej linji Sekwany. Natomiast gen. von Kluck, dowódca 1. Ar­ mji, która w dn. 5 września osiągnęła linję rzeki Grand-Morin od Coulommiers aż do Esternay, mając, jako osłonę od strony Paryża jedynie IV Korpus Rezerwowy i II Korpus Jaz­ dy, nie rozumiejąc intencji Moltkego i uważa­ jąc, że nie odpowiadają one lokalnemu położe­ niu jego 1. Armji, nie wyciąga żadnych kon­ sekwencji z rozkazów wielkiego sztabu gene­ ralnego i podtrzymuje swoje poprzednie zarzą­ dzenia, które miały doprowadzić 1. Armję do linji Sekwany, odcinając armje francuskie od Paryża. Po naradzie jednak z podpułkowni­ kiem Hentschem, który przybył późnym wie175

Pod krzyżem, ocalałym z bombardowania, stanął po­ sterunek niemiecki xv poczuciu bezpieczeństwa.

Francuski punkt obsencacyjny

„na trzeciem

piętrze",

r^

^c

•em, aby wytłumaczyć koncepcję Moltkego, gen. Kluck odwołał o godz. 23 swoje poprzednie rozkazy, nakazując równocześnie odwrót 1. Armji, której zadaniem ma być obecnie zajęcie frontu pomiędzy Oise'a i Marną dla powstrzy­ mania natarcia wojsk francuskich, mających rzekomo uderzyć od strony Paryża. Wiemy o tern, że Moltke wciąż spodziewał się tego uderzenia. Natomiast gen. von Kluck,

grywką do mającego nastąpić w dn. 6 września ogólnego natarcia armij francuskich na całym froncie. Wiemy o tern, że armje francuskie wykonywały swój długotrwały już odwrót na rozkaz wTodza naczelnego, gen. Joffre'a, i że od­ wrót ten odbywał się całkowicie planowo i w porządku. W obliczu groźnego, miażdżące­ go wszystko swoim doskonałym aparatem wo­ jennym nieprzyjaciela gen. Joffre, nie tracąc

Wn\ trze mieszkania w domu przy ul. ( -Modnej w War­ szawie, gdzie wybuchła bomba, rzucona z aeropUmu niemieckiego (1914 /.).

jakkolwiek doceniał jego możliwość, nie wie­ rzył jednak, by zagrażało mu ono bezpośrednio. Jednakże pierwsze, otrzymane w nocy z 5 na (i września, wiadomości o natarciu 6. Armji fran­ cuskiej gen. Maunoury wyprowadziły go z błędu. Natarcie gen Maunoury, wykonywane na prawym brzegu Marny od strony Paryża w kierunku wschodnim, było, niejako, przy-

spokoju i równowagi ducha, starał się zyskać na czasie, by poczynić koniecznie przygotowa­ nia do zwrotu zaczepnego, o którym, jak wie­ my, myślał już nad Olse'a, a następnie w dniach 1 i 2 września planował go wykonać z lewego, południowego brzegu Sekwany. Jed­ nakże pod wpływem gen. Galliéni, później na­ zwanego „bohaterem Paryża", gen Joffre zde­ cydował się wykonać zwrot zaczepny w dn. 6
177

września na linji Grand-Morin, a więc na pół­ noc od Sekwany. Ta zmiana decyzji naczelne­ go wodza wojsk francuskich przedstawia się następująco. Gen. Galliéni, który w dniu 26 sierpnia został mianowany wojskowym guber­ natorem Paryża, w dniu 2 września otrzymuje dowództwo świeżo utworzonej Armji Parys­ kiej, równocześnie zaś pod jego rozkazy prze­ chodzi 6. Armja gen. Maunoury. W dniu 4 września gen. Galliéni zorjentował się, że 1. Armja niemiecka gen. Kluck'a, zwracając się w kierunku południowo-zachodnim ku brzegom

kiej, by skoncentrować na niej wszystkie wy­ siłki armij sprzymierzonych skrajnego lewego skrzydła". Należy tu wyjaśnić, że w dniu tym armja angielska znajdowała się w widłach rzek Marny i Sekwany w niewielkiej odległości od Paryża. ,,5 września zostaną powzięte wszyst­ kie zarządzenia, mające na celu przejście do natarcia 6-go". Tak więc w natarciu tern, po­ za armjami gen. Galliéni miały wziąć udział: 5. Armja, zajmująca front Courtacon — Esternay — Sezanne, oraz 9. Armja, mająca osłaniać prawe skrzydło 5-ej Armji, trzymając

Szpital iv kościele.

Sekwany, naraża swoje prawe skrzydło i tyły pod uderzenie od strony Paryża. Pragnąc wy­ korzystać to położenie, a równocześnie nie wie­ rząc w powodzenie ofenzywy francuskiej z le­ wego brzegu Sekwany, gen. Galliéni stara się nakłonić wodza naczelnego do wykonania zwro­ tu zaczepnego na prawym brzegu Sekwany, po­ między nią a rzeką Marną. Po całodziennych pertraktacjach gen. Joffre zgadza się, aby 6. Armja rozpoczęła ofensywę, a kiedy gen. Gal­ liéni zarządził ją już wieczorem 4 września na dzień następny otrzymuje zawiadomienie, że w dniu 6 września cała armja francuska rozpoczyna ofensywę w myśl jego koncepcji. Instrukcje francuskiego wodza naczelnego z dn. 5 września brzmiały: „Należy wykorzy­ stać zaawanturowanie się 1. Armji niemiec­ 178

południowe wyjścia z bagien Marais de SaintGond i wysuwając część swoich sił na płaskowzgórze na północ od Sezanne. Właśnie wT dniu 5 września armja ta zostaje utworzona, jako 9., pod dowództwem gen. Foch'a, późniejszego marszałka, z jego specjalnej grupy, utworzo­ nej nieco wcześniej, bo w dniu 30 sierpnia, w czasie odwrotu. W skład 9. Armji wchodzi­ ły: TX i XI korpusy (razem 5. dywizyj piecho­ ty), oraz 42 dywizja piechoty (zabrana z 3. Armji), 52 i 60 dywizje rezerwowe i 9. Dywi­ zja Jazdy (zabrane z 4. Armji). 9. Armja zajmowała front od Sezanne poprzez FèreChampenoise do Sommosous. Prawe skrzydło 9. Armji nie posiadało łączności z 4. Armją, której lewe skrzydło znajdowało się w okoli­ cach Vitry - le - François.

Zasadzka.

Tak więc gen. Joffre postanowił wydać Niemcom wielką bitwę pomiędzy Sekwaną i Marną, bitwę, która miała zadecydować nietylko o losach Paryża, ku któremu wyciągały się już drapieżne pazury niemieckiego imper­ ializmu, ale i o losach Francji, pośrednio zaś o losach całej ludzkości. W przyszłości tę wiel­ ką bitwę nazwano „bitwą nad Marną", gdyż

IV Korpus Rezerwowy, który stanowił na pra­ wym brzegu Marny skrajne prawe skrzydło 1. Armji von Kluck'a. To też już w nocy z 5 na 6 września von Kluck uważa za konieczne wes­ przeć swoje siły na prawym brzegu Marny, od­ wołując z lewego brzegu II Korpus, który osią­ gnął już linję Grand - Morin i skierowując go na lewe skrzydło IV Korpusu Rezerwowego.

Szpital w kościele.

przekroczenie tej rzeki przez wojska sprzymie­ rzone zadokumentowało ich zwycięstwo. W dniu 5 września 6. Arm ja francuska gen. Maunoury, w skład której wchodziły VII Korpus, oraz grupa dywizyj rezerwowych gen. de Lamaze, rozpoczęła ofensywę na froncie, biegnącym z północy na południe przez Dammartin, na wschód w kierunku rzeki Oureq, którą miała przekroczyć, zajmując tyły 1. Armji niemieckiej. Ofensywę tę z wielkim tru­ dem powstrzymywał w ciągu dnia niemiecki

Ale już popołudniu dnia 6 września uważa to za niewystarczające. Zkolei przeto odwołuje z lewego brzegu Marny IV Korpus, kierując go na prawe skrzydło IV Korpusu Rezerwowego. Jednakże tego samego jeszcze dnia — w myśl instrukcyj gen. Joffre'a — armja angielska, oraz ta część 5. Armji francuskiej, która nie była zaangażowana w walkach z 2. Arm ją nie­ miecką, rozpoczynają gwałtowne natarcie na linji rzeki Grand - Morin, gdzie von Kluck po­ zostawił III. i IX korpusy i korpus jazdy gen. 179

Marwitza. Był to początek „bitwy nad Mar­ ną", którą Joffre zorganizował według wzo­ rów napoleońskich, czego dowództwo niemiec­ kie, stale zapatrzone we wzór bitwy kamień­ skiej, nie zrozumiało w należytym czasie z wiel­ ką szkodą dla armji n.emieckiej i jej światohurczych aspiracyj. Jak wiemy już, bitwa „kamieńska" pole­ ga na obejściu przeciwnika na obu jego skrzy­ dłach w celu jego całkowitego otoczenia. Tym­ czasem metoda napoleońska, do której przychy­ lił się Joffre, oskrzydlenie i to jednostronne traktuje, jako zadanie niejako przygotowaw­ cze. Napoleon, wielokrotnie stosując z powo­ dzeniem swoją metodę, zazwyczaj rozpoczynał bitwę walką frontową. W chwili, kiedy uda­ wało mu się związać w walce większą część sił nieprzyjaciela, pozbawiając go odwodów, rzu­ cał masę oskrzydlającą na to skrzydło nieprzy­ jaciela, poza którem leżała najdogodniejsza linja jego ewentualnego odwrotu. Nieprzyjaciel pozbawiony już odwodowa lękając się oskrzy­ dlenia i odcięcia od swojej linji odwrotu, z ko­ nieczności musiał przeciwstawić masie oskrzy­ dlającej, której sił dobrze nawet nie znał, cześć sił swojego zagrożonego skrzydła, osłabiając je tern samem od frontu. A tu właśnie Napoleon kierował decydujące natarcie, które miażdżyło osłabione skrzydło nieprzyjaciela, co nieuchron­ nie powodowało rozprzężenie, dezorjentację i panikę jego całego frontu, równocześnie za­ grożonego na tyłach i na linji odwrotu. Bezsprzecznie plan Joffra nie był identy­ cznym z manewrem napoleońskim wobec braku początkowego natarcia frontowego, oraz decy­ dującego uderzenia od frontu na osłabione skrzydło. Nie mniej jednak zasadnicza idea była analogiczna. Natarcie 6. Armji gen. Maunoury, grożące tyłom 1-ej Armji niemieckiej, wywołało analogiczny do manewru napoleoń­ skiego skutek, a mianowicie zdezorganizowało prawe skrzydło niemieckie, poddane następnie pod kolejne uderzenie armji angielskiej i 5. Armji francuskiej, oraz zdezorjentowało do­ wództwo niemieckie, a to tembardziej, że armje francuskie, o których dowództwo niemieckie sądziło, że uciekają „w popłochu", rozpoczęły ponadto zaciekłą ofensywę na całym froncie aż po Ardeny i to w momencie, kiedy armje nie­ mieckie (1, 2 i 3-a), jak wiemy, przegrupowywały się do nowego natarcia w kierunku Se­ kwany. A wszystko to stało się dzięki temu, że skrajne prawe skrzydło niemieckie (armja von Kluck'a) nie posiadało odwodów, Kluek
180

zaś, lękając się obejścia ze strony 6-ej Armji francuskiej na prawem brzegu Marny, musiał jej przeciwstawić własne swoje siły, osłabia­ jąc linję frontu całego skrzydła, oraz odrywa­ jąc się od 2. Armji Biilowa i wytwarzając przez to pięćdziesięciokilometrową lukę. W dniu 7 września von Kluck odwołuje również z lewego brzegu Marny III i IX kor­ pusy, oraz korpus jazdy gen. Marwitz'a, które poprzednio pozostawił Bûlow'owi dla osłony przegrupowania jego 2-ej armji, znajdującej się w dość ciężkiem położeniu, gdyż zwracając się sama w prawo (ku Paryżowi), podczas gdy 3-a armja zwracać się miała w lewo (ruch oskrzydlający, zamierzony przez Moltke'go), musiała się liczyć z możiiwością utracenia łącz­ ności z 3-ą armja. Odwołanie tych korpusów stanowiło dotkliwy cios dla armji Bùlow'a. Stąd też musi rodzić się pytanie, dlaczego von Kluck zdecydował się je odwołać. Prawdopodobnie uczynił to z jednej strony pod wrażeniem zacie­ kłych wTalk na prawym brzegu Marny w dniu 6 września, z drugiej zaś — w nadziei, że przy ich pomocy uda mu się osiągnąć samodzielnie zwycięstwo nad armja gen. Maunoury. Stano­ wisko podobne gen. Kiuck'a nie powinno nas dziwić, skoro parokrotnie już widzieliśmy, jak wielką rolę w dowództwie niemieckiem grały ambicje poszczególnych jednostek, dbających przedewszystkiem o własną sławę i szukających laurów zwycięstwa głównie na swój własny ra­ chunek. Tak, czy inaczej korpusy te odwołał, nakazując im przejście na prawy brzeg Mar­ ny, a następnie poprzez rzekę Ourcq marsz na północny-zachód w celu obejścia od północy 6-ej armji francuskiej. Plan Kluck'a stoczenia bitwy z armja gen. Maunoury był następujący: podczas gdy II, IV i IV rezerwowy korpusy powstrzymywać będą Francuzów na linji rzeki Ourcq, III i IX kor­ pusy, oraz oddziały, ściągnięte pośpiesznie z etapów, uderzą od północy na lewe skrzydło francuskie w kierunku na Nanteuil-le-Haudouin. Von Kluck sądził, że już w ciągu 8 wrze­ śnia osiągnie zdecydowane zwycięstwo nad 6-tą armja francuską, co pozwoli mu już w dniu następnym rzucić gros swoich sił na lewy brzeg Marny przeciwko armji angielskiej. Koncep­ cja Kluck'a wychodziła z zupełnie błędnego za­ łożenia, że akcja gen. Maunoury posiada decy­ dujące znaczenie, kiedy w rzeczywistości rola jej miała znaczenie drugorzędne. Należało przeto zatrzymać ją na rzece Ourcq, co dałoby się osiągnąć dość niewielkiemi siłami, nie ubie­ gając się tam za decydującem zwycięstwem,

natomiast należało gros sił pozostawić nad Grand-Morin, gdzie musiała być stoczoną de­ cydująca bitwa o Paiyż. Błąd gen. von Kluck'a, który spowodował wytworzenie się groźnej lu­ ki pomiędzy 1 i 2-ą armjami niemieckiemi, do­ wodzi, że dowództwo niemieckie nie orjentowało się w istotnej koncepcji strategicznej gen. Joffre'a. W dniu 8 września odwołane z południa korpusy były już na prawym brzegu Marny. III korpus, po uciążliwym marszu, dotarł do Crouy nad rzeką Ourcq, a IX korpus, po rów­ nie uciążliwym marszu — do La Ferté-Milon nad tą samą rzeką, ale bardziej na północ. Na­ tomiast II korpus jazdy von Marwitz'a, oraz część sił, pozostawionych mu przez IX korpus, zajęły prawy brzeg Marny od ujścia Ourcq do Dolloir, trzymając przeprawy przez rzekę. Równocześnie reszta 1-ej armji toczyła zacięte walki na zachód od rzeki Ourcq. Von Kluck sądził, że w dniu 9 września, przy pomocy III i IX korpusów, dokona obejścia i zakończy zwycięstwem bitwę na prawym brzegu Marny. Taka była sytuacja I-ej armji niemieckiej w dniu 8 września, Tymczasem 2-a armja niemiecka, począw­ szy od dn. 6 września, toczyła zacięte walki z 5 i 9-ą armjami francuskiemi. Jak wiemy, według dyrektyw Moltke'go, 2-ga armja miała wykonać zachodzenie swojem lewem skrzydłem w kierunku południowo-zachodnim w celu zwró­ cenia się frontem ku Paryżowi, skąd miało na­ stąpić rzekome uderzenie Francuzów. Równo­ cześnie 3-a armja miała wykonywać zachodze­ nie swojem prawem skrzydłem w kierunku po­ łudniowo-wschodnim, będąc przeznaczoną do uskrzydlenia armij francuskich (poza 6, 5 i 9) i odcięcia ich od Paryża. Tymczasem w dnu; 6 września na całym froncie 2-ej armji niemieckiej Francuzi rozpo­ częli zaciekłe natarcie, które w najwyższym stopniu utrudniło von Biïlow'owi zachodzenie lewego skrzydła. Natarcie Francuzów było tak silne, że groziło nawet 2-ej armji niemieckiej osaczeniem. Gen. von Bulow pisze, że „jeśli udało się uratować położenie, stało się to wy­ łącznie dzięki temu, że zdolność 5-ej armji fran­ cuskiej do prowadzenia walki była osłabiona". Marszałek Foch, ówczesny dowódca 9-ej armji francuskiej, w swoich Pamiętnikach tak kończy opis pierwszych walk w dniu 6 września z 2-gą armją niemiecką: „Dzień był ciężki, lecz 9-ta armja wykonała swe zadanie. Wytrzyma­ ła ona gwałtowne natarcie, miała na swych ra­ mionach znaczną część 2-ej armji niemieckiej,

jak X korpus w rejonie Saint-Prix i korpus gwardji pod Bannes, Morains-le-Petit i Normée. Nad Sommą od Normée, Lenharrée do Sommesous wytrzymała ona uderzenie 3 armji nemieckiej, której lewe skrzydło zagraża łącz­ ności z 4 armją francuską". Natrafiwszy na niezwykle silny opór Francuzów w zamierzonem zachodzeniu swo-

Schron.

jem lewem skrzydłem von Bulow zamierza sto­ czyć nad Petit-Morin bitwę według popular­ nego w dowództwie niemieckiem schematu kanneńskiego, z obu stron oskrzydlając przeciwni­ ka. Od zachodu grupę oskrzydlającą miały sta­ nowić III i IX-ty korpusy, pozostawione Biïl o w W i przez 1-ą armję, od wschodu zaś zada­ nie oskrzydlenia miałaby wykonać 3-a armja von Hausen'a. Tymczasem, już po wydaniu rozkazów do bitwy na dzień 7 września, gen. Bulow dowiaduje się o odwołaniu na północ
181

przez Kluck'a jego dwóch korpusów. Wobec tego von Biilow, zrezygnowawszy ze swoich pla­ nów, wycofuje swoją armję poza Petit-Morin. W dniu 7 września front 2-ej armji roz­ ciąga się od Montmirail aż poza bagna Marais Saint-Gond. Na całym froncie toczą się zacięte walki. W jego środkowej części postawa 9-ej armji gen. Foch'a jest tak groźna, że Biilow, osłabiając swoje prawe skrzydło, wspiera śro­ dek jedną dywizją, W rezultacie, jakkolwiek w ciągu dnia Niemcy zdołali utrzymać swoje stanowiska — o zachodzeniu nie było narazie nawet mowy, — jednakże z tak znacznemi stra­ tami, że, jak pisze sam Biilow: „wartość bojo­ wa 2-ej armji odpowiada zaledwie wartości trzech korpusów". W dniu 8 września prawe skrzydło 2-ej armji niemieckiej, osłabione odejściem III i IX korpusów, oraz korpusu jazdy von Marwitz'a, a osłaniane obecnie zaledwie dwiema dywizja­ mi jazdy, cofa się pod naporem 5-ej armji fran­ cuskiej na linję Thoult — Marguy. Luka po­ między 1 i 2-ą armją rozszerza się nadal. Na­ tomiast na lewem skrzydle udaje się Bùlow'owi, dzięki współdziałaniu 3-ej armji von Hausen'a, osiągnąć pewne postępy, wobec jednak braku rezerw i zaciętego oporu Francuzów, sukcesu swojego nie może należycie wykorzystać. Tern niemniej jednak Biilow, wierząc jeszcze w moż­ liwość decydujących rozstrzygnięć na swojem lewem skrzydle, decyduje się w dalszym ciągu kontynuować walkę. Znamy już przeto położenie na froncie 1-ej i 2-ej armij niemieckich: 1-a armja von Kluck'a zaawanturowała się w samodzielnej bitwie z 6-ą armją francuską na północ od Marny, utraciwszy łączność z 2-ą armją niemiecką, od której odgradzała ją armja angielska, doszedł­ szy lewym brzegiem Marny aż do ChâteauThierry. 2-a armja znów, mająca za zadanie osłonić niemiecki manewr oskrzydlający od strony Paryża i 5-ej armji francuskiej, sama uwikłała się w ciężkie walki, cofając się pra­ wem i osiągając niepewne sukcesy na lewem skrzydle. Co działo się tymczasem na pozosta­ łym froncie? 3-a armja niemiecka, przeznaczo­ na do roli grupy oskrzydlającej, według planu Moltke'go, zaledwie nieznaczne poczyniła postę­ py na swojem prawem skrzydle, podchodząc do Sommesous, gdzie współdziałała z 2-ą armją, i natrafiając na zacięty opór 9-ej armji gen. Foch'a. Zresztą swoje nieznaczne sukcesy 3-a armja okupiła stratą połowy swojego stanu li­ czebnego. Natomiast 4 i 5-a armje niemieckie, tocząc zacięte walki, nie zdołały przełamać 162

ofensywy francuskiej, zaledwie utrzymując się na swoich stanowiskach. Lewe skrzydło nie­ mieckie, 6 i 7-a armje, zostały zdecydowanie powstrzymane przez Francuzów pod Nancy i Epinal, napróżno usiłując, kosztem ogrom­ nych strat, przebić się w kierunku na Char­ mes. Tak więc marsz armij niemieckich, trwa­ jący bez przerwy od pierwszych dni wojny, zo­ stał powstrzymany zwrotem zaczepnym gen. Joffre'a, wodza naczelnego Francuzów. Miaż­ dżąca dotychczas potęga niemiecka natrafiła na opór, którego przełamać nie mogła. Więcej nawet. Osłabione siły niemieckie, pozbawione dostatecznych rezerw, «ame poczęły się uginać, napróżno wykruszając się do reszty, aby zła-" mać zacięty opór Francuzów, którzy sami zkolei przechodzili na swojem lewem skrzydle do potężnego natarcia, które miało zadecydować o losach Francji, a z nią i całego świata. I stało się to wówczas właśnie, kiedy kierownicze sfe­ ry Niemiec wraz z gen. von Moltke, szefem wielkiego sztabu generalnego, upojone zwycię­ ską inwazją w granice Belgji i Francji, uwa­ żały wojnę na Zachodzie właściwie za skończo­ ną, armje francuskie — za wojsko uciekające w popłochu i bezładzie, a Paryż, serce Fran­ cji —• za wydany na łup niemieckiego imperjalizmu. W chwili, kiedy Niemcy manewrem oskrzydlającym mieli ostatecznie załatwić się ze swoimi zachodnimi przeciwnikami, nagle okazało się, że te rzekomo „pobite i uciekające w popłochu" armje sprzymierzone posiadają dość sił fizycznych i moralnych, aby, zawróciw­ szy i stanąwszy twarzą w twarz z potęgą nie­ miecką, rzucić się na całym froncie do zaciekłe­ go, nieugiętego przeciwnatarcia. Nic dziwnego przeto, że przeciwnatarcie Francuzów, dokonane w podobnych warunkach, wywołało w dowództwie niemieckiem komplet­ ną dezorjentację i konsternację, graniczącą już blisko poprostu z paniką. Moltke wprawdzie, jak wiemy, spodziewał się uderzenia Francu­ zów od strony Paryża, nie liczył się jednakże z możliwością ogólnej ofensywy, uważając to natarcie raczej za odruch rozpaczliwej obrony stolicy Francji. Przeciwko temu ewentualne­ mu uderzeniu od strony Paryża przeciwstawić chciał pierwotnie 1 armję, następnie zaś w dn. 4 września zadanie to przeznaczył również i 2-ej armji. W dn. 5 września dowiedział się Moltke o natarciu 6-ej armji francuskiej na prawym brzegu Marny, do wieczora zaś dnia 6 wrze­ śnia nadeszły już meldunki od wszystkich armij o gwałtownem przeciwnatarciu Francuzów,

r
I

'

o
^

3

!

1

fe

m

Ciężka wrtylerja angielska przy pracy.

Kiedy dostarczono mu rozkaz gen. Joffre'a, znaleziony przy jednym z jeńców w dn. 4 wrze­ śnia, a nakazujący natarcie na całym froncie, gen. Moltke'go ogarnęła kompletna depresja duchowa. Przygnębienie jego podzielił cały wielki sztab generalny niemiecki, zaskoczony T wypadkami w momencie upojnego przeświad­ czenia o własnem zdecydowanem zwycięstwie. To też w chwilach decydujących naczelne do­ wództwo niemieckie wykazali> zdumiewającą apatję i bezczynność, spowodowane depresją duchową i świadomością swojej bezradności wobec braku dostatecznych rezerw. Jak wie­ my bowiem, gen. von Moltke jeszcze w dniu 25 sierpnia zabrał z prawego skrzydła niemiec­ kiego dwa korpusy, które skierował na front rosyjski do Prus Wschodnich. Nawet z lewego skrzydła trudno było narazie o zapożyczenie po­ ważniejszych sił, gdyż książę Ruprecht bawar­ ski rozpoczął był właśnie zacięte, chociaż bez­ nadziejne walki w celu przebicia się na Char­

mes. Zresztą Moltke nie umiał sobie narazie zdać sprawy z koncepcji strategicznej gen. Joffre'a, co utrudniało mu i opóźniało powzięcie nowrej decyzji. W rezultacie dowódcy poszcze­ gólnych armij działali każdy na własną rękę, jak to widzieliśmy na przykładzie von Kluck'a, co pogarszało jeszcze sytuację i demoralizowało armję. Gen. Moltke, przebywając w swej kwate­ rze głównej aż w Luksemburgu, o 200 kilometrów od najbardziej zagrożonej 2-ej armji, oce­ niał sytuację w barw7ach ciemniejszych nawet, niżby należało. Nie mogąc się na nic zde­ cydować, wysyła w dniu 8 września swoje­ go bliskiego współpracownika, podpułkownika Hentsch'a, na objazd frontu, dając mu niezwy­ kle szerokie pełnomocnictwa w dawaniu rozka­ zów dowództwom poszczególnych armij. Podpułkownik Hentsch wyjeżdża z kwate­ ry głównej pod wrażeniem przygnębienia, za­ mieszania i apatji, jakie tam panowały. Po183

przez dowództwa 5, 4 i 3-ej armji dociera w no­ cy z dnia 8 na 9 września do dowództwa 2-ej armji. Zastaje tu nastrój przygnębienia i roz­ terki. Rozmowa z Biïlow'em każe mu osądzie stan 2-ej armji, jako wysoce zatrważający. Hentsch i Bułow długo w noc rozważają poło­ żenie, które przedstawia się im w coraz bar­ dziej ponurem świetle: wielkie natarcie lewe­ go skrzydła, okupione ogromnemi ofiarami, zo­ stało powstrzymane pod Nancy i Epinal, 5-tą armję powstrzymała twierdza Verdun, 4 i 3-a armje zaledwie utrzymują swoje stanowiska kosztem nadmiernych ofiar, 2-ga armja, całko­ wicie wyczerpana, zmuszona jest cofać się, je­ śli nie ma dopuścić do oskrzydlenia jej od północy przez Francuzów, posuwających się wzdłuż Marny, 1-a armja, z trudem walcząca z armją gen. Maunoury i oddziałami garnizo­ nu Paryża, które gen. Gallièni ofiarnie pchnął do walki, odcięta od 2-ej armji i pozostawiona samej sobie, a przy tern wszystkiem brak roz­ porządzanych natychmiast rezerw, gdyż nowa armja niemiecka, tworząca się w okolicach Saint-Quentin, miała być zdolna do akcji dopie­ ro za kilka dni. Obaj generałowie, nie znalazł­ szy środków zaradczych, kładą się spać, odkła­ dając decyzję do rana. Dopiero w południe dnia 9 września pod­ pułkownik Hentsch dochodzi do wniosku, że jedynem wyjściem z sytuacji jest odwrót armij niemieckich, umożliwiający zwężenie frontu i reorganizację zdemoralizowanych oddziałów. Hentsch uważa, że 4 i 5-ta armje powinny się cofnąć ku Clermont-en-Argonne, 3 armja ku Châlons, 2 armja ku Reims, zaś 1 armja ku linji Soissons — Fère-en-Tardenois, przyczem ta ostatnia powinna nawiązać łączność z 2-gą armją w okolicy Fimes. Na skutek decyzji Hentsch'a, posiadające­ go, jak wiemy, daleko posunięte pełnomocnic­ twa Moltke'go, już o godz. 13-ej tegoż dnia 2-ga armja niemiecka rozpoczyna odwrót, którego pragnął sam jej dowódca von Bulow. Tymcza­ sem podpułkownik Hentsch udaje się do kwa­ tery głównej 1-ej armji. Jest to moment, kie­ dy na prawem jej skrzydle udało się von KluckWi uzyska- pewien sukces przy pomocy Iii i IX-go korpusów, które mianowicie oskrzy­ dliły 6-ą armję francuską od północy, spycha­ jąc jej lewe skrzydło ku Nanteuil-le-Haudouin. Natomiast środek 6-ej armji stawił zacięty opór, utrzymując swoje stanowiska. Gorzej przedstawiała się sprawa na lewem skrzydle von Kluck'a. Armja angielska, która opano­ wała już lewy brzeg Marny od ujścia rzeki 184

Ourcq aż do Château-Thierry, zdołała nawią­ zać łączność z 6-tą armją francuską na pra­ wym brzegu Marny, zagrażając nietylko lewe­ mu skrzydłu, ale i tyłom 1-ej armji niemiec­ kiej. Pomimo wszystko sztab 1-ej armji był jak najlepszej myśli, to też, kiedy pod nieobecność von Kluck'a, podpułkownik Hentsch zakomuni­ kował jego szefowi sztabu von Kuhl'owi rozkaz odwrotu, ten próbował mu się oprzeć, kapitu­ lował zaś dopiero wobec pełnomocnictw pod­ pułkownika Hentsch'a. W rezultacie Hentsch nakreślił węglem na mapie von Kuhl'a linję odwrotu 1-ej armji, która miała się cofać na północ, ku rzece Aisne, poniżej Soissons, gdyż tam, jak się okazało, znajdowały się wszystkie urządzenia tyłowe 1-ej armji. Tak więc zdecy­ dowana już linja odwrotu 1-ej armji zgóry nie­ tylko uniemożliwiała jej nawiązanie łączności z 2-ą armją, ale bardziej jeszcze poszerzała już istniejącą lukę, która w dniu 9 września wy­ nosiła około 50 kilometrów. Według rozkazów, wydanych przez Hentseh'a, armje niemieckie miały powstrzymać swój odwrót dopiero nad Aisne'a i Vesle'a. Tak oto nad Marną załamał się niemiecki plan wojny, stworzony pierwotnie przez Schlieffen'a, plan, doskonale przemyślany i opracowany w najdrobniejszych szczegółach, mający przynieść niemieckiemu imperjalizmowi najświetniejsze zwycięstwa nad armją fran­ cuską, które w pierwszym już miesiącu wojny miało wydać Francję na łup Niemcom, rozwią­ zując im ręce na Zachodzie, by ze zwielokrot­ nioną siłą uderzyć i zmiażdżyć armję rosyjską na Wschodzie. Tymczasem zamiast ostatecz­ nego zwycięstwa nad Sekwaną — odwrót z nad Marny, czyli widmo przewlekłej, beznadziejnej wojny. Gen. Camon, doceniając w pełni znaczenie bitwy nad Marną dla losów całej wojny świa­ towej, pisze: „Dzień 9 września był świadkiem wyjątkowego zdarzenia: podpułkownik roz­ strzygnął los świata. Hentsch wydal rozkaz odwrotu niewątpliwie w porozumieniu z Biïiow'em. Ostatecznie, w chwili, gdy rozkaz ten został wydany, był to rozkaz bezwątpienia niezbędny". O podpułkowniku Hentsch'u, który osobi­ ście powziął decyzję odwrotu aimiij niemiec­ kich, ciekawie pisze niemiecki kronprinz, ów­ czesny dowódca 5-ej armji, który rozmawiał z Hentsch'em w dn. 10 września w swojej kwa­ terze w Varennes: „Poglądy jego były wybitnie pesymistyczne. Położenie naszego prawego skrzydła uważał on za beznadziejne i wyraził

życzenie, aby 5-a arm ja. moja arm ja, niezwłocz­ nie rozpoczęła odwrót. Według niego, 1 i 2-ga armje były zupełnie rozprzężone, 3-a arm ja le­ dwie była w stanie trzymać się, położenie 4-ej armji co najmniej nie było świetne". Jak wielkie spustoszenie moralne wywarła konieczność odwrotu na dowództwie niemieckiem, świadczy o tern to, co pisze ten sam kronprinz o rozmowie z gen. von Moltke: „Nie za­ pomnę nigdy tego głębokiego wrażenia, które wywarł na mnie generał von Moltke dnia 11 września 1914 r. Zjawił się on nagle w mojej kwaterze głównej w Varennes w towarzystwie podpułkownika von Teppen. Był to człowiek zupełnie złamany. Nadludzkim wysiłkiem po­ wstrzymywał łzy, wyobrażając sobie, że pobite armje niemieckie uciekają w zupełnym nieła­ dzie. Mówił, że nie wie, w jaki sposób powstrzy­ mać ten odwrót". To też gen. Camon, zestawiając postawę

moralną dwóch wodzów: Moltke'go i Joffre'a, czyni taką złośliwą, ale jakżeż prawdziwą uwa­ gę: „Rzecz pewna, — niech mi czytelnik wyba­ czy to słowo — że Joffre nie chorował tak ła­ two na niestrawność!". Moltke swoją niewczesną butę, lekkomyśl­ ność i brak hartu moralnego w chwili przeło­ mowej srodze odpokutował, otrzymując dymi­ sję ze stanowiska szefa wielkiego sztabu nie­ mieckiego, czyli faktycznego wodza naczelne­ go, co raz na zawsze złamało jego ambicję, któ­ rej posiadał wszak tak wiele. Dymisja Moltke'go była jednak — z nie­ mieckiego punktu widzenia — nazbyt znikomą rekompensatą wobec tych niedających się ogar­ nąć i niepowetowanych strat, jakie generał ten spowodował dla Niemiec. Jeśli Niemcy tak pohopnie zaangażowały się w awanturę wojenną, jeśli bez najmniej­ szych skrupułów rozpętały najstraszniejszą ka-

Pokład niemieckiego statku wojennego

w

pokrywie

lodowej.

185

tastrofę, jaka znają dzieje, jeśli od pierwszych dni wojny objawiły światu w Belgji swoje wyrozumowane, planowe okrucieństwo, cynicznie łamiąc wszelkie prawa i zwyczaje międzynaro­ dowo,— czyniły to Niemcy w najgłębszem prze­ świadczeniu, że wojna, którą rozpętały, przy­ niosło im pewne, nieledwie matematycznie przewidziane zwycięstwo, które u nóg ich po­ łoży całą ludzkość wraz z jej prawami i zwy­ czajami. Tę matematyczną nieledwie pewność zwycięstwa dawał Niemcom ich precyzyjny plan wojny, ów słynny „schłieffenowski" plan. A plan ten oparty był na wyliczeniu, według którego zwycięstwo mogło było być osiągnięte tylko wtedy, kiedy Francja zostanie pobita, za­ nim Rosja zmobilizuje swoją ogromną armję, co pozwoliłoby Niemcom pokolei rozprawić się z przeciwnikami. Tymczasem okres mobilizacji rosyjskiej dobiegał końca, a Francja nietylko nie leżała w prochu u nóg zwycięskich Niemiec, ale prze­ ciwnie, w bitwie nad Marną, w owym ^cudzie" nad Marną po raz pierwszy pokazała swojo właściwe oblicze, swojem wspaniałem przeciw­ natarciem zmuszając armje niemieckie do od­ wrotu nieledwie od wrót Paryża, od którego Niemcy oddaleni już byli zaledwie o 20 kilo­ metrów i który wydawał się do tego stopnia stracony, że rząd francuski ratował się w dniu 'J września spieszną ewakuacją swoich urzędów do Bordeaux. Bitwa nad Marną zdruzgotała niemiecki plan wojny, co było równoznaczne z ostateczna klęską Niemców, która musiała już nastąpić wcześniej lub później. Położenie Niemców, zmuszonych bitwą naci Marną do długotrwałej wojny na coraz to nowych frontach, z każdym miesiącem musiało się pogarszać, konsekwent­ nie zdążając ku ostatecznej klęsce, która przy­ szła wreszcie jesienią 1918 roku. Wobec załamania się schlieffenowskiogo planu wojny, co pociągnęło za sobą tak kolosal­ ne następstwa dla losów całego świata, musi się rodzić pytanie: czy plan ten był zły, czy też jego wykonanie? Największe dziś powagi w za­ gadnieniach wojskowych zgadzają się w tern, że plan Schlieffena, oparty na wzorach napo­ leońskich, był całkowicie słuszny w swojej pro­ stej i jasnej zasadzie. Jeśli plan ten załamał się, nie dając Niemcom zwycięstwa, wino tego ponosi nie sama koncepcja, lecz jej nieudolno wykonanie, przedewszystkiem zaś odpowie­ dzialność za to spada na gen. von Moltke'go, bratanka sławnego feldmarszałka. Stryj w la­ tach 1870—71 zadał straszliwą klęskę Francu­
186

zom, przypieczętowująe swoją sławo wzięciom do niewoli cesarza Napoleona III i wkrocze­ niom do Paryża — mały bratanek wielkio stryja poniósł sam klysKy z rąk Francuzów i ich wodza gen. Joffre'a. Taką bywa złośliwa często Nemesis dziejów ludzkich! Dla nas ważnem jest uświadomić sobie, na czom polegały błędy wykonania niemieckiej. planu wojny i kto do tego się przyczynił. Gen. Camon, w uwagach do swojej pracy ,,Zalamanie się niemieckiego planu wojny u , wylicza następujące przyczyny klęski Niem­ ców, pochodzące z ich własnej winy: „Oddani*.1 lewemu skrzydłu, działającemu w Lotaryngji, jeszcze przed rozpoczęciem dzia­ łań wojennych, sześciu dywizyj zapasowych, które, według pierwotnego planu, powinny by­ ły znajdować się na prawem skrzydle i uzupeł­ niać podczas manewru straty tego skrzydła. Tu odpowiedzialność ponosi generał von Moltke. Niepowodzenie próby osaczenia armji belgij­ skiej nad Gette'a. Odpowiedzialni są: Moltke, Bulow i Hausen. Moltke — ponieważ nie utwo­ rzy! jednego, wspólnego dowództwa dla prawego skrzydła, ani nie wskazał manewru, który należało wykonać; Bulow — ponieważ, dzięki przesadnej ostrożności, nie wysunął w dosta­ tecznym stopniu w kierunku północno-zachod­ nim oddziałów, przeznaczonych do osaczenia armji belgijskiej ; von Hausen — ponieważ od­ mówił skierowania nad Mozę gotowych prze­ cież do działań korpusów czołowych. Niepowo­ dzenie osaczenia 5-ej armji francuskiej i armji angielskiej nad Sambrą. Odpowiedzialność po­ noszą: zbyt ostrożny zazwyczaj von Bulow, gdyż nie odważył się on na próbę sforsowania prze­ prawy, nie zapewrniw7szy sobie poprzedn i 1 1 współdziałania 1 i 3-ej armji; Moltke, który przypuszczał, że Anglicy stoją pod Lille i na swoje nieszczęście skierował w tym kierunku von Kluck'a, a w ten sposób przeszkodził mu zwrócić się w odpowiednim momencie przeciw­ ko korpusom angielskim, które w rzeczywisto­ ści wyruszyły z Maubege; zawsze do przesady rozważny von Hausen, który zbyt późno przy­ bywa nad Mozo, waha się pomiędzy zdaniom Moltke'go, który doradza mu rzucenie sił głów­ nych przez Fumay na tyły o-ej armji francu­ skiej, a Bulow'em, który przywołuje go do sie­ bie, i idzie za głosem Bulow'a, wypuszczając w len sposób sposobność osaczenia armji fran­ cuskiej. Ogromny psychologiczny błąd Moltke'go, popełniony dn. 25 sierpnia, kiedy to, uwa­ żając, że partja na Zachodzie została wygrana, postanowił on zabrać z zachodniego frontu sześć

korpusów i wysłać je do Prus Wschodnich. Coprawda, w rzeczywistości odjeżdżają tylko dwa korpusy, których właśnie zabrakło, aby napra­ wić położenie w dniu 6 września. Prócz tego Moltke zabiera jednak ze sztabu 2-ej armji naj­ tęższą głowy na całem prawem skrzydle armij niemieckich — LudendorfPa, by wysłać go do Prus Wschodnich. Niepowodzenie osaczenia

kał zwycięstwa na własną rękę. Przeniesienie jednej z dywizyj 2-ej armji z prawego skrzy­ dła, na którem była ona niezbędna, do środka, a następnie wspaniałomyślne podarowanie drukiej dywizji von HausenWi. Odpowiedzialność ponosi von Bulow, który, jak się wydaje, mu­ siał się opuścić, i von Hausen, który dążył do odniesienia zwycięstwa na własną rękę".

/ w podziemnych schronach urządzali się Niemcy względnu wygodnie

o-ej armji francuskiej i armji angielskiej nad Oise'a. Za brak porozumienia się wzajemnego odpowiedzialni są: Kluck, Billow i Hausen. Wy­ tyczna z wieczoru dnia 4 września, nakazująca 1-ej i 2-ej armji wykonanie zwrrotu frontem na Paryż, aby stawić czoło armji gen. Maunoury (jak wiemy, armja ta rozpoczęła natarcie nie na lewym, lecz na prawym brzegu Marny — przyp. wł.). Odpowiedzialność ponosi Moltke. Odwrót III i IX-gc korpusów przed Anglikami i 5-ą armją francuską. Odpowiedzialność po­ nosi gen. von Kluck, który, jak się zdaje, szu-

„Czy jednak — pisze dalej gen. Camon — poza wszystkiemi temu czynnikami, które spo­ wodowały załamanie się niemieckiego planu, nie było jakiejś jednej zasadniczej przyczyny, z której zrodziły się wszystkie inne? Bezwątpienia tak. Tą zasadniczą przyczyną był fakt, że schlieffenowskiego planu manewru nie rozu­ miał ani sam Moltke, ani znaczna część gene­ rałów niemieckich, którzy mieli wykonać go. Manewr Schlieffena, a był to bezsprzecznie ma­ newr napoleoński, opierał los wojny na powo­ dzeniu niemieckiego prawego skrzydła". 187

Znamiennym pod tym względem jest fakt, ::v • - podczas gdy niemiecki plan wojny, zbu­ — dowany przez Schlieffen'a, oparty byl riawskróś na strategicznym systemie Napoleona - wyko­ nawcy tego planu, włącznie z gen. von Moltke, krytycznie hołdowali systemowi kanneńskiemu, którego autorem był Hannibal. Rzecz oczywista, że ta paradoksalna rozbieżność nie mogła się była przyczynić do prawidłowego wy­ konania planu wojny. Odpowiedzialność za to ponosi sam Schlieffen. Gdy bowiem w 1906 r., opracowawszy już ostatecznie niemiecki plan wojny, podał się do dymisji, opuszczając sta­ nowisko szefa wielkiego sztabu generalnego, cały czas, aż do swojej śmierci w 1913 r., po­ święcił na namiętną i brutalną krytykę syste­ mu napoleońskiego, równocześnie wykazując zalety systemu kanneńskiego. Czynił to, być może, w celu tern większego zaskoczenia F r a n ­ cuzów, nieprzewidujących w tych warunkach, że autor niemieckiego planu sam zbudował go na wzorach napoleońskich. Raczej jednak na­ leży przypuszczać, że czynił to z pobudek ego­ istycznych, pragnąc zatrzeć ślady plagjatu w swoim planie, który, jak wierzył, miał dać Niemcom niebywale zwycięstwo. Tak, czy ina­

czej swoją końcową już działaln dżinie teorji wojskowej wprowadził kom; dezorjentację w wojskowych sferach, cc mniej nie przyczyniło się do powód/ nania jego własnego planu, opartego na dzie napoleoński» A teraz posłuchajmy, co mówią wy bit ni wojskowi niemieccy, którzy brali czynny udział w nieudanym manewrze schlieffenowskim. Generał von Kuhl, ówczesny szef sztabu 1-ej armji niemieckiej, pisze: „Plan Schlief» fen'a był prosty. Z j a k największą stanowczo­ ścią należało przeprowadzić ten plan. Wszyst­ kie inne względy powinny były zejść na drugie miejsce. W roku 1914 wykonanie nie odpowia­ dało pokładanym nadziejom". Marszałek Hindenburg pisze: „Uważam, że powodem niepo­ wodzenia naszego wielkiego planu kampanji, planu, który naj niewątpliwiej zbudowany był dobrze, była jedna jedyna przyczyna. Przeciw nam wystąpił cały szereg niepomyślnych oko­ liczności. Do nich zaliczani: osłabienie idei przewodniej naszego planu, zgodnie z którą na­ sze arm je powinny były posiadać ogromnie po­ tężne prawe skrzydło; niepowodzenie zbyt sil­ nego zresztą naszego lewego skrzydła, spowTo-

1SÔ

dowane niewczesną inicjatywą niższych dowód­ ców; zapoznanie niebezpieczeństwa, co do któ­ rego należało się spodziewać, że może ono uka­ zać się znagła od strony twierdzy, tak solidnie umocnionej, od strony takiego gniazda zbiega­ jących się linij kolejowych, jak Paryż; niedość energiczne wystąpienie naszego naczelnego do­ wództwa w celu skoordynowania ruchów na­ szych armij ; wreszcie, być może, także nieścisłe przedstawienie przez niektóre organa dowódz­ twa położenia, które samo przez się nie było przecież rozpaczliwe". Jakkolwiek na szczególne podkreślenie za­ sługuje fakt załamania się niemieckiego pla­ nu wojny, co właściwie przesądziło los całej wojny, nie możemy jednak pominąć milcze­ niem i tych plusów, które plan ten pomimo wszystko zapisał na korzyść Niemców. Weź­ my bowiem pod uwagę, że plan schlieffenowski załamał się dopiero nad Marną, podprowadziw­ szy Niemców do Paryża na odległość dwudzie­ stu kilometrów, co umożliwiło Niemcom oku­ pację dziesięciu najbogatszych prowincyj fran­ cuskich i zagarnięcie 80% francuskiego prze­ mysłu metalurgicznego na przeciąg zgórą czte­ rech lat, to znaczy do końca wojny światowej. Był to ten sukces, który ocalał z ogólnej kata­ strofy, jakiej uległ wielki plan Schieffena.

Dotychczas mówiliśmy niemal wyłącznie o tych błędach strategicznych i organizacyj­ nych Niemców, które przyczyniły się do ich klęski we wrześniu 1914 roku. Nie znaczy to jednak, byśmy błędy te uważać mogli za jedyne przyczyny niepowodzeń niemieckich. Bowiem ich waga dziejowa, jakkolwiek wielka — szcze­ gólnie wobec doskonale przygotowanego nie­ mieckiego aparatu wojennego — nie była prze­ cież decydującą. Nie mniejszą wagę miały tu i inne przyczyny, leżące po drugiej, francus­ kiej stronie frontu. Aby niemiecki plan woj­ ny mógł był się załamać — niemieckim minu­ som musiały przeciwstawić się francuskie plu­ sy. Jest to najzupełniej oczywiste. A plusów tych było wiele. Armja francuska, jakkolwiek jej przygo­ towanie do wojny był.) o wiele skromniejsze od niemieckiego, a często nawet wręcz niedo­ stateczne, od pierwszych już dni wojny wyka­ zała zdumiewającą wartość bojową, oraz bar­ dziej jeszcze zdumiewającą zdolność przystoso­ wywania się do warunków prowadzonej wojny, oraz do poziomu militarnego przeciwnika. Złożyło się na to wiele przyczyn. Zdrowy patrjotyzm francuski, wiekowa kultura i genjusz gallicki raz jeszcze zadokumentowały swoją żywotność, której niedocenili imperjaliści nie189

mieccy. Ta sama armja francuska, która pod niedołężnem dowództwem, skorrumpowana i wadliwie zorganizowana za Napoleona III, tak haniebnie uległa Niemcom w lalach L870— 71 — ta sama armja francuska w 191 I r. oka­ zała się partnerem poważniejszym, xńz ktokol­ wiek mógłby! to przypuszczać w Europie przed­ wojennej. Od góry do dołu armja francuska

nie wolno nigdy zapoznaw ków wojny świal Dla pełni o obraz bitwy, która — jal przykładów w historji — wpływ na losy świata, przj szałka Ferdynanda Foch4i swój opis:

senie wypad-

ki

Ludność cywilna, chroniąca się u- piwnicach przed bombardowaniem

okazała się godną swojej odwiecznej tradycji, rozświeconej niegasnącym blaskiem Napoleona I. „Cud" Marny sprawili: bohaterski i ofiar­ ny żołnierz francuski... inteligentny, fachowy i kulturalny oficer... światłe, jednolite i wyso­ ce karne dowództwo... i cały wreszcie naród francuski, który armję swoją szczodrze wypo­ sażył w olbrzymi kapitał zapału, energji i wie­ dzy. Błędy Moltkego nie stałyby się może błę­ dami, gdyby partnerem jego nie był gen. Joffre, a przeciwnikiem armja francuska. Tego 190

„Bitwa nad Marną skończyła się. Była ona naprawdę wielkiem zwycięstwem. Było to dzieło tego, kto przygotowywał ją od 24 sierpnia i wTcielał ją w czyn aż do końca, dzieło Naczelnego Wodza, generała Joffre'a. Naza­ jutrz po naszych porażkach nad granicą, doj­ rzał on jasno, jak źle była rozpoczęta partja i przerwał walkę, by energicznie ją wzmocnić, skoro naprawi dostrzeżone błędy. Wobec od­ słoniętych wreszcie zamiarów przeciwnika, je­ go potężnego manewru poprzez Belgję, jak

również wobec niedostatecznej wartości pew­ nych dowódców, nie wahał się przegrupować inaczej swe siły, stworzyć na zachodzie armję manewrowa, zorganizować dowództwo, prze* ciągnąć odwrót do odpowiedniej chwili, a gdy chwila ta nadeszła, skombinować rozsądnie działania zaczepne z obronnemi, po energicznem zakomenderowaniu zwrotu wtył. Wspa­ niałym ciosem powstrzymującym zadał on śmiertelny cios inwazji". „Od Ourcq do Lotaryngji wszyscy wyko­ nawcy ruszyli do bitwy w ścisłej łączności, w doskonałem zgraniu, z dziką energją, czując dobrze, że kraj nie przeżyłby klęski zadanej przez bitwę o podobnym rozmachu. W Naczelnem Dowództwie współzawodniczono w karno­ ści, by całkowicie wypełnić swTe zadanie, w ko­ leżeństwie, by się wspomagać nawzajem. Od­ działy walczyły aż do wyczerpania11. „Raz jeszcze wielkie uczucie wojska, dące refleksem prawdziwego stanu ducha pro­ wadzącego wojnę narodu, a rozsądnie spożyt­ kowane przez Naczelnego Wodza, stworzyło fakt historyczny. Była nim Marna". „Paryż, serce kraju, został uratowany przez zwycięską bitwę, do której jego guberna­ tor posłał swe oddziały, dobrze rozumiejąc, że przez to rozstrzyga losy swej stolicy". „Plan Niemców zawalił się, a z nim i pres­ tige ich wojska. Gwałtowna i szybka inwrazja, która miała wyprowadzić Francję z gry, nietylko została powstrzymana, lecz odparta i czę­ ściowo zdezorganizowana. W jakich warun­ kach ma nieprzyjaciel zreorganizować się i wznowić swe przedsięwzięcia na froncie za­ chodnim? Czy przez ten czas front wschodni nie powinien był dać odczuć ciężaru swych

mas? Czy mocarstwa centralne będą posiada­ ły dowództwo, zdolne do prowadzenia na dwóch frontach akcji odląd rozdzielonej, która zawio­ dła, będąc skoncentrowaną na jednym ? 28 sierpnia, w chwili objęcia przeze mnie dowódz­ twa 9. Armji, komunikat donosił, iż inwazja triumfuje „od Sommy do Wogezów". Komuni­ kat z 10 września głosił zwycięstwo francuskie. Byłem niezmiernie szczęśliwy, iż brałem po­ ważny udział w tern odwróceniu losów naszego oręża". W innem miejscu marsz. Foch pisze zna­ mienne słowa: „W Chalons, podczas rozwikływania spraw rozmaitej natury, nadeszły wraz ze szczęśliwemi nowinami, potwńerdzającemi doniosłość uzyskanego sukcesu, smutne wiado­ mości, dotyczące członków mojej rodziny, znaj­ dujących się w armji, o srogich stratach, które poniosła ona 22 sierpnia, o czem dawał mi znać generał Sarrail, dowódzca 3. Armji. Gdy by­ łem zajęty sprawami ojczyzny, nie było nawret czasu płakać nad śmiercią swych bliskich. Lecz dobrowolne te poświęcenia nie miały pozostać bezowocnemi. Trzeba było jak najszybciej wy­ zyskać zdobyte położenie." Słowa te, po żoł­ niersku proste, jakżeż dobitnie charakteryzują wartość moralną dowTódców francuskich, któ­ rzy poprowadzili swoje armje do zwycięstwa nad Marną! Jeszcze w innem miejscu na szczególną uwagę zasługują słowna marszałka Focha, któ­ ry, opisując przybycie do jego kwatery przed­ stawicieli społeczeństwa i sfer politycznych, tak pisze: „Wszyscy razem święciliśmy wiel­ kość i potęgę Francji, zjednoczonej w doskona lew zapomnieniu waśni partyjnych, gdy cho dzilo o stawienie czoła nieprzyjacielowi".

191

R o z d z i a ł II. POLSKA W OBLICZU WOJNY ŚWIATOWEJ.
ZARYS P O L S K I E J POLITYKI NIEPODLEGŁOŚCIOWEJ 1864 — 1914 E.

Romuald Traugutt, dyktator powstania styczniowego, powie­ szony przez Moskali na stokach cytadeli tvarszawskiej.

W dziejach Polski moment wybuchu woj­ ny światowej stanowi datę przełomową. Przed nią była tylko ponura noc niewoli, w mrokach której, niby.błędne ogniki, zrzadka i migotli­ wie żarzyły się iskry buntu, od czasu do czasu wybuchając na krótko płomieniem beznadziej­ nego czynu. Od tej daty rozpoczyna się świt polskiej wolności, okres krwawej i znojnej rea­ lizacji wielkich haseł niepodległościowych, w imię których ofiarnie krwawiły się poprzed­ nie pokolenia patrjotów w ciągu zgórą stulet­ niej niewoli. Z wojny światowej wyrosła dzisiejsza Pol­ ska — suwerenna i potężna Rzeczpospolita —

zajmując poczesne miejsce wśród wolnych i nie­ podległych narodów świata. Jednak błędnem byłoby mniemanie, że nie­ podległość nasza przypadkowo wyrosła na krwawych polach wojny światowej, niby nie­ spodziewany, chociaż wymarzony dar kapryś­ nego losu. Należy bowiem uświadomić sobie, że jeśli nasza niepodległość była plonem wojny— to posiew tej niepodległości, dokonany własną dłonią narodu polskiego, na długo poprzedzał przełomową datę 1914 roku. Wojna światowa jakgdyby użyźniła ugory i pozwoliła zakiełko­ wać ziarnom wolności, które długo i bezpłodnie czekały, głęboko zaryte pod ziemią. Innemi słowy wojna światowa przyniosła nam tylko nowe warunki zewnętrzne, niezwy­ kle korzystne dla realizacji oddawna dojrzałej ideologji niepodległościowej, opartej o wewnę­ trzne siły narodu, które osiągnęły już poprzed­ nio dostateczny stopień rozwoju i zdolność uja­ wnienia się nazewnątrz w sprzyjających oko­ licznościach. Z tego punktu widzenia wojnę światowTą w historji Polski należy raczej uważać nie za początek ery niepodległego bytu państwowego, lecz za końcowy etap walk wyzwoleńczych, ich ostateczne, przez pokolenia przygotowywane zwycięstwo. Że zaś zwycięstwo przyszło dopie­ ro razem z wojną światową — zrozumiałem jest, jeśli się zważy, że stworzyła ona po raz pierwszy naprawdę korzystne warunki do osią­ gnięcia zwycięstwa. Tak rozumiejąc rolę wojny światowej w naszych dziejach nie można, mówiąc o niej, pominąć okresu przedwojennego, w którym krystalizowała się polska idea niepodległościo­ wa, gromadząc wokół siebie te siły i te jednost­ ki, które później wśród pożogi wojennej marze65

nia ojców i dziadów przyoblekły w ciało rzeczy­ wistości. Nic nie dzieje się w oderwaniu od żelazne­ go prawa przyczyn i skutków. Przeto udział Polski w wojnie światowej i to udział właśnie taki, a nie inny, był ścisłą konsekwencją tych przyczyn, które nawarstwiały się na długo je­ szcze przed wojną. Dlatego też, aby zrozumieć rolę narodu polskiego w wielkiej tragedji ludz­ kości, której epilog był dla nas tak bardzo po­ myślny, należy znów cofnąć się wstecz ku cza­ som przedwojennej polskiej myśli politycznej. Inaczej nie możnaby zrozumieć zbyt wielu zja­ wisk w życiu polskiem czasówT wojny i później­ szego okresu zbrojnego wykreślania granic Rzeczypospolitej.

nie zatraciły jeszcze swojego aktualnego zna­ czenia. Z ostatnim rozbiorem dawnej Rzeczypo­ spolitej skończyła się polska polityka państwo­ wa. Rozpoczął się długotrwały okres polityki bezpaństwowej, polityki narodu nietylko pozba­ wionego własnej państwowości, ale i rozdarte­ go na trzy zabory, rozdzielone wrogiemi słupa­ mi granicznemi. W tych warunkach jakież mogły być cele polskiej polityki narodowej? Wtłoczeni prze­ mocą w ramy trzech obcych i wrogich organiz­ mów państwowych, mogliśmy albo walczyć z istniejącym stanem rzeczy, albo też, godząc się nań, mogliśmy czynić wysiłki, aby jak naj­ wygodniej rozlokować się pod obcemi dachami. Były to dwa jedynie możliwe kierunki polityki polskiej, zasadniczo sobie wrogie, stojące na dwóch przeciwnych biegunach świadomości na­ rodowej. W jednym i drugim kierunku podsta­ wą i punktem wyjściowym polityki naszej był fakt utraty niepodległości i trójzaborowe roz­ darcie narodu. Wszelki inny kierunek nie mógłby być polskim, gdyż musiałby zlekcewa­ żyć fakt utraty niepodległości i świadomość wspólnoty narodowej. Tak właśnie stało się pod koniec XIX wieku z kierunkiem polityki socjalno-demokratycznej, która, zeszedłszy z pła­ szczyzny narodowej, wkroczyła na drogi kosmo politycznego socjalizmu i bezwzględnej wal­ ki klas. Jeśli chodzi o oba czysto polskie kierunki polityczne — to wyraziły się one w polityce buntu i polityce ugodowej w stosunku do zabor­ ców. Ta ostatnia w konsekwencji prowadziła do trójzaborowego lojalizmu, do politycznej asymilacji z obcemi organizmami państw za­ borczych. Rzecz prosta każdy z tych zasadniczych kierunków posiadał całą skalę odcieni politycz­ nych: od desperackich przejawów buntu prze­ ciwko ponurej rzeczywistości aż do biernego, roślinnego niemal oporu, od ugodowości, wy­ pływającej z poczucia własnej bezsilności, aż do nikczemnego zaprzaństwa i wygodnej renegacji. W tym czy w innym wypadku, jak to już powiedzieliśmy, polityka polska musiała rozwi­ jać się po linji ostrej świadomości utraty nie­ podległego bytu państwowego i narodowego rozdarcia. Polityka buntu wychodziła z założenia, że fakt utraty niepodległości przekreśla wszelkie

Pani Piasecka, skazana przez sąd pruski na dwa i pół roku więzienia za obronę języka ojczystego.

Chociażby pobieżna znajomość dziejów przedwojennej polityki naszego narodu posia­ da jednak i bardziej aktualne znaczenie. Woj­ na światowa bowiem, będąc równocześnie tra­ gicznym pomnikiem, który historja wzniosła na granicy dwóch epok, stanowi dla nas jakgdyby most, łączący te epoki, łączący dzisiejszą Polskę niepodległą z przedwojenną Polską nie­ woli. Po przez wojnę światową ciągną się ku nam konsekwencje okresu niewoli aż po dzień dzisiejszy, wywierając wszechstronny wpływ na nasze życie. Wszystkie te względy razem wzięte każą nam sięgnąć aż do źródeł tych przyczyn dzie­ jowych, które złożyły się na rolę polityki pol­ skiej w czasie wojny światowej, a które i dziś
66

możliwości rozwojowe narodu, że w łonie obce­ go, a tembardziej w łonie trzech obcych orga­ nizmów państwowych konsekwencją marnej wegetacji narodu ujarzmionego nieuchronnie, wcześniej czy później, musi być jego ostatecz­ ne wynarodowienie, utrata wszelkich cech od­ rębności, zlanie się z narodem, czy narodami panującemi. Jedynym czynnikiem, hamującym ten proces dziejowy, może być tylko walka z istniejącym stanem rzeczy. Polityka ta za cel główny stawiała sobie po­ lityczne wyzwolenie i zjednoczenie, odbudowę państwowości polskiej, która ogarnęłaby mniej­ szą lub większą część narodu polskiego. Ten cef główny przysłaniał wszystko inne: i formę ustroju tego przyszłego państwa polskiego, o które trzeba było jeszcze nie wiadomo jak

O pogodzeniu się tych dwóch zasadniczo przeciwnych sobie kierunków w polityce pol­ skiej, rzecz prosta, nie mogło być mowy. Co naj­ wyżej mogły wzajemnie oddziaływać na siebie,

Wóz Drzymały. Rolnik Drzymała z Rakoniewic, któremu rząd pruski zabronił postawić dom na swej roli, zakupił wóz cyrkoîvy i w nim zamieszkał wraz z rodziną.

przyczyniając się do pewnych odchyleń od za­ sadniczej linji politycznej i ideowej. W ciągu całego z górą stuletniego okresu niewoli oba kierunki, niepodległościowy i ugo­ dowy kolejno zyskiwały na sile i popular­ ności wśród społeczeństwa. Kolejność ich
Dr. Stanisław Gląbirlski, prezes Koła Pol­ skiego w parlamencie wiedeńskim.

długo walczyć, i kwestje jego granic, które by­ ły tylko marzeniem lub akademicką koncepcją, i takie lub inne kolejne cele, których osiąganie miało przybliżać naród polski ku ostatecznemu wyzwoleniu i zjednoczeniu, a nawet różnie poj­ mowane środki walki z istniejącym stanem rzeczy. Odwrotnie, polityka ugodowa, wychodząc z założenia, że utrata niepodległości politycznej jest faktem dokonanym, którego nic nie zdoła obalić, godząc się z nim dążyła do takiego uło­ żenia stosunków z zaborcami, aby, wyłączyw­ szy z nich wszelką „wrogość" i „obcość"^ umo­ żliwić narodowi polskiemu organiczne przysto­ sowanie się do państwowości zaborczych i tern zapewnić mu spokojny i normalny rozwój go­ spodarczy i kulturalny, w najlepszym razie w znaczeniu rozwoju kultury narodowej.

Dzieci wrzesińskie, katowane przez nauczycieli pru­ skich dn. 20 maja 1901 r.

wpływów była zawsze ściśle zależna przedewszystkiem od czynników zewnętrznych. Pomyślniejsza konjunktura międzynarodowa lub polityczna w państwach zaborczych, ożywiając
b7

nadzieje i przydając sprawie niepodległości ru­ mieńców realności i aktualności, zwiększała wpływy i popularność kierunku niepodległo­ ściowego i powszechniej zapalała w społeczeń­ stwie naszem iskry buntu. Podobny skutek wywierały wszelkie nowe akty ucisku ze strony zaborców, z tą tylko różnicą, że wzmożona ak­ tywność kierunku niepodległościowego miała

Aleksander Świętochowski, wybitny publicysta, szer­ mierz pozytytvizmu, boży­ szcze młodzieży w czasach niewoli.

w tych wypadkach charakter bardziej despe­ racki. Przeciwnie, każdorazowe zwolnienie śruby ucisku, chociażby wywołane tylko przej­ ściową metodą polityki zaborczej, ożywiało kie­ runek ugodowy, zyskując dlań większą popu­ larność w społeczeństwie, które dawało się uwieść zręcznie podsuwaną przynętą spokój: nego „urządzenia się" pod obcą, ale i wspólną zarazem strzechą państwową. Im dłuższy czas dzielił naród polski od cza­ su utraty niepodległości, tern większe wpływy zyskiwał kierunek polityki ugodowej kosztem coraz bardziej bledniejących ideałów niepodle­ głościowych. Było to groźnem zjawiskiem dla przyszłości narodu polskiego. Kierunek ugo­ dowy w prostej linji musiał prowadzić do osta­ tecznego wynarodowienia, tembardziej, że po­ ciągał za sobą trójlojalizm wobec państw za­ borczych, co zrywało naturalne więzy narodo­ we pomiędzy zaborami. Polityka ugodowa, na68

wskroś materjalistyczna i oportunistyczna, wypływająca przedewszystkiem z egoizmu jed­ nostek i całych warstw społecznych, głosząc hasło pogodzenia się z państwowością zaborczą, przystosowania się do niej i jak najlepszego urządzenia się w jej ramach, siłą rzeczy zrywa­ ła z zasadą jedności narodowej, gdyż w każdym poszczególnie zaborze musiała naginać się do zgoła odmiennych warunków, musiała służyć odmiennym, a często i wrogim interesom, mu­ siała stawiać sobie różne cele i stosować różne metody. Niebezpieczeństwo polityki ugodowej tkwi­ ło nietylko w tern, że rozkładała ona jedność na­ rodową w trójzaborowym lojaliźmie, torując drogę do całkowitego rozkładu świadomości na­ rodowej. Groźniejsze było to, że ugodowość stawała się dla jednostek wygodnym mostem, przez który jakżeż łatwo było słabszym kon­ strukcjom duchowym przejść na stronę naj­ gorszego, bo zamaskowanego, często nawet nie­ uświadomionego zaprzaństwa. Albowiem, je­ śli stanąć na stanowisku pogodzenia się z lo­ sem narodu ujarzmionego, wyrzeczenia się walki, odrzucenia w sobie wszystkiego, co po­ głębia „wrogość" w stosunku do zaborcy, jakżeż trudno jest okupywać spokój i dobrobyt potul­ ną lojalnością wobec wroga, a równocześnie kultywować swoją odrębność narodową, ale w sposób, któryby nie drażnił zaborcy i nie bu­ dził jego podejrzeń! O ileż prościej, wygodniej i konsekwentniej jest całkowicie wyrzec się swojej narodowości, asymilując się z narodem panującym ! Czas pracował na korzyść zaborców. Z każdem następnem pokoleniem zacierał co­ raz bardziej wspomnienie własnej, utraconej państwowości, która z biegiem lat stawała się już tylko legendą. Przeciwnie, wiązał społe­ czeństwo z obcemi państwowościami, z któremi zżyło się ono w praktyce codziennej rzeczywi­ stości. Łagodził poczucie krzywdy, upokorze­ nia i ucisku, które w szarej codzienności z pie­ destału bohaterstwa schodziły do roli przykrych objawów chronicznej choroby. Rozwiewał na­ dzieję i wiarę w odzyskanie utraconej ongiś niepodległości. Pętał świadomość narodową tysiącem subtelnych więzów długotrwałego sto­ sunku z wrogiem we wszelkich dziedzinach ży­ cia zbiorowego i jednostkowego. Jednem sło­ wem czas w coraz większej ilości gromadził psychologiczne i umysłowe czynniki polityki ugodowej.

Od czasu upadku dawnej Rzeczypospolitej aż do odzyskania niepodległości polska polityka niepodległościowa była ściśle związana z ideą narodowej siły zbrojnej i zbrojnego czynu wy­ zwoleńczego. Przez cały okres niewoli patrjoci nasi rozumieli, że jedynie przed siłą może ugiąć się zaborczość Rosji, Prus i Austrji, że je­ dynie siła zdolna jest oderwać równocześnie lub kolejno poszczególne zabory od zachłannych ma­ cek tych imperialistycznych państwowości. Siłę tę rozumiano zarówno w znaczeniu rewolucyj­ nym, jak i w znaczeniu zbrojnej interwencji zewnętrznej. W jednym i drugim wypadku ko­ nieczne było dla narodu polskiego posiadanie siły zbrojnej nietylko poto, aby przyczynić się do klęski zaborców, ale też, aby tę klęskę obró­ cić na korzyść Polski i stać na straży osiągnię­ tych już w walce wyników. Stąd też polityka niepodległościowa dąży­ ła zawsze do stworzenia polskiej siły zbroj­ nej, czy to zakonspirowanej wewnątrz kraju, czy też jawnej gdziekolwiekbądź nazewnątrz. Z rozrostem tej siły zbrojnej łączyła się nadzie­ ja powstania lub rewolucji wewnętrznej i wia­ ra, że rozbudzone siły narodu w korzystnych okolicznościach będą zdolne zerwać łańcuchy niewoli albo ze wszystkich trzech zaborów rów­ nocześnie, albo też kolejno. Zawsze jednak wiara we własne siły łączyła się z wiarą w in­ terwencję zewnętrzną, zbrojną lub dyplomaty­ czną. Oczywistem było bowiem, że nierówyność sił polskich i zaborczych zgóry uniemożliwia zwycięstwo, osiągnięte własnemi siłami. Pierwszym wyrazem niepodległościowej wiary w konieczny udział oręża polskiego w dziele odzyskania własnej państwowości były legjony Dąbrowskiego we Włoszech. Odtąd polityka niepodległościowa opierała się zgrubsza na takiem wyliczeniu: wybucha wojna europejska, lub chociażby wojna, w któ­ rej zaangażowane są albo wszystkie trzy, albo conajmniej jedno z państw zaborczych; w woj­ nie tej bierze udział przeciw zaborcom polska siła zbrojna, która w kraju rozbudza powszech­ ne powstanie czy rewolucję, co znakomicie wzmacnia bojowe siły polskie; przyczynia się to do^klęski zaborców czy bodaj jednego z nich; z wojny tej Polska wychodzi, jako czynnik siły, z którą liczyć się muszą wrogowie i sojusznicy, dzięki czemu w nowym układzie stosunków nie mogą być zlekceważone żądania niepodległo­ ściowe zbrojnego już narodu. W wyliczeniu tern głównemi pozycjami musiały być z jednej strony fakt istnienia własnej siły zbrojnej cho­ ciażby w związku, z drugiej zaś — ewentu­

alność takiego lub innego konfliktu zbrojnego w Europie. Odmianą powyższego były raczej rewolucyjne wyliczenia: zorganizowanie rewo­ lucyjnej siły zbrojnej wewnątrz kraju, wywoła­ nie powszechnego powstania, rozbudzenie tą drogą zainteresowania sprawą polską w Euro­ pie, stąd interwencja z zewnątrz, kapitulacja zaborców wobec groźnej postawy narodu pol­ skiego i stojącej w jego obronie Europy.

Marszalek Polski Józef Piłsudski z czasów strzeleckich.

W jednym czy drugim wypadku sprawa polska musiała być ściśle uzależniona od sytucji międzynarodowej, od nastrojów w Europie, od możliwości dogodnych dla Polski konfliktów i wreszcie od aktualnej siły wewnętrznej państw zaborczych. Ta ścisła zależność sprawiała, że polityka niepodległościowa ulegała w ciągu całego okre­ su niewoli znacznym wahaniom od zdumiewa­ jącej aktywności, aż do niemal całkowitego za­ mierania, od gorącej wiary i entuzjazmu, aż do rozczarowań i apatji. Ostatnim czynem polityki niepodległościo­ wej zakrojonym na większą skalę, było powsta69

nie styczniowe. Od chwili upadku powstania rozpoczyna się najsmutniejszy bodaj okres w nowszych dziejach Polski. Nadzieje i rachu­ by na interwencję zewnętrzną zawiodły. Siły własne okazały się całkowicie niewystarczające wobec rosnącej potęgi Rosji, posiadającej naj­ większy obszar ziem polskich i największą ilosc Polaków pod swoim barbarzyńskim batem. Oçrom klęsk, ofiar i zniszczenia nietylko nie złagodził losu zaboru rosyjskiego, ale, przeciw­ nie, wywołał falę nowego, gorszego uścisku. Polityka niepodległościowa, zdawało się, zban-

rozbiorów liczyła polska polityka niepodległo­ ściowa — Francja — wkrótce po powstaniu styczniowem legło u stóp zwycięskich Niemiec. Klęska Francji na długo rozwiała wszelką na­ dzieję na interwencję czy też pomoc zewnętrz­ ną. Zwycięstwo Niemiec, jednomyślnych w sprawach polskich z Rosją, rozpętało ponad­ to niesłychany ucisk narodowy w zaborze prus­ kim, grożąc tej części Polski całkowitą zagładą imienia polskiego. Im bliżej było końca XIX stulecia — tern bardziej zaciemniał się widnokrąg spraw pol-

Przegląd Strzelców w Zakopanem przez J. Piłsudskiego na krótko przed Wojną swiatoîva.

krutowała całkowicie. Społeczeństwo, wyczer­ pane długotrwałą, beznadziejną walką, zni­ szczone gospodarczo, rozgoryczone, zalęknione i rozbite, było podatnym terenem dla wszelkiej propagandy ugodowej, która politykę niepodle­ głościową mogła porównywać z „porywaniem się z motyką na słońce". Wiara w niezachwia­ ną potęgę Rosji zapuszczała w społeczeństwie coraz głębiej swoje niszczycielskie korzenie. Najgorętsi patrjoci popadali w posępną rezyg­ nację, lub gorączkowo szukali nowych, innych dróg swojego patrjotyzmu, idąc w tern na rękę zdecydowanym ugodowcom. Położenie stawało się bardziej jeszcze po­ sępne w związku z ogólnym położeniem międzynarodowem, które coraz bardziej było dla nas niekorzystne. Jedyne państwo w Europie, poza bezsilną już Turcją, na które od czasu
70

skich. Państwa zaborcze potężniały z roku na rok. Układ stosunków Europy w ostatnim dziesiątku lat nie pozwalał, zdawało się, żywic żadnej nadziei kierunkowi niepodległościowe­ mu. Europa podzieliła się na dwa wrogie obo­ zy: trójprzymierze Niemiec, Austre-Węgier i Włoch i dwuprzymierze Francji i Rosji. W obu tych ugrupowaniach, nadających ton całej Europie, znajdowały się państwa zabor­ cze, co wyłączało zainteresowanie sprawą polską. Francja również, jakkolwiek odrodzo­ na i wzmocniona po klęsce 1871 roku, ale zwią­ zana sojuszem z Rosją (patrz zeszyt I Ilustro­ wanej Historji Wojny Światowej str. 22 i 34), nie stanowiła już dla polskiej polityki niepodle­ głościowej tego oparcia, jakie widziano w niej od czasów Wielkiej Rewolucji i Napoleona I. W dodatku państwa zaborcze, jakkolwiek po-

dzielone na dwa obozy, nie wykazywały żad­ nych istotnych różnic w poglądach na sprawę polską, która w żadnym razie nie mogła stać się przyczyną jakiegoś między nimi konfliktu. Z drugiej znów strony postęp gospodarczy i techniczny, oraz niebywały rozrost militaryzmu odbierały wszelki urok i widoki powodzenia dawnym koncepcjom rewolucyjno-powstaniowym, szczególnie po ostatniej klęsce lat 1863—64. Nastrój wśród narodów europejskich był dla nas również niekorzystny. O sprawie pol­ skiej powoli zapomniano, a jeśli przypominano sobie — to raczej w znaczeniu dla nas niepomyślnem, albo zgoła krzywdzącem. Było to

Były to odpowiedzi niezwykle charakterystycz­ ne. Ucisk narodowy Polski potępiali wszyscy. Przeważnie było to jednak potępienie czysto platoniczne, nieszczere i bez praktycznego zna­ czenia. Najgorętsze sympatje dla sprawy polskiej wyrażali' Włosi, prawdopodobnie z powodu

Wojciech Kor fanty, poseł do parlamentu niemieckiego.

świeżych jeszcze wspomnień z czasów walk o własną niepodległość i zjednoczenie. Taki naprzykład Tankred Canonico apelował nawet do demokracji i do ruchu robotniczego, uważa­ jąc niepodległość Polski za sprawę honoru Eu­ ropy demokratycznej. Francuzi naogół dawali mętne i czysto teoretyczne odpowiedzi. Uczony Leroy de Beaulieu rozwiązanie sprawy polskiej łączył z obudzeniem się w Rosji „sumienia sło­ wiańskiego" i powstaniem federacji narodów

Roman Dmowski, jeden z twórców i głównych przywódców Narodmvej Demokracji.

dziełem zręcznej propagandy państw zabor­ czych, przedewszystkiem Niemiec i Rosji, wo­ bec których słabiutka propaganda polska była całkowicie bezsilna. Zresztą nigdy nie mieliś­ my talentów propagatorskich, tembardziej zaś, jako naród uciemiężony, nieposiadający na­ wet elementarnych środków propagandy. Ciekawe światło na położenie międzynaro­ dowe sprawy polskiej rzuca ankieta krakow­ skiej „Krytyki" z 1899 r. W całym szeregu py­ tań, dotyczących sprawy polskiej, oraz węzłów, łączących ją z zachodem Europy, zwrócono się do zgórą 500 przedstawicieli polityki, publicy­ styki, literatury i nauki, reprezentujących nie­ mal wszystkie narody europejskie. Odpowie­ dzi nadesłało zaledwie kilkadziesiąt osobistości.

Ludomir Dymsza, jeden z wybitniejszych po­ słów polskich w I Dumie ro­ syjskiej.

kontynentalnych przeciwko Anglji i Stanom Zjednoczonym. Ale już praktyczny publicys­ ta z paryskiego „Figara" bez osłonek oświad­ cza, że z francuskiego punktu widzenia odświe­ żanie sprawy polskiej jest niedopuszczalne, 71

gdyż mogłoby poróżnić Francję z Rosją, z któ­ rą przymierze stanowi dla Francji dziejową konieczność. W Anglji jeden tylko artysta otwarcie wy­ raził swoje sympatje dla sprawy polskiej. Poza nim nikt nie chciał zdeklarować swojej opinji. Wśród Niemców znaleźli się tacy, którzy, doce­ niając znaczenie kultury polskiej, opowiadali się za niepodległością Polski, jako państwa „bu­ forowego", które mogłoby powstać w wyniku niekorzystnej dla Rosji wojny europejskiej. Rzecz prosta, owo państwo „buforowe" zajęło­ by obszar samego tylko zaboru rosyjskiego. Jeden z czołowych przewódców niemieckiego socjalizmu przyznał się z rozbrajającą szczero­ ścią, że wogóle o sprawie polskiej nie myślał. Natomiast Karol Kautsky wierzył, że Polska odzyska niepodległość i zjednoczy się, ale do­ piero razem ze zwycięstwem proletarjatu. Poe­ ta Dehmel oświadczył, że rasa polska posiada

Gen. Hurko, general-gubernator warsza wski, jeden z największych rusyfikatorów.

tak wiele odrębnych cech duchownych, że każdy człowiek niezależnie myślący i czujący musi pochwalać walkę o niepodległość Polski. Zgoła inne stanowisko zajął najwybitniej­ szy przedstawiciel narodu czeskiego, prof. Masaryk, późniejszy pierwszy prezydent republiki czechosłowackiej. Twierdził on, że Polacy nie powinni liczyć na polityczną pomoc Europy za­ chodniej, ponieważ „wobec swojego geograficz­ nego położenia Polska niepodległa mogłaby mieć niewielkie tylko dla Europy zachodniej znaczenie". A dalej prof. Masaryk wygłasza takie zdania: „Polacy mogą oczekiwać uzna­ nia swej narodowości dopiero w odległej przy­ szłości". — „W każdym razie powinni Polacy działać dla porozumienia z Rosją", — „zwła­ szcza postępowe partje polskie powinnyby wy­
72

tworzyć społeczną raczej, niż polityczną poli­ tykę". Z pośród Rosjan zabrał głos w ankiecie tylko Plechanow, potępiając politykę zniszcze­ nia „pięknego i zdolnego" ludu polskiego i pra­ gnąc niepodległości Polski, której odzyskanie, jak wierzył, złączone jest ściśle ze zwycięstwem ruchu robotniczego w Europie. Sympatycznie również odzywali się o Polsce Hiszpanie i Bel­ gowie. Międzynarodowa ankieta „Krytyki" prze­ konała społeczeństwo polskie o paru gorzkich prawdach: że, po pierwsze, sprawą polską zaj­ mował się tylko nieliczny odłam przedstawicieli nieoficjalnej opinji europejskiej ; że, po drugie, cieszyliśmy się nader rzadką i skąpą sympatją wśród narodów* i, po trzecie, że nawet wśród na­ szych zdecydowanych przyjaciół tylko nielicz­ ni przedstawiciele socjalizmu wierzyli w istot­ ną możliwość odzyskania przez Polskę niepod­ ległości i to w związku ze zwycięstwem między­ narodowej rewolucji proletarjatu. U schyłku XIX stulecia przeżyły się już wolnościowe hasła 1848 roku, a nawet ich echa z 1863 r. Romantyzm polityczny zbankrutował wcześniej jeszcze, niż poezja romantyczna. Ide­ ały wolnościowe i rewolucyjne z płaszczyzny narodowej przeniosły się na płaszczyznę socjal­ ną. Nikt już nawet nie przemyśliwał o kru­ cjacie ludów w celu wyzwolenia Polski. Nikt już nie wierzył w interwencję mocarstw niezainteresowanych. Nikt już nie łączył sprawy polskiej z ewentualną zmianą stosunków mię­ dzynarodowych. Najboleśniejszem dla polskiej ambicji na­ rodowej było to, że nawet Francuzi, w^raw^dzie z zażenowaniem i nieśmiało, ale jednak dora­ dzali ugodę z Rosją, a pobratymczy naród cze­ ski otwarcie już i brutalnie domagał się nietylko ugody, ale i sympatji w stosunku do Rosji w imię wszechsłowiańskich „ideałów" (patrz zeszyt I Ilustrowanej Historji Wojny Światowej, strona 26, 27 i 28). W tym stanie rzeczy wszelkie ideały nie­ podległościowe zdawały się być nierealnemi mrzonkami, a polityka buntu, polityka walki z zaborcami — poprostu szaleństwem, jeśli nie samobójstwem, jak to określali ugodowcy. To też okres popowstaniowy aż do końca XIX stulecia zapisał się w dziejach Polski naj­ większą aktywnością kierunku ugodowego w polityce polskiej i jego największemi wpły­ wami wśród społeczeństwa. Wszystko, co dzia­ ło się w Polsce i w całej Europie, szło na rękę ugodowości, która umiała z przemijającej, ale

wyrazistej i jaskrawej rzeczywistości wyciągać pozornie logiczne i jedyne wytłumaczenie swo­ jej polityki rezygnacji i przystosowania się. Na przełomie XIX i XX stulecia idea pań­ stwa polskiego była równie nieaktualna wśród znakomitej części polityków polskich i społe­ czeństwa, jak zresztą i w całej Europie. Świa­ dectwem tego stanu rzeczy było przyjęcie, ja­ kiego doznał w 1897 r. car Mikołaj II ze stro­ ny rozentuzjazmowanej Warszawy, która z nie­ bywałą świetnością witała go w imieniu „ca­ łego narodu polskiego". Tę datę rosyjsko-pol­ skich uroczystości w Warszawie można uważać

wiało przyjęcia numeru, nierzadko i to w ostrej formie strofując Piłsudskiego, że mąci ludziom w głowach w chwili, kiedy na Polskę mają po­ sypać się niesłychane „dobrodziejstwa" z ręki cara. Jednak najbliższe już lata dowiodły, ze koncepcja ugodowa, oparta na całkowitej re­ zygnacji z państwowości polskiej, zbankruto­ wała we wszystkich trzech zaborach. Klucz ugody nie zdołał otworzyć twardych serc poli­ tyków państw zaborczych. Opublikowanie słyn­ nego memorjału generał - gubernatora war­ szawskiego, Imeretyńskiego, wykazało aż nad­

Polski Komitet Narodowy w Paryżu, Siedzą od lewej: Maurycy Zamoyski, Roman Dmowski, Erazm Pilz. Stoją od lewej: Stanisław Kozicki, Jan Rozwadowski, Konstanty Skirmunt, major Fronczek, Władysław Sobański, Marjan Seyda, Jó­ zef Wielowieyski.

za kulminacyjny punkt ugodowTości polskiej i polskiego trójlojalizmu. Do jakiego stopnia nastrój ugodowy w sto­ sunku do Rosji był w 1897 r. powszechny, świadczy dobitnie następujący fakt. W owym czasie Józef Piłsudski, jeden z nielicznych pod­ ówczas nieprzejednanych wyznawców kierun­ ku niepodległościowego, wydawał w Łodzi kon­ spiracyjnego „Robotnika", którego nakład sam kolportował wśród robotników warszawskich. Otóż w czasie przybycia cara do Warszawy i związanych z tern uroczystości, wielu z pośród wiernych dotąd towarzyszy partyjnych odma­

to przejrzyście, że Rosja bynajmniej nie porzu­ ciła istotnych celów swojej przeciwpolskiej po­ lityki, konsekwentnie dążąc do ostatecznego wynarodowienia, zniszczenia wszystkiego, co polskie. Zmieniły się tylko metody, przy któ­ rych pomocy Rosja pragnęła osiągnąć swoje imperjalistyczne i nacjonalistyczne cele na zie­ miach polskich. Polska ugodowość i lojalność, granicząca już z wiernością, nie wzruszyły Ro­ sji, która uważała je za objaw słabości ginące­ go narodu. Jeszcze wcześniej zbankrutował kie­ runek ugodowy w zaborze pruskim, zdruzgo­ tany brutalną pięścią pruskiej polityki bez73

względnego wynarodowienia i wydziedziczenia, wypływającej' z niemieckiej ideologji świato­ wego nacjonalistycznego imperjalizmu (patrz zeszyt I Ilustrowanej Historji Wojny Świato­ wej). Jeśli chodzi o zabór austrjacki — tam od­ dawna już ugodowość straciła wszelką rację bytu, nie mając najmniejszych widoków powo­ dzenia w kierunku wyżebrania czegoś więcej, niż mogła to zapewnić nieugięta postawa naro­ dowa. W tych warunkach, kiedy społeczeństwo polskie w swojej masie oddawna już odwróciło się od zlekceważonej i potępionej idei niepod­ ległościowej, a polityka ugodowa okazała się

miały pochwycić później sztandar naród wysuwający się z osłabłych dłoni dotychc wego przedstawicielstwa narodu. Pod koniec XIX stulecia społeczeństwem polakiem do głębi wstrząsnęło rozgoryczenie do kierunku ugodowego i jego arystokratycznych i plutokratycznych przewódców. Było to zjawi­ sko powszechne we wszystkich trzech zaborach. Rozgoryczenie to osiągnęło swój punkt kulmi­ nacyjny po roku 1897, po okresie ugodowych i wiernopoddańczych manifestacyj z powodu pobytu cara w Warszawie. Upokarzające nie­ powodzenie tej przesadnej lojalności dopełniło miary. Obudziła się duma narodowa i zdro­

Żołnierze belgijscy witam siostry

angielskie.

bezsilną wobec nacjonalistycznej i imperiali­ stycznej aktywności państw zaborczych, zda­ wało się, że naród polski stanął już na krawę­ dzi przepaści, w której nieuchronnie musi zna­ leźć wcześniej, czy później swoją śmierć poli­ tyczną i kulturalną. Społeczeństwo polskie by­ ło zdezorjentowane, pozbawione myśli przewod­ niej, zniechęcone i apatyczne. A jednak nastrój ten, nacechowany upad­ kiem myśli politycznej i woli czynu, był po­ wierzchowny i dotyczył tylko widomego, nieja­ ko oficjalnego oblicza społeczeństwa polskiego. Pod wierzchnim naskórkiem w łonie społeczeń­ stwa rodziły się nowe idee i nowe siły, docho­ dziły do głosu nowe warstwy społeczne i nowe jednostki twórcze, które w swoje mocne dłonie 74

wa myśl polityczna wielkiego narodu. Społe­ czeństwo zrozumiało, że polityka ugodowa pro­ wadziła je na manowce. Rozumiano, że należy szukać nowych dróg, nowych ideałów i nowych środków polityki narodowej. Ten stan psy­ chiczny i umysłowy społeczeństwa wytworzył podatny grunt, na którym poczęły od 1897 roku rozkrzewiać się z nieprawdopodobną szybkością dwa nowe młode kierunki: socjalistyczny i narodowo-demokratyczny. Oba te kierunki, istniejące zresztą już od lat kilkunastu, nie odgrywały dotychczas pra­ wie żadnej roli w polityce polskiej. Przez długi czas miały one charakter nieledwie sekciarski, ogarniając w ścisłej konspiracji nieliczne tylko grupki, głównie młodzieży, wśród której dopie-

Francuski pociąg z amunicją, napadnięty pod Verdun przez aeroplan niemiecki.

Jeden z pałaców, zamienionych na szpitale. Karmienie rannych przez siostry

miłosierdzia.

75

ro krystalizowały się ich wytyczne ideowe i tak­ tyczne. Teraz, dojrzałe już, na podatnym gruncie społecznym szybko rozwijają się do rozmiarów wielkich nowoczesnych stronnictw politycz­ nych, nadając ton całej polityce polskiej i od­ suwając na bok stronnictwa dotychczasowe, przedewszystkiem ugodowy konserwatyzm. Równocześnie oba nowe kierunki, które przed­ tem, w okresie krystalizowania się, niejedno­ krotnie szły ręka w rękę, wspierając się wza­ jemnie, teraz wstępują w ostrą z sobą walkę, rywalizując zacięcie o wpływy w społeczeń­ stwie. Z obu tych kierunków, zrodzonych z reak­ cji przeciwko ugodowości, pozytywizmowi i trójlojalności, starszy był kierunek socjali­ styczny, jemu też najpierw poświęcimy uwagę.

Początków polskiego socjalizmu szukać na­ leży w okresie emigracji po powstaniu listopadowem. Wśród radykalnych odłamów tej emi­ gracji, opierających się na żywiole chłopówTżołnierzy, wytworzył się kierunek, który koja­ rzył dążenie do odzyskania niepodległości z da­ leko idącemi hasłami socjalnemi i swoistym sy­ stemem religijnym. Kierunek ten, wywodzący się z klęski powstania listopadowego i podda­ ny wpływom saintsimonizmu, oraz młodego ru­ chu robotniczego w Anglji, posiadał wszystkie cechy utopijnego socjalizmu. Syntezę tego kie­ runku określił Mickiewicz, jako „polot ducha ku lepszemu bytowi nie indywidualnemu, lecz wspólnemu i solidarnemu". Pierwszą organizacją kierunku socjali­ stycznego z owych czasów była „Gromada Grudziąż Ludu Polskiego" z 1835 r., do której na­ leżeli przeważnie chłopi - żołnierze, a z wybit­ niejszych jednostek Worcell, Zenon Świętosławski, Krępowiecki. Ta emigracyjna grupa so­ cjalistyczna od początku weszła w ostry kon­ flikt z Towarzystwem Demokratycznem, które, jakkolwiek radykalne politycznie, w zagadnie­ niach społecznych stało na stanowisku zasady indywidualizmu, chociaż dalekiego od punktu widzenia szlacheckiego lub mieszczańskiego. Z biegiem czasu do tej grupy przyłączyli się emigranci chłopi - żołnierze z wyspy Jersey, związani w „Gromadę Humań". Po wielu wal­ kach i przesileniach, kierunek socjalistyczny dostał się pod wpływy głównie Zenona Świętosławskiego. W założeniach tego ostatniego by­ ło uniwersalne państwo o charakterze prymi­ 76

tywnego komunizmu, w którem zwierzchnic­ two spoczywałoby w rękach Kościoła, a języ­ kiem powszechnym byłby język polski. Kieru­ nek socjalistyczny zdobył sobie na emigracji wielu nietyle zwolenników, ile wierzących, na czele których należy postawić Adama Mickie­ wicza i Joachima Lelewela. Do kraju socjalistyczne prądy emigracji przenikały w bardzo słabej mierze. Niemniej jednak ksiądz Ściegienny, proboszcz z Chodla w Lubelszczyźnie, organizuje spisek socjali­ styczny około roku 1840, z celem wywołania w 1844 r. nowego powstania narodowego, któ­ re, osiągnąwszy niepodległość, zaprowadziłoby umiarkowany komunizm rolny. Ślady polskiego ruchu socjalistycznego znajdujemy i na terenie ogólnym socjalizmu. Manifest komunistyczny Marxa i Engelsa ta­ ką daje syntezę: „W Polsce stoją komuniści obok partji, która w rewolucji widzi warunek odzyskania niepodległości narodowej, a więc obok partji, która krakowską insurekcję z 1846 r. powołała do życia". Już na pierwszym tajnym kongresie mię­ dzynarodowym w Londynie, na którym uchwa­ lono „Manifest komunistyczny", polski kieru­ nek socjalistyczny był reprezentowany przez własnych delegatów, a do rezolucji kongresu przystąpił sławny Joachim Lelewel i jego liczni zwolennicy na wielkim wiecu w Brukseli. Socjalizm emigracyjny miał trzy źródła: uczuciowe, rozumowe i klasowe, które wytrysły na wspólnym gruncie klęski powstania listo­ padowego. Emigranci, składający się po naj­ większej części z gorących patrjotów i bojowni­ ków o niepodległość, oderwani od kraju i jego aktualnego życia, zdała i w warunkach jakgdyby psychicznie cieplarnianych, wypełniali treść swojego, przeważnie nędznego materjalnie, ży­ cia roztrząsaniem przyczyn klęski listopado­ wej. Za główną przyczynę tej klęski uważano brak powszechności patrjotyzmu, co spowodo­ wało, że powstanie nie zdołało w dostatecznej mierze rozpalić entuzjazmu wśród szerokich mas chłopskich. Ze zgrozą roztrząsano fakt, że najliczniejsza warstwa społeczna w Polsce — chłopi — swoją bierną postawą sparaliżowała masowy charakter powstania. Przyczynę tego widziano w nędzy i ciemnocie mas chłopskich, stanowiących w narodzie jakgdyby drugi naród niewolniczy. Wyrozumowano przeto, że na przyszłość należy stworzyć takie warunki spo­ łeczne w Polsce, aby chłop z całą świadomością stał się podporą, strażnikiem i bojownikiem

idei Polski niepodległej. Aby to osiągnąć, na­ leżało chłopa wyzwolić, podnieść i oświecić. Do rozumowania dołączało się uczucie. Wszakże to ci sami chłopi pańszczyźniani zdo­ bywali pod Stoczkiem armaty „czarnemi ręko­ ma od pługa" ! Ci sami chłopi ginęli ofiarnie za Ojczyznę, która przecież była dla nich maco­ chą!" Ci sami chłopi - żołnierze dzielili ze szla­ chtą i mieszczaństwem smutny los emigracji! Równi w ofierze i bohaterstwie — muszą być równi i przy podziale dóbr narodowych. Wreszcie niemałą rolę odgrywał fakt, że na emigracji ci sami chłopi - żołnierze, oderwa­ ni od kraju i pługa, uświęceni poniesionemi dla Ojczyzny ofiarami, szybciej dojrzewali umy­ słowo i psychicznie, w zwartej gromadzie wśród morza obcości, w ciągłej styczności, nierzadko w koleżeństwie i braterstwie ze swoimi daw­ nymi oficerami i panami. Ta specyficzna at­ mosfera z jednej strony współdziałała w two­ rzeniu się klasowej świadomości chłopskiej, a z drugiej znów była podnietą dla inteligencji emigracyjnej w snuciu utopijnych marzeń na temat roli chłopa w przyszłej wolnej Polsce. Wielkie znaczenie miały też wpływy ze­ wnętrzne na emigracji, a przedewszystkiem krystalizującego się na Zachodzie socjalizmu, oraz organizującego się w Anglji ruchu robot­ niczego. Do tego wszystkiego dołączały się ów­ czesne prądy religijne wśród emigracji misty­ cyzm i mesjanizm, widzący w Polsce cierpią­ cego Chrystusa narodów, który ma zbawić ludzkość społecznie i politycznie. Jakkolwiek wiele było przyczyn, rodzących ówczesny socjalizm polski — jedna była zasad­ nicza i powszechna: gorący patrjotyzm.i ide­ ały niepodległościowe, które szukały dróg swo­ jej realizacji. O tern należy dobrze pamiętać, gdyż było to najcharakterystyczniejszą cechą polskiego socjalizmu na emigracji. Po przełomowym roku 1848, słabną stop­ niowo wpływy i znaczenie emigracji, a' wraz z nią i kierunku socjalistycznego, który jest reprezentowany już tylko przez Worcella w „Demokracie Polskim". Nowy okres ruchu socjalistycznego rozpo­ czyna się dopiero około 1860 r., kiedy w kraju organizują się tak zwani „czerwoni". Jakkol­ wiek jednak „czerwoni" w pełni zdawali sobie sprawę z doniosłego związku sprawy narodowej ze sprawą socjalną, jednak ich dążenia refor­ matorskie były nader umiarkowane i nie szły w kierunku komunistycznym, jak tego żądali wówczas od Polaków rosyjscy socjaliści, Michał Bakunin (przewódca i teoretyk anarchizmu)

i inni. „Czerwoni" dążyli tylko do tego, aby szlachta dobrowolnie przeprowadziła refoi agrarna w duchu solidarystycznym. Po powstaniu styczniowem nowa fala emi­ gracji, wprawdzie naogół słabej i bez wpły­ wów, wyłania szereg jednostek o zabarwieniu socjalistycznem o charakterze marxowskim, lub też rosyjskiej ludowości („narodnićzestwa"). Tak naprzykład generał Bosak w ro­ ku 1867 żądał w „Ognisku republikańskiem" pomiędzy wielu innemi hasłami i „ziemi dla lu­ du spólnej". W walkach komuny paryskiej w 1871 r. bierze udział kilkudziesięciu Polaków, a dwóch z nich, Jarosław Dąbrowski i Walery Wróblew­ ski, nawet wybija się na kierownicze stanowi­ ska. Walery Wróblewski i później jeszcze w Londynie, jako zdecydowany socjalista i czło­ nek międzynarodówki, usiłuje organizować pol­ ski ruch socjalistyczny w kierunku zmoderni­ zowanych tradycyj „Ludu Polskiego" z czasów po powstaniu listopadowem. Pomaga mu w tern L. Kryński. Wszystko to jednak były wysiłki jednostek, które, oderwane od kraju, nie mogły mieć istot­ nego wpływu na stan umysłów w Polsce. Zre­ sztą nie było jeszcze w Polsce odpowiedniego gruntu, na którym mógłby się przyjąć socja­ lizm w większej skali. Polska nie posiadała roz­ winiętego przemysłu fabrycznego, a stąd nie mogła się była jeszcze rozwinąć warstwa robot­ nicza, proletarjat, jedyny właściwy teren roz­ woju ideałów socjalistycznych. Dopiero po 1867 r. Polska, przedewszyst­ kiem zaś zabór rosyjski, wkracza na tory go­ spodarki kapitalistycznej, tworząc wielki prze­ mysł. Wślad za kapitalizmem musiał przyjść socjalizm w tej, czy innej formie. Niezwykle przeto doniosłem dla całej przyszłości Polski była sprawa kierunku, w jakim miał pójść ma­ sowy ruch socjalistyczny. Rozwój przemysłowy zaboru rosyjskiego, zapoczątkowany został za czasów Królestwa Kongresowego w latach 1815 — 1830 przez mi­ nistra Druckiego - Lubeckiego. Dalszy rozwój opierał się już na samorzutnej energji jedno­ stek, jak to miało miejsce naprzykład ze Steinkellerem. Szersze możliwości otworzyło dla przemysłu polskiego zniesienie granicy celnej pomiędzy Królestwem a Rosją w 1851 r., co za­ pewniło dostawę rosyjskich surowców i zbyt fabrykatów na niezwykle pojemnych rynkach rosyjskich. Od tego też czasu — należy to do­ brze sobie uświadomić — rozwój polskiego prze­ mysłu oparł się na ścisłym związku z gospodar77

Manifestacje

rmtriotvczne

na vlacu „Strastnym"

w Moskwie w dniu ogłoszenia wojny z

Niemcami.

czym organizmem Rosji, co przyczyniło się wprawdzie do niezwykle szybkiego uprzemysło­ wienia Kongresówki i jej dobrobytu, ale zara­ zem i związało ją gospodarczo z Rosją, co nie było bez wpływu na dalszą politykę polską w kierunku ugodowości i lojalizmu. Na wielką skalę rozwój gospodarczy roz­ począł się dopiero po powstaniu styczniowem, a silnym bodźcem do tego było zaprowadzenie w 1877 r. przez Rosję opłat celnych w złocie, co utrudniało import i zmuszało zagraniczne przedsiębiorstwa do zakładania swoich fabryk na terenie Królestwa. O rozwoju przemysłu w zaborze rosyjskim świadczy zestawienie ilości robotników fa­ brycznych w poszczególnych okresach. Kiedy w 1870 r. było ich zaledwie 63.892, to w 1895 r. było ich już 150.494, w dwa latat później w 1897 r. — 243.733, a w 1910 r. — 400.922! Jeszcze intensywniej rozwijał się przemysł na śląsku Górnym, gdzie robotnik był polski i on przedewszystkiem reprezentował tam pol­ skość.
78

W 1907 r. górnictwo i hutnictwo zatrud­ niało na Śląsku już 156.201 robotników. W zaborze austrjackim, według danych z roku 1906, ogólna liczba robotników przemy­ słowych wynosiła 385.000, z czego (według da­ nych z 1910 r.) na wielki przemysł przypa­ dało 102.000 robotników. Nawet w zaborze pruskim, w Poznańskiem, typowym kraju rol­ niczym, było jednak w 1907 r. 163.567 robot­ ników, zatrudnionych w przemyśle. Tak więc Polska Ra przełomie stuleci doj­ rzała już w znaczeniu gospodarki kapitalistycz­ nej, a stąd posiadała już odpowiedni grunt do rozwoju rodzimego socjalizmu. Należy jednak stwierdzić, że, jakkolwiek bodźcem społecznym rozwoju polskiego socjaliz­ mu bezsprzecznie był rozwój klasy robotniczej i jej klasowych dążeń, to jednak w dalszym rozwoju socjalizm polski oparł się raczej na ide­ ałach politycznych, z nich przedewszystkiem czerpiąc swoje siły. Socjalizm, jako najbardziej radykalny kie­ runek ideowy, przeciwstawiający się istnieją-

we siły narodu — karną, ofiarną i liczną klasę robotniczą. Przewaga czynnika politycznego nad so­ cjalnym była szczególną cechą polskiego socja­ lizmu, cechą, która wycisnęła niezatarte piętno na całym jego rozwoju, przyczyniając się zna­ komicie do jego zakorzenienia w społeczeń­ stwie, ale zarazem decydując i o jego przyszłych trudnościach i przesileniach w niepodległej już Polsce.

George Buchanan, ambasador angielski w Rosji,

Jak już wspominaliśmy poprzednio, okres po upadku powstania styczniowego zaznaczył się w Polsce największą aktywnością kierunku ugodowego w stosunku przedewszystkiem do Rosji. Ugodowość starszego społeczeństwa i przewódców narodu, splatając się z przyziemnemi, materjalistycznemi hasłami „pracy orga­ nicznej", któremi Świętochowski opanowywał młodzież, wytwarzała zatęchłą atmosferę po­ wszechnej rezygnacji, apatji, spodlenia i gro­ szowych egoizmów. Potępiane i oplwane ide­ ały niepodległościowe, które uważano za szko­ dliwe mrzonki, wywołujące bezcelowe ofiary i odrywające młodzież od nauki i robigroszostwa, skryły się pod powierzchnią życia naro­ dowego.

cemu w Polsce porządkowi rzeczy, pociągać mu­ siał i pociągał istotnie ku sobie te wszystkie żywioły naszego społeczeństwa, które, nie zga­ dzając się z tym porządkiem rzeczy, pragnęły z nim walczyć. Tyczyło się to nawet tych ży­ wiołów społecznych, które z natury swojej nie miały nic wspólnego z klasowym charakterem socjalizmu i z jego ostatecznemi celami. Dla nich socjalizm był synonimem walki z niena­ wistną rzeczywistością, która swoim ogromem całkowicie niemal przesłaniała problemy dale­ kiej jeszcze przyszłości. Traktowały one socja­ lizm, jako negację, która narazie wystarczała im całkowicie wobec nierealności jeszcze nie­ aktualnych zagadnień konstruktywnych. Socjalizm polski, rozwijając się w atmo­ sferze niewoli, jako radykalny kierunek opozy­ cyjny* przedewszystkiem wchłonął wszystkie zdecydowanie niepodległościowe żywioły, bez względu na ich klasową przynależność i istotny ich stosunek do zagadnień społeczno-ekonomicznych. Szczególnie tyczyło się to młodzieży, któ­ rą socjalizm przyciągał głównie dzięki swej bez­ kompromisowej walce z rządami zaborczemi, do której ideologja socjalistyczna mobilizowała no­

Paleolog, ambasador francuski przy dworze rosyjskim.

79

W 1877 r. wojna turecko-rosyjska wyka­ zała już, że nastrój ugody i oportunizmu nie­ podzielnie zapanował w społeczeństwie zaboru rosyjskiego, które, sugestjonowane ideologją wszechsłowiańską, śle wiernopoddańczy adres do cara, podczas, gdy pozytywistycznie nastro­ jona młodzież przepędzała z Warszawy emisarjuszy angielskich, pragnących zaszczepić w Polsce antyrosyjską irredentę. W zaborze austrjackim działo się nie le­ piej . Konserwatywny ,, Czas" krakowski w 1878 r. formułuje program trójlojalizmu na użytek wszystkich trzech zaborów, przykłada­ jąc rękę do dzieła wrogów rozdarcia żywego narodu. Natychmiast krakowski program znaj­ duje przychylne echo w Królestwie, gdzie biorą

go ugodowcy za podstawę i wytłumaczenie no­ wego wiernopoddańczego adresu do cara w 1880 r. Samobójczy kierunek, jaki obiera polityka oficjalnych niejako, górnych sfer narodu, wy­ wołuje reakcję u dołu, gdzie tworzą się pierw­ sze od czasu powstania styczniowego koła kon­ spiracyjne i spiskowe, głównie rekrutujące się z pośród młodzieży. Jedne z nich, tworzone pod nanowo podjętemi hasłami niepodległościowemi przez Ad. Szymańskiego i jego zwolenni­ ków, związane z podobną organizacją spiskową w Galicji, wkrótce zostają przez władze zabor­ cze wykryte i stłumione tak, że nie pozostało po nich śladu, prócz pięknego wspomnienia. Na­ tomiast inne koła o charakterze socjalisty cz-

Major Balzarick, Dr. Van Timhoven,

M. Schmidt

wodmono czynny udział w masakrze.

V

"

ktoremu

udo

'

80

nvm które stanowiły większość w konspiracyj­ nym ruchu wśród młodzieży, trafiwszy na po­ datny grunt, przygotowany przez równoczesny rozwój gospodarki kapitalistycznej, me zamar­ ły lecz przeciwnie, rozwijały się wspaniale, za­ puszczać w społeczeństwie coraz głębiej swo­ je korzenie. Jak to już powiedzieliśmy przed­ tem, w rozwoiu tym ogromną rolę odegrał czyn­ nik polityczny, który przyciągał do socjalizmu wiele ideowych jednostek i całych grup przedewszystkiem dla walki z nienawistnym caratem i bardziej jeszcze znienawidzoną ugodowością. Ówczesny jednak socjalizm trudno jeszcze nazwać polskim. Słuszniej należałoby go okre-

dzież socjalistyczna, przedewszystkiem mło­ dzież akademicka i to zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Młodzież ta studjuje teoretycznie so­ cjalizm, uczy się „nielegalności", zapoznaje się z ludem wiejskim i klasą robotników fabrycz­ nych, agituje, jeździ, naraża się, a od 1878 ro­ ku rozpoczyna również akcję terrorystyczną, uwieńczoną wielką ilością zamachów na dostoj­ ników rządu carskiego, ba! na samego nawet cara Aleksandra II, który po kilkakrotnych, nieudanych zamachach, zginął wreszcie w dniu 13 marca 1881 r., rozerwany przez bombę, rzu­ coną przez rewolucjonistę Rysakowa. W wal­ ce z caratem padały z pośród młodzieży rosyj-

Oddział 7*osyjski na chwilę przed objęciem służby

iv okopach

ślić, jako socjalizm w Polsce, posiadał bowiem zbyt wiele cech międzynarodowych, aby znala­ zło się wśród nich miejsce na cechy specyficz­ nie polskie. Przyczyną tego była droga, przez którą socjalizm przedostał się do Polski w siedmdziesiątych latach, oraz ideowy bagaż ludzi, którzy go w Polsce krzewili. Nowinki socjalistyczne napłynęły do Pol­ ski głównie z Kijowa, Odesy i Petersburga, im­ portowane przez młodzież polską, studjującą tam na uniwersytetach. W owym czasie w Ro­ sji niezwykle się był ożywił ruch rewolucyjny. Po okresie „narodniczestwa" (ludowości, rzu­ cającej hasła „iść w lud") rozpoczął się w 1875 roku okres „buntarstwa", czyli bezpośredniej walki z caratem pod hasłem „Ziemia i Wola". W walce tej masowo bierze udział rosyjska mło-

skiej liczne ofiary, których nieprzerwany sze­ reg znaczył drogę rozwoju socjalizmu w Rosji. Rewolucjonizm rosyjski, jakkolwiek nasta­ wiony był na walkę z caratem i jego kozackim systemem rządów, jakkolwiek wywodził się z założeń czysto socjalnych i wyraziście mani­ festował swój międzynarodowy charakter i łączność z ideą światowej rewolucji socjalnej, niemniej jednak, a może właśnie z powodu swo­ jej międzynarodowości, miał wiele cech nacjo­ nalistycznych, szczególnie w stosunku do Pol­ ski i Polaków. Socjaliści rosyjscy, dążąc tylko do przekształcenia własnego państwa w duchu reform socjalnych, lekceważąc patrjotyzm, po­ tępiając wszelki separatyzm, granice i odręb­ ności, właśnie z międzynarodowego punktu wi­ dzenia sprzeciwiali się wszelkiej koncepcji po81

Vojska Syberyjskie w przemarszu przez Warszawę w drodze na front.

mniejszania Rosji i tworzenia nowych państw, nowych granic, nowych odrębności. Sporo było w tern zresztą podświadomego nacjonalizmu, który pod skórą buntował się w nich przeciwko jakimkolwiek zamachom na „jedną i niepodziel­ ną" Rosję. Młodzież polska, studjująca na uczelniach rosyjskich, opuściwszy kraj z bagażem przy­ ziemnego, materjalistycznego pozytywizmu i oportunistycznej ugodowości, nieopancerzona więc ideowo, niezwykle łatwo ulegała wpływom tego entuzjastycznego rewolucjonizmu, który bujnie fermentował wśród młodzieży rosyj­ skiej. Mimowoli porównywali Polacy buntow­ niczy duch tej młodzieży z wygodną lojalnością młodzieży warszawskiej, płomienny entuzjazm i idealizm pierwszej z pozytywistycznemi ha­ słami „pracy organicznej" tej drugiej, hasła­ mi, które sprowadzały się ostatecznie do cia­ snego egoizmu, oportunizmu i robigroszowstwa. Z porównania tego obraz kraju i jego prądów umysłowych i ideowych musiał wypaść aż nadto szpetnie, równocześnie jaskrawo prze­ świetlając ideową pustkę znakomitej większo­ ści naszej młodzieży. W konsekwencji młodzież polska, jak każda młodzież, posiadająca skłon­ ność do entuzjazmu i idealizmu, swoją własną, uświadomioną próżnią ideową poczęła wypeł­ 82

niać duchem rosyjskiego rewolucjonizmu i so­ cjalizmu. Z tym rosyjskim bagażem ideowym po­ wracali więc do kraju tacy późniejsi twórcy no­ woczesnego socjalizmu w Polsce, jak Aldona Grużewska, Jan Hłasko, Al. Więckowski, Ed­ mund Brzeziński i inni na czele z najwybitniej­ szym przedstawicielem tego kierunku, Ludwi­ kiem Waryńskim. Ten ostatni, przybywszy do Warszawy w końcu 1876 r., natychmiast roz­ poczyna ożywioną agitację, kładąc pierwsze zręby nowoczesnej organizacji socjalistycznej T w Polsce. On też wciąga w kraju pierwszych uświadomionych zwolenników socjalizmu do pracy organizacyjnej, jak naprzykład Siero­ szewskiego, Mendclsona, PrzewTóskiego i in­ nych. Ta pierwsza socjalistyczna organizacja w kraju ma specyficzny charakter, jaki musiał z natury rzeczy mieć żywcem przeszczepiony na grunt polski rewolucjonizm rosyjski ze wszystkiemi jego dodatkami, z jego międzynarodowością i z jego... rosyjskością. Zarówno sam Waryński, jak i jego towarzysze, wykształ­ ceni w Rosji i tam urobieni ideowo, związani byli z krajem raczej organicznie, niż ideowo. Słabo znali dzieje własnego narodu, lub, co gor­ sza, znali je z rosyjskiej interpretacji ; nie znali

historii polskich walk wolnościowych, stąd lek­ ceważył je, lub zgolą je potępiali; me znali ani S u r y , ani sztuki polskiej, a stąd n a w i a ­ l i byl f własnej kultury. Polska dla nich is dała o tyle tylko, o ile potrzebowała, wedle ich mniemania, reform socjalnych i stanowiła je­ den z wielu czynników rewolucji rosyjskiej. Te^o rodzaju stosunek do Polski nadawał zasadniczy charakter pierwszej u nas organ i-

zwanym programie brukselskim, miała charak­ ter radykalnie socjalistyczny, wierzyła w bez wzgędną walk ę klas i konieczność m i ę d z y dowej rewolucji socjalnej, oraz hołdowała mie­ dzśrodowej fasadzie -iazlu, s o c j a ^ w wszystkich krajów. W „Równości K Dłuski potępiał patrjotyzm polski, jako szkodliwy w przeszłości i w przyszłości dla interesów kla­ sy pracującej. Na międzynarodowym obchodzie

Cesarz Wilhelm i Szef Sztabu Generalnego Von Moltke na czołowej pozycji współczesnej „brawurowo - propagandowej" fotograf ji niemieckiej.

podła g

zacji socjalistycznej i był przyczyną, dla której organizacja ta zdecydowanie przeciwstawiła się patrjotycznemu spiskowi Szymańskiego, o którym poprzednio już wspominaliśmy. Koncepcję powstania przeciw Rosji socja­ liści warszawscy kategorycznie odrzucali, uwa­ żając, że społeczeństwo polskie nie dojrzało je­ szcze do rewolucji socjalnej, a o innej słyszeć nawet nie chcieli. Organizacja warszawska wkrótce na­ wiązała styczność z zaborem austrjackim, a w Szwajcarji założyła własny organ „Rów­ ność". Ideologja jej, skrystalizowana w tak

w Genewie z powodu 50-ej rocznicy powstania listopadowego tak oto zakończył swoje przemó­ wienie Ludwik Waryński: „A kiedy przyjdzie chwila „naszego" powstania — to nie już okrzyk : niech żyje Polska ! lub : pereat Moskwa ! witać nas będą, ale jeden wspólny okrzyk dla całego świata proletarjuszów: niech żyje so­ cjalna rewolucja!". Ci pionjerzy polskiego socjalizmu, obcy tradycjom polskiego demokratyzmu i ruchów wolnościowych, znali Polskę tylko tę pozytywi­ styczną, lojalną, ugodowTą, upokorzoną i upo­ karzającą się nadal i ta Polska była im najzu­ pełniej obojętna.
83

Śmiało można twierdzić, że gdyby socja­ lizm rozwijał się nadal w Polsce w tym kierun­ ku, jaki mu nadali jego pierwsi propagatorzy— stałby się, może w większym jeszcze stopniu, niz narodowa ugodowość i pozytywizm, narzędziem wynarodowienia psychicznego i umysłowego. Jednak istniały już pierwsze objawy, wska­ zujące na doniosłe zmiany w charakterze pol­ skiego socjalizmu. W 1880 r. Bolesław Lima­ nowski zakłada organizację „Ludu polskiego",

łożenia ideowe i metodę walki, włącznie do ter­ roru, stosowanego wobec zdrajców. O sprawie polskiej w dalszym ciągu głucho, albowiem po­ lityczna koncepcja „Proletarjatu", tak zwany „samorząd grup", była tak mętnie formu­ łowana, że rozumieć ją można było dowolnie. W 1883 r. następuje rozłam, zresztą nie­ zbyt zasadniczy, który odrywa od „Proletarja­ tu" grupę młodzieży, zakładającą własną or­ ganizację socjalistyczną „Solidarność" o cha­

Msza żałobna za poległych pod Teresinem w pow. Błońskim żołnierzy rosyjskich w jednym z pierwszych nie* mieckich ataków gazowych.

która w następnym roku publikuje pierwszą odezwę socjalistyczno - narodową. Poczynania Limanowskiego narazie nie miały większego wpływu wśród inteligencji, a do robotników wogóle nie dotarły. A tymczasem rosyjsko - kosmopolityczny kierunek socjalistyczny rozwijał się nadal. Dzięki wysiłkom Waryńskiego w 1882 r. po­ wstaje w Warszawie organizacja „Proleta­ riat", która skupia luźno dotychczas związa­ nych zwolenników socjalizmu. „Proletarjat" staje się ekspozyturą rosyjskiej „Narodnej Woli" w Polsce, przyjmując ostatecznie jej za­
84

rakterze mniej konspiracyjnym i bojowym, a bardziej naukowym. Grupa ta zostaje wkrót­ ce rozbita, dzięki masowym aresztowaniom na uniwersytecie warszawskim. Natomiast „Pro­ letarjat" narazie rozwijał się dalej, wzmocnio­ ny dopływem nowych sił z połączonej „polskolitewskiej partj i socjalno-rewolucyjnej", istnie­ jącej w Petersburgu wśród młodzieży. Począwszy od 1883 r. aż do 1885 r. roz­ poczynają się masowe represje i aresztowania wśród członków „Proletarjatu", który zdekonspirował się wydaniem dwóch numerów pierw­ szego od 1863 r. nielegalnego pisma w Warsza-

mm

:-

Bruksella i Antwerpja

przed atakiem

Ni emcow w 191U r.

85

wie. Ogółem około 200 osób było aresztowanych. Sąd wojenny ośmiu „proletarjatczyków" skazał na śmierć, wielu zaś na katorgę i zesłanie. Sam Waryński umarł, a raczej prawdopodobnie zgi­ nął śmiercią głodową w 1889 r. w katordze w Szlisselburgu. „Proletariat" przestał istnieć, pozostały po nim tylko luźne tu i ówdzie kółka socjalistyczne oraz zagranicą pisma „Przed­ świt" i „Walka klas", które skupiły garstkę ocalonych „proletarjatczyków". Prowadzą oni nadal propagandę „czystego marksizmu" i od­ żegnują się od wszelkiego patrjotyzmu.

na zagadnienia narodowe i to, co zdawałoby się niemożliwe, właśnie na gruncie swojego ko­ smopolityzmu. W owym czasie socjalizm roz­ winął się był już we wszystkich trzech zaborach. Logika rzeczy wymagała współdziałania socja­ listów polskich poprzez granice kordonów za­ borczych. To współdziałanie i żywa styczność ideowa zmuszały myśl socjalistyczną, która pierwsza pogwałciła nietykalne z punktu wi­ dzenia trójlojalizmu granice, do jaskrawej świadomości rozdarcia żywego ciała narodu. Świadomość ta budziła poczucie jedności naro-

Kościół w Nowem Mieście zniszczony przez Niemców.

Do roku 1891 ruch socjalistyczny zarówno w kraju, jak i zagranicą przechodził cały sze­ reg przesileń ideowych i organizacyjnych. Z przesileń tych powoli wyłaniało się nowe obli­ cze socjalizmu polskiego. Długo tłumione i lek­ ceważone zagadnienia narodowe, coraz bardziej aktualne, domagały się głosu. Ktoś musiał je podjąć. Z natury rzeczy najbardziej ku temu był predestynowany socjalizm, zarówno ze względu na zapalność jego młodych sił, jak i ze względu na rodzącą się w orbicie jego wpływów klasę robotniczą, nieskażoną jeszcze grzechem ugodowości i rwącą się do czynu. W dodatku myśl socjalistyczna sama przez się natykała się
86

dowej, ta znów krystalizowała poczucie naro­ dowych odrębności. Na międzynarodowym zjeździe socjali­ stycznym w Brukseli w 1891 r. delegacja pol­ ska, a nie, jak dotychczas, „delegaci polscy", powzięła taką oto uchwałę: „Obecna na zjeździe brukselskim delegacja Polski, składająca się z przedstawicieli wszystkich trzech zaborów polskich, uważa za nieodzowne w interesie roz­ woju socjalizmu w Polsce i w interesie między­ narodowej polityki socjalistycznej występować zawsze jednolicie, jako jedna organizacja pol­ ska, zarówno w celu łatwiejszego prowadzenia jednolitej walki klasowej z jednolitym wro-

rriem: szlachta i burżuazją polską, jak i dla ła­ twiejszego objęcia powszechnej roli politycznej w społeczeństwie polskiem. W zaborach pru­ skim i austrjackim, gdzie stosunki prawnopo­ lityczne stanowią konieczną normę dla politycz­ no-społecznych stronnictw robotniczych—dzia­ łamy solidarnie i zgodnie z socjalno-demokratycznemi partjami, będącemi wraz z nami w jednych i tych samych faktycznie istnieją­ cych granicach państwowych. Co się tyczy za­ boru 'rosyjskiego, w którym nie może być mo­ wy o jawnej, masowej działalności, socjaliści polscy kierują się względem towarzyszy rosyj­ skich zasadami międzynarodowej solidarności, której zawsze wiernie dochowywali**. Zacytowana uchwała stanowi już niejako moment przełomowy w rozwoju polskiego so­ cjalizmu, który odtąd konsekwentnie zdąża ku hasłom niepodległościowym, które na początku swojego istnienia tak bezwzględnie potępiał i zwalczał.

re znajdowały w Galicji grunt podatny ze względu na miejscowych Rusinów. Silny wpływ wywierali emisarjusze socjalistyczni z Warsza­ wy którzy znów pośrednio przeszczepiali na grunt galicyjski rosyjską doktrynę socjal-rewolucyjna, oraz swój kosmopolityzm i niechęć do ideologji niepodległościowej. Wywierały tez wpływ na Polaków istniejące w Austrji partje socjalno-demokratyczne, przedewszystkiem nie­ mieckie. Sytuację komplikowała jeszcze dwuplemienność Galicji, o mieszanej polsko-ruskiej ludności. Wszystko to razem wzięte, wytworzy­ ło ideologję socjalistyczną o charakterze kosmo­ politycznym, ideologję, w której cele walki so­ cjalnej całkowicie przysłaniały, a nawet często

W zaborze austrjackim socjalizm polski, jakkolwiek posiadał zgoła odmienne warunki rozwojowe, niż miało to miejsce w7 zaborze ro­ syjskim, jednak w ostatecznej fazie swojego rozwoju wytworzył ideologję, bardzo zbliżoną do ideologji z poza rosyjskiego kordonu, przy­ czyniając się znakomicie do wytworzenia trójzaborowrego oblicza socjalistów polskich. Pierwszym krzewicielem idei socjalistycz­ nej w zaborze austrjackim był Bolesław Lima­ nowski, który w latach siedmdziesiątych rozwi­ nął swoja działalność we Lwowie, zresztą bez większych rezultatów. Wówczas jeszcze dzia­ łalność socjalistyczna musiała być konspiracyj­ na. Wprawdzie ustawodawstwo austrjackie za­ pewniało już wolność prasy, myśli i stowarzy­ szania się, jednakże zarówno stanowisko admi­ nistracji, jak i duch sądownictwa austriackie­ go de facto uniemożliwiały jawną propagandę socjalistyczną. Konieczność pracy konspiracyj­ nej z jednej strony stanowiła dla niej wielka przeszkodę, z drugiej zaś przyczyniała się do chaosu ideowego i organizacyjnego. Po Limanowskim socjalizm w Galicji ule­ gał rozmaitym wpływom, które, podobnie, jak to się działo równocześnie i w Kongresówce, od­ suwały go od ideałów niepodległościowych i na rodowych, skierowując na tory kosmopoli­ tyzmu. Przychodziły więc wpływy z Rosji (Dra­ gomanów we Lwowie w latach 1874—75), któ­

Bułgarski Generał Radko Dmdtriew tvstapil do armji rosyjskiej.

wykluczały cele walk niepodległościowych. Stąd też początkowy socjalizm polski na terenie za­ boru austrjackiego nietylko nie wnosił nowych sił do obozu walki o niepodległość, ale przeciw­ nie, obóz ten osłabiał jeszcze, jakkolwiek ten ostatni i bez tego był aż nadto słaby. W latach osiemdziesiątych socjalizm gali­ cyjski zyskuje dwie nowe, silne jednostki, a mianowicie braci Daszyńskich. Starszy z nich, Feliks, po krótkim okresie, w którym ulegał wpływom niepodległościowym, szerzo­ nym przez epigonów powstań narodowych, cał­ kowicie oddaje się idei międzynarodowego so­ cjalizmu w duchu Marxa. Na emigracji współ­ pracował w „Przedświcie" i w „Walce klas", ulegając całkowicie kierunkowi „Proletarjatu" warszawskiego. Wkrótce jednak, wydalony z Zurychu po zamachu rewolucyjnym, umarł na suchoty. Działalność Feliksa świetnie.konty­ nuował młodszy brat, Ignacy, namiętny wy87

tycznych górali chochołowskich „Drużyny Pod­ halańskie", S. Pasławski tworzy we wschodniej Galicji „Drużyny Bartoszowe", tworzą się i in­ ne analogiczne organizacje. Nawet w Amery< wśród emigracji polskiej powstają „Drużyny Bojowe", organizowane przez Witolda Ryl­ skiego. Siłą woli i ideologji Piłsudskiego nieledwie •y przededniu wojny światowej nanowo skupia się i rozkrzewia ruch niepodległościowy, znacz­ nie pogłębiony i rozszerzony ideologicznie, oraz oparty o rozwijające się przysposobienie woj­ skowe, które, odradzając polską wiedzę i kar­ ność wojskową, miały się stać samodzielnym zalążkiem przyszłej arniji polskiej. A potem przyszła wojna światowa i ro­ mantyczne napozór marzenia przyoblekła w szatę rzeczywistości. Zanim dyplomacja wy­ wlekła sprawę polską z zatęchłego lamusa euro­ pejskiej obojętności już szabla polska dzwoniła w ogólnym rozgwarze wojennym, torując dro­ gę polityce polskiej i roznosząc hasła niepodle­ głości po wszystkich krajach i lądach, wszę­ dzie, gdzie tylko biły polskie serca, chociażby skryte pod obcym, a często wrogim mundurem. Niepodległość stała się rzeczywistością. I nie dlatego, że wojna światowa stworzyła wy­ jątkowo korzystną dla Polaków konjiinkturę polityczną, lecz dlatego, że cały naród z kon­ iunktury tej umiał skorzystać i wszystkie swo­ je siły i dążenia umiał przekuć na oręż sprawy

polskiej, ofiarnie służąc jej i ofiarnie dla niej ginąc pod różnemi sztandarami. Ideologja niepodległościowa, która nigdy nie straciła swoich wyznawców, zwycięż; ostatecznie, kiedy w odpowiedniej chwili c. naród oddal jej siłę swych ramion.

Wojna niemiecko -rosyjska wypowiedziana!
Petersburg ł.go sierpnia. (Pet. Aj. Tel.)
Dxld, I-go sierpnia- ambasador niemiecki wrę­ czył ministrowi spraw zagranicznych w imienin swojego rządu wypowiedzenie wojny Rosji,

żołnierze bawarscy na nartach.

WOJSKA

AUSTRJACKIE

W MARSZU

NA

FRONT.
'",

Saperzy

austrjaccy,

oddział pontonów.

Puł/ę piechoty austrjacfyiej w marszu na pozycje.

Wszystko to przeciwstawiało sir jaskrawo do­ tychczasowej polityce ugodowej warstw i jed­ nostek przodujących w narodzie, ich trójlojaluości i pozytywistycznemu oportunizmowi. Po­ dobnie, jak w kongresówce, pod czerwonemi sztandarami międzynarodowej rewolucji rodzi­ ła się polska idea niepodległościowa, przyczy­ niają!* sio pomimo wszystko do odrodzenia na­ rodowej świadomości w społeczeństwie. Również i w zaborze pruskim konsekwen­ cja dziejowa sprowadziła socjalizm na tory na­ rodowe, a w rezultacie niepodległościowe. Wielkopolska była krajem przedewszystkiem rolniczym, co stanowiło istotną przeszko­ dę w rozwoju miejscowego socjalizmu, ściśle zawsze złączonego z istnieniem przemysłu fa­ brycznego i robotniczego proletarjatu. W są­ siednich i panujących Prusach sytuacja była odmienna. Tam rodził się wielki przemysł i wytwarzała się liczna klasa robotnicza. Stąd też w początkowym swoim rozwoju socjalizm wielkopolski był tylko, jakdyby, przybudówką socjalizmu niemieckiego, którego wTpływ był decydujący. Jednakże od początku zaznaczyło się silne tarcie pomiędzy socjalistami polskimi i niemieckimi. Ci ostatni zdradzali aż nadto wyraźne tendencje germanizatorskie. Socjali­ ści polscy, jak naprzykład Sielski, jakkolwiek zgoła obojętni dla sprawy narodowej, tembardziej zaś niepodległościowej, uważali jednak germanizatorskie metody niemieckiej partjj socjalno-demokratycznej za conajmniej niece­ lowe, gdyż zgóry utrudniające propagandę so­ cjalistyczną wśród ludności polskiej, przywią­ zanej do swojego języka i odrębnych tradycyj. Ze wrzględów czysto taktycznych, użytkowych dążyli socjaliści polscy do wyodrębnienia się z organizacji niemieckiej i poprowadzenia swo­ jej działalności po linji narodowej polskiej. Dążenia te zmusiły partje niemiecką do założe­ nia w 1891 r. redagowanej po polsku „Gazety Robotniczej", początkowo wychodzącej w Halli, a potem w Berlinie. Pierwotnie „Gazeta Ro­ botnicza" była oficjalnym organem partji so­ cjalno-demokratycznej, później — „organem socjalistów polskich." Wśród kolejnych redak­ torów „Gazety Robotniczej" byli I. Daszyński, Stanisław Grabski, St. Przybyszewski. „Gazeta Robotnicza", nadająca ton kie­ runkowi socjalistycznemu w zaborze pruskim, wprawdzie całkowicie podporządkowywała się erfurtskiemu programowi niemieckiej partji socjalno - demokratycznej, jednakże, samym swoim istnieniem, była już wyrazem rodzącego się kierunku, który dążył do unarodowienia so­ 90

cjalizmu w Polsce. Były to pocs jeszcze od ideologji niepodległościowej, jednak­ że w konsekwencji musiały do niej doprowa­ dzić. Z tą chwilą bowiem, kiedy socjalizm w Polsce, wyzwoliwszy się z bezkrytycznego podporządkowywania się ideologjom socjalisty­ cznych ugrupowań państw zaborczych i mniej lub więcej utopijnym hasłom międzynarodo­ wym, wkroczył na drogę narodowego wyodręb­ nienia się — musiał osiągnąć świadomość trójdźielnicowej wspólnoty, świadomość jedności narodowej, pogwałconej brutalnie przez trzech zaborców. Stąd już był tylko krok jeden do stwierdzenia, że istniejący stan rzeczy jest nie do zniesienia, że więc musi on ulec radykalnej zmianie. Już tylko kwestją czasu było skry­ stalizowanie się w socjalizmie polskim, który, jako taki, był kierunkiem rewolucyjnym, świa­ domych ideałów niepodległościowych, w imię których należało walczyć wszelkiemi siłami. Emancypacja narodowa socjalizmu we wszystkich trzech zaborach, która wyprowadzi­ ła go po wielu walkach i przesileniach z bezkry­ tycznego kosmopolityzmu, przygotowała odpo­ wiedni grunt dla dalszych jego przemian w kie­ runku niepodległościowym. Nie bez wpływu zresztą na ten proces pozostały i inne kierunki, różnemi drogami dążące do celów niepodległo­ ściowych.

Pierwszym propagatorem ideałów niepo­ dległościowych, poprostu zaś mówiąc — patrjotyzmu w socjalizmie polskim był Bolesław Li­ manowski, urodzony w 1835 r. pod Dwińskiem. Nie posiadał on wprawdzie zdolności organiza­ cyjnych, ani temperamentu, koniecznego w działalności politycznej. Dzięki jednak go­ rącemu patrjotyzmowi, idealizmowi, wielkiej sumienności i prawości charakteru odegrał znaczną rolę, jako teoretyk, populator i apostoł w jednej osobie. Boi. Limanowski posiadał wielkie trady­ cje, sięgające początków polskiego socjalizmu z czasów, kiedy miał on jeszcze wyraźnie patrjotyczny charakter. W 1860 r. studjował w paryskiej szkole wojskowej Mierosławskiego, gdzie panowTał duch gorącego, bojowego patrjotyzmu równorzędnie z rozwijającemu się idea­ łami socjalistycznemu, które miały jeszcze sil­ ny posmak romantyzmu i mistycyzmu ludowonarodowego. W Paryżu studjował również Li­ manowski wszelkie dokumenty i wydawnictwa,

odnoszące się do radykalnych kierunków de­ mokracji polskiej na emigracji. Aresztowany w następnym roku w Wilnie i zesłany przez władze rosyjskie, na wygnaniu urabia swój światopogląd, któremu przez cale życie by! wiernym. ... C 1 Tam ostatecznie skłoniły go studja i rozmyśla* nia ku socjalizmowi. Zresztą przeważyły, zda­ je się względy natury uczuciowej, które dopie­ ro później znalazły oparcie w teoretycznem uza­ sadnieniu. Powróciwszy z wygnania w 1868 r.

głość Polski, odbudc i zjednoczenie w jej ramach tkich \ rów jest najważniejszym n dziejom dla wszystkich Polaków, dla socialist kaz ten powinien kojarzyć się ponadto z dąa niem do celów wyłącznie już socjalista eh. W dodatku i sam socjalizm dla Limanowskiej był zgoła czemś innem, mz dla „proletarjatczyków". Rozumiał go nie w sensie modnego wówczas materializmu, lecz jako kierunek czy­ sto idealistyczny, wpływający nie z takich

Marsz ćwiczebny strzelców w Zakopanem przed wojną, ńa czele Józef Piłsudski i szef Sztabu Kazimierz Sośnico tes Ici.

Komendant

rozpoczął Limanowski pracę w Warszawie, ja­ ko prosty robotnik, zgodnie ze swroim idealiz­ mem i w chęci zapoznania się ze środowiskiem polskiego proletarjatu. Następnie przenosi się do Lwowa i odtąd rozpoczyna niezwykle płod­ ną działalność publicystyczną i naukową, wciąż pozostając skromnym idealistą i trzymając się zdała od aktywnej działalności politycznej. Zarówno we Lwowie, jak i później na emi­ gracji utrzymywał Limanowski żywy kontakt z przedstawicielami panującego wówczas kie­ runku socjalistycznego w Polsce, a więc z kosmopolitycznemi „proletarjatczykami", a nawet początkowo pisywał w genewskim „Przedświ­ cie" i „Równości". A jednak różnił się od nich ideowo, co zawsze stanowczo sam podkreślał. Dla „proletarjatczyków" kwestja narodowa nie istniała. Dążyli oni wyłącznie do reform socjalnych, uważając wyzwolenie proletarjatu i osiągnięcie socjalistycznych form w życiu gospodarczem za jedyny i godny cel walki. Lima­ nowski zaś gorąco w to wierzył, że niepodle-

lub innych teoryj naukowych, ale z głębin umi­ łowania bliźniego. Stąd też Limanowski pisał: .-Patrjotyzm i socjalizm nietylko nie są przeciwnemi sobie, ale wzajemnie się potęgują. Prawdziwy patrjotyzm zwraca się przedewszystkiem ku temu, co stanowi podstawę i rzeczy­ wistą siłę narodu, ku ludowi pracującemu, a więc musi być socjalistyczny; szczery zaś so­ cjalizm, wypływając z miłości narodu, musi być patrjotyczny". Z cytaty tej widać, że dla Limanowskiego socjalizm był umiłowaniem ludu pracującego, który utożsamiał z narodem, a raczej który pragnął widzieć całym narodem. Na tle do­ piero takiego patrjotycznego socjalizmu przyj­ mował samą ekonomiczną doktrynę socjalisty­ czną, która, jak wierzył, urzeczywistni właści­ we cele idealistyczne. W tym czasie, kiedy „Proletarjat" war­ szawski potępiał wszelki kierunek niepodległo­ ściowy, a samą walkę o niepodległość uważał za bezcelowe marnotrawstwo sił, potrzebnych dla

przyszłej rewolucji socjalnej — w tym samym czasie Limanowski pisał: „U nas kwestja nie­ podległego bytu jest najważniejsza... Patrjotyzm jest wogóle najważniejszym łącznikiem, spajającym społeczeństwo". W sprawie przyszłych granic odbudowa­ nego państwa polskiego nie miał Limanowski zdecydowanego zdania. Jako demokrata i ide­ alista nie pragnął żadnego ucisku ani przemo­ cy. Jednakże w marzeniach swoich widział Polskę wielką i rozległą. W liście z 1878 r. do Dragomanowa, który był zasadniczym wro­ giem polskiej koncepcji niepodległościowej i za-

cie sam poziom i charakter ideologji Limanow­ skiego sprawiły, że nie miał on wpływu na sam lud, którego był apostołem. Natomiast do jego gorącego idealizmu, kojarzącego patrjotyzm z tendencjami nowoczesnego socjalizmu, gar­ nęły się, zresztą nieliczne, grupki młodzieży in­ teligentnej. W latach osiemdziesiątych założyli oni w Warszawie w porozumieniu z Limanowskim stowarzyszenie patrjotyczne „Lud polski". Jed­ nak organizacia ta przeminęła bez istotnego wpływu w społeczeństwie. Natomiast na emi­ gracji, w Paryżu, gdzie żyły jeszcze tradycje

Przemarsz strzelców ulicami Lwowa w 1913 r

lecał Polakom zadowolić się jakąś mglistą autonomją czy samorządem w ramach przyszłej federacji bratnich i socjalistycznych państw lu­ dowych, Limanowski pisze w sprawie granic przyszłej Polski: „Co do mnie, przyznam się, że jako Polak, urodzony wśród łotewskiej ludno­ ści, pragnął bym szczerze, ażeby Unja, zawarta niegdyś w Lublinie przez Stany przewodnie (czyli szlachtę i duchowieństwo — przyp.), wznowiona została w całej rozciągłości przez ludy". Brak zdolności organizacyjnych, niechęć do aktywnej działalności politycznej, a wresz92

dawnego patrjotycznego socjalizmu z epoki po powstaniu listopadowem, wpływ Limanowskie­ go był większy i doprowadził do powstania w 1888 r. dość żywotniej „Gminy narodowo-socjalistycznej". Do organizacji tej należeli za­ równo starsi emigranci, jak i młodsi, przybywa­ jący z krajów. Należał do niej między innymi i Kazimierz Dłuski, który porzucił kosmopoli­ tyczny socjalizm i stał się gorącym krzewicie­ lem patrjotyzmu. Organem gminy była „Po­ budka" — „czasopismo narodowo-socjalistyczne", w której głównym współpracownikiem" był sam Limanowski.

„Pobudka" staje się wkrótce sztandaro­ wym organem patrjotycznym, rzucającym światło w mroki niewoli. Wpływ jej rozszerza się poza emigracją aż na młodzież w zaborze austrjackim. Był to czas, kiedy ruch rewolucyjno-socjalistyczny w Rosji zupełnie przygasł. Rosja do­ tychczas wywierała na socjalizm europejski przedziwny urok „macierzy" rewolucji po­ wszechnej, a swToją rewolucyjnością przysłania­ ła nawet ponure oblicze caratu i wstecznictwa, że powszechnie każdy Rosjanin budził nieuza­ sadnioną nawet sympatję, a myśl rosyjska — entuzjazm. Teraz coraz mniej socjalizm euro­ pejski liczył się z Rosją, utraciwszy wiarę w jej rewTolucyjność i apostolstwo jej socjalis­ tów. W Polsce odbiło się to przede wszystkie m na stosunku społeczeństwa do „Proletarjatu" który w oczach tracił swoje wpływy, wywodzą­ ce się z rosyjskich ruchów rewolucyjnych. Nie mógł już w Polsce wystarczyć kosmopolityczny charakter „Proletarjatu" wobec coraz to groź­ niejszego i wrogiego oblicza carskiej Rosji. Dla całego społeczeństwa polskiego we wszystkich jego warstwach, wobec załamania się rewolu­ cyjnych możliwości w Rosji, ta ostatnia stała się wyłącznie już synonimem rosnącego ucisku, który osiągnął niebywałe przedtem napięcie. Zresztą rosnący ucisk rosyjski godził nietylko w resztki narodowego stanu posiadania, ale i w dziedzinie socjalnej wytwarzał krwawą atmosferę, która, poza Rosją, nigdzie w Euro­ pie nie była do pomyślenia. Ucisk szkolny, za­ bijanie wszelkich przejawów polskości, wście­ kła energja rosyjska w dążeniu do wynarodo­ wienia Polaków, plugawienie narodowych świę­ tości, deptanie dumy narodowej, prześladowa­ nia religijne, obniżanie kultury i cywilizacji, a obok ucisk socj alny, żandarmsko-kozackie metody w uprzywilejowaniu kapitału, krew, trupy i więzienia przy najmniejszym odruchu samoobrony wyzyskiwanego, jak nigdzie, proletarjatu — oto co pozostało całemu społeczeń­ stwu polskiemu po okresie socjalistycznych ma­ rzeń na temat rewolucji rosyjskiej i jej mię­ dzynarodowego decydujące znaczenia i ślepego lojalizmu ugodowców wobec caratu. Równocześnie wśród socjalistów europej­ skich, szczególnie zaś niemieckich, urabia się pogląd, że na drodze do powszechnej rewolucji socjalnej najgroźniejszą zaporą jest carska Ro­ sja, ten „żandarm" Europy, stojący na straży tronów i wstecznictwa. Tu i ówdzie poczęto przebąkiwać o konieczności wojny z Rosją

i odepchnięcia jej na wschód, oraz sparaliżowa­ nia jej aktywności międzynarodowej przez wskrzeszenie demokratycznego państwa pol­ skiego, W tym sensie oświadczał się w 1891 r. i Engels, wybitny teoretyk socjalizmu i współ­ pracownik Karola Marxa, i Bebel, przewódca socjalnej demokracji w Niemczech. Ten ostatni widział w Rosji tak wielkie niebezpieczeństwo „barbarzyństwa", że w imię zgniecenia Rosji i odbudowy Polski zalecał nawet socjalistom niemieckim czasowe współdziałanie z warstwa­ mi społecznemi, z któremi normalnie walczą. Nie pozostaje to bez wpływu na socjalis­ tów polskich, rozczarowanych ideologją ,,Pro-

Cmentarz poległych legjonistów (191Ą r.).

letarjatu" warszawskiego, ówczesny redak­ tor socjalistycznego „Przedświtu", Mendelson, całkowicie zmienia jego charakter, a wkrótce staje się najgorętszym zwolennikiem unarodo­ wienia socjalizmu polskiego i idei odbudowy państwa polskiego. Niezależnie od załamania się i rozbicie na szereg grup niezależnych polskiego ruchu so­ cjalistycznego, który stracił swoją podstawę ideową wobec nakazów aktualnej rzeczywisto­ ści — w społeczeństwie polskiem coraz silniej rozwijał się narodowy ruch niepodległościowy, który przyciągał do siebie coraz więcej młodzie­ ży, wywierał wpływ na starsze społeczeństwo, a nawet na masy robotnicze, w których żyły jeszcze echa powstania styczniowego. Miara ucisku moskiewskiego przebrała się. Obudził się instynkt samoobrony ginącego narodu. Od dłuższego już czasu budzona świadomość jedno­ ści narodowej wszystkich dzielnic zatriumfo­ wała.
93

W tym stanic rzeczy, aby nie rozejść się Z rzeczywistością społeczeństwa polskiego, so­ cjalizm miał jedną tylko drogę do wyboru: r e ­ zygnować ze swojego dotychczasowego kosmo­ polityzmu, unarodowić się i samemu uchwycić inicjatywy ruchu niepodległościowego nietylko w imię wskrzeszenia państwa polskiego, ale i w imię realizacji doktryny socjalistycznej. Droga ta tern więcej była logiczna, że i względy międzynarodowe socjalizmu, zawarte w oświad­ czeniach jego przewódców, skłaniały do waiki nietylko już z caratem, ale i z Rosją, jako pań­ stwem zaborczem. Wśród socjalistów polskich rozpoczyna się ożywiona dyskusja, w której krystalizuje się nowy, patrjotyczny program. Stanisław Grab-

Pierwszy patrol strzelecki.

ski wysuwa nowe motywy. Z jednej więc stro­ ny współżycie wyższego kulturalnie królestwa z bez porównania niższą kulturalnie Rosją w ramach nawet najbardziej liberalnej pań­ stwowości rosyjskiej musi w rezultacie osłabiać siły kulturalne polskie. Z drugiej znów strony rosnący przemysł rosyjski, posiadający mocne oparcie o bliskie bogactwa naturalne i źródła surowców, z biegiem czasu musi zabić przemysł polski z jego odległemi źródłami surowców. Z dyskusji tej rodzi się przeświadczenie, że Polska, zarówno ze względów narodowych, jak i socjalistycznych, musi dążyć do niepodle­ głości, wykorzystując albo chwilowe osłabienie Rosji, albo też wojnę z nią trójprzymierza. W 1892 r. odbył się pod przewodnictwem Limanowskiego zjazd socjalistówT polskich, w którym wzięła udział większość dotychcza­ sowych przewódców polskiego socjalizmu. Zjazd uchwalił utworzenie „Związku zagranicznych socjalistów polskich". W deklaracji ideowej, 94

opracowanej przez Mendelsona, jako „szkic programu Polskiej Partji Socjalistycznej", na naczelnem miejscu postawiono niepodległość demokratycznej rzeczypospolitej polskiej. Pod względem ekonomicznym deklaracja obejmo­ wała zasady umiarkowanego i ewolucyjnego so­ cjalizmu. W działalności aktualnej deklaracja stwierdzała, że „Polska Part ja Socjalistyczna..* uważa za potrzebne rozszerzenie swej działal­ ności na prowincje, dawniej z Rzeczpospolitą związane". Przeciwstawiała się również rusyfikatorstwu socjalistycznych żydowsko-rosyjskich kółek na kresach wschodnich, potę­ piała również ideologję wszechsłowiańską, za­ równo w jej konserwatywnej formie bezwzględ­ nego przewodnictwa Rosji, jak i WT jej rewolu­ cyjnej wersji, która pod postacią pseudofederalizmu zapewniała Rosji nie mniejszą hegemonję wśród narodów słowiańskich. Deklaracja programowa paryskiego zjaz­ du doprowadziła do zjednoczenia rozproszonych kółek socjalistycznych na emigracji. W kraju na tej samej podstawie zlały się poszczególne grupy socjalistyczne w7 Warszawie, tworząc Polska Partję Socjalistyczna, popularnie zwraną P. P. S. „Pobudka" Limanowskiego, która spełni­ ła już swoje patrjotyczne zadanie, zawiesiła swoje wydawnictwo, a organem partji stał się przeobrażony „Przedświt". Do P. P. S. zbli­ żyły się ideowo również socjalistyczne organi­ zacje w zaborach austrjackim i pruskim. Wcześniej lub później musiało nastąpić i zbli­ żenie organizacyjne. Tak więc w dziejach Polski i polskiego so­ cjalizmu dokonał się wielki przewrót, którego skutki miały mieć w przyszłości kolosalne zna­ czenie dla losów całego narodu. Socjalizm, który w początkowej fazie swo­ jego rozwoju, stanowił czynnik narodowego rozkładu, który współdziałał z samobójczą po­ lityką ugodowców i to w sposób stokroć groź-. niejszy, bo porywający uczuciowość młodzieży i proletarjatu, który nieświadomie zresztą szedł na rękę zakusom wrogiej zaborczości — teraz, przeciwnie, stał się potężnym czynnikiem na­ rodowego uświadomienia, który do walki o niepodległość narodu wciągał coraz szersze sfery społeczeństwa, a przedewszystkiem pro­ letariat, stanowiący dotychczas wr swojej ma­ sie narodowo nieuświadomiony i bierny ele­ ment. W czasach najgroźniejszego ucisku zabor­ ców i najsmutniejszego poddania się znakomi­ tej większości narodu idei narodowej przyszła

pomoc nieoczekiwana i ze strony najmniej spo­ dziewanej, bo od strony socjalizmu, który wszę­ dzie raczej przeciwstawia! się poszczególnym patrjotyzmom z racji swoich internacjonalnych założeń. Dla sprawy uciemiężonego narodu, dla sprawy jego niepodległości było obojętnem, że pomoc ta przyszła od strony socjalizmu, zasa­ dniczo reprezentującego intelektualny i poli­ tyczny kosmopolityzm. \'ajważniejszein było to, że przyszła, w samą porę ze względu na zbli­ żającą się wojnę światową, która, jak wiemy, zastała już w Polsce pokolenie, przygotowane do realizacji ideałów niepodległościowych.

pop -, a zmierzający konsckw ku ostatecznym formom komun nym. ! prosta ie zasadnicze dażeni kie nie mogły znaleźć uznania u ołeczeństwa, które nie wierzyło w celoM przeobrażeń na drodze do osi. nej pomyślności i szczęścia. Puzateni znako­ mitą większość społeczeństwa raziły i inne chy socjalizmu, jak naprzykład jego antyreligijny, a w szczególności antykatolicki charak­ ter, jego zasadniczy internacjonalizm, lekcewa­ żenie tradycyj, utartych norm etycznych i oby­ czajowych, jednem słowem całość jego rewolucyjności, która daleko odbiegała od tego, ca wymagały względy ideologji niepodległościo­ wej.

Socjalizm nie by] jednak jedynym czynni­ kiem, który przeciwstawi! się popowstaniowe­ mu trójlojalizmowi i Ugodowości i stal się szer­ mierzem idei niepodległościowej. Obok socjalizmu, jakkolwiek nieco później, zupełnie samodzielnie rozwinął się niepodległo­ ściowy ruch czysto narodowy, ściślej mówiąc narodowo-démokratyczny, który w małym tyl­ ko i to nie doktrynerskim stopniu uwzględniał zagadnienia socjalne. Jakaż była geneza tego ruchu? Od czasu upadku powstania styczniowego i związanych z niem późniejszych rachub kie­ runku patriotycznego na interwencję europej­ ską, które zresztą ostatecznie rozwiał kongres berliński z 1.X77 — 78 r., pierwszy odruch bez­ kompromisowego, bojowego patrjotyzmu, jak to już wiemy, wyszedł z obozu socjalistycznego i przejawił się w działalności Bolesława linia nowskiego. Patrjotyzm tego ostatniego, pod świadomy instynkt narodowy w masach, a wre­ szcie nakazy przeżywanej rzeczywistości pol­ skiej — wszystko to doprowadziło do unarodo­ wienia socjalizmu i stworzenia w 1892 r. P. I\ S., która już była wyrazem zdecydowanych t eiidencyj niepodległościowych. Nie należy jednak zapominać, że zarówno już u Limanowskiego, jak tembardziej w póź­ niejszej P. P. S. patrjotyzm kojarzy! się z so­ cjalizmem, który w zgoła odmienny od ogółu społeczeństwa sposób wyobraża] sobie ukształ­ towanie gospodarcze i społeczne przyszłej Pol­ ski niepodległej. Dla socjalistów nawet kierunku patrjotycznego, niepodległość była tylko wstępem do sze­ rokich reform, które miały przeobrazić ustrój kapitalistyczny, oparty o prawo własności, na ustrój socjalistyczny, będący zaprzeczeniem

Rada pułkowników legjonowych, Nfarazie socjalizm patrjotyczny mógł ma­ sowo przyciągać ku sobie jednostki zapalne, które dla haseł niepodległościowych rezygno­ wały z własnych przekonań lub tylko skłonności w zagadnieniach społeczno - gospodarczych. Wprawdzie ta siła przyciągająca P. P. S. w sto­ sunku do jednostek, w gruncie rzeczy wcale nie skłaniających się ku socjalizmowi, jako doktry­ nie, trwała i później aż do czasów ostatnich, w większości jednak wypadków ta dwoistość ideologji socjalistycznej wcześniej, czy później musiała wywołać reakcję w sferach czysto i wy­ łącznie patrjotycznych i pobudzić je do działal­ ności organizacyjnej, która skupiłaby czynniki niepodległościowe, nieposiadające zabarwienia socjalnego. Było to tern pewniejsze, że działali jeszcze, szczególnie w zaborze austriackim, epigoni po­ wstania styczniowego, którzy prowadzili wal­ kę na dwa fronty. Z jednej strony prowadzili ustawiczną i zaciętą walkę z tak zwanymi stań­ czykami, konserwatywno-ugodowym obozem galicyjskim, który nazwę swoją zawdzięczał 95

zbiorowemu pamfletowi pod tytułem „Teka Stańczyka", potępiającemu wszelkie odruchy patrjotyczne. Z drugiej znów strony zwalczali rodzący się socjalizm, wówczas jeszcze w więk­ szości swojej kosmopolityczny, nietylko widząc w nim nowe niebezpieczeństwo dla sprawy na­ rodowej, ale i przeciwstawiając się jego społecz­ nej i kulturalnej, jak sądzili, szkodliwości. Jeszcze w 1877 r. pisał Giller w „Ru­ chu Literackim", wychodzącym we Lwowie, o „złudnych teorjach socjalizmu", że „gdyby je naród przyjął i chciał do siebie stosować, osłab­ łaby w nim ta wielka i niepokonana siła, chro­ niąca narodowość naszą wśród burz niewoli, ja­ ką jest religja i miłość Ojczyzny — usiłowania zaś, mające na celu odzyskanie bytu narodowe­ go, zamieniwszy się na socjalne, gdyby doko­ nały przewrotu społecznego, oddałyby wytwa­ rzanie się nowego społeczeństwa pod wpływy wynaradawiające panujących rządów i sprawi-

Oficerowie I p. ukuiów I Brygady Legjonów (Beliniacy).

łyby, że na ruinach obecnie istniejącego społe­ czeństwa zginęlibyśmy jako Polacy, a pozostali jako Niemcy i Moskale". Ten punkt widzenia był właściwy całej ówczesnej demokracji polskiej, która kontynu­ owała tradycje Towarzystwa Demokratyczne­ go, uważającego reformy społeczne nie za cel sam w sobie, lecz za środek do osiągnięcia nie­ podległości, a w przyszłości potęgi państwa pol­ skiego. Jednak rola tych demokratycznych epigo­ nów powstania styczniowego była niezwykle ciężka. Walczyli na dwa fronty, a aktywność ich słabła z każdym rokiem, gdyż nowe siły pra­ wie zupełnie nie napływały. Złamani klęską powstania 1863 r„ zawiedzeni w swoich póź­ 96

niejszych rachubach i nadziejach, opuszczeni przez społeczeństwo, jakgdyby zamknęli się w sobie i w swojej umarłej już legendzie, peł­ niąc mistyczną i senną rolę „stróżów narodo­ wego znicza". Tylko nieliczni walczyli nadal piórem tam, gdzie to było jeszcze możliwe, a więc w zaborze austrjackim i na emigracji. Opuszczeni zresztą przez społeczeństwo, powoli tracili z niem kontakt. Młodzi lub bardziej ra­ dykalni lgnęli do kosmopolitycznego socjalizmu, w imię jego ideałów potępiając „burżuazyjnych" patrjotówT popowstaniowych. Starsi lub bardziej umiarkowani wsiąkali w chłonne ba­ gno ugody i trójlojalizmu w imię pozytywi­ stycznych haseł „pracy organicznej", zagospo­ darowywania się pod obecnym dachem, z poli­ towaniem traktując patrjotów, jako szkodli­ wych szaleńców. Jednakże pomimo tak smutnej atmosfery, panującej w społeczeństwie polskiem, ani przez chwilę nie zagasła myśl patrjotyczna, konty­ nuatorka wielkiej tradycji narodowych po­ wstań, walk, ofiar i bezkompromisowej odpor­ ności. Jakkolwiek niewielu liczyła wyznawców1, lecz żyła i drążyła powoli nowe łożysko, wT którem wielkim prądem miał się niebawem wlać odrodzony patrjotyzm z jego nierozłączną ideoiogją niepodległościową. Już w połowie siedemdziesiątych lat, rów­ nocześnie z pierwszemi kółkami socjalistycznemi, powstaje na uniwersytecie warszawskim nielegalne kółko Adama Szymańskiego, który przeciwstawił się socjalistyczno-kosmopolitycznej akcji Waryńskiego i jego towarzyszy, wy­ chowanych na wzorach rosyjskiej rewolucyjności, sam głosząc hasła patrjotyzmu i walki w imię odbudowy niepodległości politycznej. Praca Szymańskiego doprowadziła do założenia związku „Synów Ojczyzny". Związek ten był połączony z analogiczną organizacją w Galicji, założoną we Lwowie przez B. Deskura. W 1876 r. powstaje wT Galicji rząd naro­ dowy pod prezesurą Adama Sapiehy w celu wy­ wołania przy pomocy i w oparciu o Austrję i mocarstwa zachodnie zbrojnego powstania przeciw Rosji, aby na obszarze zaboru rosyj­ skiego odbudować chociaż częściowo państwo polskie. Szymański, z którym rząd narodowy nawiązał kontakt wT Krakowie, bardzo łatwo dał się pozyskać dla idei nowego powstania. Szy­ mański z trudem zjednał kilkuset członków swojego spisku, którzy byli podzieleni, wzorem powstania styczniowego, na tysiączników, set­ ników i dziesiętników. Wybitną rolę w spisku odegrał jeden z tysiączników, J a n Ludwik Po-

DOWÓDCY

ARM

IJ

ROSYJSKICH

•••

Głównodow. Okręg. Wileńskim Gen. Rennekamph.

Gł<honod, Kijowski m Ohr Gen. Iicanow.

D-ca Wojsk. Okraju Warszawsk. Gen. Gub. Warszawski Źy lińskij.

(ii u. Samsonoîv

97

pławski, późniejszy założyciel i organizator taj­ nej organizacji narodowo-niepodległościowej „Ligi Narodowej", oraz jeszcze później naczel­ ny publicysta i teoretyk stronnictwa narodowodemokratycznego. Jednak poza tą szczupłą

Szymańskiego, Popławskiego i innych. Ujaw­ nienie spisku dokonała anonimowa broszura „Na jaw", wydana w Galicji. O denuncjatorskie jej autorstwo posadzono ks. Goljana. Od tej chwili w Królestwie zamiera wszel­ ka organizacja patrjotyczna, i tylko nieliczne jednostki pielęgnują myśl patrjotyczna, zresztą bez powodzenia wśród społeczeństwa i mło­ dzieży. Jedynie jeszcze w zaborze austrjackim, jak to już mówiliśmy poprzednio, tuła się myśl pa­ trjotyczna, walcząc na dwa fronty z ugodą i so­ cjalizmem. Od czasu do czasu energja patrjotów wzrasta, znacząc drogę rozwoju myśli nie­ podległościowej milowemi słupami, obok któ­ rych przechodzi wprawdzie napozór obojętnie społeczeństwo polskie, jednakże nie bez wraże­ nia, zapadającego w przeżarte ugodą i kosmo­ polityzmem dusze. Tak więc w 1879 r. urządzają w Krakowie patrjoci rosyjskiego i austrjackiego zaborów manifestacyjny obchód jubileuszowy Kraszew­ skiego, który na polu literackiem niemal samot-

Serbski Następca tronu Aleksander.

garstką patrjotycznej młodzieży spisek Szy­ mańskiego nie objął szerszych kół społeczeń­ stwa. Nastrój zastrachania, ugody i oportuniz­ mu był tak silny, że nawet młodzież warszaw­ ska samorzutnie przepędziła emisarjuszy an­ gielskich, którzy agitowali na rzecz powstania przeciw Rosji. Jakgdyby w odpowiedzi na ini­ cjatywę spisku szlachta w Królestwie pod wpły­ wem Z. Wielopolskiego wysyła do cara „słowianofilski" adres, a Świętochowski, propagator pozytywizmu, w „Przeglądzie Tygodniowym" wyśmiewał patrjotyczne „mrzonki" i rachuby na pomoc mocarstw zachodnich, zalecając lojal­ ność wobec potęg, których nic nie jest w stanie obalić i spokojną pracę nad dobrobytem materjalnym i rozwojem „kultury". W tych warunkach nie mogły mieć skut­ ku nawoływania spiskowców, że „groźne poło­ żenie spraw w Europie zmusza i nasz naród do bardziej energicznej działalności w celu przy­ wrócenia odebranych nam praw i wolności". Zresztą spisek skończył się aresztowaniem, pro­ cesem i zesłaniem jego głównych przewódców,
98

Czamogórski nast. tronu Królewicz Danilo.

nie walczył w imię ideałów niepodległościowych. W 1880 roku urządzają równie manifestacyj­ ny obchód 50-lecia powstania listopadowego, a w 1883 roku jubileusz Jeżowi, ostatniemu epi­ gonowi Towarzystwa Demokratycznego, które-

go ideały do końca życia wiernie przechował i jak mógł propagował na emigracji. Nawia­ sem mówiąc, jubileusz ten został zakłócony ohydnym zgrzytem, świadczącym o sile kierun­ ku ugodowego i jego metodach, nieprzebierających w środkach. Oto w księdze pamiątkowej, wydanej ku czci sędziwego i zasłużonego jubi­ lata, niewiadomo jaką diłogą zabłąkał się arty­ kuł pozytywistyczny Świętochowskiego, któiy w wywodach swoich przejrzyście przeciwstawił się tej ideologji patrjotycznej, której symbo­ lem był sam jubilat! Ten drobny, ale nadwyraz przykry incydent, obrazuje aż nadto dobrze tę ciernistą drogę, którą przebijać się musiała wśród własnego społeczeństwa polska ideologja patrjotyczna. W tym samym roku organizują patrjoci wielką manifestację unicką. Był to okres dzikich prześladowań ze strony rządu ro­ syjskiego i rosyjskiego duchowieństwa. Połą­ czony z fanatyzmem religijnym rosyjski nacjo­ nalizm postawił sobie za cel „nawrócenie" uni­ tów na prawosławie. Było to równoznaczne z wynarodowieniem wielkiej ilości Polaków na Kresach wschodnio - południowych. To też ogromne wrażenie wywarła w całym kraju ma­ nifestacja, w której kilkanaście tysięcy unitów położyło się na szynach kolejowych, zmuszając do zatrzymania się pociąg, wiozący powracają­ cego z koronacji cesarza Aleksandra III legata papieskiego, Vanutelliego. Równocześnie od czasu do czasu zapalała aktywność patrjotów nadzieja na konflikt austro-rosyjski z racji słowianofilskiej polityki rosyjskiej na Bałkanach (patrz zeszyt I „Ilu­ strowanej Historji Wojny Światowej"). Było to aktualne i w 1883 r. i w 1886 r. W pierw­ szym wypadku głównodowodzący austrjacki we Lwowie książę Windischgraetz zwrócił się do młodego studenta Jana Deskura, syna znanego patrjoty, w sprawie ewentualnej pomocy Pola­ ków na wypadek wojny z Rosją. Deskur zwo­ łał posiedzenie „senatu" działaczy powstanio­ wych z 1863 r., w którem wzięli udział Romanowicz, Asnyk, Janowski, starszy Deskur, gen. Heydenreich-Kruk, oraz szereg młodszych pa­ trjotów. Zebrani uchwalili odpowiedz, w której zapewnili o możliwości wystawienia 200.000 samodzielnej armji polskiej, pod warunkiem, że będzie utworzony niezależny rząd polski, że armja polska podlegać będzie austrjackiemu do­ wództwu tylko w granicach konieczności i na zasadach sojuszniczych oraz, że Austrja zagwa­ rantuje odbudowę państwa polskiego po zwy­ cięskiej wojnie. Zdecydowano również nawią­ zać kontakt z socjalistami warszawskimi, ale

ci mieli oświadczyć, że w razie wojny sami roz­ poczną rewolucję socjalną. Przy następnej okazji władze austrjackie ponownie zwróciły się do patrjotów w sprawie zorganizowania powstania przeciw Rosji. Od­ powiedź jednak patrjotów była tym razem

Gen.

Brusilow.

ostrożniej sza. Żądali oni jawnej odezwy cesa­ rza austrjackiego do Polski, utworzenia armji polskiej z Polaków rezerwistów armji austrjackiej, oraz gwarancji, że w żadnym wypadku ani kawałek zaboru rosyjskiego nie dostanie się Niemcom. Ostrożność patrjotów była nader wskazana, gdyż już wówczas jasnem było, że sprawa pol99

ska, jakkolwiek zaprząta umysły polityków wie­ deńskich jednakże jest traktowana przez nich nieszczerze, wyłącznie jako narzędzie intrygi w rywalizacji Austro-Węgier z Rosją. Należy sobie przypomnieć, że ta ostatnia rozwijała

nie był to wielki błąd dziejowy Austrji, który boleśnie zemścił się na niej w naszych już cza­ sach. Nic też dziwnego, że nadzieje lat 1883 i 1886 rozwiały się, pozostawiając patrjotów W większem jeszcze osamotnieniu i ostatecznie ich osłabiając. Przeważnie byli to ludzie sta­ rzy, którym każde nowe rozczarowanie odbie­ rało wciąż energję i wiarę w przyszłość. A tymczasem, podczas gdy Austrja upra­ wiała swoje perfidne intrygi na temat sprawy polskiej, dwaj inni zaborcy całkiem jawnie na­ ciskali śrubę swoich prześladowań, Niemcy, równocześnie sprzymierzone z Austrją i po przyjacielsku porozumiewające się z Rosją w sprawach polskich, rozpoczyn aj ą swój ą akcję wynarodowienia i wydziedziczenia Pola­ ków, akcję, zakrojoną na niebywałą przedtem skalę. W zaborze rosyjskim biskup wileński ks. Hryniewiecki zostaje wywieziony w 1885 r. w głąb Rosji. Nawet do szkół elementarnych wprowadza się język rosyjski, jako wykłado­ wy poza jedną tylko nauką religji. Nowa polsKa kolej prywatna, tak zwana Dąbrowiecka, ma od początku już narzucony język rosyjski. Wszelki odruch oświatowej nawet działalności polskiej spotyka się z dzikiem prześladowaniem. Uczącej się młodzieży polskiej chce się wydrzeć

Szef sztabu rosyjskiego Naczelnego Dow. General Jamtszkiewicz.

wówczas największą aktywność w swojej wszechsłowiańskiej polityce, dążącej do rozsze­ rzenia hegemonji rosyjskiego imperjum na zie­ mie wszystkich słowian. Tymczasem AustroWęgry posiadały u siebie aż nadto ziem i na­ rodów słowiańskich, iżby mogły bez obawy ob­ serwować politykę słowianofilską Rosji. W do­ datku interesy obu tych mocarstw bezpośrednio już rywalizowały ze sobą na terenie słowiań­ skich Bałkanów. Jakkolwiek jasnem mogło się zdawać, że w tych warunkach jedynem wyj­ ściem dla Austrji było oparcie się o naród pol­ ski i jego prawa do życia, aby przeciwstawić sprawę polską słowianofilstwu—jednakże kon­ cepcja ta nigdy nie była rozpatrywana przez Austrję dość poważnie i szczerze, zawsze zaś miała charakter dorywczej intrygi, obliczonej na bliski efekt i doraźne korzyści. Bezsprzecz­
100

Generał Ruzshij.

wszelkie objawy rodzimej kultury, świadomo­ ści narodowej i narodowej dumy (słynne pod­ ręczniki rosyjskie znienawidzonego Iłowa jskiego, przekręcające i bezczeszczące dzieje pol­ skie).

Społeczeństwo polskie, sugestjonowane dwoma aktualnemi prądami: ugodowym pozy­ tywizmem i kosmopolitycznym socjalizmem, nie umiało się przeciwstawić prześladowaniom za­ borczym, tembardziej, że wpływ patriotycznych demokratów był coraz niklejszy. Zdawało się już, że sztandar niepodległościowy, wzgardzony przez naród, wypadnie lada chwila ze starczych rąk epigonów powstania styczniowego. Tak się jednak nie stało. Znaleźli się młodzi, którzy podjęli tradycję i ideologję starych, jednakże pragnąc ją oblec w nową szatę, dostosowaną do odmiennych warunków rzeczywistości i pogo­ dzoną z odmiennemi prądami umysłowemi. Wśród młodych patrjotów rozpoczyna się okres poszukiwania nowego wyrazu niezni­ szczalnych haseł patriotycznych, w imię któ­ rych naród walczył i cierpiał od 1794 do 1864 r. We Lwowie emigrant warszawski Bolesław Wysłouch w swoich poszukiwaniach ideowych od socjalizmu kosmopolitycznego przechodzi do nowego kierunku patrjotycznego, formułując mianowicie podstawy ruchu ludowego. W War­ szawie znów powstaje w 1886 r. tygodnik „Głos" o charakterze literacko-społeczno-politycznym. W tygodniku tym wykuwał się nowy kierunek patrjotyczny o charakterze ludowym. Wychodząc z założenia, że najliczniejszą war­ stwą społeczną, a zarazem najbardziej odporną i silną rasowo jest chłop polski — grupa „Gło­ su" za cel swój stawiała wytworzenie nowych pojęć narodowych i nowych ideałów patrjotycznych w oparciu o masy chłopskie i ich prawa do przyszłości. Ideologję tę doskonale charak­ teryzuje „Głos", mówiąc: „My nazywamy na­ rodem nie tę nieliczną garstkę spadkobierców przeszłości, warstwę, która pływa, jak pozłota na rosole, ale miljonową masę chłopską, której świadomość zbiorowa nie potrzebuje legitymo­ wać się herbarzem świetnych wspomnień, ani rozkopywać grobów, w których przeszłość leży, ani powoływać się na traktaty". Jednem sło­ wem „Głos" przeciwstawiał się patrjotycznej tradycji szlacheckiej, uważając, że masa chłop­ ska dojrzała już, aby inicjatywę narodową ująć w swoje mocne dłonie. Wśród współpracowników „Głosu" prze­ ważał element, który siłą reakcji odpadł od kie­ runków zarówno pozytywistycznego, jak i so­ cjalistycznego. Tacy, jak Jan Popławski, za­ mieszany ongiś do spisku Szymańskiego, Bo­ husz i Adolf Dygasiński, ulegali przedtem ha­ słom pozytywistycznym i hołdowali zasadom Świętochowskiego, głoszonym w „Prawdzie". Tacy znów, jak Zygmunt Heryng i Józef Hła-

sko należeli do pierwszych organizacyj socja­ listycznych, zresztą ten ostatni do organizacji o charakterze socjalno-narodowym. Ludowo-patrjotyczne hasła „Głosu" po­ rwały młodzież warszawską, która dość już miała przyziemnego pozytywizmu i oderwane­ go od rodzimej gleby kosmopolityzmu. Jednak­ że ideologja „Głosu" bynajmniej nie była spre­ cyzowana. Pojęcie ludu nie było w niej społecz­ nie określone, kwestje polityczne były dość mgli­ ste, a idea niepodległościowa, nieoparta o tra­ dycje dawnej państwowości polskiej, nie posia­ dała określonych na przyszłość konturów. Stąd też grupa „Głosu" spotkała się z ostrą krytyką i ze strony socjalistów, i ze strony patrjotów, nie mówiąc już o pozytywistach. Jedynie jasno skrystalizowaną ideą „Głosu" była jego rasowa plemienność, poprzez którą rozumiał on lud i patrjotyzm. To właśnie było powodem, że gło­ sił on po raz pierwszy w Polsce antysemityzm z pobudek czysto rasowych i kulturalnych. Po­ za tern jednak pokutowały w „Głosie" nawet pojęcia czysto socjalistyczne, których zresztą w początkach nikt nie starał się nawet wypie­ rać. Dlatego też i ta podstawowa „ludowość" miała wiele pierwiastków socjalistycznych. By­ ło w niej też coś z rosyjskiego „narodniczewstwa". Ferment ideowy, który grupa „Głosu" wniosła do inteligencji warszawskiej, poruszył wiele jednostek, a i w literaturze wywarł wpływ na Kasprowicza, Konopnicką, Prusa, Orzeszkową i innych. A tymczasem na emigracji działy się rze­ czy niezwykle ważne, które miały wywrzeć do­ niosły wpływ na ideologję młodych patrjotów w kraju. Oto nieliczna już, ale głęboka ideowo grupa patrjotów na emigracji na czele z T. T. Jeżem i w oparciu o swoich przyjaciół w kraju, przede wszy stkiem w kontakcie ze wzmiankowa­ nym już Gillerem we Lwowie, zainicjowała wielkie dzieło zorganizowania demokracji pol­ skiej, od dwudziestu już lat rozbitej, wyjało­ wionej, bez wpływów. Chodziło o stworzenie zwartej organizacji patrjotycznej, łączącej demokratówT w kraju i na emigracji, opartej o in­ stytucję „Skarbu Narodowego", niezależnego od zaborców i przeznaczonego do finansowania ruchu narodowego w kraju, oraz działalności propagandystycznej na terenie międzynarodo­ wym. W 1886 r. T. T. Jeż (Zygmunt Miłkowski), ostatni czynny członek Towarzystwa De­ mokratycznego, weteran rewolucji węgierskiej 1848 r., powstaniec z 1863 r. i nieustający apo101

Groźny niemiecki krążownik wojenny „Emden" po zbombardmoaniu go w dniu 29 listopada 191Ą. r. u wybrzeży wysp Kokosowych został opuszczony przez załogę, którą zabierają szalupy zwycięskiego krążownika australijskiego „Sydney".

stoł idei niepodległościowej i obrony „czynnej", napisał broszurę „Rzecz o obronie czynnej i o skarbie narodowym". Broszura w dużej ilo­ ści przedostała się do kraju i wszędzie uczyniła wielkie wrażenie. Autor między innemi pisał: „Czem jest praktykowana obecnie na ziemiach polskich obrona „bierna"? Wydała dotąd hasło pracy organicznej, ograniczając obronę do uprawiania dobrobytu materjalnego i obrony narodowości, zrezygnowała dobrowolnie z pod­ noszenia głosu w zakresie spraw międzynaro­ dowych, rozerwała spójność Polski, zatracił się patrjotyzm polityczny zbiorowości, wśród mło­ dzieży zapanował duch antipatrjotyczny. Obro­ na bierna ułatwiła rusyfikację kresów, wystę­ pującą zarówno w Rosji, jak w Prusiech nie podczas powstań, ale właśnie w czasie bierno­ ści. Przeszkadza obrona bierna powołaniu do życia patrjotycznego — chłopa, gdy zaborcy go kaptują. Powrócić nam tedy potrzeba do obro­ ny czynnej. Przykładem powinna nam być Irlandja". A dalej: „Siepacze rosyjscy dopuszcza­ ją się od 23 lat bezliku okrucieństw i tylko jed­ nego z nich jeden policzek spotkał (autor miał na myśli spoliczkowanie w 1883 r. Aleksandra 102

Apuchtina, kuratora okręgu naukowego war­ szawskiego, rusyfikatora szkolnictwa i gnębiciela młodzieży polskiej). Czyżby się oni tak krzątali, gdyby się na nich raz policzki, znów kije sypały?". Nawołuje również Miłkowski do zastosowania przeciwko Niemcom podobnych metod, jakie stosowali Irlandczycy przeciwko Anglikom, a więc nieustającego czynnego opo­ ru. Według Miłkowskiego obrona „czynna" nie polega zresztą na propagowaniu powstania. Nie wyrzeka się też powstania, a zasadza się w tern, aby prowadzić jakgdyby permanentne powsta­ nie w znaczeniu potencjonałnem, a w odpowied­ nim momencie słabości przeciwnika, czy to z ra­ cji rewolucji wewnętrznej, czy też wTojny ze­ wnętrznej, zamienić je na kinetyczne — bojowe. Tak pojęte permanentne powstanie narodowe powinno mieć naczelne kierownictwo organiza­ cyjne, oraz „Skarb narodowy" na emigracji, zasilający je finansowo. Broszura Jeża narobiła wiele wrzawy. Po­ zytywiści i ugodowcy wszelkich odcieni rzucili się na nią, wykazując jej utopijnośc, a nawet szkodliwość. Nie pomogło to jednak, i co goręt­ sza młodzież nieledwie z nabożeństwem wczy-

Serbska

piechota.

nej obojętnie, lecz nie bez pewnych uszczerbów, przeszedł kryzysy polityczne : epokę zredukowa­ nego patrjotyzmu, czyli oficjalnego sekciar­ stwa, rodzaj wyrzeczenia się narodowych aspiracyj, stale wyzyskiwany przez pewne part je na rzecz interesów osobistych i to bynajmniej nie osobistości wybitnych, a to zawsze ze szkodą dla swych walorów wojskowych. Pomimo wszystko zachował on armję dla Francji. Osta­ tecznie i zwłaszcza dla tych, co znali wojsko drugiego cesarstwa, dzięki uporczywej pracy wszystkich, wojsko Rzeczypospolitej stało się wartościowem narzędziem wojny, ożywionem w najwyższym stopniu poczuciem obowiązku, zdecydowanem za wszelką cenę zapewnie szczę­ ście swojej ojczyźnie". W ocenie swojej podkreśla Foch moralną wartość armji francuskiej i jej oficerów, uwa­ żając, że pod tym względem stała ona całkowi­ cie na wysokości zadania, chociażby w porów­

naniu z tą arm ją drugiego cesarstwa, która po­ nosiła winę klęsk i upokorzeń 1870 roku. Rów­ nocześnie jednak stwierdza Foch ujemny wpływ destrukcyjnych prądów w życiu politycznem Francji, które osłabiały i opóźniały odrodzenie armji republikańskiej. Pomimo to widząc siłę armji francuskiej głównie w jej wartościach moralnych podkreśla jej techniczne braki, mó­ wiąc: „Czy wystarczą te przymioty wobec współczesnego uzbrojenia?" Stwierdzając, że wyższe dowództwo armji odpowiadało pod względem fachowości swoim zadaniom, obawia się jednak o poziom facho­ wy niższego dowództwa: „Dowództwa mniej­ szych jednostek: korpusów, dywizyj i brygad odczuwały jeszcze na sobie skutki wtrącania się polityki w sprawy awansów oficerskich za czasów pewnych ministrów. Obecność na czele armji od roku 1911 wysoce uzdolnionego na­ czelnego wodza, posiadającego zaufanie rządu 135

Rzeczypospolitej, pozwoliła nie na całkowite, coprawda, usunięcie, lecz przynajmniej ograni­ czenie liczby dowódców, nieposiadających do­ statecznych wartości, dowódców, których opinja wysunęła na pewne stanowiska. Zło nie było całkowicie naprawione". O przyczynach tego zła mówi Foch wy­ raźnie: „Stanowisko oficera zabrania mu mie­ szać się w walki polityczne podczas wojny, jak i podczas pokoju, brać udział w tych waśniach. Jego wartość zawodowa przejawia się jedynie w terenie działań wobec współfachowców, rów­ nych mu lub wyższych stopniem. Wymyka się ona w ten sposób ocenie polityków, a kiedy ci ostatni znajdą się w otoczeniu wojskowych kli­ entów, przy odrobinie rozsądku i szczerości wo­ bec samych siebie, znajdą oni wśród nich za­ zwyczaj jedynie niezdarnych na polu manew­ rów adoratorów władzy, kosztem swej prawo­ ści, to jest kosztem osłabionego na przyszłość charakteru, głoszących tak zwane poglądy filo­ zoficzne lub rzekome opinje polityczne, mające umotywować ambicję wojskową, która nie po­ siada innego uzasadnienia. Oto dlaczego poli­ tyka wnosi przy awansach oficerów jedynie błę­ dy i niesprawiedliwość — dwie przyczyny osła­ bienia korpusu oficerskiego". Z kolei wylicza Foch liczne braki technicz­ ne armji francuskiej. Stwierdza, że była ona znacznie słabiej wyposażona w artylerję od ar­ mji niemieckiej, zarówno co do ilości dział, jak i kalibru. Do tych zasadniczych braków nie do­ stosowała ona swej doktryny wojskowej, która zbytnią uwagę przykładała do masowego natar­ cia piechoty, co było niecelowe i zbyt kosztowne wobec własnych znacznie mniejszych od nie­ przyjaciela możliwości ogniowych. W dodatku zapasy amunicji były całkowicie niedostateczne w czasie pokoju, a fabrykacja jej nie była przy­ gotowana i dostosowana do wzmożonego zapo­ trzebowania w czasie wojny. Wogółe wszystkie techniczne środki armji posiadały liczne i za­ sadnicze braki. Lotnictwo było słabe. Służba transportowa zorganizowana była wadliwie w sposób całkowicie niewystarczający. „Było to następstwem tego, pisze Foch, że rząd, zdecydowanie pragnący pokoju i przewi­ dujący jedynie konieczność obrony, długo opie­ rał się wydatkom wojskowym, a przez to ogra­ niczał środki materjalne, coraz to niezbędniejsze dla wojska, by mogło ono z powodzeniem prowadzić natarcie o doniosłości, jaką nadaje walce uzbrojenie. Stąd też ofensywa, jako pod­ stawowa forma naszych działań, miała napot­ kać realne trudności przy wykonaniu. Do ta­ 136

kiego stopnia jest prawdą, że polityka i prowa­ dzenie wojny są ze sobą ściśle związane, iż to ostatnie może być na wstępie jedynie przedłu­ żeniem tamtej. Pomimo całego płomiennego zapału, pomimo całego pragnienia uzyskania zwycięstwa w drodze działań zaczepnych, któ­ re jedynie mogą je dać, wódz, prowadzący woj­ nę, często jest zmuszony, dzięki położeniu, wy­ tworzonemu przez politykę, przewidywać przedewszystkiem obronę". Jak widzimy z przytoczonych zdań, mar­ szałek Foch, pomimo całej jego wiary w moral­ ną wartość armji francuskiej, widzi ją nie­ przygotowaną do wojny, szczególnie w stosun­ ku do takiego przeciwnika, jakim były Niemcy. Przejdźmy z kolei do przeglądu sił bojo­ wych drugiego, głównego przeciwnika Niemiec — Rosji. Carska, przedwojenna Rosja — był to ko­ los, któiy pod każdym względem mógł był im­ ponować światu... zdaleka. Ogromne, bezkres­ ne terytorjum, rozciągające się w dwóch czę­ ściach świata; olbrzymia masa ludności, nie mająca sobie równej liczebnie ludności w żadnem z państw Europy; bezmierne bogactwa naturalne, których racjonalna eksploatacja mogła była zapewnić Rosji uprzywilejowane w świecie położenie; i wreszcie nieograniczona nkzem władza, skupiona w rękach cara, teore­ tycznie bez ograniczeń dysponującego całem bogactwem i nawet niedającemi się obliczyć siłami rosyjskiego kolosa. Jednakże dla każdego, kto znał Rosję przedwojenną zbliska, kolos ten przestawał im­ ponować, budząc poważną i uzasadnioną nie­ wiarę w jego realne siły i możliwości. Pierwszą jaskrawą oznaką słabości Rosji carskiej były haniebne klęski armji rosyjskiej w wojnie z Japonją w latach 1904—1905. Klęski te wykazały nietylko brak wyszkolenia armji i całkowicie nieodpowiadający potrze­ bom nowoczesnym poziom jej technicznego wy­ posażenia, nietylko wykazały nieudolność jej kierownictwa, oraz niedołężność całego apara­ tu państwowego — wykazały one ponadto tę­ potę i bierność mas rosyjskich, oraz brak rów­ noważnych wartości moralnych wśród inteli­ gencji, biurokracji, a nawet wśród korpusu ofi­ cerskiego armji. Druga oznaka słabości Rosji — rewolu­ cja, która nastąpiła bezpośrednio po przegranej wojnie z Japonją, wykazała, że cała wewnętrz­ na struktura caratu ulega szybkiemu rozkła­ dowi. I jakkolwiek rewolucja została stłumio­ na, a Rosję odmalowano lichym pokostem nie-

Albany a.

dostatecznych, połowicznych i obłudnych re­ form wewnętrznych — jednakże poprzez ów pokost porewolucyjny przeświecały groźne ry­ sy w gmachu carów, nie wróżące niczego dobre­ go dla jego przyszłości. Na tę wewnętrzną słabość kolosa rosyj­ skiego złożyło się wiele przyczyn : ciemnota mas ludowych, różnoplemienność ludności, różnice religijne, jaskrawe nierówności społeczne, wy­ wołujące stałe fermenty rewolucyjne, prymi­ tywne, niedorozwinięte formy życia gospodar^•JW'yT•i•"^afal^•^|B|^ł•^'••

wiące anachronizm w Europie XX wieku, unie­ możliwiało wytworzenie się społeczeństwa, pań­ stwu zaś utrudniało spełnianie coraz bardziej skomplikowanych zadań, przerastających jego możliwości. Tracąc grunt pod nogami „samodierżawje" już od połowy XIX stulecia głów­ ne swoje siły marnowało na jałową walkę z własnym narodem, z duchem czasów, z naka­ zami rosnącej cywilizacji mechanicznej, prag­ nąc za wszelką cenę utrzymać swój przestarza­ ły charakter wschodniego absolutyzmu.

L;;j: v\fr:- ; '

*•#

P* v

** i

i

. ..

;

1

-'S!».

•,.•;, >*•'

• * • , . • , * *

• ..-. ...

f^i

r

'

^

\

\• -r

, '

• ^,-/.7

Grwpa Niemców poległych od 75 cm. dział

francuskich.

czego, brak dostatecznych przy olbrzymich ob­ szarach środków komunikacyjnych, brak jedno­ litej kultury, walki i ucisk narodowościowy, brak rozwiniętych form życia społecznego, zdezorjentowanie i nihilizm inteligencji, tępota, nieudolność, brutalność i skorumpowanie wszechpotężnej biurokracji i wiele, wiele in­ nych pośrednich lub równoległych przyczyn. Zasadniczem jednak źródłem słabości Rosji carskiej była sama instytucja caratu, owo „samodierżawje", które było dumą armji i biuro­ kracji rosyjskiej. Typowo wschodnie pojmowa­ nie roli państwa i władzy państwowej, stano-

Równocześnie jednak „samodierżawje" nie mogło i nie chciało się wyrzec swoich aspiracyj imperjalistycznych, które, stanowiąc głó­ wną rację jego bytu, pchały go do ekspansji na zewnątrz, całkowicie niewspółmiernej już do sił, któremi dysponowało. Wszystko to razem wytwarzało w Rosji przedwojennej sytuację, która jak najmniej od­ powiadała tej roli, jaką Rosja miała zająć w wojnie światowej. Przedewszystkiem zaś Ro­ sja nie posiadała sił moralnych, potrzebnych do prowadzenia tej wojny. Masy społeczne były bierne, lub nawet wrogie wobec własnej pań137

stwowości. Inteligencja słaba, zdezorjentowana, w znacznej mierze nastrojona rewolucyj­ nie, lub conajmniej nihilistycznie. Odśrodkowe tendencje narodowościowe rozsadzały jednoli­ tość państwa. Zdemoralizowana i mało facho­ wa biurokracja zaledwie panowała nad skomplikowanym aparatem państwowym. Armja, świeżo rozgromiona przez Japończyków, zaled­ wie rozpoczęła odbudowę swojej wartości bo­ jowej, równocześnie będąc wybitnie niepopu­ larną wśród mas i inteligencji. Sam car Miko­ łaj II, niezdecydowany, lękliwy i słaby, otoczo­ ny był przez sfery dworskie i wojskowe, które, jedyne bodaj w Rosji, pragnęły wojny nietylko poto, aby odegrać się w Europie za klęski w Azji, ale i z pobudek czysto egoistycznych, w celach osobistej kar jery, bogacenia się i uży­ cia. Marszałek Foch, który, jako komendant Wyższej Szkoły Wojennej, brał udział w mane­ wrach rosyjskich w 1910 roku i parokrotnie prowadził rozmowy z carem, tak def injuje swo­ je ówczesne obawy co do zdolności prowadzenia wojny przez Rosję: „Czyż Rosja, pozbawiona jeszcze podstaw społecznych i sił moralnych, reprezentowanych przez organizacje narodowe zachodu i środka Europy, nie powinna była wykazać w czasie wielkiej wojny pewnej sła­ bości, jak ten kolos na glinianych nogach ?" Generał J. Daniłow w dziele swojem1) pi­ sze: „Wewnętrzne położenie Rosji bezpośrednio przed wojną nie dawało świadectwa mocnej państwowości, zdolnej wytrzymać brzemię ciężkich prób. Ojczyzna nasza stanowiła kolos, którego ciało było zżerane od środka. Fakt ten dla nikogo nie był tajemnicą. Głośno świad­ czyły o tern nawet cesarskie wezwania w mani­ feście o wypowiedzeniu nam wojny ze strony Niemiec: „W momencie groźnych prób niech­ że zapomniane będą waśnie wewnętrzne. Niech­ że bardziej jeszcze umocni się jedność Cara z jego narodem..." Co do samej armji rosyjskiej — była ona jak najbardziej nieprzygotowana do wojny w 1914 roku. Ten sam generał J. Daniłow, wie­ loletni współpracownik rosyjskiego sztabu ge­ neralnego, tak pisze o słabości armji rosyjskiej : „Rosyjsko-japońska wojna 1904—05 r. obnażyła znaczne defekty w organizacji i w bojowem przygotowaniu naszej armji. Niezależ­ nie od tego, wyjaśniła ona ogromne znaczenie wielu nowych środków technicznych, które mu­ sieliśmy wprowadzać zupełnie od nowa. NakoJ

niec, pomimo tego, że w wojnie tej brała udział zaledwie trzecia część naszych lądowych sił zbrojnych, spowodowała ona rozstrój dosłownie całej naszej armji i w znacznym stopniu wy­ czerpała nasze materjalne środki, gwarantują­ ce postawienie tej armji na stopę wojenną. Nie­ zwykle rujnującym dla Rosji traktatem handlo­ wym z Niemcami, zawartym w 1904 r., rząd nasz okupił chwilowe bezpieczeństwo naszych zachodnich granic. Dawało mu to możność w ciągu całej wojny z Japonją czerpać żywe si­ ły i środki materjalne dla uzupełnień armji mandżurskiej z oddziałów wojskowych i wo­ jennych zapasów, pozostających w Rosji euro­ pejskiej. Dorywczo wyrywało się z tych oddzia­ łów oficerów,szeregowyeh młodszych roczników służby, różnego rodzaju specjalistów, materjał wojenny w lepszym stanie, a ze składów — nietylko wielkich magazynów i twierdz, ale na­ wet oddziałów wojskowych — wszelkiego ro­ dzaju przedmioty i materjały wyposażenia artylerji, intendentury, wojsk technicznych i od­ działów sanitarnych. Powoli składy opustosza­ ły, a materjalny dobrobyt oddziałów wojsko­ wych poderwany został dzięki temu w najbar­ dziej zasadniczy sposób. Rezultatem końcowym był całkowity rozstrój oddziałów wojskowych, który ostatecznie dopełnił się pod destrukcyj­ nym wpływem bardzo licznych odkomenderowań wojska dla uśmierzenia rozruchów w okre­ sie, który bezpośrednio nastąpił po wojnie. Osłabła wewnętrzna spoistość oddziałów. W szeregi wojska... widocznie poczęła przeni­ kać rewolucyjna propaganda. Na skutek wszystkich tych przytoczonych faktów Rosja po wojnie 1904—05 r. musiała przystąpić do stworzenia swojej wojennej potęgi nieledwie zupełnie od nowa. Praca szła powoli, zarówno ze względu na jej ogrom, jak i ze względu na to, że w pierwszych latach po wojnie asygnowane środki pieniężne całkowicie nie odpowiadały potrzebom... I ja nie mogę inaczej scharaktery­ zować okresu od 1906 clo 1910 roku włącznie, a może i dłuższego, niż nazyw7ając go okresem naszej całkowitej wojskowej bezbronności**. Dopiero w 1910 r. zdołano w Rosji wypra­ cować jako tako wszechstronny plan odbudowy* całkowicie zdezorganizowanej armji. „Wszyst­ kie jednak te środki — pisze gen. Daniłow — całkowicie nie miały charakteru, wyczerpują­ cego nasze potrzeby. Wypracowywano je wT nie­ zwykle ciężkich warunkach: nie powiększać ani o jednego człowieka corocznego kontyngentu re­ kruta i ani o jeden rubel corocznych zwykłych wydatków na armję. Wolno było tylko prosić

) Gen. J. N. Daniłow „Rossija w Mirowoj Wojnie",

138

o nowe kredyty na dorywcze potrzeby, ale i to w sposób ograniczony. W praktyce przy reali­ zacji zamierzonego programu napotykało się ponadto na szereg innych, niezwykle złożonych i trudnych do przezwyciężenia przeszkód, ha­ mujących pracę i nierzadko naruszających jej celowość i porządek". Do przeszkód tych zalicza Daniłow wadli­ wą organizację i równie wadliwe, wciąż pow­ tarzające się reorganizacje najwyższych władz wojskowych, obsadzanych w sposób dowolny, a szkodliwy dla armji: „Rosja pozwoliła sobie na niedopuszczalny luksus zmiany na stanowi­ sku szefa sztabu generalnego, w okresie od 1905 r. do 1914 r., sześciu osób, przyczem osoby te były wybierane zbyt często bez liczenia się z ich rzeczywistemi zdolnościami i praktyką służbową". Ze względu na bliższe nasze zainteresowa­ nie arm ją rosyjską, przytoczymy tu nieco bar­ dziej szczegółowe dane. Podstawą całego systemu wojskowego w Rosji była ustawa o powinności wojskowej, pochodząca z czasów jeszcze panowania cesarza Aleksandra II i rzecz prosta stanowiąca całko­ wity anachronizm z wojskowego i ogólnopaństwowego punktu widzenia. Nową ustawę, zre­ sztą nazbyt wzorowaną na poprzedniej, udało się wpnwadzić dopiero w 1912 r., działała więc ona w ciągu zbyt krótkiego czasu, aby mogła była zdziałać coś poważniejszego w sensie po­ większenia sił bojowych Rosji. Według danych rosyjskich, Rosja przed­ wojenna posiadała ponad 25 miljonow męż­ czyzn w wieku, podlegającym służbie w7ojskowej T aktywnej, w rezerwie i pospolitem ruszeniu. Pomimo tego, zgodnie z nową ustawą, mogła Rosja wystawić w czasie wojny zaledwie S mi­ ljonow ludzi, co wrobec ludności 175—180 mi­ ljonow stanowiło zaledwie 5% wTobec 10—129*, które wystawiały Niemcy. Fakt ten pozwoli! gen. Daniłowowi wyrazić zdanie, że starorosyjskie, pyszałkowate przysłowie „zarzuci­ my czapkami" było w Rosji przedwojennej już tylko frazesem, pozbawionym wszelkiej racji bytu. Armja rosyjska przed wojną liczyła, po dokonaniu pewnych, niezakończonych zresztą reform, 37 korpusów, a mianowicie: Gwardyjski, Grenadjerski, 15 korpusów armji, 3 kau­ kaskie, 2 turkiestańskie, 5 syberyjskich. W cza­ sie pokoju w skład korpusu wchodziły dwie dy­ wizje piechoty i jedna dywizja jazdy. W czasie pokoju było 70 dywizyj piechoty linjowej, 18 brygad strzeleckich i jedna dywizja kubańskich

„płastunów" 1 ). W czasie wojny przewidywane było utworzenie dodatkowo 35 dywizyj piecho­ ty. Siła bojowa dywizji w czasie wojny wyno­ siła 14.000 bagnetów. Jazda liczyła 24 dywizje kawaleryjskie i kozackie, oraz 8 oddzielnych brygad i pewną ilość pułków. Niezależnie od wszelkich jednak wyliczeń armja rosyjska mo­ gła była w czasie wojny wystawić w rzeczywi­ stości 5 miljonow ludzi, z czego jednak wartość

Katedro w Reims zniszczona przez Niemców. bojową posiadało zaledwie W% miljona bagne­ tów, 150.000 szabel przy 7.000 dział. Tak więc nawTet liczebność armji rosyjskiej nie mogła wyrównać tych zasadniczych bra­ ków, których dowiodła wojna rosyjsko-japońl

) „płastuny" — piechota kozacka.

139

Na posterunku, wybuch granatu.

140

ska, a które po wojnie tej bardziej jeszcze po­ głębiły się i skomplikowały. W równie niezadawalająeym stanie byty te wszystkie środki drugorzędne, ale niemniej ważne, które decydują o trwałych powodzeniach armji polowej. System obronny twierdz rosyjskich na za­ chodnich granicach całkowicie już nie odpo­ wiadał wymaganiom nowoczesnej wojny. Twierdze były przestarzałe, zbyt skąpo wyposa­ żono w artylerję i sprzęt wojenny i to przesta­ rzałych również typów. Należało część twierdz zlikwidować, inne unowocześnić, oraz wybudo­ wać szereg nowych. Wymagało to olbrzymich środków pieniężnych, których było brak, i stąd zajęto się poważniej zagadnieniem łinij obron­ nych dopiero przed samą wojną, wobec czego prace w tym kierunku okazały się całkowicie spóźnione. Rosji brak było ponadto środków komu­ nikacyjnych, zarówno kolei, jak i szos. Prze­ mysł, który w razie wojny i nieuchronnego od­ cięcia Rosji od zagranicy, musiałby zadośću nić potrzebom armji, wymagającej coraz więk­ szych środków technicznych, zaledwie wkraczał na drogę swojego rozwoju. Nawet o potrzebne w czasie wojny surowce było w Rosji trudno, jakkolwiek jej niewyczerpane bogactwa natu­ ralne otwierały wszelkie możliwości. Brak było nawet zapasów mobilizacyjnych, a głównie amunicji. A tymczasem wraz ze zbliżaniem się 1914 roku wzrastała agresywność państw7 central­ nych, rosły ich zbrojenia, dochodząc do niezna­ nej przedtem skali. Wobec groźnego położenia zdobyła się Ro­ sja na wielki wysiłek, wprowadzając w życie w 1913 J', nowy wielki plan reorganizacji, udo­ skonalenia i unowocześnienia swojej armji, przy równoczesnem powiększeniu jej liczebno­ ści. Plan ten, tak zwany „wielki program woj­ skowy", miał być zrealizowany w ciągu lat 1911—191 7. Po jego realizacji niewątpliwie siły bojowo Rosji osiągnęłyby znacznie wyższy poziom, stając się groźnemi dla Niemiec i ich imperializmu. Ale „program" ten pozostał na zawsze tylko programem, gdyż zabrakło ezasu na jego wykonanie. Annja rosyjska przystąpi­ ła do wojny całkowicie nieprzygotowana w przeddzień nieledwie swojej reorganizacji, a nieotrząsnąwszy się jeszcze z klęsk wojny z Japon ją. Siły drugorzędnych przeciwników Nie­ miec na kontynencie, których należało brać w rachubę, nie były poważne.

Belgją, z pogwałceniem neutralności któ­ rej oddawna liczył się, jako z koniecznością, niemiecki sztab generalny, posiadała maleńką armję, mogącą w czasie wojny wystawić za­ ledwie 175 tysięcy ludzi. Twierdze jej, jak Liège, Namur i Antwerpja, nie budziły również poważniejszych obaw wr niemieckich kołach woj­ skowych, a to ze względu na niezwykle precy­ zyjny plan ich zdobycia, który wypracowali Niemcy na długo przed wojną światową, oraz ze względu na przygotowania, jakie zawczasu zostały wykonane w tym celu. Przygotowanie te były zakreślone na szeroką skalę, że wymieni­ my chociażby dokonaną przed wTojną w zupeł­ nej tajemnicy fabrykację potężnych, burzących dział niemieckich kalibru 305 i 420, przezna­ czonych przedewszystkiem do zdruzgotania żelazo-betonowych fortów Liège. Grozę położenia Belgji na wypadek woj­ ny rozumiano nietylko w tern małem, a jak się okazało później i bohaterskiem państewTku, ale i w Anglji, która, ciążąc już ku Francji i Rosji, od 1906 roku rozpoczęła z Belgją pertraktacje w sprawie zabezpieczenia jej neutralności. Jako rezultat tych pertraktacyj w 1913 r. zawarto konwencję wojskową. Belgja zobowią­ zała się powiększyć swoją armję do 300 tysię­ cy ludzi na stopie wojennej, Anglja zaś zapew­ niła pomoc swojej 160-cio tysięcznej armji lą­ dowej, która w możliwie najkrótszym czasie miała być wysadzona na kontynent europejski. Z Belgją powtórzyło się to, co i ze wszyst­ kimi przeciwnikami Niemiec — to znaczy, że reformę swojej obrony rozpoczęła zbyt późno, wobec czego w obliczu wojny stanęła równie bez­ silna, jak i poprzednio. Że zaś Niemcy zawiodły się, wogóle nie licząc się z oporem Belgji, ta ostatnia przedewTszystkiem mogła to zawdzię­ czać czynnikom moralnym swojego narodu, który zdobył się na nadludzki, bohaterski wy­ siłek, przez czas nieprzewidzianie długi pow­ strzymując napór armij niemieckich. Drugi mały przeciwnik państw centia! nyeh — Serbja, również nie budziła obaw nie­ mieckich. Mały ten i biedny kraik, nieposiadający ani przemysłu, ani nowoczesnych dosta­ tecznych środków komunikacyjnych, w dodatku systematycznie wyczerpywany przez wojny i walki na Bałkanach, zdawał się być przeciw­ nikiem, z którym armja austro-węgierska za­ łatwi się krótko i bez kłopotu. Że znów stało się T inaczej — wypływało to również i w Serbj i ze źródła wartości moralnych tego bohaterskiego narodu. 14!

Na zakończenie naszego pobieżnego prze­ glądu sił przyszłych przeciwników w wojnie światowej, musimy wspomnieć i o Anglji. Jak wiadomo, Anglja nie posiadała sil­ niejszej armji lądowej, nie znając powszechnej służby wojskowej, a armję swoją budując na sy­ stemie werbunkowym. Wiemy już, że jej siły na kontynencie nie miały przewyższać 160 ty­ sięcy ludzi. Natomiast flota wojenna Anglji, najpotężniejsza wówczas na świecie, tembardziej zaś wsparta przez flotę francuską, na wypadek wojny mogła całkowicie unieruchomić w poi'tach własną flotę Niemiec, odciąć je od zamorskich kolonij, a zablokowawszy przerwać wszelki niemiecki dowóz drogą morską. Stano­ wiło to groźne niebezpieczeństwo dla Niemiec.

dzieli, łatwo możemy wyciągnąć teraz ostatecz­ ne następujące wnioski: W momencie wybuchu wojny w 1914 r. siły wojenne Niemiec osiągnęły swój najwyższy poziom, ich wszechstronny aparat wojenny był całkowicie, ostatecznie i z niezwykłą starannoś­ cią przygotowany, a położenie militarne szczegółowo zanalizowane, wygodne i korzyst­ ne z każdego punktu widzenia. W tym samym czasie siły wojenne ewen­ tualnych przeciwników Niemiec były dopiero w stadjum reorganizacji, narazie będąc dalekie od wyzyskania wszystkich swoich możliwości, ich aparaty wojenne były albo w stanie zdezor­ ganizowania, albo dalekie conajmniej od dosko­ nałości, ich koncepcje wojenne niedość przygo­

Dolina Mozy.

Niemcy jednak z jednej strony wciąż liczyli na możliwość uniknięcia konfliktu z Anglją przez odciągnięcie jej od państw koalicyjnych, z dru­ giej zaś strony, na wypadek, gdyby się to nie udało, pocieszali się słabością i nielicznością armji angielskiej na kontynencie, gdzie, według ich mniemania, rozegrać się miał główny akt dramatu. Tego, żeby Anglja mogła stworzyć w czasie wojny liczniejszą armję, uciekłszy się do przymusowej służby wojskowej, o czem przemyśliwał i marzył angielski minister woj­ ny lord Kitchener — Niemcy zupełnie nie brali w rachubę, wierząc w krótkotrwałość wojny wskutek piorunujących zwycięstw armij nie­ mieckich. Ze wszystkiego, cośmy dotychczas powie­
142

towane i uzgodnione, a położenie niekorzystne z racji trzech izolowanych frontów: zachod­ niego, wschodniego i południowego. Po roku 1914 siły przeciwników Niemiec musiałyby rosnąć z każdym rokiem na wszyst­ kich frontach, co systematycznie pogarszałoby szanse Niemiec, osłabiając ich uprzywilejowa­ ne stanowisko i każąc zaniechać światoburczych imperialistycznych planów. Najkorzystniejszym przeto dla Niemiec momentem wybuchu wojny był 1914 rok, że zaś rok ten istotnie stał się początkiem wojny — świadczy to o celowości polityki niemieckiej, która umiała znaleźć sobie odpowiedni pretekst, by sprowokować wojnę w momencie, który miał zapewnić Niemcom panowanie nad światem.

Rozdział

IV,

NIEMIECKI PLAN WOJNY. Jednym z poważniejszych atutów niemiec­ kich na wypadek wojny europejskiej był ich plan wojenny, opracowany niezwykle wszech­ stronnie i precyzyjnie aż do najmniejszych szczegółów. Nad wypracowaniem tego olbrzy­ miego planu pracował niemiecki wielki sztab generalny w ciągu paru dziesiątków la4-, nieledwie bezpośrednio od czasu wojny francuskoniemieckiej z lat 1870—71, mając do swojego rozprrządzenia nietylko świetny i oddany ide­ owo zespół fachowy, mając nietylko zaufanie i posłuch ze strony rządu i parlamentu Rzeszy Niemieckie! ale i posługując się olbrzymim materjałem informacyjnym, którego dostarczał ze wszystkich zakątków świata świetnie zorgani­ zowany wywiad niemiecki, korzystający ze współpracy tysiącznych rzesz emigrantów nie­ mieckich, których zręczna polityka Niemiec, oraz siła sugestywna wszechniemieckiej ideologji imperialistycznej umiały utrzymać w ści­ słym kontakcie z ich potężną ojczyzną. Dzięki posiadaniu znakomicie opracowa­ nego planu wojny mogły Niemcy puścić wT ruch w dowolnym momencie swój aparat wojenny, który od pierwszych chwil działał równie pre­ cyzyjnie, jak najlepszy mechanizm zegarka szwajcarskiego. Ta szybkość i dokładność dzia­ łania aparatu wojennego Niemiec, co było do­ kładnie przewidziane przez niemiecki sztab ge­ neralny, dawały im rękojmię piorunującego zwycięstwa, ośmielając je wyciągać swoje za­ chłanne ręce po hegemonję gospodarczą i poli­ tyczną nad światem. To, co czyniły Niemcy w pierwszym okre­ sie wojny światowej, nie było więc improwi­ zacją, lecz wykonywaniem raz ustalonego i, we­ dle mniemania Niemców, najdoskonalszego, i niezawodnego planu z czasów przedwojennych. Dlatego też, aby zrozumieć koncepcję wo­ jenną Niemców na początku wojny, to znaczy w najbardziej decydującym okresie, koniecz­ nem jest chociażby pobieżne zapoznanie sie

Belgijski oddział karabinów maszynowych na rowerach powstrzymuje atak kawalerji niemieckiej.

143

z tym olbrzymim planem wojny, który Niemcy przygotowywali w swojem ambitnem dążeniu do umocnienia przodującego stanowiska swoje­ go narodu na kuli ziemskiej. Zaznajomiwszy się z tym planem przeko­ namy się, że klęska Niemiec w wojnie świato­ wej była równoznaczna z załamaniem się ich planu wojennego, że niedajace się już naprawie błędy Niemców w czasie wojny były błędami ich planu wojennego, który nie uwzględnił ca­ łego szeregu czynników, przedewszystkiem na­ tury psychologicznej, który nie docenił należy­ cie sil przeciwników, znów przedewszystkiem moralnych, i który w zbytniem zaślepieniu na-

Moltkego, pogromcy Francji i drugiego cesar­ stwa z lat 1870—71), który w 1906 r. objął szefostwo sztabu generalnego, piastując je do czasu wojny, jakkolwiek w ogólnych zarysach zachował koncepcję Schlieffena, jednakże w ra­ mach jej wprowadził pewne zmiany, których doniosłość i szkodliwość mieli Niemcy ocenić dopiero w czasie wojny. Pierwotny plan Schlieffena wychodził z za­ łożenia, że armja francuska jest groźniejsza, niż rosyjska, że pierwsza ponadto posiada zdol­ ność znacznie szybszej mabilizacji, niż druga i wreszcie, że Francja z racji swoich ograniczo­ nych obszarów i bliskości od granicy niemiec­ kiej stolicy i ośrodków przemysłowych jest łat­ wiejsza do steroryzowania, niż Rosja o swoich bezmiernych obszarach, odległych centrach państwowych i niewyczerpanych nieledwie re­ zerwach ludzkich. Założenie to, jako podstawa całego planu niemieckiego, przetrwało aż do wojny światowej i było niemal w całości przy­ jęte przez gen. Moltkego. Z założenia tego wypływał konieczny wnio­ sek, że najpierw należy zgnieść groźniejszego przeciwnika, Francję, rzuciwszy na nią całą potęgę militarną Niemiec, a następnie dopiero, mając już rozwiązane ręce na Zachodzie, prze­ rzuciwszy arm je na Wschód, zadać Rosji de­ cydującą klęskę, łatwiejszą wprawdzie, ale wy­ magającą dłuższego czasu. Przeto pierwTotny plan schlieffenowski przewidywał dwie wyraźnie rozgraniczone fazy wojny: pierwsza — to zmiażdżenie armji fran­ cuskiej całą rozporządzalną potęgą Niemiec przy równoczesnem obronnem stanowisku wo­ bec armji rosyjskiej, która zresztą, sama po­ trzebując dłuższego czasu na. zmobilizowanie swoich sił wojennych, nie będzie mogła przed­ sięwziąć żadnej poważniejszej narazie akcji zaczepnej, i druga faza — rzucenie się Niemiec na Rosję całą swoją potęgą, zwolnioną na Za­ chodzie wskutek klęski armji francuskiej, przy równoczesnem „wykańczaniu** Francji drobnemi stosunkowo siłami. Armji austro-węgierskiej plan schlieffe­ nowski przeznaczał drugorzędną rolę na drugo­ rzędnym teatrze wojny przeciw7 Rosji. Armja austro-węgierska miała tam grać rolę dywersanta, który demonstracyjną ofensywną miał ściągnąć na siebie uwagę sił rosyjskich i szacho­ wać je aż do czasu złamania Francji przez armję niemiecką. Tego rodzaju koncepcja dawała, poza szansami czysto wojskowemi, znaczne również

Angielski Minister Spraw Wojskowych szałek Kitchener.

Feldmar­

cjonalistycznem przecenił wTłasne siły materjalne i moralne. Autorem zasadniczego zrębu niemieckiego planu wojny był generał von Schlieffen, szef wielkiego sztabu generalnego armji niemieckiej w latach 1891—1906, który w 1905 r. ostatecz­ nie opracował koncepcję piorunującego zdruz­ gotania Francji, a następnie Rosji, tych dwóch najpoważniejszych przeciwników na konty­ nencie, których klęska umożliwiłaby Niemcom kolejny pogrom głównego i zasadniczego prze­ ciwnika, jakim była Anglja, rywalka Niemiec w światowem panowaniu gospodarczem i polityeznem. Następca gen. von Schlieffena generał von Moltke (bratanek wielkiego feldmarszałka
144

korzyści, jak sądzili Niemcy, pod względem po­ litycznym. Politycy niemieccy byli przekonani, że piorunująca klęska Francji w ciągu pierw­ szych już tygodni wojny musi wywołać prze­ rażenie wśród narodów europejskich, oraz po­ dziw dla genjuszu i potęgi Niemiec, a tem sa­ mem powstrzyma je od ewentualnego udziału w wojnie po stronie przeciwniemieckiej, przy­ sparzając natomiast Niemcom niezdecydowa­ nych przedtem sojuszników. W polityczną skuteczność piorunującego działania klęski francuskiej wierzyli Niemcy szczególnie wobec Anglji, której tradycyjna ostrożność nie wskazywała na to, aby „Królo­ wa Mórz" zbyt wcześnie zaangażowała się w wojnie europejskiej. Niemiecki przeto plan wojny musiał roz­ wiązać zagadnienie, w jaki sposób w czasie jak najkrótszym, potrzebnym do zmobilizowa­ nia armji rosyjskiej, a więc w ciągu paru za­ ledwie tygodni dokonać całkowitego i ostatecz­ nego pogromu armji francuskiej. Zagadnienie to, najbardziej doniosłe dla losów całej wojny, w planie swoim rozwiązał gen. Schlieffen, wzorując się na analogicznych koncepcjach strategicznych „boga wojny" — Napoleona I w kampanjach z lat 1800, 1805 i 1806, a przedewszystkiem roku 1812, kiedy koncepcja wielkiego cesarza przyjęła najbar­ dziej skrystalizowane formy. Jednakże forma zapożyczonego manewru Napoleona była znacznie cięższa w planie schlieffenowskim, jak stwierdza to generał Camon, wybitny fachowiec i teoretyk wojskowy francuski 1 ). Przyjrzyjmy się, jak wyglądał manewr strategiczny Napoleona z 1812 roku, na którym to manewrze wzorował się von Schlieffen (po­ dług gen. Camon) : Napoleon, przypuszczając, że będzie miał do czynienia z dużemi masami wojsk rosyj­ skich, a nie chcąc pozwolić na wymknięcie się ich, musiał nadać swojemu manewrowi stra­ tegicznemu wielki rozmach, a to tembardziej, że wypadało działać na ogromnym terenie ope­ racyjnym. Z tych też względów wprowadził na główny teatr wojny armję 400 tysięczną, ol­ brzymią, jak na owe czasy. Siły swoje podzielił Napoleon na trzy arm je: główną o sile 250.000 ludzi, której dowództwo zatrzymał przy sobie, oraz dwie armje pomocnicze: jedną pod do) General Camon „Geneza niemieckiego planu z 1914 r.".
1

wództwein wice-króla włoskiego, a pasierba Napoleona, w sile 80.000 ludzi, i drugą pod dowództwem swego brata Hieronima, króla Westfalji, w sile 70.000 ludzi. Armje te zgrupował w następujący spo­ sób: armja wice-króla włoskiego stanęła na wschód od jezior Mazurskich, armja króla Westfalji przed Warszawą na prawym brze­ gu Wisły, armja zaś główna zajęła lewy brzeg Niemna nawprost Kowna. Napoleon, wiedząc, że większość sił rosyj­ skich rozlokowana jest wzdłuż Niemna, zamie-

Król angielski

na pokładzie

wojennego

okrętu.

wojny

rza w dniu 5 czerwca przy pomocy demonstra­ cji, wykonanej przez armję króla Westfalji na wschód od Warszawy, ściągnąć przeciwnika w tym kierunku, aby tam właśnie zaangażował jak największą część swoich sił. Równocześnie sam Napoleon miał przekroczyć Niemen z ar­ mja główną pod Kownem, a następnie po­ śpiesznie ruszyć na Wilno, przecinając Rosja­ nom linję odwrotu na Petersburg. Napoleon przewidywał trzy następujące możliwości: albo Rosjanie rozpoczną gwałtowny odwrót na Pe­ tersburg i Moskwę, a tem dadzą mu możność do uderzenia na tyły w chwili, kiedy korpusy rosyjskie nie będą w stanie działać w ścisłej 145

łączności ze sobą; albo Rosjanie zwiną w kłę­ bek swoje siły na południe od Grodna, a wów­ czas Napoleon, zwracając się arm ją główną w kierunku południowo-zachodnim, wepchnie Rosjan w worek, jaki tworzą błota Pińskie, oraz rzeki Bug i Narew, i otoczy ich tutaj swojemi trzema armjami; albo wreszcie lewe ro­ syjskie skrzydło rozpocznie natarcie w kierun­ ku Warszawy, co mogłoby tylko pogorszyć po­ łożenie armji rosyjskiej. W dniu 5 czerwca pisał Napoleon do króla Westfalji: „Chcę wytłumaczyć Ci, co będzie najważniejszem Twojem zadaniem na począt­ ku kampanji. Masz wpoić w przeciwnika przeświadczenie, że ruszasz na Wołyń i w tym kierunku związać go jak najmocniej. Tymcza-

Uzbro jenie angielskiego pancerni ha.

sem ja sam obejdę jego skrajne prawe skrzydło i wygram jakieś 12—15 dni marszu w kierun­ ku na Petersburg, stanę na prawem skrzydle nieprzyjaciela, przekroczę Niemen i zajmę Wilno. Jest to pierwszy cel kampanji". „Gdyby przeciwnik posunął się w kierunku Warszawy, byłby się uwiązał w ten sposób w działania, które do niczego nie prowadzą, ponieważ w tym wypadku wyjdzie on na Wisłę i zmarnuje napróżno kilka dni marszu, a lewe skrzydło naszej armji (armja główna), która przekroczy Niemen, znajdzie się na jego flan­ ce i tyłach, zanim on zdąży się spostrzec". W wypadku, gdyby przeciwnik wogóle nie ruszył z miejsca, król Westfalji miał mu zagro­ zić, nie narażając się jednak samemu na poraż­ kę: „Plan ogólny polega na unikaniu przez skrzydło prawe walki, oraz na posuwaniu się naprzód lewem skrzydłem". — „Jest rzeczą ogromnie ważną, żeby prawe skrzydło (król Westfalji) nie dało się wciągnąć w walkę z przeważającemi siłami przeciwnika i posuwa­
146

ło się ławą ze stanowiska na stanowisko; gdy­ by podczas tego natarcia skrzydłowego natra­ fiono na większą część armji rosyjskiej, w każ­ dym razie nie powinno zajść nic ważnego na prawem skrzydle, które zawsze może wycofać się na obóz waix>wny w Modlinie, oraz na lewy brzeg Wisły". — „W chwili, gdy się wyjaśni, że Rosjanie zdecydowali się na podobny ma­ newr, uderzę niezwłocznie całą swą armją na ich prawy flank i tyły; trudno jednak przy­ puszczać, że przeciwnik zechce w podobny spo­ sób narazić się na zupełną zagładę". W dniu 10 czerwca Napoleon pisał do wice-króldi włoskiego, który dowodził armją środ­ kową: „Marsz armji — to ruch, który wykony­ wam swem lewem skrzydłem, stale przytrzy­ mując skrzydło prawe". Jak widzimy z powyższych cytat, przewod­ nia myśl Napoleona w jego planie kampanji 1812 r. przeciwko Rosjanom była następująca: podczas, gdy Rosjanie akcją demonstracyjną armji pomocniczej króla Westfalji (prawe ski^zydło) zostaną ściągnięci w kierunku War­ szawy, a następnie podobną demonstracją dru­ giej armji pomocniczej (środek) wice-króla włoskiego Eugenjusza na północ nad Niemen, sam Napoleon armją główną (lewe skrzydło), która stanowiła jego grupę uderzeniowa prze­ kroczy Niemen pod Kownem i postara się obejść armję rosyjską, ciągnąc przez Wilno, a następnie postara się zgnieść prawe skrzydło rosyjskiego ugrupowania. Armje pomocnicze, z chwilą, gdy zagrożenie przez armję uderzenio­ wą zmusi Rosjan do odwrotu, mają postępować za nimi, współdziałając w całkowitem osacze­ niu przeciwnika. Genjalny plan Napoleona nie powiódł się w 1812 r. Armja jego, większa niż w poprzed­ nich kampanjach, a nadto, przechodząc przez kraj mało zasobny wT żywność, zbytnio obcią­ żona taborami, była cięższa, niż wymagała te­ go sytuacja i zły stan dróg wschodniej Europy. W dodatku los zrządził jedną przedwczesną mroźną noc, która przyprawiła o utratę części koni artylerję i taboiy, co bardziej jeszcze opóź­ niało marsz armji. Dołączyły się do tego błędy w poruszeniach poszczególnych korpusów, co razem wprowadziło znaczne opóźnienia w marszrutach cesarza, dzięki czemu Rosjanie zdołali uniknąć osaczenia i sami zkolei wciągnę­ li ścigającą ich armję francuską aż do Moskwy. Manewr napoleoński z 1812 r„ polegają­ cy na operowaniu trzema armjami, uderzenio­ wą i dwiema pomocniczemi, które to ostatnie unikając zupełnego wciągnięcia się w walkę,

zbliżają się ku niej — był nie czem innem, jak przeniesieniem z dziedziny taktyki, czyli ope­ rowania wojskami na polu bitwy, do dziedziny strategji, czyli operowania armjami na obsza­ rze teatru wojny, manewru, przy pomocy któ­ rego Fryderyk II Pruski wygrał w 1757 r. bit­ wo pod Leuthen. Z kolei znów manewr fryderycjański był wzorowany na manewrze Epaminondasa pod Leuktrą. Tak oto „trwałą jest forma w sztuce wojennej" — jak powiada gen. Camon. Wspomniany Epaminondas, aby zastoso­ wać pod Leuktrą podstawową zasadę w każdej

wówczas gdy masa uderzeniowa naciera na nie­ przyjaciela, pozostała słabsza część frontu, aby uniknąć decydującej walki, trzyma się skośnie z tyłu, stale utrzymując jednak łączność z głów­ ną masą uderzeniową. Dzięki temu manewrowi Epaminondas, z łatwością zgniótłszy prawe skrzydło Spartan i zająwszy tyły ich szyku, pokonał ostatecznieznacznie liczniejszą armję przeciwnika. W epoce fryderycjańskiej armje europej­ skie nie posiadały jeszcze zdolności żywszego manewrowania, co uniemożliwiało na polu bit­ wy zmianę raz przyjętego ugrupowania, na­

Niemiecki

Zarząd Wojskowy

w

Kaliszu.

bitwie zespolenia wysiłków na jednym punk­ cie, zamierzył najlepsze swoje oddziały skon­ centrować na prawem skrzydle przeciwnika, oskrzydlić je, a następnie złamać. Ponieważ jednak Epaminondas posiadał siły znacznie mniejsze, niż Spartanie, musiał przeto stworzyć swoją koncentrację kosztem zaoszczędzenia sił na pozostałej części frontu, co znów nakazy­ wało unikać tam niepewnej walki. Stwarza przeto Epaminoudas swój szyk bojowy o tej sa­ mej rozciągłości, co przeciwnik, lecz bardziej płytki, niż zazwyczaj wówczas stosowano. Dzię­ ki tej właśnie płytkości szyku zaoszczędzone siły koncentruje na swojem lewem skrzydle, tworząc masę uderzeniową. Podczas bitwy,

wet w razie konieczności odparcia niespodzie­ wanego natarcia. Wykorzystywując te ujemne właściwości ówczesnych armij, marszałek Puységur, francuski minister wfojny i wybitny te­ oretyk wojskowy, wystudjował system przesu­ wania ugrupowania armji ku jednemu z jej skrzydeł i system swój zawarł w 1749 r. w dziele „Art de la guerre par principes et par règles", Unieruchomiając front przeciwnika przez rozwinięcie własnego frontu tej samej rozciągłości, ale stanowiącego tylko część włas­ nych sił, jak uczynił to Epaminondas pod Leu­ ktrą, przesuwa Puységur na bok jednego ze skrzydeł przeciwnika swoją masę uderzeniową, składającą się z zaoszczędzonych na froncie sił
147

własnych. Celem tego manewru jest oskrzydle­ nie i złamanie jednego ze skrzydeł przeciwni­ ka, a następnie zdruzgotanie całego nieprzyja­ cielskiego frontu. Fryderyk II Pruski zapoży­ czył od Puységur'a jego manewr i z najlep­ szym rezultatem zastosował go pod Leuthen. Z kolei Napoleon I manewr ten przeniósł z dzie­ dziny taktyki do strategi, a generał von Schlieffen na wzorze napoleońskim oparł w 1905 r. swój plan kampanji przeciwko Francji. Początkowo Schlieffen do roku 1904 pla­ nował zastosowanie innego manewru przeciw­

kie następne zmiany i udoskonalenia z lat 1899, 1900, 1909 i 1911. Najpotężniej umocnione by­ ły rejony Verdun — Toul i Epinal — Belfort. Schlieffen był przekonany, że przełamanie tej potężnej i nowocześnie urządzonej linji obron­ nej wymagałoby wielkich ofiar i zbyt dużej straty czasu. Wobec tego zdecydował się na głównym froncie wzdłuż francuskiej linji obronnej ograniczyć się tylko do unieruchomie­ nia sił francuskich przy pomocy jedynie demon­ stracyjnego natarcia, natomiast równocześnie obejść oba skrzydła armji francuskiej dwiema

1

m mm być skierowana na Charmes, a więc w słab­ szą lukę pomiędzy dwoma najpotężniejszemi rejonami obronnemi Verdun — Toul i Epinal — Belfort, druga zaś prawym brzegiem Mozy przez terytorjum belgijskie na Mézières. Ma­ newr ten w ogólnych zarysach był manewrem Hannibala z pod Kann 1 ), przeniesionym z tak­ tyki do strategji.
') Pod Kannami sity Hannibala wynosiły 50.000 ludzi, a Rzymian 70.000. Hannibal przeciwstawił Rzymianom szyk, w którym środek byl słaby, główne zaś siły zgrupowane na obu skrzydłach. Pod parciem potężnego natarcia Rzymian słabszy środek armji Hannibala wygiął się w tył, podczas gdy skrzydła posuwały się naprzód i, zamknąwszy się na tyłach Rzymian, zdusiły ich, jak gdyby w żelaznym worku. Na polu bitwy padło 48.000 Rzymian.

Niemiec w mewoli rosyjskiej. ko Francji. Przewidywał on, że siły francuskie rozwiną się na przygotowanej linji obronnej pomiędzy Belf ortem a Mézières, ciągnącej się od granicy szwajcarskiej do granicy belgijskiej. Francuzi po klęsce lat 1870 i 71 i w przewidy­ waniu nowej napaści ze strony Niemiec, zdecy­ dowali się przygotować zawczasu potężną łinję obronną wzdłuż całej granicy niemieckiej. Linja ta miała za cel osłonić w początkach woj­ ny mobilizację i koncentrację armji francu­ skiej, oraz ułatwić wstępne działania wojenne, a w razie niepowodzenia umożliwić i osłonić reorganizację armji. Pierwszy plan linji obron­ nej generała Séré de Rivière z 1874 r. prze­ trwał w zasadniczej swojej koncepcji wszystgrupami uderzeniowemi, z których jedna miała 148

W roku 1904 zostało zawarte francuskoangielskie serdeczne porozumienie, tak zwana „l'entente cordiale". Jasnem się wówczas stało dla niemieckiego sztabu generalnego, że w przy­ szłej wojnie należy brać pod uwagę nietylko armję francuską, ale ewentualnie i armję angiel­ ską. Ta ostatnia nie była wrprawdzie zbyt groź­ ną, ale łącznie z armją belgijską i francuską stanowić mogła nad Mozą znaczne niebezpie­ czeństwo dla prawoskrzydłowej armji niemiec­

przez terytorjum Belgji, ale zamierza! dokonać tego na mniejszą skalę, ograniczając się do po­ łudniowo-wschodniego kąta Belgji na prawym brzegu Mozy. Tak pomyślany przemarsz, jak sądzono w Niemczech, niekoniecznie miał wy­ wołać opór ze strony Belgji, dla której za czę­ ściowe pogwałcenie neutralności projektowali Niemcy odpowiednią „zapłatę". Inaczej zgoła mogła wyglądać cała sprawa z chwilą, gdy Arv glja przystąpiła do „serdecznego porozumie­

Warszawa, Pierwsi jeńcy niemieccy. kiej, zagrażając jej tylom. Aby zneutralizować to niebezpieczeństwo należałoby sforsować linję Mozy pomiędzy balgijskiemi twierdzami Liège i Namur. Wymagałoby to znacznych sił i wiele czasu, co mogłoby opóźnić cały marsz prawoskrzydłowy, czyniąc go już niecelowym. Jedynem rozwiązaniem tej nowej dla szta­ bu niemieckiego sytuacji byłoby całkowite opa­ nowanie Belgji, oraz portów belgijskich i północno-francuskich, co utrudniłoby ponadto lą­ dowanie wojsk angielskich. Ponadto piorunują­ ce opanowanie Belgji mogłoby poniekąd dawać gwarancję neutralności Anglji, przerażonej sukcesami Niemców. Początkowy plan Schlieffena przewidy­ wał wprawdzie przemarsz wojsk niemieckich nia", gwarantując Belgji pomoc w razie po­ gwałcenia jej neutralności. Pogwałcenie całko­ wite czy częściowe w tych warunkach niemal napewno wywołałoby opór ze strony armji bel­ gijskiej, mającej za plecami pomocniczą ar­ mję angielską. A więc... opanować całą Belgję i porty północne i to w tempie niezwykle szyb­ kim — oto schlieffenowskie rozwiązanie spra­ wy, zabezpieczające prawą oskrzydlającą gru­ pę armji niemieckiej od wszelkich niespodzia­ nek, gwarantujące jednorazowe zdruzgotanie niewygodnej armji belgijskiej, oraz zwiększa­ jące szanse neutralności Anglji w7 wojnie na kontynencie. Początkowy plan Schlieffena z przed 1904 r. prawemu skrzydłu niemieckiemu stawiał za 149

cel jedynie tylko złamanie lewego skrzydła armji francuskiej i oskrzydlenie następnie od strony północno-zachodniej francuskiej linji obronnej, na której przewidywano zgrupowa­ nie głównych sił francuskich. Wobec zmienio­ nej koncepcji rola prawego skrzydła niemiec­ kiego miała być znacznie rozszerzona koniecz­ nością zgniecenia armji belgijskiej i jej umoc­ nionych pozycyj, opanowaniem całej Belgji, a nawet portów północnej Francji, jak Dun­ kierka, Calais i Boulogne. W tym stanie rze­ czy należało znacznie powiększyć siły prawego skrzydła armji niemieckiej. Wydajnie zwiększyć siłę prawego skrzydła można było tylko kosztem sił lewego skrzydła w Lotaryngji, które pierwotnie miało równieżstanowić oskrzydlającą masę uderzeniową na wzór Kann. Decyzja Schlieffena poszła w tym właśnie kierunku. Uszczuplił siły lewego skrzydła, prze­ rzucając je na prawe, północne skrzydło, które­ mu nadał obecnie decydujące znaczenie. W kon­ sekwencji jednakże musiał zkolei ograniczyć rolę uszczuplonego lewego skrzydła, którego zadaniem odtąd było wyłącznie wiązanie i po­ wstrzymywanie nieprzyjaciela, oraz cofanie się ze stanowiska na stanowisko w kierunku Saary w razie zbyt silnego natarcia Francuzów. Tak więc ostateczny plan Schlieffena z 1905 roku manewr Hannibala pod Kannami zastępował już manewrem fryderycjańskim, a raczej manewrem napoleońskim z roku 1812. Zamiast oskrzydlenia Francuzów na obu skrzy­ dłach — pozostała tylko koncepcja oskrzydlenia wyłącznie lewego skrzydła Francuzów od północo-zachodu. Dla ścisłości należy zaznaczyć, że pierw­ szym autorem manewru przeciw Francji, opar­ tego na wzorach napoleońskich, nie był gen. Schlieffen, szef niemieckiego sztabu generalne­ go. Manewr ten zalecał już poprzednio, jako je­ dynie wskazany, gen. von Bernhardi, który kon­ cepcję swoją rozwinął w obecności cesarza Wil­ helma na odczycie, wygłoszonym jeszcze w 1898 roku, a następnie wielokrotnie bronił jej słusz­ ności w rozprawach i artykułach teoretycznych. To, co gen. Bernhardi zalecał — gen. Schlief­ fen zastosował w wielkim planie przyszłej wojny. Przyjrzyjmy się, jak wyglądał ostateczny plan schlieffenowski kampanji przeciwko Fran­ cji. Grupa armji niemieckiej, tworząca ma­ sę uderzeniową, ma rozpocząć swój marsz na Paryż przez terytorjum belgijskie, a mianowi­ cie przez Belgję środkową, a następnie doliną
150

rzeki Oise'y już na terytorjum francuskiem. Dwie inne grupy armji niemieckiej, stanowiące przedłużenie północnej grupy uderzeniowej, mają zadanie drugorzędne, polegające na zwią­ zaniu jak największych sił francuskich na dłu­ gości francuskiej linji obronnej pomiędzy Mézières a Belfortem i powstrzymywanie ich w tym czasie, kiedy główna masa uderzeniowa, omijając od północy francuską linję obronną, będzie osaczała i miażdżyła lewe skrzydło Fran­ cuzów, torując sobie drogę na Paryż. Jak widzi­ my podstawą całego planu niemieckiego był przemarsz przez Belgję i okupowanie jej, co stanowiłoby pogwałcenie zagwarantowanej neutralności tego państewka. Niemiecki sztab generalny bynajmniej jednak nie wzruszał się koniecznością pogwał­ cenia zobowiązań międzynarodowych. Nie oba­ wiał się również jakichkolwiek złych następstw tego kroku, lekceważąc czynnik psychologiczny w dziejach świata, tern bardziej zaś siły moral­ ne maleńkiego narodu, na który w sposób zgoła nieoczekiwany a piorunujący miała się zwTalić cała groza wojny nowoczesnej. Jak wiemy, był to wielki błąd niemiecki, za który naród nie­ miecki musiał w następstwie zbyt drogo zapła­ cić. Jednak przed wojną Niemcy widzieli same tylko korzyści, które przyniesie im przemarsz przez Belgję. W Belgji niemiecka masa uderze­ niowa mogła korzystać z niezwykle rozwiniętej i doskonałej sieci dróg i kolei żelaznych, co za­ pewniało maksymalną szybkość w obejściu i za­ skoczeniu lewego skrzydła francuskiego. Kraj był bogaty i zasobny w żywność, co pozwalałoby na marsz bez opóźnień, nie czekając na dowóz zaopatrzenia armji z wewnątrz Niemiec. Poza tern niemiecki sztab generalny, zawsze widząc w Anglji głównego przeciwnika Niemiec i prze­ widując wcześniej czy później ostateczną z nią rozgrywkę, w okupowaniu Belgji, oraz portów belgijskich Antwerpji i Zeebrugge i francu­ skich Ostendy, Calais i Boulogne, widział nie­ zwykle korzystną podstawę operacyjną prze­ ciwko Anglji. Swoją grupę uderzeniową, której przezna­ czył Schlieffen tak doniosłą i decydującą rolę, wyposaża on w znaczne siły. W skład jej miało wchodzić 16 korpusów linjowych i rezerwo­ wych, poza tern zaś znaczna ilość oddziałów obrony krajowej. Rezerwę grupy uderzeniowej miało stanowić 6 dywizyj zapasowych, które wypełniałyby straty w czasie natarcia, następ­ nie zaś do grupy uderzeniowej miały być przy­ dzielone jeszcze 2 korpusy, ściągnięte z lewego skrzydła niemieckiego w Lotaryngji z chwilą,

kiedy sztab francuski, orjentując się w sytu­ acji, sam również począłby wycofywać korpusy ze swojej linji obronnej i przerzucać je na swo­ je zagrożone lewe skrzydło. Ponieważ Niemcom zależało niezwykle na pośpiechu ze względu na konieczność „wykoń­ czenia" Francji przed zakończeniem mobiliza­ cji rosyjskiej, musieli rozwinąć swoje ugrupo­ wanie strategiczne w możliwie najkrótszym czasie. W tym celu oddawna rozbudowywano w Niemczech pod komendą sztabu generalnego wspaniałą sieć kolejową wzdłuż granicy belgij­ skiej, francuskiej, i częściowo holenderskiej. Sieć ta była wyposażona w ogromną ilość stacyj, torów zapasowych i ramp, mających słu­ żyć w przyszłości do wyładowywania wojsk, przybywających z głębi Niemiec. Jakkolwiek wspaniale była rozbudowana ta kolejowa sieć strategiczna, jednakże musia­ ło Niemcom zależeć na możliwem przedłużeniu linji ugrupowania strategicznego, aby mogło być ono dokonane przy tak wielkich przewidy­ wanych masach wojsk szybko i sprawnie. Dla­ tego też Schlieffen zdecydował się wyładować z pociągów i ugrupować 1 i 2 armje niemieckie wzdłuż granicy holenderskiej, pierwszą na za­ chód od Dusseldorfu i drugą na zachód od Kolonji. Armje te miały być oddzielone od Belgji wąskim skrawkiem holenderskiego Limburgu, przez który prowadzi najprostsza i najwygod­ niejsza droga w głąb Belgji w kierunku Bruk­ seli, gdyż omijająca obronną linję rzeki Mozy. Schlieffen był zdecydowany tą wiaśnie drogą poprowadzić 1 i 2 armje niemieckie. Przemarsz wojsk przez terytorjum holenderskie nie budził jego obaw ze względu na dobre stosunki Niemilec z Holandją, oraz na tradycyjną serdecz­ ność, łączącą dwory panujące obu państw. W najgorszym razie przewidywał, że wolną drogę okupi się odpowiednią sumą, którą i tak zapłacą w następstwie pokonani przeciwnicy. Natomiast 3 armja niemiecka, razem z dwiema pierwTszemi tworząca masę uderzeniową, miała wkroczyć bezpośrednio do Belgji środkowej. Grupę środkową stanowić miały 4 i 5 ar­ mje, które poprzez Ardeny w południowej Bel­ gji miały podążać ku wzgórzom górnej Mozy, gdzie zaczynała się francuska lin ja obronna. Armje 6 i 7 miały wejść w skład demon­ stracyjnej grupy lewoskrzydłowej, której za­ daniem miało być demonstracyjne natarcie na Nancy i wzgórza nad Mozelą (francuska lin ja obronna), ewentualnie zaś, w razie silnego na­ tarcia zgrupowanych tam armij francuskich,

cofanie się ze stanowiska na stanowisko ku niemieckiej linji obronnej nad Renem i Saara, Zakreślając na olbrzymią skalę swój plan kampanji przeciwko Francji równocześnie Schlieffen w stosunku do Rosji zdecydował się w początkach wojny na ściśle obronne stanowi­ sko. Przewidując, że w ciągu pierwszych paru tygodni wojny Rosjanie mogą najwyżej zdo­ być się na lokalne zagony swojej licznej jazdy, pogranicze rosyjskie umocnił nowocześnie przebudowanemi lub nowemi twierdzami i linjami

Rasputin.

obronnemi (w Prusach Wschodnich), przezna­ czając tam wyłącznie oddziały obrony krajo­ wej. Liczył ponadto na to, że armja austro-węgierska znacznie szybciej mobilizująca się od rosyjskiej, skupi uwagę Rosjan na ich połud­ niowym teatrze wojny dotąd, dopóki zwolnione klęską Francuzów armje niemieckie nie przy­ będą z zachodu, by z kolei zadać śmiertelny cios Rosji. Cały plan wojny Schlieffena wymagał dyskrecji i szczegółowego przygotowania w cza­ sie pokoju, a szybkości działania, sprawności i bezwzględności w czasie wojny. Przedewszystkiem Francja nie powinna była liczyć się z mo­ żliwością pogwałcenia neutralności Belgji. Ten
151

motyw tłumaczy dostatecznie, dlaezego znany ze swojej gadatliwości cesarz Wilhelm nie l>yl aż do czasu wojny wtajemniczony w plan prawoskrzydłowego uderzenia przez Belgję. Dru­ gim warunkiem powodzenia, do którego Schlieffen przywiązywał wielką wagę, miała być świa­ doma bezwzględność armji niemieckiej wobec ludności cywilnej w czasie piorunującego mar­ szu Niemców przez Belgję. Armję niemiecką miały poprzedzać strach i groza, co rzekomo miało osłabić sity moralne Belgów i Francu­ zów, a na świat cały rzucić postrach w obliczu

Natomiast całkowicie słuszną z wojskowe­ go punktu widzenia była koncepcja piorunują­ cego swoją szybkością działania, potęgi miaż­ dżącego prawoskrzydiowego uderzenia i ma­ newru jak najmniej oczekiwanego przez fran­ cuski sztab generalny. Ale, jak się wkrótce przekonamy» ta właśnie koncepcja została p niej najbardziej zniekształcona i pomniejszona ;: fatalnym dla Niemców skutkiem w począt­ kach wojny, kiedy właściwie decydowały się jej losy. W 1906 roku gen, von Schlieffen opuści!

^•IHMH
II
•:..

Dwoi ., Pi t, rabu rak la w lelkiego s; tabu general] szłego już w teku, po. ijąc na • i c y > calkow icie wykońi j n wojn y.' Xa> •cq jego tal gen, vo) .ltke] •ratane! feldmarszałka, bohatera atni( pogron i ranci : i w . Gen, Moltkt * tlkow i U tufanie i a Wilhelma ak n mmii,, we wrześniu jrmia •dy nii plan wojrn icie mkr Po tkowo n. von Moltke zachowa n Schli* •; ilości. Wkrótce jedn aęły wości, które : aiv •oprzednika, U' charakte
lloU LSK1 i la

„wojujących
A

p

tvoncepeja ta, irutalności tetxy d ;eni
<i

acji swi

0 p<

la

"jny

:ych two i
152

•św i (

.

m
Warszawa. Most na Wiele,

rze Moltkego nie było ani szerokiego rozmachu, ani tej siły psychicznej, która pozwala wodzo­ wi z pełną świadomością stawiać losy wojny na jedną kartę. Generał von Kuhl mówi o Moltkem: „Był to człowiek szlachetny i elegancki. Posiadał on umysł jasny, dużą inteligencję, zdolność łowienia w lot myśli i ogromną zdol­ ność do pracy". Ocena ta, nazbyt stronnicza, byłaby niewątpliwie pełniejsza, gdyby zamiast owej wątpliwej „szlachetności" wstawić „ostrożność" nowego szefa sztabu generalnego. Ta ostrożność Moltkego, cenna być może w in­ nych warunkach, wobec istniejącego i mające­ go pełne zaufanie sfer wojskowych i politycz­ nych schliffenowskiego planu wojny — była wyraźnie szkodliwą dla losów Niemiec w przy­ szłej wojnie. Moltke, zachowując bowiem ogólną koncepcję planu wojny z 1905 roku, wprowa­ dził doń pewne, nieznaczne wprawdzie zmiany, które jednak wypaczyły celowość całego planu. Zastrzeżenia i wątpliwości Moltkego do­ tyczyły trzech fragmentów planu wojny: prze­ marszu 1 i 2 armij przez terytorjum holender­ skiego Limburgu, słabych sił WT Lotaryngji, oraz odsłonięcia Prus Wschodnich dla ewentu­ alnego natarcia Rosjan. Godząc się wprawdzie na pogwałcenie neustralności Belgji, Moltke nie mógł jednak pogodzić się z myślą o równoczesnej koniecz­ ności pogwałcenia i terytorjum holenderskiego. Przerażała go ewentualność oporu ze strony Holandji, co przysporzyłoby przeciwnikom Nie­ miec jeszcze stokilkudziesięciotysięczną armję holenderską. Przerażały go również słabe siły niemieckiego lewego skrzydła w Lotaryngji i możliwość odwrotu na tym froncie. Molt­ ke nie rozumiał istoty planu Schlief-

fena, polegającej na świadomem wciągnięciu nieprzyjaciela w worek, który zamknąć miało prawe skrzydło niemieckie, owa potężna, druz­ gocąca i osaczająca masa uderzeniowa. Nie ro­ zumiał, że im bardziej zaangażowaliby się Francuzi w natarciu ku niemieckiej linji obron­ nej nad Renem i Saara, w tern głębszy worek wprowadzaliby swroje arm je, skazane w tym wypadku na nieuchronne osaczenie. Nie umiał Moltke wczuć się w szeroki rozmach, siłę, zde­ cydowanie i konsekwencję schlieffenowskiego planu — nie umiał, lub może raczej nie chciał, będąc z natury zwolennikiem ostrożności, połowiczności i kompromisów. Charakter Moltkego odbił się również na jego krytyce planu kampanji na wschodnim froncie. Przerażała go bliskość Berlina od gra­ nicy rosyjskiej, która tak słabo miała być obsa­ dzona przez szereg pierwszych tygodni wojny. Przerażała go bezbronność Prus Wschodnich, najbardziej zagrożonych ze strony Rosjan. Lę­ kał się wszędzie nawet lokalnych i bez szerszego znaczenia niepowodzeń, które w opinji niemiec­ kiej mogłyby być poczytane za jego, jako szefa wielkiego sztabu generalnego, błędy. Pragnął wszędzie być zwycięzcą, lub chociażby tylko nie­ zwyciężonym. Pragnął wszelkie ryzyko sprowa­ dzić do minimum. Było to równoznaczne ze wzmocnieniem tych punktów, które Schlieffen zupełnie świadomie pozostawiał słabemi, to znów mogło być dokonane tylko kosztem osła­ bienia innych punktów, którym poprzednik je­ go przypisywał decydujące znaczenie. To też zmiany, jakie Moltke wprowadził do planu wojny z 1905 roku miały charakter wyrówny­ wania sił na wszystkich frontach. W wyrów­ naniu tern północna grupa uderzeniowa na za­ chodnim froncie wiele utraciła ze swej miaż153

dżącej potęgi, stawiając powodzenie całego pla­ nu pod znakiem zapytania. Do przerobienia planu Schlieffena przy­ stąpi! Moltke ostrożnie i zwolna, wyzyskując korzystne dla siebie konjunktury w polityce międzynarodowej. W 1912 roku angielski minister wojny lord Haldane został wysłany przez rząd an­ gielski do Berlina w celu kontynuowania roz­ poczętych z Niemcami jeszcze w 1908 r. roko­ wań w sprawie podziału kolonij portugalskich, oraz porozumienia się w kwestji wzajemnej neutralności i unormowania zbrojeń w mary­ narce wojennej. Fakt, że misję tę powierzono lordowi HaldaneWi, znanemu wielbicielowi fi­ lozofji i wogóle kultury niemieckiej, zdawał się świadczyć o tern, że Anglja gotowa jest porozu­ mieć się z Niemcami w sprawie podziału pano­ wania nad światem. Domniemanie to posłużyło Moltkemu do udowodnienia, że skoro Anglja nie wchodzi już w grę przy rozwiązywaniu zagadnienia przy­ szłej wojny — przeto zbędnem staje się opano­ wanie portów belgijskich i północno-francuskich, co miało przeciwdziałać lądowaniu wojsk angielskich we Francji i które miały stanowić bazę operacyjną przeciwko Anglji. Z chwilą zaniechania myśli opanowania portów północnych, rola grupy uderzeniowej uległa znacznemu ograniczeniu, które równo­ cześnie pozwalało na zaniechanie przemarszu przez terytorjum holenderskie, co tak bardzo przerażało Moltkego. W dodatku mógł obecnie wysuwać argument doniosłego znaczenia Holandji w czasie wojny, jako życzliwego państwa tranzytowego, przez które Niemcy mogłyby im­ portować żywność i potrzebne surowce. Pod tym względem Moltke nie mylił się, jak dowio­ dła tego rzeczywistość. I sam przemarsz przez Belgję nie posiadał­ by już tego zdecydowanie okupacyjnego cha­ rakteru, co miało życzliwiej usposabiać Anglję, a nawet pozwalało Niemcom mieć nadzieję, że i Belgja nie będzie opierała się przemarszowi. Zresztą Moltke oporu Belgów nie obawiał się, odkąd skrupulatnie przygotował plan zdobycia najpoważniejszej twierdzy belgijskiej Liège już w pierwszych dniach wojny. W zdobyciu Liège miały odegrać doniosłą rolę fabrykowa­ ne w tajemnicy olbrzymie działa kalibrów 305 i 420. Zdobycie i opanowanie Liège utrudnia­ łoby, jeśli nie uniemożliwiałoby Anglikom i Belgom obsadzenie niezwykle obronnej linji Mozy, nad którą leży Liège.
154

Wprowadzając tak zasadnicze zmiany w koncepcję Schlieffena zaniechał również Moltke planowanego odrazu marszu grupy uderzeniowej przez Belgję na Paryż, odkłada­ jąc to zadanie na czas po złamaniu francuskiego lewego skrzydła nad górną Mozą. Był to błąd nie do darowania, ale pozwolił Moltkemu tembardziej zmniejszyć siły północnej grupy ude­ rzeniowej, której rola została tak znacznie ogra­ niczona, wyrównywując w ten sposób ustosun­ kowanie sił na całym froncie, co rzekono miało zmniejszać ryzyko całej kampanji. Zaoszczędzone na grupie uderzeniowej si­ ły przeznacza Moltke na wzmocnienie lewego skrzydła niemieckiego w Lotaryngji, oraz od­ działów obrony krajowej w Prusach Wschod­ nich, na których obronności szczególnie zależa­ ło mu ze względu na bezpieczeństwo Berlina i swój moralny autorytet w kołach wszechniemieckich. Tak w ogólnych zarysach zmieniony przez Moltkego plan wojny gen. Schlieffena mógł za­ pewnić Niemcom powodzenie tylko w tym wy­ padku, gdyby znacznie osłabiona grupa uderze­ niowa na północy frontu zachodniego nie na­ potkała poważniejszego oporu ani w Belgji, ani nad francuską Mozą. Było to równoznaczne z całkowitą tajemnicą niemieckiego planu, któ­ ra nie pozwoliłaby francuskiemu sztabowi ge­ neralnemu mieć żadnych wątpliwości, że starcie armij francuskich i niemieckich nastąpi wTzdłuż francuskiej linji obronnej pomiędzy Szwajcarją i Belg ją. Dlatego też w plan wojny wtajemni­ czył Moltke niezwykle szczupłą garstkę wojsko­ wych i polityków, pozostawiając nawet w nie­ świadomości cesarza Wilhelma. Miało to dobre strony, ale też odbiło się również i niekorzyst­ nie na późniejszem wykonaniu planu. Tak naprzykład, jak przytacza to gen. Camon, nie był wtajemniczonym admirał von Tirpitz, nazy­ wany „wielkim mistrzem" wojennej marynar­ ki niemieckiej, co spowodowało, że flota nie­ miecka nie była przygotowana do przeciwdzia­ łania na kanale La Manche w lądowaniu wojsk angielskich. A przeciwdziałać mogła łatwo dzięki swoim łodziom podwodnym, chlubie ad­ mirała Tirpitza, zmuszając AngiikówT do lądo­ wania w odleglejszych od Belgji portach. Po­ dobnych niedociągnięć było wiele, wywołanych koniecznością utrzymania planu w zupełnej ta­ jemnicy. Drugim warunkiem powodzenia było zde­ cydowanie i szybkość działania w pierwszych tygodniach wojny, co nie dozwoliłoby Francu­ zom przeciwstawić względnie słabej grupie

uderzeniowej poważniejszych sił własnych. Wa­ runek ten nie był spełniony w przyszłości z ra­ cji nieuwzględnienia całego Bzeregu czynników natury moralnej, a przedewszystkiem zaciekłe­ go, bohaterskiego oporu Belgji. Cały plan wojny, tak starannie, zdawało się, przemyślany i przygotowany przez Niem­ ców na długo jeszcze przed wojną, zawiódł ich, bankrutując całkowicie w pierwszych już ty­ godniach wojny światowej. Rachunek sil materjalnych bez uwzględ­ nienia sil moralnych okazał się niewystarc jacy. W dodatku w kalkulacji okazały sic błę­ dy nie do powetowania. Plan Schlieffena „po­ prawiono" w kierunku zmniejszenia ..ryzyka", gubiąc jego głęboko przemyślaną koncepcję i rozmach strategiczny. Niemiecka buta, zaro­ zumiałość i pogardliwe lekceważenie przeciw­ nika doprowadziło Niemców do „przemędrkowania i prźekalkulowania" wielkiego planu schlieffenowskiega Chcąc zwyciężać wszędzie — zatracili Niemcy myśl o jedneni, ale decydującem zwycięstwie, które /.anulowałoby skutki wszystkich lokalnych niepowodzeń. Nie I

wpływu na to była psychoza wszechniemieckiej ideologji, która niedopiiszczała nawet myśli o jakiemkolu iek niepowodzeniu „narodu wy-

•a. Saftraira

mostu

tut

Wiele,

branego", — „narodu panów", — „narodu zwycięzców", — „narodu, któremu przeznaczo­ ne było panowanie nad światem".

155

Rozdział

V.

POCZĄTEK AKCJI WOJENNEJ. FRONT ZACHODNI. Podział treści historji wojny światowej stanowi niezwykle trudne zadanie ze względu na bogactwo materjału, jaki należy w niej uwzględnić. Mając do czynienia z wypadkami równoczesnemi wprawdzie, ale rozgrywTającemi się na ogromnym teatrze wojny, nie sposób oma­ wiać je równocześnie, a to ze względu na ich akcją wojenną na morzach, wojna światowa (wówczas jeszcze nazywana raczej europejską) T ogarniała w Europie następujące teatry w< jenne, które określano, jako fronty: front zachod­ ni, czyli belgijsko-angielsko-francusko-niemiecki na terenie Belgji, Luksemburga i Francji, front wschodni, czyli austro-niemiecko-rosyjski głównie na terenie Polski i front południo­ wy, czyli serbsko-austrjacki w Serbj i i Czarno­ górze. Oba poważne fronty, to znaczy zachodni i wschodni, były całkowicie przewidziane przez niemiecką strategję, która w planie wojny „Schlieffen — Moltke" na długo przed wojną teoretycznie rozwiązała zagadnienia obu tych frontów. Jak wiemy z poprzedniego rozdziału, nie­ miecki plan przewidywał na początku wojny decydujący atak na Francję, czyli na froncie zachodnim, przy równoczesnem stanowisku obronnem wobec Rosji, niegroźnej jeszcze wo­ bec niezakończonej mobilizacji, a więc nie mo­ gącej zgrupować przeciwko Niemcom i AustroWęgrom poważniejszych sił bojowych. Jak wie­ my również, w początkach wojny gros sił nie­ mieckich miało być wyzyskane na froncie za­ chodnim, zby w krótkim czasie (paru — kilku tygodni) „załatwić się" z Francją i tern umożli­ wić następnie przerzucenie militarnej potęg1 Niemiec na front wschodni, gdzie zkolei miała być rozbita armja rosyjska. Początek wojny „odbył się" ściśle wedle planu niemieckiego. Nic dziwnego — gdyż reżyserja wojny była w rękach Niemców, którzy dzięki temu posiadali pełną inicjatywę, z bie­ giem czasu dopiero w znacznej mierze utraconą. Dlatego też na początku wojny decydujące wydarzenia rozgrywały się na froncie zachod­ nim, to znaczy tam, gdzie tego chciała inicja­ tywa niemiecka. W tym samym czasie front

Naprawa mostu przez

Niemców.

różnorodność, oraz ze względu na ich wagę w stosunku do całokształtu wojny. Podział materjału ściśle chronologiczny stwarzałby całość tak zagmatwaną i niejasną, iż Czytelnik łatwo mógłby zagubić nić prze­ wodnią i, zamiast pogłębić — mógłby wprowa­ dzić tylko chaos w ogólną syntezę dziejową. Aby uniknąć tych błędów — będziemy sta­ rali się dzielić materjał nietylko według chronologji wydarzeń, ale i według ich zasadnicze­ go charakteru, oraz wagi dziejowej. W pierwszym okresie, poza epizodycznemi walkami w kolonjach niemieckich, oraz poza 156

Ugrupowanie strategiczne przeciwników
— armje
— ,,

sprzymierzone
niemieckie

Skala 1 • 2.000.000

^^'W^^^^'^i1^^
* &&

^r*:

Ù
* &

;*SiC

T*-***»
Aiistrjacka artylerja górska. Na pozycji

wschodni, nie mówiąc już o froncie południo­ wym, stanowił tylko dodatkowy, drugorzędny teatr wojny, który dopiero czekał na swoją po­ ważniejszą rolę z chwilą ukończenia przez Ro­ sję dość długotrwałej mobilizacji i skompliko­ wanego grupowania wojsk z racji słabych i nierozwiniętych środków komunikacyjnych. W pierwszym okresie wojny punkt cięż­ kości leżał na Zachodzie. Tam ważył się w isto­ cie nietylko los dalszej wojny, ale i los świata, los całej cywilizacji. Dlatego też, jakkolwiek chronologicznie akcja wojenna rozpoczęła się najpierw na gra­ nicy serbsko-austrjackiej, a następnie rosyjskoniemieckiej, jednakże, w myśl tego, cośmy po­ przednio powiedzieli, rozpoczniemy od wypadkówT wojennych, które rozegrały się na zacho­ dzie Europy i zadecydowały pośrednio o dal­ szych losach wszystkich innych frontów wojen­ nych.

Do dnia 1 sierpnia 1914 r. położenie poli­ tyczne na zachodzie Europy było całkowicie niejasne. Do dnia tego trudno było jeszcze prze­ widzieć, jak potoczą się dalsze wypadki. Jak­ kolwiek widocznem było, że na wschodzie Euro­ py gromadzą się poważne i groźne chmury, na­

wiane złowrogim wiatrem z południa, z nad granicy serbsko-austrjackiej, gdzie grzmiały już działa i obficie lała się krew maleńkiego, ale bohaterskiego narodu — tam, na zachodzie łudzono się jeszcze, że horyzont polityczny mo­ że się jednak przejaśnić, przynajmniej czę­ ściowo. Wojna austro-rosyjska zdawała się już nieuchronną wobec wypadków w Serbji, jak­ kolwiek i w tej sprawie ostatnie, bardziej po­ jednawcze posunięcia rządu wiedeńskiego po­ zwalały na bardziej optymistyczne przewidy­ wania. Natomiast wojna niemiecko-rosyjska, tembardziej zaś niemiecko-francuska jeszcze wydawać się mogły bardzo problematycznemi. Francję łączył z Rosję sojusz, oraz kon­ wencja wojskowa o charakterze obronnym. Z kolei Francję łączyło z Anglją „serdeczne porozumienie". Zdawało się mało prawdopodobnem, aby Niemcy, zaczepiając jedno z tych mocarstw, chcieli ryzykować w wojnie z całem Trójporozumieniem. Mogło się tak zdawać tem­ bardziej, że do dnia I-go sierpnia dyplomacja niemiecka czyniła wszystko, aby rozerwać so­ lidarność francusko-rosyjską, a lojalność Anglji poprostu przekupić wspólnemi korzyściami w podziale panowania nad światem. Ponieważ wysiłki dyplomacji niemieckiej rezultatów nie dały, mogło się wydawać, że by157

ły to tylko próby, sądowanie terenu, które, sko­ ro teren ten okazał się dla Niemiec niekorzyst­ nym, na czas zreflektują zapędy polityków wszechniemieckiego kierunku. Aż oto w dniu I-go sierpnia Cesarstwo niemieckie odkryło karty. Okazało się, że próby poróżnienia mocarstw Trójporozumienia nie miały znaczenia decydującego. Chodziło w nich Niemcom nie o rozstrzygnięcie samego proble­ mu wojny, ale wyłącznie o stworzenie bardziej korzystnych dla samych siebie warunków jej prowadzenia. Z chwilą, kiedy próby dyploma­ tyczne zawiodły — niemieckie sfery decydujące machnęły ręką na takie czy inne, lepsze czy gorsze warunki, rzucając swoje zdawna przy­ gotowane kości. W dniu I-go sierpnia Rzesza Niemiecka ogłosiła powszechną mobilizację swoich sił zbrojnych. Tego samego zaś dnia popołudniu ambasador niemiecki w Petersburgu doręczył rosyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych Sazonowowi oświadczenie, w którem stwierdził, że cesarz Wilhelm II w imieniu Rzeszy Niemiec­ kiej wypowiada Rosji wojnę. Wydarzenia te były gromem na horyzon­ cie francuskiej polityki, która wrówczas bar­ dziej, niż kiedykolwiek, była nastrojona poko­ jowo i z racji swojej zasadniczej linji ideowej (skład gabinetu francuskiego miał charakter politycznie radykalny), i z konieczności, wywo­ łanej tylko co przeprowadzoną reformą woj­ skową, oraz znacznemi brakami materjalnemi armji. Mobilizacja armji niemieckiej, równozna­ czna z koncentracją wojsk niemieckich nad granicą francuską, stanowiła niebylejaką groź­ bę dla bezpieczeństwa tery tor jum Francji, któ­ ra w żadnym razie nie mogła dopuścić do sytu­ acji, w którejby została boleśnie zaskoczoną. Dysproporcja sił bojowych Niemiec i Francji nakazywała tej ostatniej jak najdalej posuniętą czujność, roztropność i gotowość. To też w odpowiedzi na mobilizację nie­ miecką prezydent republiki francuskiej podpi­ sał dekret, wyznaczający początek mobilizacji armji francuskiej na dzień 2-go sierpnia. Mo­ bilizacja we Francji nie oznaczała jeszcze woj­ ny, której wypowiedzenie zresztą leżało całko­ wicie w kompetencjach parlamentu. Jednak niemal z całkowitą pewnością można już było przewidywać wojnę wobec wypowiedzenia jej Rosji przez cesarstwo niemieckie i wobec zobo­ wiązań sojuszniczych, jakie ciążyły na Francji w stosunku do Rosji. Jednakże wybitnie poko­ jowe tendencje rządu francuskiego nie pozwa­ 158

lały mu na agresywność, której i tak należało się spodziewać ze strony Niemiec. O agresyw­ ności Niemiec świadczyły już wydarzenia na granicy francuskiej. W dniu 2-go sierpnia, to znaczy w pierwszym dniu mobilizacji francu­ skiej, szereg oddziałów niemieckich przekroczył granicę, wciągając francuskie oddziały pogra­ niczne w drobne starcia o charakterze raczej demonstracyjnym. Tego samego dnia nastąpił wiele mówią­ cy fakt wkroczenia wojsk niemieckich na terytorjum Luksemburga, co było równoznaczne z pogwałceniem jego neutralności, gwaranto­ wanej międzynarodowemi traktatami. Fakt ten zdawał się wyraźnie wskazywać na tendencje sztabu niemieckiego w kierunku obejścia fran­ cuskiej linji obronnej, nasuwając przypuszcze­ nia i co do pogwałcenia neutralności Belgji. I istotnie. Tegoż samego dnia rząd nie­ miecki wystosował do Belgji ultimatum z żąda­ niem przepuszczenia przez swoje terytorjum wojsk niemieckich. Nawiasem mówiąc, we Francji otrzymano o tern wiadomość dopiero dnia następnego. W ultimatum swojem Niem­ cy, w razie zgody Belgji, gwarantowali jej nie­ naruszalność dotychczasowych granic po woj­ nie, oraz rekompensatę pieniężną za ewentu­ alnie poniesione straty. Był to akt, stanowiący brutalne pogwałcenie neutralności Belgji, za­ gwarantowanej traktatem, na którym widniał również podpis głównego z państw Rzeszy Nie­ mieckiej, a mianowicie Prus. Odpowiedź Bel­ gji na ultimatym była zdecydowanie odmowma, pełna niezwykłej godności i bohaterstwa. Od­ powiedź Belgji i jej odmowa była równoznacz­ na z zaciągnięciem się tego małego, ale jakżeż bohaterskiego narodu do szeregów antiniemieckiej koalicji. Następnego dnia, 3-go sierpnia o godz. 7-ej wieczorem, ambasador niemiecki w Paryżu wręczył francuskiemu ministrowi spraw zagra­ nicznych notę, w której stwierdzał, że cesarstwo niemieckie uznaje się odtąd w stanie wojny z Francją i że wina tego spada na Francję za jej rzekomą „agresywność". Równocześnie am­ basador niemiecki oświadczył dla usprawiedli­ wienia Niemiec, że przekroczenie granicy fran­ cuskiej w dniu poprzednim przez niektóre od­ działy niemieckie było tylko odpowiedzią na rzekomy przelot aeroplanów francuskich nad terytorjum niemieckiem. W równie perfidny sposób ambasador nie­ miecki usiłował wytłumaczyć pogwałcenie przez wojska niemieckie neutralności Luksemburga i Belgji, które miało nastąpić jedynie naskutek

rzekomo stwierdzonego zamiaru sztabu franfrancuskiego przeprowadzenia swoich wojsk przez terytorjum tych państw. W dniu 4-eg'o sierpnia, już po wypowie­ dzeniu wojny przez Rzeszę Niemiecką, odbyło się w Paryżu posiedzenie parlamentu francu­ skiego. Posiedzenie to wykazało, że parlament Francji potrafi stanąć na wysokości chwili dziejowej, w obliczu wroga odwiecznego, który dobył już miecza. Pi^zeciwko wojnie nie padł ani jeden głos w parlamencie francuskim. Izba cała, nie wyłączając ław najskrajniejszej le­ wicy, ogarnął duch gorącego patrjotyzmu, któ­ ry tylokrotnie już ratował Francję z najcięż­ szych dla niej nieszczęść. Tak więc w dniu tym Francja, z woli swojego narodu, stanęła ofi­ cjalnie w szeregach antiniemieckiej koalicji, W tym samym dniu w Londynie otrzyma­ no wiadomości o przekroczeniu granicy belgij­ skiej przez wojska niemieckie, co stanowiło już rzeczywiste pogwałcenie neutralności Belgji. Wobec tego rząd angielski wystosował natych­ miast ultimatum do rządu niemieckiego, żąda­ jąc pod groźbą wypowiedzenia wojny zaniecha­ nia przemarszu przez Belgję i dochowania na­ dal jej neutralności. Na ultimatum to Anglja nie otrzymała odpowiedzi, co było równoznacz­ ne z zerwaniem stosunków dyplomatycznych, a następnie ze stanem wojny między obu temi państwami. Wojna więc rozgorzała na dobre. Europa podzieliła się na dwa wrogie obozy. Po jednej stronie stanęły Niemcy i Austro-Węgry — po drugiej koalicja, składa i ąca się z Fran­ cji, Anglji, Rosji, Belgji, Serbji i Czarnogórza, które stanęło po stronie bratniego narodu serb­ skiego. Należy sobie uświadomić, dlaczego decyzja Anglji przystąpienia do koalicji, jako bezpo­ średni powód miała pogwałcenie neutralności belgijskiej. Anglja — państwo wyspiarskie — zawsze zazdrośnie strzegła swoich wpływów nad morzem Północnem i kanałem La Manche, które stanowią jedyny dostęp do wysp brytyj­ skich od strony europejskiego kontynentu. Do­ póki jego wybrzeża północne na znacznej prze­ strzeni należą do drobnych państw, jak Belgja, Holandja Danja i Norwegja, gdzie ponadto polityka angielska za wszelką cenę usiłuje za­ gwarantować sobie dostateczne wpływy — do­ tąd Anglja może spać spokojnie na swoich mgli­ stych wyspach. Zgoła inaczej przedstawiałaby się sytuacja, gdyby na wybrzeżach tych szero­ ko rozsiadło się potężne militarnie państwo, mo­ gące wyciągnąć żelazną pięść poprzez wody morza Północnego. A pogwałcenie neutralności

Belgji pociągnąćby mogło za sobą nietylko osła­ bienie autorytetu Anglji wśród państw morza Północnego, ale i usadowienie się na ich wybrze­ żach militaryzmu niemieckiego. Jeśli przeto wojna z Niemcami była wogóle dla Anglji nie­ uniknioną wcześniej czy później (patrz rozdział I) — czyż mogłaby mieć Anglja lepszy do niej powód, niźli było nim pogwałcenie neutralności Belgji?

General von der Goltz - Pauza.

Stanowisko Anglji, zawarte w ultimatum z dnia 4-go sierpnia, nie było wprawdzie zupeł­ ną niespodzianką dla rządu niemieckiego, który zawsze liczył się z podobną możliwością, zasko­ czyło go jednakże w sposób nieprzyjemny, ternbardziej, że społeczeństwo niemieckie nie było na to przygotowane, licząc wciąż na neutral­ ność Anglji. To też jej zdecydowanie wrogie stanowisko wywołało w Niemczech powszechną nienawiść do Anglji, nienawiść, która prze159

wyższyla wkrótce wszystko, do czego psychika niemiecka jest zdolna. Nienawiść ta miała swoje ważkie podsta­ wy. Przyłączenie się Anglji do przeciwniemieckiej koalicji było dla Niemiec dotkliwym cio­ sem, odrazu znacznie zmniejszającym szanse zwycięstwa. Było ono równoznaczne, wobec po­ tęgi floty angielskiej, z odcięciem Niemiec od ich zamorskich kolonij i wogóle od świata zew­ nętrznego. Paraliżowało ono znacznie słabszą od angielskiej flotę niemiecką, uniemożliwiając nawet uzyskanie decydującej przewagi nad flotą rosyjską na Bałtyku i każąc się wyrzec myśli o desancie wojsk niemieckich w Finlandji, czy też południowych wybrzeżach zatoki Fińskiej, co zagrażałoby bezpośrednio stolicy rosyjskiego imperjum — Petersburgowi. Jednakże entuzjazm i zapał wojenny, tak powszechne w początkach wojny w całych Niemczech skierował myśl niemiecką na tory odwiecznej buty i pychy krzyżackiej, każąc nienawidzieć Anglików, ale i lekceważąc ich siły i znaczenie. Wyśmiewano więc słabe lądo­ we siły angielskie, które nie miały rzekomo ode­ grać żadnej poważniejszej roli na kontynencie, gdzie zadecydują się losy niemieckiego pano­ wania nad światem. Wyśmiewano się z prze­ widywań angielskiego ministra wojny lorda Kitchenera, który był zdania, że wojna potrwa dłuższy czas, a więc co za tern idzie, wymagać będzie ogromnego, poza wojskowym, wysiłku gospodarczego państw wojujących. Nie wierząc w długotrwałość wojny lekceważono również wysiłki lorda Kitchenera w celu stworzenia wielkiej armji angielskiej na podstawie przy­ musowej służby wojskowej (przed wojną Anglja posiadała wyłącznie armję werbunkową, najemną), oraz bagatelizowano skutki angiel­ skiej blokady wybrzeży niemieckich. Jakżeż gorzko niedaleka przyszłość miała rozczarować niemieckich optymistów, pyszałków i zaślepio­ nych nacjonalistów! Tymczasem wojna niosła już falę nowych wydarzeń. W nocy z dnia 5-ego na 6-ty sierp­ nia wojska niemieckie, które już uprzednio wtargnęły na terytorjum belgijskie, rozpoczęły gwałtowny atak na twierdzę Liège, zagradza­ jącą drogę niemieckiemu marszowi oskrzydla­ jącemu. Jeszcze w czasie pokoju starannie przygo­ towano plan zdobycia tej twierdzy, przeznacza­ jąc na ten cel słynne olbrzymie działa niemiec­ kie kalibru 305 cm. i 420 cm., które w zupeł­ nej tajemnicy wyprodukowały zakłady Kruppa. Obecnie dowództwo nad oddziałami, przezna160

czonemi do opanowania Liège, a wchodzącemi w skład Armji Mozy, objął gm. Ludendorff, mąż zaufania szefa niemieckiego sztabu gene­ ralnego, i jego najbliższy współpracownik. Armja Mozy, znajdująca się pod dowództwem gen. von Emmich, utworzona była z tych oddziałów, które w następstwie miały wejść w skład 1. i 'Z. armij z chwilą ukończenia ich mobilizacji, i przeznaczona była, poza zdobyciem Liège, do czasowego osłonięcia koncentracyj wymienio­ nych armij. Z chwilą ukończenia tej koncentra­ cji Armja Mozy została rozwiązana w dniu 15 sierpnia. Gen. Ludendorff poprowadził atak na Liè­ ge z niezwykłą gwałtownością. Dzięki doskona­ łej znajomości terenu, zawczasu systematycz­ nie przez Niemców wyuczonego w czasie poko­ ju, XIV Brygadzie niemieckiej piechoty udało się prześlizgnąć pomiędzy fortami twierdzy i podejść pod samo miasto, którego broniła 3. Dywizja belgijska, oraz stała załoga, razem około 40.000 ludzi pod dowództwem gen. Lé­ man. Po zaciekłej obronie wojska belgijskie wycofały się z miasta w dniu 6-go sierpnia. Na­ stępnego dnia wkroczyła do Liège XIV Bryga­ da niemiecka pod osobistem dowództwem Ludendorffa. Jednakże opanowanie miasta nie zdecydowało sprawy ostatecznie, gdyż forty twierdzy nadal broniły się bohatersko. Wobec tego niemieckie Dowództwo Naczelne w dniu 8-go sierpnia utworzyło specjalną Armję Oblężniczą pod dowództwem gen. von Einem, doda­ jąc do oddziałów Aiłmji Mozy ponadto VU, IX i X korpusy. Armja Oblężnicza skończyła swo­ je zadanie dopiero w dniu 16-go sierpnia o godz. 9.30, zdobywając ostatni po bohatersku bronio­ ny fort. Podczas, kiedy ciężkie działa niemieckie miażdżyły najpotężniejsze żelazo-betonowTe schrony fortów Liège, 2. Armja niemiecka wy­ ładowywała się z pociągów na przygotowanych jeszcze przed wrojną rampach w Akwizgranie, zaś 1. Armja nieco na północ naprzeciwko ho­ lenderskiego Limburgu pomiędzy Kolonją a Crefeld. Jak wiemy, szef sztabu generalnego Moltke wyrzekł się pierwotnej myśli Schlieffena, swojego poprzednika, przemarszu 1. Ar­ mji przez Limburg, aby nie gwałcić tery tor jum życzliwej Holandji. Wobec tego 1. Armja, aby dosięgnąć Belgji, gdzie przeznaczona była na prawe skrzydło całego ugrupowania strategicz­ nego masy uderzeniowej, musiała poczekać, póki 2. Armja nie opuści Akwizgranu, pociąg­ nąwszy do Belgji. Dopiero wówczas, mając wol­ ną drogę, miała dotrzeć do Mozy koło granicy

holenderskiej i, przeprawiwszy się na drugą stronę, wyruszyć wzdłuż tej granicy na północ, oczyszczając z kolei teren, potrzebny do rozwi­ nięcia się 2. Armji. Na południe od 2. Armji, a na północ od Trewiru wyładowywała się z pociągówT 3. Armja, której zadaniem był marsz prosto na zachód na Namur i Dinant, pomię­ dzy któremi miała zając linję Mozy. Trzy te armje tworzyły grupę uderzeniową, która miała zdruzgotać opór Belgj i, przemaszerować przez nią, spaść na Francję i oskrzydlić lewe skrzy­ dło francuskie, które kończyło się w okolicach Mézières lub Longvy zgodnie z francuskim pla­ nem wojny, nie przewidującym pogwałcenia neutralności Belgji i Luksemburga. Ze względu na doniosłą rolę grupy uderzeniowej poszcze­ gólne dowództwa obsadzono niezwykle staran­ nie, co przedewszystkiem uwidoczniło się w najważniejszych 1. i 2. Armjach. Dowódcą 1. Armji został gen. von Kluck, uważany za nie­ przeciętnie energicznego i zdolnego, a jego sze­ fem sztabu ^en. von Kuhl, bezpośredni współ­ pracownik Moltkego i znawca planu wojny. Dowódca 2. Armji został gen. von Biilow, skłon­ ny wprawdzie do apopleksji, ale mający opinję najzdolniejszych z niemieckich generałów, zaś jego generalnym kwatermistrzem gen. Ludendorff — „bohater" pierwszej większej bitwy w wojnie światowej. Przytoczone tu nazwiska zapisały się w historji nietylko wojskowości i wojny, ale i w historji niemieckiej brutalności, zalecanej przez Schlieffena, jako ważny czyn­ nik zwycięstwa, która w obliczu bezbronnej ludności cywilnej pogwałconej Belgji nabrała wszelkich cech barbarzyństwa tern potworniej szego, że bezcelowego i w rezultacie nawet wprost szkodliwego dla losów Niemiec, które w aktach swojego terroru w Belgji w pierw­ szych już dniach wojny pokazały światu swoje drapieżne oblicze. Na południe od grupy uderzeniowej (1., 2. i 3 Arm je) znajdowała się w pierwszych dniach wojny grupa środkowa, w skład której wcho­ dziły 4. i 5. Armje niemieckie. Dowódcą 4. Armji był książę Albrecht Wiirtemberski. Wyłodowywała się ona z po­ ciągów, przyjmując swoje ugrupowanie strate­ giczne, w rejonie Trewiru, częściowo zaś na terytorjum pogwałconego już Luksemburga. 5. Armja, pod dowództwem niemieckiego na­ stępcy tronu (Kronprinz), znajdowała się w re­ jonie Thionville — Metz — Saarbruck. W skład każdej z obu armij wchodziło po 5 korpusów. Zadaniem grupy uderzeniowej i grupy środkowej był szeroki manewr zajścia dookoła

ruchomej osi obrotu, która znajdowała się po­ czątkowo pomiędzy Metz a Thionville. Manewr ten, który miał być dokonanym na terytorjum Belgji i Luksemburga, powinien był wyprowa­ dzić armje niemieckie na tyły francuskiego le­ wego skrzydła. Na południe od osi obrotu rozwinęło się niemieckie lewe skrzydło w składzie 6. i 7. Ar­ mij pod dowództwem bawarskiego następcy tronu księcia Ruprechta. 6. Armja koncentro­ wała się na południe od Metz aż do Saarburgu. Liczyła 5 korpusów. Dowództwo jej zatrzymał przy sobie książę Ruprecht. 7. Armja, licząca 4 korpusy, a znajdująca się pod dowództwem gen. von Heeringen, koncentrowała się w re­ jonie Strasburg — Miilhuza, dotykając do gra­ nicy szwajcarskiej. Zadaniem lewego skrzydła niemieckiego było natarcie przez Lotaryngję na Nancy i Luneville w celu związania jak największych sił francuskiego prawego skrzydła, aby uniemożli­ wić francuskiemu sztabowi generalnemu prze­ rzucenie korpusów z tego skrzydła na zagrożone przez niemiecką grupę uderzeniową skrzydło lewe z chwilą, kiedy manewr niemiecki zostanie rozpoznany. Gdyby natarcie w Lotaryngji by­ ło niemożliwe — niemieckie lewe skrzydło mia­ ło zatrzymać na sobie atak Francuzów, wykorzystywując starannie przygotowane linje obronne Metz — Strasburg — Miilhuza. W dniu 17-go sierpnia armje niemieckie ukończyły ostatecznie swoje koncentracje, zaj­ mując wyznaczone stanowiska wyjściowe. W dniu następnym — 18-go sierpnia, to znaczy w 18-ym dniu mobilizacji niemieckiej — ściśle według planu, o wyznaczonych godzinach ar­ mje rozpoczęły swój wielki manewr, który, jak wierzono w Berlinie, przyniesie piorunujące zwycięstwo na zachodnim teatrze wojny. W tern miejscu należy zaznaczyć, że do tej chwili wszystko odbywało się po myśli Niemców i zgodnie z ich przewidywaniami, Nawet twier­ dza belgijska Liège, jak już wiemy, upadła ostatecznie w dniu 16-go sierpnia, a więc w przeddzień zakończenia niemieckiej koncen­ tracji. Z upadkiem Liège droga w głąb Belgji stanęła otworem.

Przyjrzyjmy się zkolei, jak ugrupowały się z początkiem wojny armje francuskie, którym przypadła rola zagrodzenia świata przed zwy­ cięską nawałą niemiecką.
\6\

Ugrupowanie francuskie, zarządzone dnia 2-go sierpnia, zgodnie z francuskim planem wojny, dokonane było w przewidywaniu, że te­ atrem wojny będzie francusko-niemieckie po­ granicze, to znaczy, że neutralność Belgji i Luk­ semburga pozostanie nienaruszoną. Poszczególne armje francuskie zajęły na­ stępujące rejony koncentracji: 1. Armja pod dowództwem gen. Dubail w składzie 6 korpu­ sów i 2 dywizyj jazdy — rejon Luneville — Epinal — Belfort, stanowiąc prawe skrzydło francuskie, oparte o linję obronną rzeki Mozeli ; 2. Armja pod dowództwem gen. de Castelnau w składzie 5 korpusów i 2 dywizje jazdy — re­ jon Toul — Nancy, trzymając środek fran-

cie niewspółmierne do grożącego mu ze strony Niemców niebezpieczeństwa. Początkowo francuski plan wojny przewi­ dywał własne silne natarcie na całej linji po­ granicza niemieckiego. Armja francuska, któ­ rej doktryna strategiczna ponad wszystko wy­ nosiła znaczenie natarcia, do pewnego stopnia lekceważąc i zapoznając nawet znaczenie obro­ ny, jak stwierdza to w swoich Pamiętnikach marszałek F. Foch, i której nastrój wysoce pa­ triotyczny parł do rewanżu za haniebne klęski roku 1870 miała, opierając się o własną po­ tężną linję obronną nad górna Mozą i Mozelą, rozpocząć ogólne natarice w Lotaryngii. , p o ­ ufna instrukcja ogólna w sprawię obrony*1, którą w pierwszym dniu mobilizacji francu­ skiej 2-go sierpnia wydał Wódz Naczelny, gen. Joffre, późniejszy marszałek Francji, stwier­ dza: „Zamiarem Naczelnego Wodza jest przejśeie do ofensywy ogólnej dopiero po skoncen­ trowaniu wszystkich swTych sił'4. Pogwałcenie neutralności Belgji całkowicie zrujnowało plan francuski, zmuszając dowództwo francuskie do pośpiesznego twTorzenia nowTej koncepcji stra­ tegicznej.

Na poztfcjû

cuskiej linji obronnej, gdzie, jak przewidywano pierwotnie, uderzy główne natarcie Niem­ ców7; 3. Armja pod dowództwem gen. Ruffey w składzie 3 korpusów i 1 dywizji jazdy — re­ jon Verdun, trzymając potężną linję obronną nad górną Mozą; 4. Armja pod dowództwem gm. de Langle de Cary w składzie 2 korpusów, 1 korpusu jazdy i 1 dywizji jazdy — rejon Se­ dan — Stenay ; 5. Armja pod dowództwem gen. Lanrezac w składzie 5 korpusów i 1 dywizji jazdy — rejon Mézières; poza tern na wschód od .">. Armji, a na północ od 4. Armji zajął sta­ nowisko korpus jazdy gen. Sordet*a, 4. i 5. Ar­ mje wraz z oddzielnym korpusem jazdy stano­ wiły francuskie lewe skrzydło, które osaczyć i zmiażdżyć było zadaniem niemieckiej grupy uderzeniowej, gwałcącej w tym celu neutral­ ność Belgji i Luksemburga. Jak widzimy z po­ wyższego, gros sił francuskich zajmowało śro­ dek i prawe skrzydło. Natomiast lewe skrzydło, osłonięte granicą belgijską i luksemburgską posiadało siły znacznie skromniejsze i całkowi­ 162

Pierwszy opór niemieckiej grupie uderze­ niowej miała stawić armja belgijska, broniąca terytorjum swojej ojczyzny, pogwałconej przez brutalność niemieckiego militaryzmu. Nieliczna armja belgijska wT pierwszych dniach wojny główną swoją masą zajęła stanowisko nad rzeką Gette, w czworoboku Tirlemont — Perwez — Wawre — Louvain, na północ od Namur. Te główme siły belgijskie składały się. z czterech dywizyj, a mianowicie 1., 2., 5. i fi, dywizyj. W dniu 7-go sierpnia przyłączyła się ponadto 3. dywizja, która, jak już wiemy, opuściła w międzyczasie Liège. Poza tern i si. łami w Namur pozostawała 1. dywizja, dyw izja zaś jazdy, która początkowo zajmowała wysu­ nięte stanowisko Diest — St. Trond, ostatecz­ nie zajęła stanowisko Diest — Tirlemond. Szef niemieckiego wielkiego sztabu gene­ ralnego gen. von Moltke główne siły belgijskie zamierzał osaczyć i odciąć od Antwerpji, wzo­ rując się, jak twierdzi gen. Canton, na_ mane. Mrze Napoleona pod Jena. A mianowicie: 1, Armja niemiecka, poprzedzona Tl korpusem jazdy, miała dokonać obejścia od granicy ho­ lenderskiej na północ od Liège, przecinają e drogę odwrotu armji belgijskiej, podobnie, jak to uczyniły pod Jena korpusy Bernadotta i Da.

vousta, oraz jazda Murata. W tym czasie, kie­ dy 1. Armja miała wykonywać manewr oskrzy­ dlający na tyły Belgów, 2. Armja miała uderzyć od frontu, powstrzymując i łamiąc armję bel­ gijską podobnie, jak główna armja Napoleona zdruzgotała armję Hohenlohego. „Zbyt wielka przepaść dzieliła jednak Moltkego od Napoleona — pisze Hen. Camon. — W nocy z 13 na 14 października 1806 roku Napoleon, przejęty myślą o uderzeniu na armję Hohenlohego, z latarnią w ręku pouczał swych grenadjerów, rozszerzających drogę na wyży­ nę Landgrafenbergu, aby umożliwić artylerji francuskiej wjazd na tę wyżynę o brzasku dnia. Przesiąknięty nawskróś tradycją niemiec­ kiego wielkiego sztabu generalnego, który kie­ ruje, lecz nie dowodzi, Moltke pozostaje o 150 kilometrów od rzeki Gette, w Koblencji, a wr ce­ lu nadania przynajmniej jednolitości natarciu, ogranicza się do poddania generała von Klucka pod rozkazy gen. Biilowa, pozostawiając jednak samodzielność dowódcy 3. Armji, gen. von Haasenowi". „Nie można tego stwierdzić, ale zdaje się, że Bulow (dowódca 2. Armji, chwûlowro dowodzący i 1. Armja przeciwko Belgom) zrozumiał istotę manewru, że chciał posunąć 1. Armję zupełnie w kierunku północno-zachodnim i w ten sposób przeciąć armji belgijskiej drogę odwrotu, że zamierzał również przesunąć na północ korpusy 2. Armji, aby utrzymać łącz­ ność z 1. Armja i w ten sposób przeprowadzić wszystkie swoje korpusy na lewy brzeg Mozy. Nie chcąc odsłonić korpusom francuskim dro­ gi na Liège prawym brzegiem Mozy, zamierzał wreszcie Bulow wysunąć czokwe korpusy 3. Armji nad samą Mozę. Zażądał on takiego przesunięcia od von Hausena (dowródcy 3. Ar­ mji), ten jednak pod pretekstem, że musi się ściśle trzymać terminów, ustalonych przez wiel­ ki sztab generalny, odpowiedział odmownie. ,,W rzeczywistości Billow, rozporządzając ogromną przewagą liczebną nad armja belgij­ ską połączonych 1. i 2. Armij, mógł był się wa­ żyć na wszystko, nawet w wypadku, gdyby je­ den lub dwa korpusy francuskie połączyły się już z armja belgijską — w co zdaje się wierzył. Bulow zbyt był jednak przezorny. Armja bel­ gijska zdążyła wycofać się na czas na forty Antwerpji. Unieruchomiono teraz, w celu ubez­ pieczenia się przed nią i przeszkodzenia jej w wykonaniu uderzenia na linje komunikacyj­ ne 1. i 2. armij, dwa niemieckie korpusy — dwa korpusy, których zabrakło w bitwie nad Sambrą, a później w bitwie nad Marną".

Tak więc pierwsza część zadania niemiec­ kie) grupy uderzeniowej nie została wykonana, a raczej została wykonana w sposób niezadawalający. Armja belgijska, która według planu miała być zmiażdżona od pierwszego zderzenia, poniosła wprawdzie dotkliwe straty, ale wyco­ fała się pomyślnie pod ochronę potężnych for­ tów Antwerpji. Nie zważając jednak na ten bądź co bądź niepomyślny rozwój akcji dla Niemców, grupa uderzeniowa wdalszym ciągu wykonywała za­ chodzenie w myśl zasadniczego planu kampanji na Zachodzie. Tak więc 1. Armja zajmuje w dniu 21-go sierpnia Brukselę i podąża dalej na zachód. Na

Krążownik angielski tapi podwodną lodź niemiecką. południe od niej posuwa się 2. Armja wzdłuż północnego brzegu Sambry poza Namur, oble­ gane przez oddziały niemieckie i kruszone przy pomocy tej samej, co poprzednio pod Liège, ciężkiej artylerji. Oblężone Namur utrzymuje łączność na zewnątrz jedynie od strony poUidniowo-zachodniej, w kącie między Mozą i Sam­ brą. 3. Armja na południe od Namur podąża ku linji Mozy i zbliża się do niej na odległość kilku kilometrów. Znaczna połać Belgji jest już okupowana przez wojska niemieckie, które, w myśl wskazań Schlieffena, niesłychanym ter­ rorem nad ludnością cywilną pragną zrodzić paraliżujący strach przed zwycięskim orężem niemieckim, strach, któryby wyprzedzał armję niemiecką, osłabiając siły moralne jej przeciw­ ników. Terror niemiecki w Belgji — to zbyt ob­ szerny temat, to też szczegółowa zajmiemy się nim w osobnym rozdziale. Tymczasem dowództwo francuskie rozpo­ częto planowe przegrupowanie swoich armij» 163

którym przypadło w udziale przeciwstawić się niemieckim planom wtargnięcia na bezbronne dotychczas równiny północnej Francji. 5. Arm ja francuska, która początkowo, zgodnie z przedwojennym planem, koncentro­ wała się w okolicach Mézières pomiędzy rzeka­ mi Mozą i Aisne, teraz przegrupowywała się bardziej na północ na obszarze pomiędzy Mozą

La Manche i zgrupować ją w okolicach Maubeuge — le Cateau nad górną Sambrą. Pomiędzy Namur a Charleroi czołowe od­ działy niemieckie 2. Armji napotkały na idące na czele armji francuskiej X i III korpusy. Fakt ten, łącznie z doniesieniem gen. Moltkego, że dwa korpusy angielskie wyruszyły z Lille na wschód, kazał przypuszczać gen Bulowowi,

Aeroplany w iraloe z dread/tvoughtamù

i Sambrą, kierując się w ich kąt na południc od Namur. Zgrupowane tu siły francuskie pod dowództwem gen. Lanrezac rozpoczęły, począw­ szy od dnia 15-go sierpnia posuwać się na pół­ noc, wrydłużając front francuski ku morzu, łącznie z armją angielską, znajdującą się pod dowództwem marszałka French'a. W między­ czasie bowiem Anglicy zdołali już przerzucić swoją armję blisko dwustotysięczną przez kanał
164

że armje sprzymierzone pragną obejść iinję Sambry pomiędzy Namur a Maubeuge. Wobec tego gen. Biilow zarządza, aby dwa czołowe korpusy 2. Armji posunęły się nad Mo­ zę na południe od Namur, rozbiły tam przednie straże francuskie (w tym czasie już Iinję Mozy osłaniał I korpus francuski, wchodzący w skład 5. Armji), oraz otworzyły przeprawy przez rzekę dla korpusów 3. Armji niemieckiej. Do-

wiedziawszy się jednak, że artylerja 3. Armji narazie nie może wesprzeć jego oddziałów, za­ rzuca swój plan pierwotny i decyduje się sto­ czyć z Francuzami bitwę nad Sambrą według wzoru kamieńskiego, polegającego na obejściu obu skrzydeł przeciwnika i zamknięcie go w ten sposób, jak gdyby w worku. W tym celu 2. Armja niemiecka ma zająć linję Sambry pomiędzy Namur a Thuin, umoc­ nić się i powstrzymać korpusy francuskie, nie dopuszczając ich do nawiązania łączności z oblężonem Namur. W tym samym czasie 3. Armja przekroczy Mozę na południe od Namur i ude­ rzy na prawe skrzydło francuskie, a 1. Armja, pozostawiwszy część swToich sił dla osłony przed Anglikami, nadciągającymi od zachodu, gros swoich sił prowadzi przez Maubeuge na lewe skrzydło Francuzów. Pod oblężonem Namur po­ zostaje w tym czasie armja gen. Galwitza. W dniu 22-go sierpnia 2. Armja niemiecka wchodzi w kontakt z przeciwnikiem nad Sam­ brą. 3. Armja zatrzymuje się nad Mozą, zaś 1. Armja częścią swoją maszeruje na południe na Mons, częścią zaś na zachód w kierunku na Tournai naprzeciw Anglikom, którzy, jak do­ niósł o tern niemiecki sztab generalny, mieli rzekomo posuwać się na wschód od strony Lille. Wiadomość ta okazała się całkowicie błędną, gdyż Anglików należało się spodziewać nie od zachodu ze strony Lille, lecz od południa ze stro­ ny Maubeuge. Zupełnie przeto niepotrzebnie osłabili Niemcy swoje siły, idące na rzeczywi­ ste spotkanie armji angielskiej. W następnym dniu 23-go sierpnia 2. Ar­ mja niemiecka przeszła na południowy brzeg Sambry na łinji od Namur aż do Maubeuge, docierając swojem prawem skrzydłem do terytorjum północnej Francji. Natomiast 1. Ar­ mja, dotarłszy do linji Mons — Condé, zupeł­ nie niespodziewanie natyka się na armję an­ gielską, której spodziewano się zupełnie z innej strony, od zachodu. Dzięki temu, że południo­ wa grupa 1. Armji niemieckiej została po­ przednio osłabiona wysunięciem części armji na zachód ku Lille, armji angielskiej udaje się po­ wstrzymać posuwanie się wojsk niemieckich, których zadaniem miało być osiągnięcie znacz­ nie bardziej południowej linji i oskrzydlenie 5. Armji francuskiej. Tego samego dnia 3. Ar­ mja niemiecka osiąga linję Mozy na południe od Namur, a silna straż przednia XIX korpusu, wchodzącego w skład tej armji, przeprawia się przez Mozę pod Hastières. Równocześnie gen. von Hausen, dowódca 3. Armji niemieckiej, otrzymuje wskazówkę od gen. Moltkego, który

z Koblencji według mapy kierował całokształ­ tem operacyj, aby armję swoją posunął bar­ dziej jeszcze na południe i postarał się przekro­ czyć Mozę powyżej Giret jak największemi si­ łami, a to w celu zajścia tyłów armji francus­ kiej. Koncepcja Moltkego zajścia na tyły była wzorowana na słynnym manewrze napoleoń­ skim. Gdyby gen. Biilow manewr ten wykonał ściśle, niewątpliwie powodzenie i to całkowite byłoby po stronie Niemców. Jeśli zjawienie się na zachodnim brzegu Mozy pod Hastières sto­ sunkowo słabych sił niemieckich wystarczyło,

Feldmarszałek

John Treush*

aby spowodować odrazu odwrót armji fran­ cuskiej, lękającej się obejścia — jakżeby przed­ stawiał się ten odwTrót, gdyby na tyłach Fran­ cuzów, partych przez całą 2. Armję niemiecką, znalazły się ponadto dwa korpusy 3. Armji, podążającej z za Mozy? Niewątpliwie w tym wypadku odwrót 5. Armji francuskiej przy­ brałby charakter bezładnej ucieczki, grożącej poważną katastrofą. Ale gen. Biilow, który wykoncypował so­ bie kanneński schemat tej bitwy, gdyż schemat ten znał lepiej od napoleońskiego, nie zrozu­ miał, czy też nie chciał zrozumieć koncepcja Moîtkiego, wzywając 3. Armję do nawiązania bezpośredniej łączności z lewem skrzydłem swo­ jej 2. Armji. Było to sprzeczne z dyrektywą Moltkego. Dowódca 3. Armji gen. von Hausen waha się, a wahając się wciąż, postępuje w spo165

sób kompromisowy. W myśl wskazówki Moltkego wysyła na południe w celu przecięcia odwro­ tu Francuzom jeden korpus, zamiast dwóch, ale równocześnie, zgodnie z życzeniem Biilowa, również jeden korpus posuwa na północ w celu nawiązania styczności z 2. Arm ją. W rezultacie tych połowicznych działań w dniu 23-go sierpnia gen. Lanrezac, dowodzą­ cy 5. Armją francuską, nakazując odwrót, któremu jeden korpus niemiecki, wysłany na południe przez von Hausena, nie ośmiela się za-

się na linję Jenlain — Maubeuge, teraz, ustępując przed rosnącemi siłami Niemców, cofnął się na linję le Cateau — Landrecies. Tak więc, po wymknięciu się armji belgij­ skiej, po raz drugi już niemiecka grupa ude­ rzeniowa, owa „żelazna pięść" Niemiec, pozwa­ lała wycofać się przeciwnikowi bez decydujące­ go zwycięstwa — tym razem armjom francu­ skiej i angielskiej. Bitwa nad Sambrą zawiodła pokładane nadzieje niemieckiego wielkiego sztabu generalnego i jego szefa gen. von Molt-

Warszawa. Pierwsze dnie Wojny. Szpital Dzieciątku Jezus. Kijewshiego.

Sala

D-/<<

grodzić drogi i wypuszcza Francuzów, którzy mogli byli być osaczonymi. Decyzja gen. Lanrezac była spowodowana wiadomością o poja­ wieniu się sił niemieckich na zachodnim brzegu Mozy pod Hastières, co groziło tyłom armji francuskiej, oraz wiadomościami o cofaniu się 4. Armji francuskiej, sąsiadującej od południa, i o upadku Namur, co zwalniało znaczne siły niemieckie, zajęte przy oblężeniu tej twierdzy belgijskiej. Tymczasem w dniu 24-go sierpnia dowódz­ two 1. Armji spostrzegło swój Wad poprzedni i pośpiesznie ściągnęło wszystkie swoje rozpo­ rządzacie siły przeciwko armji angielskiej. Jednakże był to już manewr spóźniony. Marsza­ łek French, który jeszcze w dn. 23-go, na wia­ domość o odwrocie 5. Armji francuskiej, cofnął 166

ke. Droga do równin południowej Francji, gdzie ostatecznie miał był się odbyć manewr oskrzydlający grupy uderzeniowej, nie została otwarta naoścież. Na drodze tej pozostawały nietylko niemal nienaruszone arm je sprzymie­ rzone, ale z każdym dniem ponadto mogły nad­ chodzić z południa nowe wzmacniające je od­ działy.

Opuśćmy narazie północny teatr wojny na Zachodzie, gdzie arm je niemieckie posuwają się naprzód w pościgu za cofaj ącemi się od­ działami sprzymierzonemu i przyjrzyjmy się temu, co w międzyczasie działo się w środkowej i południowej części frontu zachodniego.

Jak wiemy, lewe skrzydło niemieckie skła­ dało się z dwóch armij: 6. Armji w Lotaryngji pod dowództwem bawarskiego następcy tronu księcia Ruprechta i 7. Armji pod dowództwem gen. von Heeringen. Zadanie lewego skrzydła niemieckiego — według Ludendorffa (,,Kriegsfiihrung und Politik") — polegało na tern, aby, pod ciągłą gro­ zą poważnej ofensywy w7 Lotaryngji, utrzymać na tym froncie jak największe siły francuskie, uniemożliwiając tern przerzucenie ich na za­ grożoną północ, w razie zaś natarcia ze strony Francuzów osłaniać przed nieprzyjacielem zie­ mie niemieckie, a nadewszystko niedopuścić go do uprzemysłowionych okręgów zagłębia Saary, którego ciężki przemysł posiadał doniosłe zna­ czenie dla celów prowadzenia wojny. Według planu lewe skrzydło niemieckie miało być gotowe do działań już w dniu 14-go sierpnia. Obie jego armje wyładowywały się z pociągów w pobliżu swoich rejonów7 ugrupo­ wania strategicznego. Tak wTięc 6. Arm ja na linji Metz — Strassburg, zaś 7. Arm ja w Wogezach pomiędzy Donon a Belfortem. Zanim jednak osiągnęli Niemcy planową koncentrację, już korpusy francuskie, pod któ­ rych osłoną odbywała się koncentracja głów­ nych sił, rozpoczęły natarcie w Alzacji, przekro­ czyły granicę i zajęły Mulhuzę wT dniu 8-go sierpnia (VII korpus francuski). Przy współ­ działaniu 6. Armji, która posuwa sw7oje oddzia­ ły czołowe na Sirey i Blâmont, 7. Arm ja wy­ konywa w Alzacji przeciwnatarcie i opanowuje z powTOtem Mulhuzę. Tymczasem Moltke, który, jak wiemy, jeszcze przed wojną szczególną uwagę poświę­ cał swojemu lewemu skrzydłu, wciąż obawia­ jąc się tam wielkiego natarcia Francuzów, te­ raz, bardziej jeszcze będąc przeświadczonym o podobnych zamiarach przeciwnika, decyduje się wzmocnić lewe swoje skrzydło i jeszcze przed 14-ym sierpnia posyła mu sześć dywizyj zapa­ sowych, kierując je na Strassburg i Thionville Były to te właśnie dywizje, które, według po­ przedniego planu, miały być przeznaczone na uzupełnienie strat grupy uderzeniowej. Tak więc Moltke w dalszym ciągu osłabia znaczenie grupy uderzeniowej, ostatecznie tern niwecząc plan wojny swojego poprzednika Schlieffena. Jakgdyby na potwierdzenie obaw Moltkego w dniu 14 sierpnia Francuzi rozpoczęli po­ nowne natarcie w Alzacji i Lotaryngji, tym ra­ zem jednak prowadzone znaczniejszemi siłami, a mianowicie w natarciu brały udział 1. Arm ja gen. Dubail, 2. Armja gen. de Castelnau, oraz

specjalna armja alzacka gen. Pau. Nawiasem mówiąc, w natarciu tern brał udział ówczesny generał, a późniejszy marszałek Francji, Angljj i Polski, Ferdynand Foch, jako dow7ódca X x korpusu, wchodzącego w skład 2. Armji. ów­ czesne też walki szczegółowo omawia Foch w swoich Pamiętnikach. W obliczu ponownego francuskiego natar­ cia Moltke traci równowagę ducha, wahając się, jaki manewr wypada mu zastosować na swojem lewem skrzydle. Gen. Camon tak okre­ śla wahanie Moltkego: „Należało może pozwo­ lić na to, by natarcie francuskie rozwijało się w kierunku Saary? Może trzeba było zaczekać aż pod naciskiem sił francuskich front lewego niemieckiego skrzydła wygnie się i wytworzy worek, aby następnie osaczyć Francuzów, skie­ rowując na ich tyły korpusy ze Strassburga i Metzu, słowem stoczyć nad Saara bitwą kanneńską? Tymczasem książę Ruprecht stanow­ czo odrzucał myśl przyjęcia postawy obronnej. Pisał on, że w żaden sposób nie zdoła powstrzy­ mać swych zapalczywych Bawarczyków, chciał odrazu rozpocząć zdecydowaną ofensywę". Tymczasem natarcie francuskie rozwijało się nadal jeszcze w dn. 19 sierpnia. 1. Armja posuwała się na Donon i Saarburg, opanowu­ jąc obie te miejscowości, a 2. Armja na Dieuze, które opanowała, i Morange, w pobliże które­ go podsunęła się na odległość paru kilometrów. Równocześnie armja alzacka gen. Pau, rozpocząwszy natarcie również w dniu 14 sierpnia, zwycięsko posuwała się naprzód, w dn. 19-ym tegoż miesiąca ponownie opanowując Mulhuzę i podsuwając się w pobliże Kolmaru. Tak więc na całej długości od Metzu aż do granicy szwaj­ carskiej wojska francuskie przekroczyły gra­ nicę niemiecką, posuwając się w głąb kraju, który w tak tragicznych okolicznościach został oderwany od swojej macierzy francuskiej w ro­ ku 1871. Jednakże w7 dn. 19 sierpnia natarcie 1. i 2. armij francuskich natrafiło na nieprzezwycię­ żony opór Niemców, mocno usadowionych na wspaniałej linji obronnej, przygotowanej jesz­ cze przed wojną, a ciągnącej się po wzgórzach przed linją kolejowrą Metz — Saarburg — Strassburg. Armje francuskie, napróżno usiłu­ jąc złamać opór Niemców, poniosły dotkliwe straty, i w dniu 20 sierpnia rozpoczęły odwrót ku swoim linjom obronnym nad Mozelą i jej do­ pływami Meurthe i Mortagne. Na skutek od­ wrotu w Lotaryngji i armja alzacka gen. Pau> pomimo swoich zwycięstw, zmuszona była rów­ nież rozpocząć odwrót ku granicy francuskiej167

Dowódca 6. Armji niemieckiej, książę Ruprecht bawarski, korzystając z odwrotu Fran­ cuzów, załamanych na przygotowanej zawcza­ su linji obronnej, natychmiast rozpoczyna wiel­ kie natarcie, którego tak pragnął, usiłując prze­ bić się w kierunku Charmes, co nieuchronnie złamałoby francuską linję obronną. Jednakże wojska francuskie bynajmniej nie były zdemoralizowane planowo przeprowa­ dzonym odwrotem, na co liczył książę Ruprecht. Instrukcja naczelnego wodza gen. Joffre'a z dn. 22 sierpnia brzmiała: „Chodzi o to obec­ nie, by przetrwać i być w stanie rozpocząć po­ nownie działania zaczepne". Instrukcja ta nie pozostała frazesem, bowiem obie arm je z po­ święceniem i energją przygotowywały się do nowego przeciwnatarcia. 2. Armja zajęła sta­ nowiska na umocnionej linji Grand-Couronné na wschód od Nancy, natomiast 1. Armja uszy­ kowała się niemal pod prostym kątem do 1-ej na linji les Charmes — Baccarat — przełęcz Marie — aux-Mines. To też natarcie niemieckie, osiągnąwszy rzeki Meurthe i Mortagne i wcisnąwszy się kli­ nom pomiędzy 1. i 2. Armje francuskie, zała­ mało się, powstrzymane przeciwnatarciem irancuskiem w dniach 24 i 25 sierpnia, które wykonał gen. Castelnau wszystkiemi siłami swojej 2. Armji, uderzając w bok 6. Armję niemiecką. Dzięki temu przeciwnatarciu, jak­ kolwiek 7. Armja niemiecka po ciężkich wal­ kach odepchnęła nieco 1. Armję francuską, wielka ofensywa księcia Ruprechta na Char­ mes została ostatecznie złamana. Wraz z nią złamana została jego ambicja przebicia się przez francuską linję obronną. Jednakże książę Ruprecht, nie wyrzekłszy się całkowicie swoich planów, prowadził nadal zacięte walki, beznadziejnie trwoniąc swoje siły na francuskiej linji obronnej.

mji francuskiej ofensywa w Lotaryngji, w któ­ rej sam brał udział, pisze: „Od wzgórza Delme, które zaznaczało skraj wysuniętych umocnień Metz, aż do rzeki Saaiy koło Saarburgu ciąg­ nął się na przestrzeni 45 kilometrów teren, na­ dający się do ofensywy francuskiej. Znaczna część (Saarburg — Dieuze, 25 kilometrów ) tego terenu, nie mówiąc już o rozległych lasach, pokryta była labiryntem kanałów i wielkich stawów; wobec tego obrona jej przez nieprzyja­ ciela była bardzo ułatwiona. W drugiej jego czę­ ści (Dieuze — Delme, około 20 kilometrów), stosunkowo bardziej odkrytej, widać było liczne wieżyczki, ustawione od kilku lat i rozmieszczo­ ne, począwszy od granicy, na przestrzeni kilku kilometrów wgłąb; była to oznaka specjalnego przygotowania walki artyleryjskiej na tym te­ renie. Jak wynika z powyższego, teatr działań w Lotaryngji, ciasny sam przez się i najeżony przeszkodami naturalnemi, okazywał się bar­ dziej jeszcze zwężonym dzięki rozwiniętemu systemowi fortyfikacyj. Ze swemi pozycjami fiankowemi i poprzecznemi linjami obronnemi, opartemi o rozległe twierdze Strassburg i Metz — Thionville, dysponując potężną siecią kole­ jową, stanowił on w rękach dowództwa niemiec­ kiego pole bitwy, znakomicie przygotowane do zatrzymania przeciwnika nieznacznemi siłami i do zadania mu, w razie potrzeby, rozgłośnej porażki.»" Mając na uwadze niezwykle precyzyjnie przygotowany zawczasu przez Niemców teren walki, marszałek Foch pisze: „Istotnie, czyż wobec zastawienia pułapki niemieckiej, jak to miało miejsce w sierpniu 1914 roku, mogliśmy mieć nadzieję na rozbicie jej jednym, potężnym ciosem pomimo jej 60-kilometrowej głębokości, oraz przedarcia się przez nią i osiągnięcia roz­ strzygających wTynikówT, zanim zdążyłaby ona okazać skutki swojego działania na nas? Było to więcej, niż ryzykowne. Ale wystarczało zmu­ sić przeciwnika demonstracyjną ofensywą, po­ legającą na powtarzaniu ciosów, do pozostawie­ nia jej (to znaczy — pułapki) nastawioną, związać siły nieprzyjacielskie w niej zawarte i tym sposobem okazać pomoc wielkiej bitwie, która miała być stoczona gdzieindziej". Ze słów marszałka Foch'a możemy wno­ sić, że strategja niemiecka popełniła na lewem swojem skrzydle fatalny i niepowetowany błąd. Bowiem Niemcy, pragnąc swTojem lewem skrzy­ dłem, symulującem poważne natarcie, związać jak największą ilość wojsk francuskich, odcią­ gając je w ten sposób z głównego teatru wojny na północy — sami zostali wyprowadzeni w po-

Zakończywszy narazie przegląd początko­ wych walk w Alzacji i Lotaryngji, powróćmy jeszcze do sprawy załamania się francuskiej ofensywy na niemieckiej linji obronnej Metz — Strassburg, jako do faktu niezwykle charak­ terystycznego dla przedwojennych przygoto­ wań niemieckiego sztabu generalnego, prowa­ dzonych na tak wielką skalę i na wszystkich możliwych frontach ewentualnej wojny. Marszałek Foch w swoich Pamiętnikach, opisując trudności, jakie przedstawiała dla ar­
168

le przez analogiczny plan francuskiego do­ wództwa.

Przyjrzyjmy się zkolei wypadkom, które rozgrywały się w pierwszym miesiącu wojny w środkowej części zachodniego frontu. Według niemieckiego planu wojny, nie­ miecka grupa środkowa, w skład której wcho­ dziły 4. Armja pod dowództwem księcia Wiirtemberskiego i 5. Armja pod dowództwem nie­ mieckiego następcy tronu, rozpoczęła w dniu 18 sierpnia marsz, stanowiący składową część wielkiego manewru oskrzydlającego, z tern, że, o ile grupa uderzeniowa północna miała wyko­ nać wielki łuk, grupa środkowa — znacznie mniejszy, przyczem 5. Armja miała stanowić w okolicach Metz — Thionville ruchomą oś obrotu całego manewru. Wkrótce już po rozpo­ częciu marszu grupa środkowa zetknęła się z oddziałami francuskiemi. Zetknięcie się przeciwników spowodowało tak zwaną bitwę w Ardenach, o której gen. Ca­ rrion pisze: „W przeświadczeniu, że gros sił nie­ mieckich, zgromadzonych wzdłuż Mozeli, wy­ konywa marsz ze wschodu na zachód i ma za­ miar uderzyć na francuskie lewe skrzydło w kierunku Mezières, dowództwo francuskie postanowiło zaskoczyć je „na gorącym uczyn­ ku'1, podczas marszu i rzucić na ich bok 3. i 4. Armję. Liczyło ono, że zdoła rozbić niemiecką kolumnę na dwie części i odrzucić jedną z nich przy pomocy 3. Armji na wschód, drugą zaś przy pomocy 4. Armji na zachód. Nadciągająca z nad Saary 2. Armja miała współdziałać z 3. Armją w osaczeniu części wschodniej; 5. Ar­ mja, wyruszając z nad Mozy — osaczyć wraz z 4. Armją część zachodnią". Należy tu dodać,, że dowództwo francuskie, pragnąc zabezpieczyć się przed ewentualnem natarciem Niemców od strony Metz i wobec powierzenia 2. Armji no­ wych zadań, stworzyło tak zwaną Armję Lotaryngską, na wzór Alzackiej, w składzie 8 dywizyj rezerwowych. ,,Aby tern pewniej zaskoczyć nieprzyjaciela na marszu flankowym, zniesiono organa rozpoznania i ubezpieczenia, pisał bo­ wiem WT swem dziele pułkownik Grandmaison : Brak ostrożności jest najlepszym środkiem ubezpieczenia podczas działań zaczepnych — a regulaminy francuskie usankcjonowały ten dziwny aforyzm". Było to konsekwencją tego bezkrytycznego ducha natarcia, który zakorze­ nił się w armji francuskiej przed wojną świato­ wą, a po sromotnych klęskach lat 1870 i 1871,

i który tak ostro krytykuje w swoich Pamiętni­ kach marszałek Foch. Wbrew jednak przypuszczeniom francu­ skiego sztabu generalnego 4. i 5. armje niemiec­ kie bynajmniej nie maszerowały ze wschodu na zachód w kierunku Mezières, lecz wykonywały zachodzenie, które miało je ostatecznie wypro­ wadzić na linję wzgórz nad górną Mozą, gdzie powinny były związać siły francuskie. To też armje niemieckie, uprzedzone o zbliżaniu się Francuzów7, przygotowały im zasadzkę wT la­ sach. W dniu 22 sierpnia na długim froncie od Gedinne aż do Audun-le-Roman armje francu­ skie stoczyły dziesięć krwawych potyczek. Jak­ kolwiek jednak siły francuskie posiadały bez­ względną liczebną przewagę — ostatecznie w większości wypadków7 zwycięstwa było po stronie Niemców. To też w dniu następnym 3. i 4. armje francuskie rozpoczęły odwrót, a już w dniu 25-go sierpnia stało się oczywistem, że pierwsza poważniejsza próba działań zaczep­ nych ze strony Francuzów zakończyła się całko­ wi tern niepowodzeniem. Ponieważ jednak dot­ kliwe straty ponieśli nietylko Francuzi, ale i Niemcy, przeto ci ostatni, chociaż ogłosili światu zwycięstwo, jednakże zaniechali dalsze­ go pościgu. Znamy już teraz przebieg akcji wojennej na całym froncie zachodnim w pierwszym mie­ siącu wojny, aż do dnia 25 sierpnia. Wiemy, że na północy padły potężne belgijskie twierdze Liège i Namur, że przed niemiecką grupą ude­ rzeniową po bitwie nad Sambrą cofały się ar­ mja angielska i 5. Armja francuska, zaś armja belgijska zamknęła się wr twierdzy antwerpskiej. Wiemy, że na południu- natarcie francu­ skie w Alzacji i Lotaryngji załamało się, że 1. i 2. Armje francuskie cofnęły się na sw7oją li­ nję obronną, a książę Ruprecht bawarski tłukł zapamiętałe w tę zaporę, wciąż jednak mając nadzieję przebicia jej i rozerwania. Wiemy, że w środkowej części frontu natarcie 3. i 4. armij francuskich, wyszedłszy z błędnego założe­ nia i nieumiejętnie przeprowadzone, załamało się i przekształciło się w odwrót, po ciężkich obustronnych stratach. Jednem słowem wiemy już, że na całym froncie oręż niemiecki był zwy­ cięskim, chociaż nie WT tych rozmiarach, jak to przewidywał precyzyjny plan niemieckiego wielkiego sztabu generalnego. Musimy jednak dowiedzieć się ponadto, że te zwycięstwa armij niemieckich bynajmniej nie zdemoralizowały,
169

ani nie zdezorganizowały arraij sprzymierzo­ nych, które posiadały jeszcze dość sił moralnych i fizycznych, aby ponownie przeciwstawić się niemieckiej potędze. Tego ostatniego jednak nie wiedział, lub może tylko należycie nie oceniał szef niemieckie­ go sztabu generalnego, gen. von Moltke, mąż zaufania cesarza Wilhelma i faktyczny kierow­ nik niemieckich sił zbrojnych. Fakt, że na ca­ łym froncie armje niemieckie szły naprzód, że dowództwa wszystkich armij sygnalizowały pierwsze, upojne zwycięstwa, że wszystko to stało się w ciągu zaledwie ośmiu dni od chwili rozpoczęcia olbrzymiego manewru — fakt ten, po ciężkich przeżyciach trwogi i niepokoju, któ­ re były udziałem Moltkego w czasie oblężenia Liège i natarcia francuskiego w Lotaryngji, tembardziej odurzył ambicję jego, być może ma­ rzącego już o sławie niemieckiego Napoleona! Znajdując się pod sugestją pierwszych wrażeń z teatru wojny — uznał Moltke, że na zachodnim froncie odniósł decydujące zwycię­ stwo, wobec czego zadanie tam, jeśli już nie jest skończone — to znajduje się „na wykończeniu". Byłto jego największy błąd, za który samemu przyszło mu odpokutować. Tymczasem ze wschodniego frontu nad­ chodziły niepomyślne wiadomości. W dniu 15 sierpnia Rosjanie rozpoczęli natarcie. 1. Armja gen. Rennenkampfa ruszyła z nad Niemna w kierunku Królewca wgłąb Prus Wschodnich, 2. Armja gen. Samsonowa ruszyła z pod War­ szawy na Olsztyn. 17-go sierpnia Rosjanie przekroczjdi granicę niemiecką, a 20-go po bit­ wie pod Gąbinem dowódca 8 Armji niemieckiej gen. von Prittwitz und Gaff ron, w obawie przed osaczeniem cofnął się na lewy brzeg Wisły, od­ słaniając Prusy Wschodnie i drogę do Kró­ lewca. Prusy Wschodnie zagrożone! Zagrożona kolebka monarchji pruskiej! Zagrożony kraj, w którym tak bujnie zakorzenił się nacjonalizm pruski i wszechniemiecka ideologja militarystyczna ! Oto, co musiało się wdzierać w umysł Moltkego, wtedy właśnie, kiedy uważał się za zwycięzcę na Zachodzie. Ambicja wodza i poli­ tyka wszechniemieckiego nie pozwalały mu do­ puścić, aby spustoszenie, jakie kozacy rosyjscy rozniosą po Prusach Wschodnich, zaćmiło jego poprzednie zwycięstwo i sławę opatrznościowe­ go męża Niemiec. To też decyduje się Moltke przerzucić z za­ chodu do Prus Wschodnich sześć korpusów, ko­ lejno zdejmowanych z każdej grupy po dwa korpusy. Cóż znaczyć będzie to osłabienie wobec
170

już dokonanego zwycięstwa? A tam, na wscho­ dzie uratuje to Prusy Wschodnie i ambicję ge­ nerała von Moltke! W pierwszej kolejce zdjęto z prawego skrzydła niemieckiego XI korpus i korpus re­ zerwowy gwardji, które akurat mogły natych­ miast być gotowe do przewiezienia dzięki upad­ kowi twierdzy Namur, przy oblężeniu której były zajęte. Bowiem oddziały niemieckie zajęły Namur rankiem 23 sierpnia, chociaż poszcze­ gólne forty broniły się jeszcze dłużej, a ostatni upadł dopiero 25-go. Mimochodem zaznaczymy, że 4. dywizja belgijska, stanowiąca garnizon Namur, zdołała się wycofać na St. Gerard i Bion i połączyć się z cofającą się armja fran­ cuską. Tak więc Moltke ponownie osłabił północną grupę uderzeniową, dla której owe dwa zabrane na wschód z pod Namur korpusy stanowiły cenny nabytek, uzupełniający jej dotkliwe stra­ ty. Następnie zdjęto znów dwa korpusy z gru­ py środkowej, jedynie tylko książę Ruprecht z lewego skrzydła wyprosił sobie parodniową zwłokę w zdjęciu jego dwóch korpusów', a to ze względu na ciężkie walki, jakie toczył, wciąż w nadziei na przebicie się na Charmes. W obawie o los Prus Wschodnich nie ogra­ niczył się Moltke do natychmiastowego zabra­ nia dwóch korpusów ze swojego prawego skrzy­ dła we Francji. Odwołał również gen. Ludendorff a, najtęższego ze swoich sztabowych współ­ pracowników, że stanowiska generalnego kwa­ termistrza 2. Armji i świeżego bohatera z pod Liège, uważając, że jego talenty wojskowe są już zbyteczne na zachodzie, i równocześnie skie­ rował go do Prus Wschodnich na stanowisko szefa sztabu gen. Hindenburga, który, powoła­ ny ze stanu spoczynku, objął dowództwo 8. Ar­ mji na miejsce odwołanego gen. Prittwitz'a. A tymczasem na froncie zachodnim zarzu­ ca Moltke wszelki manewr, pchając wyłącznie armje niemieckie naprzód, aby nie dopuścić Francuzów do zatrzymania się i umocnienia na jakiejkolwiek pozycji, na której mogliby przeprowadzić reorganizację swToich oddzia­ łów i zasilić je posiłkami. Równocześnie rozluź­ nia Moltke jednolitość działania grupy uderze­ niowej, a to przez przywrócenie samodzielności gen. Kluckowi, dowódcy 1. Armji, który po­ przednio był podporządkowany gen. Biilowowi, dowódcy 2. Armji. Było to podyktowane rzekomemi względami szybkiego marszu 1. Armji w kierunku angielskiej podstawy operacyjnej nad dolną Sekwaną.

Jak już zaznaczyliśmy poprzednio, gen. Moltke, upojony pierwszemi zwycięstwami, najzupełniej mylnie oceniał sytuację na froncie zachodnim. Armje sojusznicze ani nie były roz­ bite, ani nie uciekały w panice przed Niemcami, jak to chciał wyobrażać sobie Moltke. Odwrót był wykonywany na rozkaz, planowo, w porząd­ ku, bez jakichkolwiek oznak paniki i bezładu. Niepowodzenia bynajmniej nie osłabiły ducha ani wojska, ani dowódców. W armjach sprzy­ mierzonych powszechnie rozumiano, że ma się do czynienia z potężnym i znakomicie do wojny przygotowanym nieprzyjacielem, jednakże patrjotyzm i wiara we własne siły kazały czuć się w możności stawić temu nieprzyjacielowi zacię­ ty opór z chwilą, gdy ogólne położenie opór ten uczyni celowym. Istotnie w dniu 25 sierpnia, to znaczy w dniu, kiedy Moltke sytuację na froncie uznał za kompletne zwycięstwo, wódz naczelny armij francuskich, gen. Joffre, uznał dalszy odwrót za niecelowy i zdecydował się stawić opór Niemcom. W dniu tym gen. Joffre wyznaczył swoim armj om stanowiska, na których miało się zała­ mać następowanie zwycięskich dotąd armij niemieckich i które miały się stać następnie punktami wyjściowemi dla natarcia Francu­ zów. Według planu gen. Joffre'a armje sprzy­ mierzone miały piłzyjąć następujące ugrupo­ wanie: na lewem skrzydle nad rzeką Authie miał stanąć korpus jazdy Sordet'a; nieco w ty­ le nad rzeką Sommą pomiędzy morzem a Picquigny miała zająć stanowiska grupa gen. d'Amad, składająca się z oddziałów^ odwoła­ nych z Alzacji i Lotaryngji, z oddziałów afry­ kańskich, tak zwanych „kolorowych", oraz z dywizyj terytorjalnych i rezerwowych; pomiędzy Picquigny a Villers-Bretonneux w okolicach Amiens miała ugrupować się nowa, tworząca • się 6. Armja francuska, której organizacja miała być zakończona pomiędzy 27 sierpnia a 2 września ; pomiędzy Bray-sur-Somme a Hani stanąć miała armja angielska, pomiędzy St. Quentin — Laon 5. Armja; pomiędzy Guincourt — Vouziers lub Bery-au-Bac — Reims 4. Armja; pomiędzy Verdun a Granpré lub Verdun — Varrenes — St. Menehould 3. Ar­ mja; 2. i 1. Armje miały nadal powstrzymywać uderzenia księcia Ruprechta bawarskiego nad Mozelą i jej dopływami, czyli na francuskiej linji obronnej w Lotaryngji i Alzacji. Now;/ zw7rot zaczepny gen. Joffre'a mial być oparty na zgoła innych formach strategicz­

nych, niż poprzednia niefortunna próba w Ardenach. Plan Joffre'a przewidywał obecnie po­ wstrzymanie Niemców na drugiej francuskiej linji obronnej, którą ongiś wybudował gen. Ferron na przestrzeni od Saint Quentin poprzez Laon aż do Reims i która stanowiła jak gdyby przedmurze Paryża, oraz po powstrzymaniu nieprzyjaciela uderzenie na jego prawe skrzy­ dło nowoutworzoną 6. Armją pod dowództwem gen. Maunoury, która miała zapewnić Francu­ zom przewagę na północy. Tymczasem jednak 6. Armja nie nadążyła na czas ze swoją organizacją, wobec czego bi­ twa nad Oise'a i Aisne nie została stoczona we­ dług zgóry powziętego planu przez dowództwo francuskie. Przebieg tej bitwy był w skrócie następu­ jący. W dniu 25 sierpnia armja angielska, znaj­ dująca się w odwrocie, zajęła stanowiska na li­ nji Cambrai — Le Cateau — Landrecies. I kor­ pus Dougîas'a Haig, wchodzący w skład armji angielskiej, stoczył w ciągu nocy ciężką walkę pod Landrecies ze strażą przednią 1. Armji niemieckiej gen. von Kluck'a, na skutek której to walki o świcie dn. 26-go rozpoczął dalszy od­ wrót na południo-zachód. Tymczasem II kor­ pus Smith-Dorrien'a armji angielskiej z racji przemęczenia wojska nie mógł kontynuować swojego odwrotu, wobec czego zmuszony był to­ czyć walki na froncie Le Cateau — Cambrai. Dopiero po południu zarządzono odwrót, co jed­ nak było już spóźnione, gdyż wycofanie się było prawie niemożliwe wobec osaczenia przez woj­ ska niemieckie. Wszakże, dzięki pomocy, oka­ zanej przez korpus jazdy Sordet'a, oraz dwie dywizje rezerwowe z grupy gen. d'Amad, II. korpus angielski zdołał się wycofać z objęć gen. Kluck'a, po zaciętych walkach, jakie oddziały francuskie toczyły w dn. 26-go pod Cambrai, w dn. 27 i 28-go na froncie Bapaume — Péronne i 29-go pod Proyard. W dniu 28 sierpnia gen. Joffre, pragnąc umożliwić ostatecznie wy­ czerpanym Anglikom spokojny odwrót i reor­ ganizację swoich oddziałów, nakazuje natarcie 5. Armji na 1. Armję Kluck'a, które to zadanie miało być według planu wykonane przez 6. Ar­ mję, tworzącą się pod Amiens. 5. Armja, ma­ szerując na linji Guise — St. Quentin, spotkała się z 2. Armją niemiecką Biïlowa. Umożliwiło to armji angielskiej pod osłoną 5. Armji fran­ cuskiej całodniowy odpoczynek na linji La Fère — Noyon nad Oise'a, co pozwoliło jej w dniu 29 sierpnia rozpocząć dalszy swój planowy już odwrót na południe. Tak więc w czasie właści­ wej bitwy nad Sommą i Oise'a armja angiel171

ska byla w odwrocie i w bitwie niemal żadnego udziału nie brała. Tymczasem Bulow, powstrzymany ze swo­ ja 2. Arm ją przez 5. Amję francuską nad Oise'a w rejonie Guise — St. Quentin, pragnął zasto­ sować przeciw niej ulubiony swój schemat kanneński, polegający na obejściu obu skrzydeł przeciwnika. Własna jego 2. Armja miała to­ czyć w miejscu walki z 5. Armją francuską w tym czasie, podczas kiedy 1. Armja von Kluck'a miała oskrzydlić ją od zachodu, zaś 3. Armja von Hausena od wschodu. Jednakże i tym razem plan Bulowa nie do­ szedł do skutku. Bowiem w tym samym czasie von Hausena prosił również o współdziałanie jego sąsiad od południa książę Wurtembergski, którego powstrzymała nad Mozą 4. Armja francuska. To też von Hausen odmówił BiilowTowi, okazując natomiast współdziałanie księ­ ciu Wurtembergskiemu. Co do l.Armji niemiec­ kiej — to jej dowódca gen. von Kluck odmówił również współdziałania, mając nadzieję całko­ wicie oskrzydlić Anglików pod Noyon nad Oise'a. W rezultacie zarówno 5. Armja francuska, jak i armja angielska nie zostały osaczone i ran­

kiem 30 sierpnia rozpoczęły dalszy odwrót na południe. Tak zakończyła się druga już próba Joffre'a zatrzymania Niemców i przejścia do włas­ nego na większą skalę zakrojonego natarcia. Zatrzymać pochód armij niemieckich nie uda­ ło się, a tern samem na panewce spaliło fran­ cuskie natarcie. Jednakże ta nieudana próba stawienia Niemcom czoła nie była zupełnie bez pożytku. Zacięte walki nad Sommą, Oise'a i Ai­ sne powstrzymała pochód 1. i 2. Armij niemiec­ kich conajmniej na dwie doby. A czas ten po­ zwolił dowództwu francuskiemu przesunąć ze środka i prawego swojego skrzydła kilka kor­ pusów, które wzmocniły najbardziej zagrożone francuskie łewe skrzydło. Ponadto walki ostat­ nie wykazały tężyznę i hart wojsk francuskich, które, cofając się nadal w porządku i planowo, nabierały coraz większej wiary we własne siły, a cały naród francuski natchnęły ofiarnym pa­ triotyzmem, niezłomnością i energją. W końcu sierpnia 1914 r. powszechną była we Francji wiara, że obecne pokolenie Francuzów nie do­ puści, aby powtórzyły się sromotne, haniebne klęski z lat 1870 i 71.

c^Jt^ a £
Ter monde

oAlost

1.A

OAfons

Działania

przeciwko

annjt

belg

^>

tti&ntcy. ugrupowańic armii . belg J odwrót armji oolg. -Ô.armja franc• Ï9.à
PudziMka
10

W

30

40

SOki

172

Po niepowodzeniach nad Oise'a armje sprzymierzone cofały się na południe, przecho­ dząc na lewy brzeg Marny, Z początkiem września armje sprzymierzone tworzyły front wklęsły, wygięty w środku ku południowi, a opierający się na zachodzie o Paryż i jego fortyfikacje, na wschodzie zaś o twierdzy Ver­ dun, gdzie 3. Armja francuska, dowodzona przez gen. Sarrail, który objął dowództwo po gen. Ruffey, zdołała w ogólnym odwrocie utrzymać się, zaczepiając się swojem prawem skrzydłem o twierdzę i osłaniając swoje tyły słabemi względnie oddziałami na wzgórzach nad Mozą. W momencie tym Verdun stano­ wiło więc, będąc w dalszym ciągu osią obrotu lewego skrzydła francuskiego, daleko wprzód wysunięty wierzchołek trójkąta, jaki tworzy­ ła 3. Armja gen. Sarrail i prawe skrzydło fran­ cuskie, utrzymujące swój dawny front w Al­ zacji i Lotaryngji (1. i 2. armje francuskie, oraz dywizje rezerwowe pomiędzy Verdun a Pont - à Mousson). Gen. von Moltke wiedział, że dowództwo francuskie przerzuca znaczne swoje siły ze wschodu na zachód, to znaczy ze swojego umoc­ nionego frontu w Alzacji i Lotaryngji na teren wielkiej bitwy o Paryż pomiędzy Sekwaną i Marną. Wiedział również, że w rejonie twier­ dzy paryskiej fomiuje się nowa armja fran­ cuska. Ten stan rzeczy niepokoił go, stawia­ jąc wielki znak zapytania na jego poprzedniem mniemaniu, że poważniejsza „robota" na za­ chodzie Europy jest już skończona. Niepokój jego był tembardziej uzasadniony, że, jak wie­ my, uprzednio już zdjął szereg korpusów z frontu zachodniego, przesyłając je na front przeciwrosyjski. To też Moltke pragnie obecnie za wszel­ ką cenę zaskoczyć armje francuskie w czasie odwrotu, rozgromić je ostatecznie, a w najgor­ szym razie odciąć je od Paryża, zanim armja, formująca się w jego rejonie, mogłaby była za­ ważyć na szali działań wojennych. Przeto rozkazy, wydane przez Moltkego w dn. 2 września środkowi i prawemu skrzy­ dłu niemieckiemu, popychają naprzód 2., 3., 4 i 5. armje niemieckie. Zadaniem 5. Armji miało być obejście twierdzy Verdun i uderzenie przez Bar - le - Duc na Neufchâteau, aby za­ grozić tyłom 2. Armji francuskiej i zmusić ją do odwrotu, co otworzyłoby 6. Armji niemiec­ kiej upragnione przejście przez francuską linję obronną w kierunku na Charmes. W tym cza­ sie 7. Armja niemiecka miała osłaniać Lotaryn-

gję, zaś I. Armja osłaniać miała 2. Anstrony Paryża. W nowym swoim planie rozgromienia inji francuskiej, tym razem, jak wierzył, o tecznego, Moltke całkowicie już zarzuca nu[J()" leońską koncepcję Schlieffena, który dążył < » zapewnienia zwycięstwa decydującem u d e r ^ niem prawego skrzydła Moltke korzysta t w razem ze wzoru bitwy kanneńskiej. Tak w j ^ 3., 4. i 5. armje niemieckie miały tworzyć fro^t natomiast armje 2. i 6. miały grać rolę grmj oskrzydlających, pierwsza od zachodu, drug^ od wschodu, podczas gdy 1. i 7. armjom poz<K stawały role drugorzędne, osłaniające. Kiedy dowódca 1. Armji niemieckiej ger\% von Kluck otrzymał powyższe dyrektywTy Mult, kego z dn. 2 września, w tym czasie sam był ju$ rozesłał swoje rozkazy na dzień 3 września Rozkazy te całkowicie były sprzeczne z koncep., cją Moltkego. Był to moment, w którym le\ye skrzydło 1. Armji, składające się z IX, l\\ i częściowo IV korpusów, zapędziło się był 0 w pościgu za armją angielską aż po za rzekę Ourcq. Anglicy jednak zdołali oderwać się od nieprzyjaciela i wymknęli się poza Marne, Wobec tego von Kluck, rezygnując z dalszego pościgu za Anglikami, zdecydował się uderzyć wr bok 5. Armji francuskiej, która cofała się przed 2. Armją Billowi w kierunku na Chatean - Thierry i Dormans. W tym celu von Kluck kieruje IX korpus na Chateau - Thierry, zaś III korpus na Montreuil - aux - Lions, pod­ czas gdy II i IV-ty korpusy, IV korpus rezerwTowTy, oraz II korpus jazdy von Marwitz'a posuwa wślad za tamtemi, aby w razie potrze­ by mogły utworzyć front przeciwko siłom fran­ cuskim, które ewentualnie mogłyby nadciąg­ nąć z zachodu od strony Paryża. Jak z powyższego widzimy gen. von Kluck, pragnął swoją 1. Armją oskrzydlić lewe skrzy­ dło francuskie (5 A. F.), a tern samem odciąć je od Paryża. Wiemy jednak, że szef wielkie­ go niemieckiego sztabu generalnego gen. von Moltke zadanie to powierzył w dn. 2 września nie 1, lecz 2-ej Armji niemieckiej, pozostawia­ jąc Kluckowi jedynie zadanie osłonięcia całego manewru od strony Paryża, skąd obawiał się uderzenia formujących się tam sił francuskich. Wobec sprzeczności między własnemi roz­ kazami a dyrektywami von Moltke'go, gen. von Kluck musiał niewątpliwie stoczyć ze sobą cięż­ ką walkę wewnętrzną. Należało rozkazy włas­ ne cofnąć, zastosować się do dyrektyw i von Bulowowi oddać ewentualne laury efektowne­ go zwycięstwa. Ale, jak to wiemy już od czasu 173

Cologne
/^ Ć

>JU
•^
\k i re /? <•',-/

y'o
•J. ttol&onm Avtn °M

Attvnbtrr hu, *-t

Lié
>U.hf*id*n

I o R.h.etnha ' ł

ch AhrvseLitr

./*>idri

I
•Stovelot Terr, / W - $W 1

A
J#
aime*

Wtamur
Assejse' Erą. F/or^nnej c it'a/cou re o fhtUippeviile Dtnanh. :he

i
I

r

\ \
^

J/KiM &&M Koehg,

XN.

b

.'-

^if-s<W^
• cm *nerri

uf/al 'ouFfaiize.


o
j& ' •

Ci*, Wt U z *>

A/auer6

vat
Bitb 1
t>ë

\

-.. H Mą ye ne z

Bas tog ne J

^^^^^^•HS^I
o ' j f ' * ' * ' -Si*€/J

Di&A Redan ? 5 ^ fchUrnac^ 6revi

^^r>

t\.y}

JjfTfè V00

s r\

'* *
Ai ' ^

°ć

Sed att0/

FlorenvitttZArion % *Uaney

ynj, Omorit^

\S
y°/"~T «%.^T *y P_/Cot*s\a Aud^Ć" in r\
-

U/a de.
^5.

m

.yirtoùt /fo, ontmei

***** /

Me-rzig e.6a.cA V-'

Tleth et

<3j.anouuon ^pmcourc Phuz L ers
^ / a •\

X

-s-sr*
v A«rt

U
Me?* ^ Mt.Aroici

l^r^Łt o ^——**"

łfc*

Freine &
Ch,

.

Rołi^ba

ol^-n/^ff

| > ^- -^ j . , ^

ôtMihH , \ ó -—•

Waneu

ArXtc0u9^>

t=4 ^trasbqujro

'

\

<oc Oce

f

o "

»

/o

i net I — \ r^afJe * *< **o° frrt (

%

Co i mar-

...7

^feć^A _::'>^tU^
/^WA^

Francja, Alzacja, Lotaryngja, Luxemburg, Belgja ! Niemcy (pogranicza).
74

pierwszej dysharmonji pomiędzy tymi dowód­ cami na tle walk z arm ją belgijską i bitwy nad Sambrą, gen von Kluck posiadał wielką ambicję, mało zaś zmysłu dyscypliny wojskowej. To też i tym razem gen. von Kluck rozkazów swo­ ich nie cofnął, mając ponadto na swoje uspra­ wiedliwienie fakt, że dyrektywy Moltkego nie odpowiadały istotnie warunkom, jakie wytwo­ rzyły się na prawem skrzydle niemieckiem. Von Kluck uważa, że siły, jakie pozostawił, ja­ ko osłonę od strony Paryża całkowicie wystar­ czą, tembardziej, że rozgromienie lewego skrzy­ dła Francuzów i tak usunie automatycznie wszelkie niebezpieczeństwo, gdyż słabe siły z pod Paryża nie mogą przecież działać samo­ dzielnie. W tern miejscu należy wskazać na wielki błąd Niemiec na początku wojny, błąd, który, być może, zadecydował o losach całej wojny. Oto Niemcy, posiadając najdoskonalszy aparat wojenny, nie posiadały równocześnie jednej, zdecydowanej woli, kfcóraby z aparatu tego uczyniła niezwyciężone narzędzie wojny. Bo­ wiem Moltke, jako szef wielkiego sztabu gene­ ralnego, nie dowodził armjami niemieckiemu lecz tylko kierował nimi przy pomocy swoich dyrektyw, często czysto teoretycznych, nie umiejąc w dodatku nadać im należytej powagi w oczach poszczególnych dowódców armij, któ­ rzy też, jak widzieliśmy, niejednokrotnie je lekceważyli, unicestwiając tern cała ogólną koncepcję Moltkego. Powróćmy jednak do działań wojennych. W dniu 4 września niemieckie prawe skrzydło osiągnęło linję rzeki Marny i przeprawiło się na jej brzeg południowy, nietylko nie napoty­ kając nigdzie sprzeciwu ze strony Francuzów, ale nie mogąc nawet nawiązać kontaktu z ustę­ pującym pośpiesznie przeciwnikiem. Tymcza­ sem Moltkego coraz bardziej niepokoją wiedomości o wciąż nowych transportach wojsk fran­ cuskich, które, pośpiesznie ściągnięte z frontu wschodniego w Alzacji i Lotaryngji, kierują się na Paryż. To też tembardziej spodziewa się od strony stolicy francuskiej uderzenia w bok swojego prawego skrzydła. W obawie przed tern uderzeniem sam ogranicza swój pierwotny plan z dn. 2 września, który miał doprowadzić do oskrzydlenia i odcięcia od Pa­ ryża armji francuskiej. Zadanie oskrzydlają­ ce, które pierwotnie powierzył Moltke 2. Armji, von Bulowa, obecnie powierza 3. Armji, nato­ miast 2. Armję łącznie z 1. Arm ją von Klucka przeznacza, jako osłonę od strony Paryża. Mia­ nowicie 1. Arm ja miała zająć front pomiędzy

Oise?ą i Marną, utrzymując przeprawy przez Marne na zachód od Chateau - Thierry, zaś 2. Armja von Biiłowa — pomiędzy Marną i Se­ kwaną, utrzymując przeprawy przez Sekwanę, pomiędzy Nogent a Mery. Zarówno Kluck, jak i Bulow otrzymali w tym sensie rozkazy wczesnym rankiem dn. 5 września. Parokrotnie już wspomniany gen. Camon, twierdzi, że rozkazy te „miały wywrzeć jak najbardziej opłakane skutki dla armji niemiec­ kiej". Pisze on: „Skoro Moltke tworzył tego rodzaju ugrupowanie, które miało wystawić le­ we skrzydło 2. Armji na sztych od południa i spowodować wytworzenie się luki pomiędzy 2. i 3. Arm ją, z pewnością musiał on mocno obawiać się, że znaczne siły mogą lada chwila wyruszyć z Paryża i święcie wierzyć w zdecy­ dowany owrót linji francuskiej nad Sekwaną. Przygwożdżając na miejscu 2. i 3. Armję nie­ miecką, francuski zwrot zaczepny 6 września miał pokrzyżować wyimaginowane przez Molt­ kego ugrupowanie i przeszkodzić wytworzeniu się luki pomiędzy 2. i 3. Armją. Natarcie skrzydłowe armji generała Maunoury spowo­ dowało jednak wzamian wytworzenie się luki pomiędzy 1. i 2. Armją niemiecką. Chcąc sta­ nąć pomiędzy Oise'a i Marną 1. Armja, której czoło stało 5 września na południe od Petit-Morin, Moltke nie brał tego pod uwagę, powinna była cofnąć się w tył. Ten ruch odwrotowy przeszkodzi następnie w wykonaniu zwrotu w kierunku Paryża 2. Armji, osią obrotu, któ­ rej było Montmirail, a której lewe skrzydło ma­ szerowało na Sekwanę". Na skutek rozkazów Moltkego gen. von Biilow natychmiast powstrzymuje marsz pra­ wego skrzydła swojej 2. Armji, które opierało się właśnie o Montmirail, natomiast swoje le­ we skrzydło posuwa ku bagnom Marais de Saint - Gond, mając zamiar tą drogą doprowa­ dzić je do nakazanej linji Sekwany. Natomiast gen. von Kluck, dowódca 1. Ar­ mji, która w dn. 5 września osiągnęła linję rzeki Grand-Morin od Coulommiers aż do Esternay, mając, jako osłonę od strony Paryża jedynie IV Korpus Rezerwowy i II Korpus Jaz­ dy, nie rozumiejąc intencji Moltkego i uważa­ jąc, że nie odpowiadają one lokalnemu położe­ niu jego 1. Armji, nie wyciąga żadnych kon­ sekwencji z rozkazów wielkiego sztabu gene­ ralnego i podtrzymuje swoje poprzednie zarzą­ dzenia, które miały doprowadzić 1. Armję do linji Sekwany, odcinając armje francuskie od Paryża. Po naradzie jednak z podpułkowni­ kiem Hentschem, który przybył późnym wie175

Pod krzyżem, ocalałym z bombardowania, stanął po­ sterunek niemiecki w poczuciu bezpieczeństwa.

Francuski punkt obsericacyjny

„na trzeciem

piętrze",

r^

^c

•em, aby wytłumaczyć koncepcję Moltkego, gen. Kluck odwołał o godz. 23 swoje poprzednie rozkazy, nakazując równocześnie odwrót 1. Armji, której zadaniem ma być obecnie zajęcie frontu pomiędzy Oise'a i Marną dla powstrzy­ mania natarcia wojsk francuskich, mających rzekomo uderzyć od strony Paryża. Wiemy o tern, że Moltke wciąż spodziewał się tego uderzenia. Natomiast gen. von Kluck,

grywką do mającego nastąpić w dn. 6 września ogólnego natarcia armij francuskich na całym froncie. Wiemy o tern, że armje francuskie wykonywały swój długotrwały już odwrót na rozkaz wTodza naczelnego, gen. Joffre'a, i że od­ wrót ten odbywał się całkowicie planowo i w porządku. W obliczu groźnego, miażdżące­ go wszystko swoim doskonałym aparatem wo­ jennym nieprzyjaciela gen. Joffre, nie tracąc

Wn\ trze mieszkania w domu przy ul. ( -Modnej w War­ szawie, gdzie wybuchła bomba, rzucona z aeropUmu niemieckiego (1914 /.).

jakkolwiek doceniał jego możliwość, nie wie­ rzył jednak, by zagrażało mu ono bezpośrednio. Jednakże pierwsze, otrzymane w nocy z 5 na (i września, wiadomości o natarciu 6. Armji fran­ cuskiej gen. Maunoury wyprowadziły go z błędu. Natarcie gen Maunoury, wykonywane na prawym brzegu Marny od strony Paryża w kierunku wschodnim, było, niejako, przy-

spokoju i równowagi ducha, starał się zyskać na czasie, by poczynić koniecznie przygotowa­ nia do zwrotu zaczepnego, o którym, jak wie­ my, myślał już nad Olse'a, a następnie w dniach 1 i 2 września planował go wykonać z lewego, południowego brzegu Sekwany. Jed­ nakże pod wpływem gen. Galliéni, później na­ zwanego „bohaterem Paryża", gen Joffre zde­ cydował się wykonać zwrot zaczepny w dn. 6
177

września na linji Grand-Morin, a więc na pół­ noc od Sekwany. Ta zmiana decyzji naczelne­ go wodza wojsk francuskich przedstawia się następująco. Gen. Galliéni, który w dniu 26 sierpnia został mianowany wojskowym guber­ natorem Paryża, w dniu 2 września otrzymuje dowództwo świeżo utworzonej Armji Parys­ kiej, równocześnie zaś pod jego rozkazy prze­ chodzi 6. Armja gen. Maunoury. W dniu 4 września gen. Galliéni zorjentował się, że 1. Armja niemiecka gen. Kluck'a, zwracając się w kierunku południowo-zachodnim ku brzegom

kiej, by skoncentrować na niej wszystkie wy­ siłki armij sprzymierzonych skrajnego lewego skrzydła". Należy tu wyjaśnić, że w dniu tym armja angielska znajdowała się w widłach rzek Marny i Sekwany w niewielkiej odległości od Paryża. ,,5 września zostaną powzięte wszyst­ kie zarządzenia, mające na celu przejście do natarcia 6-go". Tak więc w natarciu tern, po­ za armjami gen. Galliéni miały wziąć udział: 5. Armja, zajmująca front Courtacon — Esternay — Sezanne, oraz 9. Armja, mająca osłaniać prawe skrzydło 5-ej Armji, trzymając

Szpital iv kościele.

Sekwany, naraża swoje prawe skrzydło i tyły pod uderzenie od strony Paryża. Pragnąc wy­ korzystać to położenie, a równocześnie nie wie­ rząc w powodzenie ofenzywy francuskiej z le­ wego brzegu Sekwany, gen. Galliéni stara się nakłonić wodza naczelnego do wykonania zwro­ tu zaczepnego na prawym brzegu Sekwany, po­ między nią a rzeką Marną. Po całodziennych pertraktacjach gen. Joffre zgadza się, aby 6. Armja rozpoczęła ofensywę, a kiedy gen. Gal­ liéni zarządził ją już wieczorem 4 września na dzień następny otrzymuje zawiadomienie, że w dniu 6 września cała armja francuska rozpoczyna ofensywę w myśl jego koncepcji. Instrukcje francuskiego wodza naczelnego z dn. 5 września brzmiały: „Należy wykorzy­ stać zaawanturowanie się 1. Armji niemiec­ 178

południowe wyjścia z bagien Marais de SaintGond i wysuwając część swoich sił na płaskowzgórze na północ od Sezanne. Właśnie wT dniu 5 września armja ta zostaje utworzona, jako 9., pod dowództwem gen. Foch'a, późniejszego marszałka, z jego specjalnej grupy, utworzo­ nej nieco wcześniej, bo w dniu 30 sierpnia, w czasie odwrotu. W skład 9. Armji wchodzi­ ły: TX i XI korpusy (razem 5. dywizyj piecho­ ty), oraz 42 dywizja piechoty (zabrana z 3. Armji), 52 i 60 dywizje rezerwowe i 9. Dywi­ zja Jazdy (zabrane z 4. Armji). 9. Armja zajmowała front od Sezanne poprzez FèreChampenoise do Sommosous. Prawe skrzydło 9. Armji nie posiadało łączności z 4. Armją, której lewe skrzydło znajdowało się w okoli­ cach Vitry - le - François.

M>«.
jgr-.-#ej

j^'-^ią*fej^

&@&JK

S

3 « ^

• * * & $

Zasadzka.

Tak więc gen. Joffre postanowił wydać Niemcom wielką bitwę pomiędzy Sekwaną i Marną, bitwę, która miała zadecydować nietylko o losach Paryża, ku któremu wyciągały się już drapieżne pazury niemieckiego imper­ ializmu, ale i o losach Francji, pośrednio zaś o losach całej ludzkości. W przyszłości tę wiel­ ką bitwę nazwano „bitwą nad Marną", gdyż

IV Korpus Rezerwowy, który stanowił na pra­ wym brzegu Marny skrajne prawe skrzydło 1. Armji von Kluck'a. To też już w nocy z 5 na 6 września von Kluck uważa za konieczne wes­ przeć swoje siły na prawym brzegu Marny, od­ wołując z lewego brzegu II Korpus, który osią­ gnął już linję Grand - Morin i skierowując go na lewe skrzydło IV Korpusu Rezerwowego.

Szpital w kościele.

przekroczenie tej rzeki przez wojska sprzymie­ rzone zadokumentowało ich zwycięstwo. W dniu 5 września 6. Arm ja francuska gen. Maunoury, w skład której wchodziły VII Korpus, oraz grupa dywizyj rezerwowych gen. de Lamaze, rozpoczęła ofensywę na froncie, biegnącym z północy na południe przez Dammartin, na wschód w kierunku rzeki Oureq, którą miała przekroczyć, zajmując tyły 1. Armji niemieckiej. Ofensywę tę z wielkim tru­ dem powstrzymywał w ciągu dnia niemiecki

Ale już popołudniu dnia 6 września uważa to za niewystarczające. Zkolei przeto odwołuje z lewego brzegu Marny IV Korpus, kierując go na prawe skrzydło IV Korpusu Rezerwowego. Jednakże tego samego jeszcze dnia — w myśl instrukcyj gen. Joffre'a — armja angielska, oraz ta część 5. Armji francuskiej, która nie była zaangażowana w walkach z 2. Arm ją nie­ miecką, rozpoczynają gwałtowne natarcie na linji rzeki Grand - Morin, gdzie von Kluck po­ zostawił III. i IX korpusy i korpus jazdy gen. 179

Marwitza. Był to początek „bitwy nad Mar­ ną", którą Joffre zorganizował według wzo­ rów napoleońskich, czego dowództwo niemiec­ kie, stale zapatrzone we wzór bitwy kamień­ skiej, nie zrozumiało w należytym czasie z wiel­ ką szkodą dla armji n.emieckiej i jej światohurczych aspiracyj. Jak wiemy już, bitwa „kamieńska" pole­ ga na obejściu przeciwnika na obu jego skrzy­ dłach w celu jego całkowitego otoczenia. Tym­ czasem metoda napoleońska, do której przychy­ lił się Joffre, oskrzydlenie i to jednostronne traktuje, jako zadanie niejako przygotowaw­ cze. Napoleon, wielokrotnie stosując z powo­ dzeniem swoją metodę, zazwyczaj rozpoczynał bitwę walką frontową. W chwili, kiedy uda­ wało mu się związać w walce większą część sił nieprzyjaciela, pozbawiając go odwodów, rzu­ cał masę oskrzydlającą na to skrzydło nieprzy­ jaciela, poza którem leżała najdogodniejsza linja jego ewentualnego odwrotu. Nieprzyjaciel pozbawiony już odwodowa lękając się oskrzy­ dlenia i odcięcia od swojej linji odwrotu, z ko­ nieczności musiał przeciwstawić masie oskrzy­ dlającej, której sił dobrze nawet nie znał, cześć sił swojego zagrożonego skrzydła, osłabiając je tern samem od frontu. A tu właśnie Napoleon kierował decydujące natarcie, które miażdżyło osłabione skrzydło nieprzyjaciela, co nieuchron­ nie powodowało rozprzężenie, dezorjentację i panikę jego całego frontu, równocześnie za­ grożonego na tyłach i na linji odwrotu. Bezsprzecznie plan Joffra nie był identy­ cznym z manewrem napoleońskim wobec braku początkowego natarcia frontowego, oraz decy­ dującego uderzenia od frontu na osłabione skrzydło. Nie mniej jednak zasadnicza idea była analogiczna. Natarcie 6. Armji gen. Maunoury, grożące tyłom 1-ej Armji niemieckiej, wywołało analogiczny do manewru napoleoń­ skiego skutek, a mianowicie zdezorganizowało prawe skrzydło niemieckie, poddane następnie pod kolejne uderzenie armji angielskiej i 5. Armji francuskiej, oraz zdezorjentowało do­ wództwo niemieckie, a to tembardziej, że armje francuskie, o których dowództwo niemieckie sądziło, że uciekają „w popłochu", rozpoczęły ponadto zaciekłą ofensywę na całym froncie aż po Ardeny i to w momencie, kiedy armje nie­ mieckie (1, 2 i 3-a), jak wiemy, przegrupowywały się do nowego natarcia w kierunku Se­ kwany. A wszystko to stało się dzięki temu, że skrajne prawe skrzydło niemieckie (armja von Kluck'a) nie posiadało odwodów, Kluek
180

zaś, lękając się obejścia ze strony 6-ej Armji francuskiej na prawem brzegu Marny, musiał jej przeciwstawić własne swoje siły, osłabia­ jąc linję frontu całego skrzydła, oraz odrywa­ jąc się od 2. Armji Biilowa i wytwarzając przez to pięćdziesięciokilometrową lukę. W dniu 7 września von Kluck odwołuje również z lewego brzegu Marny III i IX kor­ pusy, oraz korpus jazdy gen. Marwitz'a, które poprzednio pozostawił Bûlow'owi dla osłony przegrupowania jego 2-ej armji, znajdującej się w dość ciężkiem położeniu, gdyż zwracając się sama w prawo (ku Paryżowi), podczas gdy 3-a armja zwracać się miała w lewo (ruch oskrzydlający, zamierzony przez Moltke'go), musiała się liczyć z możiiwością utracenia łącz­ ności z 3-ą armja. Odwołanie tych korpusów stanowiło dotkliwy cios dla armji Bùlow'a. Stąd też musi rodzić się pytanie, dlaczego von Kluck zdecydował się je odwołać. Prawdopodobnie uczynił to z jednej strony pod wrażeniem zacie­ kłych wTalk na prawym brzegu Marny w dniu 6 września, z drugiej zaś — w nadziei, że przy ich pomocy uda mu się osiągnąć samodzielnie zwycięstwo nad armja gen. Maunoury. Stano­ wisko podobne gen. Kiuck'a nie powinno nas dziwić, skoro parokrotnie już widzieliśmy, jak wielką rolę w dowództwie niemieckiem grały ambicje poszczególnych jednostek, dbających przedewszystkiem o własną sławę i szukających laurów zwycięstwa głównie na swój własny ra­ chunek. Tak, czy inaczej korpusy te odwołał, nakazując im przejście na prawy brzeg Mar­ ny, a następnie poprzez rzekę Ourcq marsz na północny-zachód w celu obejścia od północy 6-ej armji francuskiej. Plan Kluck'a stoczenia bitwy z armja gen. Maunoury był następujący: podczas gdy II, IV i IV rezerwowy korpusy powstrzymywać będą Francuzów na linji rzeki Ourcq, III i IX kor­ pusy, oraz oddziały, ściągnięte pośpiesznie z etapów, uderzą od północy na lewe skrzydło francuskie w kierunku na Nanteuil-le-Haudouin. Von Kluck sądził, że już w ciągu 8 wrze­ śnia osiągnie zdecydowane zwycięstwo nad 6-tą armja francuską, co pozwoli mu już w dniu następnym rzucić gros swoich sił na lewy brzeg Marny przeciwko armji angielskiej. Koncep­ cja Kluck'a wychodziła z zupełnie błędnego za­ łożenia, że akcja gen. Maunoury posiada decy­ dujące znaczenie, kiedy w rzeczywistości rola jej miała znaczenie drugorzędne. Należało przeto zatrzymać ją na rzece Ourcq, co dałoby się osiągnąć dość niewielkiemi siłami, nie ubie­ gając się tam za decydującem zwycięstwem,

natomiast należało gros sił pozostawić nad Grand-Morin, gdzie musiała być stoczoną de­ cydująca bitwa o Paiyż. Błąd gen. von Kluck'a, który spowodował wytworzenie się groźnej lu­ ki pomiędzy 1 i 2-ą armjami niemieckiemi, do­ wodzi, że dowództwo niemieckie nie orjentowało się w istotnej koncepcji strategicznej gen. Joffre'a. W dniu 8 września odwołane z południa korpusy były już na prawym brzegu Marny. III korpus, po uciążliwym marszu, dotarł do Crouy nad rzeką Ourcq, a IX korpus, po rów­ nie uciążliwym marszu — do La Ferté-Milon nad tą samą rzeką, ale bardziej na północ. Na­ tomiast II korpus jazdy von Marwitz'a, oraz część sił, pozostawionych mu przez IX korpus, zajęły prawy brzeg Marny od ujścia Ourcq do Dolloir, trzymając przeprawy przez rzekę. Równocześnie reszta 1-ej armji toczyła zacięte walki na zachód od rzeki Ourcq. Von Kluck sądził, że w dniu 9 września, przy pomocy III i IX korpusów, dokona obejścia i zakończy zwycięstwem bitwę na prawym brzegu Marny. Taka była sytuacja I-ej armji niemieckiej w dniu 8 września, Tymczasem 2-a armja niemiecka, począw­ szy od dn. 6 września, toczyła zacięte walki z 5 i 9-ą armjami francuskiemi. Jak wiemy, według dyrektyw Moltke'go, 2-ga armja miała wykonać zachodzenie swojem lewem skrzydłem w kierunku południowo-zachodnim w celu zwró­ cenia się frontem ku Paryżowi, skąd miało na­ stąpić rzekome uderzenie Francuzów. Równo­ cześnie 3-a armja miała wykonywać zachodze­ nie swojem prawem skrzydłem w kierunku po­ łudniowo-wschodnim, będąc przeznaczoną do uskrzydlenia armij francuskich (poza 6, 5 i 9) i odcięcia ich od Paryża. Tymczasem w dnu; 6 września na całym froncie 2-ej armji niemieckiej Francuzi rozpo­ częli zaciekłe natarcie, które w najwyższym stopniu utrudniło von Biïlow'owi zachodzenie lewego skrzydła. Natarcie Francuzów było tak silne, że groziło nawet 2-ej armji niemieckiej osaczeniem. Gen. von Bulow pisze, że „jeśli udało się uratować położenie, stało się to wy­ łącznie dzięki temu, że zdolność 5-ej armji fran­ cuskiej do prowadzenia walki była osłabiona". Marszałek Foch, ówczesny dowódca 9-ej armji francuskiej, w swoich Pamiętnikach tak kończy opis pierwszych walk w dniu 6 września z 2-gą armją niemiecką: „Dzień był ciężki, lecz 9-ta armja wykonała swe zadanie. Wytrzyma­ ła ona gwałtowne natarcie, miała na swych ra­ mionach znaczną część 2-ej armji niemieckiej,

jak X korpus w rejonie Saint-Prix i korpus gwardji pod Bannes, Morains-le-Petit i Normée. Nad Sommą od Normée, Lenharrée do Sommesous wytrzymała ona uderzenie 3 armji nemieckiej, której lewe skrzydło zagraża łącz­ ności z 4 armją francuską". Natrafiwszy na niezwykle silny opór Francuzów w zamierzonem zachodzeniu swo-

Schron.

jem lewem skrzydłem von Bulow zamierza sto­ czyć nad Petit-Morin bitwę według popular­ nego w dowództwie niemieckiem schematu kanneńskiego, z obu stron oskrzydlając przeciwni­ ka. Od zachodu grupę oskrzydlającą miały sta­ nowić III i IX-ty korpusy, pozostawione Biïl o w W i przez 1-ą armję, od wschodu zaś zada­ nie oskrzydlenia miałaby wykonać 3-a armja von Hausen'a. Tymczasem, już po wydaniu rozkazów do bitwy na dzień 7 września, gen. Bulow dowiaduje się o odwołaniu na północ
181

przez Kluck'a jego dwóch korpusów. Wobec tego von Biilow, zrezygnowawszy ze swoich pla­ nów, wycofuje swoją armję poza Petit-Morin. W dniu 7 września front 2-ej armji roz­ ciąga się od Montmirail aż poza bagna Marais Saint-Gond. Na całym froncie toczą się zacięte walki. W jego środkowej części postawa 9-ej armji gen. Foch'a jest tak groźna, że Biilow, osłabiając swoje prawe skrzydło, wspiera śro­ dek jedną dywizją, W rezultacie, jakkolwiek w ciągu dnia Niemcy zdołali utrzymać swoje stanowiska — o zachodzeniu nie było narazie nawet mowy, — jednakże z tak znacznemi stra­ tami, że, jak pisze sam Biilow: „wartość bojo­ wa 2-ej armji odpowiada zaledwie wartości trzech korpusów". W dniu 8 września prawe skrzydło 2-ej armji niemieckiej, osłabione odejściem III i IX korpusów, oraz korpusu jazdy von Marwitz'a, a osłaniane obecnie zaledwie dwiema dywizja­ mi jazdy, cofa się pod naporem 5-ej armji fran­ cuskiej na linję Thoult — Marguy. Luka po­ między 1 i 2-ą armją rozszerza się nadal. Na­ tomiast na lewem skrzydle udaje się Bùlow'owi, dzięki współdziałaniu 3-ej armji von Hausen'a, osiągnąć pewne postępy, wobec jednak braku rezerw i zaciętego oporu Francuzów, sukcesu swojego nie może należycie wykorzystać. Tern niemniej jednak Biilow, wierząc jeszcze w moż­ liwość decydujących rozstrzygnięć na swojem lewem skrzydle, decyduje się w dalszym ciągu kontynuować walkę. Znamy już przeto położenie na froncie 1-ej i 2-ej armij niemieckich: 1-a armja von Kluck'a zaawanturowała się w samodzielnej bitwie z 6-ą armją francuską na północ od Marny, utraciwszy łączność z 2-ą armją niemiecką, od której odgradzała ją armja angielska, doszedł­ szy lewym brzegiem Marny aż do ChâteauThierry. 2-a armja znów, mająca za zadanie osłonić niemiecki manewr oskrzydlający od strony Paryża i 5-ej armji francuskiej, sama uwikłała się w ciężkie walki, cofając się pra­ wem i osiągając niepewne sukcesy na lewem skrzydle. Co działo się tymczasem na pozosta­ łym froncie? 3-a armja niemiecka, przeznaczo­ na do roli grupy oskrzydlającej, według planu Moltke'go, zaledwie nieznaczne poczyniła postę­ py na swojem prawem skrzydle, podchodząc do Sommesous, gdzie współdziałała z 2-ą armją, i natrafiając na zacięty opór 9-ej armji gen. Foch'a. Zresztą swoje nieznaczne sukcesy 3-a armja okupiła stratą połowy swojego stanu li­ czebnego. Natomiast 4 i 5-a armje niemieckie, tocząc zacięte walki, nie zdołały przełamać 162

ofensywy francuskiej, zaledwie utrzymując się na swoich stanowiskach. Lewe skrzydło nie­ mieckie, 6 i 7-a armje, zostały zdecydowanie powstrzymane przez Francuzów pod Nancy i Epinal, napróżno usiłując, kosztem ogrom­ nych strat, przebić się w kierunku na Char­ mes. Tak więc marsz armij niemieckich, trwa­ jący bez przerwy od pierwszych dni wojny, zo­ stał powstrzymany zwrotem zaczepnym gen. Joffre'a, wodza naczelnego Francuzów. Miaż­ dżąca dotychczas potęga niemiecka natrafiła na opór, którego przełamać nie mogła. Więcej nawet. Osłabione siły niemieckie, pozbawione dostatecznych rezerw, «ame poczęły się uginać, napróżno wykruszając się do reszty, aby zła-" mać zacięty opór Francuzów, którzy sami zkolei przechodzili na swojem lewem skrzydle do potężnego natarcia, które miało zadecydować o losach Francji, a z nią i całego świata. I stało się to wówczas właśnie, kiedy kierownicze sfe­ ry Niemiec wraz z gen. von Moltke, szefem wielkiego sztabu generalnego, upojone zwycię­ ską inwazją w granice Belgji i Francji, uwa­ żały wojnę na Zachodzie właściwie za skończo­ ną, armje francuskie — za wojsko uciekające w popłochu i bezładzie, a Paryż, serce Fran­ cji —• za wydany na łup niemieckiego imperjalizmu. W chwili, kiedy Niemcy manewrem oskrzydlającym mieli ostatecznie załatwić się ze swoimi zachodnimi przeciwnikami, nagle okazało się, że te rzekomo „pobite i uciekające w popłochu" armje sprzymierzone posiadają dość sił fizycznych i moralnych, aby, zawróciw­ szy i stanąwszy twarzą w twarz z potęgą nie­ miecką, rzucić się na całym froncie do zaciekłe­ go, nieugiętego przeciwnatarcia. Nic dziwnego przeto, że przeciwnatarcie Francuzów, dokonane w podobnych warunkach, wywołało w dowództwie niemieckiem komplet­ ną dezorjentację i konsternację, graniczącą już blisko poprostu z paniką. Moltke wprawdzie, jak wiemy, spodziewał się uderzenia Francu­ zów od strony Paryża, nie liczył się jednakże z możliwością ogólnej ofensywy, uważając to natarcie raczej za odruch rozpaczliwej obrony stolicy Francji. Przeciwko temu ewentualne­ mu uderzeniu od strony Paryża przeciwstawić chciał pierwotnie 1 armję, następnie zaś w dn. 4 września zadanie to przeznaczył również i 2-ej armji. W dn. 5 września dowiedział się Moltke o natarciu 6-ej armji francuskiej na prawym brzegu Marny, do wieczora zaś dnia 6 wrze­ śnia nadeszły już meldunki od wszystkich armij o gwałtownem przeciwnatarciu Francuzów,

r
I

'

o
^

3

!

1

fe

m

Ciężka wrtylerja angielska przy pracy.

Kiedy dostarczono mu rozkaz gen. Joffre'a, znaleziony przy jednym z jeńców w dn. 4 wrze­ śnia, a nakazujący natarcie na całym froncie, gen. Moltke'go ogarnęła kompletna depresja duchowa. Przygnębienie jego podzielił cały wielki sztab generalny niemiecki, zaskoczony T wypadkami w momencie upojnego przeświad­ czenia o własnem zdecydowanem zwycięstwie. To też w chwilach decydujących naczelne do­ wództwo niemieckie wykazali> zdumiewającą apatję i bezczynność, spowodowane depresją duchową i świadomością swojej bezradności wobec braku dostatecznych rezerw. Jak wie­ my bowiem, gen. von Moltke jeszcze w dniu 25 sierpnia zabrał z prawego skrzydła niemiec­ kiego dwa korpusy, które skierował na front rosyjski do Prus Wschodnich. Nawet z lewego skrzydła trudno było narazie o zapożyczenie po­ ważniejszych sił, gdyż książę Ruprecht bawar­ ski rozpoczął był właśnie zacięte, chociaż bez­ nadziejne walki w celu przebicia się na Char­

mes. Zresztą Moltke nie umiał sobie narazie zdać sprawy z koncepcji strategicznej gen. Joffre'a, co utrudniało mu i opóźniało powzięcie nowrej decyzji. W rezultacie dowódcy poszcze­ gólnych armij działali każdy na własną rękę, jak to widzieliśmy na przykładzie von Kluck'a, co pogarszało jeszcze sytuację i demoralizowało armję. Gen. Moltke, przebywając w swej kwate­ rze głównej aż w Luksemburgu, o 200 kilometrów od najbardziej zagrożonej 2-ej armji, oce­ niał sytuację w barw7ach ciemniejszych nawet, niżby należało. Nie mogąc się na nic zde­ cydować, wysyła w dniu 8 września swoje­ go bliskiego współpracownika, podpułkownika Hentsch'a, na objazd frontu, dając mu niezwy­ kle szerokie pełnomocnictwa w dawaniu rozka­ zów dowództwom poszczególnych armij. Podpułkownik Hentsch wyjeżdża z kwate­ ry głównej pod wrażeniem przygnębienia, za­ mieszania i apatji, jakie tam panowały. Po183

przez dowództwa 5, 4 i 3-ej armji dociera w no­ cy z dnia 8 na 9 września do dowództwa 2-ej armji. Zastaje tu nastrój przygnębienia i roz­ terki. Rozmowa z Biïlow'em każe mu osądzie stan 2-ej armji, jako wysoce zatrważający. Hentsch i Bułow długo w noc rozważają poło­ żenie, które przedstawia się im w coraz bar­ dziej ponurem świetle: wielkie natarcie lewe­ go skrzydła, okupione ogromnemi ofiarami, zo­ stało powstrzymane pod Nancy i Epinal, 5-tą armję powstrzymała twierdza Verdun, 4 i 3-a armje zaledwie utrzymują swoje stanowiska kosztem nadmiernych ofiar, 2-ga armja, całko­ wicie wyczerpana, zmuszona jest cofać się, je­ śli nie ma dopuścić do oskrzydlenia jej od północy przez Francuzów, posuwających się wzdłuż Marny, 1-a armja, z trudem walcząca z armją gen. Maunoury i oddziałami garnizo­ nu Paryża, które gen. Gallièni ofiarnie pchnął do walki, odcięta od 2-ej armji i pozostawiona samej sobie, a przy tern wszystkiem brak roz­ porządzanych natychmiast rezerw, gdyż nowa armja niemiecka, tworząca się w okolicach Saint-Quentin, miała być zdolna do akcji dopie­ ro za kilka dni. Obaj generałowie, nie znalazł­ szy środków zaradczych, kładą się spać, odkła­ dając decyzję do rana. Dopiero w południe dnia 9 września pod­ pułkownik Hentsch dochodzi do wniosku, że jedynem wyjściem z sytuacji jest odwrót armij niemieckich, umożliwiający zwężenie frontu i reorganizację zdemoralizowanych oddziałów. Hentsch uważa, że 4 i 5-ta armje powinny się cofnąć ku Clermont-en-Argonne, 3 armja ku Châlons, 2 armja ku Reims, zaś 1 armja ku linji Soissons — Fère-en-Tardenois, przyczem ta ostatnia powinna nawiązać łączność z 2-gą armją w okolicy Fimes. Na skutek decyzji Hentsch'a, posiadające­ go, jak wiemy, daleko posunięte pełnomocnic­ twa Moltke'go, już o godz. 13-ej tegoż dnia 2-ga armja niemiecka rozpoczyna odwrót, którego pragnął sam jej dowódca von Bulow. Tymcza­ sem podpułkownik Hentsch udaje się do kwa­ tery głównej 1-ej armji. Jest to moment, kie­ dy na prawem jej skrzydle udało się von KluckWi uzyska- pewien sukces przy pomocy Iii i IX-go korpusów, które mianowicie oskrzy­ dliły 6-ą armję francuską od północy, spycha­ jąc jej lewe skrzydło ku Nanteuil-le-Haudouin. Natomiast środek 6-ej armji stawił zacięty opór, utrzymując swoje stanowiska. Gorzej przedstawiała się sprawa na lewem skrzydle von Kluck'a. Armja angielska, która opano­ wała już lewy brzeg Marny od ujścia rzeki 184

Ourcq aż do Château-Thierry, zdołała nawią­ zać łączność z 6-tą armją francuską na pra­ wym brzegu Marny, zagrażając nietylko lewe­ mu skrzydłu, ale i tyłom 1-ej armji niemiec­ kiej. Pomimo wszystko sztab 1-ej armji był jak najlepszej myśli, to też, kiedy pod nieobecność von Kluck'a, podpułkownik Hentsch zakomuni­ kował jego szefowi sztabu von Kuhl'owi rozkaz odwrotu, ten próbował mu się oprzeć, kapitu­ lował zaś dopiero wobec pełnomocnictw pod­ pułkownika Hentsch'a. W rezultacie Hentsch nakreślił węglem na mapie von Kuhl'a linję odwrotu 1-ej armji, która miała się cofać na północ, ku rzece Aisne, poniżej Soissons, gdyż tam, jak się okazało, znajdowały się wszystkie urządzenia tyłowe 1-ej armji. Tak więc zdecy­ dowana już linja odwrotu 1-ej armji zgóry nie­ tylko uniemożliwiała jej nawiązanie łączności z 2-ą armją, ale bardziej jeszcze poszerzała już istniejącą lukę, która w dniu 9 września wy­ nosiła około 50 kilometrów. Według rozkazów, wydanych przez Hentseh'a, armje niemieckie miały powstrzymać swój odwrót dopiero nad Aisne'a i Vesle'a. Tak oto nad Marną załamał się niemiecki plan wojny, stworzony pierwotnie przez Schlieffen'a, plan, doskonale przemyślany i opracowany w najdrobniejszych szczegółach, mający przynieść niemieckiemu imperjalizmowi najświetniejsze zwycięstwa nad armją fran­ cuską, które w pierwszym już miesiącu wojny miało wydać Francję na łup Niemcom, rozwią­ zując im ręce na Zachodzie, by ze zwielokrot­ nioną siłą uderzyć i zmiażdżyć armję rosyjską na Wschodzie. Tymczasem zamiast ostatecz­ nego zwycięstwa nad Sekwaną — odwrót z nad Marny, czyli widmo przewlekłej, beznadziejnej wojny. Gen. Camon, doceniając w pełni znaczenie bitwy nad Marną dla losów całej wojny świa­ towej, pisze: „Dzień 9 września był świadkiem wyjątkowego zdarzenia: podpułkownik roz­ strzygnął los świata. Hentsch wydal rozkaz odwrotu niewątpliwie w porozumieniu z Biïiow'em. Ostatecznie, w chwili, gdy rozkaz ten został wydany, był to rozkaz bezwątpienia niezbędny". O podpułkowniku Hentsch'u, który osobi­ ście powziął decyzję odwrotu aimiij niemiec­ kich, ciekawie pisze niemiecki kronprinz, ów­ czesny dowódca 5-ej armji, który rozmawiał z Hentsch'em w dn. 10 września w swojej kwa­ terze w Varennes: „Poglądy jego były wybitnie pesymistyczne. Położenie naszego prawego skrzydła uważał on za beznadziejne i wyraził

życzenie, aby 5-a arm ja. moja arm ja, niezwłocz­ nie rozpoczęła odwrót. Według niego, 1 i 2-ga armje były zupełnie rozprzężone, 3-a arm ja le­ dwie była w stanie trzymać się, położenie 4-ej armji co najmniej nie było świetne". Jak wielkie spustoszenie moralne wywarła konieczność odwrotu na dowództwie niemieckiem, świadczy o tern to, co pisze ten sam kronprinz o rozmowie z gen. von Moltke: „Nie za­ pomnę nigdy tego głębokiego wrażenia, które wywarł na mnie generał von Moltke dnia 11 września 1914 r. Zjawił się on nagle w mojej kwaterze głównej w Varennes w towarzystwie podpułkownika von Teppen. Był to człowiek zupełnie złamany. Nadludzkim wysiłkiem po­ wstrzymywał łzy, wyobrażając sobie, że pobite armje niemieckie uciekają w zupełnym nieła­ dzie. Mówił, że nie wie, w jaki sposób powstrzy­ mać ten odwrót". To też gen. Camon, zestawiając postawę

moralną dwóch wodzów: Moltke'go i Joffre'a, czyni taką złośliwą, ale jakżeż prawdziwą uwa­ gę: „Rzecz pewna, — niech mi czytelnik wyba­ czy to słowo — że Joffre nie chorował tak ła­ two na niestrawność!". Moltke swoją niewczesną butę, lekkomyśl­ ność i brak hartu moralnego w chwili przeło­ mowej srodze odpokutował, otrzymując dymi­ sję ze stanowiska szefa wielkiego sztabu nie­ mieckiego, czyli faktycznego wodza naczelne­ go, co raz na zawsze złamało jego ambicję, któ­ rej posiadał wszak tak wiele. Dymisja Moltke'go była jednak — z nie­ mieckiego punktu widzenia — nazbyt znikomą rekompensatą wobec tych niedających się ogar­ nąć i niepowetowanych strat, jakie generał ten spowodował dla Niemiec. Jeśli Niemcy tak pohopnie zaangażowały się w awanturę wojenną, jeśli bez najmniej­ szych skrupułów rozpętały najstraszniejszą ka-

Pokład niemieckiego statku wojennego

w

pokrywie

lodowej.

185

tastrofę, jaka znają dzieje, jeśli od pierwszych dni wojny objawiły światu w Belgji swoje wyrozumowane, planowe okrucieństwo, cynicznie łamiąc wszelkie prawa i zwyczaje międzynaro­ dowo,— czyniły to Niemcy w najgłębszem prze­ świadczeniu, że wojna, którą rozpętały, przy­ niosło im pewne, nieledwie matematycznie przewidziane zwycięstwo, które u nóg ich po­ łoży całą ludzkość wraz z jej prawami i zwy­ czajami. Tę matematyczną nieledwie pewność zwycięstwa dawał Niemcom ich precyzyjny plan wojny, ów słynny „schłieffenowski" plan. A plan ten oparty był na wyliczeniu, według którego zwycięstwo mogło było być osiągnięte tylko wtedy, kiedy Francja zostanie pobita, za­ nim Rosja zmobilizuje swoją ogromną armję, co pozwoliłoby Niemcom pokolei rozprawić się z przeciwnikami. Tymczasem okres mobilizacji rosyjskiej dobiegał końca, a Francja nietylko nie leżała w prochu u nóg zwycięskich Niemiec, ale prze­ ciwnie, w bitwie nad Marną, w owym ^cudzie" nad Marną po raz pierwszy pokazała swojo właściwe oblicze, swojem wspaniałem przeciw­ natarciem zmuszając armje niemieckie do od­ wrotu nieledwie od wrót Paryża, od którego Niemcy oddaleni już byli zaledwie o 20 kilo­ metrów i który wydawał się do tego stopnia stracony, że rząd francuski ratował się w dniu 'J września spieszną ewakuacją swoich urzędów do Bordeaux. Bitwa nad Marną zdruzgotała niemiecki plan wojny, co było równoznaczne z ostateczna klęską Niemców, która musiała już nastąpić wcześniej lub później. Położenie Niemców, zmuszonych bitwą naci Marną do długotrwałej wojny na coraz to nowych frontach, z każdym miesiącem musiało się pogarszać, konsekwent­ nie zdążając ku ostatecznej klęsce, która przy­ szła wreszcie jesienią 1918 roku. Wobec załamania się schlieffenowskiogo planu wojny, co pociągnęło za sobą tak kolosal­ ne następstwa dla losów całego świata, musi się rodzić pytanie: czy plan ten był zły, czy też jego wykonanie? Największe dziś powagi w za­ gadnieniach wojskowych zgadzają się w tern, że plan Schlieffena, oparty na wzorach napo­ leońskich, był całkowicie słuszny w swojej pro­ stej i jasnej zasadzie. Jeśli plan ten załamał się, nie dając Niemcom zwycięstwa, wino tego ponosi nie sama koncepcja, lecz jej nieudolno wykonanie, przedewszystkiem zaś odpowie­ dzialność za to spada na gen. von Moltke'go, bratanka sławnego feldmarszałka. Stryj w la­ tach 1870—71 zadał straszliwą klęskę Francu­
186

zom, przypieczętowująe swoją sławo wzięciom do niewoli cesarza Napoleona III i wkrocze­ niom do Paryża — mały bratanek wielkio stryja poniósł sam klysKy z rąk Francuzów i ich wodza gen. Joffre'a. Taką bywa złośliwa często Nemesis dziejów ludzkich! Dla nas ważnem jest uświadomić sobie, na czom polegały błędy wykonania niemieckiej. planu wojny i kto do tego się przyczynił. Gen. Camon, w uwagach do swojej pracy ,,Zalamanie się niemieckiego planu wojny u , wylicza następujące przyczyny klęski Niem­ ców, pochodzące z ich własnej winy: „Oddani*.1 lewemu skrzydłu, działającemu w Lotaryngji, jeszcze przed rozpoczęciem dzia­ łań wojennych, sześciu dywizyj zapasowych, które, według pierwotnego planu, powinny by­ ły znajdować się na prawem skrzydle i uzupeł­ niać podczas manewru straty tego skrzydła. Tu odpowiedzialność ponosi generał von Moltke. Niepowodzenie próby osaczenia armji belgij­ skiej nad Gette'a. Odpowiedzialni są: Moltke, Bulow i Hausen. Moltke — ponieważ nie utwo­ rzy! jednego, wspólnego dowództwa dla prawego skrzydła, ani nie wskazał manewru, który należało wykonać; Bulow — ponieważ, dzięki przesadnej ostrożności, nie wysunął w dosta­ tecznym stopniu w kierunku północno-zachod­ nim oddziałów, przeznaczonych do osaczenia armji belgijskiej ; von Hausen — ponieważ od­ mówił skierowania nad Mozę gotowych prze­ cież do działań korpusów czołowych. Niepowo­ dzenie osaczenia 5-ej armji francuskiej i armji angielskiej nad Sambrą. Odpowiedzialność po­ noszą: zbyt ostrożny zazwyczaj von Bulow, gdyż nie odważył się on na próbę sforsowania prze­ prawy, nie zapewrniw7szy sobie poprzedn i 1 1 współdziałania 1 i 3-ej armji; Moltke, który przypuszczał, że Anglicy stoją pod Lille i na swoje nieszczęście skierował w tym kierunku von Kluck'a, a w ten sposób przeszkodził mu zwrócić się w odpowiednim momencie przeciw­ ko korpusom angielskim, które w rzeczywisto­ ści wyruszyły z Maubege; zawsze do przesady rozważny von Hausen, który zbyt późno przy­ bywa nad Mozo, waha się pomiędzy zdaniom Moltke'go, który doradza mu rzucenie sił głów­ nych przez Fumay na tyły o-ej armji francu­ skiej, a Bulow'em, który przywołuje go do sie­ bie, i idzie za głosem Bulow'a, wypuszczając w len sposób sposobność osaczenia armji fran­ cuskiej. Ogromny psychologiczny błąd Moltke'go, popełniony dn. 25 sierpnia, kiedy to, uwa­ żając, że partja na Zachodzie została wygrana, postanowił on zabrać z zachodniego frontu sześć

korpusów i wysłać je do Prus Wschodnich. Coprawda, w rzeczywistości odjeżdżają tylko dwa korpusy, których właśnie zabrakło, aby napra­ wić położenie w dniu 6 września. Prócz tego Moltke zabiera jednak ze sztabu 2-ej armji naj­ tęższą głowy na całem prawem skrzydle armij niemieckich — LudendorfPa, by wysłać go do Prus Wschodnich. Niepowodzenie osaczenia

kał zwycięstwa na własną rękę. Przeniesienie jednej z dywizyj 2-ej armji z prawego skrzy­ dła, na którem była ona niezbędna, do środka, a następnie wspaniałomyślne podarowanie drukiej dywizji von HausenWi. Odpowiedzialność ponosi von Bulow, który, jak się wydaje, mu­ siał się opuścić, i von Hausen, który dążył do odniesienia zwycięstwa na własną rękę".

/ w podziemnych schronach urządzali się Niemcy względnu wygodnie

o-ej armji francuskiej i armji angielskiej nad Oise'a. Za brak porozumienia się wzajemnego odpowiedzialni są: Kluck, Billow i Hausen. Wy­ tyczna z wieczoru dnia 4 września, nakazująca 1-ej i 2-ej armji wykonanie zwrrotu frontem na Paryż, aby stawić czoło armji gen. Maunoury (jak wiemy, armja ta rozpoczęła natarcie nie na lewym, lecz na prawym brzegu Marny — przyp. wł.). Odpowiedzialność ponosi Moltke. Odwrót III i IX-gc korpusów przed Anglikami i 5-ą armją francuską. Odpowiedzialność po­ nosi gen. von Kluck, który, jak się zdaje, szu-

„Czy jednak — pisze dalej gen. Camon — poza wszystkiemi temu czynnikami, które spo­ wodowały załamanie się niemieckiego planu, nie było jakiejś jednej zasadniczej przyczyny, z której zrodziły się wszystkie inne? Bezwątpienia tak. Tą zasadniczą przyczyną był fakt, że schlieffenowskiego planu manewru nie rozu­ miał ani sam Moltke, ani znaczna część gene­ rałów niemieckich, którzy mieli wykonać go. Manewr Schlieffena, a był to bezsprzecznie ma­ newr napoleoński, opierał los wojny na powo­ dzeniu niemieckiego prawego skrzydła". 187

Znamiennym pod tym względem jest fakt, ::v • - podczas gdy niemiecki plan wojny, zbu­ — dowany przez Schlieffen'a, oparty byl riawskróś na strategicznym systemie Napoleona - wyko­ nawcy tego planu, włącznie z gen. von Moltke, krytycznie hołdowali systemowi kanneńskiemu, którego autorem był Hannibal. Rzecz oczywista, że ta paradoksalna rozbieżność nie mogła się była przyczynić do prawidłowego wy­ konania planu wojny. Odpowiedzialność za to ponosi sam Schlieffen. Gdy bowiem w 1906 r., opracowawszy już ostatecznie niemiecki plan wojny, podał się do dymisji, opuszczając sta­ nowisko szefa wielkiego sztabu generalnego, cały czas, aż do swojej śmierci w 1913 r., po­ święcił na namiętną i brutalną krytykę syste­ mu napoleońskiego, równocześnie wykazując zalety systemu kanneńskiego. Czynił to, być może, w celu tern większego zaskoczenia F r a n ­ cuzów, nieprzewidujących w tych warunkach, że autor niemieckiego planu sam zbudował go na wzorach napoleońskich. Raczej jednak na­ leży przypuszczać, że czynił to z pobudek ego­ istycznych, pragnąc zatrzeć ślady plagjatu w swoim planie, który, jak wierzył, miał dać Niemcom niebywale zwycięstwo. Tak, czy ina­

czej swoją końcową już działaln dżinie teorji wojskowej wprowadził kom; dezorjentację w wojskowych sferach, cc mniej nie przyczyniło się do powód/ nania jego własnego planu, opartego na dzie napoleoński» A teraz posłuchajmy, co mówią wy bit ni wojskowi niemieccy, którzy brali czynny udział w nieudanym manewrze schlieffenowskim. Generał von Kuhl, ówczesny szef sztabu 1-ej armji niemieckiej, pisze: „Plan Schlief» fen'a był prosty. Z j a k największą stanowczo­ ścią należało przeprowadzić ten plan. Wszyst­ kie inne względy powinny były zejść na drugie miejsce. W roku 1914 wykonanie nie odpowia­ dało pokładanym nadziejom". Marszałek Hindenburg pisze: „Uważam, że powodem niepo­ wodzenia naszego wielkiego planu kampanji, planu, który naj niewątpliwiej zbudowany był dobrze, była jedna jedyna przyczyna. Przeciw nam wystąpił cały szereg niepomyślnych oko­ liczności. Do nich zaliczani: osłabienie idei przewodniej naszego planu, zgodnie z którą na­ sze arm je powinny były posiadać ogromnie po­ tężne prawe skrzydło; niepowodzenie zbyt sil­ nego zresztą naszego lewego skrzydła, spowTo-

1SÔ

dowane niewczesną inicjatywą niższych dowód­ ców; zapoznanie niebezpieczeństwa, co do któ­ rego należało się spodziewać, że może ono uka­ zać się znagła od strony twierdzy, tak solidnie umocnionej, od strony takiego gniazda zbiega­ jących się linij kolejowych, jak Paryż; niedość energiczne wystąpienie naszego naczelnego do­ wództwa w celu skoordynowania ruchów na­ szych armij ; wreszcie, być może, także nieścisłe przedstawienie przez niektóre organa dowódz­ twa położenia, które samo przez się nie było przecież rozpaczliwe". Jakkolwiek na szczególne podkreślenie za­ sługuje fakt załamania się niemieckiego pla­ nu wojny, co właściwie przesądziło los całej wojny, nie możemy jednak pominąć milcze­ niem i tych plusów, które plan ten pomimo wszystko zapisał na korzyść Niemców. Weź­ my bowiem pod uwagę, że plan schlieffenowski załamał się dopiero nad Marną, podprowadziw­ szy Niemców do Paryża na odległość dwudzie­ stu kilometrów, co umożliwiło Niemcom oku­ pację dziesięciu najbogatszych prowincyj fran­ cuskich i zagarnięcie 80% francuskiego prze­ mysłu metalurgicznego na przeciąg zgórą czte­ rech lat, to znaczy do końca wojny światowej. Był to ten sukces, który ocalał z ogólnej kata­ strofy, jakiej uległ wielki plan Schieffena.

Dotychczas mówiliśmy niemal wyłącznie o tych błędach strategicznych i organizacyj­ nych Niemców, które przyczyniły się do ich klęski we wrześniu 1914 roku. Nie znaczy to jednak, byśmy błędy te uważać mogli za jedyne przyczyny niepowodzeń niemieckich. Bowiem ich waga dziejowa, jakkolwiek wielka — szcze­ gólnie wobec doskonale przygotowanego nie­ mieckiego aparatu wojennego — nie była prze­ cież decydującą. Nie mniejszą wagę miały tu i inne przyczyny, leżące po drugiej, francus­ kiej stronie frontu. Aby niemiecki plan woj­ ny mógł był się załamać — niemieckim minu­ som musiały przeciwstawić się francuskie plu­ sy. Jest to najzupełniej oczywiste. A plusów tych było wiele. Armja francuska, jakkolwiek jej przygo­ towanie do wojny był.) o wiele skromniejsze od niemieckiego, a często nawet wręcz niedo­ stateczne, od pierwszych już dni wojny wyka­ zała zdumiewającą wartość bojową, oraz bar­ dziej jeszcze zdumiewającą zdolność przystoso­ wywania się do warunków prowadzonej wojny, oraz do poziomu militarnego przeciwnika. Złożyło się na to wiele przyczyn. Zdrowy patrjotyzm francuski, wiekowa kultura i genjusz gallicki raz jeszcze zadokumentowały swoją żywotność, której niedocenili imperjaliści nie189

mieccy. Ta sama armja francuska, która pod niedołężnem dowództwem, skorrumpowana i wadliwie zorganizowana za Napoleona III, tak haniebnie uległa Niemcom w lalach L870— 71 — ta sama armja francuska w 191 I r. oka­ zała się partnerem poważniejszym, xńz ktokol­ wiek mógłby! to przypuszczać w Europie przed­ wojennej. Od góry do dołu armja francuska

nie wolno nigdy zapoznaw ków wojny świal Dla pełni o obraz bitwy, która — jal przykładów w historji — wpływ na losy świata, przj szałka Ferdynanda Foch4i swój opis:

senie wypad-

ki

Ludność cywilna, chroniąca się u- piwnicach przed bombardowaniem

okazała się godną swojej odwiecznej tradycji, rozświeconej niegasnącym blaskiem Napoleona I. „Cud" Marny sprawili: bohaterski i ofiar­ ny żołnierz francuski... inteligentny, fachowy i kulturalny oficer... światłe, jednolite i wyso­ ce karne dowództwo... i cały wreszcie naród francuski, który armję swoją szczodrze wypo­ sażył w olbrzymi kapitał zapału, energji i wie­ dzy. Błędy Moltkego nie stałyby się może błę­ dami, gdyby partnerem jego nie był gen. Joffre, a przeciwnikiem armja francuska. Tego 190

„Bitwa nad Marną skończyła się. Była ona naprawdę wielkiem zwycięstwem. Było to dzieło tego, kto przygotowywał ją od 24 sierpnia i wTcielał ją w czyn aż do końca, dzieło Naczelnego Wodza, generała Joffre'a. Naza­ jutrz po naszych porażkach nad granicą, doj­ rzał on jasno, jak źle była rozpoczęta partja i przerwał walkę, by energicznie ją wzmocnić, skoro naprawi dostrzeżone błędy. Wobec od­ słoniętych wreszcie zamiarów przeciwnika, je­ go potężnego manewru poprzez Belgję, jak

również wobec niedostatecznej wartości pew­ nych dowódców, nie wahał się przegrupować inaczej swe siły, stworzyć na zachodzie armję manewrowa, zorganizować dowództwo, prze* ciągnąć odwrót do odpowiedniej chwili, a gdy chwila ta nadeszła, skombinować rozsądnie działania zaczepne z obronnemi, po energicznem zakomenderowaniu zwrotu wtył. Wspa­ niałym ciosem powstrzymującym zadał on śmiertelny cios inwazji". „Od Ourcq do Lotaryngji wszyscy wyko­ nawcy ruszyli do bitwy w ścisłej łączności, w doskonałem zgraniu, z dziką energją, czując dobrze, że kraj nie przeżyłby klęski zadanej przez bitwę o podobnym rozmachu. W Naczelnem Dowództwie współzawodniczono w karno­ ści, by całkowicie wypełnić swTe zadanie, w ko­ leżeństwie, by się wspomagać nawzajem. Od­ działy walczyły aż do wyczerpania11. „Raz jeszcze wielkie uczucie wojska, dące refleksem prawdziwego stanu ducha pro­ wadzącego wojnę narodu, a rozsądnie spożyt­ kowane przez Naczelnego Wodza, stworzyło fakt historyczny. Była nim Marna". „Paryż, serce kraju, został uratowany przez zwycięską bitwę, do której jego guberna­ tor posłał swe oddziały, dobrze rozumiejąc, że przez to rozstrzyga losy swej stolicy". „Plan Niemców zawalił się, a z nim i pres­ tige ich wojska. Gwałtowna i szybka inwrazja, która miała wyprowadzić Francję z gry, nietylko została powstrzymana, lecz odparta i czę­ ściowo zdezorganizowana. W jakich warun­ kach ma nieprzyjaciel zreorganizować się i wznowić swe przedsięwzięcia na froncie za­ chodnim? Czy przez ten czas front wschodni nie powinien był dać odczuć ciężaru swych

mas? Czy mocarstwa centralne będą posiada­ ły dowództwo, zdolne do prowadzenia na dwóch frontach akcji odląd rozdzielonej, która zawio­ dła, będąc skoncentrowaną na jednym ? 28 sierpnia, w chwili objęcia przeze mnie dowódz­ twa 9. Armji, komunikat donosił, iż inwazja triumfuje „od Sommy do Wogezów". Komuni­ kat z 10 września głosił zwycięstwo francuskie. Byłem niezmiernie szczęśliwy, iż brałem po­ ważny udział w tern odwróceniu losów naszego oręża". W innem miejscu marsz. Foch pisze zna­ mienne słowa: „W Chalons, podczas rozwikływania spraw rozmaitej natury, nadeszły wraz ze szczęśliwemi nowinami, potwńerdzającemi doniosłość uzyskanego sukcesu, smutne wiado­ mości, dotyczące członków mojej rodziny, znaj­ dujących się w armji, o srogich stratach, które poniosła ona 22 sierpnia, o czem dawał mi znać generał Sarrail, dowódzca 3. Armji. Gdy by­ łem zajęty sprawami ojczyzny, nie było nawret czasu płakać nad śmiercią swych bliskich. Lecz dobrowolne te poświęcenia nie miały pozostać bezowocnemi. Trzeba było jak najszybciej wy­ zyskać zdobyte położenie." Słowa te, po żoł­ niersku proste, jakżeż dobitnie charakteryzują wartość moralną dowTódców francuskich, któ­ rzy poprowadzili swoje armje do zwycięstwa nad Marną! Jeszcze w innem miejscu na szczególną uwagę zasługują słowna marszałka Focha, któ­ ry, opisując przybycie do jego kwatery przed­ stawicieli społeczeństwa i sfer politycznych, tak pisze: „Wszyscy razem święciliśmy wiel­ kość i potęgę Francji, zjednoczonej w doskona lew zapomnieniu waśni partyjnych, gdy cho dzilo o stawienie czoła nieprzyjacielowi".

191

R o z d z i a ł II. POLSKA W OBLICZU WOJNY ŚWIATOWEJ.
ZARYS P O L S K I E J POLITYKI NIEPODLEGŁOŚCIOWEJ 1864 — 1914 E.

Romuald Traugutt, dyktator powstania styczniowego, powie­ szony przez Moskali na stokach cytadeli tvarszawskiej.

W dziejach Polski moment wybuchu woj­ ny światowej stanowi datę przełomową. Przed nią była tylko ponura noc niewoli, w mrokach której, niby.błędne ogniki, zrzadka i migotli­ wie żarzyły się iskry buntu, od czasu do czasu wybuchając na krótko płomieniem beznadziej­ nego czynu. Od tej daty rozpoczyna się świt polskiej wolności, okres krwawej i znojnej rea­ lizacji wielkich haseł niepodległościowych, w imię których ofiarnie krwawiły się poprzed­ nie pokolenia patrjotów w ciągu zgórą stulet­ niej niewoli. Z wojny światowej wyrosła dzisiejsza Pol­ ska — suwerenna i potężna Rzeczpospolita —

zajmując poczesne miejsce wśród wolnych i nie­ podległych narodów świata. Jednak błędnem byłoby mniemanie, że nie­ podległość nasza przypadkowo wyrosła na krwawych polach wojny światowej, niby nie­ spodziewany, chociaż wymarzony dar kapryś­ nego losu. Należy bowiem uświadomić sobie, że jeśli nasza niepodległość była plonem wojny— to posiew tej niepodległości, dokonany własną dłonią narodu polskiego, na długo poprzedzał przełomową datę 1914 roku. Wojna światowa jakgdyby użyźniła ugory i pozwoliła zakiełko­ wać ziarnom wolności, które długo i bezpłodnie czekały, głęboko zaryte pod ziemią. Innemi słowy wojna światowa przyniosła nam tylko nowe warunki zewnętrzne, niezwy­ kle korzystne dla realizacji oddawna dojrzałej ideologji niepodległościowej, opartej o wewnę­ trzne siły narodu, które osiągnęły już poprzed­ nio dostateczny stopień rozwoju i zdolność uja­ wnienia się nazewnątrz w sprzyjających oko­ licznościach. Z tego punktu widzenia wojnę światowTą w historji Polski należy raczej uważać nie za początek ery niepodległego bytu państwowego, lecz za końcowy etap walk wyzwoleńczych, ich ostateczne, przez pokolenia przygotowywane zwycięstwo. Że zaś zwycięstwo przyszło dopie­ ro razem z wojną światową — zrozumiałem jest, jeśli się zważy, że stworzyła ona po raz pierwszy naprawdę korzystne warunki do osią­ gnięcia zwycięstwa. Tak rozumiejąc rolę wojny światowej w naszych dziejach nie można, mówiąc o niej, pominąć okresu przedwojennego, w którym krystalizowała się polska idea niepodległościo­ wa, gromadząc wokół siebie te siły i te jednost­ ki, które później wśród pożogi wojennej marze65

nia ojców i dziadów przyoblekły w ciało rzeczy­ wistości. Nic nie dzieje się w oderwaniu od żelazne­ go prawa przyczyn i skutków. Przeto udział Polski w wojnie światowej i to udział właśnie taki, a nie inny, był ścisłą konsekwencją tych przyczyn, które nawarstwiały się na długo je­ szcze przed wojną. Dlatego też, aby zrozumieć rolę narodu polskiego w wielkiej tragedji ludz­ kości, której epilog był dla nas tak bardzo po­ myślny, należy znów cofnąć się wstecz ku cza­ som przedwojennej polskiej myśli politycznej. Inaczej nie możnaby zrozumieć zbyt wielu zja­ wisk w życiu polskiem czasów wojny i później­ szego okresu zbrojnego wykreślania giłanic Rzeczypospolitej.

nie zatraciły jeszcze swojego aktualnego zna­ czenia. Z ostatnim rozbiorem dawnej Rzeczypo­ spolitej skończyła się polska polityka państwo­ wa. Rozpoczął się długotrwały okres polityki bezpaństwowej, polityki narodu nietylko pozba­ wionego własnej państwowości, ale i rozdarte­ go na trzy zabory, rozdzielone wrogiemi słupa­ mi granicznemi. W tych warunkach jakież mogły być cele polskiej polityki narodowej? Wtłoczeni prze­ mocą w ramy trzech obcych i wrogich organiz­ mów państwowych, mogliśmy albo walczyć z istniejącym stanem rzeczy, albo też, godząc się nań, mogliśmy czynić wysiłki, aby jak naj­ wygodniej rozlokować się pod obcemi dachami. Były to dwa jedynie możliwe kierunki polityki polskiej, zasadniczo sobie wrogie, stojące na dwóch przeciwnych biegunach świadomości na­ rodowej. W jednym i drugim kierunku podsta­ wą i punktem wyjściowym polityki naszej był fakt utraty niepodległości i trójzaborowe roz­ darcie narodu. Wszelki inny kierunek nie mógłby być polskim, gdyż musiałby zlekcewa­ żyć fakt utraty niepodległości i świadomość wspólnoty narodowej. Tak właśnie stało się pod koniec XIX wieku z kierunkiem polityki socjalno-demokratycznej, która, zeszedłszy z pła­ szczyzny narodowej, wkroczyła na drogi kosmo politycznego socjalizmu i bezwzględnej wal­ ki klas. Jeśli chodzi o oba czysto polskie kierunki polityczne — to wyraziły się one w polityce buntu i polityce ugodowej w stosunku do zabor­ ców. Ta ostatnia w konsekwencji prowadziła do trójzaborowego lojalizmu, do politycznej asymilacji z obcemi organizmami państw za­ borczych. Rzecz prosta każdy z tych zasadniczych kierunków posiadał całą skalę odcieni politycz­ nych: od desperackich przejawów buntu prze­ ciwko ponurej rzeczywistości aż do biernego, roślinnego niemal oporu, od ugodowości, wy­ pływającej z poczucia własnej bezsilności, aż do nikczemnego zaprzaństwa i wygodnej renegacji. W tym czy w innym wypadku, jak to już powiedzieliśmy, polityka polska musiała rozwi­ jać się po linji ostrej świadomości utraty nie­ podległego bytu państwowego i narodowego rozdarcia. Polityka buntu wychodziła z założenia, że fakt utraty niepodległości przekreśla wszelkie

Pani Piasecka, skazana przez sąd pruski na dwa i pół roku więzienia za obronę języka ojczystego.

Chociażby pobieżna znajomość dziejów przedwojennej polityki naszego narodu posia­ da jednak i bardziej aktualne znaczenie. Woj­ na światowa bowiem, będąc równocześnie tra­ gicznym pomnikiem, który historja wzniosła na granicy dwóch epok, stanowi dla nas jakgdyby most, łączący te epoki, łączący dzisiejszą Polskę niepodległą z pi^zedwojenną Polską nie­ woli. Po przez wojnę światową ciągną się ku nam konsekwencje okresu niewoli aż po dzień dzisiejszy, wywierając wszechstronny wpływ na nasze życie. Wszystkie te względy razem wzięte każą nam sięgnąć aż do źródeł tych przyczyn dzie­ jowych, które złożyły się na rolę polityki pol­ skiej w czasie wojny światowej, a które i dziś
66

możliwości rozwojowe narodu, że w łonie obce­ go, a tembardziej w łonie trzech obcych orga­ nizmów państwowych konsekwencją marnej wegetacji narodu ujarzmionego nieuchronnie, wcześniej czy później, musi być jego ostatecz­ ne wynarodowienie, utrata wszelkich cech od­ rębności, zlanie się z narodem, czy narodami panującemi. Jedynym czynnikiem, hamującym ten proces dziejowy, może być tylko walka z istniejącym stanem rzeczy. Polityka ta za cel główny stawiała sobie po­ lityczne wyzwolenie i zjednoczenie, odbudowę państwowości polskiej, która ogarnęłaby mniej­ szą lub większą część narodu polskiego. Ten cel główny przysłaniał wszystko inne : i formę ustroju tego przyszłego państwa polskiego, o które trzeba było jeszcze nie wiadomo jak

O pogodzeniu się tych dwóch zasadniczo przeciwnych sobie kierunków w polityce pol­ skiej, rzecz prosta, nie mogło być mowy. Co naj­ wyżej mogły wzajemnie oddziaływać na siebie,

Wóz Drzymały. Rolnik Drzymała z Rakoniewic, któremu rząd pruski zabronił postawić dom na swej roli, zakupił wóz cyrkoicy i w nim zamieszkał wraz z rodziną.

przyczyniając się do pewnych odchyleń od za­ sadniczej linji politycznej i ideowej. W ciągu całego z górą stuletniego okresu niewoli oba kierunki, niepodległościowy i ugo­ dowy kolejno zyskiwały na sile i popular­ ności wśród społeczeństwa. Kolejność ich
Dr. Stanisław Gląbiński, prezes Kola Pol­ skiego w parlamencie wiedeńskim-.

długo walczyć, i kwestje jego granic, które by­ ły tylko marzeniem lub akademicką koncepcją, i takie lub inne kolejne cele, których osiąganie miało przybliżać naród polski ku ostatecznemu wyzwoleniu i zjednoczeniu, a nawet różnie poj­ mowane środki walki z istniejącym stanem rzeczy. Odwrotnie, polityka ugodowa, wychodząc z założenia, że utrata niepodległości politycznej jest faktem dokonanym, którego nic nie zdoła obalić, godząc się z nim dążyła do takiego uło­ żenia stosunków z zaborcami, aby, wyłączyw­ szy z nich wszelką „wrogość" i „obcość", umo­ żliwić narodowi polskiemu organiczne przysto­ sowanie się do państwowości zaborczych i tem zapewnić mu spokojny i normalny rozwój go­ spodarczy i kulturalny, w najlepszym razie w znaczeniu rozwoju kultury narodowej.

Dzieci

wrzesińskie, katowane przez natiezycidi skich dn. 20 maja 1901 r.

pru-

wpływów była zawsze ściśle zależna przedewszystkiem od czynników zewnętrznych. Pomyślniejsza konjunktura międzynarodowa lub polityczna w państwach zaborczych, ożywiając
ó7

nadzieje i przydając sprawie niepodległości ru­ mieńców realności i aktualności, zwiększała wpływy i popularność kierunku niepodległo­ ściowego i powszechniej zapalała w społeczeń­ stwie naszem iskry buntu. Podobny skutek wywierały wszelkie nowe akty ucisku ze strony zaborców, z tą tylko różnicą, że wzmożona ak­ tywność kierunku niepodległościowego miała

Aleksander Świętochowski, wybitny publicysta, szer­ mierz pozytywizmu, boży­ szcze młodzieży w czasach niewoli.

wskroś materjałistyczna i oportunistyczna, wypływająca przedewszystkiem z egoizmu jed­ nostek i całych warstw społecznych, głosząc hasło pogodzenia się z państwowością zaborczą, przystosowania się do niej i jak najlepszego urządzenia się w jej ramach, siłą rzeczy zrywa­ ła z zasadą jedności narodowej, gdyż w każdym poszczególnie zaborze musiała naginać się do zgoła odmiennych warunków, musiała służyć odmiennym, a często i wrogim interesom, mu­ siała stawiać sobie różne cele i stosować różne metody. Niebezpieczeństwo polityki ugodowej tkwi­ ło nietylko w tern, że rozkładała ona jedność na­ rodową w trójzaborowym lojaliźmie, torując drogę do całkowitego rozkładu świadomości na­ rodowej. Groźniejsze było to, że ugodowość stawała się dla jednostek wygodnym mostem, przez który jakżeż łatwo było słabszym kon­ strukcjom duchowym przejść na stronę naj­ gorszego, bo zamaskowanego, często nawet nie­ uświadomionego zaprzaństwa. Albowiem, je­ śli stanąć na stanowisku pogodzenia się z lo­ sem narodu ujarzmionego, wyrzeczenia się walki, odrzucenia w sobie wszystkiego, co po­ głębia „wrogość" w stosunku do zaborcy, jakżeż trudno jest okupywać spokój i dobrobyt potul­ ną lojalnością wobec wroga, a równocześnie kultywować swoją odrębność narodową, ale w sposób, któryby nie drażnił zaborcy i nie bu­ dził jego podejrzeń! O ileż prościej, wygodniej i konsekwentniej jest całkowicie wyrzec się swojej narodowości, asymilując się z narodem panującym ! Czas pracował na korzyść zaborców. Z każdem następnem pokoleniem zacierał co­ raz bardziej wspomnienie własnej, utraconej państwowości, która z biegiem lat stawała się już tylko legendą. Przeciwnie, wiązał społe­ czeństwo z obcemi państwowościami, z któremi zżyło się ono w praktyce codziennej rzeczywi­ stości. Łagodził poczucie krzywdy, upokorze­ nia i ucisku, które w szarej codzienności z pie­ destału bohaterstwa schodziły do roli przykrych objawów chronicznej choroby. Rozwiewał na­ dzieję i wiarę w odzyskanie utraconej ongiś niepodległości. Pętał świadomość narodową tysiącem subtelnych więzów długotrwałego sto­ sunku z wrogiem we wszelkich dziedzinach ży­ cia zbiorowego i jednostkowego. Jednem sło­ wem czas w coraz większej ilości gromadził psychologiczne i umysłowe czynniki polityki ugodowej.

w tych wypadkach charakter bardziej despe­ racki. Przeciwnie, każdorazowe zwolnienie śruby ucisku, chociażby wywołane tylko przej­ ściową metodą polityki zaborczej, ożywiało kie­ runek ugodowy, zyskując dlań większą popu­ larność w społeczeństwie, które dawało się uwieść zręcznie podsuwaną przynętą spokoj­ nego „urządzenia się" pod obcą, ale i wspólną zarazem strzechą państwową. Im dłuższy czas dzielił naród polski od cza­ su utraty niepodległości, tern większe wpływy zyskiwał kierunek polityki ugodowej kosztem coraz bardziej bledniejących ideałów niepodle­ głościowych. Było to groźnem zjawiskiem dla przyszłości narodu polskiego. Kierunek ugo­ dowy w prostej linji musiał prowadzić do osta­ tecznego wynarodowienia, tembardziej, że po­ ciągał za sobą trójlojalizm wobec państw za­ borczych, co zrywało naturalne więzy narodo­ we pomiędzy zaborami. Polityka ugodowa, na68

Od czasu upadku dawnej Rzeczypospolitej aż do odzyskania niepodległości polska polityka niepodległościowa była ściśle związana z ideą narodowej siły zbrojnej i zbrojnego czynu wy­ zwoleńczego. Przez cały okres niewoli patrjoci nasi rozumieli, że jedynie przed siłą może ugiąć się zaborczość Rosji, Prus i Austrji, że je­ dynie si